Untitled

Komentarze

Transkrypt

Untitled
Rajd Szlakiem
ks. kard. Karola Wojty³y
By³ pochmurny, mokry dzieñ. Na Skawicê Such¹ Górê przyjecha³ samochód, z którego
wysiad³ z towarzyszem kard. Karol Wojty³a, który 9 wrzeœnia 1978 r. wyruszy³ w swoj¹
ostatni¹ wêdrówkê przed wyborem na Papie¿a.
Dla upamiêtnienia tego wydarzenia co roku Gminne Centrum Kultury, Promocji i Turystyki w Zawoi organizuje rajd pieszy. W tym roku, w sobotê 9 wrzeœnia na trasê rajdu
wysz³a 120 osobowa grupa m³odzie¿y szkolnej i osób indywidualnych. Wycieczkê poprzedzi³a Msza œw. w koœciele karafialnym w Skawicy. Pogoda dopisa³a wiêc turyœci mieli
wymarzone warunki na piesz¹ wêdrówkê. Prawie w po³owie trasy, w schronisku na Hali
Krupowej nast¹pi³ wypoczynek, po którym grupa wyruszy³a dalej. Ok. godz. 15-tej na
Prze³êczy Krowiarki na strudzonych turystów czeka³y autokary, które odwioz³y wêdrowców do Zawoi i Skawicy.
Przed wyruszeniem na trasê rajdu w Skawicy
Odpoczynek na Hali Krupowej
2
POD DIABLAKIEM
JESIEÑ/2006
Na malowniczej trasie rajdu
Fot. arch. GCKPiT w Zawoi
Ze szkolnego
kalendarza
4–
Za naszym oknem
WRZESIEÑ
Pocz¹tek roku szkolnego.
Wakacje by³y d³u¿sze o trzy dni.
PADZIERNIK
4 – Œwiatowy Dzieñ Ochrony Zwierz¹t.
14 – Dzieñ Nauczyciela (sobota). Harce
i akademie zaplanowane zostan¹ na
pewno w pi¹tek.
22 – Œwiatowy Dzieñ J¹kaj¹cych siê.
28/29 – Przesuniêcie czasu. Œpimy d³u¿ej.
LISTOPAD
16 – Œwiatowy Dzieñ Tolerancji.
21 – Œwiatowy Dzieñ ¯yczliwoœci.
30 – Andrzejki. Zabawy i dyskoteki.
GRUDZIEÑ
Miko³aj. W szkole nie powinni pytaæ.
Rozdajemy prezenty.
23 – Pocz¹tek przerwy œwi¹tecznej.
6–
STYCZEÑ
1 – Nowy Rok. Czas pomyœleæ o szkole.
15-28 – Ferie zimowe dla dzieci
m.in. z województwa ma³opolskiego.
21 – Dzieñ Babci.
LUTY
14 – Dzieñ Zakochanych.
MARZEC
8 – Dzieñ Kobiet.
21 – Pierwszy dzieñ wiosny.
Topimy Marzannê.
24/25 – Przesuniêcie czasu.
Œpimy nieco krócej.
KWIECIEÑ
1 – Prima Aprilis.
5-10 – Przerwa w nauce na Wilkanoc.
1-3 –
4–
8–
26 –
MAJ
Wolne od zajêæ.
Pocz¹tek nowych matur.
Mo¿e wolne po Bo¿ym Ciele?
Dzieñ Matki.
CZERWIEC
1 – Dzieñ Dziecka.
22 – Pocz¹tek lata. KONIEC ROKU
SZKOLNEGO. WAKACJE. HURA!
23 – Dzieñ Ojca.
POD DIABLAKIEM
Pismo nawi¹zuj¹ce do tradycji pisma
Stowarzyszenia Mi³oœników Ziemi
Babiogórskiej pod tym samym tytu³em.
Redaktor naczelna: Gabriela Tryba³a
Adres redakcji: Gminne Centrum Kultury,
Promocji i Turystyki w Zawoi, 34-222 Zawoja
Centrum, tel. (033) 877 50 66, fax 877 69 49,
e-mail: [email protected]
Wypowiedzi naszych czytelników zawarte
w dzia³ach OPINIE i POCZTA
POD DIABLAKIEM
nie zawsze prezentuj¹ pogl¹dy redakcji.
Oddano do druku: 15.09.2006 r.
Jesienne wêdrówki je¿y pod nasze okna.
Fot. arch. GCKPiT w Zawoi
W numerze
INFORMACJE
Bezp³atne szkolenia dla bezrobotnych .................................................................................. 4
KRONIKA WYDARZEÑ
Mistrzostwa Polski Kung Fu w Zawoi ................................................................................... 5
Bike Maraton w Zawoi ........................................................................................................... 6
Jarmark Babiogórski ............................................................................................................. 7
Do¿ynki gminne w Skawicy ............................................................................................... 8-9
Do¿ynki powiatowe w Zawoi .......................................................................................... 10-11
ZE SZKOLNEGO PODWÓRKA
S³oneczny koniec wakacji .................................................................................................... 12
Z Socratesem w Polsce ...................................................................................................... 13
Historia jednej takiej klasy ................................................................................................... 14
STRONY DLA NAJM£OSDSZYCH ............................................................................... 15-17
SPORT I REKREACJA
Ju Jutsu – historia i wspó³czesnoœæ ............................................................................... 18-19
HUMOR
Sumiynnie tak by³o .............................................................................................................. 19
NASZA TRADYCJA
Opiowieœæ o pó³tnie ........................................................................................................ 20-21
Niosomy krzeœcijanina ................................................................................................... 22-24
JESIENNA LEKTURA
Wycieczka na Babi¹ Górê .............................................................................................. 25-31
POD DIABLAKIEM
JESIEÑ/2006
3
INFORMACJE
Nominacje i awanse…
Dnia 28 lipca br. w Sali Rycerskiej zamku
w Suchej Beskidzkiej odby³y siê uroczyste
obchody Œwiêta Policji. Uroczystoœæ rozpoczê³a siê Msz¹ œw. w kaplicy zamkowej, po
której w Sali Rycerskiej przyznano awanse
i nominacje 39 policjantom z naszego powiatu, m.in. Br¹zowy Krzy¿ Zas³ugi otrzyma³ aspirant Jacenty Wróbel, a Br¹zow¹
Odznakê Zas³u¿ony Policjant aspirant sztabowy Wies³aw Chrz¹szcz.
Wœród zebranych na uroczystoœci goœci
znaleŸli siê m.in. starosta suski – Andrzej
Paj¹k, burmistrzowie i wójtowie gmin powiatu suskiego oraz w³adze policji województwa ma³opolskiego, powiatu suskiego i nowotarskiego. Na uroczystoœci nie
zabrak³o równie¿ ¿yczeñ i s³ów podziêkowania za owocn¹ pracê policji. Wyró¿nieni
otrzymali od wójtów i burmistrzów skromne podarunki w ramach podziêkowania za
swoj¹ pracê na w³asnych terenach.
DZ
Uroczyste spotkanie policjantów w Sali Rycerskiej. Fot. Dorota Zaj¹c
Instytut Turystyki w Krakowie Sp. z o.o., ul. Czarnieckiego 8/14 , 30-536 Kraków
zaprasza do udzia³u w bezp³atnych szkoleniach
realizowanych w ramach projektu „Czym chata bogata. Reorientacja zawodowa osób zagro¿onych utrat¹ pracy
i bezrobotnych z terenów po³udniowej Ma³opolski”
Zakres projektu:
• Agroturystyka z modu³em przedsiêbiorczoœci;
• Obs³uga Ruchu Turystycznego z modu³em przedsiêbiorczoœci;
• Kompleksowa obs³uga ruchu klienta
w turystyce z modu³em jêzyka angielskiego bran¿owego.
• indywidualne spotkania z Job Coachem,
• podwy¿szenie/zmianê kwalifikacji zawodowych;
• ciekawe zajêcia prowadzone przez specjalistów;
• zwrot kosztów opieki nad dzieckiem do
7 lat b¹dŸ osob¹ zale¿n¹,
• poczêstunek w ka¿dym dniu szkolenia,
Szkoleniami objête zostan¹ osoby z powiatów myœlenickiego, limanowskiego
i suskiego:
Ka¿dy uczestnik po zakoñczonym szkoleniu otrzyma Certyfikat ukoñczenia szkolenia”. Ponadto uczestnik szkolenia mo¿e
otrzymaæ zwrot kosztów przejazdu, je¿eli
szkolenie odbywa siê w innej miejscowoœci ni¿ miejsce zameldowania uczestnika
szkolenia. Miejsce odbywania szkoleñ: Myœlenice, Limanowa, Sucha Beskidzka.
• bezrobotne zarejestrowane w Powiatowym Urzêdzie Pracy nie d³u¿ej ni¿ 3 miesi¹ce, które utraci³y pracê z przyczyn niezale¿nych od siebie;
• nara¿one na utratê pracy w szczególnoœci w przemyœle lekkim, chemicznym, cukrowniczym oraz w ochronie zdrowia;
• bêd¹ce w fazie wypowiedzenia stosunku
pracy z przyczyn niezale¿nych od pracownika;
• zatrudnione u pracodawcy, wobec którego og³oszono upad³oœæ lub który jest w
stanie likwidacji.
Uczestnikom w okresie odbywania
szkolenia zapewniamy:
POD DIABLAKIEM
Serdeczne podziêkowania za udzia³ w uroczystoœci pogrzebowej
Œ.p. Zygmunta Budzowskiego
Ksiê¿om, Wójtowi i Radzie Gminy Zawoja,
Komendzie Pañstwowej Stra¿y Po¿arnej, Orkiestrze OSP z Zawoi,
Chórowi mêskiemu, kapeli góralskiej
oraz s¹siadom, znajomym i przyjacio³om
sk³ada
¿ona z córk¹ i syn z rodzin¹.
• materia³y szkoleniowe;
• arsztaty psychologiczne;
4
Zapisy i szczegó³owe informacje: Biuro
Projektu: Myœlenice, ul. S³owackiego 92
(Ip.). Godziny otwarcia: Poniedzia³ek-Pi¹tek 8.00-16.00.
Telefon: (0) 667-668-435, 667-668-434, fax:
012-423-66-90, e-mail: [email protected]
Punkty Konsultacyjne: Limanowa, ul.
Jana Paw³a II 5 (IIp.), Sucha Beskidzka, ul.
Mickiewicza 19 (Ip.).
Godziny otwarcia: Poniedzia³ek/Wtorek
7.00-15.00; Œroda 7.30-15.30; Czwartek 9.0017.00. Telefon: (0) 667-668-434, (0) 667668-436.
Projekt jest wspó³finansowany ze œrodków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Spo³ecznego oraz Bud¿etu Pañstwa.
JESIEÑ/2006
Mistrzostwa Polski
Kung Fu w Zawoi
9 lipca w piêknej nowoczesnej Hali Widowiskowo-Sportowej w Zawoi odby³y
siê Mistrzostwa Polski Choy Lee Fut Kung Fu/Wushu oraz Ogólnopolski
Turniej Wushu w taolu Nanquan.
Organizatorem mistrzostw byli: Polska Organizacja Kung Fu, Miêdzyszkolny
Uczniowski Klub Sportowy Choy Lee Fut
oraz Sekcja Wushu/Kung Fu KS Cracovia.
Imprezie patronowa³ Polski Zwi¹zek Wushu. Patronat honorowy nad zawodami
objêli Wojewoda Ma³opolski Witold Kochan,
Marsza³ek Województwa Ma³opolskiego Janusz Sepio³, Prezydent Miasta Krakowa Jacek Majchrowski oraz Wójt Gminy Zawoja
Marek Listwan i „Zawoja” Lokalna Organizacja Turystyczna.
W mistrzostwach wystartowa³o ponad 50
zawodników w tym kilkunastu aktualnych
mistrzów oraz medalistów Miêdzynarodowych Mistrzostw Polski Wushu Seniorów
oraz Mistrzostw Polski Wushu Juniorów. Dla
kadry zawodników by³ to sprawdzian przed
I Mistrzostwami Œwiata Wushu Juniorów,
które rozegrane zosta³y w sierpniu w Malezji oraz Miêdzynarodowymi Mistrzostwami
USA, które odby³y siê pod koniec lipca
w Baltimore.
Mistrzostwa tradycyjnie rozpocz¹³ przy
akompaniamencie specjalnej muzyki bêbnów i talerzy – Taniec Lwa. Z powodu okresu wakacyjnego oraz intensywnego okresu
startowego w ostatnich 2 miesi¹cach zabrak³o zawodników z kilku klubów. Pomimo
tego poziom zawodów, szczególnie w konkurencjach form seniorskich, by³ wysoki,
a o ostateczniej klasyfikacji decydowa³y
u³amki punktu. Rozdano medale w 27 konkurencjach Choy Lee Fut oraz 7 konkurencjach form sportowych. Zawodnicy rywalizowali w kategoriach m³odzików, juniorów
oraz seniorów. Demonstrowali tredycyjne
formy systemu Choy Lee Fut: rêczne, z szabl¹ lub mieczem, kijem, w³óczni¹, wachlarzem. Rozegrano tak¿e konkurencje form
na manekinie Ching Jong. System Choy Lee
Fut jest znany z unikalnej walki na 18-stu
legendarnych manekinach, co wyró¿nia ten
styl od innych systemów kung fu.
W kategoriach juniorów na szczególne
s³owa uznania zas³uguje Bartosz Lubryczyñ-
Podczas mistrzostw mo¿na by³o
zobaczyæ umiejêtnoœci kilkunastu
mistrzów walk wschodnich
Z KRONIKI WYDARZEÑ
ski (KS Cracovia) – (5,1,0), zdobywca a¿
5 z³otych medali, zaœ najlepsz¹ juniork¹ okaza³a siê Joanna Romañska (MUKS Choy Lee
Fut) – (3,1,0). Wœród seniorów dominowa³
Piotr Kowalik (4,1,0) oraz Krzysztof Szymoñski (2,1,0) (obaj KS Cracovia). Wœród seniorek najlepiej spisa³a siê Ewa Dynowska
(4,2,0) (KS Cracovia). W konkurencjach
form sportowych, rozegranych w ramach
Ogólnopolskiego Turnieju Wushu Taolu
Nanquan na uznanie zas³uguje najm³odszy
zawodnik zawodów – Krzysztof Muzyka
(MUKS Choy Lee Fut), zwyciêzca kategorii
Nandao. W specjalnej konkurencji Five Stars
Champion (zawodnicy rywalizowali w piêciu konkurencjach) najlepszy okaza³ siê
Piotr Kowalik, który pokona³ Bartosza Lubryczyñskiego i Krzysztofa Rodka (wszyscy KS Cracovia).
Kraków jest jednym z najsilniejszych
oœrodków polskiego Kung Fu/Wushu, a zawodnicy skupieni w dwóch krakowskich
klubach MUKS Choy Lee Fut i KS Cracovia
œciœle wspó³pracuj¹cych ze sob¹ odnosz¹
najwiêksze sukcesy nie tylko w zawodach
krajowych, ale o najwy¿szej randze œwiatowej.
Zorganizowanie imprezy w takiej miejscowoœci jak Zawoja, która posiada nowoczesny obiekt sportowy, by³o bardzo dobrym posuniêciem. Zawody zgromadzi³y
bardzo liczn¹ widowniê, a tak¿e mia³y poparcie i du¿e zaanga¿owanie w³adz gminy
oraz spo³ecznoœci lokalnej.
Klasyfikacja dru¿ynowa: 1. KS Cracovia
– Kraków; 2. MUKS Choy Lee Fut – Kraków; 3. Choy Lee Fut Polska – Bielsko-Bia³a; 4. Zakopiañskie Stowarzyszenie Smok
i Tygrys – Zakopane.
Zwyciêzy poszczególnych kategorii stawali na
podium i odbierali puchary oraz dyplomy
POD DIABLAKIEM
JESIEÑ/2006
5
Z KRONIKI WYDARZEÑ
Bike Maraton w Zawoi
W maratonie wystartowa³o ponad 700 zawodników
Niektórzy kolarze pokonywali nawet
dystans o d³ugoœci 70 km
15 lipca br. w Zawoi odby³a siê V edycja
maratonów rowerowych Eska Fujifilm
Bike Maraton. W sobotê o godz 11 ze
stadionu sportowego LKS „Watra”
w Zawoi Centrum wystartowa³o przesz³o
700 zawodników. Trasa wyœcigu
przebiega³a przez przepiêkne Pasmo
Ja³owieckie
Uczestnicy maratonu pokonywali
trasê na ró¿nych dystansach. Dla
najbardziej wprawionych i wytrzyma³ych
zawodników przygotowano trasê na
Dystansie Giga, który liczy³ 70 km.
Nieco krótszym, licz¹cym. oko³o 40 km
by³ Dystans Mega o podobnej skali
trudnoœci. Kolejnym do przejechania by³
Dystans Mini. Nastêpna klasyfikacja to
wynik dru¿ynowy, rodzinny, wynik
LOGISTYCY giga, mega i mini.
Po wyczerpuj¹cym przejeŸdzie zawodnicy odpoczywali na murawie boiska
Start i meta by³a na stadionie w Zawoi
Centrum
Zwyciêzcy poszczególnych kategorii odbierali nagrody i puchary. Fot. arch. GCKPiT w Zawoi.
6
POD DIABLAKIEM
JESIEÑ/2006
Jarmark Babiogórski
Z KRONIKI WYDARZEÑ
5 sierpnia br. w Zawoi Czato¿y odby³ siê huczny Jarmark Babiogórski
organizowany przez Gminne Centrum Kultury Promocji i Turystyki w Zawoi,
Ochotnicz¹ Stra¿ Po¿arn¹ w Zawoi Górnej oraz Babiogórski Park Narodowy.
Najm³odsi ogl¹dali spektakl teatralny
Konkursy i zabawy dla dzieci zorganizowa³ Babiogórski Park Narodowy
W programie obok konkursów rodzinnych,
organizowanych przez BPN oraz teatrzyku
dla dzieci odby³ siê koncert duetu Anna
Wasilewska i Robert Dudkowski oraz koncert gwiazdy wieczoru, w³oskiego piosenkarza Roberto Zucaro, który wprowadzi³
widowniê w typowo „œródziemnomorski
klimat”. Dla tych którzy sami chcieli spróbowaæ swoich si³ w œpiewaniu, a dodaæ
nale¿y, ¿e by³o ich niema³o, zorganizowano konkurs karaoke, zaœ wieczorem do tañca skoczne melodie przygrywa³ zespó³
„Bras” ze Stryszawy.
Oprócz wystêpów na scenie mo¿na by³o
powspinaæ siê na linach pod bacznym
okiem GOPR-u, spróbowaæ swoich si³ w siodle, jak i na koniach mechanicznych, gdy¿
jedn¹ z wielu atrakcji by³y przeja¿d¿ki czteroko³owcami. Dla smakoszy regionalnych
potraw gaŸdziny z Zawoi Górnej napiek³y
zawojskich ko³aczy i nawa¿y³y swojskiego
bigosu.
Dodatkowym punktem imprezy by³ zorganizowany przez stra¿aków pokaz ratownictwa drogowego, jak i pokaz trialu motocyklowego, a dok³adnie skoków na motorach w wykonaniu Mistrza Polski M³odzików z klubu Karol Trial Team z Grzechyni.
Du¿e podziêkowania za tak wspania³¹
imprezê nale¿¹ siê wszystkim zaanga¿owanym w jej realizacjê mieszkañcom Zawoi
Górnej, którzy dobrowolnie i bez ¿adnych
korzyœci dla siebie przyczynili siê do zorganizowania imprezy.
XX
Pokaz GOPR-owców
Pokaz ratownictwa drogowego
Koncert w³oskiego piosenkarza Zucero. Fot. arch. GCKPiT w Zawoi
POD DIABLAKIEM
JESIEÑ/2006
7
Z KRONIKI WYDARZEÑ
Do¿ynki Gminne
w Skawicy
To ju¿ ósmy raz spotkaliœmy siê na Do¿ynkach Gminnych w Skawicy, którym jak co
roku towarzyszy wspania³a pogoda, wykonawcy i publicznoœæ. Program
i organizacja uroczystoœci do¿ynkowych by³y dopiête na przys³owiowy ostatni guzik,
a wszystko to dziêki koordynatorowi i gospodarzowi uroczystoœci panu Czes³awowi
Zemlik. W programie znalaz³y siê atrakcje zarówno dla m³odej jak i starszej publiki.
Jak co roku, uroczystoœæ rozpoczê³a siê
msz¹ œw. w Koœciele Parafialnym w Skawicy, po której nast¹pi³ przemarsz z wieñcem
do¿ynkowym, na plac szkolny, gdzie mia³
miejsce festyn. Wieniec nios³y gospodynie
i przekaza³y go na rêce wójta pana Marka
Listwana. Podziêkowania wójta oraz starosty suskiego pana Andrzeja Paj¹ka nie mia³yby koñca, gdyby nie nadszed³ czas na
kolejny punkt programu.
Dekoracja sceny do¿ynkowej nawi¹zywa³a do lat 80-tych. Po prawej stronie widnia³ wizerunek szefa Radia „Wolna Europa”
– Jana Nowaka Jeziorañskiego i liczne has³a z okresu lat 80-tych, „Precz z komun¹…”,
lewa strona zaœ przedstawia³a symbol stanu wojennego – WRON z postaciami gen.
Jaruzelskiego i Rzecznika Rz¹du Jerzego
Urbana. Po tej stronie zobaczyæ mo¿na by³o
ró¿ne rzeczy kojarzone z tym okresem:
musztarda, ocet, sklepy, sztandary ZSMP
i PZPR. Tegoroczna historyczna dekoracja
bardziej zrozumia³a by³a dla ludzi starszych,
bo nam m³odym znana by³a tylko z opowieœci naszych dziadków i rodziców.
Po oficjalnej czêœci uroczystoœci nadszed³
czas na zabawê, któr¹ zapocz¹tkowa³ wystêp zespo³u folklorystycznego „Zbójnik” ze
Skawicy. M³ode talenty wprowadzi³y publicznoœæ w nastrój z poprzednich do¿ynek,
przywo³a³y wspomnienia œwietnej zabawy.
Po wystêpie zespo³u nadszed³ czas na
gwiazdê do¿ynkowego wieczoru. By³ ni¹
mê¿czyzna niskiego wzrostu, o charakterystycznej barwie g³osu, a jego opowieœci i poczucie humoru „zwala³o” publicznoœæ z nóg
– Bohdan Smoleñ, bo o nim tutaj mowa
rozbawi³ publicznoœæ do ³ez. Na festynie
nie by³o osoby bez uœmiechu na twarzy.
Po wystêpie pana Bohdana publicznoœæ
ze œmiechu i „nie tylko” nie mog³a staæ
o w³asnych si³ach, potrzebowa³a chwili spokoju, by nabraæ si³ na póŸniejsze szaleñstwo. Tak¹ chwilê zafundowa³ im wêdrowny Cygan, który od³¹czy³ siê od cygañskiego taboru, by zagraæ na Do¿ynkach w Skawicy.
Zrelaksowan¹ i pe³n¹ energii publicznoœæ
do tañca zaprosi³ zespó³ „Babilon”. Atmosfera siêgnê³a zenitu, kiedy z g³oœników pop³ynê³y s³ynne przeboje Boney M. W krótkim czasie boisko sportowe wype³ni³o siê
tañcz¹cymi parami. Szczêœliwe twarze, ko-
8
POD DIABLAKIEM
JESIEÑ/2006
lorowe stroje, okrzyki, opalone, balansuj¹ce w rytm muzyki cia³a, przypomina³y karnawa³, niczym z Rio de Janerio.
PóŸniej publicznoœæ bawi³a siê przy znanych i lubianych piosenkach z zespo³em
„Dexter”, z którym to wszyscy przywitaliœmy niedzielny poranek. Ale wszystko co
Korowód z wieñcem prowadzi³a Orkiestra
Dêta Gminy Zawoja
dobre szybko siê koñczy – rozstaliœmy siê
z uœmiechem na twarzach i wspomnieniami na d³ugie zimowe wieczory, z nadziej¹,
¿e to ju¿ za rok znów spotkamy siê w tym
samym miejscu, o tej samej porze, z tym
samym humorem i zapa³em do zabawy.
SK i JB
Uroczysty korowód z wieñcem do¿ynkowym przeszed³ trasê od koœcio³a do placu przy
szkole w Skawicy.
Na placu szkolnym organizatorzy przygotowali scenê z dekoracj¹ nawi¹zuj¹c¹ do lat 80-tych
Z KRONIKI WYDARZEÑ
Koncerty na estradzie rozpocz¹³ zespó³ folklorystyczny Zbójnik ze Skawicy
PóŸniej publicznoœæ „pêka³a” ze œmiechu przy wystêpie Bohdana Smolenia
Do tañca nikogo specjalnie zapraszaæ nie musia³ zespó³ Dexter
Na festynie do¿ynkowym publicznoœæ mog³a
siê bawiæ do samego rana.
Fot. arch. GCKPiT w Zawoi
POD DIABLAKIEM
JESIEÑ/2006
9
Z KRONIKI WYDARZEÑ
Do¿ynki powiatowe w Zawoi
Do¿ynki to powód do œwiêtowania dla rolników, którzy szczêœliwie zakoñczyli prace
¿niwne oraz dziêkczynienie za udane zbiory. Tradycj¹ w naszym powiecie s¹
do¿ynki powiatowe, który odbywaj¹ siê co roku w ró¿nych gminach.
Tegorocznym gospodarzem Do¿ynek Powiatowych by³a Gmina Zawoja. Powiatowe
Œwiêto odby³o siê 3 wrzeœnia br. na stadionie sportowym w Zawoi Centrum.
Przemarsz delegacji z wieñcami do koœcio³a w Zawoi Centrum
Delegacje wieñcowe, starostowie do¿ynek,
w³adze gmin powiatu oraz zaproszeni goœcie zebrali siê na parkingu, sk¹d poprowadzeni zostali przez zawojsk¹ orkiestrê
dêt¹ do koœcio³a na uroczyst¹ Mszê œw.,
któr¹ odprawili ks. Ryszard Wiêcek, proboszcz parafii pw. œw. Klemensa w Zawoi
i o. Tomasz Michalski – kapelan Stowarzyszenia Gmin Babiogórskich.
Po zakoñczeniu mszy korowód z dziesiêcioma wieñcami oraz wierni ruszyli na
stadion. Po oficjalnym powitaniu przez starostê powiatu suskiego Andrzeja Paj¹ka
Uroczysta do¿ynkowa Msza œw.
10
POD DIABLAKIEM
JESIEÑ/2006
i wójta gminy Zawoja Marka Listwana starostowie do¿ynek Hermina Spyrka i Franciszek Kobiela przekazali na rêce starosty
i wójta chleb do¿ynkowy i kosz z owocami. Nastêpnie panie z Kó³ Gospodyñ Wiejskich przyst¹pi³y do prezentacji i oœpiewania wieñców do¿ynkowych. Podczas Do¿ynek Powiatowych rozstrzygany jest konkurs wieñca do¿ynkowego. Wieñce oceniane s¹ w dwóch kategoriach: tradycyjny
i wspó³czesny. Na ocenê ma wp³yw nie tylko sam wieniec ale równie¿ strój oraz melodia i s³owa przyœpiewek.
Jury, któremu przewodniczy³a etnograf
dr Urszula Janicka-Krzywda w kategorii
wieñca tradycyjnego przyzna³o pierwsze
miejsce KGW Zawojanki z gminy Zawoja,
drugie miejsce otrzyma³o KGW B³¹dzonka
z Suchej Beskidzkiej a trzecie KGW z ¯arnówki. Przyznano tak¿e wyró¿nienia dla
Jordanowskiego Ko³a Kultury Ludowej z Jordanowa i KGW £êtownia z gminy Jordanów. W kategorii wieñca wspó³czesnego
pierwsze miejsce zdoby³o KGW z Pewelki
z gminy Stryszawa. Drugie miejsce otrzyma³o KGW z Sidziny a trzecie KGW z Bieñkówki. Jury postanowi³o przyznaæ nagrodê
specjaln¹ dla KGW z Tarnawy Dolnej z gminy Zembrzyce za wyj¹tkowo ³adny i wykonany zgodnie z tradycj¹ wieniec.
Podczas do¿ynek rozstrzygniêty zosta³
równie¿ konkurs na naj³adniejszy ogród
przydomowy i naj³adniejsze gospodarstwo
rolne. Pierwsz¹ nagrodê za naj³adniejszy
ogród otrzyma³ Robert Wrona z Jachówki,
drug¹ Renata Talaga z Zembrzyc, trzeci¹
Maria Szczurek z Zawoi, Józef i Janina Kozio³kowie wraz z Renat¹ i Andrzejem Krzystoniami z Marcówki a wyró¿nienie Waleria Kwaœna z Grzechyni i Roman B¹bol z £êtowni. W kategoii gospodarstwo rolne
pierwsze miejsce przyznano Janinie Motor
z Sidziny, drugie Marii Wójcik z Osielca, trzecie Halinie Goryl z Jachówki a wyró¿nienie otrzyma³a Kazimiera Bura z Targoszowa.
Po zakoñczeniu czêœci oficjalnej wystêpowa³y zespo³y z naszego powiatu oraz Kapela Bugajskich z Kêt. Koncertowa³y: Orkiestra Dêta Stowarzyszenia Muzycznego
Œleszovia ze Œleszowic, Orkiestra Dêta
Gminy Zawoja, zespó³ regionalny Zawojanki i Babiogórcy, zespó³ Zbójnik ze Skawicy
i Juzyna z Zawoi. Do tañca gra³ zespó³ Okovita z Zawoi.
Z koœcio³a delegacje z wieñcami
przemaszerowa³y na stadion
Z KRONIKI WYDARZEÑ
Wieniec do¿ynkowy oœpiewuje KGW z Zawoi Dolnej
Wystêp zespo³u Babiogórcy z Zawoi
Wieniec do¿ynkowy KGW z Zawoi Dolnej
Koncert Kapeli Bugajskich
Poczêstunek chlebem
Wystêp zespo³u Juzyna z Zawoi
Koncert Orkiestry Dêtej Gminy Zawoja
Do tañca gra³ i œpiewa³ zespó³ Okowita
Delegacje wieñcowe czekaj¹ na og³oszenie
wyniku konkursu. Fot. arch. GCKPiT w Zawoi
POD DIABLAKIEM
JESIEÑ/2006
11
ZE SZKOLNEGO PODWÓRKA
S³oneczny koniec wakacji
W dniach 21–25 sierpnia br. zrealizowany by³ drugi etap programu wymiany m³odzie¿y miêdzy gmin¹ Zawoja a wêgiersk¹
gmin¹ Cserkeszölö. Organizatorami programu wymiany by³y samorz¹dy Zawoi i Cserkeszölö.
21 sierpnia 2006 r. wyruszyliœmy z Zawoi
na Wêgry (16 uczniów i 3 opiekunów z Zespo³u Szkó³ w Zawoi Centrum). Podró¿
przez S³owacjê d³u¿y³a siê z powodu prac
drogowych. Republika Wêgierska powita³a
nas polami s³oneczników, które dostojnie
Ca³e œrodowe popo³udnie spêdziliœmy korzystaj¹c z uroków tego k¹pieliska.
W czwartek Wêgrzy zaprosili nas w swoje
Góry Bukowe, które wziê³y nazwê od porastaj¹cych je lasów. Góry Bukowe s¹ zbu-
dowane w du¿ej mierze z wapienia, st¹d
jest tam wiele w¹wozów, dolin, jaskiñ i wodospadów. Ich urodê mogliœmy podziwiaæ
z otwartych wagonów kolejki w¹skotorowej i podczas wêdrówki.
W pi¹tek rano po serdecznym po¿egnaniu wyruszyliœmy w powrotn¹ drogê. Podczas tego krótkiego pobytu dowiedzieliœmy
siê wiele na temat krajobrazu, klimatu, obyczajów, ¿ycia rodzinnego Wêgrów i ich
kuchni. Urzek³y nas pola pe³ne s³oneczników, kukurydzy, papryki i arbuzów dojrzewaj¹cych w pe³nym s³oñcu. Doceniliœmy
goœcinnoœæ i serdecznoœæ Wêgrów, która
sprawi³a, ¿e mimo bariery jêzykowej czuliœmy siê tam dobrze.
Kiedy przekraczaliœmy granicê wêgiersko – s³owack¹, s³oñce dopala³o siê w ró¿nokolorowych astrach i purpurowych nasturcjach. Na S³owacji duszê owia³ nam jesienny ch³ód. Babia Góra wyci¹ga³a do nas
swoje ramiona w powitalnym geœcie. Byliœmy w domu.
Koñcz¹ siê wakacje. Jakie bêd¹ nastêpne? Zobaczymy za rok…
Urszula Mazur
Pusztai Allatpark. Fot. E. Chowaniak
chyli³y swoje g³owy. Do celu podró¿y przybyliœmy o godzinie 18.00. Gospodarze przyjêli nas bardzo serdecznie. Dzieci mieszka³y u swoich wêgierskich kolegów, a opiekunów goœci³a u siebie pani dyrektor szko³y w Cserkeszölö. Podczas krótkiego pobytu poznaliœmy najpiêkniejsze zak¹tki Wielkiej Niziny Wêgierskiej.
We wtorek zwiedziliœmy Park Narodowy Hortbagy, chroni¹cy Pusztê (S³ony Step)
z jej pasterk¹ kultur¹ oraz pozosta³oœci dawnych bagien i moczarów. G³ówne atrakcje
Hortobagy to s³ynny dziewiêcioprzês³owy
most, Muzeum Pasterskie oraz Pusztai Allatpark (ogród zoologiczny puszty). Tego
samego dnia odwiedziliœmy równie¿ Debreczyn – drugi co do wielkoœci i znaczenia
Oœrodek Miejski Wêgier, zwany równie¿
„kalwiñskim Rzymem” (do dziœ wiêkszoœæ
mieszkañców wyznaje kalwinizm). W œrodê m³odzie¿ wêgierska pokaza³a nam swoj¹ szko³ê i swoj¹ miejscowoœæ. G³ówn¹
atrakcj¹ Cserkeszölö jest k¹pielisko termalne, po³o¿one na 4 ha ³adnie zaaran¿owanej przestrzeni. Znajduje siê tutaj 8 du¿ych
basenów p³ywackich i rekreacyjnych. Na
terenie kompleksu mo¿na skorzystaæ z konsultacji medycznych i masa¿y leczniczych.
12
POD DIABLAKIEM
JESIEÑ/2006
Spa w Cserkeszölö. Fot. Z. Hutniczak
Z Socratesem w Polsce
ZE SZKOLNEGO PODWÓRKA
Zgodnie z harmonogramem projektu Produkt lokalny Ÿród³em wiedzy o regionie,
realizowanego w ramach programu Socrates Comenius, 2 lipca 2006 r. przybyli do
Zawoi w towarzystwie opiekunów, s³owaccy i wêgierscy uczestnicy dzia³añ.
Miêdzynarodowa grupa zosta³a powitana
w hali widowiskowo-sportowej przez dyrektora Zespo³u Szkó³ w Zawoi Centrum,
pana Zbigniewa Hutniczaka. Staropolskim
obyczajem goœcie zostali zaproszeni na poczêstunek, a nastêpnie rozlokowani w domach rodzinnych naszych uczniów i nauczycieli.
W zwi¹zku z tym, ¿e gospodarze przygotowali bardzo atrakcyjny program wizyty, którego celem by³o poznanie okolic
Zawoi oraz kultury i ¿ycia codziennego jej
mieszkañców, nasi partnerzy bardzo du¿o
wêdrowali i zwiedzali. Ju¿ pierwszego dnia
pobytu odby³a siê wycieczka do Krakowa,
która trwa³a a¿ do wieczora. Nasi partnerzy
wêdrowali Traktem Królewskim, zwiedzili
równie¿ wzgórze wawelskie, rynek g³ówny i Kopiec Koœciuszki. Kolejnego dnia
uczestnicy programu zobaczyli Zespó³ Zamkowo–Parkowy w Suchej Beskidzkiej, neogotycki koœció³ oraz zabytkow¹ karczmê
Rzym. Szczególnie m³odszej grupie zwiedzaj¹cych spodoba³ siê tradycyjny suski jarmark.
W kolejnych dniach podziwiano Skansen w Zubrzycy oraz niezwyk³e eksponaty
Muzeum Babiogórskiego Parku Narodowego. Nie mog³o te¿ zabrakn¹æ wycieczki na
szczyt Babiej Góry, która zgodnie z planem
urzek³a i zachwyci³a. Interesuj¹cym punktem programu by³o zwiedzanie Zawoi Przys³opu z jego malowniczymi widokami,
Klasztorem O. Karmelitów Bosych, plenerow¹ Drog¹ Krzy¿owa i wiatrakiem. Goœcie
spotkali siê równie¿ z twórcami ludowymi.
Po trudach zwiedzania wyœmienicie smakowa³y kie³baski pieczone na ognisku. Nasi
goœcie mogli równie¿ odpocz¹æ wieczorem
w szkole, gdzie organizowano dla nich ciekawe warsztaty artystyczne, zajêcia sportowe oraz zabawê taneczn¹.
Szeœæ dni minê³o bardzo szybko i choæ
dokucza³ lipcowy skwar, wizyta by³a bardzo udana. M³odzi Europejczycy wywieŸli
z Zawoi wiele wra¿eñ, w³asnorêcznie wykonane produkty lokalne (zabawki z siana,
malowane ptaszki), ale te¿ pozostawili
prawdziwych przyjació³.
Joanna Pacyga
Ognisko na Markowych Rówienkach.
Fot. £. Stopka
Niniejszy projekt zosta³ zrealizowany
przy wsparciu finansowym Wspólnoty Europejskiej w ramach Programu Socrates –
Comenius. Treœci samego projektu lub materia³ów nie odzwierciedlaj¹ stanowiska Komisji Europejskiej czy Agencji Narodowej w
danej sprawie, a w zwi¹zku z tym ani Komisja Europejska, ani Agencja Narodowa
nie ponosi za nie odpowiedzialnoœci.
Przy kolei na Mosorny Groñ. Fot. Z. Hutniczak
Wyprawa na Babi¹ Górê. Fot. A.Warmuz
Odpoczynek przy górskim strumyku.
Fot. A.Warmuz
POD DIABLAKIEM
JESIEÑ/2006
13
ZE SZKOLNEGO PODWÓRKA
Szko³a nie taka straszna
Historia takiej jednej klasy
Rozpocz¹³ siê nowy rok szkolny. Uczniowie siê martwi¹, ¿e na wakacje znów trzeba czekaæ tyle miesiêcy. Ka¿dy lubi wakacje. Nawet nauczyciele. Tylko, czy wrzesieñ musi byæ zawsze witany has³em: „Znów
ta g³upia szko³a”? A mo¿e ona wcale taka
g³upia nie jest? W koñcu po latach pamiêta
siê w³aœnie osi¹gniêcia szkolne, procentuje
wiedza tam zdobyta. Wakacyjne przyjaŸnie
szybko mijaj¹, mo¿e dlatego, ¿e to znajomoœci zawarte w czasie wakacyjnej beztroski i nie sprawdzaj¹ siê w normalnych warunkach. W szkole uczymy siê przyjaŸni na
dobre i na z³e, bo w szkole s¹ sukcesy i pora¿ki, trudy i radoœci. W czas wakacji œwieci s³oñce, mniej jest obowi¹zków, wiêcej
siê leniuchuje, wypoczywa i wszystko traktuje siê mniej powa¿nie. Szko³a to przede
wszystkim praca, ale w³aœnie praca stanowi w du¿ym stopniu o sensie ¿ycia.
Czego dobrego mo¿emy oczekiwaæ
w szkole? Je¿eli w³o¿ymy trochê wysi³ku,
mo¿emy cieszyæ siê sukcesami, mo¿emy realizowaæ marzenia, rozwijaæ swoje zainteresowania.
Ubieg³y rok szkolny na pewno dobrze
wspomina Joanna Rekies z gimnazjum
w Skawicy. Jej pracowitoœæ poparta zdolnoœciami zosta³a nagrodzona. Ktoœ powiedzia³, ¿e talent, to 99 procent pracy i 1 procent iskry Bo¿ej. I coœ w tym jest. Powinni
siê nad tym zastanowiæ ci, którzy siê chwal¹, ¿e s¹ zdolnymi leniami. Pamiêtajcie, ¿e
w przysz³oœci zostanie wam to, co osi¹gn¹³
ów leñ: pracowicie zakopane talenty.
A Joasia? Nie zakopywa³a swoich talentów. Zosta³a wojewódzk¹ finalistk¹ dwóch
konkursów przedmiotowych: z geografii
(nauczyciel: mgr Ma³gorzata Pacyga) i z jêzyka polskiego (nauczyciel: mgr Bo¿ena
Szczepanek). Bra³a te¿ udzia³ na szczeblu
powiatowym w konkursie z jêzyka niemieckiego (nauczyciel: Alicja Sikoñczyk). Ma
zdolnoœci jêzykowe i wi¹¿e z nimi swoj¹
przysz³oœæ. Do LO w Suchej Beskidzkiej do
klasy z rozszerzonym jêzykiem angielskim
dosta³a siê „œpiewaj¹co” i by³a na pocz¹tku
listy przyjêtych. Joasia jest te¿ laureatk¹
konkursu Leonardo 2006. To nie koniec
osi¹gniêæ Joanny. Odnios³a ona spektakularny sukces: zosta³a pos³ank¹ XII Sesji Sejmu Dzieci i M³odzie¿y pod has³em „Ekologia – wybór przysz³oœci”. Po raz pierwszy
mieliœmy pos³a na Sejm z naszej gminy.
Mo¿e w jej œlady pójd¹ inni? Równie¿ doroœli…
Oczywiœcie Joasia otrzyma³a na koniec
roku stypendium naukowe.
Jak wspomnia³am, Joanna Rekies by³a
uczennic¹ gimnazjum w Skawicy. Chodzi³a
14
POD DIABLAKIEM
JESIEÑ/2006
do klasy III b. Do tej klasy uczêszcza³a równie¿ Katarzyna Makoœ, która tak¿e zapracowa³a na stypendium naukowe. Dla Kasi
szko³a by³a nie tylko miejscem, gdzie mo¿na zdobyæ mnóstwo wiedzy, u³atwiaj¹cej
realizacjê marzeñ, ale te¿ miejscem rozwijania talentu artystycznego. Bra³a udzia³
w wielu konkursach plastycznych i odnosi³a sukcesy. Zdoby³a m.in. I miejsce
w gminnym konkursie „Moje zdrowie”, zdoby³a nagrodê w ogólnopolskim konkursie
“S³ucham mistrzów, dobrze wybieram”.
W tym samym konkursie wyró¿nienie dosta³a równie¿ klasowa kole¿anka Kasi Dorota Czech. Obie dziewczyny czêsto
i chêtnie wykorzystywa³y swój talent, aby
ozdobiæ klasê szkoln¹. Mam nadziejê, ¿e
w dalszym ci¹gu bêd¹ rozwijaæ swój talent
i bêd¹ upiêkszaæ ¿ycie w szkole, w œrodowisku, w domu… „bo piêkno po to jest, by
zachwyca³o do pracy…”(C. K. Norwid).
Autentycznym talentem plastycznym
obdarzony jest nasz najwiêkszy, szkolny (ju¿
by³y) „malarz” Marcin Dyrcz. On te¿ zdoby³ nagrodê w ubieg³orocznej edycji wspomnianego ogólnopolskiego konkursu plastycznego pod has³em „Jak wypocz¹æ
z trzeŸwym umys³em” i z dum¹ 1 IX 2005 r.
odbiera³ dyplom i nagrodê z r¹k vice-wójta
F. Klimasary. Jest te¿ autorem plakatu, który wygra³ w konkursie „Doroœli i dzieci
wszyscy segreguj¹ œmieci”, organizowanym
przez BPN i Urz¹d Gminy Zawoja w 2005 r.
Gdy Marcina uda³o siê namówiæ do udzia³u w jakimœ konkursie plastycznym, sukces
by³ pewny. Pomaga on te¿ w tworzeniu dekoracji dla ró¿nych imprez œrodowiskowych, i mamy nadziejê, ¿e nadal bêdzie
mo¿na na niego liczyæ.
Pasj¹ Marcina by³ równie¿, a raczej
przede wszystkim sport. Wraz z kolegami
ze swojej klasy, a tak¿e klasy IIIa zdoby³ II
miejsce w Powiatowej Gimnazjadzie M³odzie¿y w Pi³ce Rêcznej Ch³opców i III m.
w Powiatowej Gimnazjadzie M³odzie¿y
w Pi³ce No¿nej. Uczniowie z tych klas brali
udzia³ we wszystkich mo¿liwych zawodach
sportowych. Za osi¹gniêcia sportowe
mgr Krzysztof Bartyzel – ich nauczyciel
wuefu, na koniec roku wrêczy³ im stypendia. Stypendium otrzymali prawie wszyscy
ch³opcy klasy III b.
W szkole uczniowie mog¹ rozwijaæ ró¿ne talenty i zdolnoœci. Zdolnoœci literackie
wykorzystywa³a Urszula Ceremuga, redaguj¹c szkolny biuletyn “Echo naszej szko-
Joasia Rekies zosta³a pos³ank¹ XII Sesji Sejmu Dzieci i M³odzie¿y pod has³em
„Ekologia – wybór przysz³oœci”.
³y” wraz z kole¿ankami z równoleg³ej klasy: Katarzyn¹ Migas i Katarzyn¹ Sikoñczyk.
Talentem literackim mog³a w szkole pochwaliæ siê te¿ Karolina Listwan, pisz¹ca
oryginalne scenariusze do szkolnych przedstawieñ i apeli. Walory tych scenariuszy
potrafili wydobyæ wspaniali „aktorzy”, których by³o mnóstwo w obu klasach trzecich.
O muzyczn¹ oprawê wystêpów, dba³a klasowa gitarzystka Magda Ficek i Grzegorz
Marek, cz³onek Orkiestry OSP w Zawoi,
równie¿ uczeñ tej klasy,.
Nie trzeba jednak wielkich talentów, aby
do szko³y mieæ po co chodziæ, aby rozwijaæ zainteresowania, zrobiæ coœ dobrego,
zdobyæ przyjació³. Z pewnoœci¹ sprzyja
temu dzia³alnoœæ w harcerstwie. W gimnazjum w Skawicy prê¿nie dzia³a dru¿yna
harcerska, a dru¿ynowa Danuta Zemlik
twierdzi, ¿e jej najaktywniejsi druhowie, to
w³aœnie uczniowie wspomnianej klasy trzeciej. Ula Ceremuga, Marcin Dyrcz, Marcin
Marsza³ek, Arek Pacyga i Wojtek Pacyga
wiele razy brali udzia³ w akcjach: Betlejemskie Œwiat³o Pokoju, WOŒP i ró¿nych akcjach charytatywnych.
Nie tylko harcerze, ale równie¿ inni
uczniowie klas trzecich byli wyczuleni na
krzywdê innych. 20 maja 2006, w sobotê,
uczniowie ze Skawicy, przybyli do Zawoi
na imprezê „Zawoja pe³na niespodzianek”,
aby okazaæ solidarnoœæ z ludŸmi niepe³nosprawnymi. Szczerze i serdecznie oklaskiwali ich wystêpy, zreszt¹ przepiêkne,.
Ch³opcy nawet zaryzykowali, ¿e mog¹ nie
zd¹¿yæ na umówiony mecz pi³ki no¿nej.
Je¿eli m³odzie¿, zamiast w sobotê leniuchowaæ, siedzieæ przed telewizorem, komputerem, czy oddawaæ siê innym beztroskim
rozrywkom, chce uczestniczyæ w tak wartoœciowej imprezie, to chyba nie jest tak Ÿle
z nasz¹ m³odzie¿¹. W tym roku coroczny
Rajd Szlakiem kard. Karola Wojty³y wypad³
w sobotê. Uczestników by³o znacznie mniej
ni¿ w ubieg³e lata (sobota – dzieñ wolny
od zajêæ szkolnych). Jednak z ubieg³orocznej klasy trzeciej wielu uczniów wybra³o
siê na ten rajd. Gdy byli uczniami gimnazjum, zawsze brali udzia³ w rajdzie prawie
w 100%, bo w ogóle lubili wêdrowaæ i w
czasie tych trzech lat zwiedzili wiele okolicznych gór.
No i co? Czy w czasie wakacji jest miejsce, aby tyle prze¿yæ, aby tyle osi¹gn¹æ, aby
siê tym wszystkim pochwaliæ, aby zdobyæ
takich sprawdzonych przyjació³?… Kochani uczniowie! Nie mówcie: znów ta g³upia,
z³a szko³a. Pomyœlcie, ile mo¿ecie dziêki
niej zyskaæ. Poszukajcie jej dobrych stron.
Warto, bo szko³a, to spory kawa³ waszego
¿ycia.
Powodzenia!
UM
P.S. Takich klas jak opisana wy¿ej jest wiele. Warto o tym pamiêtaæ, gdy s³yszy siê
ci¹g³e krytyki dzisiejszej m³odzie¿y. Ja mia³am mo¿liwoœæ przygl¹dn¹æ siê w³aœnie tej
i uwa¿am, ¿e ka¿dego z 18 uczniów tej klasy warto by³o poznaæ, a klasa w ca³oœci…
wspania³a.
I znów koniec wakacji, i znów
nadchodzi jesieñ. Miejmy nadziejê,
¿e podobnie jak tegoroczne lato
bêdzie s³oneczna i pogodna, taka
bajkowa polska z³ota jesieñ. Jeœli
znajdziecie chwilkê na przeczytanie
stron dla najm³odszych bêdzie
bardzo mi³o nie tylko Redakcji
naszego pisma, ale i mnie osobiœcie.
Zapraszam do lektury – Kaœka Fujak
STRONY DLA NAJM£ODSZYCH
Na jesienne
wieczory i deszczowe dni
¯yczymy sobie wszyscy piêknej i s³onecznej jesieni. A jeœli bêdzie s³otna?
Wiadomo przecie¿, ¿e “w czasie deszczu dzieci siê nudz¹…”
Polecam lekturê ksi¹¿ki albo zabawy ze s³owem i… czasopismami.
Warto przeczytaæ…
Z uporem maniaka polecam lekturê ksi¹¿ek jako rozrywkê nie doœæ, ¿e wielce przydatn¹ i po¿yteczn¹, to jeszcze mi³¹ i rozwijaj¹c¹. Nieodmiennie ci¹gnie mnie do ksi¹¿ek pani
Ma³gorzaty Musierowicz. Spod Jej pióra wysz³o wiele chyba ju¿ tysiêcy kart ksi¹¿ek (pisa³am ju¿ zreszt¹ o nich). Jednak ta, któr¹ chcê dziœ Wam poleciæ jest dla tych, którzy ksi¹¿ki
kochaj¹. Chcê bowiem Was zachêciæ do lektury FRYWOLITEK Jest to zbiór felietonów,
które przez lata ukazywa³y i ukazuj¹ siê w Tygodniku Powszechnym. Nosz¹ one podtytu³
„Czyli ostatnio przeczyta³am ksdi¹¿kê”. Nie jest to jednak zbiór recenzji ksi¹¿ek ukazuj¹cych siê na pó³kach ksiêgarskich. Jest to zbiór arcyciekawych rozwa¿añ i uwag na temat
ksi¹¿ek dawnych i wspó³czesnych, opisanych w nich postaci, krajobrazów i jêzyka, a przede
wszystkim przekazywanych na ich kartach wartoœci. Sk¹d wiêc tak dziwny tytu³? Przeczytajcie sami!
FRYWOLITKI, Ma³gorzata Musierowicz, Akapit Press, £ódŸ 1997, ss. 237 (z ilustracjami
Autorki!)
PS. W póŸniejszych latach ukaza³y siê dwa kolejne tomy felietonów pod tym samym
tytu³em.
W co siê bawiæ?
WyobraŸcie sobie deszczowe popo³udnie i Was wraz z kolegami nudz¹cych siê w domu (za³ó¿my, ¿e nie ma pr¹du i nie mo¿ecie zasi¹œæ do komputera…).
Proponujê zabawê w „A-Zetowe opowiadania”. Gra przeznaczona jest dla minimum
trzech graczy w wieku powy¿ej 9 lat. Potrzebne bêd¹ kartki papieru i o³ówki.
Ka¿dy z Was zapewne umie opowiedzieæ zmyœlon¹ historyjkê. I na tym w³aœnie polegaæ bêdzie ta zabawa. W grze chodzi o to, aby u³o¿yæ opowiadanie, w którym ka¿dy
kolejny wyraz bêdzie zaczyna³ siê od kolejnej litery alfabetu. A wiêc pierwszy wyraz
zacznie siê na literê A, a ostatni na Z. Niby ³atwe, ale nie ca³kiem, kiedy w opowiadaniu
musi byæ sens. Litery Q, Y i X proponujê omin¹æ. Powodzenia!
POD DIABLAKIEM
JESIEÑ/2006
15
STRONY DLA NAJM£ODSZYCH
Lubiê las
To miejsce nies³ychane, zadziwiaj¹ce. Pe³ne tajemniczoœci i uroku. Z przebogat¹
palet¹ zieleni, jesieni¹ zmieniaj¹c¹ siê w paletê br¹zów, ¿ó³ci i czerwieni. To
miejsce têtni¹ce cisz¹. Specjalnie u¿y³am tego okreœlenia (choæ zdawa³o by siê, ¿e
nie mo¿na têtniæ cisz¹, a jednak…).
Las przepe³niony jest koj¹cymi dŸwiêkami
brzêczenia owadów, szumu wiatru, szmeru strumieni czy œwiergotu ptaków. Las jest
te¿ fantastycznym „organizmem” – uk³adem,
w którym wspó³pracuje i oddzia³uje na siebie wzajemnie szereg organizmów o odmiennych barwach, budowie i formie.
I nagle… bêc! W ta leœn¹ harmoniê wkrada siê zgrzyt. Jak ³atwo go zauwa¿yæ wiedz¹ ci, którzy odwiedzaj¹ las u schy³ku lata
czy w pocz¹tkach jesieni, w czasie wysypu
grzybów. Ten zgrzyt jest „dzie³em” pseudogrzybiarzy. Wyraz dzie³em ujê³am specjalnie w cudzys³ów, bo zazwyczaj kojarzy
siê z czymœ pozytywnym, wielkim, szlachet-
Zagadki
Ma³y, s³aby, w lesie stoi
Inikogo siê nie boi.
Choæ mu grozi wypadek
Z miejsca siê nie rusza.
Przed starszym nie zdejmuje
Nigdy kapelusza.
16
POD DIABLAKIEM
nym, dostojnym. A to co zostaje po pseudogrzybiarzach to oznaka braku poszanowanie dla przyrody i braku kultury. Trasê
ich leœnych wêdrówek wytyczaj¹ nie tylko
œmieci, ale i poniszczone owocniki grzybów. Sk¹d tyle agresji skierowanej ku tym
tak piêknym i przydatnym organizmom?
Mo¿e z zemsty, ¿e nie okaza³y siê oczekiwanym okazem borowika czy rydza? Mo¿e
w ramach odwetu za to, ¿e pseudogrzybiarz niepotrzebnie siê schyli³? Zreszt¹ to
ma³o istotne.
Grzyby jadalne i niejadalne i truj¹ce, te
rosn¹ce poœród œció³ki i te nadrzewne s¹
bardzo istotnym sk³adnikiem lasów. Stano-
Zabierz z „kaszy” i z „tanga”
Pierwszych kilka liter,
A otrzymasz w zamian
Drzewo pospolite.
Wiosna w zieleni wplot³a
Bia³ych kwiatów kiœcie.
Teraz ma korale,
A zgubi³a liœcie.
JESIEÑ/2006
wi¹ jedno z trzech, obok roœlin i zwierz¹t,
królestw œwiata o¿ywionego. Odgrywaj¹
wa¿n¹ rolê jako partnerzy drzew (mikoryza to symbioza pomiêdzy drzewem a grzybem rozgrywaj¹ca siê w strefie korzeniowej) czy te¿ jako sprawcy powtórnego
wprowadzania do obiegu materii substancji zwi¹zanych w drewnie (rozk³ad martwego drewna). Przyczyniaj¹ siê te¿ do rozk³adu martwych szcz¹tek organicznych. Wspomnê tu tak¿e o aspekcie estetycznym – czy¿
nie pochylaliœcie siê nigdy nad czerwonym
kapeluszem muchomora przystrojonym w
bia³e plamki, czy¿ nie przygl¹daliœcie siê z
zadziwieniem œnie¿nej wrêcz lodowej bieli
galaretka pospolitego przytulonego do
próchniej¹cego pniaka?
I choæ tak naprawdê najwa¿niejsza czêœæ
grzybów jako organizmów tkwi nie w ich
owocnikach czyli pospolitych zbieranych
przez nas grzybach, ale w ukrytej w ziemi
czy drewnie grzybni to nie przystoi nam,
istotom myœl¹cym, niszczenie jednego
z komponentów naszych babiogórskich lasów.
¯ó³ci siê lekko rumieni
Dojrzewa na s³onku
Wœród zielonych listków
Wisi na ogonku.
Jesienne przys³owia
Od dawna ludzie wspó³istniej¹c z przyrod¹
szukali w niej wskazówek do przewidywania nadchodz¹cych zmian pogody. Przez
szereg wieków uzbiera³y siê tysi¹ce porzekade³ dotycz¹cych zachowañ zwierz¹t czy
te¿ roœlin i wskazuj¹cych na zmiany warunków atmosferycznych. Do swego rodzaju perfekcji doszli w tej sztuce ¿eglarze, któ-
rych los na morzu zale¿a³ w³aœnie od pogody. Podobnie dla mieszkañców wsi – ludzi w szczególny sposób zwi¹zanych z przyrod¹ – pogoda by³a bardzo istotna. To im
naj³atwiej by³o obserwowaæ zachowanie
ró¿nych organizmów. Wiele gatunków roœlin i zwierz¹t jest wyj¹tkowo wra¿liwych
na zmiany temperatury, wilgotnoœci czy ci-
STRONY DLA NAJM£ODSZYCH
œnienia atmosferycznego, a tak¿e si³y czy
kierunku wiatru. Na przyk³ad mrówki. Niektóre ich gatunki wraz ze zbli¿aj¹cym siê
deszczem zaczynaj¹ wznosiæ ziemna barierê wokó³ wejœcia do mrowiska. Ptaki przed
nadejœciem burzy wznosz¹ swój lot zdecydowanie wy¿ej, co spowodowane jest wystêpowaniem silnych pr¹dów wznosz¹cych,
unosz¹cych w górê setki owadów, stanowi¹cych pokarm dla ptaków. Nadejœcie silnych huraganowych wiatrów w Oceanii
zwiastowane jest chowaniem siê ryb rafowych wœród podwodnych ska³.
Obserwujmy wiêc uwa¿nie otaczaj¹c¹
nas przyrodê, mo¿e uda siê stworzyæ nowe
przepowiednie? Wszak przys³owia s¹ m¹droœci¹ narodów.
Im g³êbiej we wrzeœniu grzebi¹ siê robaki
Tym sro¿ej siê zima da ludziom we znaki.
Gdy paŸdziernik ciep³o trzyma
Zwykle mroŸna bywa zima.
Gdy liϾ z drzewa nisko spada
PóŸn¹ to wiosnê zapowiada.
Kiedy w grudniu przyjdzie zima
Mróz na d³ugo wiosnê wstrzyma.
Krzy¿ówka
Dla rozruszania umys³ów na progu nowego roku szkolnego specjalnie dla Was nowa krzy¿ówka. Jak zwykle rozwi¹zaniem
bêdzie has³o odczytane pionowo w dó³ w wyró¿nionej kolumnie.
1. Przez uczniów wytêsknione i wyczekane
Nawet przez nauczycieli wygl¹dane.
2. Gdy proste równoleg³e otrzymaæ mamy
Wzd³u¿ boków wzajemnie je przesuwamy.
3.W liniê, w kratkê albo g³adki
Nie wytrzyma bez ok³adki.
4. Linia mia³a byæ prosta, a jest krzywa
Bo ona spokojnie w plecaku spoczywa.
5. Mazid³o to zaczarowane
Z³¹czy kartki rozerwane.
6. Miêkka i bajecznie kolorowa
RzeŸb œwiat w sobie chowa
7. Farbki same nic nie znacz¹
Póki ich mokrych nie zobacz¹
8. Jak tu okr¹g narysowaæ?
Ostrze wbij, a rysik prowadŸ!
9. Nutki na niej siê roz³o¿y³y
I melodiê utworzy³y.
10. Gdy dziadkowie w szkole rozrabiali
Nauczyciele do oœlich ich wsadzali.
11. Czêsto g³ówn¹ rolê gra
Bo stalówkê lœni¹c¹ ma.
POD DIABLAKIEM
JESIEÑ/2006
17
SPORT I REKREACJA
Ju Jitsu
- tradycja i wspó³czesnoœæ
“Jest rzecz¹ wskazan¹ æwiczyæ siê w wielu rzeczach, lecz w jednej dojœæ do
doskona³oœci”.
Miyamoto Musashi
Od najdawniejszych czasów najwa¿niejszymi atutami w walce o byt by³y: si³a, zrêcznoœæ i umiejêtnoœæ pokonania przeciwnika. Nasi przodkowie zmuszeni byli rozwijaæ te umiejêtnoœci, aby zdobyæ ¿ywnoœæ
lub obroniæ siê przed napaœci¹. Zdecydowanie najwiêkszy wp³yw na rozwój sztuk
walki wrêcz mia³y kraje Dalekiego Wschodu, miedzy innymi Japonia. W kraju tym
wykszta³ci³a siê kasta zawodowych rycerzy
zwanych samurajami, którzy oprócz walki
wrêcz (Ju Jitsu), pos³ugiwali siê na polu
walki mieczem (Ken Jitsu), pik¹ (Yari Jit-
zwanej Nihon Shoki (kronika pocz¹tkowego okresu Japonii) zosta³ odnotowany turniej „Chikara Kurabe” (Próba si³) jaki odby³
siê w 230 roku p.n.e. Zwyciêzc¹ tego turnieju zosta³ Nomino-Sokune. Podczas walki zwyciêzca stosowa³ zarówno chwyty jak
i kopniêcia, tak te¿ uznano, i¿ walka ta da³a
pocz¹tek Sumo i Yawara. System Ju Jitsu
nauczany by³ wy³¹cznie wœród samurajów,
czyli szlachty, dopiero w okresie Meiji
(1868-1912) sztuka ta przesta³a byæ sztuk¹
walki stanu rycerskiego ,rozpowszechni³a
siê szeroko wœród ludzi, pozostaj¹c wci¹¿
Technika Ju Jitsu
su), a tak¿e ³ukiem (Kyu Jitsu). Ustalenie
podwalin Ju Jitsu jest niezmiernie trudne,
poniewa¿ najwczeœniejsze dzieje archipelagu wci¹¿ kryj¹ wiele tajemnic i niejasnoœci. Najwiêcej informacji na temat pierwszych form walki wrêcz w Japonii mo¿na
uzyskaæ ze Ÿróde³ pisanych, a w szczególnoœci z kronik. To w nich odnajdujemy
pierwsze wzmianki o praformach Ju Jitsu
tzn. Sumo i Yawara. W kronice z 720 roku
18
POD DIABLAKIEM
JESIEÑ/2006
jedn¹ z g³ównych dyscyplin w si³ach zbrojnych armii cesarskiej Japonii. Ju Jitsu jakie
znamy dziœ rozwinê³o siê najbardziej w XV
i XVI wieku za czasów panowania Shoguna Tokugawy. W tym okresie Ju Jitsu by³o
najbardziej popularn¹ a zarazem najbardziej
strze¿on¹ sztuk¹ walki w Japonii – za zdradzenie jej tajników karano œmierci¹.
Wiek XX jest okresem ekspansji Ju Jitsu
na œwiat, min. do Polski. W naszym kraju
by³a to najwczeœniej znana i uprawiana japoñska sztuka walki, techniki jej wykorzystywano w szkoleniu policji i wojska.
W 1909 roku wydano ksi¹¿kê Z. K³oœnika
„D¿u-D¿itsu czyli Ÿród³o zdrowia, si³y
i zrêcznoœci”. W okresie przedwojennym
i miêdzywojennym rozwój Ju Jitsu w Polsce by³ bardzo dynamiczny, niestety pierwsze trzydziestolecie po wojnie mo¿na okreœliæ jako upadek Ju Jitsu, g³ównie za spraw¹ coraz wiêkszej popularnoœci form sportowych, a w szczególnoœci Judo. Ponowny
wzrost zainteresowania Ju Jitsu da³ siê zauwa¿yæ pod koniec lat 70-tych, g³ównie
dziêki prowadzeniu zajêæ rekreacyjnych
z samoobrony w ogniskach TKKF, niektórych klubach i domach kultury.
Obecnie Ju Jitsu w naszej OjczyŸnie prze¿ywa renesans i jest na bardzo wysokim
poziomie, zawdziêczamy to kontaktom
z oryginalnymi organizacjami i szko³ami Ju
Jitsu w Japonii. Techniki Ju Jitsu przystosowane s¹ do obrony przed ka¿dym rodzajem ataku, zarówno przed jednym napastnikiem jak i wiêksz¹ ich liczb¹. Niektóre
osoby s¹dz¹, i¿ jest to czysto obrona sztuka
walki, tymczasem zawiera ona w sobie zarówno pojêcie ataku jak i obrony. Twórcy
Ju Jitsu nie byli tak naiwni, by ograniczaæ
siê wy³¹cznie do obrony, wiedzieli z doœwiadczenia, ¿e atak we w³aœciwym momencie jest istotn¹ koncepcj¹ miêkkoœci
(Ju). Du¿¹ zalet¹ tej sztuki walki jest mo¿liwoœæ obezw³adnienia przeciwnika, co
w œwietle obowi¹zuj¹cego prawa jest bardzo korzystne. Ju Jitsu z japoñskiego oznacza miêkk¹, ustêpliw¹ sztukê, jest jedynym
samurajskim systemem walki bez broni,
mo¿na uznaæ, i¿ jest to najbardziej wszechstronny styl walki, bowiem w sensie technicznym opiera siê na uderzeniach i kopniêciach we wra¿liwe miejsca, dŸwigniach,
rzutach, duszeniach, podciêciach, bazuje na
znajomoœci anatomii, fizjologii i psychiki
cz³owieka. Istot¹ systemu jest wykorzystanie si³y i energii przeciwnika przeciwko
niemu samemu, poprzez zejœcie z linii ataku i wykorzystanie si³y odœrodkowej i w³asnej energii “Ki”. Ju Jitsu w swojej pierwotnej formie by³o bardzo brutaln¹ sztuk¹ walki, adepci tego stylu byli nastawieni na pokonanie przeciwnika, co czêsto oznacza³o
œmieræ. Dawniej w wielu przypadkach adept
szko³y oprócz tego, ¿e by³ mistrzem w walce wrêcz i potrafi³ ³amaæ koœci, powodowaæ urazy w stawach, to tak¿e potrafi³ naprawiæ krzywdê – lecz¹c.
Czêsto adeptami szkó³ Ju Jitsu byli lekarze, którzy szczegó³owo znali anatomiê
cz³owieka oraz posiadali wiedzê na temat
akupresury i akupunktury. Podstaw¹ norm
etycznych obowi¹zuj¹cych ówczesnych
samurajów by³ kodeks wojownika (Bushido) o bardzo rygorystycznych zasadach,
który szczegó³owo okreœla³ drogê samuraja
od urodzenia, a¿ po œmieræ. Co prawda
czasy samurajów ju¿ dawno minê³y, jednak
sztuka walki Ju Jitsu stosowana jest nadal
w wojsku, stanowi podstawê wyszkolenia
jednostek specjalnych, wysoka skutecznoϾ
SPORT I REKREACJA
Medycyna wschodnia „Koho Shiatsu". Fot. z ksi¹¿ki Yawara Hakko Ryu – Thierry Riesser.
tej sztuki sprawi³a, i¿ unika siê rywalizacji
sportowej. Ponadto na bazie systemów tradycyjnych Ju Jitsu praktykowana jest nauka
samoobrony. Z Ju Jitsu wywodzi siê sport
olimpijski Judo (twórc¹ jest Jigoro Kano)
oraz sztuka walki Aikido (za³o¿yciel Morihei Ueshiba).
Jako instruktor Ju Jitsu z 19-letnim sta¿em treningowym i 14-letnim sta¿em trenerskim, podczas szkolenia w szczególnoœci k³adê du¿y nacisk na prawid³owy rozwój zdrowotny podopiecznych (na zajêciach wprowadzam æwiczenia gimnastycz-
ne wzorowane na Jodze). Zwracam du¿o
uwagi na bezpieczeñstwo æwicz¹cych, staram siê im wpoiæ zasady etyczne, by broni¹c siê, nie przekroczyli zasady obrony
koniecznej. Du¿o uwagi poœwiêcam na
wyrobienie u podopiecznych honoru, dyscypliny, samodyscypliny, odpowiedzialnoœci, lojalnoœci – cech jak¿e przydatnych
w obecnych czasach. Celem przewodnim,
uzyskanym przez systematyczne æwiczenia,
jest doskonalenie samego siebie, poprawa
sprawnoœci fizycznej, krzewienie zasad
zdrowotnych, wyszukiwanie swoich s³abo-
Sumiynnie - tak by³o
Budzik jako przemyt
Na pocotku XX wieku jak nami rzodziu³a
A³stryja1), m³ode panny ji ch³opoki, wyjyzdza³y na roboty rolne do duzyk majotkow
hrabiow ji baronow na Saksy2), do Prus3)
³od wcesne wiesny do poŸne jesioni. Wyjyzdza³y tyz m³ode ch³opy, gryfne do kosy.
Wyjecha³a tyz jedna panna ze Zawojo Gornego, razom z ca³om gromadom coby zarobiæ na jakie wiano, bo w cha³pie by³o
sporo dzieci wioksyk ji mnijsyk, co bedo
pumogaæ ³ojcom na niewielgi gazdowce.
Przemino³a wiesna, lato, jesioj sie mia³a
ku kojcowi, poma³u robotniki sykowa³y4)
sie do powrotu do Zawojo. Ta panna kupiu³a w mieœcie budzik, bedzie to podaronek lo ³ojcow. W cha³pie nie by³o zodnego
zygara a nie zawse s³ojce œwiyci, zeby wedle niego sie gnarowaæ5) ji zgadowaæ, kiela
jes godzin. Umyœla³a ze go przewiezie bez
granico kole siebie, coby go nie ³op³ocaæ6)
(bo by³a skopo). Dziywcota co by³y œniom
na kwatyrze, umyœla³y ze go wetko pod
bluzko pod piersiami, to bedzie wygloda³o
jagby by³a w ciozy, ale to ju¿ na samy granicy ji przywiozajo. Ale ch³opoki dowiedzia³y sie ³o tom, no to postanowili zrobiæ ty
pannie na z³oœ7).
Jedon ch³opok namowiu³ swojo panno,
co by³a œniom na kwatyrze8), coby przed
œci i pokonywanie ich. Nie interesuje mnie
przyrost bicepsów cz³onków sekcji, czy te¿
inne próby demonstrowania swojej si³y.
Wiêksz¹ uwagê zwracam na rozwój intelektualny i wyszkolenie techniczne.
Zajêcia prowadzone s¹ dwa razy w tygodniu, po jednej godzinie w ma³ych grupach, co pozwala mi indywidualnie podejœæ
do ka¿dego æwicz¹cego. Tak te¿ w grupie
dzieci 7-11 lat prowadz¹c zajêcia zwracam
uwagê na ogólny rozwój adeptów, wprowadzam zabawy ruchowe, przeplataj¹c je
gimnastyk¹ zdrowotn¹ oraz elementami
walki Judo. W grupie nieco starszej tj. m³odzie¿y 11-16 lat bazujê w dalszym ci¹gu na
treningu ogólnorozwojowym, wprowadzaj¹c ³atwiejsze æwiczenie akrobatyczne, w tej
grupie szkolenie obejmuje g³ównie techniki Judo z wybranymi pod wzglêdem bezpieczeñstwa technikami Ju Jitsu. W grupie
najstarszej tj. powy¿ej 16 lat szkolenie obejmuje doskonalenie technik specjalistycznych Ju-Jitsu z elementami Judo oraz dodatkowo dla urozmaicenia zajêæ wprowadzam naukê taktyki i techniki interwencji
s³u¿b mundurowych. Zajêcia przeplatane s¹
æwiczeniami zdrowotno-relaksacyjnymi.
W przysz³oœci chcia³bym za³o¿yæ czwart¹ grupê tzn. rekreacyjno-zdrowotn¹, przynale¿a³yby do niej osoby mniej sprawne fizycznie przed i po 40-tym roku ¿ycia, którzy mieli by ochotê trochê siê poruszaæ,
wykonuj¹c nietrudne æwiczenia relaksuj¹ce cia³o i umys³ z mo¿liwoœci¹ nauki ³atwiejszych technik samoobrony.
Zbigniew Wieczorek
Instruktor Ju Jitsu
przypiociom budzika na ni, nakrociu³a na
zwonionie na umowiono godzino. Zajechali
do miasta na stacyjo furom ze dworu, wsiadli do pociogu ji jado. Na granicy miodzy
Niymcami a A³stryjom9), celnicy zaconi
sprowdzaæ walizki robotnikow rolnyk. Wedle nie zawdy by³o dwok ch³opokow, jak
by³o trza robili ciŸbo10), coby sie nie dosta³a
ku celnikom przed casom. Jak juz przys³a
ta godzina, naroz zrobiu³o sie luŸno, una
podes³a ze swojomi walizkami a w ty razy
budzik zazwoniu³ na ni, dziywcyna zcyrwiynia³a, zacona beceæ, celnicy zaconi sie
œmioæ, kiwnoli ji rokom11) ze syæko jes ju¿
dobrze, nie musi ³op³ocaæ tego budzika. Ale
co sie uœmioli wszyscy, to sie uœmioli!
Jontek spod Grapy
Objaœnienia:
1) rzodziu³a A³stryja – zabór trwa³ do zakoñczenia I wojny œwiatowej do 1918 r.; 2) na Saksy –
tak wtedy nazywali, a faktycznie Saksonia to by³ Dolny Œl¹sk; 3) do Prus – dzisiejsze Pojezierze Mazurskie; 4) sykowa³y sie – przygotowywali siê do wyjazdu; 5) gnarowæ – przewidywaæ,
planowaæ; 6) ³op³ocaæ – zap³aciæ op³atê celn¹; 7) na z³oœ – z³oœliwy ¿art; 8) na kwatyrze – na
wspólnym mieszkaniu we dworze; 9) miodzy Niymcami a A³stryjom – miêdzy zaborem niemieckim a zaborem austryjackim by³a normalna granica, z odpraw¹ celn¹; 10) robili ci¿bo –
robili sztuczny t³ok; 11) kiwnoli ji rokom – uspokoili j¹ kiwniêciem rêki.
POD DIABLAKIEM
JESIEÑ/2006
19
NASZA TRADYCJA
Opowieœæ o p³ótnie
Jednym z podstawowych surowców, z którego jeszcze pod koniec XIX wieku
wykonywano elementy odzie¿y, zw³aszcza strojów ludowych, by³o lniane p³ótno
wytwarzane niemal w ka¿dym gospodarstwie. W rejonie Babiej Góry, zarówno po
jej pó³nocnej, jak i po³udniowej stronie, szyto z niego mêskie i kobiece koszule,
halki i zapaski, sporz¹dzano tzw. rañtuchy – rodzaj p³óciennego szala noszonego
przez tutejsze gaŸdziny.
P³ótno by³o te¿ podstaw¹ do produkcji tzw.
druku, z którego zarówno na Orawie, jak
i we wsiach po pó³nocnej stronie Babiej
Góry, szyto spódnice i kobiece kaftany dopasowane do figury, tzw. jadwiœki, na Orawie zwane letacami. Druk (na S³owacji
zwany modrotlaè) powstawa³ przez nanoszenie wzoru na lniane p³ótno metod¹ batikowania przy pomocy specjalnych desek
drukarskich.
Na usztywnionym p³ótnie, rozpiêtym na
miêkko wyœcielanym stole, odbijano wzór
drewnianym klockiem, pomalowanym nie
farb¹, ale specjaln¹ mas¹ izolacyjn¹, która
nie dopuszcza³a barwnika do p³ótna. Klocki drukarskie mia³y wzór wycinany w drewnie lub nabijany mosiê¿nymi blaszkami
i sztylecikami. Sk³ad masy izolacyjnej stanowi³ tajemnicê zawodow¹ drukarza. Do
g³ównych jej sk³adników nale¿a³a glinka kaolinowa, ³ój izoluj¹cy od wody, oraz klej
lub krochmal. Zamiast masy u¿ywano te¿
niekiedy pszczelego wosku. Zadrukowane
p³ótno zanurzano w kadzi z roztworem farby, a potem p³ukano w roztworze kwasowym i prano w bie¿¹cej wodzie w celu usuniêcia resztek masy izoluj¹cej. Po praniu
tkaninê suszono i prasowano. U pó³nocnych
podnó¿y Babiej Góry farbê sporz¹dzano
czêsto z borówek.
Len – roœlinê stanowi¹c¹ surowiec do
wyrobu p³ótna, uprawiano pod Babi¹ Gór¹
od dawna. Uprawa tej roœliny na polskich
ziemiach ma dawne tradycje. Œwiadcz¹
o tym odkrycia archeologiczne, podczas
których znajdowano jej nasiona, kawa³ki
lnianych tkanin, przybory to przêdzenia
i tkania. W Kronice S³owian, napisanej
w II po³owie XII wieku przez Helmonda
(ok. 1125-1177) znajduje siê informacja, ¿e
czêœci¹ sk³adanej daniny by³y motki lnu. O
tym, ¿e uprawa lnu utrzymywa³a swoj¹
wa¿n¹ pozycjê w ch³opskiej gospodarce
œwiadczy m. in. s³ynny zielnik Szymona
Syreniusza (ok.1540-1611), przyrodnika i lekarza, profesora Akademii Krakowskiej,
wydany w Krakowie, w 1613 roku. Poczesne miejsce tej uprawy utrzymywa³o siê w
Polsce niemal do czasów zniesienia pañszczyzny.
Len siano w okresie od 25 marca do 15
czerwca. Przys³owie mówi³o: Od Filipa do
Wita len dobrze zakwita, czyli zasiany po-
20
POD DIABLAKIEM
JESIEÑ/2006
miêdzy tymi dwoma œwiêtami daje najlepsze plony. Nawo¿ono go popio³em i sadzami. Gdy roœlinki nieco podros³y, trzeba je
by³o starannie oplewiæ. Latem b³êkitno
kwitn¹ce zagony stanowi³y charakterystyczy element polskiego krajobrazu.
Gdy na ³odygach pojawi³y siê dojrza³e
nasiona w postaci niewielkich kuleczek,
przystêpowano do sprzêtu lnu. Wyrywano
go lub, co rzadziej, koszono. Oddzielone
od ³odyg nasiona s³u¿y³y potem do wyrobu oleju lnianego, tak potrzebnego w gospodarstwie. Zwi¹zan¹ w snopki lnian¹ s³omê suszono, podobnie jak zbo¿e, na zagonach. Gdy wysch³a moczono j¹ starannie
w wodzie, a potem ponownie suszono, tym
razem ju¿ w piecu chlebowym, lub pod
powa³¹ w izbie. Such¹ s³omê nale¿a³o teraz rozkruszyæ. U¿ywano do tego celu miêdlic i cierlic (rodzaj drewnianych „no¿yc”
opartych na czterech nó¿kach), przy pomocy których sucha ³odyga by³a dok³adnie
mia¿d¿ona. Praca ta wymaga³a doœwiadczenia, du¿ej zrêcznoœci i uwagi, bo ³atwo
mo¿na by³o uszkodziæ znajduj¹ce siê wewn¹trz ³odygi w³ókno. Nastêpnie miêkkie,
delikatne pasemka w³ókna wytrzepywano,
oraz wyczesywano specjalnymi grzebieniami o ¿elaznych zêbach; z³ocistym deszczem
sypa³y siê paŸdzierze.
Tak przygotowany surowiec nadawa³ siê
teraz do produkcji nici. Najstarszym narzêdziem, znanym od wieków, by³a tu przêœlica i wrzeciono. Przêœlica mia³a formê p³askiej, pionowej deseczki. Mo¿na by³o j¹
zatkn¹æ za pasek, zamocowaæ w ³awie,
w izbie. Niektóre po³¹czone by³y z prostopad³¹ listewk¹, któr¹ po oparciu o siedzisko wystarczy³o tylko… przysi¹œæ. Na przêœlicy zamocowywano w³ókno przeznaczone do przêdzenia czyli k¹dziel. Niæ wysnuwa³o siê palcami, zaœ do jej skrêcania s³u¿y³o wrzeciono. By³ to rodzaj drewnianej
iglicy obci¹¿onej glinianym lub kamiennym
kr¹¿kiem. Prz¹dka odrzuca³a wrzeciono od
siebie, a ono spadaj¹c ku ziemi i wiruj¹c
powodowa³o skrêcanie siê nitki.
Przêœlice i wrzeciona czêsto bogato rzeŸbiono. Zgodnie ze starym zwyczajem narzêdzie to ch³opiec ofiarowywa³ przysz³ej
¿onie podczas zarêczyn. K¹dziel i wrzeciono od niepamiêtnych czasów by³y symbolem kobiety, jej pracy i troski o domowe
ognisko. Do dzisiaj okreœlaj¹c liniê dziedziczenia i pokrewieñstwa mówi siê: po mieczu (czyli po mêskich przodkach rodziny)
i po k¹dzieli.
Tradycyjne wrzeciono ju¿ w XVII stuleciu zacz¹³ powoli wypieraæ ko³owrotek –
rodzaj prostego mechanizmu poruszaj¹cego wrzeciono przy pomocy ko³a napêdzanego nog¹. Mimo to dawny sposób przêdzenia utrzyma³ siê a¿ do II wojny œwiatowej.
Uprzêdzione nici przewijano z wrzecion
na motki przy pomocy tzw. motowide³ –
drewnianych dr¹¿ków ograniczonych dwoma listewkami. Dziêki temu uzyskiwano
jednakow¹ d³ugoœæ pasemek przêdzy. Po
wypraniu i wysuszeniu przechowywano j¹
zawieszon¹ w izbie pod stropem lub w komorze, a jej iloœæ nierzadko œwiadczy³a o zamo¿noœci i pracowitoœci gospodyni. Trudno siê wiêc dziwiæ, ¿e staraj¹cy siê o rêkê
panny kawaler liczy³ ukradkiem z³ociste
motki.
Wreszcie przêdza trafia³a na warsztat
tkacki. Efektem trwaj¹cej wiele miesiêcy
pracy by³o p³ótno – do schy³ku XIX wieku
bogactwo ka¿dej ch³opskiej zagrody.
Jeszcze w poloiwie XX stulecia w rejonie Babiej Góry z wyrobu p³óta s³ynê³a
Orawa, zarówno wsie po³o¿one dzisiaj po
polskiej jak i po s³owackiej stronie. Obróbka lnu i przêdzenie lnianej nici by³o podstawow¹ umiejêtnoœci¹ tutejszych kobiet.
Pod koniec XIX stulecia zaczêto kupowaæ
delikatniejsz¹ przêdzê maszynow¹, produkowan¹ na Œl¹sku, oraz przêdzê bawe³nian¹ u¿ywan¹ do wyrobu mieszanych, lniano-bawe³nianych p³ócien, ciesz¹cych siê
du¿ym popytem. Jakoœæ tkaniny zale¿a³a od
jakoœci u¿ytej do jej wyrobu nici, a tak¿e
od kunsztu tkaczy. Orawscy wytwórcy nie
mieli tu sobie równych. Czêœæ p³ócien farbowano w miejscowych farbiarniach, czêœæ
sprzedawano w stanie surowym.
Na Orawie p³óciennicy, czyli handlarze
p³ótnem stanowili odrêbn¹ kategoriê ludnoœci. Dla wielu z nich p³óciennictwo by³o
podstawowym Ÿród³em utrzymania, a czêsto tak¿e lepszego ¿ycia czy nawet bogactwa. Handel p³ótnem obejmowa³ nie tylko
s¹siednie regiony, jak np. Podhale, ale tak¿e najdalsze obszary Austro-Wêgier, a nawet odleg³e tereny czarnomorskie (Krym)
i œródziemnomorskie (Egipt, Palestyna). Stanowi¹c zamkniet¹ grupê zawodow¹, wytworzyli w³asny handlowy ¿argon, który
w du¿ej mierze mia³ charakter jêzyka tajnego, zrozumia³ego tylko dla nich. Tworzy³a
go mieszanina s³ów pochodzenia wêgierskiego, niemieckiego, rumuñskiego, serbochorwackiego oraz specyficzna frazeologia.
Pierwotnie p³óciennicy sprzedawali towar nosz¹c go na plecach. Rosn¹cy popyt
spowodowa³, ¿e wielu z nich przesz³o od
sprzeda¿y domokr¹¿nej do jarmarcznej.
Bogatsi na jarmarki wyruszali wozem, a od
1898 roku do transportu swoich towarów
wykorzystywali nowo otwart¹ liniê kolejow¹ Trzciana - Królewiany. W wielu miastach budowali sk³ady p³ótna i stawiali w³asne stragany. Poszczególne orawskie wsie
mia³y swoje rejony handlowe, np. p³óciennicy z Zubrohlawy (dziœ S³owacja) handlowali w siedmiogrodzkim mieœcie Kolozsvár
(dziœ rumuñski Cluj-Napoca), a jeden z nich
posiada³ sk³ad w Aleksandrii (sic!). Aby zintensyfikowaæ produkcjê p³ótna p³óciennicy, obok skupywania towaru od mieszkañców orawskich wsi, sami kupowali przêdzê i dawali j¹ zatrudnianym przez siebie
tkaczom do tkania. Jeszcze pod koniec XIX
wieku na Górnej Orawie dzia³a³o oko³o 800
p³ócienników.
Handel p³ótnem by³ zajêciem wymagaj¹cym ci¹g³ych woja¿y, praktycznie wi¹za³
siê niemal z wêdrownym trybem ¿ycia. Niektórzy handlarze ci¹gle podró¿uj¹c odwykli od pracy na roli, a tak¿e nierzadko popadali w alkoholizm. Ci po kilku latach
bankrutowali, a wówczas byli zmuszeni
najmowaæ siê jako pomocnicy u bogatszych.
P³óciennicy na szlak wyruszali ju¿ w lutym, wracaj¹c do domu póŸn¹ jesieni¹,
przed Bo¿ym Narodzeniem. Jechali wype³nionymi towarem wozami przykrytymi p³ócienn¹ p³acht¹. Gospodarstwo opuszcza³
gazda, a czêsto tak¿e jego doros³y syn. Je-
¿eli rodzina by³a biedna „w trasê“ wyje¿d¿a³
tak¿e ma³oletni ch³opiec, jednak jego sytuacja w takim zespole by³a nie do pozazdroszczenia. Wykonywa³ ciê¿k¹, najgorsz¹
pracê, troszczy³ siê o konie, pomaga³ przy
roz³adunku towaru, a jego zarobek by³ bardzo niski. W lepszej sytuacji by³ pomocnik
gazdy - legiñ. Pomocnicy ci najczêœciej pochodzili z biedniejszych rodzin, szukaj¹cych
zarobku u p³óciennego przedsiêbiorcy.
Gazda z regu³y bra³ towar na kredyt od p³óciennika–hurtownika, porêczaj¹c swoim
maj¹tkiem czyli gospodarstwem i ¿ywym
inwentarzem. Po powrocie ze szlaku rozlicza³ siê z hurtownikiem i jeœli nie móg³ siê
wyp³aciæ za pobrany towar, traci³ na jego
rzecz swój maj¹tek. Czêstokroæ odbywa³o
siê to na drodze s¹dowej. Powodzenie „wyprawy“ nie zawsze zale¿a³o tylko od solidnoœci gazdy. W drodze zdarza³y siê katastrofy, w wyniku których towar ulega³ zniszczeniu, w trakcie podró¿y z³odzieje nierzadko wyrezali p³óciennikowi towar, czyli
w p³achcie, któr¹ by³ okryty wóz, wyciêli
dziurê i przez ni¹ wyci¹gnêli p³ótno. Najlepiej powodzi³o siê tym p³óciennikom, którzy mieli na tyle pieniêdzy, aby zakupiæ
towar u hurtownika i sprzedawaæ go jako
w³asny. Jednak najbogatsi byli hurtownicy,
którzy skupywali towar bezpoœrednio od
tkaczy, zw³aszcza na jarmarkach w Polsce.
Pod koniec XIX wieku zacz¹³ siê upadek orawskiego p³óciennictwa. Przyczyn¹
by³a konkurencja innych tkanin, o po³owê
tañszych, a z wygl¹du ³adniejszych. Wówczas p³óciennicy zaczêli handlowaæ tak¿e
NASZA TRADYVCJA
innymi towarami, co spowodowa³o protesty konkurencji i doprowadzi³o w roku 1884
do wprowadzenia obowi¹zku pieczêtowania towarów. P³óciennicy próbowali siê
broniæ zak³adaj¹c w Namiestowie Górnoorawskie Stowarzyszenie P³óciennicze.
Mimo to upadek p³óciennictwa by³ nieuchronny. Na prze³omie XIX i XX wieku
wielu zamo¿nych hurtowników sprzeda³o
swoje gospodarstwa osiedlaj¹c siê w miastach, natomiast p³óciennicy, którzy zubo¿eli i utracili maj¹tki wyruszali za prac¹
w g³¹b Wêgier, ale przede wszystkim emigrowali do Ameryki. W okresie miêdzywojennym p³óciennictwem trudni³a siê ju¿ niewielka iloœæ mieszkañców Orawy, zaœ zaraz po II wojnie œwiatowej przetrwali tylko
nieliczni, handluj¹cy p³ótnem wy³¹cznie na
jarmarkach. Dzisiaj ju¿ zupe³nie zniknêli
orawskiego krajobrazu i tylko zajêcia dla
dzieci prowadzone w Orawskim Parku Etnograficznym w Zubrzycy Górnej na Orawie przypominaj¹ o tym, jeszcze tak niedawno powszechnym tu rzemioœle. Trwa³ymi pozosta³oœciami po orawskich p³óciennikach s¹ m. In. stoj¹cy w pobli¿u koœcio³a
parafialnego w Orawce zabytkowy budynek dawnej farbiarni p³ótna z XVIII wieku,
a u naszych po³udniowych s¹siadów na s³owackiej Orawie domy p³ócienników, budynki magli i farbiarni spotykane w wielu
wsiach.
Urszula Janicka-Krzywda
Budynek dawnego magla i farbiarni. Klin (s³owacka Orawa). Fot. Autora.
POD DIABLAKIEM
JESIEÑ/2006
21
NASZA TRADYCJA
Wierzenia i zwyczaje zwi¹zane z chrzcinami w tradycyjnej kulturze Górali Babiogórskich
Niosomy
krzeœcijanina
Niescoœni ci krzeœni,
Co mnie do krztu nieœli,
Gorzo³ecko pili,
I mnie naucyli.
Rodzi siê cz³owiek. W tradycyjnej rodzinie,
zw³aszcza ch³opskiej, by³ to goœæ po¿¹dany i oczekiwany: jego obecnoœæ gwarantowa³a trwa³oœæ rodu, kolejnego gospodarza
w zagrodzie, by³a widomym znakiem przychylnoœci Nieba, a przede wszystkim zapewnia³a dodatkowe rêce do pracy, co mia³o szczególnie du¿e znaczenie w trudnych
warunkach bytowania mieszkañców gór.
Wiêcej radoœci by³o z narodzin ch³opca,
gdy¿ syn bardziej w gospodarstwie potrzebny równoczeœnie mniej je obci¹¿a³ ekonomicznie, ale nie by³o tragedii, gdy w rodzinie pojawia³y siê córki. Wprawdzie kiedyœ,
gdy doros³y, nale¿a³o daæ im wiano, ale ich
praca, zw³aszcza w górach, mia³a równie¿
istotne znaczenie dla ca³ej gazdówki. Kobiety pracowa³y przy sianokosach, pas³y
byd³o na polanach, dba³y o zagrodê i dobytek w czasie, gdy mêska czêœæ rodziny
zajêta by³a wypasem owiec na odleg³ych
halach, prac¹ w lesie, wêdrówkami za chlebem na niziny.
Niemal od chwili narodzin dziewczynce, czyli przysz³ej matce, towarzyszy³y w tradycyjnej kulturze liczne nakazy, zakazy i zabiegi magiczne, których celem by³o wydanie na œwiat zdrowego potomstwa. Szczególnie wiele stosowano ich podczas wesela, a potem w okresie ci¹¿y i porodu.
U progu ¿ycia wa¿nym momentem, który
móg³ zawa¿yæ na dalszych losach nowego
cz³owieka by³o u Górali Babiogórskich,
podobnie jak we wszystkich tradycyjnych
kulturach œwiata, nadanie dziecku imienia,
a wiêc chrzest.
Jeszcze na pocz¹tku XX wieku starano
siê ochrzciæ dziecko jak najszybciej po urodzeniu, przede wszystkim dlatego by nie
zmar³o bez chrztu, a tak¿e by uchroniæ je
przed dzia³aniem czarów i demonów.
Dusza zmar³ego bez chrztu noworodka,
wed³ug tutejszych wierzeñ, przeistacza³a siê
w b³êdny ognik, œwiate³ko wêdruj¹ce noc¹
po podmok³ych ³¹kach – m³akach. Niebieskawy p³omyk zagradza³ ludziom drogê,
powadzi³ na bezdro¿a czyli wodzi³. By pomóc takiej duszyczce nale¿a³o uczyniæ rêk¹
w stronê œwiate³ka znak krzy¿a wypowiadaj¹c równoczeœnie s³owa: Jakeœ ch³opiec
22
POD DIABLAKIEM
JESIEÑ/2006
krzczom cie Jadam, jakeœ dziywco krzczom
cie Jewa.
Zanim dziecko zosta³o ochrzczone grozi³o mu rzucenie uroku przez nie¿yczliwego cz³owieka, co mog³o spowodowaæ chorobê lub nawet œmieræ niemowlêcia. Mog³y
je te¿ porwaæ demony zwane boginkami,
w zamian podrzucaj¹c matce swoje potomstwo czyli podciepa, bogincorza. Gdy dziecko Ÿle siê chowa³o, chorowa³o, p³aka³o, by³o
u³omne przypuszczano, ¿e to podrzutek –
dziecko boginki.
Z kolei matka niemowlêcia do chwili
jego chrztu by³a szczególnie zagro¿ona
przez czary, uroki, wspomniane ju¿ boginki i inne z³oœliwe demony z samym czartem w³¹cznie. Z tego powodu nie wolno
jej by³o wychodziæ z domu nawet za próg.
Po chrzcie dziecka niebezpieczny dla po³o¿nicy okres trwa³ nadal a¿ do tzw. wywodu. By³a to ceremonia koœcielna, obrzêd
oczyszczaj¹cy, któremu, zgodnie z prawem
zwyczajowym, poddawa³y siê kobiety 40
dni po porodzie (6 tygodni).
Do czasu wywodu kobieta nie mog³a piec
chleba, bo wypiek by³by nieudany, doiæ
krów, ¿eby nie straci³y mleka i nie doi³y
siê krwi¹, wykonywaæ wielu innych prac
domowych i gospodarskich. Obowi¹zywa³
Pami¹tkowe zdjêcie z chrztu z okresu miêdzywojennego. Fot. ze zbiorów prywatnych.
j¹ te¿ zakaz zbli¿ania siê do wszelkiego
rodzaju upraw i do ¿ywego inwentarza,
gdy¿ jej obecnoœæ mog³a negatywnie wp³yn¹æ na p³odnoœæ zwierz¹t i urodzaj, sprowadziæ na zasiewy burze i grad. Z tej przyczyny udaj¹c siê na wywód do koœcio³a
musia³a jechaæ przez wieœ w towarzystwie
chrzestnych dziecka, a biedne kobiety, które
sz³y same, pieszo, wybiera³y polne drogi
wiod¹ce z dala od pól uprawnych i zagród,
by nie naraziæ siê na z³orzeczenia s¹siadów.
Dziecku nie wybierano imienia przed
jego narodzinami. Jeszcze w okresie miêdzywojennym nadawano mu takie imiê, jakiego patrona uroczystoœæ przypada³a
w dzieñ urodzin. Wierzono, ¿e w ten sposób zapewnia siê potomkowi szczególn¹
opiekê œwiêtego. Pominiêty i zlekcewa¿ony patron móg³ sprowadziæ na nowego cz³owieka nieszczêœcia i brak powodzenia w ¿yciu.
Nigdy nie wybierano dla dziecka imienia zmar³ego brata lub siostry w przekonaniu, ¿e mo¿e to spowodowaæ œmieræ niemowlêcia. Je¿eli dziecko przynios³o sobie
takie w³aœnie imiê, na patrona wybierano
œwiêtego z nastêpnego dnia po narodzinach.
Bardzo istotn¹ spraw¹ by³ wybór chrzestnych rodziców, czyli krzesne matki i krzesnonka, putków (kumy i kuma, kumotrów).
Na rodziców chrzestnych proszono najczêœciej ludzi powa¿nych, zamo¿nych, ciesz¹cych siê szacunkiem otoczenia. W zachowanych ksiêgach chrztów w Archiwum
Dekanatu Makowskiego figuruje np. wielokrotnie jako ojciec chrzestny s³ynny wójt
skawicki Jakub Œmietana, przywódca buntu babiogórskich ch³opów, œciêty w 1700
roku na zamku w Lanckoronie.
S¹dzono, ¿e aby dziecko d³ugo ¿y³o,
chrzestni powinni byæ ludŸmi starszymi
wiekiem; chrzeœniak bêdzie ¿y³ przynajmniej tyle lat ile licz¹ oni w dniu jego chrztu.
Istnia³o powszechne przekonanie, ¿e
dziecko dziedziczy po chrzestnych charakter, zdolnoœci, zami³owania i pamiêtano
o tym przy wyborze krzesne matki i krzesnonka.
Jeszcze na pocz¹tku XX wieku dziecko
trzyma³y do chrztu osoby nie zwi¹zane
z nim wiêzami pokrewieñstwa. Nie zapraszano w kumy nawet dalekich krewnych
wierz¹c, ¿e mo¿e to przynieœæ nieszczêœcie
ca³ej rodzinie.
Dopiero w okresie miêdzywojennym
(prawdopodobnie jako wp³yw z terenów
nizinnych, gdzie Babiogórcy wêdrowali na
sezonowe prace rolne) pojawi³ siê zwyczaj
trzymania do chrztu dzieci nieœlubnych
przez ¿ebraczkê i dziada proszalnego.
Wczeœniej to czy dziecko pochodzi³o ze
zwi¹zku ma³¿eñskiego czy te¿ by³o potomstwem samotnej matki, nie mia³o wp³ywu
na wybór jego chrzestnych rodziców.
Gdy w rodzinie dzieci nie chowa³y siê,
umiera³y w niemowlêctwie, przychodzi³y na
œwiat u³omne, na kumów poroszono pierwsze napotkane rano, w dniu chrztu osoby
pod warunkiem, ¿e nie ³¹czy³o ich z dzieckiem pokrewieñstwo lub powinowactwo.
Chrzestn¹ matk¹ nie mog³a byæ nigdy
kobieta ciê¿arna, gdy¿ wierzono, ¿e albo
jej dziecko urodzi siê martwe, albo chrzeœniak wkrótce umrze.
Aby dziecku przez ca³e ¿ycie nie œmierdzia³o z ust, nie mog³a go trzymaæ do chrztu
kobieta w czasie menstruacji.
Krzesno matke i krzesnonka wyszukiwali
i zapraszali rodzice niemowlêcia: chrzestn¹ prosi³a matka, chrzestnego – ojciec.
W XIX stuleciu nie czyniono tego nigdy
przed narodzinami wierz¹c, ¿e mo¿na w ten
sposób wywo³aæ œmieræ noworodka. Czêsto w imieniu matki dziecka, jeszcze s³abej
po porodzie, chrzestn¹ zaprasza³a tzw. babka, babica – kobieta, która trudni³a siê we
wsi odbieraniem porodów. Pod koniec XIX
i na pocz¹tku XX wieku pojawi³ siê nowy
zwyczaj: niekiedy ju¿ w czasie wesela pañstwo m³odzi, a zw³aszcza panna m³oda,
ugadowali sobie przysz³ych chrzestnych.
Rodzice chrzestni cieszyli siê we wsiach
podbabiogórskich wielkim szacunkiem ca³ej rodziny chrzeœniaka. Zwrot krzesna
matko, krzesnonku mia³ tak¿e charakter
NASZA TRADYCJA
grzecznoœciowy; tak zwraca³y siê dzieci
i m³odzie¿ do wszystkich szanowanych
osób starszych. O wysokiej spo³ecznej pozycji chrzestnych wœród Babiogórców pisa³
miêdzy innymi autor Encyklopedyi do Krajoznawstawa Galicji… wydanej w 1871
roku we Lwowie, równoczeœnie badacz tych
terenów – Antoni Schneider: Putków (kumotrów) wiêcej szanuj¹ ni¿ w³asnych rodziców. Czêsto jedni putkowie bywaj¹ raz
na zawsze zmówieni do ca³ej generacji…
Poniewa¿, jak ju¿ wspomniano wy¿ej,
dziecko starano siê ochrzciæ ju¿ kilka dni
po urodzeniu, w chrzcie nie uczestniczy³a
jego matka, niedomagaj¹ca po porodzie.
Niemowlê do koœcio³a zabierali rodzice
chrzestni, którym towarzyszy³y niekiedy
osoby z najbli¿szej rodziny dziecka: jego
ojciec, dziadkowie, rodzeñstwo, ciotka itp.
Zamo¿ni gospodarze jechali do koœcio³a
konnym wozem, biedni szli pieszo.
Pami¹tkowe zdjêcie z chrztu z lat 60-tych ubieg³ego wieku. Fot. ze zbiorów Z. Smyrak
POD DIABLAKIEM
JESIEÑ/2006
23
NASZA TRADYCJA
Dziecko do chrztu ubiera³a matka
chrzestna. Strój niemowlêcia sk³ada³ siê jeszcze do pocz¹tków XX wieku ze skromnej
p³óciennej koszulki i czepeczka, niekiedy
ozdobionych bia³ym haftem lub fabryczn¹
koronk¹. Dziecko niesiono w beciku, na tê
okazjê obleczonym w bia³¹ p³ócienn¹ obleczke czasem, podobnie jak koszulka i czepeczek, ozdobion¹ haftem lub koronk¹.
Przypinano do niej ga³¹zki mirtu uwa¿anego powszechnie za symbol niewinnoœci.
W okresie miêdzywojennym becik zaczêto
nakrywaæ tzw. kapk¹ – koronkow¹ lub batystow¹ narzutk¹ z kolorowym, at³asowym
podk³adem: dla ch³opca ró¿owym, dla
dziewczynki niebieskim. Kapkê tak¿e dekorowano mirtem.
Droga z domu do koœcio³a i sam przebieg chrztu mog³y mieæ istotny wp³yw na
przysz³oœæ dziecka. Tak wiêc aby by³o ono
bogate i zawsze mia³o pod dostatkiem chleba, nios¹c je do chrztu chrzestna zawi¹zywa³a w róg pieluchy kawa³ek chleba i pieni¹dze. Aby dziecko szybko nauczy³o siê
porz¹dku i nie moczy³o zbyt d³ugo pieluch,
chrzestnych w drodze do koœcio³a obowi¹zywa³ zakaz za³atwiania potrzeb fizjologicznych. ¯eby niemowlê podoba³o siê w przysz³oœci jako panna lub kawaler, matka
chrzestna pokazywa³a je napotkanym po
drodze osobom p³ci przeciwnej.
D³ugie ¿ycie, dobre zdrowie i powodzenie w ¿yciu czeka³y te niemowlêta, które
podczas chrztu p³aka³y. Chrzestni starali siê
wiêc pobudziæ dziecko do p³aczu szczypaniem, trzêsieniem itp.
Po chrzcie chrzestni z dzieckiem i towarzysz¹ce im osoby udawali siê zazwyczaj
do karczmy na poczêstunek.. Musia³y to byæ
nieraz huczne biesiady, je¿eli ca³y karpacki
folklor s³owny pe³en jest opowieœci o niemowlêciu pozostawionym czy zgubionym
przez zajêtych piciem i zabaw¹ chrzestnych.
Wypadki takie zdarza³y siê niekiedy rzeczywiœcie.
W odleg³ej przesz³oœci przy chrzcie i na
chrzcinach by³a obecna tak¿e wspomniana
ju¿ babka, która odebra³a poród.
Po poczêstunku wracano do domu. Je¿eli w rodzinie dzieci rodzi³y siê martwe
lub umiera³y w niemowlêctwie chrzestni
podawali noworodka rodzicom przez okno
na ³opacie do pieczenia chleba. W ten sposób starano siê, omijaj¹c próg, „oszukaæ”
z³e si³y odpowiedzialne za tak¹ sytuacjê,
zaœ dziecku przekazaæ ¿yciodajn¹ si³ê chleba.
Wchodz¹c do chaty chrzestni witali obecnych s³owami: Niek bedzie pokwalony Jezus Chrystus, a osoba nios¹ca dziecko oznajmia³a: Wzioni my poganina (lub Zydowina), niosomy krzeœcijanina i podawa³a je
matce. Nastêpnie aby niemowlê zaczê³o
prêdko chodziæ i mówiæ szybko rozwijano
je z powijaków.
Niekiedy, zw³aszcza u zamo¿nych gospodarzy, urz¹dzano tak¿e chrzciny w domu. Zapraszano na nie najbli¿sz¹ rodzinê,
oczywiœcie rodziców chrzestnych i babkê.
Matka nie uczestniczy³a w przygotowaniach
Pami¹tka z chrztu. II po³owa ubieg³ego wieku. Fot. arch. Z. Smyrak.
24
POD DIABLAKIEM
JESIEÑ/2006
do chrzcin nawet wtedy, gdy pozwala³a jej
na to kondycja fizyczna, bo zgodnie z powszechnym przekonaniem mog³o to przynieœæ nieszczêœcie jej i dziecku.
Podczas poczêstunku, aby dziecko by³o
w doros³ym ¿yciu pracowite, ojciec chrzestny wykonywa³ rêkami ruchy naœladuj¹ce
ró¿ne prace mêskie, gdy niemowlê by³o
ch³opcem, a je¿eli by³a to dziewczynka
chrzestna matka naœladowa³a prace kobiece.
Jeszcze na pocz¹tku XX wieku nie by³o
zwyczaju obdarowywania chrzeœniaka
z okazji chrztu. Jedyny prezent stanowi³y
wspomniane ju¿ pieni¹dze zawi¹zane na
dostatek w róg pieluchy. Chrzestni rodzice
byli zobowi¹zani do wspomagania przez
ca³e ¿ycie swojego chrzeœniaka, np. przy
pracach rolnych. Chrzestna matka z okazji
œlubu ofiarowywa³a dziewczynie rañtuch
– bia³y haftowany p³ócienny szal noszony
przez mê¿atki, a w zamo¿nych rodzinach –
korale. Gdy dziecko zosta³o sierot¹ chrzestni
zastêpowali mu rodziców podczas wesela,
uczestniczyli w ustalaniu posagu itp. Z kolei chrzeœniak mia³ obowi¹zek œwiadczenia
pomocy, zw³aszcza w pracach gospodarskich, chorym lub starszym kumotrom.
Istotne zmiany w wierzeniach i zwyczajach zwi¹zanych z narodzinami i chrztem
nast¹pi³y pod Babi¹ Gór¹ po II wojnie œwiatowej. Dzisiaj wiele z nich, podobnie jak
szereg innych elementów tradycyjnej kultury ludowej, jest ju¿ tylko nale¿¹cym do
przesz³oœci fragmentem dziedzictwa kulturowego.
Urzula Janicka-Krzywda
Maria Steczkowska
JESIENNA LEKTURA
Wycieczka na
Babi¹ Górê
czêœæ I
Nieodgadnionym, a godnym zaiste g³êbszego zastanowienia, jest ów wp³yw sympatyczny, jaki góry wywieraj¹ na ca³¹ istotê
cz³owieka, owo namiêtne przywi¹zanie, jakie ku sobie wzbudzaj¹. Byt materyalny
w górzystych okolicach prawie zawsze
w bardzo nêdznym bywa stanie. Nie znane
tam wygody ¿ycia; owies, ziemniaki, len,
to jedyne p³ody ja³owej ziemi, jedyna mozolnej pracy nagroda. Zima tam wczeœniej
nastaje ni¿ na równinach, a jaka zima! My
nawet wyobra¿enia nie mamy o tych zamieciach i zaspach œnie¿nych, o tych wichrach i burzach, na jakie wystawione s¹
zagrody góralskie w g³êbokich dolinach, lub
na wynios³ych wzgórzach, pojedynczo rozrzucone i nieraz po ca³ych tygodniach pozbawione wszelkiej komunikacyi z s¹siadami. Z wiosn¹, gdy œniegi taj¹ na górach,
ka¿dy ¿leb, ka¿dy w¹wóz zamienia siê
w potok, tysi¹ce wodospadów z szumem
i hukiem leci w doliny, strumienie i rzeki
wzbieraj¹ nagle i rozrywaj¹, zatapiaj¹, niszcz¹ ma³e pólka przygotowane pod zasiew,
a niekiedy i same zasiewy przywalaj¹ naniesionymi z gór kamieniami.
Przez parê letnich miesiêcy, pogoda bardzo niesta³a, s³oty, ulewy, burze, nastêpuj¹
po sobie z ma³ymi przerwami, a œnieg w lipcu lub sierpniu nierzadkiem jest zjawiskiem
w górach.
Nie bywa go wprawdzie na dolinach stale zamieszkiwanych, ale na polanach i halach w g³êbi gór spada obficie, le¿y nieraz
przez kilka dni i wielk¹ sprawia szkodê w
owcach i bydle, których mnóstwo ginie
z g³odu i zimna. Ale nareszcie nadchodzi
jesieñ, pora ¿niwa: cieszy siê góral ¿e prze-
cie¿ i dla niego koñczy siê przednówek.
Przedwczesna radoœæ! Nagle zrywa siê wicher, raczej huragan, i m³óci na pniu dojrza³y owies, lub zwi¹zane ju¿ snopki porywa i roznosi daleko. Je¿eli wiosna by³a póŸna, a lato s³otne i zimne, w po³owie wrzeœnia owies jest jeszcze zielony, ziemniaki
tak¿e niedosz³e i zdarza siê nieraz ¿e œniegi
spadn¹, mrozy œcisn¹ ziemiê, a biedny góral nie ma ani jednej grulki w piwnicy, ani
jednego snopka w stodole. Oto gór przyjemnoœæ, oto gór korzyœci, pod materialnym
wzglêdem uwa¿ane.
A jednak mieszkaniec równin dobrowolnie opuszcza nieraz swoje ¿yzne niwy, swoje ³¹ki i sady i przenosi siê w obce strony,
gdzie wiêksze obiecuje sobie korzyœci, a górala nic z rodzinnego gniazda wygnaæ nie
zdo³a. O, bo on kocha tê swoj¹ ja³ow¹,
ubog¹ ziemiê, on tak przylgn¹³ sercem, tak
siê zrós³ z t¹ olbrzymi¹ natur¹ co go otacza, ¿e bez niej nie ma ¿ycia i szczêœcia dla
niego. Przyciœniony g³odem, opuszcza on
swoj¹ zagrodê i schodzi w równiny po zarobek, ale tam nigdy nie pozostaje na d³ugo i skoro tylko minie okropny przednówek, gdy tylko kilka reñskich ciê¿k¹ zarobi
prac¹, powraca stêskniony w swe rodzinne
góry. Wziêty do wojska, zapêdzony w dalekie strony, w piêknej w³oskiej ziemi, gdzie
chleb bia³y, wino i owoce po³udniowe nêciæby mog³y prostaczka, co g³ód zaspakajaæ przywyk³ owsianym plackiem, tam pod
POD DIABLAKIEM
JESIEÑ/2006
25
JESIENNA LEKTURA
tem pogodnem niebem góral têskni i wzdycha za swemi górami, za swoj¹ chat¹, za
swoj¹ wod¹, nawet za s³ot¹ i burz¹.
Ale nie tylko na dzieci swoje, wyko³ysane na swem ³onie, wykarmione czystem powietrzem, wyborn¹ wod¹, balsamiczn¹ zió³
woni¹, wypieszczone cudnemi widokami,
szumem lasów, hukiem potoków, wywieraj¹ góry sw¹ tajemnicz¹ w³adzê i w zamian
za tyle darów, nieograniczonego wymagaj¹ od nich przywi¹zania; podobn¹ daninê
sk³adaæ im musi ka¿dy, kto wst¹pi w tê
wspania³¹ œwi¹tyniê przyrody. Któ¿, zwiedziwszy nasze Tatry, nie czu³ siê opanowanym tym czarodziejskim poci¹giem? Kto nie
têskni³ za niemi i nie pragn¹³ ujrzeæ je choæ
raz jeszcze w ¿yciu? Podobnych uczuæ i ja
dozna³am po pierwszej wycieczce w Tatry.
Wra¿enie jakie sprawi³ na mnie ich widoktak by³o silne, ¿e ten majestatyczny obraz
sta³ ci¹gle w myœli i przed oczyma memi,
a ujrzeæ z daleka œnie¿ne szczyty tatrzañskie wynurzaj¹ce siê z mglistej obs³ony,
prawdziw¹ dla mnie by³o radoœci¹, z któr¹
wszak¿e ³¹czyæ siê zaczê³a nieopisana têsknota, wzmagaj¹ca siê w miarê jak z wiosn¹ znik³a nadzieja odwiedzenia ich powtórnie. Nieprzewidziane okolicznoœci stanê³y
na przeszkodzie nowej w Tatry przeja¿d¿ce. O jak¿e to trudno by³o pogodziæ siê
z myœl¹ spêdzenia wakacyj w bli¿szych Krakowa okolicach!
Ale inaczej siê sta³o. – By³ to jeden z tych
piêknych, uroczych dni, jakiemi wiosna nas
26
POD DIABLAKIEM
JESIEÑ/2006
darzy. Babia Góra, ubielona smugami œniegu, opromieniona porannym s³oñcem, zarysowa³a siê wspaniale na jasnym b³êkicie,
wprost ulicy Wiœlnej. Na ten widok w jednej chwili ta¿ sama myœl jak iskra elektryczna b³ysnê³a w g³owach naszych, jedna chêæ
w nas powsta³a, jedne z usty wysz³y s³owa:
JedŸmy do Babiej Góry! Wkrótce zamys³ tak
nagle powziêty, przeszed³ w sta³e postanowienie. Ale jakie¿ by³o zdziwienie ogólne,
gdy nikt z naszych znajomych nie umia³ nam
wskazaæ z pewnoœci¹ najprostrzej drogi,
s³owem gdy przekonaliœmy siê ¿e Babia
Góra, zaledwie o 10 mil od Krakowa odleg³a, która poniek¹d termometrem i barometrem dla naszego miasta, do której zreszt¹
naj³atwiej siê dostaæ na owych lekkich wózeczkach góralskich, przybywaj¹cych na
targ z deskami i gontami, nale¿y do najmniej znanych, najmniej zwiedzanych okolic tatrzañskich. Prócz kilku uczonych badaczy przyrody, nikt prawie, jedynie dla
przyjemnoœci nie zwiedza³ Babiej Góry. Byli
nawet tacy, co nam odradzali i dziwili siê
po co tam jechaæ. Po co jechaæ? A przecie¿
Babia Góra to królowa Beskidu, 5448 st.
Nad morze wzniesiona, powa¿ne czo³o
dumnie dŸwiga w ob³oki i z tej wysokoœci
patrzy na kilkunastomilow¹ przestrzeñ œciel¹c¹ siê u jej stóp, a ten majestatyczny widok, z którym co do rozleg³oœci nie mog¹
siê mierzyæ nawet widoki ze szczytów tatrzañskich, ju¿ stukrotnie wynagradza trudy niedalekiej podró¿y. A có¿ mówiæ o tych
piêknych, sam¹ nowoœci¹ zajmuj¹cych okolicach, o tym poczciwym ludzie góralskim,
tak godnym bli¿szego poznania! Czy¿ to
wszystko za nic uwa¿aæ mo¿na i dziwiæ siê
komuœ, ¿e siê do Babiej Góry wybiera?
O, ile¿ to razy w czasie tej mi³ej przeja¿d¿ki dziwi³am siê nawzajem i ¿a³owa³am tych,
co tylu piêknoœci nie znaj¹ i poznaæ nie maj¹
chêci! Szczêœciem dla nas, znalaz³ siê przecie¿ ktoœ taki, co nie tylko ¿e nie zgani³
naszego zamiaru, ale owszem, zachêca³ do
tej przeja¿d¿ki. Pan mieszkaj¹c w ¯ywcu
lat parê, trzy razy by³ na Babiej Górze i nachwaliæ siê nie móg³ wspania³ego i rozleg³ego widoku jaki siê z jej szczytu przedstawia. Nie tylko ¿e udzieli³ nam potrzebnych wskazówek, ale nadto napisa³ do znajomych sobie osób w tamtej okolicy, polecaj¹c nas ich goœcinnoœci.
Tak wiêc, z dok³adnym planem podró¿y w g³owie, z radoœci¹ i zapa³em w sercu,
rodzice moi, siostra i ja wyruszyliœmy w drogê d. 24 lipca, o godzinie 2-ej z po³udnia,
lekkim, parokonnym wózeczkiem górala,
który tylko co z³o¿y³ przywiezione na targ
gonty. Dzieñ by³ upalny; popo³udniowe
s³oñce i tumany wapiennego py³u wznosz¹ce siê na goœciñcu, zaraz za Podgórzem
da³y nam siê we znaki. Ale wkrótce zapomnieliœmy prawie o tej ma³ej przykroœci,
zajêci piêknoœci¹ okolicy jak¹œmy przebywali. Po obu stronach drogi kraj lekko pogarbiony wzgórzami, które piêtrz¹c siê coraz wy¿ej, wspinaj¹ siê jakby po stopniach
ku lesistym grzbietom Beskidu, wystêpuj¹cym przed nami rozleg³ym pasmem. Fale
dojrzewaj¹cego zbo¿a ko³ysa³y siê na tych
pagórkach, a ³¹ki, niedawno skoszone, pieœci³y oko jasn¹ zielonoœci¹. Przeœliczne gaje
i laski orzechowe lub œwierkowe, rozrzu-
JESIENNA LEKTURA
cone bukietami po wzgórzach i dolinach,
wdziêcznie przystrajaj¹ tê ¿yzn¹ okolicê,
gêsto zasian¹ wioskami ukrytymi w cieniu
sadów, ponad którymi wystrzela gdzieniegdzie wie¿yczka koœcio³a, wyzieraj¹ s³omiane strzechy wieœniacze, lub bia³e œciany
zabudowañ dworskich.
Zostawiliœmy na boku Swoszowice, s³ynne kopalniami siarki i takiemi¿ k¹pielami,
a jad¹c z pagórka na pagórek, stanêliœmy
we wsi Mogilany, po³o¿onej na górze 1273
stp. n.p.m. wzniesionej. Na samym szczycie góry, tu¿ obok drogi, stoi murowany
koœcio³ek i porz¹dny zajazd. Tu na obszernym placu stawaj¹ zwykle górale, jad¹cy
na targ do Krakowa, lub powracaj¹cy stamt¹d; tu i my zatrzymaliœmy siê dla wypoczynku, a wiêcej jeszcze dla schronienia siê
przed deszczem, który nam grozi³. Mogilany, to pierwsza stacya dla jad¹cych w góry,
to miejsce powitania i po¿egnania. Przed
nami piêtrz¹ siê jedne nad drugie wspania³e, ciemnemi lasami przyodziane góry, a po
za niemi, ponad niemi w mglistej oddali,
wystrzelaj¹ zêbate, skaliste szczyty tatrzañskie. Na zachód widaæ Kalwary¹ a bystre
oko dostrzega nie tylko koœció³ i klasztor,
ale nawet kapliczki rozrzucone na dolinie.
Na przeciwleg³ej górze stercz¹ zwaliska
zamku Lanckorony, a na po³udniowo-zachodniej granicy widnokrêgu rysuje siê po-
wa¿na Babia Góra. O z jakiem¿e uniesieniem witamy ów œwiat tajemniczy, krainê
cudów i marzeñ, na której progu stoimy!
Ale zanim ten próg przest¹pimy, zanim
nasz wózek stoczy siê w g³êbok¹ dolinê do
stóp tych gór, co tak nas wabi¹ niepjêtym
urokiem, obejrzymy siê poza siebie, gdzie
w obszernej dolinie roz³o¿y³ siê Kraków. Jak¿e wspaniale, jak powa¿nie i piêknie przedstawia siê ów sêdziwy gród Piastowy, z wynios³emi wie¿ami koœcio³ów, z basztami
i murami wawelskiego zamku! Po¿egnajmy
go ostatniem spojrzeniem, bo z mogilañskiej
góry po raz ostatni widzieæ go mamy. Nam
siê uœmiecha nadzieja nowych widoków
i wra¿eñ, my za jej d¹¿ymy skinieniem; ale
stara przyjaŸñ, ale k¹cik rodzinny ma tak¿e
swój urok i niepodobna rzucaæ ich obojêtnie, bez ¿alu. A wiêc ¿egnaj nam, stary Krakowie! Trzeba w dalsz¹ ruszaæ drogê, bo
deszcz usta³, ucich³y grzmoty, powietrze siê
och³odzi³o ³¹ki i gaje orzeŸwione kroplist¹
k¹piel¹, œwie¿sz¹, ¿ywsz¹ jaœniej¹ zielonoœci¹, wydaj¹c woñ balsamiczn¹. Niebo przed
chwil¹ zasnute chmurami, wypogodzi³o siê
zupe³nie i tylko tu i owdzie przeci¹gaj¹ leciuchne fantastycznych kszta³tów ob³oczki,
oz³ocone ³¹godnym blaskiem zni¿aj¹cego siê
ku zachodowi s³oñca. Okolica za Mogilanami coraz piêkniejsza, wyborny goœciniec wysadzony topolami prowadzi przez wieœ Krzy-
waczkê i Izdebnik, z piêknie po³o¿onym
na wzgórzu dworem, do Suchej i Makowa.
To najprostrza, najwygodniejsza droga do
Babiej Góry. Ale my, dowiedziawszy siê
jeszcze w Krakowie, ¿e w Suchej w³aœnie
wybuch³a cholera, id¹c za ¿yczliw¹ rad¹,
umyœliliœmy omin¹æ to miejsce, aby siê nie
naraziæ na niebezpieczeñstwo. Nie doje¿d¿aj¹c wiêc do Izdebnika, zwróciliœmy
siê uboczn¹ drog¹ do Su³kowic, gdzie radzi nieradzi, musieliœmy stan¹æ na nocleg,
jakkolwiek s³oñce jeszcze nie zasz³o, gdy¿
do najbli¿szej karczmy noc¹ chyba zd¹¿yæby mo¿na by³o, a tu znowu nad górami zaczê³y siê gromadziæ chmury, gro¿¹c deszczem wcale niepo¿¹danym na drodze górskiemi potokami pozrywanej. Brzydka to
wieœ Su³kowice, zamieszkana jest przez samych prawie kowali robi¹cych gwoŸdzie,
których kuŸnie buchaj¹ce dymem i iskrami, uwijaj¹cy siê œród tego okopciali czarni
robotnicy, huk i ³oskot og³uszaj¹cy, nadaj¹
tej osadzie jakieœ podobieñstwo do cygañskiego koczowiska. Wylewy okolicznych
rzeczek kilka razy do roku zatapiaj¹ tê wioskê w nizinie po³o¿on¹; woda dostaje siê
nawet do wnêtrza piêknego murowanego
koœcio³ka i znaczne tam zrz¹dza szkody. Zajechawszy przed nêdzn¹ karczmê, pytamy
arendarza czy jest osobna stancya na noc?
¯yd odpowiada, ¿e nie ma goœcinnej izby
i ¿e nie mo¿e nas przenocowaæ. Zak³opotani, naradzamy siê co pocz¹æ, gdy wtem
ogromny, barczysty mê¿czyzna, siedz¹cy
przed karczm¹, zbli¿a siê do nas i pó³ po
polsku, pó³ po niemiecku wypytuje siê co
my za jedni? Sk¹d i dok¹d jedziemy? Nareszcie zaczyna szwargotaæ z arendarzem
i po chwili powiada nam ¿e jest stancya.
Dowiedzieliœmy siê póŸniej, ¿e to by³ leœniczy z s¹siedniej wsi, ca³e dnie przesiaduj¹cy w karczmie i naturalnie zostaj¹cy w najpoufalszch stosunkach z arendarzem. I taki
jednak protektor przyda³ nam siê w potrzebie; gdyby nie jego poœrednictwo, musielibyœmy byli nocowaæ po go³em niebem.
Zanim wysprz¹tano brudny, zaduszny pokój, przeznaczony dla nas, weszliœmy do
izby szynkowej, w której, na szczêœcie, nie
by³o nikogo. Zaraz za nami wtoczy³ siê
i nasz opiekun, zasiad³ za sto³em i rozpocz¹³ rozmowê, zarzucaj¹c nas najnieznoœniejszemi pytaniami. Znudzeni t¹ gadanin¹, nie maj¹c nadziei pozbycia siê prêdko
natrêtnego goœcia, wyszliœmy przed karczmê, gdzie siedzia³ nasz furman i kilku górali, którzy tak¿e zajechali na noc do Su³kowic. Nasz furman, bardzo poczciwy cz³owiek ze wsi ¯arnówka pod Makowem, mia³
z sob¹ syna 18-letniego wyrostka; ujmowa³a nas niezmiernie jego powolnoœæ, ³agodnoœæ i delikatnoœæ w obejœciu z ojcem, a nawzajem dobroæ i troskliwoœæ o syna, któr¹
okazywa³ ten prosty góral.
Oprócz przyjemnoœci jak¹ nam sprawi³o przys³uchiwanie siê rozmowom górali,
najwspanialsze widowiosko czarowa³o oczy
POD DIABLAKIEM
JESIEÑ/2006
27
JESIENNA LEKTURA
nasze i d³ugo zatrzymywa³o nas przed domem. Œciemni³o siê zupe³nie; nad nami niebo by³o pogodne, ale nad górami czarne
zalega³y chmury. Najpiêkniejsze b³yskawice rozdziera³y co chwila tê czarn¹ oponê;
to niby wê¿e ogniste przesuwa³y siê w ró¿nych kierunkach, to jakby niebios otwar³y
siê podwoje i æmi¹cy oczy œmiertelnych
swym blaskiem, b³ysn¹³ majestat Najwy¿szego; to znowu wœród huku dalekiego
grzmotu mignê³y bezdenne piek³a otch³anie, ogniem i krwaw¹ buchaj¹c¹ ³un¹. O
jak¿e chêtnie by³abym przesiedzia³a ca³¹
noc, patrz¹c na to wspania³e i straszne zarazem zjawisko natury, tyle razy widziane,
a zawsze nowe, zawsze zajmuj¹ce, jak ka¿de z dzie³ Boskich, które nigdy przesyciæ,
nigdy spowszednieæ nie mog¹! Ale trzeba
by³o zabraæ siê do spoczynku, gdy¿ nazajutrz chcieliœmy wyruszyæ o œwicie. Jako¿
jeszcze œwiat³o dzienne blasku gwiazd nie
zaæmi³o, jeszcze na pogodnem niebie nie
ukaza³a siê ranna s³oñca zwiastunka, kiedy
wyjechaliœmy z Su³kowic. Droga bardzo
kamienista prowadzi³a przez Harbutowice,
wieœ najnêdzniejsz¹ jak sobie mo¿na wyobraziæ; chaty niskie, porozwlekane, w ziemiê zapad³e, bieda wyziera z maleñkich,
krzywych, pot³uczonych okien, na wpó³
papierem zaklejonych, lub deskami zabitych. Wsie Palcza i Baczyn, przez które przeje¿d¿aliœmy nastêpnie, prawie jeszcze nêdzniejsze od Harbutowic; Budzów nieco porz¹dniej zabudowany. W ogóle ca³a ta okolica niezmiernie smutna i dzika. Doko³a piêtrz¹ siê wysokie góry, zwane tutaj „gronie”,
a na ich pochy³oœciach gdzieniegdzie uprawiaj¹ owies i ziemniaki, ni¿ej lichy jêczmieñ,
jeszcze lichsze ¿yto i jedn¹ jarzynê, kapustê. Lasów tu nawet nie ma; kar³owate œwierki, brzozy, krzaki ja³owcu rosn¹ kêpami po
grzbietach gór i spadzistych pochy³oœciach,
okrytych nik³¹, szar¹ traw¹. Poœród tych gór,
w g³êbokich w¹wozach i parowach, widaæ
rozwleczone pojedynczo nêdzne, smutne
zagrody góralskie. ¯adna rzeczka, ¿aden
nawet wiêkszy strumieñ nie rozwesela tych
nieurodzajnych, z wszelkiego wdziêku ogo³oconych dolin; miejscami tylko s¹cz¹ siê
leniwie w czasie suszy ma³o znacz¹ce strugi, które po ka¿dej nawa³nicy w rw¹ce zamieniaj¹ siê potoki i nieraz zalewaj¹ mozolnie uprawne pola. Nie s³ychaæ tu weso³ego œpiewu pastuszków, ryczenia byd³a,
szczekania psów; biedni mieszkañcy nie s¹
w stanie trzymaæ byd³a. Gdzieniegdzie tylko ma³a, wychud³a krówka skubie lich¹ trawê, a strzeg¹cy j¹ pastuszek wyblak³y, obdarty, siedzi na miejscu skurczony, ca³kiem
niepodobny do owych dziarskich ch³opaków, których weso³e œpiewki i pl¹sy tak
o¿ywiaj¹ nasze ³¹ki i b³onia. Tutaj psów
nawet nie chowaj¹, bo od czasu jak pad³a
zaraza na ziemniak, najg³ówniejszy p³ód tej
ja³owej ziemi, nie ma czem po¿ywiæ tego
wiernego stró¿a i przyjaciela. O jak¿e zasmuca widok tej nêdzy! Ile¿ to wygód, ile
28
POD DIABLAKIEM
JESIEÑ/2006
zbytków uwa¿amy za konieczne ¿ycia potrzeby, nie umiemy siê bez nich obejœæ; a
biedny góral, ca³e dni ciê¿ko pracuj¹c, nie
mo¿e nawet zaspokoiæ g³odu po¿ywnym
i zdrowym pokarmem, któryby wzmocni³
jego si³y do dalszej pracy.
Ju¿ s³oñce by³o wysoko i upa³ nieznoœny dokucza³, gdy stanêliœmy pod gór¹ Makowsk¹, przez któr¹ prowadzi³a droga.
Ogromna ta góra, z roz³o¿ystym, szerokim
grzbietem, jak wszystkie okoliczne, poros³a jest traw¹ i karko³omnemi œwierkami rozrzuconemi tu i owdzie. Zsiedliœmy z wózka, aby ul¿yæ koniom i z niema³ym trudem
dostaliœmy siê na wierzcho³ek góry, ciesz¹c
siê zawczasu z rozleg³ego widoku, jaki
mo¿na by³o obiecywaæ sobie na tak znacznej wysokoœci. Ale zawiod³a nas nadzieja:
jak daleko oko zasiêg³o, wszêdzie jednostajna okolica, bez ¿ycia, bez rozmaitoœci
i wdziêku, wszêdzie nagie góry i pagórki,
dzikie, smutne doliny, z g³êbi których miejscami wzbija³y siê w górê tumany mg³y. Tu¿
przed nami wznosi³a siê Babia Góra, od
wyjazdu z Mogilan jeszcze nie widziana; ale
otoczona innemi, bli¿szemi górami, nie wydawa³a siê wspaniale, ale zdawa³a siê ich
przewy¿szaæ i tylko p³aty œniegu biel¹ce
w trzech miejscach, œwiadczy³y ¿e szczyt jej
ju¿ w wy¿szych k¹pie siê strefach. Dopiero
gdyœmy spuœcili siê nieco z wierzcho³ka
góry Makowskiej, o¿ywi³ siê i upiêkni³ krajobraz: zamajaczy³y w dali szczyty tatrzañskie, a w g³êbi, u stóp góry, roztacza³a siê
zielona dolinka, okolona wysokiemi górami, przepasana po³yskuj¹c¹ wstêg¹ Skawy,
nad której brzegiem, œród majowej zielonoœci topoli i innych drzew, widaæ rozsypane malowniczo schludne domki ³adnego miasteczka Makowa. Na samym prawie
wjeŸdzie do miasteczka stoi murowany
koœció³; by³ jeszcze otwarty, weszliœmy wiêc
na chwilkê. Wnêtrze koœcio³a odpowiada
zupe³nie piêknej jego powierzchownoœci;
obszerny, jasny, o³tarze œwie¿o odnowione, wszêdzie starannoœæ i czystoœæ mile
wpadaj¹ca w oko. Odpocz¹wszy po kilkogodzinnej trudz¹cej drodze, poszliœmy obejrzeæ tutejsz¹ hutê. Stoi ona tu¿ za miastem;
budynek przeznaczony na mieszkanie dla
urzêdników i dozorców bardzo obszerny
i porz¹dny. Machina parowa, poddymaj¹c
miechy, roz¿arza ogieñ w dwóch piecach.
Nie robi¹ tu delikatnych sztuk, jedynie tylko lej¹ szyny, walce, piece itp. Fabryka garnków ¿elaznych i drobniejszych wyrobów
znajduje siê nieopodal we wsi Suchej, hamernia zaœ jest w Zawoi, o parê mil powy¿ej Makowa le¿¹cej, dok¹d posy³aj¹ tutejszy surowiec. Pomiêdzy dozorcami i robotnikami jest wielu Niemców i zniemcza³ych
Szl¹zaków, bo jêzyk polski lub niemiecki,
najdziwaczniej po³amany, wszêdzie s³yszeæ
siê daje. Dziwi³o miê i œmieszy³o, ¿e oni
sami nie wiedz¹ w czyjej zostaj¹ s³u¿bie.
Na kilkakrotne moje zapytania do kogo
nale¿y huta, coraz to inn¹ odbiera³am odpowiedŸ. Kilku powiedzia³o po prostu, ¿e
nie wiedz¹ czyja to huta; drudzy mówili ¿e
ksi¹¿êca (jakiego?), inni ¿e grafa Potockiego. Jeden powiedzia³ przecie¿ prawdziwe
nazwisko w³aœciciela, ale tak dziwnie przekrêcone, ¿e go w ¿aden sposób zrozumieæ
nie mog³am i dopiero w Zawoi dowiedzia³am siê, ¿e tak makowska huta, jaki i tamtejsza hamernia, nale¿¹ do hr. Ludwika Filipa de Sain Genois. Obejrzawszy powierzchownie fabrykê, ruszyliœmy w dalsz¹ drogê do Zawoi, u stóp Babiej Góry po³o¿onej.
Æwieræ mili za Makowem, nieco w bok
na lewo, le¿y wieœ ¯arnówka, w dolinie
zamkniêtej wysokiemi górami. W Bia³ej,
doœæ nêdznej wiosce góralskiej, Skawica
p³yn¹ca z pod Babiej Góry, ³¹czy siê ze Skaw¹, której brzegiem jechaliœmy dot¹d z Makowa. Wraz ze Skaw¹ skoñczy³ siê i bity
goœciniec, a kamienista droga wij¹ca siê nad
brzegiem Skawicy prowadzi³a nas odt¹d g³êbok¹ dolin¹, w której le¿y po obu stronach
rzeczki rozsypana, bardzo rozleg³a wieœ
Skawica. Okolica coraz wiêcej o¿ywiona
i coraz piêkniejsza, zajmowa³a nas tem wiêcej, ¿e tak d³ugo mieliœmy przed oczyma
krajobraz dziki i bez ¿adnego powabu. Po
obu stronach doliny ci¹gn¹ siê bardzo wynios³e góry, odziane piêknemi jod³owemi
lasami, œród których tu i owdzie zieleni¹
siê œliczne polanki. £¹ki ró¿nobarwnem strojone kwieciem, œciel¹ siê po brzegach bystrej Skawicy, która z hukiem i szumem toczy swe spienione wody w kamienistem ³o¿ysku i tym szalonym pêdem zdradza zaraz górskie pochodzenie swoje i bliskoœæ
skalistej kolebki. Ta rzeczka jest prawdziwem dobrodziejstwem Opatrznoœci dla tutejszych mieszkañców, bo u³atwia przemys³,
do którego uciekaæ siê musz¹ koniecznie,
aby zaspokoiæ potrzeby ¿ycia w okolicy tak
nieurodzajnej i niesposobnej do uprawy.
Liczne tartaki, m³yny, folusze, stosy desek
i gontów, sztuki biel¹cego siê p³ótna, œwiadcz¹ o zapobiegliwoœci i pracowitoœci górali. Z okolic to Makowa ci¹gn¹ na targ do
Krakowa owe karawany wózków, na³adowane gontami lub deskami. Trudni¹ siê oni
tak¿e sp³awem drzewa, co dawniej, zw³aszcza kiedy drzewo by³o tañsze, znaczne przynosi³o im korzyœci. Padaj¹ olbrzymie jod³y
na tych olbrzymich górach rosn¹ce, podciête siekier¹ górala i same staczaj¹ siê na
brzeg rzeki ze stromych, prostopad³ych prawie pochy³oœci. Tu dopiero zbijaj¹ je w tratwy. Sk³adaj¹ siê one zazwyczaj z szeœciu
do dziesiêciu okr¹glaków, z³¹czonych ze
sob¹ za pomoc¹ poprzecznych sztuk drzewa. £aduj¹ na nie deski, ³aty, gonty, lub
drzewo w ³upkach. Zwykle dwóch górali
kieruje tratw¹. Sp³aw odbywa siê na dwóch
g³ównych rzekach w tych stronach, na Skawie i Sole, z których pierwsza wpada do
Wis³y poni¿ej Zatora, druga pod Oœwiêcimiem. Statki góralskie p³yn¹ nieraz a¿ pod
Kraków. Sp³aw odbywa siê najpomyœlniej
gdy wody nieco przybêdzie, na ma³ej bowiem wodzie statki osiadaj¹ na mieli¿nie,
w czasie zaœ wielkiej powodzi spadek jest
zbyt nag³y, a kierowanie tratwami bardzo
trudne i niebezpieczne. Jednak¿e górale
odwa¿aj¹ siê niekiedy na takie niebezpieczeñstwo i wtedy daj¹ dowody przytomnoœci umys³u, zuchwa³ej œmia³oœci i poœwiêcenia w ratowaniu zagro¿onych œmierci¹.
Ze Skawic¹ ci¹gn¹c¹ siê z milê, ³¹czy
siê mo¿e jeszcze rozleglejsza wieœ Zawoja.
Obie razem stanowi³y dawniej jednê wieœ
pod nazwiskiem Skawicy; pó¿niej dopiero
rozdzieli³y siê: jedna czêœæ nazwa³a siê Zawoja, druga przy dawnem pozosta³a mianie. W obu tych wsiach nie uderza smutny
widok nêdzy, owszem, chaty du¿e, piêknie zbudowane, ocienione jesionami i owocowemi drzewami, ci¹gn¹ce siê nad brzegiem rzeki lub rozrzucone po pochy³oœciach
gór, dodaj¹ okolicy malowniczego wdziêku. Ale nie ³udŸmy siê tym pozorem dobrego bytu. O drzewo budowlane ³atwiej
tu ni¿ gdzie indziej, przytem ka¿dy prawie
góral umie ciesio³kê, nie tak wiêc trudno
przychodzi mu wystawiæ porz¹dne budynki.
Gdybyœmy jednak zajrzeli do wnêtrza
takiej chaty, o jak¿e czêsto widok g³odu i nêdzy przej¹³by serca nasze boleœci¹! Kamieniste góry tych okolic, cienk¹ tylko warstewk¹ ja³owej ziemi powleczone, pomimo
najmozolniejszej uprawy, nic nie wydaj¹
prócz owsa, który choæ na oko piêknie i bujnie wygl¹da, bardzo jednak sk¹po ziarna
wydaje; jêczmieñ, który siej¹ tu i owdzie,
tak¿e bardzo lichy. Ziemniaki dawniej udawa³y siê dobrze w tych twardych gruntach,
ale od czasu zarazy nie wydaj¹ ani po³owy
dawniejszego plonu. Uprawiaj¹c niewdziêczn¹ ziemiê, wieœniacy wyoruj¹ z niej
ci¹gle kamienie, których nie wywo¿¹, ale
sk³adaj¹ je na polu. St¹d to powstaj¹ te kopce poros³e traw¹, krzewami i ró¿nobarwnem kwieciem, które widaæ wszêdzie na
polach. Kêpy te wprawdzie bardzo piêkne
nieraz wygl¹daj¹, ale zajmuj¹ niema³o or-
JESIENNA LEKTURA
nego gruntu. Najlepiej by³o zawieŸæ te kamienie do rzeki, zw³aszcza z pól w nizinach po³o¿onych; ale tym sposobem zacieœni³oby siê koryto i utrudni³ sp³aw drzewa,
choæ zdaje siê i¿ najwiêcej wstrzymuje ich
od tego zkorzeniony miêdzy nimi przes¹d,
¿e kto kamienie topi, ten wkrótce umrze.
Wszyscy prawie gazdowie tutejsi bardzo
rozleg³e posiadaj¹ grunta; gdyby to tak
w Krakowskiem lub Sandomierskiem, byliby bogaczami, lecz tu nie wystarcza im owsa
nigdy d³u¿ej jak do Bo¿ego Narodzenia.
Zaledwie wiêc od¿ywili siê przez parê jesiennych miesiêcy, rozpoczyna siê znowu
okropny, a tak d³ugi przednówek. Wtenczas to dopiero g³ód i choroby w prawdziwy padó³ p³aczu zamieniaj¹ dolinê Zawoi
i wszystkie okolice. Skoro ju¿ z wiosn¹ zazieleni¹ siê wzgórza, wychodz¹ z chat swoich zg³odniali biedacy i jak bydlêta trawê
i zielska zbieraj¹. Od jakiegoœ czasu rzucili
siê do kukurydzy, któr¹ ¯ydzi z s¹siednich
sprowadzaj¹ Wêgier, miel¹ z niej m¹kê i rozrobion¹ wod¹ u¿ywaj¹ za pokarm. Z tak
POD DIABLAKIEM
JESIEÑ/2006
29
JESIENNA LEKTURA
lichej strawy powstaj¹ naturalnie rozmaite
cierpienia: zjadliwy tyfus, cholera, i inne
choroby okropnie tutaj panuj¹. Do bieskidowych to mieszkañców stosuje siê po
wiêkszej czêœci to wszystko, co o biedzie
w górach s³yszymy; st¹d wychodz¹ gromady górali na koœbê, ciesio³kê, do ¿niwa i innych robót, do których najmuj¹ siê w równinach o mil kilkanaœcie i dalej. Podhalanie, których byt nierównie lepszy, nie tak
gromadnie id¹ na zarobek i szukaj¹ go raczej w s¹siednich Wêgrzech, dlatego oko³o
Krakowa pojedynczo tylko spotkaæ ich
mo¿na. Przeciwnie górali od Makowa i ¯ywca widujemy mnóstwo w Krakowie z wiosny i przez ca³e lato, tak mê¿czyzn jak i kobiet. G³ód to, g³ód okropny wygania ich
z siedziby, za któr¹ przecie¿ têskni¹, któr¹
kochaj¹ nad ¿ycie. Powiadano nam ¿e górale po czêœci sami winni swej biedzie, i gdyby nie wrodzone im lenistwo, mogliby byt
swój polepszyæ. Póki tylko wystarczaj¹
szczup³e zapasy, ¿adn¹ miar¹ nie mo¿na
sk³oniæ górala do udania siê na zarobek,
o który w tych stronach nietrudno, b¹dŸ to
przy spuœcie i obrabianiu drzewa, b¹dŸ przy
fabrykach ¿elaza. Dopiero gdy g³ód dokuczy, gdy lich¹ ¿ywi¹c siê straw¹, zdrowie
i si³y nadwyrê¿y, w ostatecznoœci bierze siê
do roboty, a nie mog¹c podo³aæ ciê¿kiej
30
POD DIABLAKIEM
JESIEÑ/2006
pracy, daleko mniej zarabia i zdrowie do
reszty traci. Wyj¹wszy tê jednê wadê, podobno nam wszystkim wspóln¹, jest to lud
poczciwy, pobo¿ny, potulny, trzeŸwy, s³owem ze wszech miar godzien najserdeczniejszej przychylnoœci i wspó³czucia. Górale tutejsi nie s¹ tak dorodni, roœli, tak piêknie zbudowani jak Podhalanie, brak im owej
giêtkoœci, swobody i lekkoœci w ruchach,
jaka tamtych tak wybitnie odró¿nia od
mieszkañców równin. Mê¿czyŸni i kobiety
s¹ wzrostu œredniego, dosyæ w¹t³ej budowy; twarze szczup³e, bladej cery, bardzo
mi³e, rozjaœnione weso³ym uœmiechem,
w wyrazie swoim tyle maj¹ poczciwoœci,
prostoty, otwartoœci, ¿e od pierwszego spojrzenia ujmuj¹ serce. Ubiór ich tem siê ró¿ni
od podhalañskiego, ¿e mê¿czyŸni nosz¹ gunie znacznie d³u¿sze, powszechnie kawowe, wyszywane oko³a sznurkiem czerwonym i niebieskim, niekiedy bardzo suto. Pod
spodem kamizelka, pospolicie jasno-szafirowa lub ciemno-zielona, ze œwiec¹cemi
guziczkami. Owe szerokie, pod same pachy dochodz¹ce pasy, nie s¹ tu tak czêsto
u¿ywane jak na Podhalu. Kapelusze z ma³emi brzegami, z g³ówk¹ szersz¹ u góry ni¿
u do³u, o p³askiem denku, s¹ pospolitsze
ni¿ okr¹g³e. Na zimê nosz¹ czapki œpiczaste, czerwone lub granatowe, ob³o¿one
czarnym barankiem. Kobiety nosz¹ p³ócienne ciemno-szafirowe spódnice w bia³e
wzorki wybijane, gorsety czarne lub zielo-
ne, a bia³y p³ócienny rañtuch zarzucony na
g³owê, obwija zarazem prawie ca³¹ postaæ.
Ubiór to nie bez pewnego wdziêku, lecz
widoczne w nim ubóstwo i zaniedbanie.
Nie widzia³am wprawdzie œwi¹tecznego
stroj tutejszych góralek, ale codzienny nie
mo¿e iœæ w porównanie ze zwyczajnym
ubiorem Podhalanek, które wydawa³yby siê
tutaj jak wykwintne elegantki, obok wiejskich prostaczek. Zdaje siê ¿e nauka czytania jest ju¿ i tutaj upowszechniona, bo widzieliœmy ksi¹¿ki do nabo¿eñstwa w rêku
ka¿dego prawie górala i góralki, œpiesz¹cych do koœcio³a.
Czarne chmury gromadz¹ce siê nad górami i nies³ychany upa³, zdawa³y siê niezawodn¹ przepowiedni¹ deszczu, a koœcio³a
w Zawoi jeszcze nie widaæ. Nareszcie œród
lip stuletnich ukaza³a siê drewniana dzwonnica, któr¹ powitaliœmy z radoœci¹, bo tu
mia³ byæ kres dzisiejszej naszej podró¿y.
U tutejszego proboszcza a zarazem dziekana, mieliœmy nocowaæ i st¹d dopiero wybraæ siê w Babi¹ Górê. Ksi¹dz dziekan Leœniak, obecnie kanonik tarnowski, przyj¹³
nas z najserdeczniejsz¹ uprzejmoœci¹,
z otwartemi rêkami i otwartem sercem, jakby dawnych znajomych. Rozgoœciwszy siê
w przeznaczonym dla nas pokoiku, pomimo, ¿e ju¿ by³a trzecia z po³udnia, nie mogliœmy siê wymówiæ od obiadu. Potem ogl¹daliœmy koœcio³ek, stoj¹cy tu¿ obok plebanii na obszernym cmentarzu, ogrodzonym
parkanem i powa¿nemi ocienionym lipami. Zewnêtrzna budowa koœcio³a niczem
siê nie ró¿ni od innych, jakie napotkaliœmy
w tych stronach. Drewniany, poczernia³y
wiekiem, wygl¹da ubogo. Tem wiêksze
zatem by³o nasze zdziwienie, gdy wszed³szy ujrzeliœmy piêkn¹ kopu³ê, ozdobion¹
malowaniem. Kopu³a w drewnianym koœciele, jest zaiste osobliwoœci¹. Wielka szkoda ¿e nie umieszczono nad ni¹ latarni, bo
i malowanie lepiej by siê wyda³o, i œwiat³o
padaj¹ce z góry rozjaœni³oby koœció³, który
wyda³ mi siê cokolwiek za ciemny, lubo
z drugiej strony ten mrok nadaje jak¹œ uroczyst¹ powagê œwi¹tyni, usposabia do modlitwy i skupienia ducha. W wielkim o³tarzu, ozdobionym statuami œwiêtych, jest
obraz Niepokalanego Poczêcia NMP, w jednym z bocznych œw. Klemensa, pod którego wezwaniem zbudowano ten koœció³.
Drug¹ jego osobliwoœci¹ jest posadzka z tafli
kamiennych, a najpiêkniejsz¹ ozdob¹ czystoœci i starannoœci z jak¹ jest utrzymywany. Koœció³ w Zawoi zbudowa³ Jan Wielopolski 1759 r. D³ugi jednak czas by³ on fili¹
koœcio³a parafialnego w Makowie i dopiero od trzydziestu kilku lat ustanowiono tu
osobn¹ parafi¹, a ks. Leœniak by³ pierwszym
jej proboszczem.
Siedz¹c w ganeczku przed plebani¹, radziliœmy o jutrzejszej wyprawie na Babi¹
Górê, któej pogodne oblicze, zarumienione zorz¹ zachodu, zdawa³o siê zapraszaæ
nas i wabiæ ku sobie. Jeszcze w Krakowie
radzono nam dostaæ siê noc¹ na szczyt Babiej Góry, aby widzieæ stamt¹d wschód s³oñca, który ma byæ zachwycaj¹cy. Opowiedzieliœmy nasz zamiar ks. Dziekanowi;
uœmiechn¹³ siê tylko, nic zrazu nie mówi¹c,
ale w koñcu oœwiadczy³ ¿e jest niepodobnym do wykonania. Droga na Babi¹ Górê,
najmniej piêciogodzinna, prawie ci¹gle prowadzi gêstym, ciemnym lasem, zawalonym
prócz tego ogromnemi pniami powywracanego przez wichry drzewa. Podró¿ ta
nawet œród dnia jest dosyæ trudz¹ca, có¿
dopiero w nocy, choæby ksiê¿ycowej. Lasy
okrywaj¹ce pochy³oœæ Babiej Góry tak s¹
gêste, drzewa tak wysokie, ¿e promienie
ksiê¿yca nie dostaj¹ siê w ich g³êbie, a przynajmniej nie rozœwiecaj¹ ich dostatecznie.
Trzeba by chyba podró¿owaæ przy latarniach, co zawsze by³oby trudnem i niebezpiecznem. Lecz przypuœæmy nawet ¿e
wszystkie przezwyciê¿ywszy trudnoœci, dostaniemy siê noc¹ na szczyt, to jeszcze nie
mo¿emy cieszyæ siê wygran¹, bo mg³y
i chmury, tak czêste w górach, ca³e widowisko zas³oniæ mog¹, chocia¿by wieczór
najpiêkniejsz¹ wró¿y³ pogodê. Przyjechawszy pod Babi¹ Górê od strony Orawy, sk¹d
przystêp jest nierównie ³atwiejszy, mo¿na
by siê odwa¿yæ na tak¹ nocn¹ wyprawê.
Mê¿czyŸni mogliby próbowaæ szczêœcia i od
strony Zawoi, nocuj¹c na polanie po³o¿onej w znacznej wysokoœci, sk¹d ju¿ tylko
parê godzin drogi do szczytu. Dla nas te
wszystkie piêkne projekty nie by³y stosowne; trzeba by³o po¿egnaæ siê z fantastyczn¹
wêdrówk¹ po lasach, przy œwietle ksiê¿yca
lub pochodni, z poetycznym widokiem
wschodu s³oñca, i najprozaiczniej, w jasny
dzieñ, odbyæ wstêp na Babi¹ Górê. Stanê³o
wiêc na tem, ¿e je¿eli chimerna babula nie
zamatuli siê w czepiec, wstaniemy o œwicie
i wys³uchawszy mszy œwiêtej na nasz¹ intency¹ odprawiaæ siê maj¹cej, ruszymy
w drogê. Ks. wikary, kóry tak¿e wybiera³
siê z nami napisa³ zaraz do dwóch leœniczych i pañstwa K. bawi¹cych siê tutaj na
¿entycy, zapraszaj¹c ich aby, zebrawszy siê
w jedno towarzystwo, odbyli wraz z nami
wycieczkê na Babi¹ Górê, od dawna przez
nich zamierzon¹.
Zaledwie pierwszy brzask dnia ukaza³
siê na pogodnem niebie, ju¿ wszyscy byliœmy na nogach, zajêciu upakowaniem rzeczy. Oko³o 5-tej g³os dzwonka powo³a³ nas
do koœcio³a. Pusto i cicho w nim by³o zupe³nie; prócz jednej staruszki i nas, nie by³o
nikogo, bo msza œw. wczeœniej ni¿ zwykle
odprawiaæ siê mia³a. Pierwsze promienie
wschodz¹cego s³oñca oblewa³y potokiem
JESIENNA LEKTURA
œwiat³a prosty, drewniany o³tarz, rozjaœnia³y oblicze Przenajœwiêtrzej Dziewicy, i jakby chwa³y nieba odblaskiem, ca³y koœcio³ek urocz¹ oœwieca³y jasnoœci¹.
Po mszy œwiêtej wróciliœmy na plebani¹,
gdzie szanowny ks. dziekan czeka³ na nas
ze œniadaniem. Ju¿ s³oñce wzbi³o siê ponad góry otaczaj¹ce dolinê, gdy zajecha³ góralski wózeczek, maj¹cy nas podwieŸæ pod
sam¹ górê, jeszcze 3/4 mili od plebanii odleg³ej. Podziêkowawszy najserdeczniej ks.
dziekanowi za jego goœcinne i prawdziwie
przyjacielskie przyjêcie, po¿egnaliœmy go
z ¿alem, unosz¹c w duszy najmilsze, a nigdy nie zatarte wspomnienie krótkich chwil
spêdzonych w tym skromnym domku, gdzie
tyle cnót, tyle zas³ug siê kry³o.
Przedruk z „Tygodnika Ilustrowanego”,
1869 r., tom III , dodatek do numeru 75 i 76.
Fotografie: Przemys³aw Bucki i arch. GCKPiT w Zawoi
POD DIABLAKIEM
JESIEÑ/2006
31

Podobne dokumenty