Pobierz gazetkę Kocham Kampinos

Komentarze

Transkrypt

Pobierz gazetkę Kocham Kampinos
Nr
4/2010
Kocham Kampinos
HORNÓWEK
z
IZABELIN
z
LASKI
z
MOŚCISKA
z
SIERAKÓW
z
TRUSKAW
PISMO BEZ CENZURY, WYDAWANE ZE SKŁADEK MIESZKAŃCÓW
ISSN 2080-5160
Z przyjemnością prezentujemy naszym Czytelnikom pracę mieszkańca naszej gminy – pana Zygmunta Zaradkiewicza, uznanego na całym świecie grafika i rysownika. Przypadł nam w udziale zaszczyt zamieszczenia grafiki, która to w roku 2007 zdobyła nagrodę dziennikarzy
im. Andrzeja Waligórskiego na międzynarodowym konkursie w Legnicy – Satyrykonie. Zgodnie z regulaminem, nagrodę otrzymuje polski
autor za rysunek śmieszny i odpowiadający dewizie patrona, która brzmi: Nie kopać leżącego, nie huśtać się na wiszącym, ale tępić głupotę
we wszystkich przejawach. Werdykt jury, przyznający ją panu Zygmuntowi, był jednomyślny: Praca jest śmieszna i co ważne nie dotyczy
polityki. W potoku politycznych żartów, ten rysunek jest inny, ponadczasowy. Niech każdy oceni sam – a my wyrażamy wdzięczność
Autorowi, że nasze skromne łamy mogły dać Czytelnikom tę okazję.
Dziękujemy wszystkim naszym Przyjaciołom, członkom Stowarzyszenia Kocham Kampinos,
którzy wpłacając na nasze konto składki – te pokaźne i te najmniejsze – sprawili, że dziś możecie
Państwo trzymać w rękach kolejny, czwarty już numer naszej gazetki. Gazetki stworzonej przez
mieszkańców i dla mieszkańców gminy Izabelin, będącej owocem zaangażowania i bezinteresownej
pracy wielu osób. Chcecie Państwo wiedzieć, co dzieje się w gminie? I co myślą o tym Wasi sąsiedzi?
Czytajcie Kocham Kampinos! Tego nie dowiecie się z Listów do Sąsiada, finansowanych w całości
z budżetu gminy. Każda wpłacona złotówka to kredyt zaufania z Państwa strony. Robimy wszystko,
by sprostać temu wyzwaniu. Poruszamy tylko ważne tematy. Nie owijamy w bawełnę. Sprawdzamy,
komentujemy, zadajemy pytania, bo „tylko prawda jest ciekawa”. Kocham Kampinos to głos sprzeciwu
wobec urbanizacji Izabelina. To głos troski o zachowanie piękna naszej ukochanej miejscowości.
Redakcja
W numerze:
NIE BLOKOM W IZABELINIE!
Gmina zadłużona
Segregacja śmieci
Powstanie styczniowe
Joanna Kuroń poleca
Skąd wziął się gaz?
Konkurs fotograficzny
1
AKTUALNOŚCI
NIE BLOKOM W IZABELINIE!
W
ostatnim
numerze
Listów do Sąsiada przedstawione zostały koncepcje
zagospodarowania
terenu
przy ulicy 3 Maja – po dawnym
gminnym przedszkolu. Mieszkańcy będą współdecydować
o
kształcie
przyszłej
zabudowy
–
obwieściły
triumfalnie Listy. Mamy
publiczną
prezentację
i dyskusję, mamy budynki zaledwie(!) 15-metrowe… i tylko
17 mieszkań. Moglibyśmy ogłosić kolejny sukces
Kocham Kampinos. Zastanówmy się jednak… Nie mamy się
z czego cieszyć… powinniśmy raczej bić na alarm!
Jak bumerang powracają pytania: czy gmina pozostanie
właścicielem jedynego, reprezentacyjnego placu w centrum? Jaki sens ma wprowadzanie w tym miejscu zabudowy
wielorodzinnej? Kto i na jakich zasadach wybuduje planowane obiekty? W tych, zdawałoby się fundamentalnych kwestiach, panuje milczenie. Roztaczane są wizje „szklanych
domów”; komu te mieszkania i lokale przypadną i na jakich
zasadach – tego już autorzy koncepcji nie wyjaśniają.
Wójt Witold Malarowski podchodząc do zagadnienia
z należytą ostrożnością, wyraźnie ograniczył dotychczasowe
zapędy. Masowo oprotestowane przez mieszkańców gminy
Studium, w skrytości uchwalone przez Radę w lipcu 2008
roku, zakładało wszakże dużo większą skalę przedsięwzięcia. Bloki o wysokości 20 m (5-6 kondygnacji), niesławne
dominanty, wyśrubowane do maksimum wskaźniki zabudowy, wyłączna zabudowa wielorodzinna – czy ta nieakceptowalna wizja odchodzi w niebyt?
Ponad rok temu wzburzenie mieszkańców sięgnęło zenitu
na wieść o planach budowy bloków w Izabelinie. Gdy ogłoszono o przystąpieniu do opracowania nowego planu zagospodarowania dla placu po przedszkolu, wójtowi nie śniło
się nawet, że do urzędu wpłyną setki wniosków oprotestowujących zabudowę wielorodzinną. A składającym wnioWŁASNOŚĆ czy „KONTROLA WŁASNOŚCIOWA”?
Kto wybuduje projektowane obiekty? W gminnym budżecie nie
zapisano na budowę żadnych środków. Jeżeli potwierdzą się
słowa Kierownika Referatu Architektury i budowa miałaby się
rozpocząć jeszcze w tym roku, pieniądze będą zapewne pochodzić od prywatnego inwestora. Ciekawe więc, jak wójt zamierza
„zachować kontrolę własnościową i jakościową nad terenem”
– o czym przekonują styczniowe Listy na stronie 5? Najpewniej
gmina wniesie grunt do publiczno-prywatnej spółki. Pozbędzie
się własności unikalnego terenu, by w zamian dostać tych kilka
mieszkań, które wójt powinien od dawna wybudować.
ski nie śniło się nawet, że plan budowy mieszkań na tym
terenie obowiązuje już od kilku lat. A – jak się okazuje –
tak właśnie jest w istocie.
W listopadzie 2005 roku Rada uchwaliła plan zagospodarowania dla tego terenu – zabudowa wielorodzinna do 15 m
wysokości. Czy ktokolwiek o tym wiedział? Gminna gazetka
nie dała nikomu takiej szansy… Formalne ogłoszenie ukryło się gdzieś wśród ważniejszych wieści gminnych. Nikt nie
zawracał mieszkańcom głowy zbędnymi szczegółami.
Po co ludzie mają wiedzieć zbyt wiele?
Obowiązujący plan wydał się jednak wójtowi niewystarczający, skoro w roku 2008 doprowadził do uchwalenia
nowego Studium. Kolejnym krokiem miała być szybka zmiana planu – podwyższenie zabudowy. I tu pojawiła się niespodziewana przeszkoda – Kocham Kampinos...
SKORO MIESZKAŃCY PROTESTUJĄ – TRZEBA ZREALIZOWAĆ PLAN B.
Wójt przestraszył się powszechnego oporu społecznego. Przyjął zatem taktykę małych kroków. Do wyborów
zafunduje nam tylko 17 mieszkań. Z informacji uzyskanych
od Kierownika Referatu Architektury wynika, że nowy plan
zagospodarowania terenu, do którego złożono setki wniosków, prawdopodobnie nie będzie „na razie” uchwalany.
Niewykluczone, że zabudowa placu po przedszkolu rozpoczęta zostanie na podstawie zapisów planu z roku 2005.
I to być może jeszcze w tym roku! – dowiedzieliśmy się
z telefonicznej rozmowy. Niejako na „wszelki wypadek”
na uchwalenie nowego planu dla tego terenu zarezerwowane są pieniądze w tegorocznym budżecie.
Bądźmy uważni: MASOWO OPROTESTOWANE STUDIUM
WZIĄŻ OBOWIĄZUJE I NIKT NIE ZAMIERZA GO ZMIENIAĆ.
W TEGOROCZNYM BUDŻECIE NIE PRZEWIDZIANO NA TEN
SZCZYTNY CEL ANI ZŁOTÓWKI. TO STUDIUM – TO BOMBA
Z OPÓŹNIONYM ZAPŁONEM. WIZJA KTÓREJ TRZEBA POWIEDZIEĆ NIE, GŁOSUJĄC W NAJBLIŻSZYCH WYBORACH.
Monika Grzesik
W marcu 2008 roku, w czasie gdy finalizowane były prace
nad opracowaniem nowego, fatalnego Studium rozwoju gminy
oraz nad planem budowy 20-metrowego bloku w miejscu dawnej siedziby KPN, zaś plan zabudowy wielorodzinnej na terenie
starego przedszkola obowiązywał od trzech lat, na sesji Rady
Gminy, padło z ust radnego M. Brochockiego pytanie: Czy
w naszej Gminie są takie miejsca, które mogą zostać przeznaczone na zabudowę osiedlową? Wójt odpowiedział: W naszej
gminie plany zagospodarowania nie pozwalają na takie budownictwo. Nie ma również takiej woli zarówno wśród władz
i Rady Gminy, aby naszą gminę zabudować budownictwem
wielomieszkaniowym.
(z protokołu XV sesji RG Izabelin, dnia 19. marca 2008)
Wydawca: STOWARZYSZENIE KOCHAM KAMPINOS (za zgodą Bassa Polska sp. z o. o.).
Konto bankowe w PKO BP S.A.: 72 1020 1026 0000 1502 0160 1830
Redagują: Monika Grzesik, Marek Gizmajer oraz Ewa Gajewska, Piotr Głuszek, Tadeusz Grzesik, Ryszard Kirejczyk i zespół
Kontakt: [email protected]; www.kochamkampinos.com.pl
Projekt typograficzny i skład: Zuzanna Piekarska. Organizacja druku: PanDawer, www.pandawer.pl. Nakład: 2000 egz.
2
AKTUALNOŚCI
Centralnie zaplanowane centrum usługowe
Zaprezentowano
nam
również
pomysły na budowę lokali użytkowych.
Nie sposób oprzeć się wrażeniu, iż powróciło centralne planowanie, które –
jak mogliśmy mieć nadzieję – odeszło
wraz z dawnym ustrojem. Wójt, jak
za Hilarego Minca, zadekretował gminną gospodarkę planową. W związku
z tym lokale użytkowe mają już swoje
przeznaczenie. To nie rynek ma decydować o tym, co jest potrzebne w naszej gminie. To wójt zdecydował, że
ma być papiernik, notariusz, fitness,
masaż i odnowa biologiczna, sklep
komputerowy…
Czy jednak zaplanowane zza biurka
branże mają szanse utrzymać się w tym
miejscu? Pewnie finał będzie taki, że
w lokalach tych w końcu ulokują się
kolejne sklepy – mięsny, alkoholowy,
nocny. Tymczasem w Izabelinie posiadamy doskonałe sklepy, które nam
służą od lat i jesteśmy z nich zadowoleni. Są to rodzinne nieduże biznesy,
które świetnie wpisują się w klimat
gminy – Delikatesy, Zgoda, Jedynka,
Marta, Oleńka, chętnie odwiedzany
przez uczniów i ich rodziców sklep naprzeciwko Szkoły, doskonałe sklepy na
ulicy Poniatowskiego, Sierakowskiej,
Sienkiewicza, wreszcie w Laskach
i Truskawiu. Każdy z nas ma swój ulubiony - bo taka jest specyfika małej
miejscowości. A przecież i tak budują
się w Laskach kolejne duże sklepy, które jeszcze nam wzbogacą tę ofertę.
Tak z resztą powinno być – to rynek i prywatni inwestorzy decydują
o opłacalności konkretnych przedsięwzięć. Ktoś, mając pomysł na biznes,
inwestuje prywatne pieniądze w budowę obiektu handlowego. Budowa
lokali komercyjnych, to nie jest pole
działania dla gminy. Ona winna dbać
tylko o sprawy publiczne.
Dlaczego w Izabelinie nowe gabinety masażu nie mogą zagrzać miejsca?
Dlaczego nie ma sklepu z komputerami? Nie byłby on w stanie konkurować z rynkowymi gigantami… jednak
w Urzędzie gminy nikt nie rozumie tej
oczywistości.
Po co drugi punkt ksero, druga pasmanteria? Studio Fitness też już działa … A wszystko to w prywatnych lokalach. Po co z urzędu, według rozdzielnika, planować konkurencję dla dobrze
prosperujących lokalnych firm?
Sztucznie zaplanowane przez wójta funkcje nie odpowiadają rzeczywistym potrzebom społeczności gminnej.
Ciekawe, czy właścicieli dotychczasowych sklepów (jak
mówi wójt - „baraków”) stać
będzie na opłacanie czynszu
w gminnym centrum, gdyby
zechcieli się tam przenieść.
Bo przecież nikt im tych lokali nie zarezerwuje na specjalnych warunkach.
Dostrzegł to sam i – jakby z góry uprzedzając te pytania – wyjaśnia, iż zaproponowane funkcje usługowe stanowią
na dzień dzisiejszy pokrycie potrzeb
mieszkańców gminy. Mogą one ulec
z czasem wymianie (..). Ideą tego zamierzenia jest poprawa wizerunku
gminy, między innymi poprzez likwidację zgromadzonych wzdłuż ulicy
3 Maja punktów sprzedaży ulicznej,
baraków i tzw. „szczęk.”
Co zatem się stanie z lokalnym
handlem, małą gastronomią? Zostanie
„zlikwidowana”, jako nieelegancka
i zastąpiona będącymi bardziej trendy
klubem fitness i gabinetem odnowy?
Tylko kto o to wójta prosił?
Ciekawe, czy właścicieli dotychczasowych sklepów (jak mówi wójt „baraków”) stać będzie na opłacanie
czynszu w gminnym centrum, gdyby
zechcieli się tam przenieść. Bo przecież nikt im tych lokali nie zarezerwuje na specjalnych warunkach.
Tu zadać wypada pytanie fundamentalne: CZYJĄ WŁASNOŚCIĄ BĘDĄ
WYBUDOWANE LOKALE? Czy wraz
z gruntem pozostaną własnością
komunalną? Kto zainwestuje w budowę lokali komercyjnych – bo przecież
nie gmina, która działalności gospodarczej prowadzić nie może…
Gmina, poszukującśr odków finansowych na realizację inwestycji celu publicznego może zawierać umowy o partnerstwie publicznym – jednak wydaje się,
że lokale usługowo-handlowe nie mają
z celami publicznymi nic wspólnego…
Mieszkania
komunalne
można
i trzeba wybudować. Nie sposób jednak oprzeć się wrażeniu, że chybiona
wizja centrum usługowego, ma stanowić zasłonę dymną dla rzeczywistego
celu, jakim jest precedensowa zabudowa wielorodzinna w gminie, której
chlubą jest i powinien pozostać styl
jednorodzinny.
Przeznaczmy teren po przedszkolu pod prawdziwe potrzeby naszej
społeczności, bowiem ta działka jest
jak „srebro rodowe” gminy. Drugiej takiej nie ma i nie będzie.
Tadeusz Grzesik
Słowo o budownictwie komunalnym
Gmina Izabelin, jak każda inna gmina w Polsce, ma
obowiązek zaspokoić potrzeby mieszkaniowe tych swoich mieszkańców, którzy nie posiadając własnego lokum,
mają dochody zbyt niskie, by opłacić czynsz najmu mieszkania na wolnym rynku.
Metody wypełnienia tego obowiązku mogą być jednak
bardzo różne. Przepisy ustawy o najmie lokali wyraźnie
przewidują, a wręcz sugerują możliwość dopłacania z budżetu gminy do czynszu najmu. Gmina nie musi realizować
budownictwa komunalnego! To bowiem ogromny wydatek
– najpierw na samą inwestycję, a później na utrzymanie budynku. Dopłata do czynszu, nawet znaczna, jest możliwa
i oznacza wyraźną oszczędność w budżecie (w porównaniu
z inwestycją budowlaną). I Karta Nauczyciela nie stoi tu
na przeszkodzie, wbrew zapewnieniom wójta Witolda
Malarowskiego, w pełnym emocji wywiadzie udzielonym Listom do Sąsiada latem minionego roku. Gmina nie dopłaca
bowiem wcale do nauczycielskiej pensji, tylko do czynszu –
z odrębnych środków budżetowych.
Jeżeli jednak budować – to czemu w górę? Po co forsować blok wielorodzinny w samym centrum? Można z powodzeniem zrealizować niską, bardziej kameralną zabudowę,
a wolnych, pięknych terenów w gminie nie brakuje
Czyżby naszej gminy nie było stać na zakup terenu
w Mościskach? I na wyłożenie 50% kosztów budowy – bo resztę może sfinansować Skarb Państwa?
Odpierając z góry zarzuty zapytam: jak to możliwe, że
stać było gminę na zakup kolejnych dwóch prywatnych działek na terenie KPN* – na wymianę pod „tereny sportowe”?
Tylko w roku 2008 gmina wydała na ten cel 500 tys. złotych.
W W W. K O C H A M K A M P I N O S . C O M . P L
3
AKTUALNOŚCI
Czyżby nabycie na własność Boiska Ryś w drodze zamiany
z Parkiem było ważniejsze? Czy ważniejsze jest „upowszechnianie kultury w gminie”, na co w tegorocznym budżecie
przewidziano aż 1,7 miliona złotych?
W małym domku nauczyciela, położonym na tyłach szkolnego parkingu, mieszkają cztery rodziny. W prowizorycznych warunkach od 10 lat… To doskonali, lubiani nauczyciele, zakorzenieni w naszej gminie i oddani swojej pracy. To
naprawdę wstyd, że sprawa ich mieszkań nie została przez
te lata rozwiązana w ten czy inny sposób. Oni zasługują
na pomoc ze strony gminy nie dlatego, że są nauczycielami,
ale dlatego, że są jej wieloletnimi mieszkańcami. Odnosimy
wrażenie, że w sprawie budowy bloku na terenie po przedszkolu, ich interes nie jest najważniejszy.
* Uchwały Rady Gminy nr 294/09 oraz 277/09 z dn. 25 XI i 30 IX 2009 r.
Monika Grzesik
Lokale zastępcze, czyli policja z nauczycielami raz jeszcze
Głównym argumentem, przywoływanym przez obecne władze gminy,
za przyszłą intensywną zabudową
w Gminie Izabelin jest, oczywiście,
dobro wspólne: trzeba zbudować
mieszkania dla nauczycieli i policjantów, żeby chcieli oni pracować
w Izabelinie. A nic nam nie leży tak
na sercu, jak bezpieczeństwo i staranne wykształcenie naszych dzieci.
Tak, to prawda, tylko pozostaje
wrażenie, że im więcej policjantów,
tym większe bezpieczeństwo i im więcej nauczycieli, tym lepsze wykształcenie dzieci. Ośmielam się zwrócić
uwagę, że i jedno i drugie zależy nie
tyle od liczby, ile od jakości organizacji pracy i zaangażowania osób zatrudnionych. Przede wszystkim zobaczmy,
czy mamy tu jakieś braki ilościowe w
kadrach. Pytałem kilku mieszkańców,
ilu jest, wg nich, policjantów posterunku w Izabelinie. Oceniali tę liczbę
na 4-5, a tymczasem jest 15. Podobnie oceniali liczbę nauczycieli na ok.
15, a jest ich ponad 40. W ogromnej
większości są to ludzie trwale związani
z naszą szkoła, którzy tu właśnie ulokowali swoje zawodowe życie i realizują
swoje ambicje. Zdarzające się wakaty
i rotacja na stanowiskach nauczycielskich - to zjawisko wszakże normalne,
ale raczej marginalne. Nauczyciele
naszej szkoły tworzą w zasadzie zintegrowany zespół dydaktyków. Szkoła
i gmina powinny ich wspierać i skłaniać
do doskonalenia zawodowego. A zmienione już od roku przepisy Karty Nauczyciela pozwalają na wprowadzenie
motywacyjnego systemu wynagradza-
nia. Jak czytałem w Rzeczpospolitej
(nr z 17 XII 2008 r.) dyrektorzy szkół
mogą już od roku swobodniej kształtować zarobki nauczycieli, gdy w ich
ocenie przepisy określają wynagrodzenie minimalne na poziomie nieadekwatnym do wkładu pracy i kompetencji nauczyciela. Także Rada Gminy
może zwiększyć pulę na wynagrodzenia nauczycieli, podwyższając stawki
zasadniczego wynagrodzenia. Warto
motywować nauczycieli, by podnosili swoje kompetencje, by byli coraz
lepsi. Niech adekwatnie do tego wynagrodzenia motywują do pracy w izabelińskiej szkole. Niech najlepsi nauczyciele (by posłużyć się sformułowaniem
Pana Przewodniczącego Rady) garną
się do pracy w gminie, wiedząc, że
mają szanse na wyższe zarobki. Obietnica służbowego mieszkania wcale nie
oznacza, że do pracy w naszej szkole
zgłoszą się nauczyciele dobrzy... Może
być wręcz przeciwnie.
Przepraszam, a o ile etatów ma
wzrosnąć jedno i drugie zatrudnienie?
Tu ktoś najwyraźniej przyjął pochopnie założenie, że w naszej szkole są
poważne problemy kadrowe i jedynie wybudowanie mieszkań problem
ten rozwiąże. A jak to się dzieje, że
bez budowania bloków mamy jednak
wspomniane duże zatrudnienie? Czy
dla tych kilku dodatkowych mieszkań,
dla ściągnięcia kilku nowych nauczycieli i policjantów, mamy zmienić charakter zabudowy naszej gminy?
Argument mieszkań dla policjantów
i nauczycieli jest nie z tej epoki. Wybudowany w Izabelinie dla nauczycieli
W ROKU 2010 WÓJT WITOLD MALAROWSKI ZAPLANOWAŁ REALIZACJĘ WSZYSTKICH MOŻLIWYCH INWESTYCJI ZA PIENIĄDZE, KTÓRYCH W BUDŻECIE NIE MA.
Łączna kwota planowanych długów publicznych wyniesie
w tym roku aż 12 mln. złotych, czyli blisko ¼ gminnych przychodów. Na taką kwotę zaciągnięte zostaną kredyty i wyemitowane gminne obligacje, bez względu na fakt, że aktualnie gmina
ma już ponad 15 mln. długów i spłacać je będzie przez najbliższą
dekadę. Za pożyczone pieniądze planuje się zrealizować, między
innymi, przebudowę ul. 3 Maja oraz ulic Chodkiewicza i Tetma-
4
budynek już nie jest gminny, a mieszkający w nim mieszkańcy w większości
nie mają już związków z naszą szkołą.
To wydaje się rozwiązaniem nadzwyczaj niekorzystnym. To tak, jakby zamienić 100 zł na złotówkę. Co w ogóle
znaczy hasło „mieszkanie dla nauczyciela”? Najpierw, którego nauczyciela?
Załóżmy, że bardzo potrzebnego, jak
na przykład, zdaje się, nauczyciela
języka angielskiego. Kto będzie go wybierał? Czy nauczyciel ma być z gminy
czy spoza gminy? Na czym ma polegać
to „danie mieszkania”? Jeśli ma to być
wynajem za wyraźnie niższy czynsz,
to dlaczego nie można dopłacać już
teraz, bez budowania bloków? Dalej
- kto będzie opłacał wszystkie opłaty
eksploatacyjne, dokonywał remontów?
A co będzie, gdy ten nauczyciel wyjedzie, albo zrezygnuje z pracy w naszej
szkole, albo nie będzie chciał uczyć
angielskiego tylko polskiego, albo zostawi to mieszkanie dzieciom, itp.
To może być tylko źródło niekończących się kłopotów, natomiast realną
rzeczą, która zostanie po kilku latach,
będą komercyjne bloki bez żadnego związku z naszą policją czy naszą
szkołą, ale na terenie należącym teraz
do gminy. Nie wątpimy, że zabudowa
będzie szykowna, ale nie ze względu
na mieszkania dla tych kilku nauczycieli i policjantów, tylko ze względu na
innych lokatorów. O nich tu cały czas
chodzi.
Lucjan Piela
(Autor jest profesorem zwyczajnym
Uniwersytetu Warszawskiego)
jera w rejonie Centrum Edukacji KPN, rozbudowę oczyszczalni
ścieków, szkoły, przedszkola. Ale w tym kalejdoskopie są również
i takie wydatki, jak monitoring gminny za 880 tys., przebudowa
boiska szkolnego za 400 tys., place zabaw za 150 tys. oraz - UWAGA - budowa toru do jazdy na rolkach za 100 tys.! A tymczasem
naszej – biednej podobno – gminy, nie stać na zorganizowanie odśnieżania chodników. Wszystko to pięknie wygląda, tylko ile tak
naprawdę będzie kosztował nas, podatników, ten monitoring czy
tor do łyżworolek, gdy przyjdzie zaciągnięte długi spłacić?
Budżet gminy w takim kształcie radni uchwalili jednogłośnie.
AKTUALNOŚCI
Chleba i igrzysk
Każdy z nas mieszkańców, prowadzących swoje rodzinne budżety, wie doskonale, na czym polega racjonalne gospodarowanie pieniędzmi. Jak terminowo zapłacić rachunki, kiedy odmówić sobie inwestycji w zbędny luksus. Wielu
rozumie, czym pachnie robienie niekoniecznych zakupów
na kredyt (na co łatwo skusić się przed świętami, a potem
długo i boleśnie odczuwać ciężar spłat). Czy tak samo racjonalnie wydaje się pieniądze
podatników?
Niech żyje bal!
Ostatni piątek stycznia
przed południem, w Izabelińskim Centrum Kultury, trwa
karnawałowy bal przebierańców dla dzieci. Frekwencja doskonała, dzieciaki w fajnych
strojach szaleją na parkiecie razem z dorosłymi, profesjonalny zespół na scenie gra porywające latino.
Podchodzę do wójta Malarowskiego, który stoi
w drzwiach sali balowej i z dobrotliwym uśmiechem przypatruje się zabawie. Kołysząc się w rytm muzyki zachęcam
wójta do wykonania ze mną kilku tanecznych pas, mówiąc:
Super zabawa, panie wójcie! Twarz wójta przybiera wyraz
jeszcze większego zadowolenia: No widzi pani, nie wszystko
w tej gminie jest złe, jak się niektórym (tu nacisk w tonie)
malkontentom wydaje...
Stop-klatka! Podobnie jak wiele ostatnio odczytów,
zabaw i koncertów w gminie, biletowanych symbolicznie,
a najczęściej za darmo, także i ta zabawa była za „wstępem
wolnym”, czyli nie kosztowała nic. Czy aby na pewno?
Na ten rok w budżecie Gminy przewidziano dla Izabelińskiego Centrum Kultury sowitą dotację do działalności, w wysokości - uwaga - 1 milion 700 tysięcy złotych,
co daje ponad 140 tysięcy miesięcznie. Na zapytanie
o przeznaczenie tej dotacji otrzymaliśmy pisemną odpowiedź, że na „wspieranie, promocję i upowszechnianie
działalności kulturalnej”.
Czy w naszym budżecie były tak duże rezerwy wolnych środków? - nic bardziej mylnego! Lekką ręką daje się
na przedwyborczą propagandę pieniądze, które z nadwyżką wystarczyłyby na przykład na sfinansowanie rozbudowy
przedszkola w Laskach.
Jedną ręką wójt wydaje 1,7 miliona
na „wspieranie i promocję”, zaś drugą
ręką zaciąga 1,5 milionowy dług publiczny na konieczną inwestycję.
Z czego gmina ten dług spłaci, nie mogąc przecież prowadzić działalności gospodarczej? Oczywiście z naszych podatków. Moich i Twoich, Czytelniku, którego dzieci bawiły
się tak znakomicie na „darmowej” zabawie karnawałowej.
Ważniejszy dla wójta Witolda Malarowskiego jest cel
krótkoterminowy –że ON wygra wybory, a to, że długi MY
spłacać będziemy latami, nie ma żadnego znaczenia.
Stare rzymskie powiedzenie Dajcie ludowi chleba
i igrzysk staje się w tym roku, roku wyborów do samorządu,
znów aktualne…
Ewa Gajewska
Rondo z pętelką
Śnieg litościwie przysypał efekty pracy dzielnych drogowców, którzy rondo zostawili sobie na „tuż przed świętami”,
wskutek czego, tydzień przed Wigilią, nie można się było dostać samochodem do żadnego z trzech sklepów spożywczych
w Laskach (właściciele i mieszkańcy serdecznie pozdrawiają...). Wystające ponad nawierzchnię studzienki oraz sama
nawierzchnia, niemiłosiernie krzywa, mają być poprawiane, jako że rondo – uwaga – nie zostało podobno odebrane.
Pytam więc: jeżeli tak, to jakim prawem odbywa się tamtędy ruch drogowy, co na to nasza izabelińska policja? Bo będzie
ona miała i tak pełne ręce roboty, gdy wiosną rozpocznie się intensywny ruch samochodowy.
A jednak się kręci..?
Rondo jest okrągłe... a bramki są dwie,
jak mawia znane powiedzenie. Do jednej z bramek już strzelaliśmy gole
jako KK - to te nieszczęsne rowy przy
wyremontowanej trasie. Rowy, które
Masz pomysł jak nazwać
rondo? napisz na
www.kochamkampinos.com.pl
podobno częściowo miały zostać zasypane kamieniami. Teraz na celownik
weźmy rondo.
To kolejny bubel projektancki. Jest tak
wyprofilowane, że główna nitka drogi
z i do Izabelina biegnie niemal prosto,
bez żadnej krzywizny. Kilkoro moich znajomych warszawiaków, jadąc
od miasta, mało co nie doprowadziło
do zderzenia czołowego, bo kierowali się jak poprzednio, czyli nitką na
wprost. Ronda po prostu nie zauważyli, bo nie da się go zauważyć! Rondo
jest „z boku” ul. 3 Maja i z obserwacji wynika, że owszem, spowalnia
ruch, ale tylko w kierunku z Warszawy
do Izabelina. Bez pozyskania przez
gminę działki od południa ulicy tak,
żeby rondo zyskało funkcjonalny wymiar, ten projekt nie miał prawa się
udać. I się nie udał. A skoro nie udało
się pozyskać gruntu pod inwestycję, to
trzeba było tego ronda nie robić w ogóle! Kto odpowiada za ten stan rzeczy?
To nasza gmina, na mocy zawartego
z powiatem porozumienia, podjęła się
wykonania projektu przebudowy drogi.
Koszty opracowania projektu – ponad
50 tys. złotych – to miał być nasz wkład
w tę inwestycję. Rondo zostało zaprojektowane na zlecenie gminy i wykonane, pomimo, że wiadomo było, że
nie zabezpieczono na nie dość miejsca. Władze gminy wolały jednak na
siłę nadrabiać zaniedbania drogowe,
na ostatni przedwyborczy dzwonek.
To, co jest teraz w Laskach woła o pomstę do nieba. Zrobiono jak zwykle
połowiczny ruch, a pieniądze zostały
zmarnowane na ewidentny bubel.
W W W. K O C H A M K A M P I N O S . C O M . P L
Ewa Gajewska
5
N U TA H I S TO R I I
Refleksje na 15-lecie naszej gminy
Otrzymałem po raz kolejny numer biuletynu Kocham
Kampinos, w którym znajdowała się deklaracja członkowska. Jako baczny obserwator naszych gminnych wydarzeń,
cieszę się, że po kilku latach przerwy zrodziła się nowa,
oddolna inicjatywa. Takich zrywów było już kilka, każdy dołożył swoją cegiełkę dla wspólnego dobra. Pozwolę
sobie wymienić Kropkę, tworzoną przez p. Artura Mączkę-Leonhardta z udziałem pp. Zaradkiewiczów, pismo Na
szlaku 708, redagowane przez p. anusza Nowaka, Biuletyn
Stowarzyszenia Inicjatyw Społecznych p. Dionizego Śliwińskiego, Refleksje Klubu Miłośników Izabelina i Puszczy Kampinoskiej czy wreszcie Gazetę Izabelińską Stowarzyszenia
Zdrowa Woda - pod moją redakcją.
Ośmielę się stwierdzić, że biuletyn informacyjny
Stowarzyszenia Kocham Kampinos, jest najlepszą gazetą
z dotychczas ukazujących się w naszej gminie, wydawanym z własnych środków. Informacje w nim zawarte nie
budzą większych kontrowersji i są akceptowane nawet przez
autora kolumny Wieść Gminna, ukazującej się w Listach
do Sąsiada.
Myślę, że dobrze się dzieje, iż zaczyna zanikać podział
na MY i ONI. Zaczynamy prowadzić rozmowy, czasami trudne, ale przy otwartej kurtynie. Przekonujemy się
na argumenty i próbujemy znaleźć rozwiązanie nawet tych
sytuacji bez wyjścia. Zresztą samorząd został powołany,
ażeby zaspakajać zbiorowe potrzeby lokalnej społeczności.
Stowarzyszenie Kocham Kampinos zaczęło o tym otwarcie
przypominać. Pamiętajmy że nie wszyscy chcą mieszkać
w „blokowisku”. Dlatego uważam, że powinniśmy wspierać
tą organizację. Wiele jest do zrobienia. Dla wszystkich star-
Pan Wojciech Białas, od lat zaangażowany
w życie publiczne naszej miejscowości, były
radny gminy, obecny radny powiatu
- na zdjęciu wraz z żoną Joanną
czy pracy, w którą powinniśmy się włączyć.
Piętnaście lat naszej gminy to dobry czas na refleksje,
na spojrzenie na pozytywy i negatywy tego okresu. Jeżeli chcesz coś zmienić, musisz się włączyć, musisz o tym
mówić, a mówić możesz przez niezależne źródło informacji
jakim jest ten biuletyn. Dlatego myślę, że bardzo dobrym
prezentem na jubileusz naszej gminy jest powołanie Stowarzyszenia, które daje nam możliwość publicznej debaty.
Z okazji piętnastolecia powołania naszej wspólnoty,
wszystkim, którzy przyczynili się do jej powstania dziękuję
i życzę Państwu i sobie wielu pięknych chwil w tej przepięknej gminie z którą jesteśmy związani.
Pozdrawiam
Wojciech Białas
Gdy czasy były trudne, a ludzie brali sprawy w swoje ręce
SKĄD WZIĄŁ SIĘ GAZ
Marek Gizmajer wysłuchał relacji
z tamtych lat…
Instalacja gazowa jest dziś
czymś naturalnym. Mamy XXI wiek,
naciskamy guzik, włącza się piec
i jest ciepło. Wygodnie i normalnie.
Mało kto pamięta, że w naszej
gminie zawdzięczamy to oddolnej
inicjatywie samych mieszkańców,
a
zwłaszcza
bezinteresownemu
poświęceniu kilku społeczników.
Jeszcze w latach 80-tych, w zimie
nad Puszczą Kampinoską, dziesiątki
tradycyjnych pieców ogrzewających
domy zasnuwały powietrze dymem, tak
samo, jak w XIX-wiecznym Londynie.
Trzeba było przywozić węgiel albo
rąbać drwa i wdychać kampinoski smog.
Gdy domów przybywało, atmosfera
z roku na rok robiła się dosłownie
coraz gęstsza. Wreszcie ludzie mieli
dość. Było nie było, kończył się wiek
XX. Postanowiono działać, zwołano
gminne zebranie i wybrano komitet
do spraw gazyfikacji. Ponieważ tereny
były rozległe (wówczas należały
do Gminy Babice), podzielono je
na trzy części: od Babic do Borzęcina,
6
od Lipkowa do Mariewa i od Mościsk
do Sierakowa. Każdym zajął się
miejscowy podkomitet. Na obszarze
naszej dzisiejszej gminy były to cztery
osoby: przewodniczący śp. Edward
Laskus, organizator Tadeusz Dziamski,
inżynier Ryszard Rajski i skarbnik
śp. Jerzy Skolasiński. Wszyscy byli
emerytami. Był rok 1985, a sytuacja
w kraju bardzo trudna.
Obowiązki i zadania każdego
podkomitetu
wyłaniały
się
w codziennej praktyce. Obliczono
pieniądze. Okazało się, że mieszkańcy
z własnej kieszeni muszą pokryć
mniej więcej ¼ kosztów. Zaczęli
więc wpłacać raty na konto gminy,
a pokwitowania przynosić skarbnikowi.
Po pięciu latach każdy uzbierał łącznie
po około pół miliona starych złotych.
Plany geodezyjne powierzono Jerzemu
Boczkowi z Lasek. Czekała go ogromna
praca.
Kserokopiarki
czy
faksy
dopiero wchodziły do powszechnego
użytku, plany trzeba było uzgadniać
w Warszawie, pojawiało się mnóstwo
problemów. Pan Boczek wyznaczał
jednak wszystko bardzo dokładnie
(śmiano się, że nawet psie budy),
a do tego z dbałością o otoczenie,
np. omijając stare unikalne drzewa.
Jednocześnie
zawarto
umowę
wykonawczą z Waldemarem Stefańskim
z Izabelina. Jego zadania były nie
mniej skomplikowane. Panował kryzys
i zdobycie jakichkolwiek materiałów
nie było proste. Instalację wykonano
z rur stalowych sprowadzanych aż
ze Śląska. Były ciężkie, musiały być
na miejscu spawane i izolowane. Dziś
lekkie przewody z tworzywa rozwija się
po prostu jak sznurek. Ta technologia
pojawiła się dopiero przy układaniu
ostatnich odcinków, ale była wówczas
nieznana i nie zdecydowano się
na nią. Niemniej, stalowe rury działają
niezawodnie. Nigdy nie było żadnej
awarii.
A ludzie wciąż się dopytywali,
kiedy będzie gaz. Inni z kolei ociągali
się z płatnościami i trzeba ich
było namawiać. Komitet, geodeta
i wykonawca - wszyscy pracowali
pod presją czasu. Przewodniczący
Laskus poświęcał i czas, i zdrowie.
Robocze
narady
organizowano
u Stefańskiego, zebrania społeczne
w Dyrekcji KPN, która zresztą
N U TA H I S TO R I I
od początku gorąco popierała wszystkie
te wysiłki, bo gazyfikacja gminy
oznaczała „oddymienie” puszczy.
Piętrzyły się też trudności, które dziś
można już tylko powspominać jako
egzotykę PRL. Najbliższy gazociąg,
do którego można się było podłączyć,
przebiega wzdłuż toru kolejowego
przecinającego
ulicę
Arkuszową
w Mościskach. Płynie nim gaz ze Śląska
do Huty Warszawa (obecnie Arcelor
Mittal). Jest to półmetrowa magistrala
z wysokim ciśnieniem, które należało
zmniejszyć.
Reduktory
ciśnienia
produkowała fabryka w Rawiczu, ale
jakąś ich małą część można było kupić
tylko na Zachodzie i tylko za dolary,
których potrzeba było 3 tysiące (wtedy
średnia pensja z trudem przekraczała
100 tys.). Fabryka postawiła ciężki
warunek – damy wam reduktor jeśli
sprowadzicie tę część. Niestety,
państwo kontrolowało wówczas całą
bankowość i przelew za granicę był
ściśle
limitowanym
przywilejem,
niedostępnym
dla
komitetu
gazyfikacji. Co tu zrobić? Ktoś sobie
przypomniał, że konto dewizowe
powinien mieć Zakład Niewidomych
w Laskach, bo przecież otrzymywał
datki z zagranicy. Faktycznie, konto
było. Co więcej, Zakład okazał się
również zainteresowany gazyfikacją
i pomógł przeprowadzić transakcję.
Wykonano więc przelew, przyjechała
ważna część, fabryka przysłała
reduktor, gazownicy podłączyli. Był
to reduktor numer jeden, dziś w tym
samym miejscu przy torach stoi cała
stacja. I gaz popłynął. Był przełom lat
1990-1991. Także Polska rozpoczynała
nowy etap.
A potem rozliczono rachunki
i sprawdzono księgi. Wszystko się
zgadzało,
inwestycję
zamknięto.
Dlaczego warto o niej pamiętać? Dziś
takim przedsięwzięciem zajęłaby
się specjalna firma, może spółka
prywatno-publiczna,
może
jointventure. Najpierw potrzebne byłyby
uzgodnienia, uchwały, procedury,
operaty, ekspertyzy. Potem do akcji
wkroczyłaby
ekipa
specjalistów
i doradców wyposażonych w internet,
skanery, GPS i bankowość elektroniczną.
Oczywiście dobrze płatnych. Nasz gaz
zorganizowała garstka społeczników,
którzy wcześniej nigdy tego nie robili,
mieli co najwyżej ksero i działali
bezinteresownie. Naciskamy guzik
i jest ciepło, bo zwykli ludzie potrafili
wziąć sprawy w swoje ręce...
W rocznicę Powstania Styczniowego - pamiętajmy...
Powstanie było wojną partyzancką niewielkich
oddziałów. Objęło Królestwo Polskie, znaczną część Litwy
i Wołyń. Nie ominęło też Puszczy Kampinoskiej. Choć
przegrane – stanowiło ważną lekcję na przyszłość...
Wbrew
propagandzie
historycznej
uprawianej
w carskiej Rosji, a potem w PRL, Powstanie Styczniowe nie
było szaleństwem nieodpowiedzialnych romantyków, ale
aktem samoobrony gwałconego narodu. Rosyjskie władze
w Warszawie wprowadziły stan wojenny, zaostrzyły represje,
zabroniły noszenia narodowego stroju i śpiewania polskich
pieśni, zamknęły wszystkie warszawskie świątynie…
W styczniu 1863 roku zarządziły brutalną brankę
młodzieży do wojska. Żołnierze zajęli ulice, przetrząsali
domy, kogo popadło wyciągali z łóżek, wiązali i wywozili.
Konspiratorzy jednak, uprzedzeni o brance, uciekali małymi
grupami do Puszczy Kampinoskiej i do lasów w okolicach
Serocka. Dochodziło do starć, padli zabici. W efekcie
konspiracyjny Rząd Narodowy ogłosił wybuch powstania
w nocy 22 stycznia 1863 roku.
Często nie mieli broni. Starczyć musiały kosy, toporki
i kije. Carskie wojska w Królestwie liczyły tymczasem 100
tys. żołnierza. Walkami dowodzili kolejno gen. Mierosławski,
gen. Langiewicz i Romuald Traugutt. Polscy urzędnicy
wykonywali rozkazy Rządu Narodowego. W czerwcu
pracownicy Banku Królestwa Polskiego na Placu Bankowym
w Warszawie w biały dzień przekazali powstańcom 3,6
mln złotych i pół miliona rubli. A – jak to w historii bywa –
pomoc z zagranicy nie nadeszła. Europa uznała powstanie
za wewnętrzną sprawę Rosji. Bronił go tylko papież Pius
IX:
Sumienie mnie nagli, abym podniósł
głos przeciwko potężnemu mocarzowi, którego kraje rozciągają się aż
do bieguna... Monarcha ten prześladuje z dzikim okrucieństwem naród
polski i podjął dzieło bezbożne wytępienia religii katolickiej w Polsce.
Represje zaczęły się natychmiast po stłumieniu
powstania. Na Sybir zesłali Rosjanie kilkadziesiąt tysięcy
osób. Szczególnie krwawo rozprawili się z Litwą, którą
sterroryzował
gubernator
Murawiew
„Wieszatiel”.
Skonfiskowano polskie majątki, miastom odebrano prawa
miejskie powodując ich upadek, skasowano klasztory.
W 1867 zniesiono resztę autonomii Królestwa, nazywając je
Krajem Przywiślańskim.
Historia uczy
Z przegranego powstania przyszły Marszałek – syn
powstańca Józef Piłsudski – potrafił wyciągnąć lekcję.
Napisał książkę pt. 22 stycznia 1863, której pierwsze
wydanie ilustrował przyszły Marszałek Rydz Śmigły.
Z przestudiowanych zapisków i z rozmów z powstańcami
wynikało jasno, że w oddolnych zrywach musi istnieć
organizacja, strategia i przywództwo. Wkrótce, dzięki tym
trzem elementom, biedna i zrujnowana Polska potrafiła
sama pokonać najbardziej drapieżną armię świata –
bolszewicką.
W wolnej Polsce w 1919 roku specjalna komisja przyznała
prawa weteranów 3644 żyjącym jeszcze powstańcom.
Rozkazem Piłsudskiego włączono ich w szeregi Wojska
Polskiego i jako pierwszych odznaczono Virtuti Militari.
Otrzymali stałą pensję państwową i prawo do noszenia
galowych mundurów w kolorze fioletowym. Otaczał ich
powszechny szacunek, zaś wojskowi, nawet wyższych
stopni, pierwsi oddawali im honory. Na Pradze uruchomiono
dla nich wzorowe schronisko św. Teresy. W 70 rocznicę
wybuchu powstania wszystkim żyjącym 365 weteranom
przyznano Krzyż Niepodległości.
Trud powstańców nie poszedł na marne. Walki powstańcze
toczyły się też w Puszczy Kampinoskiej. Opisywali je Zofia
Kossak i Paweł Jasienica, wspominał Piłsudski. Odwiedźmy
czasem ich mogiłę. Zadumajmy się nad doświadczeniami
przodków idąc ul. Langiewicza. Historia dzieje się tutaj.
Dzieje się bez przerwy. Trzeba wyciągać z niej lekcje
na przyszłość.
W W W. K O C H A M K A M P I N O S . C O M . P L
7
GŁOS Z PUSZCZY
Śladami powstańców po Puszczy Kampinoskiej
Marek Gizmajer
Od 13 lat w Izabelinie,
anglista, archeolog, miłośnik historii Polski, działacz
Akcji Katolickiej w parafii
św. Franciszka z Asyżu.
Gdy na Wielkanoc roku 1863
powstańcy
opracowali
plan
uwolnienia
więźniów
oraz
zniszczenia warszawskiej Cytadeli,
oddziały z Puszczy Kampinoskiej pod dowództwem
mjr. Walerego Remiszewskiego podeszli do lasów
babickich, tuż pod Warszawę, by zająć strategiczną pozycję
na Bielanach. Wywiad rosyjski udaremnił jednak precyzyjnie
– wydawałoby się – obmyślony spisek. Polacy wycofali się –
przez Lipków i Truskaw – do lasów zaborowskich, tropieni
przez rozwścieczonych Rosjan.
14 kwietnia doszło do zażartej bitwy pod Budą
Zaborowską między zaskoczonymi niespodziewanym
natarciem 250 powstańcami – kosynierami, a 500 w pełni
uzbrojonymi żołnierzami carskimi. Zginął mjr Remiszewski,
zaś zdziczali rosyjscy żołdacy bestialsko wymordowali
rannych. Bohaterski dowódca wraz z 72 poległymi swoimi
żołnierzami pochowany został w zachowanej do dziś
zbiorowej mogile. Nie znamy ich nazwisk; na krzyżu wbito
jedynie 72 ćwieki… Dowódca wojsk rosyjskich gen. Krüdner,
jako trofeum zabrał z pola bitwy przestrzelony, złoty
zegarek majora Remiszewskiego, by triumfalnie wręczyć
go carowi Aleksandrowi.
Ostatnie
oddziały
powstańców
rozbite
zostały
w potyczkach pod wioskami Górki i Stara Dąbrowa.
Rozproszeni, pozbawieni dowódcy, byli wyłapywani przez
kozaków i bez sądu wieszani, zaś rozłożyste gałęzie drzew
służyły za szubienicę.
W 1994 r., mając ok. 170 lat, runęła Sosna Powstańców
w Górkach Kampinoskich, relikwia męczenników
za niepodległość Polski. Miała 3,5 m obwodu i 22 m
wysokości. Niedaleko stamtąd, na polanie Wystawa,
niedaleko Kampinosu, wciąż stoi i na wiosnę okrywa się
zielenią, ponad 250-letni Dąb Powstańców 1863 r.
Z drewna powalonej
sosny wykonano jedenaście unikalnych
krzyży, z których
pierwszy otrzymał
Jan Paweł II. Według
powtarzanego przez
miejscową ludność
podania, jej zwieszające się ku ziemi konary trwale wygięły
się pod ciężarem ciał
młodych, przeważnie
kilkunastoletnich powstańców. Na spoczywającym tam dziś głazie wypisano:
Być pokonanym, a nie ulec.
Marek Gizmajer
Słowo o miłości dyrektora KPN do przyrody...
i nadziei mieszkańców na nienaruszalność granic parku
Na okoliczność zakończenia obchodów 50-lecia KPN,
grudniowe Listy do Sąsiada uraczyły nas sympatycznym
wywiadem z dyr. Misiakiem, w którym to opowiada
o wieloletnich staraniach tejże instytucji o zapewnienie
Parkowi najlepszej ochrony i warunków do regeneracji
i odradzania puszczy. Dyrektor przypomina jak dzięki
objęciu w 1959 r. Puszczy Kampinoskiej ochroną, uniknięto
realizacji wielu niezwykle groźnych dla jej zasobów
inwestycji, jak budowa wielkiej celulozowni w okolicy
Wyszogrodu, elektrowni atomowej – w Kampinosie w pobliżu
Grochal, czy wypuszczanie ścieków komunalnych Warszawy
na wydmy puszczy. Opowiada też o codziennej pracy Parku,
która „wymaga dużego zaangażowania, specjalistycznej
wiedzy, precyzji i autentycznej miłości do przyrody”.
Wielu mieszkańców gminy zainteresowało się właśnie ową
„autentyczną miłością do przyrody” w 2008 roku przy okazji
protestu wobec budowy bloków w Izabelinie.
Hasło NIE BLOKOM W IZABELINIE stało się w efekcie
przyczynkiem do szerszego zgłębienia tematu, zwłaszcza
przez tych, którzy mozolnie realizowali budowy własnych
domów z dostosowaniem do ograniczeń wynikających
z położenia w otulinie i bliskości Parku. Lektura uchwał
Rady Gminy dowiodła wątpiącym, że z błogosławieństwem
8
władz Parku otwarta została furtka wysokiej i zagęszczonej
zabudowie w otulinie Parku i okrawaniu jego granic
(np. tzw. rezerwy pod wymianę).
Obecnie KPN opracowuje nowy PLAN OCHRONY PARKU
na najbliższe 20 lat. Stowarzyszenie Kocham Kampinos
złożyło do tego planu wnioski, z których najważniejsze
to wprowadzenie zakazu zabudowy wielorodzinnej
i szeregowej oraz zakazu lokalizowania nowej zabudowy
kubaturowej
(mieszkaniowej,
handlowo-usługowej)
na terenie KPN, poza wyraźnie określonymi przypadkami
zabudowy na cele gospodarki leśnej oraz urządzeń sportu
i rekreacji, stanowiących obiekty nie związane trwale
z gruntem.
Jeżeli dyrektor rzeczywiście działa w duchu miłości
do Parku – niech zagwarantuje nam spokojniejszy sen
na nadchodzące 20 lat! Nie zapominajmy, że cała Puszcza
Kampinoska to europejski obszar Natura 2000, a to nowy
Plan Ochrony musi uwzględnić.
Jak dotychczas zadania ochronne dla KPN ustalał Minister
Środowiska swoim Zarządzeniem. Zawiera ono następujący
ciekawy zapis: Zagadnienia regulowane przedmiotowym
zarządzeniem nie mają odzwierciedlenia w prawodawstwie
Unii Europejskiej, a więc zarządzenie to nie podlega ocenie,
GŁOS Z PUSZCZY
co do jego zgodności z prawem UE. Czy to jedno zdanie
może tłumaczyć wydaną w ubiegłym roku, a zablokowaną
przez Kocham Kampinos, zgodę dyrektora Parku w sprawie
odlesienia 3,5 ha Cyklistów? Czy możemy więc mieć nadzieję,
że casus ten był tylko niefortunnym „wypadkiem przy pracy”
dyrektora Parku? Projekt planu przedłożony do uzgodnienia
dyrektorowi przez Gminę został pozytywnie zaopiniowany
przez Radę Naukową Parku, w której – w gronie wybranych
przedstawicieli samorządów lokalnych – zasiada pan Witold
Malarowski…
Pewne jest niestety tylko jedno: opracowanie
najdoskonalszego choćby Planu Ochrony nie odwróci
automatycznie faktów dokonanych. Nie zmieni przede
wszystkim uzgodnionego przez KPN, za aprobatą Rady
Naukowej, a jednogłośnie uchwalonego przez Radę Gminy
fatalnego Studium Kierunków jej rozwoju.
Do tego potrzeba woli, której u naszych władz zabrakło
– wbrew składanym deklaracjom. Wbrew woli ogromnej
rzeszy mieszkańców tej gminy.
Urszula Anchim
Do redakcji wpłynął list od Autora, który pragnie pozostać
anonimowy. Czytelniku - osądź sam...
Wierzę, że naprawdę jesteście bez cenzury i proszę o umieszczenie tego tekstu w imię zwalnianych pracowników
w najbliższym wydaniu - w obronie Tych, o których się nie pisze i nie mówi.
Dzisiaj po cichutku zwalnia się piętnaście osób z Gospodarstwa Pomocniczego przy K. P. N. Są to pracownicy
z długoletnim stażem w Parku - trzydziestoletnim i dwudziestoletnim, a więc ludzie już nie młodzi. Pan Dyrektor zwołał
zebranie Gospodarstwa Pomocniczego i wręczył 15 osobom wypowiedzenia z końcem lutego. Otrzymają 3 miesięczne
odprawy (ok. 4 tyś zł) i zasilą sztab ludzi bezrobotnych. Parę osób uroniło łzę… i to płakali nie Ci, co byli zwalniani, bo
nie chcieli dać satysfakcji p. Misiakowi, ale Ci co zostali. Tutaj muszę być sprawiedliwy, bo wszystkie Parki narodowe
likwidują w 2010 roku gospodarstwa, ale żaden chyba Park nie zwalnia ludzi. Gospodarstwa przekształca się zgodnie
z planem, który powstał jeszcze za poprzednich rządów. A wieloletnich pracowników Parki wchłaniają, nie wyrzucają.
Bo takie podobno były uzgodnienia ze związkami zawodowymi. Dyrektor wyjaśnił zwolnionym, że to wina Ministerstwa,
bo nie było rozdzielności budżetowej pomiędzy Parkiem, zasilanym z budżetu państwa, a Gospodarstwem Pomocniczym,
które musiało zarobić na własne utrzymanie.
Gospodarstwo zarabiało na siebie, na utrzymanie nie małego taboru samochodowego (faktycznie wszyscy dyrektorzy
i nie tylko korzystają codziennie z samochodów służbowych). Utrzymanie budynku Dyrekcji też było z funduszy
Gospodarstwa.
Zasługą Pana Dyrektora Misiaka jest powstanie nowego budynku Dyrekcji Parku, bo dawna siedziba Dyrekcji sypała
się ze starości. Ale powstało gmaszysko, gdzie znajduje się dyrekcja, centrum edukacyjne i wielka sala konferencyjna.
Nasuwa pytanie - dlaczego wydano tyle naszych pieniędzy. Budynek robi wrażenie nawet na gościach, którzy
przyjeżdżają z Parków Narodowych i to z zachodu. To właśnie oni otwierają szeroko oczy ze zdumienia, że jesteśmy
tak biednym krajem, a jednocześnie tak mało gospodarnym. Powstała też duża sala konferencyjno - edukacyjna jak
dotąd wykorzystana kilkanaście razy, również na imieniny Pana Dyrektora. Od kiedy wybudowano Centrum Kultury
w Izabelinie sala przy K.P.N jest wykorzystywana sporadycznie. A ile wydano funduszy na budowę? Ile na utrzymanie?
To wszystko za NASZE pieniądze. Pieniądze podatników.
Pan Dyrektor Misiak od dwudziestu paru lat włada K.P.N i jego decyzje są znane w środowisku Gminy Izabelin,
ale niestety bywa, że z ochroną środowiska niewiele mają wspólnego. Kampinoski Park za władania Jerzego Misiaka
mocno się skurczył. My doskonale pamiętamy artykuły w Gazecie Wyborczej krytykujące pewne decyzje i władanie tego
człowieka, ale o dziwo żadnego echa one nie wywołały. Po prostu napisano i sprawie łeb ukręcono. I może warto o tym
przypomnieć, teraz, gdy w lutym kończy się kadencja Dyrektora.
Gazeta Wyborcza zamieściła wspomniane przez Autora listu artykuły w wydaniach z dnia 26 i 27 kwietnia 2004 r. w dziale Gospodarka
OD REDAKCJI - Poniżej zamieszczamy fragmenty wystąpień pokontrolnych NIK:
Z badań kontrolnych w Kampinoskim PN wynika, że
kilkakrotnie zmieniano koncepcje budowy Centrum Edukacji
i Zarządzania każdorazowo rozszerzając zakres rzeczowy
inwestycji, pomimo odstąpienia w 1994 r. od zamiaru
przeznaczenia części pomieszczeń dla Krajowego Zarządu
Parków Narodowych.
Łączna powierzchnia zabudowy Centrum, składającego się
z trzech budynków, wynosi obecnie 1.987,4 m2, powierzchnia
użytkowa 3.981,8 m2 (…) w stosunku do pierwotnej
koncepcji z 1987 r. uwzględniającej pomieszczenia
dla KZPN, przewidującej trzy budynki, wzrost ww.
parametrów inwestycji wynosi odpowiednio 40.9%, 47,4%.
****
Kontrola
ujawniła
istotne
nieprawidłowości
w
zakresie przygotowania i realizacji przez Kampinoski PN
ww. inwestycji, polegające m.in. na:
dokonaniu przez Park, podczas wykonywania prac
budowlanych, podwyższenia wieży budynku nr 1,
bez uzyskania pozwolenia na takie odstępstwo od
zatwierdzonego w pozwoleniu na budowę projektu
budowlanego.(…) Spowodowało to także utratę gwarancji
i rękojmi wykonawcy prac budowlanych...
W W W. K O C H A M K A M P I N O S . C O M . P L
9
C Z Y S TA G M I N A
Czysta gmina
W latach 1999-2000 Fundacja Nasza Ziemia
pod
patronatem
Miry
Stanisławskiej-Meysztowicz
zrealizowała w gminie Izabelin projekt pilotażowy
ogólnopolskiej akcji CZYSTA GMINA. Pełne entuzjazmu
i wdzięczności dzieci uhonorowały panią Mirę Orderem
Uśmiechu, wręczonym w izabelińskiej szkole. Uczniowie,
przeczesując las, dokonali inwentaryzacji dzikich
wysypisk, które następnie zostały uprzątnięte przez gminę.
Czy ktokolwiek dziś pamięta, gdzie znajdują się trzy wybrane
miejsca, objęte patronatem przez szkołę i oznakowane
specjalnymi tablicami?
Podczas Akcji Sprzątania Świata we wrześniu 2000 r.,
w Izabelinie sprzątali Ambasador Australii oraz Marszałek
Sejmu, co było relacjonowane przez prasę, radio i telewizję.
W gronie sprzątających, wśród błysków fleszy, nie zabrakło
oczywiście wójta Witolda Malarowskiego.
W podsumowaniu oceniono, iż rezultatem akcji
było m.in.: rozpoznanie i uprzątnięcie ok. 75% „dzikich
wysypisk” oraz oznakowanie i objęcie monitoringiem
najbardziej zanieczyszczonych miejsc, a także rozpoczęcie
przez władze gminy długofalowych działań zmierzających
do wprowadzenia gospodarki odpadami i egzekwowania
czystości i porządku.
CO DZIŚ POZOSTAŁO PO TAMTYCH WYDARZENIACH?
Niestety, chyba tylko piękne wspomnienia… Szkoła
organizuje wprawdzie rozmaite konkursy edukacyjne,
zbiórki nakrętek, baterii lecz bez programowego
wsparcia organizacynego ze stromny gminy, działania te
są zawieszone w próżni. Raz w roku organizowana jest
ogólnopolska akcja SPRZĄTANIA ŚWIATA, ale czy metodą
jednorazowych zrywów da się sprawić, by gmina Izabelin
była naprawdę czysta?
W sferze planów i deklaracji wszystko wygląda różowo.
Gmina uchwaliła w roku 2007 roku program gospodarowania
odpadami, w którym wyznaczyła sobie za cel objęcie
do roku zorganizowania do 2010 roku zorganizowana
zbiórkią odpadów od 100% mieszkańców, stawiając na rozwój
selektywnej zbiórki szkła, tworzyw sztucznych, złomu,
makulatury. Zaplanowano powszechne wprowadzenie
systemu dwupojemnikowego – mieszkańcy mieli zostać
wyposażeni w dwa worki lub pojemniki – jeden na odpady
„suche” (do recyklingu), drugi na odpady „mokre”
(ulegające biodegradacji). Tyle o planach, które pozostały
na papierze.
A jak to wygląda w praktyce? Czy pojemniki
do selektywnej zbiórki odpadów, które policzyć można
na palcach jednej ręki, stanowią wystarczające rozwiązanie
w 10- dziesięciotysięcznej gminie?
Nierzadki jest taki widok…
Wszystko zaczęło się od ulotki, którą mój mąż przyniósł
do domu, a która to dotyczyła problemu odpadów i sposobów
ich segregacji. Niby wszystko oczywiste – segreguje się to,
co da się jeszcze raz przetworzyć, a dzięki czemu można
będzie oszczędzić środowisko.
Podjęcie decyzji nie zajęło mi dużo czasu.
Od momentu przeczytania… może raptem 5 minut, gdyż tyle
potrzebowałam na rozłożenie pojemników oddzielających
szkło od plastiku i papieru. Cieszyłam się jak dziecko,
a jeszcze więcej radości przysporzyła mi świadomość,
że będę mogła wpoić moim pociechom odpowiednie
nawyki. Niestety! W Laskach nie ma żadnego pojemnika
do segregacji. A w nowym roku znikły również i te, które
postawione były na tyłach urzędu gminy. Zadzwoniłam
do Referatu Ochrony Środowiska naszej gminy
i otrzymałam następujące informacje:
Pojemniki z Lasek zostały zabrane, bo ludzie wyrzucali
tam śmieci komunalne, potłuczone szyby, zepsute
kurczaki… Dokształcaniem młodego społeczeństwa zajmuje
się szkoła i dzieci mogą do pojemników przy szkole wrzucać
makulaturę, a starsi... już i tak się nie nauczą. Na pytanie,
jak sobie radzą inne gminy, otrzymałam odpowiedź, że
Gmina Babice ma dużo pieniędzy, więc może pozwolić
sobie na zaoferowanie mieszkańcom usług odbioru odpadów
sprzed posesji. A my jesteśmy gminą biedną…
Okazało się też, że referendum związane z odbieraniem
odpadów przez gminę, organizowane jakiś czas temu – nie
zostało niestety pozytywnie zakończone. Niedoinformowani
mieszkańcy nielicznie tylko wzięli w nim udział. Może
będzie powtórzone, ale kiedy? Nie wiadomo. Rada Gminy
oczekuje raczej na zmianę przepisów,… które pozwolą,
aby mieszkańcy uiszczali opłaty za wywóz odpadów wprost
do urzędu gminy, razem z podatkiem. Dzięki czemu temu
pozbędziemy się problemu śmieci w puszczy. Wszystko
pięknie brzmi, jednak podstawowe pytanie brzmi:
KIEDY???
Kształtowanie świadomości trwa niestety bardzo długo.
Zabranie pojemników nie rozwiąże problemu zaśmiecania.
Ludzie, którzy porzucali śmieci wokół pojemników, będą to
robić nadal. Zmienią tylko miejsce zaśmiecania. Nie wolno
zrażać się tym, że kilka osób nie wie, co to jest recykling,
więc nie stosuje się do wskazówek na pojemnikach. Sądzę,
że placyk wokół pojemników do segregacji jest łatwiej
sprzątać, niż rowy, zarośla, itp. Dopóki nie obudzimy
w ludziach poczucia, że takie działania szkodzą im samym
i ich dzieciom oraz wnukom w przyszłości, dopóty dalej
w lasach będziemy znajdować telewizory, baterie
i butelki. To bardzo smutne, ale mam nadzieję, że wiele
osób podejmie wysiłek, dając przykład innym, ci z kolei
następnym i następnym... i tak dalej. Tylko czy nasze
władze podejmą wreszcie jakieś wysiłki…
Urszula Wójcik
Czy segregacja musi być problemem?
10
Monika Grzesik
C Z Y S TA G M I N A
A jednak można...
Dobrego przykładu nie trzeba szukać daleko… Gmina
Babice Stare udowodniła, że chcieć, to móc. Od dwóch
lat z powodzeniem funkcjonuje tam powszechny system
selektywnej zbiórki odpadów. I zyskuje coraz więcej
zwolenników – obecnie około 70% gospodarstw segreguje
śmieci! Niepotrzebne było referendum! Każdy mieszkaniec,
który przyłącza się do akcji, otrzymuje worki do selektywnej
zbiórki – szkła, makulatury, plastiku. Po uzbieraniu
do pełna, wystawia worek przed posesję, po czym jest on
odbierany przez firmę wyłonioną w gminnym przetargu.
Każde gospodarstwo chętne do segregacji ma tam swój
numer, który widnieje na workach. Ludzie wiedzą, w jaki
sposób odpady sortować, żeby były przydatne po dalszej
przeróbce (że plastik to tylko z produktów spożywczych,
a nie po chemii, że butelki i słoiki trzeba umyć, a papier musi
być czysty, niezatłuszczony, itd.). Wstyd i nieprzyjemności,
polegające na obowiązku pokrycia kosztów wywozu, mogą
mieć tylko ci, którzy do worków takich chcieliby wrzucić
zwykłe odpady, czego nie da się ukryć pod przezroczystą
folią…
Całe to przedsięwzięcie kosztuje gminę Babice Stare
10 tys. zł miesięcznie, czyli 120 tys. zł rocznie, z czego część
Pierwszą akcję oczyszczania lasu mamy już za sobą.
Sami byliśmy zdziwieni, że taka mała grupa może zrobić
tak dużo. A jeśli będzie nas więcej?
„Pierwsza drużyna porządkowa” naszego Stowarzyszenia,
w sile pięciu dorosłych, czworga dzieci i jednego psa,
ofensywę rozpoczęła na placu zabaw przy ul. Rynkowej
w Izabelinie. Tam szybko zdobyliśmy „łupy” w postaci
siedmiu pełnych worków śmieci, po czym przesunęliśmy
front w stronę Helenówka. Na terenie niesławnej „rezerwy
budowlanej” odkryliśmy dzikie wysypisko o powierzchni
kilkuset metrów kwadratowych, które było tak zaśmiecone,
że jego uprzątnięcie zabrało nam resztę czasu. Bagatela –
kilka godzin…
To po prostu nieprawdopodobne, co i w jakiej ilości
zaradni obywatele potrafią „powierzyć naturze”. Oczy
otworzyły nam się szeroko. Przede wszystkim z leśnego
poszycia wydłubaliśmy kilka worków butelek po alkoholu.
Na tak małym skrawku! Kto to wszystko wypił i po co? Oprócz
zalewu plastikowych pojemników pojawiały się też artykuły
codziennego użytku o najróżniejszym przeznaczeniu,
czasem przedmioty zupełnie zagadkowe. Najcenniejszym
trofeum był odkurzacz, zaś największym kanapa. Po co ktoś
zadał sobie tyle trudu aby przytaszczyć ją aż tutaj, skoro
gmina organizuje darmową wywózkę takich przedmiotów?
A może o tym nie wiedział? Tak czy siak, kanapa była
zbyt nasiąknięta wilgocią i nie daliśmy rady wydobyć jej
na światło dzienne.
Wyniki akcji przerosły najśmielsze oczekiwania.
Po dwóch godzinach zmagań zebraliśmy TRZYDZIEŚCI
PEŁNYCH WORKÓW ODPADÓW, sporo plastikowych wiader
i cztery opony. Wszystko posortowaliśmy, oznakowaliśmy
naszym logo i zawieźliśmy własnymi samochodami
do pojemników przeznaczonych do selektywnej zbiórki
odpadów znajdujących się przy dyrekcji Kampinoskiego
Parku Narodowego.
WKRÓTCE OKAZAŁO SIĘ, ŻE DZIEŁO, Z KTÓREGO BYLIŚMY
SZCZERZE DUMNI, NIE OD RAZU SPODOBAŁO SIĘ DYREKCJI
KPN… Pojemniki do segregacji odpadów, tak zachęcająco
ustawione na parkingu, okazały się być zarezerwowane
do innych, prywatnych celów. Za „zaśmiecenie terenu
parkingu” – o ile miałoby się w przyszłości powtórzyć –
mielibyśmy pokryć koszty wywozu zebranych śmieci! Udało
nam się jednak osiągnąć porozumienie. Dyr Jerzy Misiak,
zreflektowawszy się, oświadczył gotowość do współpracy
z naszym Stowarzyszeniem i odbioru każdej ilości zebranych
w lesie śmieci. Poza tym, że śmieci z okolic gminnego
Czysty las
120 tys. zł rocznie wydaje Gmina Babice na
skuteczną segregację odpadów.
140 tys. zł miesięcznie dopłaca Gmina Izabelin do imprez w Centrum Kultury
podlega refundacji ze specjalnego funduszu Województwa
Mazowieckiego, który zasilany jest z opłat środowiskowych,
ponoszonych przez producentów odpadów. W sumie
całkowity koszt na jednego mieszkańca wynosi mniej niż
1 złotówkę…
A
efekty?
Pracownicy
wydziału
komunalnego
z przyjemnością zbierają pochwały zadowolonych obywateli.
Wszędzie jest czyściej, to widać od razu – chwalą się – a my
mamy mniej pracy z uprzątaniem śmieci, które dotychczas
znaleźć można było w rowach i przydrożnych zaroślach.
Możemy tylko pozazdrościć...
Monika Grzesik
Chcesz mieszkać w czystym otoczeniu? Boli
cię zaśmiecanie przyrody? Czekaj na zapowiedź kolejnej akcji na naszej stronie i przyłącz się do nas. Wspólna praca dla pozytywnego celu zbliża ludzi, a ruch na świeżym
powietrzu poprawia zdrowie. Czekamy tylko,
aż śnieg stopnieje… i odsłoni kolejną porcję
„leśnych skarbów”.
placu zabaw (dwa wory butelek po alkoholu różnej mocy)
wrzucimy następnym razem do pojemników przy Urzędzie
Gminy – o ile powrócą one na swoje dawne miejsce.
Dziękujemy wszystkim uczestnikom akcji sprzątania
lasu, a wśród nich pani Teresie Friedrich, panu Piotrowi
Głuszkowi, panu Lucjanowi Pieli oraz Zuzi, Ani, Frankowi
i Benkowi.
Monika Grzesik
W W W. K O C H A M K A M P I N O S . C O M . P L
11
POMYSŁ NA IZABELIN
Wolnoć Tomku w swoim domku
Osiedle „Solea” to zespół dziewiętnastu rezydencji
położonych w graniczącym z Kampinoskim Parkiem
Narodowym Izabelinie – podwarszawskiej miejscowości
o charakterze willowym – oto cytat ze strony dewelopera,
który właśnie tak zachwala wybudowane ostatnio
„szeregowce” przy ul. Fedorowicza w Izabelinie – Architekci
w twórczy sposób połączyli przestrzeń zewnętrzną
i wewnętrzną domów. Szczególnie istotny był kontekst
lokalny i przyrodniczy, dlatego wyraziste formy budynków
są harmonijnie wtopione w otoczenie. Część elewacji
pokryta jest cedrem kanadyjskim – drewnem o najlepszych
parametrach odporności na czynniki zewnętrzne.
Spektakularne przeszklenia łączą wnętrze z krajobrazem,
który jest nieodłączną częścią i przedłużeniem wnętrz.
Szkoda, że w tym twórczym działaniu wykonawca nie
kwapi się by przeciwdziałać dewastacji graniczącego
z budową terenu, godząc się na to, by piękny do niedawna
obszar lasu przeznaczony dziś pod zabudowę, zamienił się
w wysypisko gruzu i śmieci.
Przejeżdżając tamtędy codziennie zadaję sobie pytania,
dlaczego sam deweloper do dnia dzisiejszego nie dostrzegł
potrzeby dbałości o porządek wokół inwestycji, pomimo,
że przepisy o prawie budowlanym wyraźnie go do tego
obligują? Dlaczego nie działa tak, by opisany w reklamie
rzekomy kontekst lokalny i przyrodniczy urzeczywistniał
się podczas oględzin przez osoby zainteresowane. Zadaję
sobie również pytanie o przyczynę braku zainteresowania
i widocznej reakcji ze strony naszych władz na tą sytuację.
Czy wynika to może z faktu, że transakcja sprzedaży gruntu
została zamknięta i teren nie jest już własnością gminy,
więc można o nim zapomnieć wyrażając tym samym zgodę
na jego dalszą dewastację?
W. Grzybowski
Pomysł na Izabelin
Izabelin nie odbiega wyglądem
od innych gmin w naszym kraju. I w tym
problem. Gmina położona przed laty
w
pięknym
leśnym
otoczeniu,
ze skromnymi domkami, staje się w tej
chwili tęsknotą za tamtymi czasami.
W ciągu ostatnich lat powstało tysiące domów, domków
i domeczków, każdy na swoją modłę. Stoją obok siebie,
domek
drewniany,
pałac
ala XIII wiek, domek wkomponowany w leśne otoczenie
i rezydencja, której nie powstydziłby się właściciel działki na Lazurowym Wybrzeżu.
A ostatnio powstają osiedla, te niby
super ekologiczne, rażące swą architekturą nawet subtelne sosny, które
jeszcze oparły się wycince, wielkie
gmaszyska sięgające betonem pod
12
szczyty 60-letnich sosen. deweloperzy
dzielą działki na dwie i budują dwa
domy, które oczywiście później będą
miały dwóch właścicieli. Wszystko
oczywiście przy cichej aprobacie dawnych mieszkańców. Kiedy rozmawiam
z nimi, czuję niezadowolenie i strach
przed przeciwstawianiem się.
Co jest przyczyną tego stanu rzeczy?
Budownictwo
podlega
jednemu,
ogólnemu dla całego kraju prawu
budowlanemu. Co nie jest zabronione,
jest dozwolone. I wolnoć Tomku
w swoim domku. Jeżeli do tego dodamy
faktyczny brak nadzoru budowlanego
i tworzenie ustaw pozwalających
na cięcie drzew i budowanie wielkokubaturowych budynków, mamy tak,
jak mamy.
Ale
podobno
jesteśmy
społeczeństwem
obywatelskim
i możemy żądać zmiany warunków
zabudowy w tak pięknym przyrodniczo
środowisku. Tego, co zniszczono nie
naprawimy w całości, ale nowe domy
mogą powstawać z zachowaniem
dodatkowych zasad np. z zachowaniem
niskiej zabudowy, kąta spadku dachu...
Uważam, że w naszej Gminie powinien
być rozpisany konkurs dla architektów
na ustalenie warunków zabudowy
i mieszkańcy powinni mieć wpływ
na jego przyjęcie.
Takim samym problemem jest
grodzenie działek. Przepisy ogólne
pozwalają na murowane, pełne
ogrodzenie od ulicy o dużym natężeniu
ruchu, ale jak to wygląda? Czy nie można
posadzić gęstego żywopłotu? Wzorcem
dla nas powinno być budownictwo
alpejskie, z jego prawem, i grodzenie
skandynawskie.
Jesteśmy
gotowi
powalczyć?
Tola
TRADYCJA
Zwykła kromka chleba
Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba
Podnoszą z ziemi przez uszanowanie
Dla darów Nieba... Tęskno mi, Panie...
Cyprian Kamil Norwid - Moja piosnka II
Polska tradycja nakazuje nam od pokoleń szczególny
szacunek dla chleba. To u nas łamano się chlebem
w wigilijny wieczór, żegnano znakiem krzyża świeży
bochenek chleba przed pokrojeniem, wreszcie, starannie
zbierano okruszki w trakcie sprzątania ze stołu. Chleb od
zawsze był podstawowym pokarmem, za który płacono
życiem w czasie wojen, za którym tęsknili nasi rodacy na
emigracji. Polski chleb do dzisiejszego dnia stanowi nie
lada przysmak na najbardziej wykwintnych stołach całego
świata. Dla nas jest rzeczywiście chlebem powszednim.
Codziennie kupujemy bochenek świeżego pieczywa,
z którego przygotowujemy kanapki na śniadanie i na kolację.
Podajemy chleb do zupy czy bigosu, ale najprostszą formą
jest zwykła kromka chleba z masłem. Najlepszy chleb,
to chleb świeży, pachnący, z rumianą i chrupiącą skórką.
Jeszcze lepszy jest ten własnoręcznie upieczony…
Chodzi o cały rytuał związany z tradycynym
przygotowywaniem chleba: trzeba postarać się o zakwas,
a jeszcze lepiej o „zaciastek” (szklankę surowego ciasta
z poprzedniego wypieku) z piekarni, o specjalną mąkę:
orkiszową, razową lub inną z ekologicznego wodnego młyna,
wreszcie o ziarna, otręby i nasiona. Ciasto przygotowuje się
poprzedniego dnia, a gdy podrośnie wkłada do piekarnika.
Efektem jest świeże pieczywo, bez żadnych konserwantów,
o wspaniałym smaku. Znika błyskawicznie zarówno
z domową konfiturą, jak i z białym serem, samym masłem,
posypane rzeżuchą lub solą. Smakuje zaraz po upieczeniu
i po kilku dniach, gdy nabiera powoli wilgoci. Jako pierwszy
zakwas może posłużyć 1 szklanka kupionego w sklepie żurku
(zmieszanego z mącznym osadem z dna butelki).
Oto przepis:
1 kg mąki pszennej lub zmieszanej w proporcjach 1:3
pszennej i żytniej lub orkiszowej
1 szklanka zakwasu* lub jeszcze lepiej surowego ciasta
z piekarni (ja dodaję już ciasto pozostawione w słoiku
z poprzedniego pieczenia, trzymam je w lodówce)
5 szklanek letniej wody
5 szklanek dodatków, np. pestek z dyni, ze słonecznika,
sezamu, siemienia lnianego, płatków owsianych itp.
Możemy również dodać otręby żytnie lub pszenne.
1 łyżka stołowa soli
Sposób przygotowania:
W wodzie rozpuszczamy zakwas albo ciasto
z poprzedniego pieczenia, dodajemy składniki i wyrabiamy
przez około 10 minut. Odstawiamy przykryte bawełnianą
ściereczką w ciepłe miejsce. Powinno tak stać około
10 godzin. Przekładamy ciasto do prostokątnych foremek
posmarowanych olejem i obsypanych mąką. Możemy
też uformować owalne bochenki i ułożyć je na blasze
do pieczenia. Pamiętamy o odłożeniu porcji surowego
ciasta do słoika i schowaniu go do lodówki. Przed włożeniem
foremek do piekarnika ciasto smarujemy z wierzchu olejem
albo bardzo gorącą wodą, posypujemy makiem, czarnuszką
albo mąką. Pieczemy w piekarniku rozgrzanym do 200 °C
przez 75-90 minut. Gdy przygotowujemy ciasto razowe
z żytniej mąki możemy dodać do niego trochę miodu i kminku.
Ważne jest eksperymentowanie z różnymi gatunkami mąki
i z różnymi dodatkami. Ćwiczenie czyni mistrza!
Barbara Kozłowska mieszkanka Izabelina,
przyjaciółka rodziny Kuroniów, współautorka książek Macieja Kuronia
Sposób na ocieplenie klimatu (domowego)
potraw, pojawiających się na naszych
stołach. Nieprzyzwoicie kaloryczny,
rozgrzewający, pachnący… przywraca
optymizm w mroźne zimowe wieczory.
Wypróbujcie Państwo doskonały
przepis na mój ulubiony smalec według
książki Kuchnia Rzeczypo spolitej Wielu
Narodów autorstwa Macieja Kuronia:
Własnoręcznie wypieczony chleb
fantastycznie smakuje z domowym
smalcem. To genialne w swej prostocie połączenie, wypróbowane przez
całe pokolenia, nie traci blasku wśród
wielu najbardziej nawet egzotycznych
1 kg słoniny
500 g surowego, wędzonego boczku
1 duże kwaśne zielone jabłko
2 cebule
1 główka czosnku
1 łyżeczka zmielonego kminku
1 łyżka majeranku
sól, pieprz
Słoninę kroimy w kostkę albo przepuszczamy przez maszynkę z grubym sitem. Topimy z wolna w rondlu,
a po 15 minutach dodajemy tak samo
posiekany boczek. Kiedy smalec jest
wytopiony, a skwarki złociste, zdejmujemy rondel z ognia i dodajemy utarte jabłko, drobno posiekaną cebulę
i posiekany czosnek, utarty z odrobiną
soli Dokładnie mieszamy i wsypujemy pozostałe przyprawy. Jeszcze raz
mieszamy. Rozlewamy warstwami do
miseczek, tak żeby skwarki nie opadły
na dno.
Joanna Liszkiewicz-Kuroń
W W W. K O C H A M K A M P I N O S . C O M . P L
13
K O N K U R S F O TO G R A F I C Z N Y - T RWA I I E D Y C J A P E J Z A Ż Z I M O W Y
Drodzy Czytelnicy,
Zakonczył sie pierwszy etap konkursu fotograficznego,
skierowanego do miłośników piękna nasze okolicy. Dziękujemy wszystkim fotografom-amatorom, którzy obcując
z naturą i wnikliwie ją obserwując, otwierają przed widzem
drzwi do krainy magii światła i cieni. Zachęcamy do kontynuowania artystycznych poszukiwań w kolejnym etapie
konkursu. Szczegóły oraz opublikowane zdjęcia konkursowe
na stronie www.kochamkampinos.pl
Wacław Piekarski
Jury konkursowe w składzie:
Zbigniew Zaradkiewicz – przewodniczący jury
Monika Grzesik – przedstawiciel Stowarzyszenia Kocham
Kampinos
Wacław Piekarski – właściciel Studia FotoPiekarnik
Wiktor Wołkow – patronat honorowy
nagrodziło następujące prace:
I MIEJSCE oraz Nagroda Specjalna - Waldemar Grzybowski
III MIEJSCE - Państwo Doleccy
Zygmunt Zaradkiewicz
Propozycję przewodniczenia jury przyjął z życzliwością pan Zygmunt Zaradkiewicz. Ten skromny człowiek, zaangażowany w sprawy społeczne
jako radny powiatu, to wybitny grafik, laureat
licznych nagród, z których sam najbardziej ceni
sobie pierwszą – Złotą Szpilkę. Artysta jest najmłodszym laureatem tej nagrody w jej historii
- jury z wielki malarzem Arturem Nacht-Samborskim na czele, przyznało mu ją jako studentowi
zaledwie II roku ASP. Gigant karykatury Szymon Kobyliński, w ramach
żartu, proponował artyście podczas ceremonii wręczenia zamianę –
dawał swoje trzy Brązowe Szpilki za tę jedną Złotą. Sam Kobyliński
dopiero w 1984 roku otrzymał Złotą Szpilkę z Wawrzynem za całokształt
pracy twórczej. A Zygmunt Zaradkiewicz – może przez sentyment
dla pierwszego artystycznego lauru – upodobał sobie właśnie rysunek
satyryczny. Szkoda, że nie doczekał się wystawy w Izabelińskim Centrum Kultury.
14
II MIEJSCE - Jolanta Grzybowska
Nagroda Internautów - Maria Sternicka
Wiktor Wołkow
Patronat honorowy nad
naszym konkursem fotograficznym obął Wiktor
Wołkow, artysta-fotografik, od 40 lat specjalizujący się w fotografii pejzażu
oraz przyrody Podlasia.
Członek Związku Polskich
Artystów
Fotografików,
autor około stu wystaw indywidualnych i albumów, m.in.: Wołkow, Biebrza, Krzyż, Słońce,
laureat ponad 100 nagród i wyróżnień w konkursach fotograficznych, zarówno krajowych,
jak i międzynarodowych. Wiktor Wołkow fotografuje metodą tradycyjną - analogową.Oglądajac jego zdjęcia, odnajdujemy w osobowość
i charakter tego wybitnego fotografa.
C O Ś C I Ę N I E P O K O I , C I E K AW I , Z A C H W Y C A ? Z R Ó B Z D J Ę C I E D O G A Z E T K I !
K O N K U R S F O TO G R A F I C Z N Y - T RWA I I E D Y C J A P E J Z A Ż Z I M O W Y
Zakątek duszy
Przez trzęsawiska, tropem łosia, ktoś dźwiga motocykl. Widzę go z daleka w śnieżycy wśród stada żubrów. W niebie
wysokim leci na czele klucza gęsi. Z drzewem w jedno zrośnięty trwa. W kropli srebrzystej na nici pajęczej wita
pierwszy promień słońca. We mgle porannej szuka klucza złotego do skarbnicy Matki nas wszystkich, który utonął
w Czerwonym Bagnie.
Już kilka dziesiątków lat minęło od daty kiedy los pozwolił mi napisać pierwsze słowo o Wiktora fotografii dla miesięcznika
Projekt. Już nie bardzo pamiętam co wówczas napisałem. Chyb coś o sośnie nad mogiłą powstańczą pod Sokołdą. Później
razem przemierzyliśmy szmat jego ulubionej, a i mnie serdecznie bliskiej Polski północno-wschodniej. Zrobiliśmy wspólnie
niejedną książkę.
Pierwsza
była
czarno-biała,
ascetyczna, mocno kadrowana, opatrzona
pasującym do jej poetyki tekstem
Edwarda Redlińskiego, opowieść o płotach,
drogach,
koniach,
krowach,
ptakach… Słowem saga spraw zwykłych
z okolic serdecznych, która dzięki
obiektywowi Wiktora stała się fotograficzną
„poezją białą”. Potem zrobiliśmy
Biebrzę, Krzyż dla Jana Pawła II, Słońce
z Miłoszem dla wszystkich. Świecący
krąg. Tarcza. Ale Wiktor potrafił odkryć
w nim i wokół niego tysiące zjawisk
niepowtarzalnych poprzez swoją zaciekłą
dociekliwość, katorżniczą pracę i
sumienność wieloletniej obserwacji. Jakieś
świty biebrzańskie i narwiańskie,
krwawe lodowiska w mroźne zachody,
bociany w purpurze, drzewa
w ogniu, krzyż po trzykroć wrośnięty
w ziemię, ścieżka biegnąca ku słońcu z postacią nieostrą – życiem steraną lub tylko wspomnieniem będącą.Jest coś w jego
fotografii co może wydać się naiwnością, a co ja traktuję jako powściągliwość, intuicyjne ograniczenie środków, ascezę
bliską niekiedy hasłom minimalizmu w sztuce. Widzieć należy dalszy ciąg Wiktorowej wizji w nas samych. Nie sposób też
w pełni ocenić osobowość Wiktora bez znajomości jego losu, pogodnych i trwałych przyjaźni, ptaków w ogródku Grażyny,
heroizmu trwania po stracie…
Od lat na mojej półce leży książka Jana Bułhaka Fotografika – Zarys Fotografii Artystycznej.
Stary mistrz w wielu miejscach formułuje zdania, które tu przytoczę myśląc o pracach Wiktora.
Teleobiektyw jest najlepszym i prawie jedynym narzędziem, gdy idzie o „obraz”, a nie o fotografię, o obraz skomponowany
prawidłowo, z uwzględnieniem normalnego odstępu i dobrej perspektywy zależnej od tego odstępu…
(...) W myśl zasady Johna Ruskina, że wszelkie piękno pochodzi od przyrody, a ona jest najwyższym urzeczywistnieniem
i wzorcem wiekuistym, Bułhak utrzymując, że sztuka powinna być przede wszystkim intymnym obcowaniem z Naturą
wieczną i nieskończoną, w swej Fotografice napisał: …Nie pomnażać fotograficznych lamusów jeszcze jednym spisem
inwentarzowym skopiowanej ,,prawdy” i ,,rzeczywistości”, która bardzo mało obchodzi artystę, lecz – dawać radość
i wzruszenie innym, przez ukazanie zakątka własnej duszy.
prof. Andrze Strumiłło
Najnowszy album Wiktora Wołkowa pt. Lot z dedykacją autora stanowi nagrodę specjalną w każdej edycji konkursu.
Grunty za złotówkę, czyli jak się nie dać spec-ustawie
W zeszłym roku w Laskach słychać było płacz i zgrzytanie
zębami, bo Gmina zabierała część prywatnych działek „pod
drogę - za symboliczną złotówkę albo za postawienie płotu
w nowym miejscu” Gmina korzystała tutaj z tzw. specustawy, która zezwala, dla realizacji inwestycji związanych
z drogami publicznymi, na wydzielenie „z urzędu”
z prywatnych posesji terenu potrzebnego pod daną inwestycję
– za zapłatą odszkodowania. Bywało jednak, że gmina nie
płaciła odszkodowań, bo... nie było komu. Przejmowane
grunty formalnie nie miały właściciela! Taka sytuacja
zdarzyła się w Laskach na ul. Cichej, na 3 Maja, Podleśnej
i w kilku innych miejscach, gdzie plany zagospodarowania
przewidywały szerszą drogę albo nieszczęsne rondo.
Drodzy Sąsiedzi, trzeba trochę powydeptywać korytarzy
w urzędach i sądach, żeby raz na zawsze załatwić
te spadki, podziały i wpisy. Wniesienie sprawy o nabycie
spadku to zaledwie 300 zł, osoby w trudnej sytuacji mogą
też wnioskować w sądzie o rozłożenie na raty, albo nawet
całkowite zwolnienie z kosztów sądowych. W większości
przypadków nie płaci się nawet podatku od nabycia spadku
(przy pierwszym stopniu pokrewieństwa).
Zapytana o sprawę pozyskania gruntu pod rondo, pani
Agnieszka Sobczak - z-ca kierownika Wydziału Geodezji powiedziała, że urzędnicy mieli związane ręce - nie mogli
prowadzić rozmów o wywłaszczenie gruntu na potrzeby budowy
ronda, gdyż rodziny zamieszkujące na przyległych działkach
„od 2002 roku do dziś nie uregulowały stanu prawnego
i swego tytułu własności, wynikającego ze spadków”. Pani
kierownik twierdzi, że Gmina już kilka lat temu przekazała
mieszkającym tam rodzinom cały komplet dokumentacji
do wypełnienia, by mogli założyć w sądzie sprawę o nabycie
spadku…
Osoby, którym zabrano część działki „za symboliczną
złotówkę” mogą, a nawet powinny uregulować stan prawny
nieruchomości, a następnie złożyć wniosek o odszkodowanie
(o ile nikt się go nie zrzekł). Pani Agnieszka Sobczak
zadeklarowała, że wydział geodezji nadal gotów jest
pomóc w uregulowaniu stanu prawnego wzmiankowanych
nieruchomości:
przygotuje
potrzebne
formularze,
poinstruuje co i jak wypełnić, gdzie złożyć dokumentację.
Ludzie muszą zrozumieć, że nic się samo nie zrobi,
a strategia bierności i przeczekiwania działa tylko na ich
niekorzyść - podsumowuje pani kierownik.
A osobom, które mają ustalone prawa do swoich działek
warto przypomnieć, że mogą, lecz nie muszą poprzestawać
na „symbolicznych złotówkach”; mogą oczekiwać słusznego
odszkodowania za grunty oddawane na cel publiczny.
Ewa Gajewska
W Y Ś L I J T E M AT D O G A Z E T K I @ K O C H A M K A M P I N O S . C O M . P L
15
STOWARZYSZENIE KOCHAM KAMPINOS ZAPRASZA
JEŻELI POPIERASZ NASZĄ WIZJĘ ROZWOJU IZABELINA,
NIE CHCESZ MIESZKAĆ W OTOCZENIU BUDYNKÓW WIELORODZINNYCH, WDYCHAĆ SPALIN SAMOCHODÓW ZAMIAST
CZYSTEGO POWIETRZA LEŚNEGO - możesz dać temu wyraz
zostając CZŁONKIEM WSPIERAJĄCYM NASZEGO STOWARZYSZENIA.
WYPEŁNIJ I ODEŚLIJ ZAŁĄCZONĄ DEKLARACJĘ! Znajdziesz ją również na naszej stronie www.kochamkampinos.
com.pl. Tam także możesz zapoznać się z naszym REGULAMINEM i innymi ważnymi informacjami.
W stowarzyszeniu Kocham Kampinos nie ma obowiąz-
ku płacenia z góry ustalonych składek. Każdy z członków
może dokonać wpłaty dobrowolnie zadeklarowanej kwoty
na nasze konto. Wyłącznie dzięki tym – najdrobniejszym
nawet - wpłatom wydajemy naszą gazetkę. A ma ona
nakład blisko 2 tys. egzemplarzy! Każdy ma możliwość ją
współtworzyć.
Zaproponuj temat, który warto poruszyć, lub napisz artykuł! Podziel się swoimi obserwacjami i przemyśleniami.
Działając razem, mamy realny wpływ na sprawy naszej gminy. Nie pozwólmy, by władze decydowały o nas bez nas.
Jakoś to będzie..?
Każda posesja powinna wykazać się
podpisaną umową z firmą wywożącą nieczystości. Tymczasem wiele gospodarstw
nadal spala śmieci w swoich piecach,
co niestety jest odczuwalne nie tylko gołym
nosem, ale również pozostawia toksyny
w ziemi.
Gmina postanowiła zająć się tym problemem, jednak mam wrażenie że nie od
tej strony co potrzeba. Wszystkie firmy usu-
wające nieczystości zostały powiadomione, że nowe umowy podpisywane w gminie
Izabelin nie mogą zawierać zapisu o wywozie nieczystości rzadziej niż raz na dwa
tygodnie. Gmina wspiera się tu orzeczeniem
Sanepidu. Wspaniale. Ale czy gmina zastanowiła się co z umowami już istniejącymi?
Co ze śmietnikami o pojemności 1100l? Oczywiście umowę raz zawartą można zmienić
– wywóz co dwa tygodnie. Ale jak zapełnić
pojemnik 1100l w dwa tygodnie? Pojemnik można wymienić – jednak co z osobami, które wykupiły pojemnik na własność?
W gminie otrzymałam informację, że jest to
problem właściciela pojemnika... Na pytanie
w jaki sposób będą egzekwowane przepisy
otrzymałam informację, że ludzi jest mało,
ale jakoś to będzie…”
Anna Mandes
Obowiązek odśnieżania
Odśnieżanie chodników jest obowiązkiem każdego właściciela posesji przylegającej do chodnika. Jednak rzeczywistość
pokazuje, że nie każdy wywiązuje się z tego
obowiązku. W pewnym stopniu jest to zrozumiałe, bo brakuje czasu i siły. Są wśród nas
ludzie starsi, są zapracowani, są tacy, których
działki nie są zabudowane i zamieszkałe…
Jednak czy gmina również może nie wywiązywać się z tego obowiązku? Przystanki autobusowe są odśnieżone przez służby
MZK, ale dojście do nich wymaga nie lada
umiejętności – lawirowania pomiędzy samochodami na ośnieżonej i oblodzonej
jezdni, bądź brodzenie w śniegu po kolana
Energetyka w Izabelinie
Jak wszyscy wiemy, jesteśmy skazani na jakość energii elektrycznej,
którą obdarza nas PGE Dystrybucja
Warszawa-Teren Sp. z o.o. z Pruszkowa.
Gwałtowne i niespodziewane
wyłączenia prądu trwają od wielu lat, a władzom naszej gminy
najwyraźniej to nie przeszkadza.
Nie są też w stanie porozumieć się
z Pruszkowem w sprawie priorytetów
prac naprawczych sieci przesyłowych
i lokalnych.
Brakuje również interwencji sekcji technicznej władz gminy w PGE
w kwestii niefachowo przeprowadzanych napraw w tych sieciach („zabawy
prądem”), które nierzadko skutkują
16
uszkodzeniami urządzeń RTV-AGD
i sprzętu komputerowego.
Moim zdaniem większość określonych w przepisach parametrów,
zwłaszcza „nieplanowanych mikroprzerw” jest poważnie przekroczona.
Proponuję, by sekcja techniczna Urzędu Gminy dokonała tych
pomiarów z użyciem specjalistyczn
ego sprzętu i złożyła w imieniu mieszkańców stosowny wniosek reklamacyjny do PGE ZEWT.
Bywa także, że nocą gaśnie nagle
oświetlenie na niektórych ulicach,
innym razem latarnie świecą się w
biały dzień. O to też warto zapytać.
Piotr Głuszek
(skarbnik Stowarzyszenia Kocham Kampinos)
(przykład: ul. 3 Maja od drukarni w stronę
Lasek). Czy w przypadku gdy mamy już nowe
chodniki, to gmina nie może ich odśnieżać
specjalnym sprzętem – traktorkiem, małym
spychaczem, etc.? A może zatrudnić osoby
bezrobotne przy takich pracach publicznych
– z pożytkiem dla nich samych i całej gminnej społeczności?
Zapewne nadchodząca wiosna (która
jednak w tym roku nie spieszy się zbytnio)
sprawi, że problem „sam się rozwiąże”. Oby
jednak do tego czasu nikt z nas nie połamał
nóg na śliskiej nawierzchni…
Anna Mandes

Podobne dokumenty

Listy do Sąsiada (Październik 2015)

Listy do Sąsiada (Październik 2015) również w  wersji elektronicznej. Skierowania do laboratorium, wyniki badań są już w formie elektronicznej. To bardzo usprawnia pracę lekarzom, paniom pielęgniarkom, pracownikom laboratorium oraz s...

Bardziej szczegółowo

Listopad 2015 - Centrum Kultury Izabelin

Listopad 2015 - Centrum Kultury Izabelin majątkowych za rok 2014. Podczas sesji radni uchwalili następujące uchwały: • uchwała X/71/15 RGI (11 głosów za, 0 przeciw, 3 wstrzymujące) w sprawie zmiany Wieloletniej Prognozy Finansowej Gminy I...

Bardziej szczegółowo