SĄ SZLACHETNI LUDZIE – JEST SZLACHETNA PACZKA

Komentarze

Transkrypt

SĄ SZLACHETNI LUDZIE – JEST SZLACHETNA PACZKA
SĄ SZLACHETNI LUDZIE – JEST SZLACHETNA PACZKA...
Ogólnopolska, szeroko nagłośniona przez media akcja, która niesie pomoc konkretnym
ludziom. Dobro, które czasem potrzebuje impulsu, by się obudzić i połączyć wolontariuszy
w słusznym celu. Cierpienie i smutek zamienione w radość i łzy szczęścia. Po prostu –
SZLACHETNA PACZKA...
Historia pewnej miłości
Pani Teresa ma ponad 40 lat. Samotnie wychowuje troje wspaniałych dzieci: Anię, Maćka
i Damiana. Jej mąż po przeszło 20 latach małżeństwa pozostawił rodzinę i wybrał... inną kobietę.
A było tak pięknie...
Mniej więcej 20 lat temu, w piękny, wakacyjny wieczór w dyskotece, Teresa poznała cudownego
i przystojnego chłopca o imieniu Adam. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Wkrótce potem
zaszła w ciążę, a była w trakcie studiowania ekonomii. Rodzice Teresy bardzo jej pomagali,
zresztą jego też. Cieszyli się, że zostaną dziadkami. Kobieta wzięła urlop dziekański na rok.
Na jesieni postanowili wziąć ślub, nie ze względu na dziecko, ale na miłość. Mąż wprowadził się do
nich. Syna nazwano Damian. Wszyscy byli bardzo szczęśliwi, szczególnie Teresa, gdyż ciąża była
zagrożona, ale za wstawiennictwem Matki Boskiej wszystko dobrze się skończyło. W październiku
postanowiła wrócić na studia. Jej rodzice pomagali w wychowywaniu i sprawianiu opieki nad
synem, a mąż pracował na budowie praktycznie od rana do nocy. W czerwcu okazało się, że znów
jest w ciąży. Nie zrezygnowała jednak ze studiów. Profesorowie wyciągnęli do niej rękę, gdyż była
bardzo dobrą i uzdolnioną studentką. Na szczęście ta ciąża przebiegała bez komplikacji i stresów.
W lutym urodził się kolejny syn, któremu nadali imię Maciej. Życie tej rodziny przebiegało bez
żadnych problemów. Teresa skończyła studia z bardzo dobrymi wynikami i miała dobrze płatną
pracę. Dzieci poszły do szkoły, osiągały dobre wyniki w nauce, wygrywały przeróżne konkursy.
Nadszedł dzień w którym ojciec Teresy dostał zawału serca i umarł. Wszystkich ogarnął smutek,
ich życie wyglądało już inaczej. Nie było już radości. Po ponad 10 latach małżeństwa zjawił się
w ich rodzinie mały cud, córka Ania, której tak bardzo pragnęła Teresa. Po kilku latach życie
z Adamem przestało się układać, coś się popsuło. Na domiar złego zachorowała mama Teresy.
Diagnoza - rak. Wkrótce umarła. To jeszcze bardziej przygnębiało Teresę. To był początek dramatu.
Adam porzucił rodzinę...
Straciła ukochaną prawie wszystko, co cenne - rodziców, pracę i męża. Żyła z dnia na dzień...
Nadszedł czas na zmiany...
Był pochmurny, jesienny dzień, a jednak w tym smutnym dniu stało się coś niesamowitego.
Do drzwi Teresy ktoś zapukał. Okazało się, że było to dwoje młodych ludzi. Przedstawili się
i powiedzieli, że są wolontariuszami Szlachetnej Paczki. Teresa nie miała zielonego pojęcia, co to
takiego jest i w jakim celu przyszli właśnie do niej. Wolontariusze wszystko wyjaśnili
i odpowiedzieli na nurtujące samotną matkę pytania. Jak się okazało, przyszli z pomocą.
Po wywiadzie z rodziną który jest konieczny i stanowi część procedury, młodzi wolontariusze bez
chwili zastanowienia włączyli rodzinę do projektu Szlachetnej Paczki. Były osobiste wyznania
i nadzieje. Kobieta potrzebowała z kimś porozmawiać...Teresa, po tym spotkaniu nabrała jakby
więcej siły i pozytywnej energii, mimo, że wolontariusze nie obiecali jeszcze pewnej pomocy.
Wizyta Św. Mikołaja...
Minęło kilka tygodni. Kobieta zapomniała o wizycie młodych ludzi. W mroźny, grudniowy dzień,
dzieci Teresy, będąc na dworze zauważyły dwa nadjeżdżające samochody oraz dużego busa.
Nie wiedziały, co się dzieje. Zawołały swoją mamę, aby to zobaczyła. Jak się okazało, byli to
wolontariusze Szlachetnej Paczki z niespodzianką. Powiedzieli, że do rodzinki przyjechał
„ św. Mikołaj z prezentami”... Teresa nie kryła łez wzruszenia. Dzieci wraz z wolontariuszami
i kierowcami wniosły dary do domu. Całe mieszkanie zostało zastawione tym, czego brakowało
Teresie i na co wskazała w ankiecie – były to meble kuchenne, pralka. W paczkach było też bardzo
dużo ubrań, butów, żywności i środków chemicznych. Każda otwierana paczka powodowała
nieopisaną radość i łzy szczęścia. Znalazł się tam też list od Darczyńcy. Matka odczytała go.
Tym razem płakali już wszyscy... Rodzina postanowiła odpisać na list i przekazać Darczyńcy
kartkę z życzeniami świątecznymi, które zostały mu przekazane przez wolontariuszy. Następnego
dnia do Teresy zadzwonił telefon. Została zaproszona do Urzędu Gminy na spotkanie w sprawie
pracy. Po bardzo długich, żmudnych poszukiwaniach w końcu się udało i otrzymała pracę w dziale
księgowości. Była bardzo zadowolona, że los do niej się uśmiechnął i to jak w bajce - przed
Świętami Bożego Narodzenia.
Pomoc uzależnia...
Wiem, że takich rodzin jest tysiące. Pewnie nie wszystkim od razu można pomóc. Jednak nie
można też stać z założonym rękami, zastanawiając się przy tym, czego jeszcze mi brakuje...
Pamiętajmy, że obok nas są biedni ludzie, którym możemy pomóc. Przede wszystkim pomagamy też
sobie – mówi wolontariusz – czujemy się lepsi, bardziej potrzebni. To naprawdę wspaniałe uczucie!
Ja to już wiem, ale zechcę sprawdzić znowu za rok... - dodaje drugi.
Tekst: Sylwia Nizio

Podobne dokumenty