Biznesowy komandos

Komentarze

Transkrypt

Biznesowy komandos
e-PROFIT
WSZYSTKO O e-BIZNESIE
Kwiecień 2012
Biznesowy komandos
Gen. Roman Polko o gromieniu konkurencji
IQ Partners podsumowuje rok 2011
Jak wygląda obraz polskiego startupowca?
Przekrojowy raport Mamstartup.pl
7 parametrów głównych
O białym kruku i płochliwych inwestorach
Fot. Archiwum prywatne
Wywiad z Maciejem Hazubskim
Kwiecień 2012
W NUMERZE:
Od Redakcji
Felieton
Po co ci strona WWW?
Ile kosztuje startup?
Z naszej perspektywy
7 parametrów głównych
Jezioro się przesunie
Tomasz Szulgo
7 parametrów głównych
Wydarzenia
Czas podsumowań
Generation Mobile 2012
Czy spamerzy z Tajlandii znają język polski?
Rynkowe trendy
Maciej Oleksy
Wrocław – ziemia obiecana?
Wrocław – ziemia obiecana?
Hosting – czyli zacznijmy od podstaw
W poszukiwaniu nowych źródeł
W kierunku nowoczesnej edukacji
Medicus, czyli operacje na odległość
Polscy Samurajowie
Rozmowa miesiąca
Biznesowy komandos
Warto wiedzieć
O co chodzi z Enterprise 2.0?
Wizerunek polskiego startupowca
Startujemy Oceniamy
Espago – usprawnij proces rozliczeń
Marcin Stańczak
O co chodzi z Enterprise 2.0?
okładka 04/2012
Gen. Roman Polko
Foto: Archiwum prywatne
2 e-PROFIT
Po godzinach
Ludzie polskiego internetu
Your English Zone
Okiem CD Rollera
Z biblioteki startupowca
Od Redakcji
Na
jednym ze szkoleń, w których miałem przyjemność uczestniczyć,
siwawy już lekko tutor, będący przedstawicielem narodu „synów
Albionu”, zadał nam pytanie: What is Your business about?
(W wolnym tłumaczeniu: Czym jest twój biznes?). Jako, że w spotkaniu
uczestniczyli przedstawiciele różnych firm (począwszy od Microsoftu,
a skończywszy na L’Oreal) w odpowiedzi usłyszał krótkie podsumowanie
działalności kilku różnych branż w Polsce. Wysłuchał tego wszystkiego
z uwagą, po czym skomentował to jednym krótkim zdaniem: Bullshit.
Your business is not about producing software or cosmetics. It’s all about
making money!!! (W wolnym tłumaczeniu: Bzdura. Wasz biznes to nie
produkcja oprogramowania czy robienia kosmetyków. Wasz biznes to
zarabianie pieniędzy). W sumie uwaga prosta, oczywista i jasna jak słońce. Ale
to tylko pozory. Wielokrotnie spotykam się z pomysłodawcami, którzy z pasją
opowiadają o swoich projektach. Jakie to one innowacyjne, jak wiele zaoferują
użytkownikom i jak świat będzie lepszy, gdy już będą dostępne. Wszystko
idzie świetnie do momentu, gdy pada pytanie: A na czym wy będziecie
zarabiać? Cisza…
Marek Dornowski
Redaktor Naczelny
WYDAWCA
InQbe sp. z o.o.
ul. Towarowa 1
10-416 Olsztyn
NIP 524 256 87 12
REGON 140440822
KRS 0000250743
www.inqbe.pl
Redakcja
Marek Dornowski, Marta Przyłęcka
Małgorzata Zawadzka, Jerzy Kawa
Korekta
ITEL Solutions Tomasz Łukiańczyk
Projekt + skład
IMOGEN
Jak można zadawać tak banalne pytanie osobom, które mają wizję
kompletnej zmiany obecnego znaczenia słowa internet? Ano można, więcej,
trzeba ją zadać i to na etapie koncepcji, póki jeszcze zapału i chęci do pracy
nie brakuje. Pisze o tym między innymi Tomasz Szulgo w swoim artykule
7 parametrów głównych. Jeśli ktoś z Was zamierza w najbliższym czasie
przelać na papier swoje biznesowe fantazje, to jest to lektura z kategorii
obowiązkowych. Zresztą w tym numerze znajdziecie więcej artykułów,
które mamy nadzieję zainteresują Was i zainspirują.
Gościmy w tym numerze generała Romana Polko, który na bazie swoich
wojskowych doświadczeń, dzieli się wiedzą, jak rozgromić konkurencję.
Wspólnie z serwisem Wystartowali.pl od tego numeru rozpoczynamy
prezentację startupów, które dobrze wróżą na przyszłość. Czy pokładana
w nich nadzieja i gotówka się zwrócą? Sami jesteśmy ciekawi, pożyjemy
zobaczymy. Jak w każdym numerze sporo miejsca poświęcamy rynkowym
trendom. A tych nie brakuje, żeby wspomnieć chociażby system Medicus
umożliwiający lekarzom konsultację medyczną online. Staramy się też
przedstawić obraz polskiego startupowca i odpowiedzieć na pytanie,
o co chodzi z Enterprise 2.0?
A żeby nie było tylko o biznesie, to w dziale Your English Zone temat, który…
No dobra nie zapeszajmy, po prostu nam przypadł do gustu.
Miłej lektury. ■
e-PROFIT 3
Felieton
Po co ci strona WWW?
N
Do czego służy twoja strona WWW? Czy jest tylko wizytówką,
czy może ma sprzedawać usługę? Zakładam, że przynajmniej
część czytelników ma swój biznes lub planuje z nim ruszyć. W tej
sytuacji strona internetowa firmy powinna sprzedawać. Nawet jeśli nie jest
to sprzedaż bezpośrednia, to dobrze zaprojektowana strona nakłoni
potencjalnego klienta do kontaktu z handlowcem.
Na co dzień spotykam właścicieli małych i mikroprzedsiębiorstw, którzy nie
mają pojęcia, jaką role odgrywa ich strona internetowa. Nie jest to absolutnie
kwestia wieku tych przedsiębiorców. Zarówno starsi, jak i młodzi, budując
lub zlecając stworzenie swojej strony WWW, nie zadają sobie podstawowych
pytań.
Internetowa ulotka – tak można krótko i zwięźle opisać strony naszych
przedsiębiorców. Większość powstaje wedle znanego schematu: ekspozycja
produktu, informacje o firmie, kontakt. Nic dziwnego, że takie strony
nie wspomagają sprzedaży.
Paweł Lipiec
Redaktor prowadzący
Ecommerce.edu.pl
Bloger WebFan.pl
Przed rozpoczęciem projektowania strony firmy należy sobie zadać dwa
ważne pytania: dla kogo budujemy tę stronę oraz w jakim celu? Określenie
celu – np. sprzedaż – definiuje od razu część elementarnych funkcjonalności
takich jak koszyk, płatności itp.
Stworzenie obrazu klienta, grupy docelowej, która ma kupować twój produkt,
również pomaga dobrać wiele parametrów strony – chociażby paletę barw.
Im lepiej możesz opisać swojego potencjalnego klienta, tym lepiej można
dopasować przekaz na stronie internetowej do takiego właśnie konsumenta.
Spójrz na swoją stronę, a teraz na swojego klienta. Ponownie na swoją stronę
i na swojego klienta? Gdzie jest klient? Siedzi na twojej stronie, czy…. ■
www.ecommerce.edu.pl
4 e-PROFIT
Langloo Magic Key: 1B 2C 3C 4B
Felieton
Ile kosztuje startup?
C
zęsto znajomi mnie pytają: Ile trzeba mieć środków, aby uruchomić
własny startup. Czy jest jedna odpowiedź? Na pewno nie. Pierwsze,
o co pytam to, czym dla nich jest startup. Dla jednych to może być
uruchomienie serwisu takiego jak Czerwony Widelec, który mieliśmy
przyjemność opisywać na łamach Wystartowali.pl, czy może coś zbliżonego
do serwisu, gdzie będzie można np. sprzedawać swoje e-booki albo zdjęcia.
Dla pierwszego rozwiązania potrzebujemy sporego zespołu osób. W drugim
przypadku może się okazać, że jesteśmy w stanie go stworzyć samodzielnie
lub korzystając z niewielkiej pomocy innych firm. I na tej drugiej grupie się
skupmy.
Zwolnienie się z pracy i zakładanie własnej firmy dla niektórych może być
sporą barierą psychologiczną. Jeśli myślisz raczej o mniejszym projekcie,
może warto spróbować rozwijać swój projekt poza godzinami pracy?
Pozwoli nam to przede wszystkim na zachowanie spokoju finansowego,
czyli jeśli projekt się nie uda, to wciąż mamy zapewnione środki
na przeżycie. Jeśli projekt przyjmie się na rynku, to możemy zwolnić
się z dotychczasowego miejsca pracy. Mało tego, w pierwszym okresie
możemy w jakimś stopniu finansować przedsięwzięcie ze środków, które
pozyskujemy z wynagrodzenia dotychczasowej pracy.
Sylwester Kozak
Wydawca serwisów
E-biznes.pl
Wystartowali.pl
Może się więc wydawać, że są same zalety takiego rozwiązania.
Nic bardziej mylnego – własna firma to niesamowity zastrzyk energii oraz
presja, co u wielu może powodować zwiększenie efektywności.
Nasz projekt z pewnością będzie lepszy, jeśli będziemy w stanie
przeznaczyć na niego 8–10 godzin dziennie, niż gdybyśmy przeznaczali
dwie godziny wieczorem, często gdy jesteśmy zmęczeni. Prowadząc własną
firmę, powinniśmy posiadać środki finansowe. Wydaje się, że dla
niewielkich projektów, kiedy sporą część prac możesz wykonać samodzielnie
(lub z niewielką pomocą innych firm) wystarczy kilkanaście
tysięcy złotych. Pozwoli to na dokończenie projektu i rozwój przez kilka
miesięcy. Pamiętaj jednak, że posiadając tak ograniczone środki, twój
startup powinien od pierwszego dnia mieć precyzyjny model biznesowy,
czyli sposób, w jaki będzie zarabiać.
I nie może to być reklama. ■
e-PROFIT 5
Z naszej perspektywy
7 parametrów głównych
Tomasz Szulgo – dyrektor inwestycyjny InQbe sp. z o.o.
W końcu udało mi się zasiąść do artykułu dedykowanego
specjalnie dla osób, które chcąc pozyskać inwestora, wysyłają
opisy swoich przyszłych biznesów. Do tej pory przebrnąłem
przez rzekę projektów, ale w tym wszystkim jedno ciągle
się nie zmienia – czekam na białego kruka. Nie chodzi tu
o unikalny pomysł, rewelację sezonu czy rocket science, ale
na kruka w rozumieniu logicznej prezentacji treści, która bez
dodatkowych pytań kwalifikuje projekt na oddzielną półkę.
Półkę dla projektów, których forma przygotowania świadczy
o formie umysłowej jego twórcy. Zatem w jakiej formie napisać,
jakie obszary poruszyć, by w końcowej ocenie dokument dla
inwestora miał wysoki priorytet? Jak ma wyglądać ten idealny
format?
Z
aznaczam, że jak dla mnie,
ma być po prostu czytelny
oraz
zrozumiały,
banalne
nieprawdaż? Ale, jak pokazuje
doświadczenie, to zadanie okazuje
się niezmiernie trudne.
Koncentrujemy
się
na
tym,
by go przedstawić w takiej formie,
by zainteresował inwestora.
Przepraszam wszystkich urażonych,
ale w większości po pierwszym
przeczytaniu projektu zastanawiam
się: o co tu chodzi. „No przecież
to takie proste, wręcz genialne…”
– słyszę w słuchawce z drugiej strony.
Hmm, chyba kolejny argument
za tym, by podzielić się swoimi
spostrzeżeniami.
Przedstaw dosłownie w kilku, może
kilkunastu zdaniach, jaki problem
rynkowy ciebie zainteresował
i dlaczego?
Od czego zacząć? Pewnie od
przemyślenia pomysłu na biznes.
Różne są filozofie, ale dla mnie
osobiście pomysł sam w sobie nie
jest najważniejszy. Sam pomysł
przecież jest niczym dopóty, dopóki
nie zostanie zrealizowany… i to
zrealizowany z sukcesem.
Jednak nie jest naszym zadaniem tu
i teraz ocena pochodzenia pomysłu,
czy jest to pomysł autorski, kopia zza
oceanu itd.
6 e-PROFIT
Pierwsza kwestia
Eureka!
Wymień problemy – nazwij je wprost
i opisz, jak w obecnej sytuacji
rynkowej wygląda proces ich
zaspokajania/rozwiązywania.
Warto już na tym etapie zadać
sobie pytanie, czy ty, gdybyś miał
skorzystać z tego produktu/usługi,
zapłaciłbyś za nią?
Jeśli tak, to z pewnością już
w tym momencie znasz potencjalnie
pierwszy segment kliencki. Zastanów
się nad kolejnymi i oczywiście
scharakteryzuj.
Z naszej perspektywy
Kwestia druga
Klienci, konsumenci,
odbiorcy
Komu
konkretnie
mielibyśmy
sprzedawać
nasze
produkty?
Z naciskiem na „konkretnie”,
czyli opisz swój target kilkoma
wyróżnionymi
cechami,
np.
mieszkaniec miasta, mężczyzna
w przedziale wieku x–y, nauczyciel
angielskiego, posiadacz smartfona
itd., itp., oczywiście z uzasadnieniem.
Kwestia trzecia
Nasz produkt/
usługa ma wartość!
Każda
wytworzona
rzecz,
wyświadczona usługa ma swoją
wewnętrzną wartość. Całą sztuką
w biznesie jest właśnie dotarcie
i skłonienie klienta, by za nią
chciał zapłacić. TU jest miejsce, by
w kilkunastu zdaniach wymienić
główne cechy naszego rozwiązania,
ze szczególną akcentacją tych, które
nie są spotkane u konkurencji.
Każda unikalność, którą klient polubi
i zaakceptuje, zwiększa szansę na
końcowy sukces.
Kwestia czwarta
Przepraszam,
jak i czym dojechać
na „EURO 2012”?
Na tym etapie mamy już
sprecyzowane problemy rynkowe,
na które potencjalnie znamy
rozwiązanie, wiemy, kto ma te
problemy i że być może uda się na
nich zarobić. Ale nie powiedzieliśmy,
jak i gdzie poszukiwać naszych
chodzących
przychodów.
Kilka
zdań w tym miejscu poświęćmy na
przedstawienie naszych przemyśleń.
Z jakich narzędzi marketingowych
planujemy skorzystać, by dotrzeć
z informacją do naszego klienta,
że mamy rozwiązanie na jego
problemy i wyzwania. Krótko rzecz
ujmując – kilka słów o REKLAMIE:
gdzie? komu? i dlaczego tym
kanałem? Nie wiedzieć czemu
zdecydowana większość projektów
to „skrajne
Kwestia piąta
Show me the money!
W zasadzie moje oczekiwania
kończą się na wypunktowaniu, na
czym biznes ma zarabiać, czyli,
czy będą to opłaty od klienta
w formie abonamentu, prowizji,
za kg materiału, a może za dzień
używania itd. Jeśli podane zostaną
ceny z uzasadnieniem ich wysokości,
to duży plus dla pomysłodawcy.
Kwestia szósta
No, bo koszty!
Nie wiedzieć czemu zdecydowana
większość projektów to „skrajne
prezentacje”, pewnie dlatego że „ilu
analityków, tyle wyników” – jedni
podają wprost, ot tak bez wyjawiania
szczegółów: koszty to 400 tys. zł, po
rozbudowane przesadnie tabele .xls
z wydatkami na papier A4 do drukarki
per tydzień.
Oczywiście nie neguję, żadnego z tych
rozwiązań, ale jak się rzekło mówić,
skrajne rozwiązania nie wnoszą nic
dobrego.
Z kosztami nierozerwalnie związane
są zasoby, których potrzebujemy do
rozpoczęcia biznesu: wynagrodzenia,
administracja (głównie księgowość,
telefony, ubezpieczenia, najem biura,
usługi prawne i bankowe), środki
trwałe i oprogramowanie (serwery,
laptopy, hosting, bazy danych) oraz
promocja, PR i marketing.
Kwestia siódma
Jestem supermanem!
Mam wrażenie, że w dalszym ciągu
pokutuje w nas skromność, jeśli
mówimy o nas samych… i dobrze,
że tak jest, ale nie stosujmy tej reguły
w tej konkretnej sytuacji.
Chwalmy się swoimi sukcesami,
tymi mniejszymi i tymi większymi,
wszystko jest względne, ale nie
zapominajmy – o ile tak jest
– podkreślić, że ekosystem naszego
planowanego biznesu jest nam
znany, że mamy doświadczenie
i wiemy, o czym mówimy. Na projekty
osadzone w doświadczeniach ich
twórców spogląda się łaskawszym
okiem.
Dalsza kolej rzeczy, to oczywiście,
wspólna weryfikacja pomysłu –
w końcu przedstawiona treść
to w większości przypadków szacunki
i założenia pomysłodawcy. Ale to
zupełnie inny temat, na kolejny
odcinek.
Naszym najważniejszym zadaniem
jest przedstawienie inwestorowi
przemyślanego i logicznie ułożonego
konceptu
przyszłego
biznesu.
A po jego przeczytaniu inwestor ma
wiedzieć, co, jak, gdzie i kiedy.
W końcu każdy projekt jest
ucieleśnieniem myśli pomysłodawcy
lub pomysłodawców, a maksyma:
pisać może każdy, ale nie każdy
musi to czytać, jest jak najbardziej
aktualna. ■
W tym też schemacie proponuję
przedstawiać szacowane koszty – na
szczegółową analizę przeznaczony
jest zupełnie inny etap.
e-PROFIT 7
Z naszej perspektywy
Jezioro się przesunie
Napisać dobry biznes plan potrafi każdy. No, może prawie każdy. Gorzej jeśli chodzi o jego
realizację. Problem w tym, że w przypadku startupu, autor biznes planu najczęściej sam musi go
zrealizować.
Marek Dornowski
D
o
klasyki
peerelowskiej
kinematografii przeszła scena
z kultowego już filmu
Poszukiwany, poszukiwana, w której
Jerzy Dobrowolski w roli dyrektora
od wszystkiego wprowadza swoje
poprawki do urbanistycznego
modelu nowo budowanego osiedla.
W którymś momencie bierze do
ręki klocek oznaczający blok i stawia
go w otoczeniu zieleni. Na uwagę
dyrektora, że niestety w tym miejscu
się nie da, bo tam jest jezioro,
odpowiada
spokojnym
tonem:
dobrze, to jezioro damy tutaj, a ten
niech sobie stoi w zieleni. – To esencja
polskiej
myśli
technologicznej
minionej epoki.
Niestety, czytając niektóre biznes
plany projektów technologicznych,
można czasem odnieść wrażenie,
że upiory przeszłości wracają. Jeśli
pewna
obiektywna
biznesowa
rzeczywistość daje wyraźny sygnał,
że w tym miejscu nie zbudujemy
nowej drogi, bo jest tam jezioro
(czytaj: rynek jest za mały, nie
ma wystarczającego popytu na
nasz produkt, produkt jest zbyt
skomplikowany, są już inne tańsze
rozwiązania itd.), logika podpowiada,
aby poszukać innego miejsca,
w którym taka droga będzie miała
realną szansę powstać. Niestety,
bardzo
wielu
potencjalnych
e-biznesmenów,
gdy
znajdzie
się w takiej sytuacji, stara się
zastosować taktykę w stylu „jezioro
się przesunie”. Owszem, czasem
ogromnym kosztem, można to
jezioro osuszyć (czytaj: przykładowo
przeprowadzić szeroką kampanię
promocyjną, która sprawi, że klienci
poznają i docenią zalety naszego
rozwiązania), ale najczęściej takie
operacje „przesuwania jeziora” nie
mają ekonomicznego uzasadnienia.
I wreszcie rzecz najważniejsza.
8 e-PROFIT
Nawet jeżeli inwestor rzeczywiście
uwierzy, że budowa nowoczesnej
autostrady, w miejscu gdzie teraz
jest jezioro, to doskonały pomysł
na biznes, pozostaje jeszcze
kwestia jej realnej budowy, a tu
rzeczywistość może okazać się
trochę mniej elastyczna niż papier.
Jeśli tak się stanie, wówczas
zamiast
budować
autostradę
i zarabiać na jej eksploatacji, tracimy
czas i pieniądze na osuszanie jeziora.
Jaki z tego wniosek? Pisząc biznes
plan, który chcemy przedstawić
inwestorowi,
spróbujmy
przez
moment postawić się na jego miejscu
i przeczytać go jego oczami.
Odpowiedzmy sobie na pytanie,
czy przy całej genialności naszego
pomysłu, zewnętrzne okoliczności
biznesowe nie sprawiają, że jego
realizacja może okazać się za trudna?
Czy zainwestowalibyśmy własne
środki, ryzykując ich stratę, jeśli ten
pomysł nie wypali? Jeśli na tego typu
pytania częściej pada odpowiedź
negatywna, oznacza to, że warto
dany model przemyśleć jeszcze raz.
Pisząc biznes plan, piszmy go realnie,
bądźmy wobec samych siebie mocno
krytyczni, eliminujmy błędy na
wstępnym etapie, a różowe okulary
zamknijmy głęboko w szufladzie.
Dzięki temu prościej nam będzie
rozmawiać z inwestorem i jest
większa szansa na to, że żadne wody
gruntowe nie zaleją nam budowy
naszej biznesowej autostrady. ■
Wydarzenia
Czas podsumowań
Konferencja podsumowująca ubiegłoroczne wyniki grupy IQ Partners S.A. odbyła się w Warszawie 21 marca. IQ Partners
jest liderem rynku, jeśli chodzi o ilość wejść kapitałowych w spółki typu seed z obszaru nowych technologii.
Spółka dzięki dwóm wehikułom inwestycyjnym (InQbe oraz Ventures Hub) posiada portfel do ponad 50 podmiotów.
Jednak najważniejszym wydarzeniem były przenosiny z rynku NewConnect na główny parkiet. Rzadko zdarza się
bowiem, by inwestor o jasno sprecyzowanej strategii inwestycyjnej, dokonał udanego debiutu na giełdzie, w tak
ryzykownym obszarze rynku. Sukces IQ Partners to sygnał zwiększenia zainteresowania rynku branżą startupów.
O podsumowanie minionego roku zapytaliśmy Macieja Hazubskiego, prezesa zarządu IQ Partners.
Marek Dornowski
Przenosiny na główny parkiet, debiuty
kolejnych
spółek
na
NewConnect,
IQ Partners chyba nie może narzekać.
Ubiegły rok wydaje się być bardzo udany.
poziom kapitalizacji. Wydaje mi się, że rynek nie
docenił jeszcze naszych ubiegłorocznych sukcesów
w działalności. Mamy jednak nadzieję, że ten rok
zweryfikuje to na naszą korzyść.
Tak, podsumowując rok 2011, pokusić się należy
o refleksję, że był to jak dotąd najlepszy rok dla
całej naszej Grupy Kapitałowej. Zrealizowaliśmy
11 całkowitych lub częściowych wyjść z inwestycji,
z których średni zwrot (IRR) przekroczył poziom
140% w skali rocznej. Wypracowaliśmy znaczny
wzrost kapitałów własnych oraz wzrost zysku
netto zarówno w ujęciu jednostkowym, jak
i skonsolidowanym. Konsekwentnie realizując
naszą strategię inwestowania w projekty
technologiczne na wczesnym etapie rozwoju,
umocniliśmy swoją pozycję lidera w tym
segmencie. W 2011 roku zrealizowaliśmy najwięcej
inwestycji oraz przeprowadziliśmy najwięcej
wyjść z inwestycji ze wszystkich podmiotów
o charakterze funduszu venture capital w Polsce
skoncentrowanych na inwestycjach w nowe
technologie. Po blisko czteroletniej obecności na
NewConnect zadebiutowaliśmy na rynku głównym
Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.
Zwiększając transparentność oraz poddając się
regułom rynku regulowanego, zwiększyliśmy
swoją wiarygodność w oczach inwestorów
zarówno indywidualnych, jak i instytucjonalnych.
To był bardzo udany rok.
Największy ubiegłoroczny sukces to…
A znajdzie się jakaś łyżka dziegciu? Coś co sprawia,
że chce się powiedzieć: mogło być lepiej?
W planach mieliśmy, aby więcej spółek
z naszego portfela zadebiutowało w 2011 roku na
NewConnect. Niestety, w przypadku niektórych,
terminy poprzesuwały się na rok bieżący.
Nie rozpatrywałbym jednak tego w kategoriach
porażki. To, czego bardzo byśmy chcieli, a co
jeszcze nie zostało osiągnięte, to zadowalający
W naszym portfelu miało miejsce tyle istotnych
wydarzeń, że trudno mi przypisać jedno do
kategorii największego sukcesu. 2011 rok był
pierwszym, w którym zrealizowaliśmy wyjścia
z inwestycji – pozyskanie Enterprise Investors jako
inwestora dla Screen Network, sprzedaż E-Muzyki
do Empiku i sprzedaż E-kiosku już zawsze będą
bardzo istotnymi momentami na naszej „osi
czasu”. Trudno nie wspomnieć też o przejściu
na duży parkiet. Ogólnie można powiedzieć,
że największym ubiegłorocznym sukcesem był fakt
pokazania rynkowi, iż umiemy zarabiać pieniądze.
A jak wyglądają plany na ten rok? Wiemy,
że w tej branży planowanie to rzecz
ekstremalna. Ale jeśli mielibyśmy myśleć
życzeniowo, co czeka IQ Partners w ciągu
najbliższych miesięcy?
W 2012 roku działalność koncentrować będziemy
na naszych wehikułach inwestycyjnych. Jeśli chodzi
o IQ Venture Capital, w tym roku zamierzamy
przeprowadzić wyjścia z kilku inwestycji
realizowanych przez ten wehikuł, a pozyskane
środki reinwestować w nowe projekty.
Do 2013 roku InQbe przeznaczy jeszcze minimum
3,5 mln zł na nowe projekty. Pierwsze z nich pojawią
się w portfelu na przestrzeni najbliższych tygodni.
W 2012 roku inkubator Ventures Hub przeznaczy
minimum 4,9 mln zł na nowe inwestycje i zamierza
zrealizować – co najmniej – 5 nowych projektów.
Czeka nas zatem kolejny pracowity rok. ■
Maciej Hazubski,
prezes zarządu IQ Partners
e-PROFIT 9
Wydarzenia
Generation Mobile 2012
K
onferencja Generation Mobile 2012 organizowana
przez Antyweb i NoNoobs w Warszawie
to najnowsze wydarzenie poświęcone jednemu
z najważniejszych trendów na rok 2012, czyli rynkowi
mobilnemu i zjawiskom z nim związanym.
reprezentowała Antije Gallo. Playsoft będzie reprezentował
Pierre Olivier Monteil, a Grupę Allegro Kamil Brzeziński.
Podczas konferencji prezentacje będą też miały tak duże
i znane firmy jak Przelewy 24, Kaspersky Lab, WP.pl czy O2,
które wyjaśni nam, czym jest Mobile-first Society.
Od dawna słyszeliśmy o biznesie mobilnym, jednak to bieżący
rok wydaje się być przełomowy, jeśli chodzi o popularyzacje
i wykorzystanie potencjału mobilnego. Według PayPal wartość
obsługiwanych płatności mobilnych podwoi się w roku 2012
i wyniesie 7 mld dol. Zdaniem Chetan Sharma Consulting
globalny rynek aplikacji osiągnie astronomiczną kwotę
17,5 mld dol., a rynek europejski aż 8,5 mld! Jak znaleźć się
na tak dużym i dynamicznie rosnącym rynku? Jak nie przegapić
swojej szansy, która otwiera się praktycznie w każdej branży?
Zrobiliśmy konferencję, podczas której chyba pierwszy raz
z zainteresowaniem wysłucham wszystkich prezentacji.
Mając dwa razy więcej zgłoszeń niż miejsce dla prelegentów,
staraliśmy się dobrać najbardziej merytorycznie ciekawe
tematy – komentuje Grzegorz Marczak, bloger, twórca
Antyweba. – Aż szkoda, że nie zaplanowaliśmy trzech dni
na Konferencję! Obraz rynku byłby znacznie pełniejszy – dodaje.
Starając się odpowiedzieć na te i inne pytania, Antyweb
i NoNoobs zapraszają 29–30 marca 2012 roku na wyjątkowe
wydarzenie
poświęcone
zagadnieniom
mobilnym.
W programie Generation Mobile 2012 znajdziemy ponad
20 prezentacji, ponad 20 prelegentów z Polski i ze świata.
Bloki tematyczne będą poświęcone mobilnym płatnościom,
mobilnej bankowości, bezpieczeństwu, ekosystemowi
aplikacji mobilnych, wykorzystaniu narzędzi mobilnych przez
duże media czy mobilnej rozrywce. Pierwszy dzień Konferencji
zwieńczy pokaz wyróżnionych aplikacji w trzech ekosystemach
aplikacyjnych: Ios, Android i Windows Phone. Członkami Jury
oceniającego aplikacje są Zoe Adamovicz, Michał Brański,
Kamil Brzeziński, Krzysztof Kowalczyk, Bartłomiej Gola,
Wojciech Przyłęcki oraz z ramienia organizatorów Grzegorz
Marczak i Dariusz Sokołowski.
Staraliśmy się w Programie poruszyć jak najwięcej kluczowych
dla rewolucji mobilnej tematów – komentuje Dariusz
Sokołowski, co-founder NoNoons.pl S.A. – To bardzo trudne
zadanie, ponieważ biznes mobilny dotyka praktycznie każdej
działalności. Mam nadzieję, że uczestnicy ocenią pozytywnie
program, który przygotowaliśmy – dodaje.
Do podzielenia się wiedzą, na temat rewolucji mobilnej
zaprosiliśmy duże, doświadczone firmy.
Swoje prezentacje przedstawią:
W imieniu PayPala wystąpi Anthony Hicks, Groupona
reprezentował będzie Andrzej Morawski, a Xyologic
Zoe Adamovicz. Raport dotyczący użyteczności aplikacji
mobilnych banków z Janmedia przedstawi Monika Mikowska.
Europejską mobilną sieć reklamową Madvertise będzie
10 e-PROFIT
Rynek mobilny jest tak rozległy, że faktycznie te 2 dni
to mało – dodaje Agnieszka Świtkowska, co-founder
NoNoobs.pl S.A. – Niestety czas nie jest z gumy i musieliśmy
zmieścić się w tym, co mamy. Wierzymy jednak, że będzie to
niezwykle cenny merytorycznie czas dla wszystkich chcących
poszerzyć swoją wiedzę o rynku mobilnym. Ważnym elementem
tej konferencji będzie również wymiana doświadczeń i opinii
wśród uczestników, które będziemy starali się inspirować
podczas całego eventu – komentuje.
Generation Mobile to jednak nie tylko prezentacje czy wyniki
Konkursu. Pokazane zostaną też wyniki najnowszego badania
dotyczącego użytkowników telefonów komórkowych, badania
zorganizowanego przy współpracy z Polskimi Badaniami
Internetu. Przedstawi je Andrzej Garapich, prezes PBI.
Jaki procent internautów korzysta ze smartfona, a jaki
z telefonu? Jakie są różnice w obu grupach? Czy kupujemy
aplikacje? Na co zwracamy uwagę, kupując telefon lub
smartfona? Wreszcie jak wielu z nas jest już w Generation
Mobile 2012? Kilka tygodni po Konferencji wyniki badania
ukażą się w specjalnym bezpłatnym Raporcie Badawczym
Generation Mobile 2012. ■
Więcej o Konferencji
http://www.generationmobile.pl
Program GM 2012
http://www.generationmobile.pl/program
Rejestracja na Konferencję
http://www.generationmobile.pl/rejestracja-na-konferencje
Rada Programowa
http://www.generationmobile.pl/rada-programowa
Prelegenci
http://www.generationmobile.pl/prelegenci
Wydarzenia
Czy spamerzy z Tajlandii znają język polski?
W ostatnich tygodniach na różnych serwisach branżowych pojawiły się kreacje z wieloma równie intrygującymi
pytaniami. Korciło nas, aby zdobyć odpowiedzi przynajmniej na część z nich. Szybko okazało się jednak,
że nic z tego. Nie uzyskamy żadnych bliższych informacji, jeśli nie będziemy uczestniczyć w konferencji infoShare,
mało znanej jeszcze poza Trójmiastem. Zaintrygowała nas ta kampania, gdyż pokazuje, że bardzo twarde treści
merytoryczne – które najprawdopodobniej utonęłyby w gąszczu innych informacji branżowych – można sprzedać
tak, by zaciekawić nimi osoby, które normalnie przeszłyby obok nich.
Marek Dornowski
Koncept kreatywny kampanii nosi nazwę „Quiz – ciekawe pytania,
jeszcze ciekawsze odpowiedzi” i opiera się na zaintrygowaniu
potencjalnych uczestników konferencji ciekawymi i aktualnymi
w ich branży pytaniami. Pytania nie są przypadkowe, mają one
zdradzać tematykę poruszaną podczas tegorocznego infoShare.
Głównym celem kampanii jest budowanie świadomości marki
infoShare oraz pokazanie wysokiego poziomu merytorycznego
konferencji. Tylko konkretny i zwięzły komunikat, bez
przesadnego czysto reklamowego i krzykliwego charakteru,
będzie dla specjalistów z tych branż (ludzi w dużej mierze
systematycznych, praktycznych i pragmatycznych) stanowił RTB
(reason to belive) – podkreśla ideę kreatywną kampanii, Marek
Gawdzik, właściciel atelier marketingu kreatywnego „stand out”
realizującego kampanię.
Do celów promocyjnych opracowano zestaw 60 absorbujących
pytań. Wszystkie zostały posegregowane tematycznie
i emitowane są na wybranych kontekstowo serwisach i blogach.
Kreację przygotowano w trzech wersjach kolorystycznych,
aby zwiększyć efekt zauważalności przy kilkukrotnym zetknięciu
się internauty z komunikatem.
Poprzez
multiplikację
kreacji
reklamowych
chcemy
zakomunikować mnogość problemów poruszanych podczas
konferencji. Dopasowanie pytań pod konkretną grupę
docelową gwarantuje, że dotrzemy do każdej branży
z właściwymi, interesującymi ich tematami – wyjaśnia założenia
mediaplanu Marek Gawdzik.
Na
wybranych
blogach
(Antyweb.pl,
Hatalska.com,
Ittechblog.pl, Mediafun.pl, Osnews.pl) emitowane są kreacje
stworzonez 2, 3 lub 4 połączonych boksów AdTaily, które niczym
puzzle, łączą się w jedną większą powierzchnię reklamową.
Treści prezentowane w boksach AdTaily także dopasowywaliśmy
do tematyki poruszanej przez blogera, a kreację staraliśmy
się graficznie wtopić w kontent prezentowany na stronie, aby
komunikat reklamowy nie krzyczał, a przekazywał rzetelną
i ciekawą dla czytelnika bloga informację – mówi Marek Gawdzik.
Karty quizowe
Koncepcja prezentowania programu za pomocą kart quizowych
wykorzystywana będzie także na wallu w profilu infoShare.
Organizatorzy będą intrygować swoich fanów, publikując karty
z pytaniami, a następnie poinformują, kto i kiedy na to pytanie
odpowie.
Pomijając samą wartość merytoryczną realizowanej
konferencji, z pewnością nie poświęcilibyśmy jej tyle miejsca
i uwagi gdyby nie to podejście organizatorów do komunikacji.
Często słyszymy i piszemy o tym, że podstawowym sukcesem
w marketingu jest nieszablonowość. Łatwo pisać, trudniej
zrobić. A tu proszę, od razu konkretny przykład nieszablonowego
podejścia. Co więcej, na tyle nas zaciekawiły zdolności językowe
Tajów, że koniec końców kogoś na tę konferencję wyślemy,
by znaleźć odpowiedź na nurtujące nas pytanie. ■
e-PROFIT 11
Rynkowe trendy
Wrocław – ziemia obiecana?
Kilka lat temu o Wrocławiu
mówiło się, jak o polskiej wersji
Doliny
Krzemowej.
Inwestycje
zagraniczne, kilka uczelni wyższych,
istne eldorado dla branży IT.
O tym, jak wygląda polskie Los
Angeles, rozmawiamy z Maciejem
Oleksym – pomysłodawcą WroCampu.
historyczne powinny stopować zapędy do porównywania
się z największymi, bo to czysta polska buta. Porównujmy
się ze sobą.
Naprawdę nie jest źle, jeśli w czasach nie największej
koniunktury
gospodarczej
znalezienie
średnio
rozgarniętego programisty PHP bez doświadczenia
Maciej, czy zgadzasz się ze stwierdzeniem, że Wrocław
to dla osób związanych z branżą IT kraina miodem
i mlekiem płynąca?
Na pewno Wrocław jest dobrym miejscem dla osób
z wykształceniem technicznym, które poszukują
stałej i dobrze płatnej pracy. Dzięki staraniom władz
miasta, organizacji studenckich i pozarządowych we
Wrocławiu swoje siedziby otworzyło kilka dużych firm
technologicznych. A aura miasta, w którym dużo się
dzieje w życiu kulturalnym, przyciąga wielu kandydatów
na studia. Oni de facto, zaczynając tutaj naukę,
decydują się na to, gdzie będą żyć przez najbliższe lata.
Jako rodowity wrocławianin nie wyobrażam sobie życia
w innym polskim mieście. Powodem nie są jakieś silne
przejawy lokalnego patriotyzmu, ale po prostu warunki
bytowe. Do tego Praga i Berlin 2–3 godziny samochodem.
„Jako rodowity wrocławianin nie
wyobrażam sobie życia w innym
polskim mieście. Powodem nie są jakieś
silne przejawy lokalnego patriotyzmu,
ale po prostu warunki bytowe.”
Wspomniane osoby „techniczne” nie muszą ruszać
na zachód za pracą. Spokojnie mogą mieszkać we
Wrocławiu, nie licząc jednocześnie budżetu domowego
od pierwszego do pierwszego. Lokalni pracodawcy
często walczą o dobrych pracowników, którzy mogą być
tym samym spokojni o swój rozwój zawodowy i kolejne
awanse lub podwyżki. A więc chyba trochę tego miodu i
mleka tutaj mamy.
Wiem, że po takiej opinii za chwilę kilka osób puknie się
w głowę, bo w Wielkiej Brytanii czy w Niemczech jest tak,
a w USA tak czy tak. Ja jednak jestem zdania, że względy
12 e-PROFIT
Siedziba firmy Tieto | Foto: Krzysztof Szymoniak / Mediateka Urzędu Miasta Wrocław
za 5000 zł brutto graniczy z cudem. Nie wspominając
o architektach NET czy innych technologiach
korporacyjnych. Ludzie cieszą się, że mają na czynsz,
piwo, kino i co nieco mogą odłożyć. Często też pracownicy
i ich rodziny mają fundowane pakiety socjalne. Ja się
cieszę ze swojej pracy i tym, gdzie żyję. Nie planuję
migracji w celu wyższych płac i „lepszego” rozwoju
technologicznego.
Rynkowe trendy
Inwestycje dużych koncernów technologicznych to
bodziec do rozwoju własnego biznesu i próby zarobienia
przy okazji współpracy z dużym graczem. A może jest to
czynnik demotywujący, coś na zasadzie nie chce mi się
starać, wolę pójść na spokojny etat?
No właśnie. W pierwszym pytaniu pokazałem blaski
wrocławskich dobrodziejstw rynku pracy. Są też cienie.
Ich głębokość zależy od typu pracodawców. Po pierwsze
mamy kilka dużych korporacji, które transferują
efekty prac naszych absolwentów wyłącznie za
granicę, a więc nie stymulują w żaden sposób rozwoju
i budowania wiedzy na miejscu. Niektóre firmy, jak
Google, inicjują jednak spotkania typu GTUG i pomimo że
firmach jest o wiele lepiej, gdyż zakładali je najczęściej
byli studenci. „Wolność” do inicjowania własnych działań
i otwartość na nowe pomysły powoduje, że osoby tutaj
pracujące mają duże przebicie na rynku pracy lub zakładają
własne biznesy. Kolejna grupa to firmy developerskie
tworzące specjalistyczne rozwiązania dla klientów
zewnętrznych. Takie przedsiębiorstwa to dobre miejsce na
szlifowanie umiejętności np. programistycznych, ale chyba
nic poza tym.
Jednak dla mnie kluczowa jest grupa nowych firm
zakładanych przez młodych przedsiębiorców. Tutaj
jest różnie. Jeśli skupimy się na web startupach
i porównamy się z innymi polskimi miastami,
to z mojej perspektywy wygląda to słabo.
„Mam wrażenie, że wielość pracodawców
rozleniwia absolwentów. Nie chcę ich
krytykować. Sam pracowałem 10 lat
w IT zanim zacząłem myśleć o własnym
biznesie.”
Winne są studia, także te biznesowe, które w żaden sposób
nie motywują studentów do przedsiębiorczości. Przekazują
suchą, nikomu nieprzydatną wiedzę, więc młodzi ludzie
wybierają cokolwiek pewnego, o czym mają blade pojęcie.
Dlaczego powstał WroCamp? Nie po co on funkcjonuje,
ale jaka była Twoja motywacja, żeby poświęcać swój
czas na promowanie e-biznesu?
Dobre pytanie... O to samo pyta mnie moja żona z dzieckiem
na rękach. Bo lubię to miasto i do tego nie mogę patrzeć
na studentów próbujących założyć web startup. Szamocą
się sami ze sobą, kiedy nikt nie chce im pomóc. Jeżdżą na
festiwale, gdzie oglądają niewiele wnoszące prezentacje
guru albo czytają artykuły tak wysoko specjalistyczne, że
nie potrafią nawet zrobić pierwszego kroku. Najczęściej
kończy się na tym, że rzucają się na programowanie czegoś,
co potem ginie. To miękki powód.
są one skupione wokół ich produktów, to jednak powodują
wymianę doświadczeń i zwiększają grono potencjalnych
pracowników IT. Jednak w większości są to hermetyczne
środowiska, gdzie ludzie pracują na mocno dedykowanych
systemach i procesach. Po wyjściu z organizacji mają
niewiele ciekawego do powiedzenia, np. w temacie
szeroko pojętej innowacji.
Po drugie mamy ileś udanych, lokalnych serwisów
internetowych, które zatrudniają kilkaset osób. W tych
Ważniejszym jest jednak zrozumienie, że poprzez
przekazywanie wiedzy można budować swój biznes. Arek
Skuza w jednym z wywiadów dla Mamstartup.pl opisał
podejście naszych rodzimych i tradycyjnych biznesmenów,
którzy nie mają czasu na jakieś zabawy z narybkiem.
Wszelkie spotkania, wspólne szukanie nowych szans na
rynku nie wchodzi w grę. Zasadzają się na swojej niszy
i koniec. Ani szkoła ani przedsiębiorcy im nie pomogą.
To jest fakt, trochę zgeneralizowany, ale fakt. Chcę się
dzielić wiedzą, chwalić się sukcesami i wierzę, że karma
wróci.
e-PROFIT 13
Rynkowe trendy
Jak to wygląda w praktyce? Macie u siebie
pomysłodawców, których projekty mają potencjał
podbić świat, jeśli tylko inwestorzy spojrzą na nie
przychylnym wzrokiem?
docelowej, że to klapa, uwalamy projekt lub mocno
zmieniamy model. Szkoda tracić czasu. Mam dość
kończenia projektów dla sztuki. Tak się działa w większości
korporacji. Ja też pracowałem w jednej, straszne przeżycie
w kontekście projektów. Jeśli coś wyjdzie to myślę,
że maksymalnie 6 miesięcy od pojawienia się
pomysłu, chcę widzieć pierwsze weryfikacje rynkowe
opublikowanego MVP.
„Jeśli widzimy już w trakcie badań
grupy docelowej, że to klapa, uwalamy
projekt lub mocno zmieniamy model.
Szkoda tracić czasu.”
Politechnika Wrocławska | Foto: Grzegorz Gołębiowski / Mediateka UM Wrocław
Czysty networking online. Jeśli ktoś często komentuje
artykuły na WroCamp, ciągle pisze do mnie, wykonuje
zaproponowane zadania odnośnie swojego pomysłu
bez rozdzielania włosa na czworo, to wiem, że mam
do czynienia z kimś zaangażowanym. Jeśli do tego jest
konkretny, potrafi opanować chaos w swojej głowie, jest
jeszcze lepiej. Jeśli do tego jest otwarty na nieustanne
pivotowanie swojego pomysłu i posiada koncentrację
wtedy, kiedy trzeba, to w takim momencie stwierdzam,
że jest z kim współpracować. Big thinking + step by step
to cecha niewielu osób, ale jak się trafi, to jest nadzieja.
Jako były PM najpierw sprawdzam zdolności
komunikacyjne i motywacje aplikanta. Mam na tym
punkcie małe zboczenie. Jeśli ktoś nie szanuje mojego
czasu, to arbitralnie przerywam współpracę i projekt
znika. Potem przychodzi odwaga i wytrwałość na
wykorzystanie talentu, który ma każdy, ale nie jest on
czynnikiem wystarczającym do sukcesu.
Wszelkie formy wsparcia i partnerowania są pożądane.
Jako że WroCamp ruszył 1 stycznia 2012 roku, na razie
jesteśmy w fazie Customer Discovery i jeszcze tam
posiedzimy. Zanim zaczniemy programować sprawdźmy,
czy jest sens. Lean Startupi Bootstrapping to moje
ulubione podejścia.
Kiedy zatem usłyszymy o pierwszych e-biznesach,
co najmniej na ogólnopolską skalę made in Wrocław?
Staram się tak prowadzić projekty, aby jak najwcześniej
walidować je pod względem dopasowania do rynku.
Taki mam plan. Jeśli widzimy już w trakcie badań grupy
14 e-PROFIT
Naprawdę szkoda czasu na oszukiwanie siebie nawzajem
i zajmowanie się np. zakładaniem firmy, wynajmem
biura. Najpierw upewnijmy się, że mamy, co sprzedawać.
Klient–Potrzeba–Rozwiązanie. Ta oś to praca na kilka
miesięcy. Na księgowość, zatrudnianie dyrektora
operacyjnego i inne bajery przyjdzie czas. Należy
wypleniać myślenie o tym na początku.
Politechnika Wrocławska | Foto: Grzegorz Gołębiowski / Mediateka UM Wrocław
Moim celem jest, aby do wakacji 2012 jedno MVP ruszyło
i uzyskało powracalność grupy docelowej na poziomie
min. 50%. To będzie oznaczać, że potrafimy odpowiedzieć
na potrzebę. Potem będziemy taką grupę monetyzować.
Dziękuję za rozmowę ■
Rynkowe trendy
Hosting – czyli zacznijmy od podstaw
Pomysł na e-biznes, pozyskanie pieniędzy na jego realizację
oraz praca nad rozwojem projektu – wszystko to może okazać
się nieskuteczne, jeśli nie zadbamy o część technologiczną.
Wolno działający serwis czy aplikacja – zniechęcają użytkownika,
a wyciek poufnych danych może wywołać poważny kryzys.
Powodzenie e-biznesu zależy więc od zastosowanych rozwiązań
technologicznych, które mają wpływ na zainteresowanie
potencjalnych klientów, możliwości rozwoju projektu
w przyszłości, jego koszty, ale i PR!
Adam Misa, specjalista ds. marketingu i PR, Hostersi sp. z o.o
Najważniejszy jest pomysł, a zaraz potem technologia.
Ta zwykle ustępuje miejsca finansom i nic w tym
dziwnego – przecież realizacja pomysłu ściśle wiąże się
z pieniędzmi! Ale chodzi też o to, by pieniądze inwestować
z głową! I dlatego realizację naszego pomysłu na
e-biznes warto rozpocząć od rozpoznania możliwości
technologicznych. Może okazać się, że nasze wymarzone
rozwiązania techniczne istotnie mogą wpływać na koszty
(samej realizacji, ale i bieżącego utrzymania) lub mogą
być przeszkodą w rozwoju biznesu w przyszłości. Stąd od
samego początku powinniśmy weryfikować kreatywne
pomysły z technologią.
Początek na serwerze
W tej weryfikacji, prócz programisty i grafika, pomocny
będzie dostawca hostingu. Wszystko, co jest dostępne
online poprzez sieć internet, ma przecież swój początek na
serwerze. Dostawca hostingu doradzi, jaki serwer będzie
odpowiedni na potrzeby naszego e-projektu, ale również
pomoże przy tworzeniu samej aplikacji (tak ogólnie
nazwijmy tworzony w ramach e-projektu serwis WWW,
system informatyczny itd.). Struktura baz danych, podział
funkcji aplikacji i zastosowane narzędzia administracyjne
mają ogromny wpływ na szybkość działania aplikacji
i wydajność serwera, na którym przechowywane są jej
zasoby (czyli m.in. grafiki, bazy danych itd.).
Stąd warto rozejrzeć się za ofertami dedykowanymi, czyli
skrojonymi na miarę naszego projektu internetowego.
Jeśli zależy nam na niezawodnej obecności naszego
e-biznesu w sieci, musimy mieć świadomość, że istotne
są nie tylko parametry serwera, ale przede wszystkim
wiedza, kompetencje i doświadczenie dostawcy hostingu.
A te możemy w łatwy sposób zweryfikować.
Po pierwsze sprawdźmy, w jakich warunkach pracują
serwery, na których mają być przechowywane zasoby
aplikacji. Niektóre firmy hostingowe świadczą swoje
usługi zdalnie. Oznacza to, że wynajmują serwery
w dużych serwerowniach, co może być utrudnieniem
w przypadku nagłych awarii wymagających fizycznej
reakcji technicznej. Zapytajmy więc, czy firma posiada
własną serwerownię i jak jest ta serwerownia
zabezpieczona. Bezpieczna serwerownia to taka, która
posiada zabezpieczenia fizyczne i logiczne. To między
innymi systemy monitoringu, przeciwpożarowe,
klimatyzacji, łącza internetowe do kilku operatorów
(na wypadek awarii któregoś z nich), alternatywne źródło
zasilania w energię elektryczną, a także UPS, firewall, IDS.
e-PROFIT 15
Rynkowe trendy
Zadbajmy o poufność
Poprośmy o portfolio, listy referencyjne czy case
studies, których analiza powinna dać nam obraz firmy
hostingowej. Zwróćmy szczególną uwagę na współpracę
tej firmy z instytucjami finansowymi i publicznymi, gdzie
bezpieczeństwo danych jest szczególnie wymagane.
Ponieważ ochrona naszych danych zależy w dużej części
od czynnika ludzkiego, zapytajmy też o doświadczenie
administratorów. Gdy już mamy pewność, że nasz
partner hostingowy posiada odpowiednie warunki
i kompetencje, zapytajmy o możliwość podpisania umowy
o zachowaniu poufności. Dokument ten będzie dla nas
gwarancją i zabezpieczeniem, że nasz pomysł, z którym
zgłaszamy się do firmy hostingowej, nie przedostanie się
w niewłaściwe ręce. Teraz możemy już
przystąpić do właściwej współpracy.
Aby
zaprojektować
platformę
serwerową dla naszego e-biznesu
(aplikacji), eksperci od hostingu
będą chcieli zapoznać się z naszym
pomysłem. Potrzebne będą informacje
o funkcjonalnościach projektowanej
aplikacji (szczególnie tych mających
wpływ na szybkość działania aplikacji,
czyli wymagających pobrania danych
z baz), języku programowania, zasięgu
całego projektu (czyli spodziewanej
liczby użytkowników). Na tym etapie
możliwe jest też wskazanie rozwiązań
poprawiających
działanie
naszej
aplikacji.
Nie tylko serwer
Poza serwerem firma hostingowa
zaproponuje
również
dodatkowe
usługi, które zapewnią niezawodne
i bezpieczne działanie aplikacji.
Z pewnością warto zastanowić się
nad powierzeniem dostawcy hostingu
pełnego
zarządzania
serwerem.
Nie będziemy musieli martwić się
aktualizacjami systemów serwerowych,
a ewentualne awarie będą w porę
wykrywane przez system monitoringu i usuwane
przez fachowców. Jeśli nasz e-projekt przewiduje
natomiast
gromadzenie
danych
osobowych
(na przykład logowanie do platformy zakupowej, forum
internetowe, subskrypcja newslettera itd.), warto
zastanowić się nad hostingiem danych osobowych.
Dzięki tej usłudze, dane przetwarzane online będą
gromadzone na specjalnie wydzielonej części serwera,
16 e-PROFIT
zabezpieczonej m.in. dodatkowymi narzędziami
uniemożliwiającymi wyciek danych na zewnątrz. Kiedy
już dokładnie określimy warunki techniczne, możemy
przystąpić do szacowania kosztów naszego projektu –
jego uruchomienia, ale i późniejszego utrzymania.
Kosztorys będzie niezbędny do opracowania biznesplanu
i ewentualnie wniosku o dofinansowanie ze źródeł
zewnętrznych. I tu również powinniśmy móc liczyć
na wsparcie partnera hostingowego, który opracuje
część techniczną wniosku wraz z uzasadnieniem
zaproponowanych rozwiązań.
Wiarygodny i rzetelny dostawca hostingu to jeden
z kluczy do sukcesu e-biznesu. Warto poświęcić chwilę,
zastanawiając się nad jego wyborem. ■
Rynkowe trendy
W poszukiwaniu nowych źródeł
wnioski po londyńskiej konferencji Paywall Strategies 2012
Kolejna edycja konferencji Paywall Strategies (Londyn, 23.02.2012) koncentrowała się na wstępnej analizie
wyników i doświadczeń z wdrażania paywalls. Rok temu dyskutowano czy w ogóle warto wprowadzać
paywalls. Swoje doświadczenia prezentowali przedstawiciele wydawców używających paywalls, m.in.
„The Economist”, „The Times”, „Berlingske Media”, jak również niszowych magazynów, np.: „Lloyd’s List”,
„Built” czy „Autosport”, które wprowadziły opłaty za dostęp do wybranych treści. Obecni byli również
analitycy i specjaliści od mierzenia efektywności płatnego dostępu, wpływu opłat na ruch generowany na
stronach WWW, lojalności użytkowników oraz relacji z reklamodawcami.
Grzegorz Bunda
Paywalls lekiem na całe zło?
Dane zaprezentowane na konferencji pokazują,
że paywalls, jakkolwiek coraz bardziej popularne,
nie są „cudownym” rozwiązaniem. Mogą być kosztowne
i trudne do zarządzania, szczególnie przez podmioty,
które nie mają rozbudowanych działów technologicznych
i obsługi subskrypcji.
– Z uwagi na fakt, że jedynie ok. 1% miesięcznych
odwiedzin prowadzi do płatnej subskrypcji, wydawca,
który zdecyduje się wprowadzić paywall musi mieć już
bardzo dużą oglądalność w sieci. Dodatkowo, trzeba
się liczyć z tym, że po wprowadzeniu paywall, ruch na
stronie WWW znacznie się zmniejsza, nawet o 20% –
w sumie koszt pozyskania jednego płatnego subskrybenta
może być początkowo wyższy niż zakładane dochody.
W przypadku „The New York Times”, koszt ten szacowany
jest na ok. 110 dol. w pierwszym roku po wprowadzeniu
paywall – stwierdza Grzegorz Gołębiewski, autor
platformy płatnościowej Znak it!
Małżeństwo na pierwszej randce
David Shepherd z B2B platform XpertHR porównał
subskrypcje do propozycji małżeństwa zanim faktycznie
zobaczymy drugą osobę. Można uniknąć takiej
sytuacji poprzez wykorzystanie interakcji w mediach
społecznościowych i darmowych podcastów, dzięki
którym użytkownicy mogą sprawdzić jakość treści przed
ich subskrypcją.
Phil Clark z UBM Built stwierdził: – Jeśli płacenie za
treści online jest ciągle postrzegane negatywnie, należy
skoncentrować się na swoich dotychczasowych klientach
i być otwartym na to, czego oni chcą. Sukces online
w takim samym stopniu zależy od treści, jak i relacji
z użytkownikami. Dystrybuując treści online, wydawcy
muszą wyjść poza tradycyjny marketing i wykorzystać
różne narzędzia komunikacji, by budować pozycje
swoich marek. Najlepiej sprzedają się treści umieszczane
na różnych, połączonych platformach.
Również wg Audra Martin z „The Economist”, wydawcy
treści dostępnych w internecie, budując swoją pozycję
rynkową powinni skupić się na tym, z czego są znani
swoim czytelnikom – na treściach wysokiej jakości,
renomie i uznaniu dla ich autorów, na wymianie wartości
między użytkownikiem a wydawcą. W ten sposób osoby,
które pobierają treści stają się ambasadorami marki.
Dodatkowo, dywersyfikacja kanałów sprzedaży, w tym
sfera społecznościowa, networking, powinna wzmacniać
wartość tego, co sprzedajemy.
Treści jak ropa naftowa,
dziennikarze jak analitycy informacji
John Baker z Digirati porównał sytuację panującą na rynku
mediów do wydobycia ropy na Morzu Północnym – Cała
łatwo dostępna ropa została już wydobyta, ale ciężką
pracą, pogłębionymi analizami i lepszymi narzędziami
możemy jeszcze jej wiele wydobyć.
W przypadku branży wydawniczej, cięższa praca
oznacza lepsze dziennikarstwo w połączeniu z treściami
i analizami bogatszymi w dane. Pogłębiona analiza
danych nie powinna być traktowana jedynie w ramach
publikowanych treści, ale również jako narzędzie do
lepszego zrozumienia zachowań i potrzeb użytkowników,
ustalania polityki cenowej i reklamowej ukierunkowanej
na grupy docelowe.
Jak stwierdził Adam Smallman z Lloyd’s List Group –
Produkcja treści jest związana z koniecznością bliższej
współpracy analityków informacji z dziennikarzami.
Kończą się czasy dziennikarzy, którzy tylko siedzieli
e-PROFIT 17
Rynkowe trendy
za biurkami, przepisywali informacje prasowe
i sporadycznie korzystali z telefonu. W ich miejsce
pojawiają się ci, którzy wykraczając poza takie standardy,
przetwarzają dane w sposób najbardziej istotny dla
sprawy i czytelników.
Druk to tyrania
Według Adama Smallmana: Nie ma wątpliwości, że druk
jest tyranią, która zużywa 90% energii dziennikarza.
Pomimo tego, że wersje papierowe czasopism
zajmują dopiero 3 miejsce pod względem możliwości
dystrybucyjnych różnych platform, po mobile i online.
Był jednym z pierwszych
rozwiązań na monetyzację usług
w internecie w oparciu
o tzw. portfel elektroniczny.
Amazon
rozpatrywał
ten
projekt
jako
platformę
płatnościową drugiej wersji
Grzegorz Gołębiewski
Kindle. Serwis Znak it! oferuje
Znak it!
kilka form opłat, od subskrypcji
z użyciem mikropłatności do donacji. Tym
samym umożliwia wydawcom eksperymentowanie
i dywersyfikację opłat w zależności od popularności
i rodzaju danej treści. A ponieważ działa na zasadzie
portfela elektronicznego – jest narzędziem zarówno dla
użytkownika, jak dla wydawcy.
Myśląc o zaangażowaniu i konieczności „współdziałania”
z czytelnikami, paywalls są jednak potężną barierą –
odrzucają lub przynajmniej ograniczają dostęp 99 na 100
czytelników danej publikacji.
„Z doświadczeń z pilotażowych projektów
wdrożeń Znak it! na całym świecie
wynika, że otwarte i elastyczne modele,
przynoszą ponad 8-krotnie lepsze wyniki
niż paywalls. ”
Tom Whitwell z „Times Digital” podkreślił, iż kluczem
do sukcesu jest zdolność do tworzenia wysokiej
jakości produktów przeznaczonych na różne platformy.
Najważniejsze są jednak szybkość i prostota. Czytelnicy
chcą mieć dostęp do określonego rodzaju dziennikarstwa
tam, gdzie akurat są – w domu, biurze, lub w drodze do
pracy – i należy im to koniecznie dostarczyć.
Wydawca „Autosport”, Rob Aherne, potwierdził,
że wysokiej jakości treści cyfrowe pozwalają
subskrybentom najbardziej entuzjastycznym w stosunku
do danego tytułu, uzyskać więcej niż to, co jest dostępne
w wersji drukowanej. Niemniej, skuteczna monetyzacja
treści nie musi być skomplikowana – słowa i obrazy to
jest to, co ciągle się sprzedaje.
Alternatywne rozwiązania
Na konferencji były prezentowane też rozwiązania inne niż
paywalls, w tym kontrowersyjna „narodowa subskrypcja”
wprowadzona przez Piano Media w Słowenii i na Słowacji
(czasami porównywana do „podatku sieciowego”)
oraz polski Znak it!
Został opracowany z myślą o nowych potrzebach
wydawców jeszcze na przełomie 2006 i 2007 roku.
18 e-PROFIT
– W przypadku zastosowania naszego systemu „Zarób
wolny dostęp” i współpracy z reklamodawcami,
19,6% miesięcznych odwiedzin użytkowników kończy
się zapłatą. Innymi słowy zwielokrotnienie średniej
efektywności paywall jest tu niemal 20-krotne – uważa
Grzegorz Gołębiewski ze Znak it!
Przyszłość
Czy przyszłość to czas paywalls? Wydaje się, że lepszą
pozycję rynkową zdobędą te rozwiązania, które dają
zarówno wydawcom, jak i użytkownikom większą
swobodę działania na polu komercyjnej dystrybucji
treści, rozwiązania, w których wszyscy są partnerami,
a dostęp do wysokiej jakości treści i usług w sieci jest
nie tyle darmowy, co korzystny dla wszystkich. ■
Rynkowe trendy
W kierunku nowoczesnej edukacji
Pojęcie e-learningu obejmuje znacznie więcej niż tylko zdalne
nauczanie przez internet. Na świecie do edukacji szkolnej
i akademickiej, szkoleń biznesowych oraz rozwoju osobistego
wykorzystywane jest całe spektrum nowoczesnych technologii,
które pojawiły się w ciągu ostatnich lat – urządzeń, systemów
i usług.
Nowoczesna edukacja i szkolenia zmierzają m.in. w kierunku
w e-learningu, technologii mobilnych oraz wykorzystywania
gier w procesie nauczania. Przyszłością wydaje się być model
mieszany, czyli blended learning, w którym metody tradycyjne
w różnych proporcjach łączą się z nowoczesnymi technologiami.
W gąszczu tych rozwiązań nietrudno stracić z oczu to,
co najważniejsze – edukację i rozwój.
Rafał Jakubowski
Dla polskich użytkowników trzymanie ręki na
pulsie jest tym trudniejsze, że brakuje jednego,
kompletnego źródła informacji na ten temat.
Chcemy wypełnić tę lukę – mówi Marcin Tyborowski,
menedżer projektu portalu E-learningtrends.pl.
W ostatecznym rozrachunku nie ma jednak odwrotu.
Technologie zbyt daleko wkraczają w nasze życie.
Ich mądre zastosowanie w procesach nauczania jest
koniecznością. Przy tym warto dodać, że e-learning
nie jest już taki sam jak przed kilku laty. Pojawiły się
nowe technologie, urządzenia, usługi.
Na jakim etapie rozwoju znajduje się obecnie
W jakim kierunku to wszystko zmierza?
e-learning?
Pozornie mogłoby się wydawać, że e-learning
przeżywa niewielki kryzys. A przynajmniej ma
zadyszkę. Kilka lat temu e-learning zaczął cieszyć się
ogromnym zainteresowaniem. Zarówno oświata,
jak i biznes wiązały z nim wielkie – czasem nierealne –
nadzieje. Wkrótce przyszła weryfikacja tych
oczekiwań i znaleźliśmy się w miejscu, w którym
jesteśmy obecnie. E-learning nadal wzbudza
zainteresowanie. Bywa bardziej skuteczny –
jak pokazują niektóre porównania wyników
studentów
uczących
się
tradycyjnie
i z wykorzystaniem e-learningu. A może być
tańszy niż metody tradycyjne – zarówno
dla studentów, jak i uczelni. Podobnie jest
w biznesie. Niemniej samo hasło nie wzbudza
już szybszego bicia serca i nie rozpala wyobraźni.
Istnieje kilka wyraźnych trendów. Pierwszy z nich
to technologie mobilne. Możliwości niewielkich,
przenośnych urządzeń praktycznie przestały
odbiegać od tego, co można zrobić na dużym
komputerze. Szybkość transmisji danych także
przestała być ograniczeniem. Przynajmniej w dużych
miastach. Dzięki smartphone’om i tabletom można
się uczyć w dowolnym miejscu i czasie. Ogromne
możliwości technologie mobilne stwarzają np.
w połączeniu z augmented reality, czyli rozszerzoną
rzeczywistością. Nauka w terenie może w pewnych
obszarach dawać o wiele większe efekty niż nauka
w ławce szkolnej czy za biurkiem. Kolejny trend to
social learning i wykorzystanie w nauczaniu mediów
społecznych np. Facebooka czy Twittera. Popularność
tych serwisów sprawia, że ich zastosowanie
e-PROFIT 19
Rynkowe trendy
w nauczaniu – zwłaszcza w przypadku młodych
ludzi – jest koniecznością. Dużego znaczenia nabierają
także gry, które pozwalają uatrakcyjniać oraz
przyspieszać naukę. Niemniej wydaje się, że żaden
z tych trendów ani też żadna z technologii nie będzie
dominująca. Zmierzamy w kierunku rozwiązań
mieszanych, w których wykorzystywane są zarówno
metody tradycyjne, jak i nowoczesne. W zależności
od celów i potrzeb stosowane będą różne proporcje
i składniki.
E-learningtrends – skąd wziął się na niego pomysł?
O dalszych planach mówi Marcin Tyborowski,
jeden z twórców portalu:
Wkrótce chcemy uruchomić serwis. Przygotowujemy
się także do przeprowadzania badania dotyczącego
wykorzystania e-learningu na polskich uczelniach
wyższych. Wyniki badań przedstawimy na
konferencji, która będzie poświęcona zagadnieniom
nowoczesnych technologii w edukacji na wszystkich
poziomach nauczania – od szkoły podstawowej
aż po uniwersytety trzeciego wieku.
Nie znaczy to jednak, że koncentrujemy się wyłącznie
To po części efekt dwóch konferencji oraz raportów na edukacji. Będziemy także zajmować się
zrealizowanych pod nazwą E-learningtrends. Dobre e-learningiem w biznesie oraz wykorzystaniem
doświadczenia z konferencji i pozytywne reakcje nowych technologii w rozwoju osobistym
uczestników, a także opinie rynku przekonały nas, i rozwiązaniom skierowanym do konsumentów.
że istnieje duże zapotrzebowanie na informacje Jesteśmy otwarci na wszystkie środowiska.
związane z nowoczesną edukacją. Istnieją grupy
potencjalnych użytkowników, które mogłyby E-learningtrends.pl ma być miejscem, gdzie każdy
skorzystać z e-learningu, ale brakuje im wiedzy. zainteresowany wykorzystaniem nowoczesnych
Co gorsze, trudno ją pozyskać, bo trzeba samodzielnie technologii w nauczaniu będzie mógł znaleźć
niezbędne informacje. Zapraszamy zainteresowanych
przeszukiwać źródła.
Nie istnieje w polskiej sieci jedno miejsce, w którym rozwojem e-learningu w Polsce do współpracy
można znaleźć komplet informacji związanych przy tworzeniu materiałów tekstowych oraz wideo,
z szeroko rozumianym e-learningiem. Nikt w sposób organizacji wydarzeń – konferencji, seminariów,
pełny, niezależny i obiektywny nie bada rynku. webinarów – oraz realizacji badań dotyczących
e-learningu w oświacie i biznesie. ■
Czas wypełnić tę lukę.
20 e-PROFIT
Rynkowe trendy
Medicus, czyli operacje na odległość
O tym, że lekarze dość intensywnie korzystają z sieci świadczyć może chociażby spory sukces, jaki osiągnął
serwis Konsylium24.pl. Dotychczas zarejestrowało się na nim ponad 30 tys. specjalistów z ponad 72
specjalizacji. Konsultacja z wykorzystaniem sieci to świetny pomysł, ale mamy już możliwości pójścia
jeszcze krok dalej. Wszyscy zgodzimy się przecież, że czym innym jest konsultacja medyczna lekarzy
prowadzona najczęściej w czasie wolnym, nie zawsze online, a czym innym możliwość bezpośredniego
uczestnictwa specjalisty w prowadzonej i transmitowanej online operacji.
Mateusz Kozaczewski
Jak to możliwe? Całość nie jest aż tak skomplikowana, jak
mogłoby się wydawać. W dużym uproszczeniu wystarczy
system do rejestracji i archiwizacji zabiegów medycznych,
automatycznie zapisujący każdą zarejestrowaną operację
lub zabieg i nanosi znaki wodne zawierające dane pacjenta
i szpitala. Osoby uprawnione mają dostęp do danych
poprzez przeglądarki internetowe lub wewnętrzny system
szpitala w dwóch wariantach:
• z pełnymi danymi osobowymi pacjenta,
• bez danych osobowych pacjenta – w celach
naukowych/szkoleniowych.
Dzięki bezpośredniemu streamingowi obrazu możemy
wyobrazić sobie sytuację, że lekarz w trakcie zabiegu
korzysta z konsultacji specjalisty, który jest zlokalizowany
tysiące kilometrów od niego. Rozwiązanie jest
kompatybilne z urządzeniami elektronicznymi dostępnymi
w salach zabiegowych i operacyjnych. Mówienie
o prowadzeniu zdalnych operacji byłoby wyolbrzymieniem,
ale to i tak udogodnienie, które, poza swoimi funkcjami
edukacyjnymi, może przyczynić się do zakończenia
niejednej operacji z sukcesem. System powstały dzięki
współpracy firm Sprint S.A. i GWPI został już wdrożony
w Centrum Medycyny Sportowej w Warszawie.
Pomysł streamingu obrazu do sieci nie jest niczym
nowatorskim, takie rozwiązania już są na rynku –
mówi Wojciech Sypko, dyrektor Sprint Data Center,
które odpowiada za utrzymanie techniczne systemu.
Jednak według mojej wiedzy, to pierwsze rozwiązanie
umożliwiające jednocześnie archiwizację, przeglądanie
materiałów, tworzenie komentarzy i przede wszystkim
dedykowanego dostępu online w trakcie zabiegu.
Planujemy
wprowadzić
dodatkowo
rozwiązanie
wykonywania i zapamiętywania zdjęć (np. z tomografu).
Takie podejście pozwoli nam na pełną dokumentację wizyt,
konsultacji oraz badań. Zdjęcia z urządzeń medycznych
będą archiwizowane na serwerach FTP Sprint Data Center,
co pozwoli na wspólną pracę wielu specjalistów zdalnie
zalogowanych do systemu – dodaje Sypko.
Zazwyczaj informacje o pacjentach zapisywane są
ręcznie na kartach i wywieszane przy łóżkach. A więc
nie są powiązane ze zdjęciami, filmami oraz innymi
zarejestrowanymi danymi dotyczącymi pacjenta.
Medicus ma to zmienić. Lekarz dyżurny na obchodzie
będzie mógł specjalną aplikacją zdjąć QR code pacjenta
i otrzymać z systemu dane medyczne, które wyświetlą
się na urządzeniu. Dostępne będą zdjęcia, filmy, opisy
oraz wszelkie inne informacje zgromadzone w systemie
szpitala. Polecenia lekarza odnośnie dalszego sposobu
dbania o pacjenta będą zarejestrowane i dostępne dla
osób uprawnionych.
Dzięki temu lekarze nie będą musieli w praktyce
uczestniczyć w obchodach. Informacje z obchodu w czasie
rzeczywistym będą rejestrowane w systemie i przekazane
do lekarza niezależnie od miejsca jego przebywania.
W systemie będzie udostępniona pełna komunikacja
z lekarzem prowadzącym.
Oczywiście Medicus nie zastąpi stosowanych dziś
w szpitalach rozwiązań. Będzie to jednak uzupełnienie
w postaci dodatkowej bazy danych zsynchronizowanej
z danymi medycznymi. Uzyskane w ten sposób
funkcjonalności, usprawnią proces leczenia i zmniejszą
koszty funkcjonowania szpitali.
Czy zatem już wkrótce operacje będą miały zupełnie inny
wymiar? Wiele na to wskazuje. ■
e-PROFIT 21
Rynkowe trendy
Zakładanie własnego biznesu to dla wielu ludzi wielka niewiadoma. Ta decyzja może zmienić nasze
życie na zawsze i podjęcie jej sprawia przyszłym przedsiębiorcom największy kłopot. Czasami przychodzi
taki moment, kiedy dostrzegamy, że wspinanie się po szczeblach korporacyjnej kariery przestaje
nam odpowiadać. Czujemy, że mamy pomysł na produkt, który powinien znaleźć klientów na całym
świecie. Chcemy być panami swojego losu, a mając wiedzę, ambicję i wiarę w sukces postanawiamy
odciąć korporacyjną pępowinę i zaryzykować swoich sił, rozwijając własną firmę IT. Tak było z Mirillis.
Cel był jeden: tworzyć zaawansowane technologicznie oprogramowania multimedialne, a za jakiś czas
stać się dużym graczem na globalnym rynku.
Polscy Samurajowie
Paweł Hładkiewicz
Nie ma co ukrywać, iż założenie biznesu w sektorze IT
w latach 90. było dużo prostsze niż dzisiaj. Nowoczesne
technologie cyfrowej kompresji obrazu oraz dźwięku
w tamtych latach dopiero raczkowały. Wystarczyło
zauważyć, że rynek ten będzie się dynamicznie rozwijał
i wyjść z produktem, na który będzie popyt. Tak zaczynali
obecni giganci rynku – Cyberlink czy Arcsoft.
Dzisiaj jest zupełnie inaczej. Skomplikowana technologia,
konkurencja (często dysponująca setkami milionów
dolarów) może odstraszać. Najtrudniejsze są zawsze
początki. Trzeba zbudować technologiczną bazę,
na której oparte będą przyszłe produkty. Gdy zdecydujesz
się na rynek zagraniczny, jako główne miejsca zbytu
produktów, nie jest najważniejsze to, skąd pochodzisz,
ale jaką masz wiedzę, jak działasz, co robisz i jak duże chęci
masz na to, aby osiągnąć sukces. Mirillis została założona
w Zielonej Górze liczącej niecałe 120 tys. mieszkańców,
a firma ma dziś klientów w 80 krajach, w tym instytucje
państwowe np. z Hong Kongu i Izraela.
o kupowanie oryginalnych kopii oprogramowania i nie
tylko. Główny wpływ na to ma zamożność obywateli
poszczególnych państw. Ponadto w takich krajach proces
cyfryzacji rozpoczął się dużo wcześniej, a dostęp do nowych
technologii jest o wiele łatwiejszy, co skutkuje znacznie
powszechniejszym
zainteresowaniem
nowościami
technologicznymi. Działanie na rynkach zagranicznych
ma sens tylko wtedy, kiedy posiada się produkty,
na które rzeczywiście istnieje realne zapotrzebowanie.
Nasz produkt musi też posiadać unikalne cechy, którymi
chcemy się wyróżniać na tle konkurencji. Bez tego nie
ma większego sensu startować w blokach razem z takimi
gigantami, jak wcześniej wymienieni Cyberlink czy
ArcSoft. Zjedzą nas na samym starcie doświadczeniem
i zasobnością portfela, z którego mogą wyciągać grube
miliony na marketing i pozbywanie się konkurencji.
Przy starcie z własną firmą od zera potrzeba ogromnej
motywacji i determinacji w dążeniu do postawionych
sobie celów. Zwłaszcza, kiedy zrezygnowało się z intratnej
i stabilnej posady na rzecz nieregularnych dochodów,
czasem ich braku, a nawet strat związanych z wydatkami
na potrzeby firmy. Aczkolwiek później, nie ma nic
lepszego niż spojrzeć w przeszłość i utwierdzić się
w przekonaniu, że podjęło się właściwą decyzję. Wtedy
zawsze pojawia chęć do dalszej pracy i rozwijania swoich
projektów.
W przypadku Mirillis najbardziej atrakcyjnymi rynkami
zagranicznymi okazały się Japonia, USA i Europa
Zachodnia, udział Polski w sprzedaży naszych produktów
Action! czy Splash oscyluje jedynie w okolicach 3%.
Jednak brak Polskiej strony WWW Mirillis, to nie
odcinanie się od korzeni. Rynek globalny mówi po
angielsku, stąd też jedna wersja strony właśnie w tym
języku. Same produkty dostępne są natomiast w wielu
językach, w tym po polsku. Trzeba pamiętać, że rynki,
które sprawdziły się w przypadku Mirillis wcale nie
muszą się sprawdzić w przypadku innej firmy z sektora IT.
Każdy, kto ma zamiar wejść na rynek globalny, powinien
racjonalnie ocenić do kogo chce trafić i kto może być
potencjalnym odbiorcą jego produktów.
Wysiłek i ciężką pracę trzeba jeszcze gdzieś sprzedać,
dlatego ważne jest, by wybrać odpowiedni sektor
i miejsca zbytu naszych produktów. Skoncentrowanie się
na rynkach zagranicznych umożliwia dotarcie do szerokiej
grupy odbiorców. W większości dobrze rozwiniętych
krajów ludzie mają inną mentalność, jeżeli chodzi
W przypadku firm dopiero startujących na rynku IT
największą przeszkodą jest konkurencja. Są to głównie
przedsiębiorstwa działające w branży od wielu lat.
Początkujący przedsiębiorca musi pamiętać, że oprócz
tego, że stworzył świetny produkt istnieje jeszcze wiele
innych czynników, które wpływają na późniejszy sukces.
22 e-PROFIT
Rynkowe trendy
Firmy, które na dobre zakorzeniły się już na rynku mają
wyrobioną markę pośród swoich klientów i trudno będzie
ich odciągnąć od produktów, z którymi są związani.
Co nie oznacza, że powinniśmy rezygnować tylko dlatego,
że w grze jest kilku dużych graczy. Najważniejsze to starać się
być wszędzie, pokazać siebie i swój produkt. Nawiązywać
kontakt z branżowymi portalami internetowymi,
magazynami. Utrzymywać kontakt wszędzie tam, gdzie
mogą się nami zainteresować. Podstawowe narzędzia
public relations potrafią przy niewielkich nakładach
finansowych nagłośnić projekt na tyle, żeby zainteresować
nim szersze grono odbiorców. Warto wykorzystać potencjał,
który drzemie w mediach społecznościowych. Możemy
zatrudnić stażystę lub poszukać studenta dziennikarstwa,
który zna temat i w ramach zdobywania doświadczenia
zawodowego chętnie nam pomoże przy nawiązywaniu
kontaktów z mediami.
Pomimo największych starań zawsze trzeba liczyć się
z tym, że w pewnym momencie spotyka się różnego
rodzaju trudności. Droga przyszłego przedsiębiorcy
z sektora IT nie jest łatwa i czeka na niej wiele
niespodzianek, niedostrzeganych na pierwszy rzut oka
przez osoby rozpoczynające biznes. Zwłaszcza w Polsce.
Firma, która chce zdobywać rynki zagraniczne, musi się
liczyć z wieloma trudnościami przy pozyskiwaniu patentów
oraz licencji – szczególne jeżeli chodzi o poufne informacje
technologiczne takie jak mechanizmy szyfrowania danych.
Dużym problemem, z którym borykają się wszyscy
wytwórcy oprogramowania w sektorze retailowym to
piractwo. Pomimo coraz większych i bardziej wymyślnych
zabezpieczeń produkty wszystkich firm z sektora IT,
są łamane i trafiają na serwery hostingowi, gdzie
można je ściągnąć za darmo. Zmniejsza to przychody
przedsiębiorstwa i uniemożliwia dynamiczniejszy
rozwój, który wymaga nierzadko ogromnych nakładów
finansowych.
Należy pamiętać, że tak naprawdę inwestujemy w siebie,
swoje pomysły i swoją przyszłość. To my tworzymy naszą
firmę, dlatego liczy się determinacja i chęć osiągnięcia
postawionych sobie celów. Warto podjąć takie ryzyko
i powiedzieć TAK swoim pomysłom. ■
Paweł Hładkiewicz
W branży IT od 10 lat. Ukończył inżynierię komputerową
na Wydziale Elektroniki i Telekomunikacji Uniwersytetu
Zielonogórskiego. Od 2003 do 2008 roku był związany z firmą
Advanced Digital Broadcast, w której od 2005 roku pełnił
funkcję eksperta ds. inżynierskich w dziedzinie przetwarzania
dźwięku i obrazu. W 2009 roku jako pomysłodawca przyczynił
się do założenia spółki Mirillis. Jest jej udziałowcem oraz
prezesem zarządu.
e-PROFIT 23
Rozmowa miesiąca
Czy użycie określenia e-biznesowa wojna do opisu naszej wirtualnej rzeczywistości byłoby
dużym nadużyciem? Gdyby użyć militarnych porównań, to przecież mamy mniejsze lub większe
oddziały naszych pracowników walczących na linii frontu o pozyskanie danej grupy klientów
z innymi oddziałami. Poszczególne oddziały mają do dyspozycji różny sprzęt wojenny w postaci
różnych budżetów na marketing czy innowacje. Różną odporność psychiczną, różne źródła
zaopatrzenia, chociażby w formie płynności finansowej.
Czym są fuzje, jeśli nie strategicznym układaniem się z przeciwnikiem?
W tej wojnie nie przelewa się krew, ale przelewa się pieniądz, przychodzą i odchodzą klienci.
Ta wojna nie dąży do destrukcji i zagłady, ale do budowy nowej gospodarczej e-rzeczywistości.
Dziś naszym gościem jest człowiek, który swoją wiedzę na temat zarządzania zespołem zdobywał
nie tyle w zaciszu zakurzonych uniwersyteckich bibliotek, co w praktyce dowodzenia setką
komandosów jednostek specjalnych i tysiącem żołnierzy podczas prawdziwych akcji militarnych.
W sytuacjach, gdzie decyzje trzeba podejmować błyskawicznie, a każdy błąd może kosztować
wiele. Były dowódca jednostki specjalnej GROM, gen. Roman Polko w wywiadzie dla e-PROFIT
zdradza, jak dowodzić i motywować, by rozGROMić konkurencję.
Biznesowy komandos
Rozmowa z gen. Romanem Polko
Praktycznie od początku swojej służby w armii dowodził Pan ludźmi. Czy Pana zdaniem
jest coś takiego jak urodzony dowódca? Mamy to w genach, rodzimy się z tym,
czy możemy się tego nauczyć?
Są dwie szkoły, całkowicie sprzeczne, w tej kwestii i przyznam szczerze,
że trudno mi poprzeć jednoznacznie którąś z nich. Prawdą jest, że są ludzie,
którzy od dziecka naturalnie „komenderują” innymi: tacy podwórkowi liderzy,
wokół których gromadzą się inne dzieci. Jest w nich to coś, co sprawia, że inni
ich słuchają i wykonują ich polecenia. Szczerze mówiąc, sam taki byłem: lubiłem kierować
innymi, organizować im czas, wymyślać zabawy…
Ale historia zna takich przywódców jak Charles de Gaulle czy Margaret Thatcher,
którzy przez lata niczym się nie wyróżniali, byli outsiderami, nie tylko nie
przewodzili rówieśnikom, ale wręcz funkcjonowali poza grupą, byli przez kolegów
odrzucani. Przypadek, historyczny moment czy podbudowana ambicjami chęć
pokazania, na co ich stać, sprawiły, że zapisali się w historii jako wybitni liderzy,
wprowadzili w swoich krajach wielkie zmiany, stanęli na czele armii walczących
o niepodległość.
Jedno wiem natomiast na pewno: każdy, zarówno „urodzony”, jak i „objawiony później”
lider musi pracować nad sobą, uczyć się zasad przewodzenia, reagowania na sytuację
i zachowanie zespołu. Przekonanie, że wrodzone umiejętności wystarczą, szybko może
okazać się zgubne.
24 e-PROFIT
„Dawid może
I trzeba o tym
sobie przypom
Foto: Karolina Gwiszcz BM foto
zwyciężyć Goliata.
m nieustająco
minać.”
Rozmowa miesiąca
e-PROFIT 25
Rozmowa miesiąca
Można znać teorię zarządzania, ale nie być liderem,
można wreszcie nie mieć żadnego wykształcenia,
a pociągać za sobą tłumy. Historia zna takie przypadki.
W startupach lider to jeden z elementów sukcesu.
Jaki Pana zdaniem powinien być prawdziwy biznesowy
lider?
że członkowie zespołu wierzą w umiejętności,
determinację kolegów. To tak jak przy górskiej wspinaczce
– idący po skale musi ufać temu, który go ubezpiecza,
inaczej nie będzie w stanie zrobić najmniejszego kroku.
Wykształcony, ale wszechstronnie, a nie jedynie
w dziedzinie stricte związanej z działalnością instytucji.
Doświadczony, czyli taki, który pracował w wielu
instytucjach, ma różnorodny backup. Otwarty, a więc
gotowy uznawać racje innych, przyjmować argumentację
podwładnych.
Umiejący
sprawiedliwie
oceniać
podwładnych. Zdecydowany, czyli podejmujący decyzje
bez zbędnej zwłoki. Odpowiedzialny, pewny siebie.
Ale również posiadający poczucie humoru, dystans do
własnej osoby. Posiadający pasję, chęć zmiany, ciekawość
świata, które prowadzą do podejmowania nowych
wyzwań.
Czy zarządzanie grupą komandosów realizujących
akcję specjalną, bardzo różni się od zarządzania grupą
pasjonatów starających się w zaciszu domowego
garażu zbudować drugiego Facebooka?
Szczerze mówiąc, widzę tu wiele podobieństw. Tak się
składa, że dobrzy komandosi to często indywidualności,
zbuntowane duchy, których trudno jest skłonić do
działania w zespole i uznania czyjegoś zwierzchnictwa.
Są kreatywni, ich pomysły mogą się z czasem okazać na
wagę złota (tak jak w przypadku Marka Zuckerberga),
ale trzeba nie lada wysiłku, by nad nimi zapanować,
skłonić do realizacji wspólnego, a nie własnego planu,
spowodować, że uznają czyjeś przywództwo. To ciągła
walka o uznanie, udowadnianie, że zasługuje się na miano
dowódcy. Wielkie wyzwanie, ale też niezwykle trudne
w wykonaniu.
Jakie są trzy najważniejsze cechy, bez których zespół
nigdy nie osiągnie rynkowego sukcesu, nie wygra
żadnej rynkowej bitwy?
Wyszkolenie, zgranie i zaufanie.
Wyszkolenie – a więc wiedza, jak działać i praktyczna
umiejętność realizacji działań.
Zgranie – czyli takie działanie zespołu, że jego członkowie
porozumiewają się bez słów, każdy zna doskonale swoje
zadanie i wie, co należy do kolegi.
I zaufanie – czyli powierzenie swojego życia
w ręce towarzyszy. Wspólna realizacja misji, której
niepowodzenie może kosztować życie oznacza,
26 e-PROFIT
W swojej książce „RozGROMić konkurencję” pisze Pan,
że najtrudniej nie jest wygrać pierwszą wojnę, ale nie
przegrać kolejnej. Czy można to rozumieć w ten sposób,
że osiągnąć top jest prosto, ale utrzymać się na nim już
trudniej?
Nie jest problemem zmobilizowanie ludzi głodnych
sukcesu do dania z siebie 110% normy, by wreszcie
osiągnąć upragnione, a do tej pory niezrealizowane,
zwycięstwo. Wystarczy nakreślić im wizję, pobudzić
wyobraźnię, przedstawić plan działania i można
iść w ogień walki. O wiele trudniej jest przekonać
ludzi, którzy po zwycięstwie myślą na ogół jedynie
o świętowaniu i odcinaniu kuponów od osiągniętego
sukcesu, że następnego dnia nie można „być na kacu”,
bo trzeba zacząć kolejny trening, przygotować plany
dalszych działań, strategię obrony przed kontratakiem
przeciwnika. Historia wojskowości zna wiele przykładów
klęsk poniesionych przez zwycięzców tylko dlatego,
że zamiast planować kolejne działania i zabezpieczać
się przed odwetem pokonanego przeciwnika pozwolili
podwładnym na rozprężenie, zabawę, lekceważenie
sytuacji.
Co jest trudniejsze, utrzymanie dyscypliny w swoim
oddziale, zespole, czy utrzymanie samodyscypliny
w drodze do osiągania własnych celów?
Najtrudniej jest wymagać od siebie, bo nie ma nikogo,
kto mógłby egzekwować realizację planów i zapowiedzi.
Wtedy szczególnie łatwo można ulec pokusie odsunięcia
w czasie ambitnych działań, przesunięcia „na jutro”
Rozmowa miesiąca
trudnego treningu. Codzienna walka z sobą samym,
bo tak w praktyce wygląda autodyscyplina, hartuje
dowódcę na tyle, że bez problemu potrafi on skłaniać
podwładnych do wysiłku, o ile widzą oni, że nie oszczędza
on również siebie samego.
To, że człowiek uczy się przez całe życie i w każdej
sytuacji, właściwie wszyscy wiemy, ale Pan pisze coś
więcej niż to, że warto się uczyć. Pan pisze, że warto
się uczyć od terrorystów. Brzmi dość kontrowersyjnie…
Czego szef firmy może nauczyć się od terrorysty?
Chociażby zaskakiwania konkurencji. Czy ktoś przed
11 września 2001 roku mógłby sobie wyobrazić
atak terrorystyczny przy użyciu pasażerskich
samolotów uderzających w biurowce w centrum
Nowego Jorku? Albo później, gdy już wprowadzono
na lotniskach szczegółową kontrolę pasażerów,
że materiały wybuchowe zostaną nadane zwykłą,
pakowaną do samolotu paczką? Inwencja terrorystów
nie ma granic, a my – z nimi walczący – wciąż podążamy
pół kroku za nimi, próbując przewidzieć ich kolejne ruchy.
Terroryści, którzy nie działają w ramach zhierarchizowanej
struktury, ale w ramach sieci, w której trudno
zidentyfikować centrum i jeden ośrodek decyzyjny, mogą
sobie „pozwolić” na innowacyjność i większą swobodę
działania. Ideowe, emocjonalne zaangażowanie członków
ugrupowań terrorystycznych, gotowość poświęcenia
dla sprawy powodują, że są ono gotowi zapłacić każdą
cenę za sukces, zwycięstwo. Dlatego też tak często
wygrywają z o wiele silniejszym przeciwnikiem, takim jak
światowe mocarstwa czy korporacje, międzynarodowe
Podobno rutyna zabija… Zgadza się Pan?
Rutyna usypia naszą czujność, zabija innowacyjność.
Osiadanie na laurach i odcinanie kuponów od dawnych
zwycięstw prowadzi do stagnacji, powielania utartych
scenariuszy, które, choć kiedyś prowadziły do zwycięstwa,
zastosowane po raz kolejny mogą przynieść klęskę.
Oto najdobitniejszy przykład: jeśli przychodzą do nas złe
wieści z Afganistanu, że kolejny żołnierz zginął czy został
ranny, to najczęściej dowiadujemy się, że stało się to
podczas „rutynowego patrolu”: a zatem żołnierze jechali
tą samą od miesięcy drogą (innej co prawda nie ma, ale
to przecież nie argument), na której wybuchła podłożona
przez talibów mina. Mimo że właśnie wyjeżdża tam
kolejna zmiana, działanie na miejscu nie różni się od tego,
sprzed kilku lat: patrole są prowadzone jedyną, główną
drogą, której wojska koalicji nie mają pod kontrolą,
a zatem terroryści nie mają większych problemów
z przygotowaniem zasadzki. I co? I nic. Starzy wracają do
kraju, nowi przyjeżdżają, a w taktyce działania nic się nie
zmienia. Rutyna zabija. Dosłownie.
Chciałbym być tu jednak dobrze zrozumiany: o ile
potępiam działanie rutynowe będące wynikiem
zniechęcenia, braku innowacyjności czy zwykłego
partactwa, o tyle popieram działanie według procedur,
a więc pewnych standardów. Tak jak cywile mają ISO,
tak w wojsku są SOP-y (Standard Operating Procedure –
Standardowe Procedury Postępowania), które pozwalają
nam podejmować decyzje w sytuacjach krytycznych –
gdy nie wiadomo czy ruszać z atakiem czy też czekać na
ruch wroga. Są one zwłaszcza przydatne dla młodych
żołnierzy, którzy znalazłszy się po raz pierwszy na
polu walki, mogą spanikować, zwyczajnie zagubić się,
nie wiedzieć, jak działać.
Gdyby miał Pan jednym zdaniem, tak po wojskowemu,
odpowiedzieć na pytanie, jak rozgromić konkurencję?
Jak by ono brzmiało?
organizacje. Sukcesy terrorystów powinny być przestrogą
dla wielkich korporacji, zadufanych w sobie dużych
firm, przekonanych o tym, że ich rozmiar i środki, jakimi
dysponują, pokonają każdego. Tak nie jest.
Zamiast zastanawiać się, czy mamy szansę na wygraną,
wejść w ogień walki, rozpocząć ją i przestać się bać.
Z własnego doświadczenia wiem, że śmiałym szczęście
sprzyja i ci, którzy podejmują ryzyko – nawet jeśli są
słabsi, mniej liczni, gorzej wyposażeni – wygrywają dzięki
determinacji i chęci zwycięstwa.
A zatem do boju.
Dziękuję bardzo za rozmowę. ■
Dawid może zwyciężyć Goliata. I trzeba o tym nieustająco
sobie przypominać.
e-PROFIT 27
Warto wiedzieć
O co chodzi z Enterprise 2.0?
Pewien czas temu trafiłem na ciekawy komentarz w jednym z portali
społecznościowych. Z okazji świąt pojawiło się na tablicach mnóstwo
wpisów z życzeniami, kierowanymi do wszystkich znajomych.
Pod jednym z nich zaś komentarz brzmiący mniej więcej tak: Do czego
doszło – SMS staje się bardziej bezpośrednią formą złożenia życzeń,
tak, jak jeszcze niedawno rozmowa telefoniczna.
Marcin Stańczak
dyrektor zarządzający w agencji interaktywnej Mediovski,
www.mediovski.pl
Bez wątpienia współczesne formy komunikacji
przechodzą rewolucyjne zmiany, a hasło Web 2.0 nie
jest marketingową wydmuszką, a globalnym trendem
wpływającym na nasze życie. Pojęcie Enterprise 2.0
odpowiada na pytanie, w jaki sposób zjawisko to
wykorzystać do wprowadzenia korzystnych zmian
w organizacji.
Źródło: Badania Morgan Stanley, 2009 rok
28 e-PROFIT
Idea wykorzystania mediów społecznościowych
wewnątrz organizacji polega przede wszystkim na
zmianie podejścia do budowania wszelkiego rodzaju
narzędzi wspierających procesy biznesowe. Jednym
z najtrudniejszych elementów wdrożenia intranetu,
systemu CRM czy systemu zarządzania wiedzą jest
przyzwyczajenie użytkowników, aby rzeczywiście
Warto wiedzieć
korzystali z nowego oprogramowania. Z badań
przeprowadzonych przez AMR Research wynika,
że 46% pracowników nigdy nie używa programów
wspomagających zarządzanie, mimo że ma już licencję.
za pewien czas inny zespół musi zmierzyć się z podobnym
problemem, przechodzi długą ścieżkę dochodzenia do
tych samych wniosków, którą przecież nasza firma ma już
za sobą.
Rozwiązania znane z mediów społecznościowych
dostarczają użytkownikom narzędzi, które znają.
Nie muszę przechodzić czasochłonnych i często
kosztownych szkoleń, aby opanować ich obsługę. Termin
Enterprise 2.0 został po raz pierwszy użyty przez profesora
Andrew McAfee. Wykorzystując takie narzędzia, jak
platformy blogowe, YouTube, Facebook, Nasza Klasa
czy Wykop, użytkownicy pokazali, w jaki sposób mogą
wpłynąć na kształt współczesnego internetu i treści,
które można w nim znaleźć. Jak bardzo istotny jest ten
trend, widać wyraźnie na zamieszczonym obok wykresie.
Już pod koniec 2009 roku więcej osób korzystało
z komunikacji mediów społecznościowych niż z e-maila.
Jeżeli rozwiązania sprawdziły się w skali globalnej, nie
pozostało już nic innego, jak przenieść je do organizacji.
Innym niezwykle ważnym obszarem, który może
być wspierany poprzez wykorzystanie mediów
społecznościowych w zarządzaniu organizacją jest
uruchomienie oddolnego potencjału firmy, w którym
pomysły na usprawnienia i nowe rozwiązania wychodzą
od różnych osób, a niekoniecznie od kadry zarządzającej.
Jakże często okazuje się, że najcenniejsza wiedza o tym,
jak klienci postrzegają nasz produkt, jakie są problemy
komunikacyjne w firmie, czy co zawodzi w łańcuchu
dostaw, ukryta jest w głowach osób, które mają z nimi
na co dzień styczność, a niejednokrotnie mają też kilka
pomysłów usprawnień.
Pomysły te, wyciągnięte na światło dzienne i poddane
dyskusji mogą okazywać się kluczowe dla budowania
przewagi konkurencyjnej organizacji.
Cele Enterprise 2.0
Jak każde przedsięwzięcie biznesowe, również
wprowadzenie nowych narzędzi do organizacji musi
mieć jasno sprecyzowane i mierzalne cele, które pozwolą
zweryfikować sukces projektu. Jaki może być wobec
tego cel wprowadzenia w organizację nowych narzędzi
biznesowych? To zależy od typu organizacji i problemów,
które chcemy rozwiązać. A jednym z najistotniejszych jest
kwestia zarządzania wiedzą.
Pod tym pojęciem kryją się wszystkie sytuacje znane
nam z życia codziennego: omawianie po raz wtóry tych
samych problemów, brak informacji o tym, kto
w firmie posiada najlepsze kompetencje i doświadczenie
do rozwiązania danej sprawy, drenowanie wiedzy
z organizacji wraz z odejściem pracownika lub
czasochłonny okres wdrożeniowy związany z przyjęciem
nowej osoby.
Komunikacja e-mailowa, telefoniczna, czy ustna pociąga
za sobą bardzo odczuwalną konsekwencję – nie sprawia,
że organizacja stale się uczy. Wysłany e-mail, bez względu
na to, jak cenne informacje zawiera, trafia jedynie od
nadawcy do odbiorcy, a w najlepszym przypadku –
do osób zaangażowanych w projekt. Jeśli natomiast
Zmiana, którą wprowadza filozofia Enterprise
2.0 to przede wszystkim wdrożenie nowych
nawyków i nowej formy komunikacji.
Jej nadrzędnym celem jest budowanie
bazy wiedzy w firmie, w sposób przyjazny
i ułatwiający codzienną pracę.
Dzielenie się wiedzą to proces, który zajmuje czas i zwykle
jest elementem dodatkowym, zwiększającym i tak długą
listę codziennych obowiązków. Szansą na to, że będzie
rzeczywiście realizowany zdecydowanie rośnie, jeśli
wesprze się go właściwymi narzędziami, dzięki którym
stanie się naturalnym elementem działania.
Dostępne narzędzia
Chcąc wdrożyć w organizacji narzędzia związane
z nowym podejściem do zarządzania i wykorzystaniem
trendów Web 2.0 w biznesie, musimy dobrze określić
cele, które zmiana ta ma zrealizować.
Spróbujmy wobec tego omówić kilka dostępnych
na rynku rozwiązań wspierających te procesy w różnych
obszarach.
ciąg dalszy na str. 32
e-PROFIT 29
Warto wiedzieć
Wizerunek polskiego startupowca
Marcin Małecki
Dwudziestokilkuletni mężczyzna z dużego
miasta,
wykształcony,
zdeterminowany,
traktujący pracę przy startupie jako inwestycję
w swój rozwój i swoją przyszłość, a jednocześnie
niezadowolony ze swych obecnych zarobków –
taki jest polski startupowiec według ankiety, którą
przygotowaliśmy wspólnie z czytelnikami serwisu
MamStartup.pl.
Urodzeni w latach 80.
Polscy startupowcy to przede wszystkim osoby
urodzone w latach 80. (aż 66% wszystkich
ankietowanych). Najmłodszy ankietowany urodził się
w roku 1999, z kolei najstarszy w 1973.
Jeśli chodzi o miejsce pracy i zamieszkania,
odpowiedzią, która padała najczęściej było miasto
powyżej 500 tys. mieszkańców (ponownie aż 66%
ankietowanych). Okazało się również, że startupy to
rzeczywiście przede wszystkim domena mężczyzn.
Udział kobiet w ankiecie wyniósł jedynie 15%.
Zdecydowana większość ankietowanych posiada
wykształcenie wyższe, bądź jeszcze studiuje
– łącznie 75% wszystkich odpowiedzi. Najczęstsze
kierunki to informatyka (18%) i zarządzanie (10%),
inne odpowiedzi pojawiały się zdecydowanie
rzadziej i zaskoczyły nas swoją różnorodnością–
wśród ankietowanych startupowców znaleźli się
absolwenci i studenci takich kierunków jak: prawo,
administracja, turystyka, psychologia, ekonomia,
politologia, medycyna, europeistyka, afrykanistyka,
mechatronika, logistyka, inżynieria środowiska,
geologia, inżynieria lądowa, telekomunikacja,
dziennikarstwo, różnego rodzaju filologie i wiele
innych.
30 e-PROFIT
42% ankietowanych
nie jest zadowolonych
ze swoich zarobków
Zapracowani i niezadowoleni z zarobków
Według naszej ankiety aż 42% ankietowanych nie jest
zadowolonych ze swoich zarobków. Nie ma w tym
nic w tym dziwnego, jeśli wziąć pod uwagę to, że aż
51% wszystkich pytanych deklaruje, że ich miesięczny
dochód netto z pracy przy startupie nie przekracza
500 zł. Zapewne dlatego aż 61% ankietowanych
pracuje zarobkowo poza startupem. Warto zauważyć
przy tym, że aż 65% odpowiadających zadeklarowało,
że na pracę przy startupie poświęca mniej więcej tyle
samo czasu (lub zdecydowanie więcej), ile na pracę
na etacie (z czego aż 25% ankietowanych stwierdziło,
że jest to ponad 50 h tygodniowo!).
Zdeterminowani i kreatywni
Determinacja i kreatywność – to dwie odpowiedzi,
które najczęściej wskazywali ankietowani w pytaniu
o najważniejsze cechy startupowca (przy czym ta
pierwsza pojawiała się blisko trzykrotnie częściej).
Na pytanie: Dlaczego pracujesz w startupie? –
najczęściej padały odpowiedzi, że to własny biznes
i możliwość samodzielnego kierowania swoją pracą,
świetna szkoła i możliwość zdobycia doświadczenia,
styl życia, ciekawa praca, możliwość poznania
ciekawych ludzi i zdobycia cennych kontaktów oraz
możliwość zmiany świata na lepsze. Ponad połowa
ankietowanych zaznaczyła również odpowiedź,
mówiącą, że praca w startupie to zupełnie coś innego
niż praca w korporacji.
Warto wiedzieć
61% ankietowanych
pracuje poza
startupem
Jeden na dziesięć
W styczniu opublikowaliśmy na MamStartup.pl
wyniki ankiety „Ile są warte polskie startupy?”.
W odpowiedzi na tytułowe pytanie 66%
ankietowanych zaznaczyło odpowiedzi wskazujące
kwoty wyższe niż 199 tys. zł. Przy tym aż 51%
pytanych przyznało, że przychody z projektów
za cały okres ich działalności mieściły się
w przedziale 0–9 tys. zł. Ankieta pokazuje, że aż dla
51% ankietowanych miesięczne zarobki z pracy przy
startupie nie przekraczają 500 zł netto.
51% zarabia na
startupie do 500 zł
miesięcznie
Z drugiej strony w pierwszej ankiecie dokładnie 10%
ankietowanych zadeklarowało przychód w wysokości
ponad 100 tys. zł, a w kolejnej 14% pytanych
startupowców przyznało się do zarobków powyżej
5 tys. zł netto miesięcznie.
Czy to potwierdzenie reguły, że jeden na 10 startupów
ma szanse na sukces? Jeśli tak, to z pewnością nie
braknie nam determinacji w dążeniu do niego. ■
e-PROFIT 31
Warto wiedzieć
O co chodzi z Enterprise 2.0?
c.d.
SBS firmy Jive
http://www.jivesoftware.com
Jest to jedna z najbardziej dojrzałych platform, skierowana
głównie do dużych, międzynarodowych organizacji.
Rozwijana od kilku lat platforma, której początki
wyglądały jak ciągle jeszcze popularne fora internetowe,
dziś jest jednym z głównych rozwiązań przenoszących całą
komunikację w organizacji online. Wykorzystywana jest
przez takie marki jak Nike, Avon, Toshiba czy Vodafone.
Social Text
http://www.socialtext.com
Genezą tego projektu była platforma Wiki, służąca do
łatwego budowania i modyfikowania dokumentów przez
większe zespoły dbające o ich aktualność. Z czasem
produkt ewaluował i dziś już pozwala na zdecydowanie
bardziej rozbudowaną pracę grupową, integrację
z zewnętrznym oprogramowaniem i łatwe odnajdywanie
w organizacji osób o podobnych zainteresowaniach
i umiejętnościach. Platforma wykorzystywana jest
m. in. przez DHL, Warner Bros oraz niektóre amerykańskie
instytucje rządowe.
LiveSpace Engage
http://www.livespace.pl
Dziś jedyny rodzimy produkt z tej kategorii na polskim
rynku. Choć w relatywnie wczesnym stadium rozwoju,
posiada ciekawe rozwiązania wykorzystujące koncepcję
znanej z Facebooka tablicy dla usprawnienia pracy
grupowej oraz zarządzania wiedzą. Dostępny również
w wersji CRM, skupionej wokół zarządzania sprzedażą.
Wykorzystywany m.in. przez firmę X-Trade Brokers.
Wdrożenie w organizację
Naturalnie droga od instalacji oprogramowania
do realnego wykorzystania i gromadzenia wiedzy
w organizacji nie jest tak prosta, jakby się mogło
wydawać. Dostarczenie właściwych narzędzi, jak
na przykład Wiki nie gwarantuje w najmniejszym stopniu,
że nagle wszyscy zaczną dzielić się wiedzą. Podstawą zmian
jest odpowiednia kultura organizacyjna, która wspiera
otwartość, zaufanie i zachęca do dzielenia się pomysłami.
Aby wdrożenie nowych rozwiązań okazało się
sukcesem, zadbajmy o dostarczenie innym przykładu
32 e-PROFIT
do naśladowania. Procesu dzielenia się wiedzą nie
można wymusić, można go natomiast bardzo skutecznie
stymulować. Podstawowe założenia, o którym trzeba
pamiętać – wdrożenie nowych narzędzi nie leży wyłącznie
w zakresie obowiązków działu IT. Aby było udane, musi
zostać poparte realną aktywnością i zachętą
do przenoszenia komunikacji, która dotąd odbywała
się telefonicznie, mailowo, ustnie czy Skypem
do nowej platformy. Niektóre organizacje, by zwiększyć
prawdopodobieństwo sukcesu wdrożenia nowego
oprogramowania, wprowadzają wręcz nakaz takiej
zmiany. Pamiętajmy jednak, że każda zmiana budzi opór,
a jeśli zostaje przedstawiona w kategoriach kolejnego
obowiązku, z którego zwolnione są osoby go nakładające,
niechęć będzie jeszcze większa.
Jak to rozwiązać? Warto przydzielić dedykowaną osobę,
która będzie odpowiedzialna za właściwy rozwój
platformy oraz merytoryczny poziom dyskusji, a w razie
potrzeby będzie służyć pomocą i uporządkuje zagubione
w wirtualnej przestrzeni informacje. Należy ponadto
unikać próby przeniesienia do naszych wirtualnych
przestrzeni pracy struktury obowiązującej w firmie.
Nieformalne, budujące się samoistnie, podziały często
są dużo lepszym stymulatorem wymiany doświadczeń,
niż narzucone sztywne ramy korporacyjnych działów.
Okazuje się, że w naszej firmie funkcjonują nie tylko działy
sprzedaży, marketingu czy księgowości, ale i liczne, zupełnie
niezależne od przyjętej nomenklatury grupy, mogące
sobie wzajemnie pomagać. Są nimi np. nowi pracownicy,
miłośnicy nurkowania czy użytkownicy iPhona, którzy
w swojej codziennej pracy nie mają okazji wymienić
cennych opinii. A ich pasja połączona z chęcią wdrażania
nowych pomysłów w organizację może przerodzić się
w nieocenioną wartość.
Ostatnią, aczkolwiek chyba najważniejszą, kwestią jest
nastawienie do nowych rozwiązań kadry zarządzającej.
Wdrożenie w organizację rozwiązań znanych z mediów
społecznościowych oznacza wzbicie się poza formalne
struktury, szerzenie polityki dialogu niezależnego
od stanowiska, partnerstwa, wymiany doświadczeń
i otwartości. Jeżeli, decydując się na wprowadzenie
w naszej firmie rozwiązań typu social software, będziemy
umieli umiejętnie promować te idee, istnieje duża szansa
na drastyczne zmiany w organizacji, które pomogą jej
wypłynąć na dużo szersze wody. ■
Startujemy Oceniamy
Espago – usprawnij proces rozliczeń
Jeden ze znanych trenerów sportowych zarzucił dziennikarzowi, że potrafi tylko krytykować,
a po meczu to każdy jest mądry. W odpowiedzi od błyskotliwego żurnalisty usłyszał:
Panie trenerze, panu płacą, żeby być mądrym przed meczem, nam, żeby być mądrym po.
Ta rozmowa dobrze opisuje naszą nową rubrykę, w której wspólnie z ekspertami z serwisu
Wystartowali.pl przyglądamy się projektom, wyruszającym właśnie na podbój internetu.
Patrzymy, komentujemy, oceniamy, dzielimy się spostrzeżeniami. Pomimo tego, że czasami mogą
być one krytyczne,w niczym nie zmienia to faktu, że mamy ogromny szacunek do wszystkich tych,
którzy wystartowali i nie bali się zaryzykować. Zapraszamy do lektury.
Dawid Zaraziński
O
ferowanie produktów i usług w planach
abonamentowych ma być o wiele prostsze
z Espago Bill. Pytanie tylko, czy twórcom
uda się skutecznie wypromować swój projekt?
Zapraszamy
do
recenzji.
Płatności cykliczne
i abonamentowe z Espago Bill usprawnią proces
rozliczeń w Twojej firmie – zachęca komunikat
na stronie głównej Espago. Serwis tworzony jest przez
grupę programistów oraz dział odpowiedzialny za
marketing.
O projekcie rozmawiamy z Agnieszką Gonczar,
kierownikiem ds. marketingu i promocji.
Espago wystartował miesiąc temu, obecnie testowana
i dopracowywana jest wersja beta. Skąd pomysł na taki
serwis?
Przede wszystkim z braku podobnych rozwiązań na
polskim rynku. Płatności cykliczne to bardzo popularna
metoda na zachodzie. A u nas brakowało obsługujących
ich platform. W Polsce stosunkowo niedawno pojawiły
się serwisy oferujące możliwość płatności cyklicznych.
Z istniejących aplikacji jest Billin. Billin różni się od Espago
tym, że korzysta z zewnętrznych dostawców płatności –
przypadku recurringu jest to PayLane. Billin współpracuje
z PayLane w zakresie płatności cyklicznych, natomiast
sam oferuje aplikacje obsługującą płatności cykliczne
i abonamentowe. My pracujemy nad tym, aby Espago
łączyło w sobie te dwa rozwiązania.
Płatności cykliczne (ang. recurring payment) to opłaty za
świadczone usługi, dokonywane regularnie w określonych
odstępach czasu. Najpopularniejszą formą płatności
cyklicznych są płatności abonamentowe.
Do tego typu płatności można zaliczyć opłaty za
przedszkola, czesne w szkołach, abonament za telefon
i internet czy subskrypcje płatnych aplikacji.
Jak działa Espago?
W panelu klienta użytkownik dodaje plany rozliczeniowe,
które oferuje w ramach swojej działalności. Następnie
dodaje nowego klienta do bazy oraz tworzy subskrypcję
wybranego przez klienta planu. Należności naliczają
się automatycznie, a klienci użytkownika zostaną
poinformowani o konieczności zapłaty.
Jakie funkcje oferuje projekt?
Obok automatycznego naliczania opłat i informowaniu
klientów o konieczności zapłaty, Espago posiada moduł
płatności online (klient ma do wyboru płatność kartą,
przelewem lub gotówką), elementy CRM (tworzenie grup
użytkowników) czy możliwość edycji cen oferowanych
usług (np. ustalanie zniżek realizowanych za pomocą
kodów, które klienci podają przy zamawianiu usługi).
Serwis oferuje również narzędzia analityczne (raporty
o stanie konta, powiadomienia o dokonanych
płatnościach) i generator faktur.
e-PROFIT 33
Startujemy Oceniamy
Espago – usprawnij proces rozliczeń
c.d.
Twórcy chwalą również dostępność API. Dzięki naszemu
API możesz używać swojej strony lub sklepu a w Espago
Bill pojawią się dokonane subskrypcje. Klient nie musi
wykonywać żadnych dodatkowych czynności – czytamy
na stronach serwisu.
Projekt zarabiać ma dzięki planom
abonamentowym. Obecnie funkcjonują trzy
poziomy opłat:
BASIC za 10 zł netto miesięcznie – oferujący
obsługę 10 klientów, 5 planów rozliczeniowych,
5 grup użytkowników
PREMIUM za 30 zł netto miesięcznie – 50 klientów,
15 planów rozliczeniowych, 15 grup użytkowników
MAX za 60 zł netto miesięcznie – 300 klientów,
50 planów rozliczeniowych, 50 grup użytkowników
Jest również możliwość wypróbowania systemu za darmo
oraz ustalenia indywidualnych warunków współpracy.
Espago to również bramka płatności online – w ten
sposób twórcy zarabiać chcą również dzięki prowizjom
za zrealizowane transakcje.
Firma ma podpisaną umowę z agentem rozliczeniowym
i może samodzielnie obsługiwać jednorazowe płatności
internetowe, w tym płatności kartą.
34 e-PROFIT
Okiem redakcji
Dawid Zaraziński: konkretna usługa
Espago proponuje konkretną usługę – to z pewnością
zaliczyć trzeba na plus. Jak przyznają jednak sami twórcy,
potencjalni użytkownicy serwisu są mocno rozproszeni
i może to utrudniać dotarcie do nich. Dlatego w pierwszej
kolejności twórcy kierują się w stronę przedszkoli i szkół.
Bezpośrednimi działaniami chcą zachęcać tego typu
instytucje do współpracy. To dobra strategia, ale przekonanie
potencjalnych klientów nie będzie proste.
Opisywany projekt ma jeszcze jedną zaletę –
może stanowić element szerszego pakietu usług.
Wydaje się zresztą, że twórcy rozważają taką opcję,
bo prowadzą rozmowy z twórcami innych aplikacji, które
mogą być naturalnym rozszerzeniem oferty Espago.
Do wykonania serwisu trudno mieć zastrzeżenia. Zdarzają
się drobne problemy, ale wynikają raczej z wczesnej,
testowej wersji systemu.
Sylwester Kozak: dobre wykonanie, ale będzie trudno
Usługa przeznaczona jest dla firm, które rozliczają się
ze swoimi klientami w systemie abonamentowym.
Strona jest zrobiona bardzo czytelnie i może być
wskazywana jako wzór – wszystkie informacje dostępne
są bez logowania. Doskonale widzimy, co program oferuje.
W naszej opinii jednym z najważniejszych modułów
w programie jest część do wystawiania faktur – tak więc
poza wysyłaniem kwot i przypomnień nie musimy tworzyć
ponownie dokumentów w systemie księgowym.
Problem, który mam to „dla kogo to jest?”. Autorzy starają
się skupić, jak wynika z treści, na placówkach edukacyjnych,
takich jak szkoły i przedszkola. Osobiście uważam, że mimo
atrakcyjnej ceny, dotarcie do tej grupy i przekonanie jej do
wydatków może być co najmniej trudne. Dlatego też myślę,
że lepszym pomysłem byłoby kierowanie do firm, które
swoje usługi oferują w systemie abonamentowym.
Ale chwila – zdecydowana większość z nich to projekty
informatyczne i moduł taki jak Espago jest częścią całego,
większego, systemu. Stąd właśnie moje wątpliwości, co do
szans zaistnienia na rynku. Oczywiście kibicuję projektowi,
cieszy dobre wykorzystanie środków europejskich. ■
Po godzinach
Idea projektu jest prosta. Pokazać ludzi tworzących Internet w Polsce.
Chcemy pokazać ludzi zróżnicowanych, ciekawych, barwnych, uchwyconych w czarno-białych fotografiach Aleksandry Anzel.
web 2
LUDZIE POLSKIEGO INTERNETU
www.webdokwadratu.pl, www.olaanzel.pl
MAREK PRZYSTAŚ
CTO at ciufcia.com
Stara się obalić stereotyp Polaka i jest szczęśliwym
człowiekiem. Zajmuje się rozwojem produktu i mocno
działa na rzecz zwiększenia produktywności w zespole.
Podczas kilkuletniej działalności w branży reklamowej
realizował projekty m.in. dla: KFC, Pepsi, Hasco Lek,
Unimil, Storck, Hortex. Swoją przygodę z biznesem internetowym rozpoczął od wykonania strony internetowej
dla biura tłumaczeń (200 zł). Wierzy i realizuje pomysły,
które wnoszą coś istotnego, tak jak i w ludzi którzy z
pasją je tworzą. Uważa, że dzielenie się swoją wiedzą
i doświadczeniem pomaga innym. Ciągle poszukuje
nowych dróg i rozwiązań. Brzydzi się szablonowym
myśleniem i utartymi ścieżkami. Naiwnie wierzy, że
projekty którym poświęca większą część swojego życia
zmieniają świat na lepsze. Lubi jasne sytuacje i konkretnych ludzi. Absolutnie nie zjadł wszystkich rozumów,
jest świadomy ile jeszcze musi się nauczyć. Ciągnie go do
projektów w domenie .com o nieco szerszym zasięgu :)
PARTNERZY PROJEKTU
e-PROFIT 35
Po godzinach
36 e-PROFIT
Po godzinach
e-PROFIT 37
Po godzinach
38 e-PROFIT
Po godzinach
Okiem CD Rollera
The Perfect Miles Davis Collection
Ubiegły rok można uznać za najbardziej obfity w wydawnictwa
wielopłytowe czy kolekcjonerskie. Myślę, że nie jeden fan miał
ogromne wewnętrzne rozterki, co wybrać i kupić. I nie chodzi tylko
o kwestie finansów, ale również możliwości ludzkiej muzycznej
percepcji. Ale jak mawia stare przysłowie: od przybytku głowa
nie boli. Nas to tylko cieszy, bo zawsze można wrócić do jakiegoś
wydawnictwa po czasie.
Robert T. Woźniakowski
J
esienią zeszłego roku ukazała się unikalna kolekcja
zawierająca najważniejsze 22 płyty CD Milesa Davisa,
z lat 1957–1984. Wszystkie płyty, które pojawiły się
w boksie należą do historii swojego gatunku i są
kamieniami milowymi jazzu.
Rozpiętość lat daje niesamowitą okazję do prześledzenia
rozwoju muzyki jazzowej i talentu Davisa. Jego muzyka
jest niesamowicie charyzmatyczna. Chyba nikt tak, jak
Davis nie umie uwodzić grą na trąbce. Bez niej świat nie
byłby takim, jakim jest.
Miles: The Perfect Miles Davis Collection stanowić będzie
prawdziwą muzyczną ucztę nie tylko dla fanów jazzu.
Patrząc na to wydawnictwo z punktu ekonomicznego,
można powiedzieć, że jest to bardzo opłacalna inwestycja.
Boks kosztuje 199 zł i zawiera 22 płyty CD, to daje średnio
9 zł za płytę. Chyba taniej się nie da!!!
W skład tego uniwersalnego wydawnictwa weszły
albumy: Round About Midnight 1957, 2 Miles Ahead
1957, Miles 1958, Porgy And Bess 1959, Kind Of Blue
1959, Sketches Of Spain 1960, Someday My Prince Will
Come 1961, Seven Steps To Heaven 1963, Miles In Berlin
1965, ESP 1965, Miles Smiles 1967, Nefertiti 1968, Filles
de Kilimanjaro 1969, In a Silent Way 1969, Bitches Brew
(2 CD) 1970, A Tribute To Jack Johnson 1971, On The
Corner 1972, We Want Miles (2 CD) 1982, Star People
1983, Decoy 1984.
Zdecydowanie CDRoller poleca tę pozycję i nadaje jej
status obowiązkowej w kolekcji każdego fana muzyki...
Time after time... ■
e-PROFIT 39
Po godzinach
Z biblioteki startupowca
Business Model Generation:
A Handbook for Visionaries, Game Changers and Challengers
Business Model Generation to jedna z tych książek, którą musisz
mieć na swojej półce, jeśli poważnie zaczynasz myśleć o swoim
biznesie i chcesz budować przemyślane strategie. Jeśli masz
startup lub dopiero zaczynasz go tworzyć, kup tę pozycję i weź
sobie do serca wszystko, czego dzięki niej się nauczysz.
Rafał Janik
Autor: Alexander Osterwalder
oraz Yves Pigneur
Liczba stron: 288
Rok wydania: 2010
Wydanie polskie: brak
Książka – stworzona w oparciu
o wiedzę praktyków z 45 krajów
– w przejrzysty sposób opisuje,
jak zbudować strategię biznesową.
Lektura prowadzi za rękę krok po
kroku i nie pozwala zapomnieć
o żadnym elemencie strategii:
•Segmentacji klientów
•Ofercie
•Kanałach sprzedaży
•Budowaniu relacji z klientami
•Źródłach przychodów
•Działaniach do wykonania
•Zasobach niezbędnych do
wykonania planu
•Partnerach
•Kosztach
Naprawdę dzięki tej pozycji o niczym
nie zapomnisz, a być może ustrzeże
Cię ona przed chybioną inwestycją
czasu i pieniędzy. ■
Więcej o książce:
http://issuu.com/business.model.innovation
http://www.businessmodelalchemist.com/
Więcej o autorze:
http://alexosterwalder.com
40 e-PROFIT
Przykład znakomitej grafiki, których w książce jest wiele.

Podobne dokumenty