Nie będzie Francja uczyć nas demokracji

Komentarze

Transkrypt

Nie będzie Francja uczyć nas demokracji
Marian Miszalski
Nie będzie Francja uczyć nas demokracji
05.03.2009.
(„Najwyższy Czas”, 4 III 2009)
Ciężkie czasy dla „pijaru” PO: wizerunek „liberałów” dawno diabli wzięli,
a z wizerunku „miłośników społeczeństwa obywatelskiego” też już mało pozostało,
zwłaszcza wobec miłości okazywanej p. Czumie, przy jednoczesnej nienawiści do p. Macierewicza...
Ostatnio posypała się też idea fixe premiera Tuska, by jak najszybciej wciągnąć Polskę do strefy
„euro”. Mit o „euro” jako uniwersalnej maści na gospodarcze odciski, łysinę i
zaparcie runął ledwo zdążył się upowszechnić. W Polsce jesteśmy odporni na takie mity: socjalizm też
miał rozwiązać wszystkie problemy, pod warunkiem, rzecz jasna, że najpierw ogarnąłby cały świat, no,
przynajmniej całą Europę...
Gdy zatem sprawy zaszły już tak daleko, że ratunek poprzez przyjęcie „euro” to tylko
złudzenie, a zarazem Goldman-Sachs przyznał się do spekulacyjnego zaatakowania złotówki (pierwsze
ostrzeżenie?) – nie dziwi, że z pierwszej linii medialnego błazeństwa wycofano szybko Palikota,
Niesiołowskiego i Komorowskiego, a premier Tusk wziął sobie na rzecznika p.Grasia. No, najwyższy czas,
żeby tak tęgi polityk jak p.Graś rozmawiał z dopuszczanymi do premiera dziennikarzami! Z biogramu
p.Grasia (rocznik 1964) wynika, że ukończył studia w wieku 28 lat. Ale jeszcze zanim ukończył studia w
1992 roku – już od dwóch lat prowadził „polsko-niemiecką spółkę „ProHolding”. W roku 1995 zaangażował się w „Ruch 100”, niedużą partyjkę p.Czesława
Bieleckiego, i już w 1998 roku, w wieku 34 lat, został – uwaga: „doradcą premiera Buzka
ds.obronności i bezpieczeństwa”. Gdzie zdobył ku temu niezbędne kwalifikacje – trudno
dociec, być może w spółce „Pro-Holding”?... Potem, już jako poseł, działał w komisji ds.
służb specjalnych, można więc powiedzieć, że zdobył potrzebne kwalifikacje do dialogu z dziennikarzami,
wśród których nie zlustrowani stanowią pokaźny odsetek... Tak czy owak, na odcinku
„pijaru” rząd wzmocnił kadry, które – jak pouczał tow. Lenin –
„decydują o wszystkim”. Jedno nie ulega wątpliwości: dobrze, że rzecznikiem rządu nie
został p. Palikot, Komorowski albo Niesiołowski, albo wszyscy trzej razem.
Oczywiście – kariera p. Grasia to pestka w porównaniu z karierą syna prezydenta Sarkozy
– Jana. Ten Jan ożenił się z niebywale zamożną panną z ortodoksyjnej rodziny żydowskiej, w
związku z czym pewien satyryk francuski pozwolił sobie zapytać, czy Jan Sarkozy przejdzie wkrótce na
judaizm? „Daleko zajdzie”... – skomentował wydarzenie. Zaraz też żydowska Liga
Antydefamacyjna pozwała go do sądu za „antysemityzm”, ale sąd nie dopatrzył się
znamion przestępstwa „antysemityzmu” i uniewinnił satyryka. W karierze Jana Sarkozy
ciekawe jest to, że ten 22-latek jest już radnym w bogatej paryskiej dzielnicy Neuilly. W tym wieku p.
Graś jeszcze studiował, jeszcze nawet nie założył polsko-niemieckiej spółki, co świadczy niewątpliwie o
wyższości demokracji francuskiej nad polską: gdy Jan Sarkozy będzie miał 34 lata zostanie niewątpliwie
nie żadnym tam doradcą premiera ds. bezpieczeństwa, ale co najmniej pełnomocnym ministrem,
obstawiam, że finansów. Demokracja francuska – to jest to! Gdzieżby u nas znaleźć młodego
demokratę-hołysza, który w wieku 22 lat poślubiłby jaką córkę żydowskich milionerów?
Może przypadek p. Piskorskiego świadczyłby tu na korzyść naszej demokracji? Wprawdzie wnuczka p.
Szurmieja to nie to, co córka właściciela holdingu handlującego sprzętem rtv-agd na całą Europę, ale z
kolei młody Sarkozy jeszcze nie ma swojej partii, a p. Piskorski już ma! Proszę! Młody Sarkozy może i
odziedziczy kiedyś partię po ojcu (jego ojciec też zaczynał karierę od radnego w Neuilly...), w
postępującej gwałtownie demokracji to bardo prawdopodobne, a p. Piskorski wcale nie musi czekać, aż
mu p. Tusk zapisze Platformę Obywatelską, albo kto inny Unię Wolności, bo ma już swoje Stronnictwo
Demokratyczne i wystarczy tylko umiejętnie obudowywać je rozmaitymi politycznymi straganami,
przybudówkami – aż powstanie taki ci polityczny holding, że głowa mała! Zwłaszcza że, jak
słychać, Stronnictwo Demokratyczne jeszcze nie ma konkretnego programu, podobnie jak Porozumienie
dla Przyszłości. Wiadomo: albo holding, albo program.
Musimy się więc wyzbyć kompleksów wobec demokracji zachodnich, a francuskiej zwłaszcza. Chociażby
ten sąd, co to uniewinnił francuskiego satyryka... Czyż to nie ostoja reakcji? U nas postępowy sąd uchylił
areszt tymczasowy jakiemuś damskiemu bokserowi, wyszedł więc na wolność i od razu zamordował żonę,
którą wcześniej tylko bijał. Patrzcie państwo: nawet nie powiesił się w celi! Pan minister Czuma może
więc mówić o sukcesie swego najnowszego programu, wedle którego troską wymiaru sprawiedliwości ma
być ochrona przestępców przed wieszaniem się w celach. Bo do czego to podobne, żeby przestępcy tak
rozzuchwalali się w ośrodkach odosobnienia, żeby wieszać się bez zezwolenia, zwłaszcza bez zgody służb
specjalnych? Jednak postępowanie ministra Czumy jest trochę niekonsekwentne: niedawno okazał
publicznie brak zaufania podległym sobie prokuratorom – a tu powierza im nagle tak
odpowiedzialne zadanie... Czy nie iść dalej? Gdyby przyznać „osadzonym” w więzieniach i
aresztach prawo do posiadania broni – z pewnością zwiększyłoby to ich poczucie bezpieczeństwa,
a i nie musieliby się wieszać, co w celi nie jest łatwe, a nadto uznawane powszechnie za śmierć mniej
godną, niż od kulki. Minister Czuma proponował kiedyś, gdy jeszcze nie był ministrem, poluzowanie
http://marianmiszalski.pl
Kreator PDF
Utworzono 2 March, 2017, 12:14
Marian Miszalski
prawa do posiadania broni dla obywateli. Ale polityka –wiadomo – jest sztuką
kompromisów; gdyby teraz przyznał to prawo tylko „osadzonym”, byłby to właśnie
„liberalny” (na miarę „liberalizmu” PO) kompromis: masz prawo do broni,
owszem, ale dopiero wtedy, gdy trafiasz do więzienia. Zaś pobudzeni wytycznymi ministra do liberalnego
działania prokuratorzy dbaliby o właściwą postawę moralną osadzonych: żeby pochopnie nie strzelali
sobie w łeb, ale odpowiedzialnie odbywali całość kary, ze spluwa pod poduszką. I to jest właśnie
demokratyczny kompromis!
...Tymczasem my, zwykli obywatele, osadzeni tylko w przepisach, nadal możemy kupować bez
zezwolenia repliki broni z XIX wieku na proch czarny, ale samego prochu już nie, chyba że w Czechach;
wiadomo: przyjazne państwo.
Mamy i inne powody, by czuć wyższość naszej młodej demokracji nad Francją, starszą córą
Demokracji... Media informują, że władze Uniwersytetu Wrocławskiego wystraszyły się lokalnej wkładki
żydowskiej gazety dla Polaków i zakazały uczestnictwa w zorganizowanej tam dyskusji prof. Jerzemu
Robertowi Nowakowi. Tak trzymać! To tylko reakcyjna i wsteczna, średniowieczna Inkwizycja pozwalała
Galileuszowi na prezentację swych poglądów, akademickie wywody i dyskusję; władzom
demokratycznego Uniwersytetu Wrocławskiego musi wystarczyć, że granice wolności wyznacza im lokalna
wkładka żydowskiej gazety dla Polaków. We Francji nie wystarczyłaby żadna lokalna wkładka: taki
interdykt musiałaby wydać co najmniej telewizja centralna. A we Wrocławiu demokracja schodzi na
szczebel lokalnej wkładki gazety żydowskiej i już Uniwersytet się słucha! Podejrzewam, że to skutek
niezlustrowania wrocławskiego „środowiska naukowego”. Nic tak nie sprzyja demokracji i
postępowi, jak brak lustracji! Bo lustracja niszczy „pijar”, a jak tu w demokracji bez
„pijara”? Ani ujdziesz trzech kroków. Stąd boję się o Tuska: gdy już nawet
„przejście na euro” nie robi mu „pijaru” – jak skończy ten biedny
człowiek?Marian Miszalski
http://marianmiszalski.pl
Kreator PDF
Utworzono 2 March, 2017, 12:14

Podobne dokumenty