Pobierz PDF - Tygodnik Ilustrowany

Komentarze

Transkrypt

Pobierz PDF - Tygodnik Ilustrowany
bezpłatny tygodnik
www.tygodnikilustrowany.pl
www.facebook.com/tygodnikilustrowanypl
TYGODNIK ILUSTROWANY NR 25/2015. 7 LIPCA 2015 R. NAKŁAD: 10.000 EGZ. REDAKTOR PROWADZĄCY: MAREK SZYPERSKI.
TEMAT NUMERU: JAK ZAPLANOWAĆ WAKACJE Z BIUREM PODRÓŻY?
We Love Cars
- Ciechanów 2015
Znajdź nas na
www.facebook.com/tygodnikilustrowanypl
Jest nas już ponad 1.300
Dziękujemy!
W rocznicę śmierci
„Puszczyka”
Bił się z Niemcami, Sowietami
i wysługującymi się im funkcjonariuszami UB, KBW, MO. Zginął
62. lata temu w powiecie mławskim. Padł w nierównym boju, bo
przeciwko jego ośmioosobowemu
oddziałowi komuniści rzucili 1,3
tys. ubeków, milicjantów i żołnierzy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. str. 5
Suchy weekend
Nawet 25 tys. mieszkańców Ciechanowa i okolic miało w miniony weekend problemy z dostępem do wody pitnej.
Susza sprawiła, że zapotrzebowanie na wodę z ciechanowskiej
stacji sięgało 600 m sześc. na
godz, podczas gdy możliwości
stacji to 400 m sześc.
Do tego doszła awaria jednego z 10 filtrów. W sieci spadło
ciśnienie. Pojawiły się apele
o oszczędzanie wody i nie podlewanie trawników, ogródków,
itp. Tam gdzie wody nie było –
pojawił się beczkowóz.
W Zakładzie Wodociągów i Kanalizacji zapewniają, że po zakończeniu modernizacji stacji
uzdatniania wody przy ul. Gostkowskiej – jej zdolność produkcyjna wyniesie 650 m sześc. na
godzinę. ZWiK planuje też budowę nowych ujęć.
•
Nowy dyrektor
o ciechanowskim
szpitalu
Czy ta sytuacja jest aż tak zła, że
szpital może przestać przyjmować pacjentów?
Nie, aż tak złej sytuacji nie ma
i ja nie chcę takiego zagrożenia
swoimi informacjami wprowadzać. Sytuacja jest trudna ze
względu na takie bieżące zarządzanie – szczególnie w kontaktach z dostawcami i bieżącym
regulowaniem płatności. str. 5
reklama
•
Prawie pół tysiąca aut różnych marek z całej Polski można było podziwiać
w niedzielę 5 lipca podczas drugiej edycji We Love Cars - Ciechanów 2015.
•
str. 16
•
RELACJA Z IMPREZY NA BRJTV.PL
Msz
•
więcej - str. 7
526. nr
Tygodnika
•
str. 7-10
2 | TEMAT NUMERU
7 lipca 2015 | www.tygodnikilustrowany.pl | TYGODNIK ILUSTROWANY
JAK ZAPLANOWAĆ WAKACJE
Z BIUREM PODRÓŻY?
Za nami pierwsze dni wakacji.
Wiele osób już dawno zaplanowało letni wypoczynek
i wykupiło wycieczki w biurach
podróży. Tym, którzy tego
jeszcze nie zrobili, a mają takie
plany podpowiadamy o czym
warto pamiętać decydując się
na wyjazd organizowany przez
biuro podróży. Sprawdzenie
legalności działania biura, jego
zabezpieczenia finansowego
oraz informacja o tym, gdzie
i jak składać reklamacje – to
podstawy bezpiecznego wyjazdu. Warto także zwrócić uwagę
na inne ważne kwestie.
WYBIERAMY BIURO
PODRÓŻY
Zanim zdecydujemy się na określone
biuro podróży powinniśmy sprawdzić,
czy działa ono legalnie. Jeśli tak jest,
będzie ono wpisane do Rejestru Organizatorów Turystyki i Pośredników
Turystycznych. Można go znaleźć na
stronie http://turystyka.gov.pl.
Aby firma uzyskała wpis do rejestru,
musi przede wszystkim zapewnić
klientom – na wypadek niewypłacalności – pokrycie kosztów powrotu
z imprezy turystycznej, a także zwrot
wpłat w przypadku jej niezrealizowania lub przerwania. Zabezpieczenie
finansowe może mieć formę umowy
gwarancji bankowej albo ubezpieczeniowej, umowy ubezpieczenia
na rzecz klientów lub w przypadku
imprez krajowych – wpłat na rachunek powierniczy. To właśnie z tego
zabezpieczenia pokrywane są koszty
powrotu turystów do kraju, a także
zwracane są pieniądze za skróconą
lub odwołaną wycieczkę.
Sprawdzając biuro podróży w rejestrze, warto zwrócić uwagę na zakres
terytorialny prowadzonej działalności, czyli kraje, do których biuro może
organizować wyjazdy, rodzaj transportu (czy wykorzystywane są loty
rejsowe lub czarterowe), a także ter-
Z POMOCĄ TURYSTOM
Fot. Marek Szyperski
Obecnie na Mazowszu do rejestru
organizatorów turystyki i pośredników turystycznych wpisanych jest
772 przedsiębiorców, w tym 87 organizatorów turystyki, 2 pośredników
turystycznych i 683 przedsiębiorców
wykonujących zadania zarówno organizatora turystyki, jak i pośrednika
turystycznego.
widłowości oraz określenie żądania,
w innym przypadku zostanie potraktowana jako zawiadomienie. Biuro
musi rozpatrzyć reklamację w ciągu
30 dni od jej złożenia, a jeśli reklamacja została złożona w trakcie wyjazdu, termin ten liczony jest od dnia
zakończenia wyjazdu. Jeśli nie uda
nam się porozumieć z biurem podróży, swoich praw możemy dochodzić
w sądzie.
A może lepiej i bezpieczniej wypocząć jednak w kraju? Na północnym Mazowszu mamy wiele propozycji atrakcyjnego spędzania urlopu nawet helleńską kulturę można podziwiać bez konieczności wyjazdu do Grecji - tak jak było to np. na ostatniej „Kupalnocce”
miny i wysokość przyjmowanych od
klientów przedpłat. Od tych czynników zależy wysokość zabezpieczenia
finansowego.
Od wysokości zabezpieczenia uzależnione są również terminy oraz kwoty
przedpłat pobieranych od klientów.
Są one określone w umowie. W tym
przypadku warto się ich trzymać i nie
wpłacać więcej niż przewiduje umowa. Jeśli zapłacimy więcej, w przypadku problemów biura możemy nie
otrzymać pełnego zwrotu poniesionych kosztów.
Jeśli zapłacimy za całą wycieczkę lub
wpłacimy co najmniej 10-procentową
zaliczkę, informację o zabezpieczeniu finansowym i sposobie ubiegania
się o wypłatę środków powinniśmy
otrzymać na piśmie od samego biura podróży. Zwróćmy uwagę na jego
datę ważności – roszczeń z tytułu
zabezpieczenia możemy dochodzić
w ciągu roku od ostatniego dnia obowiązywania zabezpieczenia.
ZANIM PODPISZEMY UMOWĘ
Przed zawarciem umowy organizator powinien poinformować nas
o obowiązujących przepisach paszportowych, wizowych i sanitarnych,
a także o możliwości zawarcia umowy
ubezpieczenia od kosztów rezygnacji
z wycieczki oraz o zakresie ubezpieczenia. Przed wyjazdem powinniśmy
otrzymać także dane osoby lub lokal-
nego przedstawiciela firmy, z którą
możemy się kontaktować w razie problemów już na miejscu.
Zanim podpiszemy umowę, sprawdźmy, czy zawiera ona takie dane jak:
nazwa i siedziba organizatora naszego
wyjazdu, numer NIP oraz wpisu do
Rejestru Organizatorów i Pośredników Turystycznych, a także miejsce
pobytu, termin wyjazdu i czas trwania pobytu, rodzaj transportu, godziny wyjazdu i planowanego powrotu,
rodzaj i kategorię hotelu, w którym
będziemy mieszkać, liczbę i rodzaj
posiłków, cenę imprezy oraz sposób
zapłaty i zakres ubezpieczenia.
Uważnie przeczytajmy całą umowę,
zwłaszcza to, co zapisane jest drobnym
drukiem. Sprawdźmy, czy zawiera ona
wszystko to, co ustaliliśmy z przedstawicielem biura podróży. Pamiętajmy, że
w umowie zapisane będą takie ważne
kwestie jak: zasady podwyższenia ceny,
sposób składania reklamacji, możliwości odwołania imprezy, dokonania
zmian w umowie, naliczania kosztów
rezygnacji, świadczeń zastępczych itp.
Warto się z nimi zapoznać. Uważnie
przeczytajmy także warunki ubezpieczenia NNW i KL, które biuro podróży
musi zapewnić klientom wyjeżdżającym za granicę.
KIEDY MOŻNA ZMIENIĆ CENĘ
Jeszcze jedna istotna wiadomość.
Cena ustalona w umowie nie może
zostać podwyższona, chyba że umowa
wyraźnie przewiduje taką możliwość,
a przedsiębiorca udowodni wzrost
kosztów transportu, podatków, opłat
urzędowych, kursów walut lub opłat
należnych za usługi lotniskowe, załadunkowe bądź przeładunkowe w portach morskich i lotniczych. Jednak
w ciągu 20 dni przed datą wyjazdu
cena ustalona w umowie nie może już
ulec zmianie, nawet z wcześniej wymienionych powodów.
Pamiętajmy, że nie musimy zgodzić
się na zmianę umowy, gdy biuro podróży przed wyjazdem, z przyczyn od
siebie niezależnych, zmienia istotne
warunki umowy – hotel, cenę czy
termin wyjazdu. W takim przypadku
możemy odstąpić od umowy i przysługuje nam natychmiastowy zwrot
wszystkich wpłaconych już pieniędzy.
GDY NA MIEJSCU NIE WSZYSTKO
SIĘ ZGADZA
Jeżeli podczas pobytu zauważymy,
że nie wszystkie warunki określone w umowie są spełniane, możemy
jeszcze w trakcie wyjazdu składać
reklamacje u osoby reprezentującej
organizatora, np. u pilota wycieczek.
Reklamację można złożyć także po
powrocie z imprezy, u organizatora
wyjazdu, jednak nie później niż 30
dni od zakończenia imprezy. Reklamacja powinna zawierać opis niepra-
Jeżeli biuro, z którym wyjechaliśmy
na wakacje, ogłosi niewypłacalność,
beneficjentem posiadanego przez
nie zabezpieczenia finansowego jest
marszałek województwa, na terenie
którego biuro jest zarejestrowane.
Marszałek, w porozumieniu z polskim placówkami dyplomatycznymi
i ubezpieczycielem, organizuje powrót turystów do kraju oraz informuje o procedurze składania roszczeń
przez poszkodowanych klientów. Co
ważne, marszałek dysponuje środkami jedynie do wysokości sumy
gwarancji lub ubezpieczenia. Należy
pamiętać, że w razie nagle organizowanych powrotów powinniśmy pozostawać w stałym kontakcie z rezydentem bądź pilotem, nie oddalać się
od grupy i mieć możliwość kontaktowania się z pracownikami konsulatów
i ambasad.
O CZYM JESZCZE WARTO
PAMIĘTAĆ?
Przede wszystkim o zabraniu ze sobą
ważnych numerów telefonów do:
ambasady Rzeczypospolitej Polskiej
(wykaz na stronie www.msz.gov.pl);
konsulatu (wykaz na stronie www.
msz.gov.pl) oraz urzędu marszałkowskiego województwa, na terenie którego zrejestrowane jest biuro podróży.
Przed wyjazdem warto także sprawdzić, czy Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie wydało komunikatów
o zagrożeniach występujących na terenie, na który wyjeżdżamy. A także
zapoznać się z zagrożeniami epidemiologicznymi występującymi w rejonie planowanego pobytu. Informacje te można znaleźć na stronie www.
gis.gov.pl.
Biuro Prasowe
Urzędu Marszałkowskiego
Województwa Mazowieckiego
TEMAT NUMERU | 3
TYGODNIK ILUSTROWANY | www.tygodnikilustrowany.pl | 7 lipca 2015
Płońsk
Mława
Pierwszy wiadukt
dla kierowców
Czyściej, cieplej i bez
brzydkich zapachów
Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej - oraz pracowników spółki
i współpracowników – powiedział
w trakcie otwarcia burmistrz Płońska Andrzej Pietrasik.
To pierwsza w Polsce taka przebudowa. Unikalność rozwiązania
Fot. plonsk.pl
Biogazownia w Płońsku
oficjalnie otwarta. Projekt pod
nazwą: „Przebudowa gospodarki osadowej na Oczyszczalni Ścieków w Poświętnem, gm.
Płońsk” kosztował netto 4,3
mln zł.
Wstęgę przecina burmistrz Andrzej Pietrasik
- Biogazownia powstała na podstawie autorskiego projektu inżyniera
Dariusza Matuszewskiego - prezesa
polega na tym, że wyeliminowano
konieczność kosztownej budowy
nowych basenów ściekowych. Wy-
Dobra wiadomość dla mławian,
ale chyba nie tylko. Od 1 lipca
można jeździć przez kolejowy
wiadukt łączący ulice Turystyczną i Działdowską.
korzystano istniejące zbiorniki osadowe, które przykryto specjalną kopułą, pod która gromadzi się biogaz
i następnie jest odprowadzany do
zbiorników. Uzupełnieniem instalacji jest kotłownia na biogaz.
Powstający nadmiar ciepła jest wykorzystywany do ogrzewania obiektów administracyjnych, warsztatowych i laboratorium związanych
z Oczyszczalnią Ścieków oraz Hali
Segregacji Odpadów wchodzącej
w skład Regionalnej Instalacji Przerobu Odpadów Komunalnych.
Walorem inwestycji jest znaczne
ograniczenie odorów naturalnie powstających w oczyszczalniach ścieków.
Źródła dofinansowania: 70 proc.
z preferencyjnej pożyczki udzielonej przez Wojewódzki Fundusz
Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Warszawie oraz w 30
proc. ze środków własnych PGK
w Płońsku.
Kierowcy na ten moment oczekiwali
od dawna. 1 lipca ekipa pracowników
PKP z LCS Działdowo usunęła blokady dróg dojazdowych do wiaduktu
i odsłoniła znaki drogowe stojące po
obu jego stronach. W ten sposób nastą-
piło otwarcie pierwszego z trzech wiaduktów budowanych przez PKP PLK
w ramach modernizacji linii kolejowej
E-65 Warszawa – Gdynia w granicach
Mławy.
- Pozostałe dwa wiadukty leżą w obszarze
LCS Ciechanów. Na razie PKP PLK nie
podaje informacji na temat konkretnych
terminów oddania tych obiektów do
użytku – informuje rzeczniczka Urzędu
Miasta w Mławie Magdalena Grzywacz.
reklama
Red/plonsk.pl
Powiat przasnyski
Arsenał prywatny. Nielegalny
Broń i amunicję – bez wymaganego zezwolenia posiadał
29-letni mieszkaniec powiatu
przasnyskiego zatrzymany przez
policjantów z Jednorożca. Teraz
grozi mu od pół roku do ośmiu
lat więzienia.
złożenia broni palnej (zamki, lufy i spusty) - informuje oficer prasowy KPP
Przasnysz st.asp. Ewa Śniadowska.- 29latek został zatrzymany w policyjnym
areszcie do wyjaśnienia. Znaleziona
broń zostanie przesłana do analizy, celem ustalenia czy nie została użyta do
przestępstwa.
Red
reklama
Fot. KPP Przasnysz
Najpierw był sygnał na posterunek
w Jednorożcu. Potem rewizja w domu
i pomieszczeniach gospodarczych delikwenta, której efektem było znalezienie
broni i amunicji.
Łącznie funkcjonariusze ujawnili: jedną sztukę broni samodziałowej ze składaną rękojeścią, 20 sztuk amunicji myśliwskiej i wojskowej, około 2,5 grama
prochu strzelniczego oraz elementy do
Mława
Mławscy policjanci ustalają przyczyny pożaru, który
zniszczył trzy samochody
osobowe. Do zdarzenia doszło
pod koniec czerwca na niestrzeżonym parkingu, w pobliżu jednego z bloków przy ul.
Sienkiewicza w Mławie.
Fot. KPP Mława
Płoną auta
- Mieszkańcy bloku zauważyli pożar o godz. 4.30 rano i powiadomili służby ratunkowe. Jak wynika ze
wstępnych ustaleń, ogień pojawił się
w samochodzie marki volvo, prawdopodobnie pod maską auta. Następnie
przeniósł się na dwa zaparkowane
w pobliżu samochody - ford focus
i honda civic. W wyniku pożaru straty
poniosło dwoje mieszkańców Mławy
oraz podwarszawska firma, do której
należało volvo. Trwa ustalanie przyczyn pożaru – informuje rzeczniczka
mławskiej asp. Anna Gorczewska
Red
Zużycie paliwa oraz emisja CO2: Ford Fiesta MCA 1.25 Duratec 60 KM; 5,2 l/100 km, 122 g/km
(zgodnie z rozporządzeniem WE 715/2007 z późniejszymi zmianami w WE 692/2008,
cykl mieszany). Na zdjęciu samochód z wyposażeniem opcjonalnym. Oferta detaliczna ograniczona w czasie i ilości.
* Dla Forda Fiesta Ambiente z pakietem Silver X 1.25 Duratec, 60 KM w promocyjnej cenie
39 900 zł, okres kredytowania 48 miesięcy, oprocentowanie 6,25%, wpłata własna 9 975 zł, miesięczna rata 330,76 zł brutto
(47 rat oraz ostatnia 48-a rata równa gwarantowanej kwocie odkupu samochodu przez Dealera – 20 746 zł, przy rocznym przebiegu
samochodu 20 000 km), całkowita kwota kredytu 29 925 zł. Całkowita kwota do zapłaty 38 794,07 zł i RRSO 9,30% zawierają
szacunkowy koszt ubezpieczenia AC. Wyliczenia stanowią przykład reprezentatywny i obowiązują dla konsumentów.
Budmat Auto 2 Sp. z o.o., ul. Sońska 2, 06-400 Ciechanów
tel. 23 674 81 00 www.budmatauto.pl
Red
4 | W REGIONIE
7 lipca 2015 | www.tygodnikilustrowany.pl | TYGODNIK ILUSTROWANY
W rocznicę śmierci „Puszczyka”
Bił się z Niemcami, Sowietami i wysługującymi się
im funkcjonariuszami UB,
KBW, MO. Zginął 62. lata
temu w powiecie mławskim.
Padł w nierównym boju, bo
przeciwko jego ośmioosobowemu oddziałowi komuniści rzucili 1,3 tys. ubeków,
milicjantów i żołnierzy
Korpusu Bezpieczeństwa
Wewnętrznego.
Ppor. Wacław Grabowski, ps.
Puszczyk, bo o nim mowa, i jego
żołnierze zginęli 5 lipca 1953 r. zadenuncjowani przez zdrajcę,
który za swój haniebny czyn otrzymał 5 tys. zł. Ukrywali się w gospodarstwie na tzw. kolonii wsi
Niedziałki w powiecie mławskim.
W ostatnią niedzielę (5 lipca) przy
pomniku upamiętniającym ich
bohaterską śmierć odbyły się okolicznościowe uroczystości, była
m.in. msza św., złożenie kwiatów
i koncert pieśni patriotycznych.
Miejsca pochówku partyzantów
szuka ekipa z Instytutu Pamięci
Narodowej kierowana przez prof.
Krzysztofa Szwagrzyka.
Red
Publikujemy fragment pracy Kazimierza Krajewskiego i Tomasza
Łabuszewskiego z Instytutu Pamięci Narodowej pt. „Wacław Grabowski Puszczyk” - mówiący o ostatniej
walce Mariana Grabowskiego i jego
podkomendnych.
O G ŁOSZ E N I E
- „Jednostki uczestniczące w operacji zostały ustawione w kilku liniach,
tak by partyzanci nawet w przypadku przedarcia się przez pierwszą
tyralierę obławy, nie zdołali się wymknąć „z kotła”. Wartę pełnił wówczas Henryk Barwiński „August”
i to on pierwszy zaalarmował oddział. „Puszczyk” zarządził zajęcie
stanowisk i przygotowanie się do
walki na wypadek, gdyby obława
ogarnęła także partyzancką kwaterę. Nie znał rozmiarów operacji i nie
wiedział jeszcze, że jest dokładnie
zlokalizowany. Wojciech Jeziorski
zapamiętał, iż z treści wydawanych
przez partyzanckiego dowódcę
rozkazów wynika, że zamierzał on
ostrzelać grupę podchodzącą do
gospodarstwa i błyskawicznie oderwać się od przeciwnika. Jednak
gdy – jak wspomina Jeziorski – „dochodziła godzina 16.00, kiedy jak za
pociągnięciem różdżki czarodziejskiej, zboża zafalowały na całym
przedpolu, ale zamiast kłosów żyta
ukazały się obserwującemu żołnierskie hełmy. Była ich masa wokół
zabudowań i ta masa hełmów szła
ze wszystkich stron w stronę naszej
kwatery, a więc byliśmy otoczeni.
Wtedy «Puszczyk» zrozumiał, że
ich godzina wybiła. [...] Mają dwa
wyjścia, poddać się lub śmierć.
Ponieważ już dawno zespołowo
wybrali drugą alternatywę, wobec
tego – W Imię Ojca i Syna i Ducha –
niech się dzieje wola Pana. Tyraliery
zbli- żały się, a z gardeł atakujących
dobiegło wezwanie – poddajcie się,
jesteście otoczeni! Na to diktum
«Puszczyk» krzyknął w stronę swoich kolegów – chłopcy, podpuszczać
blisko! Ognia! Strzelać celnie, nie
marnować naboi; – sam skokami
dotarł pod najbliższe wielkie drzewa, lipę i jesion, i stamtąd rozpoczął
krótkimi seriami z empi ostrzeliwać
idących od strony wschodniej żołnierzy. W odezwie strona atakująca
przykryła ich zmasowanym ogniem
ze wszystkich stron. Dziwne, że się
nawzajem, w tej pierwszej fazie wymiany ognia, nie wystrzelali”. Pomimo wezwań do złożenia broni,
żaden z żołnierzy „Puszczyka” nie
podniósł rąk do góry. Pomimo tak
wielkiej dysproporcji sił partyzanci
podjęli obronę, a nawet próbę przebicia, podczas której wszyscy padli
w krzyżowym ogniu broni maszynowej. Zginęli: Antoni Tomczak
„Malutki”, Henryk Barwiński „August”, Kazimierz Żmijewski „Jan”,
216 Feliks Gutkowski „Gutek”,
Piotr Grzybowski „Jastrząb” i Lucjan Krępski „Rekin”. Ostatni poległ ppor. „Puszczyk”, który mimo
dwukrotnego zranienia zdołał przedrzeć się kilkaset metrów, aż do
drogi Kęczewo–Sarnowo. Ranny,
ostrzeliwał się do końca. Wezwany
przez funkcjonariuszy UB do poddania się, miał odkrzyknąć komunistom – „Oficer Wojska Polskiego
nie poddaje się wrogom Polski”. Po
wystrzelaniu amunicji do MP rzucił jeszcze w stronę nacierających
dwa granaty i kilkakrotnie strzelił
z pistoletu, po czym ostatni nabój
przeznaczył dla siebie. Walka trwała około godziny – o 17.00 ucichły
strzały. Ciężko rannych, konających
„Augusta” i „Janka” ubowcy zabrali
do szpitala w Mławie, gdzie zmarli
na stole operacyjnym.
•
Całość publikacji na:
http://www.prezydent.pl/
download/gfx/prezydent/pl/
defaultopisy/4678/1/1/208-217.pdf
SPOŁECZEŃSTWO | 5
TYGODNIK ILUSTROWANY | www.tygodnikilustrowany.pl | 7 lipca 2015
Nie będzie: zamknięcia szpitala, zwolnień, podwyżek
pełniącym obowiązki dyrektora Specjalistycznego Szpitala
Wojewódzkiego w Ciechanowie
Podjął już Pan pierwsze decyzje
jako dyrektor Szpitala?
Kierunkowych, strategicznych
jeszcze nie. Tylko takie wynikające po prostu z bieżącego funkcjonowania szpitala. Dopiero drugi
dzień jestem na tym stanowisku.
na takie bieżące zarządzanie –
szczególnie w kontaktach z dostawcami i bieżącym regulowaniem płatności.
Będzie Pan współpracował z dotychczasowymi zastępcami?
Tak. Wygląda na to, że nie będzie
tu żadnych zmian.
Rozmowa z Tadeuszem Bochnią,
No właśnie: czy może np. zabraknąć leków?
Nie, takiej sytuacji nie było
w szpitalu, i nie przewidujemy by
była. Prowadzimy rozmowy z do-
Fot. Marek Szyperski
Marek Szyperski. Dlaczego podjął się Pan tego, nie da się ukryć,
bardzo trudnego zadania jakim
jest kierowanie Specjalistycznym Szpitalem Wojewódzkim
w Ciechanowie?
Tadeusz Bochnia. Dwie prozaiczne sprawy o tym zdecydowały. Po pierwsze, jak zapewne pan
redaktor wie – straciłem pracę.
Tadeusz Bochnia, p.o. dyrektora Specjalistycznego Szpitala Wojewódzkiego
w Ciechanowie
Pracowałem do 2 czerwca w Towarzystwie Budownictwa Społecznego w Ciechanowie. Zostałem bez pracy, więc propozycja
którą otrzymałem wydawała się
z tego punktu widzenia atrakcyjna. Natomiast sam fakt zatrudnienia jako pełniącego obowiązki
dyrektora Szpitala Wojewódzkiego wiąże się z pewnymi działaniami i oczekiwaniami jakie władze
województwa
mazowieckiego
stawiają przede mną. Sytuacja
szpitala pod względem finansowym jest – delikatnie mówiąc –
bardzo trudna. Praktycznie brak
płynności finansowej szpitala
powoduje problemy w bieżącym,
prawidłowym funkcjonowaniu
placówki, choć oczywiście podstawowa funkcja leczenia i pomocy ludziom jest wykonywana
na bieżąco i bez zakłóceń. Moim
zadaniem będzie tę sytuację poprawić.
Czy ta sytuacja jest aż tak zła, że
szpital może przestać przyjmować pacjentów?
Nie, aż tak złej sytuacji nie ma i ja
nie chcę takiego zagrożenia swoimi informacjami wprowadzać.
Sytuacja jest trudna ze względu
stawcami, umawiamy się na rozłożenie płatności na dogodnych
warunkach, jakie szpital w tej
sytuacji może zaoferować. Takiego zagrożenia nie ma. Kontrakt
podpisany na bieżący rok z Narodowym Funduszem Zdrowia
pozwala na bieżąco realizować te
podstawowe zadania w zakresie
usług medycznych i tutaj ja nie
widzę problemów. Natomiast rolą
dyrekcji szpitala jest spróbować tę
trudną sytuację finansową łagodzić, przygotować program, który
pozwoli rozwiązać problemy.
A problemy z personelem: z pielęgniarkami, z lekarzami?
Jeśli chodzi o spór zbiorowy
z pielęgniarkami – trwają rozmowy, to nie jest temat zamknięty.
Mogę powiedzieć jedno: oczekiwania finansowe, które są zgłaszane – ze względu na sytuację
finansową szpitala na pewno nie
będą mogły być spełnione, bo
to jeszcze bardziej pogorszyłoby
sytuację. Oczywiście: możemy
rozmawiać. Ja do rozmów jestem
otwarty i gotowy, spróbujemy
znaleźć jakiś kompromis i rozwiązać ten spór zbiorowy.
Powtórzę: rolą dyrekcji jest
przygotowanie programu, który
pozwoli poprawić złą sytuację finansową szpitala.
Lekarze też mają żądania finansowe.
Nie demonizowałbym tej sprawy.
Ale chodzi o sporą kwotę.
Tak, to sprawa niedużej grupy
lekarzy, którzy mają takie roszczenia i te sprawy trwają, dlatego dziś nie chcę mówić jakie to
mogą być konsekwencje finansowe. Sprawy są w sądzie.
Jaki czas dał Panu marszałek województwa na uporządkowanie
sytuacji finansowej szpitala?
Nie mam terminowego określenia
do jakiego poziomu ta sytuacja finansowa będzie zadowalająca dla
władz województwa, natomiast
jest to na pewno dla mnie wyzwanie żeby zmniejszyć stratę bieżącą szpitala w roku, bo w ostatnich latach ta strata przyrastała
i poprawić płynność finansową.
Oczywiście tej sytuacji się nie poprawi w rok, nie ma takiej możliwości. Jesteśmy przede wszystkim ograniczeni kontraktem
z Narodowym Funduszem Zdrowia i musimy się dostosować do
tych wielkości przychodów, które
mamy w kontrakcie zapisane.
Jak duże jest obecnie zadłużenie
szpitala?
Zobowiązania wymagalne - to
jest ok. 30 mln zł. Staramy się
z dostawcami, bo to nich przede
wszystkim chodzi, podpisywać
uzgodnienia, rozkładać na raty.
Tak by w sposób łagodny regulować te płatności.
Kiedy przedstawi Pan swój program działań naprawczych?
Obowiązuje program restrukturyzacji szpitala i myślę, że będzie
on wymagał zmiany i rozszerzenia
na kolejne lata, bo on obowiązuje
do końca 2015 r. To jest zadanie,
które z Urzędem Marszałkowskim będę wkrótce konsultował.
Ewentualne zwolnienia?
Nie zakładam zwolnień. Choć
oczywiście mogą być zmiany
kadrowe wynikające np. z przechodzenia na emeryturę. Na tym
etapie nie mogę mówić o innych
ruchach niż te naturalne.
A jak Pan skomentuje takie opinie, pojawiające się po Pańskiej
nominacji, że nie zna się Pan na
zarządzaniu szpitalem?
Ja co prawda nie pracowałem w służreklama
reklama
reklama
bie zdrowia, natomiast Marszałek
Województwa wskazywał mi cele,
na których myślę, że się znam. Cele
związane z poprawą sytuacji ekonomicznej szpitala. I to można zrobić
nawet nie pracując wcześniej w służbie zdrowia. W dużej grupie szpitali
dyrektorami nie są lekarze i w wielu
przypadkach to może lepiej.
Dziękuję za rozmowę.
•
Czekamy w redakcji na pytania od Czytelników, które
w Państwa imieniu zadamy Dyrektorowi ciechanowskiego
Szpitala. Adres: [email protected]
6 | OPINIE
7 lipca 2015 | www.tygodnikilustrowany.pl | TYGODNIK ILUSTROWANY
LENISTWO
NIECHAJ TRWA...
Z racji moich związków ze szkolnictwem, co roku w porze
letniej wysłuchuję od znajomych, jak to mi dobrze i ileż to
mam teraz czasu wolnego dla siebie. Ponieważ dość już
mam tłumaczenia, że moja sytuacja jest zupełnie inna niż
reszty tzw. ciała pedagogicznego i okres wakacji jest dla
mnie niemal tak samo „twórczy”, jak reszta roku – niech
im już będzie – jak chcą, jak lubią i jak się przyzwyczaili –
Tak! Mam wakacje i – a jakże – byczę się!...
Ktoś podobny do mnie skonkludował nawet, że w zawodzie
nauczycielskim trzymają go
dwie rzeczy – pierwsza to lipiec, a druga – sierpień.
Lenistwo – to w definicji ogólO G ŁOSZ E N I E
nej „apatyczny stan ducha,
powodujący zaniechanie jakiegoś wymaganego działania
lub działań i przedłużający
czasu wypoczynku pasywnego
ponad uznane w danej chwili
i dziedzinie normy”. Ale co mi
tam „normy”?!... Są podobno
względne i przecież zbudowane jedynie na statystyce, opisującej zaledwie pewien stereotyp. Bardziej trafia do mnie
definicja filozoficzna, podająca
lenistwo jako „pogodę ducha,
uspokojenie duszy i myśli”.
A przecież w życiu doczesnym – by zasłużyć na wieczne – dusza jest najważniejsza,
a myśli na ziemskiej drodze
mają ponoć ją kształtować.
Owszem – może ono (lenistwo) prowadzić do ubóstwa
i jest jako tzw.acedia, zaliczane
przez Kościół do siedmiu grze-
chów głównych, bo przecie
krytykowane w Piśmie Świętym (List do Hebrajczyków,
Ewangelia Św. Mateusza, Księga Koheleta i Księga Przysłów).
Nawet ze społecznego punktu
widzenia indywidualne lenistwo może mieć jednak swoje
pozytywne strony. Bertrand
Russell twierdził w Pochwale lenistwa (1932), że gdyby wszyscy ludzie byli leniwi
i nieskorzy do działania, to na
świecie byłoby mniej konfliktów i wojen, ponieważ nikomu nie chciałoby się walczyć.
Twierdził także, że ludzie pracują zawodowo za dużo i nie
mają w związku z tym czasu
na rozwój swoich pozazawodowych talentów, pogłębianie
zainteresowań i przez to nie są
szczęśliwi.
Leniąc się tłumię zatem agresję,
mając tym sposobem – drobny
acz potrzebny – wkład w pokój
na Ziemi, jestem bardziej dostępny dla przyjaciół i rodziny, mogę nieść szczęście i być
szczęśliwszy, a przez to odporniejszy na choroby i bardziej
żywotny w przyszłości (jako
lepiej zakonserwowany...). Zapobiegam też przy okazji groźnej chorobie społecznej, zwanej pracoholizmem.
Zresztą – człowiek z natury leniwy, starając się czynić swoje
życie wygodniejszym, dążył
do jego racjonalizacji, wcielając w czyn różne wynalazki
– zatem bez lenistwa nie byłoby postępu. A wszakże tylko
człowiek, który może wyrwać
się z owczego pędu, zatrzymać i wyciszyć – ma szansę
odkryć i wnieść coś nowego.
Oskar Wilde mawiał – nigdy
nie odkładam na jutro tego, co
mogę zrobić pojutrze...
Wszyscy powszechnie wiemy,
że czas to pieniądz, a przecież
chcemy mieć pieniędzy jak
najwięcej... Johann Wolfgang
Goethe pytał – Co skraca mi
czas? - Działanie! Co wydłuża
go niemiłosiernie? – Bezczynność! Goethe tym sposobem
złamał być może tajemnicę
kamienia filozoficznego. Lenistwo – jak wynika – pomnaża-
Tomasz Ulatowski
Tomasz Janusz Ulatowski – inżynier,
ekonomista, zwolennik „austriackiej
szkoły ekonomii”, bezpartyjny wolnościowiec, niezależny publicysta i bloger
− współpracował z prasą ogólnopolską
i lokalną północnego Mazowsza, obecnie publikuje m.in. na portalach: prokapitalizm.pl, prawica.net, neon24.pl,
prowadzi własną stronę autorską: e-ulatowski.pl, jest szefem Ciechanowskiego
Klubu Tygodnika „Najwyższy Czas!”,
koordynatorem klubu austriackiej szkoły ekonomii przy Instytucie Ludwiga
von Misesa.
jąc czas, przyczynia się zarazem do mnożenia pieniędzy...
Henry David Thoreau o czasie pisał następująco; Czas to
jedynie strumień, w którym
łowię ryby. Czerpię z niego,
lecz pijąc, dostrzegam piaszczyste dno. Płytka woda toczy
się leniwym nurtem, wieczność jednak nie przemija. Napiłbym się, czerpiąc głębiej,
łowiłbym ryby w niebiosach,
których dno usiano gwiazdami. Nie potrafię zliczyć do
jednego. Nie znam pierwszej
litery alfabetu. Zawsze żałuję,
że nie jestem tak mądry, jak
w dzień narodzin. Intelekt to
topór – wie, jak wyrąbać sobie
drogę do tajemnic poznania.
Zaś Agata Christie – mądra
baba – zauważyła w „Zatrutym
piórze”, że: Większość naszych
wielkich wynalazków i genialnych osiągnięć zawdzięczamy
lenistwu, czy to narzuconemu,
czy dobrowolnemu. Umysł
nasz lubi być karmiony, jak łyżeczką, pomysłami innych ludzi, jeśli się go jednak pozbawi
tej pożywki zaczyna, zrazu niechętnie, myśleć samodzielnie,
a tego rodzaju myślenie, proszę pamiętać, jest myśleniem
oryginalnym i może przynieść
bardzo cenne rezultaty.
Tak więc – jak już tam chcecie – moje wakacje trwają,
a ja „bycząc” się z nadmiaru
czasu – dojrzewam dla świata
do wielkości... Przynajmniej
w odróżnieniu od Was – nie
udaję, że pracuję...
Tomasz J. Ulatowski
EXTRA WYDARZENIA | 7
TYGODNIK ILUSTROWANY | www.tygodnikilustrowany.pl | 7 lipca 2015
EXTRA CIECHANÓW | Tygodnik
nr 526 | rok XII | 7 LIPCA 2015 | nakład 10 000 egz. | ISSN: 1733-5124
Były zarzuty – jest
akt oskarżenia
Stanisław K. - były komendant wojewódzki Milicji
Obywatelskiej w Ciechanowie został oskarżony
o popełnienie 25 komunistycznych zbrodni przeciwko ludzkości.
30 czerwca akt oskarżenia został skierowany do sądu. - Aktem oskarżenia zarzucono
Stanisławowi Fryderykowi K.
popełnienie 25 komunistycznych zbrodni przeciwko ludzkości, polegających na przekroczeniu uprawnień poprzez
bezprawne internowanie działaczy opozycyjnych w okresie od
12.12.1981 r. do 14.05.1982 r.
w Ciechanowie, na mocy decyzji o internowaniach, wydanych
na podstawie art. 42 nieobo-
wiązującego dekretu o ochronie
bezpieczeństwa Państwa i porządku publicznego, co było poważnym prześladowaniem tych
pokrzywdzonych z powodów
politycznych, czym działał na
szkodę osób represjonowanych
– informuje prokurator Janusz
Romańczuk, Naczelnik Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni
przeciwko Narodowi Polskiemu
w Białymstoku. - Oskarżony
Stanisław Fryderyk K. nie przyznał się do popełnienia zarzuconych mu czynów. Wyjaśnił, że
w jego ocenie działał zgodnie
z obowiązującymi przepisami.
Stanisław K. liczy obecnie 77
lat, nie był dotychczas karany
sądownie.
MSz
Z katalogów Instytutu
Pamięci Narodowej
Sylwetki kilku działaczy „S”
ówczesnego województwa ciechanowskiego internowanych
po wprowadzeniu stanu wojennego.
Mieczysław Węglewicz,
Ciechanów
- Internowany od 21.12.1981 do
22.06.1982 w ramach akcji „Jodła”
na wniosek Wydziału III KWMO
w Ciechanowie jako działacz NSZZ
„Solidarność”. Osadzony najpierw
w Zakładzie Karnym w Iławie, od
15.06.1982 w Kwidzynie.
Sławomir Latek, Pułtusk
- Zatrzymany 11.05.1982 na 48
godzin jako podejrzany o próbę
zorganizowania 13.05.1982 w Fabryce Sprzętu Oświetleniowego
i Urządzeń Technologicznych „Polam” w Pułtusku strajku protestacyjnego przeciwko wprowadzeniu
stanu wojennego. Pod formalnym
zarzutem „nawoływania do niepo-
ponieważ 4 tomy zostały zniszczone
25.01.1990 (protokół brakowania
nr 01/90).
Po wprowadzeniu stanu wojennego
miał być internowany z racji podejrzenia, że „może” kolportować bezdebitowe publikacje i zorganizować
grupę, „która dopuści się czynnej
napaści na funkcjonariuszy publicznych albo znieważenia organu
państwowego lub organizacji politycznej”. Zatrzymany w Warszawie
29.01.1982 po ogłoszeniu „poszukiwań ogólnokrajowych, nadzwyczajnych”. Osadzony 2.02.1982 w Iławie,
potem w Kwidzynie. Zwolniony
z internowania 15.06.1982.
kojów społecznych” internowany
od 14.05.1982 na wniosek Wydz.
V KWMO w Ciechanowie decyzją
Komendanta Wojewódzkiego MO
i przewieziony do Ośrodka Odosobnienia w Kwidzynie. W trakcie internowania nie zgodził się na podpisanie deklaracji lojalności. Zwolniony
23.07.1982.
Stanisław Adamczyk,
Ciechanów
- Poddany inwigilacji poprzez SOS
krypt. „Rzemieślnik” z powodu
kontaktów z przedstawicielami opozycji w Warszawie, kolportowania
w Ciechanowie i gminie Grudusk
publikacji bezdebitowych oraz zaangażowania w tworzenie i działalność
NSZZ RI „Solidarność”, a potem
NSZZR „Solidarność Wiejska”. SOS
został przekształcony 9.05.1983
na KE, a następnie 16.09.1983 na
SOR. Wedle zapisu z dziennika archiwalnego przedmiotem sprawy
było „prowadzenie wrogiej działalności” w środowisku „opozycji
rolniczej”. Akta sprawy zachowane
w stanie szczątkowym (24 karty),
Franciszek Pogorzelski,
Ciechanów
- Objęty inwigilacją jako członek
międzyzakładowego
komitetu
założycielskiego, a potem działacz NSZZ „Solidarność” i organizator strajków w Ciechanowie.
Internowany od 13.12.1981 do
15.02.1982 na wniosek Wydz. II
KWMO Ciechanów. Osadzony
w ZK Iława.
Dzień dobry panu, dzwonię z Gąsek, co się dzieje z wodą?
994: Proszę pana, nie mamy wody...
A że ostatnie dni mijały mi właśnie pod znakiem charczących
wieczorem kranów, a woda wra-
cała gdzieś ok. północy, więc
zbytnio się nie przejąłem, ale na
wszelki wypadek zapytałem:
Przepraszam, a kiedy woda będzie?
994: Trudno powiedzieć, może
uda się późnym wieczorem.
Nie udało się. - Bądź dzielny - teraz
nie ma żadnych świąt, Ktoś musi cierpieć aby pławili się inni. Panie Marku
- pan wykopie sobie studnię – takie
rady dostałem na początku na
FB. - Jeden z znajomych radził
by brać wzór z Niemców, którzy
mają duże podziemne zbiorni-
ki na tzw. deszczówkę. Dobra,
zbiorniki zbuduję, a susza potrwa z rok i zostanę z tymi zbiornikami jak ś.p. Jan Himilsbach
z angielskim...
Piątek przetrzymaliśmy dzięki pewnej portugalskiej firmie.
W sobotę wody wciąż nie było,
ale za to pojawił się beczkowóz.
Dzięki temu przekonałem się
do idei segregowania odpadów:
zbierane pieczołowicie butelki
wypełniły się życiodajnym płynem.
Dyskusja na FB zaczęła przyjmować formę relacji frontowej.
- Melduję że na Powstańców Wielkopolskich ciśnienie tak słabe, że słów
brak. Teraz już w ogóle nie leci z kranu woda! - to z kolei meldunek ze
Śmiecina.
W nocy z soboty na niedzielę
woda zaczęła cieknąć, ale w takiej ilości, że napełniła zaledwie
sedesową spłuczkę. Znów przyjechał beczkowóz, prawie pod
sam dom, bo akurat... zepsuł mi
się samochód.
Oczywiście cały czas słyszeliśmy,
że brak wody jest spowodowany
upałami i podlewaniem rozlicznych trawników, warzywników,
skwerków, itp. Przyznam się,
że w sobotę nawet zrobiłem rekonesans po dwóch pobliskich
ogródkach działkowych, ale albo
wodni skrytożercy doskonale
maskowali się, albo to były tylko
wstrętne pomówienia.
Beczkowóz znów jest. Rozwija
się życie towarzyskie, poznaję innych mieszkańców Gąsek.
W niedzielę po południu woda
powoli, nieśmiało, kropla za kroplą zaczęła z kranów wypływać.
Czy całą rodziną rzuciliśmy się
pić, myć, prać, gotować? Ależ
skąd - napełniliśmy najpierw
wszystkie puste butelki.
Marek Szyperski
Fot. Marek Szyperski
W chwilę po tym, gdy na
jednym z portali społecznościowych zobaczyłem
informację o uruchomieniu
na pl. Jana Pawła II tzw.
kurtyny wodnej – byłem
pewien: za moment będę
miał sucho w kranach. Nie
byłem więc specjalnie zdziwiony, gdy tak się stało.
P.S. Specjalne podziękowania
dla sympatycznego, a przede
wszystkim niesłychanie uprzejmego i cierpliwego pana ze
ZWiK-u, który w sobotę i niedzielę przyjeżdżał do Gąsek
beczkowozem.
8 | REKLAMA
EXTRA FIRMA
7 lipca 2015 | www.tygodnikilustrowany.pl | TYGODNIK ILUSTROWANY
REKLAMA | 9
TYGODNIK ILUSTROWANY | www.tygodnikilustrowany.pl | 7 lipca 2015
EXTRA USŁUGI
OGŁOSZENIA DROBNE
BUDOWLANE
Kierownik budowy, świadectwa
energetyczne, kosztorysy,
inwentaryzacje.
Tel. 504 544 024
Kierownik budowy, projekty,
kosztorysy.
Tel. 606 399 121
Usługo dekarskie, remonty, docieplenia.
tel. 516 041 155
NIERUCHOMOŚCI
Sprzedam mieszkanie 39 m2,
ul Sikorskiego.
Tel. 883 666 608
Lokal do wynajęcia przy Placu Jana
Pawła II 4
tel. 503 678 330
KOMOROWSKI Biuro
Pośrednictwa i Zarządzania
Nieruchomościami
Ciechanów , Pl. T. Kościuszki 13
(I piętro)
www.komorowskinieruchomosci.pl
tel. 790 258 011, 23 672 72 71
POLECAMY USŁUGI
ZARZĄDZANIA
I ADMINISTROWANIA
WSPÓLNOT MIESZKANIOWYCH
Na sprzedaż:
- Dom w Władysławowie na działce
0,67 ha - 397 tys. zł,
- Dom Podzamcze - 198 tys. zł
- Dom 150 mkw., os. Zachód - 280
tys. zł,
- Dom dwurodzinny na Podzamczu 350 tys. zł,
- Budynek warsztatowo-mieszkalny
w rejonie ul. Płońskiej - 185 tys. zł,
- Dom za pływalnią - 345 tys. zł,
- Dom przy Płońskiej 690 tys. zł,
- Nowy dom k/Gąsocina 290 tys. zł,
- KAMIENICA w Pułtusku,
- Dom w środku Ciechanowa - 485
tys. zł,
- Dom ze sklepem - 720 tys. zł,
- LUKSUSOWY NOWY DOM k/Ciechanowa,
- Dom z lokalami handlowymi, Gąsocin,
- Dom126 m2, działka 1814 m2 - 350
tys. zł,
- Dwurodzinny dom - 235 tys. zł,
- Dom Szczurzynek - 119 tys. zł
- Dom z lokalem na Kargoszynie - 556
tys. zł,
- Dom na działce 2042 m2 - 85 tys. zł,
- Dom + 3,5 ha Śródborze gm. Glinojeck
- 230 tyś, zł,
- Dom 250 m2 w Ciechanowie - świetna
lokalizacja
- Dom w Konopkach,
- Dom stan surowy otwarty 16 km od
Ciechanowa, 169 tyś.,
- Dom piętrowy z budynkiem mag-prod.
i garażem w Mławie - 255 tys. zł,
- Mały dom + 0,84 ha na wsi - 250
tys. zł,
- PRZYCHODNIA Z APTEKĄ W KONOPKACH,
- NOWY dom na działce 0,87 ha, ładny
staw, gm. Krasne,
- Dom, stan surowy, Chruszczewo - 175
tys. zł,
- Dom w stanie surowym zamkniętym 2
km od Ciechanowa,
- Dom drewniany, 13 km od C-nowa 40 tys. zł,
- Dom wypoczynkowy na Mazurach 225 tys. zł,
- Dom w Sinogórze - 195 tyś. zł,
- Pawilon - Aleksandrówka - 237 tys. zł,
- Pawilon handlowy C-nów Centrum
95 tys. zł,
- Pawilon handlowo - usługowy - 157
tys. zł,
- M-3/4 47mkw., III p. Pułtuska - 149
tys. zł,
- M-4 47 mkw., II p. Centrum - 136
tys. zł,
- M-4 92,6 mkw., I p. Sienkiewicza 270 tys. zł,
- M-3 35,2 mkw. II p., ul. Ułanów - 119
tys. zł,
- M-3 32,3 mkw. po remoncie, winda 125 tys. zł,
- M-4, 47 mkw. Aleksandrówka - 133
tys. zł,
- NOWE mieszkania w CENTRUM
C-nowa,
- M-4 65,0 m2 - Armii Krajowej, 159
tys. zł,
- M-2, 37,0 mkw. I p. Przasnysz - 117
tys. zł,
- M-5, 73,1 mkw. II p. z windą 210 tys.
zł,
- M-3 przy ulicy Warszawskiej - 159
tys. zł,
- M-5 68,7 m2, Okrzei, parter - 180 tys.
zł lub zamiana,
- M-3, 44,2 mkw. I piętro - 119 tys. zł,
- M-4 62,3 m2 , os. 40-lecia - 129 tys.
zł,
- M-5, 134,5 m2, ul. Sienkiewicza - 187
tys. zł,
- Kawalerka w Toruniu - 165 tys. zł,
- Działka z warunkami zabudowy - 35
tys. zł,
- Działka Rutki 2000 mkw. - 39 tys. zł
- Działki budowlane w Ciechanowie
oraz wokół Ciechanowa,
- Działka pod bud. wielorodzinne,
- Działka ul. Wojska Polskiego - 89
tys. zł,
- Działka 0,8 ha, Pniewo-Czeruchy - 59
tys. zł,
- Działka z rozpoczętą budową domu, 9
km od Ciechanowa - 145 tys. zł,
- Działka C-ów ul. Kosynierów 822m2
- 79 tys. zł,
- Działka budowlana 760 m2, okolice
Warszawy - 160 tys. zł,
- Działka 1,38 ha (z podziałem na 7
działek) ze stajnią i stawem, 5 km od
Ciechanowa,
- Działka 900 m2. Gąsocin Centrum 45 tys. zł,
- Działka 5 km od Ciechanowa 1000m2
- 40 tyś. zł,
- Działka w Gołotczyźnie, budowlana
3323 m2,
- Działka rolno-leśna 1,58 ha gm.
Glinojeck - 35 tys. zł,
- Działka pod budownictwo wielorodzinne 1,1 ha,
- Grunty rolnicze 3,7 ha, Rydzewo, 125
tys. zł,
- LAS 2,7 ha - 96 tys. zł
- Siedlisko - dom, bud. gosp, Rydzewo
- 189 tys. zł,
- Siedlisko, Komory k/Sońska - 149
tys. zł,
- Gospodarstwo 3,2 ha, budynki, gm.
Krasne,
- DUŻE siedlisko 12 km od C-nowa 395 tys. zł
- Lokal użytkowy Armii Krajowej - 157
tys. zł,
- Baza magazynowo - produkcyjna
-275 tys. zł,
- Zakład magazynowo biurowy 1300
mkw. - 1 200 tys. zł,
- Zakład produkcyjno-magazynowy 195 tys. zł
- Baza z dwoma budynkami w Unierzyżu - 198 tyś. zł,
- Lokal handlowo-usług, Działdowo 465 tys. zł,
- Lokal usługowy 65 mkw., Mława - 93
tys. zł,
Do wynajęcia:
- Magazyn wysokiego składowania,
- Hale produkcyjne 7700 mkw.,
- Mieszkanie czteropokojowe 1480
zł/m-c,
- Mieszkanie 73 mkw. 1500 zł/m-c,
- M-4 (dla firmy) 1100 zł/m-c,
- Magazyn - hala produkcyjna - pow.
750 kw. 4600 zł/m-c,
- Magazyn 143 m2, Centrum, 2440 zł
+ VAT/m-c,
- Mieszkania o pow. od 35 do 90 m2,
- Zakład biurowo-magazynowy 1328
mkw. 8,5 tys. zł/m-c
- Pomieszczenia handlowe i biurowe
w Centrum Ciechanowa od 20 do 250
m2, cena: 12-50 zł/m2 netto
SPRZEDAM
Sprzedam drewno kominkowe, więźbę
dachowa, łaty, kontrłaty
tel. 516 041 155
USŁUGI
Najtańsze opłaty rachunków,
pożyczki, kredyty, ubezpieczenia komnunikacyjne, majątkowe i na życie,
nawet do 75% na OC/AC
ZAPRASZAMY!!! ARIVA BMB
Ciechanów, ul. Warszawska 68,
tel. 725 052 725
Mława, ul. Spichrzowa 3,
tel. 725 059 725
Usługi BHP i PPOŻ. Szkolenia,
doradztwo, ocena ryzyka
zawodowego.
Tel. 696 659 423
Usługi koparką JCB 4 CX,
kruszywa, żwir, czarnoziem.
Ciechanów.
Tel. 602 711 443
POŻYCZKA DLA KAŻDEGO OD RĘKI.
Bez zaświadczeń, bez BIK. Zadzwoń: 324207389
Pożyczki chwilówki od ręki.
Ciechanów – 500 407 047
Mława – 510 915 715
Zmiękczacze wody – sprzedaż, montaż.
Mycie ciśnieniowe.
Tel. 505 151 603
PRACA
Restauracja zatrudni kucharza.
Tel. 662 132 653
MOTORYZACJA
Nissan Primera 2003r.,
1.8 benzyna - 7.500zł
tel. 604 609 231
Seicento 1998r. - 1.800 zł
tel. 512 048 941
Vito 1999r., 3 osoby – 3.500 zł
tel. 604 609 231
Lanos 2005r., gaz – 5.500 zł
tel. 512 048 941
Toyoty:
Auris 1.4 diesel, 2008r.
Aygo z gazem, 2011r.
Tel. 604 609 231
ZDROWIE
Medycyna naturalna, masaże,
świecowanie uszu, wróżbiarstwo.
Tel. 602 842 374
UWAGA!
ogłoszenia drobne
zamieścisz również
na portalu
www.tygodnikilustrowany.pl
7 lipca 2015 | www.tygodnikilustrowany.pl | TYGODNIK ILUSTROWANY
Fot. Marek Szyperski
10 | EXTRA WYDARZENIA
O G ŁOSZ E N I E W Ł A SN E WYDA WCY
Podczas upałów – najlepsza muzyka
Ciechanowianie, którzy
w sobotę, 4 lipca, przed
obezwładniającym upałem
schronili się (oczywiście
przyszli tu przede wszystkim dla muzyki) do chłodnych sal Muzeum Szlachty
Mazowieckiej, mieli okazję
wysłuchać ciekawego
koncertu olsztyńskiego
zespołu kameralnego „Pro
Musica Antiqua”.
Ten istniejący już 23 lata nieduży,
kilkuosobowy zespół, odbywający w lipcu i sierpniu trasę koncertową („koncerty letnie”) po 19
miastach Warmii i Mazur, zawitał
gościnnie do Ciechanowa. Grupa
jest nietypowa: wyróżnia się tym,
że występuje również w zamkach,
pałacach, kościołach, a jej koncerty
połączone są często z prelekcjami
o historii, architekturze, postaciach
związanych z miejscem występu.
Zespół koncertował też za granicą,
m.in. w Niemczech, Austrii, Francji, Szwajcarii. To świetni muzycy,
będący solistami orkiestr symfo-
Fot. Muzeum Szlachty Mazowieckiej
Letni koncert „Pro Musica Antiqua”
nicznych i profesorami akademii
muzycznych.
W Ciechanowie „Pro Musica Antiqua” wystąpiła z interesującym
zestawem instrumentów dętych,
wiolonczeli i fortepianu. Zaprezentowała najwartościowsze utwory
kameralne od baroku i wczesnego
klasycyzmu po kompozycje współczesne, a więc: od A. Jarzębskiego,
F. Haendla czy Telemannaa, po J.
Haydna,W. Glucka czy G. Foure’a.
Zakończyła koncert brawurowo
zagranym „Tańcem norweskim” E.
Griega.
Artyści wystąpili w składzie: Leszek Szarzyński – flet, Jerzy Szafrański – obój, rożek angielski,
Wojciech Orawiec – fagot, Paweł
Panasiuk – wiolonczela, Agnieszka
Dziewulska-Pawłowska – mezzosopran oraz gościnnie Kaori Okuzumi – fortepian.
Ich koncert świetnie komponował
się z wiszącymi na ścianach od
dwóch tygodni świetnymi obrazami i kopiami Krzysztofa Sowińskiego.
TWo
Adres Redakcji Tygodnika Extra Ciechanów: 06-400 Ciechanów, ul. Kilińskiego 8,
tel. 23 672 55 88
Redaktor naczelny Marek Szyperski
Wydawca Gambrynus Sp. z o.o.
ul. Kilińskiego 5, 06-400 Ciechanów
HISTORIA | 11
TYGODNIK ILUSTROWANY | www.tygodnikilustrowany.pl | 7 lipca 2015
Przyjmuje się, że wieś istniała tu
w pierwszej ćwierci XV w., aczkolwiek
osobiście mam pewne rozterki gdyż
niepokoi mnie możliwość mylenia średniowiecznych przekazów o naszym
Szczurzynie ze Szczurowem koło Zakroczymia. Przekazy te (1418? i 1429
r.) stwierdzają, że wieś należała do rycerstwa i była już dzielona, a więc winna powstać znacznie wcześniej. W roku
1437 wzmiankowano Ścibora ze „Scurzino”, a około 1470 r. Andrzej ze Szczurzyna miał dostać przywilej na zastosowanie w swej wsi (jej części?) prawa
chełmińskiego, co jednak nie musiało
skutkować spodziewanymi zmianami
przestrzennymi.
Należy wspomnieć, że od nazwy wsi
urobiono nazwisko Szczurzyński. Najbardziej znanym z nich jest Stanisław,
zmarły w 1556 r., a wiemy o nim za
sprawą zachowanej do dziś w ciechanowskiej farze płycie nagrobnej. Nawiasem mówiąc rodzina musiała być
dość zamożna, skoro zdobyła się na
kamienny pomnik; już mniejsza o to że
dziwadło to niesłychane. Może ten Stanisław miał syna Stanisława, wzmiankowanego w roku 1563. Cztery lata
później powstał wykaz, z którego wiemy, że „Scurzyno” składało się z dwóch
działów liczących łącznie 2,5 włóki pól
i dwóch ogrodników – w sumie niewiele. Tutejszy młyn wodny powstać
musiał później; najstarsza znana mi
wzmianka pochodzi z 1717 r. Położony
był w pewnej odległości od wsi, w górę
Łydyni a jego ważność (poza gospodarczą) polegała na tym, że młyńską
groblą można było wygodniej dostać
się do Ciechanowa niż jakimś brodem
czy jadąc przez Ostatni Grosz. Warto
wiedzieć, że dzisiejsza ul. Augustiańska
to pozostałość po wiejskiej drodze od
Ciechanowa do młyna.
W roku 1726 właścicielem Szczurzyna był Jan Kukliński, wcześniej stolnik
ciechanowski. Zapewne to jego córka
wyszła za Stanisława Ciemniewskiego
i tą drogą nasza wieś przeszła w ręce
tego rodu (tak w 1756 r.). Kolejnym
dziedzicem był, w roku 1775, miecznik ciechanowski Adam Ciemniewski,
a po nim syn Aleksander. Ten zmarł
około 1814-18 roku pozostawiając
dwóch synów i pięć córek. Wcześniej,
około 1800 r., Prusacy wykonali mapę,
na której uwidoczniono położenie wsi
oraz młyna wodnego. Zaznaczono też,
że „Sczuzin” składał się z 6 domów. Niedługo potem wykazano, że młynarzem
Ciechanowskie historie
SZCZURZYN
był tu Niemiec, a wspomina się o tym
dla uświadomienia iż w pierwszej tercji
XIX w. większość prowadzących młyny
wodne na północnym Mazowszu była
właśnie tej nacji, a w każdym razie protestantami.
Dość nieoczekiwanie w 1813 r. jako
właściciela odnotowano Kacpra Ciemniewskiego z Kraszewa – może sprawował kuratelę po śmierci Aleksandra?
Spis kościelny z 1817 r. podał iż we wsi
były 4 dymy oraz 38 mieszkańców.
Zaiste, dziedzictwo nie imponujące,
zwłaszcza dla kilkorga spadkobierców.
Jakimiś kontraktami rodzinnymi doprowadzono do tego, że od roku 1818
Szczurzynem władał Franciszek Ciemniewski, brat Kacpra. Dodać tu trzeba,
że później wziął też w wieczystą dzierżawę ciechanowskie Wójtostwo. Mimo
tego dzieci Aleksandra (a co najmniej
Michał) zachowały tu jakieś prawa.
Jako pewną ciekawostkę odnoto-
a podczas Powstania Styczniowego został naczelnikiem cywilnym powiatu
przasnyskiego. W konsekwencji skazano go na dożywotnią pracę w syberyjskich kopalniach w rejonie Tobolska.
Wtrącić tu należy, że został zwolniony i w 1875 r. był w Warszawie, gdzie
zmarł 23 stycznia roku następnego.
Żona postanowiła udać się za mężem
i administracji majątkiem podjął się
Juliusz Bronisław Żórawski – dla nas to
o tyle ważne, że w roku 1866 urodził się
tu jego syn Kazimierz, pierwsza miłość
Marii Skłodowskiej, a po latach profesor i rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego. Folwark – zapisano iż własność
Zofii z Ciemniewskich Smoleńskiej
– podległ uwłaszczeniu w roku 1866
i wtedy wydzielono na ten cel 16 mórg
i 125 pręty kwadratowe. Majątek dzierżawił Jan Jaroszewski, ale nadal zarządcą dóbr był Juliusz Żórawski. W 1875 r.
(chyba w związku z powrotem Macieja
rodzinnym, a Franciszek stał się prawnym reprezentantem, jako mieszkający
na miejscu. W 1879 r. sprzedano Kolei
jeszcze około jednego hektara. Za 9,5
udziałów (wartości aż 59600 rubli)
Franciszek Rajkowski oddał w roku
1883 folwark spółce udziałowej fabryki
cukru wydzielając odpowiednia przestrzeń pod budowę cukrowni.
W późniejszy latach mamy pewne zamieszanie z ustaleniem gdzie mieszkali
budowniczowie i pracownicy cukrowni
– raz podawano Szczurzyn, a raz Cukrownię. To pierwsze było o tyle możliwe, że sam folwark (zabudowa) istniał.
To w nim najpewniej był mały browar,
notowany w katach 1885,1900. Na mapie z około 1886 r. zaznaczono miejsce
folwarku (i cukrowni), ale wieś Szczurzyn ukazano tam gdzie później Szczurzynek. W słowniku, wydanym w 1890
r., opublikowano iż w Szczurzynie jest
folwark, młyn wodny, cegielnia oraz
Fot. archiwum Autora
Jeszcze jedna miejscowość
z odległych czasów wchłonięta
przez dzisiejszy Ciechanów,
a dzięki „przemyślanej” polityce kolejnych władz miasta
materialnie całkowicie wyniszczona. Dlatego też informuję,
że Szczurzyn był, mniej więcej,
na wschód od przystanku Ciechanów Przemysłowy, blisko
Łydyni.
Szczurzyn dworek przed rozbiorką
wać można zamieszkanie (w 1823 r.)
w Szczurzynie żydowskiej rodziny,
a tylko domniemywać można że ewentualnie prowadzili karczmę. Wedle
publikacji z 1827 r. omawiana miejscowość miała 5 domów i 51 mieszkańców.
Nadal nie była więc znaczna i taką ukazuje, niedługo później powstała, mapa.
Franciszek Ciemniewski miał większe
dobra gdzie indziej i w Szczurzynie wyręczał się ekonomami i dzierżawcami
(np. Józef Brzozowski, Ignacy Gumowski). Musieli być oni na tyle aktywni, że
pojawia się kuźnia (kowal w 1848 r.)
oraz karczma – notowana rok później.
Po Franciszku Szczurzyn otrzymuje
córka Zofia, żona Macieja Smolińskiego (pisanego też jako Smoleński) – tego
w 1856 r. określono, niezasadnie, jako
właściciela. Wcześniej władał w Załużu
Patorach koło Opinogóry. Być może
z powodu zmiany własności wykonano rok później mapę majątku. W roku
1859 zmarł Michał Ciemniewski (syn
Aleksandra), były kapitan korpusu
weteranów Wojska Polskiego, zapisany
jako współwłaściciel. Michał Smoleński
był politycznie aktywny i w 1861 r. znalazł się w radzie powiatu przasnyskiego,
Smoleńskiego z zesłania) folwark został
sprzedany, a nabywcą został ciechanowski lekarz Franciszek Rajkowski.
Za 26.868 rubli przejął 14 włók nowopolskich, 8 mórg i 158 prętów kwadratowych – na dzisiejsze byłoby to 240
hektarów.
Rok później Kolej Nadwiślańska pod
swe tory wykupiła 17 mórg i 260 prętów kwadr. (niemal dokładnie 10 ha),
a sądząc po analogiach to transakcja dla
Fr. Rajkowskiego była opłacalna. Z linią
kolejową wiązały się działania (uzdrowisko, cukrownia) opisywane już przy
Osadzie Fabrycznej. W roku 1878
folwark miał mieć 396 mórg, a więc
prawie 222 ha. – nie był jeszcze wydzielony obszar Osady Fabrycznej. Stwierdzono istnienie dwóch budynków
murowanych, 15 drewnianych oraz
młyna wodnego (ten jeszcze w 1891 r.).
Dzierżawcą był Kazimierz Szalla, ale
dwa lata później jako takich wykazano
Piotra Więckowskiego oraz Ignacego
Rajkowskiego, co z kolei wygląda na
jakąś fikcję, albowiem Ignacy był ojcem
Franciszka, a Więckowski bodaj bratem
matki – w sumie sądzić można, że transakcja ze Szczurzynem była działaniem
Szczurzyn Folwark ok.1916 r.
karczma. Cegielnia istniała w znacznej
odległości, blisko dzisiejszej ul.Płockiej,
a lokalizacja karczmy nieznana. W 1898
r. folwark opisywany był jako gospodarstwo rolne cukrowni, zarządzane przez
Felicjana Makomaskiego (była tuczarnia i rozwijano hodowlę zarodowych
kur), później – np. w 1907 r. – wykazywanego jako właściciel (?). Około
1916 r. wykonano piękny plan całości
założenia cukrowni oraz folwarku i stąd
mamy wiedzę o dokładnym zagospodarowaniu i zabudowie. Księga adresowa
z roku 1929 wprowadza niezrozumiałe
zamieszanie – podano że folwark Szczurzynek (!) ma 206 ha i należy do Towarzystwa Akcyjnego Cukrowni w Ciechanowie, ale też że folwark Szczurzyn
jest własnością Mieczysława Waliszewskiego, na 107 ha. Nie było dwóch folwarków i nie wiadomo o co chodziło.
Mapa z około 1935 r. wyraźnie ukazuje
tylko Folwark Szczurzyn, mający trzy
domy.
Podczas II wojny światowej prowadzenie folwarku przejęli Niemcy, włączając
go w granice miasta. Po ich ucieczce
majątek cukrowni upaństwowiono i folwark Towarzystwa Akcyjnego przezna-
czono dla Państwowego Gospodarstwa
Rolnego (tak też w 1952 r.) – miało to
być 146 ha (?). W kwietniu 1945 r. spisano iż w dworze nie ma, i nie było, nic
cennego, a zamiast parku istniał ogród.
Około 1960 r. była jeszcze kompletna
zabudowa folwarczna, a rozległy ogród
ciągnął się od dworu aż do torów.
W późniejszych latach podjęto sensowną decyzję (były takie w „komunizmie”) o deglomeracji warszawskiego
przemysłu, a w jej ramach o stworzeniu
w Ciechanowie dzielnicy przemysłowej. Zbudować ją miano na obszarach
pól Szczurzyna, a więc gospodarstwo
rolne zostało skasowane. Wcześniejszą
pierwociną takiego zagospodarowania
była wielka strategiczna (magazyny
żywności Warszawy na wypadek wojny) chłodnia, przy której wzniesiono
nieduży blok mieszkalny. Oba obiekty
socrealistyczne, a z tej racji już zabytkowe, są w stanie przeciętnym jak nasz
dzisiejszy poziom (?) dbania o dziedzictwo kulturowe.
Pomysł deglomeracji był zasadny, ale
wykonanie już „nasze”. Powstały zakłady, do których wszystko trzeba było
sprowadzać z daleka (poza mleczarnią), co sensu gospodarczego nie miało.
W dodatku były to zakłady „dla mężczyzn”. Gdy pewien absolwent ciechanowskiej „handlówki”, mający niejakie
możliwości decyzyjne, a wiedziony
sentymentem, zaoferował powstanie
zakładu odzieżowego („dla kobiet”) to
lokalny decydent zadał typowe dla Ciechanowa pytanie – a po co? Powstała
więc fabryka w Jarosławiu, a z nią masa
towarzyszących inwestycji, bo tak było
w „socjalizmie”.
Przy tworzeniu dzielnicy przemysłowej
wykonano ulicę Mleczarską, przecinającą skrawek obszaru dawnego folwarku, ale zabudowy nie ruszano. Pozostawiono ją, niestety, samej sobie, bez
remontów – do śmierci technicznej. Od
około 1980 r. rozpadały „się” murowane budynki gospodarcze, a mieszkalne,
w tym dworek, w praktyce nie interesowały kolejnych władz miasta.
Ukoronowaniem była rozbiórka zabytkowego dworku przez poprzednie
władze miasta, albowiem był w złym
stanie. A w jakim miał być skoro zawsze
padało „po co?”
Tak więc historyczne założenie dworskie, które mogło (a raczej – powinno)
być sensownie zagospodarowane wymazano z krajobrazu Ciechanowa jako
ilustrację potencjału intelektualnego
kolejnych miejscowych władz. Powstały za to nowe obiekty, w tym nieco
zaskakujący – niby fabryczny - budynek firmy od gazu oraz dość ciekawy
(zwłaszcza w skali Ciechanowa) nieznanej mi instytucji. Ostatnio zbudowano w ulicy Mleczarskiej wiadukt nad
torami, który chyba jeszcze poczeka na
otwarcie. Teraz Szczurzyna nie ma bo
„po co” miałby być?
Ryszard Małowiecki
Na podstawie archiwum Autora
12 | SPOŁECZEŃSTWO
7 lipca 2015 | www.tygodnikilustrowany.pl | TYGODNIK ILUSTROWANY
Janusz Zalewski
Powroty – poza Nadrzeczną (14)
Żegnam się grzecznie życząc udanych
klientów i wychodzę, kierując się
w stronę najwierniejszej czytelniczki,
co powiedziałem tylko w połowie żartem, bo jest tak faktycznie, że osoba do
której się udaję, otrzymuje T.I. „w prenumeracie”, jak mówimy, a zanosi jej
nowy egzemplarz co tydzień Tycha.
Naprawdę, jednak, powodem odwiedzin jest co innego. Dawna przyjaźń
zaowocowała ofertą, abym – zamiast
włóczyć się po „obcych” – spróbował
podłączyć się do Internetu w kawiarni Qbatura. Żeby oferta była pełna,
właścicielka, jak przystało na kobietę
biznesu, wzbogaciła ją o darmową herbatkę, do wyboru. Tak więc, zmierzam
z kwiatkami do Qbatury i rozmyślam,
że wśród tylu usług i zawodów w otoczeniu, od Nadrzecznej do placu Kościuszki, wśród szewców, krawców,
fryzjerek, księgarzy, zegarmistrzów,
fotografów, waluciarzy, aptekarzy, cukierników, elektroników, kwiaciarek
i taksówkarzy, którzy tworzą substancję i tkankę tego miasta, są przecież
także restauratorzy. Chyba nie zdawałem sobie dokładnie sprawy z istnienia
tego zawodu, a przyczyna może być
taka, że restauratorów nie spotykamy
na codzień pobierając usługi, tak jak
spotykamy fryzjera, krawcową czy
kwiaciarkę. Restauratorzy działają
jakby ukryci za kulisami, doglądając spraw w sposób niewidoczny dla
klienta, aby wszystko w ich biznesie
funkcjonowało, jak należy.
Z panią Bogusią, restauratorką, właścicielką Qbatury, znamy się od
pierwszej klasy podstawówki, co mam
uwiecznione na klasowych fotografiach z tamtych lat. Oboje w pierwszym rzędzie, ale ja zawsze z boku,
jak najdalej od nauczycieli, zabijaka
z rozwianą czupryną, a ona w central-
nym punkcie, z uśmiechem, zaraz przy
wychowawczyni. Jej przyjazna postawa nie zmieniła się w ogóle. Ciągle
uśmiechnięta i łagodna dla otoczenia,
a jednocześnie wymagająca, podchodzi do klienta z respektem, wiedząc
o tym że klient nie musi na nic zasłużyć, żeby być traktowanym jak przystało. – „Czego się napijesz?” – pyta
mnie p. Bogusia na początek. Obniżam ton głosu i basem, naśladując zachrypnięty wokal Janka Himilsbacha,
odpowiadam: – „A co to tak trudno
zgadnąć?” Śmiejemy się oboje i uprzedzając próbę zgadnięcia ciągnę dalej,
jak czasami latam służbowo samolotem pierwszą klasą i wtedy stewardessa również podchodzi i pyta, czego
się napiję, i na ogół nie trafia, błędnie
zgadując że to wódka absolut z lodem,
ale czasami zgaduje poprawnie, że to
musi być piwo i do tego europejskie,
nie amerykańskie, i wtedy słyszę: –
„Mamy Becks i Heineken, jakie pan
sobie życzy?” – a ja odpowiadam, że
oba i za minutę dostaję dwie butelki.
Ale dwa piwa na raz, to nie wszystko,
ciągnę temat dalej, i zaciekawiona Bogusia chwilowo się poddaje, jak opowiadam że kiedyś, z powodu anulowania porannego lotu, musiałem spędzić
pół soboty w centrum Atlanty, co nie
należy do największych przyjemności,
w środku wystrój włoski, więc wchodzę, siadam przy barze i na wszelki
wypadek pytam, bo w Ameryce z nazwy może niewiele wynikać, czy mają
włoskie piwo? – „Ależ tak, proszę
pana, mamy Peroni, Moretti i Menabrea, jakie pan sobie życzy?” – słyszę
w odpowiedzi i sam odpowiadam: –
„Wszystkie trzy!” – Na co barman bez
zmrużenia oka pyta dalej: – „A w jakiej kolejności panu podać?” – Na co
ja, również bez zmrużenia oka odpowiadam: – „W alfabetycznej.” – „Proszę bardzo” – odparł barman oddalając
się, ale w knajpie, o godzinie jedenastej
rano, nie było żywego ducha i nawet
szeptem wypowiadane kwestie było
słychać na odległość, więc z drugiego
końca baru dobiega mnie sceniczny
szept barmana, który informuje swojego kolegę docierającego już i tak czyste
szklanki. – „Ty, słuchaj, ten gość z końca baru, prosi o wszystkie trzy gatunki
włoskiego piwa, a jak go zapytałem
w jakiej kolejności, to odpowiedział,
że w alfabetycznej.” – Kolega po fachu
spojrzał na mnie, spojrzał na barmana
i odrzekł: – „No i co w tym dziwnego?
Facet ma system!”
Pani Bogusia uśmiecha się pobłażliwie
i ponawia pytanie: – „No więc, czego się
napijesz?” – Ale ja, z upartością maniaka, kontynuuję opowieść, tym razem
ma miejsca. Będąc tam pierwszy raz,
wzbudziłem salwę śmiechu, gdy na
pytanie barmanki: – „Czego pan się
napije?” – popatrzyłem na nią i odpowiedziałem dostatecznie głośno, żeby
wszyscy przy barze słyszeli: – „Wszystko jedno co, byle z najniższej półki.”
I tu przypomina mi się historia z mniej
ekstrawaganckiej restauracji i już nie
o piwie. Rzecz działa się w Orlando,
gdzie miałem kiedyś trzech studentów
z Indii, którzy pisali u mnie w tym samym czasie prace magisterskie. Hinduscy studenci, w przeciwieństwie do
niektórych innych narodowości, są
bardzo dobrze wychowani i wiedzieli,
że prowadzenie magistranta jest dla
wykładowcy dość kłopotliwym zajęciem, bo nie ma z tego żadnych pieniędzy, tylko satysfakcja, a najwyżej jakaś
publikacja. Tak więc po obronach prac,
które odbyły się jednego dnia przed
południem i zakończyły się pomyślnie,
studenci postanowili odwdzięczyć mi
się, choć częściowo, i zaprosili mnie
na lunch do średniej klasy restauracji.
Hostessa przywitała nas w drzwiach,
wzięła tyle egzemplarzy menu, ilu nas
było, tzn. cztery, i prowadzi nas do stolika, idąc przodem i kołysząc biodrami.
Popatrzyliśmy po sobie, a ja zażartowałem, tak aby nie urazić hostessy, że nie
lubię iść z tyłu, za kobietą, na co studenci subtelnie się roześmieli i sądzili
Fot. archiwum Autora
Odbieram w kwiaciarni róże
owinięte w folię i zastanawiam
się, jak się czuje osoba, której
przyniesiono bukiet kwiatów?
Sam naprawdę nigdy kwiatów
nie dostałem, więc tego nie
wiem i zapewne się nie dowiem. – „Przepraszam, bo to
nie mój interes, ale zapytam
z ciekawości, dla kogo pan
kupuje takie piękne kwiatki?”
– pyta pani kwiaciarka. – „Dla
swojej najwierniejszej czytelniczki” – odpowiadam. – „A to
pan pisze?” – dialog jest kontynuowany. – „Nie, to za dużo
powiedziane, po prostu przelewam myśli na papier.”
gdyż miasto jest wtedy kompletnie
wymarłe. Wyszedłem więc na ulicę
z hotelu obok uniwersytetu, przeszedłem pod autostradą w poszukiwaniu czegoś ciekawego, a była godzina
11-ta rano, i widzę knajpę o nazwie
Veni Vidi Vici, na pierwszy rzut oka –
włoska. Jest otwarta, i rzeczywiście,
przenosząc się na Florydę. W miejscowości, gdzie mieszkam, jest knajpa
o nazwie Cigar Bar, w której można palić, ponieważ sprzedają w niej cygara,
i właściciel ma odpowiednią licencję.
Dziewczyny za barem są ubrane w bardzo kuse mini-spódniczki i przy barze,
a szczególnie na jego rogach, nigdy nie
że można zmienić temat, gdy przechodzący obok przygodny klient dodał: –
„Tak, ja też wolę za nią stać.” – Twarze
moich studentów z Indii zrobiły się
purpurowe.
Gdy tę opowieść kończyłem, wszedł
Tycha i zameldował, że niepotrzebnie
tłukę się z Warszawy pociągiem, bo
gdybym go zawiadomił dzień wcześniej, to on z przyjemnością pojechałby po mnie samochodem. Na co
odpowiadam, że – jak mu dobrze wiadomo – ja mam skłonność do interakcji z koleją, z pociągami, z parowozami,
z dworcami, z poczekalniami, z bocznicami i z innymi obiektami związanymi
z kolejnictwem i z kolejarstwem. I Tycha skwapliwie potwierdza, przypominając sobie nasz triumfalny pobyt któregoś roku na Juwenaliach w Krakowie,
gdzie w silnej konkurencji krakowskich
kabareciarzy wygraliśmy pierwszą nagrodę na Dworcu Głównym za jednozdaniowe ogłoszenie odjazdu pociągu,
które brzmiało mniej więcej tak: –
„Uwaga, uwaga! Pociąg osobowy przez
Odrę, Wisłę, Kara Kum, do Gdańska,
odjedzie z peronu pierwszego na peron czwarty.” Zresztą, początkowo nie
chciano nas w ogóle dopuścić do konkursu, ale gdy przedstawiliśmy nasz
sztandarowy skecz z wyimaginowaną
postacią profesora Szajera, u którego
zdawaliśmy egzamin z ruchu kolejowego, a on nas bez litości oblewał, bo
nie umieliśmy odpowiedzieć na proste
pytanie: – „Co powinna mić kazda stacja?” – tak mówił profesor: „mić” nie
„mieć” – wtedy nas dopuszczono do
udziału. No ale u profesora znajomość
poprawnej wymowy w niczym nam nie
pomogła, bo nie mogliśmy tego argumentu użyć, więc profesor niemożebnie się denerwował naszą niewiedzą
o kolejnictwie, aż wreszcie się poddał
i wyjawił odpowiedź: – „Zapamintajcie to sobie, kolego, zapamintajcie, zapamintajcie na zawsze! Kaaazda stacja,
kaaaazda stacja” – przeciągle intonował
profesor, po czym szybko dodawał –
„powinna mić dobre połącenie z drugom stacjom!”
Po odebraniu głównej nagrody na
dworcu w Krakowie, natychmiast zamówiliśmy w barze dworcowym po secie, ale zrobiło nam się trochę smutno,
bo siedząc nad kieliszkami patrzyliśmy
przez zaropiałe szyby na nietęgie miny
przemęczonych pasażerów na peronie,
czekających na swoje pociągi, i dopiero dzięki Wojtkowi, którego z racji
nonszalanckiej postawy nazywaliśmy
Playboyem, trochę odżyliśmy, jak śladem Ireneusza Iredyńskiego, który po
raz pierwszy wzniósł ten toast ustami
bohatera w opowiadaniu „Armelle”
z książki „Związki uczuciowe”, Playboy podniósł kieliszek i zaintonował:
– „Za tych co na stacji!” Wtedy Tycha
się ożywił i zagadnął do barmanki: –
„Przepraszam panią, a gdzie tu jest
toaleta?” – na co barmanka z uprzejmością odpowiedziała: – „Widzi pan
KULTURA | 13
TYGODNIK ILUSTROWANY | www.tygodnikilustrowany.pl | 7 lipca 2015
Wtedy na stoliku pojawiło się piwo, ale
musiałem przemiłej pani kelnerce wyjaśnić, że przed podaniem należy zapytać: – „Czy woli pan piwo w szklance czy w butelce?” Więc po krótkiej
chwili staje przede mną piwo już w butelce, wraz z towarzyszącym pytaniem
kelnerki: – „Czy życzy pan sobie coś
jeszcze?” – a ja właśnie na to pytanie
czekałem, żeby odpowiedzieć: – „Tak,
poproszę o jeszcze jeden uśmiech.”
Wtedy pani Bogusia, żegnając nas, bo
śpieszyła się, aby zająć się sprawami
biznesu, zapytała: – „Janusz, powiedz
mi, ty tak pozytywnie i z takim uznaniem piszesz o tym Ciechanowie, ale
czy jest coś w tym mieście czego nie
lubisz, oczywiście poza „Ciechanówkiem”? – „Tak, naturalnie że jest.” –
odpowiadam i patrzę na zaciekawiony
wyraz oczu u Bogusi. – „Jest to piwo
Ciechan.” – I śmiejemy się wszyscy razem pociągając łyk Ciechana z butelki.
PS. Podobieństwo osób i zdarzeń do
rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe.
Copyright 2015
by Janusz Zalewski
Kontakt z autorem:
[email protected]
Malarstwo Krzysztofa Sowińskiego
Takiej wystawy malarstwa
już dawno w Muzeum
Szlachty Mazowieckiej
w Ciechanowie nie było. Dwa
piętra zajęły obrazy Krzysztofa Sowińskiego. Autor
zgromadził tu 103 swoich
prac olejnych, w tym większość niezwykle ciekawych
kopii.
Krzysztof Sowiński urodził się
w 1955 r. w Ciechanowie. Ukończył studia podyplomowe na wydziale Malarstwa i Grafiki w Łodzi
– specjalizacja malarstwo i rysunek. Dyplom uzyskał w pracowni
prof. Mariana Kępińskiego. Z wykształcenia jest również kulturoznawcą, w latach 1980-1984 pracował w Muzeum Romantyzmu
w Opinogórze.
Malarstwo olejne, akwarele i rysunek pastelami uprawie ponad
40 lat. Fascynują go dzieła starych
mistrzów, szczególnie malarstwo
holenderskie XVII wieku oraz
epoka impresjonizmu. Podążając
za impresjonistami wiele czasu
spędza w plenerze. Maluje przede
wszystkim zalane słońcem pejzaże.
Obecnie artysta pełni funkcję prezesa Stowarzyszenia Pracy Twórczej w Ciechanowie. Członek
Związku Polskich Artystów Plastyków – Polska Sztuka Użytkowa,
Oddział w Warszawie.
Otwarta 15 czerwca w Muzeum
Szlachty Mazowieckiej wystawa została nazwana: „Malarstwo
Krzysztofa Sowińskiego – według
starych mistrzów”. Bo też – jak
powiedzieliśmy – wśród wystawionych obrazów zdecydowanie
najwięcej jest kopii dzieł wybitnych malarzy z dawnych lat. Aż
roi się tu od wybitnych nazwisk.
Fot. Muzeum Szlachty Mazowieckiej
Roześmieliśmy się w głos, aż pasażerowie zaczęli nas dopytywać o co chodzi? Poszedłem z Tychą w kierunku
kibli i gdy wszedłem do swojej kabiny,
moją uwagę zwrócił ciąg jakichś dziwnych liczb wydrapanych na drzwiach,
podejrzewałem że są to daty: dwudziesty piąty - szósty, dwudziesty
szósty - szósty, dwudziesty siódmy szósty, dwudziesty ósmy - szósty, itd.
Zainteresowany próbowałem dociec
źródła tych rzekomych dat i po dokładniejszej inspekcji drzwi dojrzałem w prawym górnym rogu koślawo
wydrapany tekst: – „Tu biłem konia.”
Zawołałem Tychę i z ciekawości zajrzeliśmy do sąsiedniej kabiny, mając
nadzieję, że znajdziemy tam jakieś
inne ważne napisy, i rzeczywiście, Tycha natychmiast wypatrzył tekst wypisany niebieskim długopisem na szarej,
poplamionej ścianie: „Jeszcze 293 dni
do cywila” – i podpisane: Małgorzata Fornalska. Niestety, musieliśmy te
opowieści przerwać, bo wreszcie pani
Bogusia się obruszyła: – „Wiesz, Janusz, gdyby to opowiedział ktoś inny,
to byłabym zniesmaczona, ale tobie tę
gruboskórność mogę wybaczyć – podciągnę to pod dążenie do męskości.”
Jak w galeriach europejskich
Fot. Muzeum Szlachty Mazowieckiej
to światełko, tam na samym końcu
poczekalni, pod ścianą?” – Tycha
przytakuje głową, że widzi, a barmanka kontynuuje: – „Więc skręci pan za
światełkiem w prawo i drugie drzwi po
lewej stronie, to toaleta.” – Na to Tycha zakłada przeciwsłoneczne okulary
i pyta: – „A czy mogłaby pani mnie
tam zaprowadzić, bo jestem niewidomy?”
Krzysztof Sowiński - pierwszy z prawej
Oto niektóre z nich: Aert van
Der Neer - „Kanał w Amsterdamie”, Jan Verneer - „Widok Delf”,
Artur Aschembach - „Stary młyn
wodny”, Jan van de Cappelle „Żaglowce”, Jacob van Ruisdael „Młyn nad wodą” itd.
Ale uwaga: są i Vincent van Gogh
- „Droga z cyprysem i gwiazdą”
(jeden z najsłynniejszych obrazów tego malarza) i „Pole pszenicy z cyprysem” i Paul Cezanne „Martwa natura z brzoskwiniami”
i Edouard Manet - „Akt” i Pablo
Picasso - „Chłopiec z psem”, jest
i słynna „Dama z łasiczką” - Leonarda da Vinci.
Są i Polacy. Duże wrażenie robi
ogromna kopia słynnego „Dziwnego ogrodu” Józefa Mehoffera
(oryginał jest o 30 proc. większy,
ale taki obraz... nie zmieściłby się
do sali wystawowej). Dalej obrazy
Józefa Chełmońskiego - „Wyjazd
na polowanie”, „Staw w Radziejowicach”, Leona Wyczółkowskiego,
Wacława Ślewińskiego, Jana Stanisławskiego, Józefa Pankiewicza.
Artysta tak zaprojektował swą
wystawę, że w dolnych salach jest
stare malarstwo, a na piętrze XIX
i XX wiek.
Czujemy się na tej wystawie chwilami, jak w Muzeum Narodowym,
więcej – jak w znanych galeriach
zagranicznych. Trzeba by odwiedzić wiele miast Europy, żeby
obejrzeć obrazy, których doskonałe kopie mamy na wyciągnięcie
ręki w Ciechanowie.
Warto też oczywiście zatrzymać
się przed oryginalnymi pracami
Z APRO SZE N I E
Krzysztofa Sowińskiego. Oto piękne obrazy: „Pole makowe”, „Panorama z Orlego Gniazda w Szczyrku”, „Kościół w Szczyrku”, „Kościół
w Koziczynku”, „Pułtusk – łodzie
rybackie”, „Sochocin”, a także martwe natury i wiele innych.
Zachęcamy mieszkańców Ciechanowa. Naprawdę warto odwiedzić w wakacje Muzeum Szlachty
Mazowieckiej i podziwiać obrazy
Krzysztofa Sowińskiego.
Tadeusz Wo icki
14 | HISTORIA
„Goniliśmy Tatarów bijąc
po przeprawach, gdyż orda
tak sromotnie uciekała, aż
kulbaki spod siebie wyrzucali uciekając. Goniliśmy ich
aż pod Skibińce, miasteczko
nad Bohem leżące, bo przez
Boh uciekali i my wpław za
niemi...”
7 lipca 2015 | www.tygodnikilustrowany.pl | TYGODNIK ILUSTROWANY
Przez rzeki i morze, czyli jak
kawaleria radziła sobie w wodzie
Europa pocięta rzekami
Dla kawalerii umiejętność forsowania rzek wpław była niezwykle
przydatna. Europę przecina gęsta
sieć rzeczna. Szacuje się, że w centralnej, zachodniej i północnej jej
części, przemieszczające się wojsko napotyka przeszkody wodne o szerokości ponad 6 metrów
średnio co 20 kilometrów. Co 33 –
60 km napotyka na rzekę o szerokości do 100 m. Co 100 – 150 km
staje mu w poprzek rzeka o szerokości 100 – 300 m. A co 250 – 300
km wojsko to trafia na przeszkodę
o szerokości ponad 300 m.
Luigi Marsigli, będąc w 1683 roku
jeńcem tatarskim, naszkicował
sposób w jaki ci przeprawili się
z jasyrem przez rzekę. Sam znajdował się w grupie oznaczonej
literą C.
Jazda staropolska
Choć Tatarzy bez wątpienia byli
mistrzami w przepływaniu rzek,
to i Polacy w XVI i XVII wieku
umiejętność tę opanowali w stopniu co najmniej zadowalającym.
Celowała w tym lekka kawaleria,
a wśród niej – lisowczycy.
31 lipca 1622 roku, nad Renem,
popisywali się przed sojusznikami. Wówczas to, jak pisał ich
kapelan Wojciech Dembołęcki:
„niemało wpław się od wyspy do
wyspy puszczając przebywało
[rzekę], a niemal wszystkie konie
(wyborniejsze tylko wyjąwszy)
podle promów pławiono. Między
którymi wpław przebywającymi
znalazł się jeden, który stojąc na
koniu Ren przepłynął. A drugi konia, za którym płynął (ogona się
wedle zwyczaju trzymając) chcący, w pół Renu upuściwszy, a sam
nurkiem za nim aż blisko brzegu
płynąwszy – naprzód żal i wzdyO G ŁOSZ E N I E W Ł A SN E WYDA WCY
Lisowczycy nad Renem - Juliusz Kossak
chanie z mniemanego utopienia,
a potym wielki śmiech ukazaniem się pobudził. Różni różnych
kunsztów dokazywali, ale między
inszemi i to piękna była, że się ich
kilka obrało, którzy z pół Renu
wystrzeliwali się z łuków po kilka
razy wprzód i w zad do dwu celów
po obudwu brzegach ukazanych.
Trudno opisać z jakim afektem arcyksiążę co raz wracał się do Renu
patrzyć na one nigdy nie widane
obyczaje [...]”
Lisowczycy nie byli wyjątkiem.
Wiele polskich pamiętników
wspominało o przeprawach
wpław przez mniejsze i większe
rzeki. Na przykład Aleksander
Dionizy Skorobohaty pisał:„wpław pod Gołębiem [wojsko]
feliciter [szcześliwie] przepłynęło”. Czy też: „Wojsko szło wpław
przez Dniestr rzekę.”
U Jakuba Łosia, który był towarzyszem chorągwi pancernej,
czytamy: „przyszliśmy pod Warkę; tam zastawszy most na Pilicy
zrzucony, wpław wszystko wojsko
poszło”
Mikołaj Jemiołowski również
wspominał o przeprawie wpław
przez Pilicę „rzekę dość nieszeroką, ale głęboką i klijowatą”. Z kolei
Jan Florian Drobysz Tuszyński
opisał pogoń za Tatarami podczas której przebyto wpław Boh:
„goniliśmy Tatarów bijąc po przeprawach, gdyż orda tak sromotnie
uciekała, aż kulbaki spod siebie
wyrzucali uciekając. Goniliśmy
ich aż pod Skibińce, miasteczko
nad Bohem leżące, mil dwie za
Ładyżynem, dziedzictwo panów
Horaimów, bo przez Boh uciekali
i my wpław za niemi”
Innym razem opisał przejście
przez Prut: „bośmy Prut rzykę
prześli w bród nie bez szkody. Kto
miał konia słabego, to się napił tej
wody, bo rzyka okrutnie bystra
i to ma do siebie, kto się napił
wody z Prutu, nie trzeba gdańskich pigułek do purgowania [na
przeczyszczenie]”
Samuel Maskiewicz pisał o wielokrotnym przepływaniu rzeki
Moskwy: „Pod te trzy zamki rzeka Moskwa idzie, ma miejscami
brody, ale jednak lgnąca bardzo
i przetoż woleli nasi płynąć niż
brodem iść”. „Ci jako przyjechali
nad rzekę się pławić, z malusieńkiej chmurki deszcz tak okrutny
spadł, że człowieka przed sobą
nie widać było i w tym zaburzeniu
Powiedali zaś
więźniowie,
‚żeśmy rozumieli
na was, żeście dyjabli, nie
ludzie’.
przeprawiwszy się 9, bo jeden koń
nie chciał iść wpław żadną miarą”.
„wpław zaraz do nas przez rzekę
się puścili”
Powyższe przykłady to tylko niewielka próbka umiejętności polskiego rycerstwa w XVII wieku.
Przepływało ono nie tylko rzeki.
Przeprawa kawalerii Stefana Czarnieckiego przez morską odnogę
w Dani, na zajętą przez Szwedów
wyspę Alsen, stała się tak sławna, że uwieczniono ją w naszym
hymnie. Jan Chryzostom Pasek,
uczestnik wyprawy do Danii, tak
ją opisał: „Było pływać jako na
Pragę z Warszawy, ale w pojśrod-
ku tej odnogi [morskiej] było
miejsce takie, gdzie koń zgruntował i mógł odpocząć, bo było takiego miejsca z pół stajania. Sam
tedy, przeżegnawszy się, Wojewoda [Stefan Czarniecki] wprzód
w wodę, pułki za nim, bo jeno trzy
były, nie całe wojsko, kożdy za
kołnierzem zatchnąwszy pistolety,
a ładownicę uwiązawszy u szyje.
Skoro przepłynął na środek, stanął
i kazał kożdej chorągwi odpocząć,
a potem dalej [płynąć]. Konie
już były do pływania próbowane;
który źle pływał, to go między
dwóch dobrych mieszano, nie dali
mu tonąć. Dzień na to szczęście
był cichy, ciepły i bez mrozu; już
była trochę i rezolucyja [śmiałość] poczęła następować, ale zaś
potem zima tęgo ujęła. Żadna
tedy chorągiew nie była jeszcze
u lądu, kiedy Szwedzi przypadli.
Strzelać tedy poczęli; chorągiew
też, która wyszła z wody, to zaraz
na nieprzyjaciela skoczy. Szwedzi
widząc, że choć dopiero z wody,
a przecie strzelba nie zmokła, ale
strzela i zabija, w nogi; owych
też, co ich przybywało na pomoc,
przerznęli końmi, a dopieroż
w nich jak w dym. Powiedali zaś
więźniowie, ‚żeśmy rozumieli na
was, żeście dyjabli, nie ludzie’.”
Inny przypadek, również z wyprawy do Danii, opisał Jakub Łoś:
„Tamże pod Harusen towarzysz
pan Krzysztof Szepeliwski w poście przed Wielką Nocą kanał
przepłynął na koniu tak daleko,
jako by z działka trzechfuntowego donieść może, a mieli prawie
za cud jeden duńscy [Duńczycy]
i w kroniki to wpisano.”
Moim zdaniem najciekawsze jednak było to, czego dokonali noszący pełne zbroje polscy rycerze
w w bitwie pod Orszą 1514 roku.
Gdy artylerię przeprawiano mostem pontonowym, to oni rzucili
się wpław przez Dniepr! I przebyli go w obliczu gotowego do walki
nieprzyjaciela!
dr Radosław Sikora
O G ŁO SZE N I E WŁA SN E WY DA WCY
KULTURA | 15
TYGODNIK ILUSTROWANY | www.tygodnikilustrowany.pl | 7 lipca 2015
Z ciechanowskiej dzielnicy fabrycznej
do nowojorskiego Queens
Jednak nie o Different State będzie tu mowa. W tym tygodniu
nie chciałbym pisać ani o historii,
ani o kinematografii, lecz o muzyce. Mojej największej pasji. Pasji,
która towarzyszy mi odkąd tylko
pamiętam. Ciechanów początku
lat dziewięćdziesiątych pod względem muzycznym był zupełnie innym miastem niż teraz. Mieliśmy
S`thrash`ydło (z którego byliśmy
dumni jak pawie), później dzięki
takim ludziom jak Stasiu Antośkiewicz mieliśmy co piątek BWA (pamiętacie co to były za koncerty !!!
tam grał nawet i Stasio Soyka !!!),
mieliśmy w końcu legendarną salę
prób w WDK-u. Nic więc dziwnego, że obok tak uznanych firm
ciechanowskiej sceny muzycznej
jak Smirnoff czy T.O.B. jak grzyby po deszczu powstawały kolejne
zespoły Eviscerate, Psycho Power
Full OK czy w końcu wywołany
Different State.
W połowie lat dziewięćdziesiątych
Marchoff wraz ze swoją ówczesna partnerką Dorotą oraz kilkoma sesyjnymi muzykami, nagrali
materiał „Magija”, a swój projekt
nazwali 23 Threads. Na „Magiję” składało się dziewięć kompozycji utrzymanych w stylistyce
makabrycznego folku. Muzyka
ta opierała się na żywej gitarze,
wzbogaconej lekko zindustrializowanym zimnym tłem podkładów oraz recytacjami Marka oraz
Doroty. Materiał ten bardzo długi
czas przeleżał w przysłowiowej
szufladzie i dostęp do niego miało
jedynie ograniczone grono osób
zaprzyjaźnionych z jego twórcami.
Dopiero na początku dwudziestego pierwszego wieku jedna z niezależnych podziemnych wytwórni
wydała go w formie limitowanego
CD. Zasadniczo po nagraniu debiutanckiego materiału 23T przestał istnieć
a Marchoff z swoja partnerka opuścili Ciechanów i zamieszkali w Nowym Jorku. Tam po pewnym czasie
ich drogi życiowe rozeszły się. Decyzja ta ostatecznie przypieczętowała rozwiązanie projektu. Z d z i wiłem się i to bardzo gdy w połowie
2014 roku zaczęły docierać do mnie
ze Stanów informacje, że Marek
postanowił wraz z nowymi muzykami wznowić działalność 23T. Po
pewnym czasie otrzymałem, nawet
od niego bardzo entuzjastycznego
maila, z potwierdzeniem informacji oraz przedstawieniem nowego
składu projektu, a także z lekkim
zarysem tego czego mogę się spodziewać na drugim albumie 23T.
Atmosferę powrotu zespołu na sce-
Dominującą siła
jest muzyka,
która przejmuje
władzę nad słuchaczami od
pierwszych dźwięków płynących z głośników. Jest ona
mocna, gitarowa. Słuchacz
nie pozostaje obojętny na jej
uwodzący urok.
nę zespołu, podsycały dodatkowo
filmiki ze studia czy też sali prób
zamieszczane przez zespół w internecie.
Fot. archiwum Autora
Zapewne część z osób interesujących się ciechanowską
sceną muzyczną początku
lat dziewięćdziesiątych
pamięta Marka Marchoffa.
Człowieka, który całymi
dniami potrafił rozmawiać
o muzyce, a swoją pasją do
niej zarażać innych. To on
powołał do istnienia jeden
chyba z najbardziej rozpoznawalnych w kraju jak i również na świecie zespołów,
wywodzących się z naszego
rodzinnego miasta – Different State.
Tak nadszedł dzień premiery najnowszego materiału 23 Threads
zatytułowanego
„Conspicuous
Unobstructed Path”, którego wydawca jest Zoharum Records. Materiał ten został nagrany w Nowym
Jorku w trzyosobowym składzie:
Marek Marchoff – gitara, głos; Ingrid Dawn Swen – głos; Rafał Janus – bass. Jak zawsze w przypadku materiału rejestrowanego przez
Marchoffa zespół w studiu wspomagało szerokie grono zaprzyjaźnionych muzyków sesyjnych.
Muzycznie drugi krążek jest dziesięcioutworową podróżą w świecie muzyki macabre folk, ubraną
w warstwie tekstowej w ezoteryczną opowieść o kobiecym poszukiwaniu samej siebie. Jednak
jak dla mnie na tym materiale,
słowo schodzi na drugi plan. Dominującą siła jest muzyka, która
przejmuje władzę nad słuchaczami od pierwszych dźwięków
płynących z głośników. Jest ona
mocna, gitarowa. Słuchacz nie
pozostaje obojętny na jej uwodzący urok. Muzyka ta jest pełna nawiązań do klasycznego neo-folku,
dark wave czy też progresywnego
krautrocka. Tak charakterystyczne dla muzyki Marchoffa elementy nawiązujące do industrial,
alchemicznego illbientu na tym
krążku są prawie nie wyczuwalne.
Podczas każdego kolejnego kontaktu z tym materiałem odkrywam go na nowo, muzyka 23T jest
wielopłaszczyznowa, nie sposób
jednoznacznie jej określić. Z drugiej strony jest ona bardzo autentyczna, już podczas pierwszego
słuchania stwierdziłem, że chyba przeważająca cześć programu
płyty została nagrana w studio na
przysłowiowa setkę. Dzięki temu
zabiegowi czuć, że zespół bardzo
dobrze „wszedł” w ten materiał
i czuje go. Słuchacz także to słyszy
w każdym dźwięku wypływającym z instrumentów.
„Conspicuous Unobstructed Path”
pokazuje w doskonały sposób,
że „Polacy” w znakomity sposób
czują się takich szeroko rozumia-
– rdzenny ciechanowianin, obecnie
Kierownik Działu Historii w Muzeum
Romantyzmu w Opinogórze. Wcześniej prawie dekadę spędził w Trójmieście, tam studiował, smażył hamburgery i frytki, sprzedawał usługi
bankowe, w końcu nadzorował funkcjonowanie pierwszego kompleksu kinowego w Gdyni. Po powrocie do Ciechanowa tułał się po różnych urzędach oraz
firmach, w końcu osiadł w opinogórskim
Muzeum. Pasjonat historii wojskowości, a szczególnie epoki napoleońskiej,
malarstwa batalistycznego. W wolnym
czasie lubi posłuchać ciężkich brzmień
zabarwionych o folkową nutę. Gdy czas
mu pozwoli lubi pojechać na koncert lub
odwiedzić przyjaciół, nałogowo uzależniony od zwiedzania muzeów.
nych „folkowych” klimatach, nasz
romantyzmu w duszy sprawia,
że potrafimy tworzyć znakomite
kompozycje utrzymane w takiej
atmosferze. Nie musimy wstydzić
się naszych emocji towarzyszących
nam podczas odbierania tej muzyki, są one tak samo prawdziwe jak
i muzyka płynąca do nas z głośników. Wszystkich zainteresowanych
twórczością Marka zachęcam do
sięgnięcia po ten materiał. Muzykę
możecie zamówić wprost ze sklepu
internetowego wydawcy tego krążka http://www.alchembria.pl/,
a ci którzy chcą najpierw bardziej
się wsłuchać w twórczość 23T zachęcam do poszukania filmików
promocyjnych oraz wybranych
kompozycji w internecie.
Na sam koniec pragnę zawiadomić
wszystkich znajomych, kolegów
oraz przyjaciół Marka, że pod koniec października planuje on odwiedzić Polskę, być może jeden
z zaplanowanych na ten czas koncertów zagra w swoim rodzinnym
mieście. Poczekajmy, więc może
dane nam będzie za kilka miesięcy na żywo usłyszeć kompozycje
z „Conspicuous Unobstructed
Path”.
Rafał Wróblewski
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść zamieszczanych
ogłoszeń i zastrzega sobie prawo do skracania nadesłanych tekstów.
Poglądy wyrażane w publikowanych materiałach są osobistymi
opiniami ich autorów i niekoniecznie muszą odzwierciedlać poglądy
Adres Redakcji
06-400 Ciechanów, ul. Kilińskiego 8
(Browar Ciechan)
e-mail: [email protected]
tel. 23 672 55 88
Rafał Wróblewski
Redaktor naczelny
Marek Szyperski
Wydawca
Gambrynus Sp. z o.o.
ul. Kilińskiego 5,
06-400 Ciechanów
Redaktor graficzny
Dorota Pogorzelska
Biuro reklamy
Anna Dąbrowska
tel. 509 820 919
e-mail: [email protected]
Redakcji i Wydawcy.
Na podstawie art 25. ust. 1 pkt 1b prawa autorskiego Wydawca
wyraźnie zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów
opublikowanych w „Tygodniku Ilustrowanym” bez uzyskania zgody
Wydawcy jest zabronione.
reklama
16 | WYDARZENIE
7 lipca 2015 | www.tygodnikilustrowany.pl | TYGODNIK ILUSTROWANY
Fot. BRJ TV
We Love Cars - Ciechanów 2015
reklama

Podobne dokumenty