Pobierz - Miasto Kobiet

Komentarze

Transkrypt

Pobierz - Miasto Kobiet
narzutka z cekinami, gorset – AB Kreacja, pióropusz – Dagnez, naszyjniki i bransolety z pereł, pi
cienie – DELL’ORO, naszyjnik z kryształem – Michalska/Kara, cylinder – Rekwizytornia Teatru
Słowackiego, buty – szafa stylisty; fot. Anna Ciupryk. Sesja „Za kulisami” na str. 42
KONKURS
DLA CZYTELNIKÓW
15 zaproszeń na zabiegi i treningi do Studia Odnowy Biologicznej „My Dream” (ul. Królowej Jadwigi 103a): karnet na 5 zabiegów – pełny face lifting na biocybernetycznym urządzeniu Beautytek (1000 zł); karnet VIP uprawniający do korzystania przez cały miesiąc dowolną ilość razy z bieżni
podciśnieniowej Vacu Well i platformy sonicznej Standingmate (400 zł); 3 karnety – po 10 sesji Vacu
Well (po180 zł); 10 karnetów – po 10 sesji na platformie sonicznej Standingmate (po180 zł)
◗ sms o treści: MKA beautytek imię i nazwisko, MKA VIP imię i nazwisko, MKA vacu imię i nazwisko, MKA platforma imię i nazwisko
3 zaproszenia na zbiegi kosmetyczne do Centrum Kosmetyki i Medycyny Estetycznej
Medicor (ul. Karmelicka 10): zabieg na ciało „Miodowa rozkosz” (200 zł); masaż gorącymi sakiewkami (200 zł); zabieg pielęgnacyjny szwajcarskiej marki Valmont „Efekt Motyla” (280 zł)
◗ sms o treści: MKA miod imię i nazwisko, MKA masaz imię i nazwisko, MKA motyl imię i nazwisko
2 zaproszenie do Salonu Fryzjersko-Kosmetycznego L’art Studio, ul. Krowoderska 46: zabieg skutecznej terapii antycellulitowej TechniSpa Guinot (185 zł); badanie stanu skóry głowy i
włosów mikrokamerą i zabieg Rytuał Kerastase ze strzyżeniem (150 zł)
◗ sms o treści: MKA guinot imię i nazwisko, MKA kerastase imię i nazwisko
str.
42
ZA KULISAMI
3 karnety po 100 zł na urządzenia Vacu Well Studio Pięknego Ciała, ul. Urzędnicza 26
◗ sms o treści: MKA vacuwell imię i nazwisko
1 zabieg Bioline Jato – Obudzi Cię piękno (160 zł) w Salonie Kosmetycznym Jasminum,
ul. Rakowicka 11 ◗ sms o treści: MKA jasminum imię i nazwisko
1 pakiet dla kobiet: strzyżenie, kuracja z maską, modelowanie, porady w stylizacji (140 zł)
w Klubie Fryzjerskim Maniewski, ul. Rakowicka 11
◗ sms o treści: MKA maniewski imię i nazwisko
1 zaproszenie na kolację (120 zł) w restauracii il Fresco, Hotel Niebieski, ul. Flisacka 3
◗ sms o treści: MKA kolacja imię i nazwisko
1 karnet upominkowy (100 zł) do Salonu Fryzjerskiego Laurent, pl. Wolnica 13
◗ sms o treści: MKA laurent imię i nazwisko
1 zestaw kosmetyków Beauty 4 You (ul. Cieplińskiego 15), peeling i olejek do ciała (85 zł)
◗ sms o treści: MKA kosmetyki imię i nazwisko
6 książek Ścianka działowa – najnowsza powieść krakowskiej pisarki Izabeli Sowy (wyd. NOWY ŚWIAT)
◗ sms o treści: MKA sowa imię i nazwisko
5 książek Dziewczyńskie bajki na dobranoc (wyd. AMEA) – więcej o książce na stronie 28 ◗ sms o treści: MKA bajki imię i nazwisko
7101 koszt sms-a 1,22 zł (z VAT)
Konkurs trwa od 14 listopada do 12 grudnia 2008
Wyślij sms na numer
Zwycięzców poinformujemy sms-em. Nagrody będą do odbioru w redakcji, ul. Ujejskiego 11/3.
Informacje o konkursie także na stronie www.miastokobiet.pl, zakładka KONKURSY
SPIS TREŚCI
LUDZIE
Moje Kilimandżaro
Janka Siłaczka
Wśród orłów
8
12
30
KULTURA
Czekając na Oskara
Kobiety Bonda
Nowości w kinie
Wydarzenia – kalendarium
Książki pod choinkę
Płyty i DVD pod choinkę
Ostatnia para (opowiadanie)
10
15
16
16
17
18
28
MIASTO
Nowe miejsca
Święta z porto
20
22
OBYCZAJE
Niegrzeczna dziewczynka
Kura domowa klasy LUX
32
48
MODA
New York Fashion Week
Moda news
Za kulisami
36
41
42
ZDROWIE I URODA
Konkurs SREBRNE LUSTRA
Test: Akwaporyny na święta
Test: Biust doskonały
Test: Jesienne algi
Z seksualnością przez życie.
Olga Haller
Kosmetyki i zabiegi pod choinkę
46
52
54
58
Wydawca: Agencja Etna,
Kraków 30-102, ul. Ujejskiego
11/3, tel. 012 / 294 11 80; redaktor naczelny: Aneta Pondo;
sekretarz redakcji: Andrzej Politowicz, [email protected]; skład i opracowanie
graficzne: Eliza Luty; współpraca: Aleksandra Budzińska,
Blanka Antoniewicz-Goraj, Emilia Fajkowska, Paweł Gzyl, Karolina Kelman, Agnieszka Kozak,
Łucja Kucia, Anna Laszczka, Katarzyna Paluch, Ola Przegorzalska, Karolina Siudeja, Matylda
Stanowska, Kamil M. Śmiałkowski, Marta Śmietana; ilustracje: Agnieszka Kucia, Eliza
Luty, Aurelia Milach; reklama:
tel./fax 012 294 08 83, Barbara
Fijał (tel. 698 901 255) Ludmiła
Mentlewicz (tel. 609 817 533)
Renata Stós-Pacut (tel. 601 998
170); Druk: Leyko, ul. Romanowicza 11, Naklad: 11 tys. egz.
Miasto Kobiet – bezpłatny dwumiesięcznik, dostępny w kawiarniach, klubach i resta- uracjach,
salonach kosmetycznych i fryzjerskich, ośrodkach SPA, sklepach,
przychodniach, klubach fitness, itp.
Kolejne wydanie Miasta Kobiet
ukaże się 16 stycznia. Zamówienia na reklamy przyjmujemy do
23 grudnia.
Całostronicowe reklamy i materiały
promocyjne są na stronach: 3, 5, 9,
11, 23, 24, 25, 26, 27, 35, 50, 59,
65, 67, 68, 69, 71, 75 oraz na II, III
i IV stronie okładki
Okładka: New York Fashion Week,
fot. Anna Morgowicz, więcej str. 36
60
62
ARCHITEKTURA I WNĘTRZA
Design atakuje. Renata Kalarus
70
Pomysły pod choinkę
74
UWAGA!
nowy adres
redakcji:
ul. UJEJSKIEGO 11/3
{ludzie}
Moje KILIMANDŻARO
Ł
zy w pyle wulkanicznym. Walka ze zmęczeniem.
Wzruszające obrazy Afryki. Na szczyt Kilimandżaro dotarła grupa niepełnosprawnych
osób, które wzięły udział w wyprawie zorganizowanej
przez Fundację Anny Dymnej „Mimo wszystko”. Każda
z nich inaczej przeżyła podróż. Każda na swój sposób
zmagała się z bólem i słabościami. Liczą, że fakt, iż podjęli takie wyzwanie, pomoże zrobić krok w stronę realizacji marzeń tym, którzy się jeszcze wahają
8
Miasto Kobiet 2008
fot. Marek Kowalski/marekkowalski.com
fot. Marek Kowalski/marekkowalski.com
– Lubię wyzwania – opowiada
z chmurami popiołu, doskwieAngelika Chrapkiewicz-Gądek.
rającym słońcem, przejść po
– Gdy odezwano się do mnie z fungrani szczytowej. Na końcu ordacji w sprawie projektu, pomyśganizm był już bardzo wykońlałam: wspaniały pomysł. Emocje
czony. Sam powrót, schodzenie
pojawiły się dopiero przed wyz góry wspominam jako najbarprawą. Strach, obawy czy w ogóle
dziej dramatyczne. Czułam się
dam radę.
tak, jakbym traciła przytomAngelika ma 28 lat i pochodzi
ność.
z Zakopanego. Pracuje w Krakowie
Z wyprawy przywiozła mnó– prowadzi stowarzyszenie niestwo refleksji. Zmagania z napełnosprawnych płetwonurków.
turą
pozwoliły
jej
sporo
Porusza się na wózku inwalidzkim.
dowiedzieć się o sobie. – Tak
– Mam zanik mięśni, więc ćwiczewymagające zadania wiele
nia siłowe przed wyprawą nie
uczą. W ekstremalnej sytuacji,
miałyby sensu. Fizycznie nie
w nieznanym miejscu musimy
mogłam się przygotować, ale za to
radzić sobie z własnymi słabośdużo czytałam na temat Afryki –
ciami. Na co dzień staram się
wspomina.
być samodzielna. Kieruję się
Katarzyna Rogowiec, wieloambicjami. Na szczycie pokrotna medalistka mistrzostw
czułam się niepełnosprawna.
świata w biathlonie i dwukrotna
Brakowało mi rąk. Wtedy uśmistrzyni paraolimpiady w Turywiadomiłam sobie, jak dobrze
nie, słysząc o projekcie pomyślała:
być wśród ludzi, móc zwrócić się
„za taką inicjatywą stoi przesłanie”.
o pomoc i jak niedobrze jest, gdy
Jako dziecko straciła obie ręce.
nie umie się o tę pomoc prosić.
Angelika Chrapkiewicz-Gądek
Katarzyna Rogowiec
Wejście na Kilimandżaro miało być
Jej życie po powrocie do
dla niej nie tylko próbą siebie i swoKrakowa wygląda niby tak samo
ich możliwości. Miało być też znajak wcześniej, a jednak nieco
kiem dla innych.
Najtrudniejsze momenty? Na 3700 m
inaczej. Powoli regeneruje siły. Czasem
27 września. Na lotnisku w Warszawie
n.p.m. pojawiły się problemy z krążeniem.
tylko bolą ją pytania: „Po co była wam ta wyzbiera się ekipa dziewięciu osób. Oprócz
Powyżej 4700 m oddychało się coraz gorzej.
prawa?”. Wtedy odpowiada, że nie chodziło
Angeliki i Katarzyny do Nairobi wyruszają:
Uciążliwe okazały się również ogromne
o Kilimandżaro. Chodziło o głębszy sens
chodzący o kulach Krzysztof Gardaś
różnice temperatur. – Byłam niesiona na
tego typu inicjatyw. – Może dzięki temu ktoś
z Żywca, Krzysztof Głombowicz z Bydgoszgórę w specjalnie zrobionym siedzisku –
nabierze odwagi do walki o spełnienie maczy poruszający się na wózku inwalidzkim,
opowiada Angelika. – Pojawiły się jednak
rzeń. Postanowi iść dalej. A ktoś inny może
Jarosław Rola – wielokrotny mistrz Polski
bóle kręgosłupa, otarcia skóry na udach.
się zatrzyma, bo zrozumie, że nie warto być
w narciarstwie alpejskim, Piotr TruszkowDodatkowo marzłam. Miałam do pomocy
zbyt zaciętym i nadmiernie ambitnym, że
ski – medalista mistrzostw Polski w lekkiej
pięć osób: tragarzy, goprowca i przewodczasem trzeba powiedzieć sobie: „stop” –
atletyce, niewidomy Łukasz Żelechowski
nika. Osoby, które niosły mnie na plecach,
dzieli się swoimi przemyśleniami Katarzyna.
z Krakowa, Piotr Pogoń z wyciętym jednym
miały coraz mniej siły. Wiem, że gdybym
Wierzy, że wyprawa ich dziewiątki na szczyt,
płatem płuca oraz 19-letni Jan Mela, zdochciała iść dalej, zgodziliby się. Na wysona który nigdy wcześniej nie wchodziła
bywca biegunów. Przez 14 dni będą zdobykości 5200 m n.p.m. podjęłam jednak degrupa osób o tak zróżnicowanej niepełnować Kilimandżaro. Każdy w innym tempie
cyzję, że wracamy. Pomyślałam wtedy
sprawności, będzie lekcją zarówno dla choi z innym bagażem emocji.
o tych, którzy mnie niosą. I nie żałuję.
rych, jak i zdrowych ludzi.
– Dla mnie najważniejsza była sama
Czułam, że już zdobyłam swoje KiliAngelika zapewnia, że codziennie wspodroga i relacje z ludźmi. To, że mogłam im
mandżaro.
mina chwile spędzone w Afryce. – Zakozaufać – uśmiecha się Angelika. – StworzyNa szczyt, na wysokości 5896 m n.p.m,
chałam się w tamtym kontynencie. Bardzo
liśmy świetny zespół. Każdy toczył ciężką
dotarła Katarzyna, Łukasz, Piotr, Krzysztof
się cieszę, że mogłam zobaczyć coś, co do tej
walkę ze zmęczeniem, osłabieniem. Mimo to
i Jan. – Było wiele kryzysowych momentów.
pory znałam jedynie z telewizji. Widok samogłam liczyć na wsparcie grupy. Na
Uprawianie biegów narciarskich bardzo mi
wanny, zwierzęta, tamtejsze potrawy...
przykład niewidomy Łukasz pomagał mi
pomogło, ale nie do końca czułam się przyWyprawa dała jej mnóstwo energii do popakować plecak. Sama lepiej bym tego nie
gotowana. Żałowałam, że przed wyprawą
zytywnego myślenia. Niedawno dostała
zrobiła. Podczas postojów w obozowiskach
nie poświęciłam więcej czasu przygotowae-mail od ciężko chorej osoby, która podzięsiadaliśmy przy wspólnym posiłku. Oponiom – mówi Katarzyna Rogowiec. Niektóre
kowała jej za „światełko w tunelu”. – I właświadaliśmy sobie, jak przeżyliśmy dzień,
sytuacje pamięta jak przez mgłę. – Podczas
nie dlatego było warto – podkreśla.
Karolina Kelman
jak się czujemy.
ataku na szczyt trzeba było walczyć
{film}
Czekając na Oskara
ROZMOWA Z GRZEGORZEM HAJDAROWICZEM, PRODUCENTEM
FILMOWYM, ZAŁOŻYCIELEM GREMI FILM PRODUCTION (WSPÓŁPRODUCENT
FILMÓW M.IN. „ZAKOCHANY ANIOŁ” REŻ. ARTUR „BARON” WIĘCEK, „NIGHTWATCHING”, REŻ. PETER GREENAWAY, „CARMO”, REŻ. MURILO PASTA),
KTÓRA JEST PIERWSZĄ POLSKĄ FIRMĄ WSPÓŁFINANSUJĄCĄ FILM HOLLYWOODZKI („CITY ISLAND”)
Nie nastawiam się na sukces komercyjny
w Polsce. „Carmo” to film, który może trafić do ludzi lubiących kino hiszpańskie czy
latynoskie. Ale to również historia miłosna.
„Carmo” porusza temat uniwersalny –
mówi o trudnej miłości rodzącej się
w ciężkich warunkach. Takich miasteczek
jak to, w którym toczy się akcja filmu,
miejsc, które trudno znaleźć na mapie,
gdzieś na granicy Brazylii i Paragwaju, jest
producentom kilkadziesiąt projektów filmowych. Najważniejszym z nich był „City
Island” z Andym Garcią w roli głównej.
Dzięki konsekwencji i wytrwałości mojej
współpracownicy doszło do spotkania z producentami amerykańskimi. Podjąłem decyzję – robimy to, ale jest warunek: muszę
się spotkać z Andym Garcią oraz reżyserem
i scenarzystą, Raymondem De Felittą, by
Producenci „City Island”, od lewej:
A. Garcia, G. Hajdarowicz, R. De Felitta
Rozmawiamy po krakowskiej premierze filmu
„Carmo”, produkcji brazylijsko-hiszpańsko-polskiej.
Film brazylijski – w ogóle latynoski – trochę różni się
od tego, co na co dzień możemy oglądać w kinach.
Kojarzy się głównie z telenowelami. Czy „Carmo”
może więc osiągnąć sukces w naszym kraju?
w zamian za honorarium został współproducentem filmu.
Scenariusz i reżyseria Raymond De Felitta, w roli
głównej Andy Garcia. Z jednej więc strony reżyser
znany do tej pory z kina niezależnego, z drugiej aktor
kojarzony przez wszystkich. Do kogo kierowany będzie ten film?
Nastawiamy się na sukces. Oczywiście, że liczymy na nagrody, ale dla mnie sukces to
publiczność, która przyjdzie na film. W „City
Island” grają znani aktorzy – nie tylko Garcia, ale także Emily Mortimer, Steven Strait,
Julianna Margulies, czy ikona amerykańskiego aktorstwa, Alan Arkin. Tych nazwisk,
które mogą być magnesem, jest naprawdę
sporo. Jest też świetny, zabawny scenariusz.
Wydaje mi się, że to dobry film, uniwersalny,
ma potencjał na sukces. I to zarówno komercyjny, finansowy, jak i – nazwijmy to –
festiwalowy...
„Carmo” miał swoją polską premierę w Krakowie.
Czy podobnie będzie z „City Island”?
mnóstwo również w naszym kraju. Takich
dziewczyn jak Carmo, która chce stamtąd
uciec, dokądkolwiek, byle dalej, są miliony.
Takich ludzi jak Marco poruszający się na
wózku inwalidzkim, który desperacko próbuje coś zrobić, nawet coś zupełnie abstrakcyjnego, byle zmienić swoje życie, są także
miliony. Uważam więc, że to jest film dla
tych ludzi, którzy o takiej ucieczce myślą,
ale także dla tych, którym to się udało.
Była współpraca z Brazylijczykami, a teraz jest Pan
pierwszym polskim producentem w Hollywood. Zakończyły się zdjęcia do „City Island”, amerykańskiego
filmu z całkowicie amerykańską obsadą, kręconego
w Nowym Jorku. Jak do tego doszło?
Zostaliśmy zaproszeni na Międzynarodowy
Festiwal Filmowy w Berlinie, podczas którego odbywają się również spotkania producentów. Może to przypadek, a może
organizatorzy wiedzieli, że firma Gremi Film
Production, którą kieruję, współpracowała
z Peterem Greenaway’em przy „Nightwatching” czy z Xavierem Granadą przy
„Carmo”. Podczas festiwalu przedstawiono
10
Miasto Kobiet 2008
przekonać się, na ile poważnie projekt ten
jest przez nich traktowany. Pojechałem do
Los Angeles, rozmawiałem z nimi… To była
„szybka piłka” – wchodzę w to!
Premiera międzynarodowa odbędzie się
w Stanach Zjednoczonych, bo tam przecież
jest największy rynek, ale europejską chciałbym zrobić w Krakowie w maju przyszłego
roku. Na razie jest gotowa wstępna wersja
filmu, która czeka na uwagi producentów.
Myślę, że do końca listopada „City Island”
będzie gotowy. Chcielibyśmy pokazać go najpierw na Sundance Film Festival, największym festiwalu kina niezależnego w USA.
Na krakowskiej premierze będzie także Andy Garcia?
Mam zapewnienie, że tak.
Czy to był drogi film na tle innych hollywoodzkich produkcji?
Polityk, biznesmen, producent filmowy... Która z tych
ról jest dla Pana najtrudniejsza?
Powiedziałbym, że jak na warunki amerykańskie – normalny. U nas problem
z budżetem filmu polega na tym, że często
jest on zawyżany przez producentów. Jak
słyszymy, że coś kosztowało dziesięć milionów złotych, to tak naprawdę było to 4-5,
góra 6 milionów. W Stanach, kiedy się podaje kwotę dziesięciu milionów dolarów, to
jest to od początku do końca dziesięć. Dlaczego? Bo każdy film jest ubezpieczony na
określoną kwotę, a żadna firma ubezpieczeniowa nie da sobie wcisnąć zawyżonej
faktury. To jest wręcz niemożliwe! Nikomu
coś takiego nie przyjdzie do głowy, bo każdy
wie, że wszystko jest skrupulatnie sprawdzane. „City Island” kosztował sześć milionów dolarów, czyli w normie. Oczywiście
bez gaży głównego aktora. Andy Garcia
Cóż, są one do siebie dość podobne, tyleż
trudne co i ciekawe. Ale lubię kreować rzeczywistość i wydaje mi się, że w każdej z nich
udało mi się coś stworzyć, odnieść jakiś sukces. Drobnymi krokami. W polityce zaczynałem od działalności w organizacjach niepodległościowych funkcjonujących w podziemiu, w biznesie – od małej firmy, mając
w kieszeni nieco ponad 6 tysięcy dolarów,
jako producent – od „Zakochanego anioła”,
by później współpracować z Greenaway’em
czy z Andym Garcią. Trzeba szukać kolejnych wyzwań...
To jakie będzie następne?
Następne wyzwanie?! Jeszcze się nie zastanawiałem, ale na pewno coś wymyślę. Ale na
razie czekam na... Oskara.
Rozmawiali Joanna Pinkwart i Paweł Pacut
{ludzie}
Janka SIŁACZKA
programie, bo już nie mogłam się dodzwonić, i pierwsze słowa jakie usłyszałam, gdy
otworzyła mi drzwi to:„dzwonią Janka,
dzwonią…” Po miesiącu, 26 grudnia 1992
roku, do Sarajewa wyjechał konwój
składający się z dwunastu ciężarówek.
Janina Ochojska w Sudanie, fot. arch. PAH
Myślała Pani wtedy, że właśnie całkowicie zmienia
Pani swoje życie?
ROZMOWA Z JANINĄ
OCHOJSKĄ,
SZEFOWĄ POLSKIEJ AKCJI HUMANITARNEJ
Zacznijmy od początku. Rok 1992 i konwój z pomocą
dla Sarajewa. Wtedy zaczyna się historia Polskiej
Akcji Humanitarnej?
To nie było aż tak proste. Muszę wrócić do
roku 1989, kiedy po pierwszych wolnych
wyborach weszła w życie ustawa o fundacjach. Mając możliwość zrzeszania się, postanowiliśmy z grupą przyjaciół założyć
polską – nazwijmy to – agendę francuskiej
fundacji Equi Libre. Uważaliśmy, że powinniśmy coś zacząć robić jako wolni, mogący
wreszcie działać ludzie. Wspieraliśmy lokalne inicjatywy, pomagaliśmy szpitalom w
zakupach sprzętu, organizowaliśmy akcje na
rzecz dzieci niepełnosprawnych. W październiku 1992 roku byłam u przyjaciół we
Francji. Equi Libre organizował pomoc dla
dzieci z Sarajewa, które miały przyjechać na
rok do francuskich rodzin . Chcąc zobaczyć
jak organizuje się tak dużą akcję, zgłosiłam
się jako wolontariuszka. Kiedy konwój wyruszał w kierunku Bośni, nie wyobrażałam
sobie, że może mnie w nim zabraknąć. Tak
znalazłam się w Sarajewie. W tym czasie
byłam pracownikiem Centrum Astronomicznego PAN w Toruniu, więc moje codzienne życie biegło gdzieś daleko od
działalności charytatywnej, ale kiedy zobaczyłam ludzi, których dach nad głową był
dachem sali gimnastycznej, których bliscy
12
Miasto Kobiet 2008
Zamierzałam wysłać jeden konwój i wrócić
do astronomii, którą wymarzyłam sobie jako
trzynastolatka. Kiedy wyjeżdżałam z Sarajewa, ludzie, których tam poznałam pytali,
czy wrócę. Mówiłam – tak, choć chyba sama
w to nie wierzyłam. Gdy wróciliśmy do kraju
okazało się, że są kolejni chętni właściciele
ciężarówek, że są pieniądze i trzeba jechać.
Pojechaliśmy po raz drugi. Gdy konwój wyjeżdżał z Sarajewa, zostaliśmy ostrzelani.
Zginęła wtedy Shantal Godineau, wolontariuszka z Francji, raniono dwóch naszych
kierowców, jednego bardzo ciężko. W imię
tych i innych ofiar postanowiliśmy działać
dalej, bo nie może być tak, że strzały zatrzymają pomoc humanitarną. Rok później zostałam wybrana Kobietą Europy i nie było już
odwrotu, organizacja stała się znana, ja
sama także. Nie wróciłam do obserwowania
gwiazd, ale nie mam poczucia, że astronomia szczególnie wiele na tym straciła.
W POMOCY TRZEBA DUŻEJ ROZWAGI,
KTÓRA POZWALA NA OFIAROWANIE CZEGOŚ,
CO UNIEZALEŻNIA OBDAROWANEGO
OD STAŁEGO Z NIEJ KORZYSTANIA
zginęli, nie mogłam już wrócić do poprzedniego życia. Postanowiłam zorganizować
konwój, który do Sarajewa pojedzie od nas,
z Polski – kraju, który w ciężkich dla siebie
czasach wiele otrzymał i nie może teraz stać
z boku.
W Polsce był to jednak ciągle początek pokomunistycznej rzeczywistości.
Kiedy wróciłam z Sarajewa zaczęłam myśleć, jak to wszystko zorganizować. Nikogo
nie znałam, nie miałam funduszy. Okazało
się, że jako społeczeństwo byliśmy przygotowani do niesienia pomocy, nie było tylko
kogoś, kto powiedziałby – słuchajcie, ja to
zorganizuję. Wystąpiłam w audycji radiowej
Trójki. Opowiedziałam, co widziałam w Sarajewie, że staram się wysłać tam konwój...
Podałam jako kontakt numer telefonu
Magdy Grodzkiej, której wtedy jeszcze
dobrze nie znałam i której nie uprzedziłam,
że coś takiego zrobię. Pojechałam do niej po
Po kilkunastu latach można Panią nazwać specjalistką w dziedzinie pomagania.
Pomoc musi łączyć się z odpowiedzialnością. Każdy akt pomocy jest ingerencją w czyjeś życie, co może przynieść pozytywne lub
negatywne skutki. Każdy z nas wyobraża
sobie, że pomoc zawsze jest dobra, tymczasem ofiarowana niewłaściwie może upokorzyć, nawet zniszczyć. Pamiętam sytuację po
drugiej powodzi, gdy media podawały numery prywatnych kont wielu poszkodowanych osób. Wspomnę przypadek kobiety,
matki kilkorga dzieci. Woda zabrała jej
męża, żywioł porwał dom. Na jej konto
wpłynęła bardzo duża kwota. Konto było
prywatne, więc nikt nie miał prawa kontrolować, w jaki sposób te pieniądze zostaną
wydane. Nie wiem czy dziś ta kobieta nadal
ma dom, który wybudowała jej PAH, ale darowane przez ludzi środki przeznaczyła na
zakup samochodu i nowy, atrakcyjniejszy
{ludzie}
wygląd. Pomoc przekazana bez kontroli
może być użyta niewłaściwie, a to prowadzić
może do demoralizacji.
Wydaje się, że stworzyliśmy nieźle wyspecjalizowany system pomocy społecznej.
To nie jest dobry system. Uzależnia od siebie
korzystających z niego ludzi, nie służy wyprowadzaniu ich z trudnych sytuacji. Nie
mam tu na myśli rodzin patologicznych,
choć i tu można działać inaczej
niż tylko przez dawanie pieniędzy.
Mówię o zwyczajnych rodzinach,
mających niewystarczające środki.
System uzależnia je od zasiłku,
nie motywuje do podejmowania
prób usamodzielnienia.
poruszamy się utartym szlakiem. Dlatego
oprócz niesienia pomocy, jednym z naszych
najważniejszych programów jest edukacja
humanitarna. W ramach naszych działań
uczymy, jakie zależności istnieją między
biednym południem naszego globu, a bogatą
północą. Młodzi ludzie uczą się, że własnymi
decyzjami wpływamy na los innych. Powiedzmy, że kupujemy czekoladę wyprodu-
Pamięta Pani upadek rządu Cimoszewicza i wypowiedź, że trzeba było się ubezpieczyć? Dziś nadal zdarzają się klęski,
ludzie dalej nie ubezpieczają dobytku,
rządy dalej pomagają. Wyciąganie ręki
przynosi efekt.
Właśnie dlatego pomaganie jest
odpowiedzialnością. Nie chcę powiedzieć, że poszkodowani nie powinni otrzymywać pomocy, ale to
nie może być mechaniczne. To
powinna być pomoc dostosowana
do sytuacji, a ubezpieczenie, czy
inne kroki, powinny być brane pod
uwagę, bo nie można propagować
postawy, że jakby się coś przytrafiło, to państwo da. Każdy powinien brać za siebie odpowiedzialność. Ofiary wypadków są codziennie. Czasem ginie jedyny
żywiciel rodziny i wtedy tej pomocy nie ma. Powinniśmy przyjąć
pewne standardy. Niestety nasz
rząd ich nie wypracował i daje jak
dobry wujek, a takim być nie powinien. W pomocy trzeba dużej rozwagi, która pozwala na ofiarowanie czegoś, co uniezależnia
obdarowanego od stałego z niej korzystania. Pomagamy w Sudanie.
Prowadzimy program pomocy powracającym uchodźcom. Nie rozdajemy żywności – budujemy studnie, dajemy czystą wodę. Prowadzimy także program rolniczy,
gdzie po półrocznym szkoleniu
rozdajemy narzędzia, nasiona i sadzonki, a szef wioski wyznacza kobietom kawałki ziemi. Przed nami czas Bożego
Narodzenia i znów zaczną się zbiórki pluszaków i słodyczy dla dzieci z domów
dziecka. A tymczasem dzieci potrzebują czegoś zupełnie innego – ciepła, zaproszenia do
prawdziwego rodzinnego stołu, zaś pluszaków i czekolad mają w nadmiarze i przestają
taką pomoc szanować. Myślę, że ci, którzy
organizują takie akcje, robią to ze szczerego
serca, ale zupełnie nie znają rzeczywistych
potrzeb. W Polsce świadomość tego, jakie
grupy potrzebują pomocy i jak jej najskuteczniej udzielać, jest niska, więc najczęściej
zbudujemy ołówkową szkołę. Do dziś w Kabulu stoi jedyna w całym kraju szkoła plastyczno-muzyczna zbudowana za złotówki
zbierane przez dzieci w szkołach w Polsce.
Propagujemy model pomocy, który daje
wędkę, a nie jedynie rybę.
Jacy są Polacy jeśli chodzi o pomoc?
Jesteśmy świetni w akcjach, ale nie potrafimy działać systematycznie. Spora część
z nas ma konta, niejednokrotnie
moglibyśmy zadeklarować comiesięczny przelew na rzecz jakiejś
organizacji. Jeśli ona nas zawiedzie możemy się wycofać, ale zadeklarowana stała suma daje
możliwość planowania działań
pomocowych.
W okresie przedświątecznym stajemy
się bardziej skorzy do pomocy. Pewnie
więcej wrzucimy do różnego rodzaju
kubków i pojemniczków.
kowaną przez wielki koncern. Zysk wpływa
na konto koncernu, a nie producenta ziarna
kakaowego. Co można zrobić? Kupować czekoladę pochodzącą z tak zwanego sprawiedliwego handlu. Prowadzimy kampanię
„Akcja Edukacja”. Jej celem jest zebranie
pieniędzy na budowę szkół w Afganistanie
między innymi dzięki sprzedaży specjalnych
ołówków (koszt 2 zł). Prezentując naszą
akcję opowiadamy dzieciom o tym, że na 8
tys. szkół w Afganistanie 5 tys. nie ma budynku, że tylko 35 proc. dziewczynek może
się uczyć. Dzieci postanawiają zwykle, że
wprowadzą modę na takie ołówki. Wierzę, że
Żebractwo to sposób na łatwe
życie, wykorzystujący naszą potrzebę poczucia, że jesteśmy
dobrzy. Naiwnie dajemy pieniądze ludziom pukającym do naszych drzwi z książeczką, kartką,
płytą, choć organizacje wypisane
na tych wydawnictwach w ogóle
nie istnieją. Nauczmy się pomagać świadomie, szukajmy informacji, analizujmy je. To jak ten
osławiony 1 procent. Wielu myśli,
że to darowizna, choć tak nie jest.
1 proc. jest kwotą podatku, który
i tak musimy zapłacić. Istota polega na świadomym podjęciu decyzji: wszystko oddaję państwu,
czy też w kwestii 1 proc. rozporządzam podatkiem inaczej.
W ubiegłym roku podatkowym
przekazaliśmy na rzecz organizacji rekordowo dużo, ale urzędy
skarbowe nie przelały pełnych
kwot. Każda literówka, niedokładnie wpisana nazwa, skutkowały
zatrzymaniem pieniędzy, a przecież zapewniano nas, że liczyć się
będzie numer KRS. Jako organizacje pozarządowe domagamy się
uregulowania tej sytuacji, bo
każdy obywatel powinien mieć
pewność, że jego dyspozycje zostały wykonane. Przy okazji, skoro idą święta
i kończy się rok podatkowy, warto pamiętać,
że każdy może przekazać na rzecz pomocy
6 proc. dochodu. Firmy mają prawo zadeklarować 10 proc. i to według prawa jest darowizna. Ludzie tego nie wiedzą, a media
informują nieskoro, tak jak o tym, że bardzo
poszukujemy wolontariuszy-emerytów. Oni
pomogą nam w pracy, a my im w spełnianiu
się podczas jesieni życia.
Wiele mówi Pani o roli mediów. Czy to nie jest tak, że
biedą się gra? Politycy deklarując wsparcie dla najuboższych zarabiają na wejście do parlamentu, a
media sprzedają dramat, bo to towar chodliwy. c
www.miastokobiet.pl
13
{ludzie}
Politycy rzeczywiście grają biedą. Niestety
nikt ich nie rozlicza z przedwyborczych deklaracji. Głosujemy emocjonalnie, łapiemy
się na obietnice, ale nie chodzimy do tych,
których wybraliśmy i nie pytamy, w jaki
sposób realizują co obiecali. Narzekamy na
klasę polityczną, ale ona jest taka, jaką wybierzemy. Polacy się bogacą i to widać, ale
jest też część społeczeństwa, która popada
w ubóstwo. Bieda będzie zawsze, tak jest
w każdym kraju, ale najbiedniejsi muszą
dostać szansę. Jeśli dziecko dostaje
w szkole ciepły posiłek, dostaje szansę, lepiej się uczy, często właśnie dla posiłku
przychodzi do szkoły. O świecie dziś dowiadujemy się z mediów, więc jakość świadomości społeczeństwa jest wynikiem tego,
co i jak media podadzą. Co mówi się o Afganistanie? Wojna, nasi chłopcy, ostrzał,
talibowie. Tymczasem Afganistan to nie
tylko walczące wojska, ale jeden z najbiedniejszych krajów świata. Działania wojskowe nie wystarczą. Kolejny przykład
i modny temat – ocieplenie klimatu. Jest
niewątpliwe, wpływa na to emisja dwutlenku węgla. Unia chce wprowadzić rozwiązania prowadzące do ograniczenia
emisji gazów cieplarnianych, a polski rząd
za pośrednictwem mediów straszy wzrostem cen energii. Ten wzrost to prawda, ale
ukrywa się istotną informację, że płacąc za
limity emisji CO2 powodujemy, że do Polski wróci około 5 mld. euro, które można
rozdysponować częściowo na pomoc
w opłacaniu rachunków za prąd dla najbiedniejszych, a częściowo na modernizację sektora energetycznego.
Jest Pani optymistką?
O tak, wierzę w to, że każdy może mieć
wpływ na pozytywne zmiany w świecie.
Nasza kultura co prawda zmierza w stronę
populizmu, ale możemy się temu oprzeć.
Wierzę, że media będą kształtować gusta
swoich odbiorców, a nie jak dziś – odbiorcy
zawartość mediów. Chciałabym przy tej
okazji powiedzieć o jeszcze jednym problemie. Polska jako kraj Unii Europejskiej podpisała Cele Milenijne określone przez ONZ.
Mają one być osiągnięte do 2015 roku, a dotyczą ograniczenia biedy, umieralności niemowląt, poprawienia dostępu do edukacji,
równych szans kobiet, itd. Podjęliśmy pewne
zobowiązania dotyczące udzielania pomocy
krajom najbiedniejszym. Do 2010 roku ma
to być 0,17 proc. PKB. By to osiągnąć stan
obecny trzeba pomnożyć przez trzy, trzeba
także zwiększyć efektywność pomocy. Część
pieniędzy przeznaczonych na pomoc otrzymują w drodze konkursu organizacje takie
jak nasza. Ponieważ są to sumy z rezerwy
budżetowej, projekty muszą zostać zakończone w danym roku podatkowym. W Sudanie pora deszczowa kończy się
w listopadzie, i dopiero wtedy może tam
wjechać ciężki sprzęt do budowy studni.
Znaczy to, że zamiast kilkudziesięciu studni,
które moglibyśmy wybudować, budujemy jedynie kilka, z którymi jesteśmy w stanie
zdążyć przed końcem roku. To nie może być
efektywne. Od dawna powinniśmy mieć
ustawę o pomocy rozwojowej i taki projekt
leży w parlamencie od czterech lat, ale
posłowie do dziś nie znaleźli czasu nawet na
pierwsze czytanie. Nowe prawo dawałoby
możliwość planowania i prowadzenia nawet
wieloletnich projektów. Czechy od dawna
maja taką ustawę, Słowacja także, od niedawna Rumunia. Czemu o tym mówię? Bo
każdy może nam pomóc w forsowaniu tej
ustawy. Wchodząc na naszą stronę
www.ubostwo.pl można zagłosować i uświadomić posłom, że my, ludzie, chcemy takiej
ustawy. Obywatele mają prawo domagać się
takiego prawa, bo to z naszych podatków pochodzą pieniądze na pomoc.
Do budowy jakiego świata dąży Janina Ochojska?
Do świata, gdzie będzie więcej dobra, mniej
cierpienia i mnóstwo ludzi, którzy świadomie się do tego dobra przykładają.
Rozmawiała Anna Laszczka
Boska Komedia
Czy można sobie robić żarty z muzyki poważnej? Można – jeśli ma się poczucie humoru wsparte talentem
i techniką, tak jak zdarzyło się to w przypadku Grupy MoCarta. Właściwie trudno ich jednoznacznie sklasyfikować. Czy to bardziej kwartet smyczkowy czy bardziej kabaret? Faktem jest, że działają obecnie
w czteroosobowym składzie – Filip Jaślar, Michał Sikorski, Paweł Kowaluk i Bolek Błaszczyk – i wykonują
repertuar klasyczny. Ale z drugiej strony zaczynali od czystego kabaretu, kilkuminutowych skeczów
w Canal Plus. „Na żywo” zadebiutowali podczas kabaretowego przeglądu w krakowskiej Rotundzie PAKA 1997.
Oprócz utworów klasyków (choćby słynny program
„Mozart wiecznie żywy”) wykonują przeboje muzyki rozrywkowej (współpracowali z gwiazdami w rodzaju Rodowicz czy Kukulskiej). Występują głównie w dostojnych
salach przeznaczonych na koncerty muzyki poważnej –
nie tylko w kraju, ale i za granicą (choćby Niemcy, Szwecja, Japonia, Chiny) – co wcale nie przeszkadza im stroić
sobie żarty.
W ubiegłym roku Grupa MoCarta świętowała swoje
dziesiąte urodziny. Z tej okazji znowu wystąpili na festiwalu PAKA. Wydali też płytę DVD oraz album CD z rejestracją koncertu w radiowej „Trójce”, gdzie wspomagali ich
m.in. Artur Andrus i Wojciech Karolak. [PG]
Grupa MoCarta, 29 listopada, sala kina Kijów.Centrum, al. I. Krasińskiego 34, g. 16 i 18
Festiwal teatralny Boska Komedia (5-12 grudnia) to
niepowtarzalna okazja, żeby na własne oczy zobaczyć najlepsze polskie spektakle. Na deskach Teatru Starego,
Słowackiego, Bagateli, Teatru Ludowego oraz Łaźni Nowej
obejrzymy jedenaście przedstawień, w tym tak głośne, jak
„Factory 2” (reż. Krystian Lupa), „Sprawa Dantona” (reż.
Jan Klata), „Odpoczywanie” (reż. Paweł Passini), „Wesele”
(reż. Anna Augustynowicz) czy „Odprawa posłów greckich”
(reż. M. Zadara). Jednak Boska Komedia, realizowana jako
część miejskiego programu „Sześć zmysłów”, to nie tylko
teatr polski. To także egzotyczne przedstawienia z Indii, Kolumbii, Iranu i RPA. Warto więc tam być. (MS)
......................................................................................
Program Festiwalu i więcej informacji o imprezie znaleźć można na stronie: www.boskakomedia.pl
Grupa MoCarta, fot. arch. org.
KLASYKA według MoCarta
Hanna Banaszak PONOWNIE
Recital Hanny Banaszak, uważanej za jedną z największych gwiazd polskiej estrady, zapowiadaliśmy już
w poprzednim numerze „Miasta Kobiet”. Niestety koncert nie odbył się w zaplanowanym terminie. Miejmy
nadzieję, że tym razem nic nie stanie na przeszkodzie i usłyszymy „Żegnaj kotku”, „Ja dla pana czasu nie
mam”, „W moim magicznym domu” i wiele innych niezapomnianych przebojów tej artystki.
Hanna Banaszak, 14 grudnia, Stary Teatr, ul. Jagiellońska 5
...................................................................................................................................................................
Organizatorem koncertów jest Fundacja Kultury im. Ignacego Jana Paderewskiego.
Rezerwacja i sprzedaż biletów: siedziba Fundacji (Plac Szczepański 8/205, tel. 012 426 80 05), PIM (ul.
św. Jana 2), Filmotechnika (Rynek Główny 9), w sieci www.ticketportal.pl oraz przed koncertem.
Miasto Kobiet jest patronem medialnym koncertów
14
Miasto Kobiet 2008
Akademia 30+
Akademia 30+ to projekt edukacyjny adresowany do
tych, którzy wiedzą, że warto się uczyć przez całe życie.
Ale uwaga – Akademia 30+ nie jest miejscem dla kolekcjonerów kolejnych kursów i szkoleń z rodzaju: asertywność doskonała, wygrane negocjacje czy skuteczna
komunikacja. Wiedza zdobyta w Akademii 30+ może się
okazać zupełnie nieprzydatna w życiu zawodowym, będzie
za to… pobudzająca intelektualnie i przyjemna.
Akademia 30+ działa w Krakowie, Częstochowie
i Trójmieście. Zapisy przyjmowane są przez cały rok. Można
uczestniczyć w całym cyklu zajęć lub chodzić tylko na wybrane. W Krakowie pierwszy semestr roku akademickiego
2008/2009 zdominowała sztuka. O tym, co będzie tematem zajęć w drugim semestrze, zdecydują studenci. (AP)
......................................................................................
Więcej informacji: ww.akademia30plus.pl
Miasto Kobiet jest patronem medialnym Akademii 30+
Judy Demch, 007 Quantum of Solace
KOBIETY
BONDa
N
owy film spod znaku
agenta 007 w kinach,
więc w telewizorach
znowu roi się od reklam
z Bondem, Daniel Craig
patrzy uwodzicielskim macho-wzrokiem
z kilkunastu okładek, a w męskich gazetach
przyciągają
oko
pictoriale
z bieżącymi i archiwalnymi dziewczynami Bonda. O czym więc pisać (w kontekście Bonda) w piśmie dla kobiet? Może
właśnie o kobietach. Bo przecież, poza
dziewczynami, w świecie Bonda pojawiło
się też kilka kobiet. Dla ułatwienia przyjmijmy, że linia podziału wiedzie przez
łóżko agenta 007. Jeśli z kimś nie spał –
znaczy, mamy do czynienia z kobietą.
I z takiej perspektywy pierwszą i najważniejszą kobietą w życiu Jamesa
Bonda jest od kilkunastu lat Judi
Dench. Laureatka Oscara i specjalistka
od ról angielskich królowych zadebiutowała w serii w 1995 r. w „Goldeneye”.
To był pierwszy film z Pierce’em Brosnanem, a Dench, która przejęła od Roberta Browna rolę M, bezpośredniego
przełożonego 007, stała się jedną z ikon
filmowych Bondów. Jej pojawienie się
w cyklu miało być znakiem nowych
czasów, innego podejścia do kwestii
płci, a sama M w pewnym momencie
nazwała Bonda „seksistowskim mizoginistycznym dinozaurem”. M w wykonaniu Judi Dench jest władcza,
zasadnicza, wręcz posągowa, ale oczywiście ma lekką słabość do Jamesa
(któż jej nie ma?).
Z pewnością wielką słabość do niego
ma sekretarka M, panna Moneypenny
(wiem, że mieszam prawdziwe kobiety
i postacie fikcyjne, ale kto mi zabroni?)
Ta słabość jest domeną kinowych Bondów, w książkach Fleminga Moneypenny jest zwykle chłodna i neutralna.
W filmach zaś Bond zwykle się z nią
drażni, a ta jest gotowa ulec mu na jedno
{film
}
skinienie. Nigdy jednak nie ulega (czy
też nigdy nie ma ku temu okazji) i dzięki
temu zasługuje na miejsce w tym tekście. W pannę Moneypenny wcielały się
w głównym cyklu trzy aktorki: najpierw
w pierwszych czternastu filmach urocza
kanadyjka Lois Maxwell, w dwóch Bondach z Timothy Daltonem jej miejsce zajęła Caroline Bliss, a cztery filmy Pierce’a
Brosnana gościły w obsadzie jeszcze inną
pannę Moneypenny. Ta chyba dostała tę
rolę za nazwisko – nazywała się bowiem
Bond, Samantha Bond. Dla porządku
dodam, że w najnowszych filmach, tych
z Danielem Craigiem, postać Moneypenny nie pojawia się ani przez minutę.
Trzecia kobieta Bonda to pani, której
od lat zawdzięczamy filmy z 007 –
Barbara Broccoli. Córka słynnego producenta Alberta R. Broccoliego praktycznie
wychowała się na planach kolejnych
Bondów i nic dziwnego, że w pewnym
momencie po prostu przejęła rodzinny
interes. Po raz pierwszy oficjalnie pojawiła się w napisach końcowych „Ośmiorniczki” jako „executive assistant”
w 1983 r. (miała wtedy 23 lata), a potem
pięła się coraz wyżej. Tato oficjalnie
przekazał rodzinną firmę Barbarze (i jej
przyrodniemu bratu) w 1990 r., więc jak
łatwo policzyć BB stoi samodzielnie za
Bondami Brosnana i Craiga. To ona
miała decydujący głos przy wybieraniu
ich (i całej reszty obsady), przy ustalaniu,
kto będzie reżyserował, itd.
I wreszcie czwarta kobieta Bonda, czy
raczej najsłynniejsza inspiracja dla kobiet
Bonda – Krystyna Skarbek, Polka, będąca
podczas drugiej wojny światowej agentką
brytyjskiego wywiadu. Jej brawurowe
akcje na różnych frontach, czy nawet
bardziej za liniami frontu, same nadają
się na niejeden film – zresztą być może
taki wreszcie niedługo powstanie. Dość
powiedzieć, że sam Churchill nazywał ją
„swoją ulubioną wywiadowczynią”. Po
wojnie Skarbek przez rok romansowała
z Ianem Flemingiem, twórcą postaci Jamesa Bonda, i często słyszy się, że Vesper Lynd, główna żeńska postać
w pierwszej powieści o agencie 007 „Casino Royale” jest właśnie na niej wzorowana. Cóż, to tylko kolejny dowód, że za
większością najlepszych pomysłów kultury popularnej stoją w mniej lub bardziej zawoalowany sposób nasi rodacy…
Ale o tym może już innym razem.
Kamil Śmiałkowski / www.slowem.pl
www.miastokobiet.pl
15
{
film}
z wizytą w mieście
wydarzenia
festiwale
do 09.12, Krakowska Jesień Jazzowa, Alchemia,
ul. Estery 1, www.alchemia.com.pl
14-21.11, 15. Międzynarodowy Festiwal Filmowy
Etiuda&Anima, www.etiudaandanima.com
15.11-02.12, Festiwal Dedykacje: Brecht 2008,
www.sezony.teatralne.krakow.pl
05-13.12, Festiwal Teatralny Boska Komedia,
www.boskakomedia.pl
koncerty
15.11, Maria Peszek, Łaźnia Nowa, os. Szkolne 25, g. 19
17.11, Czesław śpiewa – Czesław Mozil, Alchemia,
ul. Estery 1, g. 20
18.11, Engines, Klub Re, ul. św. Krzyża 4, g. 20
21.11, Natu (Natalia Przybysz) + Envee, Klub Studio,
ul. Budryka 4, g. 20
21.11, Kroke, koncert charytatywny, Alchemia, ul. Estery 1,
g. 20
21.11, Leszek Wójtowicz, Piwnica pod Baranami, Rynek Gł.
27, g. 20
22.11, Iwona Konieczkowska, Naprawdę wolicie blondynki?, Loch Camelot, ul. św. Tomasza 17, g. 20
22.11, TSA, LochNess, ul. Warszawska 15, g. 19
23.11, Waldemar Malicki, Audytorium Maximum, ul. Krupnicza 35, g. 18
23.11, Renata Przemyk, LochNess, ul. Warszawska 15,
g. 19
23.11, Agnieszka Chrzanowska, Tylko dla kobiet, Teatr Piosenki w Centrum, Kawiarnia Krzysztofory, pl. Szczepański 2, g. 20
24.11, Wawele&Jan Wojdak Jubileuszowo, Filharmonia,
ul. Zwierzyniecka 1, g.19.30
26.11, Agata Ślazyk, Piwnica pod Baranami, Rynek Gł. 27,
g. 20
28.11, Feel, Hala TS Wisła, ul. Reymonta 22, g. 19
29.11, Grupa MoCarta, Kijów.Centrum, al. Krasińskiego 34,
g. 16 i 18
29.11, Acid Drinkers, None, Freak, LochNess, ul. Warszawska 15, g. 19
30.11, Hey Unplugged, Audytorium Maximum, ul. Krupnicza 35, g. 19
01.12, Anna Maria Jopek, Kijów.Centrum, al. Krasińskiego
34, g. 20
02.12, Nohawica, Audytorium Maximum, ul. Krupnicza 35,
g. 20
05.12, Coma, Klub Studio, ul. Budryka 4, g. 20
05.12, Howard Lee Sloan, Manggha, ul. M. Konopnickiej
26, g. 20
06.12, Happysad, koncert charytatywny dla fundacji Mam
Marzenie, g. 19, LochNess, ul. Warszawska 15, g. 19
07.12, Tomasz Mars, Koncert pod tytułem, Teatr Piosenki
w Centrum, Krzysztofory, pl. Szczepański 2, g. 20
19 i 20.12, Koncert Bożonarodzeniowy, Filharmonia,
ul. Zwierzyniecka 1, g. 19
21.12, Harlem Gospel Choir, Audytorium Maximum,
ul. Krupnicza 35, g. 19
23.12, Moscow City Balet, Jezioro Łabędzie, Audytorium
Maximum, ul. Krupnicza 35, g. 20
inne
16.11, Ireneusz Krosny, Don Chichot, Scena Of Teatru
Groteska, ul. Skarbowa 2, g. 20
23.11, 6 i 14.12, Akademia 30+, www.akademia30plus.pl
25.11, Kabaretowa Scena Rotundy – kabaret DNO, Rotunda, ul. Oleandry 1, g. 19
26.11, Śpiewać Każdy Może, LochNess, Rotunda, ul. Oleandry 1, g. 20
28.11 i 30.11, 20.12 i 21.12, Różowe konie – rewia kieszonkowa, Aldona Jankowska, Teatr Groteska,
ul. Skarbowa 2, g. 19
05.12, Ani Mru Mru, Kijów.Centrum, al. Krasińskiego 34,
g. 18 i 20.30
07.12, Marcin Daniec, Audytorium Maximum, ul. Krupnicza 35, g. 19.15
WIZYTA SZÓSTA
Kamil Śmiałkowski
KRAKÓW
listopad ● grudzień
dujcie, czy to komplement, czy wręcz przeciwnie) i rzadko spotykana w polskim wydaniu komedia pomyłek To nie tak, kotku. A to
nie wszystko – jeszcze ostatni film niedawno
zmarłego Piotra Łazarkiewicza 0_1_0, ekranizacja powieści Lekcje pana Kuki i melodramat Mała Moskwa, zwycięzca tegorocznego
festiwalu w Gdyni.
A jeśli ktoś ma alergię na polskie filmy? To
w
listopadzie
może się wybrać na nowy thrilnowości
w kinie
................................................................................
ler szpiegowski Ridleya Scotta W sieci
kłamstw z Leonardo DiCaprio i Russellem
o już przestaje być zabawne. Crowe’em, czy najnowszą komedię Mike’a
Mniejsza z tym, że ciemno jest, Leigha, mistrza brytyjskiego kina zaangdy zasiadam z dziećmi do do- gażowanego społecznie, pt. Happy-go-lucky,
branocki, ale teraz ciemno jest czyli Co nas uszczęśliwia.
I jeszcze coś dla tych, których uszczęśliteż rano, gdy budzę je do szkoły
i przedszkola. Czyli – listopad za progiem wiają wyłącznie komedie romantyczne. W lisi idzie zima. Nie znaczy to, że nie da się cho- topadzie będą dwie: w Dziewczynie mojego
dzić do kina – da się. Tyle, że latem dodat- kumpla tytuł w zasadzie wyjaśnia wszystko.
kową
atrakcją
(oprócz
atrakcyjnego Acz podoba mi się bardzo pomysł na życie
repertuaru) była perspektywa spędzenia głównego bohatera. Tank jest bowiem orgakilku godzin w klimatyzowanej, chłodnej sali. nizatorem złych randek. Tak złych, by po
Teraz chłód już nikogo nie cieszy, ale jeszcze nich zrozpaczone dziewczyny wracały z podkilka takich dni i sala kinowa będzie nam się winiętym ogonem do swych porzuconych
zdawała oazą ciepła i przytulności. Jednak wcześniej chłopaków. I oczywiście to oni
najważniejsze jest to, co można w tej sali zo- płacą za te randki. Z kolei w Zajściu awaryjbaczyć. Zanim rok się skończy, będzie co nym chodzi o to, że bohaterka czuje, że to już
oglądać. Listopad zaczyna się z przytupem – najwyższy czas, a skoro jej narzeczony nie
pierwsza premiera miesiąca to 007 Quantum myśli poważnie o dzieciach, to trzeba załatof Solace, najnowsza część przygód Jamesa wić to jakoś… inaczej.
W grudniu, w przedświątecznym ferwoBonda. W agenta 007 po raz drugi wciela się
rze, czasu na kino może
Daniel Craig i wszystko
być mniej, ale pozwólcie,
wskazuje na to, że podobże zasygnalizuję tylko kilka
nie jak za pierwszym razem
tytułów: Zawodowcy, czyli
będzie mocno, brutalnie,
Al Pacino i Robert De Niro
bez wymyślnych gadżetów
jako para doświadczonych
i znacznie bliżej klimatu
detektywów na tropie
powieści Iana Fleminga niż
– rzadko gwiazdy tego forw wielu poprzednich filmomatu spotykają się na jedwych wersjach Jamesa
nym planie filmowym,
Bonda. Mam wrażenie, że
więc może warto to zobato dobrze.
czyć; Cztery gwiazdki
Dla równowagi, tego sa– opowieść o parze, która
mego dnia do kin wchodzi
próbuje podczas Bożego
nowy film Małgorzaty SzuDaniel Craig / Quantum of Solace
Narodzenia
odwiedzić
mowskiej 33 sceny z życia.
Jak nadzwyczaj rzadko zdarza się w polskiej ki- swoich rozwiedzionych rodziców, czyli, jak
nematografii, jest to sprawnie zrealizowany łatwo policzyć, być w czterech miejscach pradramat o samotności i śmierci, który wzbudza wie równocześnie; Australia – ponowne spotemocje tam, gdzie twórcy sobie to wymyślili, kanie Baza Luhrmanna i Nicole Kidman (to
aby wzbudzał. Bo przecież dramatów o samo- pierwsze miało miejsce przy genialnym
tności i śmierci, które zrealizowane są topor- „Moulin Rogue”) w epickim dramacie o nienie i nie dają się oglądać, nasza kinematografia zmierzonych bezdrożach Australii; i wreszcie
Ile waży koń trojański? – polska komedia rowypuszcza co roku kilkanaście.
To jeszcze może chwilę pokontynuujmy mantyczna spod ręki samego Juliusza Maakcję „listopad miesiącem polskiego kina” – chulskiego. Nie chciałbym zapeszać, ale to
uprzejmie donoszę, że w połowie miesiąca do może oznaczać najlepszą zabawę na polskim
kin trafi jeszcze m.in. najnowszy film Łuka- filmie od kilku dobrych lat. Czego oczywiście
sza Barczyka Nieruchomy pocieszyciel (przez Wam i sobie życzę z okazji nadchodzących
tych, co już widzieli, określany jako polska Świąt i Nowego Roku.
Kamil Śmiałkowski / www.slowem.pl
stylizacja na Davida Lyncha – sami zdecy-
T
książki
pod
choinkę
redaguje
Łucja Kucia
Norman Davies, Europa
walczy 1939-1945.
Nie takie proste zwycięstwo
Autor bezkonkurencyjnego Bożego
igrzyska i Powstania’44 po raz kolejny przełamuje
schematy i obala pokutujące w świecie stereotypy.
Tym razem otrzymujemy całościowy obraz konfliktu
światowego oczyszczony z mitów i przemilczeń.
Pewnie można by się czepiać niedostatków warsztatu historycznego, ale zostawmy te przyjemności
zawodowcom. Dla przeciętnego czytelnika najnowsza książka Daviesa to nieoceniony skarb. (Znak)
Tomek Sikora, Światłoczuły
Tomek Sikora nie jest znany szerokim masom odbiorców, choć jego prace widzieli niemal wszyscy. Obok billboardów
kampanii społecznej przeciw przemocy domowej „Bo zupa była za
słona” trudno było przejść obojętnie.
Jednak reklamy, choćby te najgłośniejsze: Levisa, Reeboka, Orange,
Coca-Coli to nie wszystko. Album
pod powyższym tytułem jest
pierwszą tego typu pozycją prezentującą pełny przegląd dorobku tak fascynującego artysty. Dla dociekliwych i karmiących się słowem cenny będzie wywiad
z artystą, a dla zwolenników kultury obrazkowej nie
lada ucztą okaże się ponad trzysta fotografii. (Znak)
Symbol i forma. Przemiany
w malarstwie polskim od 1880 do 1939
Nie jest to zwykły album, ale pięknie ilustrowany
zbiór tekstów eseistycznych o polskiej sztuce.
Głównym kryterium wyboru była
przynależność do dwóch pokoleń artystów – od symbolizmu po nowoczesność, aż do roku 1939, który
przerwał harmonijną ewolucję malarstwa polskiego. Wprost wymarzony prezent. (BOSZ)
Kuchnia szefów
Tempura z warzyw z chutneyem bazyliowo-pomidorowym, krewetkowe gazpacho z bazyliowymi
grzankami, pesaccio z tuńczyka i homara z szafranową galaretką, a na deser trio czekoladowe
w stylu fusion. To „kosmiczne” menu pewnie na kilometr pachnie kulinarną herezją. Zapewniam jednak, że potrawy są jak najbardziej
autentyczne – przepisy znalazłam w
zbiorze opracowanym przez szefów
kuchni hoteli Sheraton, Westin i Le
Meridien Bristol w Polsce. Gotować,
nie gotować – poczytać warto. (Rosikon Press)
Jacek Dehnel,
Balzakiana
Jak przystało na dzisiejszego dandysa, z wyboru stylowo demodée,
Jacek Dehnel prezentuje nam literacką zabawę w inspiracje, nie jest
to jednak wyłącznie pięknoduchowski żart. Jego najnowszy zbiór czterech minipowieści odwołuje się do
Balzakowskiej Komedii ludzkiej. Niedole życia małżeńskiego, pogoń za fortuną i sławą,
ludzkie słabości i nieudolność pozostają niezmienne
bez względu na czasy i okoliczności. (W.A.B.)
Orhan Pamuk, Stambuł.
Wspomnienia i miasto
Tym razem turecki noblista zaprasza
nas w podróż sentymentalną do
Stambułu: tego współczesnego
i tego, którego już nie ma. Na eklektyczną formę powieści składają się m.in. rodzinne
wspomnienia, odwołania do wielkiej historii, sugestywne opisy oddające melancholijny charakter
„wiecznego miasta” Wschodu, stolicy niegdysiejszego imperium. Nie ma wątpliwości, że dla naszego
cicerone jest to podróż autoterapeutyczna. (Wydawnictwo Literackie)
Paweł Huelle,
Opowieści chłodnego
morza
Intrygujące opowieści o poszukiwaniu prawdy i innych zapomnianych
wartości. Niepewność sensu istnienia, gorzkie refleksje może nie nastrajają przyjaźnie do świata, ale
kuszą szczególnym urokiem. Jedyną stałą jest tu
główny bohater – Bałtyk, wszystko inne jest – na
jego podobieństwo – zmienne, migotliwe, nieprzewidywalne. Ten zbiór jedenastu opowiadań Pawła
Huelle nie wszyscy uznają za najlepszy prezent
z okazji ciepłych, rodzinnych świąt, ale z pewnością
nie można go zignorować. (Znak)
Wielka księga
średniowiecznych
legend
Doskonały prezent dla dzieci, którym średniowieczni rycerze rozpalają wyobraźnię i nie kojarzą się
jedynie z nudną nauką historii i morderczą lekturą Krzyżaków. Pięknie ilustrowane teksty wprowadzają oczywiście w świat rycerzy
Okrągłego Stołu i Robin Hooda, ale nie pomijają też
Rolanda, Cyda i Nibelungów. (Media Rodzina)
Michael Bond,
Miś zwany Paddington
(i inne książeczki z serii
o Paddingtonie)
Na pięćdziesiąte urodziny pewnego
peruwiańskiego niedźwiedzia (mającego niezdrową słabość do marmolady) wydawnictwo Znak przygotowało kolejną
niespodziankę dla najmłodszych i wszystkich tych,
którzy Paddingtona pamiętają jako wiernego towarzysza dzieciństwa. Pięknie wydana seria zaspokoi
wymagania koneserów i z pewnością cierpliwie
zniesie wszelkie dowody miłości okazywane przez
młodocianych czytelników. (Znak)
Michelle Paver, Wyrzutek
To już czwarty z sześciu tomów bestsellerowego
cyklu fantasy Kroniki Pradawnego Mroku. I tym
razem los doświadcza Toraka, kiedy
okazuje się, że został naznaczony
stygmatem wrogiego klanu Pożeraczy Dusz, wykluczony przez swoich
i poddany najcięższym próbom.
(W.A.B.)
www.miastokobiet.pl
17
Aleksandra Kwaśniewska &The Belgian Sweets Island Girl
Ta Aleksandra Kwaśniewska to nie córka naszego byłego prezydenta, ale młoda polska
piosenkarka, która po studiach wyjechała do Belgii, a potem do Anglii, by połączyć pracę
zawodową z pasją śpiewania. I być może dzięki temu udało jej się nagrać
i wydać samodzielnie debiutancki album. Na płytę trafiły niespieszne piosenki o powolnej narracji, bliskie modnemu neo-folkowi, ale też flirtujące
z jazzem, etno czy popem. Kwaśniewska śpiewa w oryginalny sposób –
nosowym głosem, lecz niosącym ciepłe melodie. [Rockers]
płyty
redaguje
Paweł Gzyl
pod
choinkę
Mariza Terra
Choć fado spopularyzowała u nas przede wszystkim Misia (dwa razy występowała w Krakowie), to na świecie równie znaną reprezentantką nurtu jest Mariza. Młoda, urodziwa,
z jasną fryzurą skontrastowaną z czarnymi ubraniami, od swego debiutu w 2001 roku nagrała cztery albumy, z których każdy pokrył się złotem. Jej najnowsze dzieło to próba wyprowadzenia fado na szersze muzyczne wody. Portugalska tradycja
współistnieje tu bowiem z delikatnie zasugerowanymi elementami jazzu,
folku i etno. Główny wątek płyty to dialog między dramatycznymi interpretacjami Marizy a ekspresyjnymi partiami gitary Dominica Millera (stały
współpracownik Stinga). Miłość, namiętność, zdrada – wszystko to
można znaleźć w nastrojowych pieśniach Marizy. [EMI Music Poland]
Yvonne Sanchez My Garden
Nazwisko zdradza latynoskie pochodzenie piosenkarki – ale to połowa prawdy: w jej żyłach
płynie nie tylko kubańska, ale również polska krew. Co więcej, młoda wokalistka nie mieszka
na gorącej wyspie, ale u naszych południowych sąsiadów, w Czechach. I wspólnie z polskimi i czeskimi muzykami nagrała debiutancką płytę. Dominuje na niej
dyskretny smooth jazz, podrasowany w niektórych nagraniach na latynoską modłę. Sanchez śpiewa stonowanym, matowym głosem, a towarzyszą jej sugestywnie grające dęciaki, fortepian czy akustyczna gitara.
„My Garden” przypomina trochę dokonania Anny Marii Jopek, ale Sanchez
broni się naturalnością i bezpretensjonalnością. [Warner Music Poland]
David Gilmour Live In Gdańsk
Pamiętając o niedawnej śmierci Ricka Wrighta, słucha się tych nagrań zupełnie inaczej,
bo chociaż jego głównym bohaterem jest David Gilmour, to „Live In Gdańsk” jest być
18
Miasto Kobiet 2008
może ostatnim albumem, na którym usłyszeliśmy klawiszowca Pink
Floyd. A trzeba przyznać, że ubiegłoroczny koncert wokalisty i gitarzysty
legendarnej grupy w Stoczni Gdańskiej był wyjątkowym wydarzeniem.
Wszak wspomagał go nie tylko wspomniany Wright, ale także Phil
Manzanera z Roxy Music, Leszek Możdżer oraz orkiestra symfoniczna
pod batutą Zbigniewa Preisnera. Wykonali oni zarówno piosenki z ostatniego solowego
albumu Gilmoura, jak i kilka niezapomnianych utworów Pink Floyd. Dziś możemy ich
posłuchać z płyty lub obejrzeć ich wykonanie na DVD. I wypadają równie imponująco, jak
ponad rok temu. [EMI Music Poland]
Edyta Geppert Nic nie muszę
Już ćwierć wieku Edyta Geppert jest obecna na polskiej estradzie. Kiedy ma się taki staż
artystyczny, rzeczywiście nic już się już nie musi. I dlatego, obchodząc swój jubileusz, ceniona piosenkarka nie wydała tradycyjnego zestawu największych przebojów, ale po prostu nowy album z premierowymi piosenkami. Ich autorem jest Seweryn Krajewski,
a aranżerem Krzysztof Herdzin. Czy w tym układzie personalnym mogła
powstać zła płyta? Mimo iż album został nagrany z udziałem Polskiej
Orkiestry Radiowej, muzyka nie razi patosem czy przepychem. Dzięki
powściągliwej i subtelnej interpretacji Geppert udaje się zachować intymny klimat piosenek. To tylko potwierdza, że jest ona nadal pierwszą
damą polskiej piosenki. [EMI Music Poland]
DVD
redaguje
Kamil
Śmiałkowski
Dr House – sezon 1
Nikita
Jeden z najlepszych obecnie seriali telewizyjnych wreszcie po polsku na DVD. Skrzyżowanie tak lubianej od lat
konwencji opowieści o codziennym życiu szpitala z nietuzinkową postacią tytułowego doktora House. Brytyjski
aktor Hugh Laurie zagrał tu życiową rolę lekarza genialnego i zarazem sarkastycznego do tego stopnia, że nie
sposób z nim wytrzymać.
Najpierw był świetny francuski film sensacyjny Luca Bessona.
Potem w Hollywood powstał jego remake. I wreszcie zdecydowano się na nakręcenie według tego samego pomysłu
całego serialu. Nikitę, narkomankę, która została zmuszona
do pracy dla rządu jako tajna agentka, tym razem gra piękna
i tajemnicza Peta Wilson. To zdecydowanie najlepszy dostępny aktualnie w sklepach tytuł spod znaku „Girl Power”!
Juno
Once
Z finałowej piątki ostatnich Oscarów to właśnie „Juno” było
jedynym filmem optymistycznym i sympatycznym. Historia
nastolatki, która zachodzi w ciążę i zachowuje się w niej odpowiedzialniej niż większość otaczających ją dorosłych (nie
tracąc przy tym poczucia humoru) ostatecznie w pełni
zasłużenie zdobyła Oscara za scenariusz. Jeśli przegapiliście ten film w kinach – teraz obowiązkowo do nadrobienia.
I jeszcze jeden laureat tegorocznego Oscara. Tym razem
za najlepsza piosenkę. I nic dziwnego, że za piosenkę, bowiem „Once” to musical. Co prawda musical kameralny
i irlandzki, ale zawsze. Oto Dublin i opowieść o miłości,
która jest w stanie pokonać granice, bariery językowe
i wiele innych przeszkód. A przede wszystkim daje powody, by tworzyć piękne piosenki. Polecam.
Świat się śmieje
Statyści
Filmowa klasyka w najczystszej postaci. Wyjątek potwierdzający regułę, że i w ZSRR można było stworzyć
coś zabawnego. Skrzyżowanie amerykańskiej burleski
z socjalistycznym poczuciem humoru dało musical, który
dziś bawi równie mocno, co przed laty. I w przeciwieństwie do większości radzieckich produkcji filmowych,
bawi w miejscach zaplanowanych przez twórców.
Humor brytyjski w swej najczystszej postaci. Czyli jest
ostro, brutalnie, ironicznie i bez żadnych tabu czy zahamowań. Twórcy klasycznego już serialu „The Office” wracają do opowieści o niełatwym życiu na filmowych
planach. To znaczy niełatwo mają statyści, a gwiazdy
(w każdym odcinku inna, m.in. Ben Stiller, Kate Winslet,
Samuel L. Jackson) to strasznie zarozumiałe buce.
Sierociniec
Przed obejrzeniem tego filmu nigdy bym nie wpadł na pomysł, by w kobiecym piśmie polecać pod choinkę horror.
Ale znając jakość, fabułę i klimat „Sierocińca” czynię to
bez najmniejszych oporów. Oto mistrzostwo hiszpańskiej
grozy w opowieści o powrocie do dzieciństwa, do sierocińca, w którym się wychowało, a przede wszystkim
o walce o najbliższych.
Koniec świata
Na koniec film dziwny i niezrozumiały – przynajmniej dla
większości. Ale mnie się podobał, więc szczerze go polecam. Rzecz o tytułowym końcu świata, który następuje
w sposób niestereotypowy (z tańcem, dublowaniem się
ludzi i mnóstwem gwiazd w obsadzie – Rock, Sarah Michelle Gellar, Justin Timberlake, Kevin Smith i wiele innych).
www.miastokobiet.pl
19
{
miasto}
Divina
k u c h n i a & b a r , ul. Kupa 6
nowe
........................................................
Kto wchodzi tu po raz pierwszy, ma prawo niepewnie
zatrzymać się w progu, by jeszcze raz zerknąć na napis
na oszklonych drzwiach i upewnić się, że dobrze trafił.
To dlatego, że od wejścia panuje tu atmosfera jak w
składzie win. Kolekcja tych trunków jest
w istocie imponująca. I to im podporządkowana jest przekąskowa część
menu: sery, oliwki, ostrygi, hummus.
Kuchnia jest autorska i bez trudu rozpoznają ją ci, którzy już wcześniej w centrum
trafili do Fariny lub Farinelli. Tyle, że tu ma
ona wyraźniej azjatyckie inklinacje, toteż
obok carpaccia wołowego z gruszką znajdziemy na przykład tajską zupę tom ka gai
z chińskimi pierożkami.
redaguje
Ola Przegorzalska
miejsca
Divina
Bon Ton
r e s t a u r a c j a , b a r & c l u b , pl. Dominikański 4
.........................................................................................................
Przesadziłabym pisząc, że autor wystroju tego lokalu zapatrzył się na Gaudiego. Trzeba jednak przyznać,
że przenikające się, pastelowe krzywizny ścian i łuków stanowią miłe urozmaicenie na tle wnętrz zdominowanych przez prostą geometrię. Główna sala jest pod wyraźnym wpływem masywnego baru, co
przesądza o jej przeznaczeniu, mimo obecności restauracyjnych stolików. Znacznie bardziej klubowo jest
w podziemiach. Trzy łukowato sklepione pomieszczenia, zdolne pomieścić sto osób, łączy nowoczesny
styl. I tu można zjeść, ale jest też pokaźny dancefloor i miejsce na dj-owską konsolę. I potencjał. Na razie.
Sławkowska
r e s t a u r a c j a , ul. Sławkowska 10
....................................................................
Podwórko kamienicy pod dziesiątym już dość dawno
przykryto łamanym, przeszklonym dachem. Mieszcząca
Bon Bon
k a w i a r n i a & k l u b , ul. Meiselsa 24
..........................................................................
Ten nowy lokal, dwiema parami drzwi otwierający się na ulicę, na pierwszy rzut oka wydaje się maleńki. Wystarczy jednak zejść do piwnic, by doznać miłego zaskoczenia. Utrzymane w ciepłych barwach wnętrze zyskało mocno eklektyczny wystrój, który jest zdominowany przez neoweneckie lustra
i lampy o ogromnych, obwieszonych frędzlami abażurach. Na razie, póki jeszcze ciepło, jest to dobre
miejsce na kawę i drinka, bo i bar wygląda zachęcająco. A czy i czym olśni nas program klubowy, to
pokażą najbliższe tygodnie.
Pierogi Paradise
Pierogi Paradise
r e s t a u r a c j a , Plac Nowy 3a
............................................................
Dawniej był tu klub Flower Power. Po pięciu miesiącach remontu,
z przepychem i obfitością staropolskich akcentów urządzono
w tym miejscu restaurację, stawiającą sobie za cel wprowadzenie pierogów… przepraszam: Pierogów – do panteonu potraw
wykwintnych. Wśród kilkunastu propozycji są pierogi delikatne
w smaku (z wiejskim serem i ziołami lub cielęciną), tradycyjne (z kapustą i grzybami), eksperymentujące
z mocniejszymi smakami (z kaszanką i wątróbką) i deserowe. A do nich wina(!), które, jak usłyszałam, dobierać należy do farszu…
20
Miasto Kobiet 2008
Sławkowska
się tu teraz przestronna restauracja ma dzięki temu
światło, jakiego nie powstydziłoby się niejedno malarskie atelier. Już od drzwi człowiek wie, po co tu przyszedł. Nie tylko dlatego, że zanim powiesi płaszcz, już
widzi, na co teraz jest tu sezon (a właśnie mija na borowiki). Restaurację urządzono ze smakiem, ale w taki
sposób, by nic nie odwracało uwagi od jedzenia. No,
chyba że strzelający iskrami kominek. Amatorzy polskiej
tradycji kulinarnej będą więc mieli tu używanie.
{ wina
świata}
ŚWIĘTA Z
Porto
GDY KTOŚ MIAŁ OKAZJĘ PIĆ
Ś
TO JEDNO
więta Bożego Narodzewysokoprocentowy destylat winny.
nia to feeria zapachów.
Taki sposób konserwacji był skuZ NAJSŁYNNIEJSZYCH WIN ŚWIATA,
Czując klasyczny, koteczny w czasach, gdy nie do końca
rzenny aromat piernika,
panowano nad sposobem produkcji
WIE, ŻE
TO NIE TYLKO
wdychając dla wielu
wina, skutkiem czego już po zaSZTUCZNIE BUDOWANA LEGENDA
dość przykry bukiet grochu z kamknięciu w butelkach często przepustą czy woń duszonych grzybów,
biegały w nim wtórne procesy
które wypełnią uszka podawane
fermentacyjne. W czasie długich
z czerwonym barszczem – wiemy, że oto zaczął się czas szczególny.
rejsów jego kondycji dodatkowo poważnie zagrażały zmienne waBoże Narodzenie wyłącza nas z codzienności – wtedy zatrzymurunki klimatyczno-pogodowe.
jemy się, siadamy w fotelu po sutych rodzinnych posiłkach, czyOkazało się, że tak konserwowane wino z Porto nie dość, że się nie
tamy dawno odłożone książki, rozmawiamy ze sobą i…..
psuło, to jeszcze zyskiwało zupełnie nowe walory smakowe, podobne
W taki pejzaż niekoniecznie wpisuje się wino musujące. Jest zbyt
do tych, które objawiły się gościom przeora z Lamego. Szczególnie
żywe, zbyt dynamiczne – za bardzo taneczne. Taka chwila, niczym
Brytyjczycy upodobali sobie portugalskie wzmacniane wina – do
wycięta ze starej fotografii czy rodzinnego portretu, wymaga zugrupy miłośników porto zaliczała się królowa Wiktoria. Zwykła ona
pełnie innego uzupełnienia. Potrzeba tu wina, które swoim
kończyć swój posiłek jednym jego kieliszkiem, wierząc, że taka jego
ciepłem, dojrzałością i intensywnością wpasuje się w panujący nakonsumpcja sprzyja długowieczności. Zważywszy na podeszły wiek,
strój, a aromatem włączy się w korzenno-wypiekową symfonię wyjaki osiągnęła, nie było to być może twierdzenie pozbawione sensu.
pełniającą nasze nozdrza. Wina, które zabierze nas w podróż – lecz
Porto dzieli się na dwie rodziny, pośród których można wyróżnić
jednocześnie pozwoli pozostać wtulonym w swojskie wnętrze fotela.
wiele jeszcze silniej zindywidualizowanych typów. Podział podstaNie ma więc innej możliwości – na święta potrzebne jest porto.
wowy wskazuje na porto ruby i tawny. To pierwsze dojrzewa w kaJedno z najsłynniejszych win świata – najczęściej przy tym fałszodziach bez dostępu tlenu – stąd jego kolor jest bardziej intensywny,
wane. Podróbki produkuje RPA, Ukraina (Krym), Australia, USA,
purpurowy, a w nozdrza uderzają świeże owocowe aromaty. Drugi
lecz jedyne prawdziwe porto tworzone jest w Portugalii, u ujścia
typ poddawany jest procesowi utlenienia. Dlatego porto tawny w narzeki Douro. Historia porto to historia handlu i podbojów kolonialszym kieliszku będzie miało barwę rudo-czerwoną, zaś zapach kojanych, a rozpoczyna się od anegdoty. Dwaj angielscy kupcy odwierzyć się będzie z aromatem bakalii – suszonych jabłek, orzechów,
dzili przeora z klasztoru Lamego, ten zaś poczęstował ich winem,
wspomnianych cygar, czekolady i dymu. Sekret długowieczności
które od dawna marzyło się im jako droga do realizacji najbardziej inporto kryje się w obecnych w nim taninach, które pozwalają najbartratnych projektów handlowych. Wino było pełne ciała, intensywnie
dziej szlachetnemu i zarazem najdroższemu z nich, vintage, pozosczerwone, o oszałamiającym bukiecie, w którym przebijały zapachy
tać dziesiątki, a nawet setki lat w doskonałym stanie. Porto
czekolady, kawy i cygar – a jego niezwykle długi ogon (czyli odczuw większości wypadków jest winem słodkim – podaje się je jako
wany w ustach posmak) zaskoczył nawet ich nawykłe do wielu wydigestif, czyli zwieńczenie posiłku, choć doskonale smakuje również
szukanych smaków podniebienia. Przeor, spytany o tajemnicę
z serami typu camembert i brie, lodami i pieczonymi kasztanami.
niezwykłości tego wina wyznał, że sekret tkwi w alkoholu dolewaO porto można pisać w nieskończoność. Tym bardziej, gdy ktoś
nym do kadzi podczas jednej z faz jego produkcji.
miał okazję pić to jedno z najsłynniejszych win świata. Wtedy wie, że
Tyle anegdoty. Prawdziwa historia wygląda nieco podobnie. Rozporto to nie tylko sztucznie budowana legenda. I wtedy staje się ono
wój regionu związany był z pogorszeniem relacji na linii Anglia –
dla nas uosobieniem osobistej tęsknoty, pragnienia, by raz jeszcze
Francja. Nowym źródłem dostaw win dla Wyspiarzy okazała się Porspotkać się w gronie przyjaciół, przy stole, w zacisznym kręgu światugalia. Po traktacie z Methuen w 1703 r. zniesione zostały cła
teł rzucanych przez świąteczną choinkę – i poczuć bezpieczne
i wina znad Rio Douro pożeglowały w świat. By przedłużyć ich
ciepło. Którego sprawcą będzie również porto...
Marta Śmietana
trwałość podczas długich, morskich podróży, dodawano do nich
PORTO
Siódmy Stół Pajacyka
Na tacy… uśmiech!
Już po raz siódmy organizowana jest akcja Świąteczny Stół Pajacyka, której celem jest
zbieranie pieniędzy na dożywianie dzieci. W tym roku odbędzie się ona 7 grudnia i właśnie tego dnia właściciele restauracji i pubów, którzy przyłączą się do akcji, przekażą 10
proc. dziennego dochodu na ten cel. W ubiegłym roku w akcji wzięło udział 207 polskich restauratorów. Dzięki nim organizatorom udało się zebrać 40 tysięcy złotych. Klub
Przyjaciół Pajacyka z roku na rok się powiększa, a tym razem dołączyli do niego znani kucharze: Pascal Brodnicki, Karol Okrasa, Robert Makłowicz, Maciej Kuroń, Agnieszka i
Marcin Kręgliccy. Każdy może pomóc – wystarczy, że siódmego grudnia wypije kawę
w kawiarni lub zje obiad w restauracji, które są partnerem akcji, albo na Allegro.pl dokona zakupu przepisu kulinarnego znanego kucharza. Lista restauracji-partnerów znajduje
się na stronie: www.pajacyk.pl. „Miasto Kobiet” jest patronem medialnym akcji. [AB]
Bywalcy restauracji wiedzą, że o popularności lokalu na równi z doskonałą kuchnią
i klimatycznie urządzonym wnętrzem decyduje miła, profesjonalna i dyskretna obsługa.
Jednak skąd czerpać wiedzę, w której restauracji jest miło i sympatycznie, a gdzie najbardziej profesjonalnie? Toteż krakowski portal Głębia Smaku (www.glebiasmaku.pl)
zaproponował plebiscyt pod nazwą Uśmiech na tacy. Wyboru najsympatyczniejszego personelu dokonywać będą przez Internet goście odwiedzający restauracje. Natomiast najlepsza obsługa zostanie wyłoniona w oparciu o badania mystery shopping
(„tajemniczy klient”). Badania prowadzić będą incognito wyszkoleni audytorzy firmy Pol
Position, a obiektywizm ocen zapewni standardowa procedura badawcza.
.................................................................
Więcej informacji www.usmiechnatacy.pl
Miasto Kobiet jest patronem medialnym plebiscytu.
22
Miasto Kobiet 2008
{kuchnia}
Smaki tradycji
P
ierogi Paradise to niedawno
otwarta restauracja przy
ulicy Nowej. To tu, we wnętrzach pełnych arystokratycznego splendoru, tradycyjne polskie pierogi wkraczają do klasyki
kuchni europejskiej.
ciasto, ugotowane „al dente”, kryje oryginalnie skomponowane farsze: z cielęciny,
z kurczaka w sosie słodko kwaśnym, łososiowo-szpinakowy i oczywiście klasyczny,
z kapustą i grzybami. Naturalnie, oprócz
pierogów proponujemy też dania kuchni
europejskiej, przygotowane w oparciu
RESTAURACJA PIEROGI PARADISE
Kraków, Plac Nowy 3A (wejście od ul. Nowej)
tel. 012 430 15 47, [email protected]
w w w . p i e r o g i p a r a d i s e . p l
Nasza restauracja to trzy sale i trzy różne
kolory, które łączy motyw pasa słuckiego, tak
charakterystycznego dla stroju szlacheckiej
Polski. Lustrzane przejścia, gra świateł, białe
gięte meble i angielska porcelana współtworzą oprawę, doskonale sprzyjającą rozkoszom
podniebienia.
Specjalnością
restauracji są jedyne w swoim rodzaju „arystokratyczne” pierogi. Delikatne, cieniutkie
o najlepszej jakości składniki, w tym takie
polskie specjały, jak oscypek czy suszone
grzyby. A wszystko to w akompaniamencie
wybornych win z naszej karty.
Serwowanie wina do pierogów to przy
polskim stole rzecz zupełnie nowa – potrawa
ta kojarzy się raczej z babcinym kompotem.
Tymczasem nasi goście potwierdzają, że
dobrze dobrane wino świetnie służy naszym
pierogom, podkreślając ich subtelny, harmonijny smak.
Ekskluzywne, wysmakowane wnętrze
naszej restauracji jest miejscem, którego
niepowtarzalny klimat sprzyja wszelkiego
rodzaju imprezom i spotkaniom. Czy to formalny obiad biznesowy, czy przyjęcie weselne lub inna, huczna uroczystość
rodzinna – w eleganckich salach naszej restauracji zyska ona godną oprawę i zapewni
Państwu
niezapomniane
wrażenia.
A wszystko to nie bez udziału naszego, doskonale wyszkolonego, dyskretnego i pełnego wdzięku personelu.
PIEROGI Z KAPUSTĄ I GRZYBAMI
tekst promocyjny
{przepis na 6 osób}
CIASTO: 0,5 kg (3 szklanki) mąki krupczatki, 1 jajko, 200 ml ciepłej wody, lyżeczka oleju, szczypta soli
Mąkę zalać wodą, wymieszać, następnie dodać oleju, wbić jajko i wyrabiać ciasto, aż do uzyskania jednolitej, zwartej masy.
FARSZ: 60 dkg kapusty kiszonej, 4 średniej wielkości cebule, 6 dkg borowików suszonych, 1/2 kostki masła, sól, pieprz
Borowiki namoczyć co najmniej 2 godziny wcześniej w gorącej wodzie. Gotować 15 minut z odrobiną soli, odcedzić i drobno posiekać. Kapustę ugotować do miękkości z niewielką ilością wody, odcedzić i rozdrobnić nożem.
Drobniutko posiekaną cebulę zeszklić na maśle, dodać pokrojone borowiki i wcześniej przygotowaną kapustę, dusić
aż do odparowania wody. Doprawić do smaku solą i pieprzem, najlepiej świeżo zmielonym. Należy pamiętać by farsz
nakładany do pierogów był wystudzony.
www.miastokobiet.pl
23
Magia Świąt
Bożego Narodzenia
w restauracji Wesele
Ś
więta Bożego Narodzenia tak głęboko zakorzenione w polskiej tradycji i obchodzone w tak niezwykłej atmosferze
już niebawem zawitają do Krakowa. Już niedługo ruszy
świąteczny kiermasz na Rynku, który spowity śniegiem
i migocący tysiącami lampek wygląda jak zaczarowany. A
tuż obok niego, w Rynku Głównym 10 odkrywa się nam restauracja
WESELE, miejsce również magiczne, tryskające tradycją i polskością,
z którą tak łączy się ukochane przez wszystkich Boże Narodzenie.
Już z początkiem grudnia Wesele zamieni się w miejsce przeżywania świąt Bożego Narodzenia – pachnące świerkową gałązką, z wieńcami w oknach, z choinkami udekorowanymi w pachnące piernikowe
ozdoby i jaśniejące lampki nadające blasku dookoła. Wśród zapachów
świątecznego ciasta i krakowskiego grzańca z pomarańczami i migdałami, obecności aniołów, a przede wszystkim wspaniałej atmosfery,
Wesele organizować będzie przyjęcia świąteczne dla pracowników
firm i bliskich chcących się spotkać w większym gronie, aby podzielić się opłatkiem i rozpakowywać prezenty wprost spod świątecznej
choinki.
Na przyjęcia świąteczne i noworoczne Szef Kuchni restauracji
Wesele przygotowuje potrawy tradycyjne, które oddają ducha świąt
z tradycyjnym zwyczajem pozostawienia jednego nakrycia dla zbłąkanego gościa, z siankiem pod białym obrusem i kolędami oraz łamaniem się opłatkiem. W menu wigilijnym Wesela znajdują się więc
między innymi: pierogi z kapustą i grzybami, smażone na prawdziwym oleju rzepakowym tłoczonym tuż przed świętami, grzyby suszone maczane w mleku, panierowane i smażone na oleju
rzepakowym, śledź postny solony z cebulką w oleju, prawdziwki
małopolskie marynowane, kulebiaki z kapustą i grzybami na maśle
przysmażane, zupa grzybowa z suszonych grzybów z makaronem domowym, karp polski smażony na oleju rzepakowym z chrzanem, kapusta postna z grochem, kompot z suszu: moreli, śliw, grusz, jabłek,
a na deser: makowiec z bakaliami i pomarańczową skórką, sernik
pachnący pomarańczami, piernik staropolski i oczywiście polski tradycyjny keks obfitujący w bakalie z lukrową lśniącą polewą.
Z dań świątecznych natomiast pojawiają się dania według przepisów kuchni staropolskiej, wśród których nie może zabraknąć pieczonych mięs, pasztetów z dziczyzny z żurawiną, z orzechami i pistacjami, indyka faszerowanego złocistymi suszonymi morelami i wielu
innych specjałów.
Gościom restauracji pozostaje więc dobrać odpowiednią formułę spotkania oraz wybór z Szefem kuchni wybornego menu. Restauracja Wesele zadba, by przyjęcie w niej organizowane było dla
każdego niezapomniane i dostarczyło gościom niezwykłych przeżyć
i wzruszeń, i przypominało o nadchodzących świętach Bożego Narodzenia.
Warto przypomnieć iż osoby, które nie mają wiele czasu na
przedświąteczne gotowanie i pieczenie, mogą złożyć zamówienia
na wigilijne i świąteczne specjały, które będą mogły zagościć na
świątecznych stołach.
Szef Kuchni Restauracji Wesele poleca przepis na wigilijny makowiec i karpia:
MAKOWIEC WIGILIJNY
DLA CAŁEJ RODZINY
ciasto: 1 kg maki, 20 dkg masła, 35 dkg cukru, 10 dkg drożdży, 6 żółtek, 0,5 litra mleka,
aromat rumowy. Masa makowa: 75 dkg maku polskiego, 37,5 dkg cukru, 6 dkg masła,
6 łyżek miodu, bakalie: rodzynki, skórka pomarańczowa, migdały, orzechy włoskie i laskowe
według uznania, aromat migdałowy, 3 białka
DZWONKA KARPIA
SMAŻONE NA OLEJU RZEPAKOWYM
Składniki: 2 średnie karpie, jaja, bułka tarta, mąka pszenna na panierkę, olej rzepakowy
z tegorocznego tłoczenia (tłoczony najlepiej metodą tradycyjną, kupowany na targu).
Karpia czyścimy z łusek, dzielimy na równe części (dzwonka), solimy, delikatnie oprószamy pieprzem. Dzwonka obtaczamy po kolei
w mące, roztrzepanym jajku i na koniec w tartej bułce. Smażymy
na rozgrzanym oleju, który nada potrawie tego szczególnego,
świątecznego aromatu i pięknego złotego koloru.
Restauracja „Wesele”
Rynek Główny 10, tel. 012 422 74 60, [email protected]
www.weselerestauracja.pl
tekst promocyjny
Mąkę przesiewamy do misy wraz ze szczyptą soli. W oddzielnym
naczyniu przygotowujemy zaczyn z drożdży, szklanki ciepłego
mleka, 2 łyżek cukru i kilku łyżek mąki, po czym pozostawiamy w
ciepłym miejscu do wyrośnięcia. Żółtka ubijamy z cukrem na puszystą masę. Do mąki dodajemy zaczyn drożdżowy, ubite jaja,
resztę ciepłego mleka i aromat rumowy. Wyrabiamy ciasto, dopóki
nie zacznie odchodzić od ręki. Na koniec dodajemy roztopione ciepłe
(ale nie gorące) masło i wyrabiamy ciasto, dopóki nie wchłonie
tłuszczu. Odstawiamy ciasto w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.
Mak mielimy 3 razy, następnie dodajemy przygotowany wcześniej ciepły roztwór z roztopionego masła, cukru i miodu. Dodajemy
aromat migdałowy, bakalie według uznania i ubitą na sztywno
pianę z białek.
Wyrośnięte ciasto dzielimy na części, każdą część rozwałkowujemy w prostokąt, pokrywamy masą makową i zawijamy w rulon.
Opakowujemy w pergamin pozostawiając nieco miejsca na wyrośnięcie ciasta. Pieczemy ok. 45 min aż do zrumienienia w piekarniku nagrzanym do 180 0C.
{kuchnia}
KRÓLESTWO
WŁOSKICH
JAK JADA SIĘ W KRAKOWSKIEJ
RESTAURACJI CORLEONE?
SMAKÓW
Z
tekst promocyjny
decydowanie po włosku. Przystawki, dania główne,
desery, likiery oraz wina – wszystko to oparte jest
na klasycznych smakach Italii. Bazująca na rybach
i owocach morza, makaronach własnej produkcji
(wyśmienite pappardelle, delikatne ravioli) oraz
mięsach kuchnia ma swoich wiernych fanów, którzy na ulicę
Poselską zaglądają od lat.
Corleone działa już od kilku lat i choć w Krakowie nie brakuje lokali serwujących włoskie dania – to właśnie ta restauracja jest
jedną z najpopularniejszych i cieszących się największym uznaniem wybrednych smakoszy. Do odwiedzin zachęca nie tylko oryginalne wejście z figurami sycylijskich gangsterów, ale też
doskonała renoma, która sprawia, że kto raz odwiedził to miejsce,
regularnie już do niego wraca.
Ostrygi, małże, kalmary, ośmiorniczki – szef kuchni eksperymentuje do woli i co sezon udoskonala menu. W karcie jesiennej dominowały świeże grzyby, a na zimowe dni szef kuchni przygotowuje
kolejną, specjalną propozycję. Niejednego smakosza zaskoczą propozycje z dziczyzny i pieczonych mięs, które już wkrótce zdominują
kartę dań Corleone. W zimowe czwartki restauracja zaprasza zaś na
specjalność sezonu: słynną porchettę, czyli pieczonego prosiaka
w stylu włoskim. Nie tylko jednak jedzenie jest w Corleone warte polecenia. Karta win w całości składa się z apelacji włoskich, a sezonowo
promowane są poszczególne regiony ojczyzny pizzy. Jeszcze kilka tygodni temu można było poznać tu winną produkcję Sardynii, teraz na
plan pierwszy wyszły Piemont i Toskania.
W każdy czwartek w przytulnych, stylizowanych na trattorię wnętrzach restauracji można nie tylko biesiadować, ale i posłuchać granej
na żywo muzyki. Jest romantycznie i kameralnie, a czynny we wszystkie ciepłe dni ogródek znany jest w całym niemal Krakowie. Kto jednak chce w Corleone zorganizować spotkanie w sprawach
zawodowych, także może liczyć na doskonałe warunki. Całą restau-
rację obejmuje strefa Wi-Fi, a niewielkie, zapewniające komfort dyskrecji sale pozwalają na spokojną dyskusję. Młody, zawsze uśmiechnięty personel nie tylko zadba o właściwą obsługę, ale też
kompetentnie doradzi i poleci najlepsze dania oraz pasujące wina.
Nie codziennie ma się czas na wielogodzinne biesiadowanie, próbowanie nowych smaków, spotkania z przyjaciółmi czy rodziną.
Szybko podawane i nieco tańsze od dań znajdujących się w karcie
głównej jest menu lunchowe, jakie Corleone proponuje już od listopada. W godzinach 12-16 goście restauracji otrzymują karty uprawniające ich do 15-procentowej zniżki. Czy warto spróbować nowych
dań? Włoscy goście – stali przyjaciele restauracji Corleone – nie mają
co do tego wątpliwości.
Corleone Ristorante
Kraków, ul. Poselska 19, tel. 012 429 51 26
www.corleone.krakow.pl
www.miastokobiet.pl
25
{ kuchnia}
Małże na stół
O SEZONIE NA MAŁŻE
I NOWYCH PROPOZYCJACH MENU
OPOWIADA MONIKA
TURASIEWICZ,
SZEFOWA KUCHNI KRAKOWSKICH RESTAURACJI
FARINA I DIVINA
S
ezon na małże, trwający od października do lutego, to kulinarnie niezwykle atrakcyjny sezon.
Wtedy ukryte w muszlach
mięso jest najbardziej soczyste
i delikatne. Ważne jest umieć to docenić. Na
szczęście w Polsce małże coraz rzadziej traktowane są jako egzotyka.
W tych niepozornych muszlach najbardziej urzeka mnie fakt, że możliwości ich
przyrządzania są wprost nieograniczone.
Małże mogą być więc potrawą samą
w sobie, ale i dodatkiem – np. do makaronu; robi się z nich też świetne zupy.
Małże mogą być składnikiem lasagne
26
Miasto Kobiet 2008
z owocami morza, można zapiekać je
z różnymi sosami czy po prostu z masłem.
Świetne są również obrane ze skorupek, zanurzone w cieście i smażone. Najczęściej
jednak zamawiane są te klasyczne – gotowane w winie lub różnych sosach, podawane w towarzystwie frytek (wersja dla osób
nie liczących kalorii) lub bagietki, którą wykorzystuje się do zjedzenia ostatnich kropli
sosu. Zimne białe wino do uczty z małżami
w roli głównej jest obowiązkowe.
Na stałe w karcie Fariny mamy dwa rodzaje małży. Małże a la Farina to autorski
przepis: gotuję je w sosie z dodatkiem
czosnku, śmietany, białego wina, porów
{kuchnia }
KLASYCZNE
MAŁŻE GOTOWANE
tekst promocyjny
W WINIE LUB RÓŻNYCH
SOSACH
i odrobiny czuszki. Drugi sposób to małże
na ostro w pomidorach – lżejszy kalorycznie sos z cebulą, czosnkiem i pomidorami.
Małże przejmują nieco smaku z pomidorów, które z kolei łączą się z małżami, co
daje wyśmienity efekt.
W tym sezonie nie zabraknie też nowych propozycji, jak małże z boczkiem i pomidorami oraz klasyczne – marynarskie,
oczywiście trochę przeze mnie zmodyfikowane. Sezon na małże zagości też w Divinie
– mojej nowej restauracji na Kazimierzu.
To wyrafinowane kulinarnie miejsce, z autorską, międzynarodową kuchnią, sprzyjać
będzie degustacji owoców morza.
Podczas sezonu na małże, który w Farinie rozpoczynamy pod koniec października, proponujemy małże na przynajmniej
dziesięć sposobów. Pojawiają się wtedy
cieszące się ogromną popularnością małże
po tajsku – z trawą cytrynową i mlekiem kokosowym, z przyprawami tajskimi: galgantem, tajską bazylią i zielonym curry. Kiedy
trwa sezon na grzyby, je także podajemy
w towarzystwie małży – ta awangardowa
propozycja cieszy się dużym powodzeniem.
Znany nam doskonale smak borowików czy
podgrzybków w towarzystwie małży sprawdza się doskonale. To połączenie chwalą
nie tylko nasi krakowscy przyjaciele, ale
i cudzoziemcy. Wszyscy ci, którzy mają
świadomość, że życie bez owoców morza
jest po prostu uboższe.
www.miastokobiet.pl
27
{książka}
OSTATNIA PARA
CZERWONE TRZEWICZKI
fot. Ewa Aksienionek
Justyna Jaworska
fragment opowiadania z książki
DZIEWCZYŃSKIE BAJKI
na dobranoc
K
aren zobaczyła je na wystawie. Czerwone, na zawrotnej
A potem przyszła pierwsza komunia. Pamiętała, jak kuliła stopy
szpilce, z koźlej skóry, z okienkiem na dwa palce jak na
pod ławką w kościele, kiedy inne dziewczynki wysuwały spod falban
dwie stulone fasolki. Do tego koniecznie krwisty lakier.
czubki śnieżnych sandałków. Bo ona miała beżowe. Be... be...
Gdzieś słyszała, że takie właśnie kocha Manolo Blahnik
beżowe. Praktyczne, z twardej świńskiej skóry. Ze wstydu nie słyszała
i że ten fason nazywa się „peep-shoes”, co zabrzmiało
psalmu ani kazania, świńska skóra paliła jej stopy. Dlatego następjej jak „peep-show”, zdecydowanie nieprzyzwoicie. Stała przed szybą
nego dnia, gdy z innymi bielankami biegła na nabożeństwo majowe,
i czuła zmasowany atak pożądania – porządnego pożądania – od któzmieniła po drodze beżowe paskudy na malinowe balerinki. Sypała
rego serce zdawało się zbiegać w dół i tętnić pod nobliwą bawełną
w nich płatki róż, lekka jak królowa wróżek, a siostra katechetka
majtek ze Snoopym. Spojrzała na swoje... trampki? Otóż nie, tramznowu rumieniła się pod kornetem.
pki byłyby przynajmniej znakiem kontestacji, tymczasem ona spojA teraz Karen stała pod sklepem przed parą karminowych szpirzała na swoje płaskie, ekologiczne kierpce na pasek, nieśmiertelne
lek i coraz mocniej czuła, że ulegnie. Mogła zapłacić kartą, sama,
Buty Do Wszystkiego, które kilka sezonów temu wygrzebała ze stomoże nawet obyłoby się bez debetu. Nie bardzo tylko wiedziała, do
sów kartonów na kiermaszu taniego obuwia. A potem znowu spojczego by jej pasowały – od lat wybierała barwy ochronne i nie miała
rzała na witrynę. Sklep musiał być naprawdę drogi, skoro na całej
sukienek z tafty ani samonośnych pończoch, ani tunik z cekinami,
wystawie stała tylko ta jedna para: znudzona, wyniosła, bez ceny.
ani wiszących kolczyków. Niczego w tak śmiałym stylu. Tylko że nie
Jak każda kobieta przyklejająca nałogowo nos do szyby, Karen była
miało to już żadnego znaczenia. Nie teraz. Buty promieniowały
sobie kiedyś małą dziewczynką, może nie od razu sierotką, ale dziecmagnetycznie.
kiem cokolwiek zaniedbanym. Bo chyba przez rodzicielskie zanieKtoś za nią chyba stanął, bo usłyszała z tyłu:
dbanie nazwano ją jak za karę. I jak za karę ubierano ją w sztruksy
– Ach, jakie piękne balowe pantofelki! Zajebiste, sam bym ci je
po ciotecznych braciach, a strzyżono w domu krótko, z oryginalną
kupił.
grzywką w schodki. Sweterki z anilany gryzły, skarpetki dzieliły się na
Wzdrygnęła się. To był facet w kurtce moro, żołnierz. Wyślinił jej
dziurawe i cerowane kontrastową nitką, a w ogóle to były wczesne
to wprost we włosy, obleśnie i zarazem kusząco, jak Bobby Peru do
lata osiemdziesiąte. Musiała wyglądać jak nieszczęście, skoro siostra
ucha Luli. Nie miał zepsutych zębów, ale ział nikotyną i rudy był.
katechetka zatrzymała ją kiedyś po religii:
Speszona uciekła do sklepu. Ekspedientka zrobiła na jej powita– Czy twój tatuś pije?
nie coś w rodzaju zeza, bo nie wiedziała, którego spojrzenia użyć:
Katechetka była młoda i tak spąsowiała pod kornetem, że Karen
niewidzącego (dla tych myszy w kierpcach, które zawsze tylko
też się zarumieniła:
oglądały) czy czujnego (dla rozkapryszonych klientek). Karen wy– Pije bez przerwy. Strasznie dużo herbaty.
glądała jak mysz, ale bardzo zdeterminowana mysz.
Tatuś jeździł na rowerze do instytutu, gdzie miał państwową po– Ma pani z tego trzydzieści osiem?
sadę, a mama prowadziła specjalny zeszyt, w którym co wieczór na
– Na wystawie. Ostatnia para.
kuchennym stole notowała wydatki. Mówiło się, że jest kryzys. KryKaren przymierzyła. Zachwiała się. Nie tylko dlatego, że nagle
zys był nawet fajny, bo mama robiła na patelni przypalone karmelki,
zrobiło się dziwnie wysoko. Stanęła przed wyszczuplającym lustrem
dużo lepsze od cukierków ze sklepu, a jesienią przychodziła pora na
i poczuła, że jej ciało nareszcie zaczęło należeć do niej. Łydka wygięła
dżemy, i było trochę jak na wojnie. Tylko trzeba było nosić wstrętne
się w łuk, w odwróconą szampankę, z delikatnym podcięciem mięjuniorki, toporne adidasy podhale, półbuty męskie, wyszywane góśnia i ostro zarysowanym kolanem. Udo wysmuklało wystrzelone,
ralskie kapcie, zimą relaksy, latem sandały sandacze. Nie należała
pośladki w bawełnianych majtkach ze Snoopym zwarły się w sobie
do dziewczynek, które się stroi.
jak twardy, trywialnie klepnięty melon. Brzuch się spłaszczył, biust
Widywała je za to w szkole. Przynosiły lalki z Peweksu, licytow sfatygowanym puszapie poszedł ostro do przodu, ramiona za to do
wały się na plastikowe motylki i piórniki z napisami. Karen nie była
tyłu jak u nakręcanych modelek.
jeszcze wtedy prawdziwą dziewczynką, a przynajmniej nie przystę– Płacę kartą.
(...)
powała do gry, dopóki u klasowej
księżniczki nie zobaczyła ślicznych zagraDziewczyńskie bajki na dobranoc to uwspółcześnione wersje tradycyjnych baśni napisane przez kilnicznych pantofelków: balerinek w kolorze
kanaście pisarek, w tym także znane już szerszej publiczności, jak Grażyna Plebanek i Agnieszka Drotkiemalinowym. Jeden jedyny raz bardzo o coś
wicz. Antologia zachęca do nowego spojrzenia na znane wszystkim postaci i symbole, i przypomina, że
poprosiła i dostała z komisu podobne, no,
śpiące królewny, złe macochy i brzydkie kaczątka są nie tylko w bajkach. Doskonały prezent pod choinkę.
............................
prawie takie same. „To podróby” – wyceDla Czytelniczek „Miasta Kobiet” wydawnictwo Amea ufundowało 5 książek „Dziewczyńskie bajki...”
dziła na ich widok klasowa księżniczka, ale
[patrz: konkurs dla czytelników, str. 4]. Miasto Kobiet jest patronem medialnym książki.
Karen i tak była najszczęśliwsza w świecie.
28
Miasto Kobiet 2008
{ludzie}
Wśród ORŁÓW
Paulina Szkudlarz, fot. arch. prywatne
ROZMOWA Z PAULINĄ SZKUDLARZ,
PILOTEM WOJSKOWEGO SAMOLOTU CASA C-295
Kim chciałaś być, kiedy byłaś małą dziewczynką?
Najwyraźniej byłam bardzo konsekwentnym
dzieckiem, bo odkąd pamiętam inny zawód
niż pilot nie wchodził w grę. Nikt z dorosłych oczywiście nie traktował tego poważnie, bo co dziecko w wieku przedszkolnym i
wczesnoszkolnym może wiedzieć. Tym bardziej, że ja z uporem maniaka twierdziłam,
że będę latać w wojsku i na samolotach odrzutowych, a to był początek lat 80-tych...
Kiedy miałaś „naście” lat wolałaś nosić spodnie czy
sukienki?
Raczej spodnie. Kiedy byłam młodsza,
byłam oczywiście ubierana w sukienki, jak
to dziewczynka. Podobały mi się falbanki,
koraliki, buty lakierki (hit tamtych lat) oraz
różowy kolor. Okres szkolny to oprócz nauki,
zajęcia w klubie tańca towarzyskiego, więc
miałam sporo okazji, aby wkładać na siebie
różne przepiękne sukienki i poruszać się na
parkiecie w butach na wysokim obcasie.
W wakacje zaczynałam latać w aeroklubie,
więc spodnie były po prostu praktyczne.
Teraz do pracy też zazwyczaj przychodzę
w dżinsach, bo mój codzienny ubiór
służbowy to kombinezon.
Można powiedzieć, że jesteś pierwszą kobietą-pilotem polskiego lotnictwa?
Z tym pierwszeństwem tak do końca bym
się nie zgodziła. Pionierkami były dwie siostry Sosnowskie, Irena i Wirginia. To są
pierwsze kobiety-piloci w historii polskiego
lotnictwa wojskowego. Kolejne dwie panie to
pułkownik Zofia Andrychowska i Halina
Dudek. Na rok przed maturą, czyli w 1997
roku, napisałam prośbę do ministra MON,
aby wyraził zgodę na rozpoczęcie przeze
mnie studiów w szkole lotniczej w Dęblinie.
Odpowiedź była negatywna. Zbyto mnie
tłumaczeniem, że wojsko nie ma pieniędzy
na stworzenie warunków socjalnych dla kobiet. Niektórzy żartowali, że w armii nie ma
instrukcji składania stanika, tak żeby było
regulaminowo. W taki to sposób zaczął się
dla mnie korowód przez najróżniejsze instytucje w tym kraju, z prezydentem RP
i rzecznikiem praw obywatelskich włącznie.
Trwało to w sumie trzy i pół roku. Kiedy dowiedziałam się, że Kaśka Lambert została
przyjęta jako ta pierwsza, trwały wakacje,
30
Miasto Kobiet 2008
a ja tradycyjnie spędzałam je w aeroklubie
(podobnie jak przez poprzednie trzy lata).
O wszystkim usłyszałam przez telefon od
mamy, bo zobaczyła ją w telewizji. No chyba
nie muszę tłumaczyć, jak się wtedy poczułam. Wyglądało to na ironię losu. Rok
później (czyli po ukończeniu drugiego roku
studiów na politechnice) zostałam dopuszczona do badań lekarskich i egzaminów
wstępnych do Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił
Powietrznych w Dęblinie. Dostałam kategorię zdrowia na te upragnione samoloty odrzutowe, a po egzaminach i rozmowie kwalifikacyjnej okazało się, że zostałam przyjęta
z jedną z pierwszych lokat. Po unitarce
(czyli po półtoramiesięcznym szkoleniu wojskowym) zostałam od razu przeniesiona na
biet. Takie są „koszty” tej pracy. Ale z roku
na rok jest lepiej.
Czy udaje Ci się pogodzić życie prywatne z pracą?
Z zakładaniem rodziny nie śpieszy mi się.
Uważam, że zawód pilota wojskowego i obowiązki domowe są zbyt wymagające, by wykonywać je jednocześnie i dobrze. Zawsze
coś ucierpi. Teraz czas na latanie, a innymi
sprawami zajmę się jak już będę umiała trochę odpuścić i żyć nieco spokojniej.
Kim jest Twój stuprocentowy mężczyzna?
Ideał jest „śmiertelnikiem”. W moim wyobrażeniu taki mężczyzna to przede wszystkim
nie „pomoc domowa”. Musi być trochę jak
kot, co chodzi własnymi drogami. Ma swój
świat, swoje zainteresowania, znajomych.
Nie tłumaczy się ze wszystkiego, bo chce zachować odrobinę niedopowiedzenia w tym
codziennym, zwykłym życiu. Jak wszystko
jest jasne i oczywiste, to przestaje być pociągające. No a przede wszystkim ideał musi
mieć honor i zasady, których trzyma się bez
względu na okoliczności.
Nie sądzisz, że mężczyźni mogą się czuć przy Tobie
mało męscy?
drugi rok. Niestety, znowu uprzedzenia
wzięły górę. Nie dostałam przydziału do lotnictwa taktycznego (w związku z tym zamknięto mi drogę do samolotów naddźwiękowych), bo płeć przeważyła w ocenie mojej
przydatności. Smutne to, ale w dniu, kiedy
stawałam się pilotem wojskowym w pełnym
znaczeniu tego słowa i realizowałam swoje
życiowe marzenia, zamiast dumy czułam
rozgoryczenie.
Uważam, że męskość nie polega na zawodzie, jaki się wykonuje. Panowie początkowo
mogą czuć się nieco onieśmieleni, bo po
prostu nie wiedzą, czego się spodziewać.
Wielu, zanim mnie poznało, myślało, że zobaczy „babochłopa”. A tu niespodzianka.
Na pewno facetom może przeszkadzać mój
charakter. Lubię być niezależna i samodzielnie podejmować decyzje. Nie lubię i nie
umiem prosić o pomoc. Nie wiem też, czy
panie wykonujące tzw. kobiece zawody są
bardziej pociągające dla mężczyzn. Na
pewno mają przewagę o tyle, że spódniczka
i szpilki robią większe wrażenie niż kombinezon i opinacze.
Wojsko spełniło Twoje oczekiwania? Czy tak sobie
to wyobrażałaś?
W magazynie dysponowali takim małym kombinezonem?
Nie wiem, czy kiedykolwiek miałam jakieś
bardzo szczegółowo sprecyzowane wyobrażenia. Wojsko znałam, bo od dziecka
miałam z nim styczność. Wiedziałam dokąd
i po co idę. Wiedziałam też, że armia interesuje mnie tylko ze względu na latanie, więc
z grubsza jest tak, jak miało być.
Nie. I w dalszym ciągu jest z tym problem.
Zgodnie z przepisami mundurowymi, powinnam mieć dwa kombinezony wydawane
raz na dwa lata. Obecnie mam jeden, w którym chodzę już ponad cztery lata, a i tak nie
jest on rozmiarowo dopasowany. On po prostu był w magazynie najmniejszy.
Jak koledzy traktują Cię w pracy?
Czy lubisz zastrzyki adrenaliny, motory, szybkie samochody, sporty ekstremalne?
Relacje z kolegami są normalne. Przywykłam do tego, że nie ma koleżanek, a oni
do tego, że jestem ja, zamiast jednego więcej
kumpla do piwa.
Spotkałaś się z przejawem nietolerancji w wojsku?
Adrenalinę lubi chyba każdy pilot, bo taka
jest specyfika tej pracy. Powiedziałam, że
kiedy przestanę ją mieć, to będzie mój
ostatni dzień w tym zawodzie.
Z tym zapewne spotkała się większość ko-
Rozmawiała Aleksandra Budzińska
NIEgrzeczna
dziewczynka
rys. Eliza Luty
Karolina Macios, fot. Anna Ciupryk
KAROLINA
MACIOS
{ felieton}
S
kończył się październik,
co? Studia ruszają na
całego, kończy się okres
ochronny, a zaczyna ta
koszmarna połowa roku:
dodatkowe zajęcia, fakultety, wyrzucanie lodówek i telewizorów przez
okna akademików, kac na porannych wykładach, kiedy wciąż jeszcze
nóżka wybija rytm z całonocnej imprezy w miasteczku AGH. Przepalone i przepite odpowiedzi na
pytania egzaminujących, użeranie się ze świeżo upieczonymi
wykładowcami, którzy nieudolnie próbują zatuszować nikłą
różnicę wieku, stosując system represji i wywierania bezpośredniego nacisku.
Koniec laby październikowej – zaczyna się nauka. Szczęśliwe,
które mają to już za sobą. Jak wiadomo wiedza jest źródłem cierpienia. A jej utrwalanie to już chińskie katusze. Repetitio est
mater studiorum, jak rzekł pewien akademik, niechybnie
mężczyzna, zapewne samotny, masochista i w dodatku niekatolik. Dla całej reszty jest bowiem oczywiste, że najlepszą matką
nauk jest samo życie. Szczególnie to rodzinne. Szczególnie to
świąteczne.
Święta się zbliżają… Wyprzedzane mordęgą sprzątania, pucowania, polerowania, mdlącym zapachem maglowanych obrusów, pasty do podłogi i piwnicznym odorem sztucznych choinek.
A potem jedno dodatkowe nakrycie, ze sztućcami z innej zastawy, bo zabrakło, a zresztą zbędne widelce i noże lepiej zabrać
z widoku, bo co z oka, to z serca, tym bardziej, kiedy przy jednym stole cała rodzina… Lepiej nie prowokować. Pierwsza
gwiazdka za oknem. Pod nią fioletowe usta krakowskich meneli
rozciągają się w uśmiechach, Piwnica pod Baranami kolęduje,
a gołębie srają mimo mrozu.
Dwadzieścia osób z opłatkiem w dłoni wymienia nerwowe uśmiechy, bo na „topce” zestawu życzeń każdej z nich tragiczne wypadki, nagłe zgony, kraksy samochodowe, kradzieże mienia,
bankructwa banków, niezdane egzaminy, nieszczęśliwe związki,
i w ogóle to wszystkiego najgorszego. Ale wiadomo, więzy krwi,
krew nie woda, po kądzieli i po mieczu są pewne zobowiązania.
Nawet jeśli chce się kądzielą zadusić, a mieczem głowy pozbawić.
32
Miasto Kobiet 2008
Mam nadzieję, że nie ubezpieczyłaś się na życie? A przynajmniej
nie uposażyłaś nikogo z rodziny? A przynajmniej nikomu o tym
nie powiedziałaś? Wypadki wszak się zdarzają – ości w gardle,
noże w przegubie, wykałaczki w oku, zajęcie się ogniem od
świeczki choinkowej. Zło nie śpi, miłość rodzinna również.
W wannie wciąż jeszcze bagienny osad po karpiku. Sama byś
go z chęcią zarżnęła, myślisz sobie, zasiadając ze swym
mężczyzną przy stole (byle nie na rogu! nie na rogu!).
Zarżnęłabyś go jakimś tępym narzędziem... Ech, gdyby to tylko
było możliwe. Kochanie, nie jesz już tych uszek? Nie jesz, bo
właśnie biegniesz do łazienki, żeby szybko zaprać plamę z czerwonego barszczu, którą to kochanie zrobiło sobie na świeżo wyprasowanej przez ciebie koszuli. Potem zdjęcie rodzinne na tle
choinki. Uśmiechasz się całkiem naturalnie, wyobrażając sobie,
komu na nim później dorysujesz wąsy, wykłujesz oczy i zmienisz
płeć. Humor ci wraca, życie znów nabiera barw, wybaczasz im
nawet mak w zębach i chuch przetrawionego „no to pod te
święta”, koniec już bliski, znów udało ci się przetrwać rodzinną
wigilię. Jesteś z siebie dumna, przed tobą już tylko ta lepsza
połowa roku. Nagle pukanie do drzwi. Hohoho, mam cały wór
prezentów!, dyszkancikiem podśpiewuje podstarzały wujek, który
wyszedł kwadrans temu. Opięty czerwony kostiumik puszcza
drobne oczka w okolicy zamka błyskawicznego, spod którego
wyłażą siwe włosy. Wujek wydyma zaróżowione policzki, a jego
obślinione wargi układają się w ciup. Kto był grzeczny? Chodź do
wujka, no chodź, yyy, to znaczy chodź do Mikołaja. Mikołaj ma
coś dla ciebie. A byłaś grzeczna? Na pewno? Oj, chyba jednak nie.
Niegrzeczna dziewczynka, niegrzeczna…
Miłych świąt, drogie panie.
{moda}
MODA
news
Laur Elegancji
dla Jarockiej
Za ponadczasową elegancję
– tak brzmiało motto tegorocznego Lauru Elegancji – dorocznej nagrody, od pięciu lat przyznawanej znanym Polkom przez włoskiego projektanta futer Vinicio Pajaro.
28 września, podczas gali „Sztuka w Modzie”, zorganizowanej
w Collegium Maximum Uniwersytetu Jagiellońskiego, nagrodę tę odebrała dawno nie widziana w kraju piosenkarka Irena Jarocka.
Laur Elegancji jest nagrodą, przyznawaną w
dowód uznania za wyjątkowy
styl w modzie, biznesie i kulturze. W minionych latach
otrzymały ją: Jolanta Kwaśniewska, Grażyna Brodzińska,
Hanna Gronkiewicz-Waltz
i Elżbieta Penderecka.
Jak co roku gala połączona była z prezentacją futer
marki Vinicio Pajaro, która od
1995 roku ma salon w Krakowie. Tym razem po raz pierwszy pokazano najnowszą,
żółtą kolekcję, która dopiero
po krakowskiej prapremierze
zaprezentowana zostanie
publiczności Nowego Jorku,
Petersburga, Madrytu, Mediolanu, Rzymu i Wenecji.
........................
Miasto Kobiet było patronem
medialnym pokazu
www.miastokobiet.pl
33
{moda}
New York
Fashion Week
Michael Kors
fot. Anna Morgowicz
{moda}
OWOJORSKI TYDZIEŃ MODY to jedno z najważniejszych wydarzeń wyznaczających trendy w modzie na następny sezon. Niezliczone pokazy, przewijający się celebrities, a do tego setki butów, sukienek, torebek – to jest to, co rządzi Nowym Jorkiem
przez tydzień, a światową modą przez następny sezon. Szaleństwo pokazów w Wielkim
Jabłku obserwowała Anna Morgowicz, której udało się znaleźć w gronie fotografów robiących zdjęcia podczas pokazów. Specjalnie dla „Miasta Kobiet” opowiada o kolejkach, modzie i Annie Wintour
Chado Ralph Rucci
Anna Sui
Chado Ralph Rucci
Luca Luca
Chado Ralph Rucci
N
Co głównie pamiętasz z New York Fashion Week?
Czekanie! Większość ludzi zna pokazy tylko z relacji telewizyjnych, gdzie
pokazuje się skróty i pewnie nie do końca zdają sobie sprawę, jak wygląda
taki pokaz w rzeczywistości – że nie ma tam limuzyn, czerwonych dywanów i tłumów gwiazd, a za to są kolejki, parogodzinne spóźnienia z pokazami...
Jak wygląda dzień fotografa na nowojorskim tygodniu mody?
Pokazy zaczynają się o 9 rano i kończą o 9 wieczorem, z krótką przerwą
na lunch, kiedy zamiast iść coś zjeść ludzie kręcą się wokół gadżetów...
Fotograf ma stosunkowo łatwe życie: omija kolejki do wejścia, jednak później musi walczyć o dobre miejsce. Kiedy dostaniemy się już na salę,
w której odbywają się pokazy, zaczyna się czekanie. Fotografowie ciągle
obserwują nie tylko sam wybieg, ale również widownię, na której można
wypatrzeć Anne Wintour i inne sławy.
Wintour z Vogue’a?
Tak! Nie można wyśledzić, kiedy Wintour się pojawia, ale widać ją zaraz
po zakończeniu pokazu: zrywa się i pierwsza wręcz wybiega z sali – towarzyszą jej dwie asystentki. Łatwo ją rozpoznać, bo szefowa Vogue’a wygląda dokładnie tak jak w kolorowych magazynach – zawsze ta sama
fryzurka, charakterystyczny styl ubierania się i oczywiście okulary przeciwsłoneczne.
Czy na pokazach pojawiają się celebryci?
Tak, osobiście widziałam Juliette Lewis, Ellen van Unwerth, pojawiła się
Miss USA Nastolatek, mnóstwo osób ze świata mody – redaktorzy Elle
i Vogue’a... Czasem dochodzi do zabawnych sytuacji – Stany Zjednoczone mają obsesję celebrities – jednak jest ich tylu, że niekiedy nie c
www.miastokobiet.pl
37
Omnialuo Zheng Luo
Betsey Johnson
Diesel
Badgley Mischka
Vera Wang
Michael Kors
Rock & Republic
Diesel
można się połapać. Poza tym każdy chce być sławny, przez co dochodzi
to absurdalnych sytuacji, gdy „zwykłe” osoby pozują i dają się fotografować jak gwiazdy.
Jakie pokazy wspominasz najlepiej?
Każdy z pokazów to prawdziwy spektakl, na który składa się choreografia,
muzyka, światła, modelki i w końcu moda... Efekty potrafią naprawdę
robić wrażenie. Każdy jest inny. Na przykład pokaz Very Wang – totalnie
kobiecy, a Michela Korsa – niezwykle wyrazisty poprzez nawiązanie do lat
50.: nasycone kolory, proste wzory, czerwone usta. No i oczywiście szalona Betsey Johnson, która na wybiegu zrobiła szpagat. A modelki w sukniach ślubnych miały na sobie kajdanki. Wrażenie robił tez pokaz Custo
Barcelona – prawie teatralny, z uwielbianymi przez Hiszpanów nasyconymi kolorami i nieśmiertelną czernią. No i oczywiście pokaz Diesla – dynamiczny, miejski, agresywny.
Jakie tendencje podejrzałaś na wybiegach?
Na wybiegach dominowała czerń i odcienie szarości – jednak kontrastowo zestawione z żółtym. Dużo było też sexy czerwieni i projektów typowo letnich, pasteli – różu, beżu. Będzie trochę etnicznie, a trochę
miejsko. Zresztą na podstawie NY Fashion Week trudno prognozować
trendy – nowojorscy projektanci są takimi indywidualistami, że często
wręcz opierają się trendom. Wystarczy spojrzeć na projekty Betsey Johnson, które wyglądają jak kostiumy do Alicji w Krainie Czarów.
Wracasz na pokazy jesień/zima 2009?
Oczywiście. Oprócz ciężkiej pracy i czekania jest to również niesamowita
przyjemność oglądania pokazów. W lutym chciałabym także złapać
w obiektyw trochę kulis tego szaleństwa.
DKNY
Omnialuo Zheng Luo
Miss Sixty
Michael Kors
Philip Lim
Philip Lim
ANNA MORGOWICZ – fotografka mieszkająca na co dzień w Nowym Jorku.
Studiowała socjologię na Uniwersytecie Wrocławskim i UJ, aktualnie studiuje fotografię na Uniwersytecie Twórczej Fotografii w czeskiej Opavie. Stażystka w Agencji Magnum i wydawnictwie Assouline. Asystowała min. Alessandrze Sanguinetti
i Horatio Salinas.
Anna Sui
Rozmawiała Agnieszka Kozak
MODA
news
Yakamoz
Tak będzie się nazywał butik, jakby w całości przeniesiony z paryskich
zaułków wprost na Sienną 11 w Krakowie. Będzie można w nim znaleźć
między innymi ręcznie malowane jedwabie, biżuterię holenderskich i francuskich artystów, paryskie pantofelki oraz wiele dodatków, a większość
tych rzeczy w pojedynczych egzemplarzach.
Maniewski
w Londynie
Poszukujący inspiracji styliści z podwórka Maniewskiego (ul. Rakowicka 11, Gołębia 2) ostatnie dni
października, jak co roku, spędzili w Londynie. Obserwowali tam największe targi fryzjerskie Salon International, byli też obecni na seminarium akademii Vidal Sassoon oraz gali z okazji 80. urodzin założyciela tej firmy.
Polka jaka jest…
Od 15 do 22 października na Rynku Głównym w Krakowie można było oglądać wystawę fotografii zatytułowaną „Obraz Polki XXI wieku”. Wystawa zwieńczyła prace nad projektem, w który zaangażował
się TNS OBOP, a także fotograficy ze studia „Świetlica”. Pierwsza część prac polegała na stworzeniu portretu Polki za pomocą badań statystycznych przeprowadzonych na kobietach
między 25 a 45 rokiem życia, druga była próbą ukazania wyników tych badań za pomocą zdjęć.
Modelki zostały wyłonione w drodze castingów, które odbyły się w 6 miastach Polski. Fotograficy wybrali po jednej pani
z każdego miasta – takiej, która ich zdaniem reprezentowała
dany typ kobiecości. W Krakowie światowej sławy fotograf
Tomek Sikora poszukiwał kobiety sukcesu (na zdjęciu obok).
Pomysłodawcą i patronem wystawy była marka Falvit.
Nowa kolekcja
Erica Stipy
Endy i James – tak nazywają się najnowsze fryzury dla pań i panów, przygotowane
na sezon jesienno-zimowy w salonach Erica Stipy (ul. Długa 21, Wielopole 28, al.
Pokoju 67). Fryzury, dodajmy, przewrotne, bo to mężczyzna „James”– twardziel,
miejski zawadiaka i elegant – ma włosy długie. Kobieta
„Endy” przeciwnie, ale mimo to jej fryzura pozostaje ultrakobieca, w stylu femme fatale. Zwłaszcza, gdy się ją na-
syci smolistą czernią,
w której połyskuje purpura. Takie zestawienia
mają dominować w najbliższym sezonie.
ZA KULISAMI
fot. Anna Ciupryk
www.miastokobiet.pl
43
jedwabna sukienka – Zemełka & Pirowska, naszyjnik i bransolety – DELL’ORO, buty – szafa stylisty
44
Miasto Kobiet 2008
suknia ślubna – Michalska/Kara, naszyjniki i bransolety z pereł – DELL’ORO, naszyjniki z kryształami – Michalska/Kara
srebrna sukienka – Dagnez, narzutka – Zemełka & Pirowska, naszyjnik z kryształem – Michalska/Kara, pierścienie – DELL’ORO
ADRESY:
AB Kreacja, ul. św. Agnieszki 3
Michalska/Kara, ul. Dietla 46
Dagnez, Galeria Krakowska
Zemełka & Pirowska, ul. Moniuszki 24
DELL’ORO, ul. Kopernika 22
PRODUKCJA SESJI:
Fashion Color, ul. Zygmunta Augusta 5/4
tel. 012 429 15 80, www.fashioncolor.pl
ZDJĘCIA I MAKIJAŻ: Anna Ciupryk/FASHION COLOR
ASYSTENT FOTOGRAFA: Kamil Zacharski/FASHION COLOR
STYLIZACJA: Zemełka & Pirowska, www.zemelkapirowska.com
STYLIZACJA FRYZUR: Tomasz Karcz, www.tomaszkarcz.com
MODELKA: Ewa Maślanka/FASHION COLOR
Zdjęcia wykonano w Wypożyczalni Kostiumów
Teatru im. J. Słowackiego, ul. R adziwiłłowska 3
KONKURS
SREBRNE LUSTRO
dla najlepszych
Miasto Kobiet ogłasza konkurs o SREBRNE LUSTRO.
Mogą w nim wziąć udział KRAKOWSKIE gabinety kosmetyczne, salony fryzjerskie, kluby
fitness, ośrodki spa i day-spa, nail bary i gabinety masażu. O tym, które z nich staną
do konkursu a potem zostaną uhonorowane Srebrnymi Lustrami
i prestiżowymi rekomendacjami Miasta Kobiet, zadecydują Czytelniczki.
Wśród głosujących również rozlosujemy cenne nagrody.
KONKURS ODBĘDZIE SIĘ
W TRZECH KATEGORIACH:
KATEGORIA GŁÓWNA – najlepsze miejsce
Chcemy wytypować miejsca, które w opinii naszych Czytelniczek najlepiej dbają o ich wygląd i samopoczucie; gdzie jakość zabiegów i poziom obsługi tworzą klimat, dla którego chce się do nich
wracać. Srebrne Lustro Miasta Kobiet w tej kategorii otrzyma gabinet, na który Czytelniczki oddadzą
najwięcej głosów.
...JAK GŁOSOWAĆ
Głosowanie odbywa się na kuponach zamieszczonych w Mieście Kobiet
i na stronie www.miastokobiet.pl. Kupon należy wypełnić i wysłać (lub przynieść) na
adres redakcji: Miasto Kobiet, ul. Ujejskiego 11/3, 30-102 Kraków. Głosować można
we wszystkich trzech kategoriach lub tylko w wybranych. Kupony z uzasadnieniem będą
premiowane udziałem w dodatkowym losowaniu nagród, a najciekawsze uzasadnienia
będą opublikowane w Mieście Kobiet. Warunkiem udziału w losowaniu jest wyrażenie
zgody na przetwarzanie danych osobowych. Każdy z Czytelników może wypełnić maksymalnie 3 kupony. Kupony należy przysyłać do 15 lutego 2009 (liczy się data
stempla pocztowego)
...NAGRODY DLA CZYTELNIKÓW
Kupony biorą udział w losowaniu nagród (kosmetyki i książki). Pierwsze
losowanie nagród – 15 grudnia 2008 – obejmie dwa losowania: jedno dla wszystkich
kuponów, drugie dla kuponów zawierających uzasadnienia. Losowanie finałowe –
20 lutego 2009 – podobnie: dla wszystkich kuponów (także tych, które brały udział
w pierwszym losowaniu) oraz dla kuponów z uzasadnieniami (także tych, które brały
już udział w pierwszym losowaniu)
...NAGRODY DLA GABINETÓW
Oprócz tytułowych Srebrnych Luster w konkursie zostaną przyznane nagrody: dla najlepszego miejsca (nagroda rzeczowa oraz nagroda w postaci publikacji w Mieście
Kobiet) dla najlepszych rąk (nagroda rzeczowa oraz nagroda w postaci publikacji w
Mieście Kobiet ) dla najlepszego zabiegu (nagroda w postaci publikacji w Mieście
Kobiet dla gabinetu, w którym był wykonywany zabieg).
KATEGORIA – najlepsze ręce
Często do salonu kosmetycznego lub fryzjerskiego przychodzimy dla kosmetyczki, fryzjera/ki lub
masażysty/ki. To ich ręce i ich osobowość decydują o magnetyzmie miejsca. Głosować można na
kosmetyczkę, fryzjera/kę, masażystę/kę, manikurzystkę, itp. Srebrne Lustro Miasta Kobiet otrzyma
osoba, na którą Czytelniczki oddadzą najwięcej głosów.
KATEGORIA – najlepszy zabieg
Liczymy na to, że dzięki utworzeniu tej kategorii uda się wytypować najciekawsze zabiegi, proponowane przez krakowskie salony kosmetyczne. Srebrnym Lustrem Miasta Kobiet w tej kategorii zostanie nagrodzony zabieg (i gabinet, w którym jest przeprowadzany), na który Czytelniczki oddadzą
najwięcej głosów.
We wszystkich kategoriach oprócz nagród głównych zostaną przyznane wyróżnienia.
Zastrzegamy sobie także możliwość wprowadzenia dodatkowych nagród.
Szczegółową listę nagród opublikujemy w styczniowo-lutowym wydaniu Miasta Kobiet
KONKURS POTRWA 3 MIESIĄCE
– OD 15 LISTOPADA 2008 DO 15 LUTEGO 2009
...KONKURS DODATKOWY
ORGANIZATOR: Miasto Kobiet
SPONSOR: Clarena
NAJLEPSZE MIEJSCE .......................................................
NAJLEPSZE RĘCE.......................................................
NAJLEPSZY ZABIEG.......................................................
.......................................................
.......................................................
.......................................................
Uzasadnienie ....................................................................
Uzasadnienie .............................................................
Uzasadnienie .................................................................
.........................................................................................
..................................................................................
......................................................................................
.........................................................................................
..................................................................................
......................................................................................
.........................................................................................
..................................................................................
......................................................................................
(nazwa i adres)
(imię i nazwisko, gabinet)
(nazwa, gabinet)
Imię i nazwisko.............................................................................................. e-mail ...................................................................... telefon.........................................................
Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych dla potrzeb konkursu zgodnie z ustawą z dnia 29.08.1997 r. o ochronie danych osobowych, DzU nr 133, poz. 883.
podpis ..................................................
I
ADRES REDAKCJI:
MIASTO KOBIET, UL. UJEJSKIEGO 11/3
30-102 KRAKÓW
K U P O N
K O N K U R S O W Y
Czekamy na listy od czytelniczek z opisem wizyt w gabinetach kosmetycznych i ciekawych zabiegów. Wśród osób, które nadeślą listy, rozlosujemy nagrody. Najciekawsze z
nich opublikujemy.
{obyczaje }
DZISIEJSZA KURA DOMOWA JEŹDZI SPORTOWYM
VOLVO, UPRAWIA FITNESS W MODNYM
CENTRUM SPORTOWYM, CZĘSTUJE CIASTEM
UPIECZONYM PRZEZ HOUSEKEEPER
I WYCHOWUJE DZIECI PRZY POMOCY
BABY SITTER.
KURA DOMOWA NA EMIGRACJI
ZAROBKOWEJ
KURA DOMOWA
klasy Lux
Ż
ony i dziewczyny ekspatów to
kolejna odmiana WiG’s (Wifes
and Girls gwiazd światowego
formatu; matką założycielką
jest oczywiście Victoria Beckham). Nie reprezentują mężów znanych,
lecz mężów ważnych. Takich, którzy potrafią pokierować zagranicznym odziałem
banku, fabryką jogurtów 3000 km od
domu, wdrożyć nową technologię na drugiej półkuli. Za takie umiejętności firma nagradza finansowo i kusi (uzależnia?)
wieloma gadżetami. Prywatne ubezpieczenie, całodobowa bezpłatna opieka medyczna, dom z ogrodem, prywatna szkoła
(amerykańska lub brytyjska, w razie zmiany
miejsca pracy dziecko kontynuuje naukę
bez problemów), firmowe bale, kolacje, wycieczki, darmowe przeloty do kraju, pomoc
w urządzaniu mieszkania, w przeprowadzce, kierowca na żądanie, bezpłatne
lekcje języków obcych dla całej rodziny…
Lista miłych gestów jest długa i zależy od
polityki firmy. A polityka firmy jest czytelna
– żeby pracownik oddelegowany za granicę
pracował dobrze, cała jego rodzina musi
czuć się tam dobrze. Szczególnie żona. Samopoczucie kur domowych ma w tym wypadku realny wpływ na światową
gospodarkę…
Praca zamiast narkotyku
Początki są łatwe. Wreszcie można odpocząć. Po kilku lub kilkunastu latach pracy
48
Miasto Kobiet 2008
jest czas na zajęcie się domem, dzieckiem
(dziećmi), własnym rozwojem. Początki są
trudne. Nowe otoczenie, nowy język, inne
zwyczaje, brak własnych ważnych spraw.
Najważniejsza strategia – dobrze wybrać kierunek. – Pierwsza zagraniczna
praca mojego męża to była Libia – opowiada Monika, 39 lat, jedno 2-letnie
dziecko, mąż specjalista w branży naftowej.
– Przeżyłam tam prawdziwy koszmar –
prawie dwa lata więzienia. Jako biała kobieta nie miałam szans na samotne spacery. Każde wyjście do lekarza czy na
zakupy odbywało się w opancerzonej limuzynie, z kierowcą-ochroniarzem. Nie
było nawet z kim pogadać. Kobiety w Libii
nie są skłonne do zwierzeń, a z innymi obcokrajowcami nie miałam jak się spotkać.
Po dwóch latach Monika powiedziała
mężowi – dość! Albo praca albo rodzina.
Wybieraj. Firma zrozumiała. Dostali do wyboru kraje europejskie – Mołdawię, Rumunię, Turcję. Wybrali Rumunię.
Maria, mama dwóch nastoletnich córek,
od 7 lat podróżuje za mężem po świecie.
Chiny, Finlandia, Rumunia. W Rumunii są
już cztery lata i stoją przed poważną decyzją
– wracać czy kolejny raz zaczynać wszystko
od nowa: – Adrenalina, ciekawość świata
i ludzi zawsze do tej pory wygrywała. W Polsce musielibyśmy tak samo zaczynać
wszystko od nowa, ale już bez tych emocji,
uroku nieznanego. Myślę, że mój mąż uzależnił się od zmian.
Nic nie robić
i nie zwariować
Oprócz krajobrazu za oknem zmieniają się
też oczekiwania i jakość życia żon na wygnaniu. – Na początku wydawało mi się, że zajmowanie się 5-miesięcznym Jasiem to będzie
bułka z masłem – wspomina Iza, 30-latka,
żona dyrektora finansowego banku. – Mogę
poświęcić się całkowicie dziecku, mężowi…
idealny układ. Koleżanki z dłuższym emigracyjnym stażem pytały – jak ty dasz sobie
radę? Bez housekeeper, niani? Patrzyłam na
nie jak na wariatki, leniwe krowy. Dziś nie
wyobrażam sobie życia bez babysitter
i sprzątaczki. To znaczy – wyobrażam, ale
nie dam zrobić z siebie niewolnicy.
Życie kur domowych na emigracji jest cudownie ułożone – dziecko w amerykańskiej
(angielskiej) szkole (przedszkolu). Housekeeper zajmuje się przyziemnymi sprawami
przez sześć godzin dziennie: dba o domowe
ognisko, sprząta, gotuje, piecze. Kierowca
wozi na zakupy, do koleżanki i do lekarza,
niania zabawia dziecko (dzieci) do powrotu
męża z pracy. To kura domowa z wyższej
półki. Bo i tu obowiązuje hierarchia, a jej wyznacznikiem jest metraż ogrodu, kubatura
wynajętego domu, marka służbowego samochodu, pakiet ubezpieczeniowy. Jej koleżanki
nie zawsze stać na nianię i kierowcę na stałe.
Wakacje od życia
Niepracująca żona ma czas dla siebie. Ma
tę przewagę nad mężem, że może korzy-
ilustracja Aurelia Milach
stać z dobrodziejstw płynących z wysokiego statusu finansowego. Siłownia za
dziewięć tysięcy rocznie? Masaż antycellulitowy? Joga? Nordic Walking?
Lista miejskich szaleństw nie ma
końca. Kura domowa zawsze, minuta
po minucie wie, jak będzie wyglądał jej
weekend. W końcu czeka na niego całe
pięć długich dni. Weekend to święto
rodziny. Celebracja przyjemności. Wycieczki. Restauracje. Opera.
– Nasze emigracyjne życie to takie
wakacje od życia. Czas skupienia się
na rodzinie. Wiadomo, w obcym kraju
jest mnóstwo problemów, które rozwiązuję wspólnie z mężem. To zbliża.
Wieczory i weekendy spędzamy razem.
W Warszawie, gdzie wcześniej mieszkaliśmy, w kółko były a to imieniny
u cioci, a to zakupy, a to jakieś interesy. Tu rachunki płacą się same
(firma), wszystkie formalności załatwia pracodawca, a my mamy czas dla
siebie. Mogę być lepszą żoną i matką –
zdradza Ania, mama trójki dzieci, lekarz w stanie spoczynku.
Żony na wygnaniu już się nauczyły,
nastudiowały, napracowały, namęczyły z
dziećmi. Teraz czas na relaks. Na cieszenie się macierzyństwem, rodziną.
Czy nie każda z nas powinna dostać taką
szansę od życia? A właściwie – od męża?
Zyta Kowalska
www.miastokobiet.pl
49
{uroda}
C
NASZE
CIAŁO
ZASŁUGUJE
NA OPIEKĘ
NAJWYŻSZEJ
KLASY
fot.www.artxx.pl
odziennie, na każdym kroku, atakują nas setki
reklam. Reklamy ubrań, proszków do prania,
kosmetyków czy samochodów oprócz właściwego produktu przy okazji promują także
zgrabną sylwetkę, gładką cerę, lśniące włosy.
Top modelki odpowiednio „udoskonalone“ za pomocą programów komputerowych patrzą na nas z gazet i billboardów.
Do naszej podświadomości wdziera się zasada: piękny =
szczęśliwy. Zaczynamy więc dążyć do ideału – stosujemy
ostrą dietę, kupujemy drogie kremy, karnety na fitness, jedziemy na weekend do spa. Po miesiącu mamy 2 kilogramy
mniej, nieważny karnet, pusty słoik po kremie i spokojne sumienie przez następne pół roku. Czy jednak słusznie? Nie, bo
takie doraźne działania nie zbliżają nas do celu. Co więc należy robić? Przede wszystkim oddać się w ręce ekspertów – i to najlepszych z najlepszych. Nasze ciało
zasługuje na opiekę najwyższej
klasy. Poza tym musimy pamiętać,
że nasz organizm to nie zbiór przypadkowo złożonych, niezależnych
od siebie części, tylko jedna spójna
całość.Toteż trzeba działać kompleksowo. I właśnie takie – troskliwe, holistyczne podejście do
Klientów, wyróżnia Medicor spośród innych salonów Day Spa.
Położone w sercu Krakowa,
w pięknej secesyjnej kamienicy,
Centrum Kosmetyki i Medycyny
Estetycznej Medicor powstało
z marzeń, inspiracji i doświadczenia. Ten jedyny w Polsce, tak
wyjątkowy salon, w którym najważniejsze jest zadowolenie Klienta, wysoka jakość usług oraz
niepowtarzalność i nowoczesność,
tworzy zespół ekspertów i entuzjastów. Optymalne efekty i satysfakcja osób nas odwiedzających to
owoc kompleksowej pielęgnacji,
najwyższej jakości produktów
i urządzeń, odpowiednio dobranych suplementów oraz doskonałej współpracy lekarza z kosmetyczką i masażystą.
Swą misję Centrum Medicor realizuje pod czujną opieką
ekspertów – Edyty Nykiel i Ludmiły Petrenko, współzałożycielek Centrum.
Edyta Nykiel to ekspert w dziedzinie depilacji laserowej.
Oprócz nadzoru nad kadrą i zabiegami pielęgnacyjnymi
w gabinecie, prowadzi też szkolenia z zakresu laseroterapii.
Specjalizuje się w zastosowaniu lasera Light Sheer, na którym pracuje od 1999 roku, co daje jej najdłuższy staż w Polsce. Jej szkolenia wyróżnia oryginalny i profesjonalny styl
prowadzenia wykładów i ćwiczeń oraz wysoki poziom merytoryczny zajęć.
Ludmiła Petrenko, ekspert pielęgnacji ciała i modelowania sylwetki, praktyk z wieloletnim doświadczeniem, szkoleniowiec i instruktor Tai-Chi obok codziennych zabiegów
w gabinecie kreuje wizerunek Medicoru, prowadzi również
specjalistyczne szkolenia w zakresie profesjonalnej pielęg50
Miasto Kobiet 2008
CENTRUM
KOSMETYKI
I MEDYCYNY
ESTETYCZNEJ
KRAKÓW
UL. KARMELICKA 10
TEL. 012 430 12 14
www.medicor.krakow.pl
nacji ciała – naukę efektywnych zabiegów oraz kursy masażu (w tym techniki autorskie).
Medicor oferuje kompleksową opiekę, począwszy od
szczegółowej diagnostyki bioinformacyjnej wykonywanej
przez lekarza internistę, przez szeroką gamę zabiegów
pielęgnacyjnych twarzy i ciała, aż po zajęcia fitness,
warsztaty rozwojowe i różnego rodzaju szkolenia specjalistyczne. Profesjonalizm, entuzjazm i troskliwość kadry
Medicoru doceniają nie tylko Klienci, ale również specjaliści. Klinika chirurgii plastycznej dr. Andrzeja Sankowskiego wybrała własnie Medicor jako swego jedynego
partnera w Małopolsce. Toteż przychodząc do nas od
pierwszej chwili poczujesz się w naszym luksusowym,
przytulnym wnętrzu jak ktoś wyjątkowy – przywitają Cię
tu miłym uśmiechem, poczęstują specjalnie przygotowaną
herbatą.
Pracujemy na preparatach prestiżowych marek, takich jak SKYENDOR, VALMONT, PAYOT, jak
również na krajowych markach
jak Bielenda czy Norel. Mamy do
dyspozycji siedem gabinetów: dwa
do pielęgnacji i modelowania sylwetki z kapsułą Spa, dwa kosmetyczne (mezoterapia bezigłowa,
mikrodermabrazja), gabinet lekarski (krioterapia, medycyna estetyczna),
gabinet
depilacji
laserowej (laser Light Sheer) oraz
gabinet pielęgancji dłoni i stóp
z fotelem Pedicure Spa. Podgrzewana podłoga, superwygodne,
podgrzewane łóżko do masażu,
specjalne urządzenie do podgrzewania ręczników, aromatyczne
olejki, relaksacyjna muzyka – to
wszystko przejawy troski o Klienta;
detale, które Twoje ciało zapamięta i będzie chciało do nich wrócić.
Wielkim atutem naszego Centrum jest własna sala fitness o powierzchni 70m2. To tu stworzyliśmy nasz Fitness Wdzięku!
Pilates, BPU, fit-dance pozwolą Ci zrzucić zbędne kilogramy.
Taniec brzucha, salsa, rytmy latino, sexaerobic dodadzą Ci
gracji i pozwolą uwydatnić Twoją kobiecość. Dzięki jodze
i Tai-Chi odnajdziesz spokój i równowagę.
Inspirujemy również naszych Klientów do pomysłów na
obdarowywanie najbliższych. Zazwyczaj dostajemy „coś ładnego”, bądź „praktycznego” ale żeby dostać... Przyjemność?
Tak! Wystarczy wykupić u nas Karnet-Prezent na zabieg pielęgnacyjny twarzy lub ciała, bądź prezent w postaci Karnetu
Fitness Wdzięku, by podarować ukochanej osobie wyjątkowe
i niezapomniane przeżycie.
Jest to dla nas prawdziwa radość i ogromna satysfakcja, kiedy dostrzegamy zmiany, niemalże metamorfozę
naszych Klientów. Priorytetem Centrum jest zadowolenie. Zachwyceni Klienci stale powracają na zabiegi,
przedłużają karnety, a co najważniejsze – polecają nas
przyjaciołom.
tekst promocyjny
NAJLEPSI DLA NAJLEPSZYCH
TEST
URODA
Akwaporyny
na święta...
CO WSPÓLNEGO MAJĄ AKWAPORYNY ZE ŚWIĘTAMI
BOŻEGO NARODZENIA? DOBRE
PYTANIE. ALE… CO TO SĄ
AKWAPORYNY?
fot. arch. Angel
W latach dziewięćdziesiątych
zidentyfikowano
białka odpowiedzialne za
transport wody w komórkach roślinnych i zwierzęcych. Białka te, zwane
akwaporynami, tworzą kanały umożliwiające intensywny przepływ wody przez
błonę komórkową. Odkrycie
akwaporyn i ich znaczenia
dla gospodarki wodnej organizmów doceniono w 2003
roku, przyznając za nie Nagrodę Nobla w dziedzinie
chemii. A że jedna z akwaporyn znajduje się w naskórku człowieka, kwestią czasu było
wykorzystanie tej wiedzy w kosmetologii.
Zrobiła to francuska firma Ericson Labora-
52
Miasto Kobiet 2008
toire. Jej zabieg na twarz Skin Transfer System, który testowałam we wciąż pachnącym
nowością gabinecie Angel, to intensywna
kuracja odżywiająco-nawilżająca, w której
akwaporyny grają pierwsze skrzypce.
Prawie dwugodzinny zabieg
jest bardzo urozmaicony.
Etap odżywczy zaczyna się
od zaaplikowania tłustej ampułki z akwaporynami, a
przyjemny masaż uciskowy –
digitopresura – ma pomóc w
lepszym wchłanianiu składników. Potem na twarz zostaje bardzo obficie nałożona
maska (też z akwaporynami), która zastyga całkowicie po 20 minutach. Czuję
się zabawnie, jak mumia,
nawet ust nie mogę otworzyć, bo też mam zalepione.
Drugi etap to intensywne
nawilżanie. W nim do głosu
dochodzi aquafilina i lipidessence. Nie są
to pojęcia ani łatwe, ani konieczne do zapamiętania, wystarczy wiedzieć, że skład-
niki te są pochodzenia roślinnego
i odpowiadają za nawilżenie skóry (aquafilina) oraz stymulacje metabolizmu lipidów
(lipidessence). Procedura nakładania jest
taka sama jak w pierwszym etapie – najpierw ampułka, potem maska.
Zabieg był bardzo przyjemny, a atmosfera w gabinecie tak ujmująca, że wykorzystałam od razu obecność fryzjera, aby
doprowadzić włosy do stanu umożliwiającego wyjście na ulicę (fryzjer w salonie
kosmetycznym to jednak duże udogodnienie). Potem jeszcze manikiurzystka zadbała
o moje paznokcie – tak je wypolerowała, że
błyszczą do tej pory. Naprawdę! Duży plus
dla całego personelu.
Ale wróćmy do Skin Transfer System
i pytania postawionego na wstępie. Zabieg
daje błyskawiczny efekt – wzrost elastyczności skóry, przywrócenie jej blasku, wygładzenie drobnych zmarszczek. Z gabinetu
wychodzi się z poczuciem przyjemnego odświeżenia. A że pełny efekt tak potężnej
dawki składników odżywczych i nawilżających jest w pełni widoczny po 24 godzinach,
polecam wykonanie zabiegu na dwa dni
przed ważnymi uroczystościami. Może być
to ślub (niekoniecznie własny), wyjątkowa
randka, sylwestrowy bal lub wspomniane na
początku Boże Narodzenie. [AP]
................................
Angel, ul. Zwierzyniecka 30, tel. 012 429 11 59, Skin
Transfer System – 270 zł
TEST
URODA
BIUST DOSKONAŁY
S
54
Miasto Kobiet 2008
fot. Piotr Stokłosa/www.photografiq.com
alon Kosmetyczny Jasminum przy ulicy Rakowickiej
11,
mimo
nadchodzącej jesieni,
rozkwita. Wśród klientek od zawsze znany był ze świetnej
obsługi i poziomu zabiegów;
wkrótce do reprezentowanych tu
selektywnych marek dołączy kilka
nowości, a wystrój i kolorystyka
wnętrz zostaną odświeżone.
Popularnym zabiegiem w Jasminum jest Senum – ujędrniająco-liftingujący zabieg na biust oraz
dekolt. Profesjonalna kuracja działa
w trzech obszarach: na naskórek, na skórę
właściwą oraz na mięśnie. Obiecywane
efekty – które postanowiłam sprawdzić na
własnej skórze – to ujędrnienie, wzmocnienie oraz lifting. Skóra biustu i dekoltu jest,
o czym dobrze wie większość kobiet, bardzo
trudna w pielęgnacji. Wyjątkowo cienka,
ma do spełnienia dość niewdzięczną rolę –
podtrzymywania niebagatelnego przecież
ciężaru piersi. Pozbawiona odpowiedniej
pielęgnacji, nienawilżana lub katowana
zbyt szorstkimi peelingami, szybko traci
elastyczność, wiotczeje i opada. Dlatego zo-
rientowane na ten właśnie obszar ciała zabiegi cieszą się rosnącą popularnością, nie
tylko wśród pań, które niedawno urodziły
dziecko czy przestały karmić piersią.
Trwający godzinę z kwadransem seans
(w całości przeprowadzany kosmetykami
Bioline) kosmetyczka – niezwykle utalentowana i ciągle uśmiechnięta pani Ania –
rozpoczyna od oczyszczenia skóry i pokrycia jej intensywnie działającymi kwasami
owocowymi. Po kilku minutach czynna
substancja zostaje zmyta i zneutralizowana, a biust i dekolt – aż do granicy szyi
– pokrywany jest serum ujędrniającym, a kilka chwil później liftingującą
pianką.
Wzajemnie
wzmacniające się kosmetyki tworzą
na skórze niewidzialną powłokę,
która daje widoczny efekt napięcia
i ujędrnienia. – Ten zabieg najlepiej
jest aplikować sobie w serii – wyjaśnia pani Ania. – Sześć lub osiem zabiegów, przeprowadzanych raz lub
dwa razy w tygodniu, albo metodą
uderzeniową, co drugi dzień, daje
znakomite rezultaty.
Kiedy szczególnie polecane jest
Senum? Zabieg sprawdza się nie
tylko u kobiet profilaktycznie dbających
o wrażliwe partie skóry, ale także przed i po
zabiegu chirurgicznym biustu, w celu przygotowania tkanek, nawilżenia i uelastycznienia skóry. Może też być stosowany jako
kuracja jednorazowa. Poprawa struktury
i napięcia skóry biustu widoczna jest od
razu, i efekt ten utrzymuje się jeszcze kilka
dni. Na zbliżające się z nadchodzącą zimą
imprezy – opcja doskonała. [MS]
.....................................
Jasminum, ul. Rakowicka 11, tel. 012 430 02 00,
Senum – 140 zł
{u r o d a }
TEST
WEYERGANS
P
rogramy zabiegowe wykonywane na urządzeniach Weyergans są oparte na trójkierunkowym działaniu: stymulacja
przepływu limfy, aktywacja metabolizmu tkanki tłuszczowej, zabiegi wzmacniające tkankę łączną. Postanowiłam
przekonać się o tym sama!
Zabieg zaczyna się od 30-minutowego treningu Vacu Fitness. Łagodny spacer na
bieżni, która jest umieszczona w specjalnej
kapsule podciśnieniowej, jest przyjemny,
choć czułam, jakby nogi zostały dodatkowo
obciążone. Ćwiczenie ma za zadanie modelować sylwetkę, zlikwidować cellulit i wzmocnić układ krwionośny. Cena: 200zł za 10
zabiegów po 30 min., jedenasty gratis!
Po wysiłku pora na Slide Styler – półgodzinny delikatny drenaż limfatyczny. Jest to
wyjątkowo odprężający zabieg. Najpierw
nakładamy na nogi pachnący cynamonem
krem, później zawijamy je w folię i kiedy już
wygodnie leżymy na fotelu, zaczyna się zabawa. Na nogi zakładamy grube białe rękawy i ogromne skarpety, do tego taki sam
pas na biodra. Do stroju dołączone są dziesiątki kabli, które pompują i odsysają po-
56
Miasto Kobiet 2008
Bye bye cellulit!
STYMULACJA PRZEPŁYWU
LIMFY, AKTYWACJA
METABOLIZMU TKANKI TŁUSZCZOWEJ, ZABIEGI WZMACNIAJĄCE TKANKĘ ŁĄCZNA
w Krakowie. Jest to kosmiczna technologia
wykorzystująca podciśnienie. Zabieg polega
na szczelnym umieszczeniu dolnej połowy
ciała w kapsule. Urządzenie działa jak wielki
odkurzacz: zasysa nogi, po czym następuje
chwila przerwy. Podczas 30-minutowego zabiegu leżymy na wygodnym łóżku, w pokoju
panuje półmrok, a w tle słychać muzykę.
Cena: 100zł za 30 min.
OCENA :
poprawa krążenia krwi i limfy –
miałam problemy z zimnymi kończynami, po zabiegu się poprawiło
■ redukcja obrzęków – po całym dniu
pracy moje nogi były lekko opuchnięte
i zabieg przyniósł im ulgę
■ zmniejszenie obwodu ud, bioder
i brzucha – jedna terapia to raczej za
mało, ale jestem pewna, że po kilku
powtórkach centymetrów ubędzie
Dla mnie rewelacja! [AB]
■
www.vacu-centrum.pl
wietrze. Uczucie jest takie, jakby ktoś wykonywał masaż stóp, łydek, pośladków i talii.
Po zabiegu czułam się bardzo odprężona,
a zmęczone i opuchnięte stopy odzyskały
wigor. Drenaż można także wykonać na
brzuchu i rękach. Cena: nogi – 120zł za 30
min., ręce i brzuch – 75zł za 30 min.
Ostatni etap to program Vacu Styler – jedyny taki program do zwalczania cellulitu
tekst promocyjny
urządzenia i zabiegi
TEST
URODA
Jesienne ALGI
OCEAN MEMORY
ZABIEG
WZBUDZIŁ WE MNIE OBAWY
PRACOHOLIKA (KTÓRYM, ŻEBY NIE BYŁO WĄTPLIWOŚCI, NIE
JESTEM!). WIZJA PRZYJEMNOŚCI, KTÓRA MIAŁA JUŻ
WKRÓTCE STAĆ SIĘ MOIM UDZIAŁEM (ZDRADZĘ OD RAZU – PRZYJEMNOŚCI POCZWÓRNEJ: PEELING, KĄPIEL W KAPSULE, MASAŻ
RELAKSACYJNY, MASKA NA CIAŁO) WYWOŁYWAŁA MIŁY DRESZCZYK.
ALE Z DRUGIEJ STRONY, CZY TO MUSI TYLE TRWAĆ?
fot. Thalho
Czy w sytuacji, gdy na biurku piętrzy się stos
zadań na wczoraj, rodzina domaga się obecności w domu, jesienna plucha nastraja depresyjnie, a nad światem wisi potwór recesji,
nie byłoby sensowniej móc się zrelaksować
w kwadrans? Tak, tak, znam odpowiedź,
w końcu sama nie od dziś przekonuję innych,
że trzeba czasem przystanąć i zająć się sobą.
Więc – przystanęłam. W końcu pogody nie
zmienię, recesji nie zatrzymam, „na wczoraj”
w pracy przesunę „na jutro”, a dla rodziny po
takim zabiegu będę słodka jak miód.
Ocean Memory Treatment, najnowszy zabieg na ciało firmy Thalgo, testowałam w Salonie Daphne (ul. L. Węgierskiego 4). Prawie trzygodzinny rytuał może być
doskonałym antidotum na chłodne jesienne i zimowe dni. Dominującymi składnikami preparatów używanych w tym zabiegu są wyciągi z alg, algi mikronizowane, sól morska. Thalgo rzadko wprowadza do oferty nowości. Raczej bazuje na
utartych i sprawdzonych składnikach oraz zabiegach. W sytuacji, gdy wielu producentów ze względów czysto marketingowych zatraca się w pogoni za supernowościami, zaliczam to tej firmie na plus.
Zabieg zaczyna się od peelingu ciała. Ciepły preparat (sól morska plus płatki
alg) zostaje delikatnie wmasowany ruchami imitującymi fale. Drugi etap to kąpiel
w kapsule. Przez ułamek sekundy czuję panikę – co ja
będę robiła w wodzie przez 20 minut? W domowej
wannie przynajmniej sięgnęłabym po książkę lub gazetę. Na szczęście szybko poddaję się relaksującej atmosferze, woda z pachnącymi kryształkami
z wyciągiem z alg buzuje przyjemnie, a ja bez pośpiechu piję herbatę, też z alg oczywiście. Potem relaksujący masaż dłońmi i ziołowym stemplem.
Podgrzewane łóżko grzeje przyjemnie, a dookoła unosi
się zapach rozgrzanego olejku. Masaż trwał godzinę,
ale w moim odczuciu minął szybko – myśli błąkały się
w tym czasie gdzieś na granicy snu. Na koniec maska
z alg. Leżę wysmarowana musującą, zielonkawo-niebieską pianką, zawinięta w folię, i jest mi bardzo, bardzo gorąco (maska mocno rozgrzewa). Jeszcze szybki
prysznic, krem na całe ciało i można powoli wracać do
świata. Nie było łatwo. Mam po tak intensywnych zabiegach skutki uboczne – przez kilka godzin patrzę na
otoczenie w sposób co najmniej obojętny i najlepiej się
czuję we własnym towarzystwie... Dopiero na drugi
dzień ze zdwojoną energią wracam do świata.[AP]
.....................................
Daphne, ul. L. Węgierskiego 4 (Wola Justowska), tel. 012 425 20 21,
Ocean Memory Treatment – 270 zł
58
Miasto Kobiet 2008
{psychologia}
Z SEKSUALNOŚCIĄ
przez życie
ROZMOWA Z PSYCHOTERAPEUTKĄ
OLGĄ HALLER
Olga Haller, fot. arch. pywatne
Kolejny festiwal Progressteron za nami. Zaskoczyła
Panią jakoś ta – szesnasta już – edycja?
Raczej jak zwykle ucieszyła – znów spotkałam kobiety chętne i zainteresowane samorozwojem, no i szczęśliwe, że możemy się
spotkać! Z Progressteronem związana jestem już od sześciu lat – współorganizuję krakowską edycję, wielokrotnie prowadziłam
warsztaty na temat seksualności. Sama też
uczestniczę w festiwalowych zajęciach.
Jaki jest przekrój wiekowy uczestniczek?
Na festiwalu spotykają się kobiety w różnym
wieku. Najwięcej jest tych w okolicach 25 –
35 lat, sporo 20- i 40-latek, powyżej pięćdziesiątki zdecydowanie mniej, a jeszcze
starszych – jak na lekarstwo. Wygląda to podobnie jak w życiu: wraz z upływem lat starsze kobiety wycofują się z różnych życiowych
aktywności, moim zdaniem ze szkodą dla
nich samych oraz społeczności. To uświadamia specyficzną, niepisaną reglamentację
praw kobiet. Ta reglamentacja dotyczy także
w dużym stopniu seksualności.
Na czym polega to zjawisko?
W naszej kulturze kobieta czterdziestoletnia
ma jeszcze prawo do seksualności: o ile
dobrze się trzyma, dostaje na nie przyzwolenie zarówno od społeczeństwa, jak i siebie
samej. Jednak już pięćdziesięcio- czy sześćdziesięciolatka traci przydatność społeczną,
również seksualną. Tymczasem seksualność
to siła witalna, która przez całe życie odżywia
nas, ożywia, zasila do aktywności twórczej
różnego rodzaju. Niestety, po ukończeniu
pięćdziesiątego roku życia kobiety nie tylko
stają się „niewidzialne seksualnie”, ale i zostają zredukowane (często same siebie redukują) do ograniczonego zestawu ról: babci,
opiekunki wnuków, matki.
Co skłoniło Panią do zajęcia się tematem kobiecej seksualności?
Doświadczenia osobiste. Spotkania z kobietami. Sama jestem kobietą – zmieniam
się z roku na rok pod wpływem różnych
doświadczeń czy życiowych sytuacji,
związanych ze związkiem, przemijaniem,
upływem czasu czy zmianą spojrzenia na
seksualność. Choć nie opowiem o tym na
łamach gazety, zdarza się, że dzielę się –
szczególnie na warsztatach – z innymi kobietami swoimi przeżyciami osobistymi.
Mój zawód umożliwia mi wychodzenie
z tym tematem do szerszego grona osób,
dzielenie się doświadczeniem – nie po to,
60
Miasto Kobiet 2008
by ktoś brał ze mnie przykład, nie żeby pochwalić się czy kogoś pocieszyć.
Chciałabym, żeby dzięki temu kobiety nabierały odwagi do mówienia o sobie, żeby
popierały się nawzajem w dążeniu do pełni
kobiecości, umacniały w prawie do własnej
seksualności w każdym wieku!
Może przeceniamy znaczenie tej sfery w życiu?
Seksualność jako siła istnieje w nas niezależnie od naszej woli. Rodzimy się z nią, ona
ewoluuje, zmienia się. Wyrzekanie się tej
sfery życia nie sprawia, że seksualność zniknie, lecz jedynie, że będzie realizować się
w sposób ograniczony. Pracując z kobietami
zauważam, że bardzo często zdarza im się
przeżyć wiele lat bez pełnego kontaktu
z własną seksualnością – pomimo, że prowadzą życie seksualne, rodzą dzieci. To odcięcie od tej sfery przekłada się na jakość ich
życia. Rodzi frustracje, powoduje osłabienie
energii życiowej, motywacji do realizowania
siebie jako człowieka. Taki urazowy stosunek
do seksualności przekazywany jest dalej –
dzieciom. Ten przekaz w linii kobiecej bywa
szczególnie ograniczający. Jeśli seksualność,
a wraz z nią nasza twórcza siła, wydaje nam
się czymś niechcianym – niechcianym przez
nas samych, nieakceptowanym przez świat
– to w znaczący sposób definiuje to nas samych i nasze uczestnictwo w życiu i świecie.
Oglądając telewizję, reklamy, billboardy można dojść
do wniosku, że seksualność to bułka z masłem –
łatwa i ogólnie dostępna.
Obserwując współczesną kulturę można odnieść wrażenie, że ciało jest na pierwszym
planie. I faktycznie jest – jednak nie w znaczeniu docenienia jego rzeczywistych możliwości, lecz w sensie użytkowym. Podobnie
traktowana jest seksualność: filmy, plakaty
każą nam wierzyć, że jako ludzkość jesteśmy
niesłychanie wyzwoleni. Jednocześnie popkultura nieustannie obiecuje, że jeżeli będziemy zachowywać się w określony sposób,
osiągniemy natychmiastową seksualną satysfakcję. To oczywiście nieprawda. Seksualność jako przejaw naszej ludzkiej
natury – coś, co możemy rozwijać
i co nas jako osoby rozwija – jest we
współczesnym świecie bardzo niedoceniana.
Lęk przed tą siłą wciąż jest obecny i ciąży
nad wychowaniem dzieci.
Rewolucja obyczajowa jeszcze się nie zakończyła?
Proces społecznych przemian, dotyczących
ról kobiety i mężczyzny trwa. Kobiety angażują się w ten proces masowo. Stanowią
teraz zdecydowaną większość w grupach
rozwoju twórczego, osobowego, w gabinetach psychologów i psychoterapeutów. Próbują twórczo zmieniać swoje życie.
Poszukują nowego miejsca w społecznościach, większego wpływu na rzeczywistość.
Mężczyznom trudniej zrzucić z siebie wizerunek, jakiego przez dziesiątki lat wymagała
od nich patriarchalna kultura. Nie znaczy to
jednak, że muszą stać się tacy jak kobiety,
podążać tą samą drogą. Ważne, żeby chcieli
{psychologia }
dostrzec szansę, którą niesie zmiana –
wyjście poza ramy dotychczasowego podziału na to, co męskie, a co kobiece.
Co czeka nas po wyjściu z klatki?
Kiedy kobieta uświadomi sobie, jak bardzo pęta ją wychowanie do ciągłej
uległości, szukania kompromisów, rezygnowanie z siebie na rzecz dobrego
samopoczucia otoczenia – wtedy czasami zdarza się, że pragnąc całkowitej
odmiany sytuacji „przegina” w drugą
stronę. Czasami warto jednak doświadczyć skrajnych odczuć i sytuacji –
choćby po to, by znaleźć równowagę,
porównać możliwości. To samo dotyczy
oczywiście mężczyzn. Musimy uczyć się
siebie na nowo i nauczyć się współżyć
w innych, zmieniających się rolach.
Pomaga nam w tym współczesność? Internet,
rosnące tempo życia?
Kiedy wraz z postępem i zmianami
społecznymi pojawiają się w naszym
życiu nowe możliwości, jedni przyjmują
je z zachwytem, inni potępiają. Tymczasem na rzeczywistość trudno się obrażać,
udawać, że jej nie ma. Znacznie mądrzej
jest ją zbadać, sprawdzić szanse i zagrożenia, i to właśnie uwzględnić np.
w wychowaniu dzieci. Internet jest powszechny, a przez to, że umożliwia anonimowość, zapewnia i możliwości,
i niebezpieczeństwa – jak niemal
wszystko w życiu. Wszyscy potrzebujemy
swobodnej rozmowy o ważnych sprawach, także o seksie. Kobiety chcą rozmawiać na ten temat z powagą, ale chcą
także czasem pożartować czy poświntuszyć. Chętnie rozmawiają o seksie, czasem flirtują i uprawiają cybersex. Myślę,
że tym częściej i chętniej korzystają ze
swobody w Internecie, im bardziej czują
się zablokowane w codziennym życiu.
Jeśli są gotowe to dostrzec i zmienić tę
sytuację już w realu – to pomaga. Gorzej,
jeśli utkną w tym pozornym świecie.
Można dotrzeć do źródeł tych blokad?
często odbierane jest przez dorosłych jako niezdrowe i nienormalne.
Ten temat zainteresował mnie szczególnie. Dziecięcy seksualizm odkrył Freud,
odsądzany za to od czci i wiary przez
sobie współczesnych. Jednak tabu istnienia tej sfery nadal silnie funkcjonuje.
Tymczasem nasze dziecięce zaciekawienie ciałem i genitaliami, pasja poznania
różnic płci połączona z ekscytacją i przyjemnością rozmaitych zabaw (kto z nas
ich nie zna?) jest naturalne. Budzi
zwykle gwałtowne protesty dorosłych,
kary, zakazy albo wymowne milczenie.
Szczególnie mocno potępiana bywa aktywność dziewczynek na tym polu. Aby
być „grzeczną dziewczynką” czy „dobrą
córeczką” zaprzeczamy naturalnym potrzebom. Odcinamy się od przyjemności
i swobody, tracimy możliwość zdrowego
kierowania własną seksualnością.
Czy to dobry temat na książkę?
Dla mnie książka, jaką planuję napisać
na podstawie spotkań z kobietami, jest
próbą zmierzenia się z seksualnością
w głębszy sposób. Chciałabym dać kobietom okazję do otwarcia się na poznawanie prawdziwych źródeł własnej seksualności. Jestem przekonana, że najlepsza
do tego droga prowadzi przez kontakt
z samą sobą oraz z innymi kobietami.
Chcę inspirować i pośredniczyć w spotkaniu tych, które pamiętają, doceniają
własne wspomnienia i chcą się nimi podzielić, z tymi, które sięgną po książkę
w poszukiwaniu inspiracji i wsparcia.
Wszystkie historie zamierzam uzupełnić
komentarzami bazującymi na moich
własnych doświadczeniach, zarówno zawodowych jak i osobistych – jako psycholożki-terapeutki i jako kobiety.
Na jakie historie Pani czeka?
Interesują mnie wspomnienia z okresu
wczesnego dzieciństwa, także dojrzewania. Opowieści o zabawach związanych
z ciekawością płci z okresu dzieciństwa.
Jakie przekazy z domu rodzinnego wyniosłyśmy – na temat seksu, masturbacji, zalecanego początku życia seksualnego, nagości, kobiecości, roli kobiety
Na moich warsztatach przekonałam
się, że takie tematy jak np. masturbacja, fantazje erotyczne czy przejawy seksualności dziecięcej budzą ogromne
zaciekawienie i potrzebę
Olga Haller de Hallenburg
dzielenia się,
Psycholożka, terapeutka Gestalt. Od 2002 roku współorganizuje krakowską edycję festisłuchania, a
walu „Progressteron”. Od tego czasu interesuje się szczególnie problematyką kobiecej seksualności. Prowadzi weekendowe warsztaty rozwojowe „Ciało i seksualność kobiety”. Od
przede wszy2007 roku „rozmawia o seksie” na łamach miesięcznika „Zwierciadło”.
stkim uspoZbiera materiały do książki o seksualności kobiet. Zaprasza do nadsyłania własnych
kojenia, że
historii na adres internetowy: [email protected] lub pocztą: Olga Haller, Centrum
„skoro inne
Counsellingu Gestalt, 31-029 Kraków, ul. Zyblikiewicza 12/1
www.dojrzewalnia.pl/oswajanieciala.html, www.gestalt.haller.krakow.pl
też tak mają,
to i ja jestem
w porządku”. Obecność innych kobiet – i jak to służy nam dzisiaj. Pisząc nie
pozwala się przedrzeć przez wstyd i po- oceniajmy samych siebie; nie patrzmy na
czucie winy, pozwala zakwestionować siebie okiem dorosłego. Dla dziecka te
przekonanie, że mamy się czego wsty- przeżycia były przyjemne i ja chcę to
dzić, a to poczucie bardzo uwalnia wspomnienie przyjemności przywołać.
rozmawiała Matylda Stanowska
naszą siłę.
Dziecięce zainteresowania ciałem i seksem
Pełny tekst wywiadu na www.miastokobiet.pl
www.miastokobiet.pl
61
zdrowie i uroda
pod
choinkę
1.
2.
3.
1. VACU – ODCHUDZANIE. Pakiet zabiegów: 10 treningów na bieżni lub rowerku i 3 zabiegi weyergans {cena: 432
zł} ◗ VACU Centrum, ul. Fieldorfa
Nila 10/3u, tel. 012 661 03 03
2. BALIJSKI MASAŻ CIEPŁYMI KAMIENIAMI. Masaż zapewnia głęboki
relaks i odnowę biologiczną całego ciała.
Dobry na bóle mięśni i dolegliwości reumatyczne. {cena: 160 zł} ◗ Dharmata,
ul. Garbarska 5/5, tel. 012 423 00 58
4.
5.
6.
7.
8.
11. BONY NA ZDROWIE. Bony na
diagnostykę kardiologiczną, kardiochirurgiczną i naczyniową {cena: od 144
zł} ◗ Unicardia, ul. Fieldorfa Nila
14/3U, tel. 667 08 08 08
3. BEAUTYTEK. Modelowanie i odchudzanie lub pełny lifting twarzy z wykorzystaniem urządzenia Beautytek {cena:
250 zł} ◗ My Dream, ul. Królowej
Jadwigi 103 A, tel. 012 425 13 82
12. ABHYANGA. Masaż ayurvedyjski
całego ciała z użyciem ciepłego oleju z
roślin tropikalnych. Aktywizuje system
odpornościowy organizmu. {cena:
240 zł} ◗ Body Time, ul. Konfederacka 23, tel. 012 269 19 22
10.
11.
4. FRESH CAVIAR. Ekskluzywny zabieg na twarz na bazie świeżego kawioru. Przeznaczony nawet dla skór
wrażliwych i alergicznych. {cena: 200
zł} ◗ ANGEL, ul. Zwierzyniecka 30,
tel. 012 429 11 59
13. BEAUTE AROMATIC. Relaksacyjny masaż aromaterapeutyczny twarzy, szyi i dekoltu. Do tego maska
z koncentratami roślinnymi. {cena:
150 zł} ◗ Ego, ul. Wielopole 15,
tel. 012 429 65 56
12.
9.
5. OCEAN MEMORY TREATMENT.
Odprężający rytuał SPA firmy Thalgo na
bazie alg {cena: 270 zł} ◗ Daphne, ul.
L. Węgierskiego 4, tel. 012 425 20 21
14. TECHNISPA GUINOT. Terapia
antycellulitowa (masaż mechaniczny
z podciśnieniem, jonoforeza i elektrostymulacja). {cena: 185 zł} ◗ Lart
Studio, ul. Krowoderska 46, tel.
012 633 38 99
13.
6. MASAŻ KAMIENIAMI. Relaksujący
i rozgrzewajacy masaż całego ciała wykonany kamieniami pochodzenia wulkanicznego.{cena: 120 zł} ◗ Mimoza,
ul. Gołębia 1, tel. 012 421 07 74
7. PORANNA ROSA. Jeden z zabiegów na ciało Jato Wellnes Idea – z masażem, peelingiem i maską algową.
{cena: 270 zł} ◗ Jasminum, ul. Rakowicka 11, tel. 012 4 300 200
10. ENERGIA BIANCA. Zabieg energetyzująco-ujędrniający na ciało
i zmęczone stopy wykonywany smakowitymi kosmetykami. {cena: 250
zł} ◗ Amaris, ul. Floriańska 36, tel.
012 431 16 81
15.
16.
17.
14.
8. MIÓD I WANILIA. Zabieg SPA na
całe ciało, pachnący miodem, wanilią i pomarańczą. Doskonale odżywia i regeneruje. {cena:
180 zł} ◗ Ambra Day SPA, pl. Szczepański 6, tel. 012 421 66 66
9. MODELOWANIE SYLWETKI. Zabiegi wyszczuplające i modelujące sylwetkę (Endermologia, RF Diathermy, Mezoterapia) ◗ Nowa Ty, ul. Batorego 25, lok. 833,
tel. 501 347 353
15. WSZYSTKO DLA PAZNOKCI.
Manicure, pedicure, przedłużanie paznokci, artystyczne zdobienie. {Kupony: 50 zł, 99 zł, 135 zł} ◗ Pazoo,
C.H. Plaza, tel. 012 684 44 42
16. CHOCOLAT SPA DE NOYLES.
Czekoladowy zabieg na ciało z peelingiem i masażem – poprawia samopoczucie, działa drenująco i antycellulitowo. {cena: 250 zł} ◗ Yasumi, ul. Sanocka 1, tel. 012 357 76 36
17. MEZOTERAPIA BEZIGŁOWA. Terapia przeciwcellulitowa i przeciwzmarszkowa wykorzystująca technologię laserową i impulsy elektryczne {cena: od 250 zł} ◗ Medicor,
ul. Karmelicka 10, tel. 012 430 12 14
1.
3.
2.
4.
1. BIŻUTERIA DYRBERG/KERN. Biżuteria, naszyjniki, bransoletki, zegarki.
◗ Dyrberg/Kern, C.H. Galeria Krakowska, ul. Pawia 5, C.H. Galeria Kazimierz, ul. Podgórska 34, tel. 012 628
60 48
cytrynowa – 45 zł} ◗ Multi-Natura
Dary Morza, ul. Starowiślna 69, tel.
012 423 21 48
6.
5.
2. USŁUGI FRYZJERSKIE – TRENDY.
Bony do wykorzystania zarówno na uslugi
fryzjerskie, jak również na zakup profesjonalnych kosmetyków do pielęgnacji i stylizacji włosów. {cena: 50, 75, 100, 150 zł}
◗ Trendy, ul. Starowiślna 47, Świętokrzyska 8, Karmelicka 33, tel.
012 632 22 40
3. PAKIETY FRYZJERSKIE – MANIEWSKI. W pakietach: strzyżenie, modelowanie, kuracja z maską, koloryzacja
i porady dotyczące stylizacji. {cena: 70 zł
(pakiet dla mężczyzn), 140 i 280 zł (dla kobiet)} ◗ Klub Fryzjerski Maniewski, ul.
Gołębia 2, ul. Rakowcka 11, tel. 012
422 00 50
6. KERASTASE – HAIR COIF. Kosmetyki do pielęgnacji włosów lub bon na rytuał Kerastase (kuracja włosów
połączona z masażem głowy). {cena: rytuał Kerastase – 100 zł} ◗ Hair Coif, CH.
Czyżyny, ul. Medweckiego 2, Galeria Kazimierz, ul. Podgórska 34, tel.
012 433 03 32
4.
7.
7. PROF. PRZYBYLSKI WHITE COMFORT. Kolagen intymny dla kobiet. Nawilża, regeneruje, sprzyja higienie, a także
poprawia samopoczucie paniom, które
mają problemy z suchością śluzówki, stanami zapalnymi, mięśniakami czy polipami. Zalecany kobietom w każdym
wieku, a szczególnie w okresie menopauzy i senium. {cena: 249 zł}
◗ AP BOSS, ul. Starowiślna 82, tel.
012 430 15 83, ww.apboss.pl
4. PROSTOWNICE DO WŁOSÓW.
Wet2Dry – prostownica, która może być
8.
używana także jako falownica. Mini styler
– najmniejsza na rynku prostownica do
włosów (tylko 15 cm długości). {cena:
Mini Styler – 74 zł; Wet2Dry Curl/Streightening Iron – 187 zł} ◗ Eric Stipa, ul. Długa 21,
ul. Wielopole 28, al. Pokoju 67, tel. 012 296 59 70
8. KARNETY UPOMINKOWE – LAURENT. Oprócz usług fryzjerskich
w ofercie salonu jest: manicure, body
9.
piercing, solarium, przedłużanie i zagęszczanie rzęs. {cena: od 80 zł (dla
mężczyzn) i od 100 zł (dla kobiet)} ◗ Laurent, pl. Wolnica 13, tel. 012 422 83 90
5. DR HAUSCHKA. Kosmetyki oparte na naturalnych składnikach, ekstraktach z roślin
leczniczych i olejkach eterycznych. {cena: krem różany – 64 zł, serum – 149 zł, kąpiel
9. OLIO DI OLIVA – PEELING I OLEJEK DO CIAŁA. Zestaw kosmetyków na bazie oliwy
z oliwek, bardzo dobrze tolerowany także przez skórę wrażliwą. {cena: olejek – 45,80 zł,
peeling – 39,95 zł} ◗ Beauty4you, www.beauty4you.com.pl
{fitness}
trening
dla zapracowanych
NIE MUSZĄ ŁAMAĆ SOBIE GŁOWY,
JAK WYGOSPODAROWAĆ 2-3 GODZINY W TYGODNIU,
BY ZADBAĆ O FORMĘ...
C
tekst promocyjny
hcesz być w formie, a nie masz
czasu na zajęcia
fitness? Fitnessclub Platinium
proponuje idealne rozwiązanie w sam raz dla Ciebie.
Quick class to nowy program
dla osób, które mają zbyt mało
czasu, aby ćwiczyć kilka razy
w tygodniu w dłuższym wymiarze. Wystarczy 27 minut
naszych ćwiczeń dziennie, by
żyć zdrowo, realizować swoje
cele, z powodzeniem walczyć
z nadwagą i być w ogólnie
dobrej formie fizycznej i psychicznej. Quick class to
łagodny, prosty i co najważniejsze szybki trening, nie
zakłócający harmonogramu
codziennych
obowiązków.
Program został przygotowany
przez instruktorów klubu, którzy również czuwają nad prawidłowym
wykonywaniem
ćwiczeń, co przekłada się na
ich efektywność. Cele ćwiczeń
zostały zróżnicowane i pogrupowane następująco:
■
Total ABS to specjalnie wybrane ćwiczenia mięśni
brzucha, które sprawią, że
brzuch będzie twardy jak
skała.
■
Interval Cardio to treningi
na profesjonalnym sprzęcie cardio – bieżniach, crosstrainerach,
rowerach, wioślarzach – które zapobiegają chorobom układu krążenia,
■
Circuit nightmare to trening
o różnym stopniu intensywności,
angażujący
wszystkie partie mięśni.
Wzmacnia je i pomaga
w spalaniu tkanki tłuszczowej.
Ćwiczenia
odbywają
się
w grupach 10-osobowych, co
dodatkowo motywuje do regularnego
uczestnictwa.
Osoby
zapracowane
nie
muszą więc już sobie łamać
głowy, jak wygospodarować od
czasu do czasu dwie lub trzy
godziny, by wpaść do klubu
fitness i zadbać o formę. Nie
muszą, bo mają Quick class
w Platinium.
Platinium
PRZYJAZNE
DZIECIOM
poprawiają wydolność oddechową, obniżają poziom cholesterolu i spalają
zbędne kalorie.
Aby dorośli nie tylko mogli
przychodzić do Platinium
z dziećmi, ale i aby nie musieli się zastanawiać, co też
porabiają ich pociechy, gdy
oni sami korzystają z siłowni, fitnessu czy spinningu,
stworzyliśmy w klubie kącik
dla dzieci. Maluchy znajdą
tu stoliczki i szafki, a w nich
kredki, klocki, pluszaki i samochodziki. Do dyspozycji mają skrzynię
z zabawkami i konia na biegunach.
Świetne miejsce do zabawy.
www.miastokobiet.pl
65
{poradnik
stomatologiczny}
Licówka czy korona?
Agata, hostessa: Mam niewielką przerwę między jedynkami
i chciałabym ją zlikwidować w jak najkrótszym czasie. Dowiedziałam się,
że najlepszym rozwiązaniem są w moim przypadku licówki lub korony.
Jaka jest między nimi różnica? Na co powinnam się zdecydować?
Główna różnica między licówką a koroną to ich wielkość. Licówka to cienka nakładka, którą umieszcza się na przedniej powierzchni zęba. Korona jest grubsza i aby ją nałożyć, trzeba
poddać obróbce całą powierzchnię zęba, w zależności od potrzeby głębiej lub płycej ingerując w jego tkankę. Różnica polega
i na tym, że licówki stosuje się na zdrowe zęby, aby poprawić
ich walory estetyczne, podczas gdy korona często uzupełnia
duże braki tkanki
Stomatologia CICHOŃ
własnej zęba. Zwykle
to lekarz decyduje,
które rozwiązanie
jest korzystniejsze
dla pacjenta.
Bartosz Cichoń
odpowiada
Janusz, informatyk:
wypełniania ubytków zębowych. W klinice Stomatologia Cichoń stosujemy od wielu lat wypełnienia GRADIA DIRECT,
które są bez wątpienia najlepsze, oraz zachowujące najlepsze
walory estetyczne materiały marki ARTISTE. Kompozyty te
charakteryzują się maksymalną szczelnością, niesamowitą
wytrzymałością oraz rewelacyjnym efektem estetycznym.
Czy paradontozę można
leczyć? Jak można jej zapobiegać?
Implanty stomatologiczne
Paradontoza
tekst promocyjny
lekarz stomatolog
Współczesna stomatologia oferuje szeroki wachlarz metod leczenia paradontozy. To lekarz po konsultacji z pacjentem powinien dobrać najodpowiedniejszy system. Istotne jest przede
wszystkim, aby lekarz stwierdził, w jakim stadium choroby jest
pacjent, bo tylko wtedy dobierze odpowiedni sposób leczenia.
Warto zaznaczyć, że wczesne stadia choroby można łagodzić
oraz leczyć bezbolesnymi i prostymi zabiegami w gabinecie stomatologicznym. Gdy choroba jest zaawansowana, nie można
wykluczyć nawet przeszczepu kości oraz korekty dziąsła.
Jaki rodzaj wypełnienia jest najlepszy?
Magda, nauczycielka: Jaki rodzaj wypełnienia zachowuje najdłuższą
żywotność i jednocześnie nie traci walorów estetycznych?
Na rynku dostępna jest cała gama materiałów służących do
Robert, doradca finansowy: Jakie implanty są najlepsze i czym różnią
się między sobą? Czy każdy może zwrócić się do stomatologa o założenie
implantów?
Implantologia to dziedzina, która bardzo dynamicznie się rozwija. Powstało bardzo wiele systemów implantologicznych,
a także duża różnorodność implantów. Wykonywano je do
niedawna wyłącznie z tytanu. Przełom nastąpił w ostatnich
miesiącach, kiedy to na rynku pojawił się implant cyrkonowy.
Oprócz materiału implanty różnią się między sobą grubością,
długością oraz kształtem. To lekarz implantolog dobiera je
pod kątem indywidualnych potrzeb pacjenta.
Rozwój implantologii sprawił, że radzi ona sobie z nawet
bardzo trudnymi przypadkami, toteż przeciwwskazań do stosowania implantów jest coraz mniej.
www.miastokobiet.pl
67
CERTYFIKAT ISO 9001:2000
nr 320108015
Studio Stomatologii Estetycznej
Kraków, ul. Batorego 6/2
tel. 012 633 20 38, fax 012 632 00 99
www.studiose.med.pl, e-mail: [email protected]
IMPLANTY
Nie ma rzeczy niemożliwych
DR N. MED. BARBARA KSIĄŻKIEWICZ-JÓŹWIAK
ZE STUDIA STOMATOLOGII ESTETYCZNEJ W KRAKOWIE
C
oraz większe oczekiwania pacjentów odnośnie estetyki i wykonywania zabiegów uważanych do niedawna za niemożliwe zmuszają naukowców
pracujących dla firm implantologicznych do nieustannych badań nad nowymi metodami i techno-
logiami, natomiast lekarzy do ciągłego doskonalenia swojego
warsztatu.
Od grudnia 2007 roku profesjonalizm lekarzy pracujących
w SE+ Studiu Stomatologii Estetycznej w Krakowie gwarantuje
CERTYFIKAT JAKOŚCI ISO 9000:2001. Właśnie dzięki profesjonalizmowi Studio Stomatologii Estetycznej zostało wybrane
jako jedno z niewielu miejsc w Polsce, w którym można stosować
implant najnowszej generacji NOBEL ACTIVE
NOBEL ACTIVE to samogwintujący implant o działaniu
osteotomowym (kondensującym kość). Jego cechą charakterystyczną jest to, że przy wprowadzaniu nie powoduje cięcia kości,
natomiast ją kondensuje. Decyduje to o bardzo dobrej pierwotnej stabilizacji implantu. Nigdy wcześniej nie było możliwe uzyskanie tak dobrej stabilizacji, przy tak małej inwazyjności zabiegu.
Stosuje się go w okolicach wąskich kości, w sposób natychmiastowy, lub wczesny po ekstrakcjach.
Zwężający się profil implantu w okolicy szyjki sprzyja zachowaniu kości brzeżnej i narastaniu tkanek miękkich w okolicy linii dziąsła i brodawki przysiecznej, zapewniając bardzo
dobrą estetykę. Wewnętrzny stożkowy kształt łączników eliminuje ryzyko mikroszczelin, a zewnętrzna tzw. platform shifting
68
Miasto Kobiet 2008
{ zdrowie}
precyzyjnie utrzymuje korony i mosty protetyczne, zmniejszając
ryzyko ich repozycji. Powierzchnia implantu Nobel Active jest
wykonana ze specjalnie przygotowanej powierzchni Ti Unite,
dającej bardzo mocne połączenie z kością.
Przedstawiam przykład zastosowania implantu Nobel Active u leczonej przez nas pacjentki. Pacjentka straciła górną
jedynkę w wyniku urazu. Wprowadzono implant Nobel Active
i w krótkim czasie wykonano ostateczną koronę porcelanową.
Przykłady kolejnych pacjentów pokazują, że osób u których nie
można przeprowadzić leczenia implantologicznego, jest coraz
mniej.
tekst promocyjny
Następny przykład stanowi pacjentka z brakami w szczęce
uniemożliwiającymi wykonanie protez stałych. Usunięto zęby,
wprowadzono 6 implantów, uzupełniono kość materiałem Bio
Oss, Bio Gide i wykonano most porcelanowy. Zdjęcia powyżej
przedstawiają początkową i końcową fazę leczenia.
Kolejny przypadek to pacjentka z bardzo dużym zanikiem
kości wyrostka zębodołowego w odcinku przednim. Przeszczepiono kość własną, następnie wprowadzono 4 implanty i wykonano bardzo estetyczne korony porcelanowe.
Kolejny bardzo trudny przypadek. Pacjentka bezzębna,
z dużym zanikiem kości. Zabieg przeprowadzono w znieczuleniu
ogólnym. Do szczęki oprócz normalnych implantów wprowadzono specjalne, długie implanty zygomatyczne, umocowane
w kości jarzmowej. Umożliwiło to leczenie bez konieczności pobierania kości z talerza biodrowego. Następnie wykonano stałą
odbudowę protetyczną z fragmentem sztucznego dziąsła maskującego zaniki.
W obecnej dobie rozwoju wiedzy i możliwości technologicznych wskazania do leczenia implantologicznego bardzo się poszerzyły. Należy jednak zawsze pamiętać, że leczenie
implantologiczne jest zabiegiem chirurgicznym, wymagającym
wprawnej ręki doświadczonego chirurga i protetyka.
Kolejny przykład to pacjent z rozległymi brakami zębów
w szczęce i żuchwie. Przeprowadzono sanację jamy ustnej, wprowadzono 6 implantów w szczęce i 5 w żuchwie, uzupełniając
braki własnej kości materiałem syntetycznym Bio Oss i Bio
Guide. Po zintegrowaniu implantów z kością wykonano bardzo
estetyczne mosty porcelanowe, bez metalu na cerkonie.
www.miastokobiet.pl
69
{w n ę t r z a }
Design
ATAKUJE
POLSKI DESIGN MA SIĘ CORAZ
LEPIEJ. TWÓRCY MŁODEGO POKOLENIA ZDOBYWAJĄ NAGRODY, STARSI WYRUSZAJĄ NA PODBÓJ
ŚWIATA. SĄ I TACY, KTÓRZY WIDZĄ SENS W PROMOWANIU WZORNICTWA I PRZEKONYWANIU POLAKÓW,
ŻE WARTO MIESZKAĆ ŁADNIEJ. DO TYCH
OSTATNICH NALEŻY
– PROJEKTANTKA MEBLI, ZAŁOŻYCIELKA PRACOWNI
RENATA KALARUS
METAFORMA
Renata Kalarus
Spotykamy się w miejscu, które na
pierwszy rzut oka nie kojarzy się z designem. Co to za pomieszczenia?
Jesteśmy w fabryce TelkomTelos, w zbudowanym w czasie
tzw. późnego Gierka budynku
fabrycznym, który dziś w części
wykorzystywany jest nadal jako
miejsce produkcyjne, a w części wynajmowany jest przez
firmy, zajmujące się m.in. architekturą i designem. Metaforma działa tu trzeci rok.
Skupienie designerów w jednym miejscu to dobry pomysł?
W Londynie czy Berlinie można zobaczyć całe dzielnice zajęte przez projektantów
sztuki użytkowej. Ci ludzie pracują blisko siebie, wzajemnie się inspirują, a ich projekty kupuje się lub ogląda, wchodząc do studia wprost z ulicy. Nasze pracownie
mieszczą się wprawdzie we wnętrzu fabryki, ale jesteśmy dostępni z ulicy Lubelskiej
dzięki temu, że tuż przy niej mamy biuro Metaformy i studio dekoratorskie Dekodeco. W tym celu też pozostawiliśmy
odsłonięte okna. To proste rozwiązanie przynosi efekty: mamy w pracowni sporo wizyt zaciekawionych
ludzi „z ulicy”. Niektórzy zostają naszymi stałymi klientami.
Czyli design może funkcjonować blisko ludzi?
Powinien. Taka jest jego funkcja.
Inną rzeczą jest przybliżanie go ludziom oraz pomoc w rozumieniu designu jako szerszego zjawiska. Mam
na myśli cały proces tworzenia i osoby
za nim stojące. Żałuję, że nasze
miasto nie promuje bardziej projektowania użytkowego i jego twórców. To co w Cieszynie robi Śląski Zamek Sztuki i Przedsiębiorczości, promujący rzemiosło artystyczne i wzornictwo, jest godne pochwały. Podobnych przykładów – udostępniania
przestrzeni, umożliwiania realizacji czy nawet tylko proponowania własnych rozwiązań w sferze estetyki miasta – oczekiwałabym od Krakowa. Byłam niedawno na
spotkaniu w Krakowskim Parku Technologicznym. Okazuje się, że jest szansa stworzenia także w Krakowie – przy wsparciu lokalizacyjnym Urzędu Miasta Krakowa i
na bazie funduszy europejskich – Centrum Designu z prawdziwego zdarzenia. Na
70
Miasto Kobiet 2008
{wnętrza}
razie grupa projektantów, skupiona wokół Metaformy, działa bez
wsparcia instytucji.
W tej chwili w fabrycznym budynku planujecie więc...
Wystawę designu. To przedsięwzięcie jest swego rodzaju eksperymentem – surową, późnogierkowską scenografię zamierzamy bowiem
przekształcić w miejsce wystawowe. Okazuje się, że te wnętrza, na
pozór trudno oswajalne, znajdują zrozumienie i sympatię u wielu osób.
Nie jest to romantyczna, ceglana fabryka z początku ubiegłego wieku.
Towarowa winda, jaką musimy się poruszać, charakterystyczne socjalistyczne okna, żelbetowe sufity – to wszystko robi niezwykłe wrażenie,
bo design w naszym studio atakuje z każdego kąta.
Przestrzeń wystawy jest zdecydowanie nietypowa.
Cała hala ma aż 300 metrów powierzchni, jest wysoka na osiem metrów. Ta przestrzeń bardzo zachęca do działania. Myślę, że w Krakowie
wciąż brakuje nieszablonowych miejsc wystawowych. A czas takich jak
nasze, wciąż zajmujących się produkcją, najczęściej jest już policzony.
Otwarcie wystawy już 6 listopada. Wszystkie pokazywane na niej
obiekty są – lub znajdą się już wkrótce – w ofercie sprzedażowej Noti.
Chcemy pokazywać tu meble i inne designerskie przedmioty: oświetlenie, dodatki. Na wernisażu zaprezentujemy cztery lub pięć nowych
wyróżnienie na międzynarodowym konkursie. Czarno-białe zdjęcia,
abstrakcyjne nieco szczegóły scenografii, intryga zarysowana w tle –
takie zdjęcia wciąż należą do rzadkości w reklamach polskiej branży
wnętrzarskiej.
Jest Pani znaną projektantką, laureatką wielu prestiżowych nagród. Wiem jednak, że
nie tylko tym zajmowała się Pani dotychczas.
RENATA KALARUS Ukończyła Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie na Wydziale Form Przemysłowych. Projektuje i produkuje meble. Prowadzi wspólnie z rzeźbiarzem Jerzym Cyganiewiczem firmę Metaforma. Specjalizuje się w projektach mebli tapicerowanych. W latach 1998-2006 pracowała dla firmy Iker, dla której zrealizowała autorskie meble wypoczynkowe: Kiwi,
Meltemi, Pampero, Martin. W 2006 roku dzięki współpracy z firmą Noti powstała kolekcja Bibik (trzy sofy). Najnowszy wdrożony do produkcji projekt,
krzesło Comma, będzie można oglądać na wystawie Premiery_2008.
fot. Szymon Brodziak
Wystawa Premiery_2008 otwarta od 10 listopada 2008 do 20 lutego 2009
(pn-pt w godz. 10 - 18). Studio METAFORMA, Hala Fabryki TELKOM-TELOS,
ul. Lubelska 14-18 (wejście od ul. Słomnickiej)
Miasto Kobiet jest patronem medialnym wystawy
wzorów; później zamierzamy dołożyć kilka znanych już mebli z ich
oferty. Będą także lampy dwóch współpracujących z Noti projektantów, które oświetlą całe przedsięwzięcie i przełamią mało przyjazne
światło jarzeniówek.
Po raz kolejny w naszej rozmowie pojawia się firma Noti...
Jako projektant mebli współpracuję z nimi od kilku lat. Doceniam odwagę firmy, która nie waha się podejmować działań ryzykownych i niekonwencjonalnych. Przykładem może być choćby ich ostatnia
kampania reklamowa: Noti jako chyba pierwsza firma meblowa w Polsce zdecydowała się na odważną i ambitną kampanię w stu procentach wizerunkową. Autorem zdjęć, które także obok mebli pokazywane
będą na wystawie, jest Szymon Brodziak, wielokrotnie nagradzany fotograf. Przygotowany dla NOTI cykl fotografii otrzymał ostatnio
72
Miasto Kobiet 2008
Przyznam otwarcie – poza projektowaniem mebli kręci mnie też ich
sprzedaż. Zajmuję się tym od dziesięciu lat. Wizja przekładająca się na
praktykę – lubię obserwować ten proces. Projektanci często uciekają od
bezpośredniego kontaktu z klientem.
Ja wręcz przeciwnie – te spotkania
potrafią być fascynujące i pouczające.
A oglądanie własnych projektów, wdrożonych do produkcji, sprawia pewnie niemałą satysfakcję...
Zdarzyło się, że miałam jedynie projekt mebla i niemal od razu klientów,
którzy już na tym etapie byli zdecydowani taki mebel kupić. To komplement dla projektanta. Podobnie dzia-
{wnętrza}
ła widok zaprojektowanego przez siebie fotela, który pojawia się
nagle w przestrzeni publicznej czy telewizji. Swoje kanapy
oglądałam cały ubiegły rok w jednej z telewizji śniadaniowej, na
„moich” fotelach rozmawiali przeciwnicy podczas kampanii
prezydenckiej. Moje projekty są jak dzieci, których życie i rozwój śledzę z dużym zainteresowaniem. Czasami zresztą te obserwacje bywają zabawne – na przykład zarówno kanapy, jak i
fotele, wykorzystane przez telewizyjnych scenografów, choć pasowały do wnętrza estetycznie, w żaden sposób nie spełniały
swoich funkcji. To meble głębokie, zaprojektowane dla wypoczynku i relaksu, swobodnego wyciągnięcia się. Tymczasem w
telewizji – nawet tej śniadaniowej – wszyscy są lekko spięci,
siedzą sztywni i wyprostowani. Nie wspominam już nawet o pojedynku prezydenckim: widok Lecha Kaczyńskiego, który jest
niewielkiego przecież wzrostu, zapadającego się w miękkim,
głębokim fotelu, z pewnością nie posłużył jego wizerunkowi.
Zdarza się, że o jakiś projekt trzeba szczególnie walczyć?
Oczywiście. Kilka lat temu na targach wnętrzarskich pokazałam
prototyp mebla, który został oceniony bardzo różnorodnie – od
dużego uznania, po całkowitą krytykę. Ostatecznie fabryka nie
zdecydowała się na jego wdrożenie, a ja przez dwa lata, wychodząc z hali fabrycznej, mijałam ów mebel, przykryty zakurzoną folią. Wreszcie sprowadziłam wzór do Krakowa na
zamówienie teatralnej scenografki – i zobaczył go człowiek,
który uznał, że ten właśnie wzór idealnie pasuje do jego wnętrza. Entuzjazm i konsekwencja klienta dodały mi sił i po kilku
miesiącach udało mi się przekonywać szefa o zaletach
wdrożenia projektu. Niechciany wcześniej zestaw szybko został
najlepiej sprzedającym się meblem firmy w swojej kategorii,
hitem kolekcji. Warto więc wierzyć w to, co się robi.
Rozmawiała Matylda Stanowska
fot. Michał Korta
www.miastokobiet.pl
73
wnętrza
pod
choinkę
1. KIELISZKI ANGELA
GRAWERA. Wyjątkowa
jakość połączona z odpowiednią stylizacją i eleganckim wzornictwem. {cena:
od 18 zł} 2. WAZON. Nowoczesne wzornictwo w połączeniu z nasyconą barwą.
Nawet pusty będzie wyjątkową dekoracją lub wyróżniającym się dodatkiem w salonie lub sypialni. {cena: 105 zł} ◗ WITEK’S,
ul. Handlowców 2, Kraków – Modlnica, tel. 012 661 51 60
3. PRODUKTY ZAPACHOWE. Świece, ceramika zapachowa, olejki, pot pourii –
wszystko na bazie naturalnych składników. Produkty włoskiej firmy Millefiori są wytwarzane z naturalnego wosku uzupełnianego naturalnymi olejkami. W listopadzie i grudniu
można je kupić 30 procent taniej ◗ Galeria Niuans, Rynek Główny 9, tel. 012
429 54 46
4. ZESPRESSO CAFE – EKSPRES I KAWA. Ekspres ciśnieniowy do parzenia
74
Miasto Kobiet 2008
kawy w kapsułkach. Wyposażony w przezroczysty, wyjmowany pojemnik na wodę,
pompę
wibrującą
o ciśnieniu 20 barów oraz
uchwyt umożliwiający parzenie kawy w systemie „preinfusion”,
zapewnia
wydobycie niepowtarzalnych aromatów kawowych.
Wyjątkowo prosty w obsłu-dze... dwa przyciski, 25 sekund i wyborne, włoskie espresso
gotowe. Do tego – kolekcja Zespresso Cafe, czyli wyśmienita mieszanka najwyższej jakości gatunków kawy. W zależności od nastroju można wybrać intensywną kawę Barista czy typowe włoskie espresso (Royal) lub delikatną i łagodną z obfitą pianką kawę
decaffeinato. {cena: zestaw ekspres plus kawa 650 zł (cena promocyjna)} ◗ www.
zespressocafe.com
5. PREZENTY OD DZIECI. W pracowni „Pokoik Basi” dzieci mogą własnoręcznie
wykonać dla swoich bliskich prezenty gwiazdkowe: z gliny, masy solnej, szkła, tkaniny
i wielu innych materiałów ◗ Pokoik Basi, www.pokoikbasi.com, tel. 0605 422 977

Podobne dokumenty