LIST`52 - Equipes Notre

Komentarze

Transkrypt

LIST`52 - Equipes Notre
LIST
’52
Equipes Notre-Dame Polska
grudzień – styczeń – luty | 2016
www.end.org.pl
Spis Treści
1 | Boże Narodzenie 2015 ..............................................................................................................
3
2 | Słowo Pary Odpowiedzialnej Super-Regionu .........................................................
4
3 | Słowo Doradcy Duchowego Super-Regionu ...........................................................
5
4 | Słowo naszego Pasterza ...........................................................................................................
6
5 | Filary END .............................................................................................................................................
8
6 | Wywiad z Jadwigą i Jackiem Pulikowskimi,
audytorami Synodu o rodzinie ..........................................................................................
11
7 | Nasz Super-Region to nie tylko Polska .........................................................................
14
8 | Stowarzyszenie Przyjaciół Ojca Caffarela ...................................................................
17
9 | Świadectwa ......................................................................................................................................... 19
1 |
Świat cały taki zajęty:
nie widzą, nie czują ślepcy,
że znów śpi Dzieciątko święte
w ubogiej jak co rok kolebce.
Pytają dorośli sfrasowani:
„Czy to być może?
Bo jeśli tak, to ubranie
odświętne włożę”.
ISSN 2081-7770
Pytają: „gdzie to Dzieciątko?
I czyje? I jakie? I do kogo podobne?”.
I trzeba im wciąż od początku tłumaczyć
każdemu z osobna,
że gwiazda drogę pokazuje, że anioł nad szopą jubiluje,
że pastuszkowie zbiegli się zwabieni łuną …
List jest kwartalnikiem ruchu Equipes Notre-Dame
Super-Region Polska-Europa Centralna
Zespół Redakcyjny:
Małgorzata i Waldemar Kadukowie
Agnieszka i Wojciech Kiniorscy
Urszula i Łukasz Grabowie
Barbara i Bogumił Sikorowie
e-mail redakcji: [email protected]
telefon redakcji: +48 514 608 260
Wszelkie prawa zastrzeżone
Copyright © Equipes Notre-Dame Polska
Wydawca: Equipes Notre-Dame Super-Region Polska-Europa Centralna
DTP: Wydawnictwo Księży Sercanów DEHON
Druk: Mul pol, Kraków 2015
Boże Narodzenie
2015
… Że jest tutaj w kolbeczce, u nas. (Kazimiera Iłłakowiczówna)
Z
okazji Świąt Bożego Narodzenia
życzymy Wam wzrastania w wierze, nadziei i miłości.
Redakcja Listu
Fot. na okładce: shu erstock.com
2
3
2|
Słowo Pary Odpowiedzialnej
Super-Regionu
D
rodzy Małżonkowie
i Doradcy Duchowi!
„Praktykowanie braterskiego miłosierdzia
to zlecenie Boga dla ludzi. Jego najważniejsze zlecenie….. Ekipa musi być przede
wszystkim szkołą miłosierdzia. Kiedy małżeństwa ćwiczą się we wzajemnej pomocy
i miłości braterskiej, ich serca rosną. I stopniowo ich miłość wylewa się poza ich dom
na dzielnicę, na kraj… Dociera aż do brzegów morza”.
o. Henri Caffarel; listopad 1950
8 grudnia 2015 roku, kiedy jak każdego roku obchodzimy święto Karty Equipes Notre-Dame, w Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, której Ekipy oddały
się pod opiekę i którą wybrały na swoją przewodniczkę w drodze do Boga, rozpoczyna się
Rok Święty – Jubileusz Miłosierdzia.
Dla nas, członków Ekip, zbieżność tych dwóch ważnych wydarzeń nie jest przypadkowa.
Miłosierdzie jest nierozłączne z misją ekip, wyznaczoną przez charyzmat założycielski. Dlatego naukę o miłosierdziu odczytujemy i zgłębiamy ciągle na nowo. Jako wspólnota międzynarodowa w oparciu o Pismo Święte, modlitwę, rozważania i wymianę doświadczeń,
odkrywamy jak ekipy realizują miłosierdzie w codziennym życiu, a szczególnie w odniesieniu do bliźnich dotkniętych cierpieniem, których Pan stawia na naszej drodze. Jubileusz
Miłosierdzia jest dla nas kolejną okazją, aby pochylić się nad tajemnicą miłosierdzia w małżeństwie, rodzinie i w ekipie, a przede wszystkim, aby odpowiedzieć sobie na pytanie, czy
nasza ekipa jest dla nas szkołą miłosierdzia, gdzie uczymy się wzajemnej pomocy i miłości
braterskiej?
Papież Franciszek w bulli ogłaszającej Nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia Misericordiae
vultus zachęca nas, aby w tajemnicy miłosierdzia szukać źródła radości, ukojenia i pokoju,
i rozpoznawać w nim obecność Boga, pośród trudnych doświadczeń ludzkości.
Papież wskazuje również, że miłosierdzie może być prawdziwym spotkaniem z Bogiem –
«Bóg będzie zawsze w ludzkiej historii jako Ten, który jest obecny, bliski, opatrznościowy,
święty i miłosierny”. Świadomość Bożej obecności to jednocześnie wezwanie, aby dla siebie nawzajem być miłosiernymi: jedni wobec drugich, aby szukać bliskości, solidarności,
przebaczenia, otwarcia, przyjęcia innych. Ogłaszając Nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia,
Papież zapragnął najpierw zanurzyć nas samych w miłosierdziu Boga, odsłonić nam oblicze
4
Miłosiernego Ojca, ukazać, że „miłosierdzie Boga jest Jego odpowiedzialnością za nas».
A to znaczy, że trzeba odkryć w swoim życiu i otworzyć się na tajemnicę Boga, który w Jezusie Chrystusie, w Jego życiu i nauczaniu, w Jego męce, śmierci i zmartwychwstaniu – rzeczywiście pragnie naszego dobra i chce nas widzieć szczęśliwymi, napełnionymi radością
i pokojem. To jest to właśnie zasadnicze przesłanie dla nas chrześcijan: poznajcie prawdziwe oblicze Boga, Ojca Miłosierdzia. My małżeństwa z Ekip, pragniemy być gotowi na
wyzwanie, do którego Pan nas wzywa. Otwórzmy się na Boże Miłosierdzie, dajmy się w nim
zanurzyć, aby odkrywać i kontemplować oblicze Boga i z radością wypełniać naszą misję.
Łączymy się z Wami w modlitwie Magnificat
Lucyna i Krzysztof
3|
D
Słowo Doradcy Duchowego
Super-Regionu
„Zmazana jest twoja wina, twój grzech odpuszczony.” Iz 6,7b
rodzy Małżonkowie i Doradcy Duchowi!
Słowa te usłyszał prorok Izajasz, zanim odpowiedział na wezwanie Boże i podjął wyznaczoną
mu misję. Wobec tajemnicy Boga czuł się on niegodny
i grzeszny. Powiedział: „Biada mi! Jestem zgubiony, bo
jestem człowiekiem o nieczystych wargach” /Iz 6, 5a/.
Bóg jednak okazując mu swoje miłosierdzie oczyścił go
i w ten sposób przygotował do przyjęcia słowa Bożego,
a także podjęcia misji głoszenia go ludowi. Wydarzenie
to uczy nas tego, że każdy kto pragnie wypełniać Boże
posłannictwo musi spotykać Boga i doświadczać Jego
miłosierdzia.
Błogosławiony ks. Michał Sopoćko, spowiednik św. Faustyny tak ukazuje tę tajemnicę:
„Chrystus nie poprzestaje na tym, że nas oszczędza i obsypuje darami, ale nadto spieszy
nam z pomocą i wszystkich używa środków, abyśmy się opamiętali i byli uratowani od
zguby wiecznej. Jako Dobry Pasterz wszystkimi drogami usiłuje do naszych serc trafić: to
drogą nowych dobrodziejstw, to drogą natchnień i łask, to drogą wyrzutów i niepokojów
sumienia. Gdy te łagodne sposoby nie trafiają do duszy grzesznika, Bóg chwyta się środków
surowych i kar, ale wszystkie kary doczesne w tym życiu mają charakter leczniczy. Kiedy
wreszcie dusza naglona dobrocią lub karą otwiera oczy i dźwiga się z upadku, Bóg nie trzyma jej długo na progu łaski, nie chowa w pamięci jej błędów, lecz w jednej chwili wszystko
jej darowuje. Zamiast gniewu i ostrych wyrzutów wyciąga ramiona na przyjęcie grzesznika
i w uniesieniu radości wzywa chóry Aniołów, by się cieszyły z odzyskanej owieczki: «Cieszcie
się ze mną, bo znalazłem owcę, która zginęła»" (Łk 15,6)
Przyjdź Panie Jezu, odszukaj nas i wprowadź w tajemnicę miłosierdzia!
ks. Wojciech Zyśk
5
4|
Słowo
naszego Pasterza
Przeżywać misję z radością
E
quipes Notre Dame rozważa w obecnym roku
tematykę radości w kontekście misji. Kiedy czytam i rozważam ten temat, przychodzi mi spontanicznie
na myśl tytuł adhortacji Franciszka Evangelii gaudium.
Dokument programowy pontyfikatu obecnego papieża. Dokument ważny, także dlatego, że papież często do
niego wraca. Choćby ostatnio podczas spotkania z katolikami włoskimi we Florencji, w ramach V Krajowego
Zgromadzenia. Znamiennym jest, że papież tak mocno
podkreśla rolę radości w głoszeniu Ewangelii. Nie tylko podkreśla, ale tę radość i entuzjazm
czuć w Jego posłudze duszpasterskiej. Franciszek tak bardzo uwydatnia rolę radości, gdyż
widocznie nie występuje ona zbyt często w naszym chrześcijańskim świadectwie.
Kilka dni po zaproponowaniu mi napisania rozważań na temat radości uczestniczyłem w zakończeniu rekolekcji kapłańskich. Poświęcone były one tematyce uwielbienia Boga. Treścią
wiodącą była encyklika Franciszka Laudato sii. Kiedy zapytałem się jednego z księży odprawiających rekolekcje o to, co zapamiętał, usłyszałem odpowiedź: radość i uwielbienie Boga.
Uświadomiłem sobie wtedy, że radość nierozerwalnie związana jest z chwałą i uwielbieniem Boga. Ale jedno i drugie musi z czegoś wypływać. Co jest przyczyną radości? Co jest
powodem uwielbienia Boga, wewnętrznym imperatywem dziękczynienia Mu?
Jakby naturalnie, spontanicznie przyszła mi na myśl treść kantyku Magnificat: „Wielbi dusza
moja Pana i raduje się duch mój w Bogu, Zbawicielu moim”. Uwielbienie, radość, Bóg. Przypomniałem sobie psalm 136 i jego powracający werset: „Chwalcie Pana, bo jest dobry, bo
Miłosierdzie Jego na wieki”. Chwała oddawana Bogu za Jego Miłosierdzie. W bulli papieża
Franciszka Misericordiae vultus znalazłem słowa: „Kontemplacja Miłosierdzia jest źródłem
radości, pogody ducha i pokoju. Miłosierdzie jest drogą, która jednoczy Boga i człowieka,
ponieważ otwiera serce na nadzieję bycia kochanym na zawsze, pomimo grzechów” (n. 2).
Grzech, miłosierdzie, radość.
Spotyka się ze sobą kilka rzeczywistości: grzeszność człowieka, miłosierdzie Boga, radość
i uwielbienie Boga przez człowieka. Grzech, miłosierdzie, radość. Nie są to pojęcia abstrakcyjne. Za nimi stoi życie. Historia konkretnego człowieka. Radość, jako taka, chyba nie
istnieje. Istnieje i żyje radosny człowiek. Konkretny człowiek wydobywa radość ze świadomie przeżywanego życia. Tak, więc radość nie jest teoretyczna. Nie podobna się jej nauczyć
– jak z książek czy wykładów. Jest ona emanacją czegoś, co jest realne, życiowe, niewymyślone, nie abstrakcyjne. Nie tyle jest konstrukcją intelektualną, ile odczuciem. Jest przede
wszystkim poruszeniem serca – w jego biblijnym znaczeniu.
6
Doszedłem do takiego stanu, że wolę opisywać historię mojego życia, także duchowego niż
prowadzić teoretyczne rozważania. Paradoksalnie w moim życiu początkiem najgłębszej radości jest smutek. Smutek z tego, że nie wystarczam samemu sobie, nie daję sobie ze sobą
rady. Nie jestem z siebie zadowolony, gdyż najgłębsze pragnienia mojego serca rozmijają
się z konkretnym postępowaniem. Radość płynie z tego, że jest Ktoś, kto mnie wyprzedza.
Zna mnie lepiej niż ja sam siebie. Akceptuje mnie, kocha mnie i podtrzymuje w życiu. Daje
mi siłę do ustawicznego powstawania. Jest wierny, nigdy mnie nie opuszcza, nawet wtedy,
gdy Jego obecności nie odczuwam. Nawet, jeśli mnie zrani, czy dopuści samozranienie, to
z pragnienia mojego dobra. Tym Kimś jest Bóg Miłość. Miłość nie teoretyczna, ale Miłość
praktyczna, Miłość historyczna, Miłość obecna w historii mojego życia. To Miłosierdzie – kolumna nośna mojego życia. Kiedy o tym myślę i to opisuję, odczuwam wewnętrzną słodycz,
słodycz wszechogarniającą. Jest ona moją najgłębszą radością. Jakimś paradoksem jest, że
ta wewnętrznie odczuwalna radość nie kłóci się z nieraz odczuwanym smutkiem. Uczucia
nie kłamią. Tak rozumiana radość jest egzystencjalna. Smutek nazwałbym wydarzeniowym,
akcydentalnym.
Wszechobecne Miłosierdzie Boga Ojca w moim życiu jest czymś dotykalnym. Nie tyle wywodzę tę obecność z doktryny teologicznej o Miłosiernym Ojcu – choć także. Tę obecność
wyprowadzam z namysłu nad moim życiem. O tej obecności nie tylko wiem, ale ją czuję.
Uczucia nie kłamią. Dlatego jestem o niej najgłębiej przekonany. Nie jestem człowiekiem
radosnym teoretycznie. Nie wyobrażam sobie, że ktokolwiek mógłby nim być. Musiałby
raczej odgrywać rolę radosnego. Byłoby to sztuczne. Nieraz spotykam ludzi o takich postawach. Wiecznie weseli – ale czy radośni? Nieraz myślę, że człowiek ciągle wesoły, w głębi
duszy może być smutny. Zewnętrzną wesołością, czy tym bardziej wesołkowatością, może
przykrywać wewnętrzny smutek. Sam tego nieraz doświadczałem.
Z rozważań tych wypływają przynajmniej dwa wnioski. Pierwszy to ten, że nie można być
prawdziwie radosnym teoretycznie. Radość albo jest życiowa, albo jest i wypływa z historii
życia, albo jej nie ma. Jest ona jednym z owoców właściwego rozeznania życiowej prawdy,
humus – gleby życia. Równoznaczne jest to z pokorą. Stąd wynika, że pokorny człowiek jest
radosny. Pyszałek może być tylko wesoły. Drugi wniosek: trudno wyobrazić sobie radosnego człowieka – samotną wyspę. Radość jest owocem międzyosobowych relacji: człowiek
– Bóg, człowiek – człowiek (chodzi o relację do samego siebie i do drugiego człowieka). Siłą
nośną tej radości jest praktyczna miłość, czyli miłosierdzie. Pierwotną radość otrzymuje
człowiek i ją przeżywa odczuwając Boże zmiłowanie. Podtrzymuje i ożywia ją stając się
naśladowcą Miłosiernego Boga Ojca w relacjach ze swoimi bliźnimi.
Przeszkodą w radości życia jest hipokryzja, egzystencjalna schizofrenia. Kiedy nawet twarz
się śmieje, dusza płacze. Zakłamany i zakłamujący się człowiek nie może być radosny. Stosuje różne metody – najczęściej używki, aby mimo wewnętrznego smutku wprowadzić się
czasowo w stan wesołości. Autentyczna radość związana jest z życiem duchowym. Jeśli
jego zabraknie, pozostają jego namiastki. Ale one nigdy nie dadzą prawdziwej radości. Namiastki zrodzą kolejne namiastki. Namiastki życia duchowego zrodzą namiastki radości.
Jest to chyba jeden z największych problemów współczesnej cywilizacji, kultury współczesnego życia. Radość to szczere, prawdziwe patrzenie w twarz Boga i drugiego człowieka
– każdego człowieka.
7
P
•
•
METODA
ocząwszy od bieżącego numeru Listu, chcielibyśmy rozpocząć cykl artykułów na
temat „filarów END”. Zostały one określone jako:
konkretne punkty wysiłku
życie ekipy
•
•
życie Ruchu
posługi w Ruchu.
W bieżącym numerze chcielibyśmy się zatrzymać nad pewnymi aspektami: „życia ekipy”.
Część formacyjna na spotkaniu ekip
Temat formacyjny służyć powinien lepszemu poznaniu zamysłu Bożego w stosunku do małżeństwa, rodziny, rodzicielstwa i wychowania dzieci, miejsca i roli chrześcijan we współczesnym świecie. Powinien również pomóc w lepszym zrozumieniu, czym jest miłość chrześcijańska, bo przecież z miłości będziemy sądzeni. W podejmowanym wysiłku małżeństwa
uczestniczące w spotkaniu ekipy nie pozostają same, wszak „wierzą niezłomnie w siłę
pomocy braterskiej”. Ta pomoc braterska będzie owocna, jeżeli wymianę myśli poprzedzi
przeczytanie materiałów na spotkanie, przemyślenie ich indywidualnie przez męża i żonę
i w końcu ponowna, tym razem wspólna, analiza przeczytanego tekstu.
Warto wspomnieć że teksty w materiałach formacyjnych są kierowane do małżeństw wywodzących się z różnych kultur i będących na różnym etapie rozwoju duchowego. Stąd
oczywistym jest, że nie wszystko musi być dla nas interesujące, nowatorskie czy zrozumiałe
(choć warto tu sobie zadać trud). Materiały mają być inspiracją do pracy i naszego rozwoju.
W dokumencie „Spotkanie ekipy” czytamy „naszej refleksji musi przyświecać zawsze jedno
pytanie: co Chrystus mówi nam w takiej, czy innej kwes i…” Przypomnijmy, że „…spotkanie grupy, w którym nie ma najpierw wysiłku, aby wspólnie spotkać Jezusa Chrystusa, jest
wszystkim innym, tylko nie spotkaniem Equipes Notre-Dame.”
Owoce swojej pracy małżeństwo przesyła w formie pisemnej do pary odpowiedzialnej.
W różnych ekipach propozycje temat na spotkanie mają różną formę. W ekipach dostrzegamy dwie metody pracy nad tematem studyjnym: przy pomocy refleksji lub suges i.
8
Posługi w Ruchu
Filary
END
Życie Ruchu
5|
END
Życie ekipy
bp Piotr Jarecki
CZTERY FILARY
Konkretne punkty
wysiłku
Co robić, aby nasza misja chrześcijańskiego głoszenia i świadczenia była bardziej radosna?
Papież Franciszek odpowiada krótko, nawiązując do powołania przez Chrystusa celnika
Mateusza i do komentarza św. Bedy: „Miserando atque eligendo” – spojrzał miłosiernie
i powołał. Doznanie i przeżywanie Bożego Miłosierdzia w moim życiu oraz świadomość
powołania mnie do tak szlachetnej misji rodzi autentyczną radość świadczenia: „Evangelii
gaudium”. Jest to podwójna radość: radość otrzymywania i radość szafowania miłości –
miłosierdzia.
RUCH
Refleksje to spisane przemyślenia, rozważania, wrażenia, wątpliwości i wnioski, jakie małżonkowie mieli po lekturze
tekstu studyjnego. Niektórzy sięgają do
innych źródeł, starają się pogłębić temat
i przekazać owoce swojej pracy pozostałym członkom swojej ekipy.
Suges e, natomiast, to konkretna propozycja pracy, podczas spotkania, skierowana do ekipy. Oczywiście suges a jest
owocem naszych refleksji, powstałych
podczas lektury.
Każda z tych metod implikuje inny styl
pracy, ma swoje zalety i wady.
W przypadku suges i małżonkowie czytają tekst, analizują go, dyskutują, wyciągają wnioski, by na ich podstawie napisać suges ę (nie koniecznie jedną), która zostanie przesłana
do pary odpowiedzialnej. „Udana” suges a owocuje bogatą i ożywioną wymianą myśli
podczas spotkania. Ten sposób pracy daje małżeństwom duży wpływ na kształtowanie
spotkania, pozwala na luźne odniesienie do materiałów. Istnieje tu jednak ryzyko, że małżonkowie podczas lektury nie będą koncentrować się na tekście, a jedynie będą starać się
„wyprodukować” suges ę.
W drugim przypadku spisane refleksje są przesyłane parze odpowiedzialnej, której rolą
jest ich przeanalizowanie i przygotowanie propozycji do dyskusji podczas spotkania. Małżeństwo odpowiedzialne, w czasie spotkania ekipy, prowadzi wymianę myśli, posługując
się otrzymanymi refleksjami. W tej metodzie to para odpowiedzialna tworzy suges e do
spotkania, w oparciu o nadesłane refleksje. Praca tym sposobem prowadzi do pogłębionej
analizy tekstu, pozwala nam poznawać się nawzajem i w szerokim zakresie dzielić swoimi
przemyśleniami. Dzielenie się następuje tu w dwóch etapach: podczas tworzenia i wymiany refleksji oraz podczas rozmowy na spotkaniu. Uważamy, że błędem jest ograniczenie się
jedynie do odczytywania (prezentowania) podczas spotkania wszystkich refleksji po kolei.
Można oczywiście korzystać z metody mieszanej, czyli suges ę poprzedzić swoimi refleksjami.
Niezależnie od tego jaką metodę wybierze ekipa, ważne jest by zachować rozsądek i umiar.
Celem spotkania jest nasz rozwój duchowy, a nie popisy intelektualne, czy erudycyjne. Każda ekipa wypracowuje swój indywidualny styl pracy, taki, który sprawi że spotkania będą
dla jej członków owocne i wszyscy będą się czuli, podczas nich, dobrze.
Przyjęty sposób pracy nad tematem formacyjnym powinien ożywiać życie ekipy. Ksiądz
Caffarel w wielu swoich wypowiedziach zwracał uwagę na poznanie, jako niezwykle ważne źródło rozwoju miłości do Boga. Mówi tak: ”Jeżeli ktoś Go nie zna poznaniem żywym
i ciągle odnawianym, niech nie robi sobie złudzeń - nie będzie Go też prawdziwie kochał
ani Mu służył.” W odniesieniu do rozwoju miłości małżeńskiej w liście nr 7 zamieszczonym
w książce „100 listów o modlitwie” pisze: „Trzeba codziennie wyruszać na nieznane ścieżki,
9
w nadziei spotkania współmałżonka, trzeba próbować poznać jego życie wewnętrzne, starać się odgadnąć, co może pobudzić jego uwagę, uczucie…” Warto zauważyć, że dynamizm
życia ekipy zależy w dużym stopniu od tej części spotkania. Dlatego trzeba w sposób szczególny dbać o autentyzm i świeżość przesyłanych refleksji bądź suges i. Bez żywej dyskusji
w tej części spotkania ekipa bardzo często obumiera.
Doświadczenie naszej ekipy, pokazuje, że przesłane suges e mają charakter krótkiej refleksji animowanej tekstem przygotowanym na spotkanie i zakończonej pytaniem do ekipy.
Mogą mieć również formę pytania skierowanego przez małżeństwo do ekipy, bo przecież
poszukiwanie (Chrystusa!) zwykle zawiera element niepewności. Czasami jest to wybrany
krótki fragment tekstu przeznaczonego na spotkanie z propozycją pogłębienia jego treści.
Para odpowiedzialna ekipy przypomina nam, do kiedy możemy wysyłać suges e. Z doradcą
duchowym omawia przesłane propozycje i podejmowana jest decyzja, która z przesłanych
suges i będzie omawiana w pierwszej kolejności podczas części formacyjnej. W naszej ekipie o wyborze decyduje ksiądz, dla którego jest to kolejny element w pełnieniu roli doradcy
duchowego. On, z uwagą patrzący na nas w czasie spotkań, wie czego nam najbardziej
potrzeba. Po spotkaniu przygotowawczym wszystkie suges e są wysyłane do każdego małżeństwa naszej ekipy, z zaznaczeniem, która będzie omawiana w pierwszej kolejności. Ze
względu na ograniczony czas spotkania (bardzo tego pilnujemy, aby nasze spotkanie trwało
nie dłużej niż 3 godziny) zwykle nie udaje się nam podjąć kolejnych suges i.
Na koniec chcemy przytoczyć suges e, które nasza ekipa zaproponowała na drugie spotkanie, zatytułowane: „Pewność wiary, której jesteśmy świadkami”. Pierwsza i trzecia pozycja
ma charakter refleksji kończącej się suges ą, druga i czwarta to czyste suges e. Pierwsza
z nich była omawiana na spotkaniu. Może te przykłady ułatwią pracę nad tematem formacyjnym tym, którzy na takie problemy natrafiają.
•
•
•
•
Dla nas bardzo aktualny był tekst scenki z życia. W kontekście naszego zaangażowania
w posługi w Ruchu zadajemy sobie pytanie, czy słabości naszego małżeństwa pozwalają nam służyć innym. Znając swoje niedomagania pojawia się w naszym sercu niepokój,
czy jesteśmy małżeństwem, które powinno się angażować chociażby w pilotaż. Czy
macie podobne myśli? Jak sobie z nimi radzicie? Gdzie znajduje się granica pomiędzy
naszą słabością i prawem do służenia innym?
Podzielmy się tym, czego nauczyliśmy się od małżeństw, które znamy. Podziel się sytuacją, kiedy inna para małżeńska była dla ciebie świadkiem sakramentalnego małżeństwa”.
Nas zastanowił tekst z Adhortacji „U początku bycia chrześcijaninem nie ma decyzji
etycznej, czy jakiejś wielkiej idei, jest natomiast spotkanie z wydarzeniem, z Osobą,
która nadaje życiu nową perspektywą, a tym samym decydujące ukierunkowanie”
(EG 7). Mamy wrażenie, że to spotkanie przytrafia się tylko nielicznym i stąd tak mało
radości i żywej wiary u chrześcijan. Co zrobić żeby do takiego spotkania doszło? Czy to
problem jest w nas? Czy to Bóg decyduje, kiedy i u kogo do tego spotkania dochodzi?
Co dla nas znaczy żyć sakramentem małżeństwa.
Druga ekipa warszawska
10
6|
Wywiad z Jadwigą i Jackiem Pulikowskimi,
audytorami Synodu o rodzinie
W jaki sposób zostali wybrani audytorzy Synodu?
Nie znamy klucza wyboru 17.
małżeństw ze świata. Z Europy były małżeństwa z Włoch,
Hiszpanii, Holandii (małżeństwo Włochów będące na misjach w Holandii ze swymi 12
dziećmi, z których najmłodszy
4-miesięczny Dawid „uczestniczył” w obradach Synodu),
Małżeństwo z Niemiec, Polski
i niesakramentalny związek
z Francji. Z pojedynczych osób
z Europy była lekarka z Rumunii i siostra zakonna z Malty. Z tego, co wiemy osoby były typowane przez episkopaty, a mianował je osobiście Papież.
Jak wyglądał dzień na Synodzie?
Był pracowity. Wstawaliśmy chwilę po 6., by już uszykowani na cały dzień, zacząć go Mszą
Świętą o 7.00 w kaplicy, w miejscu noclegu. Mszą, koncelebrowaną przez 6 biskupów z całego
świata, niemal codziennie w innym języku. Po mszy śniadanie i o 8.15 zabierały nas busiki
na obrady. Obrady zaczynały się o 9.00. Ojciec Święty przychodził (zwykle pieszo ze swojej
rezydencji) na dobre 15 minut przed obradami i zaczynał je modlitwą 2-3 minuty przed 9.00.
Wspólna modlitwa brewiarzowa po łacinie rozpoczynała dzień obrad. Pierwsza sesja trwała
do 10.30. Składały się na nią pełne treści bardzo szybko wypowiadane 3 min. wystąpienia
ojców synodalnych (łącznie 270) , przedstawicieli bratnich kościołów i audytorów. W sumie
blisko 400 wystąpień. Były one symultanicznie tłumaczone na 5 języków: włoski, hiszpański, francuski, niemiecki i angielski. Podziwialiśmy sprawność tłumaczy (My słuchaliśmy tłumaczeń na angielski). Łatwiej było zrozumieć tłumaczy niż mówców, zwłaszcza mówiących
nie w swoim rodzimym języku. Tak czy inaczej po półtorej godzinie intensywnego słuchania,
z ulgą przyjmowaliśmy zapowiedź półgodzinnej przerwy. W przerwie była kawa, herbata,
zimne napoje, kanapki, owoce i słodycze, i... intensywne rozmowy, komentarze i narady. Po
przerwie punktualnie o 11.00 zaczynała się druga tura obrad do 12.30. Jeżeli nie zatrzymali
nas dziennikarze (wielu z nich czatowało na uczestników Synodu bezpośrednio przed wyjściem z budynku obrad) to jechaliśmy busikiem na obiad na 13.00. Obiad (ściślej lunch), jak
to we Włoszech, był celebrowany, wielodaniowy z niekończącymi się rozmowami niemal
każdego z każdym. A było nas w Centrum Animacji Misyjnej 40 osób w tym 6 biskupów, 13
małżeństw i 8 pojedynczych audytorów dosłownie z całego świata. Po obiedzie była chwila
czasu na odpoczynek i pracę (pisanie artykułów, wywiady, autoryzacje, przygotowanie wystąpień). O 15.45 busiki zabierały nas na obrady popołudniowe, które zaczynały się punktual-
11
nie o 16.30. (Ściślej 2-3 minut wcześniej modlitwą prowadzoną zawsze przez Ojca Świętego,
który wytrwale uczestniczył we wszystkich obradach plenarnych. Jeden raz, w środę, opuścił
obrady plenarne bo miał Audiencję Generalną.) Obrady popołudniowe trwały bez przerwy
do 19.00. Obrady były tak intensywne i męczące, że gdy raz sekretarz Generalny Synodu Kardynał Baldisseri ogłosił dodatkową 10- minutową przerwę sala zareagowała owacyjnie jak...
uczniowie w szkole na wieść, że przepadła lekcja i mogą iść wcześniej do domu.
W takich samych ramach czasowych toczył się drugi nurt pracy w tak zwanych «circuli minore». W 13 grupach językowych (angielskie, włoskie, hiszpańskie, francuskie i niemiecka) pracowaliśmy nad dokumentem Instrumentum Laboris, który zawierał relację z synodu nadzwyczajnego sprzed roku uzupełnioną o materiały z konsultacji ogólnoświatowej.
W grupach trwały zażarte dyskusje wynikające z różnego podejścia do aktualnych wyzwań
duszpasterskich.
Po zakończonych obradach powrót busikami lub pieszo do domu i kolacja, która raczej
przypominała polski trzydaniowy obiad. Następnie, do późnej nocy, czas na spotkania, wywiady, pracę. W tym wieczornym czasie zmieściło się kilka spotkań z Polakami w parafiach
i w Instytucie Polskimu, w którym mieszkają polscy księża studiujący w Rzymie. Dojścia na
te spotkania to były niemal jedyne spacery po Wiecznym Mieście w czasie kilkutygodniowego w nim pobytu. Oczywiście poza niedzielami, które były wolne od zajęć synodalnych.
Jakie zdania przeważały w dyskusjach w grupach?
Ostatecznie zdecydowana większość Ojców Synodalnych (w naszej grupie ponad 90%) opowiadała się za jednoznacznym potępieniem grzechu przy jednoczesnym niestrudzonym
pochylaniu sie nad grzesznikami i wzywaniu ich do nawrócenia. Nieliczni Ojcowie próbowali, kierując się powszechnością występowania niektórych grzechów (np. cudzołóstwa),
łagodzić ostrość widzenia grzechów i powołując się na nieskończone miłosierdzie Boże,
dopuścić do komunii świętej rozwiedzionych, żyjących w powtórnych związkach. Odpowiadano im, że komunia święta przyjęta w stanie grzechu ciężkiego (cudzołóstwo) zamiast łask
przynosi skutki negatywne (świętokradztwo). Ostatecznie dokumenty wychodzące z poszczególnych grup, były relacjonowane na forum plenarnym. Z tych 13 dokumentów utworzono wspólny dokument końcowy, który przyjęto przez głosowanie Ojców Synodalnych
(kardynałowie i biskupi) w ostatnim dniu Synodu.
Podczas Synodu mieliście okazję spotykać małżeństwa z różnych
stron świata. Z jakimi radościami i trudnościami przyjechały na
Synod? Co w spotkaniu z nimi było dla Was zaskoczeniem?
Rzeczywiście różnorodność była ogromna. Były małżeństwa i osoby z terenów, gdzie wiarę w Chrystusa można przypłacić życiem czy mające elementarne problemy bytowe, ale
o tym wiedzieliśmy już wcześniej. Zaskoczeniem była ogromna liczba małżeństw mieszanych w niektórych krajach. W Indiach 55% katolików zawiera małżeństwa z wyznawcami
innych religii, a w Tajlandii 90%! Oczywiście zarówno przygotowanie do małżeństwa, jak
i towarzyszenie takim małżeństwom to zupełnie inne wyzwanie niż w warunkach polskich.
Czasem warunki kulturowe stwarzają problemy zupełnie u nas nieznane. Przykładowo –
nawrócenie na katolicyzm poligamisty mającego...3 żony.
12
Co, według Was, jest najważniejszym przesłaniem płynącym z Synodu?
Pozostała, mimo nacisków ze świata, aktualna prawda, że w sercu Kościoła jest rodzina
katolicka oparta na sakramentalnym małżeństwie kobiety i mężczyzny, nierozerwalnym
i otwartym na przekazywanie życia.
W naszym odczuciu Synod był wielką ogólnoświatową.... autokatechezą. Katechezę głosili
w swych trzyminutowych wystąpieniach kardynałowie, biskupi i świeccy, a odbiorcami byli
wszyscy uczestnicy Synodu. Jesteśmy przekonani, że każdy z uczestników, poczynając od
najskromniejszego świeckiego, a na Ojcu Świętym kończąc, wiele się nauczył i ma szansę
wyciągnąć wnioski zbawienne dla siebie samego i dla całego Kościoła. Obyśmy wszyscy te
wnioski wyciągnęli w duchu wierności nauce Chrystusa i tradycji Kościoła.
Jakie zadania stają dziś przed małżeństwami formującymi
się w ruchach i stowarzyszeniach katolickich?
W obradach synodalnych wielokrotnie przewijała się myśl, że wobec dramatycznych zagrożeń płynących z bezbożnego i wynaturzonego, moralnie zniszczonego świata ogromną rolę mają do spełnienia ruchy, stowarzyszenia i wspólnoty katolickie. Chodzi zarówno
o ochronę i stworzenie warunków dalszego rozwoju dla tych, którzy przetrwali przy świecie wartości Bożych, jak i o pomoc w powstawaniu tym, którzy się pogubili i zeszli z Bożych dróg, a także o ewangelizację i dotarcie do tych, którzy jeszcze nie spotkali Chrystusa.
Z pewnością pojedyncze osoby mają mniejsze szanse na skuteczne przeciwstawienie się złu
panoszącemu się w świecie niż zorganizowane wspólnoty. To wielkie wyzwanie dla wspólnot. Wskazywano również na rolę wspólnot zarówno w przygotowaniu do małżeństwa, jak
i w towarzyszeniu zwłaszcza młodym małżeństwom na starcie.
Czym dla Waszego małżeństwa było uczestnictwo w Synodzie?
Dla nas uczestnictwo w Synodzie było niezasłużonym wyróżnieniem i zaszczytem. Było
niesamowitym doświadczeniem. Doświadczeniem różnorodności mentalnej i kulturowej,
różnego podejścia do współczesnych wyzwań, ale nade wszystko doświadczeniem jedności
Kościoła Powszechnego. Mimo że pojawiały sie głosy, które w poszukiwaniu nowych dróg
dotarcia do grzeszników próbowały łagodzić ostrość widzenia grzechu, czy nawet dopatrywać się w nim znamion dobra. Próbowały grzesznikowi bez nawrócenia i odwrócenia się od
grzechu oferować jako «lekarstwo» komunię świętą, jakby zapominając że świętokradczo,
bez stanu łaski uświecającej, przyjęta komunia święta nie będzie źródłem łask a pogłębieniem tragedii grzesznika. Powoływanie się na nieskończone miłosierdzie Boże bez dobrej
woli nawrócenia ze strony grzesznika też sporadycznie wybrzmiewało. Jednak były to pojedyncze głosy, które nie zyskały aplauzu i spotkały się z jednoznacznym odrzuceniem przez
zdecydowaną większość Ojców Synodalnych . Zwyciężyło tradycyjne podejście, że warunkiem powrotu do pełni łask, w tym komunii świętej, jest radykalne odwrócenie się od grzechu i sakramentalna spowiedź. Tak jak Chrystus powiedział do jawnogrzesznicy: wstań i nie
grzesz więcej. I stała się Magdalena wielką świętą, pierwszą osobą, której Chrystus ukazał
się po zmartwychwstaniu!
Dzięki nieskończonemu miłosierdziu Bożemu droga do świętości jest otwarta dla każdego
najzatwardzialszego nawet grzesznika, jednak warunkiem koniecznym jest jego nawrócenie i odwrócenie się od grzechu.
13
Nasz Super-Region
to nie tylko Polska
7|
Węgry. Polak, Węgier – dwa bratanki…
W
szyscy znamy to „historyczne” powiedzenie. Węgrzy też je znają i chętnie potwierdzają swoje przyjazne nastawienie do Polaków. Dlaczego o tym piszemy?
W wakacje na sesji dla par posługujących, jeszcze wtedy w Regionie Polska, poznaliśmy
małżeństwo z Węgier, które przyjechało razem z nami formować się w podkrakowskich
Krzeszowicach.
My już w grudniu poprzedniego roku mieliśmy zaplanowane nasze wakacje z dziećmi na
Węgrzech i kiedy Eszter i Barna Tomka się o tym dowiedzieli, od razu zaprosili nas do siebie
na słynny gulasz węgierski. Jak tu nie skorzystać z takiego zaproszenia? Mieliśmy jednak
obawy, czy powinniśmy obciążać ich swoją obecnością, gdyż trzeba dodać, że na te wakacje
oprócz naszej trójki dzieci, zaprosiliśmy dwoje siostrzeńców. 2+3+2=7 – to trochę dużo. Ku
naszej radości okazało się, że Eszter i Barna mają piątkę swoich dzieci i w związku z tym nas
7 i ich 7 nie stanowi problemu! A gar na gulasz mają na 30 osób, bo przecież ich rodzeństwo
też ma dzieci, a i sami pochodzą z wielodzietnych rodzin.
Tym sposobem spotkaliśmy się w przyjacielskiej atmosferze w niezwykle upalny dzień
(wszyscy pamiętamy upały tego lata) w małej miejscowości pod Budapesztem, w ogrodzie
Eszter i Barny. Zagryzając langosy (tradycyjne węgierskie placki drożdżowe, różniące się
jednak od naszych tym, że nie dodaje się do nich jajek oraz że zjada się je ze śmietaną z dodatkiem czosnku, posypane startym żółtym serem) rozmawialiśmy o naszych wakacjach,
rodzinach oraz o „ekipowych” radościach i troskach. Wtedy nie przypuszczaliśmy, że Pan
Bóg przygotowuje nas do głębszej relacji i współpracy w ramach Ruchu END.
Kiedy we wrześniu, na sesji w Rzymie poproszono nas, abyśmy jako Region 2 zaopiekowali
się Sektorem Węgierskim poczuliśmy, że Pan Bóg poprosił nas o to już wcześniej, tylko nic
nam, ani tym, którzy podejmowali taką decyzję o tym nie powiedział. Tak działa Pan Bóg
– bycie w jednym Regionie musi opierać się na więzach przyjaźni. Najpierw pozwolił nam
taką przyjaźń nawiązać, a potem zaprosił do posługi!
16 października, razem z Beatą i Marcinem Pińkowskimi, parą Sektora Mazowieckiego,
wsiedliśmy w samolot, aby wziąć udział w dwudniowej sesji dla węgierskich par posługujących. My przygotowaliśmy prezentację „Czym jest posługa w Ruchu END”, „O posłudze
pary łącznikowej” oraz na spółkę z Beatą i Marcinem „O posłudze pary pilotującej”. Jednocześnie Beatka i Marcin przedstawili fantastyczną prezentację o bogatych doświadczeniach
ich sektora w informowaniu o Ruchu. Wszystkie nasze materiały wcześniej przesłaliśmy do
tłumaczenia, aby pary węgierskie jak najpełniej mogły skorzystać z naszych prezentacji.
Eszter i Barna włożyli dużo wysiłku w organizację tej sesji, którą uznajemy za bardzo owocną zarówno dla Węgrów, jak i dla nas samych. Mogliśmy też bliżej poznać historię ekip na
14
Węgrzech. Ideę Ruchu przywiozło z Francji 20 lat temu (czyli dużo wcześniej niż Ruch trafił
do Polski) małżeństwo węgierskie, które przez wiele lat mieszkało we Francji. Powstało
wtedy kilka ekip, które jednak były tak odizolowane od szerszego Ruchu, że po prostu po
jakimś czasie się „zapadły”.
Przykład węgierski potwierdza to, co już jako para Sektora Mazowieckiego odkryliśmy, że ekipy, które są „wsobne”, to znaczy nie mogą (czasami nie z własnej winy) lub nie chcą wchodzić
w uczestnictwo w szerszym Ruchu, czyli nie podejmują posług, nie biorą udziału w dniach
formacyjnych organizowanych przez sektor, region, super-region (np. pielgrzymka), czy ERI
(raz na sześć lat zgromadzenie międzynarodowe) – powoli same obumierają i nie dają „życia” nowym ekipom. Do naszego „życia” ekipowego potrzebne są inne ekipy, aby rozwijać
naszą wspólnotowość. Potrzebne są mocne pary posługujące, od których można zaczerpnąć
na nowo ducha i charyzmat Ruchu Equipes Notre-Dame. Potrzeba małżeństw, które odczytując znaki czasu i współpracując z Łaską Bożą, pomagają innym odkrywać nowe wezwania
i sposób ich realizacji. Potrzebna jest ta pierwotna radość bycia we wspólnocie, która może
zachęcić nowe małżeństwa do podjęcia formacji w ramach Ruchu END.
Wracając do sytuacji na Węgrzech, ludzie jakoś zawiedli, ale Pan Bóg „nie odpuścił”. Dziesięć lat temu pojawiło się nowe małżeństwo tym razem francusko-węgierskie, któro postanowiło jeszcze raz „zainwestować” w ekipy. Dzisiaj po dziesięciu latach jest 15 ekip i dwie
ekipy w pilotażu. Nie jest to może dużo, ale jest na czym budować, zwłaszcza że Eszter
i Barna są prężnymi, młodymi ludźmi, przekonanymi do swojej misji.
Mamy nadzieję, że nasza wizyta i nasze wspólne i jednocześnie spójne świadectwo tchnęło
nadzieję i nowego ducha w naszych przyjaciół z Węgier.
Na koniec wrócimy do tytułu tego artykułu-świadectwa. Ciekawi jesteśmy, jak wypełniliście
te kropki po znanym powiedzeniu Polak, Węgier dwa Bratanki....?
15
My napisalibyśmy „do modlitwy i do szklanki”. Żadne z tych słów nie jest przypadkowe. To,
że naszemu spotkaniu towarzyszyła modlitwa, skupienie i – jesteśmy przekonani – Duch
Święty, jest dla nas oczywiste. Nieoczywista była ta druga część powiedzenia. Przecież taka
sesja to forma rekolekcji, a u nas w Polsce w czasie rekolekcji raczej nie sięga się do „szklanki” (no chyba, żeby się napić kompotu czy soku). I tu rolę odgrywają różnice kulturowe,
o których się już nie raz przekonaliśmy, będąc w różnych krajach (tak dużo to ich nie było,
ale zawsze coś). Otóż dla Węgrów wino jest napitkiem – można by powiedzieć – narodowym. Kto był na Węgrzech dobrze wie, jak dobre jest węgierskie wino i jak dużo jest
prywatnych, rodzinnych winnic na Węgrzech (również w rodzinie Eszter i Barny jest taka
winnica z wyśmienitym winem).
Sesja zorganizowana była w domu rekolekcyjnym miejscowego biskupa, który właśnie ma
taką prywatną winnicę. I tradycją każdych rekolekcji przeprowadzanych w tym domu rekolekcyjnym jest to, że biskup, w sobotę wieczorem po mszy świętej, zaprasza do swojej piwnicy, w której można skosztować kilku gatunków wina, pochodzących właśnie z tej winnicy.
Cóż będziemy pisać? Było naprawdę miło. Jeśli dodamy do tego Marka z gitarą i nas (tzn.
Kasię, Beatkę, Marcina oraz naszą tłumaczkę Anię – Węgierkę, która kilka lat studiowała
w Krakowie) śpiewających wszystkie polskie przeboje (Sokoły, My Cyganie i takie tam…) to
naprawdę integracja z Węgrami nie mogła się nie udać.
Dziękujemy Panu Bogu za Ruch Equipes Notre-Dame, dziękujemy za nowo powstały Super-Region Polska Europa Centralna, dziękujemy za nasz Region 2 i wszystkie nasze sektory
(Mazowiecki, Podlaski, Węgierski i Białoruski oraz ekipy ukraińskie), ale w szczególności
w tym artykule chcielibyśmy podziękować Panu Bogu za Sektor Węgierski, który nam Pan
Bóg tak nieoczekiwanie dla nas samych podarował.
Chwała Panu!
Katarzyna i Marek Rymszowie
Para Odpowiedzialna Regionu 2
w Jego ręku. To On jest twórcą tych ekip i najlepiej wie, jak o nie się zatroszczyć i kogo im
posłać. Jedyne, co my mamy dać, to nasz czas i obecność. Powiedział nam to Pan przez
małżonków pilotowanej ekipy, gdzie w różnym czasie trzy różne małżeństwa podeszły do
nas, by nam podziękować. Za każdym razem podziękowania były identyczne: „Dziękujemy
wam za to, że przyjeżdżacie do nas, że wam się chce”. Nie wspomnieli o naszym świadectwie, wysiłkach organizacyjnych, przekazywaniu charyzmatu, załatwianiu materiałów, kontaktowaniu się czy innych rzeczach. Najważniejsze okazały się chęci i czas, gdzie otwarcie
przyznaliśmy się, że chęci często nie ma. Przekonaliśmy się niejednokrotnie, że motorem
działania i wytrwałości nie są chęci tylko miłość. Miłość do Boga, miłość do drugiego człowieka i miłość do Ruchu. Bywa, że po ludzku miewamy już dość, bo: wchodzi się do domu
nie zdejmując butów, bo już trzeba jechać dalej, nie ma czasu zjeść obiadu przy stole, tylko
w drodze w samochodzie, spotkania w tygodniu, po pracy, cały dzień poza domem, wracamy to cały blok już śpi, tylko syn na nas czeka. W tych wszystkich momentach przychodzą nam na myśl „giganci pilotażu” w naszym Super Regionie, którzy są dla nas wzorem.
Myślimy tu o tych, którzy pokonują znacznie większe odległości niż my, nieraz samolotem,
podejmują też znacznie większe wyrzeczenia niż my. Ta myśl pomaga nam, ale też nas zawstydza i mobilizuje do dalszej pracy w winnicy Pana.
Najwięcej zniechęcenia doświadczamy w drodze na spotkanie, nieraz bywamy rozdrażnieni
i skorzy do kłótni. Naszą metodą na to stała się modlitwa różańcowa, przez którą Maryja
pomaga nam oczyścić nasze serca i myśli. Natomiast wracając ze spotkania, za każdym
razem jesteśmy przepełnieni radością, pokojem i miłością do bliźniego. Po roku posługi
w pilotażu widzimy jak wielkim bogactwem są dla nas ci małżonkowie, z którymi mamy
łaskę się spotykać i kapłani służący w tych ekipach. Zauważamy też jak Pan Bóg nas zmienia poprzez tę posługę, ucząc rezygnacji z czasu dla siebie, pokory i cierpliwości. Widzimy
jak Pan Bóg uzdalnia tych, których posyła. Bardziej zrozumiałe stały się dla nas słowa św.
Jana Pawła II: „Istnienie polega na dawaniu się innym. Wyrzeczenie się siebie to tajemnica
szczęścia i źródło równowagi.”
Aurelia i Andrzej
Czechy. Pilotaż w Czechach – „Tajemnica szczęścia i równowagi”
M
inął rok od naszej pierwszej wizyty w Czechach u oo. Paulinów, którzy pomogli nam przy organizacji spotkań informacyjnych dla małżeństw. Owocem tych
spotkań są dwie ekipy. Data rozpoczęcia pilotażu pierwszej ekipy, którą przypadło nam pilotować, ma dla nas duże znaczenie. Był to 6 stycznia 2015 roku, a więc Święto Objawienia
Pańskiego. Odczytaliśmy tę datę jako szczególne błogosławieństwo Boże dla nas na czas
posługi pilotażu.
Nie ukrywamy, że nosiliśmy w sercu wiele obaw związanych z tą posługą, dlatego że nigdy
wcześniej nie pilotowaliśmy żadnej ekipy. Jednak Pan Bóg wierzy w nas bardziej niż my
sami w siebie i bardziej niż my jesteśmy w stanie Mu zaufać. Dał nam więc jako pierwszą
ekipę do pilotażu ekipę mówiącą w obcym języku.
Kolejna obawa wiązała się z tym, że nie była to nasza jedyna posługa. Byliśmy dopiero co
świeżo upieczoną parą sektora. Jednak Pan Bóg szybko rozwiał nasze obawy i pokazał wielokrotnie w ciągu minionego roku, że my jesteśmy tylko „kanałami” Jego łaski, narzędziami
16
8|
Stowarzyszenie Przyjaciół
Ojca Caffarela
Karta Equipes Notre-Dame
Otrzymaliście KARTĘ EQUIPES NOTRE-DAME (dołączoną do tego listu). Jest to epokowe
wydarzenie w historii naszych grup małżeńskich.
Nie chcemy powiedzieć, że „Karta" jest doskonała. Jesteśmy przekonani, że jest przeciwnie.
Jednak odpowiada ona życzeniu licznych grup, często ostatnio wyrażanych, ustanowienia
konkretnych wymagań, precyzyjnego kierunku i solidnych ram. To właśnie ten dokument
chciałbym Wam ofiarować.
17
Idźcie naprzód! Nie chodzi o to, by rozprawiać, dyskutować, ale by żyć !
Życie będzie wymuszało modyfikacje, które trzeba będzie wprowadzać do tych przepisów.
Wielu spośród Was pomyśli być może czytając ją, że nie wnosi ona niczego nowego. Na
szczęście! To dowodzi, że bierze ona pod uwagę praktykę, której doświadczacie – że nie jest
wytworem umysłu bujającego w obłokach.
Po przeczytaniu i przemyśleniu – zastosujcie ją. To możliwe, że wyda się Wam strasznie
wymagająca, przynajmniej na początku. Nie z powodu nadzwyczajnych obowiązków, ale
ponieważ ona wymaga, żeby wszystko to, co do tej pory było robione jako tako, odtąd było
robione bardzo dobrze.
Czy nie taka jest kolej życia, że uczycie swoje dzieci poczynając od rzeczy małych ?
9|
Świadectwa
W
e wrześniu 2015 roku nasz Ruch w Polsce zmienił swój status w ramach światowych struktur END. Ekipy w Polsce należą do Super-Regionu Polska Europa
Centralna. Świadectwa i relacje prezentujemy w układzie regionów, z których zostały nadesłane. Dziękujemy wszystkim małżeństwom, które nadesłały swoje przemyślenia. Staramy
się publikować wszystkie nadesłane teksty – jeżeli zdarzy się, że jakiś tekst nie został wydrukowany, to dlatego, że zabrakło miejsca („List” w tej chwili może mieć tylko 32 strony).
Zapraszamy wszystkich do dzielenia się swoją wiarą!
Serdecznie Was pozdrawiamy
Gosia i Waldek Kaduk – tel. 514 608 260
Redakcja Listu END – [email protected]
W ten sam sposób „Karta” zmusi Was w przyszłości do wierności przyjętym obowiązkom,
których będziecie przestrzegali sami dla siebie i będziecie pomagali małżeństwom przyjaciół w tym, by żyli coraz lepiej swym powołaniem małżonków, rodziców, ludzi.
Gdyby ten dokument był bardziej łagodny, być może odpowiadałby większej ilości małżeństw. Wszelako, śmiało odrzuciliśmy umniejszenie wartości mistyki i dyscypliny, ponieważ nie chcieliśmy zawieść tych małżeństw, zwłaszcza młodych, które wymagają przepisów
surowych, pomagających im żyć w klimacie chrześcijańskiego męstwa.
Nie przyjmujcie „Karty” jeśli jej nie zaakceptujecie!
To nie hańba dla małżeństwa albo dla grupy, że się wycofa. Ci jednak, którzy ją przyjmą,
powinni wypełniać jej zadania bez zastrzeżeń, stanowczo. Podjęliśmy odpowiedzialność.
Módlcie się, rozmyślajcie, uznajcie ją za swoją.
O. H. Caffarel – styczeń 1948
Kochani małżonkowie i doradcy duchowi!
R
ozpoczynający się rok naszej formacji poprzedza piękny jubileusz powstania
Ruchu Equipes Notre-Dame w Polsce. Dokładnie 4 maja 2017 roku będziemy obchodzić 15 lat formalnych struktur naszego Ruchu w Polsce. Uważamy, że jest to
piękna okazja, abyśmy przygotowując się do tego jubileuszu mogli się wszyscy podzielić
swoimi przeżyciami, doświadczeniami, bogactwem duchowym naszego kroczenia drogą
ruchu Equipes Notre-Dame.
Zapraszamy Was, Kochani, do pisania świadectw. Niech ten rok formacyjny będzie dla
nas wszystkich czasem refleksji nad przebytą drogą i dzielenia się tym, co otrzymaliśmy
od Pana Boga. Zapraszamy zatem WSZYSTKICH do pisania tej książki. Tą publikacją, pragniemy wyrazić naszą wdzięczność Ojcu Caffarelowi za Ruch Equipes Notre-Dame. Łączy
się to również z 20. rocznicą jego śmierci (18.09.1996) oraz 10. rocznicą rozpoczęcia
procesu beatyfikacyjnego (18.09.2006 ), a także 15. rocznicą powstania Ruchu Equipes
Notre-Dame w Polsce.
Świadectwa prosimy przysyłać do końca czerwca 2016 roku na adres: [email protected]
18
Region 2
Sesja dla par informacyjnych – Licheń 2015
W
dniach 9-12 października Licheń Stary zgromadził 20 par informacyjnych z różnych sektorów Polski. W spotkaniu uczestniczyły pary w różnym wieku i z różnym
stażem małżeńskim i ekipowym. Zjednoczeni w Duchu Chrystusowym i dla Niego, staraliśmy się dokładniej zgłębić charyzmat ruchu END oraz poznawać i wypracowywać metody
informacji o jego strukturach i misji. Sesja w formie warsztatów przygotowana i prowadzona była przez Marzenkę i Michała Mamcarzów w sposób ciekawy i profesjonalny. Niech Bóg
wynagrodzi im to stokrotnie. Chcemy się z Wami podzielić tym, czego się dowiedzieliśmy
i nauczyliśmy oraz w czym umocniliśmy jako para informacyjna.
Jak informować i świadczyć o END to jedno, ale aby być wiarygodnym trzeba całym sobą wejść
w nurt wspólnoty i aktywnie w niej uczestniczyć. Każdy z nas otrzymał od Pana talenty na miarę
swoich możliwości. Jest ich zawsze tyle, ile potrzebujemy. Od nas zależy czy je pomnożymy,
a Bóg zawsze do każdej posługi da nam potrzebne łaski. Za wierne trwanie przy tej łasce otrzymamy stokroć więcej, ale przede wszystkim „wejście do radości Pana” (Mt25,14-24).
Rolą pary informacyjnej jest dawanie impulsu do działania i angażowania się całych ekip na
rzecz rozpowszechniania Ruchu. Każde małżeństwo winno uczestniczyć w tej misji, a para
informacyjna będzie spinać te działania na poziomie ekip, a później sektora.
Podstawą naszej pracy było oparcie jej na Ewangelii, rozważanie Słowa w kontekście posłannictwa i misji. Jakże wyraźne jawiły się słowa zawarte w haśle roku ,,Oto ja, poślij mnie”(Iz6,8).
,,Proście więc Pana żniwa, aby wyprawił robotników na swoje żniwo” to słowa, których nie
trzeba szczególnie tłumaczyć. Żniwo dojrzało, pracy jest dużo, ale robotników jest ciągle niewielu.
Najczęściej onieśmiela nas fakt, że mimo starań jesteśmy mało skuteczni a efekty pracy na
sposób ludzki są mizerne. Przezwyciężajmy to zniechęcenie, gdyż czasami dla jednej zagubionej owcy warto opuścić stado i podjąć poszukiwania nierzadko w trudnych warunkach.
19
Zauważyliśmy również, że opieszałość małżeństw, aby wejść na drogę świętości, nie zawsze
spowodowana jest wewnętrznym lenistwem czy niezrozumieniem. Przyczyny leżą znacznie
głębiej. Są oni często zranieni, zagubieni, zawiedzeni sytuacją w jakiej się znaleźli. Wiemy
teraz, że ludzie sparaliżowani , choć cierpią, nie przyjdą. I tu przychodzi nam z pomocą Setnik
z Kafarnaum oraz jego modlitwa wstawiennicza ,,Panie, sługa mój leży w domu sparaliżowany
i bardzo cierpi”(Mt8,5-13). Odpowiedź Chrystusa jest jasna i oczywista ,,Przyjdę i uzdrowię
go”. Pochylajmy się więc nad ludzkim cierpieniem orędując do Boga o ich uzdrowienie. Zadajemy sobie w tym miejscu pytanie, jak wygląda dzieło, a właściwie pragnienie Ojca Henriego
Caffarela, aby jak najwięcej osób modliło się za siebie o każdej porze dnia i nocy tworząc Rodzinę Orędowników. Orędownicy modlą się za ruch END, za małżeństwa (zwłaszcza te w kryzysie) i w wielu innych intencjach. Brakuje nam wśród nas tylko Ciebie (www.end.pl>rodzina-oredownikow). Modlitwa jest punktem wyjściowym każdego działania przez nią przychodzi
łaska, światło i siła.
Okres dwóch lat w Ruchu jest dla nas czasem radości z wyboru drogi. Teraz jednak chcemy
podjąć odpowiedzialność za rozpowszechnienie tej idei. Ojciec Henri Caffarel pisał: „Jak
daje się chleb głodnemu, tak my chcemy dać i przekazać orędzie miłości Chrystusa do Kościoła na wzór małżeńskich relacji płynących z sakramentu małżeństwa”.
R+W
Drzewko Pomarańczowe – o sesji dla par pilotujących…
M
amy w naszym domu moje ulubione drzewko pomarańczowe, a w zasadzie
krzewinkę w dużej doniczce. Jest z nami już kilka lat i chyba nawet dostałem je
w prezencie na jakąś moją uroczystość.
Drzewko ma bardzo bogatą historię. Kiedy je dostałem pełne było pięknych owoców i cieszyło oko. Jednak ten stan nie trwał za długo, ponieważ nasze psy okazały się smakoszami
małych pomarańczek i tyle było z pięknego widoku. Drzewko rosło sobie dalej w promieniach słońca, aż do późnej jesieni, kiedy to wstawiliśmy je do domu, chcąc ochronić przed
mrozem i zniszczeniem. Pewnego dnia z drzewka opadły wszystkie liście – przypuszczamy,
że był to skutek braku podlewania i troski o roślinę oraz oddziaływania dodatniej temperatury wytwarzanej przez nasz system centralnego ogrzewania. Co tu dużo mówić – drzewko
wyglądało okropnie i powędrowało w zimny kąt naszego schowka – nikt już się nim nie
zachwycał. Jednak uparłem się, aby go nie wyrzucać.
Na wiosnę wystawiliśmy naszego „drapaka” na promienie słoneczne. Moja Żona poobcinała to, co było martwe i nie rokowało nadziei, dodała nawozu – suma summarum na
koniec mieliśmy patyk z kilkoma odrostami w dużej donicy, który miał stanowić tego roku
jedną z ozdób naszego tarasu. Wiosna zaczęła robić swoje – słońce, majowe deszcze, później burze, wysoka temperatura, „obkładanie nawozem” i nasz patyk ponownie zmienił się
w zielone drzewko w dodatku z ogromną ilością kwiatów, które nie mniej niż nas ucieszyły
okoliczne pszczoły. Z czasem pojawiły się maleńkie zawiązki, które zmieniły się w piękne
owoce – od tych najmniejszych w zielonym kolorze po te największe, już w pełni pomarańczowe. Jednak to nie koniec – kiedy jedne owoce były już dojrzałe, a inne jeszcze zielone
drzewko ponownie zakwitło, chcąc wydać kolejne owoce! I tak też się stało.
20
Teraz, kiedy to czytasz, nasze drzewko ponownie jest z nami w domu obsypane dużą ilością
owoców wciąż zmieniających kolor na pomarańczowy i nadal ma bujne liście. Nauczyliśmy
się, że aby takie było jak dzisiaj, pomimo zimowej pory, potrzeba włożyć w to trochę wysiłku – podlewać, „obkładać nawozem”, przycinać kiedy trzeba. Jednym słowem pielęgnować
to, co się otrzymało, aby w środku zimy cieszyć się naszym mikro pomarańczowy gajem.
Nasze drzewko uosabia mi historię wielu małżeństw w naszym Ruchu – w tym i naszego
małżeństwa. Kiedy już po wielu zakrętach opadły wszystkie liście i wyglądaliśmy jak „drapaki” zjawia się para ogrodników, która zaproponowała, że wystawi nas na wiosenne słońce,
deszcze i opowiadali jeszcze, że trzeba mieć nadzieję, że kiedyś się zazielenimy – jeszcze
nie wspominali nic o owocach. Zebrali kilka takich drzewek, zaczęli je regularnie podlewać,
wystawiać na słońce, „obkładać nawozem”. Poświęcali swój czas, pomimo wielu innych
obowiązków, rezygnując czasami ze swoich pragnień i przyjemności. Wytrwale trwali przy
nas przez cały rok, przeżywając razem z nami pierwsze opadające liście, ale i ciesząc się
z pierwszych malutkich kwiatków, które nieśmiało zaczynały się pojawiać na naszych łodyżkach jako zwiastuny przyszłych owoców.
Po roku naszych ogrodników zmienili inni, którzy nadal pomagali nam wzrastać. I tak jedni
z nas mieli więcej kwiatów na swoich łodygach, inni mniej, ale w końcu dzięki troskliwej
pielęgnacji, zaczęliśmy wydawać owoce – plon nasz był różny, a jaki to zapewne wiesz. Co
było dalej? U tych, którzy zrozumieli, że ktoś przez wiele lat ich pielęgnował i stał obok, aby
wesprzeć w czasie potrzeby, nagle wśród owoców na gałęziach pojawiły się kwiaty tak jak
na naszym drzewku. Ci zapragnęli, aby wydać owoc już nie dla siebie, bo te mieli na swoich
gałązkach, ale dla innych, aby i oni mogli zmienić się z „drapaków” w ukwiecone drzewka.
Postanowili zostać ogrodnikami, aby dać innym to, co sami otrzymali. Ogrodnictwo jednak
wymaga wiedzy, doświadczenia i cierpliwości. Ogrodnik to ktoś, kto pomaga wzrastać roślinie, wie jak przycinać gałązki czy kiedy używać nawozu. Ogrodnikiem się staje…
Taką szkołą dla ogrodników, jest właśnie sesja dla par pilotujących. Prowadzą je nasi „starzy” ogrodnicy Helenka i Paweł Kukułowiczowie, którzy uprawiali już wiele drzewek – oni
wciąż zakwitają pośród wielu owoców, które już wydali. Jeżdżą po Polsce, zawsze pełni
zapału w prowadzeniu sesji. Jednak ta sesja jest prowadzona nie tylko przez nich, ale i przez
wszystkich, którzy w niej uczestniczą. To na tych sesjach podczas modlitwy, dyskusji i „wykładów” przekazywane jest to, czego nie ma w żadnym podręczniku. Pada wiele wskazówek, porad. Czasami pozostają znaki zapytania. Omawiane są różne sytuacje – jak się
zachować, co zrobić. Nie brakuje też czasu – choć przez 24 godziny jest go niewiele – na
spotkanie innych małżeństw, wymianę doświadczeń, zawiązywania znajomości.
Ja też trafiłem na taką sesję w Krakowie, w październiku 2015, ponieważ zostaliśmy wezwani, aby zająć się kilkom drzewkami – cóż, w końcu trzeba zakwitnąć, nawet pośród
nie zawsze dojrzałych owoców. Mimo 8 lat bycia w Ruchu, nie wyobrażam sobie przyjęcia
posługi pary pilotującej bez uczestniczenia w takiej sesji.
Na koniec rzecz najważniejsza – ogrodnik pielęgnuje rośliny, ale to Pan Bóg daje wzrost.
Trzeba o tym pamiętać i dlatego życzę nam wszystkim – tym, którzy starają się „uprawiać”
i tym, którzy są „uprawiani” – wielu chwil spędzonych w Jego obecności podczas adoracji
Najświętszego Sakramentu.
Stefan
21
PS. Piszę wyjątkowo sam, ponieważ moja Żona, ze względu na od dawna planowane rekolekcje nie mogła w tej sesji uczestniczyć. Będzie musiała udać się na indywidualną sesję do
Helenki i Pawła.
Spotkanie doradców duchowych w Sektorze Mazowieckim
14
listopada w parafii Matki Bożej Królowej Meksyku w Laskach Warszawskich odbyło się spotkanie Doradców Duchowych ekip Sektora Mazowieckiego. Tradycyjnie spotkania dla doradców duchowych w Sektorze Mazowieckim odbywają się raz w roku
w listopadzie. Tym razem gościem specjalnym był ks. Wojciech Zyśk – doradca duchowy
ekipy Super Regionu – Polska – Europa Centralna.
Spotkanie rozpoczęło się tradycyjnie modlitwą, następnie Para Odpowiedzialna Sektora
Mazowieckiego Beata i Marcin Pińkowscy przedstawili aktualna sytuację Sektora Mazowieckiego. Następnie ks. Wojciech Zyśk przedstawił konferencję o roli doradcy duchowego
w przygotowaniu małżeństw do spotkania miesięcznego. Dlaczego warto, aby doradcy duchowi spotykali się przynajmniej raz w roku na swoje spotkanie?
1.
Spotkanie. Ważnym elementem dla każdego kapłana jest spotkanie z kapłanami, którzy posługą w END. Chodzi o to, aby wzajemnie poznać się, nawiązać kontakty, a co za
tym idzie móc liczyć na wzajemne wsparcie. Ważne jest, aby doradcy ekip znali również doradcę ekipy sektora, regionu czy super regionu.
2.
Wymiana doświadczeń. Jedni posługują długo, inni krócej a jeszcze inni dopiero zaczynają posługę. Niezwykle cenne jest doświadczenie kapłanów, którzy posługują długo.
Mają nie tylko wiedzę, ale też doświadczenie i mądrość, którą mogą podzielić się z innymi. Ma to wielkie znaczenie! Dla wielu doradców jest to odpowiedź na pytanie: czy
w miarę poprawny sposób sprawuję swoją posługę? Dla wielu jest to umocnienie, dla
innych może być źródłem udoskonalania swojej posługi.
3.
Wzajemne świadectwo. To wydaje się najcenniejsze! Posługa dla małżeństw, z którymi kapłan – jak określił to ks. Wojciech – „doświadcza relacji na płaszczyźnie wiary”
jest uskrzydlające. Owszem jest to wymagające, wymaga potraktowania „na serio” tej
cząstki swojej posługi, ale daje jednocześnie głębokie poczucie, że w tej właśnie „komórce” Kościoła kapłan doświadcza, że jego posługa jest przyjmowana, jest ceniona
i wydaje błogosławione owoce w życiu tych konkretnych małżonków.
I jeszcze jedna myśl: wiele razy w czasie spotkania padło: „Ekipa, gdy jest obecny kapłan,
czuje się bezpiecznie”. Powiem tak: kapłan obecny w ekipie czuje się potrzebny. W świecie,
w którym tak trudno nam kapłanom doświadczyć na co dzień zwykłej ludzkiej życzliwości
jest to dar bezcenny.
ks. Grzegorz Jankowski
Doradca duchowy w 13 i ekipy Sektora Mazowieckiego.
22
Rekolekcje „Miłość małżeńska na podstawie życia
błogosławionych Marii i Alojzego Quattrocchi”
P
onownie podążamy do Lichenia, jak przed rokiem. Jest to niezwykłe miejsce, bo
Sanktuarium Maryi, bo czas rekolekcji we wspólnocie osób, które chcą się zatrzymać choćby na ,,chwilę” – zatem czas tu spędzony nie może być też inny.
Przyciągnął nas temat ,,Miłość małżeńska na podstawie życia błogosławionych Marii i Alojzego Qua rocchi”
Przyjechaliśmy prawie całą ekipą z Somianki, wiele osób też już znamy. Wspólna kolacja ,
zawiązanie wspólnoty i msza święta. Jesteśmy już gotowi i otwarci, by dać się poprowadzić
ojcu rekolekcjoniście - ks. Andrzejowi Rabijowi MSF.
Jest w nas ciekawość – jaka była miłość Marii i Alojzego, że zostali wyniesieni na ołtarze,
pierwsza para małżonków w historii. Sprawujący mszę świętą beatyfikacyną, Jan Paweł II
powiedział, że zwyczajne życie przeżywali w sposób nadzwyczajny. To jest potwierdzeniem
prawdy, że małżeństwo jest drogą do świętości – tak dla mężczyzny jako ojca, jak i dla kobiety w roli matki. Dla nas może być to inspiracja do ubogacenia naszego sakramentu małżeństwa.
Ksiądz Andrzej przedstawia nam Marię i Alojzego jako szczęśliwych i kochających – małżonków i rodziców czworga dzieci. Ich dom to „Kościół domowy”, gdzie czuje się fizyczną
obecność wiary silnej, głębokiej i czynnej.
Ich Regulamin Życia Duchowego sprawia, że patrzymy na ludzi, którzy spełniają się na
wszystkich płaszczyznach życia, zarówno rodzinnego, jak i zawodowego.
W domu pielęgnowana jest miłość, która domaga się wolności, zachwytu, jak też pokory,
szacunku i wdzięczności. Dzieci wychowywane są przykładem życia i poświęca się im każdą
wolną chwilę. Codziennie uczestniczą całą rodziną we mszy św, odmawiają różaniec, a wieczorem wspólnie klękają do modlitwy.
Praca dla małżonków to satysfakcja i zapewnienie dobrobytu, ale też pochylenie się nad
potrzebującym czy chorym.
Prawdziwym sacrum jest ich miłość zanurzona w Bożej miłości. Ich miłość jest ciągle żywa
i realizuje się w małych momentach życia, w drobnych gestach. Ich codzienność nasycona
jest słowem Bożym. Dobre przeżywanie chwili obecnej – bo to jest czas naszego zbawienia
się, dziś, teraz – gotowość na spotkanie z Panem. Maria i Alojzy utrzymują zapalone światło
wiary – światło Chrystusa i przekazują je dalej...
Gdybyśmy się teraz zatrzymali i pomyśleli – czy my też tak potrafimy?
Pięknie pomyślał nasz ojciec rekolekcjonista, by roztoczyć aurę, wręcz mistykę wokół
miłości Marii i Alojzego, abyśmy zobaczyli jak miłość namiętna może przeobrazić się
w czułą, wrażliwą. Taka miłość, która dojrzewa domaga się pielęgnacji, gotowości do
o iary, służby. Ona się rozwija , pozwala dalej się poznawać, ona wciąż dynamizuje. Wtedy możemy powiedzieć – zasiew we mnie a plon w tobie... . Jesteśmy zauroczeni.
23
Ksiądz Andrzej zaprasza na adorację i proponuje, by w obecności Jezusa powiedzieć – Drogi
współmałżonku cenię w Tobie... Cenię w Tobie miłość, którą darzysz mnie i nasze dzieci,
troskę, wierność i cierpliwość, gesty, pocałunki, słowa otuchy... Cenię w Tobie to, że jesteś,
że kochasz i dajesz poczucie, że jestem kochana, cenię wierność, ufność, mądrość, cierpliwość...
Piszemy też testament duchowy. Tu następuje niesamowite wzruszenie, gdy myślimy, co
możemy pozostawić swoim dzieciom. Maria i Alojzy pokazali nam jak pięknie i wartościowo można przeżyć swoje życie, jakie dziedzictwo zostawić dla kolejnych pokoleń. Możemy
swym życiem czynić apostolstwo jak błogosławieni, jesteśmy przecież odpowiedzialni za
Kościół. Postanawiamy ustalić nasz Regulamin Życia Duchowego.
Sobotni czas rekolekcji wyzwala w nas ogrom dobrych emocji. Z trzech pytań do przemyślenia kreślą się listy do męża, żony. Postanawiamy przekazać je sobie podczas naszego zasiadania małżeńskiego. Zapraszamy Jezusa i mówimy o naszej miłości, małżeństwie, rodzinie
i naszych postanowieniach.
Niedziela –Dzień Pański, ostatnia konferencja pt. Tort. Dziś już chyba nie dotykamy ziemi.
Stół, biały obrus, Pismo święte, kwiaty i odświętny strój. Dziś świętujemy – to czas radości,
uwielbienia dla naszego Pana. Dziękujemy za nasze powołanie do sakramentu małżeństwa,
za nasze rodziny i wspólnotę. Dziś jesteśmy gościnni, czekamy na pukającego do drzwi...
Spoglądając jeszcze raz na błogosławionych, próbujemy zaczerpnąć dla siebie. Widzimy nasze małe gesty, słowa, spojrzenia, pocałunki, które teraz nabierają nowego znaczenia. Przez
pryzmat ich miłości nasza miłość jakby nabrała blasku i promienieje radością.
Prosimy Jezusa byśmy tak jak Maria i Alojzy mieli odwagę rzucić się w przepaśc... w Twoje
ramiona, zawierzyć bezgranicznie i zatracić się w Twej miłości. Prosimy Panie uczyń z naszej
codzienności sacrum, które będzie emanować i subtelnie uwodzić na Chwałę Pana!
Renata i Marek Twardowscy
Relacja z sesji dla par łącznikowych regionu
Polska (7 listopada 2015 r., Warszawa)
W
czerwcu tego roku zostaliśmy poproszeni przez Beatę i Marcina Pińkowskich
– parę odpowiedzialną sektora mazowieckiego – o przyjęcie posługi pary łącznikowej END. Zgoda, którą wyraziliśmy była połączeniem radości, że będziemy mogli służyć
małżeństwom w Ruchu oraz obaw, co do tego czy podołamy temu zadaniu. Z tego względu
bardzo ucieszyła nas wiadomość o organizowanej przez nasz region sesji dla par łącznikowych – czuliśmy, że przygotowanie do tego zadania jest nam bardzo potrzebne.
W całodziennym spotkaniu zorganizowanym w sobotę 7 listopada w klasztorze oo. franciszkanów w Warszawie wzięły udział pary łącznikowe z całego regionu 2 – zarówno już
doświadczone w tej posłudze, jak i debiutujące (jak my). Sesję prowadzili Kasia i Marek
Rymszowie – obecna para regionu.
Podczas spotkania mieliśmy okazję zastanowić się, czym powinna być posługa pary łącznikowej, jaki jest jej cel i poprzez jakie środki powinna się wyrażać. Podręcznik „Para łączni-
24
kowa” definiuje to zadanie jako „organizowanie sprawnej łączności, by ekipy żyły nie tylko
w bezpośrednim kontakcie z Ruchem, ale i między sobą – dzieląc się swoimi doświadczeniami, praktykując szeroko wzajemną pomoc, wspomagając jedni drugich w modlitwie”
(Para łącznikowa, s. 5). W czasie sesji uczyliśmy się, jak te słowa przekładają się na konkretne działania podejmowane przez parę łącznikową. Usłyszeliśmy kilka krótkich konferencji dotyczących m.in. ewangelicznej perspektywy przyjmowania posługi, pedagogiki END
w odniesieniu do posługi łącznikowania i zasad funkcjonowania pary łącznikowej na spotkaniu ekipy. Ważną dla nas częścią sesji były warsztaty, podczas których zastanawialiśmy
się, jak powinno wyglądać postępowanie pary łącznikowej w konkretnych, trudnych dla
ekipy sytuacjach. Nie zabrakło też czasu na modlitwę, w tym Eucharys ę.
Podsumowaniem spotkania było przedstawienie praktycznego dekalogu pary łącznikowej,
który w krótki sposób prezentował najważniejsze reguły pracy posługujących małżeństw.
Sesja, w której uczestniczyliśmy, była dla nas kolejnym dowodem na to, że warto podejmować posługi, nawet wówczas, gdy zupełnie nie czujemy się do nich przygotowani. Małżeństwo posługujące nigdy nie jest w swoim zadaniu osamotnione, zawsze może liczyć na
wsparcie i pomoc bardziej doświadczonych par.
Sylwia i Paweł Łozińscy,
dwunasta ekipa warszawska, para łącznikowa
Region 3
Sesja dla par łącznikowych – Kraków 2015
D
nia 23 września 2015 roku uczestniczyliśmy już w drugiej dla nas sesji dla par
łącznikowych, która odbyła się w Krakowie, a którą poprowadzili Katarzyna
i Marek Rymszowie. Miała ona trochę inny charakter niż w ubiegłym roku, ponieważ obejmowała tylko Region III, dlatego spotkanie było bardziej kameralne, a też wersja została
skrócona z weekendowej do jednodniowej. Pomimo różnic w sposobie organizacji obu sesji to wnioski jakie wyciągnęliśmy z obu wyjazdów są podobne, a brzmią one tak, że chociaż
czasem trudno się zorganizować aby wziąć udział w tego typu spotkaniach, często wręcz
namnażają się różne problemy i przeszkody, które próbują nam uniemożliwić wyjazd, to
jednak naprawdę warto spróbować je pokonać. Udział w takich spotkaniach jest wielkim
wsparciem dla małżeństwa, zarówno tego dopiero podejmującego posługę, ale też i w kolejnych latach kontynuowania jej, bo nie tylko chodzi o to, aby poznać zakres obowiązków,
ale przede wszystkim jest okazją do dzielenia się spostrzeżeniami, do wymiany doświadczeń, zarówno tych pozytywnych, ale też wsparciem w trudnościach i problemach, na które
też napotykamy w trakcie pełnienia posługi.
Chcielibyśmy się krótko podzielić tym, na czym polega posługa pary łącznikowej. Podstawową jej misją jest budowanie wspólnoty w Ruchu. Przejawia się to na różne sposoby.
Jednym z zadań jest łączność pomiędzy Parą Sektora a poszczególnymi Ekipami, którymi
się opiekujemy. Polega to na przekazywaniu informacji pomiędzy Parą Sektora a Odpowiedzialnymi Ekip. Ale też zapewnia łączność w drugą stronę tak, aby Ekipy nie musiały się
czuć osamotnione w swoich problemach i para łącznikowa stanowi taki pomost pomiędzy
25
Odpowiedzialnymi Ekip a Parą Sektora. Aby wspólnota mogła zaistnieć to trzeba się lepiej
poznać, dlatego są przewidziane odwiedziny pary łącznikowej w Ekipach podopiecznych
oraz spotkania z Odpowiedzialnymi Ekip czy stała łączność telefoniczna. Zobowiązani jesteśmy też angażować się w organizację różnych spotkań okolicznościowych w naszym Sektorze. Jednak to, co najważniejsze we wszystkich aspektach naszej posługi, a co właśnie
prowadzący tegoroczną sesję Katarzyna i Marek Rymszowie chcieli szczególnie uwidocznić,
to jest zadanie budowania zaufania, tak aby stać się towarzyszami na drodze do pełniejszego rozwoju duchowego małżeństw, a nie kontrolerami, którzy przy każdej okazji próbują
strofować i wykazywać błędy. Zresztą sami prowadzacy sesję również potrafili tam na miejscu stworzyć atmosferę raczej rodzinnego spotkania, a nie wykładu naukowego. Dzielili się
własnymi doświadczeniami, podawali konkretne przykłady problemów z jakimi sami się
zetknęli i wspólnie próbowalismy szukać najlepszych rozwiązań.
Na koniec jeszcze tylko krótkie świadectwo naszego dotychczasowego przeżywania posługi. Dla naszego małżeństwa jest to piąty rok uczestnictwa w Ruchu END, a drugi rok pełnimy rolę pary łącznikowej. Nasza zgoda na podjęcie tego zadania nie przyszła tak łatwo.
Wcześniej przez rok byliśmy parą odpowiedzialną ekipy i już to było dla nas wyzwaniem.
Myśleliśmy więc, że potem przyjdzie dla nas czas odpoczynku. Zupełnie nie spodziewaliśmy
się propozycji zostania parą łącznikową. Wydawało nam się to za szybko, nie czuliśmy się
dostatecznie dojrzali duchowo, a też nie znaliśmy zbyt wielu osób w Ruchu (większość tak
właściwie „z widzenia”). Teraz – z perspektywy już prawie półtorarocznego okresu pełnienia posługi – stwierdzamy, że owszem wymagało to od nas mobilizacji, wysiłku, przekraczania siebie, ale w zamian Ruch END stał się dla nas bardzo bliski i czujemy się w nim «jak
w domu». Poznaliśmy się bliżej i zaprzyjaźniliśmy się z osobami, które wcześniej właściwie
tylko przelotnie widywaliśmy podczas różnych wspólnotowych spotkań czy rekolekcji i dziś
nie wyobrażamy sobie nawet o ile ubożsi bylibyśmy, gdybyśmy się nie zdecydowali zostać
parą łącznikową.
Chwała Panu!
Ilona i Zdzisław Zeman
Para łącznikowa w Sektorze Śląskim
Istebna…
D
rodzy…
Pragniemy podzielić się doświadczeniem niezwykłego spotkania. Mając niedosyt wspólnego przebywania ze sobą nawzajem, zapragnęłyśmy spotkania w grupie kobiet
w ramach naszej ekipy. Od pragnień do kalendarza… i przyszedł czas.
Otrzymawszy błogosławieństwo naszych Małżonków, wybrałyśmy się na wypoczynek do
Istebnej koło Wisły. Wyjazd z Krakowa był trudny dla każdej z nas. Musiałyśmy oderwać się
od obowiązków – najpierw organizacyjnie, potem fizycznie – i wreszcie – myślami. Od razu
zmuszone byłyśmy przeprowadzić reorganizację: zmienić miejsce zbiórkiJ.
Lecz cóż to dla nas! Każda kobieta w ciągu godziny przechodzi jakąś reorganizację, prawda?
26
Jadąc do Istebnej, wstąpiłyśmy do Sióstr Klarysek w Kętach. Tam każdego 24. dnia miesiąca
Siostry Klaryski od Wieczystej Adoracji modlą się za wstawiennictwem Sługi Bożej Matki Marii od Najświętszego Serca Jezusa1. Wspólnie z Siostrami uczestniczyłyśmy we Mszy
Świętej i w adoracji dziękując Bogu za to, że dojechałyśmy… na systemie awaryjnym2 J…
No cóż, …uruchamianie wszelkich „systemów awaryjnych” wpisuje się w powołanie żony,
a zwłaszcza matki...
Po Eucharys i, w rozmównicy miało miejsce szczególne spotkanie: Para Sektora Małopolskiego i kobiety z ekipy IV krakowskiej z siostrą Bonawenturą. Rozmowa odbyła się na zasadach klauzurowych, przez kratę. Krata jednak tak została wykonana, żeby można było
wyciągnąć ku sobie ręce i uścisnąć dłonie. Co za ciepły gest! A jego wymowa tak wielka…
Nawet przez kraty wzajemnych małżeńskich nieporozumień, urazów, gdy różnica zdań nas
oddziela, gdy świat po drugiej stronie kraty zdaje nam się inny, nawet przez kraty dzielące
światy małżeńskich doznań – zawsze możemy ku sobie wyciągać ręce, by przelewać ciepło
i okazywać miłość... Ta miłość przelewała się nie tylko przez ręce Siostry i serdeczną wymianę zdań, ale szczególnie była widoczna w oczach. To oczy adorujące Pana dzień i noc. Oczy
pełne radości i Bożego blasku. Oczy Siostry szczęśliwej, autentycznej i żyjącej „nadzieją
swego powołania”. Jesteśmy pod wrażeniem ciepła, z jakim zostałyśmy przyjęte. Rozmowa
z Siostrą Bonawenturą napełniła nas radością i siłą. Poleciłyśmy modlitwie Sióstr całą naszą
wspólnotę Equipes Notre-Dame.
Wieczorem dotarłyśmy do celu, na przepyszną kolację w istebniańskiej karczmie „Po Zbóju”.
Ponieważ „zbója” już dawno nie ma, czułyśmy się bezpieczne i rozmowy nasze przeciągnęły
się do nocy. Kobieta, ach kobieta i wszystko, co jej w duszy gra! Każda inna, każda jedyna,
każda wrażliwa i każda tak przez Boga skonstruowana, że somatycznie reaguje na cały zespół
przeżyć, odczuć i odniesień… W końcu znalazłyśmy czas, by móc to wypowiedzieć, by móc
przelać myśli z serca do serca... Na zakończenie odmówiłyśmy nocne Magnificat…
W sobotę po śniadaniu od razu urządziłyśmy sobie aktywny wypoczynek. Poszłyśmy razem
na spacer porozmawiać i… poprzekraczać granice. Spacerkiem na Trójstyk2. Tu stykają się
granice: Polski, Czech i Słowacji. Łąki, stogi siana, las, most nad przepastnym jarem, trzy
granitowe obeliski. Zasiadłyśmy na drewnianych ławkach i ucieszyłyśmy się z obecności
stołu, który zawsze jednoczy. Zaczęłyśmy czytać na głos fragment książki „Kobiety w Chrystusie” pod redakcją Michele M. Schumacher. Jedna z nas przygotowała wcześniej rozdział
z tej książki pt.: „Potrójne powołanie kobiety według Edyty Stein” autorstwa Sibylle von
Streng. Czytałyśmy na Trójstyku, przerywałyśmy czytanie komentując, dyskutując, odkrywając swoje wnętrza i rozważając ową troistość w aspekcie czasów nam współczesnych.
Fantastyczna sprawa!
Szłyśmy na Trójstyk skąpane w słońcu, wracałyśmy skąpane w myślach i nagłym deszczu...
Po pysznym obiedzie była kawa i rozmowy, których nigdy dość – „powołanie kobiety”…
1
Matka Maria od Najświętszego Serca Jezusa z domu Walentyna Łempicka (1833- 1918) jest
fundatorką kościoła i klasztoru w Kętach.
2
Jeszcze w Kętach zepsuł się samochód Magdy i cóż…okazało się, że mężczyźni są niezbędni (nawet na „babskim” wyjeździe). Stasiu przyjechał do Kęt drugim samochodem, byśmy mogły dalej podróżować, a sam wrócił do Krakowa…lawetą J.
27
A wieczorem msza święta w małym, góralskim kościółku, gdzie podłoga skrzypi, drewno
wchłania światło, wysoki próg nakazuje zwolnić myślom i oto cała kobieta stanęła przed
Panem i całą sobą wyznała Mu swoją Miłość. Każda inaczej. „Głoś imię Pana Króla Wszechmocy i Chwały” bo On „na skrzydłach niesie, jak orzeł się opiekuje”. Jak wiele piękna zawarte jest w piosenkach, które znamy i które z zapałem, przy akompaniamencie gitary,
na chwałę Bożą śpiewałyśmy cały wieczór. Na kompletę rozważyłyśmy różaniec w intencji:
Agnieszki i Mateusza z okazji 20. rocznicy ślubu, Magdy i Stasia z okazji 19. rocznicy ślubu,
Tereni i Krzysia wraz z Kubusiem z okazji ich podróży oraz imienin Krzysia i Kubusia, naszych
Małżonków zajętych dziećmi, remontami, oraz Hiacynty z okazji jej 9. urodzin.
W niedzielę miała miejsce poranna Eucharys a „na farze” – jak mawiają miejscowi. A potem poetycki świat koronek: koronkowe obrusy, serwety, czepce, fartuchy, motylki, koszyczki,
ptaszki, różańce… Oglądałyśmy też największą koronkę świata, wpisaną do rekordów Guinnesa, która nie mogąc się zmieścić na ścianie ogromnego pokoju, spuściła się falą na parkiet.
Odwiedziłyśmy chatkę owczarzy podziwiając ich prostoduszność zawartą w motcie: „Kto ma
owce, ten ma co chce”. Zaopatrzone w sery, po południu pojechałyśmy na Złoty Groń, skąd
roztacza się piękny widok na całe pasma górskie i na górę Ochodzitę, której źródła zasilają nie
tylko Morze Bałtyckie, ale i Morze Czarne. Po obiedzie wyruszyłyśmy w drogę powrotną. Tym
razem przerwą w podróży były odwiedziny w pracowni malarskiej, którą wspólnie prowadzą
małżonkowie: Urszula i Wacław. Oglądałyśmy obrazy w różnych fazach ich powstawania, widziałyśmy na płótnie założycielkę sióstr zmartwychwstanek, kopię Matki Bożej Częstochowskiej, Grób Pański w Jerozolimie i jakże refleksyjne szkice Drogi Krzyżowej.
Drogie Panie, ten wyjazd pozwolił nam zakosztować takich rarytasów, jak:
•
•
•
•
odpoczynek,
spacer,
rozmowa,
•
•
•
czytanie,
śpiew,
bycie r a z e m !
przekraczanie granic,
„Radością serca jest Pan, na Niego czeka dusza ma!”
Taki wyjazd daje okazję do tego, by stać się Marią u stóp Pana, kontemplującą Jego wielkość, bez krzątaniny będącej naszym i Marty codziennym udziałem. „Jak woda kocha ciszę,
jak sen miłuje ciało, tak ja miłuję Ciebie, ale zawsze za mało…”. Ta tęsknota jest bardziej
widoczna, gdy nie przesłania jej zmęczenie. Ta tęsknota uświadomiona sobie w porę, przekłada się na decyzje, które mogą stać się regułą życia…
Niewiasty z czwartej ekipy krakowskiej
Rekolekcje ewangelizacyjne 02-04.2015 Nysa
J
esteśmy szczęśliwym małżeństwem od 28 lat, mamy troje dzieci: dwie już zamężne córki (27 i 26 lat) oraz syna (21 lat). Naszą formację duchową możemy podzielić na trzy etapy. Pierwszy etap jeszcze jako młodzież spędziliśmy w ruchu oazowym,
28
następnie już wspólnie jako małżonkowie w Domowym Kościele – oazie rodzin, a obecnie
po dłuższej przerwie od 2010 roku jesteśmy w ruchu END. Co roku staramy się korzystać ze
swoistych „duchowych warsztatów naprawczych, jakimi są rekolekcje. W tym roku formacyjnym postanowiliśmy skorzystać z organizowanych przez END rekolekcji ewangelizacyjnych w Nysie. Rekolekcje te wybraliśmy w pierwszej kolejności ze względu na dogodny dla
nas termin i miejsce, a na drugim miejscu ze względu na temat bo „wydawało się nam” że
ten temat rekolekcji to tak całkowicie nie jest do nas skierowany.
To jednak jest niesamowite jak Bóg nas prowadzi!
Początkowo wydawało nam się, że rekolekcje ewangelizacyjne to rekolekcje skierowane
do ludzi młodych lub takich, do których trzeba dopiero dotrzeć z ewangelią, a nie dla nas
„doświadczonych i względnie uformowanych małżonków”. Nic bardziej mylnego. Już na
samym początku po przyjeździe na miejsce rekolekcji do Diecezjalnego Domu Formacyjnego w Nysie, po serdecznym powitaniu przez Anię i Romana i zapoznaniu się z innymi
małżeństwami, szybko zrozumieliśmy, że to właśnie nas Bóg przyprowadził w to miejsce, na
te właśnie rekolekcje. Wszystko, co działo się później tylko nas utwierdzało w przekonaniu,
że to Bóg ściągnął nas do tego duchowego warsztatu naprawczego, byśmy przez te kilka dni
przebywania w tym warsztacie dokonali przeglądu naszej duchowości małżeńskiej, naszej
wiary i dokonali koniecznych napraw, konserwacji i uzupełnienia wszystkich życiodajnych
płynów potrzebnych do naszego zbawienia.
Głównym Bożym mechanikiem w tym warsztacie był ks. Sławomir Knopik, a jego pomocnikami Anna i Roman Kobiałkowie. Na początku ksiądz Sławomir oznajmił nam, że nie powie
nam nic nowego, nic takiego, czego jeszcze nie znamy lub czego nie wiemy. Głosił nam „tylko” kerygmat, a robił to w taki sposób, że przypomniał nam zasady naszej wiary i bardzo ją
ożywił. Bardzo trafnie diagnozował również wszystkie nasze wady i usterki, wspomagał się
przy tym bardzo wymownymi narzędziami. Posłużył się na przykład bardzo ciekawym i obrazowym przykładem usterek i zagrożeń które psują, niszczą i osłabiają naszą wiarę i relację
z Bogiem. Tymi usterkami i wadami są nasze grzechy. Grzech lekki porównał z nitką, którą
można łatwo zerwać, grzech ciężki z łańcuchem, który bardzo ciężko zerwać. Jednak kilka
nitek połączonych razem stworzy sznur, który również bardzo trudno zerwać. Tak więc kilka
grzechów lekkich również może znacząco nam utrudnić naszą relację z Bogiem. Bardzo
ważnym okazało się również miejsce, w którym dokonywaliśmy naszej duchowej naprawy
i ożywiania naszej wiary. Pokoje, w których spaliśmy, kaplica w której modliliśmy się znajdowały się w budynku o bardzo długiej historii – historii Bożego działania. Był to budynek
dawnego klasztoru Bożogrobców, którzy w swojej duchowości i działalności duszpasterskiej koncentrowali się głównie wokół kultu Grobu Bożego i Krzyża Świętego. Później był
tam również szpital prowadzony przez Boromeuszki oraz Wyższe Seminarium Duchowne
Śląska Opolskiego. Tak więc było to miejsce szczególne, w którym Bóg dokonał wiele napraw cielesnych, a przede wszystkim duchowych ludzi, którzy w nim przebywali.
Te kilka dni było dla nas prawdziwym spotkaniem z żywym Bogiem obecnym w tym miejscu
a szczególnie w każdym spotkanym tam człowieku. Poprzez odnowienie chrztu św. oraz
osobiste przyjęcie Jezusa do naszych serc jako naszego jedynego Pana i Zbawiciela, a także przez przebywanie blisko grobu Jezusa, do którego został złożony po śmierci za nasze
grzechy, ale z którego na trzeci dzień zmartwychwstał, odrodziła i ożywiła się nasza wiara.
29
Dziękujemy Bogu, że sprowadził nas do tego swojego warsztatu i przez swoich mechaników
dokonał konserwacji i naprawy naszego „dojrzałego i w miarę poukładanego” (tak nam się
na początku wydawało) życia duchowego naszego małżeństwa. Chwała Panu!
Iwona i Kazik
Sektor Ślaski
Rekolekcje „Bóg szuka Orędowników” – Porszewice
Każdy z nas przyjechał do Porszewic z własnymi intencjami, które mieliśmy okazję spisać
i złożyć na ołtarzu. Modliliśmy się też w intencji ofiar zamachów terrorystycznych w Paryżu, które miały miejsce w pierwszym dniu naszych rekolekcji i to dało nam szczególnie do
zrozumienia jak bardzo światu potrzeba nawrócenia i modlitwy.
W niedziele odjeżdżaliśmy w strugach deszczu, ale pełni słońca i radości w sercu, przekonani, że kroczymy słuszną drogą i że jest nas coraz więcej (na rekolekcjach 2 małżeństwa
złożyły deklaracje i przystąpiły do rodziny Orędowników).
Marta i Andrzej Dębowscy
„Na to Abraham: «O, racz się nie gniewać Panie, jeśli raz jeszcze zapytam: gdyby znalazło
się tam dziesięciu?» Odpowiedział Pan: «Nie zniszczę przez wzgląd na tych dziesięciu»"
W
łaśnie ten fragment z Pisma Świętego (z Rdz18, 17-33) rozważaliśmy jako pierwszy na rekolekcjach „Bóg szuka Orędowników” w Porszewicach, w dniach 1315 listopada 2015. Prowadził je ks. Gabriel Pisarek, doradca duchowy Orędowników wraz
z Małgosią i Joachimem Grzonkami.
Pojechaliśmy na te rekolekcje, bo od 6 lat należymy do rodziny Orędowników i bliskie naszemu sercu są wszystkie sprawy związane z orędownictwem.
Nie każdy wie, że Ośrodek Archidiecezji Łódzkiej w Porszewicach jest malowniczo otoczony
lasem, ma piękny ogród, a o tej porze roku mieni się wszystkimi kolorami jesieni. Mieliśmy okazje dostrzec to na spacerze w towarzystwie ks. Gabriela, gdy szliśmy drogą pośród
drzew, wspominając naszą młodość i rozmawiając na temat naszego powołania. Nad nami
dziarsko przesuwały się chmury, między którymi próbowaliśmy dostrzec oblicze Boga.
I tylko „głupi (już) z natury są wszyscy ludzie, którzy nie poznali Boga i z dóbr widzialnych
nie zdołali poznać Tego, który jest, patrząc na dzieła nie poznali Twórcy” (Mdr 13, 1-2).
Warunki w Porszewicach są komfortowe, gdyż ośrodek działa dopiero od 6 lat i jest bardzo
nowoczesny (wewnętrzna obszerna kaplica – to dla ducha), a obficie zastawiony szwedzki
stół kusi swoimi specjałami (to dla ciała).
Centralne położenie tego ośrodka sprawiło, że zjechały się małżeństwa ze wszystkich sektorów Equipes Notre-Dame. Niektóre z nich należały już do rodziny Orędowników, a niektóre
przyjechały zaciekawione tematem, nie wiedząc nawet, że taka rodzina istnieje. A to właśnie założyciel END, ks. Caffarel, w 1960 r. zaapelował do ochotników, aby zaangażowali się
w modlitwę wstawienniczą, szczególnie za małżeństwo i rodzinę chrześcijańską. Nawet nie
zdajemy sobie sprawy z tego (jak słusznie zauważyli prowadzący rekolekcje), że każdy z nas
jest Orędownikiem. Bo przecież nie ma wśród nas nikogo, kto nigdy nie modlił się za kogoś
innego – za dzieci, rodziców, znajomych czy obcych, a zwłaszcza za małżonka. Modlitwa
wstawiennicza jest tak wszechobecna, że nawet nie zauważamy tego, jak często prosimy
Boga w cudzych intencjach. Sami tez doznajemy wielu łask, dzięki wstawiennictwu innych,
a cuda zdarzają się tak często, że nietrudno je zauważyć.
Na rekolekcjach wysłuchaliśmy kilku konferencji, mieliśmy okazję do spotkań w grupach,
a także całonocnej adoracji Najświętszego Sakramentu. W kompletnej ciszy, w środku nocy
najlepiej wsłuchiwać się w głos Boga, kiedy nie przeszkadza nam zgiełk tego świata.
30
Rekolekcje „Zasiądźmy razem – Stadniki 2015
R
ekolekcje w Stadnikach odbyły się w dniach 20-22 listopada, prowadził je Duch
Święty, a konferencje wygłaszali i dzielili się swoim doświadczeniem księża Gabriel Pisarek i Zbigniew Chwaja oraz pary małżeńskie Małgorzata i Joachim Grzonkowie
oraz Anna i Roman Kobiałkowie.
Rekolekcje zgromadziły 21 par małżeńskich ze stażem od roku do 46 lat. Dom rekolekcyjny
Księży Sercanów otoczony jest parkiem i pięknym sadem, zaopatrzony w dogodny parking.
Temat rekolekcji ,,Zasiądźmy razem’’ dla jednych był nowością, dla innych praktyką, która
nieco obrosła rutyną. Zasiadanie nie jest prostym dialogiem, jaki odbywa się codziennie
na temat ‘’ile chleba kupić na niedzielę’’, składa się z dialogu w Bożej obecności, modlitwy
małżonków, przeżywanej z dystansem refleksji, czasem śmiechu, łez i milczenia. W zasiadaniu celebrujemy sakrament małżeństwa, odnawiamy go. Stawiamy sobie pytania o relację
z Bogiem, z małżonkiem i ze sobą samym. W zgonnych relacjach największym wysiłkiem
i intymnością jest obnażenie swojej duszy, podzielenie się przemyśleniami duchowymi ze
współmałżonkiem. Są małżeństwa, które dzieliły się odnowieniem przysięgi małżeńskiej na
zakończenie lub ucałowaniem wzajemnym obrączek.
Utkwiły nam w pamięci słowa Ojca Caffarela ,,Wszystkie trudności, które spotykamy w życiu wzywają nas do większej miłości’’. Miłość większa od naszej zmienia nas, motywuje do
poprawy, jedocześnie budując wyrozumiałość dla drugiej osoby. Zasiadanie nie może być
,,płukaniem flaków’’ jak pięknie powiedziała jedna z par.
Małżeństwo jest stworzone do autentycznej misji, ,,nikt nie ma pozwolenia do bycia bezczynnym’’. Podczas dzielenia się życiem padło wiele słów. Jak tu nie wzruszać się świadectwem
starszej pary, ,,jesteśmy robotnikami z godziny szóstej’’, a ich wzajemna troska i czułość są
aż nadto widoczne. Jak nie powiedzieć, że budują nas takie świadectwa, bo i my dorośli nie
możemy wybaczyć braku miłości dziadkom? A co muszą czuć nasze dzieci patrząc na nas?
Dzięki kawiarence z pyszną kawą w czasie tego krótkiego wyjazdu małżeństwa mogły lepiej
się poznać, wspólnie się pośmiać, podzielić się życiem na luzie, w żartach bo ,,nie można
iść do nieba z gębą jak cmentarz’’.
Jola i Zbyszek Mikuliszyn.
E
quipes Notre-Dame mają za podstawowy cel pomagać
małżeństwom w dążeniu do świętości. Ani więcej, ani mniej.
ks. Henri Caffarel
EQUIPES NOTRE-DAME Ruch duchowości małżeńskiej
zaprasza wszystkie chętne małżeństwa na rekolekcje
w roku 2015/2016
2-24 I
2016
Pniewy
(woj. wielkopolskie)
Płciowość – dar czy utrapienie
o. Karol Meissner
Rekolekcje
dla małżonków
(z opieką nad dziećmi)
05-07 II
2016
Zaniemyśl
(woj.
wielkopolskie)
Trzeba narodzić się na nowo
ks. Przemysław Kompf
Rekolekcje
dla małżonków
(z opieką nad dziećmi)
12-14 II
2016
Wadowice
(woj. małopolskie)
Duchowy wzrost ekipy
ks. Sławomir Knopik
Rekolekcje
dla małżonków
(z opieką nad dziećmi)
19-21 II
2016
Żdżary
(woj. mazowieckie)
Bóg wzywa na wyspę milczenia
– rekolekcje w ciszy
ks. Wojciech Zyśk
Rekolekcje
dla małżonków
26-28 II
2016
Popowo Letnisko
(woj. mazowieckie)
Chrześcijańska Duchowość
Małżeńska – dzisiaj
ks. Wojciech Sadłoń
Katarzyna i Marek Rymsza
Rekolekcje
dla małżonków
(z opieką nad dziećmi)
1-3 IV
2016
Zakroczym
(k/Modlina)
(woj. mazowieckie)
„Zasiądźmy razem – jak
pokonać trudności dialogu
małżeńskiego” – rekolekcje
prowadzone metodą
warsztatową.
br. Piotr Zajączkowski
Rekolekcje
dla małżonków
8-10 IV
2016
Zduńska Wola
(woj. łódzkie)
„O rozpoznawaniu płodności
pary ludzkiej”
– rekolekcje- warsztaty
Ewa i Maciej Hudziak,
Bernadeta i Piotr Dyla
Rekolekcje
dla małżonków
19-21 II
2016
Zduńska Wola
(woj. łódzkie)
Rekolekcje przygotowujące do
sakramentu małżeństwa
Rekolekcje
dla narzeczonych
Zgłoszenia: [email protected]
www.end.org.pl/formacja/rekolekcje

Podobne dokumenty