Bies nr 11 - Airguns.pl

Komentarze

Transkrypt

Bies nr 11 - Airguns.pl
nr. 11 - 2009
Broń i e-Strzelectwo
131 słów
od Ojca
Założyciela
Z przyjemnością i dumą chciałbym
zaprezentować pierwszy numer „Biesa” po półtora roku przerwy. Z przyjemnością, gdyż „Bies” jest w pewnej części moim dziełem, miło jest
widzieć, że istnieje i ma się dobrze.
Z dumą, gdyż wznowienie „Biesa”
oznacza ukoronowanie ciężkiej, zespołowej pracy, w której również
brałem udział.
Cóż się stało, że zmieniliśmy zdanie?
Powodów jest kilka, za każdym
stoją duże zmiany, które decydują
o tym, że „Bies” też nie będzie już taki, jak kiedyś... Zacznijmy od tego, że
znowu nam się zachciało coś robić.
Tym razem nie dla innych, nie dla
środowiska, ale dla siebie i dla naszych Koleżanek i Kolegów zebranych wokół Airguns. pl. A najważniejszy powód to fakt, że
przynależność do takiego małego,
acz wyborowego środowiska zobowiązuje. A zobowiązania należy spłacać.
11 numer „Biesa” jest taką zapłatą.
Miłej lektury!
Spis treści:
Match – sportowe strzelectwo sportowe.
Czy tylko nudne dziurawienie tarcz? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .str. 2
Mistrzostwa Niemiec 2009
w strzelectwie sportowym . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .str. 5
Heckler&Koch P30
Plastikowa dwójca Umarexa . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .str. 10
Zgrabna „Czeszka”
CZ-200T . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .str. 15
Esy-floresy, fantasmagorie
Ku przestrodze! . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .str. 19
IV HaHaFT w Pludrach
Lato Leśnych Ludzi . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .str. 23
II Zlot Airguns.pl
Ważne, że pod górkę i w poprzek! . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .str. 29
Las
Odrobina naturalizmu na co dzień . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .str. 31
Na oklep po Temidzie
Nowe rozporządzenia Ministra Sportu i Turystyki . . . . . . . . . .str. 34
Miłosław Majstruk
Magazyn internetowy
Broń i e-Strzelectwo „Bies”
Redaktor naczelny:
Miłosław Majstruk
ISSN: 1897-8479
Zespół redakcyjny:
Marcin Abratowski, Radosław Cholewiński, Michał
Dąbrowski, Bogdan Kimla, Piotr Krzyszkowski, Piotr
Kuczyński, Stefan Nyka,
Miesisięcznik kwartalny
Wydawca:
„Cekaus” - Izabela Majstruk
ul. Leśna 21A/20
05-110 Jabłonna
fax. 0-22 76-76-138
e-mai: [email protected]
2 | Bies nr 11
Data publikacji: 10 października 2009 r.
Skład:
Adam Bremer
Okładka:
Stefan Nyka (strona pierwsza),
Jacek Bonecki (strona ostatnia)
„Bies” jest zarejestrowanym tytułem prasowym (Sąd
Okręgowy Warszawa-Praga w Warszawie,
Wydział III Cywilny, sygn. III Ns Rej. Pr. 1090, 1091/07),
podlegającym Ustawie z dnia 28 stycznia 1984 r.
o Prawie prasowym.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Przedruk, kopiowanie,
rozpowszechnianie materiałów w jakiejkolwiek
formie – w całości lub fragmentach – tylko za zgodą
redakcji. Wydawnictwo bezpłatne.
Autor: Miłosław Majstruk
Match
Zdjecia: Bogdan „hexer” Kimla
Sportowe strzelectwo
tarczowe
Czy tylko nudne dziurawienie tarcz?
P
Powszechnie utożsamia się sportowe strzelectwo pneumatyczne ze
statycznym strzelaniem do tarczy ustawionej 10 metrów od zawodnika.
Nie jest to prawda, gdyż sport jest pojęciem szerszym, i nawet jeśli
weźmiemy pod uwagę przepisy międzynarodowe, to pneumatycznych
konkurencji sportowych jest dużo więcej.
Coraz częściej biathlon rozgrywa się używając karabinów pneumatycznych (powszechnie znany biathlon zimowy nie jest jedyną odmianą tego sportu). Popularne
określenie „match” to nic innego, tylko konkurencje olimpijskie wg przepisów ISSF (międzynarodowa federacja sportów strzeleckich).
Ale co to właściwie jest ten „match”? Zacznijmy więc od początku. Ustawa o kulturze
fizycznej i sporcie mówi wyraźnie:
Art. 3. W rozumieniu niniejszej ustawy:
(...)
3) sport jest formą aktywności człowieka,
mającą na celu doskonalenie jego sił psychofizycznych, indywidualnie lub zbiorowo, według
reguł umownych,
4) sport wyczynowy jest formą działalności
człowieka, podejmowaną dobrowolnie, w drodze rywalizacji, dla uzyskania maksymalnych
wyników sportowych,
(...)
7) współzawodnictwo sportowe jest indywidualną lub zbiorową rywalizacją osób zmierzających, zwłaszcza w trakcie zawodów sportowych, do pokonania czasu, przestrzeni,
przeszkód lub przeciwnika,
8) rekreacja ruchowa jest formą aktywności
fizycznej, podejmowaną dla wypoczynku i odnowy sił psychofizycznych,
Jak widać, wyraźnie rozdzielone jest pojęcie sportu oraz rekreacji. Strzelectwo tarczowe, jako konkurencja, olimpijska, jest
sportem wyczynowym w czystej postaci.
Jak więc ła two się do my śleć, wszyst ko
– od przepisów po sprzęt – jest ukierunkowane na osiągnięcie maksymalnych wyników.
3 | Bies nr 11
Możliwość obserwacji (a także fotografowania lub filmowania) mistrzów strzeleckich jest bezcenną lekcją
strzelectwa. Mankbayar Dorjsuren - tegoroczna mistrzyni Niemiec w Ppn
Przepisy rozgrywanych konkurencji są proste. Oddaje się do tarczy 40 (kobiety) lub 60
strzałów (mężczyźni), w czasie (odpowiednio) 75 lub 105 minut, do tarcz umieszczonych na dystansie 10 m. I tutaj proste rzeczy
się kończą. Regulaminom podlega prawie
wszystko, łącznie z grubością kurtki.
O skali trudności niech świadczy wymiar
tarczy karabinowej, gdzie 10-tka jest wielkości główki od szpilki (0,5 mm!), a sama tarcza
ma 45,5 mm średnicy, co jednak nie przeszkadza by wyniki na olimpiadzie przekra-
Bies nr 11 | 3
czały 595 punktów (na 600 możliwych). Dodam, że w przypadku karabinu pneumatycznego używa się dioptera (przeziernika), zaś
w pistolecie pneumatycznym muszki i szczerbinki. Dlatego też wymiary tarcz pistoletowych są większe (10-tka ma 11,5 mm, zaś cała tarcza 155,5 mm), niższe są też wyniki – 580
pkt.
Przebieg zawodów tarczowych jest, jak to
ktoś określił, pasjonujący jak obserwacja
schnącej farby. Powszechna jest opinia o nudzie towarzyszącej takiemu strzelaniu. Nic
bardziej mylnego. Dla zawodnika jest to stres
i indywidualna walka z samym sobą, dla widzów zaś podglądanie warsztatu najlepszych
oraz obliczanie wyników „swoich” i „przeciwników”, które z każdym strzałem zmieniają
szansę na podium.
Warto zauważyć, że wbrew ustawowej definicji sportu, w strzelectwie sportowym, tym
tarczowym, nudnym „matchu”, nie pokonuje
się przeciwnika. Owszem, są zwycięzcy i przegrani. Jednak tutaj nie jest to rozgrywka,
w której staje się szranki naprzeciwko drugiemu człowiekowi. W strzelectwie zawodnik jest sam, walczący tylko ze swoimi słabościami. To ponad godzinna niesamowita
koncentracja, precyzja ruchów, strategia czasu podzielonego na strzał i odpoczynek. Wygrywa lepszy, nie dlatego, że pokonał przeciwnika – pokonał siebie. Wygrywa ten, kto
ma lepszą motorykę, lepszy trening, lepszą
koncentrację, lepiej opanowuje stres, i na samym końcu – ma lepiej przygotowany sprzęt.
Sprzęt, wbrew pozorom, jest najmniej liczącym się aspektem. Owszem, kiepskie przygotowanie techniczne obije się negatywnie
na punktacji, ale poziom sprzętowy jest bardzo wyrównany i nie ma magicznych technologii, które zapewniają wygraną.
Czy więc nudne, powolne dziurkowanie
tarcz ma jakieś znaczenie dla przeciętnego
amatora strzelectwa pneumatycznego?
Oczywiście, że tak!
Właśnie dzięki wyczynowemu charakterowi tych konkurencji strzeleckich dopracowane zostały do perfekcji techniczne i psychofizyczne zasady sztuki strzeleckiej. Wszystkie
profesjonalne porady dotyczące celnego
strzelania biorą się właśnie z wyczynowego
strzelectwa sportowego. Zawody zaś, choćby
najbardziej lokalne i mało prestiżowe, stają
się okazją do bezlitosnej weryfikacji umiejętności strzelca. Jeśli więc chcemy umieć celnie
strzelać, to „match” jest podstawą, od której
musimy zacząć. Jeśli chcemy brać udział w jakichkolwiek strzeleckich zawodach sportowych, to „match” musi być naszym początkiem kariery, a i nawet strzelając do rzutek to
„match” przez cały czas powinien być elementem treningu. Tylko ta mało poważana
konkurencja nauczy nas podstaw strzeleckiego warsztatu, i tylko na takich zawodach
będziemy mieli możliwość bezlitosnego
sprawdzenia naszych umiejętności. Polecam
więc każdemu, by spróbował choć raz wystartować w zawodach „matchowych”, choćby dla zajęcia ostatniego miejsca. To jest doświadczenie, które wzbogaca nasze
strzeleckie obycie i będzie procentować
w przyszłości.
4 | Bies nr 11
Stanowiska strzeleckie i sędziowskie są wyposażone nie tylko w kamery i monitory, ale również
w elektroniczny pomiar wyniku
Pistolet pneumatyczny – strzelają mężczyźni
Pistolet pneumatyczny – strzelają kobiety
Bies nr 11 | 4
Bogdan „hexer” Kimla
Zdjęcia: autor, Olga Kimla
Mistrzostwa
2009
Niemiec
w Strzelectwie Sportowym.
M
Monachium, stolica Bawarii, miasto wielu Ludolfin (liczba Pi). Pi-wo, pi-łka
nożna, pi-stolety... Co roku w sierpniu odbywają się na olimpijskiej strzelnicy
Garching Mistrzostwa Niemiec w Strzelectwie Sportowym. Kilkanaście minut
od centrum miasta, przy skrzyżowaniu autostrad A9 i A99 znajduje się obiekt
sportowy będący powodem westchnień wielu właścicieli strzelnic oraz samych
strzelców. Wybudowany w roku 1971 w związku z nadchodzącą Olimpiadą
„Monachium 1972” na 24 hektarach należy dziś do najnowocześniejszych
i największych strzelnic na świecie.
Każdy strzelec sportowy znajdzie tu swoją odległość do tarczy. Czy będzie to 10 metrów
przy strzelectwie pneumatycznym, czy 25-50-100300 metrów przy strzelaniu z małokalibrowych
urządzeń sportowych.
Także sportowcy zajmujący się strzelaniem
do rzutków nie zostali pominięci. Pięć stanowisk
z nowoczesnymi wyrzutniami i kilkuhektarowym
kulochwytem pozwala na przeprowadzenie zawodów każdej rangi.
Niestety, DSB – czyli Deutscher Schuetzen Bund
– przewidział udział w Mistrzostwach tylko dla
sportowców niepotrafiących strzelać. Albowiem
dyscypliny sportowe rozgrywane podczas tych
igrzysk to: łuk, kusza, czarnoprochowce, pistolet:
pneumatyczny, standard, sportowy, szybkostrzelny, centralnego zapłonu; karabin: pneumatyczny,
biathlon, 50-100-300 metrów.
A dlaczego niepotrafiących?
Bo według pana Tomasza Kowalskiego, który
na stronach „Ba-Bach” ma tytuł czy też funkcję eksperta „Samo chodzenie na strzelnicę, strzelanie
statyczne, sportowe na 25 metrów stwarza jakieś
takie złudne wrażenie, że ja potrafię strzelać. Nieprawda! Ty nie potrafisz strzelać. Ty potrafisz zastygać w bezruchu w tym momencie i strzelać sportowo. Przymykanie oka, zgrywanie przyrządów,
nieograniczony czas.”
Audycja radiowa o broni w Programie I Polskiego
Radia, piątek 30.01.2009 godzina 13: 00
Ale zostawmy w spokoju fachową wiedzę twórców projektu ustawy o broni i amunicji, skupmy
się na tych ponad pięciu tysiącach uczestników tegorocznych Mistrzostw Niemiec.
Tak, ponad 5.000 sportowców, którzy zakwalifikowali się do walki o medal na mistrzostwach
osiemdziesięciomilionowego kraju. Oczywiście
takiej masy zawodników nie sposób odprawić
w jeden dzień. Całe Mistrzostwa trwają od 21.08.
do 30.08.
Przyjechaliśmy do Garching we czwartek 20.08
w południe po 5,5 godzinach i 630 kilometrach.
Po zakwaterowaniu się w przytulnym hoteliku 6 km od obiektu, wybraliśmy się na strzelnicę.
Mimo, iż rywalizacja miała rozpocząć się dopiero
nazajutrz, ruch panował jak w mrowisku.
Producenci sprzętu sportowego oraz ich przedstawiciele handlowi kończyli rozstawianie namiotów, w których można było kupić całe wyposażenie od A do Z, a także oddać własny sprzęt
do przeglądu, naprawy czy regulacji ustawień.
Na niektórych stoiskach serwis oferowały gwiazdy
sportu strzeleckiego. I tak np. w namiocie FWB regulacji spustu w moim FWB P44 dokonał sam Uwe
Potteck. Mistrz Olimpijski z 1976 w pistolecie dowolnym, wielokrotny (i tegoroczny) Mistrz Niemiec w pistolecie pneumatycznym. Z uśmiechem
na twarzy z iskierkami ironii w oczach spytał, kto
ten spust regulował. Po mojej odpowiedzi zadał
jeszcze jedno pytanie, czy aby na pewno przeczytałem ze zrozumieniem instrukcję obsługi. Moje
zaczerwienione policzki zaowocowały małym wykładem na temat zasady działania oraz ustawień
spustu w tym modelu Ppn.
Nie inaczej – sumiennie, fachowo i z humorem
– odbywało się serwisowanie na innych stoiskach.
Czy to naprawa syczącego kartusza, czy przegląd
sprzętu tak na wszelki wypadek.
Bies nr 11 | 5
Kupno nowego wyposażenia, przymiarki,
badanie wzroku – na te Mistrzostwa można
naprawdę przyjechać tylko w szortach, koszulce, sandałach oraz z kartą płatniczą i... zająć niezłe miejsce w rankingu wyposażając się
we wszystko na miejscu. W sporcie strzeleckim nie tylko sprzęt i wyposażenie sportowe
ma swoje znaczenie. Ważne jest nie tylko
z czego i w czym się strzela, ale także co się
posyła w kierunku tarczy. Dlatego na stoisku
RWS można było dowiedzieć się empirycznie,
jaka amunicja jest najlepsza dla danego egzemplarza sprzętu strzeleckiego i po znalezieniu właściwego podkalibru oraz numeru serii bezzwłocznie dociążyć samochód
ołowiem.
Uwierające lub zbyt luźne rękojeści były
dopasowywane na poczekaniu. Pomyślano
również o niestrzelającej młodzieży oraz
czworonożnych pupilach, która przyjechała
ze strzelającymi rodzicami/panami – przecież nie można ich katować nieustającym hukiem i widokiem nieruchomych sylwetek
sportowców – niekoniecznie interesując się
tym sportem. Kąciki zabaw i gier oraz ochraniacze słuchu były rozstawione za każdym
prawie węgłem. Nie zapomniano również
o sportowcach. Każdy „Landesverband” (porównam to do wojewódzkiego związku
w Polsce) miał swój kącik, czyli kilkadziesiąt
metrów kwadratowych namiotu lub wiaty.
Wyposażony w kuchnię, grill, lodówki, dawał
swoim reprezentantom miejsce na wypoczynek i regenerację sił. Od rana do wieczora.
Oczywiście nie trzeba chyba dodawać, że
strzelcy biorący udział w Mistrzostwach mieli te kulinarne bonusy za darmo. To wszystko
pokrywały Związki Wojewódzkie i kluby macierzyste. Również przejazd i noclegi są pokrywane przez kluby, choć nie zawsze
w 100% – to zależy od klubowej sytuacji finansowej.
I tak spacerując na tego typu obiekcie
w odpowiednim czasie, nie sposób nie spotkać sławnych ludzi tego sportu.
Czy to Munkhbayar Dorjsuren, Mistrzyni
Listy wyników są na bieżąco
aktualizowane
i wywieszane
6 | Bies nr 11
Rejestracja zawodników
Pomiar
grubości kurtki
strzeleckiej, w ramach
sprawdzania zgodności
wyposażenia zawodnika
z obowiązującymi
przepisami
Świata 2008 w pistolecie sportowym i tegoroczna Mistrzyni Niemiec w pistolecie pneumatycznym, czy też Ralph Schumann – 3 razy złoto, 2 razy srebro na Olimpiadach, 4 razy
Mistrz Świata, 13 razy Mistrz Europy – skrzyżuje spacerową ścieżkę i wyrazi nadzieję, że
Czytelnicy BieSa będą tą przełomową siłą
przy normalizacji stosunków i zwyczajów panujących w Polskim Strzelectwie Sportowym,
czy też wcześniej wspomniany Uwe Potteck
albo Maik Eckhardt, niemiecki guru karabinu
małokalibrowego, równocześnie założyciel
i właściciel firmy MEC, która zajmuje się produkcją i sprzedażą strzeleckiego sprzętu
sportowego, jego serwisowaniem a także
prowadzeniem treningów strzeleckich. Firma ma swoją siedzibę w Dortmundzie. W internecie pod adresem: www.mec-shot.de
Często czytałem, że strzelectwo sportowe jest nudne. Przynajmniej dla widzów.
Oglądane w telewizji – bardzo rzadko nadawane – relacje z takich zawodów (z reguły
pokazywane są finały) umacniały mnie
w tym przekonaniu. Do czasu. Do momentu,
kiedy było mi dane być członkiem „żywej” (live) publiczności. Nieważne, czy strzela ktoś
„Twój/Swój”, oczy są rozbiegane, nie wiesz
na kogo akurat popatrzeć jak się składa
do strzału, łypiesz na monitory, liczysz w pamięci ile komu trzeba strzelić, aby przeskoczyć o miejsce wyżej, nie znasz siedzącego
obok ciebie sąsiada, ale komentujesz razem
z nim i słuchasz komentarzy o kolejnych seriach. Jednak zenitem są finały.
Każdy strzał, nieledwie każdy gest, nagradzany jest oklaskami bądź też mniej budującymi dźwiękami. I tu wychodzi na wierzch
prawdziwe przygotowanie sportowca-strzelca. Pewna ręka po wieloletnim treningu i co
ważniejsze – jego psyche. To już nie tylko widzowie z tyłu, to także kamery z przodu, rejestrujące każdy ruch, każdy grymas.
Do tego dochodzi bezwzględne przestrzeganie reguł. Za spóźnienie się na przedfinałowe spotkanie z sędziami i organizatorami o 1
minutę, Munkhbayar została ukarana odjęciem dwóch punktów (co nie przeszkodziło
jej w zdobyciu tytułu mistrzowskiego w Ppn).
Za trzymanie ręki pod zbyt małym kątem
podczas serii na finale Psp, inna zawodniczka
została ukarana serią dodatkowych 5 strzałów i z tych dziesięciu wybrano 5 najsłabszych i wpisano w wynik serii. Zadałem pytanie: a co jeśli przyszła na finał z 26 nabojami
(5 próbnych, 20 ocenianych, 1 rezerwy – można zgłosić tylko 1 zacięcie)? Odpowiedź jest
prosta: to jest jej problem. Jeśli nie ma dziurki w tarczy, to jest 0 punktów. Niekarane są
strzały w podłogę. Też się zdarzyło. W tym
wypadku strzelec ukarał się sam, bo zrobi tylko 4 dziurki w serii – a doładować nie wolno!
A po finałach i dekoracji, wszyscy medaliści i losowo wybrane osoby maszerują
na kontrolę antydopingową. Wszystko profesjonalnie, bez możliwości oszustwa (urynę
Można też było na miejscu
dobrać śrut do swojej
wiatrówki Trybuny dla widzów
Emocje
po zakończeniu
strzelania Ralph Schumann – 3 razy złoto, 2 razy srebro na Oplimpiadach, 4 razy Mistrz
Świata, 13 razy Mistrz Europy – przesyła pozdrowienia dla Czytelników „Biesa”
8 | Bies nr 11
Bies nr 11 | 8
Dla ciekawych
wyniki i listy startów można znaleźć na stronie:
www.dsb.de/deutsche_meisterschaften
Dla ułatwienia nawigacji na tej stronie mały
słowniczek:
Wettkampbeginn – rozpoczęcie konkurencji
Klasse (Einzelwertung) – kwalifikacje
pojedyncze, Mannschaft – drużynowe
Ergebnis – wynik
Schussbilder – wydruki tarcz (niestety za opłatą)
Armbrust – kusza
Freie Pistole – pistolet dowolny
Gebr. Pist – pistolet służbowy
Gebr. Rev – rewolwer służbowy
Gewehr – karabin
KK (KleinKaliber) – mały kaliber [boczny zapłon]
3 Stellung – 3 pozycje
Liegend – leżąc
Sport Pistole – pistolet sportowy Psp
Zielfernrohr – celownik optyczny
Lfd. Scheibe – ruchoma tarcza
LP – Luftpistole – pistolet pneumatyczny
Mehrschüssig – wielostrzałowy
LG – Luftgewehr – karabin pneumatyczny
Schellfeuerpistole – pistolet szybkostrzelny Pss
Standardpistole – pistolet standard Pst
WS – Wurfscheiben – rzutki
Zentralfeuer – centralny zapłon
Zimmerstutzen – karabiny flobert
Behindert – niepełnosprawny
Jedna z wielu
atrakcji dla dzieci
Widok na halę
do konkurencji
pistolet
pneumatyczny Garching
z lotu
ptaka
Ochraniacze
słuchu dla psa
oddaje się na oczach kontrolera). Zawodnik
własnoręcznie pakuje buteleczki i pieczętuje
paczkę.
Cóż mogę dodać, warto jeździć na takie
imprezy. Poznajesz wielu ludzi, w tym wybitnych sportowców, uczysz się od nich, zbierasz
wiedzę i spędzasz miło czas. Niezależnie
9 | Bies nr 11
od dzisiejszej sytuacji na „poligonie” PZSS
– czy to wojewódzkiego, czy też ogólnopolskiego szczebla – polecam gorąco odwiedzanie takich imprez. Jeśli nie w charakterze
uczestnika, to przynajmniej kibica lub serwisanta (jeśli się ma ku temu choćby minimalną bazę). Obserwujcie – nie tylko tych najlep-
szych, zadawajcie pytania. Weźcie ze sobą rodzinę, znajomych, może im się też to spodoba i odnotujemy przyrost ferajny strzelców?
Bo chyba o to chodzi aby coraz więcej przyjaźnie do siebie nastawionych ludzi z uśmiechem na twarzy mówiło sobie na TY.
To do następnych Mistrzostw.
Bies nr 11 | 9
Autor: Miłosław Majstruk
Zdjęcia: Karol „diesel” Kiełbasiński
Heckler& P30
Koch
Plastikowa dwójca Umarexa
N
Nie lubię plastików. Nie, nie jestem ekologicznym
oszołomem, ja po prostu nie lubię plastiku w broni.
Doceniam, że to materiał trwały, lekki, wygodny
w użyciu, ale... no właśnie. Pistolet czy karabin
powinien wyglądać normalnie, w ręku ciążyć
normalnie, no i działać, tak jak należy. No więc nie
lubię Glocka, nie jest ważne, czy tym zasilanym 9 Para,
czy plastikowymi kulkami 6 mm. Lubię Browninga HP,
oczywiście oryginalnego, nie plastikowe zabawki.
Nic więc dziwnego, że lubię klasyczne już pistolety
Umarexa – CP88, Beretta 92FS, Colt 1911A1.
Nie lubię zaś Walthera CP99...
10 | Bies nr 11
Bies nr 11 | 10
Kurek odciągnięty kciukiem lewej
dłoni. Jak widać, łatwo jest zaczepić
o dźwignię zwalniania kurka. Wkładka do strzelania
z BB-ków w gnieździe
magazynka
Dźwignia
otwarcia
gniazda
Heckler&Koch
P30 z lewej strony
Wciśnięta dźwignia
zwalniania magazynka
Kiedy na tegorocznych targach
IWA zacząłem się bawić nową wiatrówką Umarexa – H&K P30 – pierwsza myśl była bezlitosna: „o rany, ale
gumiak”! Pistolet nie zrobił na mnie
budującego wrażenia: duży, ciężki,
plastikowy szkielet choć metalowy
zamek. Do tego przekombinowany:
strzelać można zarówno ołowianym
śrutem diabolo z umarexowych „koszyczków” jak i z BBków umieszczonych w „magazynku” na CO2,
po wcześniejszym założeniu specjalnej wkładki w miejsce „koszyczkaliber: . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 4.5 mm
ka”. W sumie – ni pies, ni wydra.
długość: . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 180 mm
Parę miesięcy minęło, pistolet wydługość lufy: . . . . . . . . . . . . . . 84 mm
lądował u mnie na testach. Cóż
waga: . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 0.8 kg
można powiedzieć? Teoretycznie
magazynek: . . . . . . . . . . . . . . 15 (BB)/8
to samo.
(diabolo) szt
Heckler&Koch P30 to duży, solidny pistolet pneumatyczny. Zamek (a właściwie to, co go udaje) wykonany (prawie kilogram), dobrze leży w ręku,
ze znalu (stop cynku i aluminium), a przez to a ciężki „magazynek” w rękojeści kompensupomalowany proszkowo, co czyni powłokę je ciężar. Pod lufą znajduje się szyna Weavewrażliwą na otarcia i mało trwałą. Szkielet (je- ra do montażu dodatkowych akcesoriów.
śli można go tak nazwać) wykonany jest W tej szynie znajduje się też blaszka z numez twardego, przyjemnego w dotyku plastiku. rem seryjnym.
Muszka i szczerbinka są szerokie, dość doCo ważne, nie znalazłem żadnych niedokładności w odlewie tych części, co dobrze świad- brze się sprawdzają w użyciu. O dziwo, tym
czy o jakości wykonania. Pistolet jest ciężki razem nikt nie udawał, że są to elementy
Dane techniczne
11 | Bies nr 11
Rękojeść bez
„magazynka”. Bolec
po prawej stronie
wypycha
„magazynek”,
ułatwiając jego
wyjęcie.
„taktyczne” i nie nanosił białych kropek, które podobno mają ułatwiać celowanie. Tym
bardziej cieszy, że zgodnie z obowiązującą
modą nie zastosowano „światłowodów”.
Muszka jest stała, a szczerbinka jest regulowana w poziomie. Niestety, klucza ampulo-
Bies nr 11 | 11
wego niezbędnego do tej czynności w kom- umieszczonym przy zaworze. Aby uniemożliwić wypadanie kulek BB, uszczelka ma dość
plecie nie ma.
„Magazynek” w rękojeści zwalniamy za po- specyficzną konstrukcję – światło kanału biemocą skrzydełek umieszczonych na dole ka- gnącego do zaworu przesłonięte jest dwoma „zębami”, które przytrzymują kulkę.
błąka spustu, z prawej i lewej strony. „MaProducent przewidział, że jest to
gazynek”
wyskakuje
dość
rozwiązanie mało trwałe,
energicznie, a to dzięki dość
i do pistoletu dołączył zapasprytnemu i prostemu rozsową uszczelkę. Choć,
wiązaniu: z przodu chwytu,
o dziwo, zaleca jej wkleod spodu, umieszczony
jenie.
jest na sprężynce bolec,
Jeśli mowa o zalecektóry wciskamy wkładaniach, to warta uwagi
jąc „magazynek”. Zwaljest instrukcja obsługi.
niając zatrzask, sprężyna
Tym razem nie jest to inwypycha bolec, a ten „mastrukcja polskiego dystrygazynek”.
butora, tylko oryginalna,
„Magazynek” zawiera naumarexowa książeczka w jębój CO2 12g, który wkłada się
zyku angielskim, francuskim,
w gniazdo, dokręca śrubą oraz powłoskim, niemieckim, hiszpańtem obracając kopytko „magazynka”. skim, rosyjskim i... polskim. InPo tej ostatniej czynności nabój CO2 „Koszyczek”
strukcja jest w zupełności wystarzostaje przebity. Na górze „magazyn- załadowany, śrut
czająca,
choć
pomińmy
ka” znajduje się zawór dozujący daw- w trakcie
dopychania
milczeniem niektóre konstrukcje
kę CO2. Z przodu „magazynka” znajsłowne (np. zamienne używanie
duje się wgłębienie, w które
po odciągnięciu sprężynki dopychającej moż- pojęć „broń” i „urządzenie pneumatyczne”)...
na załadować 15 kulek BB (choć lepiej 14 szt.). Ważne, że jest, jest prawidłowa, no i estetyczNa czas, gdy strzelamy na.
Załadowane BB-ki.
Jeśli chcemy założyć magazynek „koszykoze śrutu ołowianego,
W trakcie strzelania
sprężynka dopycha
magazynek na BB blo- wy” na 8 śrutów ołowianych diabolo, należy
kolejne kulki.
kuje się przyciskiem wcisnąć dźwignię, która w prawdziwej broni
12 | Bies nr 11
służy do zwalniania zamka. I tutaj mały zgrzyt.
Choć pistolet jest przeznaczony dla strzelców lewo- i praworęcznych, to dźwignia
z prawej strony jest tylko odlewem. Pistolet
otwiera tylko dźwignia z lewej strony. Szkoda,
wątpię, by był to wielki problem konstrukcyjny zrobić obydwie dźwignie. Po naciśnięciu dźwigni przód „zamka” pistoletu przesuwa
się do przodu. Warto przypomnieć, że najlepiej przytrzymać go ręką, by nie otwierać pistoletu z trzaskiem. Powoduje to luzowanie
się śruby trzymającej przód (można ją zgubić
za którymś razem) oraz, co zauważyłem, luzowanie się bolców, którymi złożony jest pistolet. Składanie na bolce oznacza, że samodzielne rozbieranie H&K P30 na czynniki pierwsze
nie jest zalecane. Po otwarciu pistoletu widać
gniazdo magazynka. Na czas strzelania
z BBków umieszczamy tam specjalną plastikową wkładkę, jeśli chcemy zaś strzelać z normalnego śrutu – magazynki „koszyczki” na 8
szt. śrutu diabolo. Miłym dodatkiem do wyposażenia jest zapasowy taki magazynek
(czyli w komplecie są 2 szt.) oraz plastikowy
patyczek, którym dopycha się śrut w magazynku. Choć to tylko kawałek plastiku, jednak
jest najczęściej używanym z akcesoriów.
Skoro H&K P30 jest już załadowany, to
strzelamy. Spust działa w trybie SA/DA (czyli
można strzelać po uprzednim odciągnięciu
kurka, bądź napinając go poprzez spust).
Bies nr 11 | 12
Spust nie jest za twardy, choć w trybie DA jego droga jest długa. W trybie SA jest jednak
nie do wyczucia, pomimo wyraźnej drogi jałowej – zaskoczeniem jest moment, w którym
pada strzał. Jeśli odciągniemy kurek, to obok
niego, po lewej stronie, znajduje się dźwignia jego zwalniania. Parę razy zdarzyło mi
się, że naciągając kurek lewą ręką, przypadkiem naciskałem przycisk zwalniania... i chwila paniki – zepsuł się? Jednak nie jest to wada, po chwili użytkowania nie stanowi to
żadnego problemu. Dodatkowo pistolet posiada prosty bezpiecznik przetykowy, umieszczony przed kurkiem. W pozycji odbezpieczonej widać wystający bezpiecznik i jego
czerwoną obwódkę. W pozycji zabezpieczonej bezpiecznik równo komponuje się z„zamkiem”. Bezpiecznik blokuje możliwość uderzenia kurka w iglicę zaworu, czyli można
spust ściągnąć, kurek opadnie, ale wiatrówka
nie wystrzeli. Umiejscowienie bezpiecznika
wywołała u mnie parę razy objawy nerwowe.
W trakcie strzelania okazywało się bowiem, że
pistolet jest zabezpieczony, choć ja tej czynności nie wykonywałem. Okazuje się, że
przy odkładaniu na lewą stronę odbezpieczonego pistoletu bardzo łatwo przycisnąć
bezpiecznik – po podniesieniu można się
zdziwić, gdy strzał nie pada. W sumie, jest to
nawet bardzo pozytywne działanie.
Pistolet H&K P30 jaki jest, każdy widzi. Jak
więc strze la? Naj pierw czas na po mia ry
na chrono. Do testów użyto CO2 Walthera, śrut
JSB Exact o masie 0,55 g. Pierwsze 20 strzałów
to wysoka prędkość wylotowa, szybko spadająca ze 124 do 70 m/s (4,2 do 1,4J). Potem prędkość wylotowa ustabilizowała się (prawie,
w końcu to CO2) na poziomie 60-50 m/s (1-0,7J
– to kolejne 60 strzałów), ostatnie 20 strzałów
to już szybki spadek skutkujący zakończeniem
strzelania.
Można więc ocenić, że z pistoletu H&K P30
można oddać 80 strzałów, z energią wylotową na poziomie 1J.
Dla śrutu BB (Kolter Steel BB's) prędkości wylotowe pierwszych 20 stabilnych strzałów to
rząd 110 m/s.
Pierwsze serie strzałów oddane do tarczy
spowodowały totalną konsternację. Pistolet był
potwornie niecelny... a potem mu przeszło. Dla
śrutu diabolo nie ma problemu, by na 10 m.
zmieścić się w tarczy 14x14 cm. W praktyce, jako kiepski strzelec, spokojnie
osiągałem skupienie w polu 4 tarczy Ppn. Co ciekawe, na 6 m. celność jest wy raź nie lep sza
– ozna cza to, że pi sto let
do strzelania na dalsze dystanse nadaje się kiepsko.
Potwierdzają to testy skupie nia dla śru tu BB
– na 6 m. bez problemu
w tar czę 14x14 cm,
a na 10 m. to już praktycznie niemożliwe. Strzelanie
śrutem BB nie ma większego
sensu, instrukcja obsługi wyraźnie, choć nieco mało precyzyjnie wyjaśnia, że dłuższe strzelanie BBkami powoduje uszkodze-
nie gwintu.
Pistolet przy strzelaniu zachowuje się prawidłowo, strzela się łatwo i przyjemnie. Drobne problemy wystąpiły przy strzelaniu śrutem BB. Tak jak uprzedza nas instrukcja
obsługi (nadal nie wprost), P30 jest wymagający, jeśli chodzi o jakość kulek. Próby stosowania BBków miedziowanych Crosmana okazała się mało udana. Zleżałe, „zmatowiałe”
kulki generowały zacięcia, zaś BBki z nowo
otwartego pudełka latały niecelnie i nadal
sprawiały problemy z zacięciami. Strzelając
z BBków należy się spodziewać problemów,
choć przy używaniu testowych BBków niklo„Magazynek” chowany wanych Koltera było to
w rękojeść – wkłada
zjawisko marginalne.
się w niego nabój
Najczęściej występowaCO2 12g, z przodu
ło zablokowanie podajwidoczna „listwa”
nika – wyglądało to tak,
na BB-ki
jakby popychacz
ku-
lek blokował się gdzieś w rękojeści. Nie jest to
oczywiście prawda, bo problem dotyczył tylko niektórych kulek, ewidentnie wadliwych
pod względem kształtu czy gładkości.
Cóż więc można powiedzieć o pistolecie
pneumatycznym Heckler&Koch P30? Solidny kawał klamki...
Pistolet jest... dziwny. Nie można mu odmówić wysokiej jakości wykonania (napis na pistolecie upewnia nas w tym: Made in Germany) i prawidłowego działania. Do tego
otrzymujemy pistolet w porządnej plastikowej walizce, lepszej od standardowych
używanych dotychczas w Umarexie. Z drugiej
strony, energia wylotowa nie powala (choć
po co nam większa?), celność też nie. Jest to
jednak bardzo dobry pistolet do konkurencji
Praktyczny Pistolet Pneumatyczny. Bez zmiany pistoletu (a więc i nawyków czy przyzwyczajeń) możemy startować w obydwu klasach (pistolet i rewolwer). Celność pod tym
względem jest wystarczająca, spust co prawda jest wolniejszy niż w CP99 Compact, ale
i tak umożliwia całkiem szybkie strzelanie.
Idea połączenia wiatrówki na BBki i zwykły
śrut jest dość atrakcyjna, ale mało realna.
Choć nie idealnie, ale jednak Umarexowi
udało się zrobić sprawną wiatrówkę łączącą w sobie dwa w jednym.
Mamy „żelazną trójcę” wiatrówek-replik Umarexa: Walther CP88, Beretta 92FS i Colt 1911A1. Od dawna do tego zaszczytnego grona pretenduje
Walther CP99, a teraz dołączył Heckler&Koch P30. Te, jako „gumiaki”, szans
nie mają. Zasługują jednak na to, by
określić je mianem „plastikowej dwójcy”.
Chciałbym podziękować firmie Kolter
(bron. pl) za użyczenie do testów pistoletu,
śrutu oraz CO2.
Bies nr 11 | 13
Piotr „misior” Krzyszkowski
„
„Czeszka
Zgrabna
J
Jakiś czas temu opisywałem karabin FWB300s. Wiatrówka ta była bardzo celna
i bezawaryjna, mnie jednak sprawiała problem. Każdorazowe przeładowanie
wiązało się z naciąganiem sprężyny, a i sprzęt sam w sobie trochę ważył.
Po oddaniu dużej ilości strzałów człowiek najzwyczajniej w świecie się męczył.
Po paru nieprzespanych nocach zdecydowałem, że poszukam innego
docelowego karabinu, a FWB300 postanowiłem sprzedać. Z tą ostatnią
czynnością nie było najmniejszego problemu, szybko się znalazł kupiec.
Poszukiwania nowej wiatrówki trochę trwały. Zgodnie z utartym rytuałem
zacząłem przeglądać fora internetowe, zadawać pytania, męczyć innych,
bardziej doświadczonych strzelców. Na początku postanowiłem, że potrzebuję
wiatrówki z systemem PCP. Z czasem zacząłem rozważać różne modele.
CZ-200T z lewej strony.
Finalnie stanęło na jednym: CZ-200T.
Można pokusić się o pytania, czemu nie
model S, który jest tańszy i ma większą
energię. Odpowiedź na tak postawione
pytania jest prosta. Po pierwsze, chcę
móc dostosować w każdym momencie
wiatrówkę pod strzelca. Po drugie,
energia 7,5J mi w zupełności wystarcza.
Ma ona swoje zalety, o czym napisze
później.
Badanie organoleptyczne.
Ponieważ bycie w Ferajnie ma swoje plusy, postanowiłem je wykorzystać. W związku z tym, oczywistym
jest, że zamówiłem sprzęt w Cekausie, dostałem 10 procentową zniżkę od ręki. Wykorzystując pobyt w Warszawie, odebrałem sprzęt osobiście. Na wstępie Michał
„Kurierex” Dąbrowski zmierzył charakterystykę strzałów
na chronografie. Nie pozostało mi więc nic innego, jak
wziąć sprzęt do siebie i zacząć strzelać.
CZ-200T zapakowana jest w zielone pudełko. Jego
kształt, faktura i zapach sugeruje, że w środku znajduje
się jakiś poważny militarny sprzęt. Cóż, nawet pudełko
może mieć swój urok. W jego środku znajduje się dobrze
zapakowana wiatrówka z akcesoriami. Znajdziemy
w niech komplet o-ringów oraz kluczy. Za ich pomocą,
możemy niemalże oddzielić system od łoża i dokonać
drobnych napraw. Brakuje jednak najmniejszych kluczy: 1,5 mm i 2 mm, przez co nie wyregulujemy na przykład spustu. Czyli tak doskonale nie jest.
W komplecie jest też przejściówka („zestaw”) do ładowania kartusza z butli 200 bar. Jest ona z gwintem męskim. Na wyposażeniu znajduje się klucz imbusowy
do odkręcania śrubki, która powoduje jej odpowietrzenie. Tą czynność trzeba wykonać w momencie, gdy
skończyliśmy ładować kartusz z butli. Powoduje to, że
powietrze znajdujące w omawianej końcówce uchodzi,
przez co łatwiej odkręcić kartusz, którego gwint nie ulegnie uszkodzeniu. W zestawie znajduje się też końcówka do spuszczania powietrza z kartusza. Jest ona oczywiście z gwintem żeńskim.
Wiatrówka ta jest przeznaczona do strzelania tarczowego. Dostajemy więc w komplecie końcówkę z frezami pod tunel muszki, która była założona na lufę. Można ją oczywiście odkręcić za pomocą klucza
imbusowego 1,5 mm, którego w zestawie, jak już pisałem wcześniej, nie ma.
Kompletuwyposażenia dopełnia instrukcja obsługi.
Jak łatwo można zauważyć, jest ona taka sama, jak
do modelu S200 produkowanego dla firmy Air Arms.
Tekst w instrukcji jest w językach: czeskim, angielskim,
niemieckim, hiszpańskim, francuskim. Czyli norm UE
nie spełnia, bo nie ma języka polskiego. Trzeba jednak
przyznać, że jest w niej wszystko dobrze opisane. Zna się
języki obce, to się czyta...
Gdy na wiatrówkę założymy duży celownik optyczny,
nadal wygląda ona zgrabnie. W tym wypadku jest to BSA
Contender 6-24x50, na montażu: Sportsmatch E59. Opisywana wiatrówka ma osadę dwuczęściową.
Stopka w CZ-200T jest regulowana. Można zmieniać
jej odległość od osady. Dokonuje się tego za pomocą
czarnych, plastikowych podkładek, których w sumie jest
16 | Bies nr 11
sześć (trzy o szerokość 8 mm i trzy o szerokości 5 mm). Oczywiście, gdy będzie
ich za mało, bądź
gdy okażą się
za krótkie, to można śruby dokupić
bądź dorobić, co nie
powinno być zbyt
trudne – są to standardowe M5. Ja tak zrobiłem i zaopatrzyłem
się w takie śruby
o długości 60 mm.
Stopkę też się reguluje
góra–dół.
W tym celu wystarczy
poluzować jedną śrubę,
zmienić położenie stopki
i ją dokręcić. Jest ona zrobiona z gumy.
Wysokość baki też jest regulowana
za pomocą plastikowych dystansów.
Analogicznie jak w stopce, wykręca się
śruby M5 i wkłada podkładki.
Jak widać na zdjęciach, CZ-200T posiada dwuczęściową osadę. Pierwsza
część została już opisana, więc pora
na część drugą. Na jej spodzie znajduje
się szyna montażowa (11 mm). Jej dłu-
Kluczyk wetknięty
w dziurkę do
spuszczania
powietrza.
gość
to 24 cm. Głównym
zadaniem tej części łoża jest podtrzymywanie kartusza. Z tej funkcji wywiązuje się średnio, gdyż tak naprawdę
opiera się ona w głównej mierze o lufę.
Można się spotkać z opiniami, że powoduje to problemy z celnością
na większych dystansach. Trzeba ponoć
nauczyć się odpowiednio tą wiatrówkę
trzymać, by tę wadę wyeliminować. Ja
nie zauważyłem takich problemów. Może dlatego, że jest ze mnie niedzielny
strzelec.
Bies nr 11 | 16
Kartusz w CZ-200T jest
niewielki. Ma on długość
W nawiasie dane dotyczące modelu CZ-200S.
(z gwintem) 35,5 cm, pojemność 122 ml, ciężar ok. 0,7 kg
kaliber [mm]: . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 4,5 (4,5 lub 5,5)
a maksymalne ciśnienie rodługość [mm]: . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 872-928 (907)
bocze to 200 bar. Jeśli nabijemy ten kartusz do ciśnieWysokość wiatrówki [mm]: . . . . . . 180 (165)
nia ok. 250 bar, to wtedy
Szerokość całkowita [mm]: . . . . . . 53 (53)
automatycznie zacznie z niego schodzić powietrze, bo
Długość kartusza [mm]: . . . . . . . . . . 485 (485)
uaktywnią się zabezpieczeWaga całkowita [kg]: . . . . . . . . . . . . . . ok. 3
nia. Gdy tak się zdarzy, to
kartusz będzie się nadawał
Pojemność kartusza [ml]: . . . . . . . . . 122 (122)
tylko do poważnej naprawy.
Energia [J]: . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 7,5 (16)
Energia tej wiatrówki to 7,5J,
więc wbrew pozorom poSpust: : . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 2-stopniowy
wietrze w kartuszu starcza
na wiele strzałów. Dokładna
charakterystyka będzie opisana w dalszej części artykuklik. Teraz trzeba włożyć śrut i wykonać czynłu.
ności odwrotne. Czyli popychamy rygiel
Kartusz wyposażony jest w manometr fir- do oporu i opuszczamy go w dół.
my Wika. Wyskalowany jest on do 250 bar
Gdy śrut jest załadowany to można strzez małymi przedziałkami co 10 bar i dużymi lać. W tym celu należy tylko nacelować i poco 50. Od 190 bar znajduje się czerwone po- ciągnąć za spust. Język spustowy w CZ-200T
le, co sugeruje, że powyżej tej wartości kar- wykonany jest z plastiku i nie można go przetusz nie powinien być nabijany. Należy dodać, kręcać na boki. Można za to przemieszczać go
że kartusz jest swobodnie osadzony w tej przód-tył, przez co strzelec o małych dłoniach
części osady. Powoduje to, że jest on luźno za- i krótkich palcach sobie poradzi. Da się regumontowany. Można to wyeliminować stosu- lować siłę nacisku języka spustowego za pojąc minimalne podkładki na czarnym elemen- mocą śrubek. Ustawiamy drogę pierwszego
cie z przodu.
stopnia i siłę nacisku drugiego stopnia. Czyli
CZ-200T jest niewielką wiatrówką. W związ- spust jest dwustopniowy. Trzeba jednak nadku z tym, lufa też nie jest długa. Ma ona tyl- mienić, że spustu nie da się ustawić dokładko 48,5 cm. Zakończona jest małym ząbkiem nie, gdyż jego budowa na to nie pozwala.
do zamontowania (opisywanej już na począt- Manipulując śrubkami regulujemy napięcie
ku) nakładki pod muszkę tunelową.
sprężyn, a wiadomo, że z czasem tracą one
CZ-200T jest z założenia wiatrówką jedno- swoje właściwości. W związku z tym ustawiestrzałową. Można jednak dokupić do niej sa- nia nie są trwałe. Spust jednak w ustawieniu
moindeksujący się magazynek. Skoro jest to „firmowym” jest dość miękki i łatwy do opawiatrówka jednostrzałowa, to musi posiadać nowania. Da się wyczuć moment przegięcia,
rynienkę. Tak też jest w tym przypadku, jest po przekroczeniu którego pada strzał.
ona wykonana z plastiku. Wystarczy położyć
na niej śrut i za pomocą popychacza, skieroCZ-200T i prosty diopter.
wać go do wlotu lufy.
CZ-200T przeładowuje się niczym myśliwOprócz wspomnianego już celownika
ski sztucer rodem z filmów o snajperach. Od- optycznego na CZ-200T można zamieścić
bywa się to szybko, łatwo i przyjemnie. W tym muszkę tunelową i diopter. Niestety, oryginal
celu należy podnieść czarny, metalowy ry- ną plastikową końcówkę na lufę oddałem
giel znajdujący się z tyłu do góry, aż usłyszy- bardziej potrzebującym a sam zaopatrzyłem
my cichy klik. Następnie cofnąć go do siebie się w metalową. Na zdjęciach można to za– znowu usłyszyuważyć.
my kolejOpisywany diopter jest produkcji
n y
chińskiej. W dużej mierze wykonany jest on z„niby metalu” i plastiku. Trzeba przyznać, że
został on zrobiony dosyć dokładnie.
Muszka tunelowa
wykonana
jest
z w miarę dobrej
jakości twardego
plastiku.
Można umieszczać w niej
stan dar do we
inserty metalowe lub też przeźroczyste, wykonane z plastiku.
Dane techniczne
Diopter
Manometr
w kartuszu.
Rynienka
w CZ-200T.
Odciągnięty
rygiel
w CZ-200T.
Spust
w CZ-200T
- widok
z lewej
strony.
Następuje to poprzez wykręcenie jednego jej końca. W komplecie znajduje się
insert metalowy 4,4. Do kompletu opisywanej muszki dodany jest plastikowy
montaż. Składa się z dwóch części połączonych razem za pomocą śruby i nakrętki. Nie muszę chyba wspominać, że
taki montaż nie jest dość solidny i jak się
go zamocuje, to można go łatwo zsunąć.
Jego atutem jest to, że nie da się uszkodzić lakieru na opisywanej już szynie.
Kolejnym z opisywanych elementów
jest diopter. Jak już wcześniej zostało napisane, w głównej mierze wykonany jest
on z kiepskiej jakości metalu, a raczej pasków metalu połączonych w całość. Jedyne plastikowe elementy to pokrętła
regulacyjne. Diopter montujemy do szyny montażowej za pomocą zacisku, który dokręcić można ręcznie. Jest do duże
ułatwienie. Wadą takiego rozwiązania
jest to, że taki zacisk jest tylko jeden, więc
bardzo solidnie dioptera nie da się zamocować.
Blenda wykonana jest z metalu i jest
ona odkręcana. Teoretycznie można założyć jakąś inną blendę z regulacjami,
ale raczej nie ma sensu podwajać wartości całego celownika. Mały otwór, który
się w niej znajduje jest okrągły. Może się
to wydawać dziwne, że o tym piszę, ale
w sprzęcie produkcji taniej-chińskiej, różnie bywa.
Jak już zostało wspomniane, diopter
reguluje się za pomocą plastikowych pokręteł. Znajdują się na nich strzałki z napisami, co ułatwia regulację. Nie ma natomiast na nich narysowanych cyfr, więc
kierować się trzeba podziałką poziomą
i pionową. Są one obie trochę nieczytelne, gdyż czarny element wskazuje położenie na czarnych kreskach. Przy kręceniu słychać natomiast wyraźne kliki.
Świadczy to o tym, że po regulacji, ustawienia nie powinny się zmieniać
Dużą wadą opisywanego dioptera jest
prześwit, który znajduje się nad blendą.
Świadczy on o jakości wykonania całej
konstrukcji i może denerwować. Gdy patrzymy poziomo to nie przyciąga on
wzroku, gorzej natomiast, gdy wzrok
troszkę podniesiemy.
Do całego kompletu przyrządów celowniczych dołączona jest też guma
na blendę. Wchodzi ona na nią ciasno
i jest idealnie spasowana. Jeśli ktoś strzela rekreacyjnie, to ułatwi mu ona celowanie.
Podsumowując, należy stwierdzić, że
za taką cenę warto jednak ten diopter
kupić. Celuje się z niego przyjemnie i trafia tam gdzie prawie powinno. Dla początkujących strzelców rekreacyjnych
jest on w sam raz. Lepiej kupić taki diopter niż tani chiński celownik.
wię tarcze, jakie udało mi się wystrzelać
na majowym (2009 r.) zlocie Airguns. pl
w Mińsku Mazowieckim. Była tam strzelnica pneumatyczna 10 m i był też „Predator Shooting Rest”. Jako śrut wykorzystałem tani i dobry (tak, są takie) RWS Geco.
Celowałem do tarcz przeznaczonych
do konkurencji kpn 10, po pięć strzałów.
Po tarczach widać, że CZ-200T zostawia po sobie tylko jedną dziurkę. Jak duża ona będzie zależy tylko i wyłącznie
od strzelca i dobranego śrutu.
Jak można łatwo zauważyć, najstabilniej CZ-200T strzela od ok. 180 bar
do ok. 90 bar. W tym zakresie zostało oddanych ok. 105 strzałów, a średnia prędkość śrutu to ok. 166 m/s, średnia największa różnica w prędkości to ok. 4m/s.
Jeśli strzelamy na dystanse większe
niż 10 m., to wtedy najrozsądniej strzelać
przy takim podanym ciśnieniu kartusza.
Jeśli natomiast strzelamy do tarczy
na 10 m., to można śmiało strzelać
od 195 do 70 bar. W sumie wychodzi
ok. 160 strzałów.
Czy da się „Czeszke”
polubić?
Nie da się ukryć, że z CZ-200T jestem
bardzo, ale to bardzo zadowolony. Jest to
bardzo uniwersalna wiatrówka, która
można strzelać od 10 m (Kpn) po 50 m.
rekreacyjnie. Jej energia, 7,5J, jest bardzo dużą zaletą, gdyż jest ogromna ilość
strzałów z jednego ładowania kartusza.
Jej największą wadą jest to, że jest źle
wyważona. Środek ciężkości wypada
gdzieś na spuście, więc w przyszłości będzie trzeba to zmienić. Zapewne powędruje jakiś obciążnik na lufę. Kolejny minus to fakt, że część łoża, która
podtrzymuje kartusz jest źle spasowana
i de facto nie spełnia swojej roli. Można
to w pewnym stopniu wyeliminować, ale
nie da się całkiem.
Podsumowując, „czeszka” bardzo mnie
zauroczyła. Zostanie ze mną na dłużej
i tylko patrzeć i czytać, jak będą pojawiać się nowe artykuły o jej modyfikacjach, tudzież nowych akcesoriach
do niej.
Pozytywne plusy:
• lekka i poręczna
• celna
• przyjemnie się przeładowuje
• regulowana stopka i baka
• dużo strzałów z jednego ładowania kartusza
• „zestaw do ładowania w komplecie”
Negatywne minusy
•
CZ-200T i jej możliwości.
Pora przetestować, co tak naprawdę
CZ-200T potrafi. Na początek przedsta18 | Bies nr 11
•
•
źle wyważona – środek ciężkości
wypada na spuście
mały zakres regulacji spustu
źle wykonana część osady koło
kartusza
Miłosław Majstruk
Zdjęcia: autor
Esy-floresy,
fantasmagorie
Ku przestrodze!
M
Mija osiem lat, jak zajmuję się wiatrówkami. Pamiętam, jak wiatrówki były tylko
gładkolufowe, bo gwintowane były bronią na pozwolenie. Pamiętam, jak
wszyscy cieszyli się, że mogą normalnie – legalnie – postrzelać, jak wszyscy
psioczyli na bezsensowne prawo. Prawo, które wzięło się z nieudolności posła
Dziewulskiego, chcącego zalegalizować paintball, a umożliwiło w ułomny
sposób posiadać wiatrówkę. Cztery lata później ten sam poseł chciał tę furtkę
zlikwidować. W ostatnim momencie nasi internetowi Koledzy – MarekP,
Tsunamito i TomAcik, przy niewielkim acz energicznym wsparciu ówczesnego
środowiska wiatrówkowego (raptem 300 osób) nie dość, że zablokowali
zakusy posła Dziewulskiego, to jeszcze przeforsowali zapisy niezwykle dla nas
korzystne. Od 1 stycznia 2005 roku wiatrówki mamy normalne – gwintowane,
gładkolufowe, jakie tylko komu się podobają. Jedynym limitem jest energia
wylotowa: te poniżej 17J nie są bronią, te powyżej – bronią na rejestrację.
Rejestracja zaś jest majstersztykiem, zawiera tylko jeden punkt umożliwiający
swobodną interpretację, ale nie odmowę rejestracji.
Prawo dotyczące wiatrówek, jak pokazuje
cztery i pół roku praktyki, jest świetne. Owszem, mogłoby być lepsze, ale nie było wtedy możliwości uzyskać więcej. Jak teraz widać, gdy trwają prace nad różnymi
projektami zmian w ustawie o broni i amunicji, nikt nie jest zainteresowany tym, by mieć
więcej. Osiągnęliśmy duży sukces. Bez względu, czy nad projektem siedzi pro-strzelecki
Lewandowski, czy anty-strzelecka Policja, to
wiatrówek nikt nie rusza. Zapisy z aktualnej
ustawy są kopiowane i wklejane w każdą kolejną wersję projektu. Lepiej nie będzie – ale
gorzej też nie. Czy można chcieć więcej?
Pomysły na ograniczenie dostępu do wiatrówek co pewien czas odżywają przy różnych biurkach urzędników. Medialne wypad-
19 | Bies nr 11
ki z wiatrówkami,wynikające czasem z niewiedzy, zwykle z głupoty, dają dobre podstawy do takich działań. Dotychczas plany te
były nierealne, nie dało się obciążyć środowiska odpowiedzialnością zbiorową za głupotę
jednostek. Na naszą korzyść działał głównie
jeden fakt – oprócz odcinania się od praktyk
opisywanych w mediach, duży wysiłek kierowaliśmy na edukowanie nowych strzelców.
Nie było tolerancji dla łamania prawa.
To się zmieniło. Głośno wypowiadają się
ludzie, którzy odżegnują się od odpowiedzialności za współuczestników zawodów
czy zlotów. Do tego powszechnym stało się
tolerowanie wypowiedzi na forach, które opisują sposoby i metody łamania prawa. Posty
o posiadaniu nie zarejestrowanej broni pneu-
matycznej, przeróbkach broni hukowej czy
choćby oszustwach podatkowych nie spotykają się z żadną reakcją. Takie zachowanie
rozzuchwala, promuje łamanie prawa. Skoro
inni łamią, to się nie przejmuj, bo wyjdziesz
na frajera – oto przekaz, który od dłuższego
czasu jest powszechny. W przeciągu niecałych dwóch lat, z delikatnych postów, które
mogły co najwyżej sugerować pozaprawne
działania, przeszło do publikacji wszystkich
szczegółów, z najmniejszymi detalami. Nie
przeszkadza to nikomu, a szczególnie tym,
którzy powinni z racji funkcji moderatora czy
właściciela pilnować porządku. Czy można
się dziwić, skoro nikomu nie przeszkadza, gdy
kolega, z którym strzela, głośno przechwala
się faktem, że ma nie zarejestrowaną broń
Bies nr 11 | 19
pneumatyczną? To, co widzę rozmawiając
z ludźmi, zaczyna być przerażające. Jeszcze
niedawno posiadanie nie zarejestrowanej
broni pneumatycznej było ze wstydem sugerowane, a teraz – bez żadnego wstydu, bez
żadnych sugestii. Zwrócenie uwagi, że broń
pneumatyczną należy zarejestrować, spotyka
się z uśmiechem politowania...
Rejestracja broni pneumatycznej jest prostą czynnością. Setki ludzi tego dokonały bez
problemu, a jeśli już jakieś wynikały, to z powodu braku wiedzy funkcjonariuszy zajmujących się tematem. A to w sumie nic dziwnego, przeciętnie na komendę miejską czy
powiatową przypadają dwa przypadki na 4
lata. Z mojego doświadczenia wynika tylko
jedno kryterium (poza finansowym), które
powstrzymuje ludzi od rejestracji: obawiają
się, że nie przejdą badań lekarskich – szczególnie testów psychologicznych. Najczęściej
całkiem słusznie... i bardzo dobrze. Nikt nie
chce, by osoby niezrównoważone posiadały
broń pneumatyczną.
Jak więc ocenić to, co się od dłuższego czasu dzieje? Przyzwolenie na łamanie prawa
– dobrego prawa – jest klasycznym „strzałem
w stopę”. Nie można zmusić do rejestracji, nie
można zawiadomić Policji, nie można zrobić
niczego. Tylko nagle okazuje się, że na miejscu strzelania (i nie jest to bynajmniej strzelnica) jest coraz więcej ludzi z nie zarejestrowaną bronią pneumatyczną. Coraz częściej ci,
którzy posiadali limitowe wiatrówki, taką
broń sobie sprawiają. Układ taki pasuje
wszystkim, choć przekracza już granice zdrowego rozsądku. Nie ma problemu z Policją
kontrolującą posiadaczy wiatrówek. Nie ma
problemu z zabieraniem wiatrówek do ekspertyz. Nie ma problemu – jeszcze.
Wspieramy strzelców, gdy mają kłopoty.
Doradzamy, interweniujemy, pomagamy. Mamy prawników, w ostateczności można też
zrobić zrzutę na koszty. Pomagamy tym, którzy mają problemy z bezdusznym „systemem”
– odpornymi na wiedzę policjantami, niedouczonymi prokuratorami, niezorientowanymi sędziami, złośliwymi urzędnikami. Nigdy
do głowy by mi nie przyszło, że można uznać,
że oznacza to, że tolerujemy łamanie prawa!
Nigdy nie pomagaliśmy – i pomagać nie będziemy – ludziom, którzy w kłopoty wpadli
z powodu swojej głupoty i łamania prawa.
Nie jesteśmy święci. Nie szukamy problemów tam, gdzie ich nie ma – na przekroczonych o kilka m/s limitem na zawodach,
na przekroczeniu terminu rejestracji, w błędach czy niewiedzy. Jednak coraz bardziej
powszechne przyzwolenie na łamanie prawa, coraz szersze jego łamanie, nie spotka
się z tolerancją i zrozumieniem. Nie u nas
– tak długo, jak długo będę miał cokolwiek
do powiedzenia. No pasaran! Jako osoba odpowiedzialna za portal nie zamierzam tłumaczyć się z czyjejś głupoty. Pilnując, by zmiany
w ustawach nas nie dotknęły, nie zamierzam
usłyszeć, że u nas powszechnie łamią prawo.
Nie zgadzam się, by nikły procent głupców
narzucił swoje bezprawie większości.
Z wątpliwościami i po długim czasie dopełniłem to, co zrobić trzeba było od razu i z ca-
Szkoła obok bloku, widoczna z okna „osiedlowego snajpera” - wdzięczny temat dla „SuperExpressu”.
Z chwytającym za serce zdjęciem dzieci w tle i babcią wskazującą okno gdzieś wysoko.
Przestrzelona szyba – efekt działania osiedlowego snajpera. Taki strzał to tylko wykroczenie, tak jak posiadanie
niezarejestrowanej broni pneumatycznej. Przynajmniej do czasu, aż komuś się coś nie stanie.
Spłaszczony śrut nie pozostawia wątpliwości co do pochodzenia dziury w szybie. Czyste przestrzelenie z 50 m
grubej szyby ołowianym śrutem wymaga trochę energii...
Bies nr 11 | 21
Nagłówki „Mogło dojść do tragedii”„Szaleniec strzelał gdzie popadnie” z pewnością zrobiłoby dobrą reklamę
swobodnemu strzelectwu pneumatycznemu.
Dużego wyboru nie ma, jedno z tych okien należy do...
Tak niewiele potrzeba, by strzelać legalnie i bezpiecznie. Co więc stało na przeszkodzie? Głupota?
Brak wyobraźni? Poczucie bezkarności?
22 | Bies nr 11
łą brutalnością. Zawiadomiłem Policję o człowieku, który publicznie, przez półtora roku,
chwalił się posiadaną nielegalnie bronią
pneumatyczną. Człowieku, który do takich
działań przekonał słowem i przykładem wielu ludzi. Kolejnym razem nie będę miał wątpliwości i nie będę czekał – zachowanie owego bohatera i jego kolegów, jak i ogółu
środowiska, przekonuje mnie ostatecznie, że
nie można mieć skrupułów. Tak jak zwalczam
łamanie przez różne instytucje naszych praw
dotyczących wiatrówek, tak będę zwalczał
łamanie tego prawa przez strzelców pneumatycznych. Z tym samym zaciekłym uporem, bez względu ile lat to zajmie i ilu wrogów sobie stworzę, wbrew wszystkim, ale nie
odpuszczę. Tak jak nie odpuściłem „Rozporządzeniu Millera”.
To nie my mamy problem, my prawa przestrzegamy. Zajmując się strzelectwem pneumatycznym dopełniłem wszelkich formalności – posiadam książeczkę posiadacza broni
pneumatycznej, uprawnienia instruktora i sędziego – dokumenty, które pozwalają mi legalnie zajmować się wszystkimi aspektami
strzelectwa pneumatycznego. Było to dla
mnie oczywiste, jest też takie dla moich Kolegów. Problem mają ci, którzy prawo dotyczące wiatrówek łamią. Nie widzę usprawiedliwienia i wytłumaczenia dla takich działań:
– czy jest to tylko wykroczenie, niechęć
do„władzy”, głupiego prawa – nie ma znaczenia. Prawo dotyczące wiatrówek jest dobre,
działa na naszą korzyść, ma więc być przestrzegane. Jeśli komuś się prawo nie podoba,
to niech je zmieni – ale ma go przestrzegać.
Półtora roku temu wprowadzono podział
– MY i ONI. Nie ja go wprowadziłem, ale się
dostosowałem. Teraz ten podział pogłębiono.
Jeśli jednak MY oznacza „my, łamiący publicznie prawo” a ONI to „frajerzy i donosiciele”, to
taki podział mi bardzo odpowiada. Nigdy nie
chodzę z tłumem, teraz też mnie do tego nikt
nie zmusi.
Autor: Miłosław Majstruk
Zdjęcia: Tomasz „Cypis” Gębala
IV
HaHaFT
w Pludrach
Lato Leśnych Ludzi
W
W okolicach pierwszego weekendu lipcowego po raz kolejny
zapełnił się las w małej wiosce o mało medialnej nazwie Pludry.
Namioty, samochody, ludzie, snujący się dym z ogniska
stanowiły niecodzienny widok dla tubylców, nawykłych do ciszy
i spokoju panującego w lesie. Biedacy nie wiedzieli, że oto na
prywatnym terenie naszego strzeleckiego Kolegi Arnolda
Świerczoka odbywa się właśnie impreza określana HaHaFT.
HaHaFT
zaczęło się
zwyczajowo od
wybudowania
sławojki.
Tak powstali
Rycerze
Okrągłego
Szaletu.
23 | Bies nr 11
Bies nr 11 | 23
Dlaczego HaHaFT? Ano, jakoś tak wyszło,
i jakoś tak zostało. Najpierw, niedaleko Sulejówka odbywały się mało poważne zawody
strzelania do figurek od FT, jako Hardcorowe
HFT – w skrócie HHFT. Ktoś to przerobił
na HaHaFT, a z czasem z FT została tylko nazwa. Tym razem mieliśmy strzelać do dzwonków, bo figurek nie chciało się nikomu przywozić i rozstawiać. Okazało się, że i dzwonków
nie chciało się nikomu rozstawiać, za to intensywnie uprawiano strzelaninę z air-softów. Ale
taki też jest charakter tej imprezy: koleżeńskiej,
rodzinnej, czysto rekreacyjno-wypoczynkowej.
Wyjątkowej. Od czwartku do poniedziałku pobyt w lesie, z wodą z baniaka ustawionego
na przyczepie, z kibelkiem klasy sławojka deLUX, z palącym się całą dobę ogniskiem, no
i oczywiście z mlekiem prosto od krowy, dwa
razy dziennie dostarczanym przez Gospodarza.
Piwo i wódka lały się jak chciały, trwały długie
nocne Polaków rozmowy na tematy bynajmniej
nie strzeleckie, oraz nieustający, intensywny masaż przepony. Oj, wesoło było...
Jak co roku, trzeba było jakiś numer wykręcić. Historie były już różne – a to ostrzelanie sołtysa, który na rowerze przecinał nasz teren strzelania, a to wkręcenie kolegi, który przespał całe zawody, że zajął czwarte miejsce, a to wprowadzenie popłochu w miejscowej żulerii... Tym
razem celem naszym stała się stara przyczepa,
która pełniła funkcję cyster- Gdzie się kończą
ny i magazynu podręcznego. Pludry, tam zaczyna
Po użyciu jej do transportu się HaHaFT. Kolejne HaHaFT znowu za rok. Choć
dopiero chwilę temu się odbyło to już nie
mogę doczekać się kolejnego. Nie wiadomo, kto przyjedzie, choćby przez to, że
odbywa się tylko dla zaproszonych przez
Klub Normalnych Inaczej gości. Nie wiadomo, co będzie na niej strzelane – wszelkie
plany od paru lat wychodzą... różnie. Nie
wiadomo, co tym razem narozrabiamy.
Wiadomo, że spotkają się przy ognisku starzy znajomi. Wiadomo, że będzie rodzinnie, gdyż każdy kto chce i może, zabiera się
„z dobytkiem”. Wiadomo, że będzie to
pierwszy weekend lipca „z przyległościami”. Tylko przez tę cholerną przyczepę,
nie wiadomo, czy będzie w Pludrach...
Żeby nie było,
strzelaliśmy. Pech,
zamiast planowanych
dzwonków, odbyły
się pojedynki ASG.
Ale z drugiej strony,
nic na siłę...
zboża, zakwitła w szparach pszenica, świeżą
i zieloną trawką ozdabiając stare burty 20-letniej przyczepy. Słowo do słowa, pojawił się pomysł całkowitego zamaskowania owego obiektu o przeznaczeniu dla nas strategicznym.
Na HaHaFT od słowa do czynu droga tak długa jak elektronu który pomysł pobudza, więc
wyposażeni w farby, pędzle i świeżo ścięte gałęzie ruszyliśmy do akcji. Stara rolnicza przyczepa zamieniła się w nową wojskową przyczepę. Niestety, nie przewidzieliśmy, że przyczepa, jako własność Ojca Gospodarza, powinna
mieć wojenny status porównywalny z pojazdami Czerwonego Krzyża. „Znacie starego
Świerczoka?” „Nie” „No to poznacie...” Po takim ostrzeżeniu od kolejnego już tubylca bądź
członka rodziny HaHaFT zostało pośpiesznie
skrócone i w niedzielę wieczorem leśny teren
nagle opustoszał. Tylko „Arnoldd” odholował
dowód przestępstwa na gospodarstwo. Stary
Świerczok długo oglądał przy...jak kaliber
czepę...wymownie milczał...
za mały.... ...to można
sięgnąć po środki
ostateczne.
25 | Bies nr 11
Bies nr 11 | 25
Bez sensu, bo kulki 6 mm
śmigały, aż z tarcz wióry leciały.
Nie wiadomo dlaczego,
niektórzy cieszyli się jak
dzieci...
Dzieci też się cieszyły.
tylko zgoła z innych
rzeczy
Żeby nie było, że nie
było wiatrówek. Były.
Kilka. Z czego
z jednej nawet ktoś
strzelał, nie wiadomo
tylko dlaczego do
petard...
Nie zabrakło też naszej
ulubionej rzeczki.
Z wkładem odpowiednim
(i nie o tej nimfie błotnej
mowa) Bies nr 11 | 26
Cóż by wart był pojazd bez oldsmobilowych opon?
W końcu dorośli mieli więcej zabawy od dzieci...
Autor: Miłosław Majstruk
II Zlot
Airguns.pl
Ważne, że pod
górkę i w poprzek!
W
Opowieść standardowo powinna zacząć się tak: 12 września
odbył się w Mińsku Mazowieckim II Zlot Airguns.pl. Bla, bla,
bla... Rozczaruję Was. Nie, nie dlatego, że się nie odbył, ale
dlatego, że napiszę inaczej. Zarzuca mi się, że stosuję
propagandę sukcesu. Nawet jeśli tak, to co z tego? To ja piszę,
nie wy, to mnie czytają, nie was – nieobecni racji nie mają.
Teraz powinienem wyjaśnić, kim są nieobecni. Albo kto był na Zlocie. Ale wiecie co?
Nie chce mi się. Postawię trochę temat na
głowie. Wiecie, co to jest Airguns.pl? Skoro to
czytacie, to pewnie tak. OK, to pierwszy
punkt mamy z głowy. Na Airguns.pl jest taka
grupa, która się nazywa Ferajna – to ludzie,
którzy z jakiegoś mniej czy bardziej racjonalnego powodu coś od siebie dali. Skoro dali, to
w pierwszej kolejności korzystają z artykułów i innych skromnych dóbr portalu, a już na
pewno wolno im więcej.
Po co robi się zloty? No, po to by się spotkać, postrzelać, pogadać, poznać się osobiście, a nie z nicków na forum. Ferajna miała
28 | Bies nr 11
swoją imprezę – HaHaFT - tylko dla nich. No
to trzeba było, by Ferajna zrobiła imprezę dla
wszystkich użytkowników Airguns.pl. Tak powstał Zlot. Na Zlocie trzeba coś robić – znaczy
się, strzelać – no to odbyły się konkurencje.
Jakie? Ano takie, które ktoś podjął się zrobić
i poprowadzić. Jak się podjął, tak zrobił. My
zapewniliśmy tylko miejsce, zgody, pierwszą
pomoc, papierki, „garnki” na nagrody i trochę
śmiecia organizacyjnego.
Co więc było na Zlocie? Pistolet i karabin
pneumatyczny na 10 m. zrobił Bogdan „hexer” Kimla, Olga Kimla i Piotr „misior” Krzyszkowski. Silhouette pistolet i karabin zrobił
Michał „Miki” Bajkowski i Paweł „peyalo” Jało-
cha. HFT zrobił Adam Pindel, Martyna „Snajperka” Pindel i Rafał „rc” Czerner. Do tego trochę luda chętnego do pomocy i Zlot gotowy.
Przyjechał Kaliber, przyjechała Delta Optical,
to można było się z nimi poznać.
Jak było na Zlocie? Fajnie. Przyjechało sporo ludzi, część się znała, większość nie. Była
okazja porozmawiać, poznać się, postrzelać,
po... no, wiadomo, imprezę sponsorowała literka „P”. Niektórym się nie podobało, większości tak, niektórzy byli zachwyceni, większość nie. Ot, jak na każdej tak standardowej
inaczej imprezie.
Wnioski na przyszłość? Robić.
Do zobaczenia w przyszłym roku!
„Peyalo” i „Snajperka”. Jest dobrze, choć pod górkę i w poprzek.
...a niektórych zaduma.
Niektórych jednak dręczyły wątpliwości...
Główna atrakcja: rzut szyszką przez chrono. Najlepsi wyciągali prawie 27 m/s.
Czasem uczestnicy robili dziwne rzeczy. Ganiali w kółko po lesie, padali, wstawali, krzyczeli...
Jeśli ktoś liczył na ciszę i skupienie, to mógł się ciężko rozczarować. Ale czy jest
coś fajniejszego od rozśmieszania kolegi, który właśnie się przymierza do
strzału?
„Miki” zamiast zajmować się robotą, wziął się za psucie wiatrówek CO2
Była też reprezentacja strzelców z Komendy Powiatowej Policji w Mińsku
Mazowieckim. Fajne chłopaki, nawet nieźle im szło...
Zjawili się dawno nie widziani Koledzy: „CheGuevara” pałętał się z nieodłączną
kolekcją noży. Tak z kilkunastu sztuk, wszak to nie zlot Knives.pl, tylko Airguns.pl...
Autor: Edward Cichy
Las
odrobina
naturalizmu
na co dzień
W
W końcu niedotlenienie mózgu wyraźnie przeważyło i naszło
mnie by ruszyć znowu do lasu a przetestować nakupionego
ekwipunku. Do pracy chęć mi przeszła, bezpłodność
i niechęć mię naszły. Coś tam lajtowego do zrobienia miałem
zaplanowane, ale druga połowa dnia (znaczy po 8 godzinach
pańszczyzny) nie kroiła się jasno.
Brak planu każe prognozować czas stracony, przeciekły przez palce. A skoro moja wredna psycha i soma tak sobie pogrywać zaczynają to najlepiej, przepitolić drugą połowę
dnia regenerując się. Jak już się obijać, to
przynajmniej konstruktywnie.
Zgodnie z planem, którego nie było, wskoczyłem więc z rana w militarne gacie (od nie-
dawna zaludniające szafkę moją w ilościach
sugerujących że robię za zaplecze dla al-kał-dy), założyłem obuwie nie pasujące do miejsca w którym pracuję (i parę jeszcze takich innych), po czem poczłapałem do robala.
Koledzy pytali się, czy przypadkiem nie
szykuję się do udziału w ochronie KDT i czy
nie będę się musiał zwolnić w połowie dnia
(rozumiecie, PeKiN, Warszawa, te sprawy).
Musiałem trochę się potłumaczyć tym ludziom ze świata innego niż las.
Skoro dzionek minął, to hop w szrota i myk
w las – z nadzieją, że z późnego popołudnia
wena wróci, a przynajmniej da się jeszcze coś
postudiować (interesujące, że dziesiątki Ursynowian – i chyba nie tylko – w Warszawie od-
Bies nr 11 | 31
stawiają takie wyjście dzień w dzień, mając
las pod nosem – jak domniemam z bardzo
dobrym skutkiem).
Samojezd, co jako prawicowcy wytykali
miał być daniną nadmierną a zbędną obłożony (co knuły zastępy kierowane przez imć
hrabiego von Rostowskiego jeszcze miesięcy
parę temu) był mię dowiózł do skraju ostoi
natury – bez większych kosztów czasowych
i szwanku.
No więc wysiadłem by się regenerować ku
chwale ojczyzny – by potem móc pracować
dla kraju, zwiększając z kolei przez to wydajność gospodarki – na przekór co poniektórym pierdorobom i zamętsiejcom dostrzeganym wokoło (dobra, przesadzam z tą fikcją
literacką, efektywnie nic takiego na razie nie
ma miejsca, poprawny styl życia i wydajność
rodzą się pomału, chaotycznie i w bólach).
Założyłem zabawki swoje i w drogę.
Szybko zoczyłem, że wybrałem się jak debil. Tak mi było spieszno, że oczywiście nie
wziąłem nic do picia. A upał wykańcza. Głupio wyjść się zregenerować i wrócić z udarem
cieplnym a odwodnieniem (znowu przesadzam, ale rozumiecie, że jak od gorąca i braku picia choćby lekko rozboli główka, to się
przecież może zrodzić szkolna wymówka).
Nic to. Da się przeżyć. To tylko odrobina spacerku. Brnijmy dalej.
Lezę ci ja lezę, a tu wzdłuż drogi płot. Jakiś
taki z płyt, na górze drut kolczasty. Pewnie jakiś obiekt. Skoro drut kolczasty to pewnie
tajny. I skoro płot jeszcze stoi, to obiekt pewnie żywy. Kurde. Ale wtopa. Nie dość, że z tymi wszystkimi zabawkami wyglądam jak pajac z cyrku, czy raczej co jak fan Star-Treka co
się urwał z okolicznego zlotu galaktyki, to
jeszcze pomykam z załączonym rejestratorem. Ani chybi jak mię zgarną wezmą mię
za jakiego kreta. Wezmą mnie na spytki. Zamkną w ciemnicy i śledziami będą karmić
(ach ten cholerny Mickiewicz, zawsze musi
gdzie gad jeden wypełznąć).
Nic to. Płot przeszedł, zaczęli się domki
pod lasem. Ekhm... no cóż, miał być las a tu
na razie droga pod lasem... też warto zaliczyć, a nuż znajdę nowy punkt zrzutu (ang.
entry point). Idę ci ja idę, domki się skończyli i jest wreszcie droga w las. Super.
Idę dalej a tu... tabliczka na kijku (zgadnijcie jakiego przymiotnika można by tu użyć
z rzeczownikiem tabliczka) z napisem (cytat
niedosłowny): „Zawróć do najbliższego szlaku. Teren nie przeznaczony dla gości. Dyrekcja (tu nazwa jaśnieksiążęcych włości)”.
Kuchnia. Co to ma być??? Nie mogli tej tabliczki walnąć na początku tej dróżki? I co to
w ogóle jest? Muzeum czy las? Co ja – jaki
gość-zwiedzający jestem? Przyszedłem tu sobie pooddychać leśnym powietrzem, a nie
zabytkowe relikty oglądać! No ale trudno.
Planu od początku dnia nie ma, wody nie ma,
przejścia nie ma, ciekawe co jeszcze Kononowicz zaprogramował. Ten las już raz mnie
swoją dezorganizacją zaskoczył. Więc nawet
jak znajdę wielkie gówno na drodze albo zaparkowany samochód w środku owego lasu,
już mnie to nie zaskoczy. A na rejestratorze
ten dubel się wytnie. Wszystko jest OK, nie
32 | Bies nr 11
haratamy się tylko idziemy dalej.
Poczłapałem. Oczywiście w ramach kontynuacji cyklu „i w ogóle wszystkiego nie będzie” nie wziąłem złotego (Au) środka – Autanu (w minionych latach trendy był Off
– środek, którego nazwa bardzo dobrze kojarzyła się z pewną wersją znanego angielskiego czasownika modalnego, kreując sukces
handlowy specyfiku owego, nawet w okresie
gdy było widać że to już nie działa). Idę tak
idę... Raz mi coś potraktowało bańkę jako lotnisko, drugi raz... nic to. Machnąłem łapą parę razy, a tu znowu, tym razem jakie cholerne
dwie muchy kalibru gza, takie co dziury
w krowich kupach na polu robią. Ech... cholerna przecinka. Muchy to jednak lubią słońce...
Obróciłem się jeszcze kontrolnie i nagle
okazało się, że za mną, w turbulentnym wirze
zostawianym przez każdy obiekt poruszający
się w płynie (powietrze to też płyn – jakby kto
nie wiedział – i oczywiście nie jestem tak
szybki jak śrut, ale wiry zostawiam), leci całkiem spora gromadka całkiem zidentyfikowanych obiektów latających... To jednak rezerwat, więc i mieszanka doborowa. Jak
potem ktoś stwierdził w rozmowie, gatunków czy innych rodzajów komarów jest tam
kilka, much – też pewnie nie brakuje.
Co tu zrobić... nie będę sobie przecież psuł
spaceru... może by tak jako zmusić organizm
do syntetyzowania tego Autanu? Tak. To jest
myśl. To jest jak z trafianiem w strzelectwie.
Jak się skupię i zewrę, to na pewno mózg wykoncypuje jak to zrobić, gruczoły wydzielą,
a całość wyjdzie z potem przez skórę.
Jak pomyślał – tak zrobił. Żeby przyspieszyć ten proces i zapewnić mózgowi odpowiednie, spokojne warunki do pracy (tj. chwilowo pozbyć się tej radosnej gromadki coraz
prężniej dobierającej się do mnie od tyłu),
postanowiłem, że, tak jak ta gromadka, ja też
się przelecę. Może nie dosłownie i na pewno
nie w sensie seksualnym, ale tak zwyczajnie,
zakosami, żeby zmylić przeciwnika. Jest jakieś 26 stopni Celcjusza, da się przeżyć.
Tak oto spokojny spacerek regeneracyjny
zamienił się w marszobieg. Bo oczywiście cały czas biec nie zamierzałem. Dawało się to
towarzystwo odsadzić na parę metrów, ale
nie na długo. „Na sali syf aż strach” (butelki,
puszki – po piwie i wodzie, wzdłuż szlaku
– i ani jednego fajansu), „dokoła smród spod
pach”. Właśnie. Ten smród połączony z zakosami niestety wywoływał efekt uboczny. Gromadka robiła się większa.
Doszedłem więc do wniosku, że pora dokonać podziału (niczym w środowisku wiatrówkowym) i skręcić z przecinki w co bardziej cienistego. Dzięki temu, wielkie muchy
zostawały na przecince a zostawały same komary. Te łatwiej wykryć (gryzą) i tłuc (jak już
siądą, nie odlatują tak szybko). Złamałem się
więc, tym bardziej że pora była zagiąć trasę
i myśleć którędy by tu z powrotem...
Wreszcie zrobiło się ciekawie. Wlazłem – ku
swojemu zdziwieniu – w jaką podmokłą
część lasu, której się w tym rejonie nie spodziewałem. Ściółka – czy jak to się tam nazywa – zmieniła charakter z suchej na porośniętą czymsik zielonym (mech, coś a'la
jagódki, itp.). Im dalej szedłem tym bardziej
Kambodża się robiła. Upał dokoła, a tu błotko na drodze i bagienko obok... to jest to!
Komary skutecznie motywowały do pełnej regeneracji. Trochę szedłem, trochę biegłem. Nie starałem się, ale wyszło że w szczycie owego spacerku (daleko mu do Selekcji)
jakie jedenaście kilo na godzinę wyciągałem.
W sumie fajnie było. Oporządzenie się
sprawdziło. W czasie tej wycieczki nic się nie
urwało i nic się nie zgubiło.
Na koniec oczywiście była zwałka. Wylazłem z lasu, znalazłem kolejny punkt zrzutu.
Ale nie znalazłem drogi powrotnej. Znowu tabliczka w tym samym stylu, tak samo ustawiona... a niech was cholera. Cóż, powrót nie
był atrakcyjny, raczej luzująca rutyna.
Niemniej jednak wracać przyszło po łące
pod lasem. Tu znowu jednoosobowa reprezentacja Białostocczyzny przypomniała
o swej transcendentalnej obecności: nie
wziąłem zakupionego odsysacza do kleszczy, jadu i tym podobnych świństw. A tu przecież mokra trawka w cieniu... tylko czekać aż
depnę jakiego gada... w końcu to chyba środek sezonu?
Szczęściem ostatecznie doczołgałem się
do punktu wyjścia bez strat w nogach...
Jaki morał z tej bajki?
Po pierwsze, dla biurwy co wstała od biurka, las jest zdecydowanie miejscem nieprzyjaznym i wrogim.
Po drugie las jest jak towary w Media Markt
– nie dla idiotów.
Po trzecie, jak idziecie na dłuższy spacer
do lasu, weźcie tych parę rzeczy ze standardowej checklisty rzeczy potencjalnie w lesie
niezbędnych.
Po czwarte, jak już ma się sprzęt, trzeba
wiedzieć jak go użyć. Dopiero grubo po spacerze doczytałem jak stosować odsysacz.
Na pompce zakupionej w aptece piszą: „[...]
przytrzymać 10-15 sekund, w razie konieczności powtórzyć [...]. Tymczasem w [1]
(u mnie str. 219), w odniesieniu do bliżej nieokreślonego modelu „pompki” znajdujemy:
„[...] po minucie [...] pompka usuwa z rany jad
szerszeni, os, pszczół i innych [...]. Po dwóch
minutach wysysa całe kleszcze. Trzyminutowe zastosowanie „minimalizuje” [tylko minimalizuje – przypis cytującego] skutki ukąszeń węży, skorpionów i [...]”. Wiadomo,
po amatorskim „odsysie” polowym trzeba się
jak najszybciej zgłosić do lekarza tak czy
owak. Ale też trzeba wiedzieć, jak zrobić ów
odsys, żeby miał rozsądny skutek.
Po piąte, w wyglądaniu jak choinka nie ma
nic złego, ważne jest natomiast by nie dzwonić.
No i tyle. Miłego szwendania.
Literatura (akurat tak się zbiegło):
[1] Radosław Rybak „Grom. pl
[2] Tajne operacje polskich sił specjalnych”,
wydanie 2 poprawione i uzupełnione, Wydawnictwo Jeden Świat, Warszawa 2009,
ISBN 978-83-89632-50-0
Autor: Miłosław Majstruk
§
Na oklep
po Temidzie
Nowe rozporządzenie
Ministra Sportu i Turystyki
W
Wykaz dyscyplin, w których mogą działać polskie związki sportowe jest
prowadzony przez ministra właściwego do spraw sportu. W wykazie tym
znajduje się również Polski Związek Strzelectwa Sportowego. Dotychczas
rozporządzenie, które regulowało tę materię, zawierało załącznik nr 2,
opisujący szczegółowy zakres działalności polskich związków sportowych.
W przypadku PZSS było to: strzelectwo kulowe, strzelectwo śrutowe oraz
strzelectwo z broni pneumatycznej. Po nowelizacji ustawy o broni
i amunicji, ten ostatni punkt był nieaktualny – w PZSS nie uprawia się
sportów strzeleckich z użyciem broni pneumatycznej w nowym
rozumieniu ustawy (powyżej 17J). Rozporządzenie wymagało nowelizacji
– co też się stało.
Jak widać, nie ma już załącznika nr 2. Od 19
września całe strzelectwo sportowe, nie posiadające swoich odrębnych polskich związków (jak np. biathlon) znajduje się pod egidą
Polskiego Związku Strzelectwa Sportowego.
Z jednej strony stało się dokładnie to, czego oczekiwaliśmy od Ministra Sportu i Turystyki: 5 lat po zmianie ustawy o broni i amunicji został dopasowany do niej przepis
wykonawczy. Bardzo dobrze, wiele jeszcze
czeka na nowelizację, jednak do czasu, aż nie
wyklaruje się sytuacja z projektami zmian
w ustawie o broni i amunicji nie ma sensu się
tym zajmować.
Z drugiej strony, oznacza to potencjalne
kłopoty, wynikające z ustawy o kulturze fizycznej.
34 | Bies nr 11
Ponieważ poruszać się będziemy po pojęciach z ustawy
z dnia 18 stycznia 1996 r. o kulturze fizycznej (Dz. U. 1996 r.
Nr 25 poz. 113 ze zm.), stąd
zacznijmy od kilku definicji:
Art. 3. W rozumieniu niniejszej ustawy:
1) kulturą fizyczną jest wiedza, wartości, zwyczaje, działania podejmowane dla zapewnienia
rozwoju
psychofizycznego, wychowania, doskonalenia uzdolnień
i sprawności fizycznej człowieka, a także dla zachowania
oraz przywracania jego zdrowia,
2) wychowanie fizyczne jest
procesem kształtującym harmonijny rozwój psychofizyczny
dzieci i młodzieży,
3) sport jest formą aktywności człowieka, mającą na celu
doskonalenie jego sił psychofizycznych, indywidualnie lub
zbiorowo, według reguł umownych,
4) sport wyczynowy jest formą działalności człowieka, podejmowaną
dobrowolnie,
w drodze rywalizacji, dla uzyskania maksymalnych wyników sportowych,
5) sport profesjonalny jest rodzajem sportu wyczynowego,
uprawianym w celach zarobkowych,
6) zawodnikiem jest osoba
uprawiająca amatorsko albo
profesjonalnie określoną dyscyplinę sportu i uczestnicząca we
współzawodnictwie sportowym,
7) współzawodnictwo sportowe jest indywidualną lub
zbiorową rywalizacją osób
zmierzających,
zwłaszcza
w trakcie zawodów sportowych, do pokonania czasu,
przestrzeni, przeszkód lub przeciwnika,
8) rekreacja ruchowa jest formą aktywności fizycznej, podejmowaną dla wypoczynku i odnowy sił psychofizycznych,
(...)
W tej chwili nie ma najmniejszych
wątpliwości
– strzelectwo sportowe uprawiane za pomocą wiatrówek
o energii poniżej 17J, w tym
FT, HFT, Silhouette, PPP – podlega Polskiemu Związkowi
Strzelectwa Sportowego. Tezy, że nie strzela się z broni
pneumatycznej, po zmianie
rozporządzenia postawić nie
można. Tezy, że nie jest to
Bies nr 11 | 35
strzelectwo – wybronić też się nie da. Fakt,
czy strzela się z broni, czy nie, jest teraz
całkowicie nieistotny.
Popatrzmy na kolejne zapisy w ustawie
o kulturze fizycznej:
Art. 44. 1. Zorganizowane zajęcia w zakresie wychowania fizycznego, sportu i rekreacji ruchowej mogą prowadzić tylko osoby posiadające kwalifikacje zawodowe
nauczyciela wychowania fizycznego, trenera, instruktora lub uprawnienia w tym zakresie określone odrębnymi przepisami.
Zapis ten jednoznacznie określa, że każde zajęcia w zakresie sportu strzeleckiego,
czy nazwiemy je zawodami, czy rekreacją,
wymagają, by prowadziły je osoby
z uprawnieniami państwowymi. Wymagane więc są uprawnienia instruktora strzelectwa sportowego, gdyż nauczyciel W-F
w praktyce jest ograniczony do zajęć szkolnych. Ten zapis jest od lat.
Art. 57. 1. Kto nie będąc do tego uprawnionym wykorzystuje bądź używa symboliki
olimpijskiej oraz nazw, o których mowa
w art. 11 ust. 3,
podlega karze grzywny
2. Tej samej karze podlega, kto nie będąc
do tego uprawnionym prowadzi działalność
w zakresie sportu profesjonalnego lub narusza przepisy dotyczące bezpieczeństwa
w dziedzinie kultury fizycznej.
(...)
4. Czyny, o których mowa w ust. 1 i 2, rozpatrywane są w trybie określonym przepisami
Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia.
Sam fakt naruszenia przepisów bezpieczeństwa jest karany – nie musi dojść
do wypadku. Warto to wbić sobie do głowy.
To, co jest teraz kluczowe, to rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej
z dnia 12 września 2001 r. w sprawie szczegółowych zasad i warunków prowadzenia
działalności w dziedzinie rekreacji ruchowej (Dz. U. 2001 Nr 101 poz. 1095).
Dotyczy ono m.in. zlotów, turniejów, festynów i zawodów amatorskich – czyli wszystkie
nasze imprezy strzeleckie, podlegają temu
rozporządzeniu. Są to wymogi formalne, które musi spełniać impreza strzelecka, by nie
zostało automatycznie stwierdzone naruszenie przepisów dotyczących bezpieczeństwa.
Warto pamiętać, że nie jest ważne, jak nazwiemy imprezę: zlot, spotkanie, formalne,
nieformalne, itd. Ważny jest stan faktyczny.
Gdy przyjdzie policjant czy prokurator, to nie
będzie zainteresowany, jak się impreza nazywa, tylko co się na niej dzieje.
Jakie to ma znaczenie praktyczne? O ile
dla nas nie stanowi to od dawna problemu, to
dla wielu grup lokalnych oznacza duże kłopoty organizacyjne. W przypadku nie wypełnienia wymogów rozporządzenia, ryzykują kon-
36 | Bies nr 11
sekwencjami prawnymi (zarzut nie dopełnienia obowiązku zapewnienia bezpieczeństwa). Samo w sobie jest to karane. Oznacza
to też, że może zostać wydany administracyjny zakaz przeprowadzenia imprezy. Zaś
w przypadku, gdyby impreza była w toku,
może zostać wydany nakaz jej zakończenia.
Najgorsze konsekwencje grożą wtedy, gdy
dojdzie do wypadku. Zwykle opisuję tę procedurę porównując do wypadku samochodowego: najpierw sprawdza się prawo jazdy,
dowód rejestracyjny, trzeźwość – a na końcu,
gdy wszystko jest w porządku, ustala się kto
był winny. Tak więc najpierw będą sprawdzo
ne uprawnienia, potem, zgodnie z listą, wypełnienie wszystkich wymogów rozporządzenia. Jeśli któryś punkt nie będzie zrealizowany, i nie będzie co do tego dobrego
uzasadnienia (np. trudno ukarać za brak
punktu pierwszej pomocy na zawodach ra-
towników medycznych), wina za wypadek
spoczywa na organizatorach, bez względu,
co było jej przyczyną. Wiąże się to także z odpowiedzialnością finansową na wypadek ew.
roszczeń ze strony poszkodowanego. Wtedy
najczęściej okazuje się, że ubezpieczenie nie
pokrywa odszkodowania w przypadku winy
organizatora.
Ustawa o kulturze fizycznej i ustawa o sporcie kwalifikowanym jest śmietnikiem po wielokrotnych zmianach, co zostawia pewien
margines na błąd, jednak do czasu uchwalenia nowej ustawy o sporcie należy liczyć się
z kłopotami. Nowa ustawa o sporcie jest już
w sejmie. Pozostaje trzymać kciuki, by szybko przeszła ścieżkę legislacyjną w niezmienionej formie.

Podobne dokumenty