Artykuły - Instytut Historii

Komentarze

Transkrypt

Artykuły - Instytut Historii
Annales Academiae Paedagogicae
Cracoviensis
Folia 3
Studia Historica I
(2001)
pod redakcją
Jerzego Gołębiowskiego
Wydawnictwo Naukowe
Akademii Pedagogicznej
Kraków 2001
Recenzenci
prof. dr hab. Jan M. Małecki
dr hab. prof. nzw. Alojzy Zielecki
Niniejszy numer jest kontynuacją Rocznika Naukowo-Dydaktycznego
Akademii Pedagogicznej Prace Historyczne (do roku 2001 ukazały się numery I–XX)
© Copyright by Wydawnictwo Naukowe AP, Kraków 2001
projekt graficzny Jadwiga Burek
Redakcja/Dział Promocji
Wydawnictwo Naukowe AP
31–116 Kraków, ul. Studencka 5
tel./fax (0–12) 430–09–83
e-mail: [email protected]
łamanie Jadwiga Czyżowska
druk i oprawa Wydawnictwo Naukowe AP, zam. 62/01
Spis treści
ARTYKUŁY I ROZPRAWY
Jerzy Ciecieląg
Salome, siostra Heroda Wielkiego – jej życie i działalność
Bożenia Popiołek
Tematyka węgierska w polskich gazetach rękopiśmiennych
z przełomu XVII i XVIII wieku
Rafał Niedziela
Walka o tron polski po śmierci Jana III Sobieskiego w świetle literatury
politycznej
Andrzej Dróżdż
Walka o kataster. Stosunki społeczne w południowych Włoszech
w schyłkowym okresie feudalizmu na przykładzie jednej z gmin
neapolitańskich
Barbara Obtułowicz
Manuel Godoy w świetle polskiej prasy przełomu XVIII/XIX wieku
Ida Zubácka
Wpływ działalności oświatowo-wychowawczej L‟udovita Ńtúra i jego
naśladowców na kształtowanie się słowackiej świadomości narodowej
w XIX wieku
Paweł Konieczny
Polacy pod Gettysburgiem
Ludwik Mroczka
Kasy Stefczyka – czyli raiffeisenowska spółdzielczość kredytowa
w rolnictwie chłopskim Polski niepodległej (1919–1939)
Piotr Trojański
Kwestia organizacji cechowej rzemieślników żydowskich w województwie
krakowskim w dwudziestoleciu międzywojennym
Jerzy Gapys
Stosunek ziemiaństwa do okupanta niemieckiego w dystrykcie
radomskim 1939–1945
Jerzy Dębski
Członkowie Komendy Głównej SZP-ZWZ-AK więźniami KL Auschwitz
3
19
33
47
63
79
101
121
137
149
173
Kim Seong-Bo
Polityka sowiecka wobec Korei i powstanie reżimu w Korei Północnej
w latach 1945–1946
DYDAKTYKA HISTORII
Czesław Nowarski
Uniwersyteckie kształcenie nauczycieli historii w okresie Drugiej
Rzeczypospolitej
Lucyna Kudła
Biografie na lekcjach historii – propozycje rozwiązań praktycznych
Janina Mazur
Wiosna Ludów w polskich podręcznikach historii
MISCELLANEA
Barbara Obtułowicz
Raport skierowany do króla hiszpańskiego Filipa V na temat misji
jezuickich wśród Indian z plemiona Chiquito
Renata Król
Wizerunek twierdzy kamienieckiej w latach 1777–1779 w świetle listów
Jana de Witte
RECENZJE
Maria Jaczynowska, Danuta Musiał, Marek Stępień, Historia starożytna,
Warszawa 1999 Jerzy Ciecieląg
Zbigniew Landau, Jerzy Tomaszewski, Zarys historii gospodarczej Polski
1918–1939, wyd. 6 uzup., Warszawa 1999 Janusz Kowal
Bogusław Gałka, Ziemianie w parlamencie II Rzeczypospolitej,
Toruń 1999 Jerzy Gapys
Sucha Beskidzka, pod red. Józefa Hampla i Feliksa Kiryka, Kraków 1998
Zbigniew Cichawa
Rok 1848 Wiosna Ludów w Galicji – zbiór studiów pod red. Władysława
Wica, Kraków 1999 Piotr Skałuba
195
203
237
255
259
267
277
280
283
290
294
SPRAWOZDANIA
Kronika życia naukowego Instytutu Historii Marian Fortuna
297
Z KRONIKI ŻAŁOBNEJ
Prof. dr hab. Wiesław Bieńkowski (1926–1999) Henryk Żaliński
Wacław Marmon (1944–2000) Jan Ryś
305
308
Contents
ARTICLES AND DISSERTATIONS
Jerzy Ciecieląg
Salome, Herod the Great‟s Sister – Her Life and Activity
Bożenia Popiołek
Hungarian Issues in Polish Hand-Written Newspapers
of 17th and 18th Centuries
Rafał Niedziela
War of the Polish Succession Following the Death of Jan III Sobieski
as Based on Political Writings
Andrzej Dróżdż
The Struggle of the Land Ledger. The Social Relations at the End of the
Italian Feudal Period, Presented on the Example of one the Communities
of the Kingdom of the Kingdom of Naples
Barbara Obtułowicz
The Image of Manuel Godoy in the Polish Press at the Turn of the 18th
and 19th Centuries
Ida Zubácka
The Influence of the Educational Activity of L‟udovit Ńtúr and His
Followers on the Formation of Slovakian National Awarenss
in the 19th Century
Paweł Konieczny
Poles at Gettysburg
Ludwik Mroczka
Stefczyk‟s Savings and Loan Banks; the Reiffeisen Credit Unions
among the Peasant Farmers of Independent Poland (1919–1939)
Piotr Trojański
The Guild System of Jewish Craftsmen in the Cracow Province during
the Inter-War Period
Jerzy Gapys
Athe Attitude of the Landed Gentry to the German Occupant
in the Radom District in 1939–1945
Jerzy Dębski
Members of the Headquarters of SZP-ZWZ-AK Prisoners of the Auschwitz
Concentration Camp
3
19
33
47
63
79
101
121
137
149
173
Kim Seong-Bo
The Soviet Policy towards Korea and the Emergence of the North Korea
Regime during the Period 1945–1946
METHODS OF TEACHING HISTORY
Czesław Nowarski
University Education of History Teachers during the Second Republic
of Poland
Lucyna Kudła
Biographies on History Lessons; Proposals of Practical Solutions
Janina Mazur
The Springtime of the Nations in Polish History Textbooks
MISCELLANEA
Barbara Obtułowicz
Report to the Spanish King Philip V on the Jesuit Missions
to the Chiquito Indian Tribe
Renata Król
The Kamieniec Keep during the Period 1777–1779
in Jan de Witte‟s Letters
REVIEWS
Maria Jaczynowska, Danuta Musiał, Marek Stępień, Ancient History,
Warsaw 1999 Jerzy Ciecieląg
Zbigniew Landau, Jerzy Tomaszewski, An Outline of the Economic
History of Poland 1918–1939, ed. 6 suppl., Warsaw 1999 Janusz Kowal
Bogusław Gałka, Landowners in the Parliament of the Second Republic,
of Poland, Toruń 1999 Jerzy Gapys
Sucha Beskidzka, Józef Hampel i Feliks Kiryk, (eds.), Cracow 1998
Zbigniew Cichawa
Year 1848 the Springtime of the Nations in Galicia – A Collection
of Studies, Edited by Władysław Wic, Cracow 1999 Piotr Skałuba
195
203
237
255
259
267
277
280
283
290
294
REPORTS
Chronicle of the Academic Life of the Institute of History Marian Fortuna297
OBITUARIES
Prof. dr hab. Wiesław Bieńkowski (1926–1999), Henryk Żaliński
Wacław Marmon (1944–2000) Jan Ryś
305
308
Annales Academiae Paedagogicae
Cracoviensis
Folia 3
Studia Historica I
(2001)
ARTYKUŁY I ROZPRAWY
Jerzy Ciecieląg
Salome, siostra Heroda Wielkiego – jej życie i działalność
Salome była jedyną siostrą Heroda Wielkiego1, urodzoną w latach pięćdziesiątych
I w. przed Chr., być może w roku 57 przed Chr., w którym to roku mijała dziesiąta
rocznica śmierci królowej Aleksandry Salome (76–67 przed Chr.), żony hasmonejskiego władcy Judei, Aleksandra Janneusza (103–76 przed Chr.). Nie jest wykluczone, że ojciec Salome, idumejski wielmoża Antypater, nadał swojej córce imię
Józef Flawiusz, Bellum Judaicum I, VIII, 9, 181 (dalej BJ); Antiquitates Judaicae XIV, VII, 3, 121
(dalej Ant.). Jeśli BJ I, XIII, 7, 264 rzeczywiście czyta się t¦j ¢delf¦j, to jest to pomyłka (błąd Józefa lub
błąd w pisaniu), bowiem Herod Wielki miał tylko jedną siostrę. Żydowskie imię “Salome” było bardzo
powszechne i prawdopodobnie około 50% kobiet nosiło imię “Salome” lub “Mariamme” (por.
T. Ilan, Notes on the Distribution of Jewish Women’s Names in Palestine in the Second Temple and
Mishnaic Periods, “Journal of Jewish Studies” 40 (1989), s. 192). Notujemy imię Salome m.in. w rodzinie Goliata w Jerychu (R. Hachlili, The Goliath Family in Jericho: Funerary Inscriptions from the First –
Century A.D. Jewish Monumental Tomb, “Bulletin of the American Schools of Oriental Research” 235
[1979], nr 10), na talizmanie z Syrii (H. Seyrig, Scripta Varia, Mélanges d’archaéologie et d’histoire,
Bibliotèque archaéologique et historique 125, Paris 1985, s. 793–797) i na epitafium w Rzymie (Inscriptiones graecae urbis romae 1323; por. G.H.R. Horsley, ed., New Documents Illustrating Early Christianity, vol. 4, North Ryde 1981–1989, s. 182, nr 99). Warto wspomnieć, że kiedyś Salome była przedstawiana wręcz jako potwór, co z pewnością jest wielką przesadą; zob. G.H. Macurdy, Vassal – Queens and
Some Other Contemporary Women in the Roman Empire, The John Hopkins University Studies in Archaeology 22, Baltimore 1937, s. 69–77.
1
właśnie po hasmonejskiej królowej, tym bardziej że swoją karierę zawdzięczał potomkom Machabeuszy. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można wykluczyć wcześniejszą datę urodzin (bowiem Salome była atrakcyjną kandydatką na żonę dla nabatejskiego ministra Syllajosa około 21/20 r. przed Chr., o czym niżej), jak również
późniejszą zważywszy ucieczkę rodziny Heroda Wielkiego przed Partami w 41/40 r.
przed Chr., kiedy to Salome była już być może matką 2).
Jeśli nasze przypuszczenie co do daty narodzin jest słuszne, to nie wykluczone,
że około 45/44 r. przed Chr. poślubiła swojego wuja Józefa, z którym miała być
może nie znaną z imienia córkę, urodzoną rok lub dwa przed wydarzeniami 41/40 r.
po Chr.3 Józef mógł sprawować rządy nad Idumeą od chwili wyniesienia swojego
brata, Antypatra, a jeśli tak, to Salome mogła go poślubić jeszcze przed zniszczeniem Marisy. W każdym razie córka Antypatra pojawia się po raz pierwszy w narracji Józefa Flawiusza przy okazji ucieczki rodziny herodiańskiej do Masady. Dzięki
działaniom Heroda rodzina i dwór przeniosły się na początku 38 r. przed Chr. do
Samarii4. Nie jest wykluczone, że po objęciu faktycznej władzy przez Heroda Wielkiego w 37 r. przed Chr. mąż Salome został przeniesiony do Jerozolimy, a jego
miejsce w Idumei zajął Kostobar. Z pewnością nie bez znaczenia była jego pozycja
i doświadczenie, które wkrótce doprowadziło Józefa do stanowiska tymczasowego
zarządcy całego królestwa. Ponadto stare centrum rodziny herodiańskiej, Marisa,
pozostało prawdopodobnie w ruinie 5. O samej Salome słyszymy ponownie dopiero
około 35 r. przed Chr., kiedy ona i jej matka, Kypros, zostały znieważone przez Mariamme I, żonę Heroda Wielkiego, w czasie wydarzeń, które nastąpiły po zamordowaniu młodszego brata królowej. Salome i Kypros nie pozostały dłużne rywalce,
oskarżając Mariamme o wysłanie swojego portretu do triumwira Marka Antoniusza,
czym doprowadziły Heroda do furii 6.
W Ant. XIV, XIII, 7, 353–354 (por. BJ I, XIII, 7, 264) Józef wzmiankuje najważniejszych członków
dworu Heroda w czasie ich drogi do Masady: “Zabrawszy więc swoich żołnierzy, posadził kobiety na
juczne zwierzęta, mianowicie matkę swoją [Kypros], siostrę [Salome], córkę Aleksandra [Mariamme],
syna Arystobulowego, którą miał poślubić, jej matkę [Aleksandra], która była córką Hirkana, oraz najmłodszego brata swojego [Feroras], całą służbę i resztę ludzi, którzy byli z nim, i w tajemnicy przed
wrogami wyruszył w drogę do Idumei” (tłum. Jan Radożycki). Wspomina również kobiety prowadzące
nieletnie dzieci, przy czym Kypros nie miała już nieletnich dzieci, natomiast spośród dzieci Aleksandry
Mariamme I miała około 13 lat, Arystobul około 12, a nie znana z imienia córka (późniejsza żona Ferorasa) około 10 lat. Tak więc Józef może sugerować, że Salome (mająca wówczas około 18 lat) była już
matką. Wydaje się, że wśród uciekinierów musiały się znajdować jeszcze co najmniej trzy kobiety
z dziećmi z najbliższej rodziny Heroda, które nie zostały wspomniane przez Józefa, a mianowicie: nie
znana z imienia żona Fazaela, brata Heroda Wielkiego, Doris, żona przyszłego króla Judei oraz nie znana
z imienia żona Józefa, również brata Heroda. Pierwszym z synów Heroda był Fazael II, który miał wtedy
7 lat, informacje o nim pojawiają się nieco później (Ant. XIV, 371; BJ I, 275). Antypater, syn Doris, mógł
być mniej więcej w tym samym wieku. Natomiast jedno z dwojga dzieci Józefa było młodsze od synów
Heroda.
3
N. Kokkinos, The Herodian Dynasty. Origins, Role in Society and Eclipse, Sheffield 1998, s. 178.
4
Ant. XIV, XIII, 7,353; XV, 1–4, 396–397, 400, 408, 413; BJ I, XIII, 7, 264; XV, 3–6, 292, 293–294, 302.
5
N. Kokkinos, op. cit., s. 178.
6
BJ I, XXII, 3, 438–439; por. Ant. XV, II, 6, 27, 29.
2
Po powrocie Heroda Wielkiego ze spotkania z Markiem Antoniuszem w 34 r.
przed Chr., kiedy Mariamme I była strzeżona przez Józefa, Salome znalazła okazję,
aby utwierdzić podejrzenia Heroda, że Józef uwiódł Mariamme. Co więcej, oskarżyła go nawet o spiskowanie z Aleksandrą, matką hasmonejskiej małżonki króla
Judei7. W konsekwencji Józef został stracony, natomiast sama Mariamme uzyskała
przebaczenie męża. Salome i jej matka nie dały jednak za wygraną, usilnie kontynuując swoje wysiłki zmierzające do usunięcia znienawidzonej Mariamme i wysuwając przeciwko niej coraz to nowe oskarżenia, które osiągnęły swoje apogeum
około 30 r. przed Chr., krótko przed wyjazdem Heroda na spotkanie z Oktawianem
po jego zwycięstwie pod Akcjum. W chwili powrotu króla sytuacja na dworze wymknęła się już spod kontroli, bowiem Mariamme otwarcie wyśmiewała się z niskiego urodzenia Salome, zaś siostra Heroda oskarżyła Hasmoneuszkę o próbę otrucia męża, w którą wplątała osobistego służącego Heroda8. W rezultacie, Mariamme I
została stracona w 29/28 r. przed Chr.
Wkrótce po straceniu Józefa, pierwszego męża Salome, pod koniec 34 r. przed
Chr., Herod zaaranżował jej ślub z Kostobarem9, jednym z najwyżej postawionych
Idumejczyków, pochodzącym z rodu kapłanów idumejskiego boga Koze (lub
Kozai)10. Kostobar pozostawał w służbie Heroda Wielkiego co najmniej od czasu
oblężenia Jerozolimy w 38–37 r. przed Chr. Po jej zdobyciu w 37 r. przed Chr.
został wyznaczony strażnikiem świętego miasta, a następnie, prawdopodobnie
w 37/36 r. przed Chr. został namiestnikiem (¢rcwn) Idumei i Gazy (stanowisko to
wakowało przypuszczalnie od chwili przeniesienia Józefa do Jerozolimy) 11.
Właściwie od chwili swego wyniesienia Kostobar dawał liczne dowody braku
lojalności wobec Heroda. Mimo iż sprawował kontrolę nad bramami miejskimi,
7
BJ I, XXII, 4, 441, 442; Ant. XV, III, 9, 80–81.
Ant. XV, VII, 3–4, 213, 220, 223, 231.
9
BJ I, XXIV, 6, 486; por. Ant. XV, 254; por. M. Stern, Social and Political Realignments in Herodian
Judaea, w: L.I. Levine, ed., The Jerusalem Cathedra, vol. 2, Detroit 1981–83, s. 43, z nieścisłościami
dotyczącymi jego potomków.
10
Ant. XV, VII, 9, 253, 257; jako takie imię Kostobar nie pojawia się w innych miejscach, ale wydaje się,
że jest odpowiednikiem Qos – gabar (dbgcvq) lub Qos – bar (dbcvq), obydwie wersje są dobrze poświadczone (S.A. Cook, The Religion of Ancient Palestine in the Light of Archaeology, London 1930,
s. 203–204, przyp. 5; D. Flusser, Paganism in Palestine, [w:] Compendia rerum iudaicarum ad Novum
Testamentum, 1.2, S. Safrai and M. Stern, eds., The Jewish People in the First Century, Assen 1976,
s. 1074; F. Israel, Miscellanea Idumea, “Rivista biblica” 27 (1979), s. 177, 186, 189). Bez wątpienia Józef
sugeruje, że w czasach Kostobara kult Koze wciąż w Idumei funkcjonował.
11
Znaczenie Ant. XV, VII, 9, 254 jest niejasne (na co zwróciła uwagę E.M. Smallwood, The Jews under
Roman Rule, Leiden 1976, s. 63, przyp. 10): wskazuje, że Kostobar został jednocześnie namiestnikiem
Idumei i mężem Salome wkrótce po objęciu przez Heroda Wielkiego tronu Judei w 37 r. przed Chr. Problem w tym, że pierwszy mąż Salome został zabity dopiero w 34 r. przed Chr. Co jeszcze bardziej niejasne, Józef (Ant. XV, VII, 9, 258) podaje, że Salome błagała Heroda, aby wybaczył Kostobarowi konszachty z Kleopatrą, co nie mogło mieć miejsca przed egzekucją Józefa. Por. I. Ronen, Formation of
Jewish Nationalism among the Idumaeans, [w:] A. Kasher, Jews, Idumaeans, and Ancient Arabs, Tübingen 1988, s. 214–220, który jednak nie omawia tych niejasności.
8
umożliwił ucieczkę synom Baby, a potem ukrywał ich w swoich idumejskich posiadłościach przez dwanaście lat (37–26 przed Chr.)12. Synowie Baby należeli do najpoważniejszych przeciwników Heroda, posiadali znaczne wpływy wśród ludności,
ponadto spokrewnieni byli z dynastią hasmonejską, zaliczali się też do grona zwolenników Antygonosa Matatiasza. Po ich zniknięciu Kostobar złożył przysięgę, że
nic nie wie o ich ucieczce, Herod natomiast uznał ich za wyjętych spod prawa, wyznaczając przy okazji wysoką nagrodę za ich pojmanie13. Warto wspomnieć, że
inskrypcje wskazują na idumejskie pochodzenie rodziny Baby i jej związki z Marisą14. Można też zwrócić uwagę na związek z mędrcem Babą ben Buta, znanym
z tradycji talmudycznych, nad którego głową Herod umieścił wieniec z kolców jeża
i wyłupił mu oczy (choć związek z rodziną naszego Baby jest w tym przypadku niejasny)15.
Kostobar również po nominacji na namiestnika w ok. 37/36 r. przed Chr. spiskował przeciwko Herodowi, tym razem przy poparciu królowej Egiptu, Kleopatry
VII, której zaoferował swoje terytorium z zapewnieniem, że Idumejczycy są gotowi
porzucić judaizm 16 . Datę tego wydarzenia można ustalić dzięki historii Rzymu.
Kleopatra domagała się coraz to nowych ziem od Marka Antoniusza co najmniej od
chwili ich małżeństwa zimą 37/36 r. przed Chr. i pod koniec 36 r. przed Chr. osiągnęła sukces, kiedy to jej dzieci otrzymały części Iturei, Nabatei, Fenicji, Palestyny,
Krety, Cypru i Cyreny17. Jakiś rok później (ok. 35 r. przed Chr.) Kleopatra wzmogła
presję na Antoniusza pożądając nowych terytoriów należących do Heroda Wielkiego, jej starania nie odniosły jednak skutku, o czym donosił władca Judei w liście
12
N. Kokkinos, op. cit., s. 180.
Ant. XV, VII, 10, 260–265; por. A. Schalit, König Herodes: Der Mann und Sein Werk, Berlin 1969,
s. 142–143.
14
J.P. Peters and H. Thiersch, Painted Tombs in the Necropolis of Marissa (Mareshah), London 1905,
s. 45, nr 10–11 (Babas, brat Babaty); E.D. Oren and U. Rappaport, The Necropolis of Maresha – Beth
Govrin, “Israel Exploration Journal” 34 (1984), s. 144, nr 8 (Babata) i przyp. 68 co do różnych odniesień;
por. słynnego Babathę (P. Yadin).
15
b. B. Bat. 3b–4a; zob. I. Ronen, op. cit., s. 219–220, który odnosi się do hebrajskiej tezy Ben – Shaloma o zebraniu całego materiału odnoszącego się do Baby ben Buta.
16
Ant. XV, VII, 9, 255–257.
17
Kasjusz Dio, Historia Romana XLIX, 32; Plutarch, Antonius 36. Nie znamy niestety szczegółów dotyczących części palestyńskiej. E. Schürer (rev. and ed. by G. Vermes, F. Millar et al.), The History of the
Jewish People in the Age of Jesus Christ, I, Edinburgh 1973, s. 298 (por. M. Stern, The Reign of Herod
and the Herodian Dynasty, [w:] Compendia rerum iudaicarum ad Novum Testamentum, 1.1, S. Safrai and
M. Stern, eds., The Jewish People in the First Century, op. cit., s. 232; E.M. Smallwood, op. cit., s. 61,
przyp. 4), datuje te nadania na koniec 37 lub początek 36 r. przed Chr., najwyraźniej idąc w tym względzie za Plutarchem, który zdaje się sugerować, że miały one miejsce w momencie ślubu Kleopatry z Antoniuszem (zimą 37/36 r. przed Chr.). Jednakże Dio wyraźnie podaje koniec 36 r. przed Chr. (M. Stern,
op. cit., s. 305–307), co wydaje się być w zgodzie z armeńską wersją Euzebiusza, która umiejscawia
nadania w szesnastym roku panowania Kleopatry, tj. między październikiem 37 i październikiem 36 r.
przed Chr. (por. R.K. Sherk, Rome and the Greek East to the Death of Augustus, Cambridge 1984,
s. 110–111, nr 88).
13
wysłanym z Laodycei do Jerozolimy, datowanym na 34 r. przed Chr. Herod informował, że w zaistniałej sytuacji egipska królowa dostała, niejako na otarcie łez,
Coele – Syrię18. Józef Flawiusz przekazuje jednak, że Herod zmuszony był poczynić
pewne koncesje na rzecz Kleopatry, która przybyła do Judei pod koniec 34 lub na
początku 33 r. przed Chr., aby zawrzeć z Herodem układ, na mocy którego król
Judei dzierżawił od egipskiej królowej część swojego własnego terytorium! 19 Wydaje się więc, że oferta Kostobara złożona Kleopatrze była wynikiem ekspansji
terytorialnej, dominującej w okresie 36–35/34 przed Chr. w polityce władczyni
ptolemejskiego Egiptu.
Nie można w tym miejscu pominąć faktu, że również Aleksandra spiskowała
w tym czasie przeciwko Herodowi, mając przy tym poparcie Kleopatry 20. Nie jest
w związku z tym wykluczone, że działania Kostobara i Aleksandry należy powiązać,
choć temu pierwszemu przyświecał niewątpliwie znacznie szerszy cel, a mianowicie
całkowite wyzwolenie się spod wpływów żydowskich21. Wspomniane powiązanie
nabiera dodatkowego sensu, kiedy przyjrzymy się roli odgrywanej przez synów
Baby i ich towarzyszy: Dositheusa, Lizymacha i Antypatra zwanego Gadias. Mniej
więcej w tym czasie, ok. 34/33 r. przed Chr., Herod nie podjął żadnych drastycznych
działań przeciwko Aleksandrze i Kostobarowi, prawdopodobnie z obawy przed
Kleopatrą. Nie bez znaczenia był też fakt, iż nie wszystkie szczegóły sprawy Kostobara i innych zostały już wtedy rozwikłane22. Sytuacja zmieniła się jednak po zdobyciu Egiptu przez Oktawiana w 30 r. przed Chr. Wydaje się, że idumejska grupa
spiskowców została wytępiona przez Heroda wkrótce po straceniu Aleksandry
w 28/27 r. przed Chr.23 Rzecz ciekawa, że najważniejszym dowodem, który doprowadził do upadku spisku, był oficjalny rozwód Salome z Kostobarem w 26 r. przed
Chr. (przeciwny zresztą Prawu Mojżeszowemu) Najwyraźniej siostra Heroda do-
Ant. XV, III, 8, 77–79; por. BJ I, XVIII, 4–5, 359–363, gdzie Józef łączy ze sobą (co często zdarza się
w jego dziełach) wydarzenia od 36 do 33 r. przed Chr. A. Schalit, op. cit., s. 84, 387, nr 162, 163, słusznie
zauważa względnie wczesną datę dla nadań dla Kleopatry i związków z Kostobarem, ale prawdopodobnie
myli się co do egzekucji Kostobara w 28/27 r. przed Chr.
19
Ant. XV, IV, 2–4, 96, 106;V, 3, 132; por. BJ I, XVIII, 5, 362, zob. jednak przyp. 18 powyżej.
Ant. XV, III, 9, 87 kończy się egzekucją Józefa, pierwszego męża Salome, pod koniec 34 lub na początku
33 r. przed Chr.; zwróćmy uwagę, że później, XV, IV, 1, 88–95, następuje opis kilkuletniej działalności
Kleopatry zakończony nadaniami Antoniusza na rzecz egipskiej królowej w 36 r. przed Chr.; potem,
XV, IV, 2, 96–103, jest mowa o następstwach (po 33 r. przed Chr.) uzyskania przez Kleopatrę części
terytorium Heroda Wielkiego w 34 r. przed Chr.
20
Wspomnieć należy o liście Aleksandry do Kleopatry w 36/35 r. przed Chr. (Ant. XV, II, 7, 32) i dwóch
ok. 35 r. przed Chr. (Ant. XV, III, 2, 45–46; III, 5, 62–63, 65), które doprowadziły do spotkania Heroda
z Antoniuszem w 34 r. przed Chr.
21
Ant. XV, VII, 9, 257.
22
Zob. przyp. 11 wyżej o niejasnym przekazie Józefa w Ant. XV, VII, 9, 258, dotyczącym przebaczenia
Kostobarowi w kontekście wydarzeń sprzed 34 r. przed Chr.
23
Ant. XV, VII, 8, 252.
18
wiedziała się w tym czasie o szczegółach konspiracji swojego męża i, być może po
jakiejś domowej sprzeczce postanowiła ostatecznie ukarać małżonka24.
W ten sposób Salome została po raz drugi wdową, choć prawdopodobnie nie na
długo, miała bowiem dopiero około 30 lat. Około 21/20 r. przed Chr. na dworze
Heroda Wielkiego dwie oficjalne wizyty złożył Syllajos, wszechwładny minister
nabatejskiego króla Obodasa25. Ten niezwykle ambitny i przebiegły człowiek szukał
w Herodzie sojusznika dla swoich planów i podczas pobytu w Jerozolimie poprosił
o rękę Salome. Warto wspomnieć, że było wiele przesłanek dla zawarcia owego
sojuszu. Z pewnością pozyskanie przez Heroda nowych terytoriów na północy
(Trachonitis, Batanea, Auranitis, Ulatha i Panias) w 24 i 20 r. przed Chr. musiało
być kłopotliwe dla nabatejskiego króla. Nieudolność Obodasa spowodowała jednak,
że to właśnie Syllajos przejął sprawę w swoje ręce i chciał wykorzystać Heroda do
przejęcia tronu nabatejskiego. Wydaje się, że zmiana panującego w Nabatei była też
na ręką władcy Judei, o czym świadczy spora pożyczka, jakiej udzielił Herod Syllajosowi, a która miała wzmocnić pozycję ambitnego ministra w Petrze i ułatwić mu
usunięcie Obodasa26.
24
Ant. XV, VII, 10, 259–260.
W czasie pobytu Heroda w Rzymie w 13/12 r. przed Chr. zbuntowała się ludność Trachonitis, spacyfikowana szybko przez dowódców królewskich. Jednak czterdziestu przywódców rewolty uciekło do
Petry, stolicy Nabatei. Syllajos przyjął ich, będąc w złych stosunkach z Herodem od czasów nieudanych
planów małżeńskich, związanych z Salome (Ant. XVI, IX, 1, 275) – wynika stąd, że starania nabatejskiego ministra o rękę siostry króla Judei miały miejsce przed 13 r. przed Chr. Opierając się dodatkowo
na fakcie, że hasmonejska żona Ferorasa jeszcze wtedy żyła (BJ I, XXIV, 6, 487), możemy przypuszczać,
że całe zdarzenie miało miejsce przed 20 r. przed Chr. Umiejscawiając wyprawę Syllajosa do Arabii w
26/25 r. przed Chr. (S. Jameson, Chronology of the Campaigns of Aelius Gallus and C. Petronius, “Journal of Roman Studies” 58 [1968], s. 71–84; E. Schürer, op. cit., I, s. 290, przyp. 8; por. D.C. Braund,
Four
Notes on the Herods, “Classical Quarterly” 33 [1983], s. 239–240), a podróż Heroda do Grecji w 22/21 r.
przed Chr. (W. Otto, Herodes, Stuttgart 1913, s. 70; pogląd przeciwny M. Reinhold, Marcus Agrippa,
Geneva and New York 1933, s. 84, przyp. 47; J.-M. Roddaz, Marcus Agrippa, Rome 1984, s. 451),
w grę wchodzą tylko lata 24/23 i 21/20 przed Chr., przy czym bardziej prawdopodobna jest druga data.
Przemawia za nią fakt, że pierwsze nadania terytoriów północnych dla Heroda, które zniweczyły misję
Syllajosa w Jerozolimie, miały miejsce pod koniec 24 i w 20 r. przed Chr. Ponadto prośba Salome o pomoc w poślubieniu Syllajosa skierowana do cesarzowej Liwii (drogą listowną) zakłada, że oblubieńcy
znali się nawzajem, co mogło mieć miejsce w czasie podróży rodziny herodiańskiej w 22/21 r. przed Chr.
(por. Kasjusz Dio, Historia Romana LIV, 7, 2; Swetoniusz, Tiberius 6, 2). Tak więc Salome nie mogła
pozostawać wdową przez zbyt długi okres po 26 r. przed Chr. Zwróćmy uwagę, że sprawa z Syllajosem
została przedstawiona przez Józefa Flawiusza (Ant., XVI, VII, 4–5, 206–219) wśród wydarzeń ok.
14/13 r. przed Chr. dotyczących Ferorasa.
26
G.W. Bowersock, Roman Arabia, Cambridge, MA 1983, s. 50; A. Kasher, op. cit., s.163; zwróćmy
uwagę, że Kasher idzie za wynikami pracy G.W. Bowersocka, A Report on Arabia Provincia, “Journal of
Roman Studies” 61 (1971), s. 219–242, ignorując całkowicie radykalne zmiany, które pojawiły się
w cytowanej pracy z 1983 r. Niemniej jednak, Kasher położył szczególny nacisk na znaczący element
pożyczki w historii, który został przeoczony przez Bowersocka. Co do tej pożyczki 60 (Ant. XVI, IX, 1,
279) lub 500 (Ant. XVI, X, 8, 343) talentów, zob. też Ant. XVI, IX, 1- 4, 281–282, 291, 296; X, 8–9, 340,
25
Zawiązany w ten sposób związek Syllajosa z rodziną herodiańską pozwalał
przypuszczać, że Salome zostanie królową Nabatei. Nic więc dziwnego, że zależało
jej na jak najszybszej akceptacji oferty nabatejskiego ministra, nie wykluczone
zresztą, że podpisała nawet nielegalny kontrakt ślubny (o co ją później oskarżano) 27.
Ostatecznie do ślubu nie doszło z powodów religijnych, Syllajos bowiem nie chciał
przejść na judaizm28. Nie można jednak wykluczyć przypuszczenia, iż był to tylko
pretekst użyty przez Heroda dla uniknięcia podejrzanego związku z niebezpiecznym
człowiekiem, który mógł przynieść Judei więcej kłopotów niż korzyści (co zresztą
później się stało). Wspomnijmy przy okazji o roli, jaką odegrał Syllajos w rzymskiej
ekspedycji do Arabii w 26/25 r. przed Chr., za której niepowodzenie był obwiniany
(pełnił rolę przewodnika) 29, choć wydaje się, że stał się po prostu kozłem ofiarnym.
Mimo oporu Salome i jej prób szukania poparcia w Rzymie u cesarzowej Liwii,
Herod nie zmienił swojej decyzji co do jej małżeństwa z Syllajosem 30.
Co więcej, Herod zmusił Salome do małżeństwa z Aleksasem, do czego przyczyniła się również Liwia, radząc przyjaciółce, aby nie sprzeciwiała się bratu. Tym
bardziej, że król Judei poprzysiągł Salome utratę jego życzliwości, jeśli nie poślubi
Aleksasa. Salome nie miała wyjścia, a na jej decyzję niewątpliwy wpływ miała także cesarzowa, której rad z pewnością lepiej było słuchać 31. Przy okazji, aby wzmocnić ten nowy związek, zawarty około 20 r. przed Chr., Herod wydał nieznaną nam
348, 351, 353. Niestety, jedynym studium, poza wymienionymi, mówiącym m.in. o Syllajosie, które
warto przytoczyć (choć zawiera wiele błędów), jest A. Negev, The Nabataeans and the Provincia Arabia,
[w:] H. Temporini and W. Haase, eds., Aufstieg und Niedergang der römischen Welt: Geschichte und
Kultur Roms im Spiegel der neueren Forschung, 2.8, Berlin 1978, s. 520–686.
27
BJ I,XXIV, 6, 487.
28
Ant. XVI, VII, 6, 220–225.
29
G.W. Bowersock, Roman Arabia, op. cit., s. 47, przekonująco dowodzi, że Strabon, będący naszym
głównym źródłem, postrzegał Syllajosa jako kozła ofiarnego.
30
Listy Salome do Liwii musiały zachować się w Rzymie, skoro Akme podrabiała je później w imieniu
Antypatra, w celu oskarżenia Salome o próbę zabójstwa Heroda. Po początkowym sukcesie, który zwrócił chwilowo cesarza Augusta przeciwko Herodowi i po dwóch procesach w Rzymie (11/10 i 7 r.
przed Chr.), Syllajos został stracony (Strabon, Geographia 16, 4, 24; Ant. XVI, 352; F. Jacoby, ed., Die
Fragmente der griechischen Historiker, 17 vols., Berlin–Leiden 1923–1958, 90, F 136 [dalej FGrH]).
M. Stern, op. cit., s. 247; idem, ed., Greek and Latin Authors on Jews and Judaism, vol. 1, Jerusalem
1976, s. 257, datuje egzekucję Syllajosa na 4 r. przed Chr., podczas gdy G.W. Bowersock, op. cit., s. 53,
na około 6 r. przed Chr., a A. Kasher, op. cit., s. 172, na 6 lub 5 r. przed Chr. Wydaje się jednak, że nabatejski minister został stracony pod koniec procesu, na którym Antypater był głównym oskarżycielem (BJ
I, 606, 633; Ant. XVII,IV, 3, 81). Nie jest bez znaczenia fakt, że syn Heroda powrócił do Judei pod koniec 7 lub na początku 6 r. przed Chr., która to data jest zgodna z przybyciem P. Kwintyliusza Warusa do
Jerozolimy (Ant. XVII, V, 2, 89; BJ I, XXXI, 5, 617; terminus post quem jest połowa 7 r. przed Chr., jeśli
przebywał on jeszcze w Afryce w 8/7 r. przed Chr.; por. B.E. Thomasson, Laterculi Praesidium I,
Gothenburg 1984, kol. 372, nr 8). Tak więc Syllajos musiał już nie żyć w 7 r. przed Chr.
31
Ant. XVII, I, 1, 10; BJ I, XXVIII, 6, 566.
z imienia córkę Salome za syna Aleksasa z jego pierwszego małżeństwa 32. Córka
owa urodziła się być może około 43 r. przed Chr., a z pewnością nie później niż
w 34 r. przed Chr., kiedy to jej ojciec, Józef, zmarł. W chwili ślubu miała więc około 20 lat.
Rzecz ciekawa, że Józef Flawiusz wspomina męża Salome jako Kalleasa w Antiquitates Judaicae XVII, I, 1, 9, natomiast we wszystkich innych wzmiankach nazywa go Aleksasem. Niektórzy przypuszczają, że imię Kalleas odnosi się w rzeczywistości do syna Aleksasa, a męża córki Salome. W konsekwencji fragment Ant.
XVII, I, 1, 9 powinno się czytać ™k tou aÙdrÕj ¢utÁj Kallšaj pa‹j, a nie ™k
tou ¢ndrÕj aÙtÁj Kallša pa‹j 33. Syn ów mógł więc być znany jako Aleksas
Kalleas. Taką możliwość zdaje się potwierdzać potomek z tej samej linii, żyjący
około pół wieku później, który nosił imię Aleksas Helkiasz, syn Aleksasa. Nie jest
wykluczone, że był on synem właśnie Aleksasa Kalleasa, a więc wnukiem Aleksasa,
męża Salome. Wydaje się jednak, że póki co problem ten jest nie do rozstrzygnięcia34.
Rodzina Aleksasa urosła w siłę i znaczenie dzięki protekcji Heroda Wielkiego.
Aleksas był jednym z najgorliwszych zwolenników Heroda, określanym także jako
jeden z jego dworskich przyjaciół35. Nie jest wykluczone, że małżeństwo z Salome
przyniosło mu wakujące stanowisko namiestnika Idumei, które piastował wcześniej
Kostobar. Nie znamy niestety pochodzenia Aleksasa 36. Można też przypuszczać,
że Aleksas (niegdyś przyjaciel Marka Antoniusza) był obecny na Rodos w 30 r.
Ant. XVII, I, 1, 9; BJ I, XXVIII, 6, 566. Informacja o tym ślubie została umieszczona przez Józefa
blisko wzmianki o serii małżeństw w rodzinie herodiańskiej ok. 8/7 r. przed Chr., ale jest też swoistym
spojrzeniem wstecz do momentu ślubu Salome z Aleksasem.
33
N. Kokkinos, op. cit., s. 184.
34
M. Stern, Aspects of Jewish Society: The Priesthood and Other Classes, [w:] Compendia rerum
iudai-carum ad Novum Testamentum, 1.1, op. cit., s. 613, wierzy, że Aleksas Helkiasz nie może być uznany za syna Salome i Aleksasa z dwóch powodów. Po pierwsze, Józef Flawiusz nie wzmiankuje dzieci
Salome
z jej małżeństwa z Aleksasem (mimo iż miał wiele po temu okazji w swoich dziełach), po drugie zaś,
siostra Heroda mogła dać Aleksasowi dziecko – jej czwarte – ale stałoby się to pod koniec trzydziestych
lat jej życia, co – zdaniem Sterna – było fizycznie możliwe, ale bardzo mało prawdopodobne. W swojej
innej pracy M. Stern, Social and Political Realignments in Herodian Judaea, op. cit., s. 49, przedstawia
Helkiasza jako syna Aleksasa, ale nie Salome, przypuszczając, że jego matką była poprzednia żona
Aleksasa, a co za tym idzie był on bratem człowieka, który poślubił nie znaną nam z imienia córkę Salome (identyczny pogląd reprezentuje B.-Z. Rosenfeld, The “Boundary of Gezer” Inscriptions and the
History of Gezer at the End of the Second Temple Period, “Israel Exploration Journal” 38 (1988), s.
235–245). Jednakże hipoteza ta jest mało przekonująca, ponieważ Helkiasz byłby zbyt stary (urodził by
się bowiem ok. 20 r. przed Chr.), aby podjąć działania, które przypisał mu Józef w 40 r. po Chr.
35
Ant. XVII, I, 1, 7; BJ I, XXVIII, 6, 566.
36
M. Stern, Aspects of Jewish Society: The Priesthood and Other Classes, op. cit., s. 612; idem, Social
and Political Realignments i Herodian Judaea, op. cit., s. 48–49; M. Goodman, The Ruling Class of
Judaea, Cambridge 1987, s. 42, nazywają rodzinę Aleksasa idumejską, nie podając jednak żadnych dowodów, potwierdzających to pochodzenie.
32
przed Chr. (a więc w tym samym czasie, kiedy przebywał tam Herod), tłumacząc się
ze swojej wrogości wobec zwycięskiego Oktawiana. Herod szukał bez powodzenia
przebaczenia dla niego. Jednakże pamiętać trzeba, że Józef Flawiusz nie wspomina
ani słowem o tożsamości owego Aleksasa, ani nie wyjaśnia szczególnego zainteresowania jego osobą ze strony króla Judei. Plutarch przekazuje, że dyskutowaną
przez nas osobą był Aleksas Laodycejczyk, członek dworu Kleopatry, który został
wysłany z Aleksandrii, aby odradził Herodowi opuszczenie Oktawiana 37. Fakt,
iż Herod posiadał przyjacielskie kontakty na dworze Kleopatry, może być potwierdzony przez przypadek Mikołaja z Damaszku, którego władca Judei przyjął na
służbę po upadku monarchii ptolemejskiej 38. Może jest więc rzeczą możliwą, że po
egzekucji Aleksasa Laodycejczyka Herod został patronem pozostałych przy życiu
członków zaprzyjaźnionej rodziny, wśród których znalazł się inny Aleksas, sprowadzony do Judei przez swego protektora39. To jednak tylko hipoteza.
Warto jeszcze w tym miejscu wspomnieć, że imię Helkiasz, będące odpowiednikiem hebrajskiego Hilkiah, jest poświadczone z wczesnego okresu dworu ptolemejskiego: mianowicie Kleopatra III miała dowódcę o imieniu Chelkias, który pochodził ze sławnej rodziny Oniadów40. W każdym razie, w chwili małżeństwa z Salome rodzina Aleksasa przebywała w Palestynie od co najmniej stulecia. Zwróćmy
przy tym uwagę na tzw. inskrypcje “graniczne z Gezer”, które wzmiankują Aleksasa
(Aleksa w genetiwie), Alkiosa (dla Helkiasza) i Archelaosa, którzy być może są
członkami omawianej przez nas rodziny znanymi z dzieła Józefa. Być może posiadali oni nadane im posiadłości królewskie w pobliżu ziem odziedziczonych później
przez Salome. Jest to jednak kolejna nie rozstrzygnięta teoria, której nie można całkowicie odrzucić41. Inna posiadłość, która powinna nas zainteresować, to tzw. “pałac Hilkiya”, w I w. po Chr. Khirbet el – Murak w Idumei. Jego ewentualny związek
37
BJ I, XX, 3, 393; Ant. XV, VI, 7, 197; Plutarch, Antonius 72, 3.
Sofroniusz, Narrat. mirac. 54.
39
N. Kokkinos, op. cit., s. 185.
40
M. Cassuto, La corrispondenza tra nomi Ebraici e Greci nell’onomastica Giudaica, “Giornale della
Società Asiatica Italiana” 2 (1932), s. 214, nr 1; s. 222, nr 29; zanotujmy imie Hilkiaha, ministra króla
Judy Ezechiasza (2 Kr 18, 18; por. Iz 22, 20); co do Chelkiasa, dowódcy Kleopatry III, zob. Strabon,
Hypomn., apud Józef Flawiusz, Ant. XIII, X, 4, 284–287; E. Gabba, Iscrizioni greche e latine per lo studio della Bibbia, Milan 1958, s. 36–38, nr 11.
41
B.–Z. Rosenfeld, op. cit., s. 235–245; zob. wątpliwości R. Reicha, The “Boundary of Gezer” Inscriptions Again, “Israel Exploration Jounal” 40 (1990), s. 40–46 i J. Schwartza, Once More on the “Boundary
of Gezer” Inscriptions and the History of Gezer and Lydda at the End of the Second Temple Period,
“Israel Exploration Journal” 40 (1990), s. 47–57. Dziewięć inskrypcji wzmiankuje Alkiosa, jedna odnosi
się do Aleksasa i jedna do Archelaosa. Jest możliwe, że Aleksas z Gezer jest tożsamy z Aleksasem, mężem Salome, w przypadku zaś Archelaosa mamy raczej do czynienia z odniesieniem do etnarchy Judei,
niż do Juliusza Archelaosa, syna Helkiasza. Tak więc Alkios może być osobą spoza rodziny herodiańskiej, którego życie przypadło na czasy hasmonejskie. Zwróćmy jednak uwagę, że badania paleograficzne
nie mogą być tu rozstrzygające, choć datowanie tych tekstów na okres przed Chr. wydaje się bardziej
uzasadnione.
38
z rodziną Aleksasa pozostaje jednak niezwykle trudny do określenia 42. W każdym
razie Tosefta wspomina Aleksasa, człowieka możnego rodu, osiadłego w Lyddzie
pod koniec I w. po Chr.: “kiedy Aleksas zmarł w Lod, mieszkańcy miasta przybyli,
aby go wychwalać”43.
Po powrocie z Rzymu synów Heroda i Mariamme I wczesną jesienią 16 r. przed
Chr. pojawiły się napięcia między nimi i Salome. Nie jest wykluczone, że przyczyniły się do tego działania Heroda, który próbował polepszyć stosunki w rodzinie
przez układy małżeńskie – jego synowie osiągnęli już bowiem odpowiedni do tego
wiek44. Arystobul poślubił drugą córkę Salome, Berenikę 45. Jednakże wkrótce
stosunki Salome i Ferorasa (brata jej i Heroda) z młodymi książętami popsuły się,
co zapowiadało nowe kłopoty 46 . Pierwsza poważna waśń na dworze królewskim
pojawiła się po powrocie Heroda Wielkiego z Pontu w 14 r. przed Chr., kiedy to
Salome ostrzegła brata, że czyha na niego poważne niebezpieczeństwo ze strony
rodzonych synów47.
Skutek był taki, że król Judei po koniec 14 r. przed Chr. przywołał z odosobnienia swojego najstarszego syna, Antypatra, który pałał do swoich braci równie wielką
nienawiścią, co Salome i Feroras 48 . Siostra Heroda przerzuciła dodatkowo swój
gniew na Glafirę, żonę Aleksandra, chełpiącą się swoim wspaniałym pochodzeniem
i wypominającą Salome niskie urodzenie. Jej irytację wzmagał zięć Arystobul,
zarzucający swej żonie (córce Salome) niskie pochodzenie. W odpowiedzi siostra
Heroda zabroniła córce okazywania jakichkolwiek małżeńskich względów mężowi,
a ponadto o wszystkim donosiła swojemu królewskiemu bratu 49.
Nieco później (ok. początku 13 r. przed Chr.) Salome pokłóciła się ze swoim
bratem Ferorasem, ponieważ ich intrygi miały najwyraźniej inne cele. Mimo
wspólnej wrogości do synów Heroda i Mariamme I Feroras wspomagał Antypatra w
E. Damati, The Palace of Hilkiya, “Qadmoniot” 15 (1982), s. 117–121 (hebr.); zauważmy, że interesująca nas osoba jest nazywana Helkiaszem, synem Szymona, który przypomina nam Alkiosa, syna Szymona Gobara, znanego z ossuarium z Lyddy. Wydaje się jednak, że mamy do czynienia z dwoma zupełnie innymi osobami.
43
t. Hag. 2, 13; zob. J. Gereboff, Rabbi Tarfon: The Tradition, the Man, and Early Rabbinic Judaism,
Missoula, MT 1979, s. 65; A. Oppenheimer, B. Isaac and M. Lecker, Jewish Lydda in the Roman Era,
“Hebrew Union College Annual” 59 (1988), s.119; por. b. Qid. 66b; y. Ter. 8, 45b, 36; t. Miq. 1, 17.
44
Ant. XVI, I, 2, 8.
45
N. Kokkinos, op. cit., s. 186.
46
Ant. XV, III, 5–7, 66–72. W BJ I, XXIV, 2, 473, czytamy: “Herod rozjątrzony tymi doniesieniami tym
więcej darzył uczuciem Antypatra, im bardziej tracił z dnia na dzień serce dla młodzieńców. Równocześnie odwracali się od nich także dworzanie, jedni z własnej woli, drudzy na rozkaz, jak to uczynili: jeden
z najbardziej szanowanych “przyjaciół” Ptolemeusz oraz bracia króla i cała jego rodzina” (tłum. J. Radożycki). Pamiętać jednak trzeba, że w ok. 15/14 r. po Chr. jeszcze tylko Feroras żył, w związku z czym
wzmiankowani “bracia” muszą oznaczać “brata i siostrę”, a więc Ferorasa i Salome.
47
Ant. XV, III, 7–8, 73–77.
48
BJ I, XXIV, 2, 475; por. 483.
49
BJ I, XXIV, 2–3, 476–479; por. Ant. XVI, VII, 2–3, 193, 201–205.
42
jego spiskach przeciwko ojcu. W jakimś stopniu Salome została wplątana przez Ferorasa w jego oskarżenia dotyczące rzekomego uczucia Heroda do żony Aleksandra,
Glafiry50. Salome tłumaczyła to faktem, że straciła łaskę swego brata, ponieważ wciąż
usiłowała namówić go do małżeństwa z Kypros, której odmawiał od ok. 14 r. przed
Chr. Herod przestał teraz dowierzać Salome, ulegając w tej mierze naciskom swoich
żon, których stosunki z siostrą króla stale się zmieniały, choć nietrudno się domyślić, że nie były najlepsze51. Prawdziwy ból Herodowi sprawiły jednak wcześniejsze
kontakty Salome z Syllajosem, przy czym Feroras nie omieszkał przypomnieć bratu,
że ich siostra podpisała nawet potajemnie kontrakt ślubny z nabatejskim ministrem.
Ostatecznie Herod wybaczył Salome, mimo oskarżeń Aleksandra w książkach, które
napisał przeciwko Ferorasowi i Salome, kiedy został uwięziony na początku 13 r.
przed Chr., że Salome zmusiła go do niemoralnego związku 52.
W drugim okresie waśni na dworze Heroda ok. 10/9 r. przed Chr. Arystobul
przesłał Salome ostrzeżenie, że król zamierza ją zabić, opierając się na starym
oskarżeniu, że utrzymywała związki z Syllajosem. Temat stał się ponownie aktualny
z powodu tymczasowego sukcesu Nabatejczyków w Rzymie, którzy próbowali
zniszczyć dotychczasowy wizerunek Heroda w stolicy imperium. Rzecz ciekawa, że
Salome natychmiast powtórzyła bratu słowa syna, co spowodowało aresztowanie
Aleksandra53. Nieco później, ok. 9/8 r. przed Chr., Salome i Feroras uczestniczyli
w procesie synów Heroda w Berytos54, a następnie zostali oskarżeni w Cezarei przez
starego żołnierza herodiańskiego Tirona o doprowadzenie do zguby młodych książąt55. Po straceniu Aleksandra i Arystobula ok. 8 r. przed Chr. Antypater przesłał
Salome cenne dary w podzięce za trzymanie jego strony, z pewnością jednak siostra
króla Judei nie dała się zwieść tym uprzejmościom, była bowiem zbyt wytrawnym
graczem, z którym Antypater nie mógł się nawet równać56.
Arystobul pozostawił pięcioro dzieci, które urodziła Berenika, druga córka
Salome57, były to: Herodiada, Mariamme IV, Agryppa I, Herod z Chalkis i Arystobul II. Ojcem Bereniki był Kostobar58, tak więc urodziła się między 33 i 26 r. przed
50
Ant. XVI,VII, 3–5, 206, 213–214.
Ant. XV, VII, 4, 219.
52
BJ I, XXIV, 6, 487; XXV, 1, 498; Ant. XVI, VIII, 5, 256.
53
BJ I, XXVII, 1, 534–535; Ant. XVI, X, 5, 322–323.
54
BJ I, XXVII, 2, 538; brak informacji w Ant.
55
BJ I, XXVII, 4, 545.
56
Ant. XVII, I, 1, 7.
57
BJ I, XXVIII, 1, 552; Ant. XVII, I, 2, 12. Warto zauważyć, że imieniem wybranym dla córki przez
Idumejczyka Kostobara było imię hellenistycznej patronki Marisy, gdzie odkryto inskrypcję Bereniki,
matki Ptolemeusza IV Filopatora (F.J. Bliss and R.A.S. Macalister, Excavations in Palestine during the
Years 1898–1900, London 1902, s. 70); imię jest znane również z grobu 4 (J.P. Peters and H. Thiersch,
Painted Tombs in the Necropolis of Marissa (Mareshah), London 1905, nr 53).
58
Ant. XVIII, V, 7, 133. Tekst tego fragmentu, przedstawiony w różnych wydaniach dzieł Józefa Flawiusza, jest problematyczny. Niese w swojej edycji Józefa (Berlin 1887–1892) podejrzewa lukę w tekście
51
Chr. Ponieważ wyszła za mąż w 16/15 r. przed Chr., musiała się urodzić nie później
niż w 29 r. przed Chr., a ponadto data nieco wcześniejsza (początek lat trzydziestych
I w. przed Chr.), dobrze pasuje do wieku jej najważniejszej chyba przyjaciółki
w Rzymie, Antonii Młodszej (córki Marka Antoniusza), która urodziła się w 36 r.
przed Chr. 59 W wyniku wielokrotnych związków małżeńskich zaaranżowanych
przez Heroda Wielkiego ok. 8/7 r. przed Chr., Berenika została oddana Teudionowi,
który był bratem Doris, pierwszej żony Heroda i matki Antypatra. Małżeństwo to
było zgodne z życzeniami Antypatra, który wierzył, że w ten sposób zjedna sobie
wrogą mu Salome, ponieważ Teudion był jego wujem, bratem matki 60. Józef Flawiusz wskazuje na podobieństwo zachowania Salome, która w ogóle nie wtrącała
się do aranżowanych małżeństw, aby zapewnić sobie korzyść, do okazji, kiedy nie
poślubiła Syllajosa mimo wstawiennictwa samej cesarzowej Liwii 61.
W czasie wydarzeń ok. 7/6 r. przed Chr. Salome donosiła Herodowi o podejrzanych kontaktach, które były elementem paktu między Antypatrem i Ferorasem.
To również dzięki niej król dowiedział się o istnieniu grupy kobiet w domu Ferorasa, które konspirowały przeciwko niemu i o ich związku z faryzeuszami. Jednakże
Antypater dowiedział się o działaniach ciotki i z pomocą rzymskich przyjaciół opuścił Judeę, udając się do Rzymu i zabierając ze sobą testament Heroda, w którym
został wymieniony jako główny następca tronu62. Na procesie w Jerozolimie ok. 6 r.
przed Chr., na którym obecna była Salome, ujawniono, że Antypater spiskował
w przeszłości przeciwko niej przy pomocy listów fałszowanych przez Akme, żydowską służącą Liwii63. Kiedy Herod po raz kolejny zmienił testament, wyłączając
z niego Antypatra, Salome otrzymała w nim wspaniałe dary, a w kodycylach do tegoż testamentu (tradycyjnie mówi się o szóstym testamencie Heroda), król Judei
nadał jej również Jamnię, Azotus i Fazaelis obok 500 000 sztuk bitego srebra 64.
(por. N. Kokkinos, Which Salome Did Aristobulus Marry?, “Palestine Exploration Quarterly” 118 [1986],
s. 41). Przekład Loeba jeszcze pogłębia niejasności, w związku z czym uczeni próbowali przedstawiać
własne rekonstrukcje oryginalnego tekstu greckiego (por. np. N. Kokkinos, The Herodian Dynasty, op.
cit., s. 188, przyp. 52), trudno jednak na obecnym etapie rozstrzygnąć problem w sposób zadowalający.
59
Corpus inscriptionum latinarum VI, 2028; zob. N. Kokkinos, Antonia Augusta: Portrait of a Great
Roman Lady, London 1992.
60
BJ I, XXVIII, 1, 553; Ant. XVII, I, 1, 9.
61
BJ I, 566. Poza małżeństwem Salome z Aleksasem i równoczesnym ślubem jej nieznanej nam
z imienia córki z synem Aleksasa ok. 20 r. przed Chr., Józef umieścił pośród związków małżeńskich
w ok. 8/7 r. przed Chr. także małżeństwo syna Salome, Antypatra III, które miało miejsce krótko po 13 r.
przed Chr.
62
Ant. XVII, II, 4, 36–40, 44; BJ I, XXIX, 1–2, 569–571, 573.
63
BJ I, XXXII, 6–7, 641–646; Ant. XVII, V, 3, 93; 7, 137–142.
BJ I, 646; Ant. XVII, VI, 1, 147; VIII, 1, 189. W tych czasach – podobnie jak w okresie hellenistycznym – toparchia Jamnii obejmowała miasto Azotus. Zwróćmy uwagę na Ant. XVIII, II, 2, 31 (por. BJ II,
IX, 1, 167), gdzie Azotus został pominięty: 'Iamneian kaˆ t»n toparc…an p©san ... . Okręgi Ekronu
64
i Gezer prawdopodobnie nadal były częścią toparchii – przeciwny pogląd B. – Z. Rosenfeld, op. cit.,
s. 244 (według niego miały być częścią Lyddy) i J. Schwartz, op. cit., s. 53–57 (część Emmaus). Nie jest
Na fali spóźnionej przemocy Salome i Aleksas zostali wezwani przez umierającego Heroda do zabicia wszystkich ludzi, których uwięził na hipodromie w Jerychu,
którego to rozkazu nie wykonano z powodu rychło spodziewanej śmierci króla.
Wkrótce po jego śmierci wiosną 4 r. przed Chr. Salome i Aleksas puścili więźniów
wolno i odczytali list Heroda do wojsk królewskich 65. Następnie Salome wraz z całą
rodziną udała się do Rzymu, gdzie miały rozstrzygnąć się losy następstwa tronu 66.
Salome pojechała do Rzymu z poparciem dla Archelaosa, tak naprawdę jednak
chciała wprowadzenia w Judei bezpośrednich rządów rzymskich, a gdyby nie było
to możliwe, jako władcę widziała Antypasa, którego traktowała jako mniejsze zło.
Los Antypasa był jej w gruncie rzeczy całkowicie obojętny. Jej podstawowym celem było nie dopuszczenie do tronu Archelaosa i oskarżenie go o nielegalne działania w Jerozolimie67.
Nasuwa się jednak pytanie, czy najlepszym sposobem realizacji celów Salome
i jej krewnych było popieranie Antypasa. Z pewnością, będąc urażonym z powodu
odebrania mu następstwa tronu (zapisanego w piątym testamencie Heroda Wielkiego), mógł być posłusznym narzędziem w rękach Salome 68, tym bardziej że ciągle go
przekonywano, iż piąty testament jego ojca ma większą wartość niż kodycyle 69
(zwane tradycyjnie przeze mnie dla jasności sytuacji szóstym testamentem). Antypas zdawał sobie przy tym sprawę, że siostra Heroda miała duże wpływy w Rzymie,
przyjaźniąc się z samą cesarzową Liwią70.
Zauważmy przy tym, że w pierwszym procesie przed cesarzem Augustem (który miał zatwierdzić ostatnią wolę króla Judei) stanął nie retor Ireneusz, popierający
Antypasa, ale Antypater, syn Salome 71. Być może miał on w rzeczywistości pomóc
wykluczone, że przy okazji otrzymujemy wzmocnienie identyfikacji Aleksasa (pozostawiając na boku
Alkiosa) z inskrypcji z Gezer. Wynikałoby z tego, że cała toparchia należała do Salome, a Aleksas był jej
mężem. O bitym srebrze Heroda zob. S. Skowronek, Moneta w kulturze starożytnego judaizmu. Spór
o mennictwo Heroda Wielkiego, Kraków 1994, s. 39–40.
65
BJ I, XXXIII, 6–7, 660, 666; Ant. XVII, VI, 5, 175–179; VIII, 2, 193–194; częściowe prace wykopaliskowe na hipodromie w Jerychu (Tell es – Samarat) prowadził E. Netzer, The Hippodrome Built by
Herod at Jericho, “Qadmoniot” 51–52 (1980), s. 104–107 (hebr.).
66
BJ II, II, 1–3, 15, 20; Ant. XVII, IX, 3–4, 220, 224. Do członków rodziny Salome musieli się zaliczać:
jej mąż Aleksas, córki (nieznana z imienia i Berenika), zięć (Aleksas II, drugi – Teudion, prawdopodobnie już nie żył), syn Antypater III i synowa Kypros II, jej wnukowie (Aleksas III Helkiasz, Agryppa I,
Herod z Chalkis i Arystobul II – Kostobar II i Saul jeszcze się nie narodzili) i wnuczki (Herodiada,
Mariamme IV i Kypros IV).
67
Ant. XVII, IX, 3, 220; BJ II, II, 1, 15.
W. Otto, op. cit., kol. 176, również sądzi, że Salome, chcąc zrealizować swoje własne cele, życzyła
sobie wzajemnej walki między Archelaosem i Antypasem.
68
69
Ant. XVII, IX, 4, 224; BJ II, II, 3, 20.
70
Ant. XVII, I, 1, 10; V, 7, 134–141; XVIII, II, 2, 31; BJ I, XXVIII, 6, 556; XXXII, 6, 641–643; II, IX,
1, 167.
71
Ant. XVII, IX, 4, 226, por. 5, 230; BJ II, II, 3, 31, por. 4, 26.
matce w jej planach wprowadzenia rządów rzymskich w Judei. W czasie procesu 72
koronnym argumentem Antypatra były działania Archelaosa po śmierci Heroda oraz
jego dwa ostatnie testamenty. Cesarz miał zostać przekonany o całkowitej niekompetencji Archelaosa, co wykluczało go jako kandydata do tronu, oraz o nieważności
ostatniego testamentu. Antypater dwukrotnie wspomniał o rzezi 3000 Żydów73 i nie
jest wykluczone, że uczynił to z inspiracji Salome. Wydaje się, że również pod jej
wpływem wspomniał o wesołych zabawach Archelaosa w czasie żałoby po Herodzie74. Tak więc w pierwszym procesie istotną rolę odegrała Salome, której knowania o mały włos nie doprowadziły do realizacji jej celów, kiedy to August zaczął się
wahać, czy przekazać Archelaosowi całe królestwo, czy też może podzielić kraj
między wszystkich krewnych Heroda Wielkiego75.
Po stłumieniu powstania żydowskiego w Palestynie legat Syrii P. Kwintyliusz
Warus wysłał do Rzymu delegację 50 Żydów, aby prosiła cesarza o nadanie autonomii narodowi żydowskiemu oraz o związanie kraju z prowincją Syrią. Według
Mikołaja z Damaszku, delegacja dała jednak do zrozumienia, że jest skłonna zaakceptować rządy Antypasa, jeżeli wprowadzenie bezpośrednich rządów rzymskich
nie będzie możliwe76. Zwróćmy uwagę, że identyczny pogląd prezentowała Salome.
Nie jest więc wykluczone, że utrzymywała ona z delegacją potajemne kontakty, co
nie oznacza jednak, że w pełni zgadzała się z negatywną oceną rządów brata, przedstawioną cesarzowi przez delegację77. Jest wreszcie rzeczą zastanawiającą, że w posłuchaniu przed Augustem w świątyni Apollina nie brał udziału Antypas. Być może
Salome odradziła mu to, będąc poinformowaną przez Liwię, że August faworyzuje
Archelaosa. A może siostra Heroda uznała, że nie potrzebuje już Antypasa, mając za
sobą liczną delegację żydowską podzielającą jej poglądy i udaremniła jego udział
w posłuchaniu? 78 W każdym razie, analizując działania Salome, można dojść do
wniosku, że to właśnie z powodu jej intryg Antypas w dużym stopniu przegrał proces. Okazał się narzędziem w jej rękach, a jego zadaniem było zneutralizowanie
Archelaosa. Miał zostać królem tylko wtedy, kiedy nie udałyby się plany wprowadzenia w Judei bezpośrednich rządów rzymskich i nadania Żydom autonomii.
Po uzyskaniu przez Archelaosa tytułu etnarchy Judei wielu krewnych Salome
chciało uniknąć powrotu do Jerozolimy, zdając sobie sprawę z jego brutalności
i mściwości. Tym bardziej że Archelaos miał już na sumieniu śmierć 3000 Żydów,
zabitych przez żołnierzy w czasie zamieszek w Jerozolimie w Święto Paschy 4 r.
72
73
74
75
76
77
78
Ant. XVII, IX, 5–6, 230–240; BJ II, II, 5–6, 26–33.
Ant. XVII, IX, 5, 237–239; BJ II, II, 5, 30 –32.
Ant. XVII, IX, 5, 234; BJ II, II, 5, 29.
Ant. XVII, IX, 7, 249; BJ II, II, 7, 38.
FGrH 11a, 424 (90 frag. 136.9).
H. W. Hoehner, Herod Antipas, Grand Rapids 1980, s. 27.
Ibidem, s. 27.
przed Chr., a więc jeszcze przed podróżą do Rzymu 79. Po objęciu władzy etnarcha
nie zapomniał odpłacić się tym, którzy stanęli na jego drodze 80. Berenika z dziećmi
(na pewno z Agryppą I) pozostała w Rzymie. Strabon podaje, że cesarz August odnosił się do niej z wielką czcią81. Według Józefa, Berenika zmarła w Rzymie pod
koniec lat dwudziestych I w. po Chr. Salome pozostała być może w stolicy cesarstwa przez jakiś czas, była tam zresztą dobrze znana. Warto wspomnieć jako ciekawostkę, iż Galen podaje, że nazwano jej imieniem nawet jakieś lekarstwo82. W końcu
jednak opuściła Rzym w towarzystwie Antypatra III i jego rodziny i prawdopodobnie
zamieszkała w pałacu w Askalonie, który znajdował się teraz w jej posiadaniu.
Poza zapisami Heroda – Jamnią, Azotus i Fazaelis oraz 500 000 sztuk bitego
srebra – cesarz August nadał jej królewski pałac w Askalonie razem z dochodami
w wysokości sześćdziesięciu talentów. Jej posiadłości znajdowały się według
wszelkiego prawdopodobieństwa pod jurysdykcją Archelaosa 83, z wyjątkiem pałacu
w Askalonie. Po wygnaniu Archelaosa w 6 r. po Chr. Salome otrzymała od Augusta
dodatkowo Archelaidę, wspaniałą wioskę w dolinie Jordanu, zbudowaną przez
Archelaosa, wraz z plantacjami daktyli84.
79
BJ II, I, 3, 13; II, 5, 30, 32; VI, 2, 89; Ant. XVII, IX, 3–5, 218, 237, 239; XI, 2, 313; por. E. Paltiel,
War in Judaea: After Herod’s Death, “Revue Belge de Philologie et d‟Histoire” 59 (1981), s. 126–127.
80
BJ II, VII, 3, 111; por. Ant. XVII, XIII, 1–2, 339, 342. Zauważmy ciekawą zbieżność między postępowaniem Archelaosa a człowiekiem szlachetnego rodu w przypowieści Jezusa (Łk 19, 11–27; por. Mt
25, 14–30; Mk 13, 34), który udał się do dalekiego kraju, aby tam uzyskać dla siebie godność królewską,
kiedy jednak powrócił po jej otrzymaniu, kazał zabić tych swoich służących, którzy nie chcieli, żeby nad
nimi panował (E. Schürer, op. cit., vol. I, s. 333, przyp. 10; J. Jeremias, The Parables of Jesus, London
1972, s. 58–63).
81
Strabon, Geographia XVI, 246. Jeden z papirusów (fragment tzw. Acts of Pagan Martyrs) zawiera
oskarżenie wysunięte przeciwko cesarzowi Klaudiuszowi, że był on porzuconym synem Żydówki Salome
(P. Cairo 10448; V.A. Tcherikover, A. Fuks and M. Stern, eds, Corpus papyrorum iudaicarum, vol. 2,
Cambridge 1957–1964, s. 80–81, nr 156d, kol. 3, 1, 11; E.M. Smallwood, Documents Illustrating the
Principates of Gaius, Claudius and Nero, Cambridge 1967, nr 436; B.W. Jones and R.D. Milns, The Use
of Documentary Evidence in the Study of Roman Imperial History, Sydney 1984, nr 93; D.C. Braund,
Augustus to Nero: A Sourcebook on Roman History 31 BC–AD 68, London and Sydney 1985, nr 575).
Pomijając samą kwestię, czy Klaudiusz był synem Salome, co jest zupełnie nieprawdopodobne, warto
zauważyć, że papirus mówi raczej o córce Salome, Berenice (N. Kokkinos, Which Salome Did Aristobulus Marry?, op. cit., s. 41), ponieważ Klaudiusz urodził się tylko kilka miesięcy po urodzeniu przez Berenikę Agryppy I, a matka przyszłego cesarza, Antonia Młodsza, była bliską przyjaciółką żydowskiej
księżniczki; obie panie więc wspólnie oglądały dorastanie swoich synów (N. Kokkinos, Antonia Augusta,
op. cit., s. 194, przyp. 84).
82
Galen, De Comp. Med. per Gen. 11, 7; M. Stern, ed., Greek and Latin Authors, op. cit., 2, s. 324, nr 387.
83
BJ II, VI, 3, 98; Ant. XVII, XI, 5, 321. Ponieważ Ñ…koj mogło również oznaczać “majątek, posiadłość”, “rodzinę” lub “rezydencję” trudno określić, czy informacja odnosi się do toparchii Salome, czy do
jej pałacu w Askalonie, czy też do obydwu miejsc. Wydaje się jednak, że chodzi o toparchię, wchodzącą
w skład Judei, podległej Archelaosowi. Askalon natomiast znalazł się pod kontrolą cesarską.
84
Ant. XVIII, II, 2, 31; por. Pliniusz Starszy, Historia naturalis 13, 44; zob. W. Otto, op. cit., s. 25;
M. Avi-Yonah, The Holy Land from the Persian to the Arab Conquests (536 B.C. to A.D. 640): A Historical Geography, Grand Rapids 1977, s. 104; E. Paltiel, op. cit., s. 134, przyp. 121, sądzą, że Salome mo-
Salome zmarła około 10 r. po Chr., w wieku około 67 lat, kiedy prefektem Judei
był Marek Ambibulus. Swoje posiadłości zapisała cesarzowej Liwii85, administrowane były przez cesarskich prokuratorów, wśród których najbardziej znany był
C. Herennius Capito, urzędujący w Jamnii. Po śmierci Liwii w 29 r. po Chr. dawne
posiadłości Salome odziedziczył cesarz Tyberiusz, a po nim jego następca Kaligula,
o czym dowiadujemy się z inskrypcji Kapitona z Teate Marrucinorum (Chieti) 86.
Salome, Herod the Great’s Sister – Her Life and
Activity
Abstract
Undoubtedly, Salome, Herod the Great‟s sister was one of the most prominent women
figures in the Herodian dynasty. Her personality had a strong influence over the events
during the historic period from 37 to 4 B.C. With few exceptional cases, she always loyally
supported her brother helping him out many times in difficult situations. She was very successful at discovering plots against Herod the Great. Unfortunately, she was also a skillful
intriguer who removed inconvenient people ruthlessly out of her way. The analysis of her
deeds leads to the conclusion that her main goal, apart from securing her brother‟s wellbeing,
was a fight with the Hasmonean dynasty, and its most conspicuous manifestation was the
conflict with Mariamme I, Herod‟s wife. The fact was that Salome had a strong personality
and she was capable of confronting Herod the Great‟s will, which was the case with the
planned marriage with Syllaeus. Salome is even more fascinating for the historian because she
evades any established criteria of evaluation and she may not be viewed exclusively in
a negative or positive perspective.
gła uzyskać Archelaidę przez kupno, kiedy P. Sulpicjusz Kwiryniusz, legat Syrii, zlikwidował posiadłość
w 6 r. po Chr.
85
BJ II, IX, 1, 167, podaje datę po 6 r. po Chr., a przed 14 r. po Chr.; Ant. XVIII, II, 2, 31, podaje datę
po 9 r. po Chr., a przed 12 r. po Chr.
86
Ant. XVIII, VI, 3, 158; por. Filon z Aleksandrii, Legatio ad Gaium 199; E.M. Smallwood, Philonis
Alexandrini Legatio ad Gaium, Leiden 1970, s. 260–261; D.J. Crawford, Imperial Estates, w: M.I. Finley,
ed., Studies in Roman Property, Cambridge 1976, s. 39; odnośnie inskrypcji zob. P. Fraccaro, C. Herennius Capito di Teate Procurator di Livia, di Tibero e di Gaio, “Athenaeum” 18 (1940), s. 136–144;
o Kapitonie zob. H.G. Pflaum, Les carrières procuratoriennes, I, Paris 1960–1961, s. 23–26, nr 9.
Annales Academiae Paedagogicae
Cracoviensis
Folia 3
Studia Historica I
(2001)
Bożena Popiołek
Tematyka węgierska
w polskich gazetach rękopiśmiennych
z przełomu XVII i XVIII wieku
Jedną z najbardziej popularnych i rozpowszechnionych form komunikacji społecznej, obok bujnie rozwijającej się korespondencji prywatnej i publicznej, były
w Polsce w okresie późnego baroku gazety rękopiśmienne. Różnego rodzaju awizy,
nowiny i gazety pisane wypełniały z powodzeniem rosnące w tym okresie zainteresowanie społeczeństwa polskiego informacjami z kraju i ze świata 87 . Ten specyficzny środek przekazu informacji, choć niezwykle popularny, miał jednak bardzo
ograniczony zasięg rozpowszechniania. Najczęściej gazety pisane sporządzano w
kilku egzemplarzach. Przyczyną tego były ograniczone możliwości kopistów czy
redaktorów, którzy bardzo często prowadzili jednoosobowe “biura prasowe”. Natomiast zasadniczą cechą polskich gazet pisanych w XVII i XVIII wieku była – jak
zauważył badacz tego zagadnienia Kazimierz Maliszewski – aktualność informacji i
ciąg-łość ich przekazu88.
Odbiorcami pism byli najczęściej zamożni magnaci, choć zdarzali się również
patrycjusze, których stać było na opłacenie stałych rezydentów i informatorów. PoJ. Lankau, Prasa staropolska na tle rozwoju prasy w Europie 1513–1729, Kraków 1960; K. Zawadzki,
Gazety ulotne polskie i Polski dotyczące XVI–XVIII wieku: bibliografia, t. 1: 1514–1661, Wrocław 1977,
t. 2: 1662–1728, Wrocław 1984. Zob. też A. Bułówna, Katalog gazet pisanych z XVIII wieku w zbiorach
Biblioteki Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, Wrocław 1969; K. Maliszewski, Agencja informacyjna
Jana Jakuba Rubinkowskiego. Ze studiów nad dziejami komunikacji społecznej w XVIII wieku, “Zapiski
Historyczne” 48, 1983, s. 49–69.
88
K. Maliszewski, Obraz świata i Rzeczypospolitej w polskich gazetach rękopiśmiennych z okresu późnego baroku, Toruń 1990, s. 25.
87
przez dwory magnackie wiadomości z gazet rozpowszechniano i popularyzowano
wśród niższej szlachty i ludzi pozostających w kręgu oddziaływania dworu szlacheckiego89. W gronie polskich odbiorców prasy rękopiśmiennej znaleźli się ludzie
żywo zaangażowani w życie publiczne kraju. Burzliwe przemiany polityczne w
Polsce i w Europie w XVII i XVIII wieku powodowały swoisty “głód informacji”,
szczególnie wśród elit społecznych i umysłowych. W państwie tak rozległym terytorialnie jak Rzeczpospolita możliwość otrzymywania bieżących wiadomości z
różnych zakątków kraju była niezwykle istotna. Wielka ruchliwość dworu królewskiego, zarówno Jana III Sobieskiego, jak i częste wyjazdy do Saksonii jego następcy na tronie polskim, Augusta II Wettyna, sprzyjała rozwojowi i wymianie informacji.
Sporo miejsca w prasie rękopiśmiennej zajmowały wiadomości zagraniczne.
Wskazuje to wyraźnie na żywe zainteresowanie polskiego czytelnika tego okresu
wydarzeniami z “Theatrum Europaeum”. Doceniano wagę wydarzeń międzynarodowych, wzajemne zależności polityczne i gospodarcze. I chociaż preferowano
wieści z krajów ościennych, to wśród nowin znajdowały się również ciekawostki z
Anglii, Francji, Niderlandów, a nawet z odległej Ameryki Północnej.
Obok swej pierwotnej roli informacyjnej gazety stanowiły źródło wszelkiego
rodzaju “curiosum”, ciekawostek i wiadomości drugorzędnych. Zaspokajały zwyczajną ciekawość i upodobanie do rozmaitości, tak charakterystyczne dla człowieka
polskiego baroku90. Czasem zwracano uwagę na bałamutność informacji, sprzeczne wiadomości, małą rzetelność redaktorów, mimo to chętnie je czytano. Szczególnie nieufnie podchodzono do gazet ruskich, które przekazywały fałszywe wiadomości. Trzeba tu jednak zapisać na usprawiedliwienie redaktorów trudne warunki
zbierania danych – ciągłe zawieruchy na Podolu i Ukrainie, częste klęski żywiołowe
czy epidemie utrudniały komunikację, opóźniały pocztę, co sprawiało, że fakty
otrzymane w danej chwili stawały się już nieaktualne. Zdawano sobie też sprawę z
zamierzonego fałszowania informacji w celach propagandowych. Jan Tarło, wojewoda lubelski pisał do żony, przesyłając jej gazety francuskie i niemieckie, by nie
ufała im zbytnio: “lubo w nich to tylko piszą, co Niemiec każą” 91.
Jednym z najsłynniejszych odbiorców nowin pisanych w Polsce był król Jan III
Sobieski. Starannie wykształcony, świetnie zorientowany w sytuacji politycznej
ówczesnej Europy, z zainteresowaniem śledził wszystkie wydarzenia 92 . Wysoko
cenił rolę propagandy politycznej, sam nakazywał sporządzanie gazet i rozsyłanie
A. Pośpiech, W. Tygielski, Społeczna rola dworu magnackiego XVII–XVIII wieku, “Przegląd Historyczny”, t. 69, 1978, z. 2, s. 215–237.
90
Z. Kuchowicz, Człowiek polskiego baroku, Łódź 1992; S. Grzybowski, Sarmatyzm, [w:] Dzieje narodu
i państwa polskiego, Warszawa 1996.
91
J. Tarło do E. Tarłowej, 13 VIII (1734?), Biblioteka Czartoryskich (dalej BCz) 1790 III k. 177.
92
Zob. K. Targosz, Jan III Sobieski mecenasem nauk i uczonych, Warszawa 1992.
89
nowin pisanych, mających rozpropagować jego zwycięstwo wiedeńskie w 1683 roku93.
Stałymi czytelnikami gazet byli także bracia Załuscy, sprawujący wysokie
urzędy państwowe i kościelne, późniejsi założyciele pierwszej biblioteki publicznej
w Warszawie.
Nie tylko mężczyźni zaangażowani w działalność polityczną gromadzili informacje pisane. Z wielką pasją zbierała wszelkie wiadomości krajowe i cudzoziemskie
Elżbieta z Lubomirskich Sieniawska (zm. 1729 r.), kasztelanowa krakowska i hetmanowa wielka koronna, która należała do najlepiej poinformowanych kobiet
w Rzeczypospolitej94. Utrzymywała własny, szeroki krąg korespondentów, regularnie przesyłających jej gazety z różnych stron kraju. Należy też wymienić Mariannę
z Potockich Szczuczynę, żonę podkanclerzego litewskiego Stanisława Antoniego
(zm. 1710 r.), oraz Annę z Sanguszków Radziwiłłową (zm. 1747 r.), kanclerzynę
litewską, które zgromadziły wspaniałe, zachowane do dzisiaj, kolekcje gazet pisanych.
Autorami gazet byli najczęściej poczmistrze, sekretarze królewscy, urzędnicy
kancelarii dworskich, a więc ludzie mający częsty i bezpośredni dostęp do informacji. Dwór królewski w każdym kraju stanowił główny ośrodek dyspozycyjny, polityczny i kulturalny. Dlatego też w otoczeniu królewskim szukano najczęściej osób,
mogących dostarczyć bieżących informacji politycznych czy zwyczajnych plotek
z życia dworu. Wielką popularnością w Polsce cieszyły się przekazy Jakuba Kazimierza Rubinkowskiego, poczmistrza i rajcy toruńskiego, zatrudnionego przez Sieniawską 95 . Do aktywnych korespondentów warszawskich I połowy XVIII wieku
należał Sebastian Fabian Rybczyński oraz jego zięć Andrzej Franciszek Cichocki,
sekretarz królewski 96 . Własną “agencję” informacyjną założył w latach 40-tych,
Antoni Ignacy Gibes, sekretarz poczty warszawskiej. Jego gazety odznaczały się
bogactwem informacji, szczególnie pochodzących z zagranicy. Autorami nowin
były też kobiety. E. Sieniawska utrzymywała w klasztorze wizytek w Warszawie
rezydentkę Jadwigę Rafałowiczównę (zm. 1720 r.), która przesyłała jej regularne
S. Myk, Król Jan III Sobieski a prasa europejska okresu odsieczy wiedeńskiej, [w:] Trylogia – Sobieski
– Victoria wiedeńska, cz. 2, pod red. L. Ludorowskiego, Lublin 1985.
94
B. Popiołek, Królowa bez korony. Studium z życia i działalności Elżbiety z Lubomirskich Sieniawskiej
(ok. 1669–1729), Kraków 1996. Tejże, Zainteresowania bibliofilskie Elżbiety z Lubomirskich Sieniawskiej, kasztelanowej krakowskiej, “Rocznik Naukowo-Dydaktyczny WSP w Krakowie”, Prace Historyczne XVII, 1995, z. 167, s. 45–53.
95
K. Maliszewski, Jakub Kazimierz Rubinkowski, szlachcic, mieszczanin toruński, erudyta barokowy,
Warszawa 1988; Idem: Agencja informacyjna Jakuba Kazimierza Rubinkowskiego. (Ze studiów nad
dziejami komunikacji społecznej w XVIII w.), “Zapiski Historyczne”, t. 48, 1983, z. 3, s. 49–69; B. Popiołek, Zainteresowania bibliofilskie Elżbiety z Lubomirskich Sieniawskiej, kasztelanowej krakowskiej,
“Rocznik Naukowo-Dydaktyczny WSP w Krakowie”, Prace Historyczne XVII, 1995, z. 167, s. 45–53.
96
Kilkaset gazet Cichockiego z lat 1721–1748 znajduje się w Archiwum Państwowym w Toruniu. Duży
zbiór gazet i listów adresowanych do braci Załuskich przechowuje Biblioteka Narodowa w Warszawie.
Cyt. za K. Maliszewski, Obraz świata..., s. 201.
93
wieści o dworze królewskim i wydarzeniach warszawskich 97. W jej relacjach znajdujemy sporo informacji, dotyczących życia księżnej Charlotty-Amalie Rakoczy,
żony Franciszka II Rakoczego, która bawiła dłuższy czas w Warszawie.
Podstawowym źródłem wiadomości dla redaktorów nowin rękopiśmiennych,
szczególnie zagranicznych, były gazety cudzoziemskie – holenderskie, niemieckie,
wrocławskie, zwykle tłumaczone na polski z języka francuskiego. Informacji z krajów ościennych – Turcji, Węgier, Rosji czy Austrii – dostarczali przebywający tam
dyplomaci, posłowie polscy, a czasem kupcy. Wiele informacji, szczególnie z kresów południowo-wschodnich Polski, pochodziło z listów i raportów wojskowych,
głównie dowódców twierdz przygranicznych. Zainteresowanie ruchami wojsk tureckich przed i po traktacie karłowickim zawsze było w Polsce bardzo żywe.
W okresie wojny północnej (1698–1721) pilnie śledzono przebieg działań militarnych i zmagania polityczne przeciwników. Wiele uwagi poświęcono w gazetach
pisanych i korespondencji prywatnej sprawom węgierskim w okresie powstania
Franciszka II Rakoczego. Spora grupa szlachty polskiej zaangażowanej bezpośrednio w kontakty z powstańcami węgierskimi (m.in. E. Sieniawska, jej mąż A.M. Sieniawski, J. Potocki, M. Kątski, T. Lubomirski) z uwagą obserwowała wydarzenia
na południowej granicy98.
Tematyka militarna stanowiła główny temat większości przekazów. Ruchy
wojsk, okrucieństwo działań wojennych, wybryki żołdactwa na zdobytych terenach
opisywane barwnie, czasem z przesadą, podsycały wyobraźnię czytelnika, pogłębiały jego zainteresowanie, ożywiały monotonię wiejskiego życia przeciętnego
szlachcica. I chociaż szlachta polska w okresie panowania Augusta II (1696–1733)
nie mogła narzekać na brak wrażeń, nękana stałymi przemarszami wojsk saskich,
rosyjskich i szwedzkich, dręczona niepokojem o swoje życie i majątki, chętnie czytała o podobnych wydarzeniach u sąsiadów.
Bardzo często gazety rękopiśmienne “przyjmowały” opcje polityczną swych
redaktorów. I tak zdecydowanie negatywny był stosunek korespondentów do powstania kuruców węgierskich, prowadzonego przez Emeryka Thökölyego. Takie
stanowisko należy tłumaczyć przede wszystkim faktem poparcia powstania przez
Turcję, szczególnie po traktacie z 1682 roku, głównego w tym czasie nieprzyjaciela
Rzeczypospolitej. Niemal w każdej gazecie z tego okresu znajdziemy ślady zainteresowania działalnością węgierskich powstańców99. Thökölyego i jego sojuszników
traktowano z wielką niechęcią, określając mianem “rebelizantów” i “niewdzięcznych poddanych cesarskich”. Niechęć ta wynikała z przekonania, że “rebelizanci
w Węgrzech siła dokazują, mając protekcję turecką”, a ich wódz “Tekeli Herst
Listy Jadwigi Rafałowiczówny do E. Sieniawskiej z lat 1710–1720. BCz 2745 II. Zob. B. Popiołek,
“A z Warszawy nowiny te...”. Listy Jadwigi Rafałowiczówny 1710–1720, oprac. B. Popiołek, Kraków 2000.
98
B. Popiołek, Królowa bez korony..., s. 35 i n.; J. Staszewski, La guerre d’independance en Hongrie et
la Pologne. Quelques remarque sur la question de l’aide polonaise accordée l’insurrection de François
II Rakoczi, “Acta Poloniae Historica”, t. 43, 1981, s. 101–125.
99
Gazety z lat 1682–1683 w Archiwum Państwowym w Toruniu II, XIV, 39 cyt. za K. Maliszewski,
Obraz świata ..., s. 92.
97
Rebellizantów w Węgrzech ustawicznie swoje correspondentie ma z Portą, od której
częste mu podarunki ślą”100. Klęska Turków w 1683 roku, a wraz z nią upadek powstania węgierskiego i upokorzenie Thökölyego zostały przekazane polskiemu czytelnikowi w lakonicznej formie przez jednego z korespondentów: “Tekelego Turcy
związanego praesentują po miastach tureckich, aby ludzie widzieli człowieka, który
pomieszał Othomanów z Chrześcijaństwem” 101. W relacji z Wiednia z 1690 roku
donoszono, że w Transylwanii karano na gardle “Fautores Tekielego”, zaś ci, którzy
byli wierni cesarzowi, mogli spodziewać się łaski gen. Veteraniego, mającego tam komendę102. Obawiając się zagrożenia ze strony powstańców i ich tureckich sojuszników, czyniono przygotowania do zabezpieczenia Budy, którymi kierował “pierwszy inżynier cesarski Kaysersfeld”103. Oddziały, pełniące tam straż,
zostały wzmocnione dodatkowymi dwoma regimentami cesarskimi, które “in civitatibus montana mają być położone”. Na wiadomość o zbliżaniu się do Debreczyna 15
tysięcy Turków i Tatarów cesarz rozkazał zabezpieczyć przejścia z Waradynu do
Transylwanii.
Pilnie obserwowano przygotowania do kampanii przeciwko Turkom w 1691 roku.
Przeciągające się działania wojenne i niesnaski wśród sojuszników nie wróżyły najlepiej kampanii. Polska jako czynny uczestnik walk z Turkami z niepokojem oczekiwała wiadomości, które pozwoliłyby mieć nadzieję na szybkie zakończenie konfliktu. Tymczasem na wiosnę otrzymano z Wiednia informację, że
w Temeszwarze około fortyfikacji dużo pracują. Kampania nasza in maio zacznie się,
wojska wcześnie się kupią. Stąd regimenty od książąt Imperii zaciągnione do Węgier
spieszą, lecz chcą naszych uprzedzić w kampanii i z wojskiem swym zbliżyć się ku Belgradowi, dokąd teraz wysłano kilkadziesiąt semenów na praesidium, stąd lada dnia po104
płyną statki... .
Tak więc konflikty i wzajemne spory koalicyjne znalazły potwierdzenie w
przekazach prasowych.
Polska w XVII wieku nie walczyła z Habsburgami, a wręcz przeciwnie, państwa
te przychodziły sobie z pomocą, gdy tymczasem stosunki polsko-węgierskie w tym
czasie nie zawsze układały się najlepiej, na co złożyło się wiele czynników – interwencja Jerzego II Rakoczego w Polsce w latach 1657–1658 na rzecz Szwecji i próby
rozbioru Rzeczypospolitej, wzrost ksenofobii i nietolerancji religijnej w Polsce
w II połowie XVII wieku, zatargi z kurucami czy niejasna polityka dworu polskiego
Relacja ze Lwowa 29 VI 1682 r. cyt. za K. Maliszewski, Obraz świata..., s. 93.
Relacja z Żółkwi 29 XI 1688, ibidem, s. 93. Por. współczesną ocenę powstania Thökölyego: L. Hopp,
Ruch niepodległościowy szlachty węgierskiej przeciwko Habsburgom a Sobieski, “Śląski Kwartalnik
Historyczny Sobótka” (dalej “Sobótka”), R. 1980, nr 2, s. 229–235; B. Köpeczi, Hongrois et Français de
Louis XIV á la Révolution française, Paris 1983.
102
Relacja z Wiednia z 27 XI 1690, BCz 2741 IV k. 59.
103
Ibidem.
104
Relacja z Wiednia 3 IV [1691], ibidem, k. 117.
100
101
wobec powstańców węgierskich105. Wspólne dla Polski i Austrii zagrożenie tureckie
podsycało sympatie prohabsburskie w ówczesnej Rzeczypospolitej 106. Wiedeń wydawał się jednym z najważniejszych centrów polityki europejskiej. Tym należałoby
tłumaczyć niechęć okazywaną przez redaktorów gazet powstańcom węgierskim.
Nawet po podpisaniu traktatu karłowickiego (1699 r.), nadal bacznie przyglądano
się sytuacji na południu, a utrwalone wśród szlachty negatywne stereotypy, dotyczące “niewiernych bisurmanów” i ich sojuszników, funkcjonowały nadal 107. Jeszcze w połowie 1700 r. pojawiła się informacja, że Thököly próbował ponownie
wezwać Węgrów do powstania niepodległościowego, rozsyłając listy do różnych
okręgów. Wątpiono jednak, by zdołał zyskać poparcie wśród szlachty węgierskiej i
skłonić ponownie Turcję do udzielenia mu pomocy108.
Większą przychylnością darzono Franciszka II Rakoczego i kierowane przez
niego powstanie. Jak słusznie zauważył, J. Staszewski, związków polsko-węgier-skich na początku XVIII wieku nie można traktować wyłącznie jako
“epizodu
Rakoczego”109. Zaangażowanie grupy magnatów polskich w pomoc udzieloną powstańcom kuruckim, miało głębokie podłoże w ówczesnej sytuacji politycznej
w Polsce. Był to więc jeden z istotnych problemów, który połączył politykę obu
państw w tym czasie i związał je z Francją. Zrozumiałe jest więc szerokie zainteresowanie tematyką węgierską w polskich przekazach rękopiśmiennych.
Jedną z najbardziej zainteresowanych tematyką węgierską osób była Elżbieta
Sieniawska, wojewodzina bełska, a następnie hetmanowa wielka koronna (od
1706 r.) i kasztelanowa krakowska (od 1710 r.), która pośredniczyła w kontaktach
między dyplomacją francuską a powstańcami węgierskimi. Z ich przywódcą Franciszkiem Rakoczym łączył ją dodatkowo gorący romans. Jej też przekazywano
wszelkie najświeższe nowiny o działaniach powstańczych. W 1704 roku J. Karetti
Zob. min.: B. Popiołek, Potop, [w:] Dzieje narodu i państwa polskiego, Kraków 1998; L. Hopp, Ród
Sobieski et les traditions polono-hongroises, “Annales Instituti Filologiae Slavica Universitatis Debrecenensis de Ludovico Kossuth Nominatae”, Slavica XXII, Debrecen 1986, s. 55–60; I. Hudita, Histoire
des relations diplomatiques entre la France et la Transylvanie au XVIIe siècle (1635–1683), Paris 1927;
O narastaniu postaw ksenofobicznych w Polsce w XVI–XVIII wieku: Swojskość i cudzoziemszczyzna
w dziejach kultury polskiej, pod red. Z. Stefanowskiej, Warszawa 1973.
106
Stosunki polsko-austriackie w czasach nowożytnych. Materiały z sesji Wrocław–Oława 15–16 IV
1983, pod red. K. Matwijowskiego, “Sobótka” R. 1983, nr 4, s. 448–616.
107
M. Bogucka, Szlachta polska wobec wschodu turecko-tatarskiego: między fascynacją a przerażeniem
(XVI–XVIII w.), “Sobótka” R. 1982, nr 3–4, s. 185–195; M. Bałczewski, Zmiany w ocenie Turcji w opinii
polskiej XVIII w. “Acta Universitatis Lodziensis”. Folia Historica 22, Łódź 1985, s. 91–108.
108
Relacja z Wiednia Lipiec 1700 r. i 1701 r. “Tekieli z Widyna [!] porospisował listy do różnych powiatów węgierskich, animando ichże do recuperwowania dawnej złotej wolności, [...] aleć niewielki już
ma
u nich kredyt, [...] więc powątpiewają, żeby Portha więcej jemu chciała assistere”. Cyt. za K. Maliszewski, Obraz świata..., s. 93.
109
J. Staszewski, La guerre d’independance..., p. 125.
105
pisał z Lubowli o sukcesach odnoszonych przez kuruców, którzy zdołali zebrać
wielkie wojsko:
pospolite ruszenie w całej węgierskiej ziemi już obwołano, na które co żywo chłopstwo,
mieszczanie, szlachta armuje się, temi dniami przyszło dwa tysiące infanteryi węgierskiej
dobrze zbrojnej, konnych także dwa tysiące na pilnowanie granic węgierskich i tu się
wszędzie pobliska inquartyrowali po wszystkich wsiach i miasteczkach węgierskich 110.
Przekazywane nowiny, zbierane z wielkim trudem, zawierały czasem informacje fragmentaryczne, pobieżne, nie zawsze w pełni sprawdzone, szczególnie jeżeli
dotyczyły wydarzeń wojennych. Zdarzało się, że w kolejnych przekazach autorzy
poprawiali bądź uzupełniali wcześniejsze doniesienia. W maju 1707 roku Sieniawska zawiadomiła męża, że otrzymała nie potwierdzoną wiadomość o zwycięstwie
Węgrów odniesionym w Siedmiogrodzie nad Niemcami 111. Z kolei autor relacji
z 1713 roku informował o wzajemnych waśniach między oddziałami węgierskimi
kierowanymi przez Esterhazyego, który “z Tatarami wszedłszy w siedmiogrodzką
ziemię zrabowali one i węgierską aż poza Tysię [Cisę] rzekę i koło Berexas [?]
miejscami spalili, gdzie ich przeciwni byli PP. Węgrzy”112. W innej, również nie
datowanej relacji rękopiśmiennej autor prostował pogłoskę, jakoby duży oddział
Polaków zaciągnął się do armii Esterhazyego na Wołoszczyźnie. Kilku małoletnich
dezerterów, schwytanych w Polsce, przysięgało, że w dwustutysięcznym oddziale
Esterhazyego są tylko Węgrzy i Francuzi. Redaktor gazety podkreślał, że “niewinne
tedy impostuna na Polaków, jakoby mieli przeciw chrześcijańskim wojskom assistować armis orientalibus”113.
Ludzie związani z Rakoczym i wspierającymi go dyplomatami francuskimi
z dużym niepokojem śledzili losy powstania. W kręgach polskich dość krytycznie
oceniano możliwości węgierskiej armii. Podkreślano jej słabe przygotowanie, brak
ducha walki i wiary w szanse wygrania. Anonimowy autor relacji z 1705 roku przekazanej Sieniawskiej powątpiewał mocno w wygraną kuruców: “wątpię, żeby się
ważyli mieć revange, 10 tys. Niemców dość na 100 tys. Węgrów, lepiej jeszcze
uciekają niż nasza Wołosza przed Szwedami albo Sasami, jeśli lepszego serca nie
mają, wnet ich w kąt wpędzą” 114 . Obawiał się także o stanowisko Porty, która
wstrzymała na granicy posła francuskiego Piotra Des Alleursa.
Klęska powstania węgierskiego ponownie zwróciła uwagę redaktorów gazet na
wydarzenia na południowej granicy Rzeczypospolitej. Mimo podpisanego pokoju
w Szatmar, nie wszyscy przywódcy powstania złożyli broń. “Traktat Węgier już
ogłoszony, byleby tylko Rakoczy i ci, którzy się w Polszcze znajdują do niego przy110
111
112
113
114
J. Karetti do E. Sieniawskiej, relacja z Lubowli 27 II 1704, BCz 2707 IV, k. 655–656.
E. Sieniawska do A.M. Sieniawskiego, 24 V 1707, BCz 5943, nr 37154.
BCz 2741, IV k. 125.
Ibidem, k. 213.
B.p. do E. Sieniawskiej, 4 II 1705, BCz 218, k. 61.
stąpili” – niepokoił się wojewoda inflancki Jan Kos 115. Tymczasem jeszcze w 1713
roku na przygranicznych obszarach działały grupy kuruców pod dowództwem
Miklosa Bercsenyiego, Simona Forgacha i Istvana [?] Csaky: “PP. Węgrzy wczoraj
wieczór aż tu do granicy stąd mile do ubi Kielczuna przybiegli” 116. Tenże autor infor-mował E. Sieniawską o przekazanej mu wiadomości o 12 tysiącach wojska Raców
i kilkunastu regimentach Niemców, które stanęły pod Debreczynem przeciwko oddziałom wspomnianych dowódców węgierskich. Obawiał się, czy zdeterminowani, otoczeni przez nieprzyjaciół kuruce nie zechcą szukać schronienia w Polsce:
“Idą na znoszenie tych wojsk, jeżeli na nich ciasno będzie, [a] ich Niemcy z Racami
przycisną, a zastąpią, żeby nie mogli przejść granice, bez mała się nie odważą przez
polski kraj uciekać”117. Tymczasem opinia szlachecka w Polsce mimo całej przychylności dla uchodźców węgierskich, wyraźnie została ukształtowana przez złożone zagadnienia polityki międzynarodowej. Ta zaś ponad sympatię dla Rakoczego
i jego ludzi stawiała interes polityczny, na którym silnie zaważyła presja cesarza.
“Dwór wiedeński z okazji Xcia Jmć Rakoczego, że u nas znajduje asilium, bardzo
malkontent i na wszystkich konferencjach JMP W[ojewodzie inflanckiemu] exagerowano”118.
Spore zainteresowanie w środowisku szlachty polskiej budziły losy emigracji
węgierskiej po upadku powstania Franciszka II Rakoczego w 1711 roku. Podyktowane to było nie tyle współczuciem dla wygnańców kuruckich, co, jak wspomniano,
raczej obawą przed konsekwencjami ze strony cesarza. Wiele informacji na temat
późniejszych losów niektórych przynajmniej Węgrów dostarczają nam listy prywatne i gazety pisane. Nie zawsze były to wiadomości przychylne. Gazety notowały
wszelkie ekscesy, wynaturzenia i szokujące informacje, przekształcając się wręcz
kroniki wypadków kryminalnych. W ogarniętej wojną domową Rzeczypospolitej,
przy obecności wojsk saskich, szwedzkich i rosyjskich nietrudno było o tego rodzaju
zdarzenia. Często dochodziło do ekscesów z udziałem żołnierzy z rozbitych oddziałów lub zwykłych pijackich burd. W 1713 roku w Warszawie schwytano kilku Węgrów i osądzono na karę śmierci za nieokreślone bliżej przestępstwo 119. Wykonanie
wyroku znacznie się opóźniło, gdyż musiano sprowadzić kata aż z odległego Łowicza. Drobną sensację wywołała konwersja sługi ks. Charlotty-Amalii Rakoczy, który
niespodziewanie został franciszkaninem w Warszawie. To znów koniuszy księżnej
wdał się w bójkę z żołnierzami z gwardii królewskiej, zabiwszy jednego
z nich, szukał azylu w kościele120.
115
116
117
118
119
120
J. Kos do J. Szembeka, 10 VI 1711, BCz 495, k. 491.
Relacja ze Stryja 1713 r., BCz 2741 IV, k. 128.
Ibidem, k. 128.
Ekscerpt z listu J. Szembeka do A.M. Sieniawskiego, Drezno 23 IV 1711, BCz 221, k. 55.
J. Rafałowiczówna do E. Sieniawskiej, 17 VIII 1713, BCz 2745 II, k. 62.
Tamże, 25 I 1714, k. 86.
Emigranci węgierscy zostali przyjęci w Polsce serdecznie, zwłaszcza przez
osoby związane z wydarzeniami politycznymi na Węgrzech. Sprzyjali im też niektórzy wydawcy gazet, dobrze zorientowani w sytuacji politycznej. Znalazła się
jednak spora grupa niechętnych byłym powstańcom, obawiająca się reakcji ze strony cesarza. Wybuch wojny turecko-rosyjskiej spowodował, że atmosfera w Polsce
nie była sprzyjająca. Życie w ciągłym lęku, obawa przed usunięciem z Polski i zagrożeniem ze strony rozmaitych agentów cesarskich spowodowała, że szukano możliwości stałego osiedlenia się w Polsce bądź wyjazdu w bezpieczne miejsce. W 1714
roku
E. Sieniawska zawiadomiła męża o nagłym wyjeździe Miklosa Bercsenyiego, którego “strach niepotrzebny opanował, bo to jest rzecz niepodobna, żeby tak daleko
miały wojska cesarskie chodzić, [ale] lepi, żeby WMM Pana rady słuchał, a do
Paryża jechał”121.
W maju 1717 roku do rąk Sieniawskiej doszła informacja o ucieczce Miklosa
Bercsenyiego, który po nieudanych staraniach o uzyskanie indygenatu polskiego
i prawa nabycia części dóbr jarosławskich zdołał przedrzeć się do Adrianopola.
“Jegomść Pan Berczyni, kiedy aż do Adrianopola tak daleko zajechał, już też teraz
niczego się nie ma bać przyczyny”122.
Węgierskie ślady można znaleźć nie tylko w gazetach i awizach, ale i w korespondencji tego okresu. Choć rzadkością są, poza listami Franciszka Rakoczego,
własnoręczne listy Węgrów. W 1721 roku Michał Csaky napisał list do Elżbiety
Sieniawskiej z Rodosto, prosząc kasztelanową o udzielenie schronienia w jej dobrach jego żonie i trójce małych dzieci, powołując się na pamięć jej ojca Stanisława
Herakliusza Lubomirskiego (zm. 1702 r.), marszałka wielkiego koronnego, z którym, jak widać, utrzymywał kontakty123.
Szczególną popularnością cieszyła się osoba samej księżnej Charlotty-Amalii
Rakoczy, która po wyjeździe męża została w Warszawie. Jeszcze w 1708 roku Sieniawska otrzymała informację, że jacyś Węgrzy, bawiący od tygodnia w Lublinie,
wybierają się do Gdańska po księżną124. Charlotta-Amalia pozostała w Polsce aż do
1722 roku. Przez jakiś czas księżna, pozbawiona właściwie jakiegokolwiek stałego
zabezpieczenia ze strony męża, utrzymywała się w dużej mierze dzięki pomocy
udzielanej jej przez możne rody. Znalazła też gościnne przyjęcie w klasztorze sióstr
sakramentek warszawskich (Panny od Nieustającej Adoracji Najświętszego Sakramentu). Księżna jednak okazała się z czasem kłopotliwym gościem, ze względu na
swobodny styl życia, czego siostry nie chciały tolerować. Stałe odwiedziny przedstawicieli śmietanki towarzyskiej Warszawy, zwłaszcza w okresie karnawału, późne
powroty księżnej, wystawny i ruchliwy tryb życia spowodowały, że sakramentki
wymówiły jej mieszkanie. Charlotta-Amalia była zawsze chętną uczestniczką hucz121
122
123
124
E. Sieniawska do A.M. Sieniawskiego, 24 VI 1714, BCz 5944, l. 37433.
J. Rafałowiczówna do E. Sieniawskiej, 6 V 1717, BCz 2745 II, k. 444.
M. Csaky do E. Sieniawskiej, 19 III 1721, BCz 2710 III, k. 523.
Relacja z Lublina 15 IV 1708 r., BCz 218, k. 145.
nych zabaw, przedstawień i maskarad, z których słynął dwór króla polskiego Augusta II, szczególnie w okresie karnawału. W ciągu roku Charlotta-Amalia odwiedzała
swoje polskie przyjaciółki bądź składała wizyty rozmaitym zakonom, których niemało było w Warszawie. Upodobała sobie zwłaszcza wizytki (Panny Zakonu Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny), gdzie słuchała mszy, odprawiała rekolekcje
i korzystała z usług spowiednika dominikanina Niemca gdyż, jak zauważyła Rafałowiczówna, niemiecki był językiem, w którym księżnej było najłatwiej się porozumiewać125. W 1713 roku jako matka chrzestna miała trzymać do chrztu wraz z Augustem II dziecko Józefa Wandalina Mniszcha, marszałka wielkiego koronnego 126.
W grudniu tegoż roku poważnie się rozchorowała, a wyjeżdżający do Saksonii król
August II zaszczycił ją “komplementem pożegnania”, mając wzgląd na słabe zdrowie księżnej127.
Na początku 1715 roku księżna Rakoczy poważnie zaniemogła. Ciężki atak
“kamienia nerkowego” przykuł ją do łóżka na cały karnawał, co więcej, spodziewano się nawet jej rychłej śmierci128. Szybko jednak pozbyła się przykrych dolegliwości, gdyż, jak informowała nieoceniona plotkarka Rafałowiczówna, wzięła udział
w wyjątkowo hucznie obchodzonych zapustach. Będąc w wielkiej przyjaźni z Anną
z Sanguszków i jej mężem Karolem Stanisławem Radziwiłłem, kanclerzem wielkim
litewskim, korzystała z ich gościny i trzykrotnie zmieniała kostium. W tłusty czwartek wzięła nawet udział w wystawnej kolacji zorganizowanej przez króla,
dotrzymując mu towarzystwa. Karnawał zakończyła jednak “srogim” katarem
i ponownie wróciła do łóżka129.
Na początku 1717 roku Charlotta-Amalia przeniosła się na nowe mieszkanie,
położone w pobliżu klasztoru warszawskich wizytek. Częstym gościem u księżnej
był poseł francuski Jean Victor de Besenval, który “przez te trzy dni bywał i po kilka
godzin bawił i rozrywał Xiężnę Jmć, a w ostatni wtorek po 3 godzinie po północy
odszedł”130. Częsta obecność Besenvala była zrozumiała z racji roli, jaką wyznaczył
mu dwór francuski i sam Franciszek Rakoczy – pośrednika w sprawach finansowo-majątkowych księcia. Wydaje się, że jednym z zadań, jakie powierzono Besenvalowi, było zorganizowanie wyjazdu księżnej z Polski. W 1714 roku księżna spotkała
się z przybywającym do Polski poselstwem tureckim, wyjeżdżając mu naprzeciw aż
poza Warszawę. Być może z jego pośrednictwem otrzymała wiadomości od mę“Xiężna Jmć Rakoczyna bardzo się w naszym klasztorze rozkochała, już to trzeci raz we wtorek wielki przeszły weszła i spowiadała się przed Niemcem, dominikaninem z Nowego Miasta, bo jej najłatwiej
po niemiecku spowiadać się i prawie cały dzień bawiła i na duchowny strawiła zabawie i obiad w klasztorze jadła i mszy św. słuchała z chóru zakonnic”, J. Rafałowiczówna do E. Sieniawskiej, 25 III 1717,
BCz 2745 II, k. 428.
126
Ibidem, 26 X 1713, k. 136.
127
Ibidem, 21 XII 1713, k. 147.
128
Ibidem, 17 I 1715, BCz 2745 II, k. 346.
129
Ibidem, 6 III 1715, k. 247.
130
Ibidem, 15 II 1717, k. 436.
125
ża131. Wydaję się, że Charolotta-Amalia, podobnie jak większość emigrantów węgierskich, była bacznie obserwowana przez dwór wiedeński. W 1719 roku przybyło
poselstwo, nalegając, by opuściła Polskę. Tymczasem, jak zauważyła Rafałowiczówna, “ona się nie ma czym żywić, nie tylko wyjechać o czym”132.
W 1721 roku została zmuszona do opuszczenia Polski i wyjazdu do Francji,
gdzie zmarła rok później. Pojawiły się jednak spore problemy, gdyż księżna nie
dysponowała odpowiednimi środkami na podjęcie podróży. Sama podróż przebiegała z dużymi kłopotami: “Księżnie Jeymci Rakocy defecit. Poczta cursoria alias
wozowa w Piotrkowie (donosi), że nie mogła koni dostać na pocztę, zaczym
w Piotrkowie subsistere musi, nie mogą cultra progedi”133.
Bliskie sąsiedztwo Turcji, Polski i Węgier, atrakcyjny, ważny ekonomicznie
i handlowo teren sprzyjał rozwijaniu szerokich kontaktów gospodarczych. Zdarzało się jednak, że kontakty te napotykały na różnorodne trudności. Rok 1721 okazał się szczególnie ciężki we wzajemnych stosunkach. Zapanowała powszechna
w tej części Europy drożyzna. W Turcji z powodu braku mięsa i wysokich cen różnych towarów zakazano sprzedaży do Polski mięsa i “wszelkiej bakalii”. Uprzedzeni
o zamknięciu granicy tureckiej kupcy węgierscy i cesarscy, trzymający na tym terenie stada wołów, próbowali zawczasu ominąć zakaz, przedzierając się przez Siedmiogród. Kontrakcja hospodara mołdawskiego doprowadziła jednak do starcia
zbrojnego, w którym zginęło kilku kupców, usiłujących przedrzeć się górami.
W odpowiedzi na to wojska cesarskie zniszczyły wszystkie przejścia aż po rzekę
Alutę po węgierskiej stronie134.
Rozpoczęcie działań wojennych przez Turcję w celu rewindykacji traktatów
karłowickich i jej sukcesy na południu (opanowanie Peloponezu w 1715 r.), spowodowało kolejną falę zainteresowania wydarzeniami na Węgrzech i w krajach habsburskich. Chociaż Turcja w tym czasie nie przedstawiała już poważniejszej siły
militarnej, to jednak mogła zagrozić zarówno cesarzowi, jak i Polsce, biorąc pod
uwagę ówczesną sytuację międzynarodową. Dlatego też w kraju z niepokojem
obserwowano ruchy wojsk tureckich i cesarskich, a każde zwycięstwo świętowano
z wielką radością biciem w dzwony i salwami armatnimi. Ogromną radość wywołała wiadomość o działaniach wojennych pod Belgradem, w których sukcesy odnosiła
strona cesarska pod komendą ks. Eugeniusza Sabaudzkiego: “gdzie Turków wycięli
na 60 tys. i armat wzięli 260”. Z kolei Turcy, którzy stali na granicy węgierskiej, na
wiadomość o wzięciu Belgradu dokonali dywersji w Jassach i Suczawie 135.
Z równą uwagą śledzono postępowanie cesarza na terenie wyzwolonych Węgier, gdzie przystąpił do umacniania własnych wpływów. Po zakończeniu działań
131
132
133
134
135
Ibidem.
Ibidem, 16 III 1719, k. 631.
Relacja z Warszawy z 13 III 1721, BCz 2739 IV, k. 282.
Relacja z Hamburga z 20 VI 1721, BCz 2739 IV, k. 326.
Relacja z Węgier, b. d., BCz 2741 IV, k. 127.
wojennych z Turcją i przejęciu terytoriów węgierskich znajdujących się dotąd pod
okupacją turecką, podjęto próbę umacniania pogranicza węgierskiego i likwidowania ostatnich punktów oporu. “Z Wiednia są wiadomości, że co dzień stamtąd odchodzą wojska konne i inne necessaria do Węgier, gdzie na pograniczu Turcy circa
fotrificationem miejsc niektórych sposobnych, tudzież około prowiantów i magazynów swoich dotychczas occupantur”136. W tej sytuacji z niechęcią przyjęto wiadomość, że książę Rakoczy wystąpił wobec dworu tureckiego z propozycją rozpętania
ponownej wojny przeciwko cesarzowi i utworzenia obozu wojskowego oraz nałożenia kontrybucji w celu zebrania i wyżywienia wojska. “To Rakoczego consilium
wielki aplauz u dworu tureckiego znalazło i zaraz do komendanta chocimskiego
pisano, żeby wojsko w karności trzymał” 137 . Nawet J. Rafałowiczówna żałowała
księcia, “bo to już dawno tu słychać było, że go bisurmani do siebie ciągnęli tylko,
że się jeszcze opierał”138. Zrozumiałe więc, że taka informacja, dotycząca bezpośrednio wydarzeń na granicy z Polską, musiała wywołać wrogie uczucia wobec
księcia. Wydaje się jednak, że sympatia redaktorów gazet była raczej po stronie Rakoczego. Rozumiano, że do takiego postępowania zmusiła go sytuacja polityczna,
utrata
ojczyzny i brak możliwości powrotu do własnych majątków. Szlachta polska, w
której świadomości mocno zakorzenione były takie pojęcia, jak rodzina, ród i ojczyzna, współczuła pozbawionym możliwości odwołania się do tych wartości wygnańcom węgierskim. Z drugiej jednak strony trudne do pogodzenia było dla niej
jednanie się z wrogim chrześcijaństwa, jakim była ciągle Turcja, przeciwko katolickiemu cesarzowi, który w dodatku miał wielu zwolenników w Polsce. Starano się
więc oczernić przede wszystkim Turcję, uważając, że to sułtan szuka stosownego
pretekstu do rozpoczęcia wojny. Podkreślano więc “ludzkość” Rakoczego, jego
szlachetność nawet wobec wroga.
Od Wiednia tę pocztę mamy, że Rakoczy, który od Porty ordynowany w kilkaset koni
na znoszenie rebelizanta Estherhazyego, którego też doszedł był, aleć z nim fraterne się
obszedł i aby wołoskie territorium dobrowolnie kwitować raczył i ku Chocimiu, aby się
udał, co causat wielkie speculationes139.
Rok 1723 przyniósł z Węgier wieści o nowych niepokojach i dywersji.
W kwietniu gazety donosiły o wielkim pożarze Budy, “która ledwie nie cała spłonęła felicissimo incendio”140. Wkrótce ogień zaczął się gwałtownie rozszerzać na inne
miejscowości, w czym upatrywano celowych podpaleń, dokonywanych przez “hultajstwo” i “złych ludzi”. “W Węgrzech spalono Kaszteltrad [?], w Comano 500 do136
137
138
139
140
Relacja z Hamburga z 2 V 1721, BCz 2739 IV, k. 309.
Relacja z Brzeżan z 8 VII 1721, ibidem, k. 345.
J. Rafałowiczówna do E. Sieniawskiej, 13 I 1718, BCz 2745, k. 561.
Relacja z Hamburga z 8 VIII 1721, ibidem, k. 359.
Relacja z Prus z 19 IV 1723, ibidem, k. 635.
mów, w Lentz tyleż”– donosił autor przekazu zaczerpniętego z nowin wiedeńskich141. W odpowiedzi na to przystąpiono do wzmożonej fortyfikacji Budy.
Stale powracającym w nowinach rękopiśmiennych tematem były poczynania
księcia Franciszka II Rakoczego. Na wiosnę 1724 roku dotarły do Polski informacje
o ponownie podjętej przez niego próbie nawiązania kontaktów z cesarzem142. Być
może chodziło o zabezpieczenie interesów książęcych synów, gdyż według kolejnego przekazu Rakoczy dziękował cesarzowi, “że ten dobrotliwy monarcha radzi po
ojcowsku o młodych synach jego”143. Tymczasem gazeta z sierpnia 1724 roku doniosła, że “książęta młodzi Rakocowie uszli z Siciliey, nie wiedzą dokąd się udali”144. Jednocześnie pojawiły się nowiny ze Stambułu, jakoby książę zgodził się w
zamian za obietnice zostania hospodarem wołoskim dostarczać własnym sumptem
3000 konnych rocznie na potrzebę Porty. “Co jeżeliby przyszło do skutku, pewnie
by niełatwo przystał kontynuować poufałej korespondencji z Siedmiogrodem i
obywatelami superioris Hungariae”145 – skomentował autor relacji, nie dowierzając
zbytnio tym informacjom. Ten sam redaktor w kolejnej notatce podkreślił, że akcja
mająca na celu skompromitowanie księcia Rakoczego przez wykorzystanie go przeciwko niektórym chrześcijańskim potencjom, nie powiodła się. Książę nie dał się
zwieść podstawionemu renegatowi: “ten Prync [prince] zrozumiawszy przybycie
tego zbiega do dworu tutecznego nie chciał z nim więcej ani mówić, ani się widzieć,
na ostatek jazdy na węgierskie granice zaniechał” 146.
Z ciekawością obserwowano w Rzeczypospolitej postępowanie cesarza na terenie Węgier. Jak należało się spodziewać, jedną z pierwszych decyzji podjętych przez
nowego władcę było likwidowanie różnic religijnych. Cesarz zagwarantował co
prawda wolność wyznania protestantom, ale z wyraźnym podkreśleniem, że pierwszeństwo w obejmowaniu urzędów i godności mają katolicy, zaś w nowo zdobytych
państwach “nie chce się i jednego protestanta cierpieć” 147. Następnie przystąpiono
do burzenia części fortec, które w zmienionych warunkach okazały się nieprzydatne.
Na początku 1725 roku wysłano 200 murarzy i robotników wraz z inżynierem do
burzenia fortecy Neheyzel [?], która “tylko kiedy Turcy Budę w possesyi mieli, potrzebna była dalekim wycieczkom ich stamtąd ponere obicem, a teraz forteca Leo-polstad sufficens; mają jeszcze na tureckiej granicy mniej potrzebne demoliować”148.
141
Relacja z Wiednia z 3 V 1723, ibidem, k. 638.
Relacja z Prus z 1 V 1724, BCz 2748 IV, k. 80.
143
Relacja ze Stambułu z 20 VI 1724, ibidem, k. 127.
144
Relacja z Warszawy z 10 VIII 1724, ibidem, k. 158.
145
Relacja z Prus z 12 VI 1724, ibidem, k. 118.
146
Relacja ze Stambułu z 9 VII 1724, ibidem, k. 121.
147
“Ratione węgierskich Religionis Gravaminum ta jest cesarska rezolucja, że protestanckie stany w
Węgrzech mają conservarie in suo Religionis Exercitio, ale im nie inni jako katolicy w wszelkich godnościach succedere mają.” Relacja z Wiednia z 22 VII 1724, ibidem, k. 129.
148
Relacja z Prus z 25 II 1725, ibidem, k. 260–261.
142
Odbicie w gazetach rękopiśmiennych znalazła zmiana na tronie cesarskim
w 1740 roku i spowodowane tym nowe konfiguracje polityczne. Rozpętana nad
polską granicą wojna oraz zaangażowanie w nią elektora saskiego i króla polskiego
Augusta III Wettyna spowodowały wzrost zapotrzebowania na bieżące informacje.
Zwracano w nich uwagę na przygotowania do wojny i rolę Węgrów w tym konflikcie: “Dla wojska na Węgrzech codziennie statki z moderunkiem i liberią wodą
spływają, a statki zaś ab Oriente z różnymi towarami tureckimi tu stawają”149.
W październiku 1745 roku doszło do starcia siedmiotysięcznej armii węgierskiej
z 8 tys. Prusaków w pobliżu Ertina [?] na Górnym Śląsku. Wojska przygotowywały
się już na zimowe kwatery, ale wobec sprzyjającej pogody miało jeszcze dojść do
walnej bitwy150.
Barokowe gazety rękopiśmienne odegrały rolę istotnego środka opiniotwórczego, wpływając na ukształtowanie się poglądów ówczesnego społeczeństwa, szczególnie niewyrobionej politycznie części czytelników. Biorąc pod uwagę mentalność
przeciętnego szlachcica polskiego przełomu XVII i XVIII wieku, zamkniętego
w kręgu codziennych spraw, dla którego urozmaiceniem był proces sądowy z sąsiadem w trybunale czy sesja sejmiku ziemskiego, a rzadziej wyjazd na sejm, należy
przypuszczać, że gazety pisane mogły wywierać duży wpływ na jego psychikę,
ukształtowanie poglądów i wyobrażeń o otaczającym go świecie. W przypadku
ludzi wykształconych, obytych w świecie, zaangażowanych w działania polityczne
awizy pełniły funkcję głównie informacyjną. Wyrobiony czytelnik, czerpiący informacje z różnych źródeł – korespondencji prywatnej i dyplomatycznej, uczestniczący bezpośrednio w wydarzeniach – mógł prawidłowo i krytycznie ocenić przedstawiane mu fakty. Dla większości jednak stanowiły urozmaicenie codzienności.
Pozwalały zaspokoić głód wiedzy na poziomie zaścianka, pochwalić się wiedzą
przed słabiej poinformowanym sąsiadem, stworzyć przekonanie o “uczestnictwie” w
dziejącej się historii. Gazety pisane zaspokajały tak naturalną dla człowieka ciekawość, wprowadzały go w krąg odległych wydarzeń, pozwalały poznać kulturę i zachowanie innych narodów, czasem utrwalić przekonanie o wyższości kultury sarmackiej.
Hungarian Issues in Polish Hand-Written Newspapers
of the 17th and 18th Centuries
Abstract
One of the most popular and widespread forms of public communication in Poland in the
late Baroque, apart from the prolific private and public correspondence, were hand-written
newspapers. The readers of those papers were usually rich magnates, and also the city patri149
150
Relacja z Wiednia z 21 VIII 1740, BCz 2741 IV, k. 174.
Relacja z obozu JKM Węgierskiej z Ertina z 23 X 1745, BCz 3279, k. 22.
ciate, who could afford to pay regular residents and informers. Through the magnate courts,
news from the papers were disseminated and popularised among lower gentry and the people
who were within the influence of the noble manor. Foreign news occupied much space in the
hand-written papers. That clearly indicates keen interest of Polish readers of that time in the
events in the “Theatrum Europaenum”. They appreciated the significance of international
events and the mutual political and economic interdependence. Although news from the
neighbouring states were preferred, one could also find among them some interesting details
from England, France, the Netherlands, and even from the remote North America.
The Baroque hand-written newspapers played the role of an important opinion-forming
medium, influencing the views of the society at that time, particularly among the politically
immature readers, for whom getting in touch with the wide world, open thanks to the newspapers, must have been a considerable experience. Considering the mentality of an average
Polish nobleman at the turn of the 17th and 18th centuries, confined to his everyday matters,
whose diversion was a law suit against a neighbour at the tribunal, or a session of the regional
landed gentry council, or rarely a trip to the Seym, one should note what great influence could
have been exerted on his psyche by written newspapers. Whereas in the case of educated
worldly people, involved in the political activities, the function of the notices was mainly
informative, for the majority they were a nice distraction from their ordinary life. They
quenched the provincial nobility‟s thirst for knowledge, made it possible to show off before a
less knowledgeable neighbour, or create an impression of “participation” in the actual event.
The written newspapers satisfied the natural curiosity of the man of those times, they introduced him to the sphere of distant events, they enabled him to be amazed by the differences of
culture and behaviour of other nations, and sometimes to strengthen his conviction of the superiority of the Sarmatian culture. Only the mature reader, drawing information from diverse
sources – private and diplomatic correspondence, directly participating in the events – could
correctly and critically evaluate the presented facts.
Annales Academiae Paedagogicae
Cracoviensis
Folia 3
Studia Historica I
(2001)
Rafał Niedziela
Walka o tron polski
po śmierci Jana III Sobieskiego
w świetle literatury politycznej
Schyłek XVII wieku to okres postępującego kryzysu państwa. Niepowodzenie
dwóch wypraw Jana III Sobieskiego do Mołdawii (1686 i 1691) oraz próby zapewnienia sukcesji najstarszemu synowi Jakubowi osłabiły autorytet króla w oczach
szlachty. Coraz częściej zrywano sejmy, źle funkcjonowały sądy i administracja.
Mimo to Rzeczpospolita pozostawała wciąż ważnym czynnikiem w polityce europejskiej, tym bardziej że w ostatniej dekadzie XVII stulecia dysponowała jeszcze
stosunkowo licznym, blisko czterdziestotysięcznym wojskiem151.
O wpływy w Europie Środkowo-Wschodniej rywalizowały wówczas między
sobą Francja i Austria. Od roku 1689 oba państwa pozostawały w stanie wojny. Powszechnie spodziewano się, że w niedalekiej przyszłości przystąpią one również do
walki o sukcesję hiszpańską. Nie było dla nikogo tajemnicą, że ostatni potomek
hiszpańskiej linii Habsburgów – Karol II – jest nieuleczalnie chory i nie pozostawi
syna. Prawa do tronu hiszpańskiego mieli zarówno Habsburgowie austriaccy, jak
i Burbonowie. Cesarz Leopold I oraz Ludwik XIV byli wnukami króla Hiszpanii
Filipa III (1598–1621). Konfrontacja między nimi wydawała się nieunikniona.
W tej sytuacji dla obu władców nie było obojętne, kto obejmie rządy w Polsce
po śmierci schorowanego Jana III Sobieskiego. Kiedy 17 czerwca 1696 król zmarł
w Wilanowie, Leopold I postanowił poprzeć w zabiegach o tron swojego szwagra –
królewicza Jakuba Sobieskiego. Najstarszy syn Jana III i Marii Kazimiery
d‟Arquien stanowił bowiem gwarancję utrzymania Rzeczypospolitej w orbicie
wpływów austriackich.
Zob. J. Wimmer, Wojsko polskie w przededniu wojny północnej (1699–1702), [w:] Studia i materiały
do historii sztuki wojennej, Warszawa 1954, s. 342.
151
Jakub Sobieski urodził się w 1667 roku w Paryżu. Odebrał staranne wykształcenie, a u boku ojca nabywał doświadczenia w wojennym rzemiośle. Brał udział
w odsieczy wiedeńskiej oraz w obydwu ekspedycjach do Mołdawii. Miał bez wątpienia talent literacki, o czym świadczy napisany przez niego, cechujący się rzeczową relacją “Diariusz wiktorii wiedeńskiej”. Nie zdobył jednakże sympatii społeczeństwa szlacheckiego. Nie wszyscy uważali go za królewicza, gdyż przyszedł na
świat jako syn hetmana. Zwracano uwagę na jego niezbyt atrakcyjną posturę, niewieści głos, hołdowanie modzie francuskiej. Podobno nosił specjalną kamizelkę,
która miała ukryć krzywą łopatkę. Zarzucano mu zbyt częste używanie języka francuskiego, ponure usposobienie, brak szczerości, łatwe uleganie wpływom, zmienność i “niestatek w przyjaźniach”152. August Wawelski napisał, że cechował go brak
zdolności przebaczania, a większej urazy nigdy nie zapominał153.
25 marca 1691 roku Jakub poślubił siostrę cesarzowej Eleonory – Jadwigę Elżbietę, księżniczkę neuburską, co wydatnie wzmocniło jego pozycję jako pretendenta
do objęcia sukcesji po ojcu. Dzięki temu małżeństwu wszedł w koligacje z domami
panującymi w Austrii, Hiszpanii i Portugalii, a w posagu otrzymał terytorium Oławy
na Śląsku. Na kilka lat przed śmiercią Jana III miał zapewnione poparcie Leopolda I.
Popełnił jednak wiele błędów. Po ślubie z Jadwigą Elżbietą był postrzegany jako
nieoficjalny reprezentant cesarza w Rzeczypospolitej i za takiego w istocie się uważał. Stał się dumny i pewny siebie. Nie okazywał rodzicom należnego szacunku. Nie
zadbał o stworzenie stronnictwa, które poparłoby go w walce o tron. Na wszelkie
sposoby szukał natomiast poparcia międzynarodowego. Kontaktował się z dworami
szwedzkim i brandenburskim. Tuż po zgonie ojca bezskutecznie próbował zagarnąć
pozostawione przez niego pieniądze. Popadł w konflikt z matką oraz młodszymi
braćmi – Aleksandrem i Konstantym154.
Mimo wszystko właśnie on zdawał się mieć największe szanse na objęcie rządów w Polsce. Przemawiała za nim dotychczasowa tradycja, zgodnie z którą nie
pomijano na elekcjach potomków królewskich. Posiadał dość znaczny majątek
i koligacje z rodzinami panującymi w Europie oraz rodami magnackimi w Rzeczypospolitej. Był kandydatem do przyjęcia dla państw sąsiednich. Jako kontynuator
linii politycznej ojca mógł zapewnić krajowi długotrwały okres pokoju. Nie bez
znaczenia było i to, że jego kandydaturę skłonny był poprzeć pierwszy senator
świecki Rzeczypospolitej – kasztelan krakowski i hetman wielki koronny Stanisław
Jan Jabłonowski (1634–1702)155.
L. Podhorecki, Sobiescy herbu Janina. Warszawa 1981, s. 201–202; K. Piwarski, Królewicz Jakub
Sobieski w Oławie, Kraków 1939, s. 11.
153
A. Wawelski, Dzieje bezkrólewia po skonie Jana III, t. 1, Kraków 1874, s. 26.
154
J. Staszewski, August II Mocny, Wrocław 1998, s. 48–49.
155
Zob. S. Orszulik, Polemika wokół kandydatury Sobieskich do korony w okresie bezkrólewia 1696/97,
“Sobótka” R.35:1980, nr 2, s. 341; K. Hoffman, Historia reform politycznych w dawnej Polsce, wyd. 2,
Warszawa 1988, s. 103–104.
152
Jakub Sobieski nie liczył się w planach politycznych króla Francji. Interesy
Ludwika XIV reprezentował wówczas nad Wisłą jego ambasador – Melchior Polignac (1661–1741), znacznie lepiej od swego monarchy zorientowany w nastrojach
panujących w Rzeczypospolitej. Wiedział, że istnieje tam grupa magnatów, gotowych
w zamian za korzyści materialne lub możliwość awansu doprowadzić do elekcji
jednego z francuskich książąt krwi. Dlatego też w porozumieniu z podskarbim wielkim koronnym Hieronimem Augustynem Lubomirskim (1647–1706), jednym z
najbardziej wpływowych polskich magnatów, zarekomendował Ludwikowi XIV
kandydaturę Franciszka Ludwika de Bourbon, księcia Conti 156. Król Francji liczył
początkowo na współdziałanie Polignaca z królową Marią Kazimierą i przeprowadzenie elekcji któregoś z młodszych królewiczów albo jej zięcia – elektora Bawarii
Maksymiliana II Emanuela. Przekonany jednak przez ambasadora, we wrześniu
1696 roku wyraził zasadniczą zgodę na wysunięcie kandydatury francuskiej, ale
z zastrzeżeniem, że nazwisko księcia pozostanie na razie w tajemnicy157. Polignac
zaczął zręcznie powiększać grono zwolenników księcia wśród magnaterii. Nie
szczędził przy tym obietnic finansowych, co później doprowadziło do nieporozumień z Ludwikiem XIV. Działał jednakże bardzo skutecznie. Doprowadził do skupienia wokół kandydatury francuskiej większej części narodu szlacheckiego, na czele
z prymasem Michałem Radziejowskim oraz rodzinami Lubomirskich i Sapiehów.
Wbrew woli króla Francji już w październiku 1696 roku nazwisko księcia stało
się powszechnie znane. 16 października Polignac otrzymał list od biskupa kujawskiego Stanisława Dąmbskiego, sprzyjającego Jakubowi Sobieskiemu. Biskup nalegał, aby ambasador odstąpił od popierania francuskiego kandydata. Tego samego
dnia otrzymał od Polignaca odpowiedź odmowną. Ambasador gorąco polecał wybór
księcia Conti i złożył w jego imieniu, choć bez jego wiedzy i zgody, daleko idące
obietnice. Przyrzekł, że Conti odzyska z rąk tureckich Kamieniec Podolski jeszcze
przed koronacją, pokryje długi państwa wobec wojska w wysokości 10 milionów
złotych oraz zaspokoi roszczenia finansowe elektora brandenburskiego z tytułu praw
do Elbląga. Zapewnił też, iż przyszły król nie będzie oczekiwał żadnego uposażenia
dla swojej żony158. List Dąmbskiego i odpowiedź Polignaca zostały wydrukowane
i rozpowszechnione w kraju. Odtąd francuski książę krwi stał się najgroźniejszym
rywalem Jakuba w walce o koronę polską.
Franciszek Ludwik de Bourbon urodził się w Paryżu w 1664 roku. Jego ojciec,
Armand de Bourbon książę Conti, był młodszym bratem Wielkiego Kondeusza,
słynnego wodza, przywódcy tzw. Frondy książąt (1649–1653). Matka zaś, Anna
Maria Martinozzi, była siostrzenicą kardynała Mazarin. Wcześnie osierocony, FranDepesze księdza de Polignac posła francuzkiego po śmierci Jana III, króla polskiego, t. 1. Poznań
1855, s. 10.
157
Tamże, s. 34; L. de Bastard, Négociations de l’abbé de Polignac en Pologne cocernant l’élection du
prince de Conti comme roi de Pologne (1696–1697), Auxerre 1864, s. 48.
158
L. de Bastard, op. cit., s. 69; Depesze księdza de Polignac, s. 42–43.
156
ciszek wychowywał się na dworze królewskim. Należał do ludzi zdolnych i obdarzonych świetną pamięcią. Ujmował wszystkich przystępnością, łagodnością
i grzecznością159. W młodości dał się poznać jako uzdolniony i odważny żołnierz.
Doświadczenie bojowe zdobył walcząc pod Courtrai i Luksemburgiem (1683–
–1684). W 1685 roku udał się razem ze starszym bratem – Ludwikiem Armandem –
na Węgry i uczestniczył w bitwie z Turkami pod Gran oraz w oblężeniu twierdzy
Neuhäusel (pod dowództwem księcia Karola Lotaryńskiego). Właśnie podczas tej
kampanii dostrzegł i zapamiętał Franciszka Ludwika Hieronim Lubomirski. Po
śmierci brata w listopadzie 1685 roku Franciszek nosił tytuł księcia Conti. Wziął
aktywny udział w wojnie Francji z Ligą Augsburską. Uczestniczył w zajęciu
Kaiserslautern, Spiry i Heidelbergu (1688), walczył przeciwko Wilhelmowi Orańskiemu pod Steinkerque (1692), gdzie zabito pod nim dwa konie, a także na polach
Neerwinden (1693). W tej ostatniej bitwie został lekko ranny. Uchodził za ulubieńca
marszałka Franciszka de Luxembourg, dowodzącego armią we Flandrii. Po jego
śmierci w styczniu 1695 roku był jednym z kandydatów do objęcia dowództwa, ale
sprzeciwił się temu Ludwik XIV, zarówno dlatego, że księcia nie lubił, jak i z uwagi
na interes państwa, który nie pozwalał wynieść rodu Kondeuszów do większej niż
dotychczas potęgi (świeże było jeszcze wspomnienie Frondy) 160. Żoną księcia była
od 1688 roku bliska kuzynka – Maria Teresa de Bourbon161.
Książę Conti bez entuzjazmu przyjął wiadomość o tym, że będzie kandydował
do tronu polskiego. Nie pociągała go perspektywa panowania w kraju odległym od
Francji, a na dodatek ogarniętym anarchią. Zresztą, jak twierdził jego przyjaciel,
markiz de Lassay, książę nie miał kwalifikacji ani do skutecznego rządzenia państwem, ani nawet do dowodzenia armią. Popierający Contiego polscy magnaci nie
zdawali sobie z tego sprawy162.
Od momentu oficjalnego wystąpienia z kandydaturą francuską w październiku
1696 roku opinia szlachecka spodziewała się rywalizacji o tron między królewiczem
Jakubem a księciem Conti. Odbicie nastrojów szlachty znajdujemy w ówczesnych
pismach politycznych. Ich poziom był wprawdzie zróżnicowany, ale stanowiły interesujące świadectwo epoki. Motywem często w nich spotykanym był swoisty dylemat: czy wybrać “Piasta” (Jakuba), czy cudzoziemca (księcia Conti)? Przeważały
pisma opowiadające się za rodakiem163.
Ożywioną polemikę wywołał wspomniany już list Polignaca do biskupa Dąmbskiego z października 1696 roku. Ambasador błysnął w nim niewątpliwym talentem
P. Gaxotte, Ludwik XIV, przeł. B. Janicka, Warszawa 1984, s. 247–248; duc de La Force, Le Grand
Conti, Paris 1948, s. 29.
160
duc de La Force, op. cit., s. 107.
161
Tamże, s. 77.
162
Tamże, s. 144; L. Saint-Simon, Pamiętniki, t. 1, przeł. A. i M. Bocheńscy, Warszawa 1984, s.
268–269.
163
S. Orszulik, Pisma polityczne bezkrólewia po śmierci Jana III, Kraków 1982. Praca doktorska UJ
8/83, s. 78.
159
agitatorskim. Rozumiał nurtujące szlachtę obawy związane z elekcją Francuza i
rozprawił się z nimi po mistrzowsku. Conti – według niego – nie opuści kraju po
wyborze na króla, jak to niegdyś uczynił Henryk Walezy, bo jest dopiero dziesiątym
w kolejności do sukcesji we Francji księciem krwi. Jego żona – w przeciwieństwie
do królowej Marii Kazimiery – nie będzie się wtrącać do rządów. Conti nie będzie
prowadził wrogiej polityki wobec Habsburgów. Przeciwnie, zachowa wszystkie dotychczasowe traktaty, co może zaprzysiąc w “paktach konwentach”. Polignac wyraźnie odwoływał się do narodu szlacheckiego, gdy pisał, że tak samo ceni sobie
zdanie panów, “jako i inszych, pomniejszej kondycyjej”. Twierdził: “wszyscy się do
wolności i rady publicznej urodzili, wszyscy do wojny i wspaniałego animuszu,
wszyscy się na tym dobrze znają, co im jest lepszego i jawnie pożyteczniejszego,
w tych tedy nadzieję naszą pokładamy i onym się podobać chcemy” 164.
Odniósł się do tego listu profesor Akademii Krakowskiej Marcin Winkler w
obszernej Uwadze politycznej.... Punkt po punkcie zbijał argumenty Polignaca, dowodząc szkodliwości kandydatury francuskiej. Przez popieranie Francuza – pisał –
wiszą nad głowami Polaków “zamieszania tak domowe, jako i postronne od Kolligatów naszych”. Dziwił się, jak poseł francuski, tylko trzy lata bawiąc w Polsce,
“swój przeciwko nam tak ściśle ugruntował afekt”. Pytał, czemu Conti, rzekomo
uzdolniony dowódca, nie stanął na czele armii francuskich. Winkler zarzucił Francuzom złośliwą zazdrość w stosunku do Domu Austriackiego, który zawsze pomagał Polsce. “Niemcy – stwierdzał – w nasze się rady bez potrzeby nie mieszają;
Francuzi zaś przez gwałt się wdzierają, choć ich o to nie proszą, i chcą nam burmistrzować”. Słusznie podnosił, że w razie zagrożenia ze strony Szwecji lub Moskwy
tylko Austria mogłaby okazać się pomocna. Zadał wreszcie pytanie, po co szukać
króla za granicą, gdy można go znaleźć u siebie, wśród synów Jana III. “Aza go nie
mamy u siebie, w domu królewskiego potomkach, tak wielkiego ojca nieodrodnych
synach?”. Na koniec przytoczył najmocniejszy argument, kwestionując finansowe
obietnice posła francuskiego: “I to francuska sztuka; miliony ofiarować, nie liczyć,
bo mogą być innumerabiles, których byśmy nie tylko naliczyć, ale i napatrzeć się
nie mogli. Wiadomy światu jest teraźniejszy we Francji niedostatek” 165.
Podobne w treści, krytyczne wobec kandydatury francuskiej jest pismo “Elenchus motuum albo regestr polskich rozruchów”. Znalazły się tu zarzuty i obawy
związane z elekcją księcia Conti. Anonimowy autor wyraził pogląd, iż chce się ją
przeprowadzić za pieniądze Ludwika XIV, które potem trzeba będzie zwrócić, a to
grozi uzależnieniem kraju od woli Wersalu – “za któremi potem pieniędzmi nastąpiłaby lichwa nieznośna; to jest wojny nieskończone, niepomiarkowane ekspensy,
a na ostatek całego królestwa niepowetowana ruina”. Nieprawdą jest, zdaniem tegoż
autora, że Francja jest zbyt odległa, aby mogła zagrozić polskiej suwerenności. “Ja
jednak od wielu słyszałem, iż ona zbyt ma długie ręce, a dopieroż dłuższe by były,
Tamże, s. 121.
Zob. M. Winkler, Uwaga polityczna na skrypt Jegomości Pana Posła Francuskiego [...], Warszawa
1697 [bez numeracji].
164
165
gdyby królom polskim chciała pisać prawa...”. Zresztą Conti “z tej jest krwię spłodzony, która przez jednowładną potęgę nawykła panować” – nie ulegnie więc polskim wolnościom166.
W innych, równie krytycznych wobec księcia utworach, pojawiają się także
oryginalne myśli. Jego małżonka – “wszystkie te mody do stroju białogłowskiego
należące [...] coraz nowe wymyśla, które i pewnie polskie nasze damy akkomodować by się certatum chciały” 167 . Obietnice dotyczące zapłaty żołdu dla wojska i
zdobycia Kamieńca nie mogą być bezinteresowne: “Któż temu wierzyć może, aby
się
w nas tak barzo tamten dwór kochał, żeby tak wielką summę bez pożytku swego dla
nas łożył”168. Książę nie nadaje się na króla, bo Polacy zwykle strzegli się obierania
Niemca lub Francuza, aby zachować jednakową przyjaźń z Austrią i Francją 169 .
Wakanse oddawałby Francuzom. Ponieważ nie mówi po polsku, musiałby porozumiewać się przez tłumaczy i ci znaliby wszystkie tajemnice Rzeczypospolitej 170.
W “Lamencie strapionej Ojczyzny...” znajdujemy wymowny apel: “Polak czy Niemiec, zbaw nas od Contego”171. W literaturze politycznej nie brak także dowodów
niechęci do Francji i wszystkiego co francuskie: “Owo zgoła ta Franca nie chce się
Polski puścić, tak się w niej zakochali”172.
Wnikliwa krytyka księcia Conti wyszła nawet spod pióra marszałka wielkiego
koronnego Stanisława Herakliusza Lubomirskiego, który przez długi czas uważany
był za jego zwolennika. W broszurze “Censura candidaturae z narodu francuskiego...” przestrzegał on przed reperkusjami, jakie wywołać może elekcja księcia.
Twierdził m.in.: “Przez obranie króla Francuza ze wszystkimi narodami sąsiedzkiemi gotowa nienawiść”. Francja bowiem “z Turkami ma ligę i korespondencję ustawiczną: prochów, bomb, inżynierów, oficerów i rad jawnie im dodaje przeciwko
chrześciańskiemu cesarzowi”. Podkreślał, iż dotychczas Rzeczpospolita czuwała,
“aby nieprzyjaciół sąsiedzkich nie brała za królów, żeby się nie przyskrzyniła obcemi
wojnami i niewywikłanemi interesami nie uwiązała wolności swojej”. Wyrażał obawy
przed takimi skutkami jego elekcji, jak wdawanie się królowej w rady Rzeczypospolitej, promocje ludzi lekkich i posłusznych sobie, a nawet “plotki białogłowskie”173.
Elenchus motuum albo regestr polskich rozruchów, starodruk, Biblioteka Czartoryskich (dalej BCz),
rkps 521 [b.n.].
167
Refleksja polityczna także refutująca respons tenże obszerny Pana Posła Francuskiego [...], Biblioteka
Jagiellońska (dalej BJ), rkps 3522, k. 457v.
168
Tamże, k. 458v–459.
169
Króciusieńko zebrane racyje przez które dowodzi się, że ani Bawarczyk, ani książę de Conty nie mogą
potivi voto suo w concurrencyjej na tron polski, tamże, k. 437v.
170
Tęcza z różnych kolorów fakcji JMci Pana Posła Francuskiego złożona, Bibl. PAN, rkps 295, k. 390.
171
Lament strapionej Ojczyzny o zerwanej konwokacyjej [...], BJ, rkps 3522, k. 444v.
172
Ktoś do kogoś oznajmuje coś z Warszawy die 30 Junii 1696, BJ, rkps 6306, k. 12v.
173
Censura candidaturae z narodu francuskiego Rzeczypospolitej dla przestrogi potrzebna [...], [w:] Teka
Gabriela Junoszy Podoskiego, arcybiskupa gnieźnieńskiego, wyd. K. Jarochowski, Poznań 1854, t. 1,
s. 39–43.
166
Zwolennicy kandydatury Jakuba uważali, że zapewni on dobre stosunki z sąsiadami. Żona królewicza, Jadwiga Elżbieta neuburska, pochodzi z rodziny od dawna skoligaconej z Rzecząpospolitą. Wybór Jakuba nakazuje “starodawny zwyczaj
królestwa naszego” i wdzięczność dla osoby Jana III 174. Jak dotychczas “dochowywano miłości królom i panom”, osadzając ich synów na tronie175. Dla przeciwników
syn królewski to człowiek niebezpieczny – zarzucano mu, że zabiega o zbrojną pomoc Szwedów podczas elekcji oraz że ściągnął na Polskę najazd tatarski, “spodziewając się elekcyjej w novembrze”. Porównywano go wręcz do Nerona, “który zewsząd wspaniały Rzym – własną swą ojczyznę zapaliwszy, sam się wyniść jak najwyżej kazał”176. Oskarżano, że “wojska koronne zbuntował [...], cesarzem i Niemcami
grozi, ze Szwedami nad odebranie dwóch prowincyjej traktuje”177.
Ci, którzy pragnęli widzieć na tronie księcia Conti, uważali go za gwaranta
utrzymania wolności i bezpieczeństwa, a nawet za obrońcę katolicyzmu. Zarzucali
Habsburgom sojusz z krajami “heretyckimi” (Anglią i Holandią). Argumentowali,
że Austria, jako bliższa Rzeczypospolitej, stanowi dla niej większe zagrożenie niż
odległa Francja. Pytali: “Czyż mamy tego konia trojańskiego wprowadzić dobrowolnie do Rzeczypospolitej?” 178 Polemizowali z twierdzeniem, iż należy wybrać
syna zmarłego monarchy: “Tu jest najpierwsza wolności naszej prerogativa, że u nas
królowie nie dziedziczą, nie przez sukcesją następują, ale od wszystkich i ze wszystkich stron świata obrani być mogą”179. Co do księcia Conti, to “cała Francja i sami
nieprzyjaciele jej na to się jednostajnie zgodzą, że ten książę wielce dzielny, mądry,
dobry, rozumny, hojny, miły nad wszystkich książąt europejskich. Ma lat 33, zaraz od
czternastego roku wojnę traktować począł z wielką sławą i nieporównaną reputacją”180.
Walka między zwolennikami “Piasta” i Burbona prowadzona była również poprzez ukazywanie obu kandydatów lub ich otoczenia w krzywym zwierciadle satyry.
W “Dziwinacji Apollina Sarmackiego o [...] Pośle Francuskim” czytamy:
Przeżegnaj się Ojczyzno, kładź krzyż na swym ciele,
Przyleciał tu francuski szatan w ludzkim ciele,
By i cię mógł jako Ewę jedwabnemi słowy
Przy złotym polskim jabłku uwikłać w osnowy,
Będzie on tobie ziemskie ofiarował bóstwo,
Króciusieńko zebrane racyje..., k. 438v; M. Winkler, op. cit. [b.n.].
Replika na też Puncta do refleksyjej, BJ, rkps 3522, k. 84v.
176
Repons z pewnego sejmiku relationis po zerwanej konwokacyjej na list [...] biskupa kujawskiego die 2
novembris 1696, Bibl. PAN, rkps 295, k. 384.
177
Głos króla Jegomości z czyźca do królowej Jejmości przez Radeckiego 24 Januarii 1697, BJ, rkps
3522, k. 302v.
178
Cyt. za S. Orszulik, Pisma polityczne bezkrólewia, s. 148.
179
Respons z pewnego sejmiku relationis..., k. 383.
180
Copia listu pewnego z Warszawy die 27 septembris 1696, BCz., rkps 3586, s. 95.
174
175
Bałwana francuskiego, luidorów mnóstwo...181
W utworach satyrycznych nie oszczędzano Jakuba: “Królewicz co robi, rano
wstawszy na górę idzie i na stolcu po ojcowsku godzin kilka siedzi” 182. Żartowano
też z ambicji księcia Conti. W krótkim wierszowanym utworze pt. Augurum Certum
quod Gallus est diversicolor spotykamy jego ciekawą charakterystykę:
Katolik:
Niewierny:
Mądry:
Głupi:
Bogaty:
Ubogi:
Bo jest w rzymskiej chrześcijańskiej wierze
Bo z Turczynem ma ścisłe przymierze
Bo tak wspaniałej chce dostać korony
Że zaś niepodobną rzecz pragnie, toć szalony
Miliony ma wielkie gotowe
Dobra przedał, gdzież ma skłonić głowę?183
W polemice, co prawda rzadko, pojawiały się i inne nazwiska potencjalnych
pretendentów do tronu. Liczono się z ewentualnym wystąpieniem koligata Sobieskich – Maksymiliana Emanuela Bawarskiego (męża Teresy Kunegundy Sobieskiej,
córki Jana III). Przyznawano, że jest wybitnym wodzem, gdyż “wojskami chrześcijańskiemi przeciw Turkom komentując, socia gloria z książęciem lotaryńskim Budę
wziął, Belgradu dobył, wezyra w potrzebie zniósł...” 184. Równocześnie wyszydzano
jego słabość do płci pięknej: “u niego cała myśl o kobietach. Jeżeli miesiąc jeden
na wojnie, to jedenaście z kochankami” 185. Obok Maksymiliana za poważnego pretendenta uchodził hetman wielki koronny Stanisław Jabłonowski. Pisano o nim:
Hetman koronny purpury za zbroję,
Za miecz chce berła, za szyszak korony,
Nieraz ten Marsa wytrzymał znoje,
Teraz w zawody puszcza się o trony186.
W rzeczywistości ani Stanisław Jabłonowski, ani elektor Bawarii nie przystąpili
do walki o tron polski.
Chociaż w literaturze politycznej okresu bezkrólewia przeważały pisma zwalczające kandydaturę francuską, nie zaszkodziły jej, bo szlachta, do której w głównej
mierze były skierowane, nie odgrywała wówczas poważniejszej roli. Dominujący
wpływ na bieg wydarzeń mieli magnaci, których w większości pozyskał Melchior
Polignac. Położenie Jakuba było o tyle trudne, że każde pismo ostrzem wymierzone
w rodzinę Sobieskich, przynajmniej pośrednio godziło również w niego. Mimo
wszystko opinia szlachecka była przekonana, że decydująca walka o tron rozegra się
181
182
183
184
185
186
Dziwinacja Apollina Sarmackiego o [...] Pośle Francuskim, Bibl. PAN, rkps 295, k. 385.
Ekscerpt responsu pewnego z Warszawy, die 18 decembris, BJ, rkps 3522, k. 297.
Augurum Certum quod Gallus est diversicolor, tamże, k. 445–445v.
Bawarski Kandidat. Zalecenie na tron polski Książęcia JMci Bawarskiego, BJ, BCz, rkps 3586, s. 266.
Ekscerpt responsu pewnego z Warszawy..., k. 297v.
Lament strapionej Ojczyzny..., k. 443.
między księciem Conti i Jakubem. Nowi pretendenci, którzy w okresie od jesieni
1696 do wiosny 1697 roku zgłosili zamiar ubiegania się o polską koronę, nie wzbudzili szerszego zainteresowania. A przecież byli wśród nich ludzie znani i szanowani
w Europie – margrabia Ludwik Badeński, książę neuburski Karol Filip, książę lotaryński Leopold oraz bratanek papieża Innocentego XI Don Livio Odescalchi. Nie
oni jednak, ale elektor saski Fryderyk August I Wettyn miał pogodzić zwalczające
się stronnictwa i objąć rządy w Rzeczypospolitej. Zgłosił swoją kandydaturę niemalże w ostatniej chwili, tuż przed sejmem elekcyjnym, w kwietniu 1697 roku187.
Fryderyk August urodził się w maju 1670 roku. Był synem Jana Jerzego III (zm.
1691) i Anny Zofii, córki króla Danii Fryderyka III. U boku ojca walczył nad
Renem przeciwko Francji (1689–1691) – między innymi pod Metz i Moguncją.
Kiedy elektor zmarł, na tron wstąpił Jan Jerzy IV (zm. 1694), starszy brat Fryderyka
Augusta. Fryderyk zdawał się nie mieć szans na sukcesję w Saksonii, toteż na dworze drezdeńskim planowano wysunięcie jego kandydatury do tronu polskiego po
ewentualnej śmierci Jana III Sobieskiego. Dowodzi tego fakt, że w projekcie traktatu sasko-hanowerskiego z 1691 roku znalazł się zapis o współpracy obu dworów
w sprawie uzyskania korony polskiej dla Wettyna. Nie wszedł on wprawdzie do
ostatecznej, ratyfikowanej wersji projektu, ale świadczy o żywym zainteresowaniu
dworu saskiego sytuacją w Rzeczypospolitej na pięć lat przed śmiercią Jana III.
Z pewnością rozważano już wtedy kwestię zmiany wyznania przez Fryderyka
Augusta. Było przecież jasne, że szlachta polska nie wybierze królem protestanta 188.
Tymczasem po niespodziewanej bezpotomnej śmierci Jana Jerzego IV w 1694 roku
Fryderyk August I objął rządy w Saksonii. Wydawało się, że jego zainteresowanie
Rzecząpospolitą osłabnie. Zgon Jana III sprawił, że stało się inaczej.
Elektor saski cechował się rozrzutnością, obojętnością na sprawy religii oraz
swobodą obyczajową189. Cieszył się zaufaniem cesarza Leopolda I. Ponieważ zgłosił
gotowość wystawienia do walki przeciwko Turkom armii liczącej 12 tysięcy żołnierzy, został mianowany naczelnym wodzem wojsk cesarskich na Węgrzech190. Odbył
tam bez powodzenia dwie kampanie (1695–1696), nie posiadał zresztą talentów militarnych. Do gry o koronę polską przygotowywał się starannie, nie licząc się z kosztami. Wiedział, że wybór na króla Polski wzmocni jego pozycję w Rzeszy, umożliwi
zwrot Saksonii ku Francji i uniezależni go od Austrii. Marzył o kontynuacji reform
wewnętrznych w elektoracie i przekształceniu Saksonii w monarchię absolutną191.
Zamiar kandydowania do tronu polskiego Fryderyk August zgłosił prymasowi
Radziejowskiemu za pośrednictwem specjalnego wysłannika – Jakuba Henryka
Flemminga – w kwietniu 1697 roku. Kandydatura nie została przyjęta ze względu na
protestanckie wyznanie elektora. Niezbędne stało się przejście Wettyna na katolicyzm.
187
Zob. J. Staszewski, August II Mocny, s. 54.
Tamże, s. 46.
189
J. Staszewski, August II, Warszawa 1986, s. 10.
190
Zob. W. Oppenheimer, Eugeniusz książę Sabaudzki, Warszawa 1997, s. 59.
191
J. Staszewski, Elekcja 1697 roku, [w:] Jak Polskę przemienić w kraj kwitnący. Studia z czasów saskich, Olsztyn 1997, s. 9.
188
15 maja 1697 roku na polach Woli pod Warszawą rozpoczął obrady sejm elekcyjny. Szlachta, która tłumnie stawiła się na miejscu elekcji, o Fryderyku Auguście
słyszała niewiele albo zupełnie nic. Jeśli w obfitej literaturze politycznej czasu bezkrólewia pojawia się o nim jakaś wzmianka, to jedynie jako o potencjalnym kandydacie, wymienianym w długim szeregu książąt i magnatów. Z góry jednak wykluczano możliwość jego wyboru, jako że był protestantem. W jednym z pism omawiających w sposób satyryczny poszczególnych pretendentów anonimowy autor –
szlachcic mazowiecki – stwierdził: “o saskim słowa nie dadzą mówić, ile w naszym
mazowieckim księstwie, bo słyszę, że heretyk jest”192.
Przed wyborem monarchy, wyznaczonym na dzień 26 czerwca, każdy kandydat
poprzez swoich pełnomocników rozpowszechniał wśród szlachty zebranej na Woli
drukowane “przedwyborcze” obietnice. Ich wartość była oczywiście problematyczna, lecz dobrze zorganizowana kampania przedwyborcza miała istotne znaczenie.
Największym kunsztem w tej dziedzinie wykazał się Melchior Polignac. On
właśnie opracował i kazał wydrukować przed elekcją Propozycje..., w których imieniem króla francuskiego zaproponował szlachcie kandydaturę księcia Conti do tronu
polskiego. Scharakteryzował go następująco:
Zacność temu Książęciu i sam nieprzyjazny przyzna, który lat 33 mając, wzrostu wysokiego, twarzy wspaniałej, obyczajów przyjemnych, ochotą do wojny nieprzeliczonemi
dziełami, wielu języków umiejętnością, wysokim dowcipem, osobliwą mądrością, niewypowiedzianą hojnością, sprawiedliwością, łaskawością, skromnością, pobożnością,
jawną przeciwko osobie jego miłością prawie na cały świat sławnym zostaje.
O małżonce księcia pisał, że “jako wielkiej jest pełna cichości i łaskawości, tak
w żadne publiczne nie mieszająca się sprawy” 193. Po raz kolejny Polignac starał się
rozwiać obawy szlachty związane z elekcją Francuza. Odrzucił zarzut, że nowy król
zapragnie wprowadzić w Polsce rządy absolutne, bo przecież zwiążą go prawa Rzeczypospolitej. Nie zgodził się z poglądem, iż wybór księcia Conti spowoduje pogorszenie stosunków z sąsiadami Polski – można przecież zastrzec w paktach konwentach, że “wojny dotąd, póki się Rzeczypospolitej podobać będzie, pilnować nie
przestanie”. Nieuzasadnione były jego zdaniem obawy przed wrogą reakcją Moskwy, Austrii czy Brandenburgii. Pytał nawet, “jakim prawem panowie sąsiedzi
wolnej elekcji polskiej przeszkadzać mają”. Powtórzył obietnice, które książę zobowiązał się spełnić po objęciu władzy. Dotyczyły one m.in. odebrania Kamieńca z
rąk tureckich jeszcze przed koronacją, zapłacenia zaległego żołdu, naprawy monety
i handlu oraz respektowania polskich praw i wolności. Tym razem jednak, wbrew
wcześniejszym deklaracjom, ambasador nie wspomniał o zrzeczeniu się przez księcia Conti uposażenia dla przyszłej królowej 194.
Cyt. za S. Orszulik, Pisma polityczne bezkrólewia, s. 196.
Propozycje Najjaśniejszego Króla Jegomości Francuskiego do Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej na przyszłą Elekcją. [b.m. i r.], s. 1–2.
194
Tamże, s. 2–3.
192
193
Za najpoważniejszego rywala księcia uchodził cały czas Jakub Sobieski. Dysponował pełnym poparciem ze strony Austrii, Szwecji i Moskwy, natomiast dla
Brandenburgii był kandydatem do przyjęcia. Wzorem innych pretendentów przygotował własne Propozycje... pod adresem Rzeczypospolitej. Były one z pewnością
bardziej realistyczne od tych, które przedstawił Polignac. Jakub przyrzekał, że po
wstąpieniu na tron odda 5 milionów złotych na potrzeby państwa, a ponadto corocznie będzie przekazywał 100 tysięcy złotych z dóbr stołowych na uwolnienie tych,
“którzy by ze krwi szlacheckiej w pogańską się dostali niewolę”. Wszystkie subsydia, jakie uzyska od sojuszników, przeznaczy na odzyskanie Kamieńca Podolskiego.
Założy szkołę rycerską dla młodzieży szlacheckiej w miejscu wyznaczonym przez
sejm. Jego żona, “pobożna i skromna”, nie będzie się wtrącać do spraw kraju 195.
2 czerwca 1697 roku w Baden pod Wiedniem Fryderyk August złożył na ręce
swego kuzyna, biskupa Jawarynu Chrystiana Augusta, wyznanie wiary katolickiej.
Dokonał tego w najgłębszej tajemnicy. Saksonia była bowiem krajem protestanckim. Dopóki elektor nie miał pewności, czy zostanie królem Polski, nie chciał oficjalnie przyznać się do tego, że porzucił luteranizm dla katolicyzmu. Znamienne, że
akt poświadczający jego konwersję nie zawierał daty rocznej ani podpisu świadków.
W każdej chwili Fryderyk August mógł uznać zmianę wiary za niebyłą 196. 4 czerwca
napisał list do prymasa Radziejowskiego, w którym powiadomił go o konwersji, ale
jednocześnie zastrzegł, że publicznie potwierdzi przejście na katolicyzm, jeśli zostanie wyniesiony na tron polski197.
Już w czasie sejmu elekcyjnego Jakub Henryk Flemming rozrzucił wśród
szlachty Propozycje... elektora saskiego. Były one interesujące, chociaż zawierały
przynajmniej dwie nieprawdziwe informacje. Według pierwszej z nich elektor saski
dokonał konwersji już przed dwoma laty. Druga zaś przedstawiała go jako zwycięskiego wodza, który walcząc na Węgrzech “pyszne orientalnego pogaństwa nachylił
karki”, podczas gdy było akurat odwrotnie 198. Obietnice Fryderyka Augusta przewidywały między innymi przekazanie 10 milionów złotych na potrzeby wojska “nie
na papierze”, lecz z własnej szkatuły, odebranie Kamieńca (przy użyciu saskich żołnierzy i artylerii), odzyskanie ziem utraconych przez Polskę i naprawę monety, która
w Rzeczypospolitej jest “zła i zepsowana”, a w Saksonii “bardzo dobra i wyborna”.
Elektor przyrzekł, że odda na usługi państwa sześciotysięczny korpus wojska saskiego, który będzie utrzymywał na własny koszt. Oryginalnym pomysłem było
odwołanie się do tradycji cesarzy z dynastii saskiej, a w szczególności do Ottona III,
Proposicje, które Najjaśniejszy Królewicz JMść Polski Jakub pro bono et commodo in commune Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej [...] jako koncurrent do Korony ofiaruje i sacrosancte et inviolabiliter dotrzymać vovet [b.m.] 1697, s. 1–2.
196
K. Piwarski: Pierwsze stosunki Augusta II ze stolicą apostolską, Warszawa 1937, s. 6.
197
Kopia Listu Kcia JMci Saskiego do Jaśnie Oświeconego Kcia JMci Kardynała Arcybiskupa Gnieźnieńskiego [...] de Dat. Baden 4 Junij Anno 1697.
198
Propozycje do Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej od Nowego Kandydata, Najjaśniejszego Xcia
Jegomości Augusta Elektora Saskiego [...] podane w r. 1697, [w:] Pomniki dziejów Polski wieku XVII,
wyd. A. Podgórski, t. 2, Wrocław 1840, s. 210–218.
195
przyjaciela Polski. Propozycje... kończyły się wzniosłym i, jak się miało w przyszłości okazać, gołosłownym przyrzeczeniem: “A tak gdy Najjaśniejsza Rzeczpospolita doskonałego w szczęściu i dobroci Pana, niezwyciężonego w męstwie i odwadze [...] przez wolne głosy na tron swój podniesie, pobłogosławi samo niebo tak
szczęśliwej elekcji”199.
Elekcja (26–27 czerwca 1697) miała burzliwy przebieg i przyniosła zaskakujące
rezultaty. Jakub Sobieski otrzymał niewielkie poparcie, dlatego pod koniec pierwszego dnia wyborów wycofał się z rywalizacji. Wykorzystał tę sytuację Fryderyk
August. Rzucił na szalę znaczne środki finansowe, przychylnie usposobił do siebie
część szlachty biwakującej na polu elekcyjnym, dostarczając jej pożywienia i napojów, wreszcie uzyskał wsparcie dyplomatów z krajów sąsiednich. Akt konwersji potwierdził nuncjusz papieski Jan Antoni Davia, a to przekonało wielu niezdecydowanych200. 27 czerwca doszło do podwójnej elekcji. Prymas Radziejowski, idąc za głosem większości zebranych, ogłosił królem księcia Conti. Biskup kujawski Dąmbski
skupił wokół siebie wrogów kandydatury francuskiej i nominował elektora saskiego.
Conti był elektem większości, ale prężność działania i siła militarna zapewniła
zwycięstwo Wettynowi. Francuski elekt przybył co prawda do Polski, jednak już po
koronacji Sasa, zbyt późno, aby zmienić bieg wydarzeń. Dzięki zgłoszeniu swojej
kandydatury w ostatniej chwili Fryderyk August uniknął złośliwej krytyki, z jaką
często spotykali się przed elekcją jego konkurenci. Można więc powiedzieć, że pisma polityczne doby bezkrólewia odegrały rolę destrukcyjną. Przyczyniły się do
porażki Jakuba, nie pomogły także Contiemu. Nie należy jednak zapominać, że
Francuz mimo wszystko otrzymał największe poparcie społeczeństwa szlacheckiego. Od czasu podwójnej elekcji kraj był politycznie rozdarty, a zwolennicy księcia
Conti trwali w zorganizowanej opozycji do Wettyna. Wielu spośród nich stało się
niebawem podstawą obozu Stanisława Leszczyńskiego.
War of the Polish Succession Following the Death of
Jan III Sobieski as Based on Political Writings
Abstract
A long interregnum period following the death of Jan III Sobieski contributed to the development of political writings. Letters, which were written then, reflected the moods of the
Polish gentry and testified to the character of the epoch. To a degree, they also made an impact on the outcome of the struggle for the Polish throne.
The most serious candidates to succeed to the throne were Prince Jakub Sobieski, son of
the deceased ruler, and Francis Louis de Bourbon, nephew of Great Condè, Prince Conti, who
was supported by the French diplomatic circles. The Polish nobility held the strong opinion
199
200
Tamże.
J. Staszewski, August II Mocny, s. 60; tenże, Elekcja 1697 roku, s. 13.
that one of those pretenders would take the highest position in the country. Consequently, the
two were in the midst of a fierce political struggle.
His supporters presented Jakub as a son of a powerful monarch and a warranty of good
relationships with Poland‟s neighbours. They emphasised the fact that it had always been
kings‟ sons who were the successors to the Polish throne until that time. The opponents accused the candidate of striving to obtain foreign military help and of a too strong attachment
to Austria.
Prince Conti, as viewed by the supporters of France was an exquisite commander, who
was in possession of great wealth and who was excellently prepared to be a ruler. Many
sources, however, questioned both his ruling talent and his financial promise. Some doubt was
also expressed that the Republic of Poland would get involved in a conflict with the neighbouring states after his election on the instigation of Versailles.
The “pen struggle” about the two pretenders turned out to be rather destructive. It exposed their merits and faults and their satirical image. The Saxon elector, Frederick August I
Wettin, who unexpectedly put forward his own candidature in 1697 managed to avoid the
commotion. He was almost completely unknown by the Polish nobles, which paradoxically
turned out to his advantage. Before the political struggle reached him, thanks to his determination, military power, and support of the Republic‟s neighbours he succeeded to the throne
and strengthened his rule soon afterwards.
Annales Academiae Paedagogicae
Cracoviensis
Folia 3
Studia Historica I (2001)
Andrzej Dróżdż
Walka o kataster.
Stosunki społeczne w południowych Włoszech
w schyłkowym okresie feudalizmu
na przykładzie jednej z gmin
neapolitańskich
Ojciec włoskiego Oświecenia, wybitny filozof i ekonomista, ks. Antonio Genovesi,
autor znakomitych Lezioni di commercio (1758), z uporem powracał w licznych
swoich pismach do problemu cywilizacyjnego upośledzenia ludu neapolitańskiego
i od zmian społecznych i gospodarczych na prowincji uzależniał pomyślność państwa. W 1764 roku, gdy klęska głodu, a następnie epidemia spowodowały śmierć
200 tysięcy chłopów w prowincji Terra di Lavoro, Genovesi pisał w jednym z listów:
Dopóki chłopi będą spać na gołej ziemi i jeść chwasty i uważać się za niewolników, nie
da się oczekiwać żadnej poprawy. Chłop angielski jest bardziej wykształcony i staranny
w pracy od francuskiego, bo jest gospodarzem. Francuski jest nim bardziej niż neapolitański z tego samego powodu i neapolitański bardziej niż polski201.
Na południu Włoch zadawnione konflikty między gminami i baronami sięgały
swymi początkami średniowiecza, ale szczególnie dramatycznie dały o sobie znać
w XVII wieku, gdy Hiszpanie krwawo stłumili w 1747 roku rewolucję ludową i
rządy republikańskie w Neapolu, wzmacniając dodatkowo i tak już silną pozycję
panów feudalnych. Południowe Włochy ogarnął wtedy polityczny i społeczny marazm, a konsekwencje tych wydarzeń dały się zauważyć nawet sto pięćdziesiąt lat
później. Główną przyczyną upadku rewolucji neopolitańskiej w 1799 roku był brak
poparcia ze strony ludu dla haseł republikańskich.
Reforma katastralna Karola Burbona
201
Illuministi italiani, t. V: Riformatori napoletani, a cura di Franco Venturi, Milano–Napoli 1962, s. 32.
W drugiej połowie XVIII wieku, pod reformatorskimi rządami króla Karola
Burbona i ministra Bernarda Tanucciego, nastąpiło pewne ożywienie gospodarcze
nie tylko w stolicy – trzecim pod względem wielkości mieście ówczesnej Europy,
ale również we wszystkich prowincjach Królestwa Neapolu i Sycylii. Szczególny
wpływ na to ożywienie miała reforma katastralna, gdyż towarzyszyły jej próby odzyskania przez gminy utraconej autonomii. Od tego czasu kwestia warunków bytu ludu
neapolitańskiego i przywoływanie przykładów łamania prawa na ziemiach feudalnych
powracały wielokrotnie w publicystyce społecznej wybitnych uczonych i reformatorów tamtego okresu, takich jak Giovan Battista M. Janucci, Antonio Genovesi, bracia
Francesco i Domenico Grimaldi, Giuseppe Palmieri, Francesco Longano.
Przez setki lat w Królestwie Neapolu obowiązywał pośredni system fiskalny,
polegający na ujęciu podatku w cenie towarów i usług jak w klatce – stąd jego nazwa: a gabella. Poza tym systemem pozostawały jednak olbrzymie dochody z obrotu kapitałem i z użytkowania ziemi, co powodowało pogłębianie się dysproporcji
majątkowych. W 1741 roku Karol Burbon na mocy konkordatu zawartego ze Stolicą
Apostolską nakazał obłożyć podatkiem bezpośrednim (katastrem) dobra i kapitały
neapolitańskiego duchowieństwa. Niedługo potem obłożono nim także dobra i dochody przedstawicieli innych warstw społecznych, a z powodu stosowanych w nim
przeliczeń względem uncji, nie istniejącej już wtedy złotej monety o wartości 6 dukatów, wprowadzany kataster zaczęto nazywać uncjarnym 202. Podstawą dokonywanych obliczeń podatkowych stały się trzy karliny dochodu podatkowego od każdej
uncji (6 dukatów) z uzyskanego kapitału, co odpowiadało 1/20 wartości opodatkowanych dóbr, tj. 5%, chociaż opodatkowanie od posiadanych zwierząt hodowlanych, pomijając ptactwo domowe, podwyższono do 1/10 ich wartości 203. Tworzenie
katastru było operacją skomplikowaną i wymagało dokładnej znajomości dekretów
królewskich, szczegółowo określających kolejne procedury podatkowe 204.
Słowo “kataster” pochodzi z łaciny średniowiecznej (capitastrum) i oznacza inwentarz dóbr przynoszących dochód, należących do instytucji lub osób prywatnych. Dukat neapolitański, moneta srebrna,
równowarta 5 tari lub 10 karlinom, albo 100 grani lub 12 000 kawallom. Główny dekret królewski w
sprawie katastru uncjarnego, poprzedzony kilkoma innymi, które wychodziły od 1740 r., ukazał się 28 IX
1742. Nakazywał on gminom sporządzić księgi katastralne w ciągu 4 miesięcy, ale proces ten trwał aż do
1754 r. z powodu niejasności interpretacyjnych, będących przyczyną licznych błędów. Powodowało to
konieczność ogłaszania kolejnych ksiąg wyjaśnień w postaci dekretów. Ostatni dekret tego typu wyszedł
w 1788 r., po czym zrezygnowano z wprowadzania nowych poprawek.
203
L. Giustiniani, Nuova collezione delle prammatiche del Regno di Napoli, Napoli 1804, t. VI, s. 60.
204
Realizacja katastru podzielona była na cztery etapy. Najpierw kompletowano dokumenty zasadnicze,
dekrety królewskie oraz afisze wyborcze i protokoły, upoważniające do działania 6 deputowanych katastralnych, wybranych demokratycznie spośród wszystkich stanów społecznych, oraz 4 rzeczoznawców,
a także protokóły z publicznych dyskusji na temat tworzonego i zatwierdzonego katastru (gli atti preliminari). Drugą księgę katastralną tworzyły zeznania właścicieli dóbr objętych podatkiem. Były to zeznania pod przysięgą składane przez wszystkich mieszkańców gminy oraz przedstawicieli instytucji znajdujących się na jej terenie, a także osób i instytucji spoza gminy, ale posiadających w niej swoje
dobra. Każdy, będący głową rodziny (capofamiglia) lub głową domu (capofuoco) zobowiązany był
podać swoje dane osobiste: imię, nazwisko, wiek, zawód wykonywany, gdy był rentierem i nie trudnił
się pracą, pisał: “żyje po szlachecku” lub “żyje ze swego”, co zwalniało go z opłaty podatku zawodowe202
Wprowadzenie katastru uszczupliło olbrzymie dochody kościelne, ale nie
wpłynęło w decydujący sposób na wzrost dochodów skarbu królewskiego, gdyż te
wciąż uzależnione były od liczby “ognisk podatkowych” (fuochi fiscali), weryfikowanej jedynie przy okazji rzadko organizowanych spisów powszechnych, a obowiązująca od połowy XVII wieku taryfa 42 karliny od ogniska nie uległa zmianie.
Kataster zachęcał natomiast do racjonalnej gospodarki finansami gminnymi, chociaż
i tu – ze względu na przywileje feudalne – efekty były fragmentaryczne, gdyż zabrakło rozwiązań radykalnych. Jedynie tam, gdzie znajdowały się bogate dobra kościelne, miejscowa ludność nieco skorzystała na reformie podatkowej; generalnie
jednak reforma była bardziej zabiegiem spektakularnym niż prowadzącym do
ozdrowienia gospodarki. Co najważniejsze, nie objęła mieszkańców stolicy, czyli
blisko dziesiątej części ówczesnej populacji Królestwa Neapolu.
System podatkowy zbudowany na podstawie reformy katastralnej odznaczał się
z jednej strony biurokratyczną pedanterią w rozliczaniu drobiazgów, z drugiej obojętnością wobec olbrzymich dochodów feudalnych, nie podlegających opodatkowaniu. Jedne podatki, jak np. pogłówne i ius habitationis – odnoszący się tylko do
przybyszów mieszkających na terenie gminy, pozostawały stałe; inne zmieniały
go. Tymi samymi zeznaniami byli objęci pozostali członkowie rodziny, tj. żona i dzieci oraz inni
domownicy (służba, parobcy). Ojciec rodziny składał zeznania na temat posiadanych nieruchomości,
także znajdujących się na terenie innych gmin, takich jak: domy, winnice, gaje oliwne i sady, ogrody,
ziemie orne z rozróżnieniem upraw i nieużytków, lasy kasztanowe, porośnięte leszczyną i inne (z rozróżnieniem zagajników i puszczy), a także młynów, stawów, dodatkowych zabudowań, sklepów, składów,
oficyn rzemieślniczych i innych, których tytuł posiadania (własność, dzierżawa) wielkość i wartość należało szczegółowo określić, tj. opisać lokalizację i szacunkowo wycenić zgodnie z ustalonymi jednostkami
miary. W przypadku przekazania posiadanej ziemi w dzierżawę należało podać nazwisko dzierżawcy
i wysokość ustalonych opłat. Jeżeli deklarujący sam był dzierżawcą, musiał podać nazwisko właściciela
nieruchomości. Należało ponadto podać ewentualne zadłużenie nieruchomości i obciążenia bądź dochody
kredytowe ze wskazaniem wierzycieli lub dłużników. Na koniec w deklaracji katastralnej należało wyszczególnić zwierzęta hodowlane, również posiadane na terenie innych gmin. Na podstawie księgi zeznań
rzeczoznawcy gminni spisywali libro apprezzo, tj. księgę, w której wcześniejsze deklaracje zostawały
potwierdzone komisyjnie. Spisywali ją idąc “za ruchem słońca”, stąd ich opis majątków, znajdujących się
na terenie gminy tworzył swoistą mapę ziem i zabudowań, zarówno chłopskich i mieszczańskich jak
i kościelnych oraz szlacheckich, z uwzględnieniem naturalnej rzeźby terenu i innych szczegółów. Każdego dnia deputowani gminni dostawali od rzeczoznawców relacje, które były konfrontowane z wcześniejszymi zeznaniami właścicieli i użytkowników opisywanych ziem. Po zakończeniu tej operacji
i podaniu utworzonej księgi aprezzo do publicznej wiadomości, deputowani przechodzili do czwartego
etapu, tj. tworzenia syntezy dotychczasowych działań, czyli głównej księgi katastru zwanej collettiva.
Byli w niej spisani alfabetycznie wszyscy ojcowie rodzin z danej gminy, podlegający opodatkowaniu
i reprezentujący swoich synów, zięciów, jeśli ci nie tworzyli samodzielnej rodziny, a przy ich nazwiskach
wyszczególnione uncje z sumowanych dochodów z wykonywanego zawodu oraz z posiadanych dóbr
(łącznie z kapitałem ulokowanym na procent). Przy każdym podawana była suma podlegająca opodatkowaniu. Suma tych pozycji składała się na dochód mieszkańców gminy podlegający opodatkowaniu.
Tuż obok umieszczano bilans gminnych dochodów i rozchodów, a nierzadko również ustalony dla
każdej gminy osobno przez Izbę Królewską Sommaria ramowy spis dopuszczalnych wydatków, zwany
lo stato discusso.
się w zależności od dochodu i wykonywanego przez podatników zawodu 205. Sporządzenie katastru łączyło się z koniecznością drobiazgowego prześwietlania dochodów i uczyło myślenia ekonomicznego. Z tego powodu stało się zbiorowym
przedsięwzięciem, w którym uczestniczyło tysiące urzędników etatowych i wybieranych.
Reforma katastralna wymagała współpracy, gdyż opierała się na zeznaniach
podatkowych na temat posiadanego majątku, potwierdzonych przez odpowiednich
świadków, ale to spotykało się z niechęcią nie tylko ze strony baronów, ale także
duchowieństwa, burżuazji i ludu. Dopiero po skrzyżowaniu ze sobą informacji z kilku
źródeł, np. dokumentacji kościelnej, rodowej i gminnej, można uzyskać w miarę
obiektywny ogląd problematyki systemu podatkowego. Okaże się wtedy, że wiele
było fałszerstw czynionych przez reprezentantów wszystkich grup społecznych.
Podczas opracowywania katastru często dochodziło do sporów gmin z baronami, ale
procesy tego typu przeważnie kończyły się zwycięstwem feudała. Tak więc, gospodarka południowych Włoch w okresie późnego feudalizmu nie sprzyjała wczesnokapitalistycznym przemianom, typowym dla wielu krajów Europy północnej.
Dzięki kompletnej dokumentacji katastralnej 2200 gmin neapolitańskich potrafimy dzisiaj zrekonstruować obraz życia ówczesnych poddanych króla Karola VII.
Na ich podstawie można określić wiele szczegółowych zagadnień z zakresu historii
gospodarczej i społecznej. Księgi katastru uncjarnego, zebrane w Archiwum Państwowym w Neapolu, stanowią dzisiaj pomnikowe dzieło reformatorów neapolitańskich i bezcenny materiał dla porównawczych studiów statystycznych za temat gospodarki Królestwa Neapolu w połowie XVIII wieku.
Społeczne konsekwencje reformy katastralnej
Obraz gmin, wyłaniający się z analizy zeznań katastralnych, jest statyczny
i nie odzwierciedla społecznego poruszenia, jakie wywołała reforma systemu podatkowego wśród ich mieszkańców, podporządkowanych baronom, zacofanych
gospodarczo, pozbawionych perspektyw rozwoju. Ogłoszone z rozkazu króla
Ustawa podatkowa przewidywała liczne wyjątki. Z płacenia pogłównego, które wynosiło 1 dukata
rocznie, byli wyłączeni oprócz feudałów i duchownych także rezydenci, “żyjący po szlachecku”, przedstawiciele burżuazji wiejskiej, wykonujący wolne zawody (np. doktorzy prawa i medycyny, notariusze i
sędziowie). Pogłówne płacili wyłącznie ojcowie rodzin, co powodowało, że rodziny chłopskie łączyły się
w duże klany. Wiele wyjątków przewidywała ustawa podatkowa wobec wykonujących zawody. Młodzieńcy w wieku 14–18 lat płacili tylko połowę kwoty, a starcy (po ukończeniu 60 roku życia), byli z niej
całkowicie zwolnieni. Zgodnie z ustawą przedstawiciele wolnych zawodów i inni “żyjący po szlachecku”
powinni płacić 3 karliny podatku zawodowego od każdych 16 uncji, aptekarze, muzycy, rzemieślnicy,
kucharze, kupcy – od 14 uncji, a chłopi, handlarze karmą dla zwierząt, murarze, ogrodnicy, oberżyści –
od 12 uncji, ale w praktyce, ponieważ roczne zarobki np. wiejskich lekarzy wahały się od 35 do 50 dukatów, a niejeden handlarz karmą dorabiał się fortuny, każda z gmin miała prawo samodzielnie określić
wysokość ściąganego podatku w zależności od specyfiki terenu. Nieruchomości należące do feudałów
były zwolnione z podatków, natomiast znajdujące się w posiadaniu duchownych i instytucji kościelnych
w 50%, jeśli zostały nabyte przed 1741 rokiem. Po tym okresie objęte były pełną stawką podatkową.
205
procedury podatkowe zmuszały baronów do przedstawienia dowodów feudalnego
pochodzenia dóbr, od których nie płacili żadnych podatków, poza drobnym trybutem adoha, w przeciwnym razie “deputowani”, sporządzający kataster, mieli
prawo zaklasyfikować ich ziemie jako burgenzy, tj. stanowiące prywatną, najczęściej nabytą, własność podlegającą opodatkowaniu. Było to znaczące novum, gdyż
do tej pory przedstawiciele ludu nie mieli dostępu do świadectw własności i dyplomów feudalnych.
Podczas tworzenia katastru zdarzało się dość często, że zastraszeni “deputowani” przymykali oczy na niewiarygodne świadectwa, a przez to pozbawiali gminę
dodatkowych dochodów; bywało jednak i tak, że gminy prowadziły z baronami zażarte spory w Izbie Królewskiej o klasyfikację dóbr wątpliwego pochodzenia. Podczas składania zeznań zwanych rivelami dokonywano niekiedy manipulacji, fałszerstw i zatajeń faktycznego stanu majątku, co powinno dzisiaj skłaniać historyków
do krytycznego traktowania katastru jako źródła. Niedowład administracyjny i korupcja, dość częste wśród urzędników tzw. Trzeciego Koła (La Terza Ruota) Izby
Królewskiej, odpowiedzialnego za kontrolę katastrów, niewątpliwie ograniczały
skuteczność przedsięwziętej reformy podatkowej. Dzisiaj można zobiektywizować
informacje społeczne i gospodarcze zawarte w księgach katastralnych przez konfrontowanie ich z innymi źródłami wiedzy historycznej, których obfitość jest imponująca w archiwach neapolitańskich.
Używając sugestywnego określenia “walka o kataster”, zastosowanego przez
współczesnego historyka Renata Zangheriego w odniesieniu do tendencji reformatorskich występujących na terenie całych Włoch206, można ukazać na przykładzie
społeczności gminy San Martino Valle Caudina sprzeciw społeczny wobec niesprawiedliwego podziału dóbr ziemskich 207 . Neapolitańscy chłopi i mieszczanie z tej
górskiej gminy, znajdującej się w feudalnych dobrach księcia Leonessy, najpierw
upominali się o sprawiedliwość, a gdy zawiodła droga prawna, stanęli do podstępnej
walki ze swoim seniorem, aby wydrzeć mu choćby część bogactw.
Wzmianki historyczne na temat San Martino Valle
Caudina
Pierwsze wzmianki historyczne na temat tej miejscowości zawiera średniowieczny Catalogus baronum. Wynika z niego, że w połowie XI wieku mieszkało
tam pięciu Normanów ze świty Rogera I (1031–1101), hrabiego Sycylii. Valle Caudina (Dolina Kaudyńska), przecięta antyczną via Appia, rozciągnięta między Benewentem i Arpają, otoczona od południa i północy stromymi górami, zawsze uważaPor. R. Zangheri, Catasti e storia della proprieta’ terriera, Torino 1980.
Por. A. Dróżdż, Gli Amanti della giustizia. Un parroco giacobino e la sua biblioteca, Avellino 1999,
s. 7–200. Materiał omówiony w powyższym opracowaniu został osobiście zebrany przez autora artykułu
podczas badań przeprowadzonych w archiwach neapolitańskich.
206
207
na była za najbardziej żyzną, a przy tym najpiękniej uformowaną część Principato
Ultra – historycznej prowincji Królestwa Neapolu. Tę właśnie dolinę upodobał sobie
potężny ród rycerski La Gonessa (Leonessa), który w krótkim czasie przejął we
władanie większość miast i gmin położonych na jej obszarze, takich jak Montesarchio, Cervinara, Pannarano, Rotondi, Pietrastornina i inne 208. W 1343 roku do rodziny należała również baronia San Martino V.C., przynosząca największe dochody209.
W ślad za zwycięstwem dynastii aragońskiej baronowie Leonessa, potężni
w czasach Andegawenów, z dnia na dzień zostali pozbawieni zaszczytów i usunięci
z dworu. Nic więc dziwnego, że w 1528 roku przeszli na stronę Francuzów, wysłanych przez Franciszka I pod wodzą Laoutreca na podbój Neapolu. Kalkulacje króla
Francji zawiodły, gdyż zdrada włoskich sprzymierzeńców, a także nieuleczalna “mal
napoletana”, doprowadziły do pokonania jego armii, co spowodowało jeszcze dotkliwszy upadek rodziny Leonessa. Dopiero w okresie panowania Filipa IV ród częściowo odzyskał swoje znaczenie, a w 1627 roku dzięki poparciu papieża król
Hiszpanii podniósł baronię San Martino V.C. do rangi księstwa, w trzydzieści lat
później baronowie Leonessa zdobyli dodatkowo tytuł książąt Sepino. Od tego czasu
książęta Leonessa korzystali z dostatku i przywilejów, nie włączając się do wielkiej
polityki. Spokojnie przyglądali się odejściu Hiszpanów w roku 1711 i bez emocji
żegnali Austriaków w czternaście lat później. Dopiero gdy Królestwo Neapolu i
Sycylii odzyskało pełną autonomię pod rządami Karola VI z dynastii Burbonów,
przedstawiciele rodu Leonessa zajęli wysokie stanowiska dworskie i wojskowe.
Obraz gminy San Martino V.C. na podstawie danych
uzyskanych z analizy katastru
Zagadnienia demograficzne
Z preambuły do księgi katastralnej wynika, że w czasie przeprowadzania spisu
ludności na przełomie lat 1744/1745 miejscowość ta liczyła 1848 osób przynależących do 218 “ognisk domowych” (włączając w to kler, przybyszów i księcia Leo-nessa z jego 40 “domownikami”, tj. rodziną, skromnym dworem i liczną służ-
Ostatni przedstawiciel tego rodu, zamieszkujący aktualnie w San Martino V.C. książę Giovanni Pignatelli della Leonessa, dysponuje bogatymi zbiorami dokumentów, które posłużyły autorowi tej pracy
do wyjaśnienia wielu zagadnień, a zwłaszcza przeprowadzenia interpretacji zeznań katastralnych.
209
Dochody roczne księcia Fabio Maria Leonessa w roku 1786: z dóbr feudalnych w San Martino V.C. –
9060 dukatów, z Ceppaloni – 5147 d., z Roccabascerana – 1940 d., z Terranova – 563 d., z miasta Supino
– 1329 d., z Pietra Bianca – 95 d., z dzierżaw – 3273 d., z wydzierżawionych od skarbu królewskiego
opłat feudalnych adoha i podatków fiscalari (przez co płatnikami tych podatków stały się gminy i panowie subfeudalni) – 1501 d., z danin niewykupywanych – 7 d., z kapitału udzielonego na procent książętom Basignano, Chiaramonte, Andri, Castropignano i innym – 6507 d. Archiwum rodziny książęcej
Leonessa, Platea, s. 22.
208
bą)210. Trudno powiedzieć, czy dokładnie tyle mieszkańców liczyła miejscowość w
roku reformy katastralnej, gdyż w Królestwie Neapolu wasale nie byli przypisani do
ziemi, co powodowało, że bezrolni robotnicy mogli się swobodnie przemieszczać
w poszukiwaniu sezonowej pracy, a niekiedy nawet emigrowali do innych miejscowości. Między równocześnie dokonanymi spisami kościelnymi i cywilnymi, tj. stanem dusz (Stato delle Anime) w księgach parafialnych a wykazami mieszkańców
gminy w księgach katastralnych, różnice dochodziły nawet do 20%. Przyczyną tak
znaczących różnic w danych demograficznych były wspomniane wędrówki bezrolnych forestieri, tj. przybyszów, którzy dopiero po wielu latach zasiedzenia zdobywali obywatelstwo danej miejscowości (cittadinanza), jednakże jako chrześcijanie
byli objęci posługą duszpasterską. Deklaracja katastralna zobowiązywała każdego
capifamiglia, tj. głowę rodziny, niezależnie czy był on obywatelem naturalnym, czy
przybyszem, do uiszczenia opłaty testatico (podatek rodzinny). Aby jej uniknąć,
rodziny powiązane nawet nikłymi nićmi pokrewieństwa łączyły się w klany (tzw.
fuochi molteplici), ci zaś, którzy byli przybyszami, często opuszczali daną miejscowość na czas tworzenia się katastru. Tak więc analiza na temat stanu demograficznego gmin neapolitańskich odnosi się głównie do naturalnych mieszkańców, których
w San Martino V.C. w 1746 roku było 1675.
Struktura społeczna i zawodowa w San Martino V.C.
W połowie XVIII wieku była to miejscowość typowo rolnicza, z ogromną rezerwą siły roboczej, słabym, powoli rozwijającym się rzemiosłem i niewielką grupą
burżuazji wiejskiej. Najliczniejszą warstwą społeczną było chłopstwo, stanowiące
75% (341 dorosłych mężczyzn i 39 dorastających, tj. między 14 i 18 rokiem życia)
całej społeczności aktywnej zawodowo. Wśród tzw. braccianti, tj. ubogich chłopów,
utrzymujących się wyłącznie z pracy na roli, 11,5% było jedynie wyrobnikami pozbawionymi ziemi w jakiejkolwiek formie posiadania. Do najuboższych należały
dziewki służebne i parobcy, z których siedem osób służyło u bogatych przedstawicieli burżuazji wiejskiej, trzynaście u bogatych chłopów, piętnaście u hodowców
bydła. Według tabeli podatkowej płacili 12 karlini od oncii. Swego rodzaju elitą wśród
chłopstwa było pięciu tzw. massari, (1%), bogatych gospodarzy, zajmujących się
hodowlą własnego bydła bądź wypasem bydła powierzonego im przez innych. Mieli
oni stosunkowo dużo ziemi, najczęściej łąk, nieużytków, sadów i zagajników porośniętych leszczyną i kasztanami jadalnymi. Płacili podatku zawodowego 14 karlini
od oncii, podobnie jak liczniejsi od nich, ale też i ubożsi pasterze owiec (2%).
Rzemiosłem trudniło się w San Martino V.C. 34 osób, tj. 6,7% aktywnych zawodowo. W tej grupie najwięcej było krawców (9) i fryzjerów (4), wykonujących
także proste usługi chirurgiczne. Wymienia się również po dwóch szewców i wytwórców cholew oraz kowali i cieśli, tudzież po jednym murarzu, jednym wytwórcy
Źródłem tych i innych danych jest Catasto Onciario di San Martino V.C. Nr 4675, Archivio di Sato
Napoli .
210
pantofli, jednym myśliwym oraz jednym węglarzu. Do tej grupy zawodowej należał
również jeden woźnica oraz ośmiu tzw. vaticali, dowożących własnym transportem
karmę dla zwierząt. Wszyscy oni płacili wyższy podatek zawodowy (14 k./o.).
Każdy z rzemieślników wiejskich uprawiał równocześnie ziemię, co powodowało,
że istniała płynna granica między nimi a chłopstwem. Uprawą ziemi zajmowali się
także handlarze (negozianti lub commercianti), co świadczy, że z tzw. usług i handlu
nie można się było utrzymać w chłopskiej społeczności opartej wciąż jeszcze na
gospodarce samowystarczalnej. Zaledwie kilka osób (1,3%) zadeklarowało, że
utrzy-muje się wyłącznie z handlu (aptekarz, właściciel składu drzewa i pięciu handlarzy towarami rolnymi). Na słabe stosunkowo zainteresowanie zawodem kupieckim
mogło wpływać usytuowanie miejscowości w odległości pięciu kilometrów od via
Appia,
i opłaty celne pobierane przez urzędników książęcych w granicznej Tufarze 211.
Warstwa wiejskiej burżuazji, licząca 25 osób (ok. 4% całej społeczności), była
uprzywilejowana, bo nie płaciła podatku zawodowego i należała do szlachty tytularnej. Tworzyli ją trzej notariusze, dwaj lekarze (chirurdzy), doktor prawa, dwaj
praktykanci, przygotowujący się do egzaminu notariuszowskiego, student medycyny, dziewięciu civili i pięciu viventi del suo, tj. zamożnych rentierów, nierzadko
pochodzenia chłopskiego, mających prawo do korzystania z tytułu don. Większość
z nich należała do starych rodów mieszczańskich, odnotowanych już w XVI wieku.
Przewodziła im zasiedziała od wielu stuleci w San Martino V.C. subfeudalna rodzina del Balzo, o równie bogatej tradycji co rodzina książęca Leonessa. Burżuazja
wiejska stanowiła elitę, ale otwartą i “demokratyczną” w stosunku do tych gospodarzy, którym udało się znacząco polepszyć swoją sytuację materialną bądź zdobyć
wykształcenie uwalniające ich od pracy manualnej; wiemy o studentach uczących
się m.in. w Neapolu, i 21 “scholarach” pobierających naukę na miejscu.
Stan duchowny dawał największe szanse awansu społecznego, dlatego w San
Martino V.C. kler był stosunkowo liczny. W katastrze zostało wymienionych 12
kanoników, 2 diakonów, 4 kleryków, co stanowi 3,5% osób czynnych zawodowo,
ale w miejscowości tej, mającej do 1736 roku dwie duże parafie z trzema dużymi
kościołami, a w połowie XVIII wieku również utworzone przez arcybiskupa Benewentu kolegium księży, znajdował się także klasztor pod wezwaniem św. Katarzyny
Sieneńskiej ojców franciszkanów, większy niż inne w okolicy, zamieszkany przez
co najmniej 13 zakonników. Rozrośnięty kler lokalny korzystał z licznych przywilejów i dobrodziejstw, co wywoływało częste konflikty między duchownymi a gminą o podział dóbr i wpływów finansowych. Kler neapolitański, w większości tzw.
ricetizio, był wrośnięty w struktury lokalne i od czasów wczesnego średniowiecza
korzystał z dużej swobody administracyjnej i gospodarczej. Wykorzystywały te
przywileje bogate rodziny miejscowej burżuazji, gdyż posiadanie osoby duchownej
uwalniało wszystkich najbliższych od płacenia podatków. W 1744 roku rodzina
Zwolnione z nich były jedyne wiejskie ladacznice (meritrice), mogące swobodnie przekraczać granicę
księstwa. Źródło: San Martino V.C., Archiwum rodziny Pignatelli della Leonessa, Platea, s. 18.
211
Pisaniellich posiadała aż 7 kanoników i 1 kleryka, którzy dbali o utrzymanie jej
wysokiej pozycji w strukturze społecznej mieszkańców San Martino V.C.
Osobną, odizolowaną “społeczność” stanowili w San Martino V.C. urzędnicy,
służba oraz zbrojni (armieri), zamieszkujący część Castello Longobardo – zamku
z X wieku, będącego rodzinnym gniazdem książąt Leonessa.
Dysproporcje majątkowe
W połowie XVIII wieku Dolina Kaudyńska podzielona była między sześć patrycjuszowskich rodów neaplitańskich, ale tylko książę Leonessa był posiadaczem
aż 56% terenów uprawnych (4827 tomoli, tj. 2200 ha) oraz ok. 60% wszystkich
dochodów uzyskiwanych z uprawy i z handlu na terenie księstwa San Martino V.C.
W większości innych dóbr feudalnych do baronów należało nie więcej niż 15–30%
ogólnego dochodu i tyleż ziemi uprawnej. Niektóre gminy starały się wykupić
i wyzwolić się od dominacji feudalnej, jeżeli nie osobistej, to chociażby majątkowej,
ale nie dotyczyło to ludności San Martino V.C. Dominację gospodarczą księcia Leonessa wzmacniały dodatkowo opłaty i przywileje feudalne, takie jak: jus jurisdizia,
pierwszej i drugiej instancji, zwane potocznie mastrodatią, dotyczące osądzania
wasali w sprawach cywilnych i kryminalnych; jus stellagio, zmuszające podróżnych
do korzystania ze stajni książęcej; dochód z komory celnej na skrzyżowaniu drogi
z Tufary i via Apia, (z opłaty 5 grana zwolnione były prostytutki i przechodnie niosący bagaże na plecach); bagliva, tj. podatek drogowy, płacony od “dymu”; terziaria, czyli 1/3 wartości towaru sprzedawanego przez wasali, zatrzymywane przez
Izbę Książęcą; della macinatura – obowiązek korzystania wyłącznie z młynów
książęcych212. Do tego dochodziły tzw. opłaty drobne, np. oświetlenie zamku, zaopatrzenie dworu w żywność z okazji wyznaczonych świąt kościelnych i prywatnych, ziarno dla kur książęcych i inne, wycenione łącznie na 244 dukaty.
Każdy z wasali księcia Leonessa, bez względu na to, czy był nim chłop, czy notariusz, miał obowiązek odpracowania w majątku swego pana 30 robót w ciągu roku, z których najważniejsza była praca na roli książęcej z własnym sprzężajem lub
ekwiwalent w pieniądzu czy w naturze. Wasali książęcych obowiązywały liczne
zakazy, np. sprzedawania wina i wszelkich innych produktów rolnych, zanim tego
nie uczynili agenci Izby Książęcej, tak więc ceny towarów ustalane były w sposób
arbitralny przez agentów książęcych. Oni też ustalali stawki dzienne parobkom
i innym robotnikom. W dobrach księcia Leonessa robotnik rolny dostawał niezmiennie 15 grana od 1758 roku aż do końca lat dziewięćdziesiątych. W tym czasie
w Neapolu robotnik rolny zarabiał 25 grana dziennie 213. Za wynagrodzenie uzyskane
w dobrach książęcych robotnik rolny mógł kupić worek pszenicy (ok. 50 kg) dopiero po ośmiu dniach pracy, podczas gdy w sąsiednich hrabstwach i w księstwach
212
213
Platea, tamże, s. 45.
G. Delille, Croissance d’un societe’ d’un Societe’ rurale, Napoli 1973, s. 202.
już po siedmiu, a nawet po sześciu214. Przeważnie jednak wynagradzano robotników
najemnych w naturze (ziarno, oliwa, wino, kasztany jadalne, drób), a nie w gotówce,
chociaż z kolei od dzierżawców i podatników wymagano opłaty w monecie.
Instytucje kościelne w San Martino V.C. zajmowały drugie miejsce po Izbie
Książęcej pod względem posiadanego majątku. Należało do nich łącznie 27% ziemi
upraw-nej. Największe dochody przypadały kolegiacie św. Jana Chrzciciela (ponad
600 dukatów rocznie). Była to imponująca suma, przewyższająca dochody nie tylko
lokalnych kościołów Najśw. Zbawiciela i św. Marcina Biskupa oraz bogatej konfraterni świeckiej Najśw. Różańca, ale również niektórych biskupstw w Królestwie Neapolu.
Właścicielami pozostałych ziem uprawnych o tytule pełnej własności byli
przedstawiciele miejscowej burżuazji, bogaci rezydenci “żyjący po szlachecku”
(6,5% całości gruntów), kilku właścicieli mieszkających w innych gminach (6,5%),
gmina San Martino V.C. (3%), a na końcu liczne chłopstwo i rzemieślnicy. Chociaż
ta ostatnia grupa stanowiła 99% ludności, to w jej posiadaniu pozostawało zaledwie
2% gruntów. W tej sytuacji chłopstwo było uzależnione od Izby Książęcej i od
kleru, do których należała ziemia przekazywana w dzierżawę.
Najczęściej spotykaną wówczas formą dzierżawy były emfiteuzy na 29 lat
z możliwością przedłużenia kontraktu. W wielu przypadkach ciężary (pesi) przekraczały jednak dochody (rendite) z uprawy dzierżawionych gruntów. Po odjęciu
kosztów dzierżawy i kosztów uprawy od uzyskanego dochodu brutto dzierżawcom
gruntów książęcych pozostawało zaledwie 6% (średnia) dochodu. Istniało wiele
dzierżaw, których koszty przewyższały uzyskiwane dochody, chociaż były też i
bardzo lukratywne, przynoszące wasalom książęcym za ich wierną służbę ponad
30% dochodu. Oznacza to, że Izba Książęca mogła dowolnie manipulować dzierżawami. Administratorzy gminy, wybierani spośród ludu, często protestowali w Izbie
Królewskiej Sommaria, skarżąc się na nieludzko wyśrubowane warunki dzierżaw
w dobrach księcia Leonessa. Zdarzało się, że chłopi zadłużali się w Izbie Książęcej
lub u księży, biorąc kapitał na procent pod zastaw wszystkich dóbr, a właściwie
użytkowanych gruntów na prawach emfiteuzy. Od tego płacili oni następnie czynsz
tzw. censo redimibile, czekając latami na okazję, żeby go wykupić. Niekiedy trwało
to więcej niż stulecie, a dług – niewielki początkowo – przechodził z pokolenia na
pokolenie i urastał do olbrzymiej kwoty. W przypadku odmówienia opłaty czynszu
właściciel miał prawo sprzedać majątek swojego dłużnika, do czego dochodziło stosunkowo często. Np. Cesare Zucaro od 1697 roku zadłużył się na 25 dukatów pod
zastaw wszystkich swoich dóbr i do śmierci płacił czynsz od tej sumy. Jego syn, Marcantonio Zucaro, jeszcze w 1744 roku figurował jako dłużnik świeckiej konfraterni
Monte dei morti, co oznacza, że konfraternia ta uzyskała w ciągu 47 lat aż 94 dukaty!215
214
R. Romano, Napoli dal Viceregno al. Regno. Storia economica, Torino 1976, s. 135.
Archiwum parafialne w San Martino V.C.: Inventario della Chiesa San Giovanni Battista, s. 3; Archiwum Państwowe w Neapolu: Cat. Onciario di San Martino V.C., nr 4675, s. 129 i 168.
215
Społeczność San Martino V.C. oprócz trybutów feudalnych i dziesięcin płaconych instytucjom kościelnym musiała uiszczać także stosunkowo duże sumy z tytułu
podatków gminnych inter cives, tj. “od obywateli”, z których część administratorzy
odprowadzali do skarbu państwa z racji stałych opłat 42 karlini “od ogniska”, oraz
jednorazowych, okazjonalnych składek, np. 3 karlini od “ogniska rodzinnego” z okazji
urodzin następcy tronu w 1741 roku. Pozostałą sumę, uzyskaną z podatku inter
cives, administratorzy przeznaczali na nadzwyczajne wydatki gminne, wynikające
najczęściej z zadłużenia. Królewska Izba Sommaria czuwała jednak nad tym, aby
wydatki gmin neapolitańskich kształtowały się na jednym poziomie, adekwatnym do
wysokości dochodów. Służyły temu zatwierdzane dla każdej gminy z osobna raz na
kilkadziesiąt lat (przeważnie zaraz po przeprowadzeniu spisu generalnego), ramowe
kosztorysy wydatków, noszące miano gli stati discussi, które administratorzy mieli
bezwzględnie realizować pod karą więzienia. Owe kosztorysy obliczane były głównie na pokrycie podatków ściąganych przez poborców królewskich (regio percettore) i skarbników lokalnych baronów. Tak więc ubogim gminom nie starczało pieniędzy na utrzymanie nauczyciela, aresztu, lekarzy, naprawę dróg i mostów, wsparcie jałmużną sierot, wdów i nędzarzy, na finansowanie niektórych lokalnych świąt
i uroczystości kościelnych albo umieszczenie mechanicznego zegara na wieży kościoła, co było ambicją wielu ówczesnych gmin.
Gmina San Martino V.C. w walce z feudałem o sprawiedliwy podział dochodów
Finansowa sytuacja gminy San Martino V.C. w 1 połowie
XVIII wieku
Od poziomu cywilizacyjnego gmin neapolitańskich zależał procent budżetu odprowadzanego na cele publiczne. W San Martino V.C. stanowił on zaledwie 25%
dochodów gminy. Ponad połowę bilansu gminnego obejmowały daniny feudalne
i tzw. fiscalari, odprowadzane do Izby Książęcej. Gmina liczyła 116 “ognisk domowych”, od których należało zapłacić roczny podatek 42 karlini od ogniska, co
dawało sumę 487 dukatów; jednakże w przeszłości baron Leonessa wykupił część
tego podatku ze skarbu królewskiego, co spowodowało, że gmina, zamiast odprowadzać pełną sumę fiscalari skarbnikowi królewskiemu, wpłacała mu zaledwie 142
dukaty i 5 karlini, a resztę, tj. 344 dukaty i 2 karlini, wpłacała skarbnikowi księcia
Leonessa. Tak więc, jak wynika z rachunków gminnych San Martino V.C. za rok
1741, aż 49% (638 dukatów i 2 karlini) wpływów z podatków i innych dochodów,
szacowanych łącznie na 1301 dukatów i 4 karlini, administratorzy San Martino V.C.
odprowadzali do Izby Książęcej, 21,7% pobierał regio percettore, 3,6% płacono kolegiacie św. Jana Chrzciciela, a także miejscowemu bogaczowi Francesco Lanzillo i raz
jeszcze księciu Leonessa (50 dukatów) z tytułu zaciągniętej u nich pożyczki (tzw.
Istrumentari). Na cele publiczne pozostawało gminie zaledwie 25,7%.
Gmina w San Martino V.C. usiłowała podwyższyć swoje dochody, ale nie
znajdowała żadnych dodatkowych źródeł. Najwięcej goryczy wywoływał fakt, że
książę Leonessa płaci jej zaledwie 10 dukatów podatku gruntowego (bonatenenza)
od swoich ziem, przynoszących mu ponad 9 tys. dukatów zysku. W 1725 roku ukazała się Prammatica XXII de administrat universitat, którą panujący w południowych Włoszech cesarz Karol VI zachęcał z dalekiego Wiednia gminy neapolitańskie, by procesowały się z baronami o dobra fałszywie określane przez nich jako
feudalne. Na tej podstawie wybrani z ludu administratorzy San Martino V.C., podejrzewając, że książę nie ma koniecznych dokumentów, wytoczyli mu kosztowny
dla gminy proces w 1728 roku w Świętej Radzie Królewskiej (Sacro Regio Consiglio), ale po czterech latach zgodzili się zakończyć go kompromisem z powodu wyczerpania
wątłych środków finansowych; książę “dobrowolnie” podniósł swoją bonatenencę
o 3 dukaty, za to gmina zobowiązywała się, że nigdy już nie pozwie go do sądu
w sprawie ustalenia tytułu własności posiadanych przez niego ziem.
Przegrany proces spowodował do tego stopnia zadłużenie gminy, że przy własnym dochodzie nie miała z czego wpłacić skarbnikowi Izby Książęcej rocznej
kwoty 638 dukatów i 2 karlini. W tej skomplikowanej sytuacji finansowej zdesperowani przywódcy gminy odważyli się na podstęp, którego ofiarą miał paść ich pan
feudalny. W owym czasie w Dolinie Kaudyńskiej kilka miejscowości wdrażało już
nowy system podatkowy reformy katastralnej. Najwcześniej, bo w 1741 roku,
wdrożyła ją Arpaia, a w 1744 – największe miasto w okolicy, sąsiadujące z San Martino
V.C. w odległości pięciu kilometrów Montesarchio. Administratorzy San Martino V.C.
postanowili wykorzystać tę okazję do ponownego podjęcia walki z księciem Leonessa.
Walka miedzy gminą San Martino V.C. a miejscowym feudałem
o kataster
W części pierwszej dekretu katastralnego z 1742 roku król Karol VII (1735–
–1759) wyraził wolę, aby dzięki tej reformie “biedny płacił tak, jak mu na to pozwalają jego siły, a bogaty proporcjonalnie do swoich możliwości” 216. Każdy, kto
czytał te słowa, musiał być poruszony szlachetnymi intencjami monarchy neapolitańskiego, ale prawo feudalne, obwarowane dziesiątkami ustaw i przywilejów, nie
pozwalało zmienić ustalonego porządku ustrojowego. Instrukcje dotyczące tworzenia katastru były skomplikowane; wymagały dobrej znajomości przepisów i doświadczenia. Najwięcej kłopotów nastręczały dobra baronów, które deputowani do
sporządzenia katastru mogli błędnie zaklasyfikować.
Książę Leonessa, choć zamieszkiwał w San Martino V.C., to należał do 12 najznakomitszych rodów arystokratycznych, stanowiących patrycjat stolicy Królestwa
Neapolu i z tego tytułu był zwolniony z płacenia podatków od dochodów i własności. Kwestia dóbr ziemskich wyglądała równie jasno pod względem prawnym. Dokumenty Królewskiej Izby Sommaria z 1730 roku, potwierdzające ich feudalny
216
L. Giustiniani, op. cit., tamże: Forma censualis et catitationis sive de catastis, s. 2.
charakter, nie powinny były budzić żadnych zastrzeżeń. Administratorzy i deputowani
z San Martino V.C., wyposażeni w odpowiednie instrukcje, mogli ułożyć kataster
bez najmniejszego trudu, wzorując się na procedurach sprawdzonych w sąsiednich
miejscowościach. Stało się jednak zupełnie inaczej.
Przywódcy ludowi z San Martino V.C. nie zapomnieli przegranego starcia
z urzędnikami i adwokatami księcia Leonessa w roku 1732. Oto w sporządzonym
katastrze wszystkie ziemie książęce zostały opodatkowane, jak gdyby Leonessa nie
był feudałem, tylko miejscowym capifamiglia. Izba Książęca, która każdego roku
dostawała od gminy stałą sumę ponad 638 dukatów z tytułu danin, podatków i spłaty
zadłużenia, w nowej sytuacji, gdyby ów kataster został zatwierdzony, dostawałaby
rokrocznie od księcia Leonessa ponad 670 dukatów na podstawie podatku bonatenenzy! Nic bardziej absurdalnego w ówczesnych realiach społecznych! Przyjrzyjmy
się z bliska, jakimi etapami rozwijał się ów spisek, bo tak ostatecznie zostały nazwane przez urzędników Izby Królewskiej Sommaria uzurpacje deputowanych gminy217.
O urząd administratorów gminy starali się zawsze capifamiglia, najbogatsi lub
cieszący się największym poważaniem w lokalnej społeczności. W sierpniu 1744
roku nowymi administratorami zostali trzej młodzi, biedni wyrobnicy, z których
jeden, Felice Lanzotto, miał zaledwie 20 lat. Żaden z nich nie umiał pisać, żaden nie
miał własnego domu, a dwaj byli kawalerami 218. Można przypuszczać, że od samego początku brane były pod uwagę konsekwencje ujawnienia spisku, więc prawdziwi pomysłodawcy tej intrygi woleli się ukryć za plecami niezbyt rozgarniętych
młodzików, niewiele ryzykujących, a może nawet sowicie opłaconych przez starszyznę gminy. Księga katastralna z San Martino V.C. składa się wyłącznie z księgi
ostatniej, zawierającej tzw. Collettive, tj. opisane i wycenione dobra podlegające
opodatkowaniu, bowiem nigdy nie zostały do niej dołączone wcześniejsze trzy części,
a zwłaszcza tzw. atti preliminari, czyli preambuła z zarządzeniami Królewskiej Izby
Sommaria w sprawie reformy katastralnej oraz wszystkich okoliczności towarzyszących wdrożeniu jej za sprawą wybranych deputowanych i rzeczoznawców (esattori), potwierdzających słuszność zeznań majątkowych (rivele). Kataster “uncjarny”
z San Martino V.C. był przez to anonimowy. Zatajenie nazwisk deputowanych tłumaczono przeoczeniem, ale najprawdopodobniej była to świadoma decyzja przywódców gminy.
Królewska pragmatyka katastralna zobowiązywała wszystkich posiadających
dobra ziemskie, w tym także baronów, do przedstawienia dokumentów własności,
Por. Reclamo del Principe di Sepino avverso le pretese dell’Universita’ di S. Martino, Archiwum
rodziny Pignatelli della Leonessa, busta nr 17, fa. nr 0.524, fasc. 1–2; Supplemento del bolettino della
Commissione feudale, nr 2, Sentenze, vol. 34, Napoli 1808, s. 161.
218
Archiwum rodziny Pignatelli della Leonessa, tamże, busta 13, fa. 0.523, fasc. 6, tudzież: Cat. Onciario, tamże, informacje na temat Giovanniego Adamo, Domenica Genovesiego i Felice Lanzotto.
217
ale don Agostino Cocozza, ekonom i skarbnik książęcy, zlekceważył ten obowiązek,
wychodząc z założenia, że 14 lat wcześniej, podczas procesu księcia z gminą
w sprawie feudalnego pochodzenia jego ziem, wszystkie wątpliwości zostały ostatecznie wyjaśnione, co przypieczętowała “konwencja” podpisana przez obie strony
konfliktu. 27 listopada 1744 roku deputowani wywiesili bando, czyli plakat z urzędową wiadomością, że za trzy dni odbędzie się publiczna dyskusja na temat sporządzonej już księgi zeznań, ale i tym razem don Cocozza był nieobecny. Deputowani
przystąpili następnie do pisania księgi głównej katastru, podsumowującej ich dotychczasowe prace i zakończyli pracę 16 maja 1745 roku. Do manuskryptu w formacie dużego foliału jego autorzy doczepili skórzany kajet pod tytułem Książka
roszczeń (Libro della esigenza), a w nim wypisali sumę 670 dukatów i 75 grana do
uiszczenia gminie przez Izbę Książęcą.
Zgodnie z wymogami proceduralnymi księga katastralna po sporządzeniu powinna być raz jeszcze poddana dyskusji i dopiero wtedy, przy braku sprzeciwów ze
strony osób zainteresowanych, można było jeden jej egzemplarz zawieźć do
Neapolu i złożyć w Izbie Królewskiej Sommaria, podczas gdy drugi miał pozostać
w gminie i służyć pobieraniu podatków. Przywódcy ludowi, obawiając się, że tym
razem skarbnik Agostino Cocozza mógłby się pojawić i sprawdzić partite Izby
Książęcej, bezprawnie ułożone przez gminnych rzeczoznawców, zwołali ludność
San Martino V.C. na publiczną debatę nad katastrem potajemnie i przeprowadzili ją
przy pochodniach w nocy z 3 na 4 sierpnia na placu przed kolegiatą św. Jana
Chrzciciela. O świcie 4 sierpnia skarbnik Cocozza, dowiedziawszy się o okolicznościach uchwalenia katastru, natychmiast go oprotestował, ale deputowani tego samego dnia przed południem wyruszyli w podróż do Neapolu, a 5 sierpnia w Izbie
Królewskiej Sommaria złożyli księgę katastralną San Martino V.C. do rejestracji.
Z kolei książę Leonessa kazał swojemu prokuratorowi zaskarżyć gminę u prezydenta Najświętszej Rady Królewskiej, którym był wówczas markiz Carlo Mauri.
23 sierpnia prokurator Luca Guerra ujawnił oszustwa i krętactwa deputowanych
i zażądał wstrzymania procedur rejestracyjnych. Sprawę sfałszowanego katastru
przejął “adwokat fiskalny” markiz Tommaso Criscuolo i już 1 września wstrzymano
rejestrację katastru do czasu wyjaśnienia spornych kwestii. W tym czasie administratorzy gminy nachodzili raz za razem skarbnika Izby Książęcej i natarczywie,
choć bezskutecznie żądali wypłacenia im 670 dukatów.
Wbrew oczekiwaniom księcia Leonessy i rozkazom markiza Mauriego sprawa
sfałszowanego katastru wcale nie została wyjaśniona, choć prokurator Criscuolo
interweniował u samego prezydenta Królewskiej Izby Sommaria, markiza Paterno,
głównego architekta reformy katastralnej. Przywódcy ludowi gminy San Martino
V.C. zdołali uzyskać stosowny dokument od niższego urzędnika Królewskiej Izby
Sommaria, odpowiedzialnego za spisywanie postanowień w sprawach rejestracji.
Ów attuario Mossore, przekupiony przez deputowanych, wydał im dokument nakazujący wyegzekwowanie od skarbnika Izby Książęcej 670 dukatów na mocy ustawy
katastralnej! Dopiero 26 października 1745, po kolejnych interwencjach księcia
Leonessa u markiza Mauriego, zapadł wyrok potępiający deputowanych z San Martino V.C. i anulujący wszystkie ich kalkulacje. Mimo to administratorzy nie ustępowali i jeszcze 22 grudnia próbowali odwołać się od tej decyzji u markiza Paterno,
który potwierdził raz jeszcze decyzje niższych instancji, ale potępił także urzędników książęcych, którzy w stosownej porze nie przedstawili deputowanym koniecznych dokumentów i nie uczestniczyli w publicznych dyskusjach.
O tym, jak głębokie było przekonanie mieszkańców San Martino V.C. o słuszności ich pretensji pod adresem księcia Leonessy, może świadczyć fakt, że sprawa
katastru z 1745 roku wróciła nieoczekiwanie w 60 lat później, w tzw. “dziesięcioleciu francuskim”. Reforma finansowa z 8 sierpnia 1806 kładła kres wszystkim powinnościom feudalnym, szacowanym przez prawników neapolitańskich na 104 pod
koniec XVIII wieku. Przy okazji gmina San Martino V.C. wystąpiła raz jeszcze
z oskarżeniem wobec księcia Pignatellego della Leonessa, że ukrył wśród swoich
dóbr feudalnych burgenzy wartości 15,5 tys. onci, co wynosiło 93 tys. dukatów219.
Epilog
Konflikt z księciem Leonessa wokół katastru przyczynił się do wzmocnienia
jedności ludu i wiejskiej burżuazji w San Martino V.C. Nieprzypadkowo w dwadzieścia lat później doszło w tej miejscowości do masowych wystąpień antyfeudalnych, które spowodowały w roku 1771 wtrącenie do więzienia w Montefuschio 84
buntowników spośród 347 sądzonych w procesie zbiorowym 220. Dramatyczne doświadczenia spowodowały szybsze dojrzewanie świadomości społecznej wśród
miejscowej ludności. Gdy w 1799 roku wybuchła rewolucja w Neapolu i doszło do
wojny domowej między patriotami i sanfedystami, prowadzonymi przez kardynała
F. Ricciego, władze republikańskie znalazły w San Martino V.C. solidne oparcie
nawet po upadku Republiki Partenopejskiej, gdyż miejscowa ludność występowała
w obronie dawnych jakobinów, narażając się także na prześladowania.
The Struggle of the Cadastre. The Social Relations
at the End of the Italian Feudal Period, Presented
on the Example of One of the Communities of the
Kingdom of Naples
Abstract
219
220
Supplemento..., s. 158.
Por. A. Dróżdż, op. cit., s. 76–78.
The notion of “the struggle of the cadastre” appears in the Italian historiography with
reference to the reform and, at the same time, revindication tendencies which occurred both in
the North and in the South of the Apennine Peninsula in the second half of the 18 th century.
On the basis of his own archival research, the author attempts to illustrate that phenomenon
with the example of the community of San Martino Valle Caudina, situated between Naples
and Benevento, where the unjust division of the land estates was the cause of numerous repetitive tensions and social disturbances, dating back to the 16th century. The reform of the
cadastre, introduced at the order of Charles Bourbon in the forties of the 18th century, created
the hope of improvement of the conditions of existence among the Neapolitan populace, because it forced the barons to document the feudal nature of their real estates – otherwise, they
would be subject to taxation just like any other land. The introduced cadastral system was
characterised, on the one hand, by bureaucratic pedantry of calculating details, and on the
other, by the indifference to the enormous feudal and church earnings which were exempt
from taxes. During the creation of the cadastre, it often happened that the “deputies“ yielded
to the barons and closed their eyes to the false certificates produced by them, thus depriving
the communities of additional income; there were also cases, however, when the communities
conducted fierce debates with the barons at the Royal Chamber Sommaria over the classification of an estate of dubious origin, and even resorted to breaking the law, which happened in
the town of San Martino Valle Caudina. The dramatic experience accelerated the process of
social awareness maturity among the local population. When the revolution broke out and the
civil war began in 1799, the republicans found solid support in San Martino V.C.
Thanks to the complete cadastral documentation of 2200 Neapolitan communities, it is
possible today to reconstruct the picture of king Charles VII‟s subjects of that time; one can
determine their social and professional structure, the property and the budgets of communities, church and secular institutions, the level and the type of farming, the demographic phenomena, the property and financial status, the level of literacy, and even the health condition.
Today, the cadastre books constitute a monumental work of the Neapolitan reformers, and
a priceless source of information about the Kingdom of Naples in mid-18th century. However,
the author of this article did not stop at that, because he confronted the contents of the cadastre with the documentation of the church and feudal archives, which enabled him to deepen
the conducted social analysis.
Annales Academiae Paedagogicae
Cracoviensis
Folia 3
Studia Historica I (2001)
Barbara Obtułowicz
Manuel Godoy w świetle polskiej
prasy przełomu XVIII/XIX wieku
Celem niniejszego artykułu było przedstawienie obrazu Manuela Godoya zarysowanego w informacjach pojawiających się w prasie polskiej w latach 1792–1808.
Wyjaśnienia wymagają wyobrażenia o Godoyu w polskim świecie dziennikarskim
i czytelniczym. Zapewne wyobrażenia te w dużej mierze pokrywały się z obrazem
Godoya funkcjonującym w świadomości polskich warstw oświeconych – najliczniejszego grona czytelników prasy. Interesujące będzie także ustalenie, czy obraz
ten różnił się od obrazu funkcjonującego w Hiszpanii. Artykuł został pomyślany
jako uzupełnienie monografii poświęconej Godoyowi 221 . Unika zatem powielania
wiadomości zawartych w książce na rzecz wyeksponowania nowości interpretacyjno-informacyjnych.
Wybór przedziału czasowego 1792–1808 uzasadnia fakt pozostawania Godoya
u władzy najpierw jako premiera, od roku 1798 w roli szarej eminencji, a następnie
naczelnego dowódcy sił lądowych i morskich Hiszpanii.
Poniższe rozważania oparte zostały na lekturze czołowych czasopism wydawanych w Polsce w okresie rozbiorowym, a następnie na ziemiach polskich w granicach trzech zaborów i w Księstwie Warszawskim. Do analizy zostały wykorzystane
następujące tytuły: “Gazeta Warszawska” (konserwatyzm, uwielbienie monarchii
i Kościoła) ukazująca się w latach 1772–1793 oraz od końca 1794 do pierwszej połowy XX wieku; “Gazette de Varsovie” (od września 1791 do września 1793 – lubiła sensacje, w kraju miała wąski krąg czytelników ze względu na barierę językową,
ale za to była rozsyłana do wszystkich prawie stolic państw europejskich, zwłaszcza
do polskich placówek dyplomatycznych; związana początkowo ze stronnictwem
patriotycznym, lojalna wobec Konstytucji 3 maja, popierająca ustrój Rzeczpospolitej); “Korespondent Warszawski” i kolejne jego mutacje 222 (pisał w duchu narodoB. Obtułowicz, Manuel Godoy, Książę Pokoju księciem wojny. Polityka Manuela Godoya wobec
Francji w latach 1792–1808, Kraków 1999.
222
Pierwszy tytuł tego periodyku to “Korespondent Warszawski (od maja 1792 do początków 1793),
następne: “Korespondent Krajowy i Zagraniczny” (od grudnia 1793 do początku 1794), “Korespondent
221
wym, patriotycznym, w okresie insurekcji kościuszkowskiej na pozycjach politycznie umiarkowanych; przystępny dla przeciętnego czytelnika; pierwsze pismo informacyjne typu masowego i popularnego); “Gazeta Krakowska” (ukazywała się od
roku 1796, główne pismo informacyjne zachodniej Galicji i Krakowa
z obszernym serwisem informacyjnym o dużej rzetelności i duchu patriotycznym);
“Kurier Litewski” (od 1800 roku redagowany przez przedstawicieli środowiska
profesury wileńskiej, stąd charakter postępowy i liberalny); “Gazeta Południowo-Pruska” (dokonywała przedruków z prasy obcej, głównie niemieckiej) oraz “Gazeta
Poznańska” otaczająca swoistym kultem osobę Napoleona. Najwięcej wiadomości
o Godoyu i Hiszpanii zawierają “Gazeta Krakowska”, “Korespondent Warszawski”,
“Gazeta Warszawska” i “Kurier Litewski”. Przyczyn należy szukać w stosunkowo
długim, jak na owe czasy, okresie ich publikacji. Wymienione tytuły ukazywały się
niemal bez przerwy w interesującym nas okresie, podczas gdy inne znacznie krócej,
zwykle zaledwie kilka lat. Nie bez znaczenia była także duża poczytność tych
pierwszych. Należy pamiętać, że na przełomie XVIII/XIX wieku prenumeratorami
i czytelnikami gazet była szlachta zamieszkała w Warszawie, Wilnie, w niedalekim
sąsiedztwie tych miast, jak również zamożni mieszczanie stolicy i większych miast
Korony i Litwy żywo zainteresowani rozwojem sytuacji politycznej w Europie 223.
W artykule został przyjęty układ chronologiczno-problemowy. Dzięki takiej
konstrukcji możemy poznać Godoya w różnych rolach i sytuacjach, przez co jego
postać staje się bardziej wyrazista.
W doniesieniach z Hiszpanii prasa polska najwięcej miejsca poświęcała sytuacji
politycznej i na jej tle ukazywała postać Godoya jako polityka, męża stanu i dyplomatę. Przewaga tego rodzaju informacji wynikała z profilu omawianych periodyków. Były to wprawdzie wiadomości stosunkowo częste, ale krótkie i powierzchowne, nie wnikające w istotę rzeczy. Widzimy zatem Godoya prowadzącego pertraktacje, podpisującego układy i traktaty, a zwłaszcza odbywającego spotkania
z przedstawicielami dworów zagranicznych. “Gazeta Warszawska” odnotowała
wia-domość o konferencjach Godoya z reprezentantem Anglii w Madrycie Johnem
Hookhamem Frerem przeprowadzanych w latach 1803–1804 w związku ze staraniami rządu hiszpańskiego o zachowanie neutralności Hiszpanii w wojnie angielsko-francuskiej224. “Gazeta Krakowska” pisała o naradach Księcia Pokoju z bratem
Napoleona Lucjanem Bonaparte, najpierw odnośnie utworzenia Królestwa Toskanii
w zamian za przekazanie przez Hiszpanię na rzecz Francji Luizjany, następnie
w kwestii przeprowadzenia hiszpańsko-francuskiego ataku na Portugalię w 1801
roku 225 . “Korespondent Warszawski i Zagraniczny”, opisując serdeczne przyjęcie
zgotowane przez Karola IV nowo przybyłemu do Hiszpanii ambasadorowi francuskiemu Dominique-Catherine de Perignonowi, zwrócił uwagę, że od króla hiszpańNarodowy i Zagraniczny” (1794 do stycznia 1797), “Korespondent Warszawski i Zagraniczny” (od stycznia
1797 do października 1797), “Gazeta Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” (od października
1797) – zob. Historia prasy polskiej, pod red. J. Łojka, Warszawa 1976, t. I: 1661–1864, s. 18 i nast.
223
Ibidem, s. 19 i in.
224
“Dodatek do Gazety Warszawskiej” nr 1, 1.01.1805, s. 9.
225
“Gazeta Krakowska” nr 13, 15.02.1801, s. 147; nr 41, 24.05.1801 i in.
skiego otrzymał on w podarunku osobną karetę i dwa konie pod wierzch, zaś “Książę
Alcudia226 in gratim tego posła częste wydaje bale”. Ponadto obok flagi hiszpańskiej
Godoy kazał umieścić banderę “Francuską Narodowo Republikańską” 227. Taka postawa dworu i rządu hiszpańskiego nie powinna była dziwić czytelników, ponieważ
w tej samej notce zaznaczono, że oba państwa nosiły się z zamiarem rychłego zawarcia
traktatu sojuszniczego skierowanego przeciwko Anglii. W związku z tym zarządzono
zbrojenie okrętów wojennych i wezwano majtków do ochotniczej służby marynarskiej. Godoyowi zależało więc na szybkim pozyskaniu przychylności i sympatii
przedstawiciela Dyrektoriatu w negocjacjach w sprawie warunków traktatu sojuszniczego.
Godoy był również eksponowany w roli przywódcy wojskowego (generalissimusa i Najwyższego Admirała). Potwierdza to odnotowany na łamach polskiej prasy fakt adresowania do niego bogatej korespondencji z różnych zakątków Hiszpanii
i jej imperium przez wojskowych i dowódców. Były to najczęściej raporty o przebiegu walk z Anglikami publikowane w dzienniku madryckim “Gaceta de Madrid”,
następnie przedrukowywane przez prasę europejską. Tą drogą polscy czytelnicy
dowiedzieli się m.in. o szczegółach bitwy nieopodal Przylądka Finisterre w lipcu
1805 roku 228 , o największej bitwie morskiej w epoce napoleońskiej, która miała
miejsce w październiku 1805 pod Trafalgarem229, o sukcesach sił hiszpańskich w
zmaganiach z flotą angielską u wybrzeży Buenos Aires na jesieni i w zimie 1806
roku230.
W podobnym tonie utrzymane były obszerne sprawozdania o przebiegu tzw.
Wojny Pomarańcz231, o której rozpisywały się wszystkie wspomniane wyżej polskie
periodyki. Zasługę należy przypisać samemu Godoyowi, który ze względów propagandowych starał się o nadanie szerokiego rozgłosu wojnie. Głównym narzędziem
owej propagandy były jego listy do pary królewskiej, pisane w formie relacji z przebiegu kampanii. Autor przedstawił w nich siebie jako doświadczonego wodza, cieszącego się autorytetem wśród żołnierzy i wraz z nimi uczestniczącego w walkach.
Listy ukazywały się na bieżąco w “Gaceta de Madrid” i w gazetach francuskich, a za
pośrednictwem francuskiego “Monitora” docierały Polski. Część z nich wydrukowała “Gazeta Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” i “Gazeta Warszawska”, we fragmentach “Kurier Litewski”. “Gazeta Krakowska” podawała
streszczenia doniesień Godoya. Z ich lektury polski czytelnik mógł wysnuć wniosek, że
Godoy talentami wojennymi dorównywał największym geniuszom wojskowym.
Był to jeden tytułów Godoya nadany mu przez Karola IV.
“Korespondent Warszawski i Zagraniczny” nr 50, 21. 06. 1796, s. 617.
228
“Gazeta Krakowska” nr 72. 8.09.1805, s. 861; “Kurier Litewski” nr 18, 30.08.1805.
229
“Dodatek do Gazety Krakowskiej” do nr 98, 8.12.1805, s.567; “Dodatek do Korespondenta Krajowego
i Zagranicznego”, nr 100, 13.12.1805, s. 1238–1239; “Dodatek do Gazety Warszawskiej” nr 98,
6.12.1805, s. 1600–1601; “Kurier Litewski”, nr XLVI, 6.12.1805.
230
“Dodatek do Gazety Warszawskiej” nr 104, 29.12.1807, s. 1582; “Kurier Litewski” nr 86, 30.10.1806.
231
Dokładne informacje na temat Wojny Pomarańcz zob. B. Obtułowicz, op. cit., s. 96–130.
226
227
Czytelnikom “Gazety Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” mógł on
przypominać poniekąd samego cezara. “Korespondent” zacytował bowiem list
Godoya, w którym informował Marię Ludwikę o przesłaniu jej do Madrytu gałązek
drzewa pomarańczowego, jakie otrzymał od swych żołnierzy po zdobyciu portugalskiej twierdzy Olivenzy232. Owe gałązki przywodzą na myśl wieńce oliwne, jakimi
obdarowywano rzymskich triumfatorów, m.in. cezara po podboju Galii.
Zamieszczane przez prasę listy Godoya pisane były stylem niezwykle wzniosłym, pompatycznym, przebijał z nich zarazem patriotyzm i wręcz charyzmatyczna
osobowość naczelnego wodza. Godoy występował w nich jako człowiek prawy,
uczciwy, honorowy. Prasa polska utrwalała taki właśnie obraz głównego bohatera
tej wojny. Jeśli wierzyć doniesieniom “Gazety Warszawskiej”, powołującej się na
list Godoya z 26 maja 1801, samą swą obecnością “dodawał serca żołnierzom” 233.
Pięć dni wcześniej, po poddaniu się twierdzy Alegrette, wojska hiszpańskie odnalazły tam ogromne zapasy żywności i broni. Wówczas naczelny wódz postanowił
osobiście dopilnować zabezpieczenia zdobyczy i zwiezienia jej w odpowiednie
miejsce. Książę Pokoju, komentowała ten fakt “Gazeta Warszawska”, “chce pozostać z armią aż do przybycia amunicji i innych potrzeb, które pozwolą wojsku okazać swą gorliwość i przywiązanie do służby wojskowej” 234. Innym razem, po kapitulacji twierdzy Campo Mayor, naczelny wódz pisał z dumą do pary królewskiej, że
darował życie obrońcom twierdzy, ponieważ “nie byłoby godną rzeczą dla Hiszpanów, chcieć ich zniszczyć. Trzeba, aby żołnierz przyzwyczaił się do wspaniałości, od
której nie może odstępować, będąc Hiszpanem i poddanym Karola IV” – cytowała list
Godoya z dnia 7 czerwca “Gazeta Warszawska”235. W tłumaczeniu “Kuriera Litewskiego” brzmiało to w ten sposób: “Mogliśmy wytępić Portugalczyków, ale Hiszpanom to nie przystoi. Trzeba uczyć żołnierza, aby szlachetnie myślał i wspaniale”236.
W doniesieniach z Hiszpanii prasa polska podkreślała ogromne zaangażowanie
Godoya w zapewnienie państwu bezpieczeństwa zewnętrznego. Dotyczy to zwłaszcza roku 1805, kiedy po przystąpieniu Karola IV do kolejnej wojny z Anglią Godoy
bez reszty był pochłonięty reorganizacją i rozbudową floty hiszpańskiej. Według
“Gazety Krakowskiej” i “Gazety Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego”
osobiście nadzorował budowę i remont okrętów w Ferrolu i w Kadyksie, dokąd miał
przybyć w towarzystwie licznego orszaku237. Rzetelność tego typu informacji potwierdzał “Kurier Litewski”, donosząc o sukcesach inwestycji przedsiębranych
przez Godoya i, powołując się na raport Graviny, wydrukował listę okrętów uzbro-
“Gazeta Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” nr 54, 7.07, 1801, s. 637.
“Gazeta Warszawska” nr 50, 23.06.1801, s. 877.
234
“Dodatek do Gazety Warszawskiej” nr 56, 14.07.1801, s. 985–986.
235
Tamże, s. 985.
236
“Kurier Litewski” nr 55, 13.07.1801.
237
“Gazeta Krakowska” nr 8, 27.01.1805, s. 92; nr 21, 13.03.1801, s. 246; nr 27, 3.04.1801, s. 316; “Gazeta Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” nr 8, 25.01.1805, s. 92.
232
233
jonych i odnowionych w ciągu zaledwie paru miesięcy238. Ponadto “Kurier Litewski” słusznie dostrzegł, że nawet po klęsce trafalgarskiej Godoy nie przestawał marzyć
o przywróceniu Hiszpanii dawnej potęgi morskiej. Z tym zamiarem rozkazał wystawienie 25 nowych okrętów liniowych, co istotnie zostało wykonane. Znacznie
trudniej było zwerbować odpowiednią liczbę majtków239.
W kontekście ciągłych wojen, jakie prowadziła Hiszpania za panowania Karola
IV, polska prasa informacyjna ekspowała pewien ważny szczegół. Chodzi mianowicie o uległość Hiszpanów wobec wezwań Godoya do ofiarności społecznej na rzecz
ojczyzny: w 1793 roku z powodu wojny z rewolucyjną Francją, a w roku 1805
z Anglią. Co się tyczy roku 1793, to “Korespondent Krajowy i Zagraniczny” odnotował, że “Książę d‟Alcudia żądał od duchowieństwa, aby na potrzeby wojenne dało
1/10 swych dochodów. Duchowni przyrzekli dać 1/4” 240. O nadzwyczajnej hojności
kleru w dobie rewolucji francuskiej pisała też “Gazette de Varsovie”. Powołała się
ona na przykład pewnego zamożnego duchownego z Toledo, który przekazał na ręce
Karola IV 25 tys. realów, podawała też długą listę innych ofiarodawców z różnych
stanów241. Również w roku następnym czytelnicy prasy polskiej mogli się dowiedzieć o odezwach “wielkiego ministra – Księcia Alcudia” wzywającego lud do
walki, wyrzeczeń i datków materialnych, “w imię Boga i ojczyzny” 242. Z identyczną
reakcją spotkał się Godoy w 1805 roku po wydaniu specjalnej odezwy do narodu.
Powołując się na “Gaceta de Madrid”, “Gazeta Krakowska” informowała, że
“wszyscy panowie państwa wspierają na wyścigi rząd patriotycznymi składkami na
wojnę z Anglią”, opublikowała też list arcybiskupa Toledo do Księcia Pokoju, w
którym zobowiązał się on do comiesięcznej składki w wysokości 50 tys. realów,
donosząc, że podobną obietnicę zadeklarował arcybiskup Sewilii 243. Zwróciła przy
tym uwagę na niezwykły wpływ Godoya na wszystkie warstwy społeczne, zwłaszcza lud, który bezinteresownie zatrudniał się w warsztatach rzemieślniczych i w
portach przy konstrukcji statków, produkcji lin okrętowych itp. 244
Prasa polska ukazywała zaangażowanie Godoya nie tylko w polityce zagranicznej, dyplomacji i obronności. Sporo miejsca poświęcano również jego wysiłkom
na polu polityki wewnętrznej oraz w dziedzinie upowszechnienia nauki, kultury, a
także sztuki i oświaty. W “Gazecie Krakowskiej” czytamy, “że ten czynny mąż nie
tylko zabiega o wystawienie przeciwko Anglii ogromnych sił, ale o poprawienie
wewnętrznego rządu”245. W latach 1792–1808 wojnom nękającym Hiszpanię towa238
239
240
241
242
243
244
245
“Kurier Litewski” nr XI, 5.08.1805.
Tamże nr LI, 22.12.1805; nr 56, 14.07.1806; nr 38, 31.01.1806.
“Korespondent Krajowy i Zagraniczny” nr 26, 30.03.1793, s. 515.
“Gazette de Varsovie” nr XXVI, 30.03.1793, s. 104.
“Dodatek do Korespondenta Narodowego i Zagranicznego” nr 80, 7.10.1794, s. 1888–1889.
“Gazeta Krakowska” nr 12, 10.02.1805, s. 134.
Tamże nr 25, 27.03.1805, s.295.
Tamże nr 26, 31.03 1805, s. 305.
rzyszyły klęski żywiołowe, nieurodzaje i epidemie. Stąd w doniesieniach prasowych
pojawiały się często relacje o podejmowanych przez rząd sposobach walki z chorobami. Z omawianych gazet wynika, że najcięższa fala epidemii zwanej żółtą febrą
przeszła przez kraj w 1800–1801 i w 1805 roku. “Gazeta Południowo-Pruska” donosiła w grudniu 1800 o ogromnych spustoszeniach poczynionych w wielu miastach,
o umierających na ulicach ludziach, których nie miał kto leczyć ani pochować, ponieważ choroba nie oszczędzała lekarzy ani grabarzy246. W tak tragicznej sytuacji
Godoy odwołał się do pomocy francuskich medyków ze szkoły w Montpellier. Na
rezultaty nie trzeba było długo czekać. Według “Gazety Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” w przeciągu zaledwie kilku miesięcy została ona całkowicie wygaszona w całej Andaluzji. W dowód wdzięczności, kontynuowała “Gazeta”,
Godoy przyjął lekarzy na specjalnej audiencji i wydał na ich cześć ucztę z udziałem
najznakomitszych znawców medycyny w Hiszpanii247. Żółta febra na nowo pojawiła
się cztery lata później powodując ogromną śmiertelność. Jak pamiętamy, był to
okres intensywnych przygotowań Hiszpanii do wojny z Anglią. Nikogo zatem nie
powinna była dziwić informacja podana przez “Gazetę Krakowską”, że Godoy wraz
z całym rządem zastosowali nadzwyczajne środki ostrożności. We wszystkich miastach z rozkazu Karola IV utworzono kolegia zdrowia. Zapowiedziano również
rychłe opublikowanie specjalnej publikacji Ignacego Luzariagi, członka kolegium
lekarskiego w Madrycie, zawierającej opisy sposobów ochrony przed zarazą. Dzieło
to “Książę Pokoju przeczytał i zatwierdził” 248.
“Gazeta Krakowska” opublikowała wiadomość o zmaganiach Godoya z inną
plagą ówczesnych czasów, czyli z żebractwem ulicznym i z włóczęgostwem,
o umieszczaniu żebraków w domach opieki i szpitalach oraz o specjalnym zezwoleniu na utworzenie towarzystwa dobroczynnego, którego zadaniem było zbieranie
składek od mieszkańców stolicy na wsparcie ubogich249.
Czytelnicy polskiej prasy informacyjnej mogli odnieść, zgodne zresztą z prawdą,
wrażenie, że Karol IV i Godoy przywiązywali dużą wagę do rozwoju nauki, oświaty,
sztuki i ekonomii W “Gazecie Krakowskiej” znajdujemy stwierdzenie, że “ogółem
znacznie teraz Hiszpania postępuje w światle” 250 . Warto napisać o tym parę słów,
zwłaszcza że działalność Godoya na tym polu nie została dostatecznie zbadana. Najwięcej informacji na ten temat otrzymywali czytelnicy “Gazety Krakowskiej”.
W lutym 1804 ukazał się obszerny artykuł o powrocie do Hiszpanii wyprawy botanika Seffe, który podczas ośmioletniego pobytu w Meksyku i Kalifornii przesyłał
europejskim uczonym rozmaite nasiona egzotyczne, zaś ogrodowi botanicznemu
246
247
248
249
250
“Gazeta Południowo-Pruska” nr 97, 3.12.1800; nr 99, 10. 12.1800.
“Gazeta Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” nr 39, 15.05.1801, s. 458.
“Gazeta Krakowska” nr 37, 8.05.1805, s. 440.
Tamże nr 51, 26.06. 1805, s. 606.
Tamże nr 54, 7.07. 1807, s. 644.
w Madrycie zbiory suchych ziół. Obliczono, że dzięki jego pracom badawczym botanika wzbogaci się o 2500 gatunków roślin nieznanych na Starym Kontynencie i o 80
gatunków ryb251. Prawie trzy lata później ta sama gazeta donosiła o zaproszeniu na
dwór królewski zasłużonego chirurga, Ksawerego Balmisa, który opłynął ziemię
z zamiarem upowszechnienia w zamorskich posiadłościach Hiszpanii szczepionki
ospy krowiej. Jego wyprawie obok Karola IV patronował również Godoy 252. Zgodnie z duchem Oświecenia oboje dbali o upowszechnienie oświaty i chętnie przyłączali się do inicjatyw tego typu wychodzących ze strony społeczeństwa. Toteż gdy
kupcy barcelońscy zakładali własnym sumptem szkoły malarstwa, snycerstwa i architektury, król i Godoy wysyłali najzdolniejszych uczniów na studia do Rzymu, Florencji
i Paryża253. W “Gazecie Krakowskiej” znalazła się głośna w Hiszpanii i Francji
informacja o ufundowaniu przez Godoya instytutu kształcącego młodzież według
metod szwajcarskiego pisarza i pedagoga Johanna Heinricha Pestalozziego. Czytamy w niej dalej, że pierwszym jego dyrektorem został kapitan Voirel, który w Tarragonie zaproponował zastosowanie tej metody w szkołach żołnierskich, uhonorowany przez Godoya, podobnie jak Pestalozzi, dyplomem członka królewskiego Towarzystwa Przyjaciół Ojczyzny w Kantabrii254. “Gazeta Warszawska” przedstawiała
Godoya jako “gorliwego protektora kunsztów”, chwaląc go za udostępnienie swej
prywatnej galerii “najzręczniejszym w Hiszpanii sztycharzom, którzy najpierw mają
wysztychować obrazy znajdujące się w pałacach Karola IV” 255. Z kolei “Kurier Litewski” podkreślał zasługi Godoya w dziedzinie ekonomii, zamieszczając notatkę
o tym, że na polecenie Księcia Pokoju wznowiono prace przy budowie Kanału Aragońskiego. W celu pokrycia kosztów drogiego przedsięwzięcia Godoy odwołał się do
ofiarności społecznej i założył loterię 256 . Przy innej okazji “Kurier Litewski”
wspom-niał o wmurowaniu przez Godoya kamienia węgielnego pod pomnik mający
upamiętniać pobyt hiszpańskiej pary królewskiej w Barcelonie257. Kiedy indziej zaś
wspomniał o odznaczeniu przez Godoya złotym medalem kapitana szwedzkiego
Terngrena za uratowanie przed Anglikami hiszpańskiego statku z 55 osobami na pokładzie258.
Prasa polska dawała pozytywny obraz Godoya nawet w okresach, w których
zdawał się tracić swą popularność w oczach rodaków. Z historiografii hiszpańskiej
Tamże nr 14, 15.02.1804, s. 165.
“Dodatek do Gazety Krakowskiej” nr 103, 24.12.1806, s. 1238; o wyprawie Balmisa wspomina też
“Gazeta Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” nr 3, 8.07.1805.
253
“Gazeta Krakowska” nr 54, 7.07.1805, s. 644.
254
Tamże nr 44, 3.06.1807, s. 522.
255
“Dodatek do Gazety Warszawskiej” nr 82, 13.10.1807, s. 1266.
256
“Kurier Litewski” nr 82, 13.10.1806.
257
Tamże nr 99, 10.12.1802.
258
Tamże nr 18, 30.08.1805.
251
252
wiemy, że po raz pierwszy znalazł się on w takiej sytuacji w grudniu 1792 roku,
czyli tuż po wyborze na urząd premiera 259. Wypominano mu wtedy młody wiek
(miał zaledwie 25 lat) i brak doświadczenia w kierowaniu sprawami państwa. O tej
kwestii wzmiankowała na wiosnę 1793 roku “Gazette de Varsovie” 260. Kolejny
ważny epizod w życiu Godoya, to podpisanie pokoju z Francją w Bazylei w 1795
roku. “Gazeta Południowo-Pruska” rozpisywała się na temat powszechnej radości
w całym państwie okazywanej przez społeczeństwo i hucznych uroczystościach
organizowanych z okazji zakończenia wojny 261 . W kontekście niezaprzeczalnego
wkładu Godoya w ustanowienie pokoju gazeta opublikowała wzmiankę o nadaniu
premierowi przez Karola IV dumnie brzmiącego tytułu Księcia Pokoju, dodając: na
“znak tego w herbie mieć będzie nad książęcą mitrą głowę Janusa z wieńcem dębowym”. W innym miejscu zamieściła notkę informującą, że na mocy osobnego
dekretu król pozwolił Godoyowi, “aby przed osobą jego, czyliby pieszo szedł lub
w powozie, albo konno jechał, zawsze przed nim chorągiew noszono, na której
wszystkie herby i ozdoby jego i godności wyrażone być mają”. I dodawała:
“reskrypt królewski w tej mierze sprawił w tutejszej Świętej Inkwizycji wielkie niezadowolenie. Uważa się bowiem za nieprawość nadawać człowiekowi śmiertelnemu
nazwisko Xięcia Pokoju”262. Doniesienie “Gazety Południowo-Pruskiej”, która jako
jedyna spośród polskich periodyków podała wiadomość o zaszczyceniu Godoya tym
tytułem, sprawiają więc wrażenie, że owo niezadowolenie kierowało się nie bezpośrednio przeciwko Księciu Pokoju, a raczej przeciwko wyniesieniu go do tej godności przez monarchę. Tymczasem wiadomo, że odium hiszpańskiej opinii publicznej
wymierzone było nie w Karola IV, ale w premiera.
W swej kilkunastoletniej karierze politycznej Godoy miewał utarczki z kilkoma
osobami z kręgów rządowych, m.in. z byłymi premierami – hrabią Floridablanką
i z hrabią Arandą. “Korespondent Warszawski i Zagraniczny” podsumowywał
ten fakt stwierdzeniem, że “Obrócone są oczy Hiszpanów na utarczkę: mocnego
ducha [w domyśle na Floridablankę i Arandę] z pięknością i przemocą”263. Kilka
miesięcy potem ten sam periodyk ukazał Godoya w charakterze rozjemcy,
który “wszystkich pogodził, jako najpierwszy faworyt za pośrednictwem królowej”264. Warto podkreślić, że w ciągu piętnastoletnich rządów Godoy często wchodził w konflikty ze swymi współpracownikami. Tymczasem polska prasa nic o tym
nie wspominała. Na próżno by w niej szukać informacji o głośnych w Hiszpanii
zatargach Godoya z ambasadorem hiszpańskim w Paryżu José Nicolasem Azarą czy
bankierem hiszpańskim, jego agentem w Paryżu, José Martinezem Hervasem.
Wręcz przeciwnie. Na łamach “Gazety Krakowskiej” zamieszczono, zdementowaną
259
260
261
262
263
264
Szerzej o tym zob. B. Obtułowicz, op. cit., s. 36–41.
“Gazette de Varsovie” nr XXVIII, 6.04.1793, s. 112.
“Gazeta Południowo-Pruska” nr 88, 4.11.1795.
Tamże nr 90, 11.11.1795 i nr 97, 5.12.1795.
“Korespondent Warszawski i Zagraniczny” nr 24, 24.03.1795, s. 589.
Tamże nr 99, 15.12.1795.
szybko, informację o rzekomej rezygnacji Godoya z pełnionych funkcji i przekazaniu ich właśnie Hervasowi265.
Kolejny powód do ożywienia dyskusji wokół Godoya dało odwołanie go przez
Karola IV z najwyższego urzędu w państwie 266. Doniesienia prasy polskiej potwierdzają trudności w jednoznacznej ocenie tej dymisji. “Gazeta Południowo-Pruska”,
“Gazeta Warszawska” oraz “Gazeta Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” podały, że przyczyną była nieugięta postawa premiera wobec nacisków Dyrektoriatu w sprawie wymuszenia od rządu hiszpańskiego zgody na zaatakowanie Portugalii, co byłoby równoznaczne ze zgodą na przemarsz wojsk francuskich przez
terytorium Hiszpanii267. W innym miejscu “Gazeta Warszawska” oraz “Gazeta Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” sugerowały, że Godoy odszedł z sekretariatu stanu dla ratowania Neapolu przed inwazją francuską. W uzasadnieniu
“Gazeta Warszawska” zamieściła refleksję nad całokształtem dotychczasowej polityki zagranicznej premiera. Wynika z niej, że Godoy dla utrzymania niepodległości
Hiszpanii prowadził niejasną politykę zarówno wobec Anglii, jak i Francji. Z tą
pierwszą zamierzał podpisać tajny sojusz, drugiej, wbrew wcześniejszym zobowiązaniom traktatowym, odmawiał pomocy militarnej. Dyrektoriat jednak odkrył jego
grę i oskarżył o współpracę z partią angielską w Neapolu. Skompromitowany premier na próżno interweniował w Paryżu. Dyrektoriat, niezadowolony z kolaboracji
dworu neapolitańskiego z wrogą Francji Anglią, uplanował zorganizowanie ataku na
wybrzeża neapolitańskie. Według “Gazety Warszawskiej”, w obliczu takiego zagrożenia Neapol miał zrzucić winę na Godoya, oficjalnego sprzymierzeńca Francji,
ostatecznie jednak “dla ocalenia Neapolu Godoy musiał ustąpić”268. W prasie polskiej omawiany problem nie doczekał się jednoznacznej oceny. Wątpliwości narastały. Dała temu wyraz “Gazeta Korespondenta Warszawskiegi i Zagranicznego”,
twierdząc, że:
Jest jeszcze wątpliwą kwestią, czy oddalenie Księcia Pokoju, to skutek niełaski, czy wypadku niektórych politycznych, jego osobiście tyczących się okoliczności. To powątpiewanie łatwo wziąść z tego, że osoby przez niego na urzędach osadzane nie tylko nie są
oddalone, ale przyjaciele jego najwięcej są promowani do prowadzenia interesów269.
Reasumując, obraz Godoya w przełomowym okresie jego kariery politycznej
wypadł pozytywnie. Przez prasę polską był postrzegany jako mąż stanu, który poświęcił urząd premiera dla ratowania Portugalii lub Neapolu, państw pozostających
we władaniu skoligaconych z Burbonami hiszpańskimi rodzin Braganzów i Burbo-
“Gazeta Krakowska” nr 88, 2.11.1803 i nr 90, 9.11.1803, s. 1073.
Szerzej o tym zob. B. Obtułowicz, op. cit., s. 88–89.
267
“Gazeta Południowo-Pruska” nr 33, 25.04.1798; “Gazeta Warszawska” nr 34, 27.04.1798, s. 513;
“Gazeta Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” nr 34, 27.04.1798, s. 135.
268
“Gazeta Warszawska” nr 35, 1.05.1798, s. 534.
269
“Gazeta Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” nr 34, 27.04.1798, s. 134.
265
266
nów neapolitańskich polityk, który nie tylko czynił przysługę Anglii, ale działał
zgodnie z interesem dynastycznym dworu madryckiego.
Odejście Godoya z sekretariatu stanu wywołało nową falę polemiki. W polskich
periodykach był przedstawiany tak samo jak w periodykach hiszpańskich, czyli jako
szara eminencja. Nie piastując żadnego urzędu posiadał przemożny wpływ na bieg
spraw państwowych. Prasa polska zauważała, że znaczenie i pozycja byłego premiera wzrosły niepomiernie. Wraz ze swą żoną, hrabiną de Chinchón, często odwiedzał dwór królewski, uczestnicząc w organizowanych tam uroczystościach i zabawach. “Książę Pokoju bawi ciągle na dworze królewskim w Aranjuez – donosiła
“Gazeta Południowo-Pruska” – u którego posiada to samo zaufanie co dawniej. To
zdaje się okazywać, że jego oddalenie z ministerstwa było dobrowolne” 270. Z kolei
“Gazeta Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” dostrzegła, że “nigdy w
czasach jego największego znaczenia nie widziano tyle ludu ubiegającego się u niego”271. Pojawiały się równocześnie głosy donoszące o utracie zaufania do Godoya
ze strony pary królewskiej 272. Na ogół jednak był przedstawiany w pozytywnym
świetle. Występował w roli towarzysza Karola IV i Marii Ludwiki oraz doradcy
swych następców na urzędzie premiera. Prasa polska m.in. opisywała, jak Godoy
odprowadzał konno parę królewską w drodze z Madrytu do letniej rezydencji w San
Ildefonso de la Granja; jak Karol IV obdarowywał go bogatymi prezentami w postaci
koni i pieniędzy i awansował do rangi Wielkiego Admirała Hiszpanii273. Według
“Gazety Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” Godoy utrzymywał
w tym okresie korespondencję z tymczasowym premierem Franciszkiem Saavedrą274. Kiedy natomiast urząd ten dostał się w ręce spokrewnionego z Godoyem Pedro Cevallosa de la Guerry, nowy premier codziennie odwiedzał swego stryja 275,
zapewne w celu omówienia bieżących spraw państwa.
Doskonałym pretekstem do oczerniania Godoya mogłoby być ujawnienie
intymnych relacji między nim a parą królewską. Tymczasem aż do roku 1808
Godoy w kontaktach z Karolem IV był ukazywany w sposób bardzo oficjalny, najczęściej w charakterze pośrednika między monarchą a jego poddanymi, zwłaszcza
członkami rządu, dowódcami wojskowymi, agentami politycznymi etc. Polegało to
na tym, że przekazywał im treść rozkazów królewskich 276 lub odwrotnie, powiada“Gazeta Południowo-Pruska” nr 37, 9.05.1798.
“Gazeta Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” nr 52, 29.06.1798, s. 235.
272
Tamże nr 84, 8.06.1798, s. 335; nr 98, 7.12.1798, s. 391; nr 16, 22.02.1799, s. 65 i in.
273
Tamże nr 31, 16.04.1798, s. 126; nr 73, 11.09.1798, s. 291; nr 102, 21.12.1798, s. 406 i in.
274
Tamże nr 59, 24.07.1798, s. 235.
275
“Dodatek do Gazety Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” do nr 9, 5.01.1801, s. 104.
276
Np. “Kurier Litewski” nr 24, 24.03.1807 i “Gazeta Krakowska” nr 1.03.1807, s. 194, podały, że Książę Pokoju jako generalissimus i Wielki Admirał posłał do wszystkich kapitanów-generałów rozkaz królewski, nakazujący strażom granicznym uważne strzeżenie granicy z Francją, przeprowadzanie kontroli
Francuzów wjeżdżających do Hiszpanii oraz zakaz wpuszczania Francuzów w wieku od 19 do 25 roku
życia.
270
271
miał Karola IV o informacjach pochodzących z raportów i doniesień wspomnianych
osób277. Podobnie rzecz się miała odnośnie do stosunków panujących na linii Godoy
– Maria Ludwika, o których to stosunkach czytelnicy polskiej prasy nie mieli jasnego wyobrażenia. Osoba królowej pojawiała się stosunkowo rzadko. Po zdymisjonowaniu Godoya w marcu 1798 roku “Gazeta Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” zwróciła uwagę, że nadzwyczajny szacunek, jakim otacza go społeczeństwo, “zdają się być rzeczą nader przeciwną do jego prywatnego pożycia w Aranjuez”278. W listopadzie pisała o wzroście popularności na dworze niejakiego Mallo279, nie wyjaśniając, że był to nowy kochanek Marii Ludwiki, czyli rywal Godoya.
Pół roku później donosiła o “otwartej wojnie między Księciem Pokoju a królową”,
przewidując, że “wkrótce dojdzie do zerwania między nimi” 280, ale podobnie jak
poprzednio bez bliższych szczegółów. Z drugiej strony relacje o zwycięstwach armii
hiszpańskiej w Wojnie Pomarańcz, o przesłaniu przez Godoya na ręce Marii Ludwiki gałązek drzewa pomarańczowego oraz o pobycie pary królewskiej w rodzinnym
domu w Badajoz281 nie pozostawiały cienia wątpliwości co do charakteru stosunków między Godoyem i królową, a zarazem również królem.
Doniesienia o wydarzeniach roku 1808, szeroko komentowane przez “Gazetę
Krakowską” i “Gazetę Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego”, skupiały
się głównie na Godoyu i Karolu IV, Marię Ludwikę pozostawiając na drugim planie.
Tak więc, według “Gazety Krakowskiej”, gdy w drodze do Bajonny Godoy otrzymał list od pary królewskiej pełen czułych słów, miał wyrazić szczególną wdzięczność tylko królowi282. Podczas przejazdu z Bajonny do Fontainebleau, a potem do
Compiègne, Godoy czuwał nad bezpieczeństwem króla i jego małżonki, jadąc
w osobnym powozie za królewską karocą 283 . W czasie pobytu w wymienionych
miejscowościach najczęściej widzimy go w towarzystwie obojga królestwa, rodziny
królewskiej albo samego tylko Karola IV. Spacerował z nim lub jeździł konno po
lesie wokół zamku w Fontainebleau i razem oddawali się polowaniu, ulubionemu
Np. od swych agentów Godoy otrzymał wiadomość, że kupcy angielscy nielegalnie wysyłają swe
towary na neutralnych okrętach do Kadyksu udając, że są to towary hiszpańskie. Niezwłocznie przekazał
ją królowi, proponując ukrócenie nadużyć przez ogłoszenie zakazu sprowadzania do Hiszpanii towarów
angielskich: “Gazeta Krakowska” nr 74, 15.09.1805, s. 880.
278
“Gazeta Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” nr 59, 24.07.1798, s. 253.
279
Tamże nr 84, 19.10.1798, s. 335.
280
Tamże nr 16, 22.02.1799, s. 65.
281
O pobycie hiszpańskiej pary królewskiej w Badajoz w 1801 roku zob. “Gazeta Krakowska” nr 61,
2.08.1801, s. 772 i nr 63, 9.08.1801, s. 746.
282
“Gazeta Krakowska” nr 44, 1.06.1808, s. 521.
283
“Dodatek do Gazety Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” nr 47, 11.06.1808, s. 614 i
“Gazeta Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” nr 48, 4.06.1808, s. 626.
277
zajęciu Karola IV284. Natomiast we trójkę uczestniczyli w codziennej mszy świętej
i oglądali wojskowe popisy młodzieńców ze szkoły rycerskiej w Fontainebleau 285.
Doniesienia z Hiszpanii utrzymane były w tonie przychylnym Godoyowi do
roku 1808. Załamanie przyszło wraz z wybuchem rewolucji w Aranjuez. Wówczas
Księcia Pokoju zaczęto kreować na zdrajcę, gwałciciela, złodzieja, łotra, sprzedawczyka. Czytelnicy dowiadywali się, że obalenie Godoya wywołało niebywały entuzjazm wśród Hiszpanów. Z tej okazji w miastach hiszpańskich dzwoniły dzwony
kościelne, śpiewano Te Deum, organizowano zabawy i palono portrety znienawidzonego faworyta. Według “Gazety Krakowskiej”, w rodzinnym mieście Godoya,
w Badajoz, miano zniszczyć chrzcielnicę, przy której został ochrzczony i zrujnować
jego dom, w którym ponoć znaleziono pieniądze z wizerunkiem Księcia Pokoju
i z napisem “Emanuel – cesarz Meksyku”286. Wszędzie krążyły uszczypliwe pamflety pod adresem “niekoronowanego władcy”, przedrukowywane we fragmentach
za prasą hiszpańską287.
Jak wytłumaczyć tę nagłą zmianę? Otóż dopóki Godoy znajdował się przy władzy, oficjalnie nikt nie miał prawa do krytyki poczynań. Chociaż na temat Księcia
Pokoju krążyło wiele plotek i uszczypliwych pamfletów, na ogół nie przedostawały
się one do prasy hiszpańskiej ani zagranicznej, z której obficie korzystali polscy
dziennikarze. Do wyjątku należy zaliczyć krótką wzmiankę zamieszczoną na łamach
“Gazette de Varsovie” o tym, jak Maria Ludwika odbywała spacery wzdłuż rzeki ze
swym amantem Godoyem. Jednak w tym konkretnym przypadku ostrze krytyki
skierowano przeciwko królowej. Poza tym informacja pochodziła z listopada 1791
roku, gdy Godoy odbywał na dworze służbę w charakterze gwardzisty, a urząd premiera piastował hrabia Floridablanka288.
Z rozmaitych oskarżeń kierowanych przez Hiszpanów pod adresem Księcia
Pokoju prasa polska eksponowała następujące: 1) dojście do władzy dzięki “łasce
królewskiej”, czyli protekcji monarchów; 2) sprawowanie nieograniczonej władzy;
3) złe zarządzanie państwem; 4) błędy w polityce zagranicznej; 5) nieuczciwe nagromadzenie ogromnego majątku; 6) nieuporządkowane życie prywatne. W omawianej kwestii najpełniej wypowiedziały się “Kurier Litewski” i “Gazeta Warszawska”. Znamienne, że stanęły one zdecydowanie po stronie Godoya, tłumacząc swe
racje w obszernych komentarzach. Są one tym cenniejsze, że ówczesna prasa inforTamże nr 51, 25.06. 1808, s. 665, nr 52, 28.06.1808, s. 683; “Gazeta Krakowska” nr 51, 26.06. 1808,
s. 604; “Gazeta Warszawska” nr 50, 21.06.1808, s. 821.
285
“Gazeta Krakowska” nr 49, 19.06.1808, s. 578, nr 50, 22.06.1808, s. 590; “Kurier Litewski” nr 49,
17.06.1808.
286
“Gazeta Krakowska” nr 45, 5.06.1808, s. 535.
287
“Dodatek do Gazety Krakowskiej” nr 36, 4.05.1808, s. 431 cytował fragment satyry, której tekst pokrywa się z tekstem oryginału przechowywanym w dziale rękopisów Biblioteki Narodowej w Madrycie
(sygn. R/62695/f.4).
288
Szerzej o tym zob. B. Obtułowicz, Poseł hiszpański w Warszawie Miguel de Cuber i jego troska o dobrą
sławę królowej hiszpańskiej Marii Ludwiki, [w:] Podróże po historii. Studia z dziejów kultury i polityki europejskiej ofiarowane Profesorowi Stanisławowi Grzybowskiemu, pod red. F. Leśniaka, Kraków 2000.
284
macyjna w obawie przed cenzurą unikała interpretowania faktów. Prześledźmy zatem, jakich argumentów używano do obrony Godoya. Odnośnie do pierwszego zarzutu stwierdzano, że przecież nikomu jeszcze nie zabroniono starać się o względy
panującego. W kwestii drugiej dawano wyraz przekonaniu, że nieograniczona władza nie jest występkiem i należy do zjawisk częstych w dziejach ludzkości. W
punkcie trzecim nie negowano, że “władzę, jaką posiadał [Godoy], mógł czasem
używać nie tak jak słuszność ścisła kazała, ale nigdy nie użył jej na szkodę ojczyzny”289
i mocno akcentowano, że zdecydowana większość błędów popełnionych przez
Godoya w polityce wewnętrznej i zagranicznej to rezultat szczególnie trudnej sytua-cji, w jakiej znalazła się wówczas Hiszpania i cała Europa. “Jeżeli w rządzeniu
Monarchią czasem błądził – tłumaczył “Kurier Litewski” – okoliczności tak trudne
były, że w podobnych zostając zląkłby się nawet Olivares”290. “Gazeta Warszawska” zwracała uwagę, że Godoy miał na swym koncie szereg sukcesów, które sprawiły, że w ostatecznym rozrachunku osiągnął stawiane przed nim cele, tj. nie dopuścił do rozpadu imperium hiszpańskiego i przez sojusz z Francją umocnił pozycję
Hiszpanii na arenie międzynarodowej291. Ze swej strony “Kurier Litewski” uświadamiał czytelnikom, że w czasie piętnastoletnich rządów Godoya Austria utraciła
znaczną część swych ziem, Prusy upadły do roli państwa podrzędnego, podobnie
Szwecja, Neapol, Sardynia, zaś Wenecja i Genua przestały być republikami. Natomiast Hiszpania, pominąwszy utratę Trynidadu i San Domingo, “stoi w zupełnej
całości”292. Co się zaś tyczy majątku Godoya, utrzymywano, że brakowało solidnych podstaw do oszacowania jego rozmiarów. Gdyby faktycznie dysponował majątkiem o łącznej wartości 500 mln franków, zdeponowanych w bankach Londynu,
Paryża i Genui, to wiedzieliby o tym bankierzy tych miast. Ponadto podana suma
wielokrotnie przewyższała roczny dochód Hiszpanii wynoszący średnio około 30
mln franków. Niepodobna zatem, aby w ciągu 15 lat Godoy zebrał tak ogromną
kwotę293.
Za pośrednictwem prasy do Polski docierały również plotki o sprawach osobistych faworyta hiszpańskiej pary królewskiej. W “Gazecie Krakowskiej” zamieszczono polskie tłumaczenie zredagowanego w Hiszpanii życiorysu Godoya, w którym podkreślano, że oprócz żony miał on nałożnicę o nazwisku Tudó i dzieci z nieprawego łoża294. W “Kurierze Litewskim” czytamy, że Hiszpanie wytykali mu
“dumę, płochość w postępkach i rozwiązłość w obyczajach”295. W odpowiedzi na to
“Kurier Litewski” nr 40, 16.05.1808.
Tamże nr 42, 23.05.1808. Takie samo porównanie znajdziemy “Gazecie Warszawskiej” nr 41,
21.05.1808, s. 669.
291
Tamże.
292
“Kurier Litewski” nr 39, 13.05.1808.
293
Tamże nr 39, 13.05.1808, nr 41, 20. 05.1808; “Gazeta Warszawska” nr 41, 21.05.1808, s. 673.
294
“Gazeta Krakowska” nr 34, 27.04.1808, s. 399.
295
“Kurier Litewski” nr 39, 13.05.1808.
289
290
redaktorzy “Kuriera” sugerowali oddzielenie życia prywatnego Godoya od jego odpowiedzialności za sprawy publiczne296.
Skąd takie nastawienie? Skąd wyrozumiałość dla popełnionych błędów? Niezwykle trudno jest wyjaśnić, dlaczego właśnie w roku 1808, gdy Godoy był ostro
krytykowany przez rodaków, znalazł obrońców w centrum Europy, wśród narodu,
którego przedstawiciele brali wówczas udział w inwazji na Półwysep Pirenejski,
m.in. po to, aby uniemożliwić mu powrót do władzy. Polacy jako sprzymierzeńcy
Francji napoleońskiej nie mieli potrzeby ujmować się za potencjalnym przeciwnikiem Bonapartego. Wprawdzie polscy dziennikarze korzystali z przedruków francuskich, ale niektóre komentarze były wyraźnie ich autorstwa. Wydaje się, że przyczyn tego zjawiska należy szukać m.in. w ograniczeniach narzucanych przez cenzurę,
która zawsze stawała po stronie legalnej władzy (Józef Bonaparte, który objął tron
po Karolu IV i Ferdynandzie VII, został Hiszpanom narzucony wbrew ich woli).
W prasie polskiej nie zabrakło pytań dotyczących tragicznego losu Godoya
i obaw o jego przyszłość. “Gazeta Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego”
na podstawie dwóch doniesień z Hiszpanii, zawierających opis przebiegu rewolucji
w Aranjuez, postawiła retoryczne pytanie o przyczyny i okoliczności dojścia
Godoya do władzy absolutnej297. Z kolei “Kurier Litewski” snuł rozważania nad możliwościami odzyskania przez Godoya dawnej pozycji w państwie. Ostatecznie doszedł do wniosku, że taka ewentualność była mało prawdopodobna, bo gdyby nawet
Godoyowi udało się ponownie ująć ster rządów w swe ręce, występowałby jako
człowiek znienawidzony przez naród i mógłby szukać zemsty za upokorzenia doznane w Aranjuez. Ponadto wysunął śmiały pogląd, że upadek Godoya uratował
Hiszpanię przed “rewolucją gminną” 298.
W podobny sposób oceniały wydarzenia w Aranjuez “Gazeta Krakowska”
i “Gazeta Warszawska”. Pierwsza podtrzymywała opinię “Kuriera Litewskiego”
w kwestii przełomowego znaczenia odsunięcia Godoya od władzy, twierdząc, że
w ostatecznym rozrachunku powszechna nienawiść społeczeństwa do byłego premiera i nieudolności Księcia Asturii pozwoliły Hiszpanii uniknąć rewolucji. Gdyby
któryś z nich zyskał poparcie społeczne i stanął na czele powstańców, wtedy kraj
niechybnie pogrążyłby się w wojnie domowej 299. Druga zasługę uratowania Hiszpanii przed rewolucją przypisała interwencji wojsk napoleońskich 300. Pamiętajmy, że
“Gazeta Warszawska” była naczelnym organem prasowym Księstwa Warszawskiego utworzonego dzięki Napoleonowi, zaś w armii francuskiej, która wkroczyła na
Półwysep Pirenejski, znajdowało się wielu Polaków. Stąd nastawienie pronapoleońskie. Przy tej okazji warto powtórzyć za “Gazetą Krakowską, że nie kto inny, jak
tylko szwadron lekkiej jazdy polskiej tworzył przednią straż hiszpańskiej pary kró296
297
298
299
300
Tamże.
“Gazeta Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” nr 44, 31.05.1808, s. 573–574.
“Kurier Litewski” nr 42, 23.05.1808.
“Gazeta Krakowska” nr 38, 11.05.1808; nr 44, 1.06.1808, s. 522.
“Gazeta Warszawska” nr 41, 21.05.1808, s. 661.
lewskiej udającej się z Bajonny do Compiègne. Z polecenia cesarza Napoleona mieli
oni pełnić służbę przy Karolu IV podczas jego pobytu w tym mieście 301. Natomiast
wspomniana opinia “Gazety Krakowskiej”, wydawanej w Krakowie, podówczas
znajdującym się w granicach cesarstwa austriackiego, była powieleniem opinii krążących w Hiszpanii. Prawdopodobnie tym razem redaktorzy korzystali z gazet hiszpańskich lub francuskich. Przemawiałby za tym fakt, że powoływali się na doniesienia z Bajonny. Co się zaś tyczy obaw o wybuch rewolucji w Hiszpanii i na kontynencie, to były one powszechne w całej Europie. Zrozumiałe więc, że podzielali je
również redaktorzy liberalnego “Kuriera Litewskiego”, patriotycznej “Gazety Krakowskiej”, a zwłaszcza konserwatywnej ” Gazety Warszawskiej”.
Chociaż stopień wiarygodności polskiej prasy z lat 1792–1808 był wysoki, zdarzały się pomyłki i nieścisłości. W większości przypadków należy je przypisać zagranicznym źródłom informacji, z których obficie korzystali polscy dziennikarze.
Przykładowo, omawiane periodyki polskie podały jako datę podpisania w Badajoz
traktatu pokojowego między Hiszpanią, Francją a Portugalią dzień 8 czerwca 1801
roku302. Sprawa jest tym bardziej intrygująca, że istotnie został on zawarty tego dnia,
ale Godoy oficjalnie podał, że nastąpiło to dwa dni wcześniej, czyli 6 czerwca (ta
data widniała na traktacie pokojowym). Według źródeł hiszpańskich o antydatowaniu wiedzieli tylko sygnatariusze układu, czyli Godoy, Lucjan Bonaparte i minister
portugalski Pinto de Souza. Jaką zatem drogą dotarła na ziemie polskie wiadomość
o zakulisowych działaniach Godoya i Lucjana w 1801 roku? Odpowiedź na to pytanie jest niezwykle trudna i wymaga szczegółowych badań. Podobna uwaga dotyczy
proklamacji ogłoszonej przez Godoya 6 października 1806 roku. Do dzisiaj historycy nie potrafią dać jednoznacznej odpowiedzi, przeciwko jakiemu państwu została
ona skierowana: przeciwko Francji, Anglii, czy Portugalii? 303 Godoyowi zależało na
zatuszowaniu sprawy, podał do publicznej wiadomości, że miał na myśli Portugalię,
w takiej też postaci wiadomość ta dostała się do polskiej prasy304.
Można by wreszcie zastanawiać się nad motywami zainteresowania prasy polskiej osobą i polityką Godoya. Nie zapominajmy, że lata 1792–1808 to okres przełomu w dziejach obu krajów. Dla Polski był to najpierw czas walki o utrzymanie
niepodległości, potem zaborów i od 1807 roku Księstwa Warszawskiego. Dla Hiszpanii schyłek ancien régime‟u, przekreślenie nadziei na odbudowę utraconej mocarstwowości, groźba dostania się w orbitę zależności Francji lub Anglii oraz coraz
realniejsze niebezpieczeństwo rozpadu zamorskiego imperium. W epoce rozbioro“Gazeta Krakowska” nr 54, 6.07.1808, s. 640; nr 59, 23.07.1808, s. 701.
“Gazeta Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” nr 56, 14.07.1801, s. 664; “Kurier Litewski” nr 54, 10.07.1801; “Dodatek do Gazety Krakowskiej” do nr. 56, 15.07.1801, s. 668; “Dodatek do
Gazety Warszawskiej” do nr. 56, 14.07.1801, s. 985.
303
Dokładne informacje na ten temat zob. B. Obtułowicz, Manuel Godoy..., s. 177–179.
304
“Gazeta Poznańska” nr 95, 19.11.1806; “Gazeta Warszawska” nr 94, 25.11.1806, s. 1474, nr 95,
28.11.1806, s. 1487; “Kurier Litewski” nr 91, 14.11.1806; “Gazeta Krakowska” nr 91, 12.11.1806,
s. 1084.
301
302
wej zainteresowanie Hiszpanią było tym większe, że Hiszpania i Polska utrzymywały stosunki dyplomatyczne. Rząd polski wiązał nawet pewne nadzieje na zahamowanie procesu rozbiorowego z pomocą króla hiszpańskiego. Pod koniec XVIII
wieku Hiszpania autentycznie była zainteresowana rozwojem sytuacji w Polsce.
Należy jednak pamiętać, że Madryt traktował sprawę polską zawsze w kontekście
swych aktualnych stosunków z państwami rozbiorowymi305. Natomiast w epoce napoleońskiej oba kraje zbliżały nadzieje wiązane z Napoleonem. Godoy sądził, że
dzięki sojuszowi z Francją utrzyma jedność imperium i niepodległość metropolii. Ze
swej strony Polacy liczyli na rychłą odbudowę suwerennej Polski. Zarówno w Polsce, jak w Hiszpanii brakowało w tamtych czasach wybitnego polityka o silnej osobowości, wokół którego skupiłby się naród. W obu przypadkach ułatwiło to Napoleonowi realizację jego własnych celów politycznych pod przykrywką wspierania
interesów Polaków i Hiszpanów. Pierwsi ofiarowali mu swe dzielne wojsko, drudzy
flotę, zaś on sam poprzestał na złudnych obietnicach.
Obraz Godoya prezentowany w prasie polskiej niewiele odbiegał od wariantu
przedstawianego przez prasę innych krajów, zwłaszcza hiszpańską i francuską. Generalnie jednak do Polski docierało zdecydowanie mniej “nowinek” na temat sytua-cji w Hiszpanii. Stąd pomimo uwzględnienia przez polskie periodyki, wielu
aspektów wszechstronnej działalności Godoya jego postać nie została w pełni zaprezentowana. W dużej mierze należy to usprawiedliwić cenzurą nie zezwalającą na publikowanie np. wiadomości o życiu prywatnym władców i wysoko postawionych osobistości państwowych. Z tej samej przyczyny nie zauważamy różnic w sposobie przekazywania informacji o Godoyu przez periodyki o odmiennej orientacji politycznej.
Polski czytelnik nie otrzymywał bliższych wiadomości na temat cech charakteru
Księcia Pokoju czy sposobu jego zachowania w różnych sytuacjach “Gazeta Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” raz tylko podała, że “Książę Pokoju
z powodu grabienia fregat hiszpańskich pozwolił sobie na bardzo ostre wyrazy
sprzeciwu wobec rządu angielskiego i nawet bardziej się uniósł w obecności Lorda
Withworth niż Bonaparte”306, co by wskazywało na jego impulsywny charakter. Nie
sądzę wszakże, aby zainteresowanie postacią Godoya wymagało aż tak szczegółowych informacji. Zapewne przez przeciętnego czytelnika Godoy był postrzegany
jako jeden z wielu spośród ówczesnych mężów stanu. Najlepszy dowód, że w polskiej literaturze przedmiotu pojawia się on sporadycznie. Stosunek Polaków do
Godoya i do Hiszpanii w ogóle miał ulec zmianie dopiero od 1808 roku pod wpływem uczestnictwa polskich oddziałów w inwazji na Półwysep Pirenejski. Śladów tej
zmiany należy szukać zarówno w prasie, jak we wspomnieniach polskich uczestników walk w wojnie o niepodległość Hiszpanii 307. Jednak już sam fakt poświęcenia
Szerzej o tym zob., B. Obtułowicz, Hiszpania wobec trzeciego rozbioru Polski, złożone do druku
w “Przeglądzie Historycznym”; taż, Konfederacja targowicka i drugi rozbiór Polski w relacjach dyplomatów hiszpańskich, “Przegląd Historyczny” t. XCI, 2000, z. 3, s. 367–380.
306
“Gazeta Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” nr 13, 12.02.1801, s. 151.
307
Np. S.P. Sułkowski, Listy do żony z wojen napoleońskich, Warszawa 1987; K. Wojciechowski, Pamiętniki moje w Hiszpanii, Warszawa 1978; D. Chłapowski, Pamiętniki, Lublin, 1986.
305
Godoyowi przez prasę polską stosunkowo dużo miejsca świadczy, że postrzegany
był przez Polaków jako osoba reprezentatywna dla sytuacji i wydarzeń, jakie rozgrywały się w tym czasie w Hiszpanii.
The Image of Manuel Godoy in the Polish Press
at the Turn of the 18th and 19th Centuries
Abstract
The article aimed at presenting Manuel Godoy, whose image was outlined in the Polish
press during the period 1792-1808. Reports from Spain included in the Polish press focused
on the political situation in the country and in that perspective the Spanish Prime Minister was
described as a statesman, political figure and a diplomat. Godoy‟s efforts in internal politics
and culture, science, art, education and economy were extensively commented upon. Much
has been written about his achievements in the military and defence systems of the country.
The Polish press revealed the intimate aspects of his private life, his relationships with the
Royal couple, that is Charles IV and Mary Louis, and also alleged reasons for his removal
from the highest office in the country. Moreover, grounds for a general antipathy, or even
hatred of the Spaniards towards the Royal couple‟s favourite were considered, and his tragic
fate after the Aranjuez revolution in 1808 was analysed.
Annales Academiae Paedagogicae
Cracoviensis
Folia 3
Studia Historica I (2001)
Ida Zubácka
Wpływ działalności oświatowo-wychowawczej
Ludovita Stura i jego naśladowców
na kształtowanie się
słowackiej świadomości narodowej w XIX wieku
Wśród narodowości zamieszkujących tereny królestwa węgierskiego Słowacy – z powodu braku tradycji państwowej – najsilniej dotknięci zostali madziaryzacją. Rozpoczęła
się ona od uchwały sejmu stavovskiego z lat 1790–1791, nakazującej używania języka węgierskiego w życiu publicznym. Z czasem tendencje te uległy nasileniu, przybierając od lat
trzydziestych XIX wieku skrajne formy, a osiągnęły apogeum na przełomie XIX/XX wieku. Wywoływało to sprzeciw i nieufność wśród opozycyjnie nastawionej części szlachty
węgierskiej, co skwapliwie wykorzystywała administracja cesarska w Wiedniu. Początki
formowania się nowożytnego narodu słowackiego datują się na lata trzydzieste i czterdzieste XIX wieku i odbywały się w wyjątkowo trudnych warunkach. Szlachta słowacka, reprezentująca niekiedy prowęgierskie stanowisko, odnosiła się do rozwoju ruchu narodowego z rezerwą, a niekiedy wręcz wrogo. Jej postawę tak scharakteryzował Benjamin
Cernák:
Neņ při tom byla jim na pomoci i slovenská ńlechta, která ospanlivá a k národnosti
slovenské z největńí ĉástky vņdy lhostejná a na maďarskou stranu toumyńlenkou panující,
ņe Uhorsko jen kdyņ maďarské bude, ńťastné bude, převábiti se snadno dala308.
Burżuazja w miastach słowackich była w większości pochodzenia niemieckiego
i węgierskiego, a słowackie mieszczaństwo, nieliczne i słabe gospodarczo, żyło na
poziomie zbliżonym do średniej szlachty. Zacofanie ludności wiejskiej i jej mała
308
B.P. Cervenák, Zrčadlo Slovenska, Peńť 1844, s. 123.
świadomość sprawiły, że walkę o niezależność narodową podjęła inteligencja, która
przewodziła rodzącej się burżuazji i organizowała słowacki ruch narodowy.
Aktywność polityczna młodego pokolenia Słowaków rozpoczęła się w 1840
roku, kiedy to władze zezwoliły na jej prowadzenie. Jednakże bezskuteczne akcje
składania petycji w latach 1840, 1842 i 1844 ukazały słabość słowackiego ruchu
narodowego. Dlatego Ľ. Ńtúr i skupieni wokół niego działacze świadomi, że podstawą narodu jest lud, dostrzegli konieczność podźwignięcia go z upadku i włączenia do działalności patriotycznej.
W latach czterdziestych XIX wieku proces kształtowania się narodowości niewęgierskich wszedł w decydująca fazę. Zalegalizowanie języka słowackiego sprzyjało rozwojowi i demokratyzacji ruchu narodowego. By pozyskać ludność wiejską,
należało podnieść poziom jej wykształcenia, co bez znajomości języka i pisma było
niemożliwe. Tak więc upowszechnienie języka narodowego odegrało zasadniczą
rolę w kształtowaniu się nowoczesnego narodu słowackiego.
Niepowodzenia akcji politycznych, rozbite “centra gravitatis”, usunięcie Ľ. Ńtúra
z liceum w Bratysławie oraz nasilenie madziaryzacji (1844) świadczyło, że należy
przeciwstawić się naciskowi węgierskiemu. Młode pokolenie uważało, że obrona
będzie wtedy skuteczna, gdy jako działacze ruchu narodowego otrzymają masowe
poparcie. Należało zatem pozyskać studentów, inteligencję, a przede wszystkim
chłopów. Była to jedna z przyczyn, dla której założono dwa stowarzyszenia, których
celem była intensywna praca oświatowa i wychowawcza na wsi: Tartina oraz Jedność Młodzieży Słowackiej.
Wraz z powstaniem warunków dla szerszego poparcia ruchu narodowego następowała demokratyzacja jego programu politycznego. Zwolennicy radykalnych
zmian skupili się wokół “Słowackiej Gazety Narodowej”, a ich stanowisko na forum
węgierskiego parlamentu reprezentował Ľ. Ńtúr. Natomiast pojednawczą postawę
zajęło umiarkowane skrzydło, a zasadniczym punktem sporu był stosunek do poddaństwa (całkowite bądź częściowe jego zniesienie).
Kiedy sejm węgierski nie zajął się naglącą sprawą ruchu narodowego, działacze
słowaccy podjęli bardziej stanowcze kroki. W Mikulaszu ogłoszono Żądania narodu
słowackiego, które spotkały się ze zdecydowaną reakcją ze strony władz węgierskich. Formułując program pracy wychowawczej i oświatowej, stawiali sobie za cel
zmianę stosunków feudalnych na wsi jak też ukształtowanie niezależnego narodu
słowackiego. W działalności oświatowej nawiązywali m.in. do doświadczeń J. Fán-dlyka, J. Kollára; sięgano także po metody stosowne w krajach europejskich, zmodyfikowane do miejscowych warunków, duży nacisk położono na organizowanie wycieczek, kół śpiewaczych, zabaw oraz przedstawień teatralnych. Pracę oświatowo-wy-chowawczą starano się rozwijać także wśród mieszczaństwa, studentów i inteligencji.
Często w działalności kulturalnej i oświatowej kierowano się przesłankami
ideowymi. Przyczyny biedy na wsi upatrywano przede wszystkim w braku wykształcenia jej mieszkańców. W tym czasie dominowało przekonanie, że: “národná
otázka je vo svojej podstate roľníckou otázkou, pretoņe roľnictvo tvorí hlavnú masu
národa”309. By skuteczniej pomagać wsi, przeciwstawiać się wyzyskowi, niezbędne
okazało się wzbogacenie działalności oświatowej o treści polityczne.
Organem prasowym działaczy stała się “Słowacka Gazeta Narodowa”, ukazująca się od 1 sierpnia 1845. Jej założycielem był Ľ. Ńtúr, a w zespole redakcyjnym
pracowali: Bohuslav Nosák, Peter Kellner-Hostinský, Móric Jurecký, Ľudovit Dohnány i Janko Ńtúr. Pismo redagowane było nowocześnie, miało dobre kontakty ze
społeczeństwem i było zorientowane w jego problemach. Z początku unikano dyskusji i polemik na tematy polityczne i narodowe z obawy przed ingerencją cenzury.
Zaważyło także stanowisko samego założyciela gazety, starającego się unikać
wszelkich działań utrudniających integrację młodego jeszcze ruchu narodowego.
“Słowacka Gazeta Narodowa” zachęcała do podnoszenia wykształcenia i stała
się na wsi popularyzatorem wiedzy, sposobów racjonalnego prowadzenia gospodarstwa, warsztatu rzemieślniczego oraz ruchu spółdzielczego. Poddawano krytyce
przywary społeczeństwa, a Ľ. Ńtúr wielokrotnie w swoich tekstach zwracał uwagę
na konieczność rozwoju kulturowego i narodowego, tak aby stać się użytecznym dla
społeczeństwa. Wyraził to następująco:
nestaĉí vedieť a robiť len to, ĉo predkovia vedeli a robili, nie je dosť len s niņńími rmeslami a i to bez ďalńích známostí sa zaoberať , nie je dosť známostí ku stavu a povolaniu
svojmu len po ńkolách si zazbierať a cez celý ņivot len na tom, mysliac si, ņe s málom
spokojný je ńťastný, prestávať..., ne je dosť len knihy náboņenské a daktoré verńe alebo
básne spisovať a vydávať nie je dosť toť len knihu dajakú kúpiť a dakedy, keď vôľa ĉloveka nadíde, v nej sa preberať – o moc viac náń terajńi ĉas ņiada, o moc väĉńie ako dake310
dy boli potreby .
Rozwój oświaty miał być pomocny nie tylko przy prowadzeniu gospodarstwa,
lecz także w zwalczaniu przeżytków społecznych, miał też obudzić zainteresowanie
problematyką narodową.
Jedną z form realizacji tego celu stawała praca oświatowa, którą w pierwszej
kolejności zamierzano objąć dzieci i młodzież 311. Jednakże trudna sytuacja materialna słowackiej wsi była jedną z głównych przeszkód, na jaką szturowcy napotykali najczęściej. Bieda i niedostatek kształtowały mentalność i postawy chłopów.
Szkółki niedzielne, biblioteki i kółka czytelnicze
Upowszechnianie oświaty rozpoczęto od tworzenia szkółek niedzielnych na
wsiach i w miastach. Miały one ściśle określony program, cel i metody pracy. Kiedy
w 1845 roku węgierska Rada Królewska wydała zarządzenie dotyczące zasad orga309
310
311
Ľ. Ńtúr, Ţivot a dielo 1815–1856. Zborník materiálov z konferencie HÚSAV, Bratislava 1956, s. 171.
Ľ. Ńtúr, Politické state a prejavy, Bratislava 1954, s. 45–46.
Zob. Ľ. Bakoń, Štúr ako vychováteľ a bojovník za slovenskú školu, Bratislava 1957.
nizowania tego typu placówek, kładąc nacisk przede wszystkim na kształcenie zawodowe, “Słowacka Gazeta Narodowa” określiła ten program jako: “nám ňeďelnje
ńkoli sú takje ústavi, ktorje národnosť, vzďelanosť a pospolitosť za heslo majú” 312.
Kształcenie w szkółkach niedzielnych odbywało się dwustopniowo – na początek uczono podstaw czytania, pisania, rachunków i religii. W drugim, wyższym etapie, w języku ojczystym, zapoznawano uczniów z zasadami matematyki, podstawami nauk przyrodniczych, historii z etnografią, prawa, handlu oraz sprawami dotyczącymi gospodarowania. Zajęcia prowadzone były w czasie dogodnym dla słuchaczy. Szkółki odwiedzali w niedzielne popołudnia jesienią, a najczęściej zimą. Zajęcia prowadzili nauczyciele i księża.
Przy każdej szkółce niedzielnej istniała biblioteka, która utrzymywała się z
“z príňesjek (der Betrag) peňaņitích samích poslucháĉov ňeďelních prednáńaňí,
ktorje príňeski pravda velmi malje bi biť museli” 313. Księgozbiór powiększano poprzez dary oraz zakupy. Organizatorzy liczyli na zainteresowanie i wsparcie szkółek
przez ziemiaństwo.
Strukturę organizacyjną i program szkółek niedzielnych opracowali czołowi
działacze ruchu narodowego. Josef Miroslav Hurban (Prawa brezovskej szkółki niedzielnej, 1842) tak określił ich zadania:
Ńkola táto má teda sľuņiť vzdelávaniu tým, ktorí väĉńinou si váņia uńľachtilú zábavu
v pouĉení sa záleņiacu, neņ rozkońe. lenivenie a zaháľanie. Prenáńanie alebo uĉenie
v nedeľu a sviatky miesto majúce budú ale v tomto sa pohybovať: Bude sa prednáńať´
vńetko, ĉo by mohlo napomôcť známosti roľníke, hospodárske, remesnícke, kupecké;
potom sa bude vypravovať z histórie svetskej uhorskej krajiny a aj z histórie národa slslovanského; budú sa ďalej prednáńat´ ņivotopisy slávnych muņov, ktori vel´ke a slávne
skutky na svete vykonali; budú sa tieņ mravné a náboņenské priíkladi privádzať, a pritom
sa nezabudne ani na nové skúsenosti a nálezky v remeslách, obchode, kupectve, atd´. ánáno, ani na zdravie a potreby domáce, takņe kaņdý ĉlovek bude môcť nájst´ tuto pouĉe314
nie, poteńenie seba samého .
Paragraf piąty dotyczył biblioteki, będącej kamieniem węgielnym szkółki niedzielnej oraz ustalał jej regulamin. Dla sprawnego funkcjonowania:
1. Knihovník má kľuĉ od kniņnice, zapisuje darované a kúpene knihy do „menoslovu‟
(rozumej kniņný katalóg), vydáva ich ĉitateľom a späť prijíma, stará sa o pokladnicu,
kaņdéhopol roka prijaté a vydané penize vyuĉtúva a o to sa s prednostom (ĉiņe riaditeľom
kniņnice a nedeľnej ńkoly) svedomite usiluje, aby kniņnica rásla. Preto obidvaja spolu
dluņníkov napomínajú, za prijaté knihy menom ńkoly ďakujú, kniņnicu odporúĉajú a tak
správu kniņnice vedú.
312
313
314
“Slovenskje národňje novini”,2, 1846, ĉ. 145 (dalej cyt. SNN).
SNN, 1:1845, ĉ. 6.
Ń. Pasiar, Z dejín ľudovýchovy do roku 1918, Martin 1952, s. 63–64.
2. Prednosta dohliada na kniņnicu, stará sa o poriadok v platení, verejne ĉitané
a schválené úĉty podpisuje, pińe si s dobrodnicami kniņnice, knihovníkovi vo vńetkom
vychádza v ústrety a radou mu pomáha.
3. Kaņdý ĉlen má právo poņiĉavať si aby sa aj s tým kniņnica napomáhala, ustanovuje sa,
aby kaņdú knihu poņiĉanú na týdeň ńajnový grajciar zaplatil.
4. Nezabraňuje sa poņiĉivať knihy ani neĉlenom, ba ani ľuďom, ktori bývajú von z Brezovej. Lenņe pre nich je vyńńí poplatok a to 6 grajciarov na týņdeň. Ak by si vńak
vypoņiĉiavateľ knihu vyńe miesiaca, povinný je týņdenne zaplatiť 9 grajciarov.
5. Nikto si nesmie ponechať knihu vyńe mesiaca, vyjmúc, ņe by to oznámil, alebo si
khnihu prepísať dal.
6. Strarenú knihu musí prinavrátiť, alebo za ňu zaplatiť, ten kto si ju poņiĉal. Ak sa kniha
pońkodí, musí dať opraviť ten, komu sa vydala.
7. Spomedzi ĉlenov sa volí revízor, ktorý s prednostom doma úĉty prehliada a verejne
podpisuje315.
Przytoczony regulamin został nie tylko dobrze zredagowany, ale i przemyślany,
dlatego stosowano go w większości bibliotek ludowych.
Pierwsza szkółka niedzielna na Słowacji powstała w Hornej Súĉi (1834), a jej
założycielem był Michal Reńetka. Na początku miała charakter kościelny i dopiero
od 1845 roku uległa laicyzacji, dostosowując się do ówczesnych oczekiwań i potrzeb środowiska. Natomiast inny charakter miała założona przez Ńtefana Závodníka
placówka w Veľkej Divinie. Uczęszczała do niej najzdolniejsza młodzież, którą
przygotowywano do pracy wychowawczej w szkółkach niedzielnych. W 1846 roku
założono szkółkę niedzielną w Pukanci (dla katolików i protestantów), do której
uczęszczało ponad 50 uczniów. Władze miasta, zainteresowane ożywieniem miejscowego rzemiosła, wsparły szkółkę w ten sposób, że “ňikdo prepusťení, ňikdo za
majstra prijatí ňebuďe kto svedectvo z ňeďelnej ńkoli ňepreukäņe. Takto sa slávna
vrchnosť pukanská zaujíma o ústavi k pozdvihňuťú mesta smerujúce” 316. Ta dobrze
prosperujaca placówka przetrwała do 1848/1849.
Popierająca tę formę działalności oświatowej “Słowacka Gazeta Narodowa”
zamieszczała na swych łamach informacje o powstających szkółkach. Dla przykładu
wymienię nazwy niektórych wsi, nazwiska założycieli i rok powstania szkółek:
Brezová – Josef Miroslav Hurban (1842), Hlboké (1842), Veľká Divina – Ńtefan
Závodník (1842), Peńť – Ján Kadavý i Ján Kollár (1842), Zemianske Podhradie –
Ondrej Hlaváĉ (1842), Uhronec – Karol Modráni (1845), Sobotińte – Samuel
Jurkoviĉ (1845), Tisovec – Ńtefan Daxner (1845), Ratková – (1845), Kńinná (1845),
Vaņec (1845), Hodruńa (1845), Príbelec – Ján Rotarides (1846), Pukanec – Ján Holuby (1846), Nové Mesto nad Váhom (1846), Nemecká Ľupĉa – obecnie Slovenská
Ľupĉa (1846), Oslany (1846), Vel´ká Poloma (1847), Modra (1847), Pitvaroń
(18470, Banská Ńtiavnmica (1847), Stredné Plachtince (1847)317.
J.M. Hurban, Slovo o Spolkách Mjernosti a Školích Nedeľných, Banská Bystrica, s. 46.
SNN, 3:1847, ĉ. 228.
317
SNN, 1–3:1845–1847, poszczególne numery. Przy niektórych szkółkach niedzielnych nie udało się
ustalić nazwisk założycieli.
315
316
Upadek “Gazety”, wydarzenia okresu Wiosny Ludów oraz postępy madziaryzacji spowodowały zawieszenie działalności szkółek niedzielnych w wielu miejscowościach. Efekty pracy w szkółkach niedzielnych zależały w dużej mierze od działalności i zasobności zbiorów bibliotecznych, które nie tylko ułatwiały zdobywanie
wiedzy, lecz także kształtowały świadomość społeczną i pomagały przeciwstawić
się narastającej madziaryzacji. Przy bibliotekach najczęściej zakładane były kółka
czytelnicze, choć nie było to regułą. Doceniając te formę działalności oświatowej
planował Ľ. Ńtúr założenie oficyny, zajmującej się wydawaniem książek o tematyce
historycznej, przyrodniczej i społecznej. Myślał także o utworzeniu czasopisma
poświęconego oświacie wiejskiej, lecz zamiar ten nie został zrealizowany z powodu
braku środków finansowych.
Zakładanie bibliotek ludowych i stowarzyszeń czytelniczych napotykało na
liczne trudności, m.in. brak zainteresowania książką u ludzi na co dzień zajmujących
się uprawą roli, ustawiczne kłopoty finansowe czy postawę władz węgierskich, które
niezbyt przychylnie patrzyły na rozwój słowackiej kultury. Innym poważnym problemem stał się brak wystarczającej liczby książek oraz odpowiedniej ich dystrybucji. Ľ. Ńtúr proponował, by w większych miastach utworzyć ośrodki zajmujące się
gromadzeniem i rozprowadzaniem literatury. Planowano założyć je w Bratysławie,
skąd następnie zamierzano rozprowadzać książki na terenie południowej i zachodniej części Słowacji, a także w Słowenii i na Chorwacji; w Bańskiej Bystrzycy – dla
północnej i wschodniej Słowacji; oraz w Liptowskim Mikulaszu 318. Należy żałować,
że realizacja tego projektu nie doszła do skutku.
Na stronicach “Słowackiej Gazety Narodowej” często spotkać można następujące narzekania: “za ĉím duńe nańe túņa a ĉo bi nám sili dodalo (t.j. kňihiako priaťel
ludu, zorňiĉka, zlatňica atď.) to z ňikadial tuná ňemuoņeme obdarņať”319. Szturowcy
proponowali, by wydawnictwa książek słowackich miały własnych kolporterów,
którzy by książki promowali i sprzedawali. Natomiast pisarzom sugerowano, by
zamieszkali w miastach, w celu, “spolky a vzájomné zhovory zakladali a tak pomaly
samostatnosť slova verejného tvorili320. W planach znajdowało się także zakładanie
księgarń z wystarczającą liczbą tytułów i egzemplarzy książek słowackich oraz czeskich. W realizacji tych zamierzeń – obok trudności materialnych, przeszkodą była
także niechętna postawa władz węgierskich. W tej sytuacji dystrybucją książek,
czasopism i gazet zajęli się niektórzy działacze narodowi (Zoch, Hrebenda, Belopotocký i in.), a także studenci.
Na przekór trudnościom i kłopotom na Słowacji powstawały biblioteki wiejskie.
W niektórych miejscowościach zakładano je wraz ze szkółkami niedzielnymi,
w innych natomiast to właśnie powstanie biblioteki przyczyniło się do tworzenia
szkółek niedzielnych. Tak było np. w Vaņci. W 1845 roku rozpoczęto organizowanie biblioteki przy szkółce niedzielnej w Pertovici, co było możliwe dzięki darowiźnie Ńtefana Homoli w wysokości 20 złotych na zakup księgozbioru. W tym samym
318
319
320
SNN, 2:1846, ĉ. 146.
SNN, 4:1848, ĉ. 278.
SNN, 2:1846, ĉ. 135.
roku utworzono czytelnię w Nemeckej Ľupĉi (Slovenská Ľupĉa). Mieszkańcy miast
gromadzili się po domach czytając najczęściej “Słowacką Gazetę Narodową”.
W 1846 roku utworzono szkółkę niedzielną i bibliotekę, przy wydatnej pomocy ze
strony mieszkańców (dary książkowe). W 1845 roku Tomań Hromada założył
bibliotekę słowacką w Hranici, która “svoju veľkoduchou ńtedrosťou tak rozmnoņil,
ņe uņ dosiaľ znamenitou zásobou rozmanitých slovenských diel je zaopatrená”, jak
donosiła “Słowacka Gazeta Narodowa” 321.
Dobrze działająca szkółka niedzielna w Modrej domagała się utworzenia biblioteki i czytelni. Niebawem czytelnia upadła, a jej księgozbiór został przyłączony
do innej miejscowej instytucji. Przykład Modrej dobitnie ilustruje, jak niepewny był
los tworzonych ofiarnością społeczeństwa instytucji kulturalnych. Były student –
Ľ. Rizner – tak wspominał ten okres:
Na vlastné oĉi som videl roku 1864, keď somtam ńtvrtú triedu gymnaziálnu dokonál, jako neńeredno sa s kniņnicou tou zacholilo, kaņdý urobil s knihami to, ĉo sa mu ľúbilo
a nik sa proti tomu neohlásil. Keby bolo tedajńím uĉbárom nieĉo na knihách záleņalo,
nuņ by sa len kedy tedyohlásili a o stave kniņnice presvedĉili. Ale oni sa na to ani neobzreli, jim to vńetko jedno; veď to bolo knihy slovenské 322.
Dzięki troskliwości i pomocy słowackich profesorów gimnazjum w Modrej,
przede wszystkim Jozefa Vali, który rozpoczął poszukiwania książek, zdołano uratować 123 egzemplarze. Obecnie znajdują się one w Muzeum Ľ. Ńtúra w Modrej.
Z okresu poprzedzającego wybuch Wiosny Ludów posiadamy informacje o bibliotekach m.in. w Zemianskom Podhradí (1845), Brezovej (1846), Kńinnej (1846),
Veľkom Jasene (1846), Banskej Ńtiavnicy (1846), Hodruńi (1847)323.
Szturowcy traktowali czytelnictwo jako główny środek służący tworzeniu się
podstaw demokratycznych ruchu narodowego, dlatego tyle uwagi poświęcali powstawaniu stowarzyszeń czytelniczych. Czytelnie zakładano na wsiach i w miastach, by poprzez wspólną lekturę podnosić poziom wykształcenia społeczeństwa.
Dobrym przykładem może być czytelnia w Ratkovej, która działała przy tamtejszej
bibliotece. Członkowie zbierali się w domach, czytając i dyskutując. Biblioteka
Słowacka w Ratkovej stała się ważnym ośrodkiem kulturalnym w okolicy, a jak napisała “Słowacka Gazeta Narodowa”: “knihy z tejto knihovne nie len poriadnejńí
Ratkovania ĉitajú ale aj daktorí z okolných dedín – Kameňan, Nándrańa atd”324.
W 1846 roku staraniem pastora Jána Holuba i nauczyciela Blańkoviĉa otwarto
czytelnię w Pukanci. Jej członkowie, czytając redagowaną przez Ľ. Ńtúra gazetę, będącą podstawowym źródłem informacji, zapoznawali się też z literacką wersją języka
słowackiego. Wraz z poszerzeniem horyzontów wstępowali do Towarzystwa Wstrzemięźliwości325. Na podkreślenie zasługuje fakt, że spotkania nie ograniczały się do
321
322
323
324
325
SNN, 1:1845, ĉ. 40 i 52; SNN, 2:1846, ĉ. 105.
“Orol tatranský”, 5:1847, ĉ. 4.
SNN, 1–3:1845–1847, poszczególne numery.
SNN, 1:1845, ĉ. 28.
Tamże, ĉ. 42.
wspólnego czytania, lecz, jak napisał anonimowy informator: “Páňí títo (má na mysli
pukanských remeslníkov) ňeskupujú ale kňihy iba pre spoloĉnú kňihoveň, leĉ i pre
sebä, tak ņe najdeń u ňích Slávy dceru, Cestopis Kollárov, Zrcadlo, Kázňe Kollárove,
Zorniĉku a srdce ťi zaplesá, keď poznáń, ako dobre sú s obsahom jich oboznámeni”326.
Autor tych słów miał rację, albowiem wśród mieszkańców Pukanĉia do dzisiejszego
dnia pieczołowicie przechowywane są Slávy dceru i inne zakupione wówczas wydawnictwa, niekiedy z odręcznymi zapiskami umieszczonymi na marginesach.
Do szczególnie aktywnych i mających duże zasługi zaliczyć należy kółka czytelnicze działające w okolicy Bańskiej Bystrzycy. W 1845 roku katoliccy księża
założyli kółko pohrońskie. Pracą kierował Anton Tileń, a funkcję sekretarza sprawował Július Plońic. Członkowie kółka (liczącego 48 osób) wspierali działalność
wydawniczą stowarzyszenia Tartín. Przyczyniło się to do rozwoju bibliotek i czytelni,
dla których brak literatury w języku słowackim stanowił poważną przeszkodę w aktywnej działalności327. Z księgozbioru kółka korzystać mógł każdy zainteresowany.
W listopadzie 1847 roku utworzono w Bańskiej Bystrzycy Towarzystwo Wykształcenia Ogólnego działające według założeń Karola Kuzmániego. Równocześnie powstała szkółka niedzielna, Towarzystwo Wstrzemięźliwości oraz kółka zainteresowań (czytelnicze, rzemieślnicze, wytwórcze, kupieckie, sadownicze,
pszcze-larskie i inne). Centrum stowarzyszenia była biblioteka, zawierająca bogaty i
różnorodny księgozbiór. Stowarzyszenie dzięki K. Kuzmániemu stało się bazą dla
działalności narodowej i oświatowo-wychowawczej duchownych katolickich i protestanckich oraz inteligencji. Stanowiło też dobry wzór dla działającej w mieście
organizacji kulturalnej, a jego atutem była prosta struktura organizacyjna 328.
Oceniając działalność powstałych wówczas kółek czytelniczych i bibliotek
stwierdzić należy, że pomimo trudnych warunków pracowały sprawnie i cieszyły się
dużą popularnością na wsi, szczególnie w okresie późniejszym w latach sześćdziesiątych XIX wieku, tzw. okresie macierzy.
Działalność bibliotek i czytelni wiejskich wspierał założony 26–28 sierpnia
1844 w Liptowskim Mikulaszu Tartín. Zadaniem jego było wychowanie młodego
pokolenia, opracowanie i rozpowszechnienie nowego pisma i literackiej formy języka słowackiego oraz podniesienie wykształcenia wśród ludności wiejskiej. Mottem całej działalności było “kaņdou zákonnou cestu ĉisto slovenský ņivot, bez vńetkých ohľadov na vyznanie náboņenské, stav a ktorékoľvek iné strany ņívota a rozdielnosti ľudské budiť, podporovať, utvrdzovať a rozńirovať” 329.
Szturowcy założyli Tartín jako stowarzyszenie kulturalne obejmujące swą
dzia-łalnością obszar całej Słowacji, dlatego niezmiernie ważne stało się uzyskanie
poparcia ze strony jak najszerszej grupy działaczy katolickich. Spośród nich udało się
pozyskać Eugena Gerometta, Jozefa Ńĉasnégo, Mateja Tuĉka, Ondreja Cabana, N.
326
327
328
329
“Orol tatranský”, 1:1845, ĉ. 18.
“Orol tatranský”, 1:1845, ĉ. 18.
“Orol tatranský”, 1:1845, ĉ. 59.
D. Rapant, Tartín. (Osudy a zápasy), Martin 1950, s. 50.
Durjana, Martina Ĉepka, Júliusa Plońica, Martina Hamuljaka i malarza J.B. Klemensa330.
Podstawowym celem Tartína miało być wydawanie i rozpowszechnianie książek “w czystym słowackim dialekcie”, tj. w szturowskiej słowacczyźnie. W ciągu
czterech lat istnienia wydano trzy tytuły Naukę mowy słowackiej Ľ. Ńtúra (1846),
Vetin i Epigenes (1847–1848), Zlatnica pióra Zschokkie‟go (1847) w przekładzie
Jozefa Plecha. Dalsze plany edytorskie przekreśliły wydarzenia z okresu Wiosny
Ludów, w których uczestniczyła duża grupa działaczy narodowych.
Podczas drugiego dorocznego zgromadzenia Tartína Ľ. Ńtúr apelował, by stowarzyszenie nieodpłatnie przekazywało po jednym egzemplarzu wydawanych książek kółkom oraz w miarę możliwości także bibliotekom większych wiejskich szkółek niedzielnych. Inicjatywa ta nie mogła zostać zrealizowana głównie z powodu
trudności finansowych, dlatego biblioteki zmuszone były do kupowania tych wydawnictw. Ich dystrybucją zajmowali się stali członkowie wydawnictwa, a jako
premię otrzymywali co siódmy egzemplarz gratis.
Ważną częścią działalności Tartína było kształcenie młodzieży. Statut tak to
określał:
Mládenci od Tartína podporujú sa tí, ktorí sú chudobní a sa alebo vedám, alebo umeniu
a premyslu oddávajú ... Takýto od spolku podporovaný mládenec musi svedectvá o svojom mravnom drņani sa a o vytrvanlivej pilnosti roĉite prednostovi spolku podávať
a podporu len tak dlho dostávať bude, kym sa jej hodným dokáņe a kým nemá inńích
prostriedkov ďalej sa vzdelávať aj bez inńej pomoci331.
Tartín blisko współpracował ze Zrzeszeniem Młodzieży Słowackiej, pomagając
jej przy organizowaniu imprez oraz fundując nagrody dla zwycięzców.
Aktywnie włączył się również w działania antyalkoholowe, popierał stowarzyszenia i organizacje gospodarcze i społeczne oraz przyczynił się do rozwoju bibliotekarstwa. Zapoczątkowana działalność wydawnicza stwarzała nadzieję, że biblioteki będą dysponowały wystarczającym zasobem książek. Tartín, skupiający w większości młode pokolenie inteligencji, znacząco przyczynił się do rozwoju życia kulturalnego i oświaty wiejskiej na Słowacji.
W końcu lat czterdziestych XIX wieku w miastach i we wsiach, gdzie zamieszkiwała mieszana etnicznie ludność, przy niektórych bibliotekach i kółkach czytelniczych, zaczęły powstawać kasyna (według projektu hrabiego Széchényego). Skupiały one mniej patriotycznie wyrobioną część słowackiej inteligencji, urzędników
i szlachtę. Zajmowały się integracją lokalnego społeczeństwa, organizowaniem zabaw, debat na aktualne problemy polityczne. Władze często wykorzystywały je jako
narzędzie polityki madziaryzacji, a w niektórych przypadkach działalność ich prowadziła do nasilenia się takich negatywnych zjawisk, jak pijaństwo czy hazard 332.
Zdarzały się przypadki, że z powodu istnienia kasyna w niektórych miejscowościach
330
331
332
Tamże, s. 51–53.
Tamże.
“Orol tatranský”, 3:1847, ĉ. 32.
dochodziło do niesnasek na tle narodowym bądź też dążeń do likwidacji stowarzyszeń słowackich. Lecz istniały także chlubne wyjątki, np. w Zvoleniu Niemcy, Węgrzy i Słowacy mogli korzystać z przenumerowanych przez kolejno czasopism wydawanych w ich ojczystym języku; kasyna w Sobotińti i Liptowskim Mikulaszu
celowo prowadziły akcje, których celem było łagodzenie sporów pomiędzy ludnością słowacką a węgierską333. Jedną z największych wad kasyn, skupiających głównie inteligencję, było izolowanie jej od pozostałych środowisk oraz od działalności
narodowej i patriotycznej 334.
Związki gospodarcze, samopomocowe i dobroczynne
Narodowcy dostrzegali skutki zacofania gospodarczego Słowacji oraz zubożenia
ludności wiejskiej. Uważali też, że mała grupa świadomej inteligencji i mieszczaństwa
nie jest w stanie sprostać rywalizacji z silniejszym materialnie mieszczaństwem
i szlachtą węgierską, prowadzącymi intensywną politykę wynarodowiania. Należało
zatem zmienić formy dotychczasowej pracy, a poprzez kontakty z ludem uzyskać poparcie ogółu społeczeństwa. Tak zrodziła się idea tworzenia związków samopomocy.
W okresie poprzedzającym wybuch Wiosny Ludów szturowcy zaczęli organizować pomoc socjalną dla rzemieślników i chłopów, choć uważali, że podstawą
rozwoju gospodarczego jest wykształcenie. Przy zakładaniu związków gospodarczych w państwie węgierskim nie było pomocnych wzorców i doświadczeń, do których można było się odwołać. Na początku XIX wieku powstały zaledwie dwa takie
związki o charakterze lokalnym: w Ratkovej (kupiecki) i Hostińovicach (tkacki).
Jednym z pierwszych twórców rolniczych związków samopomocy był znany
działacz narodowy i nauczyciel z Sobotińti Samuel Jurkoviĉ (1796–1873), który
9 lutego 1845 założył spółdzielnię pod nazwą Związek Gospodarzy i tak określił
zadania nowej organizacji: “tento ústav nepovstal ani z hlbokého mudrovania, ani
dajakým umením, ale aninie je plod sebectva, leņ vyrástol zo samého ľudu slovenského a národa, ako z lipového jadra”335.
Przyczyną powstania spółdzielni była konieczność niesienia pomocy ludziom
biednym, nękanym nieurodzajami, chorobami i epidemią, co na Słowacji, gdzie dominowało rolnictwo, było szczególnie widoczne. Sytuację pogarszały klęski żywiołowe, jak powódź w 1845 roku czy głód. Doraźna pomoc władz nie mogła zmienić tej
dramatycznej sytuacji. Jedynym rozwiązaniem była likwidacja systemu feudalnego.
Pomysł założenia Związku Gospodarzy omówił S. Jurkoviĉ z grupą najbliższych przyjaciół – J.M. Hurbanem, J. Zatkalíkiem, M. Horňákiem, J. Kaňią i Niņňanskim. Najbardziej zaangażował się w realizację tego przedsięwzięcia miejscowy
bibliotekarz Ján Zatkalík. Związek rozpoczął działalność z 12 członkami (z czasem
333
334
335
SNN, 1:1845, ĉ. 38.
SNN, 1:1845, ĉ. 28.
“Orol tatranský”, 2:1846, ĉ. 20.
rozrósł się aż do 60 osób), którzy wnieśli kapitał w wysokości 30 grajcarów w srebrze, a co tydzień wpłacali 3 grajcary. Uzyskany w ten sposób kapitał pozwolił na
udzielanie pożyczek na 6% nie tylko członkom związku, co wiele osób uchroniło się
przed ruiną materialną i żebractwem.
Na czele związku stała sześcioosobowa rada z S. Jurkoviĉem jako przewodniczącym. Czas działania związku ustalono na 6 lat, tj. do 1850 roku. Po upływie tego
okresu miano zwrócić każdemu z członków tygodniowe wpłaty oraz sześcioprocentową premię. Dalsza działalność związku zależna była od woli jego członków.
W przypadku dobrowolnej rezygnacji członek tracił prawo do wypłaty wkładu
i premii. Związek Gospodarzy kierował się zasadami demokratycznymi, stąd każdy
jego uczestnik (bez względu na wysokość wkładu) podczas podejmowania decyzji
dysponował jednym głosem, co uniemożliwiało bogatym chłopom uzyskanie przewagi.
Związek w Sobotińti łączył działalność kredytową i gospodarczą z wychowaniem patriotycznym swych członków, przez co praktycznie realizował polityczne
postulaty młodych słowackich reformatorów.
Ważnym celem jego działalności było kształtowanie cech moralnych, co znalazło wyraz w statucie:
Kaņdý svedomite zdrņať sa bude pitia páleného a vůbec vńetkých prepaľovaných nápojov
a síce naskrze a docela, ostatných nápojov pre obĉerstvenie uņívať bude. Opilci sa vyhodia z ústavu. 2.Kaņsý úd sa má usilovať vo vzdelanosti pokraĉovať, strze ĉitaie uņitoĉných kniņek a schádzanie sa a zhováranie sa s rozumnými, pouĉennými muņmi. Ĉasom
mal by vstúpiť do nedeľnej ńkoly336.
Szturowcy gorąco popierali tworzenie spółdzielni i związków gospodarczych.
Ľ Ńtúr w jednym z numerów “Orła tatrzańskiego” tak uzasadniał to stanowisko:
My by sme si srdeĉne priali, aby sa takého znamenité ústavy pom celom nańom kraji pozakladali a ľud náń pomaly z mnoháho zlého vytrhovať pomáhali. Krásna, znamenitá je
to myńlenka, krásny, znamenitý ústav! A zaloņia sa istotne vńade takého ústavy, kde len
budú ľudia spôsobní, ĉo predok vedú337.
Działalność związku w Sobotińti przerwały wydarzenia 1848 roku, a upadek
był następstwem trudności finansowych. Jego rozwiązanie nastąpiło 28 stycznia
1851 roku338.
Dobry przykład szybko zyskał naśladowców na terenie Słowacji. Wkrótce po
powstaniu związku w Sobotińti z inicjatywy S. Jurkoviĉa założono w marcu 1845
roku podobny we Vrbovciach. Kierowali nim Daniel Jaroslav Bórik i Juraj Ľubomir
Kulińek339. W końcu 1845 lub na początku 1846 roku powstał następny w Myjave.
Archiwum piśmiennictwa Macierzy słowackiej w Martine, fasc. IV, ĉ. 34–35/1845. Kopia statutu
Związku Gospodarzy w Sobotińti; spuścizna po J.M. Hurbanie.
337
“Orol tatranský”, 2:1846, ĉ. 20.
338
Szczegóły podaje F. Ruttkay, Samuel Jurkovič piekopnik slovenského druţstevníctva, Bratislava 1963.
339
“Orol tatranský”, 2:1846, ĉ. 20.
336
Jego członkowie mogli mieć więcej podstawowych udziałów w wysokości 50 grajcarów w srebrze, przy czym płacili tygodniowe wypłaty po 3 grajcary. Związek
działał z dużym sukcesem aż do czasu wybuchu Wiosny Ludów, a ponowna jego
aktywność przypadała dopiero na rok 1858340.
Z powodzeniem rozwijał działalność Związek Gospodarzy w Brezovej, założony na początku 1846 roku przez Ľudovíta Ńuleka i miejskiego nauczyciela Karola
Sucháĉa, który pełnił funkcję zarządcy. Miarą sukcesu było zamieszczone w “Słowackiej Gazecie Narodowej” następujące ogłoszenie:
Gazdovskí spolok Brezovskí bude mať za jedních ńesť rokov vińe 15 000 zl. v svojej
pokladňici, ktorje budú v stave vitrhnúť tunajńích remeselňíkou z rúk ņidovskích, ktorá
suma ale keď sa gazdovski spolok na 12 rokou predllņi hodňe vińe 50 000 narasťje341.
O tym, że związek wspomagał biednych współobywateli, może świadczyć fakt
udzielenia pomocy wdowom i sierotom po zmarłych członkach, bez czego nie mogłyby przetrwać okresu głodu w 1847 roku.
Brezovski związek pod względem wysokości wkładów pieniężnych i liczby
członków należał do największych tego typu organizacji gospodarczych na terenie
Słowacji. Wzorował się na związku w Sobotińti. Część środków przeznaczał na
działalność kulturalną, np. zakupiono szereg egzemplarzy Czytanki Kadavéya, a
na-stępnie przekazano zdolnym uczniom pochodzącym z biednych rodzin. Związek
podzielony był na oddziały, które posiadały samodzielność gospodarczą i mogły
określić czas swej działalności (od 3 do 6 lat). Istniały dwa oddziały dorosłych i,
jako jedyne na Słowacji, także uczniów.
Po wybuchu rewolucji w 1848 roku urzędnicy miejscy rozpowszechniali wiadomości, że członkowie związku stracą zgromadzony w nim kapitał. Niektórzy
w obawie przed ruiną wycofywali oszczędności, w rezultacie czego w 1849 roku
związek uległ rozpadowi. Ponownie reaktywowano jego działalność dopiero w 1865
roku, co było zasługą miejscowego księdza Gustáva Pifka 342.
Spółdzielczość rozwijała się także w Turci. W 1846 roku w “Słowackiej Gazecie Narodowej” pojawiła się wiadomość:
A tak i tu v Mońovcicach uņ máme uskutoĉňení ústav hospodárski, alebo sporiteľní,
ktorjeho pravidlaá, daĉom od praviďjel spolku Sobotińtskjeho sa ďelja a náńmu okolú
promeraňejńje sú. I v nańom susedstve v Blatňici, a daleko dňí pozďejńie, spolok hospodárski do ņivota prińjeu”343.
Inicjatorem założenia związku moszowskiego był miejscowy nauczyciel Adam
Buriam. Rozpoczął on pracę ze 104 osobami, reprezentującymi wszystkie grupy
społeczne. Oprócz członków pieniądze do kasy pożyczkowej mogły wpłacać także
340
341
342
343
“Národný hlásník”, 1868, s. 109.
SNN, 2: 1846, ĉ. 95.
Tamże.
SNN, 2: 1846, ĉ. 67.
osoby niezrzeszone; oprocentowanie wynosiło 5%. Związek, niebawem przemianowany na Wzajemną Pomoc, prowadził działalność z przerwami do 1876 roku.
Wiele dobrego dla ubogich rolników uczynił także Związek Gospodarczy w Vaņci,
założony w 1846 roku przez proboszcza Michala Ńoltésa. Liczył on tylko 20 członków, albowiem okoliczni chłopi z nieufnością traktowali wszelkie nowości. Organizatorzy starali się nakłonić ich do deponowania nawet małych sum pieniężnych i
korzystania z niskooprocentowanych kredytów. Związek dowiódł, że z jego pomocą
biedni mogli oprzeć się naciskom liptowskich urzędników i szlachty 344.
Jednym z głównych założycieli kasy pożyczkowej w Brezne był miejscowy
ksiądz i dramaturg Ján Chalupka. Oprócz rolników z pomocy kasy korzystali również rzemieślnicy. Obowiązywały wkłady miesięczne, a członkowie mieli prawo do
odstępowania swoich udziałów345.
Z zachodniej Słowacji ruch spółdzielczy przeniknął do Gemeru, gdzie jako jedna z pierwszych powstała kasa pożyczkowa w Tisovci (w końcu 1846 roku). W jej
działalności uczestniczyli Ń.M. Daxner, A.H. Ńkultéty i J. Ĉipkay-Hradovský,
a członkiem mogła zostać osoba “stateczna i powściągliwa”. Każdy mógł mieć więcej udziałów, przy czym wysokość pożyczki nie mogła przekroczyć 25 złotych.
Tiszowiecka kasa była bardzo popularna i prowadziła działalność także po Wiośnie
Ludów 346 . Do największych należała jednak kasa pożyczkowa Vrbicko-Sväto-Mikuláńska, którą założono w maju 1847 roku. Na początku liczyła 80
członków,
a pod koniec roku liczba ich wzrosła do 130, co świadczyło o dużym zainteresowaniu ze strony mieszkańców. W skład zarządu wchodzili Gańpar Fejérpataky-Belo-potocký, Josef Bella i dwóch mieszczan. Możemy przypuszczać, że przy
opracowywaniu statutu aktywnie uczestniczył miejscowy ksiądz M.M. Hodņa, będący propagatorem spółdzielczości. Zachęcano do oszczędności, co miało chronić
spółdzielców przed lichwą 347 . Związki gospodarcze i kasy pożyczkowe powstały
także w Petrovci (1846), Kaneňanach (1847), Ņiline (1847), Ratkovej (1847), Dlhoreĉi (1847),
Ruņomberku (1847) i Rybníku n. Hronem (1847)348. Z nieznanych przyczyn nie zachowały się sprawozdania z ich działalności, być może wkrótce po założeniu upadły.
W okresie poprzedzającym wybuch Wiosny Ludów powstały i prowadziły
aktywną działalność na Słowacji spółdzielnie handlowe; ich członkowie mieli
świadczyć sobie wzajemną pomoc i chronić biednych przed bogaczami i lichwarzami. Z relacji “Słowackiej Gazety Narodowej” dowiadujemy się, że pierwszą tego
typu organizacją była spółdzielnia handlowa sukienników w Ratkovej, założona
w 1814 roku pod nazwą Országh (węg. kraj). Warunkiem przystąpienia do spół344
345
346
347
348
Tamże, ĉ. 197.
Tamże, ĉ. 127.
SNN, 3:1847, ĉ. 159.
Tamże, ĉ. 188.
Ń. Pasiar, op. cit., ĉ. 170.
dzielni było zadeklarowanie wkładu w wysokości 20 złotych. Spółdzielnia miała
statut (przechowywany w Archiwum Macierzy Słowackiej w Martinie), a kierownictwo spoczywało w rękach dwóch wybieranych na dwuletnią kadencję osób, do
zadań których należało zarządzanie funduszami tak, by przyniosły przynajmniej
20% zysku. Jeżeli w kasie spółdzielni znajdowało się powyżej 300 złotych, nadwyżkę rozdzielano pomiędzy członków. Wspólnie ustalano zasady kupna surowców
i sprzedaży wyrobów, organizowano transport i uzgadniano warunki rozliczeń349.
Spółdzielnia funkcjonowała aż do wybuchu Wiosny Ludów.
Na terenie Gemeru spółdzielnię (data powstania nie jest znana) handlującą
atrykułami żelaznymi założyli furmani, zatrudniani przez producentów wyrobów
hutniczych i metalowych. Jej członkowie składali pieniądze, za które kupowano
towar,
w celu odsprzedaży z zyskiem. Uzyskane w ten sposób środki przeznaczano na zakup artykułów spożywczych, które następnie po przystępnej cenie rozprowadzano
po okolicznych miejscowościach. Spółdzielnia działała integrująco na lokalną społeczność, m.in. poprzez wybieranie do zarządu osób pochodzących z różnych miejscowości. Liczyła sporo członków, z czasem uległa podziałowi 350. W omawianym
okresie podobne spółdzielnie kupieckie powstały w Hostińovicach, Vaņci, Kráľovej
Lehote i Liptovskom Svätom Mikuláńi.
W latach czterdziestych XIX wieku działacze narodowi za pośrednictwem
“Słowackiej Gazety Narodowej” zachęcali do tworzenia powszechnych gminnych,
kościelnych i spółdzielczych magazynów zbożowych, mających zapobiegać głodowi
podczas lat nieurodzaju. W 1835 roku powstał spichlerz w Luĉivnej 351 następne
w Zemianskom Podhradí, Liptovskom Trnovci oraz w innych miejscowościach.
Często występujące pomory bydła skłoniły chłopów do zakładania spółdzielni
ubezpieczeniowych, których zadaniem było rekompensowanie poniesionych strat
w hodowli. Nazwy tych spółdzielni były różne: np. w Muránskej Dlhej Lúke była to
Gospodarcza Społeczność (1840), w Komeňanach działało Zrzeszenie Ubezpieczeniowe (1842), a w Turĉeku Kasa Hodowlana 352. Charakter i aktywność spółdzielni
zależały od miejscowych warunków, potrzeb oraz interesów ich założycieli. Nie
mniej ważne były także zdolności i wiedza organizatorów, poparcie duchowieństwa
oraz nauczycieli. Ruch samopomocy przyczynił się do lepszego gospodarowania,
chronił jego członków przed samowolą urzędników, bankructwem, kształtował także wzorzec godnego życia. Spółdzielczość odegrała znaczącą rolę w życiu gospodarczym Słowacji oraz Węgier.
Szturowcy przywiązywali duże znaczenie do rozwoju sadownictwa, będącego
źródłem dochodów dla ubogiej ludności wiejskiej. W propagowanie i rozwój
sadownictwa ważny wkład wniosło piśmiennictwo O. Laca, P. Jozeffy‟ego, L´. Or349
350
351
352
SNN, 3:1847, ĉ. 170.
Tamże, ĉ. 171.
“Orol tatranský”, 1:1845, ĉ. 24.
SNN, 3:1847, ĉ. 226.
phanidesa, A.H. Ńkultéty‟ego, D. Licharda, Ct. Zocha oraz innych czołowych działaczy patriotycznych. Nauczyciel z Jelńavy O. Laco zasłynął jako popularyzator
wiedzy ogrodniczej i sadowniczej, a jego artykuły publikowane były w “Słowackiej
Gazecie Narodowej”, “Orle Tatrzańskim”, “Przyjacielu ludu” i “Gazecie Gospodarczej”. Już w 1845 roku w “Słowackiej Gazecie Narodowej” pojawiła się wzmianka,
że “teraz uņ náń ľud po dedinách sadi, ńtepi tie najvýbornejńie druhy jabĺk a hruńek,
menovite na Dolnej lúke, v Chyņnom a Ńiveticiach” 353. O. Laco zorganizował
w 1845 roku pierwszą na terenie Słowacji wystawę sadowniczą w Jelńovie, kolejna
odbyła się w 1846 roku. W październikowym numerze z 1845 roku “Słowacka
Gazeta Narodowa” z dumą oznajmiła, że
Lanskjeho roku bola vístava krásnej, víbornej ovociani v Jelńave a poslalo sa ťjeņ do PePeńťanskej a Debrecínskej ovocnej vístavi, a dvaja údovja tichto spoloĉností dostali ťjeņ
strjebornje pametje peňjaze z Peńťe, pán O. Laczo, uĉiťeľ vińńej ńkoli v Jelńave a pán
Ď. Gajan pri sl. únii preceptor v Revúci354.
Spółdzielnie sadownicze powstawały na terenie całej Słowacji, najwięcej ich
występowało na Orawie i w Gemerze. Tradycja sadownicza propagowana przez
szturowców przetrwała po dzień dzisiejszy.
Dla ubogiej ludności ogromne znaczenie miały zakłady i instytucje dobroczynne, opiekujące się wdowami, sierotami i ludźmi starymi, których zajęciem w większości stało się żebractwo. W 1833 roku w Ņiline otwarto sierociniec dzięki inicjatywie biskupa nitrzańskiego Jozefa Vuruma, który przeznaczył na ten cel 40 000
złotych. Placówka zajmowała się wychowaniem dzieci osieroconych podczas epidemii cholery. Sierociniec wspierali także inni dobroczyńcy 355 . W 1845 roku w
październikowym numerze “Słowacka Gazeta Narodowa” zamieściła wiadomość
o utworzeniu z inicjatywy Karola Kuzmányego Ochronki dla Ubogich Ewangelickich Mieszczan w Bańskiej Bystrzycy. Zakład ten utrzymywali miejscowi zamożni
mieszczanie, ponadto przeznaczono na ten cel dary pieniężne pochodzące z innych
rejonów komitatu zwoleńskiego. W pierwszej kolejności przyjmowani byli starcy
i sieroty356. Rok później w Bańskej Bystrzycy założono Zakład dobroczynny dla
biednych i głodnych dzieci, finansowany przez kasę miejską. Z jego stołówki korzystało co najmniej trzydzieścioro głodnych dzieci 357. Hrabia Móric Pálffy w miejscowości Ĉaste niedaleko Ĉerveneho Kameňa założył Ochronkę dla Małych Dzieci358.
Spółdzielnie gospodarcze, samopomocowe i zakłady dobroczynne powstawały
z inicjatywy działaczy narodowych oraz samych spółdzielców, bez dotacji i pomocy
353
354
355
356
357
358
SNN, 1:1845, ĉ. 31.
Tamże, ĉ. 26.
SNN, 3:1847, ĉ.207.
SNN, 1:1845, ĉ.20.
SNN, 2:1846, ĉ.174.
SNN, 3:1847, ĉ.220.
ze strony państwa. W zasięgu ich działalności znajdowała się biedota wiejska
i uboższa ludność słowacka, którą kształciły, uświadamiały patriotycznie, wspierały
materialnie i chroniły przed działaniami szlachty i burżuazji.
Walka z alkoholizmem
Poważną przeszkodą w kształtowaniu się narodu słowackiego był szerzący się
na wsi od połowy XVII wieku alkoholizm. W powszechnym odczuciu alkohol stanowił panaceum przeciw chorobie i biedzie. W połowie XVIII wieku pijaństwo
przybrało zatrważające rozmiary i zaczęło zagrażać zdrowiu biologicznemu populacji, dlatego już Józef II wydał rozporządzenia (tzw. fernamy) przeciw nadmiernemu
spożywaniu alkoholu. Jego produkcją zainteresowana była przede wszystkim szlachta
i karczmarze, nie biorący pod uwagę szkodliwych skutków swej działalności.
W połowie XIX wieku alkoholizm stał się wręcz plagą wśród słowackiej ludności,
powodując nie tylko pogorszenie jej położenia materialnego i społecznego, lecz
również demoralizację. Upadały warsztaty rzemieślnicze i gospodarstwa, a pijaństwo rodziców wpływało na los ich potomstwa. Rozprzestrzenianiu się alkoholizmu
sprzyjała bieda, wyzysk społeczny i brak perspektyw.
Młode pokolenie słowackiej inteligencji dostrzegło w alkoholizmie przeszkodę
w realizacji swego programu ideowego. Działacze patriotyczni zdawali sobie sprawę, że chcąc pozyskać społeczeństwo dla sprawy narodowej, należy je kształcić,
a przede wszystkim wykorzenić w nim pijaństwo. Dlatego rozpoczęto zakładanie
kół – antyalkoholowych i powściągliwości. Ich członkowie musieli zachowywać
umiar w piciu, a następnie zrezygnować ze spożywania alkoholu. Ľ. Ńtúr słusznie
zwracał uwagę, że “starńie pokolenie v sluņobnosti vychované, nielenņe ťaņko dobré
slovo a múdru radu oĉuje, nieleņe i keď raz sa popravilo, zase naspäť do bludu
predońlého zhusta upadá”359. Pracą wychowawczą należało objąć również tych, którzy zachowywali abstynencję. Szturowcy byli przekonani, że po wykorzenieniu alkoholizmu poprawie ulegnie nie tylko życie poddanych, lecz także właścicieli
ziemskich, albowiem “poddaní budú majetnejńí a stateĉnejńí, ktorí i povinovatosti
svoje lepńie splácať i roboty poriadnejńie vykonávať budu” 360.
Działania te wspierała “Słowacka Gazeta Narodowa”. W numerze 9 z 1845 roku
czytamy:
ńi v skutku ňjet uņ preň (rozumej slovenský ľud) radi a pomoci? Jesto, jesto ale na velkú
bjedu musí prísť pomoc velká, musií prísť zo srdca vrúcnosťou kresťanskou, láskou k
bliņnjemu svojemu, ludu náńmu a vlast´i nańej zapálenjeho, musí prísť pomoc z rúk
spojeních, od mnohích, musí prisť pomoc nájme od tích, ku ktorím lud náń najvetńú-
359
360
Ľ. Ńtúr, op. cit., s. 308.
Tamże, s. 82.
dúveru má, od správcou a vodcou jeho duchovních a títo musja pristúpiť k práci s dúverou k Bohu, s dúverou k sebe a sile svojej a s dúverou k ludu náńmu” 361.
Autor artykułu widział oparcie w słowackiej inteligencji, “przywódcach duchowych”, których zadaniem jest i będzie tworzenie kół powściągliwości.
Pierwsze stowarzyszenie antyalkoholowe na Słowacji założył w 1840 roku Peter
Árvay w Veľkom Bobrovici na Liptove. Jak sam napisał: “Nebola to ľahká práca.
Z poĉiatku to ińlo ťaņko, ale pozdejńie sa vņdy lepńie vzmáhal (rozumej spolok), tak
teraz uņ 1000 údov miernosti oddaných poĉíta” 362. Wraz z członkami stowarzyszenia walczył nie tylko przeciw “ustawie alkoholowej”, lecz także przeciw ciemnocie
i zacofaniu tamtejszej ludności.
W rozwój ruchu antyalkoholowego zaangażował się przede wszystkim katolicki
ksiądz z Veľkej Diviny, Ńtefan Závodník (1813–1885), którego zasługą było założenie sieci kół trzeźwości. Do udziału w akcjach antyalkoholowych poprzez wykorzystanie w tym celu ambony zachęcał także pozostałych kapłanów. Jak z dumą poinformowała “Słowacka Gazeta Narodowa” w numerze z dnia 1 sierpnia 1845:
je uņ vo fare skoro na 600 údou v Spolku zjavňe prijatích, druhích 600 sa pri ňích na
podiv dobre jakobi na próbe drņí, a len málo ach velmi málo odhoďencou, ktorí len eńťe
blúďa ňeveďjac komu sa majú pripojiť. Spolok náń nańjeju nasledovňíkou v okolí nańom363.
W marcu 1845 roku ksiądz Závodník założył w Veľkej Divine Zakład Cnoty
i Niewinności. Przyjmowano do niego dzieci, które w przyszłości stawały się
członkami kółek antyalkoholowych. Ogółem przyjęto około 300 dzieci, które zimą
uczęszczały do szkoły. Poza nauką czytania, pisania i rachunków uczono je sumienności w wykonywaniu obowiązków, posłuszeństwa, zachęcano w przyszłości
do abstynencji. Zakład wspierany był przez zamożnych fundatorów, którzy uczestniczyli w końcowych egzaminach364.
Zasady powstawania kół dobrze ilustruje przykład Nemeckej Ľupĉy (Slovenská
Ľupĉa). Utworzenie koła poprzedzone zostało wystąpieniem pastora Philadelphy´ego, który w kazaniu nawoływał do podjęcia akcji antyalkoholowej. Następnie
odwiedzał domy parafian i zachęcał ich do wstąpienia założono 28 października
1846 roku do kółka wstrzemięźliwości. Statut kółka zakazywał członkom spożywania jakiegokolwiek alkoholu, a przekraczającym ustalone zasady groziły kary – od
pieniężnej aż po wykluczenie z koła365.
Alkoholizm najbardziej rozprzestrzenił się na Orawie, dlatego głównie tam
koncentrowała się akcja antyalkoholowa. Katoliccy księża założyli koła trzeźwości
m.in. w Chlebniciach (200 członków), Rabĉi (400 osób), w Veľkej Dubovej, Hruńt361
362
363
364
365
SNN, 1:1845, ĉ. 9.
Tamże, ĉ. 10.
Tamże, ĉ. 1.
“Orol tatranský”, 2:1846, ĉ. 41.
SNN, 2:1846, ĉ. 46.
íne (gdzie przystąpiła cała parafia). W aktywności nie ustępowali protestanci, na co
wskazuje powstanie bractw trzeźwości w Kubíne (400 osób), Jesenovej (280 członków), Veľkej Vsi, Leńtinách i Ņańkovej 366 . Jak wynika ze słów Ctibocha Zocha,
bardzo aktywnie w pracach tych uczestniczył Baltazár Demian, główny lekarz komitatu orawskiego “ktorí i súkromnim i zjavním pouĉovaňím náń lud od pálenki
odvodí
a na slávu stolicu dau správu náleņitú o velkom úpadku do ktorjeho lud oravskí
skrze pálenku prińjeu. On ako irskí Matúń káņe proťi pálenke kďekolvek príďe” 367.
W jedenastym numerze “Słowackiej Gazety Narodowej” z 1845 roku wymieniono
miasta i nazwiska założycieli kół trzeźwości. Do września 1845 roku powstały kolejne w Peńte, Hlbokom, Prjetrņi, Uhrovci, Veľkej Divine, Chleboviciach, Rabĉi,
Hruńtíne, Veľkej Vsi, Liptovskom Svätom Mikulańńi, Trnovci, Tepliĉke, Vaņci, Bystrici i Bardejove. Najwięcej, bo aż 12 kół, powstało na terenie Orawy 368. W następnym roku ich liczba wzrosła do 36. Zyskiwały masowe poparcie także dlatego,
że władze nie dostrzegały w ich działalności niebezpieczeństwa. Tymczasem ich
praca wychowawcza i patriotyczna pozwoliła kształtować podstawy demokracji i
słowackiego ruchu narodowego.
W związku z akcją antyalkoholową ukazały się liczne publikacje, m.in. S. Chalupki (Pálenka otrava, Banská Bystrica 1843), M.M. Hodņy (Ňepi pálenku, to je
ňezabi, kázeň z 9.marca 1845), J. Andrańĉíka (Šenk páleční, 1845), Ń. Závodníka
(5 kázaňi proťi nákaze pálenkovej), i K. Kuzmána (Z koňečnjeho zahinuťja, do ktorjeho nás nás pálenka uţ skutočne uvádza a ňič nás ňemuoţe oratuvať jaku svatuo a
všeobecnuo odrjeknuťja sa pálenki, 2 kázane z roku 1845)369.
J.M. Hurban, jeden z głównych organizatorów kół powściągliwości, oceniał, że
w sierpniu 1847 roku było ich około 500. Z czasem pojawiła się konieczność ujednolicenia metod pracy i współdziałania. Ń. Závodník wystąpił z inicjatywą, by
wszystkie koła zjednoczyły się, bez względu na podziały wyznaniowe. 12 sierpnia
1847 r. u proboszcza z Vesela Jaraja Holĉeka doszło do spotkania wszystkich założycieli kół. Współpraca inteligencji katolickiej i protestanckiej na tym polu stanowiła znaczący krok do zjednoczenia słowackiego ruchu narodowego.
Organizatorzy kół trzeźwości wykorzystali obecność czołowych działaczy narodowych na 4 dorocznym zgromadzeniu Tatrína v Ĉachoticiach i założyli w Velelom Centralny Związek Założycieli Kół Powściągliwości. Jego prezesem został wybrany Ń. Závodník, zastępcą Juraj Holĉek, sekretarzami – Josef Ńĉasny i Eugen Gerometta, ponadto w skład władz weszli J.M. Hubran i M.M. Hodņa. Zarząd wykonawczy tworzyli: Juraj Holĉek jako prezes oraz członkowie: Ctiboch Zoch, protestancki duchowny z Jasenovej, Alojz Ńollés, katolicki ksiądz z Bańskiej Szczawnicy, Juraj Matúńka, pastor z Istebnem, Július Plońic, ksiądz z Kremnicy, A.H.
366
367
368
369
SNN, 1:1845, ĉ. 1.
Tamże.
Tamże, ĉ. 11.
Tamże.
Ńkultéty, protestancki duchowny z Tisovci, Tomáń Hromada, proboszcz z Hronci370.
Zjednoczenie kół trzeźwości przyczyniło się do zaktywizowania walki z alkoholizmem. W 1847 roku domagano się, by parlament węgierski uchwalił prawo przeciw
pijaństwu, dzięki czemu koła znalazłyby ochronę prawną 371. Działanie Centralnego
Związku Założycieli Kół Powściągliwości opierało się na ośmiopunktowym programie, zawierającym m.in. następujące postulaty:
1. Tvoriť stredisko pre vńetky spolky striezlivosti s úlohou udrņať jednotu ducha, sily a
pokroku;
2. zhromaņďovať funkcionárov spolkov striezlivosti dva razy do roka na ten úĉel, aby sa
spoloĉne poradili o postupe práce, o skúsenostiach a ďalńom rozvíjaní ĉinnosti starńích
spolkov a v zalkadní nových;
3. starať sa o primeranú literatúru pre miestne spolky striezlivosti;
4. stýkať sa so zahraniĉnými spolkami striezlivosti;
5. starať sa o financovanie spoloĉných akcií a;
6. roĉne vydať jeden alebo dva historickéspisy o výsledkoch hnutia ĉinnostimiestnych
spolkov striezlivosti u nás a nimi informovať nielen domáce, ale i zahraniĉné spolky
striezlivosti a celú verejnosť vôbec372.
Należy żałować, że programu tego nie udało się zrealizować w całości. Działalność związku przerwały wydarzenia w okresie Wiosny Ludów, nie odegrał więc
większej roli w walce z alkoholizmem.
Kampania antyalkoholowa i powstanie kół trzeźwości nawiązywało do koncepcji Ľ. Ńtúra o federacji Słowaków, będącej wstępem do podźwignięcia życia narodowego i warunków bytowych. Koła powściągliwości lub trzeźwości były częścią
pracy oświatowej szturowców, a swym działaniem znacznie przyczyniły się do podźwignięcia gospodarczego i kulturalnego ludności słowackiej.
Zabawy towarzyskie, śpiew i teatr amatorski
Obok omówionych wyżej form działalności oświatowej szturowców, w polu ich
zainteresowania znajdowały się także zabawy towarzyskie, dające okazję do propagowania idei narodowych i prowadzenia pracy uświadamiającej. W Słowacji popularne w tym okresie były towarzystwa śpiewacze, amatorskie chóry, zespoły muzyczne i teatralne. Często organizowano okolicznościowe bale (np. słynne bale
w Bańskiej Szczawnicy w 1846 i 1848 roku), na których między tańcami recytowano fragmenty narodowych baśni, wznoszono toasty polityczne, przedstawiano krótkie inscenizacje, a nawet dyskutowano o sprawach narodowych. Tak więc bale stawały się wydarzeniami społecznymi.
370
371
372
J. Butvin, Slovenské národno-zjednocovacie hnutie (1780–1848), Bratislava 1965, s. 360–361.
Szczegóły zob. w D. Rapant, Slovenské povstanie 1848–1849, I–1, Bratislava 1957, s. 41.
“Orol tatranský”, 2:1846, ĉ. 67.
W wielu gimnazjach i liceach istniały szkolne chóry propagujące muzykę ludową. Studenci skupieni w kółkach samokształceniowych organizowali podczas wakacji wyprawy w teren – zbierali i zapisywali pieśni ludowe, starali się wykorzystywać później ich treści w kształtowaniu świadomości narodowej. Wielu działaczy
narodowych i studentów układało okolicznościowe pieśni, które później weszły do
repertuaru ludowego i narodowego. Do najbardziej popularnych pieśni zaliczyć należy: Nad Tatrami się błyska (J. Matuńka), Hej Słowacy (S. Tomáńík), Devín, miły
Devín (Ľ. Ńtúr), Kto za pravdu hori (K. Kuzmán), Bratysława, Bratysława, Nitra
miła Nitra i inne. Centrami śpiewu chóralnego stała się Bratysława i Lewocza, co
było głównie zasługą studentów i młodzieży. Znane są przykłady prób opracowania
nowych tańców ludowych (G. Fejérpataky-Belopotocký), a folklor i folklorystyka
znalazły się już wówczas w centrum zainteresowania.
Za najskuteczniejszy środek krzewienia oświaty i wychowania na wsi uważali
szturowscy entuzjaści teatr amatorski. Dlatego propagowali jego rozwój w miastach,
szkołach i na prowincji, by, jak stwierdził J.M. Hurban, “ńíriť lásku k národu, bez ktorej
nemali týmto pionierom nijakej ceny ani veda, ani umenie, aniúrad, ani povolanie”373.
Pierwszy zespół amatorski założył Gańpar Fejérpataky-Belepotocký w 1830
roku w Liptovskim Mikuláńi. Zespół wystawił sztukę słowackiego autora J. Chalupki Kocúrkovo. Podczas swej niestrudzonej działalności Belepotocký wyreżyserował
33 przedstawienia. W latach trzydziestych i czterdziestych XIX wieku umocniło się
poczucie narodowe wśród mieszczaństwa i inteligencji, co miało znaczny wpływ na
rozwój teatru. Powstawały i rozpoczęły działalność amatorskie sceny w Liptovskim
Mikuláńu, Martinie, Nemeckiej Ľupce (Slovenska Ľupĉa), Zwoleniu, Brezne, Bańskiej Szczawnicy, Myjave, Modrej, Dolnom Kubíne, Lewoczy i Peńti. Teatry amatorskie szybko rozpowszechniły się na prowincji. Sztuki teatralne wystawiano
w Smolici, Rajci, Komjatoviciach, Ľubiatovej, Ratkovej i w Veľkom Jasenie 374.
Zasługą A. Sládkoviĉa, J.M. Hurbana i S. Jurkoviĉa było założenie 5 września
1841 w Sobotińti Nitrzańskiego Słowackiego Teatru Narodowego, który wbrew
nazwie, był skromnym amatorskim teatrzykiem, prezentującym swe inscenizacje
podczas uroczystości szkolnych. W role aktorów wcielili się uczniowie liceum – A.
Sládkoviĉ, J.M. Hurban, H. Ńkultety, J. Francisci, S. Ńtúr, D. Kolény oraz miejscowe działaczki narodowe – Anna Jurkoviĉová i siostry Anna i Zuzanna Kolényové.
Twórcy teatru w Sobotińti rozpoczęli pionierską działalność, gdyż na Słowacji nie
było żadnej sceny zawodowej. Sami zabiegali o teksty, przygotowywali rekwizyty,
urządzali kulisy, dobierali aktorów. To ostatnie zadanie wcale nie było łatwe, albowiem zawód aktorski nie cieszył się poważaniem w ówczesnej opinii społecznej.
Tym bardziej więc należy docenić zapał entuzjastów, którzy tworzyli teatr i przywrócili należne mu miejsce w społeczeństwie.
J.M. Hurban, Ľ. Ńtúr, Rozpomienky, Bratislava 1959, s. 71.
Tu: Pipidówka, zapadła dziura, potoczne określenie prowincji, zacofania (przyp. tłum).
374
Ń. Pasiar, op. cit., s. 71.
373

Druga scena amatorska powstała w Lewoczy. Jej założycielem był F. Francisci.
Wystawiano w języku słowackim, węgierskim i niemieckim. Niekiedy przedstawienia odbywały się w mieszkaniach prywatnych, m.in. samego twórcy sceny375. Repertuar nawiązywał do przekładów czeskich i węgierskich sztuk teatralnych, dużą
popularnością cieszyły się też przedstawienia rodzimych autorów: J. Chalupki (Kocúrkovo) i J. Palkoviĉa (Dva buchy a tri šuchy).
W 1846 roku przy miejscowym gimnazjum rozpoczął działalność teatr w Modrej. Niekiedy przedstawienia odbywały się w mieszkaniach prywatnych, najczęściej
u Samuela Emresa, działacza narodowego. Jak dowiadujemy się z “Orła Tatrzanskiego”, w roku szkolnym 1845/1846 wystawiono komedię (Żebyśmy tylko ze wstydem nie zostali), w której gali uczniowie: J. Herńtain, J. Kolény, J. Esterák, J. Reinhardt, G. Holuby, A. Doleņal, Ľ. Dohnány, J. Tesák, Ń. Erdélsky, V. Ńulek, Ń. Reinhardt, J. Petráń oraz miejscowe dziewczęta. W następnym roku szkolnym przygotowano przedstawienie Cudowny kapelusz. Dochód ze sprzedaży biletów przeznaczono na potrzeby biblioteki koła376.
Najwięcej sztuk teatralnych wystawiono w Bańskiej Szczawnicy. Na początku
aktorzy grali w wynajętej sali, lecz już 7 sierpnia 1846 “Słowacka Gazeta Narodowa” informowała, że:
Ņe sa meńťjanstvo Ńtjavnickou národnosťi chápe toho svedectvom je teraz zaloņenuo
a vistavenuo Meńtjanskuo Slovenskuo ďivadlo [...] malá skupina obĉanov sa postavila
proti , ale väĉńina bola toho názoru [...] ņebi to najvetńja ňespravodlivosť bola, kebi sa
meńťjanstvu Slovenskjemu, aspon dve tretini obivaťelstva robjacemu, v tomto peknom
a spravodlivom podujaťi, prekáņki kládi377.
W Bańskiej Szczawnicy, podobnie jak i w innych miastach słowackich, na repertuar początkowo składały się czeskie i niemieckie komedie, z czasem jednak widzowie zaczęli domagać się poważniejszych sztuk. Zwracano uwagę, że teatr to nie
tylko: “miesto zábav a smiechu, ale ho musíme aj ako ńkolu dobrjeho povaņovať,
v ňom sa teda má lud náň, zabávajúc sa vzdelávať” 378. Autor tego artykułu zaakcentował podstawowy cel pracy oświatowej i wychowawczej szturowców, kiedy napisał: “Nańa v ĉasoch tíchto najsvatejńia povinnosť je, pri kaņdej príleņitosťi kďe len
muoņeme, zaňedbanjemu dosjal ludu nańmu krásu cnosťi a ohavnosť ňepravosťi
odokrivať; ĉomu sa velmi krásna príleņitosť aj v ďivadláach nadhadzuje” 379.
Ján Francisci od września 1844 r. był zastępcą profesora (Karela Hlaváĉka) języka i literatury słowackiej w liceum w Lewoczy. Za sprawą miejscowej społeczności węgierskiej zakazano mu działalności
publicznej. Francisci jednak kontynuował ją indywidualnie. Przyczynił się do wybudowania nowego
centrum młodzieży słowackiej przy (ewangelickich i innych) szkołach na Węgrzech. Wspólnota została
założona 6 sierpnia 1845 r. w Liptowskim Mikulaszu.
376
“Orol tatranský”, 2:1846, ĉ. 33.
377
SNN, 2:1846, ĉ. 29.
378
“Orol tatranský”, 2:1846, ĉ. 29.
379
Tamże.
375
Przeciwnicy słowackiego ruchu narodowego – administracja węgierska, szlachta
i burżuazja (a także mieszczaństwo słowackie) – domagali się zakazu wystawiania
przedstawień teatralnych, dostrzegając w nich idee odrodzenia narodowego. Przeciw
działalności słowackiego teatru amatorskiego ostro występowały stołeczne i miejskie władze, dlatego też należało usilnie zabiegać o uzyskanie zgody na każde
przedstawienie. Ilustruje to przykład Modrej, gdzie w roku szkolnym 1846/1847
członkowie związku przygotowali przedstawienie Cudownego kapelusza. 10 stycznia 1846 r. władze miasta zakazały jego wystawienia argumentując to następująco:
“vraj ņebi ona (rozumej mládeņ) chcela Modru za streďisko slovenskích agitácí
urobiť”380. Uważali, że należy zlikwidować teatr, ponieważ oddziaływuje na świadomość narodową i społeczną mieszczaństwa i ludności wiejskiej. Zespół wystąpił
w mieszkaniu prywatnym S. Emresa, a po zakończeniu spektaklu odbyła się zabawa,
w której: “poslaní bou i mekí p. kapitaň, ale statoĉní tento pán zabávau a veseliu sa s
radujúcimi aņ do rána. Istotňe mu um prísť muselo: keď vo Viedni Slovania zabávať
sa muoņu, preĉoņe bi sa v Modre ňemohli Slováci” 381.
Oświatowa i wychowawcza działalność szturowców ogromnie przyczyniła się
do powstania ruchu narodowego oraz ośrodków służących rozwojowi kultury na
Słowacji.
przełożył Krzysztof Polek
The Influence of the Educational Activity of Ludovit
Stúr and His Followers
on the Formation of Slovakian National Awareness in
the 19th Century
Abstract
The changes that took place in the Slovakian society and culture in the first half of the
19th century were greatly influenced by L. Ńtúr and his followers. The thirties and forties of
the 19th century marked the beginning of Sunday schools, reading rooms, libraries and reading
clubs, development of co-operative movement, mutual-aid societies, savings and loan banks
and charity associations. All of those organisations contributed greatly to reducing illnesses
and drinking habits, which were the outcome of village poverty and backwardness. Another,
equally effective form of cultural and educational activity of Ńtúr and his followers was the
organisation of amateur theatres, singing groups and social meetings, all of which enabled
them to conduct political activity as well.
In 1844 the Tartin Association came into being whose objective was to take good care of
youth‟s education and upbringing, and to spread the literary variety of the Slovakian language
380
381
“Orol tatranský”, 2:1846, ĉ. 55.
Tamże.
among the local population. In August 1845 The Slovakian National Newspaper edited by
Ńtúr started to appear together with its literary companion entitled The Tatra Eagle.
In spite of financial and organisation problems that the Slovakian national activists gathered around Ńtúr had to face, they managed to develop various forms of social activity and
political awareness among the Slovakian people.
Annales Academiae Paedagogicae
Cracoviensis
Folia 3
Studia Historica I (2001)
Ida Zubácka
Wpływ działalności oświatowo-wychowawczej
Ludovita Stura i jego naśladowców
na kształtowanie się
słowackiej świadomości narodowej w XIX wieku
Wśród narodowości zamieszkujących tereny królestwa węgierskiego Słowacy –
z powodu braku tradycji państwowej – najsilniej dotknięci zostali madziaryzacją. Rozpoczęła się ona od uchwały sejmu stavovskiego z lat 1790–1791, nakazującej używania języka węgierskiego w życiu publicznym. Z czasem tendencje te uległy nasileniu, przybierając
od lat trzydziestych XIX wieku skrajne formy, a osiągnęły apogeum na przełomie XIX/XX
wieku. Wywoływało to sprzeciw i nieufność wśród opozycyjnie nastawionej części szlachty węgierskiej, co skwapliwie wykorzystywała administracja cesarska w Wiedniu. Początki
formowania się nowożytnego narodu słowackiego datują się na lata trzydzieste i czterdzieste XIX wieku i odbywały się w wyjątkowo trudnych warunkach. Szlachta słowacka, reprezentująca niekiedy prowęgierskie stanowisko, odnosiła się do rozwoju ruchu narodowego z rezerwą,
a niekiedy wręcz wrogo. Jej postawę tak scharakteryzował Benjamin Cernák:
Neņ při tom byla jim na pomoci i slovenská ńlechta, která ospanlivá a k národnosti slovenské z největńí ĉástky vņdy lhostejná a na maďarskou stranu toumyńlenkou panující, ņe
Uhorsko jen kdyņ maďarské bude, ńťastné bude, převábiti se snadno dala382.
Burżuazja w miastach słowackich była w większości pochodzenia niemieckiego
i węgierskiego, a słowackie mieszczaństwo, nieliczne i słabe gospodarczo, żyło na
poziomie zbliżonym do średniej szlachty. Zacofanie ludności wiejskiej i jej mała
382
B.P. Cervenák, Zrčadlo Slovenska, Peńť 1844, s. 123.
świadomość sprawiły, że walkę o niezależność narodową podjęła inteligencja, która
przewodziła rodzącej się burżuazji i organizowała słowacki ruch narodowy.
Aktywność polityczna młodego pokolenia Słowaków rozpoczęła się w 1840
roku, kiedy to władze zezwoliły na jej prowadzenie. Jednakże bezskuteczne akcje
składania petycji w latach 1840, 1842 i 1844 ukazały słabość słowackiego ruchu
narodowego. Dlatego Ľ. Ńtúr i skupieni wokół niego działacze świadomi, że podstawą narodu jest lud, uznali za konieczność podźwignięcie go z upadku i włączenie
do działalności patriotycznej.
W latach czterdziestych XIX wieku proces kształtowania się narodowości niewęgierskich wszedł w decydująca fazę. Zalegalizowanie języka słowackiego sprzyjało rozwojowi i demokratyzacji ruchu narodowego. By pozyskać ludność wiejską,
należało podnieść poziom jej wykształcenia, co bez znajomości języka i pisma było
niemożliwe. Tak więc upowszechnienie języka narodowego odegrało zasadniczą
rolę w kształtowaniu się nowoczesnego narodu słowackiego.
Niepowodzenia akcji politycznych, rozbite “centra gravitatis”, usunięcie Ľ. Ńtúra
z liceum w Bratysławie oraz nasilenie madziaryzacji (1844) świadczyło, że należy
przeciwstawić się naciskowi węgierskiemu. Młode pokolenie uważało, że obrona
będzie wtedy skuteczna, gdy jako działacze ruchu narodowego otrzymają masowe
poparcie. Należało zatem pozyskać studentów, inteligencję, a przede wszystkim
chłopów. Była to jedna z przyczyn, dla której założono dwa stowarzyszenia, mające
prowadzić intensywną pracę oświatową i wychowawczą na wsi: Tartin oraz Jedność
Młodzieży Słowackiej.
Wraz z powstaniem warunków dla szerszego poparcia ruchu narodowego następowała demokratyzacja jego programu politycznego. Zwolennicy radykalnych
zmian skupili się wokół “Słowackiej Gazety Narodowej”, a ich stanowisko na forum
węgierskiego parlamentu reprezentował Ľ. Ńtúr. Natomiast pojednawczą postawę
zajęło umiarkowane skrzydło, a zasadniczym punktem sporu był stosunek do poddaństwa (całkowite bądź częściowe jego zniesienie).
Kiedy sejm węgierski nie zajął się naglącą sprawą ruchu narodowego, działacze
słowaccy podjęli bardziej stanowcze kroki. W Mikulaszu ogłoszono Żądania narodu
słowackiego, które spotkały się ze zdecydowaną reakcją ze strony władz węgierskich. Formułując program pracy wychowawczej i oświatowej, stawiali sobie za cel
zmianę stosunków feudalnych na wsi jak też ukształtowanie niezależnego narodu
słowackiego. W działalności oświatowej nawiązywali m.in. do doświadczeń J. Fán-dlyka i J. Kollára; sięgano także po metody stosowane w krajach europejskich,
zmodyfikowane do miejscowych warunków, duży nacisk położono na organizowanie
wycieczek, kół śpiewaczych, zabaw oraz przedstawień teatralnych. Pracę oświatowo-wy-chowawczą starano się rozwijać także wśród mieszczaństwa, studentów i inteligencji.
Często w działalności kulturalnej i oświatowej kierowano się przesłankami
ideowymi. Przyczyny biedy na wsi upatrywano przede wszystkim w braku wykształcenia jej mieszkańców. W tym czasie dominowało przekonanie, że: “národná
otázka je vo svojej podstate roľníckou otázkou, pretoņe roľnictvo tvorí hlavnú masu
národa”383. By skuteczniej pomagać wsi, przeciwstawiać się wyzyskowi, niezbędne
okazało się wzbogacenie działalności oświatowej o treści polityczne.
Organem prasowym działaczy stała się “Słowacka Gazeta Narodowa”, ukazująca się od 1 sierpnia 1845. Jej założycielem był Ľ. Ńtúr, a w zespole redakcyjnym
pracowali: Bohuslav Nosák, Peter Kellner-Hostinský, Móric Jurecký, Ľudovit Dohnány i Janko Ńtúr. Pismo redagowane było nowocześnie, miało dobre kontakty ze
społeczeństwem i było zorientowane w jego problemach. Z początku unikano dyskusji i polemik na tematy polityczne i narodowe z obawy przed ingerencją cenzury.
Zaważyło także stanowisko samego założyciela gazety, starającego się unikać
wszelkich działań utrudniających integrację młodego jeszcze ruchu narodowego.
“Słowacka Gazeta Narodowa” zachęcała do podnoszenia wykształcenia i stała
się na wsi popularyzatorem wiedzy, sposobów racjonalnego prowadzenia gospodarstwa, warsztatu rzemieślniczego oraz ruchu spółdzielczego. Poddawano krytyce
przywary społeczeństwa, a Ľ. Ńtúr wielokrotnie w swoich tekstach zwracał uwagę
na konieczność rozwoju kulturowego i narodowego, tak aby stać się użytecznym dla
społeczeństwa. Wyraził to następująco:
nestaĉí vedieť a robiť len to, ĉo predkovia vedeli a robili, nie je dosť len s niņńími rmeslami a i to bez ďalńích známostí sa zaoberať , nie je dosť známostí ku stavu a povolaniu
svojmu len po ńkolách si zazbierať a cez celý ņivot len na tom, mysliac si, ņe s málom
spokojný je ńťastný, prestávať..., ne je dosť len knihy náboņenské a daktoré verńe alebo
básne spisovať a vydávať nie je dosť toť len knihu dajakú kúpiť a dakedy, keď vôľa ĉloveka nadíde, v nej sa preberať – o moc viac náń terajńi ĉas ņiada, o moc väĉńie ako dake384
dy boli potreby .
Rozwój oświaty miał być pomocny nie tylko przy prowadzeniu gospodarstwa,
lecz także w zwalczaniu przeżytków społecznych, miał też obudzić zainteresowanie
problematyką narodową.
Jedną z form realizacji tego celu stawała praca oświatowa, którą w pierwszej
kolejności zamierzano objąć dzieci i młodzież 385. Jednakże trudna sytuacja materialna słowackiej wsi była jedną z głównych przeszkód, na jaką szturowcy napotykali najczęściej. Bieda i niedostatek kształtowały mentalność i postawy chłopów.
Szkółki niedzielne, biblioteki i kółka czytelnicze
Upowszechnianie oświaty rozpoczęto od tworzenia szkółek niedzielnych na
wsiach i w miastach. Miały one ściśle określony program, cel i metody pracy. Kiedy
w 1845 roku węgierska Rada Królewska wydała zarządzenie dotyczące zasad orga383
384
385
Ľ. Ńtúr, Ţivot a dielo 1815–1856. Zborník materiálov z konferencie HÚSAV, Bratislava 1956, s. 171.
Ľ. Ńtúr, Politické state a prejavy, Bratislava 1954, s. 45–46.
Zob. Ľ. Bakoń, Štúr ako vychováteľ a bojovník za slovenskú školu, Bratislava 1957.
nizowania tego typu placówek, kładąc nacisk przede wszystkim na kształcenie zawodowe, “Słowacka Gazeta Narodowa” określiła ten program jako: “nám ňeďelnje
ńkoli sú takje ústavi, ktorje národnosť, vzďelanosť a pospolitosť za heslo majú” 386.
Kształcenie w szkółkach niedzielnych odbywało się dwustopniowo – na początek uczono podstaw czytania, pisania, rachunków i religii. W drugim, wyższym etapie, w języku ojczystym zapoznawano uczniów z zasadami matematyki, podstawami nauk przyrodniczych, historii z etnografią, prawa, handlu oraz sprawami dotyczącymi gospodarowania. Zajęcia prowadzone były w czasie dogodnym dla słuchaczy. Szkółki odwiedzali w niedzielne popołudnia jesienią, a najczęściej zimą. Zajęcia prowadzili nauczyciele i księża.
Przy każdej szkółce niedzielnej istniała biblioteka, która utrzymywała się z
“z príňesjek (der Betrag) peňaņitích samích poslucháĉov ňeďelních prednáńaňí,
ktorje príňeski pravda velmi malje bi biť museli” 387. Księgozbiór powiększano poprzez dary oraz zakupy. Organizatorzy liczyli na zainteresowanie i wsparcie szkółek
przez ziemiaństwo.
Strukturę organizacyjną i program szkółek niedzielnych opracowali czołowi
działacze ruchu narodowego. Josef Miroslav Hurban (Prawa brezovskej szkółki niedzielnej, 1842) tak określił ich zadania:
Ńkola táto má teda sľuņiť vzdelávaniu tým, ktorí väĉńinou si váņia uńľachtilú zábavu
v pouĉení sa záleņiacu, neņ rozkońe. lenivenie a zaháľanie. Prenáńanie alebo uĉenie
v nedeľu a sviatky miesto majúce budú ale v tomto sa pohybovať: Bude sa prednáńať´
vńetko, ĉo by mohlo napomôcť známosti roľníke, hospodárske, remesnícke, kupecké;
potom sa bude vypravovať z histórie svetskej uhorskej krajiny a aj z histórie národa slslovanského; budú sa ďalej prednáńat´ ņivotopisy slávnych muņov, ktori vel´ke a slávne
skutky na svete vykonali; budú sa tieņ mravné a náboņenské priíkladi privádzať, a pritom
sa nezabudne ani na nové skúsenosti a nálezky v remeslách, obchode, kupectve, atd´. ánáno, ani na zdravie a potreby domáce, takņe kaņdý ĉlovek bude môcť nájst´ tuto pouĉe388
nie, poteńenie seba samého .
Paragraf piąty dotyczył biblioteki, będącej kamieniem węgielnym szkółki niedzielnej oraz ustalał jej regulamin:
1. Knihovník má kľuĉ od kniņnice, zapisuje darované a kúpene knihy do „menoslovu‟
(rozumej kniņný katalóg), vydáva ich ĉitateľom a späť prijíma, stará sa o pokladnicu,
kaņdéhopol roka prijaté a vydané penize vyuĉtúva a o to sa s prednostom (ĉiņe riaditeľom
kniņnice a nedeľnej ńkoly) svedomite usiluje, aby kniņnica rásla. Preto obidvaja spolu
dluņníkov napomínajú, za prijaté knihy menom ńkoly ďakujú, kniņnicu odporúĉajú a tak
správu kniņnice vedú.
386
387
388
“Slovenskje národňje novini”,2, 1846, ĉ. 145 (dalej cyt. SNN).
SNN, 1:1845, ĉ. 6.
Ń. Pasiar, Z dejín ľudovýchovy do roku 1918, Martin 1952, s. 63–64.
2. Prednosta dohliada na kniņnicu, stará sa o poriadok v platení, verejne ĉitané
a schválené úĉty podpisuje, pińe si s dobrodnicami kniņnice, knihovníkovi vo vńetkom
vychádza v ústrety a radou mu pomáha.
3. Kaņdý ĉlen má právo poņiĉavať si aby sa aj s tým kniņnica napomáhala, ustanovuje sa,
aby kaņdú knihu poņiĉanú na týdeň ńajnový grajciar zaplatil.
4. Nezabraňuje sa poņiĉivať knihy ani neĉlenom, ba ani ľuďom, ktori bývajú von z Brezovej. Lenņe pre nich je vyńńí poplatok a to 6 grajciarov na týņdeň. Ak by si vńak
vypoņiĉiavateľ knihu vyńe miesiaca, povinný je týņdenne zaplatiť 9 grajciarov.
5. Nikto si nesmie ponechať knihu vyńe mesiaca, vyjmúc, ņe by to oznámil, alebo si
khnihu prepísať dal.
6. Strarenú knihu musí prinavrátiť, alebo za ňu zaplatiť, ten kto si ju poņiĉal. Ak sa kniha
pońkodí, musí dať opraviť ten, komu sa vydala.
7. Spomedzi ĉlenov sa volí revízor, ktorý s prednostom doma úĉty prehliada a verejne
podpisuje389.
Przytoczony regulamin został nie tylko dobrze zredagowany, ale i przemyślany,
dlatego stosowano go w większości bibliotek ludowych.
Pierwsza szkółka niedzielna na Słowacji powstała w Hornej Súĉi (1834), a jej
założycielem był Michal Reńetka. Na początku miała charakter kościelny i dopiero
po 1845 roku uległa laicyzacji, dostosowując się do ówczesnych oczekiwań i potrzeb środowiska. Natomiast inny charakter miała założona przez Ńtefana Závodníka
placówka w Veľkej Divinie. Uczęszczała do niej najzdolniejsza młodzież, którą
przygotowywano do pracy wychowawczej w szkółkach niedzielnych. W 1846 roku
założono szkółkę niedzielną w Pukanci (dla katolików i protestantów), do której
uczęszczało ponad 50 uczniów. Władze miasta, zainteresowane ożywieniem miejscowego rzemiosła, wsparły szkółkę w ten sposób, że “ňikdo prepusťení, ňikdo za
majstra prijatí ňebuďe kto svedectvo z ňeďelnej ńkoli ňepreukäņe. Takto sa slávna
vrchnosť pukanská zaujíma o ústavi k pozdvihňuťú mesta smerujúce” 390. Ta dobrze
prosperujaca placówka przetrwała do 1848/1849.
Popierająca tę formę działalności oświatowej “Słowacka Gazeta Narodowa”
zamieszczała na swych łamach informacje o powstających szkółkach. Dla przykładu
wymienię nazwy niektórych wsi, nazwiska założycieli i rok powstania szkółek:
Brezová – Josef Miroslav Hurban (1842), Hlboké (1842), Veľká Divina – Ńtefan
Závodník (1842), Peńť – Ján Kadavý i Ján Kollár (1842), Zemianske Podhradie –
Ondrej Hlaváĉ (1842), Uhronec – Karol Modráni (1845), Sobotińte – Samuel
Jurkoviĉ (1845), Tisovec – Ńtefan Daxner (1845), Ratková – (1845), Kńinná (1845),
Vaņec (1845), Hodruńa (1845), Príbelec – Ján Rotarides (1846), Pukanec – Ján Holuby (1846), Nové Mesto nad Váhom (1846), Nemecká Ľupĉa – obecnie Slovenská
Ľupĉa (1846), Oslany (1846), Vel´ká Poloma (1847), Modra (1847), Pitvaroń
(18470, Banská Ńtiavnmica (1847), Stredné Plachtince (1847)391.
J.M. Hurban, Slovo o Spolkách Mjernosti a Školích Nedeľných, Banská Bystrica, s. 46.
SNN, 3:1847, ĉ. 228.
391
SNN, 1–3:1845–1847, poszczególne numery. Przy niektórych szkółkach niedzielnych nie udało się
ustalić nazwisk założycieli.
389
390
Upadek “Gazety”, wydarzenia okresu Wiosny Ludów oraz postępy madziaryzacji spowodowały zawieszenie działalności szkółek niedzielnych w wielu miejscowościach. Efekty pracy w szkółkach niedzielnych zależały w dużej mierze od
działalności i zasobności zbiorów bibliotecznych, które nie tylko ułatwiały zdobywanie wiedzy, lecz także kształtowały świadomość społeczną i pomagały przeciwstawić się narastającej madziaryzacji. Przy bibliotekach najczęściej zakładano kółka
czytelnicze, choć nie było to regułą. Doceniając te formę działalności oświatowej
planował Ľ. Ńtúr stworzenie oficyny zajmującej się wydawaniem książek o tematyce
historycznej, przyrodniczej i społecznej. Myślał także o wydawaniu czasopisma
poświęconego oświacie wiejskiej, lecz zamiar ten nie został zrealizowany z powodu
braku środków finansowych.
Zakładanie bibliotek ludowych i stowarzyszeń czytelniczych napotykało na
liczne trudności, m.in. brak zainteresowania książką u ludzi na co dzień zajmujących
się uprawą roli, ustawiczne kłopoty finansowe czy postawę władz węgierskich, które
niezbyt przychylnie patrzyły na rozwój słowackiej kultury. Innym poważnym problemem stał się brak wystarczającej liczby książek oraz odpowiedniej ich dystrybucji. Ľ. Ńtúr proponował, by w większych miastach utworzyć ośrodki zajmujące się
gromadzeniem i rozprowadzaniem literatury. Planowano założyć je w Bratysławie,
skąd następnie zamierzano rozprowadzać książki na terenie południowej i zachodniej części Słowacji, a także w Słowenii i na Chorwacji; w Bańskiej Bystrzycy – dla
północnej i wschodniej Słowacji; oraz w Liptowskim Mikulaszu 392. Należy żałować,
że realizacja tego projektu nie doszła do skutku.
Na stronicach “Słowackiej Gazety Narodowej” często spotkać można następujące narzekania: “za ĉím duńe nańe túņa a ĉo bi nám sili dodalo (t.j. kňihiako priaťel
ludu, zorňiĉka, zlatňica atď.) to z ňikadial tuná ňemuoņeme obdarņať”393. Szturowcy
proponowali, by wydawnictwa książek słowackich miały własnych kolporterów,
którzy by książki promowali i sprzedawali. Natomiast pisarzom sugerowano, by
zamieszkali w miastach w celu, “spolky a vzájomné zhovory zakladali a tak pomaly
samostatnosť slova verejného tvorili”394. W planach znajdowało się także zakładanie
księgarń z wystarczającą liczbą tytułów i egzemplarzy książek słowackich oraz czeskich. W realizacji tych zamierzeń – obok trudności materialnych, przeszkodą była
także niechętna postawa władz węgierskich. W tej sytuacji dystrybucją książek,
czasopism i gazet zajęli się niektórzy działacze narodowi (Zoch, Hrebenda, Belopotocký i in.), a także studenci.
Na przekór trudnościom i kłopotom na Słowacji powstawały biblioteki wiejskie.
W niektórych miejscowościach zakładano je wraz ze szkółkami niedzielnymi,
w innych natomiast to właśnie powstanie biblioteki przyczyniło się do tworzenia
szkółek niedzielnych. Tak było np. w Vaņci. W 1845 roku rozpoczęto organizowanie biblioteki przy szkółce niedzielnej w Pertovici, co było możliwe dzięki darowiźnie Ńtefana Homoli w wysokości 20 złotych na zakup księgozbioru. W tym samym
392
393
394
SNN, 2:1846, ĉ. 146.
SNN, 4:1848, ĉ. 278.
SNN, 2:1846, ĉ. 135.
roku utworzono czytelnię w Nemeckej Ľupĉi (Slovenská Ľupĉa). Mieszkańcy miast
gromadzili się po domach czytając najczęściej “Słowacką Gazetę Narodową”.
W 1846 roku utworzono szkółkę niedzielną i bibliotekę, przy wydatnej pomocy ze
strony mieszkańców (dary książkowe). W 1845 roku Tomań Hromada założył
bibliotekę słowacką w Hranici, która “svoju veľkoduchou ńtedrosťou tak rozmnoņil,
ņe uņ dosiaľ znamenitou zásobou rozmanitých slovenských diel je zaopatrená”, jak
donosiła “Słowacka Gazeta Narodowa” 395.
Dobrze działająca szkółka niedzielna w Modrej domagała się utworzenia biblioteki i czytelni. Niebawem czytelnia upadła, a jej księgozbiór został przyłączony
do innej miejscowej instytucji. Przykład Modrej dobitnie ilustruje, jak niepewny był
los tworzonych ofiarnością społeczeństwa instytucji kulturalnych. Były student –
Ľ. Rizner – tak wspominał ten okres:
Na vlastné oĉi som videl roku 1864, keď somtam ńtvrtú triedu gymnaziálnu dokonál, jako neńeredno sa s kniņnicou tou zacholilo, kaņdý urobil s knihami to, ĉo sa mu ľúbilo
a nik sa proti tomu neohlásil. Keby bolo tedajńím uĉbárom nieĉo na knihách záleņalo,
nuņ by sa len kedy tedyohlásili a o stave kniņnice presvedĉili. Ale oni sa na to ani neobzreli, jim to vńetko jedno; veď to bolo knihy slovenské 396.
Dzięki troskliwości i pomocy słowackich profesorów gimnazjum w Modrej,
przede wszystkim Jozefa Vali, który rozpoczął poszukiwania książek, zdołano uratować 123 egzemplarze. Obecnie znajdują się one w Muzeum Ľ. Ńtúra w Modrej.
Z okresu poprzedzającego wybuch Wiosny Ludów posiadamy informacje o bibliotekach m.in. w Zemianskom Podhradí (1845), Brezovej (1846), Kńinnej (1846),
Veľkom Jasene (1846), Banskej Ńtiavnicy (1846), Hodruńi (1847)397.
Szturowcy traktowali czytelnictwo jako główny środek służący tworzeniu się
podstaw demokratycznych ruchu narodowego, dlatego tyle uwagi poświęcali powstawaniu stowarzyszeń czytelniczych. Czytelnie zakładano na wsiach i w miastach, by poprzez wspólną lekturę podnosić poziom wykształcenia społeczeństwa.
Dobrym przykładem może być czytelnia w Ratkovej, która działała przy tamtejszej
bibliotece. Członkowie zbierali się w domach, czytając i dyskutując. Biblioteka
Słowacka w Ratkovej stała się ważnym ośrodkiem kulturalnym w okolicy, a jak napisała “Słowacka Gazeta Narodowa”: “knihy z tejto knihovne nie len poriadnejńí
Ratkovania ĉitajú ale aj daktorí z okolných dedín – Kameňan, Nándrańa atd”398.
W 1846 roku staraniem pastora Jána Holuba i nauczyciela Blańkoviĉa otwarto
czytelnię w Pukanci. Jej członkowie, czytając redagowaną przez Ľ. Ńtúra gazetę, będącą podstawowym źródłem informacji, zapoznawali się też z literacką wersją języka
słowackiego. Wraz z poszerzeniem horyzontów wstępowali do Towarzystwa Wstrzemięźliwości399. Na podkreślenie zasługuje fakt, że spotkania nie ograniczały się do
395
396
397
398
399
SNN, 1:1845, ĉ. 40 i 52; SNN, 2:1846, ĉ. 105.
“Orol tatranský”, 5:1847, ĉ. 4.
SNN, 1–3:1845–1847, poszczególne numery.
SNN, 1:1845, ĉ. 28.
Tamże, ĉ. 42.
wspólnego czytania, lecz, jak napisał anonimowy informator: “Páňí títo (má na mysli
pukanských remeslníkov) ňeskupujú ale kňihy iba pre spoloĉnú kňihoveň, leĉ i pre
sebä, tak ņe najdeń u ňích Slávy dceru, Cestopis Kollárov, Zrcadlo, Kázňe Kollárove,
Zorniĉku a srdce ťi zaplesá, keď poznáń, ako dobre sú s obsahom jich oboznámeni”400.
Autor tych słów miał rację, albowiem wśród mieszkańców Pukanĉia do dzisiejszego
dnia pieczołowicie przechowywane są Slávy dceru i inne zakupione wówczas wydawnictwa, niekiedy z odręcznymi zapiskami umieszczonymi na marginesach.
Do szczególnie aktywnych i mających duże zasługi zaliczyć należy kółka czytelnicze działające w okolicy Bańskiej Bystrzycy. W 1845 roku katoliccy księża
założyli kółko pohrońskie. Pracą kierował Anton Tileń, a funkcję sekretarza sprawował Július Plońic. Członkowie kółka (liczącego 48 osób) wspierali działalność
wydawniczą stowarzyszenia Tartín. Przyczyniło się to do rozwoju bibliotek i czytelni,
dla których brak literatury w języku słowackim stanowił poważną przeszkodę w aktywnej działalności401. Z księgozbioru kółka korzystać mógł każdy zainteresowany.
W listopadzie 1847 roku utworzono w Bańskiej Bystrzycy Towarzystwo Wykształcenia Ogólnego działające według założeń Karola Kuzmániego. Równocześnie powstała szkółka niedzielna, Towarzystwo Wstrzemięźliwości oraz kółka zainteresowań (czytelnicze, rzemieślnicze, wytwórcze, kupieckie, sadownicze,
pszcze-larskie i inne). Centrum stowarzyszenia była biblioteka, zawierająca bogaty i
różnorodny księgozbiór. Stowarzyszenie dzięki K. Kuzmániemu stało się bazą dla
działalności narodowej i oświatowo-wychowawczej duchownych katolickich i protestanckich oraz inteligencji. Stanowiło też dobry wzór dla działającej w mieście
organizacji kulturalnej, a jego atutem była prosta struktura organizacyjna 402.
Oceniając działalność powstałych wówczas kółek czytelniczych i bibliotek
stwierdzić należy, że pomimo trudnych warunków pracowały sprawnie i cieszyły się
dużą popularnością na wsi, szczególnie w okresie późniejszym w latach sześćdziesiątych XIX wieku, tzw. okresie macierzy.
Działalność bibliotek i czytelni wiejskich wspierał założony 26–28 sierpnia
1844 w Liptowskim Mikulaszu Tartín. Zadaniem jego było wychowanie młodego
pokolenia, opracowanie i rozpowszechnienie nowego pisma i literackiej formy języka słowackiego oraz podniesienie wykształcenia wśród ludności wiejskiej. Mottem całej działalności było “kaņdou zákonnou cestu ĉisto slovenský ņivot, bez vńetkých ohľadov na vyznanie náboņenské, stav a ktorékoľvek iné strany ņívota a rozdielnosti ľudské budiť, podporovať, utvrdzovať a rozńirovať” 403.
Szturowcy założyli Tartín jako stowarzyszenie kulturalne obejmujące swą
dzia-łalnością obszar całej Słowacji, dlatego niezmiernie ważne stało się uzyskanie
poparcia ze strony jak najszerszej grupy działaczy katolickich. Spośród nich udało się
pozyskać Eugena Gerometta, Jozefa Ńĉasnégo, Mateja Tuĉka, Ondreja Cabana, N.
400
401
402
403
“Orol tatranský”, 1:1845, ĉ. 18.
“Orol tatranský”, 1:1845, ĉ. 18.
“Orol tatranský”, 1:1845, ĉ. 59.
D. Rapant, Tartín. (Osudy a zápasy), Martin 1950, s. 50.
Durjana, Martina Ĉepka, Júliusa Plońica, Martina Hamuljaka i malarza J.B. Klemensa404.
Podstawowym celem Tartína miało być wydawanie i rozpowszechnianie książek “w czystym słowackim dialekcie”, tj. w szturowskiej słowacczyźnie. W ciągu
czterech lat istnienia wydano trzy tytuły Naukę mowy słowackiej Ľ. Ńtúra (1846),
Vetin i Epigenes (1847–1848), Zlatnica pióra Zschokkiego (1847) w przekładzie
Jozefa Plecha. Dalsze plany edytorskie przekreśliły wydarzenia z okresu Wiosny
Ludów, w których uczestniczyła duża grupa działaczy narodowych.
Podczas drugiego dorocznego zgromadzenia Tartína Ľ. Ńtúr apelował, by stowarzyszenie nieodpłatnie przekazywało po jednym egzemplarzu wydawanych książek kółkom oraz w miarę możliwości także bibliotekom większych wiejskich szkółek niedzielnych. Inicjatywa ta nie mogła zostać zrealizowana, głównie z powodu
trudności finansowych, dlatego biblioteki zmuszone były do kupowania tych wydawnictw. Ich dystrybucją zajmowali się stali członkowie wydawnictwa, a jako
premię otrzymywali co siódmy egzemplarz gratis.
Ważną częścią działalności Tartína, jak to określał statut, było kształcenie młodzieży:
Mládenci od Tartína podporujú sa tí, ktorí sú chudobní a sa alebo vedám, alebo umeniu
a premyslu oddávajú ... Takýto od spolku podporovaný mládenec musi svedectvá o svojom mravnom drņani sa a o vytrvanlivej pilnosti roĉite prednostovi spolku podávať
a podporu len tak dlho dostávať bude, kym sa jej hodným dokáņe a kým nemá inńích
prostriedkov ďalej sa vzdelávať aj bez inńej pomoci405.
Tartín blisko współpracował ze Zrzeszeniem Młodzieży Słowackiej, pomagając
przy organizowaniu imprez oraz fundując nagrody dla zwycięzców.
Aktywnie włączył się również w działania antyalkoholowe, popierał stowarzyszenia i organizacje gospodarcze i społeczne oraz przyczynił się do rozwoju bibliotekarstwa. Zapoczątkowana działalność wydawnicza stwarzała nadzieję, że biblioteki będą dysponowały wystarczającym zasobem książek. Tartín, skupiający w większości młode pokolenie inteligencji, znacząco przyczynił się do rozwoju życia kulturalnego i oświaty wiejskiej na Słowacji.
W końcu lat czterdziestych XIX wieku w miastach i we wsiach, gdzie zamieszkiwała mieszana etnicznie ludność, przy niektórych bibliotekach i kółkach czytelniczych zaczęły powstawać kasyna (według projektu hrabiego Széchényego). Skupiały one mniej patriotycznie wyrobioną część słowackiej inteligencji, urzędników
i szlachtę. Zajmowały się integracją lokalnego społeczeństwa, organizowaniem zabaw, debat na aktualne problemy polityczne. Władze często wykorzystywały je jako
narzędzie polityki madziaryzacji, a w niektórych przypadkach działalność ich prowadziła do nasilenia się takich negatywnych zjawisk, jak pijaństwo czy hazard 406.
Zdarzały się przypadki, że z powodu istnienia kasyna w niektórych miejscowościach
404
405
406
Tamże, s. 51–53.
Tamże.
“Orol tatranský”, 3:1847, ĉ. 32.
dochodziło do niesnasek na tle narodowym bądź też dążeń do likwidacji stowarzyszeń słowackich. Lecz istniały także chlubne wyjątki, np. w Zvoleniu Niemcy, Węgrzy i Słowacy mogli korzystać z przenumerowanych czasopism wydawanych w ich
ojczystym języku; kasyna w Sobotińti i Liptowskim Mikulaszu celowo prowadziły
akcje, których celem było łagodzenie sporów pomiędzy ludnością słowacką a węgierską407. Jedną z największych wad kasyn, skupiających głównie inteligencję, było
izolowanie jej od pozostałych środowisk oraz od działalności narodowej i patriotycznej408.
Związki gospodarcze, samopomocowe i dobroczynne
Narodowcy dostrzegali skutki zacofania gospodarczego Słowacji oraz zubożenia
ludności wiejskiej. Uważali też, że mała grupa świadomej inteligencji i mieszczaństwa
nie jest w stanie sprostać rywalizacji z silniejszym materialnie mieszczaństwem
i szlachtą węgierską, prowadzącymi intensywną politykę wynarodowiania. Należało
zatem zmienić formy dotychczasowej pracy, a poprzez kontakty z ludem uzyskać poparcie ogółu społeczeństwa. Tak zrodziła się idea tworzenia związków samopomocy.
W okresie poprzedzającym wybuch Wiosny Ludów szturowcy zaczęli organizować pomoc socjalną dla rzemieślników i chłopów, choć uważali, że podstawą
rozwoju gospodarczego jest wykształcenie. Przy zakładaniu związków gospodarczych w państwie węgierskim nie było pomocnych wzorców i doświadczeń, do których można było się odwołać. Na początku XIX wieku powstały zaledwie dwa takie
związki o charakterze lokalnym: w Ratkovej (kupiecki) i Hostińovicach (tkacki).
Jednym z pierwszych twórców rolniczych związków samopomocy był znany
działacz narodowy i nauczyciel z Sobotińti Samuel Jurkoviĉ (1796–1873), który
9 lutego 1845 założył spółdzielnię pod nazwą Związek Gospodarzy i tak określił
zadania nowej organizacji: “tento ústav nepovstal ani z hlbokého mudrovania, ani
dajakým umením, ale aninie je plod sebectva, leņ vyrástol zo samého ľudu slovenského a národa, ako z lipového jadra”409.
Przyczyną powstania spółdzielni była konieczność niesienia pomocy ludziom
biednym, nękanym nieurodzajami, chorobami i epidemią, co na Słowacji, gdzie dominowało rolnictwo, było szczególnie widoczne. Sytuację pogarszały klęski żywiołowe, jak powódź w 1845 roku czy głód. Doraźna pomoc władz nie mogła zmienić tej
dramatycznej sytuacji. Jedynym rozwiązaniem była likwidacja systemu feudalnego.
Pomysł założenia Związku Gospodarzy omówił S. Jurkoviĉ z grupą najbliższych przyjaciół – J.M. Hurbanem, J. Zatkalíkiem, M. Horňákiem, J. Kaňią i Niņňanskim. Najbardziej zaangażował się w realizację tego przedsięwzięcia miejscowy
bibliotekarz Ján Zatkalík. Związek rozpoczął działalność z 12 członkami (z czasem
rozrósł się aż do 60 osób), którzy wnieśli kapitał w wysokości 30 grajcarów w sre407
408
409
SNN, 1:1845, ĉ. 38.
SNN, 1:1845, ĉ. 28.
“Orol tatranský”, 2:1846, ĉ. 20.
brze, a co tydzień wpłacali 3 grajcary. Uzyskany w ten sposób kapitał pozwolił na
udzielanie pożyczek na 6% nie tylko członkom związku, co wiele osób uchroniło się
przed ruiną materialną i żebractwem.
Na czele związku stała sześcioosobowa rada z S. Jurkoviĉem jako przewodniczącym. Czas działania związku ustalono na 6 lat, tj. do 1850 roku. Po upływie tego
okresu miano zwrócić każdemu z członków tygodniowe wpłaty oraz sześcioprocentową premię. Dalsza działalność związku zależna była od woli jego członków.
W przypadku dobrowolnej rezygnacji członek tracił prawo do wypłaty wkładu
i premii. Związek Gospodarzy kierował się zasadami demokratycznymi, stąd każdy
jego uczestnik (bez względu na wysokość wkładu) podczas podejmowania decyzji
dysponował jednym głosem, co uniemożliwiało bogatym chłopom uzyskanie przewagi.
Związek w Sobotińti łączył działalność kredytową i gospodarczą z wychowaniem patriotycznym swych członków, przez co praktycznie realizował polityczne
postulaty młodych słowackich reformatorów.
Ważnym celem jego działalności było kształtowanie cech moralnych, co znalazło wyraz w statucie:
Kaņdý svedomite zdrņať sa bude pitia páleného a vůbec vńetkých prepaľovaných nápojov
a síce naskrze a docela, ostatných nápojov pre obĉerstvenie uņívať bude. Opilci sa vyhodia z ústavu. 2.Kaņsý úd sa má usilovať vo vzdelanosti pokraĉovať, strze ĉitaie uņitoĉných kniņek a schádzanie sa a zhováranie sa s rozumnými, pouĉennými muņmi. Ĉasom
mal by vstúpiť do nedeľnej ńkoly410.
Szturowcy gorąco popierali tworzenie spółdzielni i związków gospodarczych.
Ľ. Ńtúr w jednym z numerów “Orła tatrzańskiego” tak uzasadniał to stanowisko:
My by sme si srdeĉne priali, aby sa takého znamenité ústavy pom celom nańom kraji pozakladali a ľud náń pomaly z mnoháho zlého vytrhovať pomáhali. Krásna, znamenitá je
to myńlenka, krásny, znamenitý ústav! A zaloņia sa istotne vńade takého ústavy, kde len
budú ľudia spôsobní, ĉo predok vedú411.
Działalność związku w Sobotińti przerwały wydarzenia 1848 roku, a upadek
był następstwem trudności finansowych. Jego rozwiązanie nastąpiło 28 stycznia
1851 roku412.
Dobry przykład szybko zyskał naśladowców na terenie Słowacji. Wkrótce po
powstaniu związku w Sobotińti z inicjatywy S. Jurkoviĉa założono w marcu 1845
roku podobny we Vrbovciach. Kierowali nim Daniel Jaroslav Bórik i Juraj Ľubomir
Kulińek413. W końcu 1845 lub na początku 1846 roku powstał następny w Myjave.
Jego członkowie mogli mieć więcej podstawowych udziałów w wysokości 50 grajArchiwum piśmiennictwa Macierzy słowackiej w Martine, fasc. IV, ĉ. 34–35/1845. Kopia statutu
Związku Gospodarzy w Sobotińti; spuścizna po J.M. Hurbanie.
411
“Orol tatranský”, 2:1846, ĉ. 20.
412
Szczegóły podaje F. Ruttkay, Samuel Jurkovič piekopnik slovenského druţstevníctva, Bratislava 1963.
413
“Orol tatranský”, 2:1846, ĉ. 20.
410
carów w srebrze, przy czym tygodniowo wypłacali po 3 grajcary. Związek działał z
dużym sukcesem aż do czasu wybuchu Wiosny Ludów, a ponowna jego aktywność
przypadała dopiero na rok 1858414.
Z powodzeniem rozwijał działalność Związek Gospodarzy w Brezovej, założony na początku 1846 roku przez Ľudovíta Ńuleka i miejskiego nauczyciela Karola
Sucháĉa, który pełnił funkcję zarządcy. Miarą sukcesu było zamieszczone w “Słowackiej Gazecie Narodowej” następujące ogłoszenie:
Gazdovskí spolok Brezovskí bude mať za jedních ńesť rokov vińe 15 000 zl. v svojej
pokladňici, ktorje budú v stave vitrhnúť tunajńích remeselňíkou z rúk ņidovskích, ktorá
suma ale keď sa gazdovski spolok na 12 rokou predllņi hodňe vińe 50 000 narasťje415.
O tym, że związek wspomagał biednych współobywateli, może świadczyć fakt
udzielenia pomocy wdowom i sierotom po zmarłych członkach, bez czego nie mogłyby przetrwać okresu głodu w 1847 roku.
Brezovski związek pod względem wysokości wkładów pieniężnych i liczby
członków należał do największych tego typu organizacji gospodarczych na terenie
Słowacji. Wzorował się na związku w Sobotińti. Część środków przeznaczał na
działalność kulturalną, np. zakupiono szereg egzemplarzy Czytanki Kadavéya, a
na-stępnie przekazano zdolnym uczniom pochodzącym z biednych rodzin. Związek
podzielony był na oddziały, które posiadały samodzielność gospodarczą i mogły
określić czas swej działalności (od 3 do 6 lat). Istniały dwa oddziały dorosłych i jako
jedyne na Słowacji uczniów.
Po wybuchu rewolucji w 1848 roku urzędnicy miejscy rozpowszechniali wiadomości, że członkowie związku stracą zgromadzony w nim kapitał. Niektórzy
w obawie przed ruiną wycofywali oszczędności, w rezultacie czego w 1849 roku
związek uległ rozpadowi. Ponownie reaktywowano jego działalność dopiero w 1865
roku, co było zasługą miejscowego księdza Gustáva Pifka 416.
Spółdzielczość rozwijała się także w Turci. W 1846 roku w “Słowackiej Gazecie Narodowej” pojawiła się wiadomość:
A tak i tu v Mońovcicach uņ máme uskutoĉňení ústav hospodárski, alebo sporiteľní,
ktorjeho pravidlaá, daĉom od praviďjel spolku Sobotińtskjeho sa ďelja a náńmu okolú
promeraňejńje sú. I v nańom susedstve v Blatňici, a daleko dňí pozďejńie, spolok hospodárski do ņivota prińjeu”417.
Inicjatorem założenia związku moszowskiego był miejscowy nauczyciel Adam
Buriam. Rozpoczął on pracę ze 104 osobami, reprezentującymi wszystkie grupy
społeczne. Oprócz członków pieniądze do kasy pożyczkowej mogły wpłacać także
osoby niezrzeszone; oprocentowanie wynosiło 5%. Związek, niebawem przemia414
415
416
417
“Národný hlásník”, 1868, s. 109.
SNN, 2: 1846, ĉ. 95.
Tamże.
SNN, 2: 1846, ĉ. 67.
nowany na Wzajemną Pomoc, prowadził działalność z przerwami do 1876 roku.
Wiele dobrego dla ubogich rolników uczynił także Związek Gospodarczy w Vaņci,
założony w 1846 roku przez proboszcza Michala Ńoltésa. Liczył on tylko 20 członków, albowiem okoliczni chłopi z nieufnością traktowali wszelkie nowości. Organizatorzy starali się nakłonić ich do deponowania nawet małych sum pieniężnych i
korzystania z niskooprocentowanych kredytów. Związek dowiódł, że z jego pomocą
biedni mogli oprzeć się naciskom liptowskich urzędników i szlachty 418.
Jednym z głównych założycieli kasy pożyczkowej w Brezne był miejscowy
ksiądz i dramaturg Ján Chalupka. Oprócz rolników z pomocy kasy korzystali również rzemieślnicy. Obowiązywały wkłady miesięczne, a członkowie mieli prawo do
odstępowania swoich udziałów419.
Z zachodniej Słowacji ruch spółdzielczy przeniknął do Gemeru, gdzie jako jedna z pierwszych powstała kasa pożyczkowa w Tisovci (w końcu 1846 roku). W jej
działalności uczestniczyli Ń.M. Daxner, A.H. Ńkultéty i J. Ĉipkay-Hradovský,
a członkiem mogła zostać osoba “stateczna i powściągliwa”. Każdy mógł mieć więcej udziałów, przy czym wysokość pożyczki nie mogła przekroczyć 25 złotych.
Tiszowiecka kasa była bardzo popularna i prowadziła działalność także po Wiośnie
Ludów 420 . Do największych należała jednak kasa pożyczkowa Vrbicko-Sväto-Mikuláńka, którą założono w maju 1847 roku. Na początku liczyła 80
członków,
a pod koniec roku liczba ich wzrosła do 130, co świadczyło o dużym zainteresowaniu ze strony mieszkańców. W skład zarządu wchodzili Gańpar Fejérpataky-Belo-potocký, Josef Bella i dwóch mieszczan. Możemy przypuszczać, że przy
opracowywaniu statutu aktywnie uczestniczył miejscowy ksiądz M.M. Hodņa, będący propagatorem spółdzielczości. Zachęcano do oszczędności, co miało chronić
spółdzielców przed lichwą 421 . Związki gospodarcze i kasy pożyczkowe powstały
także w Petrovci (1846), Kaneňanach (1847), Ņiline (1847), Ratkovej (1847), Dlhoreĉi (1847),
Ruņomberku (1847) i Rybníku n. Hronem (1847)422. Z nieznanych przyczyn nie zachowały się sprawozdania z ich działalności, być może wkrótce po założeniu upadły.
W okresie poprzedzającym wybuch Wiosny Ludów powstały i prowadziły
aktywną działalność na Słowacji spółdzielnie handlowe; ich członkowie mieli
świadczyć sobie wzajemną pomoc i chronić biednych przed bogaczami i lichwarzami. Z relacji “Słowackiej Gazety Narodowej” dowiadujemy się, że pierwszą tego
typu organizacją była spółdzielnia handlowa sukienników w Ratkovej, założona
w 1814 roku pod nazwą Országh. Warunkiem przystąpienia do spółdzielni było zadeklarowanie wkładu w wysokości 20 złotych. Spółdzielnia miała statut (przecho418
419
420
421
422
Tamże, ĉ. 197.
Tamże, ĉ. 127.
SNN, 3:1847, ĉ. 159.
Tamże, ĉ. 188.
Ń. Pasiar, op. cit., ĉ. 170.
wywany w Archiwum Macierzy Słowackiej w Martinie), a kierownictwo spoczywało w rękach dwóch wybieranych na dwuletnią kadencję osób, do zadań których
należało zarządzanie funduszami tak, by przyniosły przynajmniej 20% zysku. Jeżeli
w kasie spółdzielni znajdowało się powyżej 300 złotych, nadwyżkę rozdzielano
pomiędzy członków. Wspólnie ustalano zasady kupna surowców i sprzedaży wyrobów, organizowano transport i uzgadniano warunki rozliczeń 423. Spółdzielnia funkcjonowała aż do wybuchu Wiosny Ludów.
Na terenie Gemeru spółdzielnię (data powstania nie jest znana) handlującą
atrykułami żelaznymi założyli furmani, zatrudniani przez producentów wyrobów
hutniczych i metalowych. Jej członkowie składali pieniądze, za które kupowano
towar,
w celu odsprzedaży z zyskiem. Uzyskane w ten sposób środki przeznaczano na zakup artykułów spożywczych, które następnie po przystępnej cenie rozprowadzano
po okolicznych miejscowościach. Spółdzielnia działała integrująco na lokalną społeczność, m.in. poprzez wybieranie do zarządu osób pochodzących z różnych miejscowości. Liczyła sporo członków, z czasem uległa podziałowi 424. W omawianym
okresie podobne spółdzielnie kupieckie powstały w Hostińovicach, Vaņci, Kráľovej
Lehote i Liptovskom Svätom Mikuláńi.
W latach czterdziestych XIX wieku działacze narodowi za pośrednictwem
“Słowackiej Gazety Narodowej” zachęcali do tworzenia powszechnych gminnych,
kościelnych i spółdzielczych magazynów zbożowych, mających zapobiegać głodowi
podczas lat nieurodzaju. W 1835 roku powstał spichlerz w Luĉivnej 425 następne
w Zemianskom Podhradí, Liptovskom Trnovci oraz w innych miejscowościach.
Często występujące pomory bydła skłoniły chłopów do zakładania spółdzielni
ubezpieczeniowych, których zadaniem było rekompensowanie poniesionych strat
w hodowli. Nazwy tych spółdzielni były różne: np. w Muránskej Dlhej Lúke była to
Gospodarcza Społeczność (1840), w Komeňanach działało Zrzeszenie Ubezpieczeniowe (1842), a w Turĉeku Kasa Hodowlana426. Charakter i aktywność spółdzielni
zależały od miejscowych warunków, potrzeb oraz interesów ich założycieli. Nie
mniej ważne były także zdolności i wiedza organizatorów, poparcie duchowieństwa
oraz nauczycieli. Ruch samopomocy przyczynił się do lepszego gospodarowania,
chronił jego członków przed samowolą urzędników, bankructwem, kształtował także wzorzec godnego życia. Spółdzielczość odegrała znaczącą rolę w życiu gospodarczym Słowacji oraz Węgier.
Szturowcy przywiązywali duże znaczenie do rozwoju sadownictwa, będącego
źródłem dochodów dla ubogiej ludności wiejskiej. W propagowanie i rozwój sadownictwa ważny wkład wniosło piśmiennictwo O. Laca, P. Jozeffyego, Ľ. Orpha-nidesa, A.H. Ńkultétyego, D. Licharda, Ct. Zocha oraz innych czołowych dzia423
424
425
426
SNN, 3:1847, ĉ. 170.
Tamże, ĉ. 171.
“Orol tatranský”, 1:1845, ĉ. 24.
SNN, 3:1847, ĉ. 226.
łaczy patriotycznych. Nauczyciel z Jelńavy O. Laco zasłynął jako popularyzator
wiedzy ogrodniczej i sadowniczej, a jego artykuły publikowane były w “Słowackiej
Gazecie Narodowej”, “Orle Tatrzańskim”, “Przyjacielu Ludu” i “Gazecie Gospodarczej”. Już w 1845 roku w “Słowackiej Gazecie Narodowej” pojawiła się
wzmianka, że “teraz uņ náń ľud po dedinách sadi, ńtepi tie najvýbornejńie druhy
jabĺk a hruńek, menovite na Dolnej lúke, v Chyņnom a Ńiveticiach” 427. O. Laco zorganizował w 1845 roku pierwszą na terenie Słowacji wystawę sadowniczą w Jelńovie, kolejna odbyła się
w 1846 roku. W październikowym numerze z 1845 roku “Słowacka Gazeta Narodowa” z dumą oznajmiła, że
Lanskjeho roku bola vístava krásnej, víbornej ovociani v Jelńave a poslalo sa ťjeņ do Peńťanskej a Debrecínskej ovocnej vístavi, a dvaja údovja tichto spoloĉností dostali ťjeņ
strjebornje pametje peňjaze z Peńťe, pán O. Laczo, uĉiťeľ vińńej ńkoli v Jelńave a pán
Ď. Gajan pri sl. únii preceptor v Revúci428.
Spółdzielnie sadownicze powstawały na terenie całej Słowacji, najwięcej ich
występowało na Orawie i w Gemerze. Tradycja sadownicza propagowana przez
szturowców przetrwała po dzień dzisiejszy.
Dla ubogiej ludności ogromne znaczenie miały zakłady i instytucje dobroczynne, opiekujące się wdowami, sierotami i ludźmi starymi, których zajęciem w większości stało się żebractwo. W 1833 roku w Ņiline otwarto sierociniec dzięki inicjatywie biskupa nitrzańskiego Jozefa Vuruma, który przeznaczył na ten cel 40 000
złotych. Placówka zajmowała się wychowaniem dzieci osieroconych podczas epidemii cholery. Sierociniec wspierali także inni dobroczyńcy 429 . W 1845 roku w
październikowym numerze “Słowacka Gazeta Narodowa” zamieściła wiadomość
o utworzeniu z inicjatywy Karola Kuzmányego Ochronki dla Ubogich Ewangelickich Mieszczan w Bańskiej Bystrzycy. Zakład ten utrzymywali miejscowi zamożni
mieszczanie, ponadto przeznaczono na ten cel dary pieniężne pochodzące z innych
rejonów komitatu zwoleńskiego. W pierwszej kolejności przyjmowani byli starcy
i sieroty430. Rok później w Bańskej Bystrzycy założono Zakład Dobroczynny dla
Biednych i Głodnych Dzieci, finansowany przez kasę miejską. Z jego stołówki korzy-stało co najmniej trzydzieścioro głodnych dzieci 431 . Hrabia Móric Pálffy w
miejscowości Ĉaste niedaleko Ĉerveneho Kameňa założył Ochronkę dla Małych
Dzieci432.
Spółdzielnie gospodarcze, samopomocowe i zakłady dobroczynne powstawały
z inicjatywy działaczy narodowych oraz samych spółdzielców, bez dotacji i pomocy
427
428
429
430
431
432
SNN, 1:1845, ĉ. 31.
Tamże, ĉ. 26.
SNN, 3:1847, ĉ.207.
SNN, 1:1845, ĉ.20.
SNN, 2:1846, ĉ.174.
SNN, 3:1847, ĉ.220.
ze strony państwa. W zasięgu ich działalności znajdowała się biedota wiejska
i uboższa ludność słowacka, którą kształciły, uświadamiały patriotycznie, wspierały
materialnie i chroniły przed działaniami szlachty i burżuazji.
Walka z alkoholizmem
Poważną przeszkodą w kształtowaniu się narodu słowackiego był szerzący się
na wsi od połowy XVII wieku alkoholizm. W powszechnym odczuciu alkohol stanowił panaceum przeciw chorobie i biedzie. W połowie XVIII wieku pijaństwo
przybrało zatrważające rozmiary i zaczęło zagrażać zdrowiu biologicznemu populacji, dlatego już Józef II wydał rozporządzenia (tzw. fernamy) przeciw nadmiernemu
spożywaniu alkoholu. Jego produkcją zainteresowana była przede wszystkim szlachta
i karczmarze, nie biorący pod uwagę szkodliwych skutków swej działalności.
W połowie XIX wieku alkoholizm stał się wręcz plagą wśród słowackiej ludności,
powodując nie tylko pogorszenie jej położenia materialnego i społecznego, lecz
również demoralizację. Upadały warsztaty rzemieślnicze i gospodarstwa, a pijaństwo rodziców wpływało na los ich potomstwa. Rozprzestrzenianiu się alkoholizmu
sprzyjała bieda, wyzysk społeczny i brak perspektyw.
Młode pokolenie słowackiej inteligencji dostrzegło w alkoholizmie przeszkodę
w realizacji swego programu ideowego. Działacze patriotyczni zdawali sobie sprawę, że chcąc pozyskać społeczeństwo dla sprawy narodowej, należy je kształcić,
a przede wszystkim wykorzenić w nim pijaństwo. Dlatego rozpoczęto zakładanie
kół – antyalkoholowych i powściągliwości. Ich członkowie musieli zachowywać
umiar w piciu, a następnie zrezygnować ze spożywania alkoholu. Ľ. Ńtúr słusznie
zwracał uwagę, że “starńie pokolenie v sluņobnosti vychované, nielenņe ťaņko dobré
slovo a múdru radu oĉuje, nieleņe i keď raz sa popravilo, zase naspäť do bludu
predońlého zhusta upadá”433. Pracą wychowawczą należało objąć również tych, którzy zachowywali abstynencję. Szturowcy byli przekonani, że po wykorzenieniu pijaństwa poprawie ulegnie nie tylko życie poddanych, lecz także właścicieli ziemskich, albowiem “poddaní budú majetnejńí a stateĉnejńí, ktorí i povinovatosti svoje
lepńie splácať i roboty poriadnejńie vykonávať budu” 434.
Działania te wspierała “Słowacka Gazeta Narodowa”. W numerze 9 z 1845 roku
czytamy:
ńi v skutku ňjet uņ preň (rozumej slovenský ľud) radi a pomoci? Jesto, jesto ale na velkú
bjedu musí prísť pomoc velká, musií prísť zo srdca vrúcnosťou kresťanskou, láskou
k bliņnjemu svojemu, ludu náńmu a vlast´i nańej zapálenjeho, musí prísť pomoc z rúk
spojeních, od mnohích, musí prisť pomoc nájme od tích, ku ktorím lud náń najvetńúdú-
433
434
Ľ. Ńtúr, op. cit., s. 308.
Tamże, s. 82.
veru má, od správcou a vodcou jeho duchovních a títo musja pristúpiť k práci s dúverou
k Bohu, s dúverou k sebe a sile svojej a s dúverou k ludu náńmu”435.
Autor artykułu widział oparcie w słowackiej inteligencji, “przywódcach duchowych”, których zadaniem jest i będzie tworzenie kół powściągliwości.
Pierwsze stowarzyszenie antyalkoholowe na Słowacji założył w 1840 roku Peter
Árvay w Veľkom Bobrovici na Liptove. Jak sam napisał: “Nebola to ľahká práca.
Z poĉiatku to ińlo ťaņko, ale pozdejńie sa vņdy lepńie vzmáhal (rozumej spolok), tak
teraz uņ 1000 údov miernosti oddaných poĉíta” 436. Wraz z członkami stowarzyszenia walczył nie tylko przeciw “ustawie alkoholowej”, lecz także przeciw ciemnocie
i zacofaniu tamtejszej ludności.
W rozwój ruchu antyalkoholowego zaangażował się przede wszystkim katolicki
ksiądz z Veľkej Diviny, Ńtefan Závodník (1813–1885), którego zasługą było założenie sieci kół trzeźwości. Do udziału w akcjach antyalkoholowych poprzez wykorzystanie w tym celu ambony zachęcał także pozostałych kapłanów. Jak z dumą poinformowała “Słowacka Gazeta Narodowa” w numerze z dnia 1 sierpnia 1845:
je uņ vo fare skoro na 600 údou v Spolku zjavňe prijatích, druhích 600 sa pri ňích na
podiv dobre jakobi na próbe drņí, a len málo ach velmi málo odhoďencou, ktorí len eńťe
blúďa ňeveďjac komu sa majú pripojiť. Spolok náń nańjeju nasledovňíkou v okolí nańom437.
W marcu 1845 roku ksiądz Závodník założył w Veľkej Divine Zakład Cnoty
i Niewinności. Przyjmowano do niego dzieci, które w przyszłości stawały się
członkami kółek antyalkoholowych. Ogółem przyjęto około 300 dzieci, które zimą
uczęszczały do szkoły. Poza nauką czytania, pisania i rachunków uczono je sumienności w wykonywaniu obowiązków, posłuszeństwa, zachęcano w przyszłości
do abstynencji. Zakład wspierany był przez zamożnych fundatorów, którzy uczestniczyli w końcowych egzaminach438.
Zasady powstawania kół dobrze ilustruje przykład Nemeckej Ľupĉy (Slovenská
Ľupĉa). Utworzenie koła poprzedzone zostało wystąpieniem pastora Philadelphyego, który w kazaniu nawoływał do podjęcia akcji antyalkoholowej. Następnie odwiedzał domy parafian i zachęcał ich do wstąpienia do założonego 28 października
1846 roku kółka wstrzemięźliwości. Statut kółka zakazywał członkom spożywania
jakiegokolwiek alkoholu, a przekraczającym ustalone zasady groziły kary – od pieniężnej aż po wykluczenie z koła439.
Alkoholizm najbardziej rozprzestrzenił się na Orawie, dlatego głównie tam
koncentrowała się akcja antyalkoholowa. Katoliccy księża założyli koła trzeźwości
m.in. w Chlebniciach (200 członków), Rabĉi (400 osób), w Veľkej Dubovej, Hru435
436
437
438
439
SNN, 1:1845, ĉ. 9.
Tamże, ĉ. 10.
Tamże, ĉ. 1.
“Orol tatranský”, 2:1846, ĉ. 41.
SNN, 2:1846, ĉ. 46.
ńtíne (gdzie przystąpiła cała parafia). W aktywności nie ustępowali protestanci, na
co wskazuje powstanie bractw trzeźwości w Kubíne (400 osób), Jesenovej (280
członków), Veľkej Vsi, Leńtinách i Ņańkovej440. Jak wynika ze słów Ctibocha Zocha, bardzo aktywnie w pracach tych uczestniczył Baltazár Demian, główny lekarz
komitatu orawskiego, “ktorí i súkromnim i zjavním pouĉovaňím náń lud od pálenki
odvodí
a na slávu stolicu dau správu náleņitú o velkom úpadku do ktorjeho lud oravskí
skrze pálenku prińjeu. On ako irskí Matúń káņe proťi pálenke kďekolvek príďe” 441.
W jedenastym numerze “Słowackiej Gazety Narodowej” z 1845 roku wymieniono
miasta i nazwiska założycieli kół trzeźwości. Do września 1845 roku powstały kolejne w Peńte, Hlbokom, Prjetrņi, Uhrovci, Veľkej Divine, Chleboviciach, Rabĉi,
Hruńtíne, Veľkej Vsi, Liptovskom Svätom Mikulańńi, Trnovci, Tepliĉke, Vaņci, Bystrici i Bardejove. Najwięcej, bo aż 12 kół, powstało na terenie Orawy442. W następnym roku ich liczba wzrosła do 36. Zyskiwały masowe poparcie także dlatego,
że władze nie dostrzegały w ich działalności niebezpieczeństwa. Tymczasem ich
praca wychowawcza i patriotyczna pozwoliła kształtować podstawy demokracji i
słowackiego ruchu narodowego.
W związku z akcją antyalkoholową ukazały się liczne publikacje, m.in. S. Chalupki (Pálenka otrava, Banská Bystrica 1843), M.M. Hodņy (Ňepi pálenku, to je
ňezabi, kázeň z 9.marca 1845), J. Andrańĉíka (Šenk páleční, 1845), Ń. Závodníka
(5 kázaňi proťi nákaze pálenkovej), i K. Kuzmána (Z koňečnjeho zahinuťja, do ktorjeho nás nás pálenka uţ skutočne uvádza a ňič nás ňemuoţe oratuvať jaku svatuo a
všeobecnuo odrjeknuťja sa pálenki, 2 kázane z roku 1845)443.
J.M. Hurban, jeden z głównych organizatorów kół powściągliwości, oceniał, że
w sierpniu 1847 roku było ich około 500. Z czasem pojawiła się konieczność ujednolicenia metod pracy i współdziałania. Ń. Závodník wystąpił z inicjatywą, by
wszystkie koła zjednoczyły się, bez względu na podziały wyznaniowe. 12 sierpnia
1847 r. u proboszcza z Vesela Jaraja Holĉeka doszło do spotkania wszystkich założycieli kół. Współpraca inteligencji katolickiej i protestanckiej na tym polu stanowiła znaczący krok do zjednoczenia słowackiego ruchu narodowego.
Organizatorzy kół trzeźwości wykorzystali obecność czołowych działaczy narodowych na 4 dorocznym zgromadzeniu Tatrína v Ĉachoticiach i założyli w Velelom Centralny Związek Założycieli Kół Powściągliwości. Jego prezesem został wybrany Ń. Závodník, zastępcą Juraj Holĉek, sekretarzami – Josef Ńĉasny i Eugen Gerometta, ponadto w skład władz weszli J.M. Hurban i M.M. Hodņa. Zarząd wykonawczy tworzyli: Juraj Holĉek jako prezes oraz członkowie: Ctiboch Zoch, protestancki duchowny z Jasenovej, Alojz Ńollés, katolicki ksiądz z Bańskiej Szczawnicy, Juraj Matúńka, pastor z Istebnem, Július Plońic, ksiądz z Kremnicy, A.H.
440
441
442
443
SNN, 1:1845, ĉ. 1.
Tamże.
Tamże, ĉ. 11.
Tamże.
Ńkultéty, protestancki duchowny z Tisovci, Tomáń Hromada, proboszcz z Hronci 444.
Zjednoczenie kół trzeźwości przyczyniło się do zaktywizowania walki z alkoholizmem. W 1847 roku domagano się, by parlament węgierski uchwalił prawo przeciw
pijaństwu, dzięki czemu koła znalazłyby ochronę prawną 445. Działanie Centralnego
Związku Założycieli Kół Powściągliwości opierało się na ośmiopunktowym programie, zawierającym m.in. następujące postulaty:
1. Tvoriť stredisko pre vńetky spolky striezlivosti s úlohou udrņať jednotu ducha, sily
a pokroku;
2. zhromaņďovať funkcionárov spolkov striezlivosti dva razy do roka na ten úĉel, aby sa
spoloĉne poradili o postupe práce, o skúsenostiach a ďalńom rozvíjaní ĉinnosti starńích
spolkov a v zalkadní nových;
3. starať sa o primeranú literatúru pre miestne spolky striezlivosti;
4. stýkať sa so zahraniĉnými spolkami striezlivosti;
5. starať sa o financovanie spoloĉných akcií a;
6. roĉne vydať jeden alebo dva historickéspisy o výsledkoch hnutia ĉinnostimiestnych
spolkov striezlivosti u nás a nimi informovať nielen domáce, ale i zahraniĉné spolky
striezlivosti a celú verejnosť vôbec446.
Należy żałować, że programu tego nie udało się zrealizować w całości. Działalność związku przerwały wydarzenia Wiosny Ludów, nie odegrał więc większej
roli w walce z alkoholizmem.
Kampania antyalkoholowa i powstanie kół trzeźwości nawiązywało do koncepcji Ľ. Ńtúra o federacji Słowaków, będącej wstępem do podźwignięcia życia narodowego i warunków bytowych. Koła powściągliwości lub trzeźwości były częścią
pracy oświatowej szturowców, a swym działaniem znacznie przyczyniły się do podźwignięcia gospodarczego i kulturalnego ludności słowackiej.
Zabawy towarzyskie, śpiew i teatr amatorski
Obok omówionych wyżej form działalności oświatowej szturowców, w polu
ich zainteresowania znajdowały się także zabawy towarzyskie, dające okazję do
propagowania idei narodowych i prowadzenia pracy uświadamiającej. W Słowacji
popularne w tym okresie były towarzystwa śpiewacze, amatorskie chóry, zespoły
muzyczne i teatralne. Często organizowano okolicznościowe bale (np. słynne bale
w Bańskiej Szczawnicy w 1846 i 1848 roku), na których między tańcami recytowano fragmenty narodowych baśni, wznoszono toasty polityczne, przedstawiano krótkie inscenizacje, a nawet dyskutowano o sprawach narodowych.
W wielu gimnazjach i liceach istniały szkolne chóry propagujące muzykę ludową. Studenci skupieni w kółkach samokształceniowych organizowali podczas wa444
445
446
J. Butvin, Slovenské národno-zjednocovacie hnutie (1780–1848), Bratislava 1965, s. 360–361.
Szczegóły zob. w D. Rapant, Slovenské povstanie 1848–1849, I–1, Bratislava 1957, s. 41.
“Orol tatranský”, 2:1846, ĉ. 67.
kacji wyprawy w teren – zbierali i zapisywali pieśni ludowe, starali się wykorzystywać później ich treści w kształtowaniu świadomości narodowej. Wielu działaczy
narodowych i studentów układało okolicznościowe pieśni, które później weszły do
repertuaru ludowego i narodowego. Do najbardziej popularnych pieśni zaliczyć
należy: Nad Tatrami się błyska (J. Matuńka), Hej Słowacy (S. Tomáńík), Devín,
miły Devín (Ľ. Ńtúr), Kto za pravdu hori (K. Kuzmán), Bratysława, Bratysława,
Nitra miła Nitra i inne. Centrami śpiewu chóralnego stała się Bratysława i Lewocza,
co było głównie zasługą studentów i młodzieży. Znane są przykłady prób opracowania nowych tańców ludowych (G. Fejérpataky-Belopotocký), a folklor i folklorystyka znalazły się już wówczas w centrum zainteresowania.
Za najskuteczniejszy środek krzewienia oświaty i wychowania na wsi uważali szturowscy entuzjaści teatr amatorski. Dlatego propagowali jego rozwój w miastach, szkołach i na prowincji, by, jak stwierdził J.M. Hurban, “ńíriť lásku k národu,
bez ktorej nemali týmto pionierom nijakej ceny ani veda, ani umenie, aniúrad, ani povolanie”447.
Pierwszy zespół amatorski założył Gańpar Fejérpataky-Belepotocký w 1830 roku
w Liptovskim Mikuláńu. Zespół wystawił sztukę słowackiego autora J. Chalupki
Kocúrkovo. Podczas swej niestrudzonej działalności Belepotocký wyreżyserował
33 przedstawienia. W latach trzydziestych i czterdziestych XIX wieku umocniło się
poczucie narodowe wśród mieszczaństwa i inteligencji, co miało znaczny wpływ na
rozwój teatru. Powstawały i rozpoczęły działalność amatorskie sceny w Liptovskim
Mikuláńu, Martinie, Nemeckiej Ľupce (Slovenska Ľupĉa), Zwoleniu, Brezne, Bańskiej Szczawnicy, Myjave, Modrej, Dolnom Kubíne, Lewoczy i Peńti. Teatry amatorskie szybko rozpowszechniły się na prowincji. Sztuki teatralne wystawiano
w Smolici, Rajci, Komjatoviciach, Ľubiatovej, Ratkovej i w Veľkom Jasenie 448.
Zasługą A. Sládkoviĉa, J.M. Hurbana i S. Jurkoviĉa było założenie 5 września
1841 w Sobotińti Nitrzańskiego Słowackiego Teatru Narodowego, który mimo poważnej nazwy, był skromnym amatorskim teatrzykiem, prezentującym swe inscenizacje podczas uroczystości szkolnych. W role aktorów wcielili się uczniowie liceum
– A. Sládkoviĉ, J.M. Hurban, H. Ńkultety, J. Francisci, S. Ńtúr, D. Kolény oraz
miejscowe działaczki narodowe – Anna Jurkoviĉová i siostry Anna i Zuzanna Kolényové. Twórcy teatru w Sobotińti rozpoczęli pionierską działalność, gdyż na Słowacji nie było żadnej sceny zawodowej. Sami zabiegali o teksty, przygotowywali rekwizyty, urządzali kulisy, dobierali aktorów. To ostatnie zadanie wcale nie było łatwe, albowiem zawód aktorski nie cieszył się poważaniem w ówczesnej opinii społecznej.
Tym bardziej więc należy docenić zapał entuzjastów, którzy tworzyli teatr i przywrócili należne mu miejsce w społeczeństwie.
J.M. Hurban, Ľ. Ńtúr, Rozpomienky, Bratislava 1959, s. 71.
Tu: Pipidówka, zapadła dziura, potoczne określenie prowincji, zacofania (przyp. tłum).
448
Ń. Pasiar, op. cit., s. 71.
447

Druga scena amatorska powstała w Lewoczy. Jej założycielem był F. Francisci.
Wystawiano w języku słowackim, węgierskim i niemieckim. Niekiedy przedstawienia odbywały się w mieszkaniach prywatnych, m.in. samego twórcy sceny449. Repertuar nawiązywał do przekładów czeskich i węgierskich sztuk teatralnych, dużą
popularnością cieszyły się też przedstawienia rodzimych autorów: J. Chalupki (Kocúrkovo) i J. Palkoviĉa (Dva buchy a tri šuchy).
W 1846 roku przy miejscowym gimnazjum rozpoczął działalność teatr w Modrej. Niekiedy przedstawienia odbywały się w mieszkaniach prywatnych, najczęściej
u Samuela Emresa, działacza narodowego. Jak dowiadujemy się z “Orła Tatrzanskiego”, w roku szkolnym 1845/1846 wystawiono komedię (Żebyśmy tylko ze wstydem nie zostali), w której gali uczniowie: J. Herńtain, J. Kolény, J. Esterák, J. Reinhardt, G. Holuby, A. Doleņal, Ľ. Dohnány, J. Tesák, Ń. Erdélsky, V. Ńulek, Ń. Reinhardt, J. Petráń oraz miejscowe dziewczęta. W następnym roku szkolnym przygotowano przedstawienie Cudowny kapelusz. Dochód ze sprzedaży biletów przeznaczono na potrzeby biblioteki koła450.
Najwięcej sztuk teatralnych wystawiono w Bańskiej Szczawnicy. Na początku
aktorzy grali w wynajętej sali, lecz już 7 sierpnia 1846 “Słowacka Gazeta Narodowa” informowała, że:
Ņe sa meńťjanstvo Ńtjavnickou národnosťi chápe toho svedectvom je teraz zaloņenuo
a vistavenuo Meńtjanskuo Slovenskuo ďivadlo [...] malá skupina obĉanov sa postavila
proti , ale väĉńina bola toho názoru [...] ņebi to najvetńja ňespravodlivosť bola, kebi sa
meńťjanstvu Slovenskjemu, aspon dve tretini obivaťelstva robjacemu, v tomto peknom
a spravodlivom podujaťi, prekáņki kládi451.
Podobnie jak i w innych miastach słowackich, na repertuar początkowo składały
się czeskie i niemieckie komedie, z czasem jednak widzowie zaczęli domagać się
poważniejszych sztuk. Zwracano uwagę, że teatr to nie tylko: “miesto zábav a
smiechu, ale ho musíme aj ako ńkolu dobrjeho povaņovať, v ňom sa teda má lud
náň, zabávajúc sa vzdelávať”452. Autor tego artykułu zaakcentował podstawowy cel
pracy oświatowej i wychowawczej szturowców, kiedy napisał: “Nańa v ĉasoch tíchto najsvatejńia povinnosť je, pri kaņdej príleņitosťi kďe len muoņeme, zaňedbanjemu
dosjal ludu nańmu krásu cnosťi a ohavnosť ňepravosťi odokrivať; ĉomu sa velmi
krásna príleņitosť aj v ďivadláach nadhadzuje”453.
Ján Francisci od września 1844 r. był zastępcą profesora (Karela Hlaváĉka) języka i literatury słowackiej w liceum w Lewoczy. Za sprawą miejscowej społeczności węgierskiej zakazano mu działalności
publicznej. Francisci jednak kontynuował ją indywidualnie. Przyczynił się do wybudowania nowego
centrum młodzieży słowackiej przy (ewangelickich i innych) szkołach na Węgrzech. Wspólnota została
założona 6 sierpnia 1845 r. w Liptovskim Mikulańu.
450
“Orol tatranský”, 2:1846, ĉ. 33.
451
SNN, 2:1846, ĉ. 29.
452
“Orol tatranský”, 2:1846, ĉ. 29.
453
Tamże.
449
Przeciwnicy słowackiego ruchu narodowego – administracja węgierska, szlachta
i burżuazja (a także mieszczaństwo słowackie) – domagali się wprowadzenia zakazu
przedstawień teatralnych, dostrzegając w nich idee odrodzenia narodowego. Przeciw
działalności słowackiego teatru amatorskiego ostro występowały stołeczne i miejskie władze, dlatego też należało usilnie zabiegać o uzyskanie zgody na każde
przedstawienie. Ilustruje to przykład Modrej, gdzie w roku szkolnym 1846/1847
członkowie związku przygotowali przedstawienie Cudownego kapelusza. 10 stycznia 1846 r. władze miasta zakazały jego wystawienia argumentując to następująco:
“vraj ņebi ona (rozumej mládeņ) chcela Modru za streďisko slovenskích agitácí
urobiť”454. Uważali, że należy zlikwidować teatr, ponieważ oddziaływuje na świadomość narodową i społeczną mieszczaństwa i ludności wiejskiej. Zespół wystąpił
w mieszkaniu prywatnym S. Emresa, a po zakończeniu spektaklu odbyła się zabawa,
w której: “poslaní bou i mekí p. kapitaň, ale statoĉní tento pán zabávau a veseliu sa
s radujúcimi aņ do rána. Istotňe mu um prísť muselo: keď vo Viedni Slovania
zabávať sa muoņu, preĉoņe bi sa v Modre ňemohli Slováci” 455.
Oświatowa i wychowawcza działalność szturowców ogromnie przyczyniła się
do powstania ruchu narodowego oraz ośrodków służących rozwojowi kultury na
Słowacji.
przełożył Krzysztof Polek
The Influence of the Educational Activity of Ludovit
Stúr and His Followers
on the Formation of Slovakian National Awareness in
the 19th Century
Abstract
The changes that took place in the Slovakian society and culture in the first half of the
19th century were greatly influenced by L. Ńtúr and his followers. The thirties and forties of
the 19th century marked the beginning of Sunday schools, reading rooms, libraries and reading
clubs, development of co-operative movement, mutual-aid societies, savings and loan banks
and charity associations. All of those organisations contributed greatly to reducing illnesses
and drinking habits, which were the outcome of village poverty and backwardness. Another,
equally effective form of cultural and educational activity of Ńtúr and his followers was the
organisation of amateur theatres, singing groups and social meetings, all of which enabled
them to conduct political activity as well.
In 1844 the Tartín Association came into being whose objective was to take good care of
youth‟s education and upbringing, and to spread the literary variety of the Slovakian language
454
455
“Orol tatranský”, 2:1846, ĉ. 55.
Tamże.
among the local population. In August 1845 The Slovakian National Newspaper edited by
Ńtúr started to appear together with its literary companion entitled The Tatra Eagle.
In spite of financial and organisation problems that the Slovakian national activists gathered around Ńtúr had to face, they managed to develop various forms of social activity and
political awareness among the Slovakian people.
Annales Academiae Paedagogicae
Cracoviensis
Folia 3
Studia Historica I (2001)
Paweł Konieczny
Polacy pod Gettysburgiem
W czerwcu 1863 roku wojna domowa Unii z jedenastoma stanami Południa
trwała już ponad dwa lata. Dotąd, przynajmniej na wschodzie, lepszymi w
bezpośrednim starciu okazywali się żołnierze w szarych i orzechowych
mundurach. Niedawna klęska wojsk federalnych pod Chancellorsville (2–5
maja 1863) była tak spektakularnym sukcesem konfederatów, że uzyskanie
trwałej niepodległości przez związek niewolniczych stanów mogło wydawać się nieuchronne. Rząd Konfederacji poczuł się pewniej i zrezygnował z
dotychczasowego, obronnego sposobu prowadzenia wojny. Pod koniec maja
Armia Północnej Wirginii rozpoczęła przygotowania do inwazji, której celem miała być Pensylwania. Już samo przeniesienie działań wojennych na
terytorium wroga było krokiem pożądanym, ale plan konfederatów miał
jeszcze inną zaletę. Zajęcie któregoś z większych miast Północy, wobec notorycznych klęsk armii federalnej na wschodzie, zmusiłoby prawdopodobnie
rząd Unii do podjęcia rozmów pokojowych. Po Chancellorsville wielu
mieszkańców Północy pogodziło się już z perspektywą trwałego podziału
państwa, a w Kongresie Unii pojawiły się opinie, że wojna z Południem jest
krwawą i kosztowną klęską, którą trzeba jak najprędzej zakończyć.
W połowie czerwca planowana inwazja rozpoczęła się na dobre; pierwsze dywizje południowej armii przekroczyły Potomak i ruszyły na północny wschód, wyraźnie kierując się na Harrisburg i Filadelfię. Popłoch, który ogarnął mieszkańców
Pensylwanii, przyspieszył reakcję waszyngtońskiego rządu. Armia Potomaku na
wezwanie prezydenta Lincolna opuściła swoje dotychczasowe bazy w Wirginii
i szerokim łukiem wokół stolicy ruszyła za nieprzyjacielem. Kierujący poczynaniami konfederatów gen. Robert E. Lee wiedział, że przeciwnik zmierza w jego kie-
runku. Aby zapobiec przedzieleniu swej armii na dwie, łatwe do pobicia części, zarządził koncentrację rozproszonych dotychczas oddziałów wokół Gettysburga, węzła komunikacyjnego o dużym znaczeniu strategicznym. Drogi, którymi szły wrogie
armie, zbiegały się właśnie w tym mieście 456.
Bitwa pod Gettysburgiem wciąż pozostaje największą batalią stoczoną na kontynencie północnoamerykańskim. W dniach 1–3 lipca 1863 roku, na okalających to
pensylwańskie miasteczko wzgórzach, w czasach pokoju “tchnących swobodą i dobrobytem”457, 75 tysięcy konfederatów i ponad 90 tysięcy żołnierzy Unii stoczyło
walkę w imię wartości kultywowanych w rodzinnych stronach. Efekty starcia szokowały ogromem. 4 lipca na polach Gettysburga leżało 7 tysięcy zabitych, w zaimprowizowanych lazaretach lub pod gołym niebem dogorywało i cierpiało ponad 33
tysiące rannych, a dalszych 11 tysięcy uznano za zaginionych458. Wprawdzie większe rzezie znała już wcześniej Europa, ale odsetek zabitych i rannych w stosunku do
zaangażowanych sił, był pod Gettysburgiem wyższy niż w najkrwawszych bitwach
epoki napoleońskiej459. Celem artykułu jest przypomnienie polskiego rozdziału tej
dramatycznej konfrontacji, zanim jednak na dłużej zatrzymamy się przy tych rozstrzygających w pewnej mierze o przyszłości amerykańskiego narodu wydarzeniach,
warto ogólnie przyjrzeć się polskiemu uczestnictwu w wojnie secesyjnej.
Za Unię i Konfederację
Ilu Polaków walczyło w amerykańskiej wojnie domowej? – na to pytanie nie
można udzielić precyzyjnej odpowiedzi. Mieczysław Haiman, emigracyjny historyk,
który badaniu polskiej przeszłości w Ameryce poświęcił wiele lat studiów, po przewertowaniu urzędowych rejestrów, stanowych dokumentów i historii wielu pojedynczych pułków, oszacował liczbę Polaków biorących czynny udział w wojnie
secesyjnej na ok. 5 tysięcy (4 tysiące w armii unijnej, tysiąc po stronie Konfederacji)460. Niektóre nowsze szacunki emigracyjne podnoszą tę liczbę nawet o pięćdziesiąt procent, ale polscy badacze problemu zajmują raczej stanowisko odwrotne,
uznając wyliczenia Haimana za nieco zawyżone461.
Rzeczywiście rośnie nieufność, kiedy w cennym skądinąd dziele kustosza Muzeum Polskiego w Chicago czytamy, że wykazanie wysokiej liczby polskich uczest456
M.M. Boatner, The Civil War Dictionary, New York 1962, s. 334; B. Catton, Gettysburg: The Final
Fury, New York 1974, s. 12–13.
457
C. Schurz, Unter dem Sternenbanner – Lebenserinnerungen 1852–1869, Berlin 1981, s. 308.
458
J.A. Rawley, Turning Points of the Civil War, Lincoln 1974, s. 148.
459
Zob. G. Swoboda, Gettysburg 1863, Warszawa 1990, s. 255.
460
M. Haiman, Historia udziału Polaków w amerykańskiej wojnie domowej, Chicago 1928, s. 32–33.
461
S.H. Uminski, Poles and the Confederacy, Polish-American Studies, vol. 22, 1965, nr 2, s. 99;
B. Grzeloński, I. Rusinowa, Polacy w wojnach amerykańskich 1775–1783, 1861–1865, Warszawa 1973,
s. 159.
ników wojny było dla niego “świętym obowiązkiem” 462. Wszelkie szacunki – trzeba
być tego świadomym – opierają się na matematycznej ekwilibrystyce i dają jedynie
przybliżony obraz rzeczywistości, ukazują prawdopodobną skalę zjawiska. Branie
ich za pewnik, nie jest rozsądne. Z drugiej strony jednak, nie można liczbami żonglować z intencją uzyskania imponującego wyniku. Skoro w najlepszym razie jakieś
11% Amerykanów włożyło w latach 1861–1865 szary bądź granatowy mundur 463,
a liczbę polskich wychodźców w Ameryce ocenia się na ok. 16 tysięcy w roku 1860
i 30 tysięcy pięć lat później464, można przypuszczać, że Polaków walczących po obu
stronach nie było więcej niż 3–3,5 tysiąca. W porównaniu z Niemcami (ok. 200 tysięcy) albo Irlandczykami (ok. 150 tysięcy) była to grupa ilościowo niewiele znacząca.
Jeszcze więcej kłopotów sprawia ustalenie dokładnych proporcji polskich
ochotników w obu armiach. Rejestry południowych oddziałów w dużym stopniu
uległy zniszczeniu, a bez nich nie sposób dokonać wiarygodnego oszacowania liczby polskich konfederatów. Pewne jest jednak, że liczba Polaków w armii Unii parokrotnie przewyższała liczbę naszych ochotników w wojskach Konfederacji. Podstawową przyczyną tak zachwianych proporcji był, jak się wydaje, fakt dużo mniejszej liczebności polskich imigrantów na Południu.
Motywy, którymi kierowali się Polacy wstępujący do ochotniczych oddziałów,
były dwojakiego rodzaju. Wysoki żołd stanowił wystarczająco silną zachętę dla
świeżych imigrantów, szukających jakiegokolwiek zajęcia. W takich przypadkach
względy ekonomiczne miały pierwszorzędne znaczenie, chociaż z pewnością wielu
ochotników ulegało też propagandzie, umiejętnie stosowanej przez rządy i lokalną
prasę zwaśnionych regionów. Na racje wyższego rzędu mogli natomiast pozwolić
sobie, w zależności od nacji, mniej lub bardziej liczni, zadomowieni już cudzoziemcy. Włodzimierz Bonawentura Krzyżanowski 465, który dzięki swej nienagannej
postawie dosłużył się z końcem wojny stopnia generała wojsk ochotniczych, wstąpił
do federalnej armii, gdyż wzywał go tam “obowiązek względem przybranej ojczyzny” oraz “pamięć wierna ideałom rodzinnej [...] ziemi” 466. Był przekonany, iż ma
dług wdzięczności wobec kraju, który go przygarnął. Walczył w obronie zasady
przyznającej wszystkim ludziom, także Murzynom, prawo do wolności. Uważał
462
M. Haiman, op. cit., s. 33.
W 1861 roku w Stanach Zjednoczonych mieszkało ok. 31 mln ludzi, a w trakcie całej wojny przewinęło się przez armię 3,4 mln ochotników. Zob. G. Swoboda, op. cit., s. 34–35.
464
B. Grzeloński, I. Rusinowa, op. cit., s. 156.
465
Na temat Krzyżanowskiego zob. Z. Grot, Krzyżanowski Włodzimierz Bonawentura (1824–1887),
Polski Słownik Biograficzny, Kraków 1970, t. 15, s. 624–625.; Z. Grot, Generał Włodzimierz Krzyżanowski
w świetle własnych wspomnień oraz listów pisanych do rodziny, odbitka z “Kroniki Miasta Poznania”,
Poznań 1937. Z nowszych prac poświęconych Krzyżanowskiemu i innym Polakom walczącym w wojnie
secesyjnej wymienić należy cytowaną już wyżej książkę B. Grzelońskiego i I. Rusinowej.
466
W. Krzyżanowski, Wspomnienia z pobytu w Ameryce podczas wojny 1861–1864, Chicago 1963, s. 66.
463
ponadto, że południowe stany występując z Unii złamały prawo i jego obowiązkiem
jest przeciwstawić się temu467.
Na Południu obywateli polskiego pochodzenia również nawoływano, aby “stanęli szczerze i zdecydowanie w obronie sprawy wolności i prawa” (w tym wypadku
przed “Czarnymi Republikanami z Północy”) 468. Ślązak Kacper Tochman, pomysłodawca i organizator konfederackiej Brygady Polskiej, tak uzasadniał swoje postępowanie:
Pobudki, które skłoniły mnie do opowiedzenia się po stronie południowej Konfederacji,
są takie same, jak te, które ożywiają masy ludności południowej – ocalenie zasad, na
których została zbudowana konstytucja Stanów Zjednoczonych, skoro uratowanie Unii
okazało się niemożliwe. Z masami tymi zwyciężę lub padnę469.
Wychodźcy znad Wisły i Warty rozproszyli się w wielu pułkach z różnych, często odległych od siebie stanów, ale spora ich liczba zasiliła dwa oddziały, które dodatkowo nazwą podkreślały obecność polskich ochotników w swych szeregach –
federalny Legion Polski i konfederacką Brygadę Polską. Obie formacje wzięły
udział w bitwie pod Gettysburgiem.
Legion Polski, oficjalnie 58 regiment piechoty z Nowego Jorku, utworzony został w październiku 1861 roku, dzięki staraniom Włodzimierza Krzyżanowskiego.
Początkowo składać się miał wyłącznie z ochotników polskiego pochodzenia, ale
rekrutacja przebiegała zbyt wolno, więc pierwotny plan został zarzucony. Ostatecznie najliczniejszą grupą narodowościową w pułku stali się Niemcy. Polaków było
około stu, w mniejszej liczbie zaciągnęli się także Duńczycy, Francuzi, Włosi, Węgrzy i Rosjanie (mimo tego pułk zachował swoją pierwotną nazwę – Legion Polski –
i pod nią zapisano go w urzędowym rejestrze ochotniczych oddziałów armii Unii).
Dowodził Krzyżanowski, 22 października 1861 r. awansowany na pułkownika 470.
Po zimie spędzonej w obozie ochotników w Hunters Chapel, wiosną 1862 roku
nowojorski regiment wymaszerował w kierunku doliny Shenandoah. W ciągu kilku
następnych miesięcy brał udział w paru ważnych bitwach stoczonych w Wirginii 471.
Na szczególne uznanie zwierzchników nowojorczycy zasłużyli w drugiej bitwie nad
Bull Run, gdzie mężnie bronili flanki federalnej armii, zagrożonej atakiem przeważających sił nieprzyjaciela. Po tej bitwie Krzyżanowski, stojący już wtedy na czele
brygady, został nominowany do stopnia generała. Prezydent Abraham Lincoln nominację zatwierdził i przesłał do Senatu, gdzie procedura awansu Polaka miała dobiec końca. Senatorowie raczej nie sprzyjali awansom cudzoziemców, odwlekali
Tamże, s. 49, 53–54.
S.H. Uminski, op. cit., s. 100–101.
469
Cyt. za: M. Haiman, op. cit., s. 126.
470
J.S. Pula, The History of a German-Polish Civil War Brigade, San Francisco 1976, s. 6–8; M.M.
Boatner, op. cit., s. 469.
471
Chrzest bojowy Legion Polski przeszedł 8 czerwca 1862 pod Cross Keys, brał również czynny udział
w bitwach pod Groveton (29 sierpnia 1862) i nad Bull Run (30 sierpnia 1862).
467
468
więc rozpatrzenie tej sprawy aż do marca 1863 roku, kiedy nominacja z przyczyn
formalnych wygasła. Tym sposobem prawie do końca wojny Krzyżanowski pozostał
w stopniu pułkownika, gdyż awans na generała otrzymał dopiero 2 marca 1865 472.
Drugą jesień i zimę wojny Legion Polski spędził pod Waszyngtonem. W kampanii Burnside‟a, której finałem była klęska wojsk Unii pod Fredericksburgiem
(13 grudnia 1862), macierzysty pułk Krzyżanowskiego nie brał czynnego udziału.
Następna próba przekroczenia Rappahannock, podjęta przez wojska federalne na
przełomie roku, również zakończyła się niepowodzeniem. “Błotny marsz” przesądził wprawdzie o dymisji Burnside‟a, ale jego następcy, gen. J. Hookerowi, poszło
niewiele lepiej. Klęska jego armii pod Chancellorsville miała ogromny wpływ na
morale Polaków Krzyżanowskiego, ponieważ prasa, przy wtórze generalicji, winą za
to niepowodzenie obarczyła “tchórzliwych Niemców” z XI korpusu, w którego
skład wchodził Legion Polski. Dziennik “New York Times” z 5 maja 1863 tak opisywał zachowanie “Niemieckiego Korpusu” podczas ataku konfederatów: “nie czekając nawet na salwę rebeliantów, korpus ten haniebnie porzucił swoje pozycje
i zaczął uciekać w popłochu drogą ku kwaterze głównej”473. Była to nieprawda, ale
cudzoziemcy byli dla Amerykanów zbyt wygodnym kozłem ofiarnym, by prawdzie
stało się zadość. Oskarżani o tchórzostwo i zdradę oficerowie żądali wyjaśnień
i przywrócenia dobrego imienia jednostce, ale prawdziwi winowajcy – Hooker oraz
dowódca korpusu, gen. Oliver O. Howard – robili wszystko, by prawda o ich niekompetencji i lekceważeniu ostrzeżeń podwładnych nie wyszła na jaw. Po przegranej kampanii Hookera Legion Polski stacjonował w Brooke‟s Station w Wirginii.
Pod koniec maja liczył już tylko 358 żołnierzy (początkowy stan: 862), z czego zaledwie 207 było zdolnych do służby474.
Konfederacka Brygada Polska, składająca się z dwóch regimentów – 14 i 15
pułku z Luizjany – powstała dzięki moralnemu i finansowemu wsparciu Kacpra
Tochmana, bohatera powstania listopadowego, później wielce zasłużonego dla
sprawy polskiej działacza emigracyjnego. W połowie czerwca 1861 roku, po sześciu
tygodniach rekrutacji przeprowadzonej w Nowym Orleanie, nowo utworzona brygada wymaszerowała na szkolenie do obozu “Camp Pulaski” 475 . Składała się w
większości z ochotników irlandzkiego, niemieckiego, francuskiego i polskiego pochodzenia. Na czele pułków stanęli Walery Sulakowski i Francis Nicholls. Tochman, który po sformowaniu oddziału objąć miał nad nim komendę, nie otrzymał
obiecanej mu wcześniej generalskiej gwiazdki, więc obraził się na prezydenta
Jeffersona Davisa i wystąpił z armii. Potem do końca wojny kłócił się z rządem
472
C. Schurz, op. cit., 286; F. Phisterer, Statistical Record of the Armies of the United States, New York,
s. 283.
473
Cyt. za: J.S. Pula, Krzyżanowski’s Civil War Brigade, Polish – American Studies, vol. 28, 1971, nr 2,
s. 40.
474
J.S. Pula, The History..., s. 8, 72–73.
475
S.H. Uminski, op. cit., s. 101.
Konfederacji, żądając zwrotu pieniędzy wyłożonych na organizację brygady 476 .
Tymczasem
w 1862 roku pułki Brygady Polskiej wzięły udział w krwawych walkach wokół stolicy Konfederacji (tzw. “kampania siedmiodniowa”), walczyły też nad Cedar Run,
Bull Run i Antietam Creek. Pod Chancellorsville brygada nacierała na pozycje zajmowane przez legion Krzyżanowskiego. Następnym razem te dwa “polskie” oddziały stanęły na jednym polu bitwy, pod Gettysburgiem 477.
Gettysburg
Spośród 97 znanych nam z imienia uczestników gettysburskiej bitwy o polskim
lub prawdopodobnie polskim rodowodzie, a było ich z pewnością więcej, aż 51
walczyło w szeregach XI – “Niemieckiego Korpusu” armii Unii478. Losy tej formacji stanowić więc będą oś dalszego opisu. W pierwszej dywizji korpusu, na której
czele stał gen. Francis C. Barlow, niewielką liczbą ochotników polskiego pochodzenia wyróżniały się 41 i 54 pułk z Nowego Jorku. W drugiej – gen. Adolfa von Steinwehra – udało się odnaleźć dwóch zaledwie Polaków: szer. Michała Wasilewskiego (73 Pensylwania) i szer. Ludwika Zucha (73 Ohio)479. Natomiast ostatnia,
trzecia dywizja, dowodzona przez gen. Carla Schurza, była najbardziej polską formacją wojny secesyjnej. Nawet nie licząc Legionu Polskiego, swojsko brzmiące
nazwiska figurowały na listach 45 i 119 pułku z Nowego Jorku, 61 z Ohio, 82 z Illinois oraz 26 z Wisconsin480.
Wczesnym rankiem 1 lipca “Niemiecki Korpus” opuścił położony kilkanaście
mil na południe od Gettysburga Emmitsburg i ruszył w kierunku północnym. By
przyspieszyć marsz i ominąć blokujące bezpośrednią, krótszą drogę do Gettysburga
tabory I korpusu, oddziały podzielono: dywizja Barlowa dalej miała iść drogą krótszą, natomiast wojska Schurza i von Steinwehra skierowano na mniej zatłoczony
trakt z Taneytown481. W tym samym czasie w Gettysburgu trwała już walka. Federalna dywizja kawalerii i dwie brygady piechoty próbowały zatrzymać posiadająceTamże; M. Haiman, op. cit., s. 129–130.
O udziale w kampaniach 1862 roku: M. Haiman, op. cit., s. 130. Na temat bitwy pod Chancellorsville:
J.S. Pula, Krzyżanowski’s..., s. 38–39.
478
Podane wyżej liczby są efektem analizy spisu polskich uczestników wojny secesyjnej, zamieszczonego w cytowanym już dziele M. Haimana. Lista zestawiona przez Haimana jest z całą pewnością niepełna,
choć z drugiej strony wielu wymienionych w niej żołnierzy raczej Polakami nie było. W każdym niemal
przypadku jedyną podstawę weryfikacji pochodzenia żołnierzy stanowiło brzmienie nazwisk, a ponieważ
polska pisownia była często dla obcych barierą nie do pokonania, zniekształcenia dodatkowo obniżają
miarodajność ostatecznego wyniku. Dodać trzeba, że analizę ułatwiła ogromnie możliwość korzystania ze
spisu oddziałów obu armii zawartego w cytowanej wyżej pracy G. Swobody.
479
M. Haiman, op. cit., s. 178, 180.
480
Na podstawie listy M. Haimana: tamże, s. 162–267.
481
J.S. Pula, The History..., s. 74.
476
477
go przewagę liczebną przeciwnika i utrzymać pasmo wzgórz położonych nieopodal
zachodnich rubieży miasta. Wśród walczących tam żołnierzy byli również Polacy.
W brygadzie kawalerii płk Williama Gamble‟a, która obsadziła szczególnie narażone na atak Wzgórza McPhersona (McPherson‟s Ridge), znajdowało się przynajmniej
trzech żołnierzy polskiego pochodzenia: szer. Henryk Wilk (8 Illinois), szer. Ignacy
Miśkowski (12 Illinois) i szer. Jakub Grenba (3 Indiana), natomiast w słynnej “Żelaznej Brygadzie” gen. Solomona Mereditha walczyli Wilhelm Bruskie (Borowski?)
(24 Michigan) i Jan Konopeck (2 Wisconsin) 482.
O wpół do jedenastej oddziały Schurza znajdowały się przy Horner‟s Mill
i w szybkim tempie zdążały do Gettysburga 483. Marsz ten jeden z żołnierzy brygady
Krzyżanowskiego określił mianem “najtrudniejszego i najbardziej wyczerpującego”,
w jakim kiedykolwiek brał udział484. Żołnierze szli zlani potem, nie mogąc złapać
tchu. Wkrótce nadjechał goniec z informacją, że w Gettysburgu źle się dzieje, oraz
rozkazem dowódcy korpusu, nakazującym przyspieszenie marszu. Ostatni odcinek
dywizja pokonała prawie biegiem i około dwunastej trzydzieści, niemal równocześnie z oddziałami Barlowa, wkroczyła do miasta 485.
Czasu na odpoczynek nie było wiele, ponieważ na górującym nad Gettysburgiem od północnego zachodu Dębowym Wzgórzu (Oak Hill) pojawiły się nowe siły
nieprzyjaciela – konfederacka dywizja gen. R.E. Rodesa. Groziło to oskrzydleniem
walczących od kilku godzin oddziałów I korpusu (już zresztą rozpoczął się artyleryjski ostrzał ich prawej flanki). Cztery brygady Howarda ruszyły w kierunku wroga, najpierw wysunięte do przodu tyraliery, za nimi, w szyku bojowym, reszta oddziałów. Brygada von Amsburga, stanowiąca lewe skrzydło, przyparta silnym
ogniem artylerii zatrzymała się, nie osiągnąwszy styczności z prawą flanką I korpusu.
W centrum szły oddziały Krzyżanowskiego. Tylko dwie kompanie Legionu Polskiego zamykały linię brygady Polaka z prawej strony, reszta pułku – jak podaje
James S. Pula – ugrzęzła na zablokowanej przez tabory I korpusu drodze, a kiedy
wreszcie dotarła na miejsce, skierowano ją na Wzgórze Cmentarne (Cemetery Hill),
leżące na południe od miasta, do ochrony nie umocnionych jeszcze pozycji artylerii486. Maszerująca na prawym skrzydle dywizja Barlowa, dążąc do zajęcia korzystnych pozycji na wzniesieniu, które później nazwano Pagórkiem Barlowa (Barlow‟s
Knoll), wysunęła się zanadto do przodu i między nią a kompaniami Legionu Polskiego powstała szeroka na około czterysta metrów luka. Szczeliny na obu skrzydłach linii XI korpusu nie rokowały dobrze na przyszłość.
Generał Rodes również posłał swoje wojska do ataku, jednak uderzenie południowców było chaotyczne. Brygady nacierały kolejno, tracąc szansę wykorzystania
482
483
484
485
486
M. Haiman, op. cit., s. 202, 204, 205, 217, 259.
C. Schurz, op. cit., s. 307.
J.S. Pula, The History..., s. 74.
C. Schurz, op. cit., s. 309.
Tamże, s. 309–310; J.S. Pula, The History..., s. 75–76, 79.
przewagi liczebnej. Pierwsza fala uderzyła w pozycje trzymane przez I korpus.
B rak koordynacji sprawił, że po półgodzinnej walce dwie konfederackie brygady
uległy rozbiciu, a federalni, mimo dużych strat, nie cofnęli się nawet o krok 487 .
Wkrótce jednak nastąpił nowy atak, tym razem już na całej linii. Walcząca od rana
konfederacka dywizja gen. H. Hetha raz jeszcze ruszyła ku Wzgórzom McPhersona,
a na północ od Gettysburga kolejna z brygad Rodesa wdarła się w lukę pomiędzy
I i XI korpusem. Oskrzydlona brygada von Amsburga zaczęła cofać się pod naporem południowców, odsłaniając flanki dwóch federalnych korpusów. Na szczęście
z pomocą nadbiegli żołnierze Krzyżanowskiego i po gwałtownej walce atak Rodesa
został odparty488.
Wydawało się wtedy, że wojskom federalnym uda się utrzymać zajęte po południu pozycje, ale krótko przed czwartą kolejne nieprzyjacielskie pułki niespodziewanie pojawiły się na prawym skrzydle dywizji Barlowa. Konfederacka dywizja
gen. Jubala Early‟ego nadeszła od wschodu i niemal z marszu natarła na odsłoniętą
flankę XI korpusu. W mgnieniu oka wymiotła pierwszą napotkaną brygadę i zaczęła
wdzierać się na tyły drugiej. Jednocześnie brygady Dolesa i O‟Neala (z dywizji Rodesa) wznowiły atak od strony Dębowego Wzgórza. Na obu skrzydłach linii federalnej rozgorzała walka. Schurz wspominał potem: “Na otwartej przestrzeni regimenty stały naprzeciw siebie, ludzie mogli więc patrzeć sobie w oczy, dosłownie
strzelali sobie w twarz. Rzeź była po obu stronach straszna” 489. 26 pułk z Wisconsin,
należący do brygady Krzyżanowskiego, odpierał atakujących od frontu ludzi Dolesa, będąc jednocześnie pod silnym ostrzałem baterii dywizji Early‟ego, ustawionych
na flance. Żołnierze padali trafieni kilkoma kulami naraz. Wśród Polaków zginęli
m.in. kpr. Jerzy Chalaupka (Chałupka?) i szer. Franciszek Schara (Suchara?),
a śmiertelnie ranny szer. Franciszek Benda zmarł miesiąc później. Lżej ranni byli
sierż. Karol Grokowsky (Grochowski?) i szer. Jan Swoboda 490. Pod Krzyżanowskim
padł koń; dowódca brygady podniósł się szybko, ale oddychanie sprawiało mu ból,
więc niewiele już tego dnia pomógł swoim ludziom491.
Schurz obserwował te dramatyczne wydarzenia, stojąc na dachu jednego z gettysburskich domów. Roztaczający się przed nim widok w swoich wspomnieniach
nazwał “krwawą jatką”492. Chcąc ratować Barlowa, wysłał z odsieczą połowę rezerw
korpusu. Niestety, pomoc przybyła za późno – pobite oddziały prawego skrzydła cofały się już w kierunku Gettysburga. Gdyby trwały na swoich pozycjach jeszcze chwilę, napierające od wschodu wojska konfederatów, odcięłyby im drogę odwrotu493.
487
488
489
490
491
492
493
G. Swoboda, op. cit., s. 103–106.
J.S. Pula, The History..., s. 76.
Tamże, s. 78; C. Schurz, op. cit., s. 311.
M. Haiman, op. cit., s. 162, 164, 177, 258, 263; J.S. Pula, The History..., s. 79.
J.S. Pula, The History..., s. 79.
C. Schurz, op. cit., s. 311.
Tamże.
Rozkaz wycofania XI korpusu na Wzgórze Cmentarne, wydany przez Howarda,
był formalnością. Chaotyczny odwrót osłaniały brygady Costera i Krzyżanowskiego494. Zmuszone do walki wręcz, prowadząc ciągły ogień, umożliwiły ocalałym oddziałom “Niemieckiego Korpusu” wycofanie się do miasta. Koszty walki podsumował
potem w swoim raporcie Schurz: “Nasze straty były znaczne. Druga brygada trzeciej
dywizji [brygada Krzyżanowskiego – P.K.] straciła większość swoich dowódców
regimentów, w różnych pułkach zginęła lub była ranna prawie połowa oddziałów”495.
W ślad za cofającymi się żołnierzami Unii ruszyli konfederaci. Do miasta
wkroczyli najpierw od zachodu (opór I korpusu został ostatecznie złamany), później
także od północy i wschodu. W ogólnym zamieszaniu panującym na wypełnionych
dymem ulicach wielu uciekających żołnierzy i oficerów Armii Potomaku dostało się
do niewoli. Znamy nazwiska dwóch Polaków z dywizji Schurza, którym ucieczka
się nie powiodła. Byli to szer. Franciszek Prokopek (45 Nowy Jork) oraz wymieniony już wcześniej, ranny szer. Jan Swoboda (26 Wisconsin) 496. Około piątej po
południu cały Gettysburg był w rękach konfederatów.
Pasmo wzgórz, którego stoki dotykały południowych krańców miasta, przez
dwa następne dni było federalnym bastionem. Tworzyły go Grzbiet Cmentarny
(Cemetery Ridge), Wzgórze Cmentarne, Wzgórze Culpa (Culp‟s Hill) oraz dwa położone blisko siebie wzniesienia: Okrągły Szczyt (Round Top) i Mały Okrągły
Szczyt (Little Round Top). Dywizja von Steinwehra i rezerwa artylerii XI korpusu
zaraz po przybyciu na pole bitwy rozpoczęły budowę szańców i okopów na Wzgórzu Cmentarnym. Za gotowymi już umocnieniami zaczęły zbierać się ocalałe z pogromu resztki I i XI korpusu (po całym dniu walk obie formacje straciły blisko połowę swojego stanu)497. Howard wraz z gen. W. Hancockiem zajęli się formowaniem nowej linii obrony. Rozbity XI korpus zajął Wzgórze Cmentarne, nie mniej
przetrzebiony “Pierwszy” stanął na lewo od niego na Grzbiecie Cmentarnym. Wieczorem na pole bitwy dotarły następne oddziały federalne. Dopiero wtedy pozycje
armii Unii mogły wytrzymać kolejny atak.
W nocy następnego dnia nadjechał wreszcie nowy dowódca Armii Potomaku –
gen. George G. Meade (28 czerwca zastąpił Hookera). Po rekonesansie uznał zajęte
przez wojska Unii pozycje za wystarczająco dobre do kontynuowania bitwy. Chociaż obie armie nie były jeszcze skoncentrowane, było pewne, że na okolicznych
wzgórzach rozstrzygną się losy kampanii.
Bitwę wznowili konfederaci, atakując po południu lewe skrzydło wojsk Unii,
trzymane przez III korpus, na którego czele stał gen. Daniel E. Sickles. Żołnierze
Krzyżanowskiego przysłuchiwali się odgłosom bitwy, dochodzącym spoza położonego na lewo od nich Grzbietu Cmentarnego. Po krwawej walce na Polu Pszenicy
494
495
496
497
Tamże, s. 311–312; J.S. Pula, The History..., s. 80.
C. Schurz, op. cit., s. 312.
M. Haiman, op. cit., s. 238, 263.
A. Doubleday, Chancellorsville and Gettysburg, New Jork [b r. wyd.], s. 151; B. Catton, op. cit., s. 30.
(Wheat Field) i w Brzoskwiniowym Sadzie (Peach Orchard) III korpus został zmuszony do wycofania się. Odnaleziono 4 żołnierzy polskiego pochodzenia, walczących w szeregach Sicklesa; jeden z nich – sierż. Franciszek Malin (115 Pensylwania) – zginął tego dnia. Pozostali to: sierż. Samuel Wannofsky (Wannowski?),
S.K. Kosa (strzelec wyborowy z pułku Berdana) oraz szer. Filip (G.?) Szlachta,
który potem, w 1864 roku, za zdobycie sztandaru wroga pod Spottsylwanią, odznaczony został Medalem Honoru498.
Pociski wspierającej konfederackie natarcie artylerii padały często na pozycje
Schurza, czyniąc spore spustoszenie (zginął m.in. adiutant Krzyżanowskiego – por.
Louis Dietrich; ciężko ranny był także inny oficer Legionu Polskiego – kpt. Edward
Antoniewski, który w wyniku odniesionej rany zmarł trzy tygodnie później, 25 lipca)499.
W tym samym czasie odezwały się również baterie Ewella, ale artylerzyści XI korpusu szybko wstrzelali się w pozycje przeciwnika i wkrótce ogień od północy ustał.
Atak konfederacki rozwijał się w kierunku skrajnych pozycji lewego skrzydła
na Okrągłych Szczytach, a następnie ku północy. Na Małym Okrągłym Szczycie,
o który federalni stoczyć musieli heroiczną walkę, zainstalowano unijny punkt obserwacyjny. Jednym z żołnierzy korpusu sygnałowego armii Stanów Zjednoczonych
był kpt. Józef Głoskowski (29 Nowy Jork). Nie ma pewności co do tego, w jakiej
randze Głoskowski walczył pod Gettysburgiem, chociaż dzień 28 maja 1863, jako
data awansu na kapitana, wydaje się najbardziej prawdopodobny, z uwagi na chwalebną postawę Polaka w bitwie pod Chancellorsville 500.
Atak południowców na Mały Okrągły Szczyt został odparty, ale kryzys nie minął, ponieważ o całą przestrzeń między Okrągłymi Szczytami a północną częścią
Grzbietu Cmentarnego nadal trwała walka. Po wyparciu III korpusu natarcie konfederatów nabrało dopiero rozpędu. W krytycznej chwili Meade zmuszony był rzucić
w zagrożony rejon wszystkie dostępne rezerwy – dywizje II, V i VI korpusu; ogołocił nawet prawe skrzydło, trzymane przez XII korpus. Pole Pszenicy kilkakrotnie
przechodziło z rąk do rąk (żołnierze nazwali to miejsce “tornadem bitwy”) 501.
W walczącej tam dywizji Caldwella byli również Polacy. W irlandzkiej brygadzie
pułkownika Patricka Kelly‟ego walczył szer. Edward Polaski (69 Nowy Jork),
a w brygadzie gen. Samuela Kosciusko (!) Zooka odnaleziono nazwiska trzech Polaków, którzy byli pod Gettysburgiem: por. Karola J. Barwickiego (57 Nowy Jork),
oraz szer. Juliusza Latazinsky‟ego i szer. Antoniego Florack‟a z 52 pułku z tego
samego stanu502.
Oskrzydlone z dwóch stron oddziały federalne ostatecznie wycofały się w kierunku wzgórz. Odwrót osłaniała nieoceniona tego dnia artyleria oraz ściągnięte
w zagrożony rejon brygady II, V, VI i XII korpusu. 39 pułk nowojorski, w którego
498
499
500
501
502
M. Haiman, op. cit., s. 169, 171, 212, 241.
Tamże, s. 181; J.S. Pula, The History..., s. 84.
Por. M. Haiman, op. cit., s. 106, 183.
G. Swoboda, op. cit., s. 170.
M. Haiman, op. cit., s. 174, 181, 228, 234.
szeregach także znajdowali się Polacy503, mężnie trwał na swojej pozycji, zatrzymując napór konfederatów w pobliżu Śliwkowego Strumienia (Plum Run). Trochę dalej na północ południowcy sięgnęli już baterii II korpusu, ustawionych na Grzbiecie
Cmentarnym, ale bez wsparcia, zdobytej pozycji utrzymać się nie dało. Zapadał
zmrok. Lewe skrzydło wojsk Meade‟a ostatecznie obroniło się, lecz – jak ocenił to
amerykański badacz wojny secesyjnej, Bruce Catton – jeszcze nigdy żołnierze nie
walczyli tak desperacko i zaciekle, jak tego popołudnia504.
Dopiero teraz, gdy uderzenie korpusu Longstreeta zostało odparte, do akcji weszły oddziały Ewella. Krótko po zachodzie słońca konfederackie brygady Haysa
i Avery‟ego ruszyły w kierunku pozycji federalnych. Pułki Avery‟ego kierowały się
na przełęcz między Wzgórzem Cmentarnym a Wzgórzem Culpa, podczas gdy gen.
Hays ze swymi “Tygrysami z Luizjany” mierzył w pozycje trzymane przez dwie
małe brygady i dwie baterie z korpusu Howarda. Schurz wspominał:
Było już ciemno, gdy nagle przeraził nas tumult i niepokój w bateriach Wiedricha i Rickettsa, ustawionych w dominującym punkcie Wzgórza Cmentarnego. [...] Nieprzyjaciel
zaatakował nasze baterie po prawej stronie [...]. Nie było czasu, żeby czekać na generalny rozkaz. Za zgodą Howarda wziąłem dwa najbliższe mi regimenty i rozkazałem żołnierzom nałożyć bagnety. Prowadzeni przez pułkownika Krzyżanowskiego, pospieszyli
biegiem w zagrożony punkt505.
Schurz z całym swoim sztabem pogalopował za nimi. Jednym z adiutantów
niemieckiego generała był Polak kpt. Juliusz C. Szenowski506.
Sytuacja była krytyczna, ponieważ żuawi Haysa, po wyparciu brygady von
Gilsy, wdarli się na płaskowyż przed cmentarną bramą i okrążyli baterię Wiedricha.
W beznadziejnej walce w ciemnościach artylerzyści używali szabel, wyciorów,
stempli, a nawet kamieni507. Szczęśliwie, na triumfujących już konfederatów spadł
Legion Polski i 119 pułk z Nowego Jorku. Krzyżanowski swoim atakiem zepchnął
przeciwnika w dół wzgórza. Jeszcze dwa razy Hays podrywał swych żołnierzy do
ataku i dwukrotnie Legion Polski ataki te odpierał 508. Chwile nocnej walki odcisnęły
się mocnym śladem w pamięci Polaka:
Zziajani, czarni od dymu prochowego i krwi konających żołnierze więcej do zwierząt niż
do ludzi byli podobni. Dzikie pragnienie krwi, wściekła żądza odwetu i zemsty upajała
wszystkich, malowała się w obrzękłych twarzach i bielmem zaszłych nieraz, czerwo-
Znani z imienia: Michał Jacky (Jacki?), Ferdynand Kowals (Kowal?), Jan Smaka i ranny tego popołudnia Joachim Biera. Tamże, s. 176, 225, 230, 233.
504
B. Catton, Gettysburg..., s. 44–45; G. Swoboda, op. cit., s. 172–176.
505
C. Schurz, op. cit., s. 316.
506
M. Haiman, op. cit., s. 193.
507
C. Schurz, s. 317; B. Catton, The Glory Road. The Bloody Route from Fredericksburg to Gettysburg,
New York 1952, s. 303.
508
G. Swoboda, op. cit., s. 178; J.S. Pula, The History..., s. 86–87.
503
nych, pijanych oczach, aż znużony, wyczerpawszy ostatni zakres sztucznie pobudzanych
sił, kładł się niejeden wśród jęku i zgrzytu umierających, aby skonać wraz z nimi 509.
Dowódca II korpusu Armii Potomaku – gen. Hancock – uświadomił sobie, że
w wypadku załamania się obrony na Wzgórzu Cmentarnym jego wojska zostałyby
oskrzydlone. Aby temu zapobiec, posłał jedną ze swoich brygad (Carrolla) z odsieczą dla Howarda. Idąca w sukurs legionistom Krzyżanowskiego brygada Carrolla
ostatecznie wyparła konfederatów510.
Odgłosom tej walki przysłuchiwali się stojący na Wzgórzu Culpa żołnierze nowojorskiej brygady gen. Greene‟a, kiedy w ciemności po prawej stronie dostrzeżono
kolejne nacierające oddziały południowców – cztery brygady dywizji gen. Edwarda
Johnsona. Do akcji ruszyła Brygada Polska. W chwili ataku na Wzgórzu Culpa
znajdowało się tylko pięć regimentów, które Greene rozstawił w tyralierę. Nowojorczycy rozpoczęli ostrzał, by jak najdłużej powstrzymać atakujących, a dowódca
pchnął gońców z prośbą o wsparcie. Pierwszy zareagował Howard – na jego rozkaz
ppłk August Otto, oficer Legionu Polskiego odkomenderowany do sztabu Schurza,
z trzema regimentami ruszył na pomoc Greene‟owi 511 . W szeregach wszystkich
pułków, które Otto prowadził do walki, znajdowali się żołnierze polskiego pochodzenia512. Zapewne nie zdawali sobie sprawy, że wśród wrogich oddziałów, które
w ciemnościach próbowały zdobyć Wzgórze Culpa, również byli Polacy (kpt. Leon
Jastrzembski, walczący za sprawę Południa w 10 pułku z Luizjany, został w trakcie
tego ataku postrzelony w ramię)513.
Z pomocą przybyłych oddziałów Greene utrzymał się, aż do nadejścia wysłanych w ciągu dnia na Grzbiet Cmentarny pozostałych oddziałów XII korpusu. Atak
południowców zatrzymał się na pierwszej linii umocnień federalnych. Johnson zajął
je, ale kontynuowanie natarcia nie miało sensu, gdyż w kompletnych ciemnościach
nie sposób było zachować orientację. Walka powoli wygasała.
W nocy z 2 na 3 lipca, zarówno Meade, jak i Lee długo nie kładli się spać.
Około północy w kwaterze głównej Armii Potomaku na Grzbiecie Cmentarnym
odbyła się narada wojenna z udziałem dowódców korpusów. Kiedy wszyscy generałowie zreferowali straty swych oddziałów po drugim dniu bitwy, okazało się, że
efektywna siła armii Unii wynosi już tylko 58 tysięcy żołnierzy. W związku z tym
Meade, pełen wątpliwości, poprosił zgromadzonych oficerów o wyrażenie opinii
w trzech kwestiach: 1) zostać, czy wycofać się, 2) atakować, czy czekać na atak,
3) jeśli czekać, to jak długo. Wszyscy dowódcy korpusów zgodnie uznali, że należy
zostać. Większość uważała także, że z działaniami ofensywnymi trzeba wstrzymać
509
510
511
512
513
W. Krzyżanowski, op. cit., s. 79.
A. Doubleday, op. cit., s. 183.
J.S. Pula, The History..., s. 84.
Odsiecz składała się z 45 pułku z Nowego Jorku, 82 z Illinois i 62 z Ohio. Tamże.
S.H. Uminski, op. cit., s. 104.
się jeden dzień. Meade uznał werdykt swoich podkomendnych, co oznaczało, że
Armia Potomaku zdecydowana była na dalszą walkę 514.
W tym samym czasie na Grzbiecie Seminaryjnym generał Lee również pochylał
się nad sztabową mapą. I on wierzył w sukces. Zdobyte 2 lipca przyczółki na obydwu skrzydłach linii przeciwnika były niezłym zadatkiem na przyszłość. Korpus
Longstreeta, wzmocniony nie uczestniczącą dotąd w walkach dywizją gen. George‟a
Picketta, został wyznaczony do przeprowadzenia następnego dnia ataku na centralne
pozycje wojsk Unii – Grzbiet Cmentarny. Równocześnie siły lewego skrzydła miały
związać wroga walką, uniemożliwiając Meade‟owi przerzucenie posiłków w zagrożone atakiem Longstreeta miejsce515. Plan ten miał jednak kilka podstawowych wad.
Przede wszystkim opierał się na błędnym założeniu, że linia federalna w centrum
jest najsłabsza. Poza tym konfederaci, by dotrzeć do pozycji będących celem ataku,
musieli przejść półtora kilometra po otwartej przestrzeni, pod silnym ogniem artylerii przeciwnika, a na dodatek, ostatni odcinek biegł pod górę. Jedyną szansą było
skuteczne przygotowanie ataku przez artylerię i idealne zsynchronizowanie działań
korpusów umieszczonych na skrzydłach. Sukces był mało prawdopodobny, ale Lee
wierzył w dobrą passę swojej armii.
Ostatni dzień bitwy pod Gettysburgiem rozpoczął się od próby odzyskania przez
wojska Unii straconych 2 lipca szańców na Wzgórzu Culpa. XII korpus wczesnym
rankiem rozpoczął ostrzał pozycji trzymanych przez dywizję Johnsona. Konfederaci
odpowiedzieli desperackim atakiem, który jednak załamał się pod gradem kul.
Ostatecznie po ponad sześciu godzinach chaotycznej walki południowcy wycofali
się ze zdobytego dzień wcześniej przyczółka.
Szeregowy J.A. Klimkiewicz z 2 pułku z Marylandu (dywizja Johnsona) w czasie szturmu na Wzgórze Culpa padł ciężko ranny. Półżywego Polaka odnalazła pośród wielu ciał jego własna siostra – Thadia Klimkiewicz, służąca w charakterze
pomocy medycznej w konfederackiej armii. Dzięki niej polski konfederata ocalał
i ostatecznie powrócił do zdrowia516.
Jan Sobieski – trębacz jednej z federalnych baterii, również odniósł tego dnia
ranę, która na pierwszy rzut oka wyglądała na śmiertelną. Jego bateria około dziewiątej rano została przydzielona do brygady kawalerii gen. E.J. Farnswortha i kiedy
zmierzała na wyznaczoną pozycję, konfederacki snajper wziął polskiego trębacza na
cel. Kula trafiła w brzuch i wyszła tuż obok kręgosłupa. Rana wyglądała poważnie:
“Myślałem, że nie pożyję dłużej niż pół godziny. Widziałem wcześniej ludzi trafionych w ten sam sposób – zazwyczaj umierali, nim minęła godzina” 517. Po dwudziestu minutach leżącego we krwi Polaka odnalazł żołnierz ze służby medycznej i w
514
Ch.E. Slocum, The Life and Services of mjr-gen. Henry Warner Slocum, Toledo 1913, s. 108–110;
A. Doubleday, op. cit., s. 184.
515
F . Maurice, Robert E. Lee – The Soldier, London 1930, s. 209–210.
516
Gettysburg Centennial (okolicznościowa broszura, wydana z okazji setnej rocznicy bitwy pod Gettysburgiem, przez American-Polish Civil War Centennial Commitee).
517
Tamże.
krótkim czasie rannego przetransportowano do lazaretu. Chociaż lekarz nie dawał
mu szans na przeżycie, Sobieski, co zakrawało na cud, powoli odzyskiwał siły i po
kilku miesiącach rekonwalescencji znów był gotowy do służby518.
Przed południem na polu bitwy zaległa cisza. Na Wzgórzu Cmentarnym wśród
żołnierzy Schurza panowało przygnębienie.
Nawet beztroscy, pogodni żołnierze, którzy wykorzystywali najmniejszą przerwę
w bitwie na żarty i psikusy, poczuli się teraz przygnębieni. Niektórzy siedzieli na ziemi
i przeżuwali wolno swoje suchary, inni kładli się do snu, który łatwiej znaleźliby przy
kanonadzie niż w tej przerażającej ciszy– wspomniał ich dowódca519.
Wreszcie około pierwszej po południu dało się słyszeć dwa pojedyncze wystrzały armatnie, będące dla konfederackiej artylerii sygnałem do rozpoczęcia
ostrzału, przygotowującego planowany atak piechoty. Rozpoczął się największy na
kontynencie północnoamerykańskim bój artyleryjski. Huk około 250 armat (rychło
na salwy południowców odpowiedziała artyleria Armii Potomaku) przekroczył
wszelkie wyobrażenia uczestników bitwy. Generał Schurz pisał:
Wszystko, co przeczytałem w opisach bitew o grzmocie dział, silniejszym, niż grom
z nieba, trzęsącej się ziemi i porywach powietrza, tu stało się przerażającą rzeczywistością.
Pociski wydawały diabelski, świszczący, przeraźliwy dźwięk, [...] spadały na cmentarz,
siejąc wokół śmierć i zniszczenie, roznosząc nagrobki i skrzynki z amunicją520.
Po blisko dwugodzinnej kanonadzie z lasu na Grzbiecie Seminaryjnym zaczęły
wychodzić pułki południowców. Piętnaście tysięcy żołnierzy, w tym nietknięte
dotąd oddziały Wirgińczyków z dywizji George‟a Picketta, rozwinęło szyk bojowy
i z powiewającymi sztandarami, przy dźwiękach werbli zagłębiło się w dolinę między Grzbietem Seminaryjnym a Grzbietem Cmentarnym. Niewiele już takich majestatycznych, przeprowadzonych w starym, napoleońskim stylu działań ofensywnych
znała później historia. Jeszcze w czasie wojny francusko-pruskiej (1870) próbowano
tego typu romantycznych szarż, ale zauważalny wzrost siły, zasięgu i skuteczności
ognia w końcu wymazał je z podręczników taktyki.
Znamy zaledwie jednego polskiego żołnierza, walczącego w szeregach Picketta
– sierżanta Jakuba R. Polaka z 1 pułku z Wirginii 521. Przeżył wojnę, mógł więc
szczycić się bezpośrednim udziałem w najsłynniejszym ataku wojny secesyjnej.
Plan generała Lee nie miał już w tym momencie szans realizacji. Ostrzał artyleryjski, przygotowujący natarcie, wyrządził sporo szkód, ale nie sparaliżował wojsk
Unii, i teraz, kiedy konfederackie działa milkły jeden po drugim (zaczęło brakować
amunicji), ogień artylerii federalnej nasilił się. Poza tym korpus Ewella ucierpiał
518
519
520
521
Tamże.
C. Schurz, op. cit., s. 318.
Tamże.
M. Haiman, op. cit., s. 266.
znacznie w przedpołudniowych walkach na Wzgórzu Culpa i nie był w stanie wesprzeć atakujących w centrum, tak jak zaplanował dowódca armii.
Dramatyczny atak 12 konfederackich brygad, idących w upale po otwartym polu szerokości mili, załamał się pod ogniem federalnym. Dla nacierających była to
hekatomba. Longstreet zbierał cofające się oddziały swojego korpusu, spodziewając
się kontruderzenia, ale atak nie nastąpił – generał Meade dziękował Bogu za sukces
i nie miał zamiaru ryzykować zdobytej przewagi nierozważną pogonią. Legion Polski nie uczestniczył bezpośrednio w odparciu konfederatów, ostrzał artyleryjski poprzedzający “atak Picketta” wyrządził wszakże wiele szkód pozycjom XI korpusu.
Następnego dnia rano trzydziestu żołnierzy macierzystego pułku Krzyżanowskiego
weszło w tyralierze do opuszczonego przez nieprzyjaciela Gettysburga. Po południu
przez miasto maszerowała już federalna orkiestra522. Bitwa dobiegła końca.
Tego samego dnia południowa armia rozpoczęła odwrót. W drodze do Wirginii
czekała ją jeszcze poważna przeszkoda, ponieważ ulewne deszcze, które nawiedziły
w ostatnich dniach te okolice, sprawiły, że poziom Potomaku podniósł się znacznie,
odcinając oddziałom konfederackim jedyną drogę odwrotu. Generał Lee modlił się,
by woda opadła: “Ufam, że miłosierny Bóg, nasza jedyna nadzieja i schronienie, nie
opuści nas w potrzebie i wybawi nas swą wszechmogącą ręką”523. Bóg widocznie
wysłuchał modlitwy generała, gdyż wody Potomaku opadły i zanim opieszale działająca armia federalna dotarła do Williamsport, konfederaci byli już bezpieczni po
drugiej stronie rzeki.
Sukces militarny wojsk Unii, odniesiony pod Gettysburgiem, nie był druzgocący – praktycznie Armia Potomaku nie dała się pobić. Znaczenie tej batalii nabiera
wagi dopiero wtedy, gdy uświadomimy sobie następstwa, prawdopodobnego jeszcze
w ostatnim dniu bitwy, zwycięstwa konfederatów. Wprawdzie interwencja Francji
i Wielkiej Brytanii, dotąd sprzyjających Konfederacji, nie wchodziła na razie w rachubę, gdyż wybuch powstania na ziemiach polskich i podpisanie konwencji
Alvenslebena przez Rosję i Prusy na długo odwróciły uwagę mocarstw europejskich
od spraw amerykańskich, ale zwycięstwo konfederatów, odniesione na terytorium
Unii, mogło być zabójcze dla “jastrzębiej” polityki Lincolna, szczególnie w obliczu
narastającej fali pacyfizmu w północnych stanach524. Zwycięstwo Unii pod Gettysburgiem oznaczało kres rajdu Armii Północnej Wirginii przez Pensylwanię, było
także końcem marzeń o rychłym zawarciu korzystnego dla Południa pokoju. W tym
sensie “atak Picketta” okazał się punktem zwrotnym w wojnie. Walki trwały jeszcze
dwa lata, ale nigdy już szansa uzyskania przez Konfederację niepodległości nie była
tak wielka jak w chwili, gdy imponująca, długa na dwa kilometry linia południowych oddziałów z determinacją i wiarą w zwycięstwo kroczyła w kierunku Grzbietu
Cmentarnego.
522
J.S. Pula, The History..., s. 90.
R.E. Lee, Recollections and Letters, New York 1924, s. 101–102.
524
Zob. S. Bóbr-Tylingo, Stany Zjednoczone Ameryki Północnej a powstanie styczniowe, nadbitka Tek
Historycznych Polskiego Towarzystwa Historycznego w Wielkiej Brytanii, t. 11, s. 133–156, Londyn 1960.
523
Wkład Polaków w sukces wojsk Meade‟a nie był bynajmniej większy niż innych. Wiele epizodów, w tym także i takie, w których brali oni udział, uznawano po
wojnie za decydujące dla ostatecznego zwycięstwa, ale kreowanie coraz to nowych
kluczowych momentów bitwy łączyło się bardziej z ambicjami jej uczestników,
związanymi z pragnieniem wejścia na karty historii, niż z rzeczywistością. W prezydenckim orędziu, wygłoszonym 19 listopada 1863 z okazji konsekracji cmentarza
żołnierskiego w Gettysburgu, Abraham Lincoln nie wyróżnił nikogo, a raczej wyróżnił wszystkich żołnierzy Unii.
Dla “Niemieckiego Korpusu” i walczących w jego szeregach Polaków Gettysburg miał ogromne znaczenie psychologiczne. Był swego rodzaju katharsis. Niesława spowodowana oskarżeniami rzucanymi na korpus po bitwie pod Chancellorsville
przyblakła nieco w obliczu męstwa okazywanego przez cudzoziemców w trakcie
trzydniowych lipcowych zmagań. Oczywiście, będąc kozłem ofiarnym Armii Potomaku, XI Korpus nie mógł w pełni zaznać chwały. Tu i tam pojawiły się oskarżenia
o tchórzliwą, paniczną ucieczkę z pola walki czy bezradność w obliczu wroga 525, ale
odwaga i poświęcenie chociażby tylko artylerzystów Wiedricha czy prowadzonych
przez Włodzimierza Krzyżanowskiego żołnierzy Legionu Polskiego wymuszały
weryfikację tych niesprawiedliwych, czarno-białych osądów. Amerykanin, gen.
Howard – oficer, który rzadko wyróżniał swoich podkomendnych – w oficjalnym
raporcie pochwalił Krzyżanowskiego za “odwagę, wierność i sprawność w pełnieniu
obowiązku” 526 . Słowa te mogłyby odnosić się do wielu polskich ochotników w
obydwu armiach.
Poles at Gettysburg
Abstract
The article attempted to present the Polish participation in one of the most important battles in the United States history, namely a three-day combat at Gettysburg (July 1st to 3rd,
1863). The military actions of the XI Corps of the Potomac Army constitute the core of the
presentation. The corps consisted of the biggest number of emigrants from the Vistula and
Warta region in Poland. The Polish Legion, formed by Włodzimierz Bonawentura
Krzyżanowski, Fryderyk Chopin‟s cousin, in 1861 was one of the regiments of this federal
unit. The dignified attitude of Krzyżanowski‟s veterans at two vital stages of the battle,
namely July 1st, during the retreat of the federal army towards the hills to the south of the
town, and during the fights at the Cemetery Hill in the evening of the next day, is noteworthy
because of the wide-spread although unjust accusations of cowardice addressed to “Germans”
(“Dutchmen”) from the XI Corps. Poles could also be found among Confederates although
their number was smaller there. Two Louisiana regiments (14 and 15), which constituted part
525
526
B. Catton, The Glory..., s. 323.
Cyt. za: M. Haiman, op. cit., s. 55.
of General
E. Johnson‟s Confederate division taking part in the Gettysburg battle was also known as the
Polish Brigade.
Annales Academiae Paedagogicae
Cracoviensis
Folia 3
Studia Historica I (2001)
Ludwik Mroczka
Kasy Stefczyka –
czyli raiffeisenowska spółdzielczość kredytowa w rolnictwie chłopskim Polski niepodległej
(1919–1939)527
Zmiany statutowe raiffeisenowskiej spółdzielczości
w Polsce niepodległej
Kasy Stefczyka to dawne galicyjskie “raiffeisenówki”, którym po śmierci ich propa-gatora i organizatora Franciszka Stefczyka, dla uznania jego zasług, spontanicznie nadano w roku 1924 taką właśnie nazwę. Nie była to jedyna innowacja w ich
działalności, ponieważ prawie w tym samym czasie musiały się one dostosować do
nowej rzeczywistości gospodarczej Polski niepodległej. Pierwsze działania dostosowawcze podjęto wcześniej już u zarania niepodległości 528, do której spółdzielcy
wszystkich profesji (produkcji, handlu, oszczędności i kredytu) przygotowywali się
z wielkimi nadziejami na zjednoczenie ruchu i nadanie mu większego niż dotychczas wymiaru. Niespodziewane trudności, zarówno wewnątrz zrzeszeń spółdzielczych, jak i poza nimi, spowodowały, iż transformacja do nowej rzeczywistości
ekonomicznej i prawnoustrojowej przebiegała jednak nader wolno i do końca drugiej niepodległości nie została w pełni zrealizowana. Ogólny jej kierunek nie był
korzystny dla drobnych producentów rolnych, cechował się bowiem wzrastającą
komercjalizacją spółdzielni i zdystansowaniem się wobec nich państwa.
Wielkie oczekiwania jedności organizacyjnej, która umożliwiałaby zwielokrotnienie siły finansowej spółdzielni oszczędnościowo-kredytowych, najpierw doznały
osłabienia z powodu wojen granicznych i zwolnionego tempa znoszenia pozaborowych odrębności dzielnicowych. Wojna ukraińsko-polska we wschodniej Galicji,
Artykuł stanowi kontynuację opracowania pt. Spółdzielczość kredytowa F.W. Raiffeisena w rolnictwie
chłopskim w Galicji, “Rocznik Naukowo-Dydaktyczny WSP w Krakowie”, 1998, z. 193, Prace Historyczne XIX, s. 39–66.
528
Tamże, s. 60 i nast.
527
z powodu której zlokalizowane w stołecznym Lwowie instytucje galicyjskie zmuszone były zawiesić swoją działalność, przyczyniła się do otwarcia w Krakowie
w styczniu 1919 roku ekspozytury Biura Patronatu. Następnie ekspozytura ta objęła
swoją działalnością zachodnią część Galicji, sześć powiatów wschodniogalicyjskich
i na podstawie umowy ze Związkiem Rewizyjnym (do 1921 roku) Polskich Spółdzielni Rolniczych w Warszawie także pięć pogranicznych powiatów byłego Królestwa Polskiego; związek ten utrzymał natomiast zwierzchnictwo nad pozostałymi
królewiackimi spółdzielniami typu raiffeisenowskiego i tymi, które znajdowały się
w województwach wschodnich.
W styczniu 1921 roku Tymczasowy Wydział Samorządowy we Lwowie, który
wcześniej przejął agendy rozwiązanego Wydziału Krajowego, wydał nowy statut
Biura Patronatu; na jego podstawie zrekonstruowane biuro, pod nową nazwą Krajowy Patronat Spółek Rolniczych529, otrzymało uprawnienia do działania na obszarze całego państwa. W praktyce jednak aż do zjednoczenia spółdzielczego ruchu
oszczędnościowo-pożyczkowego Krajowy Patronat nie rozszerzył swojego zasięgu
poza obszar byłej Galicji i wspomniane wyżej przygraniczne powiaty królewiackie.
Oporne wobec jego aspiracji okazały się zwłaszcza towarzystwa zaliczkowe
w Wielkopolsce i na Pomorzu, które początkowo niechęć przed zjednoczeniem uzasadniały zagrożeniem niemieckim, ale nie zmieniły swojego stanowiska także po
jego ustąpieniu i pełnej unifikacji państwowej terytorium, na którym działały.
Prawdziwym powodem ich obaw były różnice w obrocie pieniężnym odzwierciedlające odmienności w strukturze własnościowej chłopskiego rolnictwa w Wielkopolsce
i na obszarze byłego zaboru austriackiego.
Na wielkie przeszkody trafiły starania zmierzające do rekonstrukcji Centralnej
Kasy, będącej dotychczas autonomiczną instytucją galicyjską, obracającej wkładem
kapitałowym Wydziału Krajowego, korzystającej z jego dotacji na pokrycie swoich
i spółdzielni kosztów administracyjnych i z tych powodów posiadającej zobowiązania wobec stowarzyszeń ukraińskich, które nie zaaprobowały jej “polskiego upaństwowienia”. Spółdzielczość ukraińska pozostała więc definitywnie poza zasięgiem
Centralnej Kasy. Niemałe trudności powodowały różnice pomiędzy spółdzielczością
kredytową w poszczególnych zaborach530, a zwłaszcza pojawiający się w samym
ruchu, a także poza nim postulat równoczesnego z rekonstrukcją rozszerzenia zakresu działania Centralnej Kasy na spółdzielnie produkcyjne i handlowe.
Postęp nastąpił natomiast w rozmowach lwowsko-warszawskich, w wyniku
których 11 grudnia 1918 Franciszek Stefczyk w imieniu Centralnej Kasy lwowskiej,
W październiku 1923 r. nazwa ta została ponownie zmieniona na Krajowy Patronat Spółdzielni Rolniczych.
530
Oprócz wspomnianych odmienności stowarzyszeń wielkopolskich w grę wchodziła słabość finansowa
i organizacyjna raiffeisenowskich spółdzielni na obszarze b. Królestwa Polskiego. W końcu roku 1918
warszawska Centralna Kasa obsługiwała 86 spółdzielni z kapitałem nieco ponad 1,8 mln marek, a tamtejszy Związek Spółdzielni Rolniczych zrzeszał 216 czynnych spółdzielni. W tym samym czasie Centralna Kasa (galicyjska) dysponowała kapitałem 200 mln koron, a Patronat obejmował 1500 spółdzielni.
529
Zygmunt Brudziński i Hieronim Smoliński jako przedstawiciele Rady Kasy Centralnej Rolniczych Stowarzyszeń Pożyczkowych w Warszawie i reprezentanci Ministerstwa Rolnictwa Zygmunt Chmielewski oraz Antoni Wieniawski podpisali umowę, która przewidywała “jak najrychlejsze” rozszerzenie działalności lwowskiej
centrali finansowej na całe terytorium tworzącego się państwa polskiego i przeniesienie jej siedziby do Warszawy wraz ze wszystkimi walorami finansowymi.
Uzgodniono, że nowa, ogólnopolska kasa centralna na wzór galicyjski będzie respektować “ograniczony wpływ państwa”, reprezentowanego przez Ministerstwo
Rolnictwa, w zamian za “wkładkę z funduszów publicznych i odpowiednią porękę”.
Przewidywano tworzenie jej filii “w poszczególnych częściach państwa” i rozszerzenie zakresu działania na pozakredytowe stowarzyszenia rolnicze. Przyjęto zarazem zamiar zmiany struktury organizacyjnej centralnej kasy przez nadanie jej charakteru federacji spółdzielni i podporządkowanie zgromadzeniu delegatów okręgowych tworzących główny organ zawiadujący i nadzorujący531.
“Strona galicyjska” była dobrze przygotowana do rekonstrukcyjnych przedsięwzięć, toteż realizacja umowy nastąpiła w szybkim tempie. Już 4 lutego 1919, nie
bacząc na ukraińskie oblężenie Lwowa, Stefczyk przywiózł do Warszawy pismo
Wydziału Krajowego, w którym ten w imieniu Sejmu Krajowego Galicji wyraził
zgodę na rekonstrukcję Centralnej Kasy i wystosował do Tymczasowego Naczelnika Państwa i rządu prośbę o zatwierdzenie zmienionego i załączonego do pisma jej
statutu. Jednocześnie Wydział Krajowy przekazywał zmodyfikowanej Centralnej
Kasie swoje udziały w wysokości 5 mln koron i wyraził życzenie, aby wkładka państwa polskiego była “w odpowiedniej wysokości”. Stefczyk z kolei określił ją jako
“przynajmniej dwa razy większą” i wyraził zarazem pogląd, iż nie należy tworzyć
ani instytucji “czysto państwowej, eliminującej poczucie własnej odpowiedzialności, ani wyłącznie spółdzielczej”, skoro spółdzielnie oszczędnościowo-pożyczkowe
nie były zdolne, jak wskazywały doświadczenia dotychczasowe, dostarczyć centralnej kasie odpowiednio wysokiego kapitału zakładowego w postaci ich udziałów.
Odrzucił także koncepcję patronatu ze strony samorządu terytorialnego, któremu
odmawiał niezbędnej siły finansowej, podobnie jak w czasach galicyjskich ocenił
pod tym względem predyspozycje kółek rolniczych. Ten znakomity znawca i praktyk spółdzielczości kredytowej pierwszorzędne znaczenie przypisywał natomiast
udziałowi w niej funduszów publicznych, ponieważ chodziło, jak twierdził:
o bardzo doniosłe interesy nie tylko gospodarcze, ale i społeczne, o działalność i rozwój
przeważnie drobnych kooperatyw rolniczych, które działają wybitnie wychowawczo,
mają zdolność jak największą ożywiania ludowych oszczędności i wciągania ich w
ogólne gospodarstwo narodowe, a w przeprowadzeniu reform agrarnych będą miały do
odegrania niewątpliwie poważną rolę532.
531
532
Z. Chmielewski, Karty z przeszłości Centralnej Kasy Spółek Rolniczych, Warszawa 1939, s. 63.
Z. Chmielewski, op. cit.
Ta ostatnia sprawa miała duże znaczenie, zważywszy skalę przewidywanej reformy rolnej opartej w części na zasadach wolnorynkowych i obserwacje poczynione w Galicji, iż raiffeisenówki wydatnie wpłynęły tam na ożywienie obrotu ziemią,
udział w nim chłopów i tym samym przyspieszenie tempa parcelacji wielkiej własności ziemskiej.
Poglądy te w pełni podzielali, jak należy przypuszczać, spółdzielcy warszawscy,
skoro nie czekając na zebranie się Sejmu Ustawodawczego spowodowali, iż wkrótce
(8 lutego 1919) nadano nowemu statutowi Centralnej Kasy moc prawną w drodze
dwóch dekretów Tymczasowego Naczelnika Państwa (Dz.U. nr 15, poz. 212 i 213).
Regulacja ta utrwaliła secesję spółdzielni ukraińskich.
Pozaborowe doświadczenia w zakresie zrzeszeń o charakterze spółdzielczym
rychło znalazły zastosowanie w ustawie o spółdzielniach 533 , uchwalonej 29 października 1920 (Dz.U. RP 1920, nr 11, poz. 733), która zastąpiła ustawę o stowarzyszeniach zarobkowych i gospodarczych z roku 1889 obowiązującą w zaborze
pruskim, ustawy z lat 1873 i 1903 w zaborze austriackim oraz rosyjską ustawę o
stowarzyszeniach drobnego kredytu z roku 1904. Ustawa stanowiła normy ogólne,
obejmujące wszystkie rodzaje spółdzielczości: kredytową, produkcyjną i handlową, którym
umożliwiała jednak zachowanie odpowiedniej do ich zadań daleko idącej odmienności statutowej. Zabezpieczała je także przed niepożądaną ingerencją ze strony
państwa. Państwowa Rada Spółdzielcza, którą ustawa powoływała jako organ
współdziałania spółdzielczości z rządem, w dwóch trzecich składała się z osób reprezentujących spółdzielcze związki rewizyjne, aczkolwiek o ich mianowaniu decydował minister skarbu. Proweniencja członków Rady Spółdzielczej oraz procedura podejmowania przez nią decyzji oddalały największe obawy spółdzielców,
zwłaszcza Stefczyka, przed bezpośrednią ingerencją państwowej administracji w
działalność spółdzielni.
Wbrew opinii Stefczyka, twierdzącego, iż skasowanie nieograniczonej solidarnej poręki jako zasady obowiązującej w małych stowarzyszeniach nie będzie korzystne, ustawa obarczała członków spółdzielni odpowiedzialnością tylko zadeklarowanymi udziałami, dopuszczając “odpowiedzialność dodatkową”, jeżeli wprowadzi ją statut spółdzielni. W praktyce zrzeszenia oszczędnościowo-pożyczkowe, zapewne w celu zwiększenia swojej wiarygodności i tym samym atrakcyjności lokat,
przyjmowały w większości odpowiedzialność nieograniczoną. Statutowo uregulowano niepodzielność funduszu zarobkowego i jego powiększenie według znanej
reguły odpisów od zysków, niezbywalność udziałów członkowskich oraz niską stopę procentową kredytów. Potwierdzona została zasada stanowienia i podziału dywidendy, której wysokość powiązano ze stopą procentową banku państwowego
(najpierw Polskiej Krajowej Kasy Pożyczkowej i następnie Banku Polskiego).
Prawną akceptację uzyskała praktyka prowadzenia przez spółdzielnie kredytowe
Jej uchwalenie poprzedziła trójzaborowa wymiana poglądów spółdzielców w Warszawie w dniach
16–
–18 czerwca 1919 r. (AAN, Rada Spółdzielcza 5, passim).
533
operacji finansowych nie związanych ściśle z działalnością oszczędnościowo-kredytową. Krajowy Patronat odegrał w związku z tym poważną rolę w uprzemysłowieniu wsi, wspierając rozwój koszykarstwa, tkactwa, garncarstwa, mleczarstwa, wyrobu win owocowych, działalności cegielni oraz młynów, produkcji drenów melioracyjnych
i dachówek.
Relacja Centralnej Kasy do rządu została bardziej sformalizowana niż w czasach galicyjskich. Rząd uzyskał uprawnienia do delegowania 4 swoich przedstawicieli do jej rady nadzorczej, zatwierdzania składu osobowego dyrekcji i wszelkich
zmian regulaminowych. Jego wkład finansowy został ograniczony wyłącznie do
udziału w kapitale obrotowym, a więc z pominięciem kosztów administracyjnych,
które, jak wiemy, pokrywały dawniej krajowe władze galicyjskie. Wkład ten rząd
zrealizował w lipcu 1919 roku w kwocie 10 mln marek i następnie w cztery lata
później, w lipcu 1923 roku powiększył do 6 mld marek polskich. W przeliczeniu na
“złote Władysława Grabskiego” wkład Wydziału Krajowego (5 mln koron) i rządu
(6 mld mkp) w końcu roku 1919 przedstawiał wartość 161 9481 zł, ale do końca
1923 roku pod wpływem procesów inflacyjnych zmniejszył się do 12 906 zł.
Koszty administracyjne w całości ponosić odtąd miały spółdzielnie, które
w związku z tym opodatkowane zostały 7% odpisami od stanu ich czynnego bilansu. Zredukowane zostały ulgi podatkowe, a jednocześnie zobowiązano spółdzielnie
do dobrowolnych świadczeń na rzecz świeżo utworzonego Spółdzielczego Instytutu
Naukowego. Wszystko razem spowodowało wzrost kosztów własnych i w konsekwencji spadek zysków.
Stefczyk zdawał sobie sprawę z następstw wyłączenia z dotacji państwowej
wydatków na pokrycie kosztów administracyjnych spółek i Centralnej Kasy, ale
sądził, iż zostaną one zrekompensowane niskim oprocentowaniem kredytów w bankach państwowych: Banku Rolnym, którego założycielem był on osobiście, Banku
Gospodarstwa Krajowego, powstałego w wyniku przekształcenia galicyjskiego
Banku Krajowego i wreszcie Banku Polskiego. Oczekiwania te zawiodły, ponieważ
żaden z wymienionych banków nawet w części nie przejął na siebie patronackiej
funkcji galicyjskiego Banku Krajowego. Szczególny zawód spotkał Stefczyka ze
strony Banku Polskiego, którego akcje spółdzielnie raiffeisenowskie zakupiły
w znaczącej wysokości, ale ich zbiorowe przedstawicielstwo nie zostało dopuszczone do składu rady nadzorczej, w pojedynkę zaś żadna z nich nie mogła sprostać
wymaganiom formalnym.
Rekonstrukcja CK przeprowadzona została szybko i sprawnie. Jej uprawnienia
rozszerzono na oba byłe zabory (rosyjski i pruski). W październiku 1919 roku ukonstytuował się w Warszawie drugi po krakowskim oddział CK. Następnie wyłoniły
się oddziały w Wilnie i w Toruniu (1925), Łucku (1927), Lublinie (1937) i w Sandomierzu (1938). W 1921 roku wznowił działalność oddział CK we Lwowie.
Utworzenie oddziału toruńskiego CK poprzedzone zostało usilnymi, chociaż
bezowocnymi, staraniami Stefczyka zjednoczenia spółdzielczości oszczędnościowo-
-kredytowej. Koncepcja ta, jak wyżej wspomniano, pojawiła się po raz pierwszy
w roku 1918, ale nie została zaakceptowana przez spółdzielców wielkopolskich.
Powrócono do niej pod presją inflacyjnych trudności, ale bez powodzenia, ponieważ
pomimo wszystko spółki wielkopolskie zachowały przewagę finansową i nie chciały
podjąć się roli czynnika wspierającego spółdzielczość drobnochłopską. Nie przyjęły
one nawet sugestii Stefczyka, aby poznański oddział Patronatu i tamtejszy Bank
Związku Spółek Zarobkowych zachowały w zjednoczonym ruchu spółdzielczym
znaczące przywileje. W 1924 roku spółdzielnie działające na zasadach raiffeisenowskich połączyły się natomiast w Zjednoczeniu Związków Spółdzielni Rolniczych
z Centralną Kasą, jako instytucją bankową, a spółki Schultzego-Delitscha utworzyły
Unię Związków Spółdzielczych, obsługiwaną finansowo przez Bank Związku Spółek Zarobkowych w Poznaniu. Podział ten nie był ścisły534, ale dopiero w styczniu
1935 roku pod wpływem trudności wywołanych przez wielki kryzys gospodarczy
obydwa zrzeszenia połączyły się tworząc Związek Spółdzielni Rolniczych i Zarobkowo-Gospodarczych Rzeczpospolitej Polskiej.
Działalność Kas Stefczyka w Polsce niepodległej
Ograniczenie udziału finansowego państwa w działalności Centralnej Kasy i
obsługiwanych przez nią spółdzielni oszczędnościowo-pożyczkowych stało się
przyczyną ich częściowej komercjalizacji, która, jak wiadomo, była obca raiffeisenowskiemu ruchowi spółdzielczemu. Największe jednak trudności w ich obrotach
finansowych powodowała niestabilna sytuacja pieniężna państwa, która godziła w
podstawy ruchu, tj. sens drobnego oszczędzania zarówno ludności chłopskiej jak i
innej, ale zamieszkałej na wsi lub w małych miastach. Malały w ten sposób lub nie
wykazywały odpowiedniej do potrzeb dynamiki oszczędności, a trzeba przypomnieć, iż wkłady ludności pozarolniczej oznaczały pośrednie finansowanie chłopskiego rolnictwa. Niekorzystnie na omawianą spółdzielczość wpływały częste wahania koniunkturalne gospodarki kraju. Po okresie inflacji i reformy walutowej
(1918–1924) nastąpiło krótkotrwałe załamanie złotego (1925). Poprawa koniunktury
w latach 1926–1928/29 przerwana została przez wielki kryzys gospodarczy
(1929/30–1935), którego negatywnych następstw nie zdołała w pełni zniwelować
trzyletnia prosperity poprzedzająca niemiecką i sowiecką inwazję. Ogólnie biorąc
zaledwie siedem lat możemy zakwalifikować do okresu wzrostu.
Rozluźnienie galicyjskiej formuły Krajowego Patronatu umożliwiło udział w nim nie tylko spółdzielni
produkcyjno-handlowych, ale i tzw. kas powiatowych (w końcu 1927 r. było ich 15), wśród których
znajdowały się także spółdzielnie kredytowe typu Schultzego-Delitscha. Kasy powiatowe zrzeszały 31
grudnia 1927 8562 członków, wśród których właściciele gospodarstw o powierzchni do 2 ha stanowili
41%, 2–5 ha 24%, 5–20 ha 16%, właściciele przedsiębiorstw wytwórczych i handlowych 9%, urzędnicy
4% i robotnicy oraz chałupnicy 3%.
534
Szczególnie rujnująca dla drobnego obrotu oszczędnościowo-pożyczkowego
okazała się pierwsza inflacja535, pomimo różnych usiłowań złagodzenia jej skutków
zarówno dla oszczędzających jak i pożyczkobiorców. W styczniu 1923 roku zaczęto
wprowadzać do skryptów dłużnych dodatkowe zapisy rzeczowej wartości pożyczek,
wyrażanej najczęściej w zbożu, zwiększono ich oprocentowanie i pobierano dodatek
wyrównawczy przy każdej spłacie rat dłużnych w wysokości wyrównującej ubytek
inflacyjny w stosunku do wartości długu w dniu jego zaciągnięcia oraz na tej samej
zasadzie dopisywano dodatek wyrównawczy do wkładów oszczędnościowych 536.
W miejsce pożyczek skryptowych coraz częściej wprowadzano wekslowe o bardziej, jak wiadomo, rygorystycznych konsekwencjach dla dłużników zalegających
ze spłatami. Zwiększono relacje w oprocentowaniu lokat i kredytów nieproporcjonalnie zwiększając stopę tych ostatnich, co zbliżyło spółki drobnokredytowe do
komercyjnych instytucji pożyczkowych, na przykład od 1 lipca 1923 wiele kas raif-feisenowskich wprowadziło piętnastopunktowe oprocentowanie oszczędności i
trzydziestopunktowe kredytów537.
Reakcja spółdzielni na zjawiska inflacyjne okazała się jednak zróżnicowana.
W najwyższym stopniu z natury rzeczy zniwelowane zostały udziały członkowskie
i wkłady oszczędnościowe, natomiast znacznie wolniej malała liczba członków:
w latach 1921–1922 o 7% i następnie 1922–1923 o 32% oraz 1923–1924 o 41% do
poziomu 128 339 osób. Jeszcze wolniej topniała liczba spółdzielni: w latach 1922–
–1923 o 13% i następnie 1923–1924 o 40% do poziomu 766 spółdzielni, ale ostatni
wskaźnik, obejmujący ostatni rok najwyższego poziomu inflacji, z całą pewnością
odbiega od znacznie gorszej rzeczywistości. Źródła narracyjne mówią bowiem
o “gruntownym” zrujnowaniu raiffeisenowskiej spółdzielczości w tym czasie 538 .
Rozbieżność pomiędzy obserwacjami spółdzielców a wykazami statystycznymi powstała w wyniku zjawiska, którego początki sięgają czasu I wojny światowej, a które rozwinęło się na dużą skalę właśnie pod presją inflacji. Chodzi o masowe zawieszenie działalności spółdzielni bez formalnoprawnych konsekwencji, ich “uśpienia”,
jak wówczas mówiono539. Owo “usypianie”, mające na celu przeczekanie czasu
Jej szybkie tempo, podważające wszelkie programy dostosowawcze, najlepiej ilustruje zmiana relacji
złotego wprowadzonego w czasie reformy w 1924 r. do obowiązujących walut. Otóż 31 grudnia jeden
złoty równał się:
w roku 1917 – 2 korony w roku 1920 –
100 marek polskich
1918 – 2,6
“
1921 –
450 “
“
1919 – 22
“
1922 –
2500
“
“
1923 – 800 000 “
“
1 lutego
1924 – 1800 000 “
“
536
“Czasopismo dla Spółek Rolniczych” 1923, nr 1.
537
J. Wygonik, Wiejskie kasy oszczędnościowo-pożyczkowe w Małopolsce (XIX–XX w.), Kraków
1994, maszynopis pracy doktorskiej w Bibliotece Głównej Akademii Pedagogicznej w Krakowie, s. 118.
538
Sprawozdanie z działalności Krajowego Patronatu Spółek Rolniczych we Lwowie za rok 1925, Lwów
1926.
539
Z. Chmielewski, Notatka w sprawie spółdzielczości kredytowej systemu Stefczyka, AAN, Zjednoczenie Związków Spółdzielni Rolniczych RP 28, k. 14.
535
dekoniunktury, najlepiej świadczy o żywotności tego rodzaju spółdzielczości i jej
trwałym wkomponowaniu do obrotu finansowego chłopskiego rolnictwa. Zanikały
wpływy, ale i rozchody oraz koszty administracyjne.
Stan oczekiwania można było wydłużyć i tak prawdopodobnie zrobiono, obejmując nim cały rok 1924 i część następnego, a więc i skutki tzw. drugiej inflacji
polskiej. Dowodzą tego wiarygodne dane z końca roku 1925, kiedy doliczono się
899 czynnych spółdzielni (czyli 61% stanu w latach 1918/1919), z których 878
nadesłało szczegółowe sprawozdania do Krajowego Patronatu, wykazując w nich
87 403 członków (25,8% w tej samej skali porównawczej). Można więc wnioskować, iż wznawianie działalności początkowo nie wywołało należytego lub przynajmniej równorzędnego odzewu wśród ludności rolniczej. Szybko postępująca odbudowa udziałów członkowskich do kwoty 1 312 493 zł w końcu 1925 roku i
wkładów oszczędnościowych na sumę 1 852 314 zł w tym samym czasie 540 dowodzą jednak, iż wśród członków zwiększył się odsetek ludności lepiej uposażonej.
Potwierdza to także wzrost udzielonych pożyczek na kwotę 17 772 528 zł, co
wskazuje zarazem na ożywienie chłopskiego rolnictwa. Nieproporcjonalny w stosunku do pozostałych parametrów finansowych wzrost udziałów członkowskich był
jednym
z symptomów zmian w praktyce oszczędnościowo-pożyczkowej spółdzielni podczas
inflacji. W trudnej sytuacji domagały się one od członków większych wpłat udziałowych (nawet do 25 zł) i często od ich wysokości uzależniały wysokość świadczonych pożyczek, co stanowiło pogwałcenie pierwotnej idei raiffeisenowskiej spółdzielczości, ale upowszechniło się również w innych krajach, zbliżając ją do stowarzyszeń Schulze-Delitscha541. W Polsce zjawisko to korzystnie wpłynęło natomiast
na złagodzenie statutowego dystansu pomiędzy Kasami Stefczyka a tzw. bankami
ludowymi w Wielkopolsce i tym samym sprzyjało ich zjednoczeniu w przyszłości.
Inflacja wywołała znaczące następstwa także w strukturze kapitałów spółdzielni. Nastąpił bowiem spadek kapitałów skredytowanych w stosunku do kapitałów
własnych. W okresie największego nasilenia tego zjawiska w 1925 roku relacja pomiędzy nimi wynosiła 3:2, gdy w latach prosperity wyrażała się nawet stosunkiem
8:1. Na zwolnienie tempa przyrostu kapitałów własnych wywarła wpływ waloryzacja markowych wkładów oszczędnościowych przeprowadzona w roku 1924, niekiedy nawet w pełnej wysokości, co sprzyjało wzrostowi zaufania do kas, ale utrudniało regenerację ich zasobów własnych. Oparcie zaś udzielanych pożyczek głównie
na kapitale obcym, pochodzącym z Centralnej Kasy lub za jej pośrednictwem z
banków państwowych stosujących wyższą od spółdzielczej stopę procentową, podnosiło koszty. Aby je więc nieco zniwelować, częściej udzielano pożyczek krótkoterminowych (6 lub 9-miesięcznych) i na domiar potwierdzanych wekslami z natury
rzeczy ograniczającymi podmiotowość kasy w zakresie dyscyplinowania dłużników
i egzekwowania należności. Konsekwencje tego poniosła przede wszystkim ludność
Sprawozdanie z działalności Krajowego Patronatu Spółek Rolniczych we Lwowie za rok 1925 ...
T. Kłapkowski, Spółdzielnie rolnicze w województwach centralnych i wschodnich, Warszawa 1928,
s. 158.
540
541
chłopska, zbyt słaba finansowo, aby sprostać wymaganiom postępującej komercjalizacji obrotu pieniężnego, do którego miała dostęp.
Mniejsze relatywnie straty poniosły w okresie inflacji spółdzielnie nie posiadające rezerw finansowych lub zgoła słabe pod względem finansowym. Należały do
nich, jak wspomniano, spółdzielnie królewiackie i położone w tzw. południowo-wschodnim “trójwojewództwie”, czyli na obszarze województw: lwowskiego, tarnopolskiego i stanisławowskiego. Ich wychodzenie z “uśpienia” było więc stosunkowo łatwiejsze. Pierwsze z nich podlegały Związkowi Rewizyjnemu Stowarzyszeń
Rolniczych w Warszawie (od 1921 roku Związek Spółdzielni Rolniczych) i wykazały nawet ilościowy wzrost od 274 w roku 1919 do 842 w roku 1928. Trudności
inflacyjne wyraziły się natomiast w nieznacznym spadku liczby członków (w 1922 –
14%, w rok później – o 11%). Nie bez znaczenia był także fakt, iż średnie gospodarstwo chłopskie na obszarze byłego Królestwa Polskiego było dwa razy większe niż
w Galicji. Spółdzielnie we wschodniej części dawnej Galicji utrzymały przewagę
ilościową nad zachodnimi. W końcu 1925 roku Krajowy Patronat zrzeszał 899
spółdzielni, z których 23 zlokalizowane były w województwie kieleckim, 347 w
krakowskim, 277 w lwowskim, 115 w stanisławowskim i 137 w tarnopolskim. W
nowej, znacznie gorszej niż przed rokiem 1914 sytuacji finansowej przewaga ta oddziaływała niekorzystnie na kondycję finansową całego stefczykowskiego ruchu
spółdzielczego. Aby zwiększyć jego klientelę, podjęto, jak podczas jego narodzin,
intensywną akcję propagowania oszczędzania wśród młodzieży szkolnej. Krajowy
Patronat pozyskał w tym celu kuratoria we Lwowie i Krakowie, które w 1925 roku
wydały okólniki do dyrekcji szkół, zalecając w nich inspirowanie powstawania
szkolnych kas oszczędności “opartych o Kasy Stefczyka”, tak pod względem statutowym jak i obsługi finansowej. Tym razem w większym stopniu przygotowywano
młodzież do działania na rynku skomercjalizowanym, na którym pozytywistyczne
hasło: “oszczędnością i pracą ludzie się bogacą” traciło uzasadnienie.
W latach prosperity 1926–1928/29 stan organizacyjny i potencjał finansowy
Kas Stefczyka znacznie się poprawił, ale jednocześnie pojawiły się zjawiska świadczące o wyczerpaniu się ich możliwości rozwojowych w ówczesnej sytuacji ekonomicznej państwa i jego polityki gospodarczej. Z tego powodu stan tych kas w końcu
1928 roku możemy przyjąć jako odpowiadający najbardziej optymalnemu ich rozwojowi w całym pogalicyjskim okresie, ale przed zjednoczeniem ruchu spółdzielczego w Polsce. W stosunku do poprzednio przytoczonych danych z końca
1925 roku nastąpił więc wzrost wszystkich wskaźników spółdzielczości kredytowej,
ale w sposób znacząco zróżnicowany. Liczba kas zwiększyła się na przykład zaledwie 20% (do 1083), ale najwięcej na obszarze województwa kieleckiego (o 139%),
gdy w byłej Galicji dużo mniej: w województwie krakowskim 10%, lwowskim
24%, stanisławowskim 31% i tarnopolskim 7%. Kasy powstawały i odradzały się
szybciej zatem tam, gdzie ich wcześniej nie było lub były nieliczne. Wniosek o wyczerpaniu się ich możliwości rozwojowych odnieść więc należy do ich pierwotnych
środowisk, które odczuły skutki inflacji w stopniu najwyższym. Liczba członków
wzrosła 155% (do 222 730 osób), w obu jednak pomiarach nie osiągnięto przedwo-
jennego poziomu. Wzrost udziałów członkowskich 148% (do kwoty 1 312 493 zł)
dokonał się więc w rezultacie zwiększenia się ich wartości jednostkowej, a nie
zwiększenia się liczby członków. Najwyższy przyrost (279%) wykazywały wkłady
oszczędnościowe (do kwoty 7 026 602 zł), wskazując dobitnie, iż Kasy Stefczyka
cieszyły się ugruntowanym zaufaniem ludności wiejskiej i małomiasteczkowej. Zasada nieograniczonej ich odpowiedzialności w sytuacji braku stabilizacji stosunków
walutowych okazała się największym ich atutem. Na dobrym poziomie utrzymała
się także działalność kredytowa. Kwota pożyczek udzielonych członkom wzrosła
wprawdzie tylko 61% (do sumy 28 684 747 zł), ale przy niższych zasobach własnych i wyższych kosztach kredytów bankowych wskaźnik ten dowodził nader wysokiej sprawności Kas.
Podobne tendencje rozwojowe cechowały spółdzielnie oszczędnościowo-po-życzkowe zrzeszane w Związku Spółdzielni Rolniczych w Warszawie.
Wskazują na to ustalenia wybitnego badacza spółdzielczości Tadeusza Kłapkowskiego542 zebrane w tabeli 1.
Liczba
kas
Krajowy Patronat
Związek Spółdzielni
Rolniczych w Warszawie
1 047
586
Członków
116
185
Średnio na jedną kasę przypadało:
Wkładów
Udziałów
Pożyczek
oszczędnościoczłonkowskich
udzielonych
wych
1 169
1 658
8 540
4 050
3 396
15 907
Tabela 1. Kasy Stefczyka Krajowego Patronatu i Związku Spółek Rolniczych w Warszawie
1 października 1926
Różnice wskaźników spółdzielni obu związków wynikały z odmienności regionalnych. Spółdzielnie pogalicyjskie były liczniejsze, ale mniejsze, bo bardziej rozdrobnione. Obszar ich działania obejmował gminę jednostkową lub parafię z przeciętną liczbą ok. 3 tys. mieszkańców. Spółdzielnie królewiackie działały w gminach
zbiorowych, obejmując obszary zamieszkane przez kilkanaście tysięcy osób, a więc
mniejszą liczbę spółdzielni rekompensowała większa liczba zrzeszonych w nich
członków. W sytuacji ożywienia gospodarczego spółdzielnie zrzeszające większą
liczbę członków szybciej pomnażały kapitały udziałowe i wkłady oszczędnościowe,
a więc i możliwości pożyczkodawcze. Z prosperity w Polsce niepodległej w większym zatem stopniu skorzystały spółdzielnie królewiackie.
W omawianym okresie gospodarczym (1926–1928/29) zmiany wystąpiły również w składzie społeczno-zawodowym członków spółdzielni. Z braku innych
danych możemy wszakże je wyjaśnić wyłącznie na podstawie sprawozdań spółdzielni Krajowego Patronatu przemianowanego tymczasem na Patronat Spółdzielni
Rolniczych, którego odpowiednie liczby zebrano w tabeli 2.
542
T. Kłapkowski, op. cit., s. 275.
Grupy społeczno-zawodowe
Właściciele gospodarstw rolnych do 2 ha
Właściciele gospodarstw rolnych 2–5 ha
Właściciele gospodarstw rolnych 5–20 ha
Urzędnicy państwowi, samorządowi i prywatni
Robotnicy rolni i przemysłowi, chałupnicy
Właściciele przedsiębiorstw wytwórczych i handlowych
Właściciele gospodarstw rolnych powyżej 20 ha
Inni
Razem
Członkowie
Liczba
%
74 652
45,3
44 752
27,2
29 268
17,7
4 238
2,6
3 787
2,3
3 172
1,9
633
0,4
4 311
2,6
164 813 100,0
Tabela 2. Członkowie Kas Stefczyka (Patronatu Spółdzielni Rolniczych)
31 grudnia 1927
Źródło: Sprawozdanie z działalności Patronatu Spółdzielni Rolniczych za 1928 r., Lwów [b.r.].
Ogólnie biorąc, spółdzielnie te nie utraciły chłopskiego charakteru, skoro udział
ludności pozarolniczej utrzymał się na poziomie “galicyjskim”, czyli nieco poniżej
7% liczby członków. Zmniejszyła się natomiast grupa właścicieli gospodarstw do
2 ha, którą poprzednio szacowano w granicach 80–90%. Przyczyny tak dużego jej
spadku nie należy upatrywać w pogorszeniu się kondycji finansowej najmniejszych
gospodarstw, bo nie ma dowodów na to, aby ich położenie zmieniło się w stosunku
do czasów galicyjskich: nadal ich skromne nadwyżki dochodowe pochodziły raczej
z zajęć pozarolniczych. Był to więc przede wszystkim efekt postępującej komercjalizacji drobnooszczędnościowego i drobnokredytowego rynku spółdzielczego,
w którym udział mikroinwestorów stale się zmniejszał. Potwierdzenie tej tezy znajdujemy także we wzroście udziału bogatych chłopów, do których wypada zaliczyć
właścicieli gospodarstw 5–20 ha. Nie zmienił się natomiast odsetek ludności ziemiańskiej i nadal utrzymywał się na niskim poziomie.
Warto jeszcze powrócić do grupy ludności pozarolniczej reprezentowanej przez
urzędników, właścicieli przedsiębiorstw i w pewnym, ale nieznanym bliżej stopniu
przez robotników przemysłowych. Chodzi o to, iż grupa ta, jak wiadomo, mniej niż
chłopi korzystała z kredytów, a w znaczącym stopniu partycypowała we wkładach
i oszczędnościach. Jej kondycja finansowa związana była przede wszystkim ze stanem budżetu państwa, w Polsce niepodległej permanentnie “chudym” i z pozarolniczymi zjawiskami ekonomicznymi. Bezpośrednie wpływy oszczędnościowe do kas
z tej strony uzależnione były natomiast od lokalizacji spółdzielni, a przecież niski
poziom urbanizacji, zwłaszcza na obszarze pogalicyjskim, nie uległ większej poprawie. Szybciej rozwijały się miasta większe, zwłaszcza liczące powyżej 100 tys.
mieszkańców, w których Kas Stefczyka nie było. Dobra, ale krótkotrwała koniunktura w drugiej połowie lat dwudziestych nie mogła więc w tej sytuacji wiele zmienić.
Sprawozdania małopolskiego Patronatu i jego warszawskiego odpowiednika
z 1929 roku, a więc z końcowej fazy dobrej koniunktury gospodarczej, wskazują na
różnice w celach pożyczkobiorców na tych dwóch obszarach rolnictwa drobnotowarowego543. Różni je kwota pożyczek (35 600 zł klientów Patronatu i 49 100 zł
543
T. Kłapkowski, Polskie spółdzielnie rolnicze w dobie kryzysu, Warszawa 1931, s. 5–6.
Związku Rewizyjnego) i główne pozycje rozchodowania kredytów. Pozostając w
gorszej sytuacji finansowej, małopolscy chłopi najwyższy odsetek kredytów przeznaczyli na spłatę długów zaciągniętych w latach dekoniunktury: 19% ogólnej
kwoty wobec 13% na obszarze byłego Królestwa Polskiego. Z tego samego powodu, jak należy sądzić, pierwsi wydatkowali 38% pozyskanych kwot na cele inwestycyjne: budownictwo, zakup inwentarza żywego, ziemi i maszyn, melioracje i
spłaty rodzinne, mające na celu zachowanie niepodzielności gospodarstw. Ten sam
wskaźnik w Polsce centralnej wynosił ponad połowę ogólnej kwoty pożyczek.
Zbliżone relacje wystąpiły w rozchodowaniu kredytów produkcyjnych: odpowiednio 7% i 15%, a obejmowały one wydatki na zakup nasion (szczególnie w spółdzielniach Związku Rewizyjnego), pasz i nawozów. W ogólnej kwocie kredytowej
było to więc niewiele, uzasadniając wniosek o nader ograniczonej obsłudze produkcji drobnego rolnictwa chłopskiego nawet w okresie dobrej dla niego koniunktury.
Stale wzrastające znaczenie blisko położonego miasta dla dochodowości ludności rolniczej w sposób szczególny dało o sobie znać w latach wielkiego kryzysu gospodarczego, który spowodował głęboki i zwiększający się spadek dochodowości
gospodarstw aż do najniższego jej poziomu w roku 1935. W tej sytuacji deflacyjna
polityka finansowa państwa, będąca, jak się wydaje, nie tyle reakcją na trudności
kryzysowe, ile odzwierciedleniem żywej ciągle pamięci pierwszej inflacji, nawrotu
której się obawiano, ograniczyła możliwości rekompensowania spadku wpływów
oszczędnościowych przez dogodny kredyt z banków państwowych. Kasy Stefczyka
poddane zostały trudnej próbie egzystowania w warunkach stabilności pieniądza, ale
ogromnego jego niedostatku, zarówno w postaci wkładów oszczędnościowych, jak
i odbankowych kredytów. Niedostatek środków obrotowych z natury rzeczy przyspieszył ich cyrkulację, tym bardziej iż należało zwiększyć fundusz pogotowia
kasowego dla pokrycia ewentualnego wycofywania wkładów oszczędnościowych.
W rezultacie udzielono jedynie pożyczek krótkoterminowych, gdy w danej sytuacji
uzasadnione było przesunięcie terminów płatności na czas pokryzysowego ożywienia gospodarczego. Starania Centralnej Kasy Patronatu uzyskania państwowych
środków na zwiększenie kredytów średnioterminowych, za które uznano odległy, bo
3–5-letni horyzont ich zwrotu, zakończyły się niepowodzeniem544. Kryzysowe parametry Stefczykowej spółdzielczości w pierwszej ich fazie ilustruje tabela 3.
Stan 31 grudnia
Członkowie i fundusze
1930
1931
Wzrost +
lub spadek
1932
– w r. 1932
275
-4%
5 100
+1%
Członków
278
286
Udziałów członkowskich
w 4 500 5 053
zł
Rezerw
“
2 900 4 302 4 600
Wkładów oszczędnościowych 12 400 14 062 12 700
“
Długów
“
25 000 18 396 15 300
544
+7%
-10%
-17%
Sprawozdanie z działalności Patronatu Spółdzielni Rolniczych we Lwowie w roku 1930, Lwów [b.r.].
Pożyczek udzielonych
“
Kapitały własne
Wkłady oszczędnościowe
Długi
45 000 37 398 33 300
-11%
Struktura funduszy w odsetkach
16
22
26
+4%
28
34
34
0%
56
44
40
-4%
Tabela 3. Liczba członków i struktura funduszy w średniej kasie
Stefczyka w latach 1930–1932
Źródło: Sprawozdanie z działalności Patronatu Spółdzielni Rolniczych we Lwowie
w roku 1932, Lwów 1933
Spadek liczby członków okazał się niewielki i sprzyjał wzrostowi udziałów
członkowskich, których wycofywanie było zwolnione. Wzrastały rezerwy, skoro
malała znacząco liczba udzielanych pożyczek. W tej sytuacji zmniejszało się również zadłużenie Kas, ale począwszy od roku 1931 spadały szybko lokaty oszczędnościowe, jako następstwo zubożenia ludności rolniczej, na której ciążyły wysokie
powinności płatnicze powstałe w latach prosperity. Ograniczenie emisji kredytów
spowodowało, podobnie jak na początku międzywojnia, wzrost samodzielności kapitałowej spółdzielni z 48% do 55%, ponieważ jednak towarzyszyło temu, jak
wspomniano, pogorszenie się kondycji finansowej chłopskiego rolnictwa, spadła
terminowość spłat kredytów; zjawisko nader rzadkie w dotychczasowej działalności
Kas Stefczyka. Pozytywnym zjawiskiem okazał się natomiast niewielki spadek
kosztów administracyjnych, co prawda, wymuszony przez obniżenie zysków, nie
zaś przez usprawnienia obsługi i obrotu środków finansowych.
Zwiększenie się samodzielności kapitałowej Kas przez złagodzenie dysproporcji
pomiędzy kapitałem własnym i obcym szczególnie niekorzystnie wpłynęło na działalność Centralnej Kasy, która na domiar z roku na rok traciła kredyty z Państwowego Banku Rolnego i Banku Polskiego.
Wzrastający niedostatek środków finansowych w rolnictwie początkowo sprzyjał stabilizacji, a nawet wzrostowi liczby Kas. Już jednak w drugim roku kryzysu
gospodarczego sytuacja uległa zmianie, ponieważ wystąpiło znane zjawisko “usypiania”, które pod koniec kryzysowej dekoniunktury objęło około 22% Kas. W
najmniejszym stopniu “usypianie” występowało na obszarze pogalicyjskim (ok.
10%), w najwyższym zaś w byłym królewiackim (okręg warszawski i toruński,
spadek ok. 32%) i województwach wschodnich (okręg wileński, spadek 25%).
Liczba
Województwa
południowe
centralne
wschodnie
zachodnie
Razem
Kas
%
Członków
%
1111
929
508
223
2771
40,1
33,5
18,3
8,1
100,0
312 000
229 000
144 000
22 000
707,000
44,1
32,4
20,4
3,1
100,0
Średnia
członków
w jednej
kasie
281
247
283
99
255
Tabela 4. Terytorialne rozmieszczenie Kas Stefczyka w Polsce
w końcu 1937 roku
Źródło: Sprawozdanie Związku Spółdzielni
wo-Go-spodarczych RP za 1937 r.
Rolniczych
i
Zarobko-
Dla drugiej połowy lat trzydziestych, a więc dla owej pokryzysowej koniunktury, miarodajne dane statystyczne, ilustrujące zwłaszcza ilościowy rozwój Kas
Stefczyka, pochodzą z końca 1937 roku i przedstawione zostały w tabeli 4. Obejmują one obydwa znane nam zrzeszenia: Patronat Krajowy i Związek Spółdzielni
Rolniczych w Warszawie, które, jak wspomniano, wraz z Zjednoczeniem Związków
Spółdzielni Rolniczych w Warszawie weszły w styczniu 1935 roku w skład Związku Spółdzielni Rolniczych Zarobkowo Gospodarczych RP.
Przewaga województw południowych, tak pod względem liczby kas jak i średniej ich wielkości, dowodziła nie tylko ich doświadczeń na tamtejszym terenie, ale
i niedostatecznej transformacji rozdrobnionego rolnictwa pogalicyjskiego w kierunku jego uśrednienia. Znaczące postępy uczyniła natomiast Stefczykowa spółdzielczość na wschodzie, gdzie m.in. wydatnie wspierała polskie osadnictwo. Wszędzie
jednak ich klientelę stanowiła ludność chłopska o drobnotowarowym wymiarze
ekonomicznym.
Ta jej cecha znalazła więc pełne potwierdzenie po zjednoczeniu instytucji kredytowych. Unifikacja ruchu spółdzielczego ułatwiła Kasom Stefczyka ekspansję na
obszar województw zachodnich, ale nie wykazały one spodziewanej przedsiębiorczości. Liczba ich na tym obszarze wprawdzie wzrosła od kilku w połowie lat dwudziestych do 223 po roku 1935, jednak pod względem zrzeszonych rolników ustępowały one znacznie spółdzielniom z innych województw. Brak odpowiednich danych o składzie społeczno-zawodowym członków nie pozwala bliżej przeanalizować tego zagadnienia. Pokryzysowa poprawa koniunktury gospodarczej w większym stopniu i znacznie szybciej ujawniła się w rolnictwie średnim i wielobranżowym niż mniejszym. Dlatego w drugiej połowie lat trzydziestych niekorzystne relacje Kas Stefczyka do Banków Ludowych systemu Schultzego-Delitscha nie mogły
się wówczas zmienić. Stan finansowy obu typów instytucji oszczędnościowo-kredy-towych pod koniec okresu międzywojennego (tabela 5) dowodzi, iż kasy
drobnokredytowe dysponowały mniejszymi funduszami w każdej postaci ich zaksięgowania.
Tak więc miały 58% środków obrotowych, którymi dysponowały Banki Ludowe, 57% kapitałów obcych, 62% kapitałów własnych, 39% oszczędności i 64%
funduszu pożyczkowego. W tym samym czasie 625 Banków Ludowych w Polsce 545
Ich podział według grup województw wyglądał następująco: 1. województwa zachodnie 268 banków
zrzeszających 115 tys. członków; 2. województwa południowe odpowiednio 154 i 144 tys.; 3. województwa centralne 152 i 66 tys.; 4. województwa wschodnie 51 i 29 tys. członków. Średnio na jeden
Bank Ludowy przypadało 566 członków, a więc znacząco więcej niż w Kasach Stefczyka. W Wielkopolsce, mateczniku banków, owa średnia była niższa i wynosiła 434 osoby, gdy na obszarze pogalicyjskim
935 osób. Wskaźniki te dowodzą, jak przemożny wpływ na instytucje kredytowe wywierały stosunki
własnościowe w rolnictwie. Statystyka Spółdzielni Zarobkowych za 1937 rok, Warszawa 1938.
545
zrzeszało 354 tys. członków, zatem każdy z nich dysponował większymi środkami
i udzielał większych pożyczek niż Kasy Stefczyka.
Spółdzielnie
(stowarzyszenia)
Kasy Stefczyka
Banki Ludowe
Razem
Środki
obrotowe
151
260
411
W milionach złotych
Wkłady
Kapitał Kapitał
oszczędobcy
własny
nościowe
117
34
44
205
55
114
322
89
158
Pożyczki
udzielone
123
193
316
Tabela 5. Stan finansowy spółdzielni i stowarzyszeń oszczędnościowo-pożycz-kowych (bez central) w końcu 1937 roku
Źródło: “Czasopismo Spółdzielni Rolniczych” z 5 grudnia 1938
W obu typach spółdzielni na uwagę zasługuje zmiana relacji kapitałów własnych do obcych na korzyść pierwszych, które w Kasach Stefczyka stanowiły 29%,
natomiast w Bankach Ludowych niewiele mniej, bo 27%. Zmiana ta nastąpiła
przede wszystkim w Kasach, które inaczej niż w galicyjskich czasach, ale zgodnie
z polskim ustawodawstwem mogły lokować swoje walory w papierach wartościowych i w nieruchomościach. Tego rodzaju praktyka, będąca w pewnym stopniu
przejawem ich komercjalizacji, podobnie jak wzrost oprocentowania i kosztów administracyjnych, a także wypłata dywident od zysków, utrudniały dostęp do kas
słabej finansowo ludności chłopskiej. Z tego powodu ich zasięg społeczny w tym
środowisku z biegiem czasu stopniowo się zmniejszał. Rosnąca liczebność ludności
chłopskiej, która utraciła podmiotowość ekonomiczną, stanowiła poważny problem
społeczny i spowodowała pojawienie się tzw. Bezprocentowych Kas Rolniczych,
które do końca okresu międzywojennego nie zdołały się jednak w pełni rozwinąć.
Ich celem nie było jednak wspieranie gospodarki chłopskiej, ale udzielanie pożyczek
(gwarantowanych przez poręczyciela) na “znalezienie sposobu zarobkowania” i jego
rozpoczęcie546.
Najszerszy zasięg i najbardziej owocną działalność kredytową Kasy Stefczyka
osiągnęły w latach poprzedzających I wojnę światową, głównie dzięki stabilności
waluty i optymalnemu protektoratowi krajowemu (państwowemu). Ewolucja tych
dwóch czynników w Polsce niepodległej, chociaż powolna i wymuszona przez zjawiska makroekonomiczne, wprowadziła do owej spółdzielczości niektóre mechanizmy komercji i wzrostu kosztów własnych. W rezultacie chłopska klientela uległa
uszczupleniu. Pomimo to u schyłku niepodległości Kasy Stefczyka zrzeszały około
20% właścicieli gospodarstw chłopskich, nie tylko pośrednicząc w obrocie kapitału,
ale i zwiększając ich umiejętności zachowań wolnorynkowych. Zmiany statutowe
umożliwiające działalność kredytową poza sferą ściśle rolniczą spowodowały, iż
Kasy Stefczyka odegrały znaczącą rolę w udostępnieniu bezrobotnej ludności wiej546
Dla kogo są Bezprocentowe Kasy Rolnicze? Informacja dla rolników, Lwów 1939.
skiej i małomiasteczkowej możliwości zarobkowania w spółdzielczości produkcyjnej i handlowej poza rolnictwem.
Ważnym, chociaż niewymiernym statystycznie był wpływ Kas Stefczyka na
prywatny, niezorganizowany rynek kredytowy, zarówno w czasach galicyjskich jak
i w Polsce niepodległej. Wyrażał się on z jednej strony upowszechnieniem znajomości reguł obrotu oszczędnościowo-kredytowego wśród najbardziej upośledzonej
pod tym względem grupy społeczno-zawodowej i tym samym w jej ochronie przed
lichwą, której rozmiary z tego powodu stale się zmniejszały, oraz z drugiej strony
przez konkurencyjne oddziaływanie na wolnorynkową stopę oprocentowania pożyczek. Te funkcje spółdzielczości kredytowej dorównywały swym znaczeniem gospodarczym, a nawet w pewnym stopniu przewyższały walory jej bezpośredniej
akcji kredytowej. Dotyczy to zwłaszcza właścicieli gospodarstw, których dochodowość na tyle wzrosła, iż mogli oni wejść na komercyjny rynek kredytowy. W przeciwieństwie do politycznego ruchu ludowego, kreującego przywódczą elitę ogólnokrajową, kapitałem najbardziej wartościowym stefczykowego ruchu spółdzielczego
były tysiące “przewodników”, jak o nich oficjalnie mówiono, czyli najczęściej
drobnych właścicieli chłopskich dobrze kalkulujących interesy gospodarcze swojego
środowiska społeczno-zawodowego i otwartych na potrzeby publiczne.
Stefczyk’s Savings and Loan Banks; the Reiffeisen
Credit Unions
among the Peasant Farmers of Independent Poland
(1919–1939)
Abstract
The study is a continuation of an analysis of operation of the credit unions of the Fryderyk W. Reiffeisen type, whose activity on the Polish territories was initiated by Dr Franciszek Stefczyk under the Austrian occupation in 1890. In free Poland those unions were called
Stefczyk‟s Savings and Loan Banks in recognition of his merits. Apart from the change
of name, their status and terms of operation also changed. The previous unlimited financial
liability of the co-operatives was superseded by liability with the members‟ shares. The scope
of activities was expanded beyond savings and loans. The support of the state was limited,
and while it retained its share in the initial capital of the central bank of those co-operatives,
it withdrew its contribution to cover part of the administrative costs. Although the
non-transferability of member shares, the indivisibility of the initial capital, the low interest
rate
of the credits, and the rules of determining and distributing dividends were confirmed, the
increasing costs caused broadening the commercialisation of the activities of the
co-operatives. Nevertheless, they kept their nature of credit institutions for small and medium-size farms. For that reason they did not expand considerably in the territories dominated
by high-volume of specialised farming (Greater Poland). In 1938, Stefczyk‟s credit unions
gathered about 20% of peasant farm owners, the amount of their deposits in the central fund
was over 7 million zlotys, the credit balance was circa 3.3 million zlotys, while the members‟
savings were close to 1.2 million zlotys. Stefczyk‟s credit unions also fulfilled an important
role in the dissemination of knowledge of the savings and loan rules among the members of
the social group which was most handicapped, thus protecting them against usury and negatively influencing the interest rates on the private credit market. Their strongest enemy proved
to be the instability of currency, which was practically unknown before 1914, and which
under the new circumstances questioned the sense of saving. For that reason, small producers
outside of farming sustained serious losses, and it was actually they who most often deposited
their surplus cash in Stefczyk‟s credit unions, through which the working capital was supplied
to farmers.
Annales Academiae Paedagogicae
Cracoviensis
Folia 3
Studia Historica I (2001)
Piotr Trojański
Kwestia organizacji cechowej
rzemieślników żydowskich
w województwie krakowskim
w dwudziestoleciu międzywojennym
Podstawowymi organizacjami zawodowymi rzemieślników żydowskich, podobnie zresztą jak chrześcijańskich, były cechy. Ich status prawny w okresie międzywojennym regulowały postanowienia prawa przemysłowego, zawarte w dziale
IX rozporządzenia Prezydenta Rzeczypospolitej z 7 czerwca 1927 547. Z chwilą ukazania się tego dekretu, rzemiosło żydowskie zyskało nowe podstawy dla swej organizacji i pracy. Zintensyfikowaniu uległ także proces tworzenia się nowych cechów
wyznaniowych. Należy jednak pamiętać, że ustrój cechowy, jako organizacja przymusowa stanu rzemieślniczego, istniał wśród rzemiosła żydowskiego jeszcze
w okresie Polski rozbiorowej548.
Z dniem 15 grudnia 1927, kiedy weszło w życie nowe prawo przemysłowe,
w Małopolsce przestał obowiązywać przymus cechowy i tym samym wszystkie
organizacje cechowe uległy rozwiązaniu, chyba że w terminie do 6 miesięcy uchwaliły i przedstawiły do zatwierdzenia nowe statuty odpowiadające zmienionym przepisom. Od tej pory do cechu (korporacji rzemieślniczej) mógł należeć każdy, kto
wykazał się rękodzielniczym uzdolnieniem. Władze wojewódzkie miały jednak
prawo zezwolić na przyjęcie do cechu w sporadycznych przypadkach nawet tych,
547
Dz. U. RP nr 53, poz. 463 z 15 VI 1927, art. 141–194.
Zob.: A. Hafftka, Żydowski stan rzemieślniczy w Polsce Odrodzonej, [w:] Żydzi w Polsce Odrodzonej,
pod red. I. Schipera, A. Tartakowera i A. Hafftki, t. I, Warszawa 1933, s. 144–146, 157–158, 175–177, 564;
W. Najdus, Ewolucja stowarzyszeń rzemieślników galicyjskich w latach 1772–1918, [w:] Drobnomieszczaństwo XIX i XX wieku, pod red. S. Kowalskiej-Glikman, Warszawa 1992, t. III, s. 68–131; M. Bałaban, Dzieje Żydów w Galicji i w Rzeczypospolitej Krakowskiej, Kraków 1988 (reprint), s. 29–54; I. Bronstein, Rzemiosło żydowskie w Polsce, Warszawa 1936, s. 7; M. Horn, Powstanie i rozwój żydowskich
cechów rzemieślniczych w dawnej Polsce 1613–1795, cz. I–II, “Biuletyn ŻIH” 1987, nr 143–144, s. 5–20;
“Biuletyn ŻIH” 1989, nr 145–146, s. 3–22; M. Horn, Cechy żydowskie na ziemiach polskich, litewskich,
białoruskich i ukraińskich w latach 1795–1850, “Biuletyn ŻIH” 1994–1995, nr 4/94–2/95, s. 3–22.
548
którzy owego uzdolnienia nie mieli formalnie poświadczonego, jednakże “tylko ten
rzemieślnik [miał] prawo przyjmować młodzież na naukę i kierować praktycznie
wykształceniem uczniów, który uzyskał tytuł mistrza (majstra)”. Prowadzący rzemiosło mogli się więc zrzeszać “w wolne cechy, tj. wolne korporacje rzemieślników”549.
Artykuły 69. i 70. rozporządzenia Prezydenta określały zadania korporacji rzemieślniczych, którymi były:
 pielęgnowanie ducha łączności i podnoszenie godności zawodowej członków;
 piecza nad utrzymaniem dobrego stosunku między członkami korporacji i ich
pracownikami, prowadzenie informacyjnych wykazów wolnych miejsc pracy
w przedsiębiorstwach członków korporacji i poszukujących takich miejsc pracy;
 piecza nad sprawami młodzieży przemysłowej, pozostającej na nauce u członków korporacji oraz rozstrzyganie sporów wynikłych ze stosunku nauki 550.
Zadania powyższe miały charakter obowiązkowy. Nie ograniczały one jednak
organizacji rzemieślniczych, które mogły rozszerzyć swą działalność na następujące
sfery aktywności:
 popieranie i urządzanie szkół, kursów, odczytów itp. celem wykształcenia zawodowego członków korporacji ich pracowników oraz uczniów;
 tworzenie kas i funduszy zapomogowych;
 popieranie członków korporacji pod względem gospodarczym przez utrzymywanie wspólnych warsztatów pracy, składów surowców, półfabrykatów,
wspólnych magazynów sprzedaży, przez zakładanie kas pożyczkowych itp.551
Cechy, zgodnie z dekretem, były związkami wolnymi, jednak już od samego
początku toczyła się walka o to, aby zmienić je w instytucje przymusowe. Dążono
także do rozszerzenia ich kompetencji w celu dalszego ograniczenia wolności wykonywania rzemiosła. Dlatego już pół roku po wejściu w życie rozporządzenia domagano się jego nowelizacji. “Dobre chęci i zrozumienie potrzeby podniesienia
stanu rękodzielniczego jako elementu twórczego było substratem tej ustawy” – pisano na łamach “Rękodzieła i Przemysłu” 552.
Zamiast podnieść i uzdrowić stan gospodarczo-przemysłowy w państwie i
zjednoczyć wszystkich pracowników, rozporządzenie to przyczyniło się do ich rozbicia. Zaczęły powstawać nowe organizacje cechowe, grupujące rzemieślników według kryterium wyznaniowego. Proces ten nasilił się znacznie w połowie lat trzydzies-tych. Kolejne nowelizacje prawa przemysłowego, za którymi szła konieczność
uchwalania nowych, zgodnych ze zmienionymi przepisami statutów, stwarzały dogodne warunki do wyłączania z grona swych członków rzemieślników żydowskich,
którzy zmuszani byli do zakładania własnych organizacji.
549
550
551
552
F. Kiryk, Cechowe rzemiosło metalowe. Zarys dziejów do 1939 r., Kraków 1972, s. 74.
Dz. U. RP nr 53, poz. 468 z 15 VI 1927 r., art. 70.
Tamże, art. 71.
Ustawa przemysłowa i jej skutki, “Rękodzieło i Przemysł” 1928, nr 5, s. 3.
W 1932 roku na terenie Krakowa działało dwanaście cechów żydowskich: rzeźników, piekarzy, fryzjerów, malarzy, kuśnierzy, pokostników i lakierników, szewców i cholewkarzy, krawców, stolarzy, ślusarzy, kaletników i kuferkarzy, szklarzy
i jubilerów. W następnych latach (1937) cechy grupy II (tj. żydowskie) utworzyli
także zegarmistrze, kotlarze i tokarze. W latach trzydziestych liczba cechów żydowskich systematycznie wzrastała. Sprawozdanie Izby Rzemieślniczej w Krakowie
wykazało, iż na dzień 31 grudnia 1935 w jej okręgu istniało 12 cechów żydowskich
(25 chrześcijańskich), w dwa lata później liczba ich zwiększyła się o cztery, by
w 1938 roku osiągnąć liczbę 17 (tabela 1).
Cechy chrześcijańskie
Lata
1936
1938
jednobranżowe
17
17
dwu- i więcej branżowe
14
14
zbiorowe
3
3
Razem
34
34
żydowskie
1936
1938
10
13
4
3
2
1
16
17
mieszane
1936
1938
42
46
71
68
21
21
134
135
ogółem
1936
1938
69
76
89
85
26
25
184
186
Tabela 1. Liczba cechów rzemieślniczych i ich struktura w województwie krakowskim w latach
1937–1938
Źródło: Sprawozdanie Izby Rzemieślniczej w Krakowie za 1937 rok,
Kraków 1938, s. 43; Sprawozdanie Izby Rzemieślniczej w Krakowie za 1938
r., Kraków 1939, s. 40
Z porównania zawartych w tabeli danych z liczbą cechów krakowskich wynika,
że zdecydowana większość cechów żydowskich działała na terenie Krakowa. Na
prowincji natomiast, poza dużymi miastami, takimi jak Tarnów553 czy Nowy Sącz,
gdzie liczba rzemieślników żydowskich była duża, istniały cechy wspólne pod
względem wyznania członków, a zbiorowe pod względem zawodowej ich przynależności 554 . Mieszany wyznaniowo charakter posiadały także nadbudówki cechowych organizacji rzemieślniczych, tj. powiatowe i miejskie związki cechów. W
okresie międzywojennym na terenie woj. krakowskiego działało 12 powiatowych
W zbiorach Archiwum Państwowego w Krakowie Oddział w Tarnowie nie zachowały się żadne dokumenty dotyczące działalności cechów żydowskich w okresie międzywojennym. O ich istnieniu świadczą
jednak dokumenty pochodzące z okresu okupacji hitlerowskiej, kiedy to władze niemieckie wprowadziły
w 1940 r. przymus należenia do cechów. Zgodnie z tym zarządzeniem (z 13 czerwca 1940) wszyscy żydowscy rękodzielnicy zostali włączeni do żydowskich stowarzyszeń rzemieślniczych. Na terenie Tarnowa istniał
wówczas cech zbiorowy żydowski, którego sekretariat mieścił się przy ul. Brodzińskiego1, grupował m.in.:
fryzjerów i perukarzy, krawców, czapników, kapeluszników, bieliźniarzy i gorseciarzy. (Archiwum Państwowe w Krakowie, Oddział w Tarnowie, Akta Cechów Żydowskich w Tarnowie, sygn. CŻT 2–12).
554
J. Ziemkowski, Monografia rzemiosła polskiego Krakowa i woj. krakowskiego, Lwów–Kraków 1939, s.
6.
553
cechów rzemieślniczych oraz 6 związków cechów555. W 1937 roku po przeprowadzonej
reorganizacji rzemiosła i stworzeniu cechów wojewódzkich (m.in. wojewódzkiego
cechu mechaników, optyków, grawerów, zegarmistrzów, jubilerów i złotników),
krakowscy rzemieślnicy żydowscy należeli do jednego cechu z rzemieślnikami
innych miast województwa. We władzach tych organizacji obok rzemieślników
chrześcijan zasiadali także Żydzi. W Krakowie np. wiceprezesem związku cechów
wybrany został Józef Kleinberger – starszy cechu stolarzy grupy II. Liczną reprezentację posiadali rękodzielnicy żydowscy w wojewódzkiej Izbie Rzemieślniczej 556.
Na mocy ugody, którą Żydzi zawarli z rękodzielnikami chrześcijańskimi, otrzymali
oni 15 mandatów 557 . Pierwszymi delegatami rzemieślników żydowskich do Izby
Rzemieślniczej byli: Leon Gestring – fryzjer, Abraham Kleinberger – lakiernik,
Izrael Steiner – kuśnierz (obwód krakowski), Selig Braw – kapelusznik, Hersch
Steinhauer – cholewkarz, Karol Matzner – fotograf (obwód tarnowski), Adolf Frän-kel – mosiężnik (obwód jasielski), Józef Sterner – tapicer (obwód nowosądecki);
jako zastępcy zostali wybrani: Filip Nadel – fryzjer, Ignacy Wohlmut – lakiernik,
Jakub Stern – czapnik (Kraków), Alter Lichtig – cholewkarz (Tarnów), Chiel
Springer – mosiężnik (Jasło) i Leon Goldwerger – zegarmistrz (Nowy Sącz)558. Selig Braw na pierwszym posiedzeniu Izby Rzemieślniczej 10 listopada 1929 został
wybrany jednym z trzech członków Zarządu 559.
Rozporządzenie Prezydenta RP z 1927 roku znoszące przymus cechowy nie
tylko doprowadziło do rozbicia jednolitego do tej pory na gruncie małopolskim
rzemiosła, ale także przyczyniło się do jego powolnego upadku. Okazało się,
bowiem, że przeceniono dojrzałość obywatelską i świadomość organizacyjną rzemieślników, co spowodowało, iż zdecydowana ich większość, korzystając z okazji
nie przystąpiła do nowych cechów. W ciągu dziesięciu lat funkcjonowania nowego
prawa przemysłowego (tj. 1928–1938) liczba cechów na terenie woj. krakowskiego
zmniejszyła się o 1/3 (tabela 2).
H. Münch, Zarys działania Izby Rzemieślniczej w Krakowie w latach 1928–1958 na tle historii rzemiosła krakowskiego, Kraków 1958, s. 14.
556
Trzyosobową delegację posiadali także w krakowskiej Izbie Przemysłowo-Handlowej. Rzemieślników żydowskich reprezentowali tam: Teodor Dembitzer, Joachim Steinberg i Pineles.
557
Umowa przewidywała podział mandatów i miejsc w Izbach Rzemieślniczych w następującym stosunku: rzemieślnicy chrześcijanie otrzymują 25 miejsc, Żydzi – 15 mandatów. Na kresach stosunek ten
kształtował się inaczej, a mianowicie rzemieślnicy żydowscy otrzymali nieco więcej miejsc. Spowodowane to było większym odsetkiem Żydów wśród rzemieślników tych terenów. Por.: Kompromis rzemieślników chrześcijan i Żydów w sprawie Izb Rzemieślniczych, “Rękodzieło i Przemysł” 1929, nr 2, s. 7;
A. Hafftka, Żydowski stan rzemieślniczy w Polsce odrodzonej, s. 567.
558
Kronika, “Rękodzieło i Przemysł” 1929, nr 9, s. 8.
559
Pierwszym prezesem Izby Rzemieślniczej został wybrany mistrz stolarski i prezes Zjednoczenia Mieszczańskiego – Jan Wolny (1930–1932). Kolejnymi jej prezesami byli: Andrzej Różycki – mistrz rzeźniczy
i wędliniarski (1933–1934) oraz dr Robert Jachoda-Żółtowski – mistrz introligatorstwa (1935–1939).
555
Rok
1928 a)
1938
liczba
organizacji
ogółem
290
186
organizacje jednolite
branżowo
liczba
liczba
organizacji
członków
156
23 353
76
–
organizacje mieszane
branżowo
liczba
liczba
organizacji członków
134
19 322
110 b)
–
Tabela 2. Liczebność organizacji rzemieślniczych w województwie krakowskim w latach 1928–1938
a) dla 1928 r. są to organizacje przymusowe
b) dla 1938 r. w skład organizacji mieszanych branżowo włączone
zostały także cechy zbiorowe
Źródło: Dziesięciolecie Polski Odrodzonej 1918–1928, Kraków–Warszawa 1933, s. 1084;
Sprawozdanie Izby Rzemieślniczej w Krakowie za 1938 r., Kraków 1939, s. 40
Znaczący spadek ich liczby miał miejsce w początku lat trzydziestych. Pośród
przyczyn tego zjawiska, oprócz kryzysu gospodarczego, wymieniano także tendencje cechów chrześcijańskich do łączenia się w jeden cech danej grupy na cały powiat, jak i – co z kolei dotyczyło głównie cechów żydowskich w małych miasteczkach – zjawisko małej aktywności organizacji, które często po kilku miesiącach
ożywionej działalności ulegały likwidacji. Nietrwałość cechów żydowskich w znacznej mierze spowodowana była nader kruchą podstawą finansową ich działalności.
Nowo powstałe organizacje były biedne, nie posiadały własnego majątku, jedynym
źródłem ich utrzymania były składki, które zazwyczaj tylko w pierwszych miesiącach wpływały regularnie. Dlatego generalnie ich stan majątkowy był znacznie gorszy niż cechów chrześcijańskich560.
O wiele większy spadek w porównaniu z liczbą cechów dotyczył liczby ich
członków. Ankieta przeprowadzona w 1934 roku przez Izbę Rzemieślniczą w Krakowie wykazała, że we wszystkich cechach (chrześcijańskich i żydowskich) działających w jej okręgu zrzeszonych było 9639 osób, co stanowiło zaledwie 60% rzemieślników legalnie wykonujących samodzielnie rzemiosło. Z kolei z informacji
cechów wynikało, że mniej niż połowa członków regularnie opłacała składki, spośród nich zaledwie 10–15% płaciło składki w całości, 35–40% w połowie, pozostali
nie płacili ich w ogóle 561. Jakkolwiek trudno jest dzisiaj ustalić dokładnie liczbę
członków poszczególnych cechów562, to ze sprawozdania Izby Rzemieślniczej
w Krakowie za rok 1938, w którym napisano, iż wiele cechów, szczególnie wielobranżowych, skupiało niejednokrotnie zaledwie po kilkunastu rzemieślników 563 ,
możemy przypuszczać, że liczba ta była bardzo niska. Średnio cech skupiał 48
osób564, natomiast w walnych zebraniach przeciętnie uczestniczyło około 25565.
560
I. Bronstein, op. cit., s. 132.
Sprawozdanie Izby Rzemieślniczej w Krakowie za 1935 rok, Kraków 1936, s. 41–42.
562
Izba Rzemieślnicza w Krakowie zaniechała w 1937 r. zbierania danych statystycznych dotyczących
cechów rzemieślniczych, albowiem w poprzednich latach zaledwie połowa cechów zwracała Izbie
otrzymane kwestionariusze.
563
Sprawozdanie Izby Rzemieślniczej w Krakowie za 1938 rok, Kraków 1939, s. 38.
564
Sprawozdanie Izby Rzemieślniczej w Krakowie za 1935 rok, Kraków 1936, s. 42.
565
Sprawozdanie Izby Rzemieślniczej w Krakowie za 1937 rok, Kraków 1938, s. 45.
561
Mała liczba członków cechów, których składki były podstawowymi źródłami
finansowania organizacji, nie pozostawała bez wpływu na ich możliwości działania.
W konsekwencji cechy, pozbawione materialnych podstaw, nie były nawet w stanie
powołać statutem przewidzianych wydziałów czeladniczych, terminatorskich, funduszy zapomogowych i pogrzebowych. Stworzyło to dogodne warunki dla rozwoju
nieuczciwej konkurencji, tj. działalności tzw. fuszerów – rzemieślników rekrutujących się z wyzwolonych uczniów i robotników, którzy bez karty rzemieślniczej, nie
płacąc żadnych podatków wykonywali rzemiosło. Tak więc pozbawienie cechów
przymusowego charakteru wprowadziło w rzemiośle (szczególnie małopolskim)
chaos i zamieszanie oraz spowodowało jego nagły i znaczny upadek.
Potrzebę wprowadzenia przymusu cechowego argumentowano następująco:
Konieczność istnienia cechów jest nieodzowna, gdyż poszczególne zawody będą miały
jedyną możliwość porozumiewania się między sobą i o swoich sprawach decydowania.
Cechy będą czynnikami wspomagającymi Izby Rzemieślnicze w sprawach opiniodawczych, wyzwalania uczniów itd. Rzecz zrozumiała, że z tych powodów powinny cechy
być silne i obejmować wszystkich członków danego zawodu566.
Tak samo jak w czasie debaty przed wprowadzeniem nowego prawa przemysłowego, tak i teraz za zmianami tymi opowiedziała się większość cechów chrześcijańskich, jak również niektórzy przywódcy rzemieślników żydowskich, głównie
z Małopolski. Poparcie rzemieślników Żydów z terenów byłego zaboru austriackiego dla tych zmian wynikało z tradycji cechów przemysłowych na tym obszarze.
Podobnie opór rękodzielników z Kongresówki był spowodowany stosunkami panującymi tam przed wojną. W zaborze rosyjskim, w przeciwieństwie do Galicji, obowiązywała bowiem zasada wolności przemysłowej 567. Z pewnością przerysowany,
aczkolwiek nie pozbawiony i pewnych racji opis przyczyn tej sytuacji przedstawił
Józef Kleinberger, wiceprezes Związku Cechów Krakowskich:
Tam [tj. w b. Kongresówce – P.T.] wyrastali rzemieślnicy jak chwasty bez wyszkolenia,
bez egzaminów czeladniczych lub majsterskich; każdy mógł zajmować się rękodziełem,
mógł być dziś czeladnikiem, a jutro majstrem i to codziennie w innym zawodzie i tak się
to wychowało rękodzieło, jak owce bez pasterza. [Dlatego] gdy obecnie Polska chciała
zorganizować instytucję cechów na sposób przymusowy, jak to dotychczas było w Małopolsce, stawiło temu gwałtowny opór całe rękodzieło spod zaboru rosyjskiego i wskutek tej hałaśliwej demonstracji stworzyło cechy dobrowolne568.
Ustawa przemysłowa i jej skutki, “Rękodzieło i Przemysł” 1928, nr 5, s. 3.
W zaborze rosyjskim dowód uzdolnienia obowiązywał jedynie tych rzemieślników, którzy kształcili
uczniów i zatrudniali pomocników; przymusu cechowego nie było. Zezwolenie władz (koncesja) wymagana była tylko przy pewnych rodzajach przemysłu, np. przy wyrobie i sprzedaży prochu strzelniczego,
materiałów wybuchowych, przy przemyśle gospodnio-szynkarskim, zastawniczym czy drukarskim, (por.
J. Wyród, Zarys polskiej ustawy przemysłowej, Kraków 1927, s. 18).
568
Pauperyzacja i proletaryzacja naszego rękodzieła, “Rękodzieło i Przemysł” 1929, nr 4, s. 4.
566
567
Jednak wydaje się, że w toku organizacji dobrowolnych cechów także i tamci
rzemieślnicy (tj. z dawnej Kongresówki) uznali cechy nieprzymusowe za twory
niekompletne, nie odpowiadające ówczesnym potrzebom zawodowego wyszkolenia
i wykształcenia rzemiosła, jakiego postęp wówczas wymagał.
Naszym zdaniem – kontynuował J. Kleinberger – jeśli cechy mają odpowiadać za swe
czynności przed władzą nadzorczą: Magistratem i Województwem, a względnie mają
mieć oparcie o Rzemieślnicze Izby Wojewódzkie i przejąć na siebie część czynności tych
ostatnich – to cechy muszą być przymusowe, jak u nas w Małopolsce przed wojną, a nie
mogą być tworem prowizorycznym jedno- lub dwurocznym569.
Apele o nowelizację prawa przemysłowego kierowano do rządu za pośrednictwem Izb Rzemieślniczych i Związków Cechów. Oprócz uznania cechów za organizacje przymusowe, domagano się także wprowadzenia, po czasie przejściowym,
bezwarunkowego obowiązku posiadania tzw. dowodu uzdolnienia,
aby każdy uczeń rzemiosła się wyuczył, szkołę przemysłową uzupełniającą ukończył i po
praktyce przez egzamin czeladniczy stał się czeladnikiem wykwalifikowanym, a po
przepisanych latach pracy zawodowej jako czeladnik otrzymał kartę rzemieślniczą po
wpisaniu się do przymusowego cechu zawodowego 570.
Uważano bowiem, iż spraw tych nie można traktować rozłącznie. To właśnie
zniesienie przymusu cechowego przy równoczesnym obowiązku wykazywania się
dowodem uzdolnienia wprowadzało chaos w wykonaniu rozporządzenia. Krytykowano przekazanie Izbom Rękodzielniczym części zadań dotychczas wykonywanych
przez cechy.
Nie jest dla nas żadną tajemnicą – pisano – że stworzenie takiego stanu rzeczy zawdzięczać należy w pierwszej linii obawie panów z Kongresówki i Poznańskiego, aby, broń
Boże, w cechach przymusowych nie zetknęli się z kolegami Żydami. W interesie rozwoju rękodzieła, w interesie zamknięcia drogi nadużyciom przy osiąganiu dowodu uzdolnienia571, pierwszym zadaniem Izb Ręk.[odzielniczych] Woj.[ewódzkich] będzie przywrócić, względnie zaprowadzić przymus należenia rękodzielników do swoich zawodowych cechów. Ze względów właśnie państwowych przymusowe te cechy muszą być
jednolite i obejmować wszystkich członków w danym mieście, bez względu na różnice
narodowe lub wyznaniowe572.
Nowelizacja prawa przemysłowego w kierunku przywrócenia cechów przymusowych była jednym z najważniejszych postulatów, z jakimi delegacja rękodzielników żydowskich z Małopolski wystąpiła na obradującym we wrześniu 1930 roku
Tamże.
Tamże, s. 5.
571
Dowód uzdolnienia był czasem przedmiotem handlu. Do rzadkości nie należał także proceder kupowania potrzebnych do uzyskania dowodu uzdolnienia zaświadczeń u majstrów na prowincji.
572
J. Steinberg, Na powitanie wojewódzkiej Izby Rękodzielniczej w Krakowie, “Rękodzieło i Przemysł”
1929, nr 10, s. 1.
569
570
w Warszawie Kongresie Rzemieślników Żydów w Polsce. Pomimo przychylnego
nastawienia do tej idei większości delegatów, szczególnie starszych cechów z byłej
Kongresówki, wniosek ten przepadł w komisji. Jak podawała prasa, nad projektem
dyskutowano przez cały dzień, tak że nie dano delegatom możliwości wypowiedzenia się w tej sprawie na plenum, z kolei głosowanie odbyło się tuż przed zamknięciem
Kongresu, w chwili gdy część delegatów opuszczała już salę, co oczywiście nie pozostało bez wpływu na wyniki głosowania. I chociaż wniosek o cechach przymusowych
upadł, to uchwalono, jak napisano, prawdopodobnie na wyraźne życzenie rządu, zgodę
na powołanie w przyszłości przymusowych związków gospodarczych573.
Rękodzielnicy żydowscy z Małopolski pomimo przegranego głosowania w
War-szawie nie zrezygnowali z walki o nowelizację ustawy przemysłowej. Zjazd
Rękodzieła Żydowskiego Województwa Krakowskiego, który obradował w Krakowie 15 września 1931, opowiedział się wyraźnie za wprowadzeniem cechów przymusowych, wspólnych, wzorowych, opartych na uzdolnieniu. W 1932 roku na łamach “Rękodzieła i Przemysłu” ukazał się artykuł zatytułowany O zmianę ustawy
przemysłowej z r. 1927, w którym J. Steinberg, były prezes Stowarzyszenia Rękodzielników Żydowskich w Krakowie, przedstawił szczegółowe propozycje tych
zmian. Kompleksowość zaproponowanych rozwiązań oraz rzeczowe ich uzasadnienie uświadamia nam, z jaką powagą i zaangażowaniem krakowscy rękodzielnicy
żydowscy traktowali tę sprawę. Wydaje się, iż z tego właśnie względu warto szerzej
zaprezentować te propozycje. Zdaniem autora artykułu, aby uniknąć dalszej pauperyzacji rzemiosła, należało:
 Zaprowadzić bezwarunkowy przymus przynależności wszystkich samodzielnych rzemieślników do zawodowych organizacji rzemieślniczych (cechów).
 Organizacje takie powinny mieć swoje siedziby w miastach wojewódzkich
i powiatowych.
 W miejscowościach mniejszych należy wprowadzić organizacje zawodowe
(cechy) zbiorowe.
 W zasadzie nie powinno się tworzyć w jednym mieście więcej niż jednej organizacji zawodowej (cechu) danego zawodu. Ze względu jednakże na narodowościowe i wyznaniowe stosunki, szczególnie na kresach, mogą być czynione
wyjątki i dopuszczalne jest w takich miastach o mieszanej ludności tworzenie
większej liczby organizacji zawodowych (cechów), jednakże nie większej niż
trzy tzw. grupy, np. Cech Stolarzy Grupa I (katolicy), cech Stolarzy Grupa II
(Żydzi) i ewentualnie Cech Stolarzy Grupa III (Rusini). W miastach, gdzie występowałaby potrzeba tworzenia cechów zbiorowych, dopuszczalny byłby tylko
jeden cech zbiorowy. Ze względu na wspólnotę interesów zawodowych każdego rzemiosła należy tworzenie grup cechowych dopuścić, jednakże tylko w
wypadkach, gdy utworzenia jednego wspólnego cechu nie da się w żaden sposób przeprowadzić.
573
Sprawa cechów przymusowych na Kongresie, “Rękodzieło i Przemysł” 1930, nr 9–10, s. 4.

W każdym wojewódzkim mieście powinna być utworzona wspólna organizacja
wszystkich istniejących w tym województwie organizacji zawodowych (cechów)
pod nazwą Związek Cechów, według byłego Związku Cechów w Krakowie.
Aby działalność cechów przymusowych mogła być efektywna, zdaniem J. Stein-berga, należy rozszerzyć ich kompetencje o następujące zadania: wpisy uczniów
rzemieślniczych (terminatorów) do ksiąg cechowych, a następnie wyzwalanie ich na
czeladników. Egzaminy czeladnicze powinny odbywać się w cechach miast wojewódzkich i powiatowych, egzaminy mistrzowskie natomiast wyłącznie w cechach
miast wojewódzkich. Należy ponadto dać cechom prawo kontrolowania uprawnień rzemieślniczych w porozumieniu i przy poparciu władz administracyjnych
I instancji. Wydawanie kart rzemieślniczych powinno być uzależnione od opinii
cechów z prawem odwołania się do władz administracyjnych I i II instancji. O wydaniu karty rzemieślniczej organ ją wydający powinien informować urzędy skarbowe w danej miejscowości. Władze cechów powinny pochodzić z wolnych wyborów,
których rezultaty wymagałyby zatwierdzenia władz wojewódzkich574.
Niestety głosy te, szczególnie silne wśród żydowskich rękodzielników z Małopolski, aczkolwiek z wolna popierane także przez rzemieślników z dawnej Kongresówki575 i wschodnich rubieży Rzeczypospolitej, nie znalazły pełnego zrozumienia
u władz państwowych. Pomimo licznych uchwał cechów i ich zjazdów z całej Polski, domagających się zmiany prawa przemysłowego w kierunku zaprowadzenia
przymusu cechowego, jako konieczności ogólnorzemieślniczej, nowa ustawa przemysłowa z 10 marca 1934 zachowała instytucję wolnych cechów. Zamiast wprowadzenia przymusu cechowego ustawodawca zdecydował się na powołanie nowego
typu organizacji o charakterze ściśle gospodarczym, tzw. związków gospodarczo-zawodowych, które na wniosek Związku Izb Rzemieślniczych i po zatwierdzeniu
przez ministra przemysłu i handlu mogłyby (ale nie musiały) przekształcić się
w organizacje przymusowe.
Pozostaje dla nas zagadką, której rozwiązać nie jesteśmy w stanie – pisali tuż przed
uchwaleniem ustawy niezadowoleni z proponowanego rozwiązania rzemieślnicy żydowscy – dlaczego miarodajne czynniki mimo opowiedzenia się rzemiosła na zjazdach, konferencjach i całym szeregu zgromadzeń za wprowadzeniem przymusu organizacyjnego,
nie mogą się zdecydować na stanowczy czyn, lecz zamierzają znowu połowicznie załatwić sprawę. Jeżeli raz uznano, że ustawa przemysłowa z 1927 r. jest wadliwą, to powinno się dbać o to, by do znowelizowanej ustawy nie wprowadzać tych samych błędów,
które wyrządziły dotąd rzemiosłu niepowetowane szkody576.
J. Steinberg, O zmianę ustawy przemysłowej z r. 1927, “Rękodzieło i Przemysł” 1932, nr 6–7–8, s. 3.
Na IV Kongresie Rzemieślników Żydowskich obradującym 20 sierpnia 1933 w Warszawie uchwalono rezolucję wzywającą egzekutywę do ubiegania się o założenie cechów przymusowych, będących – jak
stwierdzono – “żywotną potrzebą w obecnej chwili”, przy czym osobno miały być zakładane cechy dla
Żydów, a osobno dla chrześcijan. (Por. Z IV Kongresu Rzemieślników Żyd. w Warszawie, “Rękodzieło
i Przemysł” 1933, nr 7–8–9, s. 9).
576
Czy zmiana na lepsze?, “Rękodzieło i Przemysł” 1934, nr 1–2, s. 2.
574
575
Powątpiewano także w celowość tworzenia nowych organizacji gospodarczych
“obciążających znowu i tak zmęczone i zniechęcone rzemiosło. – Chyba nie jest
intencją prawodawców stworzenie nowych zaszczytów – pisano – prezesów, radców, względnie posad sekretarzy i nadzorców kosztem rzemiosła!” 577
Nowelizacja ustawy przemysłowej z 1934 roku w części dotyczącej cechów
miała istotne znaczenie także dlatego, iż odbierała cechom uprawnienia o charakterze gospodarczym i przekazywała je mającym powstać związkom gospodarczym 578.
Odebranie cechom tych uprawnień jeszcze bardziej deprecjonowało ich znaczenie
i niewątpliwie przyczyniało się do ich upadku. W myśl rozporządzenie ministra
przemysłu i handlu z 1936 roku, określającego nowe zadania cechów rzemieślniczych organizacje te miały odtąd prowadzić działalność kulturalno-oświatową i towarzyską dla swoich członków oraz ich rodzin i pracowników, roztaczać opiekę nad
młodzieżą rzemieślniczą, pozostającą na nauce u członków cechu, organizować,
prowadzić lub popierać bursy, patronaty, świetlice, czytelnie, poradnie zawodowe;
rozstrzygać podane ich orzecznictwu spory, wynikłe na tle nauki rzemiosła; organizować i prowadzić szkoły lub kursy dokształcające zawodowe, odczyty, konkursy,
wystawy itp. dla członków, pracowników i uczniów579.
Lata następne pokazały, że nowa ustawa przemysłowa, na którą zdecydowały
się władze nowelizując w 1934 roku prawo przemysłowe, nie rozwiązywała najważniejszych problemów. Coraz częściej ze strony rzemieślników wyrażana była
bowiem opinia, że mimo wielokrotnie deklarowanego przez państwo poparcia dla
sprawy rzemiosła, obowiązujące normy prawno-ustrojowe nie odpowiadają bynajmniej słusznym jego interesom. Słusznym interesem było oczywiście żądanie
wprowadzenia przymusu cechowego.
Niestety nad sprawą tą zawsze przechodzi się do porządku dziennego – ubolewano
w prasie – Prezydium Związku Izb Rzemieślniczych sprawę przymusowego należenia do
Cechów obchodzi z daleka, gdyż nie odpowiada ona polityce Chrześcijańskiego Związku
Rzemieślników w Polsce. Niech raczej cierpią najistotniejsze interesy całego rzemiosła
w Polsce, byleby tylko nie musiało się mówić i pracować wspólnie z rzemieślnikami
Żydami580.
Jednak tym razem sytuacja wyglądała nieco inaczej, o wiele większe bowiem
było lobby rzemieślnicze domagające się tych zmian. O ile przed wprowadzeniem
rozporządzenia z roku 1927 tylko Małopolska upomniała się o wprowadzenie przyW obliczu nowej ustawy przemysłowej, “Rękodzieł i Przemysł” 1934, nr 3–4, s. 1.
Mówiąc o nowelizacji prawa przemysłowego z 1934 r., nie należy zapominać, także o pozytywnych
jej skutkach. Ważnym z punktu widzenia potrzeb rzemiosła były postanowienia wprowadzające obowiązek uzyskiwania karty rzemieślniczej przed otwarciem warsztatu, jak i wyłączenie chałupnictwa spod
pojęcia przemysłu w rozumieniu prawa przemysłowego. Przepisy te, z wolna przyczyniły się do ukrócenia “plagi fuszerstwa” i szeroko rozumianej nielegalnej konkurencji w rzemiośle.
579
Dz. U. RP nr 16 z 20 II 1936, poz. 147; zob. także Rozporządzenie o cechach rzemieślniczych, “Rękodzieło i Przemysł” 1936, nr 3, s. 1.
580
Cechy rzemieślnicze, “Rękodzieło i Przemysł” 1936, nr 4, s. 3.
577
578
musu cechowego, tak teraz wszyscy cechmistrze i członkowie zarządów cechowych
w kraju doszli do przekonania, że cechy, o ile mają spełniać swe zadania i w ogóle
mają istnieć, muszą być przymusowe. Obawiano się bowiem, iż w innym przypadku
prędzej czy później same się rozwiążą. Uważano także, iż o kompetencji cechów
i ich ustosunkowaniu się do Izb Rzemieślniczych581 dopiero wtedy będzie można
mówić, gdy do ustawy wprowadzony zostanie zapis o przymusie cechowym 582.
Ostatnią przed wybuchem drugiej wojny światowej próbą regulacji prawa
przemysłowego była ustawa z 8 sierpnia 1938 o zmianie rozporządzenia Prezydenta
Rzeczypospolitej z 1927 roku o prawie przemysłowym 583. Niestety i ta nowelizacja
ustawy, podobnie jak poprzednia, nie zrealizowała najważniejszego postulatu rzemiosła, tj. wprowadzenia przymusu organizacyjnego. Rzemieślnicy nie kryli swojego rozczarowania, tym bardziej iż w obecnej chwili przymus organizacyjny był, ich
zdaniem, warunkiem zasadniczym dalszego istnienia cechów i ich działalności.
Jeżeli do niedawna jeszcze pewna część cechów uważała, że z chwilą przywrócenia
im uprawnień o charakterze gospodarczym, które posiadały do czasu noweli z 10
marca 1934, cechy rzemieślnicze wkroczą na drogę szerokiej i aktywnej działalności, to obecnie przymus cechowy uważano za warunek zasadniczy. Ówczesną sytua-cję trafnie scharakteryzował jeden z poważnych działaczy cechowych, który w
liście skierowanym do Izby Rzemieślniczej napisał:
Nowelą z roku 1934 pozbawiono cechy wszelkiej działalności o charakterze gospodarczym przekazując ich kompetencje, znacznie zresztą rozszerzone, rzemieślniczym
związ-kom gospodarczym. Po latach daremnego wyczekiwania na powołanie do życia
tychże związków, do których rzemiosło przywiązywało tak wielkie znaczenie, zwrócono
się frontonem do cechów. Nowela z 1938 roku skreśla przepisy dotyczące rzemieślniczych związków gospodarczych, cedując na rzecz cechów ich zadania ustawowe. Cóż z
tego, że w myśl nowych przepisów do zadań cechu należy m.in. obrona interesów gospodarczych członków, popieranie rozwoju technicznego i gospodarczego rzemiosła, organizowanie
i popieranie spółek i spółdzielni, skoro nie zapewniono cechom niezbędnych środków do
ich zrealizowania584.
Obawy te podzielały władze Krakowskiej Izby Rzemieślniczej, które widząc
niedomagania ostatnich posunięć ustawodawczych, szczególnie w kwestii finansowania działalności organizacji rzemieślniczych, opowiedziały się za wprowadzeniem przymusu cechowego. “Ponieważ skuteczność zrealizowania tych zamierzeń
[postawionych przez ustawę nowych zadań gospodarczych – P.T.] stoi w prostym
stosunku do wielkości środków materialnych, jakimi dysponuje cech, przymus naRozporządzenie Ministra Przemysłu i Handlu z 3 marca 1936 zawierało postanowienia oddające cechy pod absolutną władzę i kontrole Izb Rzemieślniczych, do tej pory władzą nadzorczą cechów była
właściwa terytorialnie władza przemysłowa pierwszej instancji.
582
J. Steinberg, Cechy rzemieślnicze, “Rękodzieło i Przemysł” 1936, nr 4, s. 3.
583
Dz. U. RP nr 60 z 8 VIII 1938, poz. 463.
584
Sprawozdanie Izby Rzemieślniczej w Krakowie za rok 1938, Kraków 1939, s. 36.
581
leżenia do cechu uważa się za konieczny i zupełnie zrozumiały” – napisano w rocznym sprawozdaniu Izby. Wyrażono także nadzieję, iż problem ten stanie się ponownie przedmiotem prac ustawodawczych, które doprowadzą do przebudowy cechów
w duchu postulatów rzemiosła585. Niestety wybuch wojny nie pozwolił na dokonanie
tych zmian. Tak więc batalia o wprowadzenie przymusu cechowego, która toczyła
się nieprzerwanie od 1927 roku, przy dużym zaangażowaniu małopolskich rzemieślników żydowskich, zakończyła się niepowodzeniem. Jednakże za niewątpliwy
sukces, i to głównie rzemieślników Żydów, należy uważać zmobilizowanie i skonsolidowanie rękodzielniczej społeczności (bez względu na wyznanie jak i miejsce
zamieszkania) w dążeniu do walki o poprawę sytuacji rzemiosła, która niewątpliwie
zależała od reformy ustroju cechowego.
The Guild System of Jewish Craftsmen in the Cracow
Province
during the Inter-War Period
Abstract
The basic Jewish trade organisations in the Cracow province were guilds. Their legal
status during the inter-war period was regulated by ordinances of the President of the Republic
of Poland dated June 7, 1927. As of the date of issuing this decree the Jewish craftsmanship
gained new basis for its organisation system and work. The process of creating denominational guilds became more intensified. The new industrial law contributed to the division of
craftsmanship, which had been uniform in Malopolska until then.
In 1935 12 Jewish guilds (25 Christian) were active within the Cracow province, and
their number grew to 16 in the next two years, whereas in 1938 there were 17 of them. A great
majority of the guilds were in the city of Cracow. In the rural areas, besides big cities such as
Tarnow or Nowy Sacz where the number of Jewish craftsmen was considerable, there existed
common denomination guilds and collective ones with respect to trade participation. County
and City Guild Associations were denominational mixtures as well. Jewish handicraftsmen
were numerously represented at the province Craftsmanship Chamber.
Guilds were free associations, however, from the very beginning a struggle carried on to
transform them into compulsory institutions. It turned out that most of the craftsmen did not
enter the new organisation. A small number of guild members limited the scope of their
activities considerably, which as a result led to creating good conditions for the development
of dishonest competition. That is why depriving the guilds of the compulsory character introduced chaos and confusion in craftsmanship (especially in Malopolska), and was responsible
for its sudden and noticeable decline.
Apart from regarding guilds as compulsory organisations, it was also demanded that, after a transition period, an unconditional duty of having a proof of craftsman‟s qualifications
should be introduced. The postulate was firmly supported by the Congress of Jewish
585
Tamże, s. 37–38.
Craftsmanship of the Cracow Province, which was convened in Cracow in September 1931.
Unfortunately, the state authorities did not approve it. Thus the struggle to introduce the guild
obligation, which had been carried on continually since 1927 with great involvement of Malopolska Jewish craftsmen, ended up with failure. An unquestionable success, however,
mainly of Jewish craftsmen was the consolidation of handicraftsmen‟s community (irrespective of denomination) towards the goal of improving the condition of craftsmanship, which
evidently relied on the reform of the guild system.
Annales Academiae Paedagogicae
Cracoviensis
Folia 3
Studia Historica I (2001)
Jerzy Gapys
Stosunek ziemiaństwa
do okupanta niemieckiego
w dystrykcie radomskim
1939–1945
Wojna obronna, wprowadzenie i funkcjonowanie niemieckiego systemu okupacyjnego stało się dla większości obywateli polskich trudną próbą patriotyzmu.
W zasadzie wszystkie środowiska społeczne bezpośrednio odczuły skutki polityki
władz niemieckich. Całe społeczeństwo zostało poddane skrupulatnej kontroli. Wydawane zarządzenia, nakazy i zakazy miały na celu kontrolowanie przez okupanta
i jego administrację całości “życia narodowego” Polaków586.
W systemie tym, ludność polska była skazana nieustannie na lawirowanie pomiędzy postawą “lojalności” wobec władz niemieckich a oporem społecznym, walką z okupantem
i obroną polskości. Wydaje się, że obok wielu czynników natury politycznej i społecznej,
w dużym stopniu na postawy Polaków wobec Niemców miała wpływ również chęć przetrwania biologicznego, co często związane było z zachowaniem materialnych podstaw
bytu.
Problematyka stosunku ziemiaństwa do okupanta niemieckiego stanowi “białą
plamę” w historiografii i nie doczekała się dotąd monograficznego opracowania.
Literatura omawiająca szeroko rozumiany ruch oporu tę kwestię traktuje marginalnie, a wzmianki na ten temat, zwłaszcza w historiografii peerelowskiej, zawierają
skrajnie negatywne i krzywdzące ziemian, choć nie zawsze w pełni udokumentowane źródłowo oceny587. Nie wyczerpują tematu opracowania J. Leskiewiczowej 588
Cz. Łuczak, Polityka ludnościowa i ekonomiczna hitlerowskich Niemiec w okupowanej Polsce, Poznań 1979, s. 37–66.
587
S. Lewandowska, Ruch oporu na Podlasiu 1939–44, Warszawa 1982; P. Matusak, Ruch oporu na
Kielecczyźnie, Kielce 1982; B. Hillebrandt, Partyzantka na Kielecczyźnie 1939–1945, Warszawa 1967;
K. Przybysz, Chłopi polscy wobec okupacji hitlerowskiej1939–1945. Zachowania i postawy polityczne na
terenach Generalnego Gubernatorstwa, Warszawa 1983.
586
i K. Jasiewicza oraz Sz. Rudnickiego 589, traktujące przeważnie o martyrologii ziemiaństwa polskiego przedstawionej w aspekcie walki z okupantem (związki ziemian
z podziemiem zbrojnym).
Celem niniejszego artykułu jest próba nakreślenia postaw obywateli ziemskich
w dystrykcie radomskim wobec okupanta niemieckiego i jego szeroko pojmowanej
polityki oraz wskazanie na czynniki determinujące wzajemne relacje ziemian
i Niemców. Rozpatrywanie stosunku sfer ziemiańskich do okupanta jedynie w aspekcie walki zbrojnej i martyrologii wydaje się być zbyt wielkim uproszczeniem. Rzeczywistość wojenna społeczności ziemiańskiej była o wiele bardziej skomplikowana, często pełna sytuacji dwuznacznych, wielowątkowa i uwikłana w rozmaite
układy formalne i nieformalne. Na wstępie trzeba zaznaczyć, iż to administracja
niemiecka była stroną, która wychodziła z inicjatywą wobec ziemian, była więc ona
niejako kreatorką polityki; właściciele ziemscy w systemie okupacji niemieckiej
zostali sprowadzeni do roli biernych odbiorców.
Ziemiaństwo polskie, w tym również i obywatele ziemscy w województwie
kieleckim, wobec faktu napaści hitlerowskich Niemiec na Polskę zajęli stanowisko
jednoznaczne. Duży odsetek ziemian swoją postawę patriotyczną zamanifestował
spełnieniem obowiązku mobilizacyjnego i uczestnictwem w wojnie obronnej we
wrześniu 1939 roku, wielu z nich poległo w obronie Ojczyzny590.
Wraz z rozwojem wypadków na froncie walk, ludność cywilna zdezorientowana
i pozbawiona w większości przypadków kierownictwa i opieki wojska, rozpoczęła
masową ucieczkę na wschód. Psychozie tej ulegli również właściciele ziemscy
w województwie kieleckim. O tym zjawisku tak napisał w swoich wspomnieniach
Wacław Karwacki z Paśmiech:
szóstego września na skutek wiadomości o zbliżaniu się Niemców [...] i po wysłuchaniu
argumentów spanikowanych sąsiadów [ziemian] i kupców – Żydów, a zwłaszcza Zingera
J. Leskiewiczowa, Ziemiaństwo polskie, 1920–1945. Zbiór prac o dziejach warstwy i ludzi, Warszawa
1995; tejże, Ziemianie polscy XX wieku, cz. 1,Warszawa 1992; Ziemianie polscy XX wieku, cz. 2, Warszawa 1994; Ziemianie polscy XX wieku, cz. 3, Warszawa 1996.
589
K. Jasiewicz, Lista strat ziemiaństwa polskiego 1939–1956, Warszawa 1995; tenże, Zagłada polskich
kresów. Ziemiaństwo polskie na kresach północno-wschodnich Rzeczpospolitej pod okupacją sowiecką
1939–1941, Warszawa 1998; Sz. Rudnicki. Ziemiaństwo polskie w XX wieku, Warszawa 1996.
588
Do tego grona można zaliczyć: Jarosława Tymowskiego z Ulesia, Ludwika Ślaskiego z Broniszowa,
Zygmunta Wielopolskiego z Chrobrza, Bogusława Kleszczyńskiego z Radziemic, Stanisława Froelicha
z Rudy Malenieckiej, Krzysztofa Radziwiłła z Sichowa, Stefana Rydla, Stanisława Linowskiego z Ziemblic; polegli natomiast: Kazimierz Okęcki, Euzebiusz Wojewódzki, Artur Radziwiłł, Ksawery Konarski,
Zygmunt Kamocki, Leon Postawka z Odonowa i Władysław Wojewódzki. K. Radziwiłł, “Mój pamiętnik.
Od feudalizmu do socjalizmu (1898–1968)”, msps, Biblioteka Narodowa, sygn. Akc. 9213, k. 185–186;
A. Grodziński, Losy ziemian powiatu radomskiego w czasie drugiej wojny światowej, “Zeszyty Muzeum
Wsi Radomskiej”, 1986, s. 121–135; J. Leskiewiczowa, Ziemianie polscy XX wieku, cz. 1 i cz. 2;
W. Karwacki, “Wspomnienia 1895–1980”, msps, Zakład Narodowy im Ossolińskich, sygn. Akc.
15436/II, s. 109; S. Linowski, “Silva Rerum”, t. II, msps, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, sygn.
Akc.15366/II, k.127.
590
z Kazimierzy Wielkiej, zdecydowałem się jechać z dziewczynkami na razie do Hołudzy,
bo myślałem, że na pewien czas front jak w poprzedniej wojnie ustabilizuje się nad Nidą591.
Wraz z W. Karwackim na wschód udali się Deskurowie z Sancygniowa. Przed
Niemcami uciekło też kilka rodzin z powiatu sandomierskiego i opatowskiego 592.
Trudno jest jednoznacznie wskazać (ze względu na brak takich źródeł lub ich nadmierną ogólnikowość), jaki odsetek rodzin ziemiańskich brał udział we wrześniowej
peregrynacji593.
Nieco więcej jesteśmy w stanie powiedzieć o motywach tychże “wyjazdów”.
Poza ogólną paniką, która zawsze wpływa destrukcyjnie na odporność psychiczną
jednostek czy grup i jest przyczyną zachowań często sprzecznych ze zdrowym
rozsądkiem, równie ważnym czynnikiem była niechęć lub nawet strach przed
Niemcami. Dla zobrazowania powyższego można przywołać słowa z kart pamiętnika
Augusta Łempickiego:
Moja żona zaczęła twierdzić, że Niemców nie chce widzieć, więc i my powinniśmy
uciekać za Wisłę. [...] Popłoch powiększały zupełnie bezkarne naloty i przeloty aeroplanów niemieckich, z oznakowanymi czarnymi krzyżami594.
Podobne wynurzenia zawierają wspomnienia Zofii z Radziwiłłów Skórzyńskiej,
która po latach opisując pierwsze dni wojny zanotowała:
Wieść podawana z ust do ust głosiła, że niebawem przyjdą Niemcy, że rabują i palą wsie,
rżną bydło, mordują kobiety i dzieci, wieszają lub rozstrzeliwują mężczyzn. [...] Niektórzy podejrzewali, że wieści te rozpuszczane były specjalnie, żeby spowodować ogólne
zamieszanie i utrudnić zorganizowanie zwartej i sensownej obrony. Ludzi po prostu
opanowała panika. Tłumy cywilów ruszyły za wojskiem na wschód 595.
Wielu ziemian, zwłaszcza tych, którzy porzucili swoje majątki uchodząc przed
zbliżającym się frontem, nurtował niepokój o los gospodarstwa. Na skutek rozgłaszanych wieści o masakrach ludności, grabieży mienia i rekwizycji inwentarza
chłopskiego spodziewali się po powrocie zastać dobra zdewastowane przez wojsko
niemieckie. Tymczasem w wyniku działań wojennych zaledwie niewielki odsetek
W. Karwacki, “Wspomnienia”, s. 109.
Uchodząc przed Niemcami za Wisłę udały się m.in. rodziny: Radziwiłłów z Sichowa i z Rytwian,
Popielów z Kurozwęk, Łempickich z Gierczyc, Karskich z Włostowa i Wołowskich. A. Łempicki,
“Wspomnienia 1939–1967”, msps, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, sygn. Akc. 15362/II, s. 2; Z. z
Radziwiłłów Skórzyńska, Świadectwo czasu minionego. Wspomnienia z dzieciństwa i fragmenty wojennych losów rodziny Radziwiłłów z Sichowa, Warszawa 1994, s. 86–88.
593
Wydaje się, że odsetek ten nie był większy niż wśród innych grup społecznych, a nawet mógł być
niższy, ponieważ ziemianin jako dobry gospodarz raczej rzadko pozostawiał swój warsztat pracy bez
opieki.
594
A. Łempicki, “Wspomnienia”, s. 2.
595
Z. z Radziwiłłów Skórzyńska, Świadectwo czasu minionego, s. 86.
591
592
majątków większej własności uległ zniszczeniom596. Jesienne prace polowe zostały
wstrzymane jedynie w majątkach położonych przy głównych ciągach komunikacyjnych i to raczej na skutek bezładnej ewakuacji ludności cywilnej, niż z powodu
bliskości frontu; w dobrach zlokalizowanych nieco na uboczu praca szła prawie
normalnym trybem 597 . Można zaryzykować stwierdzenie, iż władze wojskowe
świadomie unikały niszczenia folwarków ziemiańskich, które przecież stać się miały
podstawą niemieckiej polityki rolnej w Polsce. Prawdopodobnie taka postawa
wkraczających wojsk niemieckich nieco uspokoiła obawy ziemian co do przyszłości
gospodarki ziemiańskiej. Pomimo stosunkowo łagodnego potraktowania wielkiej
własności, z wyjątkiem majątków w Wielkopolsce i na Pomorzu, które zostały poddane masowemu wywłaszczeniu i eksterminacji598, ziemianie boleśnie odczuli utratę
niepodległości Ojczyzny. Tak oto opisuje swój stan psychiczny po klęsce wrześniowej W. Zaklika z dóbr tehlowskich: “Bardzo głęboko odczułem katastrofę wojenną, rozgromienie armii, utratę niepodległości Polski, urażona była duma narodowa. [...] Wstyd palił czoło na myśl o naszych dygnitarzach cywilnych i wojskowych
uciekających w popłochu”599. Wydaje się, że powyższa wypowiedź może być reprezentatywna dla większości środowisk ziemiańskich w kraju.
Rządy administracji wojskowej (trwające 55 dni) na terenach okupowanych
Polski centralnej na ogół odznaczały się przychylnością wobec polskiej gospodarki
rolnej. Zarząd wojskowy nie nakazał szerszych rekwizycji nie tylko w folwarkach
ziemiańskich, ale również w gospodarstwach chłopskich. Równocześnie jednak
Wehrmacht prowadził z naruszeniem wszelkich praw i zasad międzynarodowych
działalność eksterminacyjną, której celem było sterroryzowanie polskiego społeczeństwa 600 . Administracja wojskowa, traktując “stosunkowo” łagodnie polskiego
Zob. szerzej na ten temat Archiwum Akt Nowych w Warszawie (dalej AAN), Delegatura Rządu
Rzeczpospolitej Polskiej na Kraj (dalej: Delegatura), sygn. 202/I–43, t. I, k. 4–25; AAN, Delegatura,
sygn. 202/I–43, t. 1, k. 211.
597
A. Łempicki, “Wspomnienia”, s. 2, 3.
598
Zasadniczym motywem eksterminacji ziemiaństwa Polski zachodniej, a zwłaszcza wielkopolskiego,
była walka o polskość w dobie Kulturkampfu oraz elitarna państwowotwórcza pozycja tego środowiska
i jego znacząca rola w II Rzeczpospolitej, co mogło być szkodliwe dla interesów III Rzeszy. A. Kwilecki,
Zagłada ziemiaństwa wielkopolskiego, “Przegląd Zachodni” 1996, nr 3, s. 129–136; Cz. Madajczyk,
Polityka III Rzeszy w okupowanej Polsce, t. II, Warszawa 1970, s. 31; R.C. Lukas, Zapomniany holocaust. Polacy pod okupacja niemiecką 1939–1945, Kielce 1995, s. 10.
599
W. Zaklika, “Wspomnienia. Ostatnie lata (1939–1958)”, t. 3, Zakład Narodowy im. Ossolińskich,
sygn. Akc. 15653/II, s. 7.
600
“Jedną z kategorii zbrodni – jak czytamy w artykule A. Jankowskiego – były brutalne czyny dokonywane w czasie walki: mordowanie poddających się, rannych lub bezbronnych żołnierzy polskich, strzelanie do osób cywilnych w chwili wkraczania do zajmowanych miejscowości” [...] inna kategorią zbrodni
były mordy dokonywane na jeńcach i ludności cywilnej po zakończeniu walki z oddziałami polskimi, co
niewątpliwie było zemstą za napotkany opór”, zob. szerzej na temat zbrodniczej działalności Wehrmachtu w województwie kieleckim: A. Jankowski, Zbrodnie niemieckie na Kielecczyźnie w 1939 roku, [w:]
Kielecczyzna w czasie wojny i okupacji 1939–1945, Kielce 1993, s. 73–87; zob. też, T. Szarota, Niemcy i
Polacy. Wzajemne postrzeganie i stereotypy, Warszawa 1996, s. 142–143; Stosowanie terroru
i tworzenie psychozy strachu przez Niemców według Cz. Madajczyka miało znakomicie ułatwiać sprawowanie władzy, por. Cz. Madajczyk, Polityka III Rzeszy w okupowanej Polsce, t. 1, Warszawa 1970, s. 489.
596
chłopa i ziemianina, chciała zjednać sobie ludność, przynajmniej takie wrażenie
można odnieść analizując dostępne źródła. Gospodarstwa rolne, zwłaszcza chłopskie, borykające się przed wrześniem 1939 roku ze zbytem ziemiopłodów, w tym
okresie sprzedawały dużo i po stale zwyżkujących cenach 601.
Natychmiast po zaprzestaniu działań wojennych zarząd wojskowy rozpoczął
działania na rzecz przejęcia kontroli nad polskim rolnictwem, a szczególnie
nad większą własnością ziemską. W myśl bowiem krystalizujących się koncepcji
w niemieckich kołach politycznych i gospodarczych rolnictwo przyszłego Generalnego Gubernatorstwa miało stać się znaczącym czynnikiem w aprowizacji III Rzeszy,
natomiast wielka własność miała stanowić bazę do intensyfikacji polskiego rolnictwa.
Folwarki ziemiańskie i duże gospodarstwa chłopskie po stworzeniu im odpowiednich warunków miały dostarczać żywność na rynek niemiecki. Nie ulega jednak
wątpliwości, iż te pociągnięcia miały nie tyle na celu podniesienie poziomu polskiego
rolnictwa, co jego planową i systematyczną eksploatację602.
Ten może nieco przydługi wywód na temat sytuacji gospodarczej polskiego rolnictwa u progu okupacji wydaje się być uzasadniony faktem, iż to właśnie
aspekt ekonomiczny w dużej mierze decydował o kreowaniu przez niemieckie
czynniki decyzyjne takiej, a nie innej polityki wobec wielkiej własności ziemskiej w czasie całej okupacji. Wzrost znaczenia politycznego sfer ziemiańskich
dla władz niemieckich pojawił się na przełomie 1943/44, wraz z próbą zorganizowania społeczeństwa polskiego do walki z bolszewikami. Ale to głównie na
polu ekonomicznym ścierały się interesy okupanta i ziemianina. Do zaostrzenia
tych konfliktów doszło po 1942 roku. Również w dużym stopniu zaangażowanie się ziemian w czynną walkę z hitlerowskim najeźdźcą (wielka własność była
głównie bazą aprowizacyjną, lokalową
i finansową podziemia zbrojnego) było zdeterminowane sytuacją ekonomiczną,
choć nie tylko. Niebagatelną rolę odegrała tutaj cała tradycja ziemiańska walki
o niepodległość oraz wysoka świadomość narodowa tej warstwy.
Jak już wspomniałem, w październiku 1939 niemieckie władze przystąpiły do
reorganizacji polskiego rolnictwa. Do najważniejszych zadań należało stworzenie aparatu kontroli produkcji rolnej w postaci dobrze funkcjonującej administracji rolnej oraz zapoznanie polskiego chłopa, a szczególnie ziemianina z
obowiązkami, żądaniami i wymaganiami stawianymi mu przez niemiecki system okupacyjny.
W tym celu zorganizowano w terenie cykl zebrań z udziałem ziemian i przedstawicieli władz okupacyjnych, w czasie których uświadamiano właścicielom
W. Zaklika, “Wspomnienia. Ostatnie lata”, s. 10; W. Karwacki, “Wspomnienia”, s. 116. W pierwszych tygodniach okupacji propaganda niemiecka czyniła próby w kierunku formowania nastrojów i
opinii publicznej w społeczeństwie polskim. Jej celem było stworzenie złudzenia, iż władze niemieckie
dbają
o polskiego rolnika, co miało doprowadzić do zwiększenia wydajności pracy w gospodarstwach, zob.
szerzej na ten temat T. Szarota, Niemcy i Polacy, s. 200–201.
602
Cz. Łuczak, Polityka, s. 258–276; S. Meducki, Wieś kielecka w czasie okupacji niemieckiej (1939–
–1945). Studium historyczno-gospodarcze, Kielce 1991; tenże, Okupacyjna polityka rolna i zarządzanie
rolnictwem w dystrykcie radomskim (1939–1945), “Rocznik Świętokrzyski” t. 18, 1991.
601
ziemskim ich rolę jako posiadaczy większych gospodarstw rolnych w rozwoju
polskiego rolnictwa i zapoznawano z całokształtem niemieckiej polityki rolnej.
O takim zebraniu w swoim pamiętniku wspomina A. Łempicki:
Tymczasem w Opatowie, sprawnie jak zwykle u Niemców, ukonstytuowały się władze
okupacyjne, a do spraw rolnych został wyznaczony Kreislandwirt baron Boninghausen.
Wkrótce, nas, ziemian wezwał na zebranie i wyjaśnił nam nasze obowiązki jako rolników – większych posiadaczy ziemskich. Rolnictwo zaczęło dość sprawnie działać603.
Niemcy wskazywali na nonsens niweczenia zdolności produkcyjnej polskiego
rolnictwa poprzez przeprowadzenie reformy rolnej, której konsekwencją byłoby
jedynie utworzenie warsztatów rolnych ledwie wegetujących, niezdolnych do
szerszej produkcji rynkowej. Warto zaznaczyć tutaj, że zasady niemieckiej polityki agrarnej były w zasadzie zgodne z poglądami polskiego ziemiaństwa. W.
Zaklika podkreśla nawet, że
– z początku przynajmniej – ziemianie widzieli w okupancie czynnik umacniający ich
stanowisko stanowe. Zanikła groźba reformy rolnej. Poniatowski przestał ciążyć nad
ziemianami; [...] Oczywiście nie przypuszczali oni, że Niemcy wprawdzie zachowają
folwarki; ale wkrótce podejmować zaczną zmianę ich właścicieli na korzyść niemieckiego stanu posiadania604.
Jeszcze w okresie administracji wojskowej Niemcy rozpoczęli pracę w kierunku
dokonania zmian w stanie posiadania wielkiej własności ziemskiej, np. w październiku
1939 roku majątki ziemiańskie położone w południowych powiatach byłego województwa kieleckiego wizytował Kreislandwirt baron Deichman. Prowadził on kontrolę dóbr wielkiej własności pod kątem wydajności produkcji, skuteczności gospodarowania, wstępnie też wskazał te majątki, które miały zostać przejęte pod zarząd Liegenschaftu, inne zaś zaklasyfikował do pozostawienia w rękach polskich. Każdy ziemianin, którego pozostawiono w swoich dobrach, był zobowiązany do podpisania
oświadczenia, że przejmuje on administrację swojego majątku na rachunek Rzeszy605.
Te pierwsze posunięcia władz niemieckich miały na celu wytworzenie w środowisku ziemiańskim przekonania, że gospodarować we własnych włościach można
jedynie z łaski Niemców. Przejmowanie (na szeroką skalę ten proces rozpoczął się
w 1940 roku) zaś majątków wielkiej własności pod zarząd Liegenschaftu było, poza
względami ekonomicznymi, uderzeniem nie tylko w polski stan posiadania, ale
przede wszystkim w solidarność ziemiaństwa. Temu procesowi sprzyjał brak konsekwencji w przeprowadzaniu klasyfikacji i konfiskowaniu na rzecz skarbu niemieckiego folwarków ziemiańskich. Wprawdzie wydano odpowiednie zarządze-
A. Łempicki, “Wspomnienia”, s. 3; M. Kruczkowska, Ziemianie opatowscy o sobie, wojnie i okupacji
po 40 latach, [w:] Ziemiaństwo polskie, s. 325.
604
W. Zaklika, “Wspomnienia. Ostatnie lata”, s. 13; O wzmocnieniu pozycji społecznej ziemian w GG
pisze również, M. Kruczkowska, op. cit., s. 323–324.
605
W. Karwacki, “Wspomnienia”, s. 118–119.
603
nia606, były one jednak dowolnie interpretowane i stały się instrumentem uzależniania ziemian od władz okupacyjnych. Równolegle konfiskatę majątków prowadził
Wehrmacht i SS, uzyskany zapas ziemi z reguły przeznaczano na poligony wojskowe (np. północno-zachodnia część powiatu radomskiego) 607.
Wiele majątków ziemiańskich przeszło pod zarząd komisaryczny, który był
najłagodniejszą formą kontroli bezpośredniej wielkiej własności. Zarządcą bowiem
mógł pozostać właściciel gospodarstwa, osoba wskazana przez właściciela, względnie powołana przez kreislandwirta w porozumieniu z właścicielem. Trzeba zaznaczyć, że w tych wszystkich przypadkach gospodarstwo prowadzone było na rachunek właściciela, bez uszczuplania jego zasadniczych praw. Znacznym ograniczeniem tych praw było przejęcie majątku pod zarząd przymusowy, co pozbawiło właściciela wpływu na kierunki gospodarowania i możliwości korzystania z zasobów
majątku. Zarząd przymusowy był wykonywany przez zarządcę wyznaczonego bez
porozumienia z właścicielem, często wbrew jego woli, bądź przez powiernika czyli
tzw. treuhandera. Na stanowiska zarządców powoływani byli najczęściej ziemianie
władający językiem niemieckim bądź dawni rządcy wysiedleni z Pomorza i Wielkopolski. Ziemianie przyjmowali te stanowiska nie inaczej jak w porozumieniu z
właścicielem odsuniętym od zarządu majątkiem. Natomiast treuhanderzy rekrutowali się niemal wyłącznie z osób pochodzenia niemieckiego, a w bardzo nielicznych
przypadkach ukraińskiego. W zasadzie w majątku zarządzanym przez treuhandera
właściciel był usuwany poza obręb gospodarstwa 608.
Większość gospodarstw wielkiej własności pozostała jednak w posiadaniu Polaków. Ziemianie zostali zmuszeni do prowadzenia obowiązkowej rachunkowości
kontrolowanej przez Centralne Biuro Rachunkowości Rolnej w Krakowie poprzez
swoje oddziały dystryktowe 609 . Produkcję nadzorował szeroko rozbudowany i
spraw-nie funkcjonujący aparat administracji rolnej610. Właściciel “warsztatu rolnego” (bowiem w myśl koncepcji narodowo-socjalistycznych sprawował on jedynie
zarząd nad częścią majątku narodowego pozostającą w jego posiadaniu) był na tym
stanowisku tolerowany, jeśli jego praca zapewniała dostateczną sprawność warsztatu611.
W pierwszej kolejności konfiskacie podlegały majątki żydowskie, opuszczone, zaniedbane i źle gospodarowane oraz silnie zadłużone, jak również dobra ziemian, którzy nie stosowali się do zarządzeń
władz niemieckich. Nie było to jednak regułą, skonfiskowano bowiem wiele majątków zasobnych, dobrze
zarządzanych, głównie ze względu na ich dogodną lokalizację i atrakcyjną bazę lokalową, AAN, Delegatura, sygn. 202/I–43, k. 208; Rada Główna Opiekuńcza (dalej RGO), sygn.70a, k. 54–55; W. Jastrzębski,
Gospodarka niemiecka w Polsce 1939–1944, s. 299.
607
Tamże.
608
AAN, RGO, sygn. 70a, k. 52.
609
AAN, Delegatura, sygn. 202/I–43, t. 1, k. 178–179; sygn. 202/II–6, k. 20, W 1941 roku Centralne
Biuro Rachunkowości kontrolowało ok. 800 majątków.
610
Tamże, k. 42; sygn. 202/VI–2, k. 15; Armia Krajowa (dalej: AK), sygn. 203/XII–18, k. 1–2; S. Meducki, Wieś kielecka, s. 114. Urzędnicy niemieccy ustalali m.in. terminy i areał zasiewów.
611
AAN, RGO, sygn. 70a, k. 55.
606
Takie zróżnicowanie polityki własnościowej wobec sfer ziemiańskich, jak zaznaczyłem, służyło rozbijaniu solidarności środowiskowej. Stwarzało bowiem
sytua-cję, w której część ziemian, na skutek niezupełnie czytelnych kryteriów, a
przede wszystkim braku konsekwencji oraz dowolności w ich stosowaniu, została pozbawiona warsztatów pracy, inna zaś utrzymała swoje dobra. Wydaje
się, że było to świadome działanie administracji niemieckiej – niepewność podstaw materialnych egzystencji miała wymusić postawę “lojalności” wobec okupanta. Próba rozbicia spójności warstwy właścicieli ziemskich wynikała zapewne z chęci pozbawienia jej znaczenia politycznego. Obywatele ziemscy, jako element o wysokiej świadomości narodowej, przesiąknięty tradycją walk
powstańczych, posiadający stosunkowo bogate zasoby ekonomiczne, według
opinii okupanta mieli wszelkie dane ku temu, by stać się awangardą i zapleczem
aprowizacyjnym dla polskiej konspiracji.
Równolegle władze niemieckie prowadziły politykę protekcyjną wobec wielkiej
własności. W pierwszym okresie okupacji folwarki ziemiańskie oraz duże gospodarstwa chłopskie w ramach planu intensyfikacji rolnictwa otrzymały od władz niemieckich na preferencyjnych warunkach wiele nowoczesnych maszyn i narzędzi
rolniczych (m.in. kultywatory, młynki, młockarnie motorowe, siewniki) oraz traktorów. Dla podniesienia wydajności plonów sprowadzono z Rzeszy nowe odmiany
zbóż, okopowych, uszlachetnione rasy zwierząt hodowlanych, dostarczono też duże
ilości nawozów sztucznych, głównie azotowych, potasowych i fosforowych612. Taka
polityka spotykała się na ogół z przychylnością ziemian, którzy widzieli w tych posunięciach szansę na poprawienie kondycji gospodarczej swoich majątków 613.
Zabiegi te w konsekwencji doprowadzić miały do wzrostu produkcji rolnej
przeznaczonej na potrzeby III Rzeszy. Sprawnie działająca administracja rolna czuwała nad systematycznym i skrupulatnym uzyskiwaniem ziemiopłodów od polskiego rolnictwa. Koniunkturę pierwszych kilkunastu miesięcy okupacji na artykuły
rolne ziemiaństwo wykorzystało do podreperowania, wydatnie nadszarpniętej przez
kryzys, sytuacji ekonomicznej majątków. Wielka własność bez trudu obsługiwała
w tym okresie największą bolączkę, tj. długi. Wiele folwarków przeprowadziło remont budynków gospodarczych, rozpoczęło też nowe inwestycje 614. W tym okresie
S. Meducki, Wieś kielecka, s. 75–76; tenże, Okupacyjna polityka, s. 100–101; AAN, Delegatura, sygn.
202/VI–2, k. 3–4; sygn. 202/I–43, t. 1, k. 200–201; M. Kruczkowska, op. cit., s. 325; W. Karwacki,
“Wspomnienia”, s. 122, O kupnie traktora Lanz-Buldog 45 od Niemców na potrzeby majątku wspomina
też Łempicki, “Wspomnienia”, s. 10.
613
Relacja Antoniego Arkuszewskiego nagrana w Warszawie 12 listopada 1996 roku, s. 3.
614
Centralne Archiwum Wojskowe w Warszawie (dalej CAW), Oddział VI Sztabu Głównego Wodza
Naczelnego (dalej Oddział Sztabu), sygn. 1777/9/442, k. 9–10; M. Kruczkowska, op. cit., s. 325; Np.
majątek Gierczyce A. Łempickiego, zrzeszony w ramach Stacji Nasion Hodowlanych, której siedzibą był
podsandomierski Kruków, był nie tylko chroniony przed przejęciem pod zarząd Liegenschaftu, ale korzystał z różnych przywilejów. Z majątku tego uzyskiwano spore dochody dzięki sprzedaży nasion kwalifikowanych oraz tzw. dopłat hodowlanych, zmniejszono wobec niego też wymiar kontyngentu, A. Łempicki, “Wspomnienia”, s. 6; W. Karwacki z Paśmiech w czasie wojny rozpoczął bardzo dochodową hodowlę karakułów. Stado sprowadził z niemieckiego miasta Halle, W. Karwacki, “Wspomnienia”, s. 133.
612
okupacji kontyngenty były stosunkowo niskie i nie odbijały się ujemnie na potencjale produkcyjnym rolnictwa.
Zaostrzenie kursu wobec wielkiej własności nastąpiło wraz z pogarszaniem się
sytuacji aprowizacyjnej III Rzeszy. Niepowodzenia na froncie wschodnim, który
pochłaniał ogromne ilości żywności i lwią część produkcji przemysłowej, automatycznie wymusiły na władzach niemieckich skierowanie swojego aparatu rolnego ku
systematycznej i często bezwzględnej eksploatacji wielkiej własności, przy jednoczesnym spadku nakładów na tego typu gospodarstwa 615. Już latem w 1942 roku
wydano tzw. rozporządzenie w celu ochrony zbiorów, na mocy którego władze niemieckie na terenie GG wprowadziły stan wyjątkowy. Praktyka ta była stosowana też
w następnych latach. Pojawiały się wzmożone rewizje na kolejach, nasilone kontrole
ruchu samochodowego i konnego, poważnie też ograniczano swobodę przemieszczania się ludności. Niedostarczenie w terminie zaplanowanych dostaw kontyngentowych
było zagrożone konfiskatą gospodarstwa, a często i osadzeniem w więzieniu, czasem
śmiercią616. Wszystkie te pociągnięcia władz okupacyjnych miały na celu wyciągnięcie od polskiego rolnika i ziemianina jak największych ilości ziemiopłodów.
Wobec własności ziemiańskiej zastosowano jeszcze dalej idące środki egzekwowania należności. Administracja rolna, obawiając się dywersji polskiej partyzantki, która często skutecznie dezorganizowała pobór kontyngentu od polskiego
rolnictwa, stosowała osłonę omłotu w majątkach ziemskich. Na przykład młocka
zboża jesienią 1943 roku w wielu folwarkach w powiecie jędrzejowskim była prowadzona pod osłoną Schupo i wojska (ozdrowieńcy) 617. Ściąganie kontyngentów od
własności chłopskiej, wobec oporu chłopów, odbywało się przy użyciu silnych oddziałów ekspedycji karnych, które pojawiły się praktycznie na całym terytorium
dystryktu radomskiego. Największe jednak nasilenie tych praktyk miało miejsce
w powiatach: kieleckim, radomskim i stopnickim618.
Tak scharakteryzował sytuację wielkiej własności w powiecie jędrzejowskim
w 1943 roku Hieronim Tukalski-Nielubowicz w swoich pisanych na bieżąco notatkach:
W obecnym porządku rzeczy ziemianie nie są faktycznymi właścicielami swoich majątków, raczej są ich bezpłatnymi administratorami. Siedzą i administrują pod ścisłą kontrolą i brutalnym dyktatem Kreislandwirtów. [...] Jako pierwszy i bezapelacyjny obowiązek nałożony na ziemian przez Kreislandwirta i Bezirklandwirta jest wyprodukowanie
i dostarczenie wyznaczonych kontyngentów. Stuprocentowe wykonanie tego jest pod
osobistą odpowiedzialnością właścicieli majątków. Wszelkie niedociągnięcia w sprawie
Relacja Antoniego Arkuszewskiego nagrana 21 listopada 1996 roku w Warszawie, 3; CAW, Oddział
Sztabu, sygn. 1777/90/479, k. 64–65.
616
CAW, Oddział Sztabu, sygn. 1777/90/479, k. 70; AAN, Delegatura, sygn. 202/I–43, t. 1, k. 205; sygn.
202/I–41, k. 1–2.
617
AAN, Delegatura, sygn. 202/III/t. 2, k. 27.
618
CAW, Oddział Sztabu, sygn. 1777/90/482, k. 19.
615
oddania wyznaczonych kontyngentów powodują wyrugowanie z majątku i przejęcie go
na Liegenschaft i jeszcze żebyż tylko to. [...] za sabotaż są obozy619.
Pamiętać przy tym należy, że administrację okupacyjną trawiło łapownictwo.
Łapówka stała się codzienną koniecznością. W sprawozdaniu Oddziału Sztabu czytamy na ten temat m.in.: “Łapówki od biednej szmuglerki dowożącej do Warszawy
mąkę czy nabiał, od wybitnych działaczy przemysłu lub handlu albo ziemiaństwa –
każdy musi płacić, dawać, świadczyć, gdyż inaczej – życie nie byłoby możliwe”620.
Sfery ziemiańskie wobec nasilenia eksploatacji majątków podjęły akcje przeciwdziałające dewastacji gospodarczej dóbr. Jedną z takich metod było pozyskiwanie
w administracji rolnej “przychylności” dla folwarków, co wiązało się z koniecznością przekupienia odpowiedniego urzędnika niemieckiego. Ziemiaństwo pomimo
pogardy dla okupanta włączyło się w ogólnospołeczny proceder łapówkarstwa. Jak
wynika ze źródeł, zjawisko to w dystrykcie radomskim przybrało pokaźne rozmiary.
W sprawozdaniu Oddziału Sztabu czytamy:
Znane są niezliczone fakty opłacania się ziemian tzw. kreislandwirtom i kreishauptmanom w gotówce względnie w naturaliach : masło, mąka, drób bity, ryby, owoce, tłuszcze
itd. Względnie w postaci polowań, obiadów, przyjęć itp. (za przychylność w wymierzaniu kontyngentów, za ulgi w wyrębie lasów, za niezgłaszanie wniosków o mianowanie
Treuhanderów itd.). Urzędnicy niemieccy kreisamtów, zarządów leśnych itp., wiedli
i wiodą “aksamitne” życie, tuczą się na tych kubanach, które są okupem ratującym majątki przed dewastacją621.
Łapownictwo stało się dodatkową drogą drenażu ekonomicznego polskiej
gospodarki oraz terroryzowania społeczeństwa, z czego Polacy doskonale zdawali
sobie sprawę. Przytoczmy tutaj fragmenty sprawozdania z 1942 roku:
Każda łapówka, bez której nie dostalibyśmy ani jednego kilograma słoniny, służy do
ściągnięcia opłaty ginącej w kieszeniach żandarmów, urzędników itp., którzy ten dochód
w ten czy inny sposób przekazuje do kraju. W Niemczech, gdzie łapownictwo obróciłoby
się przeciw własnemu społeczeństwu, należy ono do wyjątków. Tam byłoby zbrodnią,
w Polsce eksploatowanej planowo – cnotą narodowo-socjalistyczną622.
Ponadto niemiecka administracja rolna, wyznaczając absurdalnie niskie racje na
produkty żywnościowe, jakie mógł zatrzymać ziemianin po wykonaniu kontyngentu,
musiała sobie zdawać sprawę, że stwarza zarządzenie fikcyjne, niewykonalne. “Ale –
jak czytamy w sprawozdaniu Oddziału Sztabu – prawodawca ten w znaczeniu praktycznym dbał tutaj przede wszystkim o to, aby kreislandwirt, który miał w powiecie
pilnować wykonania tego przepisu, miał wyraźny tytuł do realnych dowodów
H. Tukalski-Nielubowicz, “Pół wieku wspomnień. Jędrzejów 1943–44”, cz. 3, t. IV, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, sygn. Akc. 15444/II, s. 171.
620
CAW, Oddział Sztabu, sygn. 1777/479, k. 20.
621
Tamże, k. 21.
622
Tamże, k. 29.
619
wdzięczności ze strony folwarków za okazywaną im tolerancję w zakresie łamania
tego przepisu”623. Był to więc kolejny element uzależniania polskiego ziemianina od
władzy okupacyjnej, przy tym stanowił dodatkowo powód do wzbudzenia antagonizmów klasowych na tle jego “uprzywilejowanej” pozycji w systemie okupacyjnym.
Rok 1944 i 1945 przyniósł dalszą dewastację wielkiej własności ziemskiej,
w tym czasie administracja rolna prowadziła wręcz rabunkową politykę. Dotyczyło
to przede wszystkim liegenschaftów, nie ominęła ona jednak i majątków będących
w posiadaniu Polaków. Niemcy zdając sobie sprawę, że rychło wycofają się z terenu
Polski, starali się jak najwięcej ewakuować na zachód. Raczej do częstych przypadków należało wywożenie zasobów majątku do Rzeszy. Na przykład z majątku Niemienice Władysława Bernackiego w powiecie opatowskim niemiecka administracja
niemiecka wywiozła do Rzeszy 500 q żyta, 250 q pszenicy i tyleż samo jęczmienia.
Wehrmacht natomiast zarekwirował 180 q żyta, 400q owsa, 1000 q ziemniaków,
700 q buraków pastewnych, 80 q marchwi i 1500 q buraków cukrowych. Tym sposobem majątek prawie został doszczętnie ogołocony z zapasów 624 . O podobnych
przypadkach wspomina też W. Karwacki625.
Nakreślony powyżej obraz wzajemnych relacji ziemian i okupanta niemieckiego
na polu ekonomicznym nie byłby pełny, gdyby pominąć aspekt walki sfer ziemiańskich z zarządzeniami władz okupacyjnych. Już w pierwszych miesiącach okupacji
właściciele majątków zostali zobowiązani do ujawnienia swoich dochodów i przedstawienia odpowiednim władzom wielkości i struktury własnych dóbr. Trzeba zaznaczyć, że postawa polskiego ziemiaństwa w tym względzie zasługuje na szczególne uznanie. Właściciele ziemscy w wyniku świadomej pracy spowodowali, iż
administracja hitlerowska ujęła w swoich statystykach jedynie do 70% gruntów
wielkiej własności użytkowanych rolniczo w stosunku do danych GUS z 1931 roku626. Również wypełniane w 1939 roku ankiety o dochodowości gospodarstw zawierały poważnie zaniżone dane. Natomiast sporządzane co roku kwestionariusze,
które zawierały m.in. opis areału zasiewów poszczególnych upraw, inwestycji podejmowanych w folwarku oraz sprawozdanie–rozliczenie z minionego sezonu gospodarczego,
w miarę możliwości także były fałszowane 627. Działalność ta była celową pracą obliczoną na osłabienie gospodarczego potencjału Niemiec. Ukrywane dochody służyły m.in. do wsparcia warstw uboższych, a także oddawane były do dyspozycji
podziemia zbrojnego628.
Tamże, k. 23.
Archiwum Państwowe w Kielcach (dalej APK), Wojewódzki Urząd Ziemski (dalej WUZ), sygn. 611,
k. 32.
625
W. Karwacki, “Wspomnienia”, s. 140.
626
AAN, Delegatura, sygn. 202/VI–2, k. 15.
627
Tamże; zob. też M. Kruczkowska, op. cit., s. 325.
628
Zob. szerzej na temat pomocy finansowej i aprowizacyjnej ziemian – M. Żółtowski, Tarcza Rolanda,
Kraków 1985, s. 111–227.
623
624
Inną formą oporu ekonomicznego był udział obywateli ziemskich w rynku nielegalnym, który istniał przez cały okres okupacji. Wprawdzie na właścicielu majątku
po oddaniu należnych kontyngentów ciążył obowiązek dostarczenia do niemieckich
punktów skupu po cenach urzędowych nadwyżek produkcyjnych, to jednak dzięki
tolerancji niektórych przekupionych przedstawicieli administracji rolnej przepis ten
był często omijany. Choć za nielegalny handel artykułami rolnymi groziła konfiskata majątku i osadzeniem właściciela czy administratora w więzieniu 629, ziemianie
byli poważnymi dostawcami żywności na “czarny rynek”, co uchroniło ludność
miejską przez zagłodzeniem, a im samym dawało spore korzyści materialne 630.
Również udział ziemiaństwa w podziemiu zbrojnym można uznać za przejaw
walki gospodarczej z okupantem. Wykorzystanie przez sfery ziemiańskie koniunktury dla rolnictwa w pierwszych trzech latach wojny wpłynęło korzystnie na wysokość i zakres świadczeń na rzecz oddziałów partyzanckich. To właśnie ziemiaństwo
z racji swojego potencjału ekonomicznego stało się bazą dla rozwoju partyzantki
o różnorodnym profilu politycznym631. Mniejsze znaczenie dla tworzenia “podziemia zbrojnego” miał natomiast udział ziemian jako kadry w “wojsku podziemnym”,
choć nie można go nie doceniać. Armia Krajowa i Narodowe Siły Zbrojne w ziemiaństwie upatrywały głównie bazę aprowizacyjną, finansową, lokalową i sanitarną.
O tym może świadczyć obowiązek prowadzenia przez lokalne struktury organizacyjne wspomnianych formacji wojskowych skrupulatnej ewidencji majątków ziemskich na terenie ich działania, z wyszczególnieniem nazwy majątku, jego dokładnej
lokalizacji, podaniem nazwiska właściciela, wielkości areału oraz z przedstawieniem
sytuacji ekonomicznej. Celem tych spisów było stworzenie racjonalnego systemu
wykorzystania potencjału gospodarczego wielkiej własności 632.
Dla systematycznego i planowego uzyskiwania od ziemian środków finansowych Komenda Główna NSZ utworzyła Centralny Wydział Finansowy, który posiadał swoje ekspozytury na szczeblu powiatu. Powiatowe Wydziały Finansowe
czuwały nad ewidencją i dobrowolnym opodatkowaniem folwarków633.
Nieco innym torem potoczyła się akcja pomocy ziemian na rzecz AK. Po likwidacji przez władze niemieckie Związku Ziemian jego członkowie, skupieni wokół Karola Tarnowskiego, Leona Krzeczunowicza i Tadeusza “Bora” Komorow629
AAN, Delegatura, sygn. 202/I–43, t. 1, k. 205–206.
Okres kilku pierwszych lat ziemianie wykorzystali na akumulację kapitału uzyskanego z obrotu artykułami rolnymi na “czarnym rynku”. Kapitał ten lokowano głównie w dolarach, złocie i biżuterii,
K. Jasiewicz, Zagłada polskich kresów, s. 216.
631
Wiele przykładów dostarcza nam dokumentacja zdeponowana w AAN, APR w zespołach NSZ, AK,
Delegatura.
632
APR, NOW, sygn. 3, k. 11; AAN, sygn. 203/XI-23, k. 6; NSZ, sygn. 207/2, k. 6.
633
AAN, NSZ, sygn. 207/2, k. 4–7, Pilaciński, Narodowe Siły Zbrojne; Na rzecz NSZ świadczyło m.in.
ziemiaństwo z powiatów: iłżeckiego, radomszczańskiego, kieleckiego, koneckiego, włoszczowskiego,
radomskiego i częstochowskiego, w mniejszym zaś stopniu sandomierskiego, jędrzejowskiego i opatowskiego, AAN, Delegatura, sygn. 202/XXII-1, k. 24; M. Kruczkowska, op. cit., s. 316–337; M. Ostrowski,
Partyzanckie zaplecze, Radomsko 1994, msps na prawach rękopisu, s. 8–9, 10–11.
630
skiego, samorzutnie przystąpili do organizowania konspiracyjnej, paramilitarnej
organizacji pod kryptonimem “Uprawa” vel “Tarcza”. Jej głównym zadaniem było
zdobywanie środków finansowych i przekazywanie ich do dyspozycji AK. Komórki
“Uprawy” istniały również na terenie dystryktu radomskiego, do najsilniejszych
należały zaś oddziały przy komendach powiatowych w Częstochowie, Jędrzejowie,
Radomsku, Włoszczowie, Radomiu, Kielcach i Iłży634.
Wraz z nasilającymi się działaniami partyzanckimi rozszerzała się prowadzona
od początku wojny (pierwszymi jej ofiarami byli właściciele majątków w Wielkopolsce i na Pomorzu635) eksterminacja środowisk ziemiańskich, zwłaszcza związanych z podziemiem zbrojnym. Pierwsze uderzenia w środowisko ziemian z dystryktu radomskiego nastąpiły już latem 1940 i z początkiem 1941 roku. Trudno jest
ustalić jednoznacznie ich przyczyny636. Wydaje się jednak, iż aresztowania i wywłaszczenia właścicieli ziemskich były ściśle powiązane z planami utworzenia na
tym obszarze ośrodków szkoleniowych dla SS i poligonów wojskowych637. Ziemianie w zasadzie w tym okresie nie mieli znaczniejszych powiązań z dopiero co rozwijającym się podziemiem zbrojnym. Prawdopodobnie akcje postanowiono wykorzystać dla spacyfikowania nastrojów antyniemieckich społeczności ziemiańskiej
z innych rejonów dystryktu. Przy aresztowaniach obywateli ziemskich nagłaśniano
głównie ich “nielojalność” względem władz niemieckich, wskazywano też, że postawa polegająca na stosowaniu się do zarządzeń niemieckich może uchronić przed
podobnym losem.
W 1941 roku z majątku Brzóza zabrano m.in. barona Wojciecha Heydla oraz
jego brata profesora UJ Adama Heydla (internowanego wcześniej przez kilka miesięcy w Oranienburgu), włości przeszły pod zarząd Wehrmachtu, a rodzinę wysiedlono do Krakowa. W 1942 roku baronowa Heydlowa otrzymała urzędowe zawiadomienie o śmierci męża w Oświęcimiu638. Jeszcze wcześniej, bo w 1940 roku,
Relacja Karola Tarnowskiego z Chorzelowa o akcji “Uprawa”, “Biuletyn Ziemiański” 1995, nr 3, s. 5;
W. Bniński, Ziemianie z podziemia. “Uprawa” i “Ekspress” Leon Krzeczunowicz, “ Zeszyty Historyczne”, Paryż 1971, nr 20, s. 137; M. Rudziński, “Uprawa” vel “Tarcza”, [w:] Dziedzictwo. Ziemianie
polscy i ich udział w życiu narodu, Kraków 1995; AAN, AK, sygn. 203/V-1, k. 51a.
635
Już w pierwszych tygodniach okupacji władze niemieckie przystąpiły do niszczenia polskiego ziemiaństwa na obszarach wcielonych do Rzeszy. Likwidacja polskiej elity, do której ziemiaństwo należało
z racji swej pozycji społecznej i aktywności społeczno-politycznej, miała pozbawić naród polski kadry
przywódczej. Eksterminacja ziemiaństwa wielkopolskiego i pomorskiego polegała przede wszystkim na
usunięciu z majątków ich właścicieli, a potem zmuszenia do zamieszkania w granicach GG. Towarzyszyły temu nierzadko morderstwa, częste były też pokazowe egzekucje publiczne. Zob. szerzej na ten
temat: A. Kwilecki, op. cit., s. 129–136; K. Jasiewicz, Lista strat ziemiaństwa polskiego, s. 39–42.
636
Antoni Arkuszewski, którego bezpośrednio dotknęły represje, został bowiem wywieziony do obozu
koncentracyjnego Sachsenhausen, nie był w stanie podać żadnych motywów takiego postępowania władz
niemieckich, A. Arkuszewski, Relacja nagrana w Warszawie, listopad 1996 rok, s. 3.
637
A. Grodziński, Losy ziemian powiatu radomskiego w czasie wojny i okupacji (1939–1945), “Zeszyty
Naukowe Muzeum Wsi Radomskiej” 1986, s. 121–137.
638
Również w Oświęcimiu prawdopodobnie tego samego dnia zginął jego brat A. Heydel, AAN, Delegatura sygn. 202/III/8, t. 1, s. 28; A. Grodziński, Losy ziemian; B. Sonik, Oni są solą ziemi. O profesorze
Adamie Heydlu, “Tygodnik Powszechny” 1983, nr 16; K. Jasiewicz, Lista strat ziemiaństwa, biogramy
Adama i Wojciecha Heydlów, s. 352.
634
w wyniku doniesienia treuhandera o przechowywaniu broni we dworze Glinków
w Suchej, rodzinę poddano represjom, majątek zaś skonfiskowano na rzecz SS,
spalono również antyczne wyposażenie wnętrza dworu, bibliotekę i pamiątki rodzinne. Senior Glinka zmarł w drodze do obozu koncentracyjnego. Jego syn Zygmunt wraz z bratem zmarli z wycieńczenia w obozie Sachsenhausen. Wdowa po
właścicielu Suchej przebywała przez kilka lat w obozie koncentracyjnym w Rzeszy,
synowa zaś w więzieniu radomskim, gdzie przeszła tyfus, zapalenie otrzewnej
i zapadła na gruźlicę639. Dla rozszerzenia obszaru Suchej SS skonfiskowało pobliski
folwark Arkuszewskich Chruściechów. Aresztowano całą rodzinę i osadzono w obozach koncentracyjnych. Marian Arkuszewski, właściciel majątku, został wywieziony
do Dachau, gdzie zmarł w lutym 1941 roku. Syn Antoni przebywał do końca wojny
w Oranienburgu. Żona z córką były przetrzymywane w Ravensbrück przez pół roku,
po czym zostały zwolnione i umieszczone w Chruściechowie640.
Następne lata okupacji przyniosły podobne akcje. Ich przyczyną były głównie
związki ziemian z podziemiem niepodległościowym oraz niestosowanie się do zarządzeń niemieckich. I tak, jesienią 1942 roku w Rożkach nieopodal Radomia, za
pomoc udzielaną partyzantce powieszono publicznie 15 osób, wśród których miał
być właściciel majątku Orońsko Andrzej Daszewski. Majątek został przejęty pod
zarząd liegenschaftu641. W rzeczywistości Andrzej Daszewski uniknął śmierci, został jednak aresztowany i zwolniony po dwóch miesiącach. Do swoich dóbr jednak
już nie powrócił 642 . W listopadzie 1943 roku w jednym z majątków w powiecie
opoczyńskim w odwecie za wspieranie oddziałów partyzanckich wymordowano 3
rodziny ziemiańskie. Zginęły przeważnie kobiety i małe dzieci, gdyż uprzedzeni o
akcji mężczyźni zbiegli, przekonani, że Niemcy, nie zastawszy właścicieli, ograniczą się do rewizji i przesłuchania643. Prawdopodobnie w tym samym roku Gestapo
zamordowało Michała Dominikowskiego, właściciela majątku Kawęczyn-Jolin w
powiecie opatowskim. Michał Dominkowski został osadzony w więzieniu w Tomaszowie Mazowieckim na tzw. Zapiecku, gdzie przed śmiercią poddany był okrutnym
torturom644. Wiosną 1942 roku dokonano aresztowań wśród społeczności ziemiańskiej
w powiecie sandomierskim. Zatrzymano kilku ziemian oskarżonych o sprzyjanie
podziemiu zbrojnemu. W tym gronie znalazł się też aktywny działacz społeczny ks.
639
AAN, Delegatura, sygn. 202/III/8, t. 1, s. 5; K. Jasiewicz, Lista strat, biogram Zygmunta Glinki,
s. 293–294.
640
AAN, Delegatura, sygn. 202/III/8, t. 1, k. 5; K. Jasiewicz, Lista strat, biogram M. Arkuszewskiego,
s. 60–61; A. Grodziński, Losy ziemian, s. 125, zob. szerzej na temat likwidacji warstwy przywódczej
w powiecie radomskim, J. Góral, Eksterminacja inteligencji i tzw. warstwy przywódczej w zachodnich
powiatach dystryktu radomskiego (1939–1940), [w:] Aussenordetlichen Befriedungsaktion 1940; akcja
A i B na ziemiach polskich. Materiały z sesji naukowej 6 listopada 1986 roku, Warszawa 1992, s. 71–82.
641
AAN, Delegatura, sygn. 202/III/8, t. 2, s. 144.
642
Ziemianie polscy XX wieku, t. 2, biogram A. Daszewskiego, s. 27–28.
643
AAN, Delegatura, sygn. 202/III/8, t. 2, s. 236.
644
Wbijano mu m.in. gwoździe w ciało i przypiekano gorącym żelazem, APK, UWK II, sygn. 4507, k.
39.
Krzysztof Radziwiłł z Sichowa645. August Łempicki podaje, że w 1943 roku prewencyjnie aresztowano jego żonę oraz Stanisława Turnaua z Wlonic 646 . Jesienią
tego roku aresztowano kilku ziemian z byłego powiatu kozienickiego 647. Głośnym
echem odbił się bestialski mord na rodzinie Horodyńskich w Zbydniowie. Oddziały
SS wymordowały kilkanaście osób pochodzenia ziemiańskiego zgromadzonych na
uroczystości weselnej. Uratowała się tylko młoda para, która wyjechała do fotografia.
Mord był odwetem za znalezienie w parku dworskim zwłok niemieckiego żołnierza648.
Reasumując należy stwierdzić, że aresztowania, choć częste na terenie dystryktu
radomskiego, miały charakter raczej indywidualny, rzadziej masowy. Ogółem
w byłym województwie kieleckim z rąk niemieckich, w wyniku bezpośredniej
eksterminacji, w obozach i więzieniach, w walce i w powstaniu warszawskim
poległo ok. 82 ziemian, co stanowi ok. 66% wszystkich ofiar zanotowanych w tej
warstwie w latach 1939–1945649.
Administracja niemiecka prowadziła wobec ziemiaństwa ambiwalentną politykę. Z jednej strony roztaczała opiekę ekonomiczną nad wielką własnością, z drugiej
jednak brutalnie obchodziła się z tymi właścicielami, którzy wykazywali się daleko
posuniętą niesubordynację. Jednocześnie Niemcy tolerowali, a nawet można by
rzec, zabiegali o udział ziemian – dobrych specjalistów – w okupacyjnym aparacie
rolnym. Z tego powodu dochodziło nieraz do dramatów moralnych w środowiskach
ziemiańskich w całym kraju. Wielu właścicieli, wyzutych na skutek wojny ze swoich majątków, często z braku innych kwalifikacji lub w wyniku trudności odnalezienia
się w rzeczywistości okupacyjnej rozważało możliwość pracy w administracji niemieckiej, zwłaszcza rolnej. Najlepiej te wahania oddaje uwaga W. Zakliki: “Niewątpliwie wszyscy odczuli boleśnie katastrofę wrześniową. Jednak ludzie są ludźmi –
trzeba żyć. Ziemianin musi gospodarować, musi podobnie jak chłop ziemię uprawiać,
a czynić mógł to tylko podporządkowując się zarządzeniem władz niemieckich”650.
Wielu ziemian wysiedlonych z Wielkopolski czy Pomorza obejmowało w GG
różnorodne funkcje w niemieckim aparacie rolnym, najczęściej zarządcy przymusowego w majątkach polskich lub urzędników na szczeblu gminnym czy powiatowym. Dość liczna grupa zatrudniona była przez tzw. liegenschaft jako administratorzy lub dzierżawcy majątków skonfiskowanych na rzecz skarbu państwa 651. Na ogół
ziemianie ci zachowali godność narodową i postawę patriotyczną, często utrzymywali też kontakt z byłymi właścicielami majątków, rzadziej przychodzili z pomocą
partyzantce. Nieliczni tylko w pełni podporządkowali się woli okupanta. Czytamy
AAN, CAW, Oddział Sztabu, sygn. 1777/473, k. 19, K. Radziwiłł, “Mój pamiętnik”.
A. Łempicki, “Wspomnienia”, s. 17.
647
CAW, Oddział Sztabu, sygn. 1777/90/482, k. 25.
648
AAN, Delegatura, sygn. 202/III/8, t. 2, k. 202; tamże, t. 1, k. 3–4; W. Karwacki, “Wspomnienia”,
s. 134.
649
K. Jasiewicz, Lista strat, s. 28.
650
W. Zaklika, “Wspomnienia”, s. 13.
651
AAN, Delegatura, sygn. 202/III/32, k. 13.
645
646
o tym zarówno w dokumentach Delegatury652, jak wspomnieniach ziemian. Najdobitniej tę postawę scharakteryzował w swoim pamiętniku Leon Ciemniewski, administrator – betriebsleiter majątku Sprowa (pow. jędrzejowski), który z racji swojej
funkcji co tydzień uczestniczył w Krzelowie w odprawach dla kierowników warsztatów rolnych:
Muszę przyznać, że zachowanie się tych panów pozostawiało wiele do życzenia. W stosunku do Walslebena płaszczyli się, aż obrzydliwość brała patrzeć, jeżeli przez nieostrożność coś mu wyleciało z rąk, to od razu kilku rzucało się, by ten przedmiot podnieść, a ten, któremu udało się przedmiot podnieść, podawał go z takim ukłonem, niczym
ukłony na dworze francuskich Ludwików. Rozmowa, nawet między sobą, podczas sesji
i obiadu, który po niej następował, toczył się jedynie w języku niemieckim [...] Obiady
celebrowane były z dworskim ceremoniałem653.
W strukturach miejscowego Oberleitung zatrudnionych było dziesięć osób z
Poznańskiego, w tym dwóch ziemian.
Wspomniany już L. Ciemniewski, do 1926 roku właściciel Kiełbowa w powiecie radomskim, a później dzierżawca dóbr ziemskich Chlebów w Galicji, po wejściu
Niemców objął w administrację z ramienia liegenschaftu klucz majątków z Rusiłłowem jako centralnym. W 1944 roku wobec zagrożenia ukraińskiego i zbliżającego się frontu radzieckiego ewakuował się na teren dystryktu radomskiego i uzyskał u władz niemieckich administrację dóbr Sprowa w powiecie jędrzejowskim.
O swoich dylematach moralnych tak napisał po latach: “Długo się namyślałem, czy
wypada Polakowi zwracać się do swych ciemiężycieli z prośbą o posadę i potem
pracować na ich korzyść, Złożyłem podanie” 654.
Tadeusz Przyłęcki, właściciel Stawiszyna i Baranicy, w 1939 roku stojących na
krawędzi bankructwa, po przejęciu majątku pod zarząd liegenschaftu objął w nich
funkcję betriebsleitera i doprowadził do stanu kwitnącego. W rezultacie jego kontaktów z AK (dostawy broni) został zastrzelony przez Niemców w lipcu 1944 roku655.
Dokumenty Rady Głównej Opiekuńczej zawierają nazwiska wielu ziemian,
którzy dzierżawili lub administrowali majątki znajdujące się na terenie interesującego nas dystryktu. Poza motywami ekonomicznymi do obejmowania tych
stanowisk skłaniała ich często chęć “zachowania w ręku polskim” majątków
oraz niedopuszczenie do ich nadmiernej dewastacji.
Nazwiska ziemian odnajdujemy też w aparacie gminnym okupanta. Np. w gminie Chmielnik od 16 lutego 1940 roku zastępcą wójta był właściciel Łagiewnik
Antoni Tański, w gminie Chroberz funkcję doradcy wójta pełnił margrabia Zygmunt
Tamże, k. 9.
L. Ciemniewski, “Poprzez skiby mazowieckie, podolskie i śląskie. Wspomnienia z lat 1900–1964”,
cz. 4, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, sygn. Akc. 14115/II, s. 271.
654
Tamże, s. 2, 64–78, 105, 248.
655
Tamże, s. 248–249.
652
653
Wielopolski, właściciel ordynacji chroberskiej, natomiast w gminie Oględów identyczne stanowisko objął ks. Krzysztof Radziwiłł z dóbr sichowskich 656.
Ziemianie również posiadali swoje udziały w przeorganizowanych i kontrolowanych przez Niemców Powiatowych Spółdzielniach Handlowo-Rolniczych, które
zajmowali się pośrednictwem w handlu ziemiopłodami. W radomskiej Powiatowej
Spółdzielni Rolniczo-Handlowej swe udziały posiadali m.in.: S. Herniczek z Góry
Puławskiej, Stanisław Gajewski z Gębarzewa, Leon Bagniewski z majątku Brześce,
dzierżawca Roman Mellerowicz z Janikowa, Konstanty Lipski z Klikawy, Aleksander Walewski z Kowali, Maria Poźniak z Mazowszan, Jan Lerczyński z Własnowa
i Jakub (Johan) Dęmbski z Wyręby 657. Spółdzielnia poza pośrednictwem handlowym zajmowała się przyznawaniem subwencji pieniężnych na zakup nawozów i
maszyn oraz ściąganiem kontyngentów z gospodarstw rolnych. Praca w spółdzielni
dawała stałe utrzymanie wielu polskim rodzinom (w radomskiej spółdzielni zatrudnionych było prawie 1000 osób), ponadto przepływ przez jej agendy produkcji rolnej sprzyjał przechwytywaniu części ziemiopłodów przez ludność polską, spółdzielnia często były również zapleczem dla partyzantki 658.
Społeczeństwo polskie pracę w niemieckim aparacie rolnym na ogół nie traktowało jako kolaboracji. O stosunku ludności w dystrykcie radomskim do tego
zjawiska czytamy m.in.:
O ile współpraca w przemyśle (Starachowice) jest potępiana, o tyle zachowanie stanowisk w administracji, sądownictwie itp. nie nasuwa społeczeństwu polskiemu zastrzeżeń.
Są to zresztą stanowiska niższe. [...] Zachowanie stanowisk przez Polaków jest uważane
za postępowanie racjonalne, zwłaszcza że mimo wszystko mają oni możność wyświadczenia pewnych usług ludności659.
Oczywiście nazbyt gorliwe wypełnianie zarządzeń niemieckich przez Polaków
zatrudnionych w niemieckich urzędach było surowo piętnowane.
Postawy polskiego społeczeństwa wobec okupanta niemieckiego były poddane
wnikliwej obserwacji i analizie przez służby wywiadowcze Polskiego Państwa Podziemnego. Do kapitalnych zadań kontrwywiadu należało pozyskiwanie wiadomości
ze wszystkich dziedzin i przejawów polskiego i niemieckiego życia, szczególnie
wszelkich informacji o wzajemnych relacjach, sympatiach proniemieckich w społeczeństwie polskim i o ewentualnej współpracy z okupantem 660.
Ziemiaństwo z racji swojej pozycji społecznej oraz opiekuńczej polityki w
dziedzinie ekonomicznej ze strony niemieckiej zostało poddane wzmożonej obserAPK, Oddział w Pińczowie, Związek Gmin, sygn. 14, k. 18, 7, 44.
APR, Powiatowa Spółdzielnia Rolniczo-Handlowa (dalej; PSRH), sygn. 21, k. 1–12.
658
Tamże, sygn. 4, k. 6–13; sygn. 2, k. 10–54; zob. szerzej na temat wkładu ruchu spółdzielczego w
walkę z okupantem niemieckim, Cz. Szczepańczyk, Ruch spółdzielczy w województwie kieleckim
1939–1945, Kielce 1988.
659
CAW, Oddział Sztabu, sygn. 1777/90/472, k. 89.
660
AAN, AK, sygn. 203/X–53, k. 14.
656
657
wacji. Ogół ziemian wykazał się patriotyczną postawę. Istniała jednakże grupa o
sympatiach proniemieckich, o czym informują nas źródła. W. Zakilka tak je scharekteryzował swych wspomnieniach:
ogół ziemiaństwa pozostał wierny polskości i idei niepodległości [...] Przy tym, tak samo
jak w innych sferach, między chłopami, mieszczaństwem, inteligencją, tak też między
ziemianami nie brakło mętów, ludzi niegodnych, którzy z pobudek materialnych przechodzili na volksdeutschów lub na kolaborantów nie tylko w zakresie gospodarczym, ale
także i polityki661.
Podobne motywy współpracy i charakterystykę zawiera dokumentacja wytworzona przez wywiad państwa podziemnego 662.
Na terenie byłego województwa kieleckiego jesteśmy w stanie wskazać kilka
nazwisk ziemian podejrzanych o sprzyjanie Niemcom czy też o współpracę z okupantem. Z całą pewnością do takich osób można zaklasyfikować Emila Postawkę
z majątku Donosy (pow. pińczowski), który według informacji wywiadu AK złożył
podanie o wpisanie go na volkslistę. Ponadto, jak informuje w swoim pamiętniku
W. Karwacki, E. Postawka dla ratowania swojego majątku przed konfiskatą doniósł
na niego i jego sąsiadki (Wojewódzką z Dalechowic i Krzyżanowską z Cudzynowic) do urzędu Gestapo w Miechowie. Pod koniec wojny E. Postawka zmienił poglądy i przeszedł na pozycje niepodległościowe 663. Według informacji wywiadu AK,
ostentacyjnie ze swoją proniemieckością obnosił się również Wacław Kamocki
(właściciel Posiłowa). Do 1943 roku na dokumentach podpisywał się von Kamocky. Volkstistę, według relacji Jadwigi Patek i Henryka Pawelca ps. “Andrzej”,
podpisał właściciel majątku Szczecno (pow. kielecki), co jednak z braku źródeł nie
może zostać zweryfikowane664. Podanie do komisji niemieckiej w Ostrowcu Świętokrzyskim o wpisanie na listę volksdeustchów w sierpniu 1943 roku złożył również
właściciel Bałtowa ks. Bohdan Drucki-Lubecki. Motywów tej decyzji należy dopatrywać się w naciskach władz niemieckich, jego żoną była bowiem Niemka. Podanie
po kilku miesiącach wycofał, za co w odwecie z początkiem 1944 roku Bałtów
przejęto pod zarząd liegenschaftu665.
Do grona gorących sympatyków kultury niemieckiej trzeba zaliczyć Artura
Dobieckiego z Cianowic (pow. miechowski). Według informacji wywiadowcy AK,
miał on krytycznie wyrażać się o Polsce i m.in. powiedzieć: “Polacy to naród niedołężny [...] Niemcy to naród kulturalny i sprawiedliwy [...] Gdybym wiedział, że
W. Zaklika, “Wspomnienia” s. 13.
AAN, Delegatura, sygn. 202/III/32, k. 13; 202/VI–3, k. 4.
663
AAN, AK, sygn. 203/XI–26, k. 9,12,16,42; W. Karwacki, “Wspomnienia”, s. 113–114,124. W Karwacki przed wojną pełnił m.in. funkcję wiceministra rolnictwa w rządach sanacyjnych.
664
AAN, AK, sygn. 203/XI–26, k. 10–11; Relacja H. Pawelca i J. Patek nagrana w listopadzie 1998 roku
w Kielcach, s. 4.
665
AAN, Delegatura, sygn. 202/III/21, k. 3.
661
662
Niemcy wojnę przegrają, to dziś powiesiłbym się” 666. A. Dobiecki, wykorzystując
prawo okupanta, przyłączył do swojego majątku części gruntu rozparcelowanego
jeszcze przed I wojną światową667.
Kontakty towarzyskie ziemian z Niemcami nie zawsze musiały oznaczać kolaborację, choć często podejmowanie we dworze ziemiańskim Niemców przez społeczność tamtych lat właśnie tak postrzegano. W wielu jednak przypadkach była to
po prostu forma okupu 668. Nierzadko udział ziemian w polowaniach organizowanych przez Niemców był wymuszony, czy to na skutek wyznaczenia majątku jako
terenu polowania, czy też w charakterze zakładników, jako gwarantów bezpieczeństwa dla dygnitarzy niemieckich669.
Niemiecka machina okupacyjna dążyła również do wykorzystania ziemian jako
współpracowników w egzekwowaniu od społeczeństwa polskiego siły roboczej do
prac rolnych czy w przemyśle na terenie Rzeszy. Arbeitsamty nierzadko żądały od
obywateli ziemskich dostarczenia określonej liczby osób na roboty do Rzeszy.
O tym zjawisku donosi m.in. w swoim sprawozdaniu informator, członek AK:
Akcja ta, pierwotnie dobrowolna, przerodziła się obecnie w akcję przymusową, a prowadzona jest głównie w powiatach przy pomocy sołtysów i czasem właścicieli majątków
ziemskich (np. w powiecie miechowskim), którym poleca się dostarczenie pełnego kontyngentu ludzi pod osobistą odpowiedzialnością670.
Podobne informacje przynoszą nam akta Prokuratora Specjalnego Sądu Karnego zdeponowane w archiwum radomskim, są to protokoły zeznań pracowników majątków ziemskich, rządców, administratorów oskarżonych po wojnie o sprzyjanie
Niemcom czy wręcz o współpracę z władzami okupacyjnymi. W większości przypadków niewykonanie polecenia okupanta groziło usunięciem ze stanowiska czy
nawet więzieniem. Takie przypadki miały miejsce m.in. w liegenschafcie Wieniawa,
Zakrzów. Trzeba zaznaczyć, że z braku dostatecznych dowodów i małej szkodliwości społecznej czynu sprawy umorzono671.
Pamiętać też trzeba, że praca w ziemiańskich folwarkach dla wielu stanowiła
ochronę przed wywózką w głąb Rzeszy.
Po rozpoczęciu wojny niemiecko-radzieckiej w 1941 roku Niemcy skonfiskowali na rzecz skarbu państwa całość mienia ziemiańskiego znajdującego się wcześniej pod okupacją sowiecką. Zarząd nad tym ogromnym majątkiem sprawowało
AAN, AK, sygn. 203/XI-38, k. 7–8; Informacje te odnajdujemy w kontekście zatargów społecznych
w oddziale AK. Chłopi żołnierze AK zarzucali władzom zwierzchnim protegowanie Dobieckiego, który
w początkowym okresie wojny nie współpracował z podziemiem zbrojnym, natomiast przejawiał sympatie progermańskie, a w 1944 roku, po uiszczeniu wysokich składek na rzecz AK, uzyskał uprzywilejowane stanowisko w strukturach armii podziemnej; W relacji natomiast A. Dobiecki jest przedstawiony jako
osoba zaangażowana przez całą okupację w działalność niepodległościową, Ziemianie polscy, cz. 2, s. 40.
667
Tamże, s. 8.
668
Zob. przypis 34; zob. też M. Kruczkowska, Ziemianie opatowscy, s. 326–27.
669
AAN, AK, sygn. 203/XII-17, k. 26.
670
AAN, AK, sygn. 203/XII-17, k. 208.
671
APR, PSSK, sygn. 549, s. 1–13; sygn. 100, k. 1–37.
666
Towarzystwo Powiernicze Ostland. Często w charakterze zarządców czy administratorów tych majątków pracowali ich dawni właściciele, którzy po 1939 roku, po
wkroczeniu bolszewików na kresy, opuścili te tereny. Przykładowo na Polesiu
wśród administratorów majątków pozostających we władaniu niemieckim aż 50%
stanowili właściciele ziemscy – Polacy672. Na ogół powroty te spotykały się z przychylnością miejscowej ludności673, czasem jednak dochodziło do konfliktów między
chłopstwem a ziemianami w kwestii zwrotu inwentarza. Bywały przypadki, że korzystano z pomocy żandarmerii niemieckiej przy egzekwowaniu praw do swojej
własności. Zdarzało się, że ziemianin przybywający na wschód posiadał zaświadczenie od Wehrmachtu, które informowało, iż objęcie majątku przez niego jest niezbędne dla celów wojskowych674.
Rokowania polsko-radzieckie w lipcu 1941 roku zostały przez środowiska konserwatywne ocenione dość krytycznie. Obawiano się, że zawarcie przez Władysława
Sikorskiego sojuszu z ZSRR doprowadzi do utraty Kresów Wschodnich, a ponadto
utworzone w ZSRR wojsko może ulec skomunizowaniu i zarazić tę ideą społeczeństwo w kraju. Natomiast po podpisaniu układu Sikorski–Majski mocno wątpiono
w szczere intencje wschodniego sąsiada 675.
Niepowodzenia na froncie wschodnim, brak dostatecznej ilości sprzętu i żywności oraz niedostatek żołnierza w szeregach Wehrmachtu wymusił na okupantach
podejmowanie prób zorganizowania społeczeństwa polskiego do walki z ZSRR pod
hasłami antykomunistycznymi. Niemcy, znając konserwatyzm i niechęć sfer ziemiańskich do komunizmu, próbowali pozyskać ziemian do współpracy przy tworzeniu frontu antybolszewickiego. Tym bardziej że w środowisku krakowskim na rzecz
“współpracy” polsko-niemieckiej i to od początku wojny działał hr. A. Ronikier.
Niewątpliwą zasługą Ronikiera było powołanie w 1940 roku Rady Głównej Opiekuńczej, działającej na rzecz polskiego podziemia zbrojnego i mającej duży udział
w ratowaniu biologicznej substancji narodu polskiego. Ponadto hr. Ronikier próbował stworzyć z RGO instrument nacisku politycznego na władze niemieckie 676 .
Nieco odmienną politykę prowadził Władysław Studnicki. W czasie wojny sporządził on kilka memorandów do władz niemieckich, w których proponował ułożenie
“poprawnych” stosunków polsko-niemieckich na zasadzie wzajemnych ustępstw.
Podobnie jak hr. Ronikier, W. Studnicki organizował na Litwie agendy RGO dla
ratowania polskiej ludności677.
Z końcem 1943 roku administracja niemiecka przystąpiła do zakrojonej na szeroką skalę akcji uzyskiwania, a w zasadzie wymuszania oświadczeń lojalności woCAW, Oddział Sztabu, sygn. 1777/90/478, k. 119, 130.
AAN, AK, sygn. 203/VII-42, k. 6–7; Delegatura, sygn. 202/III/7, t. 1, k. 8; L. Ciemniewski, “Poprzez
skiby mazowieckie”, s. 103–116.
674
AAN, Delegatura, 202/II-22, k. 17; sygn. 202/III/32, k. 20–21.
675
AAN, AK, sygn. 203/VII–42.
676
Zob. szerzej, B. Kroll, Rada Główna Opiekuńcza 1939–1945, Warszawa 1985.
677
AAN, Delegatura, sygn. 202/III/-124, k. 11.
672
673
bec okupanta i deklaracji antybolszewickich od Polaków678. Począwszy od lutego
1944 roku Gestapo i administracja cywilna czyniła zabiegi pozyskania ziemiaństwa
do walki z bolszewizmem. W tym celu organizowano w całym GG specjalne spotkania z ziemianami, na których nawoływano do zjednoczenia się z Niemcami
w walce przeciwko komunizmowi. Takie zebrania odbyły się w Miechowie, Lublinie, Sandomierzu, Radomiu i Sanoku. Ziemianie, jako przedstawiciele warstwy
o bogatych tradycjach patriotycznych, oczywiście nie podpisywali deklaracji współpracy. Takie zebranie u starosty sandomierskiego w kwietniu 1944 wspomniał
A. Łempicki: “zapytałem czy on [starosta] się orientuje w tym, że każdy ziemianin,
który by podpisał odezwę, w ciągu paru dni zostałby zastrzelony przez partyzantów”679. Już sam udział w takich zebraniach dla lewicowej partyzantki był oznaką
kolaboracji.
Jak znakomity wywiad mieli “nocni goście” – pisał A. Łempicki – świadczy rozmowa,
jaką miał dwa dni potem z moją żoną jeden z członków znajomego nam oddziału AL,
który przyszedł do nas na kolację. Zwrócił się on do mojej żony z tym, że oni dobrze
wiedzą, iż byłem na rozmowie u Kreishauptmanna. Było to powiedziane nie w tonie
wymówki, więc widocznie wiedzieli oni o wyniku rozmowy i o tym, że ziemianie za
moim pośrednictwem odmówili podpisania odezwy antykomunistycznej 680.
Ponowną nieudaną próbę pozyskania ziemiaństwa do walki z Sowiecką Rosją
podjęli Niemcy w czerwcu 1944 roku, żądając tym razem od obywateli ziemskich
projektów zwalczania komunizmu i dywersji681.
Wyjątek stanowiła grupa hrabiego Ronikiera, tzw. “aktywiści”, skupieni wokół
Biura Studiów, ideologicznie zbliżeni do NSZ. Ich głównym celem było ułożenie
poprawnych stosunków z Niemcami i zapobieżenie eksterminacjom niemieckim.
Łączyła ich ponadto z okupantem wspólna platforma antybolszewicka. Jednak ta
quasi partia była traktowana w społeczeństwie polskim zgoła niepoważnie,
a w dystrykcie radomskim nie odgrywała żadnej roli682.
Trzeba jednak dodać, iż w na terenie GG wśród ludności polskiej znalazła
się grupa uznająca dotychczasową politykę antyniemiecką za szkodliwą dla interesów narodu i głosząca konieczność ułożenia poprawnych stosunków z Niemcami.
Zwolennicy tej koncepcji najliczniej byli reprezentowani w sferach mieszczańskich
i ziemiańskich oraz wśród ludności ewakuowanej po powstaniu z Warszawy. Ze
678
AAN, Delegatura, sygn. 202/III/20, k. 21. AAN, Delegatura, sygn. 202/III/-24, k. 12; sygn. 202/III-22,
k. 13, 105; sygn. 202/III-25, bp.
679
A. Łempicki, “Wspomnienia”, s. 27; Identyczne informacje zawiera sprawozdanie z tego zebrania
sporządzone przez informatora Delegatury, AAN, Delegatura, sygn. 202/III/22, k. 105.
680
A. Łempicki, “Wspomnienia”, s. 27.
681
AAN, Delegatura, sygn. 202/III/-25, k. 22.
682
AAN, Delegatura, sygn. 202/III-42, k. 5; 202/III-44, k. 5–6; 202/XXII-2, k. 39–41. W skład Biura
Studiów wchodzili m.in.: Adam Ronikier, Alfred Wielopolski, Stanisław Tyszkiewicz z Warszawy,
Aleksander Bocheński, Kazimierz Zdziechowski, Antoni Plater.
względu na brak bliższych informacji, nie jest możliwe podanie liczebności
oraz wskazanie na repartycję terytorialną tej ludności nie tylko w GG, ale również
i w dystrykcie radomskim683.
Poprzez ziemian władze okupacyjne próbowały nawiązać kontakt z AK i Delegaturą celem stworzenia wspólnego frontu walki z bolszewizmem, wiedziały bowiem doskonale o powiązaniach ziemiaństwa z Polskim Państwem Podziemnym.
Tego typu inicjatywy latem 1944 roku były podejmowane na całym terytorium GG,
przy czym najintensywniej w dystrykcie warszawskim i lubelskim, w mniejszym
stopniu w radomskim684.
Podjęto też próby stworzenia “polskiego” rządu pod kuratelą niemiecką, pod
którego przewodnictwem naród polski miał walczyć z bolszewizmem. W tym celu
przeprowadzono rozmowy m.in. z prof. Leonem Kozłowskim, współwłaścicielem
majątku Przybysławice w powiecie miechowskim. Były premier, po ucieczce
z ZSRR, został wykorzystany przez Niemców jako świadek tego, co niesie ze sobą
komunizm. W 1944 roku prowadzone w Berlinie rozmowy z L. Kozłowskim przerwała jego śmierć685.
Reasumując powyższe, można stwierdzić, iż relacje ziemiaństwa z okupantem
hitlerowskim zostały zdeterminowane poprzez czynnik ekonomiczny. Wiele
posunięć administracji niemieckiej w pierwszych latach wojny najdobitniej
świadczy
o tym, że wielka własność w planach niemieckich miała odegrać znaczącą rolę
w aprowizowaniu III Rzeszy i stać się podstawą intensyfikacji polskiego rolnictwa. Dopiero po klęsce na wschodzie Niemcy przystąpili do bezwzględnej
eksploatacji folwarków. Dokonywane zmiany w strukturze własności ziemiańskiej miały rozbić jedność i solidarność środowiskową oraz uzależnić je od
władz okupacyjnych. Praca ziemian w strukturach rolnych była mile widziana
przez Niemców, byli oni bowiem z reguły dobrymi rolnikami i mieli doświadczenie w kierowaniu większymi zespołami ludzi. Z kolei właściciele ziemscy
traktowali tę pracę jako możliwość i sposobność przyjścia z pomocą własnej
warstwie, jak również innym mniej zasobnym
warstwom. Eksterminacja społeczności ziemiańskiej wpisywała się w zakrojony
na
szeroką skalę plan likwidacji polskiej warstwy przywódczej, ale ze względów
gospodarczych miała ona charakter ograniczony i raczej prewencyjny, choć dotknęła wiele osób związanych z polskim podziemiem zbrojnym. Świadczenie
sfer ziemiańskich na rzecz polskiej partyzantki było również walką na płaszczyźnie ekonomicznej, uszczuplało bowiem potencjał gospodarczy III Rzeszy.
W 1944 roku, kiedy to wzrosło niebezpieczeństwo klęski w wojnie z ZSRR,
Niemcy czynili próby pozyskania ziemian dla współpracy na platformie anty683
684
685
AAN, AK, sygn. 203/VII-9, k. 53.
AAN, “Antyk”, sygn. 228/24-5, k. 2–3.
AAN, Delegatura, sygn. 202/I-41, k. 7; 202/III-24, k. 22.
bolszewickiej, nawet wrodzona awersja właścicieli ziemskich do bolszewizmu,
tak umiejętnie podsycana przez propagandę niemiecką, wobec wysokiej dojrzałości społecznej i narodowej nie odniosła oczekiwanych rezultatów.
The Attitude of the Landed Gentry to the German
Occupant in the Radom District in 1939–1945
Abstract
Having captured the territory of Poland and introduced their own administration, the
Germans commenced to implement specific economic plans. The chief objective for the occupant on the territory of the General Gouvernement was to direct its economy in such
a way that it would become the food supply basis for the Third Reich. The dominant role
in assuring the security of provisions for Germany was to be played by the agricultural production at the workshops of large landowners. Therefore the mutual relationships between the
landed gentry and the occupant were mainly determined by the economic factor. Moreover,
one can state that it was actually the economic platform, which was the most important
domain of the German influence on the landed gentry. Mainly in the first years of the occupation, the Germans conducted preferential policy in relation to farming, hoping to achieve
a radical growth of agricultural production, which they needed so much. The landowners
referred to those measures pragmatically, and took advantage of the opportunity to strengthen
the economic potential of their estates. Their work in the agricultural apparatus was treated as
an opportunity to help representatives of their own community, as well as other social groups.
At the same time, however, the occupant conducted a widespread operation of expropriation
of estates and their physical liquidation. The consequence of that policy was that ca. 1/3 of the
farms in the Radom district were taken over by the Germans. The escalation of the frequently
excessive exploitation of the farms, which began together with the growing failures at the
eastern front, met with resistance of the landowners. The methods of economic struggle applied most often by the landowners against the enemy included falsification of the statistics at
their estates, boycott of the compulsory supplies, and participation in the illegal market. The
large help of the landowners to the armed underground can also be considered struggle on the
economic platform. The supplies given to the guerrillas diminished the economic potential of
the Third Reich, on the one hand, while on the other, supported the expansion of the armed
conspiracy which, more or less effectively fought against the anti-Polish policy of the Nazi
occupation. The political significance of the landed gentry was considered slightly lower by
the Germans, though they made attempts at winning some representatives of the landowners
to political co-operation. Majority of the landowners resisted those proposals, and only a few
sympathised with the occupant. In sporadic cases, it resulted in signing the volkslist, which
often served as a cover for the work for freedom. It was only in 1944, in the context of organising the anti-Bolshevik front by the invaders, that landed gentry was recognised by the
Germans as a politically significant social group. The political collaboration against
Bolshe-vism, which was proposed by the enemy, failed due to the national causes. Even the
innate aversion of the landed gentry towards communism, cleverly nourished by the German
propaganda, did not bring the expected results in confrontation with the patriotism and political maturity of the gentry.
Annales Academiae Paedagogicae
Cracoviensis
Folia 3
Studia Historica I (2001)
Jerzy Dębski
Członkowie Komendy Głównej
SZP–ZWZ–AK więźniami KL Auschwitz
Wybuch II wojny światowej oraz pierwsze doświadczenia w stosowaniu terroru
na ziemiach polskich przyczyniły się do zakończenia procesu pełnej i formalnej
konsolidacji służb specjalnych III Rzeszy. 27 września 1939 SS-Reichsführer Heinrich Himmler zarządził utworzenie organu na szczeblu państwowym w postaci
Głów-nego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy (Reichssicherheitshauptamt)686. Wspomniany urząd, stanowiący część składową Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (Reichsministerium des Inners), był zgodnie ze słowami jego szefa
SS-Obergruppenführera
Reinharda Heydricha, “zabezpieczeniem systemu władzy od strony wykonawczej
i światopoglądowej” oraz stanowił instrument w realizacji podstawowego celu politycznego, jakim było zdobycie “przestrzeni życiowej”687. Zakończenie działań bojowych w kampanii wrześniowej i utworzenie na części okupowanych ziem polskich
26 października 1939 Generalnego Gubernatorstwa (Das Generalgouvernement)
rozpoczęło praktyczną realizację hitlerowskiej polityki okupacyjnej w stosunku do
narodu polskiego zgodnie z ogólnymi założeniami ideologicznymi nazizmu, co
sprowadzało się do próby urzeczywistnienia trzech podstawowych założeń, tj. politycznego ubezwłasnowolnienia narodu polskiego, maksymalnej eksploatacji gospodarczej i przesunięcia na wschód granic osadnictwa niemieckiego kosztem Polaków.
Okupacja terenu Polski stwarzała możliwość zastosowania całej gamy socjotechnik.
Rysem dominującym polityki narodowościowej w GG była dewiza: divide et impera.
Rozbudzano ruch separatystyczny górali, przeciwstawiano Ukraińców Polakom. Polaków – a może jeszcze silniej Ukraińców – Żydom. Starano się osłabić żywioł polski wyodrębniając z niego – nieraz presją – osoby uważane za Niemców, wydzielając tzw. element wartościowy pod względem rasowym688.
A. Ramme, Służba Bezpieczeństwa SS, Warszawa 1984, 123–124.
H. Buchheim, Die SS – das Herrschaftinstrument, [in:] Anatomie des SS-Staates, t. 1, München 1967,
s. 100.
688
Cz. Madajczyk, Faszyzm i okupacje 1938–1945, t. 1, Poznań 1983, s. 202.
686
687
Podstawową przesłanką stało się wyniszczenie elit bez względu na ich orientację światopoglądową i polityczną, w myśl oświadczenia Adolfa Hitlera z 2 października 1939: “Polacy mogą mieć tylko jednego pana, może być nim Niemiec,
dlatego przedstawicieli inteligencji polskiej należy pozbawić życia. Brzmi to twardo, lecz takie jest prawo życia”689.
Szczególne miejsce w realizowaniu wspomnianych celów przypadło aparatowi
policyjnemu i ściśle z nim związanemu systemowi obozów różnego typu. Zagadnienie funkcjonowania służb policyjnych III Rzeszy na terenie GG posiada dość obszerną literaturę, dlatego dokonam tylko skrótowego przypomnienia ich struktury
organizacyjnej niezbędnego dla niniejszego artykułu690. W strukturze RSHA departamenty dzieliły się na wydziały i referaty. Część wydziałów infiltrowała przeciwników ideologicznych hitleryzmu (np. komunistów, kościoły, wolnomularzy), a
część pracowała nad zagadnieniami odnoszącymi się do danego obszaru. GG podlegało specjalnemu referatowi, początkowo oznaczonemu II O, następnie IV D 2, a
od kwietnia 1944 roku IV B 2. Jego kolejnymi kierownikami byli: dr Joachim
Deumling (jesień 1939 – luty 1940), Bernhard Baatz (luty 1940 – lato 1940), Jobst
Thiemann (lato 1940 – lipiec 1941), ponownie Deumling (lipiec 1941 – maj 1943),
Harro Thomsen (czerwiec 1943 – koniec wojny). Z uwagi na szczupłość obsady
personalnej spełniał on tylko rolę centrali informacyjnej. Natomiast właściwym
przedstawicielem RSHA w GG był dysponujący aparatem wykonawczym dowódca
Policji Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa (Befehlshaber der Sicherheitspolizei und des Sicherheitsdienstes – BdS). W GG funkcję tę pełnili kolejno
SS-Briga-deführer i gen. mjr policji Bruno Streckenbach (23 października 1939 – 14
stycznia 1941), SS-Oberführer i płk policji dr Eberhard Schögarth (14 stycznia 1941
– 9 lipca 1943), SS-Oberführer i płk policji Walter Bierkamp (9 lipca 1943 – 17
stycznia 1945). Jemu podlegali komendanci w dystryktach (Kommandeur der Sicherheitspolizei und des Sicherheitsdienstes – KdS), posiadający do dyspozycji w terenie
placówki zamiejscowe (Außendienststellen – AdS). Poza strukturą sił policyjnych
podległą dowódcy Policji Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa w GG pozostawały dwie jednostki specjalne, bezpośrednio podległe temuż dowódcy lub RSHA,
których działalność częstokroć wykraczał poza teren GG: IV AS i IV ES. Obydwie
rezydowały w Warszawie. Referat IV AS utworzony został w marcu 1942 roku, jego
kierownikiem był SS-Hauptsturmführer i radca kryminalny Alfred Spielker, wcześniej pełniący funkcję szefa wydziału IV KdS Krakau. Wspomniany referat odegrał
ogromną rolę w rozpracowywaniu i zwalczaniu ruchu oporu, a również w przenikaniu przez siatkę konfidentów do wszystkich znaczących polskich organizacji podziemnych i likwidowaniu czołowych działaczy. Z kolei powołany do życia przez
RSHA 6 czerwca 1943 referat IV ES miał za zadanie neutralizowanie siatek wyTamże, s. 226.
Cz. Madajczyk, Sipo i SD o polityce w okupowanej Polsce, “Dzieje Najnowsze” 1969, z. 1; A. Ramme, Służba Bezpieczeństwa; Wł. Borodziej, Terror i polityka, Warszawa 1985.
689
690
wiadowczych i komórek łączności ruchu oporu, co w praktyce oznaczało wykrywanie
i niszczenie struktur organizacyjnych – oddziałów II i V KG AK. Szefem referatu
pozostawał komisarz policji Karl Hellen, a pracownikami doświadczeni urzędnicy
referatu IV E 5 RSHA (kontrwywiad policyjny w Europie Wschodniej), urzędu
Staatspolizeileitstelle w Wiedniu i placówek z byłych niemiecko-polskich terenów
pogranicznych. W GG działał on do kwietnia 1944 roku, następnie został przeniesiony do Lyonu, a jesienią 1944 roku rozwiązany691. Niemiecka Policja Bezpieczeństwa i Służba Bezpieczeństwa w GG (ponad 2 tys. etatowych funkcjonariuszy) stanowiła szczyt piramidy całego policyjnego aparatu okupacyjnego przeznaczonego
do realizacji polityki terroru i zwalczania ruchu oporu na terenie ziem polskich.
Łącznie siły policyjne w GG podległe wyższemu dowódcy SS i policji w Krakowie
(Höherer SS und Polizeiführer) są szacowane na 50 do 60 tys. policjantów 692.
Hitlerowskie czynniki decyzyjne doskonale wiedziały, że bez względu na charakter realizowanej polityki okupacyjnej spotka się ona z polską kontrakcją w postaci
zorganizowanego ruchu oporu. Zapewne temu przekonaniu należy przypisać entuzjastyczną ocenę wystawioną przez SS-Reichsführera Heinricha Himmlera opracowaniu sporządzonemu przez Oddział Naukowy Sztabu Generalnego Wojsk Lądowych pt. “Taktyka polska w dziedzinie przygotowań i przeprowadzenia powstania
przeciwko Rosjanom w 1863 r.” Samo opracowanie tchnęło dość mocno anachronizmem693. Mimo tego w znacznym stopniu przyczyniło się ono do kształtowania
obrazu polskiego ruchu oporu i metod jego zwalczania w oczach członków nazistowskich służb specjalnych.
Rzeczywiście jeszcze w trakcie kampanii wrześniowej i oblężenia Warszawy
rozpoczyna się tworzenie zalążków Polskiego Państwa Podziemnego w postaci
Służby Zwycięstwu Polski i jej najwyższego organu, tj. Dowództwa Głównego, będących później zaczynem organizacyjnym i personalnym Związku Walki Zbrojnej
i jego Komendy Głównej. Za cezurę kończącą okres fazy wstępnej rozwoju agend
polskiego ruchu oporu należy przyjąć dzień 30 czerwca 1940, tj. moment powołania
do życia przez Naczelnego Wodza i Premiera gen. Władysława Sikorskiego Komendy Głównej ZWZ w Kraju i mianowania gen. Stefana Roweckiego ps. “Rakoń”
komendantem Głównym ZWZ694. Ten etap rozwoju Polskiego Państwa Podziemnego dał solidne podwaliny organizacyjne i ukształtował struktury, które pomimo
późniejszego rozwoju i doskonalenia nie uległy jakimś rewolucyjnym przekształceniom.
Wł. Borodziej, Terror..., s. 25; R. Domańska, Policja bezpieczeństwa dystryktu warszawskiego i jej
więzienie śledcze “Pawiak”, “Biuletyn Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce” 1978,
t. 27, s. 156–157.
692
Wł. Borodziej, Terror..., s. 25.
693
E. Halicz, Doświadczenia powstania styczniowego w ujęciu naczelnych władz hitlerowskich, “Wojskowy Przegląd Historyczny” 1965, nr 3, s. 356–368.
694
Armia Krajowa w dokumentach, t. 1, Wrocław–Warszawa–Kraków 1990, s. 262–263.
691
Celem artykułu jest przedstawienie losów członków KG ZWZ–AK po ich
aresztowaniu, ze szczególnym uwzględnieniem pobytu w KL Auschwitz, dlatego
rezygnuję nawet ze skrótowego przedstawienia jej struktury organizacyjnej, czynię
to tym chętniej, iż w obecnej dobie znajduje się już w obiegu naukowym monografia, prezentująca ten temat695. Ograniczę się tylko do podania przyjętych szacunków
fluktuacji stanów personalnych. W okresie od 27 września 1939 do 19 stycznia 1945
żołnierzami KG AK pozostawało 4800 osób (oficerów, podoficerów i chorążych),
przy czym we wspomnianym wyliczeniu nie uwzględniono: oddziałów dyspozycyjnych ZO i Kedywu, pułku “Baszta”, sieci wywiadu ofensywnego Oddziału II
poza centralą i punktów kurierskich Oddziału V poza Warszawą. Należy stwierdzić,
że KG ZWZ–AK stanowiła, jak na warunki konspiracyjne, doskonale rozbudowany
i sprawny aparat dowodzenia, który sukcesywnie rozrastał się, poczynając od kilkuosobowego zespołu, podejmującego 27 września 1939 prace organizacyjne, do 1195
oficerów, podchorążych i podoficerów w lutym 1944 roku. Do tej liczby należy dodać
trudną do oszacowania liczbę szeregowych żołnierzy, zapewne wahającą się w granicach 2000–3000. Zatem stany osobowe KG AK wynosić około 3000–4000 ludzi696.
Konspiracja i walka musiały pociągać straty w szeregach żołnierzy podziemia.
Było to wkalkulowane w ryzyko przyjętej postawy, tworząc stały element codzienności konspiracyjnej. Aresztowania wynikały z jednej strony ze sprawności aparatu
policyjnego przeciwnika, który nie tylko funkcjonował w strukturach rutynowych,
ale także tworzył komórki pozastrukturalne, jak wspomniane referaty IV AS i IV ES,
jak również ludzkiej niefrasobliwości, braku wyobraźni czy podstawowych umiejętności. Straty powodowała także eksterminacyjna polityka okupanta w stosunku do
narodu polskiego. Można wskazać wiele przypadkowych aresztowań, zatrzymań
w łapankach, a następnie egzekucji czy wywiezienia do obozów koncentracyjnych
członków konspiracji, którzy nie zostali przez wroga nigdy rozszyfrowani. Ustalenie
pełnych strat wśród członków KG ZWZ–AK nie było możliwe w czasie trwania
wojny ani nie jest możliwe obecnie. Wykazy strat zamieszczane w meldunkach półrocznych dla Naczelnego Wodza i polskiego rządu w Londynie były zawsze obwarowywane zastrzeżeniami, że przesłane dane są niepełne. Stwierdzenie to głównie
dotyczyło terenu, ale z pewnością w jakiejś mierze można jej odnieść również do
Komendy Głównej. W okresie marzec 1941–luty 1944 KG ZWZ–AK straciła w zabitych 457 i aresztowanych 1001 osób697. Niewątpliwie słuszny jest pogląd, iż straty
wynosiły ponad 1500 żołnierzy, lecz dokładne ustalenia w tym względzie nie są
możliwe 698 . Aresztowani zostali oficerowie z najwyższego szczebla dowodzenia
KG: dowódca Armii Krajowej gen Stefan Rowecki ps. “Grot”, szef sztabu płk dypl.
Janusz Albrecht ps. “Wojciech”, dwaj szefowie Oddziału II: ppłk dypl. Wacław
Berka ps. “Brodowicz” i ppłk dypl. Marian Drobik ps. “Dzięcioł”, pierwszy kierowM. Ney-Krwawicz, Komenda Główna Armii Krajowej 1939–1945, Warszawa 1990.
Tamże, s. 399.
697
Armia Krajowa w dokumentach, t. 2, s. 249, 315, 444–445 i t. 3, s. 328–329. W tym przypadku istnieją różnice w źródłach. Meldunki znajdujące się w Archiwum Akt Nowych Odział VI, Armia Krajowa, t.
2, podają zabitych 493 i aresztowanych 901 osób.
698
M. Ney-Krwawicz, Komenda Główna..., s. 401–402.
695
696
nik BIP mjr rez. Tadeusz Kruk-Strzelecki ps. “Dyrektor”. W zasadzie każdy z oddziałów sztabu KG poniósł straty, przy czym miały one rozmaite podłoże i zasięg.
Do szczególnie spektakularnych osiągnięć niemieckich służb specjalnych należą
aresztowania w Oddziale II w 1942 i 1943 roku, wsypa “Jaracha” w Dziale Łączności Zagranicznej Oddziału V wiosną 1944 roku czy w tym okresie liczne wpadki
w Tajnych Wojskowych Zakładach Wydawniczych BIP. Również nie uniknął strat
Oddział VII, a wpadki kas i magazynów były częste 699 . Te liczne aresztowania
członków KG ZWZ–AK pociągnęły za sobą osadzenie niektórych z nich w obozach
koncentracyjnych. Jak wynika ze wspomnianych już meldunków półrocznych, znalazło się tam 317 oficerów i żołnierzy KG AK 700. Obecny stan badań nie pozwala
na ustalenie dokładnej liczby członków KG ZWZ–AK, którzy byli więźniami KL
Auschwitz. Ustalone dane odnoszące się do kadry kierowniczej od szczebla kierownika referatu wzwyż sięgają 30 osób. Może to skłaniać do postawienia hipotezy, iż
prawdopodobnie większość z owych 317 wspomnianych żołnierzy osadzonych
w obozach koncentracyjnych stała się więźniami KL Auschwitz. Zakres artykułu
zakładał tylko ustalenie losów członków KG ZWZ–AK, którzy posiadali pewne
określone uprawnienia decyzyjne. W tym przypadku jest to wymieniony szczebel
szefa referatu, który należy traktować jako najniższe ogniwo dowodzenia. Tylko
w dwóch przypadkach odstąpię od tej reguły. Struktura organizacyjna KG ZWZ–AK
narzuciła sposób prezentowania materii artykułu. Losy członków KG będę przedstawiał zgodnie z ich przynależnością służbową.
Z Oddziału I udało się ustalić tylko jedno nazwisko – Zofia Kraczkiewicz ps.
“Xenia”. Od maja 1940 roku do stycznia 1943 roku kierowniczka Wydziału Łączności (kryptonim “Akwarium”). Aresztowana w styczniu 1943 roku, następnie osadzona na Pawiaku, 5 października 1943 została wywieziona transportem z Pawiaka
do KL Auschwitz. Jej losów obozowych nie udało się odtworzyć. Wiemy tylko, iż
została oznaczona numerem obozowym powyżej 64360701. Po ponaddwumiesięcznym pobycie w obozie zmarła 11 grudnia 1943702.
Doprawdy trudno byłoby przecenić osiągnięcia wywiadu Armii Krajowej, ale
też musiano za te sukcesy zapłacić wyjątkowo wysoką cenę krwi i cierpień. Hitlerowskie służby specjalne doskonale zdawały sobie sprawę z niebezpieczeństwa,
jakie niósł dla niemieckiego wysiłku zbrojnego dobrze zorganizowany aparat informacyjny przeciwnika, stąd ze szczególną zaciekłością zwalczały siatki wywiadowcze AK. Czyniły to zarówno normalne struktury organizacyjne okupacyjnych władz
policyjnych, kontrwywiad wojskowy, a także specjalnie do tego celu powołane
komanda, (np. Kommando IV AS i Kommando IV ES). Aresztowania w obrębie
Oddziału II były bardzo rozległe, dotykały one szeregowych pracowników wywiadu
i czynniki kierownicze. Na skutek zdrady aresztowano dwóch szefów Oddziału II,
Tamże, s. 402.
Armia Krajowa w dokumentach, t. 1, s. 249, 315, 444–445 i t. 3, s. 328–329.
701
D. Czech, Kalendarz wydarzeń w KL Auschwitz, Oświęcim 1992, s. 533.
702
Archiwum Państwowego Muzeum w Oświęcimiu (dalej APMO), D-AuI-2/45, Politische Abteilung
Sterbebücher, t. 23/1943, nr inw. 172380, s. 1094.
699
700
szereg kierowników wydziałów, referatów i inspektorów poszczególnych sieci wywiadowczych. Dla przykładu można podać, że w okresie od 1 marca do 31 lipca
1942 ujęto 187 pracowników Oddziału II (rozbicie sieci wywiadu ofensywnego
“Stragan”) 703 . Obok tych aresztowań wynikających z planowej pracy policyjnej
zdarzały się również przypadkowe wpadki i wysoko postawieni w strukturze wywiadu Armii Krajowej pracownicy pozostawali nierozpoznani przez niemieckie
służby policyjne. Egzemplifikacją takich przypadkowych wpadek mogą być losy
organizatora i pierwszego szefa Wydziału Wywiadu Ofensywnego w Oddziale II
Dowództwa Głównego SZP i Komendy Głównej ZWZ mjra Bolesława Wójtowicza
ps. “Bolesław”, “Rogala”, “Ludwik”. W czasie okupacji używał przybranego nazwiska “Bolesław Malinowski” i pracował w Miejskim Zakładzie Aprowizacji Zarządu Miejskiego m. st. Warszawy, mieszkając kolejno przy: ul. Matejki 6 i ul. Styki
20. Aresztowany z końcem października 1940 roku, następnie osadzony na Pawiaku. Już po aresztowaniu awansowany 21 stycznia 1941 do stopnia majora. 1 lutego
1941 został przywieziony jako Bolesław Malinowski do KL Auschwitz i oznaczony
numerem obozowym 9855 704 . Po dwumiesięcznym pobycie zmarł na skutek wyczerpania organizmu 4 kwietnia 1941705.
Łączność wewnętrzna była newralgicznym punktem warunkującym sprawne
działanie każdej struktury organizacyjnej polskiego podziemia. W Oddziale II najpierw w DG SZP, a później w KG ZWZ–AK sprawy te podlegały Marii Strońskiej
ps. “Maria”, “Pani Maria”. Maria Strońska kierowała Wydziałem Łączności wewnętrznej do września 1943 roku. Aresztowana została przy przekraczaniu granicy
GG z Ostlandem w Małkini podczas podróży kurierskiej do Wilna we wrześniu
1943 roku 706 . Wpadka nastąpiła na skutek zmiany przez Grenzschutz procedury
sprawdzania “Durchlaßscheinów”, a kontrwywiad AK nie zdołał na czas o tym fakcie zawiadomić zainteresowane komórki organizacyjne Armii Krajowej 707. Jako
Maria Sadowska została osadzona na Pawiaku, a 4 października 1943 wywieziona
transportem do KL Auschwitz708. Wspomniany transport przybył do KL Auschwitz
5 października 1943. Została oznaczona numerem obozowym 64481. Jej obozowych
losów nie udało się odtworzyć. Wiemy tylko, że zmarła 7 lutego 1944 w KL Auschwitz II–Birkenau709.
M. Ney-Krwawicz, Komenda Główna..., s. 401–402.
APMO, D-AuI-2/19, Politische Abteilung, Zugangsliste, t. 1, nr inw. 4279, s. 41.
705
APMO, Mat/8528, Materiały, Ankieta, nr inw. 157667.
706
H. Michalska, M. Stopień, B. Tazbir-Tomaszewska, W. Turkowska, W. Zastocka, Słownik uczestniczek walki o niepodległość Polski 1939–1945. Poległe i zmarłe w okresie okupacji niemieckiej, Warszawa
1988, s. 379–380.
707
S. Jankowski, Z fałszywym ausweisem w prawdziwej Warszawie, t. 2, Warszawa 1988, s. 155–157;
podana przez autora data jej aresztowania: listopad 1943 r. wydaje się być niedokładna.
708
R. Domańska, Pawiak więzienie Gestapo, Warszawa 1978, s. 358; niezasadną wydaje się być data jej
aresztowania podana przez M. Ney-Krwawicz listopad 1943 r. – M. Ney-Krwawicz, Komenda Główna...,
s. 94.
709
APMO, D-RO/10, Materiały Ruchu Oporu, Lista zmarłych więźniarek, nr inw. 31065, s. 15l.
703
704
Druga wojna światowa przyniosła zmianę podejścia do metodologii pracy wywiadu. Coraz powszechniej zaczęto stosować bardzo pracochłonną, ale niezwykle
efektywną technikę “mozaiki”, polegającą na wykorzystywaniu informacji uzyskanych często od przygodnych obserwatorów, a następnie kojarzenia ich w obraz odnoszący się do danego problemu. Przy jej stosowaniu niezwykłego znaczenia nabierało sprawnie funkcjonujące biuro studiów wywiadowczych. Na gruncie Oddziału II
KG AK działało ich kilka. Szczególną rolę odegrało Biuro Studiów Wywiadu
Przemysłowego (kolejne kryptonimy: “Arka”, “194”, “C-4”, “Wd-64”, “Telesfor”).
Jego organizatorem w 1940 roku i pierwszym szefem był kpt. inż. Jerzy Chmielewski ps. “Jacek”, “Rafał”, używający również przybranego nazwiska “Rafał Meducki”. Rozpracowywało ono skomplikowane problemy niemieckiej produkcji stali,
węgla, benzyny, przemysłu chemicznego i zbrojeniowego 710. Niemniej podstawowym zadaniem Biura była penetracja produkcji niemieckich “nowych broni”,
szczególnie tzw. Wunderwaffe, tj. sterowanych pocisków rakietowych V-1 i V-2, a
do opracowywania spływających meldunków i materiałów wywiadowczych zaangażowano grupę wybitnych polskich uczonych (prof. prof. Janusz Groszkowski,
Marceli Struszyński, Józef Zawadzki). Grono to nosiło nazwę “Rada Gospodarcza”
(również “Rada Starców” lub “Trust Mózgów”), a przewodniczył mu prof. Hipolit
Gliwic “Tomasz”. Jerzy Chmielewski został aresztowany w dość dziwnych okolicznościach we wrześniu 1942 roku. Mianowicie dostał on wezwanie od Sicherheitspolizei w celu wyjaśnienia sprawy jakiegoś samochodu. Po przeanalizowaniu sytuacji postanowił udać się do gmachu przy al. Szucha i tam został aresztowany przez
zastępcę szefa wydziału IV-E-1 (kontrwywiad) SS-Untersturmführera Ericha Mertena. Po szeregu bardzo ciężkich przesłuchań nie przyznał się do działalności konspiracyjnej, a Gestapo nie posiadało żadnego materiału obciążającego, dlatego został
osadzony na Pawiaku. Po kilku miesiącach pobytu w więzieniu został wywieziony
13 maja 1943 transportem do KL Auschwitz, gdzie oznaczono go numerem obozowym 121390.
W trakcie pobytu Chmielewskiego na Pawiaku i w KL Auschwitz czyniono starania,
aby uwolnić go z rąk Niemców drogą wykupu. Od strony organizacyjnej był w to
zaangażowany szef Oddziału II płk dypl. Marian Drobik ps. “Dzięcioł”. Również
rodzina wykazała się wielkim poświęceniem i uporem w tym względzie. Żona
Jadwiga co tydzień odwiedzała gmach Gestapo i niezmiennie zwracała się do Ericha
Mertena z prośbą o zwolnienie męża 711. Starania te przyniosły połowiczny sukces.
Chmielewski po kilkumiesięcznym pobycie w KL Auschwitz został przeniesiony
z powrotem na Pawiak. Zimą 1944 roku żona ciężko zachorowała i czekała ją operacja. W tej to ekstremalnej sytuacji jego bratowa Irena i brat Konrad postanowili
jeszcze raz udać się z prośbą do Mertena i, o dziwo, ta interwencja okazała się skuteczna – Chmielewski został, tak jak poprzednio w niezwykłych okolicznościach
aresztowany, tak teraz zwolniony712. Po przebyciu niezbędnej kwarantanny wrócił
710
711
712
St. Jankowski, Z fałszywym..., t. 2, s. 28.
M. Wojewódzki, Akcja V1 i V2, Warszawa 1984, s. 159–160.
Tamże, s. 233–236.
do służby, a nowy szef Oddziału II płk dypl. Kazimierz Iranek-Osmecki ps. “Makary”, “Jarecki”, “Heller” powierzył mu funkcję kierownika samodzielnego referatu
“Komisja Badawcza”, który podlegał bezpośrednio szefowi Oddziału II i zajmował
się wyłącznie rozpracowywaniem niemieckiej broni V. Te ogromne wysiłki wywiadu polskiego podziemia zostały uwieńczone pełnym sukcesem, a ze zdobytymi
częściami rakiety V-2 odleciał Jerzy Chmielewski w nocy z 25 na 26 lipca 1944 do
Londynu w ramach operacji “Most III”.
Równie wielkie zasługi w rozszyfrowywaniu niemieckiej Wunderwaffe położył
inny polski inżynier i więzień KL Auschwitz Antoni Kocjan, przed wojną znany
w Polsce konstruktor szybowcowy. W konspiracji od 1940 roku, związany z referatem wywiadu komunikacyjnego (kryptonim “37”) organizacji “Muszkieterzy” 713 .
Aresztowany w Warszawie podczas ulicznej łapanki w drugiej połowie września
1940 roku 714 , 21 września 1940 wywieziony transportem do KL Auschwitz.
Wspom-niany transport liczył 1705 więźniów, z których 1139 było aresztowanych
w łapankach. Więźniowie tego transportu otrzymali w ewidencji numery obozowe
od 3821 do 4959 i od 4961 do 5526715. Obozowych losów inż. Kocjana nie udało się
odtworzyć, nie znamy nawet jego numeru obozowego, gdyż w spuściźnie aktowej
po
KL Auschwitz nie zachowało się żadne źródło poświadczające jego pobyt w obozie.
Jesienią 1941 roku został zwolniony z KL Auschwitz 716. Wówczas przystąpił do
współpracy z inż. Jerzym Chmielewskim i został mianowany szefem referatu zajmującego się rozpracowywaniem niemieckiej Wunderwaffe w ramach “Arki”. Nie
był to jedyny obszar jego pracy podziemnej, pozostawał również czynny w konspiracyjnej produkcji broni. Ponadto na terenie jego przedwojennych zakładów szybowcowych egzystowała największa podziemna drukarnia TZWZ w Warszawie
przy ul. Wawelskiej 1 (kryptonim “W-4”). 1 czerwca 1944 wspomniana drukarnia
została rozbita przez Gestapo, inżynier Kocjan został aresztowany, a 13 sierpnia
1944 zamordowany717.
Sieć wywiadu ofensywnego KG AK “Stragan” poniosła w czasie okupacji bardzo dotkliwe straty wskutek zdrady Ludwika Kalksteina ps. “Hanka”. Tylko nielicznym aresztowanym udało się przeżyć. Do nich należy Wanda Ossowska ps.
“Wanda”. Po ucieczce spod okupacji sowieckiej w lipcu 1940 roku w dalszym ciągu
czynna w konspiracji. 2 listopada 1940 powróciła jako kurierka do Lwowa. Wkrótce
została aresztowana przez NKWD i do wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej przebywała w więzieniu lwowskim, z którego uciekła w trakcie ofensywy niemieckiej na
Lwów718. Od lipca 1941 roku pełniła funkcję kierowniczki łączności wewnętrznej
K. Leski, Życie niewłaściwie urozmaicone. Wspomnienia oficera wywiadu i kontrwywiadu AK, Warszawa 1988, s. 90–91.
714
Encyklopedia II wojny światowej, Warszawa 1975, s. 221.
715
D. Czech, Kalendarz wydarzeń..., s. 29.
716
K. Leski, Życie niewłaściwie..., s. 91.
717
G. Mazur, Biuro Informacji i Propagandy SZP–ZWZ–AK, Warszawa 1987, s. 168.
718
K. Leski, Życie niewłaściwie..., s. 408.
713
“Straganu”, a także była odpowiedzialna za prowadzenie spraw finansowych 719.
W nocy z 26 na 27 sierpnia 1942 została aresztowana w swoim mieszkaniu przy
Dzikiej 28 w Warszawie z szefem “Straganu” mjrem Stanisławem Rogińskim ps.
“Górski”. Po niezwykle uciążliwym śledztwie w siedzibie Gestapo i w więzieniu na
Pawiaku, w trakcie którego usiłowała popełnić samobójstwo, została wywieziona,
z wyrokiem śmierci 17 stycznia 1943 do KL Lublin 720. Oznaczona numerem obozowym 4446721. W obozie tym jako dyplomowana pielęgniarka pracowała w Häftlingskrankenbau (HKB). 15 kwietnia 1944 została przywieziona transportem ewakuacyjnym do KL Auschwitz 722 . Tam oznaczona numerem obozowym 77367 723 .
Podobnie jak na Majdanku i tutaj niosła pomoc i serce bliźnim, pracując do lipca
1944 roku w HKB FKL na odcinku B.I.a w KL Auschwitz II–Birkenau, następnie w
różnych komandach zewnętrznych przy pracach polowych, drenowaniu pól i regulacji Wisły, od grudnia 1944 roku w SS-Küche jak pomywaczka724. W styczniu 1945
roku przeniesiona do FKL Ravensbrück, wyzwolona 2 maja w Neustadt-Gloeve.
Również przełożona Wandy Ossowskiej w sprawach finansowych, kasjerka
Kasy Głównej Oddziału II Halina Turkiewicz ps. “Magdalena” była więźniarką KL
Auschwitz. Swoją funkcję w KG ZWZ–AK pełniła od września 1940 roku do momentu aresztowania w lokalu konspiracyjnym Oddziału VII KG AK przy ul. Kredytowej, tj. do 28 maja 1942725. 25 sierpnia 1942 została ona przywieziona do KL
Auschwitz transportem z Pawiaka726. Oznaczona numerem obozowym 18293.
Początkowo pracowała w Außenkommando “Buna”, a następnie w HKB w FKL
Auschwitz II–Birkenau. W styczniu 1945 roku przeniesiona do KL Ravensbrück,
a później do KL Bergen-Belsen i tam wyzwolona727.
Struktury wywiadu Armii Krajowej korzystały z ogromnej rzeszy nie związanych zawodowo informatorów, nawet przypadkowych, nie zaprzysiężonych członków społeczeństwa. Takie podejście do zagadnień wywiadu było uwarunkowane
przez stosowanie techniki “,mozaiki”. Nie przesłaniało to oczywiście kręgom kierowniczym Oddziału II konieczności rzetelnego szkolenia pracowników kadrowych
wywiadu. Tego typu szkolenia były prowadzone w warunkach okupowanego kraju
i również na terenie Anglii. Liczna grupa przeszkolonych w Anglii oficerów wywiadu powróciła do Polski jako “Cichociemni” i służyła swoimi doświadczeniami,
prowadząc referaty szkoleniowe poszczególnych sieci wywiadowczych. W nocy
z 27 na 28 marca 1942 został w ramach operacji “Boot” zrzucony do Polski por.
M. Ney-Krwawicz, Komenda Gówna, s. 96.
R. Domańska, Pawiak..., 257, 283.
721
APMO, Mat/10330, Materiały, Ankieta, nr inw. 161267.
722
D. Czech, Kalendarz wydarzeń..., s. 643–644.
723
APMO, Mat/10330, Materiały, Ankieta, nr inw. 161267.
724
Tamże.
725
R. Domańska, Pawiak..., s. 227.
726
D. Czech, Kalendarz wydarzeń..., s. 236.
727
APMO, Mat./590, Materiały, Wniosek o odszkodowanie od IF-Farben, t. 14, nr inw. 49494, k.
1360–1361.
719
720
Tadeusz Śmigielski ps. “Ślad”, “Zbyszek”. Skoczków odebrała placówka “Trawa”
położona w odległości ok. 1,5 km od Przyrowa w pow. częstochowskim 728 . Po
przejściu okresu aklimatyzacji por. Śmigielski otrzymał w kwietniu 1942 roku
przydział służbowy na kierownika referatu szkolenia sieci WW-72 (wywiad
wschód). Wspomnianą funkcję pełnił do czerwca 1943 roku. Na skutek “wsypy” i
bezpośredniego zagrożenia przeniesiony został do Oddziału II sztabu Obszaru
Lwów AK. Wkrótce po przyjeździe do Lwowa został aresztowany pod nazwiskiem
Tadeusz Śliwiński. Prawdopodobnie do początku października 1943 roku przebywał
we lwowskim
więzieniu przy ul. Łąckiego, następnie został wywieziony transportem do KL Auschwitz. Wspomniany transport przybył do obozu 3 października 1943, a jego więźniów oznaczono numerami obozowymi od 154392 do 155121 – numeru Śmigielskiego nie udało się ustalić. Po około trzech tygodniach został on przeniesiony do
KL Buchenwald729. W tym obozie doczekał wyzwolenia.
Z siecią WW-72 był związany inny z “Cichociemnych” ppor. rez. Stefan Ignacy
Antoni Jasieński ps. “Alfa”, “Urban”, zrzucony do kraju w nocy z 13 na 14 marca
1943 w ramach operacji “Window” na placówkę zrzutową “Żbik” położoną 8 km na
południowy zachód od Koniecpola730. W kwietniu 1943 roku ppor. Jasieński otrzymał skierowanie do ośrodka wywiadowczego 3 CW, następnie 53 KK (Wileńszczyzna, Inflanty) w Wilnie. Wówczas używał przybranego nazwiska “Janusz Kręcki”. W Wilnie przebywał do listopada 1943 roku. Po licznych aresztowaniach w
sieci WW-72 na terenie Wileńszczyzny musiał uciekać do Warszawy 731. W maju
1944 roku był Jasieński projektodawcą (równocześnie przewidziany na szefa) komórki bezpieczeństwa “ASKO” (Asekuracja Komórka Ogólna) w ramach “Pralni”
(czyli przeorganizowanej sieci WW-72). Po ostrej krytyce tego przedsięwzięcia
przez
szefa Oddziału II B (kontrwywiad) Bernarda Zakrzewskiego ps. “Oskar”, plan nie
został zrealizowany732. W lipcu 1944 roku uzyskał “Urban” nowy przydział służbowy. Jako oficer wywiadu GO “Odra” miał prowadzić rozpoznanie wywiadowcze
terenu przyległego do KL Auschwitz. W strefie przyobozowej został zainstalowany
przez komendanta Okręgu Śląskiego AK ppłka dypl. Zygmunta Janke ps. “Walter”
z końcem lipca 1944 roku (początkowo w miejscowości Kańczuga, a później
w Osieku). Po dwumiesięcznej działalności i przesyłaniu meldunków wywiadowczych o sytuacji w obozie został aresztowany w czasie obławy zorganizowanej przez
żandarmerię we wsi Malec wieczorem 28 września 1944. W trakcie aresztowania
ciężko ranny. Jeszcze tej samej nocy przewieziony do KL Auschwitz, a ponieważ
728
J. Tucholski, Cichociemni, Warszawa 1988, s. 13.
APMO, D-Bu-3/1/1, KL Buchenwald – Schutzhaftlagerführung, Zugangsliste aus KL Buchenwald, t.
1, nr inw. 149720, s. 55.
730
J. Tucholski, Cichociemni, 147.
731
Tamże, s. 255; A. Cyra, Spadochroniarz Urban, “Zeszyty Oświęcimskie” 1988, nr 19, s. 161.
732
M. Ney-Krwawicz, Komenda Główna..., s. 98.
729
zranienia były poważne i wymagały interwencji chirurgicznej, Politische Abteilung
poleciło umieścić go w bloku 21 (oddział chirurgiczny HKB) 733. Pobyt “Urbana”
w HKB przypuszczalnie trwał od dwóch do czterech tygodni, a w tym czasie przebywał w sali, w której pflegerem był Jan Wolny numer obozowy 154496 oraz
w sali, gdzie chorymi opiekował się Ludwik Kowalczyk numer obozowy 121336,
następnie przeniesiony do Kommandanturarrest (podziemia bl. 11) i osadzony w celi
21734. Na ścianach i drzwiach tej celi pozostawił po sobie pamiątki w postaci rysunków. Są to: “Chrystus Ukrzyżowany”, “Chrystus Miłosierny”, “Syrenka Warszawska” i “rysunkowy życiorys”. Również wyrył na framudze drzwi kalendarz, który
kończy się datą 3 stycznia 1945. Dalsze losy “Urbana” pozostają niejasne735.
Zabezpieczeniem organizacji na szczeblu centralnym zajmował się Oddział II B
(Wydział Bezpieczeństwa i Kontrwywiadu, kryptonimy: “12-b”, “199”, “21-b”,
“29-b”, “18-b”, “46-b”, a w korespondencji wewnętrznej od wiosny 1943 roku:
“C-9”, “Wd-69”, “18-b”, “Honoratka”). Składał się on szeregu referatów, wśród
których kapitalnego znaczenia nabrał referat “998”, czyli dział bezpieczeństwa centralnego AK, obejmujący wszelkie sprawy związane z bezpieczeństwem Komendy
Głównej. Wszystkie jej oddziały musiały tutaj kierować informacje o wszelkich zagrożeniach, także domniemanych, rewizjach (również bezwynikowych) i aresztowaniach736. Kierownikiem tego referatu pozostawał od stycznia 1942 roku ppor./por.
Józef Garliński ps. “W-4”, “Long”, “Lasecznik”, “Nitka”, “Lipski”. W konspiracji
od wiosny 1940 roku w wywiadzie organizacji “Muszkieterowie”. W styczniu 1942
roku przystąpił do przeorganizowania wywiadu więziennego i z czasem przekształcenia w referat “998”, którego jednym z zadań było utrzymywanie kontaktów
z aresztowanymi. Tą sferą działalności zajmowała się “Komórka Więzienna” (kryptonim “998-Kratka”), której również szefował por. Garliński 737. Sprawował on powyższe obowiązki do momentu przypadkowego aresztowania 20 kwietnia 1943
(aresztowany zamiast innego Garlińskiego o imieniu Tadeusz, z zawodu inżyniera
radiomechanika, którego Niemcy poszukiwali w związku z tajną produkcją aparatów radiowych w oparciu o holenderską fabrykę Philipsa w Warszawie) 738. Po krótkim pobycie na Pawiaku, 13 maja 1943 został wywieziony transportem do KL Auschwitz739, tam oznaczony numerem obozowym 121421. W obozie m.in. osadzony
w SK (Strafkompanie). Z KL Auschwitz został przeniesiony do KL Neuengamme.
Ostatnim kierownikiem komórki “998-Kratka” do wybuchu Powstania Warszawskiego był por./kpt. rez. Jan Redzej ps. “Klemens”. W początkowym okresie
733
A. Cyra, Spadochroniarz..., s. 173–175.
Tamże, s. 182.
735
Tamże, s. 190; J. Tucholski, Cichociemni, s. 332.
736
M. Ney-Krwawicz, Komenda Główna..., s. 105.
737
Tamże, s. 106.
738
J. Garliński, Niezapomniane lata. Dzieje wywiadu więziennego Wydziału Bezpieczeństwa Komendy
Głównej Armii Krajowej, Londyn 1987, s. 110–111
739
R. Domańska, Pawiak..., s. 321.
734
okupacji związany z organizacją “Muszkieterzy”. 21 września 1940 aresztowany
pod nazwiskiem “Jan Retko” w łapance ulicznej w Warszawie i natychmiast wywieziony do KL Auschwitz, gdzie oznaczony numerem obozowym 5430, pracował
w różnych komandach, m.in. w TWL-HWL. Czynny członek konspiracji obozowej.
Od października 1940 roku w Związku Organizacji Wojskowej Witolda Pileckiego,
a od października 1941 roku w ZWZ–AK740. W nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 wraz
z Witoldem Pileckim i Edwardem Ciesielskim zbiegł z obozu (Kommando Bäckerei)741. Po ucieczce ukrywał się w Bochni i Wiśniczu do sierpnia 1943 roku. We
wrześniu tego roku otrzymał przydział służbowy do referatu “998-Kratka”, której
kierownictwo, jak wspomniałem, przejął w styczniu 1944 roku. Zginął w Powstaniu
Warszawskim 5 sierpnia 1944.
Prawdopodobnie również trzeci z kierowników tej komórki, tj. Jerzy Stiasny ps.
“Krüger”, był więźniem KL Auschwitz742. W ZWZ–AK czynny od grudnia 1941 roku.
Po aresztowaniu Józefa Garlińskiego rozpoczął w maju 1943 roku pełnienie obowiązków kierownika kancelarii “998-Kratka”. Prowadził kartotekę uwięzionych i zastępował szefa komórki. 12 listopada mianowany kierownikiem. Aresztowany w nocy
z 8 na 9 lub 9 na 10 grudnia 1943 w lokalu konspiracyjnym Biura Studiów Oddziału II
KG AK przy ul. Marszałkowskiej 1. Osadzony na Pawiaku. Następnie prawdopodobnie przebywał w KL Auschwitz i z całą pewnością od marca 1944 roku w KL
Groß-Rosen, gdzie został oznaczony numerem obozowym 31897. Wojnę przeżył 743.
Z pionu operacyjnego KG ZWZ–AK więźniami KL Auschwitz byli: Elżbieta
Kierkowska z domu Suchowiak ps. “Lola”, “Lolita” i mjr Władysław Prohaska ps.
“Jan”, “Sójka”.
Elżbieta Kierkowska pełniła od marca 1940 roku funkcję kierownika sekretariatu Oddziału III i Szefostwa Operacji. Aresztowana 3 lipca 1943 w Warszawie,
do 5 sierpnia więziona na Pawiaku, a następnie wywieziona transportem do KL Auschwitz. 6 sierpnia 1943 została w KL Auschwitz oznaczona numerem obozowym
53903. Po odbyciu kwarantanny była pflegerin w HKB w FKL na odcinku B.I.a
w KL Auschwitz II–Birkenau i tutaj została wyzwolona 27 stycznia 1945. Po wyzwoleniu pozostawała jeszcze przez miesiąc na terenie obozu niosąc pomoc chorym744.
Mjr Władysław Prohaska pozostawał w konspiracji (ZWZ–AK) od początku
1940 roku pełniąc różne funkcje. Od marca 1940 roku był kierownikiem referatu
wywiadowczego w utworzonym w Oddziale V KG ZWZ Wydziale Lotnictwa.
Prawdopodobnie pozostawał szefem Referatu Lotnictwa w Biurze Studiów Woj-
A.K. Kunert, Słownik biograficzny konspiracji Warszawskiej 1939–1944, t. 3, Warszawa 1991, s. 142.
APMO, D-AuI-1/1, Kommandantur, Fernschreiben, t. 1, nr inw. 73487, s. 116.
742
K. Leski, Życie niewłaściwie..., s. 447; w innych pozycjach literatury przedmiotu fakt ten nie jest
wzmiankowany, także w spuściźnie aktowej po KL Auschwitz nie natrafiłem na źródło potwierdzające
pobyt J. Stasnego w obozie.
743
A.K. Kunert, Słownik biograficzny..., t. 3, s. 160–161.
744
APMO, Mat./9980, Materiały, Ankieta, nr inw. 160637.
740
741
skowych Oddziału II745. W 1941 roku został zastępcą szefa Wydziału Lotnictwa
w Oddziale III Komendy Głównej (inne nazwy Szefostwo Lotnictwa, Komenda
Główna Lotnictwa, kolejne kryptonimy: “Bociany”, “Parasol”, “64”, “52”). W czasie okupacji dwukrotnie aresztowany: wiosną 1942 roku, nie został zidentyfikowany
i po krótkim pobycie na Pawiaku zwolniony, ponownie zatrzymany na ulicy po godzinie policyjnej z obciążającymi materiałami w listopadzie tegoż roku. Po licznych
przesłuchaniach w al. Szucha wysłany 28 kwietnia 1943 transportem do KL
Auschwitz 746 . W obozie mjr Prohaska oznaczony był prawdopodobnie numerem
więźniarskim 119409747. Miał się rzekomo zgłosić na ochotnika do pracy w zakładach zbrojeniowych w Norwegii i tam zginął podczas alianckiego bombardowania748.
Z Oddziału IV więźniem KL Auschwitz był mjr dypl. intendentury Tadeusz
Stocki ps. “Ćma”. W nocy z 2 na 3 października 1942 został zrzucony do kraju.
Zrzut odebrała placówka odbiorcza “Osa”, położona o 15 km na północny-zachód
od Siedlec749. Jego pierwszym przydziałem służbowym był Związek Odwetu (później Kedyw) KG AK, gdzie pełnił funkcję inspektora w komórce produkcji środków
walki (kryptonim “Teodor”). W maju 1943 roku został przeniesiony na stanowisko
inspektora w Oddziale IV (Kwatermistrzostwo, kolejne kryptonimy: “14”, “23”,
“44”, “48”) i pozostawał nim przez cztery miesiące do aresztowania z końcem
września 1943 roku750. Aresztowany pod nazwiskiem Karol Zawitniewicz. Po dwumiesięcznym pobycie w więzieniu, 25 listopada 1943 wywieziony transportem do
KL Auschwitz751, tam oznaczony numerem obozowym 165008752. W KL Auschwitz
II–
–Birkenau przebywał do drugiej połowy kwietnia 1944 roku, po czym został przeniesiony do KL Buchenwald, gdzie otrzymał 27 kwietnia 1944 numer obozowy
47876753. Wojnę przeżył.
W II wojnie światowej po raz pierwszy na szeroką skalę stosowano metody
wojny psychologicznej. Po ten oręż sięgnęły wszystkie wojujące strony. Cele pozostawały jasne: mobilizować duchowo własne społeczeństwo i demoralizować przeciwnika. Również Polskie Państwo Podziemne wykształciło doskonałe struktury
prowadzenia propagandy i dezinformacji przeciwnika. Na gruncie organizacji wojskowej było to Biuro Informacji i Propagandy (Oddział VI) KG SZP–ZWZ–AK
M. Ney-Krwawicz, Komenda Główna..., s. 91.
A.K. Kunert, Słownik biograficzny..., t. 2, s. 155.
747
Księga pamięci. Transporty Polaków z Warszawy do KL Auschwitz 1940–1944, t. 2, Fr. Piper, J.
Strzelecka (red.), Warszawa–Oświęcim 2000, s. 639.
748
A.K. Kunert, Słownik biograficzny..., t. 2, s. 155.
749
J. Tucholski, Cichociemni, s. 142.
750
Tamże, s. 204.
751
R. Domańska, Pawiak..., s. 314.
752
APMO, D-AuI-1/1, Kommandantur, Retour-Post, t. 3, nr inw. 30664.
753
APMO, D-Bu-3/1/2, KL Buchenwald – Schutzhaftlagerführung, Zugangsliste aus KL Buchenwald, t.
2, nr inw. 148720, s. 29.
745
746
oraz biura terenowe. Podobnie jak inne sfery działalności konspiracyjnej, także aparat propagandy polskiego ruchu oporu był zaciekle zwalczany przez służby policyjne okupanta i wielu żołnierzy tego pionu musiało zapłacić daninę krwi. W hitlerowskich obozach koncentracyjnych znalazł m.in. szef Oddziału i dwóch zastępców.
Pierwszym szefem Oddziału Politycznego DG SZP, tj. późniejszego BIP był od
października 1939 roku mjr rez. Tadeusz Kruk-Strzelecki ps. “Dyrektor”, “Szczepan”. Na tym stanowisku pozostawał do października 1940 r. Później związany
z różnymi konspiracyjnymi organizacjami postsanacyjnymi. Aresztowany w nocy
z 10 na 11 listopada 1942 i osadzony na Pawiaku. Po niespełna miesięcznym pobycie został zwolniony z więzienia (Niemcy wzięli go omyłkowo za płka Leona Strzeleckiego). Ponownie aresztowany 11 marca 1943, został 28 kwietnia wywieziony do
KL Auschwitz754. Tam otrzymał numer obozowy 119312. W lecie był zatrudniony
w komandzie Zentralbauleitung755, następnie przeniesiony na odcinek B.II.d (MKL)
w KL Auschwitz II–Birkenau i zatrudniony od 9 lipca do 12 października 1944 w
komandzie 110-B Allgemeine Elektriker 756 . Z analizy jego przydziałów do poszczególnych drużyn roboczych wynika, że był prawdopodobnie na polecenie z zewnątrz ochraniany przez więźniarski ruch oporu (zatrudnienie w tzw. “dobrym komandzie”, zwiększającym szansę przeżycia). 27 października 1944 został przeniesiony do KL Sachsenhausen (numer obozowy 115835)757. Wyzwolony
3 maja 1945 w trakcie marszu ewakuacyjnego w okolicy Schwerina.
Od kwietnia 1940 roku zastępcą mjra Tadeusza Kruka-Strzeleckiego i równocześnie kierownikiem Wydziału Prasowego (Wydział Propagandy) był Tadeusz
Kobylański ps. “Wiktor”, “Tadeusz Kolski”. Z końcem 1940 roku został przeniesiony do Delegatury Rządu RP na Kraj, gdzie pełnił obowiązki zastępcy dyrektora
Departamentu Informacji i Prasy. 19 lutego aresztowany razem z Delegatem Rządu
RP na Kraj prof. Janem Piekałkiewiczem758. Po dwumiesięcznym śledztwie 13 maja
1943 wywiedziony do KL Auschwitz. Jego losów obozowych nie udało się ustalić759.
Z KL Auschwitz przeniesiony do KL Buchenwald 760. Obozy przeżył.
Jeszcze jeden z zastępców szefa BIP, a mianowicie ppor. c.w. Adam Dobrowolski ps. “Adamski”, “Sawicki”, “Kowalski” był więźniem KL Auschwitz. W
konspiracji od grudnia 1939 roku w Związku Odrodzenia Rzeczypospolitej, w której
to organizacji był członkiem Komendy Okręgu w Krakowie oraz kierował kolportażem prasy ZOR. Aresztowany około 30 kwietnia 1940, więziony przy ul. Montelupich
R. Domańska, Pawiak..., s. 314.
APMO, D-Z-Bau/20, Zentralbauleitung, Bauwerk 20, nr inw. 20, s. 100.
756
APMO, D-AuII-3a/666-679, Arbeitseinsatz, Prämienauszahlung, segr. 13, nr inw. 71349–71362.
757
A.K. Kunert, Słownik biograficzny..., t. 3, s. 105.
758
J. Garliński, Niezapomniane lata..., s. 98.
759
W spuściźnie aktowej po KL Auschwitz znajdującej się w APMO nie natrafiłem na poświadczenie
źródłowe jego pobytu w obozie.
760
G. Mazur, Biuro Informacji i Propagandy..., s. 384.
754
755
w Krakowie, potem w więzieniu w Tarnowie. 14 czerwca 1940 przywieziony
pierwszym transportem więźniów Polaków do KL Auschwitz. Tam oznaczony numerem obozowym 587. Od 30 czerwca do 15 grudnia 1940 zatrudniony w komandzie Effektenkammer, a następnie do 31 marca 1941, tj. do momentu zwolnienia z
obozu, w Bekleidungskammer 761 . Ponownie aresztowany 20 czerwca 1942. Po
trzymiesięcznym pobycie w więzieniu przy ul. Montelupich zwolniony 20 września
1942. Przeniósł się do Warszawy i nadal był czynny w Wydziale Informacji BIP KG
AK oraz w kierownictwie powstałego na bazie ZOR Związku Wolnej Polski. Brał
udział w Powstaniu Warszawskim, a po kapitulacji od października 1944 roku do 19
stycznia 1945 sprawował funkcję zastępcy szefa BIP KG AK Kazimierza Moczarskiego762.
Istotnym dla konspiracji problemem było zorganizowanie sprawnie działającego
kolportażu. Już w okresie kształtowania się zrębów Polskiego Państwa Podziemnego
w jesieni 1939 roku utworzono specjalną komórkę zajmującą się tymi sprawami.
Z upływem czasu przekształciła się ona w Wydział Kolportażu BIP KG ZWZ–AK
(kryptonim “255”). Od początku zajmował się tymi zagadnieniami kpt./mjr Adam
Jastrzębski ps. “Grot”, “Korwin”, “Żegota”, pełniąc funkcję szefa komórki, a później Wydziału. W czasie okupacji posługiwał się przybranymi nazwiskami: “Jerzy
Tadeusz Branecki” i “Jan Smutek”. Aresztowany 26 marca 1941 w lokalu konspiracyjnym przy ul. Śniadeckich 18 (mieszkanie Józefa i Walentyny Wejtów). Początkowo przekonywał gestapowców, że jest tylko małym pośrednikiem kolporterskim, ale po kilku dniach został rozszyfrowany i po ciężkim śledztwie 28 maja 1941
wywieziony transportem do KL Auschwitz 763 . W ewidencji zarejestrowany pod
nazwiskiem Tadeusz Branecki, otrzymał numer obozowy 16793764. 16 października
1941 zmarł w HKB bl. 20 na skutek wyniszczenia organizmu biegunką głodową 765.
Znaczne straty poniosły redakcje poszczególnych pism zgrupowanych w Wydziale Propagandy Bieżącej BIP. Od listopada 1939 roku ukazywały się “Wiadomości Polskie”, będące centralnym organem politycznym SZP–ZWZ–AK. Ich
pierwszym redaktorem został historyk sztuki Antoni Wieczorkiewicz, który swoje
obowiązki pełnił do marca 1940 roku. Następnie przeniesiony do Wydziału Informacji, w którym pracował w Podwydziale “W” (inny kryptonim “A”) w referacie
“W-5” – zagadnienia kultury766. Po połowie lutego 1941 roku objął funkcję kierownika Podwydziału “P” (inny kryptonim “C”). Wspomniany Podwydział zajmował
się badaniem postaw politycznych społeczeństwa i opracowywaniem prognoz w tym
względzie dla czynników kierowniczych Armii Krajowej i Delegatury Rządu RP na
APMO, Mat./10427, Materiały, Ankieta, nr inw. 161365.
K. Ostrowski, Udział adwokatów polskich w konspiracji wojskowej w okresie 1939–1945, “Palestra”
1983, nr 8, s. 42; G. Mazur, Biuro Informacji i Propagandy..., s. 386.
763
A.K. Kunert, Słownik biograficzny..., t. 3, s. 91–92.
764
APMO, D-AuI-2/91, Politische Abteilung, Zugangsliste, t. 2, nr inw. 4369, s. 213.
765
APMO, D-AuI5/3, Standortarzt, Blockbuch Bl. 20, nr inw. 4778, s. 12.
766
G. Mazur, Biuro Informacji i Propagandy..., s. 78.
761
762
Kraj767. Aresztowany 19 czerwca 1941 w mieszkaniu prof. Józefa Siemieńskiego 768,
24 października tego roku przywieziony transportem z Pawiaka do KL Auschwitz
i oznaczony numerem obozowym 21943769. Po pięciomiesięcznym pobycie w obozie zmarł 23 marca 1942770.
Prowadzenie dywersyjnej propagandy destrukcyjnej w języku niemieckim było
jednym z podstawowych celów wojny psychologicznej prowadzonej z okupantem
niemieckim przez Polskie Państwo Podziemne. Początki akcji “N” przypadły na
wiosnę 1940 roku, a jej propagatorem był szef BIP Okręgu Warszawa-Miasto i później BIP KG ZWZ–AK płk dypl. Jan Rzepecki ps. “Białynia”, “Burmistrz”, “Górski”, “Krawczyk”, “Ożóg”, “Prezes”, “Rejent”, “Sędzia”, “Ślusarczyk”, “Wolski”.
W grudniu wszystkie aktywa akcji “N” zostały przekazane do BIP Komendy Głównej, a przeorganizowanie już na tym gruncie referatu propagandy dywersyjnej (od
października 1941 roku Podwydział “N” w Wydziale Propagandy kryptonim “253”)
podjął się ppor. rez. Tadeusz Żenczykowski ps. “Kania”, “Kowalik”.
Jednym z pierwszych współpracowników został Stanisław Smoleński ps. “Jarosz”, “Zelga”, który w lipcu 1941 roku stał się redaktorem pisma “Der Hammer”
(udawało niemiecką opozycję o zabarwienie socjaldemokratycznym). W kwietniu
1942 roku przejął redakcję pisma “Głos Ojczyzny”, przeznaczonego dla polskich
jeńców wojennych i środowisk polskich robotników przymusowych w Rzeszy.
Wykazywał się niezwykłą aktywnością w pracy konspiracyjnej. Od lipca 1942 roku
był redaktorem pisma satyrycznego dla żołnierzy Wehrmachtu “Klabautermann”,
w sierpniu 1942 roku został mianowany szefem referatu radiowego w Podwydziale
Propagandy Mobilizacyjnej “Rój”771. 3 listopada 1942 na skutek “wsypy” w organizacji małego sabotażu “Wawer” został aresztowany i po krótkim pobycie na Pawiaku 26 listopada wywieziony transportem do KL Auschwitz 772. Tam oznaczony numerem obozowym 78074. 10 marca 1943 przeniesiony do KL Groß-Rosen, a stamtąd 21 kwietnia tegoż roku do KL Sachsenhausen. W tym obozie był osadzony w bl.
11a i zatrudniony w komandzie Heinkel–Halle Nr. 5. W lecie 1944 roku przeniesiony
do KL Buchenwald. Obozy przeżył 773 . Po wojnie mieszkał w Warszawie, gdzie
zmarł w 1978 roku.
Oddział VII (Biuro Finansów i Kontroli) KG SZP–ZWZ–AK poniósł również
szereg strat. Na skutek aresztowań w KL Auschwitz osadzeni zostali Irena Dutkiewicz (de domo Makowska), Józef Weber i Edmund Hintze.
767
768
769
770
771
772
773
M. Ney-Krwawicz, Komenda Główna..., s. 187.
R. Domańska, Pawiak..., s. 159.
APMO, D-AuI-2/200, Politische Abteilung, Zugangsliste, t. 4, nr inw. 4478, s. 390.
APMO, D-AuI-2/1/2, Schutzhaftlagerführung, Stärkebuch, t. 2, nr inw. 31534, s. 171.
G. Mazur, Biuro Informacji i Propagandy..., s. 61–67, 97, 100–104, 119, 120, 124–125.
R. Domańska, Pawiak..., s. 159.
Cz. Michalski, Wojna warszawsko-niemiecka, Warszawa 1971, s. 322.
Irena Dutkiewicz ps. “Wisłocka”, “Wiktoria Wisłocka”, od kwietnia 1940 do
września 1943 roku kierowniczka Sekretariatu szefa Oddziału VII, aresztowana została przez KdS Radom i 2 października osadzona w KL Auschwitz, numer obozowy 63866. W okresie od 28 września do 2 listopada 1944 przebywała w bl. 8a (HKB
FKL na odcinku B.I.a w KL Auschwitz II–Birkenau) 774 . Wyzwolona na terenie
obozu 27 stycznia 1945.
Od utworzenia Kasy Głównej KG SZP–ZWZ–AK stanowisko kasjera głównego
sprawował Józef Weber ps. “Tkacz”, “Tkaczewski”. 19 września został aresztowany
w ulicznej łapance w Warszawie i zesłany do KL Auschwitz. Numeru obozowego
i jego losów w KL Auschwitz na skutek braku źródeł nie udało się odtworzyć. Po
usilnych staraniach organizacji po kilku miesiącach został zwolniony z obozu. Po
odzyskaniu sił powrócił do służby w połowie 1941 roku. 28 maja 1942 ponownie
aresztowany w lokalu konspiracyjnym przy ul. Kredytowej w Warszawie. Do 16
lipca osadzony na Pawiaku, później wywieziony do KL Auschwitz i rozstrzelany na
dziedzińcu bl. 11 20 sierpnia 1942775.
Funkcje głównego magazyniera KG SZP–ZWZ–AK sprawował sierż. Edmund
Hintze ps. “Edmund”. We wrześniu 1940 roku aresztowany w ulicznej łapance, następnie osadzony w KL Auschwitz, gdzie przebywał do zwolnienia 5 listopada
1941. Po krótkim okresie wypoczynku powrócił do służby, aby ponownie zostać
aresztowanym w 1943 roku. Nierozpoznany przez Niemców, został po kilku dniach
zwolniony z Pawiaka i do wybuchu Powstania Warszawskiego pełnił swoją funkcję776. Po wojnie mieszkał w Warszawie.
Również żołnierze organizacji wydzielonych, takich jak “Wachlarz” i “Związek
Odwetu – Kierownictwo Dywersji”, byli więźniami KL Auschwitz.
Stefan Bielecki ps. “Czesław”, “Druh”, “Piotr”, “Przyjaciel” pozostawał w
konspiracji od listopada 1939 roku w Tajnej Armii Polskiej, w której pełnił funkcję
inspektora Sztabu Głównego na teren Okręgu Warszawskiego. Aresztowany pod
zarzutem zakopywania broni po kampanii wrześniowej, do czego się przyznał. Po
śledztwie 5 kwietnia 1941 wywieziony do KL Auschwitz 777. Tam oznaczony numerem obozowym 12692. Od maja członek konspiracji obozowej Związku Organizacji
Wojskowej, a po akcji scaleniowej ZWZ–AK. W marcu 1942 roku, w związku
z planowaną ucieczką z obozu, został przy pomocy organizacji przeniesiony jako
fachowiec (inżynier hydrotechnik) do prac melioracyjnych w Außenkommando
774
APMO, D-HygInst/71, 72, 75, SS-Hygene Institut, Begleitscheine, segr. 50, 52, 54, nr inw. 106156,
106158, 106160, s. 335, 328, 512.
775
APMO, D-AuI-2/3358/16, politische Abteilung, Sterbebuch, t. 16/1942, nr inw. 149503, s. 6; przyczyna zgonu podana w karcie zgonu “plötzlicher Herztod” skłania do przyjęcia hipotezy odnośnie do
okoliczności śmierci w KL Auschwitz – por. Th. Grotum, J. Parcer, Komputerowa analiza kart zgonu,
[w:]
J. Dębski i in. (red.), Księgi zgonów z Auschwitz, t. 1; Relacje, München-New Providence–London–Paris
1995, s. 231–234.
776
M. Ney-Krwawicz, Komenda Główna..., s. 208.
777
R. Domańska, Pawiak..., s. 143.
Harmense. Praca we wspomnianym komandzie zwiększała szansę ucieczki.
16 maja 1942 z drugim członkiem konspiracji obozowej, grafikiem Wincentym
Gawronem, numer obozowy 11237, uciekli z Außenkommando Harmense, zabie-rając raport dla KG AK o sytuacji w obozie i rozpoczęciu masowej zagłady Żydów 778 . Bielecki po szczęśliwym dotarciu do Warszawy otrzymał przydział do
“Wachlarza”, gdzie był szefem referatu “Kontakty z Uwięzionym” w Oddziale I.
Następnie został mianowany na dowódcę placówki w Bobrujsku i zastępcę bazy w
Mińsku na IV Odcinku “Wachlarza”. Przebywając na terenach wschodnich uniknął
aresztowaniach w wielkiej “wsypie” IV odcinka. Powrócił do Warszawy i do 15
czerwca 1944
pełnił funkcję zastępcy kierownika referatu “997” w Oddziale II B (kontrwywiad)
KG AK. W czasie Powstania Warszawskiego został ranny 2 sierpnia 1944 (amputacja nogi). Zginął 5 września w czasie bombardowania szpitala 779.
Witold Pilecki włączył się do działalności konspiracyjnej zaraz po kampanii
wrześniowej w październiku 1939 roku780. Z mjrem Janem Włodarkiewiczem był
współorganizatorem Tajnej Armii Polskiej i od listopada 1939 roku szefem sztabu
TAP, a od maja 1940 roku głównym inspektorem Sztabu Głównego tej organizacji.
Postanowił dostać się do KL Auschwitz jako więzień, aby w obozie zorganizować
konspirację więźniarską. 19 września 1940 pozwolił się dobrowolnie aresztować w
ulicznej łapance na Żoliborzu i 21 września został wywieziony do KL Auschwitz,
gdzie jako Tomasz Serafiński oznaczony został numerem obozowym 4859. W październiku utworzył pierwszą o charakterze wojskowym organizacją ruchu oporu
więźniów Związek Organizacji Wojskowej 781, początkowo składającą się głównie
z wcześniej aresztowanych członków Tajnej Armii Polskiej. W ramach akcji scaleniowej rok później podporządkowała się ona Związkowi Walki Zbrojnej. Sam
Pilecki, czując się zagrożony dekonspiracją i w związku ze snutymi planami odbicia
więźniów KL Auschwitz w ramach przygotowywanego powstania powszechnego
przeciwko okupantowi, rozpoczął z końcem 1942 roku planować ucieczkę z obozu.
Podjęty projekt zrealizował w nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 wraz z Janem Redzejem i Edwardem Ciesielskim z komanda Bäckerei782. Do Warszawy dotarł w sierpniu 1943 roku i po złożeniu raportu w Komendzie Głównej otrzymał przydział
służbowy do Oddziału II Kedywu (kryptonim “Kameleon”) KG AK. W Powstaniu
Warszawskim walczył w batalionie Chrobry II, gdzie był początkowo zastępcą, a
później dowódcą 2. kompanii. Po kapitulacji oddziałów powstańczych przebywał
w oflagach – Lamsdorf i Murnau.
W. Gawron, Ochotnik do Oświęcimia, Oświęcim 1992, s. 254–261.
A.K. Kunert, Słownik biograficzny..., t. 2, s. 32–33.
780
Postać W. Pileckiego znalazła biografów w osobach W.J. Wysockiego i A. Cyry: W.J. Wysocki, Rotmistrz Pilecki, Warszawa 1994; A. Cyra, Ochotnik do Auschwitz, Oświęcim 2000; A. Cyra, W.J. Wysocki, Rotmistrz Witold Pilecki, Warszawa 1997.
781
J. Garliński, Oświęcim walczący, Londyn 1974, passim.
782
APMO, D-AuI-1/1, Kommandantur, Fernschreiben, t. 1, nr inw. 73487, s. 116.
778
779
Ppor. rez. kaw. Stanisław Wierzbicki ps. “Pers”, “Miecz” zakończył kampanię
wrześniową w bitwie pod Kockiem. W konspiracji od końca października 1939 roku
Należał do współorganizatorów Tajnej Armii Polskiej. W TAP pełnił funkcję funkcję szefa Oddziału I (Organizacyjny). Wraz z mjr Janem Włodarkiewiczem i innymi
oficerami TAP należał od jesieni 1941 roku do pierwszych żołnierzy “Wachlarza”.
Początkowo był oficerem personalnym w Oddziale I. 1 stycznia 1942 został mianowany szefem Oddziału I i na tym stanowisku pozostawał do września 1942 roku.
Następnie był przewidziany przez komendanta “Wachlarza” ppłka Adama Remigiusza Grocholskiego ps. “dr Waligóra” “Inżynier” na dowódcę III Odcinka “Wachlarza”. Stanowiska tego nie zdołał objąć, gdyż został aresztowany w nocy z 17 na
18 września 1942. Zapewne po krótkim pobycie na Pawiaku został wywieziony do
KL Auschwitz i tam zginął 783 . Jego obozowych losów nie udało się zrekonstruować784.
Bezpośrednim podwładnym ppor. Stanisława Wierzbickiego był ppor. rez. art.
Czesław Sikora ps. “Michalski”, kierownik referatu Legalizacji w Oddziale I “Wachlarza”. Po kampanii wrześniowej w konspiracji (TAP), gdzie pełnił podobnie jak
później w “Wachlarzu” funkcję szefa referatu Legalizacji Oddziału I785. Aresztowany
18 września 1942 w biurze Zakładu Ubezpieczeń Społecznych w Warszawie wraz
z Wiktorią Klimaszewską, jej synem i mecenasem Witoldem Bajankiewiczem.
Osadzony na Pawiaku, a 18 listopada 1942 wywieziony transportem do KL Auschwitz. Wspomniany transport przybył do obozu 19 listopada 1942786. Tam został
oznaczony numerem obozowym 76159787. W grudniu 1942 roku zmarł w KL Auschwitz788.
Łączność w konspiracji była newralgicznym punktem wszelkich działań. Stąd
wszystkie jednostki organizacyjne polskiego podziemia starały się ją zorganizować
w sposób perfekcyjny. Mimo tego nie obyło się bez sporych strat w tym pionie
konspiracji, o czym wcześnie już wspominałem. W tym miejscu chcę przedstawić
jednego żołnierza polskiego podziemia, który prawie od początku swojej działalności konspiracyjnej był związany ze strukturami łączności ruchu oporu.
Por. rez. art. Aleksander Żytkiewicz ps. “Jastrzębski”, “Morawski”, “Morawski
Albin” działał w konspiracji od początku stycznia 1941 roku. W Tajnej Armii Polskiej (TAP) sprawował do jesieni 1941 roku funkcję szefa Oddziału V (Łączność).
Po przejściu do “Wachlarza”, od początku 1942 roku organizował Oddział V i do
lipca tego roku kierował jego pracą. Na skutek zagrożenia aresztowaniem został
urlopowany i wyjechał z Warszawy. Do grudnia 1942 roku pozostawał bez przy783
Archiwum Wojskowego Instytutu Historycznego (dalej AWIH), Centralna Kartoteka Wachlarza,
sygn. III/29/9; C. Chlebowski, Wachlarz, Warszawa 1990, s. 30, 51, 129-131, 201, 366.
784
W zachowanej spuściźnie aktowej po KL Auschwitz nie figuruje.
785
AWIH, Centralna Kartoteka Wachlarza, sygn. III/29/9; C. Chlebowski, Wachlarz, s. 30, 51, 90, 366.
786
R. Domańska, Pawiak..., s. 308.
787
APMO, D-AuI-5/7, Standortarzt, Röntgenbuch, t. 7a, nr inw. 5026, s. 105.
788
C. Chlebowski, Wachlarz, s. 366.
działu organizacyjnego, następnie rozkazem komendanta “Wachlarza” ppłka Adama
Remigiusza Grocholskiego został przywołany do służby konspiracyjnej, aby objąć
po rozbiciu poprzedniego kierownictwa szefostwo Oddziału V 789. 7 kwietnia 1943
aresztowany w kościele św. Floriana na Pradze w trakcie nabożeństwa żałobnego za
duszę rozstrzelanego w Palmirach żołnierza pionu łączności i kwatermistrzostwa
“Wachlarza” Wilhelma Branowskiego 790. Na Pawiaku przebywał do godziny 5 rano
12 maja 1943, następnie został wywieziony transportem do KL Auschwitz. Wspomniany transport przybył do obozu w tym samym dniu 791 . Oznaczony numerem
obozowym 121678, osadzony został na odcinku B.I.b (obóz męski) w KL Auschwitz II–Birkenau, a w lipcu 1943 roku przeniesiony do obozu męskiego na odcinek B.II.d, osadzony w bl. 5, w którym przebywał przez dłuższy czas. Zatrudniony
był w różnych komandach – najdłużej w Zimmereikommando i
SS-Unterkunfts-kammer. Od września 1943 roku czynny w obozowej konspiracji,
zorganizował oddzielną grupę ruchu oporu, która składała się głównie z żołnierzy
“Wachlarza”.
W lecie 1944 roku wspomniana grupa podporządkowała się płkowi Władysławowi
Smreczyńskiemu ps. “Hucuł”, “Dąb”, który do momentu aresztowania 19 grudnia
1942 pełnił funkcję komendanta Okręgu Lwów ZWZ–AK. 18 października 1944
został Aleksander Żytkiewicz przeniesiony do KL Groß-Rosen, a następnie do KL
Flossenbürg-Leitmeritz i tam wyzwolony792.
Na zakończenie przeglądu kadry kierowniczej KG AK więźniów KL Auschwitz
pragnę zaprezentować sylwetkę ppłka dypl. Zygmunta Piotra Cetnerowskiego.
W konspiracji działał od 1940 roku na terenie Litwy, gdzie krótko był komendantem
Podokręgu Kowno, a następnie szefem Oddziału II sztabu Komendy Okręgu Wilno.
W styczniu 1942 roku został przeniesiony do Warszawy i mianowany szefem Służby Kolejowej w Wydziale Komunikacji Wojskowych793. Aresztowany w czerwcu
1943 roku, do 5 października przebywał na Pawiaku, skąd wywieziony został do KL
Auschwitz794. Tam oznaczony numerem obozowym 156079. Do końca kwietnia był
osadzony na odcinku B.II.d (MKL) w KL Auschwitz II–Birkenau 795 . Z końcem
kwietnia lub na początku maja 1944 roku został przeniesiony do KL Auschwitz III–
–Janinagrube, gdzie przebywał do września 1944 roku796. 14 września 1944 przeniesiony do KL Flossenbürg797. W tym obozie zginął z końcem 1944 roku.
Tamże, s. 30, 55–56, 85.
R. Domańska, Pawiak..., s. 308.
791
Tamże, s. 322.
792
APMO, Zespół Oświadczenia, t. 67, s. 7–21, relacja Aleksandra Żytkiewicza.
793
A.K. Kunert, Słownik biograficzny..., t. 3, s. 55–56; wg M. Ney-Krwawicz, Komenda Główna..., s.
225 – Cetnerowski pełnił tę funkcję od 1940 r.
794
R. Domańska, Pawiak..., s. 357.
795
APMO, D-AuI-1/1597, Kommandantur, Listy obozowe, t. 14, nr inw. 108368, s. 48.
796
APMO, D-AuIII-Janinagrube/7, KL Auschwitz III–Janinagrube, Listy szychtowe, teczka nr 13, nr
inw. 170786, s. 12, 15, 18, 25.
797
APMO, D-AuI-3/83, Schutzhaftlagerführung, Überstellungslisten, t. 3, nr inw. 146709, s. 55.
789
790
Zaprezentowane w artykule sylwetki i losy członków Komendy Głównej SZP–
–ZWZ–AK więźniów KL Auschwitz nie wyczerpują całości zagadnienia. Są natomiast w miarę pełnym indeksem strat kadry dowódczej. W literaturze przedmiotu
nie doczekaliśmy się jeszcze monograficznego opracowania dotyczącego strat poniesionych przez Komendę Główną w wyniku funkcjonowania systemu hitlerowskich obozów koncentracyjnych, dlatego niniejsza praca stanowi wprowadzenie tego
tematu w obieg naukowy i jest przyczynkiem upamiętniającym również wszystkich
tych, często także bezimiennych żołnierzy Armii Krajowej, którzy zetknęli się
z ekstremalną rzeczywistością hitlerowskiego lagru.
Members of the Headquarters of SZP–ZWZ–AK
Prisoners of the Auschwitz Concentration Camp
Abstract
In October 1939, on the territory of the Polish Republic occupied by Hitler‟s Germany,
two organisational structures, whose objectives to be realised were clearly defined, confronted
each other – on the one hand, the network of the Polish Underground State being created and
continuously expanded, with its armed forces: Armed Service to Poland (SZP) – Armed
Fighting Union (ZWZ) – Home Army (AK), and on the other, the German occupation administrative apparatus, with its police units and special services. The fundamental goal of the
Polish Underground State was to defend and protect the national substance, and to win back
independent statehood. Whereas, the fundamental objective of the actions of the opposite side
was to eradicate the Polish elite regardless of its beliefs or political orientation, pursuant to the
idea expressed by Adolf Hitler on October 2, 1939 “...Poles can have only one master, and
it can be the German, therefore, representatives of the Polish intelligentsia have to be killed.
It sounds brutal, but such is the rule of life...” A special position in implementing the
afore-mentioned objectives was taken by the police and a system of different types of camps
inextricably connected with it. The Nazi decision-making bodies were fully aware of the fact
that no matter what the occupation policy was going to be it would be confronted by the
Polish organised underground movement. The total number of police force to implement the
given tasks and in the General Gouvernment subordinate to the Chief Commandant of SS and
Police (Höherer SS und Polizeiführer) is estimated of 50 to 60 thousand policemen. Besides
a general terror afflicting the whole Polish society the operations of the German special services were targeted at the liquidation of the commanders of the Home Army.
The purpose of the article was to present the fate of the members of the Main Command
(KG) of ZWZ–AK after their arrest and to focus on their stay in Auschwitz. It needs to be
emphasised that KG ZWZ–AK, as a conspiratory apparatus was extremely well organised and
developed, which grew constantly from a group of several persons who on September 27,
1939 undertook organisation activities, to 1195 officers, officer trainees, and non commissioned officers in February 1944. There should be added an unspecific number of privates, ca.
2000–3000 so that approximately 3000–4000 people were members of KG ZWZ–AK. During
the period from March 1941 to February 1944 KG ZWZ–AK lost 457 killed and 1001 imprisoned persons. It can be justifiably assumed that the losses of KG ZWZ–AK were over 1500
soldiers, however exact calculations are not possible in this case. The highest KG commanding officers were put under arrest, namely General Stefan Rowecki, pseudonym “Grot”, the
Chief Commander of the Home Army; Chief of Staff Colonel Certified Janusz Albrecht,
pseudonym “Wojciech”, two Commanders of Unit II; Lieutenant-Colonel Certified Wacław
Berka, pseudonym “Brodowicz”, Lieutenant-Colonel Certified Marian Drobik, pseudonym
“Dzięcioł”; reserve major Tadeusz Kruk-Strzelecki, the first BIP Head, pseudonym “Dyrektor”. Those numerous arrests of the members of KG ZWZ–AK resulted in placing
some of them in concentration camps. As found in half-yearly reports, there were 317 officers
and soldiers of the Home Army there. The present research does not allow making any definite statements about the exact number of KG ZWZ–AK members who were imprisoned in
Auschwitz. The analysed data refer to the managing staff and include 30 people. One may put
forward a hypothesis that probably a majority of those 317 soldiers placed in concentration
camps became the victims of Auschwitz. The scope of the article embraced the description of
the fate of those members of KG ZWZ–AK who had some special decision-making competence. In this case it was the level of the head of the department, which should be treated as
the lowest commanding link. Only in two cases I did not obey the rule. The structure of KG
ZWZ–AK imposed the way of presentation the subject matter. The fate of the KG members
was presented in agreement with their official membership. The published article is a tribute
to the memory of all the arrested and murdered members of KG SZP–ZWZ–AK.
Annales Academiae Paedagogicae
Cracoviensis
Folia 3
Studia Historica I (2001)
Kim Seong-Bo798
Polityka sowiecka wobec Korei
i powstanie reżimu w Korei
Północnejw latach 1945–1946
Koniec II wojny światowej związany jest z podziałem Korei wzdłuż 38 równoleżnika na dwa obszary okupowane przez Stany Zjednoczone i Związek Sowiecki.
Na Konferencji w Moskwie w grudniu 1945 roku podjęto decyzję o utworzeniu
w Korei tymczasowego rządu pojednania, który miał działać pod nadzorem
Stanów Zjednoczonych, Związku Sowieckiego, Wielkiej Brytanii i Chin. Utworzenie jednego rządu okazało się jednak trudne, jako że lewica poparła ustalenia
Konferencji Moskiewskiej, a prawica im się sprzeciwiła. Doprowadziło to do
poważnego konfliktu wewnętrznego. W konsekwencji w sierpniu i wrześniu 1948
roku powstały jeden po drugim dwa ośrodki władzy. Zimna wojna w Azji Wschodniej rozpoczęła się więc stosunkowo wcześnie. Wykładowcy historii oraz nauk
politycznych w Korei od dawna prowadzą spór na temat odpowiedzialności za
podział Korei na dwa państwa – Koreę Północną i Południową i roli Związku
Sowieckiego w tym procesie. Z punktu widzenia jednej ze stron, ZSRR po prostu
wyzwolił Koreę Północną, a następnie okupował jej obszar, by zmusić do kapitulacji
Japonię, nie wykazując przy tym intencji utworzenia przychylnego mu rządu 799 .
Drugi punkt widzenia głosi, iż to właśnie Sowieci dążyli do utworzenia w Korei
Północnej prosowieckiego i oddzielnego rządu, jeszcze zanim zapadły decyzje
Konferencji Moskiewskiej 800. Obie opcje nie zostały zweryfikowane w dostatecznym stopniu, co więcej, wiedza o sowieckiej polityce zagranicznej ograniczona była
Autor jest badaczem Narodowego Komitetu Historii Porównawczej Republiki Korei.
Większość rosyjskich i północnokoreańskich naukowców wciąż jeszcze podziela ten punkt widzenia.
800
R.M. Slusser, Sowiecka polityka na Dalekim Wschodzie, 1945–1950: Cele Stalina w Korei, [w:] Geneza zimnej wojny w Azji pod red. Y. Nagai i A. Irie (University Of Tokyo Press 1997); E. Van Ree, Socialism in One Zone: Stalin’s Policy in Korea, 1945–47; K. Weathersby, Soviet Aims in Korea & the
Origins of the Korean War, 1945–50: New Evidence from Russsian Archives, Cold War International
History Project, Woodrow Wilson International Center for Scholars; Paik Hak-Son, “North Korean State
Formation, 1945–50” praca doktorska, University of Pensylvania, 1993.
798
799
ideologicznymi perspektywami analiz okresu zimnej wojny, na co wskazuje terminologia: np. “prawdziwy wyzwoliciel” czy “odrażający okupant”. Artykuł niniejszy
pragnie pokazać, jaką rolę w tworzeniu oddzielnego rządu Korei Północnej odegrał
Związek Sowiecki. Wykorzystane zostaną w tym celu dokumenty z archiwów rosyjskich (Archiw Wnieszniej Politiki Rossijskoj Fiedieracji: AWPRF; Rossijskij
Centr Chranienia i Izuczienija Dokumientow Nowiejszej Istorii : RCChiDNI) 801.
Znaczenie Korei dla ZSRR w okresie sprzed wyzwolenia
Tylko jeden z badaczy sprzeciwił się twierdzeniom, że sowieckie interesy
w Korei podczas II wojny światowej miały znaczenie drugorzędne, gdyż głównym
celem polityki Moskwy w północnej Azji pozostawała Mandżuria802, a Korea miała
stanowić dla tej prowincji strefę buforową. Dokumenty drugiego Departamentu
ds. Dalekiego Wschodu Ministerstwa Spraw Zagranicznych i Biura Informacji podległych Komitetowi Centralnemu KPZR świadczą, iż jeszcze zanim Związek
Sowiecki wypowiedział wojnę Japonii, Korea była uważana za ważny obszar
z punktu widzenia interesów sowieckich, a szczególnie bezpieczeństwa803. Do momentu uformowania prosowieckiego rządu bezpieczeństwo ZSRR w opinii polityków sowieckich było zagrożone, albowiem, jak dowiodła historia, Japonia zwykła
wykorzystywać Koreę jako szlak do podboju kontynentu. W związku z tym podstawowym zadaniem polityki sowieckiej było powołanie prosowieckiego rządu, by
zapobiec wykorzystaniu Korei przez Japonię lub jakikolwiek inny kraj jako przyczółka dla inwazji. Jednak z powodu konfliktu interesów USA i Chin na półwyspie,
a tym samym niemożności arbitralnego, korzystnego dla siebie rozwiązania problemów, Związek Sowiecki zmuszony został do przyjęcia propozycji amerykańskiej
lub też wyrażenia zgody na wspólną administrację czterech państw: USA, ZSRR,
Wielkiej Brytanii i Chin. W ZSRR snuto także plany częściowej okupacji militarnej,
dającej gwarancję zabezpieczenia sowieckich interesów w Korei 804, co wyszło na
jaw, gdy Stany Zjednoczone naciskały na rozpoczęcie okupacji wzdłuż 38 równoleżnika. Z chwilą gdy oba mocarstwa rozpoczęły osobną okupację Korei, jedną z
podstaw polityki sowieckiej stała się współpraca ze sprzymierzonymi – USA i Chinami –
co do kierunku polityki koreańskiej. Z drugiej strony Związek Sowiecki pragnął
Ostatnio także dwóch historyków koreańskich wykorzystało te materiały, prezentując ważne rozważania. Ki Kwan So, “Formirowanije politiczieskoj sistiemy w Siewiernoj Korieje i rol SSSR (1945–
–1947 gg)” disiertacja, Institut Wostokowiedienija, Moskwa 1997; Czon Chiun Su, Socialno-ekono-miczieskije prieobrazowanija w Siewiernoj Korieje w pierwyje gody poslje oswobożdienija
(1945–48), Moskwa 1997.
802
Shin Yong-Iwoong “America and Soviet Policy toward Korea” 1943–48, praca doktorska, University
of Hanyang, Seul 1987, s. 60.
803
AWPRF, fond 0431 opis 1, połka 8, por 18, 8–30; RCHIDNI, fond 17, opis 128, dieło 49, s. 158–163.
804
E. Van Ree, Socialism in One Zone, s. 43–44.
801
utworzenia sprzyjającego mu rządu. Te dwa główne założenia obowiązywały aż do
momentu złamania ustaleń Konferencji Moskiewskiej.
Polityka sowiecka wobec Korei po wyzwoleniu. Wojskowa
administracja sowiecka w Korei Północnej od 15
sierpnia do grudnia 1945 roku
Konferencja Ministrów Spraw Zagranicznych w Londynie
Począwszy od pierwszego spotkania ministrów spraw zagranicznych Stanów
Zjednoczonych, Związku Sowieckiego i Wielkiej Brytanii od 11 września do 2 października 1945 roku w Londynie, ZSRR wiązał problemy polityki w północnej Azji
z kwestią własnego bezpieczeństwa. Przeczuwając, że spotkanie ministrów wykorzysta sprawę Korei w kontekście polityki względem Japonii, ZSRR zaplanował swą
strategię już wcześniej. Intencje ZSRR ukazują dokumenty z pierwszego posiedzenia konferencji. Jednak z planów sowieckich wobec Korei nie zdawano sobie sprawy, albowiem problem ten nie był w Londynie dyskutowany. Jest to jednak wątek
pomocny w zrozumieniu polityki sowieckiej w stosunku do półwyspu.
W świetle dokumentów805 ZSRR miał w planie okupowanie Korei Północnej
tak długo, dopóki armia amerykańska pozostanie w Korei Południowej, przewidywano przy tym, że okupacja trwać będzie dwa lata. Termin “dwuletni” może być
odczytany jako czas niezbędny do przejęcia władzy w Azji północno-wschodniej, w
tym także w Korei, a nie jedynie czas niezbędny do pokonania Japonii. Czyniono
także plany połączenia stref wpływów czterech państw po zaprzestaniu okupacji
przez USA i ZSRR. Związek Sowiecki przykładał szczególną wagę do zabezpieczenia portów, by umożliwić swojej flocie swobodę ruchu w głąb północno-wschodniej
Azji. Pragnął on porty o głównym znaczeniu strategicznym, takie jak: Pusan, Chinhae, Jemulpo i Chejudo w Południowej Korei, umieścić pod swą lub połączoną
sowiecko-chińską kontrolą. ZSRR był zainteresowany zdobyciem prawa swobodnego przepływu przez niektóre koreańskie i japońskie cieśniny, by sowiecka flota
mogła poruszać się po morzach Azji północno-wschodniej bez żadnych ograniczeń.
Okupując Koreę Północną i Mandżurię żywił on nadzieję rozciągnięcia strefy przepływu swej marynarki w głąb Azji. Stąd próby zapewnienia sobie możliwości przepływu przez morza tego rejonu. Plany te nie zostały wcielone w życie, albowiem na
konferencji w Londynie nie poddano ich pod dyskusję.
Wojskowa administracja sowiecka w Korei Północnej
Polityka armii sowieckiej w Korei Północnej opierała się na rozporządzeniu
Biura Politycznego (tj. dyrektywie Stalina) 806 z września 1945 roku. Punktem kluczowym tej dyrektywy było “ustanowienie” w Północnej Korei burżuazyjno-demo-kratycznej władzy opartej na szerokiej koalicji partii demokratycznych.
805
806
AWPRF, fond 0431, opis 1, połka 8, por 52, s. 42–51.
Centralnyj Archiw Mieżdunarodnich Otnoszenij, fond 148, opis 3763, dieło 111, s. 92–93.
Pozostaje niejasne, czy celem Stalina, jeszcze przed powołaniem nadzoru międzynarodowego, było ustanowienie oddzielnego państwa na północy, czy tylko tymczasowej władzy. Uważa się, że ta ostatnia możliwość jest bardziej prawdopodobna,
ponieważ w Londynie Sowieci byli bliscy zaproponowania wspólnego nadzoru
czterech państw
i uzyskania zgody na użytkowanie portów południowokoreańskich, jak np. Pusanu.
Sam konflikt nie rozpoczął się przed 24 września, kiedy to w Londynie dyskutowano na temat sowieckiej propozycji ustanowienia nadzoru nad Japonią. Należy
zatem wysnuć tezę, iż dyrektywa ta miała zająć naczelną pozycję w negocjacjach
dotyczących nadzoru administracyjnego oraz utworzenia rządu przyszłej zjednoczonej Korei. Opierając się na rozporządzeniu Stalina Armia Czerwona skoncentrowała się na stworzeniu prosowieckiego systemu władzy. Uznano Komitet Ludowy i Koreański Komitet do Walki o Niepodległość za organizacje autonomiczne.
Było to wymierzone w decyzję władz armii amerykańskiej o zakazie ich działalności
i rozwiązaniu tychże. Opierając się na rozpoznaniu dokonanym przez te organizacje,
armia sowiecka wprowadziła w życie politykę głoszącą, że stosunek komunistów do
nacjonalistów ma się jak 1:1. Przy dowództwie 25 Armii utworzono Zarząd Cywilnej Administracji Sowieckiej. W październiku 1945 roku Sowieci wsparli powstanie
Biura Organizacyjnego Komunistów Korei Północnej, niezależnego od Komitetu
Centralnego Koreańskiej Partii Komunistycznej w Korei Południowej. Zezwolili
także na utworzenie w listopadzie 1945 roku Partii Demokratycznej Choson, której
przedstawicielem był Cho Manshik, słynny działacz chrześcijańsko-narodowy.
Armia sowiecka dążyła do stworzenia prosowieckiego rządu z udziałem komunistów i nacjonalistów807.
Polityka sowiecka w Korei Północnej nie została uwieńczona sukcesem.
W świetle raportu dowództwa sił sowieckich na Dalekim Wschodzie z końca grudnia
1945 roku odbudowa “demokracji burżuazyjnej”, podjęta dla zabezpieczenia interesów sowieckich, wciąż się opóźniała. W związku z tym Ministerstwu Spraw Zagranicznych przedstawiono propozycję spełnienia następujących postulatów: przeszko-lenia narodowego korpusu demokratycznego, centralizacji władzy i przekazania jej w ręce Koreańczyków oraz przeprowadzenia reformy rolnej 808. Przywódcy
sowieccy zachowali się powściągliwie wobec tych propozycji, ponieważ wciąż potrzebna im była współpraca z Ameryką podczas Moskiewskiej Konferencji Ministrów Spraw Zagranicznych Wielkiej Trójki. Pomimo że polityka sowiecka wobec
Korei opierała się na międzynarodowej współpracy z USA, podział państwa został
rozpoczęty.
Postanowienia wobec Korei na Konferencji Moskiewskiej w grudniu 1945 roku
807
808
Zob. Ki Kwan So, “Formirowanije politiczeskoj...”.
AWPRF, fond 013, opis 7, połka 4, por 46, s. 3–13.
Podczas Konferencji w Moskwie ZSRR zaproponował Ameryce nowy plan
nadzoru, a tym samym zmianę przyjętych wcześniej, jeszcze podczas wojny ustaleń.
Głosiły one, że zostanie powołany tymczasowy koreański rząd pojednania w wyniku
konsultacji z koreańskimi partiami politycznymi i organizacjami społecznymi, a kwestia nadzoru administracyjnego miała być omówiona w późniejszym terminie. Dlaczego zatem ZSRR sugerował zmianę postanowień na takie, które, jak sądzono,
pozwolą Koreańczykom na samodzielne uformowanie rządu? Czy wiąże się to ze
słabością Związku Sowieckiego w kwestii przeświadczenia o jego wyjątkowej pozycji jako jedynego socjalistycznego kraju w gronie czterech nadzorujących państw?
Nie jest to proste pytanie. Początkowo przedmiotem niepokoju Sowietów był ewentualny sprzeciw koreańskiej prawicy wobec sowieckiego uczestnictwa w nadzorze.
Dla tej przyczyny szukano po omacku trzeciej drogi. Szło także o gwarancję realizacji własnych interesów w przyszłym koreańskim rządzie. Wyciągnięto wniosek, że
poprzez prace Komisji Wspólnej ZSRR809 może pośrednio oddziaływać na proces
formowania tymczasowego rządu.
Wątpliwą pozostaje wciąż kwestia, czy ZSRR był optymistycznie nastawiony
do swego programu oraz czy posiadał wolę jego realizacji, nawet jeśli spełniałby on
założenia porozumień międzynarodowych lub Konferencji Moskiewskiej. ZSRR
pozostał nieufny w stosunku do polityki amerykańskiej względem Korei, sądząc, że
to amerykańska armia okupacyjna tworzy antydemokratyczny reżim w Korei Południowej810. Dopóki ZSRR wyznawał ten pogląd, trudno byłoby oczekiwać, by pragnął on zdecydowanie przyśpieszyć proces tworzenia jednego rządu. Pomimo to
właśnie postanowienia Konferencji Moskiewskiej dawały Koreańczykom jedyną
nadzieję pokojowego sformowania rządu, który zaakceptowałyby oba mocarstwa.
Zerwanie obrad Komisji Wspólnej.
Na drodze do podziału, od stycznia do czerwca 1946
Decyzje Konferencji Moskiewskiej podzieliły społeczeństwo koreańskie. Czasopisma prawicowe, jak np. “Dongah Ilbo”, podburzały społeczeństwo przeciwko
obcym wpływom, podając tendencyjnie zmienione informacje na temat ustaleń
Konferencji w Moskwie, gdzie rzekomo mowa była jedynie o obcej administracji, i
nie podniesiono kwestii utworzenia rządu. Wraz z ruchem wymierzonym przeciwko
obcemu nadzorowi, wcześniej podzieleni koreańscy prawicowcy zjednoczyli się
i wzmocnili swe poprzednio niewielkie poparcie wśród społeczeństwa. Poparcia
udzieliły im także władze wojskowe Armii Stanów Zjednoczonych. Natomiast
w Korei Północnej ruch przeciwny obcej władzy jako antysowiecki i antydemokratyczny został stłumiony. Cho Manchik z Partii Demokratycznej Choson został osaAWPRF, fond Riefierientura po Korieje, opis 1, dieło 15, połka 1, s. 11–21; K. Weathersby, Soviet
Aims..., s. 13–14.
810
RCHiDNI, fond 17, opis 128, dieło 94, s. 16.
809
dzony w areszcie domowym, gdy odmówił poparcia ustaleń Konferencji w Moskwie. Doprowadziło to do rozpadu szerokiej komunistyczno-narodowej koalicji
i powstania pozornie zjednoczonej siły z przewagą socjalistów i mniejszością w postaci przedstawicieli centrum. W rezultacie tych zdarzeń w lutym 1946 roku powołano do życia Tymczasowy Komitet Ludowy Korei Północnej (TKLKPn). W marcu
1946 roku spełniono założenia reformy rolnej o konfiskacie ziemi bez odszkodowania dla właścicieli oraz darmowym jej rozdziale między chłopów. Reforma agrarna
w Korei Północnej, w przeciwieństwie do umiarkowanych jej form w Europie
Wschodniej, była radykalna. W rezultacie tych działań, jeszcze zanim otwarto obrady Komisji Wspólnej, powstała władza poparta przez chłopów811.
Związek Sowiecki prowadził negocjacje z USA, kiedy w granicach jego strefy
władza już powstawała. Obrady Komisji Wspólnej zostały zerwane, gdy ZSRR nie
ustąpił ze swego stanowiska, głoszącego, że wszystkie partie polityczne i organizacje społeczne przeciwne obcej administracji powinny być z negocjacji wykluczone.
Wraz z zerwaniem obrad komisji polityka sowiecka jawnie już zdążała do utworzenia oddzielnego rządu. We wrześniu 1946 roku okupacyjna armia sowiecka przekazała w ręce TKLKPn najważniejsze zakłady przemysłowe, by rozszerzyć zaplecze
społeczne, na którym opierała się prosowiecka władza w Korei Północnej. Właściwie jednak, odkąd armia sowiecka uznała zakłady przemysłu zbrojeniowego za
zdobycz wojenną812, czyniono plany jego wywozu do ZSRR. Tak też w pewnym
stopniu uczyniono. By zyskać poparcie Koreańczyków, plany te odwołano. Obowiązywały one nadal wobec rafinerii i baz marynarki handlowej przekształconych w
spółki
koreańsko-sowieckie.
Podsumowanie
Dla bezpieczeństwa ZSRR w północno-wschodniej Azji Korea była obszarem
o znaczeniu strategicznym. Utworzenie na Półwyspie Koreańskim lub przynajmniej
jego części przyjaznego rządu – to główny cel polityki sowieckiej wobec Korei.
Sowieci nie podzielali planu tworzenia oddzielnego rządu od samego początku. Dopiero stanąwszy wobec faktu istnienia silnej opozycji przeciwnej obcej administracji, poparli ideę sformowania w Korei Północnej prosowieckiej władzy. W momencie powstania ruchu przeciwnego obcemu nadzorowi, trudno było wcielić w życie
postanowienia Konferencji Moskiewskiej, stanowiące dla Koreańczyków jedyną
szansę utworzenia jednolitego, własnego rządu, w zgodzie z interesami czterech
administrujących państw. Związek Sowiecki nie stanął sztywno na stanowisku
utworzenia w Korei Północnej socjalistycznego rządu i zdawać się może, iż poparłby każdy rząd, który nie byłby mu wrogi ani nie godziłby w jego bezpieczeństwo.
Nie snuto także w ZSRR od samego początku planów włączenia Korei w obszar
Kim, Seong-Bo, “Land Reform and Agricultural Collectivisation in North Korea” praca doktorska,
University of Yonsei, Seul 1996.
812
AWPRF, fond Refierientura, opis 1, por 10, dieło 200, połka 1, s. 225.
811
wpływów socjalizmu. Tak więc na krytykę zasłużyli przedstawiciele koreańskiej
prawicy i lewicy w równym stopniu. Zabrakło Koreańczykom mądrości, by pośredniczyć w konfliktach dwóch potęg obcych i dwóch sił wewnętrznych. Tej samej
mądrości potrzeba Koreańczykom i dzisiaj, by dokonać zjednoczenia obu Korei.
The Soviet Policy towards Korea and the Emergence
of the North Korea Regime during the Period
1945–1946
Abstract
After the conclusion of war, Korea was divided along the meridian 38. North Korea was
placed under the Soviet control and South Korea under the American domination. The Russians were particularly interested in keeping control over the Korean ports, however they were
unable to push their idea of forming one government for whole Korea. Since the beginning of
1946 they have continued to undertake actions aimed at the transfer of the authority to rule
over the land of Korea to the north of 38°N to the communists. Moscow was not immediately
involved in the plans of including Korea in the territory of socialist influence, and the Korean
people lost their only chance to unite their country because they “lacked wisdom to mediate
between two conflicting superpowers.”
Annales Academiae Paedagogicae
Cracoviensis
Folia 3
Studia Historica I (2001)
Lucyna Kudła
Biografie na lekcjach historii –
propozycje rozwiązań praktycznych
Od początku lat osiemdziesiątych coraz powszechniej pojawiają się wśród historyków i dydaktyków historii głosy domagające się przywrócenia pierwiastkowi
ludzkiemu należnego mu miejsca w nauczaniu historii. Uważa się nawet, że odpostaciowienie historii może być jedną z przyczyn niepowodzeń edukacji historycznej.
Aby sytuację tę zmienić, należałoby rozbudować wątki biograficzne, niejednokrotnie do tej pory lekceważone. Doświadczenie wskazuje, że uwzględnienie metody
biograficznej jest skutecznym sposobem dotarcia treści historycznych do dzieci
i młodzieży813. Włączanie wątków biograficznych do lekcji historii może pomóc
w znalezieniu odpowiedzi na pytanie, czy informacje biograficzne pomogą uczniowi
w rozumieniu historii, wywołają procesy myślowe związane z dostrzeganiem problemów, wartościowaniem informacji i sądów?
Biografia w nauczaniu historii może spełniać rozmaite funkcje, zarówno pozwala zdobywać informacje o przeszłości, jak i rozwijać umiejętności intelektualne.
Wykorzystywanie biografii w toku lekcji pozwoli na wytworzenie w wyobraźni
uczniów obrazu przeszłości, który trudniej wywołać przez podanie suchych faktów.
Daje szansę na zaangażowanie naszych przeżyć oraz przeżyć i uczuć naszych wychowanków. Jest to możliwe na każdym szczeblu edukacji historycznej, zwłaszcza
w młodszych klasach szkoły podstawowej (kl. IV–VI), gdy stosunek emocjonalny
do poznawanych treści przeważa nad ich rozumową analizą.
Uczeń na lekcjach powinien dostrzegać w wydarzeniach i faktach historycznych
wiodącą rolę ludzi – zarówno jednostek, jak i całych narodów czy społeczeństw.
813
J. Maternicki, O nowy kształt edukacji historycznej. Warszawa 1984. s. 52.
Można wówczas dokonać pierwszej próby oceny zachowań omawianych postaci, co
pozwoli młodzieży na akceptację czy negację zachowań i działań814.
Jedną z najważniejszych ról należy upatrywać w wychowawczym oddziaływaniu biografii na życie młodego człowieka, który kształtuje dopiero swój charakter.
Pokazywanie dokonań i losów wybranych postaci pozwala na tworzenie wzorów do
naśladowania, budowanie systemu wartości. Często postaci prezentowane w szkolnej edukacji historycznej przedstawiane były jednostronnie – jako zdecydowanie
pozytywne lub negatywne. Ucząc porównywania różnych biografii, samodzielnej
oceny różnych dokonań tej samej osoby, pośrodkowania sądów, kształtujemy logiczne myślenie, a nawet postawy tolerancji wobec działań ludzkich.
Najczęściej na lekcjach historii uczniowie spotykają się z całą plejadą bohaterów. Ich dzieje związane są z walką o wolność i niepodległość, szeroko pojętą kulturą, nauką, gospodarką. Ukazanie losów, sukcesów i porażek poszczególnych postaci daje szansę na kształtowanie umysłów otwartych, widzących potrzeby zmian w
istniejącej rzeczywistości, ale i umiejących korzystać z doświadczeń i osiągnięć poprzednich pokoleń.
Sposoby stosowania wątków biograficznych mogą być różne. Przedstawienie
postaci oraz bogactwo zaprezentowanej faktografii zależy od wieku uczniów, ich
oczekiwań i możliwości poznawczych, od ich poziomu intelektualnego. Można podać wiele przykładów wzbogacania procesu dydaktycznego poprzez inscenizację,
projekcję filmową, konkurs, dramę. Częstotliwość ich wprowadzania przez nauczyciela zależy od wytyczonych przez niego celów. Jeżeli pragnie rozwijać myślenie
historyczne, to wątki biograficzne pomogą mu w pracy. Nie można przy tym bagatelizować czy pomijać postaci, których ocena jest i była kontrowersyjna. Ich pojawianie się w procesie nauczania pozwala nauczycielowi, aby w trakcie analizy materiału biograficznego dać szansę uczniowi zauważenia, jak często postępowanie
jednostek zależy od sytuacji zewnętrznej czy zaistniałych okoliczności. Stwarza
okazję podjęcia próby rzeczowej oceny, operowania argumentami, wyciągania
wniosków
i eliminacji krytykanctwa.
Wiadomości biograficzne podawane i omawiane w czasie zajęć lekcyjnych
wpływają na większą ich atrakcyjność, są przyczyną powstawania czy rozwijania
zainteresowań historycznych, a także dają postawy do dalszego samokształcenia.
Ograniczony czas jednostki lekcyjnej pozwala jednak najczęściej na przestawianie
tylko fragmentów biografii i wymusza na nauczycielu daleko posuniętą selekcję.
Lekcja historii daje możliwość wykorzystywania informacji zdobytych poza szkołą,
dzięki samodzielnej lekturze, obcowaniu z mediami, wizycie w muzeum, wiadomościom przekazywanym w domu. Ich zderzenia w czasie lekcji umożliwiają rzeczową
dyskusję, konfrontację odmiennych ocen, obalanie istniejących mitów. A wszystko
sprzyja rozwojowi ucznia, pogłębia jego wiedzę, umiejętności, ożywia emocje, pozwala na pełniejsze przeżywanie, przyswajanie i zrozumienie faktów.
Cz. Nowarski, Wokół problemu postaci historycznych w nauczaniu szkolnym, “Wiadomości Historyczne” 1982 nr 1, s. 81.
814
Biografia jako wprowadzenie do tematu lekcji
Wprowadzenie do tematu nowej lekcji, będące pierwszym elementem nowych
treści, pełni dość poważną rolę. Jest to bowiem chwila, w której sygnalizujemy problemy, fakty, osoby obecne w całej jednostce lekcyjnej. Od umiejętności nauczyciela zależy pierwsze wrażenie ucznia; zainteresowanie nowym tematem bądź jego
brak. Wprowadzenie nie jest jednak elementem oderwanym od całości, całkiem
nowym, może stanowić nawiązanie do poprzedniej lekcji, materiału przerabianego
wcześniej, być konsekwencją zadania domowego czy zaleconej lektury. Pełni zatem
istotną rolę w wiązaniu treści już poznanych przez ucznia z tymi, które dopiero
będzie poznawał. Powinno dać uczniom poczucie ciągłości wydarzeń historycznych,
zazębiania i uzupełniania się różnych elementów dziejów, uzmysłowić łączność
przyczyn ze skutkami.
Od nauczyciela oczekiwać można, by wiadomości wprowadzające do nowego
tematu lekcji przedstawiał rozmaicie, atrakcyjnie dla uczniów, przy użyciu rozmaitych środków dydaktycznych. Wymaga to oczywiście inwencji i dużej wiedzy merytorycznej. Jednak uczeń też nie może być bierny, czekający tylko na inicjatywę
uczącego, tylko aprobujący lub odrzucający jego starania. Ogniwo wprowadzające
jawi się jako element współgrania czynności i wysiłków nauczyciela z zainteresowaniem oraz przygotowaniem ze strony ucznia. Pomysłowość, ciekawa interpretacja
i właściwy dobór środków – ze strony nauczyciela – to uniknięcie rutyny, szansa
twórczego zaniepokojenia uczniów, wyeliminowania nudy i stworzenie wrażenia
niepowtarzalności każdej lekcji historii. Jest zatem możliwe zastosowanie elementów biograficznych w sposób ciekawy i przełamujący konwencję.
Jedną z możliwości jest zastosowanie fragmentów tekstu źródłowego o charakterze biograficznym. Może pozwolić uczniom na współudział w formułowaniu samego tematu lekcji. Np. odczytanie przez nauczyciela roty przysięgi Kościuszki na
Rynku krakowskim pomoże uczniom w ustaleniu, iż będzie on bohaterem nowej
lekcji, a omawianym tematem – powstanie zwane kościuszkowskim815. Korzystanie
z tekstu źródłowego daje szansę na przybliżenie uczniom niektórych elementów
metod pracy naukowej historyka–badacza, uczenie się ostrożnego podchodzenia do
źródła. Zadaniem nauczyciela jest przygotowanie ucznia do odbioru takich informacji, dokonywania ich analizy czy kształcenie umiejętności argumentacji. Zastosować
możemy np. zapis kronikarski dotyczący osób współczesnych piszącemu, np. Galla
o Bolesławie Krzywoustym816. Przeczytanie wybranego fragmentu biografii wprowadza ucznia w atmosferę okresu historycznego, który będzie poznawał na bieżącej
lekcji, w nastrój i tło wydarzeń politycznych. Dostarcza nowych informacji, często
o charakterze anegdotycznym. Przedstawia sylwetkę bohatera z różnych stron,
pozwala odejść od szablonu czy mitu. Uczeń przekonuje się, że bohater lekcji nie
jest jednoznacznie pozytywny lub negatywny, posiada cechy ludzkie – był dziec815
816
T. Maresz, K. Juszczyk, Historia w tekstach źródłowych, Toruń 1994, cz. 2, s. 111–112.
Anonim tzw. Gall, Kronika polska, Kraków 1989, s. 61–170.
kiem, przeżywał przygody, popełniał błędy. To “uczłowieczenie” daje młodzieży
poczucie bliskości z omawianą postacią. Taki tekst może być nie tylko źródłem
informacji, ale i punktem wyjścia do poznawania w dalszych etapach lekcji (ale
i poza nią) nowych wydarzeń i faktów.
Zapis kronikarski dotyczyć może losów ludzi żyjących przed autorem, których
dzieje poznał on z istniejących wówczas źródeł pisanych bądź przekazów ustnych.
Zapisy takie mogą stanowić jedno z kilku źródeł wiedzy na temat danego bohatera.
Mamy możliwość konfrontacji różnych ocen, porównania prawdziwości zapisu.
Mogą one przedstawiać jeden z punktów widzenia. Przykładem może być zastosowanie jako wprowadzenia do lekcji o czasach Bolesława Chrobrego zapisu dotyczącego osoby księcia, przestawionego przez Thietmara i Galla 817 . Rozbieżność
ocen tych kronikarzy daje uczniom przykład, iż zapisy kronikarskie nie zawsze są
obiektywne, a ocena danej osoby i tworzony jej wizerunek zależy od okoliczności
politycznych, w których żyła, osobistych sympatii czy antypatii, a czasem nawet
racji stanu. Wynikać może z niemożności otwartego pisania na skutek osobistej zależności od opisywanej postaci. Przykładem może być Kronika polska Galla Anonima, żyjącego na dworze Bolesława Krzywoustego, czy nawet Sekretna kronika
Prokopiusza z Cezarei, żyjącego na dworze Justyniania Wielkiego. Ta często występująca zależność tłumaczy poniekąd brak zdecydowanych ocen opisywanej postaci,
pomija-nie niekorzystnych wydarzeń, umiarkowany komentarz. Stwarza to dogodny
moment, by uczulić uczniów na ostrożne podchodzenie do informacji zawartych w
zapisach kronikarskich oraz zachęcić do konfrontowania ich z innymi źródłami
wiedzy.
Prócz kronik często wykorzystywane są fragmenty żywotów (mają charakter
wybitnie biograficzny). Zastosowane jako wstęp do lekcji mogą dostarczać wielu
informacji o życiu i osiągnięciach omawianej postaci. Pisane po śmierci często jednak przesadnie gloryfikują swego bohatera, bowiem celem było ukazanie opisywanej postaci jako wzoru do naśladowania. Przykładem może być możliwość zastosowania jako wstępu do lekcji dotyczącej panowania Bolesława Śmiałego fragmentu
Żywotu św. Stanisława (tzw. żywot mniejszy). Zasygnalizuje on uczniom, z jakimi
bohaterami spotkamy się przy realizacji tematu 818 . Jednak korzystanie ze wspomnianych żywotów służyć może również innym celom. Bowiem wśród informacji
poświęconych opisywanej osobie (najczęściej świętego) zawierają, jakby na marginesie, wiele informacji ważnych, w których autentyczność możemy wierzyć. Przykładem może być wykorzystanie jako wstępu do lekcji o początkach państwa polskiego fragmentu Żywotu św. Metodego dostarczającego wielu istotnych informacji
o państwie Wiślan819.
T. Maresz, K. Juszczyk, Historia w tekstach źródłowych, Toruń 1994, cz. 1, s. 92–93.
Anonim tzw. Gall Kronika polska; Prokopiusz z Cezarei, Sekretna kronika, [w:] Wiek V–XV w źródłach, pod red. M. Sobańskiej-Bondaruk, Warszawa 1997, s. 35–36.
819
T. Maresz, K. Juszczyk, Historia w tekstach źródłowych, s. 86.
817
818
Nauczyciel może również wykorzystywać fragmenty pamiętników, dzienników
czy listów osób będących podmiotem lekcji lub bezpośrednich obserwatorów ważnych wydarzeń. Powinien przy tym zwrócić uwagę uczniom, iż nie były one najczęściej przeznaczone do odbioru przez osoby trzecie i czasem zawierają wątki bardzo osobiste. Ze względu na subiektywizm autorów (najczęściej nie zamierzony)
praca
z takim źródłem wymaga dużej pomocy nauczyciela. Do jego zadań należy taki dobór literatury pamiętnikarskiej, by była ona jak najbardziej wiarygodna. Przykładem
praktycznego zastosowania fragmentów pamiętnika może być lekcja poświęcona
polityce germanizacyjnej na ziemiach zaboru pruskiego. Jako wprowadzenie do lekcji możemy zapoznać uczniów z fragmentem pamiętnika uczestniczki strajku dzieci
we Wrześni820. Uczeń poznaje genezę, przebieg i skutki wydarzenia, które zostało
przedstawione przez jego rówieśników, co wzmacnia atrakcyjność tematu i ułatwia
jego zapamiętanie.
Innym przykładem mogą być fragmenty pamiętników spisywanych przez Ignacego Daszyńskiego. Dają się one wykorzystywać jako punkt wyjścia do lekcji o początkach niepodległego państwa polskiego. Jako wprowadzenie do tematu służyć
może np. ich fragment mówiący o kształtowaniu się rządu w Lublinie, okolicznościach, w których powstawał. Wiadomości przekazywane przez autora są w tym
przypadku pełną relacja naocznego świadka, świadomego swej roli. Stanowią więc
doskonały materiał faktograficzny, a także mogą być zachętą dla ucznia do kontynuowania tej lektury poza lekcją historii821.
Bogatym źródłem informacji były i są wspomnienia świadków wydarzeń historycznych, w których brali bezpośredni udział (wspomnienia polityków, twórców
kultury). Przykładem praktycznego ich zastosowania może być skorzystanie na lekcji dotyczącej pierwszych wyborów prezydenckich (w 1922 roku) jako materiału
wprowadzającego fragmentu pamiętnika Macieja Rataja, który przedstawia okoliczności wyboru Gabriela Narutowicza 822. Korzystanie z takiego źródła przybliża
atmosferę towarzyszącą danemu wydarzeniu, sylwetki znaczących polityków i ich
poglądy. Młodzież może poznać stosunek autora do opisywanych przez niego wydarzeń, jego komentarz i ocenę zaistniałych faktów. Często też odsłania nieznane
uczniom kulisy działań, nastroje społeczne. Wszystko to wpływa nie tylko na
uatrakcyjnienie samej lekcji, ale jest przyczynkiem do głębszego, pełniejszego i
bardziej wszechstronnego rozwoju ucznia. Uczy umiejętności oceny, przyjmowania
lub odrzucania podawanych przez autora argumentów. Pozwala na poznanie prezentowanych postaci w sposób wielostronny.
Nie zawsze korzystać musimy z biografii osób znanych, będących bezpośrednimi uczestnikami czy wręcz twórcami omawianych w czasie lekcji wydarzeń historycznych. Przytaczać możemy relacje (wspomnienia, pamiętniki), których autor
820
821
822
Tamże, s. 162.
I. Daszyński, Pamiętniki, Warszawa 1957, t. 2, s. 321–327.
M. Rataj, Pamiętniki 1918-1927, opr. J. Dąbski, Warszawa 1965, s. 123–134.
jest nam nieznany lub wręcz anonimowy. Jego relacja pozwala na poznanie sytuacji
(politycznej czy ekonomicznej) z perspektywy biernego obserwatora, jego ocena czy
interpretacja przedstawianych wydarzeń (często subiektywna) daje możliwość spojrzenia na omawiane wydarzenia z innej strony. Powstający w ten sposób wielowymiarowy obraz wzbogaca nie tylko wiedzę uczniów, uczy szukania różnych źródeł
informacji, kształtuje postawę otwartą na różne argumenty. Stanowi swoistą konfrontację wiadomości z realiami życia codziennego, które kształtują ich ocenę i odbiór. Przykładem praktycznego rozwiązania może być możliwość zastosowania tekstu anonimowego autora przy omawianiu tematu związanego z kryzysem ekonomicznym w Polsce (w latach dwudziestych XX wieku). Jako wprowadzenie do lekcji możemy wykorzystać fragment pamiętnika łódzkiego robotnika włókienniczego.
Jego zapiski wprowadzą ucznia w realia codziennego życia, przybliżą trudności bytowania. Dadzą możliwość pełniejszego poznania i zrozumienia odczuć człowieka,
który nie miał żadnego wpływu na rozgrywające się w jego otoczeniu wydarzenia.
Ukażą słabość i bezsilność jednostki ludzkiej wobec otaczających ją problemów.
Nie tylko tekst źródłowy dostarcza wiadomości biograficznych pomocnych
w realizacji treści wynikających z programu nauczania. Korzystać można z innego
rodzaju lektury, choćby popularnonaukowej. Jej fragmenty mogą być również
wstępem do poznawania nowych faktów, a nade wszystko do doskonalenia umiejętności uczniowskich. Jest ona dość chętnie przyjmowana przez uczniów, gdyż,
pisana współczesną polszczyzną, jest łatwiejsza w odbiorze niż archaiczny często
tekst źródłowy. Korzystanie z fragmentów literatury popularnonaukowej jako wstępu do lekcji może być skutkiem pozaszkolnej pracy ucznia. Nauczyciel, planujący
wykorzystanie informacji biograficznych zawartych w danej pozycji, może polecić
uczniom chętnym bądź specjalnie do tego celu wyznaczonym zapoznanie się z konkretną pozycją książkową przed lekcją. Czyniąc wstęp do nowej lekcji wybrani
uczniowie dzielą się z resztą klasy poznanymi wiadomościami dotyczącymi biografii poznanych osób. Przybliża to omawianą postać, zapoznaje z głównymi faktami z
jej życia. Przykładem może być zastosowanie na lekcji mówiącej o pierwszych
wolnych elekcjach w Polsce fragmentów książki Marii Boguckiej Anna Jagiellonka,
traktujących o elekcji i małżeństwie bohaterki ze Stefanem Batorym 823.
Korzystanie z literatury typowo naukowej zostawić należy jedynie dla uczniów
szkoły średniej. Główną tego przyczyną jest trudność jej zrozumienia i przyswajania
przez uczniów młodszych. Przykładem jej zastosowania może być fragment książki
Alberta Manfreda Napoleon Bonaparte przedstawiający wyprawę cesarza przeciw
Rosji. Możemy się nim posłużyć jako punktem wyjścia do lekcji na temat: Upadek
Napoleona. Wykorzystać możemy zarówno relację uczniów, którzy wcześniej zapoznali się z lekturą, lub bezpośrednio w klasie odczytać fragmenty wspomnianego
rozdziału824.
823
824
M. Bogucka, Anna Jagiellonka, Warszawa 1987, s. 45.
A. Manfred, Napoleon Bonaparte, Warszawa 1986, s. 763–765.
Przy wprowadzaniu wątków biograficznych na lekcji historii na szczególną
uwagę zasługuje film – dziś najczęściej stosowany w projekcji wideo. Najbardziej
wartościowym jest film archiwalny lub dokumentalny. Poza wiadomościami merytorycznymi dostarcza szeregu informacji, z pozoru mało istotnych, będących tłem,
ale w gruncie rzeczy wprowadzających ucznia w nieznaną mu rzeczywistość, miejsca, czas. Film o charakterze biograficznym bądź wybrane przez nauczyciela treści
biograficzne z innego rodzaju filmu są zazwyczaj z zainteresowaniem odbierane
przez uczniów. Uwieczniony obraz bohatera, jego postępowanie, wygląd zewnętrzny
pozwala na pełniejszą akceptację treści historycznych przekazywanych tą drogą.
Młodzież i dzieci są szczególnie wrażliwe na “prawdziwość” prezentowanych postaci. Obraz filmowy pozwala im prawie bez wątpliwości przyjąć i zaakceptować
informacje merytoryczne. Jeżeli film zawiera informacje na temat prywatnego
życia prezentowanej postaci, jego zajęć, hobby, rodziny, domu, to przydaje autentyczności i ludzkiego wymiaru omawianemu bohaterowi, który często do tej pory
był jedynie symbolem wydarzeń. Uczeń poznaje fakty historyczne przez poznawanie elementów biografii.
Przykładem do praktycznego zastosowania może być wykorzystanie fragmentów filmów o charakterze oświatowym, których obecnie ukazuje się bardzo dużo.
Bohaterami często są wodzowie, politycy, uczeni. Fragment filmu o gen. Władysławie Andersie, możemy wykorzystać w lekcji dotyczącej udziału Polaków w działaniach II wojny światowej. Przez obserwację losów Naczelnego Wodza uczniowie
mogą zdobyć podstawowe informacje dotyczące tematu lekcji. Zwrócić możemy
uwagę na bohatera zbiorowego, czyli żołnierzy polskich. Ukazanie ich, często jako
bohaterów anonimowych, pozwala na próbę refleksji uczniów nad osiągnięciami
jednostki przy poparciu większej grupy oraz wpływie pojedynczych postaci na koleje losów większej zbiorowości. Mamy wiele możliwości wskazania przykładów
tak pozytywnych jak i negatywnych.
Umiejętne stosowanie elementów biograficznych we wprowadzeniu do lekcji
historii, korzystanie z różnych środków dydaktycznych, uatrakcyjnia sam proces
uczenia i przekazywania informacji. Kształtuje i rozwija umiejętności. Uczy rozwiązywać postawione problemy, szukać argumentów, bronić sądów czy opinii.
Wielowymiarowość takiego uczenia daje podstawy do dalszego samokształcenia,
rozbudza i usprawnia intelektualnie.
Fragmenty biografii jako ilustracja faktu lub
zjawiska historycznego
Jak już wcześniej wspomniano, biografie mogą spełniać w nauczaniu historii
różnorodne funkcje. Jednak w większości obserwowanych lekcji historii treści biograficzne pełnią typową funkcję poznawczą. Realizacja celu poznawczego łączyć się
powinna z dążeniem do osiągnięcia innych celów.
Fragmenty biografii stanowić mogą znaczącą pomoc w ilustracji poznawanych
na lekcji historii faktów czy zjawisk historycznych. Można je z powodzeniem zastosować w każdym etapie lekcji. Postaci nie powinny być prezentowane i rozpatrywane w sposób oderwany od ówcześnie istniejących systemów ideowych czy
politycznych, sytuacji ekonomicznej lub społecznej. Tylko w ten sposób dajemy
możliwość poznania szerszej perspektywy danego wydarzenia historycznego, pozwalamy uczniom na poznanie nie tylko postaci, ale i okoliczności i warunków, w
których działała, ujawnia się wewnętrzne i zewnętrzne okoliczności podejmowania
decyzji, można poznać motywy czynów i reakcji. Uczeń poznaje osoby i wydarzenia
z szeroko rozumianym tłem historycznym, społecznym, obyczajowym, politycznym.
A zatem obok informacji kształtujemy w ten sposób też świadomość historyczną.
Ilustracją omawianych wydarzeń mogą być fragmenty biografii jednostek nieprzeciętnych, które odegrały rolę decydującą w przedstawianych wydarzeniach, a ich
nazwiska stały się symbolami. Mogą być to również biografie osób, których osiągnięcia były incydentem w dziejach narodów czy społeczeństw. Można prezentować
biografie całych grup społecznych, będących wyrazicielami idei czy poglądów,
dających wzory zachowań charakterystycznych dla danego okresu.
Narzędziami, za pomocą których uczeń będzie poznawał przeszłość historyczną,
mogą być środki dydaktyczne noszące charakter biograficzny, a wśród nich: teksty
źródłowe (pamiętniki, dzienniki), literatura popularnonaukowa, powieść historyczna, słuchowiska i audycje, film, tablice genealogiczne. Przenoszenie za pomocą
wymienionych środków treści biograficznych na lekcje historii, jako ilustracji omawianego wydarzenia, wzmacnia odczucia odbiorców, kształtuje całościowy obraz
omawianego zagadnienia, wzmacnia świadomość przyczyn i skutków, kształci wielostronne podejście do poznawanych wydarzeń.
We wcześniejszych rozważaniach zwróciłam uwagę na możliwość zastosowania
treści biograficznych za pomocą wymienionych środków jako wprowadzenia do
tematu lekcji. Stwierdziłam, iż mogą wówczas mieć zastosowanie również jako ilustracja, przybliżenie nastroju omawianego wydarzenia, charakterystyka epoki, którą
uczeń będzie poznawał w toku lekcji. Chciałabym się skupić na sposobach i propozycjach przykładów praktycznych ilustrowania poznawanych wydarzeń historycznych za pomocą biografii już w toku lekcji. Funkcje, które pełnić będą są bardzo
podobne, jedynie czas, który na to przeznaczymy może być dłuższy.
Na plan pierwszy wysuwa się korzystanie z tekstów źródłowych. Nauczyciele
używają ich chętnie, gdyż jest to najłatwiejszy kontakt ucznia z tym środkiem dydaktycznym i może być stosowany już w klasach IV i V szkoły podstawowej jako
uzupełnienie wykładu. Ważną rolę odgrywa moment lekcji, w którym źródło zastosujemy, bowiem ważne jest, by treści trafnie wiązały się z omawianym problemem.
Tekstem źródłowym o charakterze biograficznym można ilustrować koncepcje polityczne, wzorce zachowań, obyczaje polityczne, nastroje społeczne. Można w ten
sposób wskazać na postawy nacechowane fanatyzmem, ksenofobią nietolerancją lub
też odwrotnie.
W szkole podstawowej teksty pełniące funkcje ilustracyjne muszą być krótkie,
proste i zrozumiałe dla ucznia. Przykładem może być zastosowanie tekstu w klasie V przy omawianiu panowania Bolesława Krzywoustego zapoznajemy ucznia
z fragmentem Kroniki Galla Anonima, w którym autor przedstawiając losy wojny
z Niemcami, przez opisanie osoby księcia Bolesława i jego polityki ukazuje potęgę
państwa polskiego, wprowadza atmosferę ówczesnych czasów oraz uwypukla sens
przedstawianego wydarzenia. Zwrócić możemy również uwagę, że przekaz ten jest
najbardziej wiarygodny, gdyż kronikarz żył na dworze księcia i jego relacja (choć
pewnie nie do końca obiektywna) była prawdziwa 825. Innym przykładem podobnego
zastosowania tekstu źródłowego może być wykorzystanie fragmentu relacji Piotra
Wysockiego o wybuchu powstania listopadowego826. Autor a zarazem główny bohater
Nocy Listopadowej przedstawia nie tylko wydarzenia związane z wybuchem powstania, ale również nastrój na ulicach Warszawy, stosunek poszczególnych osób i grup do
działań podchorążych, reakcje i zaangażowanie mieszkańców. Jest to relacja, która
przybliży uczniowi nie tylko wydarzenia, ale i towarzyszące im emocje. Pokazuje
różnorodne i przez to prawdziwe reakcje społeczeństwa. A zatem w ten sposób możemy przedstawić uczniom ogólny obraz omawianych w trakcie lekcji wydarzeń.
Funkcję ilustrującą pełnić mogą także fragmenty literatury popularnonaukowej
stosowane w trakcie toku lekcji. Literatura ta często przedstawia opisywane wydarzenia z nieco innego punktu widzenia niż podręcznik, podaje różne (nawet niesprawdzone) hipotezy, przez co przybliża nawet warsztat historyka–badacza. Jej
właściwe stosowanie w szkolnej edukacji historycznej wymaga przestrzegania przez
nauczyciela określonych reguł, aby dało pozytywne rezultaty. Musi być wprowadzane stopniowo, począwszy od małego fragmentu czytanego w trakcie lekcji, aby
w ostateczności stać się samodzielną lekturą czytaną poza szkolną lekcją historii. To
stopniowanie korzystania z tego typu lektury powinno jeszcze wyrobić w uczniach
umiejętność analizowania treści, dokonywania wyboru najważniejszych wydarzeń,
odróżniania sprawdzonych faktów od domniemywań i hipotez. Tylko w ten sposób
uniknąć możemy zafałszowania obrazu przeszłości.
Najczęściej spotykanym sposobem korzystania w codziennej pracy szkolnej
z literatury popularnonaukowej jest ilustrowanie jej fragmentami wykładu szkolnego. Zastosowanie takie nie tylko uatrakcyjnia sam proces lekcji, przerywa monotonię wypowiedzi nauczyciela, ale i uzupełnia skromny tekst podręcznikowy.
Wzbogaca faktografię o plastyczny, często bogaty i wpływający na wyobraźnię
obraz tła historycznych wydarzeń. Kształtuje wyobrażenia o obyczajach, życiu codziennym i szeroko pojętej kulturze w dawnych wiekach. Właściwie zastosowany
tekst popularnonaukowy spełni swą dydaktyczną funkcję, jeśli spowoduje wzrost
zainteresowania uczniów nie tylko omawianą problematyką, ale i wzmacnianiem
nawyku czytania.
825
Anonim tzw. Gall, Kronika polska, s. 135–140.
Relacja Piotra Wysockiego o wybuchu powstania listopadowego 29 IX 1830 r., [w:] Historia 1789–
–1990, Wybór tekstów źródłowych dla szkół średnich, Warszawa 1995, s. 50–52.
826
Można podać wiele przykładów praktycznego zastosowania tego typu lektury na
lekcjach historii, tym bardziej że biograficzna oferta jest bardzo bogata. Przykładem
praktycznego zastosowania wspomnianej literatury może być skorzystanie z fragmentu książki Piotra Łossowskiego Żołnierze minionych lat, która stanowi zbiór
biografii dowódców, żołnierzy, którzy zasłynęli w polskich dziejach. Przy omawianiu wydarzeń związanych z wojną polsko-szwedzką 1655–1660 możemy przytoczyć
fragmenty dotyczące Stefana Czarnieckiego 827 . Autor przedstawił nie tylko osiągnięcia wojskowe czy polityczne hetmana, ale również dokładnie scharakteryzował
sylwetkę bohatera jako pełnego poświęceń, surowego dla siebie i innych, nieubłaganego dla wrogów. Ten bardzo pozytywny obraz uzupełnia też ukazanie Czarnieckiego jako typowego człowieka swego czasu, nie wolnego od przywar szlacheckich.
Przez pryzmat losów bohatera ukazane zostały wydarzenia związane z walką Polaków
z najazdem szwedzkim oraz stosunek znaczących dowódców do toczonej wojny; ich
udział w polityce wewnętrznej państwa. Takie traktowanie postaci nie pozwoli na
tworzenie mitów czy legend.
Innym przykładem może być przytoczenie fragmentu literatury popularnej, którego bohaterem będzie zbiorowość. Przy omawianiu faktografii dotyczącej pierwszej wolnej elekcji skorzystać możemy z fragmentu książki Marka Boruckiego
O polski tron, której tematyka dotyczy wolnych elekcji, a bohaterem zbiorowym jest
szlachta polska przedstawiona w okolicznościach dokonywania elekcji nowego króla. Korzystając z tego fragmentu nie tylko w sposób bardzo obrazowy i ciekawy
poznajemy wydarzenia związane z wyborem Henryka Walezego, ale i wprowadzamy uczniów w rzeczywistość ówczesnej Polski. Fragment przedstawia bowiem dokładnie miejsce elekcji, charakter obrad, zachowania różnych grup szlacheckich,
przytacza argumenty i motywy, którymi się kierowały.
Doświadczenie uczy, że często punktem wyjścia dla zainteresowań historycznych jest ciekawa powieść historyczna. Każda lekcja praktycznie może być okazją
dla nauczyciela do nawiązania przy omawianiu faktów i wydarzeń do ciekawej powieści historycznej i zachęcania uczniów, by się z nią zapoznali. Frapująco podana
wiedza historyczna może stanowić impuls do samodzielnych poszukiwań uczniów,
a powieść historyczna jest nieskomplikowaną drogą nie tylko poszerzania wiedzy,
ale i rozwijania innych umiejętności. Powieść historyczna wprowadza ucznia w fikcję i fabułę, ale zwykle zawiera realia historyczne, prawdziwe tło wydarzeń, prezentację bohaterów historycznych obok fikcyjnych. To daje szansę spojrzenia z szerokiej perspektywy historycznej na poznawaną epokę. Identyfikuje często ucznia
z przeżyciami bohaterów (tych historycznych i tych fikcyjnych), przenosi w atmosferę opisywanych wydarzeń. Świat wiedzy historycznej, dotąd konkretny, realistyczny, oparty na faktach, datach, nagle ożywa, staje się barwny i plastyczny.
Kształtuje to w czytelniku obraz minionej rzeczywistości będący kompilacją wiedzy
historycznej i wizji przeszłości ukazanej przez pisarza. Niejednokrotnie właśnie tego
827
P. Łossowski, Żołnierze minionych lat, Warszawa 1978, s. 81–86.
typu lektura pozwala uczniowi kształtować wyobrażenie o poznawanej epoce. Korzystanie na lekcjach historii z fragmentów powieści historycznej jest niewątpliwą
atrakcją, wzmacniającą przeżycia i wyobrażenia ucznia przez zastosowanie literackiego, bogatego języka wypowiedzi, który nie zawsze jest domeną nauczyciela.
Wzbogaca słownictwo, uczy sposobu wypowiadania się, kształci umiejętności słuchania ze zrozumieniem, wpływa na kształtowanie systemu wartości. Może stać się
impulsem wprowadzającym w świat doznań literackich, wykształcić nawyk i potrzebę czytania.
Zadaniem nauczyciela jest przygotowanie ucznia do odbioru tego typu literatury. Musi mieć to przebieg subtelny, aby nie pozbawić odbiorcy atrakcyjności i nie
sprowadzić powieści historycznej do roli tylko środka dydaktycznego. Ważne jest
jednak uświadamianie uczniom występowania w proponowanej literaturze fikcji
literackiej, uczenie odróżniania wydarzeń i postaci historycznych od wymyślonych
przez autora, wartościowanie faktów i wydarzeń ze względu na ich prawdziwość.
Jeżeli to zadanie spełnimy, odbiór literatury pięknej na lekcjach historii może stać
się przyjemnością. Można przedstawić wiele przykładów praktycznego zastosowania na lekcji historii biograficznej powieści historycznej. Ilustracją dla przedstawienia wydarzeń związanych z wybuchem Insurekcji w 1794 roku może być przytoczenie fragmentu powieści Władysława Reymonta Rok 1794. Insurekcja828. Autor bardzo dokładnie zapoznaje czytelnika z sylwetką Tadeusza Kościuszki, przedstawia
przebieg składania przez niego przysięgi na Rynku Krakowskim. A nade wszystko
malowniczo, szczegółowo przedstawia całe tło tego wydarzenia: obraz tłumu krako-wian, wygląd bohatera tego wydarzenia, jego ubiór, zachowanie, reakcję tłumu.
Cały opis to bajecznie kolorowe, pełne dynamiki widowisko, oddziałujące nie tylko na
wyobraźnię czytelnika czy słuchacza, ale także na przeżycia. Może zatem z powodzeniem wpływać na emocje, potęgując uczucie dumy, ale i pełnej nostalgii refleksji.
Innym przykładem może być zastosowanie fragmentów typowej biograficznej
powieści historycznej, jaką jest książka Józefa Ignacego Kraszewskiego Królewscy
synowie, poświęcona czasom Władysława Hermana i Bolesława Krzywoustego 829.
Korzystać można z niej kilkakrotnie przy omawianiu tematyki związanej z panowaniem obu władców. Postać księcia Bolesława przedstawiana przez autora odpowiada
wyobrażeniom uczniowskim o jego sylwetce i dokonaniach i budzi entuzjazm
uczniów. Korzystając z wybranych fragmentów stworzyć możemy tło wydarzeń
historycznych nasycone pięknem literackiego języka, bogactwem opisów i charakterystyk. Ale nade wszystko pobudzamy refleksje nad historią, nad kształtowaniem
się państwowości polskiej, nad rodzeniem się świadomości narodowej. Szczególnie
możemy zwrócić uwagę na sposób, w jaki autor kreuje żywe postaci bohaterów.
Przedstawieni zostali w sposób sugestywny, z ich wadami i zaletami, Bolesław
Krzywousty i Zbigniew, a także niezwykle plastycznie postaci fikcyjne czy epizodyczne. Doskonałe opisy przyrody nie tylko pobudzają wyobraźnię czytelnika,
828
829
W.S. Reymont, Rok 1794. Insurekcja, Dzieła wybrane, Kraków 1957, t. XII, s. 45–51.
J.I. Kraszewski, Królewscy synowie, Warszawa 1976.
wręcz przenoszą go w opisywane miejsca i czasy. Jako odrębny fragment możemy
zastosować na lekcji opis walk Bolesława z wojskami Henryka V 830. Stanowi on
całość artystyczną, głęboko zapadającą w pamięć odbiorcy. Obszerność powieści
powoduje, że na lekcji historii możemy korzystać jedynie z fragmentów, ale można
polecić ją do samodzielnej pracy w domu. Na pewno przeczytanie tej powieści przez
ucznia przed zapoznaniem się z materiałem faktograficznym na lekcji da mu doskonały punkt wyjścia do refleksji. Powieść stanie się żywą, barwną ilustracją poznawanych wydarzeń, ukształtuje ogólne tło, pogłębi świadomość zdobywanych wiadomości, stworzy plastyczny obraz dziejów państwa z czasów Bolesława Krzywoustego, a nade wszystko utrwali i wzmocni wyobrażenie bohatera w pamięci ucznia.
Coraz częściej przekazujemy wiedzę historyczną za pomocą środków audiowizualnych. Możemy je również wykorzystywać jako narzędzie do prezentacji treści
biograficznych. Wobec ogólnej dostępności magnetowidów to właśnie film może
być najczęściej wykorzystywanym źródłem wiedzy historycznej. Dzięki projekcji
filmowej uczniowie gromadzą wyobrażenia z zabarwieniem emocjonalnym. Korzystanie z tych środków powinno zwielokrotniać pracę nauczyciela i wzbogacać ją
o nowe elementy nie tylko informacyjne, ale i interpretacyjne. Szczególnie ważny
dla odbiorcy jest autentyzm prezentowanych treści, przekonanie o obcowaniu z realną rzeczywistością. Oddziałuje na widza nie tylko słowem, ale i obrazem, podkładem muzycznym czy efektami specjalnymi. Film jest środkiem weryfikacji wytwarzanych obrazów, powstających w umyśle ucznia w toku odbierania informacji.
Mają one charakter bardzo indywidualny, często istnieją duże rozbieżności między
tym, co nauczyciel chciał uczniowi przekazać, a obrazem, który powstał w umyśle
ucznia. Tutaj zatem miejsce dla filmu, który przez wizualne przedstawienie rzeczywistości zmusza odbiorcę do porównania jej z wytworzonym przez siebie wyobrażeniem. Wynikiem powinno być powstanie obrazu najbardziej zbliżonego do prawdziwego. Uczeń poznaje wiadomości historyczne w powiązaniu ze splotem wydarzeń dziejących się równocześnie. Najbardziej wartościowe wydają się być filmy
dokumentalne i archiwalne, których fragmenty możemy wykorzystywać w trakcie
lekcji historii. Służą ona jako nośnik informacji, ale mogą pełnić także funkcję ilustrującą. Przykładem może być skorzystanie na lekcji dotyczącej faszyzmu w
Niemczech z fragmentów filmów często dziś popularyzowanych nawet w telewizji,
dotyczących losów np. Hitlera, Stalina czy innych postaci, które decydowały o losach świata. Jeżeli uczniom zaprezentujemy fragmenty filmu będącego biografią np.
Hitlera, przedstawimy jedną z najbardziej znanych postaci w dziejach ludzkości
z różnych punktów widzenia. Prezentuje działania bohatera związane nie tylko
z polityką, ale i życiem codziennym. Ogólny obraz wzbogacony został przez wypowiedzi uczestników i świadków omawianych wydarzeń. Obok sytuacji politycznej
w Niemczech przedstawiono sytuację ekonomiczną, a także działania Hitlera dla
kultury. Uczeń–widz poznaje szerokie tło wydarzeń historycznych, motywy działania jednostek podane są w szerokiej perspektywie wydarzeń na świecie oraz wpły830
Tamże, s. 472–496.
wów najbliższego otoczenia. Kształtuje się wyobrażenie o życiu codziennym, zwyczajach, ubiorach, rozrywkach, czyli szeroko pojętej obyczajowości Niemiec lat
trzydziestych XX wieku.
Obecnie spotykamy się z dość bogatą ofertą filmów dokumentalnych o charakterze biograficznym. Obok wspomnianej postaci Hitlera, w podobny sposób poznać
możemy sylwetki Stalina, Churchilla, Piłsudskiego, Paderewskiego i wielu wybitnych postaci głównie XX wieku. Podobnie możemy wykorzystywać fragmenty programów edukacyjnych proponowanych w blokach Telewizji Edukacyjnej bądź cyklicznych programów historycznych (np. Rewizja nadzwyczajna, Sensacje XX wieku).
Ważną rolę w edukacji historycznej pełnić może również film biograficzny
o charakterze fabularnym. Będzie stanowić atrakcyjne tło omawianych wydarzeń
historycznych. Jednak jego odbiór wymaga większej ingerencji ze strony nauczyciela. Przedstawia często wydarzenia autentyczne w otoczce fikcji literackiej. Uczeń
przed przystąpieniem do oglądania takich fragmentów powinien mieć świadomość,
co jest faktem historycznym, a co fikcją stworzoną na potrzeby uatrakcyjnienia filmu. Często sam wizerunek bohatera historycznego jest nieprawdziwy – odtwarza go
przecież aktor – a w świadomości widza już na zawsze może być identyfikowany
z prezentowaną postacią. Fabuła, ciekawe losy bohatera, dialogi powodują, że najczęściej film fabularny jest ciekawszy dla ucznia w odbiorze. Przykładem zastosowania takiego filmu może być wykorzystanie choćby fragmentów znanych filmów
o losach np. Spartakusa, Hannibala, Cezara. Pierwszego z nich możemy użyć jako
prezentacji podłoża powstania niewolników, ilustracji życia gladiatorów w cesarstwie rzymskim. Innym przykładem mogą być fragmenty filmu, którego bohaterem
będzie Hannibal, jego fragmenty dotyczące wyprawy Kartagińczyków przeciw
Rzymowi, wspaniale i sugestywnie zilustrują np. przeprawianie się wojsk punickich
na czele z Hannibalem przez Alpy. Można je zastosować przy omawianiu wojen
punickich. Żywy, kolorowy obraz, wzbogacony muzyką i dialogami, zapadnie na
dłużej w pamięci ucznia niż nawet najciekawsze słowo nauczyciela.
Nieco mniej atrakcyjną dla ucznia formą będzie wspomaganie procesu lekcyjnego przez użycie fotografii czy reprodukcji dzieł plastycznych. Spełniają one co
prawda rolę ilustrującą omawiane wydarzenie, ale dostarczają nieco mniej wrażeń.
Często też są prezentowane w podręczniku i nie wymagają odrębnego stosowania
przez nauczyciela. Dają możliwość wyobrażenia uczniowi, jak wyglądała osoba,
o której się uczy. Wygląd zewnętrzny takiej postaci wpływa na wyobrażenie o życiu
codziennym: modzie, sposobie bycia. A zatem ma znaczenie dla poznania tła obyczajowego. Nie wyobrażamy sobie lekcji historii o początkach odrodzonej państwowości
polskiej (po 1918 roku) bez prezentacji zdjęć Józefa Piłsudskiego, Ignacego Paderewskiego, Jędrzeja Moraczewskiego. Podobną funkcję na lekcji może pełnić portret
przedstawiający wybitną postać historyczną. Korzystanie z niego jako ilustracji do
danego wydarzenia narzuca konieczność zachowania ostrożności. Należy zwrócić
uczniowi uwagę, iż może być nie do końca wiernie przedstawiać postać, gdyż sporządzony został na zamówienie bądź jest jedynie wizją artysty, jak ma to miejsce
w przypadku wizerunków władców zawartych w Poczcie królów polskich pędzla Jana
Matejki. Wartością samą w sobie jest głównie kontakt ucznia z dziełem sztuki,
ucze-nie go dostrzegania szczegółów artystycznych charakterystycznych dla twórcy
czy kierunku, niż dla potęgowania wrażeń czy informacji historycznych. Jest jedynie
jedną z form kształcenia humanistycznego, a nie uzupełnieniem wiedzy historycznej.
Jeszcze inną formą plastycznej prezentacji treści biograficznych jest korzystanie
z tablic genealogicznych. W graficzny sposób przybliżają one uczniowi związki
rodzinne poznawanych postaci. Uświadamiają mu ciągłość i tradycję rodziny. Praktycznie każdy podręcznik do historii prezentuje tablice genealogiczne rodów Piastów czy Jagiellonów. Pozwala to zilustrować związki rodzinne, uzasadnić decyzje
polityczne. Genealogia ma również ogromne znaczenie dla uświadomienia roli
upływu czasu. Ilustruje często charakter awansu społecznego, który stał się udziałem
bohaterów lekcji, pozwala na porównanie długości życia ludzkiego w czasach dawnych z okresem współczesnym.
Podsumowując te rozważania stwierdzić należy, że biografie dostarczają bogatego materiału ilustracyjnego dla lekcji historii. Można je stosować często i różnorodnie, wpływając na sferę emocjonalną ucznia. Pozwalają tworzyć tło przedstawianych wydarzeń, wzmacniać wyobraźnię, wywoływać emocje. Przeżywanie i
emocjonalny stosunek do prezentowanych treści stanowi ważny czynnik w kształtowaniu osobowości, gdyż daje motywację dla pełniejszego poznania. Tworzy się w
ten sposób wielostronny obraz dziejów, atrakcyjny w formie i treści.
Biografie a czynności rekapitulujące tematykę lekcji
Rekapitulacja ma na celu powtórzenie i utrwalenie świeżo poznanego materiału
historycznego. W jej trakcie utrwalane są związki czasowe oraz sprawdza się stopień zrozumienia przez uczniów nowego materiału faktograficznego. To wstępne
powtórzenie ma zmobilizować ucznia do trwałego zapamiętania nowych treści.
Przez wyodrębnienie problemów nauczyciel zwraca uwagę na najważniejsze treści
i czyni podstawę do rozwiązywania zadań będących pracą domową. Osiągnięcie
postawionych przez nauczyciela celów zależy także od poprawnej rekapitulacji. Jeżeli rekapitulacja ma pomóc młodzieży w opanowaniu i utrwaleniu nowego materiału, powinna różnić się w formie i sposobie przedstawiania od prezentacji treści
faktograficznych. Chodzi bowiem o próbę spojrzenia z innej perspektywy, a nie jedynie mechaniczne odtworzenie poznanych faktów, osób i dat. Należy nastawić
uczniów na trwałe zapamiętanie najważniejszych faktów i związków między nimi
poprzez wyodrębnienie ich z pewnej całości. Powinno ono ujawnić problemy, które
zostaną wspólnie rozwiązane. Ten sposób powtarzania najbardziej nadaje się do
wyrabiania w uczniach umiejętności zapamiętywania określonych elementów procesu dziejowego. W rekapitulacji jest również miejsce na korzystanie z różnych
środków dydaktycznych. Stanowią one narzędzie służące pełniejszemu poznaniu i
zrozumieniu. Można podać wiele przykładów dla zastosowania treści i informacji
biograficznych w tej części lekcji. Przytoczone poniżej egzemplifikują jedynie te,
które są możliwe do przeprowadzenia. Oczywiście rekapitulacja może być wzbogacona
o tekst źródłowy. Ale jego celem nie będzie w tym wypadku ilustrowanie omawianego wydarzenia czy dostarczanie wiadomości. Tekst źródłowy może stanowić
punkt wyjścia do dyskusji, próby oceny postaci, zastanowienia się nad motywami
działań, które miały istotne znaczenie dla przebiegu wydarzeń. Przykładem może
być zastosowanie w czasie rekapitulacji podczas lekcji poświęconej powstaniu listopadowemu tekstu z pamiętnika Natalii Kickiej traktującego o stosunku generała
Józefa Chłopickiego do powstania831. Uczniowie w toku lekcji poznali przebieg i
wynik powstania, postać generała jest im znana. W czasie rekapitulacji możemy się
wspólnie zastanowić nad postacią dyktatora powstania, rozważając, na ile wiarygodny był przekaz autorki, ukazujący postać przywódcy i jego postępowanie w
świetle bardzo niekorzystnym. Można wspólnie z uczniami zastanowić się, jakie
cele stawiał sobie dyktator. Ciekawe byłoby również porównanie wspomnianego
opisu Józefa Chłopickiego z opiniami o tej postaci przytoczonymi przez współczesnych nam historyków. Obok tekstu pamiętnika możemy zastosować wybrane fragmenty z innych
publikacji, np. Powstania Listopadowego Tadeusza Łepkowskiego. Ponadto prezentowaną postać i jej działania (po analizie motywów i ich konsekwencji) możemy
porównać z innymi wodzami powstania. Warto postawić przed uczniami pytanie, co
może oznaczać określenie “bohaterowie są zmęczeni” w zastosowaniu do generałów
powstania listopadowego? Odpowiedź na nie ukaże nam nie tylko sposób myślenia
i argumentowania uczniów, uzewnętrzni ich stosunek do opisywanej postaci, ale
pozwoli dowiedzieć się, na ile uczeń kojarzy wymieniane postaci z innymi wcześniej poznawanymi wydarzeniami, czy zna ich losy i dokonania, jak odnosi się do
zmian, które zaszły w ich postępowaniu.
Wykorzystanie tekstów źródłowych w rekapitulacji może posłużyć nam do porównania różnych relacji dwóch autorów na temat tej samej osoby. Właśnie podsumowując poznany w trakcie lekcji materiał historyczny możemy spróbować dokonać oceny, która z prezentowanych relacji jest bliższa prawdzie, z czego wynikały
rozbieżności w prezentacji i ocenie bohatera naszych dociekań. Przykładem mogą
być choćby różne opinie o Józefie Piłsudskim. Przytoczyć możemy uczniom relację
Felicjana Sławoja-Składkowskiego o rozwiązaniu Sejmu z 1930 roku, prezentującą
postawę bliską uwielbieniu marszałka i bardziej “chłodną” opinię Wincentego Witosa przedstawioną przed sądem w Warszawie w 1931 roku832. Wspólnie z uczniami
możemy rozważać obiektywizm obu wypowiedzi, przyczyny różnic w prezentowaniu postaci głównego bohatera, spróbować przewidzieć konsekwencje na przyszłość.
N. Kicka, Pamiętniki, Warszawa 1972, s. 215–216.
F. Sławoj-Składkowski, Strzępy meldunków, Warszawa 1938, s. 217–220; W. Witos, Wybór pism
i mów, Lwów1939, s. 256–259.
831
832
Ćwiczymy w ten sposób myślenie przyczynowo-skutkowe, umiejętność analizy
i wyciągania wniosków.
Po zapoznaniu się uczniów z nowym materiałem faktograficznym w toku lekcji
w czasie rekapitulacji możemy zaproponować, aby na podstawie poznanych faktów
biografii poszczególnych (najczęściej wybitnych) jednostek uczniowie spróbowali
przedstawić ogólny obraz grupy społecznej. A zatem elementy biografii szczegółowej stać się mogą punktem wyjścia biografii grupowej. Przykładem może być lekcja
poświęcona wojnom Rzeczypospolitej w XVII wieku. Uczeń poznaje plejadę bohaterów, najczęściej królów, wodzów czy hetmanów, których osiągnięciami były
głównie udane kampanie. W rekapitulacji, przy próbie podsumowania ich dokonań,
oceniając np. postaci Jana Karola Chodkiewicza, Stanisława Żółkiewskiego, Jana
Sobieskiego, Jeremiego Wiśniowieckiego, możemy wspólnie z uczniami określić,
jaki był wzór idealnego rycerza polskiego w XVII wieku. Dodatkową pomoc stanowić mogą teksty źródłowe poświęcone Stanisławowi Żółkiewskiemu, jeden z nich to
np. fragment jego testamentu, a dodatkowe źródło wiedzy to np. fragment poematu
Samuela Twardowskiego Władysław IV, król polski i szwedzki. Próba refleksji nad
podanym tematem to nie tylko sprawdzenie znajomości faktografii, ale także poznawanie systemu wartości Polaków z XVII wieku i okazja do porównania go z dzisiejszym systemem wartości.
Podczas rekapitulacji możemy pozwolić sobie nie tylko na refleksję, ale także
na próbę zabawy. Mam na myśli krótką grę dydaktyczną. Może mieć ona różny
charakter, np. uczniowie wcielają się w postaci poznane w toku lekcji i próbują bronić ich punktu widzenia. Wymaga to znajomości faktografii, umiejętności argumentowania, ćwiczy poprawność wypowiedzi. Jest też okazją do prezentacji własnych
poglądów i idei nie zawsze zgodnych z postawami prezentowanych bohaterów.
Przykładem może być lekcja poświęcona rządom sanacyjnym w Polsce. Zainscenizować możemy scenkę z parlamentu, w którym znajdą się charakterystyczne postaci
tego okresu, np. Piłsudski i jego zwolennicy oraz przeciwnicy. Uczniowie będą mieli za zadanie przedstawić debatę popierającą i krytykującą polską politykę lat trzydziestych. Mogą prezentować poglądy osób, które odtwarzają, ale i swoje własne.
Choćby zabawa taka trwała kilka minut, sprawdzi zasób posiadanych wiadomości,
sposób ich prezentacji, umiejętność przekonywania przeciwników. Na pewno też
przybliży odtwórcom prezentowane przez nich postaci.
Poznany w czasie lekcji materiał może stanowić punkt wyjścia do stawiania
wielu pytań problemowych, na które nie znajdziemy czasu w czasie prezentowania
wiadomości. Nie ma właściwie lekcji historii, na której uczeń nie poznałby kilku czy
kilkunastu postaci. Niektóre z nich towarzyszą poznającym historię przez kilka czy
kilkanaście lekcji. Często sprawdzamy wiadomości poprzez łączenie osób z wydarzeniami. Rzadziej zastanawiamy się jak te wybitne jednostki oddziaływały na życie
zwykłych obywateli swoich państw. Próbą takiego zestawienia może być podjęcie
przygotowania opinii, jak wybitne postaci wpłynęły na życie codzienne współobywateli. Przykład mogą stanowić np. Hitler i Mussolini, Stalin, Mao, Churchill.
Uczeń może z perspektywy czasu i własnej wiedzy historycznej spróbować i ocenić,
jak ci twórcy wielkiej polityki decydowali o losach milionów anonimowych ludzi,
swoich rodaków czy poddanych. Jak dzisiaj postrzegamy celowość ich działań, jak
mogli to czynić im współcześni?
Przy działaniach rekapitulacyjnych skorzystać możemy również z wiadomości i
umiejętności, które poznali uczniowie na lekcjach innych przedmiotów. Szerokie
spojrzenie na osiągnięcia ludzkości da obraz rozwoju cywilizacji ludzkiej, ukaże
wzajemne przenikanie się treści. Przykładem takiej swoistej korelacji będzie choćby
próba oceny i zastanowienia się nad wkładem w rozwój nauki światowej takich bohaterów, jak Bohr, Curie, Einstein, Faraday, Volta czy inni. Są to postaci nieobce
uczniowi i choć może biografie te nie są dokładnie znane, to zapewne w toku edukacji szkolnej spotkali się z ich osiągnięciami i wynalazkami. Na lekcji poświęconej
osiągnięciom nauki i kultury w pierwszej połowie XIX wieku, w czasie rekapitulacji
możemy odwołać się do tych wiadomości. Pomoże to przekonać młodzież, że historia przenika się wzajemnie z innymi przedmiotami szkolnymi.
Refleksję budzić może sam temat lekcji, sformułowany na jej początku, nie
zawsze jest do końca przez ucznia zrozumiany. Aby zamknąć treści nowej lekcji,
możemy upewnić się, czy aby na pewno uczniowie rozumieją jej temat. Tym bardziej, że często miewa on formę pytania (na które należy na lekcji poznać odpowiedź) czy przysłowiowego stwierdzenia, nierzadko też odnosi się do sylwetki
głównego bohatera. W czasie rekapitulacji zastanowić się na przykład możemy,
dlaczego temat naszej lekcji brzmiał: Polacy w epoce napoleońskiej. Jak i dlaczego
osoba Napoleona dała nazwę całej epoce? Pozwala to wspólnie z uczniami wyznaczyć kryteria wielkości człowieka, stworzyć system wartości. Dokonać podsumowania jego osiągnięć i porażek, a zatem znów musimy posługiwać się szeroko
rozumianymi wiadomościami biograficznymi.
A zatem rekapitulując sprawdzamy nie tylko sposób opanowania nowego materiału poznanego w czasie ostatniej lekcji. Kształcimy również i rozwijamy umiejętności historycznego myślenia. Pokazujemy, jak łączyć treści poznane w różnym
czasie nauki szkolnej. Wiążemy wiadomości poznane wcześniej z najświeższymi,
wykazujemy ich nierozerwalne związki. Może to stanowić punkt wyjścia do pracy
domowej, sugerować tematy i zagadnienia do zastanowienia się na następną lekcję.
Zaprezentowane propozycje to tylko kilka przykładów bogatej gamy możliwości. Nauczyciel może je dowolnie wykorzystywać, rozwijać, wzbogacać i uatrakcyjniać w czasie toku lekcji lub podczas zajęć pozaszkolnych.
Biographies on History Lessons; Proposals of
Practical Solutions
Abstract
There are more and more voices among historians and history teachers which demand
restoration of the human element to its rightful place in the teaching of history. Biographical
motifs should be expanded in historical education. Biography can fulfill various functions in
teaching history: it enables one to acquire information about the past and develop intellectual
skills. The utilisation of biographical motifs makes it possible to create a picture of the past in
pupils‟ minds, which is more difficult to evoke by giving just “dry” facts. It allows to engage
feelings, it can be used at every level of historical education. The pupil should learn to
perceive the leading role of people – individuals and nations – in history. The first attempts at
evaluation of the discussed figures can be made on the basis of biographies. There is an important role of educational influence of biographies on the lives of young people, because
learning enables them to establish examples to follow, build systems of values. It teaches
them to compare different biographies and assess different achievements on their own. It
teaches logical thinking, and even influences attitudes of tolerance. In historical education at
school, one should not avoid figures whose evaluation is controversial. It provides an opportunity to learn the influence of circumstances on human behaviour, to undertake an attempt at
a meaningful discussion, to evaluate, to operate with arguments, to draw conclusions.
Biographical motifs make the lesson process more attractive, develop interest in history,
give basis for self-education. A biography can be an introduction to the subject of a lesson.
One of the possibilities is to apply excerpts of a source text of biographical nature. Thus,
pupils can be familiarised with the methods of work of a historian researcher. We can use
chronicles, diaries, memoirs. It is appropriate to use both popular and academic biographical
literature. It can be particularly attractive to use fragments of a biographical film, and a documentary or archival film is most valuable. In addition to the content value, it provides information which introduces the audience to the place and time of historical events to be learnt
at the history lesson, and allows it to absorb the contents more fully. The historical events can
be illustrated with fragments of biographies of the individuals who played a decisive roles in
the discussed events. Those persons are the symbols of historic facts. Biographies of the persons who were the makers of historical incidents are also of great significance. A biography
can also be related to the process of recapitulating the subject of the lesson. It gives an opportunity not only to get to know the individual, but also to make an attempt at an evaluation,
teaching logical thinking. It makes it possible to create an image of the group on the basis of
the facts from biographies of individuals.
Annales Academiae Paedagogicae
Cracoviensis
Folia 3
Studia Historica I (2001)
Janina Mazur
Wiosna Ludów
w polskich podręcznikach historii833
Przemiany, jakie dokonują się w Polsce od lat osiemdziesiątych, sprawiły, że aktualnie nauczyciele i uczniowie mają do wyboru cały wachlarz
podręczników historii, zróżnicowanych pod względem objętości, ujęcia i
interpretacji treści historycznych, a także kształtu dydaktycznego. Problematyka Wiosny Ludów realizowana w szkołach polskich dwukrotnie, tj. w
kl. VII szkoły podstawowej i kl. III licealnej (II technikum i liceum zawodowego) znajduje w tych podręcznikach szerokie odbicie. Sytuowana jest
najczęściej w dwóch lub trzech rozdziałach traktujących
o wydarzeniach lat 1848–1849 w Europie i na ziemiach polskich, mieszczących się
w większych całościach, obejmujących przemiany, jakie dokonywały się w
Europie i świecie w latach 1815–1848 lub 1815–1870.
Kwerendą objęłam pięć aktualnych podręczników historii, opracowanych przez
różnych autorów, wydanych przez różne oficyny wydawnicze, w tym trzy przeznaczone dla szkoły podstawowej i dwa – dla szkoły średniej 834. Na jej podstawie postaram się odpowiedzieć na następujące pytania:
Tekst wygłoszony na Międzynarodowej Konferencji Dydaktyków Historii w Keszthely (Węgry), 6–9
lipca 1998 r.
834
E. Centkowska, J. Centkowski, Historia dla klasy 7. “Jeszcze Polska”. Wiek XIX, Warszawa 1993,
WSiP; W. Łazuga, Historia czasów nowożytnych (1815–1918). Podręcznik dla szkoły podstawowej,
Warszawa 1997, Polska Oficyna Wydawnicza BGW; M. Milczarczyk, A. Szolc, Historia 7. W innej
wolności. Warszawa 1992, WSiP; A. Radziwiłł, W. Roszkowski, Historia 1789–1871. Podręcznik dla
szkół średnich, Warszawa 1995, Wyd. Naukowe PWN; S. Szelągowska, Historia. Dzieje nowożytne i
najnowsze. 1815–1870. Podręcznik dla kl. III liceum ogólnokształcącego, Warszawa 1993, WSiP.
833
– w jaki sposób przedstawia się treści Wiosny Ludów w polskich podręcznikach
historii?
– jakie znajdują się w nich treści szczegółowe dotyczące rewolucji i powstania
narodowego na Węgrzech?
Na ogół autorzy podręczników rozpoczynają omawianie tego zjawiska od jego
przyczyn oraz ustaleń terminologicznych. Operują pojęciami Wiosna Ludów (wyjaśniając, że “lud” znaczył w owym okresie tyle co “naród”) lub Wiosna Ludów i Narodów. E. i J. Centkowscy wyjaśniając pojęcie piszą, iż
wydarzenia te nie zaczęły się co prawda wiosną, lecz w zimie i trwały dłużej niż półtora
roku – nie jest to więc nazwa zbyt dokładna – ale za to pięknie wyrażają rewolucyjny
patos. W historii Europy jest to wielki moment dziejowy. Nigdy przedtem Europa nie
była widownią tak szeroko zakrojonych i powszechnych zrywów przeciwko różnym
835
formom ucisku i tyranii .
Poddając treści podręczników analizie bardziej szczegółowej, daje się w nich
zauważyć różnorodność podejść i systematyki metodologicznej. Na uwagę zasługują
zwłaszcza dwa podejścia. Jedno konwencjonalne, o charakterze analityczno-opiso-wym, w którym wydarzenia rozgrywające się w latach 1848–1849 w poszczególnych krajach europejskich omawiane są w porządku chronologicznym lub
chronologiczno-przestrzennym, z wpisanymi weń treściami porównawczymi i syntetyzującymi, z małą ilością zdań wartościujących. Oraz drugie, mające charakter
bardziej globalny, w którym autorzy patrzą na Wiosnę Ludów jako na pewną całość
– rewolucję europejską, będącą wynikiem przemian cywilizacyjnych (w tym m.in.
szybszym niż dotąd przepływem myśli, ludzi, idei, co ułatwiają linie kolejowe, prasa
codzienna itp.), w której wydarzenia o charakterze rewolucyjnym i narodowym
w poszczególnych krajach oddziałują na siebie na zasadzie naczyń połączonych i są
ze sobą ściśle powiązane.
Takie podejście prezentują zwłaszcza (choć nie tylko) Anna Radziwiłł i Wojciech Roszkowski, autorzy podręcznika dla szkoły średniej, nie stroniący też od
zdań wyjaśniających i wartościowania. Wskazują m.in. na zmienność interpretacyjną zjawiska, pisząc:
Zwolennicy metodologii marksistowskiej określają Wiosnę Ludów jako rewolucję burżuazyjną lub burżuazyjno-demokratyczną, jako walkę burżuazji przeciw wciąż jeszcze
panującemu feudalizmowi. Takie podejście ma swoje uzasadnienie, gdyż w dążeniach
rewolucyjnych ujawniały się niewątpliwie interesy poszczególnych warstw społecznych
– burżuazji, mieszczaństwa, chłopstwa czy robotników. Ale ta interpretacja nie wyjaśnia
całości tego procesu i jego mechanizmów. W wymiarze ludzkim ogromną rolę pełnią też
zjawiska ze sfery świadomości (przekonania, odczucia), a także, oczywiście, losy i decyzje indywidualne. Uogólnienie, że Wiosnę Ludów zrodziła walka burżuazji z feudalizmem jest w dużej mierze słuszne, ale nie wystarczające, gdyż zrodziły ją także romantyzm i dążenia narodu, a organizowali młodzi inteligenci, kształceni na literaturze
835
E. Centkowska, J. Centkowski, Historia dla klasy 7, s. 76.
romantycznej – z całą swoją wrażliwością, ale również słabościami i niekonsekwencją.
Nie było przypadkiem, że w kierownictwie wielu wystąpień rewolucyjnych dużą rolę
odgrywali poeci, np. Alphonse de Lamartine we Francji, Sandor Petöfi na Węgrzech,
836
Venzel Messenhauser we Wiedniu, a także Adam Mickiewicz .
Inne niż dotąd rozłożenie akcentów, dowartościowanie czynnika ludzkiego w
jego wymiarze indywidualnym, sprzęgnięcie dążeń wolnościowych z szeroko pojętą
kulturą i rozwojem cywilizacyjnym, bardziej globalne ujmowanie rzeczywistości
historycznej – pozwala, w moim przekonaniu, spojrzeć na to zjawisko jeszcze nieco
inaczej i wpisać we właściwe czasom współczesnym poszukiwania osi interpretacyjnej dziejów (zarówno uprawianych jak i nauczanych) 837.
Spróbujmy teraz przyjrzeć się bliżej treściom szczegółowym, dotyczącym rewolucji i powstania węgierskiego. Treści te wpisane są w szerszy kontekst wydarzeń
rozgrywających się w monarchii habsburskiej, co powoduje ich bezpośredni związek z polską historią. Powiązania te wynikają jednak nie tylko z prostej przynależności do państwa austriackiego, ale także z podobnego postrzegania przez oba narody spraw wolnościowych, co m.in. zaowocowało udziałem kilku tysięcy Polaków
w rewolucji węgierskiej oraz wykreowaniem wspólnego bohatera walczącego “o
wol-ność waszą i naszą”, jakim był gen. Józef Bem. Wydarzenia lat 1848–49 na
Węgrzech we wszystkich polskich podręcznikach znajdują stosunkowo szerokie
odbicie. Począwszy od odnotowania istniejącej tu po roku 1830 opozycji liberalno-naro-dowej, żądającej autonomii i reform konstytucyjnych 838, poprzez próby realizacji dążeń społecznych i narodowych – powstanie rządu i parlamentu węgierskiego, walki w ich obronie w 1849, ogłoszenie detronizacji Habsburgów i powstanie republiki Węgier, której prezydentem został Lajos Kossuth (jego zdjęcie znajduje się w trzech podręcznikach, w jednym z szerszą notką biograficzną). Autorzy
podręczników
piszą o tym, że powstanie narodowe na Węgrzech przybrało “największe rozmiary”,
a “cały naród węgierski stanął w obronie niepodległości” 839, co pozwala na dalsze
stwierdzenie, że “powstanie narodowe zwane rewolucją węgierską było najsilniejszym z ruchów narodowowyzwoleńczych” 840. Jeden z podręczników odnotowuje:
“w ten sposób Węgry stały się ostatnim w Europie polem walki z absolutyzmem”841.
W jego obronie staje też wielu ochotników, w tym Polaków, jednak wezwana przez
Franciszka Józefa I armia rosyjska pod wodzą Iwana Paskiewicza przerywa nadzieje
niepodległościowe. “Węgry leżą u stóp Waszej Cesarskiej Mości”, donosi cesarzowi
Paskiewicz, na Węgrzech zaczynają się krwawe pacyfikacje”842.
A. Radziwiłł, W. Roszkowski, Historia 1789–1871, s. 183–184.
Szersze rozważania w tym względzie zob. J. Maternicki, Cz. Majorek, A. Suchoński, Dydaktyka historii, Warszawa 1994, s. 176 i nn.
838
G. Szelągowska, Historia. Dzieje nowożytne, s. 82–83.
839
M. Milczarczyk, A. Szolc, Historia 7, s. 135–136.
840
E. Centkowska, J. Centkowski, Historia dla klasy 7, s. 78.
841
A. Radziwiłł, W. Roszkowski, Historia 1789–1871, s. 191.
842
Tamże, s. 192.
836
837
Ale przecież bilans Wiosny Ludów w Europie mimo pozornego zwycięstwa sił
“starego porządku” był wymierny. Pozostały konkretne zmiany ustrojowe we Francji, Królestwie Piemontu i Sardynii, Królestwie Pruskim, zniesienie stosunków feudalnych na wsi w krajach monarchii habsburskiej i Związku Niemieckiego.
Odwołajmy się raz jeszcze do autorów jednego z podręczników, którzy tak je
podsumowują:
Epilogi roku 1849 nie były ostateczne, prawdziwe miały rozegrać się w latach sześćdziesiątych XIX wieku... Po wydarzeniach Wiosny Ludów zostało jednak coś więcej, zostały
programy, bohaterowie i legendy, zostały w zbiorowej świadomości obrazy uciekających
monarchów i barykad, została pamięć o możliwości wybierania swoich przedstawicie843
li .
Myśląc już bardzo współcześnie, wydaje się, że te doświadczenia i zmiany
świadomościowe były najważniejsze.
The Springtime of the Nations in Polish History
Textbooks
Abstract
The problem of the Springtime of the Nations has an extensive coverage in Polish history
textbooks. It is included twice in the curriculum; first at the elementary, and then at the
secondary school level. The present article raised questions about how the contents related to
the Springtime of the Nations are presented in Polish history textbooks, and how those textbooks refer to revolutionary events and the national uprising in Hungary.
The conducted enquiry enabled the author to observe two methodological approaches to
the issue discussed in the analysed textbook data. According to one of them, the conventional
approach, historic events that take place in particular countries are presented in a chronological and comparative way. The second one treats the historical process more globally and
textbook authors view the springtime of the Nations as a kind of process which results from
civilisation and cultural changes, and in which events in particular countries are inextricably
connected with one another and have far-reaching consequences.
Polish history textbooks deal with the Hungarian Springtime in sufficient detail, covering
a range of topics from the liberal-national opposition in Hungary to 1848–49 events and the
participation of Poles with special emphasis on general Jozef Bem, a hero of both nations.
The article was delivered at the International Conference of History Methodologists in
Hungary (Keszthely, 1998).
843
Tamże, s. 193.
Annales Academiae Paedagogicae
Cracoviensis
Folia 3
Studia Historica I (2001)
MISCELLANEA
Barbara Obtułowicz
Raport skierowany
do króla hiszpańskiego Filipa V
na temat misji jezuickich wśród
Indian z plemienia Chiquito
W Bibliotece Królewskiej Akademii Historii w Madrycie przechowywany jest tekst
raportu jezuity Franciszka Burgesa, prokuratora generalnego Prowincji Paragwajskiej, skierowany do władcy Hiszpanii Filipa V (1700–1746). Pełny tytuł dzieła,
napisanego w języku hiszpańskim, brzmi: Memorial al Rey Nuestro Señor en su Real,
y Supremo Consejo de las Indias sobre las noticias de las missiones de los indios
llamados chiquitos; y del estado que oy tienen estas, y las de los Rios Paraná,
y Uruguay, que están á cargo de los padres de la Compañia de Jesus, de la Provincia
del Paraguay (Raport dla Króla Naszego Pana i Najwyższej Rady Indii na temat
wiadomości z misji Indian zwanych Chiquito; i o aktualnym stanie misji położonych
w rejonie rzek Parana i Urugwaj, znajdujących się pod opieką Ojców z Towarzystwa
Jezusowego, w Prowincji Paragwajskiej). Dokument został wydany drukiem, ale
adres wydawniczy nie zawiera daty publikacji. W historiografii brak zgodności w tej
sprawie. Wnioskując z treści raportu, w którym jako ostatnia data pojawia się rok
1703, należy przyjąć, że powstał on mniej więcej w tym czasie, a na pewno nie
wcześniej844. Nie znamy również dokładnego miejsca zredagowania, a następnie
opublikowania omawianego sprawozdania. Skoro jednak autorem był prokurator
generalny Prowincji Paragwajskiej, zapewne zostało ono napisane w jednej z redukcji na terenie tejże prowincji. Natomiast z rękopisu jezuici wydrukowali go najprawdopodobniej w Madrycie. Drukarnie zakładane w redukcjach od XVII wieku
wypuszczały bowiem spod prasy prawie wyłącznie teksty w językach miejscowych
plemion845.
Podobne rozwiązanie przyjmuje historyk boliwijski, jezuita Antonio Menacho w artykule pt.: San José
de Chiquitos 1697–1997, “Anuario de la Academia Boliviana de Historia Eclesiástica”, Sucre, nr 3, 1997,
s. 119.
845
Pierwsza drukarnia w dorzeczu La Platy została założona przez jezuitów w pierwszej połowie XVII
wieku na terytorium Republiki Guarańskiej dla drukowania książek w języku guarańskim; C. Lugon,
Chrześcijańska komunistyczna Republika Guaranów 1610–1778, Warszawa 1971, s. 132.
844
Raport liczy 18 podwójnych stron, tzn. posiada numerację kartek (dalej oznaczonych k.), w sumie 36 stron pojedynczych o formacie A4. Składa się z dziewięciu
rozdziałów.
Pierwszy rozdział [k. 2–4] informuje o położeniu geograficznym Chiquitani
(w południowo-wschodniej części dzisiejszej Boliwii, w departamencie Santa Cruz
de la Sierra), bogatej florze, faunie, tropikalnym klimacie powodującym wiele nieznanych w Europie chorób oraz o znikomej wiedzy medycznej Indian. Chiquitos
zostali w nim przedstawieni jako ludzie wysokiego wzrostu, o pociągłej twarzy,
długich włosach, przykrywający swą nagość licznymi ozdobami i malowidłami.
Rytm życia wyznaczały siły przyrody. Budzono się o wchodzie słońca i zaraz potem
spożywano śniadanie. Oczekiwanie na opadnięcie rosy uprzyjemniano sobie grą na
fletach, po czym rozpoczynano pracę na roli. W południe jedzono obiad. Następnie
odpoczywano aż do wieczora, spędzając czas na spacerach i odwiedzinach u znajomych, gdzie wzajemnie częstowano się różnymi pokarmami i napojami. O zmierzchu Indianie przygotowywali kolację, po której szli spać, za wyjątkiem młodych
kawalerów, którzy zbierali się grupami i tańcząc odwiedzali okoliczne rodziny. Poza
rolnictwem Chiquitos trudnili się polowaniem i rybołówstwem. Z przedstawionego
opisu wynika zatem, że Chiquitos nie przemęczali się zbytnio, prowadząc wesołe
i spokojne życie. Ze względu na wysokie temperatury mieszkali w szałasach krytych
słomą, budowanych między zaroślami bez wyznaczania ulic. Przy okazji omawiania
wyglądu osad indiańskich, autor raportu wyjaśnił ciekawą etymologię słowa chiqui-to, od którego wzięła się nazwa plemienia. Tłumaczył ją w ten sposób: “drzwi
wejściowe są tak małe, że wślizgują się przez nie niczym koty. Z tego powodu
Hiszpanie dali im nazwę Chiquitos [co znaczy malutcy], chociaż oni sami mówią, że
robią tak, aby bronić się przed komarami, których jest pełno w ich kraju, zwłaszcza
w porze deszczów” [k. 3].
W świetle raportu Chiquitos pozostają na bardzo niskim poziomie rozwoju
cywilizacyjnego. Burges mocno akcentował ich prymitywne obyczaje, przejawiające
się m.in. w wychowaniu potomstwa bez szacunku dla rodziców, w nadużywaniu
tzw. chichi, czyli napoju alkoholowego robionego domowym sposobem na bazie
kukurydzy, manioku lub owoców, w urządzaniu częstych zabaw, którym towarzyszyło obżarstwo i pijaństwo nierzadko prowadzące do wypadków śmiertelnych.
W sprawach religii są bardziej barbarzyńscy niż inne ludy – stwierdzał z odrazą Burges –
ponieważ nie mają żadnego bóstwa. Nie oddają czci boskiej żadnej rzeczy widzialnej lub
niewidzialnej, żadnemu demonowi [...], i egzystują jak bydlaki, nie znając innego życia,
ani innego boga poza swym własnym żołądkiem, w którym zamyka się ich szczęście [k. 3].
Nie wierzyli nawet w życie pozagrobowe, ale odczuwali niezrozumiałą dla nich
samych bojaźń przed siłami przyrody. Byli przesądni, zwłaszcza co do śpiewu ptaków i odgłosów zwierząt, z których wyciągali przypuszczenia dotyczące chorób
i niebezpieczeństw czyhających ze strony potencjalnych wrogów.
Zapewne znaczniej mniej dziwiła Burgesa niska w tym plemieniu pozycja kobiety, jako że na przełomie XVII i XVIII wieku również kobiety europejskie nie
miały równych praw z mężczyznami. Obowiązki kobiet Chiquito były zbliżone do
obowiązków Europejek, w tym sensie, że sprowadzały się do roli gospodyni domowej: przynoszenia do domu wody i opału, przyrządzania posiłków, tkania materiałów przeznaczonych na odzież i na hamaki zastępujące łóżka.
Warto podkreślić, że wiadomości zamieszczone w pierwszym rozdziale cechuje
duży stopień wiarygodności, ponieważ w wielu kwestiach pokrywają się one z relacjami autorstwa innych zakonników i podróżników, np. pracujących w XVIII wieku
w Republice Chiquito misjonarzy: Szwajcara Marcina Schmida 846 i Niemca Jana
Knoglera 847 oraz podróżującego po Ameryce Południowej w latach trzydziestych
XIX wieku Francuza Alcidesa d‟Orbigny848.
Rozdział drugi relacjonuje przybycie konkwistadorów hiszpańskich [k. 4–5]. Do
Chiquitanii dotarli oni w 1557 roku od strony dzisiejszej Argentyny z polecenia gubernatora Asunción del Paraguay. Pierwszymi Hiszpanami, którzy ujrzeli tę krainę,
byli Domingo Martinez de Irala i Nuflo de Cháves, założyciel miasta Santa Cruz de la
Sierra. Przez tubylców zostali przyjęci pokojowo. Jednak gdy wydali rozporządzenie
nakazujące obowiązkowy pobór do wojska, Indianie odpowiedzieli powszechnym
powstaniem. Niektórzy zbiegli w okoliczne góry, skąd napadali na osiedla hiszpańskie w celach rabunkowych, kradnąc szable, strzelby, maczety, topory, noże.
Trzeci rozdział relacjonuje okoliczności towarzyszące przybyciu i pierwszym
latom pobytu jezuitów na ziemi zamieszkanej przez Chiquitos [k. 5–7]. Jednym
z głównych bodźców, który skłonił ojców z Republiki Guarańskiej do rozszerzenia
akcji misyjnej w kierunku północno-zachodnim, było założenie w miejscowości
Tarija (dziś stolica departamentu o tej samej nazwie położona na południowo-wschodnich krańcach Boliwii, przy granicy z Argentyną) kolegium jezuickiego.
Zostało ono ufundowane w 1690 roku staraniem Juana Josepha Fernandeza Campero, rycerza Zakonu Calatrava, i jego żony Juany Clemenci Bermudez de Ovando.
Tarija miała stanowić bazę wypadową na tereny zamieszkane przez plemiona pogańskie. W pierwszej kolejności planowano zredukować Indian Chiriguanos, którzy
ponoć sami prosili ojców o chrystianizację, ofiarując w zamian mieszkanie i pożywienie. Misjonarze udzielili kilka chrztów osobom zagrożonym śmiercią i chcieli
kontynuować swą misję wśród innych plemion, obiecując Chiriguanos powrót do
ich wiosek. Indianie okazali im jednak nieufność. Według raportu pewna kobieta
błagała ojca o wstawiennictwo u władz hiszpańskich, mających siedzibę w mieście
Zob. listy M. Schmida do rodziny i współbraci z Towarzystwa Jezusowego – W. Hoffmann, Vida y
obra del Martin Schmid S.J. misionero suizo entre los chiquitanos, músico, artesano, arquitecto y escultor, Buenos Aires 1981, s.130–157.
847
Zob. J. Konogler, Relato sobre el país y la nación de los chiquitos en las Indias Occidentales o
América del Sud y las misiones en su territorio, redactado para un amigo, [w:] W. Hoffmann, Las misiones entre los chiquitanos, Buenos Aires 1979, s. 121–185.
848
A. d‟Orbigny, Viajes por Bolivia, La Paz 1994, s. 214–296 oraz tenże, Vieje a al América Meridional,
t. IV, Buenos Aires 1945, s. 1240–1297.
846
Santa Cruz de la Sierra, za jej bratem niesłusznie skazanym na stracenie. Jezuici
spełnili życzenie Indianki. Po tym wydarzeniu gubernator Santa Cruz Agustin de
Arce de la Cocha ostrzegał ojców przed niebezpieczeństwem ze strony podstępnych
Chiriguanos. Uprzedzał, że jest to lud uparty i skory do rebelii, w związku z czym
wszelkie wysiłki misyjne ojców mogą pójść na marne. Mówił, że wcześniej byli tam
ojcowie z Prowincji Peruwiańskiej. Radził podjęcie pracy wśród pokojowych
Chiquitos, którzy również wyrażali pragnienie ewangelizacji. Ojcowie z Prowincji
Peruwiańskiej mieli mnóstwo pracy wśród Indian Mojos i dlatego zadecydowano
o włączeniu przyszłych redukcji wśród Chiquitos do Prowincji Paragwajskiej.
Dzięki tej informacji dowiadujemy, się że Chiquitos znaleźli się pod opieką
i nadzorem tych samych władz, co słynni Guaranie. Ponadto uświadamia nam ona,
że redukcje nie ograniczały się do samego tylko rejonu La Platy. W historiografii
polskiej rzadko się podkreśla849, że praca misyjna jezuitów w Ameryce Południowej
wychodziła poza wspomniany rejon, obejmując swym zasięgiem wschodnią Boliwię, Peru, Ekwador, aż po rzekę Orinoko w Wenezueli. W tym kontekście warto się
zastanowić, czy rzeczywiście, jak podaje Burges, zarówno Chiriguanos jak Chiqui-tos prosili ojców o przybycie do ich osad. Istnieją przesłanki, aby dać odpowiedź
twierdzącą. Zapewne jednak Indianom nie chodziło wyłącznie o chrystianizację, bo
jako poganie nie mogli nagle zapragnąć nawrócenia, lecz o gwarancję opieki przed
wrogiem zewnętrznym. Na pewno wcześniej docierały do nich wieści o dobrobycie
i bezpieczeństwie, jakie zakonnicy zapewnili zredukowanym Guaranom. Przykład
spokojnych i wolnych osiedli guarańskich musiał pociągać koczownicze plemiona
Chiquitos. Sprawa stawała się pilna, ponieważ od dłuższego już czasu mieszkańcy
Chiquitanii byli nękani przez brazylijskich łowców niewolników zwanych paulistami, bandeirantes lub Mamelukami.
Burges szczegółowo omówił tę kwestię w rozdziałach od czwartego do siódmego włącznie [k. 7–13]. Po raz pierwszy wspomniał o nim w zakończeniu rozdziału drugiego. Pisał tam, że Mamelucy, korzystając z bezbronności Indian żyjących na granicy posiadłości hiszpańskich i portugalskich, porywali ich podstępem,
zamieniali w niewolników i zmuszali do ciężkiej pracy.
Jeżeli Jego Wysokość Katolicka [tzn. Filip V] nie wyda konkretnej decyzji – pisał Burges – mającej na celu pohamowanie wroga i naprawę wyrządzonych już szkód, jeżeli nie
nakaże postawienie w miejscach szczególnie zagrożonych jednego lub dwóch garnizonów wojskowych albo straży złożonych z ludności hiszpańskiej, dla obrony dopiero co
wprowadzonego chrześcijaństwa [...], to nie tylko wysiłek misjonarzy pójdzie na marne,
ale ucierpi również Korona Hiszpańska.
B. Obtułowicz, Utopia czy fenomen i szansa? Z rozważań nad książką Wernera Hofmanna: Vida y
obra del P. Martin Schmid S.J. (1694–1772), misionero suizo entre los chiquitanos, músico, artesano,
arqui-tecto y escultor, Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prace Historyczne, z. 108. 1993,
s. 103–116.
849
Były to prorocze słowa. Zaniedbanie tak poważnego problemu mogło doprowadzić do uszczuplenia posiadłości hiszpańskich w Nowym Świecie i osłabienia
pozycji Hiszpanii jako mocarstwa kolonialnego.
W XVII i na progu XVIII wieku Hiszpania i Portugalia prowadziły nie kończące się spory na granicy swych amerykańskich imperiów. Stroną atakującą byli Portugalczycy, a raczej ich potomkowie brazylijscy. Ta wielka ekspansja w głąb Brazylii była rezultatem wypraw wyruszających pod dowództwem utalentowanych kapitanów z Sao Paulo i innych miast w poszukiwaniu szlachetnych kruszców. Stopniowo odkrywali oni coraz to nowe złoża złota, srebra, szmaragdów i innych kamieni. W miejscach nieprawdopodobnie bogatych pokładów zakładano osiedla i kopalnie (np. Ouro Preto, Ouro Fino, Minas de Santa Isabel, Diamantina, Diamantino
itd.). Gorączka złota ogarnęła ogromne rzesze ludzi tłumnie przybywających ze
wszystkich stron Ameryki i z Europy. Towarzyszył jej boom cukrowniczy. W tym
miejscu wypada przypomnieć, że w omawianym okresie właśnie cukier i kamienie
szlachetne decydowały o bogactwie Brazylii, dzięki czemu kolonia ta stała się podstawą egzystencji zarówno Imperium Portugalskiego jak i metropolii. To Brazylia
otwarła przed Portugalią epokę dobrobytu, która trwała przez cały XVIII wiek.
Dzięki brazylijskim bogactwom Portugalia, podobnie jak Hiszpania, mogła podjąć
starania
o odzyskanie pozycji mocarstwowej. Do pracy w kopalniach i na plantacjach trzciny
cukrowej potrzebowano licznej i taniej siły roboczej. Sprowadzano ją nie tylko
z Afryki (Murzyni), ale z obszarów pogranicznych. Nasilające się ataki na Indian
zamieszkujących posiadłości hiszpańskie były popierane przez Lizbonę, ponieważ
rozszerzały teren penetrowany przez Portugalczyków w kierunku zachodnim 850.
Burges podał obszerny opis przebiegu wypraw paulistów na terytorium Prowincji Paragwajskiej. Wynika z niego, że powtarzały się one z dużą częstotliwością,
niemal rok po roku. Przez pierwsze 30 lat XVII wieku dokonali zniszczenia aż 28
redukcji uprowadzając ze sobą tysiące Indian. Z pracy historyka francuskiego
Clovisa Lugona, który opisał spustoszenia osad Guaranów na skutek ataków paulistów, należy wnioskować, że Chiquitos nie doznali tylu strat. Główny atak szedł
bowiem na Republikę Guaranów i na sam Paragwaj. Najazdy te były tak uporczywe
i niszczycielskie, że w 1639 roku przełożony na obszarze osiedli guarańskich, jezuita Antonio Ruiz de Montoya, udał się do Madrytu, aby osobiście prosić króla o
pozwolenie uzbrojenia pewnej liczby Guaranów. W 1640 roku uprawnienie do posługiwania się bronią palną rozciągnięte zostało na wszystkich Indian mieszkających
w redukcjach 851 . Według Burgesa jezuici zwrócili się również do hiszpańskich
władz kolonialnych o regularne przysyłanie posiłków wojska, dzięki czemu Indianie
coraz skuteczniej mogli się bronić się pod osłoną oddziałów hiszpańskich. Ponadto
wspólnie przeprowadzano odwetowe napady na plemiona kolaborujące z MameluM. Kula, Historia Brazylii, Wrocław 1987, s. 37 i nast.; A.H. de Oliveira Marqués, Historia Portugalii, t. II, Warszawa 1987, s. 52, 58–62.
851
C. Lugon, Chrześcijańska komunistyczna Republika, s. 48–70.
850
kami. Porażki nie zniechęcały paulistów do dalszych walk. Marzyli o zawojowaniu
całego Paragwaju, Chiquitanii i o dotarciu aż do Andów peruwiańskich. W 1651
roku zaatakowali redukcje z pięciu stron jednocześnie. Indianie jednak wcześniej
dowiedzieli się o tej inwazji, wyszli naprzeciw wrogowi, zmuszając go do tak gwałtownej ucieczki, że na niedoszłym placu boju porzucali cały dobytek łącznie z biżuterią, uzbrojeniem, narzędziami z żelaza852. Raport cytuje ponadto treść listu władz
Audiencji Charcas (dzisiaj terytorium Boliwii) do prowincjała Zakonu Jezuitów w
Prowincji Paragwajskiej, ojca Szymona de Leon, w którym czytamy o bohaterskiej
walce oddziałów Chiquitos i Hiszpanów z Brazylijczykami w 1695 i 1696 roku, zakończonej klęską tych ostatnich. Mimo to niewypowiedziana wojna trwała nadal.
Burges pisał, że w roku 1703 gubernator Buenos Aires spodziewał się kolejnego
uderzenia, tym razem na wybrzeże morskie i że do wspomnianego miasta przybyło
czterystu neofitów z redukcji w celu ufortyfikowania i obrony portu.
Ataki bandeirantes zmuszały jezuitów do przenoszenia najbardziej zagrożonych
osad w inne miejsce. Taki los kilkakrotnie spotkał San Francisco Javier, najstarszą
redukcję chiquitańską, założoną w 1691 roku przez ojca José de Arce. Inna przyczyna wędrówek misji to choroby i epidemie. Były one powodem migracji Indian z
misji San Rafael, fundowanej jako druga w kolejności na obszarze Republiki Chiquito, w 1698 roku przez ojców Juana Bautistę Zea i Francisco Herbasa. Choroby trapiące Indian na przestrzeni dwóch lat spowodowały wyludnienie redukcji. Na prośbę samych neofitów ojciec José Tolu, przełożony misji, postanowił o opuszczeniu
wioski dotkniętej zarazą. Wybór nowego miejsca w pobliżu rzeki Paragwaj okazał
się ze wszech miar korzystny. Nie tylko ustały choroby, ale bliskość rzeki dawała
szansę uruchomienia handlu z Guaranami. Do tej pory był on możliwy jedynie
trudną do przebycia drogą lądową z Tarija. Realizacja ambitnego przedsięwzięcia
wymagała jednak ogromnego wysiłku z strony Indian i ojców, ponieważ trzeba było
odnaleźć
i przetrzeć drogę z redukcji na terenie Chiquitanii do osad położonych w Paragwaju.
Poszukiwania miały zakończyć się sukcesem, ale dopiero około 1715 roku 853.
Powyższe zagadnienia zostały przedstawione szczegółowo w rozdziale przedostatnim [k. 13–16]. Burges komentuje w nich ponadto stan misji jezuickich w tworzącej się dopiero Republice Chiquito. Obok redukcji San Javier i San Rafael podaje
nazwy dwóch pozostałych, czyli San José, ufundowanej w 1697 roku przez ojca
Francisco Suareza i Juan Bautista, założonej dwa lata później staraniem jezuity
Juana Bautisty de Cea. Wymienienie tylko czterech pierwszych redukcji, powstałych do 1699 roku, oraz informacja, że ojcowie z Paragwaju wyruszyli w górę rzeki
Paragwaj w poszukiwaniu drogi do Republiki Chiquito 10 maja 1703 roku, potwierdzają postawioną tezę o datacji analizowanego dokumentu na pierwsze dziesięciolecie XVIII wieku.
W podsumowaniu ósmego rozdziału Burges nakreślił refleksję na temat dzieła
misyjnego jezuitów w Ameryce Hiszpańskiej. Pracę i dotychczasowe dokonania
852
853
Podobny opis podaje C. Lugon, Chrześcijańska komunistyczna Republika, s. 67.
A. d‟Orbigny, Viaje a la América Meridional, s. 1254–1255.
ojców oceniał wysoko. Przypomniał o wielu ofiarach i o ogromnym poświęceniu
misjonarzy, którym udało się wyciągnąć z puszczy, schrystianizować i ucywilizować rzesze prymitywnych Indian. Dzięki jezuitom barbarzyńskie plemiona Chiqui-tos, Guaranów, Mojos i in. zaczęły uczęszczać do kościoła, modlić się, słuchać
katechezy, pracować na roli, w zagrodzie i w warsztatach rzemieślniczych.
Ten sam wątek Burges kontynuował w ostatnim, dziewiątym rozdziale [k. 16–
–18]. Na potwierdzenie pochlebnych opinii o redukcjach odwołał się do statystyki.
W obszernej tabeli podał wykaz nazw redukcji w Paranie i Urugwaju (ogółem 29),
a obok cyfry ilustrujące następujące dane (według stanu za rok 1702): liczbę rodzin
(ogółem 12 508), osób (89 501), chrztów (6750), pogrzebów (4148), związków
małżeńskich (1564), sakramentów pokuty (127 634), udzielonych komunii
(114 599)
i bierzmowań (73). Dla porównania zaznaczył, że podczas wizytacji gubernatora
Buenos Aires Jacinto de Lariza w 1648 roku na omawianym terenie było zaledwie
19 redukcji zamieszkanych przez 30 548 Indian obu płci. W 1677 roku Diego Ibańez
de Faria, prokurator Audiencji Charcas, zastał tam już 22 redukcje z 58 118 neofitami. Fakt wystąpienia tendencji wzrostowej został mocno podkreślony przez autora
raportu, zwłaszcza że w tym samym okresie odnotowano zmniejszenie się liczby
ludności spoza redukcji.
Pragnienie Burgesa, aby wysiłki ojców nie poszły na marne i zaowocowały
w przyszłości, było możliwe do spełnienia tylko pod warunkiem uzyskania poparcia
dworu hiszpańskiego. Dlatego w zakończeniu dziewiątego rozdziału Burges skierował do Filipa V gorącą prośbę, aby raczył przekazać Prowincji Paragwajskiej, jako
podległej Koronie Hiszpańskiej, stosowne środki niezbędne do zapewnienia redukcjom szybkiego awansu.
Z raportu nie dowiadujemy się, jak król ustosunkował się do prośby Burgesa.
Faktem pozostaje, że za panowania Filipa V państwa jezuickie zakładane w Ameryce Południowej osiągnęły największy rozkwit. Dotyczy to szczególnie Republiki
Chiquito, która w ciągu 75 lat swego istnienia, czyli w okresie o połowę krótszym
od Republiki Guaranów, doszła do takiego samego poziomu rozwoju. Wydaje się
jednak, że nie była to zasługa samego Filipa V, lecz całego splotu czynników. Nie
mogło być inaczej, skoro wówczas, gdy raport został opublikowany, uwaga Filipa V
koncentrowała się na walce o sukcesję po zmarłym w 1700 roku Karolu II Habsburgu (wojna o sukcesję hiszpańską 1702–1714), a następnie, już po zapewnieniu
sobie korony, król inspirował wszechstronne reformy wewnętrzne, co wymagało
ciągłego nadzoru nad przebiegiem modernizacji państwa. W tym natłoku spraw i
obowiązków monarcha jednak nie zapomniał o posiadłościach hiszpańskich w
Ameryce.
Z pomocą krajowych i zagranicznych specjalistów unowocześnił tam system rządów, dokonał nowego podziału administracyjnego przeprowadził reformę monetarną, usprawnił eksploatację kopalń srebra, ożywił wymianę handlową między metropolią i jej posiadłościami zamorskimi. Reformy te nie były obojętne dla redukcji
jezuickich, skoro właśnie na pierwsze dziesięciolecia XVIII wieku przypadło nasilenie działalności misyjnej na pograniczach (zwłaszcza nad Zatoką Meksykańską oraz
w Paragwaju i Urugwaju). Zjawisko to w dużej mierze należy wiązać również
z osłabieniem niszczycielskich akcji paulistów oraz z przedsiębiorczością i pracowitością samych jezuitów, którzy przy umiejętnym wykorzystaniu specyficznej
sytuacji społeczno-prawnej i ekonomicznej redukcji w stosunkowo krótkim czasie
potrafili doprowadzić do ich nieprawdopodobnego rozkwitu.
Report to the Spanish King Philip V on the Jesuit
Missions
to the Chiquito Indian Tribe
Abstract
The article, as formulated in its title, deals with the report prepared by a Jesuit Francis
Burges, who was the Attorney General of the Paraguay Province. The presented document
was written around 1703 and has been kept in the Royal Library of the Academy of History in
Madrid. It consists of 36 pages and nine chapters, which informed about various aspects of
the so-called Chiquito Republic (the present south-eastern part of Bolivia in the Department
of Santa Cruz de la Sierra). Among others, it described rich flora, fauna and tropical climate
which was responsible for many diseases unknown in Europe, everyday life, mentality, beliefs and customs of the members of the Chiquito tribe, the conquest of the Chiquito land by
the Spaniards, the arrival of Jesuits who built missions there, and Indian fights with Brazilian
gold prospectors and slaves called “paulists” or “bandeirantes”. The report was concluded
with Burges‟s request to King Philip V for support and financial help indispensable to maintain missions and develop them further.
Annales Academiae Paedagogicae
Cracoviensis
Folia 3
Studia Historica I (2001)
Renata Król
Wizerunek twierdzy kamienieckiej
w latach 1777–1779
w świetle listów Jana de Witte
W 1868 roku w serii “Materiały do dziejów Polski z księgozbiorów prywatnych
ukraińskich” ukazały się listy jednego z najznakomitszych komendantów twierdzy
w Kamieńcu Podolskim – Jana de Witte854. Stały się one inspiracją i podstawą do
napisania tego artykułu. Jednak dla uzyskania pełniejszego obrazu interesującej
mnie problematyki konieczne było sięgnięcie po nie opublikowaną do tej pory korespondencję Stanisława Augusta Poniatowskiego z Janem de Witte oraz wykorzystanie listów osób, które odegrały niepoślednią rolę w życiu komendanta jak i kamienieckiej fortecy.
Osoba Jana de Witte jest stosunkowo słabo znana ze względu na małą liczbę
zachowanych źródeł. Szczupłe wiadomości, jakie posiadamy na jego temat, nie pozwalają na ułożenie obszerniejszej biografii, a jedynie na przedstawienie najważniejszych wydarzeń z jego życia. Już samo nazwisko wprowadza trochę zamieszania, gdyż ulegając ciągłym przemianom – Wit, Witt, de Witte – różnie było używane
przez samego komendanta w kolejnych epokach jego życia. Do tej pory niemal
wszystko, co było nam wiadome o Janie de Witte, zawdzięczaliśmy mało krytycznemu popularyzatorowi przeszłości historycznej południowo-wschodnich kresów
dawnej Rzeczypospolitej, jakim był Antoni J. Rolle. Jednak przeprowadzona przez
Zbigniewa Hornunga dokładna kwerenda źródłowa (m.in. ksiąg metrykalnych kate-
854
Listy Jana de Witte, generała–majora wojsk koronnych..., wyd. S. Krzyżanowski, Kraków 1868.
dry kamienieckiej oraz innych przekazów archiwalnych) nie potwierdziła części
wiadomości podanych przez A. J. Rollego 855.
Jan de Witte urodził się w 1709 roku jako syn majora Jana de Witte i Konstancji, pochodzącej z rodziny ormiańskiej856. Ojciec komendanta wywodził się ze starej
holenderskiej rodziny szlacheckiej z Dortrechtu. Do tej pogranicznej twierdzy przybył on po traktacie karłowickim wraz z liczną grupą cudzoziemskich oficerów i specjalistów wojskowych z Prus857. Młody Jan de Witte w 1726 roku wstąpił w szeregi
korpusu artylerii koronnej i odtąd całe jego życie związane było ze służbą wojskową 858 . W latach 1736–1751 występuje jako kapitan artylerii 859 . 27 marca 1751
otrzymał patent na majora, a 29 sierpnia 1754 został mianowany podpułkownikiem
artylerii koronnej, zaś osiem lat później występuje już jako pułkownik tychże
wojsk860.
W 1767 roku awansował na generała majora wojsk koronnych 861. Mimo iż już w
1768 roku przedstawiono go na to stanowisko, dopiero w 1781 roku otrzymał patent
na szarżę komendanta fortecy kamienieckiej z rangą generała lejtnanta w wojsku
koronnym, faktycznie będąc już od kilkunastu lat dowódcą twierdzy 862. Funkcję tę
pełnił aż do śmierci (22 grudzień 1785). W późniejszym czasie godność tę piastował
także jego syn (Józef de Witte). Spośród licznych kamienieckich komendantów tylko tym dwóm wyżej wymienionym przysługiwał tytuł generał–majorów i komendantów Kamieńca i wszystkich okolicznych nadgranicznych ukraińskich zameczków863.
Jan de Witte odznaczony został orderem św. Stanisława (1773) 864. Za swoje zasługi i oddanie dla Rzeczypospolitej otrzymał wraz z synem w 1768 roku indygenat.
Możliwe, że było to nagrodą za zwalczanie konfederatów barskich, którzy o świeżo
upieczonym Panu Bracie wyrażali się zjadliwie:
Prze Bóg cóż to się dzieje miły Panie Wicie
Za cóż to już tak prędko z szlachectwa szydzicie
O któreście się długo usilnie starali
A ledwieście go teraz, kat wie jak dostali
A do Indygenatu na koniec wezwani
Sami się też wydajecie sprawami i mową
Że szlachectwo Wittowe jest ni to ni owo
855
Z. Hornung, Jan de Witte (1709–1785) sylwetka biograficzna komendanta fortecy kamienieckiej i
znakomitego architekta, [w:] Ars una. Prace z historii sztuki, Poznań 1976, s. 135–137.
856
Tamże, s. 135.
857
Za Z. Hornung, Jan de Witte, s. 135.
858
A.J. Rolle, Zameczki podolskie na kresach multańskich, Warszawa 1880, t. II, s. 70–71.
859
Tamże.
860
Listy Jana de Witte, Przedmowa.
861
Tamże.
862
Tamże.
863
J. Apolinary, Kamieniec Podolski; Bibl. UAN im. Stefanyka we Lwowie, rkps, Bibl. Ossol., II. 3378.
864
A.J. Rolle, Zameczki podolskie, t. II, s. 72.
Czyliż się Wam szlachectwo bez zasług dostało
Przetoż tak drogi klejnot szanujecie mało
Choć Barska przecież szlachta z przodków rodowita
Mocniej stanie przy wierze niż szlachectwo Wita
[...] Barska szlachta Ci życzy stul pysk Panie Wicie
Szubienica was czeka a wy o tem nie wiecie 865.
Interesujący nas zbiór obejmuje kilkaset listów i raportów komendanta Jana de
Witte z lat 1777–1779, z których najważniejsze opublikowane zostały przez Stanisława Krzyżanowskiego, według słów którego miały one posłużyć do wyjaśnienia
ówczesnego stanu południowych województw byłej Rzeczypospolitej, a także samej
twierdzy kamienieckiej. Pośrednio przynoszą nam też wiadomości o sytuacji w krajach ościennych: Turcji, Mołdawii, Rosji. Spośród 274 opublikowanych listów i ordynansów 52 przypada na rok 1777, 157 na 1778 i 65 na 1779. Ich adresatami są
m.in. zwierzchnicy generała: Stempkowski, kasztelan kijowski, komenderujący dywizją podolską i ukraińską (11 listów), hr. Fryderyk Alojzy Brühl, generał artylerii
koronnej (5 listów), czy Jan Komarzewski, szef królewskiej kancelarii wojskowej,
który, mimo iż w latach 1776–1788 zwierzchnia władza nad wojskiem należała do
Departamentu Wojskowego Rady Nieustającej, faktycznie sprawował tę kontrolę,
realizując politykę wojskową Stanisława Augusta (37 listów); dowódcy obcych
wojsk stacjonujących w niedalekiej okolicy: Szyrkow, generał wojsk rosyjskich (13
listów), czy Pallacy, kapitan wojsk austriackich (1 list). Dosyć obszerna korespondencja prowadzona z paszami: chocimskim (17 listów) i oczakowskim (1 list),
hospodarem mołdawskim (4 listy), a także z tłumaczami polskimi w Porcie Konstantym i Kitą oraz Boscampem-Lasopolskim, rezydującym tam przedstawicielem
dyplomatycznym króla polskiego (8 listów), świadczy o znacznym zainteresowaniu
kamienieckiego komendanta, a tym samym i całej Rzeczypospolitej, wydarzeniami
rozgrywającymi się w Turcji i dotyczącymi jej polityki. “Zdaje mi się, że na posterunku nie drzymiącym zostaje, gdyż staram się ile możności wiedzieć, co się przynajmniej w bliskich sąsiedztwach dzieje”866.
Tematyka listów jest bardzo różnorodna, począwszy od sprawozdań składanych
comiesięcznie Departamentowi Wojskowemu i generałowi Komarzewskiemu z wydatków poniesionych na utrzymanie wojska garnizonowego, relacji z sytuacji i nastrojów panujących w najbliższej okolicy, po korespondencję osobistą prowadzoną
z różnymi osobistościami, należącymi jednak do elity współczesnej władzy. Uderzają nas w nich błagalne apele o pomoc w utrzymaniu w należytym stanie twierdzy
i zapewnieniu żołnierzom godziwych warunków służby. Ta legendarna niegdyś
twierdza, uchodząca w XVI–XVII wieku za nie do zdobycia – tak wyraził się o niej
865
866
Główny atak Wita Generała na Konfederacje Barską przypisany 1769, rkps, BJ, 2969 II, s. 44.
Do Króla JMCi, 27 XII 1777, Listy Jana de Witte, s. 43.
sam sułtan turecki Osman II867, odstępując w 1621 roku od jej oblegania – w XVIII
wieku przedstawiała stan raczej smutny.
Kamieniec Podolski był najważniejszą warownią leżącą na “kresach multańskich”, wraz z jego zdobyciem zwycięzca wchodził w posiadanie całego Podola,
dlatego też na jego komendancie spoczywała wyjątkowa odpowiedzialność, powierzano więc to stanowisko osobom o szczególnych predyspozycjach i cieszących się
zaufaniem króla.
Forteca początkowo dzieliła się na dwie części – jedna okalała miasto i służyła
bezpośrednio do jego obrony; druga – właściwy zamek (stary murowany i nowy
ziemny) pośrednio miała to na celu. Zamek (wzniesiony na skale piętrzącej się na
zachodnim brzegu Petrydawy) przed 1672 rokiem zupełnie był oddzielony od fortyfikacji miejskich i dopiero Turcy połączyli go mostem. Im też zawdzięcza twierdza
wybudowanie dodatkowych umocnień868. Po usunięciu Turków zamek kamieniecki
zaczął się chylić ku upadkowi, mimo iż niejednokrotnie zapadały na sejmach rozporządzenia co do funduszów na warownię. Miasto stale borykało się z niedostatkiem
pieniędzy, które pozwoliłyby na utrzymanie twierdzy w należytym stanie, a i ciągłe
wylewy Smotrycza przysparzały dodatkowych zniszczeń.
W 1765 roku konfederacja uchwaliła wprawdzie wydanie ze skarbu 30 000 zł
na poprawę miejscowej warowni i okopów św. Trójcy, ale ledwie jedna dziesiąta
część tej sumy (3000 zł) dostała się Kamieńcowi 869. Kiedy w tym samym roku kolejny wylew Smotrycza tak podmył fortyfikacje, że Brama Lacka groziła zawaleniem, wówczas to Stanisław August z własnej szkatuły ofiarował 145 959 zł na reparację warowni kamienieckiej, na ludwisarnię w Warszawie, na dopełnienie szczupłej płacy regimentów gwardii Koronnej i Litewskiej oraz na nadzwyczajne potrzeby870. Nie wiadomo jednak, ile z tej sumy rzeczywiście dostało się Kamieńcowi.
Masywne mury fortecy uchodziły jeszcze w czasach Stanisława Augusta za umocnienia potężne, które przy niewielkich, aczkolwiek stałych nakładach na modernizację zmienić by się mogły ponownie w twierdzę nie do zdobycia. Od 1702 roku władzę nad wojskiem koronnym stacjonującym w Kamieńcu sprawował komendant
twierdzy, pod którego zwierzchnictwo oddawano stopniowo także pograniczne posterunki, takie jak Mohylów, Studenica, Okopy św. Trójcy i Żwaniec. Załoga kamieniecka składała się z artylerii, 30–50 dragonii, niewielkiego oddziału kawalerii i
piechoty. Po Warszawie było to jedyne miasto posiadające artylerię. Wojska w samej warowni było niewiele w XVIII wieku, zazwyczaj około 600 ludzi, a za komendantury Witta ponad 800 (m.in. kwaterował tam wtedy regiment królowej, regiment kawalerii buławy polnej, regiment kawalerii lekkiej)871. W okolicy stacjoW. Marczyński, Statystyczne, topograficzne i historyczne opisanie Guberni Podolskiej, Wilno 1820,
t. I, s. 191.
868
J. Apolinary, Kamieniec Podolski, s. 26.
869
Tamże, s. 111.
870
Tamże.
871
A.J. Rolle, Zameczki podolskie, t. I, s. 287–288.
867
nowała jeszcze jazda zajmująca mniejsze posterunki nad Dniestrem, której celem
była ochrona brodów
i przystani. Usytuowanie Kamieńca na zagrożonym pograniczu, a także fakt stacjonowania w nim stałego garnizonu powodowały, że sprawy związane z obsługą i zaopatrzeniem wojska dominowały w gospodarce tego miasta, a żołnierze stanowili
znaczący odsetek w strukturze ludności.
Jan Witte troskliwie zabrał się do wzmocnienia starej i zaniedbanej twierdzy
kamienieckiej. Szczupłe fundusze, jakie mu przeznaczono na ten cel, starał się pomnożyć wszelkimi dodatkowymi sposobami. Zwracając uwagę, że “zajście między
sąsiedzkimi potencyami obiecujące niechybną wojnę między sobą” 872, a w związku
z tym i Kamieniec może znaleźć się w poważnym niebezpieczeństwie, prosił
“prześwietny departament wojska obojga narodów jako opatrzony o dobro ojczyzny
i czuły o całość kraju” 873, o ratunek i przeznaczenie dodatkowych pieniędzy, “aby
przy-najmniej w tym stanie forteca być mogła jak przeszłego czasu, nie dając pokrzywdzenia sobie i cokolwiek krajowi”874. A ponieważ skarb państwa nie był wstanie
przeznaczyć dodatkowej kwoty na ten cel, komendant zwrócił się z prośbą do obywateli:
aby prześwietne województwo podolskie raczyło pomoc tutejszej fortecy do należytego
stanu, w jakowym mogłaby ubezpieczyć się przeciwko przypadkowi każdemu nieprzyjacielskiemu, albowiem chmury zbierają się na zawierzuchę sąsiedzką, między któremi
w środku zostając, opatrzyć się wcześnie należy. A że forteca [...] rujnuje się znacznie,
więc znowu potrzeba i to nagle naprawiać. Palisada, która się nowa podawała, na jakowy
czas jeszcze wytrzyma, ale która była stara, już spróchniała, odnowić te miejsca potrzeba, a to opatrzywszy. Magazynu tak prochowego jak i zbożowego gwałtownie potrzeba;
przymnożyło się wprawdzie znacznie prochów, ale z niebezpieczeństw onychże, a tem
875
bardziej miasta całego, po różnych miejscach tymczasem złożone .
Wzywa też podkomorzego latyczowskiego Lipińskiego:
J. W. Pan Dobr. przemyślić sposób raczysz, aby prześwietne województwo raczyło
przynajmniej po 100 ludzi na tydzień do roboty przystawić przez całe lato.[...] gdyż nawet większą część artyleryi muszę na nowo osadzić, albowiem lawety i koła znaczną
876
częścią przez te kilka lat pobutwiały .
Komendant musiał prosić nie tylko o materiały (drzewo, chrust, podwody), ale
także o rzemieślników i pomocników do naprawy wałów i osadzenia palisad zrujnowanych, pomostów pod działa itp. rzeczy. Pozostaje tylko pytanie, czy naprawdę
były to tylko prośby, czy raczej żądania, skoro w 1777 roku mieszczanie kamie872
873
874
875
876
Ordynans obersztatowi Dahlke, 12 III 1778, Listy Jana de Witte, s. 68.
Tamże.
Do Komarzewskiego, 8 XI 1777, tamże, s. 34.
Do J. Pana Lipińskiego podkomorzego latyczowskiego, 4 I 1778, tamże, s. 56–57.
Tamże.
nieccy zanieśli do Stanisława Augusta skargę na Witta, że ten zmuszał “sławetnych”
poprawiać z własnej kieszeni “kurdygardy y haubtwach” miejscowy877. W tym samym roku zwrócił się też z asygnacją do kasztelana kijowskiego, Stempkowskiego,
na sumę 31 400 fl. – kwota ta miała być przeznaczona na inwestycję w zrujnowaną
artylerię878. I chociaż pieniądze zostały mu wypłacone, komendant i tak musiał się
cały czas starać o zaspokojenie coraz to nowych potrzeb. Dziękując ofiarodawcom,
zawsze starał się nadmienić, iż mogliby się jeszcze przysłużyć w inny sposób:
J. O. Xiąże Jegomość wojewoda ruski przysłał fl. 2000 na potrzeby fortecy, [...] ja zaniosłem podziękowania za pieniądze nadmieniając, że pieniędzmi tu dębów sprowadzić nie
można, i może pan przez wspaniałość swoją cokolwiek z lasów swych dębami fortecę
879
obdarzy, a te mi najpotrzebniejsze .
Z przekazanych pieniędzy Jan de Witte zawsze skrupulatnie się rozliczał, zarówno przed swoimi zwierzchnikami, jak i darczyńcami, informując, na co zostały
przeznaczone i jak postępują prace wokół fortecy: “Ja się tu krzątam jak mogę,
abym mógł przysposobić materyałów do rozpoczętej już w wielu miejscach roboty,
nieuważając ani na trudności ani na zimna teraźniejsze” 880. W listach pisanych do co
znaczniejszych osób daje się zauważyć skłonność starego generała do w miarę dyskretnego, aczkolwiek stałego podkreślania swojego oddania dla kamienieckiej fortecy. Jego głównym życzeniem jest przekazanie jej w należytym stanie swoim następcom (można przypuszczać, że miał tu na myśli swojego syna, któremu dzięki
znajomościom i poparciu Komarzewskiego i króla torował drogę na to stanowisko).
Nie tylko fatalny stan twierdzy spędzał komendantowi sen z powiek. Przerażała
go myśl, że w obliczu narastającego konfliktu rosyjsko-tureckiego warownia nie
będzie należycie zabezpieczona posiadając tak nieliczny garnizon.
Względem zaś ubezpieczenia fortecy – pisał – ta koniecznie potrzebuje pomnożenia garnizonu, który dziś już to z artyleryą liczy w sobie tylko gejmenów piechoty 818, już to
rachując i z tymi niedodanymi dwudziestu od regimentu Ostrowskiego. I ten garnizon jak
jest teraz choćby nie był ścieśniony, ani atakowany od jakowego nieprzyjaciela, dla samego tylko warunku i ostrożności w takowe czasy nie wystarczyłby wcale, zatem do
2500 gejmenów piechoty wzmocnić potrzeba, a kawaleryi do 250. Zatem gdzie by tylko
piechota nie była potrzebna w drugich dywizjach, trzeba by onę wcześnie sprowadzić, bo
dalej konjunktury i czas możeby nie pozwolił, i wojsko też litewskie pod jedną władzą
881
będące mogłoby użyczyć piechoty .
Skargi na zbyt małą liczbę żołnierzy garnizonowych powtarzają się w jego
listach kilkakrotnie, m.in. do samego generała Komarzewskiego pisze o tym trzy razy.
Jednak należałoby się zastanowić, jak poradzono by sobie w Kamieńcu ze zwiększoną
liczbą wojska, skoro problemem było utrzymanie tego, które już tam stacjonowało:
877
878
879
880
881
J. Apolinary, Kamieniec Podolski, s. 31a.
Do departamentu wojskowego, 8 XI 1777, Listy Jana de Witte, s. 32.
Do Prześwietnego Departamentu Wojskowego, 16 III 1778, tamże, s. 93.
Tamże.
Do departamentu, 21 VI 1778, tamże, s. 163.
iż komenda w garnizonie tutejsza regimentu ostrowskiego nie ma na lemugi wcale w tym
miesiącu pieniędzy, gdyż na przeszły miesiąc ledwie mógł zapożyczyć się: tudzież ludzie
bez mundurów, a bardziej że w płociennych spodniach przez zimę służbę czynić muszą,
882
przez co dezercya z ruiną regimentu być musi .
Żołnierze zmuszeni byli także radzić sobie na własną rękę. Najczęściej zwracali
się do dworów i bogatszych gospodarzy z prośbą o udzielenie pożywienia i furażu,
dając w zamian kwity, z których rozliczali się po nadejściu żołdu. “Większa liczba
[wojska – R.K.] nabawiłaby komendanta kłopotu; nie ma ich nawet gdzie pomieścić,
a ci, co tam mieszkają, mają gorsze kwatery niż u mnie psy: ani łóżka, ani okrycia,
ani nawet słomy, tak że litość bierze” – tak opisywał warunki bytowe kamienieckich
żołnierzy hr. Fryderyk Alojzy Brühl w liście do generała Komarzewskiego883.
Z listu króla do komendanta Witta możemy się przekonać, że skargi na fatalne
warunki bytowe kamienieckich żołnierzy dochodziły także do tronu: “pieniądze
trzeba zużyć na budowę koszar, [...] utulić te ustawiczne utyskiwania Szeffów Regi-mentowych którzy niezmierną dezercyje Regimentów swoich przypisują jedynie
złym żołnierskim kwaterom w Kamieńcu”884. Ta sytuacja musiała nie tylko wpływać niekorzystnie na morale żołnierzy, ale i na samopoczucie komendanta, który
skarżył się w liście do kasztelana Stempkowskiego, iż z powodu braku pieniędzy,
którymi wojsko w Kamieńcu było nieregularnie opłacane, z obawy przed podobnym
buntem, jaki miał w tym samym czasie miejsce w Chocimiu, musiał założyć “swoich kilka tysięcy”885. Biorąc pod uwagę, że w Kamieńcu nie było haremu, do którego mógłby się schronić szukając azylu przed rozwścieczonymi żołnierzami, nie należy
się dziwić, że wolał zapłacić im z własnej kiesy. Niestety nie wiemy, ile dokładnie
wynosiło upo-sażenie generała de Witta. Według uchwały sejmowej z 1764 roku,
każdy z komendantów miał brać pensji rocznie “podług prawa szlachcica i possessyonata”886. Pewnych wiadomości w tej kwestii dostarcza nam list do generała Komarzewskiego:
Mam sobie asygnacyą przysłaną do komory kamienieckiej na utrzymanie fortecy kamienieckiej i gażę komendanta na sumę zł 9000; więc gdy złt. 6000 reparacyjnych, toć na
komendanta złt. 3000 tylko zostaje podług dawniejszych dyspozycji. Nie wiem tedy czyli
to jest omyłka skarbu, kiedy miałem obiecanych jako generał emplojowany powiększenie gaży, czyliż też poprawy na przyszłą pocztę mam się spodziewać, w czem protekcyi
887
jego upraszam .
Do księcia Lubomirskiego, 31 I 1778, tamże, s. 67
Fryderyk Alojzy Brühl do gen. Jana Komarzewskiego, 28 VII 1778, [w:] K. Kantecki, Szkice i opowiadania, Poznań 1883, s. 44.
884
Stanisław August do gen. Jana de Witte, 21 VII 1782, Korespondencja JKM z WP generałem Witte
komendantem Kamieńca, rkps, Bibl. Czart., IV 693.
885
Do JW. kasztelana S. Stempkowskiego, 26 XI 1777, Listy Jana de Witte, s. 42.
886
J. Apolinary, Kamieniec Podolski, s. 31.
887
Do J W. generała Komarzewskiego, 27 III 1779, Listy Jana de Witte, s. 250.
882
883
Jeśli nawet otrzymałby 3000, to jest to suma w tym przypadku znaczna, stanowiła przecież połowę kwoty przeznaczonej na remont warowni. Ale i wydatki miał
liczne. Ponieważ twierdza w Kamieńcu była jednocześnie więzieniem, w którym
przebywało nawet i do stukilkudziesięciu skazanych na ciężkie roboty, komendant
często bywał zmuszony przeznaczać własne pieniądze na dofinansowanie ich
utrzy-mania. Aby mieć jakiś pożytek z tej sytuacji, wykorzystywał skazańców do
prac remontowych i budowy nowych umocnień, martwiąc się tylko, że musi “zimą
onym płacić daremnie”, przez co ubywa mu pieniędzy na inwestycje w warowni 888.
Problemów zresztą miał co nie miara. Zły stan warowni, której fortyfikacje przedstawiały raczej widok żałosny, mała ilość źle opłacanego wojska, które nie miało
nawet za co się wyżywić, a i bardzo skromne zaopatrzenie fortecy w działa i broń
dodatkowo przysparzało komendantowi zmartwień. “Broni deklarowanej nie widać.
Komenda lekkiej kawalerii oprócz szabel, proporców i ognistej broni nie ma” 889,
skarżył się gen. Komarzewskiemu. W liście do Departamentu Wojskowego z 26
czerwca 1778 jeszcze bardziej wyraziście rysuje się nam fatalny stan wyposażenia
twierdzy w artylerię (nie można zapominać, że istotę obrony Kamieńca stanowiły
działa):
A ponieważ w Kamieńcu regimentowych armat nowo odlanych trzy tylko znajdują się,
[...] więc gdy takowych i w fortecy potrzeba i według ordynansu Prześwietnego Departamentu, gdyby w pole dział wynikła potrzeba, tedy snadnie z ceughauzu warszawskiego
do fortecy ze dwanaście sztuk armat 3-funtowych polowych, których tam jest dosyć,
sprowadzić, oraz i kompanią artylerzystów na czas takowy zesłać, gdyż do proporcyi tu890
tejszych armat artylerzystów jest także mało .
Generał Witt uchodził ówcześnie za dobrego i zapobiegliwego komendanta.
Z ciążących na nim obowiązków wywiązywał się wręcz z pedantyczną dokładnością. Nie ułatwiało to oczywiście życia żołnierzom. Uważali go za dowódcę wyjątkowo surowego i bezwzględnego. “Ci, co znają i co zakosztowali komendy Witta,
będą woleli palnąć sobie kulą w łeb, jak wrócić do niego. Jedni pójdą za granicę do
Prusaków, inni [...] odkomenderowanie do Kamieńca uważają za równoznaczne
z wypędzeniem na Sybir”891. O tym, że komendant trzymał wyjątkowy rygor w Kamieńcu, wiemy z listów urzędników ziemskich i szlachty, skarżących się od czasu
do czasu na swawolę wojska, dopuszczającego się wybryków w dobrach prywatnych. Żołnierze byli karani za nadużycia, których i tak było stosunkowo niewiele,
Do J W. generała Komarzewskiego, 3 VII 1779, tamże, s. 272.
Do JWJMC. Pana generała Komarzewskiego, 11 VI 1778, tamże, s. 158.
890
Do departamentu, 21 VI 1778, tamże, s. 163; z podobnymi prośbami wystąpił w liście do króla
(15 XI 1781) Korespondencja JKM..., rkps, Bibl. Czart., IV 694.
891
Fryderyk Alojzy Brühl do gen. Jana Komarzewskiego, 28 VII 1778 [w:] K. Kantecki, Szkice i opowiadania, s. 43.
888
889
gdyż, jak stwierdzał sam Witte, “garnizonowi żołnierze podobnych excesów obawiali [się] czynić”892.
Siedemnastoletnie rządy Witta – ojca (1768–1785) znacznie się przyczyniły do
uporządkowania starego grodu. Mając wyższe wykształcenie techniczne w zakresie
budownictwa wojskowego, sam projektował liczne fortyfikacje i założenia obronne893 (m.in. wybudował magazyny prochowe, zbożowe, hauptwach, podniósł mury
oraz rozpoczął budowę koszar). Stanisław August doceniał jego starania i wkład
w odbudowę twierdzy, niejednokrotnie zresztą zapewniając go o swojej wdzięczności.
cokolwiek mi Wpan przekładać będziesz względem ulepszenia fortecy Kamienieckiej –
zapewniał król – zawsze odemnie będzie przyjmowane z wdzięcznością y poważaniem,
jako pochodzące od takiego komendanta którego y z wierności y z dokładności lepszego
894
nie spodziewam się nigdy .
Współcześni o komendancie wypowiadali się zaś kontrowersyjnie. Często stawał się obiektem różnych żartów. Nieprzychylni zarzucali mu, że wszędzie widzi
nieprzyjaciół, a do Kamieńca rad by całą armię sprowadzić. Generał musiał doskonale zdawać sobie sprawę, że ma licznych oponentów, skoro w liście do generała
Komarzewskiego pisał:
bo trudno odgadnąć, co wyniknie, a tu przecież forteca bez dostatecznego garnizonu,
jako dziś z 878 gejmanów już to z kawaleryą złożony. [...] Do Prześwietnego Departamentu o tem wszystkiem nie śmiem raportować, aby się komu w czem choć z rozumno895
ści mojej czyniąc nie naraził .
Nie najlepsze świadectwo wystawił Wittowi hrabia Brühl, który będąc jego
bezpośrednim zwierzchnikiem często wizytował Kamieniec, określany przez niego
jako “jedną z najnędzniejszych forteczek w Europie”896. Oceniany przez wielu jako
dobry i zapobiegliwy gospodarz twierdzy kamienieckiej, komendant spotkał się
z miażdżącą krytyką znakomicie obeznanego z europejską techniką wojskową Brühla.
skoro nieprzyjaciel, nie będący niedołęgą, zapragnie Kamieńca, będzie go miał w przeciągu pięciu do sześciu dni, choćby miasto miało do obrony Turenniusza, tym bardziej
zaś gdy ma takiego paplę jak Witt, który nie przestanie nigdy wiele gadać, a robić będzie
same głupstwa i jest przedmiotem nienawiści wojska [...]. Tak jak dzisiaj, Kamieniec
może się obronić chyba przeciwko konfederatom, kozakom, Tatarom i innym wojskom
tegoż gatunku, a wówczas co najwięcej 1800 do 2000 ludzi mogłoby znaleźć w nim
897
schronienie .
Do J M. Pana Obręmbskiego kom., 7 II 1779, Listy Jana de Witte, s. 235.
Za Z. Hornung, Jan de Witte, s. 137.
894
Do gen. Jana de Witte, 21 VII 1782, Korespondencja JKM..., rkps, Bibl. Czart., IV 694.
895
Do JWJMC. Pana generała Komarzewskiego, 11 VI 1778, Listy Jana de Witte, s. 158.
896
Fryderyk Alojzy Brühl do gen. Komarzewskiego, 28 VII 1778, [w:] K. Kantecki, Szkice i opowiadania, s. 43.
897
Tamże.
892
893
W 1782 roku bawiący tydzień w Kamieńcu Józef Mikosza jeszcze zachwycał
się tą fortecą, wychwalając czujność straży i dyscyplinę panującą wśród garnizonowego wojska, żyjącego w pokoju z obywatelami miasta, przypisując to dobrym rządom starego generała, należy jednak wziąć pod uwagę, że jest to ocena człowieka,
który patrzył na Kamieniec jak przeciętny podróżnik – obserwator, a nie doświadczony żołnierz898.
Szczerze musimy przyznać, że leniwo krzątała się Polska za Stanisława Augusta
wokół odbudowania i utrzymania w należytym stanie kamienieckiej fortecy. Gasła
więc powoli, acz nieuchronnie. Raport późniejszego komendanta – Orłowskiego –
z 1791 roku przejmująco opisuje jej ostatnie chwile:
przyjechawszy, w takim to miasto zastałem upadku, że opuściwszy fortyfikację, kapitalne,
a walące się mury jego ratować musiałem... [...] Wszystko się wali, wszystko popsute,
wszystko jest niedokładne. Armaty przy rozmaitości kalibrów, które już ze zwyczaju wyszły, w znacznej części nie były zdatne do życia. Arsenał [...] nie wart nazwy i musiał być
nowym zastąpiony. Dokoła wznosiły się przewyższające góry, z których we 24 godziny
można by zburzyć fortyfikację, nie opatrzone kazamatami. Na doprowadzenie Kamieńca
899
do należytego stanu trzebaby przez lat kilka wydawać po kilkakroć sto tysięcy .
Ponieważ sejmy bardzo rzadko i wyjątkowo skąpo udzielały pieniędzy na ten
cel, trudno obwiniać o wszystko Witta. Żałosny był jednak finał fortecy, która niegdyś budziła podziw i szacunek, chociażby ze względu na swoje położenie i fortyfikacje. Pod koniec odmówiono jej nawet miana warowni, zamieniając ją w 1812 roku
na więzienie dla kryminalistów900.
The Kamieniec Keep during the Period 1777–1779 in
Jan de Witte’s Letters
Abstract
The article was to present the history of the most important border stronghold, the Kamieniec Podolski Keep, in the period of several years during which Jan de Witte was its
commander. It was his letters written in 1777–79 addressed to various recipients who were
significant political figures of that time that became the relevant source material for tracing
the changes occurring not only in the Kamieniec Keep but also the life of the whole town.
The letters cover various subject matters, however, owing to many interesting details it
was monthly reports submitted by the commander to the Military Department and General
Konarzewski, on the expenses of the stronghold‟s maintenance and the garrison supplies, that
turned out most useful in this case. Jan de Witte was considered a good lord who took good
care of the keep. The scarse means allocated to strengthening the fortress were multiplied by
898
899
900
T. Korzon, Wewnętrzne dzieje Polski za Stanisława Augusta 1764–1794, Kraków 1897, t. IV, s. 306.
Tamże, s. 307.
J. Apolinary, Kamieniec Podolski, s. 29.
him in many additional ways, not even refraining from issuing requests to the citizens of the
Podole Province for money needed to do the most urgent repairs but also necessary materials
and craftsmen.
In the second half of the 18th century the condition of the Kamieniec Keep frightened not
only the people responsible for the security of the Republic of Poland. Bad shape of the fortress, whose fortifications were in a disastrous condition, small and badly-paid army not even
capable of maintaining itself (800 people stationed there when de Witte was in charge) and
very poor supplies of cannons and weapons in the context of rather uncertain political situation in the neighbouring countries gave constant grief to the commander.
In spite of frequent Seym decisions concerning funds for the Keep, the town was in permanent struggle for money, which would allow to keep the fortress in proper condition. Frequent floods of the Smotrycz river contributed to the destruction of the fortress. The efforts of
the provident commander, who was pedantic in carrying out his duties, were not always well
received by other people. Even the subordinate soldiers considered him extremely strict and
an order to be put under his command was synonymous with a sentence to Siberia. Burghers
frequently voiced their complaints to the king that he forced them to cover the Keep repair
expenses. Although count F.A. Brühl, being his direct superior and visiting the Kamieniec
Keep frequently because of his position evaluated de Witte rather negatively describing the
fortress as one of the shabbiest little strongholds in Europe, in fact the eighteen-year period of
de Witte‟s rule (1768–1786) greatly contributed to making the old keep orderly. The purpose
of the article was to present the past greatness of the Kamieniec Keep fading slowly and approaching its tragic end, much in the same way as the country which it had served for several
centuries.
Annales Academiae Paedagogicae
Cracoviensis
Folia 3
Studia Historica I (2001)
RECENZJE
Maria Jaczynowska, Danuta Musiał,Marek Stępień, Historia
starożytna,Warszawa 1999, ss.
740
Czytelnik otrzymał właśnie do rąk nowy podręcznik do historii starożytnej,
wydany przez Wydawnictwo TRIO pod auspicjami Wyższej Szkoły Humanistycznej
w Pułtusku, którego redaktorem i jednocześnie jednym z autorów jest prof. Maria
Jaczynowska, wybitny badacz dziejów starożytnych. Na książkę tę studenci i miłośnicy starożytności czekali od dawna, bowiem dotychczas na rynku funkcjonował
tylko podręcznik prof. Józefa Wolskiego, który, mimo ciągłej aktualizacji przez
Autora, nie oparł się próbie czasu i nie prezentuje już dziś w pełni aktualnego stanu
wiedzy o świecie starożytnym.
Podręcznik podzielony jest na trzy części traktujące o starożytnym Bliskim
Wschodzie, Grecji i Rzymie. Autor pierwszej – Marek Stępień – rozpoczyna swój
tekst niezwykle potrzebnym w przypadku dziejów Wschodu wstępem, poświęconym w głównej mierze ludom zamieszkującym opisywane tereny w starożytności
oraz pewnym kluczowym problemom z nimi związanym. Na szczególną uwagę zasługuje dość dokładna prezentacja źródeł, jakimi dysponują współcześni badacze
(występująca zresztą również w częściach opisujących dzieje Grecji i Rzymu), jak
również poświęcenie sporej uwagi kwestiom związanym z ustrojem, organizacją
społeczeństw i ich gospodarką. Nie brakuje też w miarę wyczerpującego omówienia
wierzeń religijnych i osiągnięć kulturalnych poszczególnych cywilizacji i ludów.
Oczywiście czytelnik, który ma jakiekolwiek pojęcie o dziejach starożytnego
Bliskiego Wschodu, może odczuć pewien niedosyt, ale trzeba pamiętać, że na ograniczenie tematyki wpływa charakter podręcznika oraz jego objętość (zresztą i tak
imponująca). Autor, mimo tych ograniczeń, pokusił się m.in. o przedstawienie
dzie-jów Elamu, państwa dotąd słabo znanego szerszemu czytelnikowi, a przecież
odgrywało ono w historii Mezopotamii niemałą rolę. Trochę po macoszemu nato-
miast potraktowane zostało imperium perskie, a pewien niedosyt pozostawiła u mnie
również lektura dziejów Egiptu. Można odnieść wrażenie, że kończą się one na XX
dynastii, a później nie działo się już nic ciekawego. Wreszcie, jako zajmujący się
dzie-jami starożytnej Palestyny, muszę zwrócić uwagę na dwa błędy merytoryczne,
które pojawiły się w tekście. Otóż nazywanie królestwa południowego, które powstało po rozpadzie monarchii Dawida i Salomona, Judeą jest wręcz szkolnym błędem, bowiem w okresie pierwszej świątyni jerozolimskiej mamy do czynienia z
królestwem Judy. Termin “Judea” pochodzi dopiero z czasów hellenistycznych. Ponadto kanon Biblii hebrajskiej został rzeczywiście ustalony po zburzeniu drugiej
świątyni jerozolimskiej, ale bynajmniej nie w roku 70 po Chr., lecz dopiero około
roku 80–100 po Chr. w Javne (nie znamy niestety dokładnej daty). Żeby pozostać
przy mankamentach, w tekście dotyczącym Bliskiego Wschodu zamieszczono tylko
pięć map, w dodatku czarno-białych! Generalnie trzeba jednak powiedzieć, że
Marek Stępień zaprezentował bardzo interesujący i przystępny zarys dziejów starożytnego Bliskiego Wschodu, a jego tekst czytało się z prawdziwą przyjemnością.
Autorką drugiej części podręcznika, poświęconej starożytnej Grecji, jest Danuta
Musiał. Wbrew pozorom, Autorka nie miała łatwego zadania, choć wydawać by się
mogło, że historia Grecji jest już znana stosunkowo dobrze. Zaczęła oczywiście od
prezentacji kultury kreteńskiej i mykeńskiej, przy czym opracowanie tej pierwszej
pozostawia pewien niedosyt. Bardzo interesujące jest przedstawienie procesu
kształtowania się greckiej polis oraz roli arystokracji. Opis historii Grecji w epoce
klasycznej nie odbiega od standardów, choć trzeba przyznać, że Autorka wyjaśnia
wiele spornych problemów, opierając się na najnowszych badaniach. Sama zresztą
ma w nich znaczący udział. Przykładem jest chociażby sprawa Ateńskiego Związku
Morskiego, który według Danuty Musiał był faktycznie symmachią, a więc tworem
zupełnie innego rodzaju. Nie brak oczywiście i w tej części prezentacji kwestii ustrojowych, społecznych i gospodarczych, a przede wszystkim wspaniałego rozwoju kulturalnego. Wydaje się, że Autorka zbyt mało miejsca poświęciła monarchiom hellenistycznym oraz kulturze tego okresu. Zupełnie kuriozalne jest natomiast zamieszczenie
w części greckiej tylko dwóch map! Ogólnie jednak Danuta Musiał zaprezentowała
interesujący i przystępnie napisany tekst, poruszający wiele, wydawałoby się nieciekawych problemów, które czytelnicy często pomijają. Po lekturze dziejów starożytnej Grecji w wydaniu Autorki z pewnością nie będą przed nimi uciekać.
Autorką trzeciej części, poświęconej dziejom starożytnego Rzymu, jest prof.
Maria Jaczynowska, wybitna znawczyni tematu. Jej tekst może być jednak pewnym
zaskoczeniem, ponieważ niewiele miejsca, w stosunku do dotychczasowych tendencji, przeznaczyła na omówienie historii politycznej, skupiając się w głównej mierze
na kwestiach związanych z rozwojem społeczeństwa rzymskiego (ważny jest tutaj
rozdział o walce patrycjuszów z plebejuszami we wczesnym okresie istnienia republiki), ustrojem społeczno-ekonomicznym, kulturą i wierzeniami religijnymi. Pewien niedosyt pozostawia nie do końca wyjaśniona sprawa początków Rzymu,
bowiem przedstawienie teorii E. Gjerstada oraz niektórych wyników najnowszych
wykopalisk na terenie Rzymu, to chyba trochę za mało. Ważną natomiast nowością
jest zwrócenie uwagi na fakt, że kończenie dziejów cesarstwa zachodniorzymskiego
na roku 476 po Chr. jest sztuczne, bowiem formalnie do 488 r. po Chr. zwierzchnictwo nad jego terytoriami sprawował cesarz wschodniorzymski Zenon. Również
w tej części zamieszczono tylko trzy mapy. Wydaje się jednak, że tekst autorstwa
Marii Jaczynowskiej jest najlepszy w całym podręczniku.
Lektura podręcznika skłania do wystawienia pozytywnej oceny, co nie oznacza,
że nie posiada on poważnych mankamentów. Generalne wrażenie, nie nowe zresztą,
jest takie, że dzieje świata starożytnego ograniczają się tylko do Bliskiego Wschodu
i basenu Morza Śródziemnego. Trzeba jednak zadać pytanie, gdzie zniknęły wspaniałe cywilizacje Chin i Indii, o Afryce nie wspominając? Czyżby w Polsce brakowało uczonych, którzy byliby w stanie przedstawić ich historię? Czy też może ciągle
dominuje u nas europocentryzm? Nie chcę popaść w nadmierną przesadę, ale sądzę,
że mały alarm w tej sprawie jest konieczny, w końcu podręcznik nosi tytuł Historia
starożytna. Równie istotnym problemem, sygnalizowanym już wyżej, jest zdecydowanie niedostateczna liczba map, w dodatku nie najlepszej jakości. Przy tak imponującej szacie graficznej i wysokim poziomie edytorskim, na jaki zdobyło się wydawnictwo, można chyba było dołączyć osobną wkładkę z kolorowymi mapami
albo zapewnić znacznie wyższy poziom map umieszczonych w samym tekście. Historia to przecież nie tylko słowa.
Tym jednak, co poraziło mnie najbardziej, jest bibliografia, zamieszczona po
każdej z części. Kiedy brałem ten podręcznik do ręki, byłem w swojej naiwności,
spotęgowanej lekturą klasycznego już podręcznika Józefa Wolskiego, święcie przekonany, że będę mógł skorzystać m.in. z bogatej, w miarę aktualnej bibliografii. Ku
mojemu zdumieniu znalazłem w niej tylko tytuły polskojęzyczne. Czyżby autorzy
wychodzili z założenia, że polscy czytelnicy, a w szczególności studenci nie posiadają języków obcych? A może to mnie pomyliła się podstawowa rola podręcznika,
który powinien być pomocą w zdobywaniu i poszerzaniu wiedzy?
Na plus podręcznika trzeba zaliczyć bardzo potrzebne zestawienia najważniejszych dat oraz słowniki ważniejszych pojęć i terminów zamieszczone na końcu
każdej części.
Jerzy Ciecieląg
Zbigniew Landau, Jerzy Tomaszewski,Zarys historii gospodarczej Polski 1918–1939,
wyd. 6 uzup., Warszawa 1999,
Książka i Wiedza, ss. 352 +
tabele, mapa
Dzięki zabiegom oficyny wydawniczej Książka i Wiedza ukazało się już szóste
wydanie pracy Z. Landaua i J. Tomaszewskiego Zarys historii gospodarczej Polski
1918–1939. Szerokie kręgi czytelników mają przyjemność stykać się z omawianą
książką od roku 1960, kiedy nastąpiło pierwsze jej wydanie. Każde zaś kolejne były
unowocześniane o nowe zagadnienia i treści. Do ostatniej aktualizacji materiału
pracy skłoniły autorów przeobrażenia w kraju i na świecie, zlikwidowanie cenzury,
ukazanie się wielu nowych opracowań historycznych oraz postępy w badaniach
szczegółowych prowadzonych przez twórców podręcznika.
Nie uległ zmianie jednak adresat. Autorzy zdają sobie doskonale sprawę, że
pomimo dużego zainteresowania sprawami ekonomii i gospodarki po 1989 roku,
wiedza w tym zakresie szerokich mas czytelniczych jest często niewystarczająca.
Dlatego też podjęli zadanie chociaż częściowej walki z analfabetyzmem ekonomicznym społeczeństwa. Zamiar ten tłumaczy ujęcie w sposób syntetyczny materiału omawianej pracy oraz zaprezentowanie zagadnień i treści najważniejszych.
Niemożliwe stało się całkowite wyrugowanie zagadnień politycznych z treści
wykładu. Zagadnieniom politycznym przypisali twórcy rolę pomocniczą w wyjaśnianiu ewolucji gospodarki polskiej okresu międzywojennego. Całkiem inna rola
przypadła natomiast zagadnieniom społecznym. Autorzy starają się je traktować
całościowo z problemami gospodarczymi, ukazując ich wzajemne powiązania i relacje. Dzięki obiektywnej ocenie sytuacji bytowej poszczególnych grup społecznych
i ich drobniejszych części czytelnik poznaje kontrasty w położeniu poszczególnych
części składowych społeczeństwa. Ucząc myślenia państwowego, twórcy dają do
zrozumienia każdemu, że niemożliwy jest dobrobyt państwa bez osiągnięcia zamożności całego społeczeństwa.
W porównaniu do poprzednich wydań rozbudowano część książki poświęconą
sytuacji gospodarczej na rynkach europejskich i światowych. Autorzy starają się
wpoić czytelnikowi globalny sposób myślenia w rozważaniu problemów gospodar-
czych. Nie zapominają jednak o specyficznych cechach strukturalnych polskiej
gospodarki. Traktują Polskę międzywojenną jako część światowego rynku: pracy,
kapitału, produkcji przemysłowej i rolniczej. Tak wszechstronne spojrzenie umożliwia twórcom nie tylko wyjaśnienie czytelnikom podstawowych mechanizmów kierujących gospodarką, ale również daje możliwość ujawnienia wielkich kłopotów
i przeciwności, z jakimi w tym okresie zmagała się polska gospodarka.
Nie zapomnieli autorzy również o problemie mniejszości narodowych. Obraz życia społeczeństwa Polski lat 1918–1939 został uzupełniony szczegółowymi informacjami dotyczącymi sytuacji ekonomicznej Żydów, Białorusinów i Ukraińców. Dzięki
temu czytelnik może dokładnie prześledzić podejście kolejnych ekip rządowych do
trudnej i złożonej problematyki mniejszości narodowych. Czytający ma także okazję
do porównania sytuacji bytowej ludności polskiej i pozostałych grup narodowych.
Jeśli chodzi o strukturę pracy, to nie uległa ona większym zmianom, ma charakter chronologiczny. Na osi czasu dwudziestolecia międzywojennego autorzy
zwracają uwagę na najważniejsze kwestie ówczesnej gospodarki. Zaliczają do nich
zniszczenia wojenne, proces odbudowy kraju, gospodarczą integrację ziem polskich,
zjawisko inflacji, reformę walutową Władysława Grabskiego. Wiele miejsca poświęcają również zjawiskom światowego kryzysu gospodarczego oraz rozmiarom i roli
państwa w gospodarce.
Właściwy wykład poprzedza wprowadzenie, ukazujące w sposób jasny i przejrzysty stan ekonomiczny poszczególnych ziem polskich u progu niepodległości.
Pozwala to czytelnikowi ocenić wielkość i znaczenie zmian, jakie dokonały się
w kraju w latach 1918–1939. Poszczególne rozdziały pracy zostały podzielone na
paragrafy rzeczowe dotyczące problematyki przemysłu i rolnictwa. W porównaniu
z wydaniami wcześniejszymi autorzy więcej miejsca poświęcili rzemiosłu i komunikacji. Tą zmianę należy tłumaczyć przede wszystkim rozwojem szczegółowych
badań dotyczących omawianego materiału. Za mało, według mojej opinii, miejsca
poświęcono zagadnieniom bankowym, spółdzielczym i kredytowym. Ta luka wymaga w przyszłości uzupełnienia i rozbudowy. Treść wykładu kończy bilans gospodarki Polski międzywojennej.
Ocena stanu ówczesnej gospodarki Polski wzbudzała i wzbudza wiele emocji
i dyskusji. Autorzy również dziś, analizując zmiany gospodarcze w Polsce w roku
1913 i 1938, oceniają je jako stagnację, choć dostrzegają wiele pozytywnych
aspek-tów. Kondycję polskiego przemysłu ukazują przez pryzmat następujących
wskaźników: ilość produkcji przemysłowej na jednego mieszkańca kraju oraz procentowego wskaźnika ludności robotniczej Polski międzywojennej. Proces dekoncentracji polskiego przemysłu przedstawiają w oparciu o zmiany liczby wielkich i
średnich zakładów przemysłowych w roku 1928 i 1938.
Innowacją jest nowe spojrzenie na dane statystyczne dotyczące produkcji rolniczej. Autorzy zwracają uwagę na rozbieżności w szacowaniu plonów i zbiorów
przez urzędy gminne oraz korespondentów rolnych GUS. Skłoniło to autorów do
jeszcze bardziej krytycznej oceny statystyki rolnej. Są to nowe postulaty badawcze,
na które w swych badaniach muszą zwrócić uwagę wszyscy zajmujący się problematyką rolną.
Wiele kontrowersji wzbudziły środki zaradcze, które według autorów mogły
uzdrowić stan ekonomiczny ówczesnej Polski. Wydaje mi się, że autorzy zbyt wielką rolę w tej mierze przypisują przeprowadzeniu radykalnej reformy rolnej. Należy
zwrócić uwagę, że na taką reformę rolną nigdy nie było zgody przedstawicieli
większej własności rolnej. Również słabość środków finansowych, jakimi na ten cel
rozporządzał rząd Polski, nie rokowała powodzenia tak głębokich zmian. Poprawa
sytuacji polskiej wsi możliwa była tylko przy sprzyjających okolicznościach w kraju
i na świecie. Mam tu na uwadze takie czynniki, jak wzrost opłacalności produkcji
rolnej, rozwój oświaty wiejskiej, rozbudowa przemysłu oraz kolonizacja wewnętrzna. Dobra sytuacja gospodarki polskiej musiała współgrać z korzystną koniunkturą
cen produktów rolnych na rynkach światowych oraz możliwościami emigracyjnymi.
Tylko te czynniki mogły poprawić kondycję polskiej wsi.
Uzupełnieniem pracy są odsyłacze do literatury i źródeł. Autorzy wykorzystują
je tam, gdzie przytaczają cytaty lub dane statystyczne. Tylko w niektórych przypadkach przypisy wyjaśniają terminy szczególnie ważne dla treści wykładu. Zmusza to
czytelników słabo orientujących się w terminologii ekonomicznej do korzystania ze
specjalistycznych słowników i encyklopedii.
Rekompensatą za ograniczony zasób informacji politycznych jest załącznik
obejmujący składy osobowe kolejnych gabinetów Polski lat 1918–1939. Ostatnie
wydanie zostało poszerzone dodatkowo o wykaz marszałków sejmu i senatu oraz
prezydentów II Rzeczpospolitej.
Zmodyfikowano i rozbudowano również bibliografię. Zaktualizowano literaturę
szczegółową, zwracając baczną uwagę na prace, które ukazały się po 1986 roku.
Pozwala to czytelnikowi uchwycić nowe kierunki badań i pogłębić wiedzę o omawianym okresie.
Praca traktująca o historii gospodarczej nie może się obejść bez tablic, które
w sposób czytelny i rzeczowy oddają dynamikę i kształt przekształceń gospodarczych. Omawiana praca w sposób mistrzowski jest w nie zaopatrzona. Jedyna
usterka to nieadekwatne umieszczenie tablic w stosunku do tekstu.
Plusem ostatniego wydania książki jest również zamieszczenie fotografii, mimo
że nie jest ich dużo i dotyczą tylko spraw finansowych i bankowych. Należy mieć
nadzieję, że w przyszłych wydaniach będzie ich więcej, co znacznie wpłynie na
atrakcyjność publikacji.
Reasumując należy stwierdzić, że autorzy przedstawili syntezę dziejów gospodarczych Polski lat 1918–1939 w sposób obiektywny i rzeczowy. Nie ulegli przy
tym wpływom koniunktury politycznej i z nią związanym zawirowaniom, co
świadczy niewątpliwie o poważnym podejściu do tematyki badawczej. Publikacja,
jako jedna z nielicznych na rynku księgarskim, pozwala szerokim kręgom czytelniczym zrozumieć procesy i przemiany ekonomiczne ówczesnej Polski. Ułatwia to
niewątpliwie klarowny język, oraz trafne, zwięzłe ujęcie treści wykładu. Jej lektura
stanie się niewątpliwie dla wielu stymulatorem do dalszego zgłębiania zagadnień z
zakresu historii gospodarczej.
Janusz Kowal
Bogusław Gałka,
Ziemianie w parlamencie II
Rzeczypospolitej,
Toruń 1999, ss. 185
Ziemiaństwo, które dzięki swojej pozycji ekonomicznej i społecznej odegrało
w historii Polski doniosłą rolę państwotwórczą i kulturotwórczą, przez wiele lat ze
względów politycznych nie znajdowało się w sferze zainteresowań polskiej historiografii. Pojawiające się w tym czasie w literaturze oceny postaw i wkładu ziemiaństwa w rozwój gospodarczy, społeczny i polityczny naszego kraju były tendencyjnie negatywne, z reguły nie poparte wnikliwą i rzetelną analizą naukową źródeł, a powstawały jedynie na użytek propagandy antyziemiańskiej. Badania nad
ziemiaństwem zostały zapoczątkowane pod koniec lat siedemdziesiątych, ale dopiero ostatnie dziesięciolecie przyniosło szereg opracowań, które próbują w sposób
mniej lub bardziej udany przedstawić ziemiaństwo i jego rolę w społeczeństwie
polskim.
Pomimo rozwoju badań nad problematyką ziemiańską, nadal czekają na opis
historyczny niektóre aspekty aktywności ziemiaństwa. Częściowo poznana została
już działalność pozaparlamentarna ziemiaństwa 901, natomiast brak było w dotychczasowej historiografii pracy traktującej o roli i znaczeniu ziemian w parlamencie
II Rzeczypospolitej.
Ten ważny temat podjął Bogusław Gałka w swej monografii. Autor omawiał
w niej motywy, jakimi kierowali się parlamentarzyści ziemiańscy działając na forum
polskich instytucji ustawodawczych, wskazał też na wkład tej grupy w całokształt
pracy i funkcjonowanie parlamentu.
Np. zob. Sz. Rudnicki, Działalność polityczna polskich konserwatystów 1918–1926, Warszawa 1981;
W. Władyka, Działalność polityczna polskich stronnictw konserwatywnych w latach 1926–1935, Warszawa 1977.
901
Na treść rozprawy składa się osiem rozdziałów. Szkoda, że autor nie pokusił się
o sporządzenie indeksu nazwisk, który ułatwiłby wydatnie percepcję treści zawartych w opracowaniu. Mankamentem utrudniającym lekturę rozprawy jest również
niedbale przeprowadzona korekta tekstu, który zawiera wiele tzw. “literówek”, nierzadko w nazwiskach, co może wprowadzić czytelnika nie obeznanego z problematyką w błąd.
Opracowanie ma układ chronologiczny, który dla ukazania ewolucji postaw
ziemiaństwa i przemian w polityce rządów polskich wobec wielkiej własności
ziemskiej jest jak najbardziej uzasadniony. Rozdziały podzielone zostały na podrozdziały poświęcone zagadnieniom problemowym. Cezury chronologiczne pracy
wyznacza rok 1918 – odzyskanie niepodległości przez Polskę, a zamyka wybuch II
wojny światowej w 1939 roku. Każdy rozdział (za wyjątkiem pierwszego) omawia
wydarzenia obejmujące chronologicznie poszczególne kadencje polskiego parlamentu.
W rozdziale I autor wskazał na najważniejsze elementy określające sytuację polityczną ziemiaństwa w okresie kształtowania się zrębów państwowości polskiej po
ponadwiekowej niewoli. Ziemiaństwo jako warstwa o wysokiej świadomości narodowej, przepojona tradycjami niepodległościowymi, przyjęła wybuch wojny z nadzieją na możliwość odzyskania niepodległości przez Polskę. Nie podjęła jednak
szerszej aktywności niepodległościowej, co było nie tyle wynikiem postaw politycznych, co raczej dbałością o swoją pozycję społeczno-ekonomiczną. Jest to
szczególnie widoczne po rewolucji 1917 roku w Rosji, kiedy to wielu przedstawicieli środowisk ziemiańskich skłaniało się ku państwom centralnym, zwłaszcza
Niemcom, które, pomimo całej niechęci ziemian, stały się państwem gwarantującym
status quo na wsi. Ogół ziemiaństwa nie rozpatrywał zachodzących przemian społecznych w okresie wojny jako tendencji stałej, ale raczej w kategoriach krótkotrwałego zachwiania równowagi społecznej, wywołanej warunkami wojennymi, dlatego też ziemianie w pierwszych miesiącach niepodległości Polski zostali zaskoczeni agresywną polityką rewindykacyjną partii lewicowych, na odparcie której zupełnie nie byli przygotowani. Nieco niefortunnym wydaje się być użyte przez Autora
sformułowanie, które mówi, że “Uzyskanie przez Polskę niepodległości wywołało
wśród ziemiaństwa głęboki szok”. Prawdopodobnie autorowi chodzi w tym stwierdzeniu nie tyle o reakcję ziemian na sam fakt odzyskania niepodległości, co raczej
odnosi się do stanu psychicznego ziemiaństwa, które już w Polsce niepodległej,
kiedy zabrakło zaborcy krępującego życie polityczne, spotkało się z ogromną zawiścią klasową ze strony sił politycznych reprezentujących inne warstwy społeczne.
Ten wybuch radykalizmu społecznego rzeczywiście mógł wywołać szok, ziemiaństwo bowiem nie chciało zrozumieć zachodzących przemian społeczno-gospodarczych, które traktowało jako przejściowe i spodziewało się, że Polska zapewni
mu nadal dominującą rolę w życiu narodu. O czym zresztą pisze dalej autor.
Ziemianie, rozczarowani i sfrustrowani zagrożeniem ich pozycji społeczno-ekono-micznej, nie garnęli się raczej do pracy politycznej, ukierunkowali swoją
aktywność na obronę swojego wkładu w budowę Ojczyzny, angażując się pracę
społeczną i w propagowanie własnych idei.
Rozdział drugi poświęcony jest omówieniu postaw ziemiaństwa wobec prac
Sejmu Ustawodawczego nad reformą rolną, poszukiwaniu sojuszników politycznych, którzy skutecznie mogliby bronić interesów wielkiej własności, a także samej
aktywności na forum parlamentu przedstawicieli tych środowisk w obronie ich pozycji ekonomicznej. Ordynacja wyborcza do I Sejmu II Rzeczypospolitej została
uznana przez ziemian, którzy ze względu na brak silnej partii ziemiańskiej nie przystąpili do wyborów względnie nie weszli do Sejmu, za krzywdzącą. Jedynie 17 ziemian, kandydujących z listy narodowej, zasiadło w ławach poselskich, stanowiąc
4,9% ogółu posłów w parlamencie. Była to więc, jak słusznie zauważa Autor,
grupa niewielka, ale niezmiernie aktywna. Jej przedstawiciele w ciągu kilkudziesięciu posiedzeń przedstawili szereg propozycji uzdrowienia polskiego rolnictwa, co
wywarło wpływ na ostateczny kształt ustawy. Propozycje te były utrzymane w tonie
ewolucyjnego sposobu naprawy struktury agrarnej rolnictwa, jako jedynego wyjścia,
by kraju nie pogrążyć w kryzysie aprowizacyjnym. Niektórzy z nich postulowali
nawet oddanie przez wielką własność na parcelację 750 000 ha, co jednak zostało
odrzucone przez Sejm, wobec opozycji dwóch pozostałych nurtów: lewicowego,
postulującego upaństwowienie ziemi, oraz centrowego, dążącego do daleko idących
ograniczeń własności prywatnej. Ziemianie nie kwestionowali konieczności wprowadzenia reformy rolnej, ale jedynie zbyt krótki czas jej realizacji oraz zbytni radykalizm. Uchwalenie w 1919 roku zasad reformy rolnej i w 1920 roku przeprowadzenie ustawy o wykonaniu reformy rolnej było traktowane przez ziemian jako element destabilizacji gospodarki polskiej.
W następnym rozdziale autor skupia się na aktywności ziemian w Sejmie I kadencji (1922–1927) oraz przyczynach przemian w postawie sfer ziemiańskich wobec
władz państwowych. Należy się zgodzić z konstatacją Autora, że wybory parlamentarne w 1922 roku w zasadniczy sposób nie zmieniły układu sił w parlamencie, bowiem w Sejmie zasiadało zaledwie 14 posłów ziemiańskich. Pojawienie się Senatu
nieco jednak wzmocniło reprezentację interesów właścicieli ziemskich w organach
ustawodawczych, bowiem w ławach senatorskich zasiadało 15 przedstawicieli tej
społeczności. Wydaje się, że autor zbyt mało miejsca poświęcił samej aktywności
sfer ziemiańskich w dobie walki o mandaty parlamentarne, bowiem, jak wynika ze
źródeł, ziemianie nauczeni doświadczeniem sejmu poprzedniej kadencji, w którym
spotkali się z agresywną antyziemiańską akcją propagandową, dążyli do wprowadzenia jak największej liczby swoich przedstawicieli do parlamentu. Jest to bowiem
zasadniczy zwrot w postawie ziemiaństwa, które po szoku, jaki powstał w tym środowisku na skutek wybuchu fali napastliwej nagonki, przystąpiło do aktywnego poszukiwania sposobów przeciwdziałania poczynaniom lewicy politycznej. Jednym
z tych sposobów była intensywna działalność ziemian, wobec braku silnej partii
ziemiańskiej, w szeregach endecji, której program, promujący inicjatywę prywatną,
nienaruszalność własności i zacieranie waśni społecznych w imię dobra narodu,
gwarantował ochronę interesów wielkiej własności. Ziemianie włączyli się aktywnie
w akcję wiecową ZLN i hojnie wspierali finansowo kampanię wyborczą obozu.
Wzmianka o tym jest o tyle istotna, że ten ogromny wysiłek ziemiaństwa (kadrowy
i finansowy) okazał się niewspółmierny do osiągniętych wyników.
Okres parlamentu I kadencji podobnie jak okres Sejmu Ustawodawczego nacechowany był walką o jak najłagodniejszą formę reformy rolnej. Z mieszanymi uczuciami sfery ziemiańskie przyjęły Pakt Lanckoroński, który wprawdzie podważał
ustalenia z 1920 roku, to jednak jego wymowa (choć zawarte tam postulaty były
korzystne dla niektórych środowisk ziemiańskich) pozostawała jednoznaczna –
endecja dla celów taktycznych może odejść od priorytetowej kwestii dla ziemiaństwa ochrony ich pozycji ekonomicznej. Pogarszająca się sytuacja na wsi spowodowała, że w 1925 roku po raz kolejny sprawa reformy rolnej stała się tematem obrad
parlamentu. Pomimo aktywności ziemiańskich przedstawicieli, atakujących zbyt
radykalny ich zdaniem kształt reformy rolnej, nie zdołano przeciwdziałać jej
uchwa-leniu wobec zdecydowanej postawy posłów endeckich, którzy opowiedzieli
się za tym projektem. Wyjątkowa aktywność senatorów ze sfer ziemiańskich nieco
stonowała jednak jej radykalny charakter, jak trafnie stwierdza autor.
Postawa Narodowej Demokracji wywołała rozdźwięk w kołach ziemiańskich
i stała się stymulatorem idei skonsolidowania społeczności ziemiańskiej wokół
Związku Ziemian i obrony własnych interesów, wobec braku silnej ogólnokrajowej
partii ziemiańskiej. Jej wyrazem był I Zjazd Związku Ziemian we wrześniu 1925 roku,
na którym poddano ostrej krytyce postanowienia ustawy o reformie rolnej oraz podjęto
próbę wypracowania wspólnego stanowiska wobec endecji. Idea ta jednak w 1925
roku wobec zbyt dużych rozbieżności poglądów nie doszła do skutku.
Zamach majowy i zabiegi J Piłsudskiego o pozyskanie ziemiaństwa dla własnych celów marszałka oraz eksponowanie przez jego otoczenie elementów państwotwórczych w programie przyczyniły się do wzrostu aktywności ziemian, którzy
włączali się w nurt pracy sanacyjnej, by móc skutecznie wpływać na całokształt polityki społeczno-gospodarczej państwa – te kwestię Autor omawia w rozdziale IV.
Elita polityczna ziemiaństwa widziała w tym fakcie niepowtarzalną szansę zaistnienia na scenie politycznej. Słabość partii konserwatywnych, nikła popularność
idei konserwatywnej w społeczeństwie oraz niewielka liczebność sfer ziemiańskich
uniemożliwiały uzyskanie dostatecznej ilości mandatów, by stanowić liczącą się
grupę nacisku. Propozycje Józefa Piłsudskiego spotkały się więc z przychylnością
licznych środowisk ziemiańskich w kraju.
Ogromny wysiłek organizacyjny i aktywność polityczna ziemiaństwa w
przede-dniu wyborów do parlamentu w 1928 roku spowodowały, że ziemianie
wprowadzili do parlamentu wprawdzie stosunkowo nieliczną grupę, ale za to posiadali oni silną pozycję w prorządowym BBWR i obsadzili kluczowe stanowiska w
komisjach parlamentarnych. W celu wzmocnienia swojego oddziaływania na poczynania rządu utworzyli oni Koło Gospodarcze Posłów i Senatorów BBWR, które
w następnych latach stało się centrum koordynującym poczynania kół ziemiańskich.
Parlamentarzyści ziemiańscy, wśród których znajdowało się wiele autorytetów naukowych i moralnych, wnieśli ogromny wkład w tworzenie nowego projektu konstytucji, której celem było wzmocnienie władzy wykonawczej, co mieściło w ogólnych zarysach koncepcji programowych konserwatystów. Doprowadzili oni też
dzięki swojej aktywności do uchwalenia ustaw, w widoczny sposób łagodzących
postanowienia ustawy z 1925 roku.
Warto dodać, że w parlamencie II kadencji obok posłów i senatorów ziemiańskich reprezentujących obóz rządowy, zasiadali parlamentarzyści ziemiańscy z ramienia narodowej demokracji, o czym ani jednym słowem nie wspomina autor, przy
czym nie jest tu usprawiedliwieniem fakt, że była to niewielka grupa i w porównaniu z konserwatystami z BBWR mniej aktywna na forum parlamentarnym. Skupienie się jedynie na aktywności tych ostatnich może sugerować, że całość ziemiaństwa
poparła obóz prorządowy, co nie jest zgodne z prawdą. Istotnie endecja uzyskała
znacznie mniej mandatów parlamentarnych tracąc elektorat na rzecz BBWR, ale, jak
wynika z badań szczegółowych 902, na przykład w województwie kieleckim, obóz
pomajowy zebrał przeważnie głosy wyborców chłopskich i mieszczańskich, w
mniejszym zaś stopniu ziemiańskich, wiernych ideologii narodowej. Reprezentantem tych ostatnich w Sejmie był m.in. Mieczysław Jakubowski ze Starzechowic
(pow. konecki), wybitny polityk endecki, który aktywnie uczestniczył w pracach
Klubu Parlamentarnego SN. Sanacja pozyskała dla swojej polityki głównie ziemian
dotychczas biernych politycznie, raczej do sporadycznych przypadków należało pozyskanie ziemian, byłych działaczy ZLN. Podobnie było i Wielkopolsce, gdzie w
1928 roku w skład Stronnictwa Narodowego weszła partia ziemiańska SCHN.
Rozwiązanie parlamentu i tzw. wybory brzeskie przyniosły BBWR ponad połowę mandatów w Sejmie (55%), w tym gronie znalazło ok. 40 posłów wywodzących
się ze sfer ziemiańskich. Ich działalność, dominująca pozycja w Bloku oraz aktywna
obrona interesów wielkiej własności jest przedmiotem dociekań w rozdziale V.
Dominującą rolę w BBWR ziemianie zawdzięczali głównie swojemu potencjałowi intelektualnemu, statusowi ekonomicznemu i aktywności. Byli potrzebni piłsudczykom jako fachowcy do prac nad projektem konstytucyjnym, a ponadto poprzez nich Piłsudski mógł wywierać nacisk na lewicę bloku.
Priorytetowym zadaniem bloku sanacyjnego w tym okresie była rewizja ustroju
politycznego państwa poprzez wprowadzenie poprawek do Konstytucji Marcowej
względnie uchwalenie nowej ustawy zasadniczej. Pierwszoplanową rolę w tych
pracach odegrali – jak trafnie konkluduje Autor – konserwatywni ziemianie, którzy
dla wsparcia tej idei dążyli do dalszej konsolidacji sił konserwatywnych, by tym
sposobem wywrzeć jak największy wpływ na charakter ustawy. Ujednolicono metody wystąpień parlamentarnych ziemiańskich posłów i senatorów z Koła Gospodarczego BBWR – utrzymane były w tonie troski o ogólny stan gospodarki krajowej, a niejako na marginesie pojawiała się problematyka dotycząca obrony intereZob. szerzej na ten temat, J. Gapys, Ziemiaństwo a Narodowa Demokracja w województwie kieleckim
1918–1939, Studia i Materiały do Dziejów Kielecczyzny, pod red. W. Cabana, t. 1, Kielce 1998, s. 93–99.
902
sów wielkiej własności. Ziemianie obok aktywnych działań na forum parlamentu w
Konstytucyjnej Komisji Sejmowej propagowali również w społeczeństwie ideę
zmian konstytucyjnych. Wiele środowisk ziemiańskich w kraju zorganizowało w
tym celu szereg wieców, na których wyjaśniano i przybliżano słuchaczom projekt
konstytucyjny, eksponując elementy, zabezpieczające najpełniej ciągłość władzy w
kraju i obronę własności prywatnej. Była to polityka obliczona na przekonanie społeczeństwa do niektórych niezwykle kontrowersyjnych i żywo dyskutowanych kwestii, by tym sposobem pozyskać akceptację społeczną projektu.
Należy się zgodzić z autorem, że głównym celem nowej konstytucji było zabezpieczenie państwa przed kryzysem parlamentarnym oraz zapewnienie prymatu władzy wykonawczej nad ustawodawczą. Ziemianie, związani z SN głównie z przyczyn
taktycznych, kontestowali poczynania bloku rządowego w tej kwestii, bowiem ogół
ziemiaństwa był konserwatywny niezależnie od opcji politycznej.
Obok zaangażowania się ziemiańskich parlamentarzystów w prace na rzecz
zmiany konstytucji, wiele wysiłku włożyli w uchwalenie ustaw, które miały sprzyjać
rozwojowi rolnictwa. W okresie narastającego kryzysu gospodarczego forsowali
kwestię reformy podatkowej, która uwzględniałaby interes całego rolnictwa. Poparli
również rządowy projekt oddłużenia wsi w 1933 roku. Doprowadzili do uchwalenia
ustaw, które utrudniały, a wręcz opóźniały realizację reformy rolnej. Jak słusznie
zauważył Autor, nie ograniczali się jedynie do obrony własnej pozycji ekonomicznej, ale również zgłaszali lub występowali w roli konsultantów projektów ustaw
dotyczących innych kwestii. Do ciekawszych należy zaliczyć m.in. ustawę o małżeństwie czy o ubezpieczeniach na starość.
Sejm i Senat V kadencji, pomimo sukcesu wyborczego ziemiaństwa, stał się
okresem upadku znaczenia konserwatystów związanych z sanacją. Temu zagadnieniu
poświęca B. Gałka rozdział VI. Wejście do parlamentu głównie ziemiaństwa wielkopolskiego, przeważnie ludzi legitymujących się działalnością w szeregach organizacji
o charakterze społeczno-gospodarczym, mających niewiele wspólnego z sanacją oraz
rozwiązanie BBWR, które było podstawą działalności konserwatystów, doprowadziło prawie do zaniku ich aktywności. Było to spowodowane tym, że konserwatyści
konsolidowali się jedynie na szczeblu centralnym. Koło Gospodarcze Posłów i Senatorów – centrum koordynacyjne dla partii zachowawczych po zlikwidowaniu BBWR
– nie posiadając zaplecza organizacyjnego w terenie, wydatnie straciło na znaczeniu.
Utworzenie Obozu Zjednoczenia Narodowego, który posiadał charakter bardziej lewicowy, spowodowało, że ziemianie nie odegrali w nim takiej roli jak w BBWR.
Skupili swoją aktywność głównie na walce z polityką państwa, które poprzez etatyzację życia gospodarczego pragnęło wzmocnić gospodarkę narodową. Krytyka poczynań
rządu ze strony ziemiaństwa była o tyle zasadna, że rozrost sektora państwowego stał
w jaskrawej opozycji do ziemiańskiej koncepcji prywatnej inicjatywy.
Taka postawa ziemiaństwa spowodowała, że rząd, widząc w społeczeństwie
aprobatę dla etatystycznych posunięć, nie udzielił poparcia kandydatom na urząd
poselski czy senatorski. Do Sejmu i Senatu V kadencji weszło zaledwie kilku zie-
mian, którzy zdobyli mandaty niejako niezależnie od czynników rządowych. W przeciwieństwie do poprzednich lat ziemianie nie odegrali w tym okresie większej roli. Ich
wystąpienia dotyczyły rolnictwa, religii i Kościoła Katolickiego. Parlamentarzyści
ziemiańscy z przyczyn politycznych (ideologia konserwatywna pod koniec lat trzydziestych była szczególnie niepopularna w społeczeństwie, które głęboko odczuło
skutki kryzysu gospodarczego), byli rugowani z eksponowanych stanowisk w komisjach senackich czy sejmowych.
Podsumowując należy zaznaczyć, że książka Bogusława Gałki daje w miarę
pełny obraz działalności i znaczenia ziemian w parlamencie II Rzeczypospolitej.
Autor z ogromnej masy sprawozdań stenograficznych wydobył na światło dzienne
dotychczas mało znane aspekty działalności parlamentarzystów ziemiańskich. Na
ich podstawie grupa ta jawi się nam jako zespół niebywale aktywny, który zabierał
głos w najdonioślejszych kwestiach dotyczących stabilności i bezpieczeństwa państwa. Głównym determinantem ich aktywności politycznej była jednak obrona własnego statusu ekonomicznego, począwszy od Sejmu Ustawodawczego, a skończywszy na Sejmie i Senacie V kadencji. Obrona interesów wielkiej własności stała
się kwestią priorytetową dla polityków ziemiańskich wobec radykalnych propozycji
kół jej nieprzychylnych, które dążyły do ograniczenia własności ziemskiej względnie całkowitej jej likwidacji.
Jerzy Gapys
Sucha Beskidzka,
pod red. Józefa Hampla i Feliksa
Kiryka,
Kraków 1998, Wydawnictwo i
Drukarnia Secesja, ss. 609 +
ilustracje, fotografie, tabele
Monografia Suchej Beskidzkiej powstała pod redakcją znakomitych znawców przedmiotu Józefa Hampla i Feliksa Kiryka, przy
współpracy znanych i cenionych pracowników naukowych Instytutu
Historii AP w Krakowie, Instytutu Historii UJ i miejscowych działaczy kultury i nauki. Inspiracją i głównym motywem jej powstania było stulecie uzyskania przez Suchą praw miejskich w 1996 roku. Inicjatywę podjęły miejscowe władze przy poparciu lokalnych środowisk
kulturotwórczych, rozumiejących, jak ważna jest dla współczesnych
znajomość historii rodzinnej ziemi, zgodnie zresztą z renesansem ruchu regionalistycznego w obecnych czasach.
Podobna tematyka została wcześniej poruszona przede wszystkim przez Józefa
Grzybka w rozprawie Dzieje “państwa” suskiego pod Babią Górą od XIV do połowy XIX wieku oraz w kilku innych mniejszych opracowaniach i artykułach. Jednak
dopiero niniejsza książka traktuje temat całościowo.
Rozpoczyna ją rozprawa Jana Mądrego pt. Środowisko przyrodnicze obejmująca
budowę geologiczną, rzeźbę terenu, klimat, wody i gleby oraz faunę i florę Suchej
Beskidzkiej. Osobę zainteresowaną tym tematem i nie zrażającą się licznie wystę-
pującymi fachowymi określeniami uderza profesjonalizm wykładu wzbogaconego
licznymi szkicami, wykresami i zdjęciami.
Dzieje historyczne miasta otwiera praca Zdzisława Nogi W okresie przedrozbiorowym. Nie dysponując zachowanym w całości przywilejem lokacyjnym, Autor
wykorzystał odnotowaną w Metryce Koronnej XVI-wieczną wzmiankę mówiącą, iż
ówczesny książę oświęcimski Jan II nadał nieznanej z imienia osobie 30 łanów lasu
na lokację osady. Wieś Sucha została lokowana w 1405 roku na terenie dotąd nie
zagospodarowanym. Nazwa osady jest, zdaniem językoznawców, nazwą topograficzną i pochodzi od właściwości terenu; miejscowość była usytuowana nad potokiem Suchą (obecnie Stryszawką) i nad Skawą. Nie znamy pierwszych właścicieli
wsi. Autor sugeruje, że mogła ona należeć do Słupskich herbu Drużyna, którzy
w początkach XV wieku posiadali kilka okolicznych wiosek. Z czasem wieś przeszła na własność Suskich herbu Saszor. Ród założył przybyły do Rzeczypospolitej
mieszczanin florencki Mikołaj Castiglione. Jego syn Kasper pomnożył majątek zostawiony przez ojca i w 1554 roku nabył od Stanisława Słupskiego wsie Sucha
i Stryszawa. Dzięki małżeństwu z jego córką Jadwigą oraz poparciu szwagra (Palczowskiego) Castiglione uzyskał w 1564 roku nobilitację od króla Zygmunta Augusta. Niegospodarność potomków Kaspra Suskiego oraz nacisk ze strony właściciela
dóbr żywieckich Piotra Komorowskiego sprawiły, że Sucha przeszła w ręce magnata, pozostając w jego rodzinie przez następne 50 lat. Małżeństwo ostatniej z rodu
Konstancji Krystyny z Janem Wielopolskim (1665) reguluje stosunki własnościowe
osady aż do połowy XIX wieku. W dalszej części pracy przedstawiony został rozwój przestrzenny Suchej – rozbudowa dworu i powstanie obiektów przemysłowych,
życie gospodarcze i społeczne miejscowości, ze szczególnym naciskiem na rozwój
samorządu i powstanie parafii. Należy z uznaniem przyznać, że Zdzisław Noga mimo skąpych źródeł przedstawił temat w sposób wyczerpujący oraz przystępny, co
jest bardzo istotne z punktu widzenia czytelnika.
W sposób równie interesujący kontynuuje opowieść o Suchej Józef Hampel
w rozprawie pod tytułem W okresie niewoli narodowej i dobie autonomicznej. Mając obfitszy materiał źródłowy, Autor stworzył obszerną, trzyczęściową pracę.
W pierwszej części omówił okres od rozbiorów do lat pięćdziesiątych XIX wieku.
Na podstawie zachowanych dokumentów przedstawił sytuację gospodarczą i społeczną Suchej oraz jej mieszkańców. Zwrócił uwagę na stosunki własnościowe
i użytkowanie gruntów, ilustrując te zjawiska licznymi tabelami i rycinami. Następnie opisał przejęcie dóbr suskich przez Aleksandra Branickiego (1843), pod zarządem którego dźwignęły się one z ruiny i rozwinęły przemysłowo, stając się jednym
z większych w Galicji ośrodków przemysłu wydobywczego i hutniczego. Dzieło
ojca kontynuował syn Władysław, a po jego śmierci (1914) Sucha przeszła na własność jego córki Anny, żony Juliusza Tarnowskiego. Część druga poświęcona jest
losom Suchej Beskidzkiej w czasach autonomii, od połowy XIX wieku do roku
1918. Przedstawiona została kwestia demograficzna, spadek a następnie szybki
wzrost liczby ludności oraz związany z tym rozwój Suchej. Już od 1837 była osadą
targową, następnie (od 1875) określano ją jako miasteczko, a ustawa gminna z 1896
roku przyznała jej formalnie status miasta. Szczególne znaczenie miało przeprowadzenie przez Suchą linii kolejowej (1884), łączącej Wiedeń z miejscowościami
podkarpackimi Galicji. Wpłynęło to z jednej strony na rozwój demograficzny miasta,
z drugiej zaś przyczyniło się do upadku produkcji przemysłowej, szczególnie hutniczej. W dalszej części pracy Józef Hampel przedstawił rozwój życia społecznego
miejscowości, powstawanie różnego rodzaju instytucji, stowarzyszeń i związków.
Szczególny wpływ na ów rozwój miało szkolnictwo, któremu poświęcona została
trzecia część pracy. Szkolnictwo i oświata na tym terenie oraz trudności z nimi
związane obrazują ich stan w całej Galicji. Pracę kończy omówienie działalności
parafii suskiej, uwieńczonej wybudowaniem nowego kościoła w 1908 roku. Podsumowując stwierdzić należy, że Autor przedstawił rozległy materiał, nasycony licznymi danymi, mnogością wydarzeń i nazwisk, w sposób wyczerpujący i systematyczny. Liczne zdjęcia i cytaty podnoszą wydatnie walory lektury.
Tekst Czesława Brzozy W odrodzonej Rzeczypospolitej wprowadza czytelnika
w czasy Polski niepodległej i dalszego, aczkolwiek mniej intensywnego, rozwoju
miasta. Jak słusznie zauważył Autor, Sucha Beskidzka w okresie międzywojennym
była miastem znajdującym się w zasadzie na peryferiach życia gospodarczego, politycznego i administracyjnego. Odzyskanie niepodległości, nie do końca łagodziło
rozgoryczenie ciężkimi warunkami życia ludności, przyzwyczajonej w czasach
autonomii do swobód obywatelskich i kulturowych. Miasto wraz z przyległymi
gminami weszło do nowo utworzonego powiatu makowskiego, a po jego likwidacji
(1931) powróciło do powiatu żywieckiego. Niezwykle szeroko omówił Autor życie
polityczne Suchej, walki stronnictw o udział w rządach, sukcesy i porażki oraz
koalicje poszczególnych partii, będących zresztą swego rodzaju odbiciem sytuacji
politycznej i społecznej II RP. O ile ta kwestia została omówiona w sposób wyczerpujący, o tyle mniejszy nacisk położył Autor na sprawy gospodarcze i ekonomiczno-bytowe. Dane dotyczące lat prosperity 1926–1928 i okresu tuż przed II wojną
światową oraz opis bezrobocia dopełniłyby wizerunek gospodarczy Suchej. W końcowej części swej pracy Czesław Brzoza omówił społeczność żydowską, która stanowiła około 10% ludności miasta, ale odgrywała w nim dużą rolę ekonomiczną.
W szczególnie ekspresyjny i barwny sposób zostały przez Jacka Chrobaczyńskiego i Jerzego Mydlarza przedstawione lata II wojny światowej w rozprawie Pod
okupacją niemiecką 1939–1945. Autorzy rozpoczęli od ukazania całości walk
obronnych na terenie Żywiecczyzny, następnie wszechstronnie opisali życie pod
okupacją, kończąc na wyzwoleniu miasta w styczniu 1945 roku. Liczne ilustracje
i fragmenty wspomnień ludzi żyjących w tamtych czasach, umiejętnie wkomponowane w treść opracowania, stanowią świetne uzupełnienie wyników badań.
Obszernie i szczegółowo opisał Marian Fortuna okres od roku 1945 do lat dziewięćdziesiątych w pracy Lata powojenne. Znaczenie zmian, jakie w tym czasie się
dokonały, i obfitość materiałów, jakie Autor miał do dyspozycji, sprawiły, że temat
omówiony został wszechstronnie, tak że każdy czytelnik znajdzie interesujące go
zagadnienia. Podkreślić należy, że Autor szczególną uwagę zwrócił na sprawy gospodarcze i oświatowe, doceniając ich znaczenie dla ogólnego rozwoju społeczeństwa.
Kończy monografię praca Bogusława Krosnowolskiego Zabytki i wartości kulturowe. Autor zajął się problematyką rozwoju zespołu kościelnego, zamkowego
i wsi, szczególną uwagę skupiając na architektonicznym opisie dwóch pierwszych.
Wykorzystując szeroko bazę bibliograficzną, przedstawił etapy powstawania i rozbudowy zamku suskiego oraz opisał architekturę sakralną z kościołem na czele. Przy
całościowym traktowaniu monografii razić może podanie znanych z wcześniejszych
prac informacji (np. dane o rodzinie Castiglione), ale przy wyrywkowym czytaniu
poszczególnych opracowań takie ujęcie tematu jest niezbędne dla ułatwienia orientacji czytelnika. W umiejętny sposób wykorzystane zostały tutaj fotografie zabytkowych budowli i ich wyposażenia, a ich uzupełnieniem są piękne, kolorowe ilustracje z ostatnich stron monografii.
Reasumując stwierdzić należy, że Autorzy stworzyli dzieło omawiające temat
wszechstronnie. Mimo niedostatku materiałów źródłowych (szczególnie dla czasów
dawniejszych) skrupulatnie odtworzyli etapy rozwoju historycznego Suchej Beskidzkiej. Niewątpliwą zaletą publikacji jest szata graficzna, dwie mapki w postaci
wklejek i piękne ilustracje na wklejce. Oddana została do rąk czytelników niezwykle
inspirująca książka, na którą zapewne długo czekali miłośnicy ziemi suskiej i wszyscy zainteresowani tym tematem. Monografia zaspokaja ciekawość czytelnika odnośnie do historii miasta, ukazuje na jej tle dzieje naszej ojczyzny i jej mieszkańców, stanowić może równocześnie punkt wyjścia do dalszych badań.
Zbigniew Cichawa
Rok 1848. Wiosna Ludów w Galicji
– zbiór studiów pod red. Władysława Wica
Wydawnictwo Naukowe
Akademii Pedagogicznej, Kraków
1999
Wydarzenia krakowskie 1846 roku były preludium do ogólnoeuropejskiej Wiosny
Ludów 1848 roku, zapowiadającym proces transformacji społeczno-politycznej.
Brak własności ziemi dla chłopów, ubóstwo, złe warunki bytowe i brak dostępu do
edukacji, to negatywne zjawiska społeczne, zręcznie wykorzystane przez władze
austriackie w celu osłabienia rewolucji krakowskiej. Antagonizmy społeczne na wsi
polskiej osiągnęły swoje apogeum w okresie wydarzeń 1846 roku, a także galicyjskiej Wiosny Ludów. Obóz liberalny, stojący na czele ruchu rewolucyjnego, pozbawiony poparcia szerokich mas społecznych, nie był odpowiednio przygotowany politycznie. Jednakże na uwagę zasługuje fakt, że wydarzenia 1848 roku zaktywizowały społeczeństwo galicyjskie i dały możliwość realizacji programów stronnictw
politycznych, które działały także po klęsce galicyjskiej Wiosny Ludów, a następnie, jak obóz konserwatywny i liberalno-mieszczański, zdominowały życie polityczne w Galicji w drugiej połowie XIX wieku. Spektakularnym sukcesem społecznym było zniesienie pańszczyzny i likwidacja systemu feudalnego, a także perspektywy rozwoju w ramach rodzącego się kapitalizmu.
Rok 1848. Wiosna Ludów w Galicji jest zbiorem studiów, omawiających wydarzenia 1848 roku w Europie. Publikacja ta została wydana jako pokłosie konferencji zorganizowanej przez Instytut Nauk Społecznych i Instytut Historii Wyższej
Szkoły Pedagogicznej w Krakowie w dniach 27–28 kwietnia 1998 roku. Składa
się z 18 artykułów, których autorzy wywodzą się z ośrodków naukowych Polski,
Ukrainy, Litwy oraz dalekiej Korei.
Artykuł Michała Śliwy Rok 1846 w Galicji i późniejsza rewolucja w 1848 roku,
dotyczący wydarzeń społecznych rewolucji krakowskiej, jest spojrzeniem na walkę
narodową i polityczną tamtych trudnych czasów konfrontacji różnorodnych koncepcji politycznych. Wspólnym ich celem była walka o niepodległość i sprawiedliwe
reformy społeczne, będące gwarancją lepszego życia wszystkich warstw społecznych. Michał Śliwa w sposób sugestywny przedstawił proces historyczny rewolucji
krakowskiej i promieniowanie idei społecznych 1846 roku na wydarzenia Wiosny
Ludów 1848 r.
Publikacja Władysława Wica Rok 1848 w Krakowie oddaje atmosferę i nastroje
polityczne mieszkańców Krakowa, którzy w znacznym stopniu partycypowali w wydarzeniach rewolucyjnych i narodowowyzwoleńczych. Władysław Wic dowodzi, że
wydarzenia polityczne potrafiły zjednoczyć społeczność krakowską: mieszczan,
studentów, pracowników naukowych Uniwersytetu Jagiellońskiego, wokół idei niepodległościowej. Kształtowała się nowa świadomość społeczna, a wyrazem tego
było utworzenie Komitetu Obywatelskiego w auli Kolegium Nowodworskiego.
W prezentowanym zbiorze studiów znalazły się też publikacje ukazujące stan
badań dotyczących wydarzeń w 1848 roku w Europie w historiografii francuskiej,
rosyjskiej i ukraińskiej. Problematykę tę poruszają artykuły badaczy lwowskich:
Mariana Mudrija – Historiografia ukraińska o rewolucji lat 1848–1849 w Galicji,
Olega Turija – Kościół grekokatolicki i rewolucja lat 1848–1849 w Galicji oraz
Stiepana Makarczuka – Wiosna Ludów i Ukraińcy, a także Tadeusza Kruczkowskiego z Uniwersytetu w Grodnie Rewolucje 1848 roku w Europie w ocenie historiografii rosyjskiej XIX i początku XX wieku.
Stan badań historiografii francuskiej przedstawiła Monika Ślufińska w studium
Rewolucja 1848 r. we współczesnej historiografii francuskiej. Problematyka historiograficzna posiada bogatą literaturę i jest dogłębnie przebadana przez badaczy europejskich ośrodków naukowych. Publikacja Moniki Ślufińskiej uzmysławia czytelnikowi bogactwo francuskiej literatury historycznej dotyczącej wydarzeń Wiosny
Ludów. Wybitni francuscy uczeni: Perez Zagorin, Roland Mousnier, Yves-Marie
Berce, wnieśli doniosły wkład w dorobek naukowy historiografii europejskiej.
Na uwagę zasługują także artykuły Aleksandry Kasznik-Christian Francuski
abolicjonizm i zniesienie niewolnictwa w 1848 roku oraz Antoniego Czubińskiego
Rewolucja lat 1848–1849 w krajach niemieckich.
Oryginalne ujęcie historiografii dotyczącej wydarzeń rewolucyjnych 1848 roku
zostało zaprezentowane w publikacji Jie-Hyun-Lim z Uniwersytetu w Hanyang.
Historycy azjatyccy, doceniając doniosłość wydarzeń 1848 roku w Europie, zwracali uwagę na fakt, że rewolucjoniści europejscy szli w awangardzie wydarzeń społecznych XIX stulecia.
Sytuację społeczną w Galicji w 1848 roku prezentują artykuły Kazimierza Karolczaka Arystokraci galicyjscy wobec wypadków 1848 roku oraz Zbigniewa Frasa
Stowarzyszenia polityczne, paramilitarne, społeczno-zawodowe i edukacyjne w Galicji
w 1848 roku. Oba ukazują różnorodność postaw społecznych i ludzkich zachowań
wobec rewolucji 1848 roku, a jednocześnie dostarczają rzetelnej wiedzy źródłowej.
Praca Huberta Chudzio przedstawia echa wydarzeń 1848 roku na Bliskim
Wschodzie. Agencja Wschodnia Hotelu Lambert na Bałkanach prowadziła działalność propagandową, zmierzającą do szerzenia idei niepodległościowych narodów
europejskich. Ukazanie zabiegów ugrupowania monarchistyczno-zachowawczego,
otwartego na wydarzenia społeczne i polityczne Wiosny Ludów, jest nowatorskim
spojrzeniem na reakcje polityczne Hotelu Lambert wobec wydarzeń rewolucyjnych
1848 roku w Europie. W dotychczasowej historiografii postrzegano politykę Hotelu
Lambert jako nieprzychylną wobec wydarzeń rewolucyjnych 1848 roku w Europie.
Artykuł Jana Szmyda jest filozoficznym spojrzeniem na wydarzenia rewolucji
krakowskiej. Wybitni polscy filozofowie: August Cieszkowski, Bronisław Trentowski, Karol Libelt i Edward Dembowski, zafascynowani historiozoficzną refleksją
Georga Wilhelma Friedricha Hegla i Friedricha Schelinga, hołdowali filozofii czynu. Warto pamiętać, że przywódca rewolucji krakowskiej Edward Dembowski pozostawił po swoim krótkim 26-letnim życiu bogatą literaturę historiozoficzną
i społeczno-patriotyczną. Pisma filozoficzne Dembowskiego zawierały propozycje
polityczne i ekonomiczne naprawy istniejącego porządku społecznego. Do zalet
pracy Jana Szmyda należy uzmysłowienie czytelnikowi odmiennych postaw w polskiej refleksji filozoficznej drugiej połowy XIX wieku. W opozycji do poglądów
Edwarda Dembowskiego tworzył swe dzieła August Cieszkowski, który był zwolennikiem pracy organicznej i pracy u podstaw. Z kolei Karol Libelt był zwolennikiem kompromisowego połączenia koncepcji pracy organicznej z działalnością spiskowo-konspiracyjną, dlatego był żywo zaangażowany w wydarzenia Wiosny Ludów, popierając rewolucyjne koncepcje Dembowskiego. Jan Szmyd przedstawia
ważne tezy koncepcji filozoficzno-społecznych Edwarda Dembowskiego oraz samego przywódcę rewolucji krakowskiej, wybitnego intelektualistę i myśliciela, który jako rewolucjonista przygotował swoją walkę w sposób staranny i przemyślany.
Przywódcy rewolucji 1848 roku, nauczeni smutnymi doświadczeniami rabacji
włościańskiej, starali się uniknąć błędów swoich poprzedników politycznych i zjednać chłopów do powstania przeciwko zaborcy. Jednakże brak edukacji włościan był
elementem hamującym przemiany społeczne, skutecznie uniemożliwiającym procesy emancypacyjne wsi galicyjskiej.
Europejski wymiar rewolucji krakowskiej 1848 roku i budowa społeczeństwa
obywatelskiego poprzez spontaniczne działania powstańców są dowodem na doniosłość tamtych wydarzeń, umiejętnie i systematycznie przedstawianych przez reprezentantów prestiżowych ośrodków naukowo-badawczych w naszym kraju, a także
w Rosji i Ukrainie.
Zbiór studiów historycznych pod redakcją Władysława Wica jest cenną publikacją omawiającą szczegółowo tę złożoną społecznie problematykę.
Piotr Skałuba
Annales Academiae Paedagogicae
Cracoviensis
Folia 3
Studia Historica I (2001)
SPRAWOZDANIA
Kronika życia naukowego
Instytutu Historii
za lata 1999/2000–2000/2001
W latach 1999/2000–2000/2001 w Instytucie Historii zatrudnionych było 37
pracowników naukowych, na kierunku historia studiowało od 852 do 901 studentów, w tym 411–389 na studiach stacjonarnych, 398–467 na studiach zaocznych
i 43–45 na studiach doktoranckich.
Działalność naukowa pracowników Instytutu Historii
1999
IV Sympozjum Biografistyki Polonijnej nt. „Losy żyjących na obczyźnie i ich wkład w kulturę i naukę świata. Historia i współczesność”, na którym referat pt. „Działalność w organizacjach filantropijnych Wielkiej Emigracji Klementyny z Tańskich Hoffmanowej” wygłosił prof. dr hab. Henryk Żaliński.
1–30 IX
Staż naukowy dr Bożeny Popiołek w Instytucie Historii PAU
w Warszawie u prof. dr hab. Marii Boguckiej.
7–9 IX
Międzynarodowa sesja naukowa w Preszowie nt. „Napoje v milunosti a pritomnosti Slovenska”. Referat nt. „Obchod z vinom
medzi Uhorskom a Poľskom v 17 storoci” wygłosił prof. dr hab.
Franciszek Leśniak.
10 IX–10 X
Badania naukowe mgra Huberta Chudzio w Bibliotece Polskiej
w Paryżu.
28–30 IX
Międzynarodowa Konferencja Nauczycieli nt. „Dzieje Żydów
w Polsce w edukacji szkolnej. Jak uczyć o Holocauście?” zorganizowana przez
Fundację Judaica – Centrum Kultury Żydowskiej
w Krakowie, Instytut Historii Akademii Pedagogicznej w Krakowie i Państwowe Muzeum Oświęcim–Brzezinka. Udział w konferencji wzięli pracownicy
1–2 IX
naukowi Instytutu Historii, a referat „Studium podyplomowe. Totalitaryzm. Nazizm. Holocaust: program i efekty” wygłosiła dr Janina Mazur.
29 IX
Publiczna obrona pracy doktorskiej mgr Teresy Wnętrzak nt.
„Zmiana wybranych pojęć filozoficzno-politycznych w historiozoficznej myśli św. Augustyna na podstawie De civite Dei”. Promotor: prof. dr hab. Józef Korfanty; recenzenci: prof. dr hab. Stefan
Skowronek; ks. prof. dr hab. Henryk Pietras.
22 X
Udział dr Janiny Mazur w dyskusji panelowej nt. „Edukacja humanistyczna wobec wyzwań współczesności” zorganizowanej przez
Wydawnictwo Szkolne PWN podczas Targów Książki w Krakowie.
9–11 XI
Konferencja naukowa zorganizowana przez Katedrę Historii Filozoficznego Fakultetu Uniwersytetu w Ostrawie nt. „Skolni vyuka
dejopisu a prekonavani stereotypnich obrazov sousednich narodov”. Referat nt. „Obraz stosunków polsko-czeskich we współczesnych podręcznikach historii” wygłosiła dr Janina Mazur, referaty nt. „Model południowego sąsiada w polskich podręcznikach
historii” i „Model bohatera historycznego w edukacji historycznej
– problemy metodologiczne” wygłosił dr Józef Brynkus.
4 XII
Na sympozjum zorganizowanym przez Instytut Teologiczny
w Sandomierzu referat nt. „Ziemie polskie w czasach św. Kingi”
wygłosił dr Krzysztof Polek.
2000
30 I–1 II
16 II
26 II
2 III
Seminarium Szkoleniowe Towarzystwa Alternatywnego Kształcenia nt. „Niech inni nie będą obcy – edukacja wielokulturowa
w szkole” zorganizowane w Morawie k/Opola. Referat nt.
„Holo-caust. Program nauczania. O historii i zagładzie Żydów na
lekcjach przedmiotów humanistycznych w szkołach ponadpodstawowych” wygłosił dr Piotr Trojański.
W sesji naukowej „Rosyjsko-fińska wojna zimowa” zorganizowanej przez Uniwersytet Opolski referat nt. „Wielkie mocarstwa wobec Finlandii w okresie wojny zimowej” wygłosił prof. dr hab.
Andrzej Kastory.
Sesja naukowa zorganizowana przez PSL w Krakowie „Doświadczenia parlamentarne polskich ludowców u progu II Rzeczypospolitej”. Referat nt. „Ludowcy i chłopi w Sejmie Ustawodawczym
1919–1922” wygłosił dr Józef Hampel.
Muzeum Okręgowe i Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego Oddział w Sandomierzu oraz Krajowa Agencja Wydawnicza
w Warszawie zorganizowały promocję książki prof. dr hab. Jacka
Chrobaczyńskiego Ostatni z szesnastu. Biografia polityczna Ada-
9 III
20 III–11 IV
28 IV
28 IV
12 V
16 V
12–14 V
ma Bienia (1899–1998). Spotkanie prowadziła mgr Zofia Czubowa, dyrektor Muzeum Okręgowego w Sandomierzu.
Sesja naukowa w Gnieźnie zorganizowana przez Kurię Metropolitarną w Gnieźnie i Instytut Europy Środkowo-Wschodniej.
Referat nt. „Millenium synodu zjazdu gnieźnieńskiego” wygłosił
dr Krzysztof Polek.
Udział w misji konserwatorskiej świątyni królowej Hatszepsut
w Egipcie mgra Huberta Chudzio zorganizowanej przez Uniwersytet Warszawski.
Kolokwium habilitacyjne dra Czesława Nowarskiego na podstawie
pracy habilitacyjnej Akademickie kształcenie nauczycieli historii
w Polsce 1945–1980. Recenzenci: prof. dr hab. Jerzy Maternicki,
prof. dr hab. Czesław Majorek, prof. dr hab. Władysław Szulc.
Polsko-słowacka konferencja naukowa zorganizowana przez Muzeum Okręgowe w Bochni nt. „Kontakty Małopolski i Spisza
w wiekach średnich”. Referat nt. „Stosunki Małopolski i Słowacji
we wczesnym średniowieczu” wygłosił dr Krzysztof Polek.
W spotkaniu z podręcznikiem szkolnym w Krakowie udział wzięli
prezentując swoje książki: prof. dr hab. Jacek Chrobaczyński –
Ostatni z szesnastu. Biografia polityczna Adama Bienia
(1899–1998), prof. dr hab. Feliks Kiryk – Kamieniec Podolski.
Studia
z dziejów miasta i regionu oraz dr Janina Mazur – Dziedzictwo
kulturowe w regionie. Ścieżka edukacyjna.
Wybory władz Instytutu Historii AP w Krakowie. Dyrektorem
wybrano prof. dr hab. Ludwika Mroczkę, a zastępcą dr Marka
Wilczyńskiego.
V Polsko-Ukraińska Konferencja naukowa zorganizowana przez
Instytut Historii Akademii Pedagogicznej im. KEN w Krakowie
nt. „Lwów. Miasto–społeczeństwo–kultura”. Referaty wygłosili:
dr Józef Brynkus nt. „Lwów w polskich podręcznikach szkolnych”, dr Józef Hampel nt. „Lwów ośrodkiem ukraińskiego ruchu
społeczno-oświatowego”, dr Kazimierz Karolczak nt. „Ukraińcy
w oczach lwowskiej społeczności”, prof. dr hab. Feliks Kiryk nt.
„Związki Lwowa z Kamieńcem Podolskim od XIV do połowy
XVI wieku”, dr Henryk Kotarski nt. „Bitwa pod Kłuszynem (4 VII
1610) Szymona Boguszowcza ze zbiorów Lwowskiej Galerii
Sztuki. Analiza historyczno-wojskowa”, dr Czesław Michalski
nt. „Pierwsze kluby sportowe we Lwowie”, dr Bożena Popiołek nt.
„Lwów w oczach saskich”.
9 VI
15–17 VI
22 VI
23 VI
6 VII
1 VII
1–16 IX
8–10 IX
12–14 IX
Odczyt dr Jerzego Ciecieląga zorganizowany przez Komisję
Archeologiczną – Sekcję Numizmatyczną PAN w Krakowie nt.
„Monety z Askalonu a pochodzenie dynastii herodiańskiej”.
Sesja naukowa zorganizowana przez Zakład Dydaktyki Historii
Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu nt. „Uczeń
w nowej szkole. Edukacja humanistyczna”. Udział w dyskusji
wzięli: dr Janina Mazur i dr Czesław Nowarski.
Konferencja naukowa zorganizowana przez Światowe Stowarzyszenie Rodzin i Przyjaciół Ziemi Złoczowskiej „Klub Złoczowski”
i Akademię Pedagogiczną w Krakowie, na której referat wygłosił
dr Henryk Kotarski nt. „Działalność pisarsko-teatralna Wacława
Rzewuskiego w Podhorcach w ocenie historyka” oraz wystąpienie
dr Czesława Michalskiego poświęcone dziejom Złoczowa w XIX
i XX w. Udział w konferencji wzięli także : prof. dr hab. Henryka
Kramarz, prof. dr hab. Feliks Kiryk. Bogatą dokumentację audiowizualną ziem kresowych przygotował mgr Marian Pasternak
z Pracowni Technologii Nauczania AP.
Sympozjum naukowe zorganizowane przez Urząd Miejski w
Mielcu w związku ze Zjazdem Polonii, na którym referaty wygłosili: prof. dr hab. Jerzy Gołębiowski nt. „Mielec w Centralnym
Okręgu Przemysłowym” oraz prof. dr hab. Feliks Kiryk nt. „Początki dziejów miasta Mielca”.
Wystąpienie autorskie prof. dr hab. Franciszka Leśniaka „Przy
ce-chowej ladzie” zorganizowane przez Muzeum Rzemiosła w
Krośnie na otwarcie wystawy nt. „Dzieje rzemiosła Polski południowo-wschodniej”. Tematem wystąpienia były: „Wybrane zagadnienia z dziejów rzemiosła i handlu w Krośnie w XVI i pierwszej połowie XVII wieku”.
Udział prof. dr hab. Henryka Żalińskiego w obradach Kapituły
Nagrody Honorowej LUTECJA Polskiego Stowarzyszenia Autorów Dziennikarzy i Tłumaczy w Europie.
Badania naukowe w bibliotekach i archiwach francuskich w Paryżu dr Bożeny Popiołek.
Udział prof. dr hab. Henryka Żalińskiego w obradach XXII Sesji
Stałej Konferencji Muzeów, Archiwów i Bibliotek Polskich na
Zachodzie.
Posiedzenie Komisji Historii Starożytnej Polskiego Towarzystwa
Historycznego nt. „Ideologia i propaganda starożytności”, na którym referat nt. „Koncepcja władzy królewskiej w Judei w okresie
panowania dynastii Hasmoneuszy” wygłosił dr Jerzy Ciecieląg.
15–17 IX II Kongres Historyków Wsi i Ruchu Ludowego w Lublinie, na którym referat nt.
„Koncepcje Polski Ludowej w programach dzia-łalności ruchu ludowego 1918–1947” wygłosił dr
Józef Hampel.
20 IX
22–23 IX
23 IX
26–28 IX
29 IX
Sesja naukowa w Kamieńcu Podolskim poświęcona walkom z żywiołem tatarskim, na której referat nt. „Wojny Rzeczypospolitej
z Turcją w II połowie XVI wieku” wygłosił dr Henryk Kotarski.
V Międzynarodowe Sympozjum Biografistyki Polonijnej w Krakowie, którego współorganizatorem była Akademia Pedagogiczna
im. KEN w Krakowie. Obradom przewodniczył prorektor AP
w Krakowie prof. dr hab. Henryk Żaliński. Tematem sympozjum
była: „Biografistyka jako kategoria kulturowa i społeczno-wycho-wawcza”. Pokazano biografistykę w ujęciu czasowo-przestrzen-nym i oceniono ją pod kątem przydatności naukowej i edukacyjnej. W sympozjum udział wzięli pracownicy naukowi Instytutu Historii AP, a referaty wygłosili: mgr Hubert
Chudzio nt. „Niezwyczajna kariera wojskowa generała Ludwika
Bystrzonowskiego” i dr Kazimierz Karolczak nt. „Zespoły rodowe
ziemian polskich w archiwach lwowskich jako źródło do badań
biograficznych”. Natomiast trzem tematom III Sekcji: 1. Biografistyka jako kategoria kulturowa i społeczno-wychowawcza, 2.
Uczeni oraz pedagodzy polscy i polskiego pochodzenia działający
w świecie,
3. Krakowianie w świecie – przewodniczył prof. dr hab. Henryk
Żaliński, prorektor AP, który wygłosił referat nt. „Emigranci polistopadowi i ich związki z Krakowem” przygotowany wspólnie
z dr Januszem Pezdą, pracownikiem UJ.
Konferencja naukowa zorganizowana przez Instytut Historii AP
w Krakowie, Małopolskie Centrum Doskonalenia Nauczycieli
i Wydawnictwo „Zamiast korepetycji” nt. „Jak realizować w szkole
ścieżkę edukacyjną Edukacja regionalna – dziedzictwo kulturowe
w regionie”. Prezentacji podręcznika pt. „Dziedzictwo kulturowe
w regionie – Małopolska” dokonała dr Janiny Mazur.
Konferencja naukowa we Frankfurcie n/Menem, na której referat
nt. „Triaterales Europaprojekt – Sesja dydaktyczna” wygłosił dr
Marek Wilczyński.
Publiczna obrona pracy doktorskiej mgr Piotra Trojańskiego nt.
„Aktywność społeczno-gospodarcza ludności żydowskiej w województwie krakowskim w latach 1918–1939”. Promotor: prof. dr
hab. Jerzy Gołębiowski, recenzenci: prof. dr hab. Regina Renz,
prof. dr hab. Krzysztof Urbański. Przewodniczący Komisji: prof.
dr hab. Ludwik Mroczka.
1–30 X
4–6 X
6–8 X
10–15 X
X 2000
10–12 XI
22–30 XI
25 XI
5–7 XII
7 XII
15 XII
Kwerenda archiwalno-biblioteczna dr Barbary Obtułowicz w Madrycie.
Sesja naukowa w Częstochowie nt. „Zamki i warownie kresowe
w aspekcie społecznym”. Referat nt. „System warowni stałych
i polowych w organizacji obrony kresów południowo-wschodniej
Rzeczypospolitej w XVII wieku” wygłosił dr Henryk Kotarski.
Polsko-niemiecka konferencja naukowa w Berlinie nt. „Pamięć
o historii. Znaczenie kształcenia historyczno-politycznego w polsko-niemieckiej wymianie młodzieży” zorganizowana przez Akademię Europejską w Berlinie i Polsko-Niemiecką Współpracę
Młodzieży. Referat nt. „Okupacja niemiecka i Holocaust w pamięci i świadomości historycznej młodego pokolenia Polaków w
końcu XX wieku” wygłosił dr Piotr Trojański. Udział w dyskusji
wziął dr Józef Brynkus.
Udział dr Bożeny Popiołek w konferencji międzynarodowej
w Częstochowie nt. „Zamki i przestrzeń społeczna w Europie
Środkowo-Wschodniej”. Referat nt. „Zamek w perspektywie edukacyjnej” wygłosił dr Józef Brynkus.
Prof. dr hab. Feliks Kiryk na Walnym Zgromadzeniu w Szczecinie
został wybrany wiceprezesem Zarządy Głównego Polskiego Towarzystwa Historycznego.
Konferencja międzynarodowa w Dortmundzie, na której referat nt.
„Perspektiven weiterer Zusammenarbeit” wygłosił dr Marek
Wilczyński.
Badania archiwalne dra Kazimierza Karolczaka we Lwowie.
Sesja naukowa poświęcona dziejom Radomia zorganizowana
przez Radomskie Towarzystwo Naukowe, na której referat nt.
„Radom w okresie piastowskim i jagiellońskim” wygłosił prof.
dr hab. Feliks Kiryk.
Konferencja naukowa w Krakowie, na której referaty wygłosili dr
Janina Mazur nt. „Miejsce i rola praktyk pedagogicznych w przygotowaniu nauczycieli do zreformowanej szkoły” oraz dr Józef
Brynkus nt. „Uwarunkowania organizacyjne i merytoryczne praktyk przedmiotowych z historii”.
Konferencja naukowa zorganizowana przez Instytut Historii PAN
w Warszawie, na której referat nt. „Osiągnięcia i niedomogi regionalistyki historycznej” wygłosił prof. dr hab. Feliks Kiryk.
Konferencja naukowa zorganizowana przez Uniwersytet Wrocławski, na której referat nt. „O tożsamość europejską Śląska na
przełomie średniowiecza i czasów nowożytnych” wygłosił prof.
dr hab. Feliks Kiryk.
16 XII
Posiedzenie Komisji Dydaktycznej Zarządu Głównego Polskiego
Towarzystwa Historycznego w Warszawie. Wprowadzenia do
dyskusji nt. „Gimnazjum jako szkoła powszechna – rola i pierwsze
doświadczenia” dokonała dr Janina Mazur.
20 XII
Na uroczystej sesji Rady m. Krakowa prof. dr hab. Feliks Kiryk
został odznaczony srebrnym medalem „Kraków 2000”.
2001
28 I
14 III–3 V
2–3 IV
5–7 IV
6 IV
11 IV
22 IV–7 V
27 IV
Promocja książki dra Kazimierza Karolczaka pt. Dzieduszyccy.
Dzieje rodu. Linia poturzycko-zarzecka w pałacu Dzieduszyckich
w Zarzeczu.
Pobyt dr Jerzego Ciecieląga na stypendium naukowym w Londynie, ufundowanym przez Fundację z Brzezia Lanckorońskich.
Udział w międzynarodowej konferencji British Museum.
Konferencja naukowa nt. „Multimedia w edukacji historycznej
i społecznej” w Bydgoszczy. Referat nt. „Programy komputerowe
jako efekt twórczej pracy studentów” przedstawili dr Janina Mazur
i dr Józef Brynkus.
II Forum Środowiskowe polskich historyków i nauczycieli historii
ze Wschodu w Krakowie, na którym dr Janina Mazur wygłosiła
dwie prelekcje nt. „Współczesne uwarunkowania edukacji historycznej” i „Przemiany systemu oświatowego i edukacji historycznej w Polsce”.
Promocja książki dra Kazimierza Karolczaka pt. Dzieduszyccy.
Dzieje rodu. Linia poturzycko-zarzecka w Klubie Inteligencji Katolickiej w Warszawie.
Promocja książki dra Kazimierza Karolczaka pt. Dzieduszyccy. Dzieje
rodu. Linia poturzycko-zarzecka w siedzibie PAU w Krakowie.
Kwerenda archiwalna i biblioteczna dr Barbary Obtułowicz w
Madrycie i Sewilli oraz udział w sympozjum naukowym w Madrycie nt. „Las edades la mujer”. Referat nt. “Actitud politico-patriotica de las mujeres palacas espasidas en la primera mitad
del siglo XIX”.
Kolokwium habilitacyjne dra Marka Wilczyńskiego. Praca habilitacyjna Germanie w służbie zachodniorzymskiej w V w n. e. Studium historyczno-prosopograficzne. Recenzenci: prof. dr hab. Maciej Salamon, prof. dr hab. Stefan Skowronek, prof. dr hab. Lech
Tyszkiewicz.
6–8 V
18 V
22 V
24–27 V
27 V
3 VI
4 VI
Międzynarodowa konferencja naukowa w Polanicy. Referat nt.
„Świadomość narodowa Polaków w XIX wieku – perspektywy interpretacyjne” wygłosił dr Józef Brynkus.
W Pałacu Namiestnikowskim w Warszawie z rąk prezydenta RP
Aleksandra Kwaśniewskiego tytuł profesora otrzymał dr hab. Jerzy
Gołębiowski.
Kolokwium habilitacyjne dra Kazimierza Karolczaka. Praca habilitacyjna Dzieduszyccy. Dzieje rodu. Linia poturzucko-zarzecka. Recenzenci: prof. dr hab. Ryszard Kołodziejczyk, prof. dr hab. Władysław Serczyk, prof. dr hab. Lech Trzeciakowski.
Jubileusz siedemdziesięciolecia prof. dr hab. Stanisława Grzybowskiego. Otwarcia dokonał dyrektor Instytutu Historii prof. dr
hab. Ludwik Mroczka. W spotkaniu wzięli udział magistranci,
doktoranci, przedstawiciele Uniwersytetu Jagiellońskiego, Uniwersytetu Warszawskiego, Polskiej Akademii Nauk i pracownicy
Akademii Pedagogicznej w Krakowie. Laudację wygłosił prof. dr
hab. Feliks Kiryk. Uczniowie i przyjaciele wręczyli Profesorowi
księgę pamiątkową. O pracy z Jubilatem opowiadali prof. dr hab.
Henryk Samsonowicz, prof. dr hab. Michał Śliwa, prof. dr hab.
Feliks
Kiryk i inni. W miłej atmosferze wspomniano czasy studenckie
i współpracę z Jubilatem na różnych płaszczyznach.
Międzynarodowa konferencja naukowa nt. “The legacy of the Holocaust: Children and the Holocaust”. Referat nt. “The legacy of
the Holocaust in Poland in its Educational Dimension: Historical
Perspective” wygłosił dr Piotr Trojański.
Na spotkaniu z okazji Dni Charsznicy referat nt. „Dzieje Charsznicy” wygłosił prof. dr hab. Feliks Kiryk.
Spotkanie z okazji Dni Olkusza, na którym referat nt. „Olkusz
przez wieki” wygłosił prof. dr hab. Feliks Kiryk.
10-lecie Katedry Ukrainistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Referat nt. „Współpraca naukowa Krakowa z Ukrainą” wygłosił prof.
dr hab. Feliks Kiryk.
Marian Fortuna
Annales Academiae Paedagogicae
Cracoviensis
Folia 3
Studia Historica I (2001)
Z KRONIKI ŻAŁOBNEJ
Prof. dr hab. Wiesław Bieńkowski 1926–1999
22 listopada 1999 roku odszedł na zawsze prof. dr hab. Wiesław Bieńkowski,
znakomity uczony o szerokich zainteresowaniach humanistycznych, autor wielu
wybitnych prac z dziedziny nauk historycznych i socjologicznych, a także z etnografii i bibliotekoznawstwa. Oprócz pracy etatowej w Zakładzie Dokumentacji Instytutu Historii PAN w Krakowie oraz w Katedrze Bibliotekoznawstwa i Informacji
Naukowej Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego, przez kilka lat
prowadził także zajęcia zlecone na Studiach Doktoranckich w Instytucie Historii
naszej Uczelni: seminarium doktoranckie, historiografię XIX wieku i wykład monograficzny. Zajęcia Profesora cieszyły się ogromnym zainteresowaniem słuchaczy.
Prowadził je nie tylko z sumiennością i precyzją uczonego, ale także z wdziękiem
erudyty – gawędziarza.
Profesor Bieńkowski był także konsultantem i recenzentem wielu rozpraw nauko-wych, które wyszły spod pióra pracowników Instytutu Historii Akademii Pedagogicznej. Ze względu na Jego rozległą, interdyscyplinarną wiedzę, otrzymywał do recenzji wiele “składanek”, które drukowane były jako pokłosie sesji i sympozjów naukowych. Był też Profesor niemal “etatowym” recenzentem Prac Historycznych,
ukazujących się w ramach “Rocznika Naukowo-Dydaktycznego WSP”. Zapraszany
był do naszej Uczelni jako recenzent prac doktorskich i habilitacyjnych. Był również
opiniodawcą doktoratu honorowego dla ulubionego naszego profesora Mariana Tyrowicza.
“Małą ojczyzną” Profesora Wiesława Bieńkowskiego był Kraków. Tu przyszedł
na świat 7 lipca 1926 roku w rodzinie urzędniczej, jako syn Kazimierza, legionisty,
urzędnika skarbowego i Marii z Lazarów, literatki i tłumaczki. Na Uniwersytecie
Jagiellońskim ukończył historię (1951 r.) i etnografię (1952 r.). Na krótko opuścił
podwawelski gród podejmując pracę zawodową w Gdańsku, najpierw w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej, a następnie w Bibliotece Polskiej Akademii Nauk.
W czerwcu 1953 roku powrócił do ukochanego miasta i tu rozpoczął intensywną
pracę naukową w Instytucie Historii PAN, przechodząc wszystkie szczeble stanowisk naukowych, od starszego asystenta (1953–1964), adiunkta (1964–1971), docenta (1971–1981), po profesora (od 1981). Równolegle do obowiązków w PAN od
1975 roku pracował jako nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Jagiellońskim,
początkowo na pół etatu, a od 1991 roku na całym.
Bibliografia prac Profesora jest obszerna i różnorodna. Obejmuje przeszło 550
publikacji autorskich i redakcyjnych. Znaleźć w niej można prace z zakresu historiografii, etnografii, socjologii, historii myśli politycznej i społecznej, kultury i prasoznawstwa. Na czoło wysuwają się monografie historyczne o pastorze Krzysztofie
Celestynie Mrongowiuszu – obrońcy polskości na Warmii i Mazurach; Kazimierzu
Kelles-Krauzie – najwybitniejszym ideologu niepodległościowego nurtu w polskim
ruchu socjalistycznym i Janie Maju – założycielu i redaktorze “Gazety Krakowskiej”
w latach 1796–1831. Wiele pracy i wysiłku badawczego poświęcił Profesor wydawaniu bibliografii historii Polski, będąc kierownikiem Pracowni Bibliografii Retrospektywnej oraz Pracowni Bibliografii Bieżącej. W świadomości uczonych i studentów
Jego nazwisko na stałe kojarzyć się będzie z polską bibliografią historyczną.
Ulubioną dziedziną twórczości naukowej Profesora Bieńkowskiego była także
biografistyka oraz dzieje Krakowa i Galicji. Pisywał nie tylko znakomite życiorysy
do Polskiego Słownika Biograficznego, ale publikował swoje prace w Ostereichisches Biographisches Lexicon 1815–1939 oraz w wielu innych słownikach biograficznych krajowych i zagranicznych.
Profesor był aktywnym członkiem wielu towarzystw naukowych, m.in. od roku
1946 – Towarzystwa Historii i Zabytków Krakowa (w latach 1964–1980 był prezesem), od 1948 – Polskiego Towarzystwa Historycznego, od 1959 – Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego, od 1990 – Polskiego Towarzystwa Bibliologicznego.
Pracował też w licznych komisjach naukowych Oddziału PAN w Krakowie: od roku
1960 – Komisji Socjologicznej, od 1966 – Komisji Nauk Historycznych, od 1973 –
Komisji Etnograficznej oraz Komisji Prasoznawczej (od 1993 roku był zastępcą
przewodniczącego). Współpracował z wieloma instytucjami pozakrakowskimi, m.in.
z I Wydziałem Nauk Humanistycznych Gdańskiego Towarzystwa Naukowego (od
1960 r.) oraz z Ośrodkiem Badań Naukowych im. W. Kętrzyńskiego w Olsztynie
(od 1973 r.). Ukoronowaniem zasług Profesora Wiesława Bieńkowskiego na polu
naukowym był wybór 25 czerwca 1994 roku na członka korespondenta odrodzonej
Polskiej Akademii Umiejętności w Krakowie.
Nagłe odejście Profesora odczuła boleśnie cała społeczność naszego Instytutu
Historii. Niektórzy z nas, pracowników Instytutu, mieli szczęście znać Profesora
bliżej, współpracując z Nim na gruncie naukowym lub spotykając się w gronie towarzyskim. Często w czasie przerw lub po zajęciach na studiach doktoranckich siadaliśmy przy filiżance kawy i słuchaliśmy Jego fascynujących opowieści. Pykając
fajeczkę opowiadał o swoim dzieciństwie, które spędził w “naszej” uczelnianej
dzielnicy – w Łobzowie, gdzie ulokowany jest główny gmach Akademii Pedago-
gicznej. W okresie młodości Profesora nie było tutaj jeszcze bloków, uporządkowanych ulic, stał tylko Pałac Królewski, wznosiły się małe domki – wille, zieleniły
się pola i łąki, płynęła rzeczka Młynówka. Opowiadał o swoich nauczycielach
szkolnych i profesorach uniwersyteckich, a opowieści te okraszał wybornymi anegdotami. Wielka szkoda, że nie zostawił po sobie pamiętników. Wtajemniczeni
twierdzą, że prowadził od 1937 roku zapiski i dzienniki, z myślą spisania później pamiętników, ale pochłonięty pracą naukową, nie miał już czasu na ich zredagowanie.
Odszedł od nas jeden z najwybitniejszych polskich uczonych–humanistów, który na trwałe zapisał się w polskiej historiografii. Będziemy Go pamiętać nie tylko
jako utalentowanego i pracowitego uczonego, ale także jako człowieka pogodnego,
dobrego, dowcipnego i życzliwego ludziom, patrzącego z dystansem na świat
i samego siebie.
Henryk Żaliński
Annales Academiae Paedagogicae
Cracoviensis
Folia 3
Studia Historica I (2001)
Wacław Marmon (1944–2000)
W dniu 24 stycznia 2000 roku odszedł z naszego grona uznany badacz i ceniony
kolega dr hab. Wacław Marmon. Jego nagła śmierć była dla wszystkich zaskoczeniem, a środowisko naukowe poniosło dużą stratę. Odszedł bowiem człowiek w pełni sił twórczych, o błyskotliwych pomysłach, dobry organizator pracy badawczej,
ceniony wykładowca i przyjaciel. Pozostawił po sobie pokaźny dorobek naukowy,
który będzie służył przyszłym pokoleniom badaczy i miłośnikom historii. W naszej
pamięci pozostanie na zawsze jako serdeczny i szczery kolega, na którym można
było polegać i zawsze liczyć na jego pomoc, kompetentny badacz, a na stopie przyjacielskiej człowiek pełen humoru i niezastąpiony kolega.
Urodził się 3 października 1944 roku w Nowym Sączu. Dzieciństwo spędził
w Krynicy, gdzie jego ojciec był ostatnim po wojnie burmistrzem. Wcześnie osierocony przez matkę – Józefę z Myczkowskich, wychowywał się pod opieką ojca,
który wywarł poważny wpływ na jego formację duchową i intelektualną. Maturę
uzyskał w 1962 roku w I Liceum Ogólnokształcącym im. Jana Długosza w Nowym
Sączu. Podjął wtedy decyzję o wyborze zawodu nauczycielskiego i kontynuował
naukę w Studium Nauczycielskim w Gliwicach, o specjalizacji historia i wychowanie muzyczne. Wykształcenie muzyczne niewiele było mu przydatne w dalszej pracy zawodowej i naukowej, jednak zamiłowanie do muzyki, a zwłaszcza do śpiewu
często uwidaczniał w czasie spotkań towarzyskich.
Po złożeniu egzaminów nauczycielskich zdecydował się na dalsze kształcenie
na poziomie wyższym wybierając krakowską Wyższą Szkołę Pedagogiczną. W czasie studiów zaangażował się w działalność studenckiego ruchu naukowego, wtedy
też rozpoczęła się jego wielka przygoda życiowa z turystyką górską. Z zamiłowaniem przemierzał pasma znanych z dzieciństwa gór. Uczestniczył w rajdach studenckich, później, będąc już pracownikiem naukowym, jako przewodnik i opiekun
z grupami studenckimi przemierzał Beskidy, Gorce i Bieszczady.
Aktywność naukowa w czasie studiów została zauważona przez jego opiekunów, dlatego też po uzyskaniu magisterium w 1969 roku zaproponowano mu odbycie stażu w Katedrze Dydaktyki Historii. Z braku etatów nie przedłużono mu jednak
zatrudnienia, w związku z czym podjął pracę jako bibliotekarz w Instytucie Chemii
Nieorganicznej w Gliwicach i jednocześnie pracował jako nauczyciel w tamtejszy
Liceum Medycznym. W tym czasie systematycznie pogłębiał wykształcenie pedagogiczne, czego wynikiem był debiut naukowy na łamach “Wiadomości Historycznych” (1971) artykułem dotyczącym orientacji ucznia w przestrzeni historycznej.
Z pewnością już wtedy marzył o karierze naukowej i w roku następnym zdecydował
się na podjęcie stacjonarnych studiów doktoranckich w WSP. Trafił ponownie pod
opiekę naukową profesorów, którzy już w czasie studiów rozbudzili aspiracje
badawcze młodego studenta, spośród których największy wpływ na dalszą karierę
naukową przyszłego profesora WSP wywarł Tadeusz Słowikowski, jeden z najwybitniejszych polskich dydaktyków historii. W tym czasie zatrudniony został jako
asystent w Zakładzie Historii Oświaty i Wychowania ( przekształconym później
w Katedrę), z którą to jednostką związał się do końca życia. Pracę doktorską z dydaktyki historii obronił w 1982 roku i przeszedł na stanowisko adiunkta. Efektem
dalszej wytężonej pracy naukowej było kolokwium habilitacje odbyte pod koniec
1995 roku na Wydziale Humanistycznym WSP w Krakowie i w dalszej konsekwencji etat profesora nadzwyczajnego WSP.
Zainteresowania badawcze Wacława Marmona ewoluowały od dydaktyki historii, poprzez historię edukacji do badań nad historią historiografii i środowisk naukowych w XIX i XX wieku. Do każdej z tych dziedzin wniósł pokaźny i oryginalny wkład, stawiający go w rzędzie zasłużonych badaczy przeszłości. W pierwszym
okresie zajmował się głównie dydaktyką historii, koncentrując się na wykorzystaniu
różnych środków dydaktycznych w nauczaniu tego przedmiotu, a zwłaszcza mapy
historycznej. Opublikował kilkanaście artykułów na ten temat, a uwieńczeniem badań była praca doktorska Lokalizacja przestrzenna faktów w nauczaniu historii
(Prace Monograficzne WSP, t. 87, Kraków 1987), uznawana do dziś za jedno z najcenniejszych opracowań w tej dziedzinie.
Dzięki wspomnianym publikacjom stał się postacią znaną i autorytetem w środowisku dydaktyków historii. Od 1985 r. był członkiem Komisji Dydaktycznej
Komitetu Nauk Historycznych Polskiej Akademii Nauk. Aktywnie uczestniczył
w konferencjach naukowych, nawiązał także współpracę z instytucjami kształcącymi nauczycieli, zwłaszcza z nowosądeckim Wojewódzkim Ośrodkiem Metodycznym, gdzie był członkiem komisji kwalifikacyjnej na stopnie specjalizacji nauczycielskiej. Jako nauczyciel nauczycieli podjął także badania nad kształceniem historyków i nauczycieli historii w szkołach wyższych. Opublikowane z tej dziedziny rozprawy wyróżniają się nowatorstwem metodologicznym i wnikliwością w ocenie faktów.
Praca w Katedrze Historii Oświaty i Wychowania wpłynęła na poszerzenie
obszaru penetracji badawczej Wacława Marmona. Coraz częściej podejmował tema-tykę historyczno-oświatową, koncentrując się na badaniach dotyczących dziejów
szkolnictwa w XIX i XX wieku. W tej dziedzinie wykazał się jako badaczem o szerokich poglądach, umiejącym uchwycić i oddać ogólne zjawiska i przemiany, zdolnym do syntez i stawiania trafnych hipotez, ale przede wszystkim o perfekcyjnym
warsztacie historyka regionalisty. Prace regionalne poświęcone przeszłości historyczno-oświatowej Małopolski stanowią też pokaźną cześć jego dorobku. Uczestniczył w opracowaniu monografii miast, z którymi był blisko związany: Nowego Sącza, Krynicy, a również Tarnowa, Bochni i Jaworzna. Prezentował w nich własne
spojrzenie na rolę badań regionalnych, które w jego ujęciu wzbogacały ogólną
refleksję nad przeszłością historyczno-oświatową, a jednocześnie przemawiały do
lokalnych społeczności przybliżając jej przeszłość własnych regionów.
Po nawiązaniu współpracy z warszawskim środowiskiem naukowym Wacław
Marmon znalazł się w zespole badawczym Polskie środowisko historyczne 1918–
–1939, którego animatorem i kierownikiem był profesor Jerzy Maternicki. Na nowym gruncie od samego początku poczuł się pewnie i należał do aktywniejszych
członków zespołu. Decyzja o podjęciu badań nad historią polskiej historiografii
okazała się trafna. Poza kilkoma rozprawami zaowocowała w niedalekiej przyszłości pozycją książkową Krakowskie środowisko historyczne 1918–1939. (Prace Monograficzne WSP, t. 197, Kraków 1995). Na jej podstawie uzyskał tytuł doktora habilitowanego. Opracowanie to wyróżnia się w dotychczasowym dorobku polskiej
historiografii zarówno przedmiotem, jak i rozwiązaniami metodologicznymi. Korzystając z narzędzi badawczych wypracowanych przez cały zespół, przedstawił
zbiorowy portret historyków krakowskich, z uwzględnieniem szerokiej gamy zagadnień charakteryzujących całą badaną zbiorowość. To pionierskie opracowanie z
pewnością posłuży za wzór w dalszych badaniach nie tylko nad środowiskami historycznymi, ale także nad historią polskiej inteligencji.
Doświadczeniami zdobytymi w trakcie badań nad środowiskami historycznymi
chętnie dzielił się na cotygodniowych spotkaniach zespołu badawczego Pracowni
Biografistyki Instytutu Historii WSP. Z Pracownią związany był od chwili jej powstania, a jego pomysły i propozycje przyczyniły się wydatnie do osiągnięć, jakie
odnotował ten zespół w ciągu ostatnich lat.
Historia, od której zaczął swoją drogę naukową, do końca pozostała mu bliska i
w tej dziedzinie wykazywał się szeroką wiedzą i kompetencjami. Nic też dziwnego,
że znalazł się w gronie autorów przygotowujących pod kierunkiem profesora Feliksa
Kiryka Wielką historię Polski. Był tu odpowiedzialny za przygotowanie tomu obejmującego lata 1864–1918.
Przez ostatnie dwa lata kierował Katedrą Historii Oświaty i Wychowania. Był
współorganizatorem i pierwszym Kierownikiem Studiów Podyplomowych Organizacja i Zarządzanie Oświatą. Chętnie podejmował działalność społeczną, przez kilka
lat kierował Sekcją Mieszkaniową ZNP, którego był członkiem.
Jan Ryś

Podobne dokumenty