kurs dla prymusów

Transkrypt

kurs dla prymusów
KURS DLA PRYMUSÓW
2013-10-25
Po raz pierwszy wojskowi studenci z Polski pojechali na kurs dla przyszłych dowódców w
Fort Benning.
Wstawaliśmy około czwartej rano, a pod koniec kursu pobudki były nawet o trzeciej. Później cały dzień na nogach. Maszerowaliśmy po gęstym
lesie, walczyliśmy, przeszukiwaliśmy budynki i ludzi”, tak jeden z etapów szkolenia w USA wspomina sierżant podchorąży Mateusz Kotas z
Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Lądowych we Wrocławiu. Do USA pojechał z kolegą z tej uczelni, sierżantem podchorążym Bartłomiejem
Więckiem.
Kurs dowódczy dla kadetów Cadet Leadership Development, w którym Polacy wzięli udział, zorganizował Western Hemisphere Institute for Security
Cooperation w Fort Benning (Instytut Współpracy nad Bezpieczeństwem Półkuli Zachodniej). Zwykle szkolą się tam kadeci z West Point, wojskowi
z korpusu szkolenia oficerów rezerwy oraz podchorążowie z Ameryki Łacińskiej. Polacy podczas wakacyjnej edycji kursu dołączyli do grupy liczącej
Autor: Magdalena Kowalska-Sendek
Strona: 1
128 osób. Byli jedynymi Europejczykami.
Szkoleniem w USA zainteresowało się kilkunastu studentów Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Lądowych we Wrocławiu. Uczelnia przeprowadziła
wewnętrzne kwalifikacje, by wytypować najlepszych. Sprawdzano między innymi kondycję fizyczną i znajomość języka angielskiego. Ostatecznie
wybrano podchorążych Kotasa i Więcka.
Kurs dla przyszłych dowódców trwał miesiąc. „Przez pierwszy tydzień mieliśmy właściwie wyłącznie wykłady”, opowiada podchorąży Kotas. Uczyli
się między innymi o zasadach dowodzenia, cechach wyróżniających dobrego dowódcę, poznawali także prawa człowieka. „Wykładowcy dużo
mówili o odpowiednim traktowaniu podwładnych, sposobie układania współpracy. Chodziło o to, by przestawić nasze myślenie. By dowódca nie
mówił do swoich ludzi «naprzód», tylko «za mną”, opowiada Mateusz Kotas. Problemem dla żołnierzy był język wykładowy. Większość zajęć
odbywała się po hiszpańsku, a obaj Polacy nie znali tego języka. Wykładowcy przekazywali im więc materiały przetłumaczone na angielski.
Później przyszedł czas na praktykę i przez drugi tydzień kadeci szkolili się z topografii i nawigacji w terenie. Ostatnie dwa tygodnie przeznaczono
natomiast na zajęcia strzeleckie i taktyczne. Żołnierze zostali podzieleni na drużyny. Uczyli się między innymi tego, jak za pomocą kompasu i mapy
odnaleźć oznaczone przez instruktorów miejsca w lesie. Trening z terenoznawstwa i nawigowania odbywał się za dnia i w nocy. „Najtrudniejsze
były zajęcia nocne. Na odnalezienie wskazanych punktów mieliśmy trzy godziny, ale nie wszystkim udało się wykonać zadanie w wyznaczonym
terminie”, wspominają studenci.
Tor dowódców
„Wasza kompania walczy na drugim brzegu rzeki. Żeby mogła kontynuować bój, musicie jej dostarczyć amunicję. Niestety, most jest zerwany”, tak
zaczęło się jedno z trudniejszych zadań na kursie. Na pokonanie tak zwanego toru dowódców kadeci dostali zaledwie kilkanaście minut, a do
dyspozycji kilka pozornie niepasujących do siebie przedmiotów. Deski, liny i beczki miały posłużyć do budowy prowizorycznego mostu. W trakcie
pracy żołnierze byli bacznie obserwowani przez instruktorów. Oceniano zwłaszcza tych kadetów, którzy wykonywali zadania dowódców drużyn.
Wykładowcy chcieli sprawdzić, czy żołnierze potrafią dobrze kierować swoimi podwładnymi w pododdziale. Polacy dowodzili zarówno na poziomie
kompanii, jak i drużyny.
Ostatnim i zarazem najbardziej wymagającym etapem kursu było tygodniowe szkolenie z taktyki. „Wówczas czuliśmy największe zmęczenie.
Wykonywaliśmy zadania w lesie niemal bez przerwy, spaliśmy w namiotach. Było duszno. Dokuczały nam wysokie temperatury i niemal
stuprocentowa wilgotność powietrza”, opowiada sierżant podchorąży Bartłomiej Więcek. Żołnierze działali zgodnie z czarną taktyką (walka w
terenie zabudowanym), szkolili się w szturmowaniu obiektów, przeszukiwaniu obiektów i ludzi, uczyli się, jak odpowiadać na ostrzał przeciwnika.
W czołówce
Podczas miesięcznego szkolenia polscy studenci kilkakrotnie zostali wyróżnieni. Podchorążego Bartłomieja Więcka uznano za najlepszego kadeta
wśród wszystkich uczestników kursu dla przyszłych dowódców. Poza tym Polacy zajęli wysokie lokaty na zawodach strzeleckich. Strzelali z
karabinków M16A4 na odległość 25 metrów, ale cele na planszy wielkością odpowiadały tym, które w rzeczywistości znajdują się w odległości od
100 do 300 metrów. Bartłomiej za zdobycie 37 punktów otrzymał tytuł eksperta, co pozwoliło mu zająć trzecie miejsce w klasyfikacji ogólnej
strzelców. Z kolei Mateusz uzyskał 30 punktów, za co otrzymał tytuł „sharp shooter”. Polacy wyróżniali się także na zawodach sprawności fizycznej:
Więcek zajął piąte miejsce, a Kotas szóste.
„To było dla mnie wielkie przeżycie. Nigdy wcześniej nie wyjeżdżałem za granicę. Nigdy na co dzień nie posługiwałem się angielskim. Daliśmy
sobie radę”, podsumowuje podchorąży Kotas. „Byliśmy dobrze przygotowani do wyjazdu. Wiadomości zdobyte na uczelni procentowały na
zajęciach medycznych, sprawnościowych, taktycznych”.
Szkoła z Wrocławia zapowiada, że co roku będzie wysyłała do USA kolejnych swoich podchorążych.
Autor: Magdalena Kowalska-Sendek
Strona: 2