Opowieści humorystyczne z południa Kaszub

Komentarze

Transkrypt

Opowieści humorystyczne z południa Kaszub
Uniwersytet Mikołaja Kopernika
Wydział Filologiczny
Instytut Literatury Polskiej
Justyna Ziółtkowska
Nr albumu: 203517
Praca magisterska na kierunku filologia polska
OPOWIEŚCI HUMORYSTYCZNE Z POŁUDNIA KASZUB
Opiekun pracy dyplomowej
dr hab. Maria Jakitowicz
Zakład Folklorystyki i Literatury Popularnej
Toruń 2010
SPIS TREŚCI
Rozdział I. Przedstawienie regionu i charakterystyka metody ..............................................3
Rozdział II. Opowiadania humorystyczne z południa Kaszub ..............................................7
1. Przedstawienie omawianego materiału ...................................................................8
1.1 Opowiadania przekazywane ustnie ................................................................8
1.2 Opowiadania spisane niepublikowane ...........................................................9
1.3 Opowiadania opublikowane ..........................................................................9
2. Opowieści komiczne z południa Kaszub – wątki i warianty .................................. 11
3. Oralność a piśmienność w południowokaszubskich opowiadaniach ...................... 26
Rozdział
III.
Genologia
opowiadań
humorystycznych
w
perspektywie
teorii
komizmu ................................................................................................................................ 30
1. Komizm – rys teoretyczny ................................................................................... 31
2. Genologia ludowych opowiadań o intencji humorystycznej .................................. 36
3. Klasyfikacja gatunkowa oraz źródła komizmu w opowiadaniach humorystycznych
z południa Kaszub .................................................................................................... 38
3.1 Humoreski .................................................................................................. 38
3.2 Dowcipy ..................................................................................................... 44
Rozdział IV. Problematyka narratora w opowiadaniach komicznych z południa
Kaszub ................................................................................................................................... 54
Rozdział V. Koloryt lokalny, czyli realia geograficzne, historyczne i kulturowo
-językowe południowokaszubskich opowiadań .................................................................... 68
1. Realia geograficzne.............................................................................................. 69
2. Realia historyczne ................................................................................................ 72
3. Realia językowo-kulturowe .................................................................................. 74
3.1. Obraz społeczności południowych Kaszub ................................................. 74
3.2. Język jako szczególny wyróżnik południowokaszubski .............................. 82
4. Koloryt lokalny w opowiadaniach o głupich sąsiadach ......................................... 87
Rozdział VI. Postaci z południowokaszubskich opowiadań – próba charakterystyki ........ 90
Zakończenie ........................................................................................................................ 100
Aneks tekstów ..................................................................................................................... 105
Bibliografia.......................................................................................................................... 128
2
ROZDZIAŁ I
Przedstawienie regionu i charakterystyka metody
Opowieści humorystyczne przedstawione w niniejszej pracy zebrane zostały w gminie
Brusy, w południowej części Kaszub. Dotyczą one jednak terenu nieco szerszego.
Przyjrzyjmy sę zatem regionowi, z którym związane są omawiane opowiadania komiczne.
Kaszuby obejmują dziś dość zwarty obszar Pomorza Gdańskiego, wykazują jednak duże wewnętrzne zróżnicowanie. Kaszubów zamieszkujących północ zwie się Morzanami, Bylakami i Rybakami, pas środkowy – Lesakami. Centrum reprezentują Józcy
(Mucnicy). Rejon, którego dotyczą omawiane w niniejszej pracy opowiadania humorystyczne, zwany jest Ziemią Zaborską. Stanowi ona najbardziej wysunięty na południe
region Kaszub.
Zabory położone są w południowej części województwa pomorskiego,
w powiecie chojnickim (Ryc. 1). Swym zasięgiem obejmują Dziemiany, Leśno, Brusy,
Wiele, Karsin, Czersk i Swornegacie. Specyficzna nazwa Zabory, kojarząca się dziś
z okresem rozbiorów, inaczej Ziemia Zaborska, pojawia się już w dokumentach książąt
pomorskich jako Terra Sabor, Terra Zaborensis, czyli obszar leżący za borami1. Głównym jego ośrodkiem są Brusy, miasteczko liczące około pięciu tysięcy mieszkańców.
Jego nazwa wywodzi się od słowa „brus” oznaczającego kamień młyński. Pierwsza
wzmianka o tejże miejscowości pojawiła się w roku 1351, gdy otrzymała przywilej
osadniczy2. Brusy określane są również Krëbanowem, zaś ich mieszkańcy zwą się
Krëbanami. Jan Karnowski – pisarz wywodzący się z pobliskiej miejscowości, Czarnowa, w jednym ze swych tekstów pisał o nich w następujący sposób: „«Wené, Krëbanë
jadą». Tak przezëwalë waju zôzdrosné Gôchë, ciedë wa pëszny jechalista w spasłé konie na daleci jarmark do Bëtowa”3.
1
Brusy – zaborska kraina lasów i jezior. Informator turystyczny, zespół red. pod kier. E. Singer, Byd-
goszcz 2003, s. 2.
2
Tamże.
3
J. Karnowski, Krëbanë, w: Domôcé słowo zwęczné. Antologia tekstów kaszubskich dla recytatorów,
oprac. J. i J. Treder, Chmielno 1994, s. 96.
3
Ryc. 1. Województwo pomorskie i gmina Brusy
Mieszkańcy Zaborów starają się kultywować kaszubską kulturę, język i obyczaje,
co uwidacznia się w wielu inicjatywach na rzecz regionu. Jedną z nich było założenie
Kaszubskiego Liceum Ogólnokształcącego, w którym od początku jego istnienia odbywały się lekcje języka kaszubskiego i literatury tego regionu. Południowe Kaszuby ze
względu na swoje położenie najbardziej zagrożone są utratą przez ludność kaszubskiej
tożsamości, dlatego tak ważne są tego rodzaju inicjatywy. Język kaszubski nauczany
jest dziś niemal we wszystkich szkołach gminy Brusy. Prężnie działają tu również zespoły folklorystyczne (przede wszystkim Kaszubski Zespół Pieśni i Tańca „Krëbane”
oraz „Zaboracy”) oraz tutejszy oddział Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego.
Omawiane opowiadania, mimo iż zebrane zostały w gminie Brusy, dotyczą nieco
szerszego terytorium. Odnajdujemy w nich wzmianki o takich miejscowościach, jak
Wiele czy Lipnica. W tekstach opublikowanych ukazane zostały Tuszkowy, Swornegacie i Kiedrowice. Rozmieszczenie miejscowości związanych z opowiadaniami humorystycznymi ukazuje zamieszczona mapka (Ryc. 2).
4
Ryc. 2. Rozmieszczenie miejscowości związanych z opowieściami humorystycznymi z południa Kaszub
Materiał przedstawiony w pracy pozyskany został z dwóch rodzajów źródeł:
pierwszym są informatorzy, drugim zaś publikacje. Samodzielnie zebrane dowcipy
i humoreski stanowią większość materiału, zaś teksty już opublikowane są ich pewnym
uzupełnieniem.
Ze względu na dużą różnorodność tematyczną utworów ustnych funkcjonujących
na obszarze południowych Kaszub, kryterium doboru stanowiła intencja humorystyczna. Nie oznacza to jednak, że wszystkie opowiadania będą w równym stopniu rozśmieszały odbiorcę, ponieważ jest to zależne od wielu czynników, które omówię w rozdziale
5
dotyczącym komizmu analizowanych anegdot. Opowiadania zgromadziłam w aneksie
tekstów zamieszczonym na końcu pracy. Opatrzyłam je inicjałami (oznaczającymi najczęściej imię postaci, której dotyczy dany tekst) oraz numerami wątków, co pozwoliło
w przejrzysty sposób usystematyzować zgromadzone utwory.
W zbieraniu i badaniu zgromadzonego materiału posłużyłam się metodą pracy terenowej
oraz
opisu
filologicznego
z
elementami
opisu
etnograficzno
-kulturowego. Praca terenowa polegała na zbieraniu opowiadań w miejscowości Brusy
i najbliższej okolicy (w Kosobudach i Brusach Jagliach). Warto zaznaczyć, że osoby,
które przekazały mi opowiadania, są rdzennymi mieszkańcami tego rejonu. Zbieranie
materiału wymagało wstępnej znajomości podejmowanego tematu, a mianowicie opowiadań humorystycznych funkcjonujących w okolicy, co było możliwe dzięki najbliższej rodzinie. Sporą trudność stanowiło odnalezienie osób znających tego typu opowieści, potrafiących je odtworzyć, a na dodatek przekazać w interesujący sposób.
Problematyczną kwestią był także wybór sposobu transkrypcji pozyskanych opowiadań,
bowiem język, w jakim zostały przekazane, nie odpowiada w pełni pisowni polskiej ani
kaszubskiej. Wobec tego faktu opowiastki spisane zostały za pomocą transkrypcji
uproszczonej z elementami pisowni kaszubskiej. Starałam się zachować oryginalny charakter wypowiedzi z uwzględnieniem różnorodnych realizacji gwarowych danych form
wyrazowych, przez co często te same wyrazy w różnych opowiadaniach lub wariantach
danej opowieści zapisane są inaczej. W miejscach, w których wymowa odzwierciedlała
cechy występujące w znormalizowanym języku kaszubskim używałam znaków występujących w piśmie kaszubszczyzny literackiej.
Metoda filologiczna oraz elementy opisu etnograficzno-kulturowego wykorzystane zostały w drugim etapie pracy, a mianowicie w badaniu i analizowaniu zebranego
materiału. Szczególnym problemem, z jakim się tutaj zetknęłam, był wybór określonej
teorii komizmu, która pozwoliłaby zbadać humor opowiadań południowokaszubskich.
Utwory te, jak to się okaże w rozdziale III, są pod tym względem bardzo zróżnicowane.
Do omówienia zagadnienia posłużyły mi prace znanych badaczy komizmu, Bohdana
Dziemidoka i Danuty Buttler oraz folklorystów zajmujących się podobną tematyką, jak
choćby Doroty Simonides czy Jolanty Ługowskiej. Prace dwóch ostatnich naukowców
były szczególnie pomocne w opracowaniu pozostałych zagadnień, jakie ujęte zostały
w niniejszej pracy.
6
Materiał, który udało mi się zgromadzić i który przedstawiam w zamieszczonym
aneksie w pewnym stopniu dowodzi słuszności poetyckiego stwierdzenia Jana Karnowskiego: „Dokoła Brusów, w całi ti stronie, kaszëbskô mòwa eszczi je doma”. Jak się
okazuje, elementy kaszubszczyzny, mimo spolonizowania gwary południowokaszubskiej, stale żywe są w języku mieszkańców Zaborów. Zebrane opowieści komiczne są
także dowodem ich poczucia humoru oraz umiejętności patrzenia z dystansem na siebie
samych i otaczającą rzeczywistość.
Przyjrzyjmy się zatem opowieściom humorystycznym z południa Kaszub, które
uwieczniają żyjące niegdyś w Brusach, niezwykle barwne postaci oraz związane z nimi
komiczne sytuacje.
7
ROZDZIAŁ II
Opowiadania humorystyczne z południa Kaszub
1. Przedstawienie omawianego materiału
Materiał wykorzystany w pracy stanowią teksty zebrane podczas pracy terenowej oraz
opowiadania humorystyczne umieszczone w różnego rodzaju publikacjach o charakterze regionalnym. Ze względu na sposób ich przekazania, można podzielić je na trzy
grupy: opowiadania przekazane ustnie, teksty spisane niepublikowane oraz opowiadania
opublikowane.
1.1. Opowiadania przekazane ustnie
Do pierwszej grupy tekstów, a mianowicie opowiadań przekazywanych ustnie, należą
tak zwane opowieści o Józefku, niegdysiejszym mieszkańcu Brus. Kilka z opowiastek
(warianty: Wychodek J02a, Pestczi J03d, Kozeł Józefka JB2) zostało już opublikowane,
jednak wszystkie nadal występują w obiegu ustnym. Wśród opowieści o Józefku wyróżnić można 14 wątków: Józefek w samolocie J01, Wychodek J02, Pestczi J03, Koza
i westka J04, Józefek w teatrze J05, A tfii! J06, Kolejarza rozjechale J07, Słoma i ogień
J08, Ruletka J09, A jô sã za nią zabierôł J10, Droga na kalwarię J11, Szukom żony jak
szalony J12, Pół kozë i pół kozła J13, Mama Puc J14. Niektóre opowiadania posiadają
kilka wariantów (poza wątkami J05, J06, J09, J10, J12, J13, J14, których wariantów nie
odnotowałam). Do omawianej grupy należą też opowiadania o Wicku Skwierawskim:
Spiã i nie spiã WS1, Patrzã i patrzã WS2b, Cos trzeszczy WS3a, Drobne psiniãdze
WS8, Pies wszystko wyżarł WS9 i Gonienie zajka WS10.
Wśród opowieści ustnych znajdują się także opowiadania dotyczące innych postaci, jak również całych zbiorowości. Teksty te nie tworzą, jak w przypadku opowieści
o Józefku czy Wicku, całych cyklów. Odnajdziemy tu opowiadania, których bohaterami
są: Łyczywek – niezrównany autor i głosiciel lokalnych opowieści (Zupa z kamienia
Ł1, Lód w portkach Ł2), Promela (Panie Boże, nie jestem godzien P), Antek Wajna
(Nawiedzony dom AW1), Ambroży Felski (Szczęść Boże, majster AF1), Cyganka (C),
Andrzej Skwierawski (Koza na łańcuchu AS) oraz mieszkańcy Lipnicy (Do Pelplina
L).
8
1.2. Opowiadania spisane niepublikowane
Grupę drugą tworzą teksty utrwalone w piśmie przez Józefa Chełmowskiego. Są to
krótkie anegdotki dotyczące humorystycznych sytuacji z życia Wicka Skwierawskiego
(warianty: Spiã i nie spiã WS1b, Patrzã i patrzã WS2a, Cos trzeszczy WS3a, Zo zwas
gipsnyś WS4, Nowe gatcie WS5, Aż psiekło stãkało WS6, Jabłka dla dzece WS7) oraz
Wańty ( Wańta i żandarm W). Niektóre z opowieści spisanych przez Józefa Chełmowskiego o Wicku Skwierawskim występują również w przekazie ustnym, w różnych wariantach (WS1, WS2, WS3), zaś opowiadania o Wańcie udało się odnaleźć jedynie
w przekazie pisemnym. Opowiastki o Wicku Skwierawskim i Wańcie spisane zostały
w gwarze południowokaszubskiej, fonetycznie i w zasadzie bez interpunkcji. W opowiadaniach, jakie znajdują się w aneksie, uzupełniłam interpunkcję w miejscach, w których było to konieczne dla zrozumienia treści.
1.3. Opowiadania opublikowane
W grupie opowiadań opublikowanych znajdują się niektóre warianty opowiastek o Józefku: J02a, J03d, JB2 (występujących również w wersji ustnej). Anegdota Jak Józefk
szedł z bùksama (J02a) znajduje się w Słowniku Gwar Kaszubskich Bernarda Sychty.
W niniejszej pracy korzystam z tekstu zamieszczonego w zbiorze W świetle dnia. Anegdoty i bajki z Kaszub ze Słownika Sychty1, w którym zmieniono pisownię na bardziej
przystępną i bliższą dzisiejszemu zapisowi kaszubskiemu. Również z tego źródła pochodzi opowiastka Pestczi2. Choć nie jest w niej wymienione imię bohatera, można
przypuszczać, iż jest to pewna realizacja opowiadania o Józefku reprezentującego wątek
J03 o tymże tytule, ponieważ jest ona niemal identyczna, co ustny przekaz tejże opowieści. Kolejnym opublikowanym opowiadaniem o Józefku jest tekst Kozeł Józefka
(wariant JB2), który zapisany został przez Józefa Bruskiego i umieszczony w czasopiśmie „Kaszëbë”3 (wątek J04). W pracy korzystam również z innych „gadek” z repertu-
1
W świetle dnia. Anegdoty i bajki z Kaszub ze Słownika Sychty, oprac. kaszubskie i adaptacje w jęz. pol-
skim G. J. Schramke, Gdynia 2009, s. 140.
2
Tamże, s. 150.
3
J. Bruski, Kozeł Józefka, „Kaszëbë” 1960, nr 23. W niniejszej pracy korzystam wersji opowiadania
zamieszczonej w publikacji Pro memoria. Józef Bruski (1908–1974) i Robaczkowo, zebrał i oprac.
J. Borzyszkowski, Gdańsk 2003, s. 113.
9
aru tegoż gawędziarza, a mianowicie: Jak se Jónk Knut na drudżi swiat wëbiérôł 4 (JB1)
i Zmiłka Kalwarijskô5 (JB3).
Ciekawy materiał stanowią opowiadania o głupich sąsiadach, a mianowicie
o mieszkańcach Tuszków i Sworów (wątki T01–T09, S1, S2), opublikowane w Słowniku gwar kaszubskich. W niniejszej pracy korzystam z tekstów zamieszczonych w zbiorze W świetle dnia6. Większość tych utworów, szczególnie opowieści o tuszkowianach,
jest szeroko znana, do czego z pewnością przyczyniły się liczne publikacje.
Bogatym źródłem kaszubskiego humoru jest zbiór współczesnych i dawniejszych
dowcipów Bëlny szport wiele wôrt7, które zebrał Zbigniew Pryczkowski. Z tejże publikacji pochodzi wariant opowiastki o Wicku Skwierawskim WS1c (tu również, podobnie
jak w przypadku dowcipu o Józefku, nie ma imienia bohatera, jednak treść jest taka
sama jak w pozostałych wariantach opowieści). Materiał zgromadzony w tejże publikacji pochodzi w większości z Kaszub środkowych i północnych, zaś przy poszczególnych opowiastkach brak jest szczegółowej informacji na temat jej źródła czy miejsca, w
którym została opowiedziana, dlatego spośród zgromadzonych w niej dowcipów wybrałam tylko jeden wyżej wymieniony, który odnosi się do prezentowanego przeze mnie
materiału.
Poza powyższym usystematyzowaniem, wykorzystane teksty można podzielić na
kilka wyraźnych grup tematycznych:
1. cykl opowieści o Józefku,
2. cykl opowiastek o Wicku Skwierawskim,
3. pojedyncze opowieści o różnych postaciach,
4. cykl opowiadań o głupich sąsiadach.
Opowieści o Józefku, Wicku Skwierawskim i innych postaciach są tekstami najmniej znanymi, ich rozkład przestrzenny ogranicza się do Brus i okolic, czyli Ziemi
Zaborskiej. Z pewnością wpływ na to posiada fakt, iż niewiele z tych opowiastek doczekało się publikacji (są tu oczywiście pewne wyjątki). W skład tej grupy wchodzą
również dwie gadki Józefa Bruskiego, które dzięki licznym publikacjom i prezentacjom
4
J. Bruski, Jak se Jónk Knut na drudżi swiat wëbiérôł, w: Pro memoria., s. 109.
5
Tegoż, Zmiłka Kalwarijskô, tamże, s. 115.
6
W świetle dnia, s. 76–84, 86–87.
7
Bëlny szport wiele wôrt. Kaszëbsczé wice, zebrał i oprac. E. Pryczkowski, Gdańsk 2000.
10
na różnego typu konkursach gawędziarskich i recytatorskich (m. in. na Konkursie Gawędziarzy Ludowych we Wielu i konkursie recytatorskim Rodnô Mòwa) znane są
w szerszych kręgach odbiorców. Grupa czwarta posiada znacznie większy zasięg niż
nieopublikowane opowieści z grupy pierwszej, drugiej i trzeciej (przede wszystkim
dzięki publikacji w Słowniku gwar kaszubskich). Wynika stąd pewna oczywista zależność: teksty przekazywane ustnie i niepublikowane funkcjonują w ograniczonej grupie
„opowiadaczy” i odbiorców, zaś teksty opublikowane zyskują swoistą popularność.
Z publikacją opowiadań wiążą się również zmiany w sferze językowej, ponieważ opowieści ukazują się w postaci kaszubszczyzny literackiej, nie zaś, jak w przypadku tekstów przekazywanych ustnie czy spisanych niepublikowanych, gwarowej.
2. Opowieści komiczne z południa Kaszub – wątki i warianty
Julian Krzyżanowski w Polskiej bajce ludowej w układzie systematycznym opowiadania
komiczne umieścił w dziale Kawały i anegdoty, obejmującym wątki T1000–2440. Ludowe teksty humorystyczne do końca wieku XIX były niedoceniane przez badaczy
folkloru, bowiem nie odpowiadały wyidealizowanemu obrazowi wsi, przez co, jak pisze
Dorota Simonides, opowieść komiczna stała się „kopciuszkiem folkloru”8. Wobec tego
faktu liczba wątków komicznych w systematyce Krzyżanowskiego jest bardzo rozległa.
Simonides tak pisze o ludowych wątkach:
Jest stwierdzonym faktem, iż więcej niż połowa anegdot jest pochodzenia międzynarodowego, wędrownego. Są to schematy, koncepty i wątki fabularne, które krążą z kraju do
kraju, z miasta do miasta, ze wsi do wsi. Wszędzie jednak przyjmują inny kształt, dopasowują się do rodzimych warunków i nabierają kolorytu lokalnego9.
Krzyżanowski zaś przytacza pogląd, iż „dopiero po stwierdzeniu istnienia trzech
wariantów danej pieśni, podania, bajki czy kawału można dany utwór uznać za produkt
literatury ludowej”10. Badacz nie wypowiada się jednak ściśle co do poprawności lub
błędności tej opinii. Wobec powyższych sądów należy zastanowić się, czy opowieści
komiczne z południa Kaszub sytuują się w jakiś sposób w obrębie wątków ogólnopol-
8
D. Simonides, Rzecz o humorze śląskim, Opole 1984, s. 8–9.
9
Tamże, s. 31.
10
J. Krzyżanowski, Wybór roweru czyli o śląskim humorze ludowym, w: tegoż, Paralele. Studia porów-
nawcze z pogranicza literatury i folkloru, Warszawa 1977, s. 754.
11
skich i międzynarodowych oraz zestawić ich istniejące warianty. Przyjrzyjmy się kolejno wszystkim grupom omawianych południowokaszubskich opowiadań.
Wśród opowieści o Józefku, jak już wspomniałam w ogólnej charakterystyce opowiadań przekazywanych ustnie, wyróżnić można czternaście wątków. Pięć z nich posiada
od dwóch do pięciu wariantów, zaś dziewięć nie posiada ich wcale. Wątki te kolejno
przytoczę, przy czym wskażę i scharakteryzuję ich różne warianty11. Należy nadmienić,
iż niektóre z opowiastek po streszczeniu częściowo zatracają swoją śmieszność, ponieważ w dużej części wynika ona z komizmu słownego.
1.
Józefek w samolocie (J01a, J01b). Józefek jedzie ze znajomym na targi w Po-
znaniu i odbywa przelot samolotem, przy czym ze strachu „robi w spodnie”. Kilkakrotnie prosi pilota, by podleciał wyżej, poczym pilot robi tzw. beczkę i Józefek jest w końcu zadowolony, bo „to, co miał w buksach, teraz ma na karku” .
Powyższe opowiadanie posiada dwa warianty, oba przekazane ustnie: jeden przez
Mariana Wróblewskiego, drugi przez Antoniego Ziółtkowskiego (dane dotyczące
wszystkich informatorów zawarte zostały w tabelce umieszczonej na stronie 103).
2.
Wychodek (J02a, J02b, J02c). Józefek musi iść za potrzebą do „wychodka”, jed-
nak okazuje się, że jest on zajęty. Józefek puka i krzyczy „chto tam je?!”, zaś głos
z wewnątrz odpowiada: „tu so nie je, tu so srô”.
Tekst występuje w trzech wariantach: dwóch przekazanych ustnie (informatorzy:
Antoni Ziółtkowski i Marian Wróblewski) i jednym opublikowanym w Słowniku gwar
kaszubskich, a następnie w książce W świetle dnia12.Warianty różnią się od siebie stopniem szczegółowości w opisie sytuacji. W wariancie przekazanym przez Mariana Wróblewskiego istnieje informacja o chorobie Józefka spowodowanej niestrawnością po
zjedzonym obiedzie (u gbura przy „draszowaniu”). Informator nadmienia również, że
opowiastka jest autentyczna i bardzo znana.
3.
Pestczi (J03a, J03b, J03c, J03d). Do Józefka przychodzą dzieci i proszą, aby
przegryzł im pestki od wiśni. Kiedy Józefek pyta skąd je mają, dzieci odpowiadają, że
znalazły je za stodołą. Józefek orientuje się, że ma je „dredżi rôz w gãbie”.
11
Tegoż, Facecje, zagadki i bajki ks. Kuligowskiego, w: Paralele, s. 396. W tekście wzoruję się na spo-
sobie przedstawiania przez Krzyżanowskiego poszczególnych wątków.
12
W świetle dnia, s. 140.
12
Opowiadanie posiada aż cztery warianty: trzy przekazane ustnie (informatorzy:
Marian Wróblewski, Józef Wardin, Antoni Ziółtkowski), jeden pochodzący ze Słownika
Sychty i publikacji W świetle dnia13 (tutaj pojawia się informacja o miejscu spisania
wariantu, jakim są Dziemiany). Warianty różnią się pewnymi szczegółami dotyczącymi
dzieci. W tekście J03a o spełnienie prośby prosi knop, chłopiec dla którego Józefek jest
wujkiem; w wariancie J03b – chłopcy od J…skich, również krewni Józefka; w wariancie J03c – mała siostrzenica, zaś w wariancie pochodzącym z publikacji – po prostu
dziewczę. Pozostałe elementy wszystkich wymienionych tekstów są bardzo podobne,
różnice dotyczą przedstawionych detali (w opowiadaniu przekazanym przez Józefa
Wardina istnieje dokładna informacja na temat pory roku – koniec lata – i wyglądu Józefka, który ma jeden ząb). Spośród wyróżnionych wariantów na uwagę zasługuje
szczególnie ostatni, w którym bezpośrednio nie przywołuje się imienia Józefka. Bohater
nazywany jest przez dziewczynkę wujeczkiem. Poza tym elementem cały schemat
opowiadania, a nawet konkretne zwroty (szczególnie końcowy: „jô już je móm dredżi
rôz w gãbie”) są identyczne. Pozwala to uznać tę opowiastkę za wariant opowiadania
o Józefku.
4.
Koza i westka (J04a, J04b, J04c, J04d, JB2). Józefek miał kozła i ludzie przy-
chodzili do niego z kozami. Przyszła jedna kobieta z kozą, ale kozioł tej kozy nie chciał,
bo nie miała odpowiedniego koloru. Józefek położył na kozę kamizelkę (w odpowiednim kolorze) i od razu kozioł na tę kozę patrzył.
Tekst o kozach jest z pewnością najbardziej popularną opowiastką o Józefku, występuje aż w pięciu wariantach. Cztery z nich są opowiadaniami przekazanymi ustnie,
zaś wariant JB2 jest opowiastką Józefa Bruskiego opublikowaną w czasopiśmie „Kaszëbë” (w niniejszej pracy wykorzystuję wersję opowiadania zamieszczoną w publikacji
Pro memoria. Józef Bruski (1908–1974) i Robaczkowo14). Warianty ustne przekazali:
Antoni Ziółtkowski (J04a), Józef Wardin (J04b), Andrzej Majkowski (J04c) i Marian
Wróblewski (J04c). Warianty różni przede wszystkim najważniejszy element – kolor
westki (czyli kamizelki) oraz kolor kozy. W wariancie J04a westka jest czarna, zaś koza
biała; w wariancie J04b westka jest bestra, koza biała; w wersji J04c – kamizelka jest
„po tatulku”, koza nie jest bliżej opisana; w wariancie J04d westka jest biała, a koza
13
Tamże, s. 150.
14
Patrz: przypis 3.
13
inna niż biała, zaś w wariancie ostatnim, opublikowanym – Józefek nakłada na kozę
swoją ślubną westkę (koza, tak jak w wariancie J04c, również nie jest opisana). Różne
są także powody niechęci owego kozła do kozy: w wariantach J04a, J04b i J04d kozłowi nie odpowiada kolor kozy, w wariancie J04c kozioł lubi kozę w kamizelce, zaś
w ostatnim – kozioł po prostu jest uparty, zaś kamizelka w pewien bliżej nieokreślony
sposób zachęca kozła do kozy.
5.
Józefek w teatrze (J05). Józefek z pewnym panem jedzie do teatru. Po powrocie
opowiada swoim kumplom o tym wyjeździe. Mówi, że w teatrze nie było rewelacji, bo
ciągle musiał się schylać, aby nie zasłaniać innym. Jeden z słuchających pyta, czy przypadkiem Józefek nie zapomniał opuścić siedzenia. Józefek opowiada następnie o obiedzie, poczym stwierdza, że tam „nic nie było ekstra”.
Warianty tej opowiastki nie zostały odnotowane. Wątek ten przekazany został
przez Mariana Wróblewskiego.
6.
A tfii! (J06). Józefek przychodzi do swojego siostrzeńca, u którego wnoszone
jest siano na szopę. Ma on odbierać z szopy dziewczęta. Po odebraniu każdej z nich
pluje „a tfii!”. Na pytanie siostrzeńca, dlaczego tak pluje, odpowiada, że „ani jedna gatków nie miała!”.
Powyższe opowiadanie również nie posiada innych wariantów, jednak często jest
powtarzane. Treść przekazał Antoni Ziółtkowski.
7.
Kolejarza rozjechale! (J07a, J07b, J07c). Józefek oznajmia, że na torach rozje-
chano dwóch kolejarzy. Okazuje się, że jest to koza.
Anegdota posiada trzy znacznie zróżnicowane warianty. W opowiastkach występują różne osoby (w wariancie J07a – Łyczywczena, J07b – ksiądz). W wariancie J07a
Józefek sam orientuje się, że to nie kolejarze lecz koza, zaś w wersji J07b to ksiądz
uświadamia mu, iż jest w błędzie. Wariant J07c jest bardzo zwięzły, pozbawiony dodatkowych informacji.
Opowiadania przekazali Józef Wardin (J07a), Andrzej Majkowski (J07b) i Antoni
Ziółtkowski (J07c).
8.
Słoma i ogień (J08a, J08b). Józefek, stary kawaler, szuka żony, ale nie może
znaleźć odpowiedniej. U „Czinków” spotyka starą Franię. Mówi, że porównałby ją do
słomy, a siebie do ognia i mogliby się zapalić gdyby się spotkali. Frania i Józefek biorą
ślub. Rodzi im się synek. Chłopiec jest niejadkiem, co martwi rodziców. Józefek szep14
cze coś chłopcu na ucho, po czym dziecko zaczyna jeść. Frania narzeka, że nie zdążą
zarobić na kaszkę, jeśli chłopiec będzie tak dużo jadł, a to przez to, co Józefek mu powiedział. W końcu Józefek oznajmia, co powiedział chłopcu: „jak nie będziesz kaszci
mannej jodł, to ci ten twój pitek nie urosnie”. Frania dwa razy bije Józefka w twarz: raz
za to, że opowiada głupoty, drugi raz za to, że jak był mały nie jadł kaszki. Należy zaznaczyć, że w wariancie J08b brak informacji o małżeństwie Józefka i Frani oraz o ich
dziecku.
Wariant J08a przekazał Józef Wardin, zaś J08b – Antoni Ziółtkowski.
9.
Ruletka (J09). Józefek spotyka się w knajpie z Ficą i pije wódkę, co nigdy mu
się nie zdarzało. Na pytanie, co się stało, odpowiada (jakby miał kartofle w ustach), że
był na rejsie po Bałtyku statkiem Batorym, gdzie jeden chłop namówił go do gry w ruletkę. Józefek kilkakrotnie wygrywał i znów chłop go namawiał, by grał dalej, choć
Józefek nie chciał. Kiedy Józefek miał bardzo dużo pieniędzy, chłop namówił go znów,
lecz tym razem Józefek wszystko przegrał. Fica mówi Józefkowi, że za to, co ten chłop
mu zrobił, by mu „jajca użarł”, na co Józefek odpowiada: „a co të mëslisz, że co jô
móm w gãbie?!”
Brak innych wariantów tego opowiadania. Przekazał je Józef Wardin.
10. A jo sã za nią zabierôł! (J10). Józefek jako agent ubezpieczeniowy jedzie do
jednej wsi by podpisać papiery. Robi się ciemno, więc zostaje na noc. Gospodarze kładą
go na zapiecku. Rano Józefek oznajmia gospodyni, że chce się ożenić z jej córką. Gospodyni nie chce się zgodzić, ponieważ są za biedni, jedzą zacierkę z bulwami lub dla
zmiany bulwy z zacierką. Józefek mówi, że całą noc spał obok ich córki na zapiecku.
Gospodyni na to, iż oni są tak biedni, że nie mieli za co pochować zmarłej trzy tygodnie
wcześniej mamy i położyli ją na zapiecku. Józefek się oburza, bo okazuje się, że leżał
obok zmarłęj babci, a nie ładnej dziewczyny.
Brak innego wariantu opowiadania. Tekst przekazał Józef Wardin.
11. Droga na kalwarię (J11). Józefek opowiada, jak szedł na kalwarię skrótami
obok jeziora Skąpego i zabłądził. Zrobiło się ciemno i postanowił przenocować w napotkanej po drodze chatce. Był w niej jakiś chłop, który zgodził się dać Józefkowi nocleg.
W nocy chłop zaczął się do Józefka zbliżać z toporkiem, więc Józefek zaczął uciekać
przez małe okienko. Tylna część ciała utknęła i chłop zamachnął się na Józefka topor-
15
kiem. Józefek stwierdza, że do dziś ma ślad i jeśli ktoś nie wierzy, może zdjąć spodnie
i pokazać. Na pytanie, jak wydostał się z tarapatów, odpowiada, że „so wtedë obùdzëł”.
Opowiadanie przekazał Józef Wardin. Istnieje bardzo podobna ,anegdota opowiedziana przez Mariana Wróblewskiego, opisująca przygodę Antka Wajny (AW), który
wraz z towarzyszem postanawia przenocować na nawiedzonym przez duchy strychu
pewnego domu. W środku nocy, kiedy coś zaczyna straszyć, dwaj mężczyźni uciekają
przez okno. Antek Wajna zaklinowuje się w nim. Opowiada później, że do dziś ma po
tym ślad. Oba opowiadania można uznać za realizację jednego wątku.
12. Szukom żony jak szalony (J12). Józefek przychodzi do Łyczywków, aby go obstrzygli. Przed wyjściem przyczepiają mu oni na plecy kartkę z napisem „Szukam żony
jak szalony”.
Jedyny wariant; opowiedział Andrzej Majkowski.
13. Pół kozë i pół kozła (J13). Koza miała młode i ciotka Walerka zapytała Józefka
czy to są kozy czy kozły. Józefek stwierdził, że jeden koźlak to mieszaniec.
Brak innych wariantów tekstu. Anegdotę przekazał Antoni Ziółtkowski.
14. Mama Puc (J14). Józefek przychodzi do kiosku, w którym sprzedaje Mama Puc
i pyta, czy ma ona czarno czy biało. Mama Puc uderza Józefka w twarz, poczym Józefek wyjaśnia, że chodzi mu o to czy ma czarną kiszkę i białą, a nie o to, co ona ma
w majtkach. Jest to jedyny wariant anegdoty (przekazał Józef Wardin).
Jak widać, niektóre z przedstawionych opowiadań nie posiadają wariantów. Czy
zatem, jeśli wziąć pod uwagę opinię przytoczoną przez Krzyżanowskiego, nie są produktem literatury ludowej? Folklor jest zjawiskiem żywiołowym, zaś spośród wszystkich gatunków tekstów ludowych opowieści komiczne mają charakter najbardziej spontaniczny15.
Nowe
wątki
powstają
nieustannie,
zaś
dawne
są
zmieniane
i uwspółcześniane. Nie wszystkim anegdotom dane jest jednak tak długie życie. Być
może jednowariantowe opowieści o Józefku nie zachowały się tak dobrze w pamięci,
jak opowiadania posiadające kilka wariantów.
Wątki dotyczące postaci Józefka pochodzą prawdopodobnie z lat 60., 70. O stosunkowo niedawnym rodowodzie tych tekstów świadczy fakt, iż brak jest tego rodzaju
wątków w Polskiej bajce ludowej w układzie systematycznym Krzyżanowskiego. Wątpliwości może budzić jedynie tekst Pół koze i pół kozła (J13), bowiem wątek ten wyka15
D. Simonides, Rzecz o humorze śląskim, s. 85.
16
zuje podobieństwo do wątku T 1414 Koza czy kozieł, który przedstawia się następująco:
Głupiemu chłopu parobcy (karczmarz) kilkakrotnie zamieniają kozę z kozłem i odwrotnie, co wywołuje kłótnie z żoną i bójkę małżeństwa lub zabicie kozy 16.
Elementem łączącym wątek T 1414 i tekst o Józefku jest z pewnością celowe
uniemożliwienie rozpoznania płci zwierząt: zarówno „parobcy” jak Józefek robią sobie
żarty, co wprawia drugą osobę w zakłopotanie.
Kolejny cykl opowiadań dotyczy Wicka Skwierawskiego 17. Liczy on 7 wątków,
z czego dwa z nich posiadają aż trzy warianty (WS1, WS3). Przyjrzyjmy się kolejno
wszystkim anegdotom dotyczącym wspomnianej postaci.
Spiã i nie spiã (WS1a, WS1b, WS1c). Ktoś pyta Wicka, czy śpi, on odpowiada,
1.
że nie. Jednak kiedy ktoś go o coś prosi, Wicek stwierdza, że śpi.
Dowcip ten występuje w trzech wariantach. Wariant WS1a przekazany został ustnie przez Antoniego Ziółtkowskiego, WS1b został spisany przez Józefa Chełmowskiego, zaś WS1c pochodzi z publikacji Zbigniewa Pryczkowskiego 18. W pierwszym z wymienionych wariantów Wicek na pytanie o to czy śpi odpowiada: „i spsiã i nie spsiã”,
zaś w wariancie WS1c – „nié, jô nie spiã”. W wariancie WS1b pytanie nie dotyczy snu,
lecz zapalenia fajki, na co Wicek oczywiście odpowiada, że zapali. Po pierwszym pytaniu następuje prośba (WS1a – o pożyczenia koni, WS1b – o to, żeby Wicek jechał po
drzewo do boru, WS1c – o pożyczenie stu złotych), po której Wicek oznajmia, że śpi.
W wariancie WS1c z publikacji Pryczkowskiego bohaterkami są dwie sąsiadki, nie występuje tam postać Wicka. Cały zamysł i schemat tekstu jest jednak identyczny jak
w pozostałych wariantach.
Patrzã i patrzã (WS2a, WS2b). Wicek opowiada, jak szedł ulicą i zobaczył szy-
2.
kowną kobietę. Patrzył i patrzył na tę elegancką panią, aż spostrzegł, że to Janinka, jego
córka.
Wariant WS2a spisany został przez Józefa Chełmowskiego, zaś opowiadanie
WS2b przekazane ustnie przez Antoniego Ziółtkowskiego. W ostatnim z wymienionych
16
J. Krzyżanowski, Polska bajka ludowa w układzie systematycznym, t. II, Wrocław-Warszawa-Kraków
1963, s. 59.
17
W przekazie ustnym zawsze występuje kaszubska wersja nazwiska, brzmiąca „Skwierawsczi”.
18
Bëlny szport wiele wôrt, s. 121.
17
wariantów występuje postać Franciszka Ziółtkowskiego (nie wymieniona z nazwiska,
jednak wynika to z treści opowiastki).
3.
Cos trzeszczy (WS3a, WS3b). Wicek nasłuchuje, ponieważ coś trzeszczy.
Sprawdza w chlewie i stodole, aż w końcu okazuje się, że to kot robi w plewy.
Opowiadanie posiada dwa warianty. Wariant WS3a spisany został przez Józefa
Chełmowskiego, zaś WS3b – przekazany ustnie przez Antoniego Ziółtkowskiego. Warianty te mają pewien związek z wątkiem T 1288B pod tytułem Co piszczy, który opisany jest przez Krzyżanowskiego następująco: „Chłop słyszy, że coś piszczy, niepokoi
się, wreszcie odkrywa, że to piszczy mu w nosie” 19. Pomiędzy opowieścią Cos trzeszczy
a wątkiem T 1288B istnieje pewna różnica znaczeniowa. W obu opowieściach dominującą funkcję odgrywa kontrast pomiędzy powagą poszukiwania źródła owego trzeszczenia czy piszczenia i jego rezultatem, jednak w wątku T 1288B niewątpliwie chodzi
o uwypuklenie głupoty chłopa, który nie rozpoznaje piszczenia we własnym nosie, podczas gdy tekst o Wicku do jego głupoty raczej się nie odnosi.
4.
Zo zwas gipsnyś (WS4). Wicek mówi, że do ich Janinki można przyjść, a nawet
zjeść z nią jabłuszko czy złapać za kolano, ale wyżej „zo zwas gipsnyś” (więcej informacji na temat niemieckich słów znajduje się w rozdziale V).
Anegdota spisana przez Józefa Chełmowskiego.
5.
Nowe gatcie (WS5). Wicek opowiada, jak ich Jaś dostał nowe „gatki”, które
miały na wewnętrznej stronie sam puch. Kiedy Jaś wsadził w nie swoje nogi, gatki pękły.
Opowiastka spisana przez Józefa Chełmowskiego.
6.
Aż psiekło stãkało (WS6). Wicek chwali się, że gdy jechał po torf, to konie były
rozbuchane jak piece, a jak jechał po łące, to aż piekło stękało.
Anegdota spisana przez Józefa Chełmowskiego.
7.
Jabłka dla dzece (WS7). Wicek mówi dzieciom, aby pracowały podwójnie, bo
wtedy dostaną od niego jabłka. Na drugi dzień oznajmia dzieciom, że w nocy chłopcy
ukradli mu wszystkie jabłka, więc ich nie ma.
Wariant spisany przez Józefa Chełmowskiego.
19
J. Krzyżanowski, Polska bajka ludowa, s. 37.
18
Drobne psiniãdze (WS8). Sąsiadka przychodzi do Wicka rozmienić pieniądze.
8.
Wicek dziwi się, że nie ma ona drobnych i stwierdza, że u niego drobnymi pieniędzmi
bawią się koty.
Pies wszystko wyżarł (WS9). Podczas pracy ludzi na łące żona Wicka przynosi
9.
im grochówkę, zaś Wicek tłumaczy, żeby się nie dziwili z powodu braku w niej mięsa,
ponieważ „pies juha wszystko wyżarł”.
10. Gonienie zajka (WS10). Wicek jedzie ze swoim synem, Józefem, na łąkę. Kiedy
zauważają biegnącego zająca, Józef wyskakuje z wozu i zaczyna go gonić. Na pytanie
osoby słuchającej opowiadania o to, co działo się dalej, Wicek odpowiada, że „nie dogonił go”.
Opowiadania WS8, WS9 i WS10 przekazane zostały przez Antoniego Ziółtkowskiego.
Opowiastki WS4, WS5, WS6, WS7, WS8, WS9 i WS10 nie posiadają innych wariantów, brak również podobnych wątków w systematyce Krzyżanowskiego.
Przejdźmy do kolejnej grupy opowiadań, a mianowicie pojedynczych opowieści
dotyczących różnych postaci.
1.
Zupa z kamienia (Ł1). Łyczywek jest w odwiedzinach u pewnej wdowy. Mimo
że nie jest ona biedna, nie ma zamiaru podać obiadu. Łyczywek proponuje, że nauczy ją
robić zupę z kamienia. W tym celu ma ona przynieść mu wodę i kamień, który Łyczywek wrzuca do garnka. Następnie pyta o marchew i pietruszkę, później o ziemniaki i na
końcu o kurę. Wdowa przytakuje i przynosi kolejne produkty. Tym sposobem powstaje
rosół.
Opowiadanie przekazane zostało ustnie przez Mariana Wróblewskiego. Wśród
zebranych przeze mnie utworów nie odnalazłam innych jego wariantów, jednak wątek
ten zamieszczony jest w systematyce Krzyżanowskiego (T 1548 Zupa z kołka):
Na kwaterze, gdzie gospodyni mówi, że nie ma nic do zjedzenia, żołnierz prosi o kołek
z brony (siekierę), by z niego ugotować zupę; otrzymawszy żądany przedmiot, prosi
o różne dodatki (jarzyny, krupy, słonina etc.); gospodyni zaciekawiona procederem, daje
wszystko, żołnierz w ten sposób gotuje potrawę20.
20
J. Krzyżanowski, Polska bajka ludowa, s. 88.
19
Wątek ten ma charakter międzynarodowy – istnieje bowiem jego wersja ukraińska
i białoruska. W Polsce występował jako stara facecja żołnierska i gawęda 21. Simonides
odnotowała wariant tego wątku pod tytułem Zupa z gwoździa, pochodzący z Górek
Wielkich k. Katowic, w którym to Cyganka nakłania pewną kobietę do zrobienia przedziwnej zupy22. Świadczy to o dużej żywotności wątku, występującego zarówno na
Pomorzu, jak i na Śląsku.
2.
Lód w portkach (Ł2). Łyczywek podczas jazdy autobusem chce ustąpić miejsca
pewnej pani, na co ona odpowiada, że nie będzie siadać na takie zagrzane miejsce. Łyczywek komentuje to w sposób następujący: „To ja dla pani przyjemnosce lód bãdã
w portkach noseł?!”
Opowiadanie przekazane zostało przez Antoniego Ziółtkowskiego. Brak jego innych wariantów.
3. Promela (P). W Brusach malowano kościół. Robotnicy jedli na chórze posiłek.
Do kościoła wchodzi Promela i zaczyna się modlić: „Panie Boże, nie jestem godzien”.
Robotnicy spuszczają mu linę, zaś jeden z nich woła, że ma się jej uczepić, a będzie
zbawiony. Promela łapie linę, a robotnicy ciągną ją ku górze. Nie dają jednak rady
i puszczają linę, zaś Promela spada na ziemię i stwierdza: „A mówiłem, Panie Boże, że
nie jestem godzien!”.
Anegdotę przekazał ustnie Marian Wróblewski. Podobnie jak w przypadku opowiadania Zupa z gwoździa, nie odnotowałam innego wariantu powyższego tekstu.
W systematyce Krzyżanowskiego znajduje się bardzo podobny wątek pod tytułem Dewotka i złodzieje (T 1482.):
Dewotka modli się nocą w kościele, spostrzega kosz, który złodzieje spuszczają przez
otwór w sklepieniu, sądzi, że to aniołowie zapraszają ją do nieba, wsiada, złodzieje
upuszczają kosz, dewotka się zabija 23.
Wątek ten również jest dość popularny, odnotowano go m.in. w Poznaniu, Łęczycy, Krakowie, Ojcowie, Łańcucie, Rzeszowie, Ciechanowie i Trokach 24. Simonides w
Księdze humoru ludowego zamieszcza trzy jego warianty: O głupiej babie, co myślała,
21
22
Tamże, s. 88.
Księga humoru ludowego, red. D. Simonides, Warszawa 1981, s. 159.
23
J. Krzyżanowski, Polska bajka ludowa, s. 67.
24
Tamże, s. 67–68.
20
że ją anieli do nieba biorą 25; O babie, co za życia chciała pójść do nieba 26 i wątek
o zbliżonym tytule, co anegdota o Promeli, Panie, nie jestem godzien27. Ostatnia z wymienionych opowieści komicznych jest najbardziej podobna do południowokaszubskiego opowiadania. Występuje w niej głupiec, który, podobnie jak Promela, krzyczy, iż
„nie jest godzien”, zaś po upadku stwierdza, że rzeczywiście miał rację.
Wańta i żandarm (W1). Wańta idzie na jarmark z zającem w koszu. Żandarm,
4.
widząc go, pyta, co takiego niesie. Wańta zaczyna uciekać, zaś żandarm rusza za nim
w pogoń. Kiedy Wańta dobiega na cmentarz, wypuszcza zająca. Żandarm pyta Wańty,
dlaczego uciekał, na co ten odpowiada, że chciał sprawdzić, jak żandarm umie szybko
biegać.
Opowiadanie spisał Józef Chełmowski. Nie odnotowałam innych wariantów wątku. Brak również tego rodzaju wątku w systematyce Krzyżanowskiego.
Mòja rzecz (Ż). Służąca Żmudów zaszła w ciążę. Żmudowa informuje o tym
5.
męża. Ten oznajmia, że jest to jej rzecz. Żmudowa mówi, że będzie musiała zwolnić
służącą. Żmuda na to, że to jest rzecz Żmudowej. Gospodyni martwi się, że ludzie gadają, iż jest to dziecko Żmudy, na co on odpowiada, że to jest jego rzecz.
Dowcip pochodzi z publikacji W świetle dnia28. Według informacji Sychty, spisany został w Brusach. Nie odnotowałam innego wariantu opowieści, brak również podobnych wątków u Krzyżanowskiego.
Nawiedzony dom (AW). Informację na temat tej opowiastki znajdują się w opi-
6.
sie wątku Droga na Kalwarię (J11).
7.
Cyganka (C). Do pewnego gospodarstwa za Kosobudami przychodzi Cyganka
i chce ziarnka i sianka dla konia. Gospodarz wrzuca jej do miecha kamień. Kiedy Cyganka jest już daleko, gospodarz wyśmiewa się, że ona wszystko umie przewidzieć,
podczas gdy nie wie, że ma kamień w worku.
Opowiadanie przekazał Andrzej Majkowski. Nie odnotowałam innego wariantu
tekstu.
25
Księga humoru ludowego, s. 113.
26
Tamże, s. 114.
27
Tamże.
28
W świetle dnia, s. 154.
21
Szczęść Boże, majster (AF). Majster wysyła swojego ucznia do pana Felskiego.
8.
Uczeń wraca przestraszony, bo ten go wygnał i rzucał młotkami. Okazało się, że uczeń
nie powiedział „szczęść Boże”. Kiedy „sztyftek” znowu idzie do Felskiego, trzy razy
krzyczy „szczęść Boże”.
Anegdotę opowiedział Marian Wróblewski. Nie odnalazłam innych wariantów
tekstu.
9.
Koza na łańcuchu (AS). Wuj Andrzej Skwierawski idzie z kozą na długim łań-
cuchu. Przechodzi przez tory, zaś kozę przejeżdża pociąg.
Opowiadanie przekazał Antoni Ziółtkowski. Jest to jedyny jego wariant.
10. Jak se Jónk Knut na drudżi swiat wëbiérôł 29 (JB1). Jan Knut z Kiedrowic czuje,
że niedługo umrze. Joanka, jego żona, nie może znaleźć gromnicy, więc pożycza inną
od sąsiadów. Do Jana przychodzi wiele ludzi, by go pożegnać. Jan trzyma w ręku
gromnicę, zaś zgromadzeni modlą się. Zdążyli już odmówić trzy litanie, a Jan nie umiera. Ludzie niecierpliwią się, bo mają w domu swoje obowiązki. W końcu Joanka mówi
umierającemu, że ma się pospieszyć, bo gromnica jest pożyczona.
Opowiadanie spisane i opracowane literacko przez Józefa Bruskiego. Nie odnotowałam innych wariantów tekstu.
11. Kozeł Józefka30 (JB2). Informacje na temat tego tekstu znajdują się w podpunkcie Koza i westka (J04).
12. Zmiłka Kalwarijskô31 (JB3). Na Kalwarii Wielewskiej wokół śpiewaka zbiera
się wiele ludzi. Śpiewa on: „Jedni na ce wlôżeli/ Drudzyyy z cebie zlôżeli…”. Jedna
baba oburza się na słowa tej pieśni i przezywa śpiewaka starym świntuchem, na co on
odpowiada, że to nie było śpiewane do niej i nazywa ją starą jędzą, następnie dokańcza
pieśń: „swiętô góro kalwarijskô…”.
Tekst spisany i opracowany przez Józefa Bruskiego. Brak jego innych wariantów.
Ostatnią grupę opowiadań komicznych omawianych w tejże pracy stanowią opowieści o głupich sąsiadach. Teksty opisujące głupotę tuszkowian i sworan realizują
w większości ogólnopolskie, czy też międzynarodowe schematy. Mimo obecności wątków mówiących o głupocie sąsiadów w systematyce Krzyżanowskiego i opracowaniu
29
J. Bruski, Jak se Jónk Knut na drudżi swiat wëbiérôł, w: dz. cyt, s. 109.
30
Tegoż, Kozeł Józefka, tamże, s. 113.
31
Tegoż, Zmiłka kalwarijskô, tamże, s. 115.
22
Jana Stanisława Bystronia Megalomania narodowa, w wymienionych dziełach brak jest
informacji o tekstach dotyczących tuszkowian i sworan. Wśród opowiadań o tuszkowianach wyróżnić można osiem wątków. Siedem z nich reprezentuje wątki szeroko
znane i odnotowane przez Krzyżanowskiego (jedynie dla wątku ST04 brak podobnych
wariantów u Krzyżanowskiego). O niezbyt mądrych sąsiadach mówią też dwa teksty
dotyczące mieszkańców Swornychgaci, również reprezentujące wątki szerzej znane. Do
omawianej grupy zaliczyć należy również opowiadanie o mieszkańcach Lipnicy. Przedstawiam streszczenia poszczególnych wątków:
1.
Jak sobie tuszkòwiónie nodżi mëlë32 (T01). Tuszkowianie idą umyć do rzeki no-
gi, a następnie kłócą się, czyje nogi są najczystsze, w wyniku czego nogi się im plączą.
Przejeżdżający obok furman znajduje na to radę, okładając ich batogiem.
Opowiadanie to reprezentuje wątek T 1288 pod tytułem Splątane nogi.
2.
Jak tuszkòwiónie spôlëlë całą wies dlô kòta 33 (T02). Tuszkowski Mëck z powo-
du plagi myszy udaje się do Niemca po radę. Niemiec daje mu kota, nie rozumie jednak
pytania Mëcka o to, co kot je, i odpowiada: Was? Tuszkowianie boją się, że kot ich zje,
dlatego postanawiają podpalić dom i wygonić kota, przez co palą całą wieś.
Tekst jest wariantem wątku T 1281 Kłopoty z kotem.
3.
Jak tuszkòwiónie przezdrzëlë so w wòdze 34 (T03). Tuszkowianie, idąc na jar-
mark, zobaczyli w jeziorze swoje odbicie i pomyśleli, że dotarli już na miejsce. Skoczyli zatem do wody, by tam sprzedać krowę.
Opowiadanie reprezentuje wątek T 1336A Głupcy i woda.
4.
Jak tuszkòwiónie swòjã matuszkã jachalë pòchòwac 35 (T04). Tuszkowianom
umiera matka i jadą ją pochować. Trumna wywraca się i spada, zaś tuszkowianie
stwierdzają, że w tym miejscu ich matka chce być pochowana.
Tekst ten występuje w dwóch wariantach. Jeden pochodzi z Lipusza (T04a), drugi
zaś z Brzeźna Szlacheckiego (T04b). W wariancie pierwszym tuszkowianie pozostawiają wóz z trumną, ponieważ ptaki wołają „łik, łik”, co mieszkańcy Tuszków interpretują
jako nadejście najlepszego momentu na darcie łyka. W tym czasie woły idące za trawą
32
W świetle dnia, s. 76.
33
Tamże, s. 76–77.
34
Tamże, s. 78.
35
Tamże, s. 78–79.
23
wywracają trumnę. W wariancie pochodzącym z Brzeźna Szlacheckiego tuszkowianie
tak szybko wiozą trumne, iż ta spada z wozu. W systematyce Krzyżanowskiego brak
jest podobnego wątku.
5.
Jak tuszkòwiónie wcągalë bika na dach36 (T05). W Tuszkowach rosła na stodole
trawa, dlatego tuszkowianie postanowili wciągnąć na jej dach byka na linie. Byk dusi
się, zaś tuszkowianie myślą, że jego wyciągnięty język oznacza, iż byk chce jeść rosnącą na dachu trawę.
Opowiadanie reprezentuje wątek T 1210 Krowa na dachu. Tekst ten opowiada się
również o canowianach pomorskich, Papajach, wilamowiczanach, mieszkańcach czeskiego Kocurkowa37 oraz o szywałdzianach38.
6.
Jak tuszkòwiónie jachalë pòmòc Gduńsk bùdowac39 (T06). Kiedy budowano
Gdańsk, tuszkowianie wozili tam drzewo. Włożyli dwudziestometrowe drzewa w poprzek wozu i jadąc przewracali wszystko, co mijali.
Opowiadanie można uznać za wariant wątku T 1248 Drzewo w poprzek (Aarne
1244 Niesienie belki/drabiny w poprzek). Różni się jednak on od schematu wyżej
przedstawionego tym, iż głupcy wycinają wszystkie inne drzewa z lasu, aby móc przejechać. Teksty oparte na tego typu schemacie opowiada się również o canowianach pomorskich, Chojanach i wilamowiczanach40.
7.
Jak tuszkòwiónie kòscół bùdowelë41 (T07). Tuszkowianie budują kościół, ale za-
pominają o zrobieniu okien. Rano biorą worki i wnoszą nimi światło do kościoła. Ciągle
jednak jest w nim ciemno. W nocy dzięcioł robi w kościele dziurę, za co później tuszkowianie bardzo mu dziękują. W drugim wariancie tuszkowianie po bezowocnym wnoszeniu światła robią okna z pęcherzów.
Tekst reprezentuje wątek T 1245 Wnoszenie słońca do domu. Tego typu utwory
opowiada się również o mieszkańcach Węgorzyna na Pomorzu (podobnie jak tuszko-
36
Tamże, s. 79–80.
37
J. St. Bystroń, Megalomania narodowa, Warszawa 1995, s. 113.
38
Księga humoru ludowego, s. 46.
39
W świetle dnia, s. 80.
40
J. S. Bystroń, dz. cyt., s. 117.
41
W świetle dnia, s. 81.
24
wianie budują oni kościół bez okien) i wilamowiczanach (budują ratusz, do którego
wnoszą światło dzienne)42.
8.
Jak Mëck zdrzébca wësedzôł 43 (T08). Tuszkowski Meck jedzie do Bytowa na
jarmark by sprzedać banię. Jeden chłop rozpoznaje w nim tuszkowiana i mówi mu, że
jego bania to kobyle jajo. Ma ją zawieźć z powrotem do domu, wysiadywać przez cztery tygodnie, jeść raz dziennie i nic nikomu nie mówić – wtedy wylęgnie się źrebak.
W domu wszyscy zastanawiają się co Meckowi się stało. W końcu ksiądz okłada Mecka
jałowcem, a ten ucieka w pole, gdzie widzi czmychającego zająca. Meck myśli, że to
jego źrebak i krzyczy, iż jest jego tatą, bo go wysiedział.
Tekst reprezentuje wątek T 1319 pod tytułem Kobyle jaje. Wariant ten pochodzi
z okolic Brzeźna Szlacheckiego. Podobne opowieści dotyczą canowian (dotyczą ich
dwie opowieści tego typu: 1. Canowianie oczekują wyklucia się z kamienia nowego
burmistrza, 2. Baba wysiaduje dynię, z której wykluć ma się źrebię), darzekowian (sołtys kupuje dynię jako kobyle jajo) 44 i górala (wariant pochodzący z Targowiska). Ostatni z wymienionych wariantów jest niemal identyczny jak opowiadanie o tuszkowianach: góral wysiaduje banię, z której wykluć ma się źrebak45.
9.
Jak swòranie nie wiedzelë czedë są Jastrë46 (S1). Sworanie obchodzili Wielka-
noc o tydzień później. Przejeżdżający ludzie z innej parafii widzą, jak sworanie w święta klepią cepami i pytają, czemu pracują w Wielkanoc. Sworanie dziwią się, zostawiają
cepy i idą do kościoła.
Opowiadanie jest wariantem wątku T 1236 pod tytułem Pomylony kalendarz. Inne opowieści tego typu pochodzą z Janowa i Iłży47.
10. Jak swòranie nie wiedzelë czedë je niedzela 48 (S2). Sworanie nie wiedzieli, kiedy jest niedziela, zatem postanowili, że w niedzielę sołtys ubierze się w białą litewkę
i będzie chodził po całej miejscowości.
42
J. St. Bystroń, dz. cyt., s. 117.
43
W świetle dnia, s. 82–84.
44
J. S. Bystroń, dz. cyt., s. 123–124.
45
Księga humoru ludowego, s. 58.
46
W świetle dnia, s. 86.
47
J. Krzyżanowski, Polska bajka ludowa, s. 32.
48
W świetle dnia, s. 87.
25
Opowiadanie jest wariantem wątku T 1217 Spodnie burmistrza. Odnotowane zostało w Konarzynach. Inny wariant opowieści występuje w Ciechanowie 49.
11. Do Pelplina (L; opowieść o mieszkańcach Lipnicy). Jeden z mieszkańców Lipnicy przechadza się z fajką podczas wietrznej pogody. Fajkę wiatr wyrzuca na dach
domu, co powoduje pożar. Chłop idzie do spowiedzi, jednak ksiądz wysyła go po rozgrzeszenie do spowiednika w Pelplinie i tłumaczy, jak tam dojechać. Kiedy chłop dociera na dworzec w Pelplinie, pyta, gdzie jest ksiądz od tego ognia, bo potrzebne jest
rozgrzeszenie.
Opowiadanie zostało przekazane ustnie przez Andrzeja Majkowskiego (Kosobudy). Nie odnotowałam innych jego wariantów. Brak też podobnego wątku w systematyce Krzyżanowskiego.
3. Oralność a piśmienność w południowokaszubskich opowiadaniach
Omawiane opowieści podzieliłam na trzy grupy: opowiadania przekazane ustnie, spisane nieopublikowane i opublikowane. Jednak jeśli chodzi o opozycję oralność
–piśmienność, należy je rozdzielić pomiędzy opowiadania ustne i opublikowane. Pierwsze z nich będą posiadać cechy form oralnych, drugie zaś piśmiennych, literackich.
W tej sytuacji opowiadania spisane przez Józefa Chełmowskiego znajdą się w grupie
form ustnych, ponieważ wykazują cechy oralności, przepisane są tak, jak były opowiadane, co uwidacznia się szczególnie w ich języku.
Formy ustne charakteryzuje mowa dźwiękowa, przynależność utworu do komunikacji ustnej. Nadawanie i odbiór tekstu są synchroniczne, równoczesne. Formy ustne
związane są z kontekstem, sytuacją, w jakiej są przekazywane. Należą do twórczości
anonimowej, dlatego nie istnieje tu pojęcie plagiatu. Nadawca może stać się odbiorcą,
zaś odbiorca – nadawcą. Formy ustne powiązane są z intencją nadawczą, którą w wypadku omawianych opowiadań jest intencja rozbawienia (humorystyczna). Bardzo ważnym aspektem staje się również sposób przekazu treści: nabiera on cech żywego słowa,
związanego z mimiką, gestem, intonacją, staje się przez to bogatszy treściowo, bowiem
wymienione elementy współgrają ze słowem, dopełniając je i wzbogacając. Formy ustne przekazywane są pamięciowo. Operują odpowiednimi formułami, służącymi łatwiejszemu zapamiętaniu opowiadanej historii. Z transmisją pamięciową łączy się duża
49
J. Krzyżanowski, Polska bajka ludowa, s. 28.
26
zmienność, wariantywność. Powoduje to, iż wśród ustnych opowieści nie ma oryginałów, każdy ma bowiem prawo opowiedzieć daną historię inaczej, po swojemu. Pamięciowy przekaz wpływa na powstawanie różnorakich deformacji oraz kontaminacji wątków, motywów, które nie zawsze muszą być logiczne, często bowiem dochodzi do nich
pod wpływem pewnych skojarzeń.
W przeciwieństwie do form ustnych teksty utrwalone w piśmie cechuje możliwość wielokrotnego odtwarzania bez zmiany. Następuje autonomizacja tekstu, który
oddziela się od swojego nadawcy. Jak zatem oralność i piśmienność uwidacznia się
w omawianych opowieściach komicznych?
Podczas przekazu opowiadań niezwykle ważną rolę odgrywa sytuacja nadawcza,
w której uczestniczy osoba opowiadająca (a właściwie: potrafiąca opowiadać) i słuchacze. Zazwyczaj owa sytuacja wytwarza się podczas spotkań rodzinnych i towarzyskich,
w wesołej atmosferze. Zadaniem opowiadań jest rozśmieszenie słuchaczy i przypomnienie przeszłości, jej specyficzne uwznioślenie, jako czasu naiwnego, tryskającego
śmiechem, obfitującego w zabawne sytuacje. Uwidacznia się tu w pewnej mierze funkcja terapeutyczna.
Poza sytuacją nadawczą, ogromną rolę, a może nawet największą, odgrywa opowiadanie narratora, który potrafi zainteresować i, co najważniejsze, rozśmieszyć słuchaczy przedstawianą historią. Zawierają się w nim elementy, których ujęcie w piśmie
sprawia ogromną trudność, a nawet staje się niemożliwe, np. elementy dźwiękonaśladowcze: specyficzny, przeciągły sposób mówienia Józefka, jego charakterystyczne
„a tfii”; narastanie napięcia (zwroty takie jak: „patrzã i patrzã”, „cos trzeszczy”); fragmenty śpiewane („Uczep się tej liny, a będziesz zbawiony” na melodię śpiewu księdza:
„Pan z Wami”).
Kolejną cechą oralności występującą w opowiadaniach komicznych z południa
Kaszub jest występowanie stałych formuł. Jedną z nich stanowi pewien schemat kompozycyjny, w którym na początku występuje wprowadzenie w sytuację, krótki opis tła
wydarzeń. Do formuł zaliczyć można również powtarzające się w różnych wariantach
zdania, które, mimo różnic istniejących w różnych wersjach danego opowiadania, pozostają niezmienione, np. w opowiastce Pestczi (J03) „móm je drudżi rôz w gãbie!”, czy
zdanie z dowcipu Wychodek (J02) „– Chto tam je? – Tu so nie je, tu so srô”.
27
Efektem ustnego przekazu są również nieścisłości i kontaminacje, jakie możemy
odnaleźć w omawianych opowiadaniach. Z pewnością nie wszystkie da się wykryć
z powodu niemożliwości dotarcia do wiarygodnych informacji na temat bohaterów
anegdot. Niektóre jednak rzucają się w oczy szczególnie. W opowiastce Frania i choroba dziecka (J08) Józefek poznaje swoją przyszłą żonę. Jest on starym kawalerem,
Frania zaś także jest niemłoda (nazwana zostaje „starą Franią”). Biorą ślub, mają nawet
synka. Pojawiają się tu dwie informacje, które budzą wątpliwości. Skoro oboje byli starzy, dziwne wydaje się, iż mieli dziecko. Józefek zaś nigdy nie miał żony i do końca
życia pozostał kawalerem. Informacja o jego ślubie musiała zatem zostać zmyślona.
Istnieje również możliwość, iż nastąpiło tu pomieszanie opowiadań, zaś historia ślubu
Józefka dotyczyła pierwotnie kogoś zupełnie innego. Opowiadanie Frania i choroba
dziecka swoją strukturą wskazuje też na to, iż jest kontaminacją dwóch odrębnych tekstów. Jeden z nich dotyczy spotkania Józefka i Frani przy pracy (J08b), drugi zaś – braku apetytu dziecka i zabawnego rozwiązania problemu. Pośrednia informacja o małżeństwie Józefka zawarta jest również w opowiadaniu Kozeł Józefka (JB2), będącego
wariantem wątku Koza i westka (J04), w którym Józefek zakłada zwierzęciu swoją
ślubną kamizelkę. Co ciekawe, w każdym niemal wariancie owa westka, jak i koza, dla
której jest przeznaczona, mają inny kolor – ta różnorodność również charakterystyczna
jest dla przekazu ustnego.
Kolejną nieścisłością pojawiającą się w omawianych anegdotach jest występowanie dwóch różnych bohaterów w opowiadaniach reprezentujących ten sam wątek. Dzieje się tak w tekstach Droga na kalwarię (J11) i Nawiedzony dom (AW). Schemat fabularny obu opowiadań jest podobny, jednak bohaterem pierwszego jest Józefek, drugiego
zaś – Antek Wajna.
Równie interesujące jest istnienie opowiadań dotyczących anonimowego bohatera, reprezentujących ten sam wątek, co anegdoty opisujące zdarzenia z życia konkretnych osób. Taka sytuacja dotyczy opowiadań: Spiã i nie spiã (WS1a i WS1b) i dowcipu
o sąsiadce (WS1c). Warianty WS1a i WS1b dotyczą Wicka Skwierawskiego, zaś dowcip o sąsiadce – postaci anonimowej. Podobna sytuacja występuje w opowiadaniach
Pestczi (J03a, J03b, J03c) i tekście ze zbioru W świetle dnia reprezentującego ten sam
wątek (J03d). Warianty J03a, J03b i J03c dotyczą konkretnego bohatera – Józefka, zaś
wariant J03d – postaci anonimowej. Ostatni z wymienionych tekstów pochodzi z Dzie28
mian, miejscowości oddalonej o 15 kilometrów od Brus, w których odnotowałam pozostałe warianty. Z pewnością przewędrowanie tekstu do innej miejscowości uznać można
za powód zatracenia jego związku z pierwotnym bohaterem i zastąpienie go postacią
anonimową. Niezwykle ważne jest, iż warianty anonimowe tychże opowiadań są tekstami opublikowanymi, zaś warianty, w których występuje konkretny bohater, zostały
przekazane ustnie. Uwidacznia to w pewien sposób drogę, jaką przebyło opowiadanie
oraz proces odrywania się anegdot od konkretnej osoby, której dotyczą. Można jednak
zadać pytanie, co było pierwowzorem tychże opowiadań: anegdoty dotyczące konkretnego bohatera czy też opowieści anonimowe? Możliwe, iż opowiastki o Wicku i Józefku zatraciły związek ze swoimi bohaterami i stały się niejako anonimowymi dowcipami. Nie można również wykluczyć, że obieg tekstów był odwrotny: schemat
anonimowego dowcipu dostosowano do konkretnej postaci.
Opowiadania opublikowane z pewnością przyczyniają się do większej popularności tekstu. Jednak pozbawione są związku z niezwykle ważną sytuacją nadawczą, która
staje się nieistotna. Opublikowane opowieści humorystyczne niekiedy zatracają swój
sens i śmieszność, stają się bowiem niezrozumiałe. Trudno bowiem w piśmie przekazać
to, co osoba opowiadająca „dopowiada” mimiką, gestem, artykulacją, intonacją. Zmianie ulega również język. Formy ustne przekazywane są w gwarze południowokaszubskiej, z wszystkimi osobliwościami językowymi danego regionu, zaś teksty opublikowane charakteryzują się kaszubszczyzną literacką.
Powyższe przedstawienie opowiadań komicznych z południa Kaszub, ich wątków
i wariantów tekstowych, ukazuje dużą różnorodność materiału. Teksty te są zróżnicowane nie tylko tematycznie, co częściowo zostało już ukazane. Różnią się także stopniem i rodzajem śmieszności, istniejącym w nich komizmem oraz gatunkowością, co
postaram się przedstawić w rozdziale kolejnym.
29
ROZDZIAŁ III
Genologia opowiadań humorystycznych w perspektywie teorii
komizmu
Gottlieb Lorek, cecenowski pastor urzędujący w tejże miejscowości w latach 1806
–18371, opisał Kaszubów w następujący sposób: „Nigdy nie usłyszysz, aby Kaszuba
śpiewał cośkolwiek. Milczący bez radości [wyr. J.Z.] i bez myśli przechodzi on
przez drogę żywota”2. Pastor z Cecenowa ukazał Kaszubów jako lud, który cechuje
brak radości, a zatem również brak poczucia humoru. Jak pisze Michał Kowalski,
stwierdzenie pastora zyskało wielką popularność, m.in. dzięki pracy Aleksandra Hilferdinga wykorzystującego fragmenty jego tekstów3. Co skłoniło Lorka ku takiej ocenie
Kaszubów? Nie bez znaczenia jest z pewnością fakt, iż pastor z Cecenowa zaangażowany był w działalność germanizacyjną, dlatego właśnie udowadniał, że Kaszubi potrzebują „ukulturalnienia”, oczywiście z pomocą pruską.
Materiał folklorystyczny zebrany przez badaczy – zbiory pieśni, podań, legend,
gadek – świadczy z pewnością o niesprawiedliwej ocenie Kaszubów przez Lorka
(pierwsze zbiory pieśni opublikował Florian Ceynowa, ogromną ilość materiału zawiera
także publikacja Kaszuby. Polska pieśń i muzyka ludowa). Z pewnością nie brak w kaszubskim folklorze słownym także tekstów humorystycznych – w tejże pracy przedstawiam zbiór takowych opowiadań z południa Kaszub.
W niniejszym rozdziale zarysuję niektóre teorie dotyczące komizmu (w tym komizmu ludowego), które pomogą w analizie humoru południowokaszubskich opowiadań. Postaram się również przedstawić gatunki literatury ludowej, w których obecna jest
intencja humorystyczna, a następnie odnieść rozważania genologiczne do omawianych
tekstów. Dokonam także analizy źródeł śmieszności w omawianych kaszubskich opowiadaniach komicznych oraz czynników koniecznych do jej zaistnienia.
1
M. Kowalski, Metoda, interdyscyplinarność czy pomieszanie gatunków? Historia badań kaszubskich,
w: Kim są Kaszubi? Nowe tendencje w badaniach społecznych, red. C. Obracht-Prondzyński, Gdańsk
2007, s. 15.
2
Cyt. za: tamże.
3
Tamże, s. 15.
30
1. Komizm – rys teoretyczny
Teoria komizmu sytuuje się na pograniczu wielu dziedzin: filozofii, psychologii, estetyki, socjologii, teorii sztuki, literatury i języka. Żadna z nich nie wyczerpuje jednak tej
problematyki i nie omawia wspomnianego zagadnienia w pełni 4. Na temat komizmu
powstało wiele rozpraw naukowych oraz różnorodnych teorii. Wielu badaczy wskazuje
na to, iż przyczyną trudności w opracowaniu i kompleksowym zbadaniu zagadnienia
komizmu jest niemożność poczynienia ścisłych obserwacji prowadzących do wyciągnięcia konkretnych wniosków, nie ma bowiem obiektywnych kryteriów tego, co komiczne. Danuta Buttler wspomina, że „każda próba sformułowania ogólnej definicji
komizmu kończyła się niepowodzeniem, każda teoria okazywała się albo zakresowo
zbyt ograniczona, niezdolna objąć wszystkich zjawisk uznanych za śmieszne, albo
przeciwnie – zbyt ogólnikowa, dająca się zastosować i do faktów niekomicznych” 5.
Badaczka pisze również, iż „zakres zjawisk, które mogłyby pretendować do miana komicznych, jest właściwie nieograniczony, «komiczność» nie jest bowiem stałą, immanentną cechą przedmiotów, ale realizuje się w pewnym doraźnym układzie sytuacyjnym
i bywa wypadkową działania różnorodnych czynników”6. Ze względu na rozległość
zagadnień związanych z komizmem, w niniejszej pracy nie omówię różnorodnych jego
teorii – byłoby to bowiem zadanie wykraczające poza podejmowany temat. Skupię się
na kilku pracach omawiających zagadnienie komizmu, które według mnie są najbardziej odpowiednie do analizy zebranych opowiadań południowokaszubskich, a mianowicie na pracach Doroty Simonides (Rzecz o humorze śląskim 7), Jolanty Ługowskiej
(W świecie ludowych opowiadań 8), w zakresie źródeł i rodzajów komizmu na dziele
Bohdana Dziemidoka (O komizmie)9, zaś analizy komizmu językowego oprę na rozważaniach Danuty Buttler (Polski dowcip językowy 10).
Jak pisze Dorota Simonides:
4
D. Buttler, Polski dowcip językowy, Warszawa 1968, s. 8.
5
Tamże, s. 7–8.
6
Tamże, s. 8.
7
D. Simonides, Rzecz o humorze śląskim, Opole 1984.
8
J. Ługowska, W świecie ludowych opowiadań. Teksty, gatunki, intencje narracyjna, Wrocław 1993.
9
B. Dziemidok, O komizmie, Warszawa 1967.
10
Patrz: przypis 4.
31
Humor jest solą życia. Bez tej cennej przyprawy ludzka egzystencja straciłaby zapach
i barwę […]. Humor uczy optymizmu, pobłażliwego, tolerancyjnego i wyrozumiałego
spojrzenia na otaczającą rzeczywistość, na przywary i wady drugiego człowieka. Jest
11
ważnym elementem kultury naszego codziennego życia .
Humor pełni zatem olbrzymią rolę w ludzkim życiu i funkcjonowaniu społeczeństwa. Nic w tym dziwnego, jest on bowiem cechą typowo ludzką, jakiej nie posiadają
zwierzęta. Już od czasów Arystotelesa wiązano humor z samą ideą człowieczeństwa,
zwracał uwagę na tę zależność także Bergson, który nazywał człowieka „zwierzęciem
śmiać się umiejącym” i wskazywał, że komizm nie występuje poza rzeczami czysto
ludzkimi12. Posługujemy się tu dwoma pojęciami: „humor” i „komizm”. Należałoby
zatem określić zakres ich stosowania oraz znaczenie.
Jolanta Ługowska przytacza pogląd Jana Trzynadlowskiego, który stwierdza, że
„komizm wypływa z rzeczy, humor zaś z człowieka”13. Humor jest sposobem reagowania na komizm, jest wyrozumiałością dla ludzkich ułomności oraz „pogodnym widzeniem niepogodnej rzeczywistości” 14. Ługowska podkreśla jednak, iż usprawiedliwione
jest w pewien sposób wymienne używanie obu terminów ze względu na rozszerzenie
stosowania słowa „humor” do określania „płodów tego szczególnego nastawienia i predyspozycji podmiotu, jakie wiążemy z postawą homo ridens”15. Julian Krzyżanowski
z kolei w definicji komizmu zamieszczonej w Słowniku folkloru polskiego wskazuje, że
humor ludowy w literaturze ludowej uznawać można również za potoczną nazwę komizmu16.
Komizm, obok tragizmu i wzniosłości, stanowi jedną z elementarnych kategorii
estetycznych. Przyjrzyjmy się mu nieco bliżej, uwzględniając pewne zawężenie zjawiska dotyczące dobierania teorii pod kątem omawianego materiału. Definicje komizmu
odpowiadające folklorystycznemu spojrzeniu na to zagadnienie zebrała w książce
W świecie ludowych opowiadań Jolanta Ługowska. W swojej pracy wykorzystała te
11
Cyt. za: J. Ługowska, dz. cyt., s. 146.
12
J. Ługowska, dz. cyt., s. 147.
13
Cyt. za: tamże, s. 152.
14
Tamże.
15
Tamże.
16
J. Krzyżanowski, Komizm, w: tegoż, Słownik folkloru polskiego, Warszawa 1965, s. 175.
32
ujęcia komizmu, „które odnieść się dadzą do zróżnicowanych form ekspresji słownej
nacechowanych humorem, a także do ich społeczno-kulturowego kontekstu”17.
Według Ługowskiej, bardzo istotną właściwość komizmu zauważył Jerzy Ziomek. Badacz ten stwierdza, że nie ma cech komicznych obiektywnie: „Przedmioty (rzeczy, ludzie, zdarzenia, stosunki) nie mogą być tylko obiektywnie komiczne, mogą jednak posiadać pewne cechy, które uznamy za komiczne” 18. Komizm zależny jest także
od określonych predyspozycji podmiotu: jeśli dane zjawisko śmieszne jest dla pewnej
osoby, nie musi być śmieszne w odczuciu innej. Ługowska zwraca uwagę także na bardzo szerokie, antropologiczne ujęcie komizmu zaprezentowane przez Jana Trzynadlowskiego. Rozpatrzył on zjawisko komizmu w trzech zakresach: przedmiotu odbieranego,
podmiotu odbierającego i przeżywającego oraz jego sytuacji psychospołecznej 19; przedstawił też siedmioskładnikową definicję komizmu, którą, ze względu na jej korespondencję z zebranym materiałem, warto tu przedstawić. Trzynadlowski uwzględnił w niej
wszystkie postacie komizmu: zarówno funkcjonujące „naturalnie”, jak i te świadomie
wytworzone (teksty kultury). Według Trzynadlowskiego komizm jest kategorią, która
cechuje układy odmienne od układów zaakceptowanych, uznawanych za „normalne”.
Odmienność jest to odstępstwo od normy, kontrast, sprzeczność itp. Odmienności układów mogą być zauważalne w różnym stopniu, występować z różnym nasileniem.
Wpływ na istotę układów ma moment historyczny i system kultury. Mechanizm nadawczo-odbiorczy musi funkcjonować w warunkach, które wolne są od zagrożenia, ponieważ może ono zniweczyć rozpoznanie odmienności. Aby sytuacja lub obiekt mogły być
uznane za komiczne, muszą odnosić się do człowieka (lub podlegać antropomorfizacji).
Ostatni element definicji stanowi poczucie wyższości podmiotu odbierającego i przeżywającego sytuację komiczną lub wytwarzającego takową sytuację w utworze, dziele
czy jego składniku lub tonacji20. Ługowska uzupełnia ustalenie Trzynadlowskiego
o perspektywę komunikacji językowej, którą uwzględnił wspomniany już Jerzy Ziomek. Ustalił on, że nadawca i odbiorca w procesie komunikacji, w trakcie którego powstaje komizm, posiadać muszą „wspólne wyobrażenia modelowe”, „wspólną znajo-
17
J. Ługowska, dz. cyt., s. 147.
18
Cyt. za: tamże, s. 147.
19
J. Ługowska, dz. cyt., s. 148.
20
Tamże, s. 148–149.
33
mość rzeczywistości obiektywnej” i „wspólną znajomość kodu, za pomocą którego obrazy obiektywnej rzeczywistości zostają przekazane odbiorcy” 21. Rozpoznanie komizmu zależy więc od wiedzy na temat tego, jak jest i jak być powinno. Aby zaistniał warunek komizmu, a mianowicie odstępstwo od normy, którego rolę podkreślił Bohdan
Dziemidok, odbiorca musi wiedzieć, co zostało podważone, jaki model uległ wykrzywieniu. Warunek ten zwany jest w literaturze przedmiotu „wspólnotą śmiechu” (termin
użyty został przez K. Żygulskiego 22):
[…] nadawca i odbiorca należeć muszą do tej samej «wspólnoty śmiechu», tzn. podzielać
tradycyjne poglądy i wyobrażenia decydujące o tym, co w procesie społecznej komunikacji uznane zostanie za śmieszne, nielogiczne, absurdalne23.
Warunek „wspólnoty śmiechu” wyjaśnia zatem, dlaczego teksty humorystyczne
śmieszą mieszkańców jednego regionu czy określonej grupy społecznej, podczas gdy
reprezentanci innych środowisk nie widzą w nich nic śmiesznego.
Jak pisze Bohdan Dziemidok, głównym źródłem komizmu jest odstępstwo od
normy, wszystkie sposoby wywoływania komizmu polegają właśnie na wytworzeniu
tego typu zjawisk24. Dziemidok wyodrębnił na tej podstawie różnorodne sposoby uzyskiwania komicznego efektu. Pierwszym z nich jest przekształcenie i deformacja zjawisk, do którego zaliczyć należy wyolbrzymienie i pomniejszenie, degradację 25. Kolejnym wyróżnionym przez Dziemidoka źródłem komizmu są niespodziewane efekty
i zaskakujące zestawienia, m.in. niespodzianka, zaskakujące zbliżenia i porównania
zjawisk, zestawienia ukazujące sprzeczności, zestawienia zjawisk niewspółmiernych26.
Bardzo szeroki zakres posiada mechanizm ujawniania nieprawidłowości w stosunkach
i zależnościach między zjawiskami, do którego Dziemidok zaliczył m.in. łączenie pozornym związkiem zjawisk różnopłaszczyznowych; sytuacje, w których zachowanie
bohatera nie odpowiada okolicznościom; niezgodność między pozorem a tym, co się za
nim kryje, między złudzeniem a rzeczywistością (niezgodność między wygórowanym
21
Cyt za: tamże, s. 149.
22
J. Ługowska, dz. cyt., s. 150.
23
Tamże.
24
B. Dziemidok, O komizmie, Warszawa 1967, s. 59.
25
Tamże, s. 59–64.
26
Tamże, s. 65–67.
34
mniemaniem o swej wartości a rzeczywistością, między teorią a praktyką, między wrażeniem, jakie ktoś wywiera, a jego rzeczywistym charakterem, niezgodność słowa
i obrazu, niezgodność między normalnym przeznaczeniem przedmiotu a jego wykorzystaniem) oraz nienaturalne powtarzanie się zjawisk (powtarzanie jakiegoś powiedzonka,
słowa, sytuacji) 27. Ostatnią wyróżnioną przez Dziemidoka kategorią jest konstruowanie
zjawisk odbiegających od norm logicznych (błędność wnioskowania, fałszywych skojarzeń) i prakseologicznych (wykonywanie czynności bezcelowej, niewłaściwy dobór
środków do osiągnięcia celu, niezaradność, nieporozumienie) 28.
Wymienione przez Dziemidoka źródła komizmu warto uzupełnić o spostrzeżenia
Jolanty Ługowskiej. Opierając się w dużej mierze na klasyfikacji wspomnianego badacza dookreśliła ona pewne kategorie źródeł komizmu i dodała kilka ważnych elementów. Podobnie jak w przypadku klasyfikacji Dziemidoka, opiszę tutaj te mechanizmy,
które uwidaczniają się w omawianych przeze mnie tekstach. Ługowska, tak samo jak
Dziemidok, podkreśla duże znaczenie mechanizmu odbiegania od normy. Wyróżniła tu
konstruowanie sytuacji odbiegających od przyjętych powszechnie norm prakseologicznych i logicznych, które powodują efekt jawnego absurdu29. Ługowska wyróżnia także
nieporozumienie wynikające z przesłyszenia się lub przewidzenia, świadome wprowadzenie w błąd, hiperbolizację, ukazanie monstrualnej głupoty czy kłamstwa w opowieściach łgarskich30.
Poza wymienionymi źródłami komizmu, w południowokaszubskich opowiadaniach dużą rolę odgrywa komizm językowy (szczególnie istotny w dowcipie), opisany
i zanalizowany przez Danutę Buttler. Wyróżnia ona dowcip oparty na wieloznaczności
polisemicznej oraz dowcip oparty na homonimii31.
Wszystkie wymienione tu źródła komizmu występują w południowokaszubskich
opowiadaniach. Zanim przejdę do ich analizy, zobrazuję kwestię genologii opowiadań
humorystycznych, która w tym wypadku ściśle wiąże się z komizmem.
27
Tamże, s. 68–74.
28
Tamże, s. 74–76.
29
J. Ługowska, dz. cyt., s. 157.
30
Tamże, s. 157–158, 161–162.
31
D. Buttler, Dowcip oparty na wieloznaczności wyrazu, Dowcip oparty na homonimii, w: dz. cyt.,
s. 263–369.
35
Komizm jest kategorią ponadgatunkową. Przejawia się przede wszystkim w takich gatunkach literatury ludowej, jak anegdoty, żarty, kawały, humoreski, dowcipy,
jednak obecny jest również, choć w mniejszym natężeniu, w zagadkach, pieśniach, bajkach magicznych i zwierzęcych, podaniach czy legendach 32. Jak zatem wyodrębnić
opowiadania komiczne? Jolanta Ługowska dokonała typologii ludowych opowiadań,
wykorzystując jako narzędzie i kryterium podziału intencję nadawczą. Intencja jest, jak
pisze Ługowska,
dynamicznym początkiem, określającym całość wypowiedzi, wyborem jej elementów
składowych, a także sposobem korzystania z tradycji – z wspólnego dziedzictwa i zbioru
tekstów precedensowych […]. Odzwierciedla ona potoczną świadomość użytkownika języka i wiąże się z nią – zdaniem Anny Wierzbickiej – poprzez utrwalone w języku nazwy
aktów mowy, np. rozkazywać, prosić spierać się, skarżyć, a także bajać, opowiadać, po33
dawać (do wiadomości) .
Pojawia się tu jednak kolejny problem, a mianowicie: jakie gatunki komiczne i za
pomocą jakich kryteriów należy wyodrębnić? Zagadnienie to zostało przedstawione
w wielu pracach, w których zaprezentowano różne teorie dotyczące klasyfikacji ludowych opowiadań humorystycznych.
2. Genologia ludowych opowiadań o intencji humorystycznej
W języku kaszubskim opowiastki humorystyczne określane sa jako wice, szportë, gôdczi, pòwiôstczi. W języku polskim także odnajdujemy ich wiele. Mnogość nazw, jakimi
określane są opowiadania komiczne ukazuje, jak stwierdza Simonides, że brak jest
w folklorystyce jednego, adekwatnego terminu 34 oraz właściwej, konsekwentnej
i obejmującej wszelkiego rodzaju teksty humorystyczne klasyfikacji. Jak pisze Luiza
Dargiewicz, „jak dotąd nie ujednolicono zakresu znaczeniowego żadnej z nazw stosowanych na określenie owych utworów”35.
Wiele jest sposobów klasyfikacji i wyróżniania gatunków opowiadań komicznych. Julian Krzyżanowski w Słowniku folkloru polskiego nie uwzględnia różnic po32
33
D. Simonides, Rzecz o humorze śląskim, s. 7.
J. Ługowska, dz. cyt., s. 37.
34
D. Simonides, wstęp do: Księga humoru ludowego, red. D. Simonides, Warszawa 1981, s. 5.
35
L. Dargiewicz, O definicjach ludowych gatunków komicznych, w: Genologia literatury ludowej. Studia
folklorystyczne, red. A. Mianecki, V. Wróblewska, Toruń 2002, s. 149.
36
między poszczególnymi gatunkami komicznymi, ich nazwy traktuje synonimicznie. Na
gruncie polskim jako pierwsza dostrzegła konieczność rozróżnienia podziału gatunkowego ludowych tekstów humorystycznych Dorota Simonides. Wyodrębniła ona dwa
gatunki humorystyczne: humoreski i dowcipy. Według Dargiewicz, klasyfikacja ta nie
jest wystarczająca, gdyż utwory komiczne stanowią zbiór o wiele bardzie zróżnicowany. Autorka przytacza w swojej pracy również propozycję klasyfikacji gatunkowej zaproponowaną przez Ługowską. Zastosowała ona podział trychotomiczny – spośród tekstów humorystycznych wyróżniła żarty (lapidarne, sytuacyjne), anegdoty (zwarte
kompozycyjnie) i humoreski (rozbudowane, często pozbawione rygorów formalnych) 36.
Luiza Dargiewicz zaś w dużej mierze opiera się na klasyfikacji Doroty Simonides, rezygnuje jednak z podziału dychotomicznego na rzecz podziału trychotomicznego i wyróżnia: bajki humorystyczne (komiczne, anegdotyczne), humoreski (anegdoty) i kawały
(dowcipy, żarty)37.
Ze względu na trudność w ścisłym rozróżnieniu pomiędzy anegdotą a humoreską,
w niniejszej pracy gatunkową klasyfikację zebranych przeze mnie tekstów oprę na teorii
Doroty Simonides (najbardziej, według mnie, wyrazisty podział na humoreski i dowcipy). Najpierw przedstawię jednak jej koncepcję i scharakteryzuję wyróżnione przez nią
gatunki ludowych tekstów humorystycznych.
Simonides rozróżnienie gatunków komicznych opiera na terminologii niemieckiej, w której funkcjonują nazwy: „Schwank” i „Witz”. Pierwszy z terminów, który
Simonides określa mianem humoreski, oparty jest na komizmie sytuacji, komizmie prostym. Jest to forma o dłuższych rozmiarach, nieposiadająca wyraźnej pointy czy gry
słów. Humor przenika tu całą narrację, śmiech odbiorców wybucha zatem nie tylko na
końcu tekstu, a często w różnych jego częściach, rozłożony jest na różne zwroty, słowa,
sytuacje. Opowieść taką łatwo zapamiętać, posiada ona często wiele wariantów, które
różnią się jedynie niewielkimi i niewnikającymi w sedno pomysłu elementami38. Jak
pisze Simonides, „nie podobna [humoreski] «zarżnąć», jak to się dzieje w dowcipie”39.
„Witz” z kolei, czyli właśnie dowcip, oparty jest na komizmie intelektu, często na samej
36
J. Ługowska, dz. cyt., s. 153.
37
L. Dargiewicz, dz. cyt., s. 155.
38
D. Simonides, Rzecz o humorze śląskim, s. 10–15.
39
Tamże, s. 14.
37
grze słów. Stanowi formę przejściową między zagadką a narracją. Efekt komiczny kumuluje się w samym zakończeniu – poincie. Narracja w dowcipie ograniczona jest do
minimum, „a struktura tak pomyślana, aby pointa była mocno wydobyta, aby wynikała
sama z siebie”40.
Simonides podkreśla, że mimo poczynionego podziału i pewnych różnic pomiędzy dwoma wyróżnionymi gatunkami, często humoreski i dowcipy omawiane są
wspólnie, jako jeden gatunek folkloru41. Pomimo trudności, jakie nastręcza podział gatunkowy prozatorskich tekstów komicznych, przyjrzyjmy się gatunkowości, budowie
i źródłom komizmu południowokaszubskich opowiadań.
3. Klasyfikacja gatunkowa oraz źródła komizmu w opowiadaniach humorystycznych z południa Kaszub
Wśród południowokaszubskich opowieści humorystycznych dominują humoreski, jednak można wyróżnić także grupę dowcipów, tekstów operujących komizmem językowym, krótkich, z wyraźną pointą. Niestety nie w każdym przypadku jednoznaczne
określenie gatunkowości jest możliwe, ponieważ wyróżnić możemy grupę tekstów, które nie odpowiadają w pełni konkretnemu gatunkowi. Klasyfikacja gatunkowa wiąże się
oczywiście z zagadnieniem źródeł i rodzajów komizmu w omawianych opowiadaniach,
zatem określając gatunkowość poszczególnych tekstów, omówię również mechanizmy
i rodzaje komizmu, jakie można w nich zaobserwować. Przyjrzyjmy się zatem dokładniej poszczególnym tekstom przynależącym do określonych gatunków opowiadań humorystycznych.
3.1 . Humoreski
Do grupy humoresek zaliczyć można niektóre opowiadania z cyklu opowieści o Józefku
(wątki: J01, J04, J05, J07, J08, J09, J10, j11, J12), opowiadanie Zupa z kamienia (Ł1),
Panie Boże, nie jestem godzien (P), Szczęść Boże, majster (AF), Nawiedzony dom
(AW), Cyganka (C), opowiadania o mieszkańcach Tuszków, Sworów i Lipnicy oraz
teksty Józefa Bruskiego. Opowiastki będące humoreskami to opowiadania dłuższe, nieposiadające wyrazistej pointy, która skupiałaby w sobie duży ładunek komizmu. Humor
występuje tu w poszczególnych częściach i elementach tekstu.
40
Tamże, s. 10, 14.
41
Tamże, s. 17.
38
Wszystkie opowieści zaliczone do grupy humoresek operują komizmem sytuacyjnym, ukazują pewne zdarzenia, sytuacje nieprawdopodobne lub pechowe dotyczące
postaci. Do zdarzeń nieprawdopodobnych dotyczących Józefka należą niewątpliwie
jego przelot samolotem, przymierzanie kamizelki kozie, pomyłka w interpretacji określonej sytuacji, leczenie dziecka, które nie chce jeść. Pechowe są z pewnością sytuacje,
jakie spotykają Józefka w teatrze, podczas gry w ruletkę oraz pomylenie ładnej dziewczyny z martwą babcią czy niespodziewany atak gospodarza domu, w którym bohater
nocuje (podobnie jest w tekście Nawiedzony dom). Komizm sytuacyjny uwidacznia się
także w opowiastce o Łyczywku, w której bohater pokazuje skąpej wdowie jak zrobić
zupę z kamienia, w tekście Panie Boże, nie jestem godzien, w którym pijany człowiek
myśli, iż Bóg zabiera go do nieba, w humoresce Szczęść Boże, majster oraz opowieści o
Cygance. Tego rodzaju komizm stanowi główne źródło śmieszności również w utworach o głupich sąsiadach (tuszkowianach, sworanach i mieszkańcach Lipnicy) i opowiadaniach Józefa Bruskiego.
Komizm sytuacji nie jest jednak jedynym źródłem śmieszności w wymienionych
tekstach. Poza nim odnajdujemy tu komizm postaci i, co bardziej charakterystyczne
raczej dla dowcipu, komizm językowy. Ten ostatni pełni tu jednak rolę pewnego dodatku, nie stanowi osi konstrukcyjnej utworu. Komizm postaci uwidacznia się w samej
kreacji Józefka, bohatera prostego, mającego jednak przedziwne pomysły, opowiadającego nieprawdopodobne historie. Śmieszny jest sposób mówienia Józefka, który często
powtarza te same zwroty, stosuje wyrazy dźwiękonaśladowcze, jak również pewna jego
nieporadność. Komizm cechuje również postać Promeli, który przychodzi piany do kościoła i zachowuje się niczym święty. Komizm językowy z kolei występuje w dwóch
humoreskach: Jak tuszkòwiónie spôlëlë całą wies dlô kòta oraz Zmiłko kalwarijskô.
W obu przypadkach opiera się on na wieloznaczności wyrazu lub, jak to się dzieje
w drugiej z wymienionych humoresek, zdań. W opowiadaniu o tuszkowianach śmieszność wynika z współwystępowania dwóch języków: polskiego i niemieckiego. Wykorzystana jest tu wieloznaczność słowa „was”, które dla Niemca oznacza „co”, zaś dla
tuszkowian „was”. Głupi tuszkowianie nie wiedzą, co w języku niemieckim oznacza
słowo „was” i stwierdzają, że chodzi o nich samych, kiedy pytają co jada kot. Niezrozumienie sytuuje się tu także po stronie Niemca, który nie rozumie, co mówią do niego
tuszkowianie. W opowiadaniu Zmiłko kalwarijskô mamy do czynienia z odniesieniem
39
śpiewanych słów nie do tego obiektu, o który chodziło: kobieta słuchająca pieśni dziada
kalwaryjskiego oburza się, kiedy śpiewa on „jedni na ce wlożeli…/Drudzy z cebie zlożeli…”, ponieważ myśli, że słowa te odnoszą się do niej, podczas gdy dziad miał na
myśli górę kalwaryjską. Ma tu miejsce nieporozumienie ujawnione za pomocą techniki
dopowiedzenia wprowadzającej elementy kontekstu, które precyzują znaczenie wieloznacznego zdania42. Owym dopowiedzeniem jest tu zaśpiewanie przez dziada drugiej
części pieśni: „swiętô góro kalwarijskô”.
Przypatrzmy się teraz jak w humoreskach funkcjonują inne sposoby wywoływania komizmu. W tekście Józefek w samolocie (J01), będącym, mimo niewielkich rozmiarów, humoreską, uwidacznia się mechanizm niespodzianki. Występuje ona w samym fakcie, że Józefek ma okazję przelecieć się „fligrem”. Również końcowa
wypowiedź bohatera powoduje zdziwienie odbiorcy, bliska jest absurdowi, przybliża
wypowiedź Józefka do opowieści łgarskiej (na pytanie jak Józefek się czuje po locie,
bohater odpowiada: „Tera docht dobrze, bo to, co miołem w buksach tera mam na karku”). Źródłem komizmu jest w tym wypadku także zderzenie z logiką oraz wykorzystanie elementu obscenicznego, motywu skatologicznego. Śmieszność wywoływana jest
także przez powtórzenia. Pilot trzykrotnie pyta Józefka jak się czuje, na co Józefek dwa
razy odpowiada, że pilot za zapłacone pieniądze leci stanowczo za nisko.
Opowieścią łgarską jest również tekst Droga na kalwarię (J11). Owe łgarstwo,
podobnie jak ma to miejsce w humoresce poprzedniej, zostaje ujawnione na końcu, kiedy Józefek oświadcza, że się obudził. Tu również mamy do czynienia z mechanizmem
niespodzianki.
Opowiastkę Koza i westka (J04), mimo niewielkiej objętości tekstowej, należy zaliczyć do grupy humoresek. Nie posiada ona bowiem wyraźnej pointy, można ją opowiadać na różne sposoby (na co wskazują zebrane warianty). Tu również istnieje mechanizm niespodzianki, który polega na zdziwieniu odbiorcy faktem nakładania
kamizelki na kozę. Głównym źródłem komizmu w tekście jest wyróżniona przez Dziemidoka niezgodność między normalnym przeznaczeniem przedmiotu a jego zaskakującym wykorzystaniem43. Śmieszność wywoływana jest w tym przypadku także poprzez
42
D. Buttler, dz. cyt., s. 328.
43
B. Dziemidok, dz. cyt., s. 72.
40
nadanie zwierzęciu pewnych cech ludzkich44 – kozioł posiada tu swoiste upodobania co
do koloru kóz.
Kolejną humoreską dotyczącą postaci Józefka jest tekst Józefek w teatrze (J05),
który zbudowany jest z dwóch części. Po każdej z nich następuje pewna kumulacja humoru: uczucie komizmu wywołuje niezaradność i niewiedza bohatera, który zamiast
opuścić siedzisko fotela siada na nie, nie wykonując tej czynności i zmuszony jest do
uchylania się, by nie zasłaniać pozostałym widzom (tutaj zachowanie się bohatera nie
odpowiada okolicznościom); końcowy efekt komiczny stanowi ogólne niezadowolenie
Józefka z wyjazdu. Poza wspomnianym wcześniej komizmem sytuacji i postaci w tekście tym komiczne wrażenie tworzy zestawienie ludowego „chłopka-roztropka” z wysoką sztuką, jaką stanowi teatr, oraz miastem.
W humoresce Kolejarza rozjechali! (J07) głównym źródłem komizmu jest nieporozumienie wynikające z przewidzenia się 45: Józefkowi wydaje się, że rozjechano kolejarza, podczas gdy w rzeczywistości jest to koza. Bardziej skomplikowana sytuacja występuje w tekście Frania i choroba dziecka (J08). W drugiej części opowiastki
uwidacznia się mechanizm niespodzianki (Józefek przekonuje synka, by zaczął jeść).
Stanowi ją tym razem niespodziewana odpowiedź żony na pytanie, dlaczego dwukrotnie uderzyła Józefka, ponieważ odnosi ona przestrogę Józefka do niego samego, przez
co zostaje on wyśmiany. Tekst jest dość długi, zaś komizm, poza wspomnianym końcowym mechanizmem niespodzianki, zawiera się przede wszystkim w przekazie ustnym, w odpowiedniej interpretacji głosowej mowy Józefka przez gawędziarza.
Szczególną funkcję niespodzianka pełni w humoresce Ruletka (J09), w której stanowi kluczową rolę w tworzeniu komizmu. Niespodzianka polega tu na zaprzeczeniu
prawdziwości opowiadanej historii, która staje się opowieścią łgarską, mającą zaszokować odbiorcę, a następnie wywołać w nim śmiech z samego siebie, z własnej naiwności. Równie ważną rolę spełnia niespodzianka w humoresce A jô sã za nią zabierôł
(J10), w której ładna dziewczyna okazuje się zmarłą babcią. Ma tu miejsce jeszcze kilka
ważnych zabiegów wywołujących efekt komiczny. Gospodyni, opisując obiadowe potrawy, mówi: „Na wieczór dało zôcerkã z bulwama, na frisztok bulwë ze zôcerką, no bo
muszi bëc jakos zmiana”. Ujawnia się tu właśnie jedna z ważniejszych cech komizmu –
44
Tamże, s. 66.
45
Tamże, s. 75; J. Ługowska, dz. cyt., s. 157.
41
pogodne widzenie niepogodnej rzeczywistości46. Gospodyni uznaje za zmianę coś, co
faktycznie zmianą nie jest, określa sytuację swojej rodziny z humorystycznym dystansem. Kolejnym aspektem, w którym ujawnia się komizm tej humoreski, jest szczególna
rola osoby opowiadającej, która potrafi wydobyć komizm ze słów bohaterów za pomocą specyficznej modulacji głosu.
Poza grupą tekstów o Józefku humoreski odnajdujemy także w cyklach dotyczących innych postaci. Jednym z takich opowiadań jest tekst Zupa z kamienia (Ł1) dotycząca osoby Łyczywka. Śmiech występuje tu właściwie niemal po każdej wypowiedzi
tej postaci, pointa zaś jest bardzo przewidywalna, nie odgrywa tu znaczącej roli. Metodą, za pomocą której wytwarza się poczucie komizmu, jest świadome wprowadzenie
w błąd47 – Łyczywek w taki sposób kieruje rozmową, by chciwa wdowa myślała, że
robi zupę z kamienia. Czynności przez niego wykonywane z pozoru są niedorzeczne,
kamień nie służy przecież do celów kulinarnych, jednak działanie bohatera jest tu bardzo przemyślane i przebiegłe.
Kolejna opowiastka posiadająca cechy humoreski, Panie Boże, nie jestem godzien
(P), dotyczy postaci Promeli. Tu również komizm rozłożony jest na poszczególne jej
elementy. Komiczny jest już sam Promela, który przychodzi do kościoła piany, by się
modlić. Sytuację wykorzystują robotnicy i robią mu psikusa. Tu również uwidacznia się
świadome wprowadzenie w błąd, ponieważ zrzucają mu oni linę i informują, iż ma się
jej chwycić, wtedy zostanie zbawiony. Dochodzi tu do pewnego nieporozumienia, na co
wpływ ma z pewnością nietrzeźwość bohatera, która przy okazji zostaje wyśmiana.
Nieporozumienie występuje także w humoresce Szczęść Boże, majster (AF), w której
uczeń nie wita się z majstrem w odpowiedni sposób, na co ten reaguje rzucaniem młotków.
Humoreska Nawiedzony dom reprezentuje ten sam wątek, co Droga na kalwarię.
Pierwsze z wymienionych opowiadań różni się od drugiego podkreśleniem elementów
obscenicznych, które służą zaskakującemu porównaniu, jak również ujawniają nieprawdziwość opowiadanej historii. Z kolei w humoresce Cyganka, podobnie jak w tekstach Zupa z kamienia i Panie Boże, nie jestem godzien, komizm wywołuje świadome
wprowadzenie w błąd, przy czym osoba wprowadzana w błąd nie dysponuje odpowied46
J. Ługowska, dz. cyt., s. 152.
47
Tamże, s. 157.
42
nimi umiejętnościami, zaś jej mniemanie o nich zostaje zdegradowane (w tym wypadku
degradacji ulega umiejętność wróżenia Cyganki).
Humoreskami są także gadki Józefa Bruskiego: Jak se Jónk Knut na drudżi swiat
wëbiérôł (JB1) oraz Zmiłka kalwarijskô (JB3). Są to dłuższe teksty, w których humor
rozłożony jest równomiernie, jednak posiadają one także pointę. W obu opowiastkach
dużą rolę odgrywa degradacja, a więc pomniejszenie, potraktowanie humorystyczne
elementów kulturowych nacechowanych sacrum. W pierwszym przypadku jest to scena umierania człowieka, w drugim zaś – pielgrzymka na Kalwarię Wielewską. W gadce
Jak se Jónk Knut na drudżi swiat webiéroł degradacja sacrum następuje poprzez zestawienie sceny umierania bohatera z oszczędnością jego żony i względami czysto pragmatycznymi: żona pośpiesza męża w umieraniu, ponieważ paląca się gromnica jest pożyczona. Zgromadzeni przy nim sąsiedzi również się niecierpliwią, ponieważ muszą
wracać do swoich obowiązków. Komizm tworzony jest tu także, poza wspomnianą degradacją, poprzez mechanizm niespodzianki (pojawia się tu pointa, w której żona informuje o pożyczonej gromnicy) oraz stworzenie sytuacji, w której zachowanie bohaterów nie odpowiada okolicznościom, w jakich się znajdują – mamy tu oczywiście na
myśli sąsiadów i żonę. W gadce Zmiłka kalwarijskô głównym źródłem śmieszności jest,
opisany wyżej, komizm językowy – stanowi on oś konstrukcyjną utworu.
Ostatnią grupę humoresek stanowią opowieści o głupich sąsiadach – tuszkowianach, sworanach i mieszkańcach Lipnicy. Teksty tego typu należą do grupy tematycznej, która jest bardzo popularna w polskiej humorystyce. Jak pisze Dorota Simonides,
„są to międzynarodowe wątki od 1200 do 1349, które przedstawiają najrozmaitsze zachowania ludzi ograniczonych, nie znających podstawowych praw przyrody czy zwyczajowych prawd życia”48. Wszystkie te teksty cechuje podobny typ mechanizmów
tworzenia komizmu. Wyzwala się on poprzez efekt jawnego absurdu 49 i ukazanie monstrualnej wręcz głupoty50. Głupi tuszkowianie podczas mycia plączą sobie nogi, opacznie rozumieją to, co do nich mówi Niemiec, mylą własne odbicie w wodzie z jarmarkiem, wciągają na dach byka, wiozą drzewo ułożone w poprzek wozu, budują kościół
bez okiem i wnoszą światło workami, wysiadują banię, by wykluł się z niej źrebak. We
48
D. Simonides, Rzecz o humorze śląskim, s. 45.
49
J. Ługowska, dz. cyt., s. 157.
50
Tamże, s. 158.
43
wszystkich omawianych tekstach o głupich sąsiadach komizm tworzony jest również
poprzez pogwałcenie norm logicznych i prakseologicznych, wymieńmy tu kilka najbardziej wyrazistych przykładów: w tekście Jak tuszkòwiónie wcągalë bika na dach (T06)
mieszkańcy Tuszków błędnie wnioskują po wywieszonym języku byka, że jest on głodny, całe ich działanie jest nielogiczne. Podobne błędne wnioskowanie występuje
w opowieści Jak Mëck zdrzébca wësedzôł (T09), w której głupi Meck myśli, że uciekający zając to właśnie nie do końca wysiedziany źrebak. Naruszeniem norm prakseologicznych jest dobieranie przez tuszkowian niewłaściwych środków do osiągnięcia celu
– wiozą oni do Gdańska drzewo położono w poprzek, by zaś przejechać przez las, wycinają go. Wiele zabiegów wywołujących komizm uwidacznia się w humoresce Jak
tuszkòwiónie swòjã matuszkã jachalë pòchòwac (T04). Poza absurdem, monstrualną
głupotą i pogwałceniem norm logicznych i prakseologicznych (tuszkowianie, kiedy
trumna z ciałem matki spada z wozu, wnioskują, iż tam właśnie ich matuszka chce być
pochowana, zaś śpiew ptaków rozumieją jako hasło do darcia łyka), źródłem komizmu
jest tu degradacja tematu nacechowanego sacrum – podobnie jak w tekście Józefa Bruskiego, tu również występuje motyw śmierci, który potraktowany jest prześmiewczo,
humorystycznie.
Głupimi sąsiadami występującymi w omawianych tekstach są także sworanie (S1,
S2) i mieszkańcy Lipnicy (L). Podobnie jak w przypadku humoresek o tuszkowianach,
źódłem komizmu jest tu ogromna głupota. Sworanie nie wiedzą, kiedy są święta czy
niedziela, zaś reprezentant mieszkańców Lipnicy nie potrafi poradzić sobie w innej
miejscowości. Cechuje go niezaradność oraz nieumiejętność dostosowania swojego
zachowania do panujących okoliczności.
3.2 . Dowcipy
Cechy gatunkowe dowcipu posiadają wątki J02, J03, J06, J13 i J14 opowiadań o Józefku, niektóre teksty dotyczące Wicka Skwierawskiego (wątki: WS1, WS3, WS9,
WS10), tekst Wańta i żandarm (W1) oraz Mòja rzecz (Ż). Słowo „dowcip” posiada dwa
znaczenia: szersze – „twórczość językowa mająca na celu wywołanie komizmu”, oraz
węższe – „gatunek komiczny o różnorodnych formach kompozycyjnych, który charakteryzuje się krótkością i zaskakującą pointą” 51. Wyróżniając grupę dowcipów wśród
51
D. Buttler, dz. cyt., s. 320.
44
zebranych humorystycznych opowieści południowokaszubskich, bierzemy pod uwagę
oczywiście węższe znaczenie słowa „dowcip”, a mianowicie rozróżnienie gatunkowe.
Grupa dowcipów jest mniej liczna niż grupa humoresek. Wszystkie teksty wchodzące w jej skład charakteryzuje występowanie pointy kumulującej w sobie największy
ładunek komizmu. Stanowi ona równocześnie najważniejszy element kawałów, a zarazem ich główny wyznacznik gatunkowy. W wielu omawianych tekstach odnajdujemy,
charakterystyczny dla dowcipów, komizm językowy, jednak poza nim występuje
w nich komizm sytuacyjny i komizm postaci. Śmieszność posiada tu również inne źródła, które wraz ze wspomnianymi rodzajami komizmu przedstawię poniżej.
Typowym dowcipem wśród omawianych opowieści humorystycznych jest tekst
Wychodek (J02):
Józefkòwi zachcało sã do wichódka. Chwicëł sã za bùksë i prãdkò lecôł. Szarpnął za
klamkã. Bëło zamkniãté. Tam chtos sedzôł.
– Chto tam je? – wrzeszczi Józefek.
Z wichódka sã nicht nie òdezwôł. Józefek szarpie dali i wrzeszczi:
– Chto tam je? Chto tam je?
Tej sã òdezwało z wichódka:
– Tu sã nie je, tu sã srô!
Główną rolę w przytoczonym dowcipie pełni komizm językowy oparty na homonimii: wykorzystana została tu wieloznaczność gwarowej formy „je” odpowiadającej
w języku polskim słowom: „jeść” i „być”52. W języku kaszubskim oba słowa mają niemal identyczny paradygmat odmiany przez osoby, ich znaczenia są jednak całkowicie
odmienne. Odpowiednio słowo „jesc” (jeść) odmienia się w liczbie pojedynczej w sposób następujący: jô jém, të jész, òn, òna, òno jé; słowo „bëc” (być) odmienia się bardzo
podobnie, różnice ujawniają się tylko w niektórych głoskach: jô jem, të jes, òn, òna, òno
je. Nieco inaczej wygląda paradygmat odmiany obu wyrazów w liczbie mnogiej, jednak
w tym przypadku bardziej interesuje nas liczba pojedyncza. Danuta Buttler utrzymuje,
że w dziedzinie badań nad dowcipem do homonimii zaliczyć możemy także pospolite
przykłady „strukturalnej zbieżności tylko pewnych form słowotwórczych lub fleksyjnych wyrazów, w innych użyciach brzmieniowo odrębnych” 53.
52
Tamże, s. 334.
53
Tamże.
45
W dowcipie Wychodek ze wspomnianej homonimii wyrazów „je” (oznaczających
odpowiednio „bycie” i „jedzenie”) wynika komiczne nieporozumienie dialogowe54.
Efekt humorystyczny nie mógłby zaistnieć, gdyby dowcip ten opowiedziany został po
polsku, ponieważ w języku tym nie wystąpiłaby homonimia (trzeba by tu wykorzystać
formy „jest” i „je”, co nie doprowadziłoby do wieloznaczności powodującej nieporozumienie). Komizm w omawianym tekście spotęgowany jest także obscenicznością
oraz specyficznym połączeniem komizmu językowego z konkretnym kontekstem (komizm sytuacji) i komizmem postaci (osoba Józefka).
Komizm językowy występuje także w innym tekście dotyczącym postaci Józefka,
pod tytułem Mama puc (J14):
Na przeciw ośrodka zdrowia był kiosk. Tam tako Gierszewsko sprzedawała – Mama Puc
na nią gôdali. Òn [Józefek] do ni przichodzy i mówi:
– Słucheczkej, môsz te czorno, cze të môsz biało?
A òna mu w pësk przez to okienko dała.
– Mnie nie chòdzy o to, co të mosz w tëch majtkach, leno cze të mosz czorno kiszka i biało kiszka!
Komizm językowy pojawiający się w przytoczonym tekście polega, podobnie jak
w tekście poprzednim, na wieloznaczności, jednak w tym wypadku, polisemicznej, czyli na skojarzeniu „w tej samej wypowiedzi z jednym słowem dwu znaczeń, w pewien
sposób ze sobą związanych”55. Wieloznaczność polisemiczna cechuje tu gwarowe słowa „czorno” i „biało”, które w języku polskim znaczyć mogą odpowiednio: „czarno”
i „biało” lub „czarną” i „białą”. Omawiane słowa łączy pewna zależność semantyczna,
nie są one jednak tożsame. Przy pierwszym użyciu słowa ekspedientka, podobnie jak
i odbiorca dowcipu, podejrzewa, że Józefkowi chodzi o pewne treści obsceniczne, ryzykowne („Słucheczkej, môsz te czorno, cze të môsz biało?”), zaś w części drugiej dochodzi do ujawnienia nowej treści, kontrastowej w stosunku do poprzedniej, wywołującej efekt komiczny („Mnie nie chòdzy o to, co të mosz w tëch majtkach, leno cze të
mosz czorno kiszka i biało kiszka!”). Podobnie jak w opowiastce poprzedniej, komizm
wywołują także elementy obsceniczne.
Kolejnym tekstem należącym do grupy dowcipów jest opowiastka Pestczi (J03):
54
Tamże, s. 328.
55
Tamże, s. 320.
46
Mała siostrzenica przychodzi do Józefka i mówi:
– Wuju, przegrëzce mnie tã pestkã!
– No dôj – przegryzł – môsz.
Za chwilę znowu przychodzi i ma dwie pestki:
– Wujku, przegrëzce mnie te pestczi!
Przegryzł.
– No môsz.
Za chwilę ona przychodzi i ma więcej:
– Wujku, przegrëzce mnie te pestczi!
– Jo… a skąd të to môsz?
– A za stodołą leżałë!
– Jena! Tec jô je móm dredżi rôz w gãbie!
W przedstawionym tekście istnieje charakterystyczna dla dowcipu pointa, która
ujawnia dotychczas nieznane informacje wyzwalające komizm. Pointa ta we wszystkich
wariantach tekstu (J03a, J03b, J03c, J03d) brzmi niemal identycznie, żaden z informatorów jej nie zmienia, nie podaje w innej formie, gdyż mogłoby to zmienić końcowy efekt
dowcipu. Głównym źródłem śmieszności jest tu komizm sytuacyjny oraz niespodzianka. Dodatkowo komizm tworzony jest poprzez powtarzanie tej samej prośby i ukazanie
tym samym bezcelowości wykonywanej czynności. Dochodzi tu również do niezgodności między normalnym przeznaczeniem pestek a ich wykorzystaniem. W przytoczonym
tekście ma miejsce nieporozumienie, którego ofiarą staje się oczywiście Józefek. Dodatkowym elementem komicznym jest nie wypowiedziana w tekście wprost obsceniczność i tematyka skatologiczna.
Postaci Józefka dotyczą także dowcipy pod tytułem A tfii! (J06) i Pół kozë i pół
kozła (J13). Opiszmy najpierw tekst A tfii!. Brzmi on następująco:
Do siostrzeńca przëszedł Józef. Òni wnosele Sano na szopã.
– Wujku, odbierz te dzéwczãta z górë, jô je ce podóm
– No, to je podej, jô bãdã je odbierôł. Mariśka, pódz! A tfi! Zosia pódz! A tfii!
– Wuju, czemu të tak plujesz?
– Tec ani jedna gatków nié miała!
W przytoczonym dowcipie, podobnie jak w tekście Pestczi, głównym nośnikiem
śmieszności jest komizm sytuacyjny. Dodatkowo komicznym elementem jest powtórzenie („Mariśka, pódz! A tfi! Zosia pódz! A tfii!”) oraz elementy obsceniczne i ko47
mizm postaci. Komizm sytuacji dużą rolę odgrywa także w kolejnej opowiastce – Pół
kozë i pół kozła:
Koza miała młode i ciocia Walerka chciała wiedzieć, czy to są kozy czy kozły. Zawołała
Józefka i Józefek przëszedł:
– To obaczima, Walerka, co to je. Jo. Ta jedna, to je koza, ta osta w chlewie. Ale wej tu
to… Jena Walesia! Wiesz të co? To je pół kozë i pół kozła! To je mnieszaniec!
Poza wspomnianym komizmem sytuacyjnym, źródłem śmieszności jest tu z pewnością niespodzianka oraz nieprawdopodobieństwo przedstawionej diagnozy Józefka.
Tekst posiada zatem element opowieści łgarskiej.
Dowcipy odnaleźć można także w grupie opowieści o Wicku Skwierawskim i innych postaciach. Są to następujące teksty: Spiã i nie spiã (WS1), Cos trzeszczy (WS3),
Wańta i żandarm (W1) oraz Mòja rzecz (Ż).
Najpierw przyjrzyjmy się dowcipowi Spiã i nie spiã, którego bohaterem jest Wicek Skwierawski:
– Wicek, śpisz?
– I spsiã i nie spsiã.
– To jutro mnie dosz konie, pojadã po torf.
– Jô spsiã.
W wyżej przedstawionym dowcipie, poza komizmem sytuacyjnym, uwidacznia się mechanizm naruszenia norm logicznych: osoba odpowiadająca na zadawane jej pytania nie
może bowiem spać. Zdemaskowaniu ulega tu bezsens, zaś pewne negatywne cechy bohatera zostają wyśmiane i przedstawione bardzo dobitnie. Poza nimi zaakcentowany
zostaje tu również pewien spryt owego Wicka, który w dość specyficzny sposób potrafi
wybrnąć z niewygodnej dla niego sytuacji. W omawianym dowcipie komizm wywołuje
z pewnością także opisywana przez Dziemidoka niezgodność słowa i obrazu, czyli
w tym wypadku niezgodność tego, co jest wypowiadane z faktycznym stanem. Przypatrzmy się teraz, jakie źródła posiada komizm w kolejnym dowcipie dotyczącym postaci
Wicka pod tytułem Cos trzeszczy (WS3):
Suchom, cos trzeszczy. Ida do podwozarci, trzeszczy. Ida do chlewa – trzeszczy. Ida do
stodoło, patrza, aż to kot w plewo sro.
48
W tym bardzo krótkim, nietypowym, nieoperującym dialogiem dowcipie uwidaczniają się bardzo ciekawe mechanizmy tworzenia komizmu. Być może tekst nie jest
najbardziej komiczny, jednak należy pamiętać, że w omawianych opowiastkach niemalże największą rolę odgrywa osoba opowiadająca, która odpowiednią barwą głosu, intonacją i dynamiką wytwarza poczucie komizmu. Poza sferą przekazu ustnego zauważyć
można pewne źródła komizmu istniejące na płaszczyźnie tekstologicznej. Przede
wszystkim należy do nich niespodzianka, czyli niespodziewany rezultat poszukiwań
bohatera. Wiąże się z nią bezpośrednio wyolbrzymienie owego trzeszczenia, które
z pewnością nie było tak donośne, jak to przedstawia Wicek, słychać je bowiem w całym niemal gospodarstwie. Z tymże źródłem komizmu współistnieje niezgodność między pozorem, a tym, co się za nim kryje, między wrażeniem, jakie coś wywiera, a jego
rzeczywistym charakterem. Następuje tu w końcu pogwałcenie norm logicznych.
Przyjrzyjmy się teraz kolejnym dowcipom: Wańta i żandarm (W1) oraz Mòja
rzecz (Ż) i istniejącym w nich źródłom komizmu:
Przed wojną szedł w Brusach na jarmark ze zojkiem w koszu Wańta z Czapiewic. Idzie
koło żandarma na ulicy drugą stroną. Żandarm pyta: „Panie Wańta, co wy macie w koszu?” – chciał zobaczeć. Wańta ucieka, on za nim biegoł aż na cmętarz. Tam Wańta zojka
wyrzucił z kosza i kawał dalej stanoł, żandarm przyleciał, patrzy, nic nie ma. –„Czemu
uciekał?” –„Ja chciał wiedzieć, jak pon może biegać”.
Marinka służëła ù Żmùdic.
– Wickù, nasza Marinka bãdze miała dzeckò – rzekła rôz Zmùdzëno do chłopa.
– Ta je ji rzecz – rzekł Wicek.
– Jô bãdã mùszała ją zwòlnic.
– To je twòja rzecz.
– Wickù, lëdze gòdają, że to je z tobą!
– To je mòja rzecz.
W pierwszym z przedstawionych dowcipów kluczowe znaczenie dla komicznego
efektu ma zaskakująca odpowiedź bohatera, która stanowi dla odbiorcy niespodziankę.
Istnieje tu niewątpliwie komizm sytuacji. W drugim zaś tekście wyzyskany został mechanizm powtórzenia jako źródła komizmu. Powtórzona zostaje tu trzykrotnie ta sama
formuła, zmianie ulegają tylko osoby, których zdanie ma w danym momencie dotyczyć.
Ujawnia się tu zatem komizm językowy.
49
Granica pomiędzy dwoma gatunkami komicznych tekstów, dowcipem i humoreską, często nie jest łatwa do wytyczenia, ponieważ, jak pisze Dorota Simonides, „do
precyzyjnego podziału muszą być wypracowane narzędzia badawcze, a z tymi, mimo
wielu prac na temat komizmu, wciąż jeszcze trudno”56. Pewne teksty wymykają się klasyfikacji, nie są typowe dla żadnego z gatunków. Być może jest to oznaką, iż klasyfikacja stworzona przez Simonides nie jest wystarczająco szeroka, ponieważ nie uwzględnia
wszystkich tekstów, ich różnorodności i bogactwa. Jednak inne podziały gatunkowe,
zaproponowane choćby przez Jolantę Ługowską czy Luizę Dargiewicz, również nie
dają się w pełni zastosować do omawianych opowieści humorystycznych. Dlatego właśnie do grupy dowcipów postanowiłam włączyć również te teksty, które, choć w pewnym stopniu odbiegają od definicji typowego dowcipu, wykazują do niego pewne znaczące podobieństwa.
Wszystkie teksty włączone do grupy dowcipów, pomimo pewnych cech nieodpowiadających omawianemu gatunkowi komicznemu, dotyczą postaci Wicka. Są to utwory krótkie, co charakterystyczne jest dla dowcipu, nie posiadają jednak pointy, a jeśli
jest, to w formie bardzo mało skontrastowanej w stosunku do całości. Teksty te tworzą
swoiste opisy, wypowiedzi jednego bohatera, który w właściwy sobie sposób ujmuje
pewne zdarzenia i swoją własną osobę. Opowieści te śmieszą nie tylko zakończeniem,
komizm zawiera się czasem w poszczególnych słowach, w ich gwarowych formach. Do
omawianej grupy tekstów zaliczyć zatem można następujące opowieści: Patrzã i patrzã
(WS2), Zo zwas gipsnyś (WS3), Nowe gatcie (WS5), Aż psiekło stãkało (WS6) i Jabłka
dla dzece (WS7).
Przytoczmy pierwszy, jeden z ciekawszych spośród wymienionych w tej grupie
tekstów:
Wolozłem jo na ulëca, patrzã w stronã koscoła, patrzã i patrzã… Idze jakas pani ładnie
obuto, na głowie kapelusz z psiorem, w dłudzich botach, ładny frak… patrzã i patrzã, aż
to nasza Janinka! (córka jego).
W tekście tym nie ma wyraźnej pointy, jednak występuje tu pewne zaskoczenie,
które dotyczy – w dość przewrotny sposób – bohatera opowiastki, który z pewnością
wcześniej poznaje swoją córkę na ulicy, jednak pozornym nierozpoznaniem pragnie
podkreślić jej „szykowność” i elegancję. Uwidacznia się tu ukazana przez ukrytego nar56
D. Simonides, Rzecz o humorze śląskim, s. 17.
50
ratora cecha Wicka, a mianowicie częste chwalenie się, podkreślanie zalet swojej rodziny. Efekt komiczny osiągany jest poprzez hiperbolizację, za pomocą której bohater opisuje elegancję idącej kobiety. W opowiastce tej niezwykle ważną rolę odgrywa sposób
jej opowiadania, który podkreśla czasowość wydarzenia, by po chwili ukazać specyficzną „pomyłkę” bohatera.
Kolejny tekst, Zo zwas gipsnyś, posiada mniejszy ładunek komizmu od opowiadania poprzedniego:
Do naszej Janinci możesz przync, jabuszko z nią zjesc, za kolano ją złapsic, ale woży zo
zwas gipsnyś.
W tekście tym Wicek w humorystyczny i właściwy dla siebie, przewrotny sposób
ujmuje zasady odwiedzin swojej córki, wyznaczając kawalerom pewne granice. Nie ma
tu właściwie niespodzianki, zaś efekt komiczny jest dość niewielki, zawiera się w użyciu obcojęzycznych (niemieckich) słów.
Nieco bardziej komiczny jest tekst Nowe gatcie:
Nasz Joś dostoł nowe gatcie, na rambo w nich sam puch, ale jak on te swoje gero wtramoloł w nie, zaro pankło.
Tekst ten nie posiada pointy, efekt komiczny wynika tu z użycia poszczególnych
gwarowych słów, takich jak: gatcie, gery, wtramoloł (‘wsadził’). Same „gatki” z puchem w środku sprawiają komiczne wrażenie. Ujawnia się tu także przesada i niezręczność Jasia (syna Wicka).
W dwóch ostatnich tekstach również możemy zaobserwować przedstawienie
pewnych ośmieszanych cech ich bohatera:
Aż psiekło stakało
Jak jo jechoł na Czarniż po torf w porã koni, a konie upasłe jak psiece. A jak jechołem po
łące, to aż psiekło stãkało.
Jabłka dla dzece
„Dzeco, rópta dzyso zwaj, jutro jo wom przoniesa japków, wiele chujków móm”. A jak
beło jutro, przeszedł: „wieta dzece co, knope beli nocą i obtrzãsli wszótcie japka i jo ich
nié móm”.
W obu opowiastkach efekt komiczny również nie jest zbyt duży, jednak podobnie
jak w tekstach poprzednich, zawiera się on w poszczególnych słowach i w ukazaniu
51
pewnych cech bohatera. W pierwszym z tekstów jest to chwalenie się, w drugim zaś –
przebiegłość i sprytne uniknięcie zrealizowania niekorzystnej obietnicy. Komizm wywoływany jest też przez użycie obcojęzycznego słowa czy cechującego się przesadą
porównania.
W niniejszym rozdziale starałam się ukazać genologię opowiadań humorystycznych w świetle teorii komizmu. Oba zagadnienia dotyczą różnych sfer, jednak w omawianym temacie są ze sobą silnie związane. Spośród wielu teorii dotyczących genologii
opowiadań komicznych do analizy zebranego przeze mnie materiału starałam się wybrać koncepcję najbardziej adekwatną, odpowiadającą strukturze omawianych tekstów.
Na podstawie badań Doroty Simonides wyróżniłam wśród nich dowcipy i humoreski,
gatunki, które można wyodrębnić na podstawie określonych kryteriów. W każdym
z wymienionych gatunków komizm ma nieco inny charakter. Pewne jego rodzaje są
wspólne dla dowcipu i humoreski, istnieją jednak takie, które bardziej charakterystyczne są dla jednego z wymienionych gatunków (komizm językowy częściej występuje
w dowcipach, zaś komizm sytuacyjny stanowi oś konstrukcyjną humoresek).
W omawianych opowiadaniach humorystycznych dużą rolę w wytwarzaniu komizmu odgrywa niewątpliwie język, w którym są przekazywane. Śmieszność wynika często ze zderzenia dwóch kodów językowych (np. gwary południowokaszubskiej, języka
polskiego i niemieckiego lub tejże gwary i języka polskiego), co powoduje opaczne
zrozumienie przekazu lub wieloznaczność danego słowa. Nie jest to jedyny komiczny
wpływ określonego języka. Sama gwara południowokaszubska posiada humorystyczny
wydźwięk: użycie określonego słownictwa czy zwrotów stanowi dodatkowy efekt komiczny (chociażby takie słowa jak „wtramoloł”, „gere”, „fliger” ).
Aby tekst był komiczny, poza określonymi metodami wytwarzania śmieszności
w nim obecnymi, istnieć musi niewątpliwie grupa społeczna, która go akceptuje
i przyjmuje57. Jest to ściśle związane z istnieniem wspomnianej już wspólnoty śmiechu.
Trudno mi określić na ile omawiane teksty śmieszą odbiorców pochodzących z innych
regionów Polski, nieznających gwary południowokaszubskiej, nie jest to także zadaniem niniejszej pracy. Można jednak przypuszczać, że pewne teksty nie będą miały ta57
P. G. Bogatyriew, R. Jakobson, Folklor jako specyficzna forma twórczości, „Literatura Ludowa”
3/1973, s. 31.
52
kiego wydźwięku humorystycznego, jaki posiadają w społeczności, w której funkcjonują (w znacznej mierze będzie to wynikać z niezrozumienia gwary).
Z zagadnieniem komizmu ściśle wiąże się problem przekazu ustnego (więcej informacji na ten temat w Rozdziale III i IV). Wiele z przedstawionych tekstów analizowanych wyłącznie tekstocentrycznie zatraca pewien istotny ładunek komizmu, bowiem
zawiera się on właśnie w opowiadaniu narratora – w odpowiedniej intonacji, gestach,
mimice. Komizm zależny jest także od określonej sytuacji opowiadania: warunków,
okoliczności, całego kontekstu, jak i od jego odbiorców, słuchaczy, ich reakcji na słyszany tekst. Najwięcej jednak zależy od zdolności narratora-gawędziarza. To właśnie on
decyduje o intencji opowiadanego tekstu, zaś swoimi umiejętnościami, często aktorskimi, sprawia, że jest on śmieszny.
53
ROZDZIAŁ IV
Problematyka narratora w opowiadaniach komicznych z południa
Kaszub
Struktura ludowego utworu, jak piszą Dorota Simonides i Teresa Smolińska, wyznaczana jest przez narratora, słuchaczy, okoliczności opowiadania oraz jego cel1. Wszystkie
te elementy wpływają na opowiadany utwór, jednak to właśnie narrator w największym
stopniu decyduje o jego formie i treści. Proces opowiadania jest odwieczną potrzebą
człowieka, który chce dzielić się z innymi swoimi przeżyciami czy też ciekawymi wydarzeniami. Jeśli owo opowiadanie posiada dodatkowo pewne znamiona artyzmu, można je zaliczyć do literatury ustnej2. To właśnie jest cechą narratorów-gawędziarzy, którzy w opowiadaniu są mistrzami. Zanim przejdę do charakteryzowania narratora
w opowiadaniach komicznych, przedstawię wspomniany już schemat komunikacyjny
tekstów ustnych.
Opowiadanie narratora jest zależne od kilku czynników: od audytorium, sytuacji
komunikacyjnej (okoliczności, w jakich opowiadany jest utwór) oraz jego celu. Zachodzi tu interakcja co najmniej 2 osób: opowiadającego i słuchacza (lub słuchaczy). Zatem, jak pisze Juha Pentikäinen, „czynność opowiadania jest zdarzeniem społecznym”
oraz „procesem komunikacyjnym” 3. Aby interakcja słowna była możliwa, istnieć musi
także wspólny dla obu uczestników komunikacji kod lingwistyczny i paralingwistyczny4 oraz „podstawa wspólnej wiedzy i wspólnych oczekiwań – wspólna kultura”5 (można tu odnieść się także do pojęcia „wspólnoty śmiechu”). Bardzo ważny jest również
kontekst: „Tekst jest, oczywiście, niezmiernie ważny, jednak bez kontekstu pozostaje
martwy”6 – pisał Bronisław Malinowski. Schemat komunikacyjny przekazu ustnego,
1
D. Simonides, T. Smolińska, Folklor słowny a współcześni gawędziarze konkursowi, w: Śląskie miscel-
lanea. Literatura – folklor, red. D. Simonides, J. Zaremba, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk 1980,
s. 95.
2
Tamże, s. 93.
3
J. Pentikäinen, Ustny przekaz wiedzy, „Literatura ludowa” 1984, nr 4/6, s. 75.
4
Tamże.
5
Tamże.
6
Cyt. za: tamże, s. 74.
54
który w znacznej mierze opiera się na modelu Romana Jakobsona, zaprezentowany został przez Pentikäinena7 w sposób następujący:
Kontekst
Wiadomość
Słuchacz(e)
Narrator
Kontakt
Kod
W sytuacji, w której występuje tylko jeden słuchacz, schemat komunikacyjny
przybiera postać łańcucha, zaś kiedy słuchaczy jest wielu – postać kręgu. Odnieśmy
zatem te informacje do sytuacji komunikacyjnej omawianych opowiadań komicznych
z południa Kaszub, przy czym pomińmy na razie osobę narratora.
Najbardziej istotną kwestią jest cel opowiadania narratora. Decyduje o nim oczywiście sam opowiadający. W przypadku opowieści humorystycznych właściwym celem, czyli intencją narracyjną, jest intencja rozśmieszenia odbiorców, wprawienia ich
w wesoły nastrój. Cel ten nie zostanie osiągnięty, jeśli zabraknie odpowiedniego kontekstu, czyli sprzyjającej sytuacji opowiadania. Naturalnym kontekstem do przedstawiania przez narratora omawianych tekstów humorystycznych jest zazwyczaj luźne
spotkanie towarzyskie lub rodzinne, z okazji świąt, urodzin czy innych uroczystości,
któremu nierzadko towarzyszy jakiś trunek dodatkowo rozbudzający wesołą atmosferę.
Opowiadane przez narratora utwory bardzo często są znane odbiorcom, co sprawia, że
jeden tekst pociąga za sobą kolejny, który jest przez słuchaczy niejako wywoływany.
Omawiane opowieści przedstawiane są zazwyczaj w większym gronie osób, które żywo
reagują na opowiadane dowcipy i humoreski. Reakcja słuchaczy jest nie bez znaczenia
– motywuje ona narratora do opowiadania kolejnych tekstów. Kontakt jest tu oczywiście bezpośredni. Jak pisze Karol Daniel Kadłubiec, „między gawędziarzem a audytorium istnieje bowiem dialog bez słów, a także powiązanie emocjonalne, którego prze-
7
Tamże, s. 75.
55
rwanie, unicestwienie ma wpływ, oczywiście negatywny, na poziom opowiadania” 8.
Bardzo istotny jest kod językowy. Kiedy w gronie słuchaczy znajdzie się osoba z innego regionu Polski, nie znająca gwary południowokaszubskiej i niedawnych jeszcze realiów, opowiadane teksty okazują się dla niej niezrozumiałe i, co jest z tym ściśle związane, niekomiczne.
Przyjrzyjmy się teraz narratorowi omawianych opowiastek. Zaznaczyć należy, że
chodzi tu o obecność osoby opowiadającej w t ekśc ie , nie zaś, choć ściśle z tym zagadnieniem związanej, kwestii informatorów.
Kim zatem jest narrator omawianych utworów? Niewątpliwie jest to narrator konkretny9, który uwidacznia się poprzez gramatyczną widoczność „ja” jako osoby opowiadającej, poprzez pojawianie się w narracji informacji o okolicznościach, jakie towarzyszą faktowi opowiadania, obecność bezpośrednich zwrotów do słuchacza,
występowanie wypowiedzi dotyczących samej budowy utworu (wypowiedzi metajęzykowych) oraz wypowiadanie komentarzy odnoszących się do przedstawianego świata.
Jednak nie w każdym z tekstów obecność narratora widoczna jest w takim samym stopniu: w niektórych pojawia się on bardzo wyraźnie, poprzez konkretne sygnały sytuacji
narracyjnej (odpowiednie formy czasownikowe, które ukazują narratora w funkcji opowiadającego, informacje o toku opowiadania, pamięć o słuchaczach) lub nieco mniej
wyraziście, wysuwając na pierwszy plan przedstawianą fabułę – jest on jednak stale
obecny jako konkretna osoba przedstawiająca swoją opowieść. Zdarza się również, że
narrator niejako udziela głosu określonej postaci będącej bohaterem utworu. Następuje
wtedy opowiadanie owego bohatera dotyczące najczęściej jego wrażeń z przeżytej
przygody lub dziwnego wydarzenia. W omawianych tekstach tego typu postacią jest
zazwyczaj Józefek. Uwidacznia się tu kompozycja ramowa: w obrębie jednej sytuacji
opowiadania wytwarzana zostaje druga fabuła, zaś uczestnik pierwszej z nich występuje
jako narrator drugiej10. „Pierwszym” narratorem jest zatem osoba opowiadająca, „drugim” – Józefek. Przyjrzyjmy się budowie tekstu o Józefku pod tytułem Józefek w samo8
K. D. Kadłubiec, Problematyka badań nad gawędziarstwem ludowym, w: Ludowość dawniej i dziś.
Studia folklorystyczne, red. R. Górski, J. Krzyżanowski, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk 1973,
s. 234.
9
M. Jasińska, Narrator w powieści, w: Problemy teorii literatury, Wrocław 1967, s. 227.
10
J. Sławiński, Kompozycja ramowa, w: Słownik terminów literackich, red. J. Sławiński, Wrocław
-Warszawa-Kraków 2002, s. 255.
56
locie (J01a), który zbudowany jest na zasadzie wspomnianej kompozycji ramowej. Po
krótkiej informacji narratora o okolicznościach, w jakich doszło do opisywanego w kolejnej części tekstu zdarzenia, następuje dialog pomiędzy dwoma bohaterami w nim
uczestniczącymi. Następnie narrator wprowadza dłuższą wypowiedź Józefka, która ma
miejsce już po zaistniałym incydencie: „Józefek sobie tak myśli, myśli… Tak potem to
komentował, jak już był w Brusach”. Józefek zamienia się więc niejako w drugiego
narratora, który z pewnego dystansu czasowego relacjonuje dotyczące jego osoby wydarzenie.
W kilku opowiadaniach pojawia się wzmianka o ich pierwszym narratorze, osobie, która uznawana jest za twórcę konkretnych utworów. Tego typu sytuacja występuje
w jednym wariancie opowiadania Pestczi (J02b). Informator wspomina, że opowiastkę
zna „z opowiadań jeszcze pana Łyczywka”. Z kolei w tekście Zupa z kamienia (Ł1),
właśnie tej postaci dotyczącym, osoba opowiadająca stwierdza: „to pan Łyczywek zawsze opowiadał”. Wspomniany Łyczywek był typem gawędziarza satyryka, który w każdej sytuacji potrafił rozweselić towarzystwo dowcipem lub anegdotą. Jeden z informatorów, Marian Wróblewski, tak określa okoliczności, w jakich pan Łyczywek
najczęściej przedstawiał swoje komiczne umiejętności:
Jak jeszcze mieszkaliśmy na Szkolnej, to na dole, tam był u babci taki duży stół, tam te
wszystkie młode dziewczyny, czy to moja mama, czy to ciotka Wanda S…ska, wuja
S…ski, mój ojciec, […] jak po jakiejś tam robocie, to odwiedzał [Łyczywek], to jak zaczął opowiadać, jemu się ta buzia nie zamykała. Jak jeszcze miał słuchaczy, to już w ogóle.
W powyższej wypowiedzi uwidacznia się właśnie owa naturalna sytuacja komunikacyjna sprzyjająca opowiadaniu humorystycznych tekstów. O samym panu Łyczywku wspomniany informator wypowiedział się również w jednym z opowiadanych utworów, a mianowicie w cytowanej już humoresce Zupa z kamienia. Na podstawie tej
wypowiedzi możemy wnioskować o pewnych cechach osobowościowych Łyczywka,
które z pewnością składały się na jego satyryczny talent:
[…] to był taki malarz pokojowy, bardzo taki zacny człowiek, który bez przerwy miał
w głowie takie różne tam psoty i figle cały czas.
Pan Marian Wróblewski, poza Łyczywkiem, wspomina także innego gawędziarza-komika, Trzebiatowskiego:
57
Jeszcze był drugi taki, taki aparat, malarz, Trzebiatowski. A to był podobno aparat nie
z tej ziemi. Jak kiedyś żył i Łyczywek, i ten Trzebiatowski, to można było ze śmiechu
pękać, zawsze jeden drugiego przegadywał jak się spotkali u jakichś znajomych.
W cytowanej wypowiedzi uwidacznia się kolejny aspekt okoliczności sprzyjających opowiadaniu utworów komicznych: informator wspomina o spotkaniu dwóch narratorów-humorystów, podczas którego dochodzi do swego rodzaju „pojedynku” czy
zawodów w opowiadaniu kawałów.
Jeśli chodzi o opowieści o Józefku, pan Marian Wróblewski podkreśla, że:
Większość z tych powiastek, które były tutaj w Brusach, a potem krążyły, to były właśnie
jakby autorstwa tego Łyczywka […]. On to potrafił tak opowiedzieć i zawsze na pewno
coś tam dodał. Właściwie w każdym zdaniu u niego było zawsze coś śmiesznego. Na
każdy temat od razu miał kawał, od razu miał wic. A wiem, że taki Józefek nie był. To
był właściwie taki chłopek skromny, właściwie mało co mówił.
Również z wypowiedzi innych informatorów, takich jak Antoni Ziółtkowski czy
Józef Wardin wynika, że Łyczywek był prawdziwym gawędziarzem, mistrzem opowiadań komicznych, a jednocześnie twórcą większości opowiastek o Józefku i wielu innych. Dzięki wykonywanemu zawodowi (był malarzem) był ogólnie znany wśród
mieszkańców Brus i okolic. Poza poczuciem humoru słynął także z niezwykłej dokładności w wykonywanej pracy. Z pewnością tego typu wesołków było więcej, jednak to
właśnie o Łyczywku pamięć wciąż jest żywa.
Innym narratorem wspomnianym w omawianych tekstach jest Antek Wajna,
o którym pan Wróblewski wypowiada się w sposób następujący: „A jeszcze był taki
w Brusach taki pan Antek Wajna, na Szkolnej mieszkał […], od niego osobiście znam
tę opowiastkę” (tekst Nawiedzony dom, AW). W cytowanej wypowiedzi również widzimy bezpośrednie nawiązanie do wcześniejszego narratora tekstu, o którym jednak
z innych źródeł wiadomo niewiele.
Należy podkreślić, że każdy narrator-gawędziarz opowiada w sobie tylko właściwy sposób: dotyczy to zarówno wykorzystywanych środków językowych, jak i repertuaru. Jak pisze Smolińska, osoba opowiadająca pełni jednocześnie rolę autora i wykonawcy11. Należy jednak pamiętać, że opowiadający nie musi być utożsamiany
11
T. Smolińska, Typologia gawędziarzy ludowych. Stan badań, propozycje klasyfikacji, „Literatura ludo-
wa” 1986, nr 1, s. 21.
58
z autorem, który opowiastkę wymyślił. Osoba przedstawiająca tekst w pewien sposób
tworzy opowieść, ponieważ nigdy nie opowiada jej z pamięci, w ten sam sposób, zaś
określenie „autor” odnosi się do niej jako do narratora, który buduje nową, w pewien
sposób odrębną wersję określonej opowiastki, realizującej istniejący schemat wątku.
Narratorzy omawianych opowiadań należą z pewnością do grupy narratorów
-humorystów odznaczających się poczuciem humoru, umiejętnością opowiadania opowieści komicznych i anegdot. Co istotne, nie każdy może stać się wykonawcą tego typu
tekstów. Musi posiadać odpowiednie predyspozycje, zdolności intelektualne oraz umiejętność dostrzegania i sprawnego wyłapywania komicznych aspektów rzeczywistości.
Konieczne jest również odpowiednie operowanie takimi środkami wyrazu, jak „mimika,
gest, środki prozodyczne” 12. Czym jednak jest samo gawędziarstwo? W tradycyjnym
rozumieniu, jest to „żywiołowa, samodzielna twórczość ludowa, charakterystyczna dla
pewnych środowisk i regionów, twórczość wynikająca z naturalnych, wrodzonych
zdolności ludu i jego potrzeb, a przekazywana najczęściej gwarą” 13. Dziedzina ta
współcześnie bardzo odbiegła od tradycyjnie pojmowanego gawędziarstwa. Simonides
i Smolińska piszą, że na współczesnych przeglądach gawędziarzy ludowych „mamy do
czynienia z innym zjawiskiem, już nie z utworem folklorystycznym, żyjącym w jego
pełnym kontekście społecznym, lecz z nowym tworem”. Tradycja gawędziarska na Kaszubach jest bardzo bogata, od wielu lat odbywają się tu liczne konkursy i festiwale,
podczas których spopularyzowano twórczość wielu słynnych gawędziarzy ludowych
(np. pana Edmunda Kąkolewskiego). Gawędziarstwo przybiera dziś jednak zupełnie
odmienną postać. W trakcie konkursu brak jest bowiem odpowiedniego kontekstu
i wspomnianej już sytuacji komunikacyjnej charakterystycznej dla utworów literatury
ustnej, uczestnicy tego typu imprez recytują przeczytane i wyuczone utwory lub teksty
napisane przez siebie. Na tym tle omawiane opowiadania humorystyczne z południa
Kaszub jawią się zupełnie inaczej – nadal bowiem funkcjonują w naturalnej sytuacji
komunikacyjnej, są żywe, podlegają modyfikacjom. Można to uzasadnić faktem, iż
opowiadania humorystyczne współcześnie stanowią najbardziej popularną grupę tekstów, są gatunkiem najżywotniejszym, ponieważ czerpią tematy bezpośrednio z życia.
12
J. Ługowska, dz. cyt., s. 155.
13
K. D. Kadłubiec, dz. cyt., s. 15.
59
Jak pisze Karol Daniel Kadłubiec, „Kawały i anegdoty są krótkie […], mają wielką siłę
adaptacyjną, można je przystosować do najróżniejszych sytuacji” 14.
Problem narratora w komicznych opowiadaniach ludowych wiąże się również
z wyznacznikami ustnej narracji w tekstach, zagadnieniem języka osobniczego oraz
z etykietą humoru ludowego. Zobaczmy jak wymienione elementy funkcjonują w omawianych opowiadaniach humorystycznych, przy czym należy zaznaczyć, że pod uwagę
brane będą jedynie utwory przekazane ustnie oraz opowiastki spisane przez pana Józefa
Chełmowskiego, ponieważ to właśnie poprzez oznaki ustnej narracji w sposób szczególny uwidacznia się osoba konkretnego narratora.
Jak pisze Jerzy Bartmiński: „Ustny charakter folkloru […] jest czynnikiem konstytutywnym stylu ludowego”15. Funkcję pisma pełni tu pamięć 16. Bartmiński wyróżnia
następujące cechy charakteryzujące ustną narrację: cechy regionalne – drugorzędne,
elipsę, kontaminację, formułę, powtórzenie, „incipitowość”, dialogowość i ograniczenie
selekcji. Wszystkie wymienione zjawiska można odnaleźć w omawianych opowiadaniach południowokaszubskich.
Zebrane przeze mnie utwory przekazane zostały w gwarze południowokaszubskiej (więcej informacji na ten temat znajduje się w rozdziale V), co stanowi z pewnością ich cechę regionalną 17. Jednak, jak pisze Bartmiński, gwarowe cechy fonetyczne
wykazują dużą zmienność18, niemal każdy informator nieco inaczej wymawia pewne
wyrazy, używa innego słownictwa, innych form wyrazowych. Nie jest to zatem język
jednolity, a tym bardziej znormalizowana kaszubszczyzna literacka. Według Bartmińskiego, tego typu cechy należy określić jako drugorzędne.
Ważnym wyznacznikiem ustnej narracji jest również elipsa 19. Tak zwana wyrzutnia wiąże się z dwojakim sposobem istnienia utworu folklorystycznego. Z jednej strony
jest to „ogólny schemat semantyczny przechowywany w pamięci grupy jako społeczny,
potencjalny byt, dający się aktualizować językowo”20 (langue), z drugiej zaś utwory
14
Tamże, s. 230.
15
J. Bartmiński, O języku folkloru, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk 1973, s. 39.
16
J. Japola, Tekst czy głos? Waltera J. Onga antropologia literatury, Lublin 1998, s. 41.
17
Tamże, s. 38–39.
18
Tamże, s. 38.
19
Tamże, s. 40.
20
Tamże, s. 40.
60
folklorystyczne istnieją jako „tekstowe realizacje tego schematu, dostępne empirycznie,
zawsze jednostkowe, konkretne, uwarunkowane sytuacyjnie, tzw. warianty” 21 (parole).
Realizacja tekstowa utworu folklorystycznego nacechowana jest zmiennością – jedną ze
zmian jest właśnie elipsa, czyli „pominięcie w zdaniu lub wyrażeniu jakiegoś składnika,
który daje się na ogół zrekonstruować na podstawie kontekstu lub sytuacji towarzyszącej wypowiedzi”22. Należy zwrócić uwagę na fakt, iż pewna skrótowość pojawia się
w utworze ustnym tylko wówczas, gdy jego ogólny schemat jest znany słuchaczom23.
W omawianych tekstach odnajdziemy niewiele wyrzutni, ponieważ utwory te są stosunkowo młode. Jednak mimo ich dość niedawnego rodowodu, są one znane odbiorcom. Innym, według mnie ważniejszym powodem, jest założenie informatorów, że
opowiadają teksty osobie, która ich nie zna. Gdyby omawiane opowiadania humorystyczne nagrane zostały w sytuacji naturalnej, z pewnością ich forma byłaby nieco inna,
mniej szczegółowa. Mimo tego w opowiastkach możemy odnaleźć kilka przykładów
elipsy:
O pestkach to jest stare, pewno znane [Wychodek, J02b],
A tero jak do Józefka przychodzili z kozami [Koza i westka, J04b].
W przytoczonych fragmentach opuszczone zostały takie formy wyrazowe, jak „opowiadanie” (w przykładzie pierwszym) oraz „opowiem” (przykład drugi). W kolejnej
opowiastce skrótowość jest jeszcze większa:
O Józefku w teatrze, to było po wojnie [Józefek w teatrze, J05].
Elipsa widoczna jest również w kilku innych utworach, których odpowiednie fragmenty
przedstawiam poniżej:
[…] do Józefka przychodzili z kozami, bo on miôł tego kozła [Koza i westka, J04b],
opuszczone zostały tu słowa „ludzie”, zaś kozioł określony słowem „ten” wskazującym
na to, że słuchacze wiedzą, jaki;
[…] no i z jakimś tam pewnie panem jechał Józefek do teatru, to jeszcze tam na kolację
i na obiad i wszystko ładnie [Józefek w teatrze, J05]
21
Tamże.
22
A. Okopień-Sławińska, Elipsa, w: Słownik terminów literackich, s. 126.
23
J. Bartmiński, dz. cyt., s. 40.
61
– tu z kolei brak orzeczenia drugiego zdania. Bardzo wyrazista elipsa, uwidaczniająca
się także w pominięciu orzeczenia, znajduje się w tekście Kolejarza rozjechalë (J07b):
– no tero to trzeba do ksędza proboszcza! – gôdô Józefek.
Ostatnim przykładem zdania eliptycznego, jaki chciałabym przedstawić, jest następujące sformułowanie pochodzące z utworu Panie Boże, nie jestem godzien (P):
[…] było ciepło, bo w lipcu malowano ten kościół, drzwi otwarte, wszystko się wietrzyło,
ciepło”.
Kolejnym wyznacznikiem ustnej narracji jest kontaminacja 24, czyli „przeniesienie
fragmentu tekstu z jednego utworu ludowego do drugiego” 25. Wśród omawianych tekstów odnajdziemy ją tylko w jednym utworze, Frania i choroba dziecka (J08a), w którym zestawione zostały dwa teksty: jeden dotyczący spotkania Józefka i Frani (J08b),
drugi zaś, małżeństwa Józefka i Frani oraz choroby ich synka (motyw ten nie został
jednak odnotowany jako odrębna opowiastka).
Nieodłącznym elementem ustnych utworów folklorystycznych jest formuła 26, czyli utarte połączenie wyrazów27, powtarzalność w różnych utworach ludowych „pewnych
zwrotów, fraz i nawet całych dłuższych odcinków tekstu, mających względną autonomię semantyczną”28. Do formuł zaliczyć można także pewne schematy kompozycyjne,
według których konstruowane są utwory. Zagadnienie to wiąże się w tym wypadku także z problematyką incipitu w opowiastkach, który jest składnikiem pewnego schematu,
swego rodzaju formułą kompozycyjną.
W omawianych opowiastkach wykorzystywana jest bardzo często formuła wprowadzająca, inicjalna. Jest to formuła kompozycyjna mająca w tychże utworach postać
incipitową. Nie brzmi ona co prawda identycznie w każdym z tekstów, jednak posiada
ten sam cel i funkcję, a mianowicie informuje o czasie, w jakim dzieje się opowiadana
historia („Przed wojną, targi już się odbywały w Poznaniu” J01a; „To bëło dôwni”
J03b; „Przed wojną szedł w Brusach na jarmark ze zojkiem w koszu Wańta z Czapiewic” W1) czy wprowadza do sytuacji, o której ma zamiar dalej opowiadać narrator
24
Tamże, s. 41–42.
25
Cyt. za: tamże, s. 41.
26
Tamże, s. 42–47.
27
Tamże, s. 47.
28
Tamże, s. 44.
62
(„Józefkòwi zachcało sã do wichódka” J02a; „Mała siostrzenica przychodzi do Józefka i
mówi” J03c; „Przëbiegło dzéwczã do wùjka z gòrscą pestków” J03d; „Jedna kobieta
przyszła do Józefka” J04a; „Do Józefka kozła przyprowadzali kozy” J04c; „Do siostrzeńca przëszedł Józef” J06; „Roz Józefek jidze do koscoła rëno i mówi:” J07a; „Józefek przyszedł do Łyczywków” J07b; „Józefek w knajpsie so spotkał z Ficą no i z tym
Ficą tak gadają” J09; „Jak Józefek wieczorem szedł na kalwarię, chcôł so skrócec drogã
i szedł na Gliśno” J11; „Koza miała młode i ciocia Walerka chciała wiedzieć, czy to są
kozy czy kozły” J13; „Cyganka raz na wybudowanie do nas przyszła i chciała ziarka dla
konia i sionka” C). Inne formuły inicjalne informują odbiorcę o samym tekście: o jego
tematyce („Teraz o pestkach” J03a; „O Józefku w teatrze” J05; „Nôlepsi, jak Józefek so
miôł òżenic” J08; „To nie był może Józefek, to, co teraz powiem, ale taki był jeszcze
jeden […] i nazywali go Promela” P), pochodzeniu („Jeszcze druga taka, to pan Łyczywek zawsze opowiadał” Ł1; „A jeszcze był taki w Brusach, taki pan Antek Wajna […],
od niego osobiście znam tę opowiastkę” AW) lub o autentyczności historii, jaką narrator chce przekazać („A tero to będzie prawda, co powiem, o Ambrożym Felskim” AF).
Formuły inicjalne służą także do opisu pewnych realiów dotyczących opowiadanego
tekstu. Dzieje się tak w następujących przykładach: „Józefek w ogóle hodował kozy i
miał kozy różnego tam kalibru podobno” (J04d); „Jak Józefek robieł w PZU
w Chojnicach, bëł ajentem od ubezpieczeń” (J10); „Naprzeciw ośrodka zdrowia był
kiosk. Tam tako Gierszewsko sprzedawała – Mama Puc na nią godali” (J14).
Wszystkie cytowane fragmenty stanowią incipity tekstów, a ściślej – ich pierwsze
zdania. Również dalsze części opowiastek przyporządkować można pewnym schematom. Po formule inicjalnej następuje dokładniejszy opis sytuacji, dialog bohatera lub
formuła „potem opowiadał” (po niej następuje opowiadanie konkretnej postaci). Istnieją
jednak teksty, które pozbawione są formuły wstępnej, składają się tylko z dialogu lub
stanowią wypowiedź konkretnej postaci. Do tej grupy należą niektóre z opowiastek
o Wicku Skwierawskim (WS1a, WS2a, WS3a, WS4, WS5, WS6, WS7). Może to wynikać ze sposobu pozyskania tekstów: zostały one wcześniej spisane przez pana Józefa
Chełmowskiego. Można przypuszczać, że nie zapisano tu wstępnej formuły określającej
sytuację, w jakiej wypowiada się bohater. Przed zapisem opowiastek umieszczona została jednak pewna formuła informacyjna, która dotyczy wszystkich tekstów z tej grupy: „Co powjodoł Wicek Skwieraski z Brus ul. Kościelna. U niego było gniazdo bocia63
na na stodole słomnianej”. Formuła ta informuje odbiorcę o pochodzeniu tekstu oraz
w pewien sposób charakteryzuje bohatera opowiastek.
Następnym wyznacznikiem ustnej narracji są powtórzenia 29. Bartmiński,
uwzględniając funkcję powtórzeń, wyróżnił trzy ich typy: powtórzenia o funkcji komunikacyjnej (informacyjnej, przekazujące określone treści intelektualne), powtórzenia
kompozycyjne oraz impresywne. W obrębie każdej z grup wyróżnił szereg podtypów.
Przedstawię te rodzaje powtórzeń, które pojawiają się w omawianych opowiadaniach
południowokaszubskich.
Spośród powtórzeń o funkcji informacyjnej (przekazujących określone treści intelektualne) w omawianych tekstach występują powtórzenia czasownika niedokonanego
w trybie oznajmującym30. Wyrażają one długotrwałość, „oznaczają fakultatywnie to
samo, co przysłówek «długo»” 31. Oto realizacje tego typu powtórzeń w omawianych
utworach ustnych: „myśli i myśli” (J01a), „podchodzy, podchodzy” (J08), „sa krãcy,
krãcy” (J11), „spi, spi” (J11), „patrzã, patrzã” (WS2). Kolejny rodzaj powtórzeń pojawiający się w omawianych tekstach, a mianowicie „anaforyczne powtórzenie wyrazu na
początku kolejnych zdań dla nawiązania ich do siebie” 32, należy do grupy powtórzeń
kompozycyjnych. Występuje ono w następujących postaciach: „już kołuje, już stoi, już
prawie Józefek ma wysiadać” (J01a), „I tero Józefek był w kropce, bo tero zamówiono
wdowa była” (J04d), „i tam w nocy rzeczywiście: jakieś łańcuchy, jakieś tam szczęki,
jakieś tam nie wiadomo co” (AW). Tego typu powtórzenia pełnią w zdaniu funkcję służebną wobec tekstu, wiążą ze sobą poszczególne słowa i nadają pewną ciągłość.
W ostatniej wyróżnionej przez Bartmińskiego grupie powtórzeń impresywnych
(wzmacniających) odnajdujemy najwięcej typów odpowiadających powtórzeniom
w omawianych opowiadaniach. Jednym z nich są powtórzenia polegające na reduplikacji wołacza33. W tekstach odnaleźć możemy aż trzy ich przykłady: „Aj wujku Józefku,
wujku Józefku!” (J03b), „Łicziwczëno, Łicziwczëno!” (J07a), „Ale Józefku, panie Józefku” (J10). Wszystkie wymienione przykłady pochodzą z opowiadań o Józefku. Innym rodzajem powtórzenia impresywnego występującym w opowiadaniach jest „po29
Tamże, s. 48–58.
30
Tamże, s. 49.
31
Tamże.
32
Tamże, s. 50.
33
Tamże, s. 51.
64
wtórzenie enklityki po pierwszym wyrazie samodzielnym akcentowo i w tzw. pozycji
Wackernagla, tj. tuż po orzeczeniu” 34: „nic nie jodł, nic” (J08), „on za nim biegoł za
nim” (W1). Pełni ono przede wszystkim funkcję wzmacniającą. Ostatni typ powtórzeń
impresywnych, jaki występuje w omawianych tekstach, to powtórzenia semantyczne,
synonimiczne, czyli mówienie tego samego w innej formie 35. Jak pisze Bartmiński, są
one „jedną z głównych estetycznych zasad budowania tekstu ludowego”36, pełnią także
funkcję „zabezpieczającą” (podobnie jak typ poprzedni): wyjaśniają i precyzują przekazywane treści37. Ich użyciu sprzyja brak możliwości wyboru jednej formy w trakcie
opowiadania i wprowadzenie kilku. Oto przykłady tego typu powtórzenia w tekstach:
„(…) ty brzydalu, ty świntuchu” (J03a), „żebe on tim jednim zãbem im je poprzecinôł,
poprzegrëzôł” (J03b), „potym pon jechał ze mną i do restauracji i na obiod” (J05).
Wyznacznikiem ustnej narracji jest także dialogowość38. Dialog jest to „zespół
wypowiedzi co najmniej dwóch osób na określony temat”, cechuje go „wymienność ról
nadawcy i odbiorcy wśród jego uczestników: ta sama osoba występuje raz jako podmiot
mówiący, to znów jako adresat słów wypowiadanych przez innego rozmówcę” 39. Dialog jest prymarną formą użycia języka, odzwierciedla też ludzką potrzebę komunikowania się. Jak pisze Bartmiński, pierwiastek dialogowy stanowi jedną z cech, które decydują o „przynależności folkloru do żywej odmiany języka”40.
Dialog stanowi główną formę użycia języka w większości omawianych tekstów,
jednak znajdziemy wśród nich i takie, które go nie zawierają (np. T03, T06, T07, T08b,
S2, JB1, JB2 – są to teksty drukowane, które również funkcjonują w przekazie ustnym),
jednak należy pamiętać, że cały utwór zawsze jest do kogoś skierowany, „jest zbudowany wedle modelu kwestii dialogowej” – Bartmiński nazywa tę właściwość dialogowością „zewnętrzną”. Rozmowy postaci w utworze określa jako dialogowość „wewnętrzną”. Większość dialogów w omawianych opowiadaniach ujęta jest w
monologową otoczkę (wyjątek stanowią wymienione teksty dotyczące postaci Wicka),
34
Tamże.
35
Tamże.
36
Tamże, s. 56.
37
Tamże, s. 51.
38
Tamże, s. 60–63.
39
J. Sławiński, Dialog I, w: Słownik terminów literackich, s. 98.
40
J. Bartmiński, dz. cyt., s. 60.
65
czyli wypowiedź narratora. Bartmiński zwraca uwagę, że wirtualnym odbiorcą tekstu
folkloru nie jest czytelnik, tylko słuchacz, zaś między nim a nadawcą, narratorem, istnieje bezpośrednia relacja41. Narrator dostosowuje swój tekst do odbiorców i odpowiednio go modyfikuje pod kątem ich oczekiwań. Na utwór wpływa w dużym stopniu
sytuacja, w trakcie której jest wykonywany i wszystkie okoliczności towarzyszące jego
wygłaszaniu. Opowiadanie z pewnością będzie brzmiało inaczej wykonywane w dużej
grupie osób i inaczej w małej, inne będzie, jeśli wśród słuchaczy znajdować się będą
sami dorośli, inne zaś, jeśli będą wśród nich także dzieci (dotyczy to m.in. używania
wulgaryzmów czy słownictwa nieprzyzwoitego, obscenicznego).
Ostatnią z cech ustnej narracji jest ograniczenie selekcji, czyli „eliminacja lub
znaczne ograniczenie momentu wyboru elementów językowych (a bodajże i pozajęzykowych)”42. Zjawisko to stanowi podłoże dla wszystkich pozostałych wyznaczników
oralności, ściśle się z nimi wiąże. Narrator w momencie opowiadania nie ma możliwości zastanawiania się nad wyborem określonych środków językowych, decyzję musi
podejmować natychmiast, przy czym opiera się w dużej mierze na gotowych schematach i formułach, a także na własnym doświadczeniu, wypracowanych sposobach opowiadania. Wiąże się to również z zagadnieniem języka osobniczego.
Język osobniczy to indywidualny styl narracyjny gawędziarza ludowego, „system
wyrazów, typów fleksyjnych, słowotwórczych, schematów i szablonów syntaktycznych
i frazeologicznych, które charakteryzują daną jednostkę mówiącą” 43. Każdy z narratorów posiada takie swoiste złoże środków, z jakich korzysta. W omawianych utworach
na szczególną uwagę zasługuje naśladowanie sposobu mówienia poszczególnych postaci przez opowiadających, wplatanie we własną opowieść głosów innych osób. Kilku
narratorów niezwykle ciekawie przedstawiało wypowiedzi Józefka, odznaczające się
swoistym słownictwem i sposobem mówienia, również głosy innych postaci były bardzo charakterystyczne. Każdy z narratorów wykorzystywał pewien schemat opowiastek: jedni większą wagę przywiązywali do dokładnego opisu realiów (włącznie
z uwzględnieniem adresów zamieszkania poszczególnych bohaterów, pory roku, elementów wyglądu), inni skupiali się na właściwej akcji, ich teksty cechowała zwięzłość
41
Tamże, s. 62.
42
Tamże, s. 64.
43
K. D. Kadłubiec, dz. cyt., s. 233.
66
i nastawienie na wywołanie komicznego efektu. Niestety nie sposób przedstawić tu pełnej charakterystyki języka osobniczego wszystkich narratorów, jest to bowiem zagadnienie bardzo szerokie.
Przyjrzyjmy się jeszcze jednemu elementowi związanemu z narratorem i jego
opowiadaniem, a mianowicie etykiecie humoru ludowego 44. Dotyczy ona sposobu
przedstawiania utworu przez narratora, swego rodzaju zasad, których musi on przestrzegać, by osiągnąć pożądany efekt. Główną z nich jest zachowanie powagi w czasie
opowiadania dowcipów, opowiadanie „poważne”. Jak pisze Karel Čapek: „A jednak ci
ludowi kpiarze się nie śmieją, pożartują sobie, ale nie wpadają w chichotliwy, piszczący
albo rechotliwy śmiech charakterystyczny dla kobiet, tropią swoje psikusy z poważną
twarzą. Śmieszek jest tworem zniewieściałym, mężczyzna oddaje się swym kawałom
jak Indianin na męce, nie drgnąwszy przy tym brwią” 45. Na podstawie zebranych materiałów potwierdza się, że narratorzy opowiadań humorystycznych to częściej mężczyźni, jednak wiele z przedstawionych w niniejszej pracy wątków można usłyszeć także
w narracji kobiecej.
44
J. Ługowska, dz. cyt., s. 155.
45
Cyt. za: tamże.
67
ROZDZIAŁ V
Koloryt lokalny, czyli realia geograficzne, historyczne
i kulturowo-językowe południowokaszubskich opowiadań
Omawiane opowiadania komiczne, ze względu na swoje pochodzenie, nazwane zostały
południowokaszubskimi. Co jednak, poza wspomnianym pochodzeniem, wskazuje, iż
możemy je tak określić? Wiele z omawianych utworów reprezentuje wszak ogólnopolskie wątki, nie są one zatem całkowicie rodzime. Czytając zebrane teksty, nie można się
jednak oprzeć wrażeniu, że są one ściśle związane z konkretnym regionem czy miejscowością, że opisują życie konkretnej społeczności żyjącej w określonym czasie. Dzieje się tak, ponieważ schematy opowiadań dopasowywane są do określonej społeczności
– nabierają konkretnego kolorytu lokalnego. Odrębność regionalna nie wyraża się bowiem w pomysłach wątków, lecz właśnie w odbiciu określonych realiów w danym
utworze1. Według Doroty Simonides, ważne jest tu pojęcie rodzimości. Składa się na
nie „popularność lub brak pewnych tematów, częstotliwość ich występowania”,
a przede wszystkich nasycenie ogólnopolskich wątków konkretnymi realiami i kolorytem lokalnym2. Przyjrzyjmy się zatem w jaki sposób i w jakich elementach przejawia
się w południowokaszubskich opowiastkach wspomniany koloryt lokalny. Najpierw
określmy jednak bliżej znaczenie tego terminu.
Koloryt lokalny to nasycenie świata przedstawionego elementami ujawniającymi
osobliwości określonego środowiska, w którym dzieje się akcja utworu3. Do tych elementów zalicza się środowisko geograficzne, a zatem wszelkie informacje dotyczące
topografii określonego regionu, jego przyrody, ukształtowania terenu. Kolejnym ważnym zagadnieniem są realia historyczne obecne w utworze i sytuacja polityczna regionu. Koloryt lokalny uwidacznia się także w realiach kulturowych, w wizerunku przedstawionej w utworze społeczności: jej życiu codziennym, rodzinnym, religijności,
obyczajach. Najwyraźniej koloryt lokalny rysuje się jednak poprzez język, a mianowicie gwarę wskazującą bardzo konkretnie na określony region.
1
D. Simonides, Rzecz o humorze śląskim, s. 32.
2
Tamże, s. 27–28.
3
M. Głowiński, Koloryt lokalny, w: Słownik terminów literackich, s. 247.
68
Wymienione powyżej realia: geograficzne, historyczne oraz kulturowo-językowe
uwidaczniają się wyraźnie w omawianych opowiadaniach humorystycznych – dotyczą
konkretnego regionu, a mianowicie południowych Kaszub. Zobaczmy, w jaki sposób
w omawianych utworach jawią się nam południowe Kaszuby oraz zamieszkująca je
społeczność, jakie elementy omawianych opowiadań wskazują nam na ich związek
z tym regionem. Najpierw postaram się przybliżyć realia geograficzne i historyczne
obecne w utworach, następnie przejdę do realiów kulturowych oraz kwestii językowych.
1. Realia geograficzne
Omawiane utwory humorystyczne pochodzą z południa Kaszub (więcej na temat położenia Kaszub i ich regionów w rozdziale I). Region ten nazywany jest Ziemią Zaborską
(w średniowiecznych dokumentach znajduje się nazwa Terra Zaborensis). Jak pisze
Józef Borzyszkowski, „Zabory to stara nazwa historyczna odnosząca się do terenu położonego «za borami», patrząc z dawnych ośrodków władzy i administracji świeckiej
czy duchownej”4. Historycznie obszar ten obejmował parafie Brusy, Wiele i Czersk,
później nazwą Zabory objęto także parafię Swornegacie oraz okolice Dziemian i Lipusza. Obok nazwy Zabory występuje także określenie Krëbane, które odnosi się jednak
jedynie do mieszkańców Brus i najbliższej okolicy. Co ciekawe, nazwa Zabory jest wytworem sąsiadów, zaś określenia Krëbane mieszkańcy Brus używają sami wobec siebie.
Przyjrzyjmy się zatem onomastyce, jaka występuje w omawianych opowiadaniach południowokaszubskich.
W opowieściach humorystycznych odnajdziemy wiele nazw miejscowości leżących w różnej odległości od Brus, centrum Ziemi Zaborskiej (położenie miejscowości
obrazuje mapka znajdująca sie w rozdziale I). Akcja większości opowiastek rozgrywa
się właśnie w Brusach, które do roku 1988 nie posiadały jeszcze praw miejskich.
Z nimi to związana jest większość opowiastek o Józefku, mieszkańcu tejże miejscowości. Jak już wcześniej wspominałam, wątki te nie posiadają innych wariantów istniejących poza terenem południowych Kaszub, brak tego rodzaju schematów również w
Polskiej bajce ludowej Krzyżanowskiego. Dlatego można stwierdzić, iż są to typowo
rodzime opowiadania, dotyczące konkretnego regionu i ludzi go zamieszkujących. To w
4
J. Borzyszkowski, wstęp do: Dzieje Brus i okolicy, red. J. Borzyszkowski, Chojnice-Gdańsk 1984.
69
Brusach Józefek wykonuje swoje codzienne zajęcia, hoduje kozy, pomaga na gospodarstwie u swojej rodziny. W opowiadaniach wymienione są konkretne ulice, takie jak
Szkolna czy Gdańska, istnieją również, skromne co prawda, wzmianki o pewnych
obiektach czy instytucjach, takich jak kiosk, ośrodek zdrowia, kolej. Służą one uwierzytelnieniu przedstawianych zdarzeń, umiejscowieniu ich w konkretnej przestrzeni.
W Brusach mają miejsce również zdarzenia, jakie opisywane są w opowiastkach
reprezentujących wątki szerzej znane, obecne w Polskiej bajce ludowej Krzyżanowskiego. Do tej grupy utworów zalicza się opowiadanie Zupa z kamienia, którego bohaterem jest mieszkaniec Brus, pan Łyczywek, realizujące wątek T 1548. Tekst Panie Boże,
nie jestem godzien, którego akcja dzieje się w bruskim kościele, realizuje zaś wątek T
1482. Utwory te, poprzez nadanie im kolorytu lokalnego, zyskują miano tekstów opowiadających prawdziwe, autentyczne zdarzenia.
Poza Brusami w omawianych opowiastkach pojawiają się inne nazwy okolicznych wiosek. Najbliższą z nich jest Czarniż, położony w pobliżu łąk i torfowisk. Miejscowość ta i owe torfowiska pojawiają się w opowiastce o Wicku Skwierawskim
(WS6), który jedzie wozem zaprzężonym w konie po torf. Kolejnymi miejscowościami
położonymi w pobliżu Brus są Czapiewice, z których pochodził jeden z bohaterów
opowiadań – Wańta, oraz Kosobudy (wybudowanie), gdzie do pewnego gospodarstwa
przychodzi Cyganka (C). Ważną miejscowością, o której znajdziemy informację
w opowiadaniach, jest Wiele, gdzie znajduje się cel pielgrzymek – Kalwaria Wielewska. To właśnie w drodze do tego miejsca Józefka spotyka przedziwna przygoda. We
Wielu rozgrywa się także akcja opowiadania Józefa Bruskiego Zmiłka kalwaryjska.
Nieco dalej od Brus położone są malownicze Swornegacie, których mieszkańcy
są bohaterami opowiadań Jak swòranie nie wiedzële czedë są Jastrë oraz Jak swòranie
nie wiedzelë czedë je niedzela. Nazywani są tu skrótowo sworanami. Opowiadania te,
podobnie jak utwory dotyczące tuszkowian (mieszkańców miejscowości Tuszkowy),
reprezentują ogólnopolskie wątki opowieści o głupich sąsiadach, o których bardziej
szczegółowo napiszę w jednej z kolejnych części tegoż rozdziału. Wśród nich znajduje
się także opowieść o mieszkańcach miejscowości Lipnica, której innego wariantu nie
odnotowałam.
Prawdopodobnie właśnie w Lipnicy dzieje się akcja opowiastki A jô sã za nią
zabierôł, której bohaterem jest Józefek. „Prawdopodobnie”, ponieważ miejscowość
70
określona została jako „Lipnicka wieś”. W utworze ukazana jest ona jako wieś biedna,
położona dość daleko od Brus. W tej samej opowiastce istnieje także wzmianka o największym mieście w okolicy, a mianowicie Chojnicach, w których Józefek niejako pracował w PZU. To jednak jedyna informacja o tym ośrodku miejskim w omawianych
opowiastkach. Może to być uwarunkowane tym, iż Brusy były miejscowością dość samodzielną, w której prężnie rozwijało się rzemiosło i handel. Innym pobliskim miastem
wymienianym w opowiadaniach jest Czersk, z którego pochodziła firma malująca bruski kościół (Panie Boże, nie jestem godzien). Również jedyna wzmianka dotyczy dość
odległej miejscowości, będącej jednak w zasięgu mieszkańców Brus, a mianowicie
Kiedrowic. O ich mieszkańcach opowiada tekst napisany przez Józefa Bruskiego o Jónku Knucie (JB1).
Poza miejscowościami położonymi w pobliżu Brus oraz tymi nieco bardziej oddalonymi, w omawianych opowiastkach pojawiają się wzmianki o miastach dość odległych, w których niejako bywać miał Józefek. Udaje się on do Poznania, na targi, gdzie
odbywa swój lot samolotem. Józefek opowiada także o swoim uczestnictwie w rejsie po
Bałtyku z Gdyni oraz wycieczce do teatru. Nie ma tu jednak informacji w jakim mieście
znajdował się ów teatr – był to prawdopodobnie Gdańsk, Gdynia lub Bydgoszcz (najbliżej położone duże ośrodki miejskie). Jak widać, obszar, którego dotyczą poszczególne opowiadania, momentami się poszerza, jednak są to wycieczki najczęściej w wyobraźni – rejs po Bałtyku z pewnością jest historią zmyśloną przez Józefka, podobnie
jak przelot samolotem. Co do wizyty w teatrze i restauracji w wielkim mieście, nie
można jednoznacznie stwierdzić czy jest to wydarzenie prawdziwe czy również efekt
wyobraźni bohatera.
Do realiów geograficznych zalicza się także ukształtowanie terenu, istnienie
zbiorników wodnych i zalesienie. W opowiastkach nie odnajdziemy zbyt wielu informacji na ten temat, jednak w kilku z nich istnieją pewne wzmianki. W utworze Droga
na kalwarię Józefek udaje się na skróty do Wiela. Droga ta wiedzie w pobliżu jeziora
Skąpego, przez las. Opisana wędrówka Józefka mogłaby być prawdopodobna, ponieważ niegdyś pielgrzymki udawały się do Wiela właśnie przez Małe Gliśno, które znajduje się na tej trasie (do dziś jedna z bruskich ulic, wychodząca właśnie w kierunku
Małego Gliśna, nosi nazwę ulicy Kalwaryjnej). Owe pielgrzymki z pewnością nie chodziły, tak jak Józefek, przez jezioro, brodząc w wodzie. Cała opowieść posiada pewną
71
aurę tajemniczości. Zgodne jest to z opiniami miejscowej ludności o rejonie jeziora
Skąpego i o samym zbiorniku wodnym, który do dziś pozostaje w stanie dzikości, nie
jest zagospodarowany, zaś w pobliżu jego brzegów brak jest zabudowań. Jezioro Skąpe
uchodzi za zbiornik o bardzo zróżnicowanej głębokości, łączący się z innymi jeziorami
nawet podziemnymi strumieniami. Poza wspomnianym jeziorem, w opowiadaniach
mowa jest także o łąkach torfowych koło miejscowości Czarniż i o rozległych obszarach leśnych. W większości opowiastek brak jednak przedstawień samej przyrody, akcja rozgrywa się zazwyczaj w obrębie ludzkich gospodarstw i przestrzeni małych miejscowości.
Z położeniem geograficznym i pewnymi właściwościami przyrodniczymi południowych Kaszub, a mianowicie z rodzajem gleb, związana jest z pewnością sytuacja
materialna ich mieszkańców. Na Zaborach przeważają nieurodzajne sandry, są to tereny
w większości piaszczyste, porośnięte borami sosnowymi 5, co stanowi przyczynę ubóstwa dawniejszych kaszubskich małych gospodarstw.
2. Realia historyczne
Kolejnym zagadnieniem dotyczącym kolorytu lokalnego są realia historyczne. Należy
tu uwzględnić czas, jakiego dotyczą omawiane opowieści, sposób, w jaki jest on określony, jak również sytuację historyczną, która w pewien sposób uwidacznia się w opowiadaniach.
Omawiane opowieści humorystyczne dotyczą okresu od dwudziestolecia międzywojennego (a może i wcześniej, jednak trudno to poprzeć konkretnymi argumentami) do lat 80. XX wieku. Świadczą o tym lata życia poszczególnych osób z nimi związanych: Józef Wałdoch zmarł w roku 1979, Jan Łyczywek zaś w 1992.
Omawiając realia historyczne opowiadań humorystycznych z południa Kaszub
należy uwzględnić odbijający się w tychże dowcipach i humoreskach okres rządów pruskich. Południowe Kaszuby od roku 1309 (lub 1308) do 1466 były pod panowaniem
Zakonu Krzyżackiego, zaś od roku 1772 do 1919 pod pruskim zaborem. Okres pruskiego panowania nie występuje w opowiadaniach bezpośrednio, jednak odcisnął swoje
piętno w kulturze tego regionu, a szczególnie w języku, w którym funkcjonuje duża
5
J. Mordawski, Geografia współczesnych Kaszub, w: Historia, geografia, język i piśmiennictwo Kaszu-
bów, red. J. Mordawski, Gdańsk 1999, s. 90.
72
ilość germanizmów. Odnaleźć w nich można słowa niemieckojęzyczne: na przykład
w utworze Zo zwas gipsnyś (WS4) czy Jabłka dla dzece (WS7).
W kilku tekstach czas wydarzeń określony jest bardzo ogólnikowo, a mianowicie
za pomocą formuł: „kiedyś” (J02b, J03a, Ł1), „to bëło dôwnij” (J03b). Wśród omawianych powiastek są również teksty, które określają czas bardziej szczegółowo. Dość często do wyznaczania czasu, w jakim działa się opowiadana historia, służy II wojna światowa, będąca wydarzeniem granicznym, oddzielającym pewien okres od drugiego.
W tekstach taki sposób określania czasu wykorzystywany jest w postaci umiejscowienia
danego wydarzenia przed lub po wojnie.
Właśnie sprzed II wojny światowej pochodzą najstarsze z omawianych opowiastek. W powiastce Józefek w samolocie (J01a) narrator informuje o czasie przedstawianych wydarzeń w sposób następujący: „Przed wojną, targi już się odbywały w Poznaniu, i wuja Aleks Wróblewski dla szportu so wzął ze sobą Józefka Wałdochów no
i pojechał z nim”. Również przed wojną dzieje się akcja opowiastki Wańta i żandarm
(W1): „Przed wojną szedł w Brusach na jarmark ze zojkiem w koszu Wańta z Czapiewic”. Pojawić się tu mogą pewne wątpliwości, bowiem żandarm urzędował w Brusach
w czasach pruskich, a mianowicie przed I wojną światową. Informacja o czasie przedwojennym znajduje się również w opowiastce Panie Boże, nie jestem godzien: „taki był
jeszcze jeden, przed wojną to był taki tam sobie goluś”. Informacja ta została tu poparta
przywołaniem konkretnego wydarzenia: „w czasie, gdy malowano kościół w Brusach,
malowała to firma z Czerska”. O tejże opowieści więcej informacji zamieszczę w kolejnym podrozdziale.
W opowiadaniach istnieją także wzmianki o wydarzeniach, które dzieją się „po
wojnie”. W utworze Nawiedzony dom (AW) zamieszczona została informacja o tym,
jak niejaki Antek Wajna z ulicy Szkolnej wracał z kolegą „razem z żołnierzami”. Można przypuszczać, że w tekście tym zachowała się pewna szczątkowa informacja o powrotach żołnierzy z frontów po II wojnie światowej. Nieco później dzieje się akcja powiastki Józefek w teatrze (J05), w której narrator informuje o tym w następujący
sposób: „O Józefku w teatrze, to było po wojnie, prawdopodobnie”. Określenie „prawdopodobnie” wynika zapewne z faktu, iż informator nie był z pewnością świadkiem
tego wydarzenia, ponieważ działo się ono przed jego urodzeniem.
73
Czas wydarzeń zostaje określony dość dokładnie w opowiastce Szczęść Boże,
majster (AF), w której narrator informuje: „To było w latach, nie wiem, może w pięćdziesiątych, na pewno, ojciec mój już wtedy miał też zakład i tu uczniowie też byli
u nas”. Jest to zatem utwór, którego akcja osadzona jest nieco później.
Jak można zauważyć, okres, jakiego dotyczą omawiane opowiadania humorystyczne, jest dość krótki, obejmuje jednak czas bardzo ciekawy i różnorodny, łączy
dwie różne epoki – przedwojenną i powojenną.
3. Realia językowo-kulturowe
Ostatnim już elementem kolorytu lokalnego w opowiadaniach południowokaszubskich
są realia kulturowe i językowe. Są one bodajże najbardziej wyraziste, najpełniej realizują się w omawianych opowiastkach.
W skład zagadnienia, jakim są realia kulturowe, wchodzą takie problemy, jak realni bohaterowie opowiastek, życie codzienne i rodzinne, religijność oraz poczucie humoru mieszkańców Zaborów i okolic – wszystkie te aspekty tworzą obraz społeczności
południowych Kaszub. W obrębie kwestii językowych, ściśle łączących się z zagadnieniami kulturowymi, wyodrębnić można problematykę różnorodności językowej, a mianowicie obecność zarówno gwary południowokaszubskiej wraz z jej zróżnicowaniem
wewnętrznym, jak i literackiego języka kaszubskiego w tekstach opublikowanych. Język stanowi jednak przede wszystkim najbardziej widoczny element kolorytu lokalnego. W ostatniej części tegoż rozdziału przedstawię opowiadania o głupich sąsiadach,
które w większości realizują watki ogólnopolskie. To właśnie w nich koloryt lokalny
spełnia najważniejszą funkcję, przystosowuje popularny wątek do konkretnego regionu.
Zobaczmy zatem, w jaki sposób aspekty kulturowe i językowe zostały odzwierciedlone w omawianym materiale.
3.1. Obraz społeczności południowych Kaszub
Społeczność tworzy ogół ludzi danej miejscowości, środowiska, regionu. W omawianych opowiastkach ujawnia się ona jako galeria realnych postaci. Akcja omawianych
utworów osnuta jest wokół konkretnych osób żyjących w określonym czasie – powszechnie znane wątki przypisane zostają określonym osobom. Opowiastka Cos trzeszczi (WS3), realizująca wątek T 1288B Co piszczy, dostosowana została do konkretnych
realiów poprzez przyporządkowanie schematu wątku określonej postaci związanej
z konkretnym regionem, a mianowicie Wickowi Skwierawskiemu. Podobnie dzieje się
74
w wielu innych utworach. W opowiadaniu Zupa z kamienia (Ł1), będącym realizacją
wątku T 1548, występuje postać Łyczywka, w utworze Panie Boże, nie jestem godzien
(P) – Promeli. Ostatnia z wymienionych opowiastek realizuje wątek T 1482. Anegdota
ta bardzo silnie przesiąknięta jest kolorytem lokalnym. Nie dotyczy to wyłącznie jednego bohatera. Poza nim przywołane są tu inne znane narratorowi osoby. Jej akcja dzieje
się w bruskim kościele, w którym remont przeprowadza firma z pobliskiej miejscowości – Czerska. Schemat wątku został przystosowany do konkretnych realiów tak, że cała
opowieść zyskuje rangę prawdziwości.
W omawianych opowiadaniach komicznych uwidacznia się pewien obraz życia
codziennego mieszkańców południowych Kaszub. To również stanowi element realiów
kulturowych. Ukazane tu zostały zarówno warunki życia ludności, jak też jej zajęcia:
praca w gospodarstwie, rzemiosło, handel. Wszystko to ma związek ze sferą materialną
egzystencji mieszkańców południa Kaszub.
W opowiadaniach ukazane zostały dość zróżnicowane warunki życia mieszkańców Zaborów. W większości jednak życie to jest dość skromne. Akcja wielu opowiadań
rozgrywa się w czasie sprzed elektryfikacji wsi: wzmiankę o tym odnajdujemy w opowiastce A jo sã za nią zabieroł (J10). Jest to również czas, kiedy urządzenie domu
i komfort mieszkania znacznie różnił się od stanu dzisiejszego, przytoczmy choćby cytat z powiastki Pestczi (J03b): „To bëło dôwni i jak to na wse, wëchodków nie bëło, to
chodzëlë z pòtrzebama za stodołę”. Wydaje się, że jest to opinia dość przesadzona, ponieważ owe „wychodki” występują chociażby w opowiastce J02 pod tym właśnie tytułem. W wielu gospodarstwach sytuacja materialna nie była zbyt dobra, miało to związek
z wspomnianymi już rodzajami gleb, które nie dawały urodzajnych plonów. W utworze
Frania i choroba dziecka (J08a) matka martwi się, że dziecko zaczęła zbyt dużo jeść
i nie zdążą zarobić na kaszkę mannę. Bieda uwidacznia się szczególnie w opowiadaniu
A jo sã za nią zabierôł (J10). Ukazane zostało tu ubóstwo kaszubskiej wsi. Gość musi
spać na zapiecku, goszczony zostaje skromnym posiłkiem: „postawili, co mieli”. Biedę
mieszkańcy ci traktują jednak z pewnym poczuciem humoru, które z pewnością pomaga
im w jej znoszeniu: „Na wieczór dało zôcerkã z bulwami, na frisztok bulwë ze zôcerką,
no bo muszi bëc jakos zmiana” – mówi gospodyni domu. Kolejną oznaką niedobrej
sytuacji materialnej jest fakt, że mieszkańcy domu, do którego zawitał Józefek, nie maja
za co pochować ciała swojej matki, co oburza Józefka z wiadomych powodów.
75
Poza rodzinami, w których panuje bieda, w niektórych opowiastkach odnajdujemy obraz ludzi nieco bogatszych. Można przypuszczać, że należy do nich Wicek
Skwierawski. To od niego właśnie inni mieszkańcy Brus chcą pożyczać konie, by jechać po torf lub po drzewo (WS6). Faktem jest, że wspomniany Wicek hodował dobrej
rasy konie, którymi handlował i na które miał specjalne zamówienia. Z jednej opowiastki wynika również, że miał sad z jabłkami. Wicek często podkreślał swój stan posiadania, co również uwzględnione zostało w opowiastkach. Nie był skory do pożyczania swoich koni ani rozdawania jabłek – nawet za wykonaną pracę. Wicek często
chwalił się dostatkiem, jaki panował w jego rodzinie. Widoczne jest to w jednej z opowiastek, w której udaje, że nie poznaje swojej córki, uznając ją za pewną elegancką,
ładnie ubraną panią (Patrzã i patrzã, WS2). Oszczędność mieszkańców kaszubskiej wsi
ukazana została dość komicznie w opowiadaniu Jak se Jónk Knut na drudżi swiat wëbiérôł (JB1). W momencie umierania Jana Knuta okazuje się, że w domu nie ma gromnicy. Kiedy żona pożycza takową od sąsiadów, każe mężowi się pospieszyć, ponieważ
gromnica jest pożyczona. Oszczędność, która bardziej przypomina chciwość, przedstawiona została w tekście Zupa z kamienia (Ł1), gdzie wdowa nie chce ugotować
obiadu. Chciwość zostaje tu jednak ujawniona i w pewien sposób wyśmiana przez
sprytnego Łyczywka.
W większości opowiastek, jak już wspomniałam, uwidacznia się raczej bieda,
jednak w jednym z dowcipów ukazana została prawdopodobnie szlachecka rodzina
Żmudów (trudno określić, o których Żmudach tu mowa, Żmuda to bowiem przydomek
szlachecki bardzo popularny na Kaszubach – szczególnie znana była rodzina Żmuda
Trzebiatowskich), w której z pewnością nie brak pieniędzy. Mowa jest tu o służbie
[opowiastka Mòja rzecz (Ż)], jaką posiada, co w tamtych czasach cechowało właśnie
rodziny pochodzenia szlacheckiego, a na dodatek dość dobrze usytuowane majątkowo.
Ważnym elementem życia codziennego jest praca. W opowiadaniach ukazane są
różne jej formy. Pierwszą z nich jest praca na gospodarstwie, uprawa roślin i hodowla
zwierząt. W wioskach położonych dookoła Brus rolnictwo stanowiło główny sposób
utrzymania. W samych Brusach już w dwudziestoleciu międzywojennym tylko nieco
ponad trzecia część ludności utrzymywała się z rolnictwa, o wiele więcej mieszkańców
czerpało dochody z handlu, rzemiosła i przemysłu 6. Tego typu zależność widać także
6
Historia Brus i okolicy, red. J. Borzyszkowski, Gdańsk-Brusy 2006, s. 536.
76
w omawianych opowiadaniach. W utworach, w których pojawiają się obrazy zaborskich
wiosek, ukazane są gospodarstwa, najczęściej samowystarczalne, które cechuje wspomniana już bieda lub brak jest informacji o ich stanie majątkowym. W opowiadaniu
Józefa Bruskiego Jak se Jónk Knut na drudżi swiat wëbiérôł (JB1) istnieje wzmianka
o zwierzętach jakie hodowano. Kiedy przedłużają się modlitwy nad umierającym, narrator tak opisuje zaistniałą sytuację: „wszëtczim ju kolana bolą, denerwują sę ju, bo
swinie kwiczą, bo nie sa oprzatnięté, celęta beczą”. Uwidacznia się tu dbałość ludności
o swój gospodarski dobytek, będący prawdopodobnie jedynym źródłem utrzymania
rodziny. Gospodarstwo pojawia się też w opowiastce pod tytułem Cyganka (C), w której gospodarz ma dać Cygance „ziarka dla konia i sionka”, czego oczywiście nie robi
i wyśmiewa jej umiejętności wróżbiarskie.
W opowiastkach dotyczących Brus ukazana jest zarówno praca w rolnictwie, jak
i innych gałęziach gospodarki. Rolnictwo, pomimo dość małego udziału w całości zatrudnienia, było oczywiście dość ważne, często stanowiło jednak zajęcie dodatkowe.
Józefek, jak informuje narrator jednego z wariantów opowiastki Koza i westka (J04),
„miôł wiele różnëch dochodów. W zôrobku na chlébek pomôgôł mu jego kozeł, wszëtczi biôłczi z okolicë przeprowôdzałë do niego kozë”. Kozy były niegdyś zwierzęciem bardzo popularnym na Kaszubach. W opowiadaniach wzmiankę o nim odnajdujemy także w wątku Kolejarza rozjechalë
(J07), w którym Józefek myli kozę
z kolejarzami oraz Pół kozë i pół kozła (J13), w której bohater ma orzec czy młode koźlęta to kozy czy kozły. Często pojawiającymi się zajęciami w opowiadaniach są czynności związane ze żniwami: wnoszenie siana na szopę (J06) czy też tzw. „draszowanie”
żyta (J08). Odnaleźć możemy tu także wzmianki o pozyskiwaniu torfu z okolicznych
łąk (WS6) czy sadownictwie. Obraz małego gospodarstwa pojawia się także w opowiadaniu Zupa z kamienia (Ł1): wdowa posiada w ogrodzie wszystkie potrzebne warzywa,
zaś w żywym inwentarzu drób, z którego Łyczywek robi rosół. W opowiastce Cos
trzeszczy wymienione zostały poszczególne zabudowania gospodarcze, takie jak „podwozarka”, chlew czy stodoła.
Poza rolnictwem, innym źródłem utrzymania niektórych mieszkańców Brus opisanym w opowiastkach jest rzemiosło i handel. Brusy były w dwudziestoleciu międzywojennym bardzo silnym ośrodkiem handlu i usług. Istniała tu duża ilość zakładów
77
rzemieślniczych, przemysłowych i handlowych7. W omawianych opowiastkach odnaleźć można wzmianki o bruskich rzemieślnikach: o Ambrożym Felskim (posiadał zakład kowalski), Wróblewskim czy samym Łyczywku – malarzu. O handlu zaś w omawianych utworach informacji jest niewiele – jedyna wzmianka dotyczy kiosku, który
znajdował się naprzeciw ośrodka zdrowia [Mama Puc (J14)]. Spora ilość osób znajdowała zatrudnienie w tzw. skarbie państwa, w tym przypadku na kolei i w lasach państwowych8. Kolejarzy dotyczy wspomniane już opowiadaniach Kolejarza rozjechali
(J07).
Odrębną sferą życia jest także rozrywka. W omawianych opowiadaniach, poza
różnymi sytuacjami będącymi wytworem wyobraźni Józefka, takimi jak wyjazd do Poznania i przelot samolotem, ukazane zostały pewne sposoby spędzania wolnego czasu
przez mieszkańców. Odnajdujemy tu opis spotkania „w knajpie”, która z pewnością
była swego rodzaju centrum, miejscem, w którym można było spotkać znajomych oraz
dowiedzieć się najnowszych wieści z okolicy. To właśnie w knajpie Józefek opowiada
„wic” o swojej wycieczce statkiem po Bałtyku i grze w ruletkę. Innym rodzajem rozrywki były spotkania towarzyskie w gronie znajomych i rodziny, podczas których m.in.
opowiadało się właśnie omawiane w tejże pracy powiastki. Przyjrzyjmy się teraz jak
przedstawiają się w opowiadaniach relacje rodzinne: relacje między mężczyzną i kobietą, między rodzicami i dziećmi oraz dalszymi krewnymi.
W opowiastce Frania i choroba dziecka (J08a) ukazane zostały zaloty kawalera,
Józefka, do „starej Frani” (należy oczywiście brać pod uwagę kontaminację jaka zaszła
w tej opowiastce, przez co nie wszystko jest tu zgodne z prawdą). Miały one miejsce
podczas „draszowania” żyta i okazały się skuteczne, ponieważ po jakimś czasie doszło
do ślubu. Poszukiwanie panny opisane zostało również w utworze A jô sã za nią zabierôł! (J10), gdzie Józefkowi spodobała się córka gospodarzy, u których zatrzymał się na
noc. Co ciekawe, Józefek rano prosi o rękę dziewczyny jej matkę, nie zaś ojca. Oczywiście dochodzi do komicznej (choć nie dla Józefka) pomyłki, po której Józefek nie chce
już ożenić się z córką gospodarzy, którzy narazili go na takie pośmiewisko. Dość ciekawie wyglądają relacje małżeńskie przedstawione w opowiastkach. Bardzo dużą rolę
odgrywa tu żona, która rządzi gospodarstwem domowym, pilnuje domowych finansów.
7
Tamże, s. 537.
8
Tamże, s. 536–537.
78
Cechuje ją oczywiście oszczędność. Taki obraz występuje zarówno w opowiadaniu
Frania i choroba dziecka, w którym kobieta nawet bije swojego męża, oraz w tekście
Jak se Jónk Knut na drudżi swiat wëbiérôł (JB1), gdzie żona żałuje umierającemu mężowi gromnicy. W opowiastkach występują również osoby samotne: wdowy (Zupa z
kamienia), starzy kawalerzy (tutaj jest nim Józefek; wdowcy w omawianych tekstach
nie występują). Małżeństwa przedstawione w opowiadaniach nie są idealne – występują
tu także i zdrady. Dotyczy to rodziny Żmudów – żona próbuje się dowiedzieć od męża,
czy dziecko służącej to jego sprawka, na co mąż odpowiada, że owszem, jest to „jego
rzecz”. Warto zauważyć, że rodzina, która pojawia się w tym dowcipie jest tak zwanego
„wysokiego pochodzenia” i być może dlatego właśnie to jej dotyczy tego typu dowcip,
który zapewne nie był stworzony przez samych bohaterów utworu.
W omawianych opowiastkach pojawiają się także dzieci, jednak nie zajmują one
tu szczególnego miejsca. Dzieci pełnią dość ważną rolę w opowiadaniu Pestczi, gdzie
stają się przyczyną komicznej sytuacji – przynoszą do wujka Józefka pestki do przegryzienia, które są wiadomego pochodzenia. Dzieci zajmują się tu raczej same sobą, przy
czym również pomagają w gospodarstwie. W wielu tekstach zauważyć można informacje o wzajemnej pomocy, jakiej udzielała sobie bliższa i dalsza rodzina, czasem też sąsiedzi. Rodzina trzyma się tu razem, pomiędzy jej członkami istnieją silne więzi. Józefek opiekuje się dziećmi swoich krewnych, pomaga też w gospodarstwie. Sytuacja taka
miała zapewne miejsce dlatego, że był kawalerem.
Bardzo istotną rolę w życiu społeczności zaborskiej pełniła religijność. Kościół
pod wezwaniem Wszystkich Świętych stanowił i stanowi bardzo ważny element miasta,
jego centralny punkt (fot. 1, 2). Bruszanie są bardzo dumni ze swojej świątyni, która
jest, jak na małe miasteczko, bardzo duża (w długości posiada 60,9 m, szerokości 26 m,
zaś wysokości w nawie 12,5 m)9. Kościół w Brusach pojawia się w kilku omawianych
opowiastkach. Warto przytoczyć tu zatem niektóre fakty z jego historii. Jak pisze Józef
Borzyszkowski, parafia bruska jest zapewne na Zaborach najstarsza, po raz pierwszy
wzmianka o niej pojawiła się w dokumencie lokacyjnym wsi w roku 1351 (wynika
z niego, że istniała już wcześniej). Poprzednikami do dziś stojącej świątyni (jej budowa
rozpoczęła się w 1876 roku) w bruskiej parafii były dwa drewniane kościoły – pierwszy
9
J. Borzyszkowski, Kościół w Brusach, Gdańsk 1988, s. 21.
79
wybudowany prawdopodobnie jeszcze w czasach krzyżackich, drugi w latach 60. XVIII
wieku.
Fot.1. Kościół pw. Wszystkich Świętych w Brusach
Fot. 2. Wnętrze Kościoła pw. Wszystkich Świętych w Brusach
80
Bardzo interesujące zdarzenie zostało opisane w opowiastce Panie Boże, nie jestem godzien. Narrator informuje, iż miało ono miejsce, gdy malowano kościół w Brusach. Zajmowała się tym firma z Czerska. Jest to zgodne z prawdą, ponieważ faktem
jest, że pewne elementy polichromii wnętrza kościoła powstały już przed I wojną światową. Jednak dzisiejszy jego wizerunek stworzony został dużo później: „Ciepła w kolorach polichromia, zmieniająca klimat w kościele, powstała w 1984 roku. Jej twórcą jest
Kazimierz Falkowski z Czerska, który z dawnej malatury zachował w nawie głównej
zarysowane kiedyś w konturach i ostrym błękicie medaliony z wizerunkami dwunastu
apostołów”10. Zgadza się zatem, iż malowała kościół firma z Czerska. Jednak narrator
utworu informuje, że opowiadane wydarzenia miały miejsce przed wojną. Czy nie doszło tu do kolejnej kontaminacji? Być może po prostu zaszła tu pomyłka co do tego, kto
malował kościół lub co do czasu wydarzeń.
W opowiadaniach pojawia się także osoba księdza proboszcza. Nie wiadomo jednak, o którym z bruskich proboszczów jest tu mowa. W utworze Kolejarza rozjechalë
(J07b) Józefek po zauważeniu wypadku biegnie do Łyczywków, a następnie właśnie do
księdza. Ksiądz spełnia tu rolę osoby wiarygodnej, która może orzec, czy interpretacja
Józefka jest prawidłowa, czy nie – stwierdza on, że to, co mówi Józefek, z pewnością
nie może być prawdą. Warto nadmienić, że ksiądz mówi po polsku, Józefek zaś – po
kaszubsku.
Poza kościołem, innym bardzo ważnym obiektem religijnym występującym
w opowiadaniach jest Kalwaria Wielewska. Została ona wybudowana w 1915 roku
z inicjatywy księdza Józefa Szydzika. Miała być pomnikiem wielkiej wojny wybudowanym w intencji jej zakończenia i odzyskania przez Polskę niepodległości, oddawać
cześć poległym i wyrażać nadzieję powrotu bliskich z wojennych frontów do domu 11.
Krëbane, czyli mieszkańcy Brus, również złożyli ofiarę na rzecz budowy kalwarii. Jej
pamiątką jest jedna z kaplic – Stacja VII, Kaplica II Upadku Pana Jezusa, która do dziś
nosi nazwę kaplicy bruskiej12 (Fot. 3).
10
Tamże, s. 31.
11
J. Borzyszkowski, Pod znakiem nie tylko wielkiej wojny (1914–1918), w: Historia Brus i okolicy,
s. 489.
12
Tamże, s. 492.
81
Fot. 3. Kaplica bruska na wielewskich górach
Kalwaria Wielewska jest najbliższym Brusom, a jednocześnie bardzo ważnym centrum
pielgrzymkowym. Co roku na odpust udają się tam pielgrzymki z okolicznych miejscowości. Odpust ten, poza obrządkiem religijnym, słynie z różnorakich imprez towarzyszących – zjeżdżają tam handlarze sprzedający słynne odpustowe cukierki, atrakcją
dla dzieci jest wesołe miasteczko. W jednym z omawianych opowiadań na kalwarię
wielewską udaje się Józefek. Wędruje sam, drogą na skróty, co nie wychodzi mu na
dobre. Na końcu okazuje się jednak, że cała opowieść jest zmyślona, a wędrówka do
Wiela posłużyła Józefkowi do stworzenia humorystycznej anegdotki.
3.2. Język jako szczególny wyróżnik południowokaszubski
Południowokaszubskie opowiadania w większości przekazane zostały w gwarze brusko-wielewskiej, czyli dialekcie południowo-wschodnim. Omawiany materiał zawiera
także teksty reprezentujące znormalizowaną kaszubszczyznę literacką. Jak wspomniałam w rozdziale drugim niniejszej pracy, tekstami gwarowymi są opowiadania przekazane ustnie, zaś utwory opublikowane charakteryzuje kaszubszczyzna literacka.
Język kaszubski wykazuje ogromne zróżnicowanie wewnętrzne. Na początku XX
wieku podziału dialektów kaszubskich dokonał Friedrich Lorentz (wcześniej, w połowie XIX wieku, kaszubszczyznę podzielił na poszczególne gwary Aleksander Hilfer82
ding). Wyodrębnił on dwadzieścia jeden grup, a wśród nich siedemdziesiąt gwar. Podzielił
dialekty
języka
kaszubskiego
„równoleżnikowo”:
wyodrębnił
gwary
kaszubskie, środkowokaszubskie i południowokaszubskie. Wśród dialektów południowokaszubskich wyróżnił: gwarę kościerską, lipuską, brusko-wielewską i konarską13.
Poniżej zamieszczam mapkę przedstawiającą rozmieszczenie dialektów kaszubskich
według Lorentza (Ryc. 3).
Ryc. 3. Dialekty kaszubskie według F. Lorentza; źródło: J. Borzyszkowski, J. Mordawski,
J. Treder, Historia, geografia, język i piśmiennictwo Kaszubów, Gdańsk 1999, s. 128.
Nieco zmodyfikowany podział przedstawiony został w Atlasie językowym kaszubszczyzny oddającym stan z połowy XX wieku. Wyodrębniono tu archaiczną północ (tutaj:
13
J. Treder, Język, dialekty i gwary kaszubskie. Zakres użycia, w: J. Borzyszkowski, J. Mordawski, J.
Treder, Historia, geografia, język i piśmiennictwo Kaszubów, Gdańsk 1999, s. 128, 132.
83
Morzanie, Rybaki, Lesacy), innowacyjne centrum (m.in. Józcy) oraz spolonizowane
południe (Zaboracy) 14. Według Atlasu gwara brusko-wielewska należy do dialektów
południowo-wschodnich (podobnie jak wspomniane już gwary: kościerska, lipuska
i konarska). Obejmują one obszar południowo-wschodniej i zachodniej części powiatu
kościerskiego oraz części północnej powiatu chojnickiego (Ryc. 4)
Ryc. 4. Schemat podziału dialektów kaszubskich według Atlasu językowego kaszubszczyzny;
źródło: Historia, geografia, język i piśmiennictwo Kaszubów, s. 130.
14
Tamże, s. 132.
84
Zobaczmy, jakie cechy językowe i dialektalne uwidaczniają się w opowiadaniach komicznych z południa Kaszub.
W warstwie językowej komicznych opowiastek odzwierciedla się pograniczny
charakter regionu jaki reprezentują. Ziemia Zaborska znajdowała się niegdyś w obrębie
wpływów języka niemieckiego, co można zauważyć w tekstach. Uwidacznia się tu także położenie Brus na obrzeżach Kaszub, z czego wynika tzw. polaszenie. Zabory znajdują się również blisko Kociewia, skąd napłynęły do gwary zaborskiej dialektalne cechy kociewskie.
Wpływy języka niemieckiego uwidaczniają się w opowiadaniach A jo sã za nią
zabierôł! (J10), Jabłka dla dzece (WS7) i Zo zwas gipsnyś (WS4). W pierwszym z wymienionych tekstów występuje słowo „frisztok” oznaczające kolację (często używane
na południowych Kaszubach), w utworze Jabłka dla dzece bohater używa słowa „zwaj”
(według pisowni informatora) zamiast „podwójnie”. Najciekawszy przykład germanizmów znajduje się w tekście WS4: „Do naszej Janinci możesz przyńc, jabłuszko z nią
zjesc, za kolano ją złapsic, ale woży zo zwas gipsnyś ”. Wyrażenie niemieckojęcyczne spisane zostało przez Józefa Chełmowskiego fonetycznie. Oznacza ono: „co to, to
nie”, „nie wolno”, zaś zapisuje się: „So was gibt nicht”.
Kolejnym zjawiskiem widocznym w warstwie językowej opowiadań humorystycznych z południa Kaszub jest tzw. polaszenie, czyli wyraźne istnienie w gwarze
południowo-wschodniej języka kaszubskiego wpływów języka ogólnopolskiego. Jak
pisze Hanna Popowska-Taborska, większość cech językowych typowo kaszubskich
zachowała się na północy Kaszub, „cały szereg archaicznych formacji słowotwórczych
cechujących kaszubszczyznę skupia się dziś głównie na jej północnych krańcach”15.
Związane jest to oczywiście z wpływem języka polskiego na kaszubszczyznę, zaś południe Kaszub wpływy te przyjmowało najszybciej.
Opowiadania komiczne z południa Kaszub są właściwie dwujęzyczne: narrator
posługuje się często językiem polskim, podczas gdy bohaterowie wypowiadają się
w gwarze południowo-wschodniej, nacechowanej oczywiście polaszeniem. Można tu
jednak odnaleźć wiele cech gwarowych charakterystycznych dla południowej kaszubszczyzny, niewystępujących w języku polskim.
15
H. Popowska-Taborska, Kaszubszczyzna. Zarys dziejów, Warszawa 1980, s. 33.
85
Najważniejszą,
najbardziej
charakterystyczną
cechą
gwary
południowo
-wschodniej jest akcent inicjalny (na północy Kaszub jest on ruchomy), bardzo silnie
uwidaczniający się w opowiadaniach komicznych. Występuje on na południe od linii
Gdynia – Kartuzy16. Kolejną cechą kaszubszczyzny występującą w opowiadaniach jest
tzw. kaszubienie – stwardnienie szeregu spółgłosek środkowojęzykowych (ciszących)
ś, ź, ć, dź w szereg spółgłosek zębowych (syczących) s, z, c, dz17. Cecha ta uwidacznia
się w takich wyrazach, jak np. „chcoł”, „zapłacył”, „lecôł”, „wisni”, „jeseń”, „kòzëł”.
Kaszubienie pojawia się w opowiadaniach bardzo często, jednak można tu zauważyć
również inne zjawisko, typowe właśnie dla południa, a mianowicie postęp procesu:
przejście syczących s, z, dz w sz, ż, dż, co uwidacznia się w następujących wyrazach:
„wisznie”, „szlad”, „mëszloł”, „wëjeżdżic”, „jeżdżeł”.
Cechą odmienną w stosunku do pozostałego obszaru kaszubszczyzny jest zakończenie nosówki ą głoską n: „szepnąn”, „prysnąn”. Tego typu zjawisko zauważyć można
w twórczości Hieronima Jarosza Derdowskiego pochodzącego z Wiela, który uwidocznił w pisowni swoich utworów cechy gwary brusko-wielewskiej. Wyjątkowo w jednym
opowiadaniu południowokaszubskim pojawia się również taka cecha, jak zastąpienie
głoski g przez j: „ajentem” („agentem”).
Cechą południowej kaszubszczyzny jest także wymawianie ò jak ło, nie zaś, jak to
ma miejsce w kaszubszczyźnie północnej i środkowej, łe. W opowiadaniach komicznych jednak wymowa ło występuje sporadycznie. Labializacja nie zachodzi tu zbyt często, zaś jeśli występuje, przyjmuje bardzo często formę łe (co może być związane
z funkcjonowaniem i nauczaniem kaszubszczyzny literackiej, która realizuje właśnie
formę łe).
Bardzo widoczne w sferze językowej południowokaszubskich opowiadań są
wpływy gwary kociewskiej. Odnajdujemy tu formę „mnieszaniec”, w której po miękkim m’ następuje n. Wpływem kociewskim jest także przejście zmiękczonych p’, ch’
w ps, chs. Ostatnia z wymienionych cech jest w rejonie Zaborów bardzo popularna, co
odzwierciedla się w omawianych opowiadaniach, wymieńmy choćby takie przykłady
form wyrazowych, jak: „spsiã”, „psiorem”, „psiece”, „psiekło”, „psiniãdze”, „głupsia”,
„òdpsiãte”, „szarpsie”, „knajpsie”, „psił”, „napsisôł”, „zapsiecku”, „chsila”.
16
Tamże, s. 30.
17
E. Breza, J. Treder, Gramatyka kaszubska. Zarys popularny, Gdańsk 1981, s. 31.
86
Przedstawione cechy południowo-wschodniej kaszubszczyzny z pewnością nie
wyczerpują tego zagadnienia, jednak obrazują w pewien sposób pograniczny charakter
sfery językowej omawianych tekstów.
4. Koloryt lokalny w opowiadaniach o głupich sąsiadach
Opowiadania o głupich sąsiadach należą do grupy najbardziej popularnych utworów
literatury ludowej w polskiej humorystyce. Są to wątki międzynarodowe, od 1200 do
1349, przedstawiające niezgodne z logiką zachowania mieszkańców poszczególnych
miejscowości18, ich głupotę i naiwność. Jak pisze Julian Krzyżanowski, społeczności
głupców wyśmiewane były już w starożytnej Grecji – przykładem mogą być tu Abderyci, nazywani „nieuleczalnymi durniami” 19. Wyśmiewanie obcych jest odwieczną ludzką
potrzebą, zaś dzięki stwierdzeniu, że sąsiedzi są niezbyt rozgarnięci intelektualnie,
można podnieść własną samoocenę, poczuć się mądrzejszym i bardziej wartościowym20. Opowiadania te „to jakby dalekie echo przeszłości, przeżytki dawnych niechęci
i nienawiści plemiennych, które w ciągu wieków zmieniły się w zabawne opowieści” 21.
Niższość sąsiadów należy udowodnić, poprzeć konkretnymi argumentami – nie
wystarczy jej jedynie stwierdzić. Do tego właśnie służą obiegowe schematy, ukazujące
określone zachowania nierozgarniętej społeczności. Opowieści o głupich sąsiadach nie
są zatem zgodne ze stanem faktycznym, nie odzwierciedlają realnej rzeczywistości. To
samo opowiada się o mieszkańcach miejscowości najbliższych, jak i położonych bardzo
daleko.
Międzynarodowe wątki dostosowane zostały także do realiów południowych Kaszub, a mianowicie do mieszkańców Tuszków i Swornychgaci. Na Pomorzu tego rodzaju opowieści dotyczą także mieszkańców Pucka, Gnieżdżewa, Mściszewic, Canowa,
Węgorzewa, Helu czy Darzekowa22. Miejscowości tych jest zatem dość dużo. Przyjrzyjmy się jak międzynarodowe schematy zostały dostosowane do realiów południowokaszubskich.
18
D. Simonides, Rzecz o humorze śląskim, s. 45.
19
J. Krzyżanowski, Facecjonistyka staropolska, w: Paralele, s. 181.
20
J. S. Bystroń, Megalomania narodowa, s. 111.
21
Tamże.
22
Tamże, s. 112–127.
87
Wieś Tuszkowy znajduje się na południu Kaszub, w powiecie kościerskim, nieopodal Lipusza. Choć w humorystycznych opowiadaniach nie przedstawia się zbyt pozytywnie, odegrała ważną rolę w czasie okupacji hitlerowskiej – była w całości wsią
partyzancką, część jej mieszkańców wchodziła w skład organizacji wojskowej „Gryf
Pomorski”. Mimo bohaterskich zachowań jej mieszkańcy nie przestali być jednak tematem żartów i kpin, które do dziś funkcjonują w najbliższej i dalszej okolicy. Tuszkowianie są synonimem ludzi naiwnych, ciemnych i głupich. Bernard Sychta w Słowniku
gwar kaszubskich wymienia wiele powiedzeń ukazujących mieszkańców tej miejscowości, warto przytoczyć tu kilka z nich: „ko më nie jesmë z Tuszków”, „Głupi jak tuszkowión”, „spiewac jakbë tuszkowiace bika wcągalë na dach” (‘przeciągać śpiew’),
„tuszkowska robota” (‘robota niedorzeczna, nikomu nieprzydatna’), „po tuszkowsku”
(‘na opak, nie tak jak trzeba’) 23. Jak wskazuje na to dość bogaty zbiór powiedzeń ukazujących głupotę mieszkańców Tuszków, tego typu mniemanie o nich jest bardzo zakorzenione wśród mieszkańców pobliskich miejscowości.
Z pewnością mniej popularne są opinie o głupocie mieszkańców Swornychgaci,
zwanych sworanami. Nie odnajdziemy w potocznym języku sformułowań dotyczących
sworan podobnych do powiedzeń o tuszkowianach. Wśród omawianych opowiadań
znajdują się zaledwie dwa dotyczące mieszkańców tejże miejscowości. Być może opinie o głupocie sworan są starsze od tych dotyczących tuszkowian i w większości już
zapomniane.
Opowiadania o tuszkowianach i sworanach realizują ogólnopolskie wątki,
a mianowicie: T 1288 Splątane nogi, T 1281 Kłopoty z kotem, T 1336 Głupcy i woda,
T 1210 Krowa na dachu, T 1248 Drzewo w poprzek, T 1245 Wnoszenie słońca do domu, T 1319 Kobyle jaje, T 1236 Pomylony kalendarz i T 1217 Spodnie burmistrza.
Wszystkie te wątki dostosowane zostały do realiów obu miejscowości. Zmieniły się
wsie i ich mieszkańcy, jak również realia geograficzne, historyczne i językowe.
W omawianych opowiadaniach o głupich sąsiadach odnajdujemy elementy południowokaszubskiego krajobrazu: lasy, jeziora, nazwy konkretnych miejscowości. Uwidacznia się tu także sytuacja historyczna oraz wielokulturowy charakter tego regionu przed
I wojną światową. W jednej z opowieści, w której tuszkowianie idą do Niemca po radę,
23
B. Sychta, Słownik gwar kaszubskich na tle kultury ludowej, t. V, Wrocław 1972, s. 411–412.
88
ponieważ nie wiedzą w jaki sposób pozbyć się myszy, ukazane zostały relacje polskoniemieckie.
Jedna tylko tuszkowska opowiastka nie posiada wariantów dotyczących innej
miejscowości, a mianowicie opowieść Jak tuszkòwiónie swòjã matuszkã jachalë pòchòwac (T04). Jak czytamy w Bedekerze kaszubskim, objaśnia ona „pochodzenie wspaniałej sosny – pomnika przyrody, liczącej sobie ponad dwieście lat i wierzchołkiem
sięgającej 35 metrów. Sosna ta, znajdująca się w pobliskich wsi lasach, nosi nazwę
Tuszkowska Matka”24. Koloryt lokalny dotyczy tu bardzo konkretnego elementu przyrody. Drzewo staje się swego rodzaju symbolem pochodzenia mieszkańców owej miejscowości, zaś dla ludzi z miejscowości pobliskich – symbolem początku wyśmiewanej
przez nich głupoty tuszkowian.
Poza opowiadaniami o tuszkowianach i sworanach, wśród omawianych utworów
znajduje się opowiastka dotycząca mieszkańców Lipnicy. Podobnie jak tekst o tuszkowskiej matce, ona również nie posiada wariantów dotyczących mieszkańców innych
miejscowości. Świadczy to zapewne o jej rodzimości, a w tym wypadku być może również o prawdziwości anegdoty.
Koloryt lokalny w opowieściach o głupich sąsiadach jest niezmiernie ważny, ponieważ przyporządkowuje określony schemat wątku do konkretnej miejscowości i jej
mieszkańców. Pozwala przystosować oznaki krańcowej głupoty przedstawione w szeroko rozprzestrzenionych wątkach do mieszkańców miejscowości, jaką określona społeczność pragnie ośmieszyć.
24
R. Ostrowska, I. Trojanowska, Bedeker kaszubski, Gdańsk 1974, s. 437–438.
89
ROZDZIAŁ VI
Postaci z południowokaszubskich opowiadań – próba charakterystyki
Omawiane opowiadania południowokaszubskie dotyczą konkretnych mieszkańców
Brus i okolicy. Postacie te posiadają niejako dwa wizerunki: jeden z nich zachował się
w pamięci osób żyjących, które osobiście znały postaci z humorystycznych opowiadań,
drugi – ukazany jest właśnie w omawianych dowcipach i humoreskach. Warto zwrócić
uwagę na fakt, iż bohaterowie opowiadań posiadają wiele cech wspólnych, łączy ich
bowiem humorystyczny stosunek do życia. W niniejszym rozdziale omówię wszystkie
wymienione aspekty: najpierw przedstawię konkretne fakty z życia Józefka, Wicka,
Łyczywka i innych osób występujących w opowiadaniach, następnie zaś odniosę je do
wizerunku tychże postaci w omawianych utworach. W ostatniej części rozdziału wyodrębnię wspólne cechy bohaterów, które ukażą nam pewien schemat postaci występujący
w południowokaszubskich opowiadaniach humorystycznych.
Postaci w omawianych opowiadaniach z pewnością nie można analizować tak
samo jak postaci fikcyjnych występujących w świecie przedstawionym dzieła literackiego. Pierwszy wyznacznik postaci w dziele literackim, a mianowicie fikcyjność,
szczególnie różni te dwa spojrzenia. Postaci w wielu omawianych opowiadaniach
z pewnością fikcyjne nie są. Można jednak pod pewnym względem to pojęcie uwzględnić: bohaterowie występujący w omawianych tekstach nie zawsze są tacy sami jak realne osoby żyjące w określonym czasie i miejscu. Następuje tu zatem pewna kreacja bohaterów, którym nadaje się określone cechy, umieszcza w centrum wydarzeń, z których
większość zapewne ich nie dotyczyła. Postaciami fikcyjnymi są z pewnością mieszkańcy Tuszków, Sworów czy Lipnicy, którzy nie występują już w ludzkiej pamięci jako
konkretne osoby, lecz jako swego rodzaju zbiorowości.
Przyjrzyjmy się zatem realnemu wizerunkowi postaci występujących w południowokaszubskich opowiadaniach, a mianowicie wizerunkowi Józefka, Wicka Skwierawskiego, Łyczywka, Wańty, Promeli, Antka Wajny, Ambrożego Felskiego i Andrzeja
Skwierawskiego.
Józefek, a właściwie Józef Wałdoch (fot. 4, 5), urodził się w Brusach 4 marca
1897 roku. Mieszkał razem z rodziną swojej siostry na ulicy Makowej, gdzie do dziś
znajduje się gospodarstwo państwa J...skich (rodziny siostrzeńca Józefa). Józefek był
90
człowiekiem dość znanym w bruskiej społeczności z powodu swego aktywnego uczestnictwa w życiu religijnym i specyficznego zajęcia. Jak wynika z wypowiedzi informatorów, pełnił on w kościele różne funkcje, m.in. trzymał krzyż w trakcie pielgrzymek do
Wiela czy procesji w parafii. Znany był także z umiejętności tzw. zażegnywania róży,
czyli rumieni pojawiających się na skórze. Zażegnywanie polegało na odmówieniu
określonych formuł nad chorym w celu jego wyleczenia, były to, jak podają informatorzy, formuły o treści religijnej. Znana jest historia mówiąca o tym, jak podczas kazania
ksiądz potępił tego rodzaju praktyki. Józef wiedział oczywiście, że chodzi o niego. Po
jakimś czasie właśnie na ową różę zachorowała gospodyni księdza, niejaka Hilda. Proboszcz poprosił Józefka o wizytę u niej. Józefek zgodził się, lecz pod warunkiem, iż
ksiądz publicznie odwoła swoje słowa dotyczące zażegnywania. Proboszcz rzekomo to
zrobił, zaś za sprawą Józefka gospodyni wyzdrowiała. Informatorzy potwierdzają
uzdrowicielskie zdolności Józefa Wałdocha, wymieniają konkretne osoby, którym pomógł, gdy nie mógł tego zrobić lekarz. Józefek uznawał własne metody leczenia, „leczył się po swojemu”. Był kawalerem, umiejętności, czy też wiedzę na temat formuł
zażegnywania przejęła od niego żona jego siostrzeńca.
Poza zażegnywaniem róży Józefek zajmował się gospodarstwem, posiadał wielokrotnie pojawiającego się w opowiadaniach kozła. Jego zasadniczym dochodem była
jednak praca u ogrodnika, Kiczki. Krewna Józefa Wałdocha nie potwierdza faktu, jakoby miał być on agentem ubezpieczeniowym w PZU (taka informacja zawarta jest
w jednej z opowiastek).
Józefek był człowiekiem prostym, nie wyróżniał się gadatliwością. Jak podaje jeden z informatorów, był raczej małomówny. Wiele osób wspomina o jego sposobie
mówienia, który był bardzo specyficzny, powolny. Józefek traktował wszystko bardzo
konkretnie, tak też rozumiał otaczający go świat. Widział wszystko takim, jakie jest,
mówił to, co w danej sytuacji myślał. Być może właśnie z tego wynikało wiele komicznych sytuacji, w jakich się znalazł i jakie zauważali otaczający go ludzie.
Józef Wałdoch zmarł tuż przed świętami Bożego Narodzenia, 22 grudnia 1979
roku. Podobno przeczuł własną śmierć – kiedy pewna osoba powiedziała mu w sklepie,
aby kupił sobie żywność na święta, odpowiedział, że na wigilię będzie już gdzie indziej.
91
Fot. 4. Józef Wałdoch z siostrzenicami, lipiec 1961 rok
Fot. 5. Józef Wałdoch
92
Na temat pozostałych bohaterów informacji jest dużo mniej. Być może dlatego, że
opowiadania o Józefku są najbardziej popularne spośród wszystkich przedstawionych
tekstów w niniejszej pracy (może z wyjątkiem opowiastek o Tuszkowianach).
Wincenty Skwierawski (fot. 6, 8), znany jako Wicek Skwierawski mieszkał w
Brusach na ulicy Kościelnej (fot. 9). Posiadał średniej wielkości gospodarstwo, z którego czerpał swoje dochody. Wicek miał także bardzo dobre konie, które sprzedawał.
Fot. 7. Żona Wincentego Skwierawskiego
Fot. 6. Wincenty Skwierawski
Fot. 8. Wincenty Skwierawski z rodziną
93
Fot. 9. Dom Wincentego Skwierawskiego na ul. Kościelnej
Również w Brusach mieszkał kolejny bohater opowiadań, Jan Łyczywek (na ul.
2-go Lutego, a następnie Dworcowej). Urodził się 1 listopada 1912 roku, zmarł zaś
7 kwietnia roku 1992. Pracował jako malarz, dlatego był w Brusach ogólnie znany. Słynął z dokładności i sumienności, jak również z ogromnego poczucia humoru i gadatliwości (wypowiedzi informatorów o Janie Łyczywku zostały przytoczone w rozdziale
V). Potrafił w każdej niemal sytuacji zabawić dowcipem, lubił także robić ludziom kawały (fot. 10).
Fot. 10. Jan Łyczywek
94
Kolejną postacią występującą w omawianych opowiadaniach jest Antoni Wajna
(Antek Wajna), również Bruszanin (mieszkał na ulicy Chełmowskiej wychodzącej
w kierunku Czyczków). Z zawodu był rzeźnikiem, prowadził także małe gospodarstwo
rolne. Przez pewien czas zajmował się obsługą sklepu GS – według opinii informatorów, posiadał tam bardzo bogaty asortyment, „kupiłeś u niego wszystko”. Brak jednak
innych informacji na jego temat. Spoza Brus, z Czapiewic, pochodził Wańta. Józef
Chełmowski notuje zaledwie kilka informacji na jego temat. Słynął on z różnorakich
figli, jakie robił, nie oszczędzając nawet swojej matki (według zapisków Józefa Chełmowskiego, Wańta zrobił swojej matce dość przykry żart – założył w plewionej przez
nią marchwi żelazo na zające). W dość dziwny sposób uprzykrzał się sąsiadom – gdy
się z nimi pokłócił, zakładał im narzędzia gospodarskie na drzewa, „a jak dużo gadali,
to im obżagował wszystkie drzewa, na wiosnę uschły. Różne psoty miał w głowie” –
pisze Józef Chełmowski, który nazywa tegoż bohatera „fsilutem”. Wśród pozostałych
postaci występująch w omawianych opowiadaniach znajdują się Ambroży Felski, Promela i Andrzej Skwierawski. Pierwszy z nich był kowalem i posiadał swój zakład na
ulicy Gdańskiej, o drugim zaś nie wiadomo prawie nic poza tym, że jego nazwisko
brzmiało prawdopodobnie Prądzyński, zaś określenie Promela było jego przezwiskiem.
Ostatnią osobą, którą należy przedstawić w związku z omawianymi opowiadaniami, jest
Andrzej Skwierawski (fot. 4), mieszkający niegdyś na ulicy Kalwaryjnej, krewny rodziny Ziółtkowskich. Przed II wojną światową i w jej trakcie przebywał w Niemczech. Po
wojnie powrócił do Brus, gdzie utrzymywał się z renty i małego gospodarstwa. Posiadał
przezwisko Jędroch (po kazubsku: Jãdroch).
Niestety na temat niektórych z wymienionych osób nie udało mi się zdobyć wiarygodnych informacji, zatem odtworzenie nawet podstawowych faktów jest tu niemożliwe. Zobaczmy jaki obraz przedstawionych wyżej osób ukazany został w południowokaszubskich opowiadaniach komicznych.
Obraz Józefka, jaki występuje w omawianych utworach humorystycznych, jest
nieco odmienny od tego, który wyłania się z opowiadania informatorów. W opowiastkach Józefek jest dość gadatliwy, chętnie opowiada o przygodach jakie go spotkały.
Mało tego, wymyśla określone zdarzenia w celu rozśmieszenia słuchaczy. W rzeczywistości, jak podają informatorzy, był on małomówny. Jak już wspomniałam, nie pracował jako agent ubezpieczeniowy – nie miał takiej możliwości, do Chojnic trzeba by
95
bowiem dojeżdżać, podczas gdy Józefek wszędzie chodził na piechotę. W opowiastkach
znajduje się dość dużo informacji na temat Józefka, które nie maja pokrycia w rzeczywistości. Poza wspomnianą pracą, tego typu motywem jest małżeństwo Józefka z Franią
i fakt posiadania dzieci, których przecież nie miał. Pewne rzeczy zgodne są jednak
z prawdą: zarówno w opowiadaniach jak i w relacjach informatorów potwierdza się
jego specyficzne, proste spojrzenie na świat i pracowitość. Józefek w omawianych
utworach budzi sympatię odbiorcy, zadziwia też swoimi spostrzeżeniami i dziwnymi
sposobami rozwiązywania problemów. Z pewnością jest postacią bardzo ciekawą, niejednoznaczną: ludowym chłopkiem, który jednocześnie interesuje się naturalną medycyną, zajmuje się zażegnywaniem róży. Józefek w opowiadaniach humorystycznie traktuje świat, rozśmieszając także ludzi wokół siebie.
Równie ciekawy w omawianych opowiadaniach humorystycznych jest obraz
Wicka Skwierawskiego. Podobnie jak Józefek, on także w swoisty sposób interpretuje
otaczającą rzeczywistość. Zdarza się, że dostosowuje ją niejako do swoich potrzeb, udaje, przekręca fakty, koloryzuje, by osiągnąć pożądany efekt. W jego zachowaniu uwidacznia się spryt, jak również umiejętność manipulacji. Jak relacjonuje jeden z informatorów, wiele cech ujawniających się w opowiastkach o Wicku jest zgodnych z prawdą,
pilnował on bowiem swego, zawsze musiał podkreślić swoją dobrą sytuację. Ciekawe
jest, że robił to w niezmiernie żartobliwy sposób, przez co zostawało mu to wybaczane.
Wychwalanie swojej rodziny nie było brane za próżne przechwałki, lecz humorystyczne
traktowanie własnej osoby.
Najmilej wspominaną osobą jest jednak Jan Łyczywek. Niemal każdy, kto go pamięta, wypowiada się o nim z uśmiechem, wspominając wesołą atmosferę, jaką wprowadzał oraz umiejętność rozśmieszenia towarzystwa. W opowiadaniach Łyczywek pojawia się jako twórca większości utworów, informatorzy wskazują na fakt, iż to właśnie
od niego słyszeli poszczególne „powiastki”. W omawianych tekstach funkcjonuje on
również jako figlarz, który lubi robić innym kawały – jak choćby w opowiastce Zupa
z kamienia. Łyczywek jest swoistym wesołkiem, komikiem, a równocześnie gawędziarzem-satyrykiem, który w każdej sytuacji ma do powiedzenia coś śmiesznego.
Pozostałe postaci są bohaterami pojedynczych opowiadań, dlatego trudno tu generować ich wizerunek – uwidaczniają się tu raczej niektóre cechy charakteru. Antek
Wajna ukazany jest jako kolejny gawędziarz-satyryk (choć odnalazłam tylko jedną
96
opowieść z nim związaną). Wańtę, podobnie jak Wicka, cechuje spryt, do tego jeszcze
zamiłowanie do robienia żartów i psikusów innym ludziom (nawet żandarmowi). Promela ukazany jest jako „taki sobie goluś”, który w swojej naiwności myśli, że Bóg chce
zabrać go na linie do nieba – powtarza jednak z pokorą kościelną formułę „Panie Boże,
nie jestem godzien”. Ostatnia z postaci, Ambroży Felski, reprezentant wielopokoleniowej rodziny kowali, ukazany jest jako rzemieślnik kierujący się konkretnymi zasadami
i wartościami. Wizerunek Wajny, Wańty, Promeli, Ambrożego Felskiego i Andrzeja
Skwierawskiego znamy właściwie tylko z omawianych opowiadań, nie żyją oni bowiem
tak bardzo w pamięci mieszkańców Brus, jak wcześniej wymienione postacie. Oczywiście mam na myśli rdzennych mieszkańców Brus, zaangażowanych w życie społeczności, w wieku co najmniej średnim. Wśród osób młodych omawiane opowieści nie są
znane zbyt dobrze, zaś ludzie przyjezdni, którzy przeprowadzili się z innych regionów,
zazwyczaj nie znają ich wcale.
Analizując wizerunki poszczególnych bohaterów występujących w opowiadaniach południowokaszubskich, wyodrębnić można niektóre ich wspólne cechy oraz
pewne podobieństwa do postaci bardzo popularnej w kulturze ludowej, w tym na Kaszubach, a mianowicie Sowizdrzała.
Cechą wspólną bohaterów południowokaszubskich opowiadań jest z pewnością
wesołe, żartobliwe podejście do życia i ludzi. Wiąże się z nim upodobanie w płataniu
figlów i robieniu żartów. Z pewnością figlarzami byli Łyczywek i Wańta. Postaci
z omawianych opowiadań humorystycznym z dystansem patrzą na otaczającą rzeczywistość, zaś u wielu z nich zza wesołości wyłania się ludowa mądrość. Są to łgarze i prześmiewcy, oczywiście w pozytywnym znaczeniu, obdarzeni wyjątkową fantazją. Te właśnie cechy upodabniają ich do średniowiecznego wesołka, franta, błazna-psotnika –
Sowizdrzała, który był uosobieniem humoru i mądrości ludowej, przez co zyskał
ogromną popularność w całej Europie (w Polsce pierwszy zbiór opowiadań dotyczących Sowizdrzała pojawił się w roku 1530, kolejny – Sowiźrzał krotofilny i śmieszny –
w 1540)1. Do postaci Sowizdrzała nawiązał w swoich opowiadaniach pod tytułem Sowizdrzôł ù Krëbanów2 pisarz kaszubski, polityk i kaszubsko-pomorski działacz regio-
1
W. Kopaliński, Sowizdrzał, w: tegoż, Słownik mitów i tradycji kultury, Warszawa 2009, s. 1213.
2
J. Karnowski, Sowizdrzôł ù Krëbanów, Brusy 2009.
97
nalny pochodzący właśnie z okolic Brus, z miejscowości Czarnowo – Jan Karnowski3.
Opisuje on przygody Sowizdrzała, syna Skrobôcza, którego w trakcie wędrówki po
szubach spotykają przeróżne przygody. Sowizdrzôł nigdzie nie może zagrzać miejsca,
robi wszystko na opak, jak gdyby na przekór panującym zasadom. Często jednak nie
czyni tego celowo: chcąc pomóc – szkodzi, chcąc się nauczyć rozumu – trafia do szkoły
w Tuszkowach.
Przywołuję tu utwory Jana Karnowskiego, ponieważ można w nich odnaleźć motywy pojawiające się także w komicznych opowiadaniach południowokaszubskich. Poza podobieństwami, jakie dotyczą bohaterów omawianych utworów komicznych i Sowizdrzała, odnajdujemy tu również powiązania pomiędzy dwoma opowiadaniami
Karnowskiego a opowiastkami komicznymi. W utworze Karnowskiego Sowizdrzałowô
wiliô4 główny bohater w czasie wędrówki przez bór w wigilię Bożego Narodzenia
stwierdza, że zabłądził. Zauważa jednak światełko, poczym podąża w jego stronę. Okazuje się, że jest to chatka „leśnego” w pobliżu Leśna. Leśniczy częstuje Sowizdrzała
mocną gorzałką. Kiedy Sowizdrzôł opowiada o tym, jak lubił wędrujące niegdyś w wigilię gwiazdki, nagle rozlega się huk – Sowizdrzôł stwierdza, że jest to dzika jachta5.
Przedziwne stworzenia wkraczają do chatki i porywają go do szalonego tańca. Następnego dnia rano Sowizdrzôł z rozbitym nosem stwierdza: „Ala kace, môta wa tu w Lesnie mòcny fich”6. Motyw zgubienia się podczas wędrówki przez las i nocowania
w domu, w którym bohatera spotyka dziwna przygoda, występuje także w opowiadaniu
Droga na kalwarię, którego bohaterem jest Józefek. Tekst ten dotyczy oczywiście innych okoliczności, jednak główny motyw jest ten sam. Dodatkowym podobieństwem
jest także fakt, iż w obu utworach przedstawione zostało zdarzenie, które tak naprawdę
nie miało miejsca: było swego rodzaju halucynacją pod wpływem alkoholu albo zmyśleniem bohatera. Kolejne podobieństwo pomiędzy opowiadaniami Karnowskiego
a omawianymi opowiastkami humorystycznymi z południa Kaszub dotyczy tekstów Jak
3
Więcej informacji w: C. Obracht-Prondzyński, Jan Karnowski (1886–1939). Pisarz, polityk i kaszubsko-
pomorski działacz regionalny, Gdańsk 1999.
4
J. Karnowski, Sowizdrzałowô wiliô, w: tegoż, Sowizdrzôł ù Krëbanów, s. 14–18.
5
Dzikie, demoniczne polowanie. Na Kszubach istniały wierzenia dotyczące dzikich polowań. Wspomina
o nich także Józef Chełmowski w swoich zapiskach.
6
J. Karnowski, Sowizdrzałowô wiliô, s. 18. Tłum. S. Janke: „Do diaska, ale macie w Leśnie mocną gorza-
łę”.
98
Sowizdrzôł w prizë sedzôł oraz A jô sã za nią zabierôł (J10). W pierwszym z wymienionych utworów Sowizdrzôł trafia do aresztu, gdzie podczas snu wydaje mu się, że Mareszka łaskocze go po twarzy, podczas gdy są to chodzące po nim szczury. W kolejnym
z utworów Józefek, kiedy nocuje na zapiecku w pewnym domostwie w Lipnickiej wsi,
myśli, że „dotiko sã” do młodej córki gospodarzy. Rano okazuje się jednak, że nie była
to córka gospodarzy, lecz ciało zmarłej babci, którego rodzina nie miała za co pochować. W obu opowiadaniach dochodzi do przykrej dla bohatera pomyłki – zarówno Sowizdrzôł, jak i Józefek myślą, że mają do czynienia z ładną dziewczyną, podczas gdy
rzeczywistość jest zupełnie inna.
Przedstawiona przeze mnie charakterystyka bohaterów południowokaszubskich
opowieści obrazuje pewien rys kaszubskiego łgarza-prześmiewcy,wesołka, który z dystansem patrzy na otaczającą rzeczywistość, płata figle, zabawia żartem. Przedstawione
w niniejszym rozdziale informacje dotyczące osób występujących w opowiastkach
z pewnością w pełni nie wyczerpują tegoż tematu – pewne informacje sa juz dziś bardzo trudne do uzyskania, bowiem o bohaterach opowieści brak jest informacji pisemnych, zaś ludzka pamięć często jest zawodna.
99
ZAKOŃCZENIE
W niniejszej pracy zaprezentowałam i zbadałam opowieści komiczne z południa Kaszub: przedstawiłam ich wątki i warianty, zagadnienia związane z komizmem, gatunkowością, kolorytem lokalnym oraz scharakteryzowałam występujące w nich postaci.
Głównym celem pracy było utrwalenie funkcjonujących wśród mieszkańców Ziemi
Zaborskiej humorystycznych opowiadań, które stanowią żywą formę folkloru. Południowokaszubskie opowieści komiczne nadal funkcjonują w ustnym obiegu, w swojej
naturalnej sytuacji komunikacyjnej, są przekazywane młodszemu pokoleniu. Na uwagę
zasługuje fakt, iż omawiane dowcipy i humoreski nadal śmieszą odbiorców, choć, jak
już wspominałam, w różnym stopniu, co zależne jest od pochodzenia danego słuchacza,
jego indywidualnego poczucia humoru, znajomości gwary południowokaszubskiej
i odpowiedniego kontekstu.
Omawiane opowiadania komiczne wnoszą do folkloru wiele nowych wątków,
których nie odnajdziemy w Polskiej bajce ludowej w układzie systematycznym Juliana
Krzyżanowskiego. Te zaś opowieści, które reprezentują poszczególne wątki z wspomnianego dzieła Krzyżanowskiego ukazują nam życie poszczególnych motywów literatury ustnej oraz sposoby ich dostosowywania się do określonego regionu poprzez nasycenie kolorytem lokalnym (zestawienie poszczególnych opowiadań i numeracja wątków
znajduje się w tab. 1 i 2).
Zebranie i zbadanie zaborskich opowieści humorystycznych nie byłoby możliwe
bez pomocy informatorów: pana Józefa Wardina, Mariana Wróblewskiego, Józefa
Chełmowskiego, Andrzeja Majkowskiego, a szczególnie mojego taty, Antoniego Ziółtkowskiego, dzięki któremu zetknęłam się z opowiastkami o Józefku i innych postaciach. Wszystkim im serdecznie dziękuję za przekazanie opowiadań i wielu cennych
informacji, których nie sposób byłoby zdobyć z innych źródeł. Dziękuję także rodzinom
bohaterów opowiastek za udostępnienie fotografii – pani Teresie Janikowskiej oraz
Janinie Zakrzewskiej. Serdeczne podziękowania kieruję do pani prof. Marii Jakitowicz
za pomoc w poszczególnych etapach tworzenia pracy, przede wszystkim zaś za umożliwienie pisania pracy magisterskiej na tenże właśnie temat.
Omawiane opowieści południowokaszubskie są obrazem określonej społeczności
i konkretnych osób, które dzięki owym opowiadaniom żyją w pamięci mieszkańców
100
Brus i okolic. „Zôdné pismo o waju nie pisze, leno gôdka o tem jeszcze żije” 7 – pisał
Jan Karnowski, którego słowa w kontekście zaprezentowanych opowiastek są niazmiernie prawdziwe.
7
J. Karnowski, Krëbanë, w: Domôcé słowo zwęczné. Antologia tekstów kaszubskich dla recytatorów,
oprac. J. i J. Treder, Chmielno 1994, s. 97.
101
TAB. 1. OPOWIEŚCI HUMORYSTYCZNE PRZEKAZANE USTNIE
Informator
Józef
Chełmowski
Rok
ur.
1934
Wykształcenie/ wykonywany
zawód
Twórca
ludowy
Miejsce urodzenia/miejsce
zamieszkania
Brusy/Brusy
Jaglie
Tytuł wątku i oznaczenie




Spiã i nie spiã, WS1b
Patrzã i patrzã, WS2a
Cos trzeszczi,WS3a
Zo zwas gipsnyś,
WS4
Nowe gatcie, WS5
Aż psiekło stãkało,
WS6
Jabłka dla dzece,
WS7
Wańta i żandarm, W
Koza i westka: Westka
po tatulku, J04c
Kolejarza rozjechale,
J07b
Cyganka, C
–
–
T 1288B
–




Pestczi, J03b
Koza i westka: Bestro
westka, J04b
Kolejarza rozjechale,
J07a
Frania i choroba
dziecka, J08a
Ruletka, J09
A jo sã za nią zabieroł!, J10
Droga na kalawię,
J11
Mama Puc, J14
Józefek w samolocie,
J01a
Wychodek, J02b
Pestczi, J03a
Koza i westka, J04d
Józefek w teatrze, J05

Zupa z kamienia, Ł1

Panie Boże, nie jestem godzien, P
Szczęść Boże, majster,
AF



Andrzej
Majkowski
1938
Zawodowe/
Rolnik
Brusy\Kosobudy




Józef Wardin
Brusy/Brusy







Marian
Wróblewski
1954
Wyższe/
Rzemieślnik
Brusy/Brusy



102
Numer
wątku
–
–
–
–
–
–
–
–
–
–
–
–
–
–
–
–
–
–
–
–
T 1548
T 1482
–

Antoni
Ziółtkowski
1944
Wykształcenie wyższe/emerytowany
nauczyciel
Brusy/
Brusy
















Nawiedzony dom,
AW
Józefek w samolocie,
J01b
Wychodek, J02c
Pestczi, J03c
Koza i westka, J04a
A tfii!, J06
Kolejarza rozlechale,
J07c
Słoma i ogień, J08b
Pół koze i pół kozła,
J13
Spiã i nie spiã, WS1
Patrzã i patrzã,
WS2b
Cos trzeszczi, WS3b
Drobne psiniãdze,
WS8
Pies wszystko wyżarł,
WS9
Gonienie zajka,
WS10
Lód w portkach, Ł2
Koza na łańcuchu,
AS
–
–
–
–
–
–
–
–
–
–
–
T 1288B
–
–
–
–
–
TAB. 2. TEKSTY OPUBLIKOWANE
Tytuł i oznaczenie
tekstu
Wychodek J02a
Pestczi J03d
Sąsadë WS1c
Mòja rzecz Ż
Jak sobie tuszkòwiónie nodżi mëlë
Miejsce pochodze-
Źródło
nia (wg źródła)
W świetle dnia. Anegdoty i bajki z Kaszub ze
słownika Sychty, Gdynia
2009, s. 140
W świetle dnia, s. 150
Belny szport wiele wôrt,
zebrał i oprac. Z. Pryczkowski, Gdańsk 2000, s.
121; W świetle dnia, s.
138.
W świetle dnia, s. 154.
W świetle dnia, s. 76.
103
Numer wątku
Brusy
–
Dziemiany
–
Połchowo
–
Brusy
Śluza koło Swornychgaci
–
T 1288
T01
Jak tuszkòwiónie
spôlëlë całą wies dlô
kòta T02
Jak tuszkòwiónie
przezdrzëlë so w wòdze T03
Jak tuszkòwiónie
swòjã matuszkã jachalë pòchòwac
T04a, T04b
Jak tuszkòwiôcë
wcągalë bika na dach
T05
Jak tuszkòwiónie
jachalë pòmòc
Gduńsk bùdowac T06
Jak tuszkòwiónie
kòscół bùdowelë
T07a, T07b
Jak Mëck zdrzébca
wësedzôł T09
Jak swòranie nie
wiedzelë czedë są
Jastrë S1
Jak swòranie nie
wiedzelë czedë je
niedzela S2
Jak se Jónk Knut na
drudżi swiat wëbiérôł
JB1
Kozeł Józefka JB2
Zmiłka kalwarijskô
JB3
W świetle dnia, s. 76.
Brzeźno Szlacheckie
T 1281
W swietle dnia, s. 78.
Brzeźno Szlacheckie
T 1336A
W świetle dnia, s. 78–
79.
Lipusz;
Brzeźno Szlacheckie
–
W świetle dnia, s. 79–
80.
Śluza
T 1210
W świetle dnia, s. 80.
Brzeźno Szlacheckie
T 1248
W świetle dnia, s. 81.
Podjazdy
T 1245
W świetle dnia, s. 82–
83.
Brzozowo koło
Bzeźna Szlacheckiego
T 1319
W świetle dnia, s. 86.
Borzyszkowy
T 1236
W świetle dnia, s. 87.
Śluza
T 1217
–
–
–
–
–
–
Pro memoria. Józef
Bruski (1908–1974) i
Robaczkowo, Gdańsk
2003, s. 109.
Pro memoria, s. 113.
Pro memoria, s. 115.
104
ANEKS TEKSTÓW
Informację o źródle tekstów zamieszczam pod opowiadaniami. Utwory zebrane i spisane przeze
mnie takowej adnotacji nie posiadają (w nawiasach umieszczam jedynie inicjały informatorów).
OPOWIEŚCI O JÓZEFKU
J01. Józefek w samolocie
J01a. (MW)
Przed wojną, targi już się odbywały w Poznaniu i wuja Aleks Wróblewski dla szportu so wzął
ze sobą Józefka Wałdochów no i pojechał z nim. Tam jedną z atrakcji w Poznaniu na tych targach był przelot samolotem, fligrem, nad miastem. No i wuja Aleks pyta się:
– Józefek, czy byś so chcoł fligrem przelecec?
– No… – Józefek mówi – czemu nie, pan zapłaci…
Dwa złote z resztą to kosztowało. Józefek sobie tak myśli, myśli… Tak potem to komentował,
jak już był w Brusach, to mówi:
– Trudno, wuja Aleks zapłacył dwa złote, jo żem w ten fliger wlazł, ale już żem mioł w buksach
nasrane, ale dwa złote było zapłacone, jo je musza wëjeżdżec!
No i pilot ruszył, wystartował z tego lotniska, wzbił się trochę wyżej i się pyta Józefka:
– No, a jak pon so tera czuje?
– No dobrze panie, ale za dwa złote to je za nisko, wëżej panie!
– No dobra.
Pilot jeszcze wyżej podleciał, za chwilę znowu się pyta.
– No doch dobrze, ale za dwa złote to je za nisko.
Pilot się w końcu wkurzył, zrobił beczkę i korkociąg, wywinął coś tam z nim w górę i na dół
i ląduje, już kołuje, już stoi, już prawie Józefek ma wysiadać i się jednak pilot pyta:
– Panie, a jak pon so tero czuje?
– Panie pilot, tera docht dobrze, bo to, co miołem w buksach, tera mam na karku!
J01b. (AZ)
Józef i Talka, to była taka listonoszka, leceli samolotem.
– Wiesz – mówi Józef – to bëło wszëtko dobrze i fajn, ale jak ten samolot lecôł do góro, to to,
co żem miôł w gãbie, znalazło so w gatkach, a jak on lądowôł, to bëło na odwrót: to, co bëło
w gatkach, znalazło so w gãbie!
105
J02. Wychodek
J02a. Jak Józefk szedł z bùksama
Józefkòwi zachcało sã do wichódka. Chwicëł sã za bùksë i prãdkò lecôł. Szarpnął za klamkã.
Bëło zamkniãté. Tam chtos sedzôł.
– Chto tam je? – wrzeszczi Józefek.
Z wichódka sã nicht nie òdezwôł. Józefek szarpie dali i wrzeszczi:
– Chto tam je? Chto tam je?
Tej sã òdezwało z wichódka:
– Tu sã nie je, tu sã srô!
Źródło: W świetle dnia, s. 140. Tekst pochodzi z Brus.
J02b. (MW)
O pestkach to jest stare, pewno znane, ale ja to znam z opowiadań jeszcze pana Łyczywka. Takie chyba najbardziej autentyczne, to będzie:
Józefek kiedyś był u gbura przy draszowaniu i po òbiedze go przetrącyło. I Józefek, już te bukse
mo òdpsiãte, idze do wychodka, tam pod stodołã, szarpsie za te drzwiérze, a tam je zatchłe, so
pito:
– Chto tam je? – a on nic.
Za chsila so pito drudżi roz:
– Chto tam je?! – a on znowu nic.
Po chwili ten, co tam był w tym wychodku, mówi do Józefka:
– Józefek! Tu so nie je, tu so sro!
J02c. (AZ)
Józef stoi koło wychodka i szarpie drzwi:
– Chtooo tam je?! Chtooo tam je?!
– Józef, tu sã nie je, tu sã sro!
J03. Pestczi
J03a. (MW)
Teraz o pestkach: Kiedyś so Józefek siedzi przy wystawku na schodach. Knop, srela od jego
krewnego przychodzi i mówi:
– Wujaszku, przegryź mnie ta pesteczka.
– No dejkej.
106
Jedna, drugo, trzecio, za chsila Józefek so pito:
– Ty, a skąd ty knopku mosz te pesteczcie?
– No wuja, wiesz, tam za stodołą całe kupy tego leżą…
– No tfu, tfu, ty brzydalu, ty świntuchu, móm je drudżi raz w gãbie!
J03b. (W)
To bëło dôwni i, jak to na wse, wëchodków nie bëło, to chodzëlë z pòtrzebama za stodoła. A to
bëło lato, wisznie bëłë na drzewach, a môłi knôpë òd Janikowsczich te wisznie wcinalë gorscami, a pestek nie wypluwalë. Józefek tak samo. No i w kuńcu zbliżała sã jeseń, a te knôpczie
Józefkowi noszą tech pesteczków pełné garsce, żebe on tim jednim zãbem im je poprzecinôł,
poprzegrezoł. No i w kuńcu Józefek mówi:
– No ledze! Ale skąd, knopcie, wë mota tile tich pesteczków? Toc już wisni ni ma na tim!
– Aj wujku Józefku, wujku Józefku! Dyc za naszo stodołą so pełne gôrsce tëch pesteczków!
A òn tak:
– A tfi, tfi! Wa swinie! Tec jo już je móm dredżi rôz w gãbie!
J03c. (AZ)
Mała siostrzenica przychodzi do Józefka i mówi:
– Wuju, przegrëzce mnie tã pestkã!
– No dôj – przegryzł – môsz.
Za chwilę znowu przychodzi i ma dwie pestki
– Wujku, przegrëzce mnie te pestczi!
Przegryzł.
– No môsz.
Za chwilę ona przychodzi i ma więcej:
– Wujku, przegrëzce mnie te pestczi!
– Jo… a skąd të to môsz?
– A za stodołą leżałë!
– Jena! Tec jô je móm dredżi rôz w gãbie!
J03d. Pestczi
Przëbiegło dzéwczã do wùjka z gorscą pestków.
– Wùjeczkù, przegrizce mie te pestczé.
Wùjek je przegrizł, a dzéwczã wëjadło wszësczé zorenka. Pò chwileczce przëlecało znowù:
– Wùjeczkù, przegrizce mie eszcze rôz.
107
– A skądże të môsz tile pestków? – spitôł sã wùjek.
– W wej za stodołą, tam je jich wiele!
– Ò, të swinio, jô już móm je drëdżi rôz w gãbie.
Źródło: W świetle dnia, s. 150 (według informacji w Słowniku Bernarda Sychty, tekst pochodzi
z Dziemian).
J04. Koza i westka
J04a. Czôrnô westka (AZ)
Jedna kobieta przyszła do Józefka z białą kozą. A òn mówi:
– Jenka, jenka… Ten mój kòzëł òn tak na biôłé kòze òn tak nie patrzi za dobrze, òn woli czôrne
kòzë… Ale wiész të co… Mariś! Przenies tã mòjã czôrna westkã. Më tã kòzã òkrijemë, to òn sã
ten kòzëł zmili i òn na nią pùdze…!
J04b. Bestro westka (W)
A tero jak do Józefka przichodzili z kozami, bo on miôł tego kozła. I tero jak bëła koza biało, to
ten kozëł nie chcôł na ta koza wlezc. To Józefek wszedł na taczi pomysł i uszëł tako bestro
westkã. Jak on tą bestrą westkã ti koze założëł, tak kozeł zaro na nio wlazł. Taczi on beł juhas
pomisłowi.
J04c. Westka po tatulku (AM)
Do Józefka kozła przyprowadzili kozy.
– Ten kozioł dziś kozy nie przyjmuje.
– A czemu ni?!
– Bo nie chce – mówi – on nie chce na nią patrzeć, ale jo móm sposób na niego.
– A jaki?
– Ja żem przewróceł westka po tatulku, tak położeł na te koze i wtedy on na nio patrzeł.
J04d. Koza (MW)
Józefek w ogóle hodował kozy i miał kozy różnego tam kalibru podobno, białe, siwe i jakieś
tam takie czy inne. No i kiedyś taka jedna wdowa przyszła do Józefka [z kozą], żeby [kozioł]
tam ją [tę kozę] zapłodnił, bo on miał kozła. Ale ta koza tej wdowy była bestro, czyli w takie
łatki. I tero Józefek był w kropce, bo tero zamówiono wdowa była, ale on leno bioło koza
chciał. Nałożył tej kozie westkã i mówi do wdowy, tak było szaro:
– No słuchaj, wszystko je w porządku, moje je też bestro, twoja je tako, to dobrze będzie.
Wszystko zrobiła koza, a na końcu najśmieszniejsze było to, ze Józefek mówi:
108
– Słuchaj, wdowo, mój kozoł dwa razy prysnął, dwa złote so należy.
J05. Józefek w teatrze (MW)
O Józefki w teatrze, to było po wojnie, prawdopodobnie, no i z jakimś tam pewnie panem jechał
Józefek do teatru, to jeszcze tam i na kolację i na obiad i wszystko ładnie, i wrócił do domu
i opowiada tam swoim kumplom wszystkim jak to też tam było.
– No jak tam było Józefek w tym teatrze?
– No, no wszystko fajno, elegancko tam wszystko pokazywali te ko medyny, no nie, ale te krzesła, no no – mówi – to diabelstwo! Musiałem siedzieć taki uchylony cały czas, jeszcze mówili
„uchyl so, uchyl so!” – mówi – takie to wąskie, niewygodne…
A ktoś mówi:
– Józefek, ty żeś pewno tego siedziska nie opuścił!
– Jakiego siedziska?!
A on na górze siedział.
– No dobra, ale co potym?
– Wieta, potym pon jechał ze mną i do restauracji i na obiod, i tam sałatka zamówił. Wieta, tych
zemnych bulew to jo mógł so w doma najesc… Tam nic nie było ekstra!
J06. A tfii! (AZ)
Do siostrzeńca przëszedł Józef. Òni wnosele Sano na szopã.
– Wujku, odbierz te dzéwczãta z górë, jô je ce podóm
– No, to je podej, jô bãdã je odbierôł. Mariśka, pódz! A tfi! Zosia pódz! A tfii!
– Wuju, czemu të tak plujesz?
– Tec ani jedna gatków nié miała!
J07. Kolejarza rozjechale
J07a. (W)
Roz Józefek jidze do koscoła rëno i mówi:
– Łicziwczëno! Czuła të leno to, że dzyso dwóch u nos kolejarzy przejechało?
– Ni, Józefek, tégo jem nie czuła.
No ale poszli do koscoła. Ido nazôd i mówią:
– Patrz, to cos je cecho ò tich kolejarzach. To nie muszi bëc prôwda.
No ale Józefkowi to nie dało spokoju, no i przeszedł sã dzisządziem nad sztreką, patrzi, no fakticznie, tu muszało dwóch kolejorzy przejechac, bo dwa cycczé leżałë. A to nie bëłë kolejorze,
le jego koza leżała przejechano. I on chutko lecy do Łicziwczëny:
109
– Łicziwczëno, Łicziwczëno! To nie je doc prôwda, to moja kozã przejechali, bo jo meszloł, że
te dwa cëce to bëło dwóch kolejarzy przejechanych!
J07b. (AM)
Józefek przyszedł do Łyczywków.
– Wypadek na torach kolejowych! Dwóch kolejarzy przejechało!
– No jo, Józefku, pójdziem obaczeć – ale oni wiedzieli, że tam był kozioł uwiązany, a pociąg
jechał i kozła rozjechał i te dwa strzyki tam leżały.
– No, tero to trzeba do ksędza proboszcza! – godo Józefek. I poszli.
– Ksążulku! Bãdze pogrzeb – mówi – dwóch chłopów rozjechali na torach!
– Panie Józefie, to nie jest prawda!
– Tak – mówi – bo ja wiem! Dwa te tam… na torach leżały rozjechane.
J07c. (AZ)
Józef z Łyczywkową szli rano do koscołą. Jak przechodzili przez tory Józef mówi:
– Obôcz Łicziwczëno! Znowu przejechało kolejarza! Ale wej! Nie jednego a dwóch!
– Józef, co të gôdôsz! Wczora wieczór przejechali kozła i co tu ostało!
J08. Słoma i ogień
J08a. Frania i choroba dziecka (W)
Nôlepsi, jak Józefek so miôł òżenic. Òn bëł stôri kawaler. No i tero tak szukał kobietë i ni mógł
znalezc. No ale w kuńcu, tu u taczich Czinków draszowale żëto. Tam bëła tako staro Frania. Ta
Frania bëła na maszinie, on z dołu widłami snopcie podôwôł, a òna wpuszczała w maszinã. No
i jak òn tëmi widłama podnoszi, patrzi, toc ona mo szorc, a nie buksë, ale ni mo gatków! Jozus,
jak on sã tim zainteresował! Już prawie do ni podchodzy, podchodzy i mówi:
– Tak Frania! Jo tak bem cã pòrównôł do słomë, a mnie do ognia. Jak më bësmë so tak dwoje
dotkli, më bësma sã zapoleli!
I tak zaczelë ze sobo flirtowac, flirtowac, że so w kuńcu ożenili.
No i w kuńcu sã im urodzeł knôpek. Ten knôpek nie chcôł im jesc. Nic nie jodł, nic. Frania na
Józefka gôdô:
– Widzisz, co mosz za knôpa, co ma z niego bãdzema mieli!
A Józefek mówi do Frani:
– Słechôj Frania, poczekaj.
– No ale zobocz, on nom marnieje! Co jo móm z nim zrobjic?!
110
To w kuńcu wzani Józefek knôpka na kolana i mu cos na ucho szepnąn no i knopek od razu
zaczął jesc. No i w kuńcu Frania so zdenerwowała i mówi:
– Józefek! Co te temu naszemu knôpowi żes nagôdôł za głupotë! Tec më na tą kaszkã manna
nie zdążima zarobjic…
– Jo nick nie godołem, ważne, że jé.
I so zaczęli kłócëc. I w kuńcu Józefek so zdenerwowoł i mówi:
– Słuchôj! Powiedzołem mu tak: słuchôj sinku, jak ni bãdzesz tej kaszci mannej jodł, to ci ten
twój pitek nie ùrosnie. Bãdzesz miôł taczégo małégo.
Tak Frania roz dała w pësk Józwowi i drugi roz w pësk Józwowi. A Józefek mówi:
– Frania, ale powiedz mnie, za co te mnie dwa razë dała w pësk? Roz, że żem głupotë temu
knôpowi naszemu gôdôł, ale że drudżi roz? Za co?
– A za to, że jak të żes beł môłi, nie jadłes kaszci mannej!
J08b. Słoma i ogień (AZ)
– Józef, të już nie kręcysz z Franią?
– Tero już ni, bo to je niebezpieczno sprawa, wiesz… Bo to tak je: jo jem òdżiń, a ona słoma.
Jakbe më za blisko do sebie doszli, dec to bë dało pożar!
J09. Ruletka (W)
Józefek w knajpsie so spotkał z Ficą no i z tym Ficą tak gadają. Fica so òd czasu do czasu arbatã
gorãco z wódką wzął. A Józefek wódczi w ogóle nie psił. A tero Józefek przëszedł i so wzął
jedną wódkã, drëgo wódkã. A Fica gôdô:
– Józefek, powiedzże mnie, czemu të wódka pijesz, przece te nigdë wódczi nie psił.
Józefek jemu zaczął tak gôdac:
– Słuchej Franek, jo bem ce to wszetko powiedzoł jak to tam bëło blabloablabla. Słuchej. Jô
miôł póra groszi i namówieli mnie na wijazd po Bałtiku statkiem Batorym na wycieczkã. I jô so
dał namówic. Jô tak na tã wicieczka pojechał do téj Gdini, bò tak jeżdżeli, i pò tém statku chodzã i bëła ruletka. Tam grali chłopë. Jeden mnie szturchnął i mówi:
– No weź pan zagrôj.
A jo tam pare groszy miôł i tak na niego patrzã… No jo. Położołem – wëgrałem. Bëła kupa
psiniãdzy. A Franek mówi:
– No jo, tedë wiém, czemu psijesz.
– Ni! Jô z czego jinnego pijã. No i w kuńcu rozumiesz, jak żem wëgrôł, ten mnie tak sztoro
z tyłu ten chłop i mówi:
– Zagrôj pan eszczi rôz!
111
No i weobraz sobie, że jo rzuciłem wszystkie piéniãdze, ruletka poszła w ruch, jo sã denerwujã.
Patrz! I znowu wigrołem! I miołem już kupã psiniãdzy. I ten mnie znowu szturo z tyłu ten chłop
i mówi:
– Zagrôj pan jeszcze rôz.
I jô znowu zagrał. I za trzecim razem, ale jô miôł psiniãdzy jak żem wëgroł, nie? Już chcołem
jisc, a ten chłop do mnie mnie mówi:
– Panie! Eszczi roz pan postaw! Na numer trzi. Zobaczisz pan, że pan wigrosz.
No i jo go usłuchał. Tak na niego patrzã, patrzã… i w kuńcu żem wsześci psiniãdze położeł.
Ruletka jidze w ruch, ja so denerwujã! I wszëstko żem przegroł…
A Franek Fica mówi:
– Wiesz co jo bem temu chłopu zrobieł za to, co on tobie zrobieł?! Bem mu jajca użarł!
A Józefek mówi (jakby z kartoflą w gębie):
– A co të mëszlisz, że co jô móm w gãbie?!
J10. A jô sã za nią zabierôł! (W)
Jak Józefek robieł w PZU w Chojnicach, bëł ajentem od ubezpieczeń, i on dostôł filiã na tëch
kaszëbsczich wsach i tam jeżdżeł po tech wsach. I, jak to stary kawaler, był za tymi dziewczynami, a nie miôł tacziégò szusu. I znoł taką Lipnicką wies i tam zajachoł. Już bëło wieczór,
cemno. Tam te formalnosce napsisôł i terô mówi do gospodyni:
– Ale jak jô so dostanã do dóm… Terô to autobusów ni ma, pocągów ni ma, daleko…
A ona mówi, ta gospodyni:
– Jezus, panie Józefku, tec u nas eszczi se gdze przespac je. Tec ni mo sprawë. Na zapsiecku so
tam położi i bãdze tam do rana mógł se wëspac.
Oni miele taką córkã. I tero przeszła wieczerza. Postawili to, co mieli. Mieli ino latarci, bo tam
ni bëło tego prądu. Ta dzewczëna so tak umizguje, umizguje. Zôzerkã z bulwami postawiła i so
najedli. Rëno Józefek wstaje, patrzi, meszli so, ta to niczego sobie je. I mówi do téj włascecelki:
– Jô pani cos powiem. Jô so chiba z waszo córką ożeniã.
A mama mówi:
– Ale pónie Józefku! Jakbë pón licho zrobił, przece widzące, jako u nos bieda. Na wieczór dało
zôzerkã z bulwama, na frisztôk bulwë ze zôcerką, no bo muszi bec jakos zmiana, ale co be to
beło…
– A mnie to nic nie òbchodzy, jo so z waszą córką ożeniã i kuńc.
– Ale paneczku!
– No tak mnie so ta waszo córka widzy! No całą noc jo z nią przebëł.
112
– A jak wa mogliście całą noc z nią przebëc?
– No dyc całą noc jo żem sã do niéj dotikół.
– Ale Józefku, panie Józefku, wa taczi dobrze sztôłconi, weuczoni, tako dobro robotã moce,
a më tu, widzice, że nic – mówi – we żesce na zapiecku spale…
– No na zapiecku.
– No i nie wiece czemu më was tam położili – bo tu nie mo miejsca u nos…
– No nie.
– A trze tëgodnie temu naszo mama zmarła i ni móme jej za co pochowac… I ona do dyszo leżi
na zapiecku…
– A wa swinie! A jô sã za nią zabierôł! I temu sã chcôł z waszą córką ożenic, bò żem meszloł,
że to bëła waszo córka…!
J11. Droga na Kalwarię (W)
Jak Józefek wieczorem szedł na kalwarię, chcôł so skrócec drogã i szedł na Gliśno. I chcôł Skąpe przez bród przelezc. I on so zagalopowoł i zabłądzëł. No ale w kuńcu patrzi, taczie swiatełko
gdzes tam sa krãcy, krãcy. Doszedł tam i tam bëła chatka, a w téj chatce bëł jaczis chłop.
I mówi do niego, że zabłądzeł, na te kalwarie so chcôł dostac, ale tu przez ten bród przelazł i nie
wié, gdze tero je, a do rena eszczi je daleko i chcełbë u niego przenocować. A on mówi:
– Dyc jo, tec tu so przenocujesz, no ale tu tesz je casno, no ale to nie szkodzi.
No i w końcu Józefek so położeł. Spi, spi i ten chłop so za niego zaczął zabierac. Ùcekac! Ale
wez ùcekôj. Taczie małe okienko… I w tym małym okienku ten go dorwôł jak on tak bëł już na
dredżi stronie głową, a dupa bëła z tyłu. I on mu tak przez ten tyłek toporcziem uderzył.
– I do dzyso – mówi – móm taczi szlad. Jak bësta nie chce wierzec, to mògã wam spòdnie zdjąc
i to òd tégò toporku móm przecãte.
– No jo, ale terôz słechôj Józefku, to jak żes terô z tego welazł?! Z tego okienka, jak òn cã tim
toporcziem atakował.
– A jô so wtedë przebudzëł!
J12. Szukom żony jak szalony (AM)
Józef przyszedł do Łyczywsków podpity z gospody i chciał być ostrzyżony i ogolony. A oni
mówią:
– Józef, możesz przińdz za psiątnasce minut. Tu tego skurcza i tam jest jeden, tedy przińdzesz.
Oni mu na plecy nakleili papiór z napisem „szukam żony jak szalony”. Tedy Józef przyszedł do
domu. A żona so pyto:
113
– Józef, co ty tam mosz na tych plecach?! Jony! Szukam żony jak szalony! Chto to tobie zrobił,
chiba jaka młoda dziewczyna – A to stary chłop był.
J13. Pół kozë i pół kozła (podobieństwo do wątku T 1414 Koza czy kozieł; AZ)
Koza miała młode i ciocia Walerka chciała wiedzieć, czy to są kozy czy kozły. Zawołała Józefka i Józefek przeszedł:
– To obaczima, Walerka, co to je. Jo. Ta jedna, to je koza, ta osta w chlewie. Ale wej tu to…
Jena Walesia! Wiesz të co? To je pół kozë i pół kozła! To je mnieszaniec!
J14. Mama Puc (W)
Na przeciw ośrodka zdrowia był kiosk. Tam tako Gierszewsko sprzedawała – Mama Puc na nio
gôdali. Òn [Józefek] do ni przichodzy i mówi:
– Słucheczkej, môsz te czorno, cze të môsz biało?
A òna mu w pësk przez to okienko dała.
– Mnie nie chòdzy o to, co të mosz w tëch majtkach, leno cze të mosz czorno kiszka i biało
kiszka!
OPOWIEŚCI O WICKU SKWIERAWSKIM
WS1. Spiã i nie spiã
WS1a. (AZ)
– Wicek, śpisz?
– I spsiã i nie spsiã.
– To jutro mnie dosz konie, pojadã po torf.
– Jo spsiã.
WS1b. (JCh)
Co powjodoł Wicek Skwieraski z Brus, ul. Kościelna, u niego było gniazdo bociana na stodole
słomnianej.
– Wicek Zapolic fefkã chcesz?
– Jo.
– Wicku, chcoł to jechac mnie po drzewo do bora?
– Wes fefkã, jo spiã.
114
WS1c. Sąsadë
Przëszła sąsada do sąsadë pòzdze z wieczora, klepie na òkno:
– Sąsado, spisz të?
– Nié, jô nie spiã.
– Tej pòżiczë mie sto złotëch.
– A wiétaż le sąsado, jô ju spiã.
Źródło: Belny szport wiele wôrt, zebrał i oprac. Z. Pryczkowski, Gdańsk 2000, s. 121. Tekst
znajduje się również w publikacji W świetle dnia (s. 138).
WS2. Patrzã i patrzã
WS2a. (JCh)
Wolozłem jo na ulëcã, patrzã w stronã koscoła, patrzã i patrzaã, idze jakas pani ładnie obuto, na
głowie kapelusz z psiorem, w dłudzich botach, ładny frak, patrzã i patrzã, aż to nasza Janinka –
córka jego.
WS2b. (AZ)
Córka Wicka, Janinka, była główną księgową w GS. Wicek stał na chodniku z Frankiem,
dziadkiem Twoim, z przeciwka szła kobieta.
Obôcz Franek, jako fajn brutka jidze. Jako zgrabno, ładnie ubrano…
– Wuju, naprôwdã nie wiesz chto to je?!
– Jeeenka! Franc, obôcz, tëc to je nasza Janinka!
WS3. Cos trzeszczy (podobieństwo do wątku T 1288B Co piszczy)
WS3a. (JCh)
Suchom, cos trzeszczy. Ida do podwozarci, trzeszczy. Ida do chlewa, trzeszczy. Ida do stodoło,
patrza, aż to kot w plewo sro.
WS3b. (AZ)
Wicka w nocy zbudził trzask.
– Słuchom – mówi – cos trzeszczi. Idã do kuchni – cos trzeszczi. Wińdã na podwórek, nic nie
widzã, ale cos trzeszczi eszczi barżi, wlézã do chlewa, krowë cëcho leżą, ale cos fest trzeszczi. Wińdã
do stodoło, patrzã, a to kot w plewë sro!
115
WS4. Zo zwaz gipsnyś (JCh)
Do naszej Janinci możesz przyńc, jabłuszko z nią zjesc, za kolano ją złapsic, ale woży zo zwas
gipsnyś.
WS5. Nowe gatcie (JCh)
Nasz Joś dostoł nowe gatcie, na rambo w nich sam puch, ale jak on te swoje gero wtramoloł
w nie, zaro pankło.
WS6. Aż psiekło stakãło (JCh)
Jak jo jechoł na Czarniż po torf w pora koni, a konie upasłe jak psiece. A jak jechołem po łące,
to aż psiekło stãkało.
WS7. Jabłka dla dzece (JCh)
„Dzeco rópta dzyso zwaj, jo jutro jo wom przoniesa japków, wiele chujków móm”. A jak boło
jutro, przëszedł: „wjeta dzeco co, knopo boli w nocą i obtrzasli wszótcie japka i jo ich nie
mom”.
WS8. Drobne psiniãdze (AZ)
Sąsiadka przyszła rozmienić pieniądze do Wicka, bo przyszedł ktoś za prąd zbierać, bo, jak to
kiedyś, inaczej to się odbywało, i drobnych nie miała.
– Wicek, zmienisz mnie psiniãdze?
A tam na podłodze fenig leżał.
– U waju nié mo drobnëch psiniãdzy? Wej, u nos so kotë drobnëmi psiniãdzami bawią!
WS9. Pies wszystko wyżarł (AZ)
Ludzie pracowali na łące przy sianie i Wicka żona przyniosła na obiad grochówkę. Wicek woło
ledzy na obiôd:
– Pójta chutko, bo ostignie!
A jak ludzie przyszli:
– A tero so nie dziwujta, tu było tyle mięsa, a ten pies juha wszystko wyżarł!
WS10. Gonienie zajka (AZ)
Wicek i jego syn, Józef, jechali na łąkã.
116
– Obôcz Józef, tam pod lasem zajek lecy!
Jak Józef z tego woza prysnąn – mówi Wicek – i ubroł za tym zajciem…!
– I co dali??? [pyta się rozmówca]
– Nic. Nie dogonił go.
OPOWIEŚCI O ŁYCZYWKU I INNYCH POSTACIACH
Łyczywek
Ł1. Zupa z kamienia (T 1548 Zupa z kołka; MW)
Jeszcze druga taka, to pan Łyczywek zawsze opowiadał, to był taki malarz pokojowy, bardzo taki
zacny człowiek, który bez przerwy miał w głowie takie różne tam psoty i figle cały czas. I kiedyś był
u jakiejś tam takiej wdowy i widzi, że tam wcale nie jest ona aż taka biedna, ale tu się zbliża pora
obiadu, a tu nic! Ani tam żadnej zupy, ani niczego, nic się nie gotuje. Ale Łyczywek sobie myśli: „poczekaj, paniusiu, ja cie tam nauczę”.
– Pani, umie pani gotować zupę z kamienia?
– Nie, panie. A pan by mnie nauczył?
– A czemu nie! Wodę pani mo, a kamiń jo pani przyniosę – Taki ładny kamiń z podwórka przyniósł, do garka włożył.
– Pani wleje wody. No jo. I tero pani go na ogień postawi. A mota wy marchew w ogrodze?
A pietruszkã?
– Jo, panie!
– To panie włoży w to też. No dobra. A mota jakieś bulewki, jakieś tam jeszcze inne rzeczy?
– Panie, to my też móma.
– A ta kura tu chodzi taka, to co by się nie…
– Joo majster!
– No to, pani, szybko ją i w garnek.
No to ugotowali rosół, zupã, wszystko ekstra.
– No widzi pani, widzi pani, jak potrafi pani z kamienia ugotować zupã!
Ł2. Lód w portkach (AZ)
Łyczywek jechał autobusem. Obok stała jakaś pani.
– Proszę, niech pani sobie usiądzie.
– Na takie zagrzane miejsce to ja nie siadam!
– To ja dla pani przyjemnosce lód bãdã w portkach nosëł?!
117
Promela
P. Panie Boże, nie jestem godzien (T 1482 Dewotka i złodzieje; MW)
To nie był może Józefek, to, co teraz powiem, ale taki był jeszcze jeden, przed wojną to był taki
tam sobie goluś, jakiś tam taki sobie chłopek chodził i nazywali go Promela. On się nazywał
podobno Prądzyński czy coś takiego. W czasie, gdy malowano kościół w Brusach, malowała to
firma z Czerska, i teraz zawsze w południe, to jak zwykle, bo było ciepło, bo w lipcu malowano
ten kościół, drzwi otwarte, wszystko się wietrzyło, ciepło i oczywiście majstry poszli na obiad
do proboszcza na plebanię, a sztyfty, czyli uczniowie, zostali na chórze i tam sobie mieli swoje
sztule i tam sobie jedli. Ale zawsze, jak tam malowali na chórze, to żeby nie chodzić po schodach z tymi farbami, to był taki wielokrążek, czy kółko i lina i wiadro z dołu i się wciągało te
farby i w środku lina, jak się wchodziło do kościoła, wisiała. Wchodzi Promela w samo południe, tak ukląkł przed tą liną prawie na kolana i tam się bije w piersi:
– O Panie Boże, nie jestem godzien, Panie Boże nie jestem godzien!
A u góry te sztyfty tam siedzą i słuchają. Cicho w kościele, oni wszystko to słyszą, to chłopaki
tam byli na schwał, między innymi jeden z nich to był pan Łyczywek, malarz, i jeden taki (już
był dobrze po mutacji), i ten zaczął na cały głos:
– Uczep się tej liny, a będziesz zbawiony!
Promela, napity on był, i miał już tak ładnie w tej głowie, ale się tak lekko tej liny chwycił. Ci
tam zaczęli to ciągnąć, już był prawie w powietrzu, ale się jeden z nich tam potknął i spadł
Promela na dół, nie z dużej wysokości, ale od razu zaczął:
– A mówiłem Ci Panie Boże, że nie jestem godzien?! A mówiłem Ci Panie Boże, że nie jestem
godzien?!
Ambroży Felski
AF. Szczęść Boże, majster (MW)
A tero to będzie prawda, co powiem, o Ambrożym Felskim, na Gdańskiej mieszkali, to już wtedy Ambroży miał zakład kowalski. To było w latach, nie wiem, może w pięćdziesiątych, na
pewno, ojciec już mój wtedy miał też zakład i tu uczniowie też byli u nas i byli uczniowie
u pana Ambrożego, i jak to dawniej jeszcze było, rzemieślnicy ze sobą współpracowali. Kiedyś
ojciec wysłał jednego z uczniów do pana Felskiego Ambrożego po coś tam, no i ten za chwilę
przyszedł chłopak z płaczem, z rykiem, że nic nie załatwił, bo pan majster Ambroży w niego
młotkiem szmergał. No a tata się go pyta:
– Sztyftku, no i jak tam, powiedz jak to tam było.
118
– No wszedłem i mówię, że jestem od majstra Wróbla i tu chcę to, to i tamto. I jaak młotki zaczęły latać.
– Słuchaj sztyftku, słuchaj knopku, pudzesz tam eszczi roz. Jak otworzisz drzwiérze, to mów
„szczęść Boże”, abo pochwal Boga, a dopiero potem mów dali.
I tak tyż było. Jak wszedł, to jeszcze jedna noga na chodniku, jedna noga w zakładzie, już
„szczęść Boże, majster, szczęść Boże, majster” trzy razy wrzeszczał.
– No widzisz, knopku, tera potrafisz, co ty chciał?
Antek Wajna
AW. Nawiedzony dom
A jeszcze był taki w Brusach taki pan Antek Wajna, na Szkolnej mieszkał, taki dość gruby facet, mieszkał tu na samym dole Szkolnej, od niego osobiście znam tę opowiastkę, to było trochę
inaczej [odnosi się to do opowieści o Józefku i jego wędrówce do Wiela przez lasy nad Skąpym]. On właśnie z kolegą gdzieś tam wracali, czy z żołnierzami, czy gdzieś tam, gdzieś tam, w
każdym razie nie ma gdzie tu się przespać, patrzą, jakiś tam dom stoi, ale tam gospodarz mówi:
– Słuchaj, tu żadnego miejsca tu nie ma, nie ma, najwyżej tam u góry, ale tam straszy.
Kto by tu młode chłopy straszył. No i poszli tam spać i tam w nocy rzeczywiście: jakieś łańcuchy, jakieś tam szczęki, jakieś tam nie wiadomo co. I jak tylko to usłyszeli, to ten jego kumpel,
tego Antka Wajny od razu przez okno z góry na dół, a ten to taki był bardziej okrągły i tam
trochę był na końcu i ten diabeł, czy ten duch, jak mówi, zdążył jeszcze mnie ciachnąć, mówi,
do dzisiejszego dnia mam tą bruzdę, a jeszcze taki flak wystaje.
Wańta
W. Wańta i żandarm (JCh)
Przed wojną szedł w Brusach na jarmark ze zojkiem w koszu Wańta z Czapiewic. Idzie koło
żandarma ulicą drugą stroną. Żandarm pyta:
– Panie Wańta, co wy macie w koszu? – chciał zobaczeć. Wańta ucieka, on za nim biegoł za
nim aż na cmętarz, tam Wańta zojka wyrzucił z kosza i kawał dalej stanął. Żandarm przyleciał,
patrzy, nic nie ma.
– Czemu uciekał?
– Ja chciał wiedzieć jak pon może biegać.
119
Żmudowie
Ż. Mòja rzecz
Marinka służëła ù Zmùdic.
– Wickù, nasza Marinka bãdze miała dzeckò – rzekła rôz Zmùdzëno do chłopa.
– Ta je ji rzecz – rzekł Wicek.
– Jô bãdã mùszała jã zwòlnic.
– To je twòja rzecz.
– Wickù, lëdze gòdają, że to je z tobą!
– To je mòja rzecz.
Źródło: W świetle dnia, s.154 (według informacji zamieszczonej przez Sychę tekst pochodzi
z Brus).
Cyganka
C. Cyganka (AM)
Cyganka raz na wybudowanie do nas przyszła i chciała ziarka dla konia i sionka. Miała tako
chustę dużo. Ona by tak dość dużo chciała.
– To niech bãdze i dużo.
Ona czekała, ja jej tego sianka i owsa wrzuciłem i taki porządny kamień do środka. Cyganka
szła i ten worek podrzuca, bo ciężki. I ja żem powiedzôł:
– No widzisz të, Cyganko, të wszystko wiesz, ale że kamień te môsz, tego to të nie wiesz!
Wuj Andrzej Skwierawski
AS. Koza na łańcuchu
AS. (AZ)
On szedł z kozą na długim łąńcuchu. To tu się stało, na tej sztrece. Jechał pociąg. Jãdroch przeszedł, ale kozę przejechało. Ostały eno rogi, łeb i przednia noga. Kiedy doszedł do wuliczki,
obejrzał się i mówi:
– Co të głupsia zrobjiła?!
120
OPOWIADANIA O GŁUPICH SĄSIADACH
Wszystki opowiadania o tuszkowianach i sworanach pochodzą z publikacji W świetle dnia, s.
76–84, 86, 87 (w nawiasach znajdują się informacje o miejscu pochodzenia tekstu według
Słownika Sychty). Wyjątek stanowi tekst o mieszkańcach Lipnicy, który został spisany przeze
mnie.
Opowieści o tuszkowianach
T01. Jak sobie tuszkòwiónie nodżi mëlë (T 1288 Splątane nogi)
Rôz tuszkòwiónie szlë sobie nodżi mëc do rzeczi. Mëją sobie i szorują. Jak już sobie ùmëli,
zaczãlë sã kłócëc, kògò nodżi są nôczëstrzi i nodżi jim sã pómiészałë i òni ni mòglë pòznac
swòjich nogów. Ale na szczescë jachôł fùrmón i patrzi, patrzi i pitô sã jich, czemù òni sã kłócą.
Tuszkowiónie òdpòwiedzelë mù, ò co jim sã rozchòdzëło. I fùrmón mówi:
– Na to eszcze cym rada bãdze.
I jidze do wòza pò batug. Jak òn przëszedł i zaczął tim batodżem jich walëc, to kòżdi pòznôł
swòje nodżi i zaczął ucëkac, rôd że jegò nodżi gò chiże niosą.
(Śluza koło Swornychgaci)
T02. Jak tuszkòwionie spôlëlë całą wies dlô kòta (T 1281 Kłopo ty z kotem)
Ù Mëcka 8 w Tuszkach bëło wiele mëszów i szurów. Òn nie wiedzôł jak so jich pòzbëc. Tej òn
szedł do szôłtësa pò radã, ale ten nic mù nie pòradzył. W Tuszkach mieszkôł jeden Niemiec i do
tegò Mëck szedł pò radã. Ten dôł Mëckòwi kòta. Jak Mëck przeszedł dodóm, tej òn nie wiedzôł, co ten kòt żre, bò zabëł so ò to zapëtac. Tej Mëck szedł do Niemca nazôd i zapitôł so:
– Co ten kòt żre?
Niemiec nie rozmiôł mù i zapitôł so:
– Was?
Mëck mëslôł, że kòt bãdze żarł jich samëch. Òn to pòwiedzôł jinym tuszkòwionom, a ti namësliwalë so nad tim, jak tegò kòta wëpãdzëc do lasa z Mëckòwi chôtë, bò zabic gò òni so bòjelë, bò
bë jich zeżarł. Òni ùradzëlë, że trzeba pòdpôlec ten bùdink i tej ten kòt ùceknie do lasa. Jak òni
8
Mëck – „imię głównego bohatera opowieści o naiwnych mieszkańcach miejscowości Tuszkowy pod
Lipuszem w pow. Kościerskim; Meck to synonim głupca. Często w opowieściach o tuszkowianach pojawia się zwrot Tuszkòwsczi Mëccë, będący ogólną nazwą owych słynących z niemądrego postępowania
mieszkańców” [W świetle dnia, s. 76].
121
pòdpôlëlë bùdink, tej ten kòt ùcékł do drëdżégò bùdinkù. Tuszkòwiónie pòdpôlëlë ten drëdżi
bùdink, a kòt ùcékł do trzecégò. Tuszkòwiónie pòdpôliwalë wiedno wiãcy bùdinków, a kòt
ùcekôł do drëdżich. Òni jednak dostalë to, co chcelë, bò jak pòdpôlëlë òstatny bùdink w ti wsë,
tej kòt ùcékł do lasa.
(Brzeźno Szlacheckie)
T03. Jak tuszkòwiónie przezdrzëlë so w wòdze (T 1336A Głupcy i w oda)
Tuszòwiónie bëlë to głupi lëdze. Rôz szlë òni na jôrmark do miasta sprzedac krowë. Droga przechòdzëła kòle jezora i rzëczi. Na mòsce widzelë òni lëdzy w wòdze, bò wòda bëcëchô i nie
bëło wcale wałów. Tuszkòwiónie mëslëlë, ża tam je jôrmark. Tej òni skòczëlë z mòstu do wòdë,
żebë tam hańdlowac krowë.
(Brzeźno Szlacheckie)
T04. Jak tuszkòwiónie swòjã matuszkã jachalë pòchòwac
T04a.
Jak tuszkòwiónie z tuszkòwską matką jechalë bez las do pòchòwë, tej ptôchë wòłałë:
– Łik, łik!
– Czas je łikò drzéc – mówilë tuszkòwiónie i zaczãlë łikò drzéc, a matkã òstawilë na drodze bez
òpieczi.
Wòłë szłë za trôwą. Przë tim òne matkã wëwrócëłë. Trëma spadła z wòza. Jak tuszkòwiónie
przëszlë nazôd, to òni mówilë:
– Tu nasza matka chce leżec. Tu më ją zakòpiemë.
Na tim placu je dzys wiôlgô chójka ùrozłô. Ta tam jesz stoji.
(Lipusz)
T04b.
Tuszkòwsczim Mëckòm ùmarła matuszka i òni ją wiozlë do Lëpùsza, żebë ją tam pòchòwac.
Gdze béł piôsk, tam òni jachalë pòmału, a pò kòrzéniach i kaminiach òni jachalë chiże, żebë
jich matuszka chòc w trëmie na wiórach kąsk so pòchôckała. Jak ònoi bëlë bliskò Lëpùsza, tej
trëma z matką spadła z wòza òd tegò trzãseniô.
– Tu nasza matuszka chce bëc pòchòwanô – rzeklë Mëcce i wëkòpalë kùlã. W nią wsadzëlë
trëma, zakòpalë ją, a na to miejsce zasadzëlë chójkã. Ta wërosła barzo wësokô i je grëbô tak, że
trzej chłopi ni mògą ją òbłapic. Dzys lëdze mówią na tã chójkã tuszkòwskô matuszka.
(Brzeźno Szlacheckie)
122
T05. Jak tuszkòwiôcë wcągalë bika na dach (T 1210 Krowa na dachu)
W Tuszkòwach na stodole rosła trôwa. Tuszkòwiôcë chcelë tim nafùtrowac bika. Jedni tedë
stanãni na dole, dredżi ù górë. Ùwiązalë bika na lińcuch i chcelë gò wëcągnąc na dach. Czedë
gò mielë już wnet na dachù, to òn wëcągnął jãzëk. Òni tedë mówilë, że òn już czëje trôwã i chce
żrëc, ale jak gò całégò wëcągnelë już do górë, to òn już béł zdechłi.
(Śluza)
T06. Jak tuszkòwiónie jachalë pò mòc Gduńsk bùdowac (T 1248 Drzewo
w poprzek)
Jak Gduńsk béł bùdowóny, to tuszkòwiónie téż wiozlë drzewò do tegò bùdowaniô, bò Tuszczi
są starszé jak Gduńsk. Òni włożëlë chójczi òd szesnosce do dwadzësce metrów w przék wòza
i jachalë. Jak òni jachalë, tej òni wszëstkò przewrôcalë, co spòtakalë na drodze, bùdinczi
i drzewa.
(Brzeźno Szlacheckie)
T07. Jak tuszkòwiónie kòscół bùdowelë (T 1245 Wnoszenie słońca do domu)
T07a.
Tuszkòwiónie wëbùdowelë kòscół, ale bez òknów. Tej òni sã jiscelë, jak ten wid w ten kòscół
wprowadzëc. Tak reno, jak słuńce wëswiécëło, òni wzãlë miechë i zaczãlë nagarniac ten wid do
nëch miechów i nosëc do kòscoła. A co cemno, to cemno. Tej òni sã jiscelë i szlë spac. Timczasã dzãdzeł wëdłubôł òb noc dzurã. Jak òni wstelë, tej òni sã baro ùceszëlë i wòłôlë:
– Dzãkùjem ce, dzãcele, za tã dzurã w kòscele.
(Podjady)
T07b.
Tuszkòwiónie wëbùdowelë kòscół, ale zabôczëlë òkna wsadzëc. W kòscele bëło cemno. Tak
reno, jak słuńce wëswiecëło, zaczãlë lëdze nosëc wid z bùtna w płachtach, ale co cemno bëło to
bëło. Tej òni wzãlë i zrobilë òkna z pãcherzów.
(Podjazdy)
T09. Jak Mëck zdrzébca wësedzôł (T 1319 Kobyle jaje)
Rôz Mëck chcôł w Bëtowie sprzedac na rënkù baniã. Przëszedł do niegò jeden chłop i nagôdôł
mù głëpòtë, bò wiedzôł, że to je tuszkòwión. Òn pòwiedzôł mù:
123
– Ta bania to je kòbëlé jaje. Wez ją zawiez nazôd dodóm. Jak të bãdzesz na ni sedzôł szterë
tigòdnie, tej wëlãgnie so zdrzébc, ale të ni mùszisz nic gôdac, a jesc le rôz na dzéń.
Mëck tak zrobił, jak ten chłop pòwiedzôł. Òn zawiózł baniã nazôd dodóm, baczkã wëscelëł
słomą i ùsôdł na to kòbëlé jaje. Jak ksądz chòdzył pò kòlãdze, tej dowiedzôł so ò tim wszëstczim. Lëdze gôdalë, że Mëckòwi so już nie chcało robic w krowë i sedzy na kòbëlim jaju, żebë
miec kònia. Ksądz tej przëszedł do Mëcka, wëszukôł so pòrządnégò jałówca i wkùrził nim
Mëckòwi pôrã razë, tak że òn ùcékł na pòle. Tam na miedzë pòd jałówcã sedzôł zajc. Mëck
mëslôł, że to je to jegò zdrzébło i zawòłôł:
– Nie ùcékôj, jô jem twój tata, jô cebie wësedzôł.
(Brzozowo, 4 km od Brzeźna Szlacheckiego)
O mieszkańcach Lipnicy
L. Do Pelplina (AM)
Sąsiedzi grali w kartyi palili fajki. Był duży wiatr. Jeden szedł z tą fajką, zawiał wiatr i rzuciło
tę fajkę na dach.
– No jak pożar, to pożar – mówi.
Szedł do spowiedzi do księdza w Borzeszkowach, a ksiądz mówi:
– Takiego grzechu ja nie mogę odpuścić. Musi jechać do Pelplina.
– A gdzie ten Pelplin je?!
A on mu mówi:
– Musi iść na banã w nocy, żebe do Chujnic dotrzec, wtedy przez Czersk – mówi – do Starogardu i tam tedy abo pieszo Abo się jako zabierze, to je pietnaście kilometrów.
Tak on so zabrał i przychodzi na dworzec w Pelplinie i mówi:
– Gdzie tu je ksiądz od tego ognia, żebe mnie dał rozgrzeszenie?
O mieszkańcach Swornychgaci
S1. Jak swòranie nie wiedzelë czedë są Jastrë (T 1236 Pomylony kale ndarz)
Swòranie òbchòdzëlë Wiôlgònoc wiedno pùzni ò jeden tidzeń. Rôz jachalë lëdze z jinszi parafii
przez Swòrë i widzelë jak tam klepalë cepóma. Tej òni do nich:
– Jenes, lëdze! Dzysô są swiãta! Jak wa mòżeta òbijac!
– Dzysô są swiãta?! Më mëslëlë, że aż za tidzeń.
Tej òni cësnãlë cepë i szlë do kòscoła.
(Borzyszkowy)
124
S2. Jak swòranie nie wiedzelë czede je niedzela (T 1217 Spodnie burm istrza)
W Swòrach lëdze nie wiedzelë czede je niedzela. Terô, żebë temù jakòs zaprzestac, ùchwalëlë
òni, że jak bãdze niedzela, to szołtës òbùje so w biôłã litewkã i bãdze chòdzëł pò całich Swòrach. Tak téż i zrobił i òd tegò czasu lëdze już zawsze wiedzelë, czej je niedzela.
GADKI JÓZEFA BRUSKIEGO (WYBÓR)
Źródło: Pro memoria. Józef Bruski (1908–1974) i Robaczkowo, Gdańsk 2003, s. 109, 113, 115.
JB1. Jak se Jónk Knut na drudżi swiat wëbiérôł
Na Kaszubach bëł rôz cziedës zwëczôj – bo obecnie dużo sę zmieniło! – że do czężko chorégo
wołano nié lékarza, le ksędza. Bo po ksędzu to sę doch przewrócy na lepszé! Tak téż cziedë
stôri Jón Knut z Cziedrëc chcôł sę ju pożegnac z tim swiatem, zawołelë mu ksędza, ten odprawił swoje ceremónije i pojachôł.
I naprôwdę zrobiło sę jemu lepij. W nocë spôł dwie godzënë, ale reno poczuł, że jednak ten
swięti Pioter go wołô do sebie. Zwrócył sę téż do swoji biôłczi, żebë mu poszukała gromnicę,
bo ju czuł, że ten kuniec sę zbliżô, a on chcôł umrzéc jak prôwdzëwi katolëk i Kaszëba.
Joanka szukô ti gromnicë, wié że bëłą doch całô i nowô, a nadto w koscele poswięconô. Szukô
i szukô. I na szafie, i na wertikole, i na komodze, i w szlôbanku, ale nigdzë ni może jij znalézc.
A ten Jón twardo dómôgô sę ti gromnicë.
Polecała do sąsadów, chocbë pożiczëc kawał gromnicë... Dostała ję. Ale przë tim lôtaniu zrobił
sę u sąsadów szum, ludze sę zewsząd zeszlë do Jóna, żebë mu pómoc bez tę granicę sę przedostac na ten drudżi swiat.
Jón trzimôł zapôloną gromnicę w ręce, a wszëtcy mówią pôcérze za umierającëch. Wëczëtalë
wszëtczie modlitwë z nôjgrubszi ksążczi, jaką jeno mielë, a Jón nie umiérô. Wëczëtalë litanije
jedną, drugą, trzecą, a Jón nie umiérô. Jak nie umiérô, tak nie umiérô. Wszëtczim ju kolana
bolą, denerwują sę ju, bo swinie kwiczą, bo nie są oprzątnięté, celęta beczą, a tu nick...
Nôwięcy sę denerwuje jego kobiéta, Joanka. Ona téż pierszô nie wëtrzimała i sę odezwała:
– Jónie, të sę doch pospiesz kąsk, bo ta gromnica je doch pożëczonô...
JB2. Kozeł Józefka (wariant wątku J04. Koza i westka)
Józefek miôł wiele różnëch dochodów. W zôrobku na chlébek pomôgôł mu jego kozeł, wszëtczi
biôłci z okolicë przeprowôdzałë do niego kozë. Kozłowi nierôz nie chcało sę brutci. Jak koza
mu sę zadosc nie widzałą, odmówiôł wëkonani obowiązków. Ale Józefek miôł na upartélca
sposób. Brôł swoją slubną westkę, ubierôł w nią kozę i tédë kozeł pryskôł jak diachli.
125
JB3. Zmiłka Kalwarijskô
W mojich zôborsczech stronach je Kalwarëjô we Wielu. Wiedno jem tam z czekawoscą obzérôł
i słuchôł kalwarijsczech strëchów, a tëch bëło wiedno wiele we Wielu.
Przëbôcziwóm sobie: wkół taczégo dobrégo spiéwôka grónko lëdzy. Słëchają zbóżno jak on
wëcygô przez nos swoję strëszacką nótę i spiéwô tak:
– Jedniii na ce wlôżeli… Drudzyyy z cebie zlôżeli…
Na to białka okoma so przësłuchającô, mocno obrëszonô, mówi:
– Co të spiéwôsz, të stôri swińtuchu!?
A on rzekł:
– To ni do cebie, të stôrô jędzo! – i spiéwô – swiętô góro kalwarijskô...
126
WYKAZ SKRÓTÓW
Informatorzy:
AM – Andrzej Majkowski
AZ – Antoni Ziółtkowski
JCh – Józef Chełmowski
MW – Marian Wróblewski
W – Józef Wardin
Oznaczenia wątków:
AF – Ambroży Felski
AW – Antek Wajna
C – Cyganka
J – Józefek
JB – gadki Józefa Bruskiego
L – mieszkańcy Lipnicy
Ł – Łyczywek
P – Promela
S – sworanie
T – tuszkowianie
W – Wańta
WS – Wicek Skwierawski
Ż – Żmudowie
127
BIBLIOGRAFIA
BIBLIOGRAFIA PODMIOTU:
1. Bëlny szport wiele wôrt, zebrał i oprac. Z. Pryczkowski, Gdańsk 2000.
2. Pro memoria. Józef Bruski (1908–1974) i Robaczkowo, zebrał i oprac. J. Borzyszkowski, Gdańsk 2003.
3. Karnowski J., Sowizdrzôł ù Krëbanów, Brusy 2009.
4. W świetle dnia. Anegdoty i bajki z Kaszub ze Słownika Sychty, oprac. kaszubskie
i adaptacje w jęz. polskim G. J. Schramke, Gdynia 2009.
BIBLIOGRAFIA PRZEDMIOTU:
1. Bartmiński J., O języku folkloru, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk 1973.
2. Bogatyriew P. G., Jakobson R., Folklor jako specyficzna forma twórczości, „Literatura Ludowa” 1973, nr 3.
3. Borzyszkowski J., Kościół w Brusach, Gdańsk 1988.
4. Borzyszkowski J., Z południa Kaszub, Gdańsk 1982.
5. Breza T., Treder J., Gramatyka kaszubska. Zarys popularny, Gdańsk 1981.
6. Brusy – zaborska kraina lasów i jezior. Informator turystyczny, zespół red. pod
kier. E. Singer, Bydgoszcz 2003.
7. Buttler D., Polski dowcip językowy, Warszawa 1968.
8. Bystroń J. St., Megalomania narodowa, Warszawa 1995.
9. Dargiewicz L., O definicjach ludowych gatunków komicznych, w: Genologia literatury ludowej. Studia folklorystyczne, red. A. Mianecki, V. Wróblewska, Toruń
2002.
10. Dzieje Brus i okolicy, red. J. Borzyszkowski, Chojnice-Gdańsk 1984.
11. Dziemidok B., O komizmie, Warszawa 1967.
12. Historia Brus i okolicy, red. J. Borzyszkowski, Gdańsk-Brusy 2006.
13. Japola J., Tekst czy głos? Waltera J. Onga antropologia literatury, Lublin 1998.
14. Jasińska M., Narrator w powieści, w: Problemy teorii literatury, Wrocław 1967.
15. Kadłubiec K. D., Problematyka badań nad gawędziarstwem ludowym, w: Ludowość dawniej i dziś. Studia folklorystyczne, red. R. Górski, J. Krzyżanowski,
Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk 1973.
128
16. Kowalski M., Metoda, interdyscyplinarność czy pomieszanie gatunków? Historia
badań kaszubskich, w: Kim są Kaszubi? Nowe tendencje w badaniach społecznych, red. C. Obracht-Prondzyński, Gdańsk 2007, s. 15.
17. Krzyżanowski J., Facecje, zagadki i bajki ks. Kuligowskiego, w: tegoż, Paralele.
Studia porównawcze z pogranicza literatury i folkloru, Warszawa 1977.
18. Krzyżanowski J., Facecjonistyka staropolska, w: tegoż, Paralele. Studia porównawcze z pogranicza literatury i folkloru, Warszawa 1977.
19. Krzyżanowski J., Polska bajka ludowa w układzie systematycznym, t. II, Wrocław-Warszawa-Kraków 1963.
20. Krzyżanowski J., Wybór roweru czyli a śląskim humorze ludowym, w: tegoż, Paralele. Studia porównawcze z pogranicza literatury i folkloru, Warszawa 1977.
21. Księga humoru ludowego, red. D. Simonides, Warszawa 1981.
22. Ługowska J., W świecie ludowych opowiadań. Teksty, gatunki, intencje narracyjna, Wrocław 1993.
23. Mordawski J., Geografia współczesnych Kaszub, w: Historia, geografia, język
i piśmiennictwo Kaszubów, red. J. Mordawski, Gdańsk 1999.
24. Ostrowska R., Trojanowska I., Bedeker kaszubski, Gdańsk 1974.
25. Pentikäinen J., Ustny przekaz wiedzy, „Literatura ludowa” 1984, nr 4/6.
26. Popowska-Taborska H., Kaszubszczyzna. Zarys dziejów, Warszawa 1980.
27. Simonides D., Rzecz o humorze śląskim, Opole 1984.
28. Simonides D., Smolińska T., Folklor słowny a współcześni gawędziarze konkursowi, w: Śląskie miscellanea. Literatura – folklor, red. D. Simonides, J. Zaremba,
Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk 1980.
29. Smolińska T., Typologia gawędziarzy ludowych. Stan badań, propozycje klasyfikacji, „Literatura Ludowa” 1986, nr 1.
30. Treder J., Język, dialekty i gwary kaszubskie. Zakres użycia, w: J. Borzyszkowski, J. Mordawski, J. Treder, Historia, geografia, język i piśmiennictwo Kaszubów, Gdańsk 1999.
Słowniki
1. Kopaliński W., Słownik mitów i tradycji kultury, Warszawa 2009.
2. Krzyżanowski J., Słownik folkloru polskiego, Warszawa 1965.
129
3. Sychta B., Słownik gwar kaszubskich na tle kultury ludowej, t. V, Wrocław 1972.
4. Słownik terminów literackich, red. J. Sławiński, Wrocław-Warszawa-Kraków
2008.
5. Trepczyk J., Słownik polsko-kaszubski, Gdańsk 1994.
130

Podobne dokumenty