siła związku - Głos Weterana i Rezerwisty

Komentarze

Transkrypt

siła związku - Głos Weterana i Rezerwisty
www.gwir.pl
Wrzesieñ 2008
SŁOWO PREZESA
G³os Weterana i Rezerwisty
pozyskanie odpowiedniej ilości środków
finansowych. Dzisiejsze finanse Związku,
włącznie z Fundacją Pomocy Emerytom
i Rencistom Wojskowym są niewielkie. Ten
problem będzie wymagał szczególnego
potraktowania przez Nas wszystkich.
Inicjatywa i „dobre” słowo to za mało.
Potrzebny jest także inny wysiłek. Doświadczenie uczy, że
deklaracji jest dużo, gorzej z praktyczną ich realizacją. Przykłady powyższego mamy na własnym podwórku. Ale mam
nadzieję, że tym razem będzie inaczej. Zwycięży rozsądek
i zrozumienie potrzeb ze strony szczególnej grupy naszych
koleżanek i kolegów, tym bardziej, że w takiej sytuacji możemy
się znaleźć i My, niby dzisiaj nie potrzebujący.
Tekst ten piszę między innymi dlatego, żeby poznać Wasze zdanie na wyżej przedstawiony temat. Mam nadzieję, że
reakcja będzie duża. Liczyć się będzie każdy głos indywidualny i zbiorowy. Problem ten powinien zainteresować inne
środowiska naszej wojskowej społeczności. Mam na myśli
żołnierzy zawodowych, Stowarzyszenie „Rodzina Wojskowa”,
a jeżeli będą także inni, to zapraszamy ich do współpracy.
Z wyrazami szacunku
Adam RĘBACZ
Liczę, że znajdę poparcie
u związkowców
Wielokrotnie członkowie naszej organizacji, podkreślali i podkreślają w swoich wystąpieniach,
potrzebę tworzenia „Domu Weterana”. W uznaniu tych racji,
podjąłem określone działania. W odpowiednim zespole kolegów, poza merytorycznymi rozważaniami, rozpoczęliśmy
działania praktyczne. Najbliżej realizacji jest pozyskiwanie
terenu, a także budynku, który spełniałby odpowiednią funkcję.
Nie bez znaczenia w tym procesie jest pozytywne nastawienie
wybranych przedstawicieli władz samorządowych i lokalnych
środowisk. Zdaję sobie sprawę ze złożoności problemu, ale
także uważam, że przy odpowiednim wsparciu naszego środowiska, jesteśmy w stanie to zadanie zrealizować.
Stosunkowo nieźle rysuje się pierwszy etap realizacyjny,
a mianowicie lokalizacja i obiekty nadające się do tego rodzaju
działalności oczywiście po odpowiednim przystosowaniu do
określonych potrzeb. Kolejnym głównym problemem będzie
WY WANE
z kontekstu
Naiwne są dzieci PRL, które liczą na
uczciwość historyczną ocenę dorobku
gospodarczego, kulturalnego, naukowego,
zdrowotnego, prawa powszechnego itd.
Gdyby ktoś oczekiwał choćby jednego słowa pozytywnego o PRL-u, to nie znajdzie,
gdyż oceny służą jedynie najgorszemu
spektaklowi, urojonemu w mózgach prawicowych polityków i dziennikarzy, a obecnie
także tendencyjnych historyków.
Józef DRABEK
Warszawa
Trzeba przyznać, że wielu Waszych
korespondentów uczciwie przedstawia
swoje opinie a Wy rzetelnie redagujecie
np. artykuły Mariana Anysza pt.: „Polskę
Ludową trudno zakrzyczeć”, Witolda Mameły pt.: „Służyłem w Wojsku Polskim”,
Zbigniewa A. Ciećkowskiego” pt.: „Cienie PRL w krzywym zwierciadle”.
Szczególnie ten ostatni, polecałbym
ponownie i dokładnie przeanalizować,
zawiera on – chociaż krótkie – ale super
mądre opinie i stwierdzenia, warte rozpatrywaniu na wielu konferencjach różnych
szczebli.
Podobnych artykułów w Waszym
miesięczniku jest więcej i one równoważą
banały ze stron tytułowych. Wynika z tego,
że góra robi i myśli swoje a doły myślą
i robią swoje, czyli „Każdy sobie rzepkę
skrobie”. Nasuwa się pytanie – czy członkowie Zarządu Głównego prenumerują
„GWiR”, no i czy czytają artykuły w nim
zawarte? Wiadomo, że prezes, prowadzi
wiele analiz, wypowiada się – również – w
swych artykułach pt.: „Słowo prezesa” ale
czy czyta inne artykuły i czy może się do
nich ustosunkować? Bardzo chciałbym
poznać jego opinię, np. o artykule pana
Anysza.
Stanisław KORCZ
Wadowice
W niektórych społecznych środowiskach obserwuje się odkrywanie nowych
bohaterów. Awansuje się mianowicie po
64 latach żołnierzy zawodowych zamordowanych w Katyniu, buduje się pomniki tym,
którzy zginęli w katastrofie samochodowej
w Grenoble i samolotowej w Mirosławcu, odsłania się pomniki J. Kurasia ps.
„Ogień”, nie pamiętając o jego „bohaterskich” czynach na Podhalu itd. Z tego
może wynikać wniosek, że nie możemy
istnieć bez bohaterów, bez przegranych,
bez tragicznie zmarłych postaci.
Jan K. SZYSZKOWSKI
Szczecin
Stawiane są na Ukrainie i w państwach
zachodnich pomniki przywódców zbrojnych oddziałów UPA, a organizacje nacjonalistów ukraińskich domagają się uznania
ich za patriotyczne oraz kombatanckie.
Uważamy, że naród ukraiński nie ponosi odpowiedzialności za zbrodnie UPA,
jednak należy dać stanowczy odpór sprawcom zbrodni oraz sprzeciwić się uznaniu
PUN-UPA za kombatantów i patriotów!
**
Minęło 65 lat od haniebnego masowego mordu 26 partyzantów z Oddziału
GL im. J. Kilińskiego, Stefana Skrzypaka
„Słowika” i 4 miejscowych rolników. W lesie pod wsią Borów koło Kraśnika oddział
NSZ pod dowództwem „Zub-Zdanowicza”
w sposób podstępny napadł i wymordował
toporami.
Jerzy JACHOCKI
Łódź
SIŁA
ZWIĄZKU
W ŁĄCZNOŚCI
Z CZŁONKAMI
Niecodziennym wydarzeniem było
spotkanie w Wojskowej Komendzie Uzupełnień w Kielcach Zarządu Wojewódzkiego Związku Byłych Żołnierzy Zawodowych
i Oficerów Rezerwy Wojska Polskiego oraz
zaproszonych na to spotkanie prezesów
kół z prezesem Zarządu Głównego Związku gen. dyw. Adamem Rębaczem, jego
zastępcą płk Aleksandrem Kubackim
oraz zastępcą redaktora naczelnego
„Głosu Weterana i Rezerwisty”.
Na wstępie prezes Zarządu Wojewódzkiego ZBŻZiORWP płk Stefan Kuziński serdecznie powitał przybyłych na
spotkanie gości, przedstawiając członków
Zarządu i prezesów kół.
Cieszę się ogromnie – powiedział – że
przedstawiciele Zarządu Głównego, jak i
sam prezes, znaleźli czas, aby spotkać
się z członkami organizacji wojewódzkiej
Związku. Widzę w tym głęboką więź władz
centralnych z organizacjami niższego
szczebla, która władzom centralnym
pozwala właściwie kierować naszą organizacją.
Prezes Zarządu Głównego, dziękując
za miłe słowa powitania stwierdził, że nie
wyobraża sobie, by przejeżdżając przez
Kielce, nie odwiedzić starych wiarusów.
– Nadarzyła się szczególna okazja,
bowiem wracamy z Rzeszowa i Sandomierza, gdzie mieszka nasz kolega, który
w tych dniach obchodził 103. rocznicę
G³os Weterana i Rezerwisty
swych urodzin. Z tej okazji miałem zaszczyt wręczyć Mu honorową statuetkę
Związku
Następnie omówił wiele zagadnień,
którym żyje całe środowisko wojskowe.
Generał Rębacz poinformował m.in.,
że został zlikwidowany korpus chorążych,
a w jego miejsce utworzony korpus podoficerski. Awanse i odznaczenia za pracę
społeczną po opuszczeniu szeregów Wojska Polskiego będą nadawane w ramach
korpusów.
Porozumienie zawarte z Ministerstwem Obrony Narodowej przez Zarząd
Główny ZBŻZiORWP otworzy szerokie
pole do działalności Związku. Musimy iść
z postępem i przybliżyć sobie w praktycznym działaniu Internet. Powinna
nastąpić zmiana naszej świadomości
i wiedzy w tym względzie – powiedział
gen. Rębacz.
Zaakcentował, że ważnym zadaniem
Związku jest zwiększenie liczby członków.
Na koniec roku powinna ona wynosić do
30 tys. Duża liczba członków stanowi
bowiem o sile Związku, z którym mogą
i muszą liczyć się nasi partnerzy w walce
o nasze uprawnienia.
Na pomoc mogą liczyć organizatorzy
podróży historycznych.
Praca członków Związku powinna
łączyć się z działalnością społeczną
organów samorządowych. Obecnie organizacje wojewódzkie naszego Związku
podpisują umowy z organizacjami paramilitarnymi na szczeblu wojewódzkim
i wkrótce kwestię wspólnego realizowania
przedsięwzięć przedstawimy na forum
sejmu.
Zauważył, że nastąpiła aktywizacja
członków ZBŻZiORWP przed zjazdem
sprawozdawczo-wyborczym, który odbędzie się w 2009 r.
W czasie dyskusji jeden z uczestników
spotkania podniósł sprawę porozumienia zawartego z Ministerstwem Obrony
Narodowej. Jest to ważny krok w naszej
działalności. Podobne porozumienie w
dziedzinie patriotyczno-obronnego wychowania młodzieży powinno być zawarte
z Ministerstwem Oświaty i Wychowania.
Wówczas moglibyśmy przekazywać
swoją wiedzę i doświadczenie młodzieży
szkolnej.
Inny głos dotyczył funduszy socjalnych, których nasz Związek nie ma,
Wrzesieñ 2008
w odróżnieniu np. od
Związku Nauczycielstwa Polskiego.
W odpowiedzi prezes Rębacz
stwierdził, że nie fundusze są najważniejsze. Zarząd Główny
robi wszystko, aby
emerytura byłych
żołnierzy wynosiła
100% uposażenia
na ostatnio zajmowanym stanowisku i
była rewaloryzowana. Poinformował, że
kierownictwo MON
jest przyjaźnie nastawione do naszego Związku, który
zasługuje na uznanie i poważanie. Nie
jest on organizacją
polityczną. Niektórzy doszukiwali się
wśród związkowców
postaw lewicowych.
W czasie sprawowania władzy przez
PiS utrudniano nam
wypełnianie naszych
statutowych obowiązków. Na szczęście minęły te czasy
bezpowrotnie. Obecnie MON wykazuje
wolę współpracy.
Organizacje pożytku publicznego,
których jest w kraju ponad 5 tysięcy, a do
których należy i nasz Związek, powinny
wpływać na wychowanie patriotycznoobronne, zapewniać opiekę socjalną,
udzielać pomocy osobom jej potrzebującym, w tym niepełnosprawnym. Nasz
Związek powinien współpracować z młodzieżą i urzędami na różnych szczeblach
oraz z samorządami.
Aby zwiększyć liczebność Związku,
można przyjmować w jego szeregi wdowy po żołnierzach, a także policjantów i
wdowy po nich. O przyjęciu danej osoby
decydują na zebraniu członkowie.
Ważną sprawą jest wpłacenie 1%
podatku od dochodu na korzyść naszego Związku. Nie rozlicza się on w roku
budżetowym, a więc niewydatkowane
pieniądze przechodzą na rok następny.
W bieżącym roku członkowie naszego
CENTRALNY SZPITAL
WETERANA
(dla kogo i co dalej)
Jednym z głównych zadań naszego Związku jest opieka nad
osobami z naszego środowiska potrzebującymi pomocy. Dlatego
wracam do tematu, ponieważ Centralny Szpital Weterana jest na
terenie działania naszego Zarządu Wojewódzkiego ZBŻZiORWP.
www.gwir.pl
Związku – w ramach umowy – otrzymają
102 tys. zł w dwóch transzach. Zarząd
Główny przekazuje 2,5 razy więcej środków na rzecz swoich członków, aniżeli
otrzymuje od nich.
W końcowej części spotkania prezes
Stefan Kuziński poprosił gen. Rębacza, by
15 sierpnia wręczył sztandar ufundowany
przez społeczeństwo dla wojewódzkiego
ogniwa Związku.
Na zakończenie spotkania prezes ZG
wpisał się do kroniki Koła nr 10 Zarządu
Wojewódzkiego tymi słowami: „Z najwyższym uznaniem odnoszę się do zaprezentowanych osiągnięć przez działaczy
społecznych Zarządu Wojewódzkiego w
Kielcach. Życzę dalszych sukcesów.
Adam Rębacz, gen. dyw. rez.
9.04.2008 r.”
Spotkanie przebiegało w miłej atmosferze, wspólne zdjęcia będą pamiątką
po wsze czasy dla nas i następnych
pokoleń.
Norbert SAMULAK
Od ponad dwóch lat, czyli od dnia, kiedy powstał sprawuje
opiekę nad weteranami walk o niepodległość, nad kombatantami
oraz osobami represjonowanymi jako grupami uprzywilejowanymi.
Ale czy weteranami nie są żołnierze, którzy przesłużyli 30, 40
i więcej lat w wojsku?
Autorem koncepcji utworzenia CSW jest dyrektor szpitala ppłk
w rez. dr med. Leszek Markuszewski, ale jednym z głównych
inicjatorów Zarząd Wojewódzki ZBŻZiORWP w Łodzi, na czele
z prezesem płk. Józefem Lelito. Włączyły się w to dzieło także
inne organizacje na czele z ich prezesami, m.in. Franciszek Matysik – przewodniczący Wojewódzkiej Rady Kombatantów i Osób
www.gwir.pl
Wrzesieñ 2008
Represjonowanych, Tadeusz Michalski – wiceprezes Zarządu
Głównego Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej oraz
władze Uniwersytetu Medycznego z rektorem prof. Lewińskim,
władze samorządowe Łodzi na czele z marszałkiem województwa
łódzkiego i wiele innych.
Wysiłki dyrektora dostrzegli łodzianie, wybierając dr. Leszka Markuszewskiego „Łodzianinem Roku 2006”.
Liczyliśmy, że będzie to szpital dla wszystkich ludzi w mundurach oraz dla tych, którzy nosili mundur. Ale tak się nie stało.
Tak się nie stało mimo wielu osiągnięć, np. w 2007 r. zdiagnozowano i zoperowano 1500 kombatantów i osób represjonowanych,
udzielono im 6500 porad specjalistycznych. Natomiast w ciągu
ostatnich 5 lat liczby te wyglądały następująco; zdiagnozowano
i zoperowano 5500 weteranów i udzielono pomocy 30 000 porad
specjalistycznych, trzeba przyznać że wśród nich było wielu naszych
kolegów – członków Związku, mimo niewłączania nas, byłych żołnierzy zawodowych w grupę przyjmowanych w pierwszej kolejności,
tzn. zgodnie z ustawą o opiece sprawowanej nad kombatantami i
weteranami. Jesteśmy przyjmowani dzięki życzliwości dyrekcji i kadry szpitala, którą są po części byli żołnierze zawodowi. W związku
z tym najbardziej potrzebujący pomocy związkowcy, są przyjmowani
poza kolejnością do specjalistów i na oddziały szpitala. Ponadto
placówka ta organizuje dla nas od kilku lat cykliczne akcje, tzw.
białe soboty. Byli żołnierze i ich rodziny mogą wówczas skorzystać
z porad lekarzy bez konieczności oczekiwania w kolejkach. Chcę
podkreślić, że organizowane są te soboty dzięki inicjatywie Koła nr
2 z prezesem płk. dr. Czesławem Marmurą na czele.
Centralny Szpital Wojskowy jest wiodącą placówką wpisaną
na mocy uchwały Rady Ministrów na listę szpitali o strategicznym
znaczeniu. Może poszczycić się jedną z najlepszych w kraju
klinik okulistyki i kardiologii oraz wieloma innymi profesjonalnie
zarządzanymi klinikami.
Aby właściwie wykonywać zadania oraz zwiększyć zakres
świadczonych usług medycznych, a także, by uwzględnić nasze
środowisko, szpital zmuszony jest ponosić dodatkowe koszty, które
nie są w pełni refundowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia.
Mimo borykania się z trudnościami finansowymi szpital jest
przyjazny chorym. Pacjenci czują się bezpiecznie. Mają pewność,
że są otoczeni właściwą opieką. Chcę przypomnieć, że szpital został zbudowany ze składek przedwojennej kadry WP, a MON tak
szybko zrezygnowało z niego i oddało bez żadnych warunków, nie
zapewniając opieki zdrowotnej byłym żołnierzom. Przyjęta bowiem
G³os Weterana i Rezerwisty
w późniejszym czasie ustawa, w myśl Konstytucji RP, o szczególnej
opiece dzieli weteranów służby wojskowej na lepszych i gorszych,
a więc są to, według mnie, decyzje polityczne.
Dla dalszego rozwoju Centralnego Szpitala Weteranów konieczne są dodatkowe nakłady, by unowocześnić jego infrastrukturę. Placówka ta powinna mieć umocowania w zapisach ustawy
o weteranach (wszystkich, którzy nosili mundur) i być częściowo
finansowana przez MON lub z budżetu centralnego. W ten sposób
szpital zapewniłby opiekę zgodnie z preambułą jego statutu, która
stanowi, m.in., że: Kombatantom i weteranom służby należna jest
szczególna troska i opieka zdrowotna. Dając wyraz tej intencji i kontynuując wieloletnie tradycje Szpitala, położony zostanie szczególny
nacisk na działalność leczniczą oraz świadczenia zdrowotne udzielane wszystkim byłym żołnierzom i ich rodzinom przez długie lata.
Duża rzesza kadry, profesorskiej (byłej WAM), a także właściwe
wyposażenie placówki jest gwarantem wykonywania zadań leczniczo-rehabilitacyjnych na najwyższym poziomie.
Jeżeli MON i państwo stać na uczestniczenie w różnego rodzaju
działaniach (wojnach, bo gdzie karabin i śmierć, tam jest wojna
bez względu na to, jak to politycy nazywają), to uważam, że stać
je na dofinansowanie placówki, która służyłaby tym, którym się to
należy. Najlepiej byłoby, gdyby szpital przejął MON i utworzyło
Szpital Wojskowy Weterana dla ludzi, którzy noszą i nosili mundur
oraz ich rodzin.
Na ostatniej konferencji ZBŻZiORWP jeden z referentów zadał
pytanie: „Co Związek zrobił dla nas?” Pozostało bez odpowiedzi.
Dlatego w tym miejscu apeluję do prezesa i całego ZG całego
naszego Związku, aby w spotkaniach z przedstawicielami MON,
z posłami i senatorami podejmowali temat opieki zdrowotnej dla
byłych żołnierzy (weteranów służby). Szpital ma w nazwie słowa
„Centralny”, a więc z całej Polski każdy mógłby z niego korzystać
bez problemów. Przypomnę że nasze środowisko liczy obecnie
około 140 000 osób (w samym województwie łódzkim około
8 500), a więc jest o co walczyć. Szpital będzie miał obłożenie. Dziś
częściowo korzystamy z niego dzięki życzliwości dyrektora i
dyrekcji, a jak się dyrektor i dyrekcja zmieni oraz opcja polityczna....
Konieczna jest więc ustawa włączająca nas do grupy przyjmowanej do szpitala. Byłoby to jakimś rozwiązaniem i efektem naszego
wspólnego działania dla nas.
Łączę pozdrowienia
z poważaniem
Alek CISZEWSKI
Polsko-niemieckie deficyty
w świetle związkowej działalności
Celem wspólnej polityki polsko-niemieckiej powinno być głębokie i trwałe
przeobrażenie stereotypów w obu społeczeństwach. Stosunki polsko-niemieckie
traktować należy jako otwarte i wciąż
niedokończone zadanie.
1 września 2008 r. przypadła 69. rocznica wybuchu II wojny światowej w Europie. Nasuwa się w związku z tym pytanie
o pamięć historyczną o tamtych czasach i o
stan stosunków polsko-niemieckich dzisiaj.
W dniach 17 lipca – 2 sierpnia 1945 r. w
Poczdamie odbyła się konferencja wielkiej
trójki. Zwycięskie mocarstwa koalicji antyhitlerowskiej zgodnie przyjęły dokument
mówiący m.in. o wysiedleniu ludności
niemieckiej z Polski, Czechosłowacji i
Węgier do Niemiec.
Zdawano sobie bowiem wówczas
sprawę, gdy Europa leczyła się z zadanych jej ran, a umęczone dusze narodów
ziały nienawiścią z powodu tego, co
faszyzm hitlerowski zgotował narodom
europejskim, że współżycie z mniejszościami niemieckimi nie będzie możliwe.
Nie oznacza to wcale, że obecnie
stosunki polsko-niemieckie są w jakimś
idealnym punkcie zero i wypada mówić
tylko o przyszłości. Stają się po prostu
bardziej pragmatyczne, co wcale nie
oznacza, że prostsze.
Stosunki polsko-niemieckie sprawdziły się po 1989 r. kilkakrotnie. Ważne było
niemieckie poparcie dla polskiego wejścia do NATO. Z chwilą przyjęcia Polski,
Czech i Węgier do sojuszu, a następnie
do Unii Europejskiej – Polaków i Niemców
w szczęśliwy sposób połączyła wielka
europejska idea. Oba społeczeństwa z
trochę różnych, ale w obu przypadkach
istotnych powodów wiążą swoje interesy
z integracją europejską.
Osiągnięto wielki postęp, dlatego
że strategiczne interesy obu państw są
zbieżne. Stosunki polsko-niemieckie
należy traktować jako otwarte i wciąż
niedokończone zadanie.
W ten nurt może włączyć się nasz
Związek – Związek Byłych Żołnierzy
Zawodowych i Oficerów Rezerwy WP i
podpisać odpowiednią umowę ze Związkiem Rezerwistów Budenwehry.
Relacje między Wojskiem Polskim
a Bundeswehrą, oparte są od 1993 r.
na układzie o współpracy, a obecnie na
uczestnictwie w NATO. Nadszedł więc
czas także na ZBŻZiORWP. Przypomnę,
że podczas majowego sejmiku korespondentów „GWiR” doszło do spotkania prezydenta rezerwistów niemieckich z prezesem
Zarządu Głównego naszego Związku,
którego zaproszono do Berlina.
Witold MAMEŁA
G³os Weterana i Rezerwisty
Wrzesieñ 2008
www.gwir.pl
TRYBUNA CZYTELNIKÓW
Do żołnierzy 1 Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki – zwłaszcza
weteranów bitwy pod Lenino 12-13.10.1943 r.
Drodzy koledzy i przyjaciele
Zbliża się 65 rocznica bitwy pod Lenino – 12-13 października 1943 r.
Tam, my, jako pierwszy – po kampanii wrześniowej – zorganizowany związek taktyczny odradzającego się Wojska
Polskiego, stoczyliśmy wyzwoleńczy bój z okupantem naszego kraju – Niemcami. Przybyliśmy tam po gehennie katorgi w
odizolowanych od świata sowieckich łagrach pracy przymusowej, dokąd deportował nas zimą i wiosna 1940 r. drugi najeźdźca
i okupant Polski – ZSRR.
Według sowieckich władców, tam miała być nasza przyszłość. Nigdy stamtąd nie mieliśmy wrócić do kraju. Choć wyczerpani fizycznie, obdarci, wygłodniali i moralnie zmaltretowani, przeżywający los pozostawionych tam naszych rodzin,
zdecydowaliśmy się wykorzystać jedyną i chyba niepowtarzalną możliwość wyrwania się z nieludzkiej ziemi, chwycić za broń,
pokonać okupanta, wyzwolić Ojczyznę oraz sprowadzić niezwłocznie pozostawione na Syberii rodziny.
Te osobiste, każdego z nas, decyzje i wola walki na śmierć i życie o wyzwolenie Ojczyzny przeważyła wszystko.
Od początku żołnierskiej służby naszym celem była suwerenna Ojczyzna. A hasło „Bóg, Honor, Ojczyzna” każdy z nas
zachował w swoim sercu.
Wierzyliśmy w możliwość zwycięstwa nad Niemcami. Dotychczasowy agresor – ZSRR – sam znalazł się w takiej samej
sytuacji jak Polska i teraz mieliśmy walczyć z Niemcami razem
Przystępując do wspólnej walki z nowym sojusznikiem musieliśmy jednak zachować własną godność i honor żołnierza polskiego.
Mieliśmy szczęście, bo w osobie gen. bryg. Zygmunta Berlinga otrzymaliśmy właściwego dowódcę, prawdziwego polskiego patriotę, wojskowego profesjonalistę – żołnierza wywodzącego się z Legionów J. Piłsudskiego.
Był on jednocześnie politykiem, który w zaistniałych okolicznościach, jakże dramatycznych i skomplikowanych, wiedział
jak z tym sojusznikiem – o wątpliwej lojalności – postępować. Uczciwie współdziałać, chroniąc żołnierzy przed niepotrzebnymi
ofiarami aby doprowadzić ich do Polski. Przed wymarszem na front, jako dowódca dywizji przyrzekał nam, że w zwycięskim
marszu doprowadzi nas do Ojczyzny i sprowadzi pozostawione na Syberii rodziny. Słowa dotrzymał. Przyprowadził ze
wschodu do wyzwolonego kraju dziesiątki tysięcy polskich żołnierzy i setki tysięcy pozostałych tam rodaków – w tym nasze
rodziny. Taka jest prawda.
Nie zgadzamy się i nie pozwalamy, aby o gen. Z. Berlingu pisano i mówiono – z zawiści i z głupoty – różne oszczerstwa
i kłamstwa, oszukując opinię publiczną i fałszując prawdę.
Gen. Berling był i pozostaje wielkim polskim patriotą i zwolennikiem suwerennej Rzeczypospolitej, gotowej do uczciwej
współpracy z ZSRR. Był natomiast przeciwnikiem podporządkowania a tym bardziej włączenia Polski do Związku Sowieckiej,
do czego dążył Związek „Patriotów” Polskich, czyli komuniści.
Można sądzić, że dzisiaj podobnie troszczył by się o suwerenność Polski w Związku Europejskim (Unii Europejskiej).
Uważam że praktyka, a przede wszystkim potrzeba uroczystych obchodów chwalebnych czynów oręża polskiego z całą
pewnością winna obejmować również tą historyczną bitwę, w której 14 tys. żołnierzy polskich, pomimo nielojalnej a nawet
zdradzieckiej postawy sąsiadujących z nami dywizji sowieckich, postawione zadanie bojowe wykonało.
Z pola walki zeszliśmy z honorem. Niemcy stracili 1800 żołnierzy (zabitych, rannych, jeńców) i wiele sprzętu wojennego.
Wyzwolony teren, na którym poległo 510 i zostało rannych 1776 kościuszkowców, przekazaliśmy dowództwu Armii Radzieckiej. Oni jednak nie potrafili tego terenu utrzymać i niebawem ponownie oddali go Niemcom. Taka jest prawda.
Apeluję do zarządu naszej kościuszkowskiej organizacji w Warszawie i do 1 Dywizji Zmechanizowanej im. Tadeusza
Kościuszki, szczególnie do jej aktualnego dowódcy, by do tak ważnych wydarzeń oręża polskiego w II wojnie światowej, jak
bitwa pod Monte Cassino czy Powstanie Warszawskie, zaliczyć też bitwę pod Lenino.
Żołnierze polscy tam walczący – a zwłaszcza polegli – zasługują na to.
Edward Toczek
płk WP – uczestnik bitwy pod Lenino
Kawaler Orderu Wojennego krzyża Virtuti Militari
weteran od 01.09.1939 r.
Szanowne koleżanki i koledzy!
Udowodnijmy lokalnym społecznościom w naszych miejscowościach, że ciężką pracę, naukę i rozsądek życiowy naród
i państwo zawsze doceniają. Wykażmy, że postawa żołnierza-patrioty przyniosła nam zasłużoną satysfakcję i pozwoliła
wiele osiągnąć w życiu. Dekorowano nas polskimi orderami i
medalami, mamy liczne dyplomy i puchary. Będąc na misjach
pokojowych, sprawdziliśmy się.
Obecnie niektórzy z nas malują obrazy, robią artystyczne
zdjęcia, piszą wiersze i opowiadania, majsterkują itp. Aktywnie
zajmują się kulturą i pracą społeczną, zyskujemy prestiżowe
wyróżnienia i szacunek środowiska. Zarządy naszych kół
niech wyeksponują nasz życiowy dorobek w formie wystaw
czasowych – w szkołach, w ośrodkach kultury, w ratuszach
itp. W naszych miejscowościach. Gdy takie ekspozycje
wzbogaci jeszcze np. galowy mundur, to wystawa nabierze
prawdziwego blasku. Wszystko w intencji organizatorów.
Promujmy się.
Prośba – może zarządy: główny i wojewódzkie i rejonowe
postąpią podobnie. Chwalebnym wyróżnieniem dla nas byłaby
wystawa krajowa osiągnięć członków naszego Związku w
Warszawie.
Rozpropagowanie medialne naszych inicjatyw na szczeblach lokalnych i ogólnopolskim dowartościowuje nas.
Waldemar PANERT
www.gwir.pl
Wrzesieñ 2008
G³os Weterana i Rezerwisty
z życia związku
Zadanie wykonane!
Poznańska wojewódzka organizacja
ZBŻZiORWP może być dumna, że była
organizatorem X Jubileuszowego Sejmiku
Korespondentów „GWiR”.
Przygotowanie i zrealizowanie tego
przedsięwzięcia było dla Zarządu Wojewódzkiego jednym z najważniejszych
zamierzeń 2008 r.
Rozpoczęto od spotkania kierownictw
wojewódzkiej organizacji z prezesem ZG
gen. dyw. w rez. Adamem Rębaczem i
redaktorem naczelnym „GWiR” płk. Antonim Witkowskim, a także z przedstawicielami instytucji i jednostek wojskowych
Poznania.
Ustalono wówczas termin sejmiku oraz
wybrano miejsce – Ośrodek Szkolenia Sił
Powietrznych w Kiekrzu. Ponadto określono
skład Honorowego Komitetu oraz Komitetu
Organizacyjnego z przewodniczącym prezesem ZW płk. dr. Zygmuntem Maciejnym
i zastępcą przewodniczącego redaktorem
naczelnym „GWiR” płk. Antonim Witkowskim.
Przyjęto szczegółowy plan Sejmiku
22.04.2008 r. Dzień związkowy –
„GWiR”
Obrady plenarne, konferencja prasowa ścisłego kierownictwa ZG, narady
w zespołach.
23.04.2008 r. Dzień Poznański
Zwiedzanie Cytadeli Poznańskiej, pomnika Armii „Poznań”, Starego Rynku; spotkanie
z prezydentem m. Poznania, wręczenie nagród (Sowy) i patentów korespondentów.
Następnie spotkanie wojewody wielkopolskiego z korespondentami w Domu Żołnierza,
występ zespołu regionalnego „Staropolanie”
i koncert Orkiestry Reprezentacyjnej Sił Powietrznych. Wyjazd pod pomnik Powstańców
Wielkopolskich.
24.04.2008 r. Dzień wojskowy
Zwiedzanie 31 Bazy Lotnictwa Taktycznego w Krzesinach (F-16). Pobyt
w Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych.
Zwiedzanie Muzeum Broni Pancernej. Spotkanie z komendantem – członkiem Komitetu
Honorowego płk. dypl. Jarosławem Wierzcholskim.
25.04.2008 r. Wycieczka do Poczdamu
i Berlina. Podzielono zadania między członków Komitetu Organizacyjnego.
Członkowie Komitetu, głównie jego
przewodniczący, utrzymywali stały kontakt z
redaktorem naczelnym „GWiR”. Na bieżąco
wymieniano informacje, uzgadniano i korygowano plan. Redaktor naczelny i dyrektor
Biura ZG aktywnie uczestniczyli w przygotowaniach. Opracowywali materiały, uzgadniali
wiele spraw na szczeblu ZG – MON i w innych
instytucjach. Po raz kolejny potwierdziła się
stara prawda, że należy:
– dobrze opracować plan działania;
– określić zadania dla kolektywu i indywidualnie dla każdego członka komitetu
organizacyjnego;
– korygować poszczególne zamierzenia i konsekwentnie je realizować. Tak ją
rozumieli członkowie Komitetu z Poznania,
przygotowujący sejmik na czele z członkiem
ZG – prezesem ZW płk. rez. dr. Zygmuntem
Maciejnym. To człowiek, który czego się
podejmie, sumiennie realizuje. Tak było
i w tym przypadku. Na dobre wykonanie
zadania wpłynęło również uznanie dla
naszego stowarzyszenia ze strony przedstawicieli władz wojewódzkich, miejskich
i powiatowych. A Oto oni:
– wojewoda wielkopolski Piotr Florek – członek Komitetu Honorowego oraz – dyrektor
Gabinetu Wojewody Andrzej Piesiński;
– prezydent m. Poznania Ryszard Grobelny
członek Komitetu Honorowego oraz – dyrektor Gabinetu Prezydenta Marek Kalemba;
– starosta powiatu poznańskiego Jan
Grabkowski.
W przygotowanie sejmiku zaangażowali się również:
– dowódca 2 BLT, dowódca garnizonu w Poznaniu, gen. bryg. pil. Włodzimierz Usarek;
– komendant Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych płk dypl. Jarosław Wierzcholski.
Słowa uznania należą się kierownictwu
Ośrodka Szkolenia Sił Powietrznych w Kiekrzu, a zwłaszcza kierownikowi ppłk. Włodzimierzowi Woronkiewiczowi i podległemu
jemu personelowi. Wszystkim serdeczne
żołnierskie podziękowanie z apelem o dalszą
dobrą współpracę.
Honorowy członek Związku
Członek Komitetu Organizacyjnego
Jan CZAJOR
DOBRY POMYSŁ
Wojskowego za umożliwienie udziału w
obradach zgromadzenia.
Ta nader cenna inicjatywa jest godna
szczególnego uznania. Ucieszyło nas niezmiernie to, że mogliśmy na tym forum omówić
problematykę naszej związkowej działalności
na szczeblu wojewódzkim i w kołach.
Koledzy oficerowie – mężowie zaufania
z terenu ŚOW mieli okazję poznania naszych struktur oraz form pracy społecznej
w Łodzi, Zgierzu, Kutnie, Pabianicach,
Leżnicy Wielkiej, a także w Sieradzu,
Piotrkowie Trybunalskim i Skierniewicach.
Przedstawiliśmy m.in. nasz dorobek i nasze możliwości w dziedzinie współpracy z
organizacjami kombatanckimi, związkami
żołnierskimi oraz podmiotami społecznymi
i organami władzy samorządowej.
Licząc na pomoc i wsparcie oficerów
– mężów zaufania na terenie poszczególnych garnizonów, przedstawiliśmy nasze
kłopoty i trudności. Stwierdziliśmy, że jest
nas ciągle za mało. Starzejemy się, chorujemy i jakże często odchodzimy na wieczną
wartę. Młodszych wiekiem byłych oficerów, chorążych i podoficerów przychodzi
do Związku zbyt małe grono. Powody są
różne: praca zawodowa, choroby, słabe
zainteresowanie działalnością społeczną.
Próby powołania do życia nowych kół nie
powiodły się. Wspomnieliśmy przy tym o roli
aktywu społecznego i jego zaangażowaniu
w działalność społeczną, o współdziałaniu
z organizacjami kombatanckimi w sferze
działań o patriotycznym charakterze.
Wymieniliśmy wiele imprez okolicznościowych zorganizowanych wspólnie z Zarządami Rejonowymi ZBŻZiORWP w Sieradzu,
Piotrkowie Trybunalskim i Skierniewicach.
Od ponad czterech lat organizujemy imprezy
o charakterze patriotycznym w Teatrze im.
Stefana Jaracza, w obiektach Ligi Obrony
Kraju oraz w innych instytucjach. Było to
możliwe dzięki naszej inwencji i przy wsparciu różnych podmiotów, przede wszystkim
organizacyjno-logistycznym Urzędu Marszałka Województwa Łódzkiego. Jak na nasze
możliwości i warunki, bogaty był program
obchodów 25-lecia naszego Związku. Grupa aktywu była m.in. inicjatorem wydania
publikacji pod tytułem „Zarys historii 25-lecia
wojewódzkich struktur Związku”.
Systematycznie oddziałujemy na społeczność Łodzi i województwa łódzkiego,
organizując imprezy patriotyczne i współuczestnicząc w okolicznościowych przedsięwzięciach.
Przeprowadziliśmy udane spotkania z
młodzieżą szkolną. Życie podyktowało
potrzebę integracji działań organizacji
żołnierskich. Powołaliśmy więc strukturę
pod nazwą Łódzkie Porozumienie Organizacji Żołnierskich, która skupiła m.in.
ZBŻZiORWP, Ligę Obrony Kraju, ZŻLWP,
Związki saperów i spadochroniarzy oraz
Łódzki Klub Seniorów Lotnictwa.
– SPOTKANIE
Z MĘŻAMI
ZAUFANIA ŚOW
W garnizonie Łódź, w 3 Rejonowej Bazie
Materiałowej, odbyło się Zgromadzenie Mężów Zaufania jednostek i instytucji Śląskiego
Okręgu Wojskowego, połączone z Konwentem Dziekanów Korpusu Oficerskiego WP.
Uczestniczyło w nim grono zaproszonych
gości. Łódź reprezentowali m.in. dyrektor
Wojskowego Biura Emerytalnego, szef Komendy Placówki Żandarmerii Wojskowej,
pełnomocnik szefa WSzW ds. rekonwersji, a
także przedstawiciele Zarządu Wojewódzkiego ZBŻZiORWP w osobach: płk Józef Lelito
– prezes Zarządu Wojewódzkiego, płk Alek
Ciszewski – I wiceprezes ZW i płk Andrzej
Kustra – wiceprezes ZW.
Było to wydarzenie nader ważne, niecodzienne. Mieliśmy możliwość zapoznania
się ze statutowymi zadaniami Zgromadzenia
Mężów Zaufania, a także przedstawienia naszych związkowych problemów. W imieniu
naszego środowiska serdecznie dziękuję
ppłk. Wojciechowi Fałkowskiemu – dziekanowi Korpusu Oficerów Śląskiego Okręgu
G³os Weterana i Rezerwisty
Mamy za sobą pierwsze wspólne
działania, a czas pokaże, czy inicjatywa
była trafna. Nasza praca i różne formy działalności były dostrzegane na terenie Łodzi. Z
przyjemnością poinformowaliśmy, że z okazji
Narodowego Święta Niepodległości Rada
Miejska IV kadencji przyznała Zarządowi Wojewódzkiemu odznakę „Za Zasługi dla Miasta
Łodzi” za działalność godną szczególnego
uznania. Jest to duże wyróżnienie, które cenimy i szczycimy się nim. Liczymy na większe
zainteresowanie władz miasta i województwa.
POROZUMIENIE
EMERYTÓW
I RENCISTÓW
SŁUŻB
MUNDUROWYCH
W SANOKU
W przepięknie odremontowanej świetlicy
Wojskowej Komendy Uzupełnień w Sanoku
25 maja 2008 r. podpisano porozumienie o
współpracy między Zarządem Rejonowym
Związku Byłych Żołnierzy Zawodowych i
Oficerów Rezerwy Wojska Polskiego oraz
Stowarzyszeniem Emerytów i Rencistów
Policyjnych w Sanoku. Porozumienie jest
owocem wielotygodniowych spotkań, narad
i burzliwych dyskusji zespołów roboczych
pod przewodnictwem J. Litwina i Z. Czernickiego. Spotkanie miało szczególnie
uroczysty charakter. Swoją obecnością
zaszczycili nas komendant policji m. insp.
Wrzesieñ 2008
Liczymy, że nowy dokument „Porozumienie o współpracy między Ministerstwem
Obrony Narodowej i ZBŻZiORWP” będzie
solidną podstawą dalszych inicjatyw społecznych z naszej strony, a nade wszystko
skuteczności działań oraz lepszej współpracy z dowódcami i szefami jednostek
oraz instytucji wojskowych z Łodzi i na
terenie województwa. Wysoko cenimy
współpracę ze strukturami Wojewódzkiego
Sztabu Wojskowego, dowództwem 3 Rejonowej Bazy Materiałowej, komendą Wojsko-
wego Studium Nauczania Języków Obcych,
Wojskowym Biurem Emerytalnym oraz innymi
ogniwami wojskowymi działającymi na terenie
województwa łódzkiego.
Uczestnicząc w zgromadzeniu, mieliśmy okazję, by prosić mężów zaufania o
pomoc w rozwiązywaniu istotnych problemów, jakie rodzi codzienna działalność
Związku, w tym o wsparcie naszych
poczynań w celu zwiększenia liczby
członków ZBŻZiORWP.
Józef LELITO
mgr Krzysztof Guzik, przedstawiciel wojskowego komendanta uzupełnień kpt. Piotr
Lasek oraz prezes Zarządu Wojewódzkiego
Stowarzyszenia Emerytów i Rencistów Policyjnych w Rzeszowie insp. Wiktor Kowal.
W obecności licznie przybyłych byłych żołnierzy zawodowych i byłych funkcjonariuszy
policyjnych podpisy pod porozumieniem
złożyli: prezes Zarządu Rejowego Związku
Marek Borkowski i prezes Zarządu Koła
Stowarzyszenia Józef Litwin.
Cele, jakie sobie założyły obie zainteresowane strony to m.in.:
– kształtowanie nie tylko w środowisku
służb mundurowych właściwego stosunku do
wykonywania zadań obronnych oraz związanych z bezpieczeństwem publicznym;
– patriotyczne i proobronne
wychowywanie młodzieży, rozwijanie jej sprawności fizycznej
oraz predyspozycji do służby w
wojsku i w policji;
– upowszechnianie i dokumentowanie tradycji i historii
oręża polskiego oraz społecznej
służby policji, a także kształtowanie postawy wzajemnego
poszanowania, jak również
dbanie o godność i honor;
– obrona praw i interesów
środowiska służb mundurowych ze szczególnym uwzględnieniem spraw emerytalnych,
socjalnych i zdrowotnych;
– aktywizacja środowiska służb mundurowych do czynnego uczestnictwa w
życiu publicznym, wzmacnianie procesów
integracyjnych;
– organizowanie zawodów sportowoobronnych, imprez o charakterze kulturalnym
i rekreacyjnym oraz stosowanie innych form
działalności.
Porozumienie jest pierwszym krokiem
do powstania wspólnego porozumienia
wszystkich służb mundurowych na terenie Sanoka, tj. wojska, policji, straży
pożarnej i służby więziennej.
Z. CZERNICKI
Nowy Sącz
w tê goborzu
Posiedzenie Zarządu Rejonowego w Nowym Sączu odbyło się na wyjeździe, w pięknej
miejscowości Tęgoborze – w
ośrodku wczasowo-rekreacyjnym pana Piotra Litwińskiego.
Przybyli licznie zaproszeni goście: gen. bryg w rez. Zygmunt Staniszewski
– były komendant Karpackiego Oddziału
SG w Nowym Sączu; insp. Antoni Forgiel
– przewodniczący Stowarzyszenia Kombatantów Policji w Limanowej; nadkomisarz Marek
Sadlisz – prezes Stowarzyszenia Emerytów
i Rencistów Policji w Nowym Sączu; asp.
Michał Kowalczyk – prezes Koła Emerytów
i Rencistów Niezależnego Samorządowego
Związku Zawodowego Policjantów w Nowym
Sączu; pan Zdzisław Pasionek – prezes
Koła Terenowego Emerytów i Rencistów
Służby Więziennej; ppłk w rez. Adam Miksiewicz – prezes Zarządu Oddziałowego
www.gwir.pl
Związku Emerytów i Rencistów Funkcjonariuszy Straży Granicznej w Nowym Sączu;
płk w rez. Władysław Okarmus – przewodniczący Okręgowego Rady Kombatantów i
Osób Represjonowanych w Nowym Sączu;
ppłk w rez. Marek Sołtys – były komendant
Wojskowej Komendy Uzupełnień w Nowym
Sączu.
W posiedzeniu uczestniczył członek
Zarządu Głównego kol. mjr w rez. Jan Jakubiak, prezesi kół terenowych z Nowego
Sącza, Krynicy, Nowego Targu, Zakopanego, Gorlic i Limanowej oraz przewodniczący
Komisji Rewizyjnej i Sądu Koleżeńskiego.
Reprezentantka wdów po zmarłych kolegach, przewodnicząca
Rady Kobiet przy ZR w Nowym
Sączu kol. Maria Suchonek.
Spotkanie prowadził prezes Zarządu Rejonowego w
Nowym Sączu kol. płk w rez.
Jan Liber.
W dyskusji głos zabrali: kol.
ppłk Adam Miksiewicz, insp.
Antoni Forgiel, nadkom. Marek
Sadlisz, p. Zdzisław Pasionek,
płk Władysław Okarmus oraz
niżej podpisany.
Występujący dzielili się doświadczeniami
z działalności swoich organizacji, podkreślając wzorowe przygotowanie spotkania oraz
celowość szybkiego podpisania porozumień
służb mundurowych w zakresie współpracy
między Zarządem Rejonowym ZBŻZiORWP a
poszczególnymi organizacjami i stowarzyszeniami działającymi na terenie miasta i powiatu
nowosądeckiego.
Zarząd Rejonowy WP w Nowym Sączu
składa serdeczne podziękowania panu Piotrowi Litwińskiemu i do spotkania we wrześniu.
Jan LIBER, Adam LESZYŃSKI
Wrzesieñ 2008
www.gwir.pl
G³os Weterana i Rezerwisty
W SŁUPSKU SĄ RAZEM
Po trzech latach starań z inicjatywy
prezesa ZR odbyło się w Klubie Garnizonowym spotkanie integracyjne członków
Koła nr 3 „Niebieskie berety” z „Sympatykami niebieskich beretów”. Prezes Zarządu
Koła mjr Benedykt Centkowski przywitał
jego uczestników, po czym przedstawił
porządek zebrania, omówił także zadania
i osiągnięcia Koła.
W czasie spotkania zabrał głos przewodniczący „Sympatyków niebieskich
beretów” ppłk w rez. Romuald Jaruga,
który podkreślił znaczenie ZBŻZiORWP w
środowisku wojskowym.
Natomiast prezes ZR Związku ppłk w
rez. Romuald Detmer nie ukrywał radości,
że doszło do spotkania. Przedstawił zadania
i osiągnięcia Związku działającego dla dobra
naszego środowiska. Głos zabrali także ppłk
Adam Żurawski, mjr w rez. Władysław Czykier i kpt. w rez. Leon Kozłowski. Spotkanie
odbyło się dzięki wielkiemu zaangażowaniu kolegów Żurawskiego, Centkowskiego, Jarugi,
Kozłowskiego oraz ppłk. Jana Fąfary.
Uczciliśmy Święto
W o j s k a Polskiego
W Kole nr 29 przy
Departamencie Kadr
MON spotkaliśmy się na
specjalnym zebraniu by
uczcić Święto Wojska Polskiego. Prezes Koła złożył
życzenia okolicznościowe
wszystkim kolegom, którzy
już bez mundurów, ale nadal czują się żołnierzami,
czego dowodem była liczna ich obecność oraz miła
chwila na tym zebraniu
– wręczono legitymację
członkowską kol. płk. dr.
Eugeniuszowi Piwowarskiemu. Z okazji święta WP odznaki honorowe „Za Zasługi
dla ZBŻZiORWP” otrzymali: płk prof. Tadeusz Kamiński, płk dr Roman Mleczko, płk
mgr Brunon Majewski, płk mgr Jerzy Wójcik.
Medalami pamiątkowymi 25-lecia Związku udekorowani zostali: płk Marian Zielonka,
płk Zbigniew Michalski, ppłk Marek Sobieraj.
Listy gratulacyjne w związku z jubileuszem urodzin otrzymali: płk Julian Janda – 80
lat, płk Jan Stanek – 65 lat, ppłk Marek Sobieraj – 60 lat.
Przy żołnierskim obiedzie, kawie, herbacie i ciastkach, upłynął nam czas w bardzo
miłej atmosferze dzięki organizatorowi tej części wiceprezesowi kol. płk. Jerzemu Turkowi. Takie spotkania są realizacją planu integracji środowiska.
Marian SMOLIGA
Podczas zebranie przyjęto w szeregi
Związku: ppłk. w rez. Jana Fąfarę, mjr. w rez.
Marka Pietrzaka, mjr. Zbigniewa Płóciennika, kpt. w rez. Dariusza Pochecia, kpt. w
rez. Czesława Dąbrowskiego, kpt. w rez.
Andrzeja Zająca, por. Stanisława Okopińskiego, st. chor. sztab. w rez. Wiesława
Fryziela, st. sierż. sztab. w rez. Zdzisława
Główczewskiego.
Spotkanie zakończyło się przy kawie,
bigosie i śledziku.
W Słupsku „Niebieskie Berety” mają
swoje Koło nr 3 ZBŻZiORWP i stanowią
integralną całość.
Romuald DETMER
Sympatycy
garnizonu
Siemirowice
Tradycyjnie od 5 lat Zarząd Koła nr 7
ZBŻZiORWP oraz Zarząd Weteranek i Weteranów Garnizonu Siemirowice organizuje
spotkania integracyjne. Zatroszczył się o
to komitet: kmdr por. w rez. Andrzej Długi
– członek Zarządu Koła nr 7; chor. w rez. Jan
Nowicki – prezes Koła nr 7; Zofia Karkocha
– członek Zarządu Koła nr 7; Zofia Wypasek
– członek Zarządu Koła nr 7; Krystyna Michalik; Maria Czaja.
Pomocy udzielili: kmdr Krzysztof Grudnowski – dowódca 44 Bazy Lotniczej MW;
kmdr por. pil. Jarosław Andrechowski – dowódca 30 Eskadry Lotniczej MW; pan Jacek
Madej – kierownik Klubu Garnizonowego;
Katarzyna Goślińska – kierowniczka Kasyna
Garnizonowego.
Dowódcę Gdyńskiej Brygady Lotniczej reprezentował kmdr ppor. Sławomir Kardas.
W spotkaniu uczestniczyli byli i obecni
mieszkańcy Garnizonu Siemirowice oraz po
raz pierwszy ich dzieci, które urodziły się w
tym garnizonie i swoje dzieciństwo spędziły
w oddalonym garnizonie leśnym. Na doniosłe
spotkanie przybyli ludzie z całego kraju w
liczbie 168 osób.
R. DETMER
Złote i szafirowe
gody w Babimoście
Zarząd Koła Nr 4 Związku Byłych Żołnierzy Zawodowych i Oficerów Rezerwy
Wojska Polskiego w Babimoście, zgodnie
z kultywowaną od lat tradycją, zorganizował
w dniu 31 lipca 2008 r. uroczyste spotkanie
swoich członków z okazji kolejnych jubileuszy
długoletniego pożycia małżeńskiego i rocznic
dostojnych urodzin.
Pięćdziesiątą rocznicę pożycia małżeńskiego obchodzili: Stefania i Mieczysław
Niczyporukowie, Teresa i Aleksander
Szepelakowie, Elżbieta i Leonard Pukińscy,
a czterdziestopiątą rocznicę pożycia małżeńskiego – Jolanta i Henryk Pieńkosiowie.
Natomiast osiemdziesiątą rocznicę dostojnych
urodzin świętowali: Pani Helena Klima i
Kolega Marian Lara, siedemdziesiątą piątą rocznicę – Koledzy
Józef Gieruła i Marian Gucwa, a
siedemdziesiątą rocznicę – Teresa
Wojtkowska oraz Stanisław Woziński i Raymund Pacholak.
Jubileuszowe spotkanie, zorganizowane
w sali bankietowej Gminnego Ośrodka Kultury
w Babimoście zgromadziło, oprócz jubilatów,
ponad 55. uczestników w tym honorowych
gości i liczne grono przyjaciół.
Małżeństwom obchodzącym swoje pięćdziesięciolecie, Prezydent Rzeczypospolitej
Polskiej nadał medale „Za Długoletnie Pożycie
Małżeńskie”, które przy dźwiękach marsza
Mendelsona wręczył Bernard Radny
- Burmistrz Babimostu. Ponadto wszyscy
jubilaci otrzymali kwiaty oraz dyplomy z
życzeniami od:
– burmistrza Babimostu, Zarządu Głównego ZBŻZiORWP - wręczał Honorowy
Prezes płk Zenon Biesaga, prezesa ZW
ZBŻZiORWP w Zielonej Górze płk. Michała
Kupca, wiceburmistrza Babimostu Zbigniewa
Wozińskiego, sekretarza Gminy Krzysztofa
Makarowicza, prezesa ROD Zenona Pajchrowskiego,
– prezesa Koła nr 4 ZBŻZiORWP Zbigniewa Godonia.
Po dekoracji medalami, wręczeniu
dyplomów i złożeniu życzeń, w imieniu
G³os Weterana i Rezerwisty
jubilatów podziękowanie organizatorom i
uczestnikom uroczystości wyraził jubilat
Leonard Pukiński.
Na zakończenie części oficjalnej, wszyscy uczestnicy, z lampkami szampana,
odśpiewali jubilatom, wspólnie z orkiestrą,
tradycyjne STO LAT, a następnie w miłej i
Wrzesieñ 2008
serdecznej atmosferze bawiono się do późnych godzin nocnych.
Zorganizowanie tak wspaniałej imprezy
było możliwe jedynie dzięki dużemu zaangażowaniu członków Zarządu Koła nr 4, a w
szczególności Zbigniewa Godonia, Zenona
Pajchrowskiego, Józefy Pietrzak, Andrzeja
Piknik
Przystanek
k/ Szpitala
www.gwir.pl
Rzeskiego, Tadeusza Sułkowskiego, Antoniego Suplickiego, Aleksandra Szepelaka.
Natomiast szczególne słowa podziękowania
należą się członkowi Koła Józefowi Kaczmarkowi, który przez sponsorowanie wzbogacił stoły biesiadne.
Andrzej Rzeski, Zenon Biesaga
Rozmowy Polaków z
rodzin wojskowych
staraniem prezesa Koła nr 2
ZBŻZiORWP przy 21 RWT st. chor. sztab.
w rez. mgr Stanisława Łutczyna w Rzeszowie został zorganizowany 7 lipca 2008
r. w Kielnarowej koło Tyczyna w pow.
rzeszowskim. Spotkanie miało charakter integracyjno-biesiadny członków Koła, przedstawicieli z uniwersytetu trzeciego wieku
- sympatyków stowarzyszenia. W słoneczny
Muzyk koncertuje
i pięknie śpiewa
Biesiada
sobotni dzień z przystanku koło Szpitala
Specjalistycznego w Rzeszowie, udaliśmy
się autobusem MPK do Kielnarowej. W
gospodarstwie sympatyka naszego Stowarzyszenia Władysława Leniarta zostaliśmy
serdecznie powitani przez gospodarza.
Czas upływał przy wspólnym biesiadowaniu
oraz śpiewie, na akordeonie zawsze nam towarzyszy kol. Krzysztof Cygan. Bawiliśmy
się do godzin wieczornych, około godz. 19.
Ognisko-pieczenie ziemniaków
wyruszyliśmy do swoich domów z nadzieją,
że jeszcze w tym urokliwym miejscu się
spotkamy przy ognisku i na grzybobraniu
w pobliskim lesie.
Mieczysław KOWAL
LUDZIE ZWIĄZKU
Absolwent Oficerskiej
Szkoły Piechoty w Lublinie
Różne były drogi życiowe
Polaków z Kresów Wschodnich.
Nie były łatwe dla Polaków żyjących wśród Ukraińców. Przykładem życiorys Jana Komorowskiego. Urodził się 27 stycznia
1923 r. koło Sambora (woj.
Lwów) w rodzinie chłopskiej.
Szkołę podstawową ukończył
w 1938 r., po czym wstąpił do
samborskiego gimnazjum. W
1939 r. wybuchła jednak wojna
w związku z czym podjął naukę i jednocześnie
pracę w zakładach stolarskich. Pracował w
nich do 1944 r. 28 stycznia 1944 r. otrzymał
wezwanie do armii polskiej w Samborze. Został wcielony do WP jako poborowy. Umundurowany i zaopatrzony w suchy prowiant, został
skierowany do Rzeszowa. Drogę z Sambora
do Rzeszowa pokonał pieszo. Marsz trwał
10 dni. Warunki były ciężkie. W Rzeszowie
został wcielony do pułku zapasowego 2 Armii
WP. Poborowi przeszli przeszkolenie podstawowe. Ci, którzy ukończyli więcej niż 7 klas i
byli poprawni politycznie, zostali skierowani do
Oficerskiej Szkoły Piechoty w Lublinie. Wśród
nich, znalazł się Jan Komorowski. Pozostałych
skierowano na front. Po ukończeniu oficerskiej
szkoły 2 lutego 1945 r., na podstawie rozkazu
Naczelnego Wodza nr 57, został
mianowany na stopień chorążego
i skierowany do służby w pułku
piechoty w Lubartowie. Pełnił w
nim funkcję dowódcy plutonu.
Pod koniec lutego 1945 r.
pułk wymaszerował z Lubartowa
do Warszawy i został wcielony
do 1 Armii WP. W marcu 1945
r. z wybranej kadry oficerskiej,
podoficerskiej i szeregowych
utworzono pierwszą kompanię
honorową WP. chorąży Jan Komorowski
został w niej dowódcą plutonu. Był świadkiem
powitania przedstawicieli rządów z Zachodu i
ze wschodu, którzy przybyli do Polski w celu
pełnienia swoich obowiązków.
We wrześniu 1945 r. został przeniesiony z
wojsk lądowych do wojsk lotniczych. Do jego
obowiązków należało: obrona i ochrona lotnisk
wojskowych oraz utrzymanie ich w odpowiednim stanie technicznym, a walka jeszcze się
nie zakończyła. Po kraju krążyły niedobitki
żołnierzy Wehrmachtu oraz działał Wehrwolf.
Chorąży Jan Komorowski rozpoczął służbę na
lotnisku wojskowym w Modlinie, a następne w
Łęczycy, Poznaniu i Malborku.
W roku 1951 otrzymał awans na stopień
porucznika i został skierowany na stanowi-
sko komendanta lotniska w Radomiu, gdzie
mieszka do dzisiaj. Uzupełnił wykształcenie
– zdał maturę. Służbę w wojskach lotniczych
pożegnał w styczniu 1976 r. w cywilu pracował jako starszy inspektor OC w Wydziale
Rolnictwa Gospodarki Żywnościowej i Leśnictwa województwa radomskiego. W 1990
r. zakończył pracę w cywilu. Losy obywateli
Kresów Wschodnich, jak już wspomniałem,
były pogmatwane. Dwaj bracia ppłk. Jana
Komorowksiego: Piotr (rocznik 1916) i Władysław (rocznik 1919) brali udział w wojnie
1939 r., a następnie walczyli w armii gen. Andersa. Podczas bojów odnieśli ciężkie rany.
Po zakończeniu II wojny światowej pozostali
w Anglii. Dlatego, że Churchuill i Roosevelt
uznali granicę wschodnią Polski na Linii Curzona ustalonej po I wojnie światowej. Pobyt
braci w Anglii miał ujemny wpływ na przebieg
służby wojskowej ppłk. Jana Komorowskiego.
W czasie służby w Kompanii Honorowej w
Warszawie poznał panią Irenę, żołnierza Szarych Szeregów AK, z którą założył rodzinę.
Dochowali się dwóch synów i córki. Za służbę
wojskową i pracę cywilną Jan Komorowski
został odznaczony: Krzyżem Kawalerskim
Orderu Odrodzenia Polski, Złotym Krzyżem
Zasługi oraz odznaczeniami wojennymi,
resortowymi i państwowymi. Obecnie cieszy
się wnukami i prawnukami. Ppłk Jan Komorowski od wielu lat jest członkiem Koła nr
2 ZBŻZiORWP, podlegającego Zarządowi
Rejonowemu w Radomiu.
Piotr GÓRSKI
www.gwir.pl
Wrzesieñ 2008
G³os Weterana i Rezerwisty
Pułkownik Walenty Małecki
urodził się 9 lutego 1924 r. w Broniszewicach koło Jarocina. Ojciec był robotnikiem,
miał na utrzymaniu ośmioro dzieci: pięć synów
i trzy córki.
W 1914 r. rodzice wyemigrowali do pracy
w Niemczech. Ojciec Stanisław Małecki
zatrudnił się w kopalni węgla w Castrop. Jako
poddany cesarza Wilhelma II, został powołany
do wojska. Podczas walk odniósł poważne rany
obu rąk i został inwalidą. W strony rodzinne
powrócił w 1920 r.
Walenty ukończył w 1939 r. szkołę powszechną. Do wybuchu wojny uczęszczał do
szkoły zawodowej.
W 1940 r. został zatrudniony u bauera w
Marienbronn. 18 czerwca został aresztowany
i skazany na 11 miesięcy karnego więzienia
w Rawiczu. Na wolność wyszedł 22 marca
1944 r. W tym czasie starsze rodzeństwo
budowało wojskowe umocnienia. W maju
1944 r. zmarła matka, domem opiekowała się
najstarsza siostra.
Po przejściu linii frontu w lutym 1945 r. w
Broniszewicach została powołana milicyjna
grupa do wyłapywania ukrywających się niemieckich żołnierzy. W grupie tej znalazł się
Walenty z ojcem i młodszym bratem. Ojciec
pełnił obowiązki tłumacza.
W marcu 1945 r. Walenty został powołany do służby wojskowej. Od tego czasu
zaczęła się jego wędrówka po wojskowych
garnizonach. Rejonowa Komenda Uzupełnień skierowała go do Podoficerskiej Szkoły
Piechoty przy 11 Szkolnym Pułku Piechoty w
Warszawie, wkrótce przeniesionym do Kazunia. 7 września 1949 r. w stopniu kaprala został
skierowany do 50 Pułku 15 Dywizji Piechoty.
Następnie przeniesiono go do Centralnego
Majątku Pułku na dowódcę grupy żołnierzy,
których zadaniem było rozprowadzanie i nadzorowanie niemieckich jeńców zatrudnionych
przy pracach polowych.
Pod koniec października 1945 r. w Olsztynie organizowano straż graniczną, której
zadaniem było wytyczenie granicy Polski na
odcinku Zalewu Wiślanego aż po Bałtyk. Po
przeszkoleniu kpr. Małecki do 1 listopada 1945
r. został funkcjonariuszem straży granicznej. W
strażnicy pełnił służbę w centrali telefonicznej
i zajmował się tresurą psów.
Tę umiejętność wykorzystał
wówczas, gdy został myśliwym koła łowieckiego.
Przez pewien czas pełnił funkcję pełnomocnika
dowódcy strażnicy do spraw
przesiedlenia ludności niemieckiej do amerykańskiej strefy okupacyjnej.
Znajomość języka niemieckiego ułatwiła mu
wykonywanie tego zdania.
W lutym 1946 r. został „kupiony” do 1
Praskiego Pułku Piechoty w Warszawie. O
przeniesieniu do Warszawy zadecydował jego
wzrost i prezencja. Pułk praski był bowiem
w tym czasie jednostką reprezentacyjną 29
września 1946 r. po zdaniu egzaminów został
podchorążym Oficerskiej Szkoły Piechoty
i Kawalerii w Krakowie. Wkrótce otrzymała
ona status Oficerskiej Szkoły Piechoty nr 1 z
siedzibą we Wrocławiu. Szkołę ukończył 20
września 1948 r. W stopniu podporucznika
objął wówczas obowiązki dowódcy plutonu
ckm w 14 Pułku Piechoty 6 DP w Krakowie.
26 stycznia 1949 r. został przeniesiony do 26
Pułku Piechoty w Sanoku, w którym pełnił obowiązki: dowódcy plutonu szkolnego, dowódcy
kompanii, szefa sztabu i dowódcy batalionu,
przekształconego w pułkową szkołę podoficerską. Po ukończeniu KDO objął stanowisko
zastępcy komendanta garnizonu w Rzeszowie.
Obowiązki te pełnił do 1971 r. Rzeszów stał
się dla rodziny Małeckich stałym miejscem
zamieszkania.
Od 1971 r. pełnił funkcję szefa Wydziału
Szkolenia i Sportów Obronnych w Zarządzie
Wojewódzkim Ligi Obrony Kraju. Pracował tam
aż do przejścia na emeryturę w 1976 r.
Pułkownik Walenty Małecki był pasjonatem strzelectwa i myślistwa. W 1950 r. zdał
egzamin łowiecki i został członkiem wojskowego koła łowieckiego. Od 1949 r. uprawiał
strzelectwo sportowe. Był członkiem kadry
narodowej oraz reprezentantem Wojska
Polskiego. Na mistrzostwach Polski 1952
r. w Szczecinie ustanowił rekord Polski w
strzelaniu z KB-5 na 300 m. Był 6 w strzelaniu
myśliwskim do ruchomej sylwetki jelenia.
Ukończył kurs selekcjonerski dla myśliwych. W
1953 r. ukończył także kurs instruktorsko-metodyczny przy Akademii Sztabu Generalnego
i otrzymał uprawnienia instruktora strzelectwa
oraz sędziego pierwszej klasy.
Przez cztery kadencje był łowczym Wojskowego Koła Łowieckiego nr 176 „Rogacz”
w Rzeszowie. Pełnił także obowiązki gospodarza łowiska. Wiele lat szkolił kandydatów
na myśliwych i selekcjonerów. Organizował
zawody w kołach myśliwskich – na szczeblu
centralnym, wojewódzkim i powiatowym.
Czynnie uczestniczył w budowie strzelnicy
myśliwskiej w Borze koło Rzeszowa, na której
są organizowane treningi i zawody strzeleckie
oraz sportów obronnych.
Za tę działalność był wielokrotnie wyróżniany. Przewodniczącym Wojewódzkiej
Komisji Strzeleckiej jest do dzisiaj. Dwukrotnie
był reprezentantem Podkarpacia na zawodach
strzeleckich o Puchar Prezesa Zarządu Głównego ZBŻZiORWP. Kieruje sekcją strzelecką
Koła nr 7 w Rzeszowie. Siedmiokrotnie stał na
najwyższym podium w zawodach strzeleckich
o Puchar Prezesa Zarządu Wojewódzkiego.
Współorganizuje zawody strzeleckie oraz zawody w sportach obronnych. zdobywał trofea
w zawodach strzelectwa myśliwskiego.
Będąc w rezerwie, zatrudnił się w Miejskim
Przedsiębiorstwie Gospodarki Komunalnej
na stanowisku specjalisty do spraw obrony
cywilnej. Do Związku Byłych Żołnierzy Zawodowych wstąpił w 1981 r. – został członkiem
Koła nr 7.
W styczniu 1949 r. zawarł związek małżeński z Felicją Pelc, absolwentką Technikum
Poczt i Telegrafów. Dochowali się trójki dzieci
– dwóch córek i syna. Mają trójkę wnucząt.
Cała trójka to wybitni sportowcy (piłka
nożna i siatkówka) mieszkający w Stanach
Zjednoczonych i Szwajcarii
Jan MACHNO
Ppłk Stanisław
Kornacki
zerwy. Ponownie zostaje
powołany 2 maja 1951
r. do Oficerskiej Szkoły
Broni Pancernej w Poznaniu. Po jej ukończeniu
w październiku 1951 r. w
stopniu chorążego został
skierowany na stanowisko technika w kompanii
zabezpieczenia w 27 pz
w Kłodzku. Po roku służby został awansowany do stopnia podporucznika i wyznaczony na
dowódcę plutonu remontu czołgów, a następnie zostaje dowódcą kompanii remontowej. W
1956 r. kończy roczny kurs KDO w Giżycku po
czym wraca do 27 pz, na stanowisko technika
batalionu czołgów. W 1967 zostaje dowódcą
kompanii remontowej pułku. Po ukończeniu
kursu elektryków i zdaniu egzaminu państwowego oraz otrzymaniu awansu na majora w
1969 r. zostaje wyznaczony na stanowisko
inżyniera elektryka w sekcji technicznej pułku.
Ponadto przez okres 10 lat pełnił obowiązki
społecznego inspektora bhp w jednostce,
zajmował się rozbudową i modernizacją bazy
czołgowo-samochodowej. Był również racjonalizatorem, na swym koncie ma kilkadziesiąt
udanych projektów za które otrzymał wiele
wyróżnień i nagród pieniężnych.
Przeniesiony do rezerwy 13 grudnia
1977 r. zamieszkał w Polanicy-Zdroju gdzie
czynnie włączył się w działalność społeczną,
był przewodniczącym komitetów wykonania
gazyfikacji i kanalizacji oraz budowy szkoły
nr 2, które zostały wykonane w bardzo
szybkim okresie. Należy również do Związku Emerytów i Rencistów oraz Miłośników
Polanicy. Odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Do Związku
wstąpił 14 kwietnia 1981 r. Jest wyróżniony
dwukrotnie odznaką honorową „Za Zasługi
dla ZBŻZiORWP” i medalem pamiątkowym
25-lecia powstania Związku.
Jan SZEWCZYK
urodził się 7 grudnia 1927 r. w Kaliszu
gdzie uczęszczał do szkoły aż do wybuchu
wojny. W 1940 r. we wrześniu skierowano
go do pracy przymusowej w fabryce obróbki
metalu i drewna. W 1946 r. kończy kurs
czeladniczy mechaników samochodowych i
kierowców po czym zatrudnia się w Zakładach
Samochodowych nr 8 w Kaliszu i pracuje
tam aż do powołania do służby wojskowej.
22 października 1948 r. zostaje powołany
do Szkolnej Kompanii Broni Pancernej 6
Drezdeńskiego Pułku Czołgów. W maju
1949 r. jednostka zostaje przeniesiona do
Wrocławia i tam kończy szkołę podoficerską.
Dalszą służbę wojskową odbywa w tej samej
jednostce jako mechanik kierowca do 25 października 1950 r. Po czym zostaje zwolniony
w stopniu plutonowego i przeniesiony do re-
Rodzina Małeckich
G³os Weterana i Rezerwisty
Wrzesieñ 2008
Podpułkownik Lucjan Nowaczyk, wieloletni mieszkaniec Elbląga, zasłużony żołnierz
b. 16 Kaszubskiej Dywizji Pancernej, niestrudzony działacz ZBŻZiORWP – doczekał się
wspaniałego jubileuszu 80 lat życia.
Urodził się 2 sierpnia 1928 r. w m. Pernant we Francji, region Picareli. Tam spędził
najpiękniejsze młodzieńcze lata. Do dziś
doskonale włada językiem francuskim. W
1947 r. wraz z rodziną, w ramach repatriacji,
powrócił do kraju. Dwa lata później został
powołany do zasadniczej służby wojskowej,
w czasie której ukończył Oficerską Szkołę
Wojsk Pancernych w Poznaniu. Krótko po
promocji na pierwszy stopień oficerski, na
początku 1953 r., wstąpił w związek małżeński z p. Stanisławą, która – podobnie
jak on – urodziła się we Francji. W 2003 r.
obchodzili złote gody.
„To były piękne i niezapomniane lata
– wspomina jubilat. Bo przecież jubileusz to
również moment zatrzymania się i podsumowania tego co za nami”.
Służbę wojskową,
nieprzerwanie, przez ponad 30 lat, pełnił w jednostkach 16 Kaszubskiej
Dywizji Pancernej. Wiele
z tych lat przesłużył w 1
Warszawskim Pułku Czołgów im. Bohaterów Westerplatte w Elblągu. W
nim też zakończył służbę wojskową.
Warto przypomnieć, że małżonka jubilata
p. Stanisława też była związana z wojskiem.
Jako księgowa pracowała w wielu jednostkach
16 KDPanc, a na zakończenie pracy zawodowej w 110 Szpitalu Wojskowym w Elblągu.
Wychowali dwóch synów. Jeden z rodziną mieszka we Francji, drugi przez wiele
lat był wójtem gminy Elbląg, natomiast od
listopada ubiegłego roku pełni zaszczytną
funkcję wicemarszałka województwa warmińsko-mazurskiego.
Jubilat od 1981 r. jest aktywnym
członkiem naszego Związku. Już drugą
kadencję pełni obowiązki wiceprezesa
Zarządu Rejonowego ds. socjalnych. Praca
społeczna stała się niemal jego pasją, bo jak
sam powiada: „Dzięki niej utrzymuje się w
dobrej kondycji i sprawności psychofizycznej.
Czuje się po prostu potrzebny. To praca daje
mi wiele satysfakcji”. Za zasługi w służbie
wojskowej oraz w działalności społecznej był
wielokrotnie odznaczany m.in.: Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, złotym,
srebrnym i brązowym Krzyżem Zasługi, medalami resortowymi oraz odznaką honorową
„Za Zasługi dla ZBŻZiORWP”.
Wielu jeszcze szczęśliwych lat życia,
wszystkiego co w życiu najpiękniejsze życzą
dostojnemu jubilatowi koledzy i przyjaciele z Zarządu Rejonowego oraz Koła nr 2
ZBŻZiORWP w Elblągu.
Sto lat, Drogi Jubilacie!!!
Jerzy BŁAWAT
Kpt. mgr
Kazimierz Gajda
świąt Bożego Narodzenia
(opłatek), Wielkanocy,
Dnia Kobiet oraz innych
uroczystości.
Pomagał nie tylko
organizacji, której jest
członkiem, ale i Społecznej Szkole w Rogalinie, pow. Białobrzegi,
pensjonariuszom Domu
Samotnej Matki, Monarowi i wielu innym potrzebującym. Udziela się społecznie od 1965 r.
w Starostwie w Białobrzegach. W latach 1965-92
pełnił funkcję prezesa Zarządu Gminnego OSP
w Radzanowie, w latach 1984-1989 Zarządu
Wojewódzkiego OSP w Radomiu, działacz LOK
Radom. Z żoną Zofią wychował i wykształcił
dwoje dzieci: syn lekarz chirurg, córka dyrektor
gimnazjum. 5 listopada 2002 r. został awansowany na kapitana WP. Po zakończeniu pracy na
stanowisku prezesa GS Białobrzegi i przejściu
na emeryturę założył zakład mięsno-wedliniarski
w Radzanowie. Zatrudnia 54 osoby.
Za całokształt pracy zawodowej i społecznej odznaczony Krzyżem Kawalerskim
Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem Zasługi
złotym, srebrnym i brązowym. Za działalność
społeczną odznaczeniami branżowymi, LOK
i Straży Pożarnej. Jest wieloletnim członkiem
ZBŻZiORWP, Koła nr 2 w Radomiu gdzie
prezesem jest ppłk Janusz Czyszkowski.
Piotr GÓRSKI
stanowisko szefa oddziału.
Zdolności organizacyjne i
doświadczenie sprzyjały
dalszej karierze. Od 1969
r. był komendantem Wojskowego Instytutu Techniki
Uzbrojenia w Zielonce.
Równocześnie studiował
na Politechnice Warszawskiej, gdzie uzyskał stopień doktora nauk technicznych, a w 1972 r. otrzymał tytuł docenta. W
czasie gdy był komendantem WITU, nastąpił
rozwój Instytutu dzięki podnoszeniu kwalifikacji
pracowników naukowych. Osiągnięto znaczny
postęp w dziedzinie radiolokacji, zwłaszcza
w badaniach stacji trójwymiarowej. Był inicjatorem i kierownikiem wielu prac naukowobadawczych. Kierował m.in. zespołem, który
opracował prototyp lufy balistycznej kalibru 100
mm wraz z ładunkiem do miotania pocisków
podkalibrowych. Kierował również realizacją
zamierzeń mających na celu przygotowanie
techniczne i merytoryczne do prowadzenia
badań nad samonaprowadzającymi się rakietami przeciwlotniczymi Strzała w Ośrodku
Badań Dynamicznych w Drawsku Pomorskim.
W 1976 r. został oddelegowany na stanowisko
dyrektora Departamentu Wojskowego w kolejno reformowanym ministerstwie przemysłu.
Poza pełnieniem obowiązków administracyjno-gospodarczych, kontynuował działalność
badawczo-rozwojową uzbrojenia. Kierował
zespołem konstruktorów pracujących nad
głowicą kumulacją i ręcznym granatnikiem
przeciwpancernym. Jest posiadaczem trzech
patentów. Był trzykrotnie wyróżniany nagrodami przez ministra obrony narodowej za osiągnięcia z dziedziny techniki uzbrojenia. Jest
również autorem 20 publikacji z tej tematyki.
Zawodową służbę wojskową zakończył w 1991
r. Nie zerwał jednak kontaktu ze środowiskiem
wojskowym. Niemal natychmiast włączył się
w nurt działalności wojskowej. Jest członkiem
władz centralnych Stowarzyszenia Inżynierów
i Mechaników Polskich – w sekcji techniki
wojskowej. Nie zapomina o dawnych towarzyszach broni z okresu walk z okupantem.
Wspiera ich jako prezes Fundacji Batalionów
Chłopskich.
W 1999 r. wstąpił do Związku Byłych Żołnierzy Zawodowych i Oficerów Rezerwy WP.
Był współzałożycielem Koła nr 89, działającego obecnie przy Ministerstwie Gospodarki.
Jest jego wiceprezesem i organizuje spotkania
członków Koła z instytucjami wojskowymi i
gospodarczymi, a także z przedsiębiorstwami
produkującymi wyroby dla wojska. Został
wyróżniony odznaką honorową „Za Zasługi
dla ZBŻZiORWP” oraz wpisem do „Honorowej
księgi zasłużonych dla warszawskiej organizacji Związku”. Wśród wielu odznaczeń i honorowych wyróżnień, jakie otrzymał za swoją
patriotyczną postawę i wyjątkową aktywność,
ma Krzyż Oficerski i Krzyż Kawalerski Orderu
Odrodzenia Polski.
Ferdynand RYTT
Piękny jubileusz elblążanina
pochodzi z miejscowości Radość, z rodziny chłopskiej. Człowiek o wielkim sercu
społecznika, pomagający stale biednym.
Posiada wyższe wykształcenie cywilne i
wojskowe. Ma wyryte swoje nazwisko na
drzewcu sztandaru Zarządu Rejonowego
ZBŻZiORWP w Radomiu, którego jest jednym z fundatorów. Sponsorował przyjęcie
delegacji z Zarządu Głównego ZBŻZiORWP
i miasta Radomia w czasie wręczania sztandaru. Jest fundatorem różnych uroczystości w Zarządzie Rejonowym, m.in. z okazji
Jubilat
płk doc. dr inż.
Zbigniew Zaborowski
10
www.gwir.pl
Kombatant i weteran Wojska Polskiego.
Formalnie emeryt, ale emeryturę życiową, póki
co, odłożył na później. Jeszcze pasjonuje go
aktywne życie i społeczna działalność. Urodził
się 13 lipca 1928 r. w miejscowości Zagory
koło Puław. Szybko stał się dorosły, bo czas
był niezwykły – wojna i hitlerowska okupacja.
W wieku 15 lat był już partyzantem Batalionów
Chłopskich. Działał w zgrupowaniu w rejonie
Opola Lubelskiego. Świadectwem jego czynu
partyzanckiego są: Krzyż Partyzancki, Krzyż
Batalionów Chłopskich i medal „Zwycięstwa i
Wolności”. Potem przyszedł czas odrabiania
wojennych zaległości, czas nauki. W 1949
r. został powołany do służby wojskowej. Po
przeszkoleniu w 1 Praskim Pułku Piechoty skierowano go na studia na Fakultecie
Wojskowym Politechniki Warszawskiej. Od
1951 r. studiował w Wojskowej Akademii
Technicznej, którą ukończył dwa lata później.
Wówczas rozpoczęła się jego przygoda z
techniką wojskową. Szybko robił karierę w
wojskowej służbie zawodowej. Rozpoczął ją w
przedstawicielstwie wojskowym Huty Stalowa
Wola, nadzorując produkcję wyrobów dla
wojska. Rok później został przeniesiony do
Departamentu Uzbrojenia MON, gdzie objął
Wrzesieñ 2008
www.gwir.pl
G³os Weterana i Rezerwisty
Zygmunt Mazur
Organizowano zawody w strzelaniu w ramach tych organizacji paramilitarnych. Dowiedział się, kiedyś przypadkiem, że w pobliżu Nowej Dęby w
latach 1941-1944 był obóz radzieckich jeńców wojennych, zniszczony przez
wycofującego się okupanta. Miejsce, gdzie byli pochowani nie przypominało cmentarza. Należało go urządzić, ogrodzić i nadać mu wygląd
Za każdym razem, kiedy przeglądam
cmentarza wojennego. Zajęła
domowe archiwum por. Zygmunta Mazura z
się tym grupa społeczników
Nowej Dęby, nie mogę uwierzyć, że są jeszcze
z Zygmuntem Mazurem na
ludzie, którzy z takim pietyzmem podchodzą
czele. Drugim zadaniem było
do zgromadzonych przez siebie materiałów o
ustalenie tożsamości pogrzedużej wartości poznawczej i historycznej.
banych na cmentarzu Rosjan.
W ostatnim numerze „Głosu Weterana i
Poszukiwanie świadków wśród
Rezerwisty” z 2007 r. pisałem o pomocy jakiej
miejscowej ludności nie przynioudzielał angielskim jeńcom wojennym. Tym
sło rezultatów. Wszyscy wiedzierazem zainteresował mnie zbiór materiałów,
li, że byli to jeńcy i to wszystko.
także ikonograficznych, o walkach radzieW tej sytuacji zwrócono się do
ckich pancerniaków 1944 r. o przyczółek na
Centralnego Komitetu WeteraWiśle w rejonie Sandomierza oraz o losie
nów Wojny w ZSRR. W 1974 r.
Pierwszy z prawej - Zygmunt Mazur w Nowej Dębie
jednego z obozów radzieckich jeńców wojenudało się nawiązać listowny konnych. I w tym przypadku por. Mazur okazał
takt z byłym czołgistą Michaiłem
się nie tylko doskonałym archiwistą, ale i zagorzałym społecznikiem.
Bielczikowem z Worosziłowgradu. Pełnił on obowiązki przewodniczącego
W Dębie koło Tarnobrzega (późniejsza Nowa Dęba) wybudowano Rady 8 Korpusu Zmechanizowanego 1 Armii Pancernej Weteranów Wojny.
zakłady metalowe w ramach Centralnego Okręgu Przemysłowego w
Dwa lata później na adres Zygmunta Mazura przysłano 200 adresów żołdrugiej połowie lat 30. ubiegłego wieku. Po 1939 r. zostały one przejęte nierzy walczących na przyczółku sandomierskim. Wkrótce do Nowej Dęby
do celów wojskowych przez niemieckiego okupanta. W lipcu 1941 r. w przyjechała delegacja weteranów.
pobliży Dęby, w Majdanie Królewskim, powstał obóz dla jeńców radzieMłodzież miejscowych szkół napisała na wskazane adresy listy do weckich. Z głodu, zimna i w wyniku ciężkiej pracy zmarło w nim około 8 teranów wojny. W odpowiedzi otrzymała wzruszające wspomnienia, zdjęcia
tysięcy żołnierzy.
oraz inne pamiątki. Pisały córki i żony w imieniu zmarłych ojców i mężów.
W sierpniu 1944 r. na kierunku Dęba – Sandomierz przebijała się
W szkołach zgromadzono wiele pamiątek, powstawały kąciki szkolradziecka 1 Armia Pancerna Gwardii marszałka Michaiła Katukowa w
nych izb pamięci,
ramach operacji lwowsko-sandomierskiej 1 Frontu Ukraińskiego, którym
Na zaproszenie władz województwa tarnowskiego i Zarządu Wojedowodził marszałek Iwan Koniew.
wódzkiego TPPR przybywały liczne delegacje weteranów i ich rodziny oraz
Dęba była zapleczem dla wojsk przeprawiających się przez Wisłę rodziny poległych żołnierzy. Wspomniany mechanik – kierowca czołgu
pod Sandomierzem. Lasy dawnej Puszczy Sandomierskiej i rozbudowa- T-34 przybył z dwoma córkami, Leną i Nataszą. Dwukrotnie przyjeżdżali
ne wojskowe poligony miału duże operacyjne znaczenie dla walczących
z dalekiej Gruzji Akakii Gagua z żoną i córką oraz synową. Na tarnowskiej
wojsk. W Nowej Dębie znajdował się armijny szpital udzielający pomocy
ziemi goszczono Bohaterów ZSRR, także tych, którzy to najwyższe wyróżmedycznej rannym żołnierzom.
nienie bojowe otrzymali za walkę na sandomierskim przyczółku.
Wojna dobiegła końca, rany wojenne zabliźniły się, pozostały cmenZygmunt Mazur ma bogate archiwum, w tym około 200 listów, do
tarze i żołnierskie mogiły. Zacierała się pamięć ludzka o tamtych latach siebie zaadresowanych, m.in. od żony marszałka Michaiła Katukowa
i ciężkich walkach. Ale nie dla por. w rez. Zygmunta Mazura. Uważał – dowódcy 1 Armii Pancernej Gwardii.
on, że nie zrobiono wszystkiego, by miejsce wiecznego spoczynku
Dziś wspomina osoby, które wspierały jego działania: kolegów
w bestialski sposób pomordowanych jeńców pozostało nieznane. ze swojego zakładu i TPPR, nauczycieli, zwłaszcza rusycystki z Nowej
Po wojnie zgłosił się do służby wojskowej. Jak na owe czasy był na tyle
Dęby, kierownictwo zakładów mechanicznych i Siarkopolu. Żałuje,
wykształcony, że od razu skierowano go Oficerskiej Szkoły Piechoty. W
że tak dużo pozostało do zrobienia, a czas nieubłaganie zaciera
szkole zdobywał laury w zawodach strzeleckich. W stopniu podporucznika
przeszłość. Żałuje, że w 1988 r. zostały przerwane kontakty z
znalazł się w Oficerskiej Szkole Lotniczej w Dęblinie. W dalszym ciągu byłymi rosyjskimi żołnierzami i ich rodzinami. Najwięcej szkód
strzelał i dowodził reprezentacyjną kompanią szkoły. Ze względu na stan powstało po 1989 r. usunięto stojący w mieście czołg-pomnik, zniknęły
zdrowia, a może z powodu nieudolności badających go lekarzy trafił do pamiątkowe tablice, także z grobu 218 w Sandomierzu. Zlikwidowano
wojskowego szpitala w Otwocku, tu poznał swoją żonę. Ponieważ nie chciał izby pamięci w nowodębickich szkołach, a zgromadzone tam źródła
się poddać operacji, przeniesiono go do rezerwy. Wybrał Nową Dębę, bo historyczne uległy rozproszeniu. Materiały archiwalne, które są
tam była praca i czekały na takich jak on mieszkania. Żona zatrudniła się w posiadaniu Zygmunta Mazura czekają na lepsze czasy. Co na
w miejscowym szpitalu, a Zygmunt w zakładzie mechanicznym.
to nasz archiwista? Kiedy skończą się czasy ludzkiej głupoty,
W zakładzie pracy postanowił zorganizować koło Ligi Przyjaciół
a powróci normalność?
Żołnierza. Później powstał Klub Oficerów Rezerwy i Liga Obrony Kraju.
Jan MACHNO
– sylwetka działacza
Na poligonie
toruńskim
Zarząd Koła nr 1 przy Centrum
Szkolenia Artylerii i Uzbrojenia
im. gen. J. Bema w 19 czerwca
2008 r. zorganizował na terenie
poligonu toruńskiego uroczyste
zebranie, które prowadził płk dypl.
Włodzimierz Rudziński. Celem
tego przedsięwzięcia było uhonorowanie obchodzącego 90. rocznicę
urodzin płk. Władysława Haffera.
W uroczystości tej również uczestniczyli: prezes Zarządu Rejonowego płk
Kazimierz Krupa, komendant Centrum ppłk
dypl. Ryszard Jóżwiak, członkowie Koła
i grono wdów po zmarłych kolegach, które
objęto opieką ze strony Zarządu Koła. Rozpoczynając uroczyste spotkanie prezes Koła
przedstawił krótki życiorys Jubilata, następnie komendant Centrum wręczył Jubilatowi
specjalnie na tę okazję
przygotowany Ryngraf z
orłami wojsk lądowych,
marynarki wojennej i sił
powietrznych. Prezes Zarządu Rejonowego odczytał uchwałę Zarządu i
wręczył Jubilatowi medal
pamiątkowy. Podczas
spotkania odbyły się zawody strzeleckie dla pań
i panów. Częstowano
tradycyjną żołnierską grochówką i myśliwskim
bigosem.
Tekst foto Kalina NOWACKA
11
G³os Weterana i Rezerwisty
Ameryka i Polacy
12
Wrzesieñ 2008
www.gwir.pl
forum
Chciałbym podzielić się swoimi spostrzeżeniami z pobytu w USA.
Wielokrotnie byłem zapraszany do odwiedzenia Stanów Zjednoczonych,
ale jakoś nie mogłem się zdecydować na tak daleką podróż. W czasie
moich długich lat życia odbyłem wiele podróży. Jednak trudno było mi
zdecydować się na wyjazd do Ameryki. Dlaczego? Różne opinie słyszałem o tym kraju. Wiele dobrych, ale sporo złych, tendencyjnych, by nie
powiedzieć stereotypowych. Ot na przykład żenujący sposób traktowania
cudzoziemców przez urzędników urzędu emigracyjnego, częsta odmowa
przyznawania wiz itd. Po namyśle złożyłem jednak odpowiednie dokumenty w Konsulacie Generalnym USA w Krakowie. Rozmowa była krótka,
uprzejma: dostanie pan wizę, którą prześlemy w ciągu 10 dni pocztą
kurierską. Otrzymałem już na trzeci dzień: z ważnością na 10 lat.
Gdy leciałem do Nowego Jorku samolotem LOT przez ponad 8
godzin, ogarniały mnie różne wątpliwości. Dominowała niepewność,
obawa, że będę być może źle potraktowany przez tych, którzy decydują
o przyjęciu mnie jako turysty. Wreszcie zbliżyliśmy się do granic Stanów
Zjednoczonych. W samolocie otrzymałem dwa druki do wypełnienia. Co
tu dużo mówić, miałem pewne kłopoty z odpowiedziami na zawarte w nich
pytania. Nie znam angielskiego. Moja sąsiadka z samolotu również, ale
ponieważ była tutaj już kilka razy, jej doświadczenie okazało się pomocne.
Wreszcie wylądowaliśmy. Pierwszy raz na słynnej amerykańskiej ziemi.
Skierowano nas do biura urzędu emigracyjnego. Było nas ponad 200
osób. Procedury paszportowo-wizowe przebiegały wyjątkowo sprawnie.
I tu jakże miłe zaskoczenie. Żadnej kontroli. Uprzejmość. Gdy pobrano
odciski moich dwóch palców, przyjmujący mnie urzędnik poprawił
błędy w moich deklaracjach, nie zwracając mi nawet najmniejszej
uwagi. Przyłożył na nich pieczątkę z adnotacją, że mogę przebywać na
terytorium USA 6 miesięcy.
Życzliwe potraktowanie przez służby graniczne nastawiło mnie
pozytywnie do pobytu w USA, który trwał prawie dwa miesiące. W
tym czasie miałem sporo okazji do krytycznych refleksji, spostrzeżeń
podczas m.in. wycieczek do Waszyngtonu, Bostonu, Filadelfii i innych
mniejszych miejscowości. Nie chodziłem tylko po ulicach Manhattanu,
Brooklynu czy Queensu. Miałem możliwość zobaczyć amerykańską
prowincję. Rozmawiałem z wieloma osobami, w tym Amerykanami
polskiego pochodzenia. Zadawałem sobie pytanie: co mnie tak zafascynowało. Mnie Polaka, któremu zegar biologiczny odmierza już prawie
ósmy krzyżyk. Każdy naród wyróżnia się określonymi cechami, pewnym
niepowtarzalnym kodem kulturowym. Otóż, Amerykanie to szczególny
naród, który budzi podziw i szacunek ludzi z Europy, jeśli oczywiście
myślą obiektywnie i racjonalnie. Czy Amerykanie nie mają wad, a
ich państwo jest idealne? Jest wzorem demokracji, wolności i prowadzi politykę światową zawsze słuszną? Na pewno nie. Oni sami o
tym mówią i dostrzegają swoje wady, niedoskonałości. Postanowiłem
jednak skupić się na tym, co mi się szczególnie tu podobało i warte jest
upowszechnienia w innych krajach, przy uwzględnieniu, oczywiście,
licznych uwarunkowań: polityczno-społecznych, ekonomicznych, a także
psychicznych i kulturowych.
Otóż, relacje między wielu narodami (mówi się tu podobno ponad
stu językami) to coś, co może rzeczywiście radować. Zróżnicowana
architektura, najwyższe budynki. Największe auta, najwięcej grubasów,
najtańsza benzyna, genialne pomysły. Kraj znany z wyrafinowanej produkcji teatralnej, ale niestety i ze sporej ilości.... wszędobylskiego kiczu.
Nie jest ważne, że ktoś jest czarny, żółty czy biały. Natomiast liczą się
zachowania i postępowanie w życiu codziennym. Dominuje pragmatyzm
i praktycyzm, mylony często z powierzchownością. W Nowym Jorku na
przykład, jak powiedziała Izabella Belfer, lekarz pediatra mieszkająca w
USA od prawie 30 lat, każdy może znaleźć swoje miejsce. Bogaci, biedni
i ci średni. Wszelkiego typu odmieńcy, ludzie zwariowani, niepokorni, ale
także ludzie stabilni, zrównoważeni, przejawiający standardowe zachowania. Władze samorządowe i organizacje społeczne tworzą odpowiednie
warunki, by właściwe stosunki międzyludzkie kształtowały się niemal od
przedszkola. Widziałem dzieci różnych narodowości w bibliotekach przy
komputerach siedzących obok siebie, rozbawionych, śmiejących się i
rozmawiających po angielsku. To samo można powiedzieć o międzynarodowych klasach w szkołach średnich i podstawowych. Jest to
w rzeczy samej unikatowe zjawisko: dzieci polskie, chińskie, żydowskie,
koreańskie, meksykańskie czy rosyjskie mogą się razem uczyć, bawić i
po prostu żyć obok siebie. Czy tracą one kontakt z ojczyzną ojców,
dziadków, kulturą narodową i etniczną tożsamością? Na pewno nie.
Kultywują bowiem swoje tradycje, co przejawia się między innymi obchodzeniem narodowych i religijnych świąt. Tutaj nikomu nie przeszkadza, na
przykład choinka na Boże Narodzenie w rodzinach katolickich czy święta
muzułmańskie, afrykańskie lub żydowskie. Nikt się nie dziwi. Ba, są liczne przypadki zapraszania, na przykład, na wieczór wigilijny osób innych
wyznań, podobnie jak katolików, w tym Polaków, na Hanukke.
Ale w święto narodowe USA, czyli w Święto Dziękczynienia,
wszyscy (jest to dzień wolny od pracy) biorą w nim udział. Jest to
święto szczególne. Rodziny siedzą przy jednym stole i każdy dziękuje
komuś za coś, co było dla niego najważniejsze w danym roku. jakież to
ludzkie, uniwersalne i humanitarne podejście do prozy życia...
Dodajmy przy tym, że życie tej ogromnej mozaiki narodowościowej
nie powoduje utraty kontaktu z ojczyznami, krajami, z których przyjechali
emigranci. Z paszportem USA, na przykład, z Nowego Jorku można
udać się w dowolnym kierunku i do każdego państwa na świecie. Nie ma
żadnych ograniczeń.
Kolejna uwaga. Jedną z cech wyróżniających Amerykanów jest
ich duma, swoista pewność siebie. W różnych sytuacjach niejednokrotnie słyszałem: tak, ja jestem dobry, najlepszy. Już kilkunastoletni
chłopak czy dziewczyna, którym dobrze idzie nauka, mówią do innych,
że są dobrzy. I co w tym złego. Jak się wydaje, takie właśnie przekonanie,
ich upór w nauce i pracy jest siłą motoryczno-motywacyjną. Sprawia, że
są ludźmi, którzy rozumieją, jak ważna jest dla nich kreatywność i samorealizacja. To również cechuje Amerykanów polskiego pochodzenia.
Brian, student drugiego roku z uniwersytetów stanowych, powiedział
mi bez żenady, że w tym co robi, jest najlepszy. „To dobrze, ambicje w
połączeniu z pracą nad sobą mogą przynieść tylko sukces w jego życiu”
– pomyślałem sobie.
Zauważyłem też dużą, wzajemną tolerancję, niezajmowanie się
sprawami innych, bezpłodnym plotkowaniem czy obgadywaniem.
Nikogo tu nie interesuje czyjeś dziwactwo, nietypowy ubiór, zewnętrzny
wygląd. Jak ktoś się ubiera, czy jest uczesany – to jego sprawa, to jego
samopoczucie, a nie moje. Jednocześnie trzeba stwierdzić, że tutaj
system można zaobserwować ogromny kult pracy, dolara, ale i wykształcenia. Właśnie fachowość, posiadanie kwalifikacji, kształcenie dzieci,
nawet kosztem osobistych wyrzeczeń i dodatkowej pracy w godzinach
wieczornych. Usilne oszczędzanie, by tylko opłacić wykształcenie syna
czy córki. W tym widzą dla nich szansę w przyszłym samodzielnym
życiu. Tak, dominują tutaj wartości nastawiony na „mieć” ale i na „być”.
To wszechobecna tendencja, by coś znaczyć w danym środowisku i pokazać otoczeniu, że mi się powiodło i udało. Za wszelką cenę przesłać
znajomym komunikat: mamy domek i dobre zarobki, jestem kimś. Czy
nie ma zazdrości wobec tych, którym się powiodło, mają piękne domy i
sporo „zielonych” na kontach? Jest to słabość ogólnoludzka i zapewne
nie jest obca także Amerykanom. Ale zauważyłem również, że bogaci
ludzie budzą ogólny szacunek i są poważani. Osoby o mniejszych dochodach chętnie utrzymują z bogatymi kontakty i spotykają się przy różnych
okazjach. Ale bywają i takie przypadki, że osoby bez wykształcenia,
kiedyś trudniące się w kraju drobnym handlem, przyjechały tutaj, podjęły
pracę, np. w budownictwie, i dorobiły się sporego majątku. W Ameryce
dają wyraźnie wszystkim do zrozumienia, że wykształcenie to rzecz bez
znaczenia. „to, co się liczy w życiu, to właśnie duża forsa” – dodają. Takie
zachowanie tych nielicznych jest traktowane przez Polaków krytycznie.
Nie podoba się im taka „filozofia życiowa”. Postawę tę można ująć
następująco: w głowie pustka, brak intelektualnych zainteresowań,
ale wielocyfrowe konto może zastąpić wszystko: i dobre wychowanie i
skromność, i potrzebę wewnętrznego rozwoju. „To, co poraża, to śmiałość
i zadufanie osób głoszących takie poglądy” – podkreślali przedstawiciele amerykańskiej Polonii.
Wspomniałem o dzieciach chodzących do szkoły i o pracy z nimi. Kolejna moja obserwacja dotyczy znaczenia, jakie przywiązuje się w edukacji i
pracy wychowawczej do indywidualnego podejścia do uczniów. Odniosłem
wrażenie, że w procesie wychowania w amerykańskiej szkole prym wiedzie
tzw. indywidualizacja w oddziaływaniu na uczniów i studentów. Nauczyciele, wychowawcy starają się dostrzec poszczególne jednostki, osobowości,
a nie tylko całą klasę. Bacznie śledzi się indywidualne postępy w nauce i
zdecydowanie reaguje wówczas, kiedy występują trudności w przyswajaniu
wiedzy lub gdy nie przestrzega się przyjętych standardów zachowania.
Często nauczyciele bez dodatkowego wynagrodzenia zajmują się tymi,
którzy odstają od całej grupy. Czynią to w kontakcie z rodzicami ucznia,
organizując dodatkowe spotkania i zajęcia.
A teraz nieco o moich rodakach. Miałem okazję wielokrotnie
spotykać się z obywatelami USA polskiego pochodzenia. Byli to ludzie
o zróżnicowanym wykształceniu, różnych zawodów: inżynier elektronik,
pani psycholog, kapitan policji, nauczyciel historii, a także pielęgniarka
i pracownicy instytucji usługowych. Były to w istocie ciekawe rozmowy
Polaków. Rozmawiałem także z Amerykanami rosyjskojęzycznymi,
www.gwir.pl
Wrzesieñ 2008
przedstawicielami wielu narodowości ze wschodu, emigrantami, którzy
są już tutaj dziesiątki lat, a także z tymi, którzy tutaj się urodzili oraz tymi,
którzy przybyli do USA w latach 80. i 90. Spotkania te i rozmowy sprawiły
mi dużą satysfakcję. Małżeństwo Ewy i Stefana Komarów, ich córka Żaneta, syn Brian, Halina i Zbigniew Koralewscy – wszyscy mówią płynnie
poprawnie po polsku. Znają naszą historię i narodową kulturę. Chodzą
na koncerty i do teatrów, kiedy występują artyści z Polski, tak jak miało to
miejsce 19 listopada na koncercie Haliny Frąckowiak. Dumni są z tego,
że żyją i pracują w Ameryce, ale jednocześnie afirmują swoją narodową
tożsamość, polskie korzenie. W dużej mierze to zasługa rodziców, że ich
dzieci nauczyły się polskiej mowy i dużo wiedzą o kraju swoich rodziców
i dziadków. To dzięki rodzicom i dziadkom wyjeżdżają od czasu do czasu
do Polski i odwiedzają rodziny bliskich, nie tylko na Podhalu czy w Łomży,
ale również w Krakowie, Poznaniu i Warszawie. Swoją polskość pielęgnują
również przez aktywną działalność społeczną w stowarzyszeniu Puławskiego. Przykładem Stefan Komar. Natomiast Zbyszek Koralewski i jego
syn Brian występują w polskim chórze imienia K. Ogińskiego. Ich żony
Polki – Halina, pani Irena Zajkowska czy Ania Dąbrowska też prowadzą
aktywną działalność społeczną wśród Polaków i reagują, kiedy złośliwie i
niesprawiedliwie pisze się i mówi o Polakach w Nowym Jorku czy w innych
miejscowościach. Są nawet autorami listów polemicznych pisanych do
amerykańskich gazet. Takich postaw i zachowań jest zapewne więcej
wśród tej półmilionowej rzeszy Polaków mieszkających w Nowym Jorku i
prawie dziesięciu milionów w Stanach Zjednoczonych. Ale, są i negatywne
zachowania Polaków, co powoduje krytyczne ich oceny i kompromituje w
oczach innych narodowości. Widziałem kilka takich scenek. Np. w godzinach wieczornych leżących na chodniku w stanie nietrzeźwym.
G³os Weterana i Rezerwisty
Przez prawie dwa miesiące spotykałem się i rozmawiałem z wieloma
Polakami. I co tu dużo mówić, większości z nich udało się zapuścić tutaj
przysłowiowe korzenie. Dodajmy, że żyje im się całkiem nieźle. Początki
jednak – jak mówili – były niekiedy mało krzepiące, czasami na granicy ich
godności. Chodziło nie tylko o znajomość języka i odpowiednie kwalifikacje,
które się tu bardzo liczą. Dyplom inżyniera elektronika czy magisterium
z psychologii, niestety, był niewystarczający, by dostać odpowiednią
pracę. Wciąż pracują kilkanaście godzin dziennie, często na dwa etaty,
by zapewnić swoim dzieciom dobre wykształcenie. Zdarza się, tak jak w
przypadku Briana, że uczelnia jest oddalone od miejsca zamieszkania
kilkaset kilometrów. Za edukację na uniwersytecie płaci się niemało, a ceny
są niezwykle zróżnicowane. Rodzice zabiegają, by dać swoim dzieciom
solidne podstawy do samodzielnego startu w życie. Historia pobytu rodzin,
ich tarapaty są ważkim powodem sięgania po wiedzę i coraz wyższe kwalifikacje. Bo te się tutaj szczególne liczą. Rodzice wielu z nich mogli kupić
na obrzeżach Nowego Jorku piękny dom (byłem w kilku) tylko dlatego, że
ciężko pracowali i jednocześnie uczyli się. To, co osiągnęli, to nie manna
z nieba, nikt im tego nie dał. Tylko sobie mogą to zawdzięczać.
Czas już chyba kończyć te moje refleksje z pobytu w USA. Zabrałem
ze sobą wiele pięknych i ciekawych wspomnień. To wielki i jakże ciekawy kraj. Jego dumny naród robi na przybyszu z Europy duże wrażenie.
Chociaż niektórzy mówią, że można mieć i mieszane uczucia. Może i
tak. Poznałem, choć nie do końca, ludzi wielce zapracowanych, ciągle
zafrasowanych dążeniami do ustawicznego doskonalenia się, do kreatywności i samorealizacji. To co zobaczyłem, prawdopodobnie zostanie
we mnie do końca.
Zdzisław ROZBICKI
ŚLADEM PROJEKTU USTAWY KOMBATANCKIEJ
Kombatanci to żołnierze września 1939 r. i
całego okresu walk o niepodległość ojczystego
kraju. Byli młodzi i dumni. Przez 6 lat z bronią w
ręku stawiali dzielny opór agresorom hitlerowsko-stalinowskim, walcząc o wolność kraju na
wszystkich frontach II wojny światowej. Zorganizowany w kraju ruch partyzancki również nie
oszczędzał okupanta. Jakże często żołnierze
tych oddziałów, chociaż o różnej orientacji
politycznej, wspierali się wzajemnie w chwilach
zagrożenia. Jednym z przykładów może być
obrona powstałej na zapleczu hitlerowskiego
frontu w lipcu 1944 r. partyzanckiej Republiki
Pińczowskiej. Był to skrawek 800 km2 wolnej
polskiej ziemi. Broniły jej wspólnie oddziały
partyzanckie AK, BCh i AL.
Pytam: w imię czego kłamcy historii chcą
dziś podzielić tych dzielnych żołnierzy, których
jedynym celem była bezpardonowa walka
z okupantem. W imię jakich celów autorzy
projektu ustawy kombatanckiej chcą poróżnić
bohaterów spod Lenino i Monte Cassino,
uczestników walk na Wale Pomorskim i w
Ankonie oraz partyzancką brać. Cóż, wysiłek
żołnierski tu w kraju i tam na zachodzie nie dał
wszystkim satysfakcji po zakończeniu działań
wojennych.
My, żołnierze, nie mieliśmy żadnego
wpływu na decyzje podjęte przec wielką trójkę:
Churchilla, Roosevelta i Stalina. To oni
podzielili świat.
Przyszło więc nam żyć w świecie nie
przez nas podzielonym. Dzisiaj już w wolnym
kraju nie dajmy się znów podzielić przez fanatycznych polityków, którzy nie poznali żołnierskiej frontowej niedoli: głodu, wszawicy,
jątrzących się ran pod bandażem przesiąkniętym jodyną. Cóż oni mogą wiedzieć o uczuciach
żołnierzy w okopach przytupujących z zimna, o
smutku, tęsknocie i mini-radościach?
To tak w skrócie o żołnierskiej doli dla
przypomnienia szanownym posłom RP, którzy
zapomnieli lub nie słuchali opowieści frontowych
swoich ojców i dziadków.
Nie pozwólmy więc, by nową ustawę
kombatancką ustanowiono bez nas. Mamy
jednak nadzieję, że przyniesie nam coś więcej niż ta z 14 września 2007 r., obdarowująca
nas jałmużną uprawniającą do wizyty u lekarza
i wykupu leków poza kolejnością. To ktoś bez
osobistych doświadczeń mógł nam tak podziękować, steranym wojną 80, 90-latkom.
W okopach czekaliśmy z utęsknieniem na
tzw. grochówkę i porcję czerstwego chleba. Dziś
potrzebujemy leków, opieki i szacunku nie tylko
z okazji świąt.
Myślę, że „przywilej” otrzymywania bezpłatnie leków przez najstarsze pokolenie
kombatantów nie przyniesie uszczerbku w
budżecie, z którego bezkarnie znikają wielomilionowe sumy.
Za przyznane ordery i medale, z których
zawsze będziemy dumni, niestety leków kupić
nie można.
Kończąc, zwracam się z apelem do
wszystkich organizacji kombatanckich, by
przez swoich przedstawicieli w naczelnych
władzach ZKRPiBWP mieli baczenie na sprawy,
które pozwolą nam w spokoju przeżyć ostatnie
lata niełatwej starości.
Zwracam się również do tych młodszych
kolegów z Solidarności Walczącej, by wsparli
w sejmie swoim głosem korzystniejsze zmiany
dla dziadków-kombatantów.
Saper Bronisław GULBIŃSKI
NIE MOŻNA DZIELIĆ KOMBATANTÓW
Dowiedziałem się z prasy, głównie z artykułu Bronisława Tumiłwicza
opublikowanego w „Przeglądzie” nr 11 z 2008 r., że w kancelarii prezydenta
Lecha Kaczyńskiego jest przygotowywana nowa ustawa o weteranach
walki o niepodległość. Z owej ustawy wynika, że podobnie jak dzielono
Polaków, kiedy PiS był przy władzy – zamierza się teraz – podzielić kombatantów na tych „lepszych” i „gorszych”.
Projekt ustawy nie określa granicznej daty, do której można zostać weteranem. Wyznacza tylko datę początkową – 8 maja 1945 r. A zatem korpus
weteranów składałby się z osób, które zasłużyły się w walce o niepodległość
w II wojnie światowej i po jej zakończeniu, działając w różnych formacjach
podziemnych aż do czerwca 1989 r. Dlatego o honory i przywileje weterana
będą mogli ubiegać się czterdziestolatkowie. W związku z tym pragnę wyjaśnić, jak należy rozumieć pojęcie „kombatant” i „weteran”. Tak więc kombatant
to uczestnik wojny w ramach regularnych formacji wojskowych, walczący
z bronią w ręku. Prawo międzynarodowe ujmuje sprawy kombatantów w
konwencjach, między innymi w konwencji genewskiej z 12 sierpnia 1949
r. („Mała encyklopedia wojskowa”, tom II, s. 66). Weteran – stary doświadczony żołnierz. Uczestnik walk na frontach II wojny światowej oraz powstań:
śląskiego, wielkopolskiego, warszawskiego, walk w ruchu oporu podczas
II wojny światowej („Mała encyklopedia wojskowa, tom III, s. 430).
Projekt zakłada, że tytuł kombatanta będzie przyznawał szef prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego, wypełniając oczywiście wolę
(polecenie) prezydenta. To mi przypomina trochę Piłsudskiego, który swoim
oficerom nadawał różne przywileje. Każdy z weteranów dostanie 200-złotowy dodatek specjalny waloryzowany co roku, darmowe leki, specjalny
dodatek pogrzebowy, asystę kompanii honorowej w czasie pogrzebu oraz
specjalną odznakę weterana. Ma być ona noszona w widocznym miejscu,
ponieważ żołnierze będą zobowiązani oddawać honory weteranom. To
nawet ładnie brzmi, ale nie dotyczy wszystkich, tylko tych słusznych – wybranych i pozytywnie zlustrowanych kombatantów – weteranów.
Pan prezydent Lech Kaczyński chce np. przykład pozbawić przywilejów kombatanckich oraz tytułu weterana część żołnierzy 1 i 2 Armii WP
13
G³os Weterana i Rezerwisty
Wrzesieñ 2008
– oficerów polityczno-wychowawczych, organizatorów armii, a także
formacji zbrojnych związanych z PPR. Także osoby, które służyły
wyłącznie w Armii Radzieckiej oraz tych, którzy w jakimś stopniu byli
związani z walką o Polskę Ludową. Ponadto wszyscy kombatanci
będą podlegali politycznej lustracji przez Instytut Pamięci Narodowej
i zatrudnionych tam, a także niezatrudnionych, ale znanych lustratorów, którzy już się wsławili swoim lustracyjnym działaniem podczas
sławnych rządów PiS.
www.gwir.pl
W szeregach Związku Byłych Żołnierzy Zawodowych i Oficerów
Rezerwy WP oraz Związku Żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego jest
wielu kombatantów, którzy wsławili się w walce z hitlerowskim najeźdźcą. Dlatego zwracam się z gorącym apelem do wszystkich kolegów obu
Związków oraz innych organizacji kombatanckich: nie pozwólmy na podział
kombatantów według kryteriów ideologiczno-politycznych. Przelana za
Polskę krew nie ma dzisiaj żadnej barwy politycznej czy ideologicznej.
Marian ANYSZ
Nie zmarnujmy żołnierskiego potencjału
Do napisania tego artykułu w celu
podzielenia się uwagami z czytelnikami zainspirowało mnie wystąpienie na X Sejmiku
Korespondentów „GWiR” (Poznań 22-25 IV
2008 r.), gen. broni Lecha Konopki. Poinformował nas, że do 2010 r. będziemy mieć
armię zawodową, liczącą 120 tys. żołnierzy.
Ponadto będą istnieć ochotnicze siły rezerwy. Informacje te potwierdził marszałek
Sejmu RP Bronisław Komorowski na Konferencji Ogólnokrajowej ZBŻZiORWP, zorganizowanej przez Zarząd Główny (Warszawa
14 – 15 V 2008 r.) stwierdzając, że w procesie
szkolenia rezerwistów, m.in. wysyłanych na
misje jest miejsce dla naszej organizacji.
Oznajmił, że tak funkcjonuje wiele armii nowoczesnych państw. Wystąpienie to można
ocenić jako „migające światełko w ciemnym
tunelu”. Wreszcie w Polsce przypomniano
sobie o świetnie wyszkolonych, doświadczonych i wykształconych byłych żołnierzach
zawodowych. Przy tym przy zmniejszonym
stanie ilościowym jednostek operacyjnych dla
wzmocnienia obronności kraju, należy zwiększyć liczbę jednostek obrony terytorialnej. W
nich poczesne miejsce w procesie szkolenia
na stanowiskach dowódczych zajmowaliby
właśnie członkowie naszego Związku.
W niedawnej przeszłości, bo pod koniec
lat 30., tuż przed wybuchem II wojny światowej powołano oddziały terytorialne pod
nazwą bataliony obrony narodowej, o których istnieniu i walkach niewiele jest danych.
Oddziały te nie wymagały dużych nakładów
finansowych, a jednocześnie nie ustępowały
jednostkom stałego wojska pod względem
zdyscyplinowania i poziomu wyszkolenia.
Składały się z dobrze wyszkolonych rezerwistów kawalerii i piechoty. Pierwotnie
zamierzano wykorzystać te formacje do
osłony granic, m.in. po to, aby umożliwić
związkom taktycznym zmobilizowanie się
oraz ochronę obiektów wojskowych i węzłów
komunikacyjnych, a także w celu przeciwdziałania dywersji. Było to dobre rozwiązanie,
biorąc pod uwagę doskonałą znajomość
terenu przez żołnierzy tych batalionów,
zwłaszcza pochodzących z przygranicznych
miejscowości.
W procesie szkolenia prowadzonego
w pułkach piechoty na stanowiska pomocników instruktorów i dowódców drużyn
wyznaczano podoficerów rezerwy. Stanowiska dowódców plutonów obsadzano
oficerami rezerwy, a ich zastępców – podchorążymi rezerwy. W przypadku braku
kadry zawodowej na dowódców kompanii
wyznaczano oficerów rezerwy lub oficerów będących w stanie spoczynku.
Zgodnie z wytycznymi MSWojsk dotyczącymi organizowania obrony narodowej (z
1936 r.), powstające brygady lub półbrygady,
a także bataliony i kompanie otrzymywały re-
14
gionalne nazwy, ściśle związane z terenem
na którym je formowano. Istniała więc Poznańska Brygada Obrony Narodowej, w skład
której wchodził m.in. Batalion ON „Rawicz” z
kompaniami obrony narodowej: 1 „Rawicz”,
2 „Krobia” i 3 „Miejska Górka”. Stanowiło to
ważny czynnik wychowawczy, silnie wiążący
oddziały i pododdziały ze społeczeństwem.
Jednostki te nie były skoszarowane, tak
je jednak zorganizowano i wyszkolono, że
gotowość bojową kompanie osiągały w czasie
2–3 godzin, a batalion od 6 do 8 godzin. Broń
indywidualną i zespołową (ckm) oraz amunicję, niestety przestarzałą, pamiętającą czasy
I wojny światowej, przechowywano w miejscach stacjonowania, np. na posterunkach
policji, w budynkach PKU lub w magazynach
najbliższej jednostki wojskowej (skąd dowożono ją na miejsce zbiórki alarmowej danej
kompanii). Natomiast cekaemy pobierano z
magazynów jednostek wojskowych. Kadra i
żołnierze przechowywali umundurowanie
w domu. Mundury wolno było nosić jedynie
podczas zbiórek alarmowych i ćwiczeń.
Prowadzono szkolenie: stałe (organizacjach
PW), doraźne (w plutonach, kompaniach i
batalionach), podczas krótkich zbiórek alarmowych lub kilkudniowych ćwiczeń (do 3 dni)
oraz okresowe – w czasie dłuższych ćwiczeń
organizowanych wspólnie z jednostkami
wojska lub na obozach.
Oceniając szlak bojowy tych jednostek w
wojnie obronnej 1939 r., należy stwierdzić, że
mimo wielu mankamentów w zasadzie spełniły pokładane w nich nadzieje. Pododdziały
obrony narodowej w czasie walk granicznych na zachodnim kierunku operacyjnym
z oddziałami Landwehry i Straży Granicznej
(mimo ich przewagi w uzbrojeniu) z dobrym
skutkiem odpierały ataki przeciwnika, rozstrzygając często na swoją korzyść wynik
starcia zbrojnego, zadając przeciwnikowi
znaczne straty, a także biorąc jeńców do
niewoli. W trudniejszej sytuacji były bataliony
obrony narodowej broniące się na południowo-zachodnim kierunku operacyjnym. Znalazły się bowiem w bezpośredniej styczności z
wyposażonymi w broń pancerną jednostkami
regularnymi nieprzyjaciela, wspieranymi
przez artylerię i lotnictwo.
Brak w wyposażeniu tych batalionów
broni przeciwpancernej powodował praktycznie, że były bezbronne w starciu z nowoczesną bronią pancerną wroga. Z kolei brak
środków transportu utrudniał szybkie ich
przemieszczanie, a niedostateczne wyposażenie w środki łączności uniemożliwiało
sprawne dowodzenie.
W obecnej sytuacji militarnej naszego
państwa, przy planowanej 120 tys. armii,
naczelne władze polityczne i wojskowe
powinny zwrócić uwagę na wzmocnienie
obronności naszego państwa. Wiele do
myślenia, naszym politykom i strategom
powinny dać przykłady małej Czeczenii i
Wietnamu, Afganistanu oraz Iraku, gdzie
ich przeciwnik, mimo ogromnej przewagi nie
może rozstrzygnąć wojny na swoją korzyść.
Moim zdaniem, należałoby znacznie zwiększyć liczbę jednostek, wzorowanych na wspomnianych batalionach obrony narodowej – a
ściślej – istniejących w Polsce jednostek
obrony terytorialnej, w których w procesie
szkolenia i dowodzenia, mogliby brać udział
byli żołnierze zawodowi zrzeszeni m.in. w
ZBŻZiORWP.
Obecnie w Siłach Zbrojnych RP istnieje
pięć brygad obrony terytorialnej (1, 3, 14,
18 i 22). Podstawowym organem dowodzenia
OT jest dowództwo okręgu wojskowego. Są
dwa takie dowództwa: Pomorskiego Okręgu
Wojskowego w Bydgoszczy i Śląskiego Okręgu Wojskowego we Wrocławiu. Szefostwo
OT jako organ koncepcyjny oraz organizacyjno-planistyczny działa w strukturze Sztabu
Generalnego WP.
Do zadań OT należy obrona powszechna państwa (ostrzeganie i alarmowanie wojsk,
odpieranie uderzeń na wojska i obiekty, zabezpieczenie mobilizacyjne, zabezpieczenie
przegrupowania wojsk, zwalczanie desantów,
umożliwienie samoobrony garnizonom,
prowadzenie akcji ratunkowej dla ludności
cywilnej, szkolenie rezerw osobowych) oraz
zabezpieczenie wojsk operacyjnych. Może
także prowadzić działania bojowe oraz ratownicze z tym, że jedynie na terenie naszego
kraju. Dotychczasowy stan ilościowy jednostek OT, przy zmieniającej się wielkości
naszej armii do 120 tys. żołnierzy, jest zdecydowanie za mały. W krajach NATO, gdzie
system obrony terytorialnej budowano przez
ponad 30 lat (w Polsce trwało 10 lat), docenia
się go bardziej, mimo że wojska operacyjne
odgrywają tam duże znaczenie.
W Szwecji po zmobilizowaniu zostaną
utworzone jednostki obrony lokalnej, liczące
około 300 tys. żołnierzy. Holenderskie jednostki terytorialne liczą 10 tys. żołnierzy i
cywilów. Po zmobilizowaniu osiągną liczbę 50
tys. Bundeswehra, w wypadku zagrożenia,
może liczyć na 190 tys. żołnierzy narodowych
sił terytorialnych. W tego typu jednostkach OT
służy rezerwa blisko miejsca zamieszkania
– przygotowuje się ją do obrony własnego
domu.
Na łamach prasy, także wojskowej,
znalazło się wiele zarzutów pod adresem
autorów koncepcji utworzenia większej liczby
jednostek obrony terytorialnej. Twierdzono
m.in., że brakuje instruktorów do prowadzenia
szkolenia, wzrosną koszty utrzymania itp.
Nic bardziej błędnego. Przecież po ostatniej kilkuletniej redukcji sił zbrojnych mamy
ogromny, niewykorzystany potencjał
byłych żołnierzy zawodowych, a koszty
www.gwir.pl
wyposażenia i uzbrojenia są o wiele niższe
niż w przypadku jednostek operacyjnych.
Przede wszystkim trzeba przerwać
rabunkową gospodarkę, polegającą na
oddawaniu za bezcen obiektów koszarowych. Powinny one być wykorzystane jako
ośrodki do szkolenia jednostek OT oraz
Dzień dobry!
Wrzesieñ 2008
G³os Weterana i Rezerwisty
mobilizacyjne na wypadek „W”. Trzeba
również zadbać o jakość uzbrojenia, by nie
popełnić błędów z 1939 r., przy wyposażeniu
batalionów obrony narodowej by zapewnić
jednostkom obrony terytorialnej silną obronę
przeciwlotniczą, należy wyposażyć je w
kierowaną broń rakietową (np. produko-
Witam szacowne
grono weteranów armii.
Cieszę się, że w ogóle
powstał ZBŻZiORWP. Niech się rozrasta, jak inne powstałe za pomocą internetu, np. „Nasza Klasa”, itp. Ja jestem byłym żołnierzem
zawodowym. Nic nie wskazywało na to, że trafię do armii: tato był w
wojsku, dziadek był w wojsku - zaborczym, brat służył jako fizylier w
Chojnicach. Ja zaliczony do ponadkontygentu już miałem nadzieję, iż
minie mnie ta przyjemność. Aż przyszedł rok 1961 - Berlin, Kuba i takie
tam przyjemności. Zaprosili mnie do WKR-u Wrocław-Stare Miasto, bilet
już był wypisany. Pan sierżant popatrzał i mówi „no, na tego proszę
uważać”. Później dodał na szkółkę idziesz. Za kilka dni pociąg pośpieszny
powiózł mnie do Warszawy i dalej pod Modlin. Tam nad brzegiem BugoNarwi uczyłem się „titania” oraz poznawałem tajniki wiedzy wojskowej i
zasady dowodzenia. Przy 18 stopniowym mrozie składaliśmy przysięgę.
Ważna była nie tylko przysięga ale i nowy sztandar wręczony szkole.
Przy okazji doszedł jeszcze jeden posterunek do ochrony (w sztabie). I
tak płynęły dni i miesiące służby i nauki. Więcej doślę w miarę potrzeb i
zainteresowań. Z Poważaniem.
Marian SZCZERBA
historia
Prezes warszawskiego Koła nr 15,
to małolat armii „Poznań”
Prezes Koła nr 15 w Warszawie płk
Zbigniew Kacza to człowiek skromny,
urodzony społecznik o czym świadczy
fakt, że „prezesowaniu” oddaje się bez
reszty. Jest motorem działania Koła,
bo niejednokrotnie mobilizuje nas, do
jeszcze większego zaangażowania w
działalność na rzecz Związku.
Mimo ukończonych 80 lat życia
nasz prezes nadal jest aktywnym i
niestrudzonym działaczem w Związku Byłych Żołnierzy Zawodowych i
Oficerów Rezerwy WP w Warszawie.
Jubilat należy do pokolenia, którego życie nie
rozpieszczało, a młodość przypadła na lata
II wojny światowej.
Kolega Zbigniew Antoni Kacza, syn Jana
i Wiktorii urodził się 19 listopada 1927 r. w
Rosku pow. Czarnkowski w Wielkopolsce. Do
września 1939 r. Rosko graniczyło z Niemcami. Z powodu wybuchu wojny młody Zbigniew
zakończył edukację na piątej klasie szkoły
podstawowej. 1 września 1939 r. o godz. 8.00
do szkoły przyszły odświętnie ubrane dzieci,
by uroczyście rozpocząć dalszą naukę, jednak
lekcji już nie było. Kierownik szkoły zwolnił
wszystkie dzieci do domu, gdyż Niemcy w
miejscowości Obidowa przekroczyli granicę na
rzece Noteć. Ludność cywilna, wojsko i straż
graniczna uciekając przed Niemcami z rejonu
przygranicznego podążała w głąb kraju. Prezes,
jako 12-letni chłopiec, dołączył do spotkanego
taboru wojskowego, którym dowodził por.
Klepacki, zaś pododdział wchodził w skład
Armii „Poznań” i kierował się w stronę Puszczy
Kampinoskiej. Przemieszczająca się kolumna
została po drodze w rejonie miasta Rogoźno
nad rzeką Wełną ostrzelana przez samoloty niemieckie. W trakcie przedzierania się w kierunku
Warszawy miało miejsce bombardowanie węzła
kolejowego w Kutnie. Młody dwunastolatek był
świadkiem bitwy nad Bzurą. Mimo wrześniowych zimnych nocy, on w cienkim mundurku
harcerskim dzielnie wędrował z wojskiem.
Żołnierze otoczyli go troskliwą opieką, fasując
odpowiedni do wieku mundur wojskowy i to właśnie od tej chwili w młodym chłopaku wzbudziło
się „zamiłowanie do munduru’. Marsz w kierunku
Warszawy zakończył się na obrzeżach Puszczy
Kampinoskiej, gdzie pododdział został wzięty
wane w Polsce przenośne przeciwlotnicze
zestawy rakietowe Grom), do walki z
czołgami przydzielić przeciwpancerne
pociski kierowane, a także lekkie granatniki przeciwpancerne (Komar), przenośny
wyrzutnik min i lekkie moździerze.
Tadeusz BÖHM
do niewoli niemieckiej. Eskortowani w pieszym konwoju
zmierzali do Sochaczewa.
Korzystając z ogólnego zamieszania jeden z podoficerów
WP wyposażył „małolata” w
wikt w postaci smalcu i chleba,
pakując jedzenie do torby po
masce gazowej, aby uniknąć
niewoli, kazał uciekać do domu
w kierunku Poznania. Powrotna droga do domu „nieletniego
żołnierza tułacza” polegała na
pieszej wędrówce w przebraniu cywilnym i ciągłym ukrywaniu się przed Niemcami. Trwało to
do końca października. Pożywienie głównie pochodziło z darów od dobrych ludzi, a za nocleg
służyły uciekinierowi stogi siana lub stodoły.
Po powrocie do rodzinnej miejscowości
zmuszony był do stawienia się u Bürgenmajstra
(sołtysa) o nazwisku Katz, przedwojennego kolonisty niemieckiego. Syn bauera Erich, starszy
o rok od Zbigniewa, wykorzystywał nadarzającą
się okazją rewanżu za dokuczanie mu przed
wojną przez polskie dzieci i pobił go w obecności
swojego ojca.
W czasie okupacji od października 1940 r.
do 27 stycznia 1925 r. młody Kacza pracował u
gospodarzy niemieckich jako parobek. Jesienią
1943 r. wstąpił do tajnej organizacji harcerskiej
działającej na terenie m. Rosko, dowodzonej
przez Leszka Mielczarka, o pseudonimie
„Lech”, zamordowanego w Oświęcimiu w grudniu 1944 r.
Po wyzwoleniu Zbigniew 29 stycznia 1945 r.
wstępuje do MO, pełniąc służbę do końca lipca
tego roku. w tym czasie brał udział w dwukrotnym
konwojowaniu niemieckich jeńców wojennych z
Czarnkowa do Poznania, dwukrotnie w obławie
na żołnierzy armii hitlerowskiej w lasach Puszczy
Noteckiej, podczas których ze strony okupanta
zginęło dwóch żołnierzy a jeden oficer SS został
wzięty do niewoli, zaś ze strony polskiej poległ
jeden z Polaków o nazwisku Opas.
29 września 1947 r. ochotniczo wstąpił do
wojska z zamiarem zostania pilotem wojskowym.
Jednak swojego marzenia nie mógł ziścić, gdyż
wówczas zasadniczą przeszkodą było uczestnictwo jego ojca w Bitwie Warszawskiej 1920 r.,
za co odznaczony został Krzyżem Walecznych.
Mimo to w okresie 30-letniej służby wojskowej
prezes Kacza pełnił szereg odpowiedzialnych
stanowisk lotniczo-sztabowych, ostatnio na
stanowisku starszego pomocnika szefa sztabu
ds. operacyjnych 7 BLBR. Zawsze był wzorem
zdyscyplinowania, sumienności i pracowitości
w wykonywaniu obowiązków służbowych – te
cechy są jego domeną do dziś. Rozstanie z
mundurem, następuje w 1979 r. nie z własnej
woli, lecz ze względu na pogarszający się stan
zdrowia. Będąc jeszcze w czynnej służbie wojskowej, w latach 1975 do 1978 oraz 1979-1981
pełnił funkcję ławnika Sądu Wojsk Lotniczych.
Od 1981 r. zaangażował się w działalność
ZBŻZ będąc jednym z głównych organizatorów
Związku na terenie woj. konińskiego w Koninie,
Turku, Słupcy i Witkowie. Dotychczas w naszym
Związku płk Kacza pełnił i pełni funkcje jako:
– członek Głównej Komisji Rewizyjnej w
latach 1981-1985;
– członek Głównego Zarządu Związku
1985-1989;
– członek Głównego Sądu Koleżeńskiego
– 1989-1993;
– wiceprezes Zarządu Wojewódzkiego w
Koninie – 1981-1988;
– wiceprezes Koła w Witkowie – 23 marca
1981 do 27 stycznia 1985;
– prezes Koła w Witkowie – 27 stycznia 1985
do 10 października 1988;
– prezes Koła nr 15 w Warszawie od 8
stycznia 1998 do chwili obecnej.
Czynnie i z ogromnym zaangażowaniem
udzielał się w pracy społecznej również poza
środowiskiem wojskowym, piastując w latach
1984-1992 funkcję radnego Rady Narodowej
Miasta i Gminy Witkowo. Wiele energii i czasu
poświęcał w upowszechnianiu kultury fizycznej na terenie garnizonu wielkopolskiego,
a zwłaszcza kiedy to w okresie od 1957 do
1958 r. będąc trenerem i kierownikiem prowadzącym drużynę kl. B wprowadził ją do ligi okręgowej zdobywając kolejne sukcesy sportowe.
Działalność ta została uhonorowana srebrną
odznaką Polskiego Związku Piłki Nożnej i złotą
Odznaką Okręgowego Związku Piłki Nożnej
miasta Poznania i Konina. Za całokształt osiągnięć na niwie sportowej nasz prezes został w
2007 r. wyróżniony z okazji obchodów 50-lecia
Klubu (1957-2007) statuetką i medalem 50-lecia
Klubu „Vitcovia”-Witkowo.
Za zasługi w służbie wojskowej oraz pracy
społecznej był wielokrotnie wyróżniany i odznaczany, m.in. Krzyżem Oficerskim Orderu
Odrodzenia Polski i Krzyżem Kawalerskim Or-
15
G³os Weterana i Rezerwisty
deru Odrodzenia Polski. Jako jeden z niewielu
posiada odznakę honorową dla: województwa
poznańskiego, konińskiego, miasta Konin,
Turek, Witkowo.
Jest ojcem dwóch synów, starszego Jerzego oraz młodszego Andrzeja i dziadkiem
wspaniałych czworga wnucząt.
Pomimo niewątpliwych sukcesów i doznawanych wielu radości, życie prezesa nie było
usłane różami. W okresie wczesnej młodości
Wrzesieñ 2008
umiera mu 52-letni ojciec. 9 lutego 1989 r.
w wypadku samochodowym ginie w wieku
11 lat ukochany wnuk, w 1996 r. ulega bardzo
poważnemu wypadkowi samochodowemu syn
Andrzej, który do dziś jest niezdolny do samodzielnej egzystencji. Tragedię osobistą pogłębia
jeszcze w 2004 r. śmierć najdrożej osoby, żony
Haliny.
Prezes znajduje czas na swoje hobby,
jakim jest pielęgnacja działki ogrodowej,
www.gwir.pl
a wspaniałe plony przynoszą mu satysfakcję i
regenerację sił.
Ze szczególną przyjemnością w imieniu
Zarządu i członków Koła nr 15 ZBŻZiORWP
pragnę przekazać Jubilatowi życzenia długich
lat życia w dobrym zdrowiu. Nie ustawania
w działalności związkowej i społecznej oraz
wszelkiej pomyślności w życiu osobistym i
rodzinnym.
Adolf KUCHARSKI
Odsłonięcie Pomnika Czynu Legionowego
10 sierpnia 2008 r. w miejscowości Lipnik w
województwie świętokrzyskim odbyła się uroczystość odsłonięcia Pomnika Czynu Legionowego.
W szczególności monument poświęcony jest
poległemu 22 października 1920 roku w walce
z bolszewickim najeźdźcą ppłk. Antoniemu
Jabłońskiemu ps. „Zdzisław” – legioniście
- dowódcy 11 Pułku Ułanów Legionowych urodzonemu w Usarzowie (gm. Lipnik).
W uroczystości, którą zaszczycił swoją
obecnością marszałek Sejmu RP Bronisław
Komorowski, uczestniczyli również: senator
prof. Adam Massalski, posłowie Aleksander
Będkowski, Marek Kwitek, Mirosław Pawlak,
Andrzej Pałys, Paweł Zalewski, a także prezes
Zarządu Głównego Związku Byłych Żołnierzy
Zawodowych i Oficerów Rezerwy Wojska Polskiego gen. dyw. w rez. Adam Rębacz, przedstawiciele środowisk kombatanckich, władz
wojewódzkich, powiatowych, lokalnych oraz
licznie przybyła miejscowa społeczność.
Należy podkreślić, że w uroczystości wzięło
udział około 30 pocztów sztandarowych różnych organizacji w tym poczet Stowarzyszenia
Miłośników Barwy i Tradycji 11 Pułku Ułanów
Legionowych z Ciechanowa, sekcja w Radomiu,
którym dowodził rotmistrz Paweł Murawski z
repliką oryginalnego sztandaru pułku.
Przybyłych gości oraz członków rodziny
Naczelnego Wodza Marszałka Józefa Piłsudskiego oraz ppłk. Antoniego Jabłońskiego
przywitał wójt Gminy Lipnik Józef Bulira.
Postać ppłk. Antoniego Jabłońskiego przedstawił senator prof. Adam Massalski, następnie
ks. biskup Andrzej Dzięga odprawił mszę św.
polową w intencji ppłk. Antoniego Jabłońskiego
oraz żołnierzy walczących o niepodległość
Polski w latach 1914-1920.
MOŻE PARTYZANCI?
1944 rok, wrzesień. Powstanie Warszawskie miało się ku końcowi. Coraz częściej przyjeżdżałem do Podkowy Leśnej do Wujostwa.
Zawsze byłem uzbrojony, przeważnie w pistolet parabellum i dwa
granaty. Miałem schowek w jednej z piwnic, trudny do wykrycia.
Po przyjeździe do Wujostwa zawsze chowałem tam swoją broń i
granaty. Tak było i tamtego dnia.
Położyłem się spać dość wcześnie. Z głębokiego snu obudziło
mnie łomotanie do frontowych drzwi. Wszyscy domownicy, Anin
i ja zgromadziliśmy się przy drzwiach. Łomotanie nie ustawało,
było coraz gwałtowniejsze. Myśli nasze biegły w różnych kierunkach. Niemcy, bandyci, partyzanci. Odpowiedź na pytanie była za
drzwiami. Milczenie przerwał Anin: „Co robimy?” Mieliśmy przecież
sporo broni: moją i Anina, dwa pistolety, granaty i pistolet maszynowy sten.
Ostatecznie zdecydowaliśmy się otworzyć drzwi i wyjaśnić sytuację, nie wdając się
w walkę.
Do domu wtargnęło w świetle księżyca pięciu uzbrojonych w broń maszynową ludzi w
cywilu. Zachowywali się agresywnie. Zażądali ciepłej odzieży, żywności i pieniędzy. Zresztą po
co im nasza zgoda. Sami grabili na swój sposób wszystko: ubranie, bieliznę damską i męską,
kosztowności oraz żywność ze sklepu.
Żądali także pieniędzy, których nie było. Nie uwierzyli. Dowódca wydał polecenie: „Zabrać
tego chłopaka” i wskazał na mnie. Po czym dodał: „Pod ścianę i rozstrzelać. Jeśli nie dostarczą
pieniędzy”. Byłem w piżamie. Porwano mnie jak stałem, wyprowadzono przed dom. Dwóch zbirów
skierowało pistolety maszynowe w moją stronę. Sytuacja była dramatyczna. Wujostwo naprawdę
nie mieli pieniędzy, ponieważ poprzedniego dnia zakupili dużo towaru do sklepu. Blask księżyca
oświetlał tę dramatyczną scenę. Nie bałem się. Byłem żołnierzem AK. Zastanawiałem się, kim
są ci ludzie. Odpowiedzi nie otrzymałem wówczas, ani po latach.
Wszystko skończyło się na groźbach. Widząc nieskuteczność swoich poczynań, zadowolili się tym, co nagrabili. Księżyc świecił ten sam, jak podczas odbierania zrzutów broni dla
walczącej Warszawy.
Żołnierz ZWZ AK ps. Jastrząb
Eugeniusz STEFANKIEWICZ
16
Odsłonięcia Pomnika dokonał marszałek
Sejmu RP Bronisław Komorowski wraz z
członkiem rodziny ppłk. Antoniego Jabłońskiego
panem Jerzym Ksawerym Zalewskim i wójtem
Gminy Lipnik Józefem Bulirą. Podczas uroczystości wręczono sztandar i nadano imię ppłk.
Antoniego Jabłońskiego Gminnemu Związkowi
Drużyn Harcerskich w Lipniku.
Uhonorowano również członków Społecznego Komitetu Budowy Pomnika ppłk. Antoniego Jabłońskiego medalami „ Za Zasługi dla
Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów
Politycznych”, które wręczył prezes Związku płk
Henryk Strzelecki.
Duże wrażenie wywołał występ znanego
aktora Janusza Zakrzeńskiego, który wcielił się
w postać Naczelnego Wodza Marszałka Józefa
Piłsudskiego i zaprezentował program artystyczny o treści patriotycznej okresu legionowego.
Na zakończenie uroczystości odbył się
pokaz zręczności Oddziału Kawalerii Konnej w
barwach 14 Pułku Ułanów Jazłowieckich. Oprawę muzyczną zapewniła orkiestra wojskowa z
Garnizonu Rzeszów.
Janusz BOGUCKI
W wojnie tej
walczył
5 Lwowski Pułk
Artylerii
Polacy mimo, że w 1939 r. przegrali wojnę
obronną, nie skapitulowali. Stanęli do walki w
kraju, jak i za granicą. Walczyli we Francji, Anglii,
Norwegii, Libii, Włoszech i Związku Radzieckim.
Żołnierze polscy bili się na wszystkich frontach
II wojny światowej przez 2078 dni. Finisz tej
walki zakończył się w Berlinie, zatknięciem
flagi biało-czerwonej na Kolumnie Zwycięstwa.
Zwiedziliśmy to miejsce podczas tegorocznych
Sejmiku Korespondentów „GWiR”.
W wojnie tej walczył również 5 Lwowski
Pułk Artylerii pod Włocławkiem, Płockiem i
Warszawą. Tradycje tego pułku obecnie kontynuuje 5 Lubuski Pułk Artylerii, który stacjonuje
w naszym mieście Sulechowie. W walkach tych
uczestniczyli mieszkańcy tego miasta, którzy
po powrocie Ziemi Sulechowskiej do macierzy,
tu się osiedlili. Szacuje się, że było ich 300,
a wśród nich znalazło się wielu powstańców
wielkopolskich, którym przyszło walczyć z
Niemcami po raz drugi. Spośród tych 300
walczących żołnierzy, tylko trzech jest wśród
nas: Stefan Ławniczak, Stanisław Firlej
oraz Stanisław Odważny. Pozostali pełnią
już wieczną wartę.
Zenon BREMBOR
www.gwir.pl
Wrzesieñ 2008
G³os Weterana i Rezerwisty
tradycje
WETERANI O SWOIM GARNIZONIE
Bolesławiec – dolnośląskie dwunastowieczne miasto nad Bobrem, w którym w 1813 r.
zmarł rosyjski feldmarszałek Michaił Kutuzow.
Od wczesnych lat powojennych było dużym
garnizonem wojskowym. Stacjonowały tu 40 Pułk
Zmechanizowany, 14 Brygada Artylerii Ciężkiej,
18 Brygada Rakiet Operacyjno-Taktycznych,
11 Pułk Wojsk Obrony Przeciwlotniczej oraz 18
Pułk Rakiet. Obecnie garnizon stanowi 23 Śląska Brygada Artylerii oraz Wojskowa Komenda
Uzupełnień.
Do dobrych tradycji w garnizonie należało
utrzymywanie przyjaznych kontaktów z władzami
terenowymi i społeczeństwem. Tradycji tej wierne
były wszystkie jednostki, stanowiące w ocenie
władz miasta integralną część nadbobrzańskiego
grodu. Historia dobrych relacji sięga wczesnych
lat powojennych, kiedy to prosto z frontu żołnierze z piastowskimi orłami na rogatywkach
przybyli budować polskie gniazda na zachodnich
rubieżach Rzeczypospolitej. Pozostała po nich
legenda. Bolesławiecka społeczność jest im
wdzięczna do dziś. Szczere uśmiechy cywilów
Jedną z najważniejszych spraw w życiu
naszego narodu jest wychowanie młodego
pokolenia i przygotowanie go do rządzenia
państwem.
Nie tak dawno doszło do spotkania młodzieży z 5 Gimnazjum im. Króla Władysława Jagiełły
w Łodzi z komendantem ZWZ AK.
Grupa inicjatywna młodzieży szkolnej, prowadzona przez nauczycielkę Barbarę Kotynia,
a w skład której weszli: Ada Wielogórska, Ina
Janiak i Kamila
Bukowska oraz
uczniowie: Wojtek Szulczewski i Maciek
Walczak wraz
z polonistką Tamarą Potasiak,
przeprowadziła
wywiad z weteranem II wojny światowej, kombatantem ZWZ AK mjr. Eugeniuszem Stefankiewiczem, członkiem ZBŻZiORWP – z Koła
nr 1 w Łodzi.
Kontakt z nimi ułatwiła wnuczka, która
pracuje w tej szkole jako pedagog – Karolina
Morawska. Obie strony zdawały sobie sprawę
z niezwykłości tego przedsięwzięcia.
W przygotowanym szkolnym studiu padały
pytania i odpowiedzi, a było ich 15. dotyczyły
one wydarzeń sprzed 69 lat, często tragicznych
i bolesnych. Całość wywiadu postanowiono
nagrać na dysku do dalszego wykorzystania
w szkole.
Niezwykłość pytań zasługuje na szczególną
uwagę. Oto niektóre z nich: Czy w rodzinie istniały tradycje wolnościowe? Na czym polegały
działania w Państwie Podziemnym?
witały kadrę i prostych żołnierzy, a dowódcy
– od majora Bobeckiego do pułkownika Kłosińskiego, cieszyli się i cieszą niekwestionowanym
szacunkiem. Źródłem autorytetu artylerzystów
i rakietowców, przeciwlotników i przedstawicieli
wojsk zmechanizowanych oraz sympatii mieszkańców było obok historycznych zasług i to,
że w Bolesławcu bram koszar nie zamykano
na cztery spusty. W codziennej rzeczywistości
nawiązywano towarzyskie kontakty, integrowano
się we współdziałaniu, gotowość do bezinteresownej pomocy. Do dziś wszyscy pamiętają
o pomocy wojska przy budowie kompleksu
obiektów sportowych, a także w dramatycznych
zmaganiach z żywiołem – tragiczną w skutkach
powodzią w pobliskich Iwinach i Warcie Bolesławieckiej po przerwaniu tamy stawu osadowego
Kopalni Miedzi „Konrad”.
Wojsko odcisnęło trwały ślad w życiu
miasta. Zyskało wdzięczność i sympatię weteranów wojny i odbudowy kraju ze zniszczeń,
pionierów osadnictwa, a także młodzieży oraz
władz miasta. Nie było uroczystości w kosza-
Pytania
młodzieży szkolnej
do kombatanta
Jak przebiegało szkolenie? Podczas jakich
wydarzeń był pan najbliższy śmierci?
Jak pan sobie radził z emocjami, gdy ginęli
koledzy z AK? Czy każdy mógł zostać członkiem ruchu oporu? I najważniejsze pytanie: o
czym powinna teraz pamiętać młodzież?
Treść pytań świadczy o wielkiej wrażliwości
młodego pokolenia, które wybiegało daleko
w przyszłość współczesnego świata pełnego
zagrożeń, wojen i przemocy. Dziś również żony,
i matki płaczą po stracie na wojnie mężów i synów. Tragizm tego faktu polega na tym, że są to
przeważnie młodzi ludzie. Młodzież pytała więc,
czy współczesny świat idzie w dobrym kierunku.
Nadal przecież młodzi polscy żołnierze biorą
udział w wielu misjach pokojowych, w czasie
których giną. A ich działania nie mają nic wspólnego z obroną granic kraju. czy na pewno chodzi
ZAWSZE WIERNI BRYGADZIE
Wojska radiotechniczne stanowią bardzo
ważne ogniwo systemu obrony powietrznej
naszego państwa. Pierwsze wzmianki o tworzeniu polskiego systemu obserwacyjno-meldunkowego pochodzą z lat 20. Po zakończeniu
II wojny światowej Wojsko Polskie przyjęło
zasadę obrony powietrznej w systemie posterunków „obsmeld” stanowiących ówczesną
obronę przeciwlotniczą. 2 Brygada Radiotechniczna swój rodowód wywodzi od utworzonego
rach bez udziału przedstawicieli rady miasta
i prezydenta. Nie było lokalnego wydarzenia
w mieście bez udziału przedstawicieli wojska.
Jak w takiej atmosferze nie „kochać naszego
wojska”, nie podziwiać maszerujących kolumn,
i profesjonalizmu artylerzystów, rakietowców
i przeciwlotników? Bez wojska społeczeństwo
i władze nie wyobrażały sobie życia miasta.
Wojsko było cząstką ich samych.
Bolesławiec szczyci się też, że w tym
garnizonie służyli oficerowie, którzy osiągnęli
w swojej karierze szlify generalskie. Byli to Leon
Dubicki – dowódca 14 Brygady Artylerii Ciężkiej,
Zdzisław Bobecki i Józef Jaworski – dowódcy
40 Pułku Zmechanizowanego, Czesław Dęga
i Antoni Skibiński – dowódcy 18 Brygady Rakiet
Operacyjno-Taktycznych, Stanisław Czepielik
i Andrzej Lewandowski – dowódcy 11 Pułku
Wojsk Obrony Przeciwlotniczej, Włodzimierz
Kwaczeniuk i Henryk Kondas – zastępcy
dowódcy 18 Brygady oraz Franciszek Kochanowski – dowódca baterii startowej brygady.
Autor artykułu był pod koniec lat pięćdziesiątych dowódcą artylerii 40 Pułku Zmechanizowanego.
Krzysztof ALEKSANDRUK
o pokojowe misje i walkę z terroryzmem? Z dużym
zaciekawieniem słuchała młodzież odpowiedzi
Eugeniusza Stefankiewicza, zwłaszcza na pytanie o czym powinna pamiętać?
Na pewno powinna pamiętać o obowiązku
służenia Ojczyźnie, o potrzebie obrony godności
człowieka i o szacunku jednego i drugiego. Nie
może przy tym zapominać, że naród, który traci
pamięć – traci wolność. Trzeba zatem szukać
własnej prawdy i być sprawiedliwym w ocenie
drugiego człowieka. Umieć odróżniać dobro od
zła. Dążyć trzeba do narodowej jedności bez
względu na różnicę przekonań. Przeciwdziałać
fałszowaniu historii II wojny światowej. Głośno
mówić: NIGDY WIĘCEJ WOJNY.
Młodzież szkolna słuchała tych wskazówek
bardzo uważnie. Starała się zrozumieć najnowsza historię polskiego narodu. Zwłaszcza, że
współcześni historycy i politycy bardzo różnią się
w ocenie prawdy o bitewnych szlakach Wojska
Polskiego.
Szkoła nie ma zamiaru kończyć działalności
swojej tylko na wywiadzie. Dostrzega potrzebę
zorganizowania ekspozycji historycznej z Powstania Warszawskiego adresowanej do młodego pokolenia – ucznia gimnazjalisty. Wywiad szkoły, to
dobry pomysł i okazja do oddania hołdu poległym
akowcom i nie tylko akowcom, wszystkim którzy
polegli na ołtarzu wolności. Wolnej Ojczyzny.
W imieniu poległych w II wojnie światowej i
swoim własnym składam podziękowania dyrektor
szkoły 5 Gimnazjum im. Króla Władysław Jagiełły
pani Barbarze Zielińskiej, nauczycielce Barbarze
Kotyni, wam młodzieży szkolna za zaproszenie
mnie na ten wywiad. To dobry pomysł, bo naród
który traci pamięć – traci wolność.
Eugeniusz STEFANKIEWICZ
w 1950 r. 49 Batalionu Obserwacyjno-Meldunkowego w Bydgoszczy, którym dowodził
Wiktor Kamiński. Składał się on z kompanii
w Olsztynie, Chojnicach i Wałczu. Meldunki
o sytuacji powietrznej były przekazywane do
centrali środkami łączności państwowej na
hasło: „powietrze”. Konieczność stałej obrony
powietrznej spowodowała powstanie w 1952
17
G³os Weterana i Rezerwisty
r. 8 Pułku ObserwacyjnoMeldunkowego z podległymi mu kompaniami
radiotechnicznymi w
miejscowościach: Gdynia – Babie Doły, Ustka,
Chynowo, Wałcz, Grudziądz, Chojnice, Mrzeżyno, Pruszcz Gdański,
Lisewo Kaszubskie, Debrzno oraz Przyćmino. Dowódcą Pułku był
płk Ludwik Ratyński. Pododdziały w swoim
wyposażeniu miały sprzęt radiolokacyjny produkcji USA oraz b. ZSRR typu RLC-P. W 1957 r.
powstał 2 Korpus Obrony Powietrznej Kraju w
Bydgoszczy, a wraz z nim określono jego strefę odpowiedzialności powietrznej. W tej sytuacji powstała konieczność rozformowania pułku
na samodzielne bataliony radiotechniczne.
Powstały wówczas 2 sbrt w Grudziądzu pod
dowództwem mjr. Kazimierza Kosmowskiego, 8 sbrt w Słupsku – dowódca kpt. Stanisław
Obecny i 9 sbrt w Choszcznie – dowódca mjr
Józef Stec. Niezwykle szybki rozwój środków
napadu powietrznego powodował wzrastanie
Wrzesieñ 2008
znaczenia obrony powietrznej kraju. W 1962
r. utworzono wojska obrony powietrznej kraju,
łącząc wojska lotnicze, rakietowe, rozpoznania
i przeciwdziałania radioelektronicznego. Do
uzbrojenia wprowadzono nowe typy radiolokatorów, w tym rodzimej produkcji. W 1967
r. na bazie istniejących batalionów w strefie
odpowiedzialności korpusu powstały dwa pułki
radiotechniczne: 12 Pułk w Gdyni i 13 Pułk w
Choszcznie. Ich dowódcami byli płk Kazimierz
Kosmowski i płk Józef Stec. Pułki skutecznie
wykonywały swoje zadania, wykorzystując
informacje pochodzące od podległych batalionów radiotechnicznych.
W czerwcu 1974 r. na podstawie rozkazu
dowódcy 2 KOPK gen. bryg. pil. Władysława
Hermaszewskiego rozpoczęto formowanie
2 Brygady Radiotechnicznej w Bydgoszczy.
Obsadę etatową stanowił skład osobowy rozwiązywanych pułków radiotechnicznych. Na
organizatora i pierwszego dowódcę brygady
został wyznaczony dowódca pułku płk inż.
Ryszard Sajdak, który stanowisko to piastował przez 10 lat. Brygada rozpoczęła ważną
służbę na rzecz II Rzeczypospolitej. W jej skład
wspomnienia
Wspomnienie 85-letniego
weterana-korespondenta
14 maja 2008 r. minęła 36. rocznica nawiązania przeze mnie współpracy z różnymi redakcjami
wydającymi czasopisma poświęcone zagadnieniom kombatantów i rezerwistów. Tę piękną i
pożyteczną przygodę zapoczątkowała relacja
z uroczystego odsłonięcia pomnika Żołnierza
Polskiego II Wojny Światowej w Berlinie – Am
Friedrichshain 14 maja 1972 r.
Ze strony polskiej uroczystość – w obecności
tysięcy polskich żołnierzy i kombatantów – otwierali marszałek Polski Michał Rola-Żymierski,
premier Piotr Jaroszewicz oraz generał Wojciech Jaruzelski.
Duży wkład pieniężny oraz w prace budowlane wnieśli oficerowie rezerwy z Klubu Oficerów
Rezerwy „Budowlani” z Poznania.
Pod tym pięknym pomnikiem, drugim
najładniejszym w Europie po Monte Cassino,
udekorowano wielu kombatantów – uczestników
frontowych walk oraz bitwy o Berlin podczas II wojny światowej – medalami „Za Udział w Walkach
o Berlin”. Wśród odznaczonych był również autor
niniejszego wspomnienia.
Z tego historycznego wydarzenia przesłałem do pięciu różnych redakcji okazjonalną
i unikatową pocztówkę z widokiem pomnika
autorstwa Tadeusza Łobodziana. Jednak
najcenniejsze były dwa znaczki pocztowe
DDR. Jeden za 2- Pf. upamiętniający 20-lecie
mostu przyjaźni w Zgorzelcu-Görlitz i drugi za
10 Pf. przedstawiający pomnik
odsłonięty w Berlinie. Z punktu
widzenia filatelistycznego to
unikaty. Pocztówkę tę wysłałem także do córki, 5-letniej
wówczas Alinki, która została
w domu z dziadkami, gdyż
ja z żoną 15-letnim synem
Jackiem byłem zaproszony
na uroczystość do Berlina. W
czasie 36-letniej pracy korespondenta pisałem do wielu redakcji, zawsze społecznie, bez
wynagrodzenia autorskiego.
18
Najlepiej wspominam
współpracę w redakcją „Głosu
Weterana i Rezerwisty”.
Zostałem zaproszony na
Jubileuszowy X Sejmik Korespondentów i Współtwórców
„Głosu Weterana i Rezerwisty”, który miał miejsce w
Poznaniu-Berlinie w dniach
22-25 kwietnia 2008 r. Był to bardzo udany i
pożyteczny sejmik, nie tylko moim zdaniem,
ale kolegów w ZG Związku Oficerów Rezerwy
im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Poznaniu.
Znając wiele zagranicznych, o podobnym profilu
wydawnictw oceniam, że „Głos Weterana i Rezerwisty” pod kierunkiem całej redakcji, a zwłaszcza
redaktora naczelnego płk. Antoniego Witkowskiego jest redagowany pod względem merytorycznym i graficznym na wyjątkowo wysokim
poziomie. Organizatorom sejmiku zaś należą się
słowa podziękowania i uznania. Za zaproszenie
na sejmik prezesa ZOR płk. Stanisława Tomaszkiewicza i mnie po żołniersku dziękuję!
Na koniec podaję treść napisu, jaki znajduje
się na pamiątkowej tablicy na pomniku:
Pomnik Żołnierza Polskiego z II Wojny
Światowej Berlin – Friedrichshain – 1972
Pomnik ten wzniesiony został w 1972 r. przez
rządy obu krajów dla uczczenia uznawanych
wówczas oficjalnie bohaterów walki z narodowym socjalizmem. Dziś składamy
tu hołd również tym, którzy walczyli i
polegli jako żołnierze armii polskiego
państwa podziemnego, alianckich sił
zbrojnych i polskiego ruchu oporu,
tym, którzy jako robotnicy przymusowi, więźniowie i jeńcy wojenni
zostali wywiezieni i zamordowani oraz
wszystkim antyfaszystom niemieckiego ruchu oporu, którzy poświęcili
życie wyzwoleniu spod narodowego
socjalizmu
Berlin 1995
Józef LADROWSKI
www.gwir.pl
wchodziły bataliony rediotechniczne, które
nadzwyczaj sprawnie wykonywały zadania na
rzecz brygady i 2 Korpusu. Pierwszymi i wieloletnimi dowódcami batalionów byli: 21 brt we
Władysławowie – ppłk Henryk Tomaszewski,
22 brt w Chojnicach – ppłk Kryspin Okulski,
23 brt – w Słupsku – ppłk Zygmunt Górnicki,
27 brt w Witkowie – ppłk Wiktor Zbroiński, 28
sbrt w Gryficach – mjr Krzysztof Ławniczak.
Kolejnymi dowódcami brygady byli płk płk: Bogusław Sędziak, Józef Banaś, Wojciech Krupiński, Roman Trzeciak, Józef Huruk, Jerzy
Pawelec oraz obecny Michał Sikora. Wszyscy
dowódcy brygady, batalionów oraz kompanii w
wykonywaniu zadań bojowych byli niezawodni
i nadzwyczaj odpowiedzialni. Za udział w ćwiczeniach i treningach na poligonach radzieckich
i krajowych brygady zawsze uzyskiwała oceny
bardzo dobre i dobre. Potwierdzeniem skuteczności jej działań jest wykrywalność wynosząca
w skali roku 70-80 tys. obiektów powietrznych
oraz 4-6 tys. naprowadzeń lotnictwa na cele powietrzne. Brygada była wielokrotnie wyróżniana
przez Ministra Obrony Narodowej, dowódcę
WOPK i dowódcę korpusu. Kadra otrzymywała
awanse, odznaczenia i nagrody. Wszystkie znaczące osiągnięcia brygady były możliwe dzięki
solidności kadry, tysięcy żołnierzy służby zasadniczej, pracowników wojska na SD i w węzłach
łączności oraz służb zaopatrzenia. Wszyscy od
pułkownika do szeregowego godnie i z pełnym
oddaniem wykonywali swoje zadania na zajmowanych stanowiskach służbowych kosztem
nawet osobistych wyrzeczeń.
Eryk KACZMAREK
KTO DZIŚ PAMIĘTA
O „SKORPACH”?
Zwrot w polityce kadrowej, który rozpoczął się
w 1949 r., oznaczał odejście od praktykowanych
ustaleń. Szkoły oficerskie kształciły dowódców
plutonów wszystkich rodzajów wojsk. Było ich
jednak za mało. Dlatego utworzono nowe: piechoty, artylerii, łączności, lotniczą, radiotechniczną,
uzbrojenia, kwatermistrzowską, techniczną wojsk
pancernych i zmechanizowanych oraz prawniczą.
Również wielu kursów chorążych i techników
oraz podoficerów nadterminowych kończyło się
egzaminami na stopień oficerski.
Podstawowym problemem nowej kadry był
brak średniego wykształcenia, którego w tak krótkim czasie od zakończenia II wojny światowej nie
można było uzupełnić. Zjawisko to nie było nowe
również w innych armiach europejskich. Zarówno
w I, jak i w II wojnie światowej z powodu dużych
strat w korpusie oficerskim awansowano bowiem
podoficerów na oficerów. Dotyczyło to również
przedwrześniowej polskiej armii, w której dopiero
w latach trzydziestych wprowadzono obowiązek
uzupełnienia wykształcenia do średniego.
Pewnym rozwiązaniem tego problemu było
powołanie w 1949 r. szkolnych kompanii oficerów
rezerwy piechoty (SKORP). Utworzono je we
wszystkich dywizjach. Strukturę organizacyjną
oparto na przedwojennych „dywizjach”, w których
roczną służbę wojskową, z możliwością przejścia
do służby zawodowej, pełnili podchorążowie z
cenzusem.
Jesienią 1949 r. zostałem skierowany do
Szkolnej Kompanii Oficerów Rezerwy Piechoty
nr 10 w Pleszewie, utworzonej w ramach 4 DP
w obiekcie zajmowanym przez 12 Pułk Piechoty. Objąłem tam stanowisko dowódcy plutonu
moździerzy kalibru 82 mm (etat kapitana) i po
www.gwir.pl
paru miesiącach zostałem mianowany dowódcą
SKORP-u (etat podpułkownika).
Kompania liczyła 110 podchorążych, którzy
zdali maturę w okresie letnim. Powołanie tych
ludzi do służby wojskowej było ogromnym w tym
czasie awansem społecznym. Większość pochodziła z wiosek i małych miejscowości. Niektórzy
po raz pierwszy jechali pociągiem. Pod względem
politycznym byli analfabetami. Zewnętrzną oznaką podchorążych był sznurek biało-czerwony na
naramiennikach oraz srebrny pasek na rękawach
munduru (płaszcza).
Ten poziom podchorążych wymagał od przełożonych zupełnie nowych rozwiązań organizacyjnych, społeczno-politycznych i szkoleniowych.
Akcentowano to w czasie centralnych odpraw
szkoleniowych.
Omawiane kompanie składały się z czterech plutonów (dwa strzeleckie, jeden ckm typu
Maksim oraz pluton moździerzy kalibru 82 mm).
Kadra oficerska (dowódca, szef sztabu – planista szkolenia, zastępca do spraw politycznowychowawczych, czterech dowódców plutonu)
miała wykształcenie średnie. Szefem kompanii
był podoficer w stopniu starszego sierżanta, a
zastępcami dowódców plutonów byli oficerowie w
stopniu sierżanta, dowódcami drużyn zaś również
podoficerowie zawodowi (kapral – plutonowy).
Prace kancelaryjne wykonywała pomoc biurowa
i zarazem maszynistka.
Szkolenie prowadzono według skomasowanego rocznego programu szkół oficerskich. Rok
szkolny podzielono nas dwa okresy: letni (IV-VIII)
i zimowy (XI-III). Ważną rolę w tym procesie
odgrywało czasopismo „Przegląd Wojsk
Lądowych”, które podejmowało zagadnienie
dotyczące wszystkich rodzajów wojsk i służb.
Ze względu na niski poziom kultury podchorążych
wprowadzono godzinny pokaz posługiwania się
sztućcami oraz lekcje tańca towarzyskiego. Poziom dyscypliny był w zasadzie zadowalający, a
nieliczne spory rozstrzygały sądy koleżeńskie.
W maju 1950 r. wszystkie kompanie wraz z
dywizjami wyjechały na poligony. Prowadzono
wówczas szkolenie praktyczno-instruktażowe
oraz odbywały się praktyki w pododdziałach
dywizji. W sierpniu, po egzaminach końcowych,
podchorążowie zostali awansowani na pierwszy
stopień oficerski.
Następnym etapem szkolenia oficerów
rezerwy było przekształcenie dotychczasowych
kompanii w szkolne kompanie oficerskie (SKO).
Ostatecznie 1 listopada 1951 r. nastąpiło rozformowanie SKORP i SKO.
Szybkiemu uzupełnianiu wykształcenia
przez pozostałych oficerów sprzyjała uchwała
z 13 grudnia 1957 r. o służbie wojskowej.
Zobowiązywała ona oficerów do uzyskania
średniego wykształcenia do 1961 r. i uzależniała
od tego awansowanie i obejmowanie wyższych
stanowisk.
Warto wiedzieć, że SKORP nr 10 w ciągu
dwóch lat istnienia dwukrotnie zmieniał miejsce
zakwaterowania. Z Pleszewa został przeniesiony
do Krosna Odrzańskiego, a następnie do Ciborza (zielony garnizon) w pobliżu Świebodzina.
Obecnie jest tam szpital psychiatryczny. Władze
miejscowe, na wiadomość o dyslokacji kompanii,
szybko nawiązywały kontakt w celu wzmocnienia
kadry nauczycielskiej prowadzącej kursy pisania i
czytania wśród przesiedleńców zza Buga.
Podsumowując należy stwierdzić, że w ciągu
dwóch lat istnienia szkolnych kompanii powołano
do zawodowej służby wojskowej 5289 (J. Babula:
Wojsko Polsko 1945-1989. Wyd. Bellona) absolwentów szkolnych kompanii oficerów rezerwy.
Hieronim KMIECIAK
Wrzesieñ 2008
G³os Weterana i Rezerwisty
ABSOLWENCI OSP KRAKÓW 1945
W grudniowym wydaniu 2007 r. „Głosu
Weterana i Rezerwisty” jest opis panów Jana
Czerniaka i Hieronima Kmieciaka o przeniesieniu 1 OSP z Krakowa do Wrocławia.
W związku z powyższym pragnę poszerzyć
tę tematykę o okres stacjonowania 1 OSP
w Krakowie. Najpierw parę słów o naborze i
organizacji 1 OSP w Krakowie na podstawie
swojego przeżycia.
Zostałem w 1940 r. wywieziony do Kazachstanu w wieku 12 lat, a w październiku 1944 r.
zostałem powołany wraz z innymi przez WKR
– Szartanda (miasto powiatowe woj. Akmolińsk)
do Wojska Polskiego, ze stawiennictwem w 9
Pułku Piechoty, który stacjonował na terenie
obozu koncentracyjnego – 1 pole w m. Lublin.
W styczniu 1945 r, oficerowie z Riazania
dokonali poboru do poszczególnych szkół. W
styczniu przewieziono nas do Przemyśla, a
wkrótce do Krakowa. Ja byłem w 9 kompanii
ckm. Promocja była w dwóch etapach: część
na polach „Grunwaldu”, pozostali po dwóch
tygodniach w Krakowie.
Aleksy KAŚNITYCZ
wojsko
KROŚNIEŃSCY LOGISTYCY
Od dwóch lat 4 Batalionem Zaopatrzenia dowodzi ppłk Tomasz Hoffmann,
którego ambicją jest, by był on w gronie
najlepszych oddziałów dywizji. Zapewnia
w związku z tym jak najlepsze warunki
służby i pracy kadrze, żołnierzom
służby czynnej i pracownikom wojska.
Utrzymuje również współpracę z władzami samorządowymi powiatu, miasta
i sąsiednich gmin, a nade wszystko z
weteranami służby i pracy.
Tegoroczne święto 4 bzaop obchodził szczególnie uroczyście. Mszę św.
celebrowali ks. ks. Edward Olech i Jacek Dzwonek zgodnie z ceremoniałem
wojskowym.
Obecnością swą zaszczycili uroczystość dostojni goście i przyjaciele Batalionu – zastępca dowódcy 11 LDKPanc.
gen. bryg. Mirosław Rozmus, szef logistyki
11 LDKPanc płk Ernest Warzecha, dowódcy jednostek dywizji, władze samorządowe
reprezentowali: starosta krośnieński pan
Jacek Hoffmann, burmistrz – pan Andrzej
Chinalski, komendanci powiatowi Policji i
Państwowej Straży Pożarnej, a także zaprzyjaźnionych instytucji i zakładów pracy.
Liczne grono stanowili byli żołnierze zawodowi i pracownicy wojska, weterani służby
i pracy, członkowie Koła nr 9 ZBŻZiORWP
na czele z prezesem ZW płk. w st. spocz.
Michałem Kupcem i prezesem Koła nr 9
ppłk. w st. spocz. Józefem Cieślakiem. Ich
przywiązanie do Batalionu dokumentował
poczet sztandarowy Związku organizacji
wojewódzkiej. Byli też poprzedni dowódcy
jednostki – ppłk rez. Dariusz Haik i mjr rez.
Marek Mroczek. Nie zabrakło przedstawicieli
najmłodszego pokolenia – przedszkolaków
z zaprzyjaźnionego przedszkola, którzy
zaprezentowali żołnierzom okolicznościowo
przygotowany program.
Józef CIEŚLAK
z turystycznych tras
DO KRAJÓW UE
Zorganizowano wycieczkę pod hasłem
,,Poznajemy Kraje Unii Europejskiej: która odbyła się na Słowację i Węgry, a trasa przebiegała przez: Rzeszów-Koszyce-Domica-BudapestSzentendre-Eger. Organizatorem wycieczki był
Zarząd Koła nr 2 ZBŻZiORWP w Rzeszowie,
kierownikiem prezes Koła kol. Stanisław Łutczyn, pilot wycieczki pan Paweł Lekcz z Biura
Turystycznego TRAPER, firma przewozowa
Józef Podolski – autokar klasy Lux-ESO,
pomoc logistyczna Kazimierz Gatlik; Ryszard
Żołnierczyk, Ryszard Brzychc . Uczestniczyło
46 turystów. Pierwszym przystankiem było
przejście graniczne w Barwinku, przejazd przez
Preszow, dojechaliśmy do Koszyc tętniących
życiem dużego miasta, pogoda poprawiła się,
zabłysło słońce, a nasze humory poprawiły się.
Pierwszym miejscem zwiedzania była Jaskinia
Domicela, która jest wspaniałym zabytkiem
przyrody, jedna z ładniejszych w Europie,
znajduje się na południowo – zachodnim krańcu
Silickiej Planiny w Słowackim Krasie, 10 km na
południowy-wschód od miejscowości Plesivec
i na południe od wsi Kecovo, w pobliżu granicy
Republiki Słowackiej z Republiką Węgierską.
Potem udaliśmy się do Budapesztu, gdzie
zwiedziliśmy Wzgórze Zamkowe, basztę rybacką, kościół św. Macieja, Zamek Królewski,
złożyliśmy wiązanki biało-czerwonych kwiatów
i zapaliliśmy znicze przy pomniku bohatera Polski i Węgier gen. Józefa Bema. Zwiedzaliśmy:
Węgierski Parlament, wyspę św. Małgorzaty
oraz odbyliśmy rejs po Dunaju. W drodze powrotnej w Słowacji – zakupy. Podziękowania
należą się wszystkim organizatorom i uczestnikom udanej wycieczki.
Mieczysław KOWAL
19
G³os Weterana i Rezerwisty
Te przepisy też trzeba znać
OSTATNIA
DROGA BYŁEGO
ŻOŁNIERZA
Życie
Zanim się opamiętasz,
Kołyska, ołtarz, cmentarz –
I robisz smutne odkrycie.
Że to już całe życie.
(Jan Sztaudynger)
W życiu każdego człowieka przychodzi
kiedyś taka chwila, że musi zastanowić się
nad oczekującą go wiecznością. Musi sobie
odpowiedzieć wprost na pytanie, jak przeżył
swoje życie, jak wyobraża sobie swoje odejście
z tego świata oraz gdzie znajdzie sobie miejsce
wiecznego spoczynku. Te trudne pytania nie
są obce byłym żołnierzom zawodowym oraz
członkom ich rodzin, bowiem ich też osobiście
dotykają upływ czasu oraz nieubłagane prawa
natury. Wobec powyższego, przedstawiam
informacje o funkcjonowaniu cmentarzy komunalnych, o pogrzebach z wojskową asystą
honorową w mieście stołecznym Warszawie oraz o kolejnych krokach postępowania. Powinno to zainteresować, zwłaszcza
zarządy kół ZBŻZiORWP, a także członków
rodzin wojskowych. Jednakże całość postępowania musi mieć niezwykle delikatny charakter,
ze względu na osobiste uczucie łączące żyjącą
lub zmarłą osobę z jej najbliższymi.
Warunki pochówku zmarłych w stolicy
Rzeczypospolitej Polskiej reguluje Zarządzenie
nr 3904/2006 Prezydenta m. st. Warszawy z
dnia 3 października 2006 r. w sprawie zmiany
funkcjonowania cmentarzy komunalnych m.
st. Warszawy (podpisane przez pełniącego
wówczas funkcje prezydenta m. st. Warszawy
– Kazimierza Marcinkiewicza). W imieniu prezydenta nadzór nad realizacją funkcjonowania
cmentarzy sprawują dyrektor Biura Administracji
i Spraw Obywatelskich (Warszawa, pl. Starynkiewicza 7/9) oraz podległy dyrektor Zarządu
Cmentarzy Komunalnych w Warszawie.
Dysponentem miejsc grzebalnych na
Cmentarzu Komunalnym (dawnym wojskowym) na Powązkach, w alejach zasłużonych i
kwaterach wydzielonych jest prezydent m. st.
Warszawy lub osoby upoważnione. Kwatery
wydzielone, przeznaczone są dla osób zmarłych szczególnie zasłużonych dla stolicy, kombatantów, więźniów obozów i miejsc zesłania
z przyczyn politycznych, osób związanych z
walką o wolność i niepodległość RP.
Osobą upoważnioną do dysponowania miejscami grzebalnymi dla zmarłych
żołnierzy na Cmentarzu Komunalnym (dawnym wojskowym) na Powązkach, Cmentarzu
Północnym (Wólka Węglowa) oraz Cmentarzu
Południowym w m. Antoniów (Gmina Lesznowola) jest dowódca Garnizonu Warszawa
(DGW), spełniający funkcję wojskowego gestora oraz dysponujący na tych cmentarzach
wydzielonymi miejscami gestorskimi. Gestor
rozpatruje wnioski rodziny zmarłego, organu
państwowego lub samorządowego, dowódcy
20
Wrzesieñ 2008
www.gwir.pl
porady
JW, stowarzyszenia lub organizacji społecznej,
zawodowej albo pożytku publicznego i udziela
pisemnej zgody na wykorzystanie miejsca
grzebalnego. Na cmentarzach tych mogą
być grzebane doczesne szczątki zmarłych
żołnierzy i ich najbliższych członków rodzin
(zwłaszcza współmałżonków), w postaci:
– grobów i nisz umownych w kolumbariach;
– miejsc przeznaczonych do rozsypywania
popiołów powstałych ze spopielania zwłok;
– grobów tradycyjnych;
– grobów murowanych odzyskanych w
wyniku ekshumacji zwłok lub szczątków.
Opłaty za korzystanie z cmentarzy komunalnych ustala dyrektor Zarządu Cmentarzy Komunalnych m. st. Warszawy. Dopuszcza
się wnoszenie opłat w ratach za pozyskanie
miejsca grzebalnego oraz za zachowanie na
dalsze 20 lat, grobów na cmentarzach komunalnych, jeżeli osoba uprawniona do grobu
pozostaje w trudnej sytuacji materialnej.
Do organizowania ceremonii pogrzebowych uprawnione są podmioty gospodarcze (firmy i zakłady pogrzebowe), wpisane
do ewidencji działalności gospodarczej
lub Krajowego Rejestru Sądowego. Są one
zobowiązane do przestrzegania regulaminów
wprowadzonych Zarządzeniem nr 3904/2006
Prezydenta m. st. Warszawy z dnia 3 października 2006 r., podanych do publicznej
wiadomości na tablicach umieszczonych przy
wejściach do cmentarzy, udostępnianych w
kancelariach tych cmentarzy.
Nie udziela się zgody na udostępnienie
tradycyjnego miejsca grzebalnego za życia
na Cmentarzu Komunalnym (d. Wojskowym)
Powązki. Na pozostałych dwóch cmentarzach
dopuszcza się udzielania zgody na urządzenie
(wyłącznie) grobu murowanego, umownego
za życia, dla osób spełniających poniższe
warunki:
– ukończony 70 rok życia:
– samotnym i bezdzietnym małżonkom w
wieku 64-70 lat, gdy jedno z małżonków jest
osobą trwale niezdolną do pracy albo samodzielnej egzystencji, posiada przynajmniej ii
grupę inwalidztwa wojennego, wojskowego
lub przebył ciężkie choroby;
– poniżej 65 lat życia, osobom chorym na
ciężkie choroby nieuleczalne, po przedstawieniu świadectwa lekarskiego;
– po wniesieniu opłaty według obowiązującego cennika w ciągu miesiąca od uzyskania
zgody z tytułu udostępnienia miejsca;
– wymurowania grobu w terminie trzech
miesięcy (z pominięciem okresu zimowego,
od 1 listopada do 31 marca).
Zgody na udostępnienie za życia miejsca
grzebalnego pod budowę grobowca rodzinnego katakumby lub grobu rodzinnego przydziela
się osobom, będącym stałymi mieszkańcami
m. st. Warszawy lub gmin podwarszawskich
na terenie których położone są cmentarze.
Na Cmentarzu Komunalnym Północnym, miejsce grzebalne za życia po spełnieniu
powyższych warunków może mieć wyłącznie
charakter grobu murowanego rodzinnego
tradycyjnego i umownego.
Na Cmentarzu Komunalnym Południowym miejsce grzebalne za życia, po spełnieniu
powyższych warunków może być ponadto
udostępnione w postaci niszy umownej w kolumbarium lub w charakterze grobowca katakumbowego, rodzinnego. Dopuszcza się wyrażenie
zgody na udostępnienie dodatkowego miejsca
grzebalnego w celu urządzenia rodzinnego, tradycyjnego grobu murowanego, przeznaczonego
do składania trumien obok siebie w poziomie,
pod warunkiem urządzenia grobu na dwóch
sąsiednich miejscach grzebalnych przeznaczonych na miejsce grzebalne przed terminem
pogrzebu osoby zmarłej. Miejsce to nie może
być przedmiotem obrotu handlowego a jeśli nie
zostanie wykorzystane podlega zwrotowi do
Zarządu Cmentarza. W przypadku wojskowych
miejsc gestorskich w kwaterach gestroskich,
zgodę na ich wydzielenie za życia żołnierza,
wydaje dowódca Garnizonu Warszawa.
Szczegółowe informacje uzyskać można
również przez strony internetowe – adres:
www.cmentarzekomunalne.com.pl.
Dowódca Garnizonu Warszawa będący
gestorem wojskowych miejsc grzebalnych na
Cmentarzu Komunalnym (dawnym wojskowym) na Powązkach, przydziela je wyłącznie
zmarłym żołnierzom:
– posiadającym stopień generała;
– posiadającym tytuł profesora, nadany
przez prezydenta RP;
– Kawalerom Orderu Wojennego Virtuti
Militari;
– członkom najbliższej rodziny osób
spełniających jedno z ww. kryteriów przy
założeniu, że miejsce to będzie w przyszłości
służyło pochowaniu osoby uprawnionej.
Miejsca umowne na Cmentarzu Powązkowskim oraz miejsca tradycyjne na
Cmentarzach Komunalnych Północnym i Południowym, dowódca Garnizony Warszawa
może przydzielić:
– żołnierzom zawodowym w służbie stałej,
w rezerwie i stanie spoczynku;
– kombatantom oraz uczestnikom walk o
wolność i niepodległość Polski;
– żołnierzom zasadniczej służby wojskowej i szczególnie zasłużonym – pracownikom
wojska – na wniosek dowódcy jednostki
wojskowej;
– poległym w misjach wojskowych PKW,
poza granicami kraju;
– członkom najbliższej rodziny osób ww.
Warunkiem przydzielenia wojskowej
asysty honorowej na uroczystość pogrzebową oraz otrzymania zezwolenia na pochowanie zmarłego w kwaterze wojskowej będącej
w dyspozycji gestora – dowódcy Garnizonu
Warszawa jest złożenie pisemnego wniosku
w Oddziale Spraw Reprezentacyjnych, DGW
(adres: 00-909 Warszawa, pl. J. Piłsudskiego
4, tel. nr (6)873-150 lub (6) 879-049, e-mal:
dowódcadgw.mil.pl.), osobiście przez organizatora pogrzebu albo członka rodziny zmarłego,
na minimum dwa dni przed planowanym
terminem ceremonii pogrzebowej.
Wniosek powinien zawierać:
– stopień wojskowy, imię i nazwisko osoby
zmarłej;
– krótką charakterystykę przebiegu służby
wojskowej;
– wykaz najwyższych odznaczeń, medali
jakimi była wyróżniona osoba zmarła;
www.gwir.pl
– prośbę o przydzielenie miejsca pochówku w
kwaterze oraz udział wojskowej asysty honorowej;
– miejsce i termin ceremonii pogrzebowej;
– określenie rodzaju ceremonii (wyznaniowa,
świecka);
– nr telefonu kontaktowego organizatora ceremonii.
Skład wojskowej asysty honorowej zależny
jest od zasług zmarłego żołnierza oraz aktualnych
możliwości Batalionu Reprezentacyjnego WP
(zazwyczaj ograniczonych). Przebieg uroczystości
pogrzebowej oraz szczegóły jej scenariusza określa
„Ceremoniał Wojskowy”.
Asysta wojskowa może ponadto występować
podczas nabożeństw żałobnych poświęconych
zmarłym żołnierzom: w Katedrze Polowej WP,
Kościele Garnizonowym przy WAT w Boernerowie oraz w Kościele Garnizonowym przy AON w
Rembertowie. Inne wyznania – według ustaleń
Prawosławnego Ordynariatu Wojska Polskiego i
Ewangelickiego Duszpasterstwa Wojskowego.
Wszelkie czynności związane z transportem
zwłok, urządzeniem mogiły, wystawieniem trumny
należy wcześniej uzgodnić z wybranym zakładem pogrzebowym. Wojskowa asysta honorowa,
przydzielona przez dowódcę Garnizonu Warszawa,
wykonuje swoje czynności bezpłatnie. Pozostałe
usługi podlegają pełnej odpłatności ze strony organizatora pogrzebu, według aktualnie obowiązujących
cen rynkowych.
Dodatkowe informacje uzyskać można również
poprzez strony internetowe: adres – www.dgw.
wp.mil.pl/ceremonie.
Kolejne kroki postępowania w przypadku śmierci byłego żołnierza zawodowego, to:
1. Osobiste stawiennictwo organizatora pogrzebu w Dowództwie Garnizonu Warszawa (wejście
od ul. gen. Kraszewicza-Tokarzewskiego 4), celem
uzyskania zaświadczenia o wyznaczeniu miejsca
gestorskiego w kwaterze wojskowej na jednym z
trzech ww. Cmentarzy Komunalnych;
2. Pobranie w miejscowym Urzędzie Stanu
Cywilnego aktu zgonu, wystawionego na podstawie zaświadczenia wystawionego przez szpital lub
lekarza, który orzekł śmierć oraz jednoznacznie
określił jej przyczynę;
3. Udanie się do Wydziału Administracji i Spraw
Obywatelskich, Urzędu m. st. Warszawy (pl. Starynkiewicza 7/9), celem otrzymania potwierdzenia
przydziału kwatery wojskowej, (na podstawie aktu
zgonu i zaświadczenia z DGW);
4. Przygotować teksty klepsydry do rozklejania
na dostępnych tablicach ogłoszeń oraz kondolencji
(bezpłatnych), które wysłać do „Polski Zbrojnej”
(adres: dyrektor Redakcji Wojskowej, al. Jerozolimskie, 00-909 Warszawa, faks. 845-503) oraz „Głosu
Weterana i Rezerwisty” (adres: 00-912 Warszawa
69, ul. Żwirki i Wigury 105, tel/faks 022 682 40 28;
5. Wynajęcie zakładu pogrzebowego, który
kompleksowo zapewni usługi związane z przygotowaniem i przeprowadzeniem ceremonii pogrzebowej
według życzeń rodziny osoby zmarłej oraz oczekiwanego standardu (przy czym wariant ten, aczkolwiek
najprostszy, może okazać się bardzo kosztowny);
6. Pobrane z zakładu ubezpieczeń na życie
należnych odszkodowań, zawiadomienie o śmierci
Wspólnoty Mieszkaniowej, banku, członków rodziny, ewentualne wydrukowanie klepsydry, zamówienie środków transportowych, powiadomienie
dowódcy JW itp.
powyższe przedsięwzięcia skomplikują się
znacznie, jeżeli okrutna śmierć byłego żołnierza
nastąpi wskutek nieszczęśliwego wypadku. Ale to
już zupełnie odrębny temat.
Bolesław JANUKOWICZ
Wrzesieñ 2008
G³os Weterana i Rezerwisty
weterani a świat
Polskę
i Australię
łączy...Tobruk
Oto kolejna „wielka księga” warszawskiego wydawnictwa „Magnum”
(rok 2008) pt. „Tobruk”. Pióra australijskiego dziennikarza i pisarza Petera
FitzSimonsa w tłumaczeniu Macieja Antosiewicza. To prawdziwa epopeja
– 419 stron – o udziale Australijczyków w walkach o Tobruk. Słowo wstępne
napisał Manfred Rommel, syn niemieckiego marszałka Erwina Rommla. W
Afryce nie udało się Rommlowi zająć Tobruku jednym, decydującym uderzeniem. Twierdza pozostała w rękach Brytyjczyków i Australijczyków w ramach
8 Armii brytyjskiej do 21 czerwca 1942 roku, kiedy zajęły ją wojska niemieckowłoskie... Żołnierzy australijskich nie było w tym czasie w twierdzy. Ale pięć
miesięcy później, w listopadzie 1942 roku, 8 Armia bez walki odzyskała Tobruk,
kiedy niemiecko-włoska armia pancerna wycofała się w kierunku Tunisu po
zwycięstwie Montgomery’ego pod El Alamein”.
Tu dodajmy, że w okresie od sierpnia do grudnia 1941 roku, w obronie
i odblokowaniu twierdzy uczestniczyła polska Samodzielna Brygada Strzelców
Karpackich pod dowództwem generała Stanisława Kopańskiego.
Prowadzi to nas do miłego stwierdzenia, że autor książki, poszukując
materiałów do niej, natrafił w Australii na Roberta Mrozowskiego, syna
mieszkającego tam na stałe Adama, członka „Stowarzyszenia Szczurów
Tobruku”, gromadzącego kombatantów afrykańskiej kampanii. FitzSimons
nie tylko skontaktował się z panem Adamem, byłym członkiem wspomnianej
Brygady, ale uczynił go jednym z bohaterów swojej książki.
Otóż po wkroczeniu Niemców do Polski we wrześniu 1939 roku, Adam
Mrozowski oraz jego kuzyn, Czesław Kreowski, obaj pochodzący spod Starachowic, uciekli z Polski na Węgry, by przedostać się do Palestyny, ponieważ gdzieś usłyszeli, że tam podobno formuje się „polska brygada do walki
z Niemcami”. W Budapeszcie, do którego dotarli, zgłosili się do ambasady RP,
gdzie stanęli przed „dość wyniosłym oficerem Wojska Polskiego”. Mrozowski
miał zawsze hardą duszę, gdy więc oficer zadał im pytanie (dość głupie,
trzeba przyznać), dlaczego przedarli się przez granicę z Polski na Węgry,
odpowiedział (arogancko, też trzeba przyznać): „Nie po to, żeby siedzieć za
biurkiem tak jak pan”.
Pan Adam został ukarany. Kreowski dostał bilet na pociąg, który miał mu
umożliwić ostatecznie dotarcie do Brygady, Adam natomiast został odesłany
do obozu dla uchodźców. Od tego momentu nazwisko Kreowskiego w książce
Fitzsimonsa już się nie pojawia.
Po jakimś czasie, Adamowi udaje się dotrzeć do Palestyny, gdzie staje
się żołnierzem Brygady. Tam też w czasie wycieczki do Jerozolimy, on i jego
koledzy natrafiają na członków „Australian Imperial Force” („Austriackich
Sił Imperialnych”) w dziwnych kapeluszach. Najpierw następuje wymiana
naszywek australijskich z tym napisem i godłem wschodzącego słońca na
polskie mosiężne orzełki a później wspólne picie piwa w „pubie”. Polacy
i Australijczycy przypadają sobie nieprawdopodobnie do gustu i rodzi się...
wieczna przyjaźń.
Adam Mrozowski przeżywa różne przygody z Australijczykami, ale na
dwie warto zwrócić szczególną uwagę. Oto Australijczycy zauważają, że
Polacy, kiedy widzą Włochów, z pogardą ich ignorują. Ale wystarczy, żeby
w odległości nawet tysiąca metrów zobaczyli choćby jednego Niemca, „to coś
w nich wstępuje i robią wszystko żeby go zabić”.
Drugi przykład. Australijski chirurg widzi, że kiedy w szpitalu polowym, do
sali operacyjnej wjeżdża ranny jeniec niemiecki, jeden z polskich lekarzy w
ogóle nie chce się nim zajmować. Wzywa go więc pułkownik australijski i mówi:
„Kapitanie, musi się pan zajmować rannymi bez względu na narodowość”.
Kapitan: „Czy to rozkaz ?”. Pułkownik: „Tak, kapitanie, to rozkaz”. Kapitan:
„Bardzo dobrze, podporządkuję się. Ale musi pan wiedzieć, że w przypadku
Niemców, mój współczynnik śmiertelności będzie wynosił sto procent”. Tak
mówili Polacy, Australijczycy zaś szybko zaczęli ich rozumieć..
Zygmunt BRONIAREK
21
G³os Weterana i Rezerwisty
Wrzesieñ 2008
WTEDY UDAŁO SIĘ WYKUPIĆ…
Czytam listy od naszych korespondentów. Nawiązują też do spraw, którymi zajmuje
się Komisja Sejmowa Obrony Narodowej,
o której obradach piszemy w Głosie. Korespondenci podają przykłady, ich zdaniem,
niedobrych decyzji i zamiarów Agencji Mienia
Wojskowego, co do przyszłości gruntów
będących do tej pory własnością naszego
Wojska. Czy zawsze najlepszym wyjściem
jest ich sprzedaż? Prawda, Agencja chce się
wykazać pozytywnym wynikiem swej działalności finansowej. Ale czy nie należałoby
tę ziemie publiczną przeznaczać i na cele
służące pożytkowi całego społeczeństwa? I
podają przykłady: W Krakowie o działkę stara
się Muzeum Lotnictwa Polskiego, pisze o tym
nasz korespondent, Stanisław Cichosz.
Gdzie indziej jeszcze mógłby powstać park
krajobrazowy z wystawą dawnej broni itp.
Zwykle szanse ma jednak i wygrywa ten, kto
oferuje więcej kasy. Zaś Agencja pieniędzy
potrzebuje pilnie, jak tłumaczy, na budowę
mieszkań dla przyszłej kadry oficerskiej armii
zawodowej.
Wiarusom, byłym żołnierzom zawodowym, jakoś trudno się z tym zgodzić. Słyszę
i czytam: – jak można sprzedawać ziemię,
pozbywać się tego, co powinno być skarbem
wszystkich a nie tylko zamożnych firm, jednostek? No, ale inne czasy. Młodych, jak można
się przekonać, nie trapią podobne dylematy.
Mają inne kłopoty. A to, co nas niepokoi, będą
oceniać już przyszli dziejopisarze, historycy.
I zapewne, jak dzieje się to od dawna, będą
oceniali różnie.
Przypadkowo, czytam wspomniane listy,
prawie na przemian z opowieściami o mojej
ziemi rodzinnej – Ziemi Dobrzyńskiej. Jej
dysponentem był kiedyś (XIV w.) Władysław
Opolczyk, który także potrzebując pieniędzy
dostał je od Krzyżaków (tak przyjęto u nas
nazywać Zakon Szpitala Najświętszej Marii
Panny). A w zastaw dał zakonowi Ziemię
Dobrzyńską. Wprawdzie później, królowa
Polski Jadwiga, żona Jagiełły, przekonywała
mistrza zakonu, że to ona ma prawo do Ziemi
Dobrzyńskiej (po swym ojcu Ludwiku). A nie
Władysław Opolczyk, który nie powinien
dysponować cudzą własnością. Jednak
Krzyżacy nie mieli jakoś zamiaru zwracać
dobrowolnie tę ziemię. Po śmierci Jadwigi,
jeszcze na kilka lat przed Grunwaldem, król
Jagiełło ponowił rokowania z Krzyżakami w
sprawie wykupu tej ziemi. Krzyżacy godzili się
ją oddać, jeżeli otrzymają pięćdziesiąt cztery
tysiące dukatów, które przed laty dali Włady-
www.gwir.pl
sławowi Opolczykowi. Król
zwrócił się więc do szlachty
(zwolnionej wówczas od
wszelkich podatków na rzecz
państwa), ażeby zrobiła
dobrowolną, jak byśmy to
dziś nazwali, jednorazową
„zrzutkę” na wykup tej ziemi. I trzeba powiedzieć, że
szlachta dobrzyńska zamiast
54 tysięcy – które wypłaciła
Krzyżakom, co do grosza – zebrała nawet
100 tysięcy dukatów. Resztę przekazano do
skarbca królewskiego*).
Przypominam ten okres z dziejów mojej
Ziemi Dobrzyńskiej broń Boże, bez żadnych
aluzji do aktualnych interesów, jakie robi Agencja Mienia Wojskowego. Ot, tylko takie luźne
skojarzenia w pogodne dni tegorocznego lata.
Dzisiejsi, prywatni inwestorzy, ubiegający się
o mienie publiczne, to przecież nie bracia
zakonni i w ogóle nie te czasy, nie ta skala
transakcji. Każda epoka ma swoje interesy,
ale ich sedno niewiele się różni. Tak wtedy,
przed wiekami, jak i dziś, idzie o niebagatelne
wartości materialne, o zakup i wykup ziemi. Z
tą różnicą, że wtedy, w stosownej potrzebie
udało się nam ten skarb jednak wykupić…
Cezariusz PAPIERNIK
*) z książki Anny Klubównej – Cztery
Panie Jagiełłowie, wyd. Pojezierze
Jan NIKIFOROW
(?) – (7)
Czego Ryszard Kukliński nie ujawnił!
1.
Swoich usilnych starań dostania się
do instytucji centralnych MON, najlepiej w Sztabie Generalnym WP po ukończeniu studiów w
ASG (mjr Zwierzchowski i płk Musiał).
2.
Przeprowadzki całej rodziny do
Rembertowa w 1962 r.
Nawiązania kontaktów z nabywcą
3.
jachtu w Szwecji.
Skoku z „drugiego piętra” od rze4.
komej kochanki w Mińsku Mazowieckim 25
października 1962 roku. „Skoku”, który mógł
zakończyć się nawet jego śmiercią! Nie wątpię,
że przeszedł wtedy dramatyczny sprawdzian
kwalifikacyjny do pracy w wywiadzie. Brakuje
również relacji o półrocznej kuracji po doznanych ciężkich obrażeniach obu nóg (wynik
„skoku”).
5.
Kulisów otrzymania urlopu na odprowadzenie jachtu do Szwecji. W warunkach
studiów w ASG było to ewenementem!
6.
O rejsie jachtem LEGENDA do
Szwecji i składzie załogi, w tym kpt. Stanisława
Radaja – Oficera Zarządu II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego.
7.
O otrzymaniu talonu na samochód
w 1953 roku i następnego w 1965 r.
Te nieujawnione fakty dotyczyły okresu,
gdy Szefem Sztabu Generalnego WP był gen.
broni Jerzy Bordziłowski, któremu podlegał
wchodzący organicznie Zarząd II, a więc
wywiad wojskowy. Nie jest to bez znaczenia,
gdyż z całą pewnością w tym okresie Ryszarda
zakwalifikowano do wykorzystania w wywiadzie wojskowym. Natomiast fakt, że służby
wywiadu podlegały gen. Bordziłowskiemu,
wywodzącemu się z Armii Czerwonej (do której
22
następnie wrócił), sugeruje, że służby wywiadu
wojskowego WP, jeśli nie były uzależnione od
GRU, to niewątpliwie ściśle z tymi służbami
współpracowały. Tego zresztą wymagała
ówczesna sytuacja geopolityczna i militarna
w podzielonej Europie i świecie. Wniosek z
tego oczywisty, że Ryszarda GRU nie musiało werbować – automatycznie stawał do
dyspozycji tych służb.
Nie wykluczam, że w przeddzień „ucieczki”,
będąc na bankiecie w ambasadzie ZSRR z
okazji Rewolucji Październikowej, Ryszard i
tam otrzymał „namaszczenie” dla swojej „misji”.
Potwierdzeniem „aprobaty ucieczki” Ryszarda
przez decydentów ZSRR było to, że wg wielokrotnie podkreślanych przez gen. Wojciecha
Jaruzelskiego faktów, ze strony owych decydentów nie było tak zwanego „trzęsienia ziemi”,
żądania dymisji, zmian w systemie osiągania
gotowości wojsk itp. Nic z tych rzeczy!
Testem na inteligencję dla tych, którzy
gloryfikują szpiegostwo w wydaniu Ryszarda,
powinno być rozliczenie dostarczanych wywiadowi amerykańskiemu fotokopii tajnych i
supertajnych dokumentów w języku rosyjskim.
Było to 35 000 – 40 000 stron maszynopisu!
Wykonanie i przekazanie tych fotokopii CIA
nie budzi wątpliwości. W tej sprawie wypowiadały się autorytety: szefowie CIA, Zbigniew
Brzeziński i Jan Nowak-Jeziorański oraz
inni. Jednak liczba tych dokumentów nasuwa
poważne wątpliwości. Czy Ryszard był w stanie tej gigantycznej pracy podołać? Musiałby
codziennie, przez okrągłe dziewięć lat, wykonywać 10 – 12 fotokopii! Teoretycznie to możliwe, w praktyce absurdalne! Trzeba bowiem
uwzględnić „współczynniki” specyfiki pracy w
Sztabie Generalnym – tam naprawdę pracowano! Jeśli dodać ulubione przez Ryszarda „skoki
w bok”, zaangażowanie w budowę domu, to nie
ulega wątpliwości, że tej fotograficznej pracy nie
wykonywał sam. Pracę tę wykonywali spece
z GRU – Ryszard był tylko „przekaźnikiem”.
Dodać tu można zbyt słabą znajomość języka
rosyjskiego, aby mógł w sposób logiczny rozważyć wagę przekazywanych dokumentów.
Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że
obok prawdziwych dokumentów (aby nie
zdekonspirować informatora), przekazywano
dokumenty dezinformujące stronę przeciwną,
co w warunkach „zimnej wojny” w działaniach
służb wywiadowczych było bardzo ważne!
Zachodzi zasadnicze pytanie: dlaczego
tak cennemu agentowi wywiadu wojskowego
polecono/nakazano wyjechać z kraju?
Uzasadnienie znajduje się w poprzednim
rozdziale. Jednak dla ciągłości rozważań przytoczę swoje argumenty.
1. Między bajki można włożyć twierdzenie,
że Ryszardowi groziła dekonspiracja ze strony
SB (nie zajmowali się wojskiem). Stale przytaczana sytuacja na odprawie w Sztabie Generalnym WP w dniu 2 listopada 1981 roku, gdzie
jakoby Ryszard trafił w krąg podejrzanych, to
czysty blef.
2. Ryszard jako jeden z głównych planistów
dokumentacji „Planu wprowadzenia stanu wojennego” był najbardziej odpowiednią osobą,
aby o ewentualnym wprowadzeniu tego stanu
uprzedzić odpowiednie osoby, służby i decydentów w USA, i że zaprowadzenie porządku
w kraju możliwe jest przez użycie własnych
sił, tj. wojska i oddziałów milicji. Przekazanie
tej wiadomości było korzystne dla Polski, USA
www.gwir.pl
i, paradoksalnie - dla ZSRR! Z tą misją, wg
rozkazu kompetentnej osoby, Ryszard udał się
w tę „podróż służbową”.
Te elementy, wnioskodawcy przyznania
Ryszardowi tytułu „Honorowego Obywatela”
miast Krakowa i Gdańska powinni wziąć pod
uwagę, a nie posługiwać się tylko szachrajstwem „pseudoprzyjaciół” Ryszarda.
Wyszli również na „błaznów” ówczesni
włodarze Warszawy, forsując i fetując uroczysty
pogrzeb na Powązkach. Z przytoczonych faktów
wynika, że z równym powodzeniem mógł być
pochowany na cmentarzu Nowodziewiczym w
Moskwie. Najlepszym miejscem Jego ostatniego spoczynku niewątpliwie byłby cmentarz w
Rembertowie – obok Matki!
Sprawa płk. Ryszarda Kuklińskiego była
niewątpliwie pod ścisłą lupą CIA. Zapewne były
jakieś wątpliwości, gdyż medal przyznany Ryszardowi, gdy był jeszcze w Polsce, wręczono
po latach w USA. Również przyznanie obywatelstwa trwało, jak na „bohatera” przystało, zbyt
długo! Niewątpliwie, gdy był już w USA, jego pozycja była zagrożona. Zapewne był jakiś sygnał
o tym fakcie. Efektem była rozprawa sądowa,
kara śmierci (po trzech latach), paradoksalnie
ratowała życie Ryszardowi. Dla przykładu w
okresie tym, za mniejsze przewinienia sądy
karały niemal natychmiast, tu do procesu doszło
po trzech latach!
Z czasem służby CIA najwyraźniej rozgryzły
Ryszarda. Aby wyjść z „twarzą”, oddały „bohatera” Polsce! Dowodzą tego okoliczności
zgonu Ryszarda. Służby sanitarne USA o
wylewie Ryszarda dowiedziały się bardzo szybko, lecz reakcja była w stosunku do „bohatera”
skandaliczna! Wysłano karetkę pogotowia – ta
łapie gumę. Zamiast w tym wypadku wysłać
następną, wymieniają koło. Po przywiezieniu
do szpitala nie zabrano się natychmiast do
ratowania życia Ryszarda. Uczyniono to po
upływie sporego czasu i było już za późno! Jest
to relacja Jana Parysa w wywiadzie telewizyjnym na kanale „PULS”. Jak z tego wynika, to
CIA przyczyniła się do Jego smutnego końca.
Mieli Go dość jako „bohatera USA”!
Podtrzymuję swoje zdanie na temat śmierci
synów Ryszarda (wymieniłem je w „Głosie
Wybrzeża”). Jestem przekonany, że żyją,
tyle że ze zmienioną tożsamością, bowiem
przydomek „syn bohatera, zdrajcy czy dezertera
lub superszpiega” w ich karierze pomocnym
być nie mógł.
W podsumowaniu stwierdzam, że ciągle
w uszach brzmią słowa Ryszarda wypowiedziane na zakończenie studiów w ASG:
„Co byś zrobił, gdybyś znajdował się w sytuacji
takiej, że zarówno z jednej, jak i z drugiej strony uczynienie nieostrożnego kroku, groziłoby
katastrofą a nawet śmiercią?”.
To zdanie to MOTTO Jego działalności!
W całej tej historii, kilka zdań należy się
osobie płk. Stanisława Radaja. Jak już wspominałem, w stopniu kapitana, a jednocześnie
oficera Zarządu II Sztabu Generalnego WP
towarzyszył Ryszardowi w rejsie LEGENDĄ
do Szwecji w 1963 r. Również w rejsach LEGII
do wysp duńskich i innych zachodnich portów
wchodził w skład załogi tego jachtu, już w stopniu pułkownika. Nie wątpię, że o działalności
Ryszarda w trakcie tych rejsów był doskonale
zorientowany i, co nie ulega wątpliwości, czynnie w tej „grze” uczestniczył.
W wymienionych „dziełach biograficznych”
wymieniany jest jako oficer kontrwywiadu. Bzdura - bo WYWIADU!
cdn
Wrzesieñ 2008
G³os Weterana i Rezerwisty
Z ¿a³obnej karty
Œpieszmy siê kochaæ ludzi
tak szybko odchodz¹...
Ks. Jan Twardowski
Płk dypl. Władysław SUJECKI
(30.09.1928-1.06.2008). Odszedł
od nas Człowiek-Legenda. Do
takiego stwierdzenia upoważnia
mnie ćwierćwiekowa znajomość
i wspólna służba wojskowa. Człowiek ciężko doświadczony, jako dziesięciolatek
wywieziony do Niemiec na przymusowe roboty
kilkakrotnie podejmował próby ucieczki. Udało się
za trzecim razem. Powrócił do kraju umęczonego
wojną. Podjął naukę z myślą o służbie wojskowej,
osiągając pełnoletność ten cel osiągnął. Po ukończeniu wielu uczelni wojskowych doskonalił się
w praktycznym żołnierskim działaniu. Powojenne
lata nie rozpieszczały, jednak cechy charakteru
Władysława pozwalały Mu służyć na kolejnych
wyższych stanowiskach żołnierskich. Pokonując
trudy szkolenia na poligonach, Jego służbowa
odpowiedzialność sprawiły, że zdobywał doświadczenie i został wyznaczony na dowódcę
13 Pułku Zmechanizowanego w Kożuchowie,
następnie awansował na stanowisko zastępcy
dowódcy ds. liniowych 11 Dywizji Pancernej w
Żaganiu. Na tych stanowiskach udowodnił, że
był mistrzem szkolenia i wychowania. Zna Go
cała żołnierska Polska. Organizował i realizował
wiele przedsięwzięć szkoleniowych, w tym kursy
dla Kierowniczej Kadry Wojska Polskiego. W
dużej mierze przyczynił się do sformułowania
powiedzenia „ŻAGAŃ STOLICĄ WOJSKA
POLSKIEGO”. Do dzisiaj jest to pamiętane.
W codziennej pracy-służbie najwięcej czasu
poświęcał dowódcom od plutonu do pułku. Często był współtwórcą ich sukcesów. Wielu z tych
oficerów dosłużyło się stopni generalskich. Wiem,
że pamiętają o zasługach Pułkownika SUJECKIEGO, zwanego także „Żagańskim Marszałkiem
Polnym”. Po zakończeniu zawodowej służby
wojskowej niezwłocznie wstąpił w szeregi Związku Byłych Żołnierzy Zawodowych. Odszedł,
wychowankowie pozostali, będą pamiętali.
Pułkowniku WŁADYSŁAWIE SUJECKI,
CZEŚĆ TWOJEJ PAMIĘCI!
Adam Rębacz.
Płk dypl. Franciszek CZYŻOWICZ
(1.02.1922-4.02.2006) urodził się
w Sąsiadowicach na ziemi lwowskiej. Żołnierz Armii Krajowej ps.
„Guma”, 1. sierpnia 1944 r. został
żołnierzem Wojska polskiego
i skierowany do Oficerskiej Szkoły Piechoty
w Lublinie, którą ukończył z wyróżnieniem w
stopniu podporucznika. W 1. Brygadzie Piechoty
Zmotoryzowanej dowodził plutonem. 22 kwietnia
1945 r. nad Sprewą został ciężko ranny. Po
zakończeniu wojny dowodził kompanią, był
oficerem zwiadu, operacyjnym i szefem Sztabu
43 Pułku Piechoty. Po ukończeniu w 1952 r.
Akademii Wojskowej w Moskwie do 1980 r. pełnił
obowiązki służbowe w Sztabie Generalnym WP
na stanowiskach: szefa Wydziału Lotniczego
OPK, szefa Wydziału Operacyjnego, szefa Zespołu Planowania Operacyjno-Obronnego Działu
Zagranicznego KOK, dowódcy Centralnej Grupy
Kierowania Ruchem Wojsk, zastępcą szefa
Zarządu Operacyjnego. W latach 1974-1975 był
szefem Polskiej Misji w Międzynarodowej Komisji
Kontroli w Wietnamie.
Odznaczony Krzyżem Walecznych, Srebrnym i
Złotym Krzyżem Zasługi i Krzyżem Kawalerskim
Orderu Odrodzenia Polski oraz wieloma innymi
medalami bojowymi, resortowymi, samorządowymi i stowarzyszeniowymi. W 1980 r. odszedł
w stan spoczynku. Członek Związku Inwalidów
Wojennych oraz ZBŻZiORWP. Był dzielnym
żołnierzem, opiekuńczym i troskliwym mężem,
ojcem i dziadkiem.
Kazimiera Czyżowicz – żona.
Niech wierzby szumią nad nami
Jeśli mi przyjdzie odejść niebawem
Jak tego zażąda na niebie Bóg
Chciałbym pozostać dawnym WOJSKOWYM
Wśród moich kolegów frontowych dróg.
Chciałbym dołączyć do tych szeregów
W których stąpałem przez całe życie
I pełnić wachtę w gronie kolegów
W uświęconej krwią ziemi obficie.
Chciałbym z Wami na apelach stawać
Z pola chwały towarzysze broniPrzykład służenia Ojczyźnie dawać
Jeśli nas wzywać będą potomni.
Niech zawsze wierzby szumią nad nami
Zaniosą pieśń błagalną do nieba –
Byśmy do walki mogli wstawać sami,
Kiedy w Ojczyźnie zajdzie potrzeba.
Prof. dr Jerzy CZYŻOWICZ
Płk Karol KURAN (25.01.1925-9.06.2008).
Służbę wojskową pełnił przez ponad 40 lat, do
1985 r. Podczas okupacji brał udział w działaniach Armii Krajowej. W latach 1955-1967 służbę
pełnił w Departamencie Kadr MON, następnie
był pracownikiem w Departamentach Spraw
Obronnych w Ministerstwie Żeglugi, następnie
w Ministerstwie Handlu Zagranicznego. Posiadał
wysokie kwalifikacje zawodowe, bogate doświadczenie, które wykorzystywał w służbie i pracy.
Odznaczony Krzyżem Armii Krajowej, Krzyżem
Partyzanckim, a także Krzyżem Kawalerskim i
Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz wieloma innymi medalami państwowymi, resortowymi
oraz samorządowymi i stowarzyszeniowymi. Do
Koła nr 29 ZBŻZ przy Departamencie Kadr MON
wstąpił w 1985 r. i działał w nim do końca życia.
W Katedrze polowej WP w Asyście Honorowej
WP pożegnało GO grono przyjaciół, kolegów z
Koła i współpracowników. Pochowany w grobie
rodzinnym w Skierniewicach.
Marian Smoliga
Płk mgr Adolf BEDNARSKI
(3.05.1925-3.10.2007). urodzony
na Wołyniu w rodzinie osadnika
wojskowego-legionisty. W 1939
r. rodzina zagrożona sowieckimi
represjami przeniosła się w rejon
Krasnystawu. W 1942 r. został żołnierzem Armii
Krajowej w oddziałach „Sępa”, „Podkowy” i w
końcu 27 Wołyńskiej Dywizji AK. W 1944 r., gdy
zaczęto rozbrajać oddziały Dywizji pod koniec
września wstąpił do Wojska Polskiego. W szeregach 1 Dywizji Piechoty i. T. Kościuszki uczestniczył w walkach w rejonie Warszawy, gdzie został
ranny. Po wyleczeniu został skierowany do 2
frontowej Oficerskiej Szkoły Piechoty w Lublinie.
W lutym 1945 r. w stopniu podporucznika w skła-
23
G³os Weterana i Rezerwisty
dzie zwiadu 3 Pułku Piechoty walczył o Gryfice i
nad Odrą. W maju razem z Pułkiem zakończył
walki na ulicach Berlina. Następne 20 lat to
okres służby na różnych stanowiskach. Został
oddelegowany do pracy w organizacji „Służba
Polsce” w Nowym Tomyślu, kolejno pełnił obowiązki na kursach oficerów rezerwy, dowodził
batalionem w TSL w Oleśnicy, a ostatnie lata to
praca w Wydziale Ogólnowojskowym Dowództwa Lotnictwa Operacyjnego w Poznaniu. W
1965 r. wbrew swojej woli odszedł z zawodowej
służby wojskowej. W rezerwie ukończył studia
prawnicze i aplikację radcowską. Pracował w
przedsiębiorstwach rolniczych w Wielkopolsce.
Utrzymywał kontakt ze środowiskiem byłych
żołnierzy, należał do Koła Oficerów Rezerwy,
był współzałożycielem Koła ZBŻZ im Żwirki i
Wigury przy DWL w Poznaniu. Był członkiem
Zarządu Koła i Komisji Rewizyjnej. Kolegów
wspierał społecznie poradami prawniczymi,
cieszył się u nich dużym autorytetem i sympatią. Odznaczony Krzyżami: Walecznych,
Partyzanckim, Armii Krajowej, a także Krzyżami Zasługi oraz wieloma medalami bojowymi
m. in. „Za Berlin”. Wyróżniany wielokrotnie za
działalność Związkową dyplomami, medalem
25-lecia ZBŻZiORWP, odznaką honorową
„Za Zasługi dla ZBŻZiORWP”. Równolegle
aktywnie działał w środowisku żołnierzy AK,
był prezesem środowiskowego Koła „Knieja”
i członkiem Koleżeńskiego Sądu w Okręgu
Poznań. Pogrzeb odbył się zgodnie z ceremoniałem z wojskową asystą honorową.
Z. Bulzacki
Mjr Józef PAJA (24.07.1928-17.10.2007)
urodził się na ziemi rzeszowskiej. Służbę
wojskową rozpoczął w 1946 r. w Szkole
Specjalistów Morskich MW. Po dwuletnim
szkoleniu rozpoczął szkolenie w Technicznej
Szkole Wojsk Lotniczych w Zamościu. Po jej
ukończeniu w 1950 r. został mianowany na
stopień oficerski. Przez kolejne 11 lat służbę
pełnił w 48 Pułku Lotnictwa Szturmowego
na stanowiskach technicznych w obsłudze
urządzeń radiolokacyjnych, a ostatnie lata
1963-1969 służył w 32 Pułku Lotnictwa w Sochaczewie. Po zwolnieniu z wojska zamieszkał
w Olsztynie. W 1973 r. wstąpił do KOR-LOK, a
w 1983 r. wstąpił do Koła nr 21 ZBŻZ. Działał
również w PCK, SIMP, SEP, PTTK, PRON
oraz Aeroklubie PRL i TPPR. Odznaczony
Złotym Krzyżem Zasługi oraz wieloma innymi
odznaczeniami państwowymi, resortowymi
oraz samorządowymi i stowarzyszeniowymi.
Pochowany na cmentarzu w Ciechanowie.
Czesław Kaszuba
Ppłk mgr Aleksander KUKIEŁKA (18.11.1925-19.10.2007)
urodził się w m. Żarnek pow.
Janów Lubelski. Służbę wojskową pełnił w latach 1945-1974.
Absolwent Oficerskiej Szkoły
Piechoty i Wojskowej Akademii Politycznej.
Dowodził drużyną, plutonem i kompanią. Po
ukończeniu studiów był wykładowcą pedagogiki w Wojskowej Akademii Medycznej
do 1974 r. Odznaczony Srebrnym Krzyżem
Zasługi, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, wieloma medalami resortowymi.
W ZBŻZiORWP od 1981 r., do 1993 r. był
wiceprezesem w Zarządzie Koła nr 8, a do
2004 r. był jego prezesem. W Związku został
uhonorowany medalem „Za Zasługi dla ZBŻZ”,
wpisem do księgi honorowej ZW ZBŻZiORWP
oraz honorową odznaką „Za Zasługi dla Miasta
24
Wrzesieñ 2008
Łodzi”. W pracy społecznej uczestniczył w
akcjach „Lato” i „Zima” organizowanych przez
władze LOK i Kuratorium Oświaty w Łodzi.
Społecznie był zaangażowany przy budowie
Szpitala- Pomnika Matki Polki.
Jan Waliszek
Ppłk Edward Marian KALINOWSKI (1.04.1926-2.10.2007)urodził
się w m. Kolonia Glina. W 1947 r.
został powołany do zasadniczej
służby wojskowej w 71 Pułku
Artylerii Ciężkiej w Grudziądzu. W
1948 r. został podchorążym Oficerskiej Szkoły
Polityczno-Wychowawczej w Łodzi, która ukończył w 1950 r. po jej ukończeniu został wykładowcą w 11 Samodzielnym Dywizjonie Artylerii
2 DP. W latach 1951-52 odbył przeszkolenie na
KDO przy Akademii Wojskowo-Politycznej w
Warszawie. W latach 1953-1960 był zastępcą
ds. politycznych dowódcy 75 Pułku Piechoty,
następnie zmechanizowanego 21 DZ. W latach
1961-1977 pełnił obowiązki zastępcy komendanta 4 Centralnej Składnicy Uzbrojenia WOW,
poczym przeszedł do rezerwy i zatrudnił się w
WRZKB w Rzeszowie. Do Koła nr 7 ZBŻZ wstąpił
w marcu 1981 r., którego był współzałożycielem.
Był przewodniczącym Komisji Rewizyjnej Koła.
Odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi, a także
wieloma medalami państwowymi i resortowymi.
Pochowany z asystą wojskową na Cmentarzu
Komunalnym w Wilkowyji w Rzeszowie. Obok
Rodziny w uroczystościach pogrzebowych
udział wzięli członkowie Koła ze sztandarem
Związkowym. Zmarłego pożegnał wiceprezes
Adam Trędowicz.
Jan Machno
Płk dypl. Jerzy JARMUL
(10.06.1926-19.04.2008). W 1943
r. został żołnierzem Armii Krajowej,
w ramach 82 Pułku AK brał udział
w walkach pod Węgrowem, Kirczewem, Tokarami, Boratyńcem
Ruskim, Adamowem i w Puszczy Nurzeckiej. W
kwietniu 1947 r. został powołany do zasadniczej
służby wojskowej w 84 paplot w Brzegu nad
Odrą. Tam ukończył szkołę podoficerską. We
wrześniu 1947 r. rozpoczął naukę w Oficerskiej
Szkole Artylerii. W 1949 r. został promowany w
OSAPlot w Koszalinie na pierwszy stopień oficerski. Służbę kontynuował jako dowódca plutonu i
baterii podchorążych, szef sztabu dywizjonu w 88
paplot, dowódca szkoły podoficerskiej art., plot w
POW i WOW, w Sztabie WOW. Po ukończeniu
studiów w ASG w 1965 r. w Szefostwie Wojsk
Obrony Przeciwlotniczej został szefem Wydziału
Operacyjnego. Następnie obowiązki pełnił w
Departamencie Wojskowym Ministerstwa Nauki
i Szkolnictwa Wyższego i Techniki. Odznaczony
Krzyżem Partyzanckim, Krzyżem Armii Krajowej,
Krzyżem Walecznych, Srebrnym i Złotym Krzyżem Zasługi oraz Krzyżem Kawalerskim Orderu
Odrodzenia Polski oraz wieloma medalami państwowymi, resortowymi, a także samorządowymi
i stowarzyszeniowymi.
K. Dobrosz
Mgr Stefania KRUK z domu Jurkiewicz (28.02.1935-22.10.2007).
Urodzona w Przeworsku, tu ukończyła liceum ogólnokształcące.
Studiowała na Wydziale Ekonomicznym WSP w Rzeszowie.
Wyszła za mąż za oficera Wojska Polskiego
mjr. Kruka (zmarł w 1978 r., pracował w administracji prokuratury wojskowej). Do Koła nr 7
www.gwir.pl
ZBŻZiORWP wstąpiła w 2001 r. W uroczystości pogrzebowej na Cmentarzu Komunalnym
Wilkowyja w Rzeszowie wzięło udział oprócz
Rodziny liczne grono członków Koła z pocztem
sztandarowym, sygnalista orkiestry garnizonowej. Prezes Koła Marian Lelek złożył Rodzinie
kondolencje.
J.M
Ppłk Stanisław GNAT (29.04.192624.10.2007) urodził się w Jaworowie na Kresach II RP. W obawie
przed nacjonalistami ukraińskimi
wraz z dwoma braćmi w 1944 r.
zamieszkał w Jarosławcu. Obaj
bracia zginęli. W 1947 r. został żołnierzem służby
zasadniczej w 71 Pułku Artylerii Ciężkiej 13 BAC
w Grudziądzu. W 1951 r. po ukończeniu kursu
chorążych przy OSA w Toruniu został dowódcą
plutonu w dywizjonie 103 pułku Artylerii Haubic
w Bartoszycach, po roku dowodził baterią,
po czym został szefem sztabu dywizjonu. Po
przeszkoleniu na KDO został szefem sztabu
dywizjonu w 25 BAH. W 1957 r. został skierowany do 1 DZ im. Tadeusza Kościuszki, gdzie
dowodził dywizjonem 122 mm haubic. W 1963
r. został szefem Sztabu 1 Pułku Artylerii. W 1966
r. po ukończeniu WKDO przy ASG WP został
dowódcą 45 Dywizjonu Artylerii Rakietowej. W
1976 r. został komendantem Ośrodka Szkolenia
Poligonowego WL w Nowej Dębie. Do rezerwy
odszedł w 1977 r. Został komendantem OHP w
Rzeszowie.
Do Koła nr 7 ZBŻZ wstąpił w kwietniu 1981 r.
Odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi, Krzyżem
Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz
wieloma innymi odznaczeniami państwowymi,
resortowymi oraz samorządowymi i stowarzyszeniowymi. Pozostawił żonę Marię – żołnierza
Wojskowej Służby Kobiet ZWZ-AK „Orląt Lwowskich” syna i córkę oraz sześcioro wnucząt.
Zmarłego pożegnał wiceprezes Koła nr 7 Adam
Trędowicz. Pochowany na Cmentarzu Komunalnym w Radymnie.
J. Machno
Mjr Jan WOJDYŁA (17.05.19282.11.2007). Absolwent Oficerskiej
Szkoły Piechoty nr 1 we Wrocławiu
z 1950 r. Zawodową służbę wojskową zakończył po 37 latach jako
szef służby chemicznej brygady.
Przez kolejnych 10 lat pracował jako specjalista
OC. Odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz
wieloma medalami państwowymi i resortowymi.
Pochowany na Cmentarzu Komunalnym w Łodzi
Zarzewie z udziałem ks. kapelana, członków
ZBŻZiORWP w Łodzi. W imieniu kolegów z Koła
nr 15 pożegnał Go prezes Jan Dobrowolski.
Stefan Serafin
Płk Mieczysław RADECKI zmarł
w wieku 87 lat 4 listopada 2007
r. Sybirak, żołnierz 1 Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki,
uczestnik bitwy pod Lenino, ciężko
ranny w walkach o Warszawę. Po
wyleczeniu ran pozostał w zawodowej służbie
wojskowej. Do rezerwy został przeniesiony w
1976 r. Odznaczony Krzyżem Bitwy pod Lenino,
srebrnym medalem „Zasłużonym na Polu Chwały”, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia
Polski oraz wieloma innymi odznaczeniami
państwowymi, resortowymi oraz stowarzyszeniowymi.
Z.A. Mirowski
www.gwir.pl
Ppor. Tadeusz GÓRAL (11.07.
1923-5.11.2007) urodził się w
Krakowie. Całe swoje młodzieńcze i dorosłe życie związał ze
Związkiem Harcerstwa Polskiego.
W 1940 r. wstąpił do Szarych
Szeregów i w ich strukturze działał przez całą
okupację. Po wyzwoleniu Bielska-Białej organizował komendę Hufca ZHP, zabezpieczał
sprzęt szybowcowy. Pracował jako geodeta w
powiecie Prudnickim na Opolszczyźnie – pełniąc
jednocześnie obowiązki komendanta hufca ZHP
Od kwietnia 1959-grudnia 1975 r. był komendantem Beskidzkiego Hufca ZHP, został również
przewodniczącym Kręgu Seniora „Orla Perć”,
długoletni członek Seniorów Lotnictwa – działał
w organizacjach kombatanckich, aktywny w
Kole Związku Byłych Żołnierzy Zawodowych i
Oficerów Rezerwy Wojska Polskiego. Odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi, Medalem Komisji
Edukacji Narodowej oraz wieloma innymi medalami bojowymi, resortowymi, samorządowymi
i stowarzyszeniowymi. Cenił sobie zwłaszcza
medal „Pro Memoria”. W pogrzebie uczestniczyły
setki osób i poczty sztandarowe. Pochowany
na Cmentarzu Komunalnym bielskiej dzielnicy
Leszczyny.
Marian Kałoń
Koło Miejsko-Gminne Związku Byłych Żołnierzy
Zawodowych i Oficerów Rezerwy Wojska Polskiego w Prudniku pożegnało:
- mjr. Piotra MAJDANIUKA (24.02.192518.11.2007), Kawalera Srebrnego Krzyża Virtuti
Militari oraz Krzyża Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski;
- kpt. Franciszka SZARKA (29.01.193425.11.2007), urodzonego we Francji;
- ppłk. Mariana SZPARY (13.03.193625.11.2007), byłego zastępcy ds. technicznych
dowódcy jednostki wojskowej w Prudniku,
odznaczonego Srebrnym i Złotym Krzyżem
Zasługi, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.
Stanisław Faber
Ppłk Feliks BRYJA (29.02.1936-19.11.2007) w
1956 r. został podchorążym Oficerskiej Szkoły
Piechoty nr 1. Dalszą służbę wojskową odbywał w jednostkach POW i ŚOW, ostatnio pełnił
obowiązki zastępcy komendanta Wojskowej
Komendy Uzupełnień w Wieluniu. Odznaczony
Złotym Krzyżem Zasługi oraz wieloma medalami
państwowymi, resortowymi oraz samorządowymi
i stowarzyszeniowymi.
Bogusław Szuster
St. sierż. Stanisław GERNAND
(12.11.1922-1.12.2007) urodził
się w Rzeszowie. W sierpniu 1944
r. został wcielony do 25 Pułku Piechoty 10 DP, ukończył szkołę podoficerską ckm. W kwietniu 1945
r. w składzie kompanii ckm 25 Pułku Piechoty
forsował Nysę Łużycką. 1. maja przy forsowaniu
Sprewy został ranny. Po wojnie brał udział w
walkach z UPA na terenie pow. jarosławskiego
i przemyskiego. Po zwolnieniu do rezerwy w
1947 r. zatrudnił się w PZL-WSK w Rzeszowie,
w którym pracował aż do przejścia na emeryturę. W sierpniu 1995 r. został członkiem Koła
nr 12 „Podhalańczyków” ZBŻZiORWP, po jego
rozwiązaniu Koła nr 11 im. 17 Pułku Piechoty,
pełnił w nim obowiązki członka Komisji Rewizyjnej. Był również członkiem Związku Inwalidów
Wojennych. Odznaczony Krzyżem Kawalerskim
Orderu Odrodzenia Polski, medalami „Zasłużo-
Wrzesieñ 2008
G³os Weterana i Rezerwisty
nym na Polu Chwały”, „Za Udział w Walkach o
Berlin”, „Za Odrę, Nysę i Bałtyk”, i „Zwycięstwa
i Wolności” oraz wieloma innymi medalami
resortowymi i stowarzyszeniowymi.
J. Machno
Chor. Tadeusz SCHODOWSKI
(5.10.1931-11.03.2008) urodzony w Warszawie. Po Powstaniu
Warszawskim wraz z rodziną
został wywieziony do Pruszkowa, następnie do obozu pracy
w Niemczech. W 1945 r. powrócił do spalonej
stolicy. W grudniu 1951 r. został powołany do
służby zasadniczej w JW. 3274 w Warszawie,
po ukończeniu której został podoficerem zawodowym i przeniesiony do grupy organizacyjnej w
Wojskowych Zakładach Naprawczych Sprzętu
Łączności w Czernicy koło Wrocławia. W 1969
r. został awansowany do stopnia chorążego i
skierowany do Sądu Śląskiego Okręgu Wojskowego na funkcję sekretarza sądowego. W
lipcu 1980 r. odszedł w stan spoczynku. Od
1995 r. był członkiem Koła nr 2 ZBŻZiORWP im.
gen. dyw. Zbigniewa Ohanowicza przy Sztabie
ŚOW. Odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz wieloma innymi
odznaczeniami państwowymi, resortowymi i
stowarzyszeniowymi. Pochowany na cmentarzu
przy ul. Bardzkiej we Wrocławiu.
Adolf Sitarz
Mjr dr n. med. Roman STYPA (25.03.19271.12.2007). Uroczystości pogrzebowe odbyły
się w Rajczy. Bardzo licznie uczestniczyła
ludność miejscowa, zespoły regionalne, chóry
i zespoły muzyczne. Był bardzo szanowanym
lekarzem, serdecznie opiekował się weteranami, emerytami i rencistami wojskowymi.
Mimo pogarszającego się zdrowia aktywnie
uczestniczył w pracach Koła nr 1 przy WKU w
Bielsku-Białej. Odznaczony Srebrnym i Złotym
Krzyżem Zasługi, Krzyżem Partyzanckim,
Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia
Polski oraz wieloma innymi medalami bojowymi,
pamiątkowymi oraz państwowymi, resortowymi
i samorządowymi. W uroczystościach licznie
uczestniczyły poczty sztandarowe.
M. Kałoń
Sierż. sztab. Mieczysław ŁOĆWIN (7.09.19552.12.2007). Służbę wojskową pełnił w latach
1977-1995 na różnych stanowiskach służbowych w jednostkach 2 Dywizji Zmechanizowanej. Do rezerwy odszedł ze stanowiska
kierownika kancelarii JW 4161 w Kłodzku.
Jan Szewczyk
Płk Józef POMARAŃSKI
(19.02.1928-3.12.2007). Kombatant, urodził się w m. Pawłowice,
woj. mazowieckie. W czasie okupacji ojciec został zamordowany
w obozie Dachau. Uczestniczył w
tajnych kompletach, podczas Powstania Warszawskiego w sierpniu walczył na Pradze. Po
klęsce powstania w niewoli został zatrudniony
jako robotnik przymusowy w fabryce zbrojeniowej, następnie na roli u niemieckiego gospodarza. Po wojnie w 1949 r. zdał maturę, a w 1950
r. ukończył Szkołę Podchorążych Rezerwy.
W stopniu podporucznika został powołany do
służby w 1. Pułku Artylerii w Garwolinie, gdzie
służył w latach 1951-1956 jako dowódca plutonu, baterii, szef sztabu i dowódca dywizjonu.
Ze względu na stan zdrowia został przeniesiony
do WKU Toruń, gdzie służbę zakończył na
stanowisku zastępcy komendanta. W 1959 r.
na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika uzyskał
tytuł magistra. Po zakończeniu służby wojskowej we wrześniu 1987 r. pracował na odcinku
obronności w instytucjach cywilnych do 1991 r.
Od października 1987 r. był członkiem Koła nr 2.
Wyróżniony odznaką honorową „Za Zasługi dla
ZBŻZiORWP”. Odznaczony Srebrnym Krzyżem
Zasługi, Krzyżem Armii Krajowej, Warszawskim
Krzyżem Powstańczym i Krzyżem Kawalerskim
Orderu Odrodzenia Polskim oraz wieloma
medalami resortowymi i stowarzyszeniowymi.
Pożegnany przez Rodzinę, przyjaciół i kolegów.
Słowo pożegnalne wygłosili – ks. kapelan i
prezes Koła
Feliks Chlebowski
Ppłk Edmund LEWANDOWSKI
(6.10.1931-5.12.2007) zawodową
służbę wojskową rozpoczął w
1952 r. w 41 Pułku Piechoty 12
Dywizji w Szczecinie, w 1953 r.
został awansowany do stopnia
podporucznika. W 1956 r. odszedł do rezerwy,
przez kolejnych 6 lat pracował w kopalni „Boguszewice”. W 1962 r. został ponownie powołany
do służby i kontynuował ją w Garnizonie Elbląg:
43 Batalionie Łączności, 17 Batalionie Rozpoznawczym, 60 Kartuskim Pułku Czołgów oraz 1
Warszawskim Pułku Czołgów i. Bohaterów Westerplatte. Zły stan zdrowia, szereg operacji spowodował iż w 1974 r. odszedł w stan spoczynku.
Po długiej rekonwalescencji stał się aktywnym
członkiem Koła nr 2 ZBŻZiORWP. Przez 45
lat był związany z Elblągiem i tutaj spoczął na
cmentarzu „Agrykola”. W imieniu współtowarzyszy służby, koleżanek, kolegów i przyjaciół
ze Związku pożegnał Go prezes kpt. w rez. Jan
Flisiński. W pogrzebie udział wzięła kompania
honorowa oraz poczty sztandarowe.
Jerzy Bławat
Ppłk mgr Leon ZŁOTY (8.08.19316.12.2007). Służbę wojskową
rozpoczął w 1950 r. w Oficerskiej
Szkole Uzbrojenia Bartoszycach,
którą pełnił do 1981 r. Po jej
ukończeniu służbę kontynuował
do 1956 r. w 27 Dywizji Zmechanizowanej w
Zgorzelcu, następnie do 1960 r w Składnicy
Uzbrojenia w Regnach. Kolejne lata był radcą
prawnym w Wojskowej Akademii Medycznej im.
Bolesława Szareckiego w Łodzi. Odznaczony
Srebrnym i Złotym Krzyżem Zasługi, Krzyżem
Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz
wieloma innymi medalami resortowymi i stowarzyszeniowymi i samorządowymi. Pochowany
na Cmentarzu Wojskowym w Łodzi. W imieniu
przyjaciół i kolegów pożegnał Go prezes Koła
ZBŻZiORWP
Jan Rycek
Ppłk Wacław DOWGALSKI (21.06.19216.12.2007) urodził się w Tarnorudzie ( na
Kresach II RP). Wcielony do Armii Czerwonej
walczył na froncie fińskim. W Wojsku Polskim
służbę pełnił w latach 1943-1955. Brał udział
w bitwie pod Lenino i walczył dalej na szlaku
1 DP im. Tadeusza Kościuszki, wziął udział
w szturmie na Berlin. Do ZBŻZiORWP wstąpił
zaraz po jego powstaniu. Działał również w
organizacji kombatanckiej. Odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski,
Krzyżem Walecznych, medalem „Zasłużonym
na Polu Chwały” oraz wieloma innymi medalami
bojowymi, odznaczeniami państwowymi oraz
resortowymi, stowarzyszeniowymi i samorządo-
25
G³os Weterana i Rezerwisty
wymi. Wyróżniony także wieloma odznaczeniami radzieckimi i rosyjskimi. Zmarłego pożegnali
koledzy z Koła nr 1 ZBŻZiORWP przy WKU w
Bielsku-Białej i sztandar Związku.
Marian K.
Kmdr dypl. Stanisław BIAŁOŃ
(4.02.1925-10.12.2007), pochodził z Małego Polesia. W 1944 r.
ukończył Liceum Ekonomiczne. W
kwietniu 1945 r. został żołnierzem
Wojska Polskiego. Po ukończeniu
Akademii Sztabu Generalnego WP w 1959 r.
dalszą służbę pełnił na odpowiedzialnych stanowiskach w Dowództwie Marynarki Wojennej.
Po zwolnieniu do rezerwy w 1976 r. pracował
jako specjalista wojskowy w CPN Gdańsk. Był
inicjatorem utworzenia przy byłych służbach
technicznych i zaopatrzenia DMW Koła nr 32
ZBŻZiORWP, przez wiele lat był jego wiceprezesem. Odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu
Odrodzenia Polski, Złotym Krzyżem Zasługi,
medalami pamiątkowymi, resortowymi oraz stowarzyszeniowymi i resortowymi. Uhonorowany
odznaką „Gryfa Pomorskiego”. Pochowany
zgodnie z ceremoniałem wojskowym w Gdyni.
Marian Czekaj
Ppłk Grzegorz RUSIN (11.02.191812.12.2007) urodził się w Mostach
Wielkich w woj. lwowskim. Służbę
wojskową rozpoczął w 1940 r. wcielony do Armii Czerwonej. W 1941
r. ukończył szkołę podoficerską i
został dowódcą drużyny łączności w batalionie
saperów. W 1942 r. jednostkę w której pełnił służbę skierowano do obrony Stalingradu w składzie
62 Armii. W grudniu został ranny. Po leczeniu w
szpitalu został skierowany do pułku zapasowego
w Kopiejsku, w którym grupowano żołnierzy Polaków. W maju 1943 r. Pułk przekazano Dowództwu
1 Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki. Z
Dywizją walczył na całym jej szlaku jako dowódca
plutonu rusznic przeciwpancernych. Po zakończeniu wojny zajmował stanowiska dowódcze w 62 i
65 pułku Piechoty 18 DP oraz był komendantem
Podoficerskiej Szkoły Samochodowej w Giżycku.
W 1953 r. został przeniesiony do rezerwy.
W Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w
Białymstoku na stanowisku kierownika transportu
samochodowego, pracował do 1975 r. W stowarzyszeniach kombatanckich działał od 1946 r. Był
przewodniczącym komisji historycznej, komisji
weryfikacji i odznaczeń, oraz komisji współpracy
z młodzieżą i pracy oświatowej. W 1955 r. został
członkiem KOR-LOK w Białymstoku, w chwili
powstania Związku w Kole nr 3 w Białymstoku.
Odznaczony Brązowym, Srebrnym i Złotym Krzyżem Zasługi, Krzyżem Kawalerskim i Oficerskim
Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem Walecznych,
medalami bojowymi oraz resortowymi i stowarzyszeniowymi. Pochowany z wojskową asystą honorową na Cmentarzu Miejskim w Białymstoku.
Wiesław Markiewicz
Płk mgr inż. Jan KANTYKA
(6.12.1934–1.06.2007) urodził się
w Siemieniu na ziemi żywieckiej.
Po ukończeniu szkoły podstawowej uczył się zawodu w fabryce włókienniczej w Bielsku oraz
pracował w internatach szkolnych na Górnym
Śląsku jako wychowawca młodzieży. W 1953
r. został przyjęty do Oficerskiej Szkoły Artylerii
Przeciwlotniczej w Koszalinie, którą ukończył w
1956 r. w stopniu podporucznika. Służbę wojskową pełnił w jednostkach liniowych Pomorskiego
26
Wrzesieñ 2008
Okręgu Wojskowego na stanowiskach dowódcy
plutonu, oficera ogniowego i dowódcy baterii.
W latach 1963-1969 studiował w Wojskowej
Akademii Technicznej w Warszawie na Wydziale
Elektroradiotechnicznym. Po studiach pełnił
służbę w Delegaturze Dozoru Technicznego i
Inspekcji Energetycznej we Wrocławiu na stanowisku starszego inspektora. W 1983 r. powierzono mu organizację we Wrocławiu Delegatury
Wojskowej Inspekcji Gospodarki Energetycznej,
której został szefem. Obowiązki te pełnił do zakończenia czynnej służby wojskowej w 1990 r.
Był aktywnym działaczem Stowarzyszenia Elektryków Polskich i członkiem Koła ZBŻZiORWP
„Budowlani”. Za zasługi w działalności służbowej
i społecznej wyróżniony wieloma odznaczeniami
państwowymi, resortowymi i związkowymi, m.in.
Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski,
odznaką honorową „Za Zasługi dla ZBŻZiORWP”
i „Złotą Odznaką Honorową SEP”. Pochowany
z honorami wojskowymi na cmentarzu przy ul.
Bardzkiej we Wrocławiu.
Mieczysław Pudelewicz
Ppłk mgr Henryk Zygier
(8.07.1926-13.05.2008 r.). Odszedł z naszego grona wspaniały człowiek, troskliwy mąż i ojciec, wzorowy oficer, bez reszty
oddany ludziom społecznik. Urodził się na Mazowszu w rodzinie
chłopskiej, był najstarszym
synem w gronie sześcioosobowego rodzeństwa.
W 1947 r. został powołany do odbycia zasadniczej służy wojskowej w 1. Brygadzie Saperów w
Brzegu, gdzie ukończył szkołę podoficerską. Po
dwóch latach żołnierskiej służby, zafascynowany
problematyką wojskową, postanowił na stałe
związać się z wojskiem. Wstąpił do Oficerskiej
Szkoły Politycznej, którą ukończył w 1950 r.
Jako oficer, mający perfekcyjnie opanowane
rzemiosło saperskie, służył w jednostkach wojsk
inżynieryjnych w garnizonach Chełm Lubelski
(dwukrotnie) i Sandomierz - w batalionie mostów
składanych i dywizyjnych batalionach saperów.
Poznał również urok jednostek artyleryjskich i
zaliczył pracę sztabową w Korpusie Armijnym w
Lublinie. W 1965 r. w ramach wyróżnienia został
skierowany do służby inżynieryjno budowlanej.
Został zastępcą dowódcy batalionu inż. bud.,
kolejno - w Chełmie Lubelskim i w Krotoszynie,
a w 1973 r. objął stanowisko zastępcy dowódcy
pułku inżynieryjno-technicznego we Wrocławiu.
W latach 1974-1981 służył w składnicy służby
czołgowo-samochodowej ŚOW na stanowisku
zastępcy dowódcy, gdzie zakończył czynną
służbę wojskową. Za efektywną służbę został
odznaczony m. in. Krzyżem Kawalerskim Orderu
Odrodzenia Polski i Złotym Krzyżem Zasługi. Już
jako cywil pracował jako specjalista ds. Obrony
Cywilnej w Zjednoczeniu Leśnictwa.
W 1981 r., bezpośrednio po przejściu do rezerwy,
wstąpił w szeregi naszego Związku. Aktywnie
działał jako prezes Koła nr 1 przy Wojewódzkim
Sztabie Wojskowym, któremu przewodniczył
przez trzy kadencje. Był nieprzerwanie członkiem
Zarządu Wojewódzkiego, gdzie zajmował się
niesieniem pomocy ludziom znajdującym się w
trudnej sytuacji życiowej, w szczególności pomagał obłożnie chorym. Za działalność związkową
został wyróżniony wpisem do Księgi Zasłużonych
dla Wrocławskiej Organizacji Związku, Odznaką
Honorową „Za Zasługi dla ZBŻZiORWP” oraz
Medalami XX i XXV-lecia Związku. Pochowany z honorami wojskowymi na cmentarzu w
Świdnicy.
Mieczysław PUDELEWICZ
www.gwir.pl
zdrowie
Odżywianie
a choroby
Największym problemem współczesnej
medycyny w krajach ekonomicznie rozwiniętych jest wielka epidemia chorób cywilizacyjnych. Rozszerzyła się ona stopniowo
w miarę wzrostu dobrobytu i wynikających z
tego zmian w modelu życia z tradycyjnego
sposobu żywienia na bardziej kaloryczny.
Nasz organizm stanowi całość, dlatego
działania jednych układów wpływają na
działanie innych. Działanie układu odpornościowego zależy przede wszystkim od układu
nerwowego, hormonalnego i odżywiania.
Nieprawidłowy tryb życia i odżywiania,
brak ruchu prowadzi do powstania chorób
cywilizacyjnych.
W 1990 r. Światowa Organizacja Zdrowia
wydała raport pt. „Dieta, żywienie i profilaktyka chorób przewlekłych”. Za choroby
przewlekłe związane z żywieniem uznano
następujące choroby:
– choroby sercowo – naczyniowe (niedokrwienna choroba serca, nadciśnienie
tętnicze),
– nowotwory,
– otyłość,
– cukrzyca,
– nowotworowe choroby jelita grubego,
– kamica żółciowa,
– próchnica zębów,
– osteoporoza,
– alkoholowe uszkodzenie wątroby i
mózgu.
Do powstania ww. chorób a zwłaszcza
choroby sercowo-naczyniowe przyczyniają
się nadmierne spożycie nasyconych kwasów
tłuszczowych, cholesterolu, soli kuchennej i
alkoholu, a niskie spożycie witamin o właściwościach antyoksydacyjnych, w których
obfituje żywność roślinna.
W 1972 r. potwierdzono, że błonnik
pokarmowy ma właściwości hamowania
w przewodzie pokarmowym, wchłaniania
cholesterolu i glukozy.
W 1989 r. odkryto, że antyoksydanty,
czyli niektóre witaminy np. C (występuje
m.in. w natce pietruszki, brukselce, brokułach, kalafiorze, kapuście, papryce,
czarnych porzeczkach, truskawkach),
Wit. E (występuje w tłuszczach roślinnych,
np. oleju słonecznikowym, rzepakowym,
kukurydzianym, sojowym, produktach zbożowych). Wszystkie te produkty działają
przeciwmiażdżycowo, a niektóre z nich
zaliczane są do afrozjatyków. Jest i trzeci
bardzo ważny naturalny związek o działaniu
przeciwmiażdżycowym, jest karotenoid
– zawarty w warzywach pomarańczowy
barwnik beta karoten (prowitamina A) czyli
popularna Wit. A. Zawiera ona jeszcze inny
silny przeciwutleniacz – likopen. Ostatnio
zwraca się dużą uwagę w diecie na sterole
i sterole roślinne, które obniżają poziom
złego cholesterolu we krwi.
Dieta dla serca
Dla naszego serca doskonałą dietą jest
dieta śródziemnomorska. Charakteryzuje
www.gwir.pl
się tym, że prawie nie zawiera masła, bardzo
mało innych tłuszczów zwierzęcych, za to
dużo warzyw i owoców, nasion strączkowych, czyli fasoli, grochu, a także orzechów.
Dieta śródziemnomorska jest obfita w kwasy
OMEGA 3, które znajdują się w rybach i doskonale wpływają na nasze zdrowie. Przede
wszystkim przeciwdziałają miażdżycy, ponieważ mają właściwości przeciwkrzepliwe i
obniżają poziom w surowicy trójglicerydów.
Radzę jeść takie ryby dwa razy w tygodniu.
Wcale nie muszą to być drogie ryby, bardzo
dużo tych kwasów tłuszczowych, często
zapomniany tani śledź. Tłuszczów zwierzęcych nie powinniśmy jeść więcej jak 20
gramów dziennie.
Przy sporządzaniu potraw należy pamiętać, aby potrawy były raczej niesmażone,
lecz gotowane oraz duszone i pieczone
bez dodatku tłuszczu, np. w żaroodpornym
naczyniu lub pergaminie. Należy zrezygnować z zasmażek, mięs odsmażanych
i smażonych. Oprócz wymienionych produktów dr med. Magdalena Białkowska
– lekarz dietetyk z Warszawskiego Instytutu
Żywności i Żywienia zaleca częste picie
odtłuszczonego mleka, kefiru, jogurtu naturalnego oraz serwatki i maślanki, a spośród
soków najlepiej własnoręczne wykonanie z
warzyw i owoców. Spożywając wymienione
produkty żywnościowe zmniejszamy ryzyko
zachorowania na choroby układu sercowo
– naczyniowego.
W rozwoju raka okrężnicy, prostaty, a
także sutka i odbytnicy może mieć udział
dieta bogatotłuszczowa. Z otyłością łączy
się rak sutka i trzonu macicy, natomiast z
nadmiernym spożywaniem alkoholu rak
przełyku oraz jamy ustnej i odbytnicy. Istnieje
dodatni związek między spożyciem żywności
solonej, wędzonej i marynowanej a rakiem
żołądka i przełyku. Zmniejsza zachorowanie na powstanie nowotworu spożywanie owoców i warzyw. Spożycie błonnika
zmniejsza możliwość zachorowania na raka
przewodu pokarmowego i okrężnicy.
Otyłość ma ujemny wpływ na nasze
zdrowie. Otyłość jak wiadomo, zależy od
braku równowagi pomiędzy spożyciem a
wydatkowaniem energii. Do rozwoju otyłości
dochodzi wówczas, gdy spożycie energii
przewyższa jej wydatkowanie w dłuższym
czasie. Szczególnie tłuszcz pokarmowy
sprzyja wzrostowi masy ciała. Natomiast bogate w błonnik produkty węglowodanowe
mogą zapobiegać otyłości. Ze względu na
szybkie powodowanie nasycenia i przez to
ograniczenie spożycia energii otyłość wpływa na podatność wystąpienia cukrzycy
insulinozależnej. Cukrzyca z kolei stanowi
poważne ryzyko przedwczesnych chorób
sercowo – naczyniowych. Kamica żółciowa
jest przede wszystkim chorobą ludzi otyłych, u których stwierdza się nadmierne
stężenie cholesterolu w żółci.
Najczęściej popełniane błędy w żywieniu
Najczęstszym błędem w żywieniu jest
przekarmianie, czyli dostarczanie organizmowi większej ilości energii niż wynosi
jego zapotrzebowanie. Zwiększa to poziom
cholesterolu w surowicy krwi u osób, które
mają siedzący tryb życia, stresującą pracę,
Wrzesieñ 2008
G³os Weterana i Rezerwisty
nie uprawiają sportu i do tego palą papierosy, sami pracują na otyłość, co za tym idzie
– zwiększone ryzyko zawału oraz wylewu
krwi do mózgu. U osób otyłych szczególnie groźny jest ten tłuszcz odkładający
się na brzuchu zwanym „złym tłuszczem”,
ponieważ sprzyja przede wszystkim cukrzycy, chorobie wieńcowej serca, nadciśnieniu
tętniczemu i innym chorobom. Innym błędem
jest zbyt mała liczba posiłków za to bardzo
obfitych. Prawidłowo ułożona dieta przeciwmiażdżycowa działa zapobiegliwie chorobom
serca. Posiłki powinny być podawane w
określonych porach dnia i w odpowiednich
odstępach czasu. Przerwa między posiłkami powinna wynosić około 3 godzin aby
ułatwić organizmowi trawienie spożywanych
pokarmów. Całą dobową dawkę energii należy podzielić tak, aby pierwsze śniadanie
pokryło 25% dziennego zapotrzebowania
organizmu, drugie śniadanie 10%, obiad
30%, podwieczorek 15% a kolacja 20%.
Reasumując, aby zdrowym być trzeba przestrzegać zasady niżej podanego dekalogu.
Dekalog Zdrowego Żywienia nakazuje
– codziennie jedz co najmniej pięć porcji
produktów zbożowych – zawarta w nich
skrobia dostarcza energii mięśniom a błonnik
reguluje pracę jelit,
– cztery porcje warzyw i trzy owoców
zaopatrzą Twój organizm w wystarczającą
ilość witamin i składników mineralnych a
także błonnik,
– dwie szklanki mleka lub kefiru zapewniają odpowiednią ilość białka a także
wapnia,
– pozostałą ilość potrzebnego białka
dostarcza jedna porcja ryby, drobiu, grochu,
fasoli lub mięsa,
– zalecane są oleje roślinne i miękkie
margaryny.
Ponadto należy przestrzegać 10 przykazań dietetycznych
1.
Dbaj o różnorodność spożywanych
produktów.
2.
Strzeż się nadwagi i otyłości, bądź
aktywny ruchowo.
3.
Produkty zbożowe powinny być dla
Ciebie głównym źródłem kalorii.
4.
Spożywaj codziennie, co najmniej
2 duże szklanki chudego mleka lub kefiru,
jogurtu, sera.
5.
Mięso spożywaj z umiarem.
6.
Spożywaj codziennie dużo owoców i warzyw.
7.
Ograniczaj spożycie tłuszczów
szczególnie zwierzęcych i produktów zawierających cholesterol.
8.
Zachowaj umiar w spożywaniu
cukru i słodyczy.
9.
Ograniczaj spożycie soli.
10.Unikaj nadmiernej ilości alkoholu.
Lepiej zapobiegać!
Kto nie buduje swego zdrowia, ten je
rujnuje.
Leczyć chorobę to tak
jak drożyć studnię, kiedy
chcemy ugasić pragnienie.
Czyż, aby nie za późno?
lek. med. Piotr
BIAŁOKOZOWICZ
kĄcik
poezji i humoru
pod redakcj¹
Antoniego
RYPU£Y
W HOŁDZIE WETERANOM
Dziś jest pierwszy Wrzesień roku dwa
tysiące ósmego,
Data dla Polski i jej weteranów znaczenia
szczególnego.
W tym dniu 69 lat temu zaczęła się wojna
najstraszniejsza,
Dla świata, Europy, a zwłaszcza dla narodu polskiego.
Dlatego ten dzień jest świętem dla weterana każdego,
Dla wszystkich, którzy walczyli na frontach II wojny
Tej strasznej światowej o niepodległość
państwa polskiego,
Do wolnej Polski szli krętymi i cierniowymi
drogami.
Marian ANYSZ
WOŁANIE
Wielce Szanowni, Czcigodni Panowie!
Wołam nieśmiało: uświadomcie sobie!
Dziś na ważnych decyzyjnych etatach,
Zadowoleni na co dzień, szykowni, w
krawatach,
Kiedyś zdejmiecie czcigodne mundury!
Dzień radosny zmieni się w ponury!
Tak jak my będziecie tylko emerytami.
W trosce o lepszy byt połączycie się z
nami!
Tak! Trzeba wcześniej, pomyśleć o
przyszłości.
Tak! Dziś emerytom okazać gest godności.
Za dzielną służbę Ojczyźnie ślubowaną,
Emeryt powinien mieć troskę oczekiwaną.
Żołnierz na rozkaz zawsze gotowy!
Emeryt smutny, pomijany, niezdrowy.
Krzyk emeryta wojskowego – czy to
wołanie,
Zawsze lub nigdy nieusłyszane pozostanie?
Józef DRABEK
HUMOR
Generał Kuropieska był komendantem
ASG, gdy do raportu przyprowadzili
majora słuchacza ASG i meldują generałowi, że major często lubi popić (generał
zapytał czy sam? Mjr. stwierdził, że z
kolegami), opuszcza się w nauce, chodzi
na dziewczyny. Generał zamyślił się i
stwierdził: Pan pułkownik wymienił same
superlatywy, a gdzie negatywy? Na tym
raport został zakończony.
Podał Piotr KACZMARSKI
27
G³os Weterana i Rezerwisty
Wrzesieñ 2008
www.gwir.pl
POZIOMO:
3) za opłatą opłakiwała czyjąś śmierć;
9) krzew z różowatych, spirea;
10) miasto w Rosji, nad Czepcą,
dopływem Wiatki;
11) zespół ludzi obsługujących
pociąg;
13) dawne umocnienie polowe;
14) liczby egzemplarzy wydanych
książek lub czasopism;
15) część nogi;
16) ropień, wrzód;
17) obchodzi imieniny 8 kwietnia;
21) ryś stepowy;
24) przodek rodziny;
25) trucizna mieszana z pokarmem;
26) łamy;
28) do połowu ryb lub chwytania
zwierząt;
29) ma równe boki i proste kąty;
33) generator drgań;
36) imię Dancewicz;
37) duża łódź o płaskim dnie;
38) gra towarzyska;
39) dziewięcioosobowy zespół muzyczny;
40) Ludwik, 1855-1954, aktor;
41) obiektyw kamery zdjęciowej lub
telewizyjnej.
PIONOWO:
1) krzywa płaska;
2) Akira, sławny reżyser japoński;
3) choroba psychiczna, obłęd;
4) błazen, pajac, śmieszek;
5) całkowite zniszczenie;
6) pochodna kwasu cytrynowego;
7) twardy cukierek owocowy;
8) największy instrument smyczkowy;
18) gra na altówce;
19) hawajska nazwa gitary;
20) chodzi tyłem;
21) kawałek czegoś jadalnego;
22) jednostka monetarna Indii;
23) barwa;
27) gromadzi energię elektryczną;
30) wielokąt;
31) księga zawierającą dzienne
zapisy z wydarzeń w życiu;
32) odmiana węglanu wapnia;
35) rzadkość, osobliwość, smakołyk.
Litery z pól ponumerowanych w prawych dolnych narożnikach, czytane w
kolejności od 1 do 22, utworzą rozwiązanie – stwierdzenie Demostenesa.
28
krzyŻówka
z borsukami
9/2008
ŚWIAT JEST ZŁY, JESZCZE MU SIĘ TO UŁATWIA
brzmiało hasło Krzyżówki zamieszczonej w nr 7/08, którą odgadli m.in. Czytelnicy: Michał Bajko – Białystok, Halina
i Jan Brodawkowie – Rzeszów, Edmund Jabłonecki – Szczecin, Anna Skrzydlewska – Poznań, Jan Wozowczyk
– Kalisz. W nagrodę wyślemy nagrody książkowe darowane przez wydawców, dlatego prosimy o cierpliwość.
Jak zawsze rozwiązanie przysłał również niestrudzony cyklista Janek Zalewski z Warszawy, tym razem z trasy
rowerowej na pole bitwy pod Grunwaldem z dopiskiem: Świat jest taki, jaki jest!
Dziękujemy.
„Głos Weterana i Rezerwisty” ukazuje się od 14 stycznia 2000 r.
Wcześniej: „Głos Weterana” – kwartalnik od 16 stycznia 1990 do grudnia 1994 r.
Od kwietnia 1995 r. – miesięcznik „Głos Weterana”.
REDAKCJA
ul. Żwirki i Wigury 105, 00-912 Warszawa, Urząd Pocztowy Warszawa 69;
tel/faks: 022 (6)82 40 28; 022 (6)82 50 98
e-mail: [email protected]
Redaktor naczelny: Antoni Witkowski, tel./faks: 022 (6)82 40 28; 022 (6)82 50 98
Zastępcy redaktora naczelnego: Jerzy Reinert, tel.: 022 (6)82 40 28,
wydanie elektroniczne: Miłosz Biały, tel.: 022 (6)82 40 28
Skład: Henryka Janicka; łamanie: Elżbieta Kuźmińska, opracowanie stylistyczne: Katarzyna Kocoń.
RADA REDAKCYJNA
Zygmunt Broniarek, Zbigniew Ciećkowski – przewodniczący, Stanisława
Garbalińska, Stefan Jakubowski – zastępca przewodniczącego, sekretarz,
Jan Machno, Stanisław Markiel, Bogdan Miller, Mieczysław Mikrut, Zbigniew Moszumański, Mieczysław Pudelewicz, Wiesław Pietrzak, Grzegorz
Sikorski, Władysław Żmijewski.
WYDAWCA
ZARZĄD GŁÓWNY ZWIĄZKU BYŁYCH ŻOŁNIERZY ZAWODOWYCH
I OFICERÓW REZERWY WP
Adres: ul. 11 Listopada 17/19 bl. 1, 03-446 Warszawa
www.zbzzorwp.wp.mil.pl; e-mail: [email protected]
Prezes: Adam Rębacz, tel. 022 (6)87 24 69
Sekretarz generalny ZG: Jan Kacprzak, tel. 022 (6)87 22 28
Dyrektor Biura ZG: Stanisław Kordowski, 022 (6)87 24 70
Wiceprezesi:
ds. socjalno-zdrowotnych, Aleksander Kubacki, tel. 022 (6)87 24 73
ds. obronności: Jan Gazarkiewicz, tel. 022 (6)87 23 77
ds. społecznych: Kazimierz Kolasa, tel. 022 (6)87 24 73
Konto bankowe: PEKAO S.A. Oddział w Warszawie; ul.Targowa 81,
03-408 Warszawa; nr: 45 1240 6104 1111 0000 4784 5055
PRENUMERATA
Stanisław Kordowski, tel. 022 (6)87 24 70, ul. 11 Listopada 17/19, 03-446 Warszawa
Miesięcznik można zaprenumerować zbiorowo za pośrednictwem zarządów wojewódzkich, rejonowych, kół oraz indywidualnie
Zasady prenumeraty
„GWiR” można prenumerować w określinych terminach:
Prenumerata roczna
- do końca listopada roku poprzedzającego
Prenumerata kwartalna - do końca listopada roku poprzedzającego na 1 kwartał
- do końca lutego, maja, sierpnia na następne kwartały
Prenumerata półroczna - do końca listopada roku poprzedzającego na 1 pórocze
- do końca maja na 2 półrocze
Opłaty wynoszą:
- w prenumeracie indywidualnej 1 egz. miesięcznie 5,00 zł
- w prenumeracie zbiorowej
4,50 zł
1 egz.
2 egz.
3 egzemplarze i więcej
Kwartalnie 15,00 zł 30,00 zł 40,50 zł + 13,50 zł za każdy następny egz.
Półrocznie 30,00 zł 60,00 zł 81,00 zł + 27,00 zł za każdy następny egz.
Rocznie
60,00 zł 120,00 zł 162,00 zł + 54,00 zł za każdy następny egz.
DRUKARNIA
Offsetowa KRA-BOX, 04-762, ul. Mrówcza 94 b.
tel/faks: 022 615 21 61, e-mail: [email protected]

Podobne dokumenty

Document 29395

Document 29395 krwią. Dziedzictwo wiary, najszerzej rozumianej kultury, tradycji, historii… Czyż nie to także mieli na myśli ci, którzy pisali na sztandarach hasło: „Bóg, Honor, Ojczyzna”? I byli gotowi za to umr...

Bardziej szczegółowo