Historia Parafii Św. Józefa w Central Falls, RI

Komentarze

Transkrypt

Historia Parafii Św. Józefa w Central Falls, RI
Historia Parafii Św. Józefa w Central Falls, R. I.
Pamiętnik Srebrnego Jubileuszu Parafii św. Józefa
w Central Falls, RI. CAP at Orchard Lake.
Już przed rokiem 1906 poczęła fala emigracyjna zwracać się w te części Ameryki, gdzie przemysł
tkacki zajął główne ośrodki komunikacyjne, aby ściągnąć łatwiej ludzi do pracy. Przemysł ten szybkim
tempem począł się rozwijać w stanach Ameryki, zwanych Nową Anglią. Nie wszystkie fabryki, które
dzisiaj wznoszą się w stanie Rhode Island już wówczas czynnymi były. W miarę jednak przyrostu ludności w Ameryce wzrastały także potrzeby i zaopatrzenia kraju. Następstwem takiego obrotu rzeczy
powstawały coraz to liczniejsze fabryki. Każda z nich była tą latarnią morską, przy której lądowały
spragnione lepszego chleba rzesze emigrantów ze wszystkich krajów Europy. Ze słowiańskich krajów,
najwięcej z Polski, emigracja płynęła do tych wrzecion. Chociaż polskie ręce nie znały tego sposobu
to jednak do wrzecion polski robotnik z natury rzeczy już był stworzonym. Ro¬botnik zatem z Polski
był wielce pożądanym, bo był spokojnym, pracowitym, oszczędnym, na maszynowej robocie bardzo
pojętnym, od próżniactwa dalekim, w zwyczajach chwalebnych tutejszej ziemi asymilacyjnym,
religijnym i lojalnym. To też wkrótce Central Falls zajaśniało na horyzoncie emigracyjnym polskim
robotnikiem i przybyszem.
Po raz pierwszy spotkali się Polacy z dwóch zaborów przy maszynach wrzecionowych. Jedna część
i to najliczniejsza z dzisiejszej Małopolski, druga z ziemi Wileńskiej i Grodzieńskiej a niepozorna liczba
z Warszawy, Kielec i Radomia. Zatem Warszawa, Kielce, Radom, Wilno, Grodno, Tarnów, Mielec,
Dąbrowa, Przemyśl, Rzeszów, Jarosław, Jasło, Słupiec, Radomyśl, Kolbuszowa, Grzybów, Gorlice,
Brzostek, Łańcut, Leżajsk, Grodzisko, oto miasta i miasteczka skąd się rekrutują Polacy w Central Falls
i okolicy. Przez wiekową niewolę duch polski tak w Europie, jako też i na wychodźstwie podzielony
był granicami naszych zaborców. Emigracja, przeto układała się w całe,] Ameryce tak, że zawsze w
danej jakieś okolicy Polacy przeważali z jednego przeważnie zaboru. Pochodzenie zaborcze odgrywało
wielką rolę w życiu tutejszej Polonii przez długie lata. Ono wpływało na wzajemną życzliwość albo
też niechęć. Największą chorobą społeczną wówczas na wychodźstwie był nasz separatyzm bratni.
To też te dwie grupy Polaków z różnych okolic z kraju pochodzących nie zawsze sobie wzajemnie
pomagały, nie zawsze się odnosiły tak do siebie, jako to powinni byli czynić. Lecz nie była ich to wina,
ale był to krwawy spadek po ciemiężcach.
W Central Falls i okolicy zawsze przeważał dawniejszy zabór austriacki a dzisiejsza Małopolska.
Polacy jednak jedną słynęli cechą, której im ani niewola, ani tułactwo ani obczyzna nie wydarła z
ich dusz tą było ich gorące przywiązanie do religii. Przeto pierwszą ich troską było założenie swej
własnej parafii.
1
Już w roku 1898 mieszkały w Central Falls następujące rodziny: Szczepan Pokraka, Józef Bober,
Jan Rzepiela i dwie inne, które z biegiem czasu przerzuciły się do niezależnictwa. Jak wszędzie w
Ameryce nie zaraz można było zorganizować parafii tak i tutaj Polacy przez pewien czas należeli
do Kościoła Serca Jezus w Pawtucket. Tam też wszyscy spieszyli zaspokoić swe potrzeby duchowe.
Opłacali trzy dolary rocznej kolekty. Od czasu do czasu przyjeżdżał tutaj ksiądz polski z Providence,
Ks. Duczmal wysłuchać spowiedzi, co Wielkanoc święcił zwyczajem staro polskim jajko wielkanocne,
kojarzył młodych dozgonnym węzłem małżeństwa.
Z takiej jednak dorywczej opieki duchowej Polacy nie mogli być zupełnie zadowoleni. Dusza
polska z natury rzeczy lubi posłyszeć Słowo Boże w języku ojczystym, chce usłyszeć na łożu śmierci
pociechy z ust polskiego kapłana, a nie tłumacza, jak to dawniej bywało, pragnie mieć gospodarza na
swej własnej roli, pragnie być dumną ze swojej własności, lubi spoglądać na dzieła własnej ofiarności
i pracy. Dlatego modliło się serce polskie w kościele prawdziwie katolickim, ale pragnęło niezadługo
uklęknąć w kościele, staraniami swoimi wybudowanym, usłyszeć polską Kolendę, powitać Królowę
Korony Polski majową procesją, ucieszyć się polską rezurekcją, nie tylko wymodlić, ale i wyśpiewać
się w języku ojczystym.
Nie długo też Polacy czekali na ten kościół. Rzecznikiem wszystkich polskich postulatów przez
długie lata był obywatel Szczepan Pokraka. Był to wódz polski, tłumacz, doradca w rzeczach codziennych, duchem dobrym w towarzystwach, praktykującym i szczerym katolikiem. Wielką jego zasługą
był wniosek założenia parafii, a podniesiony na zebraniu Towarzystwa św. Józefa. Powstał wówczas
komitet, w skład którego wchodzili: Szczepan Pokraka jako przewodniczący, Józef Bober i Jan Rzepiela. Dwóch jeszcze innych należało do tego samego komitetu, którzy jednak w czasie kryzysu
duchowego, przez który przechodzić musiała parafia, zapisało się w szeregi niezależnictwa. Komitet
sprawę całą przedstawił Biskupowi Harkinsowi. Ks. Biskup Harkins w zasadzie zupełnie się zgodził
na parafię, ale postawił ludziom dwa warunki: Miała być skolektowana połowa pieniędzy tak na
kościół, jako też i na plebanię dla księdza. Lud polski jednak nie zgodził się na takie warunki i żądał
na sam przód księdza. Ks. Biskup poleca tym razem sporządzić spis Polaków. Spisano 200 rodzin.
Wówczas na prośbę Szczepana Pokraki, który zażądał ks. Klugera. Biskup przychylił się do życzeń jego
i w przeciągu jednego tygodnia Ks. Kluger obejmuje rządy, jako proboszcz nowo powstałej parafii
św. Józefa w Central Falls, R. I.
Pierwsze nabożeństwo nowo zamianowany proboszcz Ks. Kluger odprawił jeszcze w kościele
Serca Jezus w Pawtucket. Był to rok 1906. Imponujący był to widok Polaków płynących, jako szeroka rzeka do tej świątyni z tą radością, że skoro mają już księdza to też wkrótce mieć będą swój
własny kościół. Po wszystkich fabrykach radość była nie do opisania. Do tej parafii należeć mieli
Polacy z Central Falls, Pawtucket, Lonsdale i Valley Falls. W kościele w Pawtucket odprawiono tylko
dwa nabożeństwa. W międzyczasie, bowiem parafia już założona nabyła na swą własność halę tak
zwaną "Temperance Hall." Tę przemieniono na dom Boży. Przez osiem lat chwalili Polacy Boga w tej
przebudowie. Mając już kościół tymczasowy i miejsce na mieszkanie dla księdza poczęła się teraz
praca organizacyjna wśród Polaków.
Z powodu zapotrzebowania kraju, wzrostu ludności w Ameryce rosły także fabryki jak grzyby
po deszczu, cała Ameryka zaczęła nabierać strasznego rozmachu. Ameryka wówczas przedstawiała
się, jako jeden olbrzymi warsztat, który zwiastował wielki dobrobyt i wielką przyszłość. Emigracja
2
ze wszystkich stron świata płynęła bez wszelkiej tamy, a nigdy rąk do pracy nie było za wiele. To też
i w Central Falls fabryki szły mocno.
Przeważnie fabryki tkackie: płótno i jedwab. Jedna także fabryka dotychczas istniejąca, to odlewnia
żelaza, która zatrudniała także wielkie mnóstwo Polaków. Pracy było zawsze pod dostatkiem tak dla
niewiast, jako i dla mężczyzn i dziewcząt. Mężczyźni przeważnie pracowali w odlewami żelaznej,
dziewczęta po największej części w United States Weaving Co., lecz o wszystkich można powiedzieć,
że nie za darmo brali płacę, bo na siedem do dwunastu dolarów tygodniowo zarobku najlepsze swe
siły poświęcali.
Wszyscy jednak z zadowoleniem spieszyli do warsztatów pracy, bo też i inne wówczas czasy
Polacy przeżywali. Był to czas tworzenia, że się tak wyrażę. Dusza polska pod wpływem zupełnie
innej cywilizacji powolnie i nieświadomie się przerabiała. Twórczości naszej tutaj nikt nie stawał
na przeszkodzie. W jakimkolwiek tylko kierunku Polak chciał się wyrobić, to pole zawsze dla niego
stało otworem. Pierwszą dodatnią stroną amerykańskiego otoczenia była swoboda w organizowaniu swych sił tak religijnych, jako też i narodowych. W Europie rządy zaborcze trzymały Polaków,
te masy ludowe w ciemności i zawiści klasowej. Polacy spod wszystkich zaborów przyjechali tutaj z
poczuciem bardzo małym świadomości narodowej. Dopiero tutaj na ziemi amerykańskiej poczęła
się budzić świadomość narodowa, której zenit doszedł w czasie wojny, żeśmy się nie tylko poczuli,
ale otwarcie przyznali, żeśmy wszyscy są synami i córami jednej matki Polski, jednego narodu, bez
względu na dawniejsze złodziejskie granice wrogów naszych. To poczucie rozwinięte narodowości
naszej stało się podkładem późniejszej ofiarności na sprawy Polski z grobu wiekowej niewoli powstającej.
Ruch organizacyjny Polaków począł także swoją robotę. Towarzystwo św. Józefa odgrywało największą rolę. Myśl powstania parafii zrodziła się w tym towarzystwie. Czynnie wspierało wszystkie
poczynania materialne parafii. Samo urządzało bale, "pikniki", celem zwiększenia dochodów na
rzecz parafii. Członkowie tego towarzystwa byli to ludzie, trzeba im przyznać, czynu. Lecz nie wszyscy potrafili znieść tego wstrząsu duchowego, który parafia z biegiem czasu przechodziła i połowa
członków tej organizacji opuściła szeregi i front katolicki, przerzucając się w stronę mniejszości
niezależnej. Rozterka zatem bratnia jak wszędzie tak i tutaj zostawiła tę smutną po sobie pamiątkę,
że towarzystwo przestało istnieć i rolę swą jako takie skończyło.
Po rozwiązaniu towarzystwa Św. Józefa, Polacy się rozrzedzili. Część przeszła w szeregi niezależnych.
Jak burza wszystko, co słabe to niszczy, co suche to łamie, tak też i przez ten wstrząs duchowy w
parafii, co słabszym było to odpadło, co mniej żywotności katolickiej miało to dla kościoła uschło, a
parafia św. Józefa w ten sposób oczyszczona i uwolniona z elementu niezadowolonego, mogła się
teraz zabrać tym gorliwiej i wierniej do dalszej pracy pożytecznej.
Ksiądz Kluger, pierwszy proboszcz w Central Falls pracował w parafii św. Józefa od roku 1906 do
1917. Trzeba zawsze nam pamiętać, że inna praca jest dzisiaj kapłanów nad wychodźstwem naszym,
a inna praca była duchowieństwa w początkach, kiedy emigracja świeżo napływała z Europy. Dzisiaj
umysły polskie już więcej są zrównoważone, dzisiaj Polacy w tej szkole życia amerykańskiego już
więcej są przysposobieni do wszelkiej naprawy stosunków niezdrowych drogą nie walk bratnich,
ale drogą wzajemnego porozumienia i rozsądnego ustępstwa. Dzisiaj nam kapłanom doby obecnej
łatwiej przemówić do rozsądku aniżeli wówczas, kiedy emigracja świeża z Europy poczęła się dopiero
3
kształcić, wzorować i duchowo na lepsze się przerabiać. Toteż wysiłki Ks. Klugera nie mogą być zupełnie
w czambuł potępione, bo praca dziesięciolecia każdego kapłana w jakiejkolwiek parafii nie może
być zupełnie bezowocna. Ks. Kluger zatem był pierwszym, który z ludem polskim torował drogę do
dalszego rozwoju parafii. Za jego czasów stanął obecny kościół. Obecna szkoła a dawniejsza plebania
była zakupiona także przez Ks. Klugera. Pracował po wszystkie lata sam. Przed przeniesieniem Ks.
Klugera przez władzę biskupią na proboszcza do Quidnick, pomagał mu przez pewien czas pierwszy
asystent w tej parafii Ks. Piotr świtała, obecny proboszcz parafii Św. Wojciecha w Providence, R. I.
Z najstarszych obywateli, którym dano jest święcić to dwudziesto pięciolecie istnienia parafii,
to pierwsi trustysi: Jan Rzepiela i Jan Bożek.
Cały rozkwit parafii datuje się dopiero z nastaniem spokoju i ułożeniu się wszystkich stosunków.
To nastąpiło za Księdza W. Małeckiego, który w roku 1917 objął stanowisko w Central Falls. Polacy
zaczęli się wówczas łączyć i pracować intensywnie dla własnego dobra, chwały i chluby swojej.
Siła polska skupiała się w towarzystwach kościelnych, narodowych i politycznych. Tworzyły się
najrozmaitsze interesy, życie katolickie przybrało prawdziwego rozmachu. Wszędzie odczuwać się
dawał zapał, ochota do pracy na wszelkich polach życia katolicko - polskiego. Młodzież zrzeszała
się w towarzystwa sportowe, mając na celu honor i sławę polską we wszelkich zawodach z innymi
drużynami. Dlatego też w całej okolicy Central Falls i w stanie Rhode Island młodzież nasza roznosiła
dobre imię polskie we wszystkich sezonowych grach, życiem politycznym poczęli się także Polacy
bardzo interesować. Powstawały kluby polityczne tak w Central Falls, jako też i w Pawtucket. Im
więcej bowiem głosujących, tym też szybciej wszelkie postulaty polskie doczekają się praktycznej
realizacji. Najistotniejszym obowiązkiem Polonii amerykańskiej powinna być sprawa naturalizacji.
O tyle nasze znaczenie róść będzie w danej okolicy, o ile przedstawiać będziemy pewną ilość głosujących, a jeszcze więcej ilość zgodną harmonijną i jednolitą. Do tego jednak potrzeba wyrobienia
politycznego, do którego śladami obcych zdąża powoli i nasza tutaj Polonia. W Central Falls mamy
już 700 głosujących, a w Pawtucket 500. W Central Falls z własności polskich płynie corocznie do
skarbu miastowego $37,000.00 podatku. Ze składów galanteryjnych posiadamy jeden wielki i to pana
Motyla, dwa składy wielkie wyrobów masarskich: pana Skoczylasa i Surkunta. Cały łańcuch sklepów
korzennych, dwie apteki polskie, fabrykę wody sodowej pana Chrupcały, zakład pogrzebowy pana
Franciszka Romeńskiego, własnych adwokatów w osobach panów Janasa i Czubaka. Dotychczas
parafia poszczycić się może dwoma kapłanami, którzy wyszli z Central Falls: Ks. Sieńko i Ks. Proboszcz
Dziok. Piętnastu studentów jest jeszcze w wyższych szkołach. Dwóch posiadamy Farmaceutów pana
Franciszka Adamskiego i pana Dzioka. Wielką sympatią, popularnością, praktyką lekarską cieszył się
wśród Polaków, jako też wśród obcych zmarły w pełnych latach swej niezmordowanej pracy pan
Doktór Jan Venick. Dotychczas piętnaście kandydatek wstąpiło do Sióstr Bernardynek, które jako
nauczycielki pracują po różnych szkołach parafialnych polskich w Ameryce. Pięć innych Sióstr także
z parafii Św. Józefa pracuje w zakonach Sióstr Zmartwychwstanek i Nazaretanek w Chicago.
Pierwsze zatem dwadzieścia pięć lat, które upłynęły od chwili założenia pierwszej i jedynej tylko
rzymsko - katolickiej parafii w Central Falls, niech będą podnietą do jeszcze więcej wzmożonego
wysiłku i to zgodnego całej Polonii, dzięki któremu musimy dalej budować katolicką tężyznę duszy
polskiej, szczęście i dobrobyt Polaków lecz zawsze na tradycyjnym gruncie polskim i to rzymsko katolickim.
Ks. K. Tyrzyński.
4

Podobne dokumenty