WWaszych - blaja.pl

Komentarze

Transkrypt

WWaszych - blaja.pl
PAPIEŻ BYŁ SZANTAŻOWANY!
INDEKS 356441
ISSN 1509-460X
http://www.faktyimity.pl
Nr 38 (342) 28 WRZEŚNIA 2006 r. Cena 2,80 zł (w tym 7% VAT)
Ü Str. 9
Katoland
W
Waszych kontaktach z „FiM” pytacie często:
Czy Polska jest już państwem wyznaniowym,
czy dopiero zmierza w tym kierunku? Otóż, pogrążony w bólu, zawiadamiam, że TAK, stało się – Polska,
Ojczyzna nasza, jest już państwem wyznaniowym.
I nie jest to kwestia czyjejś oceny, tylko faktów, które o tym świadczą. Polska – po 1989 roku w zamyśle elit i pragnieniach Polaków wolne i demokratyczne państwo – w roku 2006 niczym nie różni się od
Iranu, Sudanu czy Arabii Saudyjskiej. Oczywiście,
w kwestii uzależnienia organów państwa od panującej religii, bo takiej ropy, jaką mają w Iranie, daj
nam, boziu. Przejawy tego uzależnienia naturalnie też
są różne. Nasze kobiety co prawda nie chodzą zasłonięte chustami, a mężczyźni nie rozkładają na ulicach dywaników modlitewnych, ale za to mamy najwięcej na świecie kapliczek, obiektów pokropionych
wodą z plebanii, „cudownych” obrazów, pomników
JPII. Reszta, np. finansowanie z budżetu kościołów
i meczetów, wpływ kleru na ustawodawstwo czy podporządkowanie mediów wartościom religijnym, jest
– w Talibanie i Klechistanie – porównywalna.
A teraz pełna garść dowodów i konkretów. Zacznę od historii z życia wziętej. Do redakcji „FiM”
napisał Pan Bartosz Sz. z Wrześni. Zapragnął on
opuścić szeregi wyznawców Krk i grzecznie, na piśmie, poprosił proboszcza parafii Świętego Ducha
o wykreślenie go z kartoteki parafialnej. Ponieważ
szef parafii zignorował kolejno trzy listy, Pan Bartosz
złożył zawiadomienie do prokuratury o przestępstwie bezprawnego dysponowania jego danymi osobowymi. Został przesłuchany w charakterze pokrzywdzonego, a po jakimś czasie otrzymał decyzję o odmowie wszczęcia postępowania. I wszystko byłoby
w porządku, według polskich standardów, gdyby
nie uzasadnienie odmowy wysmażone przez podinspektora Roberta Nowaka z KPP Września. Nasz Czytelnik – o ile wcześniej tylko denerwował go wszechobecny klerykalizm – tym razem osłupiał. Jest co
prawda antyklerykałem z przekonania, ale nie wiedział, że żyje już w państwie wyznaniowym. W takiej właśnie nieświadomości jest ogromna większość
Polaków, w tym również Czytelnicy „FiM”. Wynika
to z ludzkiej natury. Dopóki nie doświadczymy czegoś – w tym wypadku ingerencji Kościoła – na własnej skórze, po prostu bagatelizujemy problem i odsuwamy go od siebie. Przekonujemy samych siebie,
że nie jest tak źle. Ale do rzeczy.
Podinspektor państwowej policji pisze w uzasadnieniu tak: „Bartosz S. stał się »członkiem« Kościoła
rzymskokatolickiego w momencie Chrztu. Tę decyzję
zgodnie z Kodeksem Prawa Kanonicznego podejmują
między innymi rodzice chrzczonego (Księga IV, Część
I, Rozdział I kanon 850–860). Wpisanie do księgi
ochrzczonych następuje zgodnie z kanonem 877 Kodeksu Prawa Kanonicznego (Księga IV, Część I, Rozdział I). Tak więc w tym przypadku nie była wymagana zgoda chrzczonego na podanie swoich danych osobowych”. Dalej policjant objaśnia fachowo (patrz: skan
dokumentu), że do wykreślenia z ewidencji wiernych
potrzebny jest akt apostazji i powołuje się na... okólnik Papieskiej Rady ds. Tekstów Prawnych, a przy tym
nawet nieźle posługuje się kościelną łaciną! Z całego
policyjnego uzasadnienia jasno wynika, że państwowe prawo cywilne do ochrony danych osobowych nic
nie znaczy, bo nad nim są przepisy prawa kościelnego. Kanony kodeksu prawa kanonicznego, którym
kieruje się obce państwo Watykan, stoją ponad polskim prawem. Cała rzecz jest – z pozoru – mało istotna, ale w naszym pięknym kraju znane są już przypadki odstąpienia organów ścigania od przepisanych
prawem czynności wobec ciężkich przestępców
– katolickich księży – ponieważ biskup podjął inną
decyzję niż prokurator lub komendant policji. Tak stało się np. w Witoni pod Łęczycą, kiedy biskup Orszulik zamknął sprawę księdza Pawłowicza, gwałciciela
małoletnich chłopców, i schował przestępcę, przenosząc go do odległej parafii.
Przykłady szczególnego, wybitnie ulgowego traktowania duchowieństwa katolickiego przez organy polskiego prawa opisujemy w „FiM” co tydzień. To tuczenie watykańskich świętych krów najczęściej wynika z samej postawy urzędnika katolika, wszak duchowym przełożonym każdego wiernego – zarówno
śmieciarza, jak i prezydenta, premiera czy prokuratora generalnego – jest ksiądz. A w IV RP właśnie wybrańcy narodu codziennie udowadniają i jednocześnie
dają przykład tego, że nawet najwyższy rangą urzędnik państwowy może być zwykłym sługusem biskupa czy proboszcza. Bywają klerykalne sługusy ze świętego (jak się wydaje) przekonania (np. Marek Jurek,
Michał Ujazdowski), ale bywają też sługusy wybitnie
interesowne, koniunkturalne (np. Adam Struzik, Andrzej Lepper). Coraz częściej powodem dogadzania duchownym – zwłaszcza przez sędziów, prokuratorów,
Ü Dokończenie na str. 21
2
Nr 38 (342) 22 – 28 IX 2006 r.
KSIĄDZ NAWRÓCONY
FA K T Y
POLSKA Wojenek podjazdowych w koalicji rządowej przyby-
wa, w miarę jak zbliżają się wybory samorządowe. Zwłaszcza
Lepper – poprzez stawianie się Jarkowi – chce oswoić część lewicowego elektoratu. Podobnie robi Giertych, łasząc się do skrajnej prawicy z nadzieją na odbudowę LPR-u.
Jak oni muszą się później łasić do premiera podczas tych „trudnych
rozmów o koalicji”, jak go przepraszać za swoje chlapnięcia...
Andrzej Lepper tak kocha swoje rządowe limuzyny, że wizja ich
utraty popchnęła go nawet do spotkania z Donaldem Tuskiem.
Do spotkania i paktu z diabłem (Rokitą) chyba jednak nie dojdzie.
Śledztwa przeciw konkurentom PiS (tych z SLD i z PO) do fotela prezydenta Krakowa nabierają tempa. W proteście przeciw
zakładaniu podsłuchów profesorowi Majchrowskiemu (lewica)
podał się do dymisji szef małopolskiej policji. Kolejną, nie
ostatnią, ofiarą nagonki organów PiS ma być poseł SLD Jacek
Piechota, kandydujący na urząd prezydenta Szczecina.
Tylu do skompromitowania i oplucia, a paragrafów tak mało.
Rozpoczyna się czystka w służbie cywilnej. Koszt zwolnień i odpraw urzędników szacowany jest na ponad 600 mln zł. W zamian PiS z LPR i Samoobroną uzyskają dla swoich ponad 5 tysięcy dobrze płatnych stanowisk w administracji rządowej.
Niezgoda rujnuje, zgoda (w podziale łupów) buduje koalicję!
Czyżby syndrom węgierski? Okazało się, że założenia do budżetu na rok 2007 oparto na nierealnych wskaźnikach. Do państwowej kasy nie wpłynie zaplanowane dodatkowe 7 mld zł. Grozi to kryzysem finansowym państwa.
PiS i Kaczyńscy gwarantowali gruntowne reformy państwa, ale nie
to, że potrafią liczyć.
W ramach realizacji programu PiS „Tanie państwo” wzrosło zatrudnienie w Kancelarii Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego
o 51 osób, zaś jej budżet w 2007 r. ma być wyższy o 11 proc.
Utrzymanie zmniejszonej do pięciu osób Krukowej Krajowej
Rady Radiofonii i Telewizji także będzie bardziej kosztowne.
I tak tanie państwo stało się tanim dowcipem.
CBŚ zatrzymało byłego ministra skarbu Emila Wąsacza. Zarzucono mu sprzedaż po zaniżonej cenie akcji PZU. Prokurator nie
zdecydował się na złożenie wniosku o areszt.
Wąsacz – aresztowany pod publiczkę – ma niezły ubaw. Na pytanie,
dlaczego sprzedał PZU Eureko, odpowiada: bo tak mi się podobało!
Warszawska prokuratura wycofała (na razie!) z sądu akt oskarżenia przeciwko bezdomnemu Hubertowi H., który jakoby lżył
prezydenta Polski. Śledczy chcą... jeszcze raz przejrzeć akta
i zbadać, czy obelgi były rzucane świadomie.
Ależ skąd! Każdy, kto lży takiego dobrego prezydenta, to psychol.
PiS wymusił zmianę na stanowisku naczelnego „Rzeczpospolitej”. Umiarkowanego Grzegorza Gaudena zastąpił fanatyczny
prawicowiec Paweł Lisicki. Przy okazji zmieniono statut spółki
wydającej gazetę. Kolegium dziennika straciło prawo rekomendowania kandydatów na szefa pisma.
A kiedy zmiana nazwy na „IV Rzeczpospolita”?
Trwają awantury o stanowisko szefa nowej Komisji Nadzoru Finansowego. Ten superurząd będzie kontrolował firmy ubezpieczeniowe, fundusze emerytalne, a za dwa lata – także banki. Na
rynku finansowym trwa chaos, gdyż dotychczasowe służby już
nie działają, a nowy urząd nie rozpoczął jeszcze działalności.
Nieważne, grunt, że Balcerowicz musi odejść.
Minister obrony narodowej pozbywa się kolejnego specjalisty.
Po wywaleniu generała Stanisława Kozieja, który odpowiadał
za sprawy NATO, przyszedł czas na Andrzeja Karkoszkę. Ten
odpowiadał za pierwszy w historii strategiczny przegląd obronny. Prace nad tym dokumentem trwały ponad dwa lata.
Polskiemu wojsku potrzebni są teraz nie spece od obrony, tylko od
ataku na talibów.
POLSKA/USA Premier i prezydent próbowali przekonać środowiska żydowskie, że w Polsce nie ma żadnego antysemityzmu,
choć jest wicepremier Giertych. Ale koń jaki jest – każdy widzi...
To tak, jakby przekonywać, że Jarosław Kaczyński w polskim rządzie jest gwarantem prawa, a Andrzej Lepper – sprawiedliwości.
POLSKA/UE Polska od ponad pół roku nie ma ambasadora przy
Komisji Europejskiej! Jesteśmy jedynym państwem członkowskim, któremu nie zależy na realizacji własnych interesów w Unii.
Co tam UE! Nam nie zależy nawet na obronie własnych interesów
w Polsce.
WATYKAN/TURCJA Nie milkną echa wystąpień Benedykta
XVI. Papież najpierw lżył zachodnią Europę, aby płynnie przejść
do miotania obelg pod adresem muzułmanów. Rząd Turcji nie
zgadza się na papieską pielgrzymkę, a w innych państwach islamu płoną katolickie świątynie.
Ot, i niemieckiego Papy niewyparzona papa.
WĘGRY Od niedzieli trwają w stolicy Węgier zamieszki wywołane ujawnieniem nagrań z posiedzeń rządu. Lider socjalistów
na tajnych naradach przyznał, że oszukiwał społeczeństwo.
U nas też jest podobne nagranie. Nazywa się exposé premiera.
Ü Dokończenie ze str. 1
policjantów czy polityków samorządowych – jest też zwykły strach. Wstawiennictwu proboszcza, a zwłaszcza biskupa, urzędnicy ci mogą zawdzięczać wyrzucenie z pracy, degradację, ale również awans. Zresztą, co tam przedstawiciele władzy! Na Podkarpaciu nie jest już rzadkością, że aby
dostać jakąś pracę – zarówno prywatną, jak i w sektorze
państwowym – trzeba się okazać pozytywną opinią swojego proboszcza. Podczas każdych wyborów samorządowych
obserwujemy tzw. tokowanie kandydatów, którzy przed księżmi prezentują swoje tańce godowe – wysiadują w pierwszych ławkach w kościele, zasypują eminencje obietnicami
i komplementami, zapraszają na obiadki i poświęcenia, wreszcie – fundują kapliczki, obrazy, ornaty lub składają pokaźną
ofiarę w gotówce – wszystko w zamian za poparcie.
Ale przecież to uprzywilejowanie klasy duchownej, rządzącej dziś w Polsce, nie funkcjonuje tylko w sferze obyczajów. Wyraża się ono również w samych zapisach polskiego prawa podporządkowanego konkordatowi – w ulgach
podatkowych, celnych, oficjalnych dotacjach ministerstw
i wszelkich organów administracji, Funduszu Kościelnym,
czyli opłacaniu duchownym składek ZUS, odpisach od podatków PIT i CIT na Kościół, oddaniu klerowi pod zarząd
cmentarzy, a kapelanom pod nadzór szkół, wojska, szpitali,
poszczególnych branż itd.
Po roku 2005, w IV RP, wszelkie przejawy klerykalizacji
życia w Polsce wyraźnie nasiliły się tak, że możemy już oficjalnie mówić o polskim państwie wyznaniowym.
Poraża ambicja świeckich szkół wyższych, aby w programie studiów humanistycznych umieścić prawo kanoniczne. Można jeszcze zrozumieć, że tego uczą przyszłych prawników (i policjantów!), ale po co taka wiedza politologom
i socjologom czy specjalistom od integracji europejskiej?
Jest oczywiste, że to po prostu chęć poznania prawa, które w Katolandzie stoi ponad wszelkim prawem. Na liście
kanonicznych szkół jest nawet Wyższa Szkoła Humanistyczna im. A. Gieysztora w Pułtusku.
Na początek IV RParafialnej przypada rozkwit instytucji
kapelana – jako faktycznego komisarza z ramienia władz
kościelnych – sprawującego nadzór nad określoną sferą życia wiernych (i niewiernych też). Giertycha z rzędem temu,
kto potrafi wymienić choć jedną taką sferę bez nadzoru Krk.
Nawet nie próbujcie, bo możecie się bardzo zdziwić! Kapelanów mają już w IV RP m.in. ogrodnicy, esperantyści katoliccy, weterynarze, a nawet kartografowie, myśliwi, wędkarze i wszelkiej maści sportowcy. Co ciekawe, część
z nich – w policji i straży granicznej – podlega biskupowi
polowemu, choć nie jest to wojsko (może maryjne?). Kapelanów mają też wszystkie większe publiczne uczelnie i coraz więcej prywatnych. Rząd, a dokładniej minister nauki
Seweryński, wyraził zgodę, aby Rydzykowa fanatyczno-religijna szkoła wyższa prowadziła studia licencjackie i magisterskie dla przyszłych pracowników administracji państwowej, w tym dyplomacji. Jednocześnie ograniczono w tym
względzie rolę państwowego świeckiego Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.
Kolejnym rażącym przejawem państwa wyznaniowego
jest ograniczanie wolności słowa i realnie (poza autocenzurą) działająca państwowa cenzura wyznaniowa. Tak więc
jednym z głównych postulatów Sierpnia ’80 można sobie
dziś obetrzeć tyłek. Na czele listy hańby trzeba wymienić
Krajową Radę Radiofonii i Telewizji. Jej nowy PiS-owsko-LPR-owo-Samoobronowy skład zajmuje się ściganiem niezależnych mediów, zarzucając im naruszanie uczuć religijnych. Nowe, upolitycznione zarządy publicznych stacji radiowych i telewizyjnych na dzień dobry zabrały się za likwidację programów, które choćby zatrącały o nieprawomyślne treści – vide Radio Bis, Trójka, Program 2 TVP (wyrzucenie Jurka Owsiaka) itp. W katolickiej telewizji publicznej
dominują relacje z poświęceń, kazań i wystąpień biskupów
oraz pielgrzymek. Komentatorzy cieszą się, że do Częstochowy podążają umundurowani żołnierze i policjanci. Standardem są już tzw. pielgrzymki sejmowe, senackie lub
branżowe, pod przewodem własnych kapelanów, oraz pielgrzymki urzędnicze na czele z szefami, np. wojewodą łódzkim panią Heleną Pietraszkiewicz. Przy tych okazjach organizuje się faktycznie przymusowe zbiórki, np. na krzyże wotywne, msze w intencji lub po prostu kilkutysięczne daniny
dla paulinów czy innych marianów. Miasta-sanktuaria, do
których zdążają pątnicy, są właściwie rządzone przez kler,
a ruchowi pielgrzymkowemu podporządkowuje się już nie
tylko środki transportu (linie autobusowe do Lichenia, dotowany przez samorząd pociąg papieski do Wadowic i Łagiewnik i in.), ale nawet znaki drogowe.
Instytut Pamięci Narodowej – jedna z największych i najbardziej ekstrawaganckich polskich skarbonek, którą ustanowiono z powodu nadmiaru wolnych środków w budżecie
– powoli zamienia się w instytut historii Kościoła rzymskokatolickiego. W każdym razie pełni on wobec kleru rolę służebną. Prezesowi IPN w biciu klerykalnej piany pomaga minister kultury i dziedzictwa narodowego Kazimierz Michał
Ujazdowski, wysoki funkcjonariusz Opus Dei. Na dotacje ministerstwa mogą liczyć niemal wyłącznie książki i periodyki Kościoła i o Kościele, a także wszelkie inwestycje biskupie i zakonne oraz remonty świątyń.
Parafie, seminaria, oddziały Caritasu i kurie dostają z budżetu państwa finansowe wkłady, umożliwiające branie środków z UE. W takiej Wielkopolsce urząd marszałkowski organizuje (oczywiście za darmo) specjalne szkolenia dla
księży w zakresie procedur związanych z pozyskiwaniem dotacji z UE. Nie można się więc dziwić, że w rankingu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego w kategorii nauki humanistyczne (sic!) najlepsze noty gwarantujące pełne dotacje
budżetowe plus pomoc w inwestycjach otrzymała Papieska
Akademia Teologiczna i jej wydziały: Historii Kościoła (gdzie
nie ma ani jednego świeckiego naukowca, zaś jedna z prac
habilitacyjnych obronionych na wydziale okazała się plagiatem), Filozofii i Teologii (tutaj także nie ma żadnego świeckiego badacza) oraz KUL-owska Pracownia Badań nad Literaturą Religijną. Na liście placówek priorytetowo traktowanych przez państwo znajdujemy niemal wszystkie wydziały
teologiczne na świeckich, państwowych uczelniach oraz na
KUL-u. Są one oczywiście więcej warte niż znany i szanowany na świecie Polski Instytut Spraw Międzynarodowych, który otrzymał kategorię 3, lub – niegdyś czcigodna
– Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego, która otrzymała
kategorię 5 (ostatnią).
Niestety, a może na szczęście, nie ma tu miejsca, by
wymienić wszystkie klerykalne poczynania polskich władz
państwowych. Najgorsze jest w tym wszystkim to, że koryfeusze klerykalizmu nie dostrzegają już (albo nie chcą dostrzegać!), że wysługując się obcemu państwu – antybiblijnemu,
odstępczemu Kościołowi – zdradzają i okradają własną ojczyznę oraz rodaków. Przy okazji często się ośmieszają. Oto
czcigodna Akademia Wychowania Fizycznego w Katowicach
zorganizowała konferencję naukową poświęconą... teologii
sportu. Duchowni i świeccy dyskutowali m.in. o religijnym
wymiarze wyścigu kolarskiego i piłkarskiego meczu. Konferencja oczywiście odbyła się za pieniądze podatnika.
Przyczółki, które opanował w Polsce Watykan, będą trudne do odzyskania. W świadomości prostych ludzi zupełnie
irracjonalne przejawy skatoliczenia państwa mogą z czasem wydać się czymś naturalnym, ba – wręcz oczywistym
i pożądanym. Dlatego napominałem już na samym początku negocjacji w sprawie integracji Polski z Unią Europejską,
że nasz kraj potrzebuje nowego ducha racjonalizmu i ten
duch musi zstąpić na naszą ziemię z Unii; musimy go przejąć od państw, które dawno mają już za sobą walkę
z kruchtową ciemnotą, kościelnym wyzyskiem, klerykalną
ekspansją, papieskim kultem jednostki i całym tym ogłupianiem kolejnych pokoleń – od przedszkola do hospicjum. Potrzebowaliśmy totalnej integracji z Unią, zarówno w gospodarce, jak i w sferach światopoglądowych. Niestety, Unia
Europejska zdecydowała się pozostawić kwestie religijne
i ułożenie stosunków między państwami a Kościołami
w gestii państw i ich rządów.
Dlatego tak potrzebne są „Fakty i Mity”, a obecnie start
antyklerykalnej partii RACJA w wyborach samorządowych.
Dlatego musimy zewrzeć szeregi i każdego dnia toczyć naszą bitwę o Polskę – nowoczesne państwo w centrum Europy. Polska ma być naszym powodem do chluby, a dziś
– niestety – jest marionetką biskupów, przystankiem do wolności w Londynie czy Madrycie. Ale to się zmieni. Wszystko zależy teraz od Was – światłych Polaków, apostołów Postępu. I niech Wam nikt nie wmawia, że stanowicie nad
Wisłą jakiś margines. To nieprawda, bo są nas, na szczęście, miliony. I do nas, i do pokolenia, które nadchodzi, należy przyszłość Ojczyzny. To właśnie my musimy postawić
tamę polskiemu państwu wyznaniowemu.
JONASZ
Nr 38 (342) 22 – 28 IX 2006 r.
S
tało się! Niemal cała lewica przyszła po rozum
do głowy i pójdzie
wspólnie do wyborów.
W tym także antyklerykałowie,
którzy w całym kraju będą na 7.
miejscu każdej listy do sejmiku.
Jest szansa na powstrzymanie
kaczystów!
a hasłem przewodnim będzie Wspólna Polska. Pierwsze podpisały porozumienie ugrupowania finansujące
komitet – SLD, SdPl, UP i PD.
– Zawierając porozumienie lewicy
i demokratów, mówimy: jest alternatywa, polska polityka nie musi być wyborem między dżumą a cholerą, między prawicą populistyczną a liberal-
GORĄCE TEMATY
Dla jedynej partii antyklerykalnej, jaką jest RACJA, wspólny start
to ogromna szansa na prezentację
własnych poglądów, ale również możliwość zaistnienia w samorządach. To
także szansa dla wszystkich tych Polaków, którzy mają już dość klerykalnego zaduchu. Zgodnie z podpisaną umową, kandydaci RACJI bę-
bo wspólna lista przekroczy próg
wyborczy, głosy się nie rozproszą,
a samo głosowanie będzie możliwie
najbardziej uproszczone. Partia będzie też mogła prowadzić kampanię wyborczą pod własną marką.
– RACJA przystąpiła do porozumienia, które traktuje jako wspólny front
anty-PiS-owski i anty-LPR-owski.
3
prawami niż parlamentarne, bo liczą się przede wszystkim lokalne problemy, zaś wyborcy lewicy będą mogli wybrać konkretnych reprezentantów z szerokiego spektrum organizacji, ale z jednej wspólnej listy.
Choć w porozumieniu Lewica
i Demokraci są różne środowiska, od
lewa po centrum, od socjalistów po
Wspólna znaczy lepsza
Podczas ubiegłorocznych wyborów parlamentarnych wydawało się,
że lewa strona sceny politycznej jest
w totalnej rozsypce. Start trzech konkurencyjnych wobec siebie komitetów lewicy spowodował, że reprezentacja sejmowa jest mizerna, a senackiej w ogóle nie ma. Na szczęście
porażka otrzeźwiła niektórych, z Wojciechem Olejniczakiem i Markiem
Borowskim na czele. Rozpoczęły się
ruchy, które wyeliminowałyby podobną sytuację w wyborach samorządowych. Awanturnicza aktywność PiS-u i jego satelitów stała się dodatkowym katalizatorem spajającym ugrupowania lewej strony.
Z inicjatywą jednoczenia, ale z zachowaniem odrębności każdego podmiotu, wyszli wojewódzcy liderzy SLD.
Zawierane od początku roku lokalne koalicje zaowocowały podpisaniem
3 września porozumienia Lewica
i Demokraci. Pod taką też nazwą lewicowy blok wystartuje w wyborach,
C
ną – przekonuje Olejniczak. Jego zdaniem, Polska może być państwem liberalnym i sprawiedliwym, a jednocześnie opiekuńczym, demokratycznym i tolerancyjnym. To projekt „Pozytywna Polska”, w której każdy powinien czuć się dobrze i bezpiecznie.
13 września umowy wyborcze
podpisało z SLD ponad 10 innych
organizacji, m.in. RACJA Polskiej
Lewicy, Towarzystwo Kultury Świeckiej, Demokratyczna Partia Lewicy,
związki zawodowe i stowarzyszenia.
Na podpisanie zdecydowała się też
jedna z największych polskich central związkowych – OPZZ. Kandydaci tych wszystkich środowisk znajdą się na wspólnych listach wyborczych, głównie do sejmików wojewódzkich, ale również w wielu powiatach i gminach. Będą także wspólni kandydaci na prezydentów i burmistrzów. W uznawanych za prestiżowe wyborach na prezydenta Warszawy wystartuje Marek Borowski.
zym zajmuje się strażak? Czyżby gaszeniem pożarów? Owszem, wtedy, gdy pozwala mu na to czas. Podstawowym zadaniem ogniomistrzów jest
bowiem udział w mszach świętych i innych uroczystościach religijnych.
Zajrzyjcie na stronę internetową Komendy
Głównej Państwowej Straży Pożarnej. Znajdziecie tam Dziennik Urzędowy KG PSP numer 1.
W nim opublikowano „Zarządzenie nr 5 z dnia 21 czerwca 2006
roku w sprawie ramowego regulaminu służby w jednostkach organizacyjnych Państwowej Straży
Pożarnej oraz regulaminu musztry i ceremoniału pożarniczego”.
Tam znajdziemy punkt, w którym zakazuje się szefom strażackich jednostek dyskryminowania podwładnych z powodu ich płci, wieku, orientacji seksualnej oraz wyznania. Pięknie i po europejsku! Niestety, tylko do czasu,
bo dalej czytamy, że strażacy mogą być ministrantami, zaś ich szefem w trakcie uroczystości patriotyczno-religijnych (np. mszy świętych) jest prowadzący obrzędy, czyli duchowny. Dodatkowo – UWAGA! – udział strażaków
jest w nich obowiązkowy, czyli wszyscy oni
muszą być obowiązkowo katolikami, bo jak inaczej można zrozumieć „nakaz poszanowania
przez strażaków obrzędów religijnych bez względu na ich własne przekonania”...
Dalej pan komendant dokładnie opisał,
kto i kiedy podaje księdzu kropidło w trakcie np. poświęcenia sztandaru. Nawet samo
Fot. Autor
Jan Barański podpisuje umowę wyborczą z liderami SLD – Wojciechem Olejniczakiem i Grzegorzem Napieralskim
dą na wszystkich listach do sejmików.
Na każdej z nich będzie to tylko jedna osoba i zawsze na siódmej w kolejności pozycji – w całej Polsce. Taka formuła powoduje, że żaden
głos wyborcy nie będzie stracony,
przekazanie proporca jest dodatkiem do mszy
świętej. Dla przykładu posłużmy się cytatem
opisującym uroczyste przekazanie nowego wyposażenia jednostce strażackiej (samochodów
i tym podobnych motopomp): „Poświęcenia
dokonuje się po oficjalnym przekazaniu sprzętu dowódcy, kapelan wychodzi na centralne
miejsce prowadzenia uroczystości, odmawia
modlitwę i podchodzi do przekazanego sprzę-
Chcemy na swoich kandydatach skupić głosy wszystkich antyklerykałów.
Niech ich będzie jak najwięcej – mówi Jan Barański, przewodniczący
partii. Zauważa, że wybory samorządowe rządzą się nieco innymi
Wobec tego nie mogły nas już zdziwić reguły dotyczące ślubowania, które składają nowo przyjęci strażacy: „Po zajęciu miejsca w szyku przez poczet sztandarowy dowódca podaje komendę (np.: baczność!), kapelan podchodzi do
mikrofonu i odczytuje tekst błogosławieństwa; po
słowie kapelana »Amen« ślubujący kładą prawą
rękę na sercu i wypowiadają słowa »Tak nam
dopomóż Bóg«”.
inicjatorami mają być pospołu miejscowy
komendant i kapelan.
Dodatkowo w ceremoniale strażackim znalazły się szczegółowe przepisy dotyczące budowy... ołtarzy polowych.
Bogaci w powyższą wiedzę zapytaliśmy
rzecznika prasowego Komendanta Głównego, czy treść owego zarządzenia nie narusza
neutralności światopoglądowej państwowych
służb. W odpowiedzi usłyszeliśmy: „Do treści regulaminu nie
złożono żadnych uwag, zaś powodem zamieszczenia reguł wyznaniowych są ugruntowane
związki Państwa Polskiego
z chrześcijaństwem na przestrzeni ponad 1000-letniej historii”.
¤¤¤
Komendantowi strażaków pomysłu pozazdrościł minister zdrowia, profesor nauk
medycznych Zbigniew Religa, i ochoczo poparł postulat księdza Henryka Płaszczyka,
krajowego kapelana ratowników medycznych,
aby ratownicy dostali własnego patrona. Ma
nim zostać święty Gerard. No i pojawił się
problem. Wstrętni mieszkańcy Malty za cholerę nie chcą podzielić się z Polakami kosteczkami Gerarda. Wobec tego Religa zapowiedział osobistą interwencję w tej sprawie u maltańskiego ministra zdrowia. Będzie
to pierwsza w UE prośba urzędnika państwowego o pomoc w ćwiartowaniu zwłok.
Czy są tu jacyś ratownicy...?
MICHAŁ POWOLNY
Płoną góry, płoną lasy
tu; do kapelana podchodzi wyznaczony wcześniej strażak z kropidłem i naczyniem z wodą
święconą (...), kapelan dokonuje pokropienia
sprzętu. Przekazuje kropidło strażakowi (...),
asystujący strażak udaje się za kapelanem na
swoje wcześniejsze miejsce”.
Strażacy mają także obowiązek w strojach
galowych stać na warcie przy grobie Chrystusa
w Wielki Piątek i Wielką Sobotę. Mają tam
udawać tak zwane turki i robić za świąteczny
wystrój świątyni.
Szczególnie rozczulająca jest część ceremoniału dotyczącego rozpoczęcia roku szkolnego
w szkołach dla przyszłych strażaków. Otóż błogosławieństwo od kapelana nie jest jakimś tam
dodatkiem dla zainteresowanych. Przeciwnie,
to same uroczystości są dodatkiem do słów księdza i do mszy świętej.
W ten oto sposób komendant główny,
nadbrygadier Kazimierz Krzowski, naprawił cytowanym zarządzeniem błąd ministra,
który w 2001 r. pominął w regulaminach
wszelkie aspekty duchowe przyjęcia do służby nowych strażaków, nie dostrzegł koniecznej obecności kapelana, a nawet za nic miał
słowa „Tak mi dopomóż Bóg”. Cóż to za bezbożnik? Oczywiście Marek Biernacki – dzisiejszy poseł Platformy Obywatelskiej. Wstrętny liberał.
¤¤¤
Na deser zostawiliśmy regulacje dotyczące pielgrzymek. Nam się naiwnie wydawało,
że straż pożarna to nie jest biuro podróży.
Otóż jest. Komenda Główna i jednostki terenowe mają obowiązek organizować zbiorowe wypady do miejsc kultu religijnego. Ich
liberałów, jest jeden wspólny cel
– samorząd demokratyczny i obywatelski. To odpowiedź na to, co
robi prawica, a także pokazanie, że
polska scena polityczna to nie tylko
PiS i PO.
DANIEL PTASZEK
4
ŚWIAT WEDŁUG RODANA
Piąchopiryna
Polski premier oraz minister sportu zaatakowali przedstawicieli międzynarodowych władz piłkarskich.
Efekt? Nasi prominenci dostali piąchopiryną w łeb – jak to mówią
u mnie na wsi – aż im ćwirki zaptaszkały. Teraz chyba wezwą na
pomoc kapitana Klossa!
W co jest grane? Wyjaśniam. Jarosław Kaczyński, jak również minister sportu Tomasz Lipiec, zabrali się do porządków w Polskim Związku Piłki Nożnej i zapowiedzieli, że zawieszą zarząd. Wypróbowaną bolszewicką metodą wprowadzą tam komisarza. Premier spotkał się we wrześniu z delegacją UEFA, ale nic nie
wskórał. Kręcił dym, ale delegaci nie
dali sobie wstawić bajeru, że komisarz
jest potrzebny związkowi jak kani
deszcz. No i nie ma dżemu!
A przewidzieliśmy to w „FiM”
26/2006 („Nie ma bata”), a także
w „FiM” 32/2006 („Kaczka śpiewaczka”), bowiem PZPN działa na zasadzie prawa o stowarzyszeniach – jest
niezależny i samorządny, a poza tym
jest członkiem struktur międzynarodowych i władze światowego futbolu
nie pozwolą na ingerencję nieudolnego polskiego rządu w sprawy choćby
najbardziej nieudolnego związku.
Zarówno FIFA, jak i UEFA zagroziły Polsce wykluczeniem ze światowej federacji, a to oznacza z całą
pewnością, że kluby nie wezmą udziału w rozgrywkach pucharowych, zaś
P
Nr 38 (342) 22 – 28 IX 2006 r.
Z NOTATNIKA HERETYKA
reprezentacja – w mistrzostwach Europy i innych międzynarodowych spotkaniach. Tego by kibice Jarkolechowi nie wybaczyli.
Dodatkowo Sepp Blatter (prezydent światowego futbolu) dołożył
jeszcze piąchę z polopiryną, mówiąc
z Berlina: „Albo Listkiewicz jest
winny, więc go aresztujcie, albo zostawcie prezesa PZPN w spokoju”.
Nie wiem, w jakiej bramie lepili ludzi Kaczorów, że zagrali w kręgle
pod górkę. Widocznie liczyli, że im
się uda, podobnie jak w innych
związkach sportowych.
Przypomnę: w ciągu ostatniego
roku działania Kaczorów, przy współudziale Kazimierza Krzywoustego Marcinkiewicza, komisarze zostali wprowadzeni do trzech organizacji: Apoloniusz Tajner do Polskiego Związku Narciarskiego, prof.
oseł PiS Artur Zawisza, znany z ordynarnych,
chamskich wypowiedzi, zadął się intelektualnie:
zwykłą pyskówkę prowadzoną przez swoją komisję
śledczą nazwał uczenie... konfliktem cywilizacji.
Artur Zawisza (rocznik 1969), filozof po KUL, miał
trzy wielkie momenty w swoim życiu. Pierwszy – gdy trafił na sejmowe salony w 2001 roku, drugi – gdy przed kilkoma miesiącami zwrócił się do posłów SLD: „Małczat’,
sobaki!” („Milczeć,
psy!”) i trzeci – gdy dano mu władzę i okazję
do występów, czyniąc
szefem komisji badającej polską bankowość.
Ponieważ w polskich realiach praca posłów w komisjach śledczych polega głównie na obrażaniu i poniżaniu świadków oraz rzucaniu
pomówień i insynuacji, talenty krasomówcze posła „Sobaki” (taka ksywka przylgnęła do niego po pamiętnym
występie) nieraz jeszcze będziemy mogli podziwiać.
Deputowany Zawisza, którego zaczęło najwyraźniej
uwierać kojarzenie go jedynie z wyzwiskami i pomówieniami (kolegów z PO pomówił o oszustwo i nazwał „ludźmi pozbawionymi czci i honoru”), postanowił w ostatnich dniach pokazać, że stać go na coś więcej. Bądź co
bądź jest jednak filozofem, czytał w życiu jakieś książki,
a jedną, magisterską, nawet napisał. Jego komisja pastwiła się akurat nad Ewą Balcerowicz, żoną słynnego
Leszka. Dosyć nieprzyjemne przesłuchanie poseł „Sobaka” nazwał uderzeniem w podstawy cywilizacji socjalliberalnej. Pojęcie „zderzenia cywilizacji” autorstwa prawicowego amerykańskiego intelektualisty Samuela Hattingtona jest od lat w świecie na topie i oznacza przede
wszystkim rzekomo nieuchronny konflikt pomiędzy
Zbigniew Waśkiewicz do biathlonowego, a Marek Stopczyński do
Polskiego Związku Piłki Siatkowej.
Tym razem jednak się nie udało.
I tak buńczuczne potrząsanie szabelką przez Jarka, „małego rycerza
Niepokalanej”, w premierowym exposé,
że zrobi porządek w polskim futbolu,
okazało się burzą w szklance wody.
Mały rycerz nie wywiąże się z kolejnej obietnicy. Ale w całej tej zadymie
najbardziej mi żal nie kolorowych jarmarków, ale Ryszarda Czarneckiego. Ten „fachman” od wszystkiego
(żadnej pracy się nie boi), musi jeszcze poczekać na fotel prezesa. Przynajmniej do grudnia br., kiedy odbędzie się walne zgromadzenie PZPN.
Wybitny filozof prof. Władysław
Kotarbiński w pracy „O doskonałości” pisał: „Człowiek zna się najlepiej
na tym, czego sam nie posiada”. Nic
dodać, nic ująć. I stąd pytanie do tytanów rządowych „reformujących”
wszystko, co się da, łącznie z piłką kopaną: chłopaki, macie rozum? Taaak?
To używajcie go jak spadochronu... otwartego!
ANDRZEJ RODAN
Prowincjałki
Talibowie, bin Laden albo jeszcze co
gorszego... – szeptali przerażeni
mieszkańcy Ciechocinka, patrząc na to, co się w ich mieście wyprawia.
W jednej minucie miejscowe boisko piłkarskie zaroiło się od policjantów, przybyła brygada pirotechników i antyterrorystów, sprowadzono
specjalny wóz do detonacji ładunków wybuchowych oraz psy tropiące,
pojawiły się bojowe jednostki straży pożarnej i karetki pogotowia z włączonymi kogutami. Chwilę później nadjechały dwie luksusowe limuzyny
z przyciemnianymi szybami i warszawską rejestracją. Obstawili je goryle. Okazało się, że to sam Andrzej Lepper nawiedził miasteczko rządowym śmigłowcem. Wysiadł z maszyny, porobił sobie zdjęcia z tubylcami i odleciał w siną dal. Dwa rządowe samochody przyjechały lądem
z Warszawy tylko po to, aby przewieźć go pięćdziesiąt metrów z powrotem do helikoptera. Ale cóż, wielcy tego świata mają swoje prawa.
NAWIEDZENIE
Nie chodzi akurat o byłego ministra
w rządzie Buzka, tylko o panów
z wąsami. Najlepiej sumiastymi. Tacy są poszukiwani w całym powiecie lubaczowskim. Andrzej Wajda zaproponuje im udział w swojej nowej produkcji filmowej, realizowanej w Starym Dzikowie. Oprócz wąsów kandydaci na statystów muszą mieć jeszcze około 180 centymetrów wzrostu i żołnierską budowę ciała. Stówa za dzień zdjęciowy, a casting już pod koniec września. Do tego czasu wąsy nie urosną.
WĄSACZ POSZUKIWANY
Mistrzem Europy w koszeniu łąki został Wiesław Szklanko ze wsi Dawidowizna. W zmaganiach w woj. podlaskim pokonał 70 kosiarzy z Polski i zagranicy. Może i nie pisalibyśmy o tej dziwacznej konkurencji,
gdyby nie fakt, że wziął w niej udział sam... abp Sławoj Leszek Głódź.
Przegrał, jednak palma pierwszeństwa w koszeniu największej pensji
z budżetu państwa dla biskupa nadal jest w jego rękach.
Opracował MarS
KOSIARZ
MYŚLI NIEDOKOŃCZONE
To normalne, że w czasie przedwyborczym wypadają trupy z szafy.
(Ludwik Dorn, PiS)
¶¶¶
cywilizacją euro-amerykańską (czyli „chrześcijańską”)
i światem islamu. Filozof Zawisza uznał najwyraźniej, że
za „zderzenie cywilizacji” uznać można także walkę PiS
z elitami III RP. Jaki filozof, takie i cywilizacje w głowie
mu się majaczą.
Można też jednak pokusić się o znalezienie cech
charakterystycznych owych „sobaczych cywilizacji”. Obydwie – i ta z III, i ta z IV RP są niesmaczne. Ta pierwsza, której symbolem
jest Balcerowicz, oparta była na pogardzie dla
człowieka pracy najemnej, dla ludzi niezamożnych i tzw. niezaradnych, a podziwie dla
choćby i najgłupszych ludzi sukcesu materialnego. Giertychokaczyzm dodał do tego pogardę dla „innego” – dla
wyemancypowanej kobiety, homoseksualisty, tzw. komunisty, dla Polaka niekatolika, i tego, kogo władcy obecnej Polski uznają za nie-Polaka. IV RP budowana jest na
fundamencie zemsty, pomówień i nagonki (lustracja),
a z tego jeszcze nigdy nie powstało nic dobrego. Przy całym moim krytycyzmie wobec podległego Moskwie PRL-u, uważam, że ówczesna „cywilizacja” – przynajmniej co
do deklarowanych i propagowanych wartości – stała na
wyższym poziomie niż współczesna.
Marzy mi się jednak nie powrót do PRL-owskiej
dyktatury, lecz budowanie cywilizacji godnej tego słowa,
opartej na europejskim dorobku humanistycznym i prawach człowieka – z uwzględnieniem praw socjalnych. Tego rodzaju system istnieje od dwóch pokoleń w wielu krajach Europy Zachodniej, a ostatnio także np. w Czechach.
Nie widać jednak u szczytów władzy w Polsce nikogo,
kto chciałby go wprowadzać w życie. ADAM CIOCH
RZECZY POSPOLITE
Sobacza cywilizacja
Jestem w tym Sejmie kilkanaście lat i po raz pierwszy spotykam się z sytuacją, że głosujemy tak długo, aż to odpowiada panu marszałkowi
i koalicji rządzącej (...). Chcę zapytać pana marszałka: czy pan kiedykolwiek w życiu widział takiego marszałka, który tak prowadzi obrady?
(...) To nie jest pański folwark, panie marszałku, tylko to jest Sejm.
(Iwona Śledzińska-Katarasińska, PO)
¶¶¶
Mój wniosek formalny, panie marszałku, panie magistrze Marku Jurek,
jest taki. Pan był wiele lat nauczycielem szkół podstawowych i średnich, ale Sejm nie jest szkołą podstawową i średnią i proszę więcej nie
pouczać posłów jak w szkole.
(Tadeusz Iwiński podczas obrad Sejmu)
¶¶¶
Polska gospodarka rozwija się znakomicie, wszelkie oceny i sondaże renomowanych banków i ośrodków – także prowadzone przez UE – mówią o dynamicznym rozwoju naszego kraju.
(Czesław Ryszka, PiS, felietonista tygodnika „Niedziela”)
¶¶¶
(...) w tekście Roberta Krasowskiego (naczelny „Dziennika” – dop.
red.) jest passus, który, niestety, w znacznym stopniu dyskwalifikuje autora. Pisze on tak: „Skrajnie fanatyczny Redaktor Naczelny („GW”,
Adam Michnik – dop. red.) sądził, że ma prawo poniżyć każdego, z kim
się nie zgadza. Otóż nie miał. Tak samo jak nie miał tego prawa Jerzy
Urban czy Tadeusz Rydzyk”. Zestawienie postaci tak jednoznacznie negatywnej jak naczelny „Nie” z postacią tak pozytywną i zasłużoną jak
o. Rydzyk jest skandalem!
(„Niedziela” 38/2006)
¶¶¶
Poznałam technologię likwidowania odorów i jestem pewna, że niebawem będą mniejsze.
(Renata Beger)
¶¶¶
Jeśli ktoś ma, tak jak niektórzy nasi koledzy, po lat 40, 50, czy pod 60
lat, to siłą rzeczy nie może mieć tylko swojego garnituru i kota.
(Ryszard Kalisz)
Wybrała OH
Nr 38 (342) 22 – 28 IX 2006 r.
POWOŁANI
DO KOKOSÓW
W rok po śmierci Jana Pawła
II sytuacja tzw. powołań kapłańskich
zaczyna wracać do normy. Po ubiegłorocznym boomie ten rok będzie
już dużo chudszy. Na tę sytuację nie
bez wpływu pozostaje pewnie fakt,
że rektorzy seminariów nie zamierzają stosować taryfy ulgowej wobec swoich studentów, w wyniku czego maturzyści z amnestią od Romana Giertycha nie zostaną przyjęci w poczet przyszłych księży. Włodarze uczelni twierdzą, że przyszły
ksiądz musi zdać egzamin dojrzałości jak Bóg przykazał, a matura po
amnestii to zgrzyt w jego biografii.
Indeksu nie dostaną więc kandydaci do seminariów w Bydgoszczy, Poznaniu, Gnieźnie czy Katowicach. Jeśli chodzi o tegoroczne „rekordy”,
to najwięcej studentów przyjmie seminarium w Tarnowie – 54 osoby, po
28 osób przekroczy próg seminariów
w Poznaniu i Kaliszu. 22 chłopców
dołączy do grona kleryków w Gnieźnie. Ksiądz Krzysztof Pawlina, przewodniczący Ogólnopolskiej Konferencji Rektorów Wyższych Seminariów Duchownych Diecezjalnych
i Zakonnych, uspokaja, że taka liczba chętnych nie oznacza tendencji
spadkowej. No, chyba żeby przyjąć,
iż Polska dołączy do Zachodu, a tam
– np. w Anglii i Niemczech – nie
było w tym roku żadnego tzw. powołania. Więc może to kwestia biedy i braku perspektyw, a nie pobożności...
WZ
TRADYCJA – RZECZ
ŚWIĘTA
Proboszcz najstarszej w Dębicy
parafii wypowiedział wojnę (i przegrał) grupom młodzieży wyłudzającej pieniądze od uczestników orszaków weselnych. Młodzi, żerując na
dawnych zwyczajach, tworzą sznurkowe bramy i kasują od weselników
niemałe pieniądze, by potem przeznaczyć je na zakup alkoholu czy papierosów. A jednak ks. Ryszardowi
Piaseckiemu nie udało się znaleźć
zrozumienia u parafian. Bramki jak
były, tak są. Sznurkowym wyłudzaczom nie zaszkodziła nawet ostra krytyka z ambony.
BS
LATAJĄCY DZIEKAN
Ks. ppłk Janusz Adam Radzik,
który jeszcze niedawno był kapelanem 9. Ośrodka Szkolenia Specjalistów Wojsk Lotniczych w Mrągowie,
10. Pułku Lotnictwa Myśliwskiego
w Łasku, 25. Brygady Kawalerii Powietrznej w Tomaszowie Mazowieckim i Szkoły Wojsk Zmechanizowanych we Wrocławiu, zrobił w armii błyskawiczną karierę. Z rąk samego biskupa polowego Tadeusza
Płoskiego otrzymał nominację na
dziekana wszelkich sił powietrznych.
Ksiądz lubi latać. W Łasku kilkakrotnie wzbijał się w powietrze
BÓG MORZA
NIE MOŻE...
w ponaddźwiękowym MiG-u 21,
można go też zobaczyć za sterami
szybowca lub cessny. Latający dziekan jest ewenementem – jego koledzy po fachu wojskowe rzemiosło
znają tylko z widzenia.
BS
koszalińscy klerycy muszą zachować
całkowite milczenie. Do kontaktu ze
światem ma im wystarczyć jeden aparat telefoniczny.
AS
MODŁY ZA VILLAS
Już nie tylko hipermarkety dowożą swoich klientów bezpłatnymi
autobusami. W ich ślady poszedł
łódzki proboszcz parafii Apostołów
Piotra i Pawła, Edward Wieczorek.
W niedzielę wynajęty autobus oznakowany literą „K” przywozi do świątyni dodatkowo ponad 200 wiernych.
Ludziska nie płacą za dowóz, ale za
to nie skąpią grosza na tacę. A do
tego chwalą wielebnego. I interes się
kręci.
BS
ZWÓZKA
5 BANIEK ZA OPIEKĘ
Rzadko się zdarza, aby władza
świecka postawiła się w Polsce klerowi. Do takiej sytuacji doszło w Białogardzie. Kościelna Fundacja biskupa Czesława Domina zrezygnowała z prowadzenia tamtejszego domu
opieki społecznej po konflikcie ze
starostwem i mianowanym przez siebie dyrektorem, który postawił się
własnym zwierzchnikom. Na odchodnym fundacja żąda 5 mln zł zainwestowanych w budynek. Starosta
Krzysztof Bagiński (niezależny samorządowiec) nie chce dać kościelnym ani złotówki, bo owe 5 mln pochodziło z rozmaitych funduszy pomocowych, a nie z kasy fundacji.
Sprawa trafi do sądu.
AC
APAGE, KOMÓRKAS!
W koszalińskim seminarium duchownym wprowadzono całkowity
zakaz posiadania telefonów komórkowych przez kleryków (zarekwirowała je dyrekcja seminarium). Jak
tłumaczył ks. Sławomir Forc, dyrektor seminarium, „taka decyzja ułatwi przyszłym księżom wyrzekanie
się ziemskich przyjemności”. Poza
tym od godz. 20 do rannych modłów
Cenzorzy jak za dawnych czasów
zadbali o to, aby pomnik antycznego boga mórz Posejdona, który ma
stanąć na bielskim rynku, nie miał
widocznego przyrodzenia. Choć rzeźba przedstawia golasa, z powodu
sugestii „różnych ludzi” zamiast przyrodzenia znalazł się listek figowy.
Owe „sugestie” wynikały z tego, że
w sąsiedztwie Posejdona ma stanąć...
rzeźba świętego Jana Nepomucena, a takie zestawienie rzekomo gorszyłoby wierzących. W czasach starożytnych nikomu by nie przyszło do
głowy, by zasłaniać fragment gołego ciała, a w Katolandzie staje się
to normą.
RP
BISKUPIE MĘKI
Są kraje, które robią najlepsze
samochody, inne specjalizują się
w produkcji oprogramowania komputerowego, a ambicją jeszcze innych
są np. technologie lotnicze. Polska
z kolei specjalizuje się w pielgrzymkach, cudownych obrazach i... kremówkach papieskich. W Poznaniu
upieczono największą kremówkę na
świecie o wymiarach 1,5 na 15 metrów, ważącą 815 kilogramów. Ważny to rekord i dobrze oddaje atmosferę i priorytety IV RP.
AC
Kościół w Hiszpanii przeżywa nieustanne rozczarowania, odkąd władzę przed dwoma laty przejęli socjaliści. Biskupi po raz kolejny są wściekli – tym razem dlatego, że ministerstwo edukacji wprowadziło w miejsce
obowiązkowej religii wychowanie obywatelskie, które obejmuje m.in. naukę o różnych formach życia rodzinnego (także par jednopłciowych) oraz
zapobieganie homofobii. Przewodnicząca największego w Hiszpanii związku gejów i lesbijek FELGT, Beatriz
Gimeno, nazwała obecną reformę
przełamaniem monopolu związków
wyznaniowych w nauczaniu na temat wartości.
AC
GMINA Z GŁOWY
ACH, CO ZA OKO!
Wójt Gościna w województwie
zachodniopomorskim już nie musi
martwić się o swoją gminę. Jak wyznał w mediach – „teraz już nad gminą nie będzie czuwał wójt, lecz Opatrzność Boża”. A wszystko za przyczyną św. Franciszka, któremu radni uroczyście powierzyli opiekę nad gminą
i jej mieszkańcami. Święty Franciszek
z Asyżu to twórca pierwszego katolickiego zakonu żebraczego, który
sam żył w umartwieniach, nędzy
i brudzie, trapiony przez liczne choroby. Pozostaje mieć nadzieję, że święty nieboszczyk zgotuje mieszkańcom
Gościna lepszy los...
AC
Brytyjski snajper z elitarnej jednostki „Para 3” stacjonującej w Afganistanie zabił 40 bojowników talibanu – za każdym razem pojedynczymi strzałami. To pięć procent z ponad siedmiuset bojowników zabitych
w walkach przez całą jednostkę. Wiadomo, że snajper używa karabinu
snajperskiego L96A1 o zasięgu 1000
jardów. Razem z pomocnikiem podającym prędkość wiatru zakrada się
pod obozowisko wroga na odległość
około pół kilometra i czeka na okazję do strzału. Nieraz całymi godzinami... Anonimowy przedstawiciel
brytyjskiego Ministerstwa Obrony
powiedział, że „ma on naturę asasyna, nerwy ze stali i jest najlepszym
POLSKIE
PRIORYTETY
„Dam na mszę, jak się wyprowadzi” – tak powiedział jeden z sąsiadów Violetty Villas (na zdjęciu), byłej sławy polskiej estrady, znanej też
z bigoterii i uwielbienia dla zwierząt.
Inni mieszkańcy też modlą się o szybkie wyprowadzenie się gwiazdy z Lewina Kłodzkiego. W swoim gospodarstwie w skandalicznych warunkach Villas hoduje bowiem 150 psów,
kotów i kóz. Zagłodzone zwierzęta
biegają po okolicy i roznoszą groźne choroby. Gdzie wyprowadzi się
piosenkarka? Być może do podwarszawskiej Magdalenki, gdzie mógłby
ją przyjąć jej gorący wielbiciel Michał Wiśniewski...
RP
5
NA KLĘCZKACH
PAPA NA PRZELEW?
Z Zespołu Szkół Katolickich
w Lęborku zniknęła mosiężna tabliczka upamiętniająca posadzenie
papieskiego dębu. Pokropek sadzonki i żelastwa odbył się z pompą zaledwie kilka tygodni temu. Przyjechał wojewoda, starosta i chmara
czarnych sukienek. Niedługo po ich
wyjeździe w nieznanym kierunku
„wyjechała” też tabliczka. Taki kawał kolorowego metalu to w skupie
nawet 50 złotych. Miejscowi proboszczowie grzmią z ambon, żeby złodzieje oddali blachę, bo inaczej spotka ich kara boska. A ci nic. Nawet
czapka na nich nie gore...
AS
brytyjskim snajperem od czasu II
wojny światowej”. W jednostce zyskał nazwę: Człowiek, Który Nigdy
Nie Chybia.
Armie amerykańska i brytyjska – zachęcone sukcesami snajperów w walce z bojownikami – zamierzają utworzyć specjalne bataliony snajperskie.
Przypomnijmy, że Amerykanie
i ich sojusznicy podbili Afganistan
w październiku 2001 r. w operacji
„Trwała wolność”. Ach, ten Orwell...
MPs
E-KRZYŻ
Wirtualne ukrzyżowanie jest jedną z kar, jaka grozi internautom łamiącym przepisy w nowej grze
MMORPG Roma Victor, której akcja rozgrywa się w Brytanii za czasów rzymskich. Ukrzyżowane ciało
„przestępcy” jest wystawiane na widok publiczny w internetowej rzeczywistości. W zależności od rodzaju popełnionych wykroczeń przeciw
regulaminowi obowiązującemu
w świecie Roma Victor, wyznaczane są różne czasy wykluczenia z gry,
które „przestępca” musi spędzić na
krzyżu.
AK
WYSKROBANY
PROBLEM
W Buffalo – wydarzenie religijne. Donosi o tym lokalna gazeta „Buffalo News”, a sprawozdanie na żywo
puszcza radio katolickie. Oto byłą
przychodnię aborcyjną zamieniono
w kaplicę Świętych Niewinnych, poświęconą wyskrobanym płodom.
Na otwarcie kaplicy przybył i pobłogosławił ją biskup Buffalo Edward
Kmieć. Niestety, pech chciał, że
o uroczystości i transformacji budynku usłyszał jego... właściciel, emerytowany lekarz William Howard, który pospieszył z protestami. Miał tam
gabinet, ale laryngologiczny! W innych gabinetach przyjmowali inni specjaliści, lecz zabiegów aborcji w budynku nigdy nie wykonywano. – To
wielka nieprzyjemność dla mojej głęboko katolickiej rodziny – narzeka
dr Howard. Nastąpiła konsternacja,
ale właściciel radia, Jim Wright, który był inicjatorem całego przedsięwzięcia, upiera się: „Nie zmyśliłem
tego”.
JF
6
Nr 38 (342) 22 – 28 IX 2006 r.
POLSKA PARAFIALNA
Od prawie roku prokuratura bada, czy pewien
proboszcz z diecezji zamojsko-lubaczowskiej
molestował seksualnie dzieci, czy tylko
okazywał im sympatię. Trochę to trwa,
bo biegły seksuolog – straceniec! – skomplikował sprawę, orzekając, że ksiądz jednak
molestował, i trzeba było sięgnąć po kogoś
rozsądniejszego...
Wiosną tego roku sygnalizowaliśmy („Ciepło w majtkach” – „FiM”
15/2006), że prokuratura w Tomaszowie Lubelskim bada od jakiegoś czasu prawdziwość zarzutów o molestowanie seksualne i znęcanie się nad
dziećmi przez 37-letniego księdza
Stanisława G. (na zdjęciu), proboszcza parafii w Machnowie Nowym
(diecezja zamojsko-lubaczowska). Mamy jesień, prokuratura wciąż bada,
z płaczem, że ksiądz źle mówił o ich
matkach i rodzinach. (…) Doszło do
tego, że ksiądz w napadzie szału przytrzasnął ławką palce u rąk dwóm
chłopcom. Na drugi dzień tłumaczył
dzieciom w klasie, że nie chciał im
zrobić krzywdy, tylko wygonić z nich
diabła, bo są bezbożnikami…” – skarży się Jan Ch. w liście do biskupa
Jana Śrutwy, ordynariusza zamojsko-lubaczowskiego;
ponieważ brak jest jakichkolwiek dowodów, że zachowanie to miało seksualny wyraz i intencje, pomimo iż niewątpliwie w ten sposób odebrał to Cezary J.”. Kwestia zaś pastwienia się
nad młodym Ch. upadła, bo niewykształcona pedagogicznie matka źle
zinterpretowała walenie książką lub
zeszytem w głowę jej dziecka: „Należy odróżnić znęcanie od karcenia dzieci” – zauważyła pani prokurator.
Czego zaś nie zauważyła? Epizodu z lipca 2003 r., o którym zeznała
świadek Halina F. oraz jej syn Tomasz. Jemu ksiądz G. zaproponował
przejażdżkę śladem parafialnej pielgrzymki pieszej do Częstochowy. Po
analogicznym jak w przypadku Cezarego obmacywaniu pani Halina skoczyła wielebnemu do gardła: „(…)
powiedziała księdzu, że jest pedałem
i powinien się leczyć. Odpowiedział
z uśmiechem »różne są choroby«”. Zaproponował jej 1000 zł, które przyję-
Czarne jest białe
a ksiądz... uczy religii w miejscowej
szkole – jakby nigdy nic. Ba, dochodzą nas wieści, że do więzienia mogą trafić rodzice, którzy ośmielili
się przeciwstawić plebanowi.
Popatrzmy na kalendarium najważniejszych wydarzeń, które doprowadziły do tak nieprawdopodobnych
– oczywiście, tylko dla jakiegoś cudzoziemca – efektów:
¤ Grudzień 2003 r. – 13-letni
ministrant Cezary J. jedzie z ks. G.
do Hrubieszowa po choinki. „No i po
drodze proboszcz wziął się za pieszczoty... Po powrocie dzieciak wszystko nam opowiedział. Milczeliśmy.
Przyznaję, że ze strachu, bo w takiej
maleńkiej wsi zadrzeć z władzą duchowną, to jakby popełnić samobójstwo. Milczeliśmy nawet wówczas, gdy
ksiądz zaczął – nie wiedzieć czemu
– poniżać naszego młodszego syna”
– przyznał dziennikarzowi „FiM” Marian J., ojciec obu chłopców;
¤ Czerwiec 2005 r. – delegacja rodziców składa na ręce Barbary Watrak, dyrektorki szkoły
w Machnowie, petycję (50 podpisów) z żądaniem odsunięcia ks. G.
od nauczania religii. „(…) zmusza
nas do tego troska o dzieci, brak poczucia bezpieczeństwa, ciągła niepewność, co do wpływu zachowań księdza na ich uczucia” – czytamy w uzasadnieniu. Dyr. Watrak informuje
o problemie kurię biskupią i kuratorium, a jednocześnie zawiesza ks.
G. w obowiązkach nauczyciela religii. Kuria nie reaguje, kuratorium
milczy – wszak nie jest uprawnione
do odwołania katechety;
¤ Wrzesień 2005 r. – ks. G.
powraca do nauczania w szkole i z
pomocą komanda „moherów” z Legionu Maryi zaczyna brać rewanż
na rodzicach buntownikach oraz ich
dzieciach. „Małe dzieci przychodzą
¤ Październik 2005 r. – zdesperowana prześladowaniami rodzina J.
postanawia rozliczyć ks. G. za wspólną z ich synem wyprawę po choinki.
Składają formalne zawiadomienie
o przestępstwie molestowania seksualnego dziecka. Trzy dni później Irena Ch. (żona cytowanego wyżej Jana Ch.) donosi prokuraturze o fizycznym i psychicznym znęcaniu się ks. G. nad jej 11-letnim synem Krzysztofem. 18
października Joanna Herda
z prokuratury Rejonowej w Tomaszowie Lubelskim postanawia
„powołać biegłego psychologa Celinę Sobczuk do udziału w przesłuchaniu małoletniego Cezarego J.”. Co
ciekawe: jeszcze przed spotkaniem
z chłopcem pani prokurator wyraźnie ukierunkowuje śledztwo, bo już
skądś wie, że „w przedmiotowej sprawie istnieje wątpliwość co do zdolności postrzegania i odtwarzania postrzeżeń przez świadka Cezarego J.” (cyt.
z uzasadnienia);
¤ Listopad 2005 r. – prokurator Herda umarza śledztwo w połączonych sprawach molestowania seksualnego i znęcania się. „Na podstawie opinii biegłego psychologa, w zeznaniach Cezarego J. nie stwierdzono
wyraźnej tendencji do kłamstwa i fantazjowania w znaczeniu celowego wymyślania faktów, jednakże nie można wykluczyć działania podświadomych mechanizmów nadinterpretacji, zgodnie z wcześniejszą wiedzą
chłopca i jego lękowym nastawieniem (ksiądz we wsi miał opinię, że
jest orientacji homoseksualnej i »lubi chłopców«) w sytuacji, gdy znalazł się sam na sam z księdzem”
– czytamy w uzasadnieniu.
A ponadto: „Nie można uznać,
iż zachowanie Stanisława G. nosiło
znamiona innej czynności seksualnej,
ła, powiedziała, że musi jeździć z synem do lekarzy” (cyt. z opinii sądowo-seksuologicznej dotyczącej ks. Stanisława G., która zostanie sporządzona w czerwcu 2006 r.);
¤ Grudzień 2005 r. – jednemu
z rodziców, który w połowie listopada zawiadomił urząd o śledztwie „przeciwko księdzu w sprawie dopuszczenia się czynności seksualnej wobec
małoletniego chłopca”, informując ponadto, że „ksiądz prześladuje
i szykanuje dzieci oraz ich rodziny”,
zamojska delegatura Kuratorium
Oświaty i Wychowania w Lublinie odpowiada: „Delegatura w Zamościu
informuje, że po przeprowadzeniu postępowania wyjaśniającego ustalono, iż
w wyniku nadzoru pedagogicznego sprawowanego przez dyrektora szkoły nie
stwierdzono uchybień merytorycznych
w pracy księdza G.”. Innymi słowy: religii naucza bez odstępstw doktrynalnych... A co z symptomami pedofilii?
Nic, bo one „leżą w kompetencji innych właściwych organów” – umywa
ręce szef delegatury
Marian
Szostak;
¤
Luty
2006 r. – choć
nikt z zainteresowanych rodziców
nie zaskarżył listopadowej decyzji Prokuratury Rejonowej w Tomaszowie
Lubelskim, ta sama prok. Herda postanawia 20 lutego „podjąć na nowo
umorzone śledztwo”. Okazuje się,
że poprzednie po prostu – excusez-moi! – olała: „W związku z tym, że
decyzja merytoryczna (o umorzeniu
– dop. red.) została podjęta przedwcześnie, a w sprawie zachodzi konieczność wyjaśnienia istotnych okoliczności sprawy, postanowiono jak na wstępie” – czytamy w uzasadnieniu;
¤ Luty–kwiecień 2006 r. – w
Machnowie policjanci przesłuchują
rodziców z „listy 50” oraz niektóre
dzieci z miejscowej szkoły pod kątem
„terrorystycznych” skłonności nauczyciela religii. Legion Maryi kontratakuje: „Intryganci, którzy dla własnych
– dziś niejasnych jeszcze – powodów
czynią krzywdę, podobnie jak czynili
to względem poprzednich Proboszczów,
odpowiedzą za tę haniebną działalność. W czasach „szatana” spełnia
się III tajemnica fatimska, ale Kościoła, którego Ksiądz jest przedstawicielem, bramy piekielne nie przemogą. Jesteśmy z naszym Księdzem Proboszczem” – pod takim oto zakończeniem
pisma do biskupa Śrutwy „legionistki” zebrały ponad 500 podpisów, niejednokrotnie grożąc opornym, że ich
dzieci nie będą dopuszczone do komunii, ksiądz wyklnie ich z ambony,
a nawet mogą mieć problem z katolickim pochówkiem;
¤ Maj 2006 r. – do Sądu Rejonowego w Zamościu wpływają dwa
prywatne akty oskarżenia przeciwko
małżonkom J. oraz Janowi Ch. Ks.
Stanisław G. zarzuca im, że „wspólnie i w porozumieniu” rozgłaszali nieprawdziwe zarzuty „w celu poniżenia go w opinii publicznej i narażenia na utratę zaufania niezbędnego do wykonywania powołania księdza katolickiego” (zagrożone karą do roku więzienia). Z kolei
Mieczysław G. brat księdza,
obarczył ich odpowiedzialnością
za „utrudnienia w poszukiwaniu
zatrudnienia, docinki i uwagi”
osób wiedzących o jego pokrewieństwie z wielebnym.
31 maja prokuratura powołuje biegłego, tym razem już lekarza,
specjalistę psychiatrę-seksuologa Marię Hascewicz-Rzecką. I nie w celu
zbadania wiarygodności dzieci, lecz
stwierdzenia, „czy opisane w aktach
sprawy zachowania Stanisława G.
względem Cezarego J. należy uznać
za »inne czynności seksualne«?”;
¤ Czerwiec 2006 r. – okazało
się, że jak najbardziej należy uznać.
„Zachowanie Stanisława G. wobec
Cezarego J. nosiło znamiona »innej
czynności seksualnej« w rozumieniu
kodeksu karnego. Było to zachowanie z grupy tzw. zachowań apetytywnych, polegających na wysyłaniu sygnałów i badaniu sposobu reagowania na nie. Po zorientowaniu się, że
chłopiec ani ich nie akceptuje, ani
nie będzie dostatecznie uległy i podporządkowany, Stanisław G. nie dokonywał prób zachowań konsumacyjnych” – orzekła 19 czerwca biegła.
W rozpoczętym przed zamojskim
Sądem Rejonowym procesie z oskarżenia ks. G. odbywa się tzw. posiedzenie pojednawcze. Proboszcz jest
gotów odstąpić od skazania „oszczerców”, jeśli opublikują w lokalnych
Nr 38 (342) 22 – 28 IX 2006 r.
mediach oświadczenie, że nie molestował i nie znęcał się. Oskarżeni
twierdzą, że tak nisko nie upadli
i wolą iść siedzieć. Czy pójdą – sąd
zadecyduje 9 października;
¤ Lipiec 2006 r. – cytowana wyżej opinia dr Hascewicz-Rzeskiej musiała wywołać sporą konsternację
w prokuraturze, bo po miesiącu zastanawiania się, co z tym fantem zrobić, śledczy postanawiają zabezpieczyć
się najwyższym autorytetem medialnym. „Z uwagi na to, iż przedmiotowa opinia jest niepełna (wielce to zdumiewające, skoro biegła jednoznacznie odpowiedziała na postawione jej
pytanie – dop. red.), zachodzi konieczność powołania innego biegłego” – czytamy w uzasadnieniu decyzji o przesłaniu akt do oceny prof. Zbigniewa
Lwa-Starowicza. Ten odpowiedział
wkrótce, że wszystko jest możliwe,
a obmacywania chłopców „mogą być
wyrazem: 1. okazywania sympatii i czułości bez seksualnych motywów, 2. nieświadomych preferencji seksualnych,
np. efebofilii, orientacji homoseksualnej, 3. świadomych ww. preferencji seksualnych i wiążących się z nimi zachowań apetytywnych”. Ale że prokuratura nie zebrała żadnych innych
– poza zeznaniami pokrzywdzonych
– dowodów dot. preferencji seksualnych proboszcza „nie ma podstaw do
uznania przypisywanych mu zachowań
jako innych czynności seksualnych”
– uznał prof. Lew-Starowicz.
¤¤¤
Nasuwa się w tym miejscu oczywiste pytanie, dlaczego prok. Herda
nie ułatwiła profesorowi pracy poprzez zebranie odpowiednich dowodów? Ot, choćby zarządzając przebadanie ks. G. w poradni seksuologicznej, skoro ma ku temu instrumenty
prawne (art. 215 kodeksu postępowania karnego: „W razie potrzeby sąd,
a w postępowaniu przygotowawczym
prokurator, może zarządzić badanie
oskarżonego przez biegłych psychologów lub lekarzy”)?
Ano dlatego, że musiałaby najpierw przedstawić duchownemu zarzuty, czyniąc go w ten sposób podejrzanym, co w Katolandzie wymaga
nie byle jakiej odwagi. Tak więc postępowanie od początku toczyło się
„w sprawie” (czego w życiu byśmy nie
kwestionowali, gdyby np. chodziło
o kradzież pieniędzy, do których miało dostęp kilka osób), a nie „przeciwko” (jeden sprawca).
Czy tym sposobem organ powołany do ścigania przestępstw skutecznie zapewnił plebanowi bezkarność?
Nie ryzykujemy zbytnio, stawiając tezę o rychłym umorzeniu śledztwa po myśli ks. G. Bo choć formalnie jeszcze tego nie ogłoszono, jeden z prokuratorów zapewnił nas nieoficjalnie, że w Tomaszowie Lubelskim nie znajdzie się szaleniec, który by doprowadził tę sprawę do finału dającego rodzicom jednoznaczną
odpowiedź na pytanie, czy ks. Stanisław G. okazywał ich dzieciom tylko
„sympatię i czułość”, czy raczej „zachowania apetytywne” efebofila lub
zwykłego homoseksualisty.
ANNA TARCZYŃSKA
POLSKA PARAFIALNA
Oświata na kolanach
Rozmowa
z prezesem Związku
Nauczycielstwa
Polskiego Sławomirem Broniarzem
– Dlaczego obecna władza nie
kocha ZNP?
– Dlatego, że nasi członkowie
– jak na profesjonalistów i związkowców przystało – mają odwagę mówić,
że minister edukacji błądzi, że ma
złe pomysły i epatuje pustosłowiem,
a ponadto zajmuje się sprawami, które powinien rozwiązywać dyrektor
szkoły. Pan Giertych nie spełnia elementarnych wymogów związanych
z resortem, jako polityk wykorzystuje ministerstwo do realizacji zadań politycznych i zachowuje się przy tym
jak słoń w składzie porcelany, mówiąc,
co wie, a nie wiedząc, co mówi.
– Ale nie tylko minister edukacji nie lubi ZNP...
– Władza generalnie nie akceptuje związkowców, a ta obecna posługuje się dodatkowo fałszywymi etykietami, przyporządkowując nas do
SLD, nazywając emanacją lewicy, kontynuacją partii np. z lat 50. czy 60.
A przecież ZNP powstał w 1905 r.,
gdy nie było ani PRL, ani SLD. Ja też
nigdy nie byłem członkiem PZPR
i SLD, a jestem o to bezustannie
oskarżany. Te głupie zarzuty i rzucanie błotem to jawna manipulacja i próba kompromitowania ZNP.
– Jak Związek zareagował na
powstanie w Słupsku „czerwonych
list”, czyli wykazów ludzi powiązanych z SLD?
– Bardzo krytycznie. Nasz prezes z tamtego regionu odbył rozmowy z kuratorem oświaty i wojewodą
C
7
gdańskim. Jeśli zajdzie potrzeba,
udzielimy wszelkiej pomocy ludziom
poszkodowanym przez tak szkodliwą działalność.
– Prominentni działacze PiS
nazywają was publicznie postkomuną i zarzucają zgromadzenie gigantycznego wprost majątku w postaci 250 ośrodków
wczasowych...
– ...co jest bzdurą.
Gdybyśmy mieli taki majątek, nie musielibyśmy
przejmować się idiotyzmami wypowiadanymi choćby przez pana Wierzejskiego. W rzeczywistości posiadamy jedną dziesiątą tego majątku, a znaczna
część jest tylko w naszym
zarządzaniu, bo faktycznie
należy do samorządów
miast i gmin. Ośrodki należące do nas niejednokrotnie powstały jeszcze
przed wojną i to ze składek członków ZNP.
– Jeszcze nigdy w dziejach powojennej oświaty nie było tak totalnej krytyki ministra edukacji
i polityki tego resortu...
– To szersze zjawisko i dotyczy
tego, co stało się w Polsce po ostatnich wyborach. PiS doszedł do władzy, szermując wieloma populistycznymi hasłami, obiecując m.in. niskie
podatki i wybudowanie kilku milionów mieszkań. Dziś widać wyraźnie,
zy jest jakaś metoda pozwalająca uniknąć kary za rozjechanie po pijaku bliźniego swego? Jest! Trzeba nosić sutannę i mieć chody u biskupa.
Po artykule „Daleko od szosy” („FiM” 36/2006)
dotarł do nas sygnał z Dzierżoniowa, że w tamtejszej prokuraturze odbyła się dyskusja kuluarowa,
zakończona konkluzją, że „tym razem »Faktom
i Mitom« cosik się popitoliło”.
Rzecz w tym, iż konto pijackich
wyczynów opisywanego księdza
Krzysztofa Z. (do niedawna
proboszcz parafii w R. – diecezja świdnicka) obciążyliśmy trupem, którego nikt ze śledczych
nie potrafił się doszukać. Podajemy zatem adres:
cmentarz parafialny w Strzelinie (woj. dolnośląskie),
ul. Oławska. Po minięciu bramy kierujemy się
w lewo, pierwszą alejką wzdłuż muru, a po chwili
dostrzeżemy nagrobek Jadwigi L. z napisem: „Zginęła śmiercią tragiczną 23-IV-1991”. To właśnie ją
ks. Krzysztof – wówczas katecheta w strzelińskim
liceum ogólnokształcącym i wikary miejscowej parafii – rozjechał owego fatalnego dnia tak, że nie
było co zbierać. A wcześniej...
¤¤¤
23 kwietnia imieniny obchodzi Jerzy, które to
imię nosi jeden z niepracujących już w liceum
nauczycieli (nazwisko znane redakcji). Ks. Krzysztof miał wtedy tylko dwie pierwsze lekcje religii
i tuż przed wyjściem ze szkoły strzelił sobie
w gabinecie solenizanta szklankę wódki. Wziął
– Z pewnością będziecie mówić
o tych sprawach na listopadowym
kongresie ZNP...
– To prawda. Jeden blok dyskusji
będzie dotyczył naszych spraw wewnętrznych, które musimy uporządkować, drugi musi uwzględnić
niepokój o przyszłość systemu
edukacji. Mamy bowiem do czynienia nie tylko z kontrowersyjnymi pomysłami ministra Giertycha, ale i niedocenianiem
przez władze wykształcenia,
ucieczką wielu młodych ludzi za
granicę i brakiem pieniędzy na
oświatę, nie ma też sensownych
ofert dla młodzieży. Obserwujemy zagrożenie normalnego
rozwoju wielu dzieci...
– ...i pogłębienia selekcji
negatywnej w zawodzie nauczycielskim, co związane
jest m.in. z bardzo niskimi
zarobkami...
– Na co pozwala społeczeństwo, myśląc wciąż kategoriami
medialnymi. W powszechnej
Fot. Autor
opinii nauczyciel pracuje tygodniowo tylko 18 godzin i korzysta
wiązań z dawno minionej epoki, ograz długich wakacji, podczas gdy badaniczając np. do trzech wybór podręcznia wykazują, że naprawdę kształceników. To samo dotyczy koncepcji praniu uczniów poświęca około 50 gocy z trudnym dzieckiem i wyizolowadzin. Jeśli zaś idzie o pieniądze, stania go ze środowiska czy nauczania
żysta otrzymuje do ręki zaledwie 850
historii (polski i powszechnej) i pazł. Zarobki polskich nauczycieli są dziś
triotyzmu (w ramach jednej godziny).
najniższe w Europie – aż dziesięcioO tym, że są to złe rozwiązania, świadkrotnie niższe niż na przykład w Lukczy nie tylko opór wielu środowisk nasemburgu.
Rozmawiał
uczycieli i rodziców, ale nawet reperRYSZARD PORADOWSKI
kusje międzynarodowe, np. w Izraelu.
że były to gołosłowne deklaracje. Giertych stosuje podobną metodę, jednak dotyka on materii znacznie delikatniejszej, bo dotyczącej edukacji,
wychowania dzieci, konfliktu z rodzicami. Jego polityka nawiązuje do roz-
ją na dwa łyki, zakąsił, przeprosił, że już musi lecieć do obowiązków duszpasterskich, po czym dosiadł zaparkowanego przed szkołą auta i wcisnął
gaz do dechy. Była godz. 10.30.
61-letnia Jadwiga L. jechała rowerem, a w miejscu, gdzie została „czołowo” uderzona przez pędzący z naprzeciwka samochód ks. Krzysztofa, jezdnia
miała około 15 m szerokości. Dlaczego zboczył na
Świadkiem wypadku była pewna uczennica Liceum Medycznego (nieistniejącego już) w Strzelinie, która później z płaczem wyznała swojej nauczycielce: „(...) ksiądz proboszcz wymusił na mnie
fałszywe zeznanie wybielające księdza Krzysztofa” (nazwiska obu pań oraz wielce wpływowego
plebana – znane redakcji).
Wiadomo nam też o innych manipulacjach. Na
przykład:
¤ nagła zmiana biegłego,
gdy ten pierwotnie wyznaczony do powypadkowej ekspertyzy zwrócił uwagę na brak wyniku badania krwi sprawcy
oraz wyraził wstępną ocenę
o jego oczywistej winie;
¤ przeniesienie sprawy, będącej – co zdawać
by się mogło oczywiste – we właściwości prokuratury i sądu w Strzelinie, do... odległej o 50 km Świdnicy. Dlaczego?
– Chodziło o to, żeby na rozprawę nie napatoczył się ktoś z miejscowych, doskonale znających
nie tylko okoliczności wypadku, ale też jego kulisy. Nie śledziłem ciągu dalszego tej historii, ale
słyszałem, że za wstawiennictwem jednego z wrocławskich biskupów księdza Krzysztofa Z. dotknęła w świdnickim sądzie jakaś symboliczna zaledwie
przykrość – wytłumaczył nam policjant pamiętający okoliczności ukręcania łba sprawie.
Tyle gwoli wyjaśnienia kwestii „popitolenia”. Do
reszty to już – dla chcącego – naprawdę łatwo dotrzeć...
DOMINIKA NAGEL
Dwa łyki do śmierci
lewo ze swojego pasa ruchu – szerokiego na ponad 7 m i niczym nie zastawionego? „Zarzuciło
mnie na nierówności studzienki kanalizacyjnej”
– tłumaczył, dopasowując wyjaśnienie do faktu podpowiedzianego przez kogoś życzliwego, że mniej
więcej 30 m przed śmiertelnym „trafieniem” było
wybrzuszenie (ale dokładnie w osi jezdni!) z obudową rzeczonej studzienki.
Zabijając Jadwigę L., ks. Krzysztof miał na liczniku – oprócz promili – ok. 70 km/godz., co obliczono na tej podstawie, że w odległości 50 m od
miejsca kolizji samochód „wskoczył” przednimi kołami na chodnik, pokonując wyjątkowo w tym miejscu wysoki (30 cm) krawężnik i łamiąc felgę prawego koła. Prędkość dało się obliczyć post factum,
ale promili już nie, gdyż – uwaga! – sprawcy nie pobrano krwi do zbadania jego trzeźwości.
8
Nr 38 (342) 22 – 28 IX 2006 r.
ŚLADEM NASZYCH PUBLIKACJI
ROZMOWA Z POSŁANKĄ KATARZYNĄ PIEKARSKĄ
Kastracja Małego Księcia
– Zaskoczył panią artykuł
w „Faktach i Mitach” poświęcony
„dobrej pedofilii”?
– Tak, musiałam natychmiast
sprawdzić opisaną stronę w Internecie. Nie mogłam uwierzyć, że tak łatwo można było z niej korzystać. To
obrzydliwe, że jej autorzy obłudnie
tłumaczą swoje preferencje seksualne. Nie ma czegoś takiego jak „dobra pedofilia”.
– Jak walczyć z pedofilią?
– To trudny problem. Przede
wszystkim wiąże się z pomocą psychologiczną ofiarom. Stąd pomysł
SLD, by dzieci poszkodowane przez
pedofilów były przesłuchiwane tylko
raz. Chodzi o to, aby oszczędzono im
dodatkowych stresów.
– Co z dalszymi regulacjami
prawnymi dotyczącymi pedofilii?
W jakim kierunku powinno iść
prawodawstwo?
– Nasze ustawodawstwo jest dość
surowe, mamy ustawę, ale same kary niewiele zmienią. Jeśli skazany
po kilku latach opuści więzienie,
państwo traci nad nim kontrolę. Jak
wynika z badań statystycznych, powrót do tego typu przestępstw jest
„J
nagminny. Zwykle taka osoba nadal
nie może poradzić sobie z emocjami. W tej sytuacji rodzi się wiele pytań, np. czy skazanych poddawać terapii, a może skorzystać z kastracji
farmakologicznej. Jedno jest pewne
– potrzebne są mechanizmy chroniące społeczeństwo przed pedofilami.
Temu mają służyć kolejne regulacje
prawne, na które czekamy.
– Dlaczego trwa to tak długo?
– Ponieważ oprócz propozycji poselskich powstaje też projekt resortu
sprawiedliwości, dotyczący dozoru
elektronicznego, czyli bransolet dla
pedofilów.
– Jakie dodatkowe rozwiązania proponuje ustawodawca?
– Między innymi dożywotni zakaz pracy z dziećmi ludzi skazanych
za przestępstwa pedofilskie, zakaz
opuszczania miejsca pobytu bez zgody sądu, zakaz zbliżania się do ofiary, obligatoryjne leczenie pedofilów,
a także rezygnację z zatarcia skazania. Niedawno zaproponowaliśmy też,
by pracodawca mógł zajrzeć do przeszłości osoby pracującej z dziećmi,
dowiedzieć się np. o skazaniu jej
z powodu skłonności pedofilskich.
eśli nie ma nic niewłaściwego
w tym, że dorosły daje dziecku cukierki czy zabawki, to dlaczego złe ma
być dawanie mu rozkoszy seksualnej?”
– czytamy na stronach sygnowanych podtytułem „Międzynarodówka pedofilska”.
Już wiemy, kto za tym wszystkim stoi!
Skutkiem naszego artykułu www.hańba opisującego polskie strony pedofilskie w Internecie
jest wszczęcie śledztwa przez prokuratora krajowego Janusza Kaczmarka oraz liczne publikacje
i dyskusje w innych mediach i na internetowych
portalach. To pocieszenie w strapieniu. Problem,
którego zaledwie dotknęliśmy, dotyczy m.in. strony Mały Książę, ale nie tylko.
Oto bowiem międzynarodowa organizacja pedofilska (wiele wskazuje, że coś takiego naprawdę istnieje) rekrutuje nowych członków przede
wszystkim poprzez całą nadbudowę filozoficzno-socjologiczną. Ma z niej wynikać, że zboczenie nie
jest zboczeniem, dewiacja nie jest dewiacją, a draństwo to nie draństwo. Przeciwnie, to wszyscy inni – ci, co z pedofilią walczą, ujawniają jej prawdziwe oblicze – są w błędzie i nie wiedzą, co jest
dobre i pożyteczne dla dzieci. Swoisty manifest
polskich pedofilów, umieszczony na jednej ze stron
pedofilskich, brzmi tak: „W trosce o poszanowanie wolności każdego człowieka do wyrażania własnych poglądów, z myślą o przyszłych pokoleniach,
my Lolifani polscy (czujący pociąg do małych dziewczynek), obywatele Rzeczypospolitej, wdzięczni naszym poprzednikom za ich walkę o zachowanie
swobód obywatelskich, złączeni więzami wspólnoty z naszymi braćmi rozsianymi po świecie, świadomi potrzeby współpracy i konsolidacji wysiłków
(...) w poczuciu odpowiedzialności przed własnym sumieniem stronę tę powołujemy do życia
jako wyrazicielkę naszych przekonań i dążeń”.
Dziś wystarczy mieć ukończone 18
lat, dobry stan zdrowia i zaliczyć
30-godzinny kurs, by zostać wychowawcą na koloniach. Wspomniane
rozwiązania powinny dotyczyć także
ludzi pracujących z dziećmi w domach
kultury czy klubach sportowych.
– A co z bransoletami ułatwiającymi kontrolę pedofilów?
– Należałoby je stosować np.
w przypadku wyjścia pedofila z więzienia na przepustkę, by można go
było śledzić.
Nie będziemy epatować Czytelników pikantnymi opisami, których na pedofilskich stronach jest
co niemiara. Do jakiego stopnia posunąć może się
zezwierzęcenie, niech świadczy list (czy autentyczny?) pewnej „mamusi”, która pisze tak: „Mój mąż
czuje pociąg seksualny do naszej córeczki – 12
lat – i często zastaję oboje w trakcie pieszczot.
Widzę, że Marysia jest bardzo, bardzo szczęśliwa
i bardzo męża kocha, a ja jestem dumna, że ma-
– Nie brak też pomysłów zastosowania kary śmierci...
– ...ale ten pomysł Ligi Polskich
Rodzin to czysty populizm.
– Surowe rozwiązania zastosowano jednak w wielu krajach...
– W moim projekcie ustawy – idąc
wzorem Szwajcarii – proponowałam,
aby przed opuszczeniem zakładu karnego pedofila badali psychiatrzy i orzekli, czy istnieje groźba ponownego popełnienia przestępstwa. W przypadku
stwierdzenia takiego zagrożenia pedofil pozostałby np. w psychiatrycznym zakładzie zamkniętym i podlegałby leczeniu. Takie rozwiązanie nie
zyskało aprobaty, choć opowiadał się
za nim także ówczesny rzecznik praw
obywatelskich prof. Zoll.
– Nie jest chyba przypadkiem,
że w Polsce dostrzeżono wreszcie
problem pedofilii, choć dawniej też
była ona obecna...
– To zasługa mediów i nagłośnienia przez nie sprawy dyrygenta poznańskich „Słowików”. Sprawa Krolopa dowiodła, że pedofilia nie jest
zjawiskiem marginesowym, że dotyczy ona każdego środowiska, a nie tylko rodzin patologicznych. Ludzie zaczęli wreszcie dostrzegać przypadki
molestowania seksualnego i doszło do
pierwszych aresztowań, m.in. księży.
– W innych krajach całkiem
skutecznie chroni się dzieci...
– W Wielkiej Brytanii zastosowano w Internecie policyjną prowokację, która ułatwiła schwytanie pedofila. Jeden z policjantów przez kilka
i wtedy „dziecko czuje się zmartwione i złe, gdy
dorosły zostaje napiętnowany i skazany. Trzeba
więc bardzo uważać i nie afiszować się”.
Dowiadujemy się także, że „poprzez rolę przewodnika, seksualnego koryfeusza, dorosły zdobywa sobie autorytet u dziecka i jest to najprzyjemniejszy sposób pozyskiwania tego autorytetu”.
Pisze o tym dorosła już dziś Anna: „Być może nie możecie sobie tego wyobrazić, ale kiedy
www.hańba (3)
my tak piękną dziewczynkę, za którą oglądają się
i inni mężczyźni. Co w tym złego?”...
Moderator strony jest zachwycony i dowartościowuje „mamusię”: „Seks absolutnie nie jest
dla dzieci szkodliwy. Istnieje bardzo wiele przykładów na jego pozytywne oddziaływanie w procesie dorastania. Samo dziecko najlepiej przecież potrafi określić, co jest dla niego dobre. Dzieci same
chętnie inicjują seks z dorosłymi. Jeśli Pani mąż
wykonuje pieszczoty profesjonalnie, to zapewnią
one dziecku przyjemne doznania”.
Lektura setek podobnych stron wskazuje
pewien trop, który podpowiadamy prokuraturze.
Otóż na załączonych do nich forach dyskusyjnych
organizowane są „kółka seksualne”. Tak się dokładnie nazywają, a niektóre z nich istnieją oraz
działają od dawna. Kilka rodzin: matek, ojców,
opiekunów (są wśród nich nauczyciele, lekarze,
artyści, pewien reżyser) umawia się na wspólne spotkania i wspólne przeżywanie przyjemności. Niekiedy jednak takie „kółka” (o czym piszą
autorzy) zostają zdemaskowane przez policję
miałam 12 lat, byłam bardzo zakochana w pięćdziesięcioletnim mężczyźnie. On też był we mnie
zakochany. Razem doświadczaliśmy seksu poprzez
wzajemną masturbację i podniety oralne. Z dnia
na dzień stawał się dla mnie większym autorytetem niż ojciec. To trwało trzy lata i później go złapali i postawili przed sądem. To było okropne.
Bardzo płakałam”.
Dla tych, którzy mają określone skłonności,
ale gdzieś na dnie targają nimi wyrzuty sumienia
i wątpliwości dyżurny seksuolog (oczywiście anonimowy, choć podpisujący się tytułem doktor medycyny) ma gotowe pocieszenie i wskazówkę:
„Nie można wykazać bezpośredniego związku
przyczynowego między przeżyciem erotycznym
dziecka z osobami dorosłymi a zaburzeniem
w jego rozwoju. Wyniki naukowe, empiryczne dowodzą, że taki związek nie powoduje żadnych
szkód. Wręcz przeciwnie”.
Polscy pedofile mają też swój „kodeks honorowy”. A jakże! Czytamy w nim, że dziecko na kontakt seksualny musi udzielić zgody, może z tego
miesięcy osaczał pedofila, który chciał
„kupić” 12-letnią dziewczynkę. Gdy
już ustalono cenę i miało dojść do
spotkania, wkroczyli stróże prawa.
U nas pedofilów tropią na razie dziennikarze i organizacje pozarządowe.
– Czy chemiczna kastracja ma
sens w polskich warunkach?
– Oczywiście! W więzieniach,
m.in. w Rzeszowie, realizowano dwa
pilotażowe programy, ale – jak to
zwykle u nas bywa – brakowało na
nie pieniędzy. Chyba tylko dwie przychodnie mają podpisane kontrakty
z Narodowym Funduszem Zdrowia.
Miesięczne leczenie jednego skazanego kosztuje około 800 zł. Wielu
ludzi pyta wprost: czy w naszej sytuacji, gdy brakuje pieniędzy na podstawowe leki, należy tak troszczyć
się o leczenie pedofilów? Ja w takich sytuacjach mówię: przecież każda kara się kończy, czy mamy świadomie godzić się na powrót tych ludzi do dawnego procederu?
– Dlaczego policja tak słabo
reaguje na przestępstwa pedofilów, np. w Internecie, i o wielu
sprawach dowiaduje się z mediów?
– Rozmawiałam już na ten temat z prokuratorem krajowym Januszem Kaczmarkiem i usłyszałam,
że ma on przedstawić parlamentowi
stosowne rozwiązania. Mam nadzieję, że wszyscy posłowie, niezależnie
od przynależności partyjnej, zaakceptują to.
Rozmawiał
RYSZARD PORADOWSKI
Fot. Autor
kontaktu w każdej chwili się wycofać, seks ma się
odbywać w harmonii z rozwojem emocjonalnym
dziecka i za zgodą lub udziałem jego rodziców...
Czyli zboczeńcy z ludzką twarzą – chciałoby
się powiedzieć. I ci zboczeńcy żalą się tak: „Pedofile, jak wszyscy ludzie, pragną być zaakceptowani, a nie sądzeni na podstawie ich seksualnych orientacji. Nie jesteśmy potworami, lecz
normalnymi, wrażliwymi dorosłymi ludźmi, którzy
pragną mieć budujące, pozytywne relacje seksualne z dziećmi”.
¤¤¤
Jeśli prokurator Kaczmarek i podległe mu
służby rzeczywiście zamierzają zdemaskować autorów i moderatorów opisywanych stron (służę ponad trzydziestoma adresami www), to mam pewien interesujący trop. Cóż bowiem warte byłoby samo opisywanie zjawiska bez skutecznego
dziennikarskiego śledztwa próbującego odpowiedzieć na pytanie, kto za tym wszystkim stoi. Otóż
według moich ustaleń, „ojcem chrzestnym” polskich pedofilów (autorem kilku stron, z których
pochodzą cytaty) jest pewien znany seksuolog,
który (o zgrozo!) często jest sądowym ekspertem,
biegłym w sprawach o molestowanie nieletnich.
Jak nietrudno się domyślić, jego opinie są ZAWSZE
bardzo łagodne i negują zaistnienie przestępstwa.
Znamy jego nazwisko, mamy dowody i chętnie podzielimy się swoją wiedzą z prokuratorami.
MAREK SZENBORN
¤¤¤
PS Na dziesięciu pedofilskich stronach znaleźliśmy logo słynnej akcji „Pajacyk” oraz dobroduszną zachętę, aby łożyć środki na żywność dla
głodnych dzieci. Inicjatorzy „Pajacyka” zapewnili
„FiM”, że nie mają nic wspólnego z umieszczeniem tam swoich linków i zażądają ich natychmiastowego usunięcia.
Nr 38 (342) 22 – 28 IX 2006 r.
Ludzie stanowiący zagrożenie dla wizerunku
centrali kat. Kościoła lub jego skarbów doczesnych często padają ofiarą zbrodni. Jest niemal
regułą, że sprawcy(-ów) nie udaje się wykryć...
Cerimoniere del Papa to jedno
z najwyższych kościelnych wyróżnień,
jakie może otrzymać osoba świecka.
Uprawnia do osobistego posługiwania papieżowi, otwiera drzwi do jego
prywatnych apartamentów, pozwala
na kontakt z głowami państw, gdyż
to właśnie cerimoniere doprowadza
królów i prezydentów przed oblicze
głowy Kościoła.
Włoski arystokrata Enrico Sini Luzi sprawował tę zaszczytną
funkcję do 67 roku życia, kiedy to
liczne akcesoria do seksu sadomasochistycznego oraz tego samego
typu filmy pornograficzne.
Jakim cudem watykańskie służby
specjalne dopuściły, żeby tak ekscentryczny (znany w środowisku rzymskich gejów) jegomość stał się domownikiem Jana Pawła II?
– Pracował dla nich – twierdzi oficer polskiego wywiadu, rezydujący
nad Tybrem w latach 80.
Po wielu miesiącach bezowocnych poszukiwań sprawcy zbrodni
PAŃSTWO W PAŃSTWIE
Miał się tak wyrazić po głośnej publikacji pisarza Rogera Peyrefitte’a,
zamieszczonej w kwietniu 1976 r. we
włoskim tygodniku „Tempo”. Wyjaśnijmy, że pisarz akcentował w artykule swój pogląd o homoseksualnej
orientacji urzędującego papieża, co
tak bardzo ubodło Pawła VI, że odniósł się do tej kwestii – mówiąc
o brutalnym na siebie ataku – podczas modlitwy na Anioł Pański.
Czy Enrico Sini Luzi wiedział to
samo, co generał Giorgio Manes,
zastępca komendanta głównego włoskiej policji w latach 1963–1968?
Oto na początku 2006 r. przetoczyła się przez Włochy gwałtowna burza (ciekawe, że niedostrzeżona w Polsce...), wywołana opublikowaniem
Krzyżem i mieczem (3)
późnym wieczorem 4 stycznia 1998
roku został zamordowany w wynajmowanej przez siebie – w pobliżu
Watykanu – dyskretnej garsonierze
przy Viale Angelico. Zmasakrowane kandelabrem ciało (w ten sam
sposób zginął 15 czerwca 1997 r. zaprzyjaźniony z Luzim hrabia Alvise di Robilant) znaleziono nazajutrz, a osobisty nadzór nad śledztwem objął pułkownik Paolo Maria La Forgia ze specjalnej jednostki śledczej D.I.A. (Direzione Investigativa Antimafia).
Papieżowi bardzo zależało na dyskrecji: – W obliczu śmierci wszyscy
musimy zachować milczenie – sugerował dziennikarzom ksiądz Giovanni D’Ercole z Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej.
Niestety, rychło wyszło na jaw,
że papieski cerimoniere był aktywnym homoseksualistą, a mieszkanie służyło mu do miłosnych schadzek. Bardzo urozmaiconych, gdyż
na miejscu zbrodni odnaleziono
P
(przypisywano ją początkowo seryjnemu mordercy, który zgładził
w tamtym okresie kilku homoseksualnych mężczyzn z tzw. wyższych sfer)
włoscy karabinierzy odtrąbili sukces. Zabójstwo przypisano rumuńskiemu nielegalnemu imigrantowi
Paulowi Badei – młodzieńcowi „poderwanemu” przez Luziego na rzymskim dworcu kolejowym Termini i będącemu podobno jego ostatnim kochankiem. Dlaczego Badea zabił?
„W miłosnym uniesieniu...” – brzmiała oficjalna wersja. I choć Badea nie
przyznawał się do winy, został skazany na 22 lata więzienia.
¤¤¤
Jeden z członków rodu Luzich
przypomniał sobie w trakcie śledztwa,
że zamordowany krewniak, który
wszedł na salony watykańskie
w okresie pontyfikatu (1963–1978)
papieża Pawła VI, opowiadał kiedyś z wyczuwalnym strachem, że nosi w sercu tajemnicę, której ujawnienie mogłoby wstrząsnąć Kościołem.
o debacie papieża Benedykta XVI i jego dawnych doktorantów na temat
ewolucji („FiM” 36/2006) nie wydano komunikatu końcowego, nie było też konferencji prasowej. Mamy jednak przecieki.
Spotkanie, do którego doszło w dniach
1–3 września w Castel Gandolfo, było wyjątkowo liczne, bo zaproszono aż 39 dawnych
studentów prof. Josepha Ratzingera z czterech niemieckich uczelni. Dyskutowano po niemiecku. Ochrona pilnowała, by nikt niepowołany nie dostał się na salę obrad.
Animatorem konferencji był kardynał Christoph Schoenborn; także on przeforsował temat dyskusji – darwinowska ewolucja i stosunek Kościoła katolickiego do tej teorii. Schoenborn od dawna chciał tę kwestię przedyskutować na kościelnym forum. Uznał prawdopodobnie, że należy wreszcie odciąć się od
słów, które Jan Paweł II napisał w przesłaniu do Papieskiej Akademii Nauk w 1996 roku: „Nowe zdobycze nauki każą nam uznać,
że teoria ewolucji jest czymś więcej niż hipotezą”. W Polsce mało kto dostrzegł to kłopotliwe dla Krk oświadczenie, ale prasa zachodnia
przez tygodnik „L’Espresso” fragmentu notatek gen. Manesa, o podjętej
w 1967 r. przez grupę karabinierów
próbie zaszantażowania Pawła VI jego romansem – w okresie, gdy znany
był jeszcze jako Giovanni Battista
Montini – z pewnym aktorem.
Wiadomo, że kilku oficerów zażądało od papieża poparcia w uzyskaniu wysokich stanowisk we włoskim
Ministerstwie Spraw Zagranicznych.
Nie wiadomo natomiast, jak przekazali swoje „argumenty”, po których:
¤ „Papież naciska na Moro (Aldo, ówczesny premier – dop. red.).
Prałat Costa (Franco, przyjaciel Pawła VI – dop. red.) przyszedł do M.
na pertraktacje” – cytuje tygodnik zapisek gen. Manesa, sporządzony 30
marca 1967 r. w oparciu o informację uzyskaną od Mario Tanassiego
(wpływowy polityk partii socjaldemokratycznej, późniejszy minister
obrony – dop. red.);
¤ „Chadecja chciałaby ocalić papieża, ale S. (według „L’Espresso”
nie przepuściła okazji: „Papież mówi, że pochodzimy od małpy” – to tytuł z „Il Giornale”; „Papież zawarł pokój z Darwinem” – pisała „La Repubblica”.
chodzi o ówczesnego prezydenta Giuseppe Saragata – dop. red.) jest zdecydowany. Prałaci wciąż przychodzą
do niego, prosząc o pomoc w znalezieniu kompromisu” – odnotował po
kilku dniach generał.
Ostatecznie sprawę udało się wyciszyć. Pozostaje tajemnicą, kto i jaką zapłacił cenę, w każdym razie
„FiM” udało się dowiedzieć, że dwa
lata później (25 czerwca 1969 r.) gen.
Manes napił się w miejscu publicznym kawy i... padł, jakby go poraził
piorun. Lekarz stwierdził atak serca,
ale rodzina byłego komendanta karabinierów nie miała wątpliwości, że
został otruty.
¤¤¤
Śmiertelna bywa też czasem
wiedza o skomplikowanych operacjach finansowych Watykanu. Popatrzmy dla przykładu na kalendarium wypadków roku 1979:
¤ 20 marca został zamordowany dziennikarz Mino Pecorelli tropiący afery z udziałem l’Istituto per
le Opere Religiose (IOR), nieformalnego banku watykańskiego;
¤ nocą z 11 na 12 lipca zastrzelono adwokata Giorgio Ambrosoliego (komisarz likwidator jednego
z banków pośredniczących w interesach IOR z amerykańską mafią);
¤ 13 lipca na rzymskim piazza
Nicosia kule dosięgły pułkownika
karabinierów Antonia Variscę,
a 21 lipca został zabity w Palermo
policyjny wywiadowca Giorgio Boris Giuliano. Obaj ściśle współpracowali z Ambrosolim...
Przejdźmy teraz do roku 1982,
gdy zaczęły wychodzić na światło
dzienne coraz pikantniejsze szczegóły afery mediolańskiego Banco Ambrosiano – instytucji będącej głównym inwestorem watykańskich pieniędzy z IOR, które lokowano m.in.
w handel bronią, przemyt narkotyków, fałszerstwa środków płatniczych
i szereg innych podobnych biznesów
z finansowaniem politycznych zamachów stanu włącznie:
w ciągu sześciu dni, z nicości, a człowiek i wszystkie zwierzęta oraz rośliny wyglądają dzisiaj dokładnie tak samo, jak w chwili stworzenia. Twardogłowi powołują się na postanowienie I So-
PRZECIEKI Z WATYKANU
Darwin i rozłam Krk
Od tamtego czasu z coraz większą siłą ujawnia się i pogłębia groźba rozłamu w łonie Krk
na tle ewolucji.
Obecnie istnieją dwa nurty:
1. Oficjalny Watykan odrzuca ewolucjonizm,
czyli pogląd filozoficzny, według którego struktura rzeczywistości i jej stan teraźniejszy są wynikiem ewolucji, gdyż teoria taka zbliża się do
ateizmu. Życie na ziemi Watykan tłumaczy istnieniem boskiego „inteligentnego projektu”.
2. Katoliccy fundamentaliści, którzy określają się jako kreacjoniści, interpretują Biblię
dosłownie. Czyli, że świat został stworzony
boru Watykańskiego (1869–1870 r.): „Jeśli ktoś
nie wyznaje, że świat i wszystko, co na nim istnieje, tak duchowe, jak i materialne, zostało przez
Boga stworzone z nicości, niech będzie wyklęty”.
Wypowiedź Jana Pawła II o ewolucji wywołała gwałtowną reakcję ze strony kreacjonistów. Słowacki biskup Olever Oravec pisał: „Z pomocą zażartym wrogom Kościoła
przyszedł pseudopapież Jan Paweł II, który potwierdził, że prawdą jest pochodzenie człowieka od zwierzęcia”.
Co z tym fantem zrobić? Przypuszczano, że konferencja papieża i jego uczniów
9
¤ 27 kwietnia miał miejsce nieudany zamach na życie Roberto
Rosonego, wiceprezesa Banco Ambrosiano;
¤ na przełomie maja i czerwca
prezes banku Roberto Calvi przekonywał i groził kilku kardynałom oraz
ówczesnemu dyrektorowi IOR, Luigiemu Menniniemu, że jego kłopoty będą też kłopotami Watykanu.
„Jeżeli mnie coś się stanie, papież będzie musiał abdykować” – twierdził
Calvi (cyt. za niemieckim dziennikiem
„Bild” z 16 grudnia 1992 r.);
¤ 17 czerwca Jan Paweł II nie
abdykował, choć Calvi zawisł pod londyńskim mostem... Czarnych Mnichów (Blackfriars Bridge). Początkowo orzeczono samobójstwo, jednak
późniejsze śledztwo nie pozostawiło
wątpliwości, że został zamordowany
(domniemany zabójca – Vincenzo
Casillo – zginął 29 stycznia 1983 r.
w zamachu bombowym);
¤ 17 czerwca wypadła z okna
Banco Ambrosiano 55-letnia Graziella Teresa Corrocher, sekretarka Calviego. Według niektórych źródeł, kilka chwil wcześniej odwiedziło
ją dwóch mężczyzn reprezentujących
watykański IOR...;
¤ 2 października nieszczęsną Corrocher „przeskoczył” jej kolega Giuseppe Dellacha, wysoki rangą urzędnik obsługujący IOR. Też wypadł
z bankowego okna, ale położonego
dwa piętra wyżej.
W zakończeniu dodajmy, że rezydujący w Watykanie słowacki biskup Pavel Hnilica został oskarżony przez włoską prokuraturę o wykupienie od mafii za 2,8 miliona dolarów (pobrane z kasy IOR – dop. red.)
i ukrycie „teczki Calviego”, będącej
– jak bankier niesłusznie mniemał
(„Papież będzie musiał abdykować”)
– jego polisą na życie. 23 marca 1993
roku rzymski Trybunał skazał biskupa na 3 lata więzienia, a gangstera
Flavia Carboniego, z którym hierarcha handlował – na 5 lat.
ANNA TARCZYŃSKA
ustosunkuje się do kwestii rozłamu w Kościele oraz da katolikom odpowiedź na pytania dotyczące ewolucji i pochodzenia życia na ziemi.
Przecieki z konferencji papieża i jego
uczniów świadczą, że nie udało się osiągnąć
żadnego, nawet najmniejszego konsensusu.
Niemal wszyscy uczestnicy obrad nabrali wody w usta. Rozmowny okazał się jedynie pewien zakonnik. Z jego wypowiedzi
wynika, że wśród dyskutantów nie było zwolenników kreacjonizmu: „Kościół nie odczytuje już Księgi Genezis dosłownie i nikt z dyskutantów nie reprezentował stanowiska, że Bóg
stworzył świat w ciągu sześciu dni... Nie rozmawialiśmy też o inteligentnym projekcie ani
o sporze z kreacjonistami. Było to spotkanie
starych przyjaciół, którzy rozmawiali na interesujące ich tematy”.
Nie doszło do żadnych konkluzji, niczego
też nie postanowiono. Wydaje się, że uczestnikom obrad nie wystarczyło odwagi – przynajmniej oficjalnie – aby poruszyć najbardziej kontrowersyjne sprawy związane z groźbą rozłamu w Krk.
JANUSZ CHRZANOWSKI
10
Nr 38 (342) 22 – 28 IX 2006 r.
POD PARAGRAFEM
D
ziadek kupił ziemię
w 1901 r. Jego szwagier
kupił drugą działkę tej
samej wielkości, a następnie część tej działki sprzedał,
a na działce dziadka zbudował drewniany domek. Działkę przejęła potem jego córka, a następnie oddała ją Skarbowi Państwa w zamian
za rentę. Urząd Gminy przejął i podzielił działkę na dwie mimo braku zgody w sprawie granicy. Następnie obie te działki zostały sprzedane. Czy mamy szansę odzyskać te
działki? Jakie poniesiemy koszty sądowe? (Teresa, Stąporków)
Nie wiadomo, w jakim trybie, ale
Skarb Państwa musiał nabyć działkę na
jakiejś podstawie. Pisze Pani, że nabył
ją w zamian za rentę. Mógł ją przejąć
tylko od legalnego właściciela i tylko
w drodze aktu notarialnego. W latach
70. obowiązywały przepisy uwłaszczeniowe, na podstawie których posiadacze mogli otrzymać akty własności. Skoro Skarb
Państwa nabył działkę od córki szwagra
Pani dziadka, to musiała ona być legal-
osób urodzonych po dniu 31 grudnia
1948 r., a przed dniem 1 stycznia 1969
roku. Warunkiem jej otrzymania jest
m.in. pozostawanie w stosunku pracy
w okresie ostatnich 6 miesięcy przed
dniem zgłoszenia wniosku o emeryturę,
a w przypadku mężczyzny dodatkowo
stwierdzenie całkowitej niezdolności do
pracy. Nadto, warunki do uzyskania emerytury w tym trybie należy spełnić do
dnia 31 grudnia 2007 r. Trudno jest mi
natomiast określić, w jakim wieku może Pan uzyskać prawo do emerytury
z racji wykonywania pracy w szczególnych warunkach, ponieważ nie pisze Pan,
o jaką pracę dokładnie chodzi. Wymagany wiek emerytalny bywa różny i przepisy uzależniają go od rodzaju wykonywanej pracy. Informacje na ten temat
znajdzie Pan w Rozporządzeniu Rady
Ministrów z dnia 7 lutego 1983 r. w sprawie wieku emerytalnego pracowników
zatrudnionych w szczególnych warunkach lub w szczególnym charakterze.
Podstawą wymiaru Pana emerytury może być – wedle Pana wyboru – podstawa wymiaru emerytury przyjęta do usta-
i oceny całokształtu okoliczności sprawy
sąd dojdzie do stanowczego przekonania,
że ojcostwo innego mężczyzny jest bardziej prawdopodobne. W sytuacji, gdy
wnuczek nie uzna dziecka, dziewczyna
będzie mogła wystąpić przeciwko niemu
do sądu z powództwem o ustalenie ojcostwa. Sąd wyda wówczas orzeczenie na
podstawie zebranych w sprawie dowodów. W chwili obecnej ginekolog może
jedynie wskazać orientacyjną datę, w której doszło do zapłodnienia. Być może
informacja ta pozwoli wnukowi ustalić,
czy faktycznie jest ojcem dziecka (podstawa prawna: Kodeks rodzinny i opiekuńczy, DzU z 1964 r., nr 9, poz. 59, Wyrok
SN z 23.10.1974 r., III CRN 241/74).
¤¤¤
W 1981 r. mąż mój zawarł umowę dzierżawy garażu z Terenowym
Przedsiębiorstwem Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej na okres
10 lat. W 1996 r. umowę, już na moje imię i nazwisko, przedłużono na
czas nieokreślony. Garaż został zbudowany z naszych środków. Teść
za pozwoleniem syna także trzymał
w nim swój samochód. W 1995 r. mąż
zmarł, a mój teść wymienił kłódkę
i od tego czasu nie mam możliwości
korzystania ze swojego garażu. Ponieważ rozmowy nie odniosły skutku, udałam się do kierownika Zakładu Administracji Budynków Komunalnych (obecna nazwa – TPGKiM)
Skoro Pani umowa najmu przez okres
11 lat nie była wykonywana, to nie można wykluczyć, że sąd uznał ją za wygasłą, a faktycznie zawartą z Pani teściem.
Kwestia rozliczenia z właścicielem nakładów na garaż wymaga dogłębnego
zbadania, w szczególności akt postępowania sądowego. Uważam, że powinna
Pani zwrócić się w tej sprawie do adwokata (podstawa prawna: Kodeks cywilny,
DzU z 23.04.1964 r., nr 16, poz. 93).
¤¤¤
Do końca listopada 2005 r. byłem zatrudniony na umowę o pracę
na czas nieokreślony i podlegałem
ubezpieczeniu w PZU, które kontynuuję. W styczniu 2006 r. stwierdzono u mnie nowotwór gardła z przerzutami. Przeszedłem operację i jestem w trakcie radioterapii. Czy
z uwagi na to, że choroba rozpoczęła się w czasie, kiedy jeszcze pracowałem, przysługuje mi jakieś świadczenie z ZUS lub PZU? PZU odmawia wypłaty odszkodowania. (Aleksander D., Olsztyn)
Nie znając treści Pana umowy
z PZU, nie jestem w stanie stwierdzić,
czy przysługuje Panu jakieś świadczenie w związku ze stwierdzeniem u Pana choroby. Do świadczeń przysługujących w takiej sytuacji z ZUS-u należy zasiłek chorobowy. Przysługuje on
osobie niezdolnej do pracy z powodu
choroby, jeżeli stała się ona niezdolna
do pracy w czasie trwania ubezpieczenia chorobowego. Zasiłek chorobowy
przysługuje również osobie, która stała się niezdolna do pracy po ustaniu tytułu ubezpieczenia chorobowego, czyli
np. po ustaniu stosunku pracy. W takim wypadku warunkiem jest, aby niezdolność do pracy trwała bez przerwy
z prośbą o spowodowanie opróżnienia garażu. ZABK skierował sprawę
na drogę postępowania sądowego, ale
sąd oddalił powództwo, gdyż to ja powinnam wnieść sprawę, i obciążył
mnie częścią kosztów. Jakie są szanse odzyskania garażu? Nadmieniam,
że czynsz za korzystanie z garażu
opłacają teściowie, ja natomiast opłacam podatek gruntowy. (Wanda S.,
Nidzica)
Od 11 lat jest Pani najemcą garażu
i od 11 lat Pani z niego nie korzysta. Nie
wiem, jakie powództwo wytoczył ZABK
– jeżeli windykacyjne, to powinien je wygrać. Trudno jest mi wypowiedzieć się
w tej sprawie, skoro nie znam treści uzasadnienia wyroku. Wprawdzie najemca
ma prawo jako posiadacz wystąpić przeciwko temu, kto samowolnie naruszył jego posiadanie, z roszczeniem o przywrócenie stanu poprzedniego i zaniechanie
naruszeń, ale roszczenie to przedawnia
się z upływem 1 roku od naruszenia.
co najmniej 30 dni i powstała nie później niż w ciągu 3 miesięcy od ustania
tytułu ubezpieczenia chorobowego. Powyższy okres dotyczy chorób, których
objawy chorobowe ujawniają się po
okresie dłuższym niż 14 dni od początku choroby. Oznacza to, że nawet jeśli
nie był Pan ubezpieczony w chwili zdiagnozowania nowotworu, to moim zdaniem – w świetle artykułu 7 ustawy
o emeryturach i rentach z FUS – może
Pan ubiegać się o zasiłek chorobowy
(podstawa prawna: Ustawa z 17.12.1998
r. o emeryturach i rentach z Funduszu
Ubezpieczeń Społecznych, DzU z 2004
r., nr 39, poz. 353).
¤¤¤
Jestem w trakcie procesu rozwodowego toczącego się na mój wniosek. Czy dopuszczalna jest zmiana
składu orzekającego w trakcie trwania procesu? Jak traktować dwa różne postanowienia wydane przez zmieniający się skład sądu w tej samej
Porady prawne
nym właścicielem.
W przeciwnym
razie będzie można tę umowę podważyć na takiej podstawie, że nieruchomość została nabyta
w złej wierze, tj. od podmiotu niebędącego jej właścicielem. Informacje o tym,
kto i w jakim trybie przejmował własność
działki, powinny znajdować się w księdze wieczystej. Opłata sądowa w sprawach o roszczenia majątkowe wynosi
5 proc. wartości przedmiotu sporu, w tym
wypadku wartości nieruchomości (podstawa prawna: Kodeks cywilny, DzU
z 23.04.1964 r., nr 16, poz. 93; Ustawa
z 13.06.1967 r. o kosztach sądowych
w sprawach cywilnych, DzU z 2002 r., nr
9 poz. 88, Ustawa z 06.07.1982 r. o księgach wieczystych i hipotece, DzU z 2001 r.,
nr 124 poz. 1361).
¤¤¤
Urodziłem się w październiku 1949
roku. Mój staż pracy to 32 lata i 4
miesiące, w tym dwa lata wojska.
W 1996 r. rozwiązano ze mną umowę
z przyczyn dotyczących zakładu pracy i przez 1 miesiąc byłem zarejestrowany jako bezrobotny. Od stycznia
1997 do chwili obecnej pobieram zasiłek przedemerytalny. Nadto mam zaświadczenie o 27 latach pracy w szkodliwych warunkach. Czy w wieku 60
lat mogę przejść na emeryturę? (gdy
przechodziłem na zasiłek przedemerytalny obowiązywał taki przepis. Później został zmieniony, ale moim zdaniem nie można odbierać praw nabytych). Czy i do kiedy muszę zawieźć
do ZUS-u dokumenty o zarobkach?
Z czego ZUS będzie naliczał moją emeryturę? (Ryszard Ś., Warszawa)
Obowiązujące kryterium wieku dla
mężczyzn do uzyskania emerytury na zasadach ogólnych to ukończone 65 lat.
W okresie, kiedy obowiązywał niższy
wiek emerytalny dla mężczyzn, uzyskał
Pan jedynie prawo do świadczenia przedemerytalnego. Nie nabył Pan wówczas
jeszcze prawa do emerytury, więc myli
się Pan, twierdząc, iż odebrano Panu
wcześniej nabyte uprawnienie. Z ustawy o świadczeniach przedemerytalnych
wynika, że prawo do świadczenia przedemerytalnego ustaje z chwilą ukończenia przez mężczyznę 65 lat. Niestety, nie
kwalifikuje się Pan do wcześniejszej emerytury, którą przewidują przepisy dla
lenia świadczenia przedemerytalnego albo podstawa wymiaru określona na nowo, zgodnie z zasadami wskazanymi
w art. 15 ustawy o emeryturach i rentach z FUS (podstawa prawna: Ustawa
z 17.12.1998 r. o emeryturach i rentach
z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych,
DzU z 2004 r., nr 39, poz. 353, Ustawa
z 30.04.2004 r. o świadczeniach przedemerytalnych, DzU 2004.120.1252, Rozporządzenie Rady Ministrów z 7.02.1983
r. w sprawie wieku emerytalnego pracowników zatrudnionych w szczególnych
warunkach lub w szczególnym charakterze, DzU 1983.8.43).
¤¤¤
Co powinien zrobić mój wnuczek,
aby ustalić, czy jest ojcem mającego
się urodzić dziecka? Jego dziewczyna po dwóch miesiącach znajomości oświadczyła, że jest w ciąży. Wnuczek ma jednak duże wątpliwości czy
jest to jego dziecko, w związku z czym
rodzą się problemy natury moralnej i prawnej. (Barbara H., Sopot)
W tej sprawie powinien i może działać jedynie Pani wnuczek, gdyż on wie
najlepiej, jak było. Informacje przekazywane innym osobom nie zawsze muszą
być pełne i odpowiadać rzeczywistości.
Istnieją tzw. dowody biologiczne, za pomocą których można wykluczyć lub ustalić ojcostwo. Przeprowadzenie ich nie
jest jednak możliwe przed urodzeniem
się dziecka. Niewątpliwie najdoskonalszą metodą jest badanie kodu genetycznego DNA dziecka i domniemanego ojca, gdyż pozwala ono z prawie absolutną pewnością ustalić ojcostwo lub całkowicie je wykluczyć. Według mojej wiedzy, badanie takie można przeprowadzić
dopiero po ukończeniu przez dziecko
dwóch lat. Dowody biologiczne można
przeprowadzić w procesie o ustalenie ojcostwa, gdy matka dziecka wystąpi przeciwko ojcu. Zgodnie z prawem, domniemywa się, że ojcem dziecka jest ten, kto
obcował z matką nie dawniej niż w trzechsetnym, a nie później niż w sto osiemdziesiątym pierwszym dniu przed urodzeniem się dziecka. Okoliczność, że matka w tym okresie obcowała także z innym mężczyzną, tylko wtedy może być
podstawą do obalenia domniemania, gdy
z okoliczności wynika, że ojcostwo innego mężczyzny jest bardziej prawdopodobne. W praktyce może zdarzyć się, że
na podstawie wszechstronnie przeprowadzonego postępowania dowodowego
sprawie? Czy udokumentowane w Sądzie notoryczne niepodejmowanie
pracy przez żonę upoważnia do nałożenia alimentów na rzecz żony? Zaznaczam, że zrezygnowałem z alimentów od żony na rzecz córki, która ze
mną mieszka, ponieważ żona nie posiada dochodów. W jakim czasie sąd
powinien wydać uzasadnienie do postanowienia zasądzającego alimenty,
które wydał i o które zwróciłem się
listem poleconym? W jakim terminie powinno się zakończyć odwołanie od takiego postanowienia? Czy
zasadne jest zajęcie emerytury przez
komornika, jeśli żona wyprowadziła
się z dotychczasowego miejsca zamieszkania, nie podając nowego adresu? (Wacław S., Zebrzydowice)
Kodeks postępowania cywilnego nie
wyłącza możliwości, aby zmieniał się
skład osobowy sądu w toku procesu. Jedyny warunek jest taki, że wyrok może
zostać wydany jedynie przez sędziów,
przed którymi odbywała się rozprawa
bezpośrednio poprzedzająca wydanie
wyroku. Sędziowie, tak jak inni ludzie,
czasami chorują, są na urlopie, a nawet umierają. Gdyby więc skład osobowy sądu nie mógł ulegać zmianom, to
odbiłoby się to przede wszystkim niekorzystnie na uczestnikach postępowania. Postanowienia sądu wydane przez
dwa różne składy mają taką samą wagę prawną. Przebieg każdej rozprawy
jest protokołowany i nowy skład może
bez żadnych przeszkód zapoznać się
z treścią protokołów, załączonych przez
strony pism oraz z przeprowadzonymi
wcześniej dowodami. O zasądzeniu alimentów sąd decyduje na podstawie całokształtu materiału dowodowego
w sprawie. Okoliczność niepodejmowania pracy niekoniecznie musi przemawiać za oddaleniem wniosku o alimenty. Nie można jej rozpatrywać
w oderwaniu od innych faktów, np. choroby, braku przygotowania zawodowego, bezrobocia w danym regionie czy
faktu, że małżonka przez cały okres małżeństwa poświęciła się wyłącznie wychowywaniu dzieci. Obowiązek alimentacyjny na rzecz córki wynika z zupełnie
innej podstawy i obciąża Pana byłą żonę niezależnie od faktu zasądzenia przez
sąd od Pana alimentów na jej rzecz. Postanowienia sądu wydane na posiedzeniu jawnym, tj. na rozprawie, sąd uzasadnia tylko wtedy, gdy podlegają zaskarżeniu i tylko na wniosek strony zgłoszony w terminie 7 dni od ogłoszenia
postanowienia. Uzasadnienie powinno
zostać sporządzone w terminie 2 tygodni. Z uwagi na różnorodność spraw,
trudno byłoby ustawodawcy określić termin, w jakim powinno zakończyć się postępowanie odwoławcze. Fakt, iż żona
wyprowadziła się z domu, nie ma żadnego wpływu na zajęcie Pana emerytury przez komornika, o ile wierzytelność powstała w okresie trwania wspólności majątkowej. Wówczas odpowiada
Pan za dług solidarnie z żoną. Jeżeli jest
inaczej, to powinien Pan wystąpić z powództwem przeciwegzekucyjnym do sądu (podstawa prawna: Kodeks rodzinny
i opiekuńczy, DzU z 1964 r., nr 9, poz.
59, Kodeks postępowania cywilnego, DzU
z 1964 r., nr 43, poz. 296).
¤¤¤
Drodzy Czytelnicy!
Nasza rubryka zyskała wśród Was
uznanie. Otrzymujemy dziesiątki pytań tygodniowo. Z tego względu prosimy o cierpliwość – będziemy systematycznie odpowiadać na Wasze pytania i wątpliwości. Prosimy o nieprzysyłanie znaczków
pocztowych, bowiem odpowiedzi znajdziecie tylko na łamach „FiM”. Informujemy, że odpowiedzi na pytania przysyłane
do redakcji e-mailem będą zamieszczane na stronie internetowej tygodnika:
www.faktyimity.pl.
Opracował MECENAS
Nr 38 (342) 22 – 28 IX 2006 r.
POD PARAGRAFEM
11
Znikający punkt... widzenia
przez gęste krzaki. Ponadto obydwaj
byli przypadkowo pracownikami... brata „poszkodowanego”.
sprawa się zakończyła. Nic bardziej błędnego. Na podstawie tego protokołu stróże prawa sporządzili „notatkę urzędową”... 30 listopada. Odnotowali w niej, że
winny kolizji był taksówkarz, bowiem „nie zachował szczególnej
ostrożności”. Tezę swoją podtrzymali na szkicu sytuacyjnym, odmalowując w nim moment stłuczki w naciągany sposób.
W końcu sierżant G., po dogłębnej analizie, za sprawcę uznał kierowcę „malucha”. Potwierdził to następnego dnia podczas przesłuchania taksówkarza w policyjnej komendzie.
Stefan Borzyszkowski podpisał protokół i na tym, jak sądził,
11 stycznia br. Stefan Borzyszkowski znów musiał stawić się w budynku policji, ale w charakterze „osoby obwinionej o popełnienie wykroczenia”, co przyjął z zaskoczeniem
i oburzeniem. Tym razem przesłuchiwała go funkcjonariuszka. Okazało
Taksówkarz Stefan Borzyszkowski na długo
zapamięta zderzenie swojego bmw z „maluchem”.
Całe życie był legalistą, a funkcjonariusz drogówki był dla niego autorytetem. Zmienił opinię
25 listopada ubiegłego roku.
Około godz. 14.50 miał wezwanie do klienta. Pod podany adres jechał mało uczęszczaną ul. Szczecińską, stanowiącą łącznik między
osiedlami Pilczyce i Żerniki. Przed
nim poruszał się dość wolno fiat
126 p. Jezdnia sucha i pusta, warunki atmosferyczne bez zarzutu,
więc taksówkarz postanowił wyprzedzić wlokącego się „malucha”.
Manewr rozpoczął z odległości kilkudziesięciu metrów. W pewnym
momencie fiat raptownie i bez
sygnalizowania kierunkowskazem
skręcił w lewo. Rozpędzone bmw
uderzyło w tylny lewy bok autka.
Na miejsce zdarzenia przyjechała ekipa z sekcji wypadkowej
Wydziału Ruchu Drogowego Policji, kierowana przez sierż. sztabowego Władysława G. Policjanci przeprowadzili rutynowe czynności, a ponieważ żaden z kierowców nie przyznawał się do winy,
zaczęli szukać świadków kolizji.
Znalazło się dwóch pracowników
okolicznego zakładu. Obydwaj
twierdzili, że zdarzenie widzieli,
a wina leży po stronie taksówkarza, który nie zachował szczególnej ostrożności podczas wyprzedzania. Policjant przeprowadził wizję lokalną z miejsca, z którego tak dokładnie świadkowie zaobserwowali przebieg zdarzenia. Okazało się, że kłamią, bowiem ze wskazanego punktu
nie mogli widzieć drogi, zasłoniętej
się, że przesłuchany przez kolegów
w mundurach sierżant G. nagle zmienił swoją wcześniejszą ocenę zajścia
na drodze, obarczając winą jego.
W tej sytuacji oczywiste jest, że Borzyszkowski nie przyznał się do popełnienia wykroczenia, decydując się
tym samym na sądowy arbitraż.
Przy okazji dowiedział się, że ma
nielichego pecha, bowiem „poszkodowanym” kierowcą malucha jest inspektor Straży Miejskiej
Andrzej O.
Sąd Rejonowy dla Wrocławia Fabrycznej w X Wydziale Grodzkim wydał 6 lutego wyrok nakazowy, opierając się jedynie (!) na policyjnym protokole: winny
jest taksówkarz. To następne curiosum, bowiem w świetle prawa sąd nie miał prawa tego uczynić zaocznie
w sytuacji, gdy jedna ze stron
podważa wiarygodność policyjnych ustaleń. Dziwne było też i to, że odpisu wyroku nie dostarczono „obwinionemu” w terminie, przez
co orzeczenie się uprawomocniło...
O niekorzystnym dla siebie rozstrzygnięciu sprawy
Borzyszkowski dowiedział
się przypadkowo. Ot, tak
kiedyś zahaczył o sąd, wstąpił i zapytał się o termin rozprawy. Poinformowano go,
że już został skazany. Natychmiast
odwołał się od wyroku do instancji
wyższej, wytykając błędy w postępowaniu grodzkiego wymiaru sprawiedliwości. Przyznano mu rację.
Tuż przed apelacyjną rozprawą na
sądowym korytarzu taksówkarz miał
Niezwykły zwyrodnialec (cd.)
Wierzejski zasiądzie – o czym pisaliśmy
– nie tylko na ławie sądowej. Będzie miał
też kłopoty z Komisją Etyki Poselskiej,
a może też, kto wie, i z psychiatrami.
Chodzi o wypowiedź Wojciecha Wierzejskiego (LPR), w której nazwał 25-letniego
szefa lubelskiego SLD Piotra Zawrotniaka
(na zdjęciu) „stalinowskim zwyrodnialcem”.
Zawrotniak złożył w sądzie pozew o ochronę dóbr osobistych, w którym zażądał od Wierzejskiego przeprosin na łamach prasy i kasy na rzecz Fundacji Pomocy Weteranom Ludowego Wojska Polskiego („FiM” 34/2006).
Niezależnie od tego sekretarz generalny
SLD Grzegorz Napieralski złożył w Komisji Etyki Poselskiej skargę „w związku z notorycznym łamaniem zasady dbałości o dobre imię Sejmu i naruszenie art. 6 zasad etyki poselskiej przez posła Wojciecha Wierzejskiego”.
– Poglądy wygłaszane przez Wierzejskiego nie tylko godzą w etykę poselską, która
jak widać jest mu obca, ale także świadczą
o całkowitym braku kultury osobistej – uważa Napieralski i dodaje:
– Ten polityk LPR już niejednokrotnie demonstrował swawolne stosowanie agresywnych epitetów, np. wobec uczestników Marszu Równości. Wtedy nawet nawoływał do
stosowania przemocy, mówiąc: „Jeśli dewianci zaczną demonstrować, to należy dolać im
pałą”. Wierzejski w ogóle sprawia wrażenie
osoby agresywnej, która nie liczy się z poglądami innymi niż jego.
Zgodnie z regulaminem sejmowym (art.
147), KEP może – oczywiście po rozpatrzeniu sprawy i stwierdzeniu naruszenia zasad
etyki poselskiej – zwrócić parlamentarzyście
uwagę, udzielić mu upomnienia lub nagany.
Tymczasem na 2 października został wyznaczony pierwszy termin rozprawy z powództwa Zawrotniaka. Wierzejski nie pozostaje mu
dłużny. W swoim blogu internetowym nazwał
okazję porozmawiać ze swoim prześladowcą – strażnikiem miejskim. Ten
bezczelnie oświadczył, że nikt z nim
nie wygra, a jak Borzyszkowski chce
mieć święty spokój, to musi mu wypłacić do ręki odszkodowanie w wysokości 10 tys. zł.
A jednak strażnik nie przewidział,
że sąd drugiej instancji przychylnie
potraktuje prośbę obwinionego o powołanie biegłego sądowego do ustalenia przyczyny i sprawcy zdarzenia.
Po tym fakcie taksówkarz telefonicznie został poinformowany przez
pana strażnika, iż wysokość odszkodowania spadła o połowę. Zatem płaci czy nie?
Taksówkarze to naród oszczędny,
więc płacić nie zamierzał. Bo i za co?
Zwłaszcza, że biegły wkrótce wydał
korzystną dla niego opinię.
22 sierpnia sąd ostatecznie uniewinnił taksówkarza. Wyraźnie obawiał się tego pan strażnik, bowiem
tuż przed rozprawą zażądał już tylko... 2 tys. zł odszkodowania. Nie przypuszczał, że uparty przewoźnik całą
rozmowę nagrywa na dyktafon. Także i tę telefoniczną.
¤¤¤
Teraz, wobec całkowitego obrotu sprawy, nie może spać spokojnie sierżant G. z drogówki, bowiem
taksówkarz złożył do prokuratury
wniosek o „wszczęcie postępowania
w celu wyjaśnienia, czy świadek, zeznając w Sądzie Grodzkim, nie kłamał, bo rozbieżność między stanem
faktycznym a jego zeznaniami daje
podstawę, by uznać, że zostało popełnione przestępstwo”. Jednak czasem wiara i cierpliwość opłacają
się – nawet w polskich sądach.
JASZ
Fot. Autor
Polskie Stowarzyszenie „Syndrom Tourette’a” podaje: „Zespół Tourette’a jest wrodzonym zaburzeniem neurologicznym, które charakteryzuje się występowaniem licznych tików motorycznych i głosowych.
Zazwyczaj tiki przybierają łagodną postać,
jednak w cięższych przypadkach symptomem choroby może być mimowolne
przeklinanie lub wykonywanie nieprzyzwoitych gestów”.
Zawrotniaka m.in. „patałachem z SLD” oraz
„pajacem-lewakiem”. Młody lewicowiec zapowiedział na to, iż na sali sądowej rozszerzy
swój pozew i o te sformułowania. Wystąpi
też o powołanie biegłego specjalisty z zakresu psychiatrii klinicznej, który – po zbadaniu
pacjenta, rzecz jasna – wypowie się, czy Wierzejski nie cierpi czasem na zespół Tourette’a.
– Jeżeli rzeczywiście pan Wierzejski ma
takie problemy, to pozostanie mi tylko współczucie, wszak serce bije mi po lewej stronie
– ubolewa Zawrotniak...
KAZIMIERZ CIUCIURKA
Fot. Jakub Łukawski
12
PÓŁ ŻARTEM, PÓŁ SERIO
C
o robi CIĄGACZ RUR? Cóż
za głupie pytanie! Przecież
każdy wie, że ciągacz rur
ciągnie rury. Równie jasne
jest, że MYGŁOWACZ układa drewno w mygły, zaś CZYŚCICIEL BUTÓW czyści buty. A może ktoś
jednak nie wie?
Jeśli tak, to powinien sięgnąć po
dzieło „Klasyfikacja zawodów
i specjalności”. Tam to
wszystko jest podane
czarno na białym.
Ktoś to napisał za
ciężkie pieniądze,
ktoś inny wydał,
a jeszcze ktoś
kupił. Do każdego urzędu pracy w Polsce.
A lektura jest
zajmująca.
Oto
na
przykład taki
ASTROLOG.
Napisano, całkiem poważnie,
że onże „bada
ale któremu
bogu? – zafrasuje się ewentualny pracodawca. By rozwiać rozterki
i nie popełnić
politycznego
błędu proponujemy (jeśli
jest etat) nająć
DUCHOWNEGO WYZNANIA RZYMSKO-KATOLICKIEGO.
Od tego pracownika
możemy wymagać,
aby: „w sposób
Żadna praca
nie hańbi
wpływ poszczególnych planet Układu
Słonecznego i gwiazd (...) w celu uzyskania informacji dotyczących człowieka i jego losu. Zajmuje się też telepatią i teleportacją”.
Bardzo proszę uważać, bo astrologa łatwo pomylić z WRÓŻBITĄ.
Ten, „wykorzystując wrodzone uzdolnienia do działań w obszarze zjawisk
nadprzyrodzonych, dokonuje wglądu
w przeszłe i przyszłe wydarzenia przy
zastosowaniu (...) kart, kabały, wróżenia z ręki, katopromancji, i krystalomancji, czyli przepowiadania przyszłości za pomocą zwierciadła”.
Nie jesteście zainteresowani zatrudnieniem wróżbity na etacie? No
to może chociaż DUCHOWNEGO,
który „jako przedstawiciel uświęconej
tradycji, praktyk i wierzeń sprawuje
przewodnictwo duchowe i religijne (...)
przez oddawanie czci Bogu”. No tak...
bezpośredni i czynny (...) organizował
kult religijny przez przewodniczenie nabożeństwom, oddając cześć Bogu Ojcu, Synowi i Duchowi Świętemu, również Matce Bożej i świętym”. Tak jest
napisane w świeckim podręczniku.
Jeśli już mamy etatowego duchownego, to nie zaszkodzi w IV RP
nająć i ZAKONNIKA. Tym
bardziej że jest to pracownik
śmiesznie tani, zapieprzający
całkiem za bezdurno, bo
„pogłębia stan duchowego posiadania bez
przywiązywania wagi do
dóbr materialnych i realizuje zasady dobrowolnego
ubóstwa w sposób intensywniejszy niż jest to
możliwe i praktykowane
przez ogół wyznawców”. Taki pracownik to przecież
prawdziwy skarb!
Może też „wykonywać funkcje
o charakterze
administracyjnym, społecznym, wojskowym,
naukowym...”, czyli właściwie piastować
każdą funkcję i stanowisko! Czyż nie jest
to przednia myśl – zamiast akademii wojskowej
skończyć nowicjat i... kariera
stoi przed nami
otworem! Można zostać ministrem, generałem albo naukowcem!
Do kościelnego kom-
pletu niezbędny jest ŻAŁOBNIK, który
przed śpiewami ORGANISTY i modlitwami
DUCHOWNEGO powinien
„wykonać makijaż, mycie, golenie, strzyżenie oraz ubieranie zwłok oraz włożyć te zwłoki do trumny”. Jednak zanim się to wszystko stanie i polegniemy na wieki wieków, warto mieć
pod ręką LABORANTA SEKCYJNEGO. Oddany ów pracownik „anatomicznie porządkuje (zbiera) zwłoki
powypadkowe, zabezpiecza zwłoki
przed zmianami gnilnymi, uzupełnia
ubytki tkanek spowodowane urazami
oraz usuwa przykre zapachy”.
Uwagę naszą zwróciła też profesja z numerem (każdy zawód ma swój
numer) statystycznym 232120, czyli
NAUCZYCIEL RELIGII. W urzędowej „Klasyfikacji zawodów” napisano, że taki ktoś „prowadzi zajęcia
dydaktyczne, nauczając religii (...) i zasięgając opinii rodziców przed podjęciem ważnych decyzji dydaktycznych,
wychowawczych i opiekuńczych dotyczących ich dzieci”. Proszę, proszę...
Czyli powinien urzędowo „zasięgać
opinii”. Zapamiętajmy to sobie.
¤¤¤
Wiekopomne dzieło „Klasyfikacja zawodów” szczegółowo opisuje
każdą, nawet najdrobniejszą profesję. Dowiadujemy się na przykład,
że OSOBA DO TOWARZYSTWA
„uczestniczy w życiu swojego pracodawcy, towarzysząc mu w mieszkaniu i podczas spacerów” (o łóżku,
niestety, nic nie ma), a także „podaje przedmioty nie będące w zasięgu ręki pracodawcy”. PISARZ
(o dziwo!) „zajmuje się działalnością
pisarską”, zaś PIOSENKARZ „śpiewa solo lub w zespole wokalnym”.
UBOJOWY „dokonuje uboju zwierząt”, AKTOR „uprawia sztukę aktorską”, MALARZ „maluje portrety, pejzaże i martwą naturę”, a CYRKOWIEC „bawi widzów w cyrku”.
Jest nawet zawód (?) DYREKTOR
(ojciec?) i KIEROWNIK.
I tylko zawodu prezydenta i premiera oraz posła nie ma ani śladu.
Cóż za dyskryminacja... To tak jakby
oni nic w ogóle nie robili! Jakby za
nic nie należały się im pieniądze...
MarS
Nr 38 (342) 22 – 28 IX 2006 r.
Sklepienie historii
Stary Lubliniec, wieś w województwie
podkarpackim (przy trasie Bełżec–Tarnogród),
powinna niezwłocznie zmienić nazwę
na Lubliniec Nowy czy nawet Nowatorski.
Już z dala widać kopuły greckokatolickiej cerkwi, zaadaptowanej
w 1966 roku na świątynię katolicką.
Na terenie Roztocza to nic nadzwyczajnego. Nadzwyczajny, a dla wielu
wręcz szokujący, jest za to wystrój
wnętrza, który kościół pw. Przemienienia Pańskiego otrzymał w latach
70. ubiegłego wieku. Ze sklepienia na
wiernych spoglądają święci wystrojeni nie – jak przystało – w powłóczyste szaty, lecz... w garnitury.
Święty pod krawatem to jednak
nic w porównaniu z godną mistrzów
surrealizmu drogą krzyżową. Piłat zamiast rąk umywa skórzane rękawiczki. Chrystus upada pod ciężarem krzyża przed kolumną samochodów, przy
drugim upadku tratowany jest przez
gęstwę nóg w eleganckich pantoflach
i półbutach, by po raz trzeci upaść
pod ciosami pałek i bagnetów. Dwaj
panowie w czarnych garniturach, którzy pomagają Chrystusowi nieść krzyż,
w następnej stacji własnoręcznie...
przybijają go do krzyża. Nie mniejszą uwagę przykuwa scena, w której
postacie bez twarzy przedstawiają siedem grzechów głównych. Pojawiające się tu i ówdzie polityczne aluzje
P
(zomowskie pałki, ubecki czarny samochód z włączonymi reflektorami,
czerwony tłum domagający się ukrzyżowania) odwołują się wyraźnie do
bardzo konkretnej historycznie rzeczywistości. Jednak przekaz ma wciąż
aktualną wymowę. Wszak tłum nadal
pozostał tłuszczą i tylko jego obiekt
uwielbień się zmienił – nie po raz
pierwszy i nie ostatni.
AK
Fot. Autor
remier Kaczyński nie znosi latania. Podobnie jak Wielki Wódz Kim Ir Sen i jego następca Kim Dzong Il. Ci podróżowali jedynie opancerzonym pociągiem. Kaczyński do naszego głównego sojusznika, czyli USA,
musiał lecieć. ON MUSIAŁ!
„Człowiek z aerofobią na wieść o tym, że musi
wsiąść do samolotu albo wpada w histerię, albo (...).
Tak się boi, że nie może ruszyć ręką ani
nogą. Zmuszenie osoby z aerofobią do
latania może się skończyć tragicznie.
Potężny stres może doprowadzić do szoku psychicznego, zawału serca. Oczywiście, przygoda ta może też okazać
się dobrą terapią i zmagająca się z lękiem osoba będzie uleczona. Przynajmniej na jakiś
czas” – stwierdziła dr Małgorzata Sitarczyk, psycholog z UMCS. Wypowiadała się w sprawie wagi
państwowej, bowiem – jak głosi stugębna plotka
– Jarosław Kaczyński nie znosi latania.
Redakcja „Faktów i Mitów” – w trosce o dobre samopoczucie oraz bezpieczeństwo najwyższych urzędników w kraju – wysłała do prezydenta Lecha Kaczyńskiego, premiera Jarosława
i niejakiego Romka Giertycha (z racji wzrostu)
pisma z pytaniami. Właściwie usiłowaliśmy podpowiedzieć rządzącym, w jaki sposób poprawić
bezpieczeństwo swoje i innych w trakcie podróży
służbowych – czy to rządowymi limuzynami (prezydent używa wielu, a taki Giertych aż dwóch),
czy to w podróżach lotniczych.
Biskupi i księża, którzy troszczą się o naród
polski, głoszą publicznie, że należy dać im do
pokropku środki komunikacji, którymi lud boży
się porusza. To z pewnością poprawi bezpieczeństwo. Dba o to św. Krzysztof, patron kierowców,
zmarły 2 tysiące lat temu. Co roku z wielką pompą organizowane są w kraju uroczystości święcenia samochodów, rowerów i wszystkiego, co służy do transportu. Zapytaliśmy więc rządzących,
czy używają samochodów i samolotów poświęco-
obywateli jest coroczna uroczystość poświęcania
wszelkich pojazdów przez przedstawicieli Kościoła katolickiego, w tym samych biskupów. Według
Nich ma to m.in. przyczynić się do poprawy bezpieczeństwa podróżujących poświęconymi środkami komunikacji.
W trosce o zdrowie i bezpieczeństwo Pana prezydenta – przedstawiciela wszystkich obywateli RP, wielokrotnie podkreślającego swoje związki z Kościołem katolickim – Redakcja
tygodnika »Fakty i Mity« prosi o odpowiedź na pytanie: Czy środki komunikacji, z których korzysta Pan Prezydent,
są poświęcone? Jeżeli tak, to kiedy
i przez kogo, a jeżeli nie, to dlaczego?
Pozostając z głębokim szacunkiem, w imieniu
naszych Czytelników i własnym liczymy na szybką
odpowiedź na nasze pytanie”.
Podobnie brzmiące listy napisaliśmy do rzecznika rządu i rzeczniczki MEN. Odpowiedzi nie
doczekaliśmy się do dziś. Rządzący olali nas i naszych Czytelników. Dalej nie wiemy, czy rządowe
i prezydenckie środki lokomocji są poświęcone
i dalej drżymy o głowy państwa i o Giertycha też.
Podejrzewamy, że prawdziwą przyczyną wypadku
helikoptera z premierem Millerem na pokładzie
mogło być właśnie zaniedbanie poświęcenia. Jeśli tak, to może jednak warto zrobić imprezę
z wielką pompą i zaniedbanie to naprawić. Prymas chętnie machnie kropidłem, boć to zawsze
okazja, aby zdekomunizować jakiś fragment postkomuszej rzeczywistości.
TOMASZ ŻELEŹNY
Nieloty rządzące
nych. Czy latając i jeżdżąc sprzętem pamiętającym rządy lewicowców, mają odwagę poruszać się
niepoświęconymi samolotami i samochodami?
Nasze pisma do nich brzmiały tak:
„Kancelaria Prezydenta RP
Prezydent RP Pan Lech Kaczyński z racji pełnienia najwyższego urzędu w kraju i wypełniania
obowiązków z tym związanych zmuszony jest do korzystania z różnych środków komunikacji, w tym
szeregu limuzyn oraz floty powietrznej. Wiąże się to
z szeregiem niebezpieczeństw wynikających z racji
częstego podróżowania. Dodatkowo niebezpieczeństwo może być większe choćby z racji tego, że samolot, z którego korzysta Pan Lech Kaczyński, jak
wielokrotnie donosiły media oraz czynniki oficjalne, jest przestarzałą konstrukcją produkcji b. ZSRR.
W Polsce nową tradycją i zwyczajem powszechnie akceptowanym i pożądanym przez większość
13
14
Nr 38 (342) 22 – 28 IX 2006 r.
ZE ŚWIATA
BANKOWO BEZ MÓZGU
Nieprzyjemna niespodzianka stała się udziałem 34-letniego Austriaka, rabusia żółtodzioba.
Wszedł do biur administracji
w miejscowości Poggersdorf i ujrzał
w holu bankomat, co wywołało
w jego ubogiej w szare komórki mózgownicy absolutne przekonanie, że
jest w banku. Postanowił go więc
niezwłocznie obrabować i wyciągnął
wiatrówkę. Gdy urzędniczki cierpliwie wytłumaczyły mu, że popełnił
pomyłkę w adresie, zawiedziony rabuś wybiegł na zewnątrz i tu wpadł
w ręce policji. W złodziejstwie, jak
każdym innym fachu, minimum myślenia jest niezbędne.
JF
EKOWŁAM
Dwóch młodych Amerykanów dostało po pół roku więzienia od sędziego z Steamboat Springs w Kolorado. Była to kara za wyciągnięcie z kubła na śmieci pięciu ogórków, pięciu moreli, szparagów
i kilku czereśni.
Dżuma rozprzestrzenia się przez
ukąszenia zainfekowanych pcheł,
a ludzie mogą się też zarazić poprzez kontakt z chorymi gryzoniami oraz innymi zwierzętami lub ich
odchodami. Objawia się powiększeniem węzłów chłonnych, gorączką,
dreszczami, wymiotami i biegunką.
W dzisiejszych czasach leczy się ją
antybiotykami, ale szybka diagnoza
jest bardzo ważna.
CS
TELEPATIA ISTNIEJE
Udowodnił to Rupert Sheldrake
w rezultacie swych badań finansowanych przez prestiżowy Trinity College z Cambridge.
Wielu ludziom znane jest np.
zjawisko, że telefonują do kogoś,
a ta osoba stwierdza, że właśnie
o nich myślała. W przeprowadzonym eksperymencie wrażenie takie
potwierdziło 45 proc. osób. Prawdopodobieństwo, że zdarza się to przypadkowo, można zapisać jako 1 000
000 000 000:1. Podobne wyniki uzyskał badacz w przypadku e-maili:
osoba, która myślała o potencjalnym
nadawcy, otrzymywała odeń wiadomość elektroniczną.
TW
MA PRZESRANE
„Pracuję w zawodzie 30 lat i myślałem, że widziałem wszystko
– zwierzył się prokurator z Duluth w Minnesocie – ale to przekracza wszelkie granice”.
Vadale Amos Willis z Chicago został oskarżony o przywiezienie
(między pośladkami) i próbę sprzedaży 33 gramów kokainy, na czym
planował zarobić 5 tys. dolarów. Kiedy sędzia przedstawił mu zarzut,
mężczyzna narobił w spodnie, a potem wysmarował salę sądową odchodami. Nie koniec na tym: wysmarował się nimi sam, wkładając
je sobie nawet do ust.
JF
Przestępcy tłumaczyli, że przyjechali do miasta na zlot zrzeszenia Rainbow Family i nie mogli kupić jedzenia, bo sklepy były zamknięte. Prokurator oskarżał nurków
śmietnikowych o przestępstwo włamania i kradzieży, bo kubeł stał na
terenie zakładu przetwórczego.
Miejscowi nie są zachwyceni spotkaniami Rainbow Family w ich mieście, więc stosunki między zrzeszeniem a władzą są napięte.
PZ
DŻUMA
Dżuma uważana jest za chorobę
zamierzchłych lat, kiedy to zaraza zbierała obfite żniwo. Okazuje się, że nie daje za wygraną
i puka do drzwi XXI wieku.
I to gdzie – nie w zacofanych zakątkach Azji czy Afryce, ale...
w USA. W bieżącym roku w zachodniej części Stanów odnotowano 13
przypadków dżumy, w tym dwa zakończone zejściem śmiertelnym.
7 przypadków wydarzyło się w stanie Nowy Meksyk, 3 w Kolorado,
2 w Kalifornii i 1 w Teksasie.
dotąd – powstało na świecie 400 tys.
dzieł tego rodzaju. Na przykład
58-letnia Maria Perish – ukraińska patriotka, mieszkanka Toronto
– wykonała kompozycję z kondomów w formie flagi swojej ojczyzny.
Brazylijka Adriana Bertini przedstawiła czerwonobiałą minispódniczkę z prezerwatyw. Pomysł narodził
się przed trzema laty i rozprzestrzenił po świecie. No, może nie po całym... Znamy kraje, w których na
pewno nie chwyci.
PZ
SEKS DO PEŁNA
Australijskie burdele przejmują
stosowane dotąd przez supermarkety metody wabienia klientów.
Każdy, kto przed zaspokojeniem
żądzy zmysłów zatankuje bak samochodu i przedstawi burdelmamie rachunek, otrzyma zniżkę. „Jeśli przyjdziesz spędzić czas z jedną z naszych
czarujących pań, damy ci zniżkę 20
centów na litrze” – deklaruje szefostwo burdelu „The Side” w Sydney. Inne placówki nie dają się wyprzedzić konkurencji. W praktyce
kalkuluje się to tak, że od 150 dolarów australijskich, które trzeba zapłacić za 30-minutowe tete-à-tete
z pracowniczką seksualną, odchodzi 10 dolarów zniżki benzynowej.
Domy publiczne są w Australii
są legalne, ale nie mogą być prowadzone w pobliżu osiedli mieszkaniowych, kościołów czy szkół.
PZ
KOMÓRKA W DUPIE
Organy ścigania Salwadoru bezskutecznie głowiły się nad tym,
w jaki sposób przywódcy groźnego gangu Mara Salvatrucha, osadzeni w maksymalnie strzeżonym
więzieniu w Zacatecoluca, mogą koordynować działalność przestępczą na zewnątrz.
POTRZEBA MATKĄ... STRACHU
Darmowe atrakcje stały się udziałem 50 pasażerów samolotu linii
Air Canada Jazz na trasie z Ottawy do Winnipeg.
Pilot wyszedł z kabiny za potrzebą, ale gdy próbował wrócić za stery, okazało się, że drzwi są zamknięte. Zacięły się. Po bezradnym waleniu w nie, co spowodowało, że pasażerowie mdleli ze strachu (za pół
godziny samolot miał lądować) kapitanowi udało się wyjąć drzwi z zawiasów.
CS
KONDOM OJCZYSTY
„Istnieje na całym świecie,
a zwłaszcza w Afryce, wielka potrzeba uwolnienia kondomów od
stygmatu niemoralności” – stwierdza Franc DeRose, dyrektor inicjatywy Condom Project, która
stawia sobie za cel oswojenie ludzi z prezerwatywami.
Tak narodził się program skłaniający ludzi do projektowania wyrobów
artystycznych z użyciem gumki. Jak
Rewizje nie przynosiły rezultatów. Wreszcie dyrektor więzienia
wpadł na pomysł i kazał prześwietlić
czterech więźniów. Okazało się, że
mają telefony komórkowe ukryte
w jelicie grubym. Opakowane w plastik aparaty wsadzali tam przez odbytnicę. W „skrytce” tej trzymali również urządzenie do ładowania baterii i chipy, których częsta wymiana
pozwalała uniknąć wykrycia, skąd się
dzwoni. Kto im tak rozepchał odbytnice – nie wiadomo.
JF
ŻYCIE PO SETCE
Życie zaczyna się po setce. Nie,
nie tej w barze. Po setnym roku
życia. Taki jest werdykt Roberta
Goldmana, przewodniczącego
Amerykańskiej Akademii Medycyny Hamującej Proces Starzenia, wygłoszony podczas konferencji naukowej na indonezyjskiej
wyspie Bali.
Na dowód pokazał kalendarz ze
zdjęciami aktorki Sophii Loren ubranej wyłącznie w klipsy. „Gdyby ktoś
wam powiedział przed 14 laty, że były symbol seksu będzie w roku 2006
pozował do zdjęć tylko w klipsach,
bylibyście zdegustowani i zamykalibyście oczy. Tymczasem dziś, w wieku 71 lat, ona wygląda świetnie.”
– Dzisiejsza medycyna ma do
walki ze starością coraz skuteczniejszy oręż: komórki macierzyste, nanotechnologię, inżynierię genetyczną, klonowanie terapeutyczne itp.
Dzięki komórkom macierzystym łysym w ciągu miesiąca wyrosną włosy, nie jakieś dziwne, ale ich własne – zapewnia Goldman.
Da się też wygładzić zmarszczki. Dzięki nowym metodom diagnostycznym raka prostaty można wykryć przez badanie moczu dużo
wcześniej, niż wykryją go regularne
testy. Można zatrzymać jego postępy bez żadnych biopsji i operacji.
Goldman twierdzi: – Życie zaczyna się po setce! Dziś to może
brzmieć niewiarygodnie, ale w przyszłości stulatek będzie uważany za
dość młodego.
Jego zdaniem życie można będzie przedłużyć co najmniej do 150
lat.
TW
ZAWÓD: RECYDYWISTA
Media w USA doniosły o zamknięciu niejakiego Kevina Holdera podejrzanego o włam.
Powodem zamieszczenia wzmianki był fakt, że pochodzącego z Lincoln w Nebrasce włamywacza uznano za rekordzistę: było to jego 226
aresztowanie. Zaraz jednak nadeszło sprostowanie. Z tak marnym
wynikiem Holder ani się umywa do
prawdziwych rekordzistów, i to tylko z jednego powiatu – Nebraski.
Championem był zamykany 652 razy Edward Brooks, ale nieborakowi się zmarło. Jest jednak cała grupa recydywistów mających na kocie ponad 500 aresztowań. Holder
musi solidnie popracować jeśli marzy mu się pasiak lidera.
ST
ŻAL ZA GRZECHY
W Miami, o godz. 3 nad ranem,
do sklepu z produktami podniecającymi wkroczył pewien dżentelmen i poinformował subiekta,
że pragnie obejrzeć film dla dorosłych. Skierowany więc został
do odpowiedniej kabiny...
Zamiast jednak opuścić budkę
w stanie odprężenia, kinoman podzielił się ze sprzedawcą gnębiącym
go uczuciem: „Czuję potworne
wyrzuty sumienia”. Chwilę później
– żeby wyrzuty zneutralizować – rozlał i podpalił w sklepie benzynę, po
czym niespiesznie wyszedł na zewnątrz. Policja już wiele dni poszukuje kinomana z wyrzutami... CS
RATOWNIK NEKROFIL
Parker Ward z Gainesville na prośbę kolegi, zaniepokojonego milczeniem swej znajomej, poszedł
sprawdzić, co się z nią dzieje.
Nie otwierała drzwi przyczepy
kempingowej, więc po konsultacji
ze zleceniodawcą Ward je wyważył.
43-letnia kobieta leżała martwa, zimna i sztywna. Mimo to, wiedziony
szlachetnym instynktem ratowania
życia, Ward zabrał się do sztucznego oddychania metodą usta-usta. No
i skończyło się na... stosunku z trupem, co, niestety, nie uszło uwadze
policji. Nekrofil tłumaczył się później, że trochę za dużo sobie golnął i nie wyczuł, że jego partnerka
jest kompletnie... oziębła. Sąd skazał go na cztery lata więzienia. „Nikt
nie może być do tego stopnia pijany” – orzekł sędzia.
TN
WODA MOCNO MINERALNA
Rezydenci bloku mieszkalnego
w Youghe City na Tajwanie spostrzegli, że woda z kranu, którą
piją, ma od kilku dni jakiś dziwny smak.
Ponadto była dość mętna. Powiadomili o tym władze, a te wszczęły dochodzenie. Wkrótce wykazało ono, że powodem jest... trup
pływający w zbiorniku lokalnej wieży ciśnień. Jakiś obywatel po przesadnej dawce narkotyków wspiął się
tam i utopił. Brrr!
CS
KLOZETOWY PIROTECHNIK
Władze więzienne w stanie Connecticut odmówiły wnioskowi Bruce’a Foresta i jego rodziny o warunkowe zwolnienie z więzienia
za kaucją (familia gotowa była zastawić dwa domy wartości 5 mln).
Bruce siedzi za akty terrorystyczne szczególnego rodzaju. Wysadzał
otóż w powietrze przenośne kible.
Przed zapuszkowaniem udało mu
się spowodować eksplozję siedmiu
takich obiektów. Władze uznały,
że po 11 września 2001 r. uwolnienie klozetowego pirotechnika byłoby lekkomyślnością.
TN
Nr 38 (342) 22 – 28 IX 2006 r.
G
łównym bohaterem relacji
dotyczących przestępstw
seksualnych kapłanów
w USA jest kler Kościoła katolickiego. Nie znaczy to jednak, że
duchowieństwo innych, licznych
w tym kraju, wyznań religijnych
ma czyste sumienie. Oto garść
doniesień o życiu seksualnym
przedstawicieli innych Kościołów
amerykańskich.
ZE ŚWIATA
aniołów” – powiedziała detektywom
jedna z ofiar, którą kapłan zaczął
się zabawiać, gdy miała 8 lat, a kontynuował to przez kolejne 8. Najmłodsza z seksualnie molestowanych
dziewczynek miała 4 lata. Praktyki te
trwają od lat 70. Policja wkroczyła
do dwu sekt baptystów: w jednej żyło 100 osób, w drugiej – 45. Członkowie pozbawieni byli wszelkiej własności prywatnej i pracowali na roli.
Seks niekatolicki
Cztery członkinie należącego do
wyznania zielonoświątkowców New
Life Apostolic Church w Salisbury
oskarżają swego biskupa, 57-letniego Richarda Lawsona, o zaloty
i molestowanie seksualne. Biskup argumentował, że potrzebuje nowej
partnerki, bo jego żona umiera. Dwie
18-latki odniosły się do problemu biskupa z chrześcijańskim zrozumieniem, dwie inne odmówiły. „Przekonywał nas, że jego postępowanie
jest zgodne z wolą bożą, ponieważ
duchowo stanowimy jedność, a on
pragnie doprowadzić do jedności fizycznej” – mówi jedna z oskarżycielek. Każda z kobiet domaga się od
biskupa oraz United Pentacostal
Church International miliona dolarów odszkodowania.
Dzikie, pokryte gęstymi lasami
góry Ozark w stanie Missouri upodobali sobie wyznawcy religijnych sekt,
którym zależy na unikaniu rozgłosu.
Niedawno uciekła stamtąd grupa
członkiń sekty wchodzącej w skład
Kościoła baptystów, a po pokonaniu
pieszo kilku kilometrów przez odludne tereny dotarła do automatu telefonicznego i zadzwoniła po pomoc.
Policjantom kobiety opowiedziały
o tym, jak liderzy sekty w trakcie rytuałów religijnych molestowali seksualnie małoletnie dziewczynki, tłumacząc, że „przygotowują ich ciała
do służby Bogu”. Pięciu przywódców aresztowano, oskarżono o sodomię i gwałcenie dzieci. „63-letni
pastor George Otis Johnson obmacywał mnie; nazywał to pocałunkami
Ś
W odludnych partiach gór Ozark
funkcjonuje stale co najmniej 6 innych zamkniętych komun religijnych
– z reguły zrzeszają one fundamentalistycznych chrześcijan, ale są też
wyznawcy hindu i New Age.
28 sierpnia, podczas próby ucieczki, został zatrzymany i aresztowany
50-letni Warren Jeffs, lider sekty mormońskich poligamistów. Jego odłam
Kościoła mormońskiego zrzesza około 10 tys. członków w stanach Utah i Arizonie. Jeffsa oskarżono o poligamię,
gwałt i zmuszanie
nieletnich dziewczynek do ślubu
z dorosłymi mężczyznami. Miał on prawo
decydować, kto za kogo wyjdzie. Dziewczynom w wieku
14–18 lat groził, że
stracą szansę na
zbawienie, jeśli nie
poślubią i nie będą słuchać wyznaczonych im mężów.
Jeffs ma 40 żon i 72 dzieci. Mieszkali w domach zajmujących wydzielony
i otoczony 5-metrowym murem teren w miejscowości Hilsdale.
Trident Latin Rites Church jest
odłamem katolicyzmu. Kościół ma formę religijnej sekty. „Bracia mieszkają w wydzielonym domu z odebranymi matkom potomkami płci męskiej,
których „wychowują”. Matki mają prawo widzieć swe dzieci dwa razy w roku. Policja aresztowała właśnie dwu
wiatem rządzi przypadek czy opatrzność? A czy
opatrzność może posługiwać się kłamstwem?
Do rzeczy – gdyby pewnego razu niejaka frau Peintner nie wzięła do ręki gazety i nie przeczytała
zamieszczonego w niej ogłoszenia, świat nigdy nie
doczekałby się papieża Niemca Benedykta XVI!
Tytułowy „papież
z ogłoszenia” jest pewnego rodzaju skrótem
myślowym, żeby użyć
modnego dziś słowa.
Skrót ten nie oznacza oczywiście, że nabór na stanowisko papieża prowadzono za pomocą prasowych anonsów, ale że gdyby nie ogłoszenie matrymonialne, to
nie byłoby Benedykta XVI. Poczęcie nastąpiło już oczywiście tradycyjnie, po bożemu.
Był marzec 1920 r. Szukający pilnie kandydatki na
żonę 43-letni wówczas Joseph Ratzinger (nie ten Joseph Ratzinger, tylko jego ojciec) zamieścił ogłoszenie
w tygodniku „Liebfrauenbote”, specjalizującym się w kojarzeniu katolickich par. Napisał wtedy: „Funkcjonariusz
„braci” w wieku 21 lat, oskarżonych
o molestowanie seksualne dzieci.
Poprzednio zostali oskarżeni o gwałt
na chłopcach, z których jeden miał
7 lat, a drugi 11. Justin Kirkland
i Michael Muratore zrobili sobie
z nich zabawki seksualne.
Natomiast kariera 44-letniego
Terry’ego Hornbucle’a, biskupa kościoła Christian Fellowship Church
w Arlington, doznała nagłej implozji, gdy pięć kobiet oskarżyło go, że
odurzał je narkotykami, a następnie
zgwałcił. Duchowny nie przyznaje się,
a jego adwokat wyjaśnia, że jest on
hierarchą wyznania propagującego
prosperity, hedonizm i miłe strony
życia. Może istotnie było jakieś bara-bara z owymi parafiankami biskupa, ale narkotyki? Gwałt? Nie! Prawnik dodał jednak, że wszyscy popełniają jakieś błędy, duchowni też są
ludźmi i być może bp Hornbuckle
zdradzał żonę, ale na tym koniec.
W nieco gorszej sytuacji znalazł
się wielebny Philip Distasio, lider
wyznania Arcadian Fields Ministries,
którego świątynia zlokalizowana jest
w mieścinie Rocky River koło Cleveland. Stanął przed
sądem oskarżony o zgwałcenie dziewięciu chłopców
z zaburzeniami rozwoju
umysłowego i fizycznego.
Dwóch zgwałcił w domach, gdzie miał ich
uczyć, pozostałą siódemkę dzieci cierpiących na autyzm – w szkole specjalnej, w której był
zatrudniony. Zarzuca mu się w sumie 74
gwałty i podawanie
dzieciom narkotyków.
Distasio nie wypiera się.
„Jestem pedofilem od 20 lat – zeznał – ale jedynym powodem, dla
którego oskarżony jestem o gwałt,
jest to, że nikt nie wierzy, iż można
mieć dobrowolny seks z dziećmi”.
Distasio utrzymuje, że stosunki seksualne z dziećmi są świętym rytuałem jego Kościoła i jako takie są
chronione przez prawo. Wyrzucił adwokata, który nie chciał podjąć się
obrony po linii wolności religijnych,
i teraz broni się sam.
PZ
niskiego szczebla szuka dobrej katolickiej dziewczyny, która potrafi gotować i trochę szyć”.
I kicha! Żadna się nie skusiła. A tu puste gary i podarte ubranie... Więc po czterech miesiącach tatko Ratzinger dał kolejne ogłoszenie, opatrzone teraz drobnym
kłamstewkiem. Wprawdzie jego status, stan majątkowy
i dochody się nie zmieniły,
ale tym razem zaprezentował się w ogłoszeniu jako „szukający żony funkcjonariusz średniego szczebla”.
Tym razem znalazła się szybko chętna – niejaka Maria Peintner, mamusia obecnego papieża. Nie przeszkadzała jej ani mogąca wzbudzić niepokój – było to przecież tuż
po I wojnie światowej – wzmianka, że kandydat ma „nieobciążoną przeszłość”, ani zaznaczenie w ogłoszeniu, że „byłoby mile widziane, chociaż nie jest to warunek konieczny
ożenku, gdyby kandydatka miała trochę pieniędzy”.
Ślub skojarzonej za pomocą ogłoszenia pary odbył
się w listopadzie 1920 r. No a co by było, gdyby...
Z. DUNEK
Papież z ogłoszenia
15
Wirtualna krucjata
W
edług najnowszych badań przeprowadzonych przez amerykańskich psychologów zajmujących się uzależnieniem od
komputerów, aż 40 procent z siedmiu milionów abonamentowych
graczy najpopularniejszej sieciowej gry RPG – World of Warcraft
– nie może się już obejść bez wirtualnego świata Azeroth.
Problem jest poważny, a na całym świecie powstają nawet grupy
wsparcia dla rodziców i żon nałogowców. Jednak niewykluczone, że wkrótce odsądzane dotąd od czci i wiary
uzależnienie od komputerowych gier
zyska wsparcie katechetów i katolickich pedagogów. Okazuje się bowiem,
że może być ono formą wirtualnej
krucjaty służącej zdobywaniu nowych
dusz. Tysiące uczestników gry World
of Warcraft z całego świata w tym
samym czasie przemierza ten sam
wirtualny świat Azeroth, wciela się
w wyimaginowane postacie, przeżywa przygody, stacza fascynujące bitwy (w których stawką jest władza
i chwała) oraz wypełnia zadania,
których realizacja nierzadko trwa
od kilku dni do kilku tygodni.
Fani kultowej gry tworzą różnego rodzaju wirtualne społeczności,
skupiające nie tylko osoby o podobnych zainteresowaniach i upodobaniach, ale i takie, które są owładnięte misją krzewienia katolicyzmu.
Celem jest szerzenie wiary w Jezusa wśród pozostałych postaci występujących w świecie Azeroth. Wirtualni krzyżowcy wyznaczyli sobie zadanie zdobywania nowych duszyczek
poprzez... wyzywanie przeciwników
na pojedynek. Jeżeli udaje im się wygrać walkę, pokonany zmuszony jest
przyjąć wiarę w Chrystusa jako zbawiciela.
AK
Macanki koryfeusza
L
ou Beres, przywódca duchowy oddziału konserwatywnej organizacji religijnej Christian Coalition na stan Oregon, oskarżony został w październiku 2005 roku o molestowanie seksualne
nieletnich członków rodziny.
70-letni Beres, który jest równocześnie aktywistą republikańskim
(zabiegał o wybór do Krajowego Komitetu Republikańskiego), stanowczo zaprzeczał zarzutom, twierdząc,
że zawistni krewni chcą go skompromitować i wyciągnąć odeń pieniądze. Zapowiedział, że wycofa się
z życia publicznego i będzie energicznie zwalczał zarzuty.
W marcu jego krewna wytoczyła mu proces, twierdząc, że w przeszłości molestował ją seksualnie przez
kilka lat, i zażądała 2,1 mln dol. odszkodowania. Rezygnacja z prezesury Koalicji Chrześcijańskiej przeciągała się i jeszcze na początku sierpnia Beres podpisywał czeki. Nagle,
podczas przesłuchania przez policję,
przyznał się do obmacywania 13-letniej siostrzenicy i dwu 16-letnich koleżanek swej córki. Zapewniał, że
chodziło tylko o pocałunki oraz dotykanie piersi i była to zabawa. Kiedy przesłuchujący stwierdził, że kwalifikuje się to jako molestowanie seksualne, natychmiast się z tym zgodził. Oświadczył, że w swym kościele przyznał się do „pomyłek” i zapewniono mu opiekę terapeutyczną.
Krewni wyrazili jednak obawę, że
Beres nie mówi całej prawdy.
Koalicja Chrześcijańska zajadle
zwalcza najbardziej błahe formy pornografii i charakteryzuje się ortodoksyjnym purytanizmem obyczajowym.
Przynajmniej w odniesieniu do innych...
TN
Kondomy biskupa
W
imieniu organizacji Stop AIDS Now do Ugandy udał się hierarcha holenderski, biskup Bredy Martinus Muskens. Celem podróży było zachęcanie miejscowej ludności do używania prezerwatyw jako środka zapobiegającego wirusowi HIV.
Jego zdaniem, dopuszczalny jest
wybór „mniejszego zła”.
Reklamowanie kondomów
w Ugandzie to szczególnie drażliwa sprawa, bo tamtejsze władze
– pod presją kleru katolickiego
i USA – propagują abstynencję seksualną oraz wierność małżeńską.
Jeszcze w ubiegłym roku kardynał Kampali Emmanuel Wamala porównał dystrybucję kondomów wśród biednych do dawania
ludziom roweru i polecenia zjazdu w deszczu po stromym zboczu.
Kardynał twierdzi, że kondomy nie
zapobiegają AIDS i wprowadzają
ludzi w błąd, bo czują się za bardzo bezpieczni.
Konferencja Biskupów Południowoafrykańskich wyraża przekonanie, że tylko właściwa edukacja
jest drogą do efektywnej prewencji;
miejscowi biskupi potępiają rozdawnictwo kondomów.
CS
16
Nr 38 (342) 22 – 28 IX 2006 r.
MITY KOŚCIOŁA
PRAWDZIWA HISTORIA KOŚCIOŁA W POLSCE (5)
Twarde karki
Wiadomo, że Jordan – biskup misyjny sprowadzony do
Polski w roku 968 – „wiele napocił się” nad chrystianizacją księcia Mieszka I i jego ludu. Największy opór budziły
opłaty na rzecz Kościoła, umartwianie się w okresie
postów, postulat jednożeństwa, a także forma pochówku.
Po raz pierwszy – o ile wiadomo
– jedno z plemion polskich (było to
plemię Wiślan) zetknęło się z wiarą
chrześcijańską u schyłku IX wieku.
Przy czym książę owego plemienia
– domniemany książę Wisław – okazał się ideologicznym wrogiem nowej wiary, „urągał chrześcijanom
i szkody im wyrządzał”. Jednak w samych początkach chrystianizacji Polski niczego właściwie o oporze miejscowej ludności nie wiemy. Nie można co prawda wykluczyć, że jest to
spowodowane brakiem źródeł, które by o tym informowały, wydaje się
wszak, że rzeczywiście czynnego,
zbrojnego oporu nie było. Przynajmniej na początku. Ogół ludności,
który wcale nie tak prędko zetknął
się z uciskiem Kościoła, nie miał na
razie przeciwko czemu się buntować.
Najbardziej bowiem konsekwentne
zmuszanie do nowej wiary miało miejsce dopiero w czasach panowania Bolesława Chrobrego.
Wczesne dzieje Polski są bardzo
ubogie w źródła historyczne. Nie ma
wśród nich żadnego opisu czy sprawozdania o tym, jak szerzyli chrześcijaństwo biskup Jordan i jego
towarzysze. Jedynie kronikarz niemiecki Thietmar w odniesieniu do
tej misji zanotował, że „ciężką miał
z nimi [Mieszkiem i jego poddanymi] pracę, zanim niezmordowany
w wysiłkach nakłonił ich słowem
i czynem do uprawiania winnicy Pańskiej”. Mamy tutaj świadectwo trudności, na jakie natrafiała misja wśród
N
„Polaków”, tj. plemion żyjących
w dorzeczu Odry i Wisły. Nowe środowisko misyjne nie sprzeciwiało się
zbytnio przyjęciu chrztu. Niełatwo
natomiast podporządkowywano się
wymaganiom w zakresie obyczajów
i norm kościelnych, szczególnie jeśli kolidowały one z rodzimymi wierzeniami. Entuzjazmu nie budziły
również opłaty na rzecz Kościoła,
dziesięciny czy tzw. świętopietrze, czyli denar św. Piotra – zwyczaj, który zapoczątkował Mieszko I.
Była to danina równoznaczna z uznaniem papieskiego
zwierzchnictwa,
a przesyłały ją na rzecz stolicy apostolskiej niektóre kraje chrześcijańskie w zamian za
tzw. opiekę św. Piotra (polityczną, najczęściej
fikcyjną). Biskupi
misyjni byli natomiast na
bezpośrednim utrzymaniu księcia
i dopiero rozrost organizacji kościelnej i stabilizacja utworzonych biskupstw stworzyły potrzebę oparcia ich bytu materialnego na nowych
(ale dobrze gdzie indziej sprawdzonych) warunkach wyzysku. Być
może dopiero za Mieszka II
(1025–1034) przerzucono na całą
ludność ciężar utrzymania duchowieństwa, bo dopiero wtedy dochodziło do bardziej masowego oporu
ludu (w formie, która bywa określana „powstaniem”) przeciwko zachłanności kleru katolickiego.
ie jest wolnym taki kraj, w któ rym publiczne media są kiero wane przez polityków, w dodat ku jednej opcji politycznej i światopo glądowej. Polska, gdzie z każdej stacji
straszy ksiądz, nie jest z pewnością wol nym krajem, w którym także ludzie nie religijni mogliby się czuć jak u siebie.
Doczekaliśmy się pierwszego buntu
w radiu publicznym. 70 na 100 pracowników poznańskiego Radia Merkury podpisało się pod protestem przeciwko upolitycznianiu mediów publicznych. Czara goryczy
radiowców przelała się, gdy w zarządzie rozgłośni zasiadł 31-letni sprzedawca słodyczy
z Ligi Polskich Rodzin. Domaga się on wpływu na audycje kulturalne i rozrywkowe, które, jak łatwo zgadnąć, miałyby być w duchu
wszechpolsko-katolickim.
Cóż, można powiedzieć, że lepiej późny
bunt niż żaden. Szkoda jednak, że koledzy
dziennikarze nie przejrzeli na oczy wcześniej,
Najbliższe otoczenie Mieszka I
przyjęło zapewne chrzest razem
z nim. Innych feudałów trzeba było
do tego nakłaniać, zaś lud zwoływano na rozkaz książęcy, by poddał
się temu obrzędowi. Być może odbywało się to tak, jak podczas chrystianizacji Litwy w XIV w. W wyznaczonych miejscach nad rzeką gromadziła się wtedy ludność danej prowincji, tam dzielono ją na grupy
i chrzczono hurtem, zapewne po jednym kazaniu. Członkowie jednej grupy otrzymywali imię Jan, innej
– Piotr, trzeciej – Paweł... I tak
w krótkim czasie
cała Litwa była
„chrześcijańska”. Dzieje innych, lepiej znanych akcji nawracania pouczają, że na szczególnie silny opór
neofitów natrafiały przepisy dotyczące postów. Według kroniki ruskiej,
to właśnie kwestia postów poróżniła
księcia kijowskiego Włodzimierza
(jego słynne zawołanie brzmiało:
„Kto nie przyjmie chrztu, nie będzie
przyjacielem kniazia”) z Kościołem
kiedy przez lata rosło upartyjnienie mediów,
a oportunizm wobec Kościoła był już od
dawna nieprzyzwoity. To, że bardzo wzburzył ich młody handlarz ciastkami, a nie
uwłaczająca milionom Polaków wielolet-
rzymskim i zadecydowała o wyborze
Cerkwi greckiej, znacznie pod tym
względem łagodniejszej. W Polsce
ten obcy słowiańskiej duszy zwyczaj
również nie wzbudzał entuzjazmu.
Wręcz przeciwnie, kłócił się on
z obyczajem, który nakazywał, by
wczesną wiosną jeść mięso, żeby zboże dobrze rosło. Ale właśnie w tym
terminie – według kalendarza kościelnego – zaczynał się okres Wielkiego Postu, kiedy potrawy mięsne
były surowo zabronione. Potrzebna
była dopiero bezwzględna interwencja państwa (kary piekielne mało kogo przekonywały), by zaczęto się liczyć z tym kościelnym nakazem. Tym,
których przyłapano na jego łamaniu, wybijano zęby. Mimo to – jak
wynika ze słów Rudolfa, zakonnika cysterskiego z klasztoru w Rudach Raciborskich, autora XIII-
-wiecznego podręcznika dla spowiedników – stary zwyczaj przez długie
jeszcze lata cieszył się wśród ludu
większym poważaniem.
Postulaty kościelne dotyczące życia seksualnego ignorowali wszyscy,
a przede wszystkim wielmoże i książęta. Bolesław Chrobry wygnał kolejno dwie żony, nie troszcząc się o nierozerwalność małżeńskiego związku.
decydentów. Kto wiesza krzyże w klasach
publicznej szkoły, urzędzie czy punkcie wyborczym, nie bacząc na to, że lekceważy
w ten sposób uczucia niekatolików, dowodzi nie tyle swojej pobożności, co chamstwa.
ŻYCIE PO RELIGII
Zakneblowani
nia, postępująca katolicyzacja mediów, świadczy może o wyrobieniu estetycznym, ale
nie moralnym protestujących. Cóż, dobre
i to, niech się także i inni buntują!
Lekceważenie, pomijanie, czyli poniżanie w życiu społecznym niekatolickiej części
Polaków, jest czynem haniebnym moralnie,
świadczącym o niskim rozwoju cywilizacyjnym i braku ludzkiej wrażliwości polskich
Takie działanie nie jest niczym innym, jak
tylko ordynarnie zastosowanym prawem silniejszego. Przestrzeń publiczna powinna być
wolna od tego rodzaju symboliki lub propagandy. I jest wolna, tyle że w innych,
normalnych państwach Unii Europejskiej.
Innym sprawiedliwym rozwiązaniem byłoby dopuszczenie do owej przestrzeni wszystkich wyznań i światopoglądów, ale przy
W Kijowie natomiast – mimo że był
związany z trzecią żoną, Emnildą
– zwycięski Bolesław uczynił swoją
nałożnicą siostrę księcia ruskiego,
Jarosława, o której rękę uprzednio „ten stary wszetecznik” (Thietmar) bezskutecznie się starał. Znamienne, że polski kronikarz, choć
także duchowny, uznał ten fakt za
tytuł do chwały swego władcy. Pewnie stąd brała się książęca pobłażliwość dla rozpustnego rycerstwa. Tradycja odnotowała wprawdzie wyroki śmierci na niektórych wielmożach,
lecz wszystko kończyło się z reguły
w łaźni książęcej, gdzie Bolesław
we wspólnej kąpieli napominał ich
i... chłostał łagodnie rózgami.
Jedną z metod walki z pogańskimi praktykami było ich godzenie z naukami chrześcijańskimi. Kler,
któremu zależało na liczebnym przyroście dusz chrześcijańskich, widział
w tym mezaliansie skuteczny sposób nawracania i odciągania od pogaństwa. Zwolennikiem tej polityki
byli przede wszystkim rodzimi duchowni, z reguły niższego rzędu, których światopogląd był zresztą bardziej pogański niż chrześcijański,
a edukacja chrześcijańska ograniczała się do recytacji pacierza oraz
dziesięciorga przykazań.
Są ślady świadczące o tym,
że już za czasów Bolesława
Chrobrego rozpoczęły się ludowe rozruchy pod hasłami powrotu do starej religii. Bolesław
twardą ręką narzucał chrześcijaństwo, chwalony za to piórami
obcych biskupów, ale zapewne
coraz bardziej nienawidzony
przez swych poddanych. Dworska ideologia – zakaz jedzenia mięsa czy ograniczenie pożycia seksualnego – stała się dla wielu przejawem
bezmyślnego despotyzmu. Podobnie
zakaz palenia zwłok stwarzał nowe
problemy. Wszak spalenie ciała
– wedle starych wierzeń – umożliwiało wędrówkę duszy w zaświaty,
zaś zakopanie tego ciała prowadziło do odrodzenia się nieboszczyka
w formie „żywego trupa” – upiora.
ARTUR CECUŁA
istniejącej różnorodności jest to zadanie niewykonalne, czyli niesatysfakcjonujące i niesprawiedliwe. Tylko w pełni laicka szkoła,
media publiczne, władze samorządowe i państwowe czynią zadość zasadzie równości
wszystkich ludzi i potwierdzają ich godność.
Tylko wówczas dany kraj jest w pełni wolny i daje wyraz szacunku dla wszystkich swoich obywateli.
Bezprecedensowe przejęcie mediów
przez obecną koalicję to nie tylko rodzaj
kradzieży, bo upartyjnia to, co wspólne, ale
także wyraz arogancji i pogardy. Nie ma to
nic wspólnego z „Polską solidarną”, tak dumnie ogłaszaną na PiS-owskich plakatach
przedwyborczych. Nic dziwnego, że widzowie przestają oglądać dzienniki w mediach
publicznych i przenoszą się do Polsatu
i TVN. Moda na dobranocki dla dorosłych
nadawane zamiast solidnego programu informacyjnego zakończyła się jakieś 20 lat
temu...
MAREK KRAK
Nr 38 (342) 22 – 28 IX 2006 r.
D
zięki staraniom Karola „Wielkiego” najpierw zajaśniało światło religii i cywilizacji,
a nade wszystko ewangelii w kraju
Sasów, którym przez ponad 30 lat
objaśniał mieczem, na czym polega
zwrot Jezusa: „Miłujcie nieprzyjacioły swoje”. Jak już Sasowie pojęli miłość nowego boga, to okazało się,
że zostało ich bardzo niewielu. Karol wyrżnął ich w sumie około 4 tysięcy. To był początek zbrojnych „nawracań” na wiarę chrześcijańską. Biskupi, których ustanowił Sasom, mieli pilnować, czy nie uprawiają nowi
wierni dawnych hołdów bałwochwalczych, które mogli karać śmiercią
(jako zbrodnie). To byli prekursorzy późniejszych inkwizytorów.
przemiany. Ale wielki duch króla i stałość jego umysłu (...) ani nie dały się
zachwiać, ani odwieść od tego, co
raz postanowił. Żadne wybiegi nie uszły
Sasom bezkarnie. Mścił się za wiarołomstwo (...) i zawsze wymierzał im
słuszną karę, póki nie złamał i nie pobił wszystkich, którzy mu opór stawiali (...). Długoletnia wojna skończyła
się tym, że Sasi przyjęli warunki, jakie im król postawił; wyrzekli się kultu demonów i starych ojczystych obrządków, przyjmowali wiarę i sakramenty religii chrześcijańskiej i przyłączeni do Franków, tworzyli z nimi odtąd jeden naród”.
„Jak tylko który pan przybrał krzyż
(tj. zobowiązał się do krucjaty – dop.
red.), należał już do Kościoła, wobec
tego, że ślub krucjaty był nieodwołal-
PRZEMILCZANA HISTORIA
ubogim i założył Kościół Ubogich
z Lionu lub Upokorzonych. „Ma się
rozumieć – konstatuje oczywistość Reinach – ci ubodzy byli prześladowani”
przez Kościół katolicki, a niedobitki,
które schroniły się w dolinach alpejskich, utworzyły tam Kościół waldensów. Przykładali oni wielką wagę do
rozpowszechniania pism nowotestamentowych, których w swym Kościele zabronił czytać Innocenty III.
Prześladowania waldensów rozniecił
na nowo Klemens VII (1342–1352).
„Inkwizycja kazała ich palić setkami
w Grenoble i w Delfinacie. Pewien
legat papieski, ku końcowi XVI wieku, przedsięwziął wytępić waldensów
i poprowadził przeciw nim srogą krucjatę; zadusił dymem całe tłumy w pieczarach, gdzie usiłowały znaleźć schro-
MROCZNE KARTY HISTORII KOŚCIOŁA (23)
Krucjaty europejskie
Katarowie (zwani albigensami od
miejscowości Albi), członkowie sekty chrześcijańskiej powstałej w XII
wieku w Langwedocji (płd. Francja), twierdzili, że świat jest dziełem
boga zła i wszystko, co łączy duszę
z materią, jest złem. Wyróżniali się
przy tym pobożnością i cnotami
w przeciwieństwie do ówczesnej rozwiązłości moralnej kleru. Zostali
oskarżeni o manicheizm. W 1184 r.
papież Lucjusz III powołał inkwizycję. W XIII w. przybrała ona charakter represyjny. Katarowie stali się
w końcu celem krucjaty, ogłoszonej
przeciw nim przez papieża Innocentego III („W razie konieczności poskromcie ich mieczem”), przeprowadzonej z krańcowym okrucieństwem
w latach 1209–1213. W ciągu kilku
godzin żołnierze papieża wymordowali w Béziers we Francji ok. 20 tys.
mężczyzn, kobiet i dzieci, nie zwracając uwagi na ich wyznanie. Zamordowanie tak wielkiej liczby ludzi
w tak krótkim czasie, kiedy jeszcze
nie znano ani komór śmierci, ani nawet prochu strzelniczego, wymagało
niewyobrażalnej dzikości. Musi to sta-
17
śmierci (najczęściej spalenie na stosie), zawieszenie wszelkich gwarancji prawnych, posługiwanie się przy
przesłuchaniach torturami, a hańbiącymi karami objęto nawet dzieci. Tak
opisuje te zdarzenia „Historia powszechna religii” S. Reinacha: „Kościół wydał tym nieszkodliwym sekciarzom nieubłagalną wojnę. Ponieważ św. Bernardowi nie powiodło się
przekonać ich w błędach, papież Innocenty III w 1208 ogłosił przeciw
nim krucjatę. Rajmund VI, hrabia Tuluzy, musiał sam wziąć w niej udział
przeciw swoim poddanym. Ujrzał swe
ziemie owładniętymi przez 300 000
awanturników, którzy w ciągu 20 lat
zabijali, palili i łupili pod kierownictwem legatów papieża (1209–1229).
Kwitnące miasta, Béziers, Carcassonne, zostały potraktowane, jak przedtem Bizancjum przez Krzyżaków.
W czasie oblężenia Lavaur »uwięziono 80 rycerzy z panem tego miasta
i wszystkich skazano na powieszenie;
ale że szubienice się złamały, pozostawiono tych jeńców Krzyżakom, którzy ich wyrżnęli. Wrzucono do studni
siostrę pana z Lavaur i spalono do-
„Apostołowie zwiastowali istnienie potężnego Boga,
który prowadząc Żydów przez pustynię do ich kraju,
wytępiwszy siedem szczepów w ziemi Kanaan, oddał im
ziemię w ich dziedzictwo” (Dz 13. 19) – pozwala to
żywić nadzieję, że dla chrześcijan, gdy będzie to
konieczne, wytępi On jeszcze więcej ludów.
Uta Ranke -H
Heinemann
Z listu Karola Wielkiego do papieża Leona III: „Do nas należy
z pomocą bożą ochraniać orężem wszędzie na zewnątrz święty Kościół Chrystusowy od najazdu pogan i zniszczenia ze strony niewiernych, a wewnątrz
wzmacniać szerzeniem wiary katolickiej. Do Was, Ojcze Święty, należy
wspomagać nasze wojsko, z rękami
podniesionymi do Boga wraz z Mojżeszem, aby za Waszym pośrednictwem
a łaską bożą zawsze i wszędzie chrześcijaństwo odnosiło zwycięstwo nad
nieprzyjaciółmi Jego świętego imienia
i aby imię Pana naszego Jezusa Chrystusa zajaśniało na całym świecie”.
Einhard w „Żywocie Karola
Wielkiego” o ewangelizacji Sasów:
„Żadna z wojen prowadzonych przez
naród Franków nie była bardziej uparta, zacięta i wyczerpująca. Sasi, jak
niemal wszystkie ludy zamieszkujące
Germanię dzicy z natury, czcili demony i nienawidzili naszej religii,
a nie było dla nich praw ani boskich,
ani ludzkich, których by nie pogwałcili, nie uważając tego bynajmniej za
rzecz zdrożną (...). Podjęto więc wojnę, która trwała pełne trzydzieści lat,
prowadzona przez obie strony z wielką zawziętością, ale Sasi ponieśli więcej szkody od Franków (...). Niekiedy
byli już tak zgnębieni i skołatani, że
obiecywali nawet porzucić kult demonów i przyjąć wiarę chrześcijańską.
Lecz jeśli nieraz byli skłonni to uczynić, zawsze istniała w nich gotowość,
by zburzyć te wszystkie zamiary (...).
Od początku wojny nie było chyba
roku bez jakiejś tego rodzaju nagłej
ny bez zezwolenia papieża (począwszy
do XIII w., papież zwalnia od niego
za gotowiznę). Legaci pontyfikalni są
przy wojskach ówczesnych delegatami
teokracji, która się konsoliduje i grozi pochłonięciem całej społeczności
cywilnej. Z drugiej strony Kościół wzbogacił się z niedoli wszystkich; dla zdobycia sobie koniecznych pieniędzy, panowie i wasale byli doprowadzani do
sprzedawania swych ziem, które Kościół kupował za bezcen. W ten sposób Gotfryd de Bouillon, książę Brabantu, sprzedał swą ziemię Bouillon
kapitule leodyjskiej, a Stenay biskupowi Verdun. W XII w. papieże przyznali książętom dziesięcinę na dochodach kościołów; ale, począwszy od
Soboru Laterańskiego (1215) upomnieli się o wszystkie te pieniądze dla
siebie, jako kierowników krucjat,
i stworzyli w ten sposób podatek, który był pobierany w całym chrześcijaństwie na ich korzyść” (Reinach).
Arcybiskup magdeburski Adelzog w liście z roku 1108 wzywał do
zdobywania ziem słowiańskich pogan, twierdząc, że są to obszary zaludnione przez najgorsze ludy, a zajmowanie ich może przynieść korzyść
podwójną: „Sasi, Frankowie, Lotaryńczycy, Flandryjczycy – przesławni
zwycięzcy – tam będziecie mogli i zbawić wasze dusze, i, jeśli się wam
spodoba, zdobyć na osiedlenie bardzo dobrą ziemię”.
W XII w. Liończyk Piotr Valdo, człowiek bogaty, pod wpływem
lektury Biblii (którą przetłumaczył
na język ludowy) rozdał swe dobra
Wyprawy krzyżowe były okazją do rabunków. Plądrowanie południowej Francji – sztych z epoki
nienie” (Reinach). Jak podaje Wolter, w 1545 r. „pewni członkowie parlamentu prowansalskiego, podburzeni przez duchowieństwo na mieszkańców Mérindolu i Cambières, zażądali od króla oddziałów wojskowych dla
wsparcia egzekucji dziewiętnastu osób,
które w tych stronach skazali, zamordowali natomiast sześć tysięcy, nie
darowując ani płci, ani starości, ani
dzieciństwu. Obrócili trzydzieści osad
w perzynę. Ludzie tam zamieszkali,
aż do owej chwili nikomu nie znani, ponosili, oczywiście, winę, że się
urodzili waldensami; to była ich jedyna nieprawość. Przed trzema stuleciami osiedli w pustkowiach i na
górach, które użyźnili niewiarygodną pracą. Ich życie, pasterskie i spokojne, przywodziło na pamięć niewinność przypisywaną pierwszym wiekom świata. Sąsiednie miasta znali
jedynie dzięki handlowi owocami,
które tam zanosili na sprzedaż. Nie
znali procesów i wojny. Nie bronili
się. Pomordowano ich jak spędzone
do okólnika zwierzęta”.
nowić problem nawet dla relatywistów historycznych, którzy wszelkie
zbrodnie religijne starają się wytłumaczyć stwierdzeniem: „takie były
czasy”. Ponieważ w rzezi zginęło także mnóstwo katolików, przypuszcza
się, że dla usprawiedliwienia tego
jakiś kronikarz piszący o tym wydarzeniu przypisał legatowi papieskiemu, cystersowi Arnoldowi Amaury’emu, słynne zdanie: „Caedite eos.
Novit enim Dominus qui sunt eius”
(Zabijcie wszystkich, Bóg rozpozna
swoich). Pewne natomiast jest, że owa
hekatomba miała błogosławieństwo
kościelne i że później przez Kościół
została pochwalona. W liście do Innocentego legat pisał: „Niemal 20 tysięcy obywateli poszło pod miecz, bez
względu na wiek czy płeć. Dzieło boskiej zemsty było zachwycające”.
Krucjaty zrujnowały doszczętnie świetną kulturę prowansalską.
Resztki albigensów zostały później
bezlitośnie wytępione przez inkwizycję. Sądzono nawet zmarłych. Powszechne było stosowanie kary
koła studni trzystu mieszkańców, którzy nie chcieli wyrzec się swych poglądów (1211)« (Wolter). Obok tysięcy
nieszczęśliwych, co zginęli od miecza
i w płomieniach, iluż gniło aż do
śmierci w ciemnych lochach? Inkwizycja, zorganizowana w 1232 dla unicestwienia resztek herezji Albigensów,
zapaliła wszędzie stosy i dokończyła
ruiny kraju. Cywilizacja prowansalska otrzymała taki cios, że trzeba będzie trzech wieków dla Południa Francji, żeby się z niego dźwignęło (...).
Kościół, jedyny inspirator tych gwałtów, znalazł, nawet za naszych dni,
przypodobujących się pisarzów, ażeby
go wysławiali”.
Wynikiem działalności albigensów był synod w Narbonne, na którym zakazano laikom posiadania jakiegokolwiek fragmentu Biblii. Gdy
wierni ją czytali, jakoś im się nie pokrywał obraz wiary z rzeczywistym.
Źródłem wiary miał być odtąd papież, biskup, proboszcz...
MARIUSZ AGNOSIEWICZ
www.racjonalista.pl
18
Nr 38 (342) 22 – 28 IX 2006 r.
ZAMIAST SPOWIEDZI
Włosi mają RACJĘ
Z Francesco Paolettim z włoskiej Unii Ateistów
Agnostyków Racjonalistów (UAAR)
– odpowiednika polskiej RACJI – rozmawiała
w Rzymie Agnieszka Zakrzewicz.
– Czym jest UAAR, kiedy i dlaczego powstała?
– Powstała 20 lat temu. Jest to
stowarzyszenie, które być może nie
byłoby potrzebne w kraju cywilizowanym i pluralistycznym. Ale w kraju
takim jak Włochy, gdzie regularnie
łamie się przynajmniej trzynaście
punktów konstytucji – przede wszystkim te, które dotyczą wolności religijnej i dyskryminacji religijnej – inicjatywa narodziła się, by bronić praw
obywatelskich wszystkich osób, które deklarują się jako niewierzące.
– Jak to działa? Na czym polega ochrona tych swobód?
– Nasi adwokaci udzielają pomocy prawnej osobom, które na własnej skórze doświadczają nietolerancji. Często prowadzimy sprawy sądowe nawet przeciwko organom państwowym. Poza tym organizujemy na
terenie całych Włoch spotkania, dyskusje, prezentacje książek, na przykład takich, które zajmują się problematyką świecką.
Podczas jednej z najważniejszych
organizowanych przez nas konferencji – Laicita indispensabile (Laicyzm
konieczny) – udało się zainicjować
spotkanie wszystkich podmiotów społecznych i politycznych oraz znanych
osobistości, dla których państwo laickie jest fundamentem stosunków
społecznych i międzynarodowych. Była to odpowiedź na szkodliwą próbę
włączenia do Preambuły Konstytucji
UE odniesienia do „korzeni chrześcijańskich” Europy, co chciał przeforsować Kościół katolicki. Konferencja zorganizowana w Rzymie – mieście, które Watykan, fałszując historię, chce zmienić w kolebkę chrześcijaństwa – odniosła niesamowity sukces. Zaprosiliśmy dziennikarzy zagranicznych. Były także delegacje z Polski i Irlandii – jedynych dwóch krajów europejskich bardziej katolickich
niż Włochy.
– Jedną z waszych najgłośniejszych inicjatyw jest „Odchrzcijmy
się” – akcja pomocy prawnej dla
wszystkich, którzy występują o wykreślenie z parafialnej księgi
chrztów. Po co to?
– We Włoszech – podobnie jak
w Polsce – chrzci się dzieci zaraz po
urodzeniu. W ten sposób zmusza się
każdą osobę do przyjęcia wiary, nie
stwarzając możliwości świadomego
wyboru. Być może ta osoba, dorastając, chciałaby wybrać inną wiarę
lub zostać ateistą. Tymczasem wbrew
własnej woli figuruje w rejestrze Kościoła rzymskokatolickiego. Tu dotykamy sedna sprawy – dlaczego ja, który nie uważam się za katolika, mam
przez całe życie być zarejestrowany
w Kościele i dodatkowo pełnić rolę
numeru powiększającego statystyki?
To jest właśnie prawdziwy problem,
gdyż od liczby wiernych zależy ilość
pieniędzy, które państwo przydziela
poszczególnym wyznaniom. Ten chwyt
W
rozdziale „Berufsverbot” wydanej pośmiertnie książki prof. dr. Mikołaja
Kozakiewicza pt. „Z księgi zakazów” oma wiane są liczne zakazy wykonywania zawo dów, wydawane na całym świecie i na prze strzeni wieków. Germański tytuł wziął się
stąd, że najwięcej zakazów pracy wydano
w hitlerowskich Niemczech.
jest wykorzystywany przez Kościół katolicki w stosunkach z państwem po
to, by wykazać, że religia katolicka jest
najważniejszym wyznaniem, dominującym nad innymi i w związku z tym
zasługuje na uprzywilejowanie. Watykan twierdzi, że we Włoszech jest
95 proc. osób ochrzczonych, w związku z tym tyluż katolików. A to są dane przesadzone trzykrotnie.
– Hmm, skąd my to znamy...
Inna wasza słynna inicjatywa to
„Odkrzyżowanie Włoch”. Przeszkadzają wam krzyże?
ponieważ krzyże nie zniknęły ze
ścian miejsc publicznych: trybunałów, szkół, szpitali itp. Przeciwnie...
przybyło ich lawinowo. To nie wszystko – każdy, kto kocha góry, może
się zorientować, że we wszystkich
najpiękniejszych zakątkach Włoch
obrzydliwe konstrukcje w formie
krzyża szpecą krajobraz. W większości przypadków krzyże te zostały postawione bez żadnego zezwolenia. I stoją sobie wbrew prawu.
Staramy się, aby w takich sytuacjach
zostały usunięte.
Utrzymanie miejsc publicznych
jest opłacane z kasy państwowej,
a więc z podatków wszystkich obywateli. Te miejsca powinny być laickie, ponieważ uczęszczają do nich
– Dla Włoch konkordat zawarty
w 1984 roku miał być prawdziwą rewolucją, gdyż na jego podstawie katolicyzm przestał być religią państwową i zajął TEORETYCZNIE takie
samo miejsce jak inne wyznania.
Tak jest jednak tylko na papierze,
wszyscy obywatele – katolicy, niewierzący, muzułmanie, buddyści. Zatem
w trybunałach, szpitalach i szkołach
nie może być krzyży. Ten problem jest
szczególnie dotkliwy w przypadku sądów, bo wydaje się, że sprawiedliwość,
która powinna być jednakowa dla
dyplomacji IV RP, ogłasza nabór słuchaczy legitymujących się zaświadczeniami ze swoich parafii.
Przed ośmioma laty, tuż przed śmiercią, w autorskiej przedmowie do publikacji „Z księgi zakazów” profesor Mikołaj Kozakiewicz napisał:
„Pragnę tę książkę poświęcić zakazom. Dlaczego właśnie zakazom? Po upadku komunizmu wydawało się, że nadeszła epoka wielkiego liberalizmu,
pogląd przez przemoc i rozkaz udowadniają, że muszą stać na niepewnych nogach«”.
Żyjemy już w IV RP, której władze zamierzają zaostrzyć prawo antyaborcyjne i – jakby
potworków i idiotów było za mało – zakazać także usuwania ciąż patologicznych. Dzieje się tak
w chwili, kiedy na świecie pośmiertne triumfy
święci twierdzenie prof. Kozakiewicza, że prokre-
Szampańskie wersety marszałka Kozakiewicza
Wicepremier Roman Giertych przyrzekł, że
jako minister edukacji narodowej nie będzie
uczniom wmawiał, iż ziemia jest płaska. Być może dotrzyma obietnicy. Minister edukacji wydał
jednak nieformalny zakaz pracy w szkolnictwie dla
nauczycieli głoszących, że świadomość nie spadła
z nieba, a człowiek pochodzi od małpy.
To nie jest śmieszne, kiedy poziom wilgotności gleby posłowie usiłują regulować modlitwą
o deszcz w kaplicy sejmowej, a premier Giertych
przyrzeka, że wytoczy proces każdemu, kto go nazwie faszystą. Jest głupio i strasznie, gdy kierowana przez ojca Rydzyka i ciesząca się szczególnymi
względami władz wyższa uczelnia, przygotowująca
– na niepisanych prawach wyłączności – kadry dla
że każdy będzie mógł głosić to, w co wierzy, żądać
tego, co uważa za słuszne, proponować to, co wydaje mu się skuteczniejsze. Że, jednym słowem, spełni się życzenie Herodota, iż jeden pogląd winien być
swobodnie wygłaszany przeciw innemu poglądowi,
gdyż inaczej nie można wybrać poglądu lepszego.
W III RP mnożą się objawy sterowania poglądami ludzi poprzez faworyzowanie jednych, a zakazywanie innych poglądów. Odradzają się filtry idei
i poglądów, pojawiają się ponownie bariery cenzury, zarówno świeckiej, jak i zwłaszcza kościelnej,
mnożą się żądania wprowadzenia zakazów, ograniczeń swobody myślenia i działania, choć – jak
mówił stary humanista francuski Montaigne
w XVI wieku – »ci, którzy chcą przeforsować swój
acja bez seksu nie może się obyć, a seks bez prokreacji i owszem. Watykan zapowiada właśnie
zniesienie absolutnego zakazu stosowania prezerwatyw; tymczasem tylko dla zakażonych wirusem
HIV, lecz drzwi dla racjonalności i mizerykordii
zostały już uchylone.
Przez osiem lat od śmierci profesora Mikołaja Kozakiewicza jego niosąca oświatę i europocentryczna książka „Z księgi zakazów” nie mogła ukazać się, ponieważ obraża rozum i uczucia
katolickich zawodowych patriotów, antysemitów,
ksenofobów, homofobów, bezwzględnych obrońców życia poczętego, a przy tym zwolenników
kary śmierci, entuzjastów prześladowania prostytutek i wsadzania do więzień palaczy marihuany,
wszystkich, jest nadal gwarantowana przez katolickiego Boga, jak za
czasów Inkwizycji. Ten sam drażliwy problem dotyczy szpitali, gdzie
leżą osoby ciężko chore lub umierające i w tych trudnych chwilach
chciałyby mieć zagwarantowaną prywatność religijną.
– Unia Ateistów Agnostyków
Racjonalistów... to brzmi prowokacyjnie.
– Katolicy myślą, że wszyscy laicy są przeciwko wierze, a zwłaszcza
przeciwko ich Kościołowi. To nie jest
prawda. Laicyzm to kodeks moralny. Mając światopogląd laicki, szanuję fakt, że istnieją osoby, które mają
inną, teokratyczną wizję świata – wymagam jednak, aby moje przekonania były podobnie szanowane. Ateista to osoba, która nie ma żadnego
boga. Agnostyk to osoba, która nie
zajmuje żadnej pozycji w kwestii istnienia boga – wątpi. Zarówno ateistów, jak i agnostyków jednoczy racjonalistyczne podejście do świata,
które wyklucza mistycyzm.
– Jak się żyje w cieniu San Pietro, w Rzymie i we Włoszech?
– Kto się urodził w tym cieniu,
myśli, że żyje w pełnym świetle. Kto
miał natomiast kontakt z innymi krajami, jak Francja, Hiszpania, Holandia czy Niemcy, zdaje sobie sprawę
z różnicy pomiędzy dniem i nocą. Żyć
w cieniu San Pietro oznacza być informowanym codziennie o tym, co
zrobił papież, tak jakby telewizja państwowa była prywatną telewizją Watykanu. Żyć w cieniu San Pietro oznacza być poddawanym ciągłym presjom
politycznym ingerującym w życie prywatne jednostki, np. małżeństwo,
współżycie seksualne, aborcja, sztuczne zapłodnienie, pożycie bez ślubu.
Jest to naprawdę przykre i męczące,
zwłaszcza że w innych krajach Europy jest inaczej.
chociaż zdaniem Profesora „trawka” wyrządza
mniej zdrowotnej i społecznej szkody niż tytoń
czy legalne picie alkoholu. W czasach, kiedy planowane jest powołanie Narodowego Instytutu Wychowania, pilnującego procesu kształcenia młodzieży według jednego kołtuńskiego wzorca, encyklopedyczna biblia profesora Kozakiewicza jest
wysokokalorycznym pokarmem intelektualnym
dla dorosłych, odtrutką na szowinistyczne i bigoteryjne jady dla uczącej się młodzieży.
Pomysł depenalizacji palenia marihuany – skutecznie i z wielkim społecznym pożytkiem zrealizowany np. w Holandii – zgniewał premiera Giertycha i skłonił go do oświadczenia, że „trawka
nie będzie sprzedawana w sklepikach szkolnych”.
Kwestią otwartą pozostaje szkolna dystrybucja narodowej wódki czystej dla uczniów.
Ponieważ sprzedaż szampańskich wersetów
marszałka Kozakiewicza poprzez hurtownie i księgarnie napotkała niepojęte przeszkody, książka
dostępna jest wyłącznie w sprzedaży wysyłkowej.
Wydawca
Artykuł sponsorowany
Mikołaj Kozakiewicz, „Z księgi zakazów”,
Wyd. JJK 2006, 360 stron w standardowej oprawie, cena 32 zł wraz z wysyłką za zaliczeniem
pocztowym. Zamówienie wyślij na adres: Wydawnictwo JJK, 01-680 Warszawa 14, skr. poczt.
98, lub zgłoś – tel./faks (0-22) 833 57 96.
Nr 38 (342) 22 – 28 IX 2006 r.
LISTY
Wyskrobać LPR
Jeszcze w tym roku LPR zamierza złożyć w Sejmie projekt zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej, a posłanka Joanna Senyszyn – jej liberalizacji. Inicjatywę Ligi popiera, co oczywiste, kościółkowa Polska Federacja
Ruchów Obrony Życia, a Pani Joanny boi się poprzeć kunktatorska wierchuszka SLD. Liga chce wprowadzić
do obowiązującej obecnie ustawy dwie
zmiany (będzie to czynić stopniowo). Pierwsza to zakaz przerywania
ciąży, gdy zdiagnozowana zostanie
choroba płodu. Druga (gdy pierwsza
się powiedzie) to wprowadzenie zakazu usuwania ciąży będącej wynikiem gwałtu. Realizując swe zamiary, Liga ma zamiar rozpocząć akcję
„Pozwólmy dzieciom przyjść na świat”.
Ma to być m.in. zorganizowanie Kongresu Rodzin i konferencji naukowych w 50 polskich miastach oraz
zbieranie podpisów poparcia, by zmiany w ustawie antyaborcyjnej mogły
być złożone w Sejmie jako projekt
obywatelski. Wiceszefowa SLD Joanna Senyszyn zapowiedziała, że w dniu,
kiedy projekt Ligi trafi do Sejmu, ona
złoży swój własny – liberalizujący obowiązujące prawo. Też planuje zbiórkę podpisów (ale przeciwko planom
Ligi) oraz zorganizowanie pikiety
przed Sejmem. Panią Joannę wspiera Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, uważając, że pomysł Ligi to wyraz wielkiej niechęci,
czy wręcz wrogości do kobiet, absolutnego nieliczenia się z ich zdrowiem
i traktowania praw kobiet per noga.
Federacja też nie zamierza być bezczynna. Będzie organizować manifestacje i protesty, mobilizować kobiety i wszystkich tych, którym bliskie
są prawa człowieka, poczucie sprawiedliwości i zdrowego rozsądku.
Chce też namówić kobiety do pisania protestów i wysyłania ich do parlamentarzystów, a znane, te z pierwszych stron gazet, do publicznego wyrażania swego oburzenia.
W Polsce obowiązuje jedna z najbardziej restrykcyjnych ustaw w Europie. Ustawa ta – o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania
ciąży (z 1993 r.) – przewiduje możliwość usunięcia ciąży w trzech tylko
przypadkach: gdy zagraża zdrowiu lub
życiu kobiety, gdy jest wynikiem przestępstwa (gwałtu lub kazirodztwa)
i gdy badania wykazują ciężkie i nieodwracalne uszkodzenia płodu. Ustawa ta jest przyczyną wielu cierpień
i tragedii, a będzie to narastać. Kiedy więc słucham, co mają na ten temat do powiedzenia niektórzy ligowcy, to upewniam się w przekonaniu
o konieczności natychmiastowego dokonania zmian w ustawie antyaborcyjnej – jej poważnego zaostrzenia
i znacznej liberalizacji jednocześnie:
wprowadzenia bezwzględnego zakazu aborcji w szczególnych przypadkach (takim przypadkiem winna być
sytuacja prawdopodobnego – graniczącego z pewnością – urodzenia wiernej kopii posłanki Joanny Senyszyn)
oraz wprowadzenia bezwzględnego
nakazu aborcji w szczególnych przypadkach (takim przypadkiem winna
być sytuacja prawdopodobnego – graniczącego z pewnością – urodzenia
wiernej kopii posła Wojciecha Wierzejskiego, wiceprezesa LPR).
Józef Pawłowski
Wściekłe zwierzęta
Obejrzałem film „LOT 93” o porwaniu amerykańskiego samolotu 11
września 2001 roku. Wstrząsająca walka pasażerów z islamistami zakończy-
ła się, jak wiadomo, katastrofą, tj.
upadkiem maszyny i śmiercią wszystkich. Film jest makabryczny. Przez
ostatnie pół godziny widzowie w kinie trzęsą się ze wzburzenia na fotelach i płaczą. Ja też płakałem – nad
tragedią normalnych, wolnych ludzi,
którzy padli ofiarami zwierząt. Tak
– człowiek owładnięty fanatyzmem
religijnym, człowiek, który zabija nożem z modlitwą na ustach, nie jest
człowiekiem. Jest zwierzęciem. Wściekłym. Niewartym, aby żyć wśród ludzi.
Rafał z Łodzi
Baza
Budowa eksterytorialnej amerykańskiej bazy antyrakietowej na terenie Polski to zbrodnia. Po co nam polskie Guantanamo? Polacy nie chcieli niemieckiego eksterytorialnego korytarza i nie chcą eksterytorialnej amerykańskiej bazy antyrakietowej.
Od czasu sprowadzenia na polską
ziemię Krzyżaków nie było w Polsce
równie idiotycznego i zbrodniczego
pomysłu. Poza utratą suwerenności
nad terenem bazy i korytarza powietrznego (to przecież kawałek Polski) stalibyśmy się nie tylko pierwszym celem
ewentualnego konfliktu, ale również
ofiarą możliwego wypadku losowego. Awarie techniczne, błędy komputerowe i załamania psychiczne ludzi nie są abstrakcją. Parę wybuchów
zmiecie Polskę z powierzchni ziemi.
Żadna władza, nawet TA, nie ma
prawa narażać bytu całego narodu.
Ci, którzy zaczęli negocjacje w tej
sprawie, i ci, którzy je kontynuują, powinni trafić przed Trybunał Stanu
i zwykłą prokuraturę.
LISTY OD CZYTELNIKÓW
Przestrogą niech będzie naród
niemiecki, który za pomysły jednego szaleńca płaci do dziś.
Andrzej Kisiel, Wejherowo
Sam wyjeżdżam
Polacy będą nadal wyjeżdżać na
Zachód. A dlaczego? W Polsce ludzie po prostu dają sobą rządzić
jakimś moherom. 2/3 uprawnionych
nie idzie do wyborów albo jeszcze
gorzej – głosuje na różne dziwne
ugrupowania. Fajnie, że RACJA
wreszcie będzie miała jakieś realne
szanse wygrać z koalicjantami. No
właśnie, ale nie wygra. A dlaczego? Otóż za mało jest ludzi myślą-
cych i tolerancyjnych. Za dużo jest
ciemniaków i biedoty. A dlaczego
się tak dzieje? Bo rządy są złe. I w
ten sposób koło się zamyka. Nie
ukrywam, sam wyjeżdżam. Mam 19
lat, a już od 4 lat uczę się w innym
kraju. Teraz wyjeżdżam na studia.
Mógłbym oczywiście zostać, zająć
dobre miejsce na uczelniach w kraju, zdobyć nawet świetny i dobrze
płatny zawód. Tylko co mi z tego?
Byle robol w WB czy w ogóle w Europie będzie miał na mojej pozycji
10 razy więcej. Smutna prawda, ale
światem rządzi pieniądz i żadna siła boska ani Kaczyńska tego nie
zmieni. Młode pokolenie ma w głębokim poważaniu historię, roztrząsanie, kto jest winny, a kto nie, ma
gdzieś Kościół i religię. Ale nasza
polityka nie jest zorientowana na
sukces gospodarczy, tylko... No właśnie – na żaden sukces. Jakieś zmory przeszłości męczą Polaków.
Tomek 19
Anglio, ojczyzno!
Chciałbym odnieść się do artykułu pt. „Pocałujcie nas w el dupę”
(„FiM” 37/2006). Urodziłem się
w 1978 r., po maturze nie stać mnie
było na studia, więc ukończyłem kurs
spawacza i zatrudniłem się w kolebce solidaruchów, czyli Stoczni Gdańskiej. Oj, ciekawa była robota w kolebce, ciekawa. Brygada 30 osób,
a na początku trafiały się nadgodziny. Przychodziła wypłata i my, młodzi, dostawaliśmy wała, a nie zapłatę
za nadgodziny. One szły na konto starych wyżeraczy w brygadzie. Na skargę nie było do kogo iść, no bo skoro
nawet stoczniowe solidaruchy kantowały nas i olewały... Tak w kolebce
przepracowałem 4 lata. Uposażenie
w wysokości 900–1000 zł płatne
w trzech ratach. Za pokój płaciłem
450, a za resztę żyłem jak Kulczyk.
Gdyby nie rodzice, chodziłbym obdarty i głodny. W miesiąc po wejściu do
Unii trafiła się praca w Republice Irlandii. Dzisiaj – od 1,5 roku – jestem
w Irlandii Północnej. Mieszkam tu
i pracuję razem ze swoją panią. Luksusów nie mamy, ale stać nas na godne życie, na spędzenie urlopu w Polsce, a nawet wynajęcie tylko dla siebie segmentu mieszkalnego (trzy pokoje, salon, kuchnia i łazienka), na
wycieczki i zwiedzanie. Stać nas na
normalne życie. W tym miejscu chcę
zaapelować do „rządzących”. Tak, pocałujcie nas w dupę!!! Z całą miłością
możecie nas, młodych, cmoknąć
w dupska, my damy sobie radę bez
waszej obłudy, hipokryzji, nieudacznictwa i złodziejstwa. Żal mi tylko wielu uczciwych ludzi bez żadnych szans
w tym popierdolonym kraju. Do bajzlu zwanego Polską nie wracamy, bo
tam jest ojczyzna, gdzie żyje się godnie i gdzie ma się pracę. Irlandia Północna jest moją ojczyzną.
Maciek, Belfast
PS W Katolandzie małolaty zamiast angielskiego religii się uczą.
Cóż, paciorki chyba ważniejsze.
Kler znieważa Biblię
Przy lekturze kolejnego numeru
mojego ulubionego pisma wpadłem
na pomysł – mam nadzieję, że ciekawy. Przy lekturze artykułów o Kościele i o Biblii zrozumiałem, że przepis
19
artykułu 196 kodeksu karnego jest
wprost cudowny, bo nawiązując do
nauk głoszonych przez Kościół, można wyraźnie i jasno stwierdzić, że są
one sprzeczne z Biblią. Skoro zaś Kościół powołuje się na nią i jednocześnie przekłamuje tekst tej najświętszej księgi chrześcijan, to po prostu
wypełnia znamiona czynu zabronionego, określonego w tym właśnie artykule: Kto obraża uczucia innych
osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej, podlega grzywnie,
karze ograniczenia wolności albo jej
pozbawienia do lat 2.
Bo chyba nie budzi niczyich zastrzeżeń fakt, że jeśli kłamiemy na
czyjś temat lub na temat jakiejś rzeczy, to ją znieważamy. Wystarczy więc
teraz powołać się w pozwie na słowa
jakiegoś klechy czy biskupa, niby oparte na piśmie, lecz z nim niezgodne,
i stwierdzić, że czujemy, iż nasze własne cenne uczucia religijne doznały
uszczerbku i czujemy się tym faktem
obrażeni. No i dlatego domagamy się
sprawiedliwości!
Co prawda nie mam wątpliwości, że sąd odrzuci taki pozew jako
rzekomo bezpodstawny, lecz jeśli tych
pozwów i pozwanych będą setki lub
tysiące...
Adam Naborczyk
Chojnów
Wolność dla kobiet!
Zbieramy podpisy pod listem
otwartym przeciwko pomysłowi LPR
dotyczącemu wprowadzenia do konstytucji ochrony „życia od poczęcia”
oraz przeciwko innym próbom zakazania aborcji.
Podpisy można składać na stronie http://www.federa.org.pl/podpisy
Protesty można także przesyłać
drogą listowną na adres Federacji
na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, ul. Nowolipie 13/15, 00-150 Warszawa.
Wanda Nowicka
przewodnicząca federacji
Świecki mistrz
ceremonii
pogrzebowej
Tel. 509 275 907
Cena 150 zł + koszty dojazdu
20
Nr 38 (342) 22 – 28 IX 2006 r.
CZUCIE I WIARA
PYTANIA CZYTELNIKÓW
Formalizm religijny a chrzest
Czy Jezus nie popierał czasem formalizmu religijnego,
skoro mówił o chrzcie? Dlaczego w jednym miejscu
mówi, że wystarczy czcić Boga w duchu i w prawdzie,
a gdzie indziej wzywa do wypełniania przykazań
i do chrztu? Jaki to ma sens? Czy sama wiara i dobre
uczynki (i oczywiście łaska Boża) nie wystarczą?
Czy konieczny jest jeszcze jakiś ,,hokus -p
pokus”?
Rozpocznijmy od formalizmu religijnego. Według „Słownika wyrazów
obcych”, formalista to „człowiek stosujący się ściśle do obowiązujących
przepisów, prawideł, bez wnikania
w ich treść”. Innymi słowy – człowiek powierzchowny i bezduszny.
Ewangelie podają, że do takich
bezdusznych osób, które przedkładały formę nad treść, należała większość
uczonych w Piśmie i faryzeuszy. Stąd
zarzut Jezusa pod ich adresem, że
,,mówią, ale nie czynią. Bo wiążą ciężkie brzemiona i kładą na barki ludzkie, ale sami nawet palcem nie chcą
ich ruszyć” (Mt 23. 3–4).
Przeciwieństwem takiej postawy
był Jezus. Piętnował hipokryzję, ostentacyjną religijność, a także bezduszny formalizm. Bez względu na to,
czy mówił o przykazaniach Dekalogu (Mt 5. 21–23, 27–28; 12. 1–8; 15.
1–6), o dawaniu jałmużny (Mt 6. 1–4),
o modlitwie (Mt 6. 5–8), o poście (Mt
6. 16–18), o ofiarności (Mt 5. 23–24;
Mk 12. 41–44), czy też o relacji pomiędzy tradycją a przykazaniami Bożymi i czcią dla Boga (Mt 15. 1–9; 23.
23–24), zawsze zwracał uwagę na właściwe nastawienie, na to, ,,co ważniejsze w zakonie: sprawiedliwość, miłosierdzie i wierność” (Mt 23. 23).
O tym, co najważniejsze, wspomniał również w rozmowie z Samarytanką. Jego wezwanie, aby Boga
,,czcić w duchu i w prawdzie” (J 4. 23)
potwierdza, że Jezus nie popierał formalizmu religijnego. Nie uzależniał
bowiem oddawania Bogu czci od miejsca (świątyni), ale od duchowej postawy (,,w duchu”), od nastawienia
serca (Mt 15. 8). Z drugiej jednak
strony, Jezus nie popierał też liberalizmu. Stwierdził bowiem, że Boga
należy czcić nie tylko ,,w duchu”, ale
również ,,w prawdzie”, czyli zgodnie
z wolą Boga, tj. zgodnie z Jego przykazaniami (Mt 15. 9), ,,tak, jak mu
to miłe: z nabożnym szacunkiem
i bojaźnią” (Hbr 12. 28, por. Prz 8.
13). Słowa ,,w duchu i w prawdzie”
chronią więc m.in. od wszelkich nadużyć – zarówno formalizmu religijnego, jak i liberalizmu.
Chociaż więc chrzest posiada swoją formę (samo greckie słowo baptizo, czyli ,,zanurzenie”, zawiera określenie tej formy), to jednak biorąc
pod uwagę teologię chrztu, akt ten
nie jest jakimś ,,hokus-pokus”, ale
stanowi najpełniejszy obraz naszego
zbawienia w Chrystusie (Rz 6. 3–4).
Należy się jednak zgodzić, że niebezpieczeństwo formalizmu religijnego zagraża zarówno praktyce chrztu,
jak i każdemu innemu aspektowi wiary. Stąd pytanie: kiedy istota chrztu
ulega spłyceniu, sformalizowaniu? Odpowiedź jest jednoznaczna: przede
wszystkim wtedy, gdy w życiu osób
przystępujących do chrztu brak autentycznej wiary, skruchy, porzucenia
grzechu i szczerego nawrócenia do
Boga. Ewangelicznym przykładem takiej postawy byli niektórzy faryzeusze
i saduceusze, przychodzący do chrztu.
Oto jak zareagował na to Jan Chrzciciel: ,,Plemię żmijowe, kto was ostrzegł
przed przyszłym gniewem? Wydawajcie owoc godny nawrócenia. Niech
wam się nie zdaje, że możecie wmawiać w siebie: Ojca mamy Abrahama”
(Mt 3. 8–9, por. Dz 8. 12–13).
Współczesnym przykładem takiego formalnego podejścia do chrztu
może być chrzest niemowląt. Przypomnijmy, że jest to praktyka obca Pismu Świętemu. Chrzest niemowląt zapoczątkowano bowiem na przełomie
II–III stulecia po Chrystusie, a jako
dogmat zatwierdzony został dopiero
podczas soboru trydenckiego w 1547
roku. Długo też, bo aż do XIII wieku, Kościół chrzcił przez zanurzenie
(pokropienie stosowano jedynie
w przypadku osób chorych), do czego oprócz naturalnych akwenów wodnych służyły tzw. baptysteria, które do
dzisiaj zachowały się w najstarszych
obiektach sakralnych Kościoła.
W przypadku ceremoniału związanego z chrztem niemowląt mamy
do czynienia nie tylko z typowym przejawem formalizmu religijnego, ale
przede wszystkim z wypaczeniem samej idei biblijnego chrztu, który zawsze poprzedzony był nauką Ewangelii, jej przyjęciem (wiarą), zerwaniem z grzechem i decyzją naśladowania Jezusa Chrystusa. Praktyka
chrztu niemowląt jest więc sprzeczna
z nauką Nowego Testamentu, który
wymaga od osób przystępujących do
chrztu osobistej wiary i nawrócenia.
Biblijny chrzest dotyczy więc jedynie
osób świadomych, wierzących i duchowo odrodzonych. Stąd – w świetle Pisma Świętego – chrzest niemowląt jest faktycznie aktem bezprawnym,
ceremoniałem bez pokrycia, dającym
ludziom jedynie złudne nadzieje i prowadzącym na bezdroża błędu. Jak powiedział wybitny protestancki teolog
– Karl Barth – chrzest niemowląt
jest ,,aktem przemocy”. Dlatego nawoływał on do porzucenia dotychczasowej praktyki kościelnej i powrotu
do udzielania chrztu jedynie osobom
w pełni świadomym swojej decyzji,
jak to się dzieje w innych wyznaniach
chrześcijańskich.
Pozostaje jeszcze pytanie o sens
chrztu. Czy sama łaska, wiara i dobre uczynki nie wystarczą? Czy do
zbawienia konieczny jest jeszcze
chrzest? Otóż, chociaż chrzest sam
w sobie nie zbawia, a w szczególnych
przypadkach Bóg przyjmuje ludzi nawet bez chrztu (por. Łk 23. 40–43),
Biblia uczy, że chrzest jest Bożym zarządzeniem (Mt 21. 25; Łk 3. 2; J 1.
33). To znaczy, że każdy, kto uwie-
duchowej i moralnej czystości (Ps
51. 4; Iz 1. 16; Jr 4. 14; Ez 36. 25).
Wśród ortodoksyjnych Żydów nawet
dziś zanurzenie w mykwie (basen, baptysterium lub wanna rytualna) to centralny element procedury nawrócenia
oraz fundament praw związanych
z czystością domu. Na przykład niektórzy chasydzi zanurzają się w mykwie przed każdym szabatem i świętem, a wielu Żydów także przed Jom
Kippur (Dzień oczyszczenia i pojednania). Kobiety czynią to po każdej
menstruacji, zgodnie z 15 rozdziałem
Księgi Kapłańskiej. Jak głoszą niektórzy rabini, zanurzenie w mykwie
można rozumieć jako symboliczny akt
autoabnegacji, świadome wyrzeczenie się siebie jako niezależnej jednostki. To pragnienie zjednoczenia się ze
Źródłem wszelkiego życia, powrotu
do pierwotnej jedności z Bogiem.
Sztuka religijna służyła propagandzie kościelnej, sugerując na przykład, że chrzest Jezusa miał formę katolicką, a nie żydowską
rzy, a ma możliwość być ochrzczonym, powinien przyjąć chrzest (Dz
2. 38). Chrzest jest bowiem aktem posłuszeństwa Bogu i publicznym wyznaniem swojej przynależności do
Chrystusa (Rz 6. 3–6). Spójrzmy na
to z szerszej perspektywy.
Już Żydzi praktykowali chrzest
(mikwa), gdy przyjmowali jakiegoś
prozelitę (osoba nawrócona na judaizm) do wspólnoty żydowskiej. Chociaż nie wiadomo dokładnie, od kiedy Żydzi zaczęli chrzcić prozelitów,
niewykluczone, że pewien wpływ na
tę praktykę mogły wywrzeć rytualne
obmycia kapłanów (Wj 40. 12–13; Kpł
16. 4, 24) oraz historia Naamana, który po siedmiokrotnym zanurzeniu
w Jordanie został oczyszczony z trądu (2 Krl 5. 10–14). Bez względu na
to, jak było naprawdę, obmycia stosowane przez Żydów nawiązywały do
Podobnie było z chrztem Janowym. Chrzest ten był wezwaniem do
odrzucenia grzechów i nawrócenia się
do Boga (Mt 3. 1–10). Posłannictwo
Jana – proroka (Mt 17. 10–13), którego ,,doszło Słowo Boże” (Łk 3. 2),
skupiało się więc na obwieszczeniu
nadejścia Mesjasza, wzywaniu do nawrócenia (Mt 3. 11) oraz dokonywaniu chrztu, zgodnie z Bożym zarządzeniem (J 1. 33).
Że chrzest Janowy był ,,z nieba”,
potwierdził to również Jezus (Mt 21.
25). Wyraził to przede wszystkim przez
samo przyjęcie chrztu (Mt 3. 13–17).
W ten sposób Jezus nie tylko uwierzytelnił misję Jana Chrzciciela jako
posłańca Bożego, ale również określił swoją misję jako ,,Sługi Jahwe”
(Iz 42. 1), który ,,uniżył samego siebie i był posłuszny aż do śmierci” (Flp
2. 8). Chrzest Jezusa wyrażał więc
całkowite posłuszeństwo Bogu (,,godzi się nam wypełnić wszelką sprawiedliwość” – Mt 3. 15) oraz był zapowiedzią cierpień Chrystusa za grzeszników (por. Mt 20. 28; Łk 12. 50).
Jaki jednak sens ma chrzest dzisiaj? Czy jest to tylko jakieś ,,hokus-pokus”? Przede wszystkim – co należy jeszcze raz podkreślić – chrzest,
jako obrzęd ustanowiony przez Boga, nie jest jakimś magicznym aktem
gwarantującym zbawienie i nie ma
żadnego znaczenia dla niemowląt lub
ludzi duchowo nieodrodzonych.
Chrzest ma jednak olbrzymie znaczenie dla tych, którzy całym sercem wierzą w zbawienie przez Jezusa Chrystusa (Dz 8. 37). Po pierwsze dlatego, że jest Bożym zarządzeniem (Mt
21. 25; J 1. 33). Po drugie – chrzest
związany jest z przykładem i poleceniem Chrystusa (Mt 28. 19; Mk 16.
15–16, por. J 3. 22, 26; 4. 1–2). Jest
niejako pierwszym aktem posłuszeństwa Chrystusowi. Byłoby więc dziwne gdyby osoby, które uwierzyły Jezusowi (Ewangelii), już na samym początku kwestionowały potrzebę posłuszeństwa. A zatem – jak powiedział Chrystus – ,,godzi się nam wypełnić wszelką sprawiedliwość” (Mt 3.
15); ,,Kto [bowiem] mówi, że w nim
mieszka, powinien sam tak postępować, jak On postępował” (1 J 2. 6).
Po trzecie – chrzest był praktykowany przez pierwotną wspólnotę judeochrześcijańską. Gdyby Chrystus nie
nakazał chrztu, nie czytalibyśmy o nim
w całych Dziejach Apostolskich oraz
w listach skierowanych do pierwszych
lokalnych zborów. A zatem wszędzie
tam, gdzie była głoszona Ewangelia,
zawsze dokonywano chrztu (Dz 2. 38;
8. 12; 10. 48; 16. 14–15, 32–33; 19. 5;
22. 16). Po czwarte – chrzest jest świadectwem śmierci dla grzechu i powstaniem do nowego życia w Chrystusie (Rz 6. 3–6), czyli świadectwem
,,narodzenia na nowo” (J 3. 3, 5),
przyobleczenia się w Chrystusa (Ga
3. 27), wejścia do Królestwa Bożego
(J 3. 5) oraz warunkiem otrzymania
Ducha Świętego (Dz 2. 38; 5. 32)
i przynależności do wspólnoty chrześcijańskiej (1 Kor 12. 13). Innymi słowy: jak chrzest Jezusa był aktem posłuszeństwa Bogu i całkowitym utożsamieniem się z grzesznym rodzajem ludzkim (Iz 53. 6–7), tak chrzest
Jego wyznawców jest wyrazem zjednoczenia z Nim oraz jednym z pierwszych dowodów prawdziwego posłuszeństwa wiary Temu, który zanim polecił chrzcić, sam został ochrzczony.
Chociaż więc chrzest jest obrzędem (ceremoniałem religijnym) ustanowionym przez Boga oraz nakazem Jezusa, to sama istota chrztu,
która obrazuje nasze odkupienie
w ukrzyżowanym i zmartwychwstałym Chrystusie, daleka jest od formalizmu religijnego. Jeśli to jednorazowe wydarzenie w życiu człowieka uczyniono formalnym ceremoniałem religijnym – jak to ma miejsce w przypadku chrztu niemowląt lub osób nieodrodzonych – winą za to na pewno
nie można obarczyć Jezusa. Takiego
bowiem chrztu On nie ustanowił.
BOLESŁAW PARMA
Nr 38 (342) 22 – 28 IX 2006 r.
Z
ałatwiłem wszystko, co
chciałem – powiedział pan
premier Jarosław Kaczyński
po powrocie zza Wielkiej Wody.
Dobre samopoczucie premiera
silnie kontrastuje z rzeczywistością.
Najważniejszym akcentem tej wizyty było przecież przelotne spotkanie
w korytarzu Białego Domu, które
jedynie w wyobraźni Kaczyńskiego
urosło do „sympatycznej rozmowy”.
na zewnątrz. Można nagrywać relacje lub nadawać na żywo sprzed
Białego Domu, ale ze ściśle określonego miejsca. Dziennikarz zawsze
ma tam w tle Biały Dom, zawsze
dobrze oświetlony lampami zamontowanymi na stałe.
Jedna z wizyt premiera Millera w Białym Domu, w której uczestniczyłem, odbywała się w takim właśnie dniu „audiencji”. Dla polskich
MAREK & MAREK
dla tych partnerów Ameryki, których ona traktuje poważnie. Gdy
miał nastąpić pierwszy kontakt kaczyńsko-amerykański, rosyjscy dyplomaci akredytowani w Warszawie
otrzymali od swych amerykańskich
kolegów wyraźny sygnał, że dyplomacja amerykańska bardzo wyraźnie zwróci uwagę, iż dobre stosunki polsko-rosyjskie są w interesie
Ameryki. Wizycie Kaczyńskiego to-
zaledwie „spotkał” go na korytarzu)
– w moim przekonaniu – przede
wszystkim z tego powodu. Podał mu
rękę, bo szanuje demokratyczny wybór Polaków, ale jednocześnie zrobił wszystko, żeby podkreślić dystans,
jaki zachowuje wobec uczestnika audycji Telewizji Trwam. To jest przyczyna, z powodu której wizyta Kaczyńskiego przebiegała w głuchej ciszy. Ani największe amerykańskie
21
rozmowy Busha z prezydentem Korei Południowej, śledzili nowe wątki tajemniczej śmierci syna Anny
Nicole Smith, zajmowali się skandalem seksualnym, jakiego dopuścili się piękna nauczycielka i 14-letni
uczeń, rozwodem Whitney, kolejnymi żołnierzami, którzy zginęli
w Bagdadzie. Kaczyński nie mignął
na ekranach telewizorów, choćby między jednym oddechem prezenterki
COŚ NA ZĄB
Bardzo cichy sukces
Wizyty w Białym Domu mają
w sobie coś z rytuału. Są tak planowane, żeby w dniu, który prezydent musi poświęcić na obowiązki
dyplomatyczne, przyjął on jak najwięcej gości. Jest to rodzaj audiencji u szefa największego mocarstwa,
które odpowiada za losy świata.
W „dniu przyjęć” działa swoista „taśma dyplomatyczna”: wprowadzają
gościa, z uśmiechem wita się z nim
prezydent, odbywają rozmowę, pozują do zdjęć przy kominku, końcowy shake hand, szef protokołu odprowadza gościa do drzwi, żołnierze prężą się na baczność.
Dziennikarze akredytowani
w Białym Domu całymi dniami przesiadują w sali konferencji prasowych,
którą znają telewidzowie całego
świata. Każdy ma tam swoje miejsce, a najdłużej akredytowani – najbliżej pulpitu, przy którym staje
rzecznik Białego Domu. Pulpit i telewizyjne kamery ustawione są na
stałe. Ujęcia pokazywane w telewizji są zawsze takie same. Podobnie
dziennikarzy uczyniono wyjątek
i pozwolono ustawić statywy mikrofonów i kamer niejako „po drodze”,
tak żeby Miller, wychodząc od prezydenta, wyszedł wprost „na nas”,
a nie musiał iść w drugą stronę, gdzie
jest owo stałe miejsce na takie improwizowane konferencje prasowe.
Gdy jego limuzyna odjeżdżała już
sprzed wejścia do Białego Domu,
niemal w dym jej rury wydechowej
wjechała następna, wioząca ówczesnego prezydenta Litwy Brazauskasa. Gdzieś w kolejce czekał na
pewno kolejny gość.
Po „wizycie” Kaczyńskiego rzecznik Białego Domu nie miał nikomu
nic do powiedzenia, nie było żołnierzy przed drzwiami, zero. To znak,
że albo wyjątkowo źle była ona przygotowana, albo była to... demonstracja ze strony gospodarzy. Jestem
przekonany, a wynika to wyłącznie
z tzw. znajomości rzeczy, że to była świadoma demonstracja. Ten sposób potraktowania Kaczyńskiego na
pewno jednak nie był zaskoczeniem
Autor felietonu w Białym Domu
warzyszył protest Ligi przeciwko
zniesławieniom. Amerykańscy żydzi
protestują przeciwko przejawom antysemityzmu w Polsce, czemu polskie władze nie przeciwdziałają wystarczająco skutecznie, mimo że zaklinają świat, iż u nas miejsca na antysemityzm nie ma. Prezydent Bush
nie przyjął Kaczyńskiego (tylko
dzienniki telewizyjne nadawane
o dziesiątej i jedenastej przed południem, ani „New York Times”, ani
żadna poważna redakcja nie poświęciły mu słowa. W dniach, kiedy polscy reporterzy dokonywali cudów
manipulacji, żeby wmówić nam, że
podróżują z mężem stanu, amerykańscy dziennikarze relacjonowali
GŁASKANIE JEŻA
Najdroższa rozmowa świata
Całe trzysta sekund ze swojego życia poświęcił prezydent USA na rozmowę z Premierem RP. Kosztowało nas to 300 mln zł.
Po milionie za sekundę!
Kiedyś do Breżniewa, teraz do Busha
jeżdżą przywódcy Najjaśniejszej, aby z entuzjazmem dowiedzieć się, ile przyjaźń i sojuszniczy, bratni związek ma nas kosztować.
Choć jestem trochę niesprawiedliwy... Pierwyj sekretarz KPZR wysłał wojska do Afganistanu i wcale nie żądał tego samego od Polski. Nawet do łba mu to nie przyszło. Bushowi przyszło. A Olek K. nawet sekretarzem
NATO nie zostanie za tę pomoc...
Teraz ponad tysiąc naszych chłopaków ma
pojechać na nie swoją wojnę, będzie zabijać
nie-wrogów i wracać w dębowych jesionkach.
Wszystko w myśl „szczytnej” zasady „za wolność waszą i naszą”, za którą znów nam mordę rozkwaszą...
Już to przerabialiśmy: pod Samosierrą, na
Haiti, na Zaolziu, w Iraku. Z Afganistanu
wszyscy w historii wracali (czyli nie wracali)
pokonani. Polacy nie będą wyjątkiem.
Jednak rodzimi, spolegliwi i dyspozycyjni
dziennikarze największą klęskę, najstraszniejszą katastrofę dyplomatyczną potrafią przekuć
w sukces. We wszystkich trzech programach
reżimowej (no bo jak inaczej ją
nazwać?!) polskiej telewizji naliczyłem dziesięciu komentatorów, którzy ogłupiali widzów
twierdzeniami, że w Afganistanie polscy żołnierze nabędą nareszcie potrzebnego doświadczenia (za co podatnik zapłaci ponad
300 mln złotych).
Doświadczenia
w czym? W zabijaniu Afgańczyków, którzy nic
złego nam nie
zrobili? W pacyfikowaniu talibów – fanatyków religijnych?
A w czymże tamci... azjatyccy fanatycy są gorsi (lepsi?) od rodzimych?
Teoretycy nowoczesnego pola walki twierdzą, że pięcioprocentowe straty osobowe wyszkolonej armii to „dobra i niewygórowana”
cena każdej wojny. Ile
to jest pięć procent od
tysiąca? Czy Jarosław
i Radek policzyli?
PAP (Polska Agencja Propagandowa) odtrąbiła i inne sukcesy
amerykańskiej wizyty.
Oto z korespondencji
z Chicago dowiadujemy się, że „premier Jarosław Kaczyński był
owacyjnie przyjęty przez
Polonię. Przed chicagowskim kościołem powitała go orkiestra góralska, a w samej świątyni głośne oklaski kilkuset zebranych”.
a drugim. Nie da się zagłuszyć tego
faktu góralską kapelą i entuzjazmem
zawodowych górali, którym zawsze
przecież było wszystko jedno, komu
grają, byle były z tego dutki. Dopiero tam, pośród chicagowskiej Polonii, premier Kaczyński poczuł się
jak w rodzinie. Rodzinie Radia Maryja.
MAREK BARAŃSKI
Jakże inaczej ta sama relacja brzmiała
w „Chicago Tribune”! Na jednej z dalszych
stron, w małej notatce gazeta napisała, że
wizyta Kaczyńskiego nie cieszyła się specjalnym zainteresowaniem Polonii, która przybyła w liczbie 250 osób.
Zważywszy, że według oficjalnych danych,
w Chicago jest ponad 200 tysięcy polonusów
– można powiedzieć, że premier został niemal totalnie olany. Wcale tego jednak nie
zauważył, mówiąc w wywiadzie dla PAP: „Nie
przypominam sobie, bym kiedykolwiek był tak
gorąco przyjmowany”. A może to i prawda?
Ponadto szef rządu prawił:
– Będziemy budować wolną Rzeczpospolitą wolnych Polaków;
– Chcemy uczynić wszystko, by Polska była znów silna i patrzyła w przyszłość;
– Warto być Polakiem;
Złośliwy reporter „Chicago Tribune” zanotował, że skoro tak, to jak wytłumaczyć
fakt, że Polacy uciekają z ojczystego kraju
gdzie się da, a ich obecny exodus nie ma
sobie równych w historii? Jak wyjaśnić, że
siedemdziesiąt procent z „emigrantów” deklaruje, iż nie zamierza wracać do ojczyzny
i swoją przyszłość wiąże z Irlandią, Anglią,
Holandią...
Takich niezręcznych pytań dziennikarze
PAP nie zadawali. Oni już znają swoje miejsce.
MAREK SZENBORN
22
Nr 38 (342) 22 – 28 IX 2006 r.
NASZA RACJA
ZEBRANIA RACJI PL
RACJA PL – Zarząd Krajowy, ul. E. Plater
55/81, 00-113 Warszawa; tel. (22) 620 69
66, www.racja.org.pl. Konto bankowe: ING
Bank Śląski, nr 04 1050 1461 1000 0022
6600 1722 (wpłaty zawsze z podaniem nr
PESEL i dopiskiem „darowizna”).
Augustów – Bogdan Nagórski, tel. 601 815
228;
Bełchatów – Marek Szymczak, tel. 603 274
363, e-mail: [email protected];
Będzin – zebrania w każdy trzeci poniedziałek
m-ca, godz. 18, ul. Małachowskiego 29; Sławomir Żyłka, tel. 502 162 847;
Białystok – dyżury: wt., śr., czw., godz.16–18,
DH „Koral”, ul. Wyszyńskiego 2, lok. 309, tel.
(85) 744 49 39;
Biłgoraj – info: tel. 502 686 796;
Bolesławiec – Wiesław Polak, tel. (75) 734
34 25;
Brzeg – zebrania w każdy ostatni czwartek
m-ca, godz. 19, Restauracja „Laguna” (przy obwodnicy); Zenon Makuszyński, tel. 696 078
240;
Busko Zdrój – Kamil Oliwkiewicz, tel. 600 121
793, e-mail: [email protected];
Bydgoszcz – dyżury w każdy czwartek, godz.
17–19, ul. Garbary 24;
Bytom – dyżury w czwartki, godz. 17–19, ul.
Dworcowa 2;
Chełm – zebrania w każdą ostatnią niedzielę
m-ca, ul. Stephensona 5a, godz. 15, tel. (82)
563 51 93, 501 711 386;
Cieszyn – Bogdan Starski, tel. 609 784 856;
Częstochowa – Tadeusz Fereniec, tel. 604 667
740, e-mail: [email protected];
Dąbrowa Górnicza – zebrania w każdą trzecią środę m-ca, godz. 17, ul. Wojska Polskiego 35 (lokal PZW);
Dąbrowa Tarnowska – Bogdan Kuczek, tel.
(14) 624 27 93;
Dębica – Małgorzata Król-Gierczak, tel. 601
548 707;
Elbląg – tel. 601 391 586;
Gdańsk – Barbara Krzykowska, tel. 691 943
633;
Gdynia – Maria Machnik, tel. (58) 663 02 68,
604 906 246;
Gliwice – Andrzej Rogusz, tel. 600 267 076,
e-mail: [email protected];
Głogów – Henryk Mentel, tel. (76) 726 32 65,
600 935 233;
Gniezno – Edward Kowalski, tel. 603 257 113;
Gorlice – Zbigniew Bosek, tel. (18) 540 71 35;
Gorzów Wlkp. – Czesława Król, tel. 889 054
353;
Gryfice – Henryk Krajnik, tel. 603 947 963;
Gubin – Mirosław Sączawa, tel. 600 872 683;
Jasło – Józef Juszczyk, tel. 600 288 627;
Jastrzębie – 23.09, godz. 17, bar „Caro”, ul.
Jasna; Jan Majewski, tel. 512 203 524, (32)
476 55 64;
Jelenia Góra – Mieczysław Bronowicz, tel.
(75) 647 54 91, 887 231 740;
Kalisz – Stanisław Sowa, tel. (62) 599 88 15,
512 471 675;
Katowice – dyżury w każdą pierwszą sobotę
m-ca, godz. 16, ul. św. Jana 10, III p. (lokal
SLD); Ryszard Pawłowski, tel. (32) 203 20 83,
606 202 093;
Kielce – Józef Niedziela, tel. (41) 344 72 72,
609 483 480;
Kołobrzeg – dyżury w każdy poniedziałek, godz.
16–18, ul. Rybacka 8, tel. 505 155 172;
Konin – Zbigniew Górski, tel. 601 735 455;
Kostrzyn – Andrzej Andrzejewski, tel. 502 076
244;
Kraków – zebrania w każdy trzeci czwartek
m-ca, godz. 17, restauracja „Pod Szablą” ul.
Kamienna 19; Zarząd Wojewódzki 31-300 Kraków 64, skr. poczt. 36, tel. (12) 636 73 48,
(12) 626 05 07, 695 052 835;
Legnica – Krzysztof Lickiewicz, tel. (76) 854 86
55, 607 375 631, e-mail: [email protected];
Lublin – zebrania w każdą drugą sobotę
m-ca, godz. 17, ul. Beliniaków 7 (lokal SLD);
Racja PL Lublin, 20-001 Lublin1, skr. poczt. 159;
Piotr Podstawka, tel. (81) 479 64 51, 601 165
841, e-mail: [email protected];
Łowicz – Mirosław Iwański, tel. 837 78 39;
Łódź – zebrania w każdy wtorek, godz. 16–18,
ul. Zielona 15, I piętro, pok. 10, tel. (42) 632
17 84; Andrzej Onufrzak, tel. 887 847 539,
Zbigniew Błaszczyk, tel. 665 740 640;
Mielec – Zbigniew Maruszak, tel. (17) 788
91 01;
Mysłowice – zebrania w każdą drugą sobotę
m-ca, godz. 17, lokal „Alf” w Brzęczkowicach;
Remigiusz Buchalski, tel. 508 496 086;
Nowa Sól – Mieczysław Ratyniak, tel. 509
684 346;
Nowy Sącz – Andrzej Idzik, tel. (18) 443 62 61
Nowy Targ – zebrania w każdy trzeci piątek
m-ca, godz. 17, bar „Omega” ul. Szaflarska 25;
Stanisław Rutkowski, tel. (18) 275 74 04;
Nowy Tomyśl – Barbara Kryś, tel. (68) 386
84 37;
Nysa – Andrzej Piela, tel. (77) 435 79 40;
Olkusz – zebrania w każdą drugą niedzielę
m-ca, kawiarnia „Arka” w Rynku, tel. (32)
642 49 48;
Olsztyn – Witold Tumelis, tel. 693 656 908;
Opatów – tel. (15) 868 46 76;
Opole i woj. opolskie – Stanisław Bukowski,
tel. 663 335 416;
Ostrowiec Świętokrzyski – 23.09, godz. 17,
zebranie w pizzerii „Margherita”, os. Słoneczne; Eliza Szumlak, tel. 509 107 237;
Pabianice – Jacek Rutkowski, tel. 601 217
090;
Piła – Henryk Życzyński, tel. (67) 351 02 85;
Pińczów – tel. 888 656 655;
Płock – 27.09, godz. 17, ul. Królewiecka 28
(I piętro), zebranie członków i sympatyków;
Jerzy Paczyński, tel. 603 601 519;
Poznań – Witold Kayser, tel. (61) 821 74 06;
Wielkopolska: Jarocin, Pleszew, Krotoszyn
– tel. 692 675 579;
Radom – Maciej Tokarski, tel. 660 687 179;
Radomsko – Mariusz Madej, tel. 606 426 948;
Rybnik – Bożena Wołoch, tel. 880 754 928
(wieczorami);
Rzeszów – dyżury w drugi i ostatni poniedziałek m-ca, godz. 18–19, pub „Korupcja” ul.
Kazimierza 8; Andrzej Walas, tel. 606 870 540;
Sanok – Klaudiusz Dembicki, tel. 606 636 273,
e-mail: [email protected];
Siedlce – zebrania w każdy pierwszy piątek
m-ca, Bar „Smaczek”, ul. Kazimierzowska 7,
godz. 17; Marian Kozak, 08-119 Siedlce 6, skr.
poczt. 9, tel. 606 153 691;
Siemianowice Śląskie – zebrania w każdy
drugi poniedziałek m-ca, godz. 16, ul. Szkolna
7; Zygmunt Pohl, tel. 501 797 260;
Słupca – Włodzimierz Frankiewicz, tel. 692
157 291;
Słupsk – kontakt: tel. 505 010 972;
Starachowice – tel. (41) 274 15 76;
Stargard Szczeciński – 24.09, godz. 17, ul.
Limanowskiego 24, sala PCK; Marian Przyjazny, tel. 601 961 034, e-mail: [email protected];
Staszów – Dariusz Klimek, tel. 606 954 842;
Sucha Beskidzka – Andrzej Lenik, tel. 607
988 061;
Szczecin – 7.10, godz. 11, spotkanie przedwyborcze członków i sympatyków organizacji
miejskiej – zbiórka na pętli tramwajowej na
Głębokiem; dyżury w soboty, godz. 11–13, ul.
Włościańska, I piętro; Zbigniew Goch, tel.
(91) 421 55 12, 505 948 530;
Świnoujście – zebrania w każdą ostatnią sobotę m-ca, godz. 17, ul. Grunwaldzka 62C;
Tarnów – Bogdan Kuczek, tel. (14) 624 27 93;
Tczew – Waldemar Grzonkowski, tel. 606 330
830;
Toruń – dyżury od poniedziałku do piątku, godz.
10–12 i 15–17, ul. Słowackiego 118A/15; dyżury przewodniczącego w piątki, godz. 15–17;
Józef Ziółkowski, tel. 607 811 780, e-mail:
[email protected];
Turek – Wiesław Szymczak, tel. 605 094 491;
Tychy – Andrzej Kania, tel. 600 348 173;
Wałcz – zebrania w każdy pierwszy piątek
m-ca, godz. 17, ul. Dworcowa 14; Józef Ciach,
tel. 506 413 559;
Warszawa – zebrania w każdy pierwszy czwartek m-ca, godz. 18.30, ul. E. Plater 55/81; Teresa Jakubowska, tel. (22) 621 41 15, 606 37
47 47, e-mail: [email protected];
Wrocław – dyżury w każdą środę, godz. 16–18,
ul. Zelwerowicza 4 (lokal PKPS); Jerzy Dereń,
tel. (71) 392 02 02, 698 873 975, e-mail: [email protected];
Zawiercie – Wojciech Siatko, tel. 509 643
904;
Zielona Góra – zebrania w każdy pierwszy piątek m-ca, ul. Sienkiewicza 30, pok. 14.
KATEDRA PROFESOR JOANNY S.
Sypie się
Polska. Kraj mlekiem i miodem płynący. Podobno był. Za niepamiętnych czasów. Za pamiętnych
– raczej wszystkiego nie było.
Ewentualnie na kartki. Nawet demokracja i wolność były reglamentowane. Sumienia i Wolna Europa – zagłuszane. Paryska „Kultura” i świerszczyki – zakazane. Obywatele chcieli
zmian. Żywili nadzieję, że będą wyłącznie na lepsze. Dla nielicznych były. Większość prędzej zniechęciła się
do wymarzonej, solidarnie wywalczonej III RP niż do narzuconej siłą PRL.
Wystarczyło szesnaście lat wolności.
Od pracy i pieniędzy. Znowu zapragnęli zmiany. Uwierzyli Kaczyńskim
czy raczej ich bulterierowi. Kartką
wrzuconą rok temu do urny zapłacili wPiSowe do IV RP. Porwało ich
tanie, sprawiedliwe, przyjazne państwo. Uczciwość. Porządek. Bezpieczeństwo. Na dokładkę byli, oczywiście, gotowi wziąć trzy miliony mieszkań. Jak nie nowych, to odebranych
złodziejom, malwersantom i łapownikom. Może nawet lepiej. Byłyby nie
surowe, ale wykończone i wyposażone. Początek był nawet niczego sobie.
Rządowy teatrzyk kukiełkowy do Bim-Bomu nie dorastał, ale było na co
popatrzeć. Yes, yes, yes! Zmiana premiera obaliła mit, że nie szata zdobi
człowieka. Kazimierz w przebraniu
premiera był atrakcyjny. Teraz atrakcyjny jest Jarosław K. Przynajmniej
dla posłanki Szczypińskiej. Coś iskrzy.
Coś się tli. Nawet coś rozkwita. Wygląda na uczucie. Nie interpersonalne. Jednostronne. Reszta się sypie.
Sypie się koalicja. Jak co tydzień. Wice Lepper poszedł w ślady
Chińczyków. Wysłał premierowi 786.
poważne ostrzeżenie. Spłynęło jak po
kaczce. Samoobrona ma w Sejmie 53
szable. Ledwo wystarcza do samoobrony. Jakby kilku paszło w PiSu,
trzeba by przywrócić do łask chwilowo odsunięte posłanki. Begerową
i Hojarską. Wszak nie matura, lecz
chęć szczera... Ostatecznie koalicja
przetrwa. PiS traci w sondażach. Sny
o potędze okazują się fatamorganą.
Nie ma nic do zyskania, a wiele do
stracenia.
Sypie się budżet. Koalicjanci walczą o więcej środków dla swoich resortów. Głównie o rolnictwo. O szkolnictwo mniej, gdyż nauczyciele, w odróżnieniu od rolników, raczej nie lubią swojego ministra. Rozbuchane żądania ministrów ma ukrócić powracająca wicepremier. Ma być, jak fala. Tsunami. Na razie daje się prosić.
Szkoda czasu. Trzeba się spieszyć, jak
się chce być pierwszym OZIpremierem. Minister Jasiński nie może się
doczekać koleżanki po fachu. Czy
wreszcie skończy się życie po Zycie
i znów będzie z Zytą? Dla finansów
państwa – bez znaczenia. Reformowane nie będą. Stare POmysły Gilowskiej, czyli trzy po trzy, para piętnaście, w PiS wzięcia nie miały. Nowych nie ma. Kotwica budżetowa
nie daje płynąć z prądem społecznych
oczekiwań. Za kiełbasę wyborczą muszą robić Bóg, honor i Ojczyzna. Dlatego będą 12 listopada. The day after.
Sypie się wizja taniego państwa. RP robi się coraz droższa. Niestety, nie sercu obywateli. Nagminnie
wyjeżdżają. Jedni za chlebem. Drudzy z niezgody na ziemniaczano-buraczany rząd i jego posunięcia. Narodowy Instytut Wychowania nauczy
moresu. Pomoże Centralne Biuro Antykorupcyjne. Jak będzie trzeba, powoła się kolejne instytucje finansowane z budżetu. Przyzna się forsę fundacjom ministrów. Czemu dawać tylko Relidze? Kupi się swoim nowe
limuzyny i helikoptery. Doda ochrony. Poznać pana po cholewach.
Sypie się premier. Na każdym
kroku. Prezydenckie kłopoty z podawaniem ręki są zaraźliwe. Choroba
najłatwiej przenosi się na organizmy
genetycznie podobne. By nie powiedzieć – tożsame. Premier chciał pocałować w rękę ministra Sikorskiego. Ostatecznie, dlaczego nie? Nic mu
nie brakuje. Czas wreszcie skończyć
z dyskryminacją mężczyzn. Zacząć kupować im kwiatki, gonić do wychowywania dzieci i do domowych robót.
Sypie się Mojzesowicz. Po perypetiach z Lepperem trafił do szpitala. Uzdrowiło go ministerialne stanowisko. Ze względu na ograniczone możliwości rozmnażania ministerstw, nie jest to sposób na odciążenie służby zdrowia.
Sypie się wszystko. Teraz trzeba
tylko czekać. Aż się zacznie walić.
JOANNA SENYSZYN
PS Serdecznie zapraszam do czytania i komentowania moich blogowych tekstów na www.senyszyn.blog.onet.pl
Od redakcji
Ostatnia chwila na mobilizację
zwolenników profesor Joanny S. Na nr
7124 wysyłajmy SMS-y o treści: 13
Niech „Lustro »Szkła kontaktowego«” dla najpopularniejszego polityka
dostanie nasza kochana felietonistka.
Szczęśliwa siódemka
Politykę skutecznie uprawia się zespołowo. W obecnej sytuacji ugrupowań opozycyjnych pogląd ten nabrał
szczególnej ostrości. Dla RACJI Polskiej Lewicy też.
13 września, podpisując porozumienie wyborcze, RACJA przystąpiła do koalicji lewicy i demokratów. Decyzja ta
była i pozostanie dla wielu ludzi kontrowersyjna, a dla części członków i sympatyków RACJI być może nawet błędna.
Została jednak podjęta... po długich namysłach, wielomiesięcznych dyskusjach w samej partii oraz rozmowach z politycznymi partnerami.
Podstawową przesłanką, dla której nasza partia weszła w sojusze wyborcze, stała się sytuacja polityczna w kraju.
Konserwatywna, narodowo-katolicka prawica podjęła bezpardonową walkę o przejęcie jednego z kluczowych ogniw demokratycznego, obywatelskiego państwa – samorządu. Nie przebiera przy tym w środkach. PiS i wspólnicy chcą przez
zawłaszczenie samorządów umocnić swoją potęgę w terenie. Unijne środki, które będą do dyspozycji samorządów
w najbliższych latach (przydzielane „po uważaniu” PiS-u, duże dla swoich – pokornych i spolegliwych, a małe lub żadne dla cudzych), mają ten proces spotęgować i przyspieszyć. Aby przeciwstawić się tym katastrofalnym dla Polski zapędom, RACJA Polskiej Lewicy przystąpiła do koalicji anty-PiS-owskiej. Odłożono na bok dyskusje o różnicach w programach koalicjantów, które często nie są rozpoznawalne przez lokalne społeczności.
Z przystąpienia do wspólnego frontu walki z ekspansją skrajnej prawicy rodzą się określone szanse. Powstał komitet wyborczy, który skupi na sobie głosy osób lewicy i sił postępu. Jego wielkość, otwartość i wielonurtowość powinna zachęcić ludzi z różnych środowisk do tego, aby do wyborów w ogóle pójść, aby nie popełnić grzechu zaniechania.
RACJA w ramach tego komitetu wyborczego nie może przegrać. Ten komitet może tylko wygrać lub uzyskać bardzo dobry wynik. Każdy głos oddany na kandydata RACJI Polskiej Lewicy jest głosem oddanym na koalicję lewicy i demokratów. Jest także głosem, który wyraża zdecydowany sprzeciw wobec dokonań i planów prawicy.
Porozumienie krajowe zawarte przez RACJĘ PL dotyczyło spraw związanych z wyborami do sejmików wojewódzkich. Kandydaci RACJI będą na wszystkich listach.
Przewodniczący RACJI Polskiej Lewicy Jan Barański
Wszyscy kandydaci RACJI Polskiej Lewicy do sejmików wojewódzkich będą na tej samej – siódmej w kolejności – pozycji.
Nr 38 (342) 22 – 28 IX 2006 r.
ŚWIAT SIĘ ŚMIEJE
23
Facet miał trzy przyjaciółki. Jednak tylko jedną mógł wybrać za żonę. Postanowił więc każdej dać po
2000 zł. Chciał sprawdzić, co każda z nich z tym zrobi.
Pierwsza pobiegła od razu do fryzjera, kupiła też sobie nowe ciuchy. Przyszła do faceta i mówi, że to
wszystko dla niego, bo go kocha.
Druga kupiła zestaw Cyfra Plus i kilka skrzynek piwa. Przyszła do faceta i mówi, że to wszystko dla
niego, bo go kocha.
Trzecia zainwestowała pieniądze, zarobiła więcej, zainwestowała znowu i znów zarobiła. I tak kilkanaście razy. Dorobiła się majątku, przyszła do faceta i mówi, że to wszystko dla niego, bo go kocha.
Po namyśle facet wybrał kobietę z większym biustem. Jaki z tego morał? Faceci, w przeciwieństwie
do kobiet, nie lecą na kasę!
¤ ¤ ¤
Rozmawia dwóch kumpli:
– Słyszałem, że twoja żona rozbiła twoje nowe porsche. Stało jej się coś?
– Jeszcze nic. Zamknęła się w łazience!
Holenderska farma przed wejściem Polski do Unii. Inspekcja Legalności Pracy kontroluje pracujących Polaków.
– Umie pan po holendersku?
– Tak, trochę...
– Ma pan pozwolenie na pracę?
– Oczywiście, że mam!
– A pana kolega, tam w pomidorach, też ma?
– Oczywiście, że ma!
– To niech pan go zawoła.
– JÓÓÓÓÓZEEEEK, SPIEEEEEEERRRRRDALAJ!
¤ ¤ ¤
– Jaka jest różnica pomiędzy kulą bowlingową a blondynką?
– W kuli bowlingowej jest miejsce tylko na trzy palce...
¤ ¤ ¤
Po operacji wyrostka niebrzydka panienka pyta lekarza:
– Panie doktorze, kiedy będę mogła uprawiać seks?
– Najwcześniej to pewnie za 10 dni, ale pod nadzorem lekarza.
KRZYŻÓWKA
Poziomo: 1) smakowity grzech, 5) smali cholewki do twojej Ewki, 8) w ręku Anioła, 9) dzwonek lub wino, 10) wszystkiemu winien (tak jak cyklista),
11) rozsiadła się na stołkach, 12) gaz z lnem, 13) gdzie Czarna Hańcza swój
bieg zakańcza?, 15) kwit od agenta, 17) rasowa tkanina ścienna, 18) po primo i secundo, 21) wełniany, zimą zakładany, 22) idealistka bez listka,
24) partyjny beton w puszce, 25) małe bydlę, 26) zadba o ciebie w niebie,
30) posądzenie Oskara o rżenie, 34) czy tylko fioletowy pas różni go od nas?,
35) z kim, jak nie z nim, można przybić witkę?, 36) gatunek węża bez oręża,
41) udaje ważną figurę, 46) malowanie na ścianie, 48) mocna strona Platona, 49) po prośbie do nieba, 50) ciemna, bo nieoświecona, 51) co rok w tył
krok, 53) na monitorze i w soborze, 55) z asem w rękawie, 56) poprawa prawa, 57) armia laików?, 58) symbol chilijskiej kuchni, 59) zapala się, w sojuszniczce, 60) znaczki z jednej paczki, 61) o czym marzy każdy z efekciarzy?,
62) zielony w pociągu byle jakim, 63) imię wybitnej „kryminalistki”.
Pionowo: 1) cztery zdrowaśki dla grzesznej Aśki, 2) z niej pamiątka Newerlego, 3) ekstremalny hormon, 4) dostarcza wieści z kurii, 5) co czyta, płacząc, Roman Sidło?, 6) wszystko już mu wisi, 7) tnie na sali, 12) tym się
chlubi, że piękno lubi, 14) gdy szaty są, a jakoby ich nie było, 15) leży na
trawniku, 16) koniec strzelania, 19) boski twardziel, 20) stąd już blisko do
Sopotu, 21) czuć z oddali, gdy się pali, 23) niewolnica Verdiego, 27) z dwiema można kogoś puścić, 28) kręci się nad stolnicą, 29) moda niemłoda,
31) najbardziej zdrowy pojazd drogowy, 32) Sir John – piosenkarz i pianista,
33) kłuje jak tuje, 36) chodzi jak nakręcony, 37) mowa podwórkowa, 38) „Między nami nigdy nic nie było ...”, 39) ocena od dyplomaty, 40) sprytny, choć
niezbyt ambitny, 41) przepisowy człowiek, 42) na prochy wyborcze, 43) paka dla łajdaka, 44) kolor żołędzi, 45) fan budki suflera, 47) pragnie rządzić
światem, będąc i sędzią, i katem, 48) odrobina nadziei, 52) z pomidorka dla
bachorka, 54) cała para w jego barach, 55) ma zielono w głowie.
Litery z pól oznaczonych w prawym dolnym rogu utworzą rozwiązanie krzyżówki
Aby wziąć udział w losowaniu nagród, wystarczy w terminie 10 dni od ukazania się aktualnego numeru „FiM” przesłać hasło krzyżówki e-mailem na: [email protected] lub pocztą
WYŁĄCZNIE NA KARTKACH POCZTOWYCH na adres redakcji podany w stopce. W rozwiązaniu prosimy podać numer tygodnika oraz adres, na który mamy wysłać nagrody.
TYGODNIK FAKTY i MITY (ISSN 356441); Prezes zarządu i redaktor naczelny: Roman Kotliński (Jonasz); Zastępca red. naczelnego: Marek Szenborn; Sekretarz redakcji: Adam Cioch – tel. (42) 637 10 27;
Dział reportażu: Ryszard Poradowski – tel. (42) 630 72 33; Dział historyczno-religijny: Bolesław Parma; Redaktor graficzny: Tomasz Kapuściński; Fotoreporter: Hubert Pankowski; Dział promocji i reklamy: tel.
(42) 630 73 27; Dział łączności z czytelnikami: (42) 639 85 41; Adres redakcji: 90-601 Łódź, ul. Zielona 15; e-mail: [email protected]; Wydawca: „BŁAJA News” Sp. z o.o.; Sekretariat: tel./faks (42) 630 70 65;
Druk: POLSKAPRESSE w Łodzi. Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych oraz zastrzega sobie prawo do adiustacji i skracania tekstów.
WARUNKI PRENUMERATY: 1. W Polsce przedpłaty przyjmują: a) Urzędy pocztowe i listonosze – do 25 listopada na pierwszy kwartał 2007 r. Cena prenumeraty – 36,40 zł za jeden kwartał; b) RUCH SA – do 25 listopada na pierwszy kwartał 2007 r. Wpłaty przyjmują jednostki kolportażowe RUCH
SA w miejscu zamieszkania prenumeratora. 2. Prenumerata zagraniczna: Wpłaty w PLN przyjmuje jednostka RUCH SA Oddział Krajowej Dystrybucji Prasy na konto w PEKAO SA IV O/Warszawa nr 68124010531111000004430494 lub w kasie Oddziału. Informacji o warunkach prenumeraty
udziela ww. Oddział: 01-248 Warszawa, ul. Jana Kazimierza 31/33, tel.: 0 (prefiks) 22 532 87 31, 532 88 16, 532 88 19; infolinia 0 800 12 00 29. Prenumerata zagraniczna RUCH SA płatna kartą płatniczą na www.ruch.pol.pl 3. Prenumerata w Niemczech: Verlag Hûbsch & CO., Dortmund,
tel. 0 231 101948, fax 0 231 7213326. 4. Dystrybutorzy w USA: New York – European Distribution Inc., tel. (718) 782 1135; Chicago – J&B Distributing c.o., tel. (773) 736 6171; Lowell International c.o., tel. (847) 439 6300. 5. Dystrybutor w Kanadzie: Mississauga – Vartex Distributing Inc., tel. (905) 624 4726. Księgarnia „Pegaz” – Polska Plaza Wisła, tel. (905) 238 9994. 6. Prenumerata redakcyjna: do 25 listopada na pierwszy kwartał 2007 r. Cena 36,40 zł. Wpłaty (przekaz pocztowy) dokonywać na adres: BŁAJA NEWS, 90-601 Łódź, ul. Zielona 15. 7. Zagraniczna prenumerata elektroniczna: [email protected] Szczegółowe informacje na stronie internetowej http://www.faktyimity.pl
Prenumerator upoważnia firmę „BŁAJA News” Sp. z o.o. ul. Zielona 15, 90-601 Łódź, NIP: 725-00-20-898 do wystawienia faktury VAT na prenumeratę tygodnika „Fakty i Mity” bez podpisu.
24
ŚWIĘTUSZENIE W Ostrej świecą Bramie...
Polscy pielgrzymi przed Ostrą Bramą w Wilnie uczą Litwinów prawdziwej, katolickiej pobożności
Fot. Rasmik
Rys. Tomasz Kapuściński
Nr 38 (342) 22 – 28 IX 2006 r.
JAJA JAK BIRETY
B
o kto powiedział, że wszystko, co mówimy, musi być
logiczne? Oto dowód na to, że
wcale nie musi...
Kobieta nie ma się fajnie ubierać, ona ma się fajnie rozbierać.
¤¤¤
Ginekologa poznaje się po zegarku na bicepsie.
¤¤¤
Gdyby mężczyźni zachodzili w ciążę, aborcja byłaby sakramentem.
¤¤¤
Stary chemik nie umiera. On jedynie przestaje reagować.
¤¤¤
Czym się różni teściowa od pit
bulla? – Szminką.
¤¤¤
Ja nic do teściowych nie mam
– sam chciałbym mieć dwie;).
¤¤¤
Jak było na Kubie? – Kubie było przyjemnie!
¤¤¤
Każdy tuman, który nie umie dodawać, twierdzi, że jest humanistą.
¤¤¤
Beatyfikacja JPII jest pewna jak
w banku... Ambrosiano.
¤¤¤
Matka przez 20 lat robi z syna
człowieka, a pierwsza lepsza w 20
minut robi z niego idiotę.
¤¤¤
Kto ty jesteś? Polak stary...
– Jaki znak twój? – Moher szary...
¤¤¤
Kto ty jesteś? Polak mały. – Jaki znak twój? – Strzelec.
¤¤¤
Nie każdy, kto ma chorą wątrobę, jest Prometeuszem...
¤¤¤
¤¤¤
Na co po cichu liczą szachiści?
– Na wymianę dam.
¤¤¤
50 proc. Polaków zdradza. To
znaczy, że jak nie ty, to twoja żona.
¤¤¤
Wyluzuj!
Im większe piersi, tym trudniej
zapamiętać twarz.
¤¤¤
Program PiSiorków zakłada solidarność (w podziale biedy).
¤¤¤
Strata żony bywa ciężka. W moim przypadku było to prawie nieosiągalne.
¤¤¤
Ludzi, którzy twierdzą, że cierpienie uszlachetnia, nazywamy masochistami.
Atrakcyjność dziewczyny mierzy
się podbródkiem (ma być jeden).
¤¤¤
Wszystko to z nerwów... I dom,
i mercedes, i basen – powiedział
neurolog.
¤¤¤
Wiecie, jak biją zegary w akademiku? – Bim-ber, bim-ber...
¤¤¤
Żydów w Polsce opinia społeczna poznaje po tym, że wchodzą do
rządu.
¤¤¤
Dziewczyny są dla łamasów, co nie potrafią ściągnąć
sobie pornosa.
¤¤¤
Kobiety są jak szanse – niewykorzystane się mszczą.
¤¤¤
Można patrzeć bez końca
na... ogień, wodę i parkującą kobietę...
Opracowała @

Podobne dokumenty