Moje Cleveland – impresje My Cleveland - Impressions

Komentarze

Transkrypt

Moje Cleveland – impresje My Cleveland - Impressions
6501 Lansing Ave.
Cleveland, OH 44105
216-883-2828
e-mail: [email protected]
www.polishcenterofcleveland.org
POLISH-AMERICAN
July, August 2015, No. 7,8/155
Lipiec, Sierpień 2015, Nr 7,8/155
Dr Tomasz Markiewka
Moje Cleveland – impresje
Znaki
W sumie to nigdy nie paliłem się do wyjazdu do
USA. Europa ma tyle ciekawych miejsc, w których czuję
się dobrze, że wyjazd do Stanów postrzegałem jako
kosztowny, skomplikowany i trochę zbędny.
Do tego irytujące, kosztowne procedury wizowe,
przekraczanie granicy porównywalne chyba tylko z
dawnym, słusznie minionym NRD, zniechęcały mnie
nieco do opuszczania bezpiecznej, bezwizowej,
bezpaszportowej europejskiej strefy Schengen.
Wyjazd do Stanów na zaproszenie Cleveland State
University i Fundacji Kościuszkowskiej musiał więc nieco
zburzyć mój bezpieczny, przyjazny, stary europejski /
polski światek.
A gdy już decyzja została podjęta, Cleveland zaczęło
nabierać realnych konturów; co więcej – niespodziewane
znaki wskazujące na miasto nad jeziorem Erie
przychodziły do mnie z każdej strony. A to audycja
radiowa o znanym polskim dyrygencie, który pracował
przez kilka lat z Cleveland Symphony Orchestra. A to
zaskoczenie na środku autostrady w korku koło Wrocławia
na początku sierpnia 2014 roku: świetny recital
Chopinowski Daniła Trifonowa z Dusznik-Zdroju
transmitowany przez II Program Polskiego Radia – a w
przerwie długi wywiad z tym świetnym rosyjskim pianistą,
w którym obszernie opowiadał o… swoich studiach w
Cleveland Institute of Music. Cleveland – co zaskakujące
– wyszło do mnie nawet z kart opowiadania Artura Conan
Doyle’a czytanego w sierpniowy wieczór. Tak –
wiktoriański autor A Study in Scarlet bohatera swej
opowieści znalazł również w… Cleveland, Ohio.
Te znaki nie mogły być przypadkiem. Cleveland było
mi pisane….
Miejsca
Cleveland jako miasto zaskoczyło mnie na wiele
różnych sposobów. Moje dotychczasowe wyobrażenia o
Stanach potwierdziło oczywiście Downtown i okolice
Public Square. Architektura ze złotego okresu Ameryki z
Terminal Tower czy starym biurowcem Huntington
wymieszana ze współczesnymi i trochę
nużącymi
biurowcami w nieco bezdusznym centrum. Między nimi
Dr Tomasz Markiewka
My Cleveland - Impressions
Signs
In a nut shell, I was never fired up about
traveling to USA. There are many interesting
places in Europe where I always felt very comfortable and content. Any idea of visiting the
States was promptly quashed in my mind as expensive, complicated and somewhat redundant.
Add to that irritating and expensive task
of obtaining a visa, the hassles of getting
through the U.S. customs, which in my mind
ranked right up there with the border crossing
into East Germany of the communist era, discouraged me from leaving my safe, visa-free,
passport-less European “Schengen zone”.
This trip to USA at the invitation of the
Cleveland State University and the Kosciuszko
Foundation had to somewhat disturb the secure,
familiar European / Polish world I had created
for myself.
Just as the decision was made, Cleveland began to take shape in my mind's eye. Unexpected coincidences and signs pointed to a
city on Lake Erie. One day I happened to tune in
to a radio interview with a well-known Polish
conductor who spent several years with the
Cleveland Orchestra. Then another surprise as I
listened to a wonderful performance of Chopin’s
music on the II Program of Radio Poland by
Daniel Trifonow from Duszniki-Zdroj while
stuck in traffic near Wroclaw in the beginning of
August 2014. During the intermission there was
a lengthy interview with this superb Russian
pianist during which he described his studies at
the Cleveland Institute of Music. Cleveland - so
surprising and enticing, it’s call even came to
me from the pages of Sir Arthur Conan Doyle's
novel which I was reading one August night and
found that the Victorian era author of A Study in
Scarlet had placed one of his main characters in
Cleveland, Ohio.These signs could not be coincidences. Cleveland was my destiny.
Forum
- July, August 2015 -
ukrywały się jednak piękne budynki w stylu francuskiego
klasycyzmu (Public Library i okolice), no i cudowne
budynki University Circle z Muzeum i Severance Hall –
będącym mieszanką europejskości z amerykańskim
„gilded age”.
Miejsc magicznych znalazłem zresztą w Cleveland
sporo. Gdziekolwiek jestem, zawsze lubię zwiedzać
lokalne kościoły i cmentarze – przez nie przemawia
historia i dziedzictwo miasta. W Cleveland odkryłem dla
siebie piękny Lakeview Cemetery, oczywiście Trinity
Cathedral – w której wysłuchałem w Wielki Piątek
wspaniałej Johannespassion Johanna Sebastiana Bacha.
Zresztą wiele miejsc w Cleveland kojarzy mi się ze
wspaniałą muzyką – jedno muzyczne odkrycie
pozostanie ze mną na pewno na długo: wspaniałe
programy muzyki dawnej w wykonaniu Apollo’s Fire.
Szkoda, że jego muzycy zaczynają już wielką karierę
światową – w tym roku wystąpią na londyńskich
Promsach – to oznacza, że pewnie już trudno będzie ich
zaprosić na mały, ale uroczy festiwal muzyki dawnej
improwizowanej All Improvviso, który od lat organizuje
w Gliwicach mój przyjaciel.
Z miejsc, które pozostaną w moim sercu, wymienić
pewnie wypada jeszcze trzy: brutalistyczną Rhodes
Tower – wiem, że na brzydotę niektórych budynków
CSU narzeka wielu mieszkańców miasta, ale, primo:
brutalizm nie jest zły (znam świetnie ten styl z Katowic),
secundo: w wieży dostałem własny gabinet na 13. piętrze
z widokiem na jezioro. Nie tylko widoku, ale i własnego
gabinetu żadna polska uczelnia nie oferuje żadnemu
adiunktowi… Cóż, Ameryka to Ameryka…
Drugim widokiem bliskim memu sercu były fabryki
i huty, których wianuszek oplata miasto – część z nich
jest nieczynna, ale chyba większość działa i
przypominała mi krajobraz industrialnego
i
postindustrialnego Śląska. Czułem się prawie jak w
domu… No i trzecie miejsce – cudowne Cleveland
Heights, domy jakby przeniesione z angielskiej wsi,
wspaniałe rezydencje, nazwy nawiązujące do angielskiej
historii i topografii, a wszystko zatopione w powodzi
zieleni starych drzew, wśród których nieustannie
baraszkowały zastępy pozytywnych i wesołych
wiewiórek. Bajka.
Kilka miesięcy spędzonych w Cleveland pozwoliło
mi poznać sporo ciekawych ludzi. Kluczem do ich
zrozumienia na pewno jest słowo „różnorodność”. Była
ona jak powiew świeżego powietrza – Polska do dziś jest
(i chyba staje się coraz bardziej) krajem kulturowo
bardzo homogenicznym, w którym wszelkie inności są
często marginalizowane bądź traktowane z nieufnością.
Oczywiście można odwoływać się do znanych określeń
amerykańskiego społeczeństwa: melting pot czy caesar
salad, jednak dopiero poznanie z bliska owej
różnorodności było naprawdę inspirujące.
Page 2
Places
As a city, Cleveland held many surprises for me.
My existing knowledge of the U.S. provided me with a
fairly accurate picture of downtown and Public Square.
As seen in the buildings from America’s golden age of
architecture, the Terminal Tower and the old Huntington
Building were fine examples of that time. They were
mixed in with contemporary architecture as well as some
uninspired, rather drab office buildings in a somewhat
lifeless center of town. There were other beautiful buildings, some designed in the style of French Classicism
(the Cleveland Public Library and its surroundings) as
well as the marvelous buildings at University Circle such
as the Museum of Art and Severance Hall, a combination
of the European style and America’s gilded age. There
were magical spots to be found all around Cleveland.
Wherever I travel, I make it a point to see the churches
and nearby cemeteries through which city’s history and
heritage speak.
I discovered beautiful Lakeview Cemetery, and
of course, the Trinity Cathedral in which I listened to a
magnificent Good Friday concert of Johann Sebastian
Bach’s music. Actually, many places in Cleveland connect me with superlative music. One such discovery,
which will remain with me forever, was a performance of
historic music by an amazing group, Apollo’s Fire. It
troubles me that since they have been recognized worldwide (this year they’re headed to London for the Proms)
it will probably be more difficult to invite them to perform at the small, but very lovely historic music festival
“All Improvviso” which for years has been organized by a
friend in Gliwice, Poland.
There are three places that will remain in my
heart and among my fondest memories. First is an example of the Brutalist style in architecture, the Rhodes
Tower at Cleveland State University. I heard many complain about the ugliness of some of the architecture on the
CSU campus. But I don’t think the Brutalist style is all
that bad (I know it well from Katowice, Poland). Besides,
my own office on the 13th floor of Rhodes Tower came
with a wonderful view of the lake. No college or university in Poland would offer an adjunct professor his or her
own office to begin with, much less one with a fabulous
view. Ah, America.
My second fondest memory is the myriad of
steel mills ringing the city, with many still up and running and some permanently shut down. They reminded
me of the postindustrial Slask region of Poland. I soon
felt right at home.
And the third place I will never forget is the enchanting city of Cleveland Heights, with its houses that
look like they had been transplanted from an English village. It is a city of fabulous residences with streets named
after English history and topography; all nestled in a lush
forest of old growth trees in which squirrels frolic nonstop. It’s a magical place.
Forum
- July, August 2015 -
Ludzie
W skali makro można oczywiście mówić o
wielkiej różnorodności etnicznej i kulturowej
widocznej zarówno w mieście, jak i na samym
uniwersytecie. W skali mikro jednak – i to dla mnie
było doświadczenie szczególnie interesujące – ciekawą
różnorodność można było dostrzec wśród Polonii. Dla
mnie, z perspektywy Polski w roku 2015, ciekawe
było poznanie, co znaczy Polska, jak jest rozumiana i
odczuwana przez różne pokolenia Amerykanów
polskiego pochodzenia. Czym innym bowiem jest
Polska i jej kultura dla „świeżych” gości, czym innym
dla tych, którzy przybyli do USA w początkowych
latach polskiej transformacji, czym innym dla
emigrantów z czasów PRL czy z czasów wojennych.
Oczywiście Polska dla osób z trzeciego pokolenia
emigracji jest już światem zupełnie odmiennym. Co
jednak było dla mnie bardzo pozytywnym
doświadczeniem, to wielki optymizm i dobra energia,
które
pozwalają
ludziom
na
prowadzenie
różnorodnych działań, które mają na celu promowanie
dziedzictwa polskiego w wieloetnicznym tyglu
amerykańskiego
miasta
nad
jeziorem
Erie.
Oczywiście, czasem, jak w soczewce skupiają się w
niewielkiej przecież społeczności podziały czy wręcz
konflikty (będące odbiciem podziałów obecnych we
współczesnej Polsce) – jednak daleki byłbym od ich
demonizowania. To oczywiste, że w demokracji
istnieją podziały, i nie jest od nich wolna ani Ameryka,
ani Europa, ani żaden inny, naprawdę wolny kraj
świata. Ich fundamentem jest wolność – wartość, na
której zbudowana jest Ameryka z marzeń emigrantów
wszystkich czasów. Ta wolność stwarza przestrzeń
dialogu – przestrzeń metaforyczną, ale przecież mającą
i konkretne wymiary miejsc i środowisk aktywnie
działających w Cleveland: Polsko-Amerykańskiego
Centrum Kultury, parafii św. Stanisława, pisma
„Forum”, czy wreszcie – last but not least – powoli
rozwijających się Polish Studies na Cleveland State
University. W takiej atmosferze różnorodności,
wolności i dialogu dbałość o polskie dziedzictwo jest
szczególnie ciekawym zadaniem. Z jednej strony ma
bowiem służyć zachowaniu języka, kultury i tradycji, z
drugiej zaś dbałość ta powinna być skierowana „na
zewnątrz”, by polski głos stał się słyszalny dla
różnorodnej społeczności mieszkańców Cleveland i
sąsiednich miast. Mam nadzieję, że Polish Studies na
CSU z czasem staną się ważnym elementem polskiej
mozaiki Cleveland i dobrą płaszczyzną dialogu i
promocji tego, czym jest polskość dla Amerykanów
polskiego pochodzenia oraz czym jest Polska
współcześnie.
Page 3
People
Those several months spent in Cleveland allowed
me to make the acquaintance of many interesting people.
The key to understanding them is the word “diversity.” The
experience was a breath of fresh air. Poland to this day
remains (and is becoming ever more so) a country with a
very homogenous culture where foreigners and minorities
are often marginalized and mistrusted. In the U.S. society is described by the classic American references of “the
melting pot” or “Caesar salad.” Seeing and experiencing
that cultural diversity was truly inspiring.
On a macro scale one can easily describe the
great cultural and ethnic diversity which is found in the
cities and at universities. On the micro scale, and this was
a most fascinating revelation, one can see diversity among
members of the Polish community itself. From my perspective as a citizen of Poland in the year 2015, I got to
learn what Poland means to the people here and how it is
understood and experienced by the different generations of
Polish Americans. Poland and its culture are something
quite different in the minds of those who are “fresh arrivals” in the U.S. as compared to those who came to here at
the beginning of Poland’s transformation into an independent democracy. It is also something else for immigrants
from the PRL (Polish People’s Republic). Then again,
those who left Poland after the WWII, see it in an entirely
different light as well. And finally, in the eyes of third
generation immigrants Poland is another world altogether.
I found it a very refreshing and a very positive
experience to observe the tremendous optimism and positive energy with which people here celebrate their unique
Polish ancestry and heritage in the great crucible of Cleveland’s melting pot on the shores of Lake Erie.
Under the lens of closer scrutiny, one can observe
divisions and some conflicts in the Polish community here.
These no doubt are reflections of divisions and quarrels
found in present day Poland itself, but I am far from demonizing them. In a democracy, there are many points of
view and no country is free of differences among its people, whether it be America, a country in Europe, or any
other truly free nation in the world. The foundation of
these democracies is freedom - a basic American value on which the country was built from the immigrant dreams
throughout ages. Freedom creates space for discussion not
only in a metaphorical sense but also in the real world of
actual places, venues, events and activities in Cleveland as
elsewhere, where ideas are presented, shared, debated, realized. Places such as the Polish-American Cultural Center, the parish of St. Stanislaw, the publication Forum and
last but not least, the still developing program of Polish
Studies at Cleveland State University. In this atmosphere
of diversity and freedom, dialogue about what the Polish
heritage means becomes a truly worthy and fascinating
undertaking. On the one hand, it serves to preserve the
Forum
- July, August 2015 -
language, the culture and traditions of a nation, but on the
other, it’s a mean to get the message out to other peoples
and groups so that the Polish voice can be heard and recognized by the diverse populations of Cleveland and its
neighboring cities. I hope that in time, the Polish Studies
program at CSU becomes an important part of Cleveland’s Polish mosaic, and a platform for the dialog and
promotion of what does Polishness mean to Americans of
Polish descent and what is contemporary Poland.
Dr Tomasz Markiewka (University of BielskoBiała, Poland) was a grantee of The Kościuszko
Foundation and in the spring semester 2015 taught
classes at Cleveland State University. His courses
included History of Poland, Masterpieces of Polish
Literature and a number of guest lectures for Polish
organizations.
Translated by Zofia Wisniewski
Elżbieta Ulanowska
Weekend w Cleveland pełen
artystycznych doznań
Niepowtarzalne dni sobota i niedziela 13 i 14
czerwca 2015 dały okazję do wysłuchania ciekawych
programów z dziedziny muzyki klasycznej, do tego w
znakomitym wykonaniu.
Oto opis kolejnej premiery w Opera Circle,
tym razem Madame Butterfly Giacomo Pucciniego
wystawionej w Ohio Theatre, Playhouse Square. W
sobotni wieczór o godzinie 7.30 widownia teatru
wypełniła się licznie przybyłą publicznością, a chętnych
było tak dużo, że dostawiano dodatkowe fotele. Okazuje
się, że ten gatunek wokalno-muzyczny, jakim jest opera
znajduje ciągle licznych i prawdziwych wielbicieli. Nie
zdezaktualizowały się ani tematy, ani muzyka. A
szczególnie ulubioną operą jest Madame Butterfly ze
względu na muzykę oprawioną subtelnym kolorytem
japońskim z uzupełnieniami partytury własnymi
tematami Pucciniego. Ilustruje ona podobno
autentyczną historię o gejszy z Nagasaki uwiedzionej i
porzuconej
przez
amerykańskiego
porucznika
marynarki. Klasyczny melodramat, jednak podniesiony
na wyżyny sztuki. Butterfly kocha, tęskni i opiekuje się
dzieckiem porucznika. Kiedy o istnieniu syna
dowiaduje się Pinkerton przypływa do Nagasaki, ze
swoją amerykańską żoną, aby odebrać matce
trzyletniego synka. Oszukana, dotknięta boleśnie gejsza,
odbiera sobie życie.
Opera Circle przygotowała Butterfly z dużym
nakładem pracy, angażując bardzo dobrych wokalistów
i instrumentalistów w orkiestrze. Specjalnie też
zaproszono, znanego i nadzwyczaj cenionego w świecie
Page 4
dyrygenta Polaka, Grzegorza Nowaka, który pokazał
wysoką klasę w prowadzeniu orkiestry i solistów.
Rolę tytułową kreowała Dorota Sobieska sopran, a jej japońskim mężem Pinkertonem był Isaac
Hurtado - tenor. Oboje tworzyli pięknie prezentującą
się parę. Isaac postawny w białym, wojskowym
mundurze przedstawiał się imponująco, a Dorota
Sobieska w szatach Japonki i w kruczo czarnych
włosach wyglądała bardzo ładnie i oryginalnie. Ich
śpiew, publiczność wielokrotnie nagradzała brawami
za wykonane arie i duety. W roli opiekunki Butterfly,
Suzuki wystąpiła Christina Carr, mezzosopran,
uznana solistka światowych premier, a do nas przybyła
z Nowego Jorku. Rolę amerykańskiego konsula w
Japonii, Sharplessa z powodzeniem kreował James
Binion, baryton. Pozostałe partie realizowali: Brian
Skoog, tenor jako Goro, pośrednik i sprawca całej
tragicznej historii, oraz Susan Fletcher, mezzosopran
jako Kate Pinkerton, nadto w pozostałych rolach
wystąpiło dziewięciu solistów.
Partie chóralne cudownie wykonał zespól
Opera Circle przygotowany nadzwyczaj starannie
przez Jacka Sobieskiego, a był on również
korepetytorem wszystkich solistów.
Całość spektaklu reżyserowała Dorota
Sobieski wykonując ogromną pracę w ustawieniu scen
w tym wieloosobowym przedstawieniu, a jednocześnie
kreując rolę tytułową. Widocznie jeśli się prawdziwie
ukocha teatr muzyczny, to każde wyzwanie jest do
przezwyciężenia.
Zmienne, filmowe obrazy w tle sceny, rzucane
na kulisy, zaprojektował Sylwester Piedziejewski,
artysta plastyk z Warszawy. Ściany japońskiego
domku i umeblowanie wnętrza powstało w wyniku
współpracy Charles’a Glicha z Hubertem
Wiśniewskim. Obydwaj artyści działali z wielkim
zaangażowaniem projektując i wykonując tę ciekawą
scenografię. Duży udział w pracach technicznych miał
również Andrzej Stępień.
Czytając program opracowany do spektaklu
co rusz napotykamy nazwiska osób z Polonii zarówno
w chórze jak i w pracach artystyczno-technicznych,
których jest ogrom. Ta piękna działalność tylu osób
jest godna podziwu i uznania.
Po tak wielkim sukcesie, jaki odnieśli
dyrektorzy Opera Circle Dorota i Jacek Sobiescy
wystawiając
Butterfly czekamy na następne
premiery. Ciekawi nas jaki tytuł oraz, którego z
kompozytorów będziemy mogli usłyszeć być może
jeszcze w bieżącym roku.
Drugą atrakcją, która ucieszyła melomanów
był niedzielny koncert symfoniczny w Severance Hall.
Forum
- July, August 2015 -
Nie często clevelandzka filharmonia umieszcza w swoich
repertuarach utwory kompozytorów polskich i właśnie
nadarzyła się okazja. Youth Orchestra wykonała „Orawę”
Wojciecha Kilara. W „Forum” pisaliśmy o jego
twórczości i tej wielkiej stracie jaką poniosła polska
kultura w 2013 roku, wraz z jego odejściem. Często
tematem przewodnim utworów Kilara jest ludowa
muzyka Podhala i okolic Śląska. Zafascynowała go tak
bardzo regionalna kultura tych okolic, że w swoich
kompozycjach wprowadzał motywy folklorystyczne
pieśni i tańców. „Orawa” brzmi jak kapela góralska
zwielokrotniona, żywiołowa, buchająca energią i
temperamentem. Wrażenia spotęgowało wykonanie tego
kameralnego utworu przez dużą, pełną orkiestrę, jak to
miało miejsce w Severance Hall.
Nie będę omawiać wszystkich utworów, które
znalazły się w niedzielnym koncercie. Przedstawię
jedynie kompozytora Dymitra Szostakowicza, Rosjanina
jednego z najwybitniejszych symfoników stulecia i
wielkiego mistrza kwartetu smyczkowego. Ma on pewne
powiązania z Polską, po mieczu pochodził od patriotów
polskich. Jego pradziad i dziad mieszkali w Wilnie i brali
udział w powstaniach 1830 i 1863 roku. To dlatego jego
ojciec urodził się na Syberii gdzie został zesłany dziad,
Bolesław. W 1927 roku Dymitr Szostakowicz
uczestniczył w Pierwszym Międzynarodowym Konkursie
Chopinowskim w Warszawie, gdzie wyróżniono go
dyplomem. Jego wielki talent i karierę złamał
barbarzyński, komunistyczny system. Szczególnie
tragicznym okresem, dla kompozytora były lata od 1932
do śmierci Stalina. Władza skazała go na nieistnienie.
Panował ścisły zakaz odtwarzania jego utworów. W
połowie lat pięćdziesiątych złagodzono tę restrykcję,
jednak do końca życia w 1975 roku nie będzie miał
swobody twórczej, ciągle będzie musiał zakładać maskę
stylu socjalistycznego. Youth Orchestra wykonała jego
Uwerturę Festiwalową, opus 96. GENIALNY utwór.
Na omawiany koncert przybyło dużo znajomych
osób, wystarczyło obrócić głowę, aby napotkać wzrokiem
znane twarze. Tu siedzieli państwo Wiśniewski, tu
Sobiescy z Grzegorzem Nowakiem. To znów nieco dalej
Kwiatkowscy i Hartowie, pani Eugenia Stolarczyk oraz
autorka
opracowania z
koleżanką
Anną Kiraly z
synem
Pawłem.
Page 5
David Krakowski
"Povera Butterfly"
Last Saturday evening, some 46 years after having seen my first performance of Madama
Butterfly at the Teatr Wielki in Warsaw, I was
drawn again to a production of this drama by way
of the performance of Opera Circle Cleveland at
the Ohio Theatre in PlayhouseSquare. I knew the
music backwards and forwards having heard it
countless times. I knew the various characters, the
predictable staging, the tragic ending; what I never
felt before was the depth of human tragedy as conveyed so clearly by Opera Circle’s artists, from
the small crowd of geishas to the fragile Butterfly;
the pimp to the sex-starved liar; the righteous uncle to the loyal handmaid. Opera Circle put flesh
on these characters. The combined arts of acting
and singing lifted what could have been a simple
story of human trafficking to an artistic plane
which touched the heart of anyone familiar with
the lowest depths of possible human shallowness
and self-indulgence. Opera Circle’s artists exposed the human condition at its lowest using the
vehicle of beauty and truth woven in Puccini’s
world of sound: the tragedy of one human being
blatantly using another for his own pleasure, then
discarding the commodity.
Isaac Hurtado’s depiction of the morally
bankrupt Pinkerton was communicated with his
darker tenor voice, one not always common to
tenors. Dorota Sobieska’s Cio-Cio-San gracefully
lilted from the stage as scented flower petals,
grabbing at everyone’s heart with her naiveté. Her
lyric soprano matched the delicate character of a
young girl passionately about to be sacrificed on
the altar of hedonism in her misguided innocence.
Sobieska’s artistry portrayed the youthful eagerness of a fifteen-year-old with the budding passion
of a wife and mother. The calm but authoritative
voice of James Binion (Sharpless) warned of the
tragedy, but his words fell on deaf ears. Christina
Carr’s lovely pointed mezzo voice showed Suzuki
as a guardian angel of Butterfly trying so cautiously keep her from being pinned onto the wall
as a trophy. Brian Skoog’s Goro portrayed the
eager 'pimp' with a relaxed vocal timbre suitable
for the character out to line his pockets at the expense of others. The entrance of the uncle, the
Bonze, had a very powerful portrayal in the person and booming voice of William Roberts. His
deep baritone, along with the supporting geisha
Forum
- July, August 2015 -
chorus, was totally successful in portraying their emotions concerning the tragic decision of Butterfly regarding her abandonment of her religion for the American.
The chorus, composed of professional opera singers as
well as ladies from local Cleveland churches and sources,
had clearly shown first its admiration of Cio-Cio-San as
well as its subsequent disgust in her shameful decision.
All the characters are to be commended for performing as
a true ensemble, contributing to the artistic whole.
The singing and acting were straightforward,
fluid, melodic lines of the music intertwining with the
economic and artistic sets designed by Charles Gliha and
Hubert Wisniewski. The set designers handily negotiated
the small stage of the Ohio Theatre with the employment
of scrims and the traditional Japanese elements found in
the shoji screen, in addition to the chamber tastefully
styled by Charles Gliha. Most importantly, Maestro
Grzegorz Nowak masterfully held together what could
easily evolve into a maudlin rendition in the hands of a
lesser artist to a tightly knit palette of noble enterprise. It
was a successful marriage of singing, acting, staging,
lighting, and ingenuity.
Opera Circle Cleveland gifted the standing-roomonly audience of nearly 1,000 people with a consummate
work of art. The company, once again, is to be commended for contributing to the elevation of the human
spirit through the years of cultural offerings across our
region. They are a true gem in the crown of our city.
Page 6
Elzbieta Ulanowski
CHOOSING THE LESSER
EVIL IN ORDER TO SURVIVE
A short story of Norbert Kraszewski’s life
The undisturbed, peaceful life in the village of
Derzow located in the Western Ukraine within the Polish pre WW II borders, ended with the signing of the
Molotov-Ribbentrop Pact and the ensuing September
1939 German and Soviet invasions and division of Poland. While both invaders initiated deportations and
killings of Polish citizens, this story begins with events
that happened on the Russian side.
On December 2, 1939 Norbert's father was arrested and executed by Russians as a Polish patriot. On
April 13, 1940 the whole family, mother, four children
and grandfather who died a year later at the age of 72,
were deported to Firma Or No. 2 in Northern Kazakhstan, the Soviet Union, located within the sight of the
Urals. This being a farming and sheep raising settlement, the deportees were engaged in tending to the
sheep and horses [Norbert’s first assignment], pasturing,feeding, wool sheering, propagation and protecting
from the wolves and elements in the bitter long winter.
When in July 1941 Germany attacked Soviet Union, all the men from Firma Or ages 16 to 60 were conscripted, thus leaving women and children to do the
work. Then 12 years old, Norbert was assigned to
grass cutting and hay raking using a rake drawn by two
oxen. As young and as small as he was, he lived up to
his new task very well that year. He continued tending
to the sheep for the rest of the year until the next grass
cutting and raking started. Then, the unexpected happened. In Norbert's own words:
"One day after finishing raking one area I returned to the camp for a lunch of barley soup, bread
and hot water. Before I had a chance to water my oxen,
the brigadier told me to go to another area and finish
raking. At about half way to the new raking area the
oxen started to run. Tried as I could I could not stop
them. In about five minutes the oxen, the rake and me
barely holding to the seat of the rake, were sliding
down what looked like a large about 30 meters in diameter, two story houses deep sink hole. In less than a
minute I found myself in water swimming.
The rake was under water somewhere. I could see
the oxen's heads swimming to the other side of the
hole. I swam back to the side we entered. When I
climbed out of the hole and looked around I saw no
oxen, no rake, neither in the sinkhole nor on top of the
Forum
- July, August 2015 -
deep pond nor anywhere on the horizon. I slid back
into the sink hole and started to dive, several times.
I found nothing. I realized that I destroyed The Soviet government property. I knew this was punishable by jail. It was not I who would be punished,
because I was a child. It would be my mother's
fault because she brought me up 'improperly'. After
exhausting all my physical options, and thinking of
the consequences I panicked. I started to pray.
Praying to God on my knees, I fell asleep. When I
woke up and got up, I said to myself, I guess God
does not care for me anymore. Disgusted with myself, I started to walk eastward to the camp. As I
climbed a small hill I looked back, hating myself
for being a bad son to my mother and for other of
my weaknesses. Looking back to the west, I saw on
the horizon two silver white moving spots in the
glare of the setting sun. I turned back past the sink
hole to investigate. After some up and down the hill
walking, I found myself next to my rake and mud
covered oxen. I immediately climbed onto the seat
of the rake and rode to finish my days work. When
I returned to the camp it was dark. A worried
brigadier looked me over, looked over the mud
covered oxen, asked me, but said nothing. I
went to sleep hungry. I thanked God, for keeping
my family together, for being with me even in this
Godless country."
The living conditions in soukhoz were appalling, including the ever-present hunger. One day in the
spring of 1942, when Norbert took off his heavy wool
pressed boots [valenki in Russian], he noticed his legs
and feet were swollen from malnutrition. Most of the
children his age and with similar symptoms had a life
expectancy of two years, as diseases attacked the
body’s weakened immune system. In the latter part of
year 1941, as the former Polish prisoners were forming
an army, with some units leaving for Middle East, Norbert learned of an orphanage in Jurun, that was accepting Polish children. He decided to enter this orphanage
and in early September, after hugs and waves of good
byes to the mother, brothers and an ailing sister, he began the 100 km journey. Next day, as he walked, a
stranger in a Russian army uniform [without insignia]
asked to join Norbert, who agreed but did not trust the
man. As the evening approached, they neared a small
settlement of houses and haystacks. The stranger, who
apparently already had a contact in the village, directed
Norbert to a specific house where he was given some
bread, which they shared before climbing unto one of
the hay stacks and falling asleep. Next day, when they
Page 7
reached Jurun in the early evening, the companion departed, once they found the house with a Polish flag
hanging over the front door. Norbert entered, believing he found hope, safety and stability, but next day
the children in the orphanage were told to write to their
parents in soukhozes and kolkhozes, notifying
them that they were being transported by the train to
Tashkent, in the southern part of the Soviet Union.
This was almost a week long trip. The rest of the contingent followed after. One day, a large hall in the
Tashkent’s center, at least 500 children, young adults
and adults gathered to listen to the Polish General Anders, who informed them that all would leave Russia
for Iran. After the speech, the children were divided
into two groups. Young adults were going to the
camps in Iran where the Polish army units were stationed, the younger children were transported by train
across the Russian Iranian border to Mashhad in Iran.
Norbert found himself in the latter group.
After several weeks, the Mashhad orphanage of
300 children and adults was moved to a one in camp
Balachadi, India, where Norbert completed the grade
school. The commandant of the camp in Balachadi was
a priest, father Francis Pluta, who played an important
role in Norbert's life later in his life. In
1944 Norbert
moved to yet another Polish
camp called Valivade in the State of Kolhapur, India,
where he attended and completed high school. After
the WW II ended, all the people from the Polish camps
in India migrated to various countries. Norbert chose
England where he was directed to work as a coal
miner. His life’s goal was always further education so
he tried to change to a daytime job and then attend a
night school, but the office of the Ministry of Labor in
Sheffield denied his request. After 2 years, Norbert
quit and moved to West Germany - the American
zone, in the city of Hanau. He accepted a job in a Polish Guard unit at an American Army camp as a PolishEnglish interpreter. In 1950 he was transferred to another Polish guard company near Paris, France. During
1951 and an undoing Korean war, Norbert was asked
to join the US Army which he did in 1952. After basic
training at Fort Dix New Jersey he was assigned to the
82d Airborne Division in Fort Bragg, North Carolina.
In 1957, honorably discharged from the US Army,
Norbert moved to Cleveland. For approximately one
year, he worked the midnight shift in a steel mill,
while going to an evening drafting school. When he
met Mr. Eugene Bak, who earned an Engineering degree from Ohio State University, Mr. Bak urged Norbert to do also attend. Norbert eventually graduated in
1963 with a degree in mechanical engineering, and
accepted a position with General Electric Company, at
NELA Park in Cleveland, Ohio.
Forum
- July, August 2015 -
The best part of his life was marriage to Marianne
Pluta [1965], a niece of the previously mentioned Father
Pluta, the former commandant of the orphanage in India.
The marriage created a wonderful family and 3 beautiful children. I asked Norbert which part of life he would
like to return to. He said, “The life of childhood.” He visited Ukraine as often as he could from the time Ukraine
got its independence. Here is where he learned that his
brother Florian died in Kazakhstan from starvation and
his youngest brother died in Ukraine at the age of 45,
and here he visited a mass grave in Stryj where his father
with some 500 other Polish patriots, all shot in the back
of the head by the Russians were buried. His worse experience was the inhumane treatment of people of all
ages in that Firma Or No.2, in Kazakhstan. Norbert and
his wife joined The PACC soon after it was organized.
For some months he was the financial secretary of the
organization, but had to give it up as his wife needed help
with baby sitting of their granddaughter. Later he had
to take care of her as well, and unfortunately she died of
ALS in 2011.
The above described events from Norbert's life stir
emotions and amaze, how a child entangled in a war, experiencing unending adversities, can survive, overcome
misfortunes and grow up to achieve a successful life.
Drogi Czytelniku,
Czy wiesz kto powiedział, że jeżeli naprawdę
chcesz poprawić świat to poprawę musisz zacząć od
siebie? Wyobraź sobie, że są to słowa Marii CurieSkłodowskiej. W lipcu tego roku upłynie 81 rocznica jej
śmierci, więc myślę, że warto przypomnieć kim była, i
jak się zasłużyła w poprawianiu naszego „świata”.
Maria Salomea Skłodowska urodziła się w
Warszawie w 1867 roku w rodzinie drobno-szlacheckiej.
Jej ojciec, Władysław, był nauczycielem matematyki i
fizyki, matka zaś prowadziła pensję dla dziewcząt z
dobrych domów. Oboje wychowywali swoje dzieci
(pięcioro) w duchu głębokiego patriotyzmu. W 1883 roku
Maria ukończyła gimnazjum rządowe ze złotym
medalem. Dalsza nauka była dla kobiet w tym okresie
niedostępna w Królestwie Polskim, Maria i jej siostry,
Bronia i Hela, wstąpiły więc na nielegalny Uniwersytet
Latający. Siostry poznały tam wybitnych profesorów,
którzy zafascynowali je nauką. Dwie siostry, Maria i
Bronia, postanowiły studiować dalej w Paryżu. Zawarły
umowę, że najpierw na studia pojedzie starsza (Bronia), a
Maria będzie pracować w kraju na jej utrzymanie. Po
zakończonych studiach we Francji Bronia miałaby ją
ściągnąć do siebie i utrzymywać. I tak się stało. Maria
Page 8
przez pięć lat pracowała utrzymując siostrę w
Paryżu, a w 1891 wyjechała do siostry. W listopadzie
tego roku wstąpiła na Sorbonę, gdzie studiowała
matematykę i fizykę. W 1893 roku otrzymała
licencjat z fizyki z pierwszą lokatą, a rok później z
matematyki z drugą lokatą. Nie ma tutaj miejsca na
wiele szczegółów z życia Marii, chciałbym tylko
dodać, że po studiach Maria weszła w krąg
francuskich naukowców, gdzie poznała między
innymi Pierre’a Curie, za którego wyszła za mąż w
1895 roku.
Swoje osiągnięcia naukowe Maria
zawdzięcza głównie żmudnej pracy, wytrwałości, no
i oczywiście zdolnościom. Oglądałem z ciekawością
film o Marii i Pierre, który pokazał w jak trudnych
warunkach pracowali, ile siły i zdrowia kosztowało
ich
prowadzenie
doświadczeń
nad
promieniotwórczością. W 1898 roku małżonkowie
Curie przedstawili pracę naukową o odkryciu
nowego pierwiastka, który nazwali polon (Po 84) na
cześć Polski. Później w tym samym roku donieśli,
wspólnie z innym uczonym, Gustavem Bemontem, o
odkryciu innego pierwiastka, radu (Ra 88). W 1903
roku Maria otrzymała wraz z mężem i Henri
Becquerelem (odkrywcą promieni radioaktywnych)
Nagrodę Nobla z fizyki. W 1911 otrzymała kolejną
Nagrodę Nobla, tym razem z chemii. Prace naukowe
Marii Curie-Skłodowskiej obaliły stare teorie w
fizyce i chemii i utorowały drogę nowej epoce w
nauce. To dzięki jej badaniom rozwinęły się nowe
teorie dotyczące budowy atomu oraz
promieniotwórczości.
Przez całe swoje życie Maria starała się
pomagać innym. Już jako nastolatka uczyła wiejskie
dzieci pisania i czytania (co było zabronione przez
ówczesne władze). W czasie pierwszej wojny
światowej zorganizowała specjalne samochody z
aparaturą rentgenowską i ta jej działalność (wraz z
córką Ireną) w warunkach polowych uratowała życie
wielu żołnierzom. Po otrzymaniu drugiej nagrody
Nobla przekonała rząd francuski o potrzebie
założenia prywatnego Instytutu Radowego (zwanego
obecnie Instytutem Curie). Podobnie zorganizowała
w 1932 wraz z siostrą Bronisławą Instytut Radowy w
Warszawie. Została przyjęta dwukrotnie przez dwóch
prezydentów USA, Hardinga i Hoovera. Za każdym
razem otrzymała od nich bezcenny gram radu, który
podarowała obu instytucjom, francuskiej i polskiej.
Maria Curie-Skłodowska znana była z
uczciwości i skromności. Kiedy w 1893 roku
otrzymała stypendium naukowe, oddała je jak tylko
zaczęła wystarczająco zarabiać na życie. Po
otrzymaniu Nagrody Nobla przeznaczyła jej dużą
Forum
- July, August 2015 -
porcję swoim przyjaciołom, rodzinie, studentom i
kolegom-naukowcom. Nalegała, aby pieniężne dary i
nagrody dawane były nie jej, ale instytucjom naukowym,
z którymi była związana. Albert Einstein miał się o niej
wyrazić, że prawdopodobnie była jedyną osobą, która nie
mogła być zdeprawowana przez sławę.
Jak więc widzisz, drogi czytelniku, Maria CurieSkłodowska (zawsze używała tego podwójnego
nazwiska) może być dla nas wzorem i przykładem.
Z szacunkiem,
Józef Hart
Dear Reader,
Do you know who said, that if you really want to
make the world a better place you need to first start with
yourself? You see, these are the words of Marie Skłodowska Curie. July of this year marks the 81st anniversary of her passing, so I think that it would be appropriate
to remember and acknowledge who she was and how she
contributed to the improvement of our “world.”
Maria Salomea Skłodowska was born in 1867
into a family of minor nobility. Her father Władysław
was a Mathematics and Physics teacher. Her mother ran a
prestigious boarding house for girls. Together they raised
their five children to be deeply patriotic. In 1883 Maria
graduated from a government gymnasium (school), with
a gold medal. At the time, higher education for women in
The Kingdom of Poland was prohibited. Maria and her
sisters Bronisława and Helena enrolled in the illegal Flying University. While there, the sisters met outstanding
professors who fostered their love of learning. Two of the
sisters, Maria and Bronisława decided to study in Paris.
They agreed that Bronisława would first attend school
while Maria would work to financially support her. After
Bronisława’s graduation Maria would live with her and
be financially supported in return, and that is what happened. Maria worked for five years to support her sister,
and then in 1891 she joined her sister in Paris where in
November of the same year she enrolled in Sorbonne to
study mathematics and physics for two years. After
Marie completed her studies, she joined a network of
French scientists, where among others she met Pierre Curie, whom she wed in 1895.
Maria attributed her scientific discoveries to tedious work, perseverance, and of course her ability. With
great interest I watched a movie about Marie and Pierre,
that showed the difficult conditions that they worked in,
how much health and strength it cost them to continually
experiment with radioactivity. In 1898,
Page 9
Maria and Pierre presented their scientific works
about the discovery of the new element, which
they named polonium (Po 84) in honor of Poland.
That same year, together with her husband and
another scientist - Gustave Bémont, she discovered
a second element radium (Ra 88). In 1903 Marie,
her husband and Henry Becquerel, who had discovered the radiation phenomena, received the Nobel Prize in Physics. In 1911 she received another
Nobel Prize this time in Chemistry. Marie Skłodowska Curies’ discoveries upturned old theories
in Physics and Chemistry and paved the way for a
new era in scientific studies and revolutionary new
theories regarding the structure of atoms and radioactivity.
Throughout her whole life Marie did her
best to help others. As a teenager she would teach
the village children how to read and write even
though it was outlawed by the government. During
the First World War she developed special cars
that contained radiology equipment. Her devotion,
along with her daughter Irene on the battlefield
saved many soldiers. After receiving her second
Nobel Prize she convinced the French government
of the need to open the Radium Institute, now
called Curie Institute. Similarly, in 1932, with her
sister Bronisława she organized the Radium Institute in Warsaw. She was received by two US presidents, Harding and Hoover, and at each visit she
was given a priceless gram of radium, which she in
turn gave to the French and Polish Institutes.
Marie Curie was known for her honesty
and humility. When in 1893 she received a scientific scholarship, she gave it back as soon as she
started earning enough to support her. After winning the Nobel Prize she gave away a large portion
of the funds to her friends, family, students and her
scientific peers. She insisted that monetary gifts
and awards not go to her but to research institutes
that she was affiliated with. Albert Einstein once
opined that she was the one person who could not
be corrupted by fame.
So as you can see, dear reader, Madam
Marie Curie Sklodowka (she always used both
names) can be for us a paragon and role model.
Respectfully,
Joseph Hart
Translated by: Anna Foremski-Crans
Forum
- July, August 2015 -
Page 10
W Centrum i okolicach
Niedziela, 6 września, 12 PM
Polsko-Amerykańska niedziela w Bellevue, OH
Sobota, 14 listopada
Poniedziałek, 14 grudnia
Reverse Raffle
Występ zespołu Śląsk
Social and Cultural Events at the Center & Slavic Village
Sunday, September 6, 12 PM
Saturday, November 14
Monday, December 14
Polish-American Sunday in Bellevue, OH
Reverse Raffle
Sląsk Christmas Pageant
„O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...”
- Leopold Staff
...Może jeszcze nie jesienny, ale „ciągle pada”
w naszym mieście. Zaczęłam tak deszczowo, a miało
być wakacyjnie... oj czasem palce po klawiaturze stukają
w rytm myśli, a one w lipcu deszczowe...
Lato. Słońce. Deszcz. Znowu wakacje... Czy ten okres nie zakończył się w dalekiej przeszłości, kiedy
jeszcze siedzieliśmy w szkolnych ławkach? Teraz odczuwamy go uczestnicząc w życiu naszych dzieci
wracających z „collegu”, albo wnuków rozpieranych nadmiarem energii z racji wolnego od szkoły czasu. A my
mamy „tylko” lato, słońce, kwiaty, deszcz...
I taka refleksja przychodzi mi do głowy, że ten sezon możemy sami sobie zamienić w wakacje! I cieszyć
się każdą chwilą i każdym promykiem słońca, tak jakby nie było następnego. Zachęcam naszych czytelników do
aktywnego korzystania z uroków lata! Do wycieczek poza miasto, spacerów w parku (może warto uratować życie
jakiegoś psa ze schroniska, który sprowokuje nas do codziennych spacerów?), do pokonywania długich szlaków
rowerowych, udania się do Blossom Music Center, aby w plenerze pławić się w nutach muzyki Cleveland
Orchestra. A nasze jezioro Erie? Kiedy ostatni raz spacerowaliśmy po plaży czując piasek i kamienie pod
stopami? Tutaj u nas „za rogiem” tak pięknie, a my czasem tęskniąc za błękitem oceanu przegapiamy takie, nasze
„domowe” cenne chwile. Jak w przysłowiu: „cudze chwalicie swego nie znacie”... Edgewater Park czeka na nas
każdego dnia, tam też można doświadczyć cudu zachodu słońca... czerwonych promieni zanurzających się w
ciemną taflę jeziora...
Wszystkim życzę udanych, słonecznych wakacji. Do zobaczenia w Centrum już po wakacjach!
Z poważaniem, Agata Wojno
Forum
- July, August 2015 -
Page 11
OUR SPONSORS
Komorowski Funeral Home: 4105 East 71 St, tel. 216-341-1854 lub
2258 Professor St., tel. 216-771-1558
*
Golubski Funeral Home: 6500 Fullerton Ave, tel. 216-341-0940 lub
5986 Ridge Rd, tel. 440-886-0200 (mówimy po polsku)
*
Sokolowski’s University Inn
1201 University Road, Cleveland, Ohio 44113, tel. 216-771-9236
Private parties, showers, weddings, business lunches, cafeteria services
*
Fowler Electric Co. – Eugene Trela, tel. 440-786-9777
*
Krakow Deli – 5767 Ridge Rd Parma, OH 44129, tel. 440 292 0357
Polish Store with great assortment of Polish meats and imported goods
*
Health Merit Co. – Health Care System – Dr. Michał Klymiuk-Wieczerski, President
3878 East 71 Street, Cleveland, tel. 216-341-1414
*
The Original Mattress Factory – Ronald Trzcinski, tel. 216-661-3888
*
Architectural Rendering – Kuba Wisniewski, tel. 440-582-2367
*
Heights Drapery Co. – Alina Czernec, tel. 216-642-8744
*
Opera Circle – Dorota i Jacek Sobieski, tel. 216-441-2822
*
Polish Radio Program – Eugenia Stolarczyk – WERE 1490 AM, Sun. 9 – 10 AM
WCPN – 90.3 FM, Sun. 9 – 10 PM
*
Polish Radio Program – “Memories of Poland”, Anna Klik i Monika Sochecki
WCSB 89.3 FM, Sat. 12:30 – 2 PM
*
Evelyn & Jerry Jablonski
Insurance Agency, Notary Public, TOEFL, translations, tutoring (all subjects, all levels)
5437 State Rd, Parma, OH and 14660 Alexander Rd, Walton Hills, OH
tel. 440-317-0548 lub 440-317-0695
*
Third Federal Savings and Loans
Marc A. Stefanski, Chairman and CEO, tel. 216-429-5325
*
Polish-American Cultural Center
6501 Lansing Avenue
Cleveland, OH 44105
NONPROFIT ORG.
U.S. Postage Paid
Cleveland, OH
Permit No. 165
DONIESIENIA Z KRAJU...
A tam u nich się dzieje! Andrzej Duda
złożył przysięgę i został kolejnym Prezydentem
RP. Wybór Polaków komentowany jest przez
wszystkie światowe media, niechże i my się
wypowiemy! Jedni wiążą z nim wielkie
nadzieje, inni są z lekka sceptyczni; a tak jak
zawsze w życiu i polityce - czas pokaże... I czas
zweryfikuje. „Jestem człowiekiem niezłomnym,
dotrzymam obietnic” - mówi o sobie prezydent.
Zobaczymy... Energiczny, bezkompromisowy,
młody, niech ten swój zapał do jednoczenia
„weźmie w ręce i przeniesie przez całą swoją
kadencję”.
Dla nas tutaj, interesujące może okazać się to, że prezydent ma pomysł na ściślejszą współpracę z Polonią.
Zapowiada otwarcie biura do spraw kontaktów z Polakami za granicą; ma to być komórka zajmująca się sprawami
Polonii na całym świecie, inicjatywami w tym zakresie i szeroko pojętymi kwestiami emigracyjnymi. Może kiedyś
będziemy gościć kolejnego prezydenta Polski (był Wałęsa, był Komorowski; kolej na prezydenta Dudę!) w
progach naszego polskiego domu w Ceveland.
A.W.
F O R U M
CLEVELAND , OH 44105 * 6501 LANSING AVENUE - Phone/fax 216 - 883 - 2828
E-mail: [email protected], Publisher: Polish-American Cultural Center. Agata Wojno - Editor in Chief
(216-832-7638), Stanislaw Kwiatkowski - Editor in Chief Emeritus, Fr. Jerzy Kusy Associate Editor, Darek Wojno Managing Editor, Editorial Contributors: Eugeniusz Bak, Lech Brodnicki, Alexandra Hart, Joseph Hart, Sean Martin,
Malgorzata Oleksy, Ryszard Romaniuk, Elzbieta Ulanowski, Andrzej Stępień, Zofia Wisniewski.

Podobne dokumenty

happy easter - Mandel School - Case Western Reserve University

happy easter - Mandel School - Case Western Reserve University course „Invisible Groups in Poland” focuses on populations marginalized by society, including the homeless, the elderly with mental health problems, and the chemically dependent. Students attend le...

Bardziej szczegółowo

Warszawskie impresje - Polish

Warszawskie impresje - Polish one reason you may want to visit. With evocative sights, an epic history, and low prices, Warsaw is a diamond in the rough. If you’re looking for Old World quaintness, head for Krakow. If you’re ti...

Bardziej szczegółowo