15 lat Szkoły Mistrzostwa Sportowego Mirosław Gilarski:

Komentarze

Transkrypt

15 lat Szkoły Mistrzostwa Sportowego Mirosław Gilarski:
Nr 4 | 1 października 2011 | ISSN 2082-940X
Nr.
2082 940X
facebook.com/terazpasy
Cracoviiii
Rozmowa z Dariuszem Pasieką, nowym trenerem C
Mateusz
M
ateusz K
Klich
lich – w
wywiad
ywiad
Szatałow – dwa oblicza trenera
Rok na noowy
Ro
wym sstad
tadionie
Z Cracovią dookoła św
wiata
Fot. Urszula Łaptaś / Terazpasy.pl
Fot. Urszula Łaptaś / Terazpasy.pl
15 lat Szkoły
Mistrzostwa Sportowego
Mirosław Gilarski:
Musimy stworzyć profesjonalną akademię piłkarską...
2
1 października 2011
J
ubileusz 15-lecia krakowskiej Szkoły Mistrzostwa Sportowego (MKS Cracovia SSA jest jej organem założycielskim)
to temat przewodni 4. numeru gazety Terazpasy.pl.
W tym numerze znajdziecie m.in. wywiad z absolwentem SMS-u, byłym piłkarzem Cracovii, a obecnie zawodnikiem VfL Wolfsburg Mateuszem Klichem. Szczególnej uwadze polecamy lekturę obszernej rozmowy z dyrektorem SMS
-u Mirosławem Gilarskim w którym przedstawia on ideę budowy w Krakowie profesjonalnej akademii piłkarskiej i wspomina Klicha - gimnazjalistę.
Sprawy bieżące zdominowała w ostatnich dniach
zmiana na stanowisku trenera Cracovii. Dariusz Pasieka
zastąpił Jurija Szatałowa - w gazecie przeczytacie wywiad
z nowym trenerem i bilans dokonań byłego szkoleniowca Pasów.
W tych dniach nowy stadion Cracovii obchodził swoje
pierwsze urodziny. Policzyliśmy ilu widzów zasiadło w tym
czasie na trybunach. A na koniec zaprosimy Was w podróż
z Cracovią dookoła świata! Miłej lektury.
STANISŁAW MALEC
Marzy mi się prawdziwa
piłkarska akademia
O
statnio piłkarski świat obiegła
informacja, że FC Barcelona
zakłada swoją szkołę w Warszawie. Z jednej strony wiadomo, że
ten wielki Klub bazuje na swoich wychowankach, a z drugiej wiadomo, że
nasze ekstraklasowe drużyny praktycznie nie maja wyszkolonych przez siebie
piłkarzy w podstawowych składach.
Czy w Polsce nie ma
piłkarskich talentów?
Fot.
Fo
t. Urs
rszu
z la
zu
la Ł
Łap
apta
ap
taaś / Te
taś
Tera
era
razp
pasy.
asyy..p
as
pll
Mijając dziewczynę z puszką i identyfikatorem Opravców, pomyślmy czy nie warto dać szansy tej grupie aktywnych i oddanych swojej pasji kibiców. Nie raz już udowodnili, że efekt ich pracy potrafi zapierać dech w piersiach. Gdyby każdy
kibic wrzucił tylko 1 złotówkę...
Dwa filary – strategia, która
dała Pasom lata świetności
C
racovia od początku swego istnienia bardzo chętnie korzystała
z zagranicznych piłkarzy. Podnosili oni poziom gry i uczyli młody klub
światowej piłki. Ale dla Pasów kluczową
sprawą było kształcenie młodych zawodników. Oprócz pierwszej istniało wówczas aż dziewięć innych drużyn. Sięgano
do rożnych środowisk, była drużyna stu-
dencka. Mocno współpracowano z jedną ze szkół, która była kuźnią młodych
talentów dostarczając aż trzech drużyn.
Dwa filary: właśni wychowankowie,
wyszkoleni przez lata wspomagani przez
najlepszych futbolistów dołączanych do
I drużyny. Ta strategia dała Pasom lata
świetności.
ARTUR FORTUNA
KARYKATURA Z ROKU 1931. POKAZUJE, ŻE JUŻ WTEDY UWAŻANO DBAŁOŚĆ
O TRADYCJĘ I SZACUNEK DO HISTORII ZA CECHĘ WYRÓŻNIAJĄCA CRACOVIĘ
Sonda Terazpasy.pl
„Piłkarz
meczu”
N
ajlepsi piłkarze Cracovii w plebiscycie Czytelników Terazpasy.pl w dotychczas rozegranych
meczach:
Saidi Ntibazonkiza - Korona
Saidi Ntibazonkiza - Legia
Andrzej Niedzielan - Lechia
Alexandru Suvorov - Jagiellonia
Koen van der Biezen - Zagłębie
Arkadiusz Radomski - ŁKS
Saidi Ntibazonkiza - Śląsk
Szymon Gąsiński - Górnik
Aby zagłosować na wybranego przez
siebie piłkarza należy wysłać (do dwóch
dni po meczu) SMS na numer 71601
(1.23 zł z VAT) o treści: Terazpasy.X gdzie X to numer na koszulce zawodnika. Szczegóły na Terazpasy.pl.
sklep.terazpasy.pl
Kod: „TP4”
rabat 10% do końca października
Obcokrajowcy - problem czy konieczność?
M
odne ostatnimi czasy stało się
utyskiwanie na mizerną ilość
Polaków w zespołach Ekstraklasy. Na zaciężną armię stać już obecnie
nie tylko zespoły ze ścisłej ligowej czołówki. Do Polski trafiają obcokrajow-
cy na różnym poziomie zaawansowania w piłkarskim rzemiośle. Jedni w piłkę grają słabo, inni natomiast stanowią
o sile swoich zespołów.
Czy faktycznie odbierają miejsca
w składach dla równie dobrych Polaków?
Czy są może dowodem na słabość szkolenia w naszym kraju? Czy zdolna młodzież cierpi na tym swoistym imporcie,
czy może liga korzysta podnosząc swój
poziom pod wpływem “świeżej krwi”?
Osobiście skłaniam się ku tezie, wedle której to rynek reguluje, jacy piłkarze
i za jakie pieniądze grać w lidze powinni.
Bo ostatecznie zawodnika i drużynę zawsze zweryfikuje boisko i wyniki. Niezależnie od paszportu, jaki nosi w kieszeni.
ROBERT MAKOWSKI
Terazpasy.pl (ISSN 2082-940X)
Redakcja: Stanisław Malec (red. naczelny), Robert Makowski (z-ca red. naczelnego), Rafał Nowak, Urszula Łaptaś, Biś Lisowski
Współpraca: Jakub Szymoński, Paweł Kozyra, Maciej Kmita, Jacek Żukowski, Artur Fortuna
Zdjęcia: Urszula Łaptaś, Biś Lisowski, Sylwia Rudolf, Szkoła Mistrzostwa Sportowego, Relaksmisja
Kontakt: redakcja@terazpasy.pl, Tel. +48 790 77 55 33
Co takiego przyciągnęło tak wielki
klub, a w zasadzie jego szkołę do Polski?
Czy tylko fala zwiększonego zainteresowania futbolem wśród Polaków przed
EURO 2012 czy coś więcej?
Myślę, że cos więcej. Często Polska w różnych statystykach, szczególnie
gospodarczych jest porównywana do
Hiszpanii. Pamiętamy lata 70-te i początek 80-tych, gdy Polska piłka była
wyżej notowana niż hiszpańska. Statystycznie rzecz biorąc w Polsce jest nie
mniej piłkarskich talentów niż w Hiszpanii, Anglii, Holandii czy Francji. Potwierdzało się to również w osiąganych
sukcesach przez nasze drużyny młodzieżowe. Co stało się z zawodnikami,
którzy kilkanaście lat temu byli mistrzami Europy? Jako juniorzy byli lepsi niż ich rówieśnicy z Hiszpanii, Holandii, Anglii, Włoch i Niemiec, dziś
o nich prawie nie słychać... Za to ich
rówieśnicy, których pokonali brylują
w reprezentacjach narodowych, Lidze
Mistrzów czy najlepszych ligach europejskich.
Kto stawia na swoich
wychowanków?
Oglądając mecze polskiej ekstraklasy stwierdzam, że już nie tylko brakuje wychowanków lecz w ogóle Polaków w składach. Na przykład w drużynie mistrza Polski w porywach gra „aż”
3 Polaków, reszta to zaciąg obcokrajowców. Podobną ścieżką idzie reprezentacja, która coraz częściej ściąga do swojej
drużyny zawodników wyuczonych piłkarskiego rzemiosła za granicą, a mających jedynie polskie korzenie. Czy
w Polsce nie można wyszkolić piłkarza
na reprezentacyjnym lub nawet ekstraklasowym poziomie?
Potencjał ludzki
Skoro mamy piłkarskie talenty, nie
mniejsze niż w innych krajach Europy (co jeszcze kilka lat temu było regularnie potwierdzane wynikami drużyn
młodzieżowych), mamy dobrze wykształconych i potrafiących przekazać
swą wiedzę trenerów, to czego brakuje, aby osiągać sukcesy klubowe i reprezentacyjne bez zagranicznego zaciągu?
Baza i infrastruktura
szkoleniowa
Zespół Społecznych Szkół Ogólnokształcących Mistrzostwa Sportowego czyli SMS nie dysponuje własną
bazą treningową i szkolną – wszystko
wynajmuje. Jednak mimo tych trudności może się poszczycić ogromnymi
sukcesami. W jednym z ostatnich meczów reprezentacji Polski wygranym
z Argentyną (wygrana 2:1) w drużynie
narodowej zagrało aż 3 absolwentów
Szkoły! Błaszczykowski jako kapitan,
Brożek – zdobywca bramki oraz debiutujący 21-letni Mateusz Klich. Nie
ma chyba drugiej takiej szkoły w kraju, której absolwenci byliby tak licznie
reprezentowani w drużynie narodowej.
Nabór do SMS-u, pomimo niżu
demograficznego jest coraz większy,
młodzież garnie się do sportu i trzeba
ten potencjał wykorzystać. Nie wykorzystanie teraz tej koniunktury będzie
niewybaczalnym grzechem zaniechania.
Jednak, gdyby porównać bazę treningową wynajmowaną przez SMS na
przykład ze Szkołą Piłkarską im. Łobanowskiego w Kijowie (z którą uczniowie SMS-u rozegrali towarzyski mecz
w kwietniu br.), to tak jak porównać
boisko dla chłopców biegających po
Błoniach z nowoczesnym stadionem
Cracovii. Nie wspomnę tu o bazie klubów zachodnich w Niemczech, Belgii i Holandii, które uczniowie SMSu
w ramach tourne również w kwietniu
br. mogli podziwiać.
Profesjonalna Akademia
Piłkarska
Mamy 2 z 3 potrzebnych części
profesjonalnej akademii – utalentowanych chłopców, doświadczonych trenerów. Brakuje tylko nowoczesnej bazy.
Dlatego czasami smutno patrzeć, gdy
z kasy miejskiej wydaliśmy ponad 700
mln złotych na budowy stadionów dla
Cracovii i Wisły, a na meczach tych
drużynach nie grają wychowankowie,
którym talentu i zapału nie brakuje,
lecz w dużej części zawodnicy sprowadzeni z zagranicy.
Trzeba znaleźć dogodny teren
i działkę na której można taki cel zrealizować. Liczę tutaj na przychylność
i współpracę nie tylko klubów, ale
przede wszystkim władz Miasta Krakowa, Województwa, AWF oraz MZPN.
Można pomarzyć, że gdyby niewielką część takich środków przeznaczyć na budowę profesjonalnej akademii piłkarskiej nie musielibyśmy
się wstydzić infrastruktury dla dzieci i młodzieży. Również Kraków, który obok Lwowa, jest kolebką polskiego
piłkarstwa, zyskałby na tym. Zarówno
krakowskie kluby mogłyby lepiej – korzystając z takiej akademii kształcić zawodników, którzy później rozsławialiby jak wychowankowie Barcelony imię
Miasta w kraju i za granicą.
Czy nie jest to zbyt piękna i śmiała idea? Na pewno nie! Kto jeszcze kilka
lat temu wierzył, że stadion przy ul. Kałuży będzie tak wyglądał jak dziś? Tylko
marzyciele. A jednak ich marzenie zostało spełnione.
MIROSŁAW GILARSKI
DYREKTOR SMS,
RADNY RADY MIASTA KRAKOWA
3
Nr. 4
Dariusz Pasieka: Miodu pod dostatkiem...
Rozmowa z nowym trenerem Cracovii
Zanim został Pan trenerem długo grał
pan w piłkę...
W Zawiszy Bydgoszcz rozegrałem
ponad 100 meczów w polskiej Ekstraklasie. W wieku 28 lat wyjechałem najpierw na Cypr, a stamtąd do Niemiec.
Grałem dużo bo nigdy nie odniosłem
poważniejszej kontuzji. Jeszcze jako zawodnik podpatrywałem trenerów z myślą o swojej przyszłej pracy. Skończyłem
grać w piłkę w wieku 37 lat, ale gdyby to
tylko było możliwe zamieniłbym się rolami ze swoimi piłkarzami...
W Niemczech rozpoczął Pan pracę trenerską...
Tak. Od 2000 roku, jeszcze jako piłkarz SV Waldhof, zacząłem uczestniczyć
w pracach sztabu szkoleniowego. Prowadziłem zajęcia choć byłem jeszcze wtedy
aktywnym zawodnikiem.
Jakie widzi Pan zasadnicze różnice
między pracą trenera w Niemczech
i w Polsce?
O Jezu! Nie mamy tyle czasu, żeby
wszystkie wymienić... (śmiech). Każda
liga ma swoją specyfikę i swój klimat.
To jest materiał na duży referat i można o tym opowiadać godzinami. Powiem
tylko, że w Polsce obserwujemy pozytywne zmiany pod tym względem.
Czy pozycja na jakiej Pan grał – był
Pan obrońcą – ma jakiś wpływ na taktykę prowadzonych przez Pana zespołów?
Nie, absolutnie nie. Są trenerzy
bramkarze, jak na przykład Czesław
Michniewicz, u którego wcale jedenastu zawodników nie goni w rękawicach
po boisku... Nie można tego uogólniać.
Każdy trener ma własną filozofię prowadzenia zespołu – jeden bardziej ofensywną, inny bardziej defensywną – i stara się
prowadzić zespół, tak aby grał jak najlepiej.
Wspomniał Pan o filozofii prowadzenia zespołu. Czy ma Pan jakieś żelazne
zasady, które obowiązują w szatni i na
boisku?
Bardzo ważna jest dla mnie dyscyplina. Zarówno wtedy, gdy chodzi na
przykład o punktualność jak i wtedy,
gdy chodzi o realizację postawionych za-
Zaczął pracę w Cracovii 31 października minionego roku, a zakończył 22 września. Prawie rok w klubie to nie
czas, który pozwala na
powód do dumy, ale takie mamy obecnie standardy, że jak któryś ze
szkoleniowców pracuje dwa sezony z którąś
drużyną, to uważa się
go za rekordzistę.
Dwa oblicza trenera
Na pewno podczas mojej pracy w Cracovii będą różne
– bardziej i mniej radosne – chwile, bo wszystkich meczów wygrać nie można. Jestem jednak przekonany, że
ta drużyna pokaże swoim kibicom, że w każdym meczu
walczy do końca o każdy punkt, że godnie reprezentuje
klub – mówi dla Terazpasy.pl nowy trener Cracovii Dariusz Pasieka.
dań na boisku. Potrafię przy tym docenić kreatywność zawodników. Nie wymagam od nich aby tylko biegali „po
szynach”, ale pozwalam też aby pokazali swoje najlepsze walory. Cała sztuka polega na umiejętnym połączeniu obowiązkowych kanonów gry w piłkę z kreatywnością i inteligencją zawodników. Oczywiście im więcej jest w drużynie piłkarskich indywidualności tym lepiej to wygląda.
Z pomeczowej rozmowy z Panem po
meczu w Zabrzu zapamiętałem szczególnie zdanie: „Jeśli będziemy mieć
pewnego bramkarza i solidną obronę
to może to kiedyś wyglądać bardzo fajnie”... To wstępna diagnoza niepowodzeń Cracovii w tym sezonie i główny
kierunek pracy na najbliższe tygodnie?
Pewna defensywa jest bardzo ważna z wielu względów. Gdy napastnik na
boisku wie, że za jego plecami wszystko
w defensywie funkcjonuje jak w szwajcarskim zegarku to gra mu się o wiele ła-
twiej. Może wtedy bardziej zaryzykować,
a im częściej ryzykuje jest bardziej skutecznym zawodnikiem. Dlatego skuteczność bloku defensywnego promieniuje
na resztę drużyny...
Ma Pan za sobą znakomity debiut.
Pierwsze w tym sezonie zwycięstwo
i to w dodatku w wyjazdowym meczu. „Pierwsze wrażenie nie ma drugiej szansy i my tę szansę wykorzystaliśmy”” – tak mówił Pan po meczu z Górnikiem. Faktycznie, to „pierwsze wrażenie” jest w tym przypadku chyba nie
mniej ważne niż zdobyte punkty...
Ma Pan rację. To jest tak jak w życiu. Jak się poznaje kobietę, to pierwsze wrażenie jest najważniejsze. Zwycięstwo w Zabrzu wszystkich bardzo ucieszyło i nie myślę tylko o sobie, drużynie,
czy pracownikach klubu. To była duża
radość dla wszystkich sympatyków Cracovii. Myślę, że powinniśmy sobie dać
szansę. Przyszedłem do nowego klubu
i ze swojej strony zrobię wszystko, żeby
11 miesięcy Jurija Szatałowa w Cracovii
nej sytuacji – po 11. kolejce minionego
sezonu – gdy miał on ledwie 4 punkty na
koncie i był na ostatnim miejscu w tabeli. Podjął się misji uratowania dla Cracovii ekstraklasy.
Dziewięciu na dziesięciu kibiców
„Pasów” stwierdziłoby, że to zadanie niewykonalne. A jednak powiodło się! Na
koniec sezonu „Pasy” znalazły się bowiem na 14. miejscu z 29-punktową
zdobyczą i utrzymały się w ekstraklasie.
Odchodził zaś z klubu po 7. kolejce
tego sezonu gdy krakowianie okupywali
ostatnią lokatę w klasyfikacji, mając jedynie 2 punkty w dorobku. Szkoleniowiec
pożegnał się, a na ostatniej swej konferencji w Cracovii powiedział: - Całą odpowiedzialność za wyniki biorę na siebie.
Nie udało mi się tak przygotować zespołu, by zdobywał punkty. Chciałbym podziękować piłkarzom, którzy byli i są ze
mną oraz kibicom za wsparcie w trudnych
chwilach. Chcę też przeprosić tych, którzy
wierzyli w nas.
Jakim trenerem zostanie zapamiętany
Szatałow w Krakowie? Wygląda na to, że
jako pozytywna postać, bo jednak plusy
pokryją niedostatki. Wracając do jego bilansu, to szkoleniowiec, który prowadził
Cracovię w 26 meczach ligowych, siedem z nich wygrał, sześć zremisował, a 13
przegrał. Do tego dochodzi wygrany mecz
w Pucharze Polski z Piastem Gliwice.
Oceniając pracę Szatałowa trzeba wyraźnie oddzielić oba sezony – poprzedni i ten bieżący. Za ubiegły należy mu się
ocena bardzo dobra, za ten niedostateczna. Jego zasługą było to, że zespół cały czas
miał wiarę w to co robi, choć już „na wejściu” w nowy organizm mógł nie tylko on
się załamać – przegrana z Wisłą w doliczonym czasie gry, zremisowany mecz
w Łodzi z Widzewem, który powinno się
wygrać, wreszcie bezdyskusyjna porażka
Fot. Biś Lisowski / Terazpasy.pl
J
urij Szatałow – bo o nim mowa –
niewątpliwie zapisze się w historii
Cracovii, choć nadzwyczajnego bilansu spotkań ani długiego stażu w niej
nie ma. Trener dokonał jednak wielkiej
sztuki. Obejmował zespół w katastrofal-
Fo
F
ott.. Urs
rszu
zula
la Łaap
pttaaś / Te
Terraazp
zpas
a yy..pl
pl
Panie trenerze jest Pan dla Cracovii
trenerem wyjątkowym. Wie Pan dlaczego?
Nie mam pojęcia! Zbyt krótko pracuję w Cracovii, żeby zapracować na takie określenie. Bardzo jestem ciekaw, dlaczego?
Dokładnie rok temu – jako trener
Arki – prowadził Pan zespół w meczu
otwarcia nowego stadionu Cracovii...
No tak, zgadza się... (uśmiech)
Pamięta Pan ten mecz?
Oczywiście, pamiętam doskonale. To
było rzeczywiście wyjątkowe wydarzenie,
bo drugi raz otwarcia tego stadionu nie
będzie. Jego historia została w tym punkcie napisana i już się nie zmieni. Bardzo się
cieszę, że mogłem w tym brać udział, choć
po meczu nie byłem zadowolony... (Cracovia wygrała z Arką 2:0 – przyp. red.).
Mogło to być kryterium Pana wyboru
na trenera Cracovii? (uśmiech)
Pytanie o to jakie kryteria zadecydowały o tym, że zostałem trenerem Cracovii powinno być skierowane do osób,
które o tym decydują. Ja dostałem propozycję, przeprowadziliśmy profesjonalne rozmowy i jestem w Cracovii.
A poważnie mówiąc, o ile zmianę trenera Cracovii można było przewidzieć,
o tyle Pana nazwisko nie było wymieniane wśród ewentualnych następców
Jurija Szatałowa. Dla Pana też to było
zaskoczenie?
Profesjonalny trener, który nie ma
pracy, cały czas jest przygotowany na to,
że dostanie propozycję objęcia jakiegoś
zespołu. Propozycja Cracovii była bardzo
interesująca i bez wahania ją przyjąłem.
Wiosną rozstał się Pan z Arką, ale jak
na polskie standardy trenerskie bezrobocie nie trwało długo. Co Pan w tym
czasie robił?
W Arce przepracowałem 19 miesięcy co – jak Pan powiedział – na polskie
standardy nie jest krótkim czasem. Po
tylu miesiącach nieustannej pracy wyjechałem wreszcie z rodziną na długi urlop
do Miami, potem uczestniczyłem w Bohum w kursie trenerów, a gdy rozpoczął
się sezon jeździłem po Polsce i oglądałem
mecze, nie tylko Ekstraklasy.
w Białymstoku. Wszystko odmienił „cudowny” mecz z Bełchatowem wygrany
w 4 minuty (od stanu 0:2 do 3:2).
Szatałow był jednym z tych, choć nie
jedynym, który domagał się kadrowej rewolucji. I ona nastąpiła. Potrafił znaleźć
pomysł na grę zespołu, pozbawionego
praktycznie formacji ataku. Rolę strzelających przejęli ofensywnie usposobieni
pomocnicy – Ntibazonkiza, Suworow,
zespół piął się w ligowej tabeli i aby takich meczów jak ten w Zabrzu było jak
najwięcej.
Po meczu w Zabrzu dostałem zabawnego SMS-a: „Jest Pasieka, jest miodzio!”.
Ciekawe (śmiech)... Obyśmy zawsze
mieli tego „miodu” w Cracovii pod dostatkiem...
Wszyscy życzą Panu, aby Pana przyjście oznaczało koniec problemów Cracovii i nieustającej walki o utrzymanie
w Ekstraklasie...
Na pewno podczas mojej pracy
w Cracovii będą różne – mniej i bardziej
radosne – chwile, bo wszystkich meczów
wygrać nie można. Jestem jednak przekonany, że ta drużyna pokaże swoim kibicom, że w każdym meczu walczy do
końca o każdy punkt, że godnie reprezentuje klub.
Na koniec jeszcze okolicznościowe pytanie. W tych dniach 15-lecie istnienia obchodzi prowadzona przez Cracovię Szkoła Mistrzostwa Sportowego. Wychowała ona kilku reprezentantów Polski. Od kilku lat obserwujemy
jednak, że do polskiej ligi trafia coraz
mniej młodych polskich piłkarzy. Ich
miejsce zastępują obcokrajowcy. Pana
zdaniem to wynik mody, ekonomii czy
braku utalentowanej piłkarsko młodzieży w naszym kraju?
W momencie wejścia Polski do Unii
Europejskiej otworzyliśmy nasze granice
co spowodowało że do sportu – nie tylko do piłki nożnej – trafiło wielu obcokrajowców. Dopiero dwa lata temu wróciłem do Polski i trudno mi oceniać jakość pracy z młodzieżą, ale ta tendencja
napawa mnie pesymizmem. Chciałbym,
żeby do Ekstraklasy trafiało jak najwięcej
młodych polskich piłkarzy, ale ich podaż
jest niestety bardzo ograniczona. Dlatego my trenerzy, musimy uzupełniać kadry zawodnikami zagranicznymi.
Powinny się przede wszystkim zmienić struktury szkolenia młodzieży. Doskonałym przykładem mogą być tutaj
Niemcy, gdzie praca z młodzieżą stoi na
bardzo wysokim poziomie i powinniśmy
z nich brać przykład. Sprowadzanie dużej
ilości obcokrajowców jest ryzykowne, bo
w ten sposób blokuje się wielu utalentowanych, młodych zawodników, których
albo już mamy, albo należy ich wyszukać i wyszkolić.
ROZMAWIAŁ STANISŁAW MALEC
Klich. „Pasy” grały radosny, miły dla oka
futbol, a co najważniejsze skuteczny.
Szatałow z tamtego sezonu a Szatałow
z bieżących rozgrywek to jednak dwie różne osoby. Chyba zatracił gdzieś instynkt, co
było widoczne przy polityce transferowej.
Trener godził się z tym, że został bez rozgrywającego choć stracił główny motor poczynań „Pasów” z wiosny, czyli Klicha. Nerwowe ruchy transferowe, w ostatniej chwili nie zapewniły mu spokoju na tej pozycji. Poza tym, nie znalazł nowego sposobu
gry dla zmienionej mimo wszystko drużyny (transfery Niedzielana, van der Biezena,
Żytki, Strausa czy Nykiela). „Pasy” nie mogły grać tak samo jak wiosną, nie mając takich samych wykonawców – brak Klicha,
kłopoty w obronie. Dlatego przyszły fatalne porażki u siebie i nie spełnione nadzieje wyjazdowe, mimo dobrej gry poza Krakowem.
Szatałow musiał odejść. Na pytanie
jak będzie wspominał okres pracy w Cracovii odpowiada: – Cieszę się, że udało
mi się utrzymać zespół i że jest on w ekstraklasie, a nie w I lidze.
Nic dodać, nic ująć.
JACEK ŻUKOWSKI
4
1 października 2011
Zwyciężać Mimo Wszystko
Uczniowie SMS-u jadą na podbój Europy
Zachodniej
maj 2011
Pierwszy etap to Hannower.
...najpierw nauka, a potem takie areny,
jak ta klubu Hannower 96 będą na nas
czekały!
Dziś na trybunach, jutro na murawie!
W
czerwcu uczniowie SMS
-u rozegrali mecz z drużyną
niedowidzących. Spotkanie
odbyło się w ramach Ogólnopolskich
Dniach Integracji „Zwyciężać Mimo
Wszystko”, które organizuje fundacja
Anny Dymnej.
Piłkarze grali w specjalnych okularach przez które nic nie widać. Położenie
piłki identyfikowali za pomocą dźwięku
dzwoneczka, który jest przyczepiony do
futbolówki.
W spotkaniu zagrały również gwiazdy. U boku uczniów SMS-u stanęli: polski pięściarz wagi ciężkiej, mistrz świata
w kick-boxingu oraz boksie Przemysław
Saleta, polski biegacz narciarski, dwu-
krotny medalista mistrzostw świata Jóżef
Łuszczek, aktor Tomasz Schimscheiner
oraz komentator sportowy Artur Szulc.
Uczestnicy mogli się przekonać jak
trudno jest grać z przesłoniętymi oczami.
Mimo starań piłkarzy oraz gwiazd nikomu nie udało się strzelić bramki. Dopiero w rzutach karnych, bramkarza pokonał Józef Łuszczek. Honorowy gol został
zaliczony dla obu zespołów.
Spotkanie niosło ze sobą ogromne
wartości edukacyjne. Mecz z niedowidzącymi piłkarzami pozwolił poczuć ile
wysiłku potrzeba, by pokonać codzienne
bariery niepełnosprawności.
Uczniowie mogli doświadczyć, jak
wielkim darem jest talent i zdrowie, i że
nie wolno go marnować.
Ogólnopolskie Dni Integracji to
okazja do spotkań i wzajemnej życzliwości. Dzięki nim osoby niepełno-sprawne
mogą zaprezentować szerokiej publiczności swoje umiejętności.
Sala odpraw, szatnia
...czas się przyzwyczajać,
nauka przecież
nie trwa wiecznie.
Codziennie trenujemy,
bo jesteśmy zawodowcami.
W Belgii gramy mały mecz
towarzyski
... i spotykamy
Marcina
Wasilewskiego.
Trzeba być twardym
jak „Wasyl’.
Na grobach polskich żołnierzy poległych
na Zachodzie w czasie II Wojny Światowej
palimy świece i składamy kwiaty.
5
Nr. 4
Mateusz Klich:
Wszystko musi mieć swój czas
Mijają trzy miesiące od Twojego wyjazdu do Wolfsburga. Jak sobie tam radzisz?
Wiedziałem, że czeka mnie tutaj wiele pracy, ale przyznam szczerze, że myślałem, że będzie łatwiej. Okazuje się, że nie
wszystko jest takie „hop siup” i na wszystko trzeba ciężko zapracować. Wszystko co tutaj zastałem zdecydowanie różni
się od tego co było w Polsce, dlatego muszę krok po kroku przystosowywać się do
nowej rzeczywistości. To musi zająć trochę czasu.
W Wolfsburgu mieszkasz sam?
Na samym początku byli tutaj ze
mną rodzice. Teraz mieszkam sam, ale
niedługo ma do mnie przyjechać moja
dziewczyna. Staram się nie marnować
czasu i intensywnie uczę się języka. Z tym
jest o wiele łatwiej.
Okres przygotowawczy przepracowałeś z trenerem Felixem Magathem?
Tak. Po zakończeniu okresu przygotowawczego trener Magath porozmawiał
ze mną i zgodziliśmy się, że muszę jeszcze
spokojnie nauczyć się paru rzeczy. Dostałem czas, aby się zaaklimatyzować do niemieckiej piłki i to robię.
Na czym polega ta aklimatyzacja?
Jestem w pierwszej drużynie, ale nie
zawsze z nią trenuję. Mam zajęcia z trenerem drugiego zespołu z którym przerabiam praktycznie wszystko czego się dotąd nauczyłem od samych podstaw.
Czyli masz „korepetycje” z futbolu?
Można to tak nazwać. Wszyscy sobie
doskonale zdają sprawę z tego jak wielka
przepaść dzieli polski i niemiecki futbol
i dali mi czas, abym nadrobił tę różnicę.
Nie czujesz na sobie presji?
Nikt w Wolfsburgu nie wywiera na
mnie żadnej presji i nie oczekuje, że od razu
wskoczę do pierwszej drużyny i będę strzelał bramki. Jeśli czuję presję to tylko tę do-
Fot.
Fo
t. Urs
rszu
zula
la Ł
Łap
apta
ap
t ś / Te
Terraazp
zpas
a yy..pl
pl
Rozmowa z byłym piłkarzem Cracovii, absolwentem Szkoły Mistrzostwa
Sportowego, obecnie piłkarzem VfL Wolfsburg
Nikt w Wolfsburgu nie wywiera na mnie żadnej presji i nie
oczekuje, że od razu wskoczę do pierwszej drużyny i będę strzelał bramki. Jeśli czuję presję to tylko tę dochodzącą od polskich
dziennikarzy i kibiców – mówi dla Terazpasy.pl Mateusz Klich,
były piłkarz Cracovii, absolwent Szkoły Mistrzostwa Sportowego,
obecnie zawodnik niemieckiego VfL Wolfsburg.
chodzącą od polskich dziennikarzy i kibiców (śmiech). Najwyraźniej niektórzy oczekują ode mnie, żebym już teraz prowadził
całą grę w Wolfsburgu. To nie jest mały
klub i jest w nim bardzo wielu bardzo dobrych piłkarzy do grania. Trener Magath
sprowadził wielu znanych zawodników
i nie jest łatwo się przebić. Podchodzę do
tego tak jak Niemcy – bardzo spokojnie.
Sumiennie trenuję, uczę się nowych rzeczy. Podpisałem z Wolfsburgiem kontrakt
na trzy lata, a jestem tutaj dopiero trzy miesiące, więc jest jeszcze sporo czasu, żeby ocenić mój pobyt tutaj.
Gdy pojawiła się informacja o możliwości Twojego transferu do Wolfsbur-
ga kibice i dziennikarze podzielili się
na zwolenników i przeciwników Twojego wyjazdu. Ty nie miałeś żadnych
wątpliwości...
Nie miałem wątpliwości. Zawsze powtarzałem, że w polskiej lidze gra się po
to, żeby się wypromować i przejść do lepszej ligi. Polska liga jest słabsza od niemieckiej z której dostałem propozycję.
Zdecydowałem się na wyjazd bo chyba
każdy piłkarz chce grać i trenować z możliwie najlepszymi zawodnikami.
Mateusz masz 21 lat, byłeś jedną z jaśniejszych postaci w polskiej Ekstraklasie, zadebiutowałeś w reprezentacji Polski, zostałeś wypatrzony przez skautów z dobrego, niemieckiego klubu. Poprzeczkę masz postawioną bardzo wysoko... Jakie są teraz Twoje cele sportowe?
Na pewno najważniejszym celem dla
piłkarza jest gra w reprezentacji Polski.
Wprawdzie zadebiutowałem w kadrze, ale
jak na razie był to tylko symboliczny epizod. Zdaję sobie sprawę, że jeśli nie będę
grał w Niemczech to nie mogę liczyć na powołanie do kadry. Nie chcę się jednak niepotrzebnie „spalać”, bo wszystko musi mieć
swój czas. Marzeniem byłoby zagrać na mistrzostwach Europy w Polsce, ale jeśli nie
zagram to przecież się nie „potnę”. Przede
mną jeszcze bardzo wiele lat gry w piłkę...
Jak wygląda Twój tydzień w Wolfsburgu?
Pozornie wszystko jest tak samo jak
w Polsce. W tygodniu treningi, czasami
dwa razy dziennie, a w weekend mecz. Tylko wygląda to tutaj zupełnie inaczej. Inne
są treningi i zupełnie inna baza treningowa.
Jak wygląda baza treningowa Wolfsburga?
Wystarczy, że powiem, że tylko
pierwsza drużyna ma do dyspozycji pięć
znakomitych, trawiastych boisk, a drugi
zespół ma trzy trawiaste boiska i swój stadion.
Gdybyś mógł wprowadzić do Cracovii
jedną rzecz, którą zastałeś w Wolfsburgu to co by to było?
Przede wszystkim doskonałe boiska
na których trenuje się z wielką przyjemnością. Baza treningowa to jest podstawa.
Kilka dni temu rozmawiałem z dyrektorem Mirosławem Gilarskim ze Szkoły Mistrzostwa Sportowego. Twierdził,
że jest spokojny o Ciebie, że na pewno
poradzisz sobie w Wolfsburgu bo masz
ułożone nie tylko nogi ale i w głowie...
Zabrzmiało to jak duży komplement
pod Twoim adresem.
Miło, że dyrektor Gilarski tak o mnie
powiedział. Chciałbym, żeby tak było
(śmiech). Też myślę, że sobie poradzę
i dam radę. Na pewno po ofercie Wolfsburga nie zwariowałem i nie opowiadam
dziennikarzom, że za dwa miesiące zadebiutuję w Bundeslidze i będę najlepszym
piłkarzem w drużynie. Doskonale sobie
zdaję sprawę skąd przyszedłem i ile pracy mnie czeka. Dla równowagi słyszę też
inne opinie na swój temat: że mi odbiło. Tak więc zdania na mój temat są podzielone, a ja się tym w ogóle nie przejmuję (śmiech).
Opinia dyrektora Gilarskiego jest bardzo miarodajna, bo sporo czasu spędziłeś w SMS-ie...
- Nie tylko uczyłem się w SMS-ie, ale
mieszkałem w szkolnym internacie! Stary nie
jestem, ale to był chyba najfajniejszy okres
mojego życia (śmiech). Poznałem tam wielu
przyjaciół i oprócz normalnej edukacji miałem możliwość piłkarskiego rozwoju. Właśnie
dlatego zdecydowałem się na przyjazd z Tarnowa do Krakowa. Szkoła dała mi możliwość
łatwego pogodzenia nauki na dobrym poziomie z wyczynową grą w piłkę. Z takiej możliwości korzystało w krakowskim SMS-ie wielu znanych piłkarzy.
W meczu z Argentyną, w którym debiutowałeś w reprezentacji Polski grało trzech absolwentów Szkoły Mistrzostwa Sportowego...
Tak, to o czymś świadczy. Dlatego
jest coraz więcej chętnych młodych piłkarzy do nauki w SMS-ie, który współpracuje ściśle nie tylko z Cracovią, ale z wieloma innymi klubami w Krakowie.
Wszyscy są zgodni, że w Polsce mamy
utalentowanych młodych piłkarzy, ale
do Ekstraklasy trafia ich coraz mniej.
Dlaczego?
Nie każdy młody piłkarz dostaje taką
szansę jaką ja dostałem od trenera Lenczyka. To on na mnie postawił i dzięki
niemu zaistniałem w Ekstraklasie. Zamiast mnie mógł grać jakiś starszy zawodnik, albo ktoś sprowadzony z zagranicy, a ja dalej bym kopał w Młodej Ekstraklasie.
ROZMAWIAŁ STANISŁAW MALEC
6
1 października 2011
Rozmowa z dyrektorem krakowskiej Szkoły Mistrzostwa Sportowego
Mirosław Gilarski: Musimy stworzyć
profesjonalną akademię piłkarską...
W Polsce powstaje coraz więcej pięknych, nowoczesnych stadionów, ale
gra na nich coraz mniej polskich piłkarzy...
To, że powstają nowe stadiony na
pewno cieszy, ale żal tego, że w lidze gra
coraz mniej polskich zawodników. Młodzież mamy zdolną, a w zespołach seniorskich Ekstraklasy sporadycznie występują wychowankowie. Pomysł zaciągu
zagranicznych piłkarzy, choć z polskimi
korzeniami, przyjął nawet trener reprezentacji Franciszek Smuda.
Wszyscy wiedzą, że polska piłka
młodzieżowa odnosiła sukcesy zdobywając m.in. Mistrzostwo Europy,
ale niewielu młodych piłkarzy zrobiło potem kariery w dorosłym futbolu.
Talenty piłkarskie na pewno w Polsce są nie mniejsze niż w Niemczech,
Holandii, Hiszpanii czy Anglii natomiast coś złego się dzieje, że te talenty się marnują. Dlatego należałoby wprowadzić kompleksowy program szkolenia młodzieży. Nie trzeba
tutaj wyważać otwartych drzwi, wystarczy wprowadzić rozwiązania, które sprawdzają się na zachodzie.
O tym, że w Polsce nie brakuje utalentowanej piłkarsko młodzieży świadczy m.in. to, że właśnie w naszym kraju
pierwszą szkółkę w Europie poza Hiszpanią otworzyła słynna Barcelona.
Czy młodzież w Polsce jest zainteresowana wyczynowym uprawianiem
sportu? Jak Pan to widzi z perspektywy
dyrektora Szkoły Mistrzostwa Sportowego?
W Polsce jest coraz większe zainteresowanie sportem nie tylko wśród młodzieży. Również rodzice coraz częściej
dostrzegają pozytywny aspekt wychowania przez sport. Niestety jeszcze w wielu
szkołach wychowanie fizyczne jest prowadzone tak, że wielu młodym ludziom
pozostaje niechęć do wysiłku fizycznego.
To wielka szkoda, bo jeśli ktoś w młodości połknie bakcyla sportu to później zostaje mu to na całe życie i kształtuje jego
charakter.
Nie macie problemu z naborem do
Szkoły?
- W związku z niżem demograficznym wiele szkół ma problem ze skompletowaniem klas. W Szkole Mistrzostwa
Sportowego z każdym rokiem mamy coraz więcej chętnych. Gdy trzy lata temu
zostałem dyrektorem SMS-u zastanawialiśmy się czy utrzymywać gimnazjum. Teraz mamy pełne klasy, a chętnych jest jeszcze więcej. Podobnie jest
O tym, że w Polsce
nie brakuje utalentowanej piłkarsko młodzieży świadczy m.in. to, że
właśnie w naszym kraju
pierwszą szkółkę w Europie poza Hiszpanią otworzyła słynna Barcelona.
Popatrzmy na Kraków. Wydano 700 milionów na wybudowanie dwóch nowych stadionów. Najwyższy czas
pomyśleć również o stworzeniu nowoczesnej bazy do
szkolenia piłkarzy, którzy mieliby na tych stadionach
grać – mówi w wywiadzie dla Terazpasy.pl Dyrektor
krakowskiej Szkoły Mistrzostwa Sportowego Mirosław
Gilarski.
w liceum. Obecnie mamy 240 uczniów.
To dla mnie sygnał, że zainteresowanie
młodzieży sportem wzrasta. Niestety ze
względów lokalowych doszliśmy do takiego punktu w którym nie możemy już
przyjąć więcej uczniów. Kiedyś do Szkoły trafiał praktycznie każdy chętny, dzisiaj mamy ten komfort, że możemy poprzez odpowiednie testy i sprawdziany
wyselekcjonować najlepszych i najbardziej utalentowanych.
Wśród wychowanków Szkoły są również reprezentanci Polski...
Ostatnio chwaliliśmy się Mateuszem
Klichem, który chodził do naszej Szkoły. Wcześniej kończyli naszą Szkołę Jakub Błaszczykowski, kapitan reprezentacji Polski, bracia Brożkowie. W tym roku
z Argentyną w jednym meczu wystąpiło
aż trzech reprezentantów naszej Szkoły.
Oprócz Mateusza Klicha, który debiutował w tym meczu zagrali Jakub Błaszczykowski i Piotr Brożek.
Ale nie wszyscy wychowankowie mogą
zostać zawodowymi piłkarzami...
Oczywiście. Jeśli choć jeden piłkarz z rocznika trafi do Reprezentacji
lub dobrego zagranicznego klubu to jestem z tego zadowolony. Najlepsi trafiają do drużyn Ekstraklasy, a większość naszych absolwentów gra w niższych ligach.
Są i tacy którzy nie biorą udziału w rozgrywkach. Wybierają studia na AWF, zostają trenerami lub kształcą się w innym
kierunku. Wśród naszych absolwentów
są dziennikarze, ekonomiści, prawnicy.
To jak potoczą się dalsze losy naszych
uczniów zależy głównie od ich determinacji do ciężkiej pracy nad samym sobą.
Biorąc pod uwagę skalę prowadzonej
działalności baza sportowa Szkoły nie
jest zbyt imponująca...
Moim marzeniem jest aby na bazie Szkoły Mistrzostwa Sportowego,
jej 15-letniego dorobku, tradycji i doświadczenia stworzyć akademię piłkarską
z prawdziwego zdarzenia. W ciągu tych
kilkunastu lat wielu naszych wychowanków odniosło znaczące sukcesy. Chcąc
uczyć i szkolić więcej utalentowanej pił-
karsko młodzieży musimy stworzyć profesjonalną akademię piłkarską...
Co ma Pan na myśli mówiąc „profesjonalna akademia piłkarska”?
Profesjonalna akademia piłkarska musi być wyposażona w odpowiednią bazę sportową: boiska trawiaste, boiska ze sztuczną nawierzchnią, basen,
wyposażenie do odnowy biologicznej
itp. Wraz z naszymi uczniami dużo jeździmy po Europie i widzimy jak to wygląda w innych krajach. Żeby nie posługiwać się przykładami z krajów znacznie bogatszych od Polski podam przykład ze Wschodu. W kwietniu gościliśmy w Kijowie, gdzie byliśmy pod wrażeniem nowoczesnego kompleksu sportowego w którym szkoli się młodych piłkarzy Dynama. W jednym miejscu jest
zgromadzona: szkoła, internat, znakomite boiska, basen, sale gimnastyczne, gabinety odnowy... Słowem wszystko co
jest potrzebne w profesjonalnym futbolu. Dlaczego nie stworzyć takiego kompleksu w Krakowie?
Wybudowanie takiej bazy kosztuje nie
małe pieniądze...
Barcelona wybrała Polskę jako miejsce dla filii swojej szkoły bo widzi piłkarski potencjał w polskiej młodzieży. Są
w to zainwestowane duże pieniądze, ale
jeśli nie chcemy opierać polskiego futbolu tylko na piłkarzach sprowadzanych
z zagranicy, jeśli chcemy odkrywać i szlifować nasze rodzime talenty piłkarskie
to musimy w to zainwestować. Popatrzmy na Kraków. Wydano 700 milionów
na wybudowanie dwóch nowych stadionów. Najwyższy czas pomyśleć również
o stworzeniu nowoczesnej bazy do szkolenia piłkarzy, którzy mieliby na tych
stadionach grać. Mamy piłkarskie talenty i kadrę która potrafi je szkolić: Klich,
Błaszczykowski, Brożkowie, Kokoszka –
to absolwenci naszej Szkoły, którzy okazali się nawet za dobrzy na naszą ligę...
Panie dyrektorze, jest Pan radnym
Miasta Krakowa i kandydatem do Sejmu. Czego potrzebuje Szkoła, aby mogła realnie myśleć o wybudowaniu
akademii piłkarskiej w takiej postaci
jaką Pan proponuje?
Podstawową sprawą jest posiadanie
odpowiedniej działki. Jeśli jest teren to
Szkoła poprzez swój organ założycielski
(jest nim MKS Cracovia SSA) może aplikować o środki unijne i poszukiwać inwestorów. Nie musi to być drogi, komercyjny teren w centrum miasta. Na przykład wspomniany kompleks sportowy
Dynama Kijów jest położony na peryferiach Kijowa, w pięknym parku.
Czy taka inwestycja może być rentowna? Czy to może być dobry biznes?
Myślę, że tak. Budowa profesjonalnej akademii piłkarskiej to również decyzja biznesowa. Jak bumerang wraca tutaj
przykład Barcelony i wielu innych wielkich klubów, które łożą ogromne środki
na szkolenie młodzieży. Przynosi to bardzo wymierne efekty w postaci wychowanków, których wartość na piłkarskim
rynku osiąga gigantyczne kwoty. Biorąc pod uwagę skalę prowadzonej pracy
z dziećmi i młodzieżą jest to także inwe-
stycja w społeczeństwo. Warto, aby dostrzegli to decydenci w Warszawie, w sejmowej komisji sportu czy w rządzie.
Szkółek piłkarskich jest w Polsce dość
sporo, ale Pana Szkoła wyróżnia się
tym, że kładzie duży nacisk na wszechstronną edukację zawodników. Można powiedzieć, że układacie nie tylko
nogę, ale i głowę młodego piłkarza...
Taki mamy cel. Nie wszyscy nasi absolwenci zostają zawodowymi piłkarzami, a tylko najbardziej utalentowani robią błyskotliwe kariery i zarabiają wielkie pieniądze. Dlatego staramy się dać
naszym uczniom solidne wykształcenie,
które po zdaniu matury da im szansę na
zdobycie zawodu również poza sportem.
Niektórzy rodzice czy trenerzy mają mają
o to do mnie pretensje: „panie dyrektorze, oni są tu po to żeby grać”. Zgoda! Ale
dobrze by było, żeby chłopak zdał maturę, bo wystarczy jakaś kontuzja i kariera
może zostać przekreślona. I co wtedy zrobić bez wykształcenia?
Czy taka argumentacja przekonuje
mlodzież?
Młodość nie jest to okres, w którym
dominuje takie odpowiedzialne spojrzenie na świat. Natomiast jest to czas gdy
szuka się wzorców. Takimi bohaterami
godnymi naśladowania na pewno mogą
być patroni naszej szkoły – Józef Kałuża
i Henryk Reyman. Pierwszy był z zawodu nauczycielem, który na boisku, z precyzją mistrza szachowego, potrafił rozstawiać zawodników i konstruować skuteczne akcje ofensywne, drugi był zawodowym oficerem, który jako doskonały
organizator potrafił konsolidowac drużynę. Główna siła Kałuży i Reymana nie
tkwiła „w nogach” lecz właśnie “w głowie”.
Na szkolnym sztandarze oprócz nazwiska wybitnych piłkarzy Cracovii
i Wisły macie motto...
Sztandaru dorobiliśmy się całkiem
niedawno. Sa na nim nazwiska naszych
patronów – Kałuży i Reymana. Mamy
też wyhaftowane hasło “Bóg-HonorOjczyzna oraz slowa Jana Pawła II –
„Sport to najkrótsza droga do przekraczania barier”. Dużo jest więc elementów
symbolicznych które mają mieć wpływ
na wychowanie naszej młodzieży.
Jaki jest poziom nauczania w Szkole
Mistrzostwa Sportowego?
Do niedawna wielu rodziców mówiło: „no dobrze – mój chłopiec poszedłby do szkoły sportowej, gra w piłkę, ale
szkoda że macie niski poziom, szkoda
żeby się zmarnował”. Dlatego naszą ambicją jest utrzymywanie przynajmniej
średniego poziomu nauczania. W kuratorium nikogo nie interesuje że my jesteśmy szkołą specjalistyczną, że chłopcy trenują dwa razy dziennie, oni patrzą na suche wyniki. Nie mamy ambicji być „konkurencją naukową” dla najlepszych liceów, ale mamy ambicje być
dobrą szkołą i to osiągamy. Z każdym
rokiem wyniki egzaminów zewnętrznych
są lepsze – czy gimnazjalnych czy maturalnych.
Odnoszę wrażenie, że w Waszej Szkole
wciąż się coś dzieje...
7
Nr. 4
W tym roku z Argentyną w jednym meczu wystąpiło aż trzech reprezentantów naszej Szkoły.
Oprócz Mateusza Klicha,
który debiutował w tym
meczu zagrali Jakub
Błaszczykowski i Piotr
Brożek.
Staramy się, aby nasi absolwenci zostali wychowani na porzadnych i wartosciowych ludzi. Stąd ich udział w różnych
akcjach charytatywnych, warsztatach dotyczących różnych kultur, z którymi zapewne przyjdzie im sie spotkać podczas
piłkarskiej kariery i wreszcie wyjazdy zagraniczne na wschód i Zachod Europy.
Pokazujemy uczniom naszą historię, często pozwalamy im jej „dotknąć”. Budzimy w ten sposób patriotyzm.
Chcemy młodemu czlowiekowi pokazać świat wartości aby zobaczył, że nie istnieje tylko „mamona” i problem wysokości kontraktu. Staramy się rozszerzyc horyzonty tych chlopaków tak aby dostrzegli
wartości niematerialne, którymi warto żyć
i o których warto przynajmniej coś wiedzieć.
Organizujemy różne spotkania z ciekawymi ludźmi – np. księdzem Tadeuszem
Isakowiczem-Zaleskim który opowiadał
o przedwojennych klubach we Lwowie,
a przy okazji o swojej książce poświęconej
mordom UPA na Polakach, mieliśmy studentów którzy przeprowadzali warsztaty na
temat kultury żydowskiej oraz kultury islamskiej. Słowem, chcemy żeby ci chłopcy byli nie tylko dobrymi piłkarzami, ale
też ludźmi wykształconymi i aby wchodzili w dorosłe życie odpowiednio przygotowani.
To bardzo ambitne cele...
...i przyznam, że nie zawsze się udaje je realizować, ale taka jest misja Szkoły.
Gimnazjum to trudny wiek. Dodatkowo
nakłada się na to okres dojrzewania i to
że to jest młodzież nastawiona sportowo,
...jest im czasem trudno wysiedzieć na
lekcji 45 minut, bo myślami już są gdzieś
na boisku albo w innym miejscu.
Panie dyrektorze nauka w szkole jest
płatna, czy nie odstrasza to rodziców
od posyłania tu swoich pociech?
Sporo się nad tym zastanawiałem
– w sensie szacowania czesnego. Internat i posiłki są płatne na takim poziomie
jak w innych szkołach. Porównywałem
ostatnio nasze czesne z opłatami w jednej ze szkółek piłkarskich. Tam opłata za
2 treningi w tygodniu wynosi 120 złotych. U nas za czesne 150 – 250 złotych
uczniowie otrzymują cały cykl edukacyjny i sportowy. Sporo rodziców którzy są
w trudnej sytuacji materialnej pisze prośby o zmniejszenie czy zniesienie czesnego. Jeśli sprawa jest sensownie argumentowana to zwykle przychylam się do takich próśb. Mamy sporo takich przypadków. Nie chcemy skreślać żadnego
chłopca który chce się uczyć.
Jest wiele przykładów, że spośród takich chłopców wyrasta wielu wybitnych piłkarzy...
Tak oni maja dodatkową motywacje
i ambicje by się przebić, by walczyć, bo
wiedzą że wszystko od nich samych zależy.
Organem założycielskim SMS jest
Cracovia, ale w szkole uczą się m.in.
również młodzi piłkarze Wisły. Czy
nie macie zatargów na tle klubowym?
Wiele osób mnie o to pyta. Jest dość
powszechne przekonanie, że takie spotkanie dwóch opcji nie może się skończyć
inaczej niż bijatyką. I to jest tylko stereotyp. Do naszej Szkoły chodzą piłkarze
Cracovii i Wisły i często się przyjaźnią.
Czasem chodzą do jednej klasy, choć zwykle jest tak że ze względu na treningi klasy są podzielone na klasę Cracovii i Wisły
oraz i pozostałych klubów. Mieliśmy nawet taki przypadek, że bracia Jeleniowie
grali – jeden w Cracovii a drugi w Wiśle!
Jest natomiast w pełni naturalne, że
chłopcy rywalizują i że swoje sympatie klubowe mają. Gdy przychodzą derby czy to na poziomie juniorskim czy seniorskim, to wyczuwa się pewne napięcie. To jest ich życie, którym żyją intensywnie. Natomiast podczas mojej już 3
letniej pracy nie spotkałem poważniejszych incydentów na tym tle. W mediach
dowiadujemy się o różnych spięciach
w róznych innych szkołach. Tu uczniowie maja jasno przekazane, że szkoła to
miejsce w którym mają się uczyć, a jak
chcą rywalizować między sobą, to od
tego jest boisko i zasady fair play.
W innych szkołach wręcz zabrania
się identyfikowania ze swoim klubem
u Was to działa zupełnie inaczej. Zamiast zabraniać tej identyfikacji ze
swoim środowiskiem, uczycie jak egzystować równolegle z innymi.
Tak, bo każdy jest uczniem naszej
szkoły, niezależnie czy jest wiślakiem czy
pasiakiem czy z Hutniak. Wszyscy są
w SMS na równych prawach i mają szko-
Jeśli nie chcemy opierać polskiego futbolu tylko na piłkarzach sprowadzanych z zagranicy, jeśli chcemy odkrywać i szlifować nasze rodzime talenty piłkarskie to musimy
w to zainwestować
łę reprezentować tak żebyśmy się tego nie
wstydzili. Oni to wszystko chyba dobrze
rozumieją. Rozumieją specyfikę tej Szkoły i nie muszą mocno podkreślać swojej
przynależności klubowej. My im niczego
nie zabraniamy.
Chcieliśmy jeszcze zapytać o Mateusza
Klicha – absolwenta Waszej Szkoły.
Jaki to był uczeń?
Na pewno zdolny chłopak nie tylko w sensie piłkarskim ale i intelektualnym. Będąc utalentowanym zawodnikiem, często był poza Szkołą ze względu
na rozgrywki, kadrę i zgrupowania. Trudno jest łączyć życie ucznia i sportowca,
zwłaszcza w młodym wieku, kiedy pokus
jest sporo. On to potrafił. Było widać dobrą pracę nad nim trenera i zarazem ojca.
Cieszę się, że udało mu się przebić do
pierwszej drużyny seniorów oraz zadebiutować w reprezentacji. Mam nadzieję że bedziemy go często oglądać na boiskach Bundesligi. Myślę że jest takim dobrym przykładem ucznia, na którym inni
mogą się wzorować. Skoro jemu się udał
przebić do Cracovii i grać w Ekstraklasie,
a nawet wyżej, to znaczy że można.
Transferowi Mateusza Klicha do Bundesligi towarzyszyły skrajne komentarze. Mówiono, że to za „głęboka
woda”, że powinien jeszcze pograć
w polskiej lidze. Jaka jest Pana opinia?
Ja myślę że chłopak miał już 21 lat,
to już jest taki wiek że niektórzy grają
w reprezentacjach narodowych. On zagrał w lidze, miał dobry sezon, zadebiutował w reprezentacji – i pojawiła się szansa.
To będzie miało sens, jeśli on faktycznie
w tej Bundeslidze będzie grał. Będzie to
znaczyło, że jego talent się rozwija.
Ja wierzę, że Mateusz jest przygotowywany do gry w Bundeslidze, że nie po
to Wolfsburg wyłożył nie małe pieniądze
na zakup pomocnika żeby go sadzać na
ławce. Rozumiem że jest tam jakiś głębszy zamysł który pozwoli ten talent rozwijać. Oczywiście w naszej lidze mógłby
jeszcze pograć, natomiast czy by się da-
lej rozwijał piłkarsko? Można mieć tutaj wątpliwości. Mieliśmy wielu utalentowanych zawodników, którzy w kategoriach młodzieżowych zdobywali laury na
arenach międzynarodowych, a później
w naszej szarzyźnie ligowej te ich talenty
przestały błyszczeć i stali się średniakami,
wyrobnikami, rzemieślnikami...
- I może tu jest klucz do rozwiazania
problemu naszej piłkarskiej młodzieży
– warunki do dalszego rozwoju, nie tylko “nogi”, ale też piłkarskiej “głowy”?
No i powoli przechodzimy do takiej
starożytnej zasady – calos cagatos, czyli równowagi: masz być piękny i mądry.
Piękny w sensie rozwoju fizycznego ciała, i mądry, czyli musisz poznawać tajniki nauki. Ta zasada oznacza, że jedno nie
przeczy drugiemu. wręcz przeciwnie. Nauka ma uzupełniać rozwój fizyczny i odwrotnie. To jest taki mechanizm samonapędzający się pod warunkiem, że jest
stosowany w odpowiednich proporcjach.
Czesto to chłopcom powtarzam, mobilizując ich do nauki. Nie tylko sport,
ale i wysiłek intelektualny – wtedy człowiek jest kompletny. Wtedy ta zasada jest
urzeczywistniana. Nasi absolwenci – jak
się słyszy w wywiadach – nie są piłkarzami, którzy za przeproszeniem nie potrafią trzech zdań powiedzieć o meczu, tylko są ludźmi inteligentnymi, którzy potrafią się odnaleźć w różnych sytuacjach.
I to jest chyba bardzo ważny argument, by Szkoła otrzymała możliwość stworzenia bazy na miarę profesjonalnej akademii piłkarskiej o której
Pan wspomniał w której utalentowana
sportowo młodzież miałaby szansę na
wszechstronny rozwój.
Chodzi o pełny rozwój człowieka,
inwestowanie jedynie w rozwój fizyczny to jest za mało w dzisiejszym świecie.
Taki zawodnik niekompletny czy nie do
końca dojrzały często ma problemy z odnalezieniem się w świecie. Ma problemy
ze zrobieniem kariery nawet jeśli jest dobrym piłkarzem...
ROZMAWIALI STANISŁAW MALEC
I ROBERT MAKOWSKI
8
1 października 2011
Treningi mistrzowskie
Umowy o współpracy
z udziałem wybitnych trenerów z Polski i Świata
stały się waznym elementem kształcenia
piłkarskiego w SMS.
...z Akademią Wychowania Fizycznego w Krakowie i...
W
Szkole Mistrzostwa Sportowego treningi prowadzone są z najlepszymi szkoleniowcami. Uczniowie oraz kadra trenerska mogą korzystać z doświadczeń wybitnych trenerów.
Jednym z gości był wybitny trener –
Alan Nixon, były zawodnik ligi irlandzkiej, który przez ostatnie lata prowadził
szkolenia na całym świecie.
W trakcie pokazu, którego uczestnikami byli uczniowie SMS-u, Alan Nixon zwracał uwagę na szkolenie zawodników myślących, rozumiejących piłkę
nożną. Na treningu obecni byli trenerzy oraz studenci AWF Kraków. Po pokazie odbył się krótki wykład teoretyczny dotyczący szkolenia oraz podejścia do
zawodników.
Spotkanie z Alanem Nixonem
w Szkole Mis-trzostwa Sportowego odbyło się w ramach współpracy szkoły
oraz Akademii Wychowania Fizycznego
w Krakowie.
* * *
15 kwietnia w naszej szkole odbyło się spotkanie z trenerką dziewczęcych
grup młodzieżowych Manchesteru United – Emmą Jenks. Podczas dwugodzinnego spotkania dowiedzieliśmy się, jak
funkcjonuje nabór zawodników w Anglii, jakie cechy piłkarskie najbardziej
brane są pod uwagę.
Analizowaliśmy także taktykę Manchesteru United, zaczynając od pierwszych taktyk z lat 30 i kończąc na dzisiejszym 4-3-3.
Z-ca dyrektora ds. dydaktycznych Katarzyna
Gubernat. Dba o to by w głowach naszych
absolwentów zagnieździła sie wiedza.
Dyrektor W. Gilarski i Rektor AWF Prof. A. Klimek
Dzięki tej umowie Szkoła zyskała dostęp do najnowszych metod treningowych
oraz najnowszych osiągnięć z dziedziny fizjologii i psychologii sportu.
Alan Nixon
...czyli trening pokazowy
...z Pogonią Lwów
Emma Jenks z FC Liverpool podczas „treningu
mistrzowskiego”
W czerwcu podpisano umowę
o współpracy pomiędzy reaktywowaną
we Lwowie „Pogonią”, a Szkołą Mistrzostwa Sportowego.
Młodzi piłkarze z Pogoni Lwów przebywali w dniach 10 – 12 czerwca pod
Wawelem. Drużyna trampkarzy wraz
z prezesem klubu, Panem Markiem Horbaniem byli gościem krakowskiej, piłkarskiej Szkoły Mistrzostwa Sportowego im.
Józefa Kałuży i Henryka Reymana. Młodzi lwowiacy wzięli udział w V Międzynarodowym Turnieju Piłki Nożnej SMS
Cracovia Cup 2011.
Według prezesa Horbania, kontakty
młodzieży ze Lwowa z rówieśnikami grającymi w takich klubach jak Cracovia czy
Wisła to niepowtarzalna okazja do podniesienia kwalifikacji.
– Turniej w Krakowie jest debiutem
dla naszej drużyny trampkarzy. Mieliśmy najmłodszy zespół, tak więc zajęcie
w SMS Cracovia CUP dziesiątego miejsca możemy uznać za sukces – powiedział
Marek Horbań, prezes Pogoni Lwów.
Kontakty pomiędzy SMS-em, a Pogonią Lwów rozwijają się już od dwóch
lat.
– W marcu dotarła do nas prośba
o wsparcie ze strony naszych lwowskich
przyjaciół. Pogoń znalazła się w trudnej
sytuacji. Momentalnie postaraliśmy się
nagłośnić apel za pośrednictwem krakowskich mediów, a sami pojechaliśmy
do Lwowa. Wtedy mogliśmy zaoferować
słowa otuchy i rozegrać mecz towarzyski.
Dziś, po 2 miesiącach przyszedł czas na
konkrety. Oferujemy Polakom ze Lwowa, to co potrafimy robić najlepiej czyli pomoc w kształceniu piłkarzy – powiedział Mirosław Gilarski, dyrektor SMS.
Podpisana umowa o współpracy zakłada objęcie Lwowskiego Klubu Sportowego „Pogoń” patronatem sportowo
– szkoleniowym. W myśl porozumienia, krakowska szkoła stworzy warunki do nauki oraz szkolenia piłkarskiego
w szkole dla zawodników LKS „Pogoń.
Natomiast w zamian lwowiacy pomogą
w realizacji programów edukacyjno wychowawczych dla uczniów SMS-u.
Z-ca dyrektora ds. szkolenia sportowego Piotr Kocąb
czyli prezes MKS SMS we własnej osobie. Szef wszystkich trenerów.
Mirosław Gilarski (SMS) i Marek Horbań(Pogoń Lwów)
podpisują umowę o współpracy
9
Nr. 4
Gdzie są chłopcy z tamtych lat?
W
kadrach klubów ekstraklasy
próżno szukać nawet nie tyle
wychowanków, co zawodników wywodzących się z tego samego miasta, co klub. To jeden z „efektów ubocznych” nowoczesnego futbolu, ale jeszcze
kilka lat temu w Cracovii udało się stworzyć dobry zespół w oparciu o rodowitych krakusów. Zobaczmy jak zmieniała się kadra „Pasów” pod względem pochodzenia graczy od powrotu najstarszego polskiego klubu do elity w 2004 roku.
2004/2005
Drużynę, która po 20 latach przerwy przywróciła na Kałuży 1 ekstraklasę, prowadził krakowianin Wojciech Stawowy, który pierwsze szkoleniowe szlify zbierał w Wiśle, gdzie
z juniorami starszymi dwukrotnie zdobył mistrzostwo Polski. Część zawodników tej złotej drużyny pracowało
z nim w Proszowiance, a w 2002 roku
trafiło do wkraczającej w erę odrodzenia Cracovii i miało olbrzymi wkład
w wywalczenie awansu do ekstraklasy. W pierwszym po tak długiej przerwie sezonie na najwyższym szczeblu
rozgrywkowym „Pasy” reprezentowało
w sumie aż 11 krakusów: Marcin Cabaj, Marek Baster, Marcin Makuch,
Krzysztof Radwański, Michał Świstak, Łukasz Skrzyński, Piotr Giza, Paweł Nowak, Krzysztof Przytuła, Paweł
Szwajdych oraz Piotr Bania. Do tego
w zespole byli wywodzący się z okolic
Krakowa Marcin Dudziński i Tomasz
Moskała, a Kazimierz Węgrzyn i Tomasz Wacek z Krakowem związani byli
od 20. roku życia. Tej najbardziej krakowskiej drużynie „Pasów” w ostatnich
latach zabrakło raptem 10 minut, by
wywalczyć historyczny awans do Pucharu UEFA...
2005/2006
Przed sezonem z zespołu ubyli Makuch, Szwajdych i Dudziński, ale w trakcie rozgrywek do kadry I zespołu włączeni zostali niespełna 18-letni wówczas Tomasza Baliga i Mateusz Jeleń. Ten pierwszy, syn byłego gracza Cracovii Krzysztofa Baligi, pierwsze kroki stawiał w Armaturze, ale wszystkie szczeble piłkarskiego wtajemniczenia przeszedł już w „Pasach”. Z kolei Jeleń to wychowanek Prądniczanki, który do Cracovii trafił w wieku 15 lat. Obaj jednak nigdy nie zostali pierwszoplanowymi postaciami I drużyny. W zespole pojawił się pierwszy
w „erze Comarchu” (trwającej od 2002
roku) obcokrajowiec Joao Paulo Heidemann. W przerwie zimowej Stawowego
zastąpił Stefan Białas.
li najlepszy strzelec „Pasów” ostatnich
lat, Baster oraz Giza, a w przerwie zimowej zespół opuścili Świstak oraz Skrzyński. Bilans: minus pięciu krakowian. Do
I drużyny włączono z juniorów pochodzącego z Makowa Podhalańskiego Mateusza Urbańskiego.
2008/2009
W tym sezonie – zgodnie z własnymi zapowiedziami – Majewski miał zaprezentować „autorski zespół”, w którym spośród graczy pierwszego planu
krakowską piłkę reprezentowali już tylko
Cabaj, Nowak i Radwański. Efekt przeprowadzanych przez kilkanaście miesięcy
zmian był opłakany: „Pasy” po raz pierwszy od powrotu do ekstraklasy znalazły
się na ligowym dnie. Prezes Janusz Filipiak „nagrodził” za to „Doktora” zwolnieniem, a jego miejsce zajął Artur Płatek. Do kadry I drużyny włączeni zostali kolejni juniorzy wywodzący się z Małopolski, a konkretnie tak jak Dudzic,
z Oświęcimia: Jakub Snadny i Dawid
Dynarek. Jednak podobnie jak wymienieni wcześniej Baliga, Jeleń i Urbański, nie stanowili nigdy o sile „Pasów”.
Zanim pożegnał się z posadą, Majewski zdążył jeszcze zaprosić do treningów 18-letniego Mateusza Klicha (pochodzący z Tarnowa, w Cracovii od 13
roku życia), ale debiut w dorosłej Cracovii umożliwił mu już Płatek, który zimą
zrezygnował z usług Radwański. Ten sam
szkoleniowiec w przerwie między rundami zapoczątkował hurtowe sprowadzanie
zawodników.
2009/2010
Po 7 (sic!) latach kolejnych wypożyczeń do Cracovii wrócił jej wychowanek,
Konrad Cebula, który po nieprzedłużeniu umowy z Nowakiem wespół z Baligą, Cabajem i Jeleniem bronił w „Pasach” honoru krakusów. Z tej czwórki
tylko Cabaj był ważnym graczem drużyny, a po przyjściu Oresta Lenczyka z Cracovią pożegnali się Cebula i Jeleń.
2010/2011
Przed tym sezonem w Cracovii doszło do gruntownych zmian. „Pasy” po
raz pierwszy tak szeroko otworzyły się
na obcokrajowców, Baliga został wypożyczony do Okocimskiego Brzesko, więc
Cabaj został „ostatnim krakowianinem”
w Cracovii. W przerwie zimowej odszedł
z klubu, a tytuł jedynego krakusa w drużynie przejął po nim Giza, który wrócił pod Wawel po nieudanej przygodzie
z Legią Warszawa. „Pasy” kończyły sezon
z 12 obcokrajowcami w składzie.
2006/2007
2011/2012
Sezon nie przyniósł w drużynie wielkich zmian jeśli chodzi o relacje Kraków
– Reszta Świata. Po słabym starcie Białasa na trenerskim stołku zastąpił Stefan
Majewski, który „czystki” w zespole zaczął przeprowadzać dopiero od kolejnego sezonu. Do drużyny dołączył oświęcimianin Bartłomiej Dudzic, z wypożyczenia do Kmity Zabierzów wrócił Szwajdych, z rezerw wyciągnięto wadowiczanina Kamila Karcza.
Przed sezonem pożegnano się
z Gizą, więc przez kilka tygodni w zespole brakowało chociażby jednego rodowitego krakusa. W sierpniu dziurę tę
wypełnił Sebastian Steblecki, syn znakomitego przed laty hokeisty Cracovii
Romana. 19-letni Sebastian to niemal
wychowanek klubu (zaczynał w Armaturze), jeszcze nie doczekał się ligowego
debiutu, ale ma za to na koncie pierwszy
występ w dorosłej Cracovii – 21 września zagrał w meczu 1/16 finału Pucharu Polski z Piastem Gliwice. Stałą kadrę
I drużyny tworzy 12 Polaków i 12 obcokrajowców.
MACIEJ KMITA
2007/2008
W przerwie letniej decyzją „Doktora” z Cracovią pożegnali się Bania, czy-
10
1 października 2011
Wojtaszek Comarch Team 166.824 widzów na stadionie Cracovii!
Głównym sponsorem zespołu talentów
szachowych „Wojtaszek Comarch Team”
został zarządzany
przez profesora Janusza Filipiaka producent rozwiązań informatycznych Co- Na zdjęciu od lewej: Dariusz Świercz, Jan Krzysztof
march, dostarczają- Duda, Radosław Wojtaszek i Aleksandra Lach
cy rozwiązań dla najje na stronie Polskiego Związku Szaważniejszych sektorów gospochowego, a także w Czasopiśmie Szadarki, w tym telekomunikacji,
chowym Mat i newsletterze PZSzafinansów, administracji publicz- chu. Dodatkowo informacja o sponsorze podkreślana jest w każdym z wywianej oraz sektora małych i średdów, a logo Comarch widnieje na stronich przedsiębiorstw.
jach zawodników.
L
iderem zespołu jest Radosław
Wojtaszek, 24-letni arcymistrz,
wielokrotny medalista Mistrzostw
Polski, który w roku 2011 wywalczył
we Francji tytuł wicemistrza Europy.
Ideą akcji jest promocja młodych talentów, a jej głównym celem zbudowanie perspektywicznej drużyny olimpijskiej na Igrzyska w 2018 roku oraz dołączenie do elity światowej zarówno w kategorii juniorów jak i seniorów. Co więcej, poprzez wsparcie kariery najzdolniejszych polskich dzieci i młodzieży, firma
dąży do kreowania pozytywnych wzorców sportowych.
Decyzja Comarchu o wspieraniu
królewskiej gry nie jest przypadkowa.
Gra w szachy rozwija intelektualnie młodych ludzi, ćwiczy pamięć i koncentrację, rozwija kreatywność, umiejętność
logicznego myślenia i strategicznego planowania – wszystkie cechy, które w dorosłym życiu decydować będą o sukcesie
zawodowym.
W ramach projektu firma Comarch
wspiera finansowo długofalowy plan rozwoju najbardziej utalentowanych polskich szachistów najmłodszego pokolenia. Związek międzynarodowego dostawcy rozwiązań informatycznych i szachów nie jest przypadkowy. Inwestycje
w talenty polskiej młodzieży są zbieżne
z misją firmy, której sukces opiera się na
kapitale intelektualnym. Nie bez znaczenia jest także fakt wykorzystania rozwiązań informatycznych w szachach i wpływ
tej dyscypliny na wszechstronny rozwój
dzieci i młodzieży.
Projekt promowany jest poprzez
stronę internetową teamu, bloga oraz
poprzez fanpage na Facebooku. Reklama Wojtaszek Comarch Team widnie-
W wyniku realizacji projektu firma dąży do zbudowania pozytywnego
wizerunku w dyscyplinie sportowej powszechnie uważanej za elitarną, a jednocześnie najbardziej profilowo zbliżonej
do podstawowej działalności firmy. Comarch liczy na promocję marki w środowisku biznesu, przyszłych pracowników
– młodzież utalentowana szachowo odnosi sukcesy w kierunkach ścisłych (programowanie) w kraju i za granicą.
PAWEŁ KOZYRA
FOT. SYLWIA RUDOLF
Profesor Janusz Filipiak,
prezes Comarchu,
główny sponsor
Wojtaszek Comarch Team
Inwestycja w talent polskiej
młodzieży jest zbieżna z misją
firmy Comarch, której sukces
całkowicie opiera się na polskim kapitale intelektualnym.
Dzięki swojej postawie, wybitnej inteligencji, pracowitości
i talentowi Radek Wojtaszek
jest doskonałym wzorem do
naśladowania dla młodszych
koleżanek i kolegów. Jesteśmy przekonani, że bezpośredni kontakt z mistrzem i możliwość wspólnej pracy, będzie
dla młodych ludzi doskonałą
okazją do podniesienia swoich
umiejętności i samorealizacji.
Reklama
Witaboks
Suplementy i Odżywki
Sklep Bałtycka 11
er
Sup
!!!
e
j
c
mo
pro
www.witaboks.pl
www
wiit ks pl
Minął rok od otwarcia nowego stadionu Cracovii.
W przeszło 100-letniej historii Klubu to może niewiele,
ale jest to również czas wystarczający na to, by ten nowy
stadion zaczęli regularnie odwiedzać kibice, którzy starego
nie pamiętają!
1 Arka
2 Ruch
3 Lech (PP)
4 Polonia B.
5 Wisła
6 Bełchatów
7 Legia
8 Lech
9 Korona
10 Lechia
11 Zagłębie
12 Polonia W.
13 Widzew
14 Jagiellonia
15 Korona
16 Legia
17 ŁKS
18 Śląsk
W sumie:
14300
10000
5500
8000
11000
4779
10000
11936
8500
9343
7833
7731
9053
9041
9564
12546
10084
7614
166824
cą się do oglądania piłkarskich zmagać
arenę w Krakowie.
ROBERT MAKOWSKI
Fot. Urszula Łaptaś / Terazpasy.pl
J
ak ocenić pierwszy rok na nowej
arenie Pasów? Nowa piłkarska arena to cztery różnorodne nie tylko
pod względem architektonicznym ale
i różniące się “klimatem” na nich panującym - trybuny. Odpowiednia ilość
wejść, dostępne cały tydzień kasy. Można więc śmiało powiedzieć - stadion dla
KAŻDEGO - bo każdy znajdzie tu swoje miejsce.
Aby możliwie z daleka ominąć subiektywne odczucia, przyjmiemy najbardziej obiektywny parametr: FREKWENCJĘ.
Choć piłkarze Cracovii pierwszy sezon
na nowym obiekcie otworzyli zwycięsko,
to na kolejny komplet punktów “u siebie”
kibic Pasów czekał aż do ostatniego meczu
2010 roku. Dość powiedzieć, że w ciągu 6
meczów rozegranych na własnym stadionie (5 meczów Ekstraklasy i jeden Pucharu
Polski) na stadion przyszło 53.579 widzów,
co dało średnią 8.930 na mecz!
Runda wiosenna, to rozpaczliwa walka o utrzymanie. Jednak Cracovia ciągle grała o coś, a przede wszystkim była w tej rundzie zespołem własnego boiska - przegrała przy Kałuży tylko
raz! Zapewne z tego powodu kibice nadal tłumnie wspierali piłkarzy. Stadion
podczas 8 meczów w rundzie wiosennej
odwiedziło 73.437 kibiców, czyli średnio
9.180 widzów na mecz.
Przyszedł wreszcie nowy - bieżący sezon. Drużyna, która po ciężkim boju utrzymała się w Ekstraklasie, została wzmocniona. Nadzieje na dobry wynik sportowy od-
żyły. Mimo, iż piłkarze zafundowali swoim
kibicom kolejne rozczarowania, w czterech
meczach rundy jesiennej stadion odwiedziło już 39.808 osób, co daje średnią 9.952
osób na mecz.
Tak więc słabo grającą - walczącą
o utrzymanie się w lidze Cracovię - z sezonu na sezon ogląda coraz więcej kibiców! Od otwarcia stadionu podczas
meczów przewinęło się 166.824 osoby.
Zważywszy na wyniki drużyny, a kładąc
na drugiej szali bardzo dobrze skalkulowane ceny biletów, ilość kibiców Cracovii odwiedzających stadion to wartość
sama w sobie. Wartość, o którą należy
dbać i którą trzeba szanować bez względu na wszystkie inne okoliczności, z jakimi Cracovia musi się borykać...
Wydaję się, że obecnie trzeba już tylko sportowych sukcesów, by zapełniać po
brzegi tę najpiękniejszą, najlepiej nadają-
Nagrody dla nowego stadionu
Cracovii:
Styczeń 2011 – nagroda im. prof. Janusza Bogdanowskiego za najlepszy architektonicznie obiekt minionego roku, przyznawana z inicjatywy Gazety Wyborczej
Marzec 2011 – Nagroda Stowarzyszeń Gmin i Powiatów Małopolski
dla 10 „Najlepszych Przedsięwzięć
Roku” w Małopolsce.
Maj 2011 – nagroda w kategorii architektura użyteczności publicznej w plebiscycie „Kraków mój
dom” zorganizowanym przez Gazetę Krakowską.
Lipiec 2011 – pierwsza nagroda w plebiscycie Budowa Roku 2010. Konkurs organizowany przez Polski
Związek Inżynierów i Techników
Budownictwa.
Reklama
11
Nr. 4
chillout na końcu świata
Cracovia na końcu świata
Co robi kibic Cracovii w weekend? Idzie na
mecz… Co robi gdy Cracovia gra na wyjeździe?
Jedzie na wyjazd. A co
robi kibic gdy sam wybiera się w podróż daleką, w zasadzie w tak daleką, że dalej to już podróżować się nie da? Zabiera Cracovię ze sobą. Zabiera ją w podróż dookoła świata!
C
iężko jest sobie wyobrazić pobyt
zagranicą gdy ma się na punkcie Pasów kompletnego fioła. Fioł
taki, polegający na waleniu w bębny, malowaniu nocami sektorówek czy rozkładaniu na wszystkich krzesełkach (i ławkach)
kartoników na kilka godzin przed meczem, potrafi bardzo poważnie uniemożliwić opuszczanie domu na okres dłuższy niż
ten między ostatnim gwizdkiem sędziego,
a tym rozpoczynającym kolejny pojedynek Pasów. Ale gdy pomysł okrążenia globu okazuje się nie tak trudny do zrealizowania, a pasja odkrywania nieznanego coraz częściej spać nie daje, to… przychodzi
czas na bolesną rozłąkę z ukochaną drużyną. Zabieram więc ze sobą biało-czerwony szal, koszulkę i pożyczoną od przyjaciela
flagę i wyruszam w roczną podróż.
Misja wymarzona – surfing i plażówka w Australii, w drodze na Antypody zaliczenie kilku rajskich plaż Azji, a na deser
kurs hiszpańskiego u boku bohaterów Kapuścińskiego z „Wojny Futbolowej”. Każdy punkt programu dopasowany do terminarza ekstraklasy – komputer ze skypem, wystarczająco szybkie połączenie
internetowe żeby radio Kraków odbierało, a w najgorszym wypadku – zasięg komórkowy żeby smsy z gorącymi relacjami
kolegów dochodziły „na żywo”. Wszyst-
ko jednak z należytym umiarem – w końcu podróżnikowi nie przystoi nieprzerwane szukanie kafejek internetowych – raz
w tygodniu wystarczy! ;)
W podręcznym plecaku przewodnik, butelka z wodą, piersiówka na zabijanie bakterii, paszport i barwy. Fotka
tu, fotka tam, z okien kolejnych hosteli i bambusowych chat powiewa pasiasta
flaga, z kolejnym cudem świata uwieczniony biało-czerwony szalik. Plantacje
herbat w Malezji, Angkor Watt w Kambodży, Koh Phi Phi w Tajlandii, Mur
Chiński, Bajkał, Opera w Sydney, nowozelandzkie fiordy, meksykańska Chichen
Itza. Cracovia jest wszędzie!
Problem pojawia się tylko raz, w Indiach. Mauzoleum Taj Mahal jest dokładnie pilnowane, nie można od tak fotografować się z flagami swoich klubów
bo można tym urazić zmarłą żonę Szaha
Dżahana, na której cześć powstała świątynia. Dopiero długie rozmowy z hinduską policją pozwalają mi odejść z flagą
w ręku, momentu tego nie uwieczniam
jednak na żadnej fotografii.
Cudownie jest ubrać koszulkę w biało-czerwone pasy i razem z meksykańskimi kibicami Chivas Guadalajara szaleć
w niej na blisko 50-o tysięcznym stadionie pełnym „naszych”… Tam odwiedza-
powierzchnią wody czy po skoku ze spadochronem z samolotu lecącego ponad
nowozelandzkimi wulkanami. Zdjęcia te
są dla mnie często istotniejsze niż telefon
do bliskich czy moje samopoczucie.
Gdziekolwiek by się nie było, cokolwiek by się nie robiło, myśli codziennie
wędrują w okolicę tej naszej strony Błoń.
Poczynania ukochanej drużyny śledzę na
bieżąco, a najważniejsze wydarzanie przeżywam nadzwyczaj emocjonalnie. Podczas Wielkich Derbów dzwonię do przyjaciela, z którym razem zdzieraliśmy gardło na meczach. W momencie wyjścia piłkarzy na murawę jestem z moimi duchem
i pozdrawiam ich gorąco: „U mnie 3.30
w nocy, znalazłem jedyną we wsi knajpę z Internetem, słucham radia i jestem
z Wami! Zazdroszczę. Rozwalcie ich!”
Przygód podróżniczych nie sposób zliczyć, najmocniej zapamiętana będzie ta z zatonięciem statku. Po przemierzeniu ponad 6
tys. km lądem z Los Angeles do kanału panamskiego od Kolumbii oddzielała nas gęsta
dżungla Darien. Zero dróg, zero cywilizacji,
zero policji, za to dużo krzaczków koki i pilnujących ich żołnierzy kolumbijskiej Guerilli. Sposoby dostania się do Ameryki Południowej są dwie: powietrzem lub wodą.
Oczywiście płyniemy! Ponieważ nie kursują żadne regularne jednostki trzeba radzić
sobie samemu. 4 dni zajmuje nam znalezienie statku, włoskiego kapitana, kilku kompanów i załatwienie paszportowych formalności. Kolejny planowany etap to 5-o dniowy rejs przez Karaiby i rajski archipelag wysp
San Blas. Granatową wodę dane jest nam
przemierzać jedynie przez niecałą dobę gdyż
dnia drugiego nad ranem uderzamy w skały, znajdujące się, jak się okazało, ok. 4km
od brzegu, jeszcze w Panamie. Statek idzie
na dno w godzinę, a my mamy dokładnie
tyle czasu na zrobienie rachunku sumienia
i przygotowanie na najgorsze… Na szczęście
udaje się całej, 7-osobowej ekipie, dopłynąć
wpław do brzegu. Zatapiające fale, kalecząca gołe nogi rafa, przerażająca cisza palmowego dzikiego wybrzeża. Udaje się nam uratować jedynie paszporty i kilka kart kredytowych, cała reszta, w tym emblematy Cracovii, idzie na dno. Jak mogłem nie ubrać koszulki na siebie?! Jak wytłumaczę utratę flagi? Strata jest ogromna, ale przygoda – niezapomniana…
Po rocznej tułaczce po świecie wracam do kraju szczęśliwy i stęskniony. Moja ukochana Cracovia czeka na
mnie w tym samym miejscu, w którym
ją zostawiłem, w formie świetnej, jakby w ogóle nie odczuła mojej nieobecności… Pierwszą wizytę na El Paso kończy łezka wzruszenia i refleksji. Wróciłem. Teraz nie liczy się wynik czy styl gry.
Ważne, że już jesteśmy razem. Na zawsze.
SKOT
FOT. RELAKSMISJA.COM
SKOT – Opravca i podróżnik, właściciel biura podróży Relaksmisja, które
oferuje wakacje w egzotyce z prawdziwego zdarzenia. Specjalizuje się w wyjazdach na najbardziej rajskie plaże
świata oraz w niskobudżetowych wyprawach na kajty, rafting i surfing czy
duże wydarzenia sportowe.
łem znajomych ze studiów, którzy pokazali mi, że futbol w ich kraju to porównywalne z naszym szaleństwo! Tequila,
piękne kobiety, cudowne jedzenie i tajemnicze miasta Majów. Meksyk jest naszym ulubionym przystankiem.
Nieopisaną radość dają zdjęcia robione z barwami na szczycie himalajskiego 3,5-tysięcznika, na najbardziej na
wschód wysuniętym przylądku Australii,
nad karaibską rafą koralową 12 m pod
Reklama
I
km TARYFA
ł/
z
4
8
,
1
RYFA II
A I,, 30% TA
20% TARYF
TA X I N I S K I C H C E N
www.taxi.barbakan.krakow.pl
12
1 października 2011

Podobne dokumenty