Most nad mostami - Spotkania z Zabytkami

Komentarze

Transkrypt

Most nad mostami - Spotkania z Zabytkami
.............................................................................................................................................................................
Specjalnie dla szkół
2010
INDEKS 377325 • ISSN 0137-222X
most
w tczewie
Zabytek inżynierii
budowlanej
w gronie
światowych
arcydzieł techniki
(ss. 16-23)
ogród we
włochach
Miniatury
zabytkowych
budowli
(ss. 24-27)
małe
arcydzieła
Zabytkowe
solniczki
w Muzeum Żup
Krakowskich
w Wieliczce
(ss. 44-47)
stilusy
i tabliczki
woskowe
Dawne przybory
do pisania
(ss.55-56)
| Spotkania z Zabytkami – dla szkół
2010
Spis treści
............................................................................................................................................
■4
Pomówmy o zabytkach
Maria Lewicka
■ 16 Most nad mostami
Waldemar J. Affelt
■ 24 Słynne budowle w warszawskich Włochach
Małgorzata M. Przybyszewska
■ 28 Z warsztatu historyka sztuki: Kilka faktów
z historii fabryki fajansów na Dębnikach w Krakowie
Boena Kostuch
■1
Od redakcji
■2
przeglądy, poglądy
z wizytą w muzeum
■ 44
Małe arcydzieła – zabytkowe solniczki
K O-D
Spotkania na wschodzie
■ 32
■ 47
Spotkanie z książką: Muzealnictwo
■ 48
Galeria Sztuki Polskiej XIX wieku w Sukiennicach
zaprasza publiczność
Siedziba hrabiów Pusłowskich w Piaskach
rozmaitości
K  J S
■ 35
zabytki w krajobrazie
■ 49
Światowe dziedzictwo
W odwiedzinach w pałacu w Kłębowcu
■ 49
Spotkanie z książką: Śladami Baczyńskiego
■ 50
Warszawska Syrena jako motyw ozdobny biżuterii
N G
■ 38
Spotkanie z książką: Skarby Podkarpackie
■ 39
Świątynia w pełnym blasku
I Z
■ 53
K Z
to też są zabytki
Z kryminalnej kroniki: Zagadka śmierci księżnej
Ludgardy
H W
■ 54
Z Dźwiniaczki do Warszawy
J K
■ 40
Akcja zabytki poprzemysłowe: Zabytki hutnictwa
i odlewnictwa
■ 55
J P
■ 43
Spotkanie z książką: Znaki na srebrze – czwarta edycja
Stilusy i tabliczki woskowe – dawne przybory
do pisania
M K
■ 57
Listy
...
Od Redakcji
 
........................................................................................................................................................................................................
N        C       K     
  . S          
  -    W     
. (+)    ,
  : ( +   )         
@., ..
Numer Specjalny – dla szkół
Warszawa 2010
ADRES REDAKCJI
00-590 Warszawa, ul. Marszałkowska 4 lok. 4
tel./fax 22 622-46-63
e-mail: [email protected]
http:// www.spotkania-z-zabytkami.pl
REDAKCJA
Wojciech Przybyszewski
 
Lidia Bruszewska
  
Ewa A. Kamińska
 
Jarosław Komorowski
Piotr Berezowski
 
Magdalena Barańska
   
WSPÓŁPRACOWNICY
Stanisław Grzelachowski
Monika Nowakowska
Janusz Sujecki
Tomasz Urzykowski
Hanna Widacka
Wanda Załęska
........................................
RADA REDAKCYJNA
prof. dr hab. Andrzej Tomaszewski
(przewodniczący)
prof. dr hab. Dorota Folga-Januszewska
dr Dominik Jagiełło
prof. dr hab. Stanisław Januszewski
prof. dr hab. inż. arch. Robert M. Kunkel
prof. dr hab. Małgorzata Omilanowska
prof. dr hab. Maria Poprzęcka
prof. dr hab. Jacek Purchla
prof. dr hab. Andrzej Rottermund
prof. dr hab. Bogumiła Rouba
mgr Andrzej Sołtan
dr Marian Sołtysiak
prof. dr hab. inż. Bogusław Szmygin
WYDAWCA
00-590 Warszawa, ul. Marszałkowska 4 lok. 4
tel. 22 353 83 30, fax 22 353 83 31
e-mail: [email protected]
http:// www.fundacja-hereditas.pl
Redakcja zastrzega sobie prawo wprowadzania zmian
i skrótów w materiałach przeznaczonych do publikacji
oraz publikowania wybranych artykułów w wersji elektronicznej. Materiałów niezamówionych redakcja nie zwraca.
Za treść reklam i ogłoszeń redakcja nie odpowiada.
T
en numer przekazujemy naszym stałym młodym Czytelnikom oraz
tym, którzy po raz pierwszy zetkną się ze „Spotkaniami z Zabytkami” i dlatego otwiera go artykuł, zawierający podstawowe informacje
z zakresu ochrony polskiego dziedzictwa kulturowego. Stanowi on nieco zmienioną, uaktualnioną wersję tekstu
zamieszczonego przed ponad trzydziestu
laty w pierwszym numerze naszego czasopisma. Jego autorka – dr Maria Lewicka,
znakomita popularyzatorka wiedzy o zabytkach, wieloletnia była pracownica Instytutu Sztuki PAN w Warszawie, charakteryzując ogólny zasób polskiego dziedzictwa i przedstawiając w zwięzłych sformułowaniach zasadnicze problemy z nim
związane, chce wzbudzić wobec polskiego dziedzictwa kulturowego respekt oraz
uświadomić potrzebę jego opieki i ochrony. „Nasze zabiegane «dziś» − pisze
– jest nierozerwalnie związane z naszym
«wczoraj». Kontakt z zabytkiem tę prawdę jednoznacznie uświadamia”.
W tym numerze staraliśmy się też powtórzyć działy i cykle tematyczne, które stanowią budulec edycji każdego numeru „Spotkań z Zabytkami”. I tak np. dział „Zabytki w krajobrazie” reprezentuje wizyta w ruinach
niegdyś wspaniałego, barokowego pałacu w Kłębowcu niedaleko Wałcza,
w dziale „To też są zabytki” mowa jest o urządzeniach dawnej techniki hutnictwa i odlewnictwa eksponowanych w Muzeum Zagłębia Staropolskiego w Sielpi, w dziale „Z wizytą w muzeum” możemy przeczytać
o stałej wystawie w Muzeum Żup Krakowskich w Wieliczce pt. „Solniczki – małe arcydzieła sztuki”, jest też zaproszenie do otwartej po trzyletnim remoncie Galerii Sztuki Polskiej XIX wieku w krakowskich Sukiennicach. Zabrakło, niestety, działu „Zabytki i młodzież”, w którym zamieszczane są relacje z rozmaitych działań na rzecz ochrony zabytków, podejmowanych przez Waszych rówieśników. Mając na uwadze udział młodzieży w redagowaniu tego działu, liczymy na przysyłanie materiałów.
Wszystkie zasługujące na zainteresowanie ukażą się na łamach kolejnych
numerów „Spotkań z Zabytkami”, a aby je systematycznie śledzić, zachęcamy do zamówienia prenumeraty naszego czasopisma (warunki prenumeraty na s. III okładki).
Zatem do następnego spotkania z zabytkami.
Nakład: 6000 egz.
NA OKŁADCE:
Wędrówka po Warszawie w ramach projektu Fundacji
Hereditas „Ale historia! Czyli aktywnie poznajemy
dziedzictwo Warszawy” (zajęcia przy dawnym gmachu
mennicy, w głębi biurowiec Aurum).
(fot. Katarzyna Komar-Michalczyk)
...............................................................................................................
P                                 N          C       K      .
I,      ,
   N        C       K                                    
                                    .
...............................................................................................................
PRZEGLĄDY, POGLĄDY
Przeglądy, poglądy
.........................................................................................................................
ODNOWA KOŚCIÓŁKA W CIĘCINIE
Drewniany kościół św. Katarzyny w Cięcinie w woj. śląskim stanowi jeden z cenniejszych zabytków na Żywiecczyźnie.
Powstał w 1542 r. W późniejszych latach
był rozbudowywany – w 1667 r. otrzymał
wieżę, w 1893 wydłużona została nawa
i dostawiony nowy babiniec, a dwa lata
później dobudowano kaplicę św. Franciszka z Asyżu. W pięknym wnętrzu znajduje się drewniany ołtarz pokryty polichromią, barokowa ambona, organy,
a także kamienna chrzcielnica z 1705 r.
Świątynię szpeci jednak dach – w pierwszych latach XX w. zaczęto z niego demontować stary gont, a zamiast niego
układano brzydkie, eternitowe płytki. Parafia z Cięciny przy współpracy z gminą
Węgierska Górka postanowiły cały dach
pokryć modrzewiowym gontem. Wynajęci cieśle z Harkabuza koło Raby Wyżnej
na Podhalu użyli w tej pracy starej metody – nie cięli gontu na mechanicznej
ŁAZIENKI KRÓLEWSKIE
W WARSZAWIE POD NOWYM
KIEROWNICTWEM
Od 16 lipca br. Łazienki Królewskie
w Warszawie mają nowego dyrektora.
Został nim Tadeusz Zielniewicz, historyk sztuki i konserwator zabytków architektury. W latach 1987-1995 pełnił
funkcję generalnego konserwatora zabytków w Ministerstwie Kultury, w latach 1995-1997 był kierownikiem biura
Polskiej Rady Biznesu, doradzał też dyrektorowi Zamku Królewskiego w Warszawie w sprawach pozyskiwania funduszy z Unii Europejskiej. W 2007 r.
został prezesem zarządu spółki Wejchert Golf Club. Jest członkiem Międzynarodowej Rady Ochrony Zabytków
(ICOMOS).

pile, tylko ręcznie wycinali wzdłuż słojów drewna.
W przyszłości planuje się także wprowadzenie zmian w otoczeniu świątyni – odtworzenie plebanii, organistówki, stodoły i wozowni oraz ogrodu. Jest też pomysł
utworzenia na terenie przyległym do kościoła parku drewnianych rzeźb sakralnych. Całość ma zostać ogrodzona i zamontowany system antywłamaniowy.
GLIWICCY KRESOWIANIE
W Muzeum w Gliwicach, w ramach projektu „Gliwiccy Kresowianie” zorganizowana została pod tym samym tytułem wystawa, ukazująca życie mieszkańców wschodnich obszarów Drugiej
Rzeczypospolitej, ich przymusową emigrację, a także wpływ Kresowian przybyłych do Gliwic na powojenny kształt
tego miasta. Zgromadzono na niej liczne pamiątki rodzinne związane z Kresami, historyczne i współczesne fotografie, kopie archiwalnych dokumentów,
a także filmy dokumentalne i archiwalne nagrania. Zwiedzający mogą też cofnąć się do wydarzeń minionego wieku,
oglądając m.in. wagon towarowy, zbudowany na wzór tych, którymi przewożeni byli Kresowianie. Wystawa czynna
będzie do 31 grudnia br.; jej kuratorem
jest Bożena Kubit.
Wśród wydarzeń towarzyszących wystawie w gliwickim muzeum znalazły się
m.in. promocja książki Gliwiccy Kresowianie autorstwa Bożeny Kubit oraz zorganizowana wspólnie z katowickim Oddziałem Instytutu Pamięci Narodowej
28 października br. konferencja naukowa
„Kresowianie na Górnym Śląsku”.
Powołanie Tadeusza Zielniewicza na stanowisko dyrektora warszawskich Łazienek odbyło się w sytuacji, kiedy wymagają one przeprowadzenia wielu prac inwestycyjnych i konserwatorskich. Przy decyzjach związanych z podejmowaniem tych
prac niezwykle ważne jest nie tylko przygotowanie merytoryczne, ale także umiejętności menedżerskie. W audycji w programie 2 Polskiego Radia Tadeusz Zielniewicz zadeklarował, że Łazienki powinny
być równie dobrze zarządzane, jak Wilanów czy Zamek Królewski i wyraził nadzieję, że wszystkie te placówki kultury będą
wkrótce liderami nie tylko w Warszawie
i Polsce, ale w szerszym wymiarze. Obiecał, że uczyni z Łazienek miejsce wyjątkowe, coś na miarę parku królewskiego.
Redakcja „Spotkań z Zabytkami” życzy
nowemu Dyrektorowi utrzymania zapału w podejmowaniu działań i sukcesów
w ich realizacji.
DNI MUZEUM POLSKIEGO
W RAPPERSWILU
m.st. Warszawy zorganizowała wystawę „Polska w Rapperswilu – Rapperswil w Polsce”, Muzeum Historyczne zaprezentowało ze swoich zbiorów woluminy pochodzące z Muzeum w Rapperswilu, a Muzeum Narodowe – wybrane
muzealia i archiwalia ze zbioru rapperswilskiego. Z kolei w Zamku Królewskim
w Warszawie odbyło się zwiedzanie kaplicy Królewskiej, w której przechowywana jest urna z sercem Tadeusza Kościuszki (serce Naczelnika spoczywało od 1895
do 1927 r. w rapperswilskim zamku), oraz
mieszkanie Stefana Żeromskiego, bibliotekarza w Rapperswilu w latach 1892-1896. Wszystkie imprezy cieszyły się
dużym zainteresowaniem mieszkańców
Warszawy oraz gości spoza stolicy.
W ramach obchodów w tym roku 140.
rocznicy utworzenia Muzeum Polskiego w Rapperswilu (zob. „Spotkania z Zabytkami”, nr 11, 2009, ss. 20-21) odbyły
się w Warszawie w dniach 11-12 września br. Dni Muzeum Polskiego w Rapperswilu; ich organizatorem było Towarzystwo Rapperswilskie, a koordynatorem Archiwum Polskiej Akademii
Nauk. W czasie tych Dni dwanaście warszawskich instytucji kultury, m.in. Polska Akademia Nauk, Biblioteka Narodowa, Muzeum Historyczne m.st. Warszawy, Muzeum Narodowe, Zamek Królewski, przygotowały wystawy, wykłady, filmy, sesje, koncerty. Biblioteka Publiczna
| Spotkania z Zabytkami – dla szkół

PRZEGLĄDY, POGLĄDY
STARY KANAŁ BYDGOSKI
Fragment parku nad Starym Kanałem
Bydgoskim – od ronda Grunwaldzkiego
do ul. Wrocławskiej – dzisiaj zaniedbany, zanieczyszczony i mało funkcjonalny, ma w przyszłym roku zamienić się
w miejsce do wypoczynku, podziwiania
i oswajania się z bogatą przyrodą, a także aktywnego spędzania czasu. Historia
Kanału Bydgoskiego sięga XVI w. Wtedy to powstał pomysł spięcia sztucznym przekopem dwóch największych
polskich rzek – Wisły i Odry, ale projekt
ten doczekał się realizacji dopiero za czasów panowania króla Prus Fryderyka II
Wielkiego w latach 1773-1774. Nowe
połączenie otworzyło miastu drogę do
WIELOKULTUROWOŚĆ
PRAWOBRZEŻNEJ WARSZAWY
„Obecność-spotkanie-dialog” – pod takim hasłem odbyła się 18 listopada br.
konferencja naukowa, poświęcona zagadnieniom wielokulturowości prawobrzeżnej Warszawy. Zorganizowało ją Muzeum
Warszawskiej Pragi, nowo powstający oddział Muzeum Historycznego m.st. Warszawy wraz z Fundacją Hereditas, przy
współpracy miejskiego Biura Funduszy
Europejskich oraz Centrum Kultury Praga Południe. W konferencji uczestniczyło interdyscyplinarne grono badaczy, zajmujących się historią, historią sztuki, socjologią, etnografią i psychologią. Problematyka zróżnicowania narodowościowego i wyznaniowego należy do najważniejszych elementów opisu krajobrazu kulturowego prawobrzeżnych dzielnic Warszawy.
Wielokulturowość stanowi bowiem jeden
z wyznaczników ich tożsamości. Historia
i współczesność tych terenów związana
jest z obecnością różnych społeczności,
których przedstawiciele współtworzyli zawsze niepowtarzalny klimat Pragi, Grochowa, Gocławia, Saskiej Kępy, Tarchomina, Targówka czy Bródna. Uczestnicy spotkania zaprezentowali wyniki swoich badań, odnoszące się do zamieszkujących te tereny Żydów, Romów, Wietnamczyków, Rosjan, ewangelików czy prawosławnych.
Przedstawione na konferencji materiały mają istotne znaczenie dla tworzenia
założeń merytorycznych projektowanych
ekspozycji w przyszłej siedzibie Muzeum
Warszawskiej Pragi. Projekt został zrealizowany dzięki współfinansowaniu przez
Unię Europejską ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego
w ramach Programu Infrastruktura i Środowisko.
terytorialnego i ekonomicznego rozwoju. Dodatkowo przyległe do niego tereny
stały się ulubionym miejscem bydgoszczan, gdzie mogli bawić się i spędzać
czas w wybudowanych tam restauracjach i salach tanecznych. I tak ma być
znowu, dzięki pomocy finansowej Unii
Europejskiej. Przygotowany projekt został poprzedzony konsultacjami oraz
ankietami, które miały określić, czego bydgoszczanie oczekują w tym miejscu. W opracowaniu koncepcji specjalistom pomogli także studenci architektury z Poznania i Holandii.
Głównym zadaniem projektu jest uatrakcyjnienie kanału, jednak równie ważnym jego celem jest ochrona przyrody.
Całe przedsięwzięcie będzie realizowane
w ramach programu Reuris – Revitalisation of Urban River Spaces, czyli Rewitalizacja Miejskich Terenów Nadrzecznych.
REZYDENCJA DONNERSMARCKÓW
byli polskimi Donnersmarckami, bo utrzymywali dobre stosunki z Wojciechem Korfantym, jednym z przywódców powstań
śląskich. Ich „bajkowy” pałac, z wieżą ozdobioną malowniczymi blankami
i sterczynami, po drugiej wojnie światowej, gdy wprowadziła się tu szkoła rolnicza, mocno podupadł. W ostatnich latach
na parterze działała galeria śląskiej sztuki naiwnej ze zbiorów Gerarda Trefonia.
Obecnym właścicielem pałacu jest starostwo w Tarnowskich Górach.
Prowadzony remont przywróci układ
dawnych pałacowych sal (podzielonych
wcześniej na potrzeby szkoły), wymienione zostaną stropy, dach i odnowiona cała stolarka. Pałac zyska też nowoczesne instalacje grzewcze, elektryczne
i przeciwpożarowe. W kolejnych latach
starostwo chce w pałacu urządzić hotel
z restauracją albo centrum rehabilitacji.
Rozpoczęto już rozmowy z fundacją Donnersmarcków, która pomaga chorym wymagającym zabiegów rehabilitacyjnych.
Dawna rezydencja Donnersmarcków
w Nakle Śląskim doczekała się remontu; w jej murach powstanie Centrum Kultury Śląskiej. Zaprojektowany w bardzo
efektownym stylu Tudorów pałac wyglądem kojarzy się z bajkami Walta Disneya.
Właściciele budowli – Donnersmarckowie przez mieszkańców Nakła nazywani
CZĘŚĆ ZABUDOWY GORZOWSKIEGO
ZAWIERCIA ZABYTKIEM
Część starej zabudowy dzielnicy Zawiercie w Gorzowie – kwartał ulic Fabrycznej, Waryńskiego, część Śląskiej i Towarowej oraz ul. Jasna – została wpisana do
rejestru zabytków. Jest to szansa dla tej
dzielnicy na rewitalizację, pociągającą
jednak za sobą olbrzymie koszty, których
nie są w stanie ponieść same wspólnoty
mieszkaniowe. Ponadto remont kamienic usytuowanych na chronionym obszarze może odbywać się tylko według
wskazań konserwatora zabytków, a to
oznacza często duże ograniczenia i również wyższe koszty.
Decyzja o uznaniu części starej zabudowy Zawiercia za obszar zabytkowy wpisuje się w przyjęty przez Radę Gorzowa
program rewitalizacji terenów poprzemysłowych.
Spotkania z Zabytkami – dla szkół
 |

Pomówmy
o zabytkach
Maria Lewicka
........................................................................................................................................................................................................................
Słowo „zabytek” nie ma ścisłego odpowiednika w językach
obcych. U nas jest w powszechnym użyciu. Znalazło nawet
miejsce w polskim ustawodawstwie. W obowiązującej
obecnie ustawie o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami
czytamy, że jest to „nieruchomość lub rzecz ruchoma, ich
części lub zespoły, będące dziełem człowieka lub związane
z jego działalnością i stanowiące świadectwo minionej
epoki bądź zdarzeń, których zachowanie leży w interesie
społecznym ze względu na posiadaną wartość historyczną,
artystyczną lub naukową”.
........................................................................................................................................................................................................................
U
.
.
stawa o ochronie zabytków
i opiece nad zabytkami ma
ogromną wagę dla sprawy zabytków, stanowi bowiem podstawę
prawną ich ochrony i konserwacji, nakładając na instytucje państwowe i obywateli obowiązek troski o wspólną własność narodową
– dobra kultury, które są efektem pracy i myśli minionych i współczesnych pokoleń.
Rejestr dóbr kultury podlegających
ochronie jest bardzo długi. Obejmuje założenia urbanistyczne miast i osiedli, zespoły architektoniczne i pojedyncze budowle o walorach historycznych i artystycznych, parki, ogrody; dzieła sztuk plastycznych – malarstwa, rzeźby, grafiki, dekoracje, wytwory
rzemiosł artystycznych. Mieszczą się w nim
wszelkie pamiątki historyczne i militarne,
pola sławnych bitew, miejsca upamiętnione
walkami o niepodległość i sprawiedliwość,
obozy zagłady, a także budowle i przedmioty związane z wydarzeniami historycznymi.
W rejestrze znajdują się obiekty archeologiczne – ślady osadnictwa i działalności
człowieka pierwotnego (jaskinie, grodziska,
cmentarzyska itp.). Obejmuje również wszelkie materiały biblioteczne, kolekcje, zbiory, pracownie, warsztaty wybitnych twórców, jak również materiały archiwalne rękopiśmienne i drukowane, tak z zakresu literatury, jak i muzyki, akta, korespondencje, fotografie, filmy. Zawiera przedmioty związane z techniką i kulturą materialną, np. stanowiska pracy (kopalnie, warsztaty) oraz charakterystyczne dla dawnych i nowoczesnych
form gospodarki maszyny, narzędzia, środki
transportu itp. Do dóbr kultury należą również obiekty związane z etnografią – zespoły zabudowy, pojedyncze, charakterystyczne budowle, urządzenia, narzędzia, przedmioty użytkowe informujące o gospodarce,
twórczości artystycznej, obyczajach i kulturze wsi. Rejestr obejmuje nawet rzadkie okazy przyrody żywej i martwej, o ile nie podlegają ochronie przyrody.
Zapytamy teraz, które z wymienionych
dóbr kultury można nazwać zabytkami? Łatwiej będzie może zacząć od eliminacji, odpowiadając na pytanie – których nie obejmiemy

tym mianem? Wśród przykładów podane zostaną te, które powstały współcześnie.
Słusznie, bowiem dla zabytku obowiązujący
jest pewien dystans czasowy, dzielący go od
współczesności. Ten moment przynależności
do przeszłości uwzględnia prof. Witold Doroszewski w Słowniku języka polskiego, określając mianem „zabytek” – „dzieło sztuki lub
 | Rekonstrukcja osady
z epoki kultury łużyckiej
w Biskupinie, lata - p.n.e.
 | Kolegiata romańska
w Tumie pod Łęczycą,
XII w.

Spotkania z Zabytkami – dla szkół
 |

literatury (np. budowla, obraz, rzeźba, grafika, książka), mające wartość muzealną, historyczną, jako dokument przeszłości”.
Granica czasowa dla zabytków nie została określona. Obecnie wyraźna jest tendencja przybliżania jej. Postęp techniki, szybkie
przemiany w naszym wieku nieproporcjonalnie oddalają nam przeszłość.
Stawia się często znak równości między
pojęciami „zabytek sztuki” i „dzieło sztuki”. Oto wypowiedź współczesnego historyka sztuki, który mówiąc o konieczności sprecyzowania poglądów na ten temat dla celów
praktycznych tak formułuje określenie: „[...]
obcując z dziełem sztuki na co dzień, musiała
historia sztuki opracować jego praktyczną definicję. Dzisiaj za dzieło sztuki zgodnie uważa się przedmiot materialny będący wytworem rąk ludzkich, tak ukształtowany, iż posiada wartość artystyczną (oddziaływuje estetycznie)” (Piotr Skubiszewski, Pojęcia, kierunki i metody historii sztuki, [w:] Wstęp do
historii sztuki, Warszawa 1973). Niezbędną cechą dzieł sztuki są więc ich walory artystyczne, ich zdolność oddziaływania, te wartości i cechy, które wywołują nasz podziw, zachwycają, sprawiają, że kontakt z tymi dziełami stanowi przyjemność. Wynika stąd, że
ogromny procent dzieł sztuki stanowią zabytki właśnie. O zabytkowych dziełach czy
wręcz arcydziełach mówi się czy pisze bardzo
dużo. W 2007 r. wydawnictwo „Arkady”
wydało obszerny album o posiadanych w naszych kolekcjach dziełach szczególnych i wyjątkowych (W kręgu arcydzieł. Zbiory sztuki
w Polsce, Warszawa 2007).
Wiele zabytków powiązanych ze swoją
epoką udziela nam o niej historycznych informacji. Można je porównać do zwierciadła,
w którym ta epoka znajduje odbicie – układy polityczno-społeczne, ideologia, stopień
wiedzy, sposób patrzenia i widzenia świata.
W zwierciadle tym znajduje też swoje odbicie
zarówno indywidualność twórcy, jak i człowieka, na którego zlecenie albo za którego
sprawą dzieło powołane zostało do życia.
Istnieje bardzo wiele zabytków powstałych w celu przekazania informacji. Należą do nich np. ilustracje książkowe, plakaty,
grafika czy malarstwo tego typu, który dziś
został zastąpiony przez fotografię prasową.
Przykładem może tu być zdobycz wojenna
z lat 1655-1656, słynna „Rolka sztokholmska” – fryz malarski przedstawiający wjazd

 | Szczerbiec – miecz
koronacyjny królów polskich,
pierwsza połowa XIII w.
(w Państwowych Zbiorach
Sztuki na Wawelu)
 | Karta  recto
z inicjałem B[eatus vir...]
(„Dawid grający na harfie”)
Psałterza Potockich, połowa
XIII w., Francja (w zbiorach
Biblioteki Narodowej
w Warszawie)


| Spotkania z Zabytkami – dla szkół

 | Fragment romańskiej
kolumny w bazylice Trójcy
Świętej w Strzelnie, XIII w.


 | „Madonna z Krużlowej”, około  r., rzeźba
w drewnie, polichromowana i złocona (w zbiorach Muzeum
Narodowego w Krakowie, eksponowana w Pałacu biskupa
Erazma Ciołka)
 | Fragment murów obronnych w Paczkowie, XIV w.

| Spotkania z Zabytkami – dla szkół

króla Zygmunta III Wazy do Krakowa – która w 1974 r. z inicjatywy ówczesnego premiera Szwecji Olofa Palmego powróciła do Polski. Większość zabytków udziela nam komunikatów pośrednich. Na przykład z malarstwa o treści religijnej poznajemy niejednokrotnie akcesoria życia współczesnego tworzącemu artyście. Fantazja nie zastąpiła mu
bowiem realnej wiedzy o znanym świecie,
przedstawiał więc otaczające go życie, ludzi,
sprzęty, wtapiając w nie religijne przedstawienie. Przypatrzmy się np. twórczości Stanisława Samostrzelnika, wybitnego naszego malarza, działającego na przełomie XV
i XVI w., twórcy miniatur we wspaniale iluminowanych modlitewnikach króla Zygmunta Starego i królowej Bony, a uzyskamy
zwięzłą informację o epoce, wydarzeniach, życiu dworskim, zwyczajach i strojach. Nie będzie przesadą twierdzenie, że przedstawienia
plastyczne mają wartość źródeł pisanych dla
historii, a nawet często przewyższają je swoją komunikatywnością. Miejsce tu na przypomnienie malarstwa Jana Matejki. Prawie każdy z nas wymienić potrafi jakieś jego ogromne płótno z muzeów Warszawy czy Krakowa, ukazujące wydarzenie ważne w dziejach
narodu. Artysta studiował akcesoria z epoki,
dlatego jego dzieła stawały się wiarygodne.
Opis literacki daje dopiero podstawę do
wytworzenia w naszej wyobraźni tego, co
przedstawienie plastyczne daje w formie gotowej. Warto zwrócić też uwagę na jedną
 | Niklas Haberschrack (?),
„Trzy Marie u grobu Chrystusa”
z Niegowici, około  r.,
tempera na desce (w zbiorach
Muzeum Narodowego
w Krakowie, eksponowana
w Pałacu biskupa Erazma
Ciołka)
Spotkania z Zabytkami – dla szkół
 |

specyficzną i wyróżniającą zabytek sztuk plastycznych uniwersalną cechę – jest nią przynależność nie tylko do epoki narodzin, ale
również epok następnych, kiedy to w ten czy
inny sposób był zauważany, doceniany, stawał się wzorem i stanowił przedmiot doznań
estetycznych.
Okoliczności powstania lub historia zabytku decydują niejednokrotnie o naszym
emocjonalnym do niego stosunku – szacunku dla jego wiekowości, wzruszenia wywoływanego przez świadomość jego współuczestnictwa w wypadkach dziejowych. Szczególnie silny ładunek przeżyć emocjonalnych

 | Renesansowy ratusz
w Sandomierzu, połowa
XIV w., przebudowany
w XVI w.

tego typu sprawia, że zabytek urasta czasem
do rangi symbolu w dziejach narodu – tak
jest z Wawelem, tak jest z odbudowanym
Zamkiem Królewskim w Warszawie; podobny przykład stanowi Szczerbiec – przechowywany na Wawelu miecz koronacyjny królów polskich.
Zabytek – widomy dowód narodowej
kultury, potwierdzający jej cechy indywidualne, stawał się często argumentem historycznym. Zdarzało się, że był podstawą roszczeń
| Spotkania z Zabytkami – dla szkół

terytorialnych. Odwieczna tendencja niszczenia i grabienia zabytków przez najeźdźców (czego tak liczne przykłady mamy w naszej historii) jest jeszcze jednym wymownym
dowodem.
Nie od dziś wiadomo, że dzieła sztuki
mają często ogromną, z niczym nieporównywalną wartość pieniężną. O astronomicznych sumach, jakie osiągają na rynkach światowych, dowiadujemy się z codziennej prasy. Oto zakończenie komunikatu prasowego o stwierdzeniu autentyczności dzieła
El Greca „Ekstaza św. Franciszka”, odkrytego
w 1964 r. przez Izabelę Galicką i Hannę Sygietyńską, pracownice Instytutu Sztuki PAN
podczas inwentaryzacji zabytków – „jako ciekawostkę podać warto, iż o wiele gorszy obraz
pędzla El Greca sprzedany przed kilku laty
na jednej z zachodnich aukcji osiągnął cenę...
półtora miliona dolarów”. Ale i tej szokującej
wówczas kwocie pieniędzy daleko jest do rekordu. Obecnie najdroższym w historii dziełem sztuki sprzedanym na aukcji jest obraz
Pabla Picassa z 1932 r. „Nagość na płycie
rzeźbiarza”, za który w maju br. w nowojorskiej siedzibie Christie’s anonimowy kupiec
zapłacił... 106,4 miliona dolarów (!).
Wartością materialną jest również wartość użytkowa przedmiotów – przede
wszystkim zabytkowych budowli. Ileż wiekowych, zadbanych, pięknych gmachów służy
nam dzisiaj! Wiele nawet ma tę samą funkcję, jak np. Uniwersytet Jagielloński w Krakowie. Niektóre zabytki zmieniły gospodarzy, jak np. toruński ratusz gotycki przekształcony na siedzibę muzeum. Nie jest
rzeczą przypadku, że instytucje państwowe
o dużych tradycjach chętnie wybierają zabytkowe gmachy na swoje siedziby. Liczne są
na to przykłady za granicą i u nas, w kraju.
Trwająca obecnie akcja wykorzystywania
niezagospodarowanych budowli zabytkowych przeprowadzana jest z obustronnymi
korzyściami i daje wspaniałe rezultaty. Zaniedbane, chylące się ku ruinie zamki, pałace,
klasztory, zajazdy, wiatraki czy kuźnie, fachowo odbudowywane, przywracane do dawnej
świetności, zyskują nowych użytkowników,
stając się siedzibami szkół, domów kultury,
urzędów, domów wypoczynkowych, hoteli
lub restauracji na atrakcyjnych szlakach turystycznych.
Skoro mowa o turystyce, nie sposób pominąć roli, jaką odgrywają zabytki w jej
 | Arras z kolekcji króla Zygmunta Augusta, z serii portier
monogramowych – satyry podtrzymujące inicjał SA (Sigismundus
Augustus), według kartonu z około  r. (w Państwowych
Zbiorach Sztuki na Wawelu)
Spotkania z Zabytkami – dla szkół
 |



 | Fragment „Rolki
sztokholmskiej” („Rolki
Wazowskiej”, „Rolki
szwedzkiej”) – kareta panny
młodej, arcyksiężniczki
Konstancji Austriackiej,
po  r., miniaturowe
malowidło gwaszem na
papierze (w zbiorach Zamku
Królewskiego w Warszawie)
 | Drewniany
kościół św. Katarzyny
Aleksandryjskiej w Dąbczu,
 r.
 | Pałac w Wilanowie –
rezydencjonalne dzieło sztuki
barokowej, po rozbudowie
z końca XVII w., ostatecznie
ukształtowane w latach
trzydziestych XVIII w.
rozwoju. Turystyka stała się źródłem wzbogacenia wielu krajów. Wystarczy wspomnieć
Hiszpanię, nie mówiąc o Włoszech – dla
tych państw turystyka stanowi jedno z podstawowych źródeł dochodu narodowego. To
zabytki właśnie stają się głównym magnesem
przyciągającym turystów. Wystarczy przejrzeć plakaty biur turystycznych, aby przekonać się, czym są zabytki dla reklamy turystycznej. O pięknie, indywidualnym obliczu
kraju stanowią nie tylko jego warunki krajobrazowe, ale również wtopione w naturalny pejzaż budowle. „Klimat” miasta nierozerwalnie związany jest z jego pomnikami
kultury. Mówimy Warszawa – myślimy kolumna Zygmunta, mówimy Paryż – widzimy


| Spotkania z Zabytkami – dla szkół

wieżę Eiffla, mówimy Moskwa – widzimy
Kreml. Wspomnienie każdego niemal miasta
kojarzy się nam z jego czołowymi zabytkami.
Istnieje wiele zabytków czy też zespołów
zabytkowych, które zyskały sobie szczególną
sławę i przyciągają rzesze turystów, zwiedzających. Znane są także sławne dzieła w obrębie kraju z tytułu związanej z nimi historii i specyficznych uczuć narodowych. Do takich należy niezawodnie Stary Rynek z Kościołem Mariackim w Krakowie, „Panorama Racławicka” we Wrocławiu i wiele innych. Są również dzieła, które zdobyły sławę
w zasięgu światowym, stając się niejako własnością ogółu ludzkości – np. portret Mony
Lizy (zwanej Giocondą), pędzla Leonarda da

Vinci, przechowywany w paryskim Luwrze.
„Mona Liza” odbywa podróże, udostępniana jest zwiedzającym w wielu krajach świata.
Podróżuje pod eskortą, ubezpieczana jest na
ogromne sumy, witana i żegnana z wielkimi
honorami. Podobnie jest z portretem „Damy
z gronostajem”, własnością Muzeum Książąt Czartoryskich w Krakowie, jedynego
w Polsce dzieła Leonarda, która „wizytowała” ostatnio Zamek Królewski w Warszawie.
Zabytkowe dzieła sztuki wyodrębniliśmy przede wszystkim ze względu na ich
wartości artystyczne. Mówimy, że oddziaływają estetycznie. Jak? Odpowiedź jest trudna do sprecyzowania, obejmuje bowiem
bardzo zindywidualizowane i spontaniczne na ogół odczucia emocjonalne, zależne
od tego, kto i w jakich okolicznościach patrzy. Właściwy odbiór – przeżycie związane z oglądanym dziełem sztuki angażuje naszą wrażliwość. Można mówić o wrażliwości wrodzonej, można mówić o wrażliwości
ukultywowanej – częste kontakty ze sztuką bardzo ją wzmagają. Wrażliwość ma nie
tylko inny stopień nasilenia u poszczególnych osób, ale dotyczy różnych elementów
dzieła. W malarstwie np. ktoś jest wyczulony na kolor, ktoś inny na grę linii, ktoś następny angażuje się w temat, kogoś jeszcze
fascynuje gra świateł i cieni czy doskonałość
rysunku oddającego prawdę, kogoś innego
genialna deformacja. Blisko stąd do indywidualnych gustów i upodobań. Słowem – jest
oczywiste, że nie wszystkim podoba się jednakowo i to samo. Niezależnie od tego doceniono współcześnie wartość odczuć estetycznych, jako ogromnie ważnych w domenie ludzkich przeżyć, pomocnych w kształtowaniu osobowości i charakteru.
Zabytki mają swoje własne „życie”. Niezwykle to ciekawy i pasjonujący rozdział wiedzy o zabytkach, ubarwiający je nieraz w naszych oczach – narodziny, przyjęcie przez
współczesnych i następne pokolenia, okresy
powodzenia, zapomnienia, a czasem i bogate
przygody o zabarwieniu kryminalnym. Wiele posiadamy zabytków o niezwykle burzliwych dziejach – wymieńmy choćby Arrasy
Wawelskie czy Hansa Memlinga „Sąd Ostateczny”, przechowywany w Muzeum Narodowym w Gdańsku.
Wojny, zmiany granic, grabieże i kradzieże sprawiły, że duża część naszych zabytków
znalazła się poza granicami państwa, w Europie (w Rosji, na Białorusi, Ukrainie, w Szwecji, Niemczech) i poza nią (Stany Zjednoczone). Rewindykacja − prawne żądanie zwrotu własności należy do spraw pozostających
w gestii państwa. Nie ma niestety w tej dziedzinie zbyt wielu sukcesów.
 | Jan Matejko,
„Hołd pruski”,  r.
(w Państwowych Zbiorach
Sztuki na Wawelu)
Spotkania z Zabytkami – dla szkół
 |


obowiązkiem jest dbałość o zabytek na określonym terenie – w związku z tym powstaje
dużo problemów spornych.
Jest jeszcze problem rekonstrukcji. Podstawowym warunkiem decyzji o jej podjęciu jest
posiadanie wystarczających materiałów naukowych dla przywrócenia obiektowi pierwotnego wyglądu. Sukces odbudowy leży nie

 | Świątynia Diany
w parku pałacowym Arkadia
w Nieborowie, XVIII w.
 | Fragment elewacji
dworku Fryderyka Chopina
w Żelazowej Woli, przełom
XVIII i XIX w., przebudowany
w  r.
 | Wiatrak – zabytek
drewniany, XIX w.

Ochrona i konserwacja zabytków wymagają finansowego udziału państwa. Czas,
brak dbałości, a niekiedy ręka ludzka sprawiają, że zabytek niszczeje. Niezbędna staje się ich konserwacja. Do niej powołani są
specjaliści – konserwatorzy. Kształceni są na
wyższych uczelniach, których w Polsce jest
kilka. Są to ludzie, których celem jest przywrócenie zabytkom ich pierwotnego wyglądu, odnowienie i zabezpieczenie przed dalszym niszczeniem. W czasie zabiegów konserwatorskich odkrywa się niekiedy przemalowane fragmenty pierwotne, spod późniejszych przemalowań. Zdarza się konserwatorom odnaleźć podpis twórcy, jak to np. stało
się przy konserwacji wymienionego już obrazu „Ekstaza św. Franciszka”. Służba konserwatorska angażuje specjalistów, których
| Spotkania z Zabytkami – dla szkół



tylko w rękach naukowców, ale także inżynierów, rzemieślników, no i oczywiście artystów.
Zamek Królewski w Warszawie − to doskonały przykład udanej rekonstrukcji. Przywróciła ona stolicy tak ważny dla niej obiekt. Wraz
z odbudowanym Placem Zamkowym i zespołem Starego Miasta może być dumą tych, którzy wzięli udział w tym przedsięwzięciu.
Państwo musi mieć wiedzę i świadomość
posiadanych zabytków. Konieczna staje się
ich inwentaryzacja. Efektem pracy historyków sztuki jest od 1951 r. wydawnictwo
Katalog zabytków sztuki w Polsce. Wydane
dotąd tomy stanowią informacje o naszym
dziedzictwie narodowym. Prace trwają dalej, bo nie cała jeszcze Polska została nimi
objęta. Koncepcja katalogu, szczegółowość
i bogactwo ilustracji stanowią unikat w skali Europy.
Do zabytków sięgają artyści wszystkich
sztuk plastycznych, aby wzbogacić swoje wizje; inspiracji i natchnienia dostarczają
wszystkim twórcom sztuki – literatom, poetom, muzykom. Informacji szukają w zabytkach naukowcy, plastycy, ludzie teatru, filmu, kostiumolodzy, scenografowie, aktorzy...
A my? Są wśród nas tacy, którzy świadomie
i z przygotowaniem traktują zabytek, doceniając jego wszechstronne wartości. Są też
niezaangażowani – ignoranci. Jednak chcemy czy nie chcemy, mamy z zabytkami kontakt. Warto przemyśleć swój stosunek do zabytków uświadamiając sobie, że nasze zabiegane „dziś” jest nierozerwalnie związane
z naszym „wczoraj”. Kontakt z zabytkiem tę
prawdę jednoznacznie uświadamia.
 | Fragment koła
wodnego – zabytek techniki,
XIX w. (w zbiorach Muzeum
Zagłębia Staropolskiego
w Sielpi)
(zdjęcia: -, , , , , 
– Mirosław Wiśniewski;
, , , , ,  – archiwum
redakcji; ,  – Małgorzata
M. Przybyszewska;
 – Jan Pańczyk)
Maria Lewicka
Spotkania z Zabytkami – dla szkół
 |

Most
nad mostami
Waldemar J. Affelt
Podróżujący pociągiem na trasie Malbork-Gdańsk podczas przejazdu
przez Wisłę ma sposobność obejrzenia przez okno imponującej
budowli oddalonej zaledwie kilkadziesiąt metrów. Jej skomplikowane
dzieje ujawnia silne zróżnicowanie: jedne filary murowane
z kamienia, a na nich wieże z żółtej cegły, zaś inne filary po prostu
betonowe, a przęsła na nich też rozmaite aż w pięciu typach. Jest to
Most Tczewski. Najstarszy jego fragment wpisany został do rejestru
zabytków woj. pomorskiego 21 marca 2000 r., a w 2004 r. American
Society of Civil Engineers uznało go za międzynarodowy zabytek
inżynierii budowlanej i umieściło pośród światowych arcydzieł
techniki, takich jak np. wieża Eiffla w Paryżu, Statua Wolności
w Nowym Jorku czy Kanał Sueski w Egipcie.
Most Tczewski na litografii z  r., wydanej przez Verlag v. Ernst & Korn in Berlin (ze zbiorów Biblioteki Gdańskiej PAN)
........................................................................................................................................................................................................................
........................................................................................................................................................................................................................
W
dziejach europejskiego budownictwa mostowego sześć
przęseł o rozpiętości po
130,88 m uczyniło Most
Tczewski największym kratowym mostem
belkowym z żelaza na kontynencie, a jego
rozwiązanie konstrukcyjne szybko znalazło
liczne naśladowania w Anglii, Austrii, Niemczech, Rosji i USA. Egzaltowane wrażenia,
jakie niegdyś powodowała ta budowla, opisała dwudziestokilkuletnia Jadwiga Łuszczewska Deotyma w „Tygodniku Ilustrowanym”
(nr 109) z 1861 r. Ale już w 1859 r. prenumeratorzy Księgi Świata w części II przeczytali
obszerny opis Mostu Tczewskiego, w następnym roku „Przegląd Polytechniczny” poświęcił mu wzmiankę. Wówczas Warszawa ekscytowała się rozpoczynaną właśnie budową mostu Kierbedzia, powtarzającego wzór tczewski. Wtedy nowinki techniczne jako sceneria były en vogue, więc Aleksander Gierymski
umieścił widok na most warszawski w obrazie „Piaskarze” z około 1880 r. Pewną reminiscencją kraty mostowej i cienia, jaki rzuca,
jest jego obraz „W altanie” z 1882 r.
W pow. tczewskim znajdują się trzy przeprawy przez Wisłę. Najstarsza z nich, otwarta w 1857 r., była pierwotnie mostem drogowo-kolejowym o przęsłach żelaznych w postaci trzech par belek zespolonych, złożonych z ażurowych kratownic z ukośnych, gęsto rozstawionych płaskowników i długości całkowitej z przyczółkami wynoszącej
837,30 m. Wkrótce konstrukcja ta okazała
się niewystarczająca dla potrzeb nieustannie
rozwijanego kolejnictwa i w odległości kilkudziesięciu metrów wzniesiono nowy most
kolejowy, otwarty w 1891 r. W 1908 r. poziom wysokiej wody powodziowej niebezpiecznie zbliżył się do mostów tczewskich
i zdecydowano o powiększeniu pojemności terenów zalewowych. Zbudowano nowy
wał przeciwpowodziowy na prawym brzegu,
a oba mosty wydłużono, dodając trzy stalowe przęsła kratowe nitowane w postaci belek
wolno podpartych, wobec czego w 1911 r.
długość tych budowli przekroczyła 1030 m.
Druga Rzeczpospolita przejęła oba mosty,
ale w ramach akcji „odprusaczania” w latach
dwudziestych zdemontowano patetyczne
płaskorzeźby z bram portalowych − obiekty stricte artystyczne, a dziś zaginione. Jedynym obecnie świadectwem pierwotnej koncepcji architektonicznej Fridricha A. Stülera (1800-1865), następcy Karla Fridricha
Schinkla (1781-1841) na stanowisku architekta królewskiego Prus, są dwie pary wież
murowanych, górujące nad żuławską równiną. Po wysadzeniu mostów przez polskich
saperów rankiem 1 września 1939 r. okupant
w odległej od Tczewa o kilka kilometrów
na południe Knybawie szybko wzniósł z elementów przygotowanych jeszcze przed wybuchem wojny 9-przęsłowy most drogowy
o stalowych belkach blachownicowych i całkowitej długości 982,5 m. W 1945 r. uciekające wojsko niemieckie wysadziło dopiero co
odbudowany most kolejowy i ten nowy drogowy. Po drugiej wojnie światowej przywrócono użytkowanie wszystkich trzech mostów poprzez kolejne remonty i przebudowy,
 | Wrangel Brunnen
wg projektu Hugo
Hagena z  r.,
fontanna „Czterech
rzek” – detal
z postacią alegoryczną
Wisły trzymającej
model portalu
i przęsła Mostu
Tczewskiego

Spotkania z Zabytkami – dla szkół
 |

 | Most Tczewski
na rycinie w Księdze Świata,
, cz. II, s. 
co ostatecznie zakończono w latach siedemdziesiątych. Jednakowoż walory zabytkoznawcze tych budowli o niemieckiej proweniencji umknęły uwagi władz i ludności,
w znacznej mierze napływowej.
W latach dziewięćdziesiątych XX w. pracownicy Wydziału Budownictwa Lądowego Politechniki Gdańskiej we współpracy
z prof. Wielandem Rammem z politechniki
w Kaiserslautern w Niemczech przystąpili do
badań technicznych i historycznych Mostu
Tczewskiego, którego właścicielem jest skarb
państwa, a zarządcą Starostwo Powiatowe.
W 1998 r. ograniczono użytkowanie mostu,
a następnie całkowicie zamknięto go dla ruchu kołowego; zaistniała groźba powtórzenia kazusu wyszogrodzkiego, gdzie w 1999 r.
rozebrano najdłuższą w Europie drewnianą budowlę mostową. Kluczowym przedsięwzięciem promującym wartości kulturowe Mostu Tczewskiego była międzynarodowa konferencja „Preservation of Engineering
Heritage – Gdańsk Outlook 2000”, zorganizowana na Politechnice Gdańskiej we wrześniu 1999 r. Jej trwałym efektem, oprócz publikacji, są: zestaw 50 plansz ilustrujących
dzieje tej budowli, przygotowanych jako dar
Technische Universität Kaiserslautern dla
Politechniki Gdańskiej, oraz makieta nieistniejącej bramy portalowej wykonana w skali 1:10 przez uczniów Technikum Kolejowego w Tczewie, obecnie eksponowana w tamtejszym Centrum Wystawienniczo-Regionalnym Dolnej Wisły. Latem 2000 r. plansze
i makieta były wystawione w Muzeum Techniki w Warszawie – był to element lobbingu
na rzecz pozyskania środków budżetowych


| Spotkania z Zabytkami – dla szkół

na niezbędny remont mostu. Przy poparciu
marszałka sejmu Macieja Płażyńskiego uzyskano dotację na pilne roboty i w 2002 r.
przywrócono użytkowanie mostu przez pojazdy o masie do 3,5 t i skrajni wysokości do
2,5 m. W następnych latach uporządkowano bulwar nadwiślański, a w okolicy mostu
urządzono skwer. 12 października 2007 r.,
w 150. rocznicę otwarcia mostu odbyło się
międzynarodowe seminarium, a jego dorobek pt. Zabytkowy Most Tczewski. Konteksty
opublikowało wydawnictwo Bernardinum.
Odsłonięto okolicznościową inskrypcję na
głazie narzutowym, a nieopodal na stanowisku widokowym umocowano planszę z panoramą mostu i zwięzłymi opisami jego różnorodnych przęseł. Przez kilkanaście lat konsekwentnej promocji przywrócono temu zabytkowi mostownictwa należne mu miejsce w świadomości społecznej. Dzisiaj wizerunek mostu na materiałach promocyjnych
pow. tczewskiego i miasta Tczewa jest już
zwyczajem.
Wykładnią postępu i nowoczesności w połowie XIX w. była kolej i jej mosty,
w czym przodowało Zjednoczone Królestwo. Budowa przepraw przez Wisłę i Nogat stanowiła część bardzo kosztownej inwestycji państwa pruskiego, budującego kolej
wschodnią Ostbahn na trasie Berlin – Królewiec. Wiązał się z tym trwający dziesiątki
lat program robót hydrotechnicznych regulujących Dolną Wisłę od Gniewa aż do zbudowania jej sztucznego ujścia, tzw. przekopu Wisły w 1895 r. oraz pełnej kanalizacji
Nogatu z pięcioma stopniami wodnymi, co
ukończono dopiero podczas pierwszej wojny światowej. Most Tczewski był dumą królestwa Prus, nie dziwi zatem, iż już w 1855 r.
opublikowano obszerny jego opis (Die im
Bau begriffenen Brücken über die Weichsel
bei Dirschau und über die Nogat bei Marienburg, Zeitschrift für Bauwesen, Berlin 1855,
ss. 445-458), czyli na dwa lata przed ukończeniem budowy. Uczynił to Carl Lentze (1801-1883), kierownik projektu, jak powiedzielibyśmy dzisiaj, przybyły z Berlina do Tczewa
w 1845 r. Wykorzystał on w swojej koncepcji konstrukcyjnej wzorzec drewnianej kratownicy o środniku z ukośnie krzyżujących
się desek, na którą amerykański inżynier i architekt Ithiel Town (1784-1844) uzyskał patent w 1820 r. W Tczewie deski zastąpiono
płaskownikami żelaznymi, podobnie jak to

wcześniej uczynili inżynierowie irlandzcy:
John Macneill (1793-1880) w kratownicy
wiaduktu kolejowego nad Kanałem Królewskim na trasie Dublin – Drogheda z 1848 r.
oraz James Barton (1826-1913) w przęsłach
mostu Boyne Viaduct przez rzekę Drogheda z początku lat pięćdziesiątych XIX w.
Kształt przęsła Lentze przejął z mostów walijskich przez rzekę Conwy z 1846 r. i będącego właśnie w budowie kolosa Britannia
Bridge przez cieśninę Menai Strait – obie te
budowle zaprojektował Robert Stephenson
(1803-1859), syn George’a – „ojca nowoczesnego kolejnictwa”. Były to tzw. mosty rurowe (ang. tubular bridges), o przęsłach w postaci ogromnej belki o zamkniętym przekroju skrzynkowym, złożonym z arkuszy żelaznych, tzw. blach kotłowych, produkowanych przede wszystkim do budowy maszyn
parowych. Lentze miał sposobność oglądać
te budowle podczas swoich podróży studialnych na Wyspy Brytyjskie.
Budowę mostu zlokalizowano w Tczewie ze względu na tradycję sytuowania tu
właśnie mostów drewnianych przez Wisłę,
których filary pod przęsła nawodne wznoszono na piaszczystych kępach w nurcie rzeki mniej więcej vis à vis górującego nad miastem kościoła farnego. W 1659 r. szwedzkie wojsko zbudowało tu most łyżwowy;
w dziele nauczyciela gdańskiego Gimnazjum Akademickiego Christopha Hartknocha (1644-1687) pt. Alt und Neues Preussen z 1684 r. pokazano most na palach.
W 1810 r. ponownie powstał most łyżwowy.
Szerokość terenu zalewowego w tym miejscu
wyznaczały starodawne (być może od czasów krzyżackich albo jeszcze wcześniejsze)
wały przeciwpowodziowe, odsunięte ku
wschodowi od brzegu Wisły w linii projektowanego mostu o około 1360 m; koryto
wówczas było tu szerokie na około 1200 stóp
(380 m) latem, ale rozlewisko wiosenne osiągało 2668 stóp (840 m). Postanowiono zbudować nowy wał bliżej rzeki i tym sposobem skrócić długość mostu właśnie do około 840 m, oszczędzając na kosztach budowy. Pomysł ten po latach okazał się błędny;
 | Most Tczewski
na fotogramie Michała
Szlagi zamieszczonym
na okładce książki
Zabytkowy Most Tczewski.
Konteksty, Wydawnictwo
Bernardinum,
Pelplin 
Spotkania z Zabytkami – dla szkół
 |

 | Tczew,  września
 r., warta honorowa
przy tablicy pamiątkowej
podczas obchodów rocznicy
wybuchu drugiej wojny
światowej
po powodzi w 1908 r. przywrócono poprzednią pojemność terenów zalewowych,
na powrót oddalając wały do linii sprzed
1848 r. oraz odpowiednio przedłużając oba
mosty. Sytuację tę oglądamy dzisiaj.
Wykonania obliczeń statycznych, sporządzenia wykresów momentów zginających i opracowania szczegółów konstrukcyjnych, a więc właściwego projektowania
podjął się Szwajcar Rudolph Eduard Schinz
(1812-1855), wolny słuchacz w École Polytechnique i École des Ponts et Chaussées
w Paryżu. Schemat statyczny budowli tczewskiej obejmował trzy powtarzalne belki ciągłe dwuprzęsłowe o nieprzesuwnych podporach na filarze pierwszym, trzecim i piątym. Na przyczółkach i pozostałych filarach założono podpory przesuwne, złożone z płyt i rolek żeliwnych. W czasie budowy Mostu Tczewskiego teoretyczne publikacje były nieliczne i rozproszone, a pierwsze
zwarte podręczniki mechaniki budowli ukazały się później, zatem dzieło Schinza było
pionierskie, ryzykowne i odważne. Niestety,
nie było mu dane cieszyć się sukcesem: zawał
serca w 1855 r. podczas obciążenia próbne-

go pierwszej pary przęseł środkowych zmontowanych nad terenem zalewowym postawił
kres jego życiu, a nagrobek wielkiego inżyniera identyfikowano na tczewskim cmentarzu jeszcze w latach siedemdziesiątych XX w.
Technologię i organizację budowy Mostu Tczewskiego znamy z licznych opisów,
zarówno fachowych, jak i pamiętnikarskich
z owych czasów, a ponadto w kolekcji wiedeńskiej Albertiny znajduje się sześć fotografii z lat 1855-1857 ilustrujących wznoszenie

| Spotkania z Zabytkami – dla szkół

mostu. Fundament filarów murowano w warunkach suchych. Najpierw grunt denny
w miejscu posadowienia filara wydobywano za pomocą pogłębiarki parowej, a później kafar parowy firmy Nasmyth zagłębiał
gęsto „na styk” pale drewniane o średnicy
około 30 cm, formując dwa pierścienie ścianek szczelnych, tworzące przestrzeń szeroką
na 10 stóp (3 m). Wypełniano ją kamieniami
polnymi aż do zwierciadła wody, zużywając
na jeden filar ponad 230 tys. stóp sześciennych (ok. 7000 m3). Grodza ta służyła najpierw jako platforma robocza do wykonania
robót fundamentowych, a docelowo − jako
skrzynia oporowa, chroniąca fundament.
W dno wbito setki pali, na których oparto
monolityczną protobetonową płytę fundamentową o grubości około 3 m. Do zaprawy stosowano spoiwo własnej produkcji, wypalane z mieszaniny wapna i lokalnej gliny.
Jasnożółtą cegłę klinkierową produkowała
własna cegielnia w pobliskiej Knybawie, skąd
transportowano ją specjalnym podziemnym
tunelem na brzeg rzeki (stroma skarpa wiślana w tym miejscu wznosi się na wysokość
kilkunastu metrów) i spławiano na plac budowy. Relikt filara bliźniaczego mostu przez
Nogat, znajdujący się w Kałdowie vis à vis
zamku malborskiego, pozwala obejrzeć jego
rdzeń, wykonany z cegły knybawskiej oraz
spoiny wypełnione zaprawą na bardzo dobrym spoiwie o właściwościach podobnych
do cementu. Cegłę tę można znaleźć w innych obiektach z tego okresu, wznoszonych
na Pomorzu do lat siedemdziesiątych XX w.
– później produkcji zaniechano ze względu
na jej wysoki koszt.
Drewno na pale i rusztowania sprowadzano z Prus Zachodnich i z Królestwa Polskiego, spławiając Wisłą tratwami. Dla scalania
przęseł w miejscu posadowienia wzniesiono długie na ponad 260 m rusztowanie przestawne. Budulec skalny sprowadzano z daleka: granit z Ockerthal w górach Harzu, bazalt z Niedermendig koło Bröhl, piaskowiec
okładzinowy z Obernkirchen koło Minden,
a piaskowiec murarski z Porta Westfalica.
Do cięcia bloków skalnych zastosowano nóż
cierny, poruszany kołem wodnym. Kształt filarów przypomina opływowy obrys ustawionego zgodnie z nurtem rzeki kadłuba okrętowego, o długości 81 stóp (26 m) i szerokości
31 stóp (10 m). Na przyczółkach wzniesiono
monumentalne portale, wewnątrz których

urządzono kazamaty i gniazda strzelnicze,
czyniąc z mostu obiekt ufortyfikowany. Przyczółki nie zachowały się, ale przetrwał zespół
wschodnich kazamat bliźniaczego mostu
przez Nogat w Malborku.
Konstrukcję przęseł oparto na filarach, z których dwa o wysokości 98,5 stóp
(30,73 m) stoją w korycie rzeki, wystając o 3,7 m ponad najwyższy przewidywany poziom wody oraz 11 m ponad najniższy.
W rozwiązaniu warsztatowym pasy górne
i dolne belek składają się z żelaznych kątowników oraz pionowych i poziomych blach
walcowanych, łączonych nitami. Pasy łączy
wysoka na 11,82 m koronkowa gęsta kratownica z ukośnie biegnących żelaznych płaskowników o równej szerokości, ale zmiennej
grubości, gdyż przekrój dobrał Schinz proporcjonalnie do obciążeń według statyki graficznej Karla Culmanna (1821-1881) oraz
teorii momentów zginających i sił tnących
Johanna Wilhelma Schwedlera (1823-1894).
W pasie dolnym dla przeniesienia podporowych momentów zginających stopniowo
zwiększano wysokość środnika i dodawano
blachy u dołu po prawej i lewej stronie podpory, zaś w pasie górnym poszerzano blachy
i zwiększano grubość środnika. Kratownicę usztywniają pionowe kątowniki o zmiennym rozstawie, zmniejszającym się ku podporze. Dźwigary główne łączy u spodu kratowa poprzecznica, a u góry − kratowa przepona. Stężenia wiatrowe umieszczono w trzech
poziomach. Zużyto około 6548 ton wyrobów żelaznych; takiej ilości w krótkim czasie
nie mogła dostarczyć żadna ówczesna huta,
co spowodowało, iż sprowadzano je z różnych zakładów i poddawano kontroli jakości, obróbce warsztatowej i próbnemu montażowi na placu budowy.
Surowce i sposób wytwarzania zaprawy murarskiej na tczewskiej budowie
 | Most Tczewski − efekt
światłocieniowy „altany”,
jaki daje gęsta kratownica
Spotkania z Zabytkami – dla szkół
 |

odpowiadają właściwościom mieszanki cementowej, chociaż cementu portlandzkiego
jeszcze nie produkowano; dopiero w 1857 r.
w Grodźcu koło Będzina ruszyła piąta
w świecie, a pierwsza w Polsce (w zaborze
austriackim) cementownia według patentu
Aspdina, a od 1855 r. w Prusach cement portlandzki produkowano w Żelechowie (niem.
Zülichow) koło Szczecina. Ponadto domieszanie miału ceramicznego do zaprawy, stosowane w Tczewie, przywołuje starożytne recepty opus caementitium, przekazane w dziele Witruwiusza, ale zaniechane w nowożytności.
Most „rurowy” Britannia – duma wiktoriańskiego imperium, który zainspirował
Lentze’a projektującego Most Tczewski, już
nie istnieje. Zniszczył go pożar w 1970 r.,
spowodowany przez dwóch wyrostków, którzy płosząc nietoperze zaprószyli ogień na
drewniane zadaszenie, chroniące zabytkową
konstrukcję żelazną. W USA nie przetrwał
żaden oryginalny most drewniany z tysięcy budowli wznoszonych w pierwszej połowie XIX w. według patentu Towna. Zachowane do dzisiaj trzy autentyczne przęsła Mostu Tczewskiego nad terenami zalewowymi
są najstarszym zabytkiem budownictwa mostowego tego rodzaju w Polsce, świadczącym
o fascynującym transferze myśli technicznej
ze Stanów Zjednoczonych, poprzez Irlandię
do Tczewa, a stąd rozprzestrzenieniu go dalej m.in. do Grodna, Kehl, Kolonii, Londynu, Offenburga, Pittsburgha (Pennsylvania,
USA), Waldshut, Warszawy, Wiednia itd.
Dla Polaków wartość historyczną Mostu
Tczewskiego wyznaczają przede wszystkim
wydarzenia z 1 września 1939 r. Na mocy
Traktatu Wersalskiego tczewska przeprawa
przez Wisłę przypadła Polsce, a tereny z drugiej strony rzeki aż po most na Nogacie (długość toru kolejowego 17,4 km ze stacją pośrednią Szymankowo) włączono do obszaru
Wolnego Miasta Gdańska. Granica z Rzeszą
Niemiecką biegła po Nogacie. Trakcję na terenie Wolnego Miasta Gdańska obsługiwała PKP, a wszystkie pociągi tranzytowe nadjeżdżające z Prus Wschodnich należało zgłaszać polskiej Placówce Zawiadowczej w celu
podstawienia lokomotywy z polską drużyną. Nie udał się plan Niemców podstępnego
wtargnięcia na teren Polski i zajęcia mostów
tczewskich; mosty zostały wysadzone przez
polskich saperów, ale hitlerowcy rozstrzelali

| Spotkania z Zabytkami – dla szkół

polskich kolejarzy i celników z Szymankowa wraz z członkami ich rodzin w odwecie za swoje fiasko. Owych dwudziestu jeden zamordowanych − to pierwsze cywilne
ofiary hitleryzmu rozpoczynającej się właśnie drugiej wojny światowej. Wspomnienie
tych wydarzeń jest przywracane corocznie
1 września podczas ogólnopolskich uroczystości patriotyczno-religijnych składających
się z trzech kolejnych sekwencji: w Malborku ku czci poległych celników, w Szymankowie – kolejarzy oraz żołnierzy − w Tczewie.
Przejście kry i fala powodziowa na przedwiośniu 1947 r. spowodowała zawalenie prowizorycznych przęseł odbudowanego tuż po
wyzwoleniu Mostu Tczewskiego, a ruch kołowy od 15 stycznia 1948 aż do 1958 r. odbywał się po zachowanych przęsłach i dalej
po moście kolejowym, na którego mostownicach ułożono dylinę. Najtrudniejszą operację odbudowy przeprowadzono na przełomie listopada i grudnia 1958 r.: przęsła
nawodne z mostu kolejowego − z elementów stalowych łączonych na śruby produkcji
„Dorman & Long Co. Ltd. Middlesbrough”,
firmy brytyjskiej znanej m.in. ze wzniesienia słynnego mostu Harbour Bridge w Sydney (1932 r.) – pozyskane w ramach pomocy UNRRA tuż po drugiej wojnie światowej,
uniesiono na dwóch połączonych szalandach
balastowanych wodą i przesunięto w miejsce osadzenia na filarach mostu drogowego,
gdzie stoją do dzisiaj.
Obecnie przez most biegnie droga lokalna pomiędzy wsią Lisewo a powiatowym
miastem Tczew − głównym ośrodkiem zatrudnienia. Podczas badań ruchu w 2004 r.
stwierdzono przejazd około 1500 pojazdów
wielośladowych w dniu roboczym, a ponadto liczne przejścia piesze i rowerowe. Koszty utrzymania mostu obciążają budżet Starostwa Tczewskiego. Rada Miejska Tczewa za logo będących właśnie w toku obchodów 750-lecia miasta uznała wizerunek wież
Mostu Tczewskiego. Przykładem popularności tego zabytku niech będzie list z Holandii,
nadesłany w ubiegłym roku do redakcji „Pisma PG” (dostępny pod http://www.pg.gda.
pl/pismo/?y=2010&n=02), którego autor,
dr inż. Ryszard Daniel, apeluje: „Ja sam − dla
przykładu − choć nie jestem osobą zamożną,
gotów byłbym przekazać pewną sumę na fundusz odbudowy mostu w Tczewie. Tylko że takiego funduszu... niestety nie ma. A takich jak
ja, w tym na pewno i zamożniejszych, są prawdopodobnie tysiące − tak w kraju jak i za granicą. Zamiast więc narzekać, może warto zawiązać Komitet Odbudowy Mostu Tczewskiego”. Wartości tego unikatowego zabytku
budownictwa uzasadniają podjęcie starań
o uznanie go za Pomnik Historii, o nadanie
mu Znaku Dziedzictwa Europejskiego, a nawet o wpisanie na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Ponieważ most przez
półtora wieku kształtował krajobraz Dolnej Wisły – nie tylko jako motyw widoko-
ułożonej na deskach, a przejścia piesze mają
nagi chodnik drewniany. Wieże od czasów
drugiej wojny światowej pozostają w stanie ruiny. 1 kwietnia br. wszystkie tczewskie portale internetowe doniosły, że jedna
z czterech zabytkowych wież wraz z przęsłem runęły do Wisły. Na szczęście, okazało
się to żartem na prima aprilis. Wieczorem
na stronie internetowej „Dziennika Bałtyckiego” przeczytaliśmy: „podstawowy cel
został spełniony, o moście było głośno − cieszy się Kiedrowski, szef Biura Promocji Mia-
 | Koperta pierwszego
dnia obiegu (FDC)
znaczka pocztowego
wydanego z okazji
-lecia miasta Tczewa
(zdjęcia: ,  – Waldemar
J. Affelt)

wy – poprzez wznoszenie licznych budowli
hydrotechnicznych, chroniących ten obiekt
przed niszczącą falą powodziową lub pochodem lodów, samorządy terytorialne i lokalne powinny rozważyć projekt strategiczny,
jakim byłoby utworzenie Parku Kulturowego Dolnej Wisły w kontekście historii i geografii gospodarczej oraz tutejszych zasobów
dziedzictwa techniki.
Obecny stan techniczny Mostu Tczewskiego wymaga natychmiastowej interwencji. Według opinii rzeczoznawców, zaprezentowanej w 2007 r. podczas wspomnianego wcześniej jubileuszowego seminarium, nośność niektórych elementów mostu całkowicie zanikła w związku z korozyjnymi ubytkami powodującymi nieciągłości przekroju. Pomost jezdny najstarszych
przęseł składa się jedynie z warstwy asfaltu
sta Tczewa. − Chciałem, by zwrócono na niego uwagę, bo ani miasto, ani powiat nie są
w stanie same wyremontować mostu. Koszt
prac szacuje się na 250-300 mln zł. Dlatego
chcę, by obiekt przejął rząd. Właśnie napisałem w tej sprawie apel do premiera. Mam nadzieję, że nakaże on służbom rządu zająć się
tym problemem. Do tej pory na pomoc państwa nie mieliśmy co liczyć. Pozostawało ono
głuche na wołania o ratunek mostu. Stąd proponuję: nie budujmy 50 mostów przez Wisłę.
Zbudujmy 49, a jeden − nasz – naprawmy”.
Czy przyszłe pokolenia będą radować się
tym „mostem nad mostami” w nadwiślańskim krajobrazie, czy też jedynie sentymentalnie oglądać jego niegdysiejsze wizerunki
na starych pocztówkach?
Waldemar J. Affelt
Spotkania z Zabytkami – dla szkół
 |

Słynne budowle
w warszawskich Włochach
W
ogrodzie przy ul. Żeleńskiego w warszawskich Włochach, pomiędzy kępami bujnej roślinności kryje się zjawiskowe miniaturowe miasto. Każda z jego
budowli ma swój pierwowzór pośród słynnych światowych dzieł architektonicznych,
lecz zamiast całkowitej wierności wobec oryginału mamy tu do czynienia z jedyną w swoim rodzaju interpretacją i kompilacją. Kompleks blisko 200 miniatur wykonanych przy
użyciu najróżniejszych materiałów − to dzieło Janusza Adamka, zmarłego przed dwoma
laty warszawskiego malarza i rzeźbiarza, miłośnika architektury.
Janusz Adamek (1933-2008) w 1959 r.
ukończył warszawską Akademię Sztuk Pięknych. Przez całe życie uprawiał malarstwo,
szczególnie pejzażowe i martwą naturę, ale
„dla chleba” pracował najpierw jako nauczyciel plastyki w Szkole Podstawowej nr 150
na Bemowie, a później w Młodzieżowym
Domu Kultury Ochota przy ul. Białobrzeskiej. Czas wolny natomiast prawie w całości spędzał w ogrodzie, gdzie realizował swoją pasję − tworzył miniaturowe modele światowych dzieł architektury. Z czasem zaczęli
go w tym wspierać żona i syn.
Modele, które zapoczątkowały kolekcję
nazwaną potem Ogrodem Budowli Świata,
powstały jeszcze w czasie wojny, w 1941 r.
Konstrukcje ośmioletniego wówczas chłopca, przy których chętnie fotografowali się
stacjonujący w stolicy Niemcy, nie wytrzymały jednak próby czasu i złej pogody – wtedy ojciec nauczył chłopca używać zaprawy

...............................................................................................
 |  | Janusz Adamek na tle piramidy Dżesera
w Sakkarze w  r. () i piramidy egipskie w Ogrodzie
Budowli Świata w warszawskich Włochach ()


| Spotkania z Zabytkami – dla szkół


murarskiej zamiast nietrwałej gliny. Pasja pozostała na całe życie – nad swoim miastem artysta pracował, spędzając w ogrodzie niemal
każdą wolną chwilę. Wykorzystywał wszelkie
dostępne materiały – cegłę, cement, blachę,
beton, gips; własnoręcznie odlewał cegiełki
w pudełkach po zapałkach.
Chociaż wiele z jego budowli można rozpoznać na pierwszy rzut oka, miniatury nie są
wiernymi odbiciami zagranicznych zabytków,
lecz po części ich autorskimi przetworzeniami. Większość powstała na podstawie zdjęć,
niektóre obiekty jednak znał autor z autopsji. Niewyczerpanym źródłem inspiracji okazała się dla niego podróż do Egiptu w 1984 r.,
która była nagrodą w konkursie przyznaną
mu właśnie za niezwykłą pasję, owe miniaturowe budowle. Kulturą i sztuką egzotycznego
kraju Adamek fascynował się od zawsze. Nic
więc dziwnego, że w jego ogrodzie znajduje się
wiele piramid, sfinksów, obelisków i innych
zestawionych razem egipskich motywów. Towarzyszą im zabytki antyczne − greckie świątynie, rzymskie łuki triumfalne (jeden z nich
należy do najstarszych zachowanych modeli
w ogrodzie) czy fragment muru inspirowany
Koloseum. Ale miłośnicy innych epok i stylów również znajdą tu coś dla siebie. Imponująco prezentują się gmachy słynnych oper europejskich – wiedeńskiej, berlińskiej i paryskiej. W innej części ogrodu wzrok przyciągają
kolorowe kopuły moskiewskiej cerkwi Wasyla Błogosławionego, ukrytej pomiędzy paprociami. Miniaturyzacji doczekał się też eklektyczny Dworzec Lwowski. W głębi natrafimy
na przykład gotyckiej architektury – wyniosłą budowlę, inspirowaną katedrą Notre-Dame. Paryż reprezentuje także stojąca na uboczu wieża Eiffla.
Na niektórych modelach artysta umieścił rok ich wykonania. To dobrze, bo rodzina nie zawsze umie podać tę informację, tym
 | Fragment Ogrodu
Budowli Świata we
Włochach w Warszawie
Spotkania z Zabytkami – dla szkół
 |



bardziej że Janusz Adamek czasami pracował
nad kilkoma budowlami na raz. Rok „1963”
można np. znaleźć na biegnącym pomiędzy
budynkami, inspirowanym różnymi formami architektonicznymi torze kolejki. Jeszcze
niedawno jeździły po nim ciągnięte na żyłce wagoniki, dzisiaj (jeśli gdzieś nie poginęły) stoją niestety popsute. Na zmodyfikowanej kopii kościoła Hagia Sofia autor umieścił w kartuszu pamiątkowy napis: „300 LAT
ODSIECZY WIEDEŃSKIEJ. JAN III SOBIESKI”, co wskazuje na datę powstania obiek-
tu: 1983 r. W środku tego modelu artysta
 | Model świątyni
greckiej
 | Budowla inspirowana
łukiem triumfalnym Tytusa
w Rzymie
 | Fragment Ogrodu
z modelem inspirowanym
Operą Paryską


| Spotkania z Zabytkami – dla szkół

wykonał nawet freski imitujące bizantyjskie mozaiki. W ogrodzie we Włochach nie
mogło zabraknąć i Włoch – tych śródziemnomorskich: florencka katedra z charakterystyczną czerwoną kopułą i nieodłączną dzwonnicą sąsiaduje z kanałami i mostami Wenecji (wśród nich znajduje się słynny
Most Westchnień), a nieopodal stoi krzywa
wieża z Pizy, którą także tutaj trzeba było ratować przed upadkiem.
Rozległość ogrodu i duża liczba modeli,
ich wiek, a także sposób konstrukcji sprawiają, że przydałaby się tu rzetelna konserwacja.
Miniaturowe budowle nie stoją bezpośrednio na ziemi, każda ma własne fundamenty,
ale system kanałów i mostów biegnących pomiędzy nimi jest bardzo podatny na działanie czynników atmosferycznych. Zagęszczenie budowli zmusza odwiedzających do chodzenia po naruszonych zębem czasu i nieprzystosowanych do tego ścieżkach. Same
modele także bardzo cierpią na skutek działalności słońca, wiatru i deszczu, a zimą zalegają na nich wielkie czapy śniegu.
Jest jednak nadzieja, że w kwestii stanu
zachowania tych niezwykłych budowli coś
się wkrótce zmieni. Ogród Budowli Świata
objęło patronatem Stowarzyszenie Sąsiedzkie Włochy (www.wlochy.org.pl). 29 maja
2010 r. w ramach Festiwalu Otwarte Ogrody, wraz ze sponsorem – firmą Leroy Merlin, Stowarzyszenie dokonało uroczystego
otwarcia tej przestrzeni dla zwiedzających.
Podczas inauguracji wygłoszono wspomnienie o Januszu Adamku i jego działalności.


 | Cerkiew Wasyla
Błogosławionego w Moskwie
– model świątyni w Ogrodzie
Budowli Świata Janusza
Adamka
 | Most Westchnień
w Wenecji – model zabytku
wykonany przez Janusza
Adamka
 |  | Miniatura
inspirowana kościołem
Hagia Sofia w Stambule
(w głębi katedra
florencka) () i polichromie
we wnętrzu modelu Hagia
Sofia ()

Dzięki uprzejmości właścicieli posesji i pomocy Stowarzyszenia, Ogród Budowli Świata można było oglądać w okresie letnim
raz w tygodniu, w soboty między 16 a 17,
a po miniaturowym mieście gości oprowadzali państwo Bolesława i Paweł Adamek
– żona i syn artysty, przy wsparciu pracowników Stowarzyszenia Sąsiedzkie Włochy.
Następnym naturalnym krokiem powinno
być zabezpieczenie miniatur i odrestaurowanie tych najbardziej tego wymagających
oraz umożliwienie bezpiecznego zwiedzania
(zdjęcia:  – z archiwum rodziny
artysty; - – Małgorzata
M. Przybyszewska)

Ogrodu poprzez wyznaczenie trasy, która chroniłaby budynki przed uszkodzeniami mechanicznymi. Warto byłoby zrobić dokładną dokumentację fotograficzną wszystkich modeli i skatalogować je, a następnie zestawić ze zdjęciami pierwowzorów. Wówczas
unikatowy Ogród Budowli Świata stałby się,
tak jak na to zasługuje, prawdziwą atrakcją
artystyczną i edukacyjną Warszawy.
Małgorzata
M. Przybyszewska
Spotkania z Zabytkami – dla szkół
 |

Z warsztatu historyka sztuki
Kilka faktów z historii
fabryki fajansów
na Dębnikach w Krakowie
.........................................................................................................................................
W
śród ceramiki wykonywanej seryjnie do
wyrobów najbardziej
cenionych w Polsce
należą fajanse z wytwórni „J. Niedźwiecki i Ska” na Dębnikach w Krakowie. Na początku XX w. z wytwórnią tą współpracowało kilku znanych
artystów, a jej właściciele należeli do
elity ówczesnego Krakowa i wspierali
ruchy zmierzające do odrodzenia polskiego przemysłu artystycznego i rzemiosła. Obiekty z Dębnik znajdują się w muzealnych kolekcjach i rękach prywatnych, wciąż także można
je spotkać w krakowskich domach.
Monografię wytwórni przed ponad trzydziestu laty opracowała Bolesława Kołodziejowa, która nie tylko zebrała materiał porównawczy
i przedstawiła produkcję Dębnik
na szerszym tle, lecz także powiązała konkretne obiekty z nazwiskami
projektantów czy autorów dekoracji
oraz dokonała przeglądu dostępnych
wówczas archiwaliów (B. Kołodziejowa, Fabryka fajansów „J. Niedźwiecki i Ska” w Dębnikach pod Krakowem
(1900-1910), „Rocznik Muzeum Mazowieckiego w Płocku”, 1973). Co
więcej, miała okazję spotkać się z potomkami osób związanych z wytwórnią: córkami Adama Kirchmayera,
dziećmi Tadeusza Sławińskiego, synem Konstantego Laszczki. Ustalenia Bolesławy Kołodziejowej są powtarzane w literaturze fachowej i popularnej. Wiele z nich jest wciąż aktualnych, nadszedł jednak czas, by

niektóre z nich uściślić i rozwinąć,
a na inne spojrzeć krytycznie. Dzięki przeprowadzeniu kwerendy w zasobach Archiwum Państwowego w Krakowie (dokumenty o sygnaturach:
APK IPH 184 oraz APK RH 249)
udało się bowiem w miarę dokładnie
odtworzyć dziewiętnastowieczne losy
wytwórni, której historia opierała się
dotychczas bardziej na domysłach, niż
na udokumentowanych faktach.
Dębniki − to część Krakowa
położona na prawym brzegu Wisły, dokładnie naprzeciw Wawelu.
W XIX w. znajdowały się poza granicami administracyjnymi miasta, na
przełomie wieków wciąż miały wiejski
charakter. Do Krakowa zostały przyłączone w 1910 r., podczas wielkiej reformy przeprowadzonej przez prezydenta Juliusza Leo. W tym kontekście
zrozumiałe stają się określenia „Dębniki pod Krakowem” lub „Dębniki
przy Krakowie”, stosowane w sygnaturach i drukach reklamowych działających tu firm.
Od momentu włączenia do Cesarstwa Austriackiego w 1846 r. Kraków
przeżywał okres upadku i zastoju. Został poddany polityce germanizacyjnej i nowym uwarunkowaniom celno-ekonomicznym, był miastem nadgranicznym, położonym na rubieżach
monarchii, które decyzją cesarza Franciszka Józefa I z 1850 r. zostało zamienione w twierdzę. Co gorsza, właśnie
w 1850 r. wybuchł pożar, który strawił znaczne połacie Krakowa i wiele
cennych zabytków. Miasto mozolnie
| Spotkania z Zabytkami – dla szkół


dźwigało się z upadku, powoli wzrastał ruch budowlany, a w ościennych
gminach zaczęły powstawać cegielnie
i fabryki materiałów budowlanych,
wśród nich wytwórnie kafli. Także
na Dębnikach po połowie XIX w. została założona wytwórnia kafli, należąca do Hermana Bethke’go, a w następnych dziesięcioleciach powstały kolejne firmy kaflarskie: około
1870 r. wytwórnia kafli Adama Żychonia, w 1888 r. „Pierwsza Krajowa Związkowa Fabryka Pieców Kaflowych”, z końcem wieku kaflarnie Jakuba Horowitza i Władysława Wojtygi.
To właśnie z kaflarni Żychonia
wywodzi się wytwórnia „J. Niedźwiecki i Ska”. Budowniczy Adam Żychoń założył swoją „fabrykę wyrobów glinianych” najpewniej około 1870 r. Główny skład pieców kaflowych z wytwórni znajdował się
w składzie papieru, pracowni pieczątek i biletów wizytowych prowadzonym w Rynku Głównym w Krakowie
przez Henryka Żychonia. Na pierwsze reklamy fabryki kafli można natknąć się w końcu 1874 r. w „Czasie”,
powtarzane były one regularnie tak-
Od drugiej połowy 1890 r. firma działała pod nazwą „Fabryka pieców kaflowych w Dębnikach pod Krakowem Józefa Niedźwieckiego i Spółki”. W 1894 r. Pokutyński wystąpił
ze spółki, przystąpili do niej natomiast Beata z Matejków Kirchmayerowa oraz jej szwagier, Adam Kirchmayer. Beata (1869-1926), córka Jana
Matejki, w 1892 r. poślubiła Wincentego Kirchmayera. Jego brat Adam
(1864-1935) po studiach w Wiedniu
zajął się handlem, obejmując placówki
w różnych krajach europejskich, a po
powrocie do Krakowa skupił się na
działalności przemysłowej. Wspierał
Towarzystwo „Polska Sztuka Stosowana”, został członkiem Towarzystwa
Miłośników Historii i Zabytków Kra-
przyrodniczo-lekarskiej w Krakowie
w 1900 r., a w 1902 r. na I wystawie
Towarzystwa „Polska Sztuka Stosowana” oraz na wystawie Towarzystwa
Politechnicznego we Lwowie. Zawsze
spotykały się z uznaniem i pochlebnymi wzmiankami prasowymi. Chwalono wysoką jakość kafli, stosowanie
najlepszych materiałów, dokładność
i staranność wykonania, gustowny
dobór kolorów, a także „śledzenie nowych kierunków w sztuce i stosowanie
jej do tego artykułu budowlanego”. Piece produkowano w fabryce przez cały
czas jej istnienia i choć bardzo popularne, to nie one rozsławiły zakład.
Za „pierwszy pomyślnie udany krok
wykonania czegoś z poza dotychczasowego zakresu fabrykacji” uznawa-
 | Piec z wytwórni
Niedźwieckiego, koniec
XIX w., w jednym
z krakowskich mieszkań
 | Tadeusz Błotnicki,
plakieta z okazji
jubileuszu Uniwersytetu
Jagiellońskiego,  r.
 | Konstanty Laszczka,
„Capek”,  r.
......................................

że w 1875 r. Fabryka dobrze się rozwijała i – jak to określono na łamach
„Przeglądu Ceramicznego” – „wyrobiła sobie dobrą markę w kołach odbiorców”. To tę fabrykę miał kupić Józef Niedźwiecki. Podczas przeprowadzonej kwerendy archiwalnej nie udało się co prawda dotrzeć do dokumentów świadczących o sprzedaniu firmy Józefowi Niedźwieckiemu, natrafiono jednak na informację, że 1 października 1889 r. Józef Niedźwiecki
(koncesjonowany budowniczy) i Józef Pokutyński (znany krakowski architekt) zawiązali spółkę mającą na
celu wyrób dachówek i kafli, która
pod imieniem obu udziałowców została wpisana do rejestru handlowego.

kowa, w przyszłości także darczyńcą
krakowskiego Muzeum Techniczno-Przemysłowego.
Przedstawiony wyżej stan własnościowy trwał do śmierci Józefa
Niedźwieckiego w 1898 r. Jego udziały odkupiła od spadkobierców Beata Kirchmayerowa. Od tej pory firma w 2/3 należała do niej, a w 1/3 do
Adama Kirchmayera, który zarządzał
zakładem. Spadkobiercy Niedźwieckiego zgodzili się także, by firma działała nadal pod starą nazwą. Piece i kafle z wytwórni „J. Niedźwiecki i Ska”
były prezentowane i nagradzane na
organizowanych w Galicji wystawach,
np. na Powszechnej Wystawie Krajowej we Lwowie w 1894 r., na wystawie
na jest płyta pamiątkowa, wykonana
z okazji 500-lecia odnowienia Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zaprojektowana przez cenionego lwowskiego rzeźbiarza, Tadeusza Błotnickiego (1858-1928), przedstawia popiersia Jadwigi i Jagiełły w profilu, poniżej których umieszczono pisaną gotykiem legendę, a jeszcze niżej herby
Uniwersytetu, Polski i Litwy. W publikacjach z lat 1900-1901 mowa jest
zarówno o „płytach”, jak i o „medalionach”; obecnie można spotkać przede
wszystkim płyty (przykładowo, trzy
egzemplarze znajdują się w zbiorach Muzeum Narodowego w Krakowie, jeden w Muzeum Mazowieckim
w Płocku). Już w 1900 r. „medaliony
Spotkania z Zabytkami – dla szkół
 |

z glinki z portretem Jadwigi i Jagiełły,
wyrób ręczny” zostały pokazane przez
Bazar Krajowy na wystawie przyrodniczo-lekarskiej w Krakowie, w tym
też roku prostokątną płytę reprodukował „Kraj”. W kolejnym roku medaliony eksponowano na wystawie
próbek przemysłowych towarzyszącej I zjazdowi przemysłowemu w Krakowie. W relacji z wystawy autorstwa
Karola Rolle, zamieszczonej na łamach „Przeglądu Ceramicznego” znalazł się pełen entuzjazmu opis: „wykonanie w terakocie, w kolorze jasnożółtym tak dokładne i tak bez zarzutu, że
się wierzyć nie chce, iż to produkt naszej
fabryki, a nie renomowanego zakładu zagranicznego, który terakotą świat od lat zalewa”. I dalej:
„Cena niska, nawet niezwykle
niska, przy znacznych rozmiarach medalionu; chwila, którą on upamiętnia, wykonanie
artystyczne i staranne, czynią
z tego przedmiot, który w każdym domu zdobić ścianę powinien” („Przegląd Ceramiczny”,
nr 14, 1901, s. 117).
Na początku XX w. majolikę z fabryki Niedźwieckiego można było nabyć w Bazarze Krajowym w Rynku Głównym 20 w Krakowie. Znajdo
wały się tam np. wysokie wazony na kwiaty – „jeden oryginalnie pomyślany, gdzie jako motyw dekoracyjny posłużyła sowa, drugi o formach powyginanych, oba pokryte spływającymi szkliwami”, „wazki na pomieszczenie doniczek”, a także „małe
bardzo gustowne na kwiaty o różnych
szkliwach barwnych pokrywających dekorację plastyczną” („Przegląd Ceramiczny”, nr 7, 1901, s. 64).
W 1902 r. kierownikiem artystycznym wytwórni został Jan Szczepkowski (1878-1964), młody artysta rzeźbiarz, absolwent krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Szczepkowski, związany z Dębnikami do 1907 r.,
kiedy to wyjechał do Paryża, projektował zarówno formy naczyń, jak
i wzory dekoracji. „Pierwszą moją pracą w fabryce był serwis do czarnej kawy.
Zdobiłem go według motywów ludowych, starając się utrzymać w formie

prostej; dałem też tylko trzy barwy, aby
dać niezłożony akord kolorów” – mówił artysta w wywiadzie zamieszczonym na łamach krakowskiego „Czasu” („Czas”, nr 172, 1904, s. 3). Był
to najprawdopodobniej serwis w stylu zakopiańskim, pokazany w 1903 r.
na wystawie „Sztuki”. Szczepkowski
opracował także kolejny, chyba bardziej znany, serwis zakopiański, stanowiący fajansową wersję garnituru do
białej i czarnej kawy, zaprojektowanego przez Stanisława Witkiewicza i wyprodukowanego z porcelany w fabryce w Sèvres. Serwis Szczepkowskiego upraszczał kształty Witkiewiczowskich naczyń, przystosowując je do
odmiennego materiału. Takie serwisy zakopiańskie były albo jednobarwne (znane są serwisy malinowe, kremowe, zielone, szafirowe), albo dekorowane szlakami roślinnymi lub motywami sercowatymi, malowanymi
na kremowym tle naczynia.
We wspomnianym wywiadzie wymienione zostały także inne wczesne
prace autorstwa Jana Szczepkowskiego, a wśród nich „pełna rozmachu para
w krakowskim tańcu, biust chłopki,
charakterystyczna postać stróża nocnego, przycisk na papiery w kształcie siłacza opartego całym ciężarem na ziemi,
wreszcie Chrystus upadający pod krzyżem”, jak dodawał ich autor: „fabryka liczy na zbyt tej figurki wśród ludu,
na Kalwarii [...] zastąpi ona może tandetę niemiecką i tyrolską”. Do takich
odbiorców były także adresowane
| Spotkania z Zabytkami – dla szkół

medaliony z wizerunkami królów
i znanych Polaków. Warto jeszcze raz
zacytować samego Szczepkowskiego:
„chłopi rozchwytali w jednej chwili wyroby nasze, posłane na Emaus. Niech
pan sobie wyobrazi moją uciechę! Były
tam przedmioty zwykłego użytku, były
także i rzeczy czysto artystyczne, robione właśnie z myślą o takich klientach,
na przykład medaliony królów polskich i sławnych mężów. Wszystko rozkupili. Inaczej się pracuje, mając w tłomoczku takie wspomnienie...” („Czas”,
nr 172, 1904, s. 3). Jednak − jak pisał Szczepkowski po latach w swych
wspomnieniach − tego typu wyroby nie podobały się Adamowi Kirchmayerowi, według którego były
za mało wytworne. I dodawał
z nutą goryczy: „nie przekonało
go, że w handlu wszystkie egzemplarze te rubaszne od ręki poszły,
podczas gdy wytwornymi nikt się
nie interesował” (K. Chrudzimska-Uhera, Jan Szczepkowski.
Życie i twórczość, Milanówek
2008, s. 26).
Fabryka właściwie przez
cały czas zmagała się z problemem zbytu. Na łamach prasy z początku wieku można
odnaleźć nie tylko wzmianki świadczące o tym, że majolik z wytwórni Niedźwieckiego nie można było kupić w krakowskich sklepach, a zbyt opierał się
w dużej mierze na eksporcie, lecz także słowa krytyki, że wytwórnia nie
dość usilnie się reklamowała.
Jedną z charakterystycznych cech
wyrobów Niedźwieckiego były ich
pełne świeżości, ręcznie malowane dekoracje, nawiązujące zarówno do tendencji obowiązujących wówczas w europejskim wzornictwie, jak i inspirowane wzorami czerpanymi z polskiej sztuki ludowej – motywami zakopiańskimi czy łowickimi wycinankami. Już w 1902 r. „Przegląd Ceramiczny” informował, że „fabryka poczyna stosować motywa swojskie na rozmaitych przedmiotach galanteryjnych
mianowicie zakopańskie, posługując się
rysunkami i modelami Witkiewicza
i Laszczki oraz krakowskie, do których
wiele materiału dostarczyła ostatnia


 | Jan Szczepkowski, serwis zakopiański,
około  r.
 | Jan Szczepkowski, medalion z portretem
Fryderyka Chopina, około  r.
 | Konstanty Laszczka, medalion z Madonną
z Dzieciątkiem,  r.
 | Tadeusz Rychter, wazon z żurawiami, przed
 r.
(wszystkie obiekty w zbiorach Muzeum Narodowego
w Krakowie; zdjęcia:  – Bożena Kostuch,
- – Pracownia Fotograficzna MNK)
..........................................................................
wystawa «Sztuki stosowanej» w Krakowie” („Przegląd Ceramiczny”, nr 1,
1902, s. 13).
Konstanty Laszczka (1865-1956)
należał do tych artystów rzeźbiarzy,
którzy chętnie pracowali w materiale
ceramicznym. Profesor, jak nikt inny,
potrafił wyzyskać jego wyjątkowe walory plastyczne i dekoracyjne. Tworzył zarówno prace unikatowe, jak
i przeznaczone do mniej lub bardziej
seryjnej produkcji: rzeźby, figury i figurki, naczynia dekoracyjne, plakiety i medaliony. Wiele z nich – wśród
nich tak znane, jak figura „Capka” czy
wazon opleciony wykonanym w reliefie korowodem satyrków bawiących
się z kozłami − wykonanych zostało w
fabryce Niedźwieckiego. Wśród prac
Konstantego Laszczki znajdują się
także duże, niezwykle piękne przedstawienia Madonny z Dzieciątkiem,
nawiązujące do włoskiej majoliki renesansowej i opracowane w formie
medalionu bądź prostokątnej płyty. Znane są jego warianty wykonane
w majolice, w terakocie i glince (takie
medaliony znajdują się np. w katedrze
w Poznaniu, w kościele w Dobrem
i w zbiorach księży misjonarzy w Krakowie). Pierwsze medaliony z Madonną wykonał profesor Laszczka już
w 1908 r. Jeden z nich został wprawiony w nadproże kamienicy Strenków przy ul. Karmelickiej 1 w Krakowie; dwa przedstawienia – medalion
oraz prostokąt – znajdują się w zbiorach Muzeum Narodowego w Krakowie. Oba wykonane zostały w wytwórni Niedźwieckiego.
Z tyłu prostokątnej płyty widnieje wyryty napis: „formował: / T. S.”,
odnoszący się do Tadeusza Sławińskiego (1863-1925), urodzonego we
Lwowie cenionego ceramika i technologa. Tadeusz Sławiński pracował
wcześniej w Krajowej Szkole Garncarskiej w Kołomyi, krótko związany
był ze znaną fabryką Zsolnay’a w węgierskim Pecs, wreszcie, na przełomie
wieków osiadł w Krakowie. Pracował w fabryce Niedźwieckiego, uczył
w Krajowych Kursach Ceramicznych
w Podgórzu, budował piece ceramiczne dla profesora Laszczki i Marii Ludwiki Męciny-Krzeszowej, w 1919 r.

związał się z fabryką w Skawinie.
Do Krakowa „ściągnął” go zapewne
jego brat, Jan Sławiński (1867-1910),
chemik i znakomity technolog ceramiki, który po odbyciu specjalistycznej praktyki zagranicznej kierował kaflarnią w Chołodkach, w guberni kijowskiej, a w 1894 r. został kierownikiem technicznym u Niedźwieckiego.
Jan Sławiński musiał być w niezwykle zażyłych stosunkach z Kirchmayerami – jedno z jego dzieci trzymał do
chrztu Adam Kirchmayer, kolejne
– Beata Kirchmayerowa. „Zamiłowany w swym zawodzie, w którym i bracia jego starsi, Tadeusz i ś. p. Tytus pracowali, wiele zasług położył dla rozwoju
fabryki dębnickiej. [...] Zeszedł ze świata w pełni sił, a idzie za nim do grobu
żal, że polskiej ceramice ubył pracownik dobry i gorliwy” – napisano o nim
we wspomnieniu pośmiertnym („Przegląd Ceramiczny”, nr 5, 1910, s. 77).
Według wiarygodnych informacji, po 1910 r. zaprzestano w fabryce
„J. Niedźwiecki i Ska” produkcji fajansów, lecz robiono nadal piece. Bolesława Kołodziejowa podaje, że piece produkowano aż do 1919 r., kiedy to podczas licytacji miano sprzedać pozostające w zakładzie egzemplarze. W tym też roku Adam Kirchmayer przekazał wyroby fajansowe
ze swej fabryki do zbiorów Muzeum
Techniczno-Przemysłowego w Krakowie. Znajdują się one obecnie w kolekcji Muzeum Narodowego. Fabryka
przestała więc działać po zakończeniu
pierwszej wojny światowej, choć z Rejestru Handlowego została wykreślona dopiero w 1936 r.
Bożena Kostuch
Spotkania z Zabytkami – dla szkół
 |

SPOTKANIA NA WSCHODZIE
Siedziba hrabiów
Pusłowskich w Piaskach
.........................................................................................................................................
M
iejscowość Piaski, zwana również Pieski, znajduje się nad Jeziorem
Czarnym w pobliżu Berezy Kartuskiej. Jej pierwszym znanym właścicielem był starosta starodubowski, Dymitr Kijanin. Podczas
wojny litewsko-moskiewskiej, prowadzonej w latach 1499-1503, stracił on
swoje starostwo, a król Aleksander Jagiellończyk, chcąc mu tę stratę wynagrodzić, obdarzył go w 1503 r. piaskowskim majątkiem. Po śmierci Dymitra Kijanina dobra przejęła jego
córka, następnie jej trzy córki, noszące
po mężach nazwiska: Olszewska, Rogińska i Syruciowa. Córka tej ostatniej, Barbara, wyszła za mąż za Jakuba Pusłowskiego (1572-1638), herbu
Szeliga, podstolego rzeczyckiego i starostę okszatyńskiego, i wniosła mu
w wianie 2/3 majątku, bowiem Eliasz
Olszewski, nie mając dzieci, zapisał jej
swoją 1/3 część Piasków. Potem Jakub Pusłowski odkupił jeszcze od Rogińskich pozostałą część i dzięki temu
Piaski stały się ponownie własnością
jednej rodziny.
Nie wiemy, jak wyglądała siedziba
Pusłowskich w tym okresie. Prawdopodobnie był to dwór drewniany, parterowy, niezbyt okazały, jakie wówczas powszechnie budowano na tych
ziemiach. Prawdopodobnie Jakub pędził żywot poczciwego hreczkosieja, poza tym że w 1617 r. wziął udział
w wyprawie na Moskwę pod wodzą
hetmana Jana Karola Chodkiewicza
oraz był odpowiedzialny za zaopatrzenie w owies królewskich koni, co
dało mu tytuł „królewskiego owiesnego”. Natomiast jego wnuk, Kazimierz


| Spotkania z Zabytkami – dla szkół

Michał, pełniący obowiązki regimentarza, pułkownika huzarów, deputata do Trybunału Litewskiego, pełnomocnika hetmana Kazimierza Sapiehy na sejmy i sejmiki, był bardziej
rzutki i dał początek rodowej potędze Pusłowskich. Za poniesione zasługi otrzymał liczne nadania królewskie i tym samym znacznie pomnożył
odziedziczony majątek.
Największy rozkwit zawdzięczają Piaski wnukowi Kazimierza Michała, Franciszkowi Pusłowskiemu
(1730-1799). Szambelan króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, ożeniony z Salomeą Grabowską, zaprzyjaźniony z Ludwikiem Kościuszko
– ojcem Tadeusza, wzniósł prawdziwie wielkopański, murowany, klasycystyczny pałac, który zasłynął wystawnymi przyjęciami dla nie byle jakich
SPOTKANIA NA WSCHODZIE
gości. Nie wiemy, jak ten pałac wyglądał, nie zachowały się bowiem żadne
jego plany czy szkice. Opisał go natomiast, chociaż dość zdawkowo, w Podróżach historycznych po ziemiach polskich od 1811 do 1828 roku Julian Ursyn Niemcewicz, goszczony w 1819 r.
przez syna Franciszka Pusłowskiego,
Wojciecha: „Dom obszerny z pięknym
przedsionkiem, dostatnie komnaty. Miłośnik sztuk pięknych, Józef Sierakowski, wziął na siebie ozdobienie ich pięknemi we Włoszech nabytemi obrazami. Wyborne znajdują się w ich liczbie.
Wszystkie okna od dziedzińca są z jednej tafli szkła. Jak miłem zachwycenie
było, gdy przez szkła te ujrzałem niescigniony okiem kryształ wód przezroczystych. Było to jezioro tak naokoło obszerne, iż przeciwny brzeg onego zdawał się jak blada niebieska taśma, gdzie
niegdzie zielonym gajem przerwana.
Widok ten morza, dawnego żeglarza
wiele zachwycił. Krzyk i unoszenie się
białych rybitw, w oddaleniu żagle statków rybackich, później, za zerwaniem
się wiatru, marszczenie się wód, wzdęcia się ich w małe bałwany, dopełniły
iluzji. Liczna familia krewnych i domowników, stół dostatni, przewyborna
z własnych sług orkiestra, nade wszystko uprzejmość i gościnność gospodarza,
pobyt w domu tym czynią wielce przyjemnym”.
Wojciech Pusłowski (1762-1833),
marszałek szlachty powiatu słonimskiego, poseł na Sejm Czteroletni, ożeniony z Józefiną ks. Drucką-Lubecką,
mieszkał stale w Szydłowicach pod
Słonimem, z których uczynił znaczący
ośrodek przemysłowy, nazwany później Albertynem („Spotkania z Zabytkami”, nr 12, 2008), a w Piaskach,
przekazanych Franciszkowi, jednemu z pięciu swoich synów, bywał tylko przy specjalnych okazjach. Zbudował jednak w pobliskim Olszewie kościół, w którego podziemiach spoczął
po śmierci jego szwagier, ks. Ksawery Drucki-Lubecki, minister skarbu
Królestwa Polskiego w latach 18211830. Prochy zmarłego w 1846 r.
przywiozła z Petersburga jego córka Genowefa, żona Władysława Pusłowskiego. Kościół podczas drugiej
wojny światowej został zniszczony.


 | Dwór Pusłowskich w Piaskach
 |  | Główna brama wjazdowa () i brama
zachodnia ()
................................................................................
Zachował się po nim tylko fragment
zgruzowanej ściany, otoczony kręgiem 200-letnich lip.
Franciszek Pusłowski (1800-?)
również rzadko przyjeżdżał do Piasek, gdyż pełnił służbę dyplomatyczną w rosyjskiej ambasadzie w Paryżu. Kiedy jednak zjawiał się w swoim
majątku, wydawał huczne przyjęcia. W 1843 r. podczas jednej z takich biesiad doszło – przez nieuwagę
służby przygotowującej gorący krupnik litewski – do pożaru, który strawił
kompletnie pałac. Franciszek Pusłowski obiecał go odbudować, ale w rzeczywistości przebudował tylko dawną stajnię, upodobniając ją do dworu, w którym mieszkał podczas krótkich pobytów w Piaskach. Również
jego młodszy brat, Władysław (1801-1859), ożeniony z księżną Genowefą Drucką-Lubecką, nie kwapił się
Spotkania z Zabytkami – dla szkół
 |

SPOTKANIA NA WSCHODZIE
z odbudową pałacu, gdy Piaski przeszły w jego ręce – mieszkał głównie
w Albertynie i dbał przede wszystkim
o tamtejszy majątek. Podobnie czynił
następny właściciel Piasek, Franciszek
Ksawery (1847-1908), syn Władysława i wnuk Wojciecha, ożeniony z Leontyną Włodkówną herbu Prawdzic,
przedkładający kłopoty związane
z prowadzeniem dużego przemysłowego majątku w Albertynie nad spokojny żywot ziemianina w Piaskach.
Kolejnym prawowitym panem na Piaskach był syn Franciszka Ksawerego,
Władysław Pusłowski (1871-1964),
który pojął za żonę księżnę Krystynę
Marię Pignatelli. On również mieszkał głównie w Albertynie, zaś Piaski
oddał synowi, Franciszkowi Ignacemu
(1903-1988), który przebywał w nich
wraz z żoną, Ireną hr. Mohl, do września 1939 r.
Przebudowana po 1843 r. stajnia
pełniła funkcję dworu tylko do pierwszej wojny światowej, bowiem podczas działań wojennych została zniszczona, a potem rozebrana wraz z kilkoma innymi zabudowaniami. Najmniej uszkodzony budynek gospodarczy zaczął pełnić funkcję dworu po
nadaniu mu odpowiedniego kształtu.
Przetrwał on do dzisiejszych czasów i do niedawna mieściło się w nim
schronisko turystyczne. Obecnie wygląda na opuszczony. Jest to budynek
parterowy, drewniany i otynkowany, postawiony na planie wydłużonego prostokąta, trzynastoosiowy, z dachem niskim, czterospadowym, pokrytym dachówką eternitową. Przed
głównym wejściem znajduje się czterokolumnowy portyk zwieńczony
trójkątnym szczytem.
Oprócz tego dworu zachowała się
jeszcze dwukondygnacyjna gorzelnia, przebudowana w drugiej połowie XIX w. z oficyny pałacowej oraz
dwie neogotyckie bramy wjazdowe.
Wzniesiono je w połowie XIX w.,
prawdopodobnie w tym samym czasie, kiedy w pobliskim Kossowie Poleskim Wandalin Pusłowski, brat
Franciszka – właściciela Piasków,
budował pałac przypominający angielskie zamki. Bramę główną, usytuowaną od strony północnej, tworzą dwie okrągłe, dość smukłe baszty,
...............................................................................
 | Fragment parku dworskiego
(zdjęcia: Jerzy Samusik)
zakończone krenelażem, między
którymi rozpięta jest znacznie niższa ściana, zwieńczona zębatą attyką, z łukowatym prześwitem ośmiometrowej wysokości, okratowanym
w górnej części. Do lewej baszty od
strony dziedzińca przylega kordegarda, do prawej zaś tej samej wysokości i długości ścianka, zakończona – podobnie jak kordegarda – attyką. Brama zachodnia nie była tak
monumentalna, nie miała wysokich
baszt, natomiast z obu stron − dwie
kordegardy. Po drugiej wojnie światowej urządzono w niej magazyn,
więc ostrołukowy środkowy prześwit
zamurowano, pozostawiając na jego
miejscu prostokątne okno. Brama
jest teraz w ruinie – frontowa ściana prawej kordegardy już nie istnieje, z attyki przetrwało tylko kilka zębów, brak dachów nad kordegardami
oraz pinakli na kilku narożach.
Park krajobrazowy, zajmujący
pierwotnie obszar 10 ha i schodzący
łagodnie ku brzegowi Jeziora Czarnego, ostał się w znacznie okrojonej formie. Z czterech stawów, połączonych
z jeziorem kanałem, zachowały się tylko dwa i to w dużej mierze zarośnięte.
Kanał był niegdyś na tyle szeroki, że
zbudowano na nim przystań dla spacerowych łódek, mieścił też w najszerszym miejscu wyspę z idylliczną altanką, otoczoną kamiennymi rusałkami.
Dzisiaj jej miejsce zajęły jesiony i graby. Oprócz drzew miejscowych – klonów pospolitych, lip, dębów szypułkowych, wiązów, olch – nasadzono
w parku gatunki bardziej dla Polesia
egzotyczne − dęby czerwone i piramidalne, klony błękitne i jesionolistne, modrzewie europejskie, sosny wejmutki. Tylko nieliczne z nich przetrwały do dzisiejszych czasów. Zachował się jeden egzemplarz buku leśnego i kilka pięknych, wiekowych
dębów. Nie ma jednak wśród nich
tych najstarszych – „Barbary” i „Jakuba”, nazwanych imionami pierwszych właścicieli Piasków z rodziny
Pusłowskich, a które rosły tam jeszcze
w okresie międzywojennym.
Katarzyna i Jerzy
Samusikowie


| Spotkania z Zabytkami – dla szkół

ZABYTKI W KRAJOBRAZIE
W odwiedzinach w pałacu
w Kłębowcu
.........................................................................................................................................
K
łębowiec − to wieś położona w woj. zachodniopomorskim, zaledwie 6 km
od Wałcza. Jej nazwa pojawia się w źródłach pisanych od
1468 r., zapisywana w różnej formie,
jako Clastendorf czy też Clauschdorp, czyli wieś klasztorna, bowiem
według niepewnej tradycji Kłębowiec miał stanowić początkowo własność zakonną joannitów lub templariuszy. W 1503 r. wieś weszła w posiadanie rodziny von der Goltz i pozostała w jej rękach przez kilka stuleci, nierzadko jednak podzielona pomiędzy kilku krewnych. Już w XVI w.
zdarzało się, że na jednej wiosce siedzieli dwaj lub trzej bracia z rodzinami, pomagając sobie w utrzymaniu
rozbojami na drogach. W późniejszych czasach Goltzowie nieotrzymujący w spadku nadziałów udawali się
na obcą służbę. Niemieckie pochodzenie skłaniało ich sympatie ku elektorom brandenburskim, a potem królom pruskim, lecz również w służbie
polskiej było ich niemało. Niektórzy
z nich cieszyli się nawet w swoich czasach wielką sławą.
W burzliwej historii rodu Goltzów ważne miejsce zajęła budowa wspaniałego, barokowego pałacu w Kłębowcu. Domniemanym
fundatorem budowli miał być Henryk von der Goltz (1648-1725), który po ukończeniu nauki u jezuitów
w Poznaniu zdobywał kolejne stopnie wojskowe, najpierw w armii brandenburskiej – podczas wojen z Francją i Szwecją (1672-1697), od 1705 r.
w służbie króla polskiego Augusta
II, gdzie był komendantem obrony
Gdańska, a wreszcie w 1707 r. w służbie rosyjskiej, gdzie car Piotr I mianował go feldmarszałkiem. 8 lipca

1709 r. brał udział w bitwie pod Połtawą, później otrzymał rozkaz rozbicia w Polsce szwedzkiego korpusu,
którego to zadania nie wykonał, przez
co car rozkazał Goltza schwytać i osadzić w Moskwie. Henryk zdołał zbiec
i w wieku lat prawie siedemdziesięciu powrócił do rodzinnego Kłębowca, otoczony sławą i szacunkiem króla Augusta II.
Henryk von der Goltz był dwukrotnie żonaty. Pierwsza jego żona,
Elżbieta von der Goltz (zm. 1700 r.),
wydała mu na świat córkę Katarzynę.
Po 1700 r. właściciel Kłębowca ożenił
się ponownie, tym razem z Krystyną
Fryderyką Brause, która dała mu dziedzica dóbr – Henryka von der Goltza juniora.
W Kłębowcu feldmarszałek wiódł
na pozór spokojny żywot, zaszkodziło mu jednak rzucenie się w wir walk
religijnych i wszelakich rozbojów.
Z zapisków w aktach grodzkich Wałcza wynika, że uciekał się do gwałtów i grabieży, zrażając do siebie „polską szlachtę rodowitą, dobrze wojsku
 | Fasada pałacu w Kłębowcu, fot. sprzed  r.
................................................................................
zasłużoną”, którą „gwałtem bierze
ze dworów, na drogach zastępuje, łapie, wiąże, strzeblą, zabija”. Wojskowa przeszłość Henryka, a także łupienie przezeń okolicznych majątków
przyczyniło się do jego zamożności,
nic więc dziwnego, że rozkazał postawić godną posiadanych dóbr siedzibę. O bogactwie donatora świadczy
też fakt, że w 1699 r., będąc jeszcze
generałem elektora brandenburskiego, pożyczył kasztelanowi kaliskiemu,
Władysławowi Łąckiemu, 55 tys. zł
w srebrze.
Henryk stał się opiekunem
i obrońcą ewangelików na ziemi wałeckiej. Nie był zresztą pierwszym
przedstawicielem rodu, stojącym
po stronie protestantów. Już około 1535 r. Sebald, również właściciel
Kłębowca, wyrzekł się katolicyzmu
i pod wpływem żony przyjął protestantyzm. Zmianę ową rozciągnął na
Spotkania z Zabytkami – dla szkół
 |

ZABYTKI W KRAJOBRAZIE
 | Plan parteru pałacu
całą poddaną sobie społeczność, zmuszając ją do nowej wiary i przekształcając kościół katolicki w Kłębowcu na
zbór ewangelicko-luterański. Do czasu śmierci feldmarszałka Henryka von
der Goltza, 2 listopada 1725 r., kościół zdążył ponownie przejść w ręce
katolików. Duchowieństwo katolickie
nie zezwoliło na pochowanie feldmarszałka w rodzinnym grobowcu w kościele kłębowieckim. Dopiero interwencja króla i ogromna suma pieniędzy złożona przez rodzinę zmarłego
spowodowały zmianę decyzji i złożenie ciała do rodzinnego grobowca
4 grudnia 1725 r.
Początek budowy pałacu w Kłębowcu tradycyjnie datuje się na przełom XVII i XVIII w., choć inwentarz
Kłębowca zachowany w aktach grodzkich Wałcza podaje, że w 1735 r. pałac nie był jeszcze ukończony. Nie wydaje się bowiem możliwe, by budowla, która powinna powstać w dwa do
czterech sezonów budowlanych, była
wznoszona aż trzydzieści pięć lat!
Z pomocą przychodzi zresztą sama architektura. Dość prosta i zachowawcza jeszcze bryła pałacu, zgoła inna

od pałacu drugiej gałęzi rodu von der
Goltz w Siemczynie, pochodzącego z lat 1722-1725, sugeruje, że pałac
w Kłębowcu jest budowlą wcześniejszą, powstałą jeszcze przed 1700 r.
Pałac ulokowany jest pośrodku wsi, na południe od głównej szosy, prowadzącej z Wałcza do Czaplinka. Od drogi oddziela go otaczający
z trzech stron (północnej, południowej i wschodniej) park. W wyniku
działań wojennych, a także zaniedbania w latach późniejszych park uległ
znacznym zmianom i zatracił swój
pierwotny, regularny charakter. Również z dawnej świetności siedziby rodziny von der Goltz niewiele już pozostało, jednak to, co można jeszcze
dziś zobaczyć, nadal mówi wiele na temat dawnego przepychu tego miejsca.
Pałac wykonany został z cegły nietynkowanej, bielonej, co przywodzi
na myśl architekturę holenderską.
Budulec pochodził zapewne z Kłębowca lub sprowadzono go z najbliższego miasta, w tym wypadku z Wałcza. Rezydencja składała się z korpusu głównego, założonego na planie litery „H”, ujętego po bokach dwiema
| Spotkania z Zabytkami – dla szkół

oficynami. Całość tworzyła rodzaj
podkowy, o charakterystycznym, znanym z architektury francuskiej, usytuowaniu entre cour et jardin. Mimo
„obcego” sposobu zakomponowania pałacu, pomiędzy dziedzińcem
a ogrodem, boczne alkierze są typowym i charakterystycznym dla rodzimej architektury elementem. Fasadą pałac zwrócony był na północ, zaś
elewacją ogrodową na południe. Bryła była zwarta, lecz bardzo mocno rozczłonkowana poprzez trzy ryzality,
które przybrały formę nieomal osobnych skrzydeł. Budowla miała dwie
kondygnacje oraz piwnice. Pierwotnie kryta była dachem czterospadowym. Zaplanowana została jako budowla dwutraktowa z amfiladowym
układem pomieszczeń, z traktami północnym i południowym, biegnącymi
ze wschodu na zachód.
Dwie prostokątne, dwukondygnacyjne oficyny przylegające do północno-wschodniego i północno-zachodniego narożnika pałacu, również wykonane zostały z cegły, a następnie pobielone. Oficyna zachodnia została
rozebrana w latach osiemdziesiątych
ZABYTKI W KRAJOBRAZIE
ubiegłego wieku przez okoliczną ludność, pozyskującą w ten sposób materiał budowlany. Oficyna wschodnia,
pełniąca funkcję kaplicy ostała się do
dnia dzisiejszego. Jej wnętrze było jednoprzestrzenne, pierwotnie otoczone
drewnianą emporą, po której do dziś
zachowały się jedynie fragmenty podtrzymujących ją belek. Na emporę
można było wejść schodami w narożniku północno-wschodnim, tuż przy
bocznym wejściu do kaplicy. Drugie
wejście znajdowało się w ścianie południowej, po stronie zachodniej – było
to prywatne wejście właściciela pałacu.
Główne wejście do pałacu znajdowało się po stronie północnej i prowadziło do obszernej sieni, z której
można było przejść do salonu. Salon
ogrzewany był za pomocą pieca i kominka. Wyjście z pokoju na taras flankowały dwie półkoliście zamknięte nisze, które pierwotnie stanowiły
oprawę dla rzeźb.
W sieni znajdowały się dodatkowo
po dwie pary drzwi, prowadzących do
pokoi w skrzydłach wschodnim i zachodnim. Pokoje po stronie wschodniej wyposażone były w piece i kominki – te ostatnie z bogatą dekoracją
stiukową w postaci owalnych lub prostokątnych płycin i ornamentów floralnych. Z pokoi po stronie zachodniej jedynie ten położony w trakcie
południowym miał kominek, również
dekoracyjnie ozdobiony. Na pozbawionych tynku ścianach pomieszczeń,
gdzieniegdzie dostrzec można pozostałości zdobiącej je niegdyś czerwonej i błękitnej farby, resztki dziś już
nieczytelnych malowideł ściennych
oraz nielicznie zachowane fragmenty
gzymsów.
Pomieszczenia usytuowane na
skraju budynku, na osi północ-południe, nie były już tak wystawne i reprezentacyjne. Mieściły się tam m.in.
sypialnie, gabinety oraz pomieszczenie na piec i latryny.
W sieni pałacu zlokalizowana
była jedyna w całym założeniu klatka schodowa, połączona przez podest ze schodami w salonie wschodnim i wiodąca do pokoju na piętrze.
Z pokoju tego można było przejść
do sali balowej, wielkością
odpowiadającej połączonym pomieszczeniom pełniącym funkcję sieni i salonu na parterze. Jej ściany dekorowane były półkoliście zamkniętymi arkadkami, być może stanowiącymi kiedyś doskonałą
przestrzeń dla malowideł
ściennych.
Z powodu bardzo złego
stanu zachowania pałacu
nie jest sprawą prostą przyporządkowanie funkcji poszczególnym częściom pałacu. Skupiając uwagę jedynie na pomieszczeniach położonych na parterze pałacu, można przypuszczać,
iż uprzywilejowane było
skrzydło wschodnie, połączone z piętrem i posiadające dwa pokoje z repre......................................................
 |  | Pozostałości salonu
ogrodowego () i sali balowej ()


zentacyjnymi kominkami. Mogła to
być część oficjalna rezydencji, w której w trakcie północnym znajdowałby się przedpokój dla gości (dzięki
schodom połączony z salą balową na
piętrze), gabinet pana oraz nieogrzewany pokój stanowiący łącznik z kaplicą, zaś w trakcie południowym:
salon oraz sypialnia i garderoba pana.
Z kolei skrzydło zachodnie mieściłoby w trakcie północnym rzadziej
wykorzystywany salon, sypialnię
oraz dodatkowe pomieszczenie. Kierując się z ryzalitu traktem południowym, widzielibyśmy sypialnię i garderobę pani domu oraz jadalnię.
Spotkania z Zabytkami – dla szkół
 |

ZABYTKI W KRAJOBRAZIE

 |Ślady po dekoracjach kominków w skrzydle
wschodnim pałacu: w przedpokoju
(zdjęcia: - – Natalia Gryzińska)
...............................................................................
Za umiejscowieniem jadalni w tym
skrzydle przemawiałby fakt zlokalizowania pomieszczeń gospodarczych,
w tym zapewne kuchni, w zachodniej
oficynie.
Być może przez Kłębowiec, a także
Siemczyno, znajdujące się blisko granicy z Prusami, biegł szlak pocztowy
z Berlina do Królewca. Na szlaku tym
znajdowałyby się także Słobity i Kamieniec, z rezydencjami rozbudowywanymi na przełomie XVII i XVIII w.
Wiadomo, że Słobity, pałac rodu Dohna-Schlobitten, miały wręcz przywilej pałacu królewskiego, w którym
Spotkanie z książką
monarchowie zatrzymywali się w trakcie podróży. Kłębowiec swoją lokacją
i architekturą pałacu wpisywałby się
w ideę owego szlaku. Jeśli jest to prawdą, nie sposób spojrzeć bez żalu na ruiny pałacu, który niegdyś odwiedzało mnóstwo ludzi, a dziś niewielu wie
choćby o jego istnieniu.
Sytuacja ta może jednak ulec
w najbliższym czasie zmianie, dzięki projektowi, który powstał we wrześniu br. w Urzędzie Gminy Wałcz.
Projekt ten zakłada rewitalizację pałacu oraz jego najbliższego otoczenia. Przede wszystkim planowane jest
uzupełnienie ubytków w koronie murów i spięcie ich wieńcem koronującym w celu stałego zabezpieczenia budowli do czasu, gdy znajdzie nowego gospodarza, który przywróci jej
dawną świetność. Ponadto, ruina pałacu ma stać się atrakcją turystyczną
regionu i tłem dla plenerowych działań kulturalnych. Przyjęto, że taras po
stronie południowej zostanie wykorzystany jako rodzaj plenerowej sceny, przed którą umieszczona zostanie widownia. Jednocześnie ustalono pełną odbudowę oficyny północno-wschodniej, która posłużyć ma
za zaplecze dla opisywanych działań.
Z kolei całkowicie zniszczona oficyna północno-zachodnia ma być pokazana jedynie w formie odtworzonych do wysokości około 0,5 m ścian
zewnętrznych. Służyć ma za miejsce do różnego rodzaju biesiad i plenerowych warsztatów artystycznych.
W celu połączenia dziedzińca z tarasem po stronie południowej zaproponowano stworzenie drewnianej kładki, biegnącej przez całą szerokość pałacu, wspartej na zrujnowanych sklepieniach piwnic i częściowo podwieszonej do murów obiektu. Rewitalizacji poddane zostanie także założenie parkowe, w którym zaplanowano
przywrócenie pierwotnej zieleni oraz
wprowadzenie ścieżek, ławek, oświetlenia oraz wieży widokowej.
Można mieć nadzieję, że to przedsięwzięcie zostanie zrealizowane
w krótkim czasie i przyczyni się nie
tylko do podniesienia walorów turystycznych regionu, ale także do ocalenia przed zapomnieniem wspaniałej barokowej architektury pałacowej.
Natalia Gryzińska
SKARBY PODKARPACKIE
D
okładnie cztery lata temu krótką informacją zamieszczoną w „Przeglądach,
poglądach” („Spotkania z Zabytkami”, nr 12, 2006, s. 2) powitaliśmy narodziny „Skarbów Podkarpackich” – rozprowadzanego bezpłatnie popularnonaukowego czasopisma, obecnie dwumiesięcznika o zasięgu regionalnym,
reginalno-transgranicznym (polsko-białoruskim i polsko-ukraińskim), a od
dwóch lat, w ramach Programu Współpracy Transgranicznej
Rzeczpospolita Polska – Republika Słowacja 2007-2013, współfinansowanego przez Unię Europejską z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego, także polsko-słowackim (stąd tłumaczenia i streszczenia na język słowacki artykułów zamieszczanych ostatnio w periodyku). Pismo ukazuje się w Rzeszowie, jego wydawcą jest Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju i Promocji Podkarpacia „Pro Carpathia”, a poruszane w nim tematy
wiążą się z archeologią, etnografią, historią, tradycją, turystyką
i zabytkami województwa podkarpackiego. Redaktorem naczelnym „Skarbów” jest Krzysztof Zieliński, nasz wieloletni czytelnik
i autor, który nigdy nie ukrywał, że tworząc nowe czasopismo
do pewnego stopnia wzorował się na mających wtedy już trzydzieści lat tradycji i doświadczenia „Spotkaniach z Zabytkami”.
Nas cieszą najbardziej wypracowane w ciągu tych czterech pierwszych lat
ukazywania się „Skarbów Podkarpackich” realne osiągnięcia ich twórców, determinacja w działaniu, widoczny rozwój i zarysowane cele. W felietonie od redakcji w tegorocznym 3. numerze (w numeracji ciągłej 22.) pisma czytamy m.in.:
„Po szybkim przejrzeniu czytelnik tego numeru «Skarbów» dojdzie do wniosku, że dużo w nim miejsca poświęciliśmy wystawom. To pierwsze takie nasze otwarcie na tematykę muzealną, i tak już zostanie. Podkarpackie muzea to prawdziwe skarbnice kultury, coraz
ciekawiej i wszechstronniej prezentujące swoje, i nie tylko, zbiory. A naszym zadaniem jest przekonywanie, że warto je odwiedzać nie tylko w Noc Muzeów”. W oczekiwaniu na pierwszy „mały
jubileusz” pisma (numer 25., który ukaże się już niebawem) – życzymy wytrwałości i dalszego owocnego rozwoju.
„Skarby Podkarpackie” można otrzymać bezpośrednio w redakcji pisma: Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju i Promocji Podkarpacia „Pro Carpathia”, 35-074 Rzeszów, ul. Gałęzowskiego 6/317, tel./fax: (17) 852 85 26, e-mail: [email protected] lub pobrać ich wersję elektroniczną pod adresem
http://www.skarbypodkarpackie.pl.
...............................................................................................................................................................................................................................

| Spotkania z Zabytkami – dla szkół

ZABYTKI W KRAJOBRAZIE
Świątynia w pełnym blasku
.........................................................................................................................................................................................................
O
becnie kończone są prace
renowacyjne, największe
od 100 lat, przywracające świetność zabytkowego
kościoła w Dylągowej (woj. podkarpackie) i jego cennego wyposażenia.
Parafia w Dylągowej ufundowana
została przez właścicieli dóbr − Kmitów, pod koniec XV w. Pierwszy drewniany kościół, doszczętnie ograbio-

 | | Kościół w Dylągowej po renowacji
– widok ogólny () i fragment wnętrza ()
(zdjęcia: Krzysztof Zieliński)
...............................................................................

ny przez kolatora Stanisława Mateusza
Stadnickiego, w 1559 r. zamieniono na
zbór kalwiński. W 1625 r. Marcin ze
Żmigrodu Stadnicki, kasztelan sanocki, zwrócił świątynię katolikom i zatwierdził nowe przywileje dla parafii.
W 1703 r. kościół doszczętnie spłonął.
Na jego miejscu w 1706 r. zbudowany
został nowy, drewniany, a jego fundatorami byli Teofila z Czartoryskich Ogińska i Stanisław Pękalski. Konsekracja
świątyni odbyła się w 1711 r.
Obecny murowany kościół w Dylągowej zbudowany został na nowym
miejscu z inicjatywy ks. Jana Marii Stelińskiego w latach 1905-1911, według
projektu inżyniera Stanisława Sikorskiego z Krosna, a pracami budowlanymi kierował Andrzej Wolański z Dynowa. Kościół, zaprojektowany w stylu neoromańskim, ma 33 m długości, 15 m szerokości i 12 m wysokości.
Jest to budowla wieżowa, trzynawowa,
z dwoma kaplicami, po bokach prezbiterium znajdują się zakrystia i skarbiec.
Trzy ołtarze, główny i dwa boczne,
przeniesione ze starego kościoła, zostały
obecnie odnowione i pozłocone. W ołtarzu głównym znajdują się obrazy: św. Zofii − patronki kościoła, Zwiastowania
NMP, a na zasuwie − krucyfiks z postaciami św. Jana i Marii. W bocznych ołtarzach są obrazy św. Antoniego i Matki
Bożej, zakupione w 1902 r. w Wiedniu.
Z czasu budowy pochodzi także nowa
ambona, wykonana w pracowni Antoniego Rarogiewicza w Przeworsku.
W świątyni przetrwał zespół witraży wykonanych w 1909 r. przez Krakowski Zakład Witraży S.G. Żeleńskiego według
projektu Stanisława Matejki, bratanka
Jana. Pierwotnie ściany kościoła zdobione były powstałymi w 1961 r. wizerunkami świętych. Zostały one zamalowane, co
uwypukliło odnowione zabytkowe wyposażenie.
Przeprowadzone w latach 2009-2010 prace renowacyjne objęły remont
elewacji i dachu świątyni. Konserwacji poddano zabytkowe ołtarze, ambonę, chrzcielnicę, prospekt organowy,
konfesjonały, ławki i zespół feretronów.
Wszystkie te prace były możliwe dzięki
dotacji ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Podkarpackiego
na lata 2007-2013.
Krzysztof Zieliński
.
Spotkania z Zabytkami – dla szkół
 |

TO TEŻ SĄ ZABYTKI
Akcja zabytki poprzemysłowe
Zabytki hutnictwa
i odlewnictwa
.........................................................................................................................................
S
taropolskie Zagłębie Przemysłowe w woj. świętokrzyskim jest najstarszym okręgiem hutniczym w Polsce. Tereny wzdłuż rzeki Kamiennej bogate
były w złoża rudy darniowej, drewno
i rzeki, które służyły do napędzania fabrycznych maszyn oraz spławiania towarów do Wisły. Badania naukowe
potwierdzają, że już w III w. p.n.e. powstawały tu pierwsze kuźniaki, w których wytapiano surówkę. Znacznie później, bo w XVI w., wzdłuż
Kamiennej funkcjonowało ponad
60 kuźnic, które produkowały rocznie od 6 do 16 ton żelaza. Największe
piecowisko, składające się z 45 dymarek, znajdowało się w Nowej Słupi, ale

ślady po pojedynczych obiektach znaleziono w Maleńcu, Chlewiskach, Bobrzy, Samsonowie, Rudzie Malenieckiej, Nietulisku, Kuźniakach i wielu
innych osadach.
W XVII w. hutnictwo i odlewnictwo zaczęło się w tym regionie bardzo
dynamicznie rozwijać. Jeszcze przed
rozbiorami pracowało 27 hut z wielkimi piecami, tzw. pudlingarniami,
do przerabiania surówki na czyste żelazo, walcowniami i wydziałami wyrobów finalnych. Pierwszy taki kompleksowy obiekt powstał w Samsonowie koło Kielc. Huta „Józef ” – bo takie nadano jej imię – uważana jest za
matkę polskich hut (zob. „Spotkania
z Zabytkami”, nr 7, 2008).
Pomysłodawcą utworzenia na ziemi kieleckiej dużego ośrodka przemysłu odlewniczo-hutniczego przy
wykorzystaniu surowców lokalnego
pochodzenia był Stanisław Staszic.


| Spotkania z Zabytkami – dla szkół

TO TEŻ SĄ ZABYTKI
Jego sztandarową i największą inwestycję stanowił zakład w Sielpi – niewielkiej wsi przy trasie Kielce – Końskie. Projekt zakładu wraz z całym
zapleczem socjalno-administracyjnym wykonali wspólnie St. Staszic
i książę Ksawery Drucki-Lubecki,
przy współpracy Filipa de Girarda,
znanego założyciela fabryki lniarskiej
w Żyrardowie.
Budowę rozpoczęto w 1821 r.,
a część produkcyjna była gotowa
w 1835 r. Dwie hale wyposażono
w najnowsze tokarki, strugarki, wiertarki promieniowe produkcji angielskiej. Najstarsza, bo z 1741 r., była
.............................................................................
 | Budynki pudlingarni i walcowni
 |  |  | Przykłady urządzeń dawnej
techniki eksponowane w muzeum w Sielpi


Spotkania z Zabytkami – dla szkół
 |

TO TEŻ SĄ ZABYTKI
 | Wiertarka pionowa w muzeum w Sielpi
 | Piec pudlingarski do przeróbki surówki
na stal
(zdjęcia: Jan Pańczyk)
.............................................................................

maszyna do wytaczania tulei do wozów konnych. Turbiny i wszystkie
urządzenia napędzały dwa ogromne
koła, poruszane wodą z rzeki Czarna
Konecka; jedno miało średnicę 9 m
i było największym tego typu urządzeniem w Europie.
Drugi etap budowy realizowano w latach 1835-1842 przy wydatnym udziale finansowym Banku Polskiego. Postawiono okazały budynek

administracyjny, osiedle robotnicze
z 29 domkami, szkołę i wiejski szpital.
W Sielpi wytwarzano narzędzia
rolnicze i części zamienne, akcesoria kowalskie oraz całą gamę galanterii żeliwnej i odlewy artystyczne,
m.in. drzwiczki ozdobne do kuchni
i pieców kaflowych, odważniki wagowe różnej wielkości, kręcone schody,
konstrukcje ławek parkowych, pompy studzienne. Fabryka prosperowała
| Spotkania z Zabytkami – dla szkół

znakomicie do początku lat dwudziestych XX w. Symptomy kryzysu pojawiły się, gdy dominującą rolę w przemyśle hutniczo-metalurgicznym zaczęło przejmować Zagłębie Dąbrowskie, bogatsze i zasobniejsze w surowce. Wreszcie doszło do tego, że we
wrześniu 1924 r. zakład zamknięto
i przez dziesięć lat stał nieczynny.
Przypomniano sobie o nim dopiero w 1934 r. W Muzeum Przemysłu i Techniki w Warszawie wpisano
fabrykę do rejestru zabytków techniki i przemysłu hutniczego. Odnowiono hale, zakonserwowano urządzenia, z których większość nadawała się
jeszcze do użytku. Niestety, po wybuchu drugiej wojny światowej, dokładnie jesienią 1940 r. nad Czarną Konecką zjawili się niemieccy żandarmi
i bez jakichkolwiek wyjaśnień zaczęli demontować wyposażenie hal. Wywieźli 72 wagony żeliwa i 96 par walców do przetopienia w swoich hutach
na czołgi i armaty. Nie zdołali tylko
rozebrać koła zamachowego, które
do dzisiaj jest najbardziej wartościowym eksponatem. Zostawili też dwie
pary wielkich nożyc, dwie walcarnie
i prasy.
W pierwszych latach powojennych były ważniejsze sprawy do załatwienia. Okaleczony i rozgrabiony zakład w niewielkiej Sielpi znowu
przez dziesięć lat stał zamknięty i niedostępny. Dopiero w 1956 r. przypomniało sobie o zabytku Muzeum
Techniki w Warszawie. Znalazły się
skromne środki na odnowienie dziewiętnastowiecznych hal, pomału wypełniano je zabytkowymi maszynami,
które wychodziły z eksploatacji w innych zakładach. Na przykład pokaźną
kolekcję angielskich obrabiarek z początku XIX w., będących obecnie unikatami w skali światowej przekazała Fabryka Machin w Białogonie koło
Kielc.
TO TEŻ SĄ ZABYTKI
Uroczyste otwarcie tego obiektu
dawnej techniki hutniczej nastąpiło
w 1962 r. pod nazwą Muzeum Zagłębia Staropolskiego w Sielpi jako Oddziału Muzeum Techniki w Warszawie. Od wielu lat jest także pod opieką Wydziału Inżynierii Procesowej,
Materiałowej i Fizyki Stosowanej Politechniki Częstochowskiej. W każde wakacje studenci przyjeżdżają do
Sielpi na obozy naukowe, doglądają maszyn, konserwują i naprawiają je
w razie potrzeby. Dość powiedzieć, że
większość urządzeń działa, jak za dawnych czasów. Dziełem studentów jest
również rekonstrukcja pieca pudlingarskiego, w którym metodą angielską „świeżono” żelazo, czyli surówkę
przerabiano na stal. Wokół obiektów
ciągle coś się dzieje. Kilka osób pracuje przy odbudowie i udrożnieniu kanałów doprowadzających wodę z pobliskiego zalewu, naprawy wymagają
także śluzy. Gdy strumień popłynie,
ruszy wielkie koło zamachowe, a to
ożywi prądnicę. Nie będzie się włączać prądu z lokalnej sieci, żeby zademonstrować zwiedzającym, jak te staruszki potrafią jeszcze chodzić.
Jan Pańczyk

ZNAKI NA SREBRZE – CZWARTA EDYCJA
Spotkanie z książką
N
akładem wydawnictwa Fundacji Here- ki i uzupełnienia tej pracy będziecie robili już Wy. Życzę Wam powodzeditas w Warszawie ukazało się kolej- nia i wytrwałości. Michał Gradowski, jesień 2009”. Nie dajemy wiary, pone, czwarte już wydanie Michała Gradow- nieważ za dziesięć lat pora będzie szykować kolejne wydanie Znaków na
skiego Znaków na srebrze, niezwykle ce- srebrze, a kto lepiej to zrobi, jeśli nie ich Autor – niestrudzony badacz
nionego i ważnego pod względem zawar- i znawca tematu, mający w swoim dorobku wiele publikacji naukowych
tości katalogu znaków złotniczych miej- i popularnonaukowych (drukowanych także w „Spotkaniach z Zabytkaskich i państwowych używanych na tere- mi”), facecjonista i gawędziarz? Jak czytamy w przedmowie do pierwszenie Polski w obecnych jej granicach. To
go wydania książki, napisanej przez Marka Konopkę, ówczesnego dyrekdobra i dawno oczekiwana wiadomość, tora Ośrodka Dokumentacji Zabytków: „Znawstwo znaków złotniczych
która ucieszy nie tylko historyków sztu- dla wielu jawi się jako wiedza tajemna, gdyż prawidłowe ich odczytanie
ki, konserwatorów zabytków i muzealni- wymaga nie tylko lupy, ale nade wszystko wprawnego oka. Nasz Autor
ków zajmujących się na co dzień rzemio- swym doświadczeniem i wiedzą zawsze służy bezinteresownie wszystsłem artystycznym, ale także antykwa- kim zainteresowanym, bowiem zebrany kapitał traktuje nie jako wieriuszy oraz licznych kolekcjonerów daw- dzę tajemną, ale wręcz jako okazję do szczodrej rozrzutności”. I niech
nych wyrobów złotniczych. Od ostatniego wydania minęło wszak niemal
już tak zostanie.
dziesięć lat, poprzednie już dawno się wyczerpały... „czas więc dopisać
W nowej edycji książka doczekała się starannej, a nade wszystko
nowe ustalenia i skorygować część starych błędów” – informuje Autor trwałej, przygotowanej na częste użytkowanie oprawy i dobrej jakości
opracowania w krótkim uzupełnieniu dołączonym do wstępu – „a nade
papieru. Można ją kupić (cena: 72 zł, dla prenumeratorów „Spotkań
wszystko nanieść erratę na ostatnie wydanie, które wydrukowano bez
z Zabytkami” cena specjalna: 60 zł) bezpośrednio u wydawcy (Fundacja
korekty”.
Hereditas, 00-590 Warszawa, ul. Marszałkowska 4, lok. 4, tel. 22 353Nie dajemy tylko wiary temu, o czym napisał Autor w kolejnych zda- -83-30), w wybranych księgarniach lub za pośrednictwem strony interneniach: „Już dawno odszedłem na emeryturę, tak więc następne popraw- towej wydawcy: www.fundacja-hereditas.pl.
...............................................................................................................................................................................................................................
Spotkania z Zabytkami – dla szkół
 |

Z WIZYTĄ W MUZEUM
Małe arcydzieła
– zabytkowe solniczki
........................................................................................................................................................................................................
N
ierozerwalnie kojarząca
się z solą Wieliczka oferuje odwiedzającym, oprócz
znanej kopalni, nową
atrakcję. Muzeum Żup Krakowskich
zaprasza do podziwiania małych arcydzieł sztuki – zabytkowych solniczek.
Od sierpnia 2010 r. w wielickim Zamku Żupnym na nowo udostępniono
do zwiedzania unikatową kolekcję,
eksponując ponad dwieście solniczek
ze zbioru liczącego kilkaset obiektów,
powstałych od wieku XVII do czasów
współczesnych. Wystawa ukazuje wiele dzieł pozyskanych drogą zakupów
i darowizn, które nigdy dotychczas
nie były pokazywane publicznie.
W kolekcji solniczek znajdują się
liczne przykłady sztuki złotniczej, ceramiki i szkła, które pozwalają prześledzić zmiany form solniczek w różnych wiekach. Dzieła barokowe, klasycystyczne, empirowe czy secesyjne
przyciągają uwagę niezliczoną różnorodnością zastosowanych form i technik. Solniczki wykonywano ze szkła,
srebra, cyny, drewna, porcelany i fajansu, jak również z rzadziej stosowanych materiałów, np. kości, kwarcu

czy masy perłowej. Na wystawie zgromadzono obiekty z całego świata, pozwalając porównać współczesne sobie
dzieła sztuki, powstałe od Petersburga i Moskwy po Nowy Jork oraz Pittsburgh.
Do najciekawszych należą solniczki porcelanowe, wykonane m.in.
w Miśni, w najstarszej europejskiej
manufakturze porcelany, która w tym
roku święciła trzystulecie powstania.
Na uwagę zasługuje także przykład
porcelany z Chin okresu cesarza Kangxi (1662-1722). Wyrób ten pochodzi zapewne z większego zespołu naczyń, które chętnie importowano do
Europy. Malowany podszkliwnie kobaltem, o charakterystycznym niebieskim kolorze, przedstawia wśród motywów kwiatowych i różnych przedmiotów pejzaż ze statkami.
Z przedmiotami do serwowania
soli, podobnie jak z samą solą, wiąże się bogata obyczajowość i symbolika. Daje temu wyraz sentencja łacińska, którą wygrawerowano na jednej z muzealnych solniczek. W wolnym przekładzie głosi ona: „Ten szczęśliwy, komu na stole błyszczy solniczka


| Spotkania z Zabytkami – dla szkół

posiadana po przodkach”. Słowa nawiązują do pieśni Horacego pt. Pragnienie spokoju:
„Żyje się dobrze na małym, gdy błyszczy
Na zgrzebnym stole solniczka po przodkach,
A snów ulotnych nie płoszy lęk ani
Obleśna chciwość”.
(Horacy, Oda 16, Księga II, tłum.
Z. Kubiak).
Liczne przysłowia przekonywały,
że: „soli i chleba dóma potrzeba”, bowiem „gdyby nie sól i tabaka zdechłby człowiek jak sobaka; bez soli nie słono, bez chleba nie syto”, dlatego „chlyb
i sól zdobióm stół”. Rosyjską wersję
tych powiedzeń uwieczniono cyrylicą


Z WIZYTĄ W MUZEUM
na srebrnej solniczce tronowej o motywach staroruskich, powstałej w Moskwie w 1895 r.
Ceremoniał dworski stworzył wiele zwyczajów, które wraz ze zmieniającymi się modami określiły miejsce
soli na stołach. Już od średniowiecza,
w czasie uczt dworskich stołowym
naczyniem paradnym była solniczka, przede wszystkim tzw. nef, czyli statek, wykonany ze srebra lub srebra złoconego. Był on równocześnie
pojemnikiem na sól i na osobisty zestaw sztućców. Istotną funkcją tego
przedmiotu było, poprzez ustawienie
go przed władcą, zaznaczenie miejsca,
w którym zasiadał najważniejszy rangą uczestnik uczty.
W XVI w. przedmioty, w których
podawano ten ważny produkt, stały

i wdzięczną postać bogini Ziemi.
Neptun jest strażnikiem soli, która została umieszczona na łodzi, ponieważ pochodzi z morza. Przy bogini znajduje się natomiast puzdro na
pieprz w formie antycznej świątyni.
Mistrzowską wizję dopełniają przedstawienia czterech pór roku i czterech
stron świata, które wyobrażają postacie bogów wiatrów, wyrzeźbione na
hebanowym cokole dzieła.
W końcu XVII i w XVIII w. dużą
wagę przykładano do sposobu ustawienia stołu i kompozycji dekoracji stołowej, tworzonej przez wyroby ze srebra, liczne kandelabry i lichtarze, kosze z kwiatami oraz specjalnie na tę okazję wykonywane figury z cukru. Często umieszczano je na
zwierciadłach lub taflach srebrnych

się popularne wśród najbogatszych,
uzyskując niejednokrotnie niezwykle wyszukane formy, czego najlepszym przykładem jest solniczka wykonana dla króla Francji Franciszka I
w latach 1540-1543. Słynna „Saliera”,
autorstwa włoskiego rzeźbiarza i złotnika Benvenuto Celliniego, zdobi
obecnie kolekcję wiedeńskiego Kunsthistorisches Museum, stanowiąc
niekwestionowane arcydzieło sztuki rzeźbiarskiej ze złota i wielobarwnej emalii, o wysokości ponad 30 cm.
To alegoryczny wizerunek świata,
w którym przedstawiono siedzące figury Neptuna, uosabiającego Morze
dla zwielokrotnienia zamierzonego
efektu. Około połowy XVIII w. cukiernicze fantazje zastępowane były
coraz częściej delikatnymi figurkami z porcelany, z których komponowano nieraz rozległe sceny. Wyszukana ikonografia „urządzenia stołu” cechowała szczególnie porcelanowe wyroby manufaktury w Miśni w okresie
zatrudnienia rzeźbiarza Johanna Joachima Kändlera (1731-1763). Znajdowały się wśród nich także figuralne solniczki, takie jak opracowane
przez pomocnika Kändlera, Johanna
Friedricha Eberleina, w 1741 r. figurki murzynek z pojemnikami na sól
w kształcie koszów, dekorowanych
plastycznymi kwiatami i owocami
oraz malarskimi pejzażami (w zbiorach Muzeum Żup Krakowskich).
Porcelanowe figurki o wdzięcznych
pozach, wyposażone w naczynia na
sól, stały się na długi czas przykładami cenionej i poszukiwanej galanterii
wzbogacającej nakrycie stołu. Zwiedzając wielicką wystawę, można oglądać takie dzieła, pochodzące z wytwórni Wiednia, Berlina czy Miśni
i Drezna, które czasami powtarzają
osiemnastowieczne wzory.
W epoce rozbudowanych serwisów paradnych kompozycja stołu była
formowana wokół centralnego obiektu, którym był kosz z kwiatami, owocami albo figuralna kompozycja z cukru, srebra lub porcelany. Naczelne
miejsce przypadało wówczas dekoracji środka stołu zwanej surtout de table
lub po prostu serwis.
 | Barokowa solniczka srebrna, złocona,
złotnik Hans Leucker, -,
Augsburg
 | Solniczka porcelanowa, Chiny, okres
Kangxi, -
 | Solniczka srebrna, złotnik Jean-Baptiste-François Chéret, -,
Paryż
 | Solniczka srebrna, częściowo złocona,
złotnik Jakub Preizyg, po  r., Grodno
 | Solniczka porcelanowa, po  r.,
Wiedeń
 | Solniczka porcelanowa, XIX w., Miśnia
 | Solniczka z łyżeczką, srebro częściowo
złocone, szkło, po  r., Niemcy

.....................................................................
Spotkania z Zabytkami – dla szkół
 |

Z WIZYTĄ W MUZEUM

Typowy dla bogatych pałaców
osiemnastowiecznych, okazały serwis
do przypraw w XIX w. skurczył się
do kompletu przyprawowego, najczęściej składającego się z pary karafinek
na oliwę i ocet, solniczki i naczynia
na musztardę, stojących na wspólnym
postumencie, który z czasem stanie się
niezbędnym elementem poprawnie
wyposażonego stołu nawet średniozamożnej rodziny.
Samodzielnie stawiane na stołach
solniczki przybierały najczęściej postać małego naczynia o jednym lub
dwóch pojemnikach na przyprawę.
Występowały w dwóch podstawowych formach: otwartej lub zamkniętej, w tej ostatniej zamknięcie wyposażone było często w niewielkie otwory, pozwalające na sypanie soli. Srebrne solniczki otwarte miewały złocone
wnętrza lub specjalne szklane wkłady
dla zabezpieczenia przed korozją. Wyposażano je także w niewielkie łyżeczki do nabierania soli. Wygląd i wielkość solniczek bywała bardzo różna,
często przywoływano w nich formy
muszli, kojarząc je z morzem, z którego sól pochodziła.
W bogatym i bardzo zróżnicowanym zbiorze Muzeum Żup Krakowskich znajdują się solniczki pojedyncze, występujące parami, w kompletach do przypraw, zwanych kabaretami, a także wchodzące niegdyś
w skład serwisów stołowych. Pochodzą głównie ze znanych wytwórni europejskich: niemieckich, rosyjskich,
francuskich, angielskich, austriackich
i czeskich. Wśród wyrobów polskich
manufaktur wymienić można ceramikę z Korca, Horodnicy, Ćmielowa,
Chodzieży czy szklaną solniczkę
z Urzecza, jednej z najstarszych polskich hut szkła. Na wystawie można
oglądać także liczne dzieła złotnicze,
pochodzące zarówno z głównych centrów na ziemiach polskich (Warszawa, Kraków), jak i ośrodków prowincjonalnych, np. Szydłowca.
Najstarsza w kolekcji jest srebrna
i złocona solniczka z XVII w., przykład barokowego złotnictwa z Augsburga, która jest znakowanym dziełem tamtejszego złotnika Hansa
Leuckera, działającego w latach 1641-1666. Znaki wybijane na srebrze pozwalają często bardzo precyzyjnie
określić czas i miejsce powstania dzieł.
Na kolejnej z barokowych solniczek
doskonale widoczne są np. znak miejski dolnośląskiej Nysy (lilia) z datą
„1719” oraz znak wytwórcy Johanna
Frantza Hartmanna. Jego złoconą solniczkę zdobi na podstawie wygrawerowany ornament regencyjny.
Wysokiej klasy dziełem klasycystycznym jest solniczka w kształcie
wydłużonej czarki, udekorowanej
przy krawędzi ażurowym pasem roślinnym. Stanowi ona przykład złotnictwa francuskiego z doby przedrewolucyjnej − wykonał ją w Paryżu w latach 1786-1787 złotnik Jean-Baptiste-François Chéret w technice odlewu, repusowania, grawerowania i wycinania piłką. Mistrzowskie wykonanie cechuje również solniczkę z Grodna, wyróżniającą się
pełnoplastyczną figurą orła ze strzałą w podstawie. Bogato złocone dzieło zawdzięczamy Jakubowi Preizyg,
.........................................................................
 | Komplet do przypraw w oryginalnym etui;
srebro, karton, tkaniny,  r., Firma W. H.
Lyde, Birmingham
 | Solniczka srebrna, częściowo złocona,
złotnik Paweł Iwan Koszelew,  r., Moskwa
 | Solniczka srebrna, koniec XIX w., Niemcy
 | Secesyjny kabaret do przypraw,
metal srebrzony, szkło, około  r.,
Württembergische Metallwarenfabrik, Geislingen


(obiekty w zbiorach Muzeum Żup Krakowskich
w Wieliczce; zdjęcia: Artur Grzybowski)

| Spotkania z Zabytkami – dla szkół

Z WIZYTĄ W MUZEUM
złotnikowi czynnemu w Grodnie
od 1809 r.
W pierwszej połowie XIX w. pojemniki na sól były niejednokrotnie
dźwigane przez postacie mitycznego hippokampa, czyli uskrzydlonego
konia morskiego; pojawiały się również delfiny i węże. Wśród solniczek
można odkryć prawdziwe miniatury rzeźbiarskie, które wywołują podziw dla precyzji twórców, opracowujących w mikroskopijnej skali liczne, misterne detale. Potwierdzeniem
tego jest para solniczek srebrnych
w formie żaglówek z wioślarzami czy
też fantastycznych sani zaprzężonych
w łabędzie i powożonych przez amorki. Te ostatnie solniczki, o złoconych
pojemnikach na sól, wyposażonych
w dodatkowe szklane wkłady, mierzą
zaledwie 7 cm wysokości, a pokrywa
je bogata dekoracja rocaille’ami. Powstały w Niemczech po 1888 r.
Prócz cennych, niepowtarzalnych
egzemplarzy solniczek, pełniących

funkcję dekoracji bogatych stołów,
w muzealnej kolekcji można odnaleźć także solniczki skromniejsze, używane powszechniej, w tym także popularne od XIX w. duże pojemniki na
sól, często produkowane fabrycznie
w kompletach wraz z pojemnikami na
mąkę, pieprz i inne produkty kuchenne. Ciekawą grupę stanowią solniczki wytwarzane jako pamiątki z podróży do różnych miejscowości, zwłaszcza uzdrowiskowych i turystycznych,
które kształtem lub zdobnictwem nawiązują do miejsca swego powstania. Na wystawie można zatem zobaczyć solniczkę z Kopenhagi z wizerunkiem symbolu tego miasta – syrenki
czy liczne obiekty z motywami holenderskimi. Nie brak również egzemplarzy z egzotycznych zakątków świata,
takich jak afrykański Niger i Malawi,
osobliwości z Osetii, Korei, Indii czy
Hondurasu.
Ogromna różnorodność form solniczek i technik artystycznych gwarantuje, że każdy z odwiedzających
nową wystawę odnajdzie wśród nich
coś interesującego.
Klementyna
Ochniak-Dudek
W  „S −   ”  M Ż K, W, Z Ż,
. Z , ..., .    .
W        . .-. (  
 ),      . .-. (  ).
MUZEALNICTWO
W
najnowszym 50., jubileuszowym numerze
„Muzealnictwa” za 2009 r., rocznika wydawanego przez Krajowy Ośrodek Badań i Dokumentacji Zabytków w Warszawie, czytelnicy znajdą wiele ciekawych artykułów. Wart uwagi jest opublikowany na początku numeru tekst
Beaty Pawłowskiej-Wilde, związanej z redakcją rocznika od rozpoczęcia jego wydawania (przez
Dział Muzealnictwa Ośrodka Dokumentacji Zabytków w 1982 r.)
aż do dziś. Autorka opisuje dzieje periodyku i wspomina tworzące go z niezwykłą pasją osoby, kontakty z autorami, jeszcze
bezpośrednie, bo bez pomocy powszechnych dziś e-maili, współpracę z muzeami. Interesujący jest również przygotowany
przez Dorotę Folgę-Januszewską raport o stanie polskich muzeów w latach 1989-2008.
W dziale „Nowe i zmodernizowane budynki muzealne” można przeczytać m.in. teksty: Dagmary
Płazy-Opackiej o nowym gmachu Muzeum Miasta Gdyni, Jaromira Jedlińskiego o rozbudowie Muzeum Sztuki
w Łodzi czy Macieja Szymczyka o najnowszych inwestycjach w Muzeum Papiernictwa w Dusznikach Zdroju.
Dział „Muzea i kolekcje” zawiera m.in. artykuły Rafała Makały o historii Muzeum Narodowego w Szczecinie, Wiolety Janigi o Muzeum Ziemi Prudnickiej, Zygmunta Krzysztofa
Jagodzińskiego o Muzeum Motoryzacji w Warszawie oraz Magdaleny Białonowskiej o kolekcjonerze Andrzeju Stanisławie
Ciechanowieckim. W nowym dziale, który funkcjo-
Spotkanie z książką
nuje od 49. numeru rocznika − „Muzea uczą i bawią” − zamieszczone zostały teksty Marcina Szeląga o przyszłej roli edukacji muzealnej w Polsce
i Katarzyny Soboty o działaniach promocyjnych,
marketingowych i edukacyjnych muzeów Zagłębia
Dąbrowskiego. Dział „Z zagranicy” – to prezentacja muzeów Bornholmu (Tomasz Wilde), Muzeum
Morskiego w Barcelonie (Dominik Mączyński), Muzeum Sztuk Pięknych Ontario (Aleksandra Magdalena Dittwald) i Muzeum Towarzystwa Historycznego w Buffalo (Katarzyna Barańska).
50. numer „Muzealnictwa” kończą działy
„Konferencje, konkursy” i „Recenzje” oraz wspomnienie o zmarłej w 2008 r. Halinie Stępień, napisane przez Elizę Ptaszyńską.
„Muzealnictwo” można zamówić (cena: 30 zł)
w Dziale Edukacji i Promocji KOBiDZ (00-328 Warszawa, ul. Kopernika 36/40, e-mail: [email protected]).
Spotkania z Zabytkami – dla szkół
 |

Z WIZYTĄ W MUZEUM
Galeria Sztuki Polskiej XIX wieku
w Sukiennicach zaprasza publiczność
.........................................................................................................................................................................................................
J
uż od 3 września br. można zwiedzać Galerię Sztuki Polskiej XIX
wieku w krakowskich Sukiennicach – Oddziale Muzeum Narodowego w Krakowie. Przez trzy
dni (od 3 do 5 września) świętowano otwarcie po trzyletnim remoncie
i modernizacji tego pierwszego polskiego muzeum, nazwanego „narodowym”. Teraz Galeria wyraźniej niż przed
remontem nawiązuje do pierwotnego, dziewiętnastowiecznego charakteru, ale też w zabytkowym budynku
Sukiennic powstały całkowicie nowe
szklanymi ekranami odnosi wrażenie, że znalazł się w wirtualnym świecie sprzed 130 lat – w czasach, gdy
powstało muzeum w Sukiennicach.
MEDIATEKA, czyli sala wielofunkcyjna i komputerowa, będzie wykorzystywana na wykłady i spotkania
w kameralnym gronie. Znajdują się tu
„artomaty”, tzn. specjalnie wyposażone stanowiska komputerowe z ekranami dotykowymi, za pomocą których zwiedzający poznają historię Sukiennic, zbiory, artystów, gry i quizy.
Do prowadzenia bogatego programu zajęć edukacyjnych dla dzie-

religijne, orientalne, portret, pejzaż), a także na wybrane zjawiska artystyczne oraz polityczno-społeczne, które znalazły swoje odzwierciedlenie w sztuce (np. kształtowanie się
idei patriotyzmu i narodu, lud i ludowość, zmiany programów dydaktycznych w szkołach artystycznych). Z otwartych tarasów widokowych
po obu stronach gmachu można podziwiać panoramę całego Rynku.
„Zdecydowaliśmy, że wykorzystamy specyficzny profil kolekcji związanej
z Sukiennicami, zwracając szczególną uwagę na jej patriotyczno-niepodle-

 |  | Galeria Sztuki Polskiej XIX wieku
w Sukiennicach po remoncie: Sala
Chełmońskiego (), Sala Michałowskiego ()
(zdjęcia: Paweł Czernicki i Ignacy Pelikan-Krupiński)
..............................................................................
i nowocześnie wyposażone pomieszczenia, które pozwalają na interaktywny odbiór sztuki i umożliwiają atrakcyjne działania edukacyjne. W ten
sposób tradycja spotyka się tu z najnowocześniejszymi technologiami.
W MULTITECE, czyli sali multimedialnej, widz otoczony dziewięcioma

ci, młodzieży i dorosłych posłuży
ATELIER – sala edukacyjna. Galeria Sztuki Polskiej XIX wieku
składa się, tak jak poprzednio, z czterech sal, ale inaczej zaaranżowanych
i nazwanych. Teraz są to: Sala Bacciarellego: Oświecenie; Sala Michałowskiego: Romantyzm. W stronę sztuki
narodowej; Sala Siemiradzkiego: Wokół akademii oraz Sala Chełmońskiego: Realizm, polski impresjonizm, początki symbolizmu. W salach akcent
został położony na gatunki i tematy
charakterystyczne dla poszczególnych
okresów (np. malarstwo historyczne,
| Spotkania z Zabytkami – dla szkół

głościowy charakter. Idea, która przyświecała założeniu Muzeum Narodowego, polegała bowiem na gromadzeniu zbiorów mających stanowić świadectwo istnienia narodu i jego kultury
– rozwijającej się nieprzerwanie, pomimo utraty niepodległości” – mówi dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie Zofia Gołubiew.
Po remoncie zmieniły się godziny otwarcia muzeum. Można je
zwiedzać od wtorku do niedzieli
w godz. 10.00-20.00 (tarasy otwarte
są do godz. 23.00).
☐
ROZMAITOŚCI
Światowe dziedzictwo
W
Brasilii (stolicy Brazylii)
w dniach 25 lipca – 3 sierpnia br. odbyło się kolejne, już
34. posiedzenie Komitetu Światowego Dziedzictwa UNESCO.
Tym razem na Listę Światowego
Dziedzictwa Kulturalnego i Naturalnego wpisano 21 nowych
obiektów: 15 obiektów dziedzictwa kulturalnego, 5 – dziedzictwa naturalnego i jeden o charakterze mieszanym. Dokonano także rozszerzenia siedmiu
wcześniejszych wpisów (większość z nich znajduje się na terenie Europy).
Wśród
nowo
wpisanych
obiektów dziedzictwa kulturalnego tylko dwa pochodzą z krajów europejskich. Są to: miasto
biskupie w Albi we Francji i siedemnastowieczny system kanałów opasujących Stare Miasto
w Amsterdamie w Holandii. Stara część położonego nad rzeką
Tarn w południowo-zachodniej
Francji miasta Albi stanowi przykład zespołu urbanistycznego,
którego początki sięgają X i XI w.
Szczególny jego rozwój nastąpił
w XIII w., kiedy Albi stało się silnym biskupstwem. Z tego okresu
pochodzi m.in. dominująca nad
miastem, potężna, ceglana katedra św. Cecylii i otoczony rezydencjami biskupi Pałac Berbie
(obecnie mieści się w nim Muzeum Toulousa-Lautreca). Większość dawnych budowli i całych zespołów przetrwała w Albi
w niezmienionym kształcie.
Z kolei system kanałów
w Amsterdamie wpisanych obecnie na Listę Światowego Dziedzictwa obejmuje kanały Grachtengordel, wykopane według
koncentrycznego schematu w latach 1613-1662. Przypominają

 | Fragment zabudowy Starego
Miasta w Albi nad rzeką Tarn
 | Grachtengordel
w Amsterdamie

☐
ŚLADAMI BACZYŃSKIEGO
M
uzeum Historyczne m.st. Warszawy opublikowało w 2009 r. książkę Wiesława Budzyńskiego Śladami Baczyńskiego. Wędrówkę śladami poety Wiesław Budzyński rozpoczyna od nakreślenia
one złoty wiek w dziejach miasta i są dziś najpiękniejszą jego
częścią. Ponadto w dużej mierze
decydują o całej strukturze sieci
kanałów w Amsterdamie.
Wśród obiektów dziedzictwa
naturalnego z terenu Europy znalazły się tylko stożki wulkaniczne,
kotliny górskie i ściany skalne na
Wyspie Reunion we Francji.
Na posiedzeniu Komitetu
Światowego Dziedzictwa UNESCO
w Brasilii podjęto ponadto decyzję o umieszczeniu czterech
obiektów na Liście Dziedzictwa
Zagrożonego – wszystkie spoza
Europy. Jednocześnie postanowiono usunąć z tej Listy Wyspy
Galapagos należące do Ekwadoru ze względu na znaczną poprawę w utrzymaniu tego cennego
obiektu dziedzictwa przyrodniczego.
tła historycznego w Polsce w 1920 r., kiedy stoczona została zwycięska bitwa polsko-bolszewicka. Baczyński urodził się rok później w domu przy
ul. Bagateli 10 w Warszawie, a był to czas „wykuwania nowej Polski, scalonej z trzech zaborów”.
Kolejne rozdziały opowiadają o edukacji młodego
Krzysztofa Kamila w Gimnazjum im. Stefana Batorego, pierwszych kontaktach politycznych z lewackim „Spartakusem”, pierwszych wierszach,
przyjacielach odwiedzających poetę w mieszkaniu przy ul. Hołówki, spotkaniu z przyszłą żoną
Barbarą. Poznajemy okoliczności wstąpienia Baczyńskiego w szeregi konspiracji, naukę w konspiracyjnej Szkole Podchorążych Rezerwy, udział
w Powstaniu Warszawskim, wreszcie wydarzenia poprzedzające śmierć poety w pałacu Blanka
(ul. Senatorska 14), w czwartym dniu powstania.
Książkę, napisaną w formie gawędy historyczno-literackiej, zawierającą wiele wspomnień
świadków znających poetę (często mówią, że bę-
Spotkanie z książką
dąc w towarzystwie Baczyńskiego wyczuwało się
jego samotność), czyta się szybko. Treść ujęta
została bardzo emocjonalnie, ubarwiona licznymi dygresjami. Oprócz historii Krzysztofa Kamila poznajemy wiele ciekawostek dokumentujących
ówczesne lata; zamieszczone tu zostały unikatowe zdjęcia, np. Eligiusza Niewiadomskiego, który
zastrzelił Gabriela Narutowicza, Hanki Ordonówny
w szpitalu po wypadku samochodowym w 1931 r.
czy z pogrzebu Leśmiana na Powązkach w 1937 r.
Ta publikacja powinna być obowiązkową lekturą
nie tylko dla uczniów czy varsavianistów, ale i dla
warszawiaków.
Na końcu opublikowany został wiersz poety
Oddycha miasto ciemne, napisany w 1943 r., oraz
kalendarium jego życia i twórczości.
Książkę (cena: 35 zł) można nabyć w Oddziale
Muzeum Historycznego m.st. Warszawy (ul. Dzielna 7) lub zamówić w internetowym sklepiku muzeum (www.mhw.pl/wydawnictwa).
Spotkania z Zabytkami – dla szkół
 |

ROZMAITOŚCI
Warszawska Syrena jako motyw ozdobny biżuterii
W
edług popularnej warszawskiej legendy autorstwa Artura Oppmana (Or-Ota) Syrena –
półkobieta, półryba śpiewała nocami w źródle położonym w okolicach staromiejskiej uliczki Bugaj. Zauroczeni jej śpiewem rybacy złapali ją i uwięzili, ale została wypuszczona przez litościwego chłopca stajennego, który miał jej pilnować. Uwolniona
doszło do scalenia administracyjnego i wówczas Syrena została godłem miasta noszącego oficjalną nazwę Miasto Wolne Wydziałowe i Jego Królewskich Mości Rezydencjonalne. Wtedy panowała jeszcze dowolność w wyobrażeniu Syreny, zdobiącej pieczęcie poszczególnych urzędów
i jedynym ograniczeniem była
wyobraźnia artysty, który dane

uciekła w nurt Wisły, aby odtąd
śpiewać tylko szumem fal i nieść
ludziom otuchę w ciężkich czasach.
Historycznie geneza herbu
Warszawy wywodzi się od przedstawienia postaci będącej półczłowiekiem, półzwierzęciem,
początkowo zapewne półmężem, półgryfem, występującym
już w pieczęciach z XV w., który z czasem przyjął formę półkobiety, półryby (zawsze jednak występując z mieczem i tarczą) – prawdopodobnie na znak
położenia miasta nad rzeką.
W tamtym okresie Syrena nie
była symbolem całego miasta,
a jedynie tzw. Starej Warszawy,
bowiem miasto podzielone było
na jurydyki. Dopiero w 1791 r.


| Spotkania z Zabytkami – dla szkół

godło wykonał. Dopiero jurysdykcja pruska w czasach zaborów wprowadziła prawne unormowanie wizerunku herbu Warszawy, który na mocy dekretu króla Fryderyka Wilhelma III
z 1798 r. oprócz Syreny zawierał także elementy godła państwowego Prus i obowiązywał do
1806 r. W okresie Księstwa Warszawskiego i Królestwa Polskiego
używanie herbów miejskich było
zabronione. Syrena powróciła do
roli symbolu Warszawy dopiero
w czasie pierwszej wojny światowej.
Od momentu, kiedy Syrena pojawiła się w warszawskiej heraldyce, zagościła również w sztuce, początkowo praktycznie tylko jako ilustracja dokumentów miejskich (księgi rachunkowe) i w wyrobach z przeznaczeniem dla władz miasta
lub cechów rzemieślniczych. Dopiero pod koniec XIX w. wraz
z rozwojem sztuki użytkowej wizerunek Syreny zaczął być coraz śmielej wykorzystywany jako
motyw ozdobny w architekturze,
medalierstwie, a z czasem także w przedmiotach codziennego
użytku, np. nożykach do papieru
i także w biżuterii.
Herb w obecnym kształcie datuje się na rok 1938, ale po drugiej wojnie światowej Syrena została pozbawiona korony (herbu
z koroną używano jedynie w formie reprezentacyjnej z okazji
ważniejszych uroczystości miejskich) i w tej właśnie postaci
występuje w będącej przedmiotem niniejszego artykułu biżuterii pierwszych lat po wojnie oraz
całego okresu PRL.
Zniszczona wojną Warszawa
szybko podnosiła się z gruzów,
a ludzie jak najprędzej chcieli zapomnieć o okropnościach działań
wojennych i wrócić do normalnego życia. Symbol Syreny nieodłącznie związał się z hasłem
„Cały naród buduje swoją stolicę”
i być może w tym należy widzieć
fenomen, jakim było pojawienie
się na rynku tak wielu przedmiotów z motywem warszawskiej Syrenki. Turysta odwiedzający Warszawę mógł kupić rozmaite wyroby pamiątkarskie z symbolem
miasta, także biżuterię − również z wyobrażeniem Syreny patronującej jego odbudowie. Znamienitym przykładem tak pojmowanej roli Syrenki w powojennej rzeczywistości może być brosza projektu Henryka Grunwalda,
ROZMAITOŚCI

przedstawiająca Syrenę z symbolem kielni na tarczy. Grunwald znany był z odwoływania się
w swej twórczości do motywów
zaczerpniętych z legend, szczególnie warszawskich. Wydaje się
jednak, że Syrena miała dla niego
wyjątkowe znaczenie. Zazwyczaj
poszczególnym postaciom legendarnym artysta poświęcał jedną
bądź dwie kompozycje, tymczasem Syrena występuje w co najmniej sześciu broszach! Wszystkie
wykonane są w charakterystycznym dla artysty, niepowtarzalnym
stylu, będącym polską odmianą
nurtu art déco, czerpiącego inspirację ze sztuki ludowej. O tym,
jak ważny był to dla artysty symbol, może świadczyć fakt, że nawet jego znak imienny przyjął postać inicjałów „HG”, połączonych
ze sobą w taki sposób, aby tworzyły postać Syrenki.
Poza wspomnianą Syreną,
wyposażoną w kielnię, Grunwald stworzył także wzór Syreny upamiętniającej Powstanie
Warszawskie, tzw. Syrenę Renesansową, Syrenę z podwójnym
ogonem, a także dwie broszki,
w których występują dwie splecione ze sobą postacie Syren. W
pierwszej z tych kompozycji jedna z nich trzyma miecz, druga
zaś tarczę, tworząc razem jednolitą całość. Natomiast bardzo
ciekawa jest druga praca, ukazująca Syreny bez tarczy, połączone mieczem. Postacie zostały
tak ułożone, że kiedy się na nie
patrzy, to wyobraźnia podsuwa
obraz symbolu Polski Walczącej.
Być może jest to tylko działanie
wyobraźni, a być może celowy
zabieg artystyczny, będący wynikiem odwołania się do wojennych przeżyć artysty, który cały
okres drugiej wojny światowej
spędził w Warszawie.
Niewątpliwie wśród wszystkich twórców tamtych czasów
największą liczbą wzorów biżuterii z motywem warszawskiej
Syrenki może poszczycić się założona w 1949 r. Spółdzielnia Rękodzieła Przemysłu Artystycznego ORNO. W działalności spółdzielni dużą wagę przywiązywano do kwestii pamiątkarskich i symboliki miejskiej.
Już na początku jej funkcjonowania, kiedy wszyscy członkowie zostali objęci szkoleniami
artystycznymi, jednym z etapów
szkolenia było zaprojektowanie

 | Detal z drzwi katedry św. Jana
w Warszawie, blacha miedziana,
proj. Adam Jabłoński, ORNO
 | Brosze, srebro, proj. Henryk
Grunwald, ok.  r.
 | Wisiorek, miedź fakturowana,
srebro, proj. Romuald Rochacki,
druga połowa lat czterdziestych
XX w.
 | Szpilka, srebro, proj. Aleksander
Łącki,  r., ORNO
 | Brosze, srebro, proj. Edward
Boimski, Maria Dąbrowska, Halina
Kowalkiewicz, lata pięćdziesiąte
i sześćdziesiąte XX w., ORNO

Spotkania z Zabytkami – dla szkół
 |

ROZMAITOŚCI
 | Brosze,
srebro, proj. Józef
Fajngold, przed
 r.
 | Brosze,
miedź, wyroby
rzemieślnicze,
brak sygnatur, lata
pięćdziesiąte XX w.
(zdjęcia:  – Izabela
Zawadzka,
, - – Piotr
W. Zawadzki,
 – z archiwum
rodziny Rochackich;
zdjęcie to zostało
opublikowane dzięki
uprzejmości Jacka
A. Rochackiego)

pamiątkowej przypinki z dowolnie wybranego miasta w Polsce. Nic więc dziwnego, że w tej
warszawskiej przecież spółdzielni Syrenka pojawiała się później na broszkach, bransoletach,
pierścionkach, kolczykach, spinkach do mankietów. Występowała w rozmaitych wariantach
i wzorach, czasami przyjmując
postać samego konturu, jakby
przeniesionego na srebro odręcznego rysunku, ale były też
Syrenki masywniejsze i zgeometryzowane, nawiązujące do stylu art déco. Po motyw ten sięgał
często założyciel spółdzielni Romuald Rochacki. Bardzo ciekawą pracą tego twórcy, wykonaną tuż po wojnie, jeszcze przed
powstaniem ORNO, jest wisiorek, będący dosłownie i w przenośni cegiełką na rzecz odbudowy Warszawy. Srebrna Syrenka, przytwierdzona do miedzianej cegły, tworzy bardzo pomysłową kompozycję.
Najpopularniejszym powielanym przez ORNO wzorem jest
jednak chyba Syrenka zaprojektowana w 1952 r. przez Aleksandra Łąckiego − architekta, który na stałe wpisał się w historię
polskiego złotnictwa jako twórca kutych srebrnych bransolet.
Źródła nie wspominają o jego
współpracy z ORNO, a szkoda,
ponieważ stworzona przez niego

przed i tuż po wojnie, utrzymana
była w stylistyce art déco, jednak stworzone przez niego brosze z wizerunkiem Syrenki stylistycznie odbiegają od prac Grunwalda. Fajngold przedstawiał
Syrenkę raz na okrągłej tarczy,
a innym razem jako całą postać, jednak bardziej realistyczną niż u Grunwalda. U Fajngolda można dostrzec inspiracje
czerpane z architektury przedwojennej Warszawy. Jedna z wykreowanych przez niego brosz
z Syrenką stylistycznie przypomina symbol Syrenki znajdujący
się przed wojną nad bramą Archiwum Miejskiego, mieszczącego się w Arsenale.
Na zamówienie Centrali Przemysłu Ludowego i Artystycznego, już w omawianym okresie
zwanej pospolicie Cepelią, powstało też wiele wyrobów rzemieślniczych z motywem Syren-

postać Syrenki stała się rozpoznawalnym znakiem varsavianistycznej biżuterii ORNO. Pierwotnie miała postać szpilki, ale
z czasem została wykorzystana jako motyw zdobniczy również przez innych twórców zrzeszonych w spółdzielni. Występuje w kilku wariantach brosz,
spinkach do mankietów, a nawet
w drobnej galanterii, jak np. łyżeczki do cukru.
Na marginesie należy dodać,
że spółdzielnia ORNO była także
wykonawcą drzwi do zburzonej
w czasie wojny katedry św. Jana
na warszawskiej Starówce, ozdobionych m.in. motywem Syreny
| Spotkania z Zabytkami – dla szkół

w jej historycznych i współczesnym ujęciach. Drzwi powstały
według projektu Adama Jabłońskiego – długoletniego kierownika artystycznego ORNO. Tym
sposobem ORNO dosłownie włączyło się w odbudowę Warszawy po wojennych zniszczeniach,
a odbudowie tej, jak już wspomniano, znów patronował symbol Syreny.
Kolejnym twórcą chętnie sięgającym po motyw Syreny był
Józef Fajngold – rzeźbiarz i złotnik, który przez prawie całe życie związany był z Warszawą.
Podobnie jak Grunwalda, jego
twórczość we wczesnym okresie,
ki. Wykonane były z rozmaitych
materiałów, jak srebro, miedź,
mosiądz, ceramika czy kość.
W zdecydowanej większości nie
są one sygnowane, więc trudno
dziś ustalić ich autorów.
Ozdoby z wizerunkiem Syrenki były chętnie kupowane zarówno przez Polki, jak i odwiedzające nasz kraj cudzoziemki. Te
przebrzmiałe pamiątki podróży do miasta nad Wisłą, dziś już
niemodne, poszukiwane są obecnie przez kolekcjonerów i można je spotkać w ofercie antykwarycznej niemal w każdym zakątku świata.
I Z
ROZMAITOŚCI
Z kryminalnej kroniki
H
istoria Polski wieków średnich kryje w sobie jeszcze
wiele tajemnic, w tym wiele zastanawiających zgonów; i jedne, i drugie są dziś niemożliwe
do wyjaśnienia, głównie z powodu fragmentaryczności źródeł
lub ich całkowitego braku. A ród
Piastów, o czym trzeba pamiętać, w odróżnieniu od łagodnych
Jagiellonów, bywał bezwzględny
i okrutny.
Do dnia dzisiejszego historycy spierają się o niejasne okoliczności śmierci księżnej wielkopolskiej Ludgardy (1259/1261-1283), małżonki Przemysła II, poślubionej w Szczecinie
w 1273 r. Młody książę, podówczas osierocony i będący pod kuratelą stryja, księcia Bolesława Pobożnego, zawarł to małżeństwo z powodów politycznych, ale panna – córka księcia meklemburskiego Henryka
I Pielgrzyma i Anastazji szczecińskiej – „spodobała mu się”,
jak zaznaczył annalista Baszko (Bartłomiej), zapewne kustosz poznańskiej kapituły katedralnej. Mało tego, niecierpliwy i rwący się do władzy
szesnastoletni książę osobiście
podążył do ziemi księcia Barnima (dziadka narzeczonej),
aby ujrzeć oblubienicę. W lipcu 1273 r. pan młody, w towarzystwie stryja, wspomnianego Bolesława Pobożnego i jego
żony Jolenty, uroczyście witał
młodziutką małżonkę, wychodząc jej naprzeciw aż do Drezdenka i wprowadzając do poznańskiego kościoła w uroczystej procesji. Aż taka rewerencja kryła – obok powodów politycznych – może jednak coś więcej: uczucie Piastowicza do ukochanej.
Od tego czasu brak jest dokumentów na temat Ludgardy
równo przez lat dziesięć. Dopiero pod datą 1283 r. w Roczniku
Traski natykamy się na wzmiankę: „W tymże roku zmarła najdostojniejsza małżonka pana
Przemysła księcia Wielkopolski, córka Mikołaja księcia Kaszubów, imieniem Lukarda.
Śmierci jej nikt nie zdołał dociec, jak zaszła”. Więcej szczegółów odnotowano w Roczniku małopolskim, tzw. Kodeksie
Zagadka śmierci księżnej Ludgardy
szamotulskim z Trzemeszna:
„za naszej młodości widzieliśmy
w grodzie gnieźnieńskim jedną
drewnianą kaplicę [...], w której były dwa wielkie kamienie na
kształt młyńskich, zaczerwienione krwią tejże pani, między którymi została starta całkowicie
i zgasła, i została złożona w grobie w katedrze gnieźnieńskiej”.
Ludgarda zmarła około 13 grudnia 1283 r. w Gnieźnie. Jej pogrzeb odbył się zdumiewająco
i podarował księdzu arcybiskupowi kosztowny pierścień”, czego też nie było w zwyczaju. Zastanawia pośpiech w celebrze
pogrzebu Ludgardy, lokalizacja konsekracji Świnki i prezent
książęcy, z pewnością nie dla kaprysu i nie bez powodu. Czyżby
wyraz wdzięczności? Za co?
Około 1350 r. opat Stanisław,
autor Kroniki oliwskiej, zanotował, na marginesie zabójstwa
Przemysła II, iż ten „schwyta-
| Antoni Oleszczyński, „Przemysław i Ludgarda”, staloryt,  r.
(ze zbiorów Biblioteki Narodowej)
.........................................................................................................................
szybko, zaledwie w dwa dni później, 15 grudnia, lecz z należną pompą. Nie przeszkodziło to
Przemysłowi uczestniczyć w konsekracji Jakuba Świnki na arcybiskupa gnieźnieńskiego, która
odbyła się już 19 grudnia w Poznaniu (a nie zwyczajowo, jak
dotychczas, w Gnieźnie). Według
Rocznika Traskiego „książę Przemysł [...], pochowawszy cztery
dni przedtem w Gnieźnie żonę,
przybył z wielkim orszakiem [...]
ny przez pachołków margrabiego Brandenburgii, Waldemara,
został zabitym na pomszczenie
świętej Lukardy swojej małżonki, którą źle podejrzewając, kazał udusić”. W 1378 r. niemiecki bard Ernst Kirchberg utrzymywał, iż książę po bezskutecznych
próbach oddalenia żony wtrącił ją do wieży, a potem zasztyletował. Pozostaje jeszcze znane
świadectwo Jana Długosza, bazujące na „pieśniach śpiewanych
powszechnie do naszych czasów” i jednoznacznie obciążające Przemysła uduszeniem księżnej przez własną służbę.
Ludgarda, prawdopodobnie
bezpłodna, nie mogła dać upragnionego potomka sfrustrowanemu mężowi, a ten nie zamierzał żyć w abstynencji seksualnej na wzór Bolesława Wstydliwego. Tak czy inaczej, śmierć
niewygodnej małżonki była dlań
niezmiernie pożądana. Czy z pomocą przyszła mu nagła choroba Ludgardy, czy też przyłożył rękę do tej ponurej zbrodni, tego chyba już nigdy się
nie dowiemy. Z drugiej strony, czy wszystkie krążące ustne przekazy, ludowe gadki
i pieśni, były tylko czczym wymysłem, barwną konfabulacją, czy tkwiło w nich ziarenko prawdy? Losy Ludgardy zaprzątały jeszcze w XVIII i XIX w.
uwagę Franciszka Karpińskiego (Duma Lukierdy) i Ludwika
Kropińskiego (Ludgarda, tragedia narodowo-historyczna,
około 1808 r.). Moment tuż
po zabójstwie uwiecznił w swoim obrazie „Przemysław przy
zwłokach Ludgardy” (około
1879 r.) Jan Czesław Moniuszko (1853-1908), syn kompozytora Stanisława. Grafika przekazała (oczywiście fantastyczne) wizerunki księżnej, lecz tylko w kontekście portretu jej małżonka (paryski staloryt Antoniego Oleszczyńskiego, 1843 r.)
oraz podobizn Przemysława
i jego drugiej małżonki, ukochanej Ryksy (akwafortowa ilustracja do Zbioru dramatycznego Ludwika Kropińskiego, wykonana
przez Kajetana Wincentego Kielisińskiego w 1841 r.). Skromna ikonografia Ludgardy, powstała w wyobraźni dziewiętnastowiecznych artystów, potwierdza tylko potęgę pieśni gminnej, przekazywanej z pokolenia
na pokolenie bodajże od czasów
Kazimierza Wielkiego.
H W
Spotkania z Zabytkami – dla szkół
 |

ROZMAITOŚCI
Z Dźwiniaczki do Warszawy
J
adąc z Borszczowa do Kamieńca Podolskiego nie przez
Skałę nad Zbruczem, lecz malowniczą, rzadziej uczęszczaną
drogą przez Krzywcze, Mielnicę i Okopy Świętej Trójcy, 6 km
za Mielnicą trafimy do wsi Dźwiniaczka. Przy wjeździe zwraca uwagę bielą świeżo odnowionych ścian kaplica grobowa rodziny Kęszyckich, dawnych właścicieli majątku. Nad wejściem
znajduje się kartusz z rodowym herbem Nałęcz, a trójkątny attykowy szczyt wieńczy krzyż
z datą „1871” na cokoliku. Wewnątrz, po dwóch stronach ołtarza, umieszczone są identyczne w formie tablice, upamiętniające członków rodziny, od Marcina Kęszyckiego, walecznego żołnierza Kościuszki, po zmarłego w roku budowy kaplicy Józefa
Kęszyckiego, uczestnika powstania 1831 r. Jedna z tablic poświęcona jest poecie – powstańcowi Dominikowi Magnuszewskiemu, mężowi Karoliny Kęszyckiej, pochowanemu na cmentarzu w Gwoźdźcu niedaleko Kołomyi.
Jeszcze parę lat temu kaplica była zrujnowana i groziła zawaleniem. Swój obecny stan zawdzięcza pamięci o niezwykłym
przybyszu. Dwujęzyczna, polsko-ukraińska tablica, po remoncie wmurowana przy drzwiach,
informuje: „W TEJ KAPLICY W LATACH 1895 – 1920 / SPOCZYWAŁY DOCZESNE SZCZĄTKI / BŁ. ZYGMUNTA SZCZĘSNEGO FELIŃSKIEGO
/ ARCYBISKUPA WARSZAWSKIEGO”.
Beatyfikowany przez papieża
Jana Pawła II w sierpniu 2002 r.
w Krakowie arcybiskup dziś jest
już świętym, kanonizowanym
w Rzymie przez Benedykta XVI
w październiku 2009 r.
Zygmunt Szczęsny Feliński urodził się w 1822 r. w Wojutynie koło Łucka. Po studiach
w Moskwie i w Paryżu wstąpił
do seminarium w Żytomierzu,
po czym ukończył petersburską
 | Kaplica
grobowa
Kęszyckich
 | Dawny
kościół
w Dźwiniaczce
(zdjęcia: Jarosław
Komorowski)

wiał do takiego czynu, którego
popełnić się nie godzi bez uchybienia prawom Bożym i prawom
Kościoła, odpowiadajcie każdy:
Non possumus”. Sto lat później
to „non possumus” – „nie możemy”, powtórzy w podobnej sytuacji narodowego zniewolenia ks.
kardynał Stefan Wyszyński, Prymas Tysiąclecia.
Choć przeciwny powstaniu,
Feliński napisał po jego wybuchu list do cara w obronie wolności Polski. W czerwcu 1863 r.
został wywieziony do Gatczyny, a gdy odmówił wszelkich
ustępstw – zesłany do Jarosławia nad Wołgą. Uwolniony
w 1883 r. bez prawa powrotu do


Akademię Duchowną. Święcenia
otrzymał w 1855 r. Jego charytatywna działalność w Petersburgu spotkała się z uznaniem cara
Aleksandra II. W 1862 r. władze
rosyjskie, uważając księdza Felińskiego za całkowicie apolitycznego, wyraziły zgodę na mianowanie go przez Piusa IX arcybiskupem metropolitą warszawskim. W Warszawie, w pełnym
napięć okresie przedpowstaniowym, został przez radykałów
uznany za „sługę Moskwy”. Rychło okazało się, że przeciwnicy
byli w błędzie. „Jeśliby was kto –
apelował do kapłanów – nama-
archidiecezji warszawskiej, na
zaproszenie Heleny z Kęszyckich
Koziebrodzkiej i jej męża Eugeniusza zamieszkał w galicyjskiej
Dźwiniaczce. Był kapelanem
dworskiej kaplicy, opiekował się
potrzebującymi, założył wiejską
szkołę. W 1894 r. rozpoczął budowę kościoła Najświętszej Marii Panny. Skromna świątynia,
po 1945 r. zamieniona przez
władze sowieckie na magazyn,
z dobudowanymi „skrzydłami”,
stoi do dziś – i niszczeje coraz
bardziej. Po dworze nie ma nawet śladu.
Arcybiskup Feliński zmarł 17
września 1895 r. podczas wizyty
w Krakowie. Uroczysty pogrzeb
odbył się na Cmentarzu Rakowickim. Po kilku dniach, zgodnie
z ostatnią wolą kapłana, trumna
została przewieziona do Dźwi-
| Spotkania z Zabytkami – dla szkół

niaczki i spoczęła w kaplicy Kęszyckich. 5 czerwca 1920 r., gdy
ruszyła bolszewicka kontrofensywa, w obawie przed profanacją szczątki metropolity ewakuowano do Warszawy i złożono w kościele Świętego Krzyża. 14 kwietnia 1921 r. trumnę w uroczystej procesji przeniesiono do archikatedry św. Jana.
Wspominając swego poprzednika podczas obchodów Millenium,
prymas Wyszyński powiedział:
„Wstąpcie do katedry, zejdźcie
do podziemi, tam leży człowiek,
o którym mówiono, że przegrał,
a to jest zwycięzca”.
J K
ROZMAITOŚCI
C
złowiek współczesny ma dziś
do dyspozycji niezwykle bogatą ofertę przyborów do pisania, rzadko też zastanawia
się nad ich historią. Warto więc
przywołać dwa z najdłużej używanych narzędzi pisarskich, jakim były: stilus oraz tabliczka
woskowa, stanowiąca z nim zespół funkcjonalny. Oba znane
były już w starożytnej Grecji, powszechnie używano ich w państwie rzymskim, zostały następnie przejęte przez średniowiecze
i chętnie używano ich wówczas
na terenie całej Europy, mimo
pojawienia się innych przyborów: pióra, pergaminu, papie-
Stilusy i tabliczki woskowe
– dawne przybory do pisania
przede wszystkim podniesienie
waloru estetycznego przedmiotu, ale również uwzględniało cel
praktyczny: zapobiegało ślizganiu się stilusa w palcach i powodowało lepsze utwierdzenie go
w dłoni piszącego.
Główka najczęściej ma formę
łopatki, której kształt może być
także stilusy o główkach w formie kulistej, graniastej, wolutowej lub zoomorficznej. Główka
pełni w tym wypadku wyłącznie
funkcję estetyczno-konstrukcyjną; usuwanie tekstu na tabliczce
następowało w sposób termiczny
za pomocą rozgrzanego pręcika
żelaznego.
trójkątny, czworokątny, pięciokątny, kielichowaty, półokragły,
owalny, w kształcie litery „T” lub
tasaka albo wielokształtny. Taka
główka pełniła funkcję „gumki”
do ścierania tekstu na tabliczce woskowej sposobem mechanicznym. Wówczas górna część
łopatki przypominająca szpachlę zdrapywała warstwę wosku
z napisanym tekstem. Znane są
 | Stilus żelazny z Drohiczyna,

ru i atramentu. O funkcjonalności stilusa i tabliczki woskowej
świadczy fakt, iż poborcy na targu rybnym w Rouen we Francji
używali ich jeszcze w 1840 r.
Stilus, czyli rylec do pisania,
wykonany z żelaza, brązu, srebra, kości lub rogu, ma charakterystyczny kształt, w którym
wyodrębnić można ostrze, trzonek i główkę. Budowa taka jest
bardzo funkcjonalna: każda część stilusa służy odpowiedniej czynności podczas pisania na tabliczce
woskowej. Ostrze zawsze
jest w przekroju okrągłe, czasem lekko wygięte
wskutek nacisku na płaszczyznę pisarską, co warunkowało technikę pisania na wosku. Ta część
stilusa często nosi ślady
wielokrotnego ostrzenia.
Trzonek w przekroju owalny, okrągły lub wielokątny, bywa zdobiony szlifem,
nacięciami, kulkowatymi
zgrubieniami lub tordowaniem. Zdobienie, występujące na całej powierzchni
trzonka lub na jego gór
nej części, miało na celu
XII – połowa XIII w. (w zbiorach
Państwowego Muzeum
Archeologicznego w Warszawie)
 | Fresk przedstawiający
mieszkańców Pompejów: Terentiusa
Neo i jego żonę, trzymającą stilus
i tabliczki
 | Fresk przedstawiający
dziewczynę trzymającą stilus
i tabliczki
Stilusy były noszone przez
użytkownika przeważnie na rzemyku przywiązanym do paska, dlatego często główka stilusa miała otworek, przez który przeciągano rzemyk. Czasem
rylec umieszczano w specjalnej
pochewce skórzanej, niekiedy
ozdobnej, którą następnie mocowano do paska.
Najstarsze stilusy z ziem polskich, które były używane zgodnie z przeznaczeniem, datowane
są na drugą połowę X w. i pochodzą z Gniezna. Polska, jak wiadomo, weszła wówczas w orbitę europejskich wpływów kulturalnych i politycznych, nastąpiło znaczne rozszerzenie kontaktów handlowych oraz aktywność
Kościoła.
Tabliczki woskowe (tabulae,
tabellae ceratae, cerussatae, cerae) − to odpowiednio przycięte drewniane deseczki, pokryte
warstwą specjalnie spreparowanego wosku pszczelego. Łączono
je po dwie (dyptych), trzy (tryptych) lub więcej (poliptych). Surowiec do ich wykonywania uzyskiwano z drzew owocowych (jabłoń, grusza) i z drzew leśnych

Spotkania z Zabytkami – dla szkół
 |

ROZMAITOŚCI
(sosna, modrzew, dąb, lipa, jawor, buk).
Na powierzchni wygładzonej
deski, przyciętej uprzednio do
odpowiednich rozmiarów, wycinano prostokąt, który po wypełnieniu woskiem stawał się płaszczyzną pisarską. Jego wymiary były o około 1-3 cm mniejsze
od wymiarów deski. Prostokąt
ów podlegał następnie pogłębieniu do około 4-5 mm, a na jego
powierzchni ryto krzyżujące się
żłobki, zwiększające przyczepność wosku do drewna.
proporcjach z różnymi składnikami. Badania laboratoryjne wykazały, że do wosku dodawano
wymiennie glinę, talk, mydło,
żywice drzewne, węgiel drzewny, olej lniany, terpentynę lub
fosfat z palonych kości zwierzęcych. Tak przygotowany wosk,
nakładano warstwami na wycięty
wcześniej prostokąt w tabliczce.
Powszechność używania tabliczek woskowych jest niewspółmierna z liczbą zabytków, które zachowały się do dziś w stanie
niepozostawiającym wątpliwo-
wspomóc uzasadnienie wniosków dotyczących funkcjonowania, roli i rozwoju pisma. Rejon ich znalezienia, a także treść
odczytanych tekstów pozwalają
określić, w jakich sferach działalności posługiwano się nimi i kto
był ich użytkownikiem.
Stilusy i tabliczki woskowe są
nierozerwalnie związane z istnieniem szkół: służyły uczniom
podczas nauki pisania. Znane są
średniowieczne tabliczki z tekstami szkolnymi z Nowogrodu Wielkiego, Lubeki i Essen.
W zależności od rodzaju i wymiarów tabliczki oraz zamożności jej przyszłego użytkownika,
była ona poddawana dodatkowej obróbce: wiercono otworki,
zabezpieczano brzegi, wykonywano ozdobne reliefy, a gdy była
przeznaczona do przechowywania ważnych dla użytkownika
treści, przygotowywano okładki zwykle z tego samego materiału, co tabliczka lub czasem z
kości słoniowej czy szlachetnych
gartunków drewna.
Wosk pszczeli w stanie surowym nie miał odpowiednich parametrów do pisania na nim,
aby więc nadać mu odpowiednią
elastyczność, spoistość i trwałość, mieszano go w określonych
ści co do ich charakteru i funkcji,
bowiem surowiec, z jakiego zostały wykonane, ulega łatwo destrukcji.
Z czasów starożytnych oprócz
pojedynczych egzemplarzy zachował się zbiór 150 tabliczek,
zawierający archiwum finansisty
rzymskiego L. Cecyliusa Jukundusa, odkryty w latach 1875-1876 w Pompejach oraz 20 tabliczek z lat 131-167 n.e. z kopalni złota w Vöröspatak w Siedmiogrodzie.
Znaczna liczba znalezisk datowana jest na czasy późniejsze.
Analiza dokładnej lokalizacji pozyskanych drogą wykopaliskową przedmiotów w rozwarstwieniu chronologicznym pozwala
 | Stilusy i tabliczki z Nowogrodu


| Spotkania z Zabytkami – dla szkół

Wielkiego
(ilustracje: fot.  – Roman Sofuł;
, – wg Hans Eschebach, „Pompeji”,
Leipzig , ryc.  i ;
 – wg „Drewnij Nowgorod”, Moskow
, s. )
.........................................................
W Polsce szkoła pojawiła się,
jak wiadomo, jako jedna ze sfer
działalności Kościoła. Najwcześniejszą tradycję ma Kraków
i Gniezno (druga połowa XI w.),
a następnie Wrocław i Płock
(pierwsza połowa XII w.). Od
początku XIII w. nastąpił wzrost
kultury umysłowej w Polsce, wyrażający się m.in. intensywnym
rozwojem sieci szkolnej. W tym
czasie powstały kolejne szkoły katedralne w Poznaniu i Włocławku, a także nowe typy
szkół: parafialne oraz kolegiackie w Wiślicy, Łęczycy, Opatowie, Głogowie, Toruniu, Legnicy. Istniał także zorganizowany
system nauczania w klasztorach
(zwłaszcza benedyktynów i cystersów), gdzie naukę zdobywali wyłącznie adepci przeznaczeni do stanu duchownego. W obrębie domniemanych ośrodków
szkolnych znaleziono stilusy.
Przybory do pisania związane
były także z ośrodkami administracji kościelnej (na tabliczkach
zapisywano teksty modlitw, listy
biskupów i darczyńców) oraz administracji państwowej, gdzie
początkowo służyły do sporządzania notacji świadczeń feudalnych, a potem, wraz z powstaniem i rozwojem kancelarii – do
sporządzania notatek i redakcji pism. Szczególnie przydatne były w korespondencji, dzięki
możliwości wielokrotnego użycia: na tej samej tabliczce dawano odpowiedź.
Stilusy pozyskane podczas
badań wykopaliskowych prowadzonych na terenach ziem polskich w rejonach mieszkalnych
często o charakterze rzemieślniczo-handlowym są kapitalnym
dowodem na fakt posługiwania
się pismem przez kupców, bankierów i zamożnych rzemieślników. Datowanie tych przedmiotów, np. z Opola, Przemyśla,
Drohiczyna, Poznania, Wrocławia, Biskupina czy Małego Płocka, jest kapitalnym dowodem na
fakt posługiwania się pismem
przez kupców i zamożnych rzemieślników już w dobie wczesnopolskiej.
Powszechną niegdyś obecność stilusów i tabliczek woskowych poświadczają nie tylko
przedstawienia ikonograficzne
na zachowanych freskach i stelach grobowych oraz wzmianki w literaturze, ale także liczne znaleziska. Ich wszechstronna
analiza poświadcza ważną rolę
w historii kultury materialnej
oraz stanowi dowód stanu kultury umysłowej badanego regionu.
M K
LISTY
Szanowny Pan Redaktor Jarosław Komorowski
Przede wszystkim pięknie dziękuję za niezwykle ciekawy, wzruszający artykuł „Żabia dola”, zamieszczony w lipcowo-sierpniowym numerze „Spotkań z Zabytkami”. Odpowiadając na zamieszczoną w nim prośbę z radością informuję, że w mieście mego zamieszkania – Opolu znalazłam żabę
(il. 1). Jest ona umieszczona u stóp
postaci św. Krzysztofa, zabytkowej rzeźby od pięciu lat znajdującej się na terenie Uniwersytetu
Opolskiego (il. 2). O historii tego
1
posągu można się dowiedzieć z tablicy umieszczonej z boku na cokole: „Posąg św. Krzysztofa z dzieciątkiem Jezus na ramieniu, rzeźba
Carla Kerna z 1869 roku przykryta
neogotyckim baldachimem zaprojektowana przez europejskiej sławy
architekta Carla Ludecke, zniszczona w latach 70-tych XX wieku. Po
wielu latach starań i gromadzenia
finansów przez rektora Stanisława Nicieję przeniesiona z Kopic do
Opola i zrekonstruowana dzięki talentom Gisberta i Rafała Rzeźniczków. Opole, 4 X 2005 r.”.
Łączę wyrazy uznania dla redakcji „Spotkań z Zabytkami” za
ogromną wartość poznawczą i urodę graficzną czasopisma.
Z serdecznymi pozdrowieniami
Halina Smolińska
Opole
..........................................................................................................................................................................................................
Szanowni Państwo!
Odpowiadając na apel p. Jarosława Komorowskiego („Żabia dola” – „Spotkania z Zabytkami”, nr 7-8, 2010) przysyłam żaby
z Poznania. W centrum miasta, na
alejach Karola Marcinkowskiego,
znajduje się zabytkowa fontanna
Kronthala z 1909 r. Twórcą fontanny był rzeźbiarz Hugo Lederer,
natomiast poznański kupiec Gustaw Kronthal – fundatorem. Na
balustradzie fontanny znajdują się
dwa delfiny z siedzącymi na nich
postaciami dziecięcymi. Z pysków
delfinów spływa woda do basenu,
a na jego krawędzi – dwie dorodne
żaby, także tryskające wodą z pysków (il. 3).
Te żaby znane są chyba wszystkim poznaniakom. Ale znalazłem
dwie inne, które chyba mało kto zauważył. I też na fontannie. Fontanna ta, zwana studzienką Taschnera, znajduje się w ogrodzie Muzeum
3
4
Etnograficznego przy ul. Mostowej. Twórcą wykonanej w 1808 r.
studzienki był Ignacy Taschner.
Centralnym elementem fontanny jest usytuowana w basenie kolumna, zwieńczona kompozycją figuralną. Trzon kolumny ma w górnej części przekrój kolisty, w dolnej
– kwadratowy. Naroża tego kwadratowego cokołu są u góry ścięte, a na tych ścięciach siedzą naprzemiennie dwie żabki i dwa raki.
Żabki (il. 4) są słabo widoczne,
gdyż są niewielkie, a ponadto bardzo zniszczone.
Tyle o poznańskich żabach. A jeśli już mowa o tych zwierzątkach, to
2
wspomnieć jeszcze należy o żabach
w literaturze klasycznej („Żaby” .....................................................................................
Arystofanesa z 405 r. p.n.e.),
żabki, od mikroskopijnych rozmiarów kilku milimetrów, aż do około
dwóch centymetrów, przeznaczone
do noszenia w portfelu. Pomnażają
kasę (aby to działanie było skuteczne, należy żabkę przed włożeniem
do portfela potrzeć o własny pośladek), ponadto symbolizują zdrowie,
miłość i przyjaźń.
Pamiętam, że w domu moich
rodziców była mała (długości kilku cm) drewniana żabka, polakierowana na zielono, wewnątrz wyo słynnym doświadczeniu z elektro- drążona. Zamknięciem tego schowfizjologii z 1786 r. Luigi Galvanie- ka (bardzo małego, mieścił się tam
go (skurcz mięśnia wypreparowa- czubek palca) była głowa żaby. Nie
nej kończyny żaby po jednoczesnym wiem, do czego był przeznaczony
dotknięciu dwoma różnymi metala- tak mały schowek. Żabka ta (pomi), czy wreszcie o najsłynniejszej dobno jeszcze przedwojenna) nieżabie świata – gwiazdorze „Mup- stety zaginęła. [...].
pet Show” – Kermicie. Mamy też
sieć sklepów „Żabka”. W sklepach i
Pozdrawiam
na straganach z popularną biżuteAleksander Stukowski
rią można kupić „żaby pomnażające
Poznań
kasę”. Są to wykonane z mosiądzu
PRENUMERATA
W 2011 r. ukaże się 6 numerów „Spotkań z Zabytkami” w cenie 17 zł każdy. W wypadku zamówienia całorocznej prenumeraty
z wysyłką koszt wyniesie 102 zł. Aby zamówić prenumeratę, należy dokonać wpłaty na konto Fundacji Hereditas:
Fundacja Hereditas, ul. Marszałkowska 4 lokal 4, 00-590 Warszawa.
Konto: ING Bank Śląski 36 1050 1038 1000 0090 6992 4562
Przy wpłacie prosimy o podanie dokładnego adresu, na jaki ma być dostarczana przesyłka. Dane można też przesłać
pocztą elektroniczną na adres: [email protected] Najprostszą metodą zamówienia prenumeraty jest
wypełnienie formularza na stronie spotkania-z-zabytkami.pl. W przypadku chęci otrzymania faktury VAT prosimy o podanie
danych do jej wystawienia. Wszelkie pytania w sprawie prenumeraty na 2011 r. prosimy kierować do Fundacji Hereditas,
tel. (22) 353 83 30, e-mail: [email protected]
SPRZEDAŻ
Aktualne numery „Spotkań z Zabytkami” są w sprzedaży w kioskach RUCHU, KOLPORTERA i w punktach sprzedaży
GARMOND oraz w warszawskich księgarniach.
P                                
N          C       K     

Podobne dokumenty