marzec - Kościół Chrześcijan Baptystów w RP

Komentarze

Transkrypt

marzec - Kościół Chrześcijan Baptystów w RP
Spis treści:
s. 3 Serce, które znasz i serce,
którego nie znasz – Dawid
Breuer
s. 6 Wigilia dla 1000 samotnych
– Mikołaj Rykowski
s. 8 Wieści z 1-go Zboru KChB
w Warszawie
s. 10 Cechy pionierskiego ruchu
baptystycznego w Polsce
– Albert W. Wardin
s. 13 Świadectwa z czterech
stron świata: Pozdrowienia
z Utrechtu
s. 16 Wyzwanie zmartwychwstania
– Mateusz Wichary
s. 20 Wielkanoc przyszłości
– Ryszard Tyśnicki
s. 22 Rozmyślania na łożu boleści
– Beata Jaskuła-Tuchanowska
s. 22 W poszukiwaniu Vera Crux
- Paweł Krzywicki
s. 24 Filozofujący chrześcijanie:
Fideizm Błażeja Pascala
– Janusz Kucharczyk
s. 26 Inspirujące symbole: Kilka
spojrzeń na filiżanki – Aneta
Krzywicka
s. 28 Kobieta kobiecie: Nie opuść
uczty – Alina Woźniak
s. 30 Dla dzieci: Telefon do nieba
– Nela i Zbyszek Kłapa
s. 31 Przy wspólnym stole:
Post – Tomek Bogowski
i Weronika Mazurkiewicz
s. 32 Stylowa muzyka – Tomek
Bogowski
s. 33 Wiadomości ze świata
– Konstanty Wiazowski
MIESIĘCZNIK SŁOWO PRAWDY
- ORGAN PRASOWY KOŚCIOŁA CHRZEŚCIJAN BAPTYSTÓW W RP
Ukazuje się od 1925 r. Rocznik LXXXVIII: 2013 r.
Nr 3 (marzec) • ISSN 0239-4413
KOLEGIUM REDAKCYJNE: Mateusz Wichary (Redaktor Naczelny),
Gustaw Cieślar, Konstanty Wiazowski, Danuta Marcyniak,
Aneta Krzywicka, Paweł Krzywicki, Ryszard Tyśnicki
Adres redakcji i administracji: ul. Waliców 25,
00-865 Warszawa, tel./fax: 022 624 27 83
e-mail: slowo.prawdy@baptysci.pl
www.dlajezusa.pl (dział Materiały)
Ofiary za pismo prosimy kierować na konto Kościoła Chrześcijan
Baptystów: ING Bank Śląski 20105010541000002317496905.
Materiałów nie zamawianych Redakcja nie zwraca i zastrzega sobie prawo
dokonywania zmian w treści i w tytule nadesłanych tekstów.
Redakcja nie odpowiada za treść ogłoszeń.
Jeśli nie jest to opisane inaczej, fotografie zostały dostarczone przez autorów artykułów.
SKŁAD I OPRACOWANIE GRAFICZNE: Aneta i Paweł Krzywiccy
DRUK I OPRAWA: KOMPAS II, Waliców 25, Warszawa
Numer zamknięto: 11 marca 2012 r.
(Projekt okładki z wykorzystaniem materiałów z kolekcji Fotolia)
KAZANIE
OD REDAKCJI
„Wieża Babel”, obraz nieznanego artysty z 1587 r.
Budowniczowie wieży Babel wierzyli w siebie. Jak wielu nam współczesnych, wierzyli we własny potencjał
do zmiany świata wokół. Potrafili siebie
zachęcać („Nuże” z wersetów Rdz 11:3
i 4), jednoczyć wokół wspólnej wizji
budowania nowej rzeczywistości wieży i imienia, który by reprezentowała;
w końcu byli kreatywni (wynaleźli cegłę zamiast kamienia i smołę zamiast
zaprawy). W tym wszystkim świadomie
ignorowali Boga, którego nakaz rozproszenia się po całej ziemi łamali.
Choć nie powinniśmy zaprzeczać wartości zachęcania, kreatywności czy
bycia razem, to przecież powinniśmy
wiedzieć, że te wizje z definicji skazane są na niepowodzenie. Chrześcijanin
to człowiek, który widzi, że nawet najpiękniejsze marzenia i najszczytniejsze pragnienia, jeśli nie są zbudowane
na fundamencie Boga, są zbudowane
na piasku. I ów fundament rozstrzyga
o funkcjonalności i trwałości projektu. „Wszelkie ciało jest jak trawa,
a wszelka chwała jego jak kwiat trawy”
(1P 1:24). To nie oznacza, że mamy odrzucać wszystko, co robi Bóg poza Kościołem, bo robi wiele dobrego. Ale to
oznacza, by pamiętać, że „Słowo, które żyje i trwa” (1P 1:23) to Słowo Chrystusowe, ewangelia, która jest jedyną
nadzieją świata. Żaden zestaw praw
i przepisów nie potrafi świata odnowić. Apostoł Paweł stwierdza wprost:
„Gdyby zostało nadane prawo, które
może ożywić, usprawiedliwienie byłoby z prawa” (Gal 3:21). Takiego prawa
jednak nie ma. Jest natomiast grzech,
zepsucie, tak, ale i nadzieja - przez
krzyż i zmartwychwstanie Chrystusa,
a dzięki nim przebaczenie grzechów,
przemieniająca obecność Ducha Świętego, prawda Bożego Słowa i obietnica życia wiecznego. Oto co zmienia
Grzech,
krzyż
i nowe
życie
świat; oto, jak przychodzi Królestwo
Boże.
I właśnie te podstawy ów świąteczny numer Słowa Prawdy przypomina.
Kazanie mówi o realności grzechu, dowodząc konieczności Krzyża, a W poszukiwaniu Vera Crux o tym, na czym
polega faktyczne owo poszukiwanie
prawdziwego krzyża; w końcu Wyzwanie zmartwychwstania i Wielkanoc przyszłości wskazują niezbędność
wielkanocnego przesłania.
Polecam również ku zachęcie wiadomości z Katowic, Warszawy i Utrechtu:
oto moc zmartwychwstania w praktyczny sposób obecna pośród nas.
W części kobiecej miniatura o schyłku
życia Dawida Beaty Jaskuły-Tuchanowskiej; Aneta Krzywicka pisze o inspiracjach filiżankami – i ich użyteczności –
dla przedstawienia naszego duchowego
stanu; Alina Woźniak – o przestrodze
z zachowania starszego brata. Poza
tym przestroga, że świat się zmienia
i rozważania o relacji wiary i rozumu
(w oparciu o życie B. Pascala), dla dzieci o tym, jak dostać się do nieba, a przy
wspólnym stole tym razem o poście.
W końcu, polecamy recenzję płyty
i chrześcijański wybór wiadomości.
Drogi Panie, który wybrałeś stać się
człowiekiem, choć tego nie musiałeś
czynić; który przyjąłeś najgorsze doświadczenie, jakie sami sobie gotujemy; który pozbawiłeś się czci i chwały
– a następnie zmartwychwstałeś, wniebowstąpiłeś i królujesz na wieki, aż powrócisz do nas w chwale – bądź wywyższony! Zachowuj nas przy sobie,
w miłości Ojca i mocy Twego Ducha,
abyśmy mieli udział w przyszłym zmartwychwstaniu, w uwielbionych przez
Ciebie ciałach, Amen.
pastor Mateusz Wichary
Dawid Breuer
Serce, które znasz
i serce, którego nie znasz
Każdy, kto należy do Chrystusa musi
zrozumieć dwie rzeczy. Po pierwsze, Twoja miłość do Boga jest dowodem na to, że On powołał cię do
swojej rodziny, i że działa w twoim
życiu ku dobremu: „A wiemy, że Bóg
współdziała we wszystkim ku dobremu z tymi, którzy Boga miłują, to jest
z tymi, którzy według postanowienia jego są powołani” (Rzym. 8:28).
Drugą rzeczą, którą wszyscy musimy
zrozumieć jest to, iż zarówno miłość
do Boga, jak i bycie powołanym, czy
też okoliczność, że Bóg czyni wszystkie rzeczy ku naszemu dobru wcale
nie oznacza, że nie ma już w naszym
życiu grzechu, z którym musimy sobie radzić. Przeciwnie. Musimy radzić
sobie z grzechem właśnie dlatego, że
jesteśmy powołani i kochamy Boga,
i On wciąż działa ku naszemu dobru.
Jeśli tego się nie nauczymy, będziemy
dużo bardziej podatni na oskarżenia Szatana i poddani naszej własnej
skłonności do rozpaczy, co może
mieć fatalne skutki dla naszego życia.
Grzech jest nędzą. Jest nędzą, z którą Dawid zmaga się w Psalmie 19.
W pierwszej kolejności psalmista spogląda w górę w stronę nieba, aby rozkoszować się dziełem Stworzyciela (w.
2-7). Następnie kieruje on swój wzrok
ku dołowi, by zachwycać się prawem
Pana, Jego świadectwem i wyrokami
(w. 8-12). W końcu psalmista błaga
Boga o przebaczenie i moc do zwycięstwa nad grzechem (w. 13-15):
13
Uchybienia – któż znać może?
Ukryte błędy odpuść mi!
Także od zuchwałych
ustrzeż sługę swego,
Aby nie panowali nade mną!
Wtedy będę doskonały i wolny
od wszelkiego grzechu.
15
Niech znajdą upodobanie
słowa ust moich
I myśli serca mego u ciebie, Panie,
Opoko moja i odkupicielu mój!
przekłady Biblii – Revised Standard
Version (RSV) i New International Version (NIV) – według tłumaczenia których wers ten brzmi następująco:
„Także od rozmyślnych grzechów
ustrzeż sługę swego,
Nie pozwól aby panowały nade mną!
Wtedy będę nienaganny i niewinny
wielkiego przestępstwa”.
Przekład Biblii Warszawskiej sugeruje,
że Dawid w wersie 14 prosi o ochronę
przed zuchwałymi. Psalmista nie ma
tu jednak na myśli ludzi, a grzechy.
W tekście hebrajskim wyraz „hasoch”
oznaczający dosłownie „rozmyślnych,
samowolnych, przekornych, aroganckich”, a który Biblia Warszawska przekłada jako „zuchwałych”, stoi bez rzeczownika, a okoliczność ta powinna
nas prowadzić do wniosku, że nie
mamy prawa uzupełniać go w domyśle wyrazem „ludzi”. Szczególnie, skoro możemy użyć wynikającego z kontekstu słowa znajdującego się w wersecie poprzedzającym, którym jest
wyraz „uchybienia/ błędy/ grzechy”.
Podobnie rzecz się ma z użyciem
w końcowej części wersu 14 w przekładzie Biblii Warszawskiej zwrotu
„od wszelkiego grzechu”. W tekście
hebrajskim zwrot „mi’pesha rab”
znaczy „od wielkiego grzechu, od
wielkiego przestępstwa”. Spośród polskich przekładów najbliższy tekstowi hebrajskiemu jest przekład Biblii
Gdańskiej, lecz nie na tyle bliski, by
dostatecznie wyrażał on jego myśl.
Sens tekstu oryginalnego wyrażają
w najwyższym stopniu amerykańskie
Dawid wskazuje nam więc w wersetach 13 i 14 na dwa rodzaje grzechów.
Pokazuje nam jednocześnie, w jaki
sposób należy rozprawiać się z każdym z nich.
14
Grzechy uchybień
Pierwszy rodzaj grzechów jest opisany w wersie 13: „Uchybienia – któż
znać może? Ukryte błędy odpuść mi!”
Ma on dwie cechy charakterystyczne.
Po pierwsze, jest zaskakujący. To właśnie ma na myśli Dawid, kiedy mówi:
„Uchybienia – któż znać może?”.
Przyznajemy, że popełniamy błędy.
Oczywiście nie jesteśmy na tyle dumni, by mówić o swojej doskonałości.
Jeśli jednak udajemy bycie doskonałymi, jesteśmy zupełnymi ignorantami,
ponieważ każde wyznanie o ludzkiej
doskonałości wynika z doskonałej
ignorancji! Każda myśl, że jesteśmy
wolni od grzechu powinna uczyć nas,
że tkwimy w nim po uszy. „Jeśli mówimy, że grzechu nie mamy, sami siebie zwodzimy, i prawdy w nas nie ma”
(1 Jana 1:8). „Któż może powiedzieć:
Oczyściłem swoje serce, jestem wolny
od grzechu?” (Przyp. Salomona 20:9).
SŁOWO PRAWDY • Numer 3 / marzec 2013 • 3
Tak, jesteśmy skłonni, by wyznać, że
popełniamy wiele błędów; ale kto
pośród nas jest w stanie poznać je na
tyle, by zawsze wykryć winę, kiedy
zostały one właśnie popełnione? Mało
kto. Kto może wejrzeć do głębin swojej grzeszności? „Podstępne jest serce,
bardziej niż wszystko inne, i zepsute, któż może je poznać?” (Jer. 17:9).
Niektóre grzechy nas najzwyczajniej
zaskakują. Spoglądamy wówczas
w lustro i mówimy sobie: „Nie znam
ciebie. Zaskakujesz mnie!”.
Drugą cechą charakterystyczną grzechu opisanego w wersie 13 jest to,
że często jest on ukryty przed nami
samymi. „Uchybienia – któż znać
może? Ukryte błędy odpuść mi!”. Nie
oznacza to, że jest on ukryty przed innymi osobami, tak jak sekretne kłamstwo, albo pożądanie, albo kradzież,
o których nikt poza nami nie wie. Nie
o to tu chodzi. Chodzi o jego zepsutą naturę. Ona nam się nie narzuca.
Przeciwnie. Wydaje się niewinna,
interesująca. Kto wie dokładnie, jak
dalece błędna może być rzecz, która nam wydaje się prawa? Kto pośród
nas może orzec, jak wiele nieprawości
jest zmieszanej z naszą prawością?
Nasze błędy są często ukryte przed
nami samymi. Nie w tym znaczeniu, że nie wiemy, co robimy. Ale
w tym, że nie widzimy ich prawdziwej
jakości; nie czujemy ich grzeszności.
Najzwyczajniej nie widzimy naszego grzechu jako grzechu. Wiemy, co
powiedzieliśmy. Wiemy, co zrobiliśmy. Ale jesteśmy ślepi na grzeszność.
Wywyższamy się, ranimy innych,
umniejszamy Bogu chwały – i dobrze
się z tym czujemy. Często jesteśmy
tego nieświadomi, przynajmniej przez
jakiś czas.
Dlaczego? Myślę, że powody tego są
różne. Jednym z nich może być po
prostu to, że nie zostaliśmy jeszcze
pouczeni z Pisma Świętego, że to, co
robimy, jest złe. Dopiero kiedy dostrzegamy, jak niespójne jest nasze
postępowanie z wiarą w Chrystusa,
rozpoznajemy naturę tego, co robimy
i zaczynamy z tym walczyć. Innym
powodem może być to, że zachowywaliśmy się, lub mówiliśmy według
grzesznego wzoru tak długo, i z takim
powodzeniem, że nawet jeśli ktoś pokazuje nam w Piśmie, że nasze działanie jest złe, nie potrafimy się tym przejąć. Zbyt mocno się z tym grzechem
zrośliśmy. Grzeszność jest tu ukryta
w tym sensie, że ten konkretny grzech
jest dla nas czymś naturalnym, czymś,
co stanowi normę życia.
Kolejnym powodem, być może najbardziej powszechnym pośród ludzi,
którzy kochają Boga jest sytuacja,
w której wiemy, że zachowanie albo
nastawienie jest grzeszne, ale jest tak
bardzo z nami związane od lat, że
ujawnia się w nas, zanim zdajemy sobie z tego sprawę. Może to być moment, albo godzina, albo dzień, albo
tydzień przed tym, jak Duch Święty
poruszy nasze sumienie tak, że wyznamy skruszeni za Apostołem Pawłem: „Albowiem nie rozeznaję się
w tym, co czynię; gdyż nie to czynię,
co chcę, ale czego nienawidzę, to czynię” (Rzym. 7:15). I będziemy wówczas
wylewali nasze serce przed Bogiem,
szukając jego miłosierdzia i litości.
To jest pierwszy rodzaj grzechu, o którym mówi Dawid: jesteś nim zaskoczony i zachowanie albo nastawienie,
albo słowo podkrada się, ponieważ
jego grzeszność jest w jakiś sposób
ukryta przed oczami twojego serca na
pewien czas.
Grzechy rozmyślne
Drugi rodzaj grzechu wskazany jest
w wersie 14: „Także od rozmyślnych
grzechów ustrzeż sługę swego […]”.
Rozmyślny grzech wynika z obojętności wobec Boga i Jego Słowa oraz
obojętności wobec potrzeb innych
ludzi. Możemy również zostać zwabieni, by popełniać grzechy tego rodzaju przez umyślne nieposłuszeństwo innych osób. Jakiekolwiek jest
pochodzenie rozmyślnego grzechu,
nasza obojętność prowadzi do znieczulenia. A znieczulone, zatwardziałe
serce prowadzi do wyniosłości i zuchwalstwa wobec Boga i ludzi.
Ale czy nowonarodzony chrześcijanin
jest podatny na rozmyślne grzechy,
które świadomie sprzeciwiają się Bożej woli? Odpowiadając na to pytanie
przysłuchajmy się najpierw słowom
Dawida w wersetach 8-12:
Zakon Pana jest doskonały,
pokrzepia duszę,
Świadectwo Pana jest wierne,
Uczy prostaczka mądrości.
9
Rozkazy Pana są słuszne,
rozweselają serce,
8
2013
prenumerata
Słowo Prawdy to pismo od 1925 roku wydawane przez Kościół
Chrześcijan Baptystów w RP. Towarzyszy nam nieprzerwanie – z wyjątkiem
czasu II wojny światowej i najczarniejszego okresu stalinizmu – przez owe 86 lat.
W tym czasie nie tylko dla baptystów, ale i naszych sąsiadów, znajomych, wszystkich,
którzy szukali drogi do pojednania się i głębszej relacji z Bogiem, było wielką pomocą i zachętą.
4
Zamów dla siebie i bliskich!
• SŁOWO PRAWDY • Numer 1 / styczeń 2013
Szczegółowe informacje o prenumeracie na stronie www:
http://baptysci.pl/slowo-prawdy/prenumerata
Przykazanie Pana jest jasne,
oświeca oczy.
10
Bojaźń Pana jest czysta,
ostoi się na zawsze,
Wyroki Pana są prawdziwe,
a zarazem sprawiedliwe.
11
Są bardziej pożądane niż złoto,
nawet najszczersze,
I słodsze niż miód,
nawet najwyborniejszy.
12
Również twój sługa oświecił się nimi,
Wielka jest nagroda dla tych,
którzy ich strzegą.
Z tekstu tego widać jasno, że Dawid
kochał Boga. Dawid kochał Boga całym swoim sercem, całą swoją duszą,
całym swoim umysłem i ze wszystkich
swoich sił. Pomimo szczerej miłości
do Boga i oświecenia Bożym Słowem
(patrz np. Ps. 119:11; 92-93) miał świadomość, że nie tylko jest on podatny
na rozmyślne grzechy, ale że jest on
podatny na bycie zniewolonym przez
nie, co stwierdza w słowach: „Także
od rozmyślnych grzechów ustrzeż sługę swego, Nie pozwól aby panowały
nade mną!”. Co więcej, chrześcijanie są szczególnie skłonni, by popełniać rozmyślne grzechy, ponieważ są
to jakiekolwiek grzechy popełnione
przeciw światłu i poznaniu, które jest
przecież w szczególny sposób udziałem wierzących!
Dawid widzi różnicę pomiędzy – po
jednej stronie grzechami, które popełniamy, ponieważ te zaskakują nas
i podkradają się do nas („ukryte błędy” z w. 13) i po drugiej – grzechami,
które popełniamy, ponieważ sądzimy,
że wiemy co dla nas dobre lepiej niż
Bóg albo sądzimy, że grzech nie jest
wielką rzeczą („rozmyślne grzechy”
z w. 14). Sensem tego rozróżnienia nie
jest to, że istnieje specjalna kategoria
szczególnie złych grzechów, jak morderstwo, gwałt, zdrada, itd. Raczej
chodzi o to, że istnieje specjalna kategoria popełniania grzechów, a mianowicie grzeszenia w aroganckim buncie wbrew znanemu Bożemu prawu.
Nie chodzi tutaj tak bardzo o to, jaki
grzech popełniasz, ale raczej o to, czy
popełniasz go z premedytacją, przekornie i w buncie. To są właśnie grzechy, które Dawid nazywa rozmyślnymi. Są w pełni zamierzone, popełnia-
ne z otwartymi oczami i z nastawieniem serca, które mówi: „Wiem, że
Bóg mówi, że to jest złe i szkodliwe,
ale nie obchodzi mnie co myśli Bóg
– i tak zamierzam to zrobić”.
Rozwiązanie
Teraz, kiedy znamy już różnicę między tymi dwoma rodzajami grzechów,
musimy zadać pytanie, jak ludzie, którzy kochają Boga mają sobie z nimi
radzić? Odpowiedzią jest sposób,
w jaki modli się Dawid. W pierwszym
przypadku psalmista modli się w wersie 13 o przebaczenie: „Ukryte błędy
odpuść mi!”. W drugim przypadku
natomiast, w odniesieniu do rozmyślnych grzechów Dawid modli się
w inny sposób: „Także od rozmyślnych
grzechów ustrzeż sługę swego, Nie
pozwól aby panowały nade mną!”.
Nie jest to modlitwa o przebaczenie
i uniewinnienie od popełnionych już
rozmyślnych grzechów; to jest modlitwa o moc do tego, by nie popełniać
rozmyślnych grzechów.
Chcę być dobrze zrozumiany: ten
tekst nie mówi, że nie powinniśmy
modlić się o moc nad ukrytymi błędami. Ten tekst nie mówi także, że nie
powinniśmy modlić się o przebaczenie rozmyślnych grzechów, które popełniamy, i za które później żałujemy.
Wiemy, że powinniśmy modlić się
o moc nad ukrytymi błędami naszej
pozostającej wciąż grzeszności. I wiemy też, że powinniśmy modlić się
o wybaczenie, jeśli przechodziliśmy
przez okres buntu i zadufania, i czujemy się teraz złamani i skruszeni, bo
Bóg przywiódł nas do upamiętania.
Niemniej myślę, że Dawid mówi nam
coś bardzo ważnego o nas samych.
Właśnie przez skupienie naszej uwagi
na przebaczeniu względem ukrytych
błędów i na szukanie mocy wobec
grzechów rozmyślnych. Myślę, że
mówi on dwie rzeczy. Po pierwsze,
jak długo żyjemy, stara grzeszna natura
(która została ukrzyżowana z Chrystusem i powinna być uważana za martwą) będzie wciąż nas zaskakiwała
i złościła. Będzie się podkradać i popychać nas do działania, mowy i odczuć,
których tak naprawdę nie chcemy, nie
planujemy i których nienawidzimy,
gdy tylko zostają one przez nas rozpoznane. Dlatego też przebaczenie
z rąk Chrystusa jest całkowicie niezbędne, by żyć w radości, nadziei i pokoju. Musimy wierzyć, że te grzechy są
zakryte i przebaczone, kiedy modlimy
się: „Ukryte błędy odpuść mi!”.
Po drugie, Dawid mówi, że musimy
i możemy odnosić zwycięstwo nad
rozmyślnymi grzechami. Nawet jeśli
zmagamy się wciąż z zepsuciem starej
natury. Dlatego też uwaga skupiona
jest tutaj na modlitwie o moc: „Także
od rozmyślnych grzechów ustrzeż sługę swego, Nie pozwól aby panowały
nade mną!”. Wierzę, że możemy doświadczyć pełnego triumfu nad rozmyślnym grzechem, i że grzech ten
można uśmiercić tak, by przestał być
obecny w naszym życiu. Bóg powołuje nas do tego. On daje nam moc do
tego przez swojego Świętego Ducha.
I choć uporanie się z jednym może
oznaczać rozpoczęcie procesu uśmiercania wobec drugiego, powinniśmy
z nadzieją i oczekiwaniem Bożego
działania szukać Jego pomocy w tej
walce. Pamiętajmy, że łaska – zarówno przebaczenie w Synu, jak i moc do
zmian w Duchu – zwycięża grzech!
Psalm kończy się w wersie 15 pięknymi słowami, które następują po prośbie
o przebaczenie i o moc do zwycięstwa
nad grzechem: „Niech znajdą upodobanie słowa ust moich i myśli serca
mego u ciebie, Panie, Opoko moja
i odkupicielu mój!”. Słodka modlitwa.
„Słowa ust moich” są jednak kpiną,
jeśli nie są połączona z „myślami serca”; łupina jest niczym bez nasiona,
a słowa ust i myśli serca są bezużyteczne, jeśli nie znajdą upodobania, lub
nawet jeśli znajdą upodobanie tylko
u człowieka. Są marnością, dopóki nie
znajdą upodobania w oczach Boga.
Prośmy zatem Boga o to, by słowa naszych ust, połączone z rozmyślaniem
naszego serca były Bogu miłe zawsze,
a w szczególności wówczas, kiedy
prosimy Go o przebaczenie ukrytych
błędów, i o moc do usunięcia rozmyślnego grzechu z naszego życia. Panie,
dopomóż nam w tym. Amen.
Kazanie wygłoszone w niedzielne popołudnie dn. 11 listopada 2012 r. w Kościele
Seminaryjnym w Warszawie-Radości
SŁOWO PRAWDY • Numer 3 / marzec 2013 •
5
WYDARZENIA
Mikołaj Rykowski
Wigilia dla 1000 samotnych
Skąd ten pomysł? Zaczęło się dokładnie 10 lat temu, kiedy razem z żoną Jolą
po raz pierwszy postanowiliśmy ugościć w naszym skromnym mieszkaniu
samotnych i ubogich znajomych. Nie
pochodzimy ze Śląska, nasze rodziny
mieszkają daleko, więc doskonale rozumiemy, jak bardzo może doskwierać
samotność. A przecież przy każdym
polskim świątecznym stole znajduje się
tradycyjnie jedno puste miejsce.
W Katowicach zamieszkaliśmy przed
kilkunastu laty prowadząc tu działalność gospodarczą, budując relacje
i przyjaźnie. Wtedy też spotkaliśmy się
ze świadectwem ewangelii. Po naszym
nawróceniu do Chrystusa otwarliśmy
nasz dom na spotkania biblijne, na które przychodziło wiele osób samotnych
i potrzebujących – nie mogliśmy przed
nimi zamknąć drzwi w święta! Z roku
na rok przybywało gości. A gdy jeszcze
zjechała do nas rodzina, mieszkanie
okazało się za małe. Wtedy podjęliśmy
decyzję by zaprosić ich wszystkich,
także nieznajomych, do prowadzonej
przez nas od kilku lat restauracji „Wioska Rybacka” w Parku Śląskim, w pobliżu którego mieszkamy.
Ten największy w Europie park miejski, znany choćby ze zlokalizowanych
6
• SŁOWO PRAWDY • Numer 3 / marzec 2013
na jego terenie: Stadionu Śląskiego,
Wesołego Miasteczka czy Śląskiego
Ogrodu Zoologicznego leży w samym
sercu aglomeracji, pomiędzy Katowicami, Chorzowem i Siemianowicami
Śl. Jest atrakcyjnym miejscem wypoczynku i rekreacji dla tysięcy mieszkańców nie tylko pobliskich osiedli ale
i całego regionu.
Przed laty Bóg wzbudził we mnie pragnienie wykorzystywania
otrzymanych od Niego talentów dla Jego
chwały. Od otwarcia
restauracji w 2003 roku
każdego lata organizujemy przy niej we
współpracy z lokalnym
środowiskiem chrześcijańskim plenerowe
weekendy ewangelizacyjne. Gromadzą one
na koncertach, spektaklach teatralnych i nabożeństwach setki uczestników. Przez
te wszystkie lata imprezy te stały się
okazją do pogłębienia ekumenicznych
relacji między chrześcijanami różnych
wyznań i na trwale wpisały się nie tylko w krajobraz naszego środowiska,
ale też samego parku.
Jakiś czas temu nieśmiałe marzenie
zaczęło mi towarzyszyć w okresie
świątecznym: „może wzorem innych
miast uda się zmobilizować chętnych
do nakarmienia potrzebujących w Wigilię gdzieś w centrum”? Przyglądałem się tego typu akcjom charytatywnym prowadzonym gdzie indziej. „Jak
wspaniale było by zaprosić wszystkich
samotnych w ten Wigilijny wieczór na
prawdziwą wieczerzę do stołu, a nie
tylko do jadłodajni – miejsca, w którym mogliby wraz z innymi świętować,
śpiewać kolędy i cieszyć się bożonarodzeniową atmosferą”.
W zeszłym roku nastąpił przełom! Okazało się, że nie tylko ja noszę się z takim zamiarem. Władze Parku Śląskiego
wspaniałomyślnie zareagowały na taki
pomysł, nie tylko stając się współorganizatorem tego wydarzenia, ale przede
wszystkim udostępniając swój największy obiekt – halę wystawową „Kapelusz”. Stanęliśmy przed możliwością
zorganizowania Wigilii dla 1000 osób!
Można by długo opowiadać o burzliwych spotkaniach organizacyjnych,
koncepcjach, pomysłach i nieprawdopodobnych wydarzeniach, które towarzyszyły przygotowaniom. W cudowny
sposób Pan Bóg zmobilizował wielu
znanych mi i nieznanych, bezinteresownych wolontariuszy. Otworzył
przed nami serca i drzwi, do których
pewnie nigdy nie mielibyśmy odwagi
nawet zapukać. Dzięki przychylności wielu ludzi, instytucji i sponsorów,
w niezwykle krótkim czasie zebraliśmy
środki finansowe i produkty. Pozyskaliśmy również niezbędną pomoc i ręce
chętne do pracy z tak wielu stron, że aż
brak tu miejsca, by to wszystko opisać.
Nadszedł ten dzień – Wigilia Narodzenia Naszego Pana. Postaraliśmy się jak
najlepiej przygotować na przyjęcie kilkuset gości. Pomyśleliśmy o wszystkim: nie
tylko o świątecznych
potrawach – wyśmienitych zupach, rybach
pod każdą postacią,
ciastach i słodyczach
– ale także o świątecznym klimacie, stosownym wystroju, zespołach muzycznych
śpiewających kolędy,
a nawet o prezentach
pod
prawdziwymi
pachnącymi choinkami. Specjalnie przygotowane
autobusy
zapewniły transport
chętnym z okolicznych miast. Słowami
Ewangelii o narodzeniu Jezusa – żywego Boga, modlitwą i opłatkiem przywitali wszystkich duchowni: katolicki
i luterański (bo nasz baptystyczny pastor, Ireneusz Górczyński prowadził
całą uroczystość).
Przez kilka godzin ponad siedemset osób uczestniczyło nie tylko we
wspaniałej uczcie kulinarnej, ale też
doświadczyło ciepła, bliskości, jak
w świątecznym domu. Śpiew kolęd
słychać było nawet w autobusach rozwożących wigilijnych gości do ich często smutnych i pustych mieszkań.
Ale to nie koniec tej wyjątkowej Wigilii! Po zakończeniu wydarzenia
okazało się, że pozostało mnóstwo
wspaniałego jedzenia, które szkoda by
było zmarnować. Co więc zrobić? Nieoczekiwanie pojawił się pomysł, aby
w tej wigilijnej wieczerzy uczestniczyć
mogły potrzebujące, częstokroć żyjące na granicy ubóstwa... ukraińskie
rodziny na Wołyniu. To co zostało:
ryby, pieczywo, ciasta – załadowawszy po brzegi samochód ciężarowy
– w pierwszy dzień Świąt zawiozłem
wraz ze swoją 9-letnią córką Zuzią za
naszą wschodnią granicę. Ten niespodziewany transport żywności opuścił
Unię Europejską w cudowny sposób!
Dzięki pomocy miejscowego zaprzyjaźnionego pastora baptystycznego
Piotra Matfiejczuka z miejscowości
Kołki, te niespodziewane „prezenty”
zagościły na stołach ponad setki potrzebujących rodzin. Szczególnie utkwiła
nam w pamięci wizyta w domu, w którym zastaliśmy trójkę samotnych dzieci
pozostawionych przez rodziców, którzy w ramach Świąt kilka dni wcześniej
wyszli pić. To, co przywieźliśmy było
ich pierwszym od trzech dni posiłkiem.
Łzy w oczach ukraińskich staruszków
również były bardzo wymowne. Jedna
ze starszych kobiet ze wzruszeniem
wyznała: to dziwne, że dziś pomagają nam Polacy, których siedemdziesiąt lat temu zabijaliśmy. Pojednanie,
które oferuje Bóg przez Dzieciątko
z Betlejem może być udziałem nas, ludzi, w różnych wymiarach.
Samotność i ubóstwo często pojawiają
się w naszym życiu. Od wielu lat prowadzę działalność gospodarczą, ale
całkiem niedawno także i mi widmo
bankructwa zajrzało w oczy. Wtedy na
własnej skórze odczułem, czym mogą
być pusta lodówka, niezapłacone ra-
chunki, czy brak pomocnej dłoni. Dlatego teraz, kiedy sami staramy się stanąć
na nogi, łatwiej dostrzegamy potrzeby
drugiego człowieka. Jesteśmy przekonani, że to Pan Bóg kładzie nam na
sercu troskę o innych, szczególnie tych,
którzy nie są w stanie o siebie zadbać.
Zaskakującym post scriptum tych wydarzeń było pojawienie się mojego
nazwiska w plebiscycie na człowieka
roku w Chorzowie – mieście, na terenie
którego znajduje się Park Śląski i prowadzona przeze mnie restauracja. Corocznie przeprowadza go największa
regionalna gazeta „Dziennik Zachodni”. O dziwo zwyciężyłem, zdobywając prawie połowę głosów. Nagrodą
był wywiad ze mną w chorzowskim
dodatku tejże gazety. Teraz moja historia obok 30 pozostałych lokalnych
laureatów dotrze do czytelników w całym województwie. Ci zdecydują, kto
zostanie Człowiekiem Roku na Śląsku.
Chciałbym, aby ten zupełnie niezamierzony, poboczny efekt realizacji mojego
głębokiego marzenia stał się dla wielu
zachętą w ufności, że z Bożą pomocą,
przy wsparciu i zaangażowaniu ludzi
dobrej woli, możemy być użyteczni
w dziele okazywania miłości i świadectwem o Tym, który jest jej źródłem.
Mam nadzieję, że to moje proste świadectwo będzie dla was inspiracją do
podobnego myślenia i działania wszędzie tam, gdziekolwiek stawia was
Bóg.
Mikołaj i Jolanta Rykowscy należą do Zboru baptystycznego Opoka w Katowicach.
Są również zaangażowani w ruch chrześcijan biznesmenów.
SŁOWO PRAWDY • Numer 3 / marzec 2013 •
7
Z ŻYCIA ZBORÓW
Wieści z 1-go Zboru
KChB w Warszawie
Kutno
Chrzest
„Filip otworzył swoje usta i zwiastował mu dobrą nowinę o Jezusie
(…) A gdy tak jechali drogą, przybyli nad jakąś wodę, a eunuch rzekł: Oto woda; cóż stoi
na przeszkodzie abym został ochrzczony? Filip zaś powiedział mu: Jeśli wierzysz z całego serca, możesz. A odpowiadając rzekł: Wierzę, że Jezus Chrystus jest Synem Bożym.
I kazał zatrzymać wóz, zeszli obaj, Filip i eunuch do wody,
i ochrzcił go”.
Tymi słowami, będącymi zapisem działalności Filipa
z Dziejów Apostolskich, pastor Marek Budziński rozpoczął
najbardziej doniosłą i przepełnioną radością Zboru, uroczystość chrztu w dniu 2 grudnia 2012 r. Jest to podsumowanie
półrocznego przygotowania, mającego na celu realizację
Wielkiego Nakazu Misyjnego, zleconego przez Pana Jezusa Chrystusa a zapisanego w ostatnim wersecie Ewangelii
Marka: „Idąc na cały świat, głoście ewangelię wszystkiemu
stworzeniu. Kto uwierzy i ochrzczony zostanie, będzie zbawiony, ale kto nie uwierzy będzie potępiony”.
Chrzest w wieku świadomym, będący fundamentem chrześcijańskiego Kościoła znajduje tu swe praktyczne wypełnienie. Biel szat, woda w baptysterium, chór i zespół zborowy, społeczność Zboru, zaproszeni goście, oczekiwany
poczęstunek – to elementy składowe tej uroczystości. Dzisiejsza uroczystość wyróżnia się także tym, że
kilku uczestników biorących chrzest to osoby
mieszkające w okolicy
Zboru.
Zainteresowanych
szczegółowymi informacjami i galerią zdjęć
zapraszamy na stronę
www.baptysci.waw.pl
8
• SŁOWO PRAWDY • Numer 3 / marzec 2013
W sobotę 12 stycznia z budynku przy ulicy Waliców
z bratem Andrzejem Dąbrowskim wyjeżdżamy do Kutna,
na cykliczne spotkanie, w którym uczestniczą także bracia
z naszego Zboru. Chrześcijańska organizacja zajmująca
się pomocą ludziom uzależnionym od alkoholu, właśnie
w Kutnie znalazła miejsce na spotkania z całej Polski tych,
którzy posiadają takie problemy.
cza dla naszego dobra, dla kształtowania nas, na swoje
podobieństwo.
Pytanie brata Grzegorza, aby organizować podobne spotkania w naszym Zborze znalazło już swoje potwierdzenie. Wokół nas widać codzienność alkoholu i jego skutków. To nasza światowa kultura i przykra cywilizacja.
Mamy obowiązek ratować tych, którzy poszukują Boga,
a nie potrafią zejść z tej „drogi”, podając im pomocną
dłoń. Pan na krzyżu umarł nie dla naszego wygodnego
życia, ale dla stworzenia w sobie samym nowego człowieka, przygotowanego do chodzenia z wyciągniętą dłonią
do tych, którzy na taką dłoń czekają.
Braterskie spotkanie
26 styczeń 2013 roku – to data, która winna zapisać się
nową kartą w historii 1 Zboru Kościoła Chrześcijan Baptystów w Warszawie. Z inicjatywy Przewodniczącego Rady
Zboru Piotra Czerwińskiego, w sali przy kuchni odbyło się
spotkanie mężczyzn z naszego Zboru. Na spotkanie przybyło 25 wspaniałych braci. Rozpiętość wiekowa braci, którzy wzięli udział w spotkaniu to 26 do 76 lat. Mężczyźni na
rozpoczęcie odśpiewali kilka pieśni na cześć naszego Pana
Jezusa Chrystusa i pomodlili się.
Fundamentem są świadectwa ludzi, którzy
przez Chrystusa zostali
uwolnieni od tego dramatycznego
zniewolenia. Słuchając tych
wypowiedzi będących
żywym
potwierdzeniem działalności Ducha Świętego tu i teraz,
Ekumenia
można budować własną wiarę i nadzieję w Panu, jako
realną rzeczywistość istniejącego czasu. Rozbite małżeństwa, rozbite rodziny, potargane życiorysy, więzienia,
przestępstwa, chaos, tragedie i dramaty – to poprzednie
życie osób składających świadectwa. Budowa nowego
w Panu, normalizacja, pokój wewnętrzny, uwolnienie od
nałogów – to tylko niektóre zmiany, które sprawia Pan.
Kazanie wygłoszone przez brata Andrzeja Dąbrowskiego
wprowadza właśnie w stan zrozumienia tej rzeczywistości, która dzieje się w Panu, przez Jego obecność i wszechmocne działanie. Świadectwo jednego z naszych braci
uzmysławia nam, że często do świętości droga prowadzi
przez ogień, którego musimy doświadczyć. Pan to dopusz-
fotografie: http://www.baptysci.
waw.pl/multimedia/czytelnia/relacje/697-2013-01-26-spotkanie-mezczyzn
23 stycznia 2013 roku, jak już wielokrotnie przeżywaliśmy,
odbywa się nabożeństwo ekumeniczne. Wśród członków Zboru możemy zobaczyć przedstawicieli wielu Kościołów wyznań chrześcijańskich. Obecnym przyświeca
myśl jedności w różnorodności: dzieci, które odnoszą się
do tego samego Ojca, Syna i Ducha Świętego, oddające
cześć temu samemu Bogu bez dotychczasowej wrogości,
w braterstwie, pragnące spotkać się, aby odnaleźć utraconą przed wiekami wspólnotę wiary. Na ile to twór sztuczny, będący pomysłem człowieczym, a na ile to tworzący
się organizm powstający pod wpływem działania Ducha
Bożego, tak naprawdę trudno jest określić. Niemniej spotkanie to uzmysławia nam poprzez wypowiedzi uczestników, że taki dialog i działanie jest potrzebne i użyteczne.
Możemy posiadać pewne różnice, ale mamy wspólne odniesienie do tego samego Boga.
Słowo wstępu wygłosił brat Piotr Czerwiński zapowiadając
i nakreślając temat braterstwa. Na spotkaniu Słowem Bożym
służył brat Cieślar, odnosząc się do samego pojęcia braterstwa w Kościele. Następnie, w oparciu o Słowo Boże z 2 Listu
Piotra (1:3-7) uczestnicy spotkania przypominali sobie, jakimi
cechami winniśmy uzupełnić swoją wiarę, od cnoty do miłości. Zakończyliśmy Psalmem 133, mówiącym o błogosławieństwie bratniej zgody.
Na następne spotkanie 23
lutego zapraszamy do Radości z przewodnim tematem –
o roli mężczyzny w życiu rodziny, którym podzieli się brat
Krzysztof Motyka.
Na tym spotkaniu podkreślał to i nasz Pastor, i przedstawiciele innych religii oraz przedstawiciel Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Spotkanie w Sali kolumnowej, wspólne dyskusje podczas spożywania poczęstunku mogły przekonać
nawet przeciwników ekumenizmu. Barwność postaci,
strojów, myśli oraz wypowiedzi upewniają nas, że to co
różnorodne – w Bogu – staje się bogactwem budowy jedności, a nie wrogości.
SŁOWO PRAWDY • Numer 3 / marzec 2013 •
9
Z HISTORII KOŚCIOŁA
Albert W. Wardin
Cechy pionierskiego
ruchu baptystycznego
w Polsce
U
czestnicząc w uroczystości 150-lecia ruchu baptystycznego na ziemiach polskich, uważam, że należałoby
zwrócić uwagę na jego charakterystyczne cechy. W jakich okolicznościach
powstawał? Jak bardzo był ruchem krajowym, macierzystym? Jakiego rodzaju
przywódcy wywodzili się z jego łona?
Jak reagował na ówczesną opozycję wobec siebie?
Chrzest Gotfryda Alfa, dotychczasowego
nauczyciela szkoły podstawowej i ośmiu
innych osób 28 listopada 1858 roku,
dokonany przez Wilhelma Weista zapoczątkował ruch baptystyczny w Polsce.
Następnego dnia Weist ochrzcił dalszych
siedemnaście osób. W tym celu przybył
na ziemie polskie pod zaborem rosyjskim z Prus Wschodnich. Wydarzenie to
nie tylko przyśpieszyło pojawienie się na
ziemiach polskich nowego wyznania, ale
było też niemal pierwszą próbą przeniknięcia ruchu baptystycznego do carskiej
Rosji. Dwa lata wcześniej dwaj nowo
nawróceni Szwedzi zostali ochrzczeni
na Wyspach Alandzkich, znajdujących
się na Morzu Bałtyckim i należących
wtedy do Rosji. Były to bardzo skromne
początki, które tylko w pewnym stopniu
przyczyniły się do pojawienia się baptystów w Finlandii. Obok istniejących już
w 1860 roku na tych wyspach dwóch
małych zborów, z których jeden wkrótce przestał istnieć, Alf przyczynił się do
powstania 4 sierpnia 1861 roku w Adamowie pierwszego niezależnego zboru baptystycznego na polskim terenie
carskiej Rosji. Drugi taki zbór powstał
25 sierpnia tego samego roku w Kicinie.
Ponadto Alf przyczynił się do powstania
w 1864 roku pierwszych dwóch zborów
10
• SŁOWO PRAWDY • Numer 3 / marzec 2013
baptystycznych w Rosji, a ściśle mówiąc
na Ukrainie. We wrześniu 1859 roku
Alf był pierwszym obywatelem rosyjskim
ordynowanym na stanowisko baptystycznego duchownego.
1. Troska o sprawy rodzime
Główne pytanie stawiane przez współczesną misjologię dotyczy tego, w jakim zakresie ruch religijny ma rodzimy
charakter. Czy jest zjawiskiem przede
wszystkim krajowym? W swoim studium
nad brytyjską historią misji, Jeffrey Cox
w ostatnim numerze The International
Bulletin of Missionary Research stwierdził: „Kościoły w trzecim świecie są
zależne od zachodnich wpływów albo
są zjawiskiem czysto lokalnym; w historycznym znaczeniu są one hybrydami
znajdującymi się w dialektycznej relacji
między misjonarzami, a nie-zachodnimi
chrześcijanami”.11
skali swoją wiarę łatwowiernym ukraińskim chłopom. Ponadto prawosławni
a także luterańscy oponenci byli bardzo
zadowoleni z łączenia baptystów z rewolucyjnym skrzydłem anabaptystów
z Münster.2
Dlatego przed dalszymi rozważaniami
należy wziąć pod uwagę przede wszystkim charakter ruchu baptystycznego jako
takiego, a następnie charakter ruchu baptystycznego w Niemczech. Otóż baptyści od samych początków są ruchem
międzynarodowym. Baptyści wywodzą
się z angielskiego separatyzmu, którego
główne zasady prowadzą do angielskiego purytanizmu, a te z kolei pochodzą
z protestanckiej reformacji Marcina Lutra
i Jana Kalwina. Ludzie ci starali się wrócić
do zasad Pisma Świętego. W porównaniu
do tradycyjnych protestantów, jak luteranie czy reformowani, baptyści uważali
się za bardziej biblijnie zorientowanych.
Nie tylko odrzucili sakramentalizm i stan
kapłański, ale wyznawali powszechne
kapłaństwo i biblijną zasadę kongregacyjnego zarządzania zborem, formułowali własne wyznania wiary, odrzucili
formy liturgiczne narzucone przez narodowe Kościoły czy władze świeckie,
praktykowali chrzest wierzących przez
zanurzenie i domagali się wolności religijnej. Baptyści nie byli sektą, czyli odłamem opartym na swoim własnym, szczególnym objawieniu. Starali się raczej
przybliżyć do apostolskiego Kościoła,
o jakim dowiadywali się z Pisma Świętego.
Czy podobnie było w Polsce? Dla badacza rosyjskiej historii baptystów jest to nie
tylko poważna, ale też dyskusyjna sprawa. Odnosi się to również do baptystów
na terenie zaboru rosyjskiego, zwanego
rosyjską Polską. Napięcia między Rosją
i Niemcami sprawiły, że historycy baptystów rosyjskich chętnie podkreślają narodowy charakter ruchu baptystycznego
w tym kraju. Z drugiej zaś strony historycy prawosławni starając się zdyskredytować baptystów jako element obcy
wskazują na jego niemieckie powiązania. Niektórzy z nich dowodzą, że oto
misjonarze niemieckich baptystów wci-
Ze swoich angielskich początków ruch
baptystyczny wkrótce dotarł do Walii,
szybko też sięgnął aż do Ameryki. Przez
prawie dwa stulecia baptyści byli niemal
wyłącznie ruchem angloamerykańskim.
Ale przy końcu osiemnastego i na początku dziewiętnastego wieku zaczęli
wysyłać misjonarzy do Azji, a w drugiej
i trzeciej dekadzie dziewiętnastego wieku w końcu przybyli na teren kontynentalnej Europy. Johann Oncken był
w Hamburgu nie tylko pionierem ruchu
baptystycznego w Niemczech, ale został
nazwany ojcem kontynentalnych baptystów europejskich. Został ochrzczony
w 1834 roku przez Amerykanina Bernasa
Searsa. Ruch Onckena objął swym zasięgiem sąsiadujące z Niemcami kraje oraz
Bałkany i Rosję.
1 Jeffrey Cox, „What I have Learned About Missions from
Writing The British Missionary Enterprise since 1700”, International Bulletin of Missionary Research, XXXII/2 (kwiecień
2008), 87.
2 Jeżeli chodzi o atak prawosławnych na baptystów, patrz
Aleksiej Dorodnicyn, Jużno-russkij anabaptizm, izwiestnyj
pod imieniem sztundy (Stawropol, 1903).
W czasie pobytu na Wyspach Brytyjskich
Oncken w swojej młodości znalazł się
pod wpływem różnych protestanckich
Kościołów. Jako misjonarz Kontynentalnego Towarzystwa w Hamburgu przyłączył się do angielskiego Kościoła Reformowanego. Stał się baptystą nie pod
wpływem jakiegoś baptystycznego misjonarza, ale z przekonania, że baptyści
opierają swoją wiarę na biblijnych zasadach. Chociaż Oncken i jego współpracownicy wzorowali się i korzystali z pomocy zagranicznej, mimo to od samego
początku ruchowi Onckena przewodzili
narodowi przywódcy i to oni nadawali
jemu kierunek. Zarówno jego początek
jak i rozwój nie zależał od zagranicznych
misjonarzy. Ruch ten zakładał samodzielnie zbory, instytucje, tworzył własną denominację i stowarzyszenia, sformułował
swoje wyznanie wiary.
2. Narodowy charakter baptystów
w Polsce
Chociaż niemieccy baptyści pod przewodnictwem Onckena przejawiali pewne narodowe cechy, pozostaje jednak
pytanie: do jakiego stopnia początki
baptystyczne miały charakter narodowy, etniczny? Czy w Polsce baptyzm
to jedynie poszerzenie niemieckiej
działalności baptystycznej? Zwolennicy takiego poglądu przekonują, że
przecież sam Alf miał niemieckie pochodzenie, a na początku większość
nowo nawróconych było etnicznie
Niemcami. W 1859 roku przez wiele
miesięcy Alf przebywał w Hamburgu,
ośrodku pracy baptystycznej w Niemczech i tam został ordynowany na baptystycznego pastora. Przy wstawiennictwie Onckena pierwsze wsparcie
finansowe Alfa pochodziło ze Szkocji.
Finanse na wspieranie pracy misyjnej
w Polsce pochodziły z Niemiec, Wysp
Brytyjskich i Ameryki. Baptystyczne
wyznanie wiary na terenie zaboru rosyjskiego zostało zapożyczone od baptystów niemieckich. Pierwsze zbory baptystyczne na tym terenie były członkami
Pruskiego Stowarzyszenia w Niemczech,
a powstałe w 1877 roku Polskie Stowarzyszenie Baptystyczne należało do Niemieckiego Kościoła Baptystów. Dopiero
w 1887 roku powstał Związek Zborów
Baptystycznych w Rosji, niezależny od
Niemieckiego Kościoła Baptystów.
Ale nie jest to pełny obraz sytuacji. Alf
urodził się w Polsce i mówił nie tylko
po niemiecku, ale też posługiwał się językiem polskim, który uważał za swój
rodzimy język. Doświadczył nawrócenia
zanim cokolwiek wiedział o baptystach.
Studiując Pismo Święte doznał duchowego oświecenia, które skłoniło go do głoszenia ewangelii. Został baptystą dopiero
wtedy, gdy Kościół Luterański, do którego
należał starał się mu w owej misji przeszkadzać i go prześladował. Zainteresował się baptystami tylko ze względu na
ich biblijne zasady, chociaż trudno mu
było zaakceptować chrzest wierzących
i odrzucić chrzest niemowląt.
Zbory baptystyczne w Polsce wyłaniały
własnych przywódców i same poczuwały się do odpowiedzialności za ewangelizację. Chociaż baptyści niemieccy
odwiedzali je, doradzali i wspierali,
to jednak dzieło ewangelizacji nie pochodziło z zagranicy. Prowadził je sam
Alf i jego współpracownicy. W 1862
roku Konsystorz Kościoła Luterańskiego
stwierdził, że baptyści w Polsce nie sprowadzają misjonarzy z zagranicy, lecz
sami prowadzą pracę misyjną.3 Ponadto
władze rosyjskie wydalały większość
niemieckich obywateli, którzy starali się
działać na terenie Rosji. Jak twierdzi w
1887 roku prawosławny pisarz Arsenij
Rożdżestwienskij, bez żadnych ceregieli
wydalały one takich ludzi z kraju.4
Szczególnie na początku bardzo trudno było pastorom lub misjonarzom
z Niemiec przybyć na tereny okupowane
przez Rosję. Weist, który ochrzcił Alfa,
za udział w nielegalnych spotkaniach
i dokonanie chrztu na pięć dni poszedł
do aresztu. Niemiec Gnas, który został
wraz z Weistem aresztowany ale pozostał z Alfem, został wyrzucony z kraju.
Gdy J. A. Gülzau i L. A. Hein w 1861
roku przekroczyli niemiecką granicę,
by pomóc w ukonstytuowaniu się zboru w Adamowie, władze skonfiskowały
wszystkie ich książki i traktaty. Miejscowi baptyści obawiali się, że zostaną
oni aresztowani za udział w małym nielegalnym spotkaniu poza Adamowem,
3 List Konsystorza Ewangelicko-Augsburskiego do Komisji
Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego w Archiwum
Akt Dawnych, Henryk Tomaszewski, Grupy Chrześcijańskie
typu Ewangeliczno-Baptystycznego na terenie Polski od
1858 do 1939 roku (Praca doktorska, Chrześcijańska Akademia Teologiczna w Warszawie, 1978), s.40.
4 Arsenij Rożdżstwienskij, Jużnorusskij sztundizm, (St.
Petersburg, 1899), s 101
ale wydarzenie to nie doprowadziło
do ich ukarania. August Penski, który
w 1868 roku był pastorem zboru położonego przy granicy rosyjskiej w Prusach Zachodnich, odwiedzając swoje
placówki misyjne na terenie polskich
terenów pod zaborem rosyjskim został
w 1868 roku na sześć dni zatrzymany
w areszcie.5
Ruch baptystyczny nie ograniczał się
do jednej narodowości: starał się nieść
ewangelię wszystkim ludziom. W swojej
działalności Alf nie ograniczał się do niemieckich luteran czy mennonitów. Wychodził poza swój niemiecki krąg, zwiastując ewangelię wszystkim, włącznie
z rzymskokatolickimi Polakami, którzy
byli dominującą grupą na tym terenie.
W odróżnieniu od większości swoich
współpracowników Alf posługiwał się
biegle i głosił ewangelię w języku polskim. On i jego współwyznawcy rozpowszechniali polskie Biblie i traktaty. Na
kursach biblijnych Alf starał się prowadzić zajęcia z języka polskiego, prosił
o podręczniki nie tylko w języku niemieckim, ale też i w języku polskim.
W 1875 roku Alf powołał polskiego kolportera, który rozprowadzał literaturę
wśród polskiej ludności. Mimo sprzeciwu świadczył też Żydom. Z zadowoleniem wspominał pracę niezależnej misji
żydowskiej w Warszawie.
Korzystając z możliwości Alf gotów był
służyć na innych terenach. Od 1859
roku, gdy większość członków zboru
w Adamowie wyemigrowała na Wołyń
na Ukrainie, oddalony o 800 km od dotychczasowego miejsca ich zamieszkania – otworzyło się przed nim nowe pole
misyjne. Baptystyczni emigranci udawali
się tam w poszukiwaniu lepszych warunków życia. Po zniesieniu pańszczyzny
właściciele ziemscy chętnie przyjmowali nową siłę roboczą. Ze względu na
słabość tamtejszego Kościoła Luterańskiego, panowała tam większa wolność
religijna, stąd było to bardzo dobre pole
misyjne. Zawsze zorientowany misyjnie Alf odwiedził te tereny w 1864 roku
i później wracał tam wiele razy. Wraz
z innym towarzyszem podróży w 1883
roku Alf dotarł aż do Wołgi, usługiwał
w Saratowie, Samarze i Kazaniu.
5 Albert W. Wardin, jun. Gotrfried F. Alf: Pioneer of the
Baptist Movement in Poland (Brentwood, Tennessee: Baptist
History and Heritage Society, 2003), 57,67.
SŁOWO PRAWDY • Numer 3 / marzec 2013 •
11
3. Narodowe przywództwo
Od samego początku przywódcami baptystów w carskiej Rosji byli młodzi mężczyźni w wieku dwudziestu lub trzydziestu lat. To dzięki nim ruch ten wyróżniał
się gorliwością i dynamizmem. W czasie
swego chrztu Alf miał tylko dwadzieścia
siedem lat, a jego chrzciciel – Weist –
trzydzieści sześć.
Alf nadal mógł pracować jako niezależny misjonarz, ale tak jak Oncken zaczął
budować wyznaniową strukturę. Musiał
zaczynać od małych początków bez
żadnego wsparcia od zewnątrz. Zaczął
więc organizować zbory i otwierać stacje misyjne. Jego zbór w Kicinie był jednym wśród równych i stanowił wzorzec
dla innych zborów. Zachęcał do organizowania szkół niedzielnych i popierał
tworzenie zespołów misyjnych. Dążył
do rozwoju przedsiębiorczości, ale ze
względu na brak ochotników i ubóstwo
materialne pierwszych baptystów, było
to zadanie bardzo trudne. Dlatego we
wsparciu swoich misjonarzy i ich pomocników Alf był zmuszony korzystać
z pomocy zagranicznej. W 1887 roku
wraz ze swoim pomocnikiem udał się do
niemieckich baptystów w Ameryce, aby
zbierać na te cele fundusze.
Tak jak Oncken Alf gromadził wokół siebie współpracowników, przeważnie byli
to nauczyciele szkół, którzy też utracili
swoje zajęcie. Dwaj z nich wkrótce jako
misjonarze wyemigrowali na Ukrainę.
W 1874 roku Alf informował, że pracuje
tam już osiemnastu misjonarzy. Idąc za
przykładem Onckena organizował kursy misyjne. Ich uczestnicy mieli uczyć
innych w swoich zborach a niektórzy
z nich, jak oczekiwano, mogli stać się
pastorami czy misjonarzami. Alf odczuwał potrzebę lepszej edukacji pastorów
baptystycznych, szczególnie tych, którzy
służyli w miastach. W latach 60-tych
i 70-tych XIX w. odbyło się wiele kursów
misyjnych. Na początku sami baptyści
w Polsce pokrywali ich wszystkie koszty,
ale od 1872 roku częściowo pokrywali je niemieccy baptyści. Alf odczuwał
braki swego przygotowania do nauczania, ale później otrzymał w tym zakresie
pomoc. W kursie misyjnym w Kicinie
w 1874 roku wspierali go August Penski
z Prus Zachodnich i Karol Ondra, wyróżniający się pastor misyjny na Ukrainie,
sam wywodzący się z zapoczątkowanego przez Alfa ruchu. W 1879 roku na
12
• SŁOWO PRAWDY • Numer 3 / marzec 2013
kursie misyjnym, znowu w Kicinie, Alfa
wspierał Penski oraz Eduard Aschendorf,
który pracował na polskim terenie.
4. Przezwyciężanie trudności
Praca Pańska nigdy nie jest łatwa. Ale
gdyby nie poświęcenie Alfa, przeszkody
i trudności, z jakimi się zetknął mogłyby z łatwością zniszczyć ten nowy ruch.
Patrząc na jego życie, jestem pełen podziwu i uznania dla jego odwagi i wytrwałości. W okresie niezwykle trudnym
zastanawiał się nad przeniesieniem się
na Ukrainę, ale czuł się związany z Polską i nie opuścił kraju. Nigdy nie czuł
się zniechęcony i każdą nadarzającą się
okazję był gotów wykorzystać do głoszenia ewangelii.
Od samego początku zarówno Kościół
jak i władze państwowe uważały baptystów za zagrażającą publicznemu
porządkowi sektę. Jako oddzielna organizacja baptyści stali się wyzwaniem
dla państwowo-kościelnej struktury,
szczególnie dla Kościoła Luterańskiego, państwowego Kościoła niemieckiego oraz Kościoła Rzymskokatolickiego,
uznanego Kościoła dla Polaków, jak też
dla mennonitów i wspólnot żydowskich.
Te grupy religijne gwałtownie sprzeciwiały się jakiemukolwiek ruchowi,
który zagrażałby ich monopolowi. We
współpracy z władzami państwowymi
wykorzystywały prawne i administracyjne środki, włącznie z interwencjami
policji, by ruch ten powstrzymać. Ponadto przeciwnicy atakowali baptystów
zarzucając im nadużycia i stawiane zarzuty wobec władz kościelnych, przez
co zachęcali mieszkańców wiosek do
samosądów.
Będąc jeszcze luteraninem, jako nowo
upieczony mąż i ojciec małego synka, Alf
został zwolniony z funkcji nauczyciela,
ponieważ nie zgodził się na zaprzestanie swojej ewangelizacyjnej działalności.
W tym czasie władze aresztowały go
wraz z innym nauczycielem, obydwaj
zostali pobici i na trzy dni osadzeni
w areszcie w Pułtusku. Gdy postanowił
przyłączyć się do baptystów, jego ojciec
wydziedziczył go i odebrał mu kawałek
ziemi, którą wcześniej przekazał w użytkowanie. W 1859 roku władze pozwoliły
mu udać się do Hamburga mając nadzieję, że już stamtąd nie wróci. Po powrocie
dowiedział się, że władze zakazały bap-
tystom spotkań, ale mimo to nadal odwiedzał wioski i głosząc tam Słowo Boże
zdobywał zwolenników.
Prawie czternaście lat po powrocie
z Hamburga dwaj policjanci 6 grudnia
1860 roku aresztowali go we wsi Chilanów. Skonfiskowali dwa egzemplarze Biblii i wiele traktatów. Po zakuciu w łańcuchy i prowadzeniu do trzech różnych
więzień, 15 grudnia został zwolniony.
Władze trzymały go w areszcie domowym pod ścisłym nadzorem, w końcu
odebrano mu paszport. Chociaż w każdej chwili spodziewał się zatrzymania,
nadal prowadził swoją działalność. Ale
nie zawsze odznaczał się niezwykłą odwagą, miał też chwile słabości. Po wyjściu z więzienia kiedyś powiedział, że
czuje się mało kompetentny w swojej
pracy i bardzo brakuje mu „prawdziwej odwagi lwa”, a czasem nawet nie
dostaje mu wiary.6
Jego uwięzienie przez trzy miesiące,
od 9 września do 9 grudnia 1863 roku
w Pułtusku było chyba najtrudniejsze do
zniesienia, był to bowiem sprawdzian
wszystkich jego duchowych i ludzkich wartości.7 Został oskarżony o wyjście poza ograniczony dla siebie teren,
o rozpowszechnianie literatury i bezprawne korzystanie ze starego paszportu
ze zmienioną datą jego wydania. Władze więzienia zmusiły go do noszenia
więziennego ubioru. Wyżywienie było
bardzo nędzne, spał na betonowej podłodze. Współwięźniowie w liczbie około
siedemdziesięciu stanowili zbiorowisko
różnych niebezpiecznych ludzi, którzy
wyśmiewali się z niego, podkradali jego
posiłki czy żywność, którą dostarczała
mu żona. Czuł się coraz bardziej przygnębiony, osaczony przez złe towarzystwo, głód i dokuczliwe pasożyty. Uważał, że szatan szydzi z niego, podsuwa
mu myśl, iż nie cierpi z powodu Chrystusa, lecz ze swojej własnej winy.
W tej trudnej sytuacji zwrócił się do
Nowego Testamentu. Zaczął odpłacać dobrem za złe, dzielił się chlebem
z innymi więźniami, przez co zdobywał
ich szacunek. Dzielił się z nimi swoim
świadectwem, rozpowszechniał traktaty, a nawet Nowe Testamenty w języku
polskim, które przynosiła mu tam jego
żona. Gdy opuszczał więzienie, wszystkich, których mógłby skrzywdzić, prosił
o wybaczenie.
6 Ibid., s.28.
7 Ibid., ss. 45-47.
Żaden inny przywódca baptystyczny
w dziewiętnastowiecznej Rosji nie
wycierpiał tyle co Alf. Cierpiał bardziej
niż sam wielki Oncken w Niemczech,
czy jakikolwiek Niemiec lub Rosjanin w carskiej Rosji. Na cierpienie to
składało się przesłuchiwanie, nękanie, areszt domowy, kary pieniężne,
kamienowanie, pobicia, uwięzienie,
transport aresztanta, groźba zesłania
na Syberię i atak tłumu. Gottfried Liebert, kronikarz początków ruchu baptystycznego pod zaborem rosyjskim
twierdzi, że osiemnaście razy Alf był
narażony na prześladowanie, trzydzieści dwa razy był więziony i jako
więzień przebył 1.728 kilometrów.
Jednak Alf nie był jedynym, który znosił na ziemiach polskich taki ucisk.
Tacy ludzie jak Eduard Aschendorf,
Peter Ewert i Besel też wiele razy byli
aresztowani, a wielu innych znalazło
się w więzieniu, było atakowanych
przez tłum. Przynajmniej do 1865
roku cała wspólnota baptystyczna doświadczała silnego ucisku, ale
prześladowanie w końcu ustało. Chociaż niosło ze sobą ból i cierpienie,
właściwie ten ruch wzmocniło. Opozycja oczyściła go z ludzi niezdecydowanych i doprowadziła do większej wzajemnej solidarności. Prześladowanie dawało również możliwość
wydawania świadectwa o wierze
i stało się reklamą ruchu. Luterańscy
pastorzy przekonali się, że prześladowanie przynosi odwrotne od oczekiwanych przez nich skutków.
Pozdrowienia
z Utrechtu
z Dirk-Janem Horjus
z Utrechtu w Holandii
rozmawia Daniel Trusiewicz
Dirk-Janem
Proszę, przedstaw się polskim czytelnikom.
Nazywam się Dirk-Jan, mam 34 lata
i jestem żonaty. Razem z moją żoną
Marieke mamy 2 dzieci: Jesse i Ifka.
Pochodzę z pastorskiego domu, mój
ojciec jest pastorem, który służył
w kilku zborach baptystycznych i obecnie zbliża się do wieku emerytalnego.
W zasadzie to od chwili nawrócenia
w wieku 13 lat zawsze marzyłem
o pracy z ludźmi. Po studiach teologicznych zaangażowałem się w zakładanie
nowej wspólnoty w Utrechcie i tak jest
do dziś. Mieszkamy obecnie na terenie
kolonii chrześcijańskiej, co daje nam
Horjus
możliwość zaangażowania w pomoc
młodzieży z trudnych i dysfunkcyjnych
rodzin, które także mieszkają w naszej
kolonii. Moje pasje poza pracą to czytanie, malowanie i fotografia.
Jak możesz opisać zbór, w którym
służysz?
Jest to baptystyczna wspólnota w zachodniej części Utrechtu. Nasza społeczność liczy dziś ok. 100 osób i są
to ludzie bardzo zaangażowani w jej
życie. Proces powstawania nowego
zboru zaczął się jakieś 5 lat temu. Przez
pierwszy rok dużo się przygotowywaliśmy. Wtedy uformowany został zespół
z 6 osób pochodzących ze zboru-
Dirk-Janem Horjus
z rodziną
Praca Alfa i jego współpracowników przyczyniła się do powstania
pierwszego ważnego przyczółka
baptystycznego w cesarstwie rosyjskim. Dopomogła ona upowszechnić ewangelię w Polsce a następnie
na Ukrainie. Jestem tutaj z wami ze
względu na wpływ Alfa, który jest
moim prapradziadkiem. Ale ważniejszy jest sam fakt, że mimo wojen, niepokojów między narodami i ruchów
ludnościowych, ruch baptystyczny
w Polsce przetrwał w swych sukcesach i chwilach trudnych te sto pięćdziesiąt lat. Bądźmy wdzięczni za
spuściznę Alfa. Niech będzie dla nas
aktualna dzisiaj i w przyszłości.
(tł.kw).
Referat wygłoszony 21 września 2008
w Radości na uroczystości 150-lecia
ruchu baptystycznego w Polsce
SŁOWO PRAWDY • Numer 3 / marzec 2013 •
13
w zawieraniu nowych kontaktów
z nieznajomymi. Ludzie są zazwyczaj uprzedzeni do jakiegokolwiek Kościoła, gdyż uważają,
że chrześcijaństwo jest nieatrakcyjne dla współczesnego człowieka, najczęściej utożsamiane ze
staroświeckimi formami kultu, itp.
Jakie sposoby zdobywania ludzi
dla Boga stosuje wasz zbór?
matki, do którego dołączyło od razu
ok. 50 osób. Do dnia dzisiejszego większość została i po drodze przyłączyli
się nowi, ale niektórzy tzw. pionierzy
odeszli. Dziś jest nas ok. 100 osób. Patrząc na statystyki stwierdzam, że ok.
30% aktualnej liczby członków zboru
doszło raczej niedawno.
Skąd pomysł na założenie nowego
zboru?
Wizja założenia nowej wspólnoty zrodziła się w dużym zborze utrechckim
liczącym ok. 700 osób, który nazywa
się Rank (w języku holenderskim: „latorośl”). Założycielom naszego zboru przyświeca idea, aby powstawały
wspólnoty niekoniecznie wielkie, lecz
takie, które będą prowadziły ewangelizację w swoich środowiskach i docierały z ewangelią do okolicznych
mieszkańców. Dlatego postanowiliśmy
założyć ten zbór, aby odpowiedzieć na
potrzeby lokalnej ludności.
Grupa docelowa, którą chcemy
Szkoła w Utrechcie, gdzie odbywają się nabożeństwa
zdobyć to młode małżeństwa
i rodziny, których nie brakuje
Gdzie istnieje wasz zbór?
w najbliższym sąsiedztwie. Pytanie, jak
Pracujemy w nowo powstałej dziel- ich zainteresować Bogiem? Próbowanicy miasta Utrecht, gdzie wszyscy są liśmy różnych form i niektóre okazały
nowi, gdyż ta dzielnica powstała zale- się całkowicie nieefektywne, a inne
dwie kilka lat temu. Ludzie mieszkający dość skuteczne. Na przykład, organitutaj są przeważnie w średnim wieku, zowaliśmy koncerty we współpracy
a zdecydowana większość to rodziny z chrześcijańską organizacją Athletes in
z dziećmi. Najczęściej oboje rodzice Action. Sporo ludzi przyszło na te wypracują i nieraz zdarzają się rodziny darzenia i mogliśmy uznać to za udadysfunkcyjne lub nawet rozbite. Ludzie ną imprezę masową, ale był problem
tu są anonimowi i to im odpowiada, z nawiązaniem relacji z nowymi ludźgdyż niechętnie nawiązują nowe znajo- mi. Doszliśmy potem do wniosku, że
mości. Jest to typowa sypialnia Utrechtu jednak sami wierzący sportowcy poa nawet Amsterdamu, gdyż ludzie pra- winni zapraszać swoich przyjaciół lub
cują a nawet odpoczywają i spędzają znajomych na tego typu wydarzenia,
wolny czas gdzie indziej, a potem wra- i to byłoby najbardziej naturalne. Dzięcają do swoich domów jedynie na noc- ki temu mogłyby powstawać naturalne
leg. Jeśli chodzi o miejscowe atrakcje więzi między ludźmi, co byłoby najbarspołeczne, to istnieje tylko klub sporto- dziej skuteczne w końcowym efekcie.
wy oraz fitness i nic poza tym. Jeśli bada- Staraliśmy się także zorganizować coś
my stosunek ludzi do chrześcijaństwa, dla ludzi, którzy mieszkają niedaleko
to przeważa sceptycyzm, relatywizm naszego miejsca spotkań, coś w roi indywidualizm, a także ostrożność dzaju nabożeństw otwartych dla ludzi
OŚRODEK W RADOŚCI
Oferta edukacyjna WBST:
Oferta konferencyjna ośrodka:
• Studia Licencjackie
• Konferencje weekendowe, tematyczne dla wszystkich grup wiekowych
• Instytut Katechetyczny
• Pokoje gościnne
• Instytut Studiów Żydowskich
• Kościół Seminaryjny udostępniamy na uroczystości chrztów i ślubów
• Kurs Indukcyjnego Studium Biblii
e-mail: osrodek@baptysci.pl
www.wbst.edu.pl
Jeżeli ktoś chciałby wesprzeć działalność ośrodka, prosimy o wpłaty na konto Kościoła Chrześcijan Baptystów w RP
nr 20 1050 1054 1000 0023 1749 6905, tytułem... (tu prosimy wpisać przeznaczenie wpłaty).
14
Kontakt: www.baptysci.pl • e-mail: kancelaria@baptysci.pl • tel. 22 615 50 76 wew. 33
• ul. Szczytnowska 35-39, 04-812 Warszawa
• SŁOWO PRAWDY • Numer 3 / marzec 2013
spoza zboru. Ta forma jednak okazała
się nieskuteczna i zbyt pracochłonna,
ponieważ wymagała wielu przygotowań, a ludzie spoza wspólnoty wcale
nie przychodzili zbyt licznie. Pojawiali się na nich obcy, ale nie zostawali
w naszym gronie na stałe.
Trzy lub cztery razy w roku organizujemy specjalne wydarzenia (jakby otwarte nabożeństwa) dla dzieci. Mamy na
nich dużą frekwencję dzieci spoza
zboru, które zawsze dodatkowo przyprowadzają ze sobą swoje rodzeństwo,
rodziców, a nawet dziadków. Poza tym
organizujemy obozy dla dzieci razem
ze zborem-matką. To są bardzo skuteczne metody pracy, gdyż angażują
cale rodziny i ludzie ci zostają na stałe
we wspólnocie.
Niewątpliwie bardzo skuteczny okazał
się u nas Kurs Alfa, który powtarzaliśmy
wiele razy dla nowych grup ludzi. Kurs
ten polega na przedstawieniu podstaw
chrześcijaństwa. Jednak ludzie szukający głębiej stwierdzili, że Kurs Alfa nie
odpowiada na niektóre pytania i dlatego zaczęliśmy opracowywać swój
własny program. Jest to dyskusyjny kurs
w oparciu o książkę autorstwa Tim’a
Keller’a pt: „Bóg. Czy są powody by
wierzyć? Wiara w epoce sceptycyzmu”
(wyd. polskie Starogard Gdański 2010).
Ten kurs jest przeznaczony dla mniejszych grup niż w przypadku Alfa, aby
umożliwić lepsze warunki do dyskusji.
Chcemy przez to docierać do ludzi
z wyższym wykształceniem.
Jakie możesz wymienić szczególne
błogosławieństwa w twojej służbie?
Największą radość sprawia mi dostrzeganie duchowego rozwoju ludzi.
Szczególnie widoczne jest to w dziedzinie uczniostwa i niesienia praktycznej pomocy jedni drugim. Mogę
podać konkretny przykład. Niedawno
pewna kobieta zmarła przedwcześnie
na raka i jej mąż został z dziećmi sam.
To dało konkretną możliwość pomocy tej rodzinie będącej w trudnej sytuacji. Niektórzy ludzie ze wspólnoty
bardzo zaangażowali się w pomoc tej
rodzinie. Dzięki temu praktykowali to,
czego nauczyli się z Biblii. To był bardzo zachęcający przykład, całkiem jak
w Dziejach Apostolskich…
Co roku nasz zbór organizuje wycieczki
rowerowe w ciekawe miejsca. Ostatnio
uczestniczyło w niej ponad 250 osób
z sąsiedztwa, pojechali z nami na taką
wycieczkę, i niektórzy nawet pojawili
się potem na nabożeństwach. Cieszy
nas także, gdy młodzi ludzie angażują
się w pomoc starszym, np. pomagają
im w sprzątaniu domów lub drobnych
remontach i robią to oczywiście społecznie. Bardzo budujące jest to, że zawsze są chętni do zaangażowania się
w taką służbę. Gdy widzę wolontariu-
dzielnicy, ale wymagane jest zaangażowanie ludzi odpowiednio wykwalifikowanych i powołanych do tego celu.
Wyzwaniem jest także miejsce spotkań
wspólnoty. Obecnie spotykamy się
w szkole, ale gdybyśmy chcieli mieć własny budynek, to wiąże się z ogromnym
kosztem, na co nas obecnie nie stać.
Jakie macie potrzeby modlitewne?
Przede wszystkim, aby Bóg sprawił
duchowy głód w naszym narodzie.
Odnoszę wrażenie, że jako naród je-
Utrecht, fot. stockxchng
szy, którzy poświęcają swój czas, energię i środki dla ludzi potrzebujących,
to jest dla mnie namacalny dowód ich
dojrzałości duchowej i jednocześnie
bardzo konkretne błogosławieństwo.
Jakie wyzwania stoją przed zborem?
Największym wyzwaniem jest nawiązywanie trwałych relacji z ludźmi,
którzy są spoza zboru. Szukanie sposobów, jak znajdować wspólny język
z nimi. Jest takie napięcie, które możemy nazwać „świętym niezadowoleniem”, aby nie popaść w stan samouwielbienia. Inna kwestia to podejmowanie decyzji odnośnie przyszłości.
Obecnie zastanawiamy się nad nowym
projektem, który polegałby na zorganizowaniu chrześcijańskiego przedszkola
dla dzieci. Jest taka potrzeba w naszej
steśmy zbyt zadowoleni z siebie i ludzie w większości nie szukają Boga.
Dlatego potrzebujemy duchowego
przebudzenia. Może kryzys finansowy, jaki rozwija się w Europie sprawi,
że ludzie zaczną zwracać się do Boga?
A także, abyśmy jako wspólnota rozpoznali konkretne miejsce swojej służby
dla społeczeństwa. Być może będzie
to przedszkole? Potrzebujemy wyraźnego potwierdzenia. Myślimy także
o założeniu kolejnego zboru w przyszłości, ale potrzebujemy rozpoznać
czas i tempo, aby nie wyprzedzać Boga
w jego myśleniu i planach dla nas.
Dziękuję za udzielenie tego wywiadu.
Jestem przekonany, że czytający te
słowa będą zachęceni waszym przykładem i poświecą czas na modlitwę
o was.
SŁOWO PRAWDY • Numer 3 / marzec 2013 •
15
TEMAT NUMERU: ZMARTWYCHWSTANIE
janinem i w co w zasadzie chrześcijanin wierzyć musi. To przychodzi spoza
nich. Bóg wiąże się nie z czymkolwiek,
ale z prawdami ewangelii. I poprzez
wiarę w te prawdy nadaje swoją tożsamość grzesznikowi. To Jego tożsamość
– dzieci Bożych, braci Jego Syna. I to
On ustala zasady.
„A jeśli się o Chrystusie
opowiada, że został
zmartwychwzbudzony,
jakże mogą mówić
niektórzy między wami,
że zmartwychwstania
Mateusz Wichary
fot. fotolia
nie ma?” (1Kor 15:12)
Wyzwanie zmartwychwstania
Najwyraźniej mogli. Choć nie mogli.
Czyli, mogli sobie to wyobrazić, że
zmartwychwstania nie ma i było na
to przyzwolenie w ich zborze. A nie
mogli, bo zdaniem apostoła Pawła
– a poprzez niego i samego Ducha
Świętego – wiara w zmartwychwstanie
to nie jakiś wątek poboczny w chrześcijaństwie. To jego samo serce, bez którego chrześcijaństwo traci swe życie.
A jak to jest dziś? Ktoś kiedyś zauważył, że zmartwychwstanie Jezusa tylko
dla pierwszego pokolenia chrześcijan
było dowodem na prawdziwość słów
Jezusa. Dla każdego następnego pokolenia, tak pokolenia nawróconych
Koryntian, jak i nas dzisiaj, zmartwychwstanie staje się już prawdą wiary.
Czymś, w co się wierzy. Czy więc jest
nam dalej potrzebne? Skoro nie jest już
dla wiary dowodem, a raczej jeszcze
większym wyzwaniem? Czy dalej powinno być dla nas tak ważne, jak było
dla chrześcijan pierwszego pokolenia?
Wsłuchajmy się w słowa Pawła.
W zmartwychwstanie trzeba wierzyć
Paweł pisze o tym w 1 Liście do Koryntian (15:1-4). Chrześcijaninem nie
16
• SŁOWO PRAWDY • Numer 3 / marzec 2013
jest ten, kto za chrześcijanina się uważa. Nie jest również ten, kto chodzi
do chrześcijańskiego zboru. Nie jest
nim ten, kto się w zborze wychował.
Nie jest również nim ktoś, kto ma jakieś poglądy o Jezusie Chrystusie lub
wierzy w miłość Bożą. Nie na to wskazuje apostoł. Paweł opiera tożsamość
chrześcijańską o wiarę w ewangelię,
czyli zwiastowanie o określonych
czynach i wydarzeniach związanych
z osobą Jezusa Chrystusa. Koryntianie
ją przyjęli i w niej trwają – i to właśnie,
a nie cokolwiek innego sprawia, że są
zbawieni (w. 1-2). Więcej: mają w niej
trwać tak, jak Paweł ją im zwiastował.
Jeśli ją zmieniają – na próżno (na daremno) uwierzyli.
W dniu, gdy papież Benedykt XVI
ogłosił swoją decyzję o abdykacji, słuchałem bardzo ciekawej radiowej dyskusji. Z jednej strony, prof. Bartoś, katolik, dowodził, iż Benedykt XVI słusznie
abdykuje – nie nadaje się do tej funkcji, zawiódł. Z drugiej strony luteranin,
red. Bruncz, który brał go w obronę.
W toku tej dość ostrej dyskusji pojawiło się pytanie o rolę doświadczenia
wiary dla nauki Kościoła. Czy wiara
chrześcijan powinna być źródłem po-
znania Boga dla Kościoła? Czy raczej
na odwrót, to Kościół (hierarchiczny)
powinien być źródłem wiary dla ludu?
Teoretycznie, dla protestantów spór ten
– o tak rozumianą teologię „od dołu”
i „od góry” – jest bezzasadny. Wierzymy przecież, że źródłem poznania
Boga jest Słowo Boże. Wiara rodzi się
przez słuchanie tego Słowa (Rz 10:17),
a nie na odwrót – to nie Słowo rodzi się
z wiary Kościoła. To jasne wskazanie
prymatu teologii „od góry”.
Z drugiej strony, kiedy jako baptyści
pytamy, KTO w praktyce rozstrzyga,
jak owo Słowo rozumieć, okazujemy
się całkowicie „oddolni”. Nie ma żadnej hierarchii, która mogłaby nam cokolwiek nakazać. To Zbór wierzy, Kościół (ogół wiernych) wierzy, i zarówno
Zbór jak i Kościół ostatecznie decydują, jak owo Słowo należy rozumieć.
Co ma to wspólnego ze zmartwychwstaniem Jezusa Chrystusa? Apostoł
Paweł jasno stwierdza, że tożsamość
chrześcijańska przychodzi „z góry.”
To nie człowiek decyduje, na czym
polega bycie chrześcijaninem. To nie
Koryntianie mają moc zadecydować,
co „dla nich” oznacza bycie chrześci-
Warto o tym i dziś pamiętać. Dzisiaj
dowodzi się nam, że człowiek wybiera
sam swą tożsamość w 100%. Również
to, czy chce być kobietą, czy mężczyzną. Wszystko staje się względne.
Ostatecznym punktem odniesienia
staje się sam człowiek. Tylko, że to
nieprawda. W tym wydawało się najwyższym wywyższeniu człowieka,
postrzeganiu go jako najwyższe dobro,
kryje się największe jego upodlenie.
Jeśli bowiem nie ma wartości ponad
człowieka i poza człowiekiem, to człowiek nie jest w ogóle żadną wartością.
Jak ujął to jeden teolog, „Człowiek
współczesny jest sierotą. Nie jest zakorzeniony nigdzie poza czasem i przestrzenią. Czuje się zagubiony w nieskończonym kosmosie. Ciągle słyszy,
że pochodzi od małpy i zmierza do
nicości”. Oto wolność bez Bożej tożsamości i od Bożej tożsamości: rozpacz,
samotność, beznadzieja i bezsens.
Wiara jest więc i osobistym aktem
woli, i określoną treścią. Nie można jej zredukować do tylko jednego
z tych dwóch wymiarów. Zawsze jest
określonym działaniem duszy; zgodą,
uznaniem – ale właśnie – określonych
przekonań, wartości, celów. Danych
człowiekowi z góry, z autorytetem.
Właściwą treść bez zmieniającego życie poruszenia duszy krytykuje Jakub
w swym Liście, jako wiarę „martwą
samą w sobie” (2:17). Ale i akt wiary bez właściwej treści jest próżny;
w Liście do Rzymian (10:2) apostoł
Paweł nazywa taką wiarę „nierozsądną” („nie wynikającą z poznania” – PE;
„nie opartą na pełnym zrozumieniu”
– BT). To wiara, ale wiara zbuntowana, odrzucająca Bożą treść (Chrystusa)
i dlatego nie dająca usprawiedliwienia,
które jest w Nim właśnie.
Nie chodzi mi o to, że mamy pogardzać ludźmi wierzącymi inaczej. Silna
wiara zawsze zasługuje na szacunek.
Ale chodzi o to, byśmy może nawet
biorąc z nich przykład zachowali trzeźwość własnego myślenia i pamiętali,
że chrześcijaninem i osobą zbawioną
jest się przez wiarę w ewangelię, a nie
przez cokolwiek innego.
To, w co wierzymy, zmienia nas. Bóg
wie lepiej, w co mamy wierzyć. Wierząc w to, co wyznaczył Bóg, poddajemy się więc Bożym zmianom.
A wierząc w to, na co mamy ochotę
poddajemy się zmianom czysto ludzkim. Dalej wierzymy, ale jedynie w tradycje, mity, obiegowe stereotypy. Mienimy się mądrymi, a stajemy się głupi,
jak pisze Paweł w Liście do Rzymian
(1:22). Tracimy Bożą treść. Wypełniamy
się poglądami ludzi. Zyskując popularność tracimy świętość. Zamieniamy
Bożą prawdę na własne widzimisię.
I zbierzemy tego owoc w pustce, rozczarowaniu, słabości i smutku. Nie mówiąc
już o niewierze kolejnego pokolenia.
Wierzmy więc w zmartwychwstanie.
Świat się nie zmienił aż tak. Dalej Boża
prawda jest Bożą prawdą, i dalej człowiek
stara się sobie życie ułatwić, tworząc
prawdy rzekome, które wydają mu się
korzystniejsze, a ostatecznie rodzą przekleństwo. Chrześcijaństwo dalej opiera się na ewangelii, która pochodzi od
samego Boga. To JEGO dobra wiadomość. To JEGO orędzie skierowane do
grzeszników. To On stał się człowiekiem i dla ludzi uczynił to, co uczynił
i to On – Duch Święty – tej wiadomości
używa dla zmiany naszego życia. Mamy
wierzyć w wyjątkową osobę od Boga
– Jezusa Chrystusa, który narodził się
z Boga w ciele Marii, żył bezgrzesznie,
umarł dla naszego zbawienia, zmartwychwstał, a teraz panuje w niebie,
skąd powróci sądzić żywych i umarłych, a Królestwu Jego nie będzie końca.
Tak, to zadanie. Wiara jest próbą dla
naszej woli i wyobraźni. Dla umysłu
– sposobu postrzegania świata, światopoglądu. Wymaga pokory. Wymaga
poszukiwań. Czasu. Modlitwy. Ciszy.
Uczciwego uświadomienia sobie własnych wątpliwości i wołania do Boga
o odpowiedzi na nie. Czytania książek
autorów świętszych i mądrzejszych
od nas samych. Czytania Biblii i znów
ciszy, i modlitwy. Inwestycji tego, co
w nas najlepsze; wysiłku intelektualnego i duchowego; przekraczania samego siebie. I to wszystko tak właśnie ma
być, aby wiara nie była czymś tanim
i lekkim, ale drogocennym i wypróbowanym. A w tym wszystkim Bożym,
stałym, jednym dla wszystkich chrześcijan na całym świecie, niezależnie od
miejsca i czasu.
Zmartwychwstanie to fakt
Mówi o tym werset 4: „trzeciego dnia
został z martwych wzbudzony według
Pism”.
To wydarzenie historyczne. „Trzeciego
dnia.” Było sobie kilka dni. Był jeden
dzień, gdy umarł. Był drugi dzień, gdy
leżał martwy. I był dzień trzeci, gdy
został z martwych wzbudzony. To był
dzień, jeden z wielu, wyjątkowy, ale
też po prostu jeden w naszej historii.
Bóg nie wzywa nas do wiary w coś,
co nie miało miejsca. Apostoł Paweł
bardzo konsekwentnie o tym pisze:
„ukazał się Kefasowi, potem dwunastu;
potem ukazał się więcej niż pięciuset
braciom naraz, z których większość
dotychczas żyje, niektórzy zaś zasnęli;
potem ukazał się Jakubowi, następnie
wszystkim apostołom; a w końcu po
wszystkich ukazał się i mnie jako poronionemu płodowi” (15:5-8). Chrystus
zmartwychwstały nie kazał w siebie
wierzyć. Najpierw się ukazywał wielu, wielu osobom. Zmartwychwstanie
faktycznie STAŁO się dogmatem wiary
– bo Jezus w pewnym momencie przestał się ukazywać. I dlatego „niewierny”
(sceptyczny?) Tomasz staje się wyzwaniem dla każdego chrześcijanina, wraz
ze słowami Jezusa: „błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” (J 20:29).
Ale jego zmartwychwstanie było faktem
poddającym się weryfikacji, jak każdy
inny. Gdyby któryś z Koryntian nie wierzył, mógł zadać sobie trud i odszukać
jednego z owych pięciuset braci. Zapytać. Odszukać innych apostołów. Zweryfikować to, co mówił Paweł.
Mamy jednak ze zmartwychwstaniem jeszcze inny problem. Oto jaki:
dla większości współczesnych ludzi
historia jest powtarzalnością. W wydarzeniach szukamy podobieństw zaSŁOWO PRAWDY • Numer 3 / marzec 2013 •
17
kładając, że aby stwierdzić, czy coś się
wydarzyło, czy nie, najlepszym testem
jest zgodność tego z innymi wydarzeniami. Im częściej coś się zdarza, tym
bardziej prawdopodobne, że zdarzyło
się i tym razem.
Test ten jest wartościowy. Gdy ktoś
opowiada nam coś bardzo nieprawdopodobnego, raczej nie wierzymy
mu na słowo. Skoro takie rzeczy się
nie dzieją – o czym mówi nam nasze
doświadczenie życiowe, bądź znane
nam dane o świecie – to raczej wątpimy, dopóki nie dostarczy nam danych,
które to uwiarygodnią. Ale ten test stawia też pod znakiem zapytania zmartwychwstanie. Nie obserwujemy zbyt
wiele zmartwychwstań. Nie obserwujemy nawet wskrzeszeń (powrotu do
życia w starym, naznaczonym grzechem ciele). Cóż więc mamy uczynić?
Zwróćmy uwagę, że Paweł dodaje, że
Jezus zmartwychwstał „według Pism”.
Tak, to wydarzenie wyjątkowe, mówi
Paweł. Z definicji zmartwychwstanie
Chrystusa jest czymś niepowtarzalnym. W wersie 20 Paweł nazywa je
„pierwociną” – pierwszym owocem
przyszłych zbiorów. To zapowiedź
przyszłości, wyjątkowa, niepowtarzalna. A więc nie odnajdziemy potwierdzenia zmartwychwstania Jezusa
w powtarzalności. Raczej, mówi Paweł, w jego zapowiedziach w Pismach.
W tym, że zdarzenie to nie jest kosmicznym przypadkiem, ale zapowiadanym punktem zwrotnym; chwilą, na
którą świat był przygotowywany.
Tę samą strategię prezentuje apostoł
Piotr. W swym pierwszym kazaniu
dowodzi konieczności zmartwychwstania Jezusa na podstawie Psalmu
16 (patrz Dz 2:22-33) oraz Jego wniebowstąpienia z Psalmu 110 (Dz 2:3436). Nie jest to więc przypadek. To zaplanowany przez Boga punkt zwrotny
w dziejach zbawienia i historii. To początek Nowego Przymierza, które jest
preludium do widzialnego panowania
Bożego Syna, gdy powróci.
W ten sposób zmartwychwstanie łączy
się z całością historii. Nie istnieje historia zbawienia bez zmartwychwstania.
Ono jest zwornikiem, na którym opie18
• SŁOWO PRAWDY • Numer 3 / marzec 2013
ra się cała biblijna logika dziejów. Ale
nie istnieje również zmartwychwstanie
bez owej historii. Bez niej jest niczym
ważnym; faktem bez doniosłości i znaczenia; jakimś niewyjaśnionym cudem,
który sobie może i był, ale co z tego?
Zmartwychwstanie dowodzi, że Bóg
działa w historii i ostatecznie historia
jest testem Jego istnienia. Patrząc na
świat wokół nas nie powinniśmy widzieć świata bez Boga. Przeciwnie: to
świat, w który wchodzi Jego Królestwo.
To świat, który mamy zmienić dla Chrystusa. To świat, nad którym w pełni władzy nad niebem i ziemią króluje nasz
Pan, który w ów świat nas posyła ze
swą wielką misją czynienia wszystkich
narodów Jego uczniami. A to wszystko
wynika ze zwycięskiego dzieła zbawienia – śmierci i zmartwychwstania. Nasz
Bóg bowiem jest Bogiem, który stawia
sobie za cel jej przemianę. Obiecuje
w niej działać; obiecuje ludzkość zmieniać. Wkroczył w nią poprzez swego
Syna, który buduje wśród nas swoje
Królestwo; którego Kościół jest ciałem na ziemi, który obiecał budować,
i którego bramy piekielne nie przemogą; którego Duch tworzy z nas swą
świątynię. Historia jest Boża, zmartwychwstanie jest jej zwieńczeniem,
a dzieje Kościoła, a szczególnie misji
są dowodem na to, że Bóg faktycznie
jest wierny swoim obietnicom. Zmartwychwstanie potwierdza się w misji;
misja dowodzi mocy zmartwychwstania. A jedno i drugie każe nam patrzeć
naprzód, w nadziei spełnienia tego, co
i zmartwychwstanie i rozwój Kościoła
i Królestwa Bożego zapowiadają.
Bez zmartwychwstania nie ma
chrześcijaństwa
„Jeśli nie ma zmartwychwstania, to
i Chrystus nie został wzbudzony; a jeśli Chrystus nie został wzbudzony, tedy
i kazanie nasze daremne, daremna też
wasza wiara; wówczas też byliśmy fałszywymi świadkami Bożymi, bo świadczyliśmy o Bogu, że Chrystusa wzbudził, którego nie wzbudził... jeśli Chrystus nie został wzbudzony, daremna jest
wiara wasza; jesteście jeszcze w swoich
grzechach. Zatem i ci, którzy zasnęli
w Chrystusie, poginęli. Jeśli tylko w tym
fot. fotolia
życiu pokładamy nadzieję w Chrystusie, jesteśmy ze wszystkich ludzi najbardziej pożałowania godni” (15:12-19).
Dla wielu osób religia jest czymś sentymentalnym i ciepłym. Rodzinnym.
Miłym. Związanym z tradycjami, pięknymi chwilami, starymi hymnami, dobrymi ludźmi, płomiennymi mówcami
(względnie: życzliwymi pastorami). Ci
ludzie dostrzegają i cenią społeczną
funkcję religii i Kościoła, jako nośnika
ważnych treści, jako czynnika tworzącego bardzo ważną wspólnotowość,
związanie losów poszczególnych ludzi i rodzin, czynnik splatający i przeplatający je ze sobą pomiędzy pokoleniami. I to wszystko prawda. Tym,
z Bożej woli, chrześcijaństwo jest. Ono
faktycznie tworzy wspólnotę losów;
prawdziwe, mocne, trwałe więzi. Tradycję – nawet jeśli nie natchnioną, to
przecież towarzyszącą nam w bardzo
różnych chwilach, i w wielu wymiarach potrzebną i właściwą.
Niemniej to wszystko, jakkolwiek jest
to piękne, dobre, pożyteczne, wspaniałe, warte kultywacji i przekazywania następnym pokoleniom, ostatecznie zasadza się na niezbędnej wierze.
Pewnych jasnych, jednoznacznych
twierdzeniach. Nieusuwalnej i koniecznej tkance przekonań o Bogu,
człowieku i świecie, nawet jeśli ulegniemy wrażeniu, że jej nie ma. Ona
bowiem nie musi nachalnie ukazywać
się w każdej chwili. Ale istnieć musi.
Jak powietrze, bez którego nasze ciało
by nie przeżyło godziny; jak światło,
bez którego nasze życie stałoby się
trudne i nieznośne; jak pokarm, bez
którego cierpielibyśmy straszną śmierć.
Powietrze, światło, jedzenie – nie
uświadamiamy ich sobie cały czas, ale
bez nich nasze życie w każdej chwili
byłoby niemożliwe.
Podobnie prawda ewangelii. Śmierć
Chrystusa w nasze miejsce, wyjątkowość Jego osoby; Jego zmartwychwstanie. Może na co dzień nie widać,
jak bardzo to ważne. Ale – Paweł jest
tu bezlitośnie logiczny i konsekwentny
– bez zmartwychwstania nie ma nic.
Pozostaje wydmuszka. Bez życia, bez
sensu, treści i nadziei. Pustka, daremność, pozór.
Znam wielu braci i siostry, którzy karmią się owym społecznym wymiarem
chrześcijaństwa. To wspaniale. To błogosławieństwo naszej wiary. Korzystajmy z tego i cieszmy się tym. Ale nie
lekceważmy prawd ewangelii. Znam
wielu dobrych, pobożnych chrześcijan, którzy w sytuacji konfliktu, sporu
teologicznego powiedzieliby: czyż nie
najważniejsza jest miłość? Czyż nie
ważniejsze jest, byśmy naśladowali Jezusa w świętości. niż spierali się
o słowa? Cóż, spór o słowa oczywiście
może być jałowy. Ale może również
być sporem o sprawy podstawowe.
Bez których chrześcijaństwo traci sens.
Istnienie Boga, prawdziwość Jego objawienia (realność natchnienia Słowa
Bożego), prawdziwe i pełne człowieczeństwo i bóstwo Jezusa Chrystusa,
osobowość Ducha Świętego, historyczność przekazów ewangelicznych,
prawdziwość poleceń apostolskich
zawartych w Listach – to wszystko powietrze, światło i pokarm, bez których
chrześcijaństwo zamiera. Nie lekceważmy sporów o sprawy podstawowe.
Chrześcijaństwo to (również) walka –
walka o wiarę raz na zawsze przekazaną świętym (List Judy 3). I fakt, nie
każdy chrześcijanin pewnie do tej walki jest powołany. Ale niech osoby tej
walki nie czujące nie zabraniają walczyć tym, którzy są do tego powołani.
Bez zmartwychwstania nie ma chrześcijaństwa.
Zmartwychwstanie każe nam
spoglądać poza znane horyzonty
Doczesność i wieczność. Ten wiek
i wiek przyszły, który nadchodzi. To
podstawowy podział przyszłości obecny w Listach Pawła, ale i Ewangeliach
(zob. np. Mt 12:32; Mk 10:29-30; Łk
18:29-30; Ef 1:21). Całą przyszłość
można podzielić na dwa wieki: pierwszy trwa obecnie i się skończy (jest
czasowy), drugi nadejdzie i będzie
trwał na wieki. To dwa różne okresy
trwania świata. Wiążą się z nimi inne
zasady, wartości, jakość. Wiek obecny
jest zły: ma swego boga, którego czci,
swą wypaczoną mądrość, która sprzeciwia się Bogu, swe skażone wartości
i styl życia. Ten wiek się całkowicie nie
zmieni; ten wiek po prostu musi przeminąć. Chrystus zwycięży ostatniego
wroga, którym jest śmierć (15:26). To
po prostu musi przyjść: wtedy pochłonięta będzie śmierć w zwycięstwie
(15:54). Wiek nadchodzący jest dobry;
doskonały. To wiek światłości; jego
bogiem jest Bóg prawdziwy, zasadami
i wartościami Jego zasady i wartości.
To się również nigdy nie zmieni; ten
wiek po prostu musi przyjść. A granicą
pomiędzy nimi jest Boży dzień: dzień
sądu, przyjścia Chrystusa (15:52).
To nie oznacza, że chrześcijanie mają
być bierni i po prostu czekać, aż Jezus
powróci. Chrystus króluje, dopóki nie
położy wszystkich nieprzyjaciół pod
stopy swoje – jak mówi Paweł w 1 Liście do Koryntian (15:25) – i werset ten
opisuje rzeczywistość Kościoła; proces
zdobywania świata przez ewangelię.
Ale jednocześnie, aby nadszedł wiek
doskonałości, musi nastąpić Boża ingerencja, która wiąże się z powrotem
Chrystusa.
Te dwa wymiary są dla nas niezbędne. Moc zmartwychwstania już działa.
Działa w naszym osobistym uświęceniu, ale również w misji i rozwoju Kościoła. Choć w obu przypadkach nie
ma obietnicy dojścia do doskonałości,
zachodzi i musi zachodzić. Dlatego, że
jest Bożą wolą; spełnieniem się Bożego planu. Że bez uświęcenia czy misji,
chrześcijaństwo okazuje się pustą deklaracją, a zmartwychwstanie obietnicą przyszłej przemiany, w którą bardzo
trudno uwierzyć, bo nie ma żadnych
oznak jej mocy wokół nas. Dlatego
uświęcenie i misja są niezbędne. One
dowodzą, że nadzieja zmartwychwstania jest prawdziwa, bo doświadczamy jej mocy wśród nas już tu i teraz.
Moc, dzięki której chrześcijanie wierzą
i widzą duchową rzeczywistość, to nic
innego, jak moc zmartwychwstania
(Ef 1:19-20).
SŁOWO PRAWDY • Numer 3 / marzec 2013 •
19
TEMAT NUMERU: ZMARTWYCHWSTANIE
Ale z drugiej strony, uświęcenie i rozwój
Kościoła to nie wszystko. To zapowiedź.
To przedsmak. Wspaniałe preludium, ale
nie pełnia owej rzeczywistości, którą wyznajemy i na którą czekamy. Owa pełnia
przyjdzie wraz z powrotem Chrystusa.
Dowiedzie pełni mocy zmartwychwstania
i pełni panowania Chrystusa, gdy wszelki język wyzna Jezusa Panem, ku chwale
Boga Ojca (Flp 2;11).
Wyzwanie
Czy więc, wyzwanie zmartwychwstania jest
wciąż aktualne? Potrzebne? Pouczające?
Tak. Wciąż potrzebujemy „wiary z góry”.
Potrzebujemy tego zwieńczenia Bożej historii; bez niego nie ma chrześcijaństwa,
ani nadziei wieczności. Ewangelia, Słowo
Chrystusowe musi być fundamentem, aby
nie było nim słowo ludzkie. A zmartwychwstanie jest jego koniecznym elementem.
Żyjemy w dziwnych czasach. Wyjątkowego zmieszania niewiary i łatwowierności.
Przepowiedziane zresztą przez C.S. Lewisa, który stwierdził, że ludzie niewierzący
w Boga nie tyle nie wierzą w nic, co są
skłonni uwierzyć w cokolwiek. I tak faktycznie się dzieje. Wiele osób nie wierzy
w Boga. A jednocześnie wierzy w ufoludki, energetyzowanie butelek poprzez kładzenie rąk na telewizorze, wróża Klemensa
rozkładającego tarota za jedyne 5.99 + VAT,
i wszelkie inne nowinki ezoteryczne.
Żyjemy w świecie politeizmu. Zaludnionym przez różnych małych bogów i boginki. Każdy o wąskim obszarze kompetencji,
ale jednak. Kultura ów świat chaosu wspiera. Polityczna poprawność, poza wszystkimi innymi skutkami posiada również i taki,
iż nie wolno zaprzeczyć żadnej wierze,
a jednocześnie, nie wolno rościć sobie
praw uniwersalnych. Przypomina to bardzo
sytuację w I wieku. Wtedy również każdy
mógł wierzyć w cokolwiek chciał, dopóki
oddawał również cześć cesarzowi.
W tym świecie zagmatwania i niejasności,
wyznajmy jak pierwsi chrześcijanie i jak
prawosławni do dziś: Chrystus zmartwychwstał! – prawdziwie zmartwychwstał!
Bądźmy pewni Bożego fundamentu. Budujmy na nim z zaufaniem, a On będzie
nas zmieniał dla swojej chwały, przemieniając nas tu i teraz oraz dla życia w przyszłym świecie, Amen.
20
• SŁOWO PRAWDY • Numer 3 / marzec 2013
A
jeśli Chrystus nie został
wzbudzony, daremna jest
wiara wasza; jesteście jeszcze
w swoich grzechach. Zatem
i ci, którzy zasnęli w Chrystusie,
poginęli. Jeśli tylko w tym życiu
pokładamy nadzieję w Chrystusie, jesteśmy ze wszystkich
ludzi najbardziej pożałowania
godni. A jednak Chrystus został
wzbudzony z martwych i jest
pierwiastkiem tych, którzy zasnęli. (1 Kor. 15:17-20)
Sensem świąt Wielkanocnych
nie jest przypomnienie historii,
ale nadzieja eschatologiczna dla
nas. Zmartwychwstanie Chrystusa
to nie tylko akt historycznej sprawiedliwości, ale obietnica i zapowiedź naszej drogi od śmierci do
życia i to w wymiarze zarówno
duchowym, jak i fizycznym.
Gdy jestem na pogrzebie lub
cmentarzu i zastanawiam się nad
tym miejscem, to słowa apostoła
Pawła zawarte w tym fragmencie
są dla mnie pocieszeniem. Niestety, czy tego chcemy, czy nie,
zmierzamy na cmentarz nie jako
odwiedzający, ale jako rezydenci. To jest smutne i przygnębiające. Każda nasza aktywność,
nasze osiągnięcia, nasze miłości
i nienawiści tu w tym miejscu
się kończą... ale czy kończą?
Właśnie słowa Pawła pokazują,
że niekoniecznie tu jest koniec,
choć na pewno jest to pewien
etap. W przypadku Jezusa trwał
3 dni, w naszym trwać będzie ciut
dłużej.
Święta Wielkanocne przypominają nam pusty grób, gdy niewiasty
a potem apostołowie trzeciego
dnia do niego poszli. Sami byli
zdziwieni, sami nie za bardzo
wierzyli w taką możliwość, ale
stanęli przed faktem. Co prawda,
próbowali zapytać się ogrodnika,
gdzie przeniósł ciało Jezusa, ale
ani ogrodnik nie był ogrodnikiem,
ani nigdzie nikogo nie przenosił.
Gdy wszystkie elementy i argumenty racjonalne wykorzystali,
musieli uznać fakt zmartwychwstania. Tak trudny do przyjęcia,
dla samego wyboru, ale dla obietnicy
zmartwychwstania. Czasami te nasze
wybory są trudne, wymagają wyrzeczeń, poświęceń dla innych, czasami
rezygnacji z wygodnego i bezpiecz-
mieć, ale najlepiej nigdy z niej nie
korzystać. I taki jest Kościół żyjący
statystykami, walką o stołki, remontami, strategiami, teoriami rozwoju
a nie realną, dynamiczną misją pełną
Wielkanoc przyszłości
że słowa Tomasza o wkładaniu
rąk w rany Jezusa przeszły do historii, jako postawa szczególnej
nieufności. Wielu ludzi mówiło
mu o zmartwychwstaniu, a on dalej chce doświadczyć i dotknąć.
Prawda o zmartwychwstaniu jest
tak niesamowita i tak odrealniona,
że z trudem można w nią uwierzyć, a jednak jest faktem, którego świadectwo mamy zapisane
w ewangeliach.
Potem ci sami apostołowie oddali
swoje życie, jako męczennicy za
prawdę, że „Chrystus zmartwychwstał!” A mogli przecież żyć inaczej – wystarczyło publicznie
wyrazić przeciwną opinię. Jednak
dla tej prawdy i obietnicy z niej
płynącej warto było oddać swoje
życie. My też wierzymy w zmartwychwstanie Chrystusa. Ale czy
jesteśmy gotowi za tę naszą wiarę
oddać życie? A może nasza wiara
jest jedynie wirtualna tak długo,
jak nic nas nie kosztuje? Przecież
stanięcie przed plutonem egzekucyjnym wymaga nie wiary wirtualnej, ale realnej w zmartwychwstanie.
nego życia, a jednak je podejmujemy. W tych decyzjach chrześcijanie
nie są masochistami, ale ludźmi nadziei. Wydaje się jednak, że Koryntianie w wyniku fałszywych teorii tę
nadzieję stracili. Może dlatego tak
mało pozytywnych rzeczy napisał
o nich apostoł.
Czasami się zastanawiamy, dlaczego Kościół jest taki słaby, bez wizji,
rozwoju, dynamizmu. Może właśnie
w naszej wierze w rzeczy ostateczne
tkwi problem? Gdy nam jest bliżej do
doczesności, do tych statystycznych
75 lat, jakie mamy do przeżycia,
a daleko do nadziei zmartwychwstania – wtedy stajemy się słabi, zlaicyzowani... A wiarę traktujemy tak, jak
polisę ubezpieczeniową: warto ją
poświęcenia wszystkiego dla Jezusa,
który na końcu tej drogi daje nam
obietnicę zmartwychwstania.
Czasami się zastanawiam, czy
w pełni świadomie podpisałbym się
pod słowami apostoła Pawła z Listu
do Filipian (1,21): „Albowiem dla
mnie życiem jest Chrystus, a śmierć
zyskiem”. Jest to trudne pytanie,
szczególnie gdy odpowiadamy na
nie praktycznie, a nie teoretycznie.
Teoretycznie bowiem można złożyć
każdą deklarację. Jakże nam bliżej
do parafrazy: „Albowiem dla mnie
życiem jest Chrystus i życie jest zyskiem błogosławionym przez Niego”.
Oczekujemy, że w Jezusie otrzymamy błogosławieństwo długiego życia,
dobrobytu, radości, korzyści docze-
snych, a do idei męczeństwa za wiarę jest nam tak daleko jak do czasów,
gdy apostoł Paweł chodził po ziemi.
W sumie cieszymy się, że żyjemy
w Polsce a nie w Iranie, gdyż tam
chrześcijanie cierpią prześladowanie
a u nas mamy swoje prawa. Jednak
gdyby apostoł Paweł miał taką postawę, to pewnie nigdy nie poszedłby ewangelizować świata wrogiego
chrześcijaństwu.
Święta Wielkanocne to nie tyle wspominanie historii, choć pewnie też, ale
przede wszystkim nadzieja przyszłości dla tych, którzy ten dzień świętują. To moment naszej refleksji nie tylko nad zbawieniem tu i teraz, ale nad
naszym zmartwychwstaniem, nad
naszą wieczną przyszłością, osobistą Wielką Nocą a może dniem, gdy
opuścimy raz na zawsze cmentarz
i wrócimy do świata, nie jako duchy,
ale jako materialno-duchowe osoby.
Naszą nadzieją przyszłości nie jest
dobra emerytura ale wieczne życie
na nowej Ziemi i w nowym Jeruzalem, zstępującym z nieba dla tych,
którzy są przeznaczeni do spożywania owoców z drzewa życia (Obj.2122). Tego wam i sobie drodzy czytelnicy życzę z okazji świąt.
Ryszard Tyśnicki
fot. stockxchng
Paweł pisząc do Koryntian już
wie, że nie wszyscy z nich wierzą
w realne zmartwychwstanie Jezusa. Wie, że taka częściowa wiara
nie prowadzi do celu. Słusznie zauważa, że nie warto być chrześcijaninem bez tej wiary i pewności
zmartwychwstania. Życie godne
ewangelii sprawia, że pewne przestrzenie życia są zamknięte dla
nas, a są one kuszące i dające radość. Wierzący człowiek dokonuje wyboru, czasami trudnego, nie
SŁOWO PRAWDY • Numer 3 / marzec 2013 •
21
Znane opowieści innej nieco treści
Beata Jaskuła-Tuchanowska
Rozmyślania na łożu boleści
Leżę nieruchomo. Każdy ruch sprawia mi trudność i ból. Kości moje są połączone jakby konopnymi sznurkami, które
sparciały i lada moment mogą się zerwać. Z wielkim wysiłkiem próbuję się unieść na mym łożu boleści.
A miłosierdzie jego jest nad wszystkimi jego dziełami(...)”
– te słowa matka śpiewała najczęściej. Zawsze wierzyła, że
pisany mi jest inny los niż tylko bycie nadwornym pieśniarzem króla Saula...
Abiszag skwapliwie podsuwa pod moje barki wałki i poduchy wypełnione gęsim puchem, bym mógł usiąść. Podaje
mi puchar z winem z domieszką znieczulających ból ziół.
Ta młoda Szunamitka jest ostatnią radością moich oczu. Jej
wdzięczne ruchy, słodki głos i dotyk ciepłych dłoni, próbujących wykrzesać odrobinę energii z moich wysuszonych
na proch członków, dodaje mi otuchy i siły, by jeszcze raz
otworzyć oczy, kolejny raz podziękować mojemu Jahwe za
nadchodzący poranek.
Michal... moja pierwsza żona, ta jego córka, zaślubiona mi
według prawa i obrzędu. Jakże pragnąłem zasłużyć na jej
uznanie, na błysk pochwały w czarnych jak onyks źrenicach,
jak onyks twardych. Podobnie jak jej ojciec zawsze widziała we mnie tylko prostackiego pastucha. Temperament też
odziedziczyła po nim zaiste nieniewieści. On rzucał we
mnie włócznią, ona zabijała każdym spojrzeniem i słowem...
Nigdy nie zapomnę, mimo że pamięć mi też szwankuje,
o jej pogardliwym śmiechu, gdy pląsałem przed Panem
w radosnym uniesieniu.
Patrząc na jej młode, gibkie ciało przypominam sobie kobiety mojego życia. Matkę, która nauczyła mnie wielu pieśni
na chwałę Pana, pochylającą się nad paleniskiem, nucącą
cicho. A potem...cieszącą się z każdej strofy wymyślonego
przeze mnie psalmu.
(...) „Łaskawy i miłosierny jest Pan,
Nierychły do gniewu i pełen łaski.
Dobry jest Pan dla wszystkich,
Paweł Krzywicki
go życia - Salomona – najmądrzejszego z licznych synów
Dawidowych.
Sercem Dawida szarpnął bolesny skurcz. Przypomniał sobie innego syna – Absaloma – najpiękniejszego chłopca
w Izraelu. Jego włosy, wtulające się wraz z rozgorączkowaną
głową w podołek matki a potem... martwe, błękitne niczym
niebo źrenice, patrzące jakby z żalem w twarz ojca z obciętej za bunt głowy.
Król zaszlochał. Abiszag rzuciła się na kolana, jęła całować zimną dłoń Dawida i powtarzać:
-- Co mogę uczynić dla ciebie panie? Jak odegnać smutki? Może wezwę muzyków z psalterionami, a może tancerki ze Wschodu?
Ale Dawid zasnął. Śnił o wojnach zwycięskich i o sławie swojego syna, który dokończy jego nieziszczone marzenie – zbuduje Świątynię Jahwe.
Bo czyż wraz z naszymi dziećmi
nie łączymy nadziei nieśmiertelności naszych dzieł i zamysłów,
a wraz z ich klęską nie ponosimy
tej najsroższej z przegranych bitew,
ważniejszej od upadku warownego
grodu, bitwy o dusze dla Pana?!
fot. Fotolia
W poszukiwaniu Vera Crux
Wraz ze świętami Wielkanocy obserwujemy wzmożone zainteresowanie
mediów problematyką z dziedziny biblistyki i historii chrześcijaństwa. Choć,
niestety te same „sensacyjne doniesienia” goszczą w telewizji co roku, jak
„Kevin” w Boże Narodzenie. Nie może
między innymi, zabraknąć tekstów
o dalszych losach krzyża, na którym
dokonała się męka Pana i relikwiach
z niego „odłupanych”. Spoczywają
w złotych szkatułach bazylik udostępniane do oglądania za pancerną szybą przejętym pątnikom. Najsłynniejszy jest fragment krzyża odnaleziony
w Jerozolimie osobiście przez cesarzową Helenę, matkę Konstantyna. Jednak
datowanie węglowe wskazuje, iż jest to
doskonały falsyfikat. Już Jan Kalwin dostrzegł, że ilość drzazg z „krzyża Pańskiego” rozsiana po kościołach całego
świata wypełniłaby spory statek. Stąd
powstało przekonanie entuzjastów
22
Wziąłem więc nałożnice i żony z plemion, które chciały
zadzierzgnąć sojusz, ale moje serce do żadnej nie przylgnęło, choć były mi posłuszne i piękne, pochodzące
z książęcych czy królewskich rodów. Marzyłem, by u mego
boku była niewiasta nie tylko bogobojna, ale i zdolna zrozumieć porywy mego serca i ducha. Taka, którą mógłbym
„położyć niczym pieczęć na mym sercu”.
Betsheba była taką niewiastą. Ze wszech miar godną pożądania. I nie tylko ze względu na jej powłokę cielesną...
Słodycz, łagodność i dobroć... Nigdy nie powiedziała
złego słowa za to, com uczynił Uriaszowi – jej mężowi.
Ani wówczas, gdy zmarł nasz pierworodny. Pokutowała tak jak i ja, i jak ja dostąpiła łaski pocieszenia i nowe-
o cudownym ich rozmnażaniu się. Jedna z nich spoczywa nawet w klasztorze
na świętokrzyskiej Łysej Górze. To dobre miejsce na takie czary mary.
No więc co z tym krzyżem? Gdzie jest
prawdziwy? Kto go przed nami ukrywa? Watykan, masoni czy lobby kolekcjonerów osobliwości?
Z pewnością Prawdziwy Krzyż fizycznie nie istnieje. I nigdy nie zaginął, bo
nikt go nie ukrywał. Krzyż był w starożytności tym samym, czym dla nas jest
dzisiaj szubienica lub krzesło elektryczne. Nikt nie zostawia sobie na pamiątkę
sznura, na którym zawisła jego ukochana osoba. Raczej pała do takich przedmiotów obrzydzeniem. Chce wymazać
to tragiczne wydarzenie z pamięci.
Wynalazek krzyża Rzymianie przejęli ochoczo od Asyryjczyków. „Ideą”
wieszania na nich było przekonanie,
że dany złoczyńca nie jest godzien, by
jego zwłoki kalały ziemię. Często też
dla przestrogi pozostawiano ciała na
krzyżach aż do całkowitego rozkładu.
Po stłumieniu buntu Spartakusa tysiące
straconych widniało przybitych wzdłuż
rzymskich dróg. Dlatego Józef z Arymatei musiał poprosić o możliwość zdjęcia Pana z krzyża. Krzyże były prawdopodobnie przedmiotami wielorazowego użytku i po zdjęciu ciała Jezusa
przybijano do tego „świętego” kolejnych skazańców. Aż w końcu zniszczał
doszczętnie.
Jedyny krzyż, na którym zależy Jezusowi Zbawicielowi to ten, wyryty na
twoim sercu - jako świadectwo Bożej
mocy i miłosierdzia. Historia krzyża
to twoja droga do Boga. Prawda jest
w Dobrej Nowinie, mającej prawdziwą
moc zwycięstwa nad śmiercią. Krzyża
z próchna lepiej niech szukają inni.
Szkoda na to czasu.
Mikołaj Kopernik (wikipedia)
• SŁOWO PRAWDY • Numer 3 / marzec 2013
SŁOWO PRAWDY • Numer 3 / marzec 2013 •
23
Fideizm Błażeja Pascala
Z CYKLU
Filozofujący
chrześcijanie
Janusz Kucharczyk
(1623-1662) wobec prądów umysłowych
schyłku XVI i początków XVII stulecia
(sceptycyzm, racjonalizm, empiryzm)
czyli
wiara, rozum i doświadczenie wobec wątpliwości
Wzrost humanistycznego sceptycyzmu po
Soborze Trydenckim
Druga połowa wieku XVI i początki XVII to okres pogłębiającego się kryzysu poczucia pewności. Radosny optymizm wczesnego humanizmu już się skończył. Łagodny,
realistyczny i nieco naiwny styl wczesnych malarzy epoki
odrodzenia zostaje zastąpiony bardziej emocjonalnie nasyconym, nieco dziwacznym i groteskowym, ewokującym
niepokój manieryzmem. Podobnie w filozofii. Pogodny
i naiwny humanizm wczesnego rensansu zostaje zastąpiony bardziej wyrafinowaną i sceptyczną jego wersją, którą
reprezentują Michel Montagne (1533 – 1592) i Pierre Charron (1541 – 1603). Podkreślają oni niemożliwość poznania
prawdy, względność wartości, kultury, obyczajów. Nic nie
wiadomo naprawdę, twierdzą, ale ważne, żeby móc cieszyć
się życiem i żyć rozsądnie, tak jak tylko jest to możliwe.
Rozpoznajemy tu idee humanizmu, ale jakby zmienione.
Akcent pada na podważanie ludzkich możliwości poznawczych, brak pewności. Ten sceptycyzm wita wiek XVII. On
stanie się dla niego punktem wyjścia.
Obsesją tej epoki jest wyjście poza ową niepewność i sen
o wiedzy pewnej, ostatecznej, niepodważalnej, stanie na
krawędzi między coraz bardziej poddawaną w wątpliwość
rzeczywistość świata codziennego doświadczenia a oczekiwaną metodą prowadzącą do wiedzy, której w wątpliwość
już poddać się nie da.
Pierwsze odpowiedzi i rozkwit myśli
późnego renesansu i początków baroku
nistycznych przynosi wspominany w poprzednim odcinku
cyklu katolicki mistyk Franciszek Salezy (1567-1627). Obaj
szukają pocieszenia w przekonaniu, że wszystko, co się
dzieje musi być dobre, skoro stoi za tym Bóg. Odwołują się
do wiary rozumianej bardziej racjonalistycznie i na chłodno
(Lipsius) lub też mistycznej, intensywnie przeżywanej z podkreślaną rolą miłości Boga i do Boga.
Kopernik zaczyna przemawiać
do wyobraźni
Tym, co wyróżnia tę epokę to nagły wzrost zainteresowania Kopernikiem. Jego rewolucyjny pomysł nie był już wtedy nowy, ale nagle zaczęto sobie uświadamiać wszystkie
wypływające zeń konsekwencje. O rozwoju nauki w XVII
wieku jeszcze powiemy, ale nie sposób teraz tego wątku pominąć, ponieważ tworzy on klimat epoki. To wszak czasy
Galileusza (1564-1640) i Jana Keplera (1571- 1630), którzy
przyczynili się znacząco do przekształcenia intrygującej,
ale słabo osadzonej w faktach idei polskiego astronoma
w podstawy nowożytnej nauki, której punktem kulminacyjnym będzie fizyka Newtona. Stają oni przed koniecznością
pogodzenia tej ekstremalnie paradoksalnej i sprzecznej ze
zdrowym rozsądkiem i codziennym doświadczeniem koncepcji (któż nie widzi codziennej wędrówki słońca po niebie?
Jak mozna twierdzić, że to ziemia obraca sie wokół słońca?)
nie tylko z danymi emporycznymi, matematyczną ścisłością
ale i wiarą. Zdążyły się bowiem pojawić idee, które inspirowane tą nową astronomią prowadzą do wniosków jawnie
sprzecznych z wiarą (Giordano Bruno i Tommasso de Cam-
Pierwsze dekady XVII wieku to okres niezwykle intensywnego rozwoju intektualnego, gorączki, niesłychanie twórczego fermentu i całej serii rewolucyjnych pomysłów. Pierwsze pomysły rozwiania wątpliwości zasianych przez późny
humanizm nawiązują na ogół jeszcze do idei odrodzeniowych, choć przetworzonych i zapowiadających już barok.
W malarstwie to czas niespokojnych, nowatorskich i szalenie oryginalnych prac Caravaggia. W muzyce odpowiada
mu Monteverdi, w literaturze Szekspir. W filozofii pojawia
się wywodząca się z założeń humanizmu synteza chrześcijaństwa i stoicyzmu dokonana przez Flamanda Justusa
Lipsiusa (1547-1606). Inną formę przetworzenia idei huma24
• SŁOWO PRAWDY • Numer 3 / marzec 2013
Mikołaj Kopernik (wikipedia)
Błażej Paskal (wikipedia)
panella). Kepler chce szukać w nowej heliocentrycznej wizji
nieba potwierdzenia zarówno platońskiej fizyki, jak i chrześcijańskiego dogmatu o Trójcy Świętej (niezbyt przekonująco), a Galileusz rzuca hasło dwóch oddzielnych ksiąg: natury
i Pisma Świętego. I to ta idea pozwala na intensywny rozwój
nauki. Ją też rozwiną największe umysły epoki.
Empiryzm i racjonalizm jako sposoby
ucieczki od wątpliwości
Zarówno Francis Bacon (1564-1640), jak współczesny mu
twórca podstaw nowożytnej chemii Polak Michał Sędziwój
(1566-1636) są niewątpliwie chrześcijanami, ale zarazem nadzieje na przyszłą przemianę świata wiążą z nauką. Polski alchemik tworzy w oparciu o alchemię swego rodzaju eschatologiczną wizję rozwoju królestwa Bożego na ziemi rozwijającego się w wyniku odkryć nauki. Francis Bacon, podobnie jak
Galileusz głosi ideę dwóch ksiąg: Biblii i Przyrody. Kluczem
do tej drugiej ma być doświadczenie, ale już nie bezpośrednie i naiwne jak renesansowych przyrodników, ale posługujące się eksperymentem oraz rozwiniętą metodą indukcji. Tak
tworzą się podstawy nauki. Chrześcijaninem jest też niewątpliwie młodszy od nich Kartezjusz (1596-1650). On z kolei
afirmuje nie doświadczenie, ale rozum rozumiany jako podddanie się żelaznej logice wypływającej z danych, których
nie da się podważyć. Dla niego czymś takim jest poczucie,
że się samemu jest. Z tej tezy wyprowadza istnienie duszy,
Boga, świata, materii, podstawwoych praw fizyki i biologii.
Rozum staje sie wyjściem z wątpienia. To początek wspaniałego rozwoju nauki, który niebawem wyda oświecenie.
A jednak, władza raz oddana nauce zwiastuje obce chrześcijaństwu idee, choć dokonali tego ludzie, których intencją
podważanie wiary na pewno nie było. Ale czy tak rozumiana nauka na pewno prowadzi do umocnienia wiary? W połowie wieku XVII zaczęto w to wątpić.
Błażej Pascal i prawa serca
Błażej Pscal to postać bezsprzecznie wyjątkowa. Popularny
stereotyp (z gruntu fałszywy!) dzieli ludzi na uczuciowców
i mózgowców. Jeżeli jakiś uczony odwołuje się do wiary,
to ów nieodrzeczny stereotyp zakłada, że musi to być wiara wyrozumowana, oparta na nauce i logice odwołująca
się do dowodów. Otóż nie musi. Pascal był wybitnym naukowcem, który swój ponadprzeciętny talent do fizyki i matematyki objawił bardzo wcześnie. Dokonał wielu odkryć
w obu tych dziedzinach w wieku, kiedy inni zajmują się zabawą i psotami. W wieku lat osiemnastu skosntruował mechaniczną maszynę liczącą. Opracował podstawy rachunku prawdopodobieństwa i różniczkowego oraz aerostatyki,
rozwinął wiedzę na temat geometrii stożka. Doświadczył
jednak dwa razy intensywnego doświadczenia religijnego,
nazywanego odpowiednio pierwszym i drugim nawróceniem. To drugie okazało się trwałe. I ono powoli zmieniło
jego stosunek do świata. Przez jakiś czas zajmował się jeszcze nauką, ale jego zainteresowania przechodziły na sprawy wiary. Jednakże w przeciwieństwie do Kartezjusza czy
Keplera, w nauce nie widział drogi do Boga. Naukowa wi-
zja świata go przerażała. Wszechświat, który po przewrocie
kopernikańskim stał się ogromnym, zimnym mechanizmem
a nie miejscem zamieszkanym przez anioły, był dla niego pusty. Nie widział tam, w przeciwieństwie do Kartezjusza Bożego aktu stwórczego ani (inaczej niż Kepler) metafory Trójcy
Świętej. Rozum go do Boga nie prowadził. Czyniło to serce.
Nie należy tego rozumieć sentymnetalnie i czułostkowo.
Serce dla Pascala oznacza wszystko, o czym jesteśmy przekonani, ale nie możemy tego udowodnić. Tym dla niego były
aksjomaty logiki czy geometrii. Aby coś poznać, musimy już
cos założyć. Czymś takim było przekonanie, że świat nie jest
snem, czego podejrzenie niepokoiło zarówno filozofa Kartezjusza jak i poetę Calderona de la Barca, autora dramatu Życie jest snem. Kartezjusz szukał pewności w rozumie, Pascal
w wierze. Był jansenistą, czyli jak dzisiaj byśmy powiedzieli, ewangelicznym katolikiem. Wierzył w całkowite zepsucie człowieka, predestynację oraz zbawienie z łaski przez
wiarę. Centrum jego życia stanowił Jezus Chrystus, którego
obecność przeżył bardzo intensywnie. Bardzo pragnął bronić wiary wobec rozpowszechniajacego się wtedy (skrycie)
niedowiarstwa. To rozum i nauka stały się niekwestionowanym autorytetem, wiara była podzielona i niepewna, choć
wciąż w kulturze dominująca.
Tak więc, Pascal nie sądził, że do wiary w Boga może przyciagnąć filozofia czy nauka. Był przekonany, że tak poznany Bóg nie jest Bogiem Abrahma, Izaaka i Jakuba oraz Jezusa Chrystusa. Tego Boga się nie dowodzi, lecz przeżywa
wiarą i doświadczeniem nawrócenia. Ale co zrobić, jeżeli
się nie przeżywa? Czy należy z tego powodu zrezygnować
z obrony wiary? Nie. Odwołał się do rozumu, ale swoiście
pojmowanego. Jak powiedziałem, stworzył podstawy rachunku prawdopodobieństwa. Wtedy to była teoria, która
pozwalała przewidzieć wygraną w ruletkę albo zakłady na
wyścigach, czyli rzeczy, które są niepewne. W co więc - pyta
Pascal - lepiej uwierzyć, w to, że Bóg jest, czy że Go nie ma?
Wierząc masz szansę na niebo, a nic nie tracisz. Odrzucając
wiarę ryzykujesz stratą życia wiecznego i nic nie zyskujesz.
Warto więc postawić na wiarę, choć nie jest to pewne, ale
warto zaryzykować, bo wygrana jest nieskończona. Tak istnienia Boga nikt wcześniej nie dowodził.
Wnioski praktyczne
Wszyscy zmagamy sie z różnego rodzaju wątpiwościami.
Świetnym ich zapisem jest wiele z Psalmów, które dokumentują swoistą drogę od zwątpienia do nowo pokrzepionej
wiary. Pascal dostarcza rozumowi argumentów, które mogą
pomóc sercu wierzyć. A Ty, Czytelniku? Czy twoja wiara też
jest swego rodzaju zakładem? Czy raczej masz racjonalną
pewność jej prawdziwości? A jeżeli nie, to czym się kierujesz? Doświadczeniem? Ale co, jeżeli ktoś go nie przeżył
i nie czuje? Albo kiedyś przeżył, a teraz nie przeżywa? Czy
warto postawić na wiarę i ciągle przy niej trwać? Czy wiara
to rodzaj ruletki? A może jednak to fałszywa metafora, która
niszczy to, co jest istotą wiary. Jak sądzisz? Czy na co dzień
żyjesz według wiary opartej na dowodach jak Kartezjusz,
czy na sercu i zakładzie, jak Pascal?
SŁOWO PRAWDY • Numer 3 / marzec 2013 • 25
filiżanki
Inspirujące symbole
Aneta Krzywicka
Kilka spojrzeń na
Czyli o tym, jak wiele zależy od naszej postawy wobec Boga
Naczynie to symbol bardzo prosty, popularny i dobrze wyjaśniony w Biblii.
To symbol postawy człowieka, tak zwanego „serca”, które Bóg kształtuje po
swojemu, nadaje mu unikalną wartość,
a potem używa tak, jak chce (np. Rz
9:18-24). Jednak warto spojrzeć z różnych stron nawet na tak oczywistą ilustrację, aby zrozumieć znaczenia niewidoczne na pierwszy rzut oka i wydobyć
te bardziej osobiste dla każdego z nas.
Kontekst
Przypominam sobie z czasów dzieciństwa specyficzną kolekcję filiżanek
stojącą w domu rodziców mojej mamy,
gdzie spędzaliśmy każde wakacje.
Przez lata nie ocalało ich wiele, a każda była inna – jedna gładka i elegancka, inna malutka, zdobiona drobnymi
kwiatuszkami, kolejna – bogatym wzorem, następna ze złotym obrzeżem, ta
z reliefami, tamta fantazyjna jak dzbanuszek, inna wyjątkowo wyrafinowana z cieniutkiej, niemal przeźroczystej
porcelany i w końcu jedna solidna,
fajansowa w ludowym stylu. Niektóre
były mocno pożółkłe od starości, inne
wyszczerbione albo bez uszka. Nie
wolno było ich nawet dotykać, ponieważ stanowiły cenną pamiątkę.
I pamiętam dobrze półki w mieszkaniu
rodziców zastawione porcelanowymi serwisami – kolekcję mojej mamy.
W czasach, gdy trudno było kupić cokolwiek, ten zbiór posiadał dużą wartość. Nigdy nie korzystaliśmy z tych
filiżanek. I chyba tylko mama lubiła je
czyścić i układać od nowa.
Z kolei w mojej rodzinie traktujemy filiżanki bardzo praktycznie. Stoją w pod26
• SŁOWO PRAWDY • Numer 3 / marzec 2013
ręcznej szafce w kuchni, a nie w jakiejś
ozdobnej witrynie. I są używane nie
tylko podczas wizyt gości.
Te trzy przykłady symbolizują trzy
różne postawy wobec Boga. Poprzednie pokolenia w mojej rodzinie miały
postawę pełną szacunku, jednak z dystansem. Dopiero gdy całym sercem
uwierzyłam w Jezusa, zrozumiałam,
że mogę mieć z Bogiem bliski kontakt.
Nie muszę tylko patrzeć i podziwiać,
mogę z radością i w każdej chwili
korzystać z tej relacji.
Właściwości
nych wierzących, szczerych chwalców Boga. Ludzi, którzy pozostają
w swej naturze mało odporni na zranienia i grzech, i łatwo rozbić ich serca, ale jednak są specjalnie przez Boga
kształtowani i wypalani w piecu doświadczeń życiowych, zabezpieczeni
szczelnym błyszczącym szkliwem wiary, z którego łatwo zmyć brud. Kształt
wskazuje na użyteczność, materiał na
dużą wartość, zdobienia – na piękno.
Cienkie ścianki symbolizują dobroć
i wrażliwość. Szkliwo – fakt, że powierzchowny kontakt
z grzechem nie
może na-
„Bo Bóg, który rzekł:
Filiżanka to naczyZ ciemności niech światłość zaświeci,
nie, które nie służy
do celów pospolirozświecił serca nasze, aby zajaśniało poznanie
tych. Nie jest wiachwały Bożej, która jest na obliczu
drem ani balią,
beczką, garnkiem
Chrystusowym.
bądź kubkiem. Uży, aby się
wane jest raczej dla
przyjemności i w chaokazało, że moc, która wszystko
rakterze reprezentaprzewyższa, jest z Boga,
tywnym. Nie jest zbyt
ciężkie, niezbyt duże,
a nie z nas. (2 Kor 4:6-7)
z reguły ładne i poręczne. Glinka kaolinowa użyczyniu trwawana do wyrobu porcelany
le
zaszkodzić.
ma szlachetną jasną barwę i jest
W
każdej
chwili
bardzo plastyczna. Wraz z dodatkowyznany
grzech
może
być
przebaczowymi składnikami, które ją wzmacniają, zostaje wyrobiona, ukształtowana ny, wnętrze oczyszczone, a skorupy
i zabezpieczona gładkim szkliwem, ale sklejone. Bóg jest dobrym garncarzem.
przede wszystkim utwardzona w wysokiej temperaturze. Struktura jest szczelna i wytrzymała, a jednak pozostaje
Gdy tuż przed spotkaniem domowym
bardzo krucha.
patrzę na przygotowane na stole fiFiliżanka „awansowała” w moich liżanki i wiem, że za chwilę zostaną
oczach do symbolu wypróbowa- napełnione – widzę w nich symbol
Mamy zaś ten skarb
w naczyniach glinianych
Stan i położenie
modlących się ludzi. Bo oto schodzimy
się na takie spotkanie z otwartymi sercami, z pragnieniem bycia napełnionymi przez Boga. A gdy widzę, jak ktoś
chwyta za dzbanek z herbatą i napełnia każdą filiżankę jedna po drugiej,
wyobrażam sobie, jak Bóg za chwilę
wypełni nasze oczekujące serca.
Ale nie każde serce czeka, nie każde
pragnie, nie każde potrafi... Bardzo
dużo zależy od naszej postawy. I znowu posłużę się przykładem filiżanek.
Tym razem bez znaczenia będzie ich
kształt i właściwości – bardziej skupię
się na tym, w jakim są stanie oraz gdzie
się znajdują. To bowiem symbolizuje
nasze nastawienie do Boga i gotowość
angażowania się w sprawy bliskie Jego
sercu. Czy więc odnajdujesz się w którymś z poniższych przykładów?
Filiżanka stojąca na stole – czysta i pusta symbolizuje otwartość i pragnienie
bycia napełnionym Duchem Świętym.
Nie ma żadnych przeszkód, by została użyta, ponieważ jest przygotowana
i jest w zasięgu.
Filiżanka odwrócona do góry dnem –
takiego naczynia nie można napełnić.
Wylana na nią woda po prostu spłynie.
To symbolizuje człowieka, który nie
chce korzystać z darów Boga, ponieważ ma inne poglądy lub zamiary. To
obraz zamkniętego serca. Taka postawa
może wynikać z buntu, niezależności
lub przekory, czasem z rozczarowania,
wstydu lub lenistwa. Trudno samodzielnie wyjść z takiego stanu. Jednak
wbrew pozorom Bóg może łatwo odwrócić taką „filiżankę”.
Filiżanka zabrudzona – choćby stała
na stole, nie sięgamy po nią, ponieważ
widzimy, że była używana przez kogoś
innego. Jednak po umyciu filiżanka
może być ponownie użyta. Podobnie
Duch Święty nie wypełni nas, dopóki
nie odwrócimy się od grzechu.
Filiżanka napełniona częściowo –
można ją dopełnić, ale efekt zależy
od tego, co było wcześniej w jej wnętrzu. Gdy był tam taki sam napój, nie
ma problemu. Jeśli były tam np. fusy,
przy napełnianiu zostaną poruszone,
wyrwane ze swojego miejsca i cała
woda się brudzi – to obraz tego, jak
nasze modlitwy i Boże działanie „mie-
szają” w naszych śmieciach
z przeszłości. To pozytywne
zamieszanie,
bo ujawnia,
co należy
zmienić.
Z drugiej
strony
„A w
y (..
pokazuje,
.)
że nie mo,p
żemy w pełwzaj
emnie rzemawia
ni skorzystać
jąc d
i pieś
w ps
o sie
alma
niach
z darów i możbie
c
hih
pełny
liwości, jakie Bóg
y
i wys
m
c
n
h
ach,
du
ławia
chciałby nam dać.
jąc P cha, śpi
ewają
serca
ana
Bywa, że nie korzydaje
dużo
w wa
ch” (
c
stamy z duchowych
s
Ef 5
zych
pokoju
i
miło,
18-19
błogosławieństw tyl).
ści, aby posklejać
ko dlatego, że „nanaszą psychikę po
pełniliśmy się” innymi
destrukcyjnym działaniu
sprawami, np. troskami,
kłamstw, zranień i rozczalękiem, pracą, hobby lub curowań – i po konsekwendzymi problemami. Niektórych zacjach ich długotrwałego działania.
wartości nie można przemienić, trzeba
je po prostu „wylać” ze swojego życia, Podróbka filiżanki – przy próbie nanp. raniące wspomnienia, niewłaści- pełnienia naczynie rozpada się lub
we emocje, zmartwienia, oczekiwania przecieka. Nie ma wytrzymałości.
To symbol ludzi, którzy nie do końca
prowadzące donikąd, egoizm.
zrozumieli, o co chodzi w chrześcijańFiliżanka napełniona – nie nadaje się stwie. Może nie są jeszcze „wypaleni”.
do świeżego napełnienia, dopóki się
jej nie opróżni. Jeśli napój nie zosta- Filiżanka prezentowana za szybą –
nie wypity lub wylany i pozostanie symbolizuje osobę żyjącą na pokaz,
w naczyniu na dłużej – zacznie się która wcale nie pragnie być używana
psuć. Potrzebujemy świeżości ducho- przez Boga, bo mogłaby się „pobruwej, ale nie dla samych przeżyć, ale dzić” lub „rozbić”. Może temu towado używania. Jeśli nie działamy, mar- rzyszyć słaby kontakt z rzeczywistością
nujemy Boże dary. Czy zdajemy sobie oraz tendencja do przyciągania spojsprawę, że proszenie o napełnienie rzeń i... kurzu. Kurz w tym wypadku
Duchem Świętym oznacza nie tylko symbolizuje zaniedbania.
korzystanie z duchowych przeżyć, Filiżanka zamknięta w szafce – nie
ale też gotowość na służenie innym rzuca się w oczy. Może to czas „duludziom? Nawet przy ciężkiej pracy chowej poczekalni”, bo jeszcze nie
stale możemy czerpać nowe siły od pora na tę konkretną filiżankę, a może
Boga. Problem zaczyna się dopiero potrzebny jest chwilowy odpoczynek
wówczas, gdy bardziej polegamy na „na suszarce”. W zamknięciu można
swoich siłach, niż na Bogu. Bo gdy być jednak również z własnej woli, ze
wypełnimy się swoimi możliwościa- strachu lub z wygody. Bóg z pewnością
mi i osiągnięciami, nie ma już miejsca widzi osoby zamknięte w sobie i próna Bożą wodę. Pojemność filiżanki bujące się chronić przed trudnościami,
nie jest duża – to zachęta, by częściej i pomaga rozwiązywać ich problemy.
przychodzić do Boga po napełnienie.
Ale w pierwszej kolejności używa tych,
Filiżanka rozbita, uszkodzona – nie którzy są przygotowani.
Duch
em
spełnia swojej funkcji, dopóki nie zostanie naprawiona. To dlatego Bóg
w pierwszej kolejności pomaga nam
uporządkować życie. To dlatego
nape
łniaj
cie s
ię
Filiżanka przewrócona na bok – wlewany płyn natychmiast wypływa na
zewnątrz. Można ją odpowiednio ustawić i problem znika. Ba, łatwo napiSŁOWO PRAWDY • Numer 3 / marzec 2013 •
27
sać, trudniej wprowadzić w czyn.
Za taką „przewróconą” postawą
może stać prawdziwe cierpienie lub chwilowa emocjonalna utrata równowagi.
Jednak o wiele częściej, niestety,
to obraz wierzących, którzy wciąż
potykają się, chwieją, nie są zbyt
stabilni. Przez brak celu lub jasnych
przekonań często tracą kierunek,
wiarę, odwagę i miłość. Nie wierzą, że zasługują na lepsze życie,
bo czują się niegodni Bożego zaufania ani błogosławieństwa. Zamiast
skupić się na możliwościach Boga
i korzystać z Jego łaski, wolą myśleć
o własnej niedoskonałości. Jakby
można było wypracować swoimi
osiągnięciami godność i wartość
u Boga! Taka specyficzna modlitwajęczenie jest pełna usprawiedliwiania siebie i użalania się. To coś zupełnie innego, niż pokorne i błagalne uniżenie przed Bogiem. Z cierpiącym łatwo płakać, jednak użalającemu się trzeba w końcu powiedzieć,
aby się wyprostował, oczyścił i pozwolił napełnić Duchem Świętym.
Jaka filiżanka ilustruje Twój dzisiejszy stan? Jeśli nie jest taki, jak tego
potrzebujesz, spróbuj zmienić swoją
postawę na bardziej otwartą i oczekującą. Do zdobycia jest nie tylko satysfakcja z praktycznej chrześcijańskiej użyteczności, ale i inne duchowe błogosławieństwa, którymi Bóg
napełnia chojnie przygotowanych.
Nie ustawaj w zmianach i w wierze.
Być może zainspirowałam kogoś
do poszukiwania kolejnych znaczeń, do rozglądania się wokół, czy
przypadkiem jakieś przedmioty,
przyroda lub wydarzenia okażą się
pomocne w zrozumieniu duchowej rzeczywistości. Bardzo bym
się z tego ucieszyła, jednak pragnę
iteż ostrzec. Szukając symboli i interpretując je można dojść do zbyt
daleko idących wniosków. Oczywiście, w sensie artystycznym ograniczeniem jest tylko wyobraźnia. Jeśli
jednak wnioski nawiązują do spraw
wiary, warto skonfrontować je z fundamentem – z Bożym Słowem.
28
• SŁOWO PRAWDY • Numer 3 / marzec 2013
Kobieta kobiecie
Alina Woźniak
Na spotkanie wychodzi mu Ojciec, który zachował dla marnotrawnego miejsce przy stole. Ojciec jest tak poruszony
powrotem syna, że robi coś, czego nikt
się nie spodziewał – wyprawia ucztę!
Wszystko zakończyłoby się w tej przypowieści happy end-em, gdyby nie
straszy brat marnotrawnego syna, który przez te lata był przy Ojcu. Starszy
syn jest niemile zaskoczony tym, co zastał. Widzimy w nim rozczarowanego,
zgorzkniałego, smutnego człowieka,
który jest pełen gniewu w stosunku do
zdawać by się mogło, wspaniałomyślnego ojca. Wypomina mu swoją pracę.
Ma pretensje i zarzuty wobec Ojca.
Próbuje narzucić swój sposób myślenia.
Nie opusc
Wygląda na to, że obaj synowie mają
za sobą pobyt w chlewie. Młodszy
w chlewie buntu, a starszy w chlewie
użalania się nad sobą. Młodszy wrócił
do domu. Starszy wciąż siedzi w brudnej kałuży.
uczty
Czego się spodziewał starszy brat?
Może tego, że młodszy nigdy nie wróci? Nie nazywa go nawet swoim bratem, lecz synem swego Ojca. Nie ma
w nim cienia radości z powodu odzyskania brata. Zdaje się, że nie ma
żadnych więzi braterskich. Powiedzielibyśmy obrazowo, że starszy brat „postawił krzyżyk” na młodszym. W tym
wyrażeniu jest wyraźny opis postawy
uznania kogoś za przegranego, bezwartościowego, czy uznanie relacji,
jako niewartych jakichkolwiek zabiegów i starań.
fot. fotolia
P
amiętamy trzy opowiedziane przez
Jezusa historie z Ewangelii Łukasza
w rozdziale 15 kończące się ucztą?
Pierwszą wyprawił pasterz, gdy odnalazł zagubioną owieczkę. Zostało mu
co prawda jeszcze 99 innych owiec.
Mógł tę jedną spisać na straty a zadowolić się pozostałymi dziewięćdziesięcioma dziewięcioma. Ale ten pasterz
myślał inaczej. Wyruszył na poszukiwania tej jednej zaginionej, a gdy ją odnalazł, zaniósł do stada na zielone pastwiska i… z radości wydał przyjęcie.
Druga uczta odbyła się przed drzwiami domu. Gospodyni zgubiła drachmę.
To nie była jej jedyna moneta, chociaż
jej zachowanie mogłoby na to wskazywać. Przesuwała meble, wymiatała
starannie wszystkie kąty. Gdy wreszcie odnalazła zgubę wybiegła na ulicę
krzycząc z radości i zaprosiła swoje
sąsiadki, by te mogły radować się z nią.
Trzecia przypowieść jest o kochającym Ojcu i synu marnotrawnym.
O młodzieńcu, który złamał serce Ojca,
zabierając swoją część majątku i wyjeżdżając w świat. Wymienił swoją godność na alkohol a ambicię na chlew.
Gdy sięgnął dna, poczuł smutek i podjął decyzję o powrocie. Żywił nadzieję
na pracę w charakterze parobka u Ojca
w gospodarstwie i mieszkanie w szopie.
A jeśli już wrócił, to być może spodziewał się, że Ojciec postawi starszego jako wzór do naśladowania
i w obecności wszystkich doceni jego
lojalność?
Starszy brat jest przepełniony żalem
i rozczarowaniem. Może tak naprawdę
zazdrości młodszemu, że ten odważył
się na to, czego on również pragnął:
skorzystać z uciech życiowych przyjemności. Tak jakby żałował, w myśl
obiegowego porzekadła: „lepiej grzeszyć, a potem żałować niż żałować, że
się nie zgrzeszyło”.
Pozornie bardziej pozytywna postawa starszego syna, który nie odszedł
z domu, objawia poważny wewnętrz-
ny problem w człowieku. Starszy syn
mimo, że jest w domu ojca, zdaje się
być w głębi serca również marnotrawnym synem. Mimo, że nie doświadczył
„widzialnego” odejścia, nie jest w pełnej bliskości z Ojcem, a tym samym
nie jest w pełni w domu Ojca.
Jak ojciec reaguje na rozżalonego
syna? Nie karci go, lecz cierpliwie mu
tłumaczy: „moje dziecko… wszystko, co moje do ciebie należy”. Mówi
mu, że miejsce przy stole, akceptacja
i wybaczenie są dostępne i dla niego.
Słowa ojca, że „zawsze i wszystko”, zachęcają starszego syna do współświętowania: „A trzeba się weselić i cieszyć
z tego, że ten twój brat był umarły,
a znowu ożył, zaginął, a odnalazł się”.
Te obumarłe, pogubione relacje można
przywrócić do życia! Ojciec z wielką
serdecznością, nie zrażając się pretensjami, językiem, tonem starszego syna
zaprasza go na wspólną ucztę radości.
Pragnie przezwyciężyć jego legalizm
wielkoduszną i darmową miłością, która przewyższa ludzką sprawiedliwość
i wzywa obu braci, by ponownie zasiedli do jego stołu. O młodszym ojciec
mówi: „twój brat”, by starszy rozpoznał
w nim brata. Szansę na pojednanie
z ojcem i ze sobą nawzajem mają obaj.
Czy postać starszego brata jest nam
zupełnie obca? A może zdarzają się
sytuacje, że czujesz się jak on?
Może w prezencie dostałaś kolejne
książki i pościel, zamiast wymarzonej
biżuterii, którą dostaje twoja siostra?
Może dostajesz kwiaty, czekoladki,
których nie lubisz, a te ulubione dostaje koleżanka? Może nie jesteś dostatecznie doceniona za swoją ciężką
pracę, czy służbę w kościele? Może
twoje życie wydaje się nie dość…
Współczesna psychologia społeczna
obserwując dzisiejsze relacje międzyludzkie dochodzi do wniosku, że nic
tak nie boli, jak sukces innych. Czyżby
prawda ta była ponadczasowa?
Lochy goryczy zapraszają do wejścia
każdą z nas. Każdego dnia doświadczamy bólu. Bywamy zdradzane, odrzucane, pomijane. Ktoś okazuje się lepiej ocenionym, odnoszącym większe
sukcesy mimo, że ja tak ciężko pracuję,
że tak bardzo się staram i też zasługuję.
Mamy wybór: możemy przykuć się do
swojego zranienia i pozwolić, by zamieniło się ono w nienawiść. Albo możemy odsunąć zranienia i przyjść na
ucztę. Łatwo powtarzamy przysłowie:
„przyjaciół poznaje się w biedzie”. Potrafimy być współczujący, empatyczni
gdy pomagamy się komuś dźwignąć,
podnieść z upadku – będąc w lepszej pozycji. Jednak czy potrafimy być
przyjaciółmi w sukcesie, w sytuacji,
gdy siostrze zaczyna się układać? Czy
potrafimy się cieszyć na wieść o powodzeniu kogoś bliskiego?
Przypowieść o kochającym ojcu i marnotrawnym synu ukazuje nam prawdę
o człowieku. Ktoś może „oficjalnie” nie
odejść od Boga, a mimo to może nie
kochać i nie być szczęśliwym.
Pan Jezus opowiada te przypowieści
w odpowiedzi na „szemranie” faryzeuszy skierowane przeciwko Jezusowi:
przeciwko Jego sposobowi odnoszenia
się do tych, którzy byli grzesznikami. To
szemranie było skierowane przeciwko
obrazowi Boga, jaki ukazywał i urzeczywistniał Jezus. Taki obraz Boga nie
odpowiadał oczekiwaniom faryzeuszy
i uczonych w Piśmie. Dzisiaj również
istnieje niebezpieczeństwo „szemrania” przeciwko Bogu i rozminięcia się
z Nim. Dzieje się tak, gdy człowiek jest
wpatrzony w swoje racje i w swoje poczucie sprawiedliwości i swoją pobożność. Gdy chce narzucić Panu Bogu
swoje sposoby i kryteria zbliżania się
Boga do człowieka. Pamiętajmy, że to
gospodarz urządza przyjęcie według
swojego zamysłu i ma wszelkie prawo
do hojności.
Zatem, nie opuść uczty! Zapytasz
może: ale czy ja także jestem zaproszona? W wielu miejscach Pisma jesteśmy
zachęcani, zapraszani do żywej relacji
z Jezusem, który pokonał grzech: „Oto
stoję u drzwi! Pukam. Jeśli ktoś usłyszy mój głos i otworzy drzwi, wstąpię
do niego i będę z nim ucztował, a on
ze mną”. Pamiętajmy, że Jezus pokonał
śmierć. Zatem, nawet jeśli „postawiłaś
krzyżyk” na pewnych ludziach, Ojciec
może ich podźwignąć! A jeśli pewne
więzi umarły, to zmartwychwstały Jezus może je ożywić.
SŁOWO PRAWDY • Numer 3 / marzec 2013 •
29
opracowanie: Nela i Zbyszek Kłapa
TELEFON DO NIEBA
Ten znak drogowy informuje o dostępności telefonu przy
drodze. Coraz trudniej go spotkać, bo prawie każdy ma swój
telefon bezprzewodowy, więc przydrożne telefony stają się
niepotrzebne. Ludzie myślą sobie, że wszędzie mogą się dodzwonić.
A czy można dodzwonić się do nieba? Może za pomocą
iPhone’a? Samsunga? A może Smartfona? Nie, bo każdy
z nich ma jakieś ograniczenia. Mają ograniczony zasięg, potrzebują zasilania, opłaty za połączenia, nie są wodoodporne, można je zgubić itp. Żadnym z nich nie można połączyć
się z Bogiem, a właściwie nie są do tego potrzebne. Telefon,
jaki mam na myśli ma nieograniczony zasięg. Gdziekolwiek
jesteś możesz go użyć, nie potrzebujesz żadnej baterii, nie
płacisz za abonament, słyszalność jest doskonała, jest wodo-
odporny i… nigdy nie jest zajęty! Co to za telefon? Czy już
wiesz? Bóg przemawia do ludzi poprzez swoje Słowo, czyli
Biblię. Gdy ją czytasz lub słuchasz? Jak ktoś czyta, to tak,
jakbyś słuchał Boga. Gdy czegoś się dowiadujesz, to chcesz
o tym porozmawiać. Chcesz zadać pytania, podzielić się
swoimi myślami czy wątpliwościami, poprosić o coś albo
przeprosić, jeżeli wiesz, że zrobiłeś coś inaczej niż powiedział Bóg. Takie słowa wypowiadasz, gdy się modlisz. Na
pewno już zgadłeś, o jaki telefon chodzi… Ten niezwykły
telefon to modlitwa. Jak myślisz, którzy ludzie go mają? Zgodzisz się, że tylko wierzący ludzie. Oni mogą Bogu wszystko powiedzieć! Ale czy wszyscy go używają? A jak jest
z tobą? Czy korzystasz z tego telefonu codziennie i w różnych sytuacjach?
NAPISZ SMS-A, posługując się kodem zapisanym obok na klawiaturze telefonu.
Sprawdź, czy dobrze napisałeś, zaglądając do Księgi Jeremiasza 33:3.
Tomasz Bogowski i Weronika Mazurkiewicz
POST
TB: Kolejny temat, którym się dziś zajmiemy będzie post. W związku z tym,
że dla katolików marzec jest okresem
Wielkiego Postu chciałbym, abyśmy
porozmawiali trochę na temat praktyki
postu w naszych Kościołach. Powiedz
trochę więcej o Wielkim Poście i co on
oznacza dla katolików?
WM: Wielki Post jest czasem przygotowania do Świąt Wielkanocnych. Jezus przebywał 40 dni na pustyni i my
te 40 dni nazywamy właśnie Wielkim
Postem. Jest to czas oczekiwania na
to, co się wydarzy, czyli po raz kolejny
będziemy przypominać mękę, śmierć
i zmartwychwstanie Pana Jezusa. Ten
okres trwa od środy popielcowej, aż
do wielkiego czwartku, czyli 40 dni.
Dla katolików jest to czas przygotowania i wyciszenia. Niestety, często ten
okres mylony jest z adwentem, który
jest czasem radosnego oczekiwania
na narodzenie Zbawiciela. Wielki Post
powinien być natomiast czasem umartwiania. Katolik powinien pościć w jakiś sposób, wynika to bardziej z tradycji, niż z kościelnych przepisów. Każdy
powinien w tym czasie wybrać sobie
jakąś formę umartwienia, na przykład
rezygnujemy wtedy z ulubionych posiłków lub z uczestnictwa w zabawach,
hucznych imprezach.
TB: A poza wymienionym już imprezowaniem, co jeszcze dla katolika oznacza „pościć”, w tym wymiarze praktycznym?
WM: Pierwsze rozumienie postu jest
takie, że w tym okresie nie spożywamy
mięsa z racji tego, że potrawy mięsne
są najdroższe. Pieniądze, które moglibyśmy wydać na te potrawy powinny
być przekazane na przykład ubogim.
To dotyczy każdego piątku w roku liturgicznym. W czasie Wielkiego Postu
szczególnie piątki powinny być podkreślone i przestrzegane. Dodatkowo każdy powinien dodać jakieś umartwienie
w tym czasie. Nie musi to być związane z jedzeniem, ale odrzucenie czegoś,
co jest dla nas przyjemne i co wymaga
od nas jakiegoś wysiłku. Nie działa to
w ten sposób, że nie będę jadła słodyczy, to schudnę, ale nie będę ich jadła
bo to jest rzecz, z której najtrudniej mi
zrezygnować i będę w jakimś sensie
cierpiała z tego powodu.
TB: Czyli teoretycznie można pościć
nie oglądając telewizji, rezygnując
z facebooka, nie spotykając się ze znajomymi?
WM: Dokładnie tak. Mamy też coś takiego, jak post eucharystyczny, który
zabrania jedzenia godzinę przed przy-
jęciem Komunii Świętej i godzinę po
tym fakcie.
TB: A jakie duchowe znaczenie ma
post dla katolików? Dla protestantów
bowiem post jest pewną próbą manifestacji Bogu, że chce się coś poświęcić, aby spędzić z Nim więcej czasu,
niejako złapać więcej Jego uwagi. Kiedy czytamy Stary i Nowy Testament,
to widzimy wiele momentów, gdzie
ludzie poprzez post próbowali coś
u Boga wywalczyć. Gdy na przykład
Niniwa miała być zniszczona i król zarządził, że mają pościć nie tylko ludzie,
ale także zwierzęta, by Bóg odwrócił
swój gniew. Jednak kluczowym fragmentem, który mówi o poście jest 58
rozdział Księgi Izajasza, który mówi, że
post jest stanem serca i nie chodzi tak
bardzo o samo niejedzenie, ale o to, by
w tym czasie darować długi ludziom,
być dobrym dla bliźnich, spędzić więcej czasu z Bogiem na modlitwie itd.
Jak to wygląda u was? Czy można w ten
sposób, mówiąc nieładnie „zapunktować” u Pana Boga, czy jest to po prostu
jeden z obrzędów religijnych?
WM: Katolicy mogą poza okresami narzuconego postu, dobrowolnie wprowadzić sobie taki post, o którym mówisz. Myślę więc, że w rozumieniu pod-
Powiem jeszcze, że katolicy powinni praktykować post przez cały rok.
Piątek jest dniem, w którym zmarł Jezus, dlatego w tym dniu powinniśmy
powstrzymywać się od spożywania
posiłków mięsnych oraz uczestnictwa
w zabawach, bo dlaczego mam się
bawić w dniu, w którym umarł mój
Zbawiciel? Niestety, dla większości
katolików, jak i dla mnie samej piątkowe poszczenie nie stało się nawykiem,
a jest raczej pozostałością tradycji praktykowanej przez naszych dziadków.
30
• SŁOWO PRAWDY • Numer 3 / marzec 2013
SŁOWO PRAWDY • Numer 3 / marzec 2013 •
31
staw zgadzamy się ze sobą. U nas jest to
może dodatkowo wymuszone, abyśmy
o poście pamiętali. Myślę, że gdyby
powiedzieć ludziom, że mogą pościć
kiedy chcą, to większość z nich nie robiłaby tego. Dlatego właśnie, szczególnie w czasie, w którym jesteśmy, jest to
mocno narzucone i podkreślane, a dodatkowo w Kościele dużo rzeczy się
wtedy dzieje. Te 40 dni to taki czas, kiedy Kościół może szczególnie wpłynąć
na wiernych. Istotna jest także intencyjność postu, czyli pamiętanie o tym, że
jest to również forma modlitwy.
TB: A czy katolicy praktykują post
w kluczowych momentach życia, jak
na przykład ślub, albo żałoba?
WM: Właśnie nie! Pierwszy raz spotkałam się z tym, kiedy poznałam ekipę
I Am Second, dziś moich przyjaciół,
składającą się właśnie z protestantów
i zauważyłam, że dla was jest to częste
zjawisko. Do tej pory podchodziłam
do postu w sposób umartwieniowy,
a nawet Wielki Post traktowałam raczej
pobłażliwie, wybierając sobie chociażby niejedzenie słodyczy, których i tak
za bardzo nie lubiłam. Zauważyłam
jednak, że protestanci praktykują post
w trudnych momentach, przed egzaminami, przed podjęciem ważnych decy-
Stylowa muzyka
czyli o stylach w muzyce chrześcijańskiej
Tomek
Bogowski
32
zji. Nigdy tak do tego nie podchodziłam, bo my tak tego nie praktykujemy.
TB: My to właśnie rozumiemy w ten
sposób, jako wzmocnienie modlitwy,
ponieważ nawet przytaczany już fragment z Księgi Izajasza mówi o tym, że
kiedy będziemy wołać do Boga po poście, on nas wysłucha.
To jeszcze jedno pytanie, czy można
być katolikiem nie poszcząc? Bo uważam, że można być wierzącym protestantem i nie pościć.
WM: Myślę, że nie. Katolik powinien
pościć, bo jest to jedno z przykazań
kościelnych: „wszystkie posty nakazane zachowywać”. Szczególnie w dwa
dni w roku, które są postem ścisłym,
czyli wstrzymywaniem się od posiłków. Można wtedy zjeść jeden posiłek
do syta i dwa mniejsze, ale najeść się
można raz. To jest Środa Popielcowa
i Wielki Piątek. W te dwa dni post jest
nakazany. Moim zdaniem więc, nie
można być praktykującym katolikiem
nie poszcząc, bo te posty są nakazane.
Dodatkowo to wzmocnienie modlitwy
postem, o których mówiłeś również
funkcjonuje, ale myślę, że uświadamia
sobie to tylko mniejszość katolików,
którzy są bardziej wtajemniczeni i dba-
ją o swoje życie z Bogiem. W Kościele
się raczej o tym nie mówi, może bardziej we wspólnotach, w „odnowach”,
neokatechumenacie czy ruchu światłożycie.
TB: A o co chodzi z tradycją, którą
w naszym kraju mocno praktykujemy,
czyli tłustym czwartkiem?
WM: To nie jest kościelna tradycja. Jest
to pewnie tradycja ludowa, doklejona
do katolicyzmu, że w czwartek tydzień
przed środą popielcową wcinamy
pączki. Chyba nawet nie miałabym skojarzenia ze środą popielcową, ale skoro
o to zapytałeś to pewnie ma jakieś powiązanie (śmiech).
TB: Czyli wygląda na to, że post rozumiemy podobnie, mimo że katolicy
trochę bardziej post mają narzucony
i egzekwowany?
WM: Tak, myślę że Kościół narzucając
post na wiernych wyszedł naprzeciwko nim powodując, że chociażby raz
w roku ludzie pomyślą o tym i będą
praktykować. Więc ten nakaz jest niejako dla dobra wiernych, a jeśli ktoś nie
chce pościć, to jego wola.
TB: Czyli podkreślamy oboje, że post
jest rzeczą dobrą i zachęcamy Czytelników do jego praktykowania!
SPOKEN – Illusion
O zespole Spoken pisałem już przy okazji ich koncertu w 2012 roku
w Polsce. Tym razem kolejna sposobność, by przypomnieć i zarekomendować tą formację Czytelnikom Słowa Prawdy, bo na dniach ukazał się nowy, siódmy już studyjny album.
Band powstał w 1996 roku, jednak od samego początku do dziś wytrwał w nim jedynie wokalista, Matt Baird. Inspirując się muzyką hard
rockową chłopaki kładli podwaliny pod powstające w tamtym czasie
nurty, takie jak rapcore i rap metal. Od początku ich teksty przepełnione były ewangelicznymi treściami i aż do dziś trwają w misyjnym postanowieniu używania muzyki do zwiastowania dobrej nowiny. Nawet
zeszłoroczny koncert w Sanoku, na którym miałem okazję być, mimo
w większości pijanej publiczności (koncert miał miejsce w klubie) i niezbyt dużej frekwencji zakończył się krótkim zwiastowaniem.
Nowy album to 12 kawałków w dobrze znanej chociażby z poprzedniego albumu pt. „Spoken” stylistyce zespołu. Dojrzała muzyka, przemyślane teksty, wykop i pazur z mocnym naciskiem na ewangelię, to charakterystyka obecnej stylistyki zespołu. Członkowie nie grają już oldschoolowego rap core, ale dojrzały i melodyjny
łomot. Dla mnie osobiście perełką jest niepowtarzalny wokal Matta Baird. Co ciekawe, na początku tego roku
wydał on EPkę z trzema kawałkami uwielbieniowymi, gdzie można posłuchać zupełnie innej odmiany muzyki. Jest ona do ściągnięcia za darmo w internecie poprzez jego profil fejsbukowy. Polecam szczerze oba
wydawnictwa.
• SŁOWO PRAWDY • Numer 3 / marzec 2013
Opracował:
Konstanty Wiazowski
Nowe dane o wyznaniach
religijnych
Amerykański portal „Pew Forum” opublikował
nowe dane odnośnie głównych wyznań religijnych na świecie. Mówią one o tym, że 84% ludności świata (czyli 5,8 mld ludzi spośród 6,9 mld
wszystkich mieszkańców ziemi) należy do pięciu
głównych tradycyjnych religii na świecie: chrześcijaństwa, hinduizmu, islamu, buddyzmu i judaizmu. Chrześcijanie stanowią wśród nich największą grupę religijną – 32% (2 mld), następną są
muzułmanie – 23% (1,5mld), potem hinduiści – 15
procent (1 mld), buddyści – 7 procent (488 mln)
i żydzi – 0,2 procenta (15 mln). Wśród chrześcijan
50% stanowią katolicy, 37% protestanci różnych
denominacji; 12% – prawosławni, a ostatni jeden
procent to różne denominacje umownie nazywane chrześcijańskimi, jak mormoni, świadkowie
Jehowy itp. Skala procentowa chrześcijan wobec
wszystkich mieszkańców w różnych rejonach
świata rozkłada się następująco: Europa – 62,9;
Ameryka Łacińska i Karaiby – 90; Afryka Subsaharyjska – 62,9; Azja Południowo-Wschodnia
– 7,1; Ameryka Północna – 77,4; Bliski Wschód
i Afryka Północna – 3,7 (pewforum. org).
Nigeria – wizyta
przedstawicieli Światowego
Związku Baptystów (ŚZB)
Olasupo Ayokunle, prezydent Nigeryjskiej Konwencji Baptystów serdecznie podziękował przedstawicielom komisji praw człowieka przy ŚZB za
ich wizytę w tym kraju w grudniu ub. r. Delegacji
przewodniczył Raimundo Barreto, dyrektor wydziału Wolność i Sprawiedliwość przy ŚZB. Goście odwiedzili zbory, gdzie fundamentaliści muzułmańscy dokonali zamachów. W stolicy Nigerii
Abuja, Barreto odczytał publicznie w obecności
senatora i sekretarza prezydenckiego list Neville
Callama, sekretarza generalnego ŚZB do prezydenta Nigerii Goodlucka Jonathana, w którym
Callam domaga się ochrony i bezpieczeństwa
dla wszystkich obywateli tego kraju, oraz intensyfikacji wysiłków na rzecz pokoju i pojednania
narodowego. Delegacja ŚZB wzięła udział w dwudniowym rządowym seminarium na temat rozwiązywania konfliktów i pokojowej koegzystencji.
W Nigerii znajduje się największy Kościół Baptystyczny w Afryce – 3,5 miliona ochrzczonych
członów w ponad 10.000 zborach (bwa. org).
Austria – federacja pięciu wolnych Kościołów
Pięć ewangelicznych Kościołów w tym kraju zamierzaja utworzyć federację, by
w ten sposób uzyskać prawne uznanie. Wtedy członkowie takiej federacji mogliby
prowadzić zajęcia z religii w szkołach lub poradnictwa w szpitalach. Aby zarejestrować w Austrii jakiś Kościół, liczba jego członków musi stanowić przynajmniej
0,2 procenta mieszkańców tego kraju, czyli ponad 16.000 osób. Żaden z wolnych
Kościołów nie ma tyle członków, zaś razem te pięć liczy ponad 20.000 członków.
Obecnie są one traktowane tylko jako konfesyjne organizacje. Do federacji tej
będą należeć: Wolny Kościół Zielonoświątkowy, Kościół Baptystów, Wolny Kościół Mennonitów i Zbory Elaila. Sekretarz generalny Kościoła Baptystów Walter
Klimt będzie rozmawiał z dwoma innymi wolnymi Kościołami, zainteresowanymi taką federacją. Klimt uważa, że proces ten zakończy się już tego lata. Wolne Kościoły Austrii posiadają swoją radę, która odbywa coroczne posiedzenia.
Protestancki Kościół Austrii liczy prawie 320.000 członków. Austria ma 8,4 mln
mieszkańców, z których 5,6 mln to katolicy, drugą grupą wyznaniową (350.000)
stanowią muzułmanie. Co czwarty Austriak nie wyznaje żadnej religii (ebf.org).
Mozambik – nowy śpiewnik z nutami
Muzyk i misjonarka Sylwia Papp z Budapesztu podjęła się niezwykłego zadania.
W ciągu czterech lat zebrała wszystkie tradycyjne pieśni śpiewane w zborach
baptystycznych Mozambiku, które nie miały nut ani układu wierszowego.
W czasie wielu wizyt w tym kraju nagrywała śpiewane pieśni, a następnie układała w strofy i zapisywała melodię. W ten sposób powstał nutowy śpiewnik z 570
pieśniami. Węgierski Kościół Baptystów z Europejską Misją Baptystów sfinansowały wydanie 2.600 egzemplarzy tego śpiewnika. W końcu 2012 roku udała
się ona do Mozambiku, by uroczyście go przekazać tamtejszemu Kościołowi.
W czasie tej uroczystości Sozinho Guerra, przewodniczący Kościoła Baptystów
w Mozambiku serdecznie dziękował za ten dar. Sylwia Papp była pod wrażeniem
życia wierzących w tym kraju, którzy otwarcie mówią o swojej wierze. Prawie
47% mieszkańców Mozambiku (23 mln) to wyznawcy prymitywnych religii.
35% to chrześcijanie, reszta to muzułmanie. Są tam dwa Kościoły Baptystyczne
w 700 zborach, liczące prawie 200.000 członków (ebf. org).
Serbia – misja baptystyczna
Sięga ona swoimi korzeniami do drugiej połowy XIX wieku. Najstarsze zbory pojawiły
się z Nowym Sadzie (1875), Belgradzie (1882) i Baczka Petrowac (1897). W okresie międzywojennym powstało większość dzisiejszych zborów, powstał wtedy też,
w 1922 roku Kościół Baptystów. Po wojnie krajem rządzili komuniści, którzy starali
się likwidować ewangeliczną działalność. W czasie wojny domowej w latach 90tych serbscy baptyści musieli się zmagać z falami uchodźców, powstało też wtedy
kilka nowych zborów. Obecnie rodzimi misjonarze zakładają nowe zbory. Ważna jest
w tej dziedzinie współpraca i pomoc Europejskiej Federacji Baptystów. W ostatnich pięciu latach powstało 8 nowych zborów, obecnie jest ich 69 o łącznej liczbie
prawie 2000 członków. I tak placówka w Ruma, gdzie jako misjonarze pracują Igor
i Anita, w ciągu trzech lat odwiedzała sierociniec, udzielała pomocy potrzebującym, rozpowszechniała Nowe Testamenty i była świadkiem wielu nawróceń. Tak
samo rozwija się misja w Srbobran – rozpowszechniono tam 250 Nowych Testamentów, nawiązano wiele nowych kontaktów, założono Klub Dobrej Nowiny,
prowadzi się tam Kurs Alfa (IMP,1/2013).
SŁOWO PRAWDY • Numer 3 / marzec 2013 •
33
Nowy fenomen – „niekościelne”
chrześcijaństwo
Dramatyczny wzrost chrześcijaństwa w Azji, Afryce i Ameryce Południowej
wyraża się w następujących danych: jeżeli rozwój ten będzie trwał dalej, to
do 2050 roku w sześciu krajach będzie po 100 milionów chrześcijan. Jednym
z tych krajów będą Stany Zjednoczone, znajdujące się na terenie uprzemysłowionego Zachodu. Chrześcijaństwo rozwija się tam, gdzie dotąd panowały inne
religie. Tam słowo chrześcijanin kojarzy się z zachodnią kulturą, imperializmem
i kolonizacją. Z tego powodu nowe ruchy ku Chrystusowi inaczej określają naturę
Kościoła, nazywają się ruchami wewnątrz własnej kultury lub „niekościelnym”
chrześcijaństwem. Członkowie tych ruchów ufają Chrystusowi, ale pozostają
w ramach swojej hinduistycznej czy islamskiej kultury. I tak na terenach Tamil
Nadu w Indiach, ci wyznawcy Chrystusa nie przyłączyli się do żadnego chrześcijańskiego Kościoła, pozostają w społeczeństwie hinduskim. Nazywają siebie
Jesu bhakta – wyznawcami Jezusa. Jest ich ponad 160.000. To samo dzieje się w kulturze islamskiej. Ponad 200.000 ludzi w małych społecznościach
domowych oddaje cześć Jezusowi, którego nazywają Isa. Wzbudza to żywą
debatę i pytanie, czy muzułmanin może przyjąć Pana Jezusa i nie nazywać się
chrześcijaninem? (Christianity Today,1-2/2013)
Południowy Sudan – ewangelizacja
Franklina Grahama
W 1956 roku Sudan uwolnił się od panowania brytyjskiego i odtąd władze muzułmańskie w Chartumie zaczęły prześladować mieszkańców południa – w większości czarnoskórych chrześcijan i animistów. W kraju tym toczyły się dwie wojny
domowe: w latach 1955-72 i 1983-2005. W 1983 roku Sudańska Wyzwoleńcza
Armia Ludowa podjęła walkę o niepodległość. W 2005 roku doszło do rozmów
między południem a północą kraju, zaś w 2011 roku, po referendum powstało
nowe państwo – Południowy Sudan. Wojna domowa i głód pochłonęły 2,5 mln
ofiar. „Samarytańska Sakiewka” – charytatywna fundacja Franklina Grahama przez
prawie 20 lat niosła pomoc uciekinierom i głodującym. W dwóch obozach dla
uciekinierów pomagała 120.000 osobom. Wspierała wiercenie studzien głębinowych, prowadziła program rolny. Z jej pomocą odbudowano tam 500 kościołów.
W dniach 26-27 października ub. r. pod hasłem „Nadzieja dla nowego narodu”, na
głównym placu stołecznego miasta Juba, Franklin Graham zwiastował ewangelię.
Ponieważ 73 procent mieszkańców to analfabeci, opowiadał im o tym, jak Bóg od
początku troszczył się o człowieka, by w końcu posłać na świat swego Syna. Na
dwóch nabożeństwach, przy udziale 500-osobowego chóru, poselstwa ewangelicznego słuchało ponad 100.000 osób, z których dziesiątki tysięcy powierzyło
swoje życie Chrystusowi (Decisson, 12/2012).
Demokratyczna Republika Kongo
– konferencja kobiet
W Kinszasie, stolicy tego kraju w dniach 13-17 sierpnia ub. r. odbyła się
12 Kontynentalna Konferencja Kobiet Baptystycznych. Wzięło w niej udział
ponad 300 kobiet z wszystkich Kościołów baptystycznych tego kraju (a jest
ich tam 10) oraz z 16 innych krajów Afryki. Otwarcie Konferencji poprzedził
marsz prawie 2000 kobiet ulicami tego miasta, w czasie którego było wiele
śpiewu, rozważań biblijnych i dzielenia się ewangelią. Delegacja kobiet została
też zaproszona do złożenia wizyty pani Olive Lembe Kabil, żonie prezydenta
kraju. Świętowano też 56 rocznicę powstania Unii Kobiet Baptystycznych Afryki. Grupa kobiet z Centralnej Republiki Afrykańskiej przybyła na Konferencję
w jej ostatnim dniu. Ich podróż rzeką Kongo miała trwać tylko siedem dni, ale
łódka została uszkodzona, dlatego podróż przedłużyła się do dziesięciu dni.
Choć były głodne i wyczerpane, cieszyły się jednak społecznością z siostrami
z innych krajów. Wszystkie baptystyczne kobiety afrykańskie przygotowują się
do powitania Światowej Konferencji Kobiet Baptystycznych, która odbędzie się
w 2015 roku w Durbanie, w Południowej Afryce (Baptist World, 4/2012).
34
• SŁOWO PRAWDY • Numer 3 / marzec 2013
Trans World Radio
– przygotowanie nowych programów
Radiostacja ta przygotowuje obecnie 52 programy
radiowe pt. „Moc w prześladowaniach”, z których
każdy będzie trwał 15 minut. Będą to wywiady
i świadectwa prześladowanych chrześcijan,
którzy będą odpowiadali głównie na jedno pytanie: Co pomaga ci wytrwać w czasie prześladowań? Ponieważ według Biblii prześladowania
będą raczej wzrastać, chrześcijanie są zachęcani
do pomagania sobie nawzajem. Nie chodzi zatem
o samą informację o prześladowaniach, ale danie prześladowanym możliwości do wspierania
innych, którzy znajdują się w podobnej sytuacji
oraz oddanie chwały Bogu. Poza informacją o sytuacji prześladowanych, będzie też podana nauka
biblijna odnośnie prześladowań. Producenci tego
programu są przekonani, że przez to wzbudzą
zainteresowanie innych chrześcijan, którzy mogą
przyjść z pomocą prześladowanym. Będą one mówiły o Ciele Chrystusa i potrzebie troski o siebie
poszczególnych jego organów (infoSERV, 2/2012).
Stany Zjednoczone
– ostatnie kazanie Billy Grahama
Jak wszystkim wiadomo, w kraju tym ostatnio szerzą się wpływy
liberalne – kolejne stany legalizują użycie narkotyków, małżeństwa homoseksualne, wzrasta sprzeciw wobec wiary chrześcijańskiej, nawet w domach opieki nie wolno śpiewać kolęd. W tym
roku mija 40 lat od przyjęcia prawa do aborcji na żądanie, dlatego corocznie dokonuje się tam ponad milion aborcji, a dług publiczny przybiera astronomiczne rozmiary. Obecnie 20 procent
Amerykanów nie ma związku z żadną religią, a 6 procent stanowią agnostycy i ateiści. Dlatego Stowarzyszenie Ewangelizacyjne Billy Grahama podjęło ważną decyzję. Franklin Graham pisze:
„Czy przyłączycie się do nas w realizacji chyba największego
w naszej służbie przedsięwzięcia, które mój ojciec nazywa
Moja nadzieja z Billy Grahamem? Właśnie teraz przygotowuje on kazanie o nadziei dla narodu, które w listopadzie tego roku,
w dniu jego 95.urodzin dotrze do wszystkich domów w Ameryce. Byłem u niego następnego dnia po wyborach, gdy kończył 94 rok życia, znowu mówił mi o potrzebie stania w obronie sprawiedliwości i odważnego zwiastowania poselstwa
o nawróceniu, odkupieniu i życiu w posłuszeństwie Panu Jezusowi
Chrystusowi – temu, który jest naszą nadzieją” (Decision, 12/2012).
Bliski Wschód – spadek ilości
chrześcijan
Chrześcijańskie wpływy na Bliskim Wschodzie stale maleją.
Jeżeli 100 lat temu dwadzieścia procent mieszkańców tego
regionu stanowili chrześcijanie, to obecnie stanowią oni tylko pięć procent. Chrześcijanie nie stanowią już większości
w Libanie, który kiedyś był politycznym i kulturowym bastionem chrześcijaństwa w arabskim świecie. Obecnie chrześcijanie są w mniejszości w palestyńskim mieście Betlejemie, gdzie urodził się Chrystus. Po upadku reżymu Husejna
z Iraku wyjechało prawie 300 tysięcy chrześcijan. 100 tysięcy uciekło z Syrii, szczególnie z terenów przygranicznych.
W czasie wojny domowej 60 tysięcy chrześcijan wyjechało z Libii. Obecny Egipt wydaje się być na Bliskim Wschodzie
jedyną twierdzą chrześcijaństwa – 10 procent mieszkańców tego kraju to koptowie. Ale i oni obawiają się fanatyków
islamskich – tylko w ubiegłym roku prawie 100 tysięcy chrześcijan opuściło ten kraj. Inną przyczyną zmniejszającej się ilości
chrześcijan na Bliskim Wschodzie jest mały przyrost naturalny w chrześcijańskich rodzinach. Jeżeli emigracja chrześcijan
z tego regionu będzie trwała nadal, to wpływ chrześcijaństwa
zaniknie tam zupełnie (credo. ru).
Rosja – podsumowanie
pastorskiej konferencji
W październiku i listopadzie ub. r. w Moskwie,
Nowosybirsku i Chabarowsku odbyła się kilkudniowa konferencja pastorów baptystycznych.
Nie były to trzy, lecz jedna konferencja, poświęcona temu samemu tematowi z tymi samymi
wykładowcami, którymi byli Smirnow i Buchmatskij – przewodniczący i zastępca Rady Kościoła
Baptystów w Rosji. W każdej konferencji wzięło
udział prawie po 300 osób. Jej wyjątkowość polegała na tym, że wykładowcami byli sami Rosjanie. Temat „Kościół: jego misja, powołanie
i istota” wzbudził wielkie zainteresowanie. Do
południa były wykłady, a po południu dyskusje,
odpowiedzi na pytania i rozmowy. Były to ważne
spotkania, o wiele bogatsze niż z udziałem zagranicznych wykładowców, stwierdzono. Świadczy
to o tym, że sami Rosjanie też są kompetentni
i potrafią być dobrymi wykładowcami. Konferencja w trzech miastach rozległej Rosji była
odpowiedzią na prośby pastorów, którzy potrzebują wsparcia i pomocy. A rodzimi wykładowcy
najlepiej rozumieją środowisko swoich rodaków.
Choć temat konferencji był jeden, to każdy region
miał nieco inne problemy. Jeden z uczestników
konferencji powiedział: „To najlepsze seminarium
w moim życiu, warto było wziąć w nim udział”.
Postanowiono, że taka konferencja będzie odbywać się każdej jesieni. W tym roku jej tematem
będzie przygotowanie nowych pracowników,
czynienie nowych uczniów, przekazywanie obowiązków swoim następcom. Będzie też mowa
o edukacji i przygotowaniu nowych pracowników
już w zborach, a nie w seminarium (baptist. ru).
XXXV Krajowa Konferencja Kościoła
Zbory jako srodowiska rozwoju wiary
16-18 maja 2013
Warszawa Radość
Informacje i rejestracja: www.baptysci.pl, tel. 22 615 50 76

Podobne dokumenty