Parafia Biertułtowy - The San Jose Freinademetz Foundation

Komentarze

Transkrypt

Parafia Biertułtowy - The San Jose Freinademetz Foundation
PISMO PARAFII WNIEBOWZIÊCIA NAJŒWIÊTSZEJ MARYI PANNY W BIER­TU£­TO­WACH
ROK 23 (2011) NR 5 (219) MAJ
Błogosławiony
Janie Pawle II
umacniaj
z Nieba
naszą
wiarę!
Numer 5 (219)
2
Dziękczynienie za beatyfikację Jana Pawła II
Rzym – Biertułtowy – Łagiewniki
M
amy Błogosławionego Jana Pawła II w Niebie! W Niedzielę Miłosierdzia Bożego, 1 maja br. Ojciec Święty Benedykt XVI wyniósł
do chwały ołtarzy Jana Pawła II, naszego Wielkiego Rodaka.
Gdy papież Benedykt XVI ogłosił w formule beatyfikacyjnej – ...mocą
naszej władzy apostolskiej zezwalamy, aby Czcigodnemu Słudze Bożemu,
Janowi Pawłowi II, papieżowi przysługiwał tytuł błogosławionego i aby
można było obchodzić Jego święto w miejscach i w sposób ustanowiony
przez prawo co roku 22 października. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego – na Placu Świętego Piotra w Rzymie, zapanował entuzjazm wyrażony
brawami wśród półtora miliona uczestników uroczystości. Ojciec Święty
Benedykt XVI podczas Eucharystii beatyfikacyjnej modlił się do swojego
„umiłowanego Poprzednika” – Błogosławiony Janie Pawle II, umacniaj
z Nieba naszą wiarę. Proboszcz naszej parafii ks. Zenon
Działach zaprosił rodzinę parafialną
do wzięcia udziału w uroczystościach
związanych z beatyfikacją Jana Pawła
II do naszej świątyni. Rozpoczęły się
one wieczorem, w wigilię tego ważnego wydarzenia. O godzinie 20.00
wierni uczestniczyli w modlitwie
różańcowej, której przewodniczył
ks. Rafał Woźnica. W rozważaniach
tajemnic światła pomagały nam zdjęcia, który pokazywały postać Ojca
Świętego. O godzinie 21.00 kapłani
pod przewodnictwem ks. Proboszcza
sprawowali Mszę św. w czasie której
dziękowaliśmy Bogu za dar beatyfika-
cji naszego Papieża. Podczas kazania
ks. proboszcz Zenon Działach przypomniał zgromadzonym fragmenty
homilii Jana Pawła II, które wygłosił
On w czasie pielgrzymek do Polski.
Miejmy nadzieję, że drogowskazy,
które nam zostawił, nie pozostaną
tylko zapisane na kartach książek,
czy nagrane na płytach CD, ale zapiszą się na stałe w naszych sercach
i będą nam pomagały przemieniać
nasze życie. Na koniec Eucharystii
wdzięczni Bogu za tak wielki dar
jakim jest wyniesienie Jana Pawła II
na ołtarze wyśpiewaliśmy radosne
„Ciebie Boże wielbimy”. Po zakoń-
czonej Mszy św. zgromadziliśmy się
na placu kościelnym przed pomnikiem Jana Pawła II, gdzie wspólnie
zaśpiewaliśmy Apel Jasnogórski oraz
ulubioną pieśń Papieża „Pan kiedyś
stanął nad brzegiem”.
Przedstawiciele naszej parafii
uczestniczyli także w uroczystościach
beatyfikacyjnych na Placu św. Piotra w Rzymie oraz w Sanktuarium
Bożego Miłosierdzia w Krakowie –
Łagiewnikach.
Uroczysta Niedziela Bożego
Miłosierdzia na zawsze zapisała się
w moim sercu i w sercach ludzi całego świata – dzień beatyfikacji Ojca
Świętego Jana Pawła II. Dzięki łasce
Bożej mogłam wspólnie z rodzicami przeżyć ten szczególny dzień
bardzo uroczyście, bo aż w samych
Łagiewnikach. Na miejscu byliśmy
już o 7.00. Nasze kroki skierowaliśmy
do Sanktuarium Bożego Miłosierdzia,
gdzie jak później słyszałam w telewizji, było około 120 tysięcy pielgrzymów z Polski i z zagranicy. Mimo
strug deszczu w sercach mieliśmy
ogromną radość. Tysiące wiernych
obecnych było w Godzinie Bożego
Miłosierdzia. Nie wszystkim udało
się wejść do środka sanktuarium.
Numer 5 (219)
Mnie i moim rodzicom poszczęściło
się. Mszę świętą mogliśmy przeżyć
u stóp ołtarza. Widziałam radość
ludzi, moich rodziców i czułam
te samą radość w swoim sercu, że
moment beatyfikacji Papieża Polaka mogliśmy przeżyć w światowym
centrum kultu Bożego Miłosierdzia.
Modliliśmy się pod przewodnictwem rektora sanktuarium ks. bp.
Jana Zająca. Jan Paweł II, już jako
błogosławiony, zapewne patrzył i na
to sanktuarium z Domu Ojca. Tutaj,
podobnie jak w Rzymie, obecny był
w znaku szczególnej relikwii – krwi,
umieszczonej w relikwiarzu w kształcie monstrancji. Ks. bp. Jan Zając w dzień przed uroczystościami wyjawił
w rozmowie z dziennikarzami, że ks.
kard. Stanisław Dziwisz wypożyczył
mu ten szczególny relikwiarz, i jak
zaznaczył, jego pragnieniem jest,
aby pozostał on już w sanktuarium.
W Krakowie są trzy lub cztery relikwiarze z krwią Jana Pawła II.
Wiadomo, że jeden z nich w formie
otwartej księgi Ewangelii, wykonany
przez włoskiego artystę, zostanie
złożony w powstającym kościele na
terenie Centrum Jana Pawła II „Nie
lękajcie się” już 11 czerwca. Kolejny
najprawdopodobniej pielgrzymować będzie z obrazem Pana Jezusa
Miłosiernego podczas peregrynacji, która zainaugurowana zostanie
w październiku. Ojciec Święty Jan
Paweł II był papieżem miłosierdzia
poprzez głoszoną naukę, ale także poprzez osobiste świadectwo.
O wyobraźnię miłosierdzia, która
dostrzega drugiego człowieka i potrafi
zaradzić jego potrzebom, apelował
na Krakowskich Błoniach w sierpniu
2002 roku. Gdy był w Polsce po raz
ostatni, mówił: „Nadszedł czas, by
orędzie o Bożym Miłosierdziu wlało
w ludzkie serca nadzieję i stało się
zarzewiem nowej cywilizacji – cywilizacji miłości”. W sanktuarium
w Krakowie-Łagiewnikach Bożemu
Miłosierdziu zawierzył cały świat 17
sierpnia 2002 roku w słowach:
3
Byłam tam !
Gdy media przekazały informację
o dniu beatyfikacji Jana Pawła II,
w sercu zrodziła się chęć uczestniczenia w niej osobiście, ale rozum
mówił: nie ma takiej możliwości.
Bóg jednak – jak twierdzi św. Teresa od Dzieciątka Jezus – nie daje
pragnień, których by nie spełniał.
I tak 29 kwietnia po Mszy św. wraz
z pielgrzymami z Halemby ruszyliśmy w drogę: Asyż – Rzym – Padwa
– Polska.
ASYŻ – by rozradować się Bogiem
w prostocie codzienności i wsłuchać
się w przesłanie życia św. Klary, której
700 rocznicę śmierci wspominamy.
RZYM – nie było ważne zmęczenie, brak snu, niewyobrażalny tłok
i tłum, który przesuwając się unosił
człowieka tak, że chwilami dosłownie nie czuło się ziemi pod stopami.
Istotne było zjednoczenie wszystkich
w uwielbieniu Boga i dziękczynieniu
za osobę naszego Papieża.
Udając się do Wiecznego Miasta
nie zastanawiałam się, w którym
miejscu będę stać. Było mi to zupełnie
obojętne. Jechałam z wdzięcznością
w sercu, że mogę tam być i w sposób
duchowy zabrać moją rodzinę, wspólnotę, parafię… Tymczasem Jan Paweł
II „załatwił” mi wspaniałe miejsce na
placu św. Piotra: siedzące, z bardzo
dobrym widokiem, ocienione i bez
ścisku! Doznanych uczuć i emocji
niestety nie da się przelać na papier.
Po południu, powoli „płynąc w szerokiej rzece ludzi”, dotarłam do trumny
naszego Błogosławionego Rodaka,
by powierzyć mu wszystkie intencje,
z jakimi tu się znalazłam.
Boże, Ojcze miłosierny,
który objawiłeś swoją miłość
w Twoim Synu Jezusie Chrystusie,
i wylałeś ją na nas w Duchu
Świętym, Pocieszycielu,
Tobie zawierzamy dziś losy świata
i każdego człowieka.
Pochyl się nad nami grzesznymi,
ulecz naszą słabość,
przezwycięż wszelkie zło,
pozwól wszystkim mieszkańcom
ziemi
doświadczyć Twojego miłosierdzia,
aby w Tobie, trójjedyny Boże,
zawsze odnajdywali źródło nadziei.
Ojcze przedwieczny,
dla bolesnej męki i zmartwychwstania Twego Syna,
miej miłosierdzie dla nas i całego
świata! Amen.
Bardzo się cieszę, że mogłam tam,
w Łagiewnikach przeżyć uroczystość
beatyfikacji Ojca Świętego Jana Pawła
II. Bogu niech będzie chwała.
PADWA – to ostatnie miasto na
trasie naszej pielgrzymki, które żegnaliśmy prosząc św. Antoniego, byśmy
nigdy nie zgubili wiary.
POLSKA – powrót do domu we
wtorkowe południe wypełniony był
hymnem uwielbienia za to wszystko,
co było nam dane przeżyć. Bogu niech
będą dzięki!
SM. Bonomia
Joanna Króliczek
Numer 5 (219)
4
„NASZ BŁOGOSŁAWIONY OJCIEC ŚWIĘTY
JAN PAWEŁ WIELKI
Lata długie
wszystkie stworzenia tej Ziemi
podążały wspólną, choć wyboistą drogą
niestrudzonego PIELGRZYMA ŚWIATA...
„Króluj Nam
Chryste, zawsze
i wszędzie”
Z NIM się jednocząc prawością silni, pełni n a d z i e i „większej od każdej przeciwności na drodze”
Mieszkańcy Ziemi szli,
trwając w błagalnej i dziękczynnej modlitwie...
Liturgiczna Służba Ołtarza
z Biertułtów pragnie serdecznie podziękować za 13 lat ministrantury
animatorowi Damianowi Maciejewskiemu.
Ministranci dziękują Ci za wierne
wypełnianie swojej posługi zawartej
w słowie „Ministrant”, za służbę,
posługiwanie i pomoc Kapłanom,
Siostrom Zakonnym i nam Ministrantom.
Dziękujemy Ci za każdą chwilę
spędzoną przy Ołtarzu Pana, za ręce
gotowe służyć Bogu i czyste serce
niosące miłość Chrystusową innym.
Bóg zapłać za wszystko!
Dziękując pragniemy Ci życzyć,
aby słowo „Ministrant” wypełniało
się teraz w Twoim małżeństwie. Pamiętaj: „Pomagaj i służ” – w szczególności Bogu, swojej żonie i rodzinie
z wiarą, nadzieją i miłością.
Za przykładem Tego PIELGRZYMA NADZIEI ,
płynącej z WSZECHMOCY OJCA NIEBIESKIEGO
i NIEPOKALANEJ MATKI NAJŚWIĘTSZEJ,
w których ręce powierzył Swój LOS
CZŁOWIEKA I WIELKIEGO KAPŁANA
wdzięczni P ą t n i c y Ś w i a t a
pragną d z i e l i ć się z b l i ź n i m i
uzyskaną siłą mądrości, cierpliwości
i budującej sprawiedliwości
jak c h l e b e m p o w s z e d n i m!
ŚWIĘTY ŻYWOT PAPIEŻA POLAKA
JANA PAWŁA WIELKIEGO
zapisany w Z ł o t y c h K s i ę g a c h N i e b a
z a s ł u g a m i , ś w i a d e c t w e m sł u ż b y BOGU
leży przed o b l i c z e m MATKI MATEK...
Podziękowanie
dla Damiana
Wiatr p r z e w r a c a jego jaśniejace blaskiem k a r t k i
jak pamiętnego d n i a na s k r o m n e j t r u m n i e
wśród zastygłej w żałobie i rozpaczy OWCZARNI ŚWIATA
na Z n a j o m y m PLACU STOLICY PIOTROWEJ...
Ale DZIŚ Ta MATKA PRZENAJŚWIĘTSZA
o t u l a Go P ł a s z c z e m B ł o g o s ł a w i o n y ch .
Nad Jego Głową, jaśniejącą mądrościa, dobrocią i otwartością
oraz wielkością l u d z k i e g o a ś w i ę t e g o b y t u
l ś n i – AUREOLA – blaskiem malowany z n a k c h w a ł y umiłowanego ŚWIĘTEGO JANA PAWŁA II z WADOWIC !
A M y dumni i radośni ale oczekujacy
JEGO OJCOWSKIEJ OPIEKI
I WSTAWIENNICTWA BOSKIEJ OPATRZNOŚCI
z p o k o r ą k l ę c z y m y u J e g o S t ó p...
Z okazji BEATYFIKACJI
Naszego OJCA ŚWIĘTEGO
JANA PAWŁA II
w dniu 1 maja 2011 roku
,,Irena Sauer
Szczęść Boże !
Ministranci z Biertułtów
z Księdzem Opiekunem
Numer 5 (219)
5
Przepraszam, że żyję…
Dzień dobry ciociu Mario – powiedziała bezbarwnym głosem Renata otwierając mi drzwi do swojego
mieszkania. Jak dobrze, że przyszłaś!
– z nieukrywaną radością przywitała
mnie Zofia. No, to zostawiam was
same. Porozmawiajcie sobie, a ja
w tym czasie wyskoczę do centrum
pozałatwiać parę spraw – powiedziała
córka Zofii i wyszła.
Z Zofią mieszkałyśmy przez ponad
trzydzieści lat w tym samym bloku,
w tej samej klatce, drzwi w drzwi.
Byliśmy jak jedna rodzina. Nieznane
nam były kłótnie, pomagaliśmy sobie
jak tylko umieliśmy. Dla dzieci Zosi
byłam przyszywaną ciocią, która często opiekowała się nimi, szczególnie
wtedy, kiedy mama szła na nocną
zmianę, a tata Emil przemierzał
długą drogę z baru do domu. Moja
sąsiadka nie miała łatwego życia.
Pracując fizycznie na trzy zmiany,
znajdowała zawsze czas i siły, by
w mieszkaniu było czysto, dzieci
(a było ich sześcioro) były zawsze nakarmione i schludnie ubrane. Dbała
o ich wykształcenie, bo chciała, żeby
im w życiu było lżej niż jej samej.
Dzieci urosły nie wiadomo kiedy,
jedno po drugim zakładało swoje
rodziny, aż któregoś dnia opustoszało
rodzinne gniazdo. Wkrótce potem,
zmarł Emil (na marskość wątroby).
Zosia przez całe życie trwała wiernie przy swoim mężu, modląc się
o uwolnienie go z nałogu. Nigdy
też nie buntowała dzieci przeciwko
ojcu. Do dziś wspominają: Tata był
bardzo dobry, pracowity, interesował
się naszymi postępami w szkole, lubił z nami żartować i bawić się. Ale,
jak „ruszał w rejs”, to nie był już ten
sam człowiek. Wtedy liczyli się tylko
kumple od kieliszka i poza nimi nie
widział nikogo więcej.
Mijały lata. Zofia zestarzała się
w swoim mieszkaniu (w tym roku
skończy 89 lat). Dopóki siły pozwalały,
odwiedzała na zmianę swoje dzieci
i cieszyła się wnukami. A potem,
kiedy nogi nie były już te, kiedy serce
zaczęło niedomagać, dzieci zaczęły
przychodzić do niej. Każdy z nich miał
klucze, żeby móc o każdej porze dnia
i nocy wejść do mieszkania mamy.
Dzielili się między sobą „dyżurami”.
Sprzątali, robili zakupy, pilnowali
przyjmowania lekarstw. Byłam pełna
podziwu dla nich. Na mnie nie mogli
za bardzo liczyć, bo sama miałam
problemy ze zdrowiem i nie byłam
w stanie podjąć się opieki nad moją
sąsiadką. Zdarzyło się parę razy, że
musieli wzywać karetkę pogotowia.
Zaczęli się poważnie niepokoić. Zwołali
26 maja Dzień Matki
Matka – symbol bezgranicznej miłości, światło, które daje życie, nasz dom,
naszego serca echo…
Kochane Mamy!
Z okazji Waszego Święta pragniemy złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia.
Niech Matka Najświętsza nieustannie otacza Was swą macierzyńską opieką,
rozjaśnia życiowe drogi, darzy ciepłem Wasze matczyne serca, pomaga przezwyciężać wszelkie trudności, obawy i lęki. Życzymy Wam zdrowia, radości,
życzliwości na każdy dzień Waszego życia. Niech naszym podziękowaniem
za Wasz trud i wysiłek wkładany w wychowanie będą słowa wiersza Bronisławy Tomalczyk „Matka”
Ty brałaś moje ręce, Mamo,
Gdy byłam bardzo mała,
Bym co dzień rano i wieczorem
Modliła się i żegnała
Ty Matko mawiałaś,
Bym o modlitwie
l Mszy niedzielnej
Zawsze pamiętała
Tyś swoją opieką
Lata mej młodości otaczała
l w trudnych chwilach życia
Otuchy dodawała
Za Twój Matko
Codzienny Trud
Niechaj błogosławi
Cię Bóg
Za niewyczerpaną dobroć Twego serca
I uśmiech bez miary,
Niechaj Matka Najświętsza
Darzy Cię Łaskami
Numer 5 (219)
6
„walne zebranie” i uradzili, że mama
nie może dłużej mieszkać sama bez
opieki. No to, co? Zabieramy ją do
siebie! Zofia jednak nie chciała ani
słyszeć o przeprowadzce – „Tyle lat
już tu mieszkam – powiedziała. Nie
należy przesadzać starych drzew!”. I...
Po rozmowie! Wszyscy wiedzieli, że
jak mama coś postanowi, to trudno
ją od tego odwieźć. Uszanowali jej
wolę. I tak jeszcze przez parę miesięcy
trzymali swoje dyżury
„Państwa matka nie powinna
mieszkać sama, jej stan jest zbyt poważny – zawyrokował rok temu lekarz.
Weszliście Państwo do mieszkania
w ostatniej chwili. Mama zapadała
w śpiączkę cukrzycową i jeszcze trochę,
a nie byłoby już jej wśród żywych”.
„Zabieram mamę do siebie – głosem
nieznoszącym sprzeciwu, orzekła
najstarsza córka Renia, od kilku lat
wdowa. Mieszkam sama, u mnie jest
dojść miejsca.” Pozostałe rodzeństwo,
zaskoczone błyskawiczną reakcją siostry, nie zdążyło zaoponować. Mama
też została postawiona przed faktem
dokonanym, bo perswazje i tak nie
zdałyby się na nic.
Marysiu, jak dobrze, że przyszłaś! – powtarzała cichutko Zosia
głaszcząc moją dłoń, swoimi spracowanymi, szorstkimi rękami. Jak
dobrze, jak dobrze – szeptały jej
usta, a po policzkach spływały łzy.
Nie były to łzy szczęścia ani radości
ze spotkania z bliską osobą. Serce
mi się ścisnęło. Zosiu, co się dzieje?
Czemu Ty płaczesz?! Musisz pogodzić się z wolą Bożą. Nie możesz już
mieszkać sama. Taka już kolej rzeczy
– kiedyś Ty opiekowałaś się swoimi
dziećmi, a teraz one spłacają swój dług
wdzięczności i robią to z ochotą nie
skarżąc się. Pocieszałam moją sąsiadkę jak mogłam, choć w głębi duszy
czułam, że coś jest nie tak! Ja wiem,
wiem, że Renia mnie kocha, ale ja
się tu czuję jak... I wyrzuciła z siebie
jednym tchem – jak w więzieniu! To
mi wolno, tego nie wolno. Tu mam
siedzieć, tam leżeć. Telewizor można
włączyć po godzinie 17, bo zdaniem
córki oglądanie telewizji mnie ogłupia. A ja tak chętnie obejrzałabym
sobie mój ulubiony serial. Po książkę
sięgam coraz rzadziej, bo oczy już
nie te, więc szybko się meczę przy
czytaniu, a poza tym brakuje mi już
cierpliwości. Na rozmowy z Renatą
też nie mogę liczyć, bo jest bardzo
zapracowana. Ona uważa, że ja tego
nie zrozumiem, bo w życiu nic nie
robiłam! Marysiu, jak to boli!
Nie na żarty przeraziło mnie to
wyznanie. Biedna Zosia! Chyba zaczyna jej mieszać się w głowie – pomyślałam przejęta. To nie może być
prawdą, to, co mówi.
Zosiu, chyba trochę przesadzasz –
zaczęłam ostrożnie. Znam przecież
Renię od dziecka i wiem, jaka była
zawsze kochana. Ludzie się zmieniają, Marysiu – odpowiedziała ze
smutkiem w głosie. Moja Renatka
miała cudownego męża. On ją nosił
na rękach. We wszystkim ją wyręczał. Nie pozwalał jej nic robić. Ona
w życiu nie pracowała zawodowo.
Wszystko miała podawane pod sam
nos. Po jego śmierci, długo nie mogła się odnaleźć, a kiedy już w miarę
poukładała sobie życie, to nagle ja się
w nim pojawiłam i zburzyłam jej cały
dotychczasowy porządek. Ja wiem, że
ona nie chce mi robić na złość, ani
mi źle nie życzy. Ona sama z sobą nie
umie sobie poradzić. Ale ja nie wiem,
jak długo jeszcze zdołam wytrzymać jej humory, wybuchy złości, te
wszystkie ograniczenia i nieustanne
uwagi: ”Mamo, znowu zapomniałaś spuścić wodę w toalecie! Mamo,
czy ty nie umiesz sobie zapamiętać
gdzie u mnie kładzie się szklanki!
Czemu obwieszasz krzesło swoimi
bluzkami, przecież masz karton na
ubrania pod stolikiem?! Po co znowu
wyglądałaś przez okno? Dlaczego
zostawiasz w salonie swój różaniec?
A tak w ogóle, to mogłabyś modlić
się w swoim pokoju! Wszędzie Cię
pełno!” Byłam wstrząśnięta. Chciałam jakoś pocieszyć Zosię, znaleźć
(wbrew wszystkiemu) jakieś usprawiedliwienie na zachowanie jej córki,
kiedy nagle wróciła Renata, od progu
gderając: Znowu nie schowała swoich
butów! A co tu na garderobie robi jej
grzebień! No tak, tu jest ta pończocha, której nie mogłam znaleźć przy
ostatnim praniu! Ja chyba oszaleję!
Mamo, zostaw te ciastka! – krzyknęła wchodząc do naszego pokoju.
Ależ Reniu, nie denerwuj się, one są
dla diabetyków. To ja je mamie przyniosłam. Specjalnie szukałam takich
bez cukru, żeby mogła je spokojnie
jeść – wtrąciłam się. A ten telewizor
musi już huczeć? Przecież była jakaś
umowa?! – przyczepiła się kochana
córeczka. Jak ty wyglądasz?! – Renata
nie spuszczała z tonu. Prosiłam Cię –
uważaj, nie poplam się, masz świeżą
spódnicę! No, tak – obrus też nadaje
się do prania…
No to na mnie już czas – podniosłam się i zaczęłam się żegnać z Zosią. Wiedziałam, że i tak już sobie
nie porozmawiamy, a nie wiem, czy
wytrzymałabym jeszcze jedną uwagę
pod adresem Zosi. Czułam się trochę
jak zdrajca. Jak szczur uciekający z tonącego okrętu. Może powinnam była
jakoś zareagować, stanąć w obronie
starszej i schorowanej osoby – wyrzucałam sobie. Czy Renata pozwoliłaby
sobie wytłumaczyć, jak inną i jak
wrażliwą psychikę mają chorzy? Jak
bardzo upokarzające musi być dla
nich to całkowite uzależnienie od
czyjejś łaski i niełaski? Ile to wymaga
delikatności i taktu ze strony osoby
opiekującej się. Czy ma świadomość,
jakim skarbem jest mieć tak blisko
swoją mamę i móc się opiekować nią
w starości i w chorobie?! Wszystko
buntowało się we mnie. Życzę Wam
zdrowia i wytrzymałości – powiedziałam wychodząc. Tej nocy, długo
nie mogłam zasnąć, ale wiedziałam
już, co mam zrobić następnego dnia.
Nazajutrz z rana zadzwoniłam do
Aliny, najmłodszej z rodzeństwa
i zapytałam, czy mogłybyśmy się
spotkać, bo muszę z nią natychmiast
Numer 5 (219)
7
porozmawiać. Oczywiście – zgodziła
się bez zadawania zbędnych pytań.
Tak się składa, że Janek ma dzisiaj
na drugą zmianę i moglibyśmy do
Cioci teraz wpaść. Już parzę kawę –
odpowiedziałam z ulgą. Pół godziny
później siedzieliśmy razem w moim
mieszkaniu. Opowiedziałam im,
bez ogródek i w szczegółach, moją
wczorajszą wizytę u Renaty i Zofii
nie ukrywając całego mojego oburzenia i czekając z niecierpliwością na
ich reakcję. Ku mojemu zdziwieniu,
ani Alina, ani jej mąż nie byli wcale
zaskoczeni. Ciociu, my doskonale
znamy całą sytuację. Renia nie ukrywa swoich pretensji do mamy i w jej
obecności, kiedy jesteśmy tam z wizytą opowiada, jaki to krzyż pański
ma z mamą. Czy może sobie Ciocia
wyobrazić, co wtedy czuje nasza
biedna mama?! Nic się nie odzywa,
siedzi na skraju krzesła z opuszczoną
głową i przebiera nerwowo palcami.
Całą sobą przeprasza za to, że żyje!
Renata nie reaguje na nasze uwagi –
ona wie lepiej. Proponujemy mamie,
żeby pojechała z nami, trochę u nas
pomieszkała, a jak jej się spodoba,
to niech zostanie na zawsze. No i co
Zosia na to? – spytałam. Ciociu Marysiu, ona jest już tak skołowana, że
powtarza tylko: „I co ja mam zrobić?
Co mam robić? Przecież was jest
dużo – dwie rodziny. I jeszcze ja?” Po
ostatniej wizycie u mamy, jak wracaliśmy do domu, mój mąż powiedział
do mnie: „Tak dłużej być nie może!
Od jutra zaczynam szykować pokój
dla mamy i zabieramy ją do siebie!”
Jak powiedział, tak zrobił. Pokój
jest gotowy i czeka na naszą mamę.
Wiem, że mama liczy się ze zdaniem
Janka i że uda nam się ją przekonać
o słuszności takiego rozwiązania. Reni
zaś wyperswadujemy, że tak będzie
najlepiej dla niej i dla mamy, że obydwie muszą odpocząć od siebie i że
mama ma również inne dzieci, które
mogą się nią zajmować 24 godziny na
dobę. Wiesz Ciociu, czasami aż mnie
korci, żeby mojej siostrze powiedzieć:
Sama podjęłaś tą decyzję, nawet nas
nie zapytałaś o zdanie. Więc, skoro
powiedziałaś „A”, to powinnaś też
powiedzieć i „B”! Wiemy, że nasze
życie się odmieni, że będziemy musieli
zburzyć dotychczasowy harmonogram
dnia i ustalić nowy priorytet spraw.
Nie spodziewamy się, że będzie łatwo,
ale teraz najważniejszą rzeczą dla nas
jest, aby mama odzyskała spokój, nie
musiała chodzić „na smyczy”, godnie
i szczęśliwie spędziła ostatnie chwile
swego życia. Zrobimy wszystko, żeby
nasza mama czuła się potrzebna i kochana. To jesteśmy jej winni i z Bożą
pomocą to musi się udać! Dzięki Ci
Panie! – westchnęłam z ulgą. Kamień
spadł mi z serca! Alinko, Janku, wróciliście mi wiarę w ludzi! Jesteście
kochani! Teraz pozostało mi tylko
modlić się o szczęśliwe, pokojowe
zakończenie sprawy!
APU
LIST MISJONARZA Z EKWADORU
My również możemy nieść pomoc
„Miłość jest jedynym językiem którzy
wszyscy rozumieją”
W niedzielę 20 marca br., nazywaną
Dniem Modlitwy, Postu i Solidarności
z Misjonarzami, a przeżywaną w tym
roku pod hasłem „Mieć jednego ducha
i jedno serce” (tzw. Niedziela „Ad Gentes”)
w naszej parafii gościliśmy misjonarza
werbistę o. Jana Koczego SVD. Ojciec
przesłał do nas list z Ekwadoru, w którym opisuje działalność charytatywną
Fundacji „San Jose Freinademetz SVD
– Fu Shen Fu” dla biednych dzieci
w Ekwadorze.
Filozof i teolog rosyjski Nikolaj Bardiejew powiedział coś takiego „Jeśli ja
jestem głodny to jest to tylko mój problem, ale jeżeli ktoś inny jest głodny,
to jest to już problem duchowy”. Od
ponad 14 lat pracuję jako misjonarz
w Ekwadorze. Pierwszych moich 6 lat
spędziłem pracując w biednej dzielnicy największego miasta Ekwadoru
Guayaquil. Tam napadnięto mnie aż
siedem razy. Miasto to liczy ponad 3,5
mln ludności. Tam rozpocząłem działalność na rzecz ludzi potrzebujących,
a szczególnie dzieci. Kiedy na moich
pierwszych wakacjach zachorowałem,
będąc bliski śmierci (lekarz po operacji
powiedział mi, że jeśliby mnie przywieziono 20 minut później, nie mieliby ze
mną już co robić), po trzech dniach
śpiączki i tygodniowym pobycie na
intensywnej terapii, miałem dość czasu
na przemyślenie wielu spraw z mojego
życia. I wtedy zacząłem się zastanawiać
dlaczego mnie jeszcze nie chciano na tym
innym świecie? Co jeszcze mam zrobić?
Czego Pan Bóg ode mnie oczekuje? Po
pięciu miesiącach pobytu na wakacjach,
kiedy wróciłem do Ekwadoru zacząłem
przyglądać się bliżej problemom ludzi.
Kiedy zostałem przeniesiony do miejsca,
Numer 5 (219)
8
w którym obecnie pracuję, starałem
się odwiedzać ludzi w ich własnych
domach. Było to bardzo trudne, bo do
wszystkiego byłem wtedy sam. Trzeba
wspomnieć, że parafia, w której obecnie
pracuję, wtedy istniała zaledwie jeden
rok. Praktycznie musiałem wszystko
organizować od samego początku. Nie
miałem gdzie mieszkać (trzeba było wynajmować mieszkanie, za które trzeba
było płacić 110 dolarów miesięcznie). Od
biskupa otrzymywaliśmy wtedy 190 dol.
na miesiąc, (w chwili obecnej 210 dolarów). W ciągu 4 lat wybudowałem dom
parafialny, kościół i założyłem Fundację
św. Jozefa Freinademetza SVD dla dzieci
potrzebujących. Trzeba wspomnieć że
parafia liczy ponad 30 tyś. wiernych
i posiada 45 wiosek, które trzeba obsłużyć. W tym artykule chciałbym raczej
skupić się na działalności charytatywnej
w naszej Fundacji. Kiedy odwiedzałem
rodziny w ich własnych domach, bardzo
często zastawałem dzieci, które były same
w domu, ponieważ rodzice pracowali,
aby zapewnić przynajmniej chleb swojej
rodzinie. Dzieci te powinny być w szkole,
co było dla mnie wielkim zaskoczeniem.
Pytając się, czy dzisiaj coś jadły, bardzo
często słyszałem odpowiedź, że nie. Po
dłuższej pogawędce dowiadywałem się,
że dzieci czasem nie mają pokarmu
przez trzy dni. Wiele dzieci niestety
musi pracować aby pomóc swojej rodzinie w utrzymaniu (sprzedają cukierki
w autobusach, czyszczą buty na ulicy,
żebrzą, pracują na plantacjach, albo też
po prostu kradną). Miasteczko, w którym
pracuję nazywa się Ventanas (pl.okna)
i liczy około 40 tyś, mieszkańców. Ludność utrzymuje się w większości z pracy
najemnej na roli. Region ten jest typowo
rolniczy, gdzie znajdują
się jedne z największych
plantacji bananowych
w Ekwadorze. Poza tym
uprawia się tu ryż, kukurydzę, kawę, kakao. Więc jak
jest praca na roli, to wtedy
ludzie mają z czego żyć.
Mężyczyzna pracujący na
plantacji bananowej zarabia miesięcznie około 120
dolarów amerykańskich.
Aby wyżywić 4 osobową
rodzinę potrzebnych jest
conajmniej 500 dolarów
(dane Głównego Urzędu
Statystycznego Ekwadoru).
Standartem w Ekwadorze
jest rodzina posiadająca 4
dzieci albo i więcej. Dlatego
Fundacja stara się pomagać rodzinom wielodzietnym, matkom samotnie
wychowującym dzieci, babciom czy
dziadkom wychowującym porzucone
wnuki, dzieciom z rodzin problematycznych (narkotyki czy alkohol), dzieciom
sierotom, czy dzieciom ulicy. Z grupą
woluntariuszy (obecnie jest ich 6), odwiedzamy ich domy i staramy się wybierać
dzieci, które mogłyby przychodzić do
naszej fundacji. Wierzcie mi, trudno
jest wybrać spośród tylu dzieci kilkoro,
ponieważ wszystkie potrzebują pomocy.
Ale przynajmniej pomagając kilkoro
z rodzeństwa, możemy ich przygotować
do życia, dać im szansę na przyszłość
i przygotować ich do pomagania swoim
rodzinom. Fundacja San Jose Freinademetz SVD – Fu Shen Fu, powstała ponad
5 lat temu (18 października 2005 r.) na
bazie jadalni parafialnej, którą otworzyłem dla 42 dzieci w budującym się
jeszcze domu parafialnym. Pamiętam
pierwsze posiłki tych dzieci, kiedy po
ich spożyciu wymiotowały, ponieważ
nie były nauczone jeść normalnego
posiłku. Nie mieliśmy wtedy dokładnie
nic, dzieci jadły na ławkach kościelnych,
na pożyczonych talerzach, kuchnia do
gotowania też była wypożyczona. Po
roku działalności jadalni doszedłem do
wniosku, że tak nie możemy pracować,
że trzeba zrobić coś więcej. Powstała
wtedy myśl założenia fundacji dla dzieci.
Wtedy nikt jeszcze nie przypuszczał, że
nabierze to takiego wielkiego rozpędu.
I tak z 42 dzieci w jadalni parafialnej
obecnie pomagamy 200 dzieciom. Do
Numer 5 (219)
kwietnia 2009 r. dzieci jadły w dolnej
części budującego się wciąż domu
parafilanego, czekając na zewnątrz
w 8 grupach na posiłek. Teraz, dzięki
pomocy ludzi z USA, Polski, Niemiec,
Czech i Słowacji mamy już własną jadalnię na 100 dzieci, z własną kuchnią
odpowiednio do tego przystosowaną.
Oczywiście brakuje jeszcze dużo, aby
wszystko było wykończone. Fundacja
stawia sobie cztery cele, dożywianie,
zapewnienie szkoły, opiekę zdrowotną
i wychowanie dziecka (modlitwa, higiena
osobista, dbanie o środowisko itd.). Po
ponad pięcioletniej działalności naszej
fundacji widać już jakieś postępy. Nie
możemy pomóc więcej dzieciom, ponieważ brak na to środków. Obecnie na
samo tylko dożywianie wydajemy miesięcznie około 1000 dolarów. To dzięki
takim ludziom jak Wy, fundacja ta ma
przyszłość – dzieci mają zapewnioną
przyszłość. Wierzcie mi, kiedy tak odwiedzam rodziny w ich domach
(z bambusa, 4m na 5m postawione
na palach), w domach, gdzie jest jedno
łóżko, na którym śpi 5, 6 osób, gdzie
czasami brakuje stolika, na którym
można coś zjeść, czy odrobić zadanie
domowe jeśli dziecko uczęszcza do
szkoły, w których nie ma kuchenki
gazowej do gotowania…, to wobec
takich sytuacji nie sposób przejść obojętnie. W chwili obecnej, bardzo wiele
pracy wykonują woluntariusze, którzy
przyjechali do nas z Europy i poświę-
9
cają swój czas na organizowanie zajęć dzieciom.
Są oni dla mnie osobiście
wileką pomocą. Jest to
jedna z form pomocy dla
nas. Jak już wspomniałem,
nie można się obejść bez
pomocy wielu dobrych
ludzi. Najbardziej prosimy o modlitwę, za to co
tu w Ekwadorze robimy
dla innych, specjalnie dla
dzieci. Modlitwa jest dla
nas najważnieszja. Ale jeśli
ktoś chciałby nas wpomóc w sposób materialny, to istnieje możliwość
pomocy konkretnemu
dziecku poprzez „Adopcję
na odległość”. Na naszej
stronie internetowej są
zdjęcia dzieci, każdy kto
chce pomóc konkretnemu dziecku, może nam go wskazać.
Roczna pomoc dla jednego dziecka na
dożywianie, szkołę, opiekę zdrowotną
to suma 1224 PLN (408 USD). Więcej
informacji można zdobyć na naszej
stronie internetowej (którą podajemy
poniżej), albo też skontaktować się z panią
Beatą Szmid, zamieszkałą na ul. Jaworowej 48 w Radlinie ,tel. komórkowy:
784 063649, email: [email protected],
która może udzielić więcej informacji
na temat adopcji na odległość. Inną
formą pomocy, szczególnie na misje
jest zamówienie intencji mszalnych,
które zostaną odprawione w Ekwadorze. Pozwala nam to na przetrwanie.
Niestety u nas w Ekwadorze nie ma
praktycznie intencji, a jeśli są to ofiara
za nie jest bardzo niewielka (około 1
dolara). O terminie odprawiania mszy
staramy się informować albo poprzez
stronę internetową naszej fundacji, albo
bezpośrednio informujemy osobą zamawiającą mszę. Można pisać na mój
osobisty adres: [email protected] Pomóż
nam pomagać. Naszym mottem są słowa werbistowskiego świętego, patrona
naszej fundacji „Miłość jest jedynym
językiem którzy wszyscy rozumieją”,
które dzięki wielu wspaniałym i dobrym ludziom, takim jak Wy, staramy
się wprowadzać w codzienne życie.
Aby więcej się dowiedzieć na temat
naszej działalności zapraszam do odwiedzenia naszej strony internetowej
www.fundacion-fushenfu-ecu.org/pl.
Chciałbym Wam już serdecznie z tego
miejsca podziękować za wszelaką pomoc
marterialną i duchową. Szczególnie
proszę o modlitwę za nas, za to dzieło.
Serdeczne Bóg Zapłać
o. Jan Koczy SVD, Ekwador
Numer 5 (219)
10
J
uż zajś kwitnom kasztany! I już
zajś matura! Jo wiym, że skuli tego
kwiycio nikierym naszym najduchom coroz bardzi galotkami czyńsie
i klucha z nerwow w karku styrczy,
że sie niy mo myśli o niczym inszym,
yno żeby już było po fertiku.
wnuk mi przinios do obejrzynio zadani, co mieli w chałpie napisać. I aż
mi halt pizło z uciechy, że sie zaczyno
dbać o naszo piykno godka, bo mioł
napisane tak: Napisz w gwarze śląskiej
wiersz J. Tuwima p.t. „Spóźniony słowik”. Tak szprytnie to tyn honcwot
Już zajś kasztany som w kwiyciu
(„Rufijok” – odcinek 5/2011)
Mondry po maturze
Ja, ja, teroz wielce mondruja i chciołbych wom pedzieć: Niy miyjcie strachu
i niy bydźcie wylynkani! Ale jak sie
spomna moja matura, to niy yno, że
mi galotami targało, ale krwie byście
sie na mie niy dorzazali, bo takich
był rzodki ze strachu. Po rynczyskach i inszych tajlach skory miołech
popisane mustry z matmy i fizy tak
gynsto, choby te egipski szkrywki,
ale wszysko na psinco, bo choć żech
se chcioł trocha poświdrzyć po tych
ściongach, to rynkow niy poradziyłech
zwyrtnyć, bo kożdo ze strachu wożyła cynt. A rechtor lotoł po zali choby
wesz w zygarku i odwalić by i tak niy
szło. Jo wom roztomiłe abituriynty
szczerze życza zdanio tego piyrszego poważnego egzaminu, żebyście
mogli sztartnyć w te, jak to godajom,
dorosłe życi!
Odtajałe szkoły
Roztomili! Połowka tego nojpiykniejszego miesionca momy już
za sobom i radziył bych wom niy za
fest harować przi waszych chałpach
i zegrodkach, a trocha zaszporować
kości na starojś. Znejdźcie se trocha
czasu, żeby na wieczor siednyć na
ławce przed chałpom, abo w laubie,
podychać świyżym luftym, powoniać
kwiotuszkow, abo tyż pora konskow
wosztu przismażyć na fojerce, a kery
bydzie mioł tela szczyńścio co jo, to
usłyszy jak słowik w nocy wywijo.
We tych niższych szkołach, kaj
jeszcze niy trza matury zdować, tyż
już trocha z naukom odtajało, bo oto
naszkryfloł, że aż musza sie wom
pokwolić.
Tuwim po ślońsku:
„O Ptoku, co rod nieskoro do
dom łaziył”
Ślimce staro słowiczka w gnioździe
na agacu i niy wierzy,
Że jeszcze starego niy ma, a mioł być
o dziewiontej na wieczerzy.
Zowdy akuratny i sie godzin trzimia,
A tu już jedynoście, a chachara niy ma!
Wszysko zimne: zupa prziszykowano
na ćmowej rosie,
Szejś kopruchow filowanych, tak dobrych, że aż świyrzbi w nosie.
Szmanterlok wyndzony, prziprawiony
ciyniym fajnie,
A zamias kompotu, dorta pieczono
na miesionczka szajnie.
Co mu sie mogło przitrefić? Możno
mu ocupali?
Szczybno sztima buchli, abo z pior
obszkubali?
To je wszysko bez zowiść!
To był pewnikym skowronek, tyn
mały pieronek!
Oblyczka poł biydy, bo odrośnie, ale
sztimy kaj szukoł bydzie? U wronek?
Oto znod sie i som słowik. Skocze
i pod nosym gwiżdże….
On ji na to choby ludzkom mowom:
Wybocz babeczko złoto,
Ale jo prziszoł piechty z paniom
Wroblowom!
Za fest żech go chwolić niy chcioł,
żeby mu zelter dekla niy dźwignył,
ale uciechy mi narobiył mocka i tak,
żeby starka niy widziała, że mom
lewy piyntok, dołech mu na szekulada
i poszołech dobytek poskludzać. Za
dużo tego niy chowia, bo wszysko
musza kupić i tela mom z tego
profitu, że musza dziynnie
plac zamiatać i co jakijś czas,
kroliczok snorzyć.
Majowe, szynk
i śniki
Jak ech już pofutrowoł, staro na mie woło: Ej!
Już je poł moja, a tyś jeszcze
ani roz na majowym niy był!
Mog byś sie choć roz wybrać,
lyniu pierzinowy! A że jo ji je
zowdy uległy, poszołech trocha
porzykać. Nazot z kościoła wloz
żech do szynku na „bajerski”
i trefiyłech kompla, takigo jakigoś
uślimtanego. A że już roz był wdowcym, myśla se: Umrzył mu zajś kiery,
abo co? Ale on mi pado, że beczy skuli
śniku, co mioł w nocy.
– Przestoń – godom. Na coż ci sie
to śniyło?
– Śniyło mi sie, żech umrzył i prziszołech ku tym wrotom, kaj świynty
Pieter zortowoł tych, kierzi idom
do nieba, a kierzi kaj indzi. I stoja
w ogonku, czekom aż przida dran
i słuchom. Keryś padoł, że był żyniaty
i bez godki wloz do nieba, a aniołki
go jeszcze żałowały. Jak prziszło na
mie, św. Pieter sie mie spytoł:
– Cojś mioł za zasługi na ziymi?
– Jo, Świynty Pieterku, był żyniaty
aże dwa razy!!! I do tego, do kupy ze
szwigrami ech miyszkoł! – pokwolyłech sie.
– Co?! – padoł. Nazot na ziymia!
Waryjotow tu niy potrzebujymy!
I obudziyłech sie tak sparzony ze
strachu, że mie szło wykryncać!
Pon Boczku – padom se – dobrze,
że mom Yno moja Staro!
RUFIJOK Z FAMILOKOW
Norbert Karwot (1940-2001)
Numer 5 (219)
Nowa koncepcja
Już słyszałem to kilkakrotnie od
osób, które zajmują się tworzeniem
jakichś projektów, że jest to praca
pochłaniająca, twórcza, angażująca. Często to „droga przez mękę”,
bo trzeba wiele przeciwstawnych
rzeczy uwzględnić, pogodzić... a to
nie jest proste. Z projektem trzeba
się niejednokrotnie „przespać”, na
nowo przeanalizować, poszukać
optymalnego rozwiązania.
Jakaż mnie więc spotkała niespodzianka, kiedy przed świętami Zmartwychwstania Pańskiego w Wielkim
Tygodniu, kiedy składałem życzenia
11
„Kącik Wrębowa”
kwestii: „Kiedy rozpoczęcie
budowy?”. Otóż okazuje się,
że nie jest to takie proste
i szybkie. Na naszej ostatniej
rozmowie, poprosiłem pana
Wojciecha – architekta o stworzenia takiej „mapy drogowej”
na najbliższy czas dotyczącej
naszej inwestycji. Przedstawia
się to następująco:
maj 2011 – dokończenie projektu Strona internetowa
koncepcyjnego
Idąc za wyzwaniami naszych
maj/czerwiec – Komisja Sztuki czasów, zajęliśmy się stworzeniem
Sakralnej
strony internetowej powstającej paczerwiec – zatwierdzenie kon- rafii na osiedlu Wrębowa. Internet
cepcji i zgoda Ks. Abpa Damiana w obecnych czasach stał się nie tylko
nośnikiem informacji, ale również
skutecznym narzędziem komunikacji. Chciałbym to jak najlepiej
wykorzystać. Nie mam możliwości bezpośredniego kontaktu ze
wszystkimi. Wiem, że nie wszyscy
Zimonia
regularnie chodzą na Msze do Bierlipiec – sierpień – powstanie pro- tułtów, nie wszyscy mają dostęp do
jektu budowlanego
gazetki parafialnej... Stąd pomysł,
wrzesień – złożenie wniosku o po- aby było takie miejsce w Internecie,
zwolenie na budowę
gdzie każdy zainteresowany znajdzie
do końca 2011 roku – uzyskanie wszystkie informacje i z historii i ze
prawomocnej decyzji
współczesności, dotyczące budowy
luty – marzec 2012 – wejście na kościoła na Wrębowej.
budowę.
Kiedy piszę te słowa, to wiem,
Jak z tego widać, w kwestii samej że strona jest już aktywna i możbudowy, musimy jeszcze trochę na na nią wchodzić. Będziemy ją
poczekać. Mam taką nadzieję, że stale modyfikować, wzbogacać,
przez ten okres uda nam się ze- aktualizować. Bardzo proszę, aby
brać dostateczne środki finansowe, właśnie tam szukać bieżących
aby wykonać wszystkie potrzebne informacji. Oczywiście dotychprzyłącza, zapłacić za wykonanie czasowe formy przekazu inforprojektu budowlanego i uzyskanie macji – pozostaną (np. artykuły
stosownego pozwolenia na budowę, we „Wspólnocie”).
a także mieć fundusze na rozpoczęcie
Adres strony: www.mbroza.pl
samej inwestycji. Myślimy jeszcze,
Literka „m” – od słowa „Matka”,
aby na jesień 2011 roku powstało litera „b” – od „Boża”, „roza” – od
jakieś pomieszczenie tymczasowe, „Różańcowa”. Jak łatwo zauważyć,
które mogłoby spełniać rolę kaplicy nazwa wzięła się od wezwania nowego
i nas gromadzić w tym poświęconym kościoła. Starałem się wybrać nazwę
miejscu. Ale, czy tak będzie, to czas strony tak, aby była jak najkrótsza
pokaże. Ja proszę, aby ci, którzy mają i w miarę łatwa do zapamiętania.
jakieś ciekawe pomysły, w miarę No i żeby konkretnie nawiązywała
tanie w wykonawstwie, aby byli ze do tego, co ma powstać na placu
mną w kontakcie, byśmy mogli to budowy.
rozważyć.
ks. Dariusz Kreihs
Budowa nowego kościoła
p.w. MB Różańcowej
świąteczne naszemu architektowi,
dowiedziałem się, że zaprasza mnie
do swojego biura zaraz po świętach,
żeby przedstawić mi nowy pomysł,
dotyczący budowy kościoła na osiedlu Wrębowa. 27 kwietnia pojechałem do Katowic, aby zapoznać się
z nową koncepcją. Jeśli chodzi o sam
kościół, to wewnątrz niewiele się
zmienia. Jednak patrząc na całość
rozwiązania, to trzeba stwierdzić,
że dość znacznie różni się od tego,
co możemy oglądać na widokówkach z wizualizacjami. Myślę, że to
nowe rozwiązanie spodoba się jeszcze bardziej. Tu można stwierdzić,
że wszystko ma swój czas i powoli
dojrzewa.
Jestem umówiony na kolejne spotkanie z architektem w okolicach połowy maja, kiedy wszystkie potrzebne
rysunki do nowego projektu zostaną ukończone. Po mojej akceptacji
zostanie to przedstawione Komisji
Sztuki Sakralnej.
Najczęściej zadawane pytanie
Jest takie jedno pytanie, które
słyszę w nieskończonych ilościach
odmian, a można je sprowadzić do
Numer 5 (219)
12
N
a temat różnych doświadczeń,
które przeżyłam mogłabym
wiele pisać. Były to wydarzenia mniej lub bardziej istotne,
ale zapadające w pamięci. Niestety
często jest tak, że podczas opowiadania nie jestem w stanie wszystkiego
wyrazić. Są słowa, zdjęcia, a nawet
jakieś pamiątki, ale tego co działo się
gdzieś tam w środku, to nawet jakbym chciałam nie potrafię wypowiedzieć. Jest tak dlatego, że wszystkim
różnym wydarzeniom towarzyszyły
zapachy, spojrzenia ludzi, odgłosy
i przede wszystkim moje głęboko
ukryte emocje związane z tym, co
przeżywałam, a tego wszystkiego nie
PROJEKT MISYJNY W ETIOPII c.d.
da się tak po prostu ująć opisem lub
opowieścią. Mimo wszystko spróbuję trochę przybliżyć to, co utkwiło
w mojej pamięci najbardziej.
bardzo istotny. Jest to nie tylko proces, ale ceremonia, która gromadzi
ludzi w jednym miejscu i sprawia,
że ten czas oczekiwania na filiżankę
czarnej, mocno słodzonej kawy jest
chwilą bycia razem i dzielenia się
Ceremonia
swoimi przeżyciami z wszystkimi,
parzenia i picia kawy
z którymi razem się zasiada w jednym
Kawa jest bardzo ważnym surow- pomieszczeniu. Przynajmniej raz
cem w Etiopii, niestety ciągle niezbyt dziennie w każdej rodzinie, kobieta
docenianym. W szczególności w tym wszystko robi, by zdobyć te zielone
kraju, gdzie cały proces powstania ziarenka i doprowadzić do momentego energetyzującego napoju jest tu powstania przepysznej mocnej
kawy gotowej do picia. Najpierw
ziarna są dokładnie umyte, potem
prażone, następnie za pomocą metalowego pręta rozcierane i w postaci
aromatycznego proszku zalewane
wrzątkiem. Kawa jest pozostawiona
ok. 5min na ogniu, po czym czeka
się jeszcze chwilę, żeby fusy opadły
i można już ją podawać w małych
filiżankach.
Wszyscy siedzimy na dywanie
świeżej trawy, wdychając zapach
słodkiego kadzidła i po wyczekiwaniu i rozmowach, możemy razem
delektować się tym niepowtarzalnym
smakiem etiopskiego skarbu…
Jedzenie
i sposób spożywania posiłków
Etiopczycy jedzą prawie wszystko
na ostro. Niestety nie zdołałam się do
tego przyzwyczaić. Tych, którzy zapraszali mnie na posiłek do swojego
domu zawsze prosiłam, żeby porcja
dla mnie była bez tej ostrej papryki,
którą można było znaleźć prawie
w każdej potrawie. Na szczęście dla
nich nie było to problemem, a dla
mojego całego układu pokarmowego
wielką ulgą!
Numer 5 (219)
Indżera. Podstawowy element
wielu dań w Etiopii. Specyficzny,
lekko słony chlebo-naleśnik. Na
talerzu ułożona jest indżera, a na
nią nakłada się sosy, warzywa, czy
mięso. Oczywiście posiłek spożywa
się rękami. Można jeść ze swojego
talerza, lub wspólnego, o wiele większego talerza, przeznaczonego już
na grupę ludzi. Z jednego talerza je
rodzina i bardzo dobrzy przyjaciele. Najważniejszym elementem jest
również sposób w jaki można jeść.
Jeśli relacje między spożywającymi posiłek są bardzo dobre, wtedy
można się wzajemnie karmić. Jest
to wyrazem szacunku i zaufania.
Trzeba jedynie zapamiętać, że jeśli już zaczniemy kogoś karmić, to
trzeba to zrobić przynajmniej dwa
razy. Jeden raz może spowodować
późniejszą kłótnię… taki etiopski
sympatyczny przesąd.
Muzyka i taniec
Muzyka jest bardzo silna i ważna
w kulturze Etiopczyków, jak również
w życiu innych mieszkańców Afryki.
Wszystkim ważnym wydarzeniom
i nie tylko, towarzyszą żywe rytmy,
które często są wykonywane na żywo.
Uroczystości kościelne, podróż autobusem, kameralne przyjęcia rodzinne,
13
odpoczynek ze znajomymi – wszędzie
jest muzyka. Oczywiście im głośniej
tym lepiej. Przepiękne jest to, że każdy
rejon ma swoja specyficzną muzykę
i taniec, co pozwala ludziom rozpoznać z jakiej części kraju pochodzą.
Tańczą prawie wszędzie, często i bardzo chętnie.
Gościnność
i przyjmowanie gości
Etiopczycy nie muszą kogoś bardzo dobrze znać i całkowicie zaufać,
żeby zaprosić do swojego domu.
Otwarci, uśmiechnięci i chętni do
nawiązywania znajomości – takich
ich zapamiętam. Chociaż skromnie,
to zawsze uroczyście potrafią przygotować posiłek. Przekraczając próg
można umyć ręce w misie, która jest
nam podstawiona, a następnie usiąść
na materacu lub miękkich poduszkach rozłożonych na podłodze. Nawet
wtedy, gdy zostałam przyjęta jako
jedna „spośród nich” i mogłoby się
wydawać, że już nie jest tak uroczyście,
to bardzo mnie zaskoczyli tym, że
dalej bardzo celebrowali spożywanie
posiłków, gdyż dla nich jest uroczystością moment, kiedy najbliżsi mają
możliwość zgromadzenia się wokół
jednego talerza, podziękowania Bogu
za chleb i swoja obecność. Naprawdę
czuje się tę wspólnotę stołu.
W następnym numerze opiszę
miejsca, które miałam przyjemność zwiedzić, ale jednocześnie już
teraz chcę wszystkich zaprosić na
prezentację, którą będę przedstawiała w pierwszej połowie czerwca
w salce katechetycznej. Będzie to,
mam nadzieję, dosyć wyczerpująca
prezentacja zdjęciowo-muzyczna
z możliwością zadawania licznych
pytań. Już teraz bardzo serdecznie
wszystkich zapraszam!
Anna Maria Jaroszewska
Numer 5 (219)
14
„GDYBY CHRYSTUS NIE ZMARTWYCHWSTAŁ”
Misterium w Gimnazjum nr 1
20 kwietnia 2011r. w Gimnazjum
nr 1 w Radlinie na sali gimnastycz-
nej zostało wystawione misterium
pt. „Gdyby Chrystus nie zmar-
twychwstał”. Jego główną treścią
była refleksja nad tym, jak wyglądałoby nasze życie bez Kościoła,
sakramentów, miłości do bliźniego.
W role bohaterów tego widowiska
wcielili się głównie uczniowie z kl.
II a. Nad całością przygotowań
czuwała pani katechetka Krystyna Strączek. Cisza, skupienie i atmosfera, które panowały podczas
przedstawienia, świadczyły o zainteresowaniu ze strony uczniów
i Grona Pedagogicznego. Przyszli
„aktorzy” mimo ogromnej tremy
spisali się na medal.
Klaudia i Martyna
– uczennice z klasy I a
Z albumów naszych Czytelników
Rodzina Mandrysz
Florian Mandrysz urodził się 4 maja
1880 r. w Radlinie. Rodzice ojca w 1884
r. wyjechali do Westfalii. W Botropie
ojciec jako 14 – letni chłopiec zaczął
pracować w kopalni. W tym czasie
ukończył Technikum Górnicze w Bohum. Po skończeniu szkoły pracował na
stanowisku sztygara. Elżbieta Mandrysz
z domu Kłosok urodziła się 17 grudnia
1886 r. Rodzice Elżbiety wysłali ją do
pensjonatu dla Polek w Śremie, by nauczyła się języka polskiego. Przebywała
tam od roku 1902 do 1906. Po powrocie
do Botropu wyszła za mąż za Floriana
Mandrysza. Urodziła sześcioro dzieci,
z którymi w 1922 r. wrócili do Polski
i zamieszkali w Niedobczycach. Tu
urodziły się kolejne dzieci. Szczęśliwi
rodzice wychowywali dziewięcioro
chłopców i pięć córek. Ojciec pracował
w kopalni „Hoym”, był nadsztygarem,
co na ówczesne czasy było wysokim
i odpowiedzialnym stanowiskiem. W czasie wojny został zwolniony z pracy. Po
jakimś czasie podjął pracę w Guberni
w kopalni „Zbyszek”. Pod koniec wojny
brał czynny udział w obronie kopalni
przed jej zniszczeniem. W wieku 77
lat pracował jeszcze jako dyspozytor
kopalni „Rymer”. Domem zarządzała matka – Elżbieta. Wychowywanie
dzieci i inne obowiązki, które miała
w domu nie przeszkadzały jej działać
społecznie w Stowarzyszeniu św. Wincentego A. Paulo. Prowadziła kuchnię
dla bezrobotnych, w czym pomagała jej
córka Alwina.
W 1959 r. rodzina przeprowadziła się do własnego domu, w którym
obecnie mieszka Waleria Migas oraz
Roma i Janusz Wójciccy.
Florian Mandrysz zmarł 13 października 1962 r., a Elżbieta 2 października 1971 r. Oboje spoczywają
na cmentarzu w Biertułtowach.
Waleria Migas
Numer 5 (219)
15
Wspólnota dzieci Maryi
Nasza parafialna grupa Dzieci
Maryi liczy 45 dziewczyn, w tym 4
animatorki. Opiekuje się nami siostra Bonomia. Co tydzień w soboty
spotykamy się o godz. 9.15 w salkach katechetycznych. Spotkania
rozpoczynamy modlitwą. Następnie
siostra wraz z animatorkami podają
najważniejsze ogłoszenia dotyczące
najbliższego tygodnia, to tzw. nasze
„ogłoszenia parafialne”. Później
zaczyna się szkoła śpiewu, podczas
której animatorka muzyczna musi
się zmagać z naszymi pomysłami
na piosenki. Około godz. 10.00 rozpoczynają się spotkania w grupach.
Jesteśmy podzielone na 5 grup: grupa
Anity (przedszkole i I klasa podstawowa), Agaty (III i IV klasa podstawowa), Basi (V klasa podstawowa),
Magdy (VI klasa podstawowa) oraz
grupa Siostry Bonomii (gimnazjum
i liceum). Spotkania w grupach wyglądają trochę jak lekcje religii, tylko
jest swobodniej i bardziej na luzie.
Uczymy się wtedy różnych ciekawych
rzeczy. Czasami zamiast spotkania
formacyjnego mamy gry i zabawy.
Ostatnio robiłyśmy palmę wielkanocną: w zeszłym roku tak nam się
to spodobało, że uznałyśmy iż bez
względu na to, czy w tym roku będzie konkurs czy nie, to palmę i tak
zrobimy. (O tym, że jest konkurs
dowiedziałyśmy się tak jak wszyscy w kościele, a wtedy palmę już
miałyśmy prawie gotową). Co jakiś
czas jeździmy na różne wycieczki:
czynny udział w życiu parafii. Co
tydzień śpiewamy przed Mszą św.
o godz. 11.00. Próbę rozpoczynamy
już od godz. 9.30 w salkach, żeby się
rozśpiewać. Uczestniczymy w nabożeństwach majowych, różańcowych
oraz w wszystkich innych ważnych
uroczystościach i świętach. Serdecznie
do Sanktuariów, do zoo, na lodowisko, czy kulig. Spędzamy razem
czas przy ognisku, na spotkaniach
wigilijnych, balikach. Bierzemy
zapraszamy wszystkie dziewczyny
od 6 roku życia, które chciałyby do
nas dołączyć.
Dzieci Maryi
W oczekiwaniu na beatyfikację Jana Pawła II
w SP nr 4 w Radlinie
Podobnie jak cały Kościół katolicki
na świecie, uczniowie i ich rodzice
a także nauczyciele Szkoły Podstawowej Nr 4 w Radlinie z ogromną
radością czekali na beatyfikację
Jana Pawła II, która miała się odbyć
w Niedzielę Miłosierdzia Bożego 1
maja. To oczekiwanie było wypełnione miesięczną, intensywną pracą,
polegającą na zdobywaniu „sprawności”, czyli swego rodzaju stopni
na drodze do nieba, przez uczniów
i nauczycieli. Uczniowie klas I-III
zdobywali „sprawności”: wzorowego
kolegi, pilnego ucznia, rozmodlonego
dziecka Bożego i wspaniałego dziecka
swoich rodziców. Na uczniów klas IVVI czekały inne zadania: misjonarza,
pielgrzyma, znawcy życia i nauczania
Jana Pawła II, orędownika pokoju.
Dla nauczycieli przygotowana była
sprawność przyjaciela dzieci. Oprócz
zdobywania sprawności uczniowie
wzięli udział w licznych konkursach:
plastycznym, na ulubioną piosenkę
Jana Pawła II, prezentację multime-
dialną, list do Jana Pawła II. Laureaci
konkursów (plastycznego i muzycznego) zaprezentują swoje umiejętności
podczas koncertu galowego „W hołdzie
Janowi Pawłowi II” 18 maja w szkole.
Wyróżnieni i zwycięzcy pozostałych
konkursów oraz zdobywcy „sprawności” potrzebnych w drodze do nieba
również zostaną nagrodzeni podczas
galowego koncertu. Uczestnikom
zmagań, ich rodzinom i nauczycielom
z serca gratuluję i dziękuję.
katechetka Aniela Fojcik
Numer 5 (219)
16
Wspomnienia z Pierwszej Komunii Świętej
Był rok 1943, szalała II wojna światowa. Polska była całkowicie zajęta
przez okupanta hitlerowskiego. Miałam
wtedy osiem lat. Mieszkałam w małej
górskiej wiosce. W mojej wielodzietnej
rodzinie panowała religijna atmosfera.
Staraliśmy się przestrzegać Przykazań
Bożych i zawsze znajdowaliśmy czas
na wspólną modlitwę. W tym trudnym czasie przybył do naszej parafii
misjonarz – ze zgromadzenia ks.
Oblatów – ks. Rodzenek. To właśnie
on podjął się trudu przygotowania
dzieci do Pierwszej Komunii Świętej.
Moi rodzice widząc, że wojnie nie ma
końca zgłosili mnie na naukę religii,
abym godnie przygotowała się do
Komunii. Przygotowania do tego sakramentu trwały trzy miesiące. Szkoła
w tym czasie była zamknięta. Naukę
religii mieliśmy w kościele, albo na
cmentarzu. Dzieci pilnie chodziły na
katechezę, gorliwie się uczyły. Ojciec
misjonarz pięknie przygotował nas
na spotkanie z Chrystusem. Uczył
nas w języku polskim, choć w tym
czasie obowiązywał język niemiecki.
Po skończonym przygotowaniu do
Komunii , mieliśmy egzamin. Dnia
5 sierpnia 1943 r. przystąpiłam do
pierwszej spowiedzi św. Tego dnia po
powrocie do domu z nikim już nie rozmawiałam, aby nie popełnić grzechu.
W końcu nadszedł upragniony dzień
– niedziela 6 sierpnia 1943r. Była wtedy
piękna, słoneczna pogoda. Miałam
na sobie białą sukienkę, pożyczoną
od kuzynki. Po błogosławieństwie
rodziców udaliśmy się do Kościoła
na Mszę św. Tego dnia do Pierwszej
Komunii Świętej przystąpiło 40 dzieci.
Siedzieliśmy w ławkach, dziewczynki z jednej, chłopcy z drugiej strony.
Rodzice siedzieli za nami. Mszę św.
sprawował o. Rodzenek. Pamiętam,
wzruszające kazanie, które do nas
wygłosił. Dzień ten był bardzo wyjątkowy. Mimo radości z przyjęcia do
serca Jezusa żywego, prawdziwego, był
i smutek po stracie najbliższych w czasie trwającej wojny i tęsknota, za tymi,
którzy jeszcze z wojny nie wrócili (moi
dwaj bracia). Duże wrażenie wywarła
na mnie pieśń, wykonana przez chór
„O święta uczto”, śpiewana w języku
polskim. Ilekroć teraz słyszę tę pieśń,
to przypomina mi się dzień mojej Komunii. Po zakończonej Eucharystii
poszliśmy do domu. Panowała w nim
świąteczna atmosfera. Nie miałam tego
dnia gości, nie otrzymałam żadnych
prezentów. Najważniejszym Gościem
i Prezentem był Jezus, który obrał sobie moje serce za mieszkanie. Po tym
ważnym dniu w moim życiu regularnie
przystępowałam do spowiedzi i Komunii, w dzieciństwie, w młodości…
Teraz na starość też to czynię. Za tę
wielką łaskę, której doświadczyłam
i nadal doświadczam dziękuję Bogu
i Jego Matce.
wdzięczna Jego Służebniczka s. Hugolina
Pierwsza Komunia Święta
Karola Wojtyły – maj 1929 r.
INTENCJE MSZALNE
Papieskie Intencje
Apostolstwa Modlitwy
na MAJ 2011
Intencja ogólna:
Aby osoby pracujące w środkach przekazu
zawsze z szacunkiem odnosiły się do prawdy,
solidarności i godności każdej osoby.
Intencja misyjna:
Aby Pan pomógł Kościołowi w Chinach
wytrwać w wierności Ewangelii i wzrastaniu
w jedności.
Niedziela 15. 05. 2011 IV
NIEDZIELA WIELKANOCNA
6.30 W intencji Parafian
8.00 + Salomeę Karwot, rodziców
10.00 Uroczysta I Komunia św. – Obszary i Wrębowa
12.15 Dziękczynna z rocznicę małżeństwa Cecylii i Izydora Chmieliński
13.30 Msza św. z liturgią Sakramentu
Chrztu św.
16.00 Nieszpory z udziałem dzieci
I Komunijnych
18.00 + Andrzeja Gojny w IIr.+
Poniedziałek 16. 05.2011
ŚWIĘTO ŚW. ANDRZEJA
BOBOLI
6.30 1. + Ryszarda Tryczyk w IVr.+,
żonę Stanisławę
2. + Edwarda Dylich w IIIr.+,
8.00
11.00
12.00
18.00
rodziców z obu stron
++ Antoninę i Augustyna Rduch
i ++ dzieci
W intencji rodziców dzieci
pierwszokomunijnych i katechetów ks. Rafała Woźnica i s.
Bonomii jako podziękowanie
za przygotowanie do I Komunii
Św. – ofiara od dzieci
Ślub rzymski: Brukwicki – Kościelny
W intencji dzieci klas III szkoły
Obszary i Wrębowa w I rocznicę
Komunii Św. i za ich rodziców
Wtorek 17. 05. 2011
6.30 1. ++ Marię i Zygfryda Pyszny,
Numer 5 (219)
córkę Cecylię
2. ++ Agnieszkę i Adolfa Musiolik
8.00 + Stanisława Szczyrba w XXr.+,
żonę Anastazję, syna Helmuta,
zięcia Mariana, rodziców i rodzeństwo
18.00 1. 30 dn: + Angelę Hurtig, +
Anastazego Szymański, + Eryka Burek, + Romana Bogusz, +
Błażeja Szczyrba, + Jerzego Bugla, + Leopolda Blanik, + Lucjana Ogrodnik, + Marię Sadorski
2. + Czesława Rymer w Ir.+
Środa 18. 05. 2011
6.30 1. ++ Alojzego i Katarzynę Sperka, córkę Marię, syna Alfreda,
synową i zięcia
2. + Reginę Konopka – ofiara od
sąsiadów z ul. Sienkiewicza bl. 4
8.00 + Otmara Pawełek, ++ Elżbietę
i Karola Pawełek, + Różę Mańka
18.00 1. + Józefa Oślizło w Xr.+, rodziców, ++ zięciów
2. + Elżbietę Jabłonka, męża
Stanisława, Marię i Alojzego
Rączka, syna Stefana
Czwartek 19. 05. 2011
6.30 1. + Witolda Łatyszonek
2. ++ Apolonię i Dominika
Ostrzołek, ++ Gertrudę i Alojzego Kaszta, syna Gerarda
8.00 ++ Annę i Józefa Myśliwiec
18.00 1. + Danutę Jasiński w Ir.+
2. + Ryszarda Folwarczny, ojca
Józefa
Piątek 20. 05. 2011
6.30 1. ++ Pawła i Matyldę Knesz,
syna Konrada
2. + Konrada Knesz, rodziców
8.00 ++ Helenę i Wilhelma Kiermaszek, 2 synów, Cecylię i Stefana
Rutkowski
18.00 1. + Krystynę Kozok, męża Alfreda, rodziców z obu stron
2. ++ Wiktora i Franciszkę
Pyszny
Sobota 21. 05. 2011
6.30 1. + Mieczysława Sitko, rodziców, ++ Antoninę i Ignacego
Stachowiak, + Cecylię Emrych
2. ++ Marię i Engelberta Pifczyk, + Jacka Baron, + Klaudiusza Olszówka
8.00 + Zbigniewę Marszolik, męża
Andrzeja
17
12.00 Ślub rzymski: Legendziewicz –
Różańska
18.00 1. + Marię Kominek, męża Józefa
2. + Jana Capłap, rodziców i rodzeństwo, ++ Martę i Benedykta Ośliźlok, rodziców z obu
stron
Niedziela 22. 05. 2011 V
NIEDZIELA WIELKANOCNA
6.30 + Alojzego Smołka, żonę Emilię, syna Gerarda
8.00 Dziękczynna z okazji 18 rocznicy urodzin Barbary Grabiec
z prośbą o Dary Ducha Św.
i błogosławieństwo Boże
9.30 W intencji Parafian
11.00 Za roczne dzieci
12.15 Dziękczynna z okazji 60 rocznicy ur. Czesława Pyszny, z prośbą o błogosławieństwo Boże
i dalszą opiekę
17.30 Nabożeństwo majowe
18.00 ++ Edeltraudę i Henryka Gardian
Poniedziałek 23. 05. 2011
6.30 1. ++ Krystynę i Czesława Capłap, ++ Stefanię i Bernarda
Hajn
2. + Zygmunta Jagieło w III r.+
8.00 ++ Agnieszkę i Alojzego Kania,
3 synów, 2 synowe
18.00 1. + Emanuela Słanina
2. ++ Leona i Martę Skowronek
Wtorek 24. 05. 2011
6.30 1. ++ Helenę i Ryszarda Jaroszewski
2. + Urszulę Skaba w rocznicę
urodzin, rodziców z obu stron
8.00 + Bronisława Moj, rodziców,
teściów, dziadków i szwagra
Otmana
18.00 1. + Bożenę Weideman w Ir.+
2. + Bogusława Kołodziej w Ir.+
Środa 25. 05. 2011
6.30 1. Dziękczynna – za łaskę beatyfikacji Jana Pawła II od czcicieli
Miłosierdzia Bożego
2. Dziękczynna – za łaskę beatyfikacji Jana Pawła II
8.00 + Franciszka Richter, Jana i Albertynę Bochenek
18.00 1. + Bertę Landkocz, męża Pawła, Janusza Stokowy
2. + Anielę Plura, rodziców
z obu stron i + Ryszarda Folwarczny
Czwartek 26. 05. 2011
6.30 1. Dziękczynna z okazji 85 rocznicy urodzin Stanisława Chybicki
2. + Katarzynę Chybicki
8.00 Za wszystkie matki z podziękowaniem za dar życia z okazji
Dnia Matki, oraz za wszystkie
++ matki
18.00 1. ++ Stefanię i Jana Piechociński, syna Józefa
2. + Alicję Dębską
Piątek 27. 05. 2011
6.30 1. + Augustynę Durczok, męża
Franciszka, + Jadwigę Pielorz
2. ++ Katarzynę i Stanisława
Sławik
8.00 + Aleksandra Oczkowski i + Józefa Oczkowski
17.00 Festiwal „REGINA COELI”
poświęcony błogosławionemu
Ojcu Św. Janowi Pawłowi II
w roku Jego beatyfikacji
18.00 1. + Irenę Kołeczko
2. + Stefanię Masztalski w IIr.+,
męża Bronisława
Sobota 28. 05. 2011
6.30 1. ++ Marię i Wilhelma Skorupa, rodziców i + Marię Sokół
2. + Annę Grzonka, 2 mężów,
++ Monikę i Walentego Dragon
8.00 + Jerzego Kokoszka w Ir.+
12.00 Ślub rzymski: Kakowski – Mielczarek
18.00 1. Dziękczynna z okazji 60
rocznicy urodzin Małgorzaty
Wnuk, z prośbą o dalszą opiekę
i błogosławieństwo Boże
2. + Pelagię i Alojzego Wnuk,
++ Ludwinę i Wilhelma Płaczek, ++ dzieci
Niedziela 29. 05. 2011
6.30 + Franciszka Spandel, ++ rodziców i teściów
8.00 W intencji Parafian
9.30 Dziękczynna z okazji 80 rocznicy urodzin Klary
11.00 Dziękczynna z okazji 50 rocznicy urodzin Zbigniewa Olbryś
12.15 Dziękczynna do Opatrzności
Bożej, przez wstawiennictwo
Matki Bożej Nieustającej Pomocy z okazji 70 rocznicy urodzin
Jadwigi Bień, z prośbą o zdrowie i błogosławieństwo Boże
17.30 Nabożeństwo majowe
18.00 + Maksymiliana Skaba
Numer 5 (219)
18
w VIIIr.+, syna Mariana,
++ rodziców i teściów
Poniedziałek 30. 05. 2011
DNI KRZYŻOWE
6.00 PROCESJA
6.30 1. Do Opatrzności Bożej o obfite
plony ziemi i błogosławieństwo
Boże w pracy w intencji ofiarodawców z ul. Rymera i ulic
przyległych
2. + Józefa Kaspar, rodziców
i rodzeństwo, ++ teściów Henryka i Edytę Szczyrba, synów i + Annę Tomala
8.00 ++ Jadwigę i Józefa Budny, zięcia Zenona Przybylak, Janinę
i Jana Kolończyk
18.00 1. 30 dn.: + Helenę Kempny, +
Huberta Hlubek, + Zofię Rurek,
+ Alicję Goldman, + Józefa Nowakowski, + Karola Maciejewski, + Kazimierza Guberski, +
Lesławę Jędrzejek, + Huberta
Materzok
2. ++ Helenę i Edwarda Konieczny w r.+
Wtorek 31. 05. 2011
ŚWIĘTO NAWIEDZENIA N.M.P.
DNI KRZYŻOWE
6.00 PROCESJA
6.30 1. Do Opatrzności Bożej o obfite
plony ziemi i błogosławieństwo
Boże w pracy w intencji ofiarodawców z Biertułtów
2. + Juliana Jurewicz
8.00 ++ Franciszkę i Michała Osuch,
zięcia Henryka, wnuka Janusza
18.00 1. W intencji żyjących i zmarłych
członków Parafialnej Wspólnoty Apostolstwa Dobrej Śmierci
w dzień Patronalnego Święta
2. + Filipa Sitek w Ir.+
Środa 1. 06. 2011
DNI KRZYŻOWE
6.00 PROCESJA
6.30 1. Do Opatrzności Bożej o obfite plony ziemi i błogosławieństwo Boże w pracy w intencji
ofiarodawców z Obszar
2. W intencji róży Różańcowej, rodziców za dzieci, o błogosławieństwo i Dary Ducha
8.00 Do M.B. Nieustającej Pomocy –
od czcicieli
18.00 1. + Helenę Szymiczek – ofiara
od sąsiadów z ul. Kwiatowej 6
2. ++ Alojzego i Hildegardę
Bednorz
Czwartek 2. 06. 2011
6.30 1. ++ Karola i Elżbietę Michalski, syna Gerarda
2. Angelę Hurtig – ofiara od sąsiadów z ul. Kwiatowej 6
8.00 Do Jezusa Chrystusa Najwyższego Kapłana o powołania kapłańskie i zakonne
17.00 Adoracja Najświętszego Sakramentu
18.00 1. + Idę Byrtek w VIIr.+, rodziców
2. + Bogusława Byrtek, rodziców
Piątek 3. 06. 2011
6.30 1. + Jana Dudkiewicz, syna Ryszarda
2. + Elgerberta Zerzon, ofiara
od sąsiadów
8.00 Do Najświętszego Serca Pana
Jezusa w intencji czcicieli
18.00 1. + Teresę Gawryś w Ir.+
2. ++ Alfreda i Annę Adamczyk,
Olgę i Bogdana Kluba, syna Andrzeja
Sobota 4. 06. 2011
6.30 1. + Teresę Kozielski w Xr.+,
męża Franciszka
2. ++ Marię i Stanisława Kowalik w rocz.+
8.00 1. Intencja wynagradzająca
Niepokalanemu Sercu Maryi za
zniewagi i grzechy całego świata, wyrządzone Matce Boga
i naszej
2. Do Niepokalanego Serca Maryi w int. matek
12.00 Ślub rzymski: Kozłowski -Olejnik
16.00 W intencji absolwentów rocznika 1961 z okazji 50 rocznicy
ukończenia szkoły podstawowej Obszary
18.00 1. + Stanisława Urbańczyk, rodziców i teściów
2. + Bronisławę Zachradny
Niedziela 5. 06. 2011
UROCZYSTOŚĆ
WNIEBOWSTĄPIENIA
PAŃSKIEGO
6.30 W intencji Parafin
8.00 W intencji członków Polskiego
Związku emerytów, rencistów
i inwalidów Koło Radlin, oraz
za zmarłych członków Koła
9.30 Dziękczynna do Opatrzności
Bożej przez wstawiennictwo
M.B. Fatimskiej z okazji 60 rocz-
11.00
12.15
13.30
17.30
18.00
nicy małżeństwa Zofii i Bonifacego Drychta z prośbą o Boże
błogosławieństwo i zdrowie dla
całej rodziny
Dziękczynna z okazji 40 rocznicy urodzin Marzeny Grim
Dziękczynna z okazji 50 rocznicy małżeństwa Anny i Józefa
Stabla, oraz 70 rocznicy urodzin
Anny
Msza św. z liturgią sakramentu
Chrztu Św.
Nabożeństwo popołudniowe
+ Kazimierza Jakimiuk w IV
r.+, żonę Marię
Poniedziałek 6. 06. 2011
6.30 1. + Alojzego Bińczyk, syna Czesława, ++ Zofię i Józefa Dornia,
Hildegardę, Adelę i Gerarda
Kuchcik
2. ++ Paulinę i Floriana Serwotka
8.00 + Pawła Piechaczek, żonę Pelagię
18.00 1. + Bolesława Dzierżęga, rodziców z obu stron
2. + Monikę Szatyło, syna Kamila
Wtorek 7. 06. 2011
6.30 1. + Marię Pinior, męża Roberta, ++ córki, synów i synowe
2. + Jadwigę Czysz, męża Alojzego, syna Ernesta, wnuka Zbigniewa
8.00 ++ Jana i Adelajdę Borczyk, +
Czesławę Walura
18.00 1. O zwycięstwo Miłosierdzia
Bożego w nas i na całym świecie
2. + Romana Duda w Ir.+
Środa 8. 06. 2011
6.30 1. + Huberta Magiera w r.+
2. + Franciszka Bizon – ofiara
od sąsiadów z ul. Wrębowa 3
8.00 + Klarę Skaba
18.00 1. + Gertrudę Stebel
2. ++ Annę i Józefa Gaszka
Czwartek 9. 06. 2011
6.30 1. ++ Joannę i Franciszka Cieśla
2. + Bronisława Kaletka, brata Zygmunta, rodziców z obu
stron
8.00 + Zofię Buda, 2 mężów
17.00 Adoracja Najświętszego Sakramentu
18.00 1. + Annę Toman, rodziców
z obu stron
Numer 5 (219)
2. ++ Waltera i Gerdę Polonius,
córkę Mirosławę i rodziców
z obu stron
Piątek 10. 06. 2011
6.30 1. + Floriana Kowalski w Xr.+,
rodziców i rodzeństwo z obu
stron
2. + Eryka Burek – ofiara od sąsiadów z ul. Spacerowej
8.00 + Konrada Czysz, synów Zbigniewa i Stanisława
18.00 1. + Jerzego Szeliga w Ir.+
2. + Henryka Ptaszyński
Sobota 11. 06. 2011
6.30 1. ++ Marię i Wiktora Żymełka
2. ++ Edwarda Gocałek, syna
Antoniego
8.00 + Marię Kozielski, męża Antoniego, syna Helmuta
11.00 Ślub rzymski: Śmiechota – Konieczny
15.00 Ślub rzymski Lach – Drychta
18.00 1. + Wandę Brachman
2. + Jerzego Brzezinka, brata
Zygmunta, ++ Marię i Henryka
Lasok, córkę Urszulę
Niedziela 12. 06. 2011
UROCZYSTOŚĆ ZESŁĄNIA
DUCHA ŚWIĘTEGO
6.30 + Urszulę Gondro, rodziców
8.00 Dziękczynna z okazji 50 rocznicy urodzin Jana z prośbą
o zdrowie i Boże błogosławieństwo
9.30 W intencji Parafian
11.00 Dziękczynna z okazji 25 rocznicy małżeństwa Bożeny i Zbigniewa Jabłonka
12.15 Dziękczynna do Opatrzności
Bożej przez wstawiennictwo
M.B. Fatimskiej z okazji 50
rocznicy małżeństwa Renaty
i Erwina Cieślik z prośbą o błogosławieństwo Boże dla całej
rodziny
14.15 Ślub rzymski: Kawalerowicz –
Szulik
16.00 Bierzmowanie
17.30 Nabożeństwo popołudniowe
18.00 ++ Gertrudę i Konstantego Jeszka
UWAGA! Ostateczna wersja porządku
nabożeństw znajduje się w gablotce
parafialnej i na stronie internetowej
parafii: www.biertultowy.pl
Przygotowały: Hildegarda Stawowy,
Bronisława Buchta, Katarzyna Gocałek
19
Odeszli do WIECZNOŚCI
Błażej Szczyrba
Roman Bogusz
Jerzy Bugla
Leopold Blanik
Maria Sadorska
Lucjan Ogrodnik
Helena Kempny
Alicja Goldman
Zofia Rurek
Hubert Hlubek
Józef Nowakowski
Karol Maciejewski
Lesława Jędrzejek
Kazimierz Guberski
Hubert Materzok
ur. 1986 r.
ur. 1965 r.
ur. 1942 r.
ur. 1945 r.
ur. 1960 r.
ur. 1940 r.
ur. 1923 r.
ur. 1934 r.
ur. 1933 r.
ur. 1933 r.
ur. 1944 r. ur. 1998 r.
ur. 1947 r. ur. 1940 r.
ur. 1942 r.
zam. ul. Sokolska 32
zam. ul. Sokolska 2/9
zam. ul. Damrota 33/5
zam. ul. Rymera 6/12
zam. ul. Wrębowa 6c/8
zam. ul. Wieczorka 11/10
zam. ul. Rogozina 48
zam. ul. Sienkiewicza 4/12
zam. ul. Wiosny Ludów 291/31
zam. ul. Napierskiego 21
zam. ul. Wieczorka 23/12
zam. ul. Findera 6/12
zam. ul. Ściegiennego 19/6
zam. ul. Wieczorka 12b/10
zam. ul. Hallera 13/7
+ 10.04.
+ 12.04.
+ 14.04.
+ 15.04.
+ 15.04.
+ 17.04.
+ 20.04.
+ 23.04.
+ 24.04.
+ 24.04.
+ 26.04.
+ 27.04.
+ 28.04.
+ 29.04.
+ 1.05.
CHRZEST ŚWIĘTY
17. 04.
Filip Greloch
Zuzanna Hejna
Kinga Koterzyna
Liwia Kwaśnik
Piotr Piszczan
Kinga Sitko
Samuel Skorupa
Emilia Sobik
Julia Stacha
Konrad Staniczek
Agata Stępień
Franciszek Szafranek
Karol Szczyra
30. 04.
Karol Rogacz
1. 05.
Wojciech Sobik
Kaja Ważna
Œlu­by
26. 04.
Marcin Połomski – Katarzyna Solich
27.04.
Dariusz Jeszka – Justyna Safarewicz
Bartosz Prokop – Agata Tatarczyk
28.04.
Rafał Kurek – Hanna Koczy
30.04.
Marcin Rogacz – Magdalena Remiasz
7.05.
Damian Maciejewski­
– Agnieszka Smoleń
Pismo parafii Wniebowzięcia
Najświętszej Maryi Panny
w Biertułtowach
ul. W. Korfantego 14, 44–310 Radlin
Redaguje Zespół pod opieką
ks. Piotra Mrozka.
Zdjęcia: ks. Rafał Woźnica.
Redakcja zastrzega sobie prawo
do skracania
i przeredagowywania artykułów.
Do użytku wewnętrznego.
e–mail do redakcji:
[email protected]
Numer 5 (219)
20
Nasze dziękczynienie
za beatyfikację Jana Pawła II
Foto – R. Janosz
Ksiądz Prałat Alfred
Wloka odprawił Msze
święte w kaplicy
Sejmu Polskiego RP
i w Katedrze Polowej
Wojska Polskiego
w Warszawie

Podobne dokumenty

Odmawiajcie codziennie różaniec

Odmawiajcie codziennie różaniec Jezusowi jedynie cierpienie. Chcę dzielić z Nim jeszcze przez trochę Jego Krzyż”. Pyta lekarzy o swój stan, chce być wszystkiego świadoma. Czasami, choć zdarza się to rzadko, prosi rodziców, by nie...

Bardziej szczegółowo

Chrystus Zmartwychwstan jest Nam za przykład dan jest Iż mamy

Chrystus Zmartwychwstan jest Nam za przykład dan jest Iż mamy którą otrzymujemy w chwili Chrztu świętego – tego Chrztu św. który jest owocem tajemnicy paschalnej meki, śmierci i zmartwychwstania Pana Jezusa. Przecież Aniołowie zwiastowali ludziom największe t...

Bardziej szczegółowo

Rok WiaRy W kościele PoWszechnym

Rok WiaRy W kościele PoWszechnym z wyznawanymi przez niego poglądami. Dnia 5 listopada 1951 roku cała rodzina Beltrame Quattrocchich po raz pierwszy od 1924 roku spotkała się w całości w mieszkaniu w Rzymie. Było to zarazem ostatn...

Bardziej szczegółowo