Wiadomości ASP - Kwartalnik o sztuce

Komentarze

Transkrypt

Wiadomości ASP - Kwartalnik o sztuce
Wiadomości ASP 56
Akademia
styczeń 2012
Sztuk Pięknych
ISSN 1505–0661
im. Jana Matejki
www.asp.krakow.pl
w Krakowie
cena 6 zł (w tym 5% VAT)
→
Z NAROŻNIKA I PIĘTRA
→ Spis treści
Idee
2 – M. Christopher. Zacharow W Nowym Jorku dowiesz się
kim jesteś i na co cię stać
10 – Ks. Adam Boniecki Zawsze można coś wyciąć
18 – Jacek Dembosz Możliwość wyspy
22 – Michał Pilikowski Maciej Moraczewski – twórca gma‑
chu ASP w Krakowie
25 – Piotr Winskowski Między fasadą a podwórkiem, między
kopułą a strychem
28 – Janusz Krupiński Interpretacja jako patetyzacja, czyli
patointerpretacja
31 – Waldemar Węgrzyn Kompatybilni, niekompatybilni
36 – Andrzej Wajda Maluj, maluj, i tak Matejką nie będziesz!
38 – Justyna Koeke Dużo i bardziej!
A
Felietony
42 – Darek Vasina Księżyc w nowiu, czyli straciłem łódkę, nie
niśmy się obejrzeli, a już kończy się pierwszy kwar‑
tał 193. roku akademickiego, zainaugurowanego
będziesz mieć sersa
44 – Grzegorz Sztwiertnia Krytuk
tym razem w krakowskiej Operze. Odbyły się jesienne
Dyplomy
obrony dyplomów, wydziały pracują na pełnych obrotach.
Trwają prace w budynku Akademii: odnowioną północną
46 – Marta Antoniak Żywot Celiny w 19 odsłonach
kopułę (od strony ul. Paderewskiego) obsiadły, zrekon‑
48 – Agnieszka Fujak Bezpieczne lądowanie
Wystawy
struowane przez prof. Sękowskiego, trzy gryfy. Przywra‑
camy tym samym pierwotny kształt budowli, co jest moż‑
50 – Łukasz Konieczko Sztuka projektowania
liwe dzięki środkom przyznanym nam przez Społeczny
54 – Anna Baranowa Zawsze akt
Komitet Odnowy Zabytków Krakowa.
58 – Michał Zawada Białe plamy Janusza Orbitowskiego
Pielęgnując tradycję, nie zapominamy wszakże o wyzwa‑
60 – Małgorzata Markiewicz Ubranie narodowe Unii Euro‑
niach czasów współczesnych. I tak, po wyrażonej już
pejskiej – możliwe?
przez Senat aprobacie powołany zostaje nowy, siódmy
62 – Agnieszka Łukaszewska Portrety i czas utrwalony
wydział Uczelni – Intermedia. Będzie on przygotowywał
64 – Jakub Woynarowski Armarium
studentów do podejmowania działań niemieszczących
65 – Andrzej Bednarczyk Imaginary landscapes
się w tradycyjnych dyscyplinach plastycznych, a przecież
66 – Jerzy Hanusek Mglisto i ponuro, czyli plener w Zatorze
obecnych w sztuce już od kilku dziesięcioleci.
67 – Tomasz Daniec Rysunki Shuheia Yamashity
Wydarzenia
Tak więc nasza dostojna Uczelnia otwiera nowy rozdział
w swej niemal dwusetletniej historii.
70 – Grażyna Korpal Kraków Summer Institute
A tymczasem, w przededniu Świąt Bożego Narodzenia
72 – Jacek Dembosz Etiuda & Anima. Powrót do przyszłości
składam wszystkim Czytelnikom życzenia, aby spędzili
78 – Stanisław Tabisz Salon 100‑lecia ZPAP Okręgu
te dni w jak najlepszym nastroju, który niech im towa‑
rzyszy przez cały nadchodzący rok 2012.
Prof. Adam Wsiołkowski
Rektor ASP w Krakowie
Krakowskiego
Autorem ilustracji Inferno
na okładce jest M. C.
Zacharow.
Publikacje
86 – Anna Sękowska Portret Zygmunta Starego z katedry
wawelskiej
1
Idee
W Nowym Jorku dowiesz się,
kim jesteś i na co cię stać
M. Christopher Zacharow
chałturę. Miałem wtedy do niej – później okazało się,
Do Nowego Jorku przyjechałem w czerwcu 1981 r.
twarda rzeczywistość uświadomiła mi, że w Nowym
Towarzyszył mi młodzieńczy entuzjazm i naiwna
Jorku jako artysta malarz nie przeżyję nawet jednego
wiara w powodzenie, znana w kraju pod hasłem
roku. Zdecydowałem się więc traktować tę komer‑
„jakoś to będzie”. Liczyłem sobie 26 lat i, jak więk‑
cyjną dyscyplinę możliwie solidnie. Zabrałem się
że niesłusznie – lekceważący stosunek. Dość szybko
Grafik, malarz, nauczy‑
ciel. Absolwent Akademii
Sztuk Pięknych w Krakowie
(1979). Mieszka na stałe
szość „turystów ekonomicznych”, myślałem o zaro‑
do malowania ilustracji z całkowitym zaangażo‑
bieniu garści dolarów z przeznaczeniem, po powro‑
waniem i pasją, tak jakby to były moje „prawdziwe
cie do kraju, na mieszkanie i pracownię malarską.
obrazy”. Przydało mi się doświadczenie wyniesione
Po kilkudniowej mieszance emocjonalnej, szoku,
z Akademii.
i pracuje w Stanach
lęku i podniecenia, zatrzymałem się w dolnej części
Zjednoczonych. Aktualnie
miasta na East Village, gdzie wynająłem skromny
Przełom
pokoik. Zacząłem rozglądać się za pracą. Planowałem
Przełom nastąpił w roku 1985. Jedna z moich wcze‑
na Manhattanie. Poprzednio
półroczny pobyt. Realia zderzenia z kapitalizmem
snych ilustracji, Kobieta wiolonczela, została zauwa‑
także w Parsons School
były dużo trudniejsze, niż myślałem, i już podjąłem
żona, zaakceptowana i przyjęta do publikacji w „27th
of Design, New York City,
myśl o powrocie, gdy raptownie, w grudniu 1981 r.,
Annual of American Illustration”. W ten sposób trafi‑
wszystko uległo przetasowaniu.
łem do grupy najlepszych ilustratorów roku, niczego
jako Adjunct Assistant
Professor w Pratt Institute
Marywood University,
Scranton, PA, i w The
Przez pierwsze dwa lata imałem się różnych zajęć,
Cooper Union for the
przeważnie śmiertelnie nudnych i dalekich od tego, czego
Advancement of Science
and Art. Brał udział
wcześniej nie publikując.
„Society of Illustrators’s Annual of American Illu‑
oczekiwałem w swoim zawodzie. Zupa w puszce Camp‑
stration” (założone w 1901 r.) prezentuje najlepsze
widualnych i zbiorowych
bell’s Soup, która wtedy często gościła na moim stole (tak,
ilustracje roku. Spośród tysięcy zgłoszeń profesjo‑
wystawach. Ważniejsze
ta sama co u Andy’ego Warhola), dawała mi nadzieję,
nalne jury, w skład którego wchodzi elita artystyczna
nagrody: Pratt Institute,
że kiedyś spełnieni się i mój American Dream.
i wydawnicza, wybiera zaledwie kilkaset (plus minus
w ponad czterdziestu indy‑
Faculty Development
Przez cały czas rozmyślałem o karierze ilustratora,
Award (2010), Society
of Illustrators of New York
400) ilustracji. W tej grupie w kilku kategoriach przy‑
przygotowując portfolio z ilustracjami.
znawane są nagrody – złote i srebrne medale.
Na podbój Manhattanu
strators doczekałem się pierwszych zleceń na zilu‑
Teczka z portfolio, z którą ruszyłem na podbój Man‑
strowanie okładek do książek. Projektowanie okładek
hattanu, zawierała kilka małych obrazków. Były
stało się moim ulubionym tematem, polem do popisu,
to ilustracje namalowane farbą akrylową na canvas
środkiem do zaspokojenia osobistych skłonności
28 Annual, Silver Medal
Niedługo po wyróżnieniu przez Society of Illu‑
(1986).
board. Jako absolwent wydziału malarstwa ASP w Kra‑
do „dramatu, nastroju i tajemnicy”. Mroczna i ponura
na płótnie, 36 × 28 cm, ilu‑
kowie, od zawsze traktowałem tego rodzaju „twór‑
paleta kolorystyczna przywieziona z kraju znalazła
stracja prasowa
czość” jako, wymuszoną przez okoliczności życiowe,
doskonałe zastosowanie w tej kategorii.
→ Thunder, 2011, akryl
2
Wiadomości asp /56
3
↑ Crown of thorns, 2007,
akryl na płótnie, 31 × 18 cm,
ilustracja prasowa
Sukces
Rok 1986 okazał się pasmem sukcesów. Aż cztery
Zlecenie na okładkę do „Time” (XI 1988) zastało
mnie w sklepie z materiałami artystycznymi. Pod‑
moje okładki książek wykonane dla nowojorskich
czas dokonywania zakupów nagle przez megafon
wydawnictw wybrane zostały przez Society of Illustra‑
sklepowy wywołano moje nazwisko. Proszono o nie‑
tors do grona najlepszych okładek roku, a za jedną
zwłoczne podejście do telefonu. Ku mojemu zdzi‑
z nich otrzymałem nagrodę specjalną – Srebrny Medal
wieniu słuchawkę po drugiej stronie dzierżył w ręku
Society of Illustrators of New York. Nieoczekiwanie
sam dyrektor artystyczny gazety. Wyrażając wielką
stałem się tak zwanym Top Notch, najwyższej klasy
ulgę z racji odnalezienia mojej osoby, zlecił mi przy‑
grafikiem.
gotowanie okładki mającej zilustrować rozpad ZSRR.
Posypały się kolejne zlecenia na okładki dla
Na wykonanie tej pracy dostałem 48 godzin. Udało się.
najbardziej znanych czasopism, były wśród nich
Kolejny podobny przypadek to, trwający non stop,
„Time”, „Newsweek” i „Businessweek”. Współpraca
trzydniowy maraton dla „Newsweeka” (V 1990) –
z nimi świadczyła o ugruntowaniu mojej pozycji
wykonałem dla nich dwie okładki.
na rynku. Ale nic nie jest za darmo. Nieodłącz‑
W każdym przypadku redakcja zapoznawała się
nym elementem tej pracy był potęgujący się stres
z pracami przedstawionymi przez dwóch lub trzech
i wiele nieprzespanych nocy. Z tą robotą łączył się
artystów, a do druku kierowano najlepszą wersję.
zawsze short deadline na realizację. Kilka takich
4
„nieprzekraczalnych terminów” doświadczyłem
Studio
w pierwszych latach mojej kariery. Pamiętam
W Nowym Jorku kilkakrotnie zmieniałem miej‑
dwudziestoczterogodzinną sesję nad okładką dla
sce zamieszkania, aby na dobre zakotwiczyć przy
magazynu „Discover” z marca 1986. Moim rywa‑
Washington Square Park, w Greenwich Village
lem był wtedy Brad Holland, prawdziwa super‑
na Manhattanie. To historyczna dzielnica bohemy
gwiazda amerykańskiej ilustracji. Szczęśliwie
artystycznej oraz młodzieży studenckiej kilku naj‑
udało mi się go pokonać i numer „Discover” ukazał
bardziej znanych uczelni (New York University,
się z moją okładką.
The Cooper Union for the Advancement of Science
Wiadomości asp /56
Zlecenie na okładkę do „Time” (XI
1988) zastało mnie w sklepie z mate‑
riałami artystycznymi. Podczas
dokonywania zakupów nagle przez
megafon sklepowy wywołano moje
nazwisko. Proszono o niezwłoczne
podejście do telefonu. Ku mojemu
zdziwieniu słuchawkę po drugiej stro‑
nie dzierżył w ręku sam dyrektor arty‑
styczny gazety.
↖ Face, 1985, akryl
and Art, Parsons School of Design czy Pratt Insti‑
1988
tut). Największą zaletą tego mieszkania była dobra
Któregoś dnia w jednym z mniejszych pomieszczeń
lokalizacja.
Vorpal Gallery zamieszczono siedem moich niewiel‑
na płótnie, 31 × 23 cm,
okładka książki
kich prac. Tego wieczoru to nie ja byłem gwiazdą.
Fine Art
W głównych salach celebrowano duże, barwne
Od początku mojego pobytu w Nowym Jorku szukałem
płótna innego, uznanego na rynku artysty. Spaceru‑
własnej formy ekspresji w malarstwie. Lata 80. były
jąc po galerii, można było także trafić na moją małą
odrodzeniem w sztuce wizualnej. Malarstwo i rzeźba
ekspozycję. Po kilku dniach otrzymałem wiadomość
stały się ponownie bardzo modne. Na Manhattanie
o sprzedaży wszystkich moich prac. To zdecydowało
wszędzie otwierano nowe galerie. Przodowały w tym
o zmianie, na parę lat, wymiarów moich obrazów.
East Village i Lower East Side. Soho było już wcześniej
Dotychczas nie przekraczały one formatu 50 x 50 cm.
ustabilizowane, elitarne, ale jeszcze przyjmowało
Galeria poczęła dostarczać mi do pracowni gotowe
młodych artystów, których prace mogły się przełożyć
do malowania płótna, których rozmiary zbliżone były
na sukces komercyjny. Przynieść zysk – tak galerii,
do formatu 2 x 3 m. Ogarnęły mnie mieszane uczu‑
jak i artyście.
cia w związku z rozmiarem tych płócien. Pokonałem
Pierwszą indywidualną wystawę malarstwa
tę przeszkodę, malując kilka obrazów, które zostały
miałem w Polskim Instytucie Naukowym na Man‑
dobrze przyjęte. Zaprezentowałem je na wystawie
hattanie w roku 1983, ale dopiero pięć lat póź‑
indywidualnej w roku 1991. Tym razem to mnie uho‑
niej poczułem zapach pieniędzy, podpisując pię‑
norowano oficjalnym otwarciem.
cioletni kontrakt z Vorpal Gallery, mieszczącej
Nadzieje na prawdziwy sukces rynkowy zakoń‑
się w sercu Soho, na West Broadway & Spring
czyły się fiaskiem. Kryzys na Wall Street odebrał
Street. Galeria ta reprezentowała znanych arty‑
sztuce dopływ gotówki i wiele galerii, włącznie z moją,
stów. Dysponowała też, co ważne, imponującymi,
zakończyło wkrótce działalność. Przez następne lata
przeszklonymi od strony ulicy pomieszczeniami
wystawiałem prace w innych galeriach Nowego Jorku.
wystawienniczymi.
Ostatnią wystawę indywidualną miałem w 2005 r.
5
1. Labirynt, 2002, akryl
w Galerii Europa na Brooklynie. Tam na ścianie
na panelu, 61 × 45 cm,
wykonałem czarno‑biały mural (16 x 9 cali), któ‑
nego w Pratt Institut na Manhattanie, jednej z czoło‑
rego ośmiogodzinna realizacja zarejestrowana została
wych szkół artystycznych w Stanach. Tam w 2007 r.
okładka książki
w klasie illustracji reklamowej oraz malarstwa olej‑
2. Image #13, 2002, akryl
na wideo. Skróconą do godziny wersję pokazywano
otrzymałem nominację na stanowisko Adjunct Assi‑
na panelu, 61 × 45 cm,
dzień później podczas otwarcia.
stant Professor.
3. In the country, 1987, akryl
Edukacja
Kryzys
na płótnie, 38 × 25 cm,
Początki mojej nieplanowanej kariery w edukacji
Odnoszę wrażenie, że niewielu spośród artystów/ilu‑
wyglądały tak, że zaczęli odwiedzać moje studio stu‑
stratorów przetrwa obecny kryzys. Nie tyle z powodów
denci uczelni artystycznej. Rozsiadali się na podłodze,
ekonomicznych (co oczywiście nie jest bez znacze‑
okładka książki
okładka książki
4. Life & fate, 1988,
36 × 28 cm, okładka
oglądali na ścianie slajdy z moimi obrazami i ilustra‑
nia), ile na skutek zmiany funkcji „ilustracji/obrazu”
cjami, słuchali w skupieniu opowiadań o życiu i pracy
i tradycyjnie pojmowanej jego roli. Dziś na rynku
5. Tornado, 1984, akryl
artysty malarza/ilustratora w Nowym Jorku. Efek‑
zastępuje go ilustracja ruchoma, animacja, reklama
na płótnie, 36 × 13 cm,
tem tych spotkań było podjęcie w 1997 r. współpracy
elektroniczna (komputery).
książki
portfolio
6
z The Cooper Union for the Advancement of Science
Od czasu postawienia pierwszych kroków
and Art na East Village, gdzie do dnia dzisiejszego
na ziemi amerykańskiej minęło trzydzieści lat.
prowadzę klasy malarstwa i rysunku. Spotykają się
Muszę przyznać, że los okazał się dla mnie łaskawy
tam ludzie z różnych stron świata. Uczę rzemiosła,
i mimo iż nie brakowało na mojej drodze wielu dra‑
ale i postaw, a oni uczą mnie akceptacji dla „inności”.
matycznych momentów (nie chciałbym nimi nikogo
Kilka lat spędziłem też w Parsons The New School
zanudzać), to na przetrwanie i ugruntowanie mojej
For Design na Greenwich Village, prowadząc tam
obecnej pozycji miał wpływ olbrzymi wysiłek, katorż‑
zajęcia z ilustracji konceptualnej. Od 2003 r. uczę
nicza praca oraz poparcie i wyrozumiałość ze strony
Wiadomości asp /56
1.
2.
3.
4.
5.
7
7.
6.
8.
9.
rodziny i przyjaciół. Z perspektywy czasu uważam,
6. Bishop, 2011, akryl
8. Surrender, 2010, akryl
że życie w Nowym Jorku było wielką przygodą. Obec‑
na płótnie, 30 × 25 cm, ilu‑
na płótnie, 28 × 33 cm, ilu‑
nie, 31 × 23 cm, ilustracja
stracja prasowa
stracja prasowa
prasowa
7. Kobieta wiolonczela, 1984,
9. Bait, 1984, akryl na płót‑
akryl na płótnie, 30 × 25 cm
nie, 36 × 25 cm
ność w nim sztuki (pracy twórczej) stała się moim
sposobem na życie.
Taka jest pokrótce moja historia. Mam nadzieję,
że to nie koniec mojej amerykańskiej przygody,
a tylko jej kolejny etap. Pod tym względem jestem
niepoprawnym optymistą.
8
Wiadomości asp /56
→Brain, 2008, akryl na płót‑
9
Idee
Zawsze można coś wyciąć
Zakon Zgromadzenia Księży Marianów, nakładając
jest dość skomplikowane. „Tygodnik Powszechny”
na ks. Adama Bonieckiego niefortunny zakaz wystę‑
jest pismem katolickim, ale nie chce być pismem
powania w telewizji, radiu i prasie, zapewnił mu,
kościelnym, pismem religijnym. W sumie jest
prawdopodobnie wbrew własnym intencjom (chociaż
to dosyć trudne.
są i inne opinie), spory medialny rozgłos. Oddając
Dzisiejsze i doraźne sprawy tak nas absor‑
głos ks. Bonieckiemu – przypominamy, co, jesz‑
bują, że tracimy jakąkolwiek perspektywę. Można
cze jako redaktor naczelny „Tygodnika Powszech‑
to potraktować bardzo szeroko, ale myślę, że tą pierw‑
nego”, miał on do powiedzenia dziennikarce Dorocie
szą zagłuszaną warstwą jest odebranie nam nieco
Włosowicz.
szerszej i dalszej perspektywy. Jesteśmy miotani
ks. Adam Boniecki
To nas albo rozwściecza, albo wprawia w euforię czy
wydarzeniami dnia i tym, co dzieje się w tej chwili.
Adam Edward Boniecki
depresję. Brakuje nam dystansu. To wszystko nie
(ur. 25 VII 1934 r.
w Warszawie) – katolicki
Jestem przede wszystkim księdzem. Jako ksiądz,
prezbiter, generał zakonu
dzieje się w próżni. Te sprawy dnia codziennego mają
dziennie w kościele spędzam półtorej godziny,
dzisiaj pewien specjalny charakter. Jest to ciągłe kal‑
–2000, redaktor naczelny
jako redaktor prawie całą resztę. Nie mam z tym
kulowanie: czy ja tu nie tracę, czy mi się to opłaca, czy
„Tygodnika Powszechnego”
najmniejszych problemów. Jednak mogę sobie bez
ja nie ryzykuję… Myślę, że pierwsza wartość, która
w latach 1999–2011. Jest
żadnego trudu wyobrazić, że dzisiaj przestaję być
jest zagrożona, nazywa się bezinteresowność. Można
redaktorem „Tygodnika Powszechnego” i osobą
to oczywiście rozwijać. Bezinteresowność to znaczy
dokończonych, Notesu rzym‑
medialną. Nic by się nie stało. To nie byłby żaden
też radość życia itd. W wielkim skrócie tak bym
skiego i Kalendarium życia
wstrząs w moim życiu. Natomiast nie mogę sobie
to skomentował. Tak się zaczyna to niebezpieczne
wyobrazić, że przestaję być księdzem. Dlatego nie
zagłuszanie. I ten ruch, w który nas życie wprowa‑
mam żadnych wątpliwości, a „Tygodnik” traktuję
dziło, powoduje, że czasami to zagłuszamy nawet
jako zadanie, które otrzymałem.
samych siebie.
marianów w latach 1993
autorem wielu publikacji
i książek, m.in. Rozmów nie‑
Karola Wojtyły. W XI 2011 r.
odznaczony Medalem
za tolerancję.
W przypadku redaktora naczelnego jest to odpo‑
10
Nie wiem, czy jest to specyfika naszych czasów,
wiedzialność duża i skomplikowana. Zostałem redak‑
czy też mechanizm samobronienia się przed nie‑
torem naczelnym pisma, które ma markę, legendę,
przyjemną prawdą o sobie. Człowiek w stosunkach
określonych wrogów, grzechy na sumieniu i ogromne
z innymi używa masek. Wymaga tego nawet, w jakiejś
zasługi. Gazety jednak nie robi naczelny redaktor. On
mierze, miłość bliźniego. Nie musi całe otoczenie wie‑
staje na czele grupy ludzi. Wtedy mało ich znałem,
dzieć, że mnie dzisiaj ząb boli. Prezentujemy się w lep‑
bo przyjechałem z zagranicy. Niektórzy, co młodsi,
szym wydaniu i gramy tę rolę, co nawet samo w sobie
wcale mnie nie znali. I oto nagle znaleźli się w redak‑
nie jest złe. Nie zawsze jednak można odgrywać taką
cji, na której czele staje jakiś księżulo. To nie jest
rolę. Następuje sytuacja, która nas zaskakuje, i wtedy
przyjemne, człowiek chce być w normalnym świecie,
maska pęka i wyłażą ze środka flaki. Jakaś przykra
a nie w jakimś zakrystyjnym piśmie. To wszystko
prawda o nas nagle bije w oczy. Człowiek bardzo tego
Wiadomości asp /56
Brakuje nam dystansu. To wszystko
nie dzieje się w próżni. Te sprawy
dnia codziennego mają dzisiaj
pewien specjalny charakter. Jest
to ciągłe kalkulowanie: czy ja tu nie
tracę, czy mi się to opłaca, czy ja nie
ryzykuję… Myślę, że pierwsza war‑
tość, która jest zagrożona, nazywa
się bezinteresowność.
nie lubi. Są różne mechanizmy samoobrony. Różne
nie roztrząsajmy. Chrystus nie był psychoanality‑
sposoby, żeby to od siebie odrzucić. Przenoszenie
kiem, nigdy nie mówił ludziom: no to jak to było,
winy na drugiego, wymazywanie z pamięci czy też
właściwie coś ty zrobił, a dlaczego, a jak mogłeś, jak
bardzo szybka transformacja tego, co się zdarzyło,
ci nie wstyd. On mówił grzesznikom: „odpuszczają ci
na wersję sympatyczniejszą. Natomiast nie da się
się twoje grzechy, idź teraz w pokoju, już więcej nie
siebie nie zauważyć, bo każdy człowiek jest jednak
grzesz”. Ważna jest przyszłość.
dosyć egocentryczny. Świat jest wokół nas: „to jest
Huki świata to jest bardzo ładne określenie.
szwagier wujka mojej żony” („mojej” tu jest najważ‑
Jest bardzo dużo różnego rodzaju „huków świata”.
niejsze), „to jest jakieś sto metrów od mojego domu”,
Myślę, że to coś musi się dokonywać w nas. Potrzebne
„ode mnie tam się jedzie trzy godziny”. Jesteśmy cen‑
są momenty oczyszczenia dysku. Przeżyłem to kiedyś
trum naszego świata i w końcu ten bolący nas w tej
po operacji. Nie byłem poddany narkozie, tylko znie‑
chwili ząb jest największym bólem wszechświata
czuleniu narkotykowemu. Pamiętam tę noc, w której
w tej chwili. Co z tego, że komuś nogę obcinają, kiedy
trochę majaczyłem, trochę śniłem. To było bardzo
ja wariuję, bo mnie rozsadza ból mojego zęba. Siebie
cenne doświadczenie. Wtedy ten dysk był rozregulo‑
to my raczej zauważamy.
wany i całą noc ten śmietnik różnych historii, zda‑
Podczas spowiedzi jest taki odruch, żeby (nie
rzeń, ludzi łaził mi po głowie. Zdałem sobie sprawę,
mówię o moich penitentach, mówię o sobie), nic nie
że jest to magazyn takich niepotrzebnych rzeczy,
zatajając, uczciwie wyznać grzechy, ale jednak przed
że trzeba się z tym jakoś uporać. Metoda zatyczek
tym często kompletnie nieznanym spowiednikiem
do uszu nie jest najlepsza, chyba że ktoś ma powo‑
nie wypaść najgorzej. Zapomina się, co to jest spo‑
łanie kamedulskie, odcina się od świata i wpatruje
wiedź. Człowiek staje przed Tym, który „zna nasze
się w Boga. To jest cudowne, ale to jest bardzo spe‑
serca i nasze nerki”, jak mówi Stary Testament, który
cjalne. Nie byłbym zwolennikiem zatyczek do uszu,
nas zna na wylot i, o dziwo!, ciągle nas kocha. Dla‑
ale oczyszczania tej świadomości. Tym powinna być
tego dobrze wiedzieć, że jesteśmy poddani takiemu
modlitwa. Taką funkcję ma medytacja, nie tylko
mechanizmowi, powinien też o tym wiedzieć spowied‑
chrześcijańska. W momentach, w których człowiek
nik i nie znęcać się nad ludźmi, którzy dokonują cza‑
przestawia się na wyższą częstotliwość fal, wszystko
sem wzruszająco naiwnej kosmetyki tego, co mówią.
się układa i uwalnia. Jest się najpierw człowiekiem,
Nie zmuszać ich tak do końca do jakiegoś poniżenia
potem chrześcijaninem, a potem księdzem.
się wobec spowiednika‑człowieka. Jeżeli powiedział
Jeden z zasadniczych elementów funkcji czy
prawdę, Pan Bóg to rozumie, ja też rozumiem. Już
misji księdza to: żeby się nauczyć słuchać drugiego
11
Fotografie: Jacek Dembosz
człowieka. Bardzo chciałem się tego uczyć, jestem
się do mnie różne stacje telewizyjne, żeby skomento‑
księdzem już dosyć długo. Przeszło 40 lat. Żeby się
wać jakieś sprawy. Chodzi głównie o sprawy związane
czegoś nauczyć, trzeba mieć mistrzów. Przyznam,
z Kościołem i wiarą. Staję tam przede wszystkim jako
że miałem takie szczęście. Spotkałem takiego czło‑
ksiądz. Jako człowiek, który poważnie traktuje Ewan‑
wieka, od którego uczyłem się słuchać. To był arcy‑
gelię, mówię to, co chcę powiedzieć, i dlatego uważam,
biskup krakowski Karol Wojtyła. Zawsze na takiego
że nie mogę nigdy odmówić. Przecież to jest jakieś
hierarchę człowiek też uważniej patrzy. To było
towarzyszenie tym, którzy pytają o prawdę. Nie mam
coś fascynującego. Wtedy uświadomiłem sobie,
z tym żadnych trudności. Natomiast mogą być trudno‑
że ja tak nie słucham. Tego się człowiek uczy. Jest
ści charakterologiczne. Są ludzie, którym łatwo przy‑
taka pokusa, żeby powiedzieć: „już rozumiem”, żeby
chodzi robić innym przykrość czy postępować z kimś
wejść w słowo, pchać się. Wojtyła umiał słuchać.
twardo. Mnie zawsze bardzo trudno jest powiedzieć
Bardzo daleko mi do tego. Chyba nigdy tego nie osią‑
komuś, że artykuł nie będzie wydrukowany. Powie‑
gnę. Człowiek, który z nim rozmawiał, miał poczu‑
dzieć, że jest okropnie napisany… Jak sobie pomyślę,
cie, że w tej chwili dla niego to jest najważniejsza
że ten człowiek pisał, godzinami poprawiał, kocha
sprawa. Że on niczym innym się nie zajmuje. On
to swoje dzieło, to jak powiedzieć, że to jest okropny
to, co usłyszał – pamiętał. Po paru latach potra‑
tekst, że to się do niczego nie nadaje? Więc staram się
fił przypomnieć rozmowę. Miałem taki przypadek,
odpisywać, że to świetnie, że oni piszą, że coś artyku‑
że po długim czasie wrócił do sprawy, o której mu
łują, że niekoniecznie wszystko musi być drukowane.
mówiłem. Myślałem nawet, że tego nie usłyszał, nie
Tak, by powiedzieć prawdę i nie trzymać człowieka
zwrócił uwagi. Po dwóch latach upomniał mnie, czy
w złudzeniu. Powiedzieć, a nie zranić.
nie czas byłoby wrócić do tego? Nie notował. Pozna‑
Myślę, że ktoś, komu łatwo przychodzi dawać
wał ludzi dawno widzianych. To mnie u niego zafa‑
w mordę drugim, szybciej by się z różnymi spra‑
scynowało. Też tak chciałem. I zacząłem tego od sie‑
wami mógł rozprawić. To jest sprawa temperamentu.
bie wymagać, ale się nie zawsze tak dzieje. Wiem,
Są ludzie bardziej stanowczy i mniej współprzeżywa‑
że daleko mi do tego. Zdarza mi się ludzi traktować
jący z rozmówcą. To z kolei nie doprowadza do obci‑
z roztargnieniem, z pośpiechem. Trzeba się tego cały
nania ogona po kawałku, żeby nie bolało. Ale to nie
czas uczyć. To jest szalenie trudne. Myślę, że jest
ma nic wspólnego z kapłaństwem.
to jedna z twarzy miłości bliźniego.
12
Wyrokowanie sądowe to nie jest jakieś mecha‑
Przy podejmowaniu decyzji pytam się mojego
niczne wyjmowanie formułki i wklejanie jej tam,
sumienia, mądrych ludzi. Być może sytuację uła‑
gdzie pasuje. To jest jednak także decyzja bardzo
twia to, że pracuję w piśmie katolickim. Jak trzeba,
personalna. Nie można powiedzieć, że sprawy
to – zwykło się pobożnie mówić – rozważam to przed
sądowe można rozstrzygać komputerowo. Pytanie:
Panem. I podejmuję decyzję. Nie widzę tu żadnego
„co można sobie wymodlić, a czego nie można?” to już
konfliktu i przeciwstawności. Bardzo często zgłaszają
jest zaglądanie Panu Bogu w rękawy. Wiemy, z jednej
Wiadomości asp /56
strony, że Pan Bóg dał człowiekowi rozum, wolność
i różne urządzenia, aby z tego korzystał. Z drugiej
strony, spodziewamy się jakiejś jasności umysłu,
która może być darem Pana Boga. Byłbym za tym,
żeby – czy to przyniesie skutek, czy nie – mimo
Bardzo często zgłaszają się do mnie
różne stacje telewizyjne, żeby sko‑
mentować jakieś sprawy. Chodzi
głównie o sprawy związane
z Kościołem i wiarą. Staję tam przede
wszystkim jako ksiądz. Jako człowiek,
który poważnie traktuje Ewangelię,
mówię to, co chcę powiedzieć, i dla‑
tego uważam, że nie mogę nigdy
odmówić.
wszystko o to się modlić. Jest jeszcze jeden prze‑
Uważam, że nie należy szukać metod ukojenia
mawiający za tym argument. Sama modlitwa – nie
smutku. Należy przez ten smutek przejść. To czasem
mówię o klepaniu pacierza, tylko o stawaniu przed
trwa bardzo długo, czasem tak długo, że spotykając
Bogiem, rozłożeniu tego całego straganu elemen‑
takich ludzi, bo wtedy ludzie przychodzą właśnie
tów, które muszę jakoś uładzić przed spojrzeniem
do księdza, boję się, że oni chcą tam zostać i chcą się
Boskim – jest jednocześnie pewnym zdystansowa‑
zamknąć. Myślą, że przez rozdrapywanie ran, przez
niem. Zadaniem pytania: „jak to wygląda w oczach
to cierpienie z powodu śmierci, przez to emocjonalne
Pana Boga?”. Człowiek sam też w pewnym sensie
odczuwanie tego wszystkiego zatrzymają czas i nie
„wychodzi z siebie” i staje obok. Na pewno to nie
oddalą się od tego, który odszedł. Jednak uważam,
jest czas stracony. Wolno ufać, że Pan Bóg na takie
że trzeba przez to cierpienie, przez ten ból przejść.
prośby odpowiada. Jeżeli o dobre rzeczy prosimy –
Człowiek jest potem kimś innym. Po utracie ludzi
mówi Chrystus – to dobry Ojciec nam je daje. Dlatego
najbliższych, których kochaliśmy, jesteśmy inni.
ze wszech miar polecam modlitwę albo coś ad instar,
To jest nasze dojrzewanie, dorastanie. Jest to stopień
jeśli ktoś jest niewierzący. To jest bardzo potrzebne.
w dorastaniu do zrozumienia najważniejszej rzeczy
To ratuje człowieka przed działaniem impulsywnym,
w chrześcijaństwie: co to jest zmartwychwstanie.
emocjonalnym, pochopnym.
Śmierć osoby kochanej to jest trochę umieranie mnie
Sprawiedliwość, koniec końców, jest w naszych
samego. Kto nie przeżył śmierci osoby, którą bardzo
rękach. My za to odpowiadamy. Prosimy tylko, żeby
kochał, nie wie, o czym jest mowa, kiedy się mówi
nasze, nie zawsze mądre, głowy Pan Bóg rozświetlił,
o życiu wiecznym czy o zmartwychwstaniu. Dlatego
a nasze emocje uporządkował. Jak mówił ojciec Piotr
dzieci, jeżeli są zdrowe, o tym nie wiedzą. Nie mówię
Rostworowski, to jest tak: „jak się o czymś dużo mówi,
o dzieciach nieuleczalnie chorych, bo te są nadzwy‑
to znaczy, że tego nie ma, jak jest co jeść, to się nie
czaj dojrzałe. Pan Jezus nie mówił kazań do dzieci.
mówi o jedzeniu, a jak człowiek jest głodny, to cią‑
Błogosławił i wysyłał je do domu. Dzieci w ogóle nie
gle o nim mówi”. Jak nie ma wolności, to się mówi
wiedziały, o czym On mówi. Dorastanie jest częścią
o wolności, a jak ona jest, to jest tak jak powietrze.
daru, jakim jest możność kochania i możność prze‑
Ciągłe wracanie do tematu sprawiedliwości świadczy
życia śmierci osoby kochanej. To też jest dar, który
jednak o tym, że nie jest z nią najlepiej. „Czy spra‑
nas czyni dojrzalszymi.
wiedliwość musi odejść do lamusa?” – taki miałem
kiedyś wykład.
Z Ratzingerem, wtedy jeszcze kardynałem, spo‑
tkałem się osobiście tylko raz w życiu. „Znak” prosił
13
mnie, żeby spytać go, kiedy można przeprowadzić
książek to są zbiory referatów, które wygłaszał zapra‑
z nim obiecany wywiad. Spotkałem go na ulicy
szany jako prefekt. Teraz on będzie miał swojego pre‑
na terenie Watykanu. Wiedziałem, że mogę do niego
fekta. Jest papieżem i jest w innym miejscu. W Domi‑
podejść, bo jest człowiekiem bardzo uprzejmym.
nus Iesus mówił, że tytuł „Kościół” przysługuje tylko
Po trzech zdaniach w uprzejmy sposób mnie spła‑
Kościołowi katolickiemu i Cerkwi prawosławnej. Jako
wił. Bardzo źle załatwiłem tę sprawę. To był mój
papież, powiedział, że do dialogu zaprasza „wszystkie
jedyny osobisty z nim kontakt. Oprócz tego widzia‑
Kościoły”. Poszedł dalej niż dokument, który sam
łem go z daleka na wielu konferencjach prasowych.
podpisał. Jestem szalenie ciekawy, jak to się dalej
Prezentował tam dziennikarzom trudne czasem
potoczy. Ciągle się spodziewamy, że zaskoczy nas
dokumenty. Imponował mi niezwykłym kunsztem
jeszcze czymś wielkim. Na razie trudno powiedzieć.
sporu. Przychodzili tam dobrze przygotowani dzien‑
Ostatnio został odwołany redaktor naczelny jezuic‑
nikarze‑watykaniści, którzy mieli zamiar go zagiąć
kiego pisma „Ameryka”, którego wcześniej kardynał
i na czymś złapać. Stawiali trudne zarzuty. Ratzinger
Ratzinger wielokrotnie napominał za jego liberali‑
rozkładał je na czynniki pierwsze i potem z czarują‑
styczne podejście do chrześcijaństwa. Nie znam szcze‑
cym uśmiechem zdmuchiwał. Nikogo nie upokarzał,
gółów, ale wiem, że był to dość długo trwający spór.
nikomu nie robił afrontu. To było mistrzowskie i bar‑
Oczywiście, papież nie odwołuje redaktora jakiegoś
dzo mi imponowało. Jest autorem licznych książek,
pisma, ale podejrzewam, że to się łączy. Nie wiem, czy
z których jedne czytałem, inne teraz pospiesznie sta‑
papież o tym zwolnieniu wiedział, czy ktoś z jezuitów
ram się przeczytać, chcąc sobie odpowiedzieć na pyta‑
prosił o radę, czy też wybiegli przed orkiestrę, żeby
nie, jakiego mamy papieża. To jest dobra metoda,
się przypodobać papieżowi.
każdemu to radzę, ale odpowiedzi chyba nie znajdę.
Ciągle więcej jest, niestety, takich rzeczy, w któ‑
Ratzinger, pisząc te książki, był teologiem, kardyna‑
rych czuję, że nie dorosłem, że czegoś dobrze nie roz‑
łem, prefektem Kongregacji Doktryny Wiary, czyli
wiązałem, że się spóźniłem. Nie, nie jest to poczucie
człowiekiem o bardzo określonym stanowisku. Nawet
permanentnej satysfakcji. Są momenty nie tyle satys‑
jeżeli pisał te swoje książki nie w celach urzędowych,
fakcji, co radości. Ale to są tylko chwile, momenty
to jego poglądy były niewzruszalne. Wiele tych
światła, a potem się ciągnie dalej jak osioł.
14
Wiadomości asp /56
Ja lubię takich świętych, których życio‑
rys mieści się na dwóch stronach
maszynopisu. Takich, którzy nie zro‑
bili właściwie nic takiego ekstra, nie
byli genialni, a byli geniuszami świę‑
tości. Ci interesują mnie bardzo.
Od Turowiczów wyprowadziłem się, wyjeżdża‑
W Krakowie mam miejsca, które lubię, ale
jąc pierwszy raz w życiu za granicę. To była bardzo
naprawdę to lubię Kraków cały. Mnie zachwyca kom‑
specjalna sytuacja. To było fascynujące przeżycie.
pozycja tego miasta. Miejsce, gdzie z Grodzkiej wycho‑
Byłem wspierany i przygotowywany właśnie przez
dzimy pod Wawel, ta przestrzeń, jak to jest skom‑
Turowiczów. Wyprowadzka była zamortyzowana
ponowane! Tego szalenie brakuje mi w Warszawie,
przez fakt wyjazdu. Nie przeżyłem tego w sposób
bo ja jestem z Warszawy. Harmonia różnych miejsc,
bolesny, tym bardziej że wielka przyjaźń i bliskość
jak placu Mariackiego czy perspektywy ulic. Lubię
z Turowiczami pozostała. A to jest ważniejsze
chodzić do pracy Floriańską albo Sławkowską. Lubię
niż wspólne mieszkanie. Jak po tych kilku latach
światło tych ulic. Natomiast miejsca, które zostają
wróciłem z zagranicy, to nawet na jakiś czas tam
we mnie, to są kościoły. Odkryłem u siebie ciekawy
zamieszkałem, choć pokój był zawalony książkami
proces psychiczny, który polegał na tym, że kiedy
i gazetami. Było logiczne, że trzeba w jakiś inny
przychodziłem pracować w kościołach, których wcze‑
sposób zorganizować sobie życie. Czas u Turowi‑
śniej nie lubiłem, które mi się nie podobały, w miarę
czów to był ważny czas, to był szczególny moment.
czasu zaczynałem je lubić. Byłem np. dwa lata przy
Skończyłem seminarium i przez rok pracowałem
kościele Błogosławionej Jadwigi na Krowodrzy. Nie‑
jako katecheta w Grudziądzu. Potem byłem znów
którzy z moich przyjaciół nazywają go „świętym beto‑
na studiach, czyli żyłem w „szklanej wieży”. Choć
nem”. Nie jest to przytulny i przyjemny kościół. Przez
wiek już miałem słuszny, to poznanie Turowiczów
dwa lata siedziałem tam w konfesjonale, mówiłem
było pierwszym wejściem w dorosłe życie. Tu spo‑
kazania, spotykałem się z ludźmi i nagle w którymś
tkałem mistrzów, ludzi wysokiej kultury, umiejęt‑
momencie stwierdziłem, że to jest najpiękniejszy
ności myślenia, znajomości świata, ludzi literatury
i najmilszy kościół. To jest miejsce, gdzie ja się tak
i sztuki. Oni naprawdę byli moimi przewodnikami.
dobrze czuję jak mało gdzie. To zostaje. Gdy kiedyś,
Myślę, że w moim duchowym i psychicznym cur‑
po latach zaprosili mnie tam na rekolekcje, to natych‑
riculum vitae odegrali ogromną rolę. To był czas
miast się odnalazłem. Są takie miejsca, w które
pewnej formacji, oni otwierali mi drzwi. Nie wiem,
włożyło się serce. Kościół, przy którym w tej chwili
czy oni sobie z tego zdawali sprawę. Wszystko było
jestem, też był jednym z najmniej przeze mnie lubia‑
na zasadzie dzielenia się tym, czym się żyje. Wieczo‑
nych kościołów. Ciemny, zagracony różnymi przez
rem siadaliśmy w kuchni, zaczynaliśmy rozmawiać,
wieki narastającymi pobożnymi rekwizytami. Ludzie
czasem rozmowa schodziła na poezję. Przynosiłem
daleko od ołtarza. Jestem tam już siedem lat i jestem
jakieś ulubione wiersze czy mówiłem je z pamięci,
u siebie. Widzę piękno jego przestrzeni architekto‑
Turowicz przynosił inne i do trzeciej czy czwartej
nicznej. Kościół św. Floriana będę zawsze lubił. Wra‑
nad ranem trwał niezaplanowany seans cudownej
cam tam z prawdziwą radością żeby być, zatrzymać
poezji. To był bardzo ważny okres i wielka przyjaźń,
się. Związałem się z tym kościołem. Co do krakow‑
która zaważyła na moim życiu.
skich lokali i kawiarni, to prawdę mówiąc, w ogóle
15
Sympatyczne w Rzymie jest to, że jak
przyjeżdża się po latach, to człowieka
pamiętają, witają z radością jak sta‑
rego przyjaciela. To jest typowe dla
Włochów. Jest to miasto cudowne
i przepiękne. Pamiętam pierwsze spo‑
tkania z tym miastem.
ich nie lubię. Dlatego nie mam ulubionej kawiarni
odbudowie. Tam czuję się rzeczywiście u siebie mimo
w Krakowie, lepszą kawę potrafię sobie, na ogół, zro‑
jej rozpaczliwej brzydoty. Cieszę się, jak powstaje tam
bić sam. W Rzymie może było trochę inaczej.
coś ładnego. To jest ciągle moje miasto. Jednak naj‑
Jest kilka miast w moim życiu. Pierwszy rok księ‑
bardziej moim miastem stał się Kraków, w którym
dzem byłem w Grudziądzu, więc na wspomnienie
przeżyłem największą część życia. Ktoś powiedział,
tego pięknego pierwszego roku kapłaństwa coś się
że właściwie te miasta się kocha, w których ma się
w sercu budzi. Przez parę lat mieszkałem we Wło‑
przyjaciół. To jest prawda.
cławku. Tam osadziły mnie służby bezpieczeństwa.
Mam ciekawe wspomnienia z dzieciństwa, bo tra‑
Zabrali nam seminarium w Warszawie, wywieźli
fiłem na same ciekawe momenty w historii i miejsca,
na Mazury do Gietrzwałdu, a potem studiowaliśmy
gdzie się ta historia przewalała. Czasem mnie korci,
w seminarium włocławskim. Kiedy tam wracam,
żeby to opisać lub komuś opowiedzieć. Potem, jak
to mam poczucie powrotu do kraju dzieciństwa. Mia‑
widzę całe masy innych wspomnień, mam wątpli‑
stem, do którego bardzo długo się przyzwyczajałem,
wości, że te moje nie są tak bardzo oryginalne. Poza
bo wydawało mi się wrogie, trudne i nieprzyjemne,
tym są bieżące rzeczy do robienia. Fakt, że na starość
a w którymś momencie stało mi się bardzo bliskie,
chętniej i częściej wraca się do wspomnień.
był Paryż. Mieszkałem tam przez parę lat. Ta więź
Są wspomnienia chwil. Myślę o bardzo wcze‑
pozostała. Zawsze jadę tam z przyjemnością. W Rzy‑
snym dzieciństwie, jakiś słoneczny dzień, rodzina
mie mieszkałem 17 lat.
w naszym parku, przy domu, na leżakach, jakaś roz‑
Sympatyczne w Rzymie jest to, że jak przyjeżdża
mowa, jakaś sowa. Takie szczęśliwe momenty. One
się po latach, to człowieka pamiętają, witają z rado‑
się zapisują w pamięci. I niektóre straszne wspomnie‑
ścią jak starego przyjaciela. To jest typowe dla Wło‑
nia, jak te z czasów okupacji, też są wpisane bardzo
chów. Jest to miasto cudowne i przepiękne. Pamiętam
głęboko… bardzo głęboko. Tych nie da się wymazać
pierwsze spotkania z tym miastem. Takie odwiedza‑
z pamięci. Ale wspomnienia są ważne. Zdarza się
nie „starych znajomych”, odwiedzanie rzeczy zna‑
też, że ktoś opowiada jakąś historię z mojego życia,
nych ze zdjęć, z albumów, z opisów. I tego wszystkiego
a ja jej w trupa nie pamiętam. Odczuwam wtedy prze‑
nagle się dotyka. To jest niebywałe przeżycie. Ile razy
rażenie, że z mózgu jakieś kawałki już się wykruszyły.
jestem teraz w Rzymie i jadę tymi ulicami, to myślę:
Jest też trudność dotycząca ludzi. Oni się zmieniają
„Boże, dzięki Ci, że już tu nie mieszkam”. Jest to mia‑
lub się ich zapomina. Jeśli ktoś na ulicy rzuca mi się
sto na dłuższą metę nie do wytrzymania. Ta masa
na szyję i mówi do mnie po imieniu, np. jakieś dziew‑
księży w jednym miejscu, to nasilenie instytucji
czę z czasów, gdy byłem duszpasterzem akademic‑
duchownych. To wspaniałe miasto, żeby je co jakiś
kim (w latach 60. zeszłego stulecia), a to dziewczę
czas odwiedzać. Warszawa jest miastem mojego
już jest posiwiałą starszą panią, to sytuacja staje
dzieciństwa. Warszawa, którą pamiętam z czasów
się dramatyczna. Nie wiem, czy udawać, że pamię‑
okupacji i kompletnie zburzoną. Brałem udział w jej
tam, czy szczerze powiedzieć: „wybacz, ale już mam
16
Wiadomości asp /56
Powiedziałem kiedyś Ojcu Świętemu:
„Ojcze Święty, dlaczego Ojciec nigdy
nie wspomina Tytusa Brandsmy?”.
„Jak to go nie wspominam? – odpowie‑
dział Papież. – Codziennie modlę się
do niego za Holendrów”.
taką sklerozę, że nie pamiętam”. Zwykle wybieram
o nim nigdy nie słyszała. Powiedziałem kiedyś Ojcu
to drugie, bo jak się udaje, to człowiek potem wpada
Świętemu: „Ojcze Święty, dlaczego Ojciec nigdy nie
jeszcze gorzej.
wspomina Tytusa Brandsmy?”. „Jak to go nie wspo‑
Rodzinne spotkania są niezbyt częste, więc można
je lubić. To jest ciekawy problem. Nas jest pięcioro
minam? – odpowiedział Papież. – Codziennie modlę
się do niego za Holendrów”.
rodzeństwa. Bardzo trudną część życia przeżyliśmy
Ojciec Pio? Wszystko, on sam, jego legenda, prawda,
razem. To nas złączyło. Ta więź zostaje, ale z czasem
perypetie są czymś niezwykłym. Nie jest to mój naj‑
nasze drogi się rozeszły. Ta dalekość i bliskość jed‑
bliższy i najukochańszy święty. Jest za nadzwyczajny.
nocześnie jest ciekawym doświadczeniem, którego
Myślę, że to inny typ psychiczny. Natomiast fascyna‑
nigdy nie miałem czasu głębiej przemyśleć.
cja ojcem Pio jest czymś niespotykanym. Jeśli jakieś
Dorota Włosowicz
Ur. w Krakowie w 1960 r.
Absolwentka prawa UJ,
Podczas okupacji jeździłem konno. Mój ojciec
wydawnictwo ma kłopoty finansowe, to co wtedy robi?
wymagał tego ode mnie i od brata. Była taka metoda
Tłumaczy dwie książeczki o ojcu Pio i sytuacja jest
uczenia jazdy konnej bez siodła, na oklep. Chodziło
uratowana. On tak interesuje i tak fascynuje ludzi.
o zdobycie umiejętności trzymania konia nogami bez
Niebywała przygoda. Ja lubię takich świętych, których
ułatwień. To chyba było jedno lato czy może dwa, pod‑
życiorys mieści się na dwóch stronach maszynopisu.
czas których z bratem jeździliśmy konno. Potem nie
Takich, którzy nie zrobili właściwie nic takiego eks‑
nia rozmowy i savoir vivre było już na czym jeździć, bo konie zostały zjedzone
tra, nie byli genialni, a byli geniuszami świętości. Ci
m.in. we Wszechnicy UJ.
przez Ruskich.
interesują mnie bardzo. Ale i święci genialni. Takim
W Rzymie jest kościół Santa Maria in Cosmedin,
tam, gdzie jest Bocca della Verita. W bocznej kaplicy
wizyjna. Autorka audycji
radia Kraków: Z cukrem, czy
bez...?, Niedziela z… i Bądź
zdrów. Prowadzi również
warsztaty: sztuka prowadze‑
przykładem geniusza był św. Jan Bosko.
„Powiedz mi, czym ci można zrobić przyjemność,
jest piękny obraz Matki Bożej. Kiedy spotykałem ludzi
a powiem ci, kim jesteś”. Pewien biskup, dzięku‑
ze złamanym sercem, chodziłem się modlić za nich
jąc za przemówienie powitalne przy stole, mówi:
do tej Matki Boskiej. Na ogół z dobrym skutkiem.
„dziękuję księdzu proboszczowi, że mnie tak chwa‑
Mam takich ulubionych świętych, których odkry‑
dziennikarka radiowa i tele‑
lił, wiem, że to nieprawda, ale ja lubię, jak mnie
łem dla siebie i którzy mnie zafascynowali. Piszę
chwalą”. To uczucie nie jest mi obce. Nawet kiedy
o nich i potem zostają w gronie takich bliższych
wiem, że to nieprawda, odczuwam przyjemność,
mi świętych. Tak było ze św. Teresą od Dzieciątka
niestety zwykle krótką i zazwyczaj równoważoną
Jezus, która olśniła mnie i zafascynowała. Napi‑
jakimś ciosem. Mówiąc poważnie, naprawdę ogromną
sałem o niej bardzo duży artykuł. Wydaje mi się
przyjemność sprawia mi każdy sukces „Tygodnika”.
świętą, z której coś zrozumiałem. Takim świętym,
Nie moja zasługa, ale owoc pracy zespołu. Zobaczyć
a właściwie błogosławionym, którego też bardzo
owoce tego, co się robi, to jest przyjemność. Pracu‑
polubiłem, jest Tito Brandsma, Holender, karmelita,
jemy dla Królestwa Niebieskiego i owoce dojrzewają
intelektualista, rektor uniwersytetu, więzień hitle‑
powoli, ale zobaczyć, że coś wyszło… Rozmowa była
rowski zabity zastrzykiem w Dachau. Pani pewnie
za długa? Zawsze można coś wyciąć!
17
Idee
Możliwość wyspy
Hiszpańscy architekci krajobrazu
Jacek Dembosz
naturalne elementy z drewna. Ponad dachy wybija
Krajobrazy są tworami natury. Człowiek, po części,
kościoła, znajduje się tylko nisza zawierająca krucy‑
jest niszczycielem natury, ale też jej beneficjentem
fiks. Patia z kwiatami dodają domom uroku.
się iglica wieży kościelnej, u stóp której, w miejsce
oraz obrońcą. Liczne dzieła ludzkiej ręki są przy‑
Trafiając w to miejsce, przybysz odnosi wrażenie,
kładem harmonijnego łączenia architektury i przy‑
że znajduje się w typowej dla Minorki wiosce rybac‑
rody. Szczególny efekt takiej symbiozy widoczny jest
kiej, chociaż uważa się, że jest to styl nieco odmienny
Ur. w 1946 r. w Krakowie.
na wyspach stanowiących miejsca tajemne, w któ‑
od tam panującego. Wioskę można traktować jako
W latach 1967–1973 stu‑
rych wyobraźnia nigdy nie odpoczywa.
przykład wiejskiej architektury śródziemnomorskiej,
diował na Wydziale
ale jest ona prawdopodobnie jedynym nieautentycz‑
Form Przemysłowych
Akademii Sztuk Pięknych
Wioska rybacka Binibeca Vell
w Krakowie. Dyplom uzy‑
„Architektura krajobrazu jest to sztuka sama w sobie,
skał u doc. Antoniego Haski.
nym elementem na całej wyspie.
Latem osada stanowi jedną z głównych tutej‑
której najważniejszą funkcją jest tworzenie i ochrona
szych atrakcji – przede wszystkim najbardziej „foto‑
rownika Działu Promocji
piękna w otoczeniu siedzib ludzkich oraz szerzej –
geniczną”. Na nabrzeżu jest kilka sklepów, barów
i Wydawnictw ASP. Zajmuje
w naturalnej scenerii”.
i restauracji. Jesienią wioska emanuje spokojem
Obecnie pełni funkcję kie‑
się literaturą, fotografią,
filmem.
Charles Eliot (1859–1901)
i ma się wrażenie, że czas zatrzymał się w miejscu.
Projekt: Francisco Juan Barba Corsini (1916–
W miesiącach zimowych Binibeca jest praktycznie
–2008) i Antonio Sintes Mercadal (1921–1981)
Miejsce: wyspa Minorka (archipelag Baleary),
Hiszpania
Dwaj hiszpańscy architekci światowej sławy,
Francisco Juan Barba Corsini i Antonio Sintes Mer‑
niezamieszkała.
Francisco Corsini tak niegdyś skomentował wiej‑
ską zabudowę: „Chłopi nigdy nie mylili się, gdy mieli
wybrać miejsce pod budowę domu”. A architekci?
W tym przypadku również nie zawiedli.
cadal, w 1966 r. zaprojektowali na wyspie Minorka
małą (wcześniej nigdy tam nie istniała), gustowną
Campo de Golfe do Porto Santo
rybacką wioskę Binibeca Vell (Poblado de Pescadores).
„On dostrzegał rzeczy, których pan czy ja nie dostrze‑
To unikatowy, jedyny w swoim rodzaju, malowniczy
gamy. Potrafił nagle zrównać z ziemią jakieś wzgórze,
eksperyment architektoniczny. Jawa i sen, fantasma‑
które dla pana czy dla mnie nie różniło się od wielu
goria w najczystszej postaci. Wioska położona jest
prawdziwych wzgórz i okazywało się, że miał rację.
nad urokliwą skalistą zatoczką. Labirynt wąskich,
Robił na miejscu wzgórza jezioro z pomostami i całość
brukowanych uliczek, malowniczych zaułków, schod‑
wyglądała dziesięć razy lepiej niż przedtem”.
ków, łukowatych przejść, całość, łącznie z dachami,
Kurt Vonnegut, Kocia kołyska
utrzymana w nieskazitelnej bieli – co roku zabudo‑
Projekt: Severiano „Seve” Ballesteros Sota
wania pokrywane są białą farbą. Wyjątek stanowią
18
Wiadomości asp /56
(1957–2011)
Miejsce: wyspa Porto Santo, Portugalia
przez klimat, gdzie stanowią one same przez się natu‑
Hiszpański zawodowy golfista, wielokrotny
ralną część krajobrazu. Na wyspie, którą pradawni
mistrz świata i zwycięzca międzynarodowych tur‑
żeglarze ogołocili z drzew (dziś ponownie zalesia się
niejów w golfa, Severiano Ballesteros Sota (pieszczo‑
tamtejsze wzgórza), na której nie ma żadnych upraw,
tliwie zwany imieniem „Seve”), był – z racji swoich
drzew oliwkowych czy winnic, taki obszar to praw‑
umiejętności – jak mało kto uprawniony do projek‑
dziwa oaza. Zajmuje on sporą powierzchnię i ofe‑
towania pól golfowych. Jeden z jego projektów został
ruje (nie tylko graczom) wspaniałe widoki na połu‑
zrealizowany właśnie na portugalskiej wyspie Porto
dniowe i północne wybrzeże wyspy. Jest namiastką
Santo, na Oceanie Atlantyckim.
Nie od dziś wiadomo, że umieszczona w folde‑
rajskiego ogrodu, wytchnieniem dla oczu, atrakcją
turystyczną i… przykładem pozytywnej ingerencji
rach biur sprzedaży nieruchomości lub ośrodków
człowieka w krajobraz. Jego główną zaletą nie jest
turystycznych krótka informacja: „w pobliżu pole
(przynajmniej dla piszącego te słowa) „18 dołków
golfowe” podnosi atrakcyjność oferty. Działa skutecz‑
par 72 i 9 dołków par 3 zwanych pitch and putt”, ale
nie wszędzie, jak ziemia długa i szeroka. W pewnych
„ożywienie” krajobrazu wyspy. Piłeczki odbija się
rejonach świata pola golfowe są dostępne przez cały
bowiem okresowo, krajobraz pozostaje. W każdym
rok, w innych tylko latem. W ciepłej strefie klima‑
razie dopóki nie zabraknie słodkiej wody.
tycznej, jak choćby na Porto Santo, wyspie leżącej
↑ Campo de Golfe
Pole golfowe otwarto w 2004 roku. Jest ono swo‑
na szerokości geograficznej Sahary, takie „pole”
istym pomnikiem dla Severiano Ballesterosa, który
wymaga częstego zraszania słodką wodą. Ma to zapo‑
w wieku 53 lat w maju 2011 roku zmarł na raka mózgu.
biec powrotowi tego ogromnego trawnika do stanu
pierwotnego – zapobiec zamienieniu się w wypalony
Jameos del Aqua, Mirador del Rio, Jardin de Cactus,
step. Dodajmy, że słodka woda tam nie występuje,
Timanfaya
w powszechnym użyciu jest odsalana woda morska.
„Posiadanie zupełnej swobody tworzenia bez strachu
Nie da się ukryć, że widok zielonych pól, pagórków,
czy wzorca dodaje duszy otuchy i otwiera ścieżkę wio‑
oczek wodnych jest zazwyczaj miły dla oka, szczegól‑
nie wtedy, gdy wokół rozpościera się wysuszona, ska‑
dącą ku radości życia”.
César Manrique Cabrera
lista i nieurodzajna gleba. Już choćby z tego powodu
Projekt: César Manrique Cabrera (1919–1992)
ingerencja w taki krajobraz była szczególnie pożą‑
Miejsce: wyspa Lanzarote, Hiszpania
dana. Uciechy golfistów schodzą tu na plan dalszy.
César Manrique Cabrera był hiszpańskim
W przeciwieństwie do wielu podobnych obiek‑
malarzem, rzeźbiarzem, architektem, ekologiem,
tów na świecie, ten projekt ma wyjątkowe znaczenie.
projektantem wnętrz, czyli wszechstronnie uzdol‑
Nie sztuką jest bowiem ukształtować zielone dolinki
nionym artystą. Przez większość swego życia zwią‑
i pagórki w miejscach do tego predysponowanych
zany był z wyspą Lanzarote, dla której był mężem
19
↑ Park Narodowy Timanfaya
opatrznościowym. Bez niego wyspa nie istniałaby
w dzisiejszym kształcie. Odnosi się wrażenie, że w któ‑
dzono Park Narodowy Timanfaya, wielką atrakcję
rymkolwiek miejscu wyspy się jest, odczuwa się jego
turystyczną, mającą chyba tylko dwa odpowiedniki
obecność. Ślady ręki tego artysty widoczne są bowiem
na świecie – na Hawajach (Hawai’i Volcanoes Natio‑
wszędzie – w postaci różnorodnych obiektów. Man‑
nal Park) i na Galapagos (Parque Nacional Galápagos).
rique walczył o zachowanie tradycyjnego budownic‑
Ów księżycowy krajobraz wyspy stanowił wielokrot‑
twa, zwłaszcza obiektów wiejskich, sprzeciwiał się
nie scenerię filmów science fiction i był natural‑
wysokiej zabudowie, był przeciwnikiem szpecących
nym poligonem dla amerykańskich astronautów
krajobraz reklam. To dzięki jego staraniom przyjęto
przed lotem na Księżyc. Césare miał znaczny udział
zasadę, że domy maluje się na biało, a stolarkę (okna
w zachowaniu tego krajobrazu w nienaruszonym sta‑
i drzwi) na zielono.
nie. Jego projekt także i dzisiaj wykorzystuje energię
Fenomen działalności Manriquea zasadzał się
wulkanu: obok zaprojektowanego przez siebie punktu
na tym, że jego ingerencja w krajobraz wyspy polegała
widokowego i restauracji El Diabolo zbudował grill,
na… braku ingerencji, to jest na zachowaniu mak‑
którego ruszt obsługiwany jest przez gorące powietrze
symalnie dziewiczego charakteru świata przyrody
wydobywające się z wnętrza ziemi.
i na przywracaniu jej naturalnego wyglądu wszędzie
tam, gdzie było to konieczne.
20
obecnie Górami Ognia (Montañas del Fuego), urzą‑
Manrique konsekwentnie realizował swoje wizje
w licznych projektach na terenie całej wyspy i staczał
Wyspa Lanzarote zachowała swój wyjątkowy cha‑
zaciekłe boje z lokalnym establishmentem. Na Lanza‑
rakter, ponieważ naturalnym „architektem” stała się
rote jest autorem wielu obiektów, m.in. Casa Museo
lawa i wulkaniczny żużel, efekt wielkiej erupcji wul‑
del Campesino w San Bartolome, punktu widokowego
kanów (jest ich tam ponad 300) w latach 1730–1736
Mirador del Rio, Auditorio de los Jameos del Agua
i w 1824. W miejscu najgorętszej erupcji, nazywanym
(umieszczonej pod lawą sali koncertowej na 600
Wiadomości asp /56
Ta niezwykła budowla jest obecnie siedzibą funda‑
↑ Binibeca Vell
cji jego imienia. W 1992 r. César zginął w wypadku
← Campo de Golfe
samochodowym w pobliżu własnego domu.
Działalność Manriquea w zakresie działań
na rzecz zachowania dziedzictwa kulturowego Lan‑
zarote została m.in. uhonorowana przyznaniem
w 1986 r. nagrody Europa Nostra, a sama wyspa
została wpisana w 1993 r. na Listę UNESCO jako Świa‑
towy Rezerwat Biosfery.
Tytuł książki Michela Houellebecqa, Możliwość
osób i tropikalnego ogrodu), Jardin de Cactus (ogrodu
wyspy (w książce to wyspa Lanzarote), nie do końca
z ponad 1420 gatunkami kaktusów), Muzeum Sztuki
był dla mnie wytłumaczalny. Dopiero w kontekście
w zamku Castillo de San José, ogrodu i basenów przy
opisanych tutaj przypadków pojąłem owe niezwykłe
hotelu Las Salinas w Costa Teguise. Jest także twórcą
„możliwości”, które wyspy oferują – m.in. te tutaj
znaków graficznych (symboli Timanfaya Park, Mira‑
opisane. Stąd moje zapożyczenie tytułu do niniej‑
dor del Rio i innych). Na wyspie stoi kilka przedziw‑
szego tekstu.
nych konstrukcji (nazywanych zabawkami wiatro‑
wymi – Juegos del Viento), czyli ruchomych rzeźb
Fotografie: Jacek Dembosz
↓ Binibeca Vell
jego autorstwa poruszanych przez wiatr.
Niestrudzony sprzeciw Manriquea wobec nie‑
kontrolowanego rozrostu urbanistycznego przeko‑
nał mieszkańców wyspy do wprowadzenia ustaw
mających za zadanie chronić krajobraz i doprowadził
do stworzenia grupy obrońców środowiska natural‑
nego o nazwie El Guincho. Grupie udało się odnieść
sukces w odwracaniu skutków nadużyć inwesto‑
rów. Dobroczynny wpływ artysty nadal trwa po jego
śmierci.
Artysta mieszkał w zaprojektowanym przez siebie
domu w Taro de Tahiche (nieopodal Teguise), którego
parter (izby mieszkalne, salon, basen) został umiesz‑
czony w jamach powstałych po erupcji wulkanu.
21
Idee
Maciej Moraczewski – twórca
gmachu Akademii Sztuk
Pięknych w Krakowie
Michał Pilikowski
architekt gmachu Akademii Sztuk Pięknych w Kra‑
Rok 2011 obchodzony jest w Akademii Sztuk Pięk‑
przez pierwszego dyrektora i dzisiejszego patrona
nych w Krakowie jako „Rok Jana Matejki”. Snując
tej uczelni…
kowie walczył w powstaniu bronią dostarczoną mu
rozważania nad życiem i twórczością pierwszego
Biorąc udział w powstaniu, Maciej Moraczew‑
dyrektora i patrona krakowskiej ASP, warto pamię‑
ski był już dyplomowanym inżynierem. W 1862 r.
tać o jeszcze jednym jego dokonaniu. To z inicjatywy
ukończył bowiem Bauakademie w Berlinie. Wkrótce
Ur. 1980 w Krakowie.
Jana Matejki, a według projektu architekta Macieja
znalazł pracę w pruskiej administracji budowlanej,
Historyk; absolwent
Moraczewskiego, w latach 1879–1880 wybudowano
a w roku 1868 jako architekt i budowniczy podjął
gmach ASP w Krakowie.
pracę w Szczecinie. W 1872 r. jako inżynier kolej‑
Papieskiej Akademii
Teologicznej w Krakowie
(2004). Od 2005 roku pra‑
cownik Działu Promocji
i Wydawnictw Akademii
Maciej Adam Moraczewski urodził się 18 II 1840 r.
nictwa działał w Pleszewie, a następnie w Bydgosz‑
w Chwałkowie Kościelnym (w powiecie śremskim).
czy. W roku 1876 przeniósł się do Krakowa. Decyzja
Rodzice Macieja, Roman Moraczewski i Franciszka
o przeprowadzce spowodowana była wygraniem
Redaktor wielu książek
z Zakrzewskich, byli właścicielami rozległych mająt‑
przez Moraczewskiego konkursu na dyrektora Urzędu
Wydawnictwa ASP, takich
ków ziemskich. Roman Moraczewski jako oficer pie‑
Budownictwa Miejskiego. Funkcja ta dawała mu moż‑
jak Artium Decor, Hanna
choty brał udział w powstaniu listopadowym. Wujem
liwość czuwania nad zabudową i zmianami architek‑
Macieja był Jędrzej Moraczewski (1802–1855), sławny
tonicznymi w Krakowie. Nie ograniczał się jednak
historyk, publicysta, działacz społeczny, konspira‑
tylko do biurokratycznego nadzoru nad pracami
tor i bojownik o niepodległość Polski (w powstaniu
innych, ale sam zaprojektował wiele wspaniałych
Sztuk Pięknych w Krakowie.
Rudzka‑Cybis, Wacław
Taranczewski czy Konrad
Srzednicki. Poeta grafiki.
22
listopadowym, a także w latach 1846 i 1848); ciotka
budynków, które na stałe wpisały się w krajobraz
natomiast, Bibianna Moraczewska (1811–1887), dała
miasta. Warto pamiętać o budynku Miejskiej Zawodo‑
się poznać jako pisarka oraz działaczka niepodległo‑
wej Straży Pożarnej (obecnie jest to gmach Komendy
ściowa i społeczna. Można sobie wyobrazić atmosferę
Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej) w Krakowie
spotkań rodzinnych w domu państwa Moraczewskich
przy ul. Westerplatte (1877–1879) – zaprojektowa‑
w Chwałkowie, którym przysłuchiwał się zapewne
nym w stylu eklektycznym z elementami neogotyc‑
młody Maciej. Wychowanie w duchu umiłowania
kimi i neorenesansowymi. Jako architekt wybudował
przeszłości narodowej i żywych tradycji patriotycz‑
także kilka budynków szkół miejskich – m.in. przy
nych przyniosło skutek. W 1863 r. Moraczewski brał
ul. Bernardyńskiej (1878) i ul. Smoleńsk (1881) oraz
udział w powstaniu styczniowym i walczył w oddziale
Szkołę Powszechną Miejską im. św. Floriana na Kle‑
Mariana Langiewicza. Dwa lata starszy od Macieja
parzu (1877–1878). Jako dyrektor Urzędu Budow‑
Moraczewskiego Jan Matejko też zaangażował się
nictwa Miejskiego kierował projektem zasypania
w powstanie, transportując broń do jednego z oddzia‑
starego koryta Wisły, które oddzielało Kazimierz
łów Mariana Langiewicza. Być może więc przyszły
od Stradomia (obecnie ul. Dietla). Z innych inicjatyw
Wiadomości asp /56
Gmach Akademii Sztuk
Pięknych w Krakowie, XIX w.
Moraczewskiego na szczególną uwagę zasługuje utwo‑
na wysokości zadania i w latach 1879–1880 wybu‑
rzenie przez niego w 1876 r. Krakowskiego Towarzy‑
dowano stylowy gmach, w którym do dziś mieści się
stwa Technicznego – stowarzyszenia zrzeszającego
główna siedziba Akademii Sztuk Pięknych im. Jana
inżynierów i architektów, które miało na celu nie
Matejki w Krakowie.
tylko doskonalenie umiejętności technicznych jego
W 1881 r. zakończył się krakowski etap życia
członków, ale również obronę wspólnych interesów
Macieja Moraczewskiego. W tym roku bowiem rodzina
materialnych i społecznych. Najważniejszym i naj‑
Moraczewskich przeprowadziła się do Lwowa. Maciej,
lepszym dziełem architektonicznym Macieja Mora‑
który po śmierci swej żony Anieli z Pomorskich
czewskiego jest jednak niewątpliwie gmach Akademii
w 1870 r. ożenił się z jej siostrą Anną z Pomorskich,
Sztuk Pięknych w Krakowie.
miał cztery córki i dwóch synów. Jego starszy syn,
Początków obecnej Akademii Sztuk Pięknych
Jędrzej Moraczewski (1870–1944), swą sławą i doko‑
w Krakowie należy szukać w roku 1818. Przez pierw‑
naniami ugruntował znaczenie rodu Moraczewskich
sze 61 lat swego istnienia uczelnia nie doczekała
dla historii Polski. Syn twórcy gmachu Akademii
się własnego budynku. W chwili objęcia stanowiska
Sztuk Pięknych w Krakowie był przecież pierwszym
dyrektora Szkoły Sztuk Pięknych w Krakowie przez
premierem niepodległej Polski i jedną z ważniejszych
Jana Matejkę, który postanowił zakończył tułaczkę
postaci życia politycznego II Rzeczypospolitej. Wydaje
kierowanej przez siebie instytucji po różnych lokalach,
się, iż sprawy ojczyzny i walka o jej niepodległość
pomieszczenia uczelni mieściły się w budynku przy
były dla rodziny Moraczewskich najważniejsze –
ul. Gołębiej 20. Dyrektor Jan Matejko, który cieszył
w taką działalność angażował się przecież zarówno
się ogromnym autorytetem i poważaniem, w 1876 r.
ojciec Macieja, Roman, jak i jego rodzeństwo, Jędrzej
otrzymał od władz Stołecznego Królewskiego Miasta
i Bibianna; w powstaniu styczniowym walczył póź‑
Krakowa grunt położony przy placu głównym Kle‑
niejszy architekt gmachu krakowskiej ASP Maciej
parza, na którym stanąć miał nowy gmachu Szkoły
(i uważał to za tak ważne wydarzenie w swym życiu,
Sztuk Pięknych. W tym samym roku dyrektorem
że polecił pochować swe doczesne szczątki w spe‑
Urzędu Budownictwa Miejskiego w Krakowie został
cjalnej kwaterze powstańców z 1863 r. na cmentarzu
Maciej Moraczewski. Dyrektor SSP zwrócił się więc
Łyczakowskim we Lwowie); wspomniany wyżej syn
do naczelnego architekta Krakowa z prośbą o opra‑
Macieja, Jędrzej, najpierw bił się u boku Józefa Piłsud‑
cowanie projektu gmachu dla kierowanej przez sie‑
skiego w Legionach Polskich, następnie wykazał się
bie uczelni artystycznej. Maciej Moraczewski stanął
bohaterstwem w wojnie polsko‑bolszewickiej w roku
23
Gmach Akademii Sztuk
Pięknych w Krakowie,
fot. Paweł Krzan
działał naukowo jako członek Towarzystwa Politech‑
nicznego (w latach 1881–1887), gdzie wygłosił wiele
odczytów z zakresu budownictwa i historii archi‑
tektury. W 1905 r. przeszedł na emeryturę; w tym
samym roku pierwszym rektorem Akademii Sztuk
Pięknych w Krakowie został Julian Fałat, który pięć
lat wcześniej doprowadził do przekształcenia Szkoły
Sztuk Pięknych w Akademię Sztuk Pięknych (i tym
samym również budynek SSP stał się gmachem ASP).
Moraczewski był autorem wielu publikacji i artyku‑
łów – m.in. Projekt uregulowania Starej Wisły (1876),
Droga żelazna konna (tramway) w Krakowie (1881),
O budowie zagród włościańskich (1885) czy O projekcie
na regulację rzek galicyjskich (1886).
Maciej Moraczewski zmarł 9 IV 1928 r. we Lwowie.
Gmach Komendy Miejskiej
1920, a w końcu zginął podczas II wojny światowej,
Miejsce wiecznego spoczynku znalazł na cmentarzu
Państwowej Straży Pożarnej
gdy 5 VIII 1944 r. podczas walk artyleryjskich prowa‑
Łyczakowskim. Pamięć o nim żyje jednak wśród dzi‑
w Krakowie, fot. Michał
Pilikowski
dzonych przez Armię Czerwoną odłamek szrapnela
siejszych użytkowników stworzonych przez niego
wpadł do jego domu w Sulejówku (w walce o Polskę
budynków, zwłaszcza w gmachu Akademii Sztuk
zginęły także dzieci Jędrzeja, a więc wnuki architekta
Pięknych w Krakowie.
gmachu krakowskiej Akademii: Kazimierz w wojnie
z 1920 r., a Adam i Wanda w niemieckim obozie kon‑
centracyjnym Auschwitz‑Birkenau w 1942 r.).
W stolicy Galicji Maciej Moraczewski nie stworzył
już niestety dzieł na miarę gmachu Szkoły Sztuk Pięk‑
nych czy budynku Miejskiej Zawodowej Straży Pożar‑
nej w Krakowie. Dał się wciągnąć w wir pracy admini‑
stracyjnej w różnych lwowskich urzędach i zaniechał
autorskiej działalności projektowo‑architektonicznej.
W latach 80. XIX w. we Lwowie działał aktywnie jako
kierownik Wydziału Wodnego i kierował pracami
nad regulacją galicyjskich rzek; sprawował funk‑
cję szefa departamentu budownictwa (od 1882 r.);
24
Wiadomości asp /56
Bibliografia
Bieńkowski W., Moraczewski Jędrzej (1870–1944), [w:] Polski
Słownik Biograficzny, t. 21/4, z. 91, Wrocław 1976.
Kieniewicz S., Moraczewski Jędrzej (1802–1855), [w:] Polski
Słownik Biograficzny, t. 21/4, z. 91, Wrocław 1976.
Piłatowicz J., Technicy Lwowa i Krakowa wobec perspektywy odzy‑
skania przez Polskę niepodległości, „Kwartalnik Historii Nauki
i Techniki”, http://www.wiw.pl/wielcy/kwartalnik.
Reinhard‑Chlanda M., Budowle sakralne Kleparza i ich rola w kul‑
turze religijnej Krakowa, Kraków 2009.
Rożek M., Moraczewski Maciej Adam, [w:] Polski Słownik
Biograficzny, t. 21/4, z. 91, Wrocław 1976.
Rożek M., Urbs celeberrima. Przewodnik po zabytkach Krakowa,
Kraków 2010.
Zieliński A., Moraczewska Bibianna, [w:] Polski słownik biogra‑
ficzny, t. 21/4, z. 91, Wrocław 1976.
Idee
Między fasadą
a podwórkiem,
między kopułą
a strychem
pałacu) wobec coraz bardziej funkcjonalnie kształ‑
towanych wnętrz (szkoły) doprowadziła do ukrycia
w elewacji najwyższej kondygnacji, sygnalizowanej
jedynie świetlikami w dachu. Taka „nieszczerość”
w terminach wieku XVI byłaby przede wszystkim
zakłóceniem harmonii.
Szerszy pas ceglanej ściany ponad oknami dru‑
Piotr Winskowski
giego piętra (i zasłaniający trzecie) dodaje całej ele‑
PIOTR WINSKOWSKI
wacji Akademii pewnego „oddechu”, mniej czytelnym
Ur. w 1968 r. w Poznaniu.
Gmach Akademii Sztuk Pięknych jest jednym z bardziej
czyni zacieśnienie niższych kondygnacji (w relacji
Architekt. Adiunkt
okazałych dzieł XIX‑wiecznego historyzmu w Krako‑
do wysokości znajdujących się tam okien), pozwala
wie. Reprezentuje neorenesans i berlińsko‑wiedeńską
wreszcie szerokiemu fryzowi i wysuniętemu gzym‑
interpretację włoskiego cinquecenta oraz unikatowy
sowi pełnić rolę zwieńczenia całej bryły. Moraczewski
sposób ich realizacji, oryginalne zestawienia w poje‑
uniknął tym samym kłopotu architektów renesan‑
dynczym dziele. Eklektycznym zestawieniem, widocz‑
sowych, stosujących (jak on) spiętrzenie porządków
na kierunku kulturo‑
nym z daleka, jest oprawa okien drugiego i pierwszego
na kolejnych kondygnacjach fasad: gdy architraw,
znawstwo międzynaro‑
piętra, zaczerpnięta ze wzorów florenckiego i rzym‑
fryz i gzyms najwyższego piętra miały wieńczyć
skiego renesansu. Oba motywy sięgają w tym samym
całość bryły, a nie mogły być odpowiednio do tej roli
stopniu do pierwowzorów architektonicznych, jak
masywne, gdyż nie pozwalały na to proporcje pod‑
i społecznych: do mecenatu nad sztuką XVI‑wiecz‑
pierających je bezpośrednio pilastrów lub kolumn
nych włoskich książąt, kupców i papieży (dziś trudno
najwyższego piętra.
stwierdzić, czy władze Krakowa fundujące gmach Aka‑
Konkurencyjna propozycja Palladia – „wielki
demii chciały się poczuć spadkobiercami tych tradycji,
porządek” kolumn, słupów lub pilastrów biegnących
czy liczyły na podobne efekty swego mecenatu).
przez całą wysokość budynku, niezależnie od fak‑
Zgodnie ze wskazaniami skodyfikowanymi
tycznej ilości kondygnacji – rozwiązywała problem
w traktacie Vignoli, idąc od dołu ku górze, kondygna‑
właściwej proporcji zwieńczenia, lecz wymuszała
cje fasady podlegają stopniowaniu, ku coraz lżejszym
większy ciężar i masywność wszystkich składowych
porządkom i smuklejszym proporcjom, ale tu poja‑
tego „porządku”. Nie było więc czego stopniować ani
wiła się pewna sprzeczność, którą Moraczewski
czynić coraz lżejszym, podążając ku górze.
zgrabnie rozwiązał. Otóż powszechna w architekturze
Akceptowana w wieku XIX sprzeczność mię‑
XIX w. autonomia historycznego kostiumu elewacji
dzy wnętrzem a zewnętrzem – wywołana obecno‑
(nadającego temu budynkowi charakter miejskiego
ścią ukrytego trzeciego piętra – jest najostrzejsza
na Wydziale Architektury
Politechniki Krakowskiej.
Wykłada też na Wydziale
Malarstwa ASP w Krakowie
(Integracja malar‑
stwa i architektury) oraz
dowe na Uniwersytecie
Jagiellońskim (Przestrzeń
architektoniczna jako środo‑
wisko kultury). Autor prac
z zakresu teorii architek‑
tury, architektury najnow‑
szej, relacji między archi‑
tekturą i innymi sztukami.
25
Prof. Józef Sękowski przy
pracy nad gryfami
w narożnych ryzalitach. Klasyczne i renesansowe
(np. w Grodnie), a które zniszczono podczas ostatniej
elementy elewacji (półkolumny, gzymsy, fryzy, aedi‑
wojny. Podobne cechy wykazuje struktura kopuł‑świe‑
cule wokół okien) sugerują tu swego rodzaju kaplice
tlików w opisanych tu narożnych pracowniach, choć
na drugim piętrze, zwieńczone kopułami. Pośredni
te łatwiej zdekonspirować.
strop i kopuły, których wnętrza nie są czaszą, lecz
Na tle aktualizacji i jednoczesnej obecności
wypełniają je drewniane więźby dachowe i świetliki
wielu motywów oraz dosłownych, materialnych
(ukryte przed wzrokiem osób oglądających budy‑
śladów przeszłości, które dokonują się we współ‑
nek z ulicy Basztowej i placu Matejki, ale widoczne
czesnej kulturze, opisane cechy gmachu Akademii
od podwórka) – najmocniej pokazują kontrast mię‑
reprezentują sprzeczności mocno złagodzone, ale też
dzy publicznym, monumentalnym decorum i jego
możliwe do różnorodnego zinterpretowania, także
podszewką – kameralnymi i skromnymi wnętrzami
artystycznego. Napięcia między tradycją (antyczną,
dla wtajemniczonych.
renesansową, XIX‑wieczną, XX‑wieczną) a współcze‑
Kontrast ten obecny jest nie tylko w XIX‑wiecznej
snością – jak widać – są udziałem nie tylko twórczo‑
architekturze, ale i w literaturze, teatrze i malarstwie
ści kolejnych pokoleń studentów. W sposób niemy
tego czasu – by poprzestać na dziełach patrona Aka‑
i wymagający zidentyfikowania bierze w nich udział
demii: między Hołdem pruskim a autoportretem pod
również budynek Moraczewskiego.
postacią Stańczyka.
Teoria architektury o stulecie późniejszej od gma‑
chu Akademii złożoność i sprzeczność podniosła
do rangi kategorii kluczowych. Jednym z ich prze‑
jawów było zainteresowanie przestrzeniami dotych‑
czas pomijanymi, niepotrzebnymi, niedefiniowanymi,
powstającymi w budynkach przy okazji konstruowa‑
nia innych pomieszczeń – tych ważnych, poważnych
i funkcjonalnie potrzebnych. Do tych pierwszych zali‑
czono właśnie poche, przez analogię do przestrzeni
między podszewką a zewnętrznym materiałem
marynarki czy płaszcza. Architektoniczną realizacją
takiej poche, podaną źródłowo przez Roberta Ventu‑
riego, była przestrzeń między więźbami dachowymi
a podwieszonymi do nich, niezwykle bogato ukształ‑
towanymi pseudosklepieniami z desek, w drewnia‑
nych synagogach, których bardzo wiele powstało
w drugiej połowie XVIII w. na Kresach Wschodnich
26
Wiadomości asp /56
Literatura
Marcin Fabiański, Jacek Purchla, Przewodnik po architekturze
Krakowa, Kraków 2001.
Andrea Palladio, Cztery księgi o architekturze, Warszawa 1955.
Zdzisława Tołłoczko, „Sen architekta”, czyli o historii i historyzmie
architektury XIX i XX wieku, Kraków 2002.
Kazimierz Ulatowski, Architektura włoskiego renesansu, Warszawa
1964.
Robert Venturi, Complexity and Contradiction in Architecture, New
York 1966.
Jacomo Barozzi da Vignola, O pięciu porządkach w architekturze,
Warszawa 1955.
Piotr Winskowski, Organizacja przestrzeni dla szkoły piękna
czyli przestrzeń a piękno, wiedza i umiejętność, „Zeszyty
Naukowo‑Artystyczne Wydziału Malarstwa Akademii Sztuk
Pięknych w Krakowie”, 2000, nr 3.
Gryfy
Wraz z planem kompleksowej wymiany dachu poja‑
ta wymaga od rzeźbiarza dużych umiejętności
wiła się decyzja o rekonstrukcji gryfów pierwotnie
i doświadczenia. Profesor J. Sękowski był jednym
usytuowanych na gzymsach wieńczących dwa naroża
z pionierów tworzących swoje prace w tej technolo‑
budynku ASP w Krakowie. Na zachowanych fotogra‑
gii. Rzeźby repusowane wykonuje się z blach mie‑
fiach z lat 1920–1930 widoczna jest elewacja ASP wraz
dzianych spawanych gazowo (tlen, acetylen). Warto
z wieńczącymi rzeźbami orło‑lwów. Gryfy pojawiły
wspomnieć, że pierwsze prace, jakie tworzył w wyżej
się na budynku ASP w Krakowie w 1879 r., wykonane
wymieniony sposób, powstają w latach 60.–70. XX
w technice odlewu cynkowego. Nie zachowały się
w., kiedy w polskiej rzeźbie dominował jako materiał
informacje dotyczące daty i okoliczności ściągnięcia
gips, drewno, kamień. Powstawanie gryfów to proces
(zrzucenia) gryfów. Wielkość rzeźb została ustalona
skomplikowany i wieloetapowy. Pierwszą czynno‑
na podstawie zachowanych rysunków technicznych
ścią było wykonanie modelu gipsowego w skali 1:5,
z wymiarami wybranych części więźby i z uwzględ‑
następnie w skali 1:1. Na tak przygotowany wzór
nieniem wysokości rzeźby gryfa.
wprowadza się podziały. Gotowy model gryfa składa
Rekonstrukcję powierzono prof. Józefowi Sękow‑
się z ok. 600 elementów stalowej blachy, odpowied‑
skiemu, byłemu prorektorowi, wielokrotnemu dzie‑
nio ukształtowanych i zespawanych. Końcowym
kanowi Wydziału Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych
etapem prac było pokrycie powierzchni zewnętrz‑
w Krakowie. Rekonstrukcja została wykonana w tech‑
nej i wewnętrznej rzeźb cynkiem, metodą kąpieli
nice repusowania. Polega ona na kształtowaniu
elektrolitycznej, w celu zabezpieczenia przed korozją.
(w tym wypadku) stalowej blachy. Przycięty odpo‑
Prace związane z wymianą dachu zostały zakończone,
wiednio stalowy materiał modeluje się przy użyciu
gryfy ponownie wróciły na swoje pierwotne miejsce
specjalnie uformowanych młotków i odpowiednio
i strzegą tego, co piękne i wartościowe – Akademii
przygotowanego drewnianego podłoża. Technika
Sztuk Pięknych w Krakowie.
27
Idee
Interpretacja jako patetyzacja,
czyli patointerpretacja
Poprzęcka i Weissa Pożegnanie z Akademią
nie jest przypadkowe. Stanowi symptom uległości
Janusz Krupiński
wobec wielkich słów, wobec patosu, a przede wszyst‑
kim daje wyraz skłonności do nadawania patosu,
Wojciech Weiss, przez dziesięciolecia związany
Filozof. Ur. w 1955 r.
Dr hab. prof. ASP
do patetyzacji.
z krakowską Akademią, jej profesor, były rektor,
Przed wprowadzeniem do hermeneutyki terminu
został usunięty z uczelni przez odesłanie na eme‑
„patointerpretacja” nie powinna nas powstrzymywać
ryturę (1947). Malując Pożegnanie z Akademią
jego analogia do „patologii” czy „patogenezy”. Wprost
(1949), artysta odnosi się do swego rozstania z tym
przeciwnie. Wszystkie te słowa, podobnie jak „patety‑
„miejscem”.
zacja”, posiadają ten sam źródłosłów: pathos.
Maria Poprzęcka, wybitny polski historyk sztuki,
Stawiając zarzut patetyzacji, nie twierdzę, że nie
Pożegnaniu… poświęciła rozbudowane opracowa‑
ma spraw wzniosłych i głębokich, że patos powinien
wykłada teorię sztuki.
nie, zatytułowane Schodami w dół1. Jej interpretację
zostać wyrugowany z naszej myśli i uczuciowości,
Prof. UP w Krakowie,
otwiera motto z Iwaszkiewicza: „Sam. Schodzę stop‑
że wszelki jest fałszywy. Ponadto odróżniałbym
Instytut Filozofii i Socjologii,
niami…”. Tytuł i motto mają za zadanie uwrażliwie‑
upodobanie do patosu od skłonności do patetyzacji.
nie, nastrojenie, ukierunkowanie uwagi czytelnika…
Kto jej ulega, ten karmi się pozorami głębi i wznio‑
w Krakowie, Katedra
Historii i Teorii Sztuki,
kierownik Zakładu
Aksjologii i Filozofii Kultury,
wykłada filozofię sztuki
i widza. W tym wypadku anonsują – oto: samotność,
słości, które sam sobie wytwarza, przed sobą snuje…
i estetykę.
schodzenie po stopniach, stopnie i stopniowość…
Nie gra z nami, lecz przede wszystkim ze sobą i przed
Naprawdę? Trafię w przesłanie tego obrazu, stawiając
sobą, sam w to wierzy, dzięki czemu sam sobie wydaje
w centrum swej myśli schody i stopnie? Na co w obra‑
się wtedy głęboki, wespół‑czujący (skuteczność wszel‑
zie Weissa wskazuje ten wyimek z Iwaszkiewicza,
kiej magii, chociażby magii wielkich słów czy magii
co ma z nim wspólnego? Samotność? Stopniowość?
naukowości, polega na tym, że oddziałuje na samego
Schody? Zejście, stopień po stopniu? Potykając się
maga – w ten sposób potęguje się w nim poczucie
o te trzy słowa z Iwaszkiewicza, zadaję sobie pytanie,
mocy, rośnie, rosnąc w swoich oczach…3).
czy nie stanowią przejawu próżnej erudycji. Wiersz,
Przechylona, naga postać. Czy to aby??? kobieta?
z którego pochodzą te wyrwane słowa, mówi o zejściu
A może chłopak w peruce? To nie włosy, to jakaś czapa,
„stopniami”, „zielonymi stokami” w „oko doliny”…2
teatralna peruka, czepek z ozdóbkami? Ramię jak udo,
Cóż można zobaczyć na obrazie Weissa? W cen‑
Gdy z kolei spojrzeć na samą rękę wyrywającą się
otworu w ścianie, starającą się podać dłoń uniesionej
ku górze, uniesioną od dołu – czy nie mogłaby należeć
od dołu ręce osoby, której nie widzimy. Poprzęcka:
do tonącego człowieka…? Czyżby wychylona z owalu
to „dłoń kogoś niewidzialnego” (s. 94).
„kobieta” próbowała go ratować? Jego, opadającego
„Niewidzialnego”? Prawda, słowo „niewidoczny”
28
masywność pleców… Transwestyta?
trum widzimy nagą postać, wychyloną z owalnego
w dół? Ten raczej patos?
nie brzmi i nie porusza tak mocno jak słowo „nie‑
Poprzęcka daje dwa opisy sytuacji. Pierwszy, moż‑
widzialny”. To przejęzyczenie niechaj nas uczuli,
liwy do uzgodnienia z powyższą metaforą, brzmi:
Wiadomości asp /56
← Wojciech Weiss,
Pożegnanie z Akademią,
1949, olej na płótnie,
81 × 100 cm, Muzeum
Narodowe w Poznaniu
„naga kobieta […]. Opuszczając rękę, usiłuje chwycić
Tytuł obrazu, Pożegnanie z Akademią, nie dość
dłoń kogoś niewidzialnego, kto unosi rękę ku górze”
wyjaśnia. Pracowity badacz akademicki odrabia zada‑
(s. 94). W drugim opisie kolejność zdarzeń zostaje
nie na temat symboliki i sensu pożegnania, by wejść
odwrócona, to gest kobiety zostaje odwzajemniony.
na hasła „próg”, „schody”. Czytamy: „Motyw »poże‑
Ten drugi opis‑sceniariusz widza obrazu czyni uczest‑
gnania« znajdował w malarstwie […] niezliczone
nikiem akcji. Już nie patrzymy przez pierwszopla‑
realizacje patriotyczne, melodramatyczne, sentymen‑
nowy okulus, ale sami „Idąc po schodach, stajemy
talne”. Nie dość powagi ma najwyraźniej pożegnanie
się mimowolnymi świadkami nieprzeznaczonego
z kimś lub czymś, kiedy to, opuszczając, pozostajemy
na pokaz, uczuciowego odruchu nagiej kobiety. Odru‑
sobą: „Pożegnanie jest przejściem, »przekroczeniem
chu odwzajemnionego” (s. 95). Obrazowa insceniza‑
progu«, dzielącym jeden etap życia od drugiego, jeden
cja Weissa ukazuje scenę nie na pokaz?
świat od drugiego. Jest przełomem, przemianą. Dzieli
Tytuł obrazu, Pożegnanie z Akademią, nie dość
życie na »przedtem« i »potem«”, i w kolejnym akapi‑
podpowiada, nie dość wyjaśnia? Aby „złapać” sens
cie: „Scenerią malarskich pożegnań jest zwykle próg,
obrazu, konieczna jest wizja lokalna, analiza otocze‑
czasoprzestrzenne miejsce przejścia, granicy” (s. 98).
nia wokół miejsca widocznego na obrazie – w tym
I dalej: „Schody to jeden z najbardziej nośnych sym‑
wypadku znajomość wnętrza, biegu schodów? Jeśli
boli przestrzennych i architektonicznych, zdolnych
o nich pamiętać, wiemy, że ci dwoje z łatwością
przyjmować zarówno sakralne, jak i świeckie treści”
mogli podejść do siebie… Autorka Schodami w dół
(s. 99). W przypisach liczne odwołania do literatury
uzupełnia swój tekst o fotografię ukazującą schody,
„przedmiotu”, do tekstów poświęconych symbolice
po których miałby zejść profesor. Niemożliwa figura:
progu, schodów, stopni (narzuca się pytanie, w jaki
nawet podskakując, nie mógłby sięgnąć tak wysoko…
sposób stopnie i stopniowość godzą się z myślą
Słowem: w tę stronę wiedzie skrajnie realistyczne
o progu, czyli „granicy”, cezurze, odcięciu, zmianie
odczytanie tego obrazu.
jakościowej)…
29
Poza, maska, gra – nieautentycz‑
ność brana za istotę. Życie płyt‑
kie, życie zredukowane do powierz‑
chowności, w pozorze znajdujące
swój żywioł. Takie zblazowanie nie
tylko bywa faktem, ale potrafi stać
się bez‑duchem epoki. To przecież
w jego glorii unoszą się modelki,
gwiazdki i gwiazdy, celebryci
– „ikony” naszej współczesności
(podmiana urody na obrzydliwość
niczego tu nie zmienia).
→ Wojciech Weiss, Akademia,
1934, olej na płótnie,
Pożegnanie z Akademią. Poprzęcka odkrywa
w tym obrazie Akademię. Czytamy: „W niczym nie
168 × 120 cm, Muzeum
Miejskie w Suchej
Beskidzkiej; depozyt
przypomina uczelnianych modelek, nieforemnych
Modelki. Takie też postaci widzimy na niezliczo‑
pracownianych utensyliów, jakie znamy ze studenc‑
nych obrazach Weissa: ustawione figury, pozy, typy…
kich »studiów z natury modela«. Ale też ta kobieta
Pozbawione osobowości. Ciała, których osoba i oso‑
to nie modelka. Zgodnie z odwieczną tradycją jest
bowość się z góry nie liczą. Postaci w gruncie rzeczy
kobiecą personifikacją. Uosabia Akademię. Krakow‑
bez twarzy. Czym pozostaje twarz modelki: maską,
ską Akademię, o czym świadczy jej jedyny atrybut
typem, kliszą, pustą formą, figurą, ufryzowaniem,
– ludowa, kraciasta krakowska chusta, jakich wiele
szminką, kosmetyczną estetyzacją…? Poza, maska,
znamy z folklorystycznych obrazów Włodzimierza
gra – nieautentyczność brana za istotę. Życie płytkie,
Tetmajera. To właśnie ta postać – jedyna – sponta‑
życie zredukowane do powierzchowności, w pozorze
nicznie i nieformalnie żegna swego profesora” (s. 95).
znajdujące swój żywioł. Takie zblazowanie nie tylko
Prawda to? W tej samej mierze, co dla Weissa Aka‑
bywa faktem, ale potrafi stać się bez‑duchem epoki.
demia jest właśnie modelką, utensylium, jakkolwiek
To przecież w jego glorii unoszą się modelki, gwiazdki
rzeczywiście nie „nieforemnym”4.
i gwiazdy, celebryci – „ikony” naszej współczesno‑
Pamiętać trzeba, że wiele lat wcześniej, w roku
1934, Weiss namalował już obraz zatytułowany wła‑
30
Kobiety nagie, modelki, utensylia, blejtramy,
odbicia… – oto akademia, i Akademia Weissa.
ści (podmiana urody na obrzydliwość niczego tu nie
zmienia).
śnie Akademia! Widzimy tam „foremną”, foremnie
Modelki. Osobowość, twarz tych kobiet, zostaje
ustawioną i foremnie ujętą, młodą kobietę o jasnych
tak wykluczona jak wykluczona jest ludzka wza‑
włosach – pozującą modelkę. Obok niej, na fotelu,
jemność pomiędzy nimi a malarzem, dzięki której
leży kraciasta, pstrokata chusta, jeśli nie ta sama,
dopiero widzi się człowieka…
to taka sama chusta, co w Pożegnaniu z Akademią…
W obrazach Weissa nie znajdziemy śladu osobo‑
Kobieta‑modelka wpatrzona w płótno, w obraz obok
wości modelek. Modelka jako modelka zresztą jej nie
– niczym w zwierciadło? My jednak widzimy tylko
posiada. Modelka to funkcja, a nie człowiek. Akt jako
tył obrazu…
taki nie jest portretem. A jednak nie przemilczę tutaj
Wiadomości asp /56
Idee
Kompatybilni,
niekompatybilni
Wykład inauguracyjny na Wydziale
Grafiki ASP w Krakowie
tego pytania: Z jakich stref we wnętrzu człowieka
Zjawisko mutacji ma dla mnie jako autora znaczenie
wyłania się jego gest, postawa, spojrzenie? Czy arty‑
ideowe i jest zasadniczym elementem określającym
sta potrafi w swoim spojrzeniu, w przyjmowanym
przebieg procesu twórczego w moim wypadku. Jako
sposobie odnoszenia się do malowanego przez sie‑
twórca sam czuję się w dużym stopniu mutantem,
bie człowieka ożywić głębsze pokłady jego duszy?
co z jednej strony wynika z naturalnej konieczności
Na pytanie, poszukiwanie wyczytane w spojrzeniu
dopasowania się do postępujących w czasie zmian,
drugiego? A może sposób odnoszenia się jego samego,
a z drugiej jest wynikiem dokonanych przeze mnie
artysty, znajduje odpowiednik w ukazanej postaci?
wyborów.
Mamy tu raczej do czynienia z odpowiedniością,
a nawet odpowiedzią? Ona (on) wychodzi naprzeciw
Waldemar Węgrzyn
jego oczekiwaniom, w szczególności poddaje się for‑
mie, postaci, w której artysta ją zamyka…
Szczególnym przykładem kokietka zauroczona
swą urodą, a tym bardziej uwagą, jaką jej urodzie się
poświęca, połechtana spojrzeniem, które omiata jej
wdzięki… dzięki temu tym bardziej ponętna…
Oto Akademia – Weissa!? W Pożegnaniu z Akade‑
mią spontanicznie wreszcie wyszła z tej roli?
Postawa artysty wobec nowych narzędzi technologicz‑
nych była jednym z istotnych problemów dla grafików
mojego pokolenia.
Osobiście zawsze byłem entuzjastycznie nasta‑
wiony do nowości technicznych, należy jednak
pamiętać, że wprowadzenie technologii cyfrowych
ur. 30 V 1959 r. w Krakowie.
w obszar grafiki artystycznej wiązało się ze sporymi
Grafik, malarz, profe‑
wątpliwościami środowiska i wywoływało w owym
czasie zawzięte dyskusje.
Przypisy:
1. Maria Poprzęcka, Schodami w dół, [w:] Wojciech Weiss
Konieczność zajęcia przez artystę stanowiska
wobec nadchodzących zmian wydaje się nieodłączną
sor sztuk plastycznych.
Od 1989 r. pracuje jako
wykładowca na Akademii
Sztuk Pięknych
w Katowicach, gdzie pro‑
wadzi pracownię sitodruku.
w Akademii Sztuki Pięknych w Krakowie, red. Janusz Antos,
cechą twórczości w każdym okresie. Temat ten jest
Uczestnik wielu wystaw
Zofia Weiss‑Nowina Konopka, Kraków 2010.
tak dalece związany z moją własną twórczością,
i laureat licznych nagród,
2. Przywołany wiersz Iwaszkiewicza, bez tytułu: „Sam. Schodzę
stopniami/W oko doliny,/Szerokimi, zielonymi stokami/
Głębiny.//Świstak świszcze raz jeden,/Jest oszczędny./
Kamienie omszone i biedne,/Mech jędrny.//W górze turnia
pod Kołem/Jak puszysty błam./Góry mówią wzniesionym czo‑
łem,/Że sam, że sam, że sam…”.
3. Por. J. Krupiński, Intencja i interpretacja. „Genesis” Andrzeja
a jednocześnie na tyle uniwersalny, że podjęcie go
wydało mi się uzasadnione w kontekście dzisiejszej
uroczystości.
Umberto Eco, komentując podobne zagadnie‑
nie w latach 60., przytacza przykład „uczonego
Pawłowskiego, Kraków 2001 (zob. indeks rzeczowy). Czy
z Salamanki”, eksperta w dziedzinie astronomii
demaskatorstwo, jakie tu uprawiam, stanowi tylko bardziej
i geografii, wiedzącego wszystko na temat Ptole‑
wyrafinowaną formę tak rozumianej magii?
4. Velázquez poświęcał uwagę karłom – odkrywając w nich czło‑
otrzymał m.in. złoty medal
na Międzynarodowym
Triennale Grafiki w 2004 r.
w Kanagawie w Japonii.
Prowadzi letnią szkołę sztuk
Uccello we Włoszech.
meuszowego modelu astronomicznego i dysponu‑
wieczeństwo, ukazując ich twarz, pozwalając objawić się
jącego dogłębną wiedzą kulturową, umożliwiającą
prawdziwemu patosowi ich twarzy.
mu nauczanie – jakie są różne części świata, jakie
31
ludy je zamieszkują i jakimi drogami należy podróżo‑
ani jednego stanowiska komputerowego, a możliwość
wać, aby do nich dotrzeć. Ta suma wiedzy pozwalała
zastosowania tego rodzaju sprzętu w pracy grafika
uczonemu z powodzeniem funkcjonować na reno‑
moi nauczyciele zgodnie oceniali jako kwestię nader
mowanym uniwersytecie. Niespodziewanie przed
dyskusyjną. Rzeczywistość pokazała, że już w nie‑
uczonym z Salamanki pojawia się Krzysztof Kolumb,
spełna dwa lata później pracowałem wraz z grupą
który przedstawia nową hipotezę na temat kształtu
absolwentów mojej uczelni w zespole tzw. grafików
i rozmiarów ziemi, wyrusza na wyprawę i odkrywa
komputerowych, zajmujących się składem nowo
Amerykę. Od tej chwili oblicze ziemi wygląda inaczej,
powstałej gazety. Zostaliśmy wszyscy zaopatrzeni
a wszystkie dotychczas istniejące opracowania astro‑
w dwie stacje graficzne z 15‑calowymi czarno‑białymi
nomiczne i geograficzne tracą wartość. Przed uczo‑
monitorami i oprogramowaniem Ventura (do składu)
nym z Salamanki stają w tym momencie dwie możli‑
i CorelDraw (do grafiki). Jedyny w Polsce dystrybu‑
wości: może albo zaakceptować zmieniony horyzont
tor programu CorelDraw, inżynier informatyk z War‑
obowiązujących w świecie relacji i odnaleźć swoje
szawy, długo opowiadał nam o niezwykłych możliwo‑
miejsce w nowej rzeczywistości, albo – nie poddając
ściach, jakie daje program, następnie demonstrując
się – ustanowić podstawy nowej nauki polegającej
jego działanie, wybrał z menu narzędzi prostokąt,
na utrzymywaniu, że odkrycie Ameryki było faktem
któremu nadał gruby czarny outline, po czym wyznał,
godnym potępienia z punktu widzenia moralnego
że program jest tak nowy, że jeszcze nie zna innych
i kulturalnego. Ameryka istnieje, to prawda, ale
jego funkcji i będziemy musieli poradzić sobie sami.
to źle, że istnieje i przyniesie to poważne szkody
wspólnocie ludzkiej.
Opanowanie programu zajęło nam kilka dni
i nocy zbiorowego, heroicznego wysiłku (oczywiście
W swoim felietonie Eco pisze dalej: „żyjemy
w świecie kulturowym przeżywającym pełnię zmian,
termin wydania gazety był napięty i nieprzekra‑
czalny) i zakończyło się sukcesem.
w którym granica między tym, co duchowe, a tym,
Niestety, gorzej poradził sobie nasz pracodawca,
co materialne, między wartościami technicznymi
który nadmiernie zawierzył idei transformacji gospo‑
a wartościami humanistycznymi, robi się coraz
darczej – i zbankrutował. Nasza pozycja grafików
bardziej wątła. Nie dlatego, że wartości techniczne
komputerowych była już jednak tak ugruntowana
przeważają nad wartościami ludzkimi, ale dlatego,
na wąskim wówczas rynku zawodowym, że natych‑
że wartości ludzkie jutra będą określane za pomocą
miast znaleźliśmy zatrudnienie w kolejnej agencji
innych kryteriów i będą wynikać z nowych sytuacji
o podobnym profilu.
stworzonych przez postęp technologiczny”.
Sama praca w reklamie nie była dla mnie intere‑
Kiedy w latach 80. kończyłem studia, na świecie
sująca, dość szybko z niej zrezygnowałem, nie rezy‑
upowszechniały się wprawdzie dokonania rewolucji
gnując jednak z komputera jako narzędzia. Byłem
cybernetycznej, której produktem był przenośny kom‑
gorącym zwolennikiem nowej techniki i usilnie
puter osobisty, jednak mój wydział nie posiadał wtedy
starałem się nie tylko ją zgłębiać, ale i propagować.
32
Wiadomości asp /56
↖ Władysław Węgrzyn
Ślad 1, druk cyfrowy,
100 cm × 150 cm, 2011
Wszystkie opracowania podjęte przeze mnie przy oka‑
na różnych etapach pracy narzędzi komputerowych.
zji podnoszenia kwalifikacji naukowych dotyczyły
Z drugiej strony specyfika pracy w środowisku wirtu‑
próby określenia miejsca nowego warsztatu w obsza‑
alnym uwidoczniła (przynajmniej na początkowym
rze grafiki artystycznej i jego wpływu na możliwość
etapie) niekorzystne tendencje w rozwoju świado‑
redefinicji pojęcia grafiki.
wani powierzchownymi efektami narzędziowymi,
pełnoprawna technika graficzna, trudno uzmysłowić
co zaowocowało powstaniem znacznej ilości prac
sobie, że mniej niż 20 lat temu sytuacja wyglądała
o miałkiej jakości artystycznej. Należy jednak uczci‑
zupełnie inaczej. Podobnie jak wcześniej na przy‑
wie dodać, że prace tego typu powstają w każdej tech‑
kład sitodruk, tak i tzw. grafika komputerowa budziła
nice graficznej i ten smutny fakt zdaje się mieć zdecy‑
znaczne wątpliwości środowiska profesjonalnych gra‑
dowanie większy związek z osobą samego twórcy niż
fików warsztatowych. Początkowo prace graficzne
z wybraną przez niego techniką. Obecnie można z całą
wykonane przy użyciu komputera nie były dopusz‑
pewnością stwierdzić, że grafika cyfrowa dopracowała
czane do wielu znaczących przeglądów w tej dyscy‑
się już własnej gamy środków plastycznych i własnej
plinie artystycznej, a pośród twórców trwały burz‑
materii graficznej, co potwierdza szereg wybitnych
liwe dyskusje mające ustalić, na ile obraz uzyskany
autorskich realizacji w tej dyscyplinie. Jakakolwiek
przy użyciu programów graficznych jest rezultatem
próba bilansowania czy wartościowania tego zjawiska
autonomicznych działań autora, a na ile efektem
w skali ogólnej traci stopniowo rację bytu.
działania wspomnianych programów. W tamtym
Czy zresztą sytuacja mogła rozwinąć się inaczej?
czasie umiejętność obsługi programów w środowi‑
Grafika artystyczna od początku swojego istnienia
sku artystów grafików była jeszcze niewielka, stąd
dość integralnie związana jest z technologią dru‑
spora część osób wyobrażała sobie, że tego typu prace
karską i poligraficzną i większość narzędzi, które
powstają poprzez naciśnięcie jakiegoś tajemniczego
przemysł poligraficzny stosuje, a następnie w poszu‑
guzika i są od początku do końca generowane przez
kiwaniu nowych technologii porzuca, zostaje zasymi‑
maszynę. Rola artysty sprowadzała się według tych
lowana do celów artystycznych.
uruchamiania wspomnianego przycisku.
Można by się zastanawiać, co wniosła tech‑
Schody, druk cyfrowy,
100 cm × 150 cm, 2011
mości plastycznej. Zdarzali się autorzy zafascyno‑
Dziś, kiedy grafika cyfrowa traktowana jest jako
opinii do wiedzy na temat usytuowania i sposobu
↑ Władysław Węgrzyn
Z chwilą pojawienia się komputerowej stacji
graficznej powszechne zastosowanie komputera
w praktykach artystycznych było więc tylko kwestią
nika komputerowa do praktyki grafiki artystycznej.
czasu. Oczywiście pozostaje możliwość subiektyw‑
Z jednej strony twórca zyskał nieznaną dotąd swo‑
nej oceny powyższego zjawiska. Nie mamy wpływu
bodę w kwestii środków technologicznych. Dotyczy
na szybkość postępu technologicznego i związanej
to zresztą nie tylko bezpośrednio grafiki cyfrowej, ale
z tym zmiany tempa i trybu życia. Przypuszczalnie
pośrednio także technik tradycyjnych, korzystających
w każdym okresie historycznym zmiany tego rodzaju
z wielu udogodnień możliwych dzięki zastosowaniu
wywołują zbliżone emocje. Pokrętna natura człowieka
33
najwyraźniej każe mu najpierw poszukiwać metod
człowiekiem, dla którego trzeba będzie stworzyć nowe
i narzędzi ułatwiających pracę i egzystencję, a następ‑
ideały człowieczeństwa i wykształcenia, określić
nie mieć do siebie pretensje o stosowanie tych narzę‑
nowe drogi wyzwolenia.
dzi i ubolewać nad utratą wartości istniejących przed
ich wynalezieniem.
Nie jest żadną tajemniczą sprawą zrozumienie,
na czym opiera się ta przemiana człowieka i jakie
We wspomnianej wcześniej publikacji Umberto
wyraża tendencje: przyczyniły się do niej zmiany
Eco podzielił stających wobec tego problemu twór‑
technologiczne, nowe układy struktur społecznych,
ców na dwie umowne kategorie: apokaliptyków
zmiany perspektyw kulturalnych, języka i kanałów
i dostosowanych.
komunikacji”.
„Apokaliptycy” to nawołujący do opamiętania
W tym miejscu chciałbym jeszcze na moment
sceptycy, przekonani, że zmiany cywilizacyjne stop‑
wrócić do węższego pola grafiki komputerowej
niowo prowadzą do utraty istotnej jakości życia, nic
i wcześniejszej części mojego wykładu i zwrócić
nie jest obecnie tak dobre jak kiedyś, a świat, scho‑
uwagę na pewien fakt. Pokolenie, do którego ja się
dząc systematycznie na psy, zmierza do samozagłady.
zaliczam, zaraz po ukończeniu studiów zyskało moż‑
„Dostosowani” to entuzjaści zmian, nowych
liwość pracy ze sprzętem komputerowym. Posiadając
odkryć i technologii, przekonani, że systematyczne
doświadczenie nabyte w tradycyjnych pracowniach
ewoluowanie systemów wartości jest naturalnym
graficznych i kompletny jego brak w pracy z kom‑
faktem znamionującym rozwój.
puterem, w naturalny sposób poszukiwaliśmy cech
Charakterystycznym komentarzem Umberta Eco
jest stwierdzenie, że postawa apokaliptyczna w oczy‑
wspólnych czy podobieństw.
Sytuacja spowodowała, że były to działania pole‑
wisty sposób wiąże się z elitarną koncepcją kultury
gające bardziej na eksperymentowaniu, badaniu
czy – jak w interesującej nas kwestii – sztuki i działań
i podporządkowywaniu sobie nowego warsztatu niż
artystycznych. Na przeciwnym biegunie pozostaje
na uczeniu się go od innych. W praktyce sprawdziło
obszar tzw. kultury masowej, który często staje się
się więc to, o czym wszyscy właściwie dobrze wie‑
punktem wyjścia aktywności artystycznej „dostoso‑
dzą – solidne podstawy warsztatowe pozwoliły nam
wanych”. Prowadząc szerokie rozważania na temat
na kreatywne potraktowanie nowego narzędzia.
zjawiska „kultury masowej”, autor zwraca uwagę
na istotną jakościową przemianę w sferze percepcji
Unikając uproszczeń, chciałbym podkreślić, że –
z całym szacunkiem dla technik tradycyjnych – nie
kultury, w której, jak w innych dziedzinach życia,
chodzi mi o to, że nie można zrealizować dobrej
stopniowo nabywana wiedza historyczna jest zastępo‑
grafiki komputerowej, nie mając wcześniejszych
wana zalewem informacji o aktualnych wydarzeniach.
doświadczeń z zakresu podstaw druku wklęsłego,
Jak pisze Eco, „człowiek świata informacji nie
wypukłego i płaskiego. Chociaż na obecnym etapie
jest człowiekiem odrodzonym i wyzwolonym; jest –
edukacji uważam tę wiedzę za niewątpliwie przy‑
posługując się kategoriami genetyki – »mutantem«,
datną i istotną dla studentów grafiki, to jednak zdaję
34
Wiadomości asp /56
↖ Władysław Węgrzyn
Ślad 2, druk cyfrowy,
100 cm × 150 cm, 2011
Istota procesu edukacji w szkole
artystycznej szczęśliwie wciąż jesz‑
cze polega na pełnym dialogu, a nie
jedynie na przekazywaniu informa‑
cji. Dlatego efekt Państwa pracy jest
wyjątkowo zależny od własnej propo‑
zycji działań twórczych.
sobie sprawę, że postępujący proces rozwoju techno‑
szczególnie wyraźnie, pracując ze studentami pro‑
logicznego każdej dyscypliny graficznej może w przy‑
wadzonej przeze mnie pracowni, w której z założenia
szłości doprowadzić do specjalizacji także na etapie
poruszamy się wszyscy, studenci, moi asystenci i ja,
edukacji artystycznej i tym samym uniemożliwić
w obszarze relatywnie nowym z punktu widzenia
tak szeroki zakres edukacji w dziedzinie podstaw.
grafiki artystycznej i staramy się eksplorować ten
Moja uwaga dotyczyła przede wszystkim faktu, że nie
obszar, zachowując bardzo otwartą postawę wobec
można zrealizować dobrej grafiki komputerowej (ani
pojawiających się propozycji. Siłą rzeczy działania
żadnej innej) bez świadomości, że proces ten musi
w tego typu pracowni zakładają wykorzystanie sto‑
mieć charakter twórczy, wymagający od autora rze‑
sunkowo nowych mediów i nietradycyjnych techno‑
telnego zaangażowania i osobistych decyzji w kwestii
logii (chociaż niczego nie przesądzamy), jesteśmy
stosowanych rozwiązań formalnych i – jak w każdej
więc, nawiązując do klasyfikacji Umberta Eco, skraj‑
technice – zdecydowanie wybiega poza mechaniczne
nie dostosowani.
powtórzenie i zapamiętanie technologicznych pro‑
Aby zakończyć swój wykład optymistycznie,
cedur. Uświadomienie mi tego faktu przez moich
chciałbym jeszcze na moment wrócić do wspo‑
nauczycieli – w tym akurat wypadku byli to nauczy‑
mnianego uczonego z Salamanki. Należy rzetel‑
ciele posługujący się tradycyjnymi technikami gra‑
nie wyjaśnić, że postać uczonego została przez Eco
ficznymi – pozwoliło mi podchodzić w ten sposób
przywołana dla zilustrowania dość katastroficznej
do każdego narzędzia.
wizji ewolucji współczesnych społeczeństw, w któ‑
Myślę, że czas studiów w Akademii jest dla wszyst‑
rych pewne role i grupy społeczne tracą stopniowo
kich Państwa czasem, w którym warto podjąć ekspe‑
swoją rację bytu. „Problem niezdatnych” dotyczyć
rymenty z własną twórczością, jakiejkolwiek techniki
miał m.in. intelektualistów, w szczególności huma‑
by ona dotyczyła. Zwłaszcza że można tutaj ekspery‑
nistów. „Jednakże – pisze Eco – właśnie ci ludzie,
mentować w bezpiecznych warunkach laboratoryj‑
którym społeczeństwo nie jest w stanie przynieść
nych, co w dalszej karierze może już być trudniejsze.
nawet minimalnej pomocy, ponieważ w pewnym
Istota procesu edukacji w szkole artystycznej szczę‑
stopniu to oni są nauczycielami społeczeństwa,
śliwie wciąż jeszcze polega na pełnym dialogu, a nie
w dniu, w którym ich funkcja miałaby okazać się
jedynie na przekazywaniu informacji. Dlatego efekt
nieprzystosowana do kontekstu socjokulturowego,
państwa pracy jest wyjątkowo zależny od własnej pro‑
stanęliby przed podniecającą alternatywą. Dzięki
pozycji działań twórczych.
swojemu darowi wyobraźni i dzięki umiejętno‑
Jako studenci widzicie wiele zagadnień z nowej
ściom w sferze kultury zawsze mogą oni »wymy‑
perspektywy, co także nam, prowadzącym, daje
ślić« nowe typy działań mające wszelkie pozory
możliwość zetknięcia się w pracy z nową jakością
funkcjonalności”.
i nabycia nowej wiedzy, obok oczywiście przekazania
państwu tej, którą już posiadamy. Widzę to zjawisko
Serdecznie Państwa zachęcam – ćwiczmy
wyobraźnię.
35
Idee
Maluj, maluj, i tak
Matejką nie będziesz!
– Matejko. Że Matejko jest wielkim patriotą, ale mier‑
nym malarzem, dowiedziałem się, mając 15 lat, jesz‑
cze w czasie niemieckiej okupacji, kiedy przeczytałem
monografię napisaną przez Stanisława Witkiewicza,
a zaraz potem Józefa Czapskiego O Cezannie i świa‑
domości malarskiej, i uważałem, że tę świadomość
już posiadłem. A jednak Matejko od tamtego czasu
powracał stale w moim życiu. Dlaczego?
Kiedy spytano Cezanne’a, co robił, kiedy Prusacy
szli w 1870 r. na Paryż, odpowiedział po prostu: –
Namalowałem kilka studiów pejzażowych z Estaque.
Tymczasem Matejko po kolejnym powrocie
Andrzej Wajda
z Paryża z westchnieniem wyznał najbliższym: –
I ja też chciałbym malować te kobiety w błękitnych
Magnificencjo,
Szanowne Grono Profesorskie – Drodzy Koledzy,
Szanowni Państwo,
Drodzy Studenci,
Muzeum Narodowe w Krakowie wiosną 1994 r. otwo‑
W 1945 r. skończyła się wojna, straciliśmy pięć
lat i też nie mieliśmy czasu…
Do dziś jestem przekonany, że uniknąłem śmierci
tylko dlatego, że wtedy moim jedynym celem w życiu
rzyło wystawę 44 artystów współczesnych „Wobec
było zapisać się po wojnie do ASP w Krakowie. Tak
Matejki”. W katalogu na stronie 62 przeczytałem
też się stało – ale Akademia nosiła imię Jana Matejki
słowa, które pozostały mi do dzisiaj w pamięci.
i niedługo pojawiły się też rozterki.
Artysta malarz Eugeniusz Mucha, absolwent
naszej Akademii, napisał:
36
sukniach na zielonej trawie, ale nie mam czasu…
Nasze doświadczenia wojenne całkowicie roz‑
mijały się z Cezanne’em; byliśmy pokoleniem, dla
„Rodzice do mnie – dziecka – mówili:
którego wojna i jej okropności były „naszym” tema‑
– Maluj, maluj, to będziesz Matejką.
tem. Tymczasem naszą codziennością w Akademii był
A na uczelni mówiono mi:
akt i martwa natura. Budził się więc w nas odruch
– Maluj, maluj, i tak Matejką nie będziesz”.
sprzeciwu, ale nie miał kształtu ani formy – dla
Zastanowiło mnie wtedy, że w Polsce jest tylko
mnie do chwili, kiedy Andrzej Wróblewski powie‑
jeden malarz, do którego twórczości w jakiś sposób
dział do mnie na korytarzu w przejściu: – Przyjdź
odnosi się wszystko, co w polskiej sztuce powstaje
do mnie, pokażę ci, jak maluję.
Wiadomości asp /56
Fot. Jacek Dembosz
Dlaczego wybrał mnie i to ja właśnie zobaczyłem
kanałów wyrazić tragedię powstania warszawskiego,
pierwsze dzieło nowej figuracji Rozstrzelanie – nie
śmietnisko stało się tłem dla śmierci Maćka Chełmic‑
wiem, ale to wydarzenie ukształtowało moje dalsze
kiego w Popiele i diamencie, a robotniczy przywódca
życie. Rozstałem się z malarstwem.
Wałęsa ogłasza zwycięstwo naszej słusznej sprawy
Jerzy Andrzejewski napisał powieść o Picassie,
z bramy Stoczni Gdańskiej, jakby to była sejmowa try‑
Idzie skacząc po górach, gdzie przeczytałem scenę
buna. Nie myślę porównywać mojej pracy z Matejką,
oddającą moje ówczesne duchowe rozterki. Stary
a kina z malarstwem. Chciałbym tylko ukazać nie‑
mistrz zaprasza do siebie do domu młodego mala‑
śmiertelną rolę patrona naszej uczelni, który przy‑
rza, którego przypadkowo spotyka pracującego
pomina nam nieustannie, że żyjemy w szczególnym
na plaży. Gdy pewnego dnia Picasso przechodzi przez
kraju, który z wiekowego letargu obudzili nie kto
pokój młodego człowieka, zatrzymuje się przed jego
inny – tylko artyści.
płótnem, sięga po paletę i kilkoma pociągnięciami
Kiedy w 1946 r. wstąpiłem do naszej uczelni,
pędzla stwarza nowe, niepowtarzalne dzieło. Kiedy
krążyły tu jeszcze ustne przekazy z przeszłości. Opo‑
wróciwszy do pracowni młody malarz zobaczył obraz,
wiadano, że Rektor – Jacek Malczewski, niechętny
natychmiast zebrał farby i płótna i zniknął bez słowa.
robieniu korekty swoim studentom, wtykał głowę
Podobnie i ja zobaczyłem w obrazie Wróblewskiego
w drzwi pracowni i mówił:
to, co sam pragnąłbym namalować, ale zrozumiałem
– Malujcie tak, żeby Polska zmartwychwstała.
wtedy, że nigdy tego nie dokonam.
Studenci malowali, co prawda, kwiaty i pejzaże,
Rozstałem się co prawda z Akademią i w następ‑
ale kiedy przyszedł rok 1914, poszli za Piłsudskim
nym roku szkolnym studiowałem w Szkole Filmowej
do Legionów, a kto z nich z wojny nie wrócił, może‑
w Łodzi, ale Matejko szedł za mną dalej. Jego wizje
cie przeczytać na tablicy poległych na korytarzu
naszej historii pozwalają nam – od wczesnego dzie‑
w budynku Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki.
ciństwa – znaleźć się w wirze bitwy pod Grunwaldem,
Dlatego, jak nas ostatnio poucza prof. Bauman,
uczestniczyć w hołdzie pruskim, patrzeć z najwyż‑
żyjemy co prawda w „płynnej rzeczywistości”, ale
szym zgorszeniem na upadek Polski z punktu widze‑
przez pamięć Matejki nie rozpływajmy się w niej cał‑
nia Rejtana i zadumać się nad wzniesionymi w geście
kowicie, szukajmy dla naszej sztuki własnej treści
zgrozy rękami księdza Skargi. Ten świat widziany
i swojej formy.
na płótnach Matejki utwierdzał mnie w przekona‑
Wchodząc wczoraj do budynku Akademii, zatrzy‑
niu, że miniona wojna, okupacyjna przeszłość da się
małem się, i przyjrzawszy się uważnie popiersiu
opowiedzieć – tylko tym razem na płótnie ekranu.
naszego patrona nad wejściem, pomyślałem ze smut‑
Któż, jak nie Matejko swoimi wizjami dał
mi natchnienie, jak najlepiej poprzez upiorny świat
kiem: „Maluj, maluj, i tak Matejką nie będziesz – może
najwyżej zostaniesz filmowym reżyserem”.
37
Idee
Monument Performance w przestrzeni publicznej, Paryż 2008
Dużo i bardziej!
wszystko odkładane na ostatnią chwilę. Mogłoby być
Justyna Koeke
lepiej, ale jest, jak jest.
Od artysty wymaga się wiele. Bądź własnym mena‑
Moja „przygoda” ze sztuką – używam tego banal‑
dżerem, organizuj sobie sam kasę na projekty, rób
nego słowa „przygoda”, bo nic innego nie wpada
dokumentację, rób stronę internetową, produkuj
mi do głowy po całym dniu budowania wystawy
dzieła lepsze i lepsze, pisz sobie sam teksty, no i jesz‑
w jakiejś stuttgarckiej galerii, która sufit ma tak
cze wkręcaj się w środowisko – to bardzo ważne – naj‑
nisko, że żadna z moich instalacji tam nie pasuje…
ważniejsze! Podlizuj się, komu trzeba, stwórz jakiś
ale OK… jak trzeba, to i instalację można „skurczyć”
swój wizerunek, jedyny, niepowtarzalny, znajdź swój
– zaczęła się w dzieciństwie!
język! Bądź mistrzem w nabijaniu ludzi w butelkę…
Bądź ładny, atrakcyjny, cool, trendy itp.
Moja „przygoda” ze sztuką polegała na tym,
że chciałam jej uniknąć! Mama, tata, ciotka, wujek,
Ekskluzywny artystyczny świat wymaga poświę‑
jakaś masa rodzeństwa, wszyscy i wszystko, co widzia‑
ceń! Nic nie jest doskonałe, nic naprawdę ukoń‑
łam, to jakaś dziwna wszechobecna sztuka (lub coś
czone, ciągłe zmaganie się z niedoskonałym pro‑
w tym stylu, dla uproszczenia nazywam TO po prostu
duktem, z niedoskonałym dziełem, z niedoskonałą
„sztuką”, bo to takie pojemne słowo‑worek, pozwala
sztuką wymykającą się spod kontroli. Nie ma czasu,
mi uniknąć dyskusji, co jest sztuką, a co nie – i tak
38
Wiadomości asp /56
Fragment kolekcji Niedorozwoje 2006
Street art projekt Zmodraszkowana czwórka Dźwigaja w czasie
akcji społeczno‑artystycznej Modraszek Kolektyw, Kraków 2011
Budujacy tęczę, kostium do performance'u
Wielka Budowa Stuttgart 2009
Landart action Do not kill Modraszek, 2011
Muscle show, performance. Targi sztuki współczesnej
w Karlsruhe 2009
39
Mainstream art
fashion show,
Stuttgart 2011
DJ Mrówka, stylizacja DJ Mrówki
na manifestacji Modraszek
Kolektyw, Kraków 2011
Mainstream art
fashion show,
Stuttgart 2011
Mainstream art fashion show,
Flower‑ass, C‑print,
120 cm × 80 cm, 2008
Stuttgart 2011
tego nie wiem, więc będę tu po prostu używać tego
chodzi! Ale to taki mój ideał‑marzenie. Jak na razie,
słowa), jakieś dziwne charaktery, nieżyjące w zwy‑
kręcę się w kółko, w małej filiżance herbaty, próbując
kłym świecie, tylko w jakimś własnym kosmosie.
od czasu do czasu wychylić głowę i zobaczyć, co dzieje
Wylęgarnia dziwolągów! Ja tak nie chciałam, więc
się na stole, co w kuchni, co za oknem, co na ulicy,
ucieczka… coś innego… coś innego, jakiś inny plan
co w mieście…! Nie jest dobrze siedzieć cały czas w tej
na życie… dentystka, sportowiec, może konserwa‑
samej herbacie!
torka zabytków? Obojętne co, tylko nie artystka…
Nie udało się! Ta potworna wszechobecność sztuki
Ur. w 1976 r. w Krakowie.
dopadła mnie! Skończyłam na ASP i to nie na jednej!
Artystka performerka.
Norymberga, Kraków, Stuttgart, Warszawa…
Mieszka i pracuje
w Ludwigsburgu (Niemcy)
i Krakowie. W latach 1999–
Tak więc zmagam się z tą sztuką już jakiś czas,
wypluwając z siebie coraz to nowe akcje, nowe per‑
formance, nowe instalacje. Dokumentuję wszystko
–2005 studiowała w aka‑
demiach sztuk pięknych
w Norymberdze, Krakowie,
pilnie, używając kamery wideo! Moja zgubna dewiza
Stuttgarcie i Warszawie.
brzmi: „więcej, lepiej, bardziej imponująco, bardziej
Autorka licznych, niekon‑
dosadnie, więcej adrenaliny! Nigdy nie jest nasycone
wencjonalnych projektów.
W latach 2002–2010 wielo‑
krotnie nagradzana w kraju
i za granicą.
gardło hiperaktywnej artystki!”. Generalnie: „DUŻO
i BARDZIEJ!”.
Cóż, jest to bardzo męczące! A więcej, mało różni
się od postępowania pazernego na zyski maklera!
Jestem dzieckiem naszych czasów;-), omg, WTF…
W sztuce najbardziej lubię nieobliczalność
i wolność! Chciałabym kiedyś móc pozwolić sobie
na wszystko, nawet na jakiś naprawdę beznadziejny
projekt, którego nikt inny prócz mnie nie będzie uwa‑
żał za fajny. I nikt nie będzie wiedział, o co właściwie
40
Wiadomości asp /56
Akcja w przestrzeni publicznej Królewna, Stuttgart 2011
41
N i e ‑ F e l i e ton
„Księżyc w nowiu”,
czyli straciłem łódkę,
nie będziesz mieć sersa
Darek Vasina
„wejść, nie wejść, wejść, nie wejść” zdecydowałem
Nad Krakowem od pewnego czasu leniwie unosi się
wystawę Turnera. Mało brakowało, a odstraszyłby
balon. Bardzo go lubiłem. Właściwie tak wrósł w pej‑
mnie florystyczny statek z cudownie wystającą sta‑
zaż mego miasta, że trudno mi sobie wyobrazić czasy,
lową konstrukcją w skali 1 : karzełek.
się wejść do Muzeum Narodowego na nowo otwartą
Nauczyciel, rysownik,
malarz i grafik.
Urodzony w 1964 r.
Studia na Wydziale Grafiki
gdy go nie było. Szczególnie obłędnie wygląda w let‑
Przy kasie, gdy pani kasjerka zapytała, na co bilet,
nie wieczory, jarząc się seledynowym blaskiem na tle
znowu napadły mnie wątpliwości. Bo na Turnera
szaro‑chabrowego nieba. Za nim nerwowo uśmiecha
chciałem iść z Jackiem. Patrzę na banery, a tam
się księżyc w depresji, pominięty, mało ważny, jakiś
Kozyra! Wiec poprosiłem o bilet na Kozyrę. „Kozyry
taki mniejszy trochę. Balon jest jak wielkie oko Taty.
jeszcze nie ma” – oznajmiła pani w kasie. Więc wzią‑
w latach 1985–1990.
To on dodawał mi otuchy w chwilach zagubienia
łem na Turnera. No i masz ci los, wyszło, że wolę iść
Prowadzi pracownię malar‑
i zgubienia. Jak ze słynnej ryciny Odilona Redona.
na Kozyrę, której nie ma, niż na Turnera w pierw‑
stwa na Wydziale Grafiki
krakowskiej ASP. Od 2007
prof. ASP.
42
To oko zobaczyłem w świetnym projekcie Magdy Lazar,
szy dzień jego wystawy! Padłem martwy od spoj‑
obecnie studentki V roku Wydziału Grafiki. Projekt
rzeń starszych państwa stojących za mną po bilety.
wygrał nawet pierwszą edycję konkursu Fresh Zone,
Po ułamku sekundy zmartwychwstałem i pobiegłem
ale – jak się można domyślić – nic poza satysfakcją
ze skulonym pod siebie ogonem na górę. We względ‑
z wygranej z tego nie wynikło. Wyobraźcie to sobie –
nym spokoju udało mi się obejrzeć tylko pierwszą
wielkie oko wiszące nad miastem… Bardzo lubiłem
salę. Potem zaczęło się dziać jak w burlesce. Z sali
ten balon. Lubiłem. Teraz nie lubię. Na tyłku napisali
obok, gdzie ku zaniepokojeniu wszystkich panowie
mu: „kocham Kraków”, na czole: „kocham Polskę”.
rozstawiali statywy i reflektory, wyszedł na śro‑
Unosi się teraz jak nadmuchana przez słomkę żaba
dek pan w okularkach trochę za małych do swego
z bajki La Fontaine’a i piszczy: „Kooocham Polske!
słusznego wzrostu i stanowczo oznajmił: „Telewizja
Kooocham Kraków! Kocham mamę! Kocham tatę!”.
Polska! (co zabrzmiało trochę jak: „milicja obywa‑
Pytacie, skąd wiem, gdzie balon ma tyłek? No przecież
telska”, więc na moment wszyscy podnieśli ręce…
nikt nie odważyłby się mu napisać na tyłku: „kocham
[żart – przyp. autora]). Proszę przechodzić lewą
Polskę”! A jak już ochłoniemy po tym estetycznym
stroną!”. No więc zacząłem się przeciskać na lewo,
nokaucie, to natarczywe logo zaprasza przylepionym
pod ścianą, usiłując wyplątać jedną nogę z kabla,
uśmiechem, byśmy jak najszybciej nabyli klej do pły‑
drugą usiłując chwycić przewracany właśnie reflektor,
tek czy coś w tym stylu. Jak to zobaczyłem po raz
jednocześnie „surfując” po parkiecie na porozrzu‑
pierwszy, to miałem ochotę „wyjąć sobie oczy”.
canych kartkach z niebieskimi kleksami (warsztaty
Miałem dwie godziny. Dwie cudowne godziny
dla dzieci). Byłem dzielny. Poddałem się dopiero, gdy
do zabicia. To był jeden z tych dni, kiedy trudno
od refleksów reflektorowych odbijanych przez szyby
mi było podjąć decyzję. Po nerwowym walczyku
z Turnerowskich akwarel zacząłem widzieć „mroczki”.
Wiadomości asp /51
→ Turner. Malarz żywiołów
→ Muzeum Narodowe w Krakowie
→ 14 X 2011 – 8 I 2012
→ Magdalena Lazar, Oko, praca wykonana w pra‑
cowni obrazowania cyfrowego prof. Waldemara
Węgrzyna, Wydział Grafiki, ASP w Krakowie,
You Tube – Oko, Magdalena Lazar/Fresh Zone
Basta! – pomyślałem – tak Turnera oglądać nie wolno.
Wyszedłem na korytarz, klapnąłem na pufie i zaczą‑
łem oglądać film o Turnerze z Simonem Schiamą,
który widziałem już trzy razy. W pewnym momencie
panie pilnujące zaczęły rozmawiać. W tym pomiesz‑
czeniu akustyka jest taka, że nawet niegłośne konwer‑
sacje rozchodzą się bardzo donośnie. Po chwili, mimo
iż siedziałem jakieś trzy metry od ekranu, niewiele
mogłem z filmu usłyszeć/zrozumieć. No i dobrze –
ukryta. Idzie się do niej takim ciemnym korytarzem,
powiecie – przecież sam się chwalisz, że widziałeś go
który wygląda jak wyjście na zaplecze. W korytarzu
trzy razy. Państwo przede mną, wyraźnie poirytowani,
jest zimno jak diabli, coś szumi i pluska, biada wam,
puszczali nerwowe, znaczące spojrzenia w stronę
jeśli macie kłopoty z pęcherzem. Obejrzałem chyba
rozmawiających. Ja w wyobraźni odgrywałem już
wszystko, po czym, wymijając ekipę telewizji, zawsze
kolejną wersję sceny, jak wstaję i głębokim basem,
urokliwe dzieciaki oraz gęstniejący tłum, udałem się
nienaganną dykcją i polszczyzną oznajmiam: „Proszę
do wyjścia. Wiedziałem, że muszę tu przyjść co naj‑
o ciszę, drogie moje, tu jest świątynia sztuki, tu się
mniej raz jeszcze. Ojej! No i nie napiszę Wam nic
ogląda”. I naraz rozpoczął się grande finale. Obu‑
o wystawie, bo mi się miejsce na felieton skończyło.
rzona rozmowami jeszcze przed chwilą pani odebrała
No ale co ja wam będę pisał o wystawie. Zobaczyć
telefon komórkowy, skutecznie zagłuszając panie pil‑
Turnera to wasz święty obowiązek*.
nujące, na progu schodów pojawiła się gromada milu‑
Wracając, za mostem Dębnickim rzuciłem okiem
sińskich, lat ok. 5–9, którzy przyszli na warsztaty,
na przycumowany balon. Dałbym głowę, że widzia‑
robiąc przy okazji rwetes jak parowóz wjeżdżający
łem ducha Turnera, urażonego pejzażysty, piłującego
na stację (trudno mieć o to do nich pretensje). Miałem
linę cumującą. Obok stał leciutko pijany ze szczęścia
wrażenie, że w związku z tym panie pilnujące zaczęły
księżyc i pisał koślawo swoją opalizującą księżycowa
rozmawiać trochę głośniej. Rozpoczął się jakiś kurio‑
łapą kartkę, księżycową wiadomość dla świeżo odzy‑
zalny wyścig, kto kogo przekrzyczy. Przez moment
skanych zdrajców‑Krakowian: „Księżyc znowu!” (The
miałem wrażenie, że uczestniczy w nim także Simon
New Moon…). A duch Turnera zarechotał: „Straciłem
Schiama, ale he he he – nie miał najmniejszych
balon, nie będzie go więcej” (…or, I’ve lost My Boat,
szans „biedny miś”. Czułem się jak bohater filmu
You shan’t have Your Hoop).
Koterskiego. Rycząc: „AAAAAAAAAAAAA!” [znów
* Moja wizyta w muzeum miała miejsce w czasie
w wyobraźni – przyp. autora], pobiegłem z powrotem
trwania „godziny dla mediów”, o której istnieniu
do sal wystawowych. Tam jest taka jedna sala, któ‑
wcześniej nie wiedziałem. Wszystkie wymienione
rej chyba nie chcą nam pokazywać, bo jest sprytnie
atrakcje są w cenie biletu
43
N i e ‑ F e l i e ton
Zanurzenie 2
(kruczoczarny protest kaszalota)
Wszystkim krytukom* poświęcam, którzy piszą i mówią brednie (w szcze‑
gólności tym krytukującym ostatnią płytę Lou Reeda i Metalliki Lulu).
Grzegorz Sztwiertnia
Powróciwszy do przystani, w niesłychanym już rozstroju,
Posłyszałem znów stukanie, jakby gdzieś przy brzegu wzdłuż.
„Pewnie – rzekłem – coś kołacze; wiatry snadź tułacze?
Zaraz, co jest, zobaczę, nie bij, serce, ni się trwóż.
Tak to wiatr – nic więcej już!”.
Krytuk
Raz w bałtycką, głuchą toń, gdym znużony leżał sobie
Na powierzchni dawnej wiedzy, którą z dawna wodą zwą –
Gdym się, drzemiąc, kołysał na dnie, usłyszałem niespodzianie
Lekkie, mdłe pojękiwanie, jakby u skał moich tuż.
„To gość jakiś – wyoooouggghhhhhhauuułem. Pluska snadź przy mnie tuż;
Nic innego chyba już.”
Ach – pamiętam, jakby wtedy – była wstrętna września pora,
Głowonogi cień rzucały, mrąc na moich oczach zórz...
Tęskny płynąc, świtu czekam, bo nocy obietnica zapomnienia
Nie sprawdziła się, odkąd znikł mój anioł stróż,
Dziewczę słodkie, które dzisiaj zwie Menorą anioł – stróż…
Tu bez nazwy ona już!
Strach zdejmował mnie nieznany, pełen grozy niezbadanej,
Kiedy u drzwi mych zaszeleścił krytukancki stary zwój;
By ukoić serca trwogę, rzekłem sobie: „Pojąć mogę:
Krytuk to – zdruzgotany – zbłąkał się wśród różnych dróg.
W drzwi me puka, zbłądziwszy pośród różnych mrocznych dróg”.
Więc nabrawszy męstwa, wstałem, powściągając poruszenie:
„Panie albo pani, błagam, nie obrażaj się ni chmurz,
bo zasnąłem ze zmęczenia, obraz kończąc ostatecznie,
pukanie twe więc jest zbyteczne... Więc cóż
dziwnego, żem nie słyszał?”. Tu otwarłem drzwi – i cóż?
Ciemność w krąg – nic więcej już.
Patrząc w mrok ten na wsze strony, płynę trwożny i zdumiony,
Rojąc mary, jakich dotąd nie spróbował chyba nikt...
Lecz milczenie głuche trwało, ciszy nic nie przerywało,
Tylko lekki szept nieśmiało drgnął: „Krytucy?” – gdzieś tuż-tuż.
Tom ja szepnął i – „Krytucy!” – wyszemrało echo tuż.
Tylko to, nic więcej już.
44
Wiadomości asp /56
Otworzyłem oko zatem... Szumiąc płetwą, z majestatem,
Wpłynął ciężko Krytuk Wielki, jakby czarny piekieł stróż.
Nie pozdrowił mnie ukłonem, okiem powiódł w krąg zamglonem
I siadł z pańskim jakimś tonem pośród koralowych wzgórz.
W ballady się wsłuchawszy, pośród dwóch kamiennych wzgórz.
Usiadł tam – nic więcej już.
On to sprawił, że przy całem rozsmętnieniu mem musiałem
Rozśmiać się z poważnej nader jego miny: „Tyś nie tchórz,
Widzę, stary, chmurny druhu, co – choć włosa już ni znaku
Na twym czubie – szukasz szlaku wśród posępnych nocy mórz?
Mów, jak zwą cię na plutońskim brzegu czarnych nocy mórz?”
Krytuk rzekł: „Nigdy już”.
Zadziwiłem się nie lada, że krytuk tak wyraźnie gada,
Chociem jego odpowiedzi nie mógł pojąć ani rusz,
Boć to przyzna nawet dziecię, że nikt z ludzi dotąd w świecie
Nie oglądał chyba przecie krytuka przy drzwiach izby tuż.
Tego, co by przed nim usiadł na popiersiu przy drzwiach tuż,
Z takim mianem: „Nigdy już”.
Ale Krytuk ten z łysą głową wyrzekł tylko jedno słowo,
Jak ci, którzy w jeden wyraz całą głąb wlewają dusz.
Potem milczał znów nieśmiele, pióro mu nie drgnęło w ciele,
Aż gdym szepnął: „Przyjaciele opuścili mię śród burz.
I on też ze dniem mię rzuci, jak Nadzieję pośród burz”.
Krytuk odrzekł: „Nigdy już!”.
Zadziwiony niewymownie odpowiedzią tak stosownie
Wyrzeczoną: „Widać – rzekłem – umie tylko to”. A nuż
Dar to pana, co w niewoli poznał tylko to, co boli,
I w swe pieśni jął powoli echa kłaść przeżytych burz,
Aż pieśń każda w smętnej zwrotce brzmiała niby echo burz:
Rys. Michał Bratko
Lecz, że w rozsmętnieniu całem wciąż się z Krytuka śmiać musiałem,
Przysunąłem miękką gąbkę na wprost niego, do brzegu tuż,
I usiadłszy przy nim żywo, jąłem myśli snuć przędziwo,
Co to stare, chmurne dziwo, czarne jakby piekieł stróż –
Co ten krytuk straszny, groźny, czarny jakby piekieł stróż –
Mniemał, kracząc: „Nigdy już!”.
Myśląc, jaka to taktuka, bacznie obserwowałem krytuka,
Który swe płonące oczy w serce wbijał mi jak nóż.
Tak leżałem, wsparłszy głowę o te fale fioletowe,
A blask księżyca światło płowe lał na ich matowy plusz.
Ach, niestety, mój szlachetny, miękki plusz
Skroni swej nie oprze już!
Wtem odmęty wodne się wzburzyły, jakby wkoło się dymiło
Sto anielskich kuratorów, tchnących słodką wonią róż.
„Bóg na bóle, co trapiły serce, lek ci zsyła miły –
zawołałem – zbierz swe siły i wspomnienia ciężkie zgłusz,
wdychaj klej ten i wspomnienia o stracie zgłusz!”.
Krytuk zakrakał: „Nigdy już!”.
„Zły wróżbiarzu – rzekłem – czy czarciego sługo znaku!
Czy cię szatan przysłał tutaj, czy pęd wściekły zagnał burz
Na brzeg smutku i boleści, gdzie żal tylko pustka mieści,
Gdzie noc każda zgrozę wieści – powiedz, błagam, wzrusz się, wzrusz!
Jestże, j e s t ż e balsam w MoMa? – powiedz, powiedz, wzrusz się,
wzrusz!”.
Krytuk na to: „Nigdy już!”.
„Zły wróżbiarzu – rzekłem – czy czarciego sługo znaku!
Na to niebo, co nad nami, i na Pana ziemi, mórz,
Powiedz duszy mej zbolałej, czy w Taschenie szczęścia, chwały
Znajdzie malarz, którego biały zwie Menorą anioł – stróż,
Dziewczę święte, słodkie, które zwie Menorą anioł – stróż?”.
Krytuk odrzekł: „Nigdy już!”.
„Niech to będzie pożegnanie – krzyknę – zbawco, czy szatanie!
Precz na burzę, na plutońskie brzegi czarnych nocy mórz!
Niech mi żadne czarne pióro nie przypomni, jak ponuro
Mroczysz wszystko kłamstwa chmurą! Ruszże się,
Wyjmij ostrze z mojego serca – i rusz się znad fali naporu, rusz!”.
Krytuk odrzekł: „Nigdy już!”.
Jednak wcale nie odpływa, jakby myślał siedzieć lata
Na Neptuna gęstej grzywie, pośród dwóch kamiennych kruż,
Krwawo lśni mu wzrok ponury, jak u diabła, spod rzęs chmury
Światło lampy rzuca z góry jego cień na rów ponury,
A ma dusza z tego cienia, co galerię zaległ wzdłuż,
Nie powstanie – NIGDY JUŻ!
tt
Na podstawie Kruka E.A. Poe w tłumaczeniu Zenona
Przesmyckiego (Miriama)
A o co mi naprawdę chodzi – w następnym numerze.
Zaś, aby się dobrze do tego przygotować, wysłuchajcie
sobie koncertu Lou Reeda Animal Serenade z roku 2004.
Hallelujah!
* Krytuk to nie krytyk: to taki telewizyjny/gazetowy
mądrala, który ……… (tam wpisać, co się chce i co jest
prawdziwe – a, na Boga! Prawie każda obelga będzie
prawdziwa!).
45
Dyplomy
Żywot Celiny w 19 odsłonach
Fragment pracy dyplomowej
• Praca dyplomowa na Wydziale Malarstwa
• Aneks z rysunku: ad. Piotr Korzeniowski
• Autor: Marta Antoniak
• Tytuł pracy: Dom. Fałsz – Iluzja – Prawda
• Promotor: prof. Andrzej Bednarczyk
• Recenzent: ad. Rafał Borcz Marta Antoniak
jest kobieta w średnim wieku, Celina. Osoba, której
W krainie czarów. Autorefleksja
gotuje rosół, sporządza listy zakupów, a przede
społeczna przydatność się skończyła. Celina sprząta,
Malarstwo pozwala pokonywać granice, które
wszystkim biega, stara się ogarnąć całą przestrzeń
w realnym świecie są ostateczne i nieprzekraczalne.
naraz, jest jednocześnie prawie wszędzie, przeżywa
Pozwala materializować się myślom, dlatego stoi
swoje prywatne horror vacui.
pomiędzy prawdą a fałszem.
Umysł Celiny jest w stanie, który nastąpił
Między obrazami a istniejącymi realnie przed‑
po napadach obsesyjnego sprzątania; wymazał on
miotami funkcjonuje nieokreślona i tajemnicza
nawet swoje wspomnienia. Patrzą na Celinę wiszące
przestrzeń. Związek między „ideą” przedmiotu
na ścianach wizerunki męża, dzieci, lecz ona patrzy
a przedmiotem jest wyłącznie abstrakcyjny. Przed‑
na te portrety zbyt często, by pamiętać, kim były
miot oglądany na obrazie nie ma żadnych cech
te osoby. Stały się one teraz policją myśli, strażnikami
przedmiotu istniejącego w rzeczywistości. Kuglarstwo
naczelnej zasady jej świata, którą jest niezmienność.
malarstwa polega na sprytnym i efektownym oszu‑
Kontrola jest czynnością nadrzędną, naczelnym kon‑
kiwaniu, że materia farby jest przedmiotem istnie‑
trolerem jest Celina – musi być w jak największej licz‑
jącym realnie. Ale mimo tego efektownego oszustwa
bie pomieszczeń jednocześnie, ponieważ tam, gdzie
odczuwalne jest także pewne ograniczenie obrazu,
jej nie ma, zawiązuje się spisek nieożywionej materii.
gdyż jego podstawowa struktura i natura sprawia,
Niby zwyczajny dom dla lalek – zabawka dla
że jest on oddzielony od rzeczywistości i swojego
małych dziewczynek, wszystko to tak naprawdę
modelu. To oddzielenie jest charakterystyczną cechą
jest pułapką bez wyjścia, dożywotnim więzie‑
siły, która ma magiczną i całkowicie inną naturę. Siła
niem, na które skazana jest ta „podstarzała Alicja”.
ta polega na uwypukleniu dystansu między obrazem
Wszystko sprowadza się do bólu samotności, która
a modelem. Między iluzją a prawdą.
staje się tak bliska, że aż niezbędna. Więzienie jest
jednocześnie azylem.
W koszmarnym procesie pogłębiającego się
Rafał Borcz
nieprzystosowania do świata nie potrafi przybrać
Widzimy dom. Na pierwszy rzut oka dziecięcy dom dla
właściwych proporcji i usiąść w spokoju na krześle,
lalek, wielopiętrową kratownicę pomieszczeń pozba‑
zatapiając palce w psiej sierści. Bo krzesło zawsze
wionych logicznego układu, wzajemnej komunikacji
będzie zbyt małe lub zbyt duże, a pies nie położy się
– jeśli nawet w pokojach są drzwi, to bynajmniej – nie
u jej stóp, tylko się przewróci, natomiast jego sierść
prowadzą one do sąsiednich pokoi.
będzie z gumy, tak jak cała materia jej świata.
Dom jest wizualizacją stanu umysłu, całkowi‑
Przednia ściana domu nie istnieje – jej brak
cie czytelną strukturą, która jest utkana na kształt
odkrywa przed nami dramat Celiny, lecz w żaden
życiowej mieszkalnej przestrzeni. Jego mieszkańcem
sposób nas do niej nie zbliża; ona też zdaje się nas
46
Wiadomości asp /56
nie widzieć, nigdy w naszym kierunku nie spojrzy, tak
Męczeństwo Celiny przedstawione jest na sposób daw‑
Dom, 300 × 245 cm,
jakby ta strona świata dla niej nie istniała.
nych obrazkowych żywotów świętych i pustelników,
olej na płótnie, 2011
Ten obraz na nic nas nie nabiera, nic nie obiecuje,
nic świętego jednak w tym nie ma, żadnych wartości,
w żaden też sposób nie stajemy się o doświadczenie
poza mrożącym poczuciem, że ta namalowana przez
go lepsi, nie wynosimy niczego pozytywnego, patrząc
Martę Antoniak apoteoza ludzkiej bezcelowej egzy‑
na rozpaczliwą ludzką szamotaninę Celiny, namalo‑
stencji jest prawdą.
waną z przejmującym psychologicznym realizmem.
47
Dyplomy
Bezpieczne
lądowanie
• Praca dyplomowa na Wydziale Form Przemysłowych
• Autor: Agnieszka Fujak i Sebastian Spłuszka
• Tytuł pracy: Koncepcja pojazdu ratownictwa lotniczego
• Promotor: dr hab. Marek Liskiewicz
• Współpraca z firmą ISS Wawrzaszek z Bielska‑Białej
• Recenzent: prof. Witold Grzegożek, Wydział Mechaniczny Politechniki Kra‑
kowskiej, Instytut Pojazdów Samochodowych i Silników Spalinowych
Fragment pracy
dyplomowej
Agnieszka Fujak
Lotnisko jest obiektem, który musi być doskonale
zorganizowany, by zapewnić punktualność przylotów
i odlotów, sprawną obsługę pasażerów, ale przede
wszystkim – bezpieczeństwo. Wymóg zapewnienia
bezpieczeństwa zmusza do tego, by nowoczesne lot‑
nisko było wyposażone w pojazdy specjalne, również
ratownicze.
Zmierzenie się z projektem pojazdu ratownictwa
lotniczego to zadanie niełatwe i wymagające, jednak
dzięki doświadczeniu zdobytemu m.in. w firmie ISS
Wawrzaszek oraz podczas praktyk studenckich chęt‑
nie podjęłam wyzwanie.
Jego owocem jest koncepcja pojazdu, który powi‑
nien świetnie sobie radzić w ekstremalnych warun‑
kach dzięki przemyślanej budowie, parametrom
technicznym, a przede wszystkim wielu ważnym
funkcjom – do których zaliczyć można innowacyjne
rozwiązanie kabiny zakładające zmiany w układzie
siedzeń – znacznie usprawniającym proces wsiada‑
nia i wysiadania ratowników. W razie pożaru lub
innego wypadku liczy się szybka reakcja i skuteczne
działanie – te cechy miałam na uwadze, projektując
pojazd, który ma zapewnić bezpieczeństwo, ale także
spełniać wszelkie normy i pasować do nowoczesnej
architektury portu lotniczego.
48
Wiadomości asp /56
49
W y s ta w y
Sztuka projektowania
Najlepsze dyplomy projektowe Akademii Sztuk Pięknych 2011
Łukasz Konieczko
System identyfikacji wizualnej struktury organów
państwa polskiego, Projekt koncepcyjny rewitaliza‑
Projektowanie jest obszarem bardzo rozległym.
cji stacji głównej Bieszczadzkiej Kolejki Leśnej, Meble
Wymienienie wszystkich edukacyjnych możliwości,
do przestrzeni publicznej, Wielodniowy, turystyczny
które aktualnie są oferowane przez uczelnie arty‑
statek rzeczny dedykowany miastu Toruń, Echa folkloru
styczne, byłoby trudnym i żmudnym zadaniem.
– kolekcja unikatowych obiektów do wnętrza inspirowa‑
Obecnie większość wydziałów projektowych
nych polską sztuką ludową, Pustostan – zagospodaro‑
Ur. 1964 r. w Krakowie.
ma bardzo rozbudowaną strukturę, liczne kierunki,
wanie przestrzeni miejskiej dla potrzeb wolnego czasu,
W latach 1984–1990 studio‑
katedry; pracownie przygotowują studentów do samo‑
Projekty graficzne okładek do filmów Michelangela
dzielnej pracy projektowej, uzbrajając ich w stosowną
Antonioniego – to tylko kilka tytułów prac dyplomo‑
w Krakowie (dyplom w pra‑
wiedzę i doświadczenie, a specjalizacja stała się oczy‑
wych ukazujących rozpiętość tematyczną i bardzo
cowni doc. Zbigniewa
wistą i konieczną konsekwencją projektowej profesji.
szeroki obszar działania tegorocznych absolwentów.
Wystawa zaprezentowana we wrześniu bieżącego roku
Na wystawie zobaczyć można było wizjonerskie, futu‑
w macierzystej uczelni
w katowickiej galerii Rondo Sztuki, obejmująca wybór
rystyczne koncepcje, skomplikowane projekty badaw‑
rozpoczął w 1990 r.; jest
najciekawszych dyplomów projektowych z siedmiu
cze, kompleksowe kampanie reklamowe, projekty
profesorem na Wydziale
najważniejszych uczelni w naszym kraju, ukazała
przedmiotów z naszego codziennego otoczenia – tych
wał na Wydziale Malarstwa
Akademii Sztuk Pięknych
Grzybowskiego).
Działalność pedagogiczną
Konserwacji i Restauracji
Dzieł Sztuki. Od 2008 r.
pełni funkcję prorektora ASP.
całą różnorodność „sztuki projektowej”. Pokazany
wielkich, jak rzeczne statki, i małych, jak zegarki
zestaw z pewnością nie wyczerpuje wszystkich moż‑
na rękę. Były obecne klasyczne projekty „na papierze”
liwości, każda zaproszona uczelnia musiała przyjąć
i multimedialne prezentacje. Wszystko spotkało się
konkursowy reżim, nominując do wystawy cztery
w jednej ekspozycyjnej przestrzeni.
najciekawsze prace – oczywiście, dokonując wyboru
według własnego uznania.
50
Wiadomości asp /56
Warto przypomnieć, że w przeszłości na wysta‑
wach najlepszych prac dyplomowych można było
zobaczyć wybór najciekawszych prac z całej oferty
jedyny element, który powinien się liczyć. Orygi‑
edukacyjnej. Taki koktajl nie zawsze sprawdzał się
nalność, pomysłowość, odkrywczość, profesjonalna
w przestrzeni galerii, prace projektowe prezentowane
rzetelność, techniczna perfekcja – lista istotnych ele‑
często w formie przygotowanej dokumentacji musiały
mentów, które powinno się wziąć pod uwagę, z pew‑
stoczyć nierówną walkę z obrazami, rzeźbami, grafi‑
nością mogłaby być dużo dłuższa. Konkursowa for‑
kami. Skromne plansze musiały rywalizować z eks‑
muła bezwzględnie zobowiązuje do tego, by wyłonić
presyjnym malarstwem, a wyskalowane makiety
zwycięzców, nie bacząc na to, że „projektowe pola”
z rzeźbami, często sporych rozmiarów.
są czasami od siebie bardzo odległe.
Wspomniane wystawy zniknęły na kilka lat
W tym roku jury uhonorowało bardzo różne
i wydawało się, że bezpowrotnie przejdą do historii.
prace, wskazując równocześnie na różne postawy
Na szczęście, po kilkuletniej przerwie powrócono
i zawodowe powinności. Laureatem głównej nagrody,
do formuły ogólnopolskich wystaw (konkursów),
Nagrody Rektorów, został duet z krakowskiej ASP,
najpierw reaktywując przegląd prac dyplomowych
Agnieszka Fujak i Sebastian Spłuszka. Swoim pro‑
w dyscyplinie „sztuki piękne” – od trzech lat organi‑
jektem Koncepcja pojazdu ratownictwa lotniczego
zatorem takich wystaw jest Akademia Sztuk Pięknych
pokazali, że nawet w tak hermetycznej branży jest
w Gdańsku – a od zeszłego roku organizacyjny trud
miejsce dla projektanta i artystycznej wizji. Umiejęt‑
przygotowania wystawy najlepszych dyplomów pro‑
ność wejścia na trudny, niezwykle wymagający rynek
jektowych wzięła na siebie Akademia Sztuk Pięknych
specjalistycznych pojazdów, konieczność dostoso‑
w Katowicach i wszystko wskazuje na to, że opisany
wania się do ograniczeń i postawionych wymogów,
scenariusz będzie realizowany również w kolejnych
profesjonalizm w działaniu, no i oczywiście uroda
latach. Takie rozdzielenie okazało się bardzo szczę‑
samego projektu zjednały sobie przychylność więk‑
śliwym rozwiązaniem. Wystawy zyskały spójny cha‑
szości jurorów. Warto dodać, że projekt ma duże
rakter, zdecydowanie skuteczniej można prowadzić
szanse na realizację i może już niedługo zobaczymy
działania promocyjne, a co najważniejsze, korzystniej
nowy pojazd ratownictwa lotniczego w akcji. Oczywi‑
prezentują się eksponowane prace – czytelniej rysują
ście naszym, krakowskim dyplomantom gratulujemy
się wady i niedociągnięcia, łatwiej odnaleźć i docenić
szczególnie serdecznie.
najciekawsze propozycje, a jest to szczególnie istotne,
Zdobywcą Nagrody Ministra Kultury i Dziedzictwa
biorąc pod uwagę fakt, że wystawa Najlepsze Dyplomy
Narodowego został Robert Pludra z ASP w Warszawie
Projektowe 2011 jest ogólnopolskim konkursem.
– otrzymał ją za pracę Rzeczoznawstwo. Stolik i krzesło.
Ocena prac projektowych nie jest prosta, sytuacja
Ukazanie bardzo przekonywającej drogi od koncepcji
komplikuje się, szczególnie gdy w grę wchodzi kon‑
do zrealizowanego dzieła w połączeniu z wysmakowa‑
kursowy werdykt. Jak uzgodnić kryteria? Co uznać
nym i oszczędnym w środkach projektem z pewnością
za priorytet? Wartości estetyczne to istotny, ale nie
zasługiwało na uznanie.
51
Ostatnią nagrodę regulaminową – Nagrodę
Marszałka Województwa Śląskiego otrzymała praca
Projektowe Akademii Sztuk Pięknych mogli wziąć
Porozmawiajmy o śmieciach Hugona Kowalskiego
udział absolwenci jednolitych studiów magister‑
(Uniwersytet Artystyczny w Poznaniu). Jest to naj‑
skich oraz studiów drugiego stopnia Akademii Sztuk
bardziej utylitarna, ale równocześnie najbardziej
Pięknych z Krakowa, Gdańska, Katowic, Łodzi, War‑
utopijna propozycja, biorąc pod uwagę skalę działań
szawy i Wrocławia oraz z Uniwersytetu Artystycznego
i środków koniecznych do zrealizowania projektu.
w Poznaniu. Wszystkie zaproszone uczelnie mogły
To próba zmierzenia się z cywilizacyjnymi proble‑
zgłosić do konkursu maksymalnie cztery najciekaw‑
mami, z bezradnością instytucji państwa wobec
sze prace dyplomowe, które zostały zrealizowane
problemu przeludnienia, biedy, masowego bezro‑
na kierunkach projektowych. Łącznie zgłoszono 28
bocia. Autor przedstawił swoją wizję systemowego
prac dyplomowych (wszystkie uczelnie wykorzystały
zorganizowania przestrzeni życiowej dla „łowców
swój limit), z których Jury – składające się z przedsta‑
śmieci”, osób bezdomnych i bezrobotnych żyjących
wicieli wszystkich zaproszonych uczelni – wyłoniło
z segregacji śmieci, którzy okupują peryferia wiel‑
7‑osobową grupę finalistów. W trakcie obrad wyło‑
kich metropolii. Modułowa, szkieletowa konstruk‑
niono laureatów nagród regulaminowych. W tym
cja wyposażona w media dałaby konieczny życiowy
roku przekazanie wyników jest dla piszącego te słowa
komfort, poczucie bezpieczeństwa, a może nawet
szczególnie miłe, gdyż główna nagroda powędrowała
poczucie społecznej przynależności. Fantazja? Może,
tym razem do Krakowa.
ale jakże szlachetna.
Nasi absolwenci będą teraz szukać swojej szansy
na tak zwanym „rynku pracy”, ich pomysły zderzą się
52
W tegorocznej edycji konkursu Najlepsze Dyplomy
Na posiedzeniu 8 IX br. Jury pod przewodnictwem
Rektora ASP w Katowicach, prof. Mariana Oslisły,
postanowiło przyznać następujące nagrody:
z brutalną rzeczywistością, z wymogami rynku. Czy
– Nagrodę Rektorów Akademii Sztuk Pięknych
będą mogli realizować ambitne projekty, na jakie ich
(w wysokości 17,5 tys. zł) otrzymali Agnieszka Fujak
stać? Trzymamy za nich kciuki.
i Sebastian Spłuszka z ASP w Krakowie – Wydział Form
Wiadomości asp /56
1.
2.
3.
Przemysłowych, za pracę Koncepcja pojazdu ratownic‑
1. Hugon Kowalski z UA
2. Agnieszka Fujak
twa lotniczego (promotor dr Marek Liskiewicz)
w Poznaniu, Wydział
i Sebastian Spłuszka z ASP
z ASP w Warszawie,
Architektury i Wzornictwa,
w Krakowie, Wydział Form
Wydział Wzornictwa,
Porozmawiajmy o śmieciach
Przemysłowych, Koncepcja
Rzeczoznawstwo. Stolik
pojazdu ratownictwa lot‑
i krzesło
– Nagrodę Ministra Kultury i Dziedzictwa Naro‑
dowego (w wysokości 15 tys. zł) otrzymał Robert
Pludra z ASP w Warszawie – Wydział Wzornictwa,
za pracę Rzeczoznawstwo. Stolik i krzesło (promotor
3. Robert Pludra
niczego (projekt prezento‑
wany jest na str. 48–49)
dr Tomasz Rogalik)
– Nagrodę Marszałka Województwa Śląskiego
(w wysokości 10 tys. zł) otrzymał Hugon Kowalski
z UA w Poznaniu – Wydział Architektury i Wzornic‑
twa, za pracę Porozmawiajmy o śmieciach (promotor
inż. arch. Robert Konieczny).
Zgodnie z warunkami regulaminu pozostałym
osobom, których prace zostały zakwalifikowane
do etapu finałowego, Jury przyznało regulaminowe
wyróżnienia honorowe. Finalistami konkursu zastali:
Agnieszka Bałdyga – ASP w Warszawie (Wydział Gra‑
fiki), Kamil Laszuk – ASP we Wrocławiu (Wydział
Architektury Wnętrz i Wzornictwa), Aleksandra
Richert – ASP w Łodzi (Wydział Tkaniny i Ubioru)
oraz Agata Stebnicka – ASP w Katowicach (Wydział
Projektowy).
Wszystkim laureatom składamy serdeczne gratu‑
lacje i życzymy dalszych sukcesów!
53
W y s ta w y
Zawsze
akt
→ Galeria Cztery Ściany WKiRDS
→ Na papierze
→ 10 X – 4 XI 2011
Anna Baranowa
„A Słowo stało się ciałem” (J 1,14)
Wystawy można robić wszędzie – wystarczy do tego
jedna ściana. Galeria Wydziału Konserwacji i Restau‑
racji Dzieł Sztuki nazywa się „Galeria Cztery Ściany”.
Posiada przestrzeń obszerniejszą, wydzieloną
Ur. w 1959 r. w Dobromilu
(Ukraina), historyczka
sztuki i krytyczka. Kieruje
Sekcją Sztuki Nowoczesnej
Galerie na terenie uczelni są bardzo użyteczne, ponie‑
antyków. Kto raz spróbował studium żywego modela,
waż całkiem bezpośrednio towarzyszą procesowi
nie chciał już wracać do bezdusznych gipsów.
w Oddziale Krakowskim
dydaktycznemu. A przy tym wnoszą nowe wartości
Stowarzyszenia Historyków
poznawcze.
Sztuki. Pracuje w Instytucie
↑ Witold Zacharewicz, 63 × 42 cm, 1947–1952
„po gospodarsku”, w holu budynku przy ul. Lea 27–29.
W oglądaniu po latach prac studenckich jest coś
wzruszającego. Po pierwsze dlatego, że są śladem
Kolejna wystawa w Galerii Cztery Ściany, którą
i świadectwem. Przypominają często nazwiska arty‑
tyki artystycznej w Katedrze
na inaugurację roku akademickiego przygotował
stów zapomnianych, którzy wybijali się na studiach,
Edukacji Artystycznej.
Łukasz Konieczko (opiekun artystyczny galerii),
a potem – prędzej czy później – słuch po nich zagi‑
Autorka wielu publikacji
składa się z kilkunastu obiektów na pierwszy rzut
nął. Kto pamięta dziś o Janie Komskim (1915–2002)
oka bardzo skromnych i od razu zachęcających
ze szkoły Władysława Jarockiego, który na wystawie
Historii Sztuki UJ. Uczy kry‑
na temat sztuki XIX i XX w.
54
do troskliwej interwencji konserwatora. Są to wcze‑
reprezentowany jest znakomitym, niemal hiper‑
śniej niepokazywane rysunki ze zbiorów Muzeum
realistycznym aktem męskim? Tymczasem był on
ASP w Krakowie z okresu międzywojnia, czasu „zaraz
na studiach wielokrotnie nagradzany we wszyst‑
po wojnie” i socrealizmu. Wszystkie zostały nagro‑
kich dziedzinach. Ale wojna potraktowała go bardzo
dzone w ramach kursu rysunku wieczornego i aktu.
surowo. Po doświadczeniu Auschwitz i Dachau wyje‑
Wszystkie przedstawiają akty pojedynczych postaci –
chał do USA, gdzie zajmował się już niemal wyłącz‑
mężczyzn i kobiet. Jeden z nich odtwarza posąg gip‑
nie tematyką holokaustu. Obok niego jego rówieśnik
sowy – okaleczony, bez ręki. I jest to dla mnie najwięk‑
Tadeusz Kantor (1915–1990) z tak samo dobrym
sza ciekawostka tej wystawy, gdyż autorem rysunku
aktem siedzącego mężczyzny. Tu praca studencka
jest bardzo zdolny uczeń Xawerego Dunikowskiego,
jest ledwie rozpoznawalną zapowiedzią dalszej ewo‑
Jerzy Bereś, znany dziś jako rzeźbiarz awangardowy,
lucji artysty o światowej renomie. W jednym i drugim
traktujący również własne nagie ciało jako rodzaj
przypadku te relikty przeszłości należy pieczołowicie
żywej rzeźby. Tymczasem rysunek „z gipsu” wydaje
przechowywać, chronić i w miarę możliwości udo‑
się czymś staroświeckim nawet w czasach tak hołdują‑
stępniać, gdyż są ulotnym i niepowtarzalnym świa‑
cych anachronizmowi jak socrealizm. Już pod koniec
dectwem. Rola Muzeum ASP jest nie do przecenienia
XIX w. studentów trzeba było przymuszać do rysunku
w zabezpieczaniu owych materialnych śladów oraz
Wiadomości asp /56
W oglądaniu po latach
prac studenckich jest
coś wzruszającego. (...)
Przypominają często
nazwiska artystów zapo‑
mnianych, którzy wybi‑
jali się na studiach,
a potem – prędzej czy
później – słuch po nich
zaginął. Kto pamięta
dziś o Janie Komskim
(1915–2002) ze szkoły
Władysława Jarockiego.
(...) Był on na studiach
wielokrotnie nagra‑
dzany we wszystkich
dziedzinach.
pamięci o ludziach, którzy na dłużej lub krócej zwią‑
obowiązkowe to, co wirtualne, elektroniczne i łatwe
↑ Tadeusz Kantor,
zali się z naszą artystyczną Alma Mater.
do powielenia.
100 × 70 cm,
W krakowskiej ASP bardzo duże znaczenie przy‑
Stosunek do rysunku z natury, w tym aktu, świad‑
kładano i przykłada się nadal do gruntownej znajo‑
czy w istocie o stosunku do wartości, do imponde‑
mości rysunku. „Rysunek jest podstawą artystycz‑
rabiliów. Płynna ponowoczesność podważa sens
nego istnienia tak konieczną i niezbędną, że nawet
cierpliwego studium z natury i modela, wskazując
największe talenty bez niej marnują się i paczą” –
na łatwość mnożenia tzw. artefaktów. Można wyka‑
pisano 100 lat temu do stosownego ministerstwa
zać, jak zmieniały się poglądy na świat oraz ich
w trosce o utworzenie stałej docentury rysunku wie‑
odbicie w sztuce poprzez analizę sposobów rysowa‑
czornego. Rysunek aktu był obowiązkowy na wszyst‑
nia ludzkiej sylwetki. Przez wiele wieków panował
kich wydziałach akademii i poświęcano mu najwięcej
światopogląd teocentryczny i tym samym (co może
godzin. Dlaczego? Zwolennicy takiej metody dobrze
się wydawać dziś paradoksalne) antropocentryczny –
wiedzą, dlaczego, i jest ich w krakowskiej Akademii
człowiek był centrum uniwersum stworzonego przez
ciągle wielu. Natomiast oponenci próbują podważać
Boga, na Jego kształt i podobieństwo. Poprzez sztukę
te sprawdzone metody nauczania jako staroświeckie,
skupioną na człowieku próbowano dociec tajemnicy
nienadążające za duchem czasu, który narzuca jako
wcielenia. W XX w. następuje coraz dalej idący proces
1934–39
55
← Jan Komski, 100 × 70 cm
↓ Henryk Kunzek,
64 × 39 cm, 1905–1912
dezintegracji świata i równocześnie dezintegracji
formy, w tym rozbicia wizerunku człowieka.
Czy coś z tych procesów można dostrzec w aktach
prezentowanych na wystawie w Galerii Cztery
Ściany? Nie widać tam zapędów do eksperymento‑
wania z obrazem ludzkiej sylwetki. Na pierwszy rzut
oka uderza wręcz tradycjonalizm formy, a przecież
większość tych rysunków powstała grubo po kubi‑
zmie, który był najbardziej radykalną w ubiegłym
stuleciu próbą zerwania z integralnością obrazu
człowieka. Jednak w tej grupie aktów da się bez
trudu wyróżnić rysunki sprzed wojny i z okresu
po II wojnie światowej. Te sprzed pierwszej i dru‑
giej Wielkiej Wojny odznaczają się spoistością formy
i troską o integralność sylwetki. Rysunki rzeźbiarza
Henryka Kunzeka, wspomnianych tu już Komskiego
i Kantora są wręcz posągowe. Swoistym, dosadnym
i „landrynkowym” zarazem realizmem charaktery‑
zuje się rysunek Zbigniewa Kowalewskiego ze szkoły
Władysława Jarockiego, który przedstawia kobietę
o przedwojennym typie urody, od tyłu, en trois quatre,
opartą seksownie na taborecie, do tego dzban i ręcz‑
nik. Dziś takie wyobrażenie aktu kobiecego by nie
przeszło. Ja osobiście uznałabym je za seksistowskie.
Po wojnie sposób rysowania aktu ulega jednak
modyfikacji. Wyróżniają się tu zwłaszcza dwa akty
kobiece autorstwa Andrzeja Wajdy, który studiował
56
Wiadomości asp /56
↑ Włodzimierz Kunz,
77 × 59 cm, 1948–1953
na ASP w latach 1946–1950, zakładając m.in. słynną
studencką Grupę Samokształceniową, wspólnie
z Andrzejem Wróblewskim, Janem Tarasinem,
Andrzejem Strumiłłą i Konradem Nałęckim. Pierwszy
akt narysowany jest lekką, szkicową kreską,
↑ Jerzy Bereś, 1950–1955
delikatnie sugerującą kształty. Drugi zaś podaje akt
kobiecy w formie syntetycznej, zamkniętej, z pewną
nutą prymitywizmu i dosadności, właściwej dzikim
pięknościom. Kto wie, czy nie jest to próba pokazania,
na czym miałaby polegać idea sztuki „neo‑barbarzyń‑
skiej”, postulowanej przez skupioną wokół Wróblew‑
skiego grupę. W akcie tym odnajduję autentyczną
pierwotność i siłę.
Wystawa w Galerii Cztery Ściany wywołuje bar‑
dzo ciekawy problem, ale pozostawia również uczucie
niedosytu. Chciałoby się bowiem obejrzeć też inne
akty, które zostały nagrodzone i zapisane w „wielkiej
księdze wpływów” Muzeum ASP w Krakowie. Osobiście
dodałabym tu jeszcze rysunki Waleriana Borowczyka,
Juliana Jończyka, Donata Tucewicza, Janusza Tarabuły,
Na pierwszy rzut oka uderza wręcz
tradycjonalizm formy, a przecież
większość tych rysunków powstała
grubo po kubizmie, który był najbar‑
dziej radykalną w ubiegłym stule‑
ciu próbą zerwania z integralnością
obrazu człowieka.
Jerzego Wrońskiego, Marii Pinińskiej i wielu innych.
Każdy wybór ma swoje atuty i ograniczenia. Ważne
jednak, że w „Czterech Ścianach” został pokazany akt.
57
W y s ta w y
Białe plamy
Janusza Orbitowskiego
→ Galeria Malarstwa ASP, Kraków
→ Janusz Orbitowski, Białe plamy
→ Kuratorzy: Grzegorz Sztwiertnia,
Witold Stelmachniewicz
→ XII 2011
Michał Zawada
A jednak – świadomości próbującej przeniknąć
w złożoność ich struktury obrazy te same stawiają
Kilkanaście obrazów Janusza Orbitowskiego wypełnia
opór, barierę. Stawiają nas w niezręcznej pozycji,
ciasną przestrzeń galerii. Intensywne oświetlenie
wytrącają z równowagi, wymykając się przestrzeni
zalewa prace, choć mimo to niewielkie prostokąty
jasnych sformułowań. Tworzą obszar aporii, której
zdają się emanować własny blask, dodawać moc
nie da się ominąć klasycznymi sformułowaniami,
światłu odbitemu przez nieskazitelną biel. Kilkana‑
nic niewnoszącymi do rozpatrywania płaszczyzny
Ur. w 1985 w Krakowie.
ście prac ujętych (lub rozerwanych?) w trzy grupy
i przestrzeni konkretnych prac.
Studiował historię sztuki
organizuje przestrzeń.
na UJ oraz malarstwo
Właśnie gra powierzchni podobrazia i otaczają‑
Patrząc na obrazy Orbitowskiego, łatwo ulec ruty‑
cego go kontekstu stanowi fundamentalny gest arty‑
w pracowni prof. Andrzeja
nie klasyfikacji. Zamknąć je w zgrabnym sformuło‑
sty, gest, który powraca w setkach pozornie tylko
Bednarczyka otrzymał
waniu, tak zdawałoby się adekwatnym wobec artysty,
sterylnych monochromatycznych kompozycji.
w ASP w Krakowie. Dyplom
w 2010 roku. Od 2011 pra‑
którego język plastyczny z pozoru ulegał zaledwie
Wystawę otwiera cykl reliefów, owych „białych
minimalnym przekształceniom. Nietrudno dopowie‑
plam”, które odbiją się echem w przygotowanym
Bednarczyka. Zajmuje
dzieć sobie słowo cisnące się na usta wielu z widzów.
przez Grzegorza Sztwiertnię filmie zamykającym
się malarstwem, fotogra‑
Moderna!
ekspozycję, białych przestrzeni zamkniętych w pro‑
cuje jako asystent w pra‑
cowni prof. Andrzeja
fią i wideo. Autor wystaw
Podczas wernisażu dziekan Roman Łaciak żegnał
stokąty delikatnych, zintegrowanych z całością ram.
uczestnik pokazów zbioro‑
Profesora jako klasyka. Wszak rozpatrywanie dzieła
Owe cienkie obramienia czysto fizycznie, ale i sym‑
wych w kraju i za granicą.
klasycznego przez skodyfikowany żargon wydaje
bolicznie wskazują, gdzie biel ściany, neutralnego
indywidualnych oraz
Laureat stypendium Janiny
Kraupe‑Świderskiej (2008).
58
się tak proste – wszystkie tropy zdają się prowadzić
tła przekształca się w obraz, gdzie rozpoczyna się
w jasno sprecyzowanym kierunku definicji. Wier‑
geometryczna gra plastyczna, raz statycznie wykre‑
ność nauce modernistycznej ikony – Adama Marczyń‑
ślająca naczelne kierunki, raz tworząca dynamiczną
skiego – na lata określiła działania artystyczne Orbi‑
optycznie kompozycję. Tu referent zawiera się w cało‑
towskiego, sytuując jego prace w ścisłym, być może
ści w konkretnej kompozycji, staje się wydzielonym
nawet ewolucyjnym, ciągu wizualności wyrastającym
światem aseptycznej wręcz geometrii. Reliefy Orbi‑
z doświadczeń pierwszej polskiej awangardy. O tym
towskiego, konstruowane przez niego od dziesię‑
napisano już wiele – być może zbyt wiele, precyzując
cioleci z równą precyzją i konsekwencją, utworzone
genezę i zakreślając kontekst spójnego i klarownego
są z układów wąskich listewek lub nawarstwiających
oeuvre. Być może zapominając o archeologii moder‑
się prostokątnych płytek naklejanych na podobrazie
nizmu i geście Baudelaire’a, który w 1863 określił
w rytmicznych, graficznych układach, malowanych
nowoczesność jako „to, co przemijalne, nietrwałe,
następnie białą farbą, tak iż integrują się całkowi‑
jedynie potencjalne, to część sztuki, której druga
cie z bielą podłoża. Dramaturgię linii tworzy więc
połowa jest wieczna i odporna na wszystko.”
tylko światło, a raczej – jego brak. To cienie rysują
Wiadomości asp /56
w ramach kompozycji konkretne układy. Dialektyka
światła i cienia, oparta niemal na zero-jedynkowym
systemie, przesyła nam więc sprowadzoną do mini‑
mum informację wizualną. To w pewnym sensie rela‑
cja owej pustki oraz jałowej powierzchni podobrazia
tworzy hermetyczne uniwersum obrazów Orbitow‑
skiego. Światło zyskuje tu swoją własną material‑
ność – wnikliwy ogląd prac sprawia, iż pozbawione
wszelkiego odniesienia abstrakcyjne obiekty emanują
je ze szczególną mocą. Obrazy zaczynają razić.
Zarówno reliefy, jak i obrazy oraz rysunki, które
znalazły się na wystawie, domagają się dynamicznego
oglądu. Wymagają ruchu, tworzą się w procesie, nie
istnieją jako na zawsze ustalone zjawiska plastyczne.
Najmniejsze przesunięcie widza określa je na nowo,
przenosząc akcenty, wibrując gęstą strukturą lub
delikatnymi niuansami waloru.
Te z pozoru perfekcyjne, chciałoby się powiedzieć
– maszynowe prace w bliskim oglądzie okazują się
tworem ludzkiej ręki. Ujawniają miejsca, gdzie ślad
narzędzia ukazuje się z pełną wyrazistością. Niedo‑
malowane powierzchnie, grube pokłady gruntu lub
farby rozbijają monolityczną (modernistyczną) ideę.
Nie ma tu dehumanizacji, mimo iż autor wielokrot‑
nie podkreślał swoją pozycję dystansu w stosunku
do procesu tworzenia. Te miejsca stają się pęknięciem
jednolitej konstrukcji.
Próby holistycznego, teoretycznego ujęcia prac
upadają. Wystawa Janusza Orbitowskiego, opra‑
cowana z pełną starannością i tworząca intry‑
gującą narrację, sprawia, iż adekwatny staje się
z pozoru banalny retoryczny imperatyw: to trzeba
zobaczyć!
59
W y s ta w y
Ubranie narodowe Uni
Europejskiej – możliwe?
→ Małgorzata Markiewicz, Tkaniny EU
→ MOCAK, Galeria Alfa, Kraków
→ Kurator: Monika Kozioł
→ 9 XI 2011 – 29 I 2012
Małgorzata Markiewicz
się zjawiskiem ponadkulturowości jako efektem
współczesnych mechanizmów globalizacji oraz jego
Czy traktując Unię Europejską jako wspólnotę państw,
wpływem na poczucie tożsamości. Podejmując ten
z zacierającymi się granicami i ciągłym, niezakłó‑
temat, zastanawiałam się, w jaki sposób zaprojek‑
conym oddziaływaniem wewnątrz kontynentu oraz
tować ubranie „narodowe”, które nie kopiowałoby
wpływem jednych kultur na drugie, można wyobra‑
powszechnego przywiązania do kolorowych spódnic
zić sobie dla niej strój narodowy? Czy dla kultury
i gorsetów, wianków, ozdób i wstążek. Postawiłam
europejskiej można zaprojektować strój będący jej
sobie za cel, aby strój ten był niepodobny do żad‑
wizytówką, strój reprezentujący Europejczyków? nego innego, a jednocześnie skupiał w sobie kilka
Czy będzie on inny dla każdej płci? Czy w ogóle
cech pozytywnych, z jakimi Europejczycy chcieliby
zróżnicowanie ze względu na płeć powinno mieć zna‑
być kojarzeni: skromność, wygoda, prostota, dbałość
czenie? Czy można pokazać, w jaki sposób przemiany
o środowisko naturalne, lokalność, szacunek. Odrzu‑
kulturowe odbiły się na modzie?
cając rozłożyste spódnice, skupiłam się na litero‑
Zajmując się od dawna zagadnieniem ubrania
wym skrócie „UE”. Wykorzystałam „E” jako szablon
jako medium, pomyślałam o zaprojektowaniu takiego
do wykroju bluzki, a „U” jako szablon, ale do wykroju
właśnie stroju. Chciałam przyjrzeć się interferującym
spodni. Krój stroju dla wszystkich Europejczyków
tożsamościom mieszkańców Unii Europejskiej. Zająć
jest taki sam, bez podziału na płeć. Różnice mogą
60
Wiadomości asp /56
dotyczyć jedynie użytego materiału oraz wykończe‑
nia. Dla każdego państwa zaprojektowałam inny
materiał będący kolażem, miksem elementów ludo‑
wych charakterystycznych dla danego kraju. Zastoso‑
wanie elementu (tkaniny) indywidualizującego kon‑
kretny naród jest wyrazem zawartego w konstytucji
Unii Europejskiej prawa do poszanowania odrębności
kulturowej poszczególnych państw. Rezultatem pro‑
jektu jest prezentacja dziesięciu strojów dla dziesię‑
ciu państw należących do Unii oraz zaprezentowanie
efektów w postaci wydruków na tkaninie, a także
publikacja katalogu.
Projekt został zrealizowany podczas stażu w The
Factory for Art&Design w Kopenhadze w ramach pro‑
gramu Paths Crossing.
Czy dla kultury europejskiej można
zaprojektować strój będący jej
wizytówką, strój reprezentujący
Europejczyków? Czy będzie on inny
dla każdej płci? Czy w ogóle zróżni‑
cowanie ze względu na płeć powinno
mieć znaczenie? Czy można pokazać,
w jaki sposób przemiany kulturowe
odbiły się na modzie?
61
W y s ta w y
Portrety i czas
utrwalony
→ Agnieszka Łukaszewska, Rysunki
→ Dolny Pałac Sztuki, Kraków
→ 5 – 27 XI 2011
Agnieszka Łukaszewska
Ur. w 1974 r. w Krakowie.
Ukończyła studia
na Wydziale Grafiki w ASP
Najważniejszym i najczęstszym tematem moich prac
w Krakowie – dyplom
z rysunku w 2000 r.
jest portret. Rysuję swoich bliskich, rodzinę, ale także
W 2008 r. obroniła dok‑
niezwykłe twarze osób spotkanych w sklepie, niezna‑
torat. Obecnie pracuje
jomych ze starych fotografii lub zdjęć znalezionych
jako adiunkt w pracowni
rysunku na Wydziale
przypadkiem w Internecie. Portrety nie odtwarzają
inspiracją były stare dokumenty i zdjęcia budowni‑
Grafiki ASP w Krakowie.
jedynie wizerunku twarzy. Zastosowana deforma‑
czych Nowej Huty. Zmonumentalizowane portrety
cja, akcenty kolorystyczne, kontrasty zestawionych
przodowników, ludzi‑pomników demaskują również
różnych sposobów obrazowania, przeskalowanie
ukryty dramat jednostek wykorzystanych przez sys‑
pewnych elementów (lub odwrotnie – ich ukrycie)
tem (np. Piotra Ożańskiego, przodownika pracy, pier‑
– ma to ujawnić cechy charakteru portretowanych,
wowzoru Mateusza Birkuta z Człowieka z marmuru
ich nastrój, słabości i zalety. Ukazuję ludzi w różnych
Andrzeja Wajdy).
momentach życia, od narodzin do śmierci, a punk‑
W kolejnej części ekspozycji zebrane zostały por‑
tem wyjścia do pracy nad portretem są ich zaska‑
trety rodzinne. Pojawiają się na nich moje prababcie,
kujące losy, emocje, lęki oraz radości. Chciałabym,
dziadek, córka czy eksmałżonek. Bliższa znajomość
aby zestawienie tak różnych przedstawień złożyło
„modeli” pozwoliła zastosować bardziej osobistą
się w jak najpełniejszy obraz człowieka i skłaniało
interpretację i eksperymenty z formą rysunków. W tej
do poszukiwań cech uniwersalnych.
grupie prac znalazł się również portret starej lalki
Mam również nadzieję, że zapisując chwilę z czy‑
Barbie. Ulotność mody i ustanawianych przez każde
jegoś życia, chronię ją przed zapomnieniem, utrwa‑
pokolenie kanonów piękna jeszcze dosadniej ukazuje
lam i przywołuję w rysunku czyjąś obecność.
62
proces przemijania, a dziecięca zabawka udokumen‑
Wystawa podzielona została na trzy części.
towana została już jako zniszczona pamiątka dawno
W pierwszej pokazane zostały portrety przodowni‑
minionej młodości. Na niektórych portretach znaj‑
ków pracy z lat 50. ubiegłego wieku, posłów na sejm
dują się dodatkowo znaki oraz rekwizyty będące prze‑
i działaczy. Ta początkowo zaskakująca – dla mnie
ważnie kluczem w opisie przedstawionej osoby i sytu‑
– „podróż” przez historię wynika z fascynacji latami
acji. Rysowane z większą swobodą prace wyraźniej
dzieciństwa oraz czasami, które je poprzedzały
ukazują współistnienie tragicznego oraz komicznego
i determinowały. Rysunki łączą w sobie pastisz oraz
wymiaru egzystencji. Uważam, że przypisany czło‑
subiektywny, emocjonalny zapis klimatu PRL‑u lat
wiekowi – i tylko jemu – śmiech i poczucie humoru
70. i 80. Urzędniczki w modnych wówczas fryzu‑
pozwala przetrwać najtrudniejsze momenty, cieszyć
rach i makijażu, mężczyźni w czerwonych krawa‑
się życiem, a przede wszystkim uzyskać dystans nie‑
tach to dokumentacja moich wspomnień; dodatkową
zbędny do obserwacji i tworzenia.
Wiadomości asp /56
Trzecia część wystawy zawierała dopełnienie
Nowej Huty – związane z podjętym przeze mnie
portretów – pejzaże, czyli otoczenie, w jakim żyje
wątkiem przodowników pracy. W kadrach pejzaży
człowiek. Tłem dla rodziny były zgeometryzowane
zatrzymany został czas, a rysowanie miasta i domów
pola uprawne oraz industrialne pejzaże z miejsc
miało (podobnie jak w opisanych wcześniej pracach)
zamieszkania moich bliskich. Najdłuższy cykl
utrwalić świat, w jakim żyję, i ocalić pozostawione
z motywem miasta przedstawiał osiedla i budynki
ślady ludzkich losów.
63
W y s ta w y
→ Galeria Jednej Książki
→ Biblioteka Główna ASP
→ 21 X – 26 XI 2011
Armarium
Jakub Woynarowski
Termin armarium pierwotnie stosowano jako
nazwę zbioru broni lub narzędzi, podręcznej
biblioteki oraz gabinetu mieszczącego kolek‑
cję cennych przedmiotów. Tak skonstruowane
domowe archiwum można potraktować jako
swoisty mikrokosmos – zbiór rzeczy istotnych,
pozostających w ukryciu, a zarazem będących
„na wyciągnięcie ręki” dla osób wtajemniczonych.
Idea kolekcji jako theatrum mundi odsyła również
do powstałej u progu XX w. koncepcji Munda‑
neum – analogowej sieci informacyjnej, wyrosłej
z tradycji wielkich bibliotek i opartej o rozbudo‑
wane systemy katalogów. Myśl ta z pewnością
przyświecała – u schyłku tego samego stulecia –
twórcom Internetu, zdefiniowanego jako sieć
o światowym zasięgu (world wide web).
64
Wiadomości asp /56
umożliwiających odbiorcy podążanie wybraną
przez niego ścieżką. Metodyczna lektura uzbraja
czytelnika/widza w zasób elementarnych słów/
obrazów, pozwalających intuicyjnie porządkować
dostępną zmysłom rzeczywistość.
Armarium to esej o wędrówce energii i cią‑
głych metamorfozach materii. Poszczególne
wątki – zorganizowane w oparciu o analogie for‑
malne i kod kolorystyczny – rozgałęziają się lub
zapętlają, scalając pojedyncze obrazy w wizualne
„zdania” i opowieści. Nieantropocentryczna per‑
Na polu sztuki ideę „świata w miniaturze” spektywa oglądu skłania odbiorcę do koncentra‑
w podobny sposób realizuje Zielone pudełko Mar‑ cji na własnym otoczeniu; wizerunki wytworów
cela Duchampa, w którym autor postanowił „stre‑ przyrody (owady, rośliny) i materii nieożywionej
ścić” wszystkie swoje dotychczasowe dokonania. (przedmioty) przenikają się tu z elementarnymi
Zarówno do tradycji dawnych armariów, jak
formami geometrycznymi, zacierając – pozornie
i do wspomnianej realizacji Duchampa nawiązuje
oczywistą – granicę między realizmem a abstrak‑
instalacja site‑specific umieszczona przeze mnie
cją oraz pomiędzy naturą a kulturą.
w przestrzeni Biblioteki Głównej ASP w Krakowie.
Armarium to bliska perspektywie posthu‑
Za punkt wyjścia przyjmując formę szafy kata‑ manistycznej opowieść, pozbawiona bohaterów
logowej, jako autor od dawna eksperymentujący
w zwykłym tego słowa znaczeniu; w ten sposób
z możliwościami graficznej narracji, rekonstruuję konwencje znane z dramatów ustępują miejsca
archiwum wizualnych kodów wypracowanych
tkance udramatyzowanych idei (o których pisał
przeze mnie w ciągu ostatnich lat w ramach
teoretyk komiksu Will Eisner).
projektów, takich jak Hikikomori, Manggha czy
Podobnie jak w nowożytnym traktacie
Historia Ogrodów.
Orbis Pictus Jana Amosa Komenskiego, mamy
W powstałej opowieści linearny model narra‑ tu do czynienia z wizualną „instrukcją obsługi
cji zastąpiony zostaje wielopoziomową strukturą, świata dla początkujących”– świata, którego
skonstruowaną w oparciu o system odnośników, powinniśmy nauczyć się na nowo.
W y s ta w y
Imaginary
landscapes
→ Zamek Brig, Szwajcaria
→ 11 XI 2011
Andrzej Bednarczyk
Problem tożsamości i jej granic zdaje się dzisiaj
jednym z najbardziej istotnych i najbardziej palą‑
cych. W perspektywie historycznej jest to dość
nowe zjawisko i wiązane jest z dynamicznie
postępującą globalizacją, w której artysta nie
należy już całkowicie do jednej grupy społecznej
zamkniętej w klasycznych normach postępowa‑
nia i bycia sobą. Otwarcie kanałów informacji
na cały świat i historię pociągnęło za sobą zja‑
wisko przeplatania się i wzajemnych influencji
pomiędzy odmiennymi kręgami kulturowymi.
Nie ma więc już możliwości zatrzaśnięcia swojej
twórczości w jednorodnej lokalnej perspekty‑
wie. Tempo tych zmian kontekstu spowodowało
u wielu ludzi poczucie niepokojącego rozmy‑
wania się granic i kategorii i wywołało postawę
zamykania się w tym, co moje własne, lub utratę
wiary, obiektywność prawdy i obrazu świata.
Z drugiej jednak strony życie „na zatłoczonym
lotnisku świata” otwiera przed nami wspaniałe
perspektywy rozwoju i samopoznania. Tutaj wła‑
śnie może dojść do spotkania Innego. To pojęcie,
zaczerpnięte z filozofii dialogu i prac Martina
Bubera, Emmanuela Levinasa, Dietricha Bonho‑
effera, Józefa Tischnera i innych, określa sytu‑
ację, w której Ja odnajduje obraz siebie w Innym
w spotkaniu, na krawędzi swojej tożsamości jak
w lustrze. Właśnie sytuacja spotkania zmuszają‑
cego do wyjścia ze swoich ram i stworzenia wspól‑
nej przestrzeni z odmiennością daje nadzieję
na odnajdywanie tożsamości siebie i kategorii
opisujących świat w globalnym, a nie tylko
lokalnym wymiarze. To trochę tak, jak w wie‑
lowymiarowej przestrzeni, gdzie dla określenia
tożsamości i pozycji rzeczy potrzebnych jest wiele
punktów odniesienia. Mieszkaniec „państwa
szerokości” musi spotkać mieszkańca „państwa
głębokości”, a oni razem spotkać mieszkańca
„państwa wysokości”, a potem wspólnie spotkać
mieszkańca „państwa czasu” i podjąć dialog
między sobą, aby opowiedzieć prawdziwą i pełną
historię bryły swojego świata. Bez spotkania i dia‑
logu opowieść każdego z nich pozostanie płaska
II Nagroda, Robert Zieliński, ASP w Krakowie
i martwa. Sytuacja ta stanie się jeszcze bardziej
frapująca i dynamiczna, gdy zastosujemy do niej
model wstęgi Möbiusa. Powstaje ona przez skleje‑
nie taśmy papieru końcami na odwrót. W tej prze‑
strzeni nie ma już podziału na dwie na zawsze
oddzielone i przeciwstawne strony. Żadna część
przestrzeni nie jest niedostępna dla przeciwległej.
Ten prosty zabieg łączy to, co przeciwstawne, jest
to więc istotnie alchemiczna coincidentia oppo‑
sitorum. A sztuka ze swoją giętkością i otwarto‑
ścią na to, co nieznane, zdaje się najwłaściwszym
polem spotkań i dialogu.
Grono osób związanych ze szkołą Ecole
Professionnelle des Arts Contemporins EPAC
w Saxon (Szwajcaria), a to: Patrizia Abderhal‑
den i Eng Hiong Low – dyrektorzy tej szkoły, jej
profesorowie i konsultanci: Alban Allegro, Julita
Beck i Wei‑Chih Tsai, Patrick J. Gyger – dyrektor
centrum kultury „Lieu Unique” w Nantes (Fran‑
cja), prof. Andrzej Bednarczyk z ASP w Krakowie
oraz Marc Atallah – dyrektor „Maison d’Ailleurs”
w Yvwedon‑les‑Bains, postanowiło zgromadzić
w jednym projekcie studentów współpracujących
ze sobą uczelni artystycznych, a należących
do różnych kręgów kulturowych i tradycji.
11 IX 2011 r., na zamku w Brig, stolicy Valis −
alpejskiego regionu Szwajcarii – odbyło się
otwarcie wystawy Imaginary Landscapes, będą‑
cej częścią programu Label’Art 2011 Triennale.
Wystawa prezentowała wyłonione w drodze kon‑
kursu prace studentów z kilku uczelni współ‑
pracujących z EPAC – Akademii Sztuk Pięknych
w Krakowie, Guangzhou Academy of Fine Arts
(Chiny), Ming‑Chuan University oraz Tainan
National University of Arts (Taiwan, R.O.C.).
Z naszej szkoły zostało zakwalifikowanych pię‑
cioro studentów: Robert Zieliński, Monika Misz‑
tal, Dominik Stanisławski, Loïc Zangfagna i Julita
Malinowska. W trakcie trwania wystawy odbyło
się posiedzenie jury. Pierwszą nagrodę otrzymał
Othmane Loulidi Sââd (EPAC), drugą Robert Zie‑
liński (ASP), dwie trzecie nagrody równorzędne
otrzymali Hsieh Wen Ming (TNUA) oraz Single
Cells (GAFA). Uroczystość wręczenia nagród miała
miejsce w grudniu 2011, w siedzibie Maison d’A‑
illeurs w Yverdon‑les‑Bains.
65
W y s ta w y
Piotr Jarek, Bez tytułu, olej
na płótnie, 2011
Mglisto i ponuro, czyli plener w Zatorze
→ Zator, Galeria Szklana
Jerzy Hanusek
Wybory nad pustym, białym, zagruntowanym
płótnem nie są łatwe. Może pozostawić płótno
białe, niezranione żadnym pociągnięciem
pędzla? To rozwiązanie wydaje się radykalne,
ale w istocie jest przyznaniem się do porażki.
Jeżeli już płótno „zranimy” pędzlem, to musimy
je „uleczyć”.
Wiemy, czym obraz bywał wedle rozmaitych
recept. Możemy którąś z tych recept odświeżyć
i zastosować. Możemy też odrzucić wszelkie
gotowe recepty i zacząć uprawiać artystyczne
„znachorstwo”: leczyć obraz wyłącznie na swój
własny rachunek. Czy to jednak możliwe?
Malarstwo, a także cała szuka, doszło
do etapu całkowitej wolności. Jeszcze kilka
lat temu w prestiżowych galeriach sztuki
66
Wiadomości asp /56
współczesnej nie było miejsca dla sztuki odwo‑
łującej się do surrealistycznej tradycji oraz
związanej z nią estetyki i poetyki. Można było
się odwoływać do reklamy, fotografii, gazeto‑
wej satyry, ale nie do surrealistycznej poetyki.
Dziś całkiem spora grupa młodych artystów
tak maluje. W kolejce czeka malarstwo materii
i abstrakcja geometryczna, a dalej może kolo‑
ryzm i naturalistyczny lub ideologiczny realizm.
Wszystko wolno, do wszystkiego wolno się
odwołać, jednak bez gwarancji osiągnięcia suk‑
cesu. Sukces jest sprawą złożoną, tylko w części
zależną od wartości artystycznych.
Sytuacja wolności jest trudna. Skoro
wszystko wolno, skoro można zwrócić się
w dowolną stronę, pójść w dowolnym kierunku,
to jak wybrać ten właściwy, na co się zdecydo‑
wać? Taka wolność bywa paraliżująca. Musi
się ona zderzyć z wewnętrzną wolnością arty‑
sty, dzięki której będzie on w stanie odrzucić
wszystkie kuszące możliwości, oferowane przez
wolność zewnętrzną, na rzecz tej jednej, warun‑
kowanej przez wolność wewnętrzną. Wolność
zewnętrzna jest związana ze słowem „mogę”,
wolność wewnętrzna ze słowem „chcę”.
Na plenerze malarskim można jednak sobie
pozwolić na abstrahowanie od tych wszystkich
problemów. Można zaufać swojej intuicji, wybrać
temat lub motyw. Okolica jest piękna, w stawach
pływają karpie. Można się oddać czystej radości
malowania.
W Zatorze w tym roku było mglisto i ponuro,
niebo jak brudne mydliny, przestrzeń grząska
i nasiąknięta wilgocią, barwy sprane ze śladami
dawnej świetności, wiatr hulał, niektórzy chro‑
nili się do wnętrza.
W y s ta w y
Rysunki Shuheia Yamashity
→ Galeria Promocyjna
→ ASP w Krakowie
→ X – XI 2011
Tomasz Daniec
Rysunki Shuheia Yamashity, będące trzonem
pokazu w galerii krakowskiej Akademii Sztuk
Pięknych, wydają się realizacjami, w których
wszystko to, co daje się nazwać i określić – ele‑
menty bliskie biologicznej tkance, zasugerowane
tylko, lub niemal naturalistyczne fragmenty ciał –
jest wydobywane z nieuformowanej, pierwotnej
materii. Gdyby tak było – jakże prosta wyda‑
wałaby się najbardziej oczywista interpretacja:
autor powtarza mityczny akt stwórczy, stawiając
się tym samym w długim szeregu demiurgów‑kre‑
atorów o romantycznym rodowodzie – oczywisty
anachronizm. Przeczy takiej interpretacji sam
proces powstawania rysunków. Zaczyna się on
zwykle od realistycznego studium anatomicz‑
nego detalu, który z czasem ulegać zaczyna
początkowo niewielkim, później coraz dalej
idącym deformacjom. Równolegle, do początko‑
wego motywu dodawane są inne, nieprzystające
do niego anatomiczno‑biologiczne formy. Proces
ten przypomina trochę niekontrolowany rozrost
tkanki zaatakowanej przez genetyczną mutację.
Po jakimś czasie, zwykle na kolejnym arkuszu
papieru, pojawia się niezwiązany z istniejącym
już fragmentem kompozycji nowy element, który
staje się początkiem nowego obszaru rysunko‑
wego rozrostu. W toku pracy może pojawić się
więcej takich niezależnych od siebie obszarów.
W końcu, gdy rysunki osiągają stopień pewnego
nasycenia, dochodzi do połączenia osobnych
dotąd elementów. Cechy scalającej je materii
wymykają się prostemu opisowi. Wobec kon‑
kretu utworzonych wcześniej humanoidalnych
form wydaje się czymś płynnym i amorficznym,
jakby proces jej formowania jeszcze się nie
zakończył. Metoda, jaką stosuje Shuhei Yama‑
shita, przypomina nieco pracę laboranta prze‑
prowadzającego biochemiczne doświadczenie,
a sam rysunek – hodowlę biologicznej tkanki
na sztucznie wypreparowanej pożywce. Podobne
wrażenie odnieść można wobec prezentowanych
na wystawie obrazów i grafik, gdzie przedmiotem
hodowli są prostsze, ulegające krystalizacji pier‑
wiastki chemiczne. Wydaje się przy tym, że prace
te są zapisem wciąż trwającego procesu. Są raczej
dokumentacją stadium, a nie skończonym rezul‑
tatem badań.
Dlatego też ten krótki tekst nie będzie miał
zgrabnego podsumowania. Mamy tu do czynienia
z procesem, którego przebieg teraz, na dyplomo‑
wym roku studiów, jest rzeczą całkowicie otwartą.
A jego rezultaty, jak to z rezultatami wszelkich
badań bywa, przyniosą pewnie więcej nowych
pytań niż gotowych odpowiedzi.
67
W y s ta w y
→ Galeria Wydziału Rzeźby ASP
→ 5 – 23 X 2011
Wystawa rysunków Andrzeja Pellera
Ilustracje /Fascynacje
W galerii Wydziału Rzeźby zaprezentowane
zostały rysunki Andrzeja Pellera. Wieloletni
wykładowca w Katedrze Projektowania Archi‑
tektoniczno‑Rzeźbiarskiego przedstawił wystawę
zatytułowaną Ilustracje/Fascynacje. Wśród pre‑
zentowanych rysunków oglądać można było
wybrane prace z cykli: Katana, Seppuku, JuJutsu,
Kaidawan, Umierający samuraj z rodu Shimazu.
Są to najnowsze prace autora, związane
z wieloletnią fascynacją kulturą Japonii. Swoją
stylistyką nawiązują do prac dawnych mistrzów
sztuki japońskiej. Zawierając jednocześnie
współczesną, charakterystyczną dla autora, ilu‑
stracyjną lekkość, przenoszą nas w świat jego
fascynacji, budując odczuwalny pomost między
duchem przeszłości i odmienności tamtej kultury
a czasem, w którym żyjemy obecnie.
Rzeźba w kamieniu
Wiesława Bielaka
→ Galeria Wydziału Rzeźby ASP
→ 10–19 XI 2011
Pozostał owoc
grafika Romana
Skowrona
→ Galeria Wydziału Rzeźby ASP
→ 28 III – 5 IV 2011
68
Wiadomości asp /56
Wśród ostatnich prezentacji z cyklu Pedagodzy
mogliśmy oglądać w galerii Wydziału Rzeźby lito‑
grafie prof. Romana Skowrona. Na wystawie zaty‑
tułowanej Pozostał owoc autor przybliżył publicz‑
ności okres swojej działalności artystycznej z lat
1965–1969. Prof. Roman Skowron, emerytowany
w 2007 roku wieloletni pracownik Akademii
Sztuk Pięknych, prowadził na Wydziale Rzeźby
pracownię rysunku, cieszącą się wśród studen‑
tów i pedagogów dużym uznaniem. Dzięki pracy
twórczej, pedagogicznej, oraz poprzez działalność
swoich uczniów pozostanie wpisany w obecny
kształt Wydziału Rzeźby.
W galerii Wydziału Rzeźby zaprezentowane
zostały rzeźby prof. Wiesława Bielaka, prowadzą‑
cego pracownię rzeźby w kamieniu na Wydziale
Rzeźby ASP w Krakowie. Otwarcie wystawy połą‑
czone było z finisażem wystawy prac studentów
biorących udział w plenerze prowadzonym przez
prof. W. Bielaka i asystenta Marcina Nosko, który
odbył się w okresie wakacyjnym w Centrum
Rzeźby Polskiej w Orońsku.
W y s ta w y
Wystawa twórczości Adama Wsiołkowskiego
Stanisław Wyspiański
Autoportret z żoną
wł. Muzeum Narodowe w Krakowie
→ Muzeum Dworu Karwacjanów
i Gładyszów w Gorlicach
→ X – XI 2011
Stanisładam
video 36''
Adam Wsiołkowski
Autoportret z Felkiem (Felek i ja)
(morphing: K. Kiwerski)
Na przełomie X i XI w Muzeum Dworu Karwa‑
cjanów i Gładyszów w Gorlicach miała miejsce
wystawa twórczości rektora naszej Akademii,
profesora Adama Wsiołkowskiego. Artysta zapre‑
zentował na niej swe prace malarskie, rysunki,
grafiki a także 36‑sekundowy filmik wideo Sta‑
nisładam. Wystawie towarzyszył barwny kata‑
log, zawierający, oprócz zdjęcia z Felkiem Trze‑
cim, kilkanaście reprodukcji prac artysty oraz
obszerny tekst o jego twórczej drodze, pióra pro‑
fesora Tomasza Gryglewicza, kierownika Katedry
Historii Sztuki Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Poplenerowa wystawa prac studentów
pracowni rzeźby w kamieniu
→ Galeria Wydziału Rzeźby ASP
→ 5 X – 10 XI 2011
W nowej przestrzeni wystawienniczej krakow‑
skiej akademii zaprezentowano prace studentów
biorących udział w rzeźbiarskim plenerze, który
odbył się podczas wakacji w Centrum Rzeźby
Polskiej w Orońsku.
Pod opieką prof. Wiesława Bielaka, prowa‑
dzącego pracownię rzeźby w kamieniu, i asy‑
stenta Marcina Nosko swoje prace tworzyli stu‑
denci: Jacek Dudek, Krzesimir Wiater, Tomasz
Ślusarz, Arkadiusz Szostak, Michał Dziekan,
Szymon Stala.
69
W y d ar z e nia
Kraków Summer Institute
Sukces międzynarodowych warsztatów na Wydziale
Konserwacji i Restauracji Dzieł Sztuki
→ 29 VIII – 9 IX 2011
Grażyna Korpal
do kolekcji i archiwów muzealnych oraz wspomaga
wybitnie uzdolnionych twórców. By zapewnić swoim
Poczynając od znanych przykładów datowanych już
na XII w., najwspanialsze dzieła malarstwa zachod‑
śle współpracuje z Muzeum Getty’ego (The Getty
nioeuropejskiego, stanowiące dziś o ogromną wartość
Museum), Instytutem Badań (The Getty Research
wielu światowych kolekcji muzealnych, powstawały
Institute) oraz Instytutem Konserwacji (The Getty
na podobraziach drewnianych. Ze względu na zło‑
Conservation Institute).
żoną budowę technologiczną, odmienność czynników
70
projektom maksymalną skuteczność, fundacja ści‑
Projekt Panel Paintings Initiative rozpoczęty
wpływających na przebieg procesu starzenia drewna
został w 2008 r. Pierwsze spotkanie grupy doradczej
oraz zaprawy i warstwy malarskiej, dobór i sposób
i członków projektu miało miejsce w Metropolitan
prowadzenia zabiegów konserwatorskich przy obra‑
Museum of Art w Nowym Jorku, kolejne odbyło się
zach na drewnie jest jednym z najtrudniejszych
w VI tego samego roku we florenckim Opificio delle
w dziedzinie konserwacji dzieł sztuki. W dzisiejszych
Pietre Dure. W dniach 17–18 V 2009 r. Getty Cen‑
czasach stosunkowo niewielu specjalistów posiada
ter w Los Angeles zgromadziło specjalistów z całego
wystarczającą wiedzę i doświadczenie oraz zdolności
świata na międzynarodowym sympozjum. Prelekcje
manualne, aby podejmować takie wyzwania. Amery‑
dotyczyły najnowszych osiągnięć w dziedzinie kon‑
kańska Fundacja Getty’ego (The Getty Foundation)
serwacji podobrazi drewnianych, zadań, jakie stawia
zainicjowała projekt poświęcony tej problematyce –
przed konserwatorami przyszłość, oraz zagadnień,
Panel Paintings Initiative. Bazując na swoim wielolet‑
takich jak problemy ekspozycji malowideł na drewnie
nim doświadczeniu, The Getty Foundation ma pomóc
czy rezultaty podjętych niedawno prac konserwator‑
wykształcić nowe pokolenie specjalistów, zdolnych
skich. Od 2009 r. w ramach projektu przeprowadzono
w przyszłości sprostać wyzwaniu, jakim jest właściwe
konserwację obrazów Adam i Ewa (1507 r.) Albrechta
utrzymanie malowideł na drewnie.
Dürera z muzeum Prado w Madrycie. Fundacja objęła
The Getty Foundation wypełnia misję The Getty
także patronatem konserwację słynnego ołtarza Ado‑
Trust, międzynarodowej instytucji kultury, związanej
racji Mistycznego Baranka (1432 r.) braci Huberta
z działalnością filantropijną, poprzez wspomaganie
i Jana van Eycków z katedry św. Bawona w Gandawie
instytucji i osób prywatnych, przyczyniających się
oraz Ostatniej Wieczerzy (1546 r.) Giorgia Vasariego
lokalnie lub na poziomie światowym do pełniejszego
z bazyliki Santa Croce we Florencji.
zrozumienia i zachowania dla przyszłości dzieł sztuki.
Na przełomie VIII i IX br. w ramach Panel Pain‑
Poprzez rozbudowany system grantów fundacja
tings Initiative odbyły się na Wydziale Konserwacji
wspiera na polu międzynarodowym historię sztuki
i Restauracji Dzieł Sztuki Akademii Sztuk Pięknych
jako dziedzinę nauki, promuje interdyscyplinarny
w Krakowie dwutygodniowe warsztaty konserwator‑
charakter działań konserwatorskich, zwiększa dostęp
skie Panel Paintings Initiative – Kraków Summer
Wiadomości asp /56
Institute, przeznaczone dla 22 historyków sztuki
i konserwatorów zatrudnionych w większych muze‑
ach Europy i Rosji. Uczestnicy warsztatów wyłonieni
zostali przez komisję złożoną z przedstawicieli fun‑
dacji, organizatorów i instytucji współpracujących.
Realizacja projektu możliwa była dzięki pełnemu
wsparciu finansowemu ze strony The Getty Founda‑
tion i współpracy z Muzeum Narodowym w Krakowie,
Statens Museum for Kunst w Kopenhadze oraz Royal
Danish Academy of Fine Arts, School of Conserva‑
tion. Przez dwa tygodnie przedstawiciele starszego
pokolenia amerykańskich i europejskich ekspertów
dzielili się swoją wiedzą i doświadczeniem w zakresie
historii technologii i technik malowideł tablicowych,
przyczyn ich zniszczeń oraz metod i sposobu stabi‑
lizacji strukturalnej podobrazi drewnianych. Liczne
cenne malowidła tablicowe z krakowskich zbiorów,
a także unikalne, gotyckie kościoły drewniane Pod‑
hala stały się dla wykładowców i uczestników punk‑
tem wyjścia przy rozważaniu kluczowych problemów
konserwatorskich, z jakimi zmagają się największe
muzea na świecie. Rolę prowadzących objęli kon‑
serwatorzy malowideł tablicowych, historycy sztuki,
fizycy, chemicy i technologowie drewna z wiodących
ośrodków badawczo‑naukowych i muzeów Europy
i Stanów Zjednoczonych. Elitarny zespół 25 wykła‑
dowców stworzyli specjaliści z The Getty w Los Ange‑
les, Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku, Opi‑
ficio delle Pietre Dure we Florencji, Institut Royal du
Patrimoine Artistique w Brukseli, Università degli
Studi di Firenze, Universiteit van Amsterdam, Hamil‑
ton Kerr Institute, University of Cambridge, Cour‑
tauld Institute of Art w Londynie, Norsk Institutt for
71
Przez dwa tygodnie przedstawiciele
starszego pokolenia amerykańskich
i europejskich ekspertów dzielili
się swoją wiedzą i doświadczeniem
w zakresie historii technologii i tech‑
nik malowideł tablicowych, przyczyn
ich zniszczeń oraz metod i sposobu
stabilizacji strukturalnej podobrazi
drewnianych.
→ Studenckie Centrum Kultury UJ, Rotunda
→ 18 – 24 XI 2011
Kulturminneforskning w Oslo, Statens Museum for
Jacek Dembosz
Kunst w Kopenhadze, Royal Danish Academy of Fine
72
Arts, School of Conservation, Polskiej Akademii Nauk,
Niniejszy tekst o festiwalu filmowym jest po części
Muzeum Narodowego i Akademii Sztuk Pięknych
pretekstem do odbycia osobistej podróży w czasie.
w Krakowie. Spotkanie ludzi o tak wielopłaszczy‑
Dwa bowiem były powody, że skierowałem swoje kroki
znowym doświadczeniu z uczestnikami warsztatów
do Rotundy, aby uczestniczyć aktywnie (na wszyst‑
– ich wiedzą i zaangażowaniem umożliwiło właściwą
kich pokazach konkursowych) w 18. Międzynaro‑
i pełną realizację założeń Panel Paintings Initiative,
dowym Festiwalu Filmowym „Etiuda & Anima”.
a zorganizowane przez krakowską Akademię warsz‑
Pierwszy, bo potraktowałem wizytę w Rotundzie jako
taty zostały na arenie międzynarodowej uznane
powrót na „stare śmieci”, czyli do klubu, w którym
za spektakularny sukces. Nie byłoby tego sukcesu,
dawno temu założyłem i prowadziłem przez pięć lat
gdyby nie najmłodszy doktor Akademii Sztuk Pięk‑
studencką Pracownię Filmową i gdzie także święciłem
nych w Krakowie, Aleksandra Hola, absolwentka stu‑
największe triumfy, odbierając (w 1974 i 1980) kilka
diów magisterskich i doktoranckich WKiRDS. Pani
głównych nagród za filmy. Drugi, aby zobaczyć, jak
Aleksandra Hola, uczestniczka konferencji i warszta‑
zmieniło się kino, jak wygląda ono w dobie nowych
tów międzynarodowych, m.in. The Getty Foundation,
technik (wideo, montaż elektroniczny), jaką podej‑
swoją wiedzą i profesjonalizmem zwróciła uwagę
muje tematykę, jak daleko odeszło, a może nie ode‑
przedstawicieli fundacji na krakowski wydział. Nie
szło, od filmów, które myśmy kręcili. Czy dawne kino
dziwi zatem fakt, że to Jej powierzono trudną rolę
studenckie ustępuje dzisiejszemu?
koordynatora i organizatora Kraków Summer Insti‑
W kontekście obecnego festiwalu nie bez kozery
tute. Zazwyczaj tego rodzaju sukces ma wielu autorów,
wspominam dawne czasy. Wzięło się to z opozy‑
jednakże w tym przypadku to talent organizacyjny,
cji do informacji zawartej w katalogu festiwalo‑
pracowitość, profesjonalizm i takt dr Aleksandry Holi
wym, że „»Etiuda & Anima« kontynuuje promocję
stanowiły fundament tak wysokiej oceny. Dlatego in
twórczości studenckiej, które jako prekursorskie
fine gratuluję Pani, Pani Olu, sukcesu.
narodziło się w pierwszej połowie lat 90”. Muszę
Wiadomości asp /56
W y d ar z e nia
„Etiuda & Anima”
Powrót do przyszłości
zaprotestować. W samej tylko Rotundzie „promocja
filmowej twórczości studenckiej” liczy sobie blisko
40 lat. Pierwszy, a noszący wtedy kolejny numer –
czwarty – Ogólnopolski Festiwal Filmów Studenckich
tam właśnie się odbył w roku 1974. W tej samej sali
kinowej. W owym czasie jurorzy obecnego festiwalu
dopiero przychodzili lub wybierali się na ten świat.
Dzieje się coś niewytłumaczalnego. Dzieje kul‑
tury w Polsce liczy się obecnie od roku 1990, jakby
wcześniej nie powstawały znakomite filmy, literaci
nie pisali świetnych książek, teatry nie wystawiały
sztuk, a malarze nie malowali obrazów.
Nie chodzi tu tylko o sentymenty. Lata 70. ubie‑
głego wieku były niezwykle żywotne dla studenckiego
filmu. Głód filmu, młodzieńczy bunt, chęć zmieniania
świata na lepsze spowodowały wykwit studenckich
klubów filmowych, wśród których do najsłynniej‑
szych należały: toruńska Pętla, krakowskie: STKF,
Studio 202 przy UJ i Omak przy AGH, warszawska
Stodoła, wrocławski Pałacyk i bydgoski Benefis.
Studenci z różnych ośrodków zaciekle rywalizowali
i konfrontowali swoje dokonania (słynne były festi‑
walowe pojedynki krakowskiego Omaku z warszaw‑
ską Stodołą – wygrywał przeważnie ten pierwszy).
W latach 1971–1980 odbyło się siedem (pierwotnie
pod nazwą „ogólnopolskie”) studenckich festiwali
filmowych (Toruń 1971, Bydgoszcz 1972, Wrocław
1973, Kraków 1974, Bydgoszcz 1975 i 1978, na koniec
Kraków 1980). W tamtych czasach istniały tylko
dwa osobne nurty filmu studenckiego, amatorski
73
W y d ar z e nia
(jakbyśmy dziś powiedzieli: niezależny) w powiąza‑
można było zobaczyć najwartościowsze dokonania
niu z różnymi uczelniami i profesjonalny w postaci
kina światowego (w Krakowie DKF‑ów było osiem, realizowanych ćwiczeń szkolnych w PWSFTviT
m.in. kino Sztuka, któremu patronował dr Zbigniew
z miasta Łodzi. Studenci obydwu tych kierunków
Wyszyński, i Rotunda właśnie).
nie współpracowali ze sobą. „Łodzianie” spoglądali
W siermiężnych czasach PRL‑u nie organizowało
z wyższością na filmowe pospolite ruszenie, chociaż
się w kraju międzynarodowych festiwali filmów stu‑
tzw. amatorzy zasilali później we własnych osobach
denckich, skuteczną zaporą była odmienność ideolo‑
łódzką szkołę. Wielu polskich sławnych reżyserów
giczna i wszechobecna cenzura. Tylko raz, w 1973,
miało pierwszy kontakt z taśmą filmową właśnie
klub Omak uczestniczył w światowym festiwalu Cine‑
w studenckich klubach filmowych. Student‑filmowiec
stud ’73 w Amsterdamie.
był w jednej osobie: scenarzystą, operatorem, reży‑
Zasadnicza różnica pomiędzy tamtymi stu‑
serem, oświetleniowcem, dźwiękowcem, montażystą,
denckimi festiwalami a obecnymi polega na tym,
a nierzadko i aktorem. Wszystko robiono w pojedynkę
że przedtem filmy kręcili studenci z różnych uczelni,
lub z pomocą garstki przyjaciół. Dzisiaj zdumienie
nie ze szkół filmowych, bo tych nie było (nie licząc
budzi lista osób zaangażowanych przy realizacji jed‑
PWSTtviF w Łodzi, która to szkoła w festiwalach
nego krótkiego filmu. Dziesiątki osób.
nie uczestniczyła). Dzisiaj jest to przegląd filmów
Z początkiem lat 80. monopol szkoły łódzkiej
adeptów szkół filmowych, których w Polsce powstało
został przełamany (i na szczęście) przez utworze‑
kilka. Plus te z zagranicy. Także liczba różnych festi‑
nie kierunku filmowego przy Uniwersytecie Śląskim
wali wzrosła przeogromnie (nie będę ich wymieniał,
w Katowicach. Trafili tam także studenci z Pra‑
bo zajęłoby to zbyt wiele miejsca).
cowni Filmowej. Dostali się pod skrzydła świetnych
Ludzie, którzy przed laty trzymali w rękach
wykładowców (Jurgi, Kieślowskiego, Żebrowskiego,
kamerę, uważają, że film skończył się w latach 80.,
Dziworskiego, Kutza i Helman). Uzupełnieniem wie‑
przynajmniej jego nurt intelektualny – poszukiwa‑
dzy o filmie były cieszące się ogromnym powodze‑
nia mające za cel głębsze treści. Dzisiaj cenzurę poli‑
niem Dyskusyjne Kluby Filmowe – miejsca, gdzie
tyczną zastąpiła autocenzura. Od autorów filmów
74
Wiadomości asp /56
wymaga się przystosowania do obowiązujących prą‑
dów, przypodobania się władzy liberalno‑komercyjnej
etc. U producentów nie ma zapotrzebowania na twór‑
czość intelektualną. Wszyscy są ofiarami bardzo sub‑
telnie przeprowadzanej manipulacji. Dlatego główna
wartość festiwalu takiego jak „Etiuda&Anima” polega
na tym, że podejmuje, lub stara się podejmować, szla‑
chetny trud pobudzania potrzeb intelektualnych
poprzez umożliwienie autorom i widzom dostępu
do kina (w miarę) niezależnego. W każdym razie
jeszcze na etapie stawiania pierwszych kroków przez
adeptów filmowania, zanim pochłonie ich komercja.
Film, ujmując pokrótce, to forma (przekaz)
i treść (pomysł). Przez formę rozumiem wszystko
to, co wiąże się z procesem realizacji, pracę kamery,
sposób przekazu, sztuczki, zabiegi formalne itp.,
przez treść – zawartość obrazu, przesłanie, osobistą
wypowiedź, ideę. Chodzi oto, aby te dwa elementy
typy w większości pokrywały się z werdyktem jury.
udanie ze sobą się zazębiały.
Nagrodzono filmy mieszczące się w nurcie kina kla‑
Podczas projekcji prostym sprawdzianem jako‑
sycznego. Proste, jasne i klarowne. Faworytem była
ści festiwalowego filmu było osiągnięcie przez widza
dla mnie Kuchnia teherańska (tylko wyróżnienie),
stanu ducha, w którym zapominał on o bożym świe‑
jedyny film żywiołowo przyjęty podczas projekcji
cie. Wtedy zazwyczaj okazywało się, iż film wart był
przez publiczność. Oczywiście przy filmie Rumunki
obejrzenia, i kandydował do nagrody. Jeśli zaś widza
(reprezentowała Niemcy) Anki Miruny Lazarescu
ogarniała senność, filmowi nie wróżyło to niczego
Cicha rzeka (nagroda publiczności i jury studenc‑
dobrego. Niestety, to drugie odczucie podczas tego‑
kiego), o trudnych wyborach moralnych towarzyszą‑
rocznych projekcji festiwalowych przeważało. Dużego
cych ucieczce przez graniczną rzekę z krainy Geniusza
samozaparcia wymagało ode mnie obejrzenie w ciągu
Karpat Nicolae Ceauşescu, milczenie było właśnie
siedmiu dni 92 filmów w obydwu kategoriach.
najodpowiedniejszą reakcją.
Izraelskie filmy, Przesłuchanie (reż. EtiTsicko,
Etiuda studencka
nagroda Brązowy Dinozaur – słusznie) i Sashenka
Na tegorocznym festiwalu w kategorii Etiuda do kon‑
(reż. AnnaGurevich – niesłusznie pominięty), były
kursu wyselekcjonowano 34 filmy. Moim zdaniem
klasycznym przykładem na to, jak prostymi środ‑
spośród tych zakwalifikowanych obroniło się 17. Moje
kami można zrobić dobre kino. W pierwszym filmie
75
bohaterami są (niewidoczna) kamera, młody Pale‑
swoją nagrodę, Wielki (Nie)Doceniony, panu Aurélie‑
styńczyk i atrakcyjna Żydówka oraz intymność chwili;
nowi Vernhes’owi‑Lermusiaux z Francji za film Dzień,
w drugim – kamera, nauczycielka, babcia (rosyjska
w którym utonął syn Raïnera. Wartością tego filmu
emigrantka w Izraelu), ni w ząb nie rozumiejąca
był zabieg polegający na zastosowaniu jednego ujęcia
hebrajskiego, i utalentowany chłopiec podejmujący
w ruchu w trakcie całego 15‑minutowego filmu.
się zadania bycia tłumaczem w swojej sprawie, w spo‑
sób, jaki mu odpowiadał.
Mistrzowska Szkoła Reżyserii Filmowej Andrzeja
Wajdy przedstawiła trzy filmy: 3 dni wolności (reż.
Dwa nagrodzone filmy (meksykański Pia Mater
Łukasz Borowski), Decrescendo (reż. MartaMinoro‑
i polski Decrescendo) dotyczyły problematyki życia
wicz)i Urodziny (reż. Maciej Sobieszczański). Wszyst‑
osób w podeszłym wieku. Myślę, że w tym przy‑
kie trzy nagrodzono. Pierwszy otrzymał Grand Prix –
padku jury kierowało się potrzebą zwrócenia uwagi
Złotego Dinozaura (słusznie), dwa kolejne – wyróżnie‑
na problem starzejących się społeczeństw i koniecz‑
nia. Samą zaś szkołę uhonorowano Specjalnym Zło‑
ności chwalebnego sprawowania nad nimi opieki.
tym Dinozaurem dla Najlepszej Szkoły Starego Kon‑
Szkoda, że jury nie dostrzegło szwajcarskiego filmu
tynentu („za wysoki poziom wszystkich nadesłanych
Ostatnia kobieta, gdy to bliskość atrakcyjnej mło‑
filmów i ich głębokie wyczucie najważniejszych ludz‑
dej kobiety zatrudnionej do opieki nad starszym
kich problemów oraz niekwestionowaną świadomość
panem prowadzi do zawiązania się pomiędzy nimi
środków filmowego wyrazu”). W tym świetle Szkoła
bliskiej więzi. Stara to prawda, że obecność młodej
Filmowa z Łodzi (PWSFTviT), z trzema filmami:Barba‑
dziewczyny jest dla starszego mężczyzny najlepszym
kan (reż. Bartłomiej Żmuda – „opowieść o wyborach,
lekarstwem na upływ czasu i niesprawność fizyczną,
jakich dokonuje człowiek postawiony pod ścianą, i ich,
a także niweluje różnice pokoleniowe. Zabawne
często dramatycznych, konsekwencjach”), Opowieści
były hiszpańskie Krwawe sny, trafnie wpisujące się
z chłodni (reż. Grzegorz Jaroszuk – był to drugi film
w panującą w literaturze i kinie modę na opowieści
po Kuchni teherańskiej, podczas którego publiczność
o wampirach („możesz już ugryźć pannę młodą” –
reagowała pozytywnie, czyli śmiechem) i enigma‑
mówi ksiądz do oblubieńca po dopiero co udzielonym
tyczny Koteczek (reż. Aleksandra Jankowska – niezła
sakramencie ślubu).
scena seksu), okazała się wielką przegraną. Być może
Moje zainteresowanie wzbudził też holenderski
dlatego, że – podobnie jak większość polskich filmów
film Bez odwrotu (pokazujący życie młodego urzęd‑
pełnometrażowych – cierpiały na tę samą bolączkę:
nika przekazującego uchodźcom złe nowiny o ich
niezrozumiałe dialogi, i to tak dalece, że dopiero
deportacji – my jeszcze nie stajemy przed takimi
po jakimś czasie od rozpoczęcia projekcji można
dylematami) czy niemiecki Po latach (o rozbitej
się było zorientować, że to polski film jest. Optuję,
rodzinie). Dyrektor artystyczny festiwalu przyznał
podobnie jak wielu krytyków, za tym, że czas już
76
Wiadomości asp /56
,
uzbrajać polskie filmy w polskie napisy. Obejrzałem
je z wyrozumiałością, ale temu trio czegoś zabrakło,
jakiejś przysłowiowej kropki nad „i”.
Anima
W kategorii Anima do konkursu wyselekcjonowano
61 filmów. W tym przypadku konkurs był otwarty
także dla niestudentów. Prof. Barry Purves, którego
na festiwalu uhonorowano za całokształt Specjal‑
nym Złotym Dinozaurem, takiej rady udzielił młodym
adeptom animacji: „Upraszczaj. Opowiadaj historię.
Animacja nie ma nic wspólnego z technologią. Nie
ma sensu budowanie fantastycznych dinozaurów,
olbrzymów i wróżek, jeśli nie ma żadnej opowie‑
ści. Zawsze najpierw myśl o historii, a potem, jak
można ja opowiedzieć – czy odpowiedni będzie rysu‑
uhonorowano dyplomami. Nagroda publiczności
nek, lalki, komputer. Daj historii czas, by można
przypadła filmowi Świteź Kamila Polaka, najbardziej
ją było odczytać”. Z tej rady wydawała się korzystać
monumentalnej animacji, która mieściła się trochę
Marta Pajek, zdobywczyni Złotego Jabberwocky’ego
w klimacie mickiewiczowsko‑nowosielskim. Ten film
za film Snępowina. Marta jest graficzką i malarką,
zrobił duże wrażenie.
absolwentką (2005) Wydziału Grafiki krakowskiej
Akademii Sztuk Pięknych. Snępowina to rysun‑
Zastanawia fakt traktowania po macoszemu (nie
tylko na tym festiwalu) – w obydwu kategoriach –
kowa, oszczędna w wyrazie „historia dziewczyny
nagród publiczności. A być może one właśnie są naj‑
uwięzionej między dwoma światami składającymi
ważniejszymi nagrodami. To przecież publiczność gło‑
się z emocji”. Srebrnym Jabberwockym nagrodzono
suje nogami, idąc na film lub salę kinową opuszczając.
naprawdę zabawny film Bliźnięta (powinno chyba
Gdyby filmy: Cicha rzeka i Świteź otrzymały główne
być Bracia syjamscy) autorstwa Petera Budinskiego
nagrody, nikt by się nie zdziwił, w końcu nagroda
ze Słowacji, a Brązowym – najbardziej plastyczny
to rzecz umowna.
film, Najemcę autorstwa Jasona Carpentera ze Stanów
Należy też wspomnieć o dwóch obrazach, które
Zjednoczonych („opowieść o chłopcu, któremu przez
zostały pominięte. Moim zdaniem nagroda należała
brutalne zabicie kurczaka świat zaczyna wydawać
się także filmom Pamięć cielesna (reż. Ulo Pikkov
się surowy i zdradliwy”). Jeszcze pięć innych filmów
z Estonii – to, co wyprawiało się tam ze sznurkowymi
77
W y d ar z e nia
ludzikami, przekraczało wyobraźnię, chyba jurorów
także) i Romans (reż. Georges Schwizgebel).
Festiwalowi towarzyszyło wiele imprez i poka‑
zów odbywających się w różnych miejscach i w takiej
mnogości, że było to ponad siły dla jednego widza,
szczególnie gdy jeszcze pokrywały się w czasie.
Organizacja była bez zarzutu. Lekkie rozczarowanie
wzbudził natomiast pokaz filmów nagrodzonych,
bo w ograniczonym wyborze nie oddawał festiwalo‑
Stanisław Tabisz
wej różnorodności.
W przyszłym roku do festiwalowego konkursu
W dniach 9 IX – 2 X 2011 r. odbył się w trzech
na etiudę studencką i animację mają dołączyć (filmy)
największych galeriach Krakowa – GSW Bunkier
polskie dyplomy.
Sztuki, Pałac Sztuki TPSP oraz związkowa Galeria
I refleksja na koniec. Pokazywany na festiwalu
Pryzmat – jubileuszowy Salon 100‑lecia Związku
w kategorii Anima film Natalii Brożyńskiej Drżące
Polskich Artystów Plastyków Okręgu Krakowskiego,
trąby, będący YouTube’owym hitem, otrzymał
zorganizowany w 100. rocznicę powstania stowa‑
Nagrodę Jury Studenckiego. Być może ten film zwia‑
rzyszenia artystów sztuk pięknych, które powołał
stuje bliski koniec wytwórni filmowych. Niechybnie
do życia, oraz którym pokierował jako pierwszy
nastąpi to w dniu, gdy platforma internetowa umoż‑
prezes, artysta malarz i grafik Leon Kowalski. Było
liwi powszechne oglądanie filmów w dobrej jakości.
to dokładnie w marcu 1911 r. Pierwsza nazwa
Już nad tym pracują. 126 809 widzów (via internet
ZPAP brzmiała: Związek Powszechny Artystów
– stan na 6 grudnia 2011) Drżących trąb to znacz‑
Polskich. Już w tym samym roku nowo zrodzona
nie więcej niż może pomieścić jedna kinowa sala,
z autentycznej potrzeby społecznej instytucja,
a nawet sto takich sal. Dzień, w którym festiwale
zrzeszająca artystów z trzech zaborów Polski, zor‑
filmowe w obecnej formie odejdą do historii, prze‑
ganizowała słynną I Wystawę Niezależnych. Nawią‑
poczwarzą się w innego rodzaju (daruję sobie zgady‑
zując do tradycji Salonów ZPAP, aktualnie sprawu‑
wanie w „co to może być”) lub trafią do przestrzeni
jący władzę w ZPAP OK zarząd zaprosił do udziału
internetowej, wydaje się bliższy, niż się przypuszcza.
w Salonie 100‑lecia ZPAP OK artystów należących
Rewolucja puka do bram.
do ZPAP – również część tych należących kiedyś
Więcej o festiwalu na stronie www.etiudaanda‑
nima.com.
do związku i niekontynuujących z różnych powo‑
dów członkowstwa – oraz pozyskał dzieła artystów
nieżyjących, członków ZPAP, którzy weszli na trwałe
78
Wiadomości asp /56
Salon 100‑lecia ZPAP
Okręgu Krakowskiego
Artyści � pedagodzy Akademii laureatami nagród
do historii sztuki polskiej XX wieku. W ten sposób
OK otrzymali: Janusz Matuszewski (za malarstwo),
Krzysztof Kiwerski
Salon 100‑lecia ZPAP OK stał się niezwykle bogatą
Stanisław Wejman (za grafikę), Krystyna Nowakow‑
Nagroda „Grand Prix”
i różnorodną prezentacją dzieł artystów polskich
ska (za rzeźbę) oraz Eugeniusz Salwierz (za działa‑
kilku pokoleń. Zorganizowanie tak ogromnej
nia multimedialne). Medale Salonu 100‑lecia ZPAP
wystawy, na której pokazano 520 dzieł 520 artystów,
OK otrzymali: Danuta Leszczyńska‑Kluza, Dorota
wzbudziło bardzo duże zainteresowanie publiczności
Ćwieluch‑Brincken, Marta Bożyk, Anna Jagodová,
oraz zaowocowało pochlebnymi recenzjami i omó‑
Witold Urbanowicz, Jerzy Bereś, Władysław Pod‑
wieniami prasowymi.
Podczas otwarcia Salonu 100‑lecia ZPAP OK, które
Prezydenta Miasta Krakowa
na Salonie 100 Lecia ZPAP
za instalację motion gra‑
phics Babilon, 6 min.
animacji
razik, Krzysztof Skórczewski, Zbigniew Cebula
i Zbigniew Parczała. Swoje medale przyznało
zaszczycił swoją obecnością prezydent Krakowa
również Towarzystwo Przyjaciół Sztuk Pięknych
prof. Jacek Majchrowski, prezes ZPAP Okręgu Kra‑
w Krakowie. Otrzymali je: Juliusz Joniak, Małgo‑
kowskiego prof. Stanisław Tabisz wręczył artystom
rzata Karp‑Soja, Barbara Frankiewicz, Stanisław
nagrody i okolicznościowe medale. Wśród nagro‑
Rodziński, Ryszard Otręba i Zbigniew Sprycha.
dzonych laureatów znaleźli się pedagodzy krakow‑
Były też nagrody fundowane. Nagrodę prezesa TPSP
skiej Akademii Sztuk Pięknych, co z wielką radością
w Krakowie Zbigniewa Kazimierza Witka otrzymał
odnotowujemy w „Wiadomościach ASP”. Nagrodę
Jan Chrząszcz. Nagrodę firmy Biprostal przyznano
główną Salonu 100‑lecia ZPAP OK, ufundowaną przez
Grzegorzowi Bednarskiemu. Nagrodę firmy Canson
prezydenta Krakowa, otrzymał Krzysztof Kiwerski.
otrzymał Marek Sajduk. Nagroda firmy Artim przy‑
Medal oraz albumowe wydawnictwo Rektora ASP
padła w udziale Magdalenie Migas. Nagrodę Kance‑
w Krakowie prof. Adama Wsiołkowskiego otrzy‑
larii Podatkowej Bilans odebrała Joanna Gałecka.
mała Małgorzata Stachurska. Statuetką prezesa
Dyplom honorowy jury Salonu 100‑lecia ZPAP OK
ZPAP Zarządu Głównego został uhonorowany Maciej
otrzymała Aleksandra Wnęk, artystka‑nestorka,
Zychowicz. Nagrodę „Złota Rama” Zarządu ZPAP
urodzona w 1913 roku.
79
W y d ar z e nia
Inauguracja
3 X br. w gmachu Opery Krakowskiej odbyła się
uroczysta inauguracja 193. roku akademickiego
naszej Uczelni. Rektor, prof. Adam Wsiołkowski,
w swoim wystąpieniu zaprezentował osiągnięcia
Akademii z trzech lat trwania obecnej kaden‑
cji władz Uczelni. Na wielkim ekranie zebrani
mogli obejrzeć nowe logo ASP oraz prezenta‑
cję realizowanych i zakończonych inwestycji,
międzynarodowych warsztatów i sympozjów,
wystaw organizowanych przez Muzeum ASP, zre‑
formowanych „Wiadomości ASP” oraz wydaw‑
nictw, nagradzanych w krakowskich i ogólno‑
polskich konkursach.
Nagrody i odznaczenia wręczyli pedago‑
gom podsekretarz stanu w Ministerstwie Kul‑
tury i Dziedzictwa Narodowego Monika Smoleń
Rok Matejki
oraz wicewojewoda małopolski Andrzej Haręż‑
lak. Medal Akademii z rąk Rektora odebrał
prof. Józef Marek.
Po akcie immatrykulacji studentów I roku
wykład inauguracyjny pt. Maluj, maluj i tak
Matejką nie będziesz… wygłosił p. Andrzej Wajda.
W lipcu br. JM Rektor Akademii prof. Adam Wsioł‑
kowski ogłosił, w Roku Matejki, konkurs malarski
dla studentów na pastisz dzieła Mistrza. Na zaku‑
pionych przez Akademię zagruntowanych płót‑
nach (o wymiarach 2 × 5 m) 17 studentów (lub
zespołów) wykonało swoje interpretacje słynnych
dzieł patrona Uczelni: Kazania Skargi, Wernyhory,
Bitwy pod Grunwaldem, Batorego pod Pskowem etc.
31 IX w gmachu Opery Krakowskiej, gdzie wyeks‑
ponowane były obrazy, odbyło się posiedzenie
jury w składzie: prof. Adam Wsiołkowski, Maria
Anna Potocka – dyrektor MOCAK‑u i p. Andrzej
Mleczko. W wyniku obrad jury przyznało Nagrodę
Rektora (3000 zł) p. Katarzynie Pastule i Nagrodę
Dziekanów (2000 zł) p. Marcie Ruszkowskiej.
Samorząd Studencki swoją nagrodę przyznał
p. Jackowi Hajnosowi. Wręczenie nagród i dyplo‑
mów odbyło się wobec licznie zebranej publiczno‑
ści na antresoli Opery Krakowskiej po inaugura‑
cji 193. roku akademickiego 3 X 2011 r.
Od lewej: rektor ASP prof. Adam Wsiołkowski, dyrek‑
tor MOCAK‑u Anna Maria Potocka, rysownik Andrzej
Mleczko
80
Wiadomości asp /56
↑ Katarzyna Pastuła
– Nagroda Rektora
→ Marta Ruszkowska
– Nagroda Dziekanów
→ Jacek Hajnos
– Nagroda Samorządu
Studenckiego
81
W y d ar z e nia
Promocje w Akademii
24 XI 2011 r. odbyła się kolejna, ósma już edycja
wręczenia dyplomów osobom, które uzyskały
w Akademii stopień doktora habilitowanego
i doktora w zakresie sztuk plastycznych, w dys‑
cyplinach: sztuki piękne, sztuki projektowe oraz
konserwacja i restauracja dzieł sztuki.
Uroczystość zainaugurował Rektor,
prof. Adam Wsiołkowski, który z satysfakcją
podkreślił, że nasza uczelnia wypromowała
od 2004 r. 68 doktorów habilitowanych i 141
doktorów. Następnie kolejni Dziekani prezen‑
towali dorobek twórczy swoich habilitantów,
a Rektor dokonywał aktu promocji poprzez
wygłoszenie obowiązującej formuły i wręcze‑
nie dyplomu. I tak Wydział Malarstwa wypro‑
mował 2 doktorów habilitowanych, Wydział
Rzeźby – 4, Wydział Konserwacji i Restauracji
Dzieł Sztuki – 6, Wydział Form Przemysłowych
– 1. Promowani doktorzy zaś, wspierani przez
swych promotorów, ślubowali rozwijać swą wie‑
dzę, umiejętności i talenty, wspierać Akademię
82
Wiadomości asp /56
w jej działalności i rozwoju oraz darzyć pamię‑
cią swych Mistrzów. I tak z Wydziału Malarstwa
dyplomy doktora otrzymały 3 osoby, z Wydziału
Rzeźby – 6, z Wydziału Grafiki – 5, z Wydziału
Architektury Wnętrz – 2, z Wydziału Konserwacji
i Restauracji Dzieł Sztuki – 3 i z Wydziału Form
Przemysłowych – 3.
Na zakończenie uroczystości dr hab. Jacek
Kucaba w imieniu wszystkich świeżo wypro‑
mowanych w serdecznych słowach podzięko‑
wał władzom Uczelni, Rodzinom, Promotorom
oraz Recenzentom za wsparcie merytoryczne,
duchowe, za cierpliwość i zrozumienie. Podkre‑
ślił kulturotwórczą rolę Akademii Sztuk Pięknych
im. Jana Matejki w Krakowie na arenie krajowej
i na świecie.
JM Rektor prof. Adam Wsiołkowski życzył
promowanym dalszych sukcesów artystycznych
i działań przynoszących im zaszczyty, a uczelni
prestiż i autorytet.
Barbara Waligórska
Szlachetna
paczka
Po raz kolejny pracownicy Akademii przyłą‑
czyli się, w liczbie 57 osób, do akcji „szlachetna
paczka” dając dowód, że są ludźmi wielkiego
serca. Zebrano górę prezentów, wartościowych,
praktycznych, nowych, a i grosza nie pożałowano.
Wszystko to przekazano wybranej przez nas oso‑
bie, której sytuacja materialna jest niewesoła,
co wynikało z opisu wolontariuszy Stowarzysze‑
nia „Wiosna”. Akcję koordynował dział Spraw
Pracowniczych. W imieniu organizatorów skła‑
damy serdeczne podziękowanie, wszystkim
życzymy pełnych radości i optymizmu Świąt
Bożego Narodzenia.
W y d ar z e nia
Nominacje i stypendia
8 XII 2011 r. podczas uroczystego posiedzenia
Senatu Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie
wręczono nominacje na stanowisko profesora
nadzwyczajnego: dr. hab.: Ewie Janus, Krystynie
Orzech, Karolowi Badynie i Grzegorzowi Biliń‑
skiemu oraz mianowano na stanowisko profesora
zwyczajnego prof. Krzysztofa Kiwerskiego. Tego
dnia wręczono również stypendia im. Henry’ego
Dorena i im. Jana Matejki. Henry Doren (Henryk
Dutkiewicz, 1924–2005) – amerykański artysta
i pedagog, w roku 2005, zapisem testamentowym
przekazał Bibliotece Głównej naszej Akademii
ogromną część swojego księgozbioru oraz ufun‑
dował stypendium dla studentów, nazwane jego
imieniem. W tym roku przyznano je studentce
Agacie Szczęsnej, na realizację jej programu
artystycznego. Stypendia twórcze (Fundusz Sty‑
pendialny im. Jana Matejki) otrzymały studentki:
Agata Kus, Aleksandra Pięta i Renata Karska.
12 XII, we Floriance, przyznano stypendia
Fundacji „Grazella”, w dziedzinie muzyki otrzy‑
mała je Maria Sławek, literatury – Joanna Lech
i malarstwa – Barosz Czarnecki. Wszystkim lau‑
reatom gratulujemy.
(inf. wł.)
↑ Stypendystki, od lewej: Agata Kus, Aleksandra
Pięta, Agata Szczęsna i Renata Karska.
← Renata Karska odbiera dyplom z rąk rektora
prof. Adama Wsiołkowskiego.
Pożegnanie – Antoni Haska (1920–2011)
Antoni Haska urodził się 6 VI 1920 r. w Mikołaj‑
kach. W latach 1945–1947 uczył się w Wyższej
Szkole Sztuk Plastycznych w Łodzi. Edukację arty‑
styczną kontynuował w Akademii Sztuk Pięknych
w Krakowie, w której studiował od 1947 do 1952 r.
na Wydziale Malarstwa; dyplom uzyskał w pra‑
cowni profesora Wacława Taranczewskiego.
Dziesięć lat po zakończeniu studiów,
w 1962 r., rozpoczął działalność pedagogiczną
w krakowskiej ASP. Początkowo pracował
na Wydziale Architektury Wnętrz. Był jednym
ze współtwórców Wydziału Form Przemysłowych,
którego był profesorem (w latach 1965–1990
kierował Katedrą Przestrzeni i Barwy); od 1972
do 1975 sprawował urząd dziekana Wydziału.
Na emeryturę przeszedł w roku 1990.
W roku 2011 przypada 100. rocznica powsta‑
nia Związku Polskich Artystów Plastyków.
Patrząc wstecz na historię Związku, nie sposób
Fot. Janusz Krupiński
nie wspomnieć o profesorze Antonim Hasce.
Wkrótce po wybraniu go w 1983 r. na prezesa
Okręgu Krakowskiego Związku Polskich Artystów
Plastyków ZPAP został zdelegalizowany. Przez
sześć kolejnych lat Antoni Haska brał aktywny
udział w życiu podziemnych struktur Związku
i nie ustawał w wysiłkach na rzecz reaktywacji
ZPAP, która nastąpiła w roku 1989.
Antoni Haska był artystą projektantem,
uprawiał malarstwo i grafikę, zrealizował liczne
pokazy sztuki instalacyjnej i happeningi. Zorga‑
nizował szereg wystaw indywidualnych i uczest‑
niczył w wielu wystawach w Polsce i za granicą.
Jego prace znajdują się w wielu polskich muzeach
(m.in. w Muzeum Narodowym w Krakowie i War‑
szawie) oraz w kolekcjach prywatnych.
Antoni Haska zmarł 9 X 2011 r. Miejsce
wiecznego spoczynku znalazł na cmentarzu
Batowickim w Krakowie.
Michał Pilikowski
83
W y d ar z e nia
Kalendarze
od Akademii
Propozycja władz Akademii, by do noworocznego cechy powinny wyróżniać kalendarz Akademii
numeru „Wiadomości ASP” dołączyć kalendarz, Sztuk Pięknych spośród innych, niezliczonych
dotarła na Wydział Form Przemysłowych w roku wyrobów poligraficznych tego typu. Tygodnie
akademickim 2010/2011. Temat doskonale wpi‑ pracy przyniosły serię interesujących rozwiązań,
sujący się w profil ćwiczeń studenckich – roz‑ których autorami są studenci wyżej wymienio‑
budowany o projekt innych materiałów promo‑ nych pracowni. Choć formalnie wyłonienie pracy
cyjnych Akademii – został wydany jako jedno dołączonej do obecnego numeru nie miało cha‑
z obowiązkowych zagadnień semestralnych rakteru postępowania konkursowego, szczególne
w Katedrze Komunikacji Wizualnej.
rekomendacje prowadzących zyskał projekt pani
I tak w semestrze letnim w pracowni projek‑ Dagmary Śliwińskiej (z IV roku studiów stacjo‑
towania komunikacji wizualnej B, prowadzonej narnych I stopnia WFP), a zaproponowane przez
przez prof. Jana Nuckowskiego (przy współpracy studentkę rozwiązanie spotkało się z przychyl‑
asystentów: mgr Moniki Wojtaszek‑Dziadusz, nością prorektora prof. Łukasza Konieczki oraz
mgr Heleny Kosiby i mgr Anny Myczkowskiej), dr Kingi Nowak, których cenne uwagi pozwoliły
oraz pracowni podstaw projektowania komu‑ na nadanie projektowi ostatecznej formy. Prezen‑
nikacji wizualnej, której kierownikiem jest towany kalendarz nawiązuje do postaci arkusza
dr hab. Ewa Pawluczuk, grupa studentów podjęła drukarskiego, z którego – po złożeniu – uzyskuje
wyzwanie zaprojektowania kalendarza na rok się tzw. składkę. Układ stronic kalendarium
2012, który mógłby stanowić użyteczny i atrak‑ prezentuje zatem efekt wykonania zabiegu zwa‑
cyjny dodatek do uczelnianego pisma.
nego impozycją. Projekt nie tylko uchyla rąbka
Zadanie obłożone było dość ścisłymi ogra‑ tajemnicy przebiegu procesów poligraficznych
Książkowe nowości Wydawnictwa Uniwersytetu
niczeniami formalnymi – projektowany druk – graficznym motywem przewodnim są tu różne
Jagiellońskiego, magazyny, gazety lub czasopi‑
musiał mieścić się, jako tzw. insert, w formacie kroje pism, których właściwości i wzajemne
pisma, nie powiększając znacznie jego objętości. relacje można porównywać na kolejnych stro‑ sma – akademickie wydawnictwa pełne są inte‑
resujących tytułów. Jak znaleźć je wszystkie?
Miał także – co oczywiste – spełniać wszelkie nach kalendarium. Każda z nich została złożona
założenia ekonomiczne, technologiczne, a nade innym krojem pisma, co zwraca uwagę na ważny – Co zrobić by nie umknęły nam najlepsze arty‑
wszystko – funkcjonalne. Od studentów ocze‑ choć często niedostrzegalny – detal typograficzny. kuły? Wystarczy włączyć radiofonię! W każdy
kiwano rozwiązań niebanalnych, przełamują‑ Inicjatywa władz Akademii spotkała się z nie‑ czwartek o 10:30, będziemy prezentować porcję
cych standardy, co w przypadku stosunkowo małym entuzjazmem studentów i prowadzących, najciekawszych tekstów pisanych przez studen‑
tów i dla studentów. Przyjrzymy się im z bliska,
niewielkiego, lecz zachowującego walory użyt‑ a efekt prac projektowych – stojących już niejako
a te najbardziej intrygujące przedyskutujemy
kowe kalendarium nie jest – wbrew pozorom – „w kolejce” – pozwala żywić nadzieję, że ta forma
z ich autorami. 19 stycznia na antenie również
zadaniem prostym. Młodzi projektanci musieli noworocznego „podarunku” od Akademii stanie
„Wiadomości ASP”.
także odpowiedzieć sobie na pytanie, jakie się tradycją „Wiadomości ASP”.
W czwartek o 10:30
84
Wiadomości asp /56
Totalizator
Sportowy napędza
polską kulturę
Totalizator Sportowy jest jednym z największych
polskich mecenasów kultury i sportu. Bez jego
wsparcia nie odbyłoby się wiele znaczących
wydarzeń kulturalnych.
Totalizator Sportowy od początku istnienia
angażuje się w działania społeczne. Zajmuje się
zarówno wspieraniem kultury, jak i rozwijaniem
kultury fizycznej. Od 1994 r., dzięki graczom,
wsparto tysiące przedsięwzięć artystycznych
oraz wybudowano lub wyremontowano 3,5 tys.
obiektów sportowych.
Zgodnie z wymogiem ustawy z dnia 19 XI 2009 r.,
od 1 I 2010 Totalizator Sportowy przekazuje
na te cele znaczne sumy – 25% stawek w gier licz‑
bowych oraz 10% ceny losu w loteriach pienięż‑
nych. Z każdego zakładu Lotto o wartości 3 zł aż 60
groszy trafia do Funduszu Promocji Kultury oraz
Funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej. Ta pierwsza
otrzymuje największe wsparcie – w 2010 r. było
to aż 38,33% dochodu Totalizatora Sportowego.
Na kulturę i sport przekazywane są znaczące
sumy pieniędzy. Tylko w 2009 r. Totalizator Spor‑
towy wpłacił do budżetu aż 2,05 mld zł, a w 2010 r.
– 1,37 mld zł. Natomiast w latach 1994–2007 –
aż 7 mld zł. Środki trafiają na konta wybranych
instytucji, które zajmują się rozdziałem funduszy.
W przypadku działań artystycznych jest to Mini‑
sterstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Dzięki programom ministerialnym, zasila‑
nym m.in. przez środki z Totalizatora Sportowego,
w 2009 i 2010 w Małopolsce wsparto kilkaset
przedsięwzięć kulturalnych. Były to wielkie
wydarzenia, jak Międzynarodowy Festiwal Kina
Niezależnego Off Plus Camera, Festiwal Sztuk
Wizualnych ArtBoom Tauron Festival, Między‑
narodowy Festiwal Teatralny Boska Komedia czy
Festiwal Misteria Paschalia. Wsparcie uzyskały
także m.in. Akademia Sztuk Pięknych w Krako‑
wie (wyposażenie bazy dydaktycznej i badaw‑
czo‑rozwojowej), Urząd Miasta Krakowa (utworze‑
nie Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie – aż
4 000 000 zł), Muzeum Narodowe w Krakowie
(m.in. remont i modernizacja Galerii Sztuki Pol‑
skiej XIX wieku w Sukiennicach), Bunkier Sztuki
(wystawa malarstwa Przekleństwa wyobraźni) czy
Międzynarodowe Triennale Grafiki w Krakowie
(wystawa grafiki Polska – Kyoto 2010). Ale nie
tylko – pieniądze trafiły również do mniejszych
podmiotów, jak Fundacja Na Rzecz Rozwoju
i Promocji Sztuki Współczesnej Pauza (Auschwitz
– co ja ru robię?), Stowarzyszenie Rotunda (festi‑
wale Jazz Juniors oraz Etiuda & Anima), Fundacja
ARTica (festiwal Graffiti i Sztuk Młodzieżowych
ZabierzOFF) czy Fundacja Korporacja HA!ART
(wydawanie m.in. magazynu „HA!ART” i utrzy‑
mywanie portalu literackiego).
Totalizator Sportowy angażuje się także
we współpracę z instytucjami kultury. Należą
do nich Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krako‑
wie oraz Muzeum Narodowe w Krakowie. Totali‑
zator Sportowy wspiera również akcje społeczne –
w październiku na ulicach Krakowa można było
wziąć udział w grze miejskiej, która przybli‑
żała uczestnikom instytucje kultury działające
na polu sztuk plastycznych, literatury, teatru,
muzyki oraz chroniących dziedzictwo narodowe.
Bez pomocy Totalizatora Sportowego trudno
wyobrazić sobie pejzaż polskiej sztuki. Dzięki
grom liczbowym i loteriom pieniężnym możliwy
jest dynamiczny rozwój polskiej kultury, który
obserwujemy w wieku XXI.
85
P u b l ika c j e
Portret króla Zygmunta Starego z katedry wawelskiej
w świetle ostatnich badań konserwatorskich
Anna Sękowska
Szesnastowieczny portret Zygmunta I Starego
w katedrze krakowskiej i zagadnienie malar‑
stwa klejowego na płótnie bez zaprawy, „Studia
i Materiały Wydziału Konserwacji i Restauracji
Dzieł Sztuki ASP w Krakowie”, t. XXI.
Początki samodzielnego całopostaciowego
portretu w malarstwie polskim wciąż pozostają
zagadnieniem mało zbadanym. Taki wniosek
można sformułować, analizując malarskie wize‑
runki króla Zygmunta Starego. Ich atrybucja, czas
powstania, proweniencja czy technika wykonania
niemal we wszystkich przypadkach są nieznane.
Zajmujący się tym tematem badacze najczę‑
ściej powielali informacje, bazując na tekstach
poprzedników.
Co można napisać o obrazie, jeżeli nie
jesteśmy pewni, czy mamy do czynienia z orygi‑
nalną warstwą malarską, przemalowaniem czy
może kopią? Na pewnym etapie analiza styli‑
styczno‑porównawcza nie wystarczy i może jedy‑
nie doprowadzić do błędnych wniosków. Jedynym
dobrym rozwiązaniem pozostaje przeprowadze‑
nie dokładnych badań konserwatorskich i wła‑
ściwa ich interpretacja.
Nawet jeśli większość zachowanych sztalu‑
gowych portretów Zygmunta Starego to kopie,
są one cennym świadectwem istnienia pierwo‑
wzorów. Warto przekonać się o tym na podstawie
badań, a nie jedynie domysłów. Takie domysły
snuto na temat portretu Zygmunta Starego zawie‑
szonego nad wejściem do kaplicy Zygmuntow‑
skiej w katedrze wawelskiej (fot. 1). Długo pozo‑
stawał zagadką. Najczęściej określano go jako
XIX‑wieczną kopię zaginionego oryginału. Rzadko
wzmiankowano o technice wykonania, przypusz‑
czano, że być może jest to tempera lub olej.
Z inicjatywy dr Magdaleny Piwockiej (kusto‑
sza zbiorów wawelskich), prof. Małgorzaty Schus‑
ter‑Gawłowskiej (kierownika Katedry Konserwacji
i Restauracji Malowideł Sztalugowych Wydziału
Konserwacji i Restauracji Dzieł Sztuki ASP w Kra‑
kowie) oraz ks. infułata Janusza Bielańskiego
(ówczesnego proboszcza katedry wawelskiej)
narodził się pomysł przeprowadzenia badań
86
Wiadomości asp /56
Portret Zygmunta Starego, 1546, katedra
na Wawelu. Obraz przed konserwacją. Widoczne
zabrudzenia oraz zmienione optycznie przemalo‑
wania warstwy malarskiej pochodzące z ostatniej
konserwacji w 1904 r. Obraz oprawiony w ramę.
Fot. J. Kubiena, VII 2007.
Obraz po konserwacji, po uzupełnieniu ubyt‑
ków warstwy malarskiej – naśladowczo do ory‑
ginału (w większości do II warstwy malarskiej
z 4. ćwierci XVIII w.?) akwarelami oraz po opra‑
wieniu obrazu w zakonserwowaną ramę.
Fot. J. Kubiena, V 2010.
obrazu i jego konserwacji na Wydziale Konser‑
wacji i Restauracji Dzieł Sztuki ASP w Krakowie.
Badania miały na celu wyjaśnienie wszelkich
wątpliwości, ale przede wszystkim potwierdzenie
lub wykluczenie XVI‑wiecznego rodowodu dzieła.
Okazało się, że mamy do czynienia z obra‑
zem wykonanym w technice klejowej na płót‑
nie bez zaprawy (dwukrotnie przemalowa‑
nym). Tego typu dzieła, szczególnie popularne
w XV- i XVI‑wiecznej Europie Północnej, z uwagi
na wrażliwość techniki są dzisiaj niezwykle rzad‑
kie, wręcz unikatowe.
Przeprowadzona przeze mnie konserwacja
obrazu, trwająca od VIII 2007 do V 2010 r., stała
się punktem wyjścia do dalszych badań, przy‑
nosząc niezbędne informacje o obrazie: o tech‑
nologii wykonania, dziejach (w tym przekształ‑
ceniach plastyczno‑estetycznych) i wreszcie
o ikonografii.
W książce Szesnastowieczny portret Zygmunta
I Starego w katedrze krakowskiej i zagadnienie
malarstwa klejowego na płótnie bez zaprawy,
która zostanie wydana na początku 2012 r.
w ramach serii wydawniczej „Studia i Materiały
Wydziału Konserwacji i Restauracji Dzieł Sztuki
ASP w Krakowie” (tom XXI), przyjęłam podział
materiału na dwie zasadnicze części. Pierwsza
część to przybliżenie samego dzieła – XVI‑wiecz‑
nego portretu Zygmunta I Starego w katedrze
na Wawelu, powstałego jako okolicznościowa
dekoracja uświetniająca 80. urodziny oraz
40‑lecie panowania króla – przedstawienie
stanu badań, dziejów malowidła (w tym historii
konserwacji), ikonografii. Druga część omawia
nietypową, rzadką na naszym terenie technikę
malarską – malowanie farbą o spoiwie klejowym
na płótnie bez zaprawy (tzw. Tüchlein); jest próbą
opisania historii techniki, a także doświadczeń
konserwatorów zdobytych w trakcie prowa‑
dzonych prac przy tego typu „wymagających”
dziełach.
Czy obraz, znajdujący się obecnie w zbiorach
Zamku Królewskiego na Wawelu, był bezpośred‑
nim wzorem dla portretu z katedry? Czy był tym
„prawdziwym” portretem króla na 80. urodziny?
Czy może oba obrazy powstały w oparciu o nie‑
zachowany portret Zygmunta Starego? Czy auto‑
rem portretu z katedry był malarz Andrzej, który
3 XII 1546r. otrzymał za namalowanie obrazu
30 florenów? A może malarz Andrzej otrzymał
tę zapłatę za namalowanie obrazu olejnego
(z kolekcji Morstinów) i dopiero później nama‑
lował portret na urodziny króla, który trafił
do kaplicy Zygmuntowskiej? Może oba zostały
wykonane na 80. urodziny króla, pierwszy
z przeznaczeniem do ekspozycji w komnatach
Portret Zygmunta Starego, 1546, katedra
na Wawelu. Fragment obrazu przed konserwa‑
cją ukazujący głowę króla. Widoczne zabrudze‑
nia, zacieki i drobne ubytki warstwy malarskiej.
Twarz przemalowana podczas ostatniej konser‑
wacji w 1904 r. Fot. A. Sękowska, VII 2007.
Fragment obrazu po konserwacji ukazujący głowę
króla. Etap po usunięciu przemalowania z 1904 r.
oraz po uzupełnieniu ubytków warstwy malar‑
skiej (naśladowczo, w większości do oryginału)
akwarelami. Fot. A. Sękowska, V 2010.
królewskich, drugi jako okolicznościowa deko‑
racja? Co z pozostałymi portretami Zygmunta
Starego? Jaki był, choćby przybliżony, czas ich
powstania – co ma zasadnicze znaczenie dla lep‑
szego naświetlenia początków samodzielnego
portretu w Polsce? Na część tych pytań próbuję
odpowiedzieć w książce, inne pozostają nadal
w sferze domysłów.
Lico obrazu w trakcie konserwacji, fragment
górnej części ramy – bordiury (drugiej kolumny
tekstu) z odsłoniętymi literami „P” i „S” – ory‑
ginalnej warstwy malarskiej, z 1546 r.
Fot. A. Sękowska, I 2009.
II Międzynarodowe
Biennale Architektury
Wnętrz 2012
Portret Zygmunta Starego, 1546, katedra
na Wawelu. Obraz w trakcie konserwacji, frag‑
ment górnej części ramy – bordiury z pierwszą
kolumną tekstu (II warstwa malarska z 4. ćwierci
XVIII w.?). Etap odwzorowania oryginalnej war‑
stwy malarskiej na folii. Widoczny krój liter,
zakres i rozmieszczenie inskrypcji oraz linii
podziałów bordiury. Fot. A. Sękowska, III 2009.
Międzynarodowe Biennale Architektury Wnętrz,
to impreza cykliczna organizowana przez Akade‑
mię Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie,
pod patronatem Ministerstwa Nauki i Szkolnic‑
twa Wyższego, Prezydenta Miasta Krakowa oraz
Rektora ASP w Krakowie. Do udziału zaproszeni
są projektanci, pedagodzy i studenci wyższych
uczelni artystycznych i projektowych w kraju
i za granicą. W ramach Biennale organizowane
są dwie imprezy: konferencja naukowa i kon‑
kurs na projekt przestrzeni. Hasło przewodnie
II Międzynarodowego Biennale Architektury
Wnętrz 2012 to Miasta – ogrody przyszłości. Mię‑
dzynarodowa konferencja naukowa 9.03.2012.
Wystawa prac konkursowych 8 – 25.03.2012.
Szczegóły programu na www.inaw.pl, miej‑
sce: Galeria Sztuki Współczesnej Bunkier Sztuki
w Krakowie.
87
P u b l ika c j e
Powrót do źródeł
Historia organizowanych przez Wydział Malar‑
stwa ASP w Krakowie w latach 1996–2011
wypraw artystycznych do najważnieszych ośrod‑
ków kultury, muzeów i galerii Europy.
Autor projektu: prof. Adam Brincken
Autorzy koncepcji wydawnictwa:
prof. Zbigniew Bajek, prof. Adam Brincken
projekt graficzny i skład:
Kinga Nowak, Michał Bratko
Prof. Adam Brincken tak pisze we wstępie o tej
publikacji: „To jest książka o bardzo wielu, już
ponad dwudziestu, wyprawach do miejsc w Euro‑
pie szczególnych, do natury i kultury, do wielkich
kolekcji sztuki dawnej i współczesnej, do zapo‑
mnianych, pozarastanych kamieni oraz aktual‑
nych wydarzeń i zjawisk w sztuce. Właściwie nic
nadzwyczajnego w tym, że do jednego autobusu
jadącego to tu, to tam wsiadają od piętnastu lat
studenci Akademii Sztuk Pięknych, artyści, peda‑
godzy, historycy sztuki, przyjaciele i… w nader
wyczerpujący sposób spędzają razem całkiem
sporo czasu. Wiedzą i nie wiedzą, dokąd jadą.
Wiedzą lub przeczuwają, po co”.
320‑stronicowa książka‑album zawiera nie‑
zwykle bogaty materiał fortograficzny, rysun‑
kowy, malarski, a także literacki. Doskonale uka‑
zuje inspiracje, motywy zaczerpnięte z podróży,
które ujawniają sie w twórczości artystów.
Sprostowanie
Redakcja przeprasza Panią prof. Grażynę
Korpal za nieumieszczenie jej nazwiska pod
notką o publikacji Materiały konserwatorskie
w poprzednim numerze „Wiadomości ASP”.
88
Wiadomości asp /56
Ryszard Michalski
Inspiracje w sztuce projektowania
To nowa, interesująca pozycja wydawni‑
cza. Praca autorstwa Ryszarda Michalskiego
prof. ASP zawiera opracowanie problemów
teoriopoznawczych wraz z materiałami ikono‑
graficznymi z zakresu podstaw projektowania
oraz metodologii projektowania prowadzonych
w pracowni metodologii projektowania WAW.
Forma edycji ma na celu ukazanie w jak naj‑
bardziej wizualny sposób wybranych prac
studentów z lat 1980–2010. Bogaty materiał
ikonograficzny podbudowany jest rozważaniami
teoriopoznawczymi. To cenna pozycja nie tylko
dla absolwentów i studentów Wydziału Archi‑
tektury Wnętrz, ale także dla osób interesują‑
cych się architekturą wnętrz, designem i sztuką
projektowania.
Całość jest starannie wydana, liczy 216
stron w formacie A4, została edytorsko przygo‑
towana przez panią asystent Patrycję Ochman.
Interesująca książka zwłaszcza w świetle nad‑
chodzącego jubileuszu 100‑lecia Wydziału
Architektury Wnętrz Akademii Sztuk Pięknych
im. Jana Matejki w Krakowie.
Nakład ograniczony. Więcej informacji pod
adresem e‑mail: [email protected]
Wydawca: Rektor ASP
Zespół redakcyjny: Łukasz Konieczko, Janusz
Krupiński, Kinga Nowak, Jacek Dembosz,
Michał Pilikowski
Kierownik działu wydawnictw i promocji:
Jacek Dembosz, [email protected]
Projekt i skład: Kinga Nowak
Layout: Jakub Sowiński (Biuro Szeryfy)
Złożono krojem: Unit Slab
Korekta redakcyjna: Lucyna Sterczewska
Akademia Sztuk Pięknych
im. Jana Matejki w Krakowie
plac Matejki 13, 31-157 Kraków
tel. 012 299 20 00, 012 422 09 22,
fax 012 422 65 66
Rektor prof. Adam Wsiołkowski
Prorektor ds. Nauki i Spraw Zagranicznych
prof. Antoni Porczak
Prorektor ds. Studenckich
dr hab. Łukasz Konieczko
Kanclerz mgr inż. Adam Oleszko
Wydział Malarstwa
Dziekan prof. Roman Łaciak
Prodziekan prof. ASP Janusz Matuszewski
plac Matejki 13, 31-157 Kraków
Tel. 012 299 20 31
Wydział Rzeźby
Dziekan prof. Józef Murzyn
Prodziekan ad. Ewa Janus
plac Matejki 13, 31-157 Kraków
tel. 012 299 20 37
Wydział Grafiki
Dziekan dr hab. Krzysztof Tomalski
Prodziekan dr hab. Joanna Kaiser
ul. Humberta 3, 31-121 Kraków
tel. 012 632 13 31, 012 632 48 96
ul. Karmelicka 16, 31-128 Kraków
tel. 012 421 43 82
Wydział Architektury Wnętrz
Dziekan prof. ASP Jacek Siwczyński
Prodziekan dr hab. Beata Gibała‑Kapecka
ul. Humberta 3, 31-121 Kraków
tel. 012 632 13 31, 012 632 48 96
Wydział Konserwacji i Restauracji Dzieł Sztuki
Dziekan prof. Grażyna Korpal
Prodziekan dr Jarosław Adamowicz
ul. Lea 29, 30-052 Kraków
tel. 012 662 99 00
Wydział Form Przemysłowych
Dziekan prof. Jan Nuckowski
Prodziekan dr Agata Kwiatkowska‑Lubańska
ul. Smoleńsk 9, 31-108 Kraków
tel. 012 422 34 44
Biblioteka Główna
Dyrektor mgr Jadwiga Wielgut‑Walczak
ul. Smoleńsk 9, 31-108 Kraków
tel. 012 292 62 77 w. 35
Korekta: Adam Wsiołkowski
Kontakt: 12/ 252 75 12
e‑mail: [email protected]
Nakład: 1200 egz.
ISsN 1505 – 0661
Redakcja nie zwraca materiałów niezamó‑
wionych, zastrzega sobie prawo do skracania
i redagowania nadesłanych tekstów.
M. C. Zacharow

Podobne dokumenty