Pobierz w pdf - CzytajZaFREE.pl

Komentarze

Transkrypt

Pobierz w pdf - CzytajZaFREE.pl
Marta i ja (część trzecia)
Publikacja na extrastory.czytajzafree.pl
Autor:
Cristtimm
Tamtego lata mama była niezmiernie szczęśliwa. Gdy zastanowię się nad wspomnieniami, to jak
sięgam pamięcią, chyba nie widziałam jej bardziej rozpromienionej, niż tamtego lata. Układała włosy
w ulubione fale, malowała usta na różowo przed wyjściem do pracy, śpiewała głośno przy zajęciach
domowych i nawet gdy strofowała mnie czy Martę, robiła to łagodnie, pełna dziwnego,
wewnętrznego spokoju.
Dziwne, że my jednak patrzyłyśmy na to z przestrachem. Tak, cieszyłyśmy się jej uśmiechem i
dobrym humorem, ale zdawałyśmy sobie sprawę, z tego, co jest kołem napędowym szczęścia. Co z
tego, że teraz jest dobrze i co będzie, gdy okresowy wujaszek zostawi nas, jak poprzednicy? W to, że
odejdzie, nie wątpiłyśmy. Taka jest przecież kolej rzeczy i ład świata, że mamusia jest z nami, a z nią
jej okresowi wujaszkowie - przychodzący i odchodzący. Bałyśmy się mamy z okresu "pomiędzy".
Sławek wbrew wątpliwościom zadomowił się u nas na dobre. Gdy wpadał "na obiad", zostawał na
dwa, trzy dni, potem, gdy wyjeżdżał na dłużej, zaczynało go brakować nawet mi i Marcie, nie mówiąc
o mamie, która chodziła ze spuszczonym wzrokiem, zamykała się w pokoju słuchając w kółko tych
samych, starych płyt. Sławek odnosił się do nas, sióstr, z sympatią. Grywaliśmy wieczorami w
"chińczyka", oglądaliśmy filmy i co najważniejsze - rozmawialiśmy. To znaczy, głównie rozmowy
toczyły się z Martą, bo ja siedziałam wpatrzona w kartkę papieru, próbując narysować coś
sensownego i zapytana odpowiadałam monosylabami. Oczywiście, że chciałam siedzieć blisko niego,
tak jak moja siostra, chciałam móc zasypywać go pytaniami, pokazywać swoje dzieła, dotykać
ukradkiem jego ręki, ale nigdy nie odważyłam się. Przypatrywałam się uważnie, szukając oznak , czy
budzę w nim obrzydzenie, niechęć, lub choćby ciekawość. Nie, nie zwracał na mnie szczególnej
uwagi. Śmiał się i żartował z mamusią, droczył się z Martą, mnie jakby nie zauważał.
- Jak wyglądał nasz tata? - spytałam jednego wieczoru siostrę, gdy siedziałyśmy same w naszej
sypialni.
- Normalnie.
- Jak to jest normalnie?
- Głupia, masz zdjęcia, widziałaś je nie raz.
- E nie... nie o takie coś mi chodzi. Zdjęcia to... rysunki. Ja chciałabym wiedzieć jak wyglądał nasz
tata, gdy mówił, śmiał się, krzyczał... gdy żył... Zresztą, wcale tych zdjęć dużo nie ma. Dwa, jedno z
wojska i to z mamą nad rzeką, niewyraźne.
Zamyśliłyśmy się obie. Faktycznie, wizerunek taty stworzyłyśmy sobie głównie dzięki opowieściom
mamy. To ona opowiadała o tym co mówił, robił, jak wyglądał, czy był podobny...
- Myślę, że nie - Marta odpowiedziała na moje niezadane pytanie.
- Dlaczego?
- Bo dlaczego miałby być taki jak on? Poza tym, nie zapominaj, nie może być podobny do żadnego z
okresowych wujaszków. To tata.
Tak, miała rację. Zaczynam zachowywać się jak mama. Szukałam tatusia w innych mężczyznach.
Strona: 1/4
Wszelkie prawa zastrzeżone dla CzytajZaFree | Zobacz opowiadanie na extrastory.czytajzafree.pl
Położyłyśmy się spać. Nie mogłam jednak zasnąć. Myślałam o zdjęciach, o opowiadaniach mamy, o
Sławku. W pokoju zaległa cisza, słychać było spokojne, miarowe tykania zegara i oddech uśpionej
Marty. Początkowo nie skojarzyłam tego dźwięku, zatopiona w myślach. Jednak po chwili dotarło do
mnie, słyszałam pukanie do okna. Mieszkałyśmy w parterowym, samotnie stojącym domu, przy końcu
wsi. Okna pokoju wychodziły na drogę prowadzącą do lasu. To była zwykła piaszczysta droga,
nieoświetlona i wieczorami rzadko kto nią uczęszczał. Pukanie, choć niegłośne, było natarczywe i
budziło we mnie przerażenie. Przestraszona potrząsnęłam Martę za ramię.
- Słyszysz? - wyszeptałam.
Zamruczała coś przez sen i swoim zwyczajem zarzuciła na mnie nogę. Stukanie nie ustawało.
- Marta - wychrypiałam. Ze strachu sparaliżowało mnie i zaschło mi w gardle. Okno osłonięte było
pomarańczową, grubą zasłoną, która, wydawało mi się, lekko falowała, wzdymała się, jakby
skrywając kogoś.
Kto może do nas pukać w środku nocy? Któż taki chowa się za zasłoną? Boże, czy okno jest otwarte?
Nie... na szczęście nie. Ale co jeśli ten ktoś pchnie je i wejdzie? Czy to potwór, duch, wampir,
wilkołak, albo co gorsze... ktoś obcy?
- Marta obudź się - ze wszystkich sił próbowałam wyrwać się z odrętwienia i obudzić siostrę. Spała
jak zabita.
- Marta błagam - wychrypiałam z wysiłkiem. Do oczu napłynęły łzy. Wciąż nie mogłam się poruszyć.
Obezwładniająca panika odbierała mi siły - Marta...
Pukanie ustało. Nasłuchiwałam w napięciu czy się powtórzy? Czy usłyszę kroki. Nasłuchiwałam całą
sobą. Usłyszałam jednak tylko szmer deszczu. Rozpadało się. Wraz z uderzeniami kropli na szybie
zniknęło moje odrętwienie, a łzy płynęły z oczu obfitą strugą. Teraz jednak były to łzy ulgi.
Przytuliłam się z całych sił do Marty wciąż wytężając słuch. Cisza, tylko szmer deszczu. Zasnęłam.
Rano, obudziłam się pierwsza. Leżałam, próbując poukładać w głowie nocne wydarzenia, jednak w
świetle poranka wciąż wydawały się straszliwe i tajemnicze, równie jak w ciemności. Może
powinnam sprawdzić ślady pod oknem? Deszcz nie padał już... No tak, deszcz. Rozmył wszystko na
ziemi.
Usłyszałam za ścianą krzątającą się przed wyjściem do pracy mamę. Odwróciłam się w stronę Marty,
miała otwarte oczy i wpatrywała się we mnie. Uniosła się na łokciu, zbliżyła dłoń do mnie i pogładziła
po poranionym policzku.
Opowiedziałam o nocnym koszmarze, o pukaniu, o paraliżującym strachu, łzach, o jej mocnym śnie.
Słuchała z niedowierzaniem.
- Nie obudziłam się? Naprawdę? Jak to możliwe?
- Tak, to ciebie akurat dziwi, że się nie obudziłaś? A nie pukanie do okna? - powiedziałam z wyrzutem.
- ... bo pewnie śniło ci się to i tyle - skwitowała wstając z łóżka.
- Nie - wykrzyknęłam oburzona. Nie rozumiała mnie, nie wierzyła. Po raz pierwszy.
Rozmowę przerwało wejście Mamy.
- Mamo, Milenia mówi, że...
Spojrzałam na nią z wyrzutem. Nie wiem dlaczego, ale nie chciałam podzielić się nocną opowieścią z
mamą. Marta zrozumiała.
- Tak? Co mówi? - spytała Mama w pośpiechu rozsuwając zasłony.
- A nic... mówi, że się rozpycham i biję ją przez sen.
- Pewnie coś w tym jest - uśmiechnęła się w roztargnieniu - No... ubierajcie się, lecę do pracy.
Ogarnijcie pokój, śniadanie na stole... i jestem już chyba spóźniona... buziaki. Wstańcie, niech was
ucałuję...
Wyszła, właściwie prawie wybiegła. Zgrzyt łańcucha od jej roweru i zostałyśmy same w domu. To nic
nowego, często tak bywało. Jednak dzisiaj podreptałam za Mamą do wyjścia i przekręciłam klucz w
drzwiach wejściowych. Nie robiłam tego przedtem. Odwróciłam się, Marta stała za mną w koszuli
nocnej, obserwując poczynania. Spojrzałam na nią, ale wzruszyła ramionami, skrzywiła usta i wróciła
do naszego pokoju. Wciąż mi nie wierzyła. Podreptałam do kuchni, na stole, na dwóch talerzykach
Strona: 2/4
Wszelkie prawa zastrzeżone dla CzytajZaFree | Zobacz opowiadanie na extrastory.czytajzafree.pl
stały kanapki zrobione przez mamusię. Usiadłam i sięgnęłam po jedną. Żułam ją powoli, nie czując
prawie smaku.
Może ja faktycznie śniłam? Nie, jestem pewna, że nie. Marta musi mi uwierzyć. Musimy znaleźć
rozwiązanie, bo przecież to może się powtórzyć. Ten ktoś może...
Wstałam gwałtownie i pobiegłam do Marty. Gdy weszłam do sypialni, siedziała na łóżku, wciąż
nieprzebrana z koszulki nocnej. Usiadłam obok niej i milczałam.
- Jesteś pewna, że nie sen? - spytała po chwili.
- Jak amen w pacierzu.
- To kto w takim razie to mógł być?
- Tato - odpowiedziałam bez zastanowienia, wypowiadając pierwszą myśl jaka przyszła do głowy.
- Oszalałaś? Tato? Skąd tatuś? On przecież nie żyje...
- Jesteś pewna?
Marta nie odpowiedziała, popatrzyła na mnie mrużąc oczy i zrozumiałam, że złamałam jedną z
naszych zasad - wierzyć mamie, lub udawać, że się wierzy. Chciało mi się znów płakać, ale za nic nie
życzyłam sobie, aby Marta zobaczyła moje łzy. Wyszłam z pokoju. W korytarzu panował przyjemny
półmrok. Przytuliłam się policzkiem ze szramą do zimnej, pomalowanej farbą olejną ściany.
Czy to mi się jednak przyśniło i Marta ma rację? Nikt nie stał pod naszym oknem! Nie powinnam
wątpić w mamusię. Kocha nas... kocha przecież, a Sławek to tylko okresowy wujaszek. Pójdzie sobie i
znów wszystko wróci do normy. Jestem brzydka i zazdrosna. To ja jestem winna.
Do uczucia zimna dołączyła wilgoć.
Widziałam zdjęcia taty i nie mam powodu, żeby zwątpić w słowa mamy, że umarł. Tylko... jak on
umarł? Nie mogłam sobie przypomnieć tego z opowieści mamy. Wysilałam pamięć. Miał wypadek?
Chorował? Umarł bo... umarł? Nic. Nic mi do głowy nie przychodziło.
- Milena? - usłyszałam szept Marty.
Odwróciłam się. Stała w drzwiach naszego pokoju.
- Chodź, przeszukamy pokój mamy. Może znajdziemy coś ciekawego?
Skinęłam z radością głową. Nie czułam wyrzutów sumienia. Do pokoju weszłyśmy skradając się jak
złodzieje. Marta skierowała się w stronę komody, w której mama trzymała różnorakie papiery, ja w
stronę szafy. Na jej dnie stały dwa pudła ze zdjęciami, wykrojami i wycinkami z gazet. Miałyśmy
surowo zakazane same w nich szperać.
- Nudy - oświadczyła Marta po piętnastu minutach przerzucania wnętrza szuflad - jakieś bzdurne
papiery, których nie rozumiem. A ty co masz?
- Jeszcze nic, ale chodź tu, zobacz, pamiętasz to zdjęcie?
Pokazałam fotografię, na której stałyśmy z Martą przebrane za kowbojki. Włosy zaczesane w dwie
kitki, dżinsowe spodnie, bluzki w kratkę, kamizelki i kapelusze z ogromnym rondem. Lubiłam to
przebranie. Kapelusz ocieniał moją twarz i czułam się prawie ładna.
- Ale miałyśmy wtedy ubaw. Oblałam sokiem marchwiowym panią Gardowicz z przedszkola, a ona
skrzyczała za to ciebie.
Śmiałam się równie serdecznie z tej pomyłki co Marta. Miło było zostać wziętą za nią, nawet wtedy
gdy coś nabroiła.
Wciąż rozbawiona wyciągnęłam ze stosu zdjęć i wycinków kopertę. Biała, bez adresata, jednak pod
palcami wyczułam, że coś w niej jest. Łatwo się otworzyła, była niezaklejona. Wyjęłam dwie zapisane
odręcznie kartki i dwa zdjęcia. Na jednym z nich stała mama, bardzo młoda, dziewczyna jeszcze, w
białej sukience w kwiatki na ramiączkach. Po obu jej bokach dwaj chłopcy. Identyczni. Obaj
wyglądali jak nasz tato. Zdjęcie zrobione zostało w letni dzień nad rzeką. Patrzyłam osłupiała. Tato
miał brata bliźniaka. Tato i jego brat... Który to nasz tatuś?
Marta wyrwała mi zdjęcie z rąk. Spojrzałam na drugą fotografię. Była jeszcze dziwniejsza i bardziej
tajemnicza.
W pobliżu domu zaszczekał pies. Przestraszone i przepojone poczuciem winy, szybko schowałyśmy
fotografie i kartki do koperty i rzuciłyśmy się do sprzątania bałaganu. Błyskawicznie pozbierałyśmy
stos rozrzuconych szpargałów, na samo dno kartonu chowając tajemnicze znalezisko.
Strona: 3/4
Wszelkie prawa zastrzeżone dla CzytajZaFree | Zobacz opowiadanie na extrastory.czytajzafree.pl
Posprzątałyśmy sypialnię mamy, tak aby nie widać było śladów naszej bytności i wybiegłyśmy w
panice. Wpadłyśmy do naszego pokoju i rzuciłyśmy się na łóżko.
Dlaczego nigdy nie powiedziała, że tatuś miał brata bliźniaka? Co się z nimi stało? Co kryły zapisane
kartki? Dlaczego nigdy w opowieściach mamy nie pojawił się wujek? Bo brat taty to wujek. Nie
wujaszek. Wujek.
Pytania kotłowały się w głowie. I najważniejsze...
- Co było na drugim? - spytała mnie siostra.
Zdążyłam rzucić tylko jedno spojrzenie na tamtą fotografię, nim wystraszyło nas szczekanie psa, ale
wyryła mi się dokładnie w głowie. Ci sami chłopcy znad rzeki, siedzieli uśmiechnięci na tapczanie w
nieznanym mi pokoju, a każdy z nich trzymał, wystawiając z dumą przed siebie, małą dziewczynkę.
To była Marta i ja.
Strona: 4/4
Wszelkie prawa zastrzeżone dla CzytajZaFree | Zobacz opowiadanie na extrastory.czytajzafree.pl