Sprawa Myteka to dla mnie ciekawy przypadek

Komentarze

Transkrypt

Sprawa Myteka to dla mnie ciekawy przypadek
S
prawa Myteka to dla mnie ciekawy przypadek
udanego połączenia wiedzy inżynierskiej, stosownie
wybranej strategii promocyjnej oraz łutu szczęścia.
Pod logiem firmy widnieje dopisek: Digital Audio Converters (choć niedługo ma się to zmienić – powstaje właśnie
nowe logo). I właśnie przetworniki analogowo-cyfrowe oraz
cyfrowo-analogowe stanowią rdzeń jej oferty. Firma na radarach audiofilów pojawiła się nagle i znikąd – takie jest moje
odczucie tego, co się stało. A stało się dużo i nagle. Kiedy
w połowie 2010 roku przygotowywałem dla „Audio” test
modelu Stereo96-DAC popularność marki zaczynała być
czymś realnym. Dopiero jednak wprowadzenie do sprzedaży
modelu Stereo192-DSD wypuściło dżina z butelki. Prototyp powstał dwa lata temu, po trzech latach prac, myślałem
więc, że zaraz do mnie trafi. Był to jednak „przeciek kontrolowany” – po zebraniu opinii na temat wersji Beta powrócono do desek kreślarskich i odsłuchów, uwzględniając
uwagi użytkowników.
Gotowe urządzenie na rynku pojawiło się rok temu.
Zaraz po tym, z kim bym nie rozmawiał, czy to audiofile
z polski i z zagranicy, czy to producenci muzyczni i realizatorzy dźwięku, np. Dirk Sommer, naczelny magazynu
„HiFiStatement.net”, ale właściciel firmy nagraniowej
sommelier du son – wszyscy mówili o przetworniku, który
przyjmował sygnał DSD i, co więcej, znakomicie radził
sobie z jego dekodowaniem. O popularności tego modelu,
a co za tym idzie samej firmy, świadczą też zdjęcia w japońskim magazynie „Stereo Sound” pochodzące z mieszkań
i domów jego czytelników. Obok kosztujących dziesiątki
i setki tysięcy dolarów, topowych urządzeń high-end z całego świata w co drugim dostrzec można niepozorne pudełeczko, najczęściej czarne – pudełeczko z Polski.
I to jest rzecz, którą początkowo zupełnie przegapiłem
– trafiła w moją „ślepą plamkę” w głowie; patrzyłem, a nie
widziałem. Zauważyłem oczywiście napis na tylnej ściance
„Made in Poland”, co mnie nieco zaskoczyło, ale i ucieszyło,
ale zgoniłem wszystko na szukanie przez Amerykanów, bo
Mytek Digital to firma amerykańska, solidnego, niedrogiego
podwykonawcy. Po części miałem rację, ale po tej „mniejszej” części.
Firmę w 2002 roku w Nowym Jorku założył polski inżynier, pan Michał Jurewicz (w anglojęzycznych materiałach
występuje jako Michal Jurewicz). Pierwsze produkty
przeznaczone były na rynek profesjonalny. Podobnie jak np.
dCS czy Weiss Audio, tak i Mytek Digital to firma, która
w pewnym momencie postanowiła przenieść swoje doświadczenia ze studia do domów słuchaczy; połączyć ze sobą to,
co się dziej po TAMTEJ stronie szyby z TĄ. A było co łączyć – przetworniki Myteka pracowały w czasie sesji nagraniowych takich gwiazd, jak David Bowie, Lou Reed, Mariah
Carey, James Taylor, B52 i przy realizacjach tak szacownych
zamierzeń, jak nagrania utworów Krzysztofa Pendereckiego,
z samym kompozytorem za pulpitem dyrygenckim. Producenci i realizatorzy chętnie bowiem z małych pudełeczek
z Polski korzystali. Na zdjęciach z Mytekiem w tle często widać, dla przykładu, innego polskiego inżyniera, który zrobił
karierę za Wielką Wodą, Andrzeja Lipińskiego, właściciela
firmy Lipinski Sound Corporation.
W 2005 roku pan Jurewicz został zatrudniony przez
firmę Sony do zaprojektowania rekordera DSD. Jak wiadomo przygoda koncernu z tym formatem długo nie trwała,
jednak zdobyte wówczas przez polskiego inżyniera doświadczenie zaowocowało ostatecznie projektem, który testujemy.
Urządzenie dostępne jest w trzech wersjach, wszystkie
kosztują tyle samo, a różnice sprowadzają się do kosmetyki i wyposażenia. Wersja podstawowa, czyli czarna (Black
Preamp Version) ma wskaźnik poziomu wysterowania na
przedniej ściance, poniżej wyświetlacza LED. W wersji
srebrnej (Silver Preamp Version) wskaźnika nie ma. Wersja
przeznaczona do masteringu (Black Mastering Version) ma
wygląd zbliżony do standardowej, czarnej wersji, jednak
zamiast analogowej przelotki (na złączach RCA), ma zainstalowane wejście dla sygnału DSD na dwóch gniazdach
BNC. Rozwiązanie to wykorzystywane jest, jak na razie,
tylko w studiach nagraniowych i masteringowych. Ale to,
że w ogóle „daki” mogą konwertować sygnał DSD wydaje
się cudem, po tym, jak szaleńczo przed takim scenariuszem
broniła się firma-matka standardu, czyli Sony. Przełom
nastąpił w momencie, kiedy „odpuściła” sobie sprawę płyt
SACD i umożliwiła transfer sygnału DSD do urządzeń
zewnętrznych. Firmy produkujące urządzenia tego typu
szybko to wykorzystały i w styczniu 2012 zaprezentowały,
opracowany przez siebie, standard DoP (DSD over PCM),
w którym sygnał tego typu przesyłany jest przez kabel USB.
Od jakiegoś czasu można w ten sposób przesłać również
tego typu sygnał przez łącza FireWire oraz S/PDIF (choć
w Myteku limitowane do DSD64). To standard „otwarty”,
mogą więc z niego korzystać wszyscy chętni. Protokół został
opracowany przez Andreasa Kocha z Playback Designs,
Andy’ego McHarga z dCS-a oraz Roba Robinsona z Channel D (wyjaśnienie problemu TUTAJ). Śledząc informacje
na stronie DSD Guide dowiemy się, że i pan Jurewicz miał
w tym swój udział – 8 marca 2012 roku powstała rewizja
protokołu, wprowadzająca możliwość przesyłu sygnału DSD
o podwójnej częstotliwości próbkowania (DSD128), czyli
z częstotliwością próbkowania 5,2 kHz. Od tamtego wpisu
nazwisko polskiego inżyniera znajdziemy przy każdej rewizji.
1
Nie powinno więc dziwić, że wszędzie tam, gdzie mówi
się o plikach muzycznych DSD, pojawia się nazwa Mytek.
Co więcej – testowany przetwornik jest jedynym urządzeniem tego typu, które można zmusić do pracy wielokanałowej z sygnałem DSD – wystarczy połączyć ze sobą trzy
przetworniki i gotowe. Firma Sony, zapewne dzięki dobrym
doświadczeniom ze współpracy z panem Jurewiczem, wykorzystuje taki system do oficjalnych pokazów nagrań wielokanałowych zakodowanych w DSD.
DSD64/DSD128 a sprawa polska…
Świat audio, przede wszystkim audiofilski, co jakiś czas
wstrząsany jest mini-erupcjami – nowymi pomysłami, trendami. To mogą być nowe formaty, polityka dotycząca piractwa (zabezpieczenie plików przed kopiowaniem), ustalenia
dotyczące sposobu sprzedaży muzyki. To te grubego kalibru.
Są też mikro-erupcje, często pochodzenia PR-owego, marketingowego, mające na celu wspomożenie sprzedaży danego
produktu, albo też całej linii. O ile te pierwsze są merytorycznie uzasadnione, o tyle drugie – wprost przeciwnie,
najczęściej działają na naszą szkodę. Problemem jest to, że
marketingowcy wykorzystują mimikrę, aby podszyć się pod
rzeczy ważne, istotne. I często się mu to udaje.
Rynek po jakimś czasie taki przeszczep odrzuca, czasem
modyfikuje na naszą korzyść. Tak było w latach 90. ze
wzmacniaczami „cyfrowymi”, czyli zwykłymi wzmacniaczami z wbudowanym przetwornikiem D/A (i wejściem
Toslink – takie życie…). Obśmiane, przede wszystkim za
kiepską jakość tych ostatnich, zostały szybko przez firmy
wycofane ze sprzedaży. To, że teraz wracają to zasługa innego
do nich podejścia i zmienionej sytuacji rynkowej – „daki”
we wzmacniaczach i przedwzmacniaczach są teraz naprawdę wysokiej klasy, a analogowe źródła dźwięku gwałtownie
tracą na znaczeniu, przekazując pałeczkę cyfrowym. Tak
było też z egzotycznymi „typami” klasy pracy tranzystorów
końcowych, ulokowaniem szuflady na płytę CD w centralnym miejscu przedniej ścianki odtwarzacza, podkreślaniem
supremacji „niskoszumnych” transformatorów toroidalnych
i z wieloma innymi rzeczami. Te najgorsze zupełnie się w pamięci zatarły, lepsze wyewoluowały w coś innego lub wrosły
w krajobraz audio tracąc, przypisywane im przez speców od
marketingu, znaczenie.
2
Nagrania użyte w teście (wybór)
Płyty CD
• Black Sabbath, 13, Vertigo/Universal MusicLLC (Japan) UICN-1034/5, 2 x SHM-CD (2013).
• Count Basie, Live at the Sands (before Frank), Reprise/Mobile Fidelity UDSACD 2113, “Special Limited
Edition No. 197”, SACD/CD (1998/2013).
• Depeche Mode, Enjoy The Music....04, Mute, XLCDBONG34, maxi-SP (2004).
• Et Cetera, Knirsch, MPS Records/HGBS Musikproduktion UG HGBS 20013 CD, (1972/2013).
• Frank Sinatra, Sinatra at the Sands, Reprise/Sinatra
Society of Japan/Universal Music Japan UICY-94366,
SHM-CD (1966/2009).
• Mel Tormé, The legend of Mel Tormé, Going for
a Song GFS360, CD (?).
• Nat “King” Cole, Welcome to the Club, Columbia/Audio Fidelity AFZ 153, SACD/CD (1959/2013).
• Ornette Coleman, The Shape of Jazz to Come, Atlantic Records/ORG Music ORGM-1081, SACD/CD
(1959/2013).
• Pat Metheny, What’s It All About, Nonesuch Records/
Warner Music Japan WPCR-14176, CD (2011)
• Siekiera, ”Nowa Aleksandria”, Tonpress/MTJ cd
90241, 2 x CD (1986/2012).
• Wolfgang Dauner Quintet, The Oimels, MPS/Long
Hair LHC59, CD (1969/2008).
Pliki hi-res
• Opus3 DSD Showcase, Opus3, DSD + DSD128.
• Opus3 DSD Showcase2, Opus3, DSD + DSD128.
• SATRI Reference Recordings Vol. 2, Bakoon Products,
FLAC 24/192.
• Charlie Haden & Antonio Forcione, Heartplay, Naim
Label, 24/96 FLAC, źródło: NaimLabel.
• Dead Can Dance, Anastasis, [PIAS] Entertainment
Group, PIASR311CDX, „Special Edition Hardbound
Box Set”, CD+USB drive 24/44,1 WAV (2012);
• Depeche Mode, Black Celebration, Mute DMCD5,
“Collectors Edition”, WAV 24/48 (1986/2007).
• Depeche Mode, Delta Machine, Columbia Records/
Sony Music Japan SICP-3783-4, FLAC 24/44,1,
źródło: HDTracks (2013); recenzja TUTAJ.
• Miles Davis, Tutu, Warner Brothers Records, FLAC
24/96, źródło: HDTracks.
• Nagrania z płyt DVD-R pisma “Net Audio”.
• Persy Grainger, Lincolnshire Posy, Dallas Wind Symphony, dyr. Jerry Junkin, Reference Recordings, HR117, HRx, 24/176,4 WAV, DVD-R (2009).
• Yes, Close to the Edge, Warner Music, FLAC 24/192,
źródło: HDTracks (1972/2007).
Japońskie wersje płyt dostępne na
Wstrząsy których doświadczamy ostatnio związane są niemal wyłącznie z cyfrowymi źródłami dźwięku i to dyskusja
o nich jest obecnie w dobrym tonie, jest modna. I – odkładając na bok ironię – potrzebna. Na naszych oczach kształtuje się świat audio, który będzie rzeczywistością przez wiele
następnych lat. Przepychanki dotyczą obecnie preferowanej
metody odtwarzania plików, bo to one zdominują Ziemię,
wypierając, jak kiedyś ssaki załatwiły dinozaury, fizyczne
nośniki danych (może poza winylem, ale to sprawa na inny
artykuł). Ale także w środku tej dyskusji widać pęknięcia
i szczeliny, a nowe pomysły pojawiają się co i rusz. Jednym
z najnowszych, choć mającym dość długą historię, jest odtwarzanie plików DSD.
O tym sposobie zapisu danych, będącym podstawą
formatu SACD mówiliśmy przy okazji testu odtwarzacza
plików Lumïna, przytaczając opis przygotowany przez
Srajana Ebaena („6moons.com”). Nie ma więc potrzeby
powtarzania podstawowych informacji. W kontekście testowanego przetwornika istotne jest to, że sprawy nabierają
tempa i znaczek DSD na urządzeniu coraz częściej jest
dla niego równoznaczny z „być, albo nie być”. Ale czy jest
w ogóle o co kruszyć kopie, zabijać się w pogoni za czymś,
co może okazać się kolejnym humbugiem, robieniem nas
w konia?
Słuchając odtwarzacza Lumïna nie miałem wątpliwości, że dobrze przygotowane pliki DSD brzmią w bardziej
zrelaksowany, przyjemniejszy sposób niż ich odpowiedniki
PCM, nawet 24/192. Pomimo że to odtwarzacz z najwyższej półki, który mógłbym włączyć do swojego systemu
referencyjnego tu i teraz, zaraz, już, to jednak ciężko było mi
jednoznacznie określić, na czym zasadzają się te różnice, jaka
jest podstawowa rozbieżność między traktowaniem sygnału
w kodowaniu DSD i PCM. Mytek Stereo192-DSD pozwala spojrzeć na to wprost, bez pośredników.
A różnica w brzmieniu jest i to niemała. Porównania
były możliwe w dużej mierze dzięki japońskiemu magazynowi „Net Audio”, który od dłuższego czasu na załączanych płytkach DVD-R zamieszcza utwory zakodowane
w różny sposób – właśnie do takich porównań. Jest ich już
całkiem sporo, próba wydaje się więc być reprezentatywna.
W ramach samego DSD jest jednak jeszcze jeden węzeł,
który firmy starają się rozwiązać, a mianowicie dyskusja
o tym, czy wystarczy próbkować sygnał z częstotliwością
2,8224 MHz (tzw. DSD64), czy jednak trzeba to robić
szybciej, jak w urządzeniach studyjnych, a więc z częstotliwością 5,6448 MHz (DSD128). Ostatnio pojawiają
się zresztą postulaty, aby to robić z czterokrotnie wyższą
prędkością (DSD256, albo Quad-DSD). Na razie rzeczywistością są jednak dwie podstawowe wartości, a Mytek
pozwala na ich odtwarzanie. Do porównania plików
DSD64 i DSD128 użyłem z kolei albumów cyfrowych
przygotowanych przez szwedzką firmę Opus3 Records, zatytułowanych Opus3 DSD Showcase (do tej pory wydano
dwa takie samplery).
Najpierw chciałbym powtórzyć coś, co być może przeszło
„bokiem”, niezauważone, i to rozwinąć: Mytek jest prawdziwym, profesjonalnym (chodzi mi o coś w rodzaju „pewności”) urządzeniem monitorującym. Jego rozdzielczość jest
doskonała, podobnie jak zrównoważenie tonalne. Choć
ma tendencję do poświęcania wypełnienia w imię ataku,
szybkości, definicji, to jednak robi to wyjątkowo zgrabnie.
Dzięki rozdzielczości właśnie. Ilość informacji, jaką z nim
dostajemy pozwala bowiem na zrekonstruowanie naprawdę
wiarygodnego obrazu muzycznego. Myślę przy tym o czymś
na miarę high-endu, nie hi-fi. Różnice między poszczególnymi plikami były doskonale widoczne, łatwe do uchwycenia i powtarzalne. Można było na ich podstawie ekstrapolować spostrzeżenia na inne nagrania i jednoznacznie je
potwierdzić. To system monitorujący z najwyższej półki.
Porównanie plików 24/192 i DSD dało interesujące
rezultaty. DSD lepiej ukazuje różnice dynamiczne w małej
skali. Zaskakujące, niemal szokujące były początkowe
takty utworów, ponieważ z kodowaniem PCM dostawaliśmy wszystko od razu w stylu „kawa na ławę”, wchodząc
w nowy świat z impetem i powerem. Różnica między
plikiem 192 kHz, a 96 kHz była znacząca, a z czasem te
różnice zdawały się ważyć coraz to więcej. Ale to wciąż było
porównywanie jabłka z jabłkiem. DSD bardziej przypominało gruszkę niż jabłko. Wchodziło w nagranie z większym
wyczuciem, zdawało się, że lepiej „rozumie” co to jest naturalne brzmienie. W tym sensie, że potrafi uchwycić mniejsze zmiany dynamiczne, inaczej ułożoną pałeczkę w ręce
perkusisty, inaczej zadętą trąbkę. Nie chodzi oczywiście
o same różnice i detale – słuchamy muzyki, nie szczegółów.
Ale to właśnie te ostatnie budują przekaz i jeśli są na swoim
miejscu, jeśli są wewnętrznie zgodne, łatwiej nam zrekonstruować w głowie zarejestrowane wydarzenie.
Pliki DSD brzmiały też bardziej naturalnie w zakresie
średniotonowym i na dole pasma. Zachwycała miękkość,
biorąca się z wyczucia naturalności ataku, pewności, że
o jego sensie decyduje nie to, jak dokładnie jest pokazany,
a to, jak się rozkłada w czasie, że sam atak ma kilka faz, nie
tylko walnięcie. Nagrania zakodowane w ten sposób brzmiały więc w miększy, łagodniejszy sposób. Regułą było, że ich
odpowiedniki PCM musiałem puszczać znacznie ciszej, jak
3
gdyby zakres dynamiki DSD umożliwiał lepszą gospodarkę
jej zakresem przy nagraniu. Teraz wreszcie chyba naprawdę
rozumiem, dlaczego taką popularnością w Japonii cieszy się
do dziś płyta SACD i dlaczego każdy prawdziwy samuraj
ma w swoim pokoju odsłuchowym katanę i Myteka. Bo to
brzmienie, które oddaje większość aspektów płyty winylowej, dodając do tego mniejsze podbarwienia. Środek pasma
jest tu najważniejszy, ma ogromną energię i nasycenie, ale
nie jest tak eufoniczny jak na LP. Płyta winylowa wciąż
wygrywa skokami dynamiki w skali makro, czego DSD
nie potrafi. Czarna płyta maskuje – tak to odczytuję – tak
szybkie przejścia, pokazując je jako mniej natychmiastowe,
czasem nawet fizycznie dokuczliwe, co przy wydarzeniu na
żywo ma często miejsce.
Jest jednak coś, co po raz pierwszy pozwoliło mi się w tak
dokładny sposób rozczytać: góra pasma i przestrzeń. Od
samego początku, odkąd po raz pierwszy usłyszałem nagrania DSD, a potem płyty SACD było dla mnie jasne, że
wysokie tony są w tym medium rozmyte i nie mają wyraźnej
definicji. Większość melomanów, którzy na SACD postawiło brało to z dobrodziejstwem inwentarza, a często wręcz
chwaliło łagodniejszą, nie tak „wyraźną” górę.
Słuchając Myteka bezbłędnie słychać było, że blachy perkusji z nagraniami 24/192 PCM były bardziej zbliżone do
tego, co znam z rzeczywistości i do nagrań na analogowej
taśmie-matce, z kolei z DSD do tego, co znam z winylu.
Nie chodzi o jakieś pierdółki, którymi zajmujemy się w hi-fi, ale o coś podstawowego, samo podejście do materiału.
Przy DSD dostajemy przyjemniejszy dźwięk – nie mam co
do tego wątpliwości, ale też mniej realny. PCM stara się pod
tym względem dokładniej uchwycić prawdę. Żaden ze sposobów nie jest idealny i jeśli miałbym wybierać, wybrałbym
analogową taśmę. Całkowicie rozumiem jednak tych, dla
których DSD jest wyborem numer jeden. Jeśli bowiem cokolwiek w systemie jest słabsze, cokolwiek nie jest na swoim
miejscu, z plikiem PCM zostanie to uwypuklone, podczas
kiedy plik DSD w jakiś sposób to zamaskuje, pozwoli na
granie muzyki tak, żeby się chciało jej słuchać. Dotyczy to
też jakości samego nagrania. Wysokiej klasy realizacje PCM
są zadziwiające w precyzji i naturalności. Wystarczy jednak chwilowe nawet wahnięcie i wychodzą problemy tego
formatu, jak utwardzony atak, zbyt mała głębia dźwięku
i zapiaszczona, zniekształcona wysoka średnica. DSD, nawet
średniej klasy, zawsze gra przyjemnie. Wyjątkiem są płyty
SACD z sygnałem skonwertowanym z PCM, ale to kolejna,
zupełnie inna opowieść.
A reszta?
Jak widać, test rozwinął się w kierunku plików DSD
i dyskusji nad nimi. Ale Mytek do takich rozważań prowokuje. Jego brzmienie jest czyste, dokładne, bardzo precyzyjne – jak to z urządzeniem studyjnym. Nie wiem dzięki czemu, czy ktoś z inżynierów naprawdę słuchał go w wysokiej
klasy systemie audiofilskim, czy spowodowało to coś innego,
ale nie ma w jego dźwięku agresywności i natarczywości.
4
Podobnie zresztą było z monitorami aktywnymi Sveda
Audio D’appo. To nie tylko forma, rusztowanie, ale i treść
wypełnienie. Nigdy nie będzie to dźwięk równie nasycony
i energetyczny, jak z najlepszych urządzeń cyfrowych, jakie
znam, czyli odtwarzaczy CD Ancient Audio i Audio Research, albo odtwarzacza SACD Mark Levinson. Ale też nie
można zapominać, że przetwornik Myteka kosztuje mniej
niż kable sieciowe, jakie z tymi urządzeniami stosowałem
i to o kilkakrotnie.
Jedna tylko rzecz jest nieco słabsza, przynajmniej jeśli
porównamy ją do reszty pasma, a mianowicie kontrola
średniego basu. Na dużych kolumnach Harbetha słychać
było, że definicja tego zakresu i jego selektywność są gorsze
niż to, co powyżej. Lekkie jego podkreślenie dobrze robi na
dopełnienie brzmienia, jednak jest też odstępstwem – jedynym – od perfekcyjnie spójnego, wyrównanego brzmienia
tego urządzenia.
Jak się wydaje, to DAC nadaje całości wyraz, a wzmacniacz słuchawkowy tylko za tym podąża. DAC jest z tej
pary elementem mocniejszym, nie ma co do tego wątpliwości. A jednak znaczną część czasu spędziłem właśnie ze
słuchawkami na uszach. Współdziałanie tych dwóch sekcji
jest bowiem znakomite i można na takim tandemie polegać.
Nie zawsze będzie to przyjemny odsłuch, bo na przykład
wersje hi-res albumów Depeche Mode, dostępne wraz z „kolekcjonerskimi”, dwupłytowymi wydaniami z 2007 roku,
zagrały dość jasno i ostro. Tyle, że to problem materiału,
nie przetwornika. Warto jednak powiedzieć, że najdroższe
urządzenia wprawdzie pokazują problemy, ale dopełniają to
czymś jeszcze, intensywnością dźwięku, przez co słucha się
ich przyjemniej. Mytek oferuje w zamian coś innego: wystarczyło zmniejszyć trochę siłę głosu i dało się wszystkiego
wysłuchać. Wokale nieco wówczas ginęły, ale to – powtórzę
– problem nagrania.
Podsumowanie
Pisałem w części poświęconej plikom DSD o możliwości
wysłania do przetwornika nie tylko tych o podstawowej częstotliwości próbkowania, ale i podwójnej. Różnica w dźwięku pomiędzy nimi początkowo wydaje się niewielka, na
pewno mniejsza niż między PCM 24/96 i 24/192. Takie
jej postrzeganie zmienia się jednak – stopniowo, ale stale.
DSD128 brzmi jeszcze głębiej i jeszcze bardziej delikatnie,
ma jeszcze lepszą mikrodynamikę. Mytek takie zmiany pokazuje gładko i ładnie. Nie robi z błędów realizacji „zagadnienia”, ale też ich nie ukrywa. Zdecydowanie lepiej brzmi
z materiałem wysokiej rozdzielczości. Płyty CD odtwarza
fajnie, dobrze, ale bez ognia, który przychodzi z 24 bitami lub DSD. Jego funkcjonalność jest fantastyczna. Gra
równie dobrze tak przez USB, jak i przez klasyczny S/PDIF.
I jedynie ci, którzy wolą bardziej nasycony, głębszy dźwięk,
z jeszcze niżej schodzącym, mięsistym basem będą kręcić nosami. Jeśli jednak takiego objawu u siebie nie zauważyliście,
to trudno będzie znaleźć coś równie neutralnego i perfekcyjnego, nawet do kilkunastu tysięcy złotych, a może i więcej.
I właściwie nie potrzeba do niego zewnętrznego wzmacniacza słuchawkowego. Mytek jest na tyle kompletną propozycją, że dopiero odjazdy w rodzaju Bakoona HPA-21, albo
Lebena CS300 XS pchną sprawę do przodu na tyle, żeby
warto było coś w tej sprawie robić. Najlepiej u mnie zagrały
z Mytekiem słuchawki HD800 Sennheisera, Beyerdynamiki
DT-990 Pro (wersja 600 Ω) oraz AKG K271 Studio. Dostałem z nimi najbardziej uczciwy, najmniej podbarwiony
przekaz. Absolutnie high-endowy.
W czasie testu przetwornik/wzmacniacz podłączony był
do laptopa HP Pavilion dv7 z Win8, 8 GB RAM, 128 SSD
+ 520 HDD, JPLAY/foobar2000. Ponieważ miałem
problemy z wysłaniem plików DSD, przeszedłem na inny
sterownik ASIO i w ten sposób wypuszczałem na zewnątrz
pliki DSD64 i DSD128. Niestety na wyświetlaczu nie była
wtedy pokazywana poprawnie informacja o pliku. Konsultowałem to z Marcinem Ostapowiczem, właścicielem
JPLAYa, który zdalnie starał się to jakoś rozwiązać. Dziękuję mu bardzo za pomoc – posiadacze jego odtwarzacza
mogą liczyć na natychmiastową reakcje w razie problemów, co w sprawach związanych z komputerami wydaje
się kluczowe. Marcin nie potrafił jednak zmusić JPLAYa
zainstalowanego u mnie na współpracę z DSD przez DoP.
Z jego słów wynikało, że ma sporo klientów z Mytekami
i nigdy nie było z tym żadnego problemu. Być może więc,
że to problem konfiguracji mojego komputera. Mamy się
wspólnie temu jeszcze przyjrzeć.
Testowany DAC porównywany był do przetwornika/
wzmacniacza słuchawkowego ASUS Xonar Essence STU.
System referencyjny stworzyły wzmacniacz słuchawkowy
Bakoon HPA-21 z przetwornikiem cyfrowo-analogowym
Reymio DAP-999EX Limited, którego test na łamach
„High Fidelity” w przyszłym miesiącu. Od strony komputera podpiąłem kabel USB Acoustic Revive USB-1.0PLS.
Do testu użyłem większość słuchawek, jakie u siebie mam:
Beyerdynamic DT-990 Pro, Beyerdynamic DT-770 Limited
Edition, Sennheiser HD800, HiFiMAN HE-6 i HE-300,
AKG K701, AKG K271 Studio oraz AKG K3003. Zasilanie
zapewniał kabel sieciowy Harmonix X-DC350M2R Improved-Version, a połączenie z przedwzmacniaczem interkonekty Acoustic Revive RCA-1.0PA.
To drugie urządzenie, z którym wypróbowałem też inny
niż zwykle system kontroli drgań, czyli platformę antywibracyjną oraz stopy. Składał się on z platformy masowej
Acoustic Revive RST-38H (można ją zastąpić mniejszą, TB-38H), na której postawiłem cztery małe sześciany z drewna
Hickory – przygotowuje je Acoustic Revive pod nazwą
HQ-4. Ponieważ urządzenie nie jest zbyt ciężkie, moje kable
– interkonekty Siltech Double Crown oraz sieciówka ściągały go do tyłu. Przycisnąłem go więc kilkoma powieściami
o dużej „wadze” gatunkowej, co w zupełności wystarczyło.
Test miał charakter odsłuchu porównawczego. Punktem
odniesienia był referencyjny system odsłuchowy oraz system
all-in-one Naim UnitiQute2. Próbki muzyczne miały długość 2 minut, odsłuchiwane były także całe płyty.
Pudełko w którym przychodzi urządzenie jest niewielkie i kwadratowe. Bo kwadratowy jest sam przetwornik.
Stereo192-DSD DAC jest płaski i wykonany ze stalowych
płyt. Front jest albuminowy i naprawdę – w swojej prostocie – ładny. Uwagę zwraca oczywiście logo DSD. Z boku
mamy niewielką, moletowaną gałkę, którą zmieniamy siłę
głosu na wyjściach analogowych lub na wyjściu słuchawkowym. Pomaga także w buszowaniu po mocno rozbudowanym menu. Możemy w nim wybrać, dla przykładu, rodzaj
filtra, uaktywnić upsampler (Mytek lepiej gra bez niego),
zdecydować, jak ma działać regulacja siły głosu, jaka ma
być jasność wyświetlacza itd. Poza przyciskiem menu mamy
też dwa dodatkowe przyciski, których funkcje możemy
zaprogramować. Ustawiłem je na zmianę fazy absolutnej
i mute. I jest jeszcze gniazdo słuchawkowe typu duży jack
(fi 6,3 mm) oraz mechaniczny wyłącznik sieciowy. Pośrodku
umieszczono wielosegmentowy, niebieski wyświetlacz LED,
na którym odczytamy poziom siły głosu oraz częstotliwość
próbkowania sygnału. Nie ma natomiast informacji o długości słowa. Umieszczone pod spodem, LED-owe wskaźniki wysterowania przydają się przede wszystkim w studiu
nagrań. Jeśli nas denerwują, można je wyłączyć.
Tylna ścianka to fajerwerki możliwości. Sygnał do
Myteka można wysłać w formie analogowej lub cyfrowej.
Wejścia cyfrowe to np. dwa USB – jedno 1.1, dla sygnałów do 24/96, synchroniczne, a drugie 2.0, dla sygnałów
do 32 bitów i 192 kHz oraz (SDIF) DSD, także DSD128
- asynchroniczne. Dla wejścia USB 2.0 potrzebny jest
osobny driver. Jest też wejście Toslink i RCA (S/PDIF),
AES/EBU oraz FireWire. Wyjścia są dwa – zbalansowane
(symetryczne) XLR oraz niezbalansowane (asymetryczne)
RCA. Gniazdo sieciowe to klasyczne IEC. Nie można nie
wspomnieć także o dwóch gniazdach BNC – służą do podłączenia zewnętrznego zegara taktującego i do wypuszczenia
sygnału „master” na zewnątrz. Ciekawe jest to, że Mytek
odradza stosowanie zewnętrznych zegarów, nawet atomowych. Działa więc wbrew praktyce audiofilów z Japonii,
z których chyba każdy ma zewnętrzny zegar firm Esoteric,
Phasemation, Zodiac i innych specjalistów. Argumentuje
to nieuniknionym jitterem wprowadzanym przez zegar
oddalony fizycznie od układów cyfrowych, które są przezeń
taktowane. A zewnętrzny zegar to także kabel połączeniowy,
wprowadzający swoje własne zniekształcenia. Decyzja należy
jednak do użytkownika.
Otwarcie przetwornika ukazuje dwa światy, zamknięte
w jednej obudowie – ultra-nowoczesny, oparty o programowalne kości świat sekcji cyfrowej i klasyczny,
5
analogowego wyjścia. Obydwie łączy znakomicie wyglądające zasilanie, z transformatorem toroidalnym, w którym
zalano rdzeń żywicą epoksydową, tłumiąc w ten sposób
wibracje. Każdy z podsystemów ma własny system stabilizatorów napięcia i kondensatory filtrujące.
państwo już pewnie domyślają – starto napisy. Regulacja
siły głosu dla słuchawek jest niezależna – układ jest zapewne
identyczny, jak ten, którym regulujemy siłę głosu na wyjściu
liniowym. I z niego także starto napisy.
Dane techniczne (wg producenta)
Wejścia cyfrowe zostały potraktowane w różny sposób,
w zależności od ich proweniencji. Przy wejściu USB 1.1
widać małą kość Texas Instruments TAS1020B. Co ciekawe,
dzięki zmianie oprogramowania mogłaby pracować w trybie
asynchronicznym. Wymyślił to Gordon Rankin, dla swojej
firmy Wavelength Audio. Tutaj pracuje klasycznie, z firmowym oprogramowaniem. Obok widać dużą kość odbiornika dla drugiego wejścia. Wejście AES/EBU wyposażono
w transformator dopasowujący impedancję i izolujący je galwanicznie. Wejście RCA takiego trafka nie ma. Po wybraniu
aktywnego wejścia sygnał trafia do układów DSP – Xilinx
Spartan, gdzie, jak zakładam, przeprowadzana jest obróbka sygnału. Obok jest jeszcze jeden, największy układ – to
Altera Cyclone III, kość FPGA – potężne narzędzie obliczeniowe. Widoczny obok gruby placek TC Applied TechnologiesTCD2210 to układ służący do komunikacji z wejściem
FireWire. Choć mogłoby się wydawać, że upsampling
przeprowadzany jest w którejś z tych kości, tak naprawdę
służy do tego klasyczny układ, Analog Devices AD1896, zamieniający dowolny sygnał z wejścia na 24 bity i 192 kHz.
Obok widoczne są dwa, wysokiej klasy zegary. Firma podaje, że zegar taktujący ma bardzo niski jitter – 10 ps. Trzeci
zegar umieszczono tuż przy przetworniku cyfrowo-analogowym, ośmiokanałowej „cudownej broni”, ESS Sabre. Tutaj
pracuje w trybie stereofonicznym, z połączonymi równolegle
czterema kanałami. Tor analogowy oparty jest na układach
scalonych, z których starannie starto napisy. Montaż tej
części jest w większości powierzchniowy, ale z wysokiej klasy,
dużymi opornikami. jedynie kondensatory Wima są przewlekane. Wyjście kluczowane jest przekaźnikami. Gdzieś po
drodze, najpewniej tuż przed wyjściowymi wzmacniaczami
operacyjnymi, musi być scalona drabinka rezystorowa –
z niej również starto napisy, trudno to więc potwierdzić.
Sekcja wzmacniacza słuchawkowego opisana jest w ten
sposób: „wysokoprądowa, o wysokim współczynniku narastania sygnału i ultra-niskich zniekształceniach, prąd wyjściowy – do 500 mA”. Przed wejściem słuchawkowym nie
ma żadnych aktywnych układów, musi więc chodzić o sporej wielkości kość z drugiej strony wnętrza z której – jak się
6
Konwersja: 32 bity, PCM do 192 kHz, DSD64, DSD128
Dynamika: 128 dB
Całkowite zniekształcenia harmoniczne (THD; dot. konwertera): -110 dB
Cyfrowe wejścia audio: SPDIF, AES/EBU, Toslink, wszystkie pracujące z rozdzielczością do 192 kHz (w wersji
masteringowej również 64xDSD i 128xDSD w formacie
SDIF DSD)
cyfrowo-analogowej
Obudowa: 1U, połowa szerokości racka
Wymiary: wys. 4,4 cm x szer. 21,6 cm x gł. 21,6 cm
Waga: 2,7 kg
System odniesienia
Źródła analogowe
- Gramofon: AVID HIFI Acutus SP [Custom Version]
- Wkładki: Miyajima Laboratory KANSUI | Miyajima Laboratory SHIBATA | Miyajima Laboratory ZERO (mono) |
Denon DL-103SA
- Przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio Sensor
Prelude IC
Źródła cyfrowe
- Odtwarzacz Compact Disc: Ancient Audio AIR V-edition
- Odtwarzacz multiformatowy: Cambridge Audio Azur
752BD
Wzmacniacze
- Przedwzmacniacz liniowy: Polaris III [Custom Version] +
zasilacz AC Regenerator, wersja z klasycznym zasilaczem
- Wzmacniacz mocy: Soulution 710
- Wzmacniacz zintegrowany: Leben CS300XS Custom
Version
Kolumny
- Kolumny podstawkowe: Harbeth M40.1 Domestic
- Podstawki pod kolumny Harbeth: Acoustic Revive Custom Series Loudspeaker Stands
- Filtr: SPEC RSP-101/GL
Słuchawki
- Wzmacniacz słuchawkowy/zintegrowany: Leben
CS300XS Custom Version
- Słuchawki: HIFIMAN HE-6 | HIFIMAN HE-500 |
HIFIMAN HE-300 | Sennheiser HD800 | AKG K701
| Ultrasone PROLine 2500, Beyerdynamic DT-990 Pro,
wersja 600 Ohm
- Standy słuchawkowe: Klutz Design CanCans (x 3)
- Kable słuchawkowe: Entreq Konstantin 2010/Sennheiser
HD800/HIFIMAN HE-500
Okablowanie
System I
- Interkonekty: Siltech ROYAL SIGNATURE SERIES
DOUBLE CROWN EMPRESS| przedwzmacniacz-końcówka mocy: Acrolink 8N-A2080III Evo
- Kable głośnikowe: Tara Labs Omega Onyx,
System II
- Interkonekty: Acoustic Revive RCA-1.0PA | XLR-1.0PA II
- Kable głośnikowe: Acoustic Revive SPC-PA
Sieć
System I
- Kabel sieciowy: Acrolink Mexcel 7N-PC9300, wszystkie
elementy
- Listwa sieciowa: Acoustic Revive RTP-4eu Ultimate
- System zasilany z osobnej gałęzi: bezpiecznik - kabel
sieciowy Oyaide Tunami Nigo (6 m) - gniazdka sieciowe 3 x
Furutech FT-SWS (R)
System II
- Kable sieciowe: Harmonix X-DC350M2R
Improved‑Version | Oyaide GPX-R (x 4 )
- Listwa sieciowa: Oyaide MTS-4e
Audio komputerowe
- Przenośny odtwarzacz plików: HIFIMAN HM-801
- Kable USB: Acoustic Revive USB-1.0SP (1 m) | Acoustic
Revive USB-5.0PL (5 m)
- Sieć LAN: Acoustic Revive LAN-1.0 PA (kable ) | RLI-1
(filtry)
- Router: Liksys WAG320N
- Serwer sieciowy: Synology DS410j/8 TB
Akcesoria antywibracyjne
- Stolik: SolidBase IV Custom/wszystkie elementy
- Platformy antywibracyjne: Acoustic Revive RAF-48H/
odtwarzacze cyfrowe | Pro Audio Bono [Custom Version]/
wzmacniacz słuchawkowy/zintegrowany | Acoustic Revive
RST-38H/testowane kolumny/podstawki pod testowane
kolumny
- Nóżki antywibracyjne: Franc Audio Accessories Ceramic
Disc/odtwarzacz CD /zasilacz przedwzmacniacza /testowane
produkty | Finite Elemente CeraPuc/testowane produkty
| Audio Replas OPT-30HG-SC/PL HR Quartz- Element
antywibracyjny: Audio Replas CNS-7000SZ/kabel sieciowy
- Izolatory kwarcowe: Acoustic Revive RIQ-5010/CP-4
Czysta przyjemność
- Radio: Tivoli Audio Model One
Dystrybucja w Polsce:
MUSICTOOLZ
ul. Harfowa 5 | 02-385 Warszawa | Polska
+48 22 487 56 89 | +48 698 670 471
e-mail: [email protected]
www.musictoolz.pl
Kilka prostych słów o…
Michał Jurewicz - właściciel, główny inżynier
Wojciech Pacuła: Kto wymyślił firmę Mytek? Gdzie
i kiedy?
Michał Jurewicz: Firma Mytek Technologies powstała
w 1992 roku. Założona została przeze mnie w Nowym
Jorku. Jestem absolwentem Zakładu Elektroakustyki
Politechniki Warszawskiej. Po emigracji do USA, w latach
1989-1995 pracowałem jako inżynier obsługi technicznej
w dwóch dużych, teraz legendarnych, studiach nagraniowych w Nowym Jorku: Hit Factory oraz Skylne Studio.
Pierwszym komercyjnym produktem mojej firmy był
wielokanałowy system odsłuchowy zaprojektowany i wykonany na potrzeby Skyline Studios. Następnie była seria
przetworków analogowo-cyfrowych, zbudowanych podczas pracy w Skyline w celu poprawienia jakości dźwięku
miksowania cyfrowego. Większość płyt nagranych w tym
czasie w Skyline, takich wykonawców jak: Mariah Carey,
James Taylor, James Brown, The Chic, Laurie Anderson, Lou Reed i wiele innych zmiksowano przy pomocy
prototypowych wówczas przetworników Myteka. Po tych
doświadczeniach zająłem się wyłącznie moją firmą, budując kolejne Private Q oraz konwertery dla potrzeb innych
dużych studiów na Manhattanie, których było wówczas
około 40. W latach 1995-2000 firma była rozbudowywana, a urządzenia produkowane były w USA.
Jakie były założenia firmy?
W latach 90. współpracowałem z wieloma wybitnymi projektantami, budując urządzenia, które dotąd nie
istniały – po to, aby usprawnić proces nagrań. Wiodącą
ideą dla Myteka była innowacja technologiczna, której
celem było nagranie i zachowanie jak najwyższej możliwej jakości dźwięku w procesie produkcji płyt. Wybitne
„złote uszy” i projektanci tacy jak Mark Levinson, Keith
Johnson, Andrzej Lipinski, Walter Sear, Alan Silverman,
7
David Chesky, a także liczni realizatorzy byli dla mnie
ciągłą inspiracją, pozwalającą na realizację na najwyższym
poziomie – co było w czasie szybko rozwijającej się techniki cyfrowej w latach 90. szczególnym wyzwaniem.
Jak to się stało, że produkcja ma miejsce w Polsce?
W jakiej firmie?
Około roku 2000 nawiązałem współpracę z Marcinem
Hamerlą, inżynierem-elektronikiem z Warszawy. W tamtym okresie wiele specjalistycznych firm audio przenosiło
produkcję z USA do Chin. Po krótkim czasie współpracy
projektowej zdecydowałem jednak, że produkcja moich
urządzeń zostanie przeniesiona do Warszawy, do firmy
projektowo produkcyjnej kierowanej przez Marcina. Potrzebowałem bowiem partnera, który zagwarantowałby mi
nie tylko zmniejszenie kosztów wytworzenia, ale i utrzymanie wysokich standardów wykonania. I potrzebowałem
zaufanego partnera w sprawach projektowych. A z firmami
chińskimi jest jak w ruletce. Firma Mytek Poland zajmuje
się wyłącznie produkcją urządzeń Mytek i obecnie zatrudnia 20 osób. Marcin i Mytek Poland wykonują również
wiele zadań projektowych i wykonują prace nad firmware
urządzeń.
Czym różni się projektowanie urządzenia dekodującego PCM i DSD?
Główną zaletą formatu DSD jest prostota z której wynikają zalety dźwiękowe tego formatu. Można powiedzieć,
że to jest „czysty dźwięk” nie zepsuty przez dodatkowe
moduły przetwarzania. Przetwornik DSD i PCM jest
zwykle realizowany na podobnym układzie, z tym że sygnał DSD nie musi być przetwarzany przez stopnie filtrów
cyfrowych, niezbędnych w formacie PCM.
Jakie są główne problemy stojące przed projektantem
przetworników D/A?
W zasadzie chodzi o dwa wyzwania. Pierwsze związane jest z ciągłymi innowacjami w celu zintegrowania
przetworników z wciąż zmieniającym sie światem ogólnej
techniki cyfrowej i komputerów, czyli nowe sposoby podłączenia i wykorzystania przetworników przez użytkowników hi-fi oraz profesjonalnych. Drugie wyzwanie to ciągłe
ulepszanie samej techniki przetwarzania, tu w dwóch kierunkach: stale poprawiającej sie rozdzielczości i dynamiki
oraz coraz większej szybkości tego procesu (częstotliwości
próbkowania).
Gdzie jest górna granica możliwości w przetwarzaniu?
Myślę o bitach i fs.
Trudno powiedzieć o jakiejś konkretnej granicy.
W ostatnich 20 latach byliśmy świadkami wielu deklaracji
na temat „wystarczalności” danego formatu. Kiedyś to
było 16 bitów, potem 20, teraz 24. Nasz obecny przetwornik D/A ma 32 bity i wiadomo już, że pracuje lepiej
8
właśnie z sygnałem o rozdzielczości 32 bity. Podobnie
jest z DSD – format uważany do niedawna za idealny,
wypada lepiej, kiedy sygnał taktowany jest z dwukrotnie
wyższą częstotliwością próbkowania (DSD128/5,6 MHz)
i jeszcze lepiej z poczwórną. Obecna zawansowana technologia pozwala na budowę przetworników do DSD256
(FS=11,2 MHz) i 32 bity, 768 kHz PCM. Teorie dotyczące limitu słuchu, który nie sięga wyżej niż 20 kHz nie
mają tu żadnego znaczenia, użyteczność nowych formatów
potwierdzamy eksperymentalnie. Używamy ich kiedy
lepiej brzmią. Z doświadczeń wiadomo, że bardzo duża
rozdzielczość pozwala nie tylko na zapisanie dźwięku
w najlepszej jakości, ale także na zmniejszenie jego degradacji w procesie nagraniowym. Ta technika wymusza także
poprawianie torów analogowych, które do tej pory były
uważane za wystarczające.
Jakie plany na przyszłość?
Mytek Stereo192-DSD-DAC był zaprojektowany z myślą
o dwóch rynkach: profesjonalnym rynku masteringowym
oraz rodzącym się rynku komputerowych entuzjastów hi-fi
. Będziemy kontynuowali i wzmacniali obecność na tych
obu rynkach. Planujemy w przyszłości linię produktów
specyficznych dla hi-fi oraz nową serię produktów na rynek profesjonalny. Strategicznie przyszłe produkty Myteka
będą oferować obie technologie wysokiej rozdzielczości:
DSD aż do DSD256 oraz high speed PCM.
Galeria
9
10
11

Podobne dokumenty

TEST - Avantgarde Acoustic

TEST - Avantgarde Acoustic silniejszy), poprzez hipnotyzującą głębię, a skończywszy na doskonałej motoryce i różnicowaniu nagrań. Nie przesadzę zbytnio ze stwierdzeniem, że bas z każdej płyty brzmi za pośrednictwem Duo inacz...

Bardziej szczegółowo