Hiszpańscy anarchiści - podpalacze Trzy irnpy w izbie napełnione

Komentarze

Transkrypt

Hiszpańscy anarchiści - podpalacze Trzy irnpy w izbie napełnione
Wydanie DE
Mederngretxu
CENĄPOJEDYŃCZ. EGZEM PL.8
W
NIEDZIELĘ
D Z IE N N IK ILUSTROWANY DLA WSZYSTKICH
O
WSZYS TKI EM
WIADOMOŚCI ZE ŚWIATA 'SENSACYJNEPOWIEŚCI,
ROK Ili.
WTOREK, 23 PAŹDZIERNIKA 1934
NR. 292
[email protected]€f€iiisfąiczflfte nauczanie w całym krafu
L o n d y n , 22. lOł PAT.
całym kraju jest naprężona. W mieście
Z Mexico City donoszą: W związku Yautepec w stanie Morelos doszło do po­
z uchwaleniem przez parlament u s t a w y ważnych zaburzeń.
P o s ło w ie ,
k tó r z y
o
w y d a le n iu
duchow nych
k a to lic k ic h
z
kraju, w ładze meksykańskie poleciły
w szystkim rzymsko - katolickim arcy­
biskupom oraz biskupom opuszczenie
kraju w wyznaczonym zgóry terminie.
,W szy scy księża stanów Zacaticas oraz
C hiatas opuścili miejsce swego zamiesz­
kania, udając się narazie w kierunku Za­
caticas. R z ą d z a w ie s ił p o n a d to c z te r y
w y g ła s z a l i o d c z y ty o n o w y m p ro g r a m ie
n a u c z a n ia , z o s ta li o b r z u c e n i k a m ie n ia m i
i m u s ie li u c ie k a ć z m ia s ta . W śród ludno­
ści panuje ogromne wzburzenie. W Sal­
tillo w stanie Coahuila w północnym
Meksyku rozporządzeniem gubernatora
został zawieszony dziennik „Diario Del
Norte“ za zamieszczenie artykułu o tre­
ści antyrządowej. Dziennik „Prensa“ do­
n a jp o w a ż n ie js z e
d z ie n n ik i
k a to lic k ie . wiaduje się, źe w kotach politycznych
W ładze rządowe zarzucają duchowień­ rozważana jest możliwość k o n fis k a ty d o ­
stw u katolickiemu oraz dziennikom za­ m u a r c y b is k u p a M e k s y k u P a s q u a la D ia inicjowanie akcji w śród ludności przeciw­ z a , k t ó r y u k r y w a się . Projekt zmiany
ko socjalistycznemu projektowi wycho­ 3-go artykułu konstytucji, wprowadzają­
cy socjalistyczne nauczanie, został przy­
w ania młodzieży.
L o n d y n , 22. lOł PAT.
jęty przez Izbę Deputowanych i Senat i
Z Mexico City donoszą: Sytuacja w przedstawiony prezydentowi do podpisu.
Hiszpańscy anarchiści - podpalacze
fftemroSuejoniści n> Jlsiurjl o d d a j ą b r o ń
p a r y ż , 22. 10. Tel. wł.
mendant miasta przedsięwziął ostre zaZ Barcelony donoszą: Ubiegłej nocy rządzenia celem uniemożliwienia podobanarchiści dokonali niezwykle śmiałego nych wypadków na przyszłość.
M a d r y t , 22. 10. PAT.
napadu. Czterch uzbrojonych osobżlęów
w ta r g n ę ł o do re m iz y tr a m w a jo w e j j p o
Rewolucjoniści w Asturji składają po­
o b e z w ła d n ie n iu
z n a jd u ją c y c h
się
ta m woli broń. Z z a b r a n y c h z fa b r y k i b ro n i
o s ó b p o d p a liło b u d y n e k zaip o m o cą n a fty .
P o ż a r w yrządził wielkie szkody.
w
T r u b ią
15.500
k a r a b in ó w
o d zy sk an o
rium ienle rewolucji w Asturji napotyka ze w zględu na górzysty teren na wielkie trudnosei. W ojska hiszpańskie odszukują kryjów ki rew olucjonistów w górach i lasach i doko­
nując m asow ych aresztow ań. N a naszej ilustracji grupa rew olucjonistów aresztow ana
W lasach koło Las B ranoseras.
Ko- d o ty c h c z a s 4.000.
Trzy irnpy w izbie napełnione) gazem
, Zagadkowe saaaMHfwo Bolcżaaek w W arm w k
t V a r s z a w a , 22. 10. Tel. wl.
Inż. Stanislaw Skąpski, zamieszkały przy ul.
U niw ersyteckiej nr. 4, w yszedł z całą rodziną.
O koło godziny ósmej wieczorem inż. Skąpski
w rócił do domu. Poniew aż na gw ałtow ne do­
bijanie się nikt nie odpow iadał, postanow iono
d o stać się do m ieszkania przez okno. Ale miesz­
kanie znajduje się na 4 piętrze.
D ozorca dom u wszedł na dach i stam tąd po
gzem sie dostał się do mieszkania.
D rzw i do kuchni były zamknięte i zabary­
kadow ane z w ew nątrz. Na podłodze leżały
tru p y trzech kobiet. Kurek od kuchenki gazowej
był odkręcony, kuchnia napełniona była gazem.
N a stole leżała karteczka, pisana przez jedną
* trzech kobiet. Donosiły, że odbierają sobie
życie. Pow ody sam obójstw a były podane: nie­
porozum ienia rodzinne i niezapłacenie należno­
ści za służbę.
Jedną z sam obójczyń była W ieczorkiewiczów na, służąca Skąpskiego, druga 25-letnia
Julja Szym czakowska, trzecia 16-letnia Ziębicka,
uczenica szkoły handlowej. W szystkie trzy kobiety były koleżankami i odebrały sobie życie
po w spólnem porozumieniu się. Wszelka po-
moc okazała się daremna.
m
Z w o ln ie n ie 213 a r e s z ta n tó w poIH pcxnycA
W i e d e ń , 22. 10. PAT.
„Politische Korrespondenz“ donosi, że
komisarz propagandy dr. Adam urządził
w obozie koncentracyjnym w W ollers­
dorf zgromadzenie, na które przybyło
3.000
aresztantów politycznych.
Dr.
Adam nawiązał w mowie Swej do 15-tej
ro c z n ic y plebiscytu w Karyntji j oświadczy ?, że w s p o m n ie n ie p le b is c y tu i w a lk
Śmiertelny cios nożem w serce
Z a b ó js tw o prasę* o m y Iftę w W a rsza w ie
W a r s z a w a, 22. 10. Teł. wł.
Na ul. Puław skiej, róg Olszewskiej, biło się
dw óch pijaków . Jeden z w alczących począł
uciekać, drugi uzbrojony w nóż pobiegł za nim;
w tej sam ej chwili przechodził tam tędy woźny
miejskiej inspekcji handlowej 38-letn.i Marcin
A ugustyniak (Koszykowa 9 ). Nieznany os ob-
nik w padł na A ugystyniaka, sądząc po ciemku
że to jego przeciwnik i ugodził go nożem, tr a ­
fiając w serce. A ugustyniak zdążył jeszcze
krzyknąć „Panie to me ja “. N iestety było już
zapóźno. A ugustyniak zginął na miejscu Nieznany zabójca zbiegł. Policja w szczęła óoszukiwania zabójcy.
o Kairyntię powinny być czynnikiem, łą­
czącym wszystkie kierunki polityczne.
Zapowiedział on wkońcu, że 213
aresztantów politycznych, m. in. 63 bo­
jowników karynckich będzie natych­
miast wypuszczonych na wolną stopę.
M o w ę d r. A d a m a p r z y ję li z e b r a n i b u rz liw e m i o k la s k a m i.
a
J& to mą
W a r s z a w a , 22. 10. Teł. wł.
W poniedziałkowem pierwszem ciągnieniu
loterji państw ow ej główne w ygrane były nastę­
pujące:
5.000 zł. na nr.: 140254.
2.000 zł. na nr.: 2224, 63841, 140237.
W trzeciem ciągnieniu główne w ygrane pa­
dły:
20.000 zł. na nr.: 138656.
10.000 zł. na nr.: 99958.
1.000 zł. na nr.: 90055, 152296.
K r w a w e ż n iw a d iH is h lc h b a n d y t ó w
L o n d y n , 22. 10. Tel. wł.
Z Charbina donoszą o napadzie bandytów c h u n c h u z k ic h na pociąg pomiędzy
Peipinem i Mukdenem. Po wykolejeniu
,
,
. ,
a i ,
.
po cąg u doszło pomiędzy eskortą pociągu
M a I n y, w zględnie M i o K r a 1j, jeden ze
__
spólników i pom o cn ik ó w spraw cy mordu mąr- i bandytami do strzelaniny, w wyniku
syliiskiego.
której kilka osób zostało zabitych. Bandy-
ci uprowadzili ze sobą 5-iu obywateli
mandżurskich oraz 2-ch Japończyków.
L o n d y n , 22. 10. Tel. wł.
Z Szanghaju donoszą: Uzbrojeni bandyci chińscy w liczbie 2 o0 napadli na miej^aoyu (Kiangsi).
Trzydziestu
mieszkańców zostało rozstrzelanych, 70
spalonych żywcem, a przeszło 200 wrzu­
conych do rzeki, gdzie utonęli. Około 150
osób zdołało uciec przed pogromem. Z
trzystu domów 250 zostało spalonych. Ra­
busie zabrali całe mienie mieszkańców
wsi. Początkowo straż zdołała odeprzeć
napastników, którzy po krótkim czasie
powrócili z posiłkami i całkowicie zni­
szczyli wieś.
S tr. 2.
„ S I E D E M
G R O S Z Y *
N r . 2 9 3 — 23. 10. 34.
KRWAWA WALKA O KOBIETĘ
m m € ir © d lz e
Dnia 21 ti. m. o godz. 22,45 Ka­
rol Niska z Szopienic (Krakowska 48) 1
Roman Stachoń z Janowa (Wolności 26),
odprowadzali do domu niejaką Gertrudę
Jasińską, Na ul. Janowskiej zostali oni
zaczepieni
przez
Romana
Sledziarczyka z Szopienic (Krakowska 66 ) oraz kilku innych osobników. W czasie
bójki jeden z napastników wystrzeli! t
rewolweru, raniąc lekko w nogę Stacho­
nia, który pozatem jeszcze został dw u­
krotnie pchnięty nożem w łopatkę i gło­
wę.
W obronie własnej Stachoń wystrzelił
kilkakrotnie do napastników, którzy mu
W torek
,23
i
Paźdz.
1934
M r& m m rn
D ziś: Sew eryna I Rom.
Ju tro : Rafała arch.
W schód słońca; g . 6 m. 38
Z achód: g. 16 m . 50
Długość dnia: g . 10 m. 12
ftią s & a
_-
Jednak broń odebrali. Pozatem strzelał
również Niska, który jednak zbiegł do
Janowa w raz z Jasińską i zgłosił na­
pad policji. Po dwuch godzinach zja­
wił się na posterunku policji lekko ran­
ny Stachoń, którego odstawiono do szpi­
tala.
rA
REPERTUAR TEATRU POLSKIEGO W KATO­
Opery Ludowej).
^
REPERTUAR TEATRU POLSKIEGO NA PRO­
WINCJI.
CIESZYN: plute*: f . » „Z w ydetylem b y ły * .
BIELSKO: Bledsiele: «. 17,30 „Zw ydętytera t r ytj% "
łpo rai drugi).
ZABRZE: y o n led zlilet: «. *
.M o l* is te d U * .
REPERTUAR KINOTEATRÓW:
KATOWICE. CapKot: „Oliver Twtet". Caateei „W
wiedeńskiej kawiarence“ . Colosseam: „W alewoU dżuatU ". Pałace: „Śmiech w piekle". Rłalte: „Imperttor*W*“ . Union: „W alc wiosenny".
CHORZÖW. Apollo: .,363 fam * ró li PennolA" f „ T łJemnlc» Pana X". Celowe«m : „Maskarada" I „Bunt w
Sraughaje".
RADLIN-RTDULTOWY. Hefleet
-W ielka
Metka" I
*Jej oaar",
KINA W RYBNIKU.
Palae: „Kttsienle szatana“. Apollo: „Potar nad W ol­
KINO HELIOS K OP. EMĄ
Od 22 bm. I.. „Mój przyjaciel" Tom M'x,
lt. „M iodowe m iesiące".
RAOJO.
ŚRODA. 24 PAŹDZIERNIKA 1934 R.
Katowice. 6.45 Audycji poram*. 11,57 Sygnał e z ise ,
12,03 Wiadomo tel meteorologiem«. 12,10 Koncert. 13,05
P łyty. 13,35 Wiadomości foypodarcz«. 15,43 K«. dr. Bole­
sław Rosiński: „Droga do Boga". 16.00 Koncert. 16,40
Program dla dzieci starszych. 17,00 Koncert, orkiestry
Straży Więzienne!. 17,35 Koncert revellers'»» „W esoła
S ia tk a " . 17,50 Poradnik sportowy. 13,00 „Jak *!ę podaje
dokładny czas?" 13,15 Płyty. 19,00 Muzyka lekka. 19,50
Wiadomości aportowe. 20,00 Recital śpiewaczy. 21,00
koncert szopenowski. 21,40 Recital śpiewaczy. 22,13 Pły­
ty. 22,35 Muzyk* taneczna. 23,03 Skrzynka pocztowa
francuska.
— 50 LETNI JU BILEU SZ URODZIN obcho­
dzić będzie w dniu 25 bm. sta ły C zytelnik
n aszeg o pism a, p. E d w ard P e łk a z Załęża, ul.
B ecka 6. Do życzeń, k tó re o trzy m a w dniłi
sW ego jubileuszu p rz y łą c za się i n asze pismo.
— OSZUST POD KLUCZEM. Do w ięzie­
nia sądow ego w C horzow ie odstaw iono w ub.
poniedziałek 27-leW ago C zesław a S tefań sk ie­
go, bez stałego m iejsca zam ieszkania. S tefań ­
ski dopuścił się oszustw a na szkodę n iejakie­
go E rn esta K am pczyka, earn, w C horzow ie.
M ianow icie p rz y b y ł on do poszkodow anego 1
p rz e d sta w iw sz y się jako agent firm y „Inw es ta “ w K atow icach, proponow ał kupno obli­
ga,cyj pożyczki budow lanej 1 dolar ćwiki. Na
p oczet zam ów ienia rzek o m y ag e n t p o b rał 43
zł. zaliczki,
— PO D KOLAMI AUTA. Na ulicy H ajduc­
kiej w C horzow ie da, I auto osobow e kieiro-.
w an e przez szofera W łodzim ierza L edjora,
z am. w W ielkich H ajdukach najechało na 8łetnfego. Jócefa B ołejskiego, zam. w C horzo­
w ie. p rz y ul. G órniczej 10. R anny, k tó ry od­
niósł pow ażne okaleczenia zo sta ł odstaw iony
do szpitala.
— POŻAR W GILOW ICACH. Z n ieustalo­
nej do tej pory p rzy czy n y p o w stał w dniu 19
bm. pożar w stolarni W alentego Jan o sza w
Gilowicach, w pow. P szczyńskim . O gień zni­
szczył zapasy drzew a i m aszyny. O gień p rze­
niósł się następnie na przy leg łą stc-dołe, któ ra
ró w n ież spłonęła. Szkoda w ynosi około 8.000
złotych.
— WIZYTA ZŁODZIEJSKA. W nocy
z
piątku na sobotę włamali sie nieznani spraw cy
do górnika W incentego Porw oiika w D ębieńsku Starem , skradli dw a row ery oraz pew ną
ilość artykułów żyw nościow ych ogólnej w ar­
tości przeszło 300 zł. Spraw cy ulotnili sie z
łupem w kierunku Szczygłowic na co w skazują
ślady opon row erow ych. (R)
— OSTROŻNIE Z OGNIEM. W dniu 18 bm.
p ow stał na strychu domu mieszkalnego hut­
nika Jana Kunki w Golejowie pożar, który
straw ił zapas słomy, siana i żyta oraz znaczną
Ilość bielizny. Pozatem zostało uszkodzone urządzenie domowe, sufity i część dachu. S traty
.Wjcnoezą około 1C00 zł. (RJL
a a rz o id u
P rasa niemiecka donosi, źe w związ­
ku z aresztowaniem gen. dyr. zakładów
ks. Pszczyńskiego dr. T r e n c z a k a spra­
w a ta odbiła się również na handlu gdań­
skim. Donosi ona rzekomo z wiarogodnego źródła, źe zarząd przymusowy ko­
palń Pszczyńskich przydzielił tranzakcje
handlowe polskiej firmie „W arta“. Do­
tychczas tranzakcje te przeprowadzała
gdańska firma „Baltische Kohlenhandels­
gesellschaft“.
Pozatem donosi prasa niemiecka, źe na
stanowisko dyrektora zarządu majątków
ziemskich księcia Pszczyńskiego na dzień
1 października br. został powołany dr.
Schubert z Poznania. W skutek jednak ustanowienia zarządu przymusowego dr.
Schubert nie mógł stanowiska tego objąć.
Obecnie został on zamianowany pełnomoc­
nikiem administracji książęcej na miejsce
aresztowanego dr. Trenczaka. (a).
Zmtmwg o p l a c e
Mfewa s o ln a
W
ę g ie l
d e p u t a t o w
y
S osno­
W toku dochodzeń ustalono, że śledziarczyk został ciężko ranny w brzuch,
wobec czego odstawiono go w stanie
groźnym do szpitala. Dalsze dochodze­
nia wykazały, źe bójka powstała spowo— SĄD OKRĘGOWY W SOSNOWCU
du Jasińskiej, do której swego czasu za­ ogłosił w yrok w sensacyjnej spraw ie komuni­
stów . Stan. Gil skazany został na 2 łata wię­
lecał się Śledziarczyk.
em Sm m M m
W Inspektoracie P racy w Chorzowie odbyła
się w ub. poniedziałek konferencja w sprawie
z atarg u zarobkow ego, jaki pow stał w fabryce
szczotek i pendzli firmy Moj w Chorzowie. W
ostatnim czasie firma ta obniżyła zarobki robot­
ników o 15 procent. W wyniku przeprow adzo­
nej konferencji obie strony postanowiły prze­
prow adzić w spólną kalkulację w celu ustale­
nia w ysokości zarobków . O ile strony nie dojdą
do porozumienia, spraw a skierow ana zostanie
do rozpatrzenia Komisji Pojednaw cze! i Arbitra­
żow ej.
Redakcja i adm inistracja:
w iec, 3 -g o Maja 5 .
KINOTEATRY W ZAGŁĘBIU.
SOSNOWIEC. Zagłębi*: „Nędzniej". Palace: „G ir
Lucyna — to dziewczyna".
BĘDZIN. Apollo: „Ja mam temperament". Świato­
wid: „Skradziono człowieka".
CZELADŹ, Czary: „Pieśniarz W arszawy",
Echa aresztowania dyr. irenczaha
Redakcja i adm inistracja: K atow ice,
ulica S ob iesk iego I I , — tel. 3 4 9 -8 1 ,
WICACH.
WTOREK: ». » ..M *óim* Butterfly" (występ Wtr*«.
I ts s io w e ia i
J4re*efra Za£le&i&sws$*a
zienia, brat jego W ładysław , Paliga i Z. ży łk ów na po roku, 1 zaw ieszeniem w ykonania ka­
ry na lat 5.
— NOŻEM MIĘDZY ŁOPATKI. 22 bm. na
ulicy w Będzinie, Stan. Sew eryn z kol. Feliks,
zaczepiony został przez idącego w jego tow a­
rzystw ie M ichała Paw ełkiew icza. Ten ostatni
zażądał od Sew eryna „postaw ienia“ wódki, a
gdy spotkał się z odm ow ą, pchnął Sew eryna
nożem między łopatki, poczem zbiegł. Rannego
umieszczono w szpitalu.
— RADY KOMISARYCZNE — PRACUJĄ.
Na 23 bm., godz. 15 w Będzinie w yznaczone
zostało posiedzenie rady przybocznej. Poprzed­
nio w yznaczone posiedzenie, nie odbyło się. 24
bm. odbędzie się posiedzenie rady przybocznej
w Czeladzi, na którem om aw iane będzie spra­
w ozdanie Kom. Rew.
Gtówne miejsca sprzedaży powieści:
„Krwawa Pani na Czachcicach":
Sąd O kręgow y w Katow icach rozpatryw ał
w ub. poniedziałek sensacyjną spraw ę A braha­
ma Mendel L askera i M ojżesza Mendel Laskera, kupców z Katowic o niewykupienie świa­
dectw a przem ysłow ego na uprawianie handlu
solą przem ysłow ą. Skarb P aństw a poniósł
w skutek machinacyj oskarżonych szkody, się­
gające kilku tysięcy zł.
O brońca oskarżonych podniósł, że oskarże­
ni handlow ali solą na w ykupione św iadectw o
przem ysłow e firmy Blum er i L asker w Kato­
w icach i na to podał szereg św iadków . Ponie­
w aż sąd św iadków postanow ił przesłuchać, roz­
praw a została odroczona.
W najbliższych dniach odbędzie się prze­
ciwko oskarżonym druga sensacyjna spraw a są­
dow a. Jak sw ego czasu obszernie donosiliśmy,
oskarżeni mieli w Szopienicach m agazyn soli,
gdzie sól jadalną mieszali z solą przem ysłow ą
a następnie sprzedaw ali ją jako sól jadalną.
Afera ta w yw ołała sw ego czasu olbrzymią sen­
sację w śród hurtow ników soli na Górnym Ślą­
sku i Zagłębiu D ąbrowskiem . (s)
1. „Oddział Polonii" w Katowicach, i ł . M irjackt 5,
(E. Machu!*).
Szmelcztrczyk, Szopienic*. «1. Sitaki* wie** ł.
Schreiber, M ysłowice, Miejski Janów.
Bijak, Brzeczkowice-Slupna.
Świercz, Księgarnia Polska, Slemienowto*, tri.
Bytomska.
6. Oddział „Polonii", Chorzów, ni. Zjednoczeni* 2
7. Kubiak, Chorzów, »I. Dworcowa.
8. Opolski, Chorzów, ul. Bytomska.
9. Lossa, Świętochłowice, ul. Bytomska i.
10. Wolny, Świętochłowice, ul. Kolejowa.
U. Czyszczoń, Świętochłowice, ul. Kolejowa.
12. Palla, Kochlowice. ul. Radoszowska.
13. Piechota, Nowa-WIeś, Koloni* Rymera 36.
14. Marla Korna, Nowa-W leś, ul. Karola Miarki.
15. Kokot, LI piny, ni. Król Hucka 6.
16. OlazowsJd, Szarlej-Plekary, ni. Bytom»**.
17 Szreter, Szarlej-Piekary, Nad Kanałem 4.
18. Alojzy Stanoszek, Blelszowlce, ul. Główna.
19. Kołodziejczyk, Pszczyna,
Kolonia Marszalka
Piłsudskiego.
20. Franzke, Mikołów, el. Bytomska.
21. Breltkapf, Mikołów, Rynek.
22; Szńfarozyk, Łaziska Górne.
23 Oddział Polon8, Rybnik, ni. Z em łow a *.
24. Lenertow«, Gzerwlonka, pow. Rybni*.
25. Piechocki, Rybnik, «1. Średnia 2.
25. Wiertelorz, Knurów, el. Korfantego A,
27. SIÓdmtok, Rydułtowy, pcw . Rybnik.
28. Kuśka, Rydułtowy, pow. Rybnik.
29. Adam Mrozek, Tarnowskie Góry, el. ślepo* 2.
30. Bernard Nogaj, Biała, ul. 11 Listopada ,56.
31. .Oddala! „Polonii", Sosnowiec, ul. 3 Mada I,
(Wereskt).
32. Augustyniak, Poznań, tri. Dąbrowskiego 76.
33. „W szechświat", Toruń, (główne zastępstwo ■*
Pomorze).
34 Kalwary, Piotrków.
35. Paclioński, Kraków, tri. Karmelicka 18.
Poszukiwani sa przedstawiciele główni w Innych
miejscowościach.
Wymagana
kaucja w wysokości
300 zl.
W yżej wymienieni główni represent and
po­
szukują sumiennych sprzedawców.
2.
3.
4.
5.
tiu tu „ Ä le s ita “
W ub. poniedziałek odbyła się w Inspekto­
racie P racy w Chorzow ie konferencja w sp ra­
w ie zatargu, jaki pow stał pomiędzy zarządem
huty „Silesia“ w Lipinach i radą zakładow ą tej
huty. Spraw a przedstaw ia
się następująco:
Zgodnie z istniejącą taryfą każdy z robotników
otrzym uje pew ną ilość w ęgla deputatow ego,
przyczem zarząd huty zwozi każdemu z robot­
ników należny węgiel do miejsca zam ieszkania.
Z a zw ózkę h uta liczy sobie pew ne odszkodo­
w anie. Obecnie jednak okazało sie, źe koszta
zwózki, zaliczane przez zarząd huty, są znacz­
nie w yższe od opłat, pobieranych przez p ry w at­
Na ostatnim targu w Chorzowie w ydarzył
no furm anki. T o też robotnicy nie zam ierzają
korzystać z usług huty i dokonyw ują zwózki się charakterystyczny w ypadek. Łucja Ga­
w ęgla deputatow ego na w łasną rękę. H uta jed­ w endow a, zam ieszkała w Łagiew nikach w szczę­
nak obstaje przy sw ojem i nie dopuszcza na te­ ła nagle alarm krzycząc, że skradziono jej
— POGRZEB TRAGICZNIE ZMARŁEGO
ren hutniczy żadnej pryw atnej furmanki. Ponie­ 15 złotych.
Poniew aż
G aw endow a
nie­
w aż odbyta . w Inspektoracie konferencja nie zwykle lam entow ała, pow stało w krótkim cza­ KSIĘDZA W ZAWIERCIU. 20 b. m. odbył się
dała żadnego porozum ienia, spraw ę skierow ano sie wielkie zbiegow isko. Między ludźmi znala­ w Zawierciu pogrzeb tragicznie zmarłego ś. p.
do rozpatrzenia Komisji Pojednaw czej i A rbitra­ zła się również i Klara Prochotow a, zam. w księdza Juljana Zielińskiego. W pogrzebie wzię­
żow ej.
^
Chorzowie przy ul. W andy, która przejęła się ło udział 40 księży, przedstaw iciele władz pań­
tak ciężkim losem poszkodow anej, że urządziła stw ow ych, sam orządow ych, w szystkie organi­
w śród obecnych zbiórkę na rzecz biednej ofia­ zacje młodzieży dorosłej i szkolnej, oraz kilka­
ry złodzieja. Zdołała zebrać 5,50 zł., które na­ naście tysięcy ludności, ś . p. księdza Juljana
stępnie w ręczyła G aw endow ej. Za tak ludzkie Zielińskiego całe Zawiercie żegnało na ostatnią
W Sądzie Grodzkim w Pszczynie w ykryto uczucie, G aw endow a serdecznie p. Prochoto- drogę z głębokim żalem , (hu)
W ub. tygodniu ciekaw ą aferę. W w ydziale wej podziękowała. Byłoby w szystko w najlep­
— KURS REŻYSERSKI. W Dąbrowie Qór< a
opiekuńczym tego sąd u zatrudniony był w cha­ szym porządku, gdyby nie posterunkow y, któ­
ry nadszedł i zabrał poszkodow aną do komirakterze bezpłatnego p raktykanta 20-Ietni Fran­ sarjatu w celu spisania protokółu w spraw ie nlczej odbyło się uroczyste zakończenie pierw­
szego kursu reżyserskiego dla przodow ników
ciszek Brudek, zam . w Brzezcach, w pow . kradzieży.
Zespołów teatralnych, zorganizow anego przez
Pszczyńskim . W ub. tygodniu B rudek przybył
Na kom isarjacie jednak poszkodow ana po­ Pow iatow y Związek T eatrów i Chórów Ludo­
do Komunalnej K asy O szczędności w Pszczy­ częła się tak mętnie tłumaczyć, iż pow stało po­ w ych z Zagłębia D ąbrow skiego. Kurs ukończy­
nie i przedłożył książeczkę oszczędnościow ą, dejrzenie, że chodzi w tym w ypadku o sprytną ło 48 uczestników z różnych organizacyj mło­
dzieży. Przedm iotem w ykładów były między
w ystaw ioną przez tą instytucję, a opiew ającą oszustkę. O statecznie w toku krzyżow ych py­
innemi reżyserja, inscenizacja 1 t. p.
tań
przyznała
się,
że
rzekom
a
kradzież
wogóle
n a 2.000 m arek niem. i prosił o w ypłatę tej
nie miała miejsca.
sum y. Poniew aż spraw a ta w ydaw ała się dość
podejrzaną, przeprow adzono odpowiednie do­
chodzenia. Okazało się, że książeczka oszczę­
dnościow a w ystaw iona była na nazw isko nie­
jakiego Pietrji, przebyw ającego obecnie
w
S i e d e n s
9 r o s % y i “
W nocy na 20 bm. w jednym z hoteli
N iemczech, Poniew aż P ietria jest eszcze mało­
policyjnej
letnim, książkę złożono w w ydziale opiekuń­ katowickich podczas kontroli
przytrzym ano 16-letn. Leopolda Szyny
czym Sądu G rodzkiego w Pszczynie do czasu
kowicza oraz 16-letniego Henryka Abra­
jego pełnoletności. Książeczkę tę niesumienny
ham,owicza, uczniów gimnazjalnych z cy młodzieniaszkowie uzbrojeni byli w
p raktykant w ydobył z aktów sądow ych i chciał Wilna, którzy, zabrawszy z domu znacz­ rewolwery oraz noże, które im podczas
całą sum ę podjąć.
ną gotówkę rodzicom, zbiegli z domu w rewizji odebrano. Obu Robinzonów od­
P o ujaw nieniu tej sp raw y B rudka natych­ zam arzę udania się do Turcji i Rumunji. stawiono do Wilna, gdzie czeka ich „de"
m iast zwolniono.
Znamiennym jest fakt, iż obaj obiecują- ple ojcowskie“ przyjęcie.
Cszustmo, fa&iegn
feszeze n ie
Amator M i m «imeöaßSi
Nlestiała wycimKa fla Tnrcll
JS&onuiete
Skradziony bul zdradził bandytów
$ m i < ■!«« Kina»«B«I w W o l b r o m i u
Wolbrom poruszony został śmiałem
włamaniem do mieszkania
Zaicmana
Uszera, znanego mieszkańca Wolbromia.
Gdy wieczorem Uszer wraca! do do­
mu w drzwiach spotkał opryszka, który
z tobołem zrabowanych przedmiotów
wychodził z jego mieszkania.
Opryszek przysiawił rewolwer do
głowy przerażonego *ydka i kazawszy
mu się odwrócić do ściany, polecił pozo­
stać w W Pozycji przez godzinę. Nogi
omdlewały już pod przerażonym żydkiem, a nie ruszał się w obawie przed
śmiercią.
W pewnej chwili jednak wypadł z
mieszkania syn Uszera i w tedy dopiero
stary U. wspólnie <z synkiem podnieś!
krzyk, alarmując policję.
Bandyci, których było trzech (dwuch
stało na czatach) rzucili w czasie uciecz­
ki zrabowane przedmioty, a jeden z nich
zgubił nawet but 1 kapelusz. To ich zdra­
dziło. bo wkrótce policja w ykryła spraw­
ców. Są to 21-leini Józef Gardyła, Cze­
sław Zgadzaj ; Kazimierz Mańka ze wsi
Brzozówka w Miechowskiem.
W poniedziałek w szyscy trzej stanęli
Przed Sądem Okręgowym w Sosnowcu.
Proces trw ał do późnego wieczora, a ogłoszenie w yroku spodziewane jest dzi­
siaj.
N r . 2 9 2 — 23. 10. 34.
W tfß u /c ic
u § e ty
ß o ib a
C a i #szczyć du& eltóm he ~~
z a b ił żo n ę
W e wsi Brzozówka, w powiecie Za­
wierciańskim, gajowy W ładysław Filipczyk, czyszcząc dubeltówkę, spowodo­
w ał w ystrzał. Nabój trafił żonę jego w
który przem ycał
ją z Niemiec, a następmiałych względów trzym ane sątwwarz.
tajemP adła ona trupem na miejscu.
nie poszukiwał kupców.
Truciznę w nicy. W ykrycie na szeroką skalę zorprzeważnej części sprzedawano
w Ostroganizowanej szajki handlarzy kokainy
0
wie.
w ywołało na Górnym Śląsku wielką senDalsze szczegóły tej afery ze zrozu- sację. (s)
.
P rasa niemiecka donosi, że stacja
sejsmograficzna w Raciborzu zarejestro­
w ała w niedzielę o godzinie 9,08 rano
silny wstrząs podziemny. Ogniska trzę­
sienia ziemi nie ustalono. W okręgu gór­
niczym Śląska Opolskiego w związku ze
wstrząsem
nie zanotowano żadnych
szkód. Podobny w strząs odczuto rów ­
nież w nocy z soboty na niedzielę w okrę­
gu bytomskim.
f z a i & a g r a s o w a ła w M a to w ic a c tk i € s ir o w ie
Poznańskie w ładze
bezpieczeństwa
zw rociły uwagę na dobrze zakonspirowaną szajkę handlarzy kokainy, grasującej
na li ni] Katowice
Ostrów. Spraw ą za;ąl się prokurator Sądu Okręgowego w
Ostrowie, który Przeprowadził śledztwo.
W toku śledztwa stwierdzono niezbicie,
że nici działalności szajki sięgają również
na Górny Śląsk, gdzie zakupywano ko­
kainę, przemycaną przez zieloną granicę
z Niemiec. Dla zmylenia czujności w ładz
śledczych, sprzedawano białą truciznę
w Wielko,poisce, a w szczególności w
Ostrowie Wlkp.
W obec tego akta spraw y zostały
przesłane do sędziego śledczego Sądu
Okręgowego, p. Zdankiewicza. W toku
dalszego śledztwa aresztowano i prze­
słuchano niejakiego Alfonsa Pohla vel
Banasika z Szopienic i Kazimierza Czer­
niawskiego z Krotoszyna, który ostatnio
P rzebyw ał w Szopienicach, wzgl. Kochłowicach, a wreszcie Konstantego Bą­
ka z Szarleja - Piekar.
Aresztowani po przesłuchaniu zostali
osadzeni w więzieniu karno-śledcze«i w
Katowicach, skąd w najbliższych dniach
zostaną przetransportowani do Ostrowa,
gdzie dalsze śledztwo prowadzić będą
ram tejsze w ładze sądowe. Aresztowani
stoją pod zarzutem zakupywania kokai­
ny od nieznanego dotychczas osobnika,
W s tr z ą s p o d z i e m n y
C e n n y p ie rś c ie ń
z b r z e m ie n ie m
J lie s z c z e ś liw e m y p a d h i
n a k o p a ln ia c h
W dniu 20 bm . na kopalni „L itandra" w
N owym B ytom iu w ydarzył się nieszczęśliwy
w ypadek. W czasie przetaczania w ózków gór­
nik P aw eł Szm idt dostał się pom iędzy kola. Nie­
szczęśliw y postradał dw a palce lew ej ręki. W
ty m sam ym dniu o godz. 10 rano w ydarzył się
n a kopalni „P okój“ w Nowym Bytom iu ciężki
w ypadek, który pociągnął za sobą śm ierć je d ­
n ego górnika. W skutek silnego t. zw. „tąpnię­
cia" na jednym b filarów zwaliły się większe
m a sy w ęgla i kamieni, które zraniły bardzo
ciężko rębacza E dw arda P agela. K annego prze­
w ieziono do szpitala, gdzie zmarł w parę godzin
p o w ypadku.
W Japonji szalał, jak wiadom o, straszny tajfun, którego ofiarą padło 2.500 osób. Ilu­
stracja przedstaw ia zdjęcie lotnicze leżącej w gruzach dzielnicy portow ej Osaki.
Wykrycie afery Korupcyjnej w Katowicach
W ła ściciel {Fol. J a si. {F łośow ego a r e s z to w a n y
W dniu 18 b. m. e polecenia P ro k u ra to ra
Sadu O kręgow ego w K atow icach doprow adzon-o do sędziego śledź czego w łaściciela P olskiego In sty tutu R adow ego w K atow icach, z a m ieszkatego w Bytom iu, p rz y ul. G uenihera
35, ap tek a rza Stefana Sikorskiego, którego po
p rzesłuchaniu osadzono w w ięzieniu w K ato wicach.
Jak informują, S. zo sta ł aresz to w a n y pod
zarzu tem popełnienia o szustw i przekupienia
Sołtys wsi Kosowska Niwa (pow. Za­ kilku w yższy ch urzędników państw ow ych.
Morderstwo pod Zawierciem
@
W zw iązku z powyższemu donosi nam koresp o n d en t C zęstochow ski, że tam tejszy Wy*
dział Śledczy policji państw ow ej zakw estjono w ał szereg m edykam entów reklam ow ych,
m nóstw o ulotek, oraz m ateriału propagandow ego Polskiego Instytutu R adow ego w K atow icach, oddziału w Częstochow ie, przy ulicy
D ąbrow skiego 12. Konfiskata, nastąpiła z tego
pow odu, że m edykam enty te ftie były zarejestro w an e w D epartam encie Zdrow ia,
wierciański), W ładysław Picheta, zawia­
domił policję, że w nocy na poniedziałek
został zamordowany W ładysław Bryła,
mieszkaniec Marciszowa, gmina Poręba.
B ry ła zam ordowany został siekierą. Ja­
ko podejrzanego o dokonanie mordu are­
sztow ano Piotra Gębaię z Marciszowa.
umysłowe chorego z Pilicy
Fornale m ajątku Pilica, orząc rolę pod wsią
K ocikow a, natknęli się na leżące w bróżdzie
zm arznięte zwłoki m ieszkańca Kocikowej, Ja ­
n a W ęglarza.
W ęglarz od dłuższego czasu był chory umy­
słow o. W czasie ostrego szalu o godz. 2 w no­
cy w ybiegł z domu na wieś tylko w koszuli,
pow ybijał okna w jednym z dom ów , poczem
pobiegł w pole. T am go znaleziono nazajutrz
-ano zupełnie nago, gdyż koszulę porw ał na
kaw ałki.
Z inicjatywy Śląskiej Izby Rolniczej
zostało założone Śląskie Stow arzyszenie
Plantatorów Buraków cukrowych w Ka­
towicach,^ którego celem jest zrzeszenie
plantatorów buraków w Woj. Śląskiem
dla solidarnej obrony interesów. W kam­
panii 1934-35 stow arzyszenie zdołało
zorganizować plantatorów , odstawiają­
cych buraki do cukrowni w Chybiu. Je­
anem z zadań stowarzyszenia jest utrzy­
m ywanie kontrolera przy odbiorze i usta­
laniu procentu zniszczenia buraków przez
cukrownię, co zostało już zrealizowane.
Ponadto stowarzyszenie ma na celu in­
formowanie członków o całokształcie po­
lityki i zamierzeniach cukrowni, ingeren­
cję przy ustalaniu kontyngentów uprawy
tiia swoich członków, kontyngentów dla
cukrowni oraz w sprawie doboru nasie­
nia buraczanego. W reszcie stow arzysze­
nie zamierza prowadzić wśród swoich
członków akcję oświatową w odniesieniu
do plantacji buraków cukrowych itp.
0
'C z te r y z m i ę t y
dobrej g o sp o d yn i
Jed en z kobiecych tygodników francuskich
ogłosił ankietę na tem at: „ Jak ą pow inna być
dobra gospodyni“. Z nadesłanych licznie od­
pow iedzi ustalono, że dobra gospodyni pow in­
na mieć następujące zale ty : 1) pow inna być
doskonałą finansistką, aby pieniądze, którenil
rozporządza, sta rc z y ły na w szystko, co w cho­
dzi w zak res gospodarstw a kobiecego, 2) po­
w inna by ć pogodna i w esoła, gdyż tylko od
pani domu zależy atm osfera, jak a panuje w
rodzinie, 3) dobra dyplom atka, ab y w iedziała
lak należy postępow ać zarów no z m ężem i
dziećmi, jak i służbą. 4) a rty stk ą — mleć po­
czucie piękna I zam iłow anie ładu i porządku,
które pow inno tchnąć z całej postaci gospo­
dyni i z w nętrza jej dom u.
Odpowiedzi !Redakcli
Tragiczna śmierć
Stowarzyszenie plantatorów
burasów na S$ąsMn
W sali licytacyjnej Druot, w Paryżu, w y­
staw iono na sprzedaż pierścionek z platyny, w
który jako kamień ozdobny w praw iony był
zwykły krzemień. Jako cenę sprzedażną w y­
mieniał katalog 100 franków ; od tej też sum y
rozpoczęła się licytacja, ale zanim jeszcze przy­
sądzono pierścionek am atorow i, zgłosił jakiś
starszy pan sum ę 2000 franków. W yw iązała
się ostra w alka licytacyjna o posiadanie pier­
ścionka, podbijano cenę, aż w końcu za sum ę
4.200 franków nabyła go pew na dama.
Aczkolwiek żaden jubiler przy zdrowych'
zmysłach nie ofiarow ałby 500 franków naw et
za pierścionek ze zw yczajnym krzemieniem,
jakich setki można uzbierać za m iastem, w po­
lu, dam a, która nabyła za 4.200 franków „cen­
n y“ klejnot, prom ieniała ze szczęścia. A oto
przyczyna: pierścień należał przez wiele lat do
słynnej tragiczki, Sary B ernhardt, która przy­
pisyw ała mu w łasności amuletu i nie ro zsta­
w ała się z nim ani na chwilę. Po raz pierwszy
nosiła S ara B ernhardt pierścień na palcu, gdy
w ystępow ała w Moskwie w teatrze dworskim
n a zaproszenie cara. Tryum f, jaki odniosła jej
gra, przypisyw ała aktorka m agicznej sile pier­
ścienia. O trzym ała go zaś w darze od pew nej
w różki-Rosjanki na drugi dzień po przyjeździe
do M oskw y.
Statek frachtowy „Stillesee“, pojemności 1408 tonn, płynąc z Rosji do Wesermuendc w Niemczech dostał się w strefę burz. Od utonięcia uratował
statek ładunek drzewa, którego wiózł w ie lk ą ilość. Z trudem udało się
siatkowi przybić do portu.
B. Peow iak, Hajduki W ielkie. 1) Zgłosić
się do P. K. U. w Katowicach, ul. Francuska.
2) Zależy od uznania kom petentnych władz.
Franciszek K., H uta H ubertus. Będziemy pa­
miętali i jeżeli coś odpow iedniego się opróżni,
napiszemy Panu. U staw a ta ma również zasto­
sowanie do em erytów .
Paw eł P., Lubliniec. Mieszkanie to w myśl
ustaw y może być zajęte znowu tylko przez
urzędnika. Z pośród trzech w skazanych Panu
kandydatów , ma Pan praw o wyboru.
R. S. Rybnik. Zaskarżyć do sądu. Spraw a
nie jest jeszcze przedaw niona.
B olesław A., Szarlej-Piekary. Sprostow ania
nie zamieścimy, gdyż nie odpow iada w ymogom
ustaw y prasowej. W sprostow aniu nie m ożna
oczerniać osób trzecich.
P. Friedrich — Olza. Bezpłatnie.
Józef K., Świętochłowice. Napisać doniesie­
nie do prokuratury.
Abonent M. J. Chorzów. Zwolnienie P ana z
pracy było bezpraw ne i dlatego też powinien
Pan wnieść skargę do sądu o odszkodow anie.
Z baątmą aa (Lokatom,
S t r z a ł z d u & e lió w M
do
ro z w ś c ie c z o n e g o g o s p o d a r z a
ten ostatni w yprow adzony z równowagi, zdążył się jeszcze zasłonić krzesłem, co
uratowało go od śmierci. Mimo to jed­
nak odniósł on ciężkie obrażenia ciała,
W mieszkaniu Jureckiego rozpoczęła lecz po dłuższym pobycie w szpitalu,
się szalona gonitwa, bo przerażony lo k a ­ zdołał się wyleczyć.
tor począł uciekać przed grożącym mu
W ub. poniedziałek Jurecki stanął
śmiercią gospodarzem,
przed Sądem Okręgowym w Sosnowcu,
W Pewnej chwili Jurecki chwycił wi­ oskarżony o chęć zabójstwa. W czasie
nia z a le g łe g o c z y n s z u .
Kiedy J. odmówił, a oburzony tak szącą na ścianie nabitą strzelbę myśliw­ przewodu sąd doszedł do przekonania,
późną wizytą zażadał natychmiastowego ską i z odległości dwuch kroków przez że Jurecki działał w obronie własnego
opuszczenia mieszkania przez Wronę, stół wystrzelił do Wrony. Ten ostatni życia j dlatego uniewinnił go.
Dom nr. 23 przy ulicy Zagórskiej w
Będzinie był widownią niebywałego zaj­
ścia pomiędzy właścicielem tegoż domu.
Tadeuszem Wroną a jego lokatorem
Walentym Jureckim.
Gospodarz około północy wtargnął
do mieszkania lokatora, ż ą d a ją c z a p ła c e ­
w y c ią g n ą ł z k ie s z e n i b r z y t w ę i rz u c ił się
n a lo k a to r a , c h c ą c g o z a r ż n ą ć .
85 )
— N ie chodzi nam bynajm niej ö
m iłość pani! — rzekł teraz lord W il­
liam rozgniew any. — Przyznaję, źe
jesteś piękną i w ierzę, źe jesteś cnot­
liw ą, ale żoną m ego syna nie zosta­
niesz n igd y! Lord Corrigan nie m oże
się żenić z córką p rostego m ieszczani­
n a! A le, abyś zbvt w ielk iego nie do­
znała rozczarow ania i zaw odu, ofia­
ruję się chętnie w yn agrod zić ci to
znaczną sumą...
— O czem m ów isz, m ilordzie? — 1
szepnęła F anchon zdum iona. — Ja te­
g o nie rozum iem !
•— N o , w ięc m ów m y w yraźniej,
m oje dziecko! Syn nasz baw ił się
tw em sercem , czego w cale nie po­
chw alam , bo jest to pewne zaciągnienie długu w obec ciebie i za ten dług
ja m uszę odpow iadać! A le w yznacz
mi sam a sum ę, jakiej żądasz za zw ol­
nienie g o ze słowa, danego ci d osyć
lekkom yślnie. Jest to zupełnie w po­
rządku, że ojciec płaci długi syna!...
— O jcze! — krzyknął Ryszard. —
Jak m ożesz w ten sposób obrażać
bezbronną d ziew czyn ę!
— Ah, to nie jest obraza i panna
Greffin zna p ew nie dobrze w artość
pieniędzy! N ie byłby to p ierw szy
i ostatni taki w ypadek! M yślisz pani,
źe sto ty sięcy franków w ystarczy?
F anchon zw róciła się do Ryszarda.
-— W yp row ad ź mnie stąd ! — ję­
knęła, załam ując ręce. — Ja m yśla­
łam , że idę do tw oich rodziców , a nie
do ludzi, frym arczących najśw iętszy­
mi uczuciam i, jak tow arem !
— Zaraz! — odrzekł Ryszard. —*
W ięc nie pozw olisz mi, ojcze, na za­
ślubienie panny Fanchon Greffin?
— N ie!
— W takim razie ożen ię się z nią
bez tw e g o p ozw olenia! I to o ile m o­
żności jutro!
— Dopraw dy? A z czego ch cesz
Żyć, mój kochany? Bo na moje pienię­
żne wsparcie liczyć nie p ow in ien eś!
— N ie, ale mam zdrow e ręce i m o­
g ę w y ży w ić żon ę!
— A ja będę pracow ać razem z to ­
bą! — zaw ołała Fanchon.
— Będą to ogrom ne dochody! —
szydził lord. — Czem chcesz zarobić
trochę pieniędzy? M oże śpiew em lub
ta ń c e m !
— Jestem baletniczką w W ielkiej
O perze! — odrzekła Fanchon. — P o­
bieram siedem dziesiąt franków m ie­
sięcznie.
L ady W iktorja krzyknęła i zała­
m ała ręce.
— B aletniczką! O B oże! Jak mo­
g łeś uczynić podobny wybór, R yszar­
d zie! N ie, na m ałżeństw o z baletnicz­
ką i ja nie m ogę pozw olić!
-— Fanchon jest czystą i niew in­
ną, jak an ioł! — odpow iedział R y­
szard spokojnie. — Inaczej nic był­
bym jej pokochał i nie żądałbym,
abyście ją za synow ą uznali!
Lord W illiam zb liżył się teraz do
syna i położył mu rękę na ramieniu.
— N ie m ogę ci przeszkodzić w po­
pełnieniu w ielk iego
głupstw a, —
rzekł z ironicznym uśm iechem — któ­
rego w krótce m ocno pożałujesz! Ale
to jedno przysięgam
ci, — dodał
szorstko — że ta dziew czyna, której
nazw isko wala się po afiszach tea­
tralnych, nigdy lady Corrigan nie bę­
dzie!
— Ryszardzie, usłuchaj tw eg o oj­
ca ! — zawołała Fanchon, płacząc. —
N ie chciałabym za nic w św iecie. abyś
m iał się dla mnie w yrzec nazwiska i
majątku. Takiej ofiary przyjąć nie
m ogę!
— N ie! — odparł Ryszard stanow ­
czo. — ja m ego słow a nie cofnę! N ie
chcę pieniędzy, one nie dadzą mi
szczęścia bez mojej Fanchon! N ie
przestanę w as kochać i szanować, dro­
dzy rodzice, ale m iłości mojej nie w y ­
rzeknę się!... — Pójdź Fanchon! D o­
syć już znieśliśm y tu upokorzenia l
— Od tej chwili przestajesz się na­
zyw ać Corrigan — krzyknął lord z
w ściekłością. — N ie m asz żadnego
prawa do tego n azw isk a!
— Jakto? N ie mam prawa? W ta­
kim razie nie jestem chyba tw oim sy­
nem !
— M ilcz!
Lord W illiam u niesiony gniew em
zapom niał się tak dalece, że z podnie­
sioną ręką p rzyskoczył do syna, chcąc
go uderzyć i kto w ie, na czem byłaby
się ta straszna scena skończyła, gd yby
w tejże chwili lady W iktorja nie upa­
dła zem dlona na ziem ię!
Ryszard przyskoczył, chcąc ją ra­
tow ać, ale ojciec odepchnął go.
— N ie masz... nie ma pan tu już
nic do czynienia! — rzekł pogardliwie.
— N ie dotykaj lady Corrigan, ona jest
dla ciebie zupełnie obcą!
Ryszard i Fanchon w yszli z salonu.
— Co znaczyły te słow a ojca? —
m yślał, wracając do domu. — Ja nie
mam prawa do m ego nazwiska... moja
matka jest mi obcą... N ie rozum iem
teg o I,
— Ale jak to być m oże?... P rze­
cież ja urodziłam dziecko... Co się z
niem stało?...
O, powiedz mi, W illia­
mie, odkryj mi tę tajem nicę, bo przy­
sięgam ci, że jeżeli mi nie pow iesz
prawdy, pójdę do sądu i rozgłoszę pu­
blicznie naszą hańbę.
Lord Corrigan poznał, źe zaszedł
już za daleko i, że już cofnąć się nie
m oże.
„Najlepiej w yznać teraz w szy st­
ko!,.. — pom yślał.
I zwracając się do żony, rzekł sta­
now czo :
— Pow iem ci w szy stk o ! N ie mam
pow odu do tajenia dłużej prawdy...
Przyrzekłem sobie wprawdzie, że ta­
jem nicę tę zabiorę ze sobą do grobu,
ale postępow anie Ryszarda zm usza
mnie do zm ienienia m ego zdania. R y­
szard zatem nie jest tw oim synem , ty l­
ko synem owej Francuzki, N adiny!
— Dalej, d a le j! — jękła lady W ik­
torja. — Zaczynam się w szy stk ieg o
d o m y śla ć!
— Jak i co było, o to m niejsza —
m ów ił lord dalej. — D osyć, że ty po-
Zbliżył się teraz do syna i położył mu rękę na ram ieniu
I sm utne jakieś przeczucie ogarnęło
jego serce... N aw et obecność ukocha­
nej Fanchon nie zdołała go pocieszyć.
D zień dzisiejszy zn iw eczył w szy st­
kie prawie jego nadzieje.
„. .
R O Z D Z IA Ł L X X .
S P O W IE D Ź L O R D A .
Lord W illiam sam zajął się trzeź­
w ieniem żony i w krótce lady W iktorja
odzyskała przytom ność.
—- Zamknij drzw i! — szepnęła roz­
kazująco tak, że lord zdumiał się, nieprzyzw vczajony do tak iego tonu.
— A teraz pójdź, usiądź k oło
mnie... Porozm aw iam y po cichu, bo
zdaje mi się, że tego, co mam y sobie
do pow iedzenia, nie powinien nikt in­
ny słyszeć, a ściany mają często uszy...
Lord W illiam , zw ykle tak szorstki
i despotyczny, był tym razem dziw nie
zm ieszany i w ypełniał szybko w szy st­
kie rozkazy żony.
— O czem chcesz ze mną m ów ić?
— zapytał ze spuszczonem i oczami.
— Słyszałaś przecież, że Ryszard nie
chce się w yrzec swej baletniczki i, że
kocha w ięcej tę dziew czynę, niż nas!
— Pow iedz mi, — zaczęła teraz
lady W iktorja — co znaczyły tw oje
słowa, że Ryszard nie ma prawa do na­
zwiska Corrigan ? Żądam prawdy i je­
żeli jesteś uczciw ym człow iekiem , nie
zbędziesz mnie k łam stw em ! Chcę w ie­
dzieć p ra w ię!
Lord W illiam zadrżał, zim ny pot
wystąpi! mu na czoło.
— Tak jest w istocie... — szepnął.
— Ryszard nie jest...
— On nie jest naszym synem ? —
krzyknęła lady W iktorja przerażona.
— On jest moim synem , ale nie
tw o im !
— Co, Ryszard nie jest moim sy­
nem?
N ieszczęśliw a kobieta zapomniała
wszelkiej ostrożności i krzyczała głoś»0*
w iłaś córkę, a N adina syna i, że ja
dzieci te zam ieniłem ... N ied ługo po­
tem zerw ałem z Nadiną... B yła to fał­
szyw a i zła kobieta... D ałem jej znacz­
ną sum ę pieniędzy, w róciła do Fran­
cji i odtąd nic o niej nie słyszałem , da­
ję ci na to słow o h o n o ru ! M ożesz
mnie teraz potępić... Ja sam nie w y ­
baczę sobie nigdy teg o czynu, ale
chciałem koniecznie m ieć syn a! T o
jedno m oże mnie trochę uniew innić!
— A co się stało z mojem dziec­
kiem ? — zapytała lady W iktorja, pa­
trząc na męża błędnem i oczam i.
Lord milczał.
— Co się stało z mojem dzieckiem ?
— pow tórzyła, szarpiąc jego ramię. —
Odpowiadaj, nędzniku!
Cichym głosem opow iedział lord
w szystk o, a żona jego słuchała, nie do­
wierzając w łasnym sw oim uszom.
— I ty to uczyniłeś? — rzekła z
dziw nym w yrazem twarzy. — T y, oj­
ciec?
— Nadina nam ówiła mnie do tego.
Podła ta kobieta nie chciała zatrzym ać
dziecka u siebie i ona p ierw sf i wpadła
na myśl usunięcia g o w ten sposób!
— Jej się nie dziw ię, ale tobie! O j­
ciec! R odzony ojciec! — powtarzała
lady W iktorja jak nieprzytom na.
— K obieta, której dziecko dałem,
miała co kwartał um ieścić anons w
„Tim es", czy dziecko żyje, ale anonsu
tego nie czytałem ani ra zu !
— O ty w yrodny o jc z e ! — zaw o­
łała lady, wybuchając głośnym pła­
czem. — Czy ty nie m iałeś ani serca,
ani sum ienia? D ziecko tej nędznicy
leżało w jedwabiach i koronkach, kar­
miłam je własnem m lekiem , czuwałam
nad niem, pieściłam je, a moja córka,
oddana w ręce zbrodniarki, w ychow y­
wała się w nędzy i grzechu. N ikt się
o nią nie starał, nikt jej nie kochał i
kto w ie, co się z nią stało?... O, jakże
nieszczęśliw ą jestem m atką! A w szy­
stko z twojej winy I N iech ci B óg w y­
baczy... ja nic mnor«'
— Chciałbym chętnie odszukać n i ­
szą córkę! — rzekł lord pokornie. —
A le gdybyśm y ją znaleźli, spraw iłoby
to nam dużo kłopotu...
— K łopotu? Ja m yślę, źe b yłoby
to dla nas najw iększem szczęściem I —krzyknęła lady W iktorja w uniesienia.,
— I pow iedziałabyś R yszardow i,
że... że... nie jesteś jeg o m atką?... Źe
on nie ma prawa do nas?...
— A leż ja g o k o ch a m ! — zaw ołała.
— K ocham g o serdecznie! D w ad zie­
ścia i trzy lat uważałam g o za syna.
Taka m iłość nie znika w jednej chw i­
li! B ędę g o zaw sze kochać, jak syna#
ale to nie przeszkadza, abym obok nie­
go nie kochała sw eg o w łasn ego dziec­
ka! O, odszukaj moją córkę I T y lk o
tern m ożesz chociaż w części w ynagro­
dzić złe, jakie jej i mnie w yrząd ziłeś!
Jak się nazyw a kobieta, której ją od­
dałeś?
— B yła to w iedenka, a nazw isko jej
H ilb e r t!
W tej samej chw ili dał się słyszeć
za ścianą salonu cichy szelest.
— N ie słyszałaś nic? — szepnął
lord. — Zdawało mi się, źe tam za
ścianą poruszyło się coś.,
— N ie !
— C zyżby nas k to podsłuchiw ał?
B yłob y to okropne!
— N ie... A le pow iedz mi tylko#
"czy ta kobieta została tu ta j!
— N ie, m ów iła mi, że w róci do
W ied nia!
•— A mąż jej ?
•— M ąż jej był w ów czas tutaj w w ię­
zieniu!
— O B oże i taki człow iek w y ch o ­
w yw ał moją córkę! Jutro jedziem y do
W iednia. R ozum iesz?
— D ziw ne życzen ie?
— N ie życzenie, tylk o "rozkaz!
Słuchaj teraz! Jeżeli nie p oruszysz
nieba i ziem i celem odnalezienia m eg o
dziecka... jeżeli nie uczynisz w szy st­
k iego, co człow iek uczynić m oże, to
pójdę do sądu i oskarżę cię o zam ianę
dzieci.
— W iesz, jaka za to jest kara?
Lord W iliam spuścił g ło w ę i mil­
czał. W sercu jego toczyła się cięż­
ka walka, w iedział jednak, że zrozpa­
czona matka na w szystk o się odw a­
żyć g o to w a i dlatego... m ilczał.
— Zdaje mi się, — rzekł łagodnie#
— że do W iednia nie potrzebujem y
jechać tak nagle. Zapytam telegra­
ficznie tam tejszej policji, czy tam m ie­
szkają ow i H ilb ertow ie i czem są, czy
mają córkę, w jakim w ieku i tak da­
lej. P o otrzym aniu w iadom ości, mo­
żem y zaw sze jeszcze jechać!
— T o prawda. A le teraz odejdź!
Chcę być sam ą!
— Co będzie z R yszardem ? Zosta­
w im y g o tutaj? P ozw olim y mu się
ożenić z baletniczką?
— Ach, pom ów im y o tern później!
M nie się w szy stk o w gło w ie m iesza,
nie m ogę zebrać m yśli!
Lord W illiam w yszedł.
L ady W iktorja zam knęła za sobą"
drzwi na klucz i usiadłszy na kanapie,
znowu płakać zaczęła. Ile ona w tej
ostatniej godzinie wycierpiała, teg o
opisać nie m ożna, to sercem tylko od­
czuć ludzie potrafią.
— B oże m ój! — zaw ołała głośno.
— Gdvbym chociaż w iedziała, że cór­
ka moja ż y j e !
— O na ży je! — od ezw ał się za
ścianą dźw ięczny g ło s męski. — Óna
żyje i jest godną sw ej szlachetnej
m a tk i!
Lady W iktorja zerw ała się jak
szalona.
— Co to jest? K to m ów i do m nie— wołała biegnąc ku ścianie. — Czy
ja już zm ysły straciłam ?
W tejże chw ili zapukano do drzwi,
lady otw orzyła je i stanął przed nią
m łody elegancko ubrany m ężczyzna
o pięknej sym patycznej twarzy.
<Cuu dalszy jutro)
N r . 2Q2 — 2 3 . IO. 3 4 .
. . S I E D E M
G iJ O S Z r
St r
Pierwsze zeznania Pavelica IMwalernlKa
J n te u s p w u e ś ie d z iw o w s p r a w ie z ß r o d n i m arsi$liisM ei
T u r y n, 22. 10. PA T.
D r. Paw elic i K waternik złożyli sw e pierw6ze zeznanie przed urzędnikam i policji. Dr.
Paw elic oświadczy! kategorycznie, że nie ma
nic w spólnego z zamachem . Jak twierdzi, nie
byl w cale we w rześniu w M arsylji i mc zna zu­
pełnie tego miasta. Kwaternik odrzuca w szyst­
kie oskarżenia, które, jak twierdzi, bezw arunko­
w o nie mogą go dotyczyć. Zaznaczył on, że
o statn ie 10 miesięcy spędził u jednego ze sw ych
przyjaciół w Berlinie.
K w aternik podkreśli!, Że nie zna nikogo z
pośród uwięzionych we Francji i, że nigdy nie
w ystępow ał pod nazwiskiem Kram era.
P a r y ż , 22. 10. (PAT.)
Prasa paryska w dalszym ciągu po­
daje wiele szczegółów, dotyczących u*
czestnlków spisku na życie króla Ale­
ksandra.
Przywódca rewolucjonistów
chorwackich, dr. Pawelic, jak donosi
„Matin“, od siedmiu lat ukrywał się
głównie we Włoszech. Policja włoska
aresztowała go w Turynie dopiero na
wyraźne żądanie władz francuskich. Pa­
welic nie stawiał żadnego oporu, ale pro­
sił usilnie, aby nie wymieniano nazwi­
ska. pod którem korzystał z gościnności
włoskiej i, aby nie podawano w żadnym
komunikacie nazwiska I miejsca pobytu
jego żony I dzieci. Obiecano mu przy­
chylić się do tej prośby, i istotnie do­
tychczas policja włoska nie zdradziła po­
wyższej tajemnicy policji francuskiej.
Przedstawicielowi francuskiej
„Surete
Nationale', inspektorowi Royere zakomu­
nikowano jedynie, że aresztowany Pawe­
lic posiadał paszport węgierski, którego
numer podano, ale nie wymieniono nazwi­
ska. Inspektora Royere władze włoskie
nie dopuściły do śledztwa. Zgodzono się
jedynie uwzględnić w dochodzeniu ży­
czenia policji francuskiej 1 zbadać, czy
Pawelic istotnie bawił we Francji w celu
przygotowania zamachu na życie króla,
jak długo trwał jego pobyt na ziemi
francuskiej i zbadać, czy przyznaje się,
że w Culoz spotkał się w dniu 26 i 27
września z Kwaternikiem; co było tema­
tem Ich rozmowy, za jakim paszportem
Pawelic przekroczył granicę i dlaczego
zniszczy! dokumenty osobiste.
' Co do Kwaternika, policja francuska
zażądała od władz włoskich przeprowa­
dzenia dochodzenia w kierunku wyjaśnie­
nia szczegółów pobytu jego we Francji.
Pobyt ten został stwierdzony, podobnie
jak i udział Kwaternika w zamachu marsylijskim. Żądanie wydania Pawelica I
Kwaternika władzom francuskim skiero­
wano. na drogę dyplomatyczną. W tych
warunkach samo wydanie będzie mogło
nastąpić nawet przy zostasowaniu naj­
szybszej procedury nie wczesnej, ulż w
końcu przyszłego tygodnia.
W i e d e ń , 22. 10. (Pat.)
Wiedeńskie Biuro Korespondencyjne
donosi z Białogrodu: W tutejszych kołach
politycznych słychać, że rząd Jugosło­
wiański zamierza przedstawić Lidze Na­
rodów propozycje zawarcia konwencji
międzynarodowej, która uzna udzielanie
gościny konspirującym emigrantom za
niedopuszczalne.
L o n d y n , 22. 10. Tel. wł.
„Sunday Express“ donosi, że kore­
spondent belgradzki „Daily Expressu“,
Panton, został wydalony z granic Jugo­
sławii spowodu podawania swemu dzien­
nikowi sensacyjnych i uwłaczających wia­
domości o sytuacji w Jugosławii.
Interwencja posła angielskiego celem
uzyskania zwłoki w wykonaniu nakazu
wysiedlenia, pozostała bezskuteczna. Ko­
respondent „Daily Expressu" opuścił już
Białogród.
Panton podał wiadomość o rzekomem
wznowieniu działalności politycznej przez
starszego brata króla Aleksandra, ks. Je­
rzego, który w roku 1909, po aneksjl Boś­
ni i Hercegowiny przez Austrję, zrzekł się
praw do tronu.
W i e d e ń , 21. 10. Tel. wł.
W najbliższym czasie spodziew ane jest w y­
puszczenie na wolność przyw ódców słoweń­
skiej partji ludow ej N atlacena, Ogrizka 1 b. mi­
nistra Puloveca, którzy w swoim czasie zostali
w raz z księdzem Koroszęcem skazani na przy­
m usow y pobyt n a jednej z w ysp na w ybrzeżu
D almatyńskiem.
P a r y ż , 22 . 10. Tel. wł.
W Dieppe aresztowano pewnego Ju­
gosłowianina, posiadającego paszport na
nazwisko Andrzeja Arturkovicza. Został
on przed paru dniami wydalony z Anglii.
Arturkovicz, który legitymował się pasz­
portem węgierskim, jest znany policji ju­
gosłowiańskiej jako niebezpieczny terorysta z grupy d-ra Pawelica,
T r a g e d ia fortancerki
i
®
W a r s z a w a , 22. 10. Teł. wł.
P rzed sądem stanął niejaki G rzeszczak, os­
karżony o stręczenie do nierządu sw ej żony.
B yła ona fortancerką w restauracji hotelu Sa­
voy. Kilkakrotnie opuszczała ona męża. Po­
znała później jednego z inżynierów, który wziął
ją na utrzym anie. Po pewnym czasie Grzesz­
czak zwrócił się znowu do żony 1 zmuszał ją
do oddaw ania w szystkich zarobionych przez
siebie pieniędzy. W roku 1931 G rzeszczakowa
oskarżyła męża o sutenerstw o, na skutek czego
został on skazany w Sądzie O kręgowym na 3
lata więzienia. S ąd Apelacyjny uniewinnił go
w
W
a r s z a w
i e
jednak na skutek zmiany zeznań przez G rzeszczakow ą, która, nastraszona przez sw ego męża,
oświadczyła, że oskarżała męża pod wpływem
grożb, ze strony jego rodziny, w następnych
latach G rzeszczak znowu nalegał na żonę i zmu­
szał ją do w ypłacenia mu pieniędzy, strasząc ją,
że jeżeli nie otrzym a pieniędzy, to ogłosi o niej
różne skandaliczne szczegóły. G rzeszczak nie
przyznaje się do winy, tw ierdząc, że w szystkie
pieniądze, jakie miała żona, pochodziły od nie­
go, a na kupienie mieszkania dla n;ei wydał
10.000 zł., które żona zw racała mu później
wekslami i gotów ką. R ozpraw a trw a.
Aspirant więzienny oszustem
W iclfii p ro ces n> e f to r z o w ie
Chorzów, 22. 10. (P A T )
Przed wydziałem cywilnym Sądu Okf. w
Chorzowie toczyła się rozpraw a przeciwko Ka­
rolowi Kordylle, aspirantow i więziennemu z
Równego, obwinionem u o oszustw o na sumę
70.000 zł. na szkodę Petroli Chwałowej. Jak
w ynika z aktu oskarżenia, Kordylla nakłonił
Chwaiową do przewłaszczenia jej domu na
sw oje imię, zobowiązując się po pewnym cza­
sie, gdy C hw ałowa pozbędzie się kłopotów pie­
niężnych, przew łaszczyć dom spow rotem na
nią. W międzyczasie Kordylla, korzystając z
fikcyjnego tytułu własności, sprzedał dom nie­
jakiemu Chruszczowi za 52.000 zł. Dowiedziaw­
szy się o tern C hw ałowa w ytoczyła Kordylle
pow ództw o cywilne a niezależnie od tego spra­
wę karną o oszustw o. W dniu dzisiejszym sąd
przesłuchał około 40 św iadków . R ozpraw a bu­
dzi w Chorzowie wielkie zainteresowanie. W y­
rok oczekiwany jest w e w torek,
5
Sriaiiimay wyścig samiczy
L o n d y n . 22 . 10. Tel. wi.
Samolot „Douglas DC 2 “, pilotowany
przez Parm entier i Molla, w którym znaj­
duje się trzech pasażerów, wyleciał z
Rangoon do Singapore w poniedziałek.
Sytuacja wyścigu przedstawiała się w
sposób następujący: 1-sze miejsce zajmo­
wał samolot angielski „Comet", piloto­
w any przez Scotta i Blacka, który znaj­
duje się pomiędzy Indjami a Port Dar­
win. Samolot holenderski „Douglas" leci
do Singapore. Trzy inne samoloty, a mia­
nowicie jeden amerykański i dwa brytyj­
skie znajdują się w Indiach. Małżeństwo
Mollison zajmuje obecnie czw arte miej­
sce. Dwa aparaty nowozelandzkie i je­
den duński lecą ponad Małą Azią. Czte­
ry inne, mianowicie dwa angielskie, je­
den amerykański ; jeden austnyijski są w
Grecji, dwa w Rzymie, jeden "w M arsy­
lji, a jeden nie opuścił jeszcze ’otniska w
Le Bourget. Cztery aparaty zostały w y­
cofane.
L o n d y n , 22. 10. Tel. wi.
Lotnik irlandzki, Fitzmaurice, który
spowodu nieporozumień z kierownictwem
zawodów Londyn — Australia zrezygno­
w ał z udziału w locie, wystartuje we
W łoszech rano do Melbourne. Zamierza
on przebyć tę trasę bez lądowania. Fitz­
maurice leci poza konkursem.
P a r y ż , 22. 10. (PAT.)
„LTntransigeant" donosi, że samolot
brytyjski, wiozący komisję kontrolną wy­
ścigu powietrznego Anglia
Australia,
rozbił się na północ od Singapore. 6 osób
zostało zabitych.
Londyn, 22. 10.
PA T.
Lotnik Scott w ylądow ał w Porcie D arwina,
przebyw ając przestrzeń Anglja — A ustralja w
rekordow ym czasie 2 dni, 4 godziny. Poprzedni
rekord wynosił 6 dni, 17 godzin.
sz a w y do Łodzi do 1 1 pół godz. Celem za­
stąpienia w szystkich dziennych pociągów po­
spiesznych w agonam i m otorow em l Koniecz­
nem jest w ybudow anie około 80 w agonów te ­
go rodzaju.
Warszawa, 22. 10. Teł. wł.
O tw arcie linji kolejowej W arszaw a — Ra­
dom, zapow iadane dawniej na listopad, zosta­
ło znowu odłożone. Obecnie prasa donosi, że
uruchomienie prowizorycznej komunikacji na­
stąpi w grudniu. Na niektórych odcinkach pra­
c a prow adzona jest na dw ie zmiany, w dzień
1 w nocy. Stale pracuje około 1500 robotników .
W arszaw a, 22. 10. Teł. wł.
Inowacje 1ulepszenia na telejacis
Indywidualne zniżki I *1*1 dla laryiKw
W a r s z a w a , 22. 10. Tel. w ł.
M inisterstw o Komunikacji zam ierza zastą­
pić w szystkie dzienne pociągi pospieszne w a­
gonami m otorow em l, co przyspieszy komuni­
kację o raz zm niejszy znacznie ko szty eks
ploatacyjne. O becnie na zam ów ienia M inister­
stw a Komunikacji buduje się w C hrzanow ie
pięć w agonów m otorow ych typu A ustrodaim
ter (autobusy szynow e), oraz 11 w agonów w
fabryce C egielskiego w Poznaniu i Lilpopa w
W arszaw ie. P rojek to w ane jest uruchom ienie
w agonów m otorow ych na głów nych szlakach
jesionią 1935 r. P o d ró ż z W arszaw y do P oz­
nania skrócona zostanie do 2 gotte. 45 min. Z
W arszaw y do Gdyni do pięciu godzin, z W ar­
szaw y do K rakow a do 3 1 pół godz., a z W a r-
Na zjeździe porozum iew awczym w spraw ie
sezonu turystycznego, jaki się odbył w Krako­
wie, ustalono konieczność przyw rócenia zniżek
indyw idualnych na kolejach oraz szerszego sto ­
sow ania ulg dla turystów . Postanow iono, że w
pociągach popularnych trzeciej klasy w prow a­
dzone będą miejsca sypialne. Za małą opłatą
pasażerow ie otrzym yw ać będą pościel, Inow acja ta przyczyni się niewątpliwie do w zmożenia
ruchu w ycieczkow ego w góry. D otychczasow e
krótkie wycieczki były dla pasażerów bardzo
uciążliwe, wobec konieczności spania często
przez dwie kolejne noce w pociągach bez
miejsc sypialnych.
T li WYCIĄCl
Hunte*
OKOLICZNOŚĆ
ŁAGODZĄCA.
Sędzia-. — Tu już Jest
piąty człowiek, którego
oskarżony
przejechał
autem !
Szofer: —
C zw arty,
panie sędzio, bo jedne­
go przejechałem dw a la -
xy.„
ON OO WOLI.
— W olę jeżeli złodziej
przychodzi do mego do­
mu, aniżeli lekarz.
— D laczego?
— Bo, jeżeli złodziej
Opuszcza moje mieszka­
nie. to wiem, co mi
brakuje, a jeżeli lekarz
odchodzi, to... nie wiem.
DOBRY ZNAK.
Pijany (do szofera):
Zapomniałem ,
gdzie
m ieszkam . Ale niech pan
jedzie powoli tą ulicą, a
gdy pan
zobaczy
w
b ra m :e kobietę z trzepaczką,
to
ja
tam
m ieszkam ...
CZUŁY ZIĘĆ.
— Panie posterunko­
w y, chodź pan prędko,
m oja
m acocha się po­
w iesiła!
— A przeciąłeś sznu­
rek?
— Nie.
bo
leszcze
— 192 —
— 189 —
w zg lę d em tego kraju Jest łagodne i szczere I, że nie
m y w zniecam y niepokoje i zatargi pomiędzy Ro­
sjanami a Polakam i, ułaskaw iam skazanego. H r a ­
bia Henryk O rszański jest wolny!
P rz e ciąg łe grz m o ty oklasków b y ły odpow ie­
dzią na te słow a.
P o lacy rzucali czapki w górę, krzyczeli 1 uno­
sili się nad dobrocią księcia.
— Niech żyje! W iw a t wielki k siążę Konstan­
ty !
.
Tłum jest uszczęśliwiony, jeżeli mu się do sta­
ną okru szy ny laski z stołu potężnego w ładcy, bo
myśli, że po okruszynie dostanie ca ły bochenek
chleba. I daje się łatw o oszukać, wierzy we w s z y ­
stko i spodziew a się zaw sze lepszej przyszłości.
T ak też b yło i tym razem.
P o la cy myśleli, że z ułaskaw ieniem O rszań skiego lepsze dla nich nadejdą cz asy i oddaw ali się
radości.
Ale na miejscu stracenia znajdow ały się c z te ry
osoby, k tórym na słow a księcia serca ze strachu
bić nieomal przestały. Stały one obok siebie, oto­
czone setkami ludzi tak, że żadna z nich ruszyć się
nie mogła.
Osobami temi byli książę Adam, hrabia Gilew­
ski, H enryk i T eresa.
T eraz musiała się w y k ry ć zamiana skazanych,
a jakie z tego mogły dla w innych w yniknąć na­
stępstw a...
Na myśl o tern zadrżał n aw et Gilewski!
— Jesteśm y zgubieni! — szepnął książę Adam.
Jeżeli nas Iwan zdradzi, umrzemy w szy scy , bo
gam zupełnie na tw ojem zdaniu. Ale teraz powiedz
mi, o czem m yślałeś poprzednio?
— Zdaje mi się, że byłoby rozsądnie, g d y b y
W a s z a Książęca W y s o k o ś ć o degrała teraz komedję
wielkiej wspaniałom yślności. Kazaliśmy dotąd tra­
cić bez miłosierdzia w szystkich Polaków... G d y­
b y śm y jednego z nich ułaskawili, w y w a rło b y to na
lud jaknajlepsze w rażenie!
— Ja bym miał ułaskaw ić polskiego buntow ni­
k a ? — zaw ołał książę. — Jak możesz mi coś po­
dobnego d o ra d z a ć ? Skąd, dlaczeg o?
— Nigdybym tego nie uczynił, g d yby m nie b y ł
o trz y m a ł z pewnej strony ostrzeżenia! — odrzekł
Lebel poważnie. — Zdaje mi się, że powieszenie
hrabiego O rszańskiego rozgniew ało by w ielce n a ­
szego potężnego sąsiada.
— Kogo?
— C esarza austriackiego. H ra b ia O rszań sk i
"Jest właściw ie poddanym austriackim , żył długie
lata w Wiedniu, b y w a ł na d w o rz e i był w to w a ­
rz y s tw ie wiedeńskiem n ajp ierw szą osobą. G d y ­
b y ś m y kazali stracić poddanego sąsiedniego paritswa, cała Austrja o b u rz y ła b y się na nas! Dziś
ra n o otrzym a łe m z gabinetu M eternicha wiadom ość,
że dw ór wiedeński żąda ułaskaw ienia hrabiego O r­
szańskiego i że w z y w a nas, a b y śm y go n atychm iast
uwolnili.
Książę zaciął usta i n am y ślał się.
— Z Austrją nie m ożem y się naturalnie pognie­
w ać! — szepnął. — Rząd tam tejszy żadnych nam
też dotąd trudności nie robił, gdy chodziło o w y ­
d a w an ie buntow ników , k tó rzy tam uciekali. W ięc
N r . 2 9 2 — 23. 10. 34 .
„ S I E D E M
G R O S Z Y "
KRAJY
f ZE
W
l i q
d
s
y
— ZINA. Na bardzo obszerny list Pani
mógłbym właściwie odpowiedzieć w jednem zdaniu, a mianowicie: zostawić
sprawę własnemu biegowi. Trudno bo­
wiem w tej sytuacji postanowić coś kon­
kretnego. O małżeństwie nie może być
m ow y dopóty, dopóki pan ów nie zdo­
będzie stanowiska, dającego mu gw aran­
cję jakotakiej egzystencji. Z drugiej zaś
strony wzgardzenie miłością człowieka
tak szlachetnego i dobrego, dlatego tyl­
ko, że nie ma on posady, zadawałoby
kłam pojęciu o kobiecej dobroci i subtel­
ności. M ężczyzna tak dobry, szczery i
uczciwy odczułby ten cios bardzo boleś­
nie. Może sytuacja jakoś się zmieni. Czło­
wiek, któremu brak pracy stoi na prze­
szkodzie w poślubieniu ukochanej kobi.ety , gotów jest poruszyć niebo i piekło,
aby znaleźć jakieś źródło dochodu.
Droga Pani! Pozostaje jeszcze kwe­
stia różnicy w ykształcenia. Pewnie, że
maż winien żonę przewyższać 1 w y­
kształceniem i Inteligencją, albo przynaj­
mniej dorównyw ać jej pod względem roz­
woju umysłowego. Nie jest to jednak kar­
dynalnym warunkiem szczęśliwego poży­
cia małżeńskiego. P rz y szczerej i głębo­
kiej miłości, wzajemnem rozumieniu się 1
szacunkiem, ewentualne różnice poziomu
umysłowego nikną, stają się niewidocz­
ne. Owszem różnice te nie mogą być
zb y t jaskraw e, a w tym wypadku nie są
one — mam w rażenie — tak bardzo
wielkie.
Pisze mi Pani, że jesl tak wrażliwa,
iż razi Ją nawet brak znajomości języ­
ków obcych. Być może, że tak jest, ale
przecież w szarzyznie dnia codziennego,
w walce o znośną egzystencję, przytło­
czeni ciężarem obowiązków, nię będzie­
cie potrzebowali rozmawiać z sobą po
francusku, ani angielsku, ani też nie bę­
dzie P an i odczuw ała potrzeby prow a­
dzenia z m ężem ‘ dyskusyj na tem at filo­
zofii, czy czegoś innego, o czem mąż nie
będzie miał wielkiego pojęcia.
T akby było, gdybyście się wzab
jemtiie } szczerze kochali. Mam jed­
nak wrażenie, że Pani go nie kocha, do
czego się Pani zresztą częściowo przy­
znaje. Po zatem w ysuw a Pani również
kwestję ambicji, uważając, że wyjście
z a mąż za tego człowieka byłoby boles­
nym ciosem, zadanym tej właśnie ambi­
cji, tembardziej, że miała „Pani starają­
cych się, stojących o wiele wyżej w
hierarchii społecznej. Z w ażyw szy te i
tym podobne spraw y, dochodzę do wnio­
sku, że o miłości z Pani strony niema
mowy. Jeżeli Panią coś łączy z nim, to
m
l o
c/y b a tylko przyjaźń. P rzyzw yczaiła się
Pani do niego, lubi go Pani dla zalet je­
go charakteru, lubi Pani — jak zresztą
każda kobieta — mieć u swych stóp męż­
czyznę, który gotów jest życie dla Pani
poświęcić — i to wszystko. Jednakże dla
jego dobra, przez wdzięczność dla niego,
nie powinna go Pani odtrącać. Miłość,
jaką w swem sercu żyw i dla P ani i na­
t e
n
t f
dzieja, że spełnią się jego sny i marze­
nia, są dla niego bodźcem, dodającym
mu sił do walki z życiem i podnietą, nie
pozwalającą mu ustać w dążnościach do
zdobycia stanowiska.
Niech więc wszystko zostanie tak,
jak jest, a najbliższa przyszłość sama
przyniesie rozwiązanie tej zawiłej sytua­
cji.
lU en a m ić
— P. BRONISŁAWA K. Istnieje słusz­
na maksyma, która powiada, że nic się
w świecie nie dzieje bez przyczyny. Tak
jest i z ow ą przysłowioną nienawiścią,
jaka zazw yczaj panuje między teściową,
a zięciem, względnie synową. Nie znając
przyczyn, które spowodowały nienawiść
teściowej do Pani, nie mogę Pani nic
konkretnego poradzić. Przypuszczam jed­
nak, że jest w tern również trochę Pani
winy. M atka bowiem, w ychow aw szy sy­
na, ma do niego praw o naw et wtedy,
kiedy syn jej jest samodzielny 1 założy
sw e własne gniazdko rodzinne. Trudno
jej się pogodzić z tym , normalnym zresz­
tą, stanem, że syn jej staje się niejako
niepodzielną własnością innej kobiety.
P rzytem interesuje się w szystkiem , co
dotyczy jej syna, lubi się mieszać w je­
go sprawy małżeńskie, chciałaby w dal­
szym ciągu mieć w jego domu decydu­
jący głos itd. Synowa zaś. przejęta swą
now ą rolą żony i pani domu, nie może
się z tym stanem pogodzić. Dlatego też
obie strony winny w ykazać dużo dobrej
woli. winny zechcieć wzajemnie się zro­
zumieć I iść na jaknajdalej idące ustęp­
stwa.
W wypadku tego rodzaju nieporozu­
mień w ażna i odpowiedzialna rola przy­
pada trzeciej osobie, a w tym wypadku
mężowi. Nie powinien on zdecydowanie
stawać po stronie Pani. choćby Pani na­
w et miała więcej racji, bo w tedy teścio­
wa przypuszcza, że Pani buntuje mężli
przeciw niej i dlatego rodzi się w jej ser­
cu nienawiść do Pani. Jeżeli między P a ­
ni teściową a mężem doszło na tern tle
do aw antury, a teściowa chce się pogo­
dzić z Pani mężem, to mimo, że w ysuwa
ona zbyt ostre warunki, nie powinna się
Pani temu sprzeciwiać, lecz przeciwnie,
namówić męża do przyjęcia warunków
matki. Teściowa się o tern napewno do­
wie i powie sobie, że jednak nie jest Pa­
ni taką złą synową. Gdy między teścio­
wą, a P ani mężem dojdzie do porozumie­
nia, w tedy mąż musi przyjąć na siebie
rolę pośrednika między Panią, a swą mat­
ką i drogą kompromisu doprowadzić mię­
dzy Wami do porozumienia. W tedy zaś
— raz jeszcze powtarzam — musicie so­
bie wzajemnie ustępować, na wiele rze­
czy przym ykać oczy i rozumieć swe sta­
nowiska, a napewno zapanują między
Wami znośne stosunki.
Tlietvdziqcsny syn
— „ B U N T P R Z E C IW O JC U “.
D rogi P a n ie ! P rz y sw oich 22 latac h
jest Pan jeszcze zb yt m łody, ab y ro ­
zu m ieć życie i jeg o p o trze b y , te m b a r­
dziej, że nig d y d o ty ch cz as nie m yślał
P a n o sobie, że zaw sze się ktoś tro sz­
czył o to, aby Pan m iał co zjeść, żeby
się Pan m iał w c o ubrać itd. N ie m o ­
że P a n zro zu m ieć, że ojciec ta k ż e p o ­
trz e b u je opieki jak iejś bliskiej osoby.
M a P a n 2 2 la ta , to te ż w k ró tc e, po
u k o ń czen iu stu d jó w , opuści P a n ojca,
k tó ry m a zaledw ie 4 6 la t i k tó ry p o­
zostan ie w ted y sam jeden, b o p rz e ­
cież służąca nie za stą p i m u d o b rej g o ­
spodyni, żo n y i w iernej tow arzyszki
życia. Z re sz tą w o ln o je st P a n u w y ­
g łasza ć w o b ec o jca sw ój sąd o p ew ­
nych sp raw ach , ale nie w oln o Panu
staw iać ojcu żad n ego ultim atum , an i
niczego zab ran iać. W iem , że z chw i­
lą, g d y ojciec się ożeni, m iłość sw ą,
k tó rą P a n a d o ty ch czas o taczał, p o­
dzieli m ięd zy Pana a sw ą drugą żoną,
nie w ą tp ię je d n a k i P a n te ż nie p o ­
w inien w ą tp ić w to , że będzie Pana
nadal kochał i otaczał sw ą opieką.
Jeżeli ojciec ty le la t b y ł w dow cem
i m ęczył się sam , ab y sw em u je d y n e ­
m u synow i d ać ja k n a jsta ra n n ie jsz e
w y ch o w an ie i w y k ształcen ie — to m u­
si być dobrym człow iekiem . Obowiąz-
— Z pow odu ostatnich organiczeń dew i­
zow ych w prow adzonych przez rząd Rzeszy nie­
mieckiej przy podróżach zagranicznych, ustała
zupełnie turystyka z Niemiec do Polski. Ponie­
w aż wycieczki polsko - niemieckie noszą cha­
rak ter kom pensacyjny, pow oduje to rów nież
w strzym anie turystyki polskiej do Niemiec.
— M inisterstw o S praw W ew nętrznych z a ­
leto się sp raw ą szybkiego załatw iania podań
w urzędach centralnych. Okólnik podkreśla,
że niezw łocznie należy załatw ić podania, k tó ­
re nie w ym agają zasiągnięcia dodatkow ych
iniorm acyj, opinji itp. M inisterstw o S praw
w ew nętrznych podkreśla, że sp raw y z roku
1933 m uszą być ro zstrzy g n ięte najdalej do
końca roku 1934. Dla kontroli w prow adzono
specjalne w y k azy zaległości, k tó re sporządzo­
ne będą dw a ra z y do roku.
— Z obozu izolacyjnego w B ered e K artus­
kiej zwolniono w ostatnich dniach 11 Ukraiń­
ców.
— Z W arszaw y w yjeżdża do Palestyny 650
em igrantów żydów . W pierw szej połowie listo­
pad a m a w yjechać jeszcze 1.000 żydów .
— W kościele św . K rzyża w W arszaw ie
odbyło się staraniem Św iatow ego Zw iązku
P o lak ó w zagranicą nabożeństw o za duszę
zm arłych tragicznie w czasie katastrofy g ó r­
niczej w S t. P ie rre L apahid w e F ran cji 14-tu
górników polskich.
— W poniedziałek w ieczorem opuścił K ra­
ków prem jer G ömbös, udając się do B uda­
pesztu.
— Rząd portugalski podał się do dymisji.
— W okolicach L angros w czasie przew o­
żenia broni i amunicji zabranej pow stańcom ,
nastąpił w ybuch kilku skrzyń dynam itu, tra n s­
portow anych sam ochodem ciężarowym . Ofiarą
w ybuchu padło 32 zabitych i wielu rannych
żołnierzy.
— W Atenach aresztow ano głów nego p o d ­
żegacza do zam achu na życie Venizelosa w ro ­
ku. 1933. A resztow any osobnik podaje się za
niejakiego K aratanassa. A resztow anie go w y­
wołało ogrom ne w rażenie w kołach ateńskich.
M inister spraw w ew nętrznych podał się do dy­
misji.
— Anglicy Gilmai 1 B aines biorący udział
w zaw odach lotniczych Anglja — A ustralja, ule­
gli w ypadkow i w południowych W łoszech. Sa­
molot stanął w płomieniach. Zwłoki obu lotni­
ków w ydobyto zw ęglone i trudne do rozpo­
znania.
ki sw e w y p ełn ił sum ien n ie i za to na­
leży m u się m iłość i szacunek, a Pan
tym czasem odpłaca m u się czarną nie­
w dzięcznością. G dy P a n b ędzie s ta r ­
szy i p o zn a tro c h ę życie, b ędzie się
P an w sty d ził sw eg o p o stęp o w a n ia i
jeżeli jest P a n uczciw ym i sp raw ied li­
w ym człow iekiem , będzie się P a n s ta ­
ra ł naprawić przykrość i krzyw dę, ja­
ką m u Pan w yrządził.
Ir-ski.
T U WYCIAC!
L_ 190 Orszańsłc! je s l tam tejszy m p o d d a n y m ? Hm, hm,
to zm ienia c a łą s p r a w ę ! M o że m y go ułask aw ić I
W tejże chwili poruszył się tłum niespok ojn ie;
p o m o cnicy k a t a wprow adzili, a ra c z e j wciągnęli
s k a z a ń c a pod szubienicę.
— U łask a w ię go w ostatniej chwili! — szepnął
książę.
. — Lud będzie niezmiernie w z ru s z o n y ! — od­
rz e k ł Lebel z bijącem sercem .
Dla skazaneg o n a d e s z ła teraz okropna chwila.
Żadne pióro nie zdolne opisać m ęczarni, jakie
Bondi znosił po d o w y m c z a rn y m w orem , g d y go
pom ocnicy k a ta wlekli pod szubienicę. Nogi w y p o ­
w ia d a ły m u posłu szeń stw o, nie mógł się ruszyć,
nie mógł oddychać... Jeżeli jest piekło na ziemi, to
on je p rz e b y ł w calem tego s ło w a znaczeniu.
P o k rz y k a c h tłumu poznał, źe zbliża się k o ­
niec, te ra z nogi jego trąc iły o d re w n ia n e schodki —
jeszcze kilka minut, a zawiśnie w powietrzu...
I co najgorszego, że on p rz ecież w c a le nie miał
um ierać, że nie dla niego b y ła w zniesion a szubieni­
ca, nie na jego g łow ę upleciony stry c z e k . S tał on
się of'a rą okronue: z,mis v.. na kt órą airgo dziw o ścią
s w ą zasłu ży ł, ale u m ie ś ć nie chciał. W iedział, że
ks ią ż ę K onstanty jest o b e c n y p rz y straceniu. C zy
nie b y ło b y sposobu dać mu się p o z n a ć ?
T ak
blisko b ył jego dobrodziej, jego protektor, k t ó r y
w s z y s tk o uczyniłby, a b y go ra to w ać, a on nie mógł
n a w e t rę k ą dać mu żadnego znaku!
G d y b y kto z obecnych mógł widzieć jego siną,
straszliw ie w y k rz y w io n ą tw a rz ! Ale cz a rn y w ór
o k r y w a ł szczelnie głow ę!
«— 191 —
H u m o t
#
O c z y w y c h o d z iły m u n a wierzch, piana w y ­
stę p o w a ła n a ustach, językiem usiłował w y p c h n ąć
z u st knebel,, ale d arem nie. G d y b y mógł zębami
p rz e g ry ź ć w ó r! O tern jednak m o w y b y ć nie m o­
gło!
K at poch w ycił go za k a r k i zarzucił m u pętlę
n a szyję. P o m o c n ic y k a t a zmusili go do w ejścia
n a schodki.
W ś r ó d głębokiej c is z y dał się sły szeć głos k a t a :
— O ddano mi tego człow ieka, a b y m spełnił
n a nim w y r o k śm ierci, p o tw ierdzo ny przez Naj­
jaśniejszego c a r a i wielkiego księcia Konstantego.
U m y w a m moje rę ce w niewinności, bo w y p e łn iam
tylko to, co mi k a ż ą !
U derzono w bębny, k a t zbliżył się do sk az an e­
go. Ś m ierteln a cisza z a p a n o w a ła wokoło.
— Stój! — z a w o ła ł nagle wielki książę.
Kat z a tr z y m a ł się, a Bondi p oru szy ł g ło w ą ó
tyle, o ile m u na to p ozw oliły p ow rozy.
Nadzieja w s tą p iła w jego serce, nadzieja życia
i wolności!
P ubliczność stała, m ilcząc z podziwu, czegoś
podobnego nikt jeszcze nie widział i nie słyszał.
Książę Konstanty, ten nielitościw y ty ran , n ic
w a h a ją c y się nigdy podpisać w y ro k u śmierci, m iał­
b y w ostatniej chwili u łask aw ić sk azaneg o i to
jeszcze P o la k a ? C z y cuda się dzieją ? Co miała
z n a czy ć ta dziw na łagodność k sięcia? Książę w stał
tera z i sk in ą w s z y ręką. a b y w szędzie uciszyło się,
zaczął głośno i bez zw ykłej su row o ści:
— S k a z a n y na śm ierć bu n to w ał się przeciw ko
caro w i, przeciw ko mnie i naszej ojczyźnie! Ale
ab y p o k az ać i dow ieść, że usposobienie n asze
SPOSTRZEŻENIE
DZIECKA.
G dy Rysio wrócił
z
kościoła, gdzie
był po­
raź pierw szy, babka py­
ta go:
— Cóżeś
tam wi­
dział? jak ci się po­
dobało?
— B ardzo mi się po­
dobało,
ale tam
byt
taki pan, który
zmó­
wił
pacierz, a jednak
nie położył się do łóż> ka, jak
mnie
każecie.
TRA G ED jA .
— Kiedy
pan poznał
i pokochał sw oją żonę?
— W tern
cała tra gedja, że było
prze­
ciwnie: najpierw ją po­
kochałem, a potem do­
piero poznałem...
WYGADAŁ SIĘ.
— A gdzież to mąż,
pani
K arpeles?
— Pojechał na trzy
miesiące
do
kąpieii...
T ak jego doktór zaor­
dynow ał.
— Aż na trzy mie­
siące? T rochę za wie­
le!
— O czywiście, że za
wiele!... A obrońca
ad­
w okat, pow iada, że to
bardzo szczęśliwie,
bo
on
właśnie
powienieil
był dostać pół rokul
PiiH arsłta » p w e n ta c la Poznania
. paftonana przez zesp ćl kloäow y
Na boisku W a rty odbył się w czo raj tren łn f o v .y m ecz piłkarski .pnzed zaw odam i P oznań
— W ro cław (4 listopada w e W rocław iu), p o crięazy rep rezen tacją P ozn an ia a zespołem
fi. C. P .
W y g ra ł niespodziew anie zespół H. C. P .
4:3 (2:1). R eprezentacja P o zn an ia w alczy ła w
sk ład zie: Konieczny, K ubaiazak, Dusiik, Sinigfcik, Lis,„Dembiński, Słomiaik, Knioła, (ta rc zy ń ­
ski, Ge.nsłer i M arkiew icz.
N adm ieniam y, że niedaw no W ro cław polko"
a a ł reprezentacje B erlina 4:2.
M ecz w ięc P oznań — W ro cław po tych
Hwódh w ynikach u w ażać n ależ y za p rz eg ra n y
d la d ru ży n y polskiej.
$a»rl na SlasSo
Czy „Ruch” może utracić
ty tu ł
m is trz a
R ozgry w k i piłk arsk ie Ligi w y ło n iły jiuż mi­
strz a w drużynie KS. „Ruch“ (W . H ajduki),
chociaż do zakończenia spotkań jeszcze dale­
ko. P rz e w a g a Ś lązaków , u zy sk an a w ciągu ca
lego sezonu, przy p ieczęto w an a zo stała d ecy ­
duj ącem zw y cięstw em nad Gracowią 3:1. Ruch
m ając dziś 33 pkt, i d w a tylko m ecze do ro ­
zeg ran ia, nie może b y ć -zepchnięty ze sw ej
czołow ej pozycji przez żaden inny klub.
T eo rety czn ie m ogłoby się udać Graoowjt
osiągnięcie tej sam ej iło-ścl p u nktów (33), gdy­
b y w y g ra ła w szy stk ie 5 pozostałych jej m e­
czów . W te d y ro zstrzy g n ąłb y bilans bram k o ­
w y , a ten brzm i dzdś 81:26 d la Ruchu i 37:24
d la G racovjL
'Nie trudno obliczyć, ż e k rak o w ian ie m u sie.
li b y zdo b y ć jeszcze pomad 40 (!) 'bramek, nie
trac ą c p rzy tem żadnej, a b y przegonić Ruch.
Takiej ew entualności nie p rzew id u ją naw et
w e sn ach najzag o rzalsi w ielbiciele G racovjił
A w ięc m ożna pow iedzieć, że Ruch p o ­
w tó rn ie z d o b y ł ty tu ł m istrza P olski i rz e c z y ­
w iście n a ty tu ł ten zap ra c o w ał solidnie. Nie
„im portując“ p iłk arzy z całej Pofeki, Jak -to
czy n ią inne d ru ży n y ligow e, w y ch o w ał sobie
g ra c z y o specyficznie skutecznym typie w al­
ki, w śró d k tó ry c h m am y św ietnych strzel­
ców . M ówi o tern 81 bram ek, zdo b y ty ch w 20
m eczach.
T fR N IE J KOSZYKÓWKI MIASTA KATOWIC.
O negdaj na boisku T o w. Gimn. Sokół w
D ęb e odbył się turniej koszykówki m iasta Ka­
tó w c o nagrodę w ędrow ną Komisji św ietlico­
w ej. Na 10 zgłoszonych stawiło się do zaw o­
dów 6 drużyn, a m ianowicie: T ow . Gimn. So­
kół Dąb, O. M. P., Bogucice, Związek Strze­
lecki Bogucice, Św ietlica I Dąb 2 drużyny i
Św ietlica III „Z orza“ Zawodzie.
W ynik turnieju był następ u jący : Pierw sze
m iejsce zajęła świetlica I Dąb 1 drużyna, zdo­
b y w ając zarazem nagrodę w ędrow ną Komisji
św ietlicow ej po raz pierwszy. 2. św ietlica III
„Z orza“ Zawodzie. 3. Związek Strzelecki Bo­
gucice. D rużyny Tow . Gimn. Sokół D ąb, O.
Zaciemniła' się natom iast Jeszcze bardzie!
M. P. Bogucice i Świetlica I D ąb drużyna II sp ra w a spadku z Ligi W arszaw ianki, -bijąc
odpadły w pierwszej kolejce rozgryw ki.
G arbarnię 3:1, w ysunęła się chw ilow o p rzed
D e narctaray Świętochłowic i okolicy. Święto eh le- P o d g ó rze 1 Po-lonję, k tó ra znów p rzeg rała w e
wloiri Kii* Terailiowy sumlerx* sorgm ieo-wtć eekcję
L w ow ie (z Pogonią) 1:2. Ale dalsze m ecze
stre! icską t w Bajbtiźiiym « e s i» at'są<Ul sochy kar*
ty ch trz e c h m ogą przy n ieść dopiero ro z strz y ­
eer<. .reki ( i awtaalem sim y takt* kursy »riktycro«)
gniecie i to w ostatniej m oże chwili,
»od idsrowwiotwem e$zamäaowM«se instruktor* P. Z. N.
L egja, mim o p rzeg ran ej 2:3 z W isłą, kan­
ZirN : c-rrtl eriytrmile *1« w haw lem l ,,Royal” w Sw ięd y d u je obok sw ej szczęśFw-eJ (tym razem )
łochiowtcach, prsy cl. Bytomskiel.
ry w a lk i o ra z G racovji 1 G arbarni — do w ice­
m istrzo stw a. Do g ru p y tej m ożna jeszcze z a .
fcessyć Pogoń,
S'~m£ w Oświęcimia
TS, .O z a ro f' O święcim — R S . „K o p aW a"
B rzeszcze 2:5 (1:0). Z aw ody ro zeg ran e n*
»tadjomie P W i W F o m istrzo stw o B Ligi p o d .
o k ręg u B ielsko-B iała. G ra e początku ró w n o rzęd n a, obfitująca w szereg ciekaw ych tnom e " ó w przy częściow ej przew ad ze C z a r­
nych. którzy u»ys.kali w tej części g ry jedną
'bram kę przez lew ego łącznika, Buska. P o
p rz e rw ie środkow y napastnik z solow ego w y­
p ad u zdobyw a drugą b ram kę dla C zarnych.
O d tej chiwili z ry w a się napad Kopalni do
atak u i w y ró w n u je 2 bram ki p rzez B rata ł
M ajch ra, a później
uzy sk u je prow adzenie
p rze« B ączkow skiego. W chw ilę potem C zar­
ni nie w y k o rzy stu ją karnego, co .przyczynia
się do załam ania drużyny, a sędzia w y staw ia
Ś m ieszk a, g ra c z a C zarnych. Kopalnia w dal­
szym d a g u' przew aża, u zy sk u jąc dalsze d w ie
b ram k i przez M ajchra I B ączkow skiego. S ę ­
dzia p. G elbler dobry. C zarni sp ad ając z Ak la s y zakw alifikow ali się jud w idocznie do
B Lśgt. (mm)
RKS. O św ięcim — RKS. B rzeszcze 2:1 (1:0)
Z aw o d y o w ejście do B Ligi sta ły ma niskim
poziom ie. B ram ki strzelili dla zw ycięzców :
Socha 1 B arber, zaś dla pokonanych Kapała.
S ęd zia p. B o rg er b ard zo do b ry , (mm)
Drobne wiasemoid sporfowe
— M iędzynarodow y Z w iązek K ajakow y
oficjalnie uznał doroczny k ajak o w y w yścig na
D unajcu o m istrzostw o Polski, za im prezę
m iędzynarodow ą 1 zam ieszczać Ją będzie w
k alen d a rzy k u m iędzynarodow ych w yścigów
kajakow ych.
— M istrz E uropy w dysku, Szw ed, Ander•cm, u zy sk ał w tych dniach w ynik 52 m. 15
cm. W ynik ten bliski jest rek o rd u św iato w e*o. któ ry jest w posiadaniu A ndersona z w yo-ikiem 52 m. 42 om.
— Niuvolari odniósł w ub. niedzielę «ow y
® * c e s, zw yciężając w Neapolu w w yścigu na
200 kim. na M aserati, w czasie 2:10:23. P rz e ­
ciętna szybkość 92 km. na godz.
— Sow ieccy piłkarze podczas sw ego tu r­
nieju po C zechosłow acji uzyskali już drugie
z rzęd u zw ycięstw o dw ucyfrow e, pokonując
o statn io JDT Prudlioe 10:1 (6:0).
— W m istrzostw ach A ustrji u zy sk an o w
db. niedzielę następujące w yniki: Admira —
Rapid 1:1, FAC — A ustria 3:1. H akoah — Li­
b e rta s 2:2. Fawor,iitner — FC W ien 1:1.
— W m istrzostw ach W ęg ie r: F eren cu aro»
— Somogy" 712, Szeged — Ujipest 2:1. łiungar ła — Phobus 5:2. Kipest — At ii a 5:1.
— D oskonały pływ ak, Csik (W ęg ry ) sta r­
to w a ' w ub. niedzielę w Sztokholm ie, gdzie
edoibył pierw sze m iejsce na 100 m. styl dow.
W czasie 1:00,11 min.
T orance, m is te św iata w pdm tędiu kulą <y
*wiadczs"ł ostatnio, że niebaw em ma zam iar
nzys-.ać w pchnięciu kulą granicę 18-me troW m istrzostw ach piłkarskich A ustrji uzy­
sk an o ostatnio następujące w yniki: V ienna—
W ackier 3:2 (1:0), W ac— Snortkluib 1:1 (1:1).
— Łódź walczyć będzie 30 grudnia z re8res.fot*cjł b o k e e ś k ł
„Rudi“ ma jaszcze flo rozegrani# thrt
spotkania, a to s G arb arn ią w n ajbliższą n ie .
dzielę w K rakow ie (nie, jak podano, w WBŁ
H ajdukach), o ra z s „W arszaw ian k ą“ w W a r­
szaw ie.
*
O niedzielnym m eczu pom iędzy R uchem 8
C raooyją, nie tak szybko będzie m ożna za­
P o ls k i T
pomnieć. S k ład a się n a to szereg okołfcznośd,
Rrzcd-ew&zystkiem pocieszającym m om entem
je st re k o rd o w y udział .publiczności. T rzeb a
rów nież p rzyznać, że publiczność zachow ała
się w zorow o, mimo, że dało się odcz-uć .pewne
zdenerw ow anie. G dyby Ruch zdobył choć
jedną b ram kę z efektow niejszego mom entu,
-może iznikłoby to zdenerw ow anie, a w idow nia
ro zp o częłab y się entuzjazm ow ać. N iestety
b rak entuzjazm u rzucał ssę w yraźnie w oczy.
N aw et najbardziej zagorzali izwoler.nicy Ru­
chu opuszczali boisko w takim nastroju, Jakgd y b y Ruch odniósł porażkę. M iało się n aw et
w rażenie, ż e zdobycie -przez Ruch m istrzo­
stw a b y ło c zern i norm alnem , koniecznem i
a g ó ry przew idzianem .
#
,/R uch'1 dokonał jednak czynu nfetada. J u f
sam stos. zdobytych -bramek, jest pew nego
ro d zaju rek o rd em . T akiego bow iem stosunku
bram ek nie zdob y to Jeszcze w żadnych mi­
strzo stw ach ligow ych.
$
P ew n eg o ro d zaju niezadow olenie panow a­
ło w śró d -publiczności a racji nieporządków na
boisku. S przed an o przed ew szy stk iem zaditżo
biletów siedzących, tak , ź-e ludzie, k tó rzy ku­
pow ali -mdejs-ca po 3 1 w ięcej zł., musieli się
wk-OBOu zadow olić m iejscem n a traw niku
p rzed trybunam i, P o zatem sp raw a w yjść. T y ­
sięczne tłum y, setk i a u t i row-erów -przeciska­
ło ^się blisiko godzinę p re c z jedno tylko w y j­
ście. N aturalnie nie obeszło się bez w ypadku.
W idziało się ludzi * podarteanl płaszczam i,
pognfedonem d kapeluszam i itp. U staw iczne
skargi «.powodu zajm ow ania m iejsc p raso ­
w y c h p rz e z ludzi niepow ołanych rów nież t
ty m ra z e m nie -ustały, mimo, że Ruch w y d a ł
specjalne b ilety. G zy kierow nictw o „R uchu"
n ap raw d ę nie m oże się jeszcze zorientow ać,
k to pow inien zajm o w ać m iejsca p ra so w e ?
Nad-omiar złego, p rzed m iejscam i p raso w am i
usadow ił się c a ły z a rząd ,,R uchu", ta k , t#
p ra sa m iała doskonały w idok i o b serw o w ała.fle k tó ry z członków z arząd u m a w łosów tat
głow ie. P o zatem d-ąigłe defilow anie po rozpo­
częciu meczu 1 n a k w a d ra n s przed skończe­
niem p rzed trybunam i jest rów nież nie na
m iejscu, dlatego te ż w przy szło ści należy
w szy stk ie w a d y usunąć.
S z u k a j c i e
F ro m d m
Bcmohotny Froncek zasypywany Jest codzienni«
zaiproszemland, że ma przybyć do te! czy owej
mlebco-w-oicl, pokazać sic, a prawdopodobnie rów­
nież ipczymlcSĆ z sohą
nagrodę w kwocie Jo zl.
Trudno mu być wszędzie od razu. To też trzeba
być cierpliwym I czekać. Froncek bowiem obiecuje
być we wszystkich
większych miejscowościach,
gdzie zamieszkują prenumeratorzy
„Siedmiu Gro­
szy“. Obecnie studiuje <m „Wielki Kalendarz Ilu­
strowany „Polom)!“ I wypisuje sobie miejscowości
gdzie odbywała sie targi, jarmark! .1 odpusty.
W
najbliższych dniach ogłoszony zostanie -program ob­
jazdów Fron oka na miesiąc listopad.
Na 34 b-m. bezrobotny Froncek zaproszony zostat
na zaba-we weselna Ildefonsa Wie oka z Gertruda
S-kórzanka, która odbędzie ale w sal! p. Brzeziny w
Hajdukach
Wielkich,
przy ul. Kaliny.
Niestety
Froncek w tym dniu Jest już zajęty J tylko na tej
drodze skład* młodej parze najserdeczniejsze
ży­
czenia.
Na 23 ban. Froncek zaproszony został również
na w esele, przez parnia Otylie -Matule, właścicielkę
restauracji „Pod Lasem“ w Pane wujku pod Kaitowlcaiml. -które! syp ale *eit1. Froncek nie ma po­
rządnego ,,-nnznga“ , wobec czego pójdzie tylko do
kościoła klasztornego w Panewnl-ku (o godz. 10 i
pól) na nabożeństw-] pomodlić ale za szczęśliw a po­
S p o rf w Z 3 8 W n IW iro w s W m
P o o statnich rozg ry w k ach tabela m istrzo stw
A-k-lasy p rze d sta w ia się następująco:
N azw a klubu
C. K. S.
P o licy jn y KS,
So-lvay
Zagłębie
Zagłebianka
Sairmaoja
Płom ień
B rvnica
Umja
Ruch
O iw
6
7
6
5
®
5
5
5
1
5
:
P k t.
10
9
6
5
®
5
5
3
2
0
SA h r.
12:4
17:10
12:8
11:9
15:14
7:8
11:14
10:12
3:1
7:25
KOLARSKIE ZAWODY NA TORZE UNJI
Sekcja k o larsk a ,,UnJi" sosnow ieckiej u rz ą działa na zakończenie sezonu to ro w e zaw o d y
kolarskie o m istrzostw o Zagłębia. Do zaw o­
dów stan ęło 14 zaw odników , w tem 5 ni-estow anzyszonych.
W biegu o m istrzostw o starto w ało 9 za­
wodników,
M irtnzostwo zdobył Ryś * CIKS., przeby­
w ając 30 okrążeń po 445 m w 23 m. 27,2 sek.
2) G rabow ski z Itaji 23 m. 49,3 ». 3) M igas
(Umja) 24 m. 1 fc
S ensacją dnia b y ł propagandow y toteg pań
(5 o k rążeń ), do którego stanęło 7 zaw odni­
czek. P ie rw sza uikoń-czyła bieg G roenów na
(Strzelec), Sosnow iec 2 m. 58-9 sek 2) Ka­
sprzyk ówm-a (Sarm acja Będzin) 2 m. 59,2 $.,
ł ) f ł y c łó w c a (zde»tow *reyuona) im . 04 8
życie młode! pary. Po wyjśct* a kościoła. Froncek
będzie płatał swoje figle, przypinała« przechodniom
karteczki z napisem „Froncek". Kto go zdemaskuje,
temu p. M-atulowa wypłaci 10 zl. nagr-ody, oraz za­
prasza na .zabawę weselna.
We wtorek bezrobotny Froncek miał bawić pa
targu w Pszczynie. Z przyczyn od niego nieza­
leżnych, nie może Jednak tam pojechać 1 odkłada
swoja w izytę w Pszczynie na wtorek. 30 bm.
Pozatem będzie:
28 bm. w Żywcu i 2« bm.
w Świętochłowicach: 27 bm. w M lchallowlcachi 28
bm. w Białe!: 28 bm. w Rudzie.
Kto z prenumeratorów rozpoznałby Fnorteka. wi­
nien do niego grzecznie przystąpić < zapytaniem:
— Przepraszam, czy mam zaszczyt i
panem
Froncklem z „Siedmiu Groszy"?
Froncek zobowiązany Jest odpowiedzieć:
- T a ł!
Prenumerator ..Siedmiu o -o e z y ” po otrzymani«
potakujące! odpowiedzi legitymuje zły przed Fronc
klem swola karta abonamentowa. Froncek rob1 sobie
notatki, oddalę kartę I równocześnie wręcza prenu­
meratorowi kartkę, upoważniała«# go do odebrania
nagrody.
Szukaldn Freecla, be łatw e «dobył w tea spo­
sób nagrodę.
I
Zawodniczka Strzelca-, Skalska, w y w ró ciw szy
sie na pierw szem okrążeniu, w ycofała się a
biegu.
Rekord toro (1 okrążenie) zdobył G ra­
bow ski z UnJI — 35 9 s., R y ś I P aw łow ski
(U) iw yskail oz as 36.9 s.
W biegu am erykańskim param i (20 okrą­
żeń) zajęła p ara R yś i G renda (GVS) 14 m.
24.9 sek. Z) G rabow ski, M igas (Unja) 14 m.
30.2 sek.
W bierni oocienz-PTila (10 nlcrążeń) I miej­
sce zalał W alaszek (U nia) 7.26.
O rganizacja -zawodów d o b rą
$ w r!
w
K r « ł H n f !e
K rakow skie d ru ży n y piłkarskie rozgryw a­
ły w klasie A zaw ody puiharowe, które dały
nasteo"ijaoe w yniki:
M akkabi — G arbarnia U 1:1 ( 1: 1). — G ra
bardzo żyw a, przyceem obie drużyny nie w y ­
zy sk ały sytuaoyl podbram kow ych. Makkabi
przestrzeliła karnego. B ram kę dla G arbarni
uzyskał Harien-der. dla M akkabi Kr-uimholz.
Sędziow ał do p rz e rw y dr. L ustgarten, po
oauzie p. Sender.
O lsza — W aw el 2:1 (2:0). W aw el, leader
rozgryw ek -puharowych, w ystąpił całkiem w
-odmłodzonym składzie i p rzeg rał z dobrze
grającą Olszą. Bram ki dla zw ycięzców s t e e UH: Michalak 1 i LL a -dla W aw ełu P iątek. Sę­
dzia p. Kept*»
wiślani-n (K rakow ) pokonał Sandecję (N owy
Sącz) 4:1 (1:1). B ram ki dla zw ycięzców u zy ­
skali: P aciorek — 2, Bartyze-1 i Kam-cz-ura po
Jednej, dla gości Głód. Sędzia p. Stopa.
— W jesiennym biegu naprzełaj, zorgani­
zow anym przez IKS. L echją uzyskano n astę­
pujące w yniki: Bieig senjorów 6 kim .: l) Ma­
cedoński (Sokół M acierz) 15:24,7, 2) M andel
(Has-mo.t-ea) 15:49.8, 3) Staw icki (L echja) 16.
Bi-eg junjorów 4 klm.: 1) M ańkow ski (10 gim­
nazjum ) 12:37,4, 2) Z apałczyński (Lech-ja)
12:48, K rzecakow ski (Streelec). W konkuren­
cji pań na przestrzeni 1 kim.: 1) H ornstelnów na (Hasmon-ea) 6, 2) Irena (Sokół M acierz)
6.16, 3) Ircnka (Lechja).
a# d & fe & sß u
IABELA ROZGRYWEK O MISTRZ. 1 GRUPY B-LIGl
PODOKRĘGU BIELSKO-BIAŁA.
Oler PM. St. bram.
I. K. S. .JCorahUa" Srcesac**
«
6
1-1:3
Z. R. K. S. .,Oświęcim"
J
t
Z.t
3. R. K. S. „B rzesłcze"
6
|
8:5
4. T. S. .Xizami" O-świędal
S
I'
5:8
I. T. S. „Hejnał" Kęty
3
t
4:9
W powyżsae) tabeli aie inubjrtęoni-ono sew oćów F.
K. S. ,,Oświęcim“ — T. 8 . „Ciam l" Oświęcim, kiM *
DTZy stanie 2:1, w 12 minucie gry no paubls «wstały
przerwane i w tej sprawie zostanie iprzenrowadzone do­
chodzenie. (be)
©
$ $ m l
w
C ie < h @ $ l© W Q < ii
„Polonja“ k a r wińsk a popraw ia sw o ją s y ­
tuację. Niedzielne ro zg ry w k i 1 dyw izji moraw sko-śl ąskiej, p rzyniosły szereg
niespo­
dzianek. Przedew szysłkieim ładnym w ynikiem
m oże się poszczycić „P olonja“ karwińs-ka,
k tó ra pokonała SK Husovice. Z w ydęsitw o nie
w płynęło jednak na polepszenie m iejsca w ta ­
beli. P ierw sze m iejsce zajm uje nadal M oraw ­
ska „Sławią“ 12 pkt. Sleska O straw a — 8, H a-r.aeka S lavla — 7, K ra l Pode — 6, SK P re ro v
— 6, P olonia K arw ina — 5, SK. H usovice —
3 p k t W ynikł ostatniej słedsde® *ą n astęp u ją­
ce:
„PofowSa" K arw ina — SK H nsevic* 5:3
(3:0). M iejscow i 'byli o Masę lepsi od gości i
prz-eiz cały czas g ry w y raźn ie przew ażali.
Bram ki dla „Polonii* zdobyli: Vital# 2, S to co w s W. Btiiblik i M atusik po t.
M oraw ska Slavla — Hamacka Slavla 5:1
(1:1). W drogiej -p-ołowie gry zw ycięzcy do­
minowali w e w szystkich liniach. Bramki zdo­
byli: Chód 2 .Kosm-ak, H orak i Kriz po 1. •
SK. Kral. Pole — SK B ata ZHn 5:4 (3:3).
SK Sleska O straw a — SK P reo v 5:2 (3:1).
SK. Żidenice prow adzi w lidze czechosło­
w acki ej. M istrzostw a ligi ozechosłoiwackiej,
które toczą się dopiero w 5-tej kolejce p ro ­
w adzi od sam ego początku SK. Źidenioe. W
ostatnią niedzielę w lidze uzyskano następu­
jące w yniki: Slavla P ra g a — AFK Kolin 7:0
(4:0), Slavia grata nadspodzeiw anie dobrze i,
będąc w e w szystkich linjach o klasę lepszym
zespołem . U Sl-awji g rał znów ooraz p ierw szy
rep rezen tacy jn y bram k arz Planicka, S-voboda
i Kopeaky.
V iktoria Pllzn-o pokonafia Bohem!a m 2:1
(2:1). SK. Pilzno zadało rów nież i drogiem u
przedstaw icielow i niem ieckiem u DFC P rąd»»
porażkę w stosunku 4:0 (1:0). SK. Żidenice
pokonało T apłitzer FK 5:0 (1:0) Ceohie Karlin
w y g ry w a po zupełni® w y ró w n an ej e rze z SK.
P ro s te jo v 3:2 (2:1).
jBh’Ieuz
pltm ztsłe miliona ant
W zakładach Forda w Detroit obchodzono
z w ielką pom pą uroczystość w yprodukow ania
m iljonowego au ta now ego typu 8 HP. Przy
tej okazji stwierdzili też oficjalnie rzeczoznaw ­
cy, że w szystkie części m etalow e w ozów For­
da now ego typu są w yprodukow ane z żelaza
nierdzew iejącego, chemicznie czystego. P o ­
mimo wielkiej konkurencji I zmniejszenia po­
jem ności wszystkich rynków zbytu, zakłady
Forda stw ierdzają pow odzenie now ego typu
w ozu 8 HP., który się cieszy dużą popularno­
ścią w śród publiczności
©
K a 'S ltlw n
m
szy ł
w ltr lE lc z y
świetfe
W Belgjl, w okolicy Dinar« ma być w y­
w iercony najgłębszy szyb na świacie, a mia­
now icie ma on sięgnąć do głębokości 3.500
m etrów . W yw iercenie tego szybu zaprojekto­
w ał uczony belgijski, pro i. Kaisin, z uniw er­
sy tetu
w Louvain. Im preza kosztow ałaby
zdaniem profesora, nie więcej nad 6 milionów
franków , a przyniosłaby jego zdaniem wielką
korzyść, gdyż pozw oliłaby na stw ierdzenie
obecności w tej głębokości i v l różnych caniły oh zaiaorałów ,
St r
a
. S I E D E M
G R O S Z Y "
Nr . 2 9 2 — 23. 10. 34.
P e łn e
piersi
jędrne łydki, dekolt bez
zarzutu, praw dziw ie ko­
biecą linję ciała osiągacie
vv ciągu krótkiego czasu,
dzięki użyciu paryskiego
krem u „D iva“. Środek ten
w ypełnia braki nierozwiniętego biustu i nadaje
elastyczną jędrność opa­
dającym piersiom i pięk­
ną linję szczupłym łyd•im . N adzw yczajne wy­
niki u starszych pań. Pod gw arancją zł. 200
otrzym acie pełną cenę kupna z pow rotem ,
jeżeli, niezadowoleni z wym ków użycia kre­
mu „Diva“ , zwrócicie pół pakietu niezużytego. W ysyłka dyskretna. Przy zamówie­
niu proszę o podanie, czy pożądane rozwi­
nięcie, czy tylko wzmocnienie biustu. Cena
za 1 słoik zł. 1,50, za 3 słoiki zł. 3. Specjal­
na oferta: Przy nadesłaniu w ciągu 3 dni
wycinka niniejszego ogłoszenia z zamówie­
niem, otrzym acie jako dodatek bezpłatny
1 flaszkę praw dziw ej francuskiej perfumy
Origan.
DR. NIC. KEMENY, CIESZYN
sk ry tk a pocztow a 100/1448.
Notowania tilcłdy w W arszawie
dnia 22 października 1934 r.
Papiery państw ow e:
3 proc. poż. budow lana 48,00. 5 proc. poż,
konw ersyjna 67,85. 6 proc. pot. dolarow a 75,00.
4 proc. poż. dolarow a 54,50 -54,35— 54,50.
7 proc. poż. stabilizacyjna 79,38— 78,88— 79,00.
7 proc. L. Z. P aństw . Banku Rolnego 83,25.
j
proc. L. Z. P aństw . Banku Rolnego 94,00.
7
proc. L. Z. Banku Gospod. Krajów. 83,25.
8 proc. L. Z. Banku Gospod. Krajów. 94,00.
7 proc. oblig. Banku Gospod. Krajów. 83,25.
8 proc. oblig. Banku Gospod. Krajów. 94,00.
4 i pół proc. L. Z. Ziemskie Kredyt. 54,25 do
54,75.
D ew izy:
T
Ciekawy moment z zawodów piłkarskich o mistrzostwo Ligi Państwowej między .Ruchem" Wlk. Hajduki, a „Cracoyją“,
Kraków, zakończonych zwycięstwem „Ruchu" w stosunku 3:1. Piłka w bram co „Cracovji“.
Ag. Fot. „Polonji" i „Siedmiu Groszy". Fot. Cz. Patka.
!
€&ł®szemia
i
UCZEŃ KOWALSKI m oże się zairaiz
Ignacy, m istrz kow alski, O rzesze,
P szczy n a.
z-glosić.
p o w iat
PIANINO zagraniczne, sprzedam tanio na r a ­
ty. W iadom ość: K atow ice, R ynek 8. I.
1073
2 POJEDYNCZE pokoje natychm iast do w y ­
najęcia. Zgłoszenia do „Siedmrn G roszy“ pod
„2 p o k o je“.
mm
ZA DŁUGI m ojej żony H eleny z dom u T kacz
nie odpow iadam . Amand G wóźdź. N ow y B y ­
tom , 3 Ma ja 11.
Belgja 123,65, 123,96, 123,34. G dańsk 172,75,
173,18, 172,32. H olandja 358,70, 359,60, 357,80.
Londyn 26,24, 26,17, 25,91. N pwy |ork 5,26,125,
5,29,125, 5,23,125. Nowy Jork kabel 5,26,625,
5.29.625, 5,23. P aryż 34,90,5, 34,99, 34,82. P ra­
ga 22,10, 22,15, 22,05. Szw ajcarja
172,72,
173,15, 172,29. W łochy 45,38, 45,50, 45,26. Ber­
lin 213,25, 214,25, 212,25. Sztokholm 134,30,
134,95, 133,65. K openhaga 116,35,
117,00,
115,70.
Akcje:
Bank Polski 96,50—96,75,96,50. W arsz. Tow .
Fabryk Cukru 27,50. Lilpop 11,10. O strowiec
serja B 22,00— 22,25. H aberbusch 35,50. Ten­
dencja przew ażnie m ocniejsza.
W aluty
Dolar pryw atny 5,25,5.
Pożyczki polskie w Nowym Jorku.
Pożyczka Dillonowska 87,625. Pożyczka sta ­
bilizacyjna
133,50.
Pożyczka w arszaw ska
65.625.
PoznańfKa g ltłfla zbożow a
* dnia 22 października 1934 r.
Przekazy abanemenla
„7 Groszy” bezpłatnie
Drużyna „Cracovji" przed zawodami z „Ruchem".
Ag. F ot „Polonji" i „Siedmiu Groszy". Fot. Cz. Datka,
Uprasza się o wpłacanie należności
za abonament tylko blankietami
P. K. O. które Wydawnictwo
Czytelnikom rozesłało. Od takich
przekazów opłat poczta nie pobiera.
Ceny parytet Poznań.
Owies cena transakcyjna tramz. 45 ton 17, Pszenica
17,50— 18. Mąka pszenna — w szystkie gatunki obie ko­
lumny o 50 gr. w yźel notowana. Ziemniaki fabryczne za
1 kg. 12 gr. Reszta notowań bez zmiany. Usposobienia
wyczekujące.
Tranzalkcje na odmiennych warunkach: ź y t i <7 ton.
pszenicy 290 ton.
U w a g a : Jęczmień browarowy najprzedniejszej fakońcl ponad notowania
Przygody bezrobotnego Froneka
^
—
Froncek w tłoku się rozgląda,
a tu znow u Jakób jakiś,
pokazuje dużą kukłę,
Lehmann — imię jest pokraki!
,W to Lehm anna sam tu piżnie",
jak jest silny — się przekona...
Praw da szczera, prosta, jasn a —
niepodobna do androna.
MIESIĘCZNY ABONAMENT »7 GROSZY" Z DOSTAWA DO
DOMU PRZEZ AGENTÓW LUB PRZEZ POCZTĘ W KRAJU
ZŁ.2.31 rPRZY ZAMÓWIENIU W URZĘDZIE POCZT. ZŁ.2.41
Bije Froncek więc n a odlew,
d e k a w — ile n a zegarze,
z precyzyjnym mechanizmem ,
punktów ze sto się ukaże?
REDAKCJA
KAT O WI C€
T C L eIo N 3 A -9 8 1 1
Ale siła Froneka duża«
kukle — głow a z karku le d ;
Jakób traci w arsztat pracy,
Froncek — zdrów , śm ieje się przecie...
(C ias dals£g nastąpi).
CENNIK OGŁOSZEŃ W ,,7 GROS ZAC H
1 POLE O W Y M I A R Z E
3 S m m.* 67m rn . Z Ł . 15.
O G Ł O S Z E N I A D RO B NE 2 0 GR. Z A S Ł O W O .
D ru k ie m i n akład e m Zakładów G raficznych i W y d a w n iczy c h „ P o lo n ia " S. A. w K ato w ic ach . — R e d a k to r o dpo w ied z ia ln y : S ta n isła w N o g a j .

Podobne dokumenty