Smutna historia pewnego 6-latka

Komentarze

Transkrypt

Smutna historia pewnego 6-latka
Ratuj Maluchy, sześciolatki do szkół, likwidacja zerówek, protest
Smutna historia pewnego 6-latka
Szanowni Państwo,
piszemy do Państwa z Rzeszowa. Jesteśmy już bezsilni, od czerwca walczymy o to aby nasz syn mógł zostać zapisany
do klasy I jako 7-latek. W ubiegłym roku za znaczną sugestią przedszkola zapisaliśmy 6-letniego syna do I klasy
(w grudniu 2004 skończył 6 lat). W przedszkolu zaznaczano, że jego rozwój jest na odpowiednim poziomie, że
sobie poradzi.
Zapisaliśmy go do I klasy w szkole w Rzeszowie. Był jedynym 6-latkiem w klasie, wszystkie 26 dzieci miało 7 lat i
do tego wszystkie się znały, bo przyszły z 3 przedszkoli. Stanowiły więc zwarte grupy, on jedyny był sam (nie wiemy
dlaczego nikt nie kontrolował zapisywania dzieci).
Pobyt syna w tej klasie od początku wiązał się z wieloma przykrościami i trudnościami o których NIGDY nie byliśmy
informowani przez Wychowawcę. Byliśmy na każdym zebraniu rodziców. Kiedy pytaliśmy o dziecko, nigdy nikt o
żadnych trudnościach nas nie informował.
Kiedy dowiedzieliśmy się o takiej strukturze klasy od razu prosiliśmy Wychowawcę o uwagę i integrację syna z
dziećmi. Nie wiemy jak to "robiono". Wiemy natomiast że nasz syn przez cały rok siedział sam przy komputerze na
lekcji informatyki, podczas gdy wszyscy siedzieli w parach. Pytał nas dlaczego tak jest, byliśmy u Pani z informatyki,
prosiliśmy o reakcję.
Wielokrotnie zdarzało się, że gdy przychodziliśmy po niego do świetlicy siedział sam, płakał. Panie stały i
rozmawiały ze sobą, on płakał, a do mnie powiedziały gdy zapytałam gdzie jest syn: "siedzi pod ścianą i płacze".
Innym razem usłyszałam od Pani że dziecko nie radzi sobie ze złośliwością kolegów i koleżanek i zamiast coś robić,
skarży na nich do niej (do Pani): "Dziś dzieci są brutalne i bezczelne, trzeba go tak wychowywać, bo wyraźnie
sobie nie radzi" usłyszałam od Pani ze świetlicy.
O tym, jak trudno mu było mówić o wszystkich przykrościach przekonaliśmy się później. Myślę że jego wiek i
ambicja nie pozwalały mu na większą wylewność i podzielenie się tymi trudnościami. Myślę też że on odbierał to jako
swoją porażkę i nie chciał o tym mówić.
W maju syn dostał silnego ataku lęku, jeśli tak to można nazwać, płakał, miał gorączkę, trząsł się. Mówił że za
chwilę tu (do domu) przyjedzie policja i zabierze nas (mnie i męża) a jego da do "poprawiacza" (poprawczaka chyba),
bo tak powiedział mu kolega z klasy, powiedział też że utnie mu łeb. Od razu zadzwoniłam do Pani wychowawczyni,
przedstawiałam sprawę, prosiłam o pomoc, o obserwację dzieci, (bo może mój syn jest zaczepny, przecież nie ma mnie
w szkole i nie widzę tego), prosiłam o rozmowę. Pani umówiła się ze mną, ale gdy przyszłam do szkoły, jej nie było.
Zadzwoniłam, powiedziała, że już jest w domu, a te sprzeczki to zwykłe koleżeńskie. Sama jestem pedagogiem,
pracuję w szkole, na uczelni, interesuję się sprawami pedagogicznymi i wiem, że nie są rzeczy normalne.
W sprawie pomocy dla syna, mąż był również u Pani pedagog w tej szkole. Przedstawił sytuację i prosił o pomoc.
Z troski o syna, nie posłaliśmy go od tamtego czasu do szkoły. Na ostatnim Zebraniu Rodziców był mój mąż,
Wychowawczyni znając sytuację i widząc, że syna nie ma w szkole, nie zapytała co o niego i dlaczego nie chodzi do
szkoły, unikała wręcz kontaktu wzrokowego. Tak oto szkoła była przygotowana na przyjęcie 6-latka.
Nikt nie interesował się nim i jego potrzebami, trudnościami w relacji ze starszymi kolegami w klasie, kolegami,
którzy się znali. Zaniedbano jego rozwój społeczny i emocjonalny. Patrzono tylko na intelekt. A DZIECKO NIE JEST
PRZECIEŻ SAMYM INTELEKTEM!
Szanowni Państwo, jesteśmy przekonani, że ogromną pomocą dla naszego dziecka będzie umożliwienie mu
rozpoczęcie nauki ponownie. Szczególnie ważne będzie wejście w nową grupę dzieci, gdzie będzie miał możliwość
budowania relacji, a nie "wkupiania" się w relacje, które już są i szukania winy w sobie za te trudności (klasa druga w
strona 1 / 2
Ratuj Maluchy, sześciolatki do szkół, likwidacja zerówek, protest
Smutna historia pewnego 6-latka
innej szkole nie jest więc żadnym rozwiązaniem).
Chcemy zapisać syna do szkoły rejonowej. Z związku z tym byliśmy u Dyrektora szkoły do której chodził (w
Rzeszowie), Dyrektor powiedział że jest to niemożliwe, dał nam kartę przekazania ucznia, którą mamy zanieść do
nowej szkoły, a dyrektor nowej szkoły ma mu ją odesłać, wtedy zostaną przesłane arkusze ocen. Oczywiste jest, że
dyrektor nowej szkoły mając informację, że dziecko skończyło klasę pierwszą nie zapisze go ponownie. My też nie
chcemy narażać Dyrektora nowej szkoły na jakieś problemy. Nie wiemy kto może dać nam pozwolenie na to by
zapisać syna do klasy I, a Dyrektorowi na to by go do szkoły przyjął, (syn teraz jest na liście dzieci w tej szkole, bo jest
to szkoła rejonowa a on ma obowiązek szkolny, bo jest 7-latkiem). Byliśmy z tym kilka razy w Kuratorium Oświaty,
przedstawiliśmy całą sytuację. Prosiliśmy by ktoś zwrócił uwagę na to że nasz syna nie radzi sobie społecznie i
emocjonalnie, prosiliśmy o pomoc dla niego. Poinformowano nas, że jest to sprawa niecodzienna i niełatwa.
Szanowni Państwo, piszemy do Państwa, bo już zupełnie nie wiemy co możemy jeszcze zrobić, żeby pomóc
naszemu dziecku. Nikt nie chce nam pomóc. Gdzie tu mówić o dobru dziecka, że jest najważniejsze, że się liczy.
Jesteśmy zrozpaczeni. Od końca roku szkolnego sprawa się ciągnie i nic, żadnej pomocy. Byliśmy z synem u
psychologa. Wiemy, że ma trudności w relacjach z dziećmi, szczególnie wtedy, gdy doświadcza przemocy ze strony
innych, nie potrafi "rozpychać się", nie umie walczyć o swoje. Tym bardziej jest to trudne gdy dzieci są starsze.
Wiemy, że potrzeba mu to wszystko na bieżąco tłumaczyć, widzimy tu swoją pracę. Dodatkowo martwi nas fakt że
pozostanie syna w klasie ze starszymi dziećmi będzie pogłębiać te trudności w przyszłości.
Proszę Państwa, bardzo prosimy o pomoc w tym aby nasz syn mógł pójść do klasy I raz jeszcze, aby dać mu
szanse. Jest już prawie wrzesień, a my nie wiemy co robić, nie wiemy czy Dyrektor nowej szkoły go przyjmie.
Nie chcemy też przed nim czegoś ukrywać, bo nie tak należy budować relacje z ludźmi. Będziemy bardzo wdzięczni za
zainteresowanie się sytuacją naszego dziecka.
Rodzice
ps. prosimy o nieujawnianie danych osobowych
-------------Akcję Ratuj Maluchy prowadzi Fundacja Rzecznik Praw Rodziców
KRS 0000347294 Możemy działać tylko dzięki Twojemu wsparciu! 28 2490 0005 0000 4500 2748
0168 Fundacja Rzecznik Praw Rodziców ul. Steinhausa 2/52, 02-747 Warszawa
Możliwe są też wpłaty on-line przez Dotpay
strona 2 / 2