Czyżyk kontra Koral - Tygodnik Ilustrowany

Komentarze

Transkrypt

Czyżyk kontra Koral - Tygodnik Ilustrowany
bezpłatny tygodnik
www.tygodnikilustrowany.pl
www.facebook.com/tygodnikilustrowanypl
TYGODNIK ILUSTROWANY NR 64/2016. 5 LIPCA 2016 R. NAKŁAD: 10.000 EGZ. REDAKTOR PROWADZĄCY: MAREK SZYPERSKI.
TEMAT NUMERU: Bezpieczne wyjazdy
Opinogóra: będzie druga tura
Szymon Kołecki mistrzem
olimpijskim!
„Światowa Federacja Podnoszenia
Ciężarów (IWF) ponownie przebadała próbki pobrane od sztangistów
po olimpijskich konkursach w 2008
roku. Właśnie ujawniła nazwiska
siedmiu stosujących niedozwolone
wspomaganie. Wśród nich jest Kazach Ilja Iljin (wykryto u niego stanozolol), który w stolicy Chin wygrał
rywalizację w kategorii 94 kg. Drugi
był wtedy Szymon Kołecki.
Dalszy scenariusz jest oczywisty. Iljin
zostanie zdyskwalifikowany, a jego
wynik uzyskany w Pekinie unieważniony. Tym samym na pierwsze miejsce w klasyfikacji zostanie przesunięty
Kołecki, a Międzynarodowy Komitet
Olimpijski przyzna Polakowi tytuł
mistrza i przekaże złoty medal”.
Za „Przeglądem Sportowym”
Fot. Marek Szyperski
Czyżyk kontra Koral
Pierwszą turę wygrał Piotr Czyżyk, którego poparło 928 spośród 2 tys. 526 wyborców, którzy poszli do urn. Anna Koral zdobyła 575 głosów. Pozostali kandydaci wypadli zdecydowanie gorzej:
Tomasz Kuczyński – 330 głosów, Henryk Chojnacki – 279, Agnieszka Malinowska – 203, Janusz
Kowalski – 102, Paweł Kołakowski – 70, Zbigniew Ozdarski – 39.
- Przy tej liczbie kandydatów druga tura była bardzo prawdopodobna. Udało mi się zyskać największa liczbę głosów, co jest dla mnie wielką nobilitacją – powiedział nam Piotr Czyżyk. - Ośmioro nas uczestniczyło w tych wyborach, więc myślę, że to jest bardzo dobry wynik ze względu na to
że przeszłam do drugiej tury – skomentowała Anna Koral.
MSz
Był lipiec 1953 r. Mijało osiem
lat odkąd ucichły ostatnie wystrzały II wojny światowej – Hitler, Stalin i Roosevelt nie żyli,
Churchill pisał wspomnienia,
a oni wciąż trwali. W leśnych
uroczyskach, w brudnych legowiskach bunkrów urządzanych
w chłopskich stodołach. str. 11
Znajdź nas na
•
•
Będzie druga tura wyborów wójta gminy Opinogóra Górna (pow. ciechanowski).
Zmierzą się w niej pełniąca obowiązki wójta Anna Koral (KWW Koral Anna Prawa –
Sprawiedliwa) oraz pracujący w opinogórskim Urzędzie Gminy Piotr Czyżyk (KWW
Piotra Czyżyka).
Frekwencja wyborcza wyniosła ponad 52 proc. Druga tura wyborów odbędzie się 17 lipca, w godz.
7-21.
Ostatnia walka patrolu
Puszczyka
Prezydent Ciechanowa
Krzysztof Kosiński:
Zajmuję się rozwiązywaniem
problemów mieszkańców,
poważnymi inwestycjami,
pozyskiwaniem pieniędzy dla
miasta, a nie wewnętrznymi
konfliktami partii
politycznych. str. 7, 10
reklama
Ciechanów jak Nazca
Są tajemnicze znaki na płaskowyżu Nazca, tu i ówdzie dziwne kręgi w zbożu, Mel Gibson
w jednym ze swych filmów walczył z kosmitami, których inwazję zwiastowały kręgi w kukurydzy. Ciechanów nie jest gorszy
– to zdjęcie przyniósł nam jeden z czytelników. Zrobione 29
czerwca przedstawia fragment
zamkowych błoni. - Dziwne:
trawa nie jest wypalona, ani wygnieciona – powiedział nam.
Nieoficjalnie dowiedzieliśmy
się, że nie jest to dzieło pracowników Zieleni Miejskiej. Kto
więc jest autorem tego znaku?
Ciechanowscy Mulder i Scully
do dzieła. Wszelkie teorie prosimy przesyłać na adres: [email protected] Najciekawsze
– nagrodzimy.
Red
565. nr Tygodnika
www.facebook.com/tygodnikilustrowanypl
Jest nas już ponad 1.500
Dziękujemy!
2 | TEMAT NUMERU
5 lipca 2016 | www.tygodnikilustrowany.pl | TYGODNIK ILUSTROWANY
POLICJA RADZI NA WAKACJE
Bezpieczne wyjazdy
Dzieci i młodzież wyjeżdżają na kolonie i obozy.
Dobrym zwyczajem stało
się kontrolowanie przez
Policję oraz Inspekcję
Transportu Drogowego autokarów wiozących dzieci
i młodzież. Organizatorzy
wyjazdów z wyprzedzeniem
mogą zgłosić potrzebę
sprawdzenia autokaru Policji lub Inspekcji Transportu.
W wielu miastach Polski są
wyznaczone stałe miejsca, w których policjanci
przeprowadzają wcześniej
zgłoszone kontrole. Jeśli nauczyciel, rodzic czy organizator wyjazdu będzie miał
jakiekolwiek podejrzenia, dotyczące stanu technicznego autokaru lub stan trzeźwości kierowcy będzie budził wątpliwości,
należy nie dopuścić do dalszej
podróży, a swoje wątpliwości
zgłosić policjantom. Należy pamiętać, że każdy kierowca wsiadając do pojazdu, odpowiada za
życie wszystkich pasażerów. Osoby organizujące wypoczynek, powinny przykładać szczególną wagę do kwestii wynajęcia autokaru. Pewne informacje
świadczące o należytym przygotowaniu pojazdu oraz kierowcy,
organizatorzy wyjazdu mogą
uzyskać sami, np. prosząc o okazanie badania technicznego pojazdu, oglądając opony, ustalając
z którego roku jest autobus i jaki
ma przebieg. Pojazdy bardzo
wyeksploatowane, nawet jeśli są
przygotowane do drogi, stwarzają ryzyko awarii i komplikacji
w czasie podróży. Ministerstwo
Cyfryzacji uruchomiło stronę
internetową bezpiecznyautobus.gov.pl. Dzięki temu przed
wyjazdem na wycieczkę można
się upewnić czy autobus, którym my lub nasi bliscy będą
jechać, ma ważne badanie techniczne, aktualne ubezpieczenie
oraz czy jest oznaczony jako wycofany z ruchu.
W trakcie jazdy autokarem dzieci nie powinny spacerować po
wnętrzu pojazdu, wychylać się
przez okna, stawać na siedzeniach, opierać się o drzwi. Takie zachowania, oprócz tego, że
są niebezpieczne, rozpraszają
uwagę kierującego. Pamiętajmy
o obowiązkowym korzystaniu
z pasów bezpieczeństwa jeżeli
autobus jest w nie wyposażony.
Postoje autobusu należy organizować wyłącznie w miejscach do
tego przeznaczonych, najlepiej
na oznakowanych parkingach.
Zgodnie z przepisami prawa o ruchu drogowym na pojeździe przewożącym zorganizowaną grupę
dzieci i młodzieży w wieku do 18
lat, umieszcza się z przodu i z tyłu
tablice barwy żółtej z symbolem
Biuro poselskie
Posła RP Marka Jakubiaka
w Ciechanowie
ul. Kilińskiego 8
zaprasza w każdy wtorek w godz. 16.00 - 18.00
nieodpłatne porady prawne.
dzieci barwy czarnej. Kierujący
takim pojazdem jest obowiązany
włączać światła awaryjne podczas wsiadania lub wysiadania
dzieci. Kierującemu autobusem
w czasie przewożenia osób nie
wolno palić tytoniu i spożywać
pokarmów. Zabrania mu się także oddalania od pojazdu, gdy silnik jest włączony. Kierowca, od
którego zależy bezpieczeństwo
uczestników wyjazdu, powinien
być wypoczęty i wyspany.
Co zrobić żeby podróż
autokarem była
bezpieczna?
1. Przed wyjazdem dziecka autokarem sprawdź, kto jest organizatorem wycieczki i czy posiada właściwe kwalifikacje oraz
pozytywną opinię. Najczęściej
takie informacje można znaleźć
w Internecie – ludzie chętnie
się wymieniają spostrzeżeniami.
Nie sugeruj się jedynie niższą
ceną wynajęcia autokaru, bo to
często nie idzie w parze z bezpieczeństwem.
2. Jeżeli masz uzasadnienie
podejrzenia co do stanu trzeźwości kierowcy (bełkotliwa
mowa, wyczuwalna woń alkoholu, nadmierne pobudzenie
lub otępienie), nie pozwól mu
wyruszyć w drogę i powiadom
policjantów. Możesz wezwać też
policjantów, jeśli stwierdzisz, że
stan techniczny pojazdu ma wiele do życzenia (popękane szyby,
opony ze zużytym bieżnikiem
itp.).
3. Jeżeli kierowca autokaru czy
przewoźnik nie chce zgodzić się
na kontrolę, to może oznaczać,
że chce ukryć istotne informacje, które mogą wpłynąć na poziom bezpieczeństwa podróży.
4. Jeśli autobus rusza w dłuższą trasę, pomyśl, aby w umowie wynajmu autokaru zawrzeć
klauzulę, by w autobusie było
dwóch kierowców, a autobus
był poddany dodatkowym badaniom technicznym.
5. Przejścia w autokarze muszą
być wolne, co umożliwia szybkie opuszczenie pojazdu w razie ewakuacji (wszystkie bagaże
powinny być ulokowane na półkach lub w bagażniku autokaru).
6. W przejściach autobusu nie
mogą znajdować się dodatkowe miejsca siedzące, a w czasie
jazdy dzieci nie powinny spacerować po autobusie ani stać
w przejściu.
7. Jeżeli autobus jest wyposa-
żony w pasy bezpieczeństwa,
przewożone w nim osoby muszą
mieć je zapięte.
8. Należy pamiętać o przestrzeganiu norm czasu pracy kierowcy. W trakcie jazdy trzeba
organizować przerwy na odpoczynek. Postoje te mogą odbywać się wyłącznie w miejscach
do tego przeznaczonych, tj. na
oznakowanych parkingach.
9. Należy pamiętać, że opiekunowie wycieczki są współodpowiedzialni za bezpieczeństwo
przewożonych dzieci. W sytuacji gdy kierowca autokaru
łamie zasady bezpieczeństwa
(przekracza dozwoloną prędkość, rozmawia przez telefon
komórkowy itp.), mają obowiązek zdecydowanie zwrócić mu
uwagę. Jeżeli po podróży masz
zastrzeżenia co do zachowania
kierowcy, koniecznie przekaż je
przewoźnikowi.
10. Dojeżdżając do miejsca
przeznaczenia, należy odpowiednio wcześniej poinformować dzieci o przygotowaniu się
do wyjścia. Dzieci nie powinny
wysiadać z autokaru od strony
jezdni ani wchodzić na jezdnię
spoza pojazdu.
Zadbajmy
o bezpieczeństwo
podczas podróży
Jak zwykle podczas wakacji
wzrasta natężenie ruchu na drogach w związku z licznymi wyjazdami, dlatego też należy spodziewać się częstszych kontroli
drogowych. Policjanci zwracać
będą uwagę na stan techniczny
pojazdów i sposób przewożenia
pasażerów. Nie będzie i nie ma
taryfy ulgowej dla piratów drogowych nie przestrzegających
ograniczeń prędkości czy wyprzedzających „na trzeciego”.
Funkcjonariusze przeprowadzą
reklama
też liczne kontrole stanu trzeźwości kierowców.
Musimy jednak pamiętać, że
nawet najlepiej zorganizowane
i przeprowadzone działania policyjne nie są w stanie zapewnić
każdemu bezpieczeństwa. To
my sami musimy podnosić jego
poziom przez kulturalną jazdę,
zgodną z przepisami prawa.
Podczas indywidualnych wyjazdów weźmy też pod uwagę
warunki pogodowe na drodze.
Ładna pogoda sprawia, że wielu
kierowców czuje się pewniej za
kółkiem, a przez to paradoksalnie rośnie liczba zdarzeń na drodze. Z kolei podczas opadów, jak
wiemy, pogarsza się widoczność
i znacznie wydłuża droga hamowania pojazdów. Niezachowanie
odpowiedniego odstępu, nadmierna prędkość, wyprzedzanie
w miejscach niedozwolonych
czy nieustępowanie pierwszeństwa, to najczęstsze przyczyny
tragedii na drodze.
Przed wyjazdem w trasę
zadbajmy o:
1. Dobry stan techniczny pojazdu.
2. Dokładne zaplanowanie trasy
podróży, uwzględniające prognozę pogody.
3. Dobry stan psychofizyczny
kierowcy (siadając za kierownicę bądźmy wypoczęci i trzeźwi!).
4. Zapewnienie sobie odpowiednio dużo czasu na dojazd na
miejsce - nie można przewidzieć
wszystkich zdarzeń na drodze.
5. Przerwy w podróży. Po
dwóch – trzech godzinach jazdy
należy obowiązkowo zrobić co
najmniej 15-minutową przerwę
w bezpiecznym miejscu – na
parkingu, przy motelu, na stacji
paliw.
6. Bezpieczeństwo swoje i innych użytkowników drogi przestrzegając przepisów drogowych
ale i pamiętając o zasadzie ograniczonego zaufania na drodze. www.policja.pl
W REGIONIE | 3
Karolina Kubicka
Pomogła wielu
27-letnia ciechanowianka
Karolina Kubicka – aktywnie działająca na rzecz
pomocy chorym na białaczkę i sama na nią chora,
zmarła 25 czerwca. Została pochowana na cmentarzu komunalnym przy ul.
Gostkowskiej.
Jej nagła śmierć była wstrząsem
nie tylko dla jej rodziny, ale i dla
przyjaciół, znajomych, wolontariuszy. Tuż przed śmiercią
aktywnie włączyła się w organizację w Ciechanowie Strefy
Antyrakowej i Biegu Przeciwko
Białaczce. 23 czerwca zawiozła
do Warszawy zabawki dla małych pacjentów z oddziału onZ APR O SZ E N I E
kologicznego Instytutu Matki
i Dziecka.
Szkoda, naprawdę szkoda....
Red
Barbara Kubicka,
mama Karoliny:
Karolinę śmierć porwała niepostrzeżenie, tak jak rzeka wpada do morza... i dalej płynie.
W swoim i Karoliny imieniu
serdecznie dziękuję Wszystkim,
którzy przybyli na uroczystość
pogrzebową. Obecność każdego
z Was była bezcenna, gdyż trudno odchodzić bez pożegnania.
Gorąco dziękuję za przepiękną
Mszę św. pogrzebową, którą poprowadził ks. Grzegorz. Świetności dodał pan organista Dominik
Molewski oraz jego syn Kacper
Molewski. Piękniejszej Mszy św.
nie mogłam sobie wymarzyć.
Składam podziękowania również
pani Joli prowadzącej modlitwy
przed mszą św. Dziękuję, za tak
godne pożegnanie mojej córki.
Myślę, że teraz, za sprawą nas
Wszystkich, będzie Ona mogła w spokoju dalej popłynąć...
wysoko. I wierzę, jestem nawet
przekonana, że Wszyscy, którzy
w czasie sześciu lat walki z chorobami wyświadczyli Jej pomoc,
choćby najmniejszą, otrzymają
teraz od Niej wsparcie z Góry
w trudnych chwilach. A takich
osób było wiele.
Trudno będzie bez Niej żyć, jednak wiem, że oddałam Ją w dobre ręce.
Waldemar Nowakowski
Poznałem Karolinę w 2007 albo
Fot. archiwum Barbary Kubickiej
TYGODNIK ILUSTROWANY | www.tygodnikilustrowany.pl | 5 lipca 2016
2008 roku. Już nie pamiętam
dokładnie. Znalazła mnie przez
wspólnych znajomych i poprosiła
o pomoc przy wydarzeniu, które
chciała zorganizować. Miał to być
koncert charytatywny, coś związanego z pomocą zwierzętom.
Jej osobowość urzekła mnie od
chwili poznania. Młoda, energiczna, pełna zapału i chęci do
działania. Do tego bardzo pewna siebie i po prostu mądra. Nie
wiem czemu ta impreza nie doszła do skutku, ale pamiętam jak
mówiła „to nic, że nie wyszło,
uda się następnym razem”.
Choroba nie wyłączyła Karoliny
z pasji pomagania. Wręcz przeciwnie, ze zdwojoną energią, myślę że czasem ponad swoje siły, robiła wszystko aby pomóc innym.
Nie wiem ile ludzkich istnień udało się uratować i jeszcze się uratuje
dzięki Jej pracy i zaangażowaniu.
Wiem jedno - nic z tego, co zdążyła zrobić nie pójdzie w zapomnienie. Otaczało ją grono równie
wspaniałych ludzi, którzy, mam
nadzieję, będą kontynuować to
wszystko co wspólnie do tej pory
udało się osiągnąć.
A tak czysto prywatnie była po
prostu dobrą znajomą, która nie
wstydziła się poprosić o pomoc
i sama tej pomocy udzielała,
choćby opiekując się w wakacje naszym kotem. Zapamiętam
Cię Karolino zawsze uśmiechniętą, ze specyficznym błyskiem
w oczach bo tylko taką Cię znałem. Będzie tu Ciebie brakowało.
Ilona Kowalska
Z Karoliną Kubicką poznałyśmy
się w styczniu 2014 r. Już chorowała. Pamiętam nasze pierwsze
spotkanie, Karolina w peruce,
przyszła na badania do szpitala.
Uśmiechnięta, szczęśliwa pomimo choroby. Pamiętam nasze
spotkania i trudne chwile gdy
odchodziła. Jestem dumna z tego,
że nazywała mnie przyjaciółką.
Chciałabym, żebyście wszyscy ją
zapamiętali szczęśliwą i zawsze
uśmiechniętą, żebysmy zawsze
pamiętali, że chciała zrobić tak
wiele dla innych.
Cztery koła
w (tr)akcji
NOWY FORD S-MAX
Inteligentny napęd na wszystkie koła AWD
Dzięki inteligentnemu napędowi na cztery koła nowy Ford S-MAX
reaguje na zmieniającą się nawierzchnię i odpowiednio dzieli dostępną
moc między przednią a tylną oś w zależności od przyczepności każdej z nich.
I to już od 726 PLN miesięcznie w ofercie Ford Leasing Opcje.
Ford leasING opcje
c02
726 PLN/mies.*
139 g/km
*Podana miesięczna rata jest kwotą netto. Wyliczenie dla Forda S-MAX Trend 2.0 TDCi AWD, 150 KM
w cenie 119 901 zł na okres 24 miesięcy przy całkowitym przebiegu 80 000 km i opłacie wstępnej 25%,
WIBOR 1,7%, wartość końcowa 66,9%.
Zużycie paliwa i emisja CO2: S-MAX 2.0 TDCI 150 KM M6 AWD: 5,4 l/100 km, 139 g/km
(zgodnie z rozporządzeniem WE 715/2007 z późniejszymi zmianami w WE 692/2008, cykl mieszany).
Budmat auto 2 Sp. z o.o., ul. Sońska 2, 06-400 Ciechanów
tel. 23 674 81 00 www.budmatauto.pl
4 | W REGIONIE
- Jak i czy, samorząd
lokalny ma wpływ na
kształtowanie polityki
bezpieczeństwa i wspieranie działalności tak dużych
organizacji międzynarodowych jaką jest NATO?
- zapytała wiceprezydent
Ciechanowa Joanna Potocka-Rak, podczas spotkania
z ambasadorem Rzeczypospolitej Polskiej w USA,
Robertem Kupieckim.
- Kiedy jechałem dziś rano do
Ciechanowa myślałem, że jadę
do jednego z wielu gimnazjów, jakich wiele jest w Polsce. Ale kiedy
wziąłem do ręki poranną gazetę
Dziennik Gazetę Polską w pierwszym zdaniu przeczytałem, że
gimnazjum TWP to szkoła tego
stopnia, która ma najlepsze wyniki kształcenia w kraju - chwalił
organizatora już w pierwszych
słowach gość honorowy. - Zawsze
kiedy przychodzi mówić o bezpieczeństwie musimy zdać sobie sprawę z podstawowego problemu jaki
z tym mamy - ciągnął dalej Robert
Kupiecki. - Bezpieczeństwo jest
pierwotną potrzebą każdego człowieka i każdej wspólnoty. Jeśli
nie ma bezpieczeństwa, nie ma
rozwoju, nie ma spokoju, nie ma
możliwości budowania. Nie można też myśleć o budowaniu wartości wyższych - podsumował.
Zwracał też uwagę, że NATO, że
swoją potęgą militarną, ma być
gwarantem bezpieczeństwa na
świecie. Według niego ten właśnie komunikat, który NATO
wysyła światu „nie próbujcie
zaczepki, ponieważ nie jesteście
w stanie wygrać” ma temu służyć.
- Zgromadziliśmy siłę jako Zachód
i NATO nie po to by rozpoczynać
konflikty, ale po to by chronić
możliwości naszego rozwoju, by
bronić naszej cywilizacji. Po to by
bronić wszystkiego tego co gwarantuje rozwój każdemu z państw
członkowskich i wspólnocie jako
5 lipca 2016 | www.tygodnikilustrowany.pl | TYGODNIK ILUSTROWANY
Co TWP powie NATO?
całości - określał rolę NATO
w świecie ambasador naszego kraju w USA Robert Kupiecki.
Tematyczna wystawa, rozstrzygnięcie konkursu „Czym jest dla
mnie NATO?” i pytania do Roberta Kupieckiego, ambasadora
Rzeczpospolitej Polskiej w USA.
To tylko część z wydarzeń, jakie miały miejsce 20 czerwca,
w Gimnazjum Towarzystwa
Wiedzy Powszechnej w Ciechanowie, których wspólnym mianownikiem było... NATO.
Spotkanie uczniów ciechanowskich gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych pod hasłem „Lekcja
o NATO” to odpowiedź na propozycję Ministerstwa Spraw Zagranicznych w związku ze zbliżającym
się Warszawskim Szczytem NATO.
Spotkanie poprowadziła Ilona
Kińska. A uczestniczyli w nim
m.in. zastępca prezydenta Ciechanowa – Joanna Potocka–
Rak, sekretarz miasta – Marcin
Burchacki, Krystyna Ślubowska
- kierownik Wydziału Rozwoju,
Promocji i Funduszy Strukturalnych Starostwa Powiatowego
Ciechanowie, Andrzej Kaliszewski – dyrektor MSCDN w Ciechanowie, prezes Oddziału Regionalnego Towarzystwa Wiedzy
Powszechnej - Wiesław Mostowy
oraz dyrektor Biura Oddziału
Regionalnego TWP w Ciechanowie - Edmund Łączyński.
Dyrektorzy, nauczyciele i, przede
wszystkim, uczniowie z ciechanowskich szkół wysłuchali wykładu: „Współczesne wyzwania dla
bezpieczeństwa Polski i NATO”.
- Może gdybyśmy do NATO
przyłączyli państwa Azji a także
Afryki, to nie byłoby tych konfliktów, doszlibyśmy do kompromisu. Nie byłoby wojen - padł
głos z sali.
- Bardzo dobre pytanie i bardzo
prosta odpowiedź - zaczął ambasador RP w USA, Robert Kupiecki.
- Ale to traktat północnoatlantycki zawęża nam członkostwo
w NATO do państw Europy
i Ameryki Północnej. Artykuł
10 Traktatu Waszyngtońskiego
o tym mówi - dodał po chwili.
Padło też pytanie o to jak się
Gość odniesie do powstania
Podczas spotkania rozstrzygnięto
również konkurs pt. Czym jest dla
mnie NATO?
1. w kategorii gimnazja:
I miejsce:
praca zbiorowa: Iga Drzewiecka,
Krzysztof Drzewiecki – Gimnazjum TWP w Ciechanowie;
II miejsce:
„szpicy” w Polsce. I tu odpowiedź była niemal natychmiastowa „pozytywnie”. No cóż, innej
odpowiedzi się raczej nie można było spodziewać. Niemniej
z uwagą wszyscy wysłuchali argumentacji pana Ambasadora.
Na pytanie o to, jakie kroki powinny podjąć UE i NATO aby
przywrócić Ukrainie Krym
w najbliższym czasie już nie
udało się Gościowi tak łatwo
i szybko odpowiedzieć. - To jest
pytanie, na które odpowiedź jest
warta, prawdopodobnie, każdych pieniędzy. Gdybym znał
odpowiedź na to pytanie, być
może byłbym już laureatem Pokojowej Nagrody Nobla. Każdy
kto rozwiąże ten problem prawdopodobnie Pokojową Nagrodę
Nobla w przyszłości otrzyma odpowiadał Robert Kupiecki.
Sławomir Nawrocki – Gimnazjum
TWP w Ciechanowie;
III miejsce:
Natalia Jakubiak – Gimnazjum
TWP w Ciechanowie
wyróżnienia:
Helena Komar – Gołacka – Gimnazjum TWP w Ciechanowie;
Maria Lalak – Gimnazjum TWP
w Ciechanowie;
Alicja Zadrożna – Gimnazjum
TWP w Ciechanowie;
Rozalia Pośpiech – Gimnazjum
TWP w Ciechanowie;
praca zbiorowa: Laura Brodecka,
Natalia Niezgodzińska – Gimnazjum Nr 2 im. Zjednoczonej Europy w Ciechanowie;
2. w kategorii szkoły ponadgimnazjalne:
I miejsce:
praca zbiorowa: Jakub Wróbel,
Daniel Kucharski, Adrian Brodow-
ski – Zespół Szkół Nr 2 im. Adama
Mickiewicza w Ciechanowie;
II miejsce:
Angelika Wiśniewska – I Liceum
Ogólnokształcące im. Zygmunta
Krasińskiego w Ciechanowie;
III miejsce:
Małgorzata Pikus - – I Liceum
Ogólnokształcące im. Zygmunta
Krasińskiego w Ciechanowie;
wyróżnienia:
Mateusz Wieczorek - Zespół Szkół
Nr 1 im. gen. Józefa Bema w Ciechanowie;
Paulina Chmielewska - Zespół
Szkół Nr 1 im. gen. Józefa Bema
w Ciechanowie;
Dyplomy za udział w konkursie
otrzymali wszyscy uczestnicy: Katarzyna Kaczorek i Hubert Pawlicki – Gimnazjum Nr 3 im. Marii Konopnickiej w Ciechanowie,
Laura Górska – Gimnazjum Nr 3
im. Marii Konopnickiej w Ciechanowie, Bartosz Zadrożny, Magdalena Nitowska, Jakub Zdunek, Zofia
Przybysz, Rafał Czyżewski, Alicja
Goździewska, Gabriela Krajewska,
Natalia Dzidko, Mikołaj Szewczak,
Jakub Falęcki, Julia Tadrzak, Kacper Sadowski, Zuzanna Niestępska
i Zuzanna Nasarzewska – Gimnazjum TWP w Ciechanowie, Sandra
Pszczółkowska, Kinga Dmowska,
Alicja Kwiatkowska, Adrian Grotkowski, Katarzyna Szyperska, Agata Oglęcka, Hubert Rutecki, Mariusz Kaniecki, Krzysztof Rutecki,
Kamil Ciecierski, Krzysztof Surażyński, Sebastian Murawski, Paweł Korzeniewski, Dawid święcki,
Patryk Rogalski, Paweł Gawarecki
- Zespół Szkół Nr 1 im. gen. Józefa Bema w Ciechanowie, Natalia
Kraśniaki Julia Skorupska – Zespół
Szkół Nr 3 im. Stanisława Staszica
w Ciechanowie, Patrycja Zagórska i Karolina Lazarska - I Liceum
Ogólnokształcące PUL w Ciechanowie oraz Anna Marczewska
– Liceum Ogólnokształcące im.
Władysława Stanisława Reymonta
w Glinojecku.
Red
OPINIE | 5
TYGODNIK ILUSTROWANY | www.tygodnikilustrowany.pl | 5 lipca 2016
„Myśli współczesnego
Polaka” - po tym tytułem
odbyło się w Ciechanowie
spotkanie z Marianem
Kowalskim.
Przesłanie narodowca
Lider Stowarzyszenia Narodowcy RP rozpoczął dyskusję od
aktualnych wydarzeń politycznych w Europie. Tematem przewodnim stał się Brexit Wielkiej
Brytanii, a także bieżące sprawy
polityki zagranicznej Polski. –
Unia Europejska przechodzi permanentny kryzys bez żadnych
możliwości uzdrowienia. O ile
jeszcze dwa – trzy lata temu liderzy komisariatu brukselskiego
marzyli o super państwie jako
najfajniejszym bycie politycznym w dziejach świata, tak teraz
urzędnicy głowią się jak nie dopuścić do dalszego rozpadu Unii
– mówił Marian Kowalski.
Wystąpienie zdominowała także polityka zagraniczna Polski
i jej dalsze kierunki rozwoju
wobec aktualnych przetasowań
politycznych na mapie Starego
Kontynentu. Odnosząc się do
tzw. Brexitu Marian Kowalski
jednoznacznie opowiada się za
wyjściem Polski z UE, ale tylko
na najkorzystniejszych warunkach. Jego zdaniem Polska powinna mieć plan awaryjny w razie rozpadu wspólnoty państw
UE – W obliczu rozpadu Unii
Marian Kowalski w Ciechanowie
Wizyta w Izraelu
Po oficjalnej wizycie ministra spraw
zagranicznych Witolda Waszczykowskiego w Izraelu przyszło zaproszenie dla polskich parlamentarzystów od organizacji European
Leadership Network (Europejska
Sieć Przywództwa). Jest to organizacja pozarządowa, która współpracuje
z Knesetem i Ministerstwem Spraw
Zagranicznych Państwa Izrael. Będąc
członkiem grupy bilateralnej polsko –
izraelskiej wielokrotnie podkreślałam
konieczność zacieśnienia współpracy między naszymi krajami. Trzeba
zakończyć spory o trudną wspólną
historię. Najwyższy czas by odejść
od stereotypów mających negatywny
wpływ na stosunki polsko – izraelskie.
Potrzebna jest współpraca przynosząca korzyści obu państwom.
Z grupą parlamentarzystów udaliśmy
się w dniach 25 – 28 czerwca z wizytą
do Izraela. Będąc członkiem sejmowej
Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży w porozumieniu z Ministerstwem
Edukacji Narodowej prowadziłam
rozmowy w Ministerstwie Edukacji
Izraela na temat rozszerzenia współpracy polskich i izraelskich uczelni.
Powinno to zaowocować bliższymi
kontaktami między uczelniami, wymianą myśli naukowo – technicznej,
tworzeniem wspólnych projektów
badawczych oraz wymianą kadry naukowej i studentów. Przeprowadziłam wiele rozmów z członkami życia
politycznego i gospodarczego Izraela.
Wizyty w Ministerstwie Obrony, Ministerstwie Edukacji i Ministerstwie
Spraw Zagranicznych miały na celu
podkreślenie konieczności nawiązania
dobrych stosunków i współpracy na
Europejskiej powinniśmy mieć
projekt polityczny do którego
realizacji musimy przystąpić natychmiast. Projekt ten nazywam
Nową Jagiellonią. Chodzi mi
o to, aby państwa Europy środ-
kowo - wschodniej nawiązały
ścisłą współpracę od gospodarczej przez polityczną po militarną – podkreślił. W szczególny
sposób odniósł się do więzi polsko – węgierskich – Programem
wszelkich możliwych płaszczyznach.
Izrael to światowy lider w dziedzinie innowacji technologicznych, o potężnych
możliwościach kapitałowych. Może
stać się partnerem bardzo pomocnym
w rozwoju gospodarki polskiej.
Nawiązane przeze mnie kontakty,
przy dobrej woli władz samorządowych Ciechanowa i powiatu mogą
przynieść wymierne efekty dla naszej
społeczności lokalnej. Również społeczności ościennych powiatów. Przyciągnięcie izraelskich inwestorów,
zaangażowanie ich kapitału, może pomóc w rozwoju gospodarczym naszego regionu, zmniejszeniu bezrobocia.
Wymiana kulturalna to równie ważny
element współpracy.
Planuję spotkanie i wspólną konferencję z udziałem pani Ambasador
Izraela w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Ciechanowie. Wraz
z zaproszonymi gośćmi można wspólnie poszukać możliwości wspólnego
działania na wielu płaszczyznach naukowych i kulturalnych.
Odwołując się do wspólnej historii i tradycji, spróbujemy rozpocząć
nowy, owocny rozdział w naszych lokalnych stosunkach, ponad bolesnymi wspomnieniami i stereotypami.
Bardzo liczę na pomoc i zaangażowanie radnego miejskiego - pana Marcina Żebrowskiego . Jego znajomość
zagadnień historii i kultury żydowskiej pozwoli na lepsze zrozumienie
i poznanie naszych wielowiekowych
sąsiadów. Wieloletnia współpraca
pana Marcina z panią Moniką Krawczyk - Dyrektor Generalną Ochrony
Dziedzictwa Żydowskiego i Gminą
Żydowską w Warszawie ułatwiły mi
nawiązanie kontaktów i zainspirowało do wzięcia czynnego udziału w pracach grupy bilateralnej polsko – izraelskiej. Wymiana młodzieży, wspólne
minimum powinno być nawiązanie poważnych relacji między
Polską a Węgrami – dodaje.
W przemówieniu gościa nie zabrakło również mocnych słów
odnośnie napływu imigrantów
z krajów Bliskiego Wschodu
i Afryki. – Będę popierał obecny rząd jak obieca, że nie wpuści żadnych uchodźców. Jeśli
wpuszczą do Polski obcy cywilizacyjnie element zapomnijmy
o czymkolwiek. Inne sprawy są
drugorzędne – mówił lider Stowarzyszenia Narodowcy RP.
Na zakończenie Marian Kowalski wyszedł z przesłaniem do
słuchaczy, aby to społeczność
lokalna brała sprawy w swoje
ręce, działając na rzecz pracy organicznej, podkreślając, że tylko
w ten sposób mamy wpływ na
rzeczywistość polityczną.
Na spotkaniu pojawiło się ponad 60 osób. Odbyła się zbiórka podpisów pod petycją ws.
dostępu do broni palnej z inicjatywy Stowarzyszenia Ruch
Obywatelski Miłośników Broni.
Organizatorem spotkania było
Stowarzyszenie Narodowy Ciechanów.
Łukasz Ostrowski
przedsięwzięcia kulturalne, współpraca gospodarcza, pomoc w rewitalizacji zabytków kultury żydowskiej, czy
promocja naszego miasta i regionu
w Izraelu będą przynosić korzyści
nam wszystkim przez wiele lat.
Poseł na Sejm RP
Anna Cicholska
Kamienne
Schodki…
(40)
Nasi oficjele to nie jest establishment wychowany na dobrych,
przedwojennych wzorach. Myślę
tu o wzorach z II Rzeczpospolitej,
czyli z przeszłego wieku. Nie jest
przecież tajemnicą, że wtedy inaczej
funkcjonowały instytucje będące na
garnuszku obywateli. Może to i anachronizm, idziemy z duchem czasu,
ale pewne sprawy, zachowania są
i będą wiecznie aktualne, będą należały do konwenansów, norm zawsze
przestrzeganych. Nigdy nie powinny iść w kąt, ulec zapomnieniu.
Niestety w tym nowym świecie
urzędnik, który często zapomina
od kogo dostaje pensję, odwraca się
od obywatela. Aktywność przejawia
przed wyborami. Bywa wszędzie zapraszany, niezapraszany. Mówi
wszystko i nic. Obiecuje, snuje
wspaniałe wizje. Jest bardzo OK.
Niestety, wszystko to idzie w kąt
zaraz po osiągnięciu celu. Zaczyna
się robota „na siebie” i na swoich
popleczników. Słowo przestaje znaczyć słowo, o spełnieniu obietnic
nie ma co mówić, honor - precz! Liczy się własny interes lub grupy do
której się należy. Nie są to prawdy
objawione, ale doszedłem do wniosku patrząc na to co się dzieje, że
trzeba je przypomnieć. Trzeba je
przypomnieć nam – obywatelom.
I nie chodzi o to, że artystce po
wspaniałym koncercie kwiaty wręcza przypadkowy facet, a inni chętnie fotografują się z gwiazdą disco
polo. Każdy ma wolność wyboru. Są
jednak na tym świecie pewne normy, których przekroczenie to kompromitacja. To jest bardzo, bardzo
nie OK!
Andrzej Kaluszkiewicz
6 | W REGIONIE
5 lipca 2016 | www.tygodnikilustrowany.pl | TYGODNIK ILUSTROWANY
Zmagania strażaków
- ochotników
17 drużyn Ochotniczych Straży Pożarnych z gmin: Ciechanów, Glinojeck i Ojrzeń
wzięło udział w zawodach sportowo-pożarniczych rozegranych 2 lipca w Kownatach Żędowych.
•
Msz
Fot. Marek Szyperski
więcej zdjęć na FB Extra Ciechanów
OGŁ OSZE N I E
reklama
OGŁOSZE N I E WŁA SN E WY DA WCY
OGŁOSZE N I E WŁA SN E WY DA WCY
Pub Ciechan zatrudni
na stanowiska barmańskie i kelnerskie
osoby zainteresowane mogą przesyłać CV
na adres: [email protected]
lub na adres Gambrynus Sp. z o.o. Ciechanów, ul. Kilińskiego 5.
EXTRA WYDARZENIA | 7
TYGODNIK ILUSTROWANY | www.tygodnikilustrowany.pl | 5 lipca 2016
EXTRA CIECHANÓW | Tygodnik
nr 565 | rok XIII | 5 LIPCA 2016 | nakład 10 000 egz. | ISSN: 1733-5124
Prezydent Ciechanowa Krzysztof Kosiński:
Zajmuję się rozwiązywaniem problemów
mieszkańców, poważnymi inwestycjami,
pozyskiwaniem pieniędzy dla miasta,
a nie wewnętrznymi konfliktami
partii politycznych
Tygodnik Ilustrowany: - Jak pan
ocenia ostatnie zawirowania
i konflikty w ciechanowskim PiS?
Przyglądam się temu wszystkiemu
ze zdziwieniem, czasami przerażeniem, ale podkreślam jedno: to
wewnętrzne sprawy i rozgrywki
w PiS. Ja skupiam się na rozwiązywaniu problemów mieszkańców,
inwestycjach czy pozyskiwaniu
pieniędzy dla miasta, a jeśli inni
wolą zajmować się knuciem i jątrzeniem, to przecież ich sprawa.
Wyborcy takie osoby rozliczą, ale
żałuję, że część radnych politycznie odleciała. Trzeba zauważyć
prostą rzecz - radni zostali wybrani, żeby działać na rzecz mieszkańców, a nie na rzecz partii politycznych. Jeśli ktoś jest radnym i przez
niego przemawia przede wszystkim partyjność, to gwarantuję
pani redaktor, że taki radny nie zostanie wybrany na kolejną kadencję. Radni muszą sobie odpowiedzieć na pytanie: czy są radnymi
działającymi na rzecz miasta, czy
partyjnymi działaczami, przedkładającymi partyjne rozgrywki nad
troskę o mieszkańców.
- Są tacy, którzy twierdzą, że
taka zadyma w PiS jest Panu na
rękę. Że może Pan w tej mętnej
wodzie łowić swoje ryby, że
może Pan wygrywać na swoją
korzyść konflikty w PiS-ie.
Jest znane wszystkim powiedzenie: gdzie dwóch się bije, tam
trzeci korzysta. Choć w polityce
mówi się, że nie ma ono zastosowania. Ja w ten konflikt nie będę
się angażował. Po prostu robię
swoje.
- Odwoła pan wiceprezydenta
Krzysztofa Kacprzaka, któremu rekomendację z ramienia
PiS cofnęła obecna pełnomocnik powiatowa tej partii, poseł
Anna Cicholska?
reklama
Moje decyzje o powołaniach
na konkretne funkcje zapadły
na początku kadencji. Te osoby
podlegają codziennej ocenie
merytorycznej. Jeśli ta codzienna ocena jest pozytywna, to nie
widzę podstaw, żeby zmieniać
współpracowników. Jeśli będę
widział, że któryś ze współpracowników się wypalił, że nie ma
już tyle energii co na początku,
nie sprawdza się i popełnia błędy - wówczas nie będzie taryfy
ulgowej i taka osoba zostanie
odwołana z dnia na dzień. Zgodnie z prawem decyzja o powołaniach i odwołaniach należy tylko do mnie. Absolutnie nikt nie
będzie mi niczego narzucał, bo
byłoby to sprzeczne z prawem.
Tzw. widzimisię jakiejś partii
nie może powodować nieuzasadnionych zmian w zarządzaniu miastem. Tym bardziej, że
nie słyszałem, aby były jakieś
merytoryczne zastrzeżenia. To,
że jedna pani obraziła się na innego pana nie może być powodem zmian.
- Zna Pan Marka Śmigielskiego, którego w miejsce obecnego wiceprezydenta rekomenduje posłanka?
Nie będę rozmawiał o personaliach, które są mi całkowicie
obce. Do zajmowania określonych funkcji trzeba mieć kompetencje, doświadczenie, odpowiednie wykształcenie. Drugi
zastępca prezydenta zajmuje
się oświatą i polityką społeczną.
Z tego, co wiem ten pan nie ma
ani doświadczenia w dziedzinie
oświaty ani potrzebnego wykształcenia. Urząd to nie stadnina koni w Janowie Podlaskim.
- Zostawmy politykę, zejdźmy na
ziemię. Panie prezydencie wkrótce półmetek pańskiej kadencji.
Czym szczególnie może Pan pochwalić się przed wyborcami?
Ponad 20 mln złotych pozyskanych dla miasta w bardzo
krótkim czasie, rozbudowa
miejskiego żłobka czy wzmocnienie i zwiększenie budżetu
obywatelskiego. W ostatnich
dniach zmniejszyliśmy zadłużenie miasta o 3 mln złotych,
przeprowadziliśmy szereg drobnych inwestycji na wszystkich
ciechanowskich osiedlach. Ważne jest również to, że pokazałem,
iż prezydent może być blisko
mieszkańców, jestem bardzo aktywny w miejskiej przestrzeni,
spotykam się z mieszkańcami.
Szanuję każdą złotówkę w budżecie miasta, a dobrym przykładem
niech będzie to, że w 2015 roku
reklama
na administracji oszczędziliśmy
ponad milion złotych. Do tego
podjęliśmy działania, które mają
przyciągnąć nowych inwestorów. Poczyniliśmy szereg inicjatyw, których konsekwencją będą
nowe miejsca pracy. Zgłosiliśmy
wniosek o objęcie terenów miejskich podstrefą specjalnej strefy
ekonomicznej. Wprowadziliśmy
poprzez tzw. pomoc regionalną dla przedsiębiorców, możliwość zwolnienia z podatku od
nieruchomości nawet do 10 lat.
Opracowaliśmy program wspierania przedsiębiorców. Zorganizowaliśmy forum gospodarcze.
Teraz zdecydowaliśmy się na
płatne staże i praktyki w miejskich instytucjach, co ma realnie
wesprzeć młodych studentów
PWSZ. Rolą władz miasta jest
stwarzanie warunków dla rozwoju przedsiębiorczości. Nad tym
bardzo intensywnie pracujemy.
- A co dalej z podstrefą ekonomiczną?
To jest decyzja po stronie Rady
Ministrów. Spełniliśmy wszystkie warunki, złożyliśmy wniosek
i w ciągu kilku miesięcy należy
spodziewać się decyzji. Zrobiliśmy swoje, teraz trzeba czekać.
•
cd. str. 10
8 | REKLAMA
EXTRA FIRMA
5 lipca 2016 | www.tygodnikilustrowany.pl | TYGODNIK ILUSTROWANY
TYGODNIK ILUSTROWANY | www.tygodnikilustrowany.pl | 5 lipca 2016
REKLAMA | 9
EXTRA USŁUGI
OGŁOSZENIA DROBNE
10 | EXTRA WYDARZENIA
•
cd. ZE str. 7
- Ale czy ktoś interesuje się inwestowaniem w Ciechanowie?
Odbywam wiele spotkań, uczestniczę w wielu wydarzeniach, dotyczących przedsiębiorczości, gdy tylko
jest okazją prowadzę rozmowy na
temat inwestowania w Ciechanowie. Nic nie dzieje się z dnia na
dzień, są to pewne procesy, etapy,
od rozmów i zainteresowania do
efektów jest długa droga. Niedawno
na przykład uczestniczyłem w Europejskim Kongresie Gospodarczym
w Katowicach. To była szansa, żeby
porozmawiać z młodymi ludźmi,
którzy mają swoje początkujące
firmy - start-upy oraz z wieloma innymi przedsiębiorcami. Istotne są
grunty pod inwestycje. Mamy wystawionych kilka działek na sprzedaż m.in. nieruchomość przy Armii
Krajowej. Pod koniec lipca będzie
przetarg na sprzedaż budynku przy
ul. Sienkiewicza, obok MOPS-u.
Być może tam pojawi się inwestor
i powstaną nowe miejsca pracy.
- Chcecie zrealizować 14 inwestycji
z funduszy unijnych. Co to będzie?
Te 14 inwestycji planujemy do 2020
r., do momentu kiedy będzie rozliczana ta nowa perspektywa. Mamy
nowy dworzec PKP, a teraz trzeba
zainwestować w zagospodarowanie
terenu wokół dworca, powstanie
tam ponad 200 miejsc parkingowych, nowe oblicze zyska pobliski
park, zbudowana zostanie hala targowa w miejscu obecnego bazarku.
Ważny jest projekt dotyczący ulicy
Sienkiewicza. Należy wreszcie zrobić coś z kostką brukową, na którą
mieszkańcy bardzo narzekają.
- Położycie na niej asfalt?
Na to konsekwentnie nie pozwala
konserwator zabytków. Opracowujemy natomiast koncepcję, która
umożliwi pewne działania w tym
temacie. Dokumentacja jest w trakcie przygotowywania, wkrótce będziemy mogli powiedzieć więcej.
Na pewno już w ciągu najbliższych
dwóch miesięcy będziemy chcieli
zmienić organizację ruchu na ul.
O G ŁOSZ E N I E
Sienkiewicza, tak, aby nie mogły
poruszać się tą drogą samochody
ciężarowe.
- Doszliście do porozumienia
z kupcami odnośnie projektu hali?
Pierwsze konsultacje już są za nami.
Jest wykonawca dokumentacji,
opracowuje szczegóły. Gdy będziemy mieć ją gotową - przedstawimy
kupcom. Jest plan, żeby z jednej
strony powstała hala targowa, ale
z drugiej, żeby były też miejsca do
handlu doraźnego z zadaszonymi stoiskami, tak, żeby handel był
możliwy z samochodu. Ważnym
projektem inwestycyjnym będzie
też rewitalizacja wieży ciśnień.
-Niektórzy mówili, że to kupa złomu...
Gdybyśmy zostawili tę wieżę w takim stanie, nic z nią nie zrobili, na
pewno czas zrobiłby swoje i sama
by się rozpadła. Stałaby i niszczała.
- Są jednak tacy, którzy nadal nie
wierzą, że tam powstanie centrum
matematyczne?
Jest na to duża szansa. Już złożyliśmy wniosek o pozyskanie pieniędzy na inwestycję w rewitalizację
wieży i jeśli zostanie on pozytywnie
rozpatrzony, to w 2017 roku teren
ten zyska nowe oblicze. Myślę, że
byłaby to taka ciekawa przestrzeń
do spędzania wolnego czasu przez
mieszkańców Ciechanowa, ale
przede wszystkim atrakcja edukacyjna i turystyczna dla dzieci i młodzieży szkolnej.
Do tego planujemy pozyskać pieniądze na kilka inwestycji drogowych:
ulica Niechodzka, Mazowiecka,
nowa droga od ronda Solidarności
do ulicy Pułtuskiej. Ważną inwestycją będzie termomodernizacja budynków w dzielnicy Bloki.
- Jak ocenia Pan tzw. wiązkę
projektów RIT-u? Co z tej jej
ciechanowskiej części da się zrealizować i w jakich terminach? Na
ostatniej sesji Rady Powiatu radna
Ewa Gładysz wyraziła zaniepokojenie dość odległym miejscem na tej
liście modernizacji pasażu Marii
Konopnickiej i obawę, że ta inwe-
5 lipca 2016 | www.tygodnikilustrowany.pl | TYGODNIK ILUSTROWANY
stycja nie zostanie zrealizowana.
To zabawne, że tak doświadczony
samorządowiec jak Pani radna, nie
wie, że lista projektów RIT jest wewnętrznym dokumentem i miejsce
na tej liście nie ma żadnego znaczenia. Tylko pierwszy projekt w poszczególnych wiązkach jest dodatkowo punktowany, kolejność reszty
nie ma znaczenia. W obu wiązkach
pierwsze są miejskie projekty. Dziwię się też, że Pani radna nie analizowała budżetu miasta na ten rok,
bo mamy tam wpisaną inwestycję
w pasaż Marii Konopnickiej. Inwestycja ta rozpocznie się w tym roku
i prawdopodobnie zakończy się
w połowie przyszłego. Jeśli chodzi
o inne projekty, to czekamy na ruch
ze strony Mazowieckiej Jednostki
Wdrażania Programów Unijnych.
Kiedy będą ogłaszane konkursy, my
będziemy składać wnioski.
- Pozostańmy przy sesji powiatowej. Radny Stanisław Kęsik skrytykował tam projekt rozbudowy Ciechanowskiego Ośrodka Edukacji
Kulturalnej Studio. Radny uważa,
że COEK rywalizuje z Powiatowym Centrum Kultury i Sztuki,
a takiego miasta jak Ciechanów nie
stać na dwa domy kultury. Zdaniem
Kęsika jest to marnotrawienie pieniędzy podatników.
Znów radni powiatowi słyszą, że
gdzieś dzwonią, ale nie wiedzą,
w którym kościele. Wyjaśniam: nie
ma projektu rozbudowy budynku
COEK, jest projekt termomodernizacji istniejącego budynku z udziałem środków UE. Nie ma również
żadnej rywalizacji między miejską
a powiatową jednostką. Dzięki funkcjonowaniu jednostki miejskiej, jak
również powiatowej oferta jest szersza, bardziej urozmaicona. Mieszkańcy mają większy wybór, co jest
plusem, a nie minusem. Działania
jednostek uzupełniają się. Szkodliwe
dla mieszkańców byłoby ograniczanie oferty. Dzieje się dużo, przed-
sięwzięcia są różnorodne, do mnie
docierają pozytywne sygnały od
mieszkańców. Gdy coś się sprawdza,
nie ma sensu tego psuć.
- Jako pierwsze miasto w Polsce
Ciechanów w oparciu o ustawę
krajobrazowa chce uporządkować
reklamy.
To jest ważna regulacja, myślę że
za naszym przykładem pójdą inne
miasta.
- Płońsk już idzie za przykładem
Ciechanowa, rozpoczęły się tam
konsultacje społeczne w kwestii
uporządkowania reklam..
Chcemy żeby reklamy były obecne,
ale żeby nie szpeciły miasta. Zdarza
się np., że billboard jest oddalony
o kilka metrów od kolejnego billboardu. Na rondach, skrzyżowaniach
bywa więcej reklam niż znaków
drogowych. One też rozpraszają
kierowców. Pod koniec roku planujemy kampanię informacyjną skierowaną do właścicieli gruntów, na
których są nośniki reklamowe.
- A co się przez te prawie dwa lata
Panu nie udało?
Użyję tu pewnego porównania,
bo mam takie poczucie jak polscy
piłkarze, którzy doszli do ćwierćfinału EURO 2016. Z jednej strony
osiągnęli rzecz historyczną, zaszli
bardzo daleko, ale z drugiej strony
jest też pewien niedosyt i świadomość, że można było więcej. Chociaż jestem aktywny, spotykam się
z mieszkańcami, podchodzę bardzo
ambitnie do mojej pracy, to zawsze
chciałbym zrobić więcej i więcej.
Podsumowanie kadencji będzie
takim momentem refleksji. Wiele
spraw jest rozpoczętych, trzeba je do
końca zrealizować. Są też takie, które udało się skończyć przed czasem,
jak oddanie do użytku nowej dobudowanej części żłobka. Od siebie
i od innych wymagam bardzo dużo,
to mobilizuje do dalszego działania.
- Priorytety na drugą połowę kadencji?
Zdobyć środki unijne na wszystkie
planowane inwestycje. Rozpocząć
nowe inwestycje, zakończyć te rozpoczęte. To jest dla mnie bardzo
istotne.
- A o reelekcję będzie Pan się ubiegał?
Za wcześnie jeszcze, by o tym mówić. O wyborach nie myślę. Skupiam się na tym co jest teraz oraz na
perspektywach dla miasta.
- Potem jeszcze raz, czy już może
będzie pora na Wiejską?
Dla mnie najważniejsza jest teraz
praca w Urzędzie Miasta. Myślę, że
wszyscy to widzą, że skupiam się
właśnie na tym, nawet kosztem życia prywatnego.
- A jak przebiegają przygotowania
do diecezjalnych obchodów rocznicy Chrztu Polski?
Mamy opracowany scenariusz, dopinamy szczegóły, również te techniczne. Jesteśmy w stałym kontakcie
z księżmi i biskupem płockim. Chcemy by to było wydarzenie o wymiarze
historycznym i duchowym. Będzie
przemarsz przez miasto z elementami historycznymi, msza święta plenerowa, koncert, inscenizacje, seans
filmowy. Centrum wydarzeń będą
błonia zamkowe, mszy przewodniczył będzie biskup Piotr Libera. Na
to wielkie wydarzenie zapraszamy
wszystkich mieszkańców diecezji.
- A czy to prawda, że myśli Pan
o działaniach w celu zmiany statusu
Ciechanowa na powiat grodzki?
To nie zależy od miasta, ale od parlamentarzystów i przyjęcia przez nich
ustawy pozwalającej uzyskać grodzkość.
- Panie Prezydencie na ostatniej
sesji nie był głosowany wniosek o
odwołanie Przewodniczącego Rady
Miasta Ciechanów Leszka Goździewskiego i Wiceprzewodniczący
Rady Miasta – Stanisława Talarka?
Wielu zastanawiało się dlaczego?
Może sprawa już nie jest aktualna?
Jeszcze raz powtórzę: to są wewnętrzne sprawy PiS-u. Mnie o to
proszę nie pytać, nie ma w tym
wszystkim żadnej roli prezydenta. To nie jest przedmiotem mojej
działalności ani zainteresowania.
Ja skupiam się na innych poważnych rzeczach, o czym wielokrotnie
wspominałem.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała: Monika Szyperska
Adres Redakcji Tygodnika
Extra Ciechanów:
06-400 Ciechanów,
ul. Kilińskiego 8,
tel. 23 672 55 88
e-mail: [email protected]
Redaktor naczelny
Marek Szyperski
Wydawca Gambrynus Sp. z o.o.
ul. Kilińskiego 5, 06-400 Ciechanów
HISTORIA | 11
TYGODNIK ILUSTROWANY | www.tygodnikilustrowany.pl | 5 lipca 2016
Był lipiec 1953 r. Mijało
osiem lat odkąd ucichły
ostatnie wystrzały II wojny
światowej – Hitler, Stalin i Roosevelt nie żyli,
Churchill pisał wspomnienia, a oni wciąż trwali.
W leśnych uroczyskach,
w brudnych legowiskach
bunkrów urządzanych
w chłopskich stodołach.
Porucznik Wacław Grabowski,
ps. Puszczyk i jego sześciu podkomendnych: Władysław Barwiński – Sowa (leśnik), Henryk
Barwiński – August (leśnik)
z Krępy, Feliks Gutkowski – Gutek (listonosz) – cała trójka z Krępy w powiecie mławskim, Piotr
Grzybowski – Jastrząb - rolnik ze
wsi Mosaki Rukle w powiecie makowskim, Lucjan Krępski – Rekin
– rolnik z Sosnowa w powiecie
ciechanowskim, Antoni Tomczak - Malutki - rolnik z Dąbka
w powiecie mławskim, Kazimierz
Żmijewski – Jan - rolnik z Pszczółek w powiecie ciechanowskim.
Kilku miało za sobą udział w wojnie obronnej 1939 r., wszyscy
– w konspiracji – od Armii Krajowej przez Ruch Oporu AK do
Narodowego Zjednoczenia Wojskowego.
W Krępie urodził się także Wacław Grabowski – 10 grudnia
1916 r. Był harcerzem w Mławie,
absolwentem
przysposobienia
wojskowego II stopnia, w mławskim liceum tuż przed wybuchem
wojny zdał tzw. dużą maturę. We
wrześniu 1939 r. walczył jako
ochotnik, potem w partyzantce,
w AK-owskim oddziale Stefana
Rudzińskiego – Wiktora. Po tzw.
wyzwoleniu nie złożył broni.
Z oddziałem Łysego – kapitana
Pawła Nowakowskiego brał udział
w rozbiciu siedziby Powiatowego
Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Mławie i uwolnieniu ponad 30 więźniów. Jeszcze 1945
O G ŁOSZ E N I E
Żołnierze Niezłomni
Ostatnia walka patrolu
Puszczyka
r. przedostał się do Niemiec, do
amerykańskiej strefy okupacyjnej, gdzie służył w Polskich Kompaniach Wartowniczych. Szybko
jednak wrócił do kraju i wszedł
ponownie do konspiracji, tym
razem w szeregach Narodowego Zjednoczenia Wojskowego.
Współpracował m.in. z innym
słynnym partyzanckim dowódcą
– Mieczysławem Dziemieszkiewiczem – Rojem.
Pierwsza połowa lat 50. ubiegłego
stulecia to na północnym Mazowszu, podobnie zresztą jak w całej
Polsce, czas dobijania przez komunistyczny aparat represji ostatnich „Żołnierzy Niezłomnych”.
W kwietniu 1951 r. w zasadzce
ginie Rój zdradzony przez ukochaną. Puszczyk i jego sześciu
towarzyszy broni walczą jeszcze
ponad dwa lata, choć trudno tu
mówić o klasycznej walce partyzantce. Jak piszą historycy z Instytutu Pamięci Narodowej Jacek
Pawłowicz, Tomasz Łabuszewski,
Leszek Żebrowski i Kazimierz
Krajewski w publikacji „Kryptonim Orzeł - Warszawski Okręg
Narodowego Zjednoczenia Wojskowego w dokumentach 1947
– 1954” - oddział Wacława Gra-
bowskiego ogranicza się już tylko
do „niezbędnych działań z zakresu samoobrony i zdobywania zaopatrzenia”. W październiku 1952
r. udaje im się ujść z ubeckiej pułapki. Rok później szczęście ich
opuszcza.
Jest 5 lipca 1953 r. Puszczyk i jego
ludzie ukrywają się w jednym
z gospodarstw we wsi Niedziałki,
na leśnym odludziu, niedaleko Lipowca Kościelnego. Nie wiedzą,
Zabitych ubecy przewieźli do
Mławy, na podwórko swej siedziby. I właśnie tam zrobili ostatnią,
pośmiertną fotografię siódemki
partyzantów. Martwe, podziurawione kulami, w podartej odzieży ciała oparte o drzwi jakiegoś
budynku. W Mławie żyją jeszcze
świadkowie tamtych wydarzeń,
a jednym z nich jest pani Irena
Polakowska, która wraz z mężem
trafiła do więzienia za pomaganie
Puszczykowi. Spędziła za kratami
cztery miesiące, a jej mąż – cztery
lata. I tak miał dużo szczęścia bo
został skazany na 15 lat więzienia.
Państwo Polakowscy poznali Wacława Grabowskiego w1949 r. Mąż przekazywał mu prasę, chleb
– wspominała nam dwa lata temu
pani Irena.
Dwa lata temu poszukiwaniem
miejsca ostatniego spoczynku
siódemki bohaterów zajął się zespół kierowany przez profesora
Krzysztofa Szwagrzyka z Instytutu Pamięci Narodowej. Zespół
że jeden z okolicznych rolników
zdradził. Zdradził za 5 tys. zł wypłaconych przez UB. Kryjówkę
siedmiu partyzantów otoczyło tysiąc trzystu ubeków, milicjantów
i żołnierzy. Nie mieli szans. Wszyscy zginęli.
wsławiony już przede wszystkim
pracami poszukiwawczymi i ekshumacyjnymi na tzw. Łączce –
miejscu na warszawskich Powązkach, gdzie oprawcy z bezpieki
potajemnie grzebali swe ofiary.
W ten sposób odnaleziono m.in.
szczątki Antoniego Olechnowicza, Zygmunta Szendzielarza –
ps. Łupaszka – dowódcę 5. Wileńskiej Brygady AK, czy Hieronima
Dekutowskiego – ps. Zapora –
równie legendarnego dowódcę
oddziałów antykomunistycznego
podziemia.
W Mławie, przy ul. Reymonta,
na podwórzu dawnej siedziby UB
prof. Szwagrzyk i jego asystenci
po raz pierwszy zjawili się w lipcu
2014 ub.r. - Staramy się w Mławie
odnaleźć miejsca, w których możemy przypuszczać, że pochowano szczątki Żołnierzy Niezłomnych – siedmiu ludzi z oddziału
Wacława Grabowskiego – Puszczyka – mówił nam wtedy profesor.
Niestety – jak na razie nie udało się
znaleźć miejsca pochówku Puszczyka i jego podkomendnych. We
wtorek 5 lipca w Niedziałkach,
przy pomniku upamiętniającym
ostatni bój partyzantów odbędą
się rocznicowe uroczystości. Początek – godz. 17.
Niedawno w Mławie podczas
obchodów 110-lecia Liceum
Ogólnokształcącego im. Stanisława Wyspiańskiego – na budynku
szkoły odsłonięto tablicę upamiętniającą Wacława Grabowskiego. Tablicę ufundowali Urszula i Mirosław Koźlakiewiczowie,
a wśród odsłaniających znalazła
się m.in. Irena Polakowska.
– Dzisiaj życie Wacława Grabowskiego Puszczyka, który spoczywa gdzieś tu na mazowieckiej
ziemi jest takim przesłaniem do
nas – mówił podczas uroczystości
doc. dr Leszek Zygner, prorektor Państwowej Wyższej Szkoły
Zawodowej w Ciechanowie. Przesłaniem przede wszystkim
o wartości, za które oni ginęli.
A gdzie te wartości, skąd te wartości? A właśnie z tego miejsca.
I dlatego ten budynek i ta tablica. I my tu wszyscy pomyślmy
z nim – Polska to wielka rzecz.
MSz
12 | HISTORIA
W obliczu opisanych niepowodzeń, lokalny sztab
UPA postanowił w sierpniu
1943 r. zniszczyć Przebraże za wszelką cenę.
Zmobilizowano wszystkich
dostępnych okolicznych
mężczyzn w wieku od 16
do 50 lat, którym zorganizowano nawet przeszkolenie „wojskowe”. Ściągnięto
posiłki z innych rejonów
Wołynia i Małopolski
Wschodniej. Do walnej
bitwy stanęło więc ok. 6
tys. upowców uzbrojonych
w broń palną oraz mniej
więcej drugie tyle ukraińskiego chłopstwa, zbrojnego głównie w kosy, noże,
siekiery i widły.
Była ciepła, letnia noc z 4 na 5
lipca 1943 r. Mieszkańcy Przebraża spali, czuwały jedynie
warty i pojedyncze patrole. - Heniek, wstawaj! Napad! –
Henryk Cybulski został gwałtownie wyrwany ze snu przez
swego brata, Władysława. To,
co ukazało się jego oczom po
wyjściu z budynku, wyglądało
jak piekło na ziemi. Wokół Przebraża rozciągała się gigantyczna
łuna bijąca od płonących okolicznych wsi. W tym samym
momencie Cybulski usłyszał
wybuch pierwszego pocisku
moździerzowego, który rozerwał się kilkadziesiąt metrów od
niego. Tak rozpoczęła się pierwsza bitwa o Przebraże.
Początek rzezi
Bezprecedensowe ludobójstwo
dokonywane na Polakach przez
OUN i jej zbrojne ramię – UPA
osiągnęło swoje apogeum w lecie 1943r. Cały Wołyń i Małopolska Wschodnia ogarnęła fala
zbrodni, której rozmiary są niepojęte dla dzisiejszego odbiorcy. Nacjonaliści z OUN/UPA
postawili sobie za cel fizyczną
eliminację każdego, kto nie etnicznie należał do „ukraińskiego
narodu”. Celem tej eksterminacji padali więc głównie Polacy
oraz nieliczni ocalali z holokaustu Żydzi. Mordowano każdego,
kto był „Lachem”, bez względu
na płeć i wiek. Taki sam los spotykał również Ukraińców, którzy w z narażeniem życia starali
się uchronić swoich polskich
sąsiadów przed zagładą. Charakter ludobójstwa dokonanego
przez UPA nie ma żadnego porównywalnego odpowiednika
w historii nowożytnej Europy.
Bestialstwo ukraińskich rezunów przerażało nawet hitle-
5 lipca 2016 | www.tygodnikilustrowany.pl | TYGODNIK ILUSTROWANY
W rocznicę Zbrodni Wołyńskiej
Przebraże - ostatni
bastion
rowców okupujących te tereny,
którzy incydentalnie pomagali
Polakom poprzez dostarczanie
niewielkich ilości broni i amunicji bądź też zezwalając na jej
posiadanie w celu samoobrony
przed napadami band UPA. Oto
fragment opowieści jednego
z nielicznych ocalałych z rzezi
mieszkańców kolonii Dermanka, Baltazara Trybulskiego:
„Tej ponurej nocy jako miejsce
czuwania obrałem wraz z bratem dach lochu, zabudowanie
bezpośrednio przyległe do zagrody (...) Nagle około północy
do mieszkania wtargnęła banda
upowców. Wywleczono na podwórze związaną drutem kolczastym przez usta moją żonę
i dwoje dzieci. Najpierw pozabijano o ściany domu chłopczyków, później przystąpiono do
mordowania nożami moją żonę.
Myślałem, że mi serce zamarło na widok odbywających się
męczarni (...). Mimo to, patrząc
z lochu, powstrzymywaliśmy
siebie z bratem, przesłoniwszy
nawzajem rękoma usta, by nie
wybuchnąć jękiem, by nie załamać się całkowicie”.
Polacy rozpoczęli więc pospiesznie tworzyć samorzutnie
lokalne grupy samoobrony, liczące zazwyczaj kilkudziesięciu
ludzi, słabo uzbrojonych, bez
wojskowego
przeszkolenia.
Była to jedyna szansa ratunku
w przypadku napadu upowców,
gdyż napastnicy, zazwyczaj
znacznie liczniejsi, odstępowali często od ataku spotkawszy
się ze zdeterminowaną obroną.
Ich mordercze rajdy zbierały za
to straszliwe żniwo tam, gdzie
mieszkańcy nie mieli możliwości obrony bądź też nie spodziewali się napadu.
Najsilniejszy i najskuteczniejszy ośrodek polskiej samoborony utworzono właśnie
w miejscowości Przebraże (do
17.09.1939r. powiat łucki, woj.
Wołyńskie). Dowódcą całego przedsięwzięcia wybrano
w maju 1943r. podoficera rezerwy WP, żołnierza AK Henryka Cybulskiego ps. Harry.
Mając doświadczenie wojskowe, zreorganizował całkowicie
podległy mu oddział, tworząc 4
kompanie po ok. 120 ludzi każda oraz pluton kawalerii liczący
ok. 40 ludzi jako odwód. Z upływem czasu oddział rozrastał się,
a na początku 1944r. wszystkie
siły podporządkowane Cybulskiemu liczyły już ponad 1000
zbrojnych. Nawiązał też kontakty z okolicznymi oddziałami
patryzantki sowieckiej celem
wypracowania modelu wspólnej
walki przeciwko ukraińskim na-
cjonalistom. Cywilnym komendantem samoobrony Przebraża
został były żołnierz Legionów,
Ludwik Malinowski. To dzięki
tym dwóm wspaniałym ludziom
uratowano życie co najmniej
kilkunastu tysiącom Polaków.
W szczytowym okresie, tj. w lecie 1943r. w schronienie znalazło tam, wg różnych szacunków,
od 12 do 20 tys. Ludzi. Przebraże zaczęło również z czasem
przeobrażać się w wielką bazę
militarno – logistyczną. Zewsząd przybywali ocalali z rzezi
mieszkańcy Wołynia, sam Cybulski organizował też konwoje,
które ewakuowały ludność ze
wsi i kolonii zagrożonych napadami. Każdy potrzebujący znalazł w Przebrażu schronienie,
w poszczególnych gospodarstwa
mieszkało naraz po kilka rodzin,
budowano szałasy, ziemianki
i baraki.
Pierwsza bitwa
Cybulski i Malinowski doskonale zdawali sobie sprawę z tego,
że rozbudowa bazy nie ujdzie
uwadze dowództwa UPA i atak
jest w zasadzie nieuchronny.
Ukraińcy spodziewali się ponadto bogatych łupów w postaci
dobytku mieszkańców, a także broni, amunicji i żywności.
Dowódca samoobrony nakazał
więc zbudować wokół wsi system umocnień, prostych bunkrów, okopów i zasieków.
Atak nastąpił w nocy z 4 na 5 lipca. Upowcy napadli najpierw na
okoliczne polskie osady, gdzie
wymordowali wszystkich mieszkańców, a zabudowania podpalili. To miało załamać wolę
walki Polaków, jednak obrońcy dobrze wiedzieli, iż jedyną
szansą przetrwania jest walka do
końca. Każde inne rozwiązanie
oznaczało straszliwą śmierć. Szturm na Przebraże przeprowadzili Ukraińcy w sposób
chaotyczny i niezorganizowany.
Prawdopodobnie było to tylko
rozpoznania walką, które miało
za cel ocenę zdolności bojowej
Polaków. Główne siły upowców
nie zostały rzucone do bitwy,
najpewniej z uwagi na desperacką i silną obronę przebrażan.
Gdy Cybulski osobiście poprowadził kontratak w sile plutonu,
upowcy zaprzestali walki i 5 lipca wieczorem wycofali się. Polskie patrole odnalazły po bitwie
ponad 500 zabitych mieszkańców okolicznych osad i wiosek.
Było jasne, że na tym terenie
tylko twierdza Przebraże daje
szanse przetrwania. Ukraińców
zaskoczył też silny ogień broni maszynowej, którą Polacy
posiadali za zgodą (zapewne
przekupionych)
niemieckich
władz policyjnych. Dodatkowo, niejednokrotnie kupowano
broń od pojedynczych żołnierzy Wehrmachtu oraz od przedstawicieli armii węgierskiej.
To samo dotyczyło amunicji.
W bazie funkcjonował warsztat
rusznikarski, a najsilniejszym
środkiem ogniowym przebrażan stały się dwa działa kal. 45
mm wymontowane z wraków
czołgów znajdujących się w okolicy od czasu ataku III Rzeszy
na ZSRR w czerwcu 1941r. Po
bitwie, znając już najsłabsze
strony obrony, Henryk Cybulski nakazał wzmocnienie zapór
inżynieryjnych wokół bazy oraz
zwiększenie częstotliwości i zasięg patroli rozpoznawczych.
Bitwa o chleb
Przy tak dużej liczbie mieszkańców Przebraża zaopatrzenie
w prowiant urosło do rangi problemu numer jeden. Okoliczne
pola uprawne leżały odłogiem,
gdyż rolnicy bali się zbierać
plony w obawie przed zamordowaniem bądź porwaniem
przez upowców. Zwierzęta gospodarskie w znacznej większości zostały zagrabione w czasie
napadów, co spowodowało, że
w oczy obrońców Przebraża za-
HISTORIA | OPINIA | 13
TYGODNIK ILUSTROWANY | www.tygodnikilustrowany.pl | 5 lipca 2016
częło zaglądać widmo głodu. Postanowiono więc zebrać plony
z pól w asyście uzbrojonej, silnej
eskorty. Było to zadanie skrajnie
niebezpieczne, więc skoszone
zboże od razu ładowano na wozy
i suszono dopiero po powrocie
do bazy. W czasie jednej z takich
wypraw, 31 lipca 1943r. pracujący na polu Polacy natknęli
się na patrol UPA. W wyniku
potyczki dwóch Ukraińców zginęło, lecz wkrótce nadciągnęły
ich znaczne siły, szykujące się
(jak się później okazało) do kolejnego szturmu na Przebraże.
Oddział upowski liczył ok. 3,5
tys. ludzi (!).Henryk Cybulski
rzucił do boju wszystkie posiadane siły (3 kompanie), front
bitwy rozciągał się na długości
kilku kilometrów. Walki przeniosły się w pewnym momencie w bezpośrednie sąsiedztwo
polskiej bazy, jednak Polakom
pomógł przypadek. Jeden z pocisków wystrzelonych z 45-mm
działka zniszczył upowskie tabory z amunicją, co spowodowało załamanie ukraińskiego
natarcia i odwrót. Po tej bitwie,
przez cały sierpień, Polacy kontynuowali zdobywanie żywności w opisany sposób bez większych przeszkód. Trzeba dodać
w tym miejscu, iż „oczyszczano” tą metodą wszystkie pola,
bez względu na to czy należały
do polskich czy też ukraińskich
właścicieli. Zdobycie prowiantu
dla ludności było w tym przypadku bezwzględną koniecznością. W omawianym okresie
miały miejsce również mniejsze
potyczki, np. 30 lipca podczas
prac polowych natrafiono na
przemieszczający się w tym rejonie tabor UPA. Po krótkiej
walce zdobyto kilka furmanek
pełnych chleba i wędlin.
Bitwa o wszystko
W obliczu opisanych niepowodzeń, lokalny sztab UPA postanowił w sierpniu 1943 r. zniszczyć Przebraże za wszelką cenę. Zmobilizowano wszystkich dostępnych okolicznych mężczyzn
w wieku od 16 do 50 lat, którym
zorganizowano nawet przeszkolenie „wojskowe”. Ściągnięto
posiłki z innych rejonów Wołynia i Małopolski Wschodniej.
Do walnej bitwy stanęło więc
ok. 6 tys. upowców uzbrojonych
w broń palną oraz mniej więcej
drugie tyle ukraińskiego chłopstwa, zbrojnego głównie w kosy,
noże, siekiery i widły.
Jednak dowódcy Przebraża nie
czekali na ten atak bezczynnie. Oprócz stałej załogi w sile
4 kompanii utworzono odwód
strategiczny w sile 200 ludzi,
a także ściągnięto dodatkowe
siły samoobrony z miejscowości
Rafałówka i Komarówka (w sumie ok. 200 ludzi). Do systemu
obrony włączył się oddział partyzancki AK pod dowództwem
ppor. Jana Rerutki ps. Drzazga (107 żołnierzy). Co ciekawe, Polakom pomocy udzielił
w ostatniej chwili także oddział
sowieckiej partyzantki płk Nikołaja Prokopiuka w sile 210
żołnierzy, w tym 50 konnych.
Te wzmocnienia były możliwe
dzięki znakomitemu rozpoznaniu przebrażan, którzy na bieżąco śledzili ruchy oddziałów UPA i ich mobilizację, co pozwoliło na dokonanie stosownych
wzmocnień.
Plan UPA zakładał rozpoczęcie
ataku o świcie dnia 30 sierpnia
1943 r. ostrzałem artyleryjskim, który miał wywołać panikę w polskim obozie. Następnie
wydzielone siły upowców miały
rozpocząć szturm z kierunku
zachodnim. Decydujący atak
od strony wschodniej miał zaskoczyć wyczerpanych obrońców wczesnym popołudniem.
Szturm na Przebraże rozpoczął
się o godz. 4.45. Atakowano,
zgodnie z planem, głównie od
zachodu. Detonacje pocisków
moździerzowych nie wywołały
jednak paniki w polskim obozie.
Każdy szturm Polacy odpierali,
zadając Ukraińcom duże straty.
Znakomita rozbudowa inżynieryjna bazy nie dawała napastnikom większych szans na udany
atak. UPA dysponowała jednak
siłami sześć razy liczebniejszymi od Polaków, Ukraińcy wprowadzali więc do walki coraz to
nowe sotnie. Obrona polska słabła z każdą godziną, była jednak
nadal dostatecznie silna, by powstrzymywać kolejne fale atakujących. Zawziętość Ukraińców
można tłumaczyć też tym, że
przed walką dowódcy roztaczali
przed nimi wizje wielkich bogactw, jakie Lachy zgromadzili
w swej twierdzy. Parli więc do
przodu, słabo uzbrojeni, ponosząc duże straty. Doborowe oddziały UPA czekały bowiem nadal na rozkaz ataku od wschodu.
Widząc grozę sytuacji zastępca dowódcy Przebraża, Albert
Wasilewski, podsunął swemu
przełożonemu sprytny plan.
Zaproponował mianowicie, by
ktoś przedarł się do stacjonującego kilka kilometrów dalej sowieckiego oddziału partyzanckiego płk Prokopiuka i poprosił
o wsparcie. Misji podjął się Witaliusz Olszewski. Prokopiuk
zgodził się udzielić pomocy.
Ustalono, że z Przebraża wysłany zostanie 150 osobowy pododddział (w tym 30 konnych),
który połączy się z oddziałem
sowieckich partyzantów, aby
wspólnie uderzyć na niezabezpieczone tyły upowców. Szczęśliwie, Polakom udało się niepostrzeżenie wydostać z bazy
i niezatrzymywani przez nikogo
dołączyli do partyzantów.
Ukraińcy nie zdążyli tego dnia
przypuścić planowanego, ostatecznego szturmu. Zaatakowani
znienacka przez Polaków i partyzantów wpadli w panikę. Jednocześnie do kontrataku ruszyły
siły obrońców z Przebraża. Dowództwo ukraińskie próbowało
wydostać się z kleszczy uciekając na północ, lecz tam zostali
zdziesiątkowani przez kawalerię
Prokopiuka. Bitwa zmieniła się
w pogrom, upowcy porzucali broń i uciekali w popłochu.
Niektóre sotnie wybito niemal
do nogi. Polacy zdobyli znaczne
ilości broni i amunicji, w tym aż
17 ckm-ów.
Po bitwie
cd. ze str. 14
500 plus, mieszkanie plus,
socjalizm bis...
Mimo być może dobrych chęci,
program ów jest kolejną cegiełką utrwalania w mentalności, że
dobrobyt społeczeństwa nie zależy od jego własnej aktywności
twórczej, ale wciąż od łaskawości
i hojności rządzących. „500 plus”
w ogóle nie jest uwarunkowany
stosunkiem do pracy. Zwodzi, że
władza daje coś extra od siebie,
podczas gdy faktycznie może ona
co najwyżej oddać obywatelowi
część zabranych wcześniej podatków, niczym sprzedawca wydający resztę w sklepie.
Jest szkodliwy też z tego powodu, że
stanowi pułapkę dla samych jego beneficjentów – obecnie jest finansowany
z rosnącego deficytu i jeśli założyć, że
obdarowywani otrzymywaliby po 500
zł do pełnoletności, przyjdzie im przeżyć potem szok spłacania długu publicznego w o wiele gorszym od obecnego reżymie podatkowym. Zresztą,
kto i czym powstrzyma wtedy tych
młodych ludzi przed masową emigracją na wzór obecnej.
Zastanawiam się też, skąd pewność,
że wydanie z programem 17 miliardów, a potem po 22, nagle rozrusza
rynek i gospodarkę? Przecież już teraz bez „ożywczego efektu” co roku
w rynek wędruje z budżetu państwa
np. aż po 50 miliardów tylko tytułem
To zwycięstwo (choć okupione dużymi stratami własnymi)
zachęciło polskie dowództwo
do działań zaczepnych. Akcje
kontynuowano przez resztę lata
i całą jesień 1943. Przykładem
może być śmiały atak na szkołę
podchorążych UPA w Omelnie. Z APRO SZE N I E
Przy wsparciu partyzantów płk
Prokopiuka zniszczono ukraińską placówkę, likwidując dużą
część „ciała pedagogicznego”. W listopadzie żołnierze Cybulskiego uderzyli na bazę aprowizacyjną UPA w Żurawiczu,
zdobywają ponad 1000 sztuk
bydła, w większości zrabowanego wcześniej pomordowanym
Polakom.
Ukraińcy nigdy nie zdobyli Przebraża. Krwawe walki ustały dopiero po wkroczeniu Armii Czerwonej pod koniec stycznia 1944r.
Wtedy to samoobrona została
rozwiązana. Niedługo potem cała
ocalała ludność polska została
przesiedlona na tereny tzw. Ziem
Odzyskanych. Władze sowieckiej
Ukrainy zmieniły nazwę miejscowości na Ґайове (Hajowe).
Henryk Cybulski wraz z pozostałymi dowódcami swojego oddziału musiał ukrywać się w obawie przed aresztowaniem przez
NKWD. Do dziś nie jest pewne,
jak potoczyły się jego dalsze losy.
Wiemy na pewno, że przeżył wojnę i zmarł w 1971r. w wieku 61
lat. Swoje wspomnienia z czasów
wojny opisał w książce pt. „Czerwone Noce”.
Jakub Czarniak
dopłat do ZUS-owskich emerytur.
Podobnie rzecz się ma z zapowiadanym programem „mieszkanie plus”
- skąd pewność, że Narodowy Fundusz Mieszkaniowy, jako instytucja
państwowa, będzie tanio budował
mieszkania pod wynajem, skoro np.
podobny Narodowy Fundusz Zdrowia nie jest w stanie tanio leczyć?
Polsce i Polakom jest potrzebna
przede wszystkim kompleksowa
przebudowa systemu fiskalnego, jego
złagodzenie i uproszczenie – nie zaś
pozorowanie zmian w postaci korekty tych czy innych stawek podatków,
jak ostatnio obniżenie CIT-u dla małych firm, choć wiadomo, że większości małych i tak on nie dotyczy.
„Drobne” zmiany w miejsce „gruntownych” mogą jedynie świadczyć,
że rządzący uważają istniejący system za właściwy, skoro nie chcą go
„zastąpić”, a jedynie „udoskonalać”.
Panie i Panowie z PiS, „prawicowość”
to nie tylko obchodzenie patriotycznych rocznic. Bierzcie się porządnie
za budowę prawdziwie wolnej gospodarki, zamiast taplania się – jak
poprzednicy – w socjalistycznych
miazmatach, bo nie tylko ja stracę do
Was cierpliwość i resztki złudzeń, ale
przede wszystkim naród nie wybaczy
Wam kolejnej zmarnowanej szansy!
Tomasz J. Ulatowski
14 | OPINIE
Nim przejdę do sedna, od razu
zaznaczam, że nie jestem
jakimś „PO-wcem” – ani „zaKODowanym”, ani zwykłym.
Nie jestem też żadnym „czerwonym”, „zielonym”, ani tym
bardziej jakimś innym „nowoczesnym”. I choć pisuję akurat
na łamach Tygodnika Ilustrowanego, nie jestem także
„z tych od Kukiza”. Po prostu
mam komfort bycia niezależnym i bezpartyjnym. Zatem
na rzecz, nad którą teraz się
pochylam, patrzę wyłącznie
od strony – nazwijmy to –
racjonalno-ekonomicznej.
Jak wiadomo, 1 kwietnia br. ruszył
rządowy program „500 plus”. Jego
autorzy i zwolennicy w wypowiedziach coraz mocniej akcentują,
że środki skierowane do rodzin są
istotną ulgą w kosztach wychowania dzieci, ale przede wszystkim,
że poprzez dokonywane za nie
zakupy, przyczynią się do ożywienia rynku i gospodarki. Jakby
zapomina się, że jednak pierwotnym i głównym założeniem tego
programu było przecież zmotywowanie Polaków do posiadania
większej liczby potomstwa. Takie
zachowanie nasuwa podejrzenia,
że oto twórca programu sam stracił wiarę w osiągnięcie założonego celu w zadowalającym stopniu
i dla odwrócenia uwagi próbuje
przykryć go efektami ubocznymi.
Zwiększenie liczby urodzeń jest
niewątpliwie problemem palącym.
W Polsce współczynnik dzietności
(TFR – Total Fertility Rate) wynosi zaledwie 1,29. Podaje on ilość
dzieci przypadających na jedną
kobietę w wieku rozrodczym (1549 lat). Jego pożądaną wielkością
jest przynajmniej 2,1, ponieważ
dopiero taka zapewnia tzw. zastępowalność pokoleń, czyli perspektywę przetrwania narodu oraz daje
chociaż minimalną wydolność repartycyjnego systemu emerytalnego – w którym pokolenie pracujące
przy umiarkowanych składkach
reklama
5 lipca 2016 | www.tygodnikilustrowany.pl | TYGODNIK ILUSTROWANY
EKONOMIA PO LUDZKU
500 plus, mieszkanie plus,
socjalizm bis...
pokrywa bieżące emerytury. Dla
porównania wskaźnik ten wynosi
np. w Izraelu 3,5, a w krajach arabskich ok. 5 ( 2,07 wynosił w Polsce
na początku lat 80-tych). W tym
miejscu nie chciałbym być odebrany jako entuzjasta państwowego
systemu emerytalnego, bo już sam
rozrzut geograficzny wspomnianego wskaźnika daje do myślenia.
Jest on najwyższy akurat nie tam,
gdzie ten system istnieje, albo jest
w stanie do wszystkich dotrzeć. Np.
w państwach afrykańskich oscyluje
wokół 6., bo tam panuje to samo
podejście, co w Europie jeszcze 100
lat temu – to dzieci mają być „polisą emerytalną” rodziców. Ma się
ich więcej, by opieka nad starymi
rodzicami nie była dla jednego zbyt
uciążliwa. Poza tym, tam ludzie
mają liczniejsze rodziny, gdzie władza państwowa nie wchodzi w konflikt z władzą rodzicielską. Właśnie
w krajach afrykańskich „nie wchodzi”, bo do wielu rodzin w wielu rejonach na szczęście nie jest w stanie
dotrzeć. Im mniej państwa w rodzinie, tym lepiej (dla rodziny przede
wszystkim…). W wielu krajach
rozwiniętych w rodzinach zatracono instynkt samozachowawczy
– korzystając w nich z rozmaitych
form państwowego wsparcia, musimy coraz bardziej poddawać się
państwowej kontroli życia, a to niekoniecznie dobrze służy naturalnej
roli rodziny.
Oczywiście pewien odsetek rodziców (wcale niemały) ma dzieci,
„bo ma” - często z tzw. wpadki – tej
przedmałżeńskiej, ale i małżeńskiej (nie potępiam i w ogóle nie
oceniam). Zastanówmy się jednak,
kiedy ludzie decydują się na dziecko świadomie, a zwłaszcza na kolejne – co naprawdę może ich do tego
zachęcić lub stanowić przeszkodę?
Czy rzeczywiście pójdą ze sobą do
łóżka dla pięciuset złotych miesięcznie?
Nie trzeba długo rozmyślać, ale
tylko trochę się wczuć (lub sobie przypomnieć), aby dojść do
wniosku, że w planowaniu rodziny
najistotniejsza jest pespektywa jej
bezpieczeństwa ekonomicznego
tj. czy mogę mieć wystarczające
i w miarę stabilne źródło dochodów, umożliwiające jej przetrwanie oraz jaki taki rozwój. Krótko
mówiąc, według normalnych ludzi
byt rodziny – oprócz rzecz jasna
miłości – opiera się na stałej pracy za rozsądne pieniądze, a nie
na zapomodze, którą lada rok lub
miesiąc jakaś kolejna władza może
zlikwidować.
Doświadczenie najbogatszych krajów uczy, że ilość i jakość miejsc
pracy zależy wprost proporcjonalnie od przyjazności systemu przyjętego w państwie – całego, nie tylko
podatkowego. Np. OECD w swoich
raportach już dwukrotnie podawała,
że Polska jest w stanie osiągać dwucyfrowy wzrost gospodarczy, nawet
gdyby nie korzystała z funduszy
unijnych, nie prowadziła inwestycji
publicznych i nawet nie zmieniała
podatków – byleby tylko zrezygnowała z większości biurokratycznych
uregulowań, z których nadmiaru
słynie nie tylko w Europie. Chodzi
więc o „przyjazność”, polegającą
na daniu ludziom większej swobody działania na różnych obszarach
i możliwości wykazania się, a nie na
„dawaniu zasiłków” na wegetację,
po uprzednim ściągnięciu drakońskich haraczy (dla zmyłki różnie
ponazywanych – nie zawsze wprost
jako „podatki”).
Jednak rządząca ekipa, mimo
„prawicowej etykietki”, zamiast
luzować system i torować drogę
dla przedsiębiorczości obywateli,
brnie w kolejne narzędzia centralnego sterowania społeczeństwem,
rodem z gomułkowskiego socjalizmu. A wystarczyłoby skorzystać
z własnych doświadczeń, kiedy
to za poprzednich rządów PiS tj.
w latach 2005-2007, jednym tylko
rozsądnym pociągnięciem (samym
OGŁOSZ ENIE W ŁASNE W Y DAW CY
obniżeniem składki rentowej) ułatwiono powstanie kilkuset tysięcy
miejsc pracy i tym nierestrykcyjnym sposobem znacząco zredukowano szarą strefę zatrudnienia.
Można też skorzystać z doświadczenia zupełnie innej ekipy tj. ze
słynnej „ustawy Wilczka” o działalności gospodarczej, która z kolei
tylko przez to, że nie była krętacka,
dała zatrudnienie aż 6-ciu milionom rodaków nad Wisłą.
Prości ludzie mają proste pomysły na swoje małe biznesy, które w wielu innych krajach mogą
być potraktowane poważnie i bez
przeszkód stanowić dla tych osób
źródło utrzymania. U nas wciąż
podobno właściwsze jest utrzymywanie kogoś na zasiłku, zamiast
pozwolić mu choćby myć szyby
samochodowe na stacji benzynowej bez podatku lub za jego symboliczną stawkę.
„500 plus” jest pomysłem nieskutecznym, a co więcej – szkodliwym.
Nieskutecznym, bo w ogóle źle zaadresowanym. Kompletnie niczego
nie oferuje najliczniejszym grupom
– tzw. singlom i młodym związkom
bezdzietnym – segmentom społecznym, mogącym najbardziej przyczynić się do rozwiązania problemu
demograficznego. Szacuje się, że
Polacy w wieku 18-45 lat, żyjący samotnie, ale zainteresowani wejściem
w związki, to aż 4 miliony. Około 6
mln. żyje natomiast w małżeństwach
oraz związkach nieformalnych, które nie mają dzieci. Obie wymienione
grupy w stosunku do ogółu ludności
w wieku tzw. produkcyjnym stanowią aż 46%. „500 plus” nie może stanowić dla nich bodźca do rodzenia
dzieci, ponieważ jak wiadomo – pojawienie się pierwszego dziecka i tak
z reguły nie uruchamia tutaj żadnego
wsparcia. Przyrównując z kolei do
sumy gospodarstw domowych tzw.
rodzinnych, te bezdzietne stanowią
26%, natomiast mające jedno dziecko, czyli takie, które ewentualnie
najszybciej mogłyby zdecydować się
na kolejne – to zaledwie 14%. Za to
rodziny z dwojgiem i więcej dzieci,
gdzie prawdopodobieństwo celowe-
Tomasz Ulatowski
Tomasz Janusz Ulatowski – inżynier,
ekonomista, zwolennik „austriackiej
szkoły ekonomii”, bezpartyjny wolnościowiec, niezależny publicysta i bloger
− współpracował z prasą ogólnopolską
i lokalną północnego Mazowsza, obecnie publikuje m.in. na portalach: prokapitalizm.pl, prawica.net, neon24.pl,
prowadzi własną stronę autorską: e-ulatowski.pl, jest szefem Ciechanowskiego
Klubu Tygodnika „Najwyższy Czas!”,
koordynatorem klubu austriackiej szkoły ekonomii przy Instytucie Ludwiga
von Misesa.
go spłodzenia kolejnych jest stosunkowo najmniejsze, a które najbardziej eksploatują środki z „500 plus”
– obejmują przeszło 19%.
Ponadto w analizach uzasadniających ustawę, sami jej twórcy podali,
że przez najbliższe 10 lat zwiększy
ona liczbę urodzeń ogółem o 280 tysięcy, czyli średniorocznie o 28 tysięcy. Taki przyrost zaledwie przybliży
wskaźnik dzietności do 1,5 – wciąż
nie przynosząc istotnej odmiany
w zapaści demograficznej, ale pochłonie w sumie co najmniej 215
mld. zł tylko na wypłaty świadczeń
(ok. 770 tys. zł w przeliczeniu na jedno „dziecię z programu”, które potem w dorosłym życiu zawodowym
odwdzięczy się systemowi emerytalnemu zaledwie połową tej kwoty).
Wspomniana przeze mnie szkodliwość „500 plus” polega głównie na tym, że koncepcja ta, mimo
pozornego nowatorstwa, wpisuje
się w styl rządzenia wszystkich
poprzednich ekip. Jest kolejnym
przejawem uklepywania ludziom
w głowach (a ze świadomością
ekonomiczną wciąż u nas nie najlepiej), że system, w którym to
nie pracujący, lecz przede wszystkim politycy z urzędnikami dzielą za nich owoce pracy – jest systemem właściwym i normalnym.
•
cd. str. 13
OPINIE | 15
TYGODNIK ILUSTROWANY | www.tygodnikilustrowany.pl | 5 lipca 2016
Tym razem staram się
zachęcić Szanownych
Czytelników do pomyślenia
o nieważnym/ważnym, to
jest o czytaniu. Czytaniu
książek czy czasopism, o ile
to możliwe, nie tylko tzw.
kolorowych. Nieco dziwny
tytuł wziął się stąd, że – jak
wynika z ogłaszanych (czy
aby prawdziwych?) badań
– w naszym kraju czytelnictwo jest w stadium zaniku,
a więc problem ten dla
znacznej większości rodaków jest nieważny. Z drugiej
jednak strony ważny jest dla
mniejszości, a dla bardzo
wąskiego kręgu wręcz
bardzo ważny. Jak to zwykle
bywa – jedni tak, drudzy
inaczej.
Gdybym był w większości, to nie
marnowałbym papieru (a i swego
czasu), ale – przepraszam większość – należę wręcz do marginesu
społecznego, a więc tych co to naiwnie mniemają, że czytanie jest
bardzo ważne. Tu naszła mnie refleksja – mamy (jakoby) demokrację gdzie rację ma większość i tym
samym czytanie książek oraz czasopism winno być zniesione. Biblioteki przerobiłoby się na domy
handlowe lub choć szmateksy.
Nie dość, że demokratycznie, to
jeszcze pozytywnie dla ukochanego polskiego kapitalizmu, który
oby żył wiecznie i dawał dochód
globalizacji. Jak jednak widać demokracja u nas w powijakach i istnieją zabytki „komuny”, w której
tylko wybiórczo zwalczano czytelnictwo - myślę tu o publikacjach
„niewygodnych” dla ówczesnej
władzy.
Według badań (jak to zrobili?)
Polacy czytają znacznie mniej
niż większość społeczeństw Zachodniej Europy. Zgłupieli tam
z dobrobytu? Mniej wiszą na
komputerach taplając się w społecznościowych forach? Czytając
marnują czas i np. nie mają kiedy
wyasfaltować ulic centrum Mediolanu, choć to miasto zacne
i bogate. Wszędzie kostka (kamienna, a nie betonowa), a w centrach mniejszych miast wręcz
bruk. Co prawda drobny, ale bruk.
Do takiego zacofania prowadzi
MYŚLENIE
O NIEWAŻNYM/WAŻNYM
czytanie. Czytali, czytali i nauczyli
się, że w zabytkowych przestrzeniach winny być odpowiednie
nawierzchnie. Taka to unijna nowoczesność? Ciemniaki, my bez
czytania chcemy wyasfaltować ul.
Sienkiewicza, bo to postęp.
Z badań wynika także, że bardzo
mało wydajemy na zakup książek i czasopism. Tu sprawa bardziej skomplikowana, albowiem
po prostu jesteśmy ogólnie raczej ubodzy. W dodatku – biorąc
pod uwagę zarobki, a dokładniej
koszty utrzymania – wydawnictwa u nas nie są tanie. Mam tu na
myśli publikacje na wyższym poziomie niż tzw. romansidła. Trzeba jednak zaznaczyć, że wydatki
poszczególnych obywateli na kupowanie książek nie muszą mieć
wiele wspólnego z czytelnictwem,
albowiem istnieją biblioteki. Istnieją, choć z pewnością nie są dochodowe – dziwne.
Wbrew postawie większości, co
pewien czas, w mediach podnosi
się larum o zaniku czytelnictwa
w naszym kraju i prowadzone są
akcje popierane, o zgrozo, przez
władze. Tak też było stosunkowo
niedawno, kiedy w zapędzaniu do
czytania brał udział nawet Pan Prezydent, w dodatku wciągając w ten
proceder swą małżonkę. Posługując się logiką obecnej politycznej
opozycji należałoby dać odpór takim tyrańskim działaniom. No, bo
po co czytać? Jeszcze taki, jeden
z drugim, naczyta się i zmądrzeje,
i jak wtedy go ogłupić? Kolejna
akcja zachęcania do czytania skończyła się, ale problem został. Rodacy jakoś nie rzucili się do księgarń
i bibliotek. Jak Państwo myślicie
– dlaczego? Sami sobie przypomnijcie – co ostatnio czytaliście,
dlaczego i czy coś z tego dla Was
wynikło? Czy zainteresowaliście
się tym, co obecnie można wypożyczyć w bibliotece?
Podkreślić chcę znaczenie „magazynów makulatury” (wedle matołków), to jest bibliotek. Może niewielu wie, że jedną z największych
strat kultury antyku było spalenie
przed wiekami biblioteki aleksandryjskiej. Znikł gigantyczny
dorobek, który może inaczej ukierunkowałby myślenie kolejnych
pokoleń, a więc i historię kultury
śródziemnomorskiej, bez względu
na wyznanie. W średniowieczu
księgi, co prawda głównie religijne, były niesłychanie cenione by
w renesansie stać się przedmiotem
niemal kultu dla elity, a powszechnie wyznacznikiem statusu kulturalnego posiadacza ich zbioru.
Przez wieki zbiory książek, z czasem powszechnie udostępniane
w postaci bibliotek publicznych,
stały się trwałym elementem tożsamości człowieka. Były to skarbnice wiedzy, ale i sztuki, przenoszące dorobek kolejnych pokoleń.
Faktycznie jest tak do dziś i wypada uznać za przejaw niesłychanego
prymitywizmu znoszenie wielu
księgozbiorów oraz skrajne niedofinansowanie bibliotek w Polsce
po 1989 r. Równolegle gwałtownie spadła liczba wydawnictw tzw.
deficytowych, to jest naukowych.
Nie chcę wierzyć, że były to zaniechania celowe, mające zahamować
rozwój naszego społeczeństwa.
Po latach sytuacja nieco się poprawiła, a nawet przeznacza się
państwowe środki na biblioteczne
zakupy – do tego jeszcze wrócimy.
Dzięki funduszom zagranicznym
ruszyła akcja poprawiania warunków dla bibliotek w małych miejscowościach, ale wzrostu czytelnictwa to raczej nie zapewnia.
Pewnym kalectwem w zakresie organizacji były skutki (trwonienie
sił i środków) poronionej reformy samorządowej, czego przejaw
mamy i w Ciechanowie. W mieście, raczej małym, są oddzielnie
biblioteki miasta i powiatu. Jest
to absurd, jeśli myśleć logicznie,
utrudniający sprawne działania.
O tyle to niekorzystne, że nowoczesne biblioteki to nie tylko
składy udostępnianych wydawnictw – warto poznać analogiczne instytucje w niedużych miejscowościach np. Finlandii, gdzie
biblioteki to praktycznie ośrodki
kultury z centrami informacji
o wszelkich aspektach lokalnego
życia. Ciechanów nie jest aż taką
metropolią by nie przyjąć po-
dobnego czy zbliżonego systemu.
Mało kto się orientuje, że sumując
zbiory wszystkich ciechanowskich
bibliotek, też szkolnych, szpitala, a zwłaszcza Ciechanowskiego
Towarzystwa Naukowego mamy
poziom przyzwoitej humanistycznej uczelni. Tyle, że wszystko to
rozproszone, a co gorsza – bez jednolitego zbioru informacji gdzie
co jest. Mniemam, że przy dzisiejszej komputeryzacji stworzenie
ciechanowskiej „kartoteki” przechowywanych tu wydawnictw nie
Przez wieki
zbiory książek, z czasem
powszechnie udostępniane
w postaci bibliotek publicznych, stały się trwałym
elementem tożsamości
człowieka. Były to skarbnice
wiedzy, ale i sztuki, przenoszące dorobek kolejnych
pokoleń. Faktycznie jest tak
do dziś i wypada uznać za
przejaw niesłychanego prymitywizmu znoszenie wielu
księgozbiorów oraz skrajne
niedofinansowanie bibliotek
w Polsce po 1989 r.
byłoby znacznym wysiłkiem. Innym ciechanowskim problemem
jest baza lokalowa, a właściwie
jej niedostatek. Jeśli porównać to
co mamy z np. biblioteką w Braniewie, to słabo się robi. Będzie
nowa siedziba, ale tylko biblioteki powiatowej, w byłym hotelu
przy ul. Warszawskiej. Pięknie, ale
bez magazynu książek (!). Warto
może pomyśleć czy nie dałoby się
zmieścić takowego obok już adaptowanego budynku?
Wrócę do akcji popierania czytelnictwa i środków na zakupy książek do bibliotek. Niedawno naszła
mnie szalona chęć (spowodowana koniecznością) poszerzenia
wiedzy na pewien temat, który
może opisany byłby w Wielkiej
Encyklopedii Radzieckiej. Nie
ma się co śmiać, tego co szukałem
nie mogłem znaleźć w Internecie, a owa encyklopedia to wielki
zbiór ciężkich tomów, zawierający
informacje nie występujące w innych encyklopediach. Udałem się
do biblioteki i dowiedziałem się,
że encyklopedię … oddano na
makulaturę, bowiem nikt z niej od
dawna nie korzystał. Oko mi zbielało – co za „entelygent” z awansu
społecznego to wymyślił? Okazało
się, że jest taka zasada (prawo?),
że jeśli jakaś książka nie budzi zainteresowania to, po pewnym czasie, likwiduje się ją. Może jakieś
tzw. romansidła bym przebolał,
ale encyklopedię? Podobno nie
można wszystkiego przechowywać, bo nie ma miejsca. Nie ma?
A ktoś szukał? Jak się nie wie, to
się pyta – sam mogę wskazać parę
wielkich obiektów gdzie spokojnie zmieści się masa książek. Hitler palił książki, a my „kulturalnie
i ekologicznie” oddajemy na makulaturę. To nie absurd, a skandal muszący mieć konsekwencje.
Mniemam więc, że wykasowano
całą „twórczość” masowej literatury stalinowskiej – np. bibliotekę
„Płomyka”. Skąd obecnie będzie
wiadomo jak metodycznie ogłupiano dawne pokolenia, dlatego
autentycznie bardzo wielu ludzi
rozpaczało po śmierci Stalina? Na
szczęście mam parę egzemplarzy
takich „dzieł” i moje dzieci będą
wiedziały, w odróżnieniu od znakomitej większości rówieśników.
Druga sprawa związana z „oczyszczaniem” bibliotecznych zbiorów.
Przeznacza się jakieś publiczne
środki (skądinąd za małe) na
zakupy, ale po co skoro później
pójdzie to na przemiał? Czy marnotrawienie publicznych środków
nie jest karalne? Czyj to jest interes? Fabryk papieru, oficyn wydawniczych, drukarń? Gdzie my
żyjemy? Wariatkowo? Tak właśnie
mówili mi studenci (akurat najzdolniejsi) zdecydowani na trwałą
emigrację – nie za pieniądzem, ale
by uciec „z tego wariatkowa”.
Nagęgałem? No, i sami Państwo
widzicie do czego doprowadza
zgubny nałóg czytania. Mimo to
namawiam do czytania i myślenia –
jedno z drugim jest ściśle związane.
Ryszard Małowiecki
reklama
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść zamieszczanych
ogłoszeń i zastrzega sobie prawo do skracania nadesłanych tekstów.
Poglądy wyrażane w publikowanych materiałach są osobistymi
opiniami ich autorów i niekoniecznie muszą odzwierciedlać poglądy
Adres Redakcji
06-400 Ciechanów, ul. Kilińskiego 8
(Browar Ciechan)
e-mail: [email protected]
tel. 23 672 55 88
Redaktor naczelny
Marek Szyperski
Wydawca
Gambrynus Sp. z o.o.
ul. Kilińskiego 5,
06-400 Ciechanów
Redaktor graficzny
Dorota Pogorzelska
Biuro reklamy
Anna Dąbrowska
tel. 509 820 919
e-mail: [email protected]
Redakcji i Wydawcy.
Na podstawie art 25. ust. 1 pkt 1b prawa autorskiego Wydawca
wyraźnie zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów
opublikowanych w „Tygodniku Ilustrowanym” bez uzyskania zgody
Wydawcy jest zabronione.
16 | SPORT | REKREACJA
Po raz piąty ciechanowskie Towarzystwo Przyjaciół Dzieci zorganizowało
Rodzinny Rajd Rowerowy
„Tu zaszły zmiany” łączący
współczesne dokonania
ostatnich lat z historyczną
przeszłością.
Start i meta rajdu to Plac Jana
Pawła II, skąd rowerzyści w trzech
zwartych grupach przejechali na
nowy dworzec PKP. Tam wyszukiwano odpowiednie połączenia
kolejowe do Ustki, Łeby, Krakowa,
Modlina, Warszawy i planowano
letnie wycieczki.
Kolejny etap to przejazd pociągu
do Gołotczyzny. Dla niektórych
była to pierwsza w życiu przejażdżka lub kolejna, po 20-letniej
przerwie. W Gołotczyźnie zwiedzano Muzeum, biwakowano na
polanie - słodki poczęstunek z firmy „Piekarnia Cukiernia Klementynka” filia Ciechanów i i rozegrano konkurencje zmagań linowych
i slalomu rowerowego.
Kolejny odcinek rajdu to pokonanie
żwirowej drogi do Sarnowej Góry
na miejsce bitwy z sierpnia 1920 r.,
gdzie grupy zapoznały się z fakta Największym dylematem,
przed którym staje wielu Polaków co roku jest pytanie: gdzie
jechać na wakacje? Kierunków
jest jak wiadomo sporo a i poszczególne „centra” wypoczynkowe kuszą bogatą ofertą
wszelkiego rodzaju imprez
kulturalnych i sportowych by
przyciągnąć turystów do siebie.
Jeśli chodzi o te sportowe to jedną
z najważniejszych imprez tego lata
jest turniej Grand Prix Series Rugby
7, który rozegrany zostanie w Gdyni, w dniach 16-17 lipca. Co sprawia, że jest to turniej wyjątkowy? Po
pierwsze, gra w nim elita europejskiego rugby, czyli m. in. drużyny:
Wielkiej Brytanii, Francji, Gruzji,
Włoch i Hiszpanii. Razem jest to 12
5 lipca 2016 | www.tygodnikilustrowany.pl | TYGODNIK ILUSTROWANY
Do pociągu z rowerami
i na miejsce bitwy
mi historycznymi, zapaliły znicze
przed pomnikiem na wzgórzu.
W wiejskiej świetlicy cykliści pokrzepili się treściwą - aromatyczną
grochówką dowiezioną z Ciecha-
nowa, a na trawie przy stawku zabawiano się rzutami do celu.
Dalej w zwartym szyku za policyjnym „pilotem” pokonano kolejny
odcinek do Nużewka, gdzie w uro-
kliwej scenerii pól i łąk grupy wiły
wianki z polnych kwiatów i rozwiązywały rajdową krzyżówkę. Wianki- niepowtarzalne, krzyżówka 100
% poprawności i ciekawe hasła -
wierszyki w rodzaju : W lipcu nad
morze - rusza kto może, po marzenia w wakacyjnym kolorze.
Najczęściej wymieniane przez
uczestników rajdu dokonania - zmiany ostatnich lat to: - deptak i Plac
Jana Pawła II, pętla miejska ze ścieżką rowerową, rewitalizacja zamku
i muzeum, nowy dworzec PKP i modernizacja linii kolejowej , a także
„Orliki” i nowoczesne place zabaw.
Około 16. w dobrej kondycji duzi
i mali dojechali na plac przed Ratuszem, gdzie czekała smakowita pizza i dokonało się się podsumowanie,
w którym zwyciężyła grupa podopiecznych TPD, wręczono medale
sportowe i drobne upominki.
Pozostało zadowolenie z pokonanych kilometrów i czasu spędzonego w miłej atmosferze. Udany rajd
był możliwy dzięki sprawności organizacyjnej pracowników i działaczy społecznych TPD dofinansowaniu przez Prezydenta Miasta
Ciechanów i marketu Kaufland,
upominkom z WORD-u, życzliwości wójta gminy Sońsk, pracownikom muzealnym w Gołotczyźnie
oraz sołtysa Sarnowej Góry.
Komendant Rajdu
Edward Sacherski
Zbliża się historyczny
turniej rugby 7 w Polsce
drużyn w tym Polska, która do tego
grona, najlepszych w Europie dołączyła w tym roku. Po drugie, turniej
tej klasy zostanie rozegrany w Polsce po raz pierwszy a warto zaznaczyć, że zobaczymy w nim drużyny,
które w sierpniu będą walczyć o medale Igrzysk Olimpijskich w Rio de
Janeiro. Dla Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i Francji, które zakwalifikowały się do grona 12 drużyn biorących
udział w Igrzyskach, turniej w Gdyni będzie ostatnim testem i okazją
do zgrania przed wylotem do Brazylii. Fakt, że Polska dołączyła do europejskiej elity cieszy tym bardziej,
że coroczną organizację jednego
z trzech turniejów, uznawanych za
nieoficjalne mistrzostwa Europy
w rugby 7, przyznano nam na 4 lata.
Dzięki temu nasza reprezentacja będzie miała szansę na podnoszenie
swego poziomu gry w walce z najlepszymi.
Tym, który może ziścić nasz sen
o wielkich sukcesach polskiego rugby jest nowy trener reprezentacji
rugby 7, pochodzący z RPA Blikkies
Groenewald, który w swoim dorobku trenerskim ma na koncie m.in.
prowadzenie reprezentacji Rosji,
którą doprowadził do udziału w Pu-
charze Świata a należy dodać, że bierze w nim udział tylko 20 drużyn. Turniej w Gdyni będzie więc wydarzeniem wyjątkowym, przez
wielu uznawanym za najważniejsze
w historii polskiego rugby. Warto będąc nad morzem w okolicach
Trójmiasta wybrać się na stadion
miejski w Gdyni by zobaczyć na
własne oczy, jak gra europejska
elita. Ciechanów na pewno będzie
mieć swoją reprezentację w postaci zawodników Klubu Sportowego Ciechan i Szymon Kołecki, dla
których obecność na tym turnieju
będzie jednocześnie wstępem do
obozu sportowego przygotowującego do startu na zawodach rugby 7
na jesieni. Warto być 16 i 17 lipca
w Gdyni, ale ci którzy nie będą mogli tam dotrzeć nie są na straconej
pozycji: przewidziana jest transmisja meczów tego turnieju na żywo
na kanałach sportowych Polsatu.
Łukasz Gąsiorowski