Współczesne podwórko - "Możesz Inaczej" Stowarzyszenie, Zielona

Komentarze

Transkrypt

Współczesne podwórko - "Możesz Inaczej" Stowarzyszenie, Zielona
IV
Gość ZIELONOGÓRSKO-GORZOWSKI
Współczesne podwórko
Budżet Obywatelski. DOM jest mi potrzebny, bo… „będę
mogła odpocząć od swoich problemów i poznać
ciekawych ludzi!”, „chcę się rozwijać, uczyć, poznawać,
cieszyć, bawić, pomagać” – te marzenia zielonogórskiej
młodzieży wkrótce się urzeczywistnią.
Krzysztof Król
[email protected]
S
towarzyszenie „Możesz Inaczej” wyremontuje starą i zniszczoną kotłownię
na ul. Władysława IV w Zielonej Górze. Okazało się, że to marzenie wcale nie jest takie nierealne na jakie wyglądało.
Młodzi przekonali do swojej koncepcji mieszkańców Zielonej Góry, którzy już po raz drugi, w ramach Budżetu Obywatelskiego, mogli
sami zdecydować, co trzeba zrobić w mieście.
W tym roku było do wydania 6 ml zł. Pomysł
zyskał najwięcej głosów i otrzymał 800 tys. zł.
– Pieniądze leżały na ulicy. Trzeba było się tylko
po nie schylić – zauważa Dawid Juszczyszyn. –
DOM nie powstał z potrzeby pedagogów, ale samej młodzieży, którą tylko wspierają dorośli.
To jest ich DOM – dodaje.
Zdjęcia Krzysztof Król /GN
3898 głosów
Zapewne wiele osób przechodzących obok
starej kotłowni myślało, że najlepszym rozwiązaniem jest jej rozbiórka. Okazuje się, że wystarczyła jednak odrobina wyobraźni. – Jak
tu wszedłem, to od razu powiedziałem: „Tu będzie dom!” – wspomina Dawid. Wyobrażenia
pomogła urealnić projektantka zaprzyjaźniona ze Stowarzyszeniem. Ze starych brudnych
ścian wyczarowała budynek tętniący życiem.
– To jednak dopiero szkic, tego co może tu powstać i nie mogę się doczekać dalszej pracy nad
aranżacją DOM-u – mówi Kamila Oczyp-Kromska z K&K Pracownia Projektowania Wnętrz.
Aby zamierzony plan doszedł do skutku
pomagał kto żyw. – Przyjeżdżałem w każdy
weekend stycznia z Poznania, gdzie studiuję, żeby móc zbierać te podpisy. To było miłe,
że wiele osób chciało nie tylko podpisać, ale dowiedzieć się więcej o naszym DOM-u – wyjaśnia Daniel Niemyt lider i wolontariusz. – Były
wątpliwości, ale wiary w sukces nam nie brakowało. Z dnia na dzień widząc ilość ludzi przyłączających się do nas przeczuwałem, że może się
udać – dorzuca Grzegorz Witkowski, pedagog,
socjoterapeuta i członek zarządu Stowarzyszenia. I rzeczywiście udało się. – Cieszymy
się, ale też czujemy na naszych plecach ciężar
odpowiedzialność, ale cóż pozostaje zakasać
rękawy i do roboty. Jest nas dużo i poradzimy sobie. To pierwszy dom w Zielonej Górze
i nie ukrywamy, że chcemy, aby było ich jeszcze więcej – mówi z przekonaniem Grzegorz.
– Drzwi DOM-u stoją dla każdego otworem
– zaprasza Dawid Juszczyszyn
Olimpijskie złoto
DOM – Dzienny Ośrodek Młodzieżowy ma
zostać otwarty po wakacjach. – To nie przypadek, że to miejsce nazywa się DOM. W prawdziwym domu jest kuchnia, ciepła atmosfera
i człowiek czuje się bezpiecznie. Tak ma być
i tutaj – zapewnia Dawid. Do południa mają
tu odbywać się warsztaty edukacyjno-rozwojowe dla szkół. – Już pierwsi dyrektorzy zgłaszają
chęć udziału w zajęciach. Po takich warsztatach
młodzież będzie mogła skorzystać z kuchni
i również z sali rekreacyjno-rozrywkowej,
gdzie będzie nowoczesny sprzęt. Natomiast
po południu będą zorganizowane grupy liderskie, młodzieżowe, wolontariackie, ale też będzie mógł przyjść każdy, kto chce uczestniczyć
w życiu tego DOM-u na co dzień – tłumaczy
Dawid Juszczyszyn. – Ten DOM nazwałbym takim współczesnym podwórkiem, gdzie będzie
można twórczo, wartościowo i ciekawie spędzić
czas, a także inaczej spojrzeć na dorosłych,
na otaczający świat i na siebie. Tu będą ludzie,
którzy będą widzieli w Tobie dobro i będą z Ciebie ten potencjał wydobywać. Możesz inaczej
bo z natury jesteś dobrym człowiekiem i my
to w Tobie będziemy dostrzegać – dodaje zwracając się do przyszłych domowników.
Samo Stowarzyszenie istnieje niespełna rok,
ale tak naprawdę grupa ludzi działa już od 10 lat.
Od tego czasu Dawid Juszczyszyn stoi na czele
Pracowni Rozwoju Osobistego i Społecznego „Pod
Słoneczkiem” przy Szkole Podstawowej nr 11. Prowadzi ją wspólnie z Kamilą Kowalczyk-Laskowską i Grzegorzem Witkowskim, oraz wspólnie
ze studentami, absolwentami kierunków pedagogicznych, a także z dawnymi wychowankami, którzy są dziś liderami i pragną otrzymane
dobro przekazywać dalej. – Wychowywali się
i korzystali z pracowni, którą do dziś nazywają
swoim domem. Teraz sami pracują z młodszymi
kandydatami na liderów na podstawie programu,
którzy stworzyli w 2008 roku, gdy jechaliśmy
do Krakowa – tłumaczy Dawid. – Tak jak dla Justyny Kowalczyk i Kamila Stocha największym
sukcesem sportowym jest złoto olimpijskie, tak
dla mnie takim medalem olimpijskim jest młodzież, która osiągnęła swój sukces. Dziś studiują
i pracują, a do tego wciąż chcą pomagać. Młodzi
ludzie mają wielki potencjał, trzeba go tylko dostrzec, wydobyć i sprawić, aby w uwierzyli w siebie, a wtedy jest już tylko lawina dobra – przekonuje. Stowarzyszenie jednak nie poprzestaje
na młodzieży. – Jeśli mamy pomagać dzieciom,
to tez chcemy wspierać rodziców. Ta praca powinna przebiegać równolegle. Nie wyobrażam sobie
tego inaczej – zauważa Dawid. Dlatego w innym
budynku przy ul. Słowackiego, już wkrótce powstanie Centrum Rozwoju Osobistego i Społecz-
www.zgg.gosc.pl
23 lutego 2014
Kamila Oczyp-Kromska – K&K Pracownia Projektowania Wnętrz
o
V
Tak wygląda budynek dziś… a tak wkrótce. Więcej wizualizacji na zgg.gosc.pl
nego dla dorosłych – Będę mogli z niego korzystać
zarówno specjaliści, ale także rodzice, którzy
chcieliby otrzymać wsparcie i wrócić z nową siłą
do swoich problemów, które można inaczej rozwiązać – mówi zielonogórzanin.
O DOM-u już mówi się w Polsce. Działania Stowarzyszenia już chcą naśladować inni.
Po obejrzeniu materiału w programie „Ekspres reporterów” w telewizyjnej dwójce do Zielonej Góry przyjechały osoby chcące zrobić
taki DOM w Sosnowcu i Bielsku Białej. – Zaraz
po reportażu napisałam maila i Dawid do mnie
zadzwonił. Biała Podlaska to małe miasto mające 60 tys., ale też potrzeba takiego miejsca,
a to jest innowacyjny pomysł – przekonuje
Agnieszka Kaliszuk.
Rozłożyć, a potem schować parasol
Program opierający się na kolejnych stopniach liderskich sprawdza się. Świadczy o tym
nie tylko otrzymana w ubiegłym roku wojewódzka nagroda Społecznik Roku, ale przede
wszystkim sami liderzy. – To prawdziwa szkoła życia, ale wiem, że warto. Tu nauczyłam się
nie tylko punktualności, troski o przyjaźń i empatii, ale przede wszystkim odpowiedzialności.
Kiedyś górę brał mój egoizm, często było tylko
ja, a teraz nauczyłam się: my – mówi Sandra Kołodziejek, studentka kierunku pedagogiki. Takich świadectw jest znacznie więcej. – To miejsce nauczyło mnie dużego opanowania, dążyć
wytrwale do celu, ale też konsekwencji w działaniu. Po prostu zadziałała nasza wspólnota,
a nawet rodzin – student fizjoterapii Daniel
Niemyt. – To miejsce dało mi poczucie bezpieczeństwa. W moim życiu bywało różnie, nie zawsze było ciekawie. Potrzebowałem wsparcia
i pan Dawid zawsze mi pomagał. To mój drugi
dom i odskocznia od problemów codzienności. Gdyby nie to miejsce, nie wiem co bym się
ze mną stało – przyznaje Rafał Kostrzewa, który prowadzi własną firmę z ojcem.
Dawid Juszczyszyn sam zawdzięcza swój
rozwój dobrym ludziom. – Kiedyś nie było socjoterapii. Kiedyś była oaza i harcerstwo. Na
mnie wpłynęła oaza, zarówno grupa, jak i jej
poszczególni animatorzy m.in. Jolanta Janisio.
To oni pierwsi znaleźli mnie na ulicy i uwierzyli we mnie, dawali mi poczucie bezpieczeństwa i pomagali mi pod każdym względem i na-
uczyli mnie odróżniać dobro od zła. Obok nich
pojawili się również dorośli. Tym pierwszym
jest właśnie ks. Eugeniusz Stelmach. On mnie
wspierał i najlepiej wiedział, czego mi potrzeba.
Ze starej stodoły w Przemkowie skąd pochodzę, zbudował mały i skromny kościół i oddał
nam – młodzieży klucze od tego Domu, a my
sprawiliśmy, że tam działo się wielkie dobro.
Nasz proboszcz nigdy nam nie przeszkadzał,
ale wręcz przeciwnie – cieszył się, że mamy
swoje miejsce, w którym tętniło życie nie tylko w dzień, ale i w nocy. Wysyłał nas każdego
roku na letnie i zimowe oazy, za które w całości
zawsze płacił, a nawet nas tam zawoził swoim
samochodem. Gienek, bo tak mówiliśmy wtedy na niego między sobą (śmiech) nie zdążył z
powodów zdrowotnych zbudować dużego i bogatego w wystrój kościoła z cegieł, ale dla mnie
zbudował coś o wiele bardziej wartościowego
– żywy pomnik z młodzieży, a ja jestem tego
namacalnym dowodem! Myślę, że Jan Paweł
II jest z naszego Gienka dziś bardzo dumny.
„Ojcze Eugeniusz dzięki Tobie jestem, tu gdzie
jestem i za to będę Ci wdzięczny do końca życia.
Dla mnie i dla mojej młodzieży jesteś Wielkim
Człowiekiem !” – mówi wzruszony mąż i tato
dwóch córek. Na mnie wpłynęła oaza. Poszczególni ludzie, grupa, poczucie bezpieczeństwa,
bo można coś razem, bo nie byłem oceniany,
bo uczyłem się odróżniać dobro od zła, bo pojawili się dorośli, którzy powiedzieli pomogę ci i będę cię wspierać. Takim człowiekiem
jest ks. Eugeniusz Stelmach. On mnie wspierał
i prowadził. Ojcze Eugeniusz dziękuję Ci. Dzięki Tobie jestem, tu gdzie jestem – mówi Dawid.
– Życie znowu zaprowadziło mnie do kotłowni
(śmiech). Pierwsze pieniądze, jeszcze jako niewierzący w siebie i pogubiony młodzieniec, zarabiałem właśnie w kotłowni w Przemkowie.
To była bardzo trudna i brudna praca, ale nauczyła mnie odpowiedzialności i wytrwałości,
szczególnie że trzeba było wstawać w zimie o
drugiej w nocy, gdy inni moi rówieśnicy w tym
samym czasie spali w czystej i ciepłej pościeli..
Niedawno Dawid otrzymał nagrodę „Lubuskiego Anioła Roku”. – Nie zdążyłem jej jeszcze
Liderzy z Pracowni Rozwoju
Osobistego i Społecznego
odebrać – śmieje się. – Absolutnie nie czuję się
aniołem, ale jeśli inni uważają, że jestem to się
cieszę. Wiem, że mam wokół siebie mnóstwo
takich aniołów, dzięki którym młodzież może
realizować swoje pasje. Zresztą każdy z nas
może być dla nich takim aniołem. Trzeba umieć
taki parasol opieki rozłożyć nad młodzieżą,
ale też w odpowiednim momencie go złożyć,
kiedy są już gotowi do wyjścia i pełnienia odważnych oraz odpowiedzialnych ról społecznych – dodaje.
•

Podobne dokumenty