„Tajemnice krasiejowskiego jazu – czyli o tym, jak powstał Czarny Dół”

Komentarze

Transkrypt

„Tajemnice krasiejowskiego jazu – czyli o tym, jak powstał Czarny Dół”
„Tajemnice
krasiejowskiego jazu –
czyli o tym, jak
powstał Czarny Dół”
Autor projektu:
Aleksandra Olbryt,
GZS Publiczne Gimnazjum
nr 1 w Ozimku
Opiekunowie:
Pani Małgorzata Dziewulska
Pani Joanna Ciekalska
Tajemnice Czarnego Dołu
Fot. Aleksandra Olbryt
Sporych rozmiarów starorzecze położone nieopodal krasiejowskich wykopalisk, to
miejsce tajemnicze, choć coraz częściej odwiedzane, owiane woalką regionalnej legendy Czarny Dół – zakątek, który warto poznać…
Wokół powstania Czarnego Dołu krąży wiele legend, zwykle znanych okolicznym
mieszkańcom. Podobno kilkaset lat temu zatonęła tam ślubna karoca. Panna młoda była
dziewczyną tak piękną, że o jej względy konkurowało wielu mężczyzn. Jeden z nich,
ogarnięty fanatycznym uczuciem, w akcie zazdrości zabił jej ukochanego. Po dokonaniu
zbrodni sam wsiadł do dorożki, porywając zrozpaczoną narzeczoną. Po pewnym czasie oboje
ujrzeli oślepiający blask pochodzący z nieba. Ziemia rozstąpiła się, utworzyła wielką czeluść
i w mgnieniu oka pochłonęła dorożkę wraz z jej pasażerami, na zawsze naznaczając miejsce
tego wydarzenia klątwą. Tak mówi jedna z wersji legendy, lecz ja miałam okazję przekonać
się, że było nieco inaczej…
Pewnego dnia młody strzelec zabłąkał się w leśnych kniejach. Był już na skraju
wyczerpania, gdy nagle jego oczom ukazały się światła domostw. Ach, tak! Dotarł już do
oddalonej o wiele kilometrów wsi. Wiedział, że tam z pewnością znajdzie dobrych
gospodarzy, którzy udzielą mu gościny. Nie spodziewał się jednak, że los zgotował mu
kolejną niespodziankę – miłość.
Torując sobie drogę wśród konarów, pni i rozłożystych, kolczastych roślin, podążał w
kierunku zabudowań. Odczuwał nieznośne pragnienie, narastał w nim bunt i słabość. Wtem
jego oczom ukazał się niesamowity widok. Oto piękna dziewczyna niczym złotowłosy
wysłannik Boga wyłoniła się zza potężnego dębu.
Spojrzała na strzelca, a na jej policzkach pojawiły się rumieńce. Rzekła nieśmiało:
- Witaj, młodzieńcze.
A on? W jednej chwili poddał się czułej hipnozie. W oczach nieznajomej dostrzegł radosny
błysk. Tak, była naprawdę przepiękna. Długie, jasne włosy opadały na brzoskwiniową twarz
o regularnych, łagodnych rysach i śnieżnobiałą, koronkową sukienkę. Bose stopy i zapach
letnich kwiatów sprawiały, że młodzieniec zapragnął pokochać tę dziewczynę. „Muszę,
koniecznie muszę dowiedzieć się, jak jej na imię”- pomyślał.
Minęła zaledwie chwila, która zdawała się trwać w nieskończoność. Nagle złotowłosy
anioł zniknął we mgle. Strzelec rzucił się na oślep, torując sobie drogę wśród cierni.
- Zaczekaj, proszę, zaczekaj! – krzyknął.
Odpowiedziało mu tylko echo. Wokół panowała głucha, przytłaczająca cisza. Gdzie ona może
być? To nierealne! Nie mogła zniknąć tak szybko… Równie szybko, jak się pojawiła.
Strzelec przysiadł na kamieniu. Próbował ochłonąć, oddychając miarowo. Usiłował
odtworzyć w pamięci każdą chwilę. A co, jeżeli to wszystko okaże się złudzeniem?
Fatamorganą? Młodzieniec rozmyślał. Na długą koszulę przewiązaną na wpół naderwanym
rzemykiem kapały łzy. W pewnym momencie uświadomił sobie, kim najprawdopodobniej
jest jego ukochana. Nimfą! Oto odpowiedź, która rozjaśniła jego twarz. Wiedział, że jest
szansa, iż chociaż z daleka po raz kolejny ujrzy obiekt swojego uczucia.
Mijały kolejne miesiące i dni, lecz strzelec ani razu nie spotkał ukochanej. Poczuł, że
opuszcza go pewność, iż kiedykolwiek uda mu się tego dokonać. Stracił wszelką nadzieję.
Po pewnym czasie gospodarz, u którego zamieszkał, zaczął domagać się zapłaty za
udzieloną gościnę. Uknuł intrygę, w wyniku której urodziwy chłopak miał poślubić jego
córkę, Anastazję, i zamieszkać wraz z nią w pobliskim dworku. Gdy tylko do uszu
zrozpaczonego strzelca dotarła nieoficjalna propozycja gospodarza, rzucona podczas
wykonywania jednej z wielu polowych prac, rozpłakał się rzewnie i przejmująco. „Jakże mam
wytłumaczyć gospodarzom, że kocham nimfę? Jakże mogę obronić się przed pojęciem za
żonę ich córki, z którą nie łączy mnie żadne uczucie prócz wdzięczności za okazaną mi
dobroć i troskę?” Nie potrafił odnaleźć odpowiedzi. Postanowił, że całą sprawę pozostawi
losowi.
Zmierzchało, gdy wszyscy zasiedli do wspólnej wieczerzy. Strzelec zdawał sobie
sprawę z tego, iż czekają go trudne chwile. Gospodarz chrząknął znacząco:
- Drogi chłopcze, chcielibyśmy z Tobą porozmawiać. Jak wiesz, nasza córka, jest już dorosłą
panną i pragniemy wydać ją za mąż. Anastazja cierpi z powodu braku miłości, choć ani
urody, ani inteligencji, ani pracowitości nie można jej odmówić. Uganiają się za nią wszyscy
chłopcy, lecz ona konsekwentnie odprawia ich z kwitkiem. Zwierzyła nam się jednak, że
uzdrowić może ją jedynie twoja miłość. Czy zechciałbyś ją poślubić?
Strzelec chciał odmówić, lecz słowa ugrzęzły mu w gardle, zaciskając na nim jakąś
niewidoczną pętlę. Nagle za oknem ukazała się świetlista postać.
- Jezu najłaskawszy, przecież to duch! – krzyknęła przerażona gospodyni.
Młodzieniec jak urzeczony wpatrywał się w obraz za oknem. Nagle, ku zdumieniu
wszystkich biesiadników, rzucił się ku oknu, które pozostawiono niedomknięte, aby
przewietrzyć izbę. Udało mu się sprawnie pokonać przeszkodę i paroma susami znalazł się
przy ukochanej. Gospodyni zemdlała i osunęła się na ławę, wołając o szklankę wody.
To wydarzenie odwróciło uwagę rodziny od tajemniczego zachowania ich gościa, lecz
nie na długo. Już po kilku minutach gospodarz wyposażony w kaganek udał się na
poszukiwania młodzieńca. „Straciłem tak dobry materiał na męża dla mej jedynej córki! I co
my teraz poczniemy? A nuż się piękny młodzieniec utopi w pobliskim jeziorze, którego toń
nęcąca i zdradliwa? Ach, na nic moje i nasze lamenty! Muszę go odszukać”
Czarne myśli wciąż krążyły w jego głowie, choć odpędzał się od nich, jak od natrętnych
komarów. Dotarł właśnie nad brzegi jeziora, które przez lata pochłonęło wiele ofiar. Bał się.
Bezwolnie poruszał ustami. Kiedy zdawało mu się, że ujrzał jakiś cień przemykający
pomiędzy drzewami, okazywało się, że był to któryś z nocnych ptaków, płocha sarenka lub
szukający schronienia lis. Po kilku godzinach bezowocnych poszukiwań postanowił, że wróci
do domu, prześpi się i od rana rozpocznie ponowne poszukiwania.
W tym czasie strzelec usiłował dogonić „płynącą” pośród drzew nimfę. Ach, jak
dobrze byłoby móc uchwycić ją za rękę i wzbić się w niebo, ponad chmury. Każda pokusa
była silniejsza od poprzedniej, ale nimfa nie zamierzała choć na moment ulżyć strzelcowi w
trudach gonitwy. Po chwili, która młodzieńcowi wydała się niemal wiekiem, dziewczyna
przystanęła. Spojrzała wprost w jego błękitne oczy okolone jasnymi rzęsami i wyszeptała, z
trudem łapiąc oddech:
- Musiałam to uczynić i zwabić cię tutaj. Gospodarze mieli plany względem ciebie i pięknej
Anastazji. Z pewnością wyprawiliby wam cudowny ślub i huczne wesele. Niestety, ani ja, ani
ty, nie bylibyśmy szczęśliwi. Kochamy tylko siebie nawzajem, prawda? Dlatego musiałam
przywieść cię tutaj, w głąb ciemnego lasu. To jedyny sposób, byśmy znaleźli się obok siebie,
w swoim wymarzonym, idyllicznym świecie. Ziemia musi pochłonąć nas oboje. Zgadzasz się
na to, mój miły?
- Oczywiście! Od chwili, kiedy po raz pierwszy cię ujrzałem, czuję, że mógłbym skoczyć za
tobą nawet w ogień. I nawet, gdybyś mnie przywiodła na drugi kraniec świata, nie
gniewałbym się ani przez chwilę.
Ta deklaracja sprawiła, że w magnetyzujących oczach dziewczyny pojawił się ten
sam, znajomy błysk. Nimfa klasnęła w dłonie. W jednej sekundzie jezioro otworzyło się
przed nimi. Strzelec z niepokojem spojrzał na ukochaną. Jak na komendę wkroczyli w wodny
korytarz. Woda zaszumiała, zawirowała groźnie i zagłuszając krzyk kochanków, zakryła ich
potężną falą. Strzelec i piękna nimfa zniknęli w odmętach chłodnego jeziora, a wszelki ślad
po nich zaginął. Wiemy jedynie, że śmierć w ich przypadku zrównała się z miłością.
Od tej pory mieszkańcy okolicznych domostw panicznie bali się Czarnego Dołu, a
miejsce domniemanej śmierci dwojga kochających się ludzi omijali szerokim łukiem.
Podobno to właśnie tę niezwykłą parę upamiętnia „dąb zakochanych” rosnący na skraju lasu
nieopodal wykopalisk paleontologicznych. Na jego pniu uważny obserwator dojrzy wyraźne
kontury serca z umiejscowionym pośrodku otworem.*
Trudno się dziwić takim reakcjom mieszkańców – ja sama, odwiedzając ten niezwykły
zakątek, odczuwam dreszczyk emocji i swoistą aurę tajemnicy. Tajemnicy, która może na
zawsze pozostać nieodkryta…
„Czarny Dół wiosną rozkwita”
Fot. Aleksandra Olbryt
Zdjęcie „dębu zakochanych” rosnącego na skraju krasiejowskiego lasu;
źródło: www.krasiejow.pl
* Ta informacja pochodzi z artykułu pod tytułem „Krasiejów dinozaurami słynący”
zamieszczonego w sierpniowym numerze Gazety Wyborczej z 2006 roku; autor:
dr Krzysztof Spałek
Aleksandra Olbryt, klasa I d
GZS Publiczne Gimnazjum nr 1 w Ozimku