numer 9 - Królówka

Komentarze

Transkrypt

numer 9 - Królówka
nr IX (październik/listopad 2009r.)
Gazeta Królewska
Gazeta II Liceum Ogólnokształcącego z Oddziałami Dwujęzycznymi
im. Świętej Królowej Jadwigi w Siedlcach
W NUMERZE :
Królówka we wspomnieniach
Sobota. Niby wolny dzień,
jednak
szkolne
korytarze
wypełnione gwarem. Pełno
ludzi. Wielu rozgląda się na
strony jakby w poszukiwaniu.
Ktoś kogoś całuje w policzek na
przywitanie. Obok wrzawa
i śmiechy. Inni, stojąc w grupie,
przywołują wspomnienia…
Str. 2
Królówkowa akcja
Są wszędzie. W klasach. Na
ścianach.
W
męskich
toaletach - zwłaszcza tam.
Pojawiły się kilka tygodni
temu i od razu stały się
nieodłącznym elementem
życia szkoły. Tematami
rozmów.
Str. 3
Przepraszam, że żyję!
Ludzkość dzieli się na dwa
obozy.
Tych,
co
lubią
spacerować z psami lub tych,
co wolą głaskać koty. Też tak
do niedawna myślałem…
Str. 4
Wywiad z prezydentem
Wiedziałem, że mam jakieś
szanse. Sporo osób mówiło,
iż moja kampania jest
interesująca, a debata całkiem
nieźle mi poszła.
Str.5
Lód
Powoli zagłębiamy się w świat
XX wieku, gdzie rządzą
tajemnicze,
przypominające
anioły skute lodem - lute.
Pod Lodem nie może powstać
żadna nowatorska myśl, żadna
zmiana obyczajów - jakim
zamarzłeś, takim zostaniesz.
Do końca.
Str. 6
Nie musi być nudno
Nikt nie lubi zostawać po
lekcjach, zwłaszcza, jak reszta
klasy idzie sobie do domu.
Ja musiałem, i nie żałuję.
Str. 6
Z ŻYCIA SZKOŁY
Gazeta Królewska nr IX
ANNA BIELECKA, MARIA LATOS - VI ZJAZD ABSOLWENTÓW - KRÓLÓWKA WE WSPOMNIENIACH
Sobota. Niby wolny dzień, a jednak szkolne korytarze wypełnione gwarem. Pełno ludzi. Wielu rozgląda się na strony jakby
w poszukiwaniu. Ktoś kogoś całuje w policzek na przywitanie. Obok wrzawa i śmiechy. Inni, stojąc w grupie, przywołują
wspomnienia…
To absolwenci II LO, którzy 5 września 2009 r. zawitali na VI już zjeździe. Wojna, a następnie ciężkie czasy okupacji i PRL u Królówka ze swoją 104-letnią historią przeszła obronną ręką przez te wydarzenia i wykształciła wiele pokoleń.
Rozglądamy się i zauważamy dominację ludzi, którzy są już mniej więcej po 10 - 15 latach od ukończenia szkoły, kiedy już coś
osiągnęli i mają czym się pochwalić. Wówczas coraz chętniej zaczynają bywać na tego typu imprezach. Przedstawicieli młodych roczników
przybyło raczej niewielu. Podchodzimy do jednej z reprezentantek starszego pokolenia. Interesuje nas zwłaszcza edukacja podczas okupacji,
gdy jedyną alternatywę zdobycia wiedzy stanowiło tajne nauczanie. O tajnych kompletach mamy okazję porozmawiać z jedną z najstarszych
absolwentek, Panią Marią Zalewską – Truszczyńską, która tak zapamiętała ten okres: - Nauka odbywała się każdego dnia u innej osoby.
Profesorowie kursowali od mieszkania do mieszkania wedle podanych adresów - mówi Pani Maria. - Najważniejszą rzeczą, jaką wyniosłam ze
szkoły była nie tylko wiedza, ale przede wszystkim wartości duchowe i moralne, jakie nam wpajano.
Absolwentka kończy opowieść, zatem żegnamy się z nią i idziemy łowić kolejne ciekawe historie. A takich tu nie brak. Jakby na
potwierdzenie tych słów, niebawem nasze aparaty słuchu rejestrują urywki informacji dobiegające z końca sali. Przy stoliku siedzi
pięcioosobowa grupa absolwentów w średnim wieku. Ich śmiechy oraz żywa gestykulacja świadczą o dyskusjach na temat bardzo
interesujących przygód sprzed lat: - To może być ciekawe. Takich wspomnień nam potrzeba! - mówimy sobie i już po chwili siedzimy przy nich,
słuchając opowieści.
„Przerywnik” – czy ta nazwa coś Wam mówi? Nie? Otóż w 1972 roku zaczęło działać w Królówce pierwsze radio, założone przez
Andrzeja Dębińskiego i Wojtka Szczęśniaka. Uczniowie kreatywni bowiem stworzyli coś, czego dzisiaj w naszej szkole akurat nie ma - kabaret
„Niewymierni”, który niejednokrotnie bawił szkolną publiczność.
Wesoło w szkole, i to na lekcjach?! Nasi absolwenci przytoczyli kilka sytuacji, które miały miejsce właśnie w czasie zajęć. Pomysłów
im nie brakowało. Co więcej, nauczycielom także: - Koleżankę, która miała najpiękniejsze nogi w szkole, a dodatkowo eksponowała je, nosząc
kuse spódniczki mini, jeden z naszych profesorów wysyłał wiecznie na stół, by wkręcała żarówkę - wspomina absolwent. Z kolei mężczyzna
opiekujący się kiedyś mikroskopami w sali biologicznej, ze śmiechem napomyka: - Nauczycielka od biologii przyłapała kolegę na niestarannym
prowadzeniu zeszytu, który prędko z jej pomocą wylądował w akwarium. - A klimat w szkole? - Atmosfera była po prostu taka, że nie pamiętam
nauki, a wyłącznie życie towarzyskie! - śmieje się maturzystka ’82. Co z dyskotekami? - No tańczyło się do starego dobrego rocka, takich
Zeppelinów. A „wolniaki” najlepiej szły przy Omedze, chociażby do „Dziewczyny o perłowych włosach”. A teraz chłopcy - uwaga! Do opowieści
naszych absolwentów dodać trzeba jedną, istotną: - Pani od biologii miała uczulenie na spoconych chłopców po wf-ie, była to więc świetna
sytuacja na uniknięcie przepytywania na lekcji, ponieważ albo nauczycielka trzymała się od nas z daleka, albo zabierani byliśmy przez
dyrektora Wojewódzkiego do łazienki, by się myć - wspomina absolwent. A zatem - faceci! - trud poniesiony na wf-ie może zostać przez Was
pomysłowo wykorzystany.
Mżawka. Przed dziedzińcem szkoły namioty, pod nimi stoły i absolwenci myślami przeniesieni w czasy, kiedy sami tę szkołę
tworzyli. W tle muzyka, raczej niedzisiejsza. Jak klasa zdająca maturę w ‘77r., którą tam poznałyś my. Nie zrażona krewką pogodą
prowadziła dysputy i odkurzała zakamarki pamięci. Licznie przybyła na VI zjazd, mimo kontaktu ze sobą na bieżąco. Tak zgranej i w
przyjaznych relacjach społeczności klasowej ze świecą szukać. Prywatki co sobotę, wspólnie spędzany czas - pozazdrościć tak dobranego
towarzystwa! - Przynajmniej raz w miesiącu, maksymalnie dwa, organizowaliśmy wycieczki do warszawskiego teatru. Przez 4 lata uzbierało się
ponad 20 takich wyjazdów - przyznają zgodnie byli uczniowie. Rzadkie dzisiaj, prawda? Tak jak małżeństwa w jednej klasie - tutaj pojawiły się
aż trzy. Ci absolwenci oprócz zjazdów w Królówce sami spotykają się co 5 lat - udokumentowali to w postaci albumu, który przekazali do Sali
Pamięci naszego liceum. Jedna z kobiet, szkolny „słowik” wygrywający rozliczne konkursy podzieliła się zabawnym wspomnieniem: - Zamówiliśmy
autokar do teatru, stoimy przed budynkiem szkoły, autokar spóźnia się już godzinę, martwimy się, że nie zdążymy na premierowy spektakl i
dzwonimy do instytucji, która miała nam wypożyczyć transport. Okazuje się, że kierowca zamiast przyjechać do liceum na ulicy Prusa, pojechał do
liceum Prusa na ulicę Floriańską - śmieje się Pani Anna.
Rozemocjonowana brygada postanowiła uraczyć nasze szkolne mury piosenką. Rozległo się wcale nie smutne, śpiewane ile sił w
płucach: „Ale to już było, i nie wróci więcej…””
Nasz Patron:
www.centrumxero.pl
[email protected]
Siedlce, ul. Starowiejska 12 a
STRONA 2
Z ŻYCIA SZKOŁY
Gazeta Królewska nr IX
Wręczanie złotych koron
Najbardziej
doświadczona
wiekiem
uczestniczka
zjazdu
(ta po lewej :) )
Monika Kieliszek i
Maciej Podgórzak
w części
artystycznej
Uroczysta
Msza św. w
Kościele
Św. Stanisława
fot. FOTO ZARZYCKI
Absolwenci królówki
ŁUKASZ KARWOWSKI - AKCJA: NALEPKA!
Są wszędzie. W klasach. Na ścianach. W męskich toaletach - zwłaszcza tam. Pojawiły się kilka tygodni temu i od razu stały się
nieodłącznym elementem życia szkoły. Tematami rozmów. Czasem zaś po prostu przystaje się przy nich i pośmieje przez chwilę,
potem wraca się do swoich spraw. Zawsze jednak przyciągną naszą uwagę. Wszak niepodobna, aby podczas mycia rąk, spoglądając
odruchowo w lustro i widząc na nim naklejkę „Mordo Ty moja!”, nie uśmiechnąć się.
Twórcą nalepkowej akcji jest uczeń klasy drugiej, Kuba. Spytany, skąd pomysł na tę ideę, odpowiedział: - Wszystko zaczęło się od mojej
babci. Robiła przetwory na zimę i tymi naklejkami je oznaczała. Potem dużo ich zostało i dała mi je. Przez pewien czas zastanawiałem się,
co z nimi zrobić, aż w końcu wpadłem na pomysł, aby wykorzystać je w ten sposób.
Początkowo pojawiło się kilka naklejek w różnych miejscach szkoły. Po ciepłym przyjęciu, Kuba wraz z przyjaciółmi zdecydowali się
na kontynuowanie przedsięwzięcia.
W przeciwieństwie do innych form twórczości uczniowskiej, ta praktycznie nie ma przeciwników. Nikt owych nalepek nie odkleja, chociaż
ich usunięcie jest znacznie łatwiejsze od zmycia napisu wykonanego flamastrem czy korektorem. Dużym plusem też jest to, że nikogo
nie obrażają, a wręcz przeciwnie - rozluźniają często stresującą atmosferę szkolną. Sama forma przekazu gwarantuje lekkość i traktowanie
z przymrużeniem oka. Dzięki niej napis nad pisuarem w męskiej łazience na pierwszym piętrze: „Masz małego”, wzbudza uśmiech na twarzy,
a nie zniesmaczenie…
Akcja: Nalepka trwa. I wróżę tej formie twórczości w naszej szkole wspaniałą przyszłość.
STRONA 3
CO O TYM SĄDZIĆ?
Gazeta Królewska nr IX
MIROSŁAW DOBROWOLSKI - PRZEPRASZAM, ŻE ŻYJĘ! JUŻ NIE BĘDĘ!
Ludzkość dzieli się na dwa obozy. Tych, co lubią spacerować z psami lub tych,
co wolą głaskać koty. Też tak do niedawna myślałem…
Otóż odkryłem nowy rodzaj niechęci wobec kotów. Nie wiem, czy jest ona
praktykowana przez fanatycznego wielbiciela psów, czy przez osobę nie posiadającą
żadnych zwierząt, ale niezaprzeczalnym faktem jest, że od kwietnia na ulicy Fabrycznej
znajdowane są martwe koty. Pierwszym był bury dachowiec. Znalazł go mój tata
i zakopał. W maju zginął następny kot mieszkający u naszych sąsiadów
(wychodził sobie na spacery). Wypuścili go po północy i nie wrócił.
Znalazcy proponowali 1000 złotych, ale nikt się nie zgłosił. W lipcu natomiast mój kocur
(też wychodzący) około północy wrócił do domu, czołgając się na przednich łapach.
Tylne wlókł za sobą po ziemi. Weterynarz po prześwietleniu go stwierdził, że ma
strzaskany kręgosłup, dlatego Ktoś strzelał do zwierzaka z wiatrówki. Wiórek został
uśpiony. Moja młodsza siostra niemalże wypłakała sobie oczy. Ale to nie koniec,
bo całkiem niedawno, na początku października, ten sam człowiek ok. 4.00 nad ranem
zastrzelił kotkę starszej pani, która także jest naszą sąsiadką. Rozpacz tej samotnej,
schorowanej kobiety jest nie do opisania. Wyobraźnię czytelników powinny pobudzić
autor: Jacek Wielgosz
słowa, które wypłakała nad truchłem swojej pupilki: - Teraz nie mam nawet jej. Zostałam
sama.- Możemy się tylko domyślać, co dla ponad 80-cio letniej osoby znaczy całkowita
samotność w małym domku podczas paskudnych zimowych wieczorów.
Co dalej? Nikt nic nie wie. Pewnym natomiast jest, że temu komuś nie znudzi się zabijanie zwierząt. Może to rodzaj jakiejś
wielkopańskiej rozrywki? Albo ten człowiek jest po prostu skończonym... A żeby było zabawniej, każdy zwierzak leżał w tym samym miejscu
(oprócz mojego Wiórka, który jakoś dotarł do domu), z różnicą może pół metra. I każdy zginął w środku nocy. Ciekaw jestem, co za maniak,
zamiast spać, wyczekuje kotów z wiatrówką i je zabija. Aż tak bardzo mu przeszkadzają?
AGNIESZKA CHUDZIK - BIBLIOGRAFIA: INTERNET?
Z czym wiąże się szkoła, oprócz znajomych, portalu nasza-klasa.pl i od czasu do czasu
dobrą zabawą? Oczywiście - z nauką. Nauka to proces, który ma na celu zdobywanie
i poszerzanie wiedzy. Instrumenty stosowane w tej dziedzinie bywają różne: od słuchania
nauczyciela, przez podręczniki i inne książki, słowniki, repetytoria, aż do powszechnej
skarbnicy mądrości - Internetu.
Każdy ma swoją ulubioną stronę, ale na ogół adresy są raczej znane i często się powtarzają.
Zazwyczaj sama strona główna to Google lub coś podobnego ze względu na łatwe wyszukiwanie
potrzebnych informacji. Wystukujesz na klawiaturze potrzebną frazę i pojawiają się odnośniki.
Na pierwszym miejscu zwykle jest link do Wikipedii. Nic więc dziwnego, że jak Internet, to często
i Wikipedia.
Wydaje się dość pewnym źródłem informacji, można znaleźć w niej praktycznie wszystko.
Nie trzeba skakać po dwudziestu opasłych książkach, kartkować ich… i tak dalej. W końcu od tego
mamy komputery i płacimy abonament za dostęp do sieci, żeby ułatwić sobie codzienność. Wiedza
w pigułce bez wizyt w bibliotece, kserowania notatek koleżanek i wydawania pieniędzy na ciężkie
tomy! Tylko czy na pewno wiedza sprawdzona?
Do zarejestrowania na wspomnianej wyżej Wikipedii - wolnej encyklopedii, potrzebnych jest kilka minut. Po tym czasie (a nie trzeba nawet
potwierdzać adresu e-mail) można już edytować i poprawiać artykuły. Niby przestrzegają usuwania treści nieencyklopedycznych, ale pierwszy
etap sprawdzania przebiega tylko na oko. Merytoryczne dylematy rozstrzyga się dopiero później, a ty na tekst możesz trafić w każdym,
absolutnie każdym momencie, prawda?
Niektórzy uważają też, że podawanie informacji na tacy wpływa negatywnie na nasze zdolności kojarzenia i inteligencję. Może mają rację,
a może to komputery szkodliwie napromieniowują nasze mózgi i IQ spada z większą prędkością niż Jacek z ratusza, tylko częściej?
Grunt, że nauczono nas, aby obcym nie ufać, a kolegów z czatu nie zapraszać do domu. Jako pomoc naukową nawet pochwalano.
Więc o co chodzi? Nie zawsze wiadomo, czy autor jest kompetentny i naprawdę przyłożył się do tego, co ty chcesz uważać za wiarygodne.
Z pewnością ewentualne konsekwencje nie byłyby tak tragiczne, jak znajomy z Internetu, ale zawsze może być nieprzyjemnie.
Pojawia się też druga strona medalu. Mamy pełno zajęć pozalekcyjnych i wielką potrzebę relaksu. Jak się nauczyć, wywiązać
się z pozaszkolnych obowiązków i nie umrzeć ze zmęczenia? A właśnie! Pomocną dłoń wyciągają opracowania, bryki i inne szybkie
podsumowania tematu. Prawdziwym przyjacielem zapracowanego nastolatka jest Wikipedia, ściąga.pl . Wtedy nie liczy się to, czy nie zawsze
mówi nam prawdę. Ludzie kłamią nawet częściej. Dobrze byłoby, gdyby rozwijał zamiast uwsteczniać, lecz co począć, kiedy czasem ma się już
ochotę tylko na sen?
STRONA 4
Z ŻYCIA SZKOŁY
Gazeta Królewska nr IX
AGNIESZKA WOCH I JAGODA KONDRATIUK - NOWEJ WŁADZY CZAS
W imieniu całej redakcji „Gazety Królewskiej”, chciałybyśmy Ci serdecznie pogratulować wygranej
w wyborach!
Dziękuję bardzo.
Teraz możesz się już przyznać. Spodziewałeś się tej wygranej? Co według Ciebie o niej przesądziło?
Wiedziałem, że mam jakieś szanse. Sporo osób mówiło, iż moja kampania jest interesująca, a debata
całkiem nieźle mi poszła. Ale z drugiej strony, zdawałem sobie sprawę, że równie duże poparcie miał
Hubert Prekurat. Myślę, że o wygranej przesądziła właśnie debata. Była przygotowana bardzo
profesjonalnie, jednak padło kilka niepotrzebnych pytań, które mogły wprowadzić zakłopotanie. Odbieram ją
jednak bardzo pozytywnie.
Jak oceniasz kampanię?
Kampanię? Bardzo kolorowa i pomysłowa. Jednak
teraz, gdy patrzę na to z pewnej perspektywy, wydaje
mi się, że byliśmy źle przygotowani pod względem
konkretnych planów. Aczkolwiek sądzę, iż w tamtym
roku również nie padały rzeczowe propozycje,
a człowiek z pierwszej klasy nie przywiązywał zbyt
wielkiej wagi do takich szczegółów.
Co masz zamiar zmienić w szkole?
Po pierwsze: chcę nawiązać większą współpracę
z dyrekcją i radą pedagogiczną. Wydaje mi się,
że w ubiegłym roku nie było to dostatecznie
podkreślane.
Obiecywałeś organizowanie dyskotek. Jak będą
one wyglądały, kiedy sala zostanie zamknięta na
czas remontu?
Tak, obiecywałem. Razem z panią Dyrektor rozmawialiśmy na ten temat. Powstał pomysł, żeby zrobić
ekspertyzę stropów w naszej szkole. Jeśli wszystko pójdzie po naszej myśli, dyskoteki będą się odbywać
na królówkowych korytarzach.
Jakie dni tematyczne planujesz?
Mam wiele pomysłów. Przede wszystkim to, co zapowiadałem już w mojej kampanii. Są to wybory Miss
i Mistera. W tym momencie jesteśmy na etapie pisania regulaminu. Planowałem również, by na 14 lutego
przywrócić pocztę walentynkową. Oczywiście tradycyjnie odbędzie się Konkurs Piosenki Miłosnej.
A także innowacyjnie chcę wprowadzić akcję Free hugs. Ludzie w śmiesznych koszulkach, z napisem
Darmowe przytulanie będą rozdawać miłe uściski. Coś na wzór Międzynarodowego Dnia Przytulania.
Myślałem również nad tygodniem językowym. Polegałoby to na tym, iż danego dnia obowiązywałby jeden
język oraz odbywałyby się konkursy dotyczące krajów, w których się go używa. Padł też pomysł
zorganizowania programu: Klasa gospodarzem szkoły. Najprawdopodobniej miałoby to miejsce mniej więcej
w kwietniu. Każda klasa w danym tygodniu będzie odpowiedzialna za szkołę. Nie wiem na ile to możliwe,
ale postaram się sprecyzować ten pomysł. To na razie luźne plany. Pierwszego Dnia Wiosny
zorganizujemy losowanie strojów tematycznych. Klasy przebiorą się w kostiumy odpowiadające klimatowi
owego wyboru.
Czy podjąłeś już pierwsze działania dotyczące swoich obietnic? Jakie?
Po pierwsze, została już zniesiona jasna podeszwa, choć zmiana obuwia oczywiście dalej obowiązuje.
Odbywa się również pierwsza zbiórka charytatywna dla schroniska psów w Ostrowi Mazowieckiej.
I to, o czym wspomniałem wcześniej - trwają prace nad regulaminem konkursu Miss i Mistera.
I ostatnie pytanie. Czy sofa wróci?
Muszę Was zawieść - niestety, nie. Nie posiada atestu i jest to niezgodne z przepisami BHP. Mnie również
brakuje sofy. W zamian za to ma zostać zwiększona liczba ławek, o czym już rozmawiałem z Dyrekcją.
Bardzo dziękujemy za wywiad i życzymy miłej pracy na stanowisku prezydenta Królówki!
STRONA 5
ZAPOWIEDZI:
◘ Długo oczekiwany
remont sali
gimnastycznej zaczyna
się już w listopadzie!
◘ Pamiętaj o akcji
„11 listopada - wywieś
flagę!"
◘ 14 listopada klasy
drugie będą bawić się
na półmetku w Januszu.
◘ 22-26 listopada
będziemy obchodzić
Dni Honorowego
Krwiodawstwa w
Polsce. Uczniowie
Królówki również mogą
przyłączyć się do akcji i
zostać honorowymi
dawcami. Więcej
informacji u prof.
Doleckiego.
◘ Na 1 grudnia
zaplanowano konkurs o
Maksymilianie Kolbe.
Chętni znajdą
szczegółowe informacje
w czytelni.
◘ Również 1 grudnia
będziemy mogli
nacieszyć uszy
Koncertem
Mikołajkowym, na który
już serdecznie
zapraszamy!
KULTURA
Gazeta Królewska nr IX
AGNIESZKA CHUDZIK - MAGICZNY ŚWIAT HARRY’ EGO
Jeszcze nie tak dawno na ekrany polskich kin weszła ekranizacja szóstego tomu opowieści o młodocianym czarodzieju – „Harry
Potter i Książę Półkrwi” w reżyserii Davida Yatesa. Według mnie jedynie mglisty zarys tego, co wydrukowano na siedmiuset czterech
stronach powieści. Żadna część sagi nie jest wiernie odwzorowana przez kamerę.
Cykl ma w sobie coś magicznego. No, może przesadziłam z powściągliwością w tej sprawie. W Hogwarcie wszystko jest pełne czarów:
od schodów, przez wykładane przedmioty, po uczniów. A mugole czasem odczuwają potrzebę, żeby poczytać o świecie, w którym wszystko
jest możliwe. Tylko niektórym z nich, w serii reprezentowanym przez wuja Vernona i ciotkę Petunię (tych wrednych lanserów z Privet Drive,
gnębiących Harry’ego), całość wydaje się infantylna i żałosna. Nie brak i ludzi uznających wszystko z przedrostkiem Harry Potter za praktyki
satanistyczne.
O czym opowiadają opasłe tomy z chłopcem z błyskawicą na czole, nie trzeba nikomu tłumaczyć. Każdy podchodzi do tego na swój sposób,
ale większość czytelników widocznie uważa lekturę za interesującą. Świadczy o tym nie tylko sprzedaż, liczne strony internetowe i blogi fanów,
fora przepełnione zachwytami oraz obecność sagi na półkach w tak wielu domach, poświadczyć mogę też ja.
Alicja ma swoją Krainę Czarów, Dorotka - Oz, a Harry uczył się w szkole dla czarodziejów. Wracamy do ulubionych książek z dzieciństwa,
jak do albumu z fotografiami. I czterdziestolatka od czasu do czasu można zobaczyć z „Piotrusiem Panem” w dłoni, a Barrie napisał go
na początku dwudziestego wieku. Czy Harry Potter będzie Piotrusiem Panem dwudziestego pierwszego wieku? Okaże się. Mnie to nie zdziwi.
Ludzie lubią to, co inne i niezbyt wstrętne. Nawet, jeśli pięćdziesiąt na sto osób zadeklaruje się, jako twardo stąpający po ziemi,
to siedemdziesięciu z tej samej grupy spodobają się przygody Wybrańca!
HUBERT PREKURAT - PRAWDZIWA FANTASTYKA
Powoli zagłębiamy się w świat XX wieku, gdzie rządzą tajemnicze, przypominające anioły skute lodem - lute. Są one sługami
nieznanej siły, która opanowała Związek Radziecki i zaczęła rozprzestrzeniać się na Europę Wschodnią zamrażając czas. Pod Lodem
nie może powstać żadna nowatorska myśl, żadna zmiana obyczajów - jakim zamarzłeś, takim zostaniesz. Do końca.
Jednak pojawiła się iskierka nadziei. Nazywa się Benedykt Gierosławski - warszawski matematyk, zajmujący się logiką. Jego ojciec, dawniej
zesłany na Sybir za działalność antyrosyjską, podobno rozmawia z lutymi i podobno zszedł na Drogi Mamutów, czyli osławione autostrady
aniołów mrozu. Ministerium Mrozu wysyła Benedykta w podróż, by odnalazł ojca. Ma on nakłonić rodziciela do rozmowy z lutymi, do Odwilży.
Książka jest wielowątkowa. Jest ich tak dużo, że człowiek mimowolnie zastanawia się, jak autor mógł je tak mistrzowsko spleść ze sobą.
Zarówno wierzenia marcynowców, przekonania ottepielników i liedniaków, prawa czarnej fizyki i innych czarnych nauk, sama idea ćmieczy
i zimnaza czy wreszcie Historji są niezwykle realistyczne i kunsztownie zbudowane. Nie chciałbym zdradzać fabuły, dlatego też nie tłumaczę
żadnego z tych pojęć, gdyż magia książki koncentruje się na odkrywaniu definicji świata, w który zostaliśmy rzuceni przez autora. Czytelnik
może na początku poczuć się, jakby załamał się pod nim lód na jeziorze, a on rozpaczliwie szuka wyrwy, by złapać choć trochę tchu.
Po kilkudziesięciu stronach to wrażenie się rozwiewa. Wyrastają nam skrzela i zaczynamy odkrywać wspaniałości podwodnego świata.
„Lód” jest bardzo obszerną książką, na dodatek drukowaną okrutnie małą czcionką, co może na początku odstraszać. I słusznie. Lektura ta
bowiem nie jest dla wszystkich. Nie każdy przedrze się przez długie i misterne opisy, czy przez niewyobrażalne rozważania logiczne głównego
bohatera. Równie trudno zrozumieć niektóre zagadnienia, jakie Dukaj wprowadził - czarną fizykę, zasady logiki dwu - i trójwartościowej, czarną
biologię czy geografię - czytelnik jest zmuszony prawie na okrągło sięgać gdzieś, by choć trochę rozjaśnić sobie w głowie; by dowiedzieć się
czegokolwiek o prawdziwym Piłsudskim czy Tesli, którzy występują w powieści, czy po to, by przekonać się, kim u licha, jest ten cały
Kotarbiński?! Lecz to wszystko, co pozornie może odstraszać (i zaiste, większość porzuci książkę po może 100 stronach), nadaje jej tylko
uroku. Obdarza ją specyficznym klimatem, który po przeczytaniu zostaje w nas jeszcze długo i skutecznie blokuje chęć sięgnięcia po inny tytuł.
To nie jest nic złego. Dukaj stworzył dzieło, a właściwie - Dzieło: piękne, trudne i z wieloma przesłaniami. Czytelniku, jeśli nie boisz się
archaicznego stylu, rozważań wręcz egzystencjonalnych i nieustannego sięgania do źródeł, to nie czekaj. Łap się za „Lód”!
MIROSŁAW DOBROWOLSKI – NIE MUSI BYĆ NUDNO
Nikt nie lubi zostawać po lekcjach, zwłaszcza, jak reszta klasy idzie sobie do domu. Ja musiałem, i nie żałuję.
Słowo akademia raczej źle się uczniom kojarzy - bo nudno, bo sztywno, bo po co. Znikąd zapewne takie przeświadczenie się nie wzięło,
ale, dzięki opatrzności, ta zorganizowana na Dzień Nauczyciela należała do jednej z najciekawszych i najlepszych, jakie dotąd widziałem.
Mówię oczywiście o części artystycznej.
Zaczęło się tradycyjnie, czyli właśnie - z perspektywy ucznia - nieciekawie, od przemówień i wręczania Nagród Dyrektora. Po rozdaniu
upominków, zaczęły się występy. Pokazało się kilka osób z pierwszych klas, a chłopaki z 1h, śpiewający (i grający) piosenkę zespołu Dżem
„Do kołyski”, którą zadedykowali Radzie Pedagogicznej, zostali określeni jako artystyczna przyszłość naszej szkoły. Mam nadzieję,
że nie spoczną na laurach i będziemy mieli jeszcze okazję ich zobaczyć! Z nowych był też Szymon Pasterski (1 fiuuu, jak mawia profesor
Dolecki - tak, tak, kolejny rok!), który wykonał półtorej piosenki (całą przy akompaniamencie Daniela Wydry po francusku, a w duecie z Niną
Nowosielską pół utworu pt. „Pół na pół”). I byłoby naprawdę świetnie, gdyby bas nie zagłuszył, notabene, połowy słów. Natomiast największe
wrażenie zrobiła Monika Kieliszek, śpiewając o „Pogodzie ducha”. Przepiękny głos. Zaszczyciła nas także uczennica Żółtka Agata Kowal, która
wystąpiła razem z Pauliną Wiśniewską i Natalią Kozioł w piosence „Ziemio Chopina”. Całość zakończył występ cheerleaderek, także będący
nieodzownym elementem wielu różnych uroczystości szkolnych.
Podobno najważniejsze jest pierwsze wrażenie. A akademia, z której relację mogliście przeczytać, była pierwszą, jaką widziałem
w Królówce i w dodatku naprawdę bardzo mi się spodobała. Dzięki temu do każdej następnej nie będę już podchodził jak pies do jeża. Szkoda
tylko, że akustyka sali gimnastycznej pozostawia wiele do życzenia…
STRONA 6
KULTURA
Gazeta Królewska nr IX
Z CYKLU: „WNĘTRZNOŚCI” – KAGANEK OŚWIATY
– Glikokaliks… cukier…. ciacho… trzecioklasiści….
Pstryk. Ktoś zapalił światło. Poczochrany i zły Ktoś. Z morderczym błyskiem w oku odkręcił trzymaną w ręku butelkę oranżady
i bezceremonialnie wylał jej zawartość na głowę gaworzącej współlokatorki. Nie zrobiło to na niej większego wrażenia, bo kontynuowała swój
wywód.
– Różnice między mitozą i mejozą są znaczące. Wystarczy spojrzeć na nazwę...
– Co snofu? – wysepleniła Zuza, wyciągając głowę spod trzeciego kompletu pościeli.
– Nic nowego – odparła dzierżąca butelkę Karola – Pirania znowu gada przez sen.
– Mówiłam, żeby nie pozwalać jej się uczyć do późna. I tak dobrze, że nie lunatykuje.
– Długo jeszcze? – burknęła góra pościeli znajdująca się na czwartym łóżku – gaście, jutro łacina…
– Ciemność nie przeszkodzi jej w gadaniu – stwierdziła sepleniąca – Karola, zatkaj jej nos.
Karola odłożyła pustą już butelkę i podeszła do sprawczyni całego zamieszania.
– Mitochondrium to taka duża elektrownia. Jak kiedyś w Czarnobylu. Tylko ta jest w środku. We mnie. – powiedziała lekko podduszona Pirania
– Czemu mnie budzisz? – wykrzyknęła zaskoczona nagłym wstrzymaniem dostaw tlenu.
– Nie zdążyłyśmy Ci powiedzieć dobranoc – syknęła stojąca nad nią koleżanka – Wisisz mi 2.50 za oranżadę, a jak chcesz się umyć, to zrób to
bezszelestnie – oznajmiła i zgasiła światło.
Odpowiedziała jej cisza, która trwała ponad kwadrans.
– Mydło… Mydło to związek zasady sodowej i tłuszczu.
Karola podniosła głowę i do wtóru Zuzi zaczęła się nerwowo śmiać.
– Pod wpływem słów Piranii, dorwała mnie wena – wyburczała góra pościeli z czwartego łóżka – ułożyłam dla niej epitafium:
„Zawsze ją bardzo kochali,
ale o czwartej w nocy z przyjemnością
POCHOWALI!”
Odpowiedział jej głośny śmiech. Tylko jedna dziewczyna z mokrymi włosami spojrzała na nią bez rozbawienia:
– Human doznał natchnienia…
– A bio-chem zazdrości? – odparowała rymująca pościel.
– Uspokójcie się – zaśmiała się Zuza – Swoją drogą nie rozumiem po co się uczyłaś tej biologii – spojrzała na koleżankę, która wycierała sobie
włosy – jutro Dzień Nauczyciela, dacie kwiatek i po sprawie.
– Jaasne. – skwitowała Pirania – to nie takie proste. Dzisiaj dobitnie powiedziała nam, co myśli o tym święcie. W sumie to ma trochę racji…
w każdym razie od dzisiaj 14 października nazywa się Dniem Hipokryzji. Przynajmniej w klasach Pani Markizy.
– Ale zawsze możecie spróbować – wtrąciła się Karola – Tak samo bałaś się jej reakcji po otrzęsinach, a jakoś siedzisz tu cała i zdrowa.
– To całkowicie inna sprawa. Wtedy każdy robił z siebie idiotę. No może nie tak jak my, ale zawsze – uśmiechnęła się wstając i zdejmując
z łóżka mokra poduszkę – Powie mi ktoś, jak mam teraz spać?
Gosia Łubik i Mirek Dobrowolski
BARTOSZ NOWAK - MATTRACH, CZYLI JAK ZDOBYĆ SŁAWĘ, NIE WYCHODZĄC Z DOMU
Przeglądając piosenki na serwisie Youtube, natknąłem się na bardzo intrygującego muzyka. Mając dopiero 18 lat wspaniale gra na
gitarze, perkusji i wielu innych instrumentach, a swoje dzieła umieszcza w Internecie już od ponad trzech lat. Od tego czasu jego profil
obejrzało ponad 36 milionów internautów. Zyskał sławę dzięki takim utworom, jak „Canon Rock”, „R2D2”. Młody Francuz, kryjący się
pod pseudonimem MattRach nagrał w sumie 42 piosenki: 35 własnych oraz 7 coverów. I to wszystko w zaciszu własnego pokoju.
MattRach zaczynał jako amator. Sam grał, nagrywał, a także montował
teledyski. Śmiało można rzec o nim, że jest człowiekiem - orkiestrą. Świetnie
wykonuje piosenki różnych typów muzycznych, nie przestraszy go nawet
jazz. Jego inspiracją są utwory takich zespołów, jak: Guns N’Roses, Led
Zeppelin, a także Oasis.
15-letniemu Francuzowi sławę przyniosło wykonanie utworu „Canon
Rock” Jerry’ego C. Nie oczekiwał sukcesu, a jednak od 3 lat ten klip obejrzało
ponad trzy i pół miliona internautów.
Grę na gitarze zaczął w wieku 8 lat. Zaledwie cztery lata później, wraz
z kilkoma znajomymi założył kapelę muzyczną. W 2006 roku grupa
przekształciła się w formację Incidents, która wykonywała piosenki U2,
Dream Theater i wielu innych. W styczniu 2007 roku kapela przeszła kolejną
przemianę. Jako Appalooza wydała swoją pierwszą płytę o nazwie „Titans
Water”. Aktualna nazwa zespołu to Play.
Trzeba przyznać, że to dzięki serwisowi Youtube MattRach osiągnął tak ogromną sławę. Można tam znaleźć jego piosenki utrzymywane
w klimatach rocka, pop-rocka, funku, metalu, a nawet bluesa i jazzu. Jest jednym z najpopularniejszych francuskich gitarzystów, niejednokrotnie
wystąpił w lokalnej telewizji. Jednak on cały czas podkreśla, że to zasługa jego nauczyciela Frederiqua Moulina, który nauczył go stawiać
pierwsze kroki w świecie muzyki.
Miejmy nadzieję, że za jakiś czas cały świat będzie podziwiał i naszych młodych artystów.
źródło: maremmaoggi.it
STRONA 7
Z ŻYCIA SZKOŁY
NNajwiększe
ajwiększe ddemony:
emony: ŁŁukasz
ukasz iiDDamian
amian
Gazeta Królewska nr IX
Siedlisko
Siedliskwszelkiwgo
o wszelkiegzła
o zła
fot. Anna Bielecka, Olga Kwaśniewska,
Jacek Wielgosz
Szymon Pasterski z klasy I f
na swoim Porsche
Nowa królowa!
Dominika Wasilewska z klasy I h
Pan
i dyrektoJolanta
r JolantBieniek
a Bieniek
Pani
Dyrektor
Dyplomacja wcale nie na sztywno
Redaktor naczelny: mgr Anna Jaroszyńska
Redaktorzy: Anna Bielecka, Agnieszka Chudzik, Mirosław Dobrowolski, Łukasz Karwowski,
Jagoda Kondratiuk, Maria Latos, Małgorzata Łubik, Bartłomiej Nowak, Karolina Pastor,
Hubert Prekurat, Marta Soszyńska, Jacek Wielgosz, Agnieszka Woch, Klaudia Żydak
Korekta: Anna Bielecka, Mirosław Dobrowolski, Karolina Pastor, Hubert Prekurat, Agnieszka Woch
Skład i grafika: Jacek Wielgosz
STRONA 8

Podobne dokumenty