RDSG, t. 65, 2005 - Instytut Historii im. Tadeusza Manteuffla PAN

Komentarze

Transkrypt

RDSG, t. 65, 2005 - Instytut Historii im. Tadeusza Manteuffla PAN
ROCZNIKI
DZIEJÓW SPO£ECZNYCH
I GOSPODARCZYCH
T H E P O Z N A Ñ S O C I E T Y F O R T H E A D VA N C E M E N T
O F T H E A RT S A N D S C I E N C E S
S E C T I O N O F H I S TO RY A N D S O C I A L S C I E N C E S
I N C O - O P E R AT I O N W I T H
T H E I N S T I T U T E O F H I S TO RY
POLISH ACADEMY OF SCIENCES
SOCIAL AND ECONOMIC
HISTORY ANNALS
VOL. LXV – 2005
FEUDALIZM
W EUROPIE ŒREDNIOWIECZNEJ I NOWO¯YTNEJ
Redaktorzy/Editors-in-chief
Halina Manikowska
Jacek Kochanowicz
POZNAіWARSZAWA 2005
PUBLISHING HOUSE OF THE POZNAÑ SOCIETY FOR THE ADVANCEMENT
OF THE ARTS AND SCIENCES
POZNAÑSKIE TOWARZYSTWO PRZYJACIÓ£ NAUK
WYDZIA£ HISTORII I NAUK SPO£ECZNYCH
INSTYTUT HISTORII POLSKIEJ AKADEMII NAUK
ROCZNIKI
DZIEJÓW SPO£ECZNYCH
I GOSPODARCZYCH
ZA£O¯ONE PRZEZ
FRANCISZKA BUJAKA I JANA RUTKOWSKIEGO
TOM LXV – ZA ROK 2005
FEUDALIZM CZNEJ I NOWO¯YTNEJ
Redaktorzy/Editors-in-chief
Halina Manikowska
Jacek Kochanowicz
POZNAіWARSZAWA 2005
WYDAWNICTWO POZNAÑSKIEGO TOWARZYSTWA
PRZYJACIÓ£ NAUK
POZNAÑSKIE TOWARZYSTWO PRZYJACIÓ£ NAUK
THE POZNAÑ SOCIETY FOR THE ADVANCEMENT OF THE ARTS AND SCIENCES
G£ÓWNY REDAKTOR WYDAWNICTW PTPN / CHAIRMAN OF PUBLISHING HOUSE
ALICJA PIHAN-KIJASOWA
KOMITET REDAKCYJNY / EDITORIAL BOARD
Anna Bitner-Nowak, Jacek Kochanowicz (redaktor), Jan Kofman, Cezary Kuklo,
Halina Manikowska (redaktor), Krzysztof Mikulski, Jolanta Rudziñska (sekretarz)
Adres Redakcji/Address of Editor-in-chief
Instytut Historii PAN
Rynek Starego Miasta 29/31
00–272 Warszawa
tel. (48 22) 831 02 61, fax (48 22) 831 36 42
e-mail: [email protected]; [email protected]
Wydano z pomoc¹ finansow¹ Ministra Nauki i Informatyzacji
The book has been published with financial grant from the Ministry of Scientific Research
and Information Technology
Copyright © by PTPN
Printed in Poland
ISBN 83–7063–476–1
ISSN 0080–3634
4–4
nak³ad 290 egz.
Wydanie I. Poznañ–Warszawa 2005
SPIS TREŒCI
(CONTENTS)
ARTYKU£Y (ARTICLES)
M e t o d o l o g i a i Hi s t o r i o g r a f i a
(Methodology and Historiography)
E w a D o m a ñ s k a, O zwrocie ku rzeczom we wspó³czesnej humanistyce (Ku historii nieantropocentrycznej) ................................................
7
On the Turn Towards Things in the Contemporary Humanities (Towards
Non-anthropocentric History) .............................................................................
23
M i k o ³ a j S z o ³ t y s e k, Rozrodczoœæ w perspektywie ekonomicznej
i demografia przesz³oœci ..........................................................................
25
Reproduction Capacity from an Economic Perspective and Demography
of the Future .........................................................................................................
52
E. I g o r M i n e o, Szlachta œredniowieczna w historiografii niemieckiej
(i nie tylko) [Di alcuni usi della nobiltà medievale] ....................................
55
* * *
W i t o l d M o l i k, Kszta³towanie siê samowiedzy inteligencji polskiej
w Wielkim Ksiêstwie Poznañskim w drugiej po³owie XIX i na pocz¹tku XX w. ............................................................................................ 105
The Formation of the Self-Knowledge of the Polish Intelligentsia in the
Region of Poznañ during the Nineteenth Century and the Early Twentieth
Century ................................................................................................................. 124
BADANIA I MATERIA£Y (RESEARCHES AND MATERIALS)
H a n d e l i Pi e n i ¹ d z
(Trade and Money)
G r z e g o r z M y œ l i w s k i, Zwi¹zki gospodarcze Wroc³awia z miastami
po³udniowych Niemiec i Szwajcarii (XIII–XV w.) .................................. 127
Economic Ties between Wroc³aw and the Towns of Southern Germany and
Switzerland (Thirteenth-Fifteenth Century) ............................................ 164
C e c y l i a L e s z c z y ñ s k a, £ u c j a L i s i e c k a, Rynek pod kontrol¹
– stopy procentowe w II Rzeczypospolitej .............................................. 167
The Market under Control – Interest Rates in the Second Republic .............. 194
Z d z i s ³ a w a S z y m a ñ s k a - C h l e b o w s k a, Aktywnoœæ zawodowa
sfer kupieckich Wielkopolski w dwudziestoleciu miêdzywojennym ...... 195
The Professional Activity of Tradesmen in Greater Poland during the Inter-war Period ............................................................................................................ 226
D a r i u s z J a r o s z, M a r i a P a s z t o r, Z badañ nad stosunkiem
w³adz Polski Ludowej do niedoborów miêsa .......................................... 229
From Research into the Attitude of the Authorities of the People’s Republic
of Poland towards the Meat Shortage ................................................................ 267
RECENZJE (REVIEWS)
J a c e k A d a m c z y k, P³acid³a w Europie Œrodkowej i Wschodniej
w œredniowieczu (Janusz Sztety³³o) ........................................................ 269
S ³ a w o m i r W i t k o w s k i, W³asnoœæ ziemska w kasztelanii bytomskiej
w œredniowieczu (Tomasz Jurek) ............................................................ 278
W a l d e m a r P. K ö n i g h a u s, Die Zisterzienserabtei Leubus in Schlesien von ihrer Gründung bis zum Ende des 15. Jahrhunderts
(Micha³ Kaczmarek) ................................................................................ 281
Metryka Uniwersytetu Krakowskiego z lat 1400–1508 (Krzysztof
Boroda) ..................................................................................................... 288
Domestic Service and the Formation of European Identity: Understanding the Globalization of Domestic Work, 16th-21st Centuries (Rados³aw
Poniat) ...................................................................................................... 296
K r z y s z t o f A . M a k o w s k i, Si³a mitu. ¯ydzi w Poznañskiem w dobie zaborów w piœmiennictwie historycznym (Barbara Holzer) ............... 299
M a ³ g o r z a t a M a z u r e k, Socjalistyczny zak³ad pracy. Porównanie
fabrycznej codziennoœci w PRL i NRD u progu lat szeœædziesi¹tych
(Maciej Tymiñski) .................................................................................... 302
WYKAZ SKRÓTÓW (LIST OF ABBREVIATIONS) ........................................... 306
ROCZNIKI DZIEJÓW SPO£ECZNYCH I GOSPODARCZYCH
Tom LXV – 2005
A
R
T
Y
K
U
£
Y
Metodologia i Historiografia
EWA DOMAÑSKA
O ZWROCIE KU RZECZOM WE WSPÓ£CZESNEJ HUMANISTYCE
(KU HISTORII NIEANTROPOCENTRYCZNEJ)*
Przez ostatnie trzy dekady badacze reprezentuj¹cy awangardowe
nurty we wspó³czesnej humanistyce (konstruktywizm, dekonstrukcja,
tekstualizm, narratywizm, nowy historyzm), tacy jak m.in. Roland Barthes, Jacques Derrida, Michel Foucault, Hayden White, Frank Ankersmit, Stephen Greenblatt, przekonywali historyków, ¿e historia to w istocie historiografia, dyskurs, tekst. Uwa¿ali, ¿e w zwi¹zku z tym nale¿y
skupiæ siê na analizie narracji historycznej, zwracaj¹c uwagê na jej wielopoziomowoœæ, umiejscowienie autora, na jêzyk, którego znaki trzeba
odczytaæ, s³owem na formê, która wp³ywa na treœæ przekazywanych
w niej informacji1. Mog³oby siê wydawaæ, ¿e ró¿nica miêdzy res gestae
a rerum gestarum (miêdzy przesz³oœci¹ a jej przedstawieniem; miêdzy
wydarzeniem nale¿¹cym do przesz³oœci jako takiej a bêd¹cym opisem
tego wydarzenia faktem nale¿¹cym do porz¹dku dyskursu) nie jest dla
historyków niczym nowym, jednak analiza tej dystynkcji w œwietle strukturalistycznych i poststrukturalistycznych teorii dyskursu zaowocowa³a krytyk¹ klasycznej koncepcji prawdy, obiektywnoœci wiedzy historycznej i transparentnej idei Ÿród³a, co wywo³a³o zagorza³e dyskusje. Wielu
historyków stanê³o w obronie swojej dziedziny, tak jakby konstruktywiœci chcieli j¹ zniszczyæ, podczas gdy ci w istocie atakowali tradycyjn¹,
* Artyku³ ten nawi¹zuje do referatu „Things as Others” przedstawionego na XX
Miêdzynarodowym Kongresie Nauk Historycznych w Sydney, Australia, 5 lipca 2005 r.
(panel „Between Social Science and Literature: the Changing Place of History”). Jest
to fragment przygotowywanej ksi¹¿ki Narracja, pamiêæ, materialnoœæ. Studia z teorii
historii. Dziêkujê Profesorowi Jackowi Kochanowiczowi za cenne uwagi poczynione do
kolejnych wersji tego tekstu, które w istotny sposób wp³ynê³y na jego obecny kszta³t.
1 Przegl¹d stanowisk konstruktywistycznych i ich wp³ywu na historiê przedstawia
J. T o p o l s k i, Jak siê pisze i rozumie historiê. Tajemnice narracji historycznej, Warszawa 1996 oraz T. W a l a s, Horyzont metodologiczny: przeciw historii. Ku historii nowej,
[w:] tej¿e, Czy jest mo¿liwa inna historia literatury?, Kraków 1993.
8
Ewa Domañska
[2]
pozytywistyczn¹ historiografiê i nigdy nie d¹¿yli do unicestwienia historii jako takiej. Wykazywali oni bowiem, ¿e w historii tkwi paradoks:
jest ona bowiem dyscyplin¹, która z jednej strony pretenduje do statusu
naukowej, obiektywnej i d¹¿¹cej do prawdy wiedzy, a z drugiej posiada
status stabilizatora porz¹dku spo³ecznego i legitymizatora w³adzy2.
„Historia to dyskurs w³adzy” – napisa³ Michel Foucault, stawiaj¹c miêdzy histori¹ i ideologi¹ znak równoœci.
W efekcie tej krytyki, od po³owy lat osiemdziesi¹tych wielu badaczy
zaczê³o zwracaæ siê ku pamiêci, któr¹ na pocz¹tku stawiano w opozycji
do historii i nazywano przeciw-histori¹ lub dyskursem anty-historycznym. Podczas gdy historiê okreœlano jako instrument nacisku i identyfikowano z pañstwem, imperializmem, scjentyzmem i antropocentryzmem, pamiêæ kojarzono ze sfragmentaryzowan¹ i hybrydyczn¹ kultur¹
ery globalizacji, dyskursem insurekcyjnym i rewindykacyjnym, tzw.
miêkk¹ wiedz¹ i traktowano jako terapiê i sposób na udzielenie g³osu
tym, których historia go pozbawi³a. Pamiêæ sta³a siê u¿ytecznym narzêdziem analizy odmiennoœci i ró¿nic, zw³aszcza w ramach tzw. nowej
humanistyki (studia postkolonialne, studia nad p³ci¹ kulturow¹, prowadzone w duchu postmodernistycznym badania nad kultur¹), zaœ rozwa¿ania jej ró¿nych aspektów zwróci³y uwagê badaczy na problemy
pozostaj¹ce na marginesach konwencjonalnych badañ historycznych (doœwiadczenia graniczne, trauma, ¿a³oba i melancholia, przebaczenie,
„miejsca pamiêci”)3.
W wyniku zaznaczonej wy¿ej krytyki, historia sukcesywnie traci nie
tylko status nauki „obiektywnej”, lecz tak¿e dominuj¹c¹ pozycjê wœród
dziedzin roszcz¹cych sobie prawo do wytwarzania wiedzy o przesz³oœci.
Ci historycy, którzy zainteresowani s¹ nie tylko przesz³oœci¹ dla niej
samej, lecz tak¿e z trosk¹ podchodz¹ do jej przysz³oœci, powinni dok³adnie obserwowaæ dominuj¹ce we wspó³czesnej humanistyce tendencje
i próbowaæ wprowadzaæ w nurt zainteresowañ historycznych te w¹tki,
2 Do jednych z najbardziej spektakularnych manifestów staj¹cych w obronie historii
nale¿y ksi¹¿ka australijskiego historyka Keitha W i n d s h u t t l e’a, The Killing of History.
How Literary Critics and Social Theories are Murdering our Past, New York 1997. Zob.
tak¿e G.G. I g g e r s, O u¿ywaniu i nadu¿ywaniu historii. Odpowiedzialnoœæ historyka
w przesz³oœci i obecnie, [w:] Pamiêæ, etyka i historia. Anglo-amerykañska teoria
historiografii lat dziewiêædziesi¹tych, red. E. Domañska, Poznañ 2002 oraz E. D o m a ñ s k a, O ró¿nych koñcach historii, „Czas Kultury” VI, 1999–2000, nr 1.
3 Wprowadzenie do problematyki pamiêci w dyskursie historycznym oferuj¹:
K.L. K l e i n, O pojawieniu siê pamiêci w dyskursie historycznym, „Konteksty. Polska
Sztuka Ludowa” 2003, nr 1–2; P. N o r a, Czas pamiêci, „Res Publica Nowa” VII, lipiec
2001; A. Va n D e n B r a e m b u s s c h e, Historia i pamiêæ: kilka uwag na temat ostatnich dyskusji, [w:] Historia: o jeden œwiat za daleko?, red. E. Domañska, Poznañ 1997.
O zwrocie ku rzeczom we wspó³czesnej humanistyce
[3]
9
które podwa¿aj¹ paradygmaty tradycyjnego myœlenia i stanowi¹ jej awangardê. Konserwatywnie nastawieni badacze czêsto owe wywrotowe nurty
okreœlaj¹ mianem „mód” czy „nowinkarstwa” i za pomoc¹ tej retorycznej sztuczki, czêsto niepopartej merytoryczn¹ wiedz¹, dyskredytuj¹ ich
wagê. Owe „mody” natomiast nale¿a³oby poddawaæ uwa¿nemu ogl¹dowi i krytyce. Stanowi¹ one bowiem sygna³y zapotrzebowañ kultury na
podejmowanie takiej, a nie innej tematyki w danym momencie dziejowym. W takim znaczeniu awangardowe trendy i tendencje tworz¹ zarysy „horyzontu oczekiwañ” kultury, zapowiadaj¹, analizuj¹ i poddaj¹
krytyce problemy, które w niedalekiej przysz³oœci mog¹ siê staæ kluczowymi dla jej istnienia4.
Tematem tego tekstu jest „moda na rzeczy” czy „zwrot ku rzeczom”,
który ujawni³ siê w koñcu lat dziewiêædziesi¹tych w angielskiej i amerykañskiej humanistyce i sygnalizuje jej przechodzenie w po-konstruktywistyczn¹ fazê. Jako przyk³ad omówiê biograficzne podejœcie do rzeczy, wskazuj¹c na obecny w nim antropocentryczny œwiatopogl¹d
i wynikaj¹cy z niego zabieg personifikacji rzeczy. Ograniczenia tego sposobu badania rzeczy wynikaj¹ z antropocentryzmu, który nie tylko zakorzeniony jest w tradycyjnym myœleniu o historii, lecz tak¿e w forowanym przez „now¹ humanistykê” dyskursie innego. Stawiam tezê, ¿e
tradycyjne okreœlenie historii jako „nauki o ludziach w czasie” okazuje
siê niewystarczaj¹ce, je¿eli dyscyplina ta chce broniæ swojego miejsca
wœród dziedzin zainteresowanych przesz³oœci¹ i wytwarzaj¹cych o niej
wa¿n¹ dla przysz³oœci wiedzê. Wobec tak kluczowych dla przysz³oœci
œwiata i cz³owieka zagadnieñ jak klonowanie, stosowane w medycynie
transplantacje i implanty biotroniczne, manipulacja kodem genetycznym, nanotechnologia itd., które zmieniaj¹ relacje miêdzy tym co ludzkie i nie-ludzkie, organiczne i nie-organiczne, miêdzy rzeczami i ludŸmi, rekonceptualizacja materialnych pozosta³oœci po przesz³oœci (rzeczy,
ludzkich, zwierzêcych i roœlinnych szcz¹tków) oraz postawienie pytañ
o ich status mo¿e stanowiæ kwestiê kluczow¹ dla rekonceptualizacji podchodz¹cych z trosk¹ do przysz³oœci badañ nad przesz³oœci¹5.
Odwo³uj¹c siê do koncepcji francuskiego antropologa i historyka nauki Bruno Latoura, wska¿ê, ¿e istotne jest otworzenie siê badañ historycznych na organicznych i nie-organicznych „innych”, którzy byliby
rozumiani jako równoprawni cz³onkowie zbiorowoœci ludzi i nie-ludzi,
4
Por.: S. M a g a l a, Modne kierunki filozoficzne, Warszawa 1984.
Szczególnie wa¿ne staje siê dzisiaj pytanie: „jakiej przesz³oœci nam dzisiaj trzeba?” Zob. G. Z a l e j k o, Stereotypy w myœleniu historyków, [w:] Podrêcznik historii
– perspektywy modernizacji, red. M. Kujawska, Poznañ 1994, s. 38.
5
10
Ewa Domañska
[4]
i aktywni kreatorzy otaczaj¹cego œwiata. Wymaga³oby to zbudowania
historii nieantropocentrycznej, która odesz³aby od humanistycznej wizji cz³owieka stanowi¹cego centrum zainteresowania historii i g³ówny
punkt odniesienia dla badania tego, co nie-ludzkie.
Zwrot ku rzeczom
Od koñca lat dziewiêædziesi¹tych w humanistyce (zw³aszcza angielskiej i amerykañskiej) obserwuje siê nurt okreœlany jako „zwrot ku rzeczom” czy „powrót do rzeczy”, który ujawni³ siê wraz z pokrewnymi
nurtami, takimi jak: „zwrot ku temu, co nie-ludzkie” (turn to non-human)
czy „zwrot ku materialnoœci” (turn to materiality)6. Rzecz jasna zainteresowanie rzeczami ma w humanistyce d³ug¹ tradycjê – od rozwa¿añ
filozoficznych, poprzez archeologiê, antropologiê, socjologiê, muzealnictwo, sztukê a¿ do historii kultury materialnej. Obecnie docenia siê
jednak syntetyzuj¹c¹ wartoœæ rzeczy, ich wagê jako kluczowych kategorii interpretacyjnych i rolê jako aktywnych kreatorów ¿ycia spo³ecznego. Zatem w „zwrocie ku rzeczom” to nie temat badañ jest nowy, ale
ich kwestionariusz.
Sama definicja rzeczy przysparza problemów. Mówi¹c o rzeczy, mamy
zazwyczaj na myœli nieo¿ywiony byt materialny umiejscowiony w czasie i przestrzeni, który mo¿na postrzec zmys³ami. Synonimem rzeczy
jest przedmiot, choæ ten ostatni zazwyczaj odnosi siê do wytworów pracy ludzkiej czy przedmiotów codziennego u¿ytku. W dzisiejszych „badaniach nad rzeczami” pojêcie rzeczy rozszerza siê i dotyczy nie tylko bytów
nieorganicznych, lecz tak¿e organicznych. Stosowany jest tak¿e podzia³
na ekofakty (byty wytworzone przez procesy naturalne bez ingerencji
cz³owieka – zwierzêta, góry, kamienie, drzewa) i artefakty (przedmioty
wytworzone przez cz³owieka). W omawianym w tym tekœcie aspekcie
powrotu do rzeczy chodzi jednak przede wszystkim o wytworzone przez
cz³owieka nieo¿ywione przedmioty materialne7.
6 Zob. Things, red. B. Brown, Chicago–London 2004; Materializing Ethnography,
numer tematyczny „Journal of Material Culture” IX, 2004, nr 1; The Material Culture
Reader, red. V. Buchli, Oxford 2002.
7 Zaznaczone podzia³y, czêsto oparte na myœleniu binarnym (organiczne/nieorganiczne;
ludzkie/nie-ludzkie), chwiej¹ siê m.in. ze wzglêdu na ingerencjê technologii. Jednym
z tematów zainteresowañ w ramach „zwrotu ku rzeczom” jest cia³o. Trudno jest jednak
zakwalifikowaæ cia³o jako rzecz jednoznacznie organiczn¹ lub nieorganiczn¹, lub ludzk¹
czy nie-ludzk¹, kiedy ma ono wszczepione transformatory biotroniczne lub zwierzêce implanty. Zjawisko diatanatu (sztuczny diament wyprodukowany z ludzkich prochów, ang.
LifeGem) jest innym przyk³adem p³ynnoœci miêdzy tym, co organiczne i nieorganiczne.
O zwrocie ku rzeczom we wspó³czesnej humanistyce
[5]
11
W istocie doœæ ³atwo by³o przewidzieæ, ¿e po latach panowania dekonstrukcji, konstruktywizmu i narratywizmu w koñcu zatêsknimy za
rzeczywistoœci¹ jako tak¹ i zadamy sobie pytanie, czy aby konstruktywizm za bardzo nas nie odepchn¹³ od „realnej przesz³oœci” i rzeczywistoœci w ogóle, ale nie jest to jedyny powód owego „zwrotu”. Wyró¿ni³abym kilka podstawowych tendencji, które wspieraj¹ powrót do
zainteresowania rzeczami: 1. postêp biotechnologii i nanotechnologii,
stawiaj¹cy humanistykê wobec rzeczywistoœci, z której konceptualizacj¹ posiadane przez ni¹ instrumentarium badawcze czêsto nie mo¿e sobie poradziæ (np. potrzeba nowych figuracji podmiotowoœci wobec pojawienia siê transgenicznych hybryd)8; 2. krytyka antropocentryzmu –
próba odejœcia od dominuj¹cej roli cz³owieka w œwiecie, zwrócenie siê
ku innym – równoprawnym – formom istnienia (zwierzêta, roœliny, rzeczy – ekofakty i artefakty) oraz zwi¹zana z tym krytyka stawiaj¹cego
cz³owieka w centrum wszechœwiata humanizmu; 3. zmiana stosunku
cz³owieka do relacji: duch-materia, rozum-cia³o. Materia przestaje byæ
postrzegana jako podrzêdna w stosunku do ducha; 4. kryzys to¿samoœci
– na poziomie ogólnym powtórne postawienie pytania: „co to znaczy
byæ cz³owiekiem?”, co jest ludzkie i nie-ludzkie, organiczne i nie-organiczne? Rzeczy (relikty przesz³oœci, pami¹tki) pomagaj¹ cz³owiekowi
okreœliæ, kim jest; rzecz staje siê „innym” cz³owieka; rzeczy wspó³tworz¹, legitymizuj¹ jego to¿samoœæ, staj¹ siê jej gwarantem i znacz¹ jej
przemiany. Na poziomie grupowym zaœ stanowi¹ budulec, ³¹cznik i intensyfikator relacji miêdzyludzkich; 5. krytyka spo³eczeñstwa konsumpcyjnego – próba rozumienia rzeczy nie tylko jako towarów i u¿ytecznych narzêdzi; 6. odwrót od konstruktywizmu, tekstualizmu i têsknota
za tym, co „rzeczywiste” – w tym kontekœcie rzecz pomaga odbudowaæ
kontakt z „rzeczywistoœci¹”.
Biografie rzeczy
W 1986 r. pod redakcj¹ Arjuna Appaduraia ukaza³a siê ksi¹¿ka Social Life of Things9, która pchnê³a badania kultury materialnej ku nowym obszarom zainteresowañ i metodom badawczym. Rozwa¿a³a ona
8
Przyk³adem wyzwañ praktyki, wobec których stoi interesuj¹ca siê podmiotowoœci¹
humanistyka mo¿e byæ zagadnienie transgeniki, produkcja ulepszonych, zmodyfikowanych genetycznie zwierz¹t i roœlin. Zob.: J. B i s h o p, Ssaki transgeniczne, Warszawa
2001. Zob. tak¿e artyku³y publikowane w polskim kwartalniku „Biotechnologia”.
9 Social Life of Things: Commodities in Cultural Perspective, red. A. Appadurai,
Cambridge-New York 1986.
12
Ewa Domañska
[6]
ró¿ne aspekty komodyfikacji rzeczy i zwi¹zków miêdzy towarami a budowaniem i legitymizowaniem to¿samoœci, które to problemy postawione zosta³y w kontekœcie procesów globalizacji i studiów postkolonialnych. Appadurai zwróci³ siê ku klasycznym kwestiom obiegu, wymiany,
wartoœci artyku³ów oraz kwestiom fetyszyzmu towarowego, ale skutki
tych zainteresowañ skierowa³y jego i badaczy pozostaj¹cych w jego krêgu do zainteresowania siê zagadnieniem biografii rzeczy. W opublikowanym w tej ksi¹¿ce artykule Kulturowa biografia rzeczy amerykañski
antropolog Igor Kopytoff zwróci³ uwagê na analogiê miêdzy tym, jak
cz³owiek stawa³ siê niewolnikiem, a tym, jak rzecz staje siê towarem.
Twierdzi on, ¿e warto siê zainteresowaæ procesem utowarowienia rzeczy, widz¹c w nim czêœæ kulturowego kszta³towania biografii. Kopytoff
pisze: „Pracuj¹c nad biografi¹ jakiejœ rzeczy, mo¿na stawiaæ pytania
podobne do tych, jakie stawiamy, pytaj¹c o ludzi. Jakie s¹, z socjologicznego punktu widzenia, mo¿liwoœci biograficzne, które poci¹ga za sob¹
jej «status», czas, w którym istnieje, i kultura, do której nale¿y? W jaki
sposób mo¿liwoœci te siê realizuj¹? Jak wygl¹da³a dot¹d jej kariera i co
ludzie uwa¿aj¹ za idealny «¿yciorys» dla takiej w³aœnie rzeczy? Czy rzeczy bywaj¹ w «ró¿nym wieku», jakie s¹ etapy ich «¿ycia» i jak wygl¹daj¹
ich kulturowe wyznaczniki? Jak zmienia siê wraz z wiekiem rzeczy jej
u¿ycie i co dzieje siê z ni¹, kiedy przestaje byæ u¿yteczna?”10
W dalszej czêœci wywodu wskazuje on, ¿e rzeczy mog¹ mieæ wiele
nak³adaj¹cych siê na siebie biografii – techniczn¹, ekonomiczn¹, spo³eczn¹, które mog¹ byæ lub nie nacechowane kulturowo. Kopytoff zwraca uwagê w³aœnie na ów kulturowy wymiar biografii rzeczy, twierdz¹c,
¿e istnieje analogia miêdzy tym, jak spo³eczeñstwo „konstruuje” jednostkê i tym, jak „konstruuje” rzeczy.
Podejœcie biograficzne wobec archeologicznych artefaktów11 promuje Cornelius Holtorf. Rozró¿nia on badanie historii krótkiego ¿ycia rzeczy (short life histories study), które œledzi los rzeczy w przesz³oœci a¿
do momentu ich z³o¿enia w ziemi, oraz badanie historii d³ugiego ¿ycia
(long life histories study), które analizuje ¿ycie rzeczy a¿ do dnia obecnego. Podczas gdy zazwyczaj mówi siê o historii ¿ycia przedmiotu, które zaczyna siê od jego wyprodukowania, a koñczy na jego depozycji, Holtorf proponuje, by mówiæ o otwartoœci ¿ycia rzeczy, które mimo jej
10 I. K o p y t o f f, Kulturowa biografia rzeczy: utowarowienie jako proces, [w:] Badanie
kultury. Elementy teorii antropologicznej, red. M. Kempny, E. Nowicka, Warszawa 2003,
s. 252.
11 Por. tak¿e: The Cultural Biography of Objects, numer tematyczny „World Archaeology”, red. Ch. Gosden, Y. Marschall, t. XXXI, 1999, nr 2.
O zwrocie ku rzeczom we wspó³czesnej humanistyce
[7]
13
„z³o¿enia” w ziemi toczy siê do dzisiaj, a jej odkopanie, analiza, interpretacja, archiwizowanie stanowi¹ kolejne etapy jej losów. Jako alternatywê Holtorf proponuje podejœcie etnograficzne, które stanowi, ¿e
w³aœciwoœci rzeczy s¹ rezultatami relacji zachodz¹cych miêdzy ludŸmi
a rzeczami i s¹ poniek¹d skutkiem procesów zachodz¹cych w teraŸniejszoœci12. Holtorf adaptuje tak¿e podejœcie Bruno Latoura i pisze, ¿e to
nie przedmioty nam siê przydarzaj¹, ale to my (badacze) przydarzamy
siê rzeczom13.
Biografi¹ rzeczy – choæ, jak siê wydaje uprawian¹ w sposób bardziej
umiarkowany ni¿ Holtorf – zajmuje siê tak¿e angielski archeolog Andrew Jones. W jednym z rozdzia³ów swojej ksi¹¿ki, zatytu³owanym
Material Culture and Materials Science: a Biography of Things, angielski badacz pisze: „Interesuje nas, jak kultura materialna u¿ywana jest
do tworzenia i podtrzymywania zwi¹zków spo³ecznych; zwi¹zków, które zapewniaj¹ definicjê to¿samoœci i przynale¿noœci (belonging) na poziomie indywidualnym, lokalnym i szerszym”14.
Zastosowane pojêcie biografii Jones odnosi do teorii daru Marcela
Maussa, wed³ug której przedmiot nosi pewne cechy cz³owieka i wspó³tworzy zwi¹zki miêdzyludzkie15. W takim ujêciu rzeczy, podobnie jak
ludzie, maj¹ swoj¹ biografiê: rodz¹ siê, ¿yj¹ i umieraj¹, czasami dziel¹c
z ludŸmi swój los16. Jones przeciwstawia siê zarówno takiemu rozumieniu rzeczy, które stawia je w kontekœcie wymiany towarowej oddzielaj¹cej rzecz od cz³owieka, jak i pragmatycznemu do nich podejœciu, w którym maj¹ one ograniczon¹ u¿ytecznoœæ, zu¿ywaj¹ siê i s¹ wyrzucane.
Opowiada siê zaœ za ujêciem biograficznym, które ukazuje rzeczy w procesie tworzenia i podtrzymywania relacji miêdzyludzkich. Rzeczy mog¹
wiêc byæ punktami odniesienia w opisywaniu ludzkiego ¿ycia i nadawaniu mu znaczenia. Jones u¿ywa okreœlenia „biografie artefaktów” jako
u¿ytecznej metafory pozwalaj¹cej rozwa¿aæ, jak to¿samoœci spo³eczne
wyra¿ane s¹ za poœrednictwem rzeczy przechodz¹cych ró¿ne stadia swej
12
C. H o l t o r f, Notes on the Life History of a Pot Shard, „Journal of Material
Studies” VII, 2002, nr 1.
13 B. L a t o u r, Pandora’s Hope. Essays on the Reality of Science Studies, Cambridge
(Mass.)–London 1999, s. 146.
14 A. J o n e s, Archaeological Theory and Scientific Practice. Topics in Contemporary Archaeology, Cambridge 2002, s. 83. Jones powtarza to na s. 179, pisz¹c, ¿e „interesuje nas tutaj, jak kultura materialna u¿ywana jest zarówno do tworzenia, jak i do
podtrzymywania pewnych rodzajów zwi¹zków spo³ecznych” (t³um. autorki).
15 M. M a u s s, Szkic o darze. Forma i podstawa wymiany w spo³eczeñstwach archaicznych, [w:] ten¿e, Socjologia i antropologia, Warszawa 2001.
16 A. J o n e s, dz. cyt., s. 83 n.
14
Ewa Domañska
[8]
¿yciowej u¿ytecznoœci (use-life)17. Badaj¹c na przyk³ad naczynia neolityczne znalezione w Barnhouse w Szkocji, analizuje miejsce ich wytworzenia i u¿ywania (czy w centrum osady, czy w indywidualnych zagrodach). Nastêpnie analizuje osobno ka¿dy typ naczynia, szkicuj¹c jego
biografiê. Dzieli je wed³ug wielkoœci; nastêpnie wskazuje, do czego by³y
u¿ywane oraz jakie by³y zwi¹zki pomiêdzy ró¿nymi typami naczyñ i ró¿nymi rodzajami to¿samoœci spo³ecznej18.
Jones podziela pogl¹d, ¿e obiekty materialne posiadaj¹ rodzaj sprawstwa (agency), tj. mo¿liwoœæ dzia³ania. Rozwa¿ania na ten temat tocz¹
siê pod has³em „dzia³ania materialnego” (material agency). Owa si³a
sprawcza przedmiotów materialnych z³o¿ona jest z dwóch sk³adników:
„pierwszy zwi¹zany jest z intencjami i motywami ludzi; drugi odnosi
siê do warunków materialnych, w których owi ludzi dzia³aj¹”, zatem
„sprawstwo œwiata materialnego i œwiata ludzkiego mo¿e byæ widziane
jako wzajemnie na siebie oddzia³ywaj¹ce” – pisze Jones19.
Jak wynika z powy¿szych omówieñ, w biograficzne podejœcie do rzeczy wmontowana jest nieunikniona antropomorfizacja przedmiotów,
a wiêc traktowanie ich w takich kategoriach jak ludzi: przedmioty maj¹
zatem swoj¹ (materialn¹) to¿samoœæ, czy nawet mog¹ mieæ wiele to¿samoœci, które zmieniaj¹ siê w czasie i wraz ze zmian¹ kontekstu; maj¹
swoje ¿ycie, które zaczyna siê od punktu a, a koñczy na b i w którym
coœ im siê przydarza (na przyk³ad wykopie je i opisze archeolog). W podejœciu biograficznym widoczne s¹ dwie cechy charakterystyczne dla
tradycyjnej epistemologii: po pierwsze – personifikacja rzeczy, która jest
wyrazem antropocentryzmu, po drugie – myœlenie genealogiczne i genetyczne20. Stanowi¹ one fundamenty tradycyjnego myœlenia o historii,
z którymi tak uporczywie walczy³ m.in. Michel Foucault. W pisaniu biografii rzeczy mamy zatem do czynienia z atrakcyjn¹ propozycj¹ badawcz¹, ale z konwencjonaln¹ epistemologi¹.
Nowoœæ tego podejœcia polega na tym, ¿e czêsto idzie z nim w parze
interesuj¹ca idea przypisywania rzeczom mocy sprawczej przejawiaj¹cej siê na przyk³ad w ich wp³ywie na tworzenie i zmianê relacji miêdzyludzkich. Podkreœla siê fakt, i¿ rzeczy wchodz¹ z ludŸmi w relacje. Nastêpuje tutaj redefinicja stosunku pomiêdzy przedmiotami i ludŸmi,
i nadanie przedmiotom statusu aktywnych uczestników procesów
17
Tam¿e, s. 84.
Zob. tam¿e, s. 146–147.
19 Tam¿e, s. 176–177, 181 (t³um. autorki).
20 Problem antropomorfizacji, idei genezy i rozwoju jako podstaw tradycyjnej historiografii omawia W. W r z o s e k, Historia–kultura–metafora. Powstanie nieklasycznej
historiografii, Wroc³aw 1995.
18
O zwrocie ku rzeczom we wspó³czesnej humanistyce
[9]
15
¿yciowych, w których rzeczy nie tylko s¹, lecz tak¿e dzia³aj¹. Zmienia
siê tak¿e perspektywa – z badania podmiotów, które tworz¹ relacje, na
badanie relacji, które tworz¹ podmioty. Warto jednak zauwa¿yæ, ¿e ca³y
czas mamy tutaj do czynienia z myœleniem w kategoriach ró¿nic miêdzy cz³owiekiem i rzecz¹, przy czym ró¿nica ta jest typem ró¿nicy hierarchicznej, gdzie cz³owiek stanowi punkt odniesienia i model dla tego,
jak powinna byæ widziana rzecz.
Obserwowane obecnie „urzeczenie rzeczami” mo¿na w³¹czyæ w dominuj¹cy w tzw. nowej humanistyce (m.in. studia postkolonialne, gender studies i queer studies, studia nad kalekami, dzieæmi, itd.) „dyskurs
innego” skupiony na badaniu marginalizowanych „innych” w kategoriach klasy, rasy, p³ci kulturowej. Obecnie do owych „innych” do³¹czy³y
tak¿e rzeczy, którym humanistyka próbuje oddaæ g³os i naprawiæ b³êdy
przesz³oœci, kiedy to sprowadzi³a je do statusu biernych przedmiotów.
Studia nad rzeczami staj¹ siê w ten sposób czêœci¹ dyskursów insurekcyjnych czy rewindykacyjnych (tak¿e „przeciw-historii”), w których rzeczy nabieraj¹ statusu domagaj¹cego siê miejsca w dominuj¹cym dyskursie „innego”. Ironi¹ jest jednak, ¿e rzecz rozumiana jako „inny” dzieli
los tych innych, którzy nie mog¹ wypowiadaæ siê sami, np. zmar³ych
czy zwierz¹t. To (¿ywi) ludzie wypowiadaj¹ siê w ich imieniu, a to znaczy, ¿e dyskurs rzeczy bêdzie zawsze wmontowany w dyskurs ludzi i podporz¹dkowany jakiejœ pragmatyce wspó³czesnych potrzeb i oczekiwañ.
Mo¿na siê ponadto zastanowiæ, w jaki sposób owo „branie w obronê rzeczy” jest sposobem na neutralizacjê i pacyfikacjê ich zagra¿aj¹cej ludziom innoœci. Rzecz ujmowana jako „inny” jest zatem akceptowana
o tyle, o ile mo¿e zostaæ wch³oniêta i zintegrowana z dominuj¹cym dyskursem i tylko wtedy, gdy zasadnicza odmiennoœæ rzeczy zostanie bezpiecznie zneutralizowana (na przyk³ad poprzez zabieg personifikacji).
Wydaje siê, ¿e takie podejœcie do rzeczy wskazuje na zasadniczy problem tkwi¹cy ogólnie w „humanistyce ró¿nicy” i „dyskursie innego”,
który mo¿na wyraziæ sloganem: „stañ siê podobny do mnie, a uszanujê
Twoj¹ innoœæ”21.
Bruno Latour i zbiorowoϾ ludzi i nie-ludzi
Znacznie bardziej awangardowe podejœcie do rzeczy proponuje francuski antropolog i filozof nauki Bruno Latour. Zarówno dla niego, jak
21
Krytyki „polityki ró¿nicy” dokonuje A. B a d i o u, L’éthique: Essai sur la conscience
du Mal, Paris 1993.
16
Ewa Domañska
[10]
i dla wielu innych badaczy krytykuj¹cych sprowadzanie rzeczy do zagadnieñ spo³ecznych, podstawowa jest analizowana przez Martina Heideggera dystynkcja miêdzy rzecz¹ a przedmiotem. Dla Heideggera przedmioty to obiekty materialne istniej¹ce niejako „przed rêk¹” (przed
obserwatorem, co wymaga dystansu), to byty-tylko-obecne, o których
wypowiada siê stwierdzenia, które siê przedstawia. Rzeczy z kolei to
przede wszystkim obiekty u¿yteczne, narzêdzia. Heidegger interesowa³
siê zw³aszcza narzêdziami, ich sposobem bycia, który ujawnia siê w porêcznoœci, tj. wtedy, gdy narzêdzie zostaje u¿yte, w przeciwieñstwie do
obiektów istniej¹cych „przed-rêk¹”. Na przyk³ad sposób bycia m³otka
ujawnia siê w jego porêcznoœci, ta porêcznoœæ zaœ odkrywana jest w akcie wbijania gwoŸdzi. Dzban jest rzecz¹ jako naczynie; jest czymœ, co
ujmuje, a jego dzbanowoœæ zawiera siê w nape³nianiu22. Latoura nie
interesuje zatem powrót do dyskusji o kantowskich „rzeczach samych
w sobie”, ale rozwa¿ania o rzeczach, które s¹ wokó³ nas, o tym, jak rzeczy siê manifestuj¹ i wspó³tworz¹ œwiat.
Podobnie jak kiedyœ Heidegger, Latour zastanawia siê, jak przedmioty znowu mog¹ staæ siê rzeczami i jak przywróciæ rzeczom ich rzeczowoœæ. Francuskiego badacza interesuj¹ jednak przedmioty, które ponownie wkraczaj¹ na scenê, a nie afirmacja rzeczy, jak to jest u Heideggera
(znany przyk³ad dzbana). Latour przypisuje rzeczom sprawstwo i by
podkreœliæ tê ich cechê, okreœla rzeczy mianem aktorów czy zapo¿yczonym z semiotyki pojêciem „aktantów”23. W ¿adnym jednak razie nie
znaczy to, ¿e rzeczy w jego koncepcjach maj¹ intencjonalnoœæ czy œwiadomoœæ. Latour nie animizuje rzeczy; w istocie dla francuskiego badacza najwa¿niejsze jest pojêcie gromadzenia siê, skupiania czy zbierania,
22
Zob. M. H e i d e g g e r, Rzecz, [w:] ten¿e, Odczyty i rozprawy, Kraków 2002; ten¿e,
Bycie i czas, Warszawa 1994, s. 94–108. W ³onie wspó³czesnej archeologii istnieje nurt
okreœlany jako „archeologia heideggerowska”. Jakkolwiek pierwszym studium
aplikuj¹cym na szersz¹ skalê filozofiê Heideggera do interpretacji materia³u
archeologicznego by³a ksi¹¿ka Ch. Gosdena, Social Being and Time (Oxford 1994), to
dopiero praca Thomasa wywo³a³a wiêksz¹ dyskusjê, zob. J. T h o m a s, Time, Culture
and Identity. An Interprative Archaeology, London–New York 1996. W Polsce archeologiê
w duchu filozofii Heideggera – choæ wychodz¹c z innych przes³anek ni¿ Thomas czy
Karlsson – uprawia Andrzej P. Kowalski, zob. A.P. K o w a l s k i, Symbol w kulturze
archaicznej, Poznañ 1999; ten¿e, Myœlenie przedfilozoficzne. Studia z filozofii kultury
i historii idei, Poznañ 2001; ten¿e, M. K w a p i ñ s k i, Kultura archaiczna w zwierciadle
wyobra¿eñ, s³ów i rzeczy, Gdañsk 2000.
23 B. L a t o u r, dz. cyt., s. 180, 303. O sprawstwie rzeczy pisze tak¿e Alfred Gell,
definiuj¹c rzecz-sprawcê w nastêpuj¹cy sposób: „Sprawca (agent) to ten, kto ma zdolnoœæ inicjowania zdarzeñ przyczynowych w bezpoœrednim otoczeniu”, A. G e l l, Art and
Agency, Oxford 1998, s. 19.
[11]
O zwrocie ku rzeczom we wspó³czesnej humanistyce
17
a jego badania maj¹ na celu wskazanie „jak wielu uczestników gromadzi siê w rzeczy, aby j¹ wytworzyæ i by chroniæ jej istnienie” (Latourowi
chodzi tutaj o uczestników ludzkich i nie-ludzkich). Zadaje pytanie: „jak
mog³aby wygl¹daæ demokracja zorientowana na rzeczy?” Zwraca przy
tym uwagê, ¿e obecnie Respublica w istocie nie jest zwrócona ku res (tj.
ku rzeczy), a przecie¿ rzeczy tak¿e tworz¹ wokó³ siebie publiczn¹ przestrzeñ. W jego koncepcjach polityka nie ogranicza siê tylko do ludzi, ale
rozci¹ga siê tak¿e na rzeczy; parlamenty to ró¿ne formy gromadzenia
siê, takie jak supermarkety, laboratoria naukowe, koœcio³y, rynki. By
wskazaæ na ten zwrot, Latour uku³ neologizm – Dingpolitik, jako substytut Realpolitik24.
Za koncepcjami Bruno Latoura pod¹¿a wielu antropologów, archeologów, socjologów i literaturoznawców. Przytoczmy fragment z manifestu w obronie rzeczy autorstwa norweskiego archeologa Bjørnara Olsena: „Archeologowie powinni zjednoczyæ siê w obronie rzeczy, w obronie
tych podrzêdnych cz³onków (subaltern members) zbiorowoœci, którzy
zostali uciszeni i wyobcowani (‘othered’) przez imperialistyczne, spo³eczne i humanistyczne dyskursy. Jestem zmêczony starymi opowieœciami
o tym, jak podmiot, to, co spo³eczne, epistemy tworz¹ przedmiot; zmêczony opowieœciami, jak wszystko jest jêzykiem, dzia³aniem, umys³em
czy ludzkim cia³em. Chcia³bym, byœmy zwrócili wiêksz¹ uwagê na drug¹ czêœæ tej historii: jak przedmiot kreuje podmiot. Opowieœæ ta nie jest
snuta w niestabilnym jêzyku, lecz przychodzi do nas pod postaci¹ milcz¹cych, dotykalnych, widzialnych i brutalnych materialnych pozosta³oœci: maszyn, œcian, dróg, do³ów, mieczy. [...] [C]oraz bardziej widoczna
staje siê potrzeba nowego re¿imu «demokracji, która rozci¹ga siê tak¿e
na rzeczy»”25. We wspó³czesnym œwiecie „nie ma demokracji bez rzeczy” – slogan taki móg³by przyœwiecaæ manifestowi Olsena.
Rzeczy w refleksji historycznej
Mówi¹c o zwrocie ku rzeczom w kontekœcie badañ historycznych, nie
chcê oczywiœcie powiedzieæ, ¿e historycy nie zajmowali siê rzeczami.
Chodzi jednak o zupe³nie inne podejœcie, inny zestaw pytañ badawczych
24 Making Things Public – Atmosphere of Democracy, red. B. Latour, P. Weibel,
Karlsruhe 2005 oraz B. L a t o u r, Politics of Nature. How to Bring the Sciences into
Democracy, Cambridge (Mass.)–London 2004. Por. tak¿e E. B i ñ c z y k, „Antropologia
nauki” Bruno Latoura na tle polemik, „Zagadnienia Naukoznawstwa” I, 2004.
25 B. O l s e n, Material Culture after Text: Re-Membering Things, „Norwegian Archaeological Review” XXXVI, 2003, nr 3, s. 100 (t³um. autorki).
18
Ewa Domañska
[12]
i inne metody oferowane przez dzisiejsze studia nad rzeczami. By zauwa¿yæ ró¿nice miêdzy podejœciem dominuj¹cym w Polsce a tym promowanym w Anglii i Stanach Zjednoczonych, wystarczy porównaæ treœci artyku³ów dwóch czasopism: polskiego „Kwartalnika Historii Kultury
Materialnej” oraz za³o¿onego w 1996 r. przy University College London
„Journal of Material Culture”. Celem tego ostatniego jest promowanie
interdyscyplinarnego podejœcia do badañ kultury materialnej (antropologia, archeologia, historia, geografia, muzeologia, etnografia). W za³o¿eniach pisma czytamy, ¿e zajmuje siê ono „zwi¹zkami pomiêdzy artefaktami i relacjami spo³ecznymi w czasie i przestrzeni, a kieruje siê ku
systematycznym badaniom zwi¹zków pomiêdzy konstruowaniem to¿samoœci spo³ecznych a produkcj¹ i u¿yciem kultury materialnej”. Pismo odchodzi tak¿e od popularnej w okresie panowania konstruktywizmu i narratywizmu koncepcji rzeczy zsemiotyzowanej; rzeczy, która
staje siê o tyle wa¿na, o ile jest komunikatem, noœnikiem znaczeñ i mo¿e
byæ odczytywana na ró¿ne sposoby.
Wydawany przez Instytut Archeologii i Etnologii PAN „Kwartalnik
Historii Kultury Materialnej” „publikuje materia³y z dziedziny historii
kultury materialnej w Polsce i w Europie poœwiêcone dziejom rzemios³a,
przemys³u, rolnictwa, osadnictwa, archeologii przemys³owej oraz innym
zagadnieniom”26. Przegl¹daj¹c kolejne numery pisma za ostatnie 12 lat
mo¿na stwierdziæ, ¿e choæ tematyka artyku³ów jest ciekawa i czasami
nawi¹zuj¹ca do problemów podejmowanych przez dominuj¹ce nurty
w historii kultury oraz bogata w wa¿ne informacje faktograficzne, to podejœcia badawcze s¹ tradycyjne, tj. dominuj¹ studia o charakterze pozytywistycznym, które polegaj¹ na opisie samych rzeczy, ich funkcji, sposobie
wytwarzania i zwyk³ym (niepopartym teori¹) omówieniu ich historii27.
W ramach opublikowanych na ³amach KHKM polemik i dyskusji wypowiadali siê na temat ograniczonoœci i konserwatywnoœci badañ nad t¹
problematyk¹ w Polsce m.in. Jerzy Topolski i Janusz Ostoja-Zagórski,
sugeruj¹c potrzebê badañ interdyscyplinarnych, propagowania rozwa¿añ dotycz¹cych teorii i metodologii badañ oraz krytycznej analizy nowych kierunków i metod obecnych w œwiatowej humanistyce28. Jednak
26 Zob. strona domowa KHKM: http://archeolog.iaepan.edu.pl/kwartalnik/index.html
(aktualizacja 2005).
27 Zob. np. T. B o r k o w s k i, P. G i e r c z a k, W kwestii produkcji ró¿añców i koœci do
gry w póŸnoœredniowiecznym Wroc³awiu, KHKM XLIII, 1995, nr 2. Podkreœlam przy
tym, ¿e nie jest moim zamiarem wartoœciowanie ró¿nych podejœæ do badania historii
materialnej.
28 J. O s t o j a - Z a g ó r s k i, Archeologia wobec humanistycznych koncepcji badañ nad
kultur¹, KHKM L, 2002, nr 3–4; ten¿e, A. P o s e r n - Z i e l i ñ s k i, A. P o œ p i e c h,
[13]
O zwrocie ku rzeczom we wspó³czesnej humanistyce
19
prócz dyskusji na temat koncepcji historii kultury materialnej Fernanda
Braudela29, która jak siê zdaje nie zainspirowa³a polskich badaczy tej
problematyki, charakter pisma do dzisiaj nie uleg³ zasadniczej zmianie.
W anglo-amerykañskim pisarstwie historycznym istnieje wiele metod badania rzeczy, przy czym najbardziej prê¿ny i ciekawy jest nurt
historii kultury materialnej tworzonej w duchu nieklasycznej historiografii30, który czerpie inspiracje z historii kultury, historii spo³ecznej,
antropologii i historii ¿ycia codziennego. Bada on produkcjê rzeczy i ró¿ne jej technologie, projektowanie, konsumpcjê, historiê ró¿nych produktów ¿ywnoœciowych (historia ziemniaka, kukurydzy, soli, cukru, kawy,
itd.), rzeczy codziennego u¿ytku (historia widelca, pióra, samochodu,
ksi¹¿ki, ubiorów, orê¿a, itd.). Tak praktykowana historia kultury materialnej jest jednak histori¹ rzeczy w przewadze rozumianych jako towary, których analizy nawi¹zuj¹ do marksowskiego podzia³u na u¿ytkow¹
i wymienn¹ ich wartoœæ. Historie te s¹ nadal antropocentryczne i traktuj¹ rzeczy jako „podrzêdnych innych”, a nie jako „równoprawnych
cz³onków zbiorowoœci ludzi i nie-ludzi” – jak proponuje Latour31. Ich
epistemologiczne za³o¿enia ani nie podwa¿aj¹ opozycji podmiot-przedmiot, ani nie bior¹ pod uwagê sprawczej mocy rzeczy. Inne – wobec propozycji Latoura – jest zatem podejœcie badawcze do problemów, inne
za³o¿enia i inna metodologia. Badanie rzeczy wpisane w projekt historii, który mo¿na zbudowaæ w oparciu o idee Latoura, mia³oby zaledwie
tematyczny zwi¹zek z histori¹ kultury materialnej („histori¹ rzeczy”)
jak¹ znamy32.
Z krytyki ju¿ praktykowanych (biografie rzeczy) oraz z obserwacji
bêd¹cych w sferze propozycji (koncepcje Latoura) podejœæ do rzeczy
Archeologia, etnologia, historia kultury materialnej – perspektywy badañ, KHKM XLV,
1997, nr 2.
29 Dyskusja zosta³a opublikowana w: KHKM XLII, 1994, nr 2.
30 Odwo³ujê siê tutaj do stosowanego przez Wojciecha Wrzoska rozró¿nienia miêdzy
histori¹ klasyczn¹ (zdarzeniow¹, pozytywistyczn¹) i nieklasyczn¹ (pisan¹ w duchu „Annales”), zob. W. W r z o s e k, dz. cyt.
31 Wœród dostêpnych na rynku polskim prac, zbli¿one do Latoura deklaracje w obronie rzeczy, choæ przedstawione w formie publicystyki eseistycznej, a nie artyku³ów badawczych, g³osi: R.-P. D r o i t, 51 zabaw (z) rzeczami. Doœwiadczenie rzeczywistoœci,
Gdañsk 2005.
32 Ostatnio ukaza³ siê piêciotomowy zbiór studiów, który zawiera kluczowe dla historii materialnej teksty z XIX i XX w. Ich interdyscyplinarny charakter pozwala przeœledziæ zarówno ewolucjê zmieniaj¹cego siê rozumienia pojêcia kultury materialnej, jak
i rozmaitoœæ podejmowanej przez ni¹ tematyki oraz zapoznaæ siê z ró¿nymi sposobami
jej badania. Material Culture: Critical Concepts in the Social Sciences, t. I–V, red.
V. Buchli, London–New York 2004.
20
Ewa Domañska
[14]
mo¿na wysun¹æ wniosek, ¿e tradycyjne okreœlenie historii jako „nauki
o ludziach w czasie” okazuje siê niewystarczaj¹ce, je¿eli dyscyplina ta
chce broniæ swojego miejsca wœród dziedzin zainteresowanych przesz³oœci¹ i wytwarzaj¹cych o niej wa¿n¹ dla przysz³oœci wiedzê. Rz¹dz¹ca
podejœciem do przesz³oœci antropokracja, wraz z antropocentryzmem
uwa¿anym za jeden z fundamentów nowo¿ytnego myœlenia, od dawna
poddawana jest krytyce33. Coraz bardziej zdajemy sobie sprawê z faktu,
¿e nie tylko ludzie tworz¹ historiê, tworz¹ j¹ tak¿e rzeczy. Obecnie,
w epoce panowania ró¿nego rodzaju „przeciw-historii”, historii ofiar czy
historii insurekcyjnych34, uznaje siê, ¿e rzeczy tak¿e nale¿¹ do marginalizowanej mniejszoœci i ¿e powinny mieæ swoje miejsce w historii. Jak
pisa³am wy¿ej, podkreœla siê, ¿e nie s¹ one biernymi przedmiotami, lecz
aktywnymi cz³onkami zbiorowoœci z³o¿onej z ludzi i nie-ludzi, którym
„nale¿y udzieliæ g³osu”. Od pocz¹tku mamy zatem do czynienia z paradoksem: z jednej strony bowiem rzecz pojmowana jako „inny” podlega
zabiegom antropomorfizacji, z drugiej „rzecznicy rzeczy” szukaj¹ mo¿liwoœci odejœcia od antropocentrycznego i personifikuj¹cego lub fetyszyzuj¹cego rzeczy ich widzenia.
W³¹czenie siê historii w latourowski projekt badania relacji miêdzy
ludŸmi i nie-ludŸmi wraz z rozwijaj¹c¹ siê ekohistori¹ i histori¹ œrodowiskow¹ sygnalizuje wy³anianie siê nurtu w badaniach nad przesz³oœci¹, który okreœliæ mo¿na terminem „historia nieantropocentryczna”
czy historia „po-ludzka” (post-human history)35. Polega on na odcho33
Wœród nielicznych opracowañ na ten temat dostêpnych w jêzyku polskim zob.
J. G r a y, S³omiane psy. Myœli o ludziach i innych zwierzêtach, Warszawa 2003;
M. B a k k e, Nieantropocentryczna to¿samoœæ, [w:] Media – cia³o – pamiêæ. O wspó³czesnych to¿samoœciach kulturowych, red. A. GwóŸdŸ, A. Æwikiel, Warszawa 2005
(w druku). Zob. tak¿e: J. S e e d, Beyond Anthropocentrism, [w:] ten¿e, J. M a c y,
A. N a e s s, P. F l e m i n g, Thinking Like a Mountain. Toward a Council of all Beings,
Philadelphia 1988; G. A g a m b e n, L’aperto: l’uomo e l’animale, Torino 2002;
D. H a r a w a y, The Companion Species Manifesto: Dogs, People, and Significant
Otherness, Chicago 2003. O niemo¿liwoœci wyjœcia poza antropocentyzm i jego obronie
por. m.in. L. F e r r y, Nowy ³ad ekologiczny. Drzewo, zwierzê, cz³owiek, Warszawa 1995.
34 O historii (zwyciêzców) i przeciw-historii (historii ofiar) pisze M. F o u c a u l t,
Wyk³ad z 28 stycznia 1976, [w:] ten¿e, Trzeba broniæ spo³eczeñstwa, Warszawa 1998.
O koncepcji historii Foucaulta pisze M. S o l a r s k a, Historia zrewoltowana. Pisarstwo
historyczne Michela Foucaulta jako diagnoza teraŸniejszoœci i projekt przysz³oœci, Poznañ (w druku).
35 W innym sensie okreœlenia „historia po-ludzka” u¿ywa Francis Fukuyama. Jego
rozwa¿ania dotycz¹ ewolucji cz³owieka i roli, jak¹ odgrywa w niej biotechnologia,
wytwarzaj¹c – na przyk³ad przez manipulacjê kodem genetycznym – nowego cz³owieka,
zob. F. F u k u y a m a, Koniec cz³owieka: konsekwencje rewolucji biotechnologicznej,
Kraków 2004. W szybko rozwijaj¹cym siê ostatnio nurcie filozoficznym zwanym
[15]
O zwrocie ku rzeczom we wspó³czesnej humanistyce
21
dzeniu od historii, która za g³ówny przedmiot rozwa¿añ obra³a humanistyczn¹ wizjê cz³owieka znajduj¹cego siê w centrum wszechœwiata.
Mo¿na zatem powiedzieæ, ¿e historia „nie-antropocentryczna” czy „po-ludzka”, to historia po-humanistyczna, której cz³owiek, obok innych
bytów organicznych i nieorganicznych, jest jednym z elementów. Celem
tego rodzaju historii jest w³¹czenie do badañ przesz³oœci ró¿nego rodzaju rzeczy przy neutralizowaniu tendencji do ich „ucz³owieczania”.
Nale¿y w tym miejscu podkreœliæ, ¿e projekt historii nieantropocentrycznej, o którym mowa w kontekœcie obecnego „zwrotu ku rzeczom”,
tylko w sensie hase³ tematycznych nasuwa skojarzenia z braudelowskim sposobem uprawiania historii materialnej. W³¹czanie œrodowiska
do badañ historycznych ma swoj¹ historiê, w której zmienia³y siê metody badañ, problemy, a przede wszystkim samo rozumienie pojêæ „natura”, „kultura” czy „materialnoœæ”. Zasadnicza ró¿nica miêdzy propozycjami Latoura a koncepcjami Braudela polega m.in. na tym, ¿e ta ostatnia
jest antropocentryczna; przyroda wkomponowana zostaje w niej w system spo³eczny, natomiast Latour próbuje zarówno wyjœæ poza antropocentryzm, jak i wystêpuje przeciwko redukowaniu rozwa¿añ prowadzonych na temat ekofaktów i artefaktów do zagadnieñ spo³ecznych36.
* * *
Konstruktywizm przekonywa³ nas, ¿e wszystko wokó³ nas jest wytwarzane, a co za tym idzie, ¿e wszystko jest w procesie stawania siê,
jest elastyczne, zmienne, pozbawione istoty i stabilnoœci. Dotyczy to tak¿e
ludzi i rzeczy, lecz byæ mo¿e w³aœnie takie myœlenie nosi w sobie zarodki swojej w³asnej destrukcji. Cz³owiek – jak pokazuj¹ wspó³czesne frustracje humanistyki manifestuj¹ce siê w jej kolejnych zwrotach – nie mo¿e
siê obyæ zarówno bez jakiejœ metanarracji, jak i bez jakichœ punktów
odniesienia (nawet je¿eli owe punkty s¹ ruchome). Marek Krajewski
zauwa¿y³, ¿e „najwa¿niejsza i podstawowa trudnoœæ, jak¹ nam [przedmioty] dzisiaj sprawiaj¹, to utrata przez nie podstawowej ich w³asnoœci,
a mianowicie materialnoœci, po³¹czona z powszechnym lokowaniem
posthumanizmem (lub transhumanizmem), okreœlenie „po-ludzkie” nie oznacza etapu
w historii, w którym nie bêdzie ludzi, lecz w³aœnie now¹ formê bycia cz³owiekiem
(cz³owieka „ulepszonego”), która kszta³towana jest przez wykorzystanie nanotechnologii,
in¿ynierii genetycznej, psychofarmakologii, itd. Terminem posthuman okreœla siê tak¿e
po³¹czenie cz³owieka ze sztuczn¹ inteligencj¹.
36 Zob. W. W r z o s e k, dz. cyt., s. 85 n. Dla porównania nowsze podejœcia omawia
tematyczny numer „History and Theory” XLII, December 2003, nr 4, zatytu³owany
Environmental History.
22
Ewa Domañska
[16]
w nich nadziei na stabilnoœæ, niezmiennoœæ. Mówi¹c jeszcze inaczej,
przedmioty trac¹ sw¹ podstawow¹ w³asnoœæ – obiektywnoœæ i niezmiennoœæ, materialnoœæ – ale w dalszym ci¹gu s¹ traktowane przez ich u¿ytkowników w taki sposób, jakby te cechy nadal posiada³y”37.
Byæ mo¿e jest zatem tak, ¿e narzucone na rozumienie rzeczy konstruktywistyczne wizje pozbawi³y ich statusu ludzkich punktów odniesienia, „egzystencjalnych markerów”, stabilizatorów ¿ycia i mniej czy
bardziej uœwiadamiany sobie wysi³ek badawczy idzie w kierunku ocalenia jakiejœ „istotowoœci” rzeczy, ich stabilnoœci. Je¿eli jednak tak zinterpretujemy obecne „urzeczenie rzeczami” i pisane przez humanistów
„reifikcje”38, to szybko zdamy sobie sprawê, ¿e jest ono spowodowane
ludzkim kryzysem to¿samoœci, ponowoczesn¹ kondycj¹, a nie przejawem
troski o rzeczy jako takie i ¿e w dyskursie o rzeczach chodzi nie o urzeczowienie rzeczy, ale o ucz³owieczenie cz³owieka. Przeciwko takim w³aœnie tendencjom skierowane s¹ propozycje Latoura i jego zwolenników.
Nie s¹dzê, by historyk pisz¹c o rzeczach, móg³ siê wyzbyæ sk³onnoœci
do ich personifikacji. Stanowi ona bowiem silnie zakorzenion¹ pozosta³oœæ po myœleniu mitycznym. Historyk mo¿e jednak próbowaæ zneutralizowaæ sk³onnoœæ do stawiania cz³owieka w centrum wszechœwiata
i traktowania go jako najwa¿niejszego punktu odniesienia swych badañ;
mo¿e zatem próbowaæ pisaæ historiê nieantropocentryczn¹ w w¹skim
sensie. Przede wszystkim jednak mo¿e wyjœæ poza pozytywistyczne opisy zdarzeñ i próbowaæ po³¹czyæ zdarzenia z rzeczami, które mia³y na
nie wp³yw, a zatem zrobiæ to, co proponuje Latour – spróbowaæ uprawiaæ Dingpolitik. Poszukuj¹c inspiracji dla swych rozwa¿añ mo¿e tak¿e
zainteresowaæ siê, jakie obecnie pytania badawcze stawiaj¹ rzeczom i jakimi metodami je analizuj¹ inne dyscypliny – filozofia, antropologia, archeologia, literaturoznawstwo, socjologia, sztuka. Mo¿e siê bowiem okazaæ, ¿e skoro – jak twierdzi Émile M. Cioran – „cz³owiek zaczyna
wychodziæ z mody”, to rzeczy staj¹ siê od niego ciekawsze. A zatem zapytajmy, jak¹ rolê odgrywa³y RES w gestae.
37 M. K r a j e w s k i, W stronê socjologii przedmiotów, [w:] W cywilizacji
konsumpcyjnej, red. M. Golka, Poznañ 2004, s. 62.
38 Pojêcie „reifikcji” stosuje badacz polskiej literatury wspó³czesnej Przemys³aw
Czapliñski. „Reifikcja – pisze on – to nie po prostu przedstawianie bytów niejêzykowych w prozie, lecz obdarzanie owych bytów autonomi¹ narracyjn¹, docieranie do granic literackiego reprezentowania rzeczy”, P. C z a p l i ñ s k i, Rzecz w literaturze albo proza
lat dziewiêædziesi¹tych wobec ‘mimesis’, [w:] Cz³owiek i rzecz. O problemach reifikacji
w literaturze, filozofii i sztuce, red. S. Wys³ouch, B. Kaniewska, Poznañ 1999, s. 234.
Tekst ten omawia fascynacjê rzeczami w polskiej literaturze wspó³czesnej.
O zwrocie ku rzeczom we wspó³czesnej humanistyce
[17]
23
Ewa Domañska
On the Turn Towards Things in the Contemporary Humanities
(Towards Non-anthropocentric History)
(Summary)
The article discusses the so-called turn towards things, which became apparent in
British and American humanities at the end of the 1990s. Interest in things has a long
tradition, but the research questions addressed to things as well as assorted approaches
and methods of their analysis have undergone changes. By following the example of
Bruno Latour, numerous present-day researchers indicate that things should not be
treated as passive subjects, dependent upon people, but as legitimate members of the
human and non-human community which, albeit deprived of intention and consciousness, do possess a specific agency.
In analysing texts by Igor Kopytoff, Cornelius Holtorf and Andrew Jones, which
constitute examples of a biographic approach towards things, the author demonstrates
that it contains discernible features characteristic of traditional epistemology:
a personification of things, which is an expression of anthropocentrism, together with
genealogical and genetic thinking. The biographical approach, however, is accompanied
by an interesting proposal of ascribing agency to things, i.e. the impact exerted by things
upon the establishment and transformation of interpersonal relations. Generally
speaking, the relation between things and people becomes redefined, and objects are
granted the status of active participants in the life processes in which they not only
exist, but also act. The thing appears to be ‘relational’, and prime research emphasis is
placed on studying relations and not things as such. We are dealing, therefore, with
thinking in the categories of differences between man and thing, although this is
a hierarchic difference, in which man constitutes a point of reference and an exemplary
way in which the thing should be perceived. The ‘turn towards things’ thus entails
a certain paradox: on the one hand, the thing is conceived as ‘the other’, about which
biographies are written, and hence is subjected to anthropomorphisation; on the other
hand, ‘spokesmen of the thing’ seek possibilities for departing from the anthropocentric
and personifying perception or one which treats things as fetishes.
Ewa Domañska – Instytut Historii, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza
e-mail: [email protected]
ROCZNIKI DZIEJÓW SPO£ECZNYCH I GOSPODARCZYCH
Tom LXV – 2005
MIKO£AJ SZO£TYSEK
ROZRODCZOή W PERSPEKTYWIE EKONOMICZNEJ
I DEMOGRAFIA PRZESZ£OŒCI*
,,[…] podejœcie ekonomiczne jest podejœciem
najszerszym, daj¹cym siê zastosowaæ do wszelkich zachowañ ludzkich”
(Gary S. Becker)
,,[…] ekonomiœci wykazuj¹ notoryczny brak
zainteresowania tym, jak faktycznie ludzie
myœl¹ i odczuwaj¹”
(Paul Krugman)1
Zwi¹zki miêdzy histori¹ i ekonomi¹ maj¹ ju¿ d³ug¹ tradycjê, pisano
o nich wielokrotnie, zaœ mo¿liwoœæ zachodzenia relacji interparadygmatycznych miêdzy dwiema dyscyplinami przyjmowana jest dziœ na ogó³
zgodnie, przynajmniej w historiografii obcej2. Dla przedstawicieli pierwszego pokolenia „Annales” „ekonomizowanie” historii polega³o przede
wszystkim na w³¹czeniu do badañ historycznych zagadnieñ gospodarczych ujmowanych w sposób charakterystyczny dla ekonomii3. Fernand
Braudel rozwin¹³ p³yn¹ce z tych badañ innowacje metodologiczne w swej
* W ukoñczeniu artyku³u niezwykle pomocne by³o stypendium w Max-Planck Institut
für Geschichte w Getyndze. Niniejszym wyra¿am podziêkowania dla prof. Jürgena
Schlumbohma.
1 G.S. B e c k e r, Ekonomiczne podejœcie do zachowañ ludzkich, [w:] ten¿e, Ekonomiczna teoria zachowañ ludzkich, Warszawa 1990, s. 26–27; P. K r u g m a n, Development, Geography, and Economic Theory, Cambridge (Mass.) 1995, s. 74.
2 Zob. m.in. Economics and the Historian, red. T.G. Rawski i in., Berkeley 1996;
C.M. C i p o l l a, Between History and Economics, Oxford 1991 (t³um. z w³oskiego
Ch. Woodall), zw³aszcza cz. 1: Economic theory and history, red. J. Kocki, G. Ránki,
Budapest 1985; R.F. F o g e l, G.R. E l t o n, Which Road to the Past? Two Views on History, New Haven 1983.
3 P. B u r k e, The French Historical Revolution: the „Annales” School, 1929–1989,
Cambridge 1990, s. 54–55.
26
Miko³aj Szo³tysek
[2]
koncepcji „geo-historycznego strukturalizmu”, zorganizowanej wokó³
zaczerpniêtej z prac Ernesta Labrousse’a i – wywiedzionej z myœlenia
ekonomicznego – kategorii „d³ugiego trwania” (le mouvement de
longue durée)4. Amerykañscy „nowi historycy gospodarczy” (New
Economic Historians) posunêli siê jeszcze dalej, do swych analiz historycznych wprowadzaj¹c nie tylko gruntowne przygotowanie ekonomiczne, lecz tak¿e formalne metody analizy ekonometrycznej, rewolucjonizuj¹c dotychczasowe pojmowanie problemów i metod historii
gospodarczej5.
Od czasu publikacji Harveya Leibensteina, Gary’ego S. Beckera i Paula Schultza z lat piêædziesi¹tych i szeœædziesi¹tych XX w., myœlenie mikroekonomiczne na sta³e wesz³o do analiz przemian postaw prokreacyjnych, jakie by³y udzia³em spo³eczeñstw europejskich i amerykañskich
– a nastêpnie krajów s³abiej rozwiniêtych – od koñca XIX stulecia6. Daj¹
temu wyraz najwa¿niejsze podsumowania dyskusji nad natur¹ transformacji demograficznej prze³omu XIX i XX w., w³¹czaj¹c do prezentacji ujêæ przejœcia demograficznego omówienie propozycji ekonomicznych
i podkreœlaj¹c ich wp³yw na kszta³towanie œwiadomoœci metodologicznej demografów wspó³czesnoœci7. Zarazem jednak status ekonomicznych
teorii p³odnoœci w obszarze wiedzy demograficznej i demograficzno-historycznej jest ambiwalentny. Ich obecnoœci w myœleniu o naturze transformacji postaw prokreacyjnych od samego pocz¹tku towarzysz¹ kontrowersje co do ich (teorii) przydatnoœci i zastosowania, nie tylko zreszt¹
w odniesieniu do badañ historycznych8.
4
L. H u n t, French history in the last twenty years: the rise and fall of the Annales
paradigm, ,,Journal of Contemporary History” XXI, 1986, nr 2, s. 211; F. B r a u d e l,
Historia i nauki spo³eczne, [w:] ten¿e, Historia i trwanie, t³um. B. Geremek, Warszawa
1999, s. 46–89; ten¿e, Morze œródziemne i œwiat œródziemnomorski w epoce Filipa II,
wstêp B. Geremek, W. Kula, t³um. T. Mrówczyñski, M. Ochab, t. I, Gdañsk 1976–1977.
5 J. P o m o r s k i, Paradygmat „New Economic History”. Studium z teorii rozwoju
nauki historycznej, Lublin 1985.
6 B.A. T u r c h i, Microeconomic theories of fertility: a critique, ,,Social Forces” LIV,
1975, nr 1, s. 107.
7 D. K i r k, Demographic transition theory, ,,Population Studies” L, 1996, nr 3, s. 369-371; D.J. v a n d e K a a, Anchored narratives: the story and findings of half a century
of research into the determinants of fertility, tam¿e, s. 409–414; D. F r i e d l a n d e r,
B.S. O k u n, S. S e g a l, The demographic transition then and now: processes, perspectives and analyses, „Journal of Family History” XXIV, 1999, nr 4, s. 502–505; G. A l t e r,
Theories of fertility decline: a nonspecialist’s guide to the current debate, [w:] The European Experience of Declining Fertility, 1850–1970. The Quiet Revolution, red. J.R. Gillis, L.A. Tilly, D. Levin, Cambridge 1992, s. 15–18.
8 J. C l e l a n d, Ch. W i l s o n, Demand theories of the fertility transition: an iconoclastic view, „Population Studies” XLI, 1987, nr 1, s. 5–30.
[3]
Rozrodczoœæ w perspektywie ekonomicznej i demografia przesz³oœci
27
Jak znacz¹ce okaza³o siê wtargniêcie ekonomii w obszar studiów demograficznych, wskazuje te¿ zauwa¿alna zagranic¹ zmiana w sposobie
uprawiania demografii historycznej. Ostatnie dekady przynios³y tam niew¹tpliwy postêp w zakresie kwantyfikacji danych i operowania materia³em statystycznym dla potrzeb demografii przesz³oœci9, a dyscyplina ta
wydaje siê dziœ byæ znacznie bli¿ej demografii jako takiej – z jej baga¿em
formalnych metod analizy – ni¿ kiedykolwiek wczeœniej10. Jednak Ÿród³em faktycznego nowatorstwa w badaniach nad przejœciem demograficznym i kontrol¹ p³odnoœci by³y – pocz¹wszy od lat osiemdziesi¹tych – prace
amerykañskich ekonomistów i ekonometryków11. Zastosowanie przez
Davida Weira, Patricka Gallowaya, Gene’a Hammela, Paula Davida,
Warrena Sandersona i innych do analizy tradycyjnie wykorzystywanych
przez demografów historycznych materia³ów modeli ekonometrycznych,
rozumowania kontrfaktycznego i procedur testowania hipotez da³o asumpt
do rewizji dotychczasowej wiedzy na temat dynamiki postaw prokreacyjnych12. Badacze ci, wyrastaj¹c z tradycji ekonomii neoklasycznej, zdecydowanie ró¿nili siê od wczeœniejszych pokoleñ demografów historycznych
pod wzglêdem œwiadomoœci metodologicznej oraz wiedzy steruj¹cej badaniami (w tym od przedstawicieli pionierskiej szko³y L. Henry’ego13).
9 Zob. Old and New Methods in Historical Demography, red. D.S. Rehera, R. Schofield,
Oxford 1993.
10 Na temat integracji demografii i demografii historycznej zob. A.N. S h a r l i n,
Historical demography as history and demography, „American Behavioral Scientist”
XXI, 1977, nr 2, s. 245–262.
11 Obok rozwijaj¹cego siê nurtu krytyki antropologicznej; na ten temat: M. S z o ³ t y s e k, Czy antropologia „odkupi” demografiê?; uwagi w zwi¹zku z prac¹, „Anthropological Demography. Toward a New Synthesis”, red. D.I. Kertzer, T. Fricke, ChicagoLondon 1997 („Historyka. Studia metodologiczne” 35, 2005, w druku).
12 Zob. m.in. P.A. D a v i d, W.C. S a n d e r s o n, Evidence and measures of fertility
control from Cohort Parity Distribution Analysis (Working Paper no. 2. Stanford Project on the History of Fertility Control, March 1979); D.R. W e i r, Fertility transition in
rural France, 1740–1829 (niepublikowana praca doktorska, Wydzia³ Ekonomii Uniwersytetu Stanford, USA, 1983, korzysta³em z wydania University Microfilms International, Ann Arbor, Michigan); P.A. D a v i d, T.A. M r o z, Evidence of fertility regulation
among rural French villagers, 1749–1789. A sequential econometric model of birth-spacing behaviour (Part 1), „European Journal of Population” V, 1989, nr 1, s. 1–26 (czêœæ
druga tam¿e, nr 2, s. 173–206); P.R. G a l l o w a y, E.A. H a m m e l, R.D. L e e, Fertility
decline in Prussia 1875 to 1910: a pooled cross-section time series analysis, „Population
Studies” XLVIII, 1994, nr 1, s. 135–158. Zob. te¿ T. B e n g t s s o n, M. D r i b e, Fertility
response to short-term economic stress: deliberate control or reduced fecundability?, „Lund
Papers in Economic History” LXXVIII, Lund 2002.
13 Zob. P.-A. R o s e n t h a l, Thirteen years of debate: from population history to
French historical demography (1945–1958), „Population: An English Selection” IX, 1997,
s. 215–241.
28
Miko³aj Szo³tysek
[4]
Uchwycenie znaczenia tego intryguj¹cego kierunku wspó³czesnej
demografii historycznej – a jestem przekonany, ¿e ma on do odegrania niebagateln¹ rolê w dalszym rozwoju dyscypliny – sk³ania do retrospektywnego spojrzenia na „klasyczne”, ekonomiczne ujêcia problematyki p³odnoœci.
W polskich badaniach z demografii przesz³oœci ekonomicznych teorii
p³odnoœci dot¹d nie wykorzystywano14. Zgo³a odmiennie sprawa przedstawia siê wœród rodzimych demografów wspó³czesnoœci, dla których
odwo³ania do ró¿nych postaci ekonomicznych teorii p³odnoœci nale¿¹ do
normalnej praktyki badawczej15. Nie podejmuj¹c siê pe³nego wyjaœnienia przyczyn takiego stanu rzeczy, doœæ w tym miejscu podkreœliæ wyraŸne wœród polskich demografów historycznych przywi¹zanie do francuskiej tradycji reprezentowanej przez szko³ê Louisa Henry’ego. Ta zaœ
w znacznie wiêkszym stopniu ni¿ na warstwie eksplanacyjnej koncentrowa³a siê na opisie zjawisk demograficznych i doskonaleniu narzêdzi
ich pomiaru oraz weryfikacji16. Ponadto prace powstaj¹ce w ramach szko³y Henry’ego w zdecydowanej wiêkszoœci koncentrowa³y siê na epoce
przedtransformacyjnej i reprodukcji tradycyjnej (do koñca XVIII w.),
a wiêc na okresie i zjawiskach znajduj¹cych siê w zasadzie poza orbit¹
zainteresowañ ekonomistów-demografów17.
Poruszone tu zagadnienia czêœciowo goœci³y ju¿ na ³amach polskiej
specjalistycznej literatury demograficznej18. Omówienia tej problema14 Zob. I. G i e y s z t o r o w a, Wstêp do demografii staropolskiej, Warszawa 1976;
C. K u k l o, Rodzina w osiemnastowiecznej Warszawie, Bia³ystok 1991; ten¿e, Czy
spo³eczeñstwo polskie w dobie oœwiecenia regulowa³o liczbê dzieci w rodzinach?, RDSG
LI–LII, 1990–1991, s. 19–55; E. P i a s e c k i, Ludnoœæ parafii bejskiej (woj. kieleckie)
w œwietle ksi¹g metrykalnych z XVIII–XX w., Warszawa 1990. Por. prace S. B o r o w s k i e g o, Ewolucja reprodukcji ludnoœci w Poznaniu w œwietle badañ nad rodzinami
z prze³omu XIX i XX wieku oraz z bie¿¹cego stulecia, „Przesz³oœæ Demograficzna Polski”
IV, 1971, s. 215–239 oraz Odraczanie potomstwa w Poznaniu w rodzinach z prze³omu
XIX i XX wieku oraz bie¿¹cego stulecia, tam¿e, V, 1972, s. 119–136.
15 Zob. m.in. Demografia. Metody analizy i programowania, red. M. Cieœlak, Warszawa 1984, roz. 1, podroz. 2.3; J. H o l z e r, Demografia, wyd. 6, Warszawa 2003, s. 27-32; M. O k ó l s k i, Demografia. Podstawowe pojêcia, procesy i teorie w encyklopedycznym zarysie, Warszawa 2004, s. 222–223.
16 L. H e n r y, The verification of data in historical demography, „Population Studies” XXII, 1968, nr 1, s. 61–81; ten¿e, Population. Analysis and Models, London 1976,
s. XI–XII.
17 P.-A. R o s e n t h a l, dz. cyt., s. 215–216, 219–220.
18 Zob. J. P a r a d y s z, Ekonomiczne koncepcje dzietnoœci w literaturze amerykañskiej, „Studia Demograficzne” XLIII, 1976, s. 71–85; M. O k ó l s k i, Rozwój ekonomiczny a zagadnienie rozrodczoœci, tam¿e, XXVI, 1971, s. 73–92; M. R ó s z k i e w i c z, Próba zintegrowanego ujêcia p³odnoœci, tam¿e, CIII, 1991, nr 1, s. 13–24; E. S o j a, Hipoteza
[5]
Rozrodczoœæ w perspektywie ekonomicznej i demografia przesz³oœci
29
tyki s¹ jednak doœæ ogólnikowe, a ich autorzy nie dyskutuj¹ stosowalnoœci teorii ekonomicznych do interpretacji rzeczywistoœci historycznej.
Celem niniejszego artyku³u jest przede wszystkim rekonstrukcja g³ównych w¹tków w obrêbie omawianego tu nurtu. W ostatniej czêœci tekstu dyskutujê wartoœæ heurystyczn¹ omawianych teorii w kontekœcie
kilku wybranych zagadnieñ demograficzno-historycznych19.
Ile szkó³ istnieje w ramach
ekonomicznej teorii p³odnoœci?
Ekonomiczne teorie p³odnoœci kojarzone s¹ najczêœciej z osob¹
Gary’ego S. Beckera. To w³aœnie prowokacyjnemu esejowi z 1960 r. autorstwa amerykañskiego noblisty czêsto przypisuje siê decyduj¹cy wp³yw
na aktywizacjê zainteresowañ problematyk¹ p³odnoœci w œrodowisku
neoklasycznych ekonomistów20. Spora czêœæ badaczy podkreœla jednak
wystêpowanie w omawianym tu nurcie dwóch przeciwstawnych sobie
tradycji teoretyzowania na temat p³odnoœci21. „Szko³ê chicagowsk¹”
– okreœlan¹ czasem mianem szko³y „new home economics”, zwolennikami „modelu Chicago-Columbia” (od nazw amerykañskich uniwersyEasterlina w œwietle zachowañ prokreacyjnych generacji urodzonych w latach 1942-1966 w Polsce (mps pracy doktorskiej w Zak³adzie Demografii Instytutu Statystyki
Wydzia³u Zarz¹dzania Akademii Ekonomicznej w Krakowie). Teoriê Easterlina omawia
te¿ Pawe³ D o r e j k o w roz. 12.1 pracy Teoria przejœcia demograficznego, red. M. Okólski
i in., Warszawa 1990.
19 Mo¿liwoœci zastosowania ekonomicznych teorii p³odnoœci prezentowa³em
w: M. S z o ³ t y s e k, Demographic transition then and now: culture, economy and fertility
in Westphalia and Upper Silesia, 1820–1914. Project’s presentation, referat wyg³oszony
w Centre for Population Studies, Umea University, Sweden, 8 lutego 2005.
20 W ten sposób B.A. T u r c h i, dz. cyt., s. 107; D. K i r k, dz. cyt., s. 269–370;
D. F r i e d l a n d e r, B.S. O k u n, S. S e g a l, dz. cyt., s. 502 nn. Chodzi o pracê G.S.
B e c k e r, An economic analysis of fertility, [w:] Demographic and Economic Change in
Developed Countries, Universities-National Bureau of Economic Research, Princeton
1960 (pol. wyd. G.S. B e c k e r, Ekonomiczna teoria rozrodczoœci, [w:] ten¿e, Ekonomiczna
teoria zachowañ ludzkich…, s. 297–333).
21 R.A. P o l l a k, S.C. W a t k i n s, Cultural and economic approaches to fertility: proper marriage or mesalliance?, „Population and Development Review” XIX, 1993, nr 3,
s. 474 nn; W.C. R o b i n s o n, The economic theory of fertility over three decades, „Population Studies” LI, 1997, nr 1, s. 71, przyp. 1; W.C. S a n d e r s o n, Economic theories of
fertility: what do they explain? (Working Paper no. 36, Center for Economic Analysis of
Human Behavior and Social Institutions, NBER, March 1974), s. 1 nn; ten¿e, On two
schools of the economics of fertility, „Population and Development Review” II, 1976,
nr 3–4, s. 469–477.
30
Miko³aj Szo³tysek
[6]
tetów) b¹dŸ po prostu „modelem szko³y chicagowskiej” – poza G.S. Beckerem reprezentuj¹ Robert J. Willis, Mark R. Rosenzweig, Paul Schultz
oraz Yoram Ben-Porath. Wszyscy oni podzielali wywiedzione z prac Beckera przekonanie o mo¿liwoœci analizy decyzji prokreacyjnych w ramach
ekonomicznej teorii zachowañ konsumenckich22. Drugi z nurtów kojarzony jest przede wszystkim z amerykañskim ekonomist¹ Richardem
Easterlinem, a niekiedy równie¿ ze skupionymi wokó³ niego badaczami
(g³ównie M.L. Wachterem i R. Pollakiem)23. W tym wypadku mówi siê
b¹dŸ to o „teoriach Easterlina”, wzglêdnie o „modelu szko³y pensylwañskiej” (i tym razem od nazwy uniwersytetu)24. W przeciwieñstwie do
tradycji zwi¹zanej z Beckerem, „szko³a pensylwañska” proponowa³a
model zachowañ prokreacyjnych wykraczaj¹cy poza ramy teorii mikroekonomicznej i uwzglêdniaj¹cy zmienne socjoekonomiczne, a tak¿e proces zmiany historycznej25.
Relacje pomiêdzy oboma nurtami czêsto interpretowano w kategoriach konfliktu dwóch obozów26, co jednak nie mo¿e przes³aniaæ faktu
istnienia elementów wspólnych dla przedstawicieli obu szkó³. Obie zrodzi³y siê z pragnienia wyjaœnienia zaobserwowanego po drugiej wojnie
œwiatowej zjawiska negatywnej korelacji miêdzy dochodem per capita
a p³odnoœci¹27. Obie te¿ traktowa³y œwiadomy wybór jako fundament
wszelkich ludzkich decyzji i wyra¿a³y przekonanie o decyduj¹cym znaczeniu œwiadomej kalkulacji zysków i strat zwi¹zanych z posiadaniem
potomstwa dla pojawiania siê motywacji do kontroli urodzeñ28.
22 Zob. artyku³y zebrane w: „Journal of Political Economy” LXXXI, 1973, nr 2, cz. 2:
New economic approaches to fertility.
23 R.A. P o l l a k, S.C. W a t k i n s, dz. cyt., s. 474; por. W.C. R o b i n s o n, dz. cyt., s. 71.
24 W.C. S a n d e r s o n, A Comment on Easterlin’s, Pollak’s and Wachter’s „Toward
a More General Model of Fertility Determination: Endogenous Preferences and Natural
Fertility”, [w:] Population and Economic Change in Less Developed Countries, red.
R.A. Easterlin, Chicago 1980, s. 140–144.
25 W niniejszym artykule pomijam mocno osadzon¹ w koncepcjach ekonomicznych,
jednak zasadniczo antropologiczn¹ teoriê p³odnoœci Johna Caldwella; zob. J.C. C a l d w e l l, Theory of Fertility Decline, London 1982.
26 W.C. S a n d e r s o n, On two schools…, zw³. s. 469.
27 R.J. W i l l i s, A new approach to the economic theory, „Journal of Political Economy” LXXXI, 1973, nr 2, cz. 2: New economic approaches to fertility, s. 14–15; zob. te¿
D.S. F r e e d m a n, A. T h o r n t o n, Income and fertility: the elusive relationship, „Demography” XIX, 1982, nr 1, s. 65–78.
28 J. C l e l a n d, C. W i l s o n, dz. cyt., s. 8. R.A. E a s t e r l i n , Economic preconceptions
and demographic research: a comment, „Population and Development Review” XII, 1986,
nr 3, s. 517–518, 520, relatywizowa³ jednak to stanowisko (szerzej o tym dalej). Por. te¿
póŸniejsze prace Leibensteina: H. L e i b e n s t e i n, Beyond economic man: economics,
politics, and the population problem, „Population and Development Review” III, 1977,
[7]
Rozrodczoœæ w perspektywie ekonomicznej i demografia przesz³oœci
31
Geneza ekonomicznych zainteresowañ p³odnoœci¹
Ekonomiczne teorie p³odnoœci nie zrodzi³y siê ex nihilo, ich rozwój
dokonywa³ siê na gruncie przygotowanym przez pierwsze pokolenia
amerykañskich demografów, jednak najczêœciej w konfrontacji z nimi29.
Ostatecznie twórcy ekonomicznego podejœcia do problematyki p³odnoœci dorobek wczesnej demografii w znacznym stopniu zakwestionowali.
Dla ekonomistów, demograficzne „teorie” p³odnoœci nie by³y ani systematyczne, ani spójne, ani uniwersalne, przy czym krytyka ta dotknê³a
równie¿ teoriê przejœcia demograficznego w jej „klasycznej” postaci sformu³owanej przez Franka Notensteina30.
Nieukontentowanie funkcjonuj¹cymi teoriami zachowañ demograficznych – maj¹ce niew¹tpliwe racje empiryczne31 – nie wystarcza jednak
do wyjaœnienia wzrostu zainteresowania przedstawicieli ekonomii problemami ludnoœciowymi. Ju¿ w teorii Notensteina w¹tki ekonomiczne
odgrywa³y niepoœledni¹ rolê, a ca³a teoria opiera³a siê na koncepcjach
mikroekonomicznych32. Samo zaistnienie koncepcji Notensteina w takiej w³aœnie postaci by³o rezultatem narastaj¹cego wp³ywu myœli ekonomicznej z kluczowym dla niej zainteresowaniem relacj¹ pomiêdzy
wzrostem ekonomicznym a poziomem zaludnienia33. Dalsze „ekonomizowanie” dociekañ na temat transformacji p³odnoœci by³o skutkiem zdonr 3, s. 183–199; ten¿e, Economic decision theory and human fertility behaviour:
a speculative essay, tam¿e, VII, 1981, nr 3, s. 381–400.
29 O rozwoju amerykañskiej demografii zob. D. H o d g s o n, The ideological origins
of the Population Association of America, „Population and Development Review” XVII,
1991, nr 1, s. 1–34. Zob. te¿: H. L e i b e n s t e i n, An interpretation of the economic theory of fertility: promising path or blind alley?, „Journal of Economic Literature” XII,
1974, nr 2, s. 458.
30 Zob. H. L e i b e n s t e i n, tam¿e, s. 458–460; R.B. T a b b a r a h, Toward a theory
of demographic development, „Economic Development and Cultural Change” XIX, 1971,
nr 2, s. 257–260; W.C. R o b i n s o n, dz. cyt., s. 63. Dojrza³a postaæ teorii przejœcia
demograficznego powsta³a w œrodowisku Office of Population Research przy uniwersytecie Princeton w Stanach Zjednoczonych jako efekt prac trzech socjologów demografów ze szko³y Parsoñskiej: Franka Notensteina, Kinglseya Davisa i Dudleya Kirka.
Zob. zw³. F.W. N o t e n s t e i n, Population – the long view, [w:] Food for the World, red.
T.W. Schultz, Chicago 1945, s. 36–57.
31 D. H o d g s o n, Orthodoxy and revisionism in American demography, „Population and Development Review” XIV, 1988, nr 4, s. 543–544.
32 J. C l e l a n d, C. W i l s o n, dz. cyt., s. 7.
33 S. S z r e t e r, The idea of demographic transition and the study of fertility change: a critical intellectual history, „Population and Development Review” XIX, 1993, nr
4, s. 659. Problem ten zdominowa³ powojenne dyskusje ekonomistów, pozostaj¹c zarazem w wyraŸnym zwi¹zku z ówczesnym klimatem geopolitycznym na œwiecie.
32
Miko³aj Szo³tysek
[8]
minowania tego obszaru badawczego przez powojenn¹ demografiê amerykañsk¹ z jej specyficznymi warunkami rozwoju i uwik³aniem w problemy geopolityczne œwiata34. Zauwa¿alny wówczas wzrost zaanga¿owania demografów w dyskusjê problemów ekonomicznych œwiata by³ tyle¿
manifestacj¹ ich zwi¹zków z dyrektywami polityki rz¹dowej, co wyrazem rywalizacji z ekonomistami o pozyskanie federalnych funduszy35.
Warto te¿ zwróciæ uwagê na wspólne intelektualne milieu, w jakim
rodzi³y siê zarówno koncepcje Notensteina, jak i wczesne próby sformu³owania ekonomicznej teorii p³odnoœci. Obie kszta³towa³y siê na uniwersytecie Princeton, bêd¹c wyrazem poszukiwania modeli rozwoju
ekonomicznego zawieraj¹cych komponenty demograficzne36.
Transformacja p³odnoœci a rozwój
i zacofanie gospodarcze: teoria Leibensteina
Rola odegrana przez Leibensteina w procesie kszta³towania siê ekonomicznego spojrzenia na problem p³odnoœci sk³ania do tego, aby rekonstrukcjê teoretycznego dorobku w tym zakresie rozpocz¹æ od omówienia w³aœnie jego koncepcji.
Dla Leibensteina problem ludnoœciowy wi¹za³ siê z szersz¹ problematyk¹ rozwoju gospodarczego. D¹¿¹c do stworzenia ogólnego modelu
zale¿noœci miêdzy wzrostem ludnoœci a poziomem dochodu na g³owê,
Leibenstein przyjmowa³ dwa decyduj¹ce za³o¿enia odnoœnie charakteru
zachowañ ludzkich w sferze prokreacyjnej37. Pierwsze z nich to przekonanie o omnipotencji racjonalnego wyboru jako czynnika reguluj¹cego
wszelkie sfery ludzkiej aktywnoœci, w tym rozrodczoœci; drugie – za³o¿enie, w myœl którego rodzice dokonuj¹ ekonomicznej kalkulacji u¿ytecznoœci i kosztów zwi¹zanych z posiadaniem potomstwa, maj¹c do
dyspozycji szereg alternatyw wobec prokreacji38.
34 D.J. v a n d e K a a, dz. cyt., s. 409. O zwi¹zkach powojennej demografii amerykañskiej z ekonomi¹: R. L e e, History of demography in the U.S. since 1945, paper presented
at the Celebration of the 50th Anniversary of INED, Paris, October 25–27, 1995.
35 S. S z r e t e r, dz. cyt., s. 664–665; zob. te¿ D. H o d g s o n, Orthodoxy and revisionism…, 546–550.
36 Najwa¿niejsze prace powsta³e w tym nurcie: H. L e i b e n s t e i n, A Theory of
Economic-Demographic Development, Princeton 1954; ten¿e, Economic Backwardness
and Economic Growth, Princeton 1957 (pol. wyd. Rozwój i zacofanie gospodarcze. Studia z teorii rozwoju gospodarczego, Warszawa 1963); A.J. C o a l e, E.M. H o o v e r, Population Growth and Economic Development in Low-Income Countries, Princeton 1958.
37 H. L e i b e n s t e i n, Rozwój i zacofanie…, s. 176–181.
38 Oba przytoczone za³o¿enia (racjonalnoœæ procesów decyzyjnych oraz kalkulacje
[9]
Rozrodczoœæ w perspektywie ekonomicznej i demografia przesz³oœci
33
Leibenstein zak³ada³, ¿e w warunkach postêpu gospodarczego u¿ytecznoœæ kolejnego dziecka maleje wraz ze wzrostem dochodu na g³owê.
Wœród form u¿ytecznoœci potomstwa wyró¿nia³ u¿ytecznoœæ dziecka jako
dobra konsumpcyjnego, jako producenta przyczyniaj¹cego siê do wzrostu dochodów gospodarstwa domowego b¹dŸ te¿ jako potencjalnego Ÿród³a zabezpieczenia spo³ecznego (na przyk³ad na staroœæ)39. Koszty zwi¹zane z posiadaniem dodatkowego potomstwa Leibenstein wi¹za³
z bie¿¹cymi wydatkami na jego utrzymanie („koszty bezpoœrednie”),
wzglêdnie z wywo³an¹ przyjœciem na œwiat potomstwa deprywacj¹ posiadanych dotychczas przez rodziców mo¿liwoœci („koszty poœrednie”).
W systemie Leibensteina motywacja do posiadania dzieci zmienia³a
siê wraz ze wzrostem dochodu per capita, zwiêkszaniem siê prawdopodobieñstwa prze¿ycia b¹dŸ zmianami struktury zawodowej40. Wzrost
dochodu na g³owê zmniejszaæ mia³ potrzebê korzystania z dzieci jako
Ÿród³a dochodów, a towarzysz¹cy progresji rozwój systemów opieki spo³ecznej mia³ zarazem obni¿aæ znaczenie potomstwa jako œrodka zabezpieczenia spo³ecznego. Wzrost dochodów oddzia³ywa³ jednoczeœnie na
bezpoœrednie i poœrednie koszty posiadania kolejnego dziecka, powoduj¹c zwiêkszenie ich obu41.
Rosn¹ce prawdopodobieñstwo prze¿ycia potomstwa mia³o co prawda
zwiêkszaæ wartoœæ konsumpcyjn¹ i produkcyjn¹ dodatkowego urodzenia42, tendencji tej przeciwdzia³a³a jednak postêpuj¹ca specjalizacja na
rynku pracy („efekt struktury zawodowej”). Przede wszystkim powodowa³a ona zwiêkszanie bezpoœrednich i poœrednich kosztów posiadania dzieci, z jednej strony wymuszaj¹c wzrost bezpoœrednich nak³adów
na potomstwo, z drugiej – zwiêkszaj¹c jego koszty poœrednie. Te w³aœnie warunki mia³y, zdaniem Leibensteina, stwarzaæ pragnienie posiadania ma³ej rodziny, a si³a tej motywacji mia³a byæ wprost proporcjonalna do wzrostu dochodu na g³owê43.
Tak skonstruowany schemat analityczny Leibenstein wykorzysta³
nastêpnie do wyjaœnienia czterech stadiów przemian demograficznych
zwi¹zane z posiadaniem kolejnego dziecka), Leibenstein w sposób absolutny stosowa³
tylko do urodzeñ o wy¿szych numerach; zob. H. L e i b e n s t e i n, An interpretation…,
s. 460; ten¿e, The economic theory of fertility decline, „The Quarterly Journal of
Economics” LXXXIX, 1975, nr 1, s. 3; por. R.A. E a s t e r l i n , Economic preconceptions…,
s. 518–521.
39 H. L e i b e n s t e i n, Rozwój i zacofanie…, s. 183.
40 Tam¿e.
41 Tam¿e, s. 184–185.
42 Tam¿e, s. 185.
43 Tam¿e, s. 186–187.
34
Miko³aj Szo³tysek
[10]
w procesie rozwoju gospodarczego. W „stadium minimum egzystencji”,
odpowiadaj¹cym spo³ecznoœciom o bardzo niskim dochodzie i wysokiej
stopie zgonów, Leibenstein widzia³ wyraŸne przes³anki dla wystêpowania maksymalnej p³odnoœci. Mia³a ona byæ umotywowana wysok¹
u¿ytecznoœci¹ potomstwa, znacznym wymieraniem m³odszych roczników, a tak¿e niskimi kosztami utrzymania dziecka. Racjonalnoœæ
zachowañ rodziców polega³a w tym wypadku na d¹¿eniu do zapewnienia zastêpowalnoœci pokoleñ w warunkach niskiego prawdopodobieñstwa prze¿ycia dziecka i dzia³a³a w zgodzie z prawem malej¹cej u¿ytecznoœci krañcowej44.
Spadek stopy zgonów i pojawienie siê pierwszych bodŸców stymuluj¹cych zwiêkszanie dochodu, to cechy charakterystyczne stadium drugiego. Brak wyst¹pienia w nim motywacji do redukcji liczby potomstwa
Leibenstein t³umaczy³ przede wszystkim pojawieniem siê czynników
faktycznie sk³aniaj¹cych do maksymalizacji p³odnoœci (wzrost dochodu
oraz malej¹ce koszty bezpoœrednie netto utrzymania potomstwa) 45.
Dalszy wzrost dochodów oraz mo¿liwoœci zarobkowych kobiet stymulowa³ w stadium trzecim nasilenie oddzia³ywania czynników antynatalistycznych i dalszy spadek wartoœci potomstwa. Zmniejszaj¹ca siê w ten
sposób rozpiêtoœæ pomiêdzy stop¹ urodzeñ a stop¹ zgonów sprzyja³a
potencjalnemu przyrostowi dochodu narodowego, z drugiej strony
– ugruntowanie siê motywacji ku ograniczeniu p³odnoœci wymaga³o
utrzymywania siê tendencji wzrostowych w gospodarce. Dalsze pog³êbianie siê obu tych procesów pozwala³o w stadium czwartym osi¹gn¹æ warunki
niezbêdne dla trwa³ego rozwoju gospodarczego. Leibenstein nie omawia³ ujawniaj¹cych siê w tym stadium tendencji w obszarze prokreacji46.
On, Ona i... kalkulator, czyli Gary S. Becker
w sypialni ma³¿eñskiej
Gary’ego S. Beckera zainteresowania p³odnoœci¹ by³y czêœci¹ znacznie ambitniejszego przedsiêwziêcia zmierzaj¹cego do ogarniêcia teori¹
ekonomiczn¹ niemal ca³ego uniwersum zachowañ ludzkich47. Zdaniem
Beckera, mechanizm szacowania wartoœci cenowej wystêpowa³ tak¿e
w dzia³aniach ludzkich w sektorze nierynkowym, gdzie wartoœæ dóbr
44
45
46
47
Tam¿e, s. 187; por. F.W. N o t e n s t e i n, dz. cyt., s. 39–40.
H. L e i b e n s t e i n, Rozwój i zacofanie…, s. 188–189.
Tam¿e, s. 189–191.
Zob. G.S. B e c k e r, Ekonomiczna teoria zachowañ ludzkich…
[11]
Rozrodczoœæ w perspektywie ekonomicznej i demografia przesz³oœci
35
wydaje siê trudno przek³adalna na cenê rynkow¹48. Prace Beckera stosuj¹ce podejœcie ekonomiczne do analizy postaw prokreacyjnych siêgaj¹
1960 r. W pierwszej po³owie lat siedemdziesi¹tych amerykañski ekonomista czêœciowo zrewidowa³ swe teorie zachowañ reprodukcyjnych, a nastêpnie rozszerzy³ je na obszar zachowañ ma³¿eñskich49.
Podejœcie Beckera do rozrodczoœci, choæ dzieli³o pewne cechy z koncepcjami Leibensteina, a tak¿e z propozycj¹ Easterlina, wyró¿nia³o siê
jednak zdecydowanym akcentowaniem sta³oœci preferencji. Dla Beckera i szko³y chicagowskiej oznacza³o to przyjêcie za³o¿enia, ¿e ró¿nice
w poziomach p³odnoœci na przestrzeni czasu, jak i pomiêdzy jednostkami i grupami s¹ jedynie efektem zró¿nicowania dostêpnych mo¿liwoœci
jej regulacji50.
Odwo³uj¹c siê do teorii zachowañ konsumenckich, Becker podkreœla³, i¿ jego teoria odnosi siê przede wszystkim do spo³eczeñstw z nieograniczonym dostêpem do œrodków antykoncepcyjnych51. Uznawszy,
¿e potomstwo stanowi trwa³e dobro konsumpcyjne i produkcyjne, zradykalizowa³ wczeœniejsze pomys³y Leibensteina52 i traktowa³ dzieci jako
dobra konsumpcyjne w tym samym stopniu co samochody, domy mieszkalne czy urz¹dzenia (dostarcza³y „u¿ytecznoœci” porównywalnej z u¿ytecznoœci¹ z innych dóbr), tyle ¿e „produkowanymi” w gospodarstwie
domowym53. Popyt na potomstwo by³ dla Beckera jednym z elementów
48
Ten¿e, Ekonomiczne podejœcie do zachowañ ludzkich…, s. 24.
Ten¿e, An economic analysis of fertility…; ten¿e, G.H. L e w i s, On the interaction between the quantity and quality of children, „Journal of Political Economy” LXXXI,
1973, nr 2, cz. 2, s. 279–288 (pol. wyd. G.S. Be c k e r , G.H. L e w i s, O wzajemnym oddzia³ywaniu miêdzy liczb¹ i jakoœci¹ potomstwa, [w:] G.S. B e c k e r, Ekonomiczna teoria zachowañ ludzkich…, s. 334–349); ten¿e, A theory of marriage: part I, „Journal of
Political Economy” LXXXI, 1973, nr 4, s. 813–843; ten¿e, A theory of marriage: part II,
tam¿e, LXXXII, 1974, nr 2, cz. 2, s. 1–26.
50 G.S. B e c k e r, Ekonomiczne podejœcie do zachowañ ludzkich…, s. 22. Ortodoksyjne dla ekonomistów stanowisko w tej kwestii zob. G.J. S t i g l e r, G.S. B e c k e r, De
gustibus non est disputandum, „American Economic Review” LXVII, 1977, nr 2, s. 76-90. Model Beckera z 1960 r. rozwijali m.in. R.J. W i l l i s, dz. cyt.; D.N. D e T r a y, Child
quality and the demand for children, „Journal of Political Economy” LXXXI, 1973,
nr 2, cz. 2, s. 70–95; G.S. B e c k e r, R.J. B a r r o, Altruism and the economic theory of
fertility, [w:] Below-Replacement Fertility in Industrial Societies: Causes, Consequences,
Policies, red. K. Davis i in. (supplement do „Population and Development Review” XII,
1986, s. 69–76).
51 G.S. B e c k e r, Ekonomiczna teoria rozrodczoœci…, s. 299. W teorii zachowañ konsumenckich potencjalny konsument jest w stanie w pe³ni kontrolowaæ iloœæ nabywanych przez siebie dóbr; zob. B.M. T u r c h i, dz. cyt., s. 117.
52 Zob. H. L e i b e n s t e i n, An interpretation…, s. 462 nn.
53 G.S. B e c k e r, Ekonomiczna teoria rozrodczoœci…, s. 300–306. Por. R.J. Willis,
dz. cyt., s. 16–25.
49
36
Miko³aj Szo³tysek
[12]
funkcji produkcyjnej gospodarstwa, polegaj¹cej na jego d¹¿eniu do maksymalizacji zysków powstaj¹cych w efekcie alokacji rzadkich zasobów
pomiêdzy konkuruj¹ce ze sob¹ cele, i w tym kontekœcie oznacza³ zapotrzebowanie rodziców na przep³yw us³ug ze strony dzieci54. Kalkulacja
ekonomiczna rodziców w zakresie prokreacji polegaæ mia³a zarówno na
decydowaniu o po¿¹danej liczbie potomstwa, jak i o jego „jakoœci”
(wielkoœci przeznaczanych na niego nak³adów)55. Czyni¹c tak, rodzice
(gospodarstwo domowe) w modelu Beckera poddaj¹ skalkulowanemu
oszacowaniu satysfakcjê mo¿liw¹ do osi¹gniêcia z us³ug œwiadczonych
przez dzieci z satysfakcj¹ pochodz¹c¹ z innych, niemo¿liwych do osi¹gniêcia w razie posiadania potomstwa dóbr, z uwzglêdnieniem posiadanego dochodu56. Wybór okreœlonej wielkoœci rodziny (wzglêdnie, jakoœci
potomstwa) optymalizowaæ mia³ mo¿liwoœci produkcyjne i konsumpcyjne gospodarstwa domowego i mia³ charakter jednorazowej decyzji podejmowanej przez pary u progu okresu reprodukcyjnego57.
Zdaniem Beckera, wzrastaj¹cy dochód wywo³ywaæ mia³ zwiêkszenie
liczby potomstwa w rodzinach, a tak¿e wzrost jego jakoœci. Wyjaœniaj¹c,
dlaczego zamo¿niejsze segmenty spo³eczeñstwa amerykañskiego charakteryzowa³y siê najczêœciej ni¿sz¹ p³odnoœci¹ kompletn¹58, Becker akcentowa³ dwa problemy.
Po pierwsze twierdzi³, ¿e w trakcie rozwoju gospodarczego efekt cenowy potomstwa przerasta³ efekt wzrostu dochodowego, gdy¿ maksymalizuj¹ce zachowania zamo¿niejszych rodzin by³y nastawione nie na
wiêksz¹ liczbê dzieci, a na ich wy¿sz¹ jakoœæ59. W tym sensie, istot¹ przemian postaw prokreacyjnych by³ dla Beckera zwrot ku posiadaniu mniejszej liczby dzieci, ale „o wy¿szej jakoœci” („o wy¿szej cenie” dla rodziców), wymuszony przemianami spo³ecznymi zwiêkszaj¹cymi nak³ady
zewnêtrzne i zu¿ytkowanie czasu, niezbêdne dla wychowania potomstwa.
54
G.S. B e c k e r, O nowej teorii zachowañ konsumenta, [w:] ten¿e, Ekonomiczna
teoria zachowañ ludzkich…, s. 235. Zdaniem Beckera, pojêcie popytu na dzieci mo¿e
byæ zastosowane równie¿ do analizy zachowañ rodzinnych w przesz³oœci; ten¿e,
Ekonomiczna teoria rozrodczoœci…, s. 304.
55 Ten¿e, Ekonomiczna teoria rozrodczoœci…, s. 301.
56 M. F u l o p, A survey of the literature on the economic theory of fertility behavior,
„The American Economist” XXI, 1977, nr 1, s. 6.
57 G.S. B e c k e r, Ekonomiczna teoria rozrodczoœci…, s. 308; B.M. T u r c h i, dz. cyt.,
s. 109; R.J. W i l l i s, dz. cyt., s. 17.
58 G.S. B e c k e r, Ekonomiczna teoria rozrodczoœci…, s. 302, 305, 308, 309. Obszerny materia³ empiryczny na ten temat prezentuje praca Juliana S i m o n a, The Effects
of Income on Fertility, Chapel Hill 1974.
59 G.S. B e c k e r, Ekonomiczna teoria rozrodczoœci…, s. 303–305. Zmienione stanowisko w tej materii zob. ten¿e, G.H. L e w i s, dz. cyt.
[13]
Rozrodczoœæ w perspektywie ekonomicznej i demografia przesz³oœci
37
Koszty dzieci „wy¿szej jakoœci” rosn¹æ mia³y tym bardziej, im bardziej
ros³y mo¿liwoœci dochodowe rodziców, zw³aszcza matek60.
Drugim czynnikiem odpowiedzialnym za negatywn¹ zale¿noœæ pomiêdzy dochodem a rozrodczoœci¹ by³, zdaniem Beckera, zró¿nicowany
stopieñ znajomoœci sposobów zapobiegania ci¹¿y61. W tej materii teoria
zak³ada³a dwukierunkowoœæ przemian postaw prokreacyjnych w procesie rozwoju gospodarczego: podczas gdy zamo¿niejsi, stosuj¹c kontrolê
urodzeñ, ograniczali liczbê posiadanego potomstwa na rzecz mniejszej
liczby dzieci o „wy¿szej jakoœci”, grupy o ni¿szym dochodzie pozostawa³y przy „produkowaniu” wiêkszej liczby potomstwa o bardziej ograniczonej „jakoœci”. Czynnikiem odpowiedzialnym za charakter zachowañ
prokreacyjnych mniej zamo¿nych rodzin mia³a byæ w tym wypadku nie
tyle chêæ posiadania liczniejszego potomstwa (odmiennoœæ preferencji),
co niedostatek wiedzy o metodach antykoncepcyjnych („czynnik ignorancji”). Gwa³towniejszy spadek stopy urodzeñ wœród zamo¿niejszych
Becker dodatkowo t³umaczy³ szybszym wzrostem kosztów potomstwa
„wy¿szej jakoœci”62.
Koncepcja Beckera, czêsto uto¿samiana z ekonomicznymi teoriami
p³odnoœci w ogóle, symbolizowa³a ekonomiczn¹ ortodoksjê zaw³aszczaj¹c¹ nowe obszary badawcze. To w³aœnie, ortodoksyjne spojrzenie na
problematykê rozrodczoœci, zakwestionowa³ Richard Easterlin.
Brakuj¹ce ogniwo ekonomicznej teorii p³odnoœci:
propozycje Richarda Easterlina
Podczas gdy ekonomiœci poszukiwali odpowiedzi na pytanie o czynniki sk³aniaj¹ce do posiadania okreœlonej liczby dzieci, a prokreacjê pojmowali w kategoriach maksymalizuj¹cych zachowañ konsumenckich,
w socjologicznych ujêciach rozrodczoœci zagadnieniem centralnym by³o
uchwycenie spo³ecznego i jednostkowego kontekstu strategii reproduk60 G.S. B e c k e r, A Treatise on the Family (revised and enlarged edition), Cambridge
(Mass.) 1991, s. 135–144. Wzrost ceny jakiegoœ dobra rynkowego wywo³uje na poziomie
gospodarstwa domowego zmniejszenie konsumpcji tych towarów, do których „wyprodukowania” dobro to jest niezbêdne. Jeœli uznaæ, ¿e czas poœwiêcony przez matkê ma
decyduj¹ce znaczenie dla „produkcji dzieci”, wówczas wzrost p³ac kobiet („cenê czasu”)
traktowaæ nale¿y jako czynnik prowadz¹cy do zmniejszenia „produkcji dzieci”, wielkoœci
ich us³ug b¹dŸ jakoœci potomstwa; R.A. P o l l a k, S.C. W a t k i n s, dz. cyt., s. 475.
61 G.S. B e c k e r, Ekonomiczna teoria rozrodczoœci…, s. 312, 323.
62 Zob. tam¿e, s. 308, 311, 324; G.S. B e c k e r, G.H. L e w i s, dz. cyt., s. 336, 338
(przyp. 3).
38
Miko³aj Szo³tysek
[14]
cyjnych utrzymuj¹cych p³odnoœæ poni¿ej jej biologicznego maksimum 63.
Teorie Richarda Easterlina stanowi³y próbê zintegrowania obu podejœæ
w ramach spójnego modelu zachowañ prokreacyjnych.
Easterlin zaproponowa³ dwie, do pewnego stopnia powi¹zane ze sob¹,
teorie zachowañ prokreacyjnych: tak zwan¹ hipotezê miêdzypokoleniowej wzglêdnoœci dochodu (intergenerational relative income hypothesis)64
oraz hipotezê progu wyst¹pienia kontroli p³odnoœci (threshold of fertility regulation hypothesis)65. Pierwsza wyjaœniaæ mia³a zachowania demograficzne w USA po drugiej wojnie œwiatowej (baby boom i baby bust),
druga odnosi³a siê do rzeczywistoœci demograficznej krajów rozwijaj¹cych
siê. Obie teorie mia³y zarazem wyjaœniaæ przemiany postaw reprodukcyjnych w d³u¿szej perspektywie czasowej: pierwsza – przemiany wskaŸników urodzeñ w Stanach Zjednoczonych na przestrzeni XIX i XX w.66,
63 K. D a v i s, J. B l a k e, Social structure and fertility: an analytic framework,
„Economic Development and Cultural Change” IV, 1956, nr 3, s. 211–235. Zob. równie¿
R. F r e e d m a n, The sociology of human fertility, „Current Sociology” X–XI, 1961–1962,
nr 2, s. 35–68. Davis i Blake zaproponowali listê 11 zmiennych, uznaj¹c, ¿e jakiekolwiek
spo³eczne i kulturowe oddzia³ywanie na p³odnoœæ we wszelkich typach spo³eczeñstw
nastêpowaæ mia³o za poœrednictwem którejœ z nich (st¹d ich nazwa: „zmienne
poœrednicz¹ce”, intermediate variables). Autorzy ci analizowali nastêpnie konsekwencje,
jakie dla zmian w obrêbie zaproponowanych zmiennych nieœæ mia³y ró¿ne wzorce
organizacji spo³ecznej.
64 Hipotezê wzglêdnoœci dochodu Easterlin rozwija³ w serii artyku³ów, pocz¹wszy
od swej wczesnej pracy The American baby boom in historical perspective, „American
Economic Review” LI, 1961, nr 5, s. 869–911. Pe³n¹ prezentacjê teorii zawiera³y jego
artyku³y: On the relation of economic factors to recent and projected fertility changes,
„Demography” III, 1966, nr 1, s. 131–153 oraz What will 1984 be alike? Socioeconomic
implications of recent twists of age structure, „Demography” XV, 1978, nr 4, s. 397–432.
Zob. te¿ ten¿e, Economic-demographic interactions and long swings in economic growth,
„American Economic Review” LVI, 1966, nr 5, s. 1063–1104; ten¿e, The conflict between aspirations and resources, „Population and Development Review” II, 1976, nr 3–4,
s. 417–428; ten¿e, R.A. P o l l a k, M.L. W a c h t e r, Toward a more general economic model
of fertility determination: endogenous preferences and natural fertility, [w:] Population and
Economic Change in Developing Countries, red. R.A. Easterlin, Chicago 1980, s. 81–149.
65 R.A. E a s t e r l i n, Towards a socio-economic theory of fertility: a survey of recent
research on economic factors in American fertility, [w:] Fertility and Family Planning:
A World View, red. S.J. Behrmann i in., Ann Arbor 1969, s. 127156; ten¿e, An economic
framework for fertility analysis, „Studies in Family Planning” VI, 1975, nr 3, s. 54–63;
ten¿e, Economics and sociology of fertility, [w:] Historical Studies of Changing Fertility,
red. Ch. Tilly, Princeton 1978, s. 57–133; ten¿e, E.M. C r i m m i n s, The Fertility Revolution. A Supply-Demand Analysis, Chicago-London 1985.
66 R.A. E a s t e r l i n, Does human fertility adjust to environment?, „American Economic Review” LXI, 1971, nr 2, s. 399–407; ten¿e, Population change and farm settlement
in the Northern United States, „Journal of Economic History” XXXVI, 1976, nr 1, s. 45-75; ten¿e, Factors in the decline of farm fertility in the United States: some preliminary
[15]
Rozrodczoœæ w perspektywie ekonomicznej i demografia przesz³oœci
39
druga – globalne zjawisko przejœcia od p³odnoœci rozrzutnej do kontrolowanej pod wp³ywem procesów modernizacyjnych67.
Teoria wzglêdnoœci dochodu, czyli konflikt
miêdzy aspiracjami a zasobami
Zaproponowana przez Easterlina teoria wzglêdnoœci dochodu mia³a
dwa zasadnicze Ÿród³a. Pierwszym by³y studia nad wzajemnym oddzia³ywaniem cyklów gospodarczych i rytmu rozwoju ludnoœci. W jednym
z wczesnych artyku³ów Easterlin podkreœla³, i¿ na zaistnienie zjawiska
baby boomu z³o¿y³y siê trzy elementy powojennej rzeczywistoœci amerykañskiej: ekspansja gospodarcza, ustawowe ograniczenia w zakresie imigracji, oraz – wywo³any ma³¹ liczebnoœci¹ kohorty wchodz¹cej w ¿ycie
po wojnie – niski wspó³czynnik wejœcia na rynek pracy. Wszystkie razem stworzy³y bezprecedensowo dobr¹ sytuacjê na rynku pracy dla
m³odego pokolenia, zachêcaj¹c do zak³adania rodzin i prokreacji, i wywo³uj¹c drastyczny wzrost strumienia urodzeñ w USA68.
Drugim Ÿród³em teorii Easterlina by³y studia nad procesami socjalizacji i kszta³towaniem siê preferencji69. Doprowadzi³y go one do zakwestionowania dogmatu o sta³oœci preferencji i uznania, ¿e g³ównym powodem powojennego spadku p³odnoœci w USA by³y zmiany w oczekiwaniach
co do „po¿¹danego poziomu konsumpcji” w grupie o najwy¿szym prawdopodobieñstwie prokreacji (14–24 lat). Wed³ug Easterlina, decyzje prokreacyjne osób mia³y byæ bowiem zale¿ne od „dochodu wzglêdnego” (relative income), bêd¹cego wypadkow¹ oceny materialnych aspiracji,
ukszta³towanych w œrodowisku pochodzenia, w stosunku do zarobków
mo¿liwych do osi¹gniêcia w pocz¹tkowym okresie doros³ego ¿ycia70.
Niemo¿noœæ zrealizowania tych aspiracji – spowodowana niewystarczaresearch results, „Journal of American History” LXIII, 1976, nr 3, s. 600–614; ten¿e,
G. A l t e r, G.A. C o n r a d, Farms and farm families in old and new areas: the northern
states in 1860, [w:] Family and Population in Nineteenth-Century America, red.
T.K. Hareven, M.A. Vinovskis, Princeton 1978, s. 22–84.
67 R.A. E a s t e r l i n, E.M. C r i m m i n s, dz. cyt. (zw³. roz. 2).
68 R.A. E a s t e r l i n, The American baby boom…, s. 898; ten¿e, Economic-demographic interactions…, s. 1093.
69 Zob. zw³. D.S. B r a d y, R.D. F r i e d m a n, Savings and the income distribution,
[w:] Studies in Income and Wealth, t. X, National Bureau of Economic Research, New
York 1947, s. 247–265; J.S. D u e s e n b e r r y, Income, Saving, and the Theory of Consumer Behavior, Cambridge 1949.
70 R.A. E a s t e r l i n, On the relation…, s. 140; zob. te¿ W.C. S a n d e r s o n, Economic
theories of fertility…, s. 8–9.
40
Miko³aj Szo³tysek
[16]
j¹cym tempem wzrostu dochodów b¹dŸ przynale¿noœci¹ do kohorty
wy¿owej – rodziæ mia³a motywacjê ku ograniczaniu rozrodczoœci71. Tego
rodzaju „efekt miêdzypokoleniowy”, t³umacz¹c nurtuj¹c¹ ekonomistów
negatywn¹ korelacjê miêdzy dochodem absolutnym a rozrodczoœci¹72,
by³ jednoczeœnie elementem rozleglejszej relacji miêdzy zachowaniami
demograficznymi a warunkami ekonomicznymi, okreœlanej przez Easterlina mianem konfliktu pomiêdzy aspiracjami a zasobami73.
Szczególna odmiana tego mechanizmu zaznaczyæ siê mia³a w procesie historycznego rozwoju ludnoœci USA. Podejmuj¹c siê wyjaœnienia
wczesnego spadku p³odnoœci w Stanach Zjednoczonych, Easterlin zwraca³ uwagê na postêpuj¹ce ograniczenia w dostêpnoœci ziemi, wywo³ane
wzrostem gêstoœci zaludnienia wraz ze stabilizowaniem siê procesów
osadniczych na zajmowanych kolejno terenach74. Na obszarach o d³u¿szej tradycji osadniczej niedostatek ziemi zwiêksza³ subiektywne koszty
posiadania licznego potomstwa, mierzone mo¿liwoœci¹ zapewnienia mu
w przysz³oœci maj¹tku (ziemi lub jej pieniê¿nego ekwiwalentu), wystarczaj¹cego do rozpoczêcia doros³ego ¿ycia i utrzymania pozycji spo³ecznej rodziców75. W efekcie, realizacja prokreacyjnych aspiracji par zale¿a³a tam od szansy zwielokrotnienia posiadanego na pocz¹tku w³asnej
aktywnoœci prokreacyjnej kapita³u76. Jako ¿e mo¿liwoœci te mala³y wraz
71
R.A. E a s t e r l i n, On the relation…, s. 144; ten¿e, The conflict..., s. 417–419.
O koncepcji „wzglêdnej wielkoœci kohorty” (relative cohort size) zob. ten¿e, G.A. C o n d r a n, A note on the recent fertility swing in Australia, Canada, England and
Wales, and the United States, [w:] Population, Factor Movements and Economic
Development: Studies Presented to Brinley Thomas, red. H. Richards, Cardiff 1976,
s. 140–151.
72 Badania testuj¹ce hipotezê Easterlina omawiaj¹: D.J. M a c u n o v i c h, Fertility
and the Easterlin hypothesis: an assessment of the literature, „Journal of Population
Economics” XI, 1998, s. 1–59, oraz F.C. P a m p e l, E.H. P e t e r s, The Easterlin effect,
„Annual Review of Sociology” XXI, 1995, s.163–194.
73 R.A. E a s t e r l i n, The conflict...
74 Easterlin nawi¹zywa³ do wczeœniejszych badañ nad relacj¹ miêdzy dostêpnoœci¹
ziemi a poziomem p³odnoœci zob. m.in. Y. Ya s u b a, Birth Rates of the White Population
in the United States, 1800–1860: An Economic Study, Baltimore 1962; M.A. V i n o v s k i s, Socieconomic determinants of interstate fertility differentials in the United States
in 1850 and 1860, „Journal of Interdisciplinary History” VI, 1976, s. 375–396. Swoje
w³asne studia opar³ na próbie ponad 11 000 gospodarstw z 16 stanów w pó³nocnej czêœci USA. Próba obejmowa³a zarówno tereny o osadnictwie œwie¿ej daty, jak i terytoria
zasiedlane wczeœniej.
75 R.A. E a s t e r l i n, Population change…, s. 63 nn.; ten¿e, Factors in the decline…,
s. 612–613.
76 Ten¿e, Population change…, s. 65–66; ten¿e, The conflict…, s. 422. Por. P. A r i e s,
Two successive motivations for the declining birth rate in the West, „Population and
Development Review” VI, 1980, nr 4, s. 645–650.
[17]
Rozrodczoœæ w perspektywie ekonomicznej i demografia przesz³oœci
41
ze wzrostem gêstoœci zaludnienia (obni¿aj¹cym szanse akumulacji kapita³u przez rodzinê w trakcie jej rozwoju), zmieniaj¹ce siê uwarunkowania œrodowiskowe kszta³towa³y motywacjê ku ograniczaniu p³odnoœci77.
Od reprodukcji tradycyjnej do zmodernizowanej:
Easterlin na temat przejœcia demograficznego
Nie rezygnuj¹c z ujmowania rozrodczoœci w kategoriach zachowañ
maksymalizuj¹cych, Easterlin podkreœla³ niedostateczne uwzglêdnienie
w ekonomicznych teoriach p³odnoœci roli preferencji (tastes), traktuj¹c
je jako istotne i dynamiczne determinanty rozrodczoœci78. Odwo³uj¹c siê
do badañ socjologicznych, odrzuca³ zarazem przekonanie Beckera o kluczowej roli dostêpu do metod regulacji poczêæ jako czynnika odpowiedzialnego za zmiany zachowañ prokreacyjnych. W miejsce tego, akcentowa³ przemiany postaw wobec sfery prokreacji oraz koszty regulacji
p³odnoœci79.
W koncepcji Easterlina oddzia³ywanie na p³odnoœæ dokonywa³o siê
poprzez trzy zmienne poœrednicz¹ce, decyduj¹ce o prawdopodobieñstwie
zastosowania kontroli urodzeñ: 1. popyt na dzieci (demand for children),
wyra¿any liczb¹ potomstwa posiadanego w warunkach doskona³ej i ca³kowicie niekosztownej antykoncepcji (odpowiednik „po¿¹danej wielkoœci rodziny”); 2. „wielkoœæ potencjalnej poda¿y dzieci” (potential output
of children), tj. liczba potomstwa w warunkach p³odnoœci niekontrolowanej przy uwzglêdnieniu umieralnoœci najm³odszych roczników; oraz
3. koszty kontroli p³odnoœci (koszty psychiczne zwi¹zane z ingerencj¹
w sferê reprodukcji oraz koszty materialne zwi¹zane z pozyskaniem
wiedzy o antykoncepcji i opanowaniem odpowiednich technik)80.
Pierwszym z czynników wp³ywaj¹cych na zastosowanie kontroli urodzeñ by³a dla Easterlina „nadwy¿ka poda¿y” potomstwa. Obni¿a³a ona
poziom konsumpcji gospodarstwa domowego i kszta³towa³a motywacjê
77
R.A. E a s t e r l i n, Does human fertility…, s. 400; ten¿e, Population change…,
s. 55, 66, 71.
78 Ten¿e, Towards a socio-economic theory…, s. 127–128, 135, 150.
79 Tam¿e, s. 136–137.
80 R.A. E a s t e r l i n, An economic framework…, s. 55–56; ten¿e, E.M. C r i m m i n s,
dz. cyt., s. 13–16. Omawiaj¹c „wielkoœæ produkcji dzieci”, odwo³ywa³ siê do pojêcia p³odnoœci naturalnej, podkreœla³ jej zale¿noœæ od czynników biologiczno-fizjologicznych i kulturowych, przekonywa³ te¿, ¿e nie wszystkie przejawy p³odnoœci poni¿ej biologicznego
maksimum mo¿na traktowaæ jako efekt maksymalizuj¹cych strategii par. Zob. te¿
J. B o n g a a r t s, A framework for analyzing the proximate determinants of fertility, „Population and Development Review” IV, 1978, nr 1, s. 105–132.
42
Miko³aj Szo³tysek
[18]
do ograniczenia poczêæ, nie by³a jednak warunkiem wystarczaj¹cym
wyst¹pienia zachowañ antynatalistycznych. Ostatecznie o ingerencji
w sferê prokreacji decydowaæ mia³a relacja si³y motywacji antykoncepcyjnej do kosztów zwi¹zanych z podjêciem kontroli urodzeñ.
Schemat Easterlina zak³ada³ obni¿anie siê po¿¹danej wielkoœci rodziny w stosunku do jej wielkoœci faktycznej na skutek oddzia³ywania
czynników modernizacyjnych81. Pobudzone w ten sposób pragnienie
ograniczenia liczby potomstwa nie przynosi³o zmiany behawioralnej tak
d³ugo, jak d³ugo si³a motywacji ku zastosowaniu antykoncepcji by³a niewystarczaj¹ca, by wzi¹æ górê nad subiektywnymi i ekonomicznymi kosztami kontroli. W momencie, gdy straty gospodarstwa zwi¹zane z utrzymywaniem siê niekontrolowanego strumienia urodzeñ (obni¿enie
konsumpcji; malej¹cy poziom u¿ytecznoœci potomstwa wzglêdem innych
dóbr) zaczyna³y przewy¿szaæ koszty podjêcia antykoncepcji, osi¹gniêty
zostawa³ „próg kontroli p³odnoœci” (threshold of fertility regulation) i zainicjowane ograniczanie poczêæ82.
Do makrostrukturalnych procesów decyduj¹cych o przebiegu transformacji p³odnoœci Easterlin zalicza³: 1. zmiany w poziomie zdrowotnoœci i w zakresie opieki medycznej; 2. rozwój edukacji i œrodków masowego przekazu; 3. urbanizacjê; 4. wytwórczoœæ nowych dóbr; 5. wzrost
dochodu per capita83. Pierwszy z tych procesów wywo³ywa³ co prawda
wzrost potencjalnej poda¿y potomstwa, temu przeciwdzia³a³ jednak rozwój edukacji i mass mediów prowadz¹cy do obni¿enia kosztów kontroli
urodzeñ oraz zmniejszenia popytu na potomstwo (skutkiem u³atwienia
dostêpu do informacji o antykoncepcji i promowania postaw indywidualistycznych w miejsce tradycyjnych systemów przekonañ). Negatywne
oddzia³ywanie wzrostu dochodu na p³odnoœæ polega³o, w ujêciu Easterlina, b¹dŸ to na zwiêkszeniu subiektywnej atrakcyjnoœci wydatków na
dobra i us³ugi konkurencyjne wobec potomstwa, b¹dŸ na spadku jego
u¿ytecznoœci jako si³y roboczej, wzglêdnie – na uaktywnieniu stylu ¿ycia
akcentuj¹cego si³ê nabywcz¹ jednostki w miejsce aktywnoœci rodzinnej
(z tym ostatnim wi¹zaæ siê mia³o ukierunkowanie bardziej na „jakoœæ”
ni¿ iloœæ potomstwa). Rozpowszechnianiu postaw antynatalistycznych
sprzyjaæ mia³a te¿ urbanizacja wywo³uj¹ca wzrost kosztów utrzymania
81
Wed³ug Easterlina w charakteryzuj¹cej siê „nadwy¿k¹ popytu” reprodukcji
tradycyjnej, maksymalizacja poda¿y w ramach istniej¹cych ograniczeñ biologicznych
i spo³ecznych by³a celow¹ i racjonaln¹ strategi¹ reprodukcyjn¹; R.A. E a s t e r l i n,
Economics and sociology…, s. 100–102, 105, 122.
82 Tam¿e, s. 106–108; R.A. E a s t e r l i n, E.M. C r i m m i n s, dz. cyt., s. 26–27.
83 Zob. tabelê w: R.A. E a s t e r l i n, Economics and sociology…, s. 109, przedruk
w: ten¿e, E.M. C r i m m i n s, dz. cyt., s. 21.
[19]
Rozrodczoœæ w perspektywie ekonomicznej i demografia przesz³oœci
43
i wychowania potomstwa oraz „kosztów alternatywnych” czasu matki.
Rosn¹ca w warunkach zmiany modernizacyjnej konsumpcja nowych
dóbr dodatkowo zwiêksza³a popularnoœæ stylów ¿ycia s³abiej zogniskowanych wokó³ rodzicielstwa, zw³aszcza wobec malej¹cej substytucyjnoœci potomstwa wobec produktów i us³ug dostêpnych na rynku84.
Co wyjaœniaj¹ ekonomiczne teorie p³odnoœci?
Ekonomiczne teorie p³odnoœci wzbudza³y kontrowersje wœród samych
ekonomistów85. Teorii Leibensteina zarzucano niski stopieñ operacjonalizacji ekonometrycznej, ograniczon¹ testowalnoœæ oraz brak mocy
prognozowania86; koncepcji Beckera – miêdzy innymi – redukowanie
aktywnoœci seksualnej do œwiadomej kalkulacji zysków z potomstwa,
przecenianie jego niesubstytucyjnoœci, a tak¿e niedostateczn¹ konceptualizacjê czynników odpowiedzialnych za poda¿ urodzeñ i ignorowanie kosztów regulacji poczêæ87. Z krytyk¹ spotka³y siê równie¿ obie teorie Easterlina: problematycznoœæ pierwszej mia³a wynikaæ przede
wszystkim z braku konsensusu w zakresie jej empirycznej weryfikacji;
drugiej zarzucano nadmierne eksponowanie motywacyjnych aspektów
w regulacji p³odnoœci88.
Przechodz¹c do oceny omawianych teorii z perspektywy demografii
historycznej, nale¿y przede wszystkim zwróciæ uwagê, ¿e wnios³y one
do analizy procesów demograficznych rygor metodologiczny, do jakiego
dyscyplina ta od pocz¹tku d¹¿y³a, nie zawsze go osi¹gaj¹c89. I choæ pro84
R.A. E a s t e r l i n, Economics and sociology…, s. 111–116.
Zainteresowanych najnowszymi tendencjami w obszarze ekonomicznych teorii
p³odnoœci odsy³am do: D.J. M a c u n o v i c h, A Review of Recent Developments in the
Economics of Fertility, Williamstown 1993.
86 M. F u l o p, dz. cyt., s. 9.
87 W.C. R o b i n s o n, dz. cyt., s. 65–69; J. B l a k e, Are babies consumer durables?:
a critique of the economic theory of reproductive motivation, „Population Studies” XXII,
1968, nr 1, s. 5–25.
88 V.K. O p p e n h e i m e r, The Easterlin hypothesis: another aspect of the echo to
consider, „Population and Development Review” II, 1976, nr 3–4, s. 433–457; M. F u l o p, dz. cyt., s. 10–11.
89 Ewentualnoœæ maria¿u z kliometryk¹ czy ekonometri¹ s³abo zaznacza³a siê w œwiadomoœci metodologicznej historyków demografów; zob. R.T. Va n n, History and demography, „History and Theory” IX, 1969, nr 9, s. 64–78; F.F. M e n d e l s, Recent research
in European historical demography, „The American Historical Review” LXXV, 1970,
nr 4, s. 1065–1073; P. G o u b e r t, Historical demography and the reinterpretation of
Early Modern French history: a research review, „Journal of Interdisciplinary History”
I, 1970, nr 1, s. 37–48; A.E. I m h o f, Historical demography as social history: possibilities
85
44
Miko³aj Szo³tysek
[20]
blem kwantyfikacji w badaniach historycznych uwik³any jest w niekoñcz¹ce siê dyskusje epistemologiczne, trudno nie ulec wra¿eniu, ¿e metodologia stosowana w ekonomii nadaje siê do analizy wielowymiarowych
i z³o¿onych przekszta³ceñ demograficznych lepiej ni¿ tradycyjna narracja historyczna, a podejœcie ekonometryczne stanowi skuteczny orê¿
przeciw pu³apkom idiografizmu i generalizacji opartych na ad hoc argumentach90. Wzorcowym przyk³adem transparencji charakterystycznej dla prowadzonych w tym duchu analiz s¹ badania zespo³u Patricka
R. Gallowaya nad spadkiem p³odnoœci w Prusach, z wiod¹c¹ perspektyw¹ teoretyczn¹ (socjoekonomiczna teoria Easterlina) i prezentacj¹ wykorzystywanego materia³u Ÿród³owego, po których nastêpuje szczegó³owa operacjonalizacja zmiennych, a nastêpnie badanie ich wspó³zale¿noœci
metod¹ analizy regresji. Ostatecznie strategia ta pozwala autorom okreœliæ precyzyjnie stopieñ, w jakim zaobserwowane zale¿noœci odpowiadaj¹ przyjêtym w sprawdzanej teorii zale¿noœciom modelowym91.
Studia Gallowaya pokazuj¹, jak owocne mo¿e byæ siêgniêcie po ekonomiczn¹ teoriê p³odnoœci w interpretacji zjawisk demograficznych przy
dostatecznym uwzglêdnieniu ich historycznego kontekstu. Sporo te¿
w demografii przesz³oœci prac potwierdzaj¹cych ró¿ne cz¹stkowe za³o¿enia teorii ekonomicznych, jak choæby badania Michaela Hainesa nad
postawami prokreacyjnymi spo³ecznoœci przemys³owych w dziewiêtnastowiecznych Niemczech, Anglii i Walii oraz w Stanach Zjednoczonych92,
czy studium Wincentego Stysia ilustruj¹ce wp³yw rozdrabniania gruntów ch³opskich na redukcjê rozrodczoœci93. Za niezwykle interesuj¹ce
trzeba te¿ uznaæ próby Easterlina sformalizowania miêdzypokoleniowego aspektu przekszta³ceñ p³odnoœci. Stanowi¹ one zachêtê do ³¹czenia studiów nad p³odnoœci¹ z bogatym nurtem badañ nad dziedziczeniem i miêdzypokoleniow¹ wymian¹94.
in Germany, „Journal of Family History” II, 1977, s. 305–332; O. S a i t o, Historical
demography: achievements and prospects, „Population Studies” L, 1996, s. 537–553.
90 Zob. The European Experience…
91 P.R. G a l l o w a y, E.A. H a m m e l, R.D. L e e, Fertility decline in Prussia…, s. 135-158; P.R. G a l l o w a y, R.D. L e e, E.A. H a m m e l, Urban versus rural: fertility decline
in the cities and rural districts of Prussia, 1875 to 1910, „European Journal of Population” XIV, 1998, s. 209–264. Por. M. Szo³tysek, Demographic transition...
92 M. H a i n e s, Fertility and Occupation. Population Patterns in Industrialization,
New York 1979. Haines nie tylko zademonstrowa³, jak w historycznych warunkach faktycznie realizowa³a siê zak³adana przez ekonomistów pozytywna zale¿noœæ miêdzy dochodem a p³odnoœci¹, lecz tak¿e zaproponowa³ szczegó³owe wyjaœnienie tego zjawiska.
93 W. S t y œ, Wspó³zale¿noœæ rozwoju rodziny ch³opskiej i jej gospodarstwa, Wroc³aw 1959.
94 Zob. M. S z o ³ t y s e k, Od strategii przetrwania do miêdzypokoleniowej wymiany
– perspektywa antropologiczna w badaniach nad rodzin¹, gospodarstwem i pokrewieñstwem, „Przesz³oœæ Demograficzna Polski” XXIII, 2002, s. 143–165.
[21]
Rozrodczoœæ w perspektywie ekonomicznej i demografia przesz³oœci
45
Pomimo tych niew¹tpliwych zalet (wrócê do nich w dalszej czêœci),
ekonomiczne podejœcie do zachowañ prokreacyjnych niesie ze sob¹ mniej
lub bardziej szczegó³owe problemy czyni¹ce jego stosowalnoœæ w wyjaœnianiu przesz³oœci problematyczn¹.
Ekonomiczne teorie p³odnoœci rzadko podejmuj¹ siê kontekstualizacji analizowanych zachowañ i zjawisk. Pod tym wzglêdem zdecydowanie ustêpuj¹ one socjologicznym ujêciom rozrodczoœci, które – choæ pozbawione formalnej elegancji propozycji ekonomicznych – akcentowa³y
wp³yw dominuj¹cych systemów pokrewieñstwa, struktury rodziny, wzorców wspó³mieszkania, a tak¿e stosunków w³asnoœci, mechanizmów dziedziczenia, systemów ideacyjnych oraz wzorców komunikacji pomiêdzy
p³ciami na kszta³towanie siê preferencji co do wielkoœci rodziny i wyst¹pienie motywacji do regulacji p³odnoœci95. Charakterystyczne dla podejœcia ekonomicznego operowanie abstrakcyjnymi modelami zachowañ
ludzkich dalekie jest równie¿ od istoty historii, czêsto traktowanej jako
dyscyplina per se kontekstowa96. W tym kontekœcie szczególnego charakteru nabieraj¹ propozycje Easterlina, ilustruj¹ one bowiem d¹¿enie do
zintegrowania w ramach kanonu tradycji ekonomicznej alternatywnych
wobec niej nurtów badawczych97. Te w³aœnie zmagania – wskutek spotkania z perspektyw¹ socjologiczn¹ – doprowadzi³y Easterlina do granic myœlenia ekonomicznego i zanegowania czêœci jego fundamentów98.
W ¿adnym innym obszarze typowe dla ekonomistów stanowisko nie
zaznacza siê bardziej ni¿ w kwestii racjonalnoœci oraz skalkulowanego
charakteru zachowañ ludzkich99. Ten w³aœnie aspekt ekonomicznych
teorii rozrodczoœci wymaga szczególnie krytycznego rozpatrzenia w kontekœcie dorobku zagranicznej demografii historycznej.
Przeciwnikiem tezy o racjonalnym i skalkulowanym charakterze
zachowañ prokreacyjnych przed koñcem XIX w. by³ Ansley J. Coale,
wieloletni kierownik European Princeton Fertility Project, ambitnego
przedsiêwziêcia z zakresu badañ nad przemianami p³odnoœci w Europie. W swych zachowaniach reprodukcyjnych spo³ecznoœci tradycyjne
mia³y siê odwo³ywaæ do usankcjonowanego religijnie porz¹dku moty95
K. D a v i s, J. B l a k e, dz. cyt.
Zob. The European Experience…, s. 1–7; Categories and Contexts. Anthropological
and Historical Studies in Critical Demography, red. S. Szreter, H. Sholkama, A. Dharmalingam, Oxford 2004.
97 Koncepcje Beckera równie¿ ewoluowa³y ku bardziej interdyscyplinarnym ujêciom.
Przyk³ad Easterlina jest jednak znacznie bardziej wymowny.
98 Krytyka pod adresem rozmaitych aspektów myœlenia ekonomicznego przewija siê
przez niemal wszystkie rozdzia³y ksi¹¿ki E a s t e r l i n a, The Reluctant Economist: Perspectives on Economics, Economic History, and Demography, Cambridge 2004.
99 Ten¿e, Economic preconceptions…, s. 517–518.
96
46
Miko³aj Szo³tysek
[22]
wacyjnego, uznawaæ sferê prokreacji za pozostaj¹c¹ poza mo¿liwoœci¹
indywidualnej i œwiadomej manipulacji, wreszcie – nie posiadaæ wiedzy
o œrodkach antykoncepcyjnych ani dostêpu do nich. W takich warunkach o postawach prokreacyjnych decydowaæ mia³y ugruntowane zwyczajowo formy zachowañ zbiorowych, nie pozostawiaj¹c jednostkom
swobody i czyni¹c ingerencjê w sferê reprodukcyjn¹ nie do pomyœlenia.
Rozszerzenie sfery racjonalnoœci na zachowania prokreacyjne nast¹piæ
mia³o dopiero wskutek procesów sekularyzacyjnych zachodz¹cych
w trakcie rewolucji przemys³owej, mia³o charakter innowacyjny i stanowi³o zerwanie z dotychczasowymi wzorcami behawioralnymi100.
Mo¿na te¿ dowodziæ, ¿e strategie prokreacyjne polegaj¹ce na manipulowaniu rozrodczoœci¹ w zale¿noœci od liczby posiadanego ju¿ potomstwa – mechanizm decyzyjny zawarty implicite w propozycjach ekonomicznych – s¹ zjawiskiem historycznym, którego pojawienie siê by³o
zró¿nicowane w czasie i tylko wœród niektórych warstw spo³ecznych
nast¹pi³o przed XVIII w.101 W¹tek ten rozwijano kwestionuj¹c skalkulowany charakter decyzji prokreacyjnych par nawet w zaawansowanych
stadiach transformacji demograficznej i podkreœlaj¹c, i¿ spadek p³odnoœci niekoniecznie musia³ siê wi¹zaæ z rewolucyjnymi przemianami œwiadomoœci na poziomie jednostkowym. Przekonywa³a o tym Kate Fisher,
która analizuj¹c wywiady z osobami urodzonymi w Anglii w latach 1899-1925, zwraca³a uwagê na nieplanowany i bezrefleksyjny charakter podejmowanych przez nie wyraŸnych dzia³añ antynatalistycznych, dodatkowo
nieukierunkowanych na osi¹gniêcie konkretnej wielkoœci rodziny102. W literaturze podkreœlano te¿ niski poziom œwiadomoœci odnoœnie prokreacji,
100 A.J. C o a l e, The demographic transition reconsidered, [w:] Proceedings
of the International Population Conference, Liege 1973, t. I, s. 53–73, zw³. s. 65;
R. L e s t h a e g h e, Ch. W i l s o n, Modes of production, secularization, and the pace of
fertility decline in Western Europe, 1870–1930, [w:] The Decline of Fertility in Europe,
red. A. Coale’, S.C. Watkins, Princeton 1986, s. 261–292; J. K n o d e l, E. v a n d e
W a l l e, Lessons from the past: policy implications of historical fertility studies,
„Population and Development Review” V, 1979, nr 2, s. 219–220.
101 E. v a n d e W a l l e, Fertility transition, conscious choice, and numeracy, „Demography” XXIX, 1992, nr 4, s. 487–502. Dla pocz¹tku XX w. zob. W. S e c c o m b e,
Starting to stop: working class fertility decline in Britain, „Past and Present” CXXVI,
1990, s. 170 nn.
102 K. F i s h e r, Uncertain aims and tacit negotiations: birth control practices in Britain, 1925–1950, „Population and Development Review” XXVI, 2000, nr 2, s. 295–317
(zw³. s. 300–301); ta¿, S. S z r e t e r, „They prefer withdrawal”: the choice of birth control
in Britain, 1918–1950, „Journal of Interdisciplinary History” XXXIV, 2004, nr 2, s. 274-276. Zob. te¿ P.P. V i a z z o, K.A. L y n c h, Anthropology, family history, and the concept
of strategy, „International Review of Social History” XLVII, 2002, nr 3, s. 447–449.
[23]
Rozrodczoœæ w perspektywie ekonomicznej i demografia przesz³oœci
47
charakteryzuj¹cy niektóre œrodowiska spo³eczne a¿ po trzeci¹ dekadê
XX w., trudny do pogodzenia z postulatem zachowañ maksymalizuj¹cych103.
Racjonalnoœæ zachowañ prokreacyjnych par w przesz³oœci mog³a jednak przyjmowaæ postaæ nieregularnych, nieuzale¿nionych od liczby posiadanego potomstwa i nieukierunkowanych na konkretn¹ wielkoœæ
rodziny wyraŸnych dzia³añ antynatalistycznych. W takim ujêciu, bardziej ni¿ o okreœlon¹ liczbê potomstwa chodzi³oby raczej o to, aby kolejne narodziny nie nastêpowa³y zbyt szybko po sobie, zaœ decyzje dotycz¹ce posiadania nastêpnego dziecka podejmowane by³yby po ka¿dym
kolejnym urodzeniu z uwzglêdnieniem aktualnych b¹dŸ antycypowanych warunków bytowych oraz wczeœniejszych doœwiadczeñ porodowych104. Demografia przesz³oœci zna liczne wypadki tego rodzaju praktyk105. Rzecz w tym, ¿e p³yn¹ca z tych studiów konkluzja przeczy innemu
elementowi teorii ekonomicznych, tj. za³o¿eniu o jednorazowym charakterze decyzji o wyborze wielkoœci rodziny (zw³aszcza w koncepcji
Beckera). Element kalkulacji zwi¹zany z posiadaniem potomstwa – jeœli w istocie obecny by³by w strategiach rodziców – musia³by zatem mieæ
charakter dynamiczny i polegaæ na dostosowywaniu siê do zmieniaj¹cych siê warunków w trakcie biegu ¿ycia106.
Nowsze badania nad charakterem przemian postaw prokreacyjnych
sk³aniaj¹ do krytyki kilku innych aspektów ekonomicznych teorii p³odnoœci. Akcentowane przez ekonomistów znaczenie dostêpu do œrodków
antykoncepcyjnych (Becker) oraz kosztów stosowania regulacji poczêæ
(Easterlin) wydaje siê problematyczne w obliczu œwiadectw wystêpowania, nawet w okresie zaawansowanej transformacji, tradycyjnych „kultur antykoncepcji”, opornych wobec nowoczesnych technik antynatalistycznych. W szczególnych warunkach kulturowych spadek p³odnoœci
móg³ byæ efektem stosowania tradycyjnych i wzglêdnie niekosztownych
metod kontroli urodzeñ, takich jak czasowa abstynencja b¹dŸ stosunek
103
W. S e c c o m b e, Starting to stop…, s. 161–164.
G. S a n t o w, Coitus interruptus and the control of natural fertility, „Population
Studies” XLIX, 1995, nr 1, s. 24.
105 Zob. np. R. A n d o r k a, S. B a l a z s - K o v a c s, The social demography of Hungarian villages in the eighteenth and nineteenth centuries (with special attention to Sarpilis, 1792–1804), „Journal of Family History” XI, 1986, nr 2, s. 188–189; D.L. A n d e r t o n, L.L. B e a n, Birth spacing and fertility limitation: a behavioral analysis of
a nineteenth-century frontier population, „Demography” XXII, 1985, s. 169–183;
T. B e n g t s s o n, M. D r i b e, dz. cyt.
106 T.A. M r o z, D.R. W e i r, Structural change in life-cycle fertility during the fertility transition: France before and after the revolution of 1789, „Population Studies” XLIV,
1990, s. 61–87.
104
48
Miko³aj Szo³tysek
[24]
przerywany, ca³kiem niezale¿nie od stopnia znajomoœci nowoczesnej
antykoncepcji107. Tam z kolei, gdzie wiêkszoœæ metod regulacji poczêæ
nie pasowa³a do specyficznej racjonalnoœci po¿ycia ma³¿eñskiego i relacji p³ciowych (na przyk³ad w rodzinach robotniczych), najbardziej odpowiedni¹ strategi¹ antynatalistyczn¹ stawa³a siê aborcja108.
Do zupe³nie niedostrze¿onych w omawianych ekonomicznych modelach p³odnoœci nale¿y zagadnienie relacji miêdzy p³ciami, a tak¿e rozleglejszy problem relacji wewn¹trzrodzinnych i ich wp³ywu na decyzje
prokreacyjne. Kalkuluj¹ce podmioty z analiz ekonomicznych to „gospodarstwa domowe”, „pary ma³¿eñskie”, „rodziny” traktowane jako jednorodne i wewnêtrznie spójne byty. S³usznoœæ takiego ujêcia zakwestionowa³ zainspirowany krytyk¹ feministyczn¹ nurt w demografii
przesz³oœci, zwracaj¹c uwagê na odmiennoœæ interesów prokreacyjnych
mê¿czyzn i kobiet, kulturowe wzorce relacji seksualnych oraz rolê komunikacji miêdzy p³ciami dla realizacji strategii antykoncepcyjnych109.
Krytycznej rewaluacji zosta³y te¿ poddane pojêcia „rodziny” i „gospodarstwa domowego”, coraz czêœciej traktowane w refleksji historycznej
jako miejsca konfliktu jednostkowych interesów i indywidualnych strategii przetrwania110.
Relatywizacji wymaga te¿ akcentowane przez ekonomistów znaczenie potomstwa jako Ÿród³a zabezpieczenia spo³ecznego. Sk³ania ku temu
ca³kiem obszerna literatura wskazuj¹ca na konfliktowy charakter relacji miêdzypokoleniowych, rozpatrywanych w kontekœcie historycznych
mechanizmów dziedziczenia czy wzorców wspó³mieszkania111.
107
K. F i s h e r, S. S z r e t e r, dz. cyt., s. 263–291; S. S z r e t e r, Fertility, Class and
Gender in Britain, 1860–1940, Cambridge 1996, s. 367–439; W. S e c c o m b e, Men’s
‘marital rights’ and women’s ‘wifely duties’: changing conjugal relations in the fertility
decline, [w:] The European Experience…, s. 67–70; G. S a n t o w, dz. cyt. Por. E. v a n
d e W a l l e, H.V. M u h s a m, Fatal secrets and the French fertility transition, „Population
and Development Review” XXI, 1995, nr 2, s. 261–279.
108 A. M c L a r e n, The sexual politics of reproduction in Britain, [w:] The European Experience…, s. 85–100.
109 N. F o l b r e, Of patriarchy born: the political economy of fertility decisions, „Feminist Studies” IX, 1983, nr 2, s. 261–284; K. F i s h e r, „She was quite satisfied with
the arrangements I made”: gender and birth control in Britain 1920–1950, „Past and
Present” CLXIX, 2000, s. 161–193; W. S e c c o m b e, Starting to stop…, s. 151–188;
K. O p p e n h e i m M a s o n, The impact of women’s position on demographic change
during the course of development, [w:] Women’s Position and Demographic Change,
red. N. Federici i in., Oxford 1993, s. 19–42.
110 Zob. dyskusjê na ³amach „International Review of Social History” XLVII, 2002,
nr 3.
111 Zob. m.in. eseje Bernarda Verniera, Martine Segalen i Alaina Collompa w: Interest
and Emotion. Essays on the Study of Family and Kinship, red. H. Medick, D.W. Sabean,
[25]
Rozrodczoœæ w perspektywie ekonomicznej i demografia przesz³oœci
49
Studia demograficzno-historyczne zachêcaj¹ ponadto do pog³êbienia
zagadnienia poœrednich kosztów posiadania potomstwa, zw³aszcza relacji miêdzy wejœciem kobiet na rynek pracy a p³odnoœci¹. W ich œwietle,
zdaje siê ona byæ du¿o bardziej z³o¿ona ni¿ wydawa³o siê to twórcom
teorii ekonomicznych112.
Badania demograficzno-historyczne przekonuj¹ te¿ o koniecznoœci
bardziej precyzyjnej operacjonalizacji preferencji rodziców wzglêdem
potomstwa (jeœli zgodziæ siê na postulat zachowañ maksymalizuj¹cych).
Teorie ekonomiczne nie rozró¿niaj¹ kalkulacji rodziców ze wzglêdu na
p³eæ potomstwa. Tymczasem uwa¿a siê, ¿e odmiennoœæ preferencji wobec ch³opców i dziewcz¹t mog³a w istotny sposób wp³ywaæ na decyzje
prokreacyjne rodziców, zwa¿ywszy na dawne zwyczaje dziedziczenia czy
wymogi ekonomiki gospodarstwa domowego113.
Zagadnienie preferencji ma jeszcze dalsze, dodatkowe aspekty. Reprezentowany przez Rona Lesthaeghe’a nurt badañ nad przejœciem
demograficznym akcentowa³ – na przekór ca³ej beckerowskiej tradycji
– zasadniczy zwi¹zek transformacji postaw prokreacyjnych z ogólniejszym procesem przemian mentalnoœciowych w spo³eczeñstwach Europy Zachodniej. Zdaniem Lesthaeghe’a, faktycznym „wyzwalaczem”
przemian p³odnoœci by³y zmiany systemów ideacyjnych, zachodz¹ce
w zwi¹zku z sekularyzacj¹ i indywidualizacj¹, a dokonuj¹ce siê czêœciowo niezale¿nie od modernizacji stosunków spo³eczno-ekonomicznych.
Nasilenie tych procesów mia³o prowadziæ do zmiany map preferencji
odnoœnie potomstwa i umo¿liwiæ przeniesienie zasad ekonomicznej racjonalnoœci w obszar reprodukcji114.
Tymczasem, zarówno ortodoksyjne ujêcie tego problemu, jak i jego
modyfikacja zaproponowana przez Lesthaeghe’a, w niewielkim stopniu
Cambridge 1984, oraz D. G a u n t, The property and kin relationships of retired farmers
in Northern and Central Europe, [w:] Family Forms in Historic Europe, red. R. Wall
i in., Cambridge 1983, s. 249–279.
112 Zob. np. A. J a n s s e n s, Class, work and religion in the female life course – the
case of a Dutch textile town: Enschede, 1880–1940, „Historical Social Research” XXIII,
1998, nr 1–2, s. 254–274.
113 D.R. W e i r, Fertility transition…, s. 142–151; J. K n o d e l, S. D e Vo s, Preferences
for the sex of offspring and demographic behavior in 18th and 19th century Germany:
an examination of evidence from village genealogies, „Journal of Family History” V,
1980, nr 2, s. 145–166.
114 R. L e s t h a e g h e, C. W i l s o n, dz. cyt.; R. L e s t h a e g h e, J. S u r k y n, Cultural dynamics and economic theories of fertility change, „Population and Development
Review” XIV, 1988, nr 1, s. 1–45; R. L e s t h a e g h e, Beyond economic reductionism:
the transformation of the reproductive regimes in France and Belgium in the 18 th and
19th centuries, [w:] Fertility Transitions, Family Structure, and Population Policy, red.
C. Goldscheider, Oxford 1992, s. 1–44.
50
Miko³aj Szo³tysek
[26]
pozwalaj¹ wyt³umaczyæ spadek p³odnoœci w œrodowiskach wiejskich,
gdzie „cena czasu” kobiet jest znacznie trudniejsza do okreœlenia, a przemiany mentalnoœci osadzone by³y w kategoriach d³ugiego trwania. Praca
Ernesta Benza pokazuje, jak owocne mo¿e byæ ujêcie tego zagadnienia
odwo³uj¹ce siê do koncepcji zaczerpniêtych z psychologii zbiorowoœci115.
Powa¿ne trudnoœci metodologiczne nastrêcza uchwycenie preferencji rodziców odnoœnie potomstwa. Problem ten, znany ekonomistom116,
w badaniach historycznych z oczywistych powodów wyostrza siê. A¿ po
pocz¹tek XX stulecia bezpoœrednie œwiadectwa dotycz¹ce preferencji
rodzinnych s¹ niezmiernie rzadkie i w zdecydowanej wiêkszoœci dotycz¹ wy¿szych warstw spo³ecznych117. Poszukuj¹c wyjœcia z tego impasu,
demografowie historyczni siêgali po wnioskowanie poœrednie. Obraz
wy³aniaj¹cy siê z badañ nad d³ugoterminowymi zale¿noœciami miêdzy
fluktuacj¹ p³ac a p³odnoœci¹ ma³¿eñsk¹, nad zwi¹zkami pomiêdzy umieralnoœci¹ niemowlêc¹ a strategiami prokreacyjnymi par (replacement
effect) czy wreszcie nad zmianami p³odnoœci w obliczu krótkotrwa³ych
kryzysów ekonomicznych, jest jednak daleki od jednoznacznoœci118.
Inna trudnoœæ w odnoszeniu omawianych tu koncepcji do rzeczywistoœci historycznej wi¹¿e siê z operacjonalizacj¹ i oszacowaniem dochodu gospodarstwa domowego w dawnych spo³ecznoœciach wiejskich. Adaptacyjny charakter gospodarki ch³opskiej i jej wielofunkcyjnoœæ stanowi¹
powa¿ne wyzwanie dla demografów historycznych zainteresowanych
zastosowaniem ekonomicznych teorii rozrodczoœci. Wci¹¿ rozwijaj¹ce siê
badania nad bud¿etami gospodarstw ch³opskich daj¹ podstawy do optymizmu badawczego w tym zakresie, przynajmniej w odniesieniu do okresów wczeœniejszych119.
Jaka zatem jest u¿ytecznoœæ teorii ekonomicznych dla wyjaœniania
dawnych zachowañ prokreacyjnych? Czy ekonomiczne modele rozrodczoœci mog¹ byæ pomocne w zrozumieniu najbardziej intymnych za115 E. B e n z, Fertility, Wealth, and Politics in Three Southwest German Villages
1650–1900, Boston 1999 (Studies in Central European Histories).
116 R.A. E a s t e r l i n, Economic preconceptions…, s. 521–523.
117 Zob. E. v a n d e W a l l e, dz. cyt.
118 A.E. W r i g l e y, R. S c h o f i e l d, The Population History of England 1541–1871:
A Reconstruction, London 1981; J. K n o d e l, Child mortality and reproductive bahaviour
in German village populations in the past: a micro-level analysis of the replacement
effect, „Population Studies” XXXVI, 1982, nr 2, s. 177–200; T. B e n g t s s o n, M. D r i b e, dz. cyt. Zob. te¿ J. C l e l a n d, C. W i l s o n, dz. cyt.
119 Ostatnio P. G u z o w s k i, A changing economy: models of peasant budgets in
fifteenth- and sixteenth-century Poland, „Continuity and Change” XX, 2005, s. 9–25.
Szerzej na ten temat zob. J. K o c h a n o w i c z, Spór o teoriê gospodarki ch³opskiej. Gospodarstwo ch³opskie w teorii ekonomii i w historii gospodarczej, Warszawa 1992, s. 57–96.
[27]
Rozrodczoœæ w perspektywie ekonomicznej i demografia przesz³oœci
51
chowañ ludzi z przesz³oœci? Jak dalece aktualny stan wiedzy z zakresu
historycznej demografii prokreacji koresponduje z teoriami ekonomicznymi, a w jakim stopniu sk³ania do ich weryfikacji?
Jeœli uznaæ, ¿e zadaniem teorii jest zaproponowanie s³usznych uogólnieñ na temat rzeczywistoœci, a o jej wartoœci decyduje odpornoœæ na
falsyfikacjonizm, wówczas korespondencyjnoœæ ekonomicznych teorii
p³odnoœci i rzeczywistoœci historycznej jest niewielka, a ich stosowalnoœæ w demografii przesz³oœci co najmniej problematyczna120. Wskazuj¹ na to dobitnie przytoczone œwiadectwa historyczne, przecie¿ niekompletne.
Odmiennie istotê teorii i jej relacji do rzeczywistoœci empirycznej
postrzega „semantyczna” szko³a w filozofii nauki121. W jej ujêciu wszystkie teorie s¹ abstrakcyjnymi, upraszczaj¹cymi i cz¹stkowymi reprezentacjami realnego œwiata. Jako takie, nie odzwierciedlaj¹ one jakiegoœ
faktycznego, „naturalnego” porz¹dku rzeczy i nie stanowi¹ prawdy
w sensie absolutnym. Jako abstrakcyjne systemy formalne, teorie s¹
fa³szywe jedynie o tyle, o ile s¹ niespójne logicznie, zaœ ich empiryczna
wartoœæ zale¿y wy³¹cznie od ich u¿ytecznoœci w konkretnym kontekœcie
i dla potrzeb konkretnego celu badawczego122.
Tendencjê do relatywizowania mocy eksplanacyjnej proponowanych
modeli widaæ wœród samych twórców ekonomicznych teorii p³odnoœci.
Easterlin, na przyk³ad, unika³ okreœlania swego schematu zachowañ
prokreacyjnych mianem „modelu”. Hipoteza progu kontroli p³odnoœci
– uwzglêdniaj¹c wielokierunkowoœæ i zró¿nicowanie natê¿enia si³ oddzia³uj¹cych na postawy prokreacyjne – mia³a w zamierzeniu jej autora
pe³niæ funkcjê ogólnej struktury analitycznej (analytical framework),
pozwalaj¹cej na analizê ró¿norodnych form przejœcia od reprodukcji niekontrolowanej do kontrolowanej123.
Jeœli w ten sposób potraktowaæ ekonomiczne ujêcia rozrodczoœci, ³atwiej dostrzec p³yn¹ce z nich po¿ytki dla badañ demograficzno-historycznych. Ka¿da próba modelowania zachowañ prokreacyjnych, poddana metodologicznemu rygorowi i uwzglêdniaj¹ca specyfikê doœwiadczeñ
ludzkich w konkretnych warunkach historycznych, spo³ecznych i przestrzennych, zbli¿a nas do wyjaœnienia i zrozumienia przesz³oœci – zawsze
120
T. B e n t o n, I. C r a i b, Filozofia nauk spo³ecznych. Od pozytywizmu do
postmodernizmu, Wroc³aw 2003, s. 30–32; T.K. B u r c h, Explaining human fertility:
one theory or many theories?, paper presented at Population Association of America
Annual Meetings, Los Angeles, California, 23-25 March 2000.
121 R.N. G i e r e, Science Without Laws, Chicago 1999.
122 Tam¿e, s. 6, 25–26, 81–82, 214–215.
123 R.A. E a s t e r l i n, Economics and sociology…, s. 118.
52
Miko³aj Szo³tysek
[28]
przecie¿ czêœciowego124. Taka strategia badawcza stanowiæ te¿ mo¿e
skuteczn¹ ochronê przed ja³owym idiografizmem, na którego niebezpieczeñstwa w badaniach iloœciowych zwraca³ uwagê ju¿ Witold Kula,
pisz¹c, ¿e: „z bez³adn¹ faktografi¹ [...] mo¿emy mieæ do czynienia nie
tylko przy faktach jednostkowych, lecz i przy faktach masowych, stwierdzanych metodami kwantytatywnymi. Wyjœciem z bezp³odnej faktografii jest nie przejœcie od faktów indywidualnych do masowych, lecz teoretyczne pog³êbienie poszukiwañ”125.
Kto jest zatem bli¿szy prawdy w ocenie podejœcia ekonomicznego:
Becker czy Krugman126? Obaj reprezentowali w tej materii skrajne stanowiska. Ja zaœ proponowa³bym koniunkcjê: podejœcie ekonomiczne
warto stosowaæ do analiz zachowañ prokreacyjnych, wymaga to jednak
du¿o wiêkszej wra¿liwoœci na kontekst badanych zjawisk ni¿ wykazywali zazwyczaj twórcy teorii ekonomicznych.
Historia, która humanizuje Ekonomiê.
Miko³aj Szo³tysek
Reproduction Capacity from an Economic Perspective
and Demography of the Future
(Summary)
Since the 1950s the micro-economic approach has become a permanent part of
analyses dealing with the transformations of procreation attitudes in European and
American societies from the end of the nineteenth century. On the other hand, the
application of economic theories of reproduction capacity in demographic and
demographic-historical research is accompanied by controversies. The intention of this
article is to present the economic theories which assumed shape in the USA and which
explain procreation behaviour within the range of the neoclassical economy paradigm.
The heuristic value of the considered theories is then discussed within the context of
several selected demographic-historical issues.
The first part of the article outlines the accomplishments of the three most influential
researchers: the Leibenstein general model of the dependence between the population
growth and the per capita income level, as well as his explanation of the stages of
demographic transformations within economic progress; the Becker’s formal economic
calculation model relating to reproduction capacity and his interpretation of the process
of reproduction changes; and the theories of R.A. Easterlin, treated as the missing
link in the economic theory of reproduction capacity. The first to be discussed is his
124 Por. wypowiedzi Easterlina w: D.J. M a c u n o v i c h, A conversation with Richard
Easterlin, „Journal of Population Economics” X, 1997, s. 129.
125 W. K u l a, Problemy i metody historii gospodarczej, Warszawa 1983, s. 88.
126 Zob. motta na pocz¹tku tekstu.
[29]
Rozrodczoœæ w perspektywie ekonomicznej i demografia przesz³oœci
53
intergenerational relative income hypothesis, followed by the threshold of fertility
regulation hypothesis.
Part two examines those theories from the viewpoint of historical demography. The
author underlines the fact that they contributed a certain methodological rigour
(conceptualisation, operationalisation, quantification) to an analysis of the demographic
processes of the past. At the same time, he stresses the problems introduced by the
economic approach into the analysis of procreation behaviour (abstract models of human
behaviour in place of conceptualisation; the assumption of the universal nature of
maximising and rational behaviour; overlooking the importance of relations between
the sexes in the reproduction process). The author also indicates elements of economic
theories incompatible with material obtained from demographic-historical studies: the
existence of ‘traditional contraceptive cultures’; the significance of offspring as a source
of social security and intergenerational conflicts caused by the right of inheritance;
a differentiation of the parents’ preferences vis a vis their offspring due to the latter’s
gender, and others.
Miko³aj Szo³tysek – Pomorska Akademia Pedagogiczna w S³upsku
e-mail:[email protected]
ROCZNIKI DZIEJÓW SPO£ECZNYCH I GOSPODARCZYCH
Tom LXV – 2005
E. IGOR MINEO
SZLACHTA ŒREDNIOWIECZNA
W HISTORIOGRAFII NIEMIECKIEJ (I NIE TYLKO) *
Wœród historyków szlachta jest wci¹¿ w modzie. W ostatnim dwudziestoleciu zainteresowanie t¹ tematyk¹ jeszcze wzros³o: obserwuje siê
nie tylko o¿ywienie dawnych pr¹dów, ale odkrywane s¹ nowe, w znacznej czêœci nieznane dot¹d pola badawcze. Za przyk³ad mog¹ pos³u¿yæ
dzieje szlachty europejskiej w XIX i XX w., którym od niedawna poœwiêca siê coraz wiêcej uwagi. Jeszcze w latach szeœædziesi¹tych minionego
stulecia by³oby to raczej nieprawdopodobne. Historycy wspó³czeœni
– oœmieleni i zachêceni sukcesem ksi¹¿ki Arno Mayera – twierdz¹, ¿e
koniec ancien regime’u nie oznacza³ nieodwracalnego upadku dominuj¹cej przez stulecia warstwy spo³ecznej. Rewizja koncepcji „wieku bur¿uazji” i dyskusja o palingenetycznej funkcji rewolucji sprawi³y, ¿e szlachta mog³a odzyskaæ nale¿ne jej miejsce1.
*
Artyku³ Di alcuni usi della nobiltà medievale, opublikowany w „Storica” VII, 2001
[sic!], nr 20–21, s. 9–58, zosta³ przystosowany przez Autora do niniejszej edycji [red.].
Fragmenty niniejszego artyku³u przedstawi³em na dwóch seminariach, co pomog³o mi
wyjaœniæ wiele kwestii: po raz pierwszy 15 III 2002 r. w Pary¿u w zespole Histoire
intellectuelle uniwersytetu Paris VIII kierowanym przez Claude’a Moattiego i Michèle
Riot-Sarcey; po raz drugi, 23 maja tego samego roku, na wydziale nauk historycznych
Uniwersytetu w Mediolanie, dziêki zaproszeniu Giorgio Chittoliniego, Nadii Covini
i Letizii Arcangeli. Nawet jeœli na tych stronach wiele miejsca poœwiêcê historiografii,
nie zamierza³em przedstawiaæ prawdziwego przegl¹du badañ, lecz jedynie zasygnalizowaæ kilka kontrowersyjnych problemów. Przypisy zosta³y zatem zredukowane do
koniecznego minimum. Poza tym muszê uprzedziæ mediewistów, ¿e pomimo tych
samoograniczeñ, uznaj¹ pewne fragmenty za nudne i wtórne: wola³em jednak,
informuj¹c o sprawach podstawowych, jak najmniej zagadnieñ uznawaæ za powszechnie
znane, aby uczyniæ lekturê mniej mêcz¹c¹ dla osób niebêd¹cych mediewistami. Praca
obejmuje literaturê wydan¹ do 2003 r.
1 A. M a y e r, The Persistence of the Old Regime. Europe to the Great War, New York
1981 (t³um. w³. Il potere dell’Ancien Régime, Roma-Bari 1982, 1994). Spoœród wielu
prac, które zosta³y opublikowane po ukazaniu siê tej pracy, chcia³bym przywo³aæ tylko
Europäische Adel 1750–1950, red. H.U. Wehler, Göttingen 1990.
56
E. Igor Mineo
[2]
Za³o¿eniem logicznym ksi¹¿ki Mayera – znacz¹cej nie tylko jako
studium historyczne, ale tak¿e jako zaanga¿owany pamflet – jak
i sporej czêœci wspó³czesnej literatury poœwiêconej szlachcie jest oczywiœcie koncepcja d³ugiego trwania. W ci¹gu ostatnich dwudziestu lat
z tego bezkresnego i mglistego t³a wy³ania³y siê zjawiska czasem utrudniaj¹ce, a czasem rozjaœniaj¹ce ¿ycie historyków badaj¹cych epokê
póŸnonowo¿ytn¹.
Badaczom œredniowiecza i wczesnej nowo¿ytnoœci pozosta³o tu niewiele do odkrycia. Od zawsze i niezmiennie szlachta nale¿y do najpopularniejszych tematów ich studiów. Jednak nawet dla nich ostatnie dwa
dziesiêciolecia by³y okresem szczególnym. Z jednej strony, nowe badania skomplikowa³y nasz sposób postrzegania praktyk w³adzy. Pozwoli³y
ukazaæ wyraŸniej wieloœæ form i jêzyków, wp³ywaj¹cych na powstanie
lokalnych odmiennoœci. Ale przede wszystkim przyczyni³y siê do ujawnienia rozbie¿noœci interpretacyjnych, zasadniczych ró¿nic o charakterze teoretycznym czy wrêcz przeciwstawnych sposobów myœlenia.
Z drugiej zaœ strony, sformu³owane zosta³y pytania w pewnym stopniu powi¹zane z pytaniami zadawanymi przez badaczy historii najnowszej, do których odwo³ywaliœmy siê wczeœniej. A zatem, czy szlachtê œredniowieczn¹ i szlachtê okresu ancien regime’u nale¿y uwa¿aæ za
ca³kowicie odrêbne zagadnienia badawcze, podejmowane rutynowo przez
historiografiê, a zyskuj¹ce sens tylko w mniej lub bardziej ograniczonym kontekœcie, czy te¿ maj¹ one cechy wspólne? Czy powinno siê je
postrzegaæ jako element lokalnych struktur w³adzy, czy te¿ s¹ to zjawiska o jednolitym charakterze, g³êboko zakorzenione w rzeczywistoœci
spo³ecznej? Jeœli weŸmie siê pod uwagê drug¹ z powy¿szych hipotez,
mo¿liwe staje siê stworzenie syntezy. Mo¿na pokusiæ siê o uporz¹dkowanie i ogólne zdefiniowanie problemu, pomimo dezorientuj¹cej rozleg³oœci i ró¿norodnoœci badañ oraz zastosowanych w nich metod. Pozwala to mówiæ ju¿ nie o „szlachtach” i metodach ich porównywania, ale
o „szlachcie” i jej cechach rozpoznawczych.
Czym wiêc w istocie jest to z³o¿one zagadnienie, które zawiera siê
w haœle „szlachta europejska”? Chocia¿ opracowywanie kategorii i operowanie nimi nie musi siê wcale ograniczaæ do okreœlonych dziedzin
i ram chronologicznych, my jednak zajmiemy siê tylko kilkoma dyskursami odnosz¹cymi siê do œredniowiecza, a w szczególnoœci do jego œrodkowych stuleci, miêdzy epok¹ karoliñsk¹ i okresem formowania siê
pañstw terytorialnych2. Jak zobaczymy, wystawiaj¹ one niekiedy na
2
Studia i tomy zbiorowe, które pobudzi³y mnie do tej refleksji, ale których nie bêdê
analizowa³ szczegó³owo, to: K.F. W e r n e r, Naissance de la noblesse. L’essor des élites
[3]
Szlachta œredniowieczna w historiografii
57
próbê paradygmaty ukierunkowuj¹ce myœl historyków ostatniego pó³wiecza. W innych przypadkach potwierdzaj¹ wszak¿e ich nieprzemijaj¹c¹ u¿ytecznoœæ.
Wprowadzenie: niemo¿liwe porównania
Byæ mo¿e najlepszym sposobem, by rozpocz¹æ nasze rozwa¿ania, bêdzie krótkie porównanie dwóch prac opublikowanych w tym samym,
1998 r.: Nobili e re Paolo Cammarosano i Naissance de la noblesse Karla Ferdinanda Wernera. W obu przypadkach autorzy zajêli siê przede
wszystkim œwiatem arystokracji wczesnoœredniowiecznej. I obaj zachowali rozs¹dn¹ równowagê miêdzy rekapitulacj¹ w³asnych badañ i ponownym przemyœleniem tradycji historiograficznej. Trudno wszak¿e
wyobraziæ sobie dwa bardziej rozbie¿ne ujêcia. Paolo Cammarosano
autorytatywnie formu³uje swoje opinie o strukturach politycznych W³och
w okresie od VI do XI w., a jednoczeœnie streszcza i uosabia bardzo w³oski sposób patrzenia na problem w³adzy. Styl ten kszta³towa³ siê powoli
w ci¹gu ostatnich piêædziesiêciu lat, a praca Nobili e re w pewnym sensie zamyka ten proces3. Cammarosano na pierwszym miejscu stawia
koniecznoœæ bezpoœredniego odwo³ania siê do wszystkich Ÿróde³ (dla
wczesnego œredniowiecza jest to trudne, ale nie niemo¿liwe). Nie dokonuje ¿adnych bezpoœrednich historiograficznych uœciœleñ, co najwy¿ej wtr¹ca kilka uwag na ten temat. Ale dialog z tradycj¹ interpretacyjn¹ przenika w podtekœcie wszystkie strony jego dzie³a, które po raz pierwszy
od czasu wielkiego szkicu Giovanniego Tabacco w Storia d’Italia Einaudi
odtwarza ogólny obraz dziejów politycznych wczesnego œredniowiecza.
Oczywiœcie, nie da siê w tym miejscu dokonaæ charakterystyki owego
„w³oskiego stylu” analizowania dziejów wczesnego i pe³nego œredniopolitiques en Europe, Paris 1998 (t³um. w³. Nascita della nobiltà. Lo sviluppo delle élite
politiche in Europa, Torino 2000); Nobilitas. Funktion und Rapräsentation des Adels
in Alteuropa, red. O.G. Oexle, W. Paravicini, Göttingen 1997; J. M o r s e l, La noblesse
contre le prince. L’espace social des Thüngen à la fin du Moyen Âge (Franconia, v. 1250-1525), Stuttgart 2000; P. C o n t a m i n e, La noblesse au royaume de France de Philippe
le Bel à Louis XII: essai de synthèse, Paris 1997; Nobles and Nobility in Medieval Europe.
Concepts, Origins, Transformations, red. A.J. Duggan, Woodbridge 2000; P. C a m m a r o s a n o, Nobili e re. L’Italia politica dell’alto medioevo, Bari-Roma 1998.
3 Ta ocena nakazuje umieœciæ dzie³o Cammarosano wœród „wielkich narracji”, którymi siê zajmujemy. Nie stoi jednak w sprzecznoœci z innym os¹dem, podkreœlaj¹cym
obecnoœæ w omawianej ksi¹¿ce wielu nowych spostrze¿eñ dotycz¹cych specyficznych
problemów w³oskiego œredniowiecza. Pog³êbiona recenzja: S.M. C o l l a v i n i, w „Storica” XI, 1998, s. 163–173.
58
E. Igor Mineo
[4]
wiecza. Mo¿na jedynie podkreœliæ tendencjê do przedwczesnej rezygnacji z wyznaczania d³ugookresowych linii rozwojowych (co w przypadku
kultury przenikniêtej pewnym historyzmem nie by³o wcale nieuchronne) i z prób systematyzacji zagadnieñ badawczych. Mo¿liwe, ¿e œrodkowe stulecia œredniowiecza skrywaj¹ korzenie nowoczesnego œwiata,
mówi³ æwieræ wieku temu Tabacco. Nie maj¹ one jednak – a myœla³ o Europie karoliñskiej – cech pozwalaj¹cych widzieæ w nich zasadnicze przyczyny póŸniejszego porz¹dku4. Arystokracja badana przez Cammarosano zosta³a zatem umieszczona w wyraŸnie okreœlonym i dobrze nam
znanym kontekœcie.
Jêzyk Wernera jest ca³kowicie odmienny. Jest to przede wszystkim
jêzyk d³ugookresowych powi¹zañ przyczynowo-skutkowych, wielowiekowej ci¹g³oœci struktur w³adzy, a wiêc i zasad decyduj¹cych o porz¹dku
podmiotów, które tê w³adzê sprawuj¹ (jeœli nie wrêcz rodzin w sensie
biologicznym). Teza Wernera by³a znana od dawna, ale nie zosta³a nigdy wyra¿ona w sposób tak radykalny. Europejska szlachta, nie tylko
œredniowieczna, jest w jego opinii zjawiskiem o jednorodnym charakterze, wywodz¹cym siê ze œwiata staro¿ytnego, z nobilitas senatorskiej
cesarstwa rzymskiego. W tym uniwersum politycznym powstawa³y
mechanizmy instytucjonalne, narzêdzia legitymizacji, idee i s³ownik
polityki europejskiej, a w szczególnoœci szlachty jako g³ównego podmiotu tej polityki, przez wieki uosabiaj¹cego ideê pañstwowoœci. Œredniowieczni królowie i cesarze nie byli odrêbnymi podmiotami rywalizuj¹cymi ze szlacht¹ – byli jej czêœci¹.
Jak wspomnia³em, propozycja Wernera nie jest nowa. Zasadniczy zr¹b
tej teorii istnia³ ju¿ w po³owie lat szeœædziesi¹tych5. W 1977 r. w haœle
Adel w Lexicon des Mittelalters Werner przedstawi³ w syntetycznej formie te same koncepcje interpretacyjne, które zawar³ w póŸniejszej o dwadzieœcia lat ksi¹¿ce. Tak¿e jego pogl¹d o przetrwaniu znacz¹cych frag4 G. T a b a c c o, I processi di formazione dell’Europa carolingia, [w:] Nascita
dell’Europa ed Europa carolingia: un equazione da verificare (Settimane di studio del
Centro italiano di studi sull’alto medioevo, XXVII, 19–25 aprile 1979), Spoleto 1981,
t. I, s. 17–43, oraz [w:] ten¿e, Sperimentazione del potere nell’alto medioevo, Torino
1993, s. 141–164, w szczególnoœci s. 143.
5 K.F. W e r n e r, Bedeutende Adelsfamilien im Reich Karls des Grossen, [w:] Karl
der Grosse, t. I, red. H. Beumann, Düsseldorf 1965, s. 83–142; oraz [w:] ten¿e, Vom
Frankenreich zur Entfaltung Deutschlands und Frankreichs, Sigmaringen 1984; zob.
nastêpnie ten¿e, Du nouveau sur un vieux thème. Les origines de la „noblesse” et de la
„chevalerie”, „Académie des Inscriptions et Belles-Lettres, Comptes rendus”, 1985,
s. 184–200. Obszerna zapowiedŸ tez zawartych w Naissance de la noblesse... znajduje
siê [w:] ten¿e, L’impero cristiano e le origini della nobiltà in Occidente, „Bullettino
dell’Istituto Storico Italiano per il Medioevo” XCII, 1985/1986, s. 381–408.
[5]
Szlachta œredniowieczna w historiografii
59
mentów póŸnoantycznego porz¹dku instytucjonalnego nie przeszed³ bez
echa. Przeciwnie, odegra³ wa¿n¹ rolê w dyskusji dotycz¹cej wczesnego
œredniowiecza, tocz¹cej siê od lat siedemdziesi¹tych do dziwiêædziesi¹tych XX w.6 Jego argumentacja, zw³aszcza w tym zakresie, w jakim odwo³uje siê do ustaleñ poczynionych w ci¹gu czterdziestu lat badañ, nie
stanowi wiêc dla nas zaskoczenia. W mediewistyce wszyscy dobrze znali opinie, które dzisiaj, w poetyce wielkiego eseju, uderzaj¹ swoim radykalizmem. W swej formie „techniczno-erudycyjnej” nie powinny wywo³ywaæ znacz¹cych sprzeciwów. Z przyczyn, które wkrótce poznamy, praca
Wernera spotyka³a siê wiêc raczej z aprobat¹.
Punkt wyjœcia: Bloch, Brunner, Tellenbach w 1939 r.
W mediewistyce z problemem szlachty wi¹za³o siê zawsze wiele niejasnoœci. Tak by³o od samego pocz¹tku, to znaczy od pierwszych dziesiêcioleci XX w., kiedy to kszta³towa³y siê niektóre koncepcje maj¹ce
wywrzeæ wp³yw na przebieg ca³ej póŸniejszej debaty historiograficznej.
Byæ mo¿e nigdy nie zwrócono uwagi na to, ¿e w jednym roku – w strasznym roku 1939 – opublikowane zosta³y trzy prace, które w decyduj¹cy
sposób przyczyni³y siê do zdefiniowania problemu historiograficznego,
jakim sta³a siê œredniowieczna szlachta. Prace te ró¿ni³y siê zasadniczo
pod wzglêdem inspiracji, zastosowanych metod i celów. Chodzi o pierwszy z dwóch tomów Société féodale Marca Blocha, o Land und Herrschaft Ottona Brunnera i o Königtum und Stämme in der Werdezeit des
Deutsche Reiches Gerda Tellenbacha7. Wœród nich tylko Bloch zdoby³
ju¿ wówczas miêdzynarodowe uznanie. Tellenbach by³ m³odym badaczem, przedstawiaj¹cym sw¹ drug¹ znacz¹c¹ pracê, Brunner zaœ czterdziestojednoletnim wiedeñskim historykiem, ca³kowicie nieznanym poza
6 W szczególnoœci o ci¹g³oœci systemu podatkowego póŸnego cesarstwa a¿ do okresu
karoliñskiego zob. J. D u r l i a t, Les finances publiques de Dioclétien aux Carolingiens
(284–889), Sigmaringen 1990, wraz z mia¿d¿¹c¹ krytyk¹ C. W i c k h a m a, La chute de
Rome n’aura pas lieu, „Le Moyen Age” XCIX , 1993, s. 107–126.
7 Chodzi przede wszystkim o drugi tom Société féodale (pt. Les classes et le gouvernement des hommes), który ukaza³ siê rok póŸniej, w 1940 r.: M. B l o c h, La société
féodale, Paris 1939–1940 (t³um. w³. La società feudale, Torino 1962) [t³um. pol. Spo³eczeñstwo feudalne, Warszawa 1981 – przyp. t³um.]; O. B r u n n e r, Land und Herrschaft.
Grundfragen der territorialen Verfassungsgeschichte Österreichs im Mittelalter, Baden
bei Wien 1939 (t³um. w³. Terra e potere. Strutture pre-statuali e premoderne nella storia
costituzionale dell’Austria medievale, Milano 1983: odpowiednie t³umaczenie na podstawie 5 wyd., Wien 1965); G. T e l l e n b a c h, Königtum und Stämme in der Werdezeit
des Deutsches Reiches, Weimar 1939.
60
E. Igor Mineo
[6]
granicami Austrii. Podkreœliæ nale¿y, ¿e ani podczas ich przygotowywania, ani póŸniej (przez wiele lat) ksi¹¿ki te nie zosta³y skonfrontowane
w ramach jednej dyskusji. Tylko czêœciowo dotyka³y tej samej problematyki i nawet dwie wywodz¹ce siê z „germañskiego” kontekstu nie
reprezentowa³y wspólnych punktów widzenia. Ostatecznie, orientacje
badawcze, których wyrazem sta³y siê te prace, przez d³ugi czas wzajemnie siê ignorowa³y.
Pogl¹dy w nich zaprezentowane s¹ znane lub bardzo znane, wymagaj¹ wiêc tylko krótkiego przypomnienia. Jeœli porównujemy dzie³a Blocha i Tellenbacha (pogl¹dy Brunnera zostan¹ rozpatrzone oddzielnie),
ró¿nice s¹ doskonale widoczne. Jak zaznaczyliœmy, nie s¹ to jedynie rozbie¿noœci interpretacyjne; badaczy tych dzieli przede wszystkim odmienny sposób ujmowania problemu. W swoim obrazie œrodkowych stuleci
œredniowiecza Bloch podj¹³ próbê usystematyzowania kilku wielkich
typologii spo³ecznych. Od³o¿ywszy na bok dominuj¹c¹ wówczas tematykê polityczno-instytucjonaln¹, stara³ siê odtworzyæ z³o¿on¹ sieæ relacji grupowych, a przedmiotem swej obserwacji uczyni³ przede wszystkim szlachtê – to znaczy wojowników i tych, którzy dysponowali w³adz¹
senioraln¹ – jako „klasê spo³eczn¹”8.
M³ody Tellenbach swój szkic z 1939 r. poœwiêci³ problemowi relacji
miêdzy królestwem niemieckim i Stammesherzogtümer, ksiêstwami
szczepowymi. Pocz¹wszy od pe³nego œredniowiecza, odciska³y one piêtno na geografii politycznej Europy œrodkowej, poniewa¿ to z nich w³aœnie narodzi³y siê terytorialne ksiêstwa niemieckie póŸnego œredniowiecza i epoki nowo¿ytnej. Prawdziwym przedmiotem zainteresowania
Tellenbacha by³ zatem, tradycyjny w historiografii niemieckiej, problem
Rzeszy (Reich), narodzin niemieckiego cesarskiego królestwa, z jego
intryguj¹cymi osobliwoœciami, ró¿ni¹cymi je od innych monarchii kszta³tuj¹cych siê w Europie9.
8
M. B l o c h, La société féodale..., s. 415–482.
Jego nastêpne prace a¿ do koñca lat czterdziestych skupia³y siê na tej samej problematyce. Zaraz po ukazaniu siê Königtum und Stämme zosta³y wydane – ograniczaj¹c siê do najwa¿niejszych studiów: G. T e l l e n b a c h, Die Entstehung des Deutschen
Reiches. Von der Entwicklung des fränkischen und deutschen Staates im neunten und
zehnten Jahrhundert, München 1940; ten¿e, Die Unteilbarkeit des Reiches, „Historische
Zeitschrift” CLXIII, 1941, s. 20–41; ten¿e, Wann ist das Deutsche Reich enstanden?,
„Deutsches Archiv” VI, 1943, s. 1–41; ten¿e, Germanentum und Reichsgedanke im früheren
Mittelalter, „Historisches Jahrbuch” LXII-LXIX, 1949, s. 109–135. Problem narodzin Reich
przez kilka stuleci nurtowa³ i w dalszym ci¹gu nurtuje historyków niemieckich; jedynie jako wprowadzenie w tradycjê badawcz¹, która stanowi samo serce mediewistyki
niemieckiej, zob. G. T a b a c c o, L’impero romano-germanico e la sua crisi, [w:] La storia.
I grandi problemi dal Medioevo all’Età Contemporanea, t. III: Il Medioevo, cz. 2:
9
[7]
Szlachta œredniowieczna w historiografii
61
Bloch, podejmuj¹c tezy Paula Guilhiermoza10, opracowa³ teoriê stosunkowo póŸnego pochodzenia szlachty jako warstwy wyodrêbnionej pod
wzglêdem prawnym. Wskazywa³ wiêc na znacz¹cy brak ci¹g³oœci w dziejach œredniowiecznych grup rz¹dz¹cych. W jego opinii, faktyczna dominacja w epoce karoliñskiej i pokaroliñskiej ró¿ni³a siê od wyposa¿onej
w instytucjonaln¹ legitymizacjê w³adzy szlachty, której uprzywilejowany i dziedziczny status zaczyna³ byæ od po³owy XII w. uznawany zarówno w powszechnej opinii, jak i w prawie. Aby precyzyjnie okreœliæ genezê takiej pozycji spo³ecznej szlachty, Bloch postanowi³ przyjrzeæ siê
procesowi kszta³towania siê statusu rycerskiego, tak w aspekcie kulturowym, jak i instytucjonalnym. Zapocz¹tkowa³ w ten sposób spór o relacjê szlachta-rycerstwo, który jakkolwiek paradoksalne mog³oby siê to
wydawaæ, wci¹¿ jeszcze nie ca³kiem wygas³11.
Tak¿e Tellenbach uzna³ wiek XII za moment prze³omowy, ale w wyraŸnie odmiennym sensie. W eseju z 1939 r. i w kolejnym z 1943 r.,
zawieraj¹cym rozwiniêcie wczeœniejszych tez12, narodziny ksiêstw terytorialnych i feudalizacja stosunków w³adzy ukazane zosta³y jako zwieñczenie procesu budowania struktur politycznych królestwa niemieckiego po 1000 r. Wraz ze zmian¹ geografii politycznej przed arystokracj¹
otworzy³y siê niew¹tpliwie ca³kiem nowe obszary dzia³ania. W nowych
ramach instytucjonalnych funkcjonowa³a jednak nadal elita w znacznej
mierze odpowiadaj¹ca wy¿szym warstwom poprzednich wieków. Elementy kontynuacji dostrzec mo¿na w ewolucji niemieckiej struktury politycznej w okresie od IX do XII w., to znaczy w narodzinach okrêgów
polityczno-terytorialnych konsoliduj¹cych siê w ramach ksiêstw oraz
w dominacji szlachty. Jej najwy¿sze warstwy wywodzi³y siê co prawda
Popoli e strutture politiche, red. N. Tranfaglia, M. Firpo, Torino 1986, s. 307–338, w szczególnoœci s. 307–317; E. H l a w i t s c h k a, Vom Frankenreich zur Formierung der
europäischen Staaten- und Völkergemeinschaft, 840–1046, Wissenschaftliche Buchgesellschaft, Darmstadt 1985, s. 182–201; J. E h l e r s, Die Entstehung des deutschen
Reiches, München 1994.
10 P. G u i l h i e r m o z, Essai sur l’origine de la noblesse en France au Moyen Âge,
Paris 1902.
11 Niektóre dyskusje, we W³oszech: G. T a b a c c o, Su nobiltà e cavalleria nel medioevo. Un ritorno a Marc Bloch?, „Rivista storica italiana” XCI, 1979, s. 5–25; A. B a r b e r o, L’aristocrazia nella società francese del medioevo, Milano 1987, s. 15–24;
S.M. C o l l a v i n i, Nobiltà e cavalleria nella Francia dei secoli centrali del medioevo:
un problema chiuso? A proposito di due libri recenti, „Società e storia” LV, 15, 1992,
s. 109–137.
12 G. T e l l e n b a c h, Vom karolingischen Reichsadel zum deutschen Reichsfürstenstand, [w:] Adel und Bauern im deutschen Staat des Mittelalters, red. T. Meyer, Leipzig
1943, s. 22–73, oraz [w:] Herrschaft und Staat im Mittelalter, red. H. Kämpfe, Wissenschaftliche Buchgesellschaft, Darmstadt 1956, s. 191–242.
62
E. Igor Mineo
[8]
od karoliñskiej Reichsaristokratie, lecz stopniowo zmierza³y ku regionalizacji. Trwa³y zwi¹zek miêdzy królem i szlacht¹ stanowi³ niæ przewodni¹ ³¹cz¹c¹ ró¿ne fazy tej historii.
Rozszerzenie pola obserwacji pozwoli jeszcze wyraŸniej ukazaæ daleko id¹ce rozbie¿noœci w sposobie widzenia problemu szlachty w historiografii francuskiej i niemieckiej koñca lat trzydziestych XX w. Prace
Tellenbacha nie odzwierciedlaj¹ bowiem wszystkich dróg, którymi pod¹¿a³a nauka niemiecka zajmuj¹c¹ siê tym zagadnieniem.
W tych latach w Niemczech w historii politycznej i prawnej wczesnego i pe³nego œredniowiecza coraz wiêksze uznanie zdobywa³ kierunek
interpretacyjny sk³aniaj¹cy siê ku silnemu podkreœlaniu wyj¹tkowoœci
germañskiego œredniowiecza jako okresu utwierdzania siê struktur politycznych opartych na szlachcie, wyraŸnie odrêbnej od reszty spo³eczeñstwa, ale pozostaj¹cej z nim w g³êbokiej ³¹cznoœci. Ten pr¹d badawczy,
rozwijaj¹cy siê stopniowo w pierwszym dwudziestoleciu XX w., okreœlony zostanie jako neue Lehre w odró¿nieniu od nurtu dominuj¹cego na
prze³omie XIX i XX w. Jego przedstawiciele bronili tezy o ci¹g³oœci arystokracji od najwczeœniejszego œredniowiecza, jeœli nie wrêcz od g³êbokiej staro¿ytnoœci opisanej przez Tacyta, a zatem przeciwstawiali siê
koncepcji nakreœlonej we Francji przez Blocha13. Tellenbach podlega³
tym wp³ywom i jest to wyraŸnie widoczne w jego pracach. W 1943 r.
pisa³ na przyk³ad:
13 Podstawowe teksty to: O.F. v o n D u n g e r n, Adelsherrschaft im Mittelalter,
München 1927 (tak¿e Wissenschaftliche Buchgesellschaft, Darmstadt 1967); E.F. O t t o,
Adel und Freiheit im deutschen Staat des frühen Mittelalter. Studien über nobiles und
Ministerialen, Berlin 1937; T. M a y e r, Die Ausbildung der Grundlagen des modernen
deutschen Staates im hohen Mittelalter, „Historische Zeitschrift” CLIX, 1939, s. 457-487 (t³um. w³. I fondamenti dello Stato moderno, v. I: Dal medioevo all’età moderna,
Bologna 1971, s. 21–49. Trzeba mieæ œwiadomoœæ, ¿e w t³umaczeniu termin Hochmittelalter jest oddawany b³êdnie poprzez „wczesne œredniowiecze”: wyra¿enie niemieckie
nie ma odpowiednika w jêzyku w³oskim [tak¿e i w polskim – przyp. t³um.] i powszechnie
jest t³umaczone jako „stulecia œrodkowe”, to jest obejmuj¹ce okres miêdzy X a XII w.);
W. S c h l e s i n g e r, Die Entstehung der Landesherrschaft. Untersuchungen vorwiegend
nach mittelalterlichen Quellen, Dresden 1941 (tak¿e Wissenschaftliche Buchgesellschaft,
Darmstadt 1976); H. D a n n e n b a u e r, Adel, Burg und Herrschaft bei den Germanen,
„Historisches Jahrbuch” LXI, 1941, s. 1–50, oraz [w:] Herrschaft und Staat..., s. 60-134. Podstawowe omówienie dyskusji w G. T a b a c c o, La dissoluzione medievale
dello stato nella recente storiografia, „Studi medievali” III, 1960, s. 397–446, oraz
[w:] ten¿e, Sperimentazioni..., s. 279–296; F. I r s i g l e r, Untersuchungen zur Geschichte
des frühfränkischen Adels, Bonn 1969, s. 39–66; F. G r a u s, Verfassungsgeschichte
des Mittelalters, „Historische Zeitschrift” CCXLIII, 1986, s. 529–589, w szczególnoœci
s. 552–573.
Szlachta œredniowieczna w historiografii
[9]
63
Nie mo¿na zatem zaprzeczyæ, ¿e pojawienie siê postaci ksiêcia Rzeszy (Reichsfürstenbegrif) poprzedzone by³o stopniow¹ ewolucj¹ [...]. Uznajemy teraz, ¿e od epoki karoliñskiej w królestwie istnia³a zawsze wy¿sza warstwa szlachecka: po pierwsze karoliñska arystokracja cesarstwa (die karolingische Reichsaristokratie), nastêpnie
ksi¹¿êta szczepowi najwczeœniejszego królestwa niemieckiego, w systemie ottoñskim
grupa ksi¹¿¹t i tych, którzy byli równi ksi¹¿êtom, i wreszcie, wywodz¹ca siê od tych
ostatnich, warstwa ksi¹¿¹t Rzeszy (Reichsfürstenstand)14.
W 1939 r. podkreœla³ istnienie innego elementu kontynuacji: ci¹g³oœci miêdzy Reichsaristokratie IX w. i si³ami dominuj¹cymi w epoce poprzedzaj¹cej narodziny cesarstwa karoliñskiego:
Ludzie, których zaliczamy do grona arystokracji cesarstwa, byli bez wyj¹tku znakomitego pochodzenia [...]. Nierzadko wywodzili siê z rodzin od kilku pokoleñ ciesz¹cych siê autorytetem, które wydawa³y siê byæ bardziej szlachetne od innych (als
adliger erschienen als die übrigen)15.
W istocie, aby zrozumieæ stanowisko Tellenbacha, nale¿y rozpatrywaæ je w œciœle okreœlonym kontekœcie. Pozwoli to unikn¹æ interpretowania pogl¹dów tego historyka (zw³aszcza z pocz¹tkowego okresu
dzia³alnoœci przypadaj¹cego na lata trzydzieste i czterdzieste XX w.) w odniesieniu do jego raczej spóŸnionego sukcesu jako badacza, a przede
wszystkim jako organizatora i mistrza. G³ówna niemiecka szko³a mediewistyczna drugiej po³owy XX w. wynosi³a na piedesta³ osobê swego
za³o¿yciela jako historyka szlachty, a on sam – szczególnie w ostatnim
okresie – uwiarygodnia³ ten obraz16. Byæ mo¿e to w³aœnie utrudnia³o
dostrze¿enie Ÿróde³, z których czerpa³ inspiracje do swych pierwszych,
decyduj¹cych badañ. Jak widzieliœmy, nie wpisywa³y siê one dok³adnie
w nurt Adelsforschung. Droga, która doprowadzi³a Tellenbacha do zajêcia siê problemem szlachty, wiod³a poprzez studia nad zagadnieniem
kszta³towania siê Rzeszy. Bardziej interesowa³ go zwi¹zany z królem
w¹ski kr¹g mo¿nych i ich losy, mniej zaœ grupy Landesadel, rozproszone na rozleg³ych obszarach cesarstwa, a póŸniej królestwa Franków
wschodnich. Tellenbach postrzega³ szlachtê w jej relacji do królestwa.
By³a to wiêc w jego rozumieniu – przede wszystkim w epoce karoliñ14
G. T e l l e n b a c h, Vom karolingischen..., s. 236.
Ten¿e, Königtum und Stämme..., s. 236.
16 Ograniczê siê do przywo³ania pracy G. T e l l e n b a c h a, Zur Erforschung des
mittelalterlichen Adels (9.–12. Jahrhundert), [w:] XIIe Congrès International des sciences
historiques (Wien, 29 VIII–5 IX 1965), Rapports I, Wien 1965, s. 318–337; ten¿e, Die Germanen und das Abendland bis zum Beginn des 13. Jahrhunderts, [w:] Saeculum Weltgeschichte, t. IV: Die Hochkulturen im Zeichen der Weltreligionen, cz. 2, Freiburg-Basel-Wien 1967, s. 158–401, 651–668; ten¿e, „Mentalität”, [w:] ten¿e, Ausgewählte Abhandlungen und Aufsätze, t. I, Stuttgart 1988, s. 82–104 (praca zosta³a opublikowana w 1974 r.).
15
64
E. Igor Mineo
[10]
skiej – w³aœnie owa Reichsaristokratie, która z bliskoœci z królem i z koligacji z rodzin¹ królewsk¹ czerpa³a si³ê i legitymizacjê17.
W ten sposób, mimo ¿e okolicznoœci sk³ania³y go do doceniania zwi¹zku Adel-Reich-Volk, Tellenbach nawi¹zywa³ do wielowymiarowego obrazu, w którym na danym terytorium wspó³istnia³y ró¿ne typy wspólnot niezale¿nych od królestwa (okreœlonego w³aœnie jako „fern oder gar
fremd”) i od szlachty. Konsekwentnie odrzucaj¹c pokusê organicystycznego widzenia problemu, ukazywa³ szlachtê jako z³o¿on¹ strukturê. Jej
najwy¿sze warstwy nale¿a³y do politycznego Ordnung skupionego na
osobie króla18. Tellenbach nie by³ zainteresowany ani przedstawianiem
w³aœciwego zwi¹zku genealogicznego miêdzy karoliñsk¹ Reichsaristokratie i rodzinami ksi¹¿êcymi X-XII w.19 (broni³ raczej ci¹g³oœci typu
politycznego i funkcjonalnego ni¿ biologicznego), ani poznaniem prawnego aspektu dominacji tej grupy mo¿nych. Ró¿ni³ siê w tym wzglêdzie
od tych przedstawicieli neue Lehre, którzy w³aœnie w latach trzydziestych i czterdziestych podkreœlali rolê szlachty niemieckiej i jej pierwotny prymat, wolny od problemu legitymizacji.
Trzeba zwróciæ na to szczególn¹ uwagê. W Niemczech lat trzydziestych m³ody Tellenbach ze swoim sposobem widzenia Reichsaristokratie wyznacza³, zreszt¹ w sposób ma³o kontrowersyjny, oryginaln¹ drogê
interpretacyjn¹. Próbowa³ wytyczyæ j¹, udowadniaj¹c jako pierwszy u¿ytecznoœæ metody prozopograficznej: Königtum und Stämme zawiera
pierwsz¹ próbê rekonstrukcji prozopografii mo¿nych zwi¹zanych z koron¹ karoliñsk¹20. W Europie krótko po 1945 r. dominowaæ zacz¹³ punkt
widzenia Blocha. Co najmniej do póŸnych lat szeœædziesi¹tych zw³aszcza we Francji, we W³oszech i w Hiszpanii Bloch inspirowa³ nurt badañ
poœwiêconych problemowi narodzin systemu senioralnego i kwestii relacji miêdzy rycerstwem i szlacht¹ dziedziczn¹. Ale sposób widzenia
problemu zaproponowany przez Tellenbacha okaza³ siê tak¿e bardzo
inspiruj¹cy i, jak wydaje siê dzisiaj, bardziej odporny na up³yw czasu.
Praca Brunnera wprowadza nas w odmienny klimat intelektualny.
W odró¿nieniu od pozosta³ych dwóch ksi¹¿ek, Land und Herrschaft
wpisuje siê w program historii regionalnej. Na tym w³aœnie gruncie powsta³a jedna z najambitniejszych prób odnowienia aparatu pojêciowego
historii politycznej i instytucjonalnej.
17
Ten¿e, Vom karolingischen..., s. 196–199 i przyp. 32.
Tam¿e, s. 191–213.
19 Por. M. B o r g o l t e, Sozialgeschichte des Mittelalters. Eine Forschungsbilanz nach
der deutschen Einheit, München 1996, s. 194.
20 G. T e l l e n b a c h, Königtum und Stämme..., s. 41–56.
18
[11]
Szlachta œredniowieczna w historiografii
65
W tym miejscu mo¿liwe jest jedynie skrótowe przedstawienie g³ównych za³o¿eñ, zreszt¹ dobrze znanych, propozycji metodologicznych
Brunnera. Wszystkie zosta³y sformu³owane ju¿ w 1939 r. Wœród nich na
plan pierwszy wysuwa siê krytyka Trennungsdenken, dziewiêtnastowiecznej myœli politycznej i prawnej, która wprowadza³a dychotomiê
w wyobra¿eniach organizmu spo³ecznego, wyodrêbniaj¹c ze „spo³eczeñstwa” sferê polityczno-instytucjonaln¹. Nas interesuj¹ jednak tylko te
elementy myœli Brunnera21, które pomagaj¹ naszkicowaæ t³o intelektualne historiografii niemieckiej zajmuj¹cej siê zagadnieniem szlachty pod
koniec lat trzydziestych. Ówczesne oddzia³ywanie koncepcji Brunnera
stanowi samo w sobie problem badawczy, zw³aszcza jeœli porównamy je
z rol¹, jak¹ odegra³ on, szczególnie po wojnie, w œrodowisku historyków
niemieckich (nie tylko mediewistów). Chronologia wskazuje wyraŸnie,
¿e nie wywar³y one bezpoœredniego wp³ywu przed koñcem wojny. Wszystkie podstawowe prace, z którymi wi¹¿emy zwykle pocz¹tki neue Lehre,
powsta³y wczeœniej (lub równolegle) ni¿ Land und Herrschaft22. Jest
jednak jeszcze inna wa¿na cecha wyró¿niaj¹ca. Brunner poœwiêca³ wiele uwagi póŸnoœredniowiecznym terytorialnym strukturom politycznym
(chodzi o d³ugie póŸne œredniowiecze, które zaczyna³o siê od kryzysu
cesarstwa pod w³adz¹ dynastii Staufów i obejmowa³o znaczn¹ czêœæ
XVI w.). Zainteresowania te nie pokrywa³y siê w najmniejszym stopniu
z tendencjami przewa¿aj¹cymi w nowych badaniach poœwiêconych problematyce szlachty, które koncentrowa³y siê raczej na wczeœniejszych
stuleciach, zamykaj¹cych siê miêdzy wiekiem IX a XIII. Jak wiadomo,
u Brunnera temat szlachty jest, co prawda obszernie, ale tylko zasygnalizowany. Problem centralny stanowi Land i jego wewnêtrzna budowa, czyli struktura polityczna typowa dla dojrza³ego niemieckiego
œredniowiecza23. W³adza szlachty, to jest grupy wyposa¿onej w uprawnienia senioralne, jest po prostu dana, nie bada siê procesu jej powstawania. Przedmiotem analizy jest obiektywna natura tej w³adzy, a nie
podmioty, które w³adzê tê sprawuj¹. Poza tym, nawet jeœli Brunner sam
nie rozwa¿a³ kwestii œredniowiecznej genezy lokalnych struktur w³adzy, to stanowisko jego nie by³o jednak do koñca zgodne z pogl¹dami
21 Problemowe wprowadzenie w tê myœl mo¿na znaleŸæ [w:] P. S c h i e r a,
Introduzione do O. Brunner, Terra e potere..., s. IX-XXXVII; L. S c u c c i m a r r a, La
Begriffsgeschichte e le sue radici intelettuali, „Storica” X, 1998, s. 7–99, w szczególnoœci
s. 21–40; O.G. O e x l e, Sozialgeschichte – Begriffsgeschichte – Wissenschaftsgeschichte.
Anmerkungen zum Werk Otto Brunners, „Vierteljahrschrift für Sozial- und
Wirtschaftsgeschichte” LXXI, 1984, s. 305–341.
22 Zob. przyp. 7.
23 O. B r u n n e r, Terra e potere..., s. 231–330.
66
E. Igor Mineo
[12]
wspó³czesnych mu mediewistów. Na przyk³ad, w jednym z tekstów o podstawowym znaczeniu dla nowego sposobu widzenia tego problemu
w Niemczech Theodor Mayer sformu³owa³ pogl¹d o ca³kowitej autonomii szlachty jako czynnika tworz¹cego niemieck¹ Staatlichkeit, przedstawi³ koncepcjê dualistycznego charakteru owej Staatlichkeit (w³adza
króla i szlachty, w obu przypadkach pierwotna i legalna) i raczej osobistej – przynajmniej u zarania – ni¿ terytorialnej natury w³adzy politycznej. Niemieckie pañstwo jest w swych pocz¹tkach Personenverbandstaat (czyli „pañstwem opartym na sieci zwi¹zków osobistych”), a dopiero
stopniowo, w okresie Hochmittelalter (to znaczy po X w.) staje siê
Flächenstaat (tzn. „pañstwem terytorialnym”)24. Inaczej jest w Land
und Herrschaft – tu z ca³¹ moc¹ potwierdzona zosta³a terytorialna natura w³adzy sprawowanej w Land. Ewentualne stadia „przedterytorialne” w rozwoju w³adzy senioralnej nie by³y brane pod uwagê. Poza tym,
pañstwo terytorialne – senioralne lub ksi¹¿êce – nie by³o pocz¹tkowo
(i byæ mo¿e nie by³o w swej istocie) struktur¹ dualistyczn¹. W³adca terytorialny i stany (lub lepiej – zgodnie z jêzykiem Brunnera – Landleute,
czyli si³y senioralne maj¹ce legalny tytu³ do w³adzy) mog³y bowiem tworzyæ harmonijn¹ wspólnotê, któr¹ spaja³o podporz¹dkowanie prawu terytorialnemu, obiektywnemu i nienaruszalnemu25.
Te cechy wyró¿niaj¹ce okazuj¹ siê szczególnie istotne, jeœli weŸmiemy pod uwagê argumenty sk³aniaj¹ce do wi¹zania Brunnera z mediewistami neue Lehre26. £¹czy³y ich przede wszystkim wspólne cele polemik, wymierzonych w bezpoœrednio poprzedzaj¹c¹ historiografiê 27.
24
T. M a y e r, Die Ausbildung..., w szczególnoœci s. 26–29 (w t³um. w³.); por.
G. T a b a c c o, La dissoluzione..., s. 286–288.
25 Np. O. Brunner, Terra e potere..., s. 321–324. Land mo¿e byæ uznany – wed³ug
Brunnera – za Genossenschaft, to znaczy „stowarzyszenie” w rozumieniu zaproponowanym przez Gierkego, tam¿e, s. 325 n., 606, 624 n.
26 Wœród najbardziej znacz¹cych œwiadectw zainteresowania ze strony mediewistów
niemieckich zob. H. M i t t e i s, Land und Herrschaft. Bemerkungen zu dem gleichnamigen Buch Otto Brunners, „Historische Zeitschrift” CLXIII, 1941, s. 255 n.
27 To znaczy w odniesieniu do koncepcji uznaj¹cej w³adzê szlacheck¹ za delegowan¹
zawsze przez króla, przez wy¿szy porz¹dek publiczny (g³ównym celem ataku by³ w tym
przypadku G. von Below) albo te¿ jako si³ê, która p³ynie z posiadania ziemi (tak zwana
Grundherrschaftliche Theorie, lub – w terminologii w³oskiej – teoria dworska [teoria
curtense]). Zob. szczegó³ow¹ krytykê tez Belowa u O. Brunnera, Terra e potere..., s. 203-223. Trzeba uœciœliæ, ¿e Brunner zaakceptowa³ definicjê „w³adztwa gruntowego”, uznaj¹c j¹ jednak za coœ odmiennego od w³adzy wielkiego posiadacza ziemskiego i charakteryzuj¹c seniora, bez wzglêdu na prawny tytu³ posiadania, jako posiadacza pierwotnego
prawa przymusu, tam¿e, roz. IV (Casa e signoria), a w szczególnoœci s. 333–360. Zob.
uœciœlenia G. T a b a c c o, La dissoluzione..., s. 294–296.
[13]
Szlachta œredniowieczna w historiografii
67
Wspólny by³ im tak¿e pogl¹d o odleg³ych i niemal nieokreœlonych pocz¹tkach
struktur w³adztwa (by³a to co prawda tylko hipoteza, ale przez to nie
mniej znacz¹ca). Najwa¿niejsze okaza³y siê jednak powinowactwa ideologiczne. Nie by³y one zapewne uwarunkowane rozwojem sytuacji politycznej w okresie kryzysu weimarskiego, jednak na pewno zaznaczy³y
siê szczególnie mocno w latach trzydziestych i czterdziestych, w klimacie kulturalnym radykalizuj¹cym siê pod wp³ywem triumfuj¹cego nazizmu. W³aœnie wtedy czêœæ mediewistów zaczê³a bardziej otwarcie
poszukiwaæ prawdziwych korzeni nowego ³adu instytucjonalnego w œredniowiecznym „ludowym” Verfassung. Ze swej strony Brunner chcia³
widzieæ w nadejœciu nazizmu traumatyczn¹ cezurê, dziêki której ludowy niemiecki porz¹dek odradza³ siê po d³ugiej fazie odrzucenia, najpierw wynikaj¹cego z dominacji absolutyzmu, a póŸniej – liberalizmu28.
Te podobieñstwa sprawi³y, ¿e koncepcje Brunnera zosta³y w³¹czone do
zespo³u pogl¹dów przypisywanych historykom neue Lehre. Jak okaza³o
siê póŸniej, to w³aœnie zetkniêcie z teori¹ przedstawion¹ przez Brunnera w Land und Herrschaft przyczyni³o siê do wzmocnienia i ostatecznego sprecyzowania za³o¿eñ programowych tej szko³y29.
28 O Brunnerze i atmosferze tamtych lat zob. L. S c u c c i m a r r a, La Begriffsgeschichte..., s. 29–35; O.G. O e x l e, Sozialgeschichte..., s. 317–321. Przyk³adem jest
zakoñczenie eseju T. M a y e r a z 1939 r., Die Ausbildung..., s. 49 (w t³um. w³.) „Zinstytucjonalizowane pañstwo terytorialne [w jêzyku Mayera jest to pañstwo poœredniowieczne,
przedabsolutystyczne] oznacza³o, i owszem, wielki postêp w technicznym rozwoju
pañstwa, ale wprowadza³o niebezpieczeñstwo rozwoju w pañstwo ksiêcia jako cel sam
w sobie [...], a wraz z tym niebezpieczeñstwo zerwania jednoœci miêdzy ludem
i pañstwem. Tylko nieliczni ksi¹¿êta mieli w³aœciw¹ wiedzê o swych zobowi¹zaniach
i roli wobec ca³ego ludu. Jednak taka instytucja przetrwa³a przez blisko siedem wieków,
póki w naszych czasach nie zrealizowa³a siê najdoskonalsza synteza miêdzy pañstwem
narodowym, rozumianym jako pañstwo zwi¹zków osobistych [Mayer myœli w³aœnie
o œredniowiecznym Personenverbandstaat] i zinstytucjonalizowanym pañstwem terytorialnym, i w ten sposób lud sta³ siê ponownie bezpoœrednim i odpowiedzialnym posiadaczem pañstwa, podmiotem pañstwa, a nie przedmiotem w³adzy, w tym sensie, ¿e
dawne germañskie fundamenty pañstwa, przez d³ugi czas t³umione przez technikê
administracji pañstwowej, odzyskuj¹ znów byt autonomiczny i ponownie staj¹ siê
dominuj¹cymi w pañstwie”.
29 Oto dlaczego Tabacco, streszczaj¹c w 1960 r. rozwój neue Lehre, zaliczy³ do niej
z przekonaniem Brunnera: uczyni³ to nie tyle po to, by podkreœliæ ewentualn¹ bliskoœæ
tematyczn¹, ile przewiduj¹c nieuchronn¹ karierê autora Land und Herrschaft... we
W³oszech, aby ukazaæ, jak z³o¿one implikacje mog¹ mieæ wypowiedzi najbardziej radykalnych mediewistów niemieckich, G. T a b a c c o, La dissoluzione..., s. 294–296. Wyj¹tkowoœæ roli Brunnera zosta³a podkreœlona przez F. G r a u s a, Verfassungsgeschichte...,
s. 566–568.
68
E. Igor Mineo
[14]
Okres powojenny w Niemczech: szko³a fryburska i inni
W latach powojennych w mediewistyce niemieckiej nie dokona³ siê
¿aden zasadniczy zwrot. Przejœciowo zmniejszy³o siê zainteresowanie
wielkimi tematami historii politycznej, a przede wszystkim problemem
œredniowiecznej Rzeszy, który zajmowa³ tak wiele pokoleñ uczonych
(wœród nich, jak widzieliœmy, tak¿e Tellenbacha). Nie uleg³y jednak
zmianie g³ówne kierunki badañ, m.in nad problematyk¹ szlachty30. Ta
ci¹g³oœæ dyskursu historiograficznego31 potwierdza istnienie silnych wiêzi
³¹cz¹cych studia nad w³adz¹ i strukturami instytucjonalnymi pe³nego
œredniowiecza, prowadzone przynajmniej od lat dwudziestych, nawet
pomimo radykalizmu niektórych badaczy, wynikaj¹cego z aprobaty nazizmu. Niæ przewodni¹ stanowi³a wci¹¿ ¿ywa potrzeba nadania tym
strukturom konkretnych kszta³tów i d¹¿enie do definitywnego przezwyciê¿enia abstrakcyjnoœci wielkiej historiografii prawnej Heinricha Brunnera i Georga von Belowa. Dokonany przez Ottona Brunnera wyraŸny
zwrot ku historyzacji, przy jednoczesnym odrzuceniu uwarunkowañ
wynikaj¹cych ze sposobu interpretowania wspó³czesnoœci, odpowiada³
orientacji szeroko rozpowszechnionej w Niemczech (choæ mo¿e nie zawsze równie jasno dostrzeganej). Wydaje siê, ¿e mniej podnios³y sposób
przedstawiania relacji przesz³oœæ-teraŸniejszoœæ przyczyni³ siê do wzmocnienia tego typu historyzacji i umo¿liwi³ stworzenie pola porównañ,
rozszerzonego tak¿e na inne historiografie europejskie. Ci¹g³oœæ tematyczna i metodologiczna w mediewistyce wi¹za³a siê zreszt¹ z przetrwaniem wszystkich nurtów niemieckiej historiografii. Utrzymanie tej ci¹g³oœci by³o mo¿liwe dziêki odrzuceniu, niemal jak obcego cia³a, ca³ego
repertorium pytañ, a przede wszystkim retoryki, uto¿samianych z Volksgeschichte32.
30
T. R e u t e r, Germany in the Early Middle Ages, c. 800–1056, London 1991, s. 12-13, który k³adzie nacisk w³aœnie na odejœcie od dziejów politycznych w powojennej
historiografii niemieckiej (przynajmniej wœród mediewistów).
31 Por. J.B. F r e e d, Reflections on the medieval German nobility, „American Historical Review” XCI, 1986, s. 553–575, w szczególnoœci s. 573–574.
32 Na temat zjawiska kontynuacji w historiografii niemieckiej zob. W. S c h u l z e,
Deutsche Geschichtswissenschaft nach 1945, München 1989; historyk ten formu³uje
jeszcze bardziej radykaln¹ ocenê, wskazuj¹c na bardzo œcis³y zwi¹zek miêdzy Volksgeschichte dziesiêcioleci poprzedzaj¹cych 1945 r. i Sozialgeschichte, o któr¹ walczyli Brunner i Werner Conze, pocz¹wszy od lat piêædziesi¹tych, tam¿e, s. 281–301. O znaczeniu
Volksgeschichte u Brunnera przed 1945 r. zob. definicjê zaczerpniêt¹ z trzeciej edycji
Land und Herrschaft..., cytowan¹ przez W. S c h u l z e g o, Deutsche Geschichtswissenschaft..., s. 290. Por. tak¿e D. C o n t e, La storiografia come scienza sociale storica, [w:]
La storiografia contemporanea. Indirizzi e problemi, red. P. Rossi, Milano 1987, s. 59–86;
[15]
Szlachta œredniowieczna w historiografii
69
Nadal wiêc wszêdzie po trosze dyskutowano o Adel. Bez formalnych
przeszkód rozwija³y siê wczeœniejsze koncepcje, których narodziny przedstawiliœmy w poprzednim rozdziale. Z jednej strony zwolennicy tezy o ci¹g³oœci szlachty niemieckiej i historycznej realnoœci przedkaroliñskiego
Uradel starali siê uzasadniæ swój punkt widzenia. W pierwszych latach
powojennych widomym œwiadectwem trwania kierunków badawczych
lat trzydziestych i czterdziestych by³ wp³yw, jaki wywierali sêdziwi ju¿
mistrzowie (jak Heinrich Mitteis), a przede wszystkim aktywnoœæ dwóch
g³ównych przedstawicieli neue Lehre: Theodora Mayera i Waltera Schlesingera. W³aœnie po wojnie opublikowali oni niektóre ze swych najwa¿niejszych programowych prac33. Tym samym torem bieg³y tak¿e badania niektórych spoœród najwiêkszych historyków nowej generacji, wœród
nich przede wszystkim Karla Bosla. Od lat piêædziesi¹tych do siedemdziesi¹tych Bosl nie wprowadzi³ co prawda zasadniczych innowacji interpretacyjnych, uzupe³ni³ jednak i sprecyzowa³ spójn¹ teoriê odczytania œredniowiecza niemieckiego i europejskiego. Niektóre spoœród jego
licznych szkiców o charakterze programowym34 zawieraj¹ stwierdzenia
odnosz¹ce siê do problemu ci¹g³oœci arystokracji, nawi¹zuj¹ce do radykalnych tez sformu³owanych m.in. przez Heinricha Dannenbauera.
Wœród niezliczonych tyrad, charakterystycznych dla stylu Bosla, jeden
fragment, zamieszczony w eseju z 1962 r., wymaga komentarza:
Szlachta i królestwo rozwijaj¹ siê równolegle, ale szlachta istnieje wczeœniej ni¿ królestwo. Kultura germañsko-niemiecka tak u swych pocz¹tków, jak i w œredniowieK. S c h r e i n e r, Wissenschaft von der Geschichte des Mittelalters nach 1945.
Kontinuitäten und Diskontinuitäten der Mittelaltersforschung im geteilten Deutschland,
[w:] Deutsche Geschichtswissenschaft nach dem Zweiten Weltkrieg (1945–1965), red.
E. Schulin, München 1989, s. 87–146, w szczególnoœci s. 118–123.
33 Wœród prac H. M i t t e i s a znacz¹ca jest Formen der Adelsherrschaft im Mittelalter, [w:] ten¿e, Die Rechtsidee in der Geschichte, Böhlau-Weimar 1957, s. 636–668 (studium ukaza³o siê po raz pierwszy w 1951 r.). Co do Schlesingera i Mayera ograniczê siê
do przypomnienia tylko dwóch wa¿nych prac: W. S c h l e s i n g e r, Herrschaft und Gefolgschaft in der germanisch-deutschen Verfassungsgeschichte, „Historische Zeitschrift”
CLXXVI, 1953, s. 225–275; T. M a y e r, Die Königsfreien und der Staat des Frühen
Mittelalters, [w:] Das Problem der Freiheit in der deutschen und schweizerischen Geschichte, Lindau-Konstanz 1955 (Vorträge und Forschungen, 2), s. 7–56.
34 Wiele z nich zosta³o zebranych w: K. B o s l, Frühformen der Gesellschaft im mittelalterlichen Europa: ausgewählte Beiträge zu einer Strukturanalyse der mittelalterlichen Welt, München-Wien 1964. Na temat Frühformen... zob. rec. G. T a b a c c o
w „Rivista storica italiana” LXXVII, 1965, s. 711–719; por. K. S c h r e i n e r, Wissenschaft..., s. 129–132. Znacznie póŸniej Bosl przedstawi³ organiczn¹ syntezê swojej wizji
struktur spo³ecznych œredniowiecza europejskiego, zob. ten¿e, Die Grundlagen der
modernen Gesellschaft im Mittelalter. Eine deutsche Gesellschaftsgeschichte des Mittelalters, t. I-II, Stuttgart 1972.
70
E. Igor Mineo
[16]
czu jest kultur¹ arystokratyczn¹. Nie jest to, w istocie, specyfik¹ germañsk¹, jako
¿e tak¿e wœród Greków, Rzymian, Celtów i S³owian szlachta jest Ÿród³em wy¿szej
kultury. Szlachta dzier¿y w³adzê ekonomiczn¹ i polityczn¹, i jest bohaterk¹ epoki
heroicznej ludu. [...] Arystokracja wraz z w³adz¹ królewsk¹ na szczycie („eine Aristokratie mit monarchischer Spitze”) stanowi³a tak pañstwo wêdrownych Germanów, jak i pañstwo œredniowieczne. Szlachta i jej klientele by³a czynnikiem sprawczym epoki wêdrówki ludów, ale tak¿e najwa¿niejszym aktorem œredniowiecza, nawet
jeœli niektórzy spoœród królów mogli niekiedy zepchn¹æ j¹ w cieñ. Szlachta i w³adza
szlachecka by³y sta³¹ absolutn¹ („die kontinuierlichste Konstante”) ¿ycia spo³ecznego i pañstwowego od zarania a¿ do pocz¹tków nowoczesnoœci35.
Bosl wyszed³ od dualistycznego kryterium Mayera, podkreœlaj¹cego
pierwotn¹ autonomiê szlachty, by ostatecznie potwierdziæ tê koncepcjê.
Z tej racji wiele uwagi poœwiêca³ problemowi wolnoœci. Tematyka ta by³a
wa¿na równie¿ dla Mayera (i tak¿e dla Dannenbauera) i zajmowa³a centralne miejsce w ca³ym tym okresie. W póŸniejszych latach powojennych pod wp³ywem koncepcji Mayera-Bosla kszta³towa³a siê skrajna
teoria, zgodnie z któr¹ w epoce karoliñskiej, ale prawdopodobnie tak¿e
wczeœniej, przestrzeñ prawna wolnoœci by³a ograniczona jedynie do
szlachty i do tak zwanych „wolnych królewskich” (Königsfreien). Obejmowa³a wiêc tylko tych, którzy cieszyli siê szerszym zakresem wolnoœci, przenikaj¹cej siê z w³adz¹, i którzy wolni byli jedynie dlatego, ¿e
pozostawali pod opiek¹ króla36. W interpretacji Bosla, wraz ze s³abniêciem w³adzy królewskiej ci ostatni popadali stopniowo w nowy stan niewoli. W ten sposób kszta³towa³a siê przestrzeñ spo³eczna z³o¿ona z unfreien – freien, od których pochodzi³y wszystkie grupy spo³eczne pe³nego
œredniowiecza (z wy³¹czeniem szlachty)37. Od nich wywodziæ siê mia³o
tak¿e zjawisko w szczególny sposób zaprz¹taj¹ce historiograficzn¹ myœl
niemieck¹, to jest ministeria³owie – rycerze, szlachetni, ale nie wolni,
którzy zaludniali ksiêstwa niemieckie pe³nego i póŸnego œredniowiecza38.
35
K. B o s l, Die germanische Kontinuität im deutschen Mittelalter (wyd. 1, 1962),
[w:] ten¿e, Frühformen..., s. 94.
36 Wœród prze³omowych prac ograniczê siê tylko do przywo³ania: T. M a y e r, Königtum und Gemeinfreiheit im frühen Mittelalter, „Deutsches Archiv” VI, 1943, s. 329-362; ten¿e, Die Königsfreien...; K. Bosl, Freiheit und Unfreiheit. Zur Entwicklung der
Untersuchungen in Deutschland und Frankreich (wyd. 1, 1957), [w:] ten¿e, Frühformen..., s. 180–203. Por. te¿ G. T a b a c c o, Sulla protezione politica della libertà nell’alto
medioevo, „Studi medievali” V, 1964, s. 723–739.
37 K. B o s l, Freiheit..., w szczególnoœci s. 191.
38 Nieprzypadkowo koncepcje dotycz¹ce ministeria³ów by³y jedn¹ z najmocniejszych
stron Bosla: zob. ten¿e, Die Reichsministerialität der Salier und Staufer: ein Beitrag
zur Geschichte des hochmittelalterlichen deutschen Volkes, Staates und Reiches, t. I-II,
Stuttgart 1950–1951 i, ostatnio, B. A r n o l d, German Knighthood 1050–1300, Oxford
1985.
[17]
Szlachta œredniowieczna w historiografii
71
W ten sposób umocni³o siê przekonanie, ¿e tam, gdzie nie by³o niewoli
lub ograniczonej wolnoœci (jak w przypadku Königsfreien), tam pod
wzglêdem spo³ecznym i prawnym mamy do czynienia ze szlacht¹. Ukaza³ siê œwiat pierwotny i archaiczny, który dopiero d³ugo po roku 1000
zacz¹³ przybieraæ bardziej zró¿nicowane formy, zachowuj¹c jednak niektóre decyduj¹ce rysy pierwotnego porz¹dku.
Nowatorstwo Bosla widoczne jest jedynie na poziomie organizowania dyskursu, to znaczy w rozszerzeniu pola obserwacji poza Niemcy.
Pozwoli³o to zmieniæ sposób postrzegania niemieckiej odrêbnoœci, Nie
neguj¹c istnienia tej specyfiki, Bosl za oœ porz¹dkuj¹c¹ ca³¹ historiê
europejsk¹ uzna³ zasadê dominacji arystokracji39, a tym samym os³abi³
nieco znaczenie niemieckiej wyj¹tkowoœci. Nowoœci¹ by³o tak¿e diachroniczne rozszerzenie perspektywy, do czego sk³oni³o Bosla, jak jeszcze
zobaczymy, spotkanie z tezami Brunnera.
W tych samych latach Tellenbach pod¹¿a³ innymi drogami, pozornie
odleg³ymi od g³ównych kierunków dyskusji. Na pocz¹tku lat piêædziesi¹tych we Fryburgu zainicjowa³ szeroko zakrojony program szczegó³owych rekonstrukcji prozopograficznych (tzw. Personenforschung), których przedmiotem by³a wy¿sza arystokracja karoliñska i pokaroliñska.
Do wspó³pracy przy realizacji tego projektu zaprosi³ zespó³ uczniów, który
w krótkim czasie skupi³ siê wokó³ niego. Prze³omowe znaczenie mia³y
lata 1956 i 1959. Ukaza³y siê wówczas pierwsze studia monograficzne
dotycz¹ce rodów arystokratycznych epoki zamykaj¹cej siê miêdzy czasami cesarstwa i okresem früdeutsch, przygotowane pod kierunkiem
i nadzorem mistrza40. Sam Tellenbach zechcia³ przedstawiæ (rzecz to dla
39
Wraz ze studiami zebranymi w K. B o s l, Frühformen...; ten¿e, Der „aristokratischer Charakter” europäischer Staats- und Sozialentwicklung. Prolegomena zu einer
allgemeinen Verfassungsgeschichte, „Historisches Jahrbuch” LXXIV, 1954, s. 631–641;
ten¿e, Leitbilder und Wertvorstellung des Adels von der Merowingerzeit bis zur Höhe
der feudalen Gesellschaft, München 1974.
40 Chodzi o Kritische Studien zur großfränkischen und alemannischen Adelsgeschichte, „Zeitschrift für Württembergische Landesgeschichte” XV, 1956, s. 169–190 (we wspó³pracy z J. Fleckensteinem i K. Schmidem) i przede wszystkim o Studien und Vorarbeiten zur Geschichte der großfränkischen und frühdeutschen Adels, Freiburg i. B. 1957
(„Forschungen zur oberrheinischen Landesgeschichte” IV); homogeniczny zbiór, który
spajaj¹ nieschematyczne wprowadzenie Tellenbacha oraz w¹tek ³¹cz¹cy prace jego wspó³pracowników, przysz³ych g³ównych bohaterów niemieckiej mediewistyki (poza Fleckensteinem i Schmidem, F. Vollmer i J. Wollasch). Podjête tu zosta³y wszystkie g³ówne
tematy wa¿ne dla grupy fryburskiej przez przynajmniej 25 lat: definicja arystokracji
karoliñskiej (ze studium samego Tellenbacha na temat osiedlenia mo¿nych pochodzenia frankijskiego we W³oszech), relacje miêdzy szlacht¹ i fundacjami klasztornymi,
badania nad pocz¹tkami niektórych spoœród wielkich rodów (w tym przypadku Welfów
i Etychonidów).
72
E. Igor Mineo
[18]
niego niezwyk³a) kilka wa¿nych, chocia¿ krótkich, uœciœleñ programowych41. Pierwszy (wraz z Josefem Fleckensteinem) spoœród uczniów, Karl
Schmid, wyda³ dwa studia, które w znacz¹cy sposób ukierunkowa³y
dalsz¹ dyskusjê42. U schy³ku lat piêædziesi¹tych tak zwana „szko³a fryburska” by³a ju¿ w gruncie rzeczy w pe³ni ukszta³towana43.
Wykorzystanie specyficznych Ÿróde³ liturgicznych (libri memoriales
i nekrologi) jako podstawy do poznania prozopografii arystokracji karoliñskiej wymaga³o du¿ej wytrwa³oœci i stosowania coraz bardziej wyrafinowanych technik. Nie³atwa by³a identyfikacja osób i powi¹zañ rodzinnych w epoce, w której przewa¿a³a praktyka onomastyczna
Einnamigkeit, to znaczy u¿ywania tylko imienia bez patronimików lub
innych okreœleñ. Tellenbach dostrzega³ ten problem. Prawie nigdy nie
mo¿na przewidzieæ granic grup rodzinnych i pozycji jednostek44, a to
oznacza³o, ¿e ka¿da identyfikacja dokonywana przede wszystkim w oparciu o subteln¹ analizê Leitnamen, to jest weryfikacji regularnoœci stosowania okreœlonych imion, by³a w mniejszym lub wiêkszym stopniu niepewna. Szczególnie Schmid, zajmuj¹cy siê w³aœnie tymi zagadnieniami
od pierwszych lat, odgrywa³ tu decyduj¹c¹ rolê. W pracach z 1957 i 1959 r.
czerpa³ inspiracjê z nauk Tellenbacha, ale rozszerza³ je i w czêœci przekszta³ca³ ich za³o¿enia. Niezmieniona pozosta³a perspektywa Reichsaristokratie oraz koncepcja, zgodnie z któr¹ w³adza królewska odgrywa³a decyduj¹c¹ rolê w wy³anianiu elity mo¿now³adczej oraz w trwa³oœci
znaczenia politycznego jednostek i grup krewniaczych. Skoro zatem
Königsnähe by³a czynnikiem determinuj¹cym wysok¹ pozycjê, to okreœlenie stopnia tej bliskoœci umo¿liwia³o stworzenie charakterystyki Adel.
41
G. T e l l e n b a c h, Zur Bedeutung der Personenforschung für die Erkenntnis des
früheren Mittelalters, Freiburg 1957.
42 K. S c h m i d, Zur Problematik von Familie, Sippe und Geschlecht, Haus und Dynastie beim mittelalterlichen Adel, „Zeitschrift für Geschichte des Oberrheins” CV, 1957,
s. 1–62 (tak¿e [w:] ten¿e, Gebetsgedenken und adliges Selbstverständnis im Mittelalter.
Ausgewählte Beiträge, Sigmaringen 1983, s. 183–244); ten¿e, Über die Struktur des Adels
im früheren Mittelalter, „Jahrbuch für fränkische Landesforschung” XIX, 1959, s. 1-23 (tak¿e [w:] ten¿e, Gebetsgedenken..., s. 245–267). O pracach Schmida zob. analityczny zarys P. G u g l i e m o t t i, Esperienze di ricerca e problemi di metodo negli studi
di Karl Schmid sulla nobiltà medievale, „Annali dell’Istituto Storico Italo-Germanico
in Trento” XIII, 1987, s. 209–269; poza tym O.G. O e x l e, Gruppen in der Gesellschaft.
Das wissenschaftliche Œuvre von Karl Schmid (24.IX.1923–14.XI.1993), „Frühmittelalterliche Studien” XXVIII, 1994, s. 410–423.
43 O „Freiburger Arbeitskreis”, jak okreœli³ tê grupê Tellenbach na pocz¹tku lat
piêædziesi¹tych, zob. wspomnienie K. S c h m i d a, Der „Freiburger Arbeitskreis”. Gerd
Tellenbach zum 70. Geburtstag, „Zeitschrift für Geschichte des Oberrheins” CXXII, 1974,
s. 331–347; i M. Borgolte, Sozialgeschichte..., s. 190–203.
44 G. T e l l e n b a c h, Zur Bedeutung..., s. 19–20.
[19]
Szlachta œredniowieczna w historiografii
73
A raczej tego Adel, który mo¿e byæ historycznie uchwytny. A¿ do czasu
ukszta³towania siê „ksiêstw szczepowych” grupê tê tworzyli tylko ci,
którzy nale¿eli do otoczenia króla. Sk³ada³a siê ona z jednostek z regu³y
niestabilnych, pomimo wystêpowania przeciwnej, oczywistej, tendencji
do „blutmäßige Kontinuität”45.
Myœl¹c o epoce, która obejmuje okres od podzia³u cesarstwa karoliñskiego po umocnienie siê Ottonów, Schmid stwierdza jasno, ¿e:
tak jak istnienie królestwa, w procesie ci¹g³ej zmiany, wydawa³o siê zabezpieczone
przez ciesz¹c¹ siê szacunkiem koronê, tak równie¿ wobec królów, stwarzaj¹cych za
ka¿dym razem nowych mo¿nych, wydawa³a siê zagwarantowana ci¹g³oœæ szlachty,
która razem z królem rz¹dzi³a królestwem, to jest ci¹g³oœæ arystokracji cesarstwa
(Reichsaristokratie)46.
Zatem owa Reichsaristokratie mia³a charakter œciœle polityczny,
a uczestnicy polityki nastêpowali po sobie zgodnie z zasadami, które niekiedy wymagaj¹ wyjaœnienia.
W³aœnie formy i warunki istnienia arystokracji interesowa³y Schmida najbardziej. Rozwin¹³ on analizê prozopograficzn¹, a jednoczeœnie
stara³ siê zrozumieæ, czym by³y owe zbiorowe podmioty, ukazuj¹ce siê
dziêki tej analizie. Wychodz¹c od rozwa¿ania jednej z wielkich intuicji
Tellenbacha (koncepcja Verherrschaftlichung, odnosz¹ca siê do procesów terytorializacji i budowania w³adztw przez arystokracjê pokaroliñsk¹47), Bosl stwierdzi³, ¿e niemo¿liwe jest postrzeganie rodzin szlacheckich w jeden tylko sposób. Grupy krewniacze zmienia³y charakter, tak¿e
w sposób zasadniczy, w zwi¹zku z przemianami sytuacji politycznej i ró¿nicowaniem siê ich lokalnych ról. Œciœle mówi¹c, karoliñskie œrodowisko Reichsaristokratie sk³ada³o siê w istocie z grup pozostaj¹cych z terytorium poddanym ich w³adzy w relacji nierodz¹cej poczucia identyfikacji.
Wynika³o to z zasadniczo ponadregionalnego zakresu dzia³alnoœci politycznej tych grup. Rozproszenie dóbr ziemskich i w znacznej mierze
„wêdrowny” charakter zadañ wype³nianych przez mo¿nych pozostaj¹cych w s³u¿bie królewskiej w oczywisty sposób nie mog¹ byæ uwa¿ane
za czynniki stabilizacji. Chocia¿ wywód Schmida jest bardzo z³o¿ony
i unika prawie zawsze definitywnych s¹dów, mo¿na w nim wskazaæ dwa
charakterystyczne elementy: podejrzliwoœæ wobec badañ genealogicznych samych w sobie i uznawanie za historycznie znacz¹ce – przynajmniej w odniesieniu do krêgu spo³ecznego sprawuj¹cego supremacjê
45
K. S c h m i d, Über die Struktur..., s. 20 (Gebetsgedenken..., s. 264).
Tam¿e, s. 22 (Gebetsgedenken..., s. 266).
47 G. T e l l e n b a c h, Vom karolingischen..., s. 224–230; ten¿e, Zur Bedeutung...,
s. 20; ten¿e, Zur Erforschung..., s. 324–326.
46
74
E. Igor Mineo
[20]
polityczn¹ – tych struktur rodzinnych, w których pojawia siê poczucie
wiêzi pokrewieñstwa i zaczyna siê proces samoidentyfikacji. Z tymi
wskazówkami metodologicznymi wi¹¿e siê konkretna propozycja interpretacyjna dotycz¹ca losów Adel miêdzy epok¹ karoliñsk¹ i XII w. Koleje losów tej grupy mia³yby byæ naznaczone przez g³êbok¹ zmianê kszta³tu
rodzin arystokratycznych, pokrywaj¹c¹ siê z kryzysem „pañstwa” karoliñskiego. Zjawiska terytorializacji w³adzy senioralnej, ukazane przez
Tellenbacha, przyczyniæ siê mia³y do powstania nowej zasady agnatycznej. Zasada ta warunkowa³a pojawienie siê w ramach rodów samoœwiadomoœci nowego typu. Jak zaznaczy³em, Schmid nie wprowadza³ wyraŸnych cezur. W poszczególnych przypadkach wœród arystokracji VIII–X w.
mog¹ znaleŸæ siê zarówno przyk³ady Geschlechter (rodów patrylinearnych), jak i Sippen (grup krewniaczych obustronnych)48. Ale od XI w.,
kiedy potomkowie w linii mêskiej zaczynaj¹ ³¹czyæ swe imiê z zamkiem
lub innymi dobrami dziedzicznymi (jak podlegaj¹ce terytorializacji
urzêdy publiczne), patrylinearna zasada dynastyczna utrwala siê nieodwo³alnie.
W dyskusji koncepcje Schmida czêsto traktowane s¹ zbyt powierzchownie. Oceniaj¹c je, nie nale¿y doszukiwaæ siê w nich nieobecnej tam
chêci zerwania z niemieck¹ tradycj¹. Jak wykaza³ John Freed, w rozwa¿aniach Schmida przemiana struktur krewniaczych, dokonuj¹ca siê
miêdzy X i XI w., nie oznacza, ¿e Adel nie istnia³ przed rokiem 100049.
Jak sugeruje Paola Gugliemotti50, przewaga problematyki zwi¹zanej
z samoœwiadomoœci¹ w sposób oczywisty kieruje spojrzenie w stronê w¹skiej elity wy¿szej szlachty. Wspólnoty zdolne do stworzenia w³asnej œwiadomoœci stanowi³y intryguj¹cy temat ca³ej tradycji historiograficznej.
Szlachty tej nie mo¿na wyodrêbniæ za pomoc¹ innych cech (np. granic
prawnych). Jeœli jednak za punkt wyjœcia uzna siê zjawisko kulturowe,
mo¿na postrzegaæ szlachtê jako samodzielny byt, a nie w jej interakcji
48 Tylko jeden przyk³ad: koligacje zawi¹zane wokó³ osoby Hildegardy, drugiej ¿ony
Karola Wielkiego, w postaci zarejestrowanej przez Ÿród³a (Thegana, biografa Ludwika
Pobo¿nego i Eginarda) ukazuj¹ sposób postrzegania zasady dziedziczenia w linii mêskiej
wœród ksi¹¿¹t alamañskich, od których wywodzi³a siê Hildegarda, jak równie¿ decyduj¹c¹
rolê powinowactw nawi¹zanych poprzez liniê ¿eñsk¹: faktycznie ksi¹¿êce pochodzenie
Hildegarda zawdziêcza³a matce (jej matka Immina wywodzi³a siê od ksiêcia Gottfryda);
poza tym ani Thegan, ani Eginard nie wspominaj¹ ojca Hildegardy, ksiêcia Gerolda;
zob. K. S c h m i d, Zur Problematik..., s. 9–13; K. B o s l, Die Grundlagen..., s. 114–115;
K. L e y s e r, The German aristocracy from the ninth to the early twelth century. A historical and cultural sketch, „Past and Present” XLI, 1968, s. 25–53 (tak¿e [w:] ten¿e,
Medieval Germany and Its Neighbours, 900–1250, s. 161–189, w szczególnoœci s. 171).
49 J.B. F r e e d, Reflections..., s. 561.
50 P. G u g l i e m o t t i, Esperienze..., s. 269.
[21]
Szlachta œredniowieczna w historiografii
75
z reszt¹ spo³eczeñstwa. Wszystko to wskazuje, ¿e w niemieckim sposobie mówienia o problemie szlachty, w tym tak¿e na kartach prac Schmida, przetrwa³ tradycyjny podnios³y ton. Schmid wprowadzi³ jednak do
niemieckiej debaty elementy silnie j¹ zaostrzaj¹ce. Zgodnie z jego koncepcj¹ (mimo wszystkich zastrze¿eñ), po X w. grupy sprawuj¹ce w³adzê
zyskuj¹ kszta³t i znaczenie ca³kowicie odmienne od tych, jakie mia³a
arystokracja epoki karoliñskiej. Do wniosków tych doszed³ poprzez argumentacjê i procedurê dowodow¹, stoj¹ce w sprzecznoœci z ogólnie przyjêtymi zasadami i bez odwo³ania siê do wczeœniej ustalonych stanowisk.
Oczywisty jest dystans dziel¹cy go od zwyczajowej retoryki rozwa¿añ
historiograficznych dotycz¹cych Adel (podczas gdy w tych samych latach Karl Bosl, by wymieniæ tylko jedno nazwisko, zajmowa³ siê odnawianiem i rozszerzaniem w³aœnie tej retoryki).
Nie ulega jednak w¹tpliwoœci, ¿e w czasie gdy Schmid pisa³ swoje
g³ówne prace, horyzont jego interlokutorów zamyka³ siê w granicach
wyznaczonych przez miejscow¹ tradycjê historiograficzn¹ – tê sam¹,
któr¹ Schmid próbowa³ podwa¿yæ. Jego g³ówne prace zosta³y opublikowane na ³amach dwóch czasopism poœwiêconych Landesgeschichte, które
– jakkolwiek powa¿ne – mia³y zasiêg prawie wy³¹cznie niemiecki. Przypisy zaœ generalnie nie wskazuj¹ na jakiekolwiek zainteresowanie historiografi¹ francusk¹51. Pomimo to, Schmid nawi¹za³ kontakt z ca³¹ historiografi¹ europejsk¹. Pod¹¿aj¹c drog¹ w pe³ni wpisuj¹c¹ siê w badania
niemieckie, a zw³aszcza w nurt prac analitycznych rozwijanych w Fryburgu, Schmid doszed³ do rezultatów, które wydawa³y siê bliskie koncepcjom interpretacyjnym Blocha, ugruntowanym na pocz¹tku lat piêædziesi¹tych przez Georges’a Duby’ego. Jak jeszcze zobaczymy w dalszej
czêœci rozwa¿añ, zbie¿noœæ, przede wszystkim z pogl¹dami drugiego z wymienionych badaczy, widoczna jest w ocenie procesu budowy w³adztw
i w interpretacji przemian zasad kszta³towania wiêzi pokrewieñstwa
zwi¹zanych z tym procesem. Podobieñstwo to mia³o charakter obiektywny, narodzi³o siê w œrodowiskach i tradycjach a¿ do tego momentu
raczej rzadko kontaktuj¹cych siê ze sob¹ i zadzia³a³o jako utrwalacz dróg
interpretacji wytyczonych przez Blocha. A w³aœnie pod koniec lat piêædziesi¹tych jego koncepcje zaczê³y byæ, jak siê przekonamy ni¿ej, brutalnie kwestionowane.
51 Ograniczony i specyficzny charakter maj¹ dwa odwo³ania zawarte w pracy
K. S c h m i d a, Über die Struktur..., s. 22–23, odpowiednio do podstawowej ksi¹¿ki
J. D h o n d t a, Études sur la naissance des principautés territoriales en France (IXe-Xe
siècles), Brugge 1948 i do artyku³u J.F. L e m a r i g n i e r a, Les fidèles du roi de France,
936–987, [w:] Recueil de travaux offert à M. Clovis Brunel, Paris 1955, s. 138–162.
76
E. Igor Mineo
[22]
W 1965 r. na XII Kongresie nauk historycznych, a wiêc w oficjalnych
okolicznoœciach, Tellenbach podsumowywa³ badania nad szlacht¹ wczesnego i pe³nego œredniowiecza52. Przedstawi³, rzecz jasna, punkty, co do
których historycy byli zgodni i, co by³o dlañ charakterystyczne, pomin¹³ rozbie¿noœci. W jego ujêciu ró¿ne stanowiska, od Blocha po Dannenbauera, Schlesingera i Bosla oraz jego szko³ê, zdawa³y siê tworzyæ
spójny obraz: tylko Brunnera przezornie pozostawi³ z boku (jako ¿e nie
by³ on, œciœle rzecz bior¹c, specjalist¹ od wczesnego œredniowiecza). Ale
formalnie wyra¿ana zgodnoœæ co do idei ci¹g³oœci szlachty i wzglêdnej
autonomii jej w³adzy senioralnej wydaje siê traciæ znaczenie. Nie istnieje ci¹g³oœæ biologiczna, szlachta jest uwarstwion¹ grup¹ podlegaj¹c¹ zjawisku Fluktuation, która a¿ do XII w. zmierza ku formalizacji prawnej.
Nie utrwala siê jednak wœród niej w³aœciwa zasada dziedzicznoœci.
Stanowisko to nie odzwierciedla jednak w pe³ni stanu niemieckich
badañ. Od lat szeœædziesi¹tych do osiemdziesi¹tych Adel pozostawa³
znacz¹cym has³em. Œwiadectwem tego by³a tocz¹ca siê nadal zaciek³a
dyskusja dotycz¹ca szlachty merowiñskiej. Podejmowano nieustannie
wysi³ki maj¹ce na celu wzmocnienie historiograficznej koncepcji ci¹g³oœci miêdzy szlacht¹ epoki merowiñskiej i karoliñskiej. Na przyk³ad,
w 1976 r. ukaza³o siê studium o warstwach rz¹dz¹cych w epoce merowiñskiej m³odej autorki Heike Grahn-Hoek. Nie pisa³a ona o Adel, ale
o Oberschicht, twierdz¹c rozs¹dnie, ¿e Ÿród³a normatywne i literackie
nie pozwalaj¹ mówiæ o szlachcie z urodzenia. Kilka lat póŸniej pojawi³a
siê praca Franza Irsiglera, który by³ dok³adnie przeciwnego zdania53.
Ksi¹¿ka dotknê³a czu³ego punktu i wywo³a³a gor¹c¹ dyskusjê, niemal
w ca³oœci nastawion¹ na kwestionowanie propozycji Grahn-Hoek. Co ciekawe, w czêœci tych polemik krytyka polega³a nie tyle na odmiennej
interpretacji Ÿróde³, ile na zastrze¿eniach metodologicznych nowego
typu. Wed³ug Schreinera nale¿a³o pos³ugiwaæ siê koncepcj¹ Adel w³aœciw¹ dla Ÿróde³ z VI w., a wiêc w oczywisty sposób odmienn¹ od tej,
któr¹ Grahn-Hoek wywiod³a ze staro¿ytnego porz¹dku warstwy nobilów. W³adza nad ziemi¹ i klientelami, pe³na wolnoœæ i niezale¿noœæ wobec króla w wiêkszym stopniu ni¿ przywilej publiczny stwarzaj¹, zgodnie z logik¹ Ÿróde³, Adel najwczeœniejszego œredniowiecza54. Podobne
52
G. T e l l e n b a c h, Zur Erforschung...
F. I r s i g l e r, Untersuchungen...
54 H. G r a h n - H o e k, Die fränkische Oberschicht im 6. Jahrhundert. Studien
zu ihrer rechtlichen und politischen Stellung, Sigmaringen 1976; T. Z o t z, Adel,
Oberschicht, Freie. Terminologie der frühmittelalterlichen Sozialgeschichte, „Zeitschrift
für Geschichte des Oberrheins” CXXV, 1977, s. 3–20; K. S c h r e i n e r, Adel oder
Oberschicht? Bemerkungen zur sozialen Schichtung der fränkischen Gesellschaft im
53
[23]
Szlachta œredniowieczna w historiografii
77
podejœcie reprezentowa³ Hans-Werner Goetz, który w pracy z 1983 r.
stara³ siê zrozumieæ, jak móg³by zostaæ zdefiniowany Adel w ramach
umys³owego Selbstverständnis autorów epoki karoliñskiej. Wyszczególni³ w ten sposób siedemnaœcie cech definiuj¹cych i konkludowa³:
Wychodz¹c od koncepcji nobilis i od jej niemieckich odniesieñ, nie ma w¹tpliwoœci,
¿e szlachta istnia³a; szlachta ta powinna byæ jednak badana w odniesieniu do sposobu jej postrzegania (Verständnis) przez wspó³czesnych, i nie jest powiedziane, ¿e
musi siê on pokrywaæ z obecn¹ koncepcj¹ szlachty. Niemniej jednak koncepcja ta
opisuje grupê uprzywilejowan¹: nobilis by³, jeœli nie jedynym pewnym, to najbardziej powszechnym pojêciem u¿ywanym na okreœlenie szlachty w epoce karoliñskiej.
Poprzez zawi³y wywód autor kaza³ Ÿród³om bardzo uczenie powiedzieæ to, co le¿a³o mu na sercu: a mianowicie, ¿e karoliñska koncepcja
nobilis mo¿e w mniejszym lub wiêkszym stopniu odpowiadaæ, chocia¿
bez sankcji prawnej, naszemu wyobra¿eniu szlachty z urodzenia. Nie
chodzi ani o kastê, ani o klasê, nawet nie o warstwê; „rozpoznawalne s¹
zaledwie pocz¹tki rozwarstwienia”55.
Zacytowa³em tych autorów, poniewa¿ zapowiadaj¹ oni pojawienie siê
w historiografii dotycz¹cej wczesnego œredniowiecza nowego czynnika:
metodologii Brunnera i begriffsgeschichtlich. Ale zainteresowanie sposobami myœlenia nie zdo³a³o wyeliminowaæ niektórych charakterystycznych cech niemieckich badañ nad szlacht¹. Przede wszystkim obsesyjnego pytania, czy i jak grupy seniorów, wojowników, urzêdników
publicznych wczesnego œredniowiecza mog³y zostaæ uznane, bez znacz¹cych prze³omów czasowych, za Adel, za grupê wyodrêbnion¹ i faktisch, jeœli nie juristisch, uprzywilejowan¹.
Falsyfikacja tez Blocha i dyskusja
wokó³ tez Tellenbacha
W tym miejscu trzeba rozszerzyæ nasze pole obserwacji poza granice
Niemiec. W debacie europejskiej dyskusja na temat szlachty wydaje siê
nie mieæ wspólnych podstaw: rodzi siê jako dialog obcych i toczy siê
d³ugo jako dialog g³uchych.
Niemniej jednak pod koniec lat piêædziesi¹tych coœ zaczê³o siê zmieniaæ i ró¿ne szko³y, przede wszystkim francuska i niemiecka, powoli tak¿e
6. Jahrhundert, „Vierteljahrschrift für Sozial- und Wirtschaftsgeschichte” LXVIII, 1981,
s. 225–231.
55 H.W. G o e t z, Nobilis. Der Adel im Selbstvertständnis der Karolingerzeit, tam¿e,
LXX, 1983, s. 153–191 (cytat s. 189).
78
E. Igor Mineo
[24]
w³oska i anglosaska zaczê³y na siebie wzajemnie oddzia³ywaæ w ramach
wspólnej debaty. Gdy od³o¿ono ad acta dra¿liw¹ kwestiê Volksgeschichte,
dyskusjê u³atwi³ wzrost znaczenia problemu w³adzy senioralnej, a wiêc
kwestii formowania siê w Europie pokaroliñskiej skomplikowanego
uk³adu lokalnych si³. Dziêki temu mo¿liwa sta³a siê wymiana miêdzy
ró¿nymi tradycjami historiograficznymi. Po³¹czy³a je coraz bardziej czytelna tendencja do odrzucania wczeœniej ustalonych schematów teleologicznych56.
Nurt rewizjonistyczny by³ obecny przede wszystkim w badaniach
regionalnych. Podejmowano w nich próby weryfikacji w praktyce dominuj¹cych teorii – sformu³owanej przez Blocha, a dotycz¹cej relacji miêdzy szlacht¹ i rycerstwem, oraz niemieckiej, skoncentrowanej na zagadnieniu ci¹g³oœci. Jedn¹ z pierwszych prób tego typu by³a praca Belga
Leopolda Génicot. W 1960 r. na podstawie wyników swych badañ zakwestionowa³ on doktrynê Blocha, zgodnie z któr¹ prawne ukszta³towanie siê szlachty jako stanu rycerskiego nast¹pi³o stosunkowo póŸno.
Uczyni³ to, jak wskazuje przede wszystkim wa¿ny artyku³ opublikowany dwa lata póŸniej w „Annales”, pod silnym wp³ywem niemieckiej dyskusji, w której uczestniczy³ w sposób znacznie bardziej intensywny ni¿
zdarza³o siê to dot¹d we Francji57. Warto przyjrzeæ siê, jak ju¿ w na56
Myœlê o Blochu, który, podobnie jak Brunner i Mayer, zachowywa³ zdecydowanie
dystans wobec dzie³a G. von Belowa, zob. M. B l o c h, Un tempérement; Georg von Below,
„Annales d’histoire économique et sociale” III, 1931, s. 553–559. Rzeczywiœcie, w 1968 r.
Tabacco, nie ³agodz¹c w najmniejszym stopniu gruntownej krytyki niemieckich koncepcji
dotycz¹cych szlachty (które doskonale zna³), móg³ jednak wskazaæ wspólny obszar
³¹cz¹cy te propozycje i stanowisko Blocha, postrzegane zawsze jako niemo¿liwe do
pogodzenia: by³a to wra¿liwoœæ na „powo³anie wojenne” wszystkich arystokracji, nie
tylko niemieckiej, „pobudzane przez koleje losów królestwa i komplikuj¹ce siê na skutek
rozwoju w³asnoœci ziemskiej”: G. T a b a c c o, Ordinamento pubblico e sviluppo signorile
nei secoli centrali del medioevo, „Bullettino dell’Istituto Storico Italiano per il Medioevo”
LXXIX, 1968, s. 37–51, oraz [w:] ten¿e, Sperimentazioni..., s. 304–319, w szczególnoœci
s. 308.
57 L. G é n i c o t, L’économie rurale namuroise au bas Moyen Âge, t. II: Les hommes
– La noblesse, Louvain 1960, w szczególnoœci roz. 1; ten¿e, La noblesse au Moyen Âge
dans l’ancienne „Francie”, „Annales E.S.C.” XVII, 1962, s. 1–22. Génicot nadal regularnie w³¹cza³ siê w dyskusjê: zob. ten¿e, La noblesse au Moyen Âge dans l’ancienne
„Francie”: continuité, rupture ou évolution, „Comparative Studies in Society and History” V, 1962, s. 52–59; ten¿e, Naissance, fonction et richesse dans l’ordonnance de la
société médiévale, [w:] Problèmes de stratification sociale. Actes du Colloque internationale
(1966) publiés par R. Mousnier, Paris 1968, s. 83–100; ten¿e, Les recherches relatives
à la noblesse médiévale, „Bulletin de l’Académie Royale de Belgique. Classe de Lettres”,
s. V, 1975, s. 45–68. Wszystkie te studia zosta³y opublikowane ponownie w ten¿e, La
noblesse dans l’Occident médiéval, London 1982.
[25]
Szlachta œredniowieczna w historiografii
79
stêpnym roku wy³om dokonany przez monografiê Génicot w podobny
sposób poszerza³ najbli¿szy pogl¹dom Blocha spoœród m³odych historyków francuskich, George Duby58.
W rozwoju historiografii, opisywanym juz wielokrotnie przez mediewistów, za moment prze³omowy uznaje siê pierwszy, genialny przyk³ad
zastosowania stworzonego przez Blocha schematu formowania siê szlachty dziedzicznej jako stanu rycerskiego. Chodzi o thèse poœwiêcon¹ francuskiemu regionowi Mâconnais, któr¹ trzydziestoczteroletni Duby
opublikowa³ w 1953 r. W pracy tej, cofaj¹c w przesz³oœæ chronologiê zaproponowan¹ przez Blocha, pokaza³, jak w drugiej po³owie XI w. milites
stali siê warstw¹ dziedziczn¹, „szlacht¹ w sensie prawnym tego s³owa”59.
Niemniej jednak, tak¿e Duby’ego odkrycie historiografii niemieckiej
zmusi³o do refleksji, dodatkowo skomplikowanej przez zetkniêcie z niedawn¹ ksi¹¿k¹ Génicot. W szkicu z 1961 r. równie¿ Duby zdecydowa³
siê z³amaæ tabu i poddaæ otwartej dyskusji tezy Blocha. Czyni³ to z pozycji w wiêkszym stopniu metodologicznej i afirmacyjnej ni¿ analitycznej, i poprzez bezceremonialne uogólnienie wyników badañ odnosz¹cych siê do w¹skiego kontekstu regionalnego, to znaczy do Namurois
Génicot, bez konfrontowania ich z informacjami dotycz¹cymi innych
obszarów (te pojawi¹ siê póŸniej). Szlachta, inaczej ni¿ sam utrzymywa³ w swojej thèse o Mâconnais, istnia³a wiêc niezale¿nie i wczeœniej
ni¿ rycerstwo60. Mo¿na sobie wyobraziæ jej zakorzenienie w epoce karoliñskiej, pomimo ogromnych luk Ÿród³owych:
W istocie, mo¿emy teraz uznaæ za udowodnione to, ¿e krew szlachty karoliñskiej
przetrwa³a a¿ do odleg³ej przysz³oœci feudalnej i, bardziej ogólnie, ¿e ka¿dy szlachcic
okreœla³ siê jako de nobilibus ortus lub gentiluomo, a w ten sposób odwo³ywa³ siê
w pierwszym rzêdzie nie do swej w³adzy lub bogactwa, ale do swych przodków61.
W tym miejscu warto sobie uœwiadomiæ, ¿e w swej monografii Génicot nawet nie próbowa³ wykazaæ, i¿ badane rodziny dysponuj¹ce w³adz¹ senioraln¹, poœwiadczone na pewno od koñca XI w., wywodzi³y siê
z karoliñskiej przesz³oœci. Nie próbowa³, poniewa¿ nie móg³ tego uczy58
G. D u b y, La noblesse dans la France médiévale. Une enqu˜te à poursuivre, „Revue
historique” CCXXVI, 1961, s. 1–22, nastêpnie [w:] ten¿e, Hommes et structures du
moyen âge, Paris 1973, s. 144–166. Porównanie Duby – Génicot zob. S.M. C o l l a v i n i,
Nobiltà..., s. 112–117.
59 G. D u b y, La société aux XIe et XIIe siècles dans la région mâconnaise, Editions
de l’Écoles des Hautes Études en Sciences Sociales, Paris 1988, s. 200–201.
60 Ten¿e, La noblesse..., s. 149: „Les recherches de Génicot mettent en evidence un
fait désormais incontestable: la noblesse médiévale est indépendente de la chevalerie
et lui est antérieure; c’est une qualité qui vient des anc˜tres, un fait de race”.
61 Tam¿e, s. 150.
80
E. Igor Mineo
[26]
niæ z powodu braku Ÿróde³. Co nie przeszkadza³o wyobra¿aæ sobie takiej przesz³oœci, a raczej „œniæ j¹”62. A jeœli tak, to w biografii intelektualnej Duby’ego ten prze³om nie jest do koñca jasny. Brakuje przekonuj¹cego uzasadnienia dla odrzucenia podstawowych za³o¿eñ koncepcji
Blocha. Wydaje siê, ¿e zosta³o to spowodowane raczej lektur¹ Génicot
i zetkniêciem z historiografi¹ niemieck¹, w tym przypadku reprezentowan¹ przez Bosla (praca o ministeria³ach) i Wernera (badania nad ksiêstwami francuskimi XI w.). Jeœli przeœledzi siê drogê rozwojow¹, jak¹
pod¹¿a³ Duby w kolejnym piêtnastoleciu, znaczenie artyku³u z 1961 r.
wydaje siê jednak zmniejszaæ i s³abnie poruszaj¹cy go duch rewizjonizmu63. W innym, póŸniejszym o dziesiêæ lat studium, Duby, który ¿artobliwie deklaruje siê jako ébranlé przez problem postawiony przez Génicot, powraca do dawnych Ÿróde³ i poprawia, ale nie podwa¿a, wyniki
badañ zawartych w thèse z 1953 r.64 Cofa w czasie moment pojawienia
siê arystokracji senioralnej, ale bez przekraczania progu po³owy X w.
Z drugiej strony, w odró¿nieniu od sytuacji w Namurois, milites i nobiles pozostaj¹ nadal powi¹zanymi ze sob¹ grupami.
Sprawdzona i poprawiona zosta³a teoria g³êbokiej przemiany arystokratycznej, przemiany politycznej, instytucjonalnej, kulturalnej, w zakresie stosunków pokrewieñstwa, przemiany tak wielkiej, ¿e zbagatelizowaæ mo¿na znaczenie ewentualnej ci¹g³oœci „biologicznej” miêdzy
epok¹ karoliñsk¹ i wiekami XI-XII. Duby nie zarzuci³ tej idei, któr¹ Marc
Bloch jako pierwszy przeczu³ i próbowa³ sprecyzowaæ. W 1978 r. w Les
trois ordres ou l’imaginaire du féodalisme sformu³owa³ j¹ w sposób pe³ny i ostateczny65.
W gruncie rzeczy, znacznie artyku³u z 1961 r. polega³o na czym innym i w ten sposób nale¿y je rozumieæ. „Nowy” Duby wprowadzi³ do
francuskiej dyskusji (i t¹ g³ówn¹ drog¹ tak¿e do dyskusji europejskiej)
niektóre z tematów wa¿nych dla szko³y fryburskiej, a przede wszyst62 L. G é n i c o t, L’économie..., s. 16: „on se prend à r˜ver sur les origines lointaines
de notre noblesse”. I z bezpoœrednim odwo³aniem do tez H. Dannenbauera, kontynuuje
w nastêpuj¹cy sposób: „on songe immédiatement à cette Uradel dérivée de la nobilitas
de Tacite et qui, au haut moyen âge encore, se partageait les régions de l’Allemagne
«interieure»”.
63 O losach myœli Duby’ego w latach szeœædziesi¹tych por. G. T a b a c c o, Su nobiltà..., s. 12–17.
64 G. D u b y, Lignage, noblesse et chevalerie au XIIIe siècle dans la région mâconnaise. Une révision, „Annales E.S.C.” XXVII, 1972, s. 802–823, póŸniej [w:] ten¿e, Hommes et structures..., s. 395–422.
65 Ten¿e, Les trois ordres ou l’imaginaire du féodalisme, Paris 1978, s. 183–205
(t³um. w³. Lo specchio del feudalesimo. Guerrieri, sacerdoti, contadini, Roma-Bari 1980).
[27]
Szlachta œredniowieczna w historiografii
81
kim uczyni³ znanym poza niemieckimi granicami nazwisko Karla Schmida. Spoœród koncepcji Schmida uwagê przyci¹ga³y zw³aszcza te, które
dotyczy³y przemian struktur rodzinnych i póŸnych zjawisk samoœwiadomoœci rodów. Jak zaznaczyliœmy, by³y to idee potwierdzaj¹ce teoriê
zmiany charakteru arystokracji oko³o roku 100066. W istocie w révision
z 1972 r. oparta na Ÿród³ach weryfikacja hipotez sformu³owanych przez
niemieckich kolegów, dotycz¹cych zwrotu ku dziedzicznoœci w strukturach pokrewieñstwa arystokracji i kszta³towania siê odmiennego sposobu postrzegania siebie przez rodziny, okazuje siê prawdziwie nowatorska – bardziej ni¿ kolejna próba rozszyfrowania natury milites.
Przetrwanie podstawowych za³o¿eñ, rdzenia koncepcji Blocha, zawdziêczaæ nale¿y tak¿e wprowadzeniu do dyskusji europejskiej wyników badañ szko³y fryburskiej. Dziêki temu nie zosta³ zakwestionowany obraz
„spo³eczeñstwa feudalnego” jako uniwersum rodz¹cego siê w okresie
ciê¿kiego kryzysu w³adz publicznych po X w., którego g³ównym elementem by³y stosunki zale¿noœci (nawet jeœli problem w³adztwa nie znalaz³
siê w centrum rozumowania Blocha)67. W tym kontekœcie oczywista staje
siê wczeœniejsza wzmianka na temat kariery Schmida. Uzasadnione
wydaje siê twierdzenie, ¿e idee rodz¹ce siê pod wp³ywem specyficznego
odczytania prac Blocha, a rozwiniête póŸniej pod has³em „rewolucji”,
„zmiany feudalnej”, mog³y znaleŸæ w nurcie fryburskim wa¿ne wsparcie.
By³oby b³êdem s¹dziæ, ¿e koncepcje Tellenbacha i Schmida nie podlega³y weryfikacji w Niemczech i poza ich granicami. By³a ona tym dok³adniejsza, im wiêksze znaczenie przypisywano tym teoriom. Oczywiœcie nale¿y odró¿niæ od wewnêtrznej debaty dyskusjê, która rozwinê³a
siê pod wp³ywem popularnoœci szko³y fryburskiej w Europie i w Stanach Zjednoczonych.
66
Mimo ¿e Duby jest autorem wyj¹tkowo oszczêdnym w stosowaniu przypisów
i cytatów bibliograficznych, Schmid jest jednak wspominany we wszystkich jego pracach,
których tematyka obejmuje problem mo¿now³adztwa, pocz¹wszy od La noblesse...,
s. 152–154. Inne przyk³ady: Structures de parenté et noblesse dans la France du Nord
aux XIe et XIIe siècles, [w:] ten¿e, Hommes et structures..., s. 266–285 (wyd. 1, 1967),
w szczególnoœci s. 284; ten¿e, Structures familiales aristocratiques en France, [w:] ten¿e,
Mâle Moyen âge: de l’amour et autres essais, Paris 1987, s. 139 (Schmid, obok
Tellenbacha, jest jedynym cytowanym autorem); Structures familiales dans le Moyen
Âge occidental, tam¿e, s 131; ten¿e, Lignage, noblesse..., s. 406; ten¿e, Matrimonio
medievale. Due modelli nella Francia del dodicesimo secolo, Milano 1981 (wyd. oryg.
1978), s. 30.
67 Por. C. W i c k h a m, Le forme del feudalesimo, [w:] Il feudalesimo nell’alto medioevo (Settimane di studio del Centro italiano di studi sull’alto medioevo, XLVII, 8–12
aprile 1999), Spoleto 2001, t. I, s. 34–40, który uznaje wrêcz jednoœæ teoretyczn¹ miêdzy schematem Blocha i dyskursami zwolenników teorii zmiany.
82
E. Igor Mineo
[28]
Jak ju¿ widzieliœmy, pod koniec lat piêædziesi¹tych Francja otworzy³a siê na historiografiê niemieck¹. Szczególnie ci badacze, którzy nie
zajmowali siê bezpoœrednio histori¹ Niemiec, tak¿e w œrodowiskach
anglosaskich i w³oskich, szybko skupili uwagê na szkole fryburskiej.
Recepcja jej idei, zapocz¹tkowana przez Duby’ego i Génicot, przeobrazi³a siê w zdobywanie znacz¹cego miejsca w panoramie historiografii
miêdzynarodowej okresu powojennego. W latach szeœædziesi¹tych coraz
modniejszy temat badañ nad strukturami rodzinnymi zosta³ ju¿ prawie
wszêdzie przeformu³owany w kontekœcie badañ Schmida68. I w³aœnie
ich osza³amiaj¹ca kariera t³umaczy pojawienie siê, obok akceptacji, coraz bardziej krytycznego podejœcia do tez historyków fryburskich.
Dobrym przyk³adem jest przypadek dialogu z badaczami w³oskimi.
Dialogowi temu sprzyja³o tak¿e objêcie przez Tellenbacha stanowiska
dyrektora Niemieckiego Instytutu Historycznego w Rzymie, gdzie przez
dziesiêæ lat (miêdzy 1962 a 1972 r.) kontynuowa³ swe fryburskie nauczanie. Spotkanie historyków w³oskich z Personenforschung i z badaniem arystokracji pe³nego œredniowiecza poprzez losy poszczególnych
rodzin zapocz¹tkowa³o nurt studiów, w którym w kilku przypadkach
w pe³ni zastosowano paradygmat Schmida w odniesieniu do pokaroliñskich W³och69. Ale otwarcie na problematykê sformu³owan¹ przez niemieckich kolegów nie poci¹gnê³o automatycznie dalszych nastêpstw.
Cinzio Violante, od pierwszej po³owy lat siedemdziesi¹tych ukierunkowuj¹cy swoj¹ szko³ê w stronê tego typu badañ, okreœli³ granice, w jakich mo¿liwe by³o uogólnianie propozycji Schmida. Najpierw Violante,
a póŸniej Cammarosano pokazali, ¿e niemo¿liwe jest zastosowanie jego
schematu ewolucyjnego „narodzin rodu” do ziem w³oskich. Brak bowiem znacz¹cych œwiadectw istnienia obustronnych zwi¹zków pokrewieñstwa podobnych do niemieckiego modelu Sippe. Z drugiej strony,
badacze ci potwierdzili jednak, ¿e pojawienie siê prawdziwych powi¹zañ
agnatycznych, rodów zdolnych do reprodukowania siê przez pokolenia,
œwiadomych swej to¿samoœci, nale¿y datowaæ na okres po roku 100070.
68
We Francji ostatnim sygna³em popularnoœci Schmida i generalnie niemieckiego
stylu historiograficznego jest ksi¹¿ka R. L e J a n, Famille et pouvoir dans le monde
franc (VIIe-Xe siècle). Essai d’anthropologie sociale, Paris 1995. W podwójnym sensie:
poprzez przyswojenie nauki Schmida, dotycz¹cej badania historii struktur politycznych
poprzez morfologie arystokratycznych wspólnot krewniaczych, i poprzez potwierdzenie
tezy o przejœciu od formacji otwartych i obustronnych do tych, w których dominowa³a
zasada patrylinearna (o tym aspekcie zob. tam¿e, s. 387–427).
69 Zob. przypadek V. F u m a g a l l e g o, Terra e società nell’Italia padana. I secoli
IX e X, Torino 1976, s. 124–138.
70 C. V i o l a n t e, Quelques caractéristiques des structures familiales en Lombardie,
[29]
Szlachta œredniowieczna w historiografii
83
Tak¿e w œrodowisku anglosaskim kariera prac Tellenbacha i Schmida spowodowa³a rozbudzenie krytycznego zainteresowania. W latach
siedemdziesi¹tych sprzyja³o temu podjêcie badañ nad œredniowiecznymi Niemcami. G³ówn¹ postaci¹ sta³ siê tu Karl Leyser, uczony niemiecki, który wyemigrowa³ do Oxfordu. To w³aœnie Leyser w œwietnym artykule z 1968 r.71 jako pierwszy wysun¹³ argument, który mia³ zawa¿yæ
na ocenach propozycji szko³y fryburskiej. Ogólnie mówi¹c, Leyser rozwa¿a³ ryzyko przecenienia poczucia samoœwiadomoœci przypisywanego przedstawicielom arystokracji, identyfikowanym na podstawie analizy Ÿróde³
memoratywnych, zw³aszcza w okresie, kiedy przewa¿a³ szeroki i s³abo
zdefiniowany porz¹dek pokrewieñstwa. Zastanawiaj¹c siê nad metod¹
stosowan¹ do analizy tych Ÿróde³, formu³owa³ ostrze¿enie: memoria nie
oznacza koniecznie dzielenia ze sob¹ strategii i dóbr. A zatem mo¿liwoœæ
obiektywizacji spójnych struktur krewniaczych wydaje siê, w dominuj¹cym porz¹dku Sippe, raczej ograniczona. Timothy Reuter, uczeñ Leysera,
potwierdzi³ ostatnio ten sceptycyzm, oceniaj¹c generalnie jako nieudane
dzia³ania zmierzaj¹ce do rekonstrukcji genealogii za poœrednictwem libri
memoriales. Jest te¿ prawd¹, dodawa³ Reuter, ¿e od póŸnych lat szeœædziesi¹tych uwaga szko³y Tellenbacha, kierowanej odt¹d przez Schmida,
koncentruje siê na zjawiskach kulturowych samoœwiadomoœci indywidualnej i krewniaczej72. Z drugiej jednak strony, Reuter przyj¹³ i rozwin¹³
idee wywodz¹ce siê od Tellenbacha, dotycz¹ce terytorializacji arystokracji
(proces ten przesuwa na wszelki wypadek a¿ na koniec IX w.), oraz
nie porzuci³ paradygmatu przejœcia od otwartych i zmiennych struktur
pokrewieñstwa do struktur typu dynastycznego. Zrezygnowa³ jedynie,
bez wiêkszych strat, z u³udy prozopografii d³ugiego okresu73.
Stanowisko to kszta³towa³o siê bez ¿adnego zaciêcia polemicznego.
Cechowa³o je zainteresowanie i podziw dla koncepcji wypracowanych
w Niemczech. Z punktu widzenia Reutera i innych m³odych badaczy,
jak Benjamin Arnold74, John Freed75, Constance Bouchard76, by przyEmile et Toscane aux XIe et XIIe siècles, [w:] Famille et parenté dans l’occident médiéval.
Actes du colloque de Paris (6–8 juin 1974), red. G. Duby, J. Le Goff, Rome 1977, s. 87-147; ten¿e, Le strutture familiari, parentali e consortili delle aristocrazie in Toscana
durante i secoli X-XII, [w:] I ceti dirigenti in Toscana nell’eta precomunale, Pisa 1981,
s. 1–57; P. C a m m a r o s a n o, Nobili..., s. 285–290.
71 K. L e y s e r, The German aristocracy..., s. 167–172.
72 T. R e u t e r, Germany..., s. 13–14.
73 Tam¿e, s. 221–229.
74 B. A r n o l d, Princes and Territories in Medieval Germany, Cambridge 1991.
75 J.B. F r e e d, The Counts of Falkenstein: Noble Self-consciousness in Twelth-Century Germany, Philadelphia 1984; ten¿e, Reflections..., s. 554–558, 560–566.
76 C. B o u c h a r d, Consanguinity and noble marriage in the tenth and eleventh
84
E. Igor Mineo
[30]
wo³aæ jedynie niektórych, konfrontacja ta, nieobci¹¿ona przez z³o¿one
uwarunkowania polityczne i metahistoriograficzne, mog³a dokonywaæ
siê w sytuacji komplikowania stanowisk i ³agodzenia ich jednoczeœnie.
Wy³¹czywszy Leysera, dla najm³odszych historyków zasiadaj¹cych przy
nowym stole roboczym œredniowieczne Niemcy, a tak¿e Francja (nawet
jeœli w stopniu znacz¹co mniejszym) by³y odleg³ymi œwiatami. Mo¿na je
by³o zdobyæ, stosuj¹c za³o¿enia intelektualne zbli¿one do antropologicznych. Móg³ zatem odezwaæ siê tak¿e g³os tych badaczy, którzy sympatyzowali z „mocnymi” koncepcjami szlachty wczesnoœredniowiecznej77,
podczas gdy generalnie Leyser i inni cytowani autorzy preferowali analizê kontekstow¹ arystokracji, œciœle zwi¹zan¹ z dziejami terytoriów.
W Niemczech w tym czasie jesteœmy œwiadkami spokojnej debaty,
w której rozbie¿noœci, nawet jeœli by³y g³êbokie, rzadko rozpala³y p³omieñ polemiki. £atwiej by³o o ostr¹ wypowiedŸ tak szanowanego outsidera jak Czech František Graus, wyra¿aj¹cego wszystkie swe zastrze¿enia wobec samej koncepcji to¿samoœci i ci¹g³oœci niemieckiej we
wczesnym œredniowieczu78, ni¿ o otwarte spory wewn¹trz korporacji
niemieckich mediewistów. Oczywiœcie, Bosl, który w m³odoœci, jak ³atwo
sobie wyobraziæ, w niewielkim stopniu podziela³ stanowisko Tellenbacha, skrytykowa³ wprost koncepcjê Reichsaristokratie79, ale w nastêpnych latach nie znalaz³ innych okazji do polemiki. Generalnie, tak¿e
z powodu wysokiej rangi akademickiej, jak¹ zdobyli, przedstawiciele
szko³y fryburskiej z rzadka jedynie byli bezpoœrednio krytykowani; czasem bywali natomiast ignorowani80.
Nie powinniœmy jednak wyobra¿aæ sobie, ¿e dyskusja – pozbawiona
ducha wspó³zawodnictwa i walki – wygasa³a. Mia³a ona z³o¿ony charakter, mog³a obejmowaæ swobodn¹ i pozbawion¹ barier wymianê pogl¹dów,
ograniczon¹ jednak do istoty problemu. Na przyk³ad, koncepcja Reichscenturies, „Speculum” LVI, 1981, s. 268–287; ta¿, The origins of the french nobility:
a reassessment, „American Historical Review” LXXXVI, 1981, s. 501–532; ta¿, Family
structure and family consciousness among the aristocracy in the ninth to eleventh century,
„Francia” XIV, 1986, s. 639–668.
77 Np. J. M a r t i n d a l e, The french aristocracy in the early Middle Ages: a reappraisal, „Past and Present” LXXV, 1977, s. 5–45.
78 F. G r a u s, Über die sogennante germanische Treue, „Historica” I, 1959, s. 71-121; ten¿e, Herrschaft und Treue, „Historica” XII , 1966, s. 5–44. Ca³oœæ przemyœleñ
Grausa dotycz¹cych problemu idei ci¹g³oœci zosta³a póŸniej usystematyzowana w: ten¿e, Verfassungsgeschichte...
79 K. B o s l, Reichsaristokratie und Uradel, „Zeitschrift für die bayerische Landesgeschichte” XXI, 1958, s. 138–145.
80 Raczej jasne w tym sensie jest stanowisko F. Irsiglera w wa¿nym zbiorze poœwiêconym szlachcie frankijskiej, zob. ten¿e, Untersuchungen..., s. 68–70.
[31]
Szlachta œredniowieczna w historiografii
85
aristokratie doczeka³a siê surowej krytyki ze strony samych uczniów
Tellenbacha. Kiedy zosta³a zakwestionowana przez Wenskusa, okaza³o
siê to ca³kowicie do przyjêcia dla jednego z najbardziej powa¿anych wœród
przedstawicieli szko³y fryburskiej, czyli Josefa Fleckensteina81.
Natomiast bezpoœredni, jasny i znacz¹cy atak na stanowisko Tellenbacha, ale tak¿e Blocha, przypuœci³ Karl Ferdinand Werner, autor pracy Naissance de la noblesse, od której zaczêliœmy nasze rozwa¿ania.
Werner prowadzi³ sw¹ rewizjonistyczn¹ kampaniê na dwóch odrêbnych frontach, ale w jednym celu: po³o¿enia nowych fundamentów pod
star¹ tezê o ci¹g³oœci szlachty w okresie ca³ego wczesnego œredniowiecza. W latach 1958–196082 rekonstruowa³ narodziny niektórych rodów
ksi¹¿êcych we Francji (np. hrabiów d’Anjou), stawiaj¹c hipotezê o ci¹g³oœci biologicznej miêdzy szlacht¹ ksi¹¿êc¹ wieków X i XI i arystokracj¹ karoliñsk¹. Czyni³ to w ramach ogólnej koncepcji przetrwania struktur peryferyjnych „pañstwa” karoliñskiego, która podkopywa³a
u podstaw za³o¿enia teorii Blocha i wywodz¹cej siê od niej „senioralnej”
tradycji historiograficznej83.
W niewiele lat póŸniej, w szkicu z 1965 r.84 przeprowadzi³ kompleksow¹ analizê prozopograficzn¹, maj¹c¹ na celu odkrycie genealogicznych
korzeni arystokracji epoki Karola Wielkiego w œwiecie póŸnorzymskim
i w merowiñskim. W trakcie realizacji tego projektu Werner otwarcie
zakwestionowa³ stanowisko Tellenbacha i jednego z jego pierwszych
uczniów, Rolfa Sprandela85, wed³ug których umocnienie siê Karolingów
sz³o w parze z przerwaniem ci¹g³oœci w tradycji arystokratycznych grup
merowiñskich. A zatem Reichsaristokratie nale¿a³o uwa¿aæ za grupê
81
Na ten temat ksi¹¿ka R. W e n s k u s a, Sächsischer Stammesadel und fränkischer
Reichsadel, Göttingen 1976; zob. stanowisko J. F l e c k e n s t e i n a, Adel und Kriegertum
und ihre Wandlung in Karolingerreich, [w:] Nascita dell’Europa ed Europa carolingia...,
s. 67–94, w szczególnoœci s. 75–76; o stopniowym dystansowaniu siê Schmida do tej
koncepcji zob. P. G u g l i e m o t t i, Esperienze..., s. 261–264.
82 K.F. W e r n e r, Untersuchungen zur Frühzeit des französischen Fürstentums,
9.–10. Jahrhundert, „Welt als Geschichte” XVIII, 1958, s. 256–289; XIX, 1959, s. 146-193; XX, 1960, s. 87–119.
83 W tym sensie przyk³adem jest powstanie w X w. „pañstwa” Robertynów (tzn.
protokapetyngów) na obszarze dawnej Neustrii, zarysowane przez K.F. W e r n e r a, Les
origines (avant l’an mil), Paris 1948, s. 471–473. O trwa³oœci arystokracji u pocz¹tków
Francji zob. ostatnio, na krótko przed Naissance de la noblesse..., tego¿, L’apport de la
prosopographie à l’histoire sociale des élites, [w:] Family Trees and the Roots of Politics.
The Prosopography of Britain and France from the Tenth to the Twelth Century, red.
K.S.B. Keats-Rohan, Woodbridge 1997, s. 1–21.
84 K.F. W e r n e r, Bedeutende...
85 R. S p r a n d e l, Der merowingische Adel und die Gebiete östlich des Rheins,
Freiburg i. B. 1957, s. 68.
86
E. Igor Mineo
[32]
z³o¿on¹ z elementów niewywodz¹cych siê z tej tradycji86. Pracuj¹c nad
Leitnamen87, Werner stworzy³ hipotezy rozwoju genealogicznego powi¹zane w jednolity dyskurs, co pozwoli³o na zbudowanie skomplikowanego zespo³u poszlak88. Bez w¹tpienia znalaz³y siê wœród nich trafne intuicje. Trudno jednak uznaæ, ¿e mog³oby to doprowadziæ do radykalnej
zmiany pogl¹dów89, streszczaj¹cej siê w stwierdzeniach takich jak to,
sformu³owane w bezpoœredniej polemice z Tellenbachem:
Owa wy¿sza szlachta by³a rodzim¹ szlacht¹ z urodzenia, która nie tylko zajmowa³a
uprzywilejowan¹ pozycjê z racji posiadania wielkich obszarów ziemi, ale tak¿e z powodu swych osobistych prerogatyw, przez uprawnienia w³adcze wobec zale¿nej ludnoœci; wyró¿nia³o j¹ tak¿e piastowanie najwy¿szych funkcji przywódczych; nawet
jeœli nie mia³a wy³¹cznoœci w ich obsadzaniu, to z pewnoœci¹ pierwszeñstwo wobec
innych podmiotów: ta szlachta rz¹dzi³a pañstwem90.
„Dieses Adel trug den Staat”: Werner wyobra¿a³ sobie zatem szlachtê krwi jako autonomiczn¹ wobec pañstwa. Jej pochodzenie nie by³o
czysto germañskie, ale korzenie gallo-rzymskie bardzo silne, nawet jeœli tylko w znaczeniu czysto genealogicznym. By³a to szlachta charyzmatyczna, ale nie z racji germañskiego pochodzenia, lecz dlatego, ¿e
wszystkie dawne kultury polityczne sakralizowa³y w³adzê91.
Takie stanowisko, jak zaznacza³em, nie wywo³ywa³o specjalnych kontrowersji i generalnie by³o przyjmowane przychylnie, przede wszystkim
we Francji (mentorem by³ po raz kolejny Duby) i we W³oszech, gdzie
w debacie historiograficznej zaczynano doceniaæ kluczowe znaczenie
symbiozy rzymsko-germañskiej w procesie formowania siê struktur politycznych wczesnego œredniowiecza.
Ale brak rozbie¿noœci widoczny jest tak¿e w Niemczech. Werner, który
zapo¿yczy³ od szko³y fryburskiej metodê prozopograficzn¹ i rozszerzy³
jej mo¿liwoœci, próbowa³ zrealizowaæ ukryty cel. Chcia³ mianowicie dokonaæ przewartoœciowania tez neue Lehre w taki sposób, by utrzymaæ,
86
K.F. W e r n e r, Bedeutende..., s. 92–94.
Trzeba powiedzieæ, ¿e Werner mia³ œwiadomoœæ, i¿ „obecnoœæ Leitnamen jest wa¿n¹
przes³ank¹ wymagaj¹c¹ dalszych uœciœleñ” i „¿e sama w sobie nie stanowi dowodu”,
tam¿e, s. 95.
88 Tam¿e, s. 98–120.
89 Bardzo surowej krytyki znaczenia pracy prozopograficznej Wernera dokona³a
C. B o u c h a r d, The origins..., s. 505–512.
90 K.F. W e r n e r, Bedeutende..., s. 126. Konsekwencj¹ tego by³o przeto stwierdzenie, ¿e „kto chce poj¹æ relacje miêdzy Karolingami i mo¿now³adztwem musi zawsze
mieæ na uwadze, ¿e i sami Karolingowie wywodzili siê z tego¿ mo¿now³adztwa”, tam¿e
s. 121.
91 Tam¿e, s. 133.
87
[33]
Szlachta œredniowieczna w historiografii
87
a nawet wzmocniæ pogl¹d o centralnej roli szlachty jako grupy spo³ecznej, uwalniaj¹c j¹ jednak od obci¹¿enia, jakim by³o przekonanie o jej
germañskim pochodzeniu. Chodzi³o nadal o Uradel, ale raczej o genezie
rzymskiej ni¿ germañskiej. Wydaje siê, ¿e w historiografii niemieckiej
przewa¿a³o raczej powœci¹gliwe stanowisko, i ¿e tak zdecydowana negacja historycznej wyj¹tkowoœci germañskiej Uradel mog³a tylko z wielkim trudem sprowokowaæ tradycjonalistyczn¹ odpowiedŸ. Warto w tym
miejscu przypomnieæ, ¿e Werner by³ miêdzy innymi jednym z pierwszych historyków w Niemczech, który zmierzy³ siê z kontrowersyjnym,
wêz³owym problemem relacji miêdzy nazizmem i historiografi¹92, zjednuj¹c sobie powa¿anie jako jeden z niewielu mediewistów zdolnych do
otwartego rozrachunku z minionymi pokusami nacjonalizmu.
Wynik jest oczywisty: jak Werner ukaza³ ex post, uwolniona od przyt³aczaj¹cego ciê¿aru germañskiej przesz³oœci szlachta œredniowieczna
mog³a na powrót odgrywaæ przewodni¹ rolê w procesie kszta³towania
siê to¿samoœci europejskiej (na fundamentach rzymskich). W tym wzglêdzie zapanowa³a pe³na zgoda miêdzy autorami takimi jak Karl Bosl i innymi mediewistami niemieckimi, którzy pod¹¿ali t¹ sam¹ drog¹ badañ
porównawczych instytucji o genezie karoliñskiej93, a tak¿e, paradoksalnie, Ottonem Brunnerem z okresu powojennego.
Szlachta jako stan, mentalnoϾ i struktura
Musimy teraz powróciæ w³aœnie do Brunnera i pokrótce przeanalizowaæ rolê, jak¹ austriacki badacz odegra³ w okresie powojennym.
Jak wiadomo, Brunner podj¹³ wówczas wysi³ek maj¹cy na celu przebudowê jego to¿samoœci intelektualnej. Polega³ on, w skrócie, na ca³kowitej zmianie perspektywy: przejœciu od Landesgeschichte, bardzo
völkisch z pierwszych wydañ Land und Herrschaft, ku wielkim narracjom i systematyzacji koncepcji. W wiêkszym stopniu ni¿ raczej sformalizowana analiza w Land und Herrschaft, inne g³ówne dzie³o, Adeliges
92 K.F. W e r n e r, Das NS-Geschichtsbild und die deutsche Geschichtswissenschaft,
Stuttgart 1967. W tym studium Werner nie zajmuje siê problemem Adel; poruszaj¹c jednak kwestiê karoliñsk¹, kluczow¹ w dawnych dyskusjach na temat korzeni germanizmu, cytuje w³asn¹ pracê o arystokracji frankijskiej (Bedeutende...)
i przeciwstawia w³asne odczytanie rzymskich pocz¹tków interpretacjom zwolenników germañskiej Uradel, jak Hermann Aubin (Das NS-Geschichtsbild..., s. 75,
przyp. 81).
93 Tak W. K i e n a s t, Der Herzogstitel in Frankreich und Deutschland (9. bis 12.
Jahrhundert), mit Listen der ältesten deutschen Herzorgsurkunden, München-Wien 1968.
88
E. Igor Mineo
[34]
Landleben und europäischer Geist94, opublikowane w 1949 r., ukazuje
istotê i g³êbiê wizji Brunnera. J¹drem jego koncepcji by³o przekonanie
o istnieniu g³êbokiego zwi¹zku ³¹cz¹cego teraŸniejszoœæ historyka z nie
ca³kiem utraconym œwiatem dzisiejszej szlachty prowincjonalnej, pomimo kryzysu XVIII i XIX w. G³êbia tej teorii polega³a na ukazaniu struktur myœlenia i „etyki” tego œwiata. Jest to g³êbia owego „d³ugiego œredniowiecza”, której Ÿród³a gruntownie przebada³ w g³ównej pracy
opublikowanej 10 lat wczeœniej. Brunner móg³ prowadziæ dialog z Wolfem Helmhardem von Hohbergiem, drobnym wiejskim szlachcicem
i p³odnym siedemnastowiecznym pisarzem, w sposób ³atwiejszy ni¿
– na przyk³ad – z urzêdnikami i wojownikami epoki ottoñskiej. Jednak
ci ostatni nale¿eli do uniwersum kulturowego, który stanowi³ kontekst
dla biografii tego pierwszego. Jest to œwiat wyj¹tkowo rozleg³y, siêgaj¹cy teraz daleko poza granice germañskiej tradycji
Ten tradycyjny œwiat, któremu austriacki historyk stara³ siê ponownie nadaæ kszta³t, wykracza znacznie poza œredniowiecze. W wiekach
œrednich znaleŸæ mo¿na bogaty materia³ empiryczny i na tej podstawie
zbudowana zosta³a w³aœciwa wyk³adnia prawa i polityki szlacheckiego
œwiata, jak¹ jest Land und Herrschaft. Jednak w polu widzenia Brunnera mieœci³ siê ów œwiat w ca³ej jego z³o¿onoœci i by³ to œwiat, który
przekracza³ tak granice Niemiec, jak i œredniowiecza. Jest to czytelne
szczególnie w okresie powojennym jego twórczoœci. W 1953 r. uczony
austriacki poszukiwa³ definicji jednolitego przedmiotu badañ europäische
Sozialgeschichte95, a w 1958 r., staraj¹c siê dokonaæ syntezy swoich przemyœleñ, nakreœli³ inneres Gefüge des Abendlandes96, to jest wizjê zasadniczo stabilnej struktury spo³eczeñstw europejskich od wczesnego œredniowiecza do pe³nej epoki nowo¿ytnej97.
94
O. B r u n n e r, Adeliges Landleben und europäischen Geist. Leben und Werk Wolf
Helmhards von Hohberg, 1612–1688, Salzburg 1949 (t³um. w³. Vita nobiliare e cultura
europea, Bologna 1972).
95 Das Problem einer europäischen Sozialgeschichte, [w:] O. B r u n n e r, Neue Wege
der Verfassungs- und Sozialgeschichte, Göttingen 1968 (t³um. w³. Il problema di una
storia sociale europea, [w:] ten¿e, Per una nuova storia costituzionale e sociale, red.
P. Schiera, Milano 1970, s. 21–50); por. L. S c u c c i m a r r a, La Begriffsgeschichte...,
s. 36–38.
96 Jest to tytu³ eseju w Historia Mundi, red. F. Valjavec, t. VI: Hohes und spätes
Mittelalter, Bern 1958, s. 319–385, póŸniej rozszerzonego i opublikowanego ponownie
jako Sozialgeschichte Europas im Mittelalter, Göttingen 1978 (t³um. w³. Bologna 1980).
97 W Terra e potere..., s. 161, mo¿emy znaleŸæ stwierdzenie tego rodzaju: „wewnêtrzny
porz¹dek wy³oniony w œredniowieczu, chocia¿ zmieniany i zmierzaj¹cy ku skostnieniu,
przetrwa³ rzeczywiœcie a¿ do po³owy XIX w. i dopiero wtedy zosta³ naprawdê zniszczony”. Por. G. T a b a c c o, La dissoluzione..., s. 296.
[35]
Szlachta œredniowieczna w historiografii
89
Oczywiœcie, Brunner zdobywa³ stopniowo presti¿ w mediewistyce
niemieckiej, a jego ksi¹¿ki wywiera³y coraz wiêkszy wp³yw tak¿e na
badaczy o odmiennych pogl¹dach, jak Gerd Tellenbach98. Oddzia³ywanie to znalaz³o wyraz w rozrachunku z ideami i sposobami historyzacji
austriackiego badacza – obowi¹zku, od którego nikt nie móg³ siê uchyliæ. Koncepcje Brunnera by³y jednoczeœnie coraz szerzej dyskutowane
na arenie miêdzynarodowej99. Niemniej jednak popularnoœæ Brunnera
i aprobata dla jego tez nie przek³ada³y siê na naprawdê œcis³e zwi¹zki
z mediewistyk¹. Brak jakichkolwiek powi¹zañ przed wojn¹ przek³ada³
siê na s³ab¹ jej znajomoœæ (przynajmniej w opinii wielu100) po wojnie,
kiedy Brunner nie zajmowa³ siê ju¿ wiêcej œredniowieczem. W istocie
kariera Brunnera stanowi bardziej z³o¿ony problem, który zas³ugiwa³by na odrêbn¹ analizê. Ograniczymy siê tu do przedstawienia pogl¹dów
tych historyków, którzy prowadzili z nim najbardziej o¿ywion¹ dyskusjê i umo¿liwili wzglêdnie wczesne przyswojenie propozycji Brunnera
przez czêœæ mediewistyki niemieckiej: z jednej strony przywo³aæ tu trzeba
postaæ Theodora Mayera, z którym Brunner utrzymywa³ bardzo bliskie
stosunki, uczestnicz¹c tak¿e w seminariach grupy roboczej z Konstancji; z drugiej zaœ rysuje siê wyraŸnie rola Karla Bosla, mediewisty programowo pod¹¿aj¹cego drog¹ wyznaczon¹ przez Brunnera101.
Wczeœniej ni¿ inni Bosl przyswoi³ sobie za³o¿enia metodologiczne
austriackiego historyka. Ju¿ w 1956 r. og³osi³, ¿e Land und Herrschaft
by³ pierwszym krokiem nowej tradycji naukowej, która ³¹czy³a „formy
98 Poszlaka we wstêpie do Studien und Vorarbeiten... z 1957 r., s. 2 (zob. przyp. 11,
par. 3), gdzie Tellenbach wydaje siê przejmowaæ krytykê historycznej projekcji
nowo¿ytnego Trennung pañstwa i spo³eczeñstwa przeprowadzon¹ przez Brunnera.
Dystans miêdzy nimi wci¹¿ jednak pozostaje wielki. Tellenbach rzadko cytowa³ lub
omawia³ prace Brunnera. Kiedy to czyni³, np. w odosobnionym fragmencie pracy
z 1943 r., robi³ to dla zaznaczenia owego dystansu (w przypadku idei Brunnera dotycz¹cej
prawa terytorialnego, G. T e l l e n b a c h, Vom karolingischen..., s. 230 n.). Brunner nie
zosta³ zacytowany nawet w syntezie z 1965 r. (ten¿e, Zur Erforschung...), a wiêc przy
okazji oficjalnego podsumowania historiografii europejskiej poœwiêconej problematyce
szlachty. Brunner w istocie odwzajemnia³ tê obojêtnoœæ.
99 „Odkrycie” Braudela mia³o miejsce w 1959 r.: Sur une conception de l’histoire
sociale, „Annales E.S.C.” XIV, 1959, s. 308–319.
100 Skrajny, w tym znaczeniu, i prawdopodobnie przesadny os¹d Reinharda Elze,
w referacie wyg³oszonym na spotkaniu dotycz¹cym Brunnera w „Annali dell’Istituto Storico Italo-Germanico in Trento” XIII, 1987, s. 149–152. Analogiczna ocena
u O.G. O e x l e g o, Was deutsche Mediävisten an der französischen Mittelalterforschung
interessieren muß, [w:] Mittelalterforschung nach der Wende 1989, red. M. Borgolte,
München 1995, s. 89–127, w szczególnoœci s. 124–126.
101 O stosunkach miêdzy Brunnerem i niektórymi mediewistami niemieckimi (wraz
z Mayerem, Schlesingerem), zob. K. S c h r e i n e r, Wissenschaft..., s. 118–124.
90
E. Igor Mineo
[36]
myœli socjologicznej i specyficzne rezultaty badañ lokalnych”, i rzuca³a
nowe œwiat³o „na spo³eczne korzenie procesów pañstwowotwórczych”102.
Podj¹³ nastêpnie próby analiz zbli¿onych do praktyki historii intelektualnej103. Przede wszystkim wyjaœnia³ sobie samemu (i swoim czytelnikom) cel, do którego nale¿a³o d¹¿yæ. Celem tym, okreœlonym przez Brunnera w pracy o europäische Sozialgeschichte, by³o badanie „Wesen der
europäischen Kultur”, to jest „elementów strukturalnych, które przetrwa³y i trwaj¹” i które „pomimo wszystkich zmian zachowa³y sw¹ to¿samoœæ”. Temat germañskiej ci¹g³oœci i dominacji arystokracji zosta³
w rezultacie powi¹zany z „jesionem” europejskoœci104.
Pomimo zaanga¿owania Bosla, na rozszerzenie zasiêgu oddzia³ywania koncepcji Brunnera wiêkszy wp³yw ni¿ wymiana z mediewistami
mia³o zetkniêcie z wspó³twórcami projektu Geschichtliche Grundbegriffe.
Ksi¹¿ki Brunnera zaczê³y byæ traktowane jak skoñczone próby historiograficzne, urzeczywistnione modele dla teorii œwiadomoœci historycznej,
któr¹ w latach szeœædziesi¹tych próbowali stworzyæ Reinhardt Koselleck
i Werner Conze105.
W proces trudnej niemieckiej recepcji Geschichtliche Grundbegriffe106
i metodologii historii intelektualnej, którego pierwsze sygna³y dostrzegliœmy w mediewistyce lat siedemdziesi¹tych, wpisuj¹ siê póŸniejsze
dzia³ania kilku znanych nam ju¿ autorów. Debata na temat historyzacji
pojêæ politycznych ³¹czy siê z rozwa¿aniami nad to¿samoœci¹ grup spo³ecznych, przede wszystkim szlachty, prowadzonymi niezale¿nie przez
niektórych mediewistów. Z tego powodu nale¿y powróciæ do Schmida
i do jego szczególnego osi¹gniêcia, a mianowicie znanej od koñca lat piêædziesi¹tych koncepcji Selbstverständnis. Jak wiemy, obok prze³omu,
102 K. B o s l, Geschichte und Soziologie. Grundfragen ihrer Begegnung, [w:] ten¿e,
Frühformen..., s. 472 n. Bosl poza tym nada³ nazwê tej tradycji, zaliczaj¹c Brunnera do
grupy z³o¿onej z Mayera, A. Waasa, H. Dannenbauera oraz Schlesingera, a wiêc do grona
najwa¿niejszych przedstawicieli neue Lehre. W 1963 r. stwierdzi³, ¿e bez Land und Herrschaft... zrozumienie rozwoju pañstwowego a¿ do rewolucji francuskiej by³oby niemal
niemo¿liwe.
103 Zob. przede wszystkim K. B o s l, Potens und Pauper. Begriffsgeschichtliche Studien zur gesellschaftlichen Differenzierung im frühen Mittelalter und zum „Pauperismus” des Hochmittelalters, [w:] ten¿e, Frühformen..., s. 106–134 (opublikowany po
raz pierwszy w 1962).
104 Ten¿e, Die germanische Kontinuität..., s. 80 n. („Jesion” to oczywiste odwo³anie
do mitologii germañskiej – red.).
105 Por. L. S c u c c i m a r r a, La Begriffsgeschichte..., s. 40 n.; W. S c h u l z e, Deutsche Geschichtswissenschaft..., s. 288–298.
106 C. D i p p e r, I Geschichtliche Grundbegriffe dalla storia dei concetti alla storia
delle epoche storiche, „Società e storia” LXXII, XIX, 1996, s. 385–402, w szczególnoœci
s. 385–386.
[37]
Szlachta œredniowieczna w historiografii
91
jakim by³o utrwalenie siê zasady dziedzicznoœci i lignager oraz terytorializacja szlachty, „samoœwiadomoœæ” rodów jest, w myœli Schmida, jednym z najwa¿niejszych nowych zjawisk kszta³tuj¹cych oblicze arystokracji po roku 1000. Trzeba zaznaczyæ, ¿e Schmid nigdy nie przedstawi³
w pe³ni teoretycznego opracowania tej intuicji. Rozwa¿ania na temat
samoœwiadomoœci rodzin mia³y u niego zawsze charakter szczegó³owy
i umocowanie w Ÿród³ach. Jednak, czytane po latach, nie sprowadzaj¹
siê jedynie do nienagannych erudycyjnych rekonstrukcji – istnia³y bowiem inne uwarunkowania ich rozwoju.
Badania te mo¿na uznaæ za modelowe przede wszystkimi dlatego, ¿e
Schmid potrafi³ naœwietliæ i wyjaœniæ ró¿nice miêdzy strategiami budowania samoœwiadomoœci. Przypadki, które mog³y byæ i by³y efektywnie
badane przez samego Schmida oraz przez jego wspó³pracowników, nie
by³y liczne, i te nieliczne poddawane by³y drobiazgowej analizie. Wraz
z Welfami i Staufami znajdujemy siê wœród najwy¿szych warstw œredniowiecznego spo³eczeñstwa politycznego XII w.: w obu przypadkach
by³y to dynastie królewskie; inne grupy, jak ród z Zähringer, prowadz¹
nas ku wê¿szym krêgom regionalnych struktur w³adzy. W szczególnoœci Welfowie byli przedmiotem sta³ego zainteresowania, pocz¹wszy od
lat piêædziesi¹tych. Pojawienie siê bardzo silnego poczucia dumy z w³asnego pochodzenia, wyra¿aj¹ce siê w wyj¹tkowej, jak na tê epokê, produkcji œwiadectw Ÿród³owych, dawa³o œwietn¹ okazjê do weryfikacji idei
szlacheckiej Selbstverständnis.
Mówi³o siê o ró¿nicach strategii. Odkryto, ¿e w przypadku Welfów
i Staufów ostateczne uformowanie siê jêzyków wyra¿ania samoœwiadomoœci by³o zwi¹zane z okolicznoœciami politycznymi, a w szczególnoœci
z bardzo ostrym konfliktem, który przeciwstawi³ sobie ksiêcia Henryka Lwa, Welfa, i cesarza Fryderyka Barbarossê, Staufa107. Chcia³bym
107
Tu tylko krótki wybór bibliografii spoœród bardzo obszernej literatury. Zaczynamy
od stwierdzenia, ¿e kluczowa dla ca³ej debaty jest praca K. S c h m i d a, Welfisches
Selbstverständnis, [w:] Adel und Kirche. Gerd Tellenbach zum 65. Geburstag, red.
J. Fleckenstein, K. Schmid, Freiburg-Basel-Wien 1968, s. 389–416 (tak¿e [w:] ten¿e,
Gebetsgedenken..., s. 424–453); równie¿ ten¿e, Zur Entstehung und Erforschung von
Geschlechterbewußtsein, „Zeitschrift für Geschichte des Oberrheins” CXXXIV, 1986,
s. 21–33: chodzi o wprowadzenie do trzech szczególnych prac Oexlego, G. Althoffa
i H. Schwarzmaiera, poœwiêconych Welfom, Staufom i rodowi z Zähringen. Równie¿
o Staufach K. S c h m i d, De regia stirpe Waiblingensium. Bemerkungen zum
Selbstverständnis der Staufer, „Zeitschrift für Geschichte des Oberrheins” CXXIV, 1976,
s. 63–73 (tak¿e [w:] ten¿e, Gebetsgedenken..., s. 454–466). Spoœród licznych prac Oexlego
poœwiêconych pamiêci (memoria) Welfów wymieniê tylko ostatnie, które maj¹ tak¿e
charakter podsumowuj¹cy: Lignage et parenté, politique et religion dans la noblesse du
XIIe siècle: l’évangéliaire de Henri le Lion, „Cahiers de Civilisation Médiévale” XXXVI,
92
E. Igor Mineo
[38]
podkreœliæ, ¿e tworzenie siê to¿samoœci w ogniu konfliktu politycznego
nie wydaje siê dzisiaj zjawiskiem zaskakuj¹cym; zwi¹zek ten, uchwycony
bardzo dobrze przez Schmida i póŸniej przez Ottona Gerharda Oexlego,
najwiêkszego eksperta w tej dziedzinie, nie zosta³ jednak nigdy doceniony. Przyczyna tego zaniechania wyjaœni siê za chwilê.
Nacisk k³adziony przez Schmida na badanie tematu rodów i ich konstrukcji kulturowej staje siê jasny w œwietle g³êbokiego przekonania, ¿e
œwiat pe³nego œredniowiecza, a w szczególnoœci œwiat arystokratyczny,
jest w istocie sieci¹ wspólnot, które zamykaj¹ w sobie byt i rolê jednostek. Nie zbli¿amy siê do Genossenschaften wiejskich i miejskich, znajdujemy siê wœród powi¹zañ, pokrewieñstw ustrukturyzowanych w ró¿ny sposób, a tak¿e wœród „domów” szlacheckich lub wspólnot zakonnych,
maj¹cych silne poczucie przynale¿noœci. Zatem nie jest to nieokreœlona
przestrzeñ dzia³añ zbiorowych, ale obszar, gdzie nastêpowa³o przyspieszenie najwa¿niejszych procesów autoidentyfikacji108. Jest to sfera bardzo z³o¿ona: w wizji Schmida istot¹ wiêzi identyfikacyjnej rodów jest po
1000 r. terytorializacja, a zatem uto¿samienie z zamkiem, koœcio³em,
w³adztwem terytorialnym: toponimami, które reprezentuj¹ lub nadaj¹
nazwisko grupie. Ale decyduj¹ce s¹ tak¿e czynniki czysto kulturalne;
przede wszystkim imiê i pamiêæ. Tak¿e z tego powodu losy Welfów s¹
uderzaj¹ce: rozleg³oœæ i niejednorodnoœæ w³asnoœci i uprawnieñ senioralnych nie sprzyja³y powstaniu typowego poczucia identyfikacji. Nazwa domu, która nie wywodzi³a siê od terytorium lub od zamku, ale od
imienia uœwiêconego w pamiêci za³o¿yciela rodu, Welfa, jest wyj¹tkowa
wœród rodzin ksi¹¿êcych109 i wyra¿a si³ê procesu dojrzewania poczucia
podmiotowoœci rodu. Naturalnie pojawia siê pytanie, na ile losy najpotê¿niejszych rodów odzwierciedlaj¹ tendencje bardziej ogólne: jest to
pytanie, które jak zobaczymy, prowadzi do delikatnej kwestii metody.
Podsumowuj¹c, stopniowo w „szkole fryburskiej” zmniejsza siê znaczenie zagadnieñ prozopograficznych, a w centrum rozwa¿añ pokoleñ
1993, s. 339–354; Die Memoria Heinrichs des Löwen, [w:] Memoria in der Gesellschaft
des Mittelalters, red. Geuenich, O.G. Oexle, Göttingen 1994, s. 128–177; Welfische
memoria. Zugleich ein Beitrag über adlige Hausüberlieferung und die Kriterien ihrer
Erforschung, [w:] Die Welfen und ihr Brauschweiger Hof im hohen Mittelalter, red.
B. Schneidmüller, Wiesbaden 1995, s. 61–94.
108 Na ten temat zob. chocia¿by K. S c h m i d, Über das Verhältnis von Person und
Gemeinschaft im früheren Mittelalter, „Frühmittelalterliche Studien” I, 1967, s. 225-249 (tak¿e [w:] ten¿e, Gebetsgedenken..., s. 363–387) i ten¿e, Religiöses und sippengebundenes Gemeinschaftsbewußtsein in frühmittelalterlichen Gedenkbucheinträgen,
„Deutsches Archiv” XXI, 1965, s. 18–81 (tak¿e [w:] ten¿e, Gebetsgedenken..., s. 532-598).
109 Ten¿e, Welfisches..., s. 440–441.
[39]
Szlachta œredniowieczna w historiografii
93
badaczy dojrzewaj¹cych miêdzy latami szeœædziesi¹tymi a osiemdziesi¹tymi, z³o¿onych w wiêkszoœci z uczniów Schmida, zakorzenia siê temat
samoœwiadomoœci i pamiêci. Nie mamy tu jednak do czynienia z prze³omem: Personenforschung nadal jest uprawiana i nadal stanowi podstawowy poligon dla m³odych historyków. Na podstawowe pytanie, któremu poœwiêcono tak wiele energii, udzielono ju¿ jednak – Ÿle lub dobrze
– odpowiedzi. Jednoczeœnie coraz powszechniejsza akceptacja tez Schmida, tak¿e poza obszarem Niemiec, przyczyni³a siê do powstania nowego
obszaru badañ. Innymi s³owy, ci¹g³oœæ rodów miêdzy epok¹ karoliñsk¹
i Hochmittelalter w coraz mniejszym stopniu traktowana by³a jako zagadnienie kluczowe. Dzia³o siê tak zapewne z tej przyczyny, ¿e podstawowy zespó³ danych, które mog³y potwierdziæ ideê czêœciowej ci¹g³oœci,
zosta³ ju¿ opracowany, a opracowanie to nie zmieni³o w wiêkszym stopniu zakresu problemu, ustalonego przez Tellenbacha w dwóch pracach
z 1939 i 1943 r. Przede wszystkim jednak Karl Schmid w swych propozycjach interpretacyjnych wyeksponowa³ znaczenie przemian struktury rodzin szlacheckich po roku 1000, jednoczeœnie sprowadzaj¹c do w³aœciwego wymiaru znaczenie ci¹g³oœci genealogicznej w œcis³ym sensie
(biologicznym), zaœ w centrum programów badawczych umieœci³, jak
widzieliœmy, „kulturowe” zagadnienie samoœwiadomoœci.
Na prze³omie lat siedemdziesi¹tych i osiemdziesi¹tych ta zmiana
przyczyni³a siê do znacz¹cego zwrotu w badaniach. Dokona³ siê on za
spraw¹ najbardziej powa¿anego ucznia Schmida, Ottona Gerharda
Oexlego110. Mo¿na powiedzieæ, ¿e na osobie Oexlego koñczy siê tradycja
fryburska. Przej¹wszy pa³eczkê z r¹k swego mistrza, Oexle pozosta³
wierny podstawowym za³o¿eniom tej tradycji, ale jednoczeœnie usi³owa³
dokonaæ jej radykalnej weryfikacji, stara³ siê pog³ebiæ jej implikacje teoretyczne i intelektualne. W ostatnich latach Oexle nie jest ju¿ bohaterem Personen i Adelsforschung, by³ nim jednak w przesz³oœci. Znamienne, ¿e jego najnowsze zainteresowania dojrzewa³y w³aœnie pod wp³ywem
tego typu doœwiadczeñ. Mo¿na zatem stwierdziæ, ¿e dominuj¹ce w ostatnich latach dyskusje o charakterze metodologicznym przyjê³y okreœlony kierunek w³aœnie na skutek refleksji nad problemami istotnymi dla
Oexlego, jego mistrzów i ca³ego œrodowiska naukowego, a¿ do tego momentu raczej obojêtnego wobec rozwa¿añ wykraczaj¹cych poza zwyk³y
obszar tematyczny. Rozwa¿ania te koncentrowa³y siê najpierw na moc110 O ile siê nie mylê, absolutnie pierwszym ca³oœciowym ujêciem dorobku
intelektualnego tego badacza jest praca R. D e l l e D o n n e, Nel „vortice infinito delle
storicizzazioni”: Otto Gerhard Oexle, Adalberone di Laon e la „scienza storica della
cultura”, [w:] Medioevo, Mezzogiorno, Mediterraneo. Studi in onore di Mario Del Treppo,
red. G. Rossetti, C. Violante, Napoli 2000, t. II, s. 329–375.
94
E. Igor Mineo
[40]
no eksploatowanym problemie pamiêci i samoœwiadomoœci szlacheckiej,
poszerzonym o zagadnienia zwi¹zane z grupami spo³ecznymi, nie ograniczonymi ju¿ wy³¹cznie do arystokracji i wspólnot klasztornych. W tej
sferze zainteresowañ znalaz³ siê tak¿e œwiat korporacji zamkniêty w granicach miast, których mistrzowie Oexlego nigdy nie przekroczyli111.
Nowatorskim postulatem Oexlego by³o d¹¿enie do wpisania problemu samoœwiadomoœci w szerszy kontekst: mechanizmów samookreœlenia spo³ecznego, wspólnych zasad nadawania symbolicznego sensu
rzeczywistoœci lub, ¿eby u¿yæ jego wyra¿enia, Deutungsschemata, „schematów interpretacyjnych”. Teoretyczne opracowanie powstaje w³aœnie
poprzez badanie podstawowych œredniowiecznych Deutungsschemata
i w pewien sposób bezpoœrednio siê z nich wywodzi.
Czy mo¿na pokrótce scharakteryzowaæ te schematy? Oexle w zasadzie odpowiada twierdz¹co na to pytanie. Myœli przy tym o przejawach
stratyfikacji spo³eczeñstwa, powtarzaj¹cych siê, z ma³ymi zmianami, od
póŸnej staro¿ytnoœci: od rozdzielenia œwieckich i duchownych, po podzia³ usankcjonowany przez tzw. model trójdzielny (duchowni, wojownicy, ch³opi)112. Œwiadectwa kategoryzacji, zawarte w dzie³ach niejednolitych z racji swego statusu literackiego i celów, s¹ funkcj¹ Ständebildung,
budowania Stände tradycyjnych spo³eczeñstw. I opis, i podzia³ spo³eczeñstwa, przedstawione w tych tekstach, œwiadcz¹ o istnieniu kreuj¹cej rzeczywistoœæ wiedzy spo³ecznej, która umo¿liwia³a tworzenie
podstaw œwiata spo³ecznego, budowanie jego zasobów symbolicznych113.
111 Wskazówki dotycz¹ce prac poœwiêconych gildiom kupieckim i innym strukturom
stowarzyszeniowym zob. tam¿e, s. 340, przyp. 26 [Zob. tak¿e: O.G. O e x l e, Spo³eczeñstwo œredniowiecza. Mentalnoœæ – grupy spo³eczne – formy ¿ycia, red. R. Czaja, Z.H. Nowak, Toruñ 2000 – red.].
112 Nale¿y czytaæ ³¹cznie prace poœwiêcone tematowi Deutungsschemata:
O.G. O e x l e, Die funktionale Dreiteilung der ‘Gesellschaft’ bei Adalbero von Laon. Deutungsschemata der sozialen Wirklichkeit im früheren Mittelalter, „Frühmittelalterliche
Studien” XII, 1978, s. 1–54 (na temat modelu trójfunkcyjnego w XI w. i o procesie jego
kszta³towania siê pocz¹wszy od epoki karoliñskiej); ten¿e, Tria genera hominum. Zur
Geschichte eines Deutungsschemas der sozialen Wirklichkeit in Antike und Mittelalter,
[w:] Institutionen, Kultur und Gesellschaft im Mittelalter. Festschrift für Josef Fleckenstein, red. L. Fenske, W. Rösener, T. Zotz, Sigmaringen 1984, s. 483–500 (o dychotomii
duchowni/œwieccy); ten¿e, Deutungsschemata der sozialen Wirklichkeit im frühen und
hohen Mittelalter, [w:] Mentalitäten im Mittelalter, red. F. Graus, Sigmaringen 1987,
s. 65–117; do tego nale¿y dodaæ has³a Stand, Klasse, [w:] Geschichtliche Grundbegriffe,
red. O. von Brunner, W. Conze, R. Koselleck, t. VI, Klett-Cotta 1990, s. 155–200 (roz.
Oexlego obejmuje staro¿ytnoœæ i œredniowiecze).
113 Wydaje siê to oczywiste w przypadku póŸnostaro¿ytnej koncepcji dychotomii
miêdzy œwieckimi i duchownymi, ten¿e, Deutungsschemata..., s. 88 („historia form
myœlenia i sposobów percepcji, które tworz¹ rzeczywistoœæ”). Jeœli chodzi o Ständebildung milites i ch³opów w XI i XII w. (model trójfunkcyjny jest jednoczeœnie jego znakiem
[41]
Szlachta œredniowieczna w historiografii
95
Wczeœniej wizjê tak¹ sformu³owa³ Brunner. Brunner, który przedstawia³ stany œredniowieczne nie jako reprezentacjê, ale jako podstawowy
czynnik nadaj¹cy to¿samoœæ terytorium. Stany te w jêzyku austriackiego badacza nie reprezentuj¹, ale wrêcz s¹ terytorium114.
Sk³oni³o to Oexlego do odrzucenia wszelkich sztywnych zasad rozszerzania zasiêgu oddzia³ywania tych wzorów. Œwiadectwa kategoryzacji spo³eczeñstwa nie sprowadzaj¹ siê do sfery czysto ideologicznej, ca³kowicie oderwanej od rzeczywistoœci spo³ecznej i nie powinny byæ
równie¿ postrzegane jako odbicie specyficznie przekszta³conej, w celach
politycznych, kultury koœcielnej115. Stanowi¹ natomiast bardzo znacz¹ce odzwierciedlenie œwiata znaczeñ, w którym ¿yj¹ cz³onkowie œredniowiecznego spo³eczeñstwa. Œwiadom ogromnych trudnoœci wynikaj¹cych
z milczenia Ÿróde³116, Oexle zamierza³ badaæ Alltagswelte, „Leben der
Vielen”, „codzienn¹ percepcjê zwyk³ego cz³owieka w œwiecie codziennoœci” („das Alltags und Jedermannwissen in der Alltagswelt”)117.
W istocie badanie polega zawsze na rekonstrukcji tradycji doktrynalnych, która mog³aby ujawniæ formy, schematy, modele dzia³ania i wzorce
interpretacyjne. Oexle zadaje sobie fundamentalne pytanie – „czym s¹
te schematy”? – ale prawie nigdy nie pyta o rzecz równie zasadnicz¹ –
„do czego s³u¿¹ i jaki jest stopieñ ich przyswojenia”? To drugie pytanie
zmusza³oby do przeniesienia analizy na poziom wykraczaj¹cy poza schemat, po to, by wyjaœniæ nie jego wewnêtrzn¹ logikê, ale cechy charakterystyczne i – z za³o¿enia zró¿nicowane – cele jego zastosowania118. Dla
i przes³ank¹ intelektualn¹), zob. ten¿e, Die funktionale Dreiteilung..., s. 46–48 i ten¿e,
Deutungsschemata..., s. 98–100; por. R. D e l l e D o n n e, Nel „vortice”..., s. 359–371.
114 Zob. O. Brunner, Land und Herrschaft..., s. 572–573, 589 („Senior i stany terytorialne, wziête razem, tworz¹ – «sind» – terytorium w pe³nym i pierwotnym znaczeniu tego s³owa”). Aby okreœliæ miejsce Brunnera w ramach za¿artej niemieckiej dyskusji na temat Stände, podstawow¹ prac¹ jest I. C e r v e l l i, Ceti e assolutismo in Germania.
Rassegna di studi e problemi, „Annali dell’Istituto Storico Italo-Germanico in Trento”
III, 1977, s. 431–512, w szczególnoœci na temat Brunnera s. 448–464. WyraŸne odniesienia u O.G. O e x l e g o, Deutungsschemata..., s. 81.
115 O.G. O e x l e, Die funktionale Dreiteilung..., s. 53; ten¿e, Deutungsschemata...,
s. 81. Na tej podstawie Oexle formu³uje swoj¹ dog³êbn¹ krytykê pracy Duby’ego na temat modelu trójfunkcyjnego w Les trois ordres ou l’imaginaire du féodalisme... (która
ukaza³a siê równoczeœnie z Die funktionale Dreiteilung... w 1978): O.G. O e x l e, Die
„Wirklichkeit” und das „Wissen”. Ein Blick auf das sozialgeschichtliche Œuvre von
Georges Duby, „Historische Zeitschrift” CCXXXII, 1981, s. 61–91.
116 Zob. np. ten¿e, Stand, Klasse..., s. 159.
117 Ten¿e, Die funktionale Dreiteilung..., s. 5; ten¿e, Deutungsschemata..., s. 105.
118 Por. opinie dwóch autorów bardzo wa¿nych dla Oexlego (zob. przyp. 27):
P.L. B e r g e r, T. L u c k m a n n, The Social Construction of the Reality, New York 1966
(t³um. w³. La realtà come costruzione sociale, Bologna 1969, 2002 [t³um. polskie: Spo³eczne tworzenie rzeczywistoœci, Warszawa 1983]), s. 162 n. (w t³um. w³.).
96
E. Igor Mineo
[42]
pe³nego œredniowiecza jest to w istocie droga doœæ wyboista wobec braku odpowiednich Ÿróde³. Ale nie tylko przeszkody o charakterze dokumentacyjnym wp³ywaj¹ na kierunek badañ Oexlego. Kszta³tuje je tak¿e
przekonanie, ¿e pierwsze pytanie dotycz¹ce prawdziwej natury schematu jest w pewnej mierze decyduj¹ce i samo w sobie wyczerpuj¹ce.
Znalezienie odpowiedzi na nie umo¿liwia wnikniêcie w Lebenswelt,
a przynajmniej Lebenswelt mo¿now³adztwa i wy¿szego kleru. Podsumowuj¹c, nie bêdzie niesprawiedliwoœci¹ stwierdzenie, ¿e w analizach
Oexlego nie ma œladu spo³ecznego u¿ycia Deutungsschemata. Nale¿y to
podkreœliæ, poniewa¿ przede wszystkim w pracy poœwiêconej schematowi trójfunkcyjnemu widoczna jest bardzo wyraŸna luka miêdzy poziomem rekonstrukcji przebiegu formowania siê Deutungsschema i znaczeniami metodologicznymi, jakie s¹ mu przypisywane.
Te za³o¿enia metodologiczne powtarzaj¹ wprost sformu³owany przez
Brunnera zakaz interpretowania przesz³oœci przy pomocy kategorii
wspó³czesnoœci119. Ale to nie wszystko: œwiadomoœæ, ¿e aby zrozumieæ
dawne koncepcje rzeczywistoœci, nale¿y historyzowaæ nasze, a zatem
tak¿e nasze „nowo¿ytne” formy tworzenia historii, wprowadza skomplikowane wymagania dekonstrukcyjne.
W istocie w koncepcji Oexlego nie ma zerwania ci¹g³oœci: d¹¿enie do
stworzenia syntezy dotycz¹cej szlachty, zbiorowej pamiêci, to¿samoœci
rodzin, grup spo³ecznych, wspólnot monastycznych miêdzy Früh- i Hochmittelalter sk³ania³y go do zajêcia siê formami percepcji i metodami
nadawania rzeczywistoœci symbolicznych znaczeñ, ale przyczyni³y siê
jednoczeœnie do powstania refleksji teoretycznej. Tylko taka dialektyka
pozwala unikn¹æ niebezpieczeñstwa zamkniêcia teorii w granicach abstrakcyjnych spekulacji.
Dla wygody, naszkicujê pokrótce podstawowe za³o¿enia tej propozycji teoretycznej, a póŸniej powi¹¿ê j¹ ponownie z oddzia³uj¹cymi na ni¹
problemami interpretacji historiograficznej.
Oexle stara³ siê o¿ywiæ niektóre elementy tradycji historyzmu niemieckiego, szczególnie myœl Webera, w oryginalny sposób wi¹¿¹c j¹
z dwoma innymi pr¹dami umys³owymi pocz¹tku XX w.: z jednej strony
z francuskimi naukami spo³ecznymi Durkheima, Halbwachsa i Maussa,
z drugiej zaœ z nurtem analizy spo³ecznej o charakterze, przynajmniej
pocz¹tkowo, fenomenologicznym120. Nawi¹za³ tak¿e dialog z innymi
119
O.G. O e x l e, Die funktionale Dreiteilung..., s. 1.
W pracach Oexlego powtarzaj¹ siê odwo³ania do jednej z fundamentalnych prac
poœwiêconych socjologii wiedzy, P.L. B e r g e r, T. L u c k m a n n, dz. cyt. (ukaza³a siê
w Niemczech w 1969).
120
[43]
Szlachta œredniowieczna w historiografii
97
partnerami, miêdzy innymi z niektórymi szko³ami historiograficznymi.
Podczas gdy stosunek do Francuzów i „Annales” jest, mimo pozorów,
jednoczeœnie ostro¿ny i dialektyczny (z wyj¹tkiem Blocha, który zaj¹³
miejsce w panteonie mistrzów)121, konfrontacja z tradycj¹, któr¹ dla
uproszczenia opatrzymy etykiet¹ Begriffsgeschichte, zmierza ku pe³nej
identyfikacji. W tak okreœlonych granicach Oexle podj¹³ z³o¿on¹ i ambitn¹ pracê epistemologiczn¹, której przedmiotem sta³y siê podstawy
wiedzy historiograficznej. W pracy tej przyj¹³ za oczywiste, za Weberem, stanowisko radykalnie historyzuj¹ce i zarazem radykalnie relatywistyczne (w znaczeniu relatywizmu wartoœci, które kieruj¹ ka¿dym
aktem poznania, a tak¿e procesami okreœlania przedmiotów badania)122.
W centrum uwagi znalaz³a siê zatem „kultura”, postawy, jêzyki i logika
„konstruowania” œwiata przez dzia³aj¹cych ludzi, bez wyj¹tku zas³uguj¹cych na wys³uchanie. Do grupy tej nale¿y ka¿dy, kto uczestniczy w procesach spo³ecznych, w³¹czywszy historyków, dzia³aj¹cych jeszcze w granicach dyscypliny zinstytucjonalizowanych w XIX w. na podstawie
sprecyzowanych procedur obiektywizacji historii. Oexle zaleca³ dekonstrukcjê tego konteksu, co umo¿liwiæ mia³o dyskusjê nad tymi procedurami, czyli logik¹, zgodnie z któr¹ formu³owane by³y zagadnienia badawcze podejmowane przez historyków (m.in. œredniowiecza), oraz nad
znaczeniem kanonu historiograficznego. Kanon ten wydaje siê racjonalny, a jest tymczasem tylko jednym z delikatnych owoców procesu
powstawania politycznej nowoczesnoœci.
Zwi¹zki z kultur¹ historiograficzn¹ koñca XX w. s¹ oczywiste, nawet
jeœli Oexle uporczywie usi³uje unikaæ wszelkiego redukcjonizmu jêzykowego i koncepcji, które upodabniaj¹ do czynnoœci narracyjnej praktykê historyków, aby w ten sposób zachowaæ fundamentalne kryterium
realizmu123.
121
Por. O.G. O e x l e, Was deutsche Mediävisten...; ten¿e, Das „Wirklichkeit”...; ten¿e,
Marc Bloch et la critique de la raison historique, [w:] Marc Bloch aujourd’hui. Histoire
comparée et sciences sociales, Éditions de l’École des Hautes Études en Sciences Sociales,
Paris 1990, s. 419–433.
122 Zob. zebrane studia w: O.G. O e x l e, Geschichtswissenschaft im Zeichen des Historismus. Studien zu Problemgeschichten der Moderne, Göttingen 1996, s. 14–40: tytu³ pochodzi od eseju otwieraj¹cego, który zawiera g³ówne zarysy propozycji powrotu
do Historismus i który ukaza³ siê w „Historische Zeitschrift” CCXXXVIII, 1984, s. 17-55; ten¿e, Geschichte als historische Kulturwissenschaft, [w:] Kulturgeschichte Heute,
red. E. Hardtwig, Göttingen 1996, s. 14–40. Zob. omówienie tej koncepcji R. D e l l e
D o n n e, Nel „vortice”..., s. 347–359.
123 Zob. np. O.G. O e x l e, Sozialgeschichte..., s. 340; a tak¿e ten¿e, Sehnsucht nach
klio. Hayden Whites „Metahistory” – und wie man darüber hinwegkommt, „Rechtshistorisches Journal” XI, 1992, s. 1–18.
98
E. Igor Mineo
[44]
Ale realizm ten os³abiony jest (i byæ mo¿e nie mog³o byæ inaczej) przez
sceptycyzm – o Ÿród³ach nitzscheañskich i husserlowskich – wobec „silnych” kumulatywnych i progresywnych koncepcji wiedzy naukowej.
Sceptycyzm ten prowadzi go, poprzez zastosowanie koncepcji Lebenswelt
(lub Alltagswelt), ku perspektywie hermeneutycznej, w której d¹¿y siê
do przywrócenia wagi i godnoœci wiedzy (Wissen) o przesz³oœci, nie przystaj¹cej (poniewa¿ je poprzedza i poniewa¿ siê od nich ró¿ni) do form
wiedzy naukowej o genezie mniej lub bardziej pozytywistycznej. Idee,
koncepcje i sposoby racjonalizacji rzeczywistoœci nie pojawiaj¹ siê
w XIX w., przypomina Oexle, ale towarzyszy³y ka¿demu momentowi
historii cz³owieka, przyczyniaj¹c siê w determinuj¹cy sposób do tworzenia tej¿e rzeczywistoœci ludzkiego ¿ycia124. W sumie, tak jak wielokrotnie postulowano125, Oexle zachêca do powa¿nego potraktowania logiki,
zgodnie z któr¹ ludzie przesz³oœci pojmowali samych siebie oraz swoje
miejsce w czasie i w przestrzeni.
Bardzo ³atwo by³oby przystaæ na tego rodzaju propozycjê, gdyby nie
to, ¿e w koncepcji Oexlego z trudem udaje siê znaleŸæ i wyró¿niæ dzia³anie
indywidualne. Rekonstrukcja kontekstu nie wprowadza rozró¿nienia
miêdzy postaw¹ i dzia³aniem podmiotów a œrodowiskiem ich dzia³ania126,
którego opór i wzglêdna inercja – choæ nie zosta³a zanegowana – wszelako schodzi zawsze na drugi plan wobec pojêcia gedachte Wirklichkeit
i wobec pierwszeñstwa wyobra¿eñ.
Warto w tym miejscu zauwa¿yæ, ¿e nie jest wcale spraw¹ przypadku,
i¿ to w³aœnie historyk zajmuj¹cy siê szlacht¹ (i formami wyobra¿eñ),
pamiêci¹ zbiorow¹, Deutungsschemata stanów przeciwstawi³ siê naiwnie substancjalnym historiograficznym koncepcjom grup spo³ecznych
oraz podj¹³ badanie kulturowej i „stwarzanej” natury wspólnot. Kiedy
podkreœla pierwszorzêdne znaczenie wyobra¿eñ, Oexle myœli w³aœnie
o mechanizmach konsolidacji wspólnot, nad którym zastanawia³ siê przez
tak wiele lat127. Oddajmy mu na chwilê g³os. Wymieniaj¹c niektóre czyn124
Zob. np. ten¿e, Die funktionale Dreiteilung..., s. 3.
Bardzo znacz¹cy jest w tym sensie esej R. B i z z o c c h i e g o, Genealogie incredibili. Scritti di storia nell’Europa moderna, Bologna 1995.
126 Wœród wielu mo¿liwoœci przytaczam tylko jeden przyk³ad tego, co chcia³ wyjaœniæ Oexle: „Procesy historyczne mog¹ byæ ujmowane, poprzez interakcjê wszystkich
obszarów ¿ycia i dzia³alnoœci ludzkiej, jako logiczny rozwój aktywnoœci cz³owieka, która przejawia siê zawsze poprzez wzorce czegoœ, nadanie wartoœci (Werhaltungen) czemuœ, przedstawienie czegoœ; w ten sposób rodz¹ siê instytucje, ze swej strony determinuj¹ce okreœlone skutki, ale tylko w wymiarze, w którym zostaj¹ w³¹czone do myœli (na
poziomie œwiadomoœci i intelektu), co z kolei umo¿liwia now¹ aktywnoœæ”, ten¿e, Was
deutsche Mediävisten..., s. 105.
127 Zob. ten¿e, Gruppen..., s. 29
125
[45]
Szlachta œredniowieczna w historiografii
99
niki sk³adaj¹ce siê na definicjê „grup spo³ecznych”, stwierdza³ w 1998 r.,
bez jakiejkolwiek odwo³ania do funkcji kontekstu: „chodzi o obecnoœæ
regu³ i norm, które s¹, domyœlnie lub otwarcie, uzgodnione, które wyra¿aj¹ cele grupy i które jednoczeœnie stwarzaj¹ tak dla jej cz³onków,
jak i ludzi nienale¿acych do niej, wyobra¿enie tych¿e grup128”.
Znamy ju¿ te mechanizmy i wiemy, ¿e autor grupuje je, w pewnym
uproszczeniu, w dwie wielkie typologie: mechanizmy typu pamiêciowego i mechanizmy normatywne, które prowadz¹ do powstania grupowych
to¿samoœci. W szczególnoœci kieruj¹ one odtwarzaniem wyobra¿eñ wspólnych dla spo³eczeñstwa, które z kolei w tym uniwersum lato sensu œredniowiecznym, s¹ zawsze wyobra¿eniami tworz¹cymi zasady rozwarstwienia spo³eczeñstwa.
Memoria i Ständedenken stanowi¹ wzajemnie siê uzupe³niaj¹ce poziomy tego samego systemu znaczeñ i percepcji (Wahrnemung) rzeczywistoœci spo³ecznej. W tym miejscu oczywisty staje siê sposób odczytania Ÿróde³ memoratywnych XII w. oraz zjawisk samoœwiadomoœci Welfów
i innych rodów. W szczególnoœci poczucie to¿samoœci Welfów przestaje
byæ zjawiskiem indywidualnym, lecz wydaje siê odzwierciedlaæ ogóln¹
tendencjê. Jednoczesnie wydarzenia polityczne, stanowi¹ce t³o tego fenomenu, s³u¿¹ jego wyjaœnianiu w stopniu niewiele mniejszym ni¿ okolicznoœci chronologiczne. Nale¿y dodaæ, ¿e taki obraz ró¿ni siê od propozycji Schmida, który w analizie szlacheckiej Selbstverständnis,
przeczuwaj¹c jako pierwszy jej kluczowe znaczenie, stara³ siê podkreœliæ niezale¿noœæ mechanizmów samoœwiadomoœci, charakteryzowa³ je
i ukazywa³ ich zwi¹zki z kontekstem, jaki tworzy³y nowe procesy dynastyczne w ³onie arystokracji Hochmittelalter. Tymczasem Oexle wykorzystywa³ te mechanizmy, aby naœwietliæ zasady nadawania znaczeñ rzeczywistoœci przez wspólnoty, co by³o g³ównym przedmiotem jego badañ.
Musimy powróciæ do problemu Ständedenken, poniewa¿ prowadzi nas
to – co oczywiste – wprost do tematu naszych rozwa¿añ. Stanowy sposób
myœlenia, lub stanowa mentalnoœæ, odzwierciedla decyduj¹ce mechanizmy procesów samookreœlania siê grup spo³ecznych ancien regime’u,
a zw³aszcza warstw najwy¿szych. Dotyczy to ju¿ samego wyobra¿enia
stanu, które uwzglêdniaj¹c s³ownictwo przewa¿aj¹ce w œredniowieczu,
najlepiej by³oby oddaæ poprzez termin ordo, a wiêc pojêcie przywo³uj¹ce
wizjê spo³eczeñstwa ustrukturyzowanego wed³ug porz¹dku nienaruszal128 Ten¿e, Soziale Gruppen in der Ständegesellschaft: Lebensformen des Mittelalters
und ihre historischen Wirkungen, [w:] Die Rapräsentation der Gruppen: Texte
– Bilder – Objekte, red. O.G. Oexle, A. von. Hülsen, A. Esch, Göttingen 1998, s. 17,
a tak¿e s. 40.
100
E. Igor Mineo
[46]
nego, poniewa¿ dotykaj¹cego sfery nadprzyrodzonej. Stan, w koncepcji
Oexlego, nie jest zatem nigdy zinstytucjonalizowan¹ przestrzeni¹ w ramach póŸnoœredniowiecznego i nowo¿ytnego „pañstwa stanowego”. Nie
jest ani zjawiskiem korporacyjnym, ani nale¿¹cym do sfery wyobra¿eñ.
Jest natomiast typowym czynnikiem verfassungsgeschichtlich lub strukturalnym (w rozumieniu Brunnera), który wykracza poza procesy polityczno-instytucjonalne i potwierdza trwa³oœæ niektórych pozycji w spo³eczeñstwie: przede wszystkim duchowieñstwa i szlachty.
W pracy poœwiêconej szlachcie ancien regime’u, opublikowanej
w 1990 r.129, Oexle podsumowa³ wczeœniejsze przemyœlenia. Szlachta jawi
siê tu w³aœnie jako Stand, o ile myœl spo³eczna tak j¹ przedstawia. Kiedy musi zdefiniowaæ, czym by³ Kern, istota Adel w d³ugiej perspektywie
czasowej, Oexle stwierdza, ¿e szlachta jest w istocie zjawiskiem myœlowym i stanem (Stand): wyobra¿eniem i samowyobra¿eniem, w których
celebrowanie pamiêci odgrywa twórcz¹ rolê130. W ten sposób Adel staje
siê pretekstem do mówienia o ca³ym spo³eczeñstwie:
Mo¿na równie¿ opisaæ fenomen szlachty jako mentalnoœæ i jako rzeczywistoœæ, jako
formê myœlow¹, z której wynikaj¹ (resultieren) formy dzia³ania. Te, ze swej strony,
stwarzaj¹ szeroko rozumian¹ rzeczywistoœæ spo³eczn¹, która z kolei oddzia³uje na
sposoby myœlenia131.
Jest to na pozór zamkniêty kr¹g, w którym tworzy siê rzeczywistoœæ:
naprawdê decyduj¹cy akt ma charakter kulturowy, determinuje on ca³y
proces spo³eczny. I jest to dzia³anie, które ma swoj¹ niezmienn¹ logikê
d³ugiego i najd³u¿szego okresu.
Mo¿na oczywiœcie w¹tpiæ, czy Oexle zamierza³ usystematyzowaæ pewne trwa³e typy idealne, pewne schematy formalne, przy pomocy których porz¹dkuje siê i interpretuje masê informacji dostarczanych przez
Ÿród³a – a nie jedynie obiektywne cechy formacji spo³ecznej132. Ale nie
tylko brak jakichkolwiek odniesieñ o takim charakterze (bynajmniej
nieprzypadkowy u autora tak bardzo powœci¹gliwego jak Oexle) potwierdza, ¿e jego zamiarem by³o opisanie rzeczywistoœci. Potwierdza to tak¿e decyzja, by „datowaæ” zjawiska. Oexle w³¹cza siê do d³ugiego sporu,
129 Ten¿e, Aspekte der Geschichte des Adels im Mittelalter und in der frühen Neuzeit,
[w:] Europäischer Adel..., s. 19–56.
130 Tam¿e, s. 21–41, a w szczególnoœci s. 25–32, na temat zagadnienia pamiêci.
131 Tam¿e, s. 20 (wyró¿nienie E.I.M.).
132 Jest to natomiast sformu³owanie wprost przypisane przez G. Dilchera artyku³owi, który nastêpowa³ po studium Oexlego w ksi¹¿ce pod redakcj¹ H.U. Wehlera:
G. D i l c h e r, Der alteuropäische Adel – ein verfassungsgeschichtlicher Typus?, [w:]
Europäischer Adel..., s. 57–86.
[47]
Szlachta œredniowieczna w historiografii
101
z którym wielokrotnie spotykaliœmy siê na tych stronach, i zmusza do
ponownego przemyœlenia wszystkich czynników sk³adaj¹cych siê na
europejski status szlachecki w epoce karoliñskiej. W tym czasie kszta³tuj¹ siê wszystkie podstawowe struktury kulturowe i polityczne dawnego spo³eczeñstwa. System makropolityczny poprzez ksiêstwa wywodzi
siê z okresu rozpadu pañstwa karoliñskiego. Terytorialna szlachta francuska i niemiecka pochodzi od dawnej Reichsadel133. W tym okresie
powstaj¹ pierwsze formy samowiedzy rodzinnej i szlacheckiej œwiadomoœci pochodzenia134, pojawia siê zapowiedŸ ideologii obrony s³abych
jako fundamentu etyki szlacheckiej135 i doktryny zarz¹dzania „domem”136. Tej epoki siegaj¹ pocz¹tki „napiêæ miêdzy szlacht¹ a dworem
królewskim”137, a nawet pierwsze zapowiedzi modelu trójfunkcyjnego138.
Podsumowanie. Ponadczasowa szlachta
Aby przedstawiæ szlachtê ancien regime’u Oexle odwo³uje siê do wielu Ÿróde³. Ka¿demu z tych Ÿróde³ przypisana jest bowiem œciœle okreœlona funkcja objaœniaj¹ca lub przedstawiaj¹ca. ród³a te konfrontowane
s¹ ze sob¹ nawet wtedy, gdy przynale¿¹ do najbardziej odleg³ych kontekstów czasowych i kulturowych. Na przyk³ad, gdy trzeba okreœliæ istotê
poczucia (i ideologii) wy¿szoœci, œwiadomoœci urodzenia i dumy zestawiani s¹ na tym samym poziomie dyskursu biskup frankijski Thegan,
Izydor z Sewilli, Idzi Rzymianin, Johan Huizinga, Georg Simmel. Albo
te¿, aby opisaæ kulturê „domu” i to¿samoœæ patrymonialn¹, cytowany
jest nie tylko anonimowy autor dwunastowiecznej Historia Welforum,
ale równie¿ Johann Wolfgang Goethe, Adalbert Stifter, Theodor Fontane, Evelyn Waugh.
Jeœli przyjmiemy, ¿e Oexle w istocie przedstawia strukturê w znaczeniu zaproponowanym przez Brunnera, chronologiczne usytuowanie
informatorów mo¿e zejœæ na drugi plan.
Wœród tych informatorów s¹ tak¿e filozofowie nowo¿ytni i wspó³czeœni powieœciopisarze. Miêdzy tymi ostatnimi honorowe miejsce zarezerwowano dla Tomasiego di Lampedusa, którego Lampart mo¿e pomóc
w okreœleniu niektórych cech charakterystycznych struktury europej133
134
135
136
137
138
O.G. O e x l e, Aspekte..., s. 41–43.
Tam¿e, s. 28.
Tam¿e, s. 37.
Tam¿e, s. 32.
Tam¿e, s. 45.
Ten¿e, Deutungsschemata..., s. 91.
102
E. Igor Mineo
[48]
skiego Adel od wczesnego œredniowiecza do schy³ku ancien regime’u.
Zabieg ten, choæ zaskakuj¹cy, nie jest jednak wcale wyj¹tkowy. Lampedusa poruszy³ ju¿ pierwszego mistrza Oexle, Tellenbacha, który w studium z 1974 r. przedstawi³ go jako cennego œwiadka europejskiej mentalnoœci arystokratycznej139. I z podobnymi zamiarami Werner Paravicini
odwo³ywa³ siê do szczególnego autorytetu szlacheckiego pisarza140. Na
koniec ponownie pojawia siê Karl Ferdinand Werner, który wspomina³
Lampedusê w centralnym fragmencie swej ksi¹¿ki – w podsumowaniu,
przypisuj¹c mu rolê ksiêcia, ocala³ego w XX w., zdecydowanego utrzymaæ
„jak cz³owiek wolny” swoj¹ to¿samoœæ poprzez wiêŸ z przesz³oœci¹141.
Spojrzenie Oexlego jest bez w¹tpienia najbystrzejsze, wyra¿a najlepiej
œwiadomoœæ znacz¹cych implikacji tego kierunku interpretacyjnego: wywo³aæ przesz³oœæ poprzez odwo³anie tak¿e do literatury wspó³czesnej142.
Aby wyjaœniæ przyczyny takiego stanowiska Oexlego, nale¿a³oby zapisaæ wiele stron, co zaprowadzi³oby nas daleko od przedmiotu tego studium. Wydaje mi siê jednak, ¿e warto poczyniæ jedn¹ uwagê. Na równi
z Brunnerem, którego jest prawdziwym spadkobierc¹, Oexle nie narzuca przedmiotowi swych badañ optyki, mog¹cej spowodowaæ dezorientacjê. Nie odkrywa w przesz³oœci innych œwiatów, i to pomimo retoryki
demaskuj¹cej modernizuj¹ce konstrukcje tej¿e przesz³oœci. Jego sposób
patrzenia nie ma jednak charakteru skrajnie etnologicznego – wrêcz
przeciwnie – jest to spojrzenie zdecydowanie etnocentryczne, ukierunkowane na poszukiwanie zwi¹zków miêdzy przesz³oœci¹ i teraŸniejszoœci¹ w ramach historii europejskiej (lub zachodniej). Brunner podkreœla³ potrzebê w³aœnie takiego podejœcia143.
Panorama dwudziestowiecznych badañ poœwiêconych problemowi
szlachty œredniowiecznej okazuje siê ogromnie rozleg³a. Rzecz jasna,
sytuacja nie jest taka jak w latach trzydziestych XX w. Jednak, podobnie jak wówczas, obok siebie istniej¹ ró¿ne stanowiska, tak godne uwagi, jak trudne do pogodzenia. W ten sposób dyskusja dotycz¹ca ci¹g³oœci
139
G. T e l l e n b a c h, „Mentalität”..., s. 96–98.
W. P a r a v i c i n i, Interesse am Adel. Eine Einleitung, [w:] Nobilitas..., s. 9–25,
w szczególnoœci s. 9–10.
141 K.F. W e r n e r, Nascita..., s. 506.
142 O.G. O e x l e, Aspekte..., s. 21 przedstawia Lamparta jako „ksi¹¿kê [...] która
opisuje mentalnoœæ i rzeczywistoœæ, formy myœlenia i style ¿ycia szlachty Europy przednowoczesnej (!) i w³aœnie poprzez spojrzenie zwrócone ku prze³omowi historycznemu
odnosz¹cemu siê do przejœcia od œwiata przednowoczesnego – które ktoœ [odwo³anie do
Brunnera] otwarcie zdefiniowa³ zwiêŸle jako «œwiat szlachecki» – do œwiata nowo¿ytnego”.
143 To podstawowy klucz do lektury Brunnera, który znajdujemy u O.G. O e x l e g o,
Sozialgeschichte..., w szczególnoœci na s. 306–307, 333–337.
140
[49]
Szlachta œredniowieczna w historiografii
103
szlachty w okresie przejœciowym miêdzy wczesnym i póŸnym œredniowieczem (ci¹g³oœæ idei szlachty i/lub grupy spo³ecznej) pozostaje nadal
otwarta. Byæ mo¿e jednak dzieje siê tak tylko dlatego, ¿e niemo¿liwe
jest znalezienie punktu wspólnego, ³¹cz¹cego najbardziej odleg³e ujêcia.
Dziœ wydaje siê dominowaæ zmêczenie, nie sk³ania to wszak¿e do zamkniêcia tego rozdzia³u. Wydaje siê, ¿e mo¿na wskazaæ dwie mo¿liwe
przyczyny tej trwa³oœci: motywacjê tych, którzy patrz¹ na szlachtê œredniowieczn¹ z perspektywy szlachty ancien regime’u144, a wiêc formu³uj¹ klasyczny problem genezy, oraz argumentacjê badaczy próbuj¹cych
okreœliæ strukturê zmierzaj¹c¹ ku ponadczasowoœci (i z pewnoœci¹ metaœredniowieczn¹).
Umiarkowana i tradycyjnie teleologiczna w pierwszym przypadku,
radykalna i tendencyjnie holistyczna w drugim, postawy te wpisuj¹ siê
w krajobraz intelektualny, w którym szlachta œredniowieczna rysuje siê
jako byt przekraczaj¹cy horyzont praktyk w³adzy, analizowanych przez
historyków. Tak wiêc Otto Brunner, Karl Ferdinand Werner, Karl Bosl
i Otto Gerhard Oexle, zajmuj¹cy stanowiska bardzo odleg³e, a nawet
opozycyjne, czyni¹ z niej j¹dro (nawet jeœli nie w pe³ni mo¿liwe do zbadania) jednego z podstawowych aspektów zachodniej to¿samoœci. W przeciwieñstwie do nich, tak ró¿ni badacze jak Marc Bloch, Karl Schmid,
Georges Duby, Giovanni Tabacco (i tylko w czêœci Gerd Tellenbach)
okazuj¹ siê zgodni – choæ dochodz¹ do tego ró¿nymi drogami – w ukazywaniu szlachty jako szczególnej dziedziny, pola badawczego przeciêtego
jakoœciowymi cezurami, jako zagadnienia niemo¿liwego do analizy poza
kontekstem, a zatem pozbawionego jednolitej to¿samoœci.
Koncepcja ponadczasowej szlachty nie jest nowa, ale jej ¿ywotnoœæ
wiele nam mówi. Mówi chyba o niepewnoœci historyków. U niektórych
z nich przetrwa³, lub mo¿e ponownie siê objawi³, instynkt obrony ich
dyscypliny wiedzy, poprzez jej przekszta³cenie w naukê o to¿samoœci.
t³umaczenie Aneta Pieni¹dz
E. Igor Mineo – Dipartimento di storia del diritto, Facoltà di giurisprudenza, Università di Palermo; e-mail: [email protected]
144
Tak np. P. C o n t a m i n e, La noblesse...
ROCZNIKI DZIEJÓW SPO£ECZNYCH I GOSPODARCZYCH
Tom LXV – 2005
WITOLD MOLIK
KSZTA£TOWANIE SIÊ SAMOWIEDZY INTELIGENCJI
POLSKIEJ W WIELKIM KSIÊSTWIE POZNAÑSKIM
W DRUGIEJ PO£OWIE XIX I NA POCZ¥TKU XX W.
Problem samowiedzy polskiej inteligencji nale¿y do najwa¿niejszych
zagadnieñ dziejów tej kategorii spo³eczno-zawodowej. Istotn¹ okolicznoœci¹ charakteryzuj¹c¹ stopieñ wyodrêbniania siê ka¿dej grupy spo³ecznej jest bowiem posiadanie i wyra¿anie w ró¿nych formach przez jej
przedstawicieli przekonania o ³¹cz¹cych ich wiêzach wewnêtrznych1.
Analizuj¹c pojawiaj¹ce siê elementy samoœwiadomoœci pracowników
umys³owych, mo¿emy okreœliæ stadium procesu warstwotwórczego inteligencji. Nasuwaj¹ siê zatem pytania: kiedy siê zrodzi³o i jak siê rozwija³o wœród inteligencji w Wielkim Ksiêstwie Poznañskim poczucie
odrêbnoœci grupowej, jak owo poczucie wyra¿ano oraz jak okreœla³a ona
swoje miejsce i rolê w polskim spo³eczeñstwie?
Z badañ Tomasza Kizwaltera wynika, ¿e specyfikê zawodów umys³owych oraz odrêbn¹ kondycjê spo³eczn¹ przedstawicieli formuj¹cej siê
stopniowo, ale mocno jeszcze zró¿nicowanej pod wzglêdem stylu ¿ycia
i statusu materialnego warstwy inteligencji dostrzegano ju¿ w okresie
Ksiêstwa Warszawskiego i w pierwszych latach konstytucyjnego Królestwa Polskiego2. Podejmowane wówczas z miernym jeszcze rezultatem
inteligenckie próby emancypacji wywo³ywa³y przedwczesne i przesadne reakcje przedstawicieli krêgów konserwatywnych. Œwiadczy³y one
o pojawieniu siê przeciwstawianej elicie arystokratycznej nowej elity
umys³owej i o krystalizowaniu siê pewnej jednoœci ideowej inteligencji.
Spo³eczna samowiedza inteligencji w Królestwie Polskim jeszcze w okresie miêdzypowstaniowym nie by³a jednak ca³kowicie skrystalizowana.
1 R. C z e p u l i s - R a s t e n i s, „Klassa umys³owa”. Inteligencja Królestwa Polskiego
1832–1862, Warszawa 1973, s. 327.
2 T. K i z w a l t e r, Pocz¹tki inteligenckiej samoœwiadomoœci – miêdzy jakobinizmem
a oœwiecon¹ zachowawczoœci¹ (zarys problematyki), [w:] Inteligencja polska XIX i XX
wieku. Studia, t. VI, red. R. Czepulis-Rastenis, Warszawa 1991, s. 9–26.
106
Witold Molik
[2]
Nie uwidacznia³y siê w tym czasie wyraŸnie jej aspiracje i dziedziny
dzia³ania3. Rozwój samowiedzy spo³ecznej inteligencji w Królestwie Polskim nast¹pi³ dopiero w okresie popowstaniowym. Sta³a siê ona wówczas tematem wielu artyku³ów publicystycznych, sporów i polemik4.
W Poznañskiem przyrost liczebny pracowników umys³owych narodowoœci polskiej nastêpowa³ w wolniejszym tempie ni¿ w Królestwie
Polskim i Galicji. Z analizy zawartoœci prasy polskiej lat czterdziestych
XIX w. wynika atoli, ¿e ju¿ w pocz¹tkowym okresie rozwoju pojawi³y siê
wœród poznañskiej inteligencji pewne elementy samoœwiadomoœci. Wypada przypomnieæ, ¿e s³owo „inteligencja” narodzi³o siê w Wielkim Ksiêstwie Poznañskim. Tu jako pierwszy w polskim i europejskim piœmiennictwie socjologiczn¹ definicjê inteligencji sformu³owa³ wybitny filozof
i jeden z liderów polskiego ruchu narodowego w Ksiêstwie, Karol Libelt, który w swej opublikowanej w 1844 r. rozprawie O mi³oœci ojczyzny pisa³: „Stanowi¹ j¹ ci wszyscy, co troskliwsze i rozleglejsze odebrawszy po szko³ach wy¿szych wychowanie stoj¹ na czele narodu jako uczeni,
urzêdnicy nauczyciele, duchowni, przemys³owi [!] zgo³a, którzy mu przewodz¹ wskutek wy¿szej swej oœwiaty. Poza t¹ mas¹ le¿¹ masy ludu, niby
ogromne pok³ady ziemi, sponad których tamci jako wzgórza siê wznosz¹”5. W tym samym roku s³owem „inteligencja” pos³u¿y³ siê równie¿
mieszkaj¹cy w Niemczech, ale uczestnicz¹cy aktywnie w poznañskim
ruchu umys³owym filozof Bronis³aw Trentowski. Krytykuj¹c w jednym
ze swoich tekstów wyk³ady Adama Mickiewicza w Collège de France,
stwierdza³, ¿e poeci romantyczni dr¿¹ ze strachu, aby im „nie wydarto
ber³a nad inteligencj¹ polsk¹”6. Libelt korelatem w omawianej definicji
uczyni³ pogr¹¿ony w ciemnocie lud, w stosunku do którego inteligencja
powinna spe³niaæ misjê emancypacyjn¹. Obok uczonych, nauczycieli
i ksiê¿y zaliczy³ do inteligencji tak¿e przemys³owców, wy³¹czy³ natomiast
z niej „wykszta³con¹, ale niezaanga¿owan¹ ideowo czêœæ stanu œredniego”7. Poda³ zatem definicjê inteligencji jako elity narodu, a nie jednolitej kategorii spo³ecznej, zrzeszaj¹cej wy³¹cznie ludzi utrzymuj¹cych siê
z w³asnej pracy umys³owej.
3
R. C z e p u l i s - R a s t e n i s, dz. cyt., s. 328.
Zob. M. Z a h o r s k a, Spór o inteligencjê w polskiej myœli spo³ecznej do I wojny
œwiatowej, [w:] Inteligencja polska pod zaborami, red. R. Czepulis-Rastenis, Warszawa
1978, s. 179, s. 179–216.
5 K. L i b e l t, O mi³oœci ojczyzny, „Rok pod Wzglêdem Oœwiaty, Przemys³u i Wypadków Czasowych” 1844, nr 1, s. 53.
6 Cyt za: A. W a l i c k i, Pamiêtaj, jesteœ d³u¿nikiem ludu, „Gazeta Wyborcza” 2004,
nr 56, s. 24.
7 Tam¿e.
4
Kszta³towanie siê samowiedzy inteligencji poznañskiej
[3]
107
Zdaniem Ludwika Hassa, gdy Karol Libelt formu³owa³ definicjê inteligencji, pojêcia tego jeszcze „nie przyswoi³a sobie mowa potoczna”8.
Jednak¿e ju¿ w okresie Wiosny Ludów pos³ugiwano siê nim, nie tylko
w Galicji, jak pisze ów autor, ale równie¿ w Poznañskiem. Oto jeden
z przyk³adów. „Prawda – stwierdza³ we wrzeœniu 1848 r. publicysta «Gazety Polskiej» – ¿e po miasteczkach naszych brak inteligencji, ¿e inteligencjê tam¿e stanowi¹ po czêœci urzêdnicy niemieccy; prawda, ¿e ci
urzêdnicy z kolonistami i ¯ydami przez machinacje, denuncjacje, oszczerstwa i podstêpy bêd¹ wszelkimi si³ami starali siê o rozbicie [polskich
– dop. W.M.] stowarzyszeñ, o powstrzymanie rozwoju narodowego [...].
W³aœciciele wiêc ziemscy i duchowni w braku innych inteligencji powinni
siê zaj¹æ tworzeniem stowarzyszeñ, wszêdzie gdzie ich potrzeba, a potrzeba ich wszêdzie”9.
W wyniku zastosowanych przez w³adze pruskie represji upad³o po
Wioœnie Ludów w Poznañskiem prawie ca³e polskie czasopiœmiennictwo. Trudno zatem ustaliæ, w jakim zakresie pos³ugiwano siê s³owem
inteligencja w latach piêædziesi¹tych XIX stulecia. Na podstawie drukowanych w krakowskim „Czasie” i pismach warszawskich korespondencji „Z Poznañskiego” mo¿na atoli s¹dziæ, ¿e zadamawia³o siê ono coraz
bardziej w ówczesnej publicystyce. Poznañski korespondent „Gazety
Warszawskiej” pisa³ w 1853 r. na przyk³ad: „Powtarzaliœmy ju¿ tylokrotnie, ¿e w naszym ma³ym zak¹tku tyle [jest] inteligencji, to jest ludzi, co ukoñczyli szko³y, przeszli uniwersytet, wiêcej mo¿e, jak we wszystkich innych prowincjach razem”10. W Poznañskiem pracownicy umys³owi
polskiej narodowoœci nie byli bynajmniej w tym czasie bardziej liczni
ni¿ w pozosta³ych zaborach, jak sugeruje przytoczony cytat. W oczach
obserwatorów ¿ycia spo³ecznego tworzyli ju¿ jednak odrêbn¹, wyró¿niaj¹c¹ siê poziomem wykszta³cenia zbiorowoœæ.
W latach szeœædziesi¹tych opisywano poznañsk¹ inteligencjê jako
warstwê zajmuj¹c¹ okreœlone miejsce w strukturze spo³ecznej. Autor,
nieustalonego nazwiska, stwierdza³ wówczas na ³amach „Nadwiœlanina”, ¿e spo³eczeñstwo polskie w Poznañskiem sk³ada siê z czterech klas,
a mianowicie: 1. arystokracji, do której nale¿¹ hrabiowie i bogata szlachta; 2. biedniejszej szlachty i inteligencji miejskiej; 3. ni¿szego mieszczañstwa; 4. ch³opów, zaznaczaj¹c zarazem, ¿e trzy ostatnie klasy dziel¹ siê
8
L. H a s s, Inteligencji polskiej dole i niedole XIX i XX wiek, £owicz 1999, s. 114.
Dwa prawa, „Gazeta Polska” 1848, nr 149; zob. tak¿e: S³ów kilka o serdecznoœci.
List otwarty do publicznosci wielkopolskiej, tam¿e, nr 221, s. 875 (charakterystyka inteligencji poznañskiej).
10 Zob. korespondencje „Z Poznañskiego”, „Gazeta Warszawska” 1853, nr 293; 1854,
nr 22, 138; 1858, nr 147.
9
108
Witold Molik
[4]
na wiele grup11. Podobnie pisa³ nieco póŸniej na podstawie dostarczonych przez Wielkopolan materia³ów Józef Ignacy Kraszewski: „W ogóle
¿ywio³ polski, obywatelski, szlachta [...] oddziela siê starannie od obywatelstwa miejskiego, od klas œrednich i inteligencji, dŸwigaj¹c siê o w³asnych si³ach, daje siê to czuæ nawet przy zabawach”12.
Z up³ywem lat coraz czêœciej odnotowywano obecnoœæ inteligencji
w relacjach z wyk³adów publicznych, koncertów, zabaw karnawa³owych,
przedstawieñ teatralnych, uroczystych obiadów b¹dŸ kolacji wydawanych
w Bazarze na czêœæ zas³u¿onych przywódców ruchu narodowego b¹dŸ
odwiedzaj¹cych Poznañ wybitnych uczonych i artystów. I tak do uroczystego obiadu, wydanego 24 maja 1867 r. w Bazarze przez ksiêgarza Jana
Konstantego ¯upañskiego na czeœæ Józefa Ignacego Kraszewskiego zasiad³o „oko³o 26 osób bli¿ej sobie znajomych, a reprezentuj¹cych najrozmaitsze wydzia³y inteligencji polskiej” w Poznaniu. W sierpniu tego¿
roku „ca³a inteligencja poznañska” uczestniczy³a w koncercie urz¹dzonym w ogrodzie ludowym celem zebrania funduszy na wsparcie dotkniêtych klêsk¹ powodzi rodaków w Galicji. Na balu urz¹dzonym w sali bazarowej podczas karnawa³u w 1868 r. „kupiectwo i inteligencja by³y
najliczniej reprezentowane, ale i wieœ nie b³yszcza³a nieobecnoœci¹”13.
Przed zjednoczeniem Niemiec inteligencja polska w Ksiêstwie – zdaniem nie tylko czo³owych publicystów, ale równie¿ autorów listów przesy³anych „z prowincji” do ró¿nych czasopism – by³a ju¿ ukszta³towan¹
warstw¹ spo³eczn¹. Poznañski kronikarz charakteryzuj¹c wówczas rozwój czeskiego ruchu narodowego, twierdzi³, ¿e Czesi nie maj¹ jeszcze
w³asnej inteligencji. Nastêpnie konstatowa³ z zadowoleniem: „Jak¿e
nierównie korzystniejsze jest nasze po³o¿enie pod tym wzglêdem, ile ¿e
mamy ju¿ gotow¹ inteligencjê, tê najdzielniejsz¹ obronicielkê i stra¿niczkê narodowoœci! Utraty jej przy coraz silniejszym nap³ywie innoplemiennego ¿ywio³u nie potrzebujemy siê obawiaæ, boæ owszem widzimy, ¿e ona teraz z ka¿dym dniem wzrasta, ukrzepia siê i nadto
m³odziutkiego swego braciszka, któremu na imiê przemys³ narodowy,
na dzielnego obiecuje wychowaæ rycerza”14. Inny autor w korespondencji
z Poznania opublikowanej we lwowskim „Dzienniku Literackim” pisa³:
„[…] z dniem ka¿dym przybywa nam inteligencji i ludzi majêtnych”15.
11
J.T., Poznañ, „Nadwiœlanin” 1865, nr 139.
B. B o l e s ³ a w i t a [J.I. K r a s z e w s k i], Z roku 1868 rachunki, Poznañ 1869,
s. 566.
13 Zob. relacje z tych imprez w „Gazeta Toruñska” 1867, nr 122, 194; 1868, nr 274
(cyt. dalej GT).
14 Kronika Poznañska, GT 1867, nr 274.
15 Poznañ, 6 wrzeœnia, „Dziennik Literacki” 1866, nr 37, s. 589.
12
[5]
Kszta³towanie siê samowiedzy inteligencji poznañskiej
109
Warto tu dodaæ, ¿e Marceli Motty opisuj¹c retrospektywnie w cennych
Przechadzkach po mieœcie ¿ycie i dzia³alnoœæ wybitnych i zwyk³ych Poznañczyków w latach czterdziestych-szeœædziesi¹tych XIX w., niejednokrotnie pos³u¿y³ siê okreœleniem „inteligencja miejska”, któr¹ jego zdaniem tworzyli g³ównie urzêdnicy, nauczyciele gimnazjalni, lekarze
i ludzie pióra16.
W ostatnich dziesiêcioleciach XIX w. inteligencja stawa³a siê coraz
czêœciej tematem osobnych artyku³ów. W 1880 r. autor tekstu zamieszczonego w warszawskim „Przegl¹dzie Tygodniowym” podj¹³ próbê scharakteryzowania inteligencji na wszystkich ziemiach polskich pod panowaniem pruskim. Z ubolewaniem stwierdza³, ¿e na Mazurach „inteligencja
nie istnieje”. Na Górnym Œl¹sku „tworzy siê” natomiast specyficzna
inteligencja, „warunkom miejscowym i stanowisku polskiego ludu odpowiadaj¹ca”. Nale¿¹ do niej w³aœciciele wiêkszych „skrawków gruntu”, so³tysi, nauczyciele wiejscy, kupcy, rzemieœlnicy i nieliczni ksiê¿a.
W Poznañskiem i Prusach Zachodnich „strumieñ, którym bieg³a inteligencja, jeœli siê nie zawêzi³, to przynajmniej sta³ siê p³ytszym ni¿ przed
1848 rokiem”, czego najlepszym dowodem jest mniej rozbudowana jej
struktura zawodowa17. W obu tych prowincjach wiêkszoœæ inteligencji
stanowi³o duchowieñstwo katolickie, a s³abo reprezentowane by³y inne
zawody inteligenckie. Obok ksiê¿y zaliczano zwykle do inteligencji lekarzy, urzêdników, nauczycieli gimnazjalnych i dziennikarzy. „Do tej
kategorii – pisa³ jeden z poznañskich kronikarzy ¿ycia politycznego i spo³eczno-kulturalnego – nale¿¹: lekarze, sêdziowie, profesorowie, in¿ynierowie, s³owem ca³a inteligencja z uniwersyteckim wykszta³ceniem”18.
W niektórych tekstach podkreœlano, ¿e w Ksiêstwie z powodu s³abego
rozwoju przemys³u „ma³o obiecuj¹ce jest pole pracy dla in¿ynierów, chemików i techników rozmaitej kategorii”19. Jeszcze w 1913 r. stwierdzano na ³amach „Brzasku”, ¿e in¿ynierowie to w zaborze pruskim „figury
rzadkie”20. Dopiero na pocz¹tku XX w. – jak pisze Tadeusz Szulc –
16 M. M o t t y, Przechadzki po mieœcie, oprac. Z. Grot, Warszawa 1957, t. I, s. 23–24,
39, 84, t. II, s. 447–448.
17 Zadania inteligencyi naszej, „Przegl¹d Tygodniowy” 1880, nr 51, s. 605–607 (cyt.
dalej PT).
18 Z Poznañskiego, PT 1879, nr 13, s. 160; zob. tak¿e: Nasze towarzystwo poznañskie, „Praca” 1900, nr 35, s. 901 (cyt. dalej P); Korespondencja z Gniezna, „Teka” 1905,
nr 5–6, s. 237 (cyt. dalej T).
19 Kwestya zawodowa a Pomoc Naukowa, P 1898, nr 51, s. 984; zob. tak¿e: Z prowincji, 20 kwietnia, „Dziennik Poznañski” 1881, nr 93 (cyt. dalej DP); Z prowincji,
18 lutego, DP 1885, nr 46; Jakich m³odzie¿ nasza chwytaæ ma siê zawodów, „Kurier
Poznañski” 1909, nr 70 (cyt. dalej KP).
20 List z Gdañska, „Brzask” 1913, nr 5, s. 149–150.
110
Witold Molik
[6]
„pojawili siê w Poznaniu pierwsi ekonomiœci i bankowcy z uniwersyteckim wykszta³ceniem”21.
Du¿o miejsca poœwiêcano rozwa¿aniom dotycz¹cym inteligencji
zw³aszcza na ³amach wydawanego w latach 1894–1896 „Przegl¹du Poznañskiego”. Ten ambitny, redagowany na wysokim poziomie literackim i naukowym tygodnik wyra¿a³ pogl¹dy m³odej, narodowo-demokratycznej inteligencji, d¹¿¹cej do odegrania (bez ziemiañskiego patronatu)
samodzielnej roli w spo³eczeñstwie polskim u progu XX w. Jego za³o¿yciele i redaktorzy pragnêli o¿ywiæ ¿ycie umys³owe w Ksiêstwie oraz
wyzwoliæ siê z ciasnego dzielnicowego partykularyzmu ideowego22. Pismo odzwierciedla³o tym samym wyraziœcie samoœwiadomoœæ znacznej
czêœci poznañskiej inteligencji, informowa³o o sposobie postrzegania
przez ni¹ samej siebie oraz swojej roli w ¿yciu politycznym i spo³ecznokulturalnym spo³eczeñstwa polskiego. Spoœród opublikowanych w „Przegl¹dzie Poznañskim” tekstów na ten temat szerszego omówienia wymaga
tu artyku³ Nasza inteligencya, którego autor przedstawi³ w szerokim
zakresie pogl¹dy podzielane przez redakcjê pisma. Staraj¹c siê odpowiedzieæ na pytanie, jak¹ Wielkie Ksiêstwo Poznañskie „ma dzisiaj inteligencjê”, zaliczy³ do niej w pierwszej kolejnoœci „ca³y stan duchowny”, który posiada odpowiednio wysokie wykszta³cenie i niezale¿n¹
pozycjê materialn¹. Od kilkudziesiêciu lat ka¿dy ksi¹dz musi ukoñczyæ
gimnazjum i odbyæ nastêpnie studia w seminarium duchownym, „które
zastêpuj¹ studia uniwersyteckie i akademickie innych zawodów” 23.
Wskutek swego wysokiego wykszta³cenia i dobrej sytuacji materialnej
stan duchowny jest „potê¿nym czynnikiem”, wywieraj¹cym du¿y wp³yw
na ¿ycie i rozwój polskiego spo³eczeñstwa. Nie nale¿y jednak zapominaæ, ¿e g³ównym zadaniem duchowieñstwa jest praca duszpasterska i ¿e
tworzy ono „stan odrêbny w narodzie”, z w³asn¹ organizacj¹ i „z jednolitym z góry kierunkiem”.
W dalszych swych rozwa¿aniach autor omawianego artyku³u stwierdzi³, ¿e „najwiêcej sk³adników” polskiej inteligencji w Ksiêstwie dostarczaj¹ profesorowie gimnazjalni, prawnicy, lekarze, aptekarze, architekci,
in¿ynierowie oraz wykszta³ceni literaci, dziennikarze i artyœci. „W zwyk³ym, potocznym u¿yciu rozumie siê przez inteligencjê reprezentantów
21
T. S z u l c, W Poznaniu i wko³o niego. Wspomnienia, Biblioteka G³ówna Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, mps, sygn. 2803, s. 232.
22 Szerzej na ten temat zob. W. M o l i k, Wokó³ „Przegl¹du Poznañskiego”. Próby
politycznego usamodzielnienia siê inteligencji polskiej w Poznañskiem w koñcu XIX
wieku, [w:] Inteligencja polska XIX i XX wieku. Studia, red. R. Czepulis-Rastenis, Warszawa 1981, s. 222 n.
23 Nasza inteligencya, „Przegl¹d Poznañski” 1896, nr 24, s. 285 (cyt. dalej PP).
Kszta³towanie siê samowiedzy inteligencji poznañskiej
[7]
111
tych w³aœnie zawodów – zawodów œciœle naukowych”24. Za przedstawicieli inteligencji nie mo¿na natomiast uwa¿aæ w³aœcicieli ziemskich,
tworz¹cych odrêbny „stan dziedziców”, mimo i¿ nie brak wœród nich
„ludzi œwiat³ych i bardzo inteligentnych”, którzy ukoñczyli nie tylko
gimnazja, ale równie¿ uniwersytety i inne wy¿sze uczelnie. Równie¿
wœród kupców i przemys³owców przybywa ludzi œwiat³ych i wykszta³conych. Podobnie jak w³aœcicieli ziemskich nie nale¿y ich jednak zaliczaæ
do inteligencji. Na prze³omie XIX i XX w. w prasie poznañskiej definiowano zatem inteligencjê jako warstwê spo³eczn¹ o doœæ precyzyjnie okreœlonych konturach, sk³adaj¹c¹ siê z pracowników umys³owych reprezentuj¹cych tzw. zawody akademickie. Wœród zaliczanych do niej grup
zawodowych nie wymieniano nauczycieli szkó³ ludowych i administratorów dóbr ziemskich, urzêdników bankowych, t³umaczy i sekretarzy
w s¹dach ró¿nych instancji oraz innych urzêdników œredniego szczebla.
Nie mo¿na jednak powiedzieæ, by panowa³a zgoda co do zakresu
omawianego pojêcia. Od po³owy XIX w. do inteligencji zaliczano tak¿e
w³aœcicieli ziemskich. Ziemianin W³adys³aw Kosiñski uwa¿a³, ¿e szlachta
powinna byæ nazywana „klas¹ inteligencji”25. Poznañski korespondent
„Gazety Toruñskiej” stwierdza³ zaœ, ¿e „inteligencjê pos³owaæ zdoln¹”
tworz¹ g³ównie w³aœciciele ziemscy26. W odniesieniu do polskich ziemian
pos³ugiwano siê czêsto okreœleniem „inteligencja wiejska”, a lekarzy,
prawników, nauczycieli gimnazjalnych i dziennikarzy okreœlano „inteligencj¹ miejsk¹”. Ró¿ne definiowanie pojêcia inteligencji by³o charakterystyczne zreszt¹ nie tylko dla czasopism w Wielkim Ksiêstwie Poznañskim, ale tak¿e publicystyki w pozosta³ych zaborach27. W 1860 r.
publicysta wydawanego we Lwowie „Przegl¹du Powszechnego” stwierdza³, ¿e „inteligencja przed niedawnymi jeszcze laty by³a nazw¹ idei
abstrakcyjnej, ma³o znan¹, do której zrozumienia trzeba by³o ca³ej definicji, dziœ ka¿dy wie co to jest inteligencja”. W dalszych swych rozwa¿aniach podkreœla³, ¿e g³ówn¹ i najwa¿niejsz¹ jej czêœæ stanowi szlachta,
ale nie mniej wa¿ne jej czêœci tworz¹ duchowni obrz¹dku ³aciñskiego
i greckokatolickiego oraz przemys³owcy28. Jeszcze w 1909 r. pisa³ Antoni Donimirski: „Kadry tej warstwy zaœ, któr¹ par excellence inteligencj¹
nazywamy, wœród ludnoœci polskiej w zaborze pruskim s¹ stosunkowo
nieliczne. Na wsi wiêksi w³aœciciele ziemscy i duchowieñstwo, w mieœcie obok ksiê¿y ró¿ni zawodowcy, jako to lekarze, prawnicy, redaktorowie
24
25
26
27
28
Tam¿e.
W. K o s i ñ s k i, Naturalna polityka Polski, Poznañ 1851, s. 32–35.
Z Poznañskiego, GT 1870, nr 141.
Zob. Z. W ó j c i k, Rozwój pojêcia inteligencji, Wroc³aw 1962, s. 26–28.
Znaczenie inteligencji w kraju, „Przegl¹d Powszechny” 1860, nr 150.
112
Witold Molik
[8]
pism, in¿ynierowie. Wy¿szych urzêdników Polaków nie ma, nauczycieli
polskich prawie nie ma”29. W tym¿e roku prezes Centralnego Towarzystwa Gospodarczego Tadeusz K. Jackowski w wywiadzie udzielonym
Antoniemu Cho³oniewskiemu ubolewa³, ¿e „inteligencja ziemiañska”,
choæby nie chcia³a, musi pracowaæ na roli, gdy¿ niedostêpne s¹ dla niej
stanowiska w pruskiej administracji i inne urzêdy30.
Od lat czterdziestych XIX w. do pierwszej wojny œwiatowej s³owem
inteligencja pos³ugiwano siê w Wielkim Ksiêstwie Poznañskim w odniesieniu do dwóch kategorii spo³ecznych: warstwy spo³eczno-zawodowej
i elity narodu. Formowanie siê obu tych kategorii spo³ecznych determinowa³o – wed³ug ówczesnych publicystów – kilka czynników: wykszta³cenie, wykonywanie pracy umys³owej i pe³nienie wa¿nych funkcji
spo³ecznych. Takie niejednoznaczne postrzeganie inteligencji by³o charakterystyczne nie tylko dla prasy poznañskiej, ale równie¿ publicystyki w Królestwie Polskim31.
Nale¿y do tego dodaæ, ¿e w niektórych tekstach wyodrêbnianie siê
inteligencji opisywano w kontekœcie szerokich przemian spo³ecznych
w Wielkim Ksiêstwie Poznañskim. Przemiany te nastêpowa³y stopniowo, „bez gwa³townych przeskoków, otwieraj¹cych pole dzia³ania dla wybitnych zdolnoœci, ale i bez wyraŸnych zastojów [...]. Wytworzy³y siê
stosunki zdrowsze ni¿ by³y poprzednio. Ustrój dawniejszy, dziel¹cy spo³eczeñstwo na dwie równolegle nad sob¹ po³o¿one warstwy: na mniej
lub wiêcej ciemny i nieuœwiadomiony lud, i na szlachtê, bêd¹c¹ jedynym wyrazem duchowego ¿ycia narodu, zmieni³ siê ju¿ znacznie i d¹¿y
do dalszego jeszcze przekszta³cenia. Czêœci sk³adowe, tak szlachty jak
i ludu, oderwane od pnia, który je wyda³, wytworzy³y stañ œredni, inteligencjê i mieszczañstwo”32. Na ogó³ inteligencjê miejsk¹ opisywano jako
czêœæ stanu œredniego, przyczyniaj¹cego siê przez sam fakt swego istnienia do wiêkszej harmonii spo³ecznej. Jeden z publicystów stwierdza³
nawet, ¿e stanowi ona „¿ywotniejsz¹ czêœæ bur¿uazji”, maj¹c zapewne
na myœli bogate mieszczañstwo33. W 1907 r. inny autor konstatowa³, ¿e
poznañska inteligencja wyrasta „z szerokiego ³o¿yska stanu œredniego”,
29 A. D o n i m i r s k i, O kulturê i naukê polsk¹, [w:] Ksi¹¿ka jubileuszowa Dziennika
Poznañskiego, Poznañ 1909, s. 226.
30 A. C h o ³ o n i e w s k i, Nasz bilans w zaborze pruskim, „Œwiat” 1909, nr 47.
31 M. Z a h o r s k a, dz. cyt., s. 188; A. S z w a r c, Inteligencja warszawska i prowincjonalna w œwietle w³asnych opinii (próba sonda¿u), [w:] Inteligencja polska XIX i XX
wieku. Studia, t. III, red. R. Czepulis-Rastenis, Warszawa 1983, s. 190.
32 P o z n a ñ c z y k (?), Stosunki spo³eczne w Poznañskiem, „Biblioteka Warszawska”
1901, t. III, z. 2, s. 233.
33 Z Poznañskiego, PT 1879, nr 13, s. 160.
Kszta³towanie siê samowiedzy inteligencji poznañskiej
[9]
113
z roku na rok staje siê silniejsza pod wzglêdem iloœciowym i jakoœciowym. „Dziœ to ju¿ nie jednostki, to wcale znaczny i treœciwy, to nowy
stan, choæ organicznie i duchowo spojony ze swoim pod³o¿em. Zasilony
zosta³ przez ¿ywio³y, które ze wsi przenios³y siê do miasta, pop³ynê³y
biegiem nowego pr¹du”34.
Pisz¹cy o rozwoju polskiej inteligencji polskiej w Poznañskiem ówczeœni publicyœci przypominali nierzadko postaæ doktora Karola Marcinkowskiego. Jak podkreœla³ w koñcu XIX w. autor jednego z cytowanych ju¿ wy¿ej artyku³ów, by³ on cz³owiekiem „wielkiej dzielnoœci
i charakteru”, patrz¹cym dalekowzrocznie przywódc¹ polskiego ruchu
narodowego. Szybko zrozumia³, ¿e spo³eczeñstwo polskie „je¿eli ma siê
normalnie rozwijaæ, potrzebuje ca³ego szeregu inteligentnych ludzi, potrzebuje inteligencji w dzisiejszym znaczeniu”. Jest w du¿ym stopniu
jego i utworzonego przez niego w 1841 r. Towarzystwa Naukowej Pomocy zas³ug¹, „¿e Wielkopolska ma dzisiaj ca³y szereg ludzi œwiat³ych,
wykszta³conych, ¿e mo¿emy ju¿ dzisiaj mówiæ o inteligencji jako oddzielnym od³amie spo³ecznym, a rekrutuj¹cym siê ze wszystkich warstw
spo³ecznych”35. Zdaniem Jana Suchowiaka, autora wydanej przed wybuchem pierwszej wojny œwiatowej broszury o zas³ugach „doktora Marcina”, Towarzystwo Naukowej Pomocy sta³o siê „dla spo³eczeñstwa tak
po¿ytecznym i tak zosta³o przez nie umi³owane, ¿e [...] do dzisiaj istnieje i dzia³a b³ogo dla wytworzenia u nas inteligencji na wszystkich polach”36. Mo¿na powiedzieæ, ¿e Karol Marcinkowski sta³ siê patronem,
„ojcem duchowym” polskiej inteligencji w Ksiêstwie. U schy³ku XIX stulecia W³adys³aw Rabski tak pisa³ o stypendystach Towarzystwa Naukowej Pomocy: „My Marcinkowskiego syny [...], którego instytucja otworzy³a nam drogê do najwy¿szych szczytów nauki, sam swoim ¿yciem
uczy³ nas pracowaæ, uczy³ nas nie dr¿eæ i iœæ na przebój, choæby za cenê
szczêœcia i spokoju [...]. Bój nasz to cichej pracy potok spokojny, to kwiat
nieœmiertelny naszych idea³ów, to praca nad materialnymi i etycznymi
podwalinami narodu, to praca nad ludem naszym”37.
Z rozwojem liczebnym polskiej inteligencji w Wielkim Ksiêstwie Poznañskim nastêpowa³ wzrost spo³ecznych oczekiwañ co do jej udzia³u
34
„Radykalna inteligencja”, KP 1907, nr 83.
Zob. przyp. 23.
36 J. S u c h o w i a k, Zas³ugi Dr. Karola Marcinkowskiego oko³o podniesienia przemys³u swojskiego, Poznañ 1910, s. 11; zob. tak¿e R.H., W sprawie naszego przemys³u
i handlu, PP 1896, nr 4, s. 47–48; W. £ e b i ñ s k i, O ideach, historycznym stanowisku
i przysz³ym ¿yciorysie Karola Marcinkowskiego, Poznañ 1907, s. 22.
37 Cyt. za: J. D a t a, Problematyka literacka czasopism poznañskich w latach 1869-1896, Gdañsk 1984, s. 5.
35
114
Witold Molik
[10]
w ¿yciu publicznym. Coraz powszechniejszy stawa³ siê pogl¹d, ¿e obowi¹zkiem ka¿dego przedstawiciela inteligencji jest aktywne wspieranie
polskiego ruchu narodowego. W pocz¹tkach XX stulecia – jak pisze Tadeusz Szulc – „sprawa spo³eczno-narodowa wo³a³a inteligenta polskiego ze wszystkich stron do pracy obywatelskiej bez wzglêdu na kierunek
jego wykszta³cenia zawodowego. Trzeba siê by³o podejmowaæ zajêæ spo³ecznych najró¿norodniejszych, o ile siê chcia³o pracowaæ dla szerokich
kó³ spo³eczeñstwa, tak spragnionego tej pracy i pomocy ze strony polskiej inteligencji, zreszt¹ liczebnie stosunkowo szczup³ej”38.
Zrozumia³y wydaje siê przeto fakt, ¿e z up³ywem lat problem udzia³u inteligencji w ¿yciu politycznym oraz w pracach organizacji spo³ecznych, gospodarczych, oœwiatowych i zawodowych nale¿a³ do coraz czêœciej poruszanych i dyskutowanych na ³amach polskich czasopism
niezale¿nie od ich politycznej orientacji. Dominowa³y oceny krytyczne.
Poczynaj¹c od lat szeœædziesi¹tych XIX stulecia zarzucano stale inteligencji, ¿e przyjmuje biern¹ postawê wobec wydarzeñ politycznych i spo³ecznych, ¿e w niedostatecznym stopniu udziela siê w polskich organizacjach, ¿e niewiele czyni dla „oœwiecenia narodu”, ¿e w ogóle „usuwa
siê od udzia³u wszêdzie, gdzie powinna przodowaæ”39.
U progu ósmego dziesiêciolecia XIX w. autor korespondencji zamieszczonej w „Gazecie Toruñskiej” stwierdza³, ¿e w Wielkim Ksiêstwie Poznañskim nie brakuje ludzi wykszta³conych. Wielu z nich zamiast zaj¹æ
siê „czymœ u¿ytecznym”, pozornie tylko krz¹ta siê wokó³ spraw publicznych i w zasadzie pró¿nuje. Liczba tej „koczuj¹cej inteligencji” jest niepokoj¹co znaczna40. Marazm osiad³ych na prowincji pracowników
umys³owych doœæ czêsto piêtnowali autorzy listów i korespondencji, nadsy³anych do ró¿nych czasopism z wielkopolskich miast i miasteczek. I tak
autor korespondencji z Koœciana ubolewa³, ¿e miejscowa inteligencja,
z wyj¹tkiem jednego starego weterana, jest pasywna i nie wywiera wp³ywu na ni¿sze warstwy spo³eczne. Charakteryzuj¹c stosunki panuj¹ce
w Krotoszynie korespondent „Pracy” stwierdza³, ¿e przedstawiciele miejscowej inteligencji, lêkaj¹c siê podejrzeñ o „polsk¹ agitacjê” i chc¹c unikn¹æ represji ze strony w³adz pruskich, zalecaj¹ m³odzie¿y gimnazjalnej
ostro¿noœæ i obojêtnoœæ wobec spraw narodowych. Podobnie ocenia³ postawê inteligencji polskiej w GnieŸnie miejscowy korespondent lwow38
T. S z u l c, dz. cyt., t. I, s. 232.
Nasze po³o¿enie, jego przyczyny i œrodki zaradcze, DP 1881, nr 249; Wiec obyczajowy
w Poznaniu, DP 1901, nr 137; zob. tak¿e W. M o l i k, Kszta³towanie siê inteligencji polskiej w Wielkim Ksiêstwie Poznañskim 1841–1870, Warszawa–Poznañ 1979, s. 180–181.
40 GT 1870, nr 145.
39
[11]
Kszta³towanie siê samowiedzy inteligencji poznañskiej
115
skiej „Teki”, pisz¹c, ¿e jej ogó³ „bra³ do niedawna bardzo s³aby udzia³
w pracy narodowej”41.
Zarzucano te¿ inteligencji separatyzm, oderwanie od mas ludowych.
Inteligencja miejska – pisa³ Jan Karol Maækowski – rozwinê³a siê
w Poznañskiem „szybko i potê¿nie”. Je¿eli jednak bêdzie, podobnie jak
szlachta, „pozbawiona ³¹cznoœci œciœlejszej z masami ludu wiejskiego,
nie zdo³a odrêbnego ¿ycia narodowego wytworzyæ”42. Publicysta „Pracy” wypomina³ inteligencji, ¿e nie ma „dostatecznej stycznoœci” z warstwami ludowymi i nie spe³nia spoczywaj¹cego na niej obowi¹zku szerzenia oœwiaty wœród ludu43.
Krytyczne oceny formu³owano g³ównie w celu uœwiadomienia przedstawicielom „klassy umys³owej” ci¹¿¹cych na nich obowi¹zków i pobudzenia ich do aktywniejszej dzia³alnoœci publicznej w duchu narodowym.
„Nikt nie zaprzeczy – stwierdzano na ³amach «Pracy» – ¿e inteligencja
nasza ma wielkie zadanie spo³eczne przed sob¹, zadanie, które […] bodaj przerasta jej si³y”. By³oby zatem dobrze, gdyby „œwiadomoœæ tego
zadania [...] przeniknê³a tê warstwê spo³eczn¹, której obowi¹zkiem,
wynikaj¹cym wprost nawet z jej nazwiska, jest pojmowanie potrzeb spo³ecznych, a która niestety bardzo wielk¹ rz¹dzi siê obojêtnoœci¹ wobec
spraw publicznych”44. Przed pierwsz¹ wojn¹ œwiatow¹ autor artyku³u
o polskiej m³odzie¿y kszta³c¹cej siê w Niemczech prorokowa³ z kolei, ¿e
bêdzie zwiêkszaæ siê dystans miêdzy ludem i inteligencj¹, gdy¿ nie musi
ona obawiaæ siê konkurencji „m³odych si³”, ma siê dobrze, a wszelkie
narzekania na jej trudne po³o¿enie nie s¹ uzasadnione. W ogóle pracownicy umys³owi w Ksiêstwie nie maj¹ wyobra¿enia o ciê¿kich warunkach bytu, z jakimi musi zmagaæ siê „inteligent zawodów wolnych na
zachodzie Niemiec”45.
Na prze³omie XIX i XX w. uchylanie siê czêœci inteligencji od pracy
spo³ecznej i udzia³u w ruchu narodowym krytykowano we wszystkich
wa¿niejszych dziennikach i tygodnikach. Panowa³a co do tego zgodnoœæ
miêdzy konserwatywnym „Dziennikiem Poznañskim”, a przeznaczonym
dla drobnomieszczañstwa „Orêdownikiem” i endeckim „Kurierem
Poznañskim”. Nadal te¿ nie szczêdzono poznañskiej inteligencji s³ów
41
Koœcian, 23 grudnia, GT 1867, nr 302; P 1900, nr 35, s. 901; T 1905, nr 5–6,
s. 237.
42 J.K. M a æ k o w s k i, Przysz³oœæ Wielkopolski na podstawie obliczeñ statystycznych,
„Biblioteka Warszawska” 1887, t. III, s. 458–459.
43 Oœwiata ludu a inteligencja, P 1898, nr 23, s. 395–396.
44 Wiec inteligencji poznañskiej, P 1901, nr 20, s. 16.
45 Statystyka m³odzie¿y polskiej kszta³c¹cej siê w wy¿szych zak³adach naukowych
w Niemczech. Pó³rocze zimowe 1911/1912, „Brzask” 1913, nr 4, s. 133.
116
Witold Molik
[12]
krytyki w korespondencjach i artyku³ach zamieszczanych w czasopismach Królestwa Polskiego i Galicji. Przyk³adowo autor jednego z tych
artyku³ów stwierdza³, ¿e inteligencja polska pod panowaniem pruskim,
mimo „¿e mia³aby tutaj bardzo wdziêczne i nadzwyczaj rozleg³e pole do
pracy, palcem nie ruszy, [...] poza wiecami, na których wyg³asza szumne
mowy z ludem i z ni¿szymi warstwami ma³o siê styka”46.
Ostre zarzuty wysuwano zw³aszcza przeciw pasywnym w ¿yciu publicznym i ruchu narodowym by³ym stypendystom Towarzystwa Naukowej Pomocy. Podkreœlano, ¿e zawdziêczaj¹ oni swoje wykszta³cenie
ofiarnoœci ca³ego spo³eczeñstwa. Maj¹ przeto „podwójny obowi¹zek pracowaæ w kierunku narodowym”. Uchylaj¹cy siê od tego obowi¹zku d³u¿nicy towarzystwa powinni byæ publicznie napiêtnowani47.
Obok uchylania siê od obowi¹zków publicznych i wspierania ruchu
narodowego przedmiotem krytyki stawa³a siê stopniowo tak¿e ospa³oœæ
intelektualna poznañskiej inteligencji. Ubolewano, ¿e jest ma³o aktywna na polu naukowym. Mimo czasoch³onnych zajêæ zawodowych i przeszkód stawianych przez w³adze pruskie, okazuj¹c dobr¹ wolê i zapa³,
mog³aby przecie¿ w wiêkszym stopniu przyczyniaæ siê do rozwoju polskiego ¿ycia naukowego i kulturalnego. Boles³aw Prus pisa³, ¿e jedn¹
z chorób polskiej inteligencji w Wielkim Ksiêstwie Poznañskim jest lenistwo i niemoc. Nie zdobywa siê ona na powa¿niejsze prace (z wyj¹tkiem
historycznych), nie wydaje poetów i pisarzy lub choæby felietonistów48.
Kilka lat póŸniej poznañski kronikarz informowa³ czytelników „Przegl¹du Tygodniowego”, ¿e inteligencja polska w Poznañskiem „w porównaniu z inteligencj¹ innych stron na nadzwyczaj niskim stoi poziomie umys³owym”49. Tego rodzaju opinie powtarzano czêsto w prasie na pocz¹tku
XX w. Przyk³adowo autor opublikowanego w „Krytyce” cyklu artyku³ów o ¿yciu umys³owym w Poznaniu stwierdza³, ¿e od dawna le¿y ono
od³ogiem, gdy¿ umys³owoœæ miejscowej inteligencji polskiej jest „dziwnie ja³ow¹ i niezdoln¹ do jakichkolwiek aspiracji o wy¿szym polocie”50.
Spoœród grup zawodowych tworz¹cych inteligencjê polsk¹ w Poznañskiem szczególnym zainteresowaniem publicystów i autorów artyku³ów
poœwiêcanych spo³eczeñstwu polskiemu cieszy³o siê duchowieñstwo. Owo
zainteresowanie wywo³ywa³y rosn¹ce znaczenie i aktywnoœæ kleru ka46
Kilka uwag o spo³eczeñstwie polskim pod Prusakiem, T 1909, nr 1–3, s. 21.
Patriotyzm czynu, „Stra¿” 1912, nr 9, s. 131.
48 B. P r u s, Kroniki, t. IX, Warszawa 1961, s. 67 [przedruk Kroniki z „Kuriera
Codziennego” 1888, nr 64]; Nasze po³o¿enie, jego przyczyny i œrodki zaradcze, DP 1881,
nr 249.
49 Kronika poznañska, PT 1894, nr 21, s. 248–249.
50 ¯ycie umys³owe w Poznaniu, „Krytyka” 1910, t. II, s. 73.
47
[13]
Kszta³towanie siê samowiedzy inteligencji poznañskiej
117
tolickiego w ¿yciu publicznym oraz wp³yw wywierany przezeñ na polskie spo³eczeñstwo. W latach dwudziestych-czterdziestych XIX w., jak
pisa³ Jan Karol Maækowski, duchowieñstwo ogranicza³o swoj¹ dzia³alnoœæ „przewa¿nie tylko do dziedziny koœcielno-religijnej”51. Stan duchowny mia³ ogarn¹æ wszechw³adny wówczas materializm i pogoñ za dobrami doczesnymi, kosztem zaniedbywania obowi¹zków duszpasterskich.
W Wielkim Ksiêstwie Poznañskim ksiê¿a – co stwierdza³ autor artyku³u opublikowanego w jednym z czasopism emigracyjnych – z ma³ymi
wyj¹tkami, „którzy tym wiêkszego uwielbienia godni, zatrudnieni s¹
g³ównie swym domem, swym rolniczym gospodarstwem; wiêcej czasu
przepêdzaj¹ w stodole, na polu przy p³ugach, przy ¿niwiarzach, ani¿eli
w koœciele. S³u¿bê Bo¿¹ pe³ni¹ tylko jak p³atni urzêdnicy, a nie z wy¿szego natchnienia”52. Chocia¿ z up³ywem czasu coraz wiêcej kap³anów,
zw³aszcza z m³odszych, lepiej wykszta³conych generacji, podejmowa³o
dzia³alnoœæ spo³eczn¹, to jeszcze w po³owie lat szeœædziesi¹tych stwierdzano na ³amach „Tygodnika Katolickiego”: Ile¿ to jest ksiê¿y, „którzy
swój talent zakopuj¹ bez po¿ytku? Ca³¹ ich umys³ow¹ prac¹ jest napisaæ kazanie, do czego przecie¿ wiele nie potrzebuj¹ czasu. Sobota do
tego nieraz im wystarcza. A reszta drogiego czasu ginie na niepotrzebnych odwiedzinach, przy zielonym stoliku, na nic nie znacz¹cych pogawêdkach lub czytaniu lekkiego jakiego pisemka”53.
Do podniesienia autorytetu kleru znacznie przyczyni³ siê Kulturkampf. Stopniowo coraz wiêcej ksiê¿y wchodzi³o w sk³ad elit polskiego
ruchu narodowego, obejmowa³o funkcje kierownicze w ró¿nych organizacjach: Towarzystwie Naukowej Pomocy, kó³kach rolniczych, spó³kach
kredytowo-oszczêdnoœciowych itd.54 Ten wzrost aktywnoœci i znaczenia
duchowieñstwa spotyka³ siê z ró¿nymi ocenami. Na ³amach polskiej
prasy nie szczêdzono mu s³ów uznania, chwalono ksiê¿y za niezaniedbywanie obowi¹zków wobec narodu, gorliw¹ dzia³alnoœæ polityczn¹ i spo³eczn¹. Zarazem jednak obawiano siê nadmiernej klerykalizacji ¿ycia
publicznego i wyra¿ano pogl¹d, ¿e „nie by³oby wcale po¿¹dan¹ rzecz¹”,
aby duchowieñstwo dzier¿y³o ster ¿ycia spo³ecznego i ruchu narodowego55. „Kler w Ksiêstwie – stwierdza³ w 1910 r. Kazimierz Puffke – gra
51
J.K. M a æ k o w s k i, Ekonomiczne odrodzenie zaboru pruskiego, „Œwiat S³owiañski”
1910, t. I, s. 78.
52 A.G., Stan obecny W. Ksiêstwa Poznañskiego, „Dziennik Narodowy” 1844, nr 149,
s. 598.
53 „Tygodnik Katolicki” 1865, nr 39, s. 370–371.
54 Zob. S. W i e r z c h o s ³ a w s k i, Elity polskiego ruchu narodowego w Poznañskiem
i w Prusach Zachodnich w latach 1850–1914, Toruñ 1992, s. 133.
55 Zob. przyp. 23.
118
Witold Molik
[14]
rolê tak wybitn¹, jak nigdzie indziej w Polsce”, jest gruntownie wykszta³cony, dobrze sytuowany pod wzglêdem materialnym, przejêty na wskroœ
duchem obywatelskim, nieprzeci¹¿ony obowi¹zkami duszpasterskimi
oraz co za tym idzie zajmuje coraz wiêcej posterunków w ¿yciu publicznym spo³eczeñstwa polskiego. „Naturalnie jednostronnoœæ ta nie jest
zjawiskiem dodatnim, ale trudno z niej kuæ zarzut przeciw duchowieñstwu, dla którego przeciwnie, ¿ywiæ nale¿y tylko szczere uznanie”56.
Jednoczeœnie publikowano krytyczne oceny postaw i dzia³alnoœci spo³ecznej wielkopolskiego duchowieñstwa, g³ównie w postêpowych i antyklerykalnych czasopismach w pozosta³ych zaborach, jak „Przegl¹d
Tygodniowy” czy „Przegl¹d Spo³eczny”. Przyk³adowo na ³amach „Przegl¹du Tygodniowego” zarzucano wielkopolskiemu duchowieñstwu arogancjê, dorobkiewiczostwo i pysza³kowatoœæ, krytykowano jego wszechw³adzê i panowanie nad ludem57. „Ksiê¿ulkowie nasi tutejsi – pisa³
poznañski korespondent warszawskiego tygodnika – po najwiêkszej czêœci za wiele ju¿ sobie pozwalaj¹, bo spikn¹wszy siê z nasz¹ arystokracj¹
prowadz¹ lud w imiê religii tam dok¹d im siê podoba, wodz¹c go na
pasku. Przyjdzie czas niebawem, gdzie wszechw³adna chwilowo kasta,
straciwszy panowanie i urok, dojdzie do tego rodzaju nicoœci, z powodu
zbytniego obecnie zadzierania nosa, w jakiej zostaje we Francji lub we
W³oszech”58.
Krytyczne opisy spo³eczeñstwa polskiego w Poznañskiem drukowane
w postêpowych czasopismach warszawskich i galicyjskich wychodzi³y
czêsto spod piór ich poznañskich wspó³pracowników, którzy nie odwa¿ali
siê na zamieszczenie wyostrzonych ocen w „Dzienniku Poznañskim”
czy okreœlanym (przed 1906 r.) jako klerykalny „Kurierze Poznañskim”,
zreszt¹ bardzo krytyczne oceny duchowieñstwa w tym ostatnim nie
zosta³yby pewnie opublikowane. Obawiali siê bowiem nieprzyjemnoœci
i szykan. Chocia¿ kroniki lub kroniczki poznañskie w czasopismach
pozosta³ych zaborów przewa¿nie drukowano anonimowo, to przecie¿
czêsto wiedziano lub przypuszczano, kto jest ich autorem. Prasa poznañska mia³a mieæ „¿¹d³a okrutne”. Wac³aw G¹sowski pisa³ na ³amach
warszawskiego „Œwiata” z pewn¹ przesad¹: „Uk³ad spo³eczeñstwa poznañskiego jest tak zlanym towarzysko i ekonomicznie, ¿e doprawdy
niejeden musi wprost strzec siê odezwania publicznego […], nawet po56
A. C h o ³ o n i e w s k i, Nasz bilans w zaborze pruskim, „Œwiat” 1910, nr 3, s. 7–8.
Z Poznañskiego, PT 1879, nr 13, s. 160; 1885, nr 46, s. 592; zob. tak¿e F. S k i b a
[J. K a s p r o w i c z], Z Poznañskiego, „Przegl¹d Spo³eczny” 1887, z. 5, s. 453; I. M o s z c z e ñ s k a, Z kraju ciemnoœci, „G³os” 1903, nr 12, s. 182–183; nr 23, s. 360.
58 Z Poznañskiego, PP 1886, nr 3, s. 46.
57
[15]
Kszta³towanie siê samowiedzy inteligencji poznañskiej
119
se³, nawet sternik polityczny. A dopiero¿, gdy zechce siê ukryæ, gdy musi
baczyæ na sfery administracyjne czy w ogóle rz¹dz¹ce, gdy nie ma zadoœæ
nerwów do wytrzymania ataku zadzier¿ystej, a nie ub³aganej w zwalczaniu swych przeciwników prasy codziennej”. Zreszt¹ w czo³owych poznañskich czasopismach nie zosta³yby one z pewnoœci¹ wydrukowane59.
Powtarzanie na ³amach polskich czasopism s³ów krytyki oraz wezwañ
i apeli adresowanych do inteligencji (przewa¿nie pióra wybitnych jej
przedstawicieli) wynika³o z umacniania siê wœród niej samej poczucia
szczególnej misji, jak¹ powinna pe³niæ w trudnych warunkach bytowania ludnoœci polskiej pod panowaniem pruskim. Stopniowo uœwiadamiano sobie, ¿e „od jakoœci i iloœci” wysi³ków i pracy inteligencji w znacznej
mierze zale¿y poziom i intensywnoœæ ¿ycia zbiorowego ca³ego polskiego
spo³eczeñstwa. W koñcu XIX stulecia zadania, które w nowej sytuacji
polityczno-spo³ecznej powinna realizowaæ inteligencja z zapa³em i determinacj¹ propagowali zw³aszcza redaktorzy i wspó³pracownicy cytowanego ju¿ wy¿ej „Przegl¹du Poznañskiego”. Niejednokrotnie podkreœlali w swych p³omiennych artyku³ach i felietonach, ¿e wskutek
za³amania siê hegemonii ziemiañstwa na inteligencjê spad³ obowi¹zek
mobilizowania i przewodzenia w walce spo³eczeñstwa polskiego o narodowe przetrwanie. Je¿eli wiec nie zorganizuje siê, nie przejmie steru
spraw publicznych w swoje rêce, nie wytê¿y wszystkich swych si³ w obronie narodowych interesów, „to ciê¿ka spadnie na ni¹ odpowiedzialnoœæ
wobec ca³ego narodu i jego przysz³oœci”60.
Z równie du¿ym zaanga¿owaniem pogl¹d, ¿e w ¿yciu polityczno-spo³ecznym polskiej ludnoœci „przodowaæ powinna myœl i praca inteligencji”,
stara³a siê upowszechniaæ w latach poprzedzaj¹cych wybuch pierwszej
wojny œwiatowej redakcja „Kuriera Poznañskiego”. W 1906 r. dziennik
ten przejê³a Narodowa Demokracja, po czym szybko sta³ siê on dobrze
redagowanym pismem zamo¿nego mieszczañstwa i inteligencji, popieraj¹cej program tego¿ ugrupowania politycznego. Zamieszczone w nim
opinie uznaæ mo¿na zatem za reprezentatywne dla tego od³amu inteligencji. Co pewien czas stawiano na ³amach „Kuriera Poznañskiego”
pytanie: czy udzia³ inteligencji w pracach publicznych „jest taki, jaki
byæ powinien?” Wywo³ywa³o ono z regu³y wypowiedzi i oceny krytyczne. Przyk³adowo jesieni¹ 1908 r. stwierdzano, ¿e w ruchu narodowym
udziela siê tylko czêœæ inteligencji; reszta „trzyma siê z dala, pozostaje
obojêtna i g³ucha na proœby i nawo³ywania”. W wielu inteligenckich
59
W. G ¹ s o w s k i, Z wycieczki w Poznañskie, „Œwiat” 1910, nr 35, s. 5.
Nasza inteligencya, PP 1896, nr 24, s. 286; zob. równie¿ Viribus unitis, PP 1894,
nr 11; Nasz program, PP 1896, nr 7, s. 73.
60
120
Witold Molik
[16]
œrodowiskach panuje nies³uszny pogl¹d, ¿e aby byæ dobrym Polakiem,
wystarczy troszczyæ siê o polskoœæ domowego ogniska, g³osowaæ na polskiego kandydata w wyborach do sejmu pruskiego i parlamentu niemieckiego oraz nabywaæ potrzebne towary tylko u polskich kupców.
Tymczasem w sytuacji, gdy ludnoœæ polska w Wielkim Ksiêstwie Poznañskim nie posiada narodowych instytucji, skromny choæby udzia³
w pracach publicznych nie jest czynem li tylko ludzi dobrej woli, lecz
„œwiêtym obowi¹zkiem” polskiego inteligenta. Unikanie przez liczne
od³amy inteligencji wspierania ruchu narodowego powoduje przeci¹¿enie obowi¹zkami publicznymi jej najbardziej aktywnych przedstawicieli, co poci¹ga za sob¹ negatywne skutki. Wyczerpuj¹ siê oni bowiem „umys³owo”, marnuj¹ swoje zdrowie fizyczne i rozdrabniaj¹ swoje
si³y. Pe³ni¹c funkcje kierownicze w wielu organizacjach, „nie mog¹
dostatecznej energii w³o¿yæ w poszczególne roboty”. St¹d prace publiczne na rzecz polskiego spo³eczeñstwa „chromaj¹ [...] i nie postêpuj¹
w dostatecznym tempie, a przede wszystkim nie maj¹ doœæ g³êbokich, przetrawionych postaw”. W rezultacie prace te spotykaj¹ siê
„z surow¹ krytyk¹ owych biernych kó³ inteligencji, które siê wprawdzie do niczego nie rusz¹, ale za to tym obficiej obsypuj¹ pracê innych
sceptycznymi uwagami”61.
S³owa krytyki, wezwania i apele kierowane do biernej czêœci inteligencji spotyka³y siê ze s³abym rezonansem i nie przynosi³y oczekiwanego przez ich autorów skutku. Do takiego wniosku sk³aniaj¹ artyku³y
opublikowane przed wybuchem pierwszej wojny œwiatowej w „Kurierze
Poznañskim” i innych pismach, w których nadal zarzucano inteligencji
brak poczucia obowi¹zków narodowych, obojêtnoœæ wobec spraw publicznych i poch³oniêcie jedynie trosk¹ o powodzenie materialne62.
W niektórych artyku³ach w prasie poznañskiej i korespondencjach
ukazuj¹cych siê w czasopismach warszawskich, krakowskich i lwowskich
starano siê ukazaæ i wyjaœniæ przyczyny marazmu ogarniaj¹cego czeœæ
inteligencji polskiej w Wielkim Ksiêstwie Poznañskim. Wskazywano
przede wszystkim na jej zale¿noœæ od rz¹du pruskiego. Podkreœlano, ¿e
urzêdnicy, sêdziowie, nauczyciele gimnazjalni pracuj¹cy na posadach
pañstwowych z obawy utraty stanowiska lub przeniesienia do œrodkowych b¹dŸ zachodnich Niemiec nie mog¹ nawet okazywaæ poparcia dla
polskiego ruchu narodowego. Obowi¹zuj¹ ich zakazy wstêpowania do
polskich towarzystw i organizacji, mimo i¿ zosta³y one zatwierdzone
61
Nasza inteligencja a praca publiczna, KP 1908, nr 223.
Udzia³ inteligencji w pracy publicznej, KP 1914, nr 76 (tam¿e komentarz artyku³u opublikowanego w gnieŸnieñskim „Lechu”).
62
[17]
Kszta³towanie siê samowiedzy inteligencji poznañskiej
121
przez s¹dy pruskie i egzystuj¹ zgodnie z prawem63. „Kogo rz¹d niemiecki [...] utrzymuje, ten nie mo¿e siê bawiæ w sympatie s³owiañskie,
bo go wypêdz¹, a g³ód boli, kruszy, ³amie najwiêksz¹ odwagê, zw³aszcza
jeœli jest pomno¿ony w rodzinie”. Nie nale¿y wiêc – podkreœla³ jeden
z publicystów – „szukaæ winy tylko po stronie inteligencji”64. Poza tym
wiêkszoœæ przedstawicieli polskiej „klassy umys³owej” rekrutuje siê
z niezamo¿nych warstw spo³ecznych. Musi wiêc najpierw zabezpieczyæ
byt sobie i rodzinie; przy ciê¿kiej pracy zawodowej nie potrafi siê wyrwaæ poza sferê interesów osobistych. Przyzwyczajenie staje siê z czasem drug¹ natur¹ i jednostki nawyk³e tylko do myœlenia o sobie staj¹
siê stracone dla spo³eczeñstwa i jego szerszych d¹¿eñ65. Obojêtnoœæ polskiej inteligencji wobec spraw publicznych wynika równie¿ z „obcego
duchem” systemu wychowawczego. Szko³a pruska nie wpaja polskiej
m³odzie¿y obowi¹zków obywatelskich. Wprost przeciwnie, dok³ada starañ, by odwróciæ jej myœli i uczucia od sprawy polskiej. Podczas nauki
w uniwersytetach niemieckich znaczna czêœæ polskiej m³odzie¿y pozostaje poza obrêbem oddzia³ywania organizacji samokszta³ceniowych,
skupia siê na studiach zawodowych i stroni od uœwiadomionych pod
wzglêdem narodowym kolegów. Potem pojawia siê w Ksiêstwie niema³o
inteligentów obojêtnie usposobionych wobec narodowych d¹¿eñ i pozostawiaj¹cych innym „trud k³opotania siê o sprawy publiczne”66. Jako
przyczyny marazmu znacznej czêœci poznañskiej inteligencji podawano
te¿ brak przygotowania do pracy wœród ludu, nadmiern¹ wra¿liwoœæ
na krytykê i zra¿enie siê pierwszymi niepowodzeniami w pracy spo³ecznej. Skargi na biernoœæ inteligencji – zauwa¿a³ obserwator ¿ycia spo³ecznego w Kcyni – s¹ z pewnoœci¹ uzasadnione. Winê ponosz¹ jednak
te¿ ch³opstwo i drobnomieszczañstwo, gdy¿ czêsto nie korzystaj¹ z owoców jej pracy obywatelskiej67.
Obraz postaw i zachowañ poznañskiej inteligencji w ¿yciu publicznym, jaki ukazywano w czasopismach i broszurach, nie zawsze by³
zgodny z ówczesn¹ rzeczywistoœci¹. Doœæ czêsto zamieszczano w nich
przerysowane obrazy i nadmiernie krytyczne oceny. Taki kierunek publicystyki wynika³ z sytuacji spo³ecznej i politycznej w Wielkim Ksiêstwie
Poznañskim, na prze³omie XIX i XX w. czêsto nazywanym w prasie
63
Ihr müsst Deutsche sein, PT 1882, nr 2, s. 19.
Z Poznañskiego, PT 1879, nr 13, s. 160.
65 Zob. przyp. 56 (wywiad z K. Puffkem).
66 Udzia³ inteligencji w pracy publicznej, KP 1914, nr 76, 77.
67 Zob. Inteligencja a warstwy œrednie i ni¿sze, DP 1908, nr 8; Oœwiata ludu a inteligencja, P 1898, nr 23, s. 395–396.
64
122
Witold Molik
[18]
wydawanej w zaborze austriackim i rosyjskim „zagro¿on¹ dzielnic¹”.
Z rozbudowywaniem systemu polskich organizacji spo³ecznych, gospodarczych, oœwiatowych i zawodowych wzrasta³o na ziemiach pod
panowaniem pruskim zapotrzebowanie na dobrze wykszta³conych i przygotowanych do pracy spo³ecznej dzia³aczy68. Mo¿liwoœci jego zaspokojenia przedstawia³y siê tymczasem niekorzystnie. Rozwój liczebny polskiej inteligencji odbywa³ siê tu w stosunkowo wolnym tempie i nie
nad¹¿a³ za szybkim przyrostem liczby polskich organizacji i stowarzyszeñ. Wymagania wobec warstwy spo³ecznej by³y wiêc bardzo du¿e.
Aktywnego wspierania ruchu narodowego oczekiwano od ka¿dego niezale¿nego od rz¹du pruskiego polskiego inteligenta. Surowa krytyka
mia³a wywo³ywaæ poczucie wstydu i pobudzaæ bierne jednostki do udzia³u
w ¿yciu publicznym.
Chocia¿ na prze³omie XIX i XX w. inteligencji polskiej w Wielkim
Ksiêstwie Poznañskim poœwiêcano doœæ czêsto osobne artyku³y w prasie, to nie by³a ona jednak tematem tak obfitej i zró¿nicowanej publicystyki jak w Królestwie Polskim i przypuszczalnie tak¿e w Galicji69.
W okresie kulminacji konfliktu narodowoœciowego i antypolskiej polityki w³adz pruskich najczêœciej omawianym problemem w publikacjach
prasowych dotycz¹cych poznañskiej inteligencji musia³y byæ sprawy jej
udzia³u w polskim ruchu narodowym, obecnoœci na froncie walki z uciskiem germanizacyjnym i silniejszym pod wzglêdem ekonomicznym elementem niemieckim. Mimo ¿e inteligencja by³a wówczas najbardziej
aktywn¹ w ¿yciu publicznym warstw¹ spo³eczeñstwa polskiego i uczestniczy³a w kierowaniu wiêkszoœci polskich instytucji i organizacji, za
konieczn¹ uwa¿ano krytykê pasywnych jej grup i przedstawicieli. W napiêtej atmosferze walki narodowoœciowej punkt widzenia pisz¹cych
o swym œrodowisku inteligenckich publicystów musia³ byæ i by³ wyostrzony. Niew¹tpliwie spora czêœæ polskiej inteligencji ogranicza³a
siê do pracy zawodowej i nie wspiera³a ruchu narodowego, ale ukazywany obraz jej aktywnoœci jako ca³ej warstwy by³ w niejednym artykule
68
Zob. W. M o l i k, Z badañ nad modelem polskiego dzia³acza spo³eczno-politycznego
w polskiej myœli politycznej dzielnicy pruskiej na prze³omie XIX i XX wieku, „¯ycie
i Myœl” 1987, nr 3–4, s. 19.
69 Przypuszczenie takie wydaje siê uprawnione, mimo i¿ œwiadomoœæ spo³eczna inteligencji polskiej w Galicji nie by³a dot¹d przedmiotem osobnych badañ. Dynamiczny
rozwój inteligencji galicyjskiej w dobie autonomicznej inspirowa³ zapewne dotycz¹ce jej
spory i dyskusje. Opinie wspó³czesnych o inteligencji galicyjskiej w po³owie XIX w. omawia zwiêŸle I. H o m o l a w artykule Inteligencja galicyjska w po³owie XIX wieku. Próba
charakterystyki, [w:] Spo³eczeñstwo polskie XVIII i XIX wieku, t. V, red. W. Kula i J. Leskiewiczowa, Warszawa 1972, s. 106–112.
[19]
Kszta³towanie siê samowiedzy inteligencji poznañskiej
123
przerysowany, zbyt przesycony ciemnymi barwami. Warto przy tym
nadmieniæ, ¿e w ówczesnej prasie ostrzej jeszcze krytykowano ziemiañstwo za ponoszone straty w stanie posiadania, sprzedawanie maj¹tków
Niemcom i uchylanie siê przez znaczn¹ jego czeœæ od obowi¹zków
obywatelskich. Czêsto te¿ bardzo krytycznie oceniano postawê narodow¹ drobnomieszczañstwa. W wielu artyku³ach zarzucano polskim
kupcom i rzemieœlnikom lenistwo do pracy spo³ecznej wynikaj¹ce
z przedk³adania nad ni¹ wygodnego odpoczynku w knajpie przy kartach i piwie, nadu¿ywanie hase³ narodowych dla osobistego wzbogacania siê, biern¹ postawê wobec towarzystw i organizacji stawiaj¹cych
sobie za cel obronê polskoœci, uchylanie siê nawet od najdrobniejszych
spraw narodowych70.
Sprawy wewnêtrzne warstwy inteligencji schodzi³y w tej sytuacji na
dalszy plan, rzadko stawa³y siê tematem ró¿nych publikacji. Takie kwestie jak na przyk³ad dotkliwie odczuwana w Królestwie Polskim i Galicji nadprodukcja inteligencji, w Poznañskiem w zasadzie nie istnia³y.
Nie by³y wiêc tematem artyku³ów i polemik, jak w czasopismach warszawskich71. Nasza inteligencja – stwierdzano przed wybuchem pierwszej wojny œwiatowej na ³amach „Brzasku” – „nie potrzebuje siê obawiaæ konkurencji. Z powodu zbyt szczup³ego przyp³ywu m³odych si³
siedzi sobie jak u Pana Boga za piecem. Pojêcia nie ma siê u nas o tych
ciê¿kich warunkach bytu, z jakimi inteligent zawodów wolnych na zachodzie Niemiec walczyæ musi”72.
Kierunek i ton dyskusji o polskiej inteligencji na prze³omie XIX i XX w.
nadawa³a prasa endecka, co wydaje siê zrozumia³e, gdy uwzglêdni siê
wiod¹c¹ wówczas rolê Narodowej Demokracji w ¿yciu politycznym spo³eczeñstwa polskiego w Poznañskiem73. Polska Partia Socjalistyczna nie
mog³a uczestniczyæ w owej dyskusji, gdy¿ nie zdoby³a w zaborze pruskim wiêkszych wp³ywów i nie mia³a tu (pomijaj¹c ukazuj¹c¹ siê krótko „Gazetê Ludow¹”) swego prasowego organu. Natomiast czasopisma
o orientacji konserwatywnej ogranicza³y siê w zasadzie do krytyki bier70
Zob. m.in. Nasze mieszczañstwo a ambicya obywatelska, „Orêdownik” 1899, nr 172;
Ofiarnoœæ mieszczañstwa poznañskiego, „Postêp” 1907, nr 67; Usuwanie siê od urzêdów
publicznych, tam¿e 1909, nr 193; O zdrowie moralne naszej warstwy rzemieœlniczej, KP
1909, nr 166; Dooko³a has³a „swój do swego”, P 1913, nr 25.
71 Zob. J. J e d l i c k i, Kwestia nadprodukcji inteligencji w Królestwie Polskim po
powstaniu styczniowym, [w:] Inteligencja polska pod zaborami, red. R. Czepulis-Rastenis, Warszawa 1978, s. 218 n.
72 Zob przyp. 45.
73 Zob. J. M a r c z e w s k i, Narodowa Demokracja w Poznañskiem 1900–1914, Warszawa 1967.
124
Witold Molik
[20]
nej czêœci inteligencji oraz wezwañ i apeli maj¹cych sk³oniæ j¹ do dzia³alnoœci publicznej. Przedstawiciele inteligencji nieuto¿samiaj¹cy siê
z kierunkami politycznymi reprezentowanymi przez czasopisma poznañskie dla prezentacji swych postêpowych pogl¹dów wykorzystywali ³amy
pism warszawskich.
Witold Molik
The Formation of the Self-Knowledge of the Polish Intelligentsia
in the Region of Poznañ during the Nineteenth Century and the
Early Twentieth Century
(Summary)
The Germanisation policy conducted by the partitioning authorities in the region of
Poznañ deprived the Poles of access to posts in the administration; in time, they were
almost totally expelled from the functions of judges, secondary school teachers and almost
all institutions dependent on the Prussian state. Nevertheless, a small stratum of the
intelligentsia, comprised almost entirely of Catholic clergymen and freelance professionals (medical doctors, journalists and pharmacists), gradually assumed shape in
this province.
Based on the evidence found in printed sources of the time, a collective identity is
revealed among the intelligentsia of Poznañ. Various periodicals show that the concept
of the intelligentsia had been applied in reference to white-collar workers in the region
of Poznañ since the mid-nineteenth century. Moving through the period in question,
more and more printed references to the group are recorded in the accounts of public
lectures, concerts, theatrical spectacles, and the like. The intelligentsia also became an
increasingly frequent topic of separate articles.
According not only to leading publicists but also to authors of letters ‘from the
provinces’ received by various periodicals, the Polish intelligentsia in the Poznañ
province was a formed stratum occupying a given place within the structure of Polish
society already prior to the unification of Germany. Social expectations as regards its
participation in public life rose gradually. An increasingly common view claimed that
the duty of every member of the intelligentsia was to render active support to the Polish
national movement. Certain representatives of the intelligentsia, however, evaded their
public obligations and were sharply reproached by the press. Other targets of recurring
criticism included the listlessness of the Poznañ intelligentsia in some branches of study,
with particular regret expressed for its inadequate activity in science and cultural life.
The continual admonitions in Polish periodicals and the appeals addressed to the
intelligentsia (and written primarily by its outstanding representatives) were the
outcome of an increasingly strong awareness of the special mission which it was to
fulfil in the difficult conditions endured by the Polish population under Prussian rule.
Dependence of the level and intensity of the collective life of the whole Polish community
upon the ‘quality and quantity’ of its work and efforts was duly recognised. At a time
when the national conflict and the anti-Polish policy of the Prussian authorities had
reached a climax, the problem most often discussed in the press was the participation
[21]
Kszta³towanie siê samowiedzy inteligencji poznañskiej
125
of the Poznañ intelligentsia in the Polish national movement as well as its involvement
in the struggle against a Germanisation-induced oppression and the economically
stronger German community. In this situation, the inner issues of the intelligentsia
were relegated to the background, and rarely found their way into print. Such questions
as the overproduction of the intelligentsia, so grave in the Kingdom of Poland and Galicia,
were, for all practical purposes, absent in the region of Poznañ. Consequently, they did
not become the topic of articles and polemics, in contrast to the contents of periodicals
from the other partition areas.
Witold Molik – Instytut Historii, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza
e-mail: [email protected]
ROCZNIKI DZIEJÓW SPO£ECZNYCH I GOSPODARCZYCH
Tom LXV – 2005
B A D A N I A
I
M A T E R I A £ Y
Handel i Pieni¹dz
GRZEGORZ MYŒLIWSKI
ZWI¥ZKI GOSPODARCZE WROC£AWIA Z MIASTAMI
PO£UDNIOWYCH NIEMIEC I SZWAJCARII (XIII–XV W.)*
W niniejszym artykule zamierzam przedstawiæ historiê kontaktów
gospodarczych Wroc³awia oraz wybranych miast po³udniowych Niemiec
i Szwajcarii w œredniowieczu. Zagadnienie to poruszano ju¿ niejednokrotnie w nauce polskiej, niemieckiej i szwajcarskiej. Najwiêcej miejsca
poœwiêcono wizytom nad Odr¹ kupiectwa z Norymbergi oraz Sankt
Gallen. Na plan pierwszy wybijaj¹ siê tu prace Hektora Ammanna, Marie
Scholz-Babisch, Hansa Conrada Peyera i Wolfganga von Stromera1. Na
uwagê zas³uguj¹ tak¿e prace, w których poruszono kwestiê kontaktów
z Pasaw¹ i Würzburgiem2. Zagadnienie powi¹zañ gospodarczych Wro* Badania nad omawian¹ problematyk¹ wykonano w ramach programu badawczego
„Œl¹sk na mapie kontaktów gospodarczych Europy w XIV–XV w.” (1 H01G 104 26).
1 H. A m m a n n, Die Diesbach–Watt–Gesellschaft. Ein Beitrag zur Handelsgeschichte
des 15. Jahrhunderts, St. Gallen 1928, s. 82–89; M. S c h o l z – B a b i s c h, Oberdeutscher Handel mit dem deutschen und polnischen Osten nach Geschäftsbriefen von 1444,
„Zeitschrift für Geschichte und Alterthum Schlesiens” (cyt. dalej: ZGS), LXI, 1930, s. 56-74; H.C. P e y e r, Leinwandgewerbe und Fernhandel der Stadt St. Gallen von den
Anfängen bis 1520, t. II (Übersicht, Anhang, Register), St. Gallen 1960, s. 33, 39, 43, 51,
58–59; W. v o n S t r o m e r, Die Nürnberger Handelsgesellschaft Gruber–Podmer–Stromer
im 15. Jahrhundert, Nürnberg 1963, s. 21, 32, 36, 70, 72; ten¿e, Nürnberg–Breslauer
Wirtschaftsbeziehungen im Spätmittelalter, „Jahrbuch für fränkische Landesforschung”
XXXIV–XXXV, 1974–1975, s. 1079–1100; trzeba równie¿ wspomnieæ o monograficznym
artykule F. Seybotha, który niewiele wnosi do badanej problematyki (Fränkisch-schlesische Beziehungen im 15. und 16. Jahrhundert, „Jahrbuch der Schlesischen Friedrich-Wilhelm-Universität zu Breslau” XXVIII, 1987, s. 7–43). Zob. tak¿e H. W e n d t,
Schlesien und der Orient. Ein geschichtlicher Überblick, Breslau 1916, s. 45, 51;
G. P f e i f f e r, Das Breslauer Patriziat im Mittelalter, Breslau 1929, s. 205, 228, 234-238, 241, 302, 318.
2 Cenny jest zw³aszcza Ÿród³owy artyku³ Huberta Prucknera o konflikcie miêdzy
pewnym kupcem Wroc³awia a mieszkañcem Pasawy (i zarazem Linzu), por. H. P r u c k n e r, Der Prozess eines Breslauer Kaufmanns gegen einen Passauer Bürger und dessen
Auswirkungen, [w:] Passauer Studien. Festschrift für Bischof Dr. Simon Konrad
128
Grzegorz Myœliwski
[2]
c³awia z niektórymi miastami Niemiec po³udniowych pojawia³a siê, rzecz
jasna, tak¿e w polskich pracach3. Nie bez znaczenia dla opracowywanego przeze mnie tematu s¹ przedwojenne monografie handlu Krakowa
i Poznania, których autorzy sporo miejsca poœwiêcili dzia³alnoœci zw³aszcza norymberczyków na ziemiach Królestwa Polskiego4.
Podjêcie tytu³owego zagadnienia motywujê zamiarem nakreœlenia
pe³niejszego obrazu kontaktów z miastami po³udniowych Niemiec
i Szwajcarii ni¿ uczyniono to dotychczas. Przede wszystkim lista miast,
z którymi w jakichkolwiek sposób handlowali kupcy wroc³awscy, jest
znacznie d³u¿sza i obejmuje 16 oœrodków: w Bawarii (Ratyzbona, Pasawa, Würzburg, Bamberg, Straubingen, Chamb, Öttingen, Nördlingen),
Frankonii (Norymberga), Szwabii (Augsburg, Ulm, Ravensburg), Szwajcarii (Sankt Gallen, Berno), Wirtembergii (Esslingen k. Stuttgartu),
a tak¿e Alzacji (Strasburg). Intensywnoœæ tych kontaktów bywa³a ró¿norodna. Niekiedy ogranicza³a siê do jednorazowego i to poœredniego
kontaktu z Wroc³awiem. W stosunkach handlowo-finansowych z WroLandersdorfer OSB zum 50. Jahrestage seiner Priesterweihe, Passau 1953, s. 257–272.
Wzmiankê o przywozie wina z Würzburga nad Odrê w trzeciej æwierci XIII w.
komentowano wielokrotnie w literaturze niemieckiej i polskiej, por. H. M a r k g r a f,
Zur Geschichte des Breslauer Kaufhauses, ZGS XXII, 1888, s. 269; M. S c h o l z B a b i s c h, H. W e n d t, Quellen zur Schlesischen Handelsgeschichte bis 1526, t. I,
Breslau 1940, s. 163–166 (tu dok³adny przegl¹d starszej literatury przedmiotu na temat
taryfy sprzed 1266 r. oraz wydanie Ÿród³a z wariantami pewnych sformu³owañ, których
brak w Schlesisches Urkundenbuch [t. III, wyd. W. Irgang, Köln–Wien 1984, nr 555,
s. 348]); W. K e h n, Der Handel im Oderraum im 13. und 14. Jahrhundert, Köln–Graz
1968, s. 35–39; M. G o l i ñ s k i, Podstawy gospodarcze mieszczañstwa wroc³awskiego
w XIII w., Wroc³aw 1991, s. 46.
3 K. M a l e c z y ñ s k i, Dzieje Wroc³awia od czasów najdawniejszych do roku 1618,
[w:] W. D ³ u g o b o r s k i, J. G i e r o w s k i, K. M a l e c z y ñ s k i, Dzieje Wroc³awia do
roku 1807, Warszawa 1958, s. 117, 245–246; A. K e r s t e n, Kontakty gospodarcze Wielkiego Nowogrodu z Litw¹, Polsk¹ i miastami po³udniowoniemieckimi w XV w., „Slavia Orientalis” I, 1958, s. 147, 160–161; M. G o l i ñ s k i, Podstawy gospodarcze..., s. 46–48, 53;
ten¿e, Wroc³aw od po³owy XIII do pocz¹tków XVI w., [w:] C. B u œ k o, M. G o l i ñ s k i,
L. Z i ¹ t k o w s k i, M. K a c z m a r e k, Historia Wroc³awia. Od pradziejów do koñca czasów habsburskich, Wroc³aw 2001, s. 150–151, 214; G. M y œ l i w s k i, Breslau und
die süddeutschen Städte – wirtschaftliche Beziehungen (ca. 1270–1450), „Bulletin der
Polnischen Historischen Mission”, t. III, red. P. Schumann, L. Zygner, Toruñ 2005,
s. 131–139; ten¿e, Strefa sudecko-karpacka. Miejsce Œl¹ska, Ma³opolski i Rusi Czerwonej w gospodarce Europy zachodniej (XIII–pocz. XVI w.), [w:] R. C z a j a, M. D y g o,
S. G a w l a s, G. M y œ l i w s k i, K. O ¿ ó g, Ziemie polskie wobec Zachodu. Studia nad
rozwojem œredniowiecznej Europy (w druku).
4 S. K u t r z e b a, Handel Krakowa w wiekach œrednich na tle stosunków handlowych Polski, Kraków 1902, s. 88–105; L. K o c z y, Handel Poznania do po³owy w. XVI,
Poznañ 1930, s. 222–226, 231, 240–241.
Zwi¹zki gospodarcze Wroc³awia z po³udniowoniemieckimi miastami
[3]
129
c³awiem uczestniczyli nie tylko pojedynczy kupcy, lecz tak¿e w³adze miejskie oraz w³adcy œwieccy i duchowni. Historii tych kontaktów nie zamierzam ograniczaæ do ostatniej æwierci XIV oraz XV stulecia, jako ¿e
jest ona znacznie d³u¿sza. I wreszcie ostatni powód podjêcia tego tematu, to koniecznoœæ uzupe³nienia oraz zweryfikowania starszych badañ.
Von Stromer5, klasyk badañ nad rol¹ Norymbergi w gospodarce europejskiej, w swych badaniach archiwaliów wroc³awskich skupi³ siê, co
prawda, na najlepszym Ÿródle do historii handlu Wroc³awia, jakim s¹
Libri excessuum et signaturarum, ale nie jest ono jedyne. Jest to zbiór
62 tomów ksi¹g radzieckich, które obejmuj¹ okres 110 lat – od 1385 do
1495 r. Jednak ju¿ w XIX stuleciu brakowa³o tomów dla lat 1386–1388
oraz dla niemal ca³ej dziewi¹tej dekady XV w. (1481–1489)6. W moich
badaniach oprócz Libri excessuum... wykorzysta³em czternastowieczne
ksiêgi ³awnicze (do 1390), ksiêgi umów czynszowych (tzw. Antiquarius)
oraz pojedyncze dyplomy. Mimo ¿e Ÿród³a te nie dorównuj¹ wartoœci¹
informacyjn¹ Libri excessuum..., to zawieraj¹ tak¿e wzmianki, które
wi¹¿¹ siê z podejmowanym przeze mnie tematem. W kilku przypadkach
przydatne okaza³y siê zasoby czeskiego archiwum narodowego w Pradze (Národní Archiv).
Pocz¹tków bezpoœrednich kontaktów miêdzy Œl¹skiem (Wroc³awiem)
a Niemcami mo¿na siê doszukiwaæ ju¿ w drugiej po³owie X w., o czym
œwiadcz¹ znaleziska po³udniowoniemieckich monet z tego czasu7. Brakuje jednak dowodów na bezpoœrednie kontakty kupiectwa z obu stron.
Nie wykluczaj¹c wiêc prawdopodobieñstwa ich tak wczesnego nawi¹zania, pewniejsz¹ genezê bezpoœredniego zetkniêcia siê kupców z Wroc³awia oraz po³udniowych Niemiec datowa³bym dopiero na XIII stulecie,
gdy pojawi³y siê wymowniejsze dane pisane. Byæ mo¿e pierwsze spotkanie wroc³awian z kupcami z Bawarii i Szwabii nast¹pi³o w 1245 r. w Kijowie. Wedle znanego przekazu Giovanniego di Pian di Carpine, to
w³aœnie kupcy z Wroc³awia byli jego przewodnikami w podró¿y do
5
W. v o n S t r o m e r, Nürnberg–Breslauer Wirtschaftsbeziehungen..., s. 1099–1100.
P. L a v a n d, Die Breslauer Stadt- und Gerichts-Bücher, ZGS IV, 1862, s. 11–12.
Dodajmy, ¿e ksiêgi „wypadków i umów” prowadzono we Wroc³awiu co najmniej od
1368 r., co poœwiadczaj¹ wypisy Samuela Beniamina Klosego z XVIII w., zob. Archiwum Pañstwowe we Wroc³awiu (cyt. dalej APWr.), Zbiór Klosego, t. XXVII, s. 1–3. O odpisach Klosego zob. L. H a r c, Samuel Beniamin Klose (1730–1798). Studium historiograficzno-Ÿród³oznawcze, Wroc³aw 2002, s. 127–130.
7 F. F r i e d e n s b u r g, Schlesiens Münzgeschichte im Mittelatler, [w:] Codex diplomaticus Silesiae, t. XIII, Breslau 1888, s. 6; M. G u m o w s k i, Moneta na Œl¹sku do
koñca XIV w., [w:] Historja Œl¹ska od najdawniejszych czasów do roku 1400, t. III, red.
W. Semkowicz, Kraków 1936, s. 569; K. M a l e c z y ñ s k i, W. H o ³ u b o w i c z, Historia
Œl¹ska, t. I, cz. 1, Wroc³aw 1960, s. 178–180.
6
130
Grzegorz Myœliwski
[4]
historycznej stolicy Rusi Kijowskiej i zarazem, przed 1240 r., wielkiego
punktu wêz³owego w handlu miêdzy Europ¹ Zachodni¹ a Azj¹8. Skoro
na tyle dobrze znali drogê, jest wielce prawdopodobne, ¿e bywali w Kijowie wczeœniej, byæ mo¿e jeszcze przed zniszczeniem miasta przez
Mongo³ów. W³oski podró¿nik nie stwierdzi³ tam, co prawda, obecnoœci
kupców z po³udniowych Niemiec9. Wiadomo natomiast, ¿e dla kupiectwa Bawarii, Kijów stanowi³ jeden z g³ównych celów wypraw handlowych w XII i przynajmniej jeszcze w pierwszej æwierci XIII stulecia10.
Brak wzmianki o kupcach po³udniowoniemieckich nie musi jednak oznaczaæ ich nieobecnoœci na Rusi. Po pierwsze, w³oski franciszkanin zapewne nie mia³ wiedzy o wszystkich kupcach przebywaj¹cych wówczas
w Kijowie. Nie interesowa³ go przecie¿ handel dalekosiê¿ny. Warto poza
tym zastanowiæ siê, czy pod nazw¹ którejœ z wymienionych przez W³ocha nacji kupieckich nie mogli kryæ siê przybysze z po³udniowych Niemiec. Fra’ Giovanni wymieni³ m.in. mercatores... de Austria, co jest zaskakuj¹ce. Przyjmuje siê bowiem, ¿e dopiero za panowania Przemys³a II
Ottokara (od 1251 r.) rozpocz¹³ siê rozwój dalekosiê¿nego handlu austriackiego11. Do czasu opanowania Austrii przez króla Czech naddunajska monarchia pe³ni³a rolê obszaru tranzytowego pomiêdzy Niemcami a Rusi¹. Wykorzystali to wiedeñczycy, którzy w 1221 r. uzyskali
prawo sk³adu, godz¹ce g³ównie w wymienionych w dokumencie kupców
z Ratyzbony, Pasawy i Szwabii12. Zapewne wiele jest racji w twierdze8 „Insuper testes sunt mercatores Wratislavie, qui usque in Kioviam venerunt
nobiscum [et] sciverunt quod nos manus intravimus Tartarorum”; G i o v a n n i d i
P i a n di C a r p i n e, Historia Mongalorum, wyd. E. Menesto, Spoleto 1987, s. 332,
cap. 51; t³um. pol. zob. Spotkanie dwóch œwiatów. Stolica Apostolska a œwiat mongolski
w po³owie XIII w., red. J. Strzelczyk, Poznañ 1993, s. 175.
9 „[…] et multi alii mercatores, tam de Polonia, quam de Austria, qui venerunt in
Kioviam postquam ad Tartaros ieramus. Sunt et testes mercatores de Constantinopoli
qui per Tartaros in Rusciam venerunt, et erant in Kiovia cum de terra reversi sumus
Tartarorum. Nomina autem mercatorum illorum sunt hec: Michael genuensis et Bartholomeus, Manuel veneticus, Iacobus Renerius Acre, Nicholaus pisanus, isti sunt maiores; alii minores sunt: Marchus, Henricus, Iohannes, Vasius, iterum Henricus Bonadies, Petrus Paschiani. Alii plures fuerunt, sed eorum nomina nescimus”; tam¿e.
10 R. S c h ö n f e l d, Regensburg im Fernhandel des Mittelalters, „Verhandlungen
des Historischen Vereins für Oberfpfalz und Regensburg” CXIII, 1973, s. 42.
11 Zob. Th. M a y e r, Der auswärtige Handel des Herzogtums Österreich im Mittelalter, Innsbruck 1909, s. 7–8.
12 „Nulli civium de Sweuvia vel de Ratispona vel de Patavia liceat intrare cum mercibus suis in Ungariam. Quicumque contrarium fecerit, solvat nobis duas marcas auri.
Nemo etiam extraneorum mercatorum moretur in civitate cum mercibus suis ultra
duos menses, nec vendat merces, quas adduxit, extraneo sed tantum civi, et non emat
aurum neque argentum. Si habuerit aurum vel argentum, non vendat nisi ad cameram
[5]
Zwi¹zki gospodarcze Wroc³awia z po³udniowoniemieckimi miastami
131
niach historyków, którzy oceniali wiedeñskie prawo sk³adu jako cios dla
handlu m.in. Ratyzbony13. Daleki by³bym jednak od twierdzenia, ¿e po
1221 r. ¿aden z pasawczyków, ratyzboñczyków czy Szwabów nie próbowa³ z powodzeniem omin¹æ wiedeñskiej przeszkody. Okreœlenie ich przez
fra’ Giovanniego mianem „kupców z Austrii” mog³o wynikn¹æ z b³êdnego
zrozumienia ich wypowiedzi (zw³aszcza jeœli nie pochodzi³a z pierwszej
rêki). Bawarscy albo szwabscy rozmówcy mogli powiedzieæ tylko tyle,
¿e przybyli z Austrii (w znaczeniu: przez Austriê), a franciszkanin lub
jego informator zrozumia³ to jako okreœlenie miejsca ich pochodzenia.
A mo¿e podawali siê za Austriaków, by w czasie drogi powrotnej przez
Wiedeñ unikn¹æ kary za z³amanie regu³ prawa sk³adu? Warto ponadto
zwróciæ uwagê, ¿e w swej relacji franciszkanin stwierdzi³ obecnoœæ innych, bli¿ej nieokreœlonych kupców („Alii plures fuerunt, sed eorum
nomina nescimus”). Mogli byæ wœród nich m.in. przybysze z po³udniowych Niemiec14. Dlatego te¿ sadzê, ¿e powy¿sze poszlaki pozwalaj¹ na
postawienie hipotezy o prawdopodobieñstwie pierwszego kontaktu kupców z Wroc³awia z Bawarczykami i Szwabami w 1245 r. w Kijowie.
Warto zwróciæ uwagê na jeszcze inn¹ mo¿liwoœæ ich spotkania, tym
razem w zupe³nie innej czêœci wielkiego szlaku miêdzy Wschodem a Zachodem (Hohe Strasse), tj. w Kolonii. Prawo sk³adu nadreñskiej metropolii z 1259 r. zawiera³o zakazy przekraczania linii Renu m.in. przez
kupców z Polski oraz Bawarii i Szwabii15. Wczeœniejsze kontakty Ratyzbony z Koloni¹ uwa¿ane s¹ za pewne16. Wymienienie kupców z Polski
nostram”, Die Rechtsquellen der Stadt Wien, wyd. P. Csendes, „Fontes Rerum
Austriacarum”, Abt. III, t. IX, Wien–Köln–Graz 1986, nr 4 (1221), pkt. 23, s. 37. O tym
dokumencie zob. Th. M a y e r, dz. cyt., s. 7; ostatnio Wien. Geschichte einer Stadt, t. I,
red. P. Csendes, F. Opll, Wien 2001, s. 102. O pozycji Wiednia tego czasu w literaturze
polskiej zob. treœciwa charakterystyka H. W e r e s z y c k i e g o, Historia Austrii, Wroc³aw
1986 (2 wyd.), s. 27–28.
13 R. S c h ö n f e l d, dz. cyt., s. 48; M. W a g n e r - B r o w n, Wirtschaftliches Leben
im Früh- und Hochmittelalter, [w:] Geschichte der Stadt Regensburg, t. I, red. P. Schmid,
Regensburg 2000, s. 475.
14 Trzeba wskazaæ inn¹ mo¿liwoœæ interpretacji tego zwrotu. Poniewa¿ Giovanni di
Pian di Carpine wyliczy³ kupców, którzy przybyli z Konstantynopola i przez „Tatariê”
trafili na Ruœ, wiêc byæ mo¿e w cytowanym zdaniu chodzi³o mu tylko o tê grupê, której
nie wszystkich cz³onków pozna³ z imienia.
15 „[...] nullus mercatorum de Ungaria, Boemia, Polonia, Bawaria, Suevia (...) et
quibuscunque aliis orientalibus partibus cum mercibus quibuslibet ad Renum veniens
extra atque ultra civitatem Coloniensem excepta sola causa peregrinationis procedet”,
Hansisches Urkundenbuch (cyt dalej: HUB), t. I, wyd. K. Höhlbaum, Halle 1876, nr 523
(1259), s. 183.
16 H. K e l l e n b e n z, Bürgertum und Wirtschaft in der Reichstadt Regensburg,
„Blätter für deutsche Landesgeschichte” XCVIII, 1962, s. 95.
132
Grzegorz Myœliwski
[6]
nie mog³o mieæ jedynie profilaktycznego charakteru, lecz musia³o wynikaæ z dotychczasowego doœwiadczenia. W literaturze przedmiotu przyjmuje siê, ¿e istnia³y ju¿ wówczas kontakty miêdzy nadreñsk¹ metropoli¹ a ziemiami polskimi17. Mimo ¿e dokument nie wymienia wprost
Wroc³awia, to wydaje siê, ¿e ze wzglêdu na po³o¿enie oraz stwierdzony
ju¿ udzia³ jego kupców w handlu Wschód – Zachód, peregrynacje kupiectwa œl¹skiego nad Ren s¹ prawdopodobne. Tym samym Koloniê
mo¿na hipotetycznie uznaæ za kolejne miejsce nawi¹zania kontaktów
przez kupiectwo z Bawarii i Szwabii oraz Wroc³awia.
Mimo przypuszczaj¹cego trybu powy¿szych stwierdzeñ nie ulega
w¹tpliwoœci, ¿e gospodarcze kontakty miêdzy centrum Œl¹ska a po³udniowoniemieckim kupiectwem zosta³y zadzierzgniête w³aœnie w trzeciej æwierci XIII w., zaœ do kontaktów ze Szwajcarami dosz³o na pewno
najpóŸniej na prze³omie XIII i XIV w. Wskazaæ tu trzeba na rodzinê
Beyerów, której nazwisko uwa¿ane jest za pochodne od miejsca pochodzenia18. Najstarszy ze znanych jej przedstawicieli, Konrad, by³ ju¿
w 1253 r. obywatelem Wroc³awia dysponuj¹cym na tyle pokaŸnym kapita³em (z handlu ?), ¿e staæ go by³o na zakup wiejskiej posiad³oœci Popowice pod Wroc³awiem19. Warto przy tym wspomnieæ, ¿e rodzina Beyerów sta³a siê jednym z najwa¿niejszych rodów wroc³awskich w XIV w.,
tak¿e pod wzglêdem znaczenia w handlu dalekosiê¿nym20. W trzeciej
æwierci XIII stulecia rozpocz¹³ siê tak¿e nap³yw towarów z po³udnia
Niemiec nad Odrê. Ju¿ wroc³awska taryfa celna z oko³o 1266 r. zawiera
wzmiankê o sprowadzaniu nad Odrê wina z Würzburga21. Zapewne przywozili je do Wroc³awia jego rodzimi kupcy, o których pobytach na terenie Bawarii informuje dowodnie inna znana taryfa celna z bawarskiego
miasteczka Chamb (dziœ: Cham), po³o¿onego blisko granicy z Królestwem
Czech. Dokument, którego najlepiej uzasadnione datowanie wskazuje
na prze³om 1270 i 1271 r.22, jest pierwszym pewnym dowodem na
17 K. M a l e c z y ñ s k i, W. H o ³ u b o w i c z, dz. cyt., s. 305; J. G o t t s c h a l k,
Ein Fürstenmantel der Herzogin Hedwig von Schlesien ( 1243) aus chinesischem
Goldbrokat? Beiträge zur Handelsgeschichte Ostens, „Zeitschrift für Ostforschung” XV,
1966, s. 428, 431.
18 Zob. R. S t e i n, Der Rat und die Ratsgeschlechter des alten Breslau, Würzburg
1963, s. 110.
19 Tam¿e.
20 Zob. tam¿e, a tak¿e G. P f e i f f e r, dz. cyt., s. 138; W. K e h n, dz. cyt., s. 101–102.
21 M . S c h o l z - B a b i s c h, H. W e n d t, dz. cyt., s. 164. Literatura przedmiotu:
zob. przyp. 2.
22 Nürnberger Urkundenbuch, t. I, cz. 2, wyd. Stadtrat zu Nürnberg, Nürnberg
1952 (cyt. dalej NüUB 1/2), s. 277. Omówienie tekstu zob. M . S c h o l z - B a b i s c h,
H. W e n d t, dz. cyt., nr 307, s. 201. W literaturze przedmiotu wystêpowa³y kontrowersje
[7]
Zwi¹zki gospodarcze Wroc³awia z po³udniowoniemieckimi miastami
133
spotkanie siê kupców z Ratyzbony, Norymbergi i Wroc³awia23. W tekœcie,
który czêœciowo ma charakter taryfy mytniczej, zosta³o zawarte zwolnienie z op³at przewozowych kupców m.in. tych trzech miast oraz rodzimych mieszkañców, którzy dokonywaliby zakupów lub sprzedawaliby
towary w Chambie („ob di in der stat ze Chamb iht chauffent oder verchauffent, die geben niht; [...] Daz reht habent auch, daz [den] Regenspurgern ist verschriben, di purger von Nuernberch unde von Bretzlach
und in den selben steten habent auch Chamber daz selb reht”). Taryfa
celna z prze³omu 1270 i 1271 r. jest rezultatem handlowej praktyki i dowodzi czêstych podro¿y kupców z Wroc³awia, ale tak¿e Bawarii i Frankonii przez czesko-bawarskie pogranicze. Kupcy œl¹scy ci¹gnêli jeszcze
dalej na po³udnie, m.in. do Monachium (gen Muenichen), choæ w¹tpiæ
nale¿y, czy by³ to ostateczny cel ich podró¿y. Podejrzewaæ mo¿na, ¿e
wroc³awianie zmierzali do pó³nocnych W³och, by zakupiæ tam towary
orientalne i œródziemnomorskie, których nie mo¿na by³o ju¿ nabyæ
w podupad³ym Kijowie (choæ mogli je kupiæ np. w Kolonii i Flandrii).
W œwietle niewiele póŸniejszych Ÿróde³ nie mniej prawdopodobne jest
przypuszczenie, ¿e kupcy z Wroc³awia mogli przewoziæ t¹ tras¹ futra,
na które panowa³ popyt w pó³nocnej Italii. Zapiski przedstawicieli florenckiego banku Frescobaldich œwiadcz¹, ¿e pod koniec XIII w. (1299)
niejaki Dawid, kupiec z Wroc³awia, przywozi³ futra na tyrolsko-w³oskie
pogranicze, realizuj¹c zamówienie faktorów potê¿nego domu bankowego („Davidi de Wratislavia pro pellibus et pelliciis variis datis dominis
lb. 181 Venetorum pro argenti marcis 37 boni Wiennensis ponderis”)24.
Dodajmy, ¿e rok póŸniej zapewne ten sam Dawid („de Polonia”) oraz
niejaki Diemon, otrzymuj¹ zwrot kosztów za wydatki w Bolzano i Tryco do czasu powstania Ÿród³a. Datê 1270 r. proponowa³ ju¿ H. A m m a n n, Zur Geschichte
der wirtschaftlichen Beziehungen zwischen Oberdeutschland und dem deutschen
Nordosten im Miitelalter, „Schlesische Geschichtblätter” 1927, z. 3, s. 52. Wyjaœnienie
daty jako okresu miêdzy wrzeœniem 1269 a wrzeœniem 1271 r. zob. NüUB 1/2, przyp. 1,
s. 277. Natomiast M. S c h o l z - B a b i s c h i H. W e n d t, dz. cyt., nr 307, s. 201, przyjêli
ok. 1280 r. Podzielali ten pogl¹d K. M a l e c z y ñ s k i i W. H o ³ u b o w i c z, dz. cyt, s. 469,
oraz M. G o l i ñ s k i, Podstawy gospodarcze..., s. 53. Jednak jedyny argument przedstawili
anonimowi wydawcy kodeksu dyplomatycznego Norymbergi, st¹d podzielam ich stanowisko jako najlepiej uzasadnione.
23 H. A m m a n n, Zur Geschichte..., s. 52.
24 Auszüge aus Amtrechnungen, Hauptrechnungen der Friscobaldigeselleschaft und
Tiroler Kaufleute, [w:] F. B a s t i a n, Oberdeutsche Kaufleute in den älteren Tiroler Raitbüchern (1288–1370). Rechnungen und Rechnungsauszüge samt Einleitungen und Kaufmannsregister, wyd. F. Bastian, München 1931, nr 73 (1299), s. 76–77. O Frescobaldich
zob. O. M e l t z i n g, Das Bankhaus der Medici und seine Vorläufer, Jena 1906, s. 24-30; A. S a p o r i, Le Marchand Italien au Moyen Âge, Paris 1952, s. LII, LIV.
134
Grzegorz Myœliwski
[8]
dencie (zapewne na polecenie przedstawicieli Frescobaldich)25. Gdyby
uznaæ tê retrogresjê za s³uszn¹ i odnieœæ j¹ do ca³ej czwartej æwierci
XIII w., to mo¿na by powiedzieæ, ¿e ró¿ne motywy handlowe nie wyklucza³y siê nawzajem. Wroc³awianie jechali do Bawarii, a potem przez
Monachium do Tyrolu i W³och, by zakupiæ wino (w taryfie celnej z 1266 r.
mowa jest tak¿e o przywozie nad Odrê wina w³oskiego: „de vino Gallico
sive Rivali”), zapewne tak¿e dla zakupu towarów wschodnich, na pewno natomiast, by dostarczyæ W³ochom futra z Europy Wschodniej. Dodaæ tu trzeba, ¿e droga przez Chamb wiod³a prosto do Ratyzbony, gdzie
równie¿ mo¿na by³o zakupiæ towary z krajów po³udniowych i wschodnich. Naddunajskie centrum nawi¹za³o najwczeœniej spoœród miast niemieckich kontakty z Republik¹ œw. Marka i do oko³o po³owy XIV w. zajmowa³o g³ówn¹ pozycjê w tamtejszym niemieckim sk³adzie towarów
(Fondaco dei Tedeschi)26. Dziêki temu zamiast przedzieraæ siê przez niebezpieczne Alpy, wroc³awianie mogli dokonaæ zakupów w Bawarii, choæ
zapewne za znacznie wy¿sz¹ cenê. NajpóŸniej pod koniec XIII w. szlak
przez Alpy zosta³ jednak przez wroc³awian przetarty.
Wspomnia³em, ¿e taryfa mytnicza z Chamb potwierdza tak¿e podró¿e ratyzboñyczków i norymberczyków, tyle ¿e w przeciwn¹ stronê (gen
Pehaim). Drog¹ przez bawarskie miasteczko pod¹¿ali do Pragi i Pilzna.
To w³aœnie Królestwo Czech mia³o staæ siê dla nich atrakcyjnym i g³ównym obszarem dzia³ania w Europie Œrodkowo-Wschodniej. Rezydowali
tu, by sprzedawaæ poszukiwane towary orientalne i zachodnioeuropejskie, jak wina, przyprawy i sukna, oraz by nabywaæ wosk i skóry przywo¿one z Europy Wschodniej27. Nie tylko jednak kupcy tych dwóch oœrodków po³udniowoniemieckich zainteresowani byli ekspansj¹ na pó³nocny
wschód. NajpóŸniej ju¿ w pocz¹tkach XIV stulecia uaktywnili siê pasawczycy. Co wiêcej, przekroczyli oni granice Królestwa Czech i dotarli
do Wroc³awia. Datowany na pierwsz¹ dekadê XIV w. statut wroc³awskich cechów rzemieœlniczych zawiera zakaz handlu detalicznego no¿ami, które przywo¿ono w beczkach w³aœnie m.in. z bawarskiego oœrodka: „Multi de Passowe et de aliis regionibus tunnas cum cultellis
[asportant ] et iacent ita diu et vendunt, sicut eis placet, et non debent
particulatim vendere sed tantum per integrum [...]”28. Zarówno cha25
Auszüge aus Amtrechnungen..., nr nr 80–81 (1300), s. 78.
H. S i m o n s f e l d, Der Fondaco dei Tedeschi in Venedig und die deutsch-venetianischen Handelsbeziehungen, t. II, Stuttgart 1887 (nowe wyd. Aalen 1968), s. 47.
27 F. B a s t i a n, Oberdeutsche Kaufleute..., s. 15; F. G r a u s, Die Handelsbeziehungen Böhmen zu Deutschland und Österreich im 14. und zu Beginn des 15. Jahrhunderts, „Historica” II, 1960, s. 95–100; R. Schönfeld, dz. cyt., s. 41.
28 Breslauer Urkundenbuch, t. I, wyd. G. Korn, Breslau 1870 (cyt. dalej BUB), s. 67;
26
[9]
Zwi¹zki gospodarcze Wroc³awia z po³udniowoniemieckimi miastami
135
rakter Ÿród³a, odzwierciedlaj¹cego praktykê, jak i sama wzmianka wydaj¹ siê potwierdzaæ doœæ regularny przywóz towarów z Pasawy przez
jej kupców do stolicy Œl¹ska. S¹dz¹c po mapie i przebiegu szlaków, nie
mogli oni dotrzeæ do Wroc³awia inaczej ni¿ przez terytorium Królestwa
Czech, które – jak widaæ – sta³o siê tranzytowym ³¹cznikiem nies¹siaduj¹cych ze sob¹ regionów – Œl¹ska, Bawarii i Frankonii.
Obecnoœæ ratyzboñczyków i norymberczyków w Królestwie Czech
stopniowo siê nasila³a29. Pasawczycy natomiast nie tylko migrowali do
Pragi, ale odgrywali wa¿n¹ rolê, zaopatruj¹c Czechy w sól30. Podobnie
kontakty œl¹sko-czeskie uleg³y zacieœnieniu. Sprzyjaj¹cym czynnikiem
by³y okolicznoœci polityczne oraz podobieñstwa w rozwoju cywilizacyjnym obu obszarów31. Byæ mo¿e równie¿ zainteresowania handlowe
wroc³awian oraz zadzierzgniête ju¿ wiêzy biznesowe w po³udniowych
Niemczech, Tyrolu oraz pó³nocnej Italii przyczyni³y siê do œciœlejszego
zwi¹zania siê przynajmniej ksiêstwa wroc³awskiego i jego stolicy z pañstwem Jana Luksemburskiego.
Podsumujmy kontakty wroc³awsko–po³udniowoniemieckie w okresie
piastowskim. Ogólnie rzecz ujmuj¹c, wynik³y one z dynamicznego w³¹czenia siê Wroc³awia w handel miêdzy Wschodem a Zachodem, który
prowadzi³ œl¹skich kupów do Kijowa, Kolonii (i zapewne dalej, do Niderlandów), Bawarii, a tak¿e przez Tyrol do pó³nocnej Italii, gdzie wroc³awianie mieli swoich kontrahentów (Florencja). Zarazem kupiectwo
po³udniowoniemieckie po katastrofie Kijowa zwróci³o siê w kierunku
Wenecji oraz Królestwa Czech, gdzie a¿ do wojen husyckich bêdzie staæ
mocn¹ stop¹. Ówczesne kontakty Wroc³awia na kierunku po³udniowoniemieckim wi¹za³y siê przede wszystkim z Ratyzbon¹ i Pasaw¹, a tak¿e Norymberg¹ i Chambem, zapewne i Würzburgiem. Z miejscowoœci¹
Chamb kontakt by³ raczej tylko bierny i polega³ jedynie na przejeŸdzie
przez jego terytorium. Chambianie nie odgrywali ¿adnej roli w ówczesnym handlu dalekosiê¿nym. Odnoœnie Würzburga wspomina³em ju¿, ¿e
to raczej wroc³awianie kupowali tamtejsze wino, niekoniecznie w samym
w sprawie datacji zob. G. K o r n, Vorwort [do:] Schlesische Urkunden zur Geschichte
des Gewerberechts insbesondere des Innungswesens aus der Zeit vor 1400, [w:] Codex
diplomaticus Silesiae, t. VIII, Breslau 1867, s. VII (ad nr 7).
29 F. G r a u s, dz. cyt., s. 88, 90, 99.
30 Tam¿e, s. 96. Zob. R. L o i b l, Die Stadt im späten Mittelalter: Wirstchaftskraft
und Verfassungsstreit, [w:] Geschichte der Stadt Passau, red. E. Boshof, W. Hartinger,
M. Lanzzinner, K. Möseneder, H. Wolff, Regensburg 1999, s. 110–111.
31 Zob. ostatnio B. N o w a c k i, Czeskie roszczenia do korony w Polsce w latach 1290-1335, Poznañ 1987, s. 96–108; S. G a w l a s, O kszta³t zjednoczonego Królestwa. Niemieckie w³adztwo terytorialne a geneza spo³ecznoustrojowej odrêbnoœci Polski, Warszawa 1996, s. 55, 95.
136
Grzegorz Myœliwski
[10]
bawarskim centrum winiarstwa. Intensywniejsze musia³y byæ kontakty zw³aszcza z potê¿n¹ Ratyzbon¹, zapewne s³absze z nie tak jeszcze
atrakcyjn¹ jak póŸniej Norymberg¹. Jedynym miastem, z którego kupcy przybywaliby na Œl¹sk, by³aby naddunajska Pasawa. Kto wie, czy nie
nale¿a³oby tego powi¹zaæ z wczeœniejszym faktem piastowania godnoœci biskupa tego miasta przez syna Henryka Pobo¿nego, Konrada32.
Spotkania z pozosta³ymi kupcami odbywa³y siê zapewne w miastach
czeskich oraz w Bawarii. W tym okresie wymiana towarowa polega³a
na przewozie futer (zapewne ruskich) i, byæ mo¿e, sprzeda¿y ich czêœci
przez kupców z Wroc³awia Niemcom. Od nich z kolei przywo¿ono nad
Odrê wyroby metalowe (no¿e) oraz wino würzburskie. Nie mo¿na te¿
wykluczyæ, ¿e w Bawarii kupowano towary œródziemnomorskie i orientalne, sprowadzone z Wenecji. Warto jednak zapytaæ, czy niektóre z egzotycznych towarów, wymienione w obszernej taryfie mytniczo-celnej
Wroc³awia z 1327 r., nie mog³y zostaæ przywiezione przez Bawarczyków, mo¿e nawet tak¿e norymberczyków?33 Dotyczyæ to mo¿e zw³aszcza przypraw korzennych (pkt. 5), egzotycznych owoców (pkt. 8) i wina
(reinval, welsch, pkt. 19) oraz wschodnich materia³ów: jedwabiu (sidin
gewant), tafty (czindal) oraz baldekinu, czyli jedwabnego materia³u przetykanego z³otymi niæmi (brokatu) z Bagdadu (pkt. 4)34. Wœród niemieckiego kupiectwa na terenie Wenecji dominowali wówczas ratyzboñczycy, którzy prowadzili obfit¹ dystrybucjê towarów œródziemnomorskich,
orientalnych oraz zachodnich, m.in. w pobliskich Czechach35. Fakt, ¿e
w tym czasie wroc³awianie mogli zaopatrzyæ siê sami w te towary np.
w Brugii36, ale mogli te¿ uczyniæ to gdzieœ na pograniczu tyrolsko-w³oskim, nie wyklucza³by ca³kowicie po³udniowoniemieckiego poœrednictwa. Warto bowiem zwróciæ uwagê, ¿e w Ÿródle mówi siê o wwozie tych
towarów przez obcych kupców (gast).
Okres czeskiego panowania nad Œl¹skiem trudno traktowaæ jako jednolity, tak¿e gdy mowa o kontaktach handlowych miêdzy Wroc³awiem
32
W. K o r t a, Historia Œl¹ska do 1763 roku, Warszawa 2003, s. 83.
Zob. BUB, nr 122 (1327), s. 111–114. O taryfie mytniczo-celnej pisali m.in.
Th. G o e r l i t z, Verfassung, Verwaltung und Recht der Stadt Breslau, t. I, Würzburg
1962, s. 57; W. K e h n, dz. cyt., s. 68, 79–80; ostatnio G. M y œ l i w s k i, Strefa sudecko-karpacka... (w druku).
34 W. H e y d, Geschichte des Levantehandels im Mittelalter, t. II, Stuttgart 1879,
s. 686–687.
35 F. G r a u s, dz. cyt., s. 99.
36 M. M a ³ o w i s t, Le développement des rapports économiques entre la Flandre, la
Pologne et les pays limitrophes du XIIIe au XIVe siècle, „Revue belge de Philologie et
d’Histoire” X, 1931, z. 4, s. 1018–1020.
33
[11]
Zwi¹zki gospodarcze Wroc³awia z po³udniowoniemieckimi miastami
137
a miastami po³udniowych Niemiec i póŸniejszej Szwajcarii. W nauce
czêsto spotyka siê cezurê wojen husyckich, tj. rok 1419. Jednak¿e dla
naszego zagadnienia mo¿na wprowadziæ cezurê 1393 r., gdy dosz³o do
œciœlejszej wspó³pracy wroc³awian z norymberczykami, którzy od tego
czasu bêd¹ ju¿ stale obecni w ¿yciu gospodarczym Wroc³awia i Œl¹ska
a¿ do pocz¹tków nowo¿ytnoœci. Zwraca uwagê fakt, ¿e z okresu, mniej
wiêcej, 1335–1393 zachowa³o siê niezbyt wiele przekazów Ÿród³owych
na badany temat. S¹ one jednak wymowne i œwiadcz¹ o utrzymywaniu
wczeœniejszych kontaktów, zw³aszcza z Pasaw¹ i Ratyzbon¹, a tak¿e,
choæ w innym charakterze, z Norymberg¹. Brakuje natomiast danych,
które dowodzi³yby kontynuacji importu wina z Würzburga.
Zacznijmy od kontaktów wroc³awian z ratyzboñczykami, poniewa¿
jedynie w odniesieniu do nich odnosz¹ siê ca³kowicie pewne wzmianki
o pobycie we Wroc³awiu przed 1394 r. Nie wszystkie dotycz¹, rzecz jasna, sfery handlowej, jak np. historia ratyzboñskiego banity Ulreicha
Tenkke (potomka patrycjusza), zbieg³ego do Wroc³awia ok. 1354 r.37 Nie
ulega natomiast w¹tpliwoœci dzia³alnoœæ gospodarcza nad Odr¹ przynajmniej jednego przedstawiciela ratyzboñskiego rodu Wisentów. Wiadomo, ¿e przed 1373 r. Götz Wisent prowadzi³ nad Odr¹ jakiœ interes.
Œwiadczy o tym zapiska z tego samego roku, która zawiera potwierdzenie pe³nomocnictw jego brata André przez ich dwóch pozosta³ych braci,
Ulreicha i Gilga, dokonane wobec rady miejskiej Ratyzbony. André uzyska³ dziêki nim prawo do wysuwania pretensji pod adresem wroc³awskiej rady miejskiej do spadku po zmar³ym Götzu. Bracia poprosili rajców Ratyzbony tak¿e o wsparcie ich dzia³añ i wys³anie stosownych listów
do rady miejskiej Wroc³awia38. Regest nie okreœla dok³adnie zakresu
rzeczowego spuœcizny („des Nachlassess”). Fritz Morré by³ zdania, ¿e
wszyscy bracia Wisentowie byli zaanga¿owani w handel dalekosiê¿ny39,
ów spadek móg³ wiêc obejmowaæ towary i pieni¹dze. Wzmianka z 1373 r.
dowodzi³aby wiêc niezbicie, ¿e w tym czasie przybywali przynajmniej
pojedynczy cz³onkowie ratyzboñskiego kupiectwa do Wroc³awia. Stanowi³o to najpewniej odnogê ich czeskiej dzia³alnoœci. A byæ mo¿e zale¿a³o
37 APWr., Liber scabinorum, t. I, k. 269v., zob. G. M y œ l i w s k i, Wroc³aw i Ratyzbona
– kontakty gospodarcze w XIII–XV w. (w druku). Regest z wtrêtem z tekstu oryginalnego
zob. Regensburger Urkundenbuch, t. II, wyd. F. Bastian, J. Widemann, München 1956
(cyt. dalej RUB), nr 1014, s. 404. O dokumencie tym zob. F. M o r r é, Ratsverfassung
und Patriziat in Regensburg bis 1400, „Verhandlungen des Historischen Vereins für
Oberfpfalz und Regensburg” LXXXV, 1935, s. 90–91.
38 „Und haben gepeten unser herren von der stat rat, daz si zu einer gezeuknuezz
unsers verjehen irer stat brief von Brezzla gesant haben”; RUB, nr 1014, s. 404.
39 F. Morré, dz. cyt., s. 90.
138
Grzegorz Myœliwski
[12]
im na wykorzystaniu odblokowanego ju¿ wówczas dojœcia do handlu
wschodniego via Kraków i Lwów?
W Pradze rezydowali faktorzy najwiêkszego kupca ratyzboñskiego
w XIV w., Matthiasa Runtingera40. Jeszcze w XIV w. zaczêli oni udzielaæ kredytów pieniê¿nych kupcom z Wroc³awia. W latach 1384–1385
wroc³awski rajca, Hans Reichel po¿yczy³ ³¹cznie 93½ kopy groszy praskich41. Jest to zarazem pierwszy potwierdzony przyk³ad kredytowania
wroc³awian przez kupców z Niemiec po³udniowych i Szwajcarii. Kontakty te nabra³y tym samym nowego wymiaru, który ju¿ od tej pory
bêdzie stale obecny we wspó³pracy obu stron. Wydaje siê tym samym,
¿e w XIV w. najwiêksze zainteresowanie regionem œl¹skim wykazywali
w³aœnie kupcy z Ratyzbony.
Brakuje tymczasem potwierdzenia kontaktów handlowych z ludŸmi
interesu z Pasawy dla wiêkszej czêœci XIV w. Wszystkie bowiem wzmianki
dotycz¹ pewnego konfliktu, który rozpocz¹³ siê na terenie Austrii oko³o
1381–1385 r. i trwa³ a¿ do pocz¹tków XV w. Spór ten wi¹za³ siê œciœle
z dzia³alnoœci¹ handlow¹ wroc³awian. Zacz¹³ siê zaœ od zaboru na
przejœciu celnym w Linzu towaru o wartoœci 10 tysiêcy grzywien srebra, nale¿¹cego do kupca wroc³awskiego Johanna Petki42. Sprawc¹ by³
Friedrich Kraft, tamtejszy mytnik, wczeœniej zaœ sêdzia miejski i burmistrz Pasawy. Wartoœæ transportu zosta³a oszacowana póŸniej przez
poszkodowanego na 20 tysiêcy grzywien z³ota, co stanowi³o zapewne
element taktyki postêpowania s¹dowego (podwy¿szenie roszczeñ w nadziei na uzyskanie wiêkszego odszkodowania)43 albo te¿ efekt kalkulacji strat wynik³ych ze zw³oki sprzeda¿y zaw³aszczonego towaru, byæ
40 Podstawow¹ prac¹ na jego temat jest pierwszy tom monumentalnej pracy
F. B a s t i a n a, Das Runtingerbuch (1383–1407), Regensburg 1944; o dzia³alnoœci
publicznej Runtingera zob. W. E i k e n b e r g, Das Handelshaus der Runtinger zu
Regensburg. Ein Spiegel süddeutschen Rechts-, Handels- und Wirtschaftslebens im
ausgehenden 14. Jahrhundert, Göttingen 1976, s. 49–58.
41 Das Runtingerbuch (1383–1407) und verwandtes Material zum RegensburgerSüdostdeutschen Handel und Münzwesen, t. II, wyd. F. Bastian, Regensburg 1935, s. 63-64. O Reichlu zob. R. S t e i n, dz. cyt., s. 128.
42 Por. dziewiêæ dokumentów z lat 1386–1408, przy czym trzeba dodaæ, ¿e ostatni
jest transumptem piêciu innych tekstów z lat 1395–1404; H. P r u c k n e r, dz. cyt., s. 257-259. Warto zaznaczyæ, ¿e jeden z dokumentów (z 1388), znany temu badaczowi w piêtnastowiecznym odpisie, zachowa³ siê w archiwum narodowym w Pradze, Národní Archiv
v Praze (cyt. dalej NAvP), Archiv Èeské Koruny (cyt. dalej AÈK), nr 1280. Ponadto
dodaæ tu trzeba publikowany, a niewykorzystany przez badacza dokument z 4 grudnia
1385 r., w którym porusza siê sprawê wroc³awskiego kupca Johanna Petki; Urkundenbuch des Landes ob der Enns, t. X, wyd. E. Trinks, Linz 1933–1939, nr 461, s. 349.
43 H. P r u c k n e r, dz. cyt., s. 266.
[13]
Zwi¹zki gospodarcze Wroc³awia z po³udniowoniemieckimi miastami
139
mo¿e wiezionego na konkretny termin dla nieznanych nam kontrahentów. Petka z³o¿y³ doniesienie najpierw do s¹du biskupiego w Pasawie,
zaœ póŸniej do samego Wac³awa IV. Ostatecznie ju¿ w pocz¹tkach XV w.
zas¹dzono mu odszkodowanie w wysokoœci 4 tysiêcy grzywien srebra,
co w praktyce zosta³o zamienione na prawo w³asnoœci do siedmiu domów Krafta w Pasawie oraz dwie do¿ywotnie renty na dwóch miejscowych budynkach. Richard Loibl uwa¿a³, ¿e Petka przewozi³ metale szlachetne44. Pogl¹d ten wydaje siê prawdopodobny, jako ¿e Ÿród³a mówi¹
wyraŸnie o czehentausent mark silbers45, Czweinczig tausent marck
goldes minner oder mer46, a nie „w srebrze”, „w z³ocie”. W takim razie
owe 10 tysiêcy grzywien mia³oby oznaczaæ wagê wiezionego srebra, czyli
oko³o albo nieco ponad 2 tony. Zwa¿ywszy na póŸniej przywo¿one do
Wroc³awia transporty pieprzu i miedzi (zob. ni¿ej) wielkoœæ transportu
Petki nie jest nieprawdopodobna.
Nieudan¹ podró¿ Petki wi¹za³bym z handlem z Wenecj¹ i jej zapotrzebowaniem na kruszec do wybijania monet. Nie mo¿na jednak wykluczyæ i takiej mo¿liwoœci, ¿e Petka wióz³ srebro, by wymieniæ je na
dobr¹, weneck¹ monetê. Znowu wiêc, tak jak w XIII w., d¹¿enie wroc³awian do pó³nocnej Italii mia³oby doprowadziæ do kontaktu, tym razem
konfliktowego, z mieszkañcami Pasawy.
Gdyby oceniaæ czêstotliwoœæ kontaktów po samym charakterze Ÿróde³, to mo¿na by wysnuæ wniosek, ¿e w omawianym okresie wroc³awianie mieli najczêœciej do czynienia z norymberczykami. Równie¿ i te kontakty mia³y charakter sporny, co wynika³o z rozbie¿noœci interesów
i celów. Zachowany przekaz z 1347 r. na temat poselstwa z Wroc³awia
do króla Czech, Karola IV, informuje, ¿e wroc³awianie poprosili go
„[...] quod dignetur mercatoribus providere de transitu a partibus Flandrie per Nwrinberg mitigatis conductibus viarum”47. G³ównym celem
ich podró¿y by³o drugie centrum europejskiej gospodarki – Niderlandy.
Wymowa Ÿród³a dowodzi represjonowania kupców z Wroc³awia, którzy
wracali z Flandrii przez stolicê Frankonii. Norymberczycy postrzegali
wroc³awian jako konkurencjê, gdy¿ sami kupowali we Flandrii tamtejsze sukno, by sprzedawaæ je po wy¿szych cenach np. w Czechach48.
44
R. L o i b l, dz. cyt., s. 125.
H. P r u c k n e r, dz. cyt., s. 271-272.
46 NAvP, AÈK, nr 1280.
47 BUB, nr 189 (1347), s. 167.
48 F. G r a u s, dz. cyt., s. 89. Œwiadczyæ mo¿e o tym choæby ³adunek statku, który
w 1324 r. wióz³ sukno flandryjskie bêd¹ce w³asnoœci¹ wroc³awskich kupców, zob.
W. K e h n, dz. cyt., s. 82, 101. Tekst dokumentu zob. Hansisches Urkundenbuch, t. II,
wyd. K. Höhlbaum, Halle 1876 (cyt. dalej HUB), nr 416, s. 176–177.
45
140
Grzegorz Myœliwski
[14]
Z biegiem czasu sami skierowali swoj¹ uwagê w stronê Œl¹ska, co
nast¹pi³o z inicjatywy Karola IV. W niepublikowanym dot¹d dokumencie, który cesarz rzymski wystawi³ w Mantui (13 VII 1368), zwróci³ siê
on do w³adz Norymbergi, by nale¿n¹ mu corocznie bernê – dwa tysi¹ce
grzywien p³aconych w halerzach („czwey Tausent pfunt haller der
Leichten müncz”) – zaczêli przekazywaæ ksiêciu opolskiemu Bolkowi III49. Nie mo¿na wykluczyæ, ¿e norymberczycy udali siê osobiœcie na
dwór ksiêcia, by wykonywaæ polecenie Karola IV. By³by to pierwszy, Ÿród³owo wsparty dowód na obecnoœæ kupców znad Pegnitz na Œl¹sku. Mogli
te¿ w czasie swej podró¿y zawitaæ do Wroc³awia, np. dla dokonania rekonesansu czy te¿ w sprawach handlowych, o ile wi¹za³o ich z wroc³awianami coœ wiêcej ni¿ Ÿród³owo potwierdzone konflikty.
Z pewnoœci¹ tak siê sta³o w ostatniej dekadzie XIV w. Oceniaj¹c ów
drugi okres w historii kontaktów wroc³awsko-po³udniowoniemieckich
mo¿na stwierdziæ, ¿e wzros³a wówczas czêstotliwoœæ obustronnych relacji, z których znaczna czêœæ, jak mo¿na s¹dziæ, wynika³a z jeszcze dawniejszych wypraw wroc³awian do pó³nocnych W³och oraz Niderlandów.
Pierwsze konflikty miêdzy kupcami ze Œl¹ska a ludŸmi interesu z Norymbergi i Pasawy–Linzu œwiadcz¹ o konkurencyjnoœci wroc³awskiego
kupiectwa oraz o atrakcyjnoœci przewo¿onych przez nich towarów. W tym
okresie aktywniejsza w d¹¿eniu do nawi¹zania kontaktów by³a Ratyzbona, której kupcy na pewno, choæ w skromnej liczbie, pojawili siê na
Œl¹sku. Jak œwiadczy jednak przyk³ad faktorów Runtingera, ich obecnoœæ nad Odr¹ nie by³a konieczna, by zadzierzgn¹æ wiêzy z wroc³awskimi kupcami. W drugim okresie bardzo istotny by³ fakt wytworzenia siê
pierwszych powi¹zañ kredytowych miêdzy wroc³awianami a kupcami
z Bawarii (Ratyzbona). Stosunki dwustronne nabra³y tym samym nowoczeœniejszego charakteru.
Opisywane wy¿ej wydarzenia nastêpowa³y na tle szerszych przemian
w dalekosiê¿nym handlu Wroc³awia. Wspiera³a go ¿yczliwa polityka
w³adców z dynastii Luksemburgów. W drugiej po³owie XIV w. zaznaczy³a siê dalsza intensyfikacja podró¿y kupieckich wroc³awian w kierunku
zachodnim oraz po³udniowym. Zmianie uleg³a ich sytuacja prawna w klu49 „Wir Karl von gotes gnaden Romischer Keiser [...] Embieten dem Burgemeister
dem Rate und den Burgern gemeinlich der Stat czu Nuremberg unseren und des Reichs
lieben getruwen [...] umb di czwey Tausent pfunt haller der Leichten müncz di ir uns
und dem Reiche uff Sant Mertens tag Jericlich czu geben pflichtig seit enpfelhen wir
uwern truwen [...] und wellen ernstlich das ir di selben czweytausent pfunt haller von
dem nechsten Sant Mertens tage der schirst kunftig ist dem hoch geborenem Bolken
herczogen czu Opuel unserem lieben Swager und fuersten oder seinem boten genczlich
und gar vorrichten und beczalen sullet”, NAvP, AÈK, nr 1018.
[15]
Zwi¹zki gospodarcze Wroc³awia z po³udniowoniemieckimi miastami
141
czowych krajach i miastach. Przypomnijmy znane przywileje monarsze
na swobodny przejazd wroc³awian przez Marchiê Brandebursk¹ (1349),
Pragê oraz Frankfurt nad Menem (oba z 1359)50; nawi¹zanie œcis³ych
kontaktów z pañstwem krzy¿ackim (1354)51; przywilej do¿y weneckiego dla wszystkich poddanych Karola IV (1358)52. Jedynie na odcinku
polsko-ruskim trwa³a blokada wroc³awskiego kupiectwa a¿ do pierwszej po³owy lat szeœædziesi¹tych. Gdy dodamy do tego udokumentowane
podró¿e morskie wroc³awian do Flandrii, a nawet Szkocji (1360), to
kontakty z kupiectwem po³udniowoniemieckim nie wydadz¹ siê byæ
najbardziej intensywne. Warto w tym miejscu przypomnieæ, ¿e od 1385 r.
zachowa³y siê Libri excessuum..., w których do pewnego momentu nie
ma zbyt wielu wzmianek o nap³ywie po³udniowych Niemców na Œl¹sk
(choæ dotyczy to tak¿e innych cudzoziemców przed 1394). Wydaje siê
wiêc, ¿e to g³ównie wroc³awianie inicjowali kontakty z po³udniowoniemieckimi kupcami lub natykali siê na nich, podró¿uj¹c do jeszcze odleglejszych miast i krajów.
Sytuacja zaczê³a siê zmieniaæ pocz¹wszy od 1394 r., gdy zintensyfikowa³y siê stosunki z Norymberg¹53. Tym samym uznajê tê datê za
pocz¹tek trzeciego okresu, którego wyró¿nikiem by³a aktywna dzia³alnoœæ norymberczyków we Wroc³awiu. Liczbê wzmianek na temat ich
dzia³añ mo¿na liczyæ w dziesi¹tkach. Kontakty wroc³awsko-po³udniowoniemieckie, ale i wroc³awsko-szwajcarskie rozwija³y siê nie tylko w dziedzinie handlu towarowego i stosunków kredytowych. Kupcy z po³udniowych Niemiec i Szwajcarii prowadzili te¿ innego rodzaju dzia³ania
gospodarcze, o których bêdzie jeszcze mowa.
Zacznijmy od kwestii obecnoœci i pochodzenia kupiectwa z po³udniowych regionów Niemiec oraz Szwajcarii54. Zdecydowanie przewa¿ali
50
K. M a l e c z y ñ s k i, dz. cyt., s. 130.
BUB, nr 189, s. 170. Zob. S. K a l f a s – P i o t r o w s k a, Stosunki handlowe polsko-œl¹skie za Kazimierza Wielkiego, „Roczniki Towarzystwa Przyjació³ Nauk na Œl¹sku” V, 1936, s. 238, 242.
52 K. M a l e c z y ñ s k i, dz. cyt., s. 130.
53 W. v o n S t r o m e r, Nürnberg–Breslauer Wirtschaftsbeziehungen..., s. 1087, 1099;
APWr., Libri excessuum et signaturarum (cyt. dalej Lib. exc. sign.), t. VII, s. 9; w tym
samym roku zostaje wys³any faktor wroc³awski do Konrada Grossa z Norymbergi, który
rezyduje w Wenecji, w celu zakupu szafranu; zob. Mittheilungen aus Breslauer Signaturbüchern (cyt. dalej Mitth. Sign.), ZGS VI, 1865, z. 2, s. 339–340 (Stobbe pomyli³ siê,
gdy¿ zapiska nie pochodzi z 1393). Warto wspomnieæ, ¿e jeszcze w 1393 r. zapisano
w Lib. exc. sign. zeznanie pewego wroc³awianina, który otrzyma³ pieni¹dze od innego
Œl¹zaka, zmar³ego w Norymberdze (t. VI, s. 30).
54 Kwestiê imigracji, znaczniejszej jedynie w przypadku norymberczyków, omawiam
w osobnym miejscu.
51
142
Grzegorz Myœliwski
[16]
ludzie interesu z Norymbergi, których nazwiska figuruj¹ w Ÿród³ach
dopiero od 1394 r. Do koñca badanego przeze mnie okresu z Wroc³awiem
mia³o kontakt 81 osób z Norymbergi. Niektórzy nale¿eli do tamtejszego
patrycjatu (Hans i Konrad Grossowie, Konrad Pfinzig, Jacob Futerer,
Heinz Hirschvogel, Melchior i Balthasar Imhoffowie, Hans i Andreas
Reichlowie, Hans Stromer, Sebald Holzschucher)55. Inni, spoza patrycjatu, zajmowali eksponowane miejsce wœród spo³ecznoœci kupieckiej, jak
np. Hans i Ludwig Gruberowie, Lenhard Podmer (w³aœciciele spó³ki
Gruber & Podmer & Stromer)56, Ulrich Kamerer i Konrad Seiler (tworz¹cy znan¹ spó³kê Kamerer & Seiler)57, Lenhard Reutheimer i Andreas
Rudel (w³aœciciele spó³ki Reutheimer & Rudel)58 czy Kunze Guldenmund, który by³ udzia³owcem szwajcarskiej w zasadzie firmy Diesbach
& Watt59. Pozostali byli zapewne drobniejszymi kupcami, faktorami
(Mathias Scheppach, który póŸniej mia³ w³asn¹ spó³kê z bratem Aleksandrem i Hansem Hutterem60) albo w ogóle pracownikami pomocniczymi
w firmie (knecht, Hans Feldener) czy te¿ furmanami (Kunze Koppe). Zdarzali siê te¿ rzemieœlnicy, jak Fritz z Norymbergi, który wyrabia³ klingi.
Jeœli chodzi o ratyzboñczyków, to, wedle von Stromera, ostatnia
wzmianka na temat gospodarczych kontaktów wroc³awsko-ratyzboñskich pochodzi z 1464 r.61 Istnieje jednak przekaz o szeœæ lat póŸniejszy,
bêd¹cy efektem wspó³pracy handlowej ratyzboñczyka (Andris Asschnuczer von Reynspurg) i wroc³awian62. St¹d cezur¹ koñcow¹ dla obecnoœæi
ratyzboñczyków we Wroc³awiu jest 1470 r. W okresie 1394–1470 z Wroc³awiem mia³y kontakt (poœredni lub bezpoœredni) 23 osoby z Ratyzbony. Wœród nich byli rajcy (Matthias Runtinger, Stefan Laufer, Lucas
Ingolstetter, Hans Kellner)63. Czêœæ pozosta³ych pe³ni³a zapewne funkcje
55 Por. W. v o n S t r o m e r, Nürnberg–Breslauer Wirtschaftsbeziehungen..., s. 1099-1100. O sk³adzie patrycjatu Norymbergi w XIV i na pocz¹tku XVI w. zob. D.J. W e i ß.
Des Reiches Krone – Nürnberg im Spätmittelalter, [w:] Nürnberg – europäische Stadt
in Mittelalter und Neuzeit, wyd. H. Neuhaus, Nürnberg 2000, s. 31–33. O przemianach
w miejscowej elicie w³adzy z uwzglêdnieniem przetasowañ w hierarchii ludzi interesu
zob. W. v o n S t r o m e r, Wirtschaft unter den Luxemburgen, [w:] Nürnberg –
Geschichte einer europäischen Stadt, red. G. Pfeiffer, München 1971, s. 92, 98–100.
56 W. v o n S t r o m e r, Die Nürnberger Handelsgesellschaft..., passim.
57 Ten¿e, Nürnberg–Breslauer Wirtschaftsbeziehungen..., s. 1087–1088.
58 Tam¿e, s. 1085.
59 H. A m m a n n, Die Diesbach–Watt Gesellschaft..., s. 55.
60 APWr., Lib. exc. sign., t. LV, s. 110 (1477). O Scheppachu zob. W. v o n S t r o m e r, Die Nürnberger Handelsgesellschaft..., s. 35, 54–55.
61 W. v o n S t r o m e r, Nürnberg–Breslauer Wirtschaftsbeziehungen..., s. 1095.
62 APWr., Lib. exc. sign., t. XLVIII, s. 108–109.
63 F. M o r r é, dz. cyt., s. 99. O Runtingerze zob. przyp. 40.
[17]
Zwi¹zki gospodarcze Wroc³awia z po³udniowoniemieckimi miastami
143
faktorów (Niklas, Letter, Schwarzhoffer, Heller), inni zaœ byli raczej samodzielnymi kupcami (Kellner).
Kontakty miêdzy Wroc³awiem a Pasaw¹ w tym okresie by³y znacznie rzadsze, choæ zakoñczy³y siê póŸniej (1483). Wówczas to tamtejszy
obywatel Niklas Gerlach uda³ siê z listownym wsparciem rady miejskiej
Pasawy do Wroc³awia, by uzyskaæ dobra, które zostawi³ w spadku jego
krewny z nadodrzañskiego oœrodka64. W sumie 12 pasawczyków (nie
licz¹c Krafta) mia³o jakieœ kontakty z wroc³awianami, choæ niektórzy,
jak np. krojczy Niklas Beyer z Pasawy (von passaw schereknecht), pojawili siê tylko w kontekœcie konfliktu z prawem. Z wyj¹tkiem wystawców listów nie uda³o mi siê ustaliæ, by któryœ z pasawian nale¿a³ do
patrycjatu. Mo¿na natomiast s¹dziæ, ¿e najczêœciej wystêpuj¹cy w Ÿród³ach wroc³awskich Thomas Purkener (zob. ni¿ej) z racji wielkich transakcji pieprzem nale¿a³ do elity kupieckiej miasta nad Dunajem.
Dopiero w XV w. zainteresowali siê Wroc³awiem ludzie interesu
z Sankt Gallen i Berna. Po raz pierwszy zjawili siê we Wroc³awiu
w 1418 r. i dzia³ali tu nie krócej ni¿ do 1474 r. Szwajcarzy powi¹zani
z tym miastem, pochodz¹cy g³ównie z Sankt Gallen, tworzyli grupê
11 osób. Warto jednak zauwa¿yæ, ¿e mimo mniejszej liczby ni¿ w przypadku ludzi interesu z Pasawy, ich gospodarcze zwi¹zki z Wroc³awiem
by³y znacznie silniejsze i d³u¿sze w okresie miêdzy 1394 r. a pocz¹tkiem
XVI w. Wymieniæ tu trzeba przede wszystkim udzia³owców i personel
s³ynnej firmy Diesbach & Watt: Petera Watta (od 1428 obywatela Norymbergi)65, jego krewnych Dawida, Andreasa, Hansa von Wattów, a tak¿e
Kaspara Wirta z Berna66. Trzeba równie¿ wspomnieæ o Niklasie von
Diesbach, tak¿e z Berna, które do 1440 r. by³o siedzib¹ firmy67. Choæ on
sam nigdy nie zjawi³ siê we Wroc³awiu, by³ z nim powi¹zany przez dzia³aj¹c¹ tu prê¿nie jego spó³kê. Czêsto pojawiali siê nad Odr¹ faktorzy
spó³ki Hans Brendel oraz Konrad i Ulrich Hörowie68. Osobn¹ dzia³alnoœæ prowadzi³ Balthasar Raunacker. Zjawi³ siê tu w interesach tak¿e
inny sanktgalleñczyk, Kaspar Hofman. Jakieœ kontakty z kupcami wroc³awskimi (choæ poza terytorium tego miasta) mia³ tak¿e faktor innej
spó³ki z Sankt Gallen (Thomasa Vogelweidera)69.
Oprócz nich wroc³awianie mieli poœredni lub bezpoœredni kontakt
tak¿e z ludŸmi interesu z wielu innych miejscowoœci z branych pod uwagê
64
65
66
67
68
69
APWr., Dokumenty miasta Wroc³awia (cyt. dalej DmWr.), nr 5727.
H.C. P e y e r, dz. cyt., t. II, s. 48.
Tam¿e, s. 48–51.
H. A m m a n n, Die Diesbach Watt–Gesellschaft..., s. 27, 30.
H.C. P e y e r, dz. cyt., t. II, s. 39.
H. A m m a n n, Die Diesbach Watt–Gesellschaft..., s. 8.
144
Grzegorz Myœliwski
[18]
regionów. Wymieniaj¹c ich w kolejnoœci chronologicznej, w Ÿród³ach
wystêpuje piêciu kupców z Ulm (6 wzmianek z lat 1405–1491), a tak¿e
po nie wiêcej ni¿ dwie osoby z Bambergu (1409), Esslingen k. Stuttgartu (1465), Straubingen k. Ratyzbony (1470) i Augsburga (od 1490).
Kontakt z Ravensburgiem i zwi¹zan¹ z nim Wielk¹ Spó³k¹ by³ tylko
incydentem (1448), w którym rada miejska Wroc³awia uczestniczy³a jedynie w charakterze notariusza (zob. ni¿ej). Zarazem trzeba tu wspomnieæ o nawi¹zaniu nowych kontaktów po³udniowoniemieckich przez
samych wroc³awian. Hans Dompnig odwiedzi³ oko³o 1425 r. alzacki Strasburg. Wed³ug Ammanna, w XV w. wroc³awianie odwiedzali jarmarki
w bawarskim Nördlingen70. Niestety, wymieniony odkrywca tego faktu
nie poda³ ¿adnych dodatkowych informacji. Wracaj¹c do przybyszów na
Œl¹sk, warto zauwa¿yæ, ¿e w wiêkszoœci przypadków ich obecnoœæ by³a
sporadycza. Liczba wzmianek nie przekracza³a na ogó³ dwóch jednostek na oœrodek. Przybyszów ze Straubingen i Esslingen wspomniano
jedynie po razie. Natomiast bamberczycy i augsburczycy pojawili siê
w Ÿród³ach tylko dwukrotnie. Dodaæ tu trzeba pojedyncze kontakty
z ksiêciem Bawarii (1425), burgrabi¹ Norymbergi (1411), ksiê¿n¹ (1428)
i – osobno – z grafem Öttingen (1481) oraz wysokimi duchownymi z Pasawy: jej biskupem (1420) i biskupem sufraganem (1417), o których piszê dalej nieco szerzej. Kontakty na poziomie w³adz miasta wystêpowa³y w stosunkach Wroc³awia tylko z Norymberg¹, Pasaw¹ i Strasburgiem.
Na zakoñczenie tego przegl¹du powi¹zañ trzeba wspomnieæ o pojawiaj¹cym siê doœæ czêsto mistrzu Janie z Frankonii (Meister Johannes de
Franconia), którego pobyt mia³ tak¿e aspekt gospodarczy.
Omówienie poszczególnych dziedzin dzia³alnoœci gospodarczej Niemców z po³udnia Rzeszy oraz Szwajcarów zacz¹æ nale¿y od ich w³asnego
handlu tranzytowego przez Wroc³aw. Wydaje siê, ¿e obejmowa³ on wiêkszy asortyment towarowy ni¿ wwóz na potrzeby wroc³awian oraz tranzyt towarów z Europy Pó³nocnej i Wschodniej na Zachód w wykonaniu
wroc³awian. Pomijam tu niezbyt ró¿norodny eksport towarów wroc³awskich i œl¹skich do Niemiec po³udniowych i Szwajcarii. Zagadnienie to
zosta³o ju¿ przebadane zw³aszcza przez Scholz-Babisch, a tak¿e przez
Ammanna i von Stromera. Warto zauwa¿yæ, ¿e autorzy posi³kowali siê
w znacznym stopniu zbiorem listów kupieckich z jednego roku (Briefbund der Kaufmannbriefen aus Ostdeutschland von 1444) z archiwum
70 Ten¿e, Zur Geschichte..., s. 52; ten¿e, Die Nördlingen Messe im Mittelalter, [w:]
Aus Verfassungs– und Landesgeschichte. Festschrift zum Geburtstag von Theodor
Mayer dargebracht von seinen Freunden und Schülern, t. II, Lindau–Konstanz 1955,
s. 315.
[19]
Zwi¹zki gospodarcze Wroc³awia z po³udniowoniemieckimi miastami
145
w Norymberdze71. Wed³ug ustaleñ literatury przedmiotu Wroc³aw odgrywa³ niezwykle wa¿n¹ rolê jako punkt wypadowy na ziemie Królestwa Polskiego (w tym zw³aszcza Ma³opolski i Rusi Czerwonej), Mazowsza oraz pañstwa krzy¿ackiego72. Miasto przyci¹ga³o kupiectwo
po³udniowoniemieckie i szwajcarskie jako wa¿ny punkt tranzytowy na
szlakach handlu dalekosiê¿nego oraz jako miejsce jarmarków o znaczeniu ponadregionalnym73. W œwietle znanych ustaleñ, norymberczycy
oraz sanktgalleñczycy i berneñczycy sprowadzali przez Wroc³aw g³ównie futra (kunie, sobolowe) oraz wosk (lwowski, kijowski i krakowski),
a tak¿e czerwiec74. Via Wroc³aw trafia³y do Frankonii tak¿e len z Prus,
miód i pierze z Polski, bia³e sukno ze Œwidnicy, o³ów z Polski, miedŸ
z Wêgier, a tak¿e z³oto i witriol (chyba tak¿e z Wêgier) i skóry (irch)75.
Natomiast do Szwajcarii sprowadzano przez Wroc³aw sukna angielskie76.
Znacznie wiêkszy by³ asortyment towarów wwo¿onych wówczas przez
kupców z Norymbergi i Sankt Gallen do Wroc³awia w celu sk³adowania
i sprzeda¿y na jarmarkach wroc³awskich albo te¿ ich eksportu jeszcze
dalej na wschód i pó³noc poza Œl¹sk. W œwietle literatury przedmiotu,
ludzie interesu z Frankonii i Szwajcarii przywozili nad Odrê: przyprawy korzenne (galgant, imbir, kminek, muszkat, goŸdziki, pieprz, szafran, cynamon, cytwar), owoce (figi, rodzynki, migda³y), s³odycze (cukierki), lekarstwa (guma), s³odkie wina, tkaniny (ró¿nokolorowe p³ótno,
we³nê, zamsz, adamaszek, barchan z po³udniowych Niemiec i pó³nocnych
W³och, taftê), barwniki (brezylka), a tak¿e mosi¹dz, papier oraz tzw.
norymberszczyznê, tj. wyroby miejscowego rzemios³a metalowego.
Jednak¿e cenne ustalenia historyków z Niemiec i Szwajcarii nie obejmuj¹ ca³oœci tranzytu. Po pierwsze, ograniczaj¹ siê do lat czterdziestych
XV w., kiedy norymberczycy zajmowali ju¿ eksponowan¹ pozycjê na
71
Niektóre z tych dokumentów zosta³y opublikowane; zob. H. A m m a n n, Urkunden
und Regesten (cyt. dalej Ur.u.Reg.), [w:] ten¿e, Die Diesbach–Watt Gesellschaft..., s. 42-48 (nr 129–131, 134); W. v o n S t r o m e r, Die Nürnberger Handelsgesellschaft..., s. 160-171 (nr 4 a–8).
72 W. v o n S t r o m e r, Die Nürnberger Handelsgesellschaft..., s. 74; M. M a ³ o w i s t,
Wschód a Zachód Europy w XIII–XVI w., Warszawa 1973, s. 166; H. W e r n i c k e, Nürnbergs Handel im Ostseeraum im Spätmittelalter und in der früher Neuzeit, [w:] Nürnberg
– europäische Stadt in Mittelalter und Neuzeit, red. H. Neuhaus, Nürnberg 2000, s. 270.
73 H. A m m a n n, Die Diesbach–Watt Gesellschaft..., s. 92; o jarmarkach wroc³awskich zob. M G o l i ñ s k i, Wroc³aw..., s. 153.
74 M. S c h o l z - B a b i s c h, dz. cyt., s. 61, 63.
75 Tam¿e, s. 62, 67. D. M o l e n d a, Polski o³ów na rynkach Europy œrodkowej w XIII-XVII w., Warszawa 2001, s. 83; o witriolu G. M y œ l i w s k i, Strefa sudecko-karpacka...,
(w druku).
76 Ur.u.Reg., nr 129 (1444), s. 42.
146
Grzegorz Myœliwski
[20]
rynku wroc³awskim. Po drugie, dotycz¹ jedynie norymberczyków oraz
przedstawicieli sanktgalleñsko-berneñsko-norymberskiej spó³ki Diesbach & Watt. Pomijaj¹c wczeœniej ju¿ omówiony tranzyt towarów
wschodnioeuropejskich przez samych wroc³awian, trzeba zwróciæ uwagê na wczeœniejsze dzia³ania kupców z Ratyzbony. W 1404 r. faktor
Matthiasa Runtingera, Hans Schwartzhoffer, sprowadzi³ przez Wroc³aw
ponad 1100 kg wosku77. Towar ów mia³ nastêpnie trafiæ do Norymbergi. Dla okresu po 1444 r. Ÿród³a poœwiadczaj¹ sprowadzanie kminku oraz
zamszu wyszywanego z³otem (eyn Sammoth mit golde)78 i miedzi w iloœci
oko³o trzech ton79.
Jeœli chodzi natomiast o import na potrzeby czy te¿ zamówienie samych wroc³awian, to gdyby ograniczyæ siê do Ÿróde³ wroc³awskich, nale¿a³oby skonstatowaæ niezbyt du¿y w nim udzia³ kupiectwa po³udniowoniemieckiego i szwajcarskiego. Pewn¹ aktywnoœæ na tym polu
wykazali kupcy z Ratyzbony, Norymbergi, Pasawy i Sankt Gallen. Wœród
towarów wwo¿onych do stolicy Œl¹ska najwa¿niejszy by³ pieprz, który
faktor Runtingera przywióz³ po raz pierwszy w 1404 r.80 Niezbyt czêste
wzmianki o tym towarze dowodz¹ jednoczeœnie wielkiej skali poszczególnych transportów. Kupcy z Ratyzbony przywieŸli w dwóch zaledwie
transportach oko³o dwie tony (1404, 1420)81. W tym samym czasie bli¿ej nieznany Thomas Purkener z Pasawy dostarczy³ Wroc³awiowi ponad 1300 kg pieprzu (110 kamieni)82. Nieznana jest natomiast wielkoœæ
dostaw norymberskich. Warto dodaæ, ¿e odbiorc¹ owych ogromnych ³adunków by³a rada miejska Wroc³awia.
W œwietle Ÿróde³ wroc³awskich, kupcy z branych pod uwagê miast
na po³udniu Rzeszy przywozili niezbyt wiele innych towarów. Nad Odrê
trafia³ wiêc szafran pochodz¹cy z Wenecji, a tak¿e pewne iloœci p³ótna83, barchanu84 oraz bia³y jedwab (w tak niewielkiej iloœci, ¿e mo¿na
uznaæ to za próbkê)85. Krótk¹ listê trzeba uzupe³niæ przyk³adem wwozu
77
Das Runtingerbuch..., t. II, s. 148.
APWr., Lib. exc. sign., t. XXXVIII, s. 93 (1450).
79 Tam¿e, t. XXXIX, s. 68 (1452).
80 Das Runtingerbuch..., t. II, s. 148. Przywo¿ono go do koñca badanego okresu,
o czym œwiadczy skarga rady miejskiej Wroc³awia skierowana w 1504 r. do rajców Norymbergi w sprawie z³ej jakoœci tej drogocennej przyprawy, por. Przyczynki do Dziejów
Polskich z Archiwum Miasta Wroc³awia, wyd. A. Mosbach, Poznañ 1860, s. 121 (t³um.
na jêz. polski).
81 Das Runtingerbuch..., t. II, s. 148; APWr., Lib. exc. sign., t. XXIII, s. 99.
82 APWr., Lib. exc. sign., t. XXIII, s. 99; DmWr., nr 1974.
83 APWr., Lib. exc. sign., t. XVII, s. 112 (1410).
84 Das Runtingerbuch..., t. II, s. 144 (1401).
85 Tam¿e.
78
[21]
Zwi¹zki gospodarcze Wroc³awia z po³udniowoniemieckimi miastami
147
bawe³ny przez kupców z Sankt Gallen86, a tak¿e wosku, który mieszkañcy tego miasta sprowadzili z Warszawy i sprzedali we Wroc³awiu87.
Trafia³y te¿ tutaj kosztownoœci, jak kilkadziesi¹t koralowych naszyjników i ró¿anców z koralu, które pod koniec XIV w. przywieŸli wys³annicy Runtingera88. Warto przy tym zaznaczyæ, ¿e handel towarowy odbywa³ siê g³ównie w pierwszej po³owie XV w., przy czym w przypadku
kupców z Ratyzbony i Pasawy skoñczy³ siê na 1420 r. W drugiej æwierci
XV w. trudnili siê tym jedynie kupcy z Norymbergi i Sankt Gallen.
Powstaje pytanie o przyczyny niezbyt du¿ego wolumenu wwo¿onych
towarów na potrzeby wroc³awian (z wyj¹tkiem ogromnych, choæ rzadkich transportów pieprzu). Czy wynika³o to ze specyfiki Ÿród³a, nie tak
treœciwego jak norymberskie listy kupieckie, czy mo¿e jednak zapiski
z Libri excessuum... odzwierciedlaj¹ rzeczywist¹, niezbyt wa¿n¹ rolê
miast po³udniowoniemieckich w handlu towarowym piêtnastowiecznego Wroc³awia? Choæ u³omnoœæ Ÿróde³ trzeba braæ pod uwagê, to wydaje
siê, ¿e kupcy z Niemiec po³udniowych oraz Szwajcarii byli zainteresowani, byæ mo¿e, w jeszcze wiêkszym stopniu, sprzeda¿¹ towarów g³ównie poza granicami Œl¹ska. Oprócz tego pamiêtaæ trzeba, ¿e wroc³awianie nie byli skazani na przybyszów z po³udniowych krajów Rzeszy. Kupcy
z Wroc³awia mieli inne Ÿród³a zaopatrzenia np. w towary orientalne
i wschodnie, a tak¿e sukna z Niderlandów. Oprócz omawianej zapiski
z 1347 r. trzeba koniecznie wspomnieæ dobrze znany toruñski spis komór celnych (ok. 1350–1360), z którego wynika, ¿e czêœæ tych towarów
dochodzi³a na Œl¹sk przez Prusy krzy¿ackie (z Flandrii)89. Jak mo¿na
bowiem s¹dziæ, to kupcy œl¹scy zaopatrywali siê w zagraniczne towary,
docieraj¹c do g³ównych punktów handlowych poza Œl¹skiem. Gdy mowa
np. o towarach orientalnych i œródziemnomorskich, to prócz w³asnych
peregrynacji do Niderlandów warto pamiêtaæ m.in. o wyprawach wroc³awian do Lwowa; o ¿ywych kontaktami z miastami Prus krzy¿ackich
i Królestwa Wêgier; o wyprawach do samej Wenecji; wreszcie, o aktywnej dzia³alnoœci, tak¿e w dziedzinie handlu towarowego, rzutkiego i zamo¿nego przybysza z Florencji, Antonia Ricciego, w pierwszej po³owie
XV w.90 S¹dzê wiêc, ¿e rola kupców po³udniowoniemieckich i szwajcarskich nie by³a a¿ tak istotna w zaopatrzeniu wroc³awian w towary, jak
86
APWr., Lib. exc. sign., t. XXXVI, s. 89 (1446).
Ur.u.Reg., nr 133 (1446), s. 45.
88 Das Runtingerbuch..., t. II, s. 140 (1399, 1400).
89 S. W e y m a n n, C³a i drogi handlowe w Polsce piastowskiej, Poznañ 1938, s. 121.
Zob. HUB, t. III, wyd. K. Höhlbaum, Halle 1882–1886, nr 559 (1350/1360), s. 314.
90 J. P t a œ n i k, Kultura w³oska wieków œrednich w Polsce, Warszawa 1959 (2 wyd.),
s. 137, 146–151.
87
148
Grzegorz Myœliwski
[22]
do tej pory s¹dzono. Wroc³aw by³ dla nich g³ównie punktem wyjœcia do
dalszej ekspansji oraz miejscem do nawi¹zywania kontaktów z przybyszami z terenów po pó³nocnej i wschodniej rubie¿y Œl¹ska, czym zajmujê siê dalej.
Czy wroc³awianie mieli coœ do zaoferowania kupiectwu z Niemiec
po³udniowych i Szwajcarii? Mam tu na myœli nie tylko eksport w³asnych
(tj. tak¿e œl¹skich) towarów, lecz równie¿ produkty spoza Œl¹ska, które
sami dowoziliby do odbiorców w badanych miastach Rzeszy po³udniowej. Po 1394 r. oferta wroc³awian przedstawia³a siê stosunkowo atrakcyjnie. Wywóz towarów przez wroc³awskie kupiectwo na Zachód nie
nale¿a³ do skromnych, o czym œwiadczy nie tylko historia Johanna Petki
z poprzedniego jeszcze okresu i listy z 1444 r., lecz tak¿e przekaz z 1440 r.
By³a to skarga rady miejskiej Norymbergi, która ¿ali³a siê biskupowi
Naumburga na zrabowanie kupcom norymberskim wozów z towarami91.
Znajdowa³y siê na nich tak¿e towary nale¿¹ce do wroc³awian o wartoœci
220 kop groszy praskich. W Ÿród³ach wroc³awskich znajdziemy jednak
tak¿e przyk³ady sprzeda¿y kupcom z Norymbergi b¹dŸ Szwajcarii czerwca92, wroc³awskiego barchanu93 i sukna florenckiego94. Oprócz tego wroc³awianie zamawiali w Stralsundzie ryby morskie (œledzie, ³ososie) oraz
pstr¹gi, które nastêpnie wywo¿ono do Norymbergi95. W drugiej po³owie
XV w. nabra³ jeszcze wiêkszego znaczenia handel wo³ami z Rusi, Wêgier i Wo³oszczyzny na Zachód96. Znany jest m.in. przyk³ad zakupu wo³ów
przez Konrada Wirta z Sankt Gallen w Poznaniu97. Wydaje siê, ¿e móg³
je póŸniej prowadziæ przez Wroc³aw. A ¿e by³ to handel rozwiniêty i mia³
znaczenie dla kupiectwa z Niemiec po³udniowych mo¿e œwiadczyæ choæby
zakaz eksportu wo³ów na Œl¹sk wydany przez Jana Olbrachta w 1497 r.98
Pora przejœæ do kwestii powi¹zañ kredytowych miêdzy kupiectwem
Wroc³awia oraz miast po³udniowoniemieckich i szwajcarskich od lat
91
Ur.u.Reg., s. 32 (nr 89).
H. S i m o n s f e l d, Der Fondaco dei Tedeschi..., t. I, nr 412, s. 227.
93 M. S c h o l z - B a b i s c h, dz. cyt., s. 64.
94 APWr., Lib. exc. sign., t. XLVIII, s. 107 (1470).
95 M. S c h o l z - B a b i s c h, dz. cyt., s. 62.
96 F. L ü t g e, Strukturwandlungen im ostdeutschen und osteuropäischen Fernhandel des 14. bis 16. Jahrhunderts, „Bayerische Akademie der Wissenschaften. Philosophisch – historische Klasse. Sitzungsberichte” 1964, nr 1, München 1964, s. 6–8, 29-35, 49; H. S a m s o n o w i c z, Jarmarki w Polsce na tle sytuacji gospodarczej w Europie w XV–XVI wieku, [w:] Europa – S³owiañszczyzna – Polska. Studia ku uczczeniu
profesora Kazimierza Tymienieckiego, Poznañ 1970, s. 525–526, 528, 530.
97 Akta radzieckie poznañskie, wyd. K. Kaczmarczyk, t. I, Poznañ 1925, nr 185 (1440),
s. 70.
98 F. L ü t g e, dz. cyt., s. 49.
92
[23]
Zwi¹zki gospodarcze Wroc³awia z po³udniowoniemieckimi miastami
149
osiemdziesi¹tych XIV w. a¿ do koñca rozpatrywanego okresu. Warto
przypomnieæ tu podstawow¹ typologiê kredytu, a wiêc jego podzia³ na
kredyt towarowy (sprzeda¿ towaru z prolongat¹ zap³aty powiêkszonej
o ukryte odsetki) oraz kredyt pieniê¿ny. Od czasu pionierskich tekstów
Bruna Kuskego i Michaela Postana z lat dwudziestych XX w. wiadomo,
¿e kredytowanie odgrywa³o bardzo du¿¹ rolê w gospodarce œredniowiecza99. Uwagê tê odnosi siê tak¿e do ziem Europy Œrodkowej100. ród³a obrazuj¹ce kontakty wroc³awian z miastami Niemiec po³udniowych
i Szwajcarii zawieraj¹ zreszt¹ znacznie wiêcej wzmianek o powi¹zaniach
finansowych ni¿ o wymianie towarowej. Powstaj¹ przy tym dwa pytania: jak stwierdziæ, ¿e dana transakcja towarowa odbywa³a siê na
kredyt i jak odró¿niæ kredyt towarowy od pieniê¿nego, czym zajmê siê
nieco dalej.
Podejmuj¹c pierwsz¹ kwestiê, mo¿na stwierdziæ, ¿e oprócz sytuacji
oczywistych, tj. gdy wprost mówi siê o zad³u¿eniu odbiorcy z tytu³u
dostarczonego towaru, mo¿na wskazaæ na trzy oznaki wskazuj¹ce, ¿e
mamy do czynienia z kredytem towarowym: 1. sp³acanie towaru na raty;
2. sp³atê towaru w innej walucie ni¿ ta, w której okreœlono wartoœæ towaru (znaj¹c kursy walutowe mo¿na obliczyæ odsetki); 3. stwierdzenie
wprost w Ÿródle, ¿e towar nie zosta³ jeszcze sp³acony (co niekiedy mo¿e
jednak oznaczaæ zwyk³e opóŸnienie w stosunku do umowy)101. Samo
zreszt¹ zapisywanie takich transakcji raczej nie dotyczy³o przypadków,
gdy po dostarczeniu towaru odbiorca natychmiast p³aci³ zañ gotówk¹.
Od razu trzeba zaznaczyæ, ¿e wzmianek na temat zwrotu pieniêdzy za
towar w stosunkach miêdzy wroc³awianami a po³udniowymi Niemcami
i Szwajcarami jest bardzo niewiele. Najwiêcej wi¹¿e siê z dostarczaniem
pieprzu i zap³at¹ przez radê miejsk¹ Wroc³awia ratyzboñczykom oraz
Thomasowi Purkenerowi z Pasawy, o których to transakcjach ju¿ wspomnia³em. Ratyzboñczycy mieli otrzymaæ od rady miejskiej 542 grzywny
i 16 groszy102, natomiast w przypadku Purkenera sytuacja jest nieco
zawi³a. Wedle dokumentu i wspó³czesnej mu zapiski z 28 listopada 1420 r.
99
B. K u s k e, Die Entstehung der Kreditwirtschaft und des Kapitalverkehrs,
[w:] ten¿e, Köln, der Rhein und das Reich. Beiträge aus fünf Jahrzenhten wirtschaftgeschichtlicher Forschung, Köln-Graz 1956, s. 48–137 (tekst z 1927); M. P o s t a n, Credit
in Medieval Trade, [w:] ten¿e, Medieval Trade and Finance, Cambridge 1973, s. 1–27
(tekst z 1928).
100 M. B o g u c k a, H. S a m s o n o w i c z, Dzieje miast i mieszczañstwa w Polsce przedrozbiorowej, Wroc³aw 1986, s. 183.
101 Dziêkujê panu prof. Henrykowi Samsonowiczowi za udzielenie mi powy¿szych
wskazówek.
102 APWr., t. XXIII, s. 99 (1420).
150
Grzegorz Myœliwski
[24]
(czyli w trakcie trwania jarmarku el¿bietañskiego, od 19 XI) pasawczyk
i jego pomocnik, faktor Andreasa Tannera z Salzburga, mieli otrzymaæ
a¿ 703 grzywny i 6 groszy103. Natomiast w zapisce z 29 czerwca tego
samego roku (czyli w trakcie trwania jarmarku œwiêtojañskiego) wspomniano o znacznie mniejszym transporcie pieprzu (66 funtów, tj. oko³o
26 kg), a tak¿e o iloœci przyprawy, któr¹ mo¿na kupiæ za jedn¹ grzywnê
(oko³o 4 funtów) i ³¹cznej kwocie do zap³aty (460 grzywien)104. Nawet
gdyby uwzglêdniæ wysoki odsetek ewentualnego kredytu towarowego,
to rozziew miêdzy sum¹ do zap³aty a niewielk¹ iloœci¹ przywiezionego
towaru jest oczywisty. Stoi to zreszt¹ w sprzecznoœci z relacj¹ miêdzy
mas¹ towarow¹ a cen¹ za jednostkê i sum¹ do zap³aty, które zosta³y
zapisane w dokumencie i zapisce z listopada 1420 r. Mo¿na wiêc chyba
uznaæ, ¿e w³aœnie te Ÿród³a odzwierciedlaj¹ ca³oœæ towaru i kwoty do
zap³aty. Tak¿e w przypadku takiej hipotezy wielkoœæ dostawy pieprzu
i kwota, któr¹ mia³a zap³aciæ wroc³awska rada miejska, zdumiewaj¹ sw¹
wielkoœci¹. Przewy¿szaj¹ one tak¿e jednostkowe przyk³ady sp³aty kredytu towarowego na rzecz kupców z Sankt Gallen, którzy przywieŸli
bawe³nê (15 grzywien i 10 groszy)105, oraz norymberczyków, którzy wroc³awianom zap³acili za sukno z Florencji 141 wêgierskich florenów106.
Dodajmy tu przyk³ady podane przez Scholz-Babisch ze zbioru listów
kupieckich z 1444 r.107 Wydaje siê wiêc, ¿e zachowane Ÿród³a wroc³awskie
nie przechowa³y zbyt wielu œladów kredytu towarowego stosowanego
w stosunkach handlowych miêdzy wroc³awianami a kupcami z Niemiec
po³udniowych i Szwajcarii. Pogl¹d ten sta³by w sprzecznoœci z ustaleniami z dotychczasowej literatury przedmiotu, w której przewa¿a pogl¹d o niewielkiej roli kredytu czysto pieniê¿nego i dominacji kredytu
towarowego w powi¹zaniach miêdzy np. kupiectwem z miast po³udniowych Niemiec i Szwajcarii a wroc³awianami108. Tymczasem w Ÿród³ach
wroc³awskich znajduje siê nieporównanie wiêcej przekazów na temat,
jak s¹dzê, czysto finansowych powi¹zañ, czyli kredytu pieniê¿nego. Klasyfikujê je tak dlatego, ¿e brakuje w nich jakichkolwiek odniesieñ do
obrotu towarowego. Dodatkowym argumentem by³aby okolicznoœæ, ¿e
103 APWr., Lib. exc. sign., t. XXIII, s. 99 (1420); por. dokument z 21 listopada, DmWr.,
nr 1974.
104 APWr., Lib. exc. sign., t. XXIII, s. 99.
105 Zob. przyp. 86.
106 Zob. przyp. 94.
107 M. S c h o l z - B a b i s c h, dz. cyt., s. 69.
108 H. A m m a n n, Die Diesbach–Watt Gesellschaft..., s. 82–85; M. S c h o l z - B a b i s c h, dz. cyt., s. 69; H. K e l l e n b e n z, Bürgertum..., s. 104. W. v o n S t r o m e r, Die
Nürnberger Handelsgesellschaft..., s. 77.
[25]
Zwi¹zki gospodarcze Wroc³awia z po³udniowoniemieckimi miastami
151
wroc³awianie, posiadaj¹cy w XV w. szerokie kontakty handlowe, byli
w stanie zaopatrzyæ siê samodzielnie w wiele towarów. Natomiast ich
niezbyt imponuj¹ca oferta handlowa w przypadku towarów w³asnych,
jak i potrzeby gotówkowe (inwestycyjne, konsumpcyjne) wymaga³y dop³ywu szerokiego strumienia pieni¹dza, który mogli znaleŸæ u innych.
Wroc³awianie byli wiêc zad³u¿eni u kupców z Norymbergi, Ratyzbony, Pasawy, Sankt Gallen, Ulm, Strasburga, a tak¿e burgrabiego Norymbergi (Fryderyka) oraz wymienionych bez imion biskupa Pasawy
i ksiê¿nej Öttingen. Po¿yczek udzielano w groszach (i grzywnach groszy), florenach wêgierskich oraz – znacznie rzadziej – we florenach reñskich. Wykorzystuj¹c tu ci¹gle aktualne ustalenia Ferdinanda Friedensburga, przyjmujê, ¿e w okresie 1400–1432 za jedn¹ grzywnê groszy
praskich p³acono 2 floreny wêgierskie, zaœ pocz¹wszy od lat czterdziestych relacja ta zmieni³a siê na: 1 grzywna = 1,71 florena109. Z³ota moneta wêgierska by³a mocniejsza ni¿ floren reñski – za 3 floreny z Wêgier mo¿na by³o nabyæ 4 floreny reñskie110, czyli relacja wynosi³aby
1 floren wêgierski = 11/3 florena reñskiego albo te¿ 1 floren reñski =
¾ florena wêgierskiego. Z tego mo¿na wywnioskowaæ, ¿e 1 grzywna groszy równa³aby siê 2 2/3 florena reñskiego, zaœ po 1430 r. – 1:2,27 reñskiej
monety.
Suma po¿yczek, które zaci¹gnêli wroc³awianie od w³adców oraz kupców
z miast Rzeszy po³udniowej wynosi³a: od ratyzboñczyków – co najmniej
1093 floreny wêgierskie (=ok. 552 grzywien)111, od sanktgalleñczyków
– ponad 1031 florenów (=ok. 553,4 grzywien)112; od ksiê¿nej Öttingen
– 900 florenów reñskich, czyli 675 wêgierskich (=ok. 395 grzywien)113;
109
Wg F. Friedensburga w latach 1400–1430 jednemu florenowi wêgierskiemu
odpowiada³o 24 gr, zaœ pocz¹wszy od czwartej dekady – na ogó³ 28 gr praskich (Schlesiens
Münzgeschichte im Mittelalter, cz. 2: Münzgeschichte und Münzbeschreibung, [w:] Codex
diplomaticus Silesiae, t. XIII, Breslau 1888, s. 67. Poniewa¿ wedle tego badacza przez ca³e
œredniowiecze dominowa³a na Œl¹sku grzywna polskiej rachuby (= 48 gr, tam¿e, s. 52), wiêc
³atwo obliczyæ, ¿e w pierwszym okresie jedna grzywna mia³a wartoœæ 2 fl. wêg., zaœ w drugim – 1,71 fl. Tak¹ te¿ wartoœæ dla drugiego okresu przyjmowa³ L. P e t r y, Die Popplau.
Eine schlesische Kaufmannsfamilie des 15. und 16. Jahrhunderts, Breslau 1935, s. 92.
110 F. F r i e n d e n s b u r g, dz. cyt., s. 67.
111 APWr., Lib. exc. sign., t. XVI, s. 71 (1407 – 21 grz.); t. XIX, s. 92 (1413 – 495 grz.);
t. XLV, s. 39 (1464 – 61 fl. wêg. + 3 wiardunki gr miœnieñskich bez 3 gr). Pocz¹tkowo
grosz miœnieñski by³ równy groszowi praskiemu. PóŸniej jednak straci³ na wartoœci;
Z. ¯ a b i ñ s k i, Systemy pieniê¿ne na ziemiach polskich, Wroc³aw 1981, s. 59, przyp. 32;
w sprawie innych wierzytelnoœci ratyzboñskich zob. przyp. 122.
112 Zob. H.C. P e y e r, dz. cyt., t. II, nr 120 (1418), s. 50 (10 kop gr); Ur.u.Reg., s. 12,
nr 17 (1418 – 113 grz. + 3 wiardunki gr), s. 13, nr 27 (1421 – 968 fl. wêg. + 13 gr).
113 APWr., Lib. exc. sign., t. XXXIII, s. 90 (1440). Warto wspomnieæ o znacznie póŸniejszych (1481) roszczeniach grafa Öttingen, Ludwiga, wobec rady miejskiej Wroc³awia
152
Grzegorz Myœliwski
[26]
od pasawczyków – oko³o 531 florenów (=ponad 268 grzywien groszy,
w tym a¿ 500 florenów od biskupa Pasawy)114, od mieszczan Strasburga
– 60 florenów (=30 grzywien)115, zaœ od mieszkañca Ulm – 43 floreny
(ponad 25 grzywien)116. Do grona kredytodawców wroc³awian zaliczam
te¿ wspomnianego mistrza Jana z Frankonii, lekarza, który po¿yczy³
im 15 wêgierskich florenów117. Zdecydowanie najwiêcej kredytów pieniê¿nych zaci¹gnêli wroc³awianie jednak od norymberczyków. W okresie 1398-1494 po¿yczyli prawie 197 grzywien groszy118, 1660 florenów wêgierskich119 (w tym jednorazowo a¿ 1000 jednostek z³otej monety od burgrabiego Norymbergi, Fryderyka)120 i ponad 690 florenów reñskich121. W sumie
daje to ponad 2551 i 1½ florenów wêgierskich albo oko³o 1391 i ½ grzywien groszy. Suma ta by³a z pewnoœci¹ wiêksza. W przypadku niektórych
po¿yczek nie podano ich wysokoœci albo z ³¹cznej wierzytelnoœci 876
grzywien nie mo¿na wydzieliæ czêœci norymberskiej od ratyzboñskiej122.
W sumie wiêc wroc³awianie po¿yczyli od w³adców i kupców miast
Niemiec po³udniowych i Szwajcarii ponad 7482 floreny wêgierskie (=ok.
(DmWr., nr 5615). Nie wiadomo, jakiej sumy dotyczy³y. Wroc³awianie zaprzeczyli, by
zaci¹gnêli po¿yczkê u bawarskiego grafa i zaproponowali, by zwróci³ siê w tej sprawie
do ich w³adcy, Macieja Korwina.
114 APWr., Lib. exc. sign., t. XXIII, s. 98 (1420 – 500 fl. wêg.), DmWr., nr 2333
(d. 2375) (1439 – 14 kop gr + 25 gr).
115 APWr., DmWr., nr 1620 (1425).
116 APWr., Lib. exc. sign., t. LVI, s. 93 (1479).
117 Tam¿e, t. XLIV, s. 64 (1462). O jego profesji (arczt) informuje nas inna zapiska
(t. XLVIII, s. 54, 1470).
118 Tam¿e, t. X, s. 11 (1398 – 43 grz.); Mitth. Sign., ZGS VI, 1865, z. 2, nr X, s. 353
(13 grz.); APWr., Lib. exc. sign., t. XXI, s. 27 (1416 – 12 grz. + 1 wiardunek); t. XXIII,
s. 58 (1420 – 30 grz. + 8 gr); t. XXXIV, s. 61 (1442 – 25 grz.); t. XXXVII, s. 232 (1449 –
32 grz.); t. XLI, s. 50 (1456 – 41 grz. + 2 gr); t. XLV, s. 35 (1464 – 18 gr, co stanowi
tylko czêœæ zobowi¹zañ wyra¿onych g³ównie we florenach wêgierskich).
119 APWr., Lib. exc. sign., t. XXXV, s. 234 (1445 – 40 fl. wêg.); t. XXXVII, s. 90 (1448
– 7 fl. wêg.); t. XLIII, s. 156 (1461 – 60 fl. wêg.); t. XLV, s. 35 (1464 – 111 fl. wêg. +
18 gr), które zosta³y przeze mnie wliczone do rachunku po¿yczek w grzywnach groszy
w przyp. 103; wierzytelnoœæ ta zosta³a odst¹piona wroc³awianinowi Hansowi Rindfleischowi); Ur.u.Reg., s. 60, nr 199 (1464 – 206 fl. wêg., wierzytelnoœæ norymberskiego
udzia³owca spó³ki Diesbach & Watt, Kunzego Guldenmunta), s. 61, nr 209 (1470 – 18 fl.
wêg., wierzytelnoœæ Dawida Watta, obywatela Norymbergi); APWr., Lib. exc. sign.,
t. XLVI, s. 174 (1467 – 173 fl. wêg.); t. LIX, s. 151 (1491 – 45 fl. wêg.).
120 APWr., Lib. exc. sign., t. XVIII, s. 34 (1411).
121 Tam¿e, t. XXXII, s. 102 (1438 – 495 fl. reñ. + 20 szylingów w z³ocie); t. XLIII,
s. 177 (1461 – 175 fl. reñ.); t. LIX, s. 98 (1491 – 20 fl. reñ.).
122 Np. tam¿e, t. XXIII, s. 7 (1421); t. XXXV, s. 68 (1444). 876 grz. by³ winien kupcom z Ratyzbony i Norymbergi wroc³awski iuratus cechu kramarzy z 1432 r., Wincenty
Frauendienst, zob. G. P f e i f f e r, dz. cyt., s. 236 i APWr., Lib. exc. sign., t. XXXII, s. 78
(1438). Identyfikacja Frauendiensta, tam¿e, t. XXIX, s. 36.
[27]
Zwi¹zki gospodarcze Wroc³awia z po³udniowoniemieckimi miastami
153
4109 grzywien groszy). Warto podkreœliæ tu ró¿nicê miêdzy kapita³em
monarszo-dygnitarskim (ksi¹¿êcym, biskupim, burgrabiowskim) a kupieckim. Wysokoœæ trzech zaledwie po¿yczek udzielonych Wroc³awiowi
i wroc³awianom przez burgrabiego Norymbergi, ksiê¿n¹ Öttingen i biskupa Pasawy wynios³a 2175 florenów wêgierskich (=1145 grzywien
groszy), czyli nieco ponad 29% wszystkich po¿yczonych pieniêdzy.
Wroc³awianie nie byli jedynie kredytobiorcami. Sami równie¿ udzielali kredytów swym po³udniowoniemieckim i szwajcarskim partnerom.
Jednak¿e po¿yczane sumy ustêpowa³y znacznie pobranym kredytom od
kupców z Europy Zachodniej. Tak¿e liczba miast, z którymi wroc³awianie nawi¹zali tego rodzaju stosunki finansowe, by³a nieporównanie
mniejsza. I w tej dziedzinie najwiêcej kontaktów nawi¹zali kupcy z Wroc³awia z norymberczykami. W latach 1418–1491 przybysze znad Pegnitz
zapo¿yczyli siê na 167 grzywien i 41 groszy123, 1865 floreny wêgierskie124
i 100 florenów reñskich125. Mo¿na to przeliczyæ na blisko 2332 florenów
wêgierskich (=ok. 1303 grzywny groszy). Sanktgalleñczycy po¿yczyli
200 wêgierskich florenów, czyli oko³o 117 grzywien126; kupiec z Pasawy
wzi¹³ kredyt w wysokoœci 53 grzywien127; jego kolega po fachu z Esslingen k. Stuttgartu zaci¹gn¹³ d³ug na sumê 80 florenów wêgierskich, czyli oko³o 47 grzywien128. Natomiast ratyzboñczycy jedynie raz wziêli po¿yczkê na skromn¹ sumê 17 groszy i 1 halerz 129. Podsumowuj¹c,
wroc³awianie udzielili kredytów kupcom z niektórych miast po³udniowej Rzeszy na sumê oko³o 2702 wêgierskich florenów (=ok. 1521 grzywien). Jest to ponad dwukrotnie mniej ni¿ sami po¿yczyli w tym czasie
(ok. 36%). Warto przy tym zaznaczyæ, ¿e a¿ 1152 floreny wêgierskie
(ok. 674 grzywny), czyli blisko 43% wszystkich wierzytelnoœci zosta³o
po¿yczone norymberskim spó³kom przez Miko³aja Gramisa, proboszcza
katedry wroc³awskiej i kolektora soboru w Bazylei. Jak zatem widaæ,
123 APWr., Lib. exc. sign., t. XXII, s. 82 (1418 – 5 wiardunków i 8 gr); t. XXIII, s. 36
(1421 – 117 grz.); t. XXXVIII, s. 117 (1450 – 49 grz.); t. LVIII, s. 106 (1491 – 21 gr,
które stanowi¹ koñcówkê wiêkszego d³ugu we florenach, zob. przyp. 110).
124 Ur.u.Reg., s. 33, nr 97 (1441 – 1152 fl. wêg.); APWr., Lib. exc. sign., t. XL, s. 43
(1454 – 31 fl. wêg.); t. XLIII, s. 128 (1461 – 4 fl. wêg.); t. XLVI, s. 206 (1467 – 272 fl.
wêg.); t. LV, s. 91 (1477 – 337 fl. wêg.); t. LVIII, s. 106 (1491 – 21 fl. wêg.; wymienione
tu 21 gr doliczam do rachunku groszowego, zob. przyp. 109).
125 APWr., Lib. exc. sign., t. XXXVIII, s. 221 (1451).
126 Ur.u.Reg., s. 61, nr 209 (1470); dok³adne dane (których brak u Ammanna) to
APWr., Lib. exc. sign., t. XLVIII, s. 104.
127 APWr., Lib. exc. sign., t. XXIX, s. 121 (1433).
128 Tam¿e, t. XLV, s. 151 (1465).
129 Tam¿e, t. XXXVI, s. 211 (1447). Wspomina o tym L. P e t r y, jednak bez podania
wysokoœci po¿yczki, dz. cyt., s. 106.
154
Grzegorz Myœliwski
[28]
najwiêksze kwoty by³y na ogó³ po¿yczane przez osoby spoza stanu kupieckiego, czyli mo¿nych œredniowiecznego œwiata.
Dla wyobra¿enia skali pobranych i udzielanych kredytów chcia³bym
podaæ kilka cen z omawianego okresu. Najdro¿sze by³y oczywiœcie nieruchomoœci. Dom z parcel¹ przy moœcie we Wroc³awu kosztowa³ a¿ nieco ponad 1056 grzywien (1432)130. Domy przy rynku wroc³awskim – od
370 do 600 grzywien (1446, 1447)131. Za zamek w Cisowie k. Wa³brzycha
(Zeisberg) zap³acono 500 grzywien (1438)132. Za kram p³acono 80 grzywien (1459)133. Cena jednego postawu wysokogatunkowego sukna
z Brukseli waha³a siê miêdzy 16 a 18 grzywien (1394, 1414, 1431)134.
Jeden kamieñ (12 kg) pieprzu kosztowa³ nieco poni¿ej 7 grzywien
(1420)135. Za cetnar o³owiu, czyli oko³o 54–58 kg p³acono 26 groszy praskich (1411)136, zaœ za tê sam¹ iloœæ wêgierskiej miedzi – 6 wêgierskich
florenów, czyli 3 grzywny i 24 grosze (1440)137. Bary³ka (logen) wina
frankoñskiego (Franckenwein) kosztowa³a 2¼ florena wêgierskiego138,
czyli oko³o 1 grzywnê i 15 groszy (1470).
Warto te¿ przytoczyæ kilka informacji o p³acach niektórych urzêdników miejskich. Wed³ug Theodora Goerlitza, pisarz miejski zarabia³
20 grzywien rocznie, celnik – 10 grzywien, wójt miejski – 9 grzywien,
zaœ celnik pobieraj¹cy c³o od transportu towarowego wod¹ (Wasserzoll)
– zaledwie 3 grzywny rocznie139.
Z punktu widzenia zarobków urzêdników miejskich, ruch kredytowy
mia³ wielk¹ skalê. Jednak¿e uwzglêdniaj¹c ceny, zw³aszcza nieruchomoœci, oraz d³ugoœæ rozpatrywanego okresu kontaktów kredytowych (ponad
100 lat), nale¿y oceniæ obrót kredytowy jako skromny. Porównajmy to
zreszt¹ z odszkodowaniem, które otrzyma³ Johann Petka w pocz¹tkach
XV w. albo te¿ z wp³ywami, które miasto uzyskiwa³o ze sprzeda¿y renty140.
130
APWr., Lib. exc. sign., t. XXVIII, s. 130.
Mitth. Sign., ZGS IX, 1868, z. 1, wyd. O. Stobbe, s. 178; por. APWr., Lib. exc.
sign., t. XXXVI, s. 60, 203.
132 APWr., Lib. exc. sign., t. XXXII, s. 105.
133 Tam¿e, t. XLII, s. 140.
134 Mitth. Sign., ZGS VI, 1865, z. 2, wyd. O. Stobbe, s. 340; por. APWr., Lib. exc.
sign., t. VI , s. 48; t. XX, s. 16; t. XXVIII, s. 103.
135 APWr., Lib. exc. sign., t. XXIII, s. 99. Waga kamienia za: Th. G o e r l i t z, dz. cyt.,
s. 73, 78.
136 Mitth. Sign., ZGS VI, 1865, z. 2, s. 349; por. APWr., Lib. exc. sign., t. XVIII, s. 28.
137 Mitth. Sign., ZGS VIII, 1867, s. 448.
138 APWr., Lib. exc. sign., t. XLVIII, s. 104.
139 Th. G o e r l i t z, dz. cyt., s. 58.
140 Np. w rekordowych latach uzyskano: 6203 grz. (1399), 6865 grz. (1407) i ponad
13 tysiêcy grz. w 1409 r., za: M. G o l i ñ s k i, Wroc³aw..., s. 172.
131
[29]
Zwi¹zki gospodarcze Wroc³awia z po³udniowoniemieckimi miastami
155
Zarazem trzeba pamiêtaæ, ¿e kontakty finansowo-kredytowe wroc³awian nie ogranicza³y siê wówczas do kupców z Niemiec po³udniowych
i Szwajcarii.
Jawna po¿yczka pieniê¿na nie by³a jedynym sposobem transferowania pieniêdzy w nadziei na zysk z odsetek. Jak wiadomo, jego inn¹ i czêsto stosowan¹ w œredniowieczu form¹ by³a renta141. Spoœród kupców
pochodz¹cych z interesuj¹cych nas tu regionów jedynie przybysze z Norymbergi kupowali rentê w stolicy Œl¹ska. Pierwsze przyk³ady pochodz¹ ju¿ z 1407 r., czyli zaledwie kilkanaœcie lat po nawi¹zaniu regularniejszych kontaktów z Wroc³awiem. Niejaki Johann Mak i jego ¿ona
Angela nabyli do¿ywotni czynsz od miasta na ³¹czn¹ sumê 100 grzywien groszy142. Jednak¿e w przebadanych przeze mnie Ÿród³ach nie
znalaz³em zbyt wielu póŸniejszych, analogicznych przekazów143. Wiadomo natomiast, ¿e Bawarczycy i Frankoñczycy przejawili zainteresowanie
tak¿e czynszami z maj¹tków ziemskich, o czym œwiadczy jedyny zachowany na ten temat przekaz. W 1446 r. przed s¹dem we Wroc³awiu zosta³y
bowiem odrzucone roszczenia przedstawiciela zarówno ratyzboñczyków,
jak i norymberczyków, którzy domagali siê m.in. zaleg³ych czynszów ze
wsi Warzyn i Radecz ko³o Wroc³awia144. Wydaje siê jednak, ¿e kupowanie
czynszów nie stanowi³o dla kupiectwa z po³udniowych Niemiec i Szwajcarii istotnej sfery jego dzia³alnoœci w ksiêstwie wroc³awskim.
Obopólne korzyœci oraz waga oœrodka nad Odr¹ dla przybyszów z Zachodu nie ogranicza³y siê jedynie do wymiany towarowej oraz dzia³alnoœci kredytowej i kupna renty. Skala wzajemnych oddzia³ywañ by³a
znacznie szersza. Dla Bawarczyków, Szwabów, Frankoñczyków i Szwajcarów liczy³ siê Wroc³aw nie tylko jako miejsce zamieszkania ich klientów, kontrahentów i kredytodawców, i nie tylko jako wa¿ny punkt komunikacyjny, lecz tak¿e ze wzglêdu na swoje jarmarki, maj¹ce znaczenie
w miêdzynarodowym cyklu wymiany handlowej. Dziêki temu kupcy
z Niemiec po³udniowych i Szwajcarii mogli tu w³aœnie nawi¹zywaæ tak¿e
141 B. K u s k e, dz. cyt., s. 102, 108; J. T a n d e c k i, Dzia³alnoœæ kredytowa mieszczañstwa toruñskiego we Wroc³awiu w okresie konflitków polsko-krzy¿ackich w XIV
i XV w., [w:] Prace z dziejów pañstwa i zakonu krzy¿ackiego, red. A. Czacharowski, Toruñ
1984, s. 84–86.
142 APWr., Antiquarius–2, s. 278.
143 APWr. Lib. exc. sign., t. XXXI, s. 219 (1437); t. XLI, s. 229 (1457); t. XLVII,
s. 215 (1468). Hieronim Rindfleisch w testamencie z 1491 r. przyzna³ czynsz 10 grz.
klasztorowi dominikanek œw. Katarzyny w Norymberdze ze sk³adnicy chmielu (hoppenhawse, por. Th. Goerlitz, dz. cyt., s. 74).
144 Tam¿e, t. XXXVI, s. 63. Identyfikacja wsi okreœlonych w Ÿródle jako Waryn
i Seyffridsdorff (Seiffersdorf) wg: S³ownik nazewnictwa krajoznawczego polsko–niemiecki, niemiecko–polski, Wroc³aw 2004 (wyd. 6), s. 284, 291.
156
Grzegorz Myœliwski
[30]
kontakty finansowo-kredytowe oraz domagaæ siê uregulowania swoich
zobowi¹zañ finansowych b¹dŸ wyrównywaæ rachunki z ludŸmi interesu
z ca³ej Europy Œrodkowej, tj. Królestwa Czech, Polski i Wêgier, a tak¿e
pañstwa krzy¿ackiego w Prusach. Dla XV stulecia dysponujemy wieloma wzmiankami na ten temat.
Zacznijmy ich analizê od stosunków kredytowych kupców z po³udnia
Niemiec ze Œl¹zakami, które zawi¹zywano we Wroc³awiu. Mo¿e œwiadczyæ o nich czy to porêka Piotra z Brzegu za Konrada Pfinziga z Norymbergi (1415)145, czy to zakup kramu w Nysie przez spó³kê Gruber
& Podmer & Stromer (1437)146, jak równie¿ liczniejsze przyk³ady przejmowania poœrednictwa na terenie Wroc³awia przy regulowaniu œl¹skich
zobowi¹zañ finansowych albo wierzytelnoœci. Poniewa¿ ekspansja po³udniowych Niemców na Œl¹sku poza Wroc³awiem nie nale¿y do tematu niniejszego artyku³u, dlatego ograniczê siê do transakcji regulowanych we Wroc³awiu, a dotycz¹cych w³asnych wierzytelnoœci lub po¿yczek
po³udniowoniemieckiego kupiectwa. Co ciekawe, jedynie kupcy z Ratyzbony i Norymbergi wchodzili w tego rodzaju relacje. Ci pierwsi wy³¹cznie,
ci drudzy zaœ w mniejszym stopniu, byli d³u¿nikami. Musieli bowiem
sp³acaæ kredyt mieszkañcom podwroc³awskiej wsi ród³a (Borne)147 i Œrody Œl¹skiej148. Tak¿e pewni norymberczycy byli zad³u¿eni u mieszkañców Lwówka Œl¹skiego149 i Sarbów pod Wroc³awiem150. Pretensje finansowe pod adresem innego przybysza znad Pegnitz zg³asza³ tak¿e
mieszkaniec Gryfowa k. Lwówka151. Wydaje siê jednak, ¿e w relacjach
kupców znad Pegnitz i Œl¹zaków spoza Wroc³awia przewa¿a³y wierzytelnoœci tych pierwszych. Œwiadczy³yby o tym nie tylko doœæ wczesny (1415) przyk³ad domagania siê zwrotu po¿yczki przez Konrada Lobingera od proboszcza ze wsi Gêbczyce (Geppersdorf)152, oœwiadczenie
m.in. Ludwika Grubera w sprawie braku roszczeñ wobec ksi¹¿¹t ¿agañskich153 czy wp³ata pieniêdzy przez mieszkañca z podwroc³awskiego
Rogowa dla Reutheimera i Gartnera154. Wymowniejsze jeszcze wydaje
145
APWr., Lib. exc. sign., t. XX, s. 82 (1415).
Tam¿e, t. XXXI, s. 188 (1437).
147 Tam¿e, t. XXIII, s. 44 (1421).
148 Tam¿e, t. XXVI, s. 44 (1427).
149 Tam¿e, t. XLVIII, s. 107 (1470).
150 Tam¿e, t. L, s. 59–60 (1472).
151 Tam¿e, t. XXXV, s. 256 (1446).
152 Tam¿e, t. XX, s. 90 (1415).
153 Tam¿e, t. XXXII, s. 195 (1439). Zapewne wynika³o ono z wczeœniejszej sp³aty
d³ugów przez ksi¹¿¹t ¿agañskich.
154 Tam¿e, t. XXXVI, s. 122 (1447).
146
[31]
Zwi¹zki gospodarcze Wroc³awia z po³udniowoniemieckimi miastami
157
siê upowa¿nienie, którego udzieli³ Hans Gartener z Norymbergi swemu bratu, Heinrichowi, by wyegzekwowa³ jego wszystkie wierzytelnoœci we Wroc³awiu i na Œl¹sku155. Zarówno czas, gdy przybysze znad Pegnitz byli ju¿ licznie i trwale usadowieni w pejza¿u gospodarczym
Wroc³awia oraz regionu œl¹skiego, jak i liczba mnoga wierzytelnoœci (alle
seine schulde hie in der Stat und in der Slezien) œwiadczyæ mo¿e o znacznie silniejszych wiêzach finansowych miêdzy norymberczykami a Œl¹zakami ni¿ konkretnie opisane w Ÿród³ach wroc³awskich.
Mimo to znacznie czêstsze i wa¿niejsze by³y oczywiœcie miêdzynarodowe transakcje finansowe kupców z po³udniowych Niemiec i Szwajcarii na terenie Wroc³awia. Kupcy z Ratyzbony otrzymywali tu swoje wierzytelnoœci od d³u¿ników z Pragi156 i Koszyc157. Co ciekawe, tu tak¿e
domagali siê zwrotu towarów od swego wspólnika z bawarskiego Straubingen158. Zarazem ratyzboñczycy regulowali tu swoje zobowi¹zania
wobec niegdyœ podopiecznego krakowianina159 i kredytodawcy z Pilzna160. Ludzie interesu z Pasawy otrzymywali nad Odr¹ zwrot nale¿noœci
od kupców z Pragi (via Johann Bank)161 i Norymbergi162. Norymberczycy natomiast zwracali nad Odr¹ po¿yczone kwoty kupcom z Pragi163,
Wieruszowa164, Krakowa165 i – jak ju¿ wspomnia³em – Pasawy. Przybysze z miasta nad Pegnitz mieli jeszcze wiêcej zagranicznych d³u¿ników,
z którymi wyrównywali rachunki we Wroc³awiu. Zatem norymberczycy
egzekwowali d³ugi od ludzi interesu z Ulm166, Chebu167, Gdañska168, Torunia169 i Warszawy170. Warto osobno wspomnieæ o œci¹ganiu nale¿noœci
155
Tam¿e, t. XXXIX, s. 220 (1454).
Tam¿e, t. XX, s. 117 (1415).
157 Tam¿e, t. XIV, s. 90 (1404).
158 Tam¿e, t. XLVIII, s. 108 (1470).
159 Tam¿e, t. XXIII, s. 55 (1421).
160 Tam¿e, t. XXXI, s. 221 (1437). Istnia³o co prawda Pilzen na Œl¹sku (pol. Boleœcin).
W tym jednak przypadku s¹dzê, ¿e chodzi³o o czeskie Pilzno, które po Pradze by³o najwa¿niejszym miastem dla przedstawicieli ratyzboñskiego kupiectwa (F. G r a u s, dz. cyt., s. 97).
161 APWr., Lib. exc. sign., t. XVI, s. 50 (1406); t. XIX, s. 84 (1413).
162 Tam¿e, t. XXIII, s. 36 (1421).
163 Tam¿e, t. XVII, s. 33 (1408, dwie zapiski).
164 Tam¿e, t. XLI, s. 55 (1456).
165 Tam¿e, t. XLIII, s. 117, s. 143 (1461); t. XLV, s. 35 (1464).
166 Tam¿e, t. XV, s. 107 (1405).
167 Tam¿e, t. XXXII, s. 58 (1438).
168 Tam¿e, t. XXIV, s. 63 (1422).
169 R. S t e l m a c h, Korespondecja rady miejskiej miasta Torunia z rad¹ miasta Wroc³awia w XIV i XV w., [w:] Personae, colligationes, facta, red. J. Bieniak, Toruñ 1991,
s. 305–306 (1438); APWr., Lib. exc. sign., t. XLV, s. 13 (1464).
170 APWr., Lib. exc. sign., t. XXXIX, s. 78 (1452).
156
158
Grzegorz Myœliwski
[32]
przez norymberczyka Kiliana Auera od znanych kupców krakowskich,
m.in. Hansa Bonera i Friedricha Schillinga w 1493 r.171 Auer, rezyduj¹cy w Poznaniu, reprezentowa³ tam bowiem samego Jakuba Fuggera
z Augsburga (zwanego Bogatym)172. Wbrew opinii Gerharda Pfeiffera173,
nie wyklucza³bym automatycznie, ¿e chocia¿ norymberczyk potwierdza³
sp³atê kredytu przez krakowian w swoim imieniu i swojej spó³ki, to jego
zwi¹zek z kupcami z Krakowa nie móg³ mieæ nic wspólnego z ekspansj¹
jego potê¿nego zwierzchnika z Augsburga. We Wroc³awiu kupcy z Sankt
Gallen dochodzili swoich roszczeñ wobec kupców z Lublina174 albo te¿
zwracali pieni¹dze kontrahentom ze Zgorzelca175 i z Poznania176. Kupiec z Ulm, jak ju¿ wspomnia³em, zwróci³ d³ug norymberczykowi w³aœnie we Wroc³awiu. Inny przybysz z tego szwabskiego miasta odzyska³
od d³u¿nika z Akwizgranu kwotê nale¿n¹ za sprzeda¿ sklepu177. Przez
g³ówny oœrodek Œl¹ska przep³ynê³a te¿ pokaŸna kwota 1000 florenów
od wielkiego mistrza Zakonu Krzy¿ackiego dla ksiêcia Bawarii, Henryka, rezyduj¹cego w Norymberdze178. Warto dodaæ, ¿e w 1499 r. rezydent
zakonu krzy¿ackiego w Rzymie proponowa³, by wielki mistrz zleci³ bankowi Fuggerów przes³anie kwoty 200 dukatów, które via Wroc³aw mia³yby trafiæ do Rzymu179.
Wydaje siê, ¿e norymberczycy faktycznie d¹¿yli do przejêcia niektórych powi¹zañ finansowo-handlowych kupców z Wroc³awia i Œl¹ska. Von
Stromer twierdzi³ wrêcz, ¿e dziêki wspieraniu Zygmunta Luksemburskiego w jego dyplomatyczono-gospodarczej wojnie z Wenecj¹, przejêli
m.in. weneckie kontakty wroc³awian180. Istniej¹ rzeczywiœcie przyk³ady
z lat 1421–1423, które mog³yby ilustrowaæ tê tezê181. Jednak¿e pogl¹d
von Stromera jest przesadzony, kupcy z Wroc³awia zachowali w póŸ171
Tam¿e, t. LXI, s. 61–62.
L. K o c z y, dz. cyt., s. 243.
173 G. P f e i f f e r, dz. cyt., s. 241.
174 Ur.u.R., s. 31, nr 77 (1437); kontynuacja sprawy zob. APWr., Lib. exc. sign.,
t. XXXI, s. 141 (1437).
175 Ur.u.R., s. 31, nr 81 (1440).
176 Ur.u.R., s. 52, nr 157 (1450).
177 APWr., Lib. exc. sign., t. LVII, s. 80 (1479).
178 Regesta Historico-diplomatica Ordinis S. Mariae Theutonicorum (1198–1525),
t. I, cz. 1, oprac. E. Joachim, W. Hubatsch, Göttingen 1948, nr 4035 (po 1422), s. 252.
179 Liv-, Est- und Kürlandisches Urkundenbuch, Abt. II, t. I, Riga–Moskau 1900,
s. 620-622, nr 822 (1499).
180 W. v o n S t r o m e r, Landmacht gegen Seemacht. Kaiser Sigismunds Kontinentalsperre gegen Venedig (1412–1433), „Zeitschrift für Historische Forschung” XXII, 1995,
z. 2, s. 181, 185. Na wzrost znaczenia norymberczyków jako poœredników miêdzy wroc³awianami a Wenecjanami wskazywa³ ju¿ H. W e n d t, Schlesien und der Orient…, s. 45.
181 Zob. np. APWr., Lib. exc. sign., t. XXIII, s. 58 (1421); t. XXIV, s. 52 (1423).
172
[33]
Zwi¹zki gospodarcze Wroc³awia z po³udniowoniemieckimi miastami
159
niejszych latach bezpoœredni kontakt z Wenecjanami182. To co nie uda³o
siê norymberczykom w stosunku do silnego i wp³ywowego kupiectwa
z Wroc³awia, powiod³o siê w przypadku innych oœrodków. Kupcy znad
Pegnitz stali siê ³¹cznikiem miêdzy Republik¹ œw. Marka a ludŸmi interesu ze Œwidnicy183 i Torunia184. Stale przebywaj¹c we Wroc³awiu, poœredniczyli tak¿e w egzekwowaniu zobowi¹zañ p³atniczych miêdzy kontrahentami z Gdañska i Wroc³awia185, wroc³awianami a mieszkank¹
Nysy186 czy te¿ wierzycielem z bli¿ej nieokreœlonej osady Nosseldorf a starost¹ wêgierskiego Sopronu (Odenburg)187. Warto tu przypomnieæ, ¿e
w³aœnie we Wroc³awiu, w obecnoœci rady miejskiej, dwóch norymberczyków (Reutheimer i Gartener) poœredniczy³o w kontaktach miêdzy
g³ówn¹ firm¹ handlow¹ Niemiec, Wielk¹ Spó³k¹ Ravensbursk¹, a niejakim Heinzem Tilem z Frauenstadt, czyli najprawdopodobniej Wschowy
(1448)188. Norymberczycy zwracali Tilemu 269 florenów, które po¿yczy³
on niegdyœ g³ównym udzia³owcom Wielkiej Spó³ki, Jostowi oraz Italowi
Humpissom w dalekim Perpignan189.
Kupcy z po³udniowych Niemiec i Szwajcarii nie musieli przekraczaæ
linii murów Wroc³awia, by nawi¹zaæ liczne kontakty na terenach po³o¿onych na pó³noc od Karpat. Jednak¿e dla niektórych przybyszów z rozpatrywanych tu terenów Wroc³aw sta³ siê punktem wyjœcia do w³asnych
peregrynacji w interesach. Nie ma w¹tpliwoœci, ¿e tak traktowali nadodrzañski oœrodek ludzie interesu ze Szwajcarii oraz Norymbergi. Kupcy
182 Np. APWr., DmWr., nr 2535 (1440); Lib. exc. sign., t. XXXVI, s. 111 (1446); t. XLI,
s. 3 (1456). Zob. M. G o l i ñ s k i, Wroc³aw..., s. 214.
183 APWr., Lib. exc. sign., t. XXIV, s. 55 (1422).
184 Np. tam¿e, t. XXV, s. 53 (1425). O zaanga¿owanym w te kontakty Dawidzie Rosenfeldzie z Che³mna zob. K. K o p i ñ s k i, Mieszczanin Dawid Rosenfeld w dyplomatycznej i gospodarczej s³u¿bie zakonu krzy¿ackiego w Prusach w pierwszej po³owie XV w.,
„Zapiski Historyczne” LVI, 2001, nr 2–3, s. 41–43, 49–51.
185 Mitth. Sing., ZGS VI, 1865, z. 2, s. 345.
186 APWr., Lib. exc. sign., t. XXVIII, s. 37 (1430).
187 Tam¿e, t. XXXIII, s. 102 (1440). Identyfikacja nazwy za: Grosser Historischer
Weltatlas, cz. 2, red. J. Engel, s. R 54.
188 A. S c h u l t e, Geschichte der Grossen Ravensburger Handelsgesellschaft 1380-1530, t. I, Stuttgart 1923, s. 340. Autor przy niemieckiej nazwie podaje w nawiasie
„Posen”, co rozumiem jako okreœlenie z grubsza po³o¿enia Frauenstadt na mapie
Europy. Warto jednak zaznaczyæ, ¿e Wschowa nosi³a nazwê Fraustadt, zaœ Frauenstadt by³o nazw¹ podkrakowskich Wadowic (zob. Grosser Historischer Weltatlas, cz. 2,
s. R 27).
189 „Sulch gelt unde gulde der genante Meister Hannus Tyle vormols czu Perpyan
in Cathelonien den Erben Jost Ital Humpiss von Ravensporg unde ever geselschaft in
einem Wechsel gegeben”; APWr., Lib. exc. sign., t. XXXVII, s. 83. O Humpissach zob.
A. S c h u l t e, dz. cyt., s. 175.
160
Grzegorz Myœliwski
[34]
z Sankt Gallen (i Berna) prowadzili przez swoich agentów z Wroc³awia
dzia³alnoœæ handlowo-finansow¹ w Poznaniu, Lublinie, Krakowie i Warszawie do lat piêædziesi¹tych XV w. (w Lublinie do 1437)190. Kwestia
analogicznej dzia³alnoœci norymberczyków jest bardziej z³o¿ona, poniewa¿ zanim pojawili siê w ogóle na Œl¹sku, otrzymali ju¿ w 1365 r. przywilej od Kazimierza Wielkiego na prowadzenie handlu ze Lwowem i Rusi¹ Czerwon¹191. Jest jednak prawdopodobne, ¿e nie od razu rozpoczêli
tê dzia³alnoœæ192. Bogactwo Wroc³awia, szersza gama powi¹zañ miêdzynarodowych ni¿ krakowska, a tak¿e rewolucja husycka, która podwa¿y³a rozmach handlu Czech i znaczenie Pragi, sprawi³y, ¿e kupcy znad
Pegnitz zwi¹zali z Wroc³awiem sw¹ ekspansjê w wiêkszym stopniu ni¿
dotychczas. Ich dzia³alnoœæ w Poznaniu oraz Prusach i w jego g³ównych
miastach, Toruniu i Gdañsku, t³umaczy siê jako konsekwencjê mocnego usadowienia siê we Wroc³awiu193. Wydaje siê, ¿e tak¿e obecnoœæ niektórych norymberczyków w Lublinie (Reutheimer) i Krakowie (Scheppach) mo¿na wi¹zaæ z ich uprzednim pobytem nad Odr¹.
Wreszcie, tylko za poœrednictwem norymberczyków z Wroc³awia
mog³o dojœæ do za³agodzenia sporu, mo¿liwe ¿e i w ogóle do nawi¹zania
kontaktu, miêdzy Brunonem Tintenem z Bambergu a Hansem Waluchsem z Wo³oszczyzny w pocz¹tkach XV w.194 oraz miêdzy kupcami z Wroc³awia a nieobecnym nad Odr¹ odbiorc¹ z Esslingen k. Stuttgartu195.
O œci¹gniêciu do Wroc³awia nies³ownego kontrahenta ze Straubingen
przez ratyzboñczyków w 1470 r. wspomnia³em ju¿ wy¿ej.
Wroc³aw stanowi³ doœæ bezpieczne i przyjazne miejsce dla ludzi interesu z Bawarii, Frankonii, Szwabii i Szwajcarii. Abstrahuj¹c od sporów
w interesach z wroc³awianami i Œl¹zakami z innych oœrodków, sporów
niemo¿liwych do unikniêcia w praktyce gospodarczej, stanowisko rady
miejskiej by³o przychylne cudzoziemskim kupcom. To do niej zwracali
siê rajcy Norymbergi, by wspar³a jej przedstawicieli i wstawi³a siê za Andreasem Zeringerem, którego towary zosta³y zarekwirowane przez starostê Otmuchowa (1448)196. Rada miejska Wroc³awia nierzadko udziela³a
190
H. A m m a n n, Die Diesbach–Watt Gesellschaft..., s. 51–53, 82, 84–85, 87, 88, 100.
J. W y r o z u m s k i, Kazimierz Wielki, Wroc³aw 1986, s. 166.
192 Zob. G. M y œ l i w s k i, Strefa sudecko-karpacka... (w druku).
193 H. W e r n i c k e, dz. cyt., s. 267.
194 APWr., Lib. exc. sign., t. XVII, s. 118 (1409). Nieznana jest przyczyna konfliktu,
choæ nie wydaje siê byæ inna ni¿ gospodarcza. Wydaje siê bardzo prawdopodobne, ¿e to
norymberczycy mogli zainicjowaæ kontakt, jak bowiem inaczej przybysz z Bawarii móg³by
spotkaæ kontrahenta z odleg³ej Wo³oszczyzny ?
195 Tam¿e, t. XLV, s. 151 (1465).
196 APWr., DmWr., nr 3330.
191
[35]
Zwi¹zki gospodarcze Wroc³awia z po³udniowoniemieckimi miastami
161
gwarancji bezpieczeñstwa kupcom z Ratyzbony197, Norymbergi198 i Sankt
Gallen199, którzy, jak mo¿na s¹dziæ, mogli byæ niepokojeni np. przez
zniecierpliwionych wierzycieli.
Byæ mo¿e tak¿e i to sprawi³o, ¿e niektórzy z przedstawicieli po³udniowoniemieckiego kupiectwa zdecydowali siê osi¹œæ we Wroc³awiu.
Najwiêksz¹ migracjê stwierdzono w przypadku norymberczyków. Ich
nap³yw wzmóg³ siê po wybuchu wojen husyckich200. Wymieniæ tu wiêc
trzeba rody Hornigów, byæ mo¿e Popplauów, tak¿e Scheurleinów i Kurnów (w³aœciwie pochodz¹cych z Lavingen w Szwabii), a tak¿e Sauermannów i Heuglów201. W przypadku migracji z Ratyzbony Pfeiffer
stwierdzi³ zaledwie jedn¹ osobê i to niezbyt eksponowanej pozycji spo³ecznej, która osiedli³a siê w 1419 r.202 W przypadku Pasawy brakuje tu
imigrantów, lecz istnia³y pewne zwi¹zki rodzinne pomiêdzy jej mieszkañcami a Wroc³awiem203.
Pora zastanowiæ siê nad rol¹ i znaczeniem kupców Niemiec po³udniowych i Szwajcarii dla Wroc³awia w ca³ym okresie miêdzy XIII a XV w.
w³¹cznie. Z wczeœniejszych partii tego artyku³u wynika, ¿e byli zarówno dostarczycielami, jak i odbiorcami towarów importowanych z ró¿nych stron. Ponadto odgrywali dosyæ powa¿n¹ rolê jako kredytodawcy
i, nieco mniejsz¹, jako kredytobiorcy. W znacznie mniejszym stopniu
uczestniczyli w handlu rent¹. Wolno za³o¿yæ, ¿e obecnoœæ zamo¿nych
i wp³ywowych kupców z Bawarii, Frankonii i Szwajcarii nad Odr¹ mog³a stanowiæ dodatkowy magnes dla kupiectwa choæby z tych miast i krajów, z którymi ludzie interesu z wymienionych regionów rozliczali siê
we Wroc³awiu. Poœrednictwo ratyzboñczyków i norymberczyków sprawi³o, ¿e w kontakt z centrum Œl¹ska weszli inni, nieliczni co prawda,
kupcy z Badenii i Bawarii, którzy samodzielnie nigdy nie udaliby siê na
Œl¹sk. Mniej jednoznacznie nale¿y oceniæ poœrednictwo norymberczyków w kontaktach wroc³awian z Wenecj¹, jako ¿e robi to wra¿enie pró197 APWr., Lib. exc. sign., t. XXXIX, s. 139 (1452), s. 234, 235 (1453), s. 238 (1454).
Pomijam tu gwarancje bezpieczeñstwa w sprawach ewidentnie niewi¹¿¹cych siê z dzia³alnoœci¹ gospodarcz¹.
198 Tam¿e, t. XLIII, s. 82–83 (1442), s. 94 (1460), s. 192 (1461); t. XLIV, s. 102 (1462),
s. 210 (1463); t. XLV, s. 114 (1464); t. XLVI, s. 222 (1467); Ur.u.R., nr 210 (1470), s. 61;
APWr., Lib. exc. sign., t. XLVIII, s. 147 (1470), s. 148 (1470/1471); t. XLIX, s. 104, 126,
128 (1471); t. LV, s. 110 (1477); t. LVIII, s. 124 (1490); t. LX, s. 169 (1492).
199 APWr., Lib. exc. sign., t. XLVIII, s. 147 (1470).
200 G. P f e i f f e r, dz. cyt., s. 318.
201 Zob. tam¿e, s. 228–230, 234–237, 240–241.
202 G. P f e i f f e r, dz. cyt., s. 226.
203 APWr., DmWr., nr 1397, 5727.
162
Grzegorz Myœliwski
[36]
by, nieudanej co prawda w d³u¿szej perspektywie, wrogiego przejêcia
w³oskich kontaktów wroc³awian.
Na tych jednak funkcjach nie koñczy³o siê znaczenie kupców z Niemiec po³udniowych i Szwajcarii dla gospodarki Wroc³awia. Warto wspomnieæ o ich roli jako pracodawców i wspólników poszczególnych wroc³awian. Jak zauwa¿ono, firmy uczestnicz¹ce w handlu dalekosiê¿nym
pos³ugiwa³y siê systemem faktorii, czyli sta³ych przedstawicielstw, które zak³adano tak¿e we Wroc³awiu204. Na ogó³ faktorami byli krajanie
w³aœcicieli firm, czyli – z wroc³awskiego punktu widzenia – cudzoziemcy. S¹ jednak¿e wyj¹tki, które nale¿y uwzglêdniæ, gdy charakteryzuje
siê znaczenie dzia³alnoœci kupców z Niemiec po³udniowych i Szwajcarii. Interesuj¹cym przyk³adem jest kariera kobiety, jak mo¿na s¹dziæ
rodzimej wroc³awianki, Katheriny Stolz205, karczmarki (wirtynne)206,
która – z racji zajêcia wa¿nego dla cudzoziemców, a zapewne i szerszej
dzia³alnoœci gospodarczej – zosta³a w 1444 r. faktorem firmy Diesbach
& Watt207. Wedle Ammanna, pe³ni³a tê funkcjê przez 13 lat. W trakcie
swej wspó³pracy ze szwajcarsko-norymbersk¹ firm¹ sta³a siê udzia³owcem z wk³adem w wysokoœci 400 florenów, który po jej œmierci odzyskali jej spadkobiercy (1457)208.
Niekiedy zatrudnienie w firmie z po³udniowych Niemiec mog³o prowadziæ do jeszcze bardziej op³acalnych konsekwencji, nie tylko o charakterze ekonomicznym. Przyk³adem jest kariera wspominanego wy¿ej
Albrechta Scheurleina209. Nie by³ co prawda wroc³awianinem z urodzenia, lecz Szwabem z Lavingen, który z kapita³em 953 floreny zacz¹³
pracê w norymberskiej firmie Gruber & Podmer & Stromer (1439).
W 1440 r. przeniós³ siê do Wroc³awia jako jej faktor, zaœ w 1446 r. uzyska³ tamtejsze obywatelstwo. W 1449 r. Scheurlein zdecydowa³ siê na
samodzieln¹ dzia³alnoœæ gospodarcz¹, zaœ w 1455 r. za³o¿y³ firmê z kapita³em 19 tysiêcy wêgierskich florenów, z czego jego wk³ad w³asny równa³ siê kwocie 7 tysiêcy210. Ów znaczny wzrost zasobów kapita³owych
204
M. G o l i ñ s k i, Wroc³aw..., s. 214.
O Katarzynie Stolz zob. H. A m m a n n, Die Diesbach–Watt Geselleschaft..., s. 56;
M. S c h o l z - B a b i s c h, dz. cyt., s. 68.
206 Deutsches Woerterbuch von Jacob und Wilhelm Grimm, neue Aus. 1980, Leipzig, t. XIV, cz. 2, s. 630, 633. Okreœlenie wirtynne zob. APWr., Lib. exc. sign., t. XXXVI,
s. 89 (1446).
207 H. A m m a n n, Die Diesbach–Watt Gesellschaft..., s. 56.
208 Ur.u.Reg., s. 59, nr 192.
209 Przebieg kariery Scheurleina omawia zwiêŸle R. S t e i n, dz. cyt., s. 185–186.
O jego dzia³alnoœci zob. tak¿e G. P f e i f f e r, dz. cyt, s. 236, a zw³aszcza W. v o n S t r o m e r, Die Nürnberger Handelsgesellschaft..., s. 32, 55, 63 i n.
210 W. v o n S t r o m e r, Die Nürnberger Handelsgesellschaft..., s. 65 oraz regest
205
[37]
Zwi¹zki gospodarcze Wroc³awia z po³udniowoniemieckimi miastami
163
musia³ zawdziêczaæ w du¿ej mierze pracy w odnosz¹cej sukcesy nie tylko na Œl¹sku firmie z Norymbergi211. W 1461 r. Scheurlein zosta³y wybrany do rady miejskiej Wroc³awia212.
We wroc³awskich Ÿród³ach znajduj¹ siê niezbyt liczne potwierdzenia
wypraw kupców tego miasta do m.in. interesuj¹cych nas tu oœrodków213.
W testamencie Hieronima Rindfleischa z 1491 r. hojne zapisy dla norymberskich instytucji koœcielnych, jak i mniej bogate, ale te¿ wymowne zapisy dla poszczególnych norymberczyków214, œwiadcz¹ o wiêzach,
jakie ³¹czy³y ich z miastami, z którymi handlowali. Rindfleisch przeznaczy³ drogocenne dary zw³aszcza dla klasztoru dominikanek œw. Katarzyny, obdarowa³ tak¿e koœció³ œw. Sebalda oraz klasztor augustianów. Zapisa³ tak¿e pewne podarki poszczególnym norymberczykom, jak
mo¿na s¹dziæ, nienale¿¹cym do œrodowiska kupieckiego. Musia³o to
wynikaæ ze œciœlejszych ni¿ tylko tranzytowych czy poœrednich wiêzów
gospodarczych z miastem nad Pegnitz.
Z kilkunastu wziêtych tu pod uwagê oœrodków zachodnich du¿¹ rolê
w badanym okresie i na odcinku œrodkowoeuropejskim odegra³y w zasadzie tylko Ratyzbona, Norymberga, Sankt Gallen, w mniejszym stopniu Pasawa, w raczej znikomym Ulm. Wœród kupiectwa z badanych regionów norymberczycy przejêli palmê pierwszeñstwa w stosunkach
z Wroc³awiem gdzieœ po 1420 r.215 W tym samym czasie zbli¿on¹, choæ
nie tak intensywn¹ i siln¹ kapita³owo aktywnoœci¹ wykaza³a siê tak¿e
szwajcarsko-norymberska spó³ka Diesbach & Watt. Wielkie dni Augsburga dopiero nadchodzi³y. Pozosta³e oœrodki Niemiec po³udniowych nie
odegra³y ¿adnego znaczenia w historii gospodarczej Europy Œrodkowej
(mo¿e jeszcze z wyj¹tkiem s³abo zbadanego w kontekœcie wroc³awskim,
targowego Nördlingen). W procesie tworzenia i fukcjonowania miêdzynarodowego uk³adu gospodarczych powi¹zañ Wroc³aw odegra³ istotn¹
rolê. By³ bowiem jego aktywnym uczestnikiem, który od przynajmniej
XIII w. par³ m.in. do samodzielnych kontaktów na wschodzie, zachodzie i po³udniu Europy. Zw³aszcza w drugiej po³owie XIV i w XV w. nast¹pi³y czasy gospodarczej œwietnoœci (mimo przejœciowych problemów
odpowiedniego dokumentu z list¹ wk³adów udzia³owców spó³ki Scheurleina (tam¿e,
s. 135, nr 84).
211 Tam¿e.
212 R. S t e i n, dz. cyt., s. 185.
213 APWr., DmWr., nr 1641 (Bawaria, 1425 r.), 1620 (Strasburg, 1425 r.).
214 APWr., Lib. exc. sign., t. LIX, s. 163–164. Testament zosta³ wpisany do ksiêgi
radzieckiej Wroc³awia w styczniu 1492 r.
215 Problem ten omawiam szerzej w artykule Wroc³aw i Ratyzbona – kontakty gospodarcze w XIII–XV w. (w druku).
164
Grzegorz Myœliwski
[38]
politycznej genezy). W tym czasie Wroc³aw sta³ siê jednym z mocnych,
gospodarczych spoiw miêdzy Europ¹ Wschodni¹, Œrodkow¹ i Zachodni¹, miêdzy stref¹ ba³tyck¹, sudecko-karpack¹, górnoniemieck¹ i œwiatem œródziemnomorskim. Miasta Niemiec po³udniowych i Szwajcarii by³y
dla niego wa¿nym ³¹czem, choæ tak¿e i konkurentem w tym uk³adze.
I vice versa, przynajmniej w odniesieniu do Norymbergi i Sankt Gallen.
Czy miasta Niemiec po³udniowych i Szwajcarii by³y najwa¿niejszymi
partnerami gospodarczymi póŸnoœredniowiecznego Wroc³awia? OdpowiedŸ na to pytanie wymaga dalszych badañ i porównania.
Grzegorz Myœliwski
Economic Ties between Wroc³aw and the Towns of Southern
Germany and Switzerland (Thirteenth-Fifteenth Century)
(Summary)
This article examines the history of the economic relations between Wroc³aw and
sixteen urban centres in south Germany and Switzerland in the thirteenth-fifteenth
century. During the Middle Ages these relations were divided into three primary periods:
1. from the 1240s and the establishment of the first direct contacts between traders
from Wroc³aw and Ratisbon (Regensburg), and possibly also Passau, to about 1335,
when Wroc³aw became de facto incorporated into the Kingdom of Bohemia; 2. the period
ending around 1394 when business exchanges between the merchants of Wroc³aw and
Ratisbon were most intense; 3. from ca. 1394, and the first influx of merchants from
Nürnberg to Silesia; gradually (from 1418) the incomers won supremacy among the
south German and Swiss merchants active in Wroc³aw.
The trade exchange consisted of natural commodities (fur, Polish cochineal, wax,
tin, gold, copper, vitriol) and products of the leather and textile industry (linen, cloth),
supplied by Wroc³aw and through the local merchants. The merchants from south
Germany and Switzerland exported numerous spices, exotic fruit, sweetmeats,
medicines, dyes, sweet wine, assorted fabrics produced in the East, north Italy and
south Germany, paper, pewter, devotional articles, jewellery and Nürnberg metal
artifacts, all to Silesia.
Credit contacts initiated in the 1380s developed throughout the fifteenth century.
During the third period in the history of contacts between the Wroc³aw, south German
and Swiss merchants, traders from the first city ran up a debt of about 7 500 Hungarian
florins (= more than 4 000 marks of Prague groschen). Their liability vis a vis merchants
from certain south German and Swiss towns totalled over 2 700 Hungarian florins
(= about 1 521 marks), i. e. only around 36% of the value of their own debts.
The origin and development of the economic contacts between Wroc³aw and the
towns of Southern Germany and Switzerland were caused by several circumstances:
the active striving of the Silesian merchants to establish contacts with Rus’, Flanders,
and the towns of north Italy (Florence, Venice) and to attain an important position as
mediators in trade between those regions and central Europe. The south German and
[39]
Zwi¹zki gospodarcze Wroc³awia z po³udniowoniemieckimi miastami
165
Swiss towns, whose representatives had been previously present in those countries,
conducted via Bohemia and later in Silesia a commercial-financial expansion in the
Sudeten-Carpathian and Baltic regions, in which Wroc³aw, alongside Prague, acted as
a transit point as well as the site for international financial settlements and seat for
foreign firms.
In the Late Middle Ages economic contacts with those regions helped Wroc³aw to
become one of the strong junctures between the great economic spheres of Europe:
Baltic, Sudeten-Carpathian, upper German and north Italian.
Grzegorz Myœliwski – Instytut Historyczny Uniwersytetu Warszawskiego
e-mail: [email protected]
ROCZNIKI DZIEJÓW SPO£ECZNYCH I GOSPODARCZYCH
Tom LXV – 2005
CECYLIA LESZCZYÑSKA
£UCJA LISIECKA
RYNEK POD KONTROL¥ – STOPY PROCENTOWE
W II RZECZYPOSPOLITEJ
Wprowadzenie
Rynek pieniê¿ny w II Rzeczpospolitej nale¿a³ do tych dziedzin, których zasady funkcjonowania podlega³y daleko id¹cym regulacjom. Dotyczy³y one zarówno aspektów formalno-prawnych, co jest zrozumia³e,
jak te¿ poziomu obowi¹zuj¹cych na nim cen (kredytów i depozytów), co
budzi³o szereg kontrowersji. Przedmiotem naszego zainteresowania jest
ta druga kwestia.
Poziom oprocentowania depozytów i kredytów na przestrzeni miêdzywojnia podlega³ bardzo silnym zmianom, na co wp³yw mia³a ca³a
grupa zjawisk natury ekonomicznej, politycznej, spo³ecznej etc. O ile
jednak w pierwszych latach niepodleg³oœci wzrost stóp by³ wyrazem
w pe³ni wolnej gry rynkowej i mo¿na go – parafrazuj¹c okreœlenie Tadeusza Szturm de Sztrema dotycz¹ce podatków – nazwaæ ¿ywio³owym, to
w okresie 1924–1939 poziom stóp musia³ siê mieœciæ w ramach zakreœlonych przez pañstwo. Pocz¹tków ,,rynku pod kontrol¹” nale¿y – wed³ug nas – szukaæ w przyjêtej w 1924 r. ustawie o lichwie pieniê¿nej1.
To nadzwyczajne posuniêcie mia³o mieæ charakter przejœciowy i s³u¿yæ
opanowaniu poinflacyjnej ,,dro¿yzny” pieni¹dza. Jednak jak pokaza³y
nastêpne lata, sta³o siê trwa³ym elementem systemu finansowego II RP
o konsekwencjach przekraczaj¹cych pierwotne zamierzenia autorów.
1
Przypomnijmy, ¿e prawa tego rodzaju w postaci stóp maksymalnych zasadniczo
zosta³y zniesione w drugiej po³owy XIX w. (Anglia 1854, Austria 1868, Prusy 1867,
Rosja 1879). Pocz¹tkowo skutkiem tego by³ wzrost ceny kredytu, szczególnie silny
w regionach zacofanych gospodarczo. W tej sytuacji walkê z lichwiarzami, podobnie jak
wczeœniej, podjê³o pañstwo, tyle ¿e za pomoc¹ prawa karnego (Austria 1881, Niemcy
1880, Rosja 1893). H. W a c y k, Prawo pobierania odsetek w œwietle etyki chrzeœcijañskiej,
Poznañ 1893, s. 11; D. F a j g e n b e r g, Lichwa, Warszawa 1932, s. 73.
168
Cecylia Leszczyñska, £ucja Lisiecka
[2]
Prawo o lichwie pieniê¿nej wprowadzone zosta³o rozporz¹dzeniem
Prezydenta RP z 29 czerwca 1924 r. Zakazywa³o ono „wymawiania i pobierania w stosunkach kredytowych pieniê¿nych korzyœci maj¹tkowych
w formie procentu lub jakiejkolwiek innej formie przewy¿szaj¹cych 24%
od sta rocznie w gotówce lub we wartoœci”2. Jednoczeœnie minister skarbu mia³ prawo w drodze rozporz¹dzenia okreœliæ ni¿sz¹ stopê dla banków (od 1932 r. w jego gestii znalaz³o siê okreœlanie równie¿ poziomu
stopy ogólnej)3. W rozporz¹dzeniu o lichwie pieniê¿nej przyznano tak¿e
ministrowi skarbu prawo ustanawiania w formie zarz¹dzeñ maksymalnych stawek op³at i innych „korzyœci maj¹tkowych” wynikaj¹cych z dzia³alnoœci „przedsiêbiorstw trudni¹cych siê czynnoœciami bankowemi”.
Podmioty te zosta³y zobligowane do przedstawiania w³adzom skarbowym co miesi¹c wykazu „najwy¿szych korzyœci maj¹tkowych, procentów, prowizji itp. pobieranych przez nie za udzielane po¿yczki oraz pobierane przy za³atwianiu ka¿dego rodzaju czynnoœci”. W oddzielnym
rozporz¹dzeniu minister skarbu okreœli³ listê tych czynnoœci oraz ustali³, ¿e banki mog¹ ¿¹daæ dodatkowych op³at w wysokoœci 12% jako zwrot
kosztów w³asnych4. Za przekraczanie przepisów grozi³ areszt do 4 tygodni i grzywna do 5 tys. z³ lub jedna z tych kar. Kontrolê ich przestrzegania powierzono ministrom skarbu i sprawiedliwoœci5.
Prawo o lichwie uchwalone pocz¹tkowo na rok by³o sukcesywnie
przed³u¿ane i obowi¹zywa³o do koñca okresu miêdzywojennego6. Wydaje
2
Dziennik Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej (cyt. dalej DzURP) 1924, nr 56, poz. 574.
DzURP 1932, nr 72, poz. 656.
4 Lista ta pocz¹tkowo obejmowa³a dyskonto weksli, obs³ugê rachunków bie¿¹cych
i otwartego kredytu, po¿yczki terminowe, gwarancje z tytu³u eksportu, wystawianie zaœwiadczeñ walutowych, inkaso, zlecenia gie³dowe oraz wydawanie akredytyw (DzURP
1924, nr 70, poz. 684). Ju¿ we wrzeœniu 1924 r. poszerzono j¹ o po¿yczki pod zastaw
papierów wartoœciowych, towarów oraz ruchomoœci. W tym ostatnim przypadku zezwolono na pobieranie jednorazowo 1% od kwoty szacunku jako wynagrodzenie za koszty
wyceny zastawu, jego przechowywania i ubezpieczenia (DzURP 1924, nr 84, poz. 808).
Odsetki te w listopadzie zwiêkszono do 3% miesiêcznie, dopuszczono te¿ pobieranie
0,25% kwartalnie tytu³em zwrotu kosztów porta, op³at stemplowych oraz prowizji obrotowej na rachunkach otwartego kredytu i bie¿¹cych (DzURP 1924, nr 99, poz. 922).
W latach póŸniejszych przy okazji zmian stopy maksymalnej stawki te zmieniano.
5 DzURP 1924, nr 56, poz. 574. Przedsiêbiorstwa bankowe zosta³y zobowi¹zane do
przedstawiania w³adzom skarbowym najwy¿szych procentów, prowizji itp. pobieranych
od udzielanych po¿yczek. W po³owie wrzeœnia 1924 r. minister skarbu poleci³ przeprowadziæ w bankach kontrolê operacji kredytowych, najpierw w Warszawie, a potem w pozosta³ych miastach, ,,Przemys³ i Handel” 1924, z. 38, s. 1002.
6 Ustaw¹ z 1 lipca 1925 r. przed³u¿ono je o nastêpny rok (DzURP 1925, nr 65, poz.
453), a ustaw¹ z 30 czerwca 1926 r. na „czas nieoznaczony”, przy czym wysokoœæ maksymalnej stopy procentowej obni¿ono na 20% (DzURP 1926, nr 62, poz. 372). Jego
3
[3]
Rynek pod kontrol¹ – stopy procentowe w II Rzeczypospolitej
169
siê, ¿e zadecydowa³y o tym zarówno wzglêdy ekonomiczne – d¹¿enie do
obni¿enia ceny kredytu, jak i spo³eczno-polityczne – obrona s³abszych
grup ludnoœci przed praktykami lichwiarskimi. Do 1932 r. mia³o rangê
ustawy, w nastêpnych latach pozostawiono je w gestii Rady Ministrów.
Przedmiotem niniejszego artyku³u jest analiza uk³adu stóp procentowych w latach 1924–1938 i wskazanie, jaki wp³yw na jego kszta³t mia³o
ustawodawstwo antylichwiarskie. Jest oczywistym, ¿e by³o ono tylko
jednym z wielu czynników wp³ywaj¹cych na rynek pieniê¿no-kredytowy, ale – w naszym przekonaniu – na tyle istotnym, ¿e wartym odrêbnego potraktowania, tym bardziej ¿e problematyka ta nie cieszy³a siê
dot¹d szerszym zainteresowaniem wspó³czesnych badaczy.
Artyku³ nasz mo¿na podzieliæ na dwie zasadnicze czêœci. W pierwszej,
po przedstawieniu okolicznoœci, w których przyjêto regulacje w zakresie
ceny kredytu, prezentujemy uk³ad stóp procentowych. Analizê koncentrujemy na pokazaniu zale¿noœci miêdzy oprocentowaniem kredytu krótkoterminowego, stop¹ banku centralnego i oprocentowaniem depozytów,
pokazuj¹c wp³yw na nie ustawowej stopy maksymalnej. W czêœci drugiej
przytaczamy dyskusjê, jak¹ problematyka ta wzbudza³a w okresie miêdzywojennym. Pada³y w niej czêsto skrajne opinie, a ocena s³usznoœci
formu³owanych wówczas tez wymaga dalszych studiów ekonomicznych.
Uk³ad stóp procentowych a stopa maksymalna
U Ÿróde³ prawa antylichwiarskiego. ZapowiedŸ wprowadzenia
prawa o lichwie pieniê¿nej znalaz³a siê w ustawie o naprawie skarbu
i reformie walutowej ze stycznia 1924 r. jako jeden z punktów pakietu
reform skarbowo-pieniê¿nych W³adys³awa Grabskiego7. Zosta³o ono
wydane pó³ roku póŸniej, stanowi¹c swoiste zamkniêcie pierwszego pó³rocznego okresu stabilizowania gospodarki.
Ustawa o lichwie staæ siê mia³a jednym z instrumentów obni¿enia
ceny kredytu8. Sytuacja w tej dziedzinie by³a bardzo trudna, bowiem
zniesienie mog³o nast¹piæ w drodze rozporz¹dzenia Rady Ministrów, która – jak pokaza³a
przysz³oœæ – z tego prawa nie skorzysta³a.
7 Art. 1 pkt 13 ustawy stanowi³, ¿e dla naprawy Skarbu Pañstwa i przeprowadzenia
reformy walutowej nast¹pi „ustalenie jednolitych przepisów ustawowych dla ca³ego
obszaru Rzeczypospolitej odnoœnie do lichwy pieniê¿nej”, DzURP 1924, nr 4, poz. 28.
8 O innych dzia³aniach Grabskiego w tej dziedzinie, w tym rozbudowie instytucji
kredytu publicznego, wiêcej zob. C. L e s z c z y ñ s k a, £. L i s i e c k a, Dzia³ania W³adys³awa Grabskiego na rzecz taniego kredytu, [w:] 80. rocznica reform rz¹du profesora
W³adys³awa Grabskiego 1924–2004, Wroc³aw 2004, s. 100–115.
170
Cecylia Leszczyñska, £ucja Lisiecka
[4]
choæ stopy procentowe stopniowo spada³y, to nadal siêga³y 80% w bankach prywatnych i ponad 200% w obrocie pozabankowym9. Niewiele tu
mog³y pomóc du¿o ni¿sze stopy banków publicznych (przekraczaj¹ce
20%) czy Banku Polskiego S.A. (12%). Sytuacja ta prowadzi³a do ró¿nych patologii, wynikaj¹cych z koniecznoœci reglamentowania taniego
kredytu tych instytucji.
Premier Grabski, przemawiaj¹c 1 kwietnia 1924 r. przed sejmow¹
komisj¹ bud¿etow¹, zapowiada³: ,,Najbli¿sze zadanie, jakie sobie musimy postawiæ, jest to zmniejszenie stopy procentowej kredytów w bankach. Dzisiejsza stopa jest zabójcza”10. Z kolei w czerwcowym wyst¹pieniu sejmowym stwierdzi³, ¿e sytuacja na rynku kredytowym ma wiele
cech kryzysu, a „wysoka stopa procentowa, brak kredytu jest istotnie
tak dokuczliwy, ¿e w tym wzglêdzie stanowi niew¹tpliwie przedmiot,
którym Rz¹d jeszcze bli¿ej ni¿ innymi, musi siê zaj¹æ”11. Jednoczeœnie
dowodzi³, ¿e tañszy kredyt stworzyæ mo¿e jedynie ,,samo ¿ycie gospodarcze” i uprzedza³, ¿e rz¹d nie obni¿y stóp banków pañstwowych ani
nie ,,postara siê”, by swoje stopy zmniejszy³ Bank Polski, poniewa¿ nie
ma gwarancji, ¿e podobne kroki podejm¹ banki prywatne.
By³o oczywistym, ¿e w opisanych wy¿ej warunkach bez nadzwyczajnych posuniêæ w krótkim okresie nie uda siê uzyskaæ wyraŸnego spadku
ceny prywatnego kredytu. Nale¿y wiêc przypuszczaæ, ¿e ustawowe okreœlenie maksymalnej stopy procentowej pozosta³o jedynym instrumentem
mog¹cym przynieœæ szybki efekt, zw³aszcza w odniesieniu do banków
prywatnych. Skutecznoœæ tego rodzaju rozwi¹zañ wobec rynku pozabankowego, czêœciowo nielegalnego, by³a z natury rzeczy ograniczona.
Wed³ug Grabskiego, wynika³o to st¹d, ¿e „takie zarz¹dzenia maj¹ ten
9 W okresie od stycznia do kwietnia przy dyskoncie weksli stopa banków prywatnych
obni¿y³a siê z oko³o 500% do 200%, w dyskoncie pozabankowym utrzymywa³a siê na
poziomie ponad 700%. W tym samym czasie stopa dyskontowa PKKP dla weksli
z³otowych zosta³a obni¿ona z 72% do 12%; M. B r e i t, Stopa procentowa w Polsce,
Kraków 1933, s. 100–101; H. N o w a k, Bankowoœæ w Polsce, Warszawa 1932, t. I, s. 258.
10 Wyniki akcji sanacyjnej styczeñ-luty-marzec 1924 r., exposé prezesa Rady Ministrów i ministra skarbu W³adys³awa Grabskiego wyg³oszone w Komisji Bud¿etowej
Sejmu 1 kwietna 1924 r., [w:] W. G r a b s k i, Wybór pism, oprac. J. Wojnarowski, Warszawa 1987, s. 300–301. W celu zbadania przyczyn i skutków wysokich stóp procentowych, w maju powo³ano specjaln¹ komisjê, któr¹ kierowa³ podsekretarz stanu w Ministerstwie Skarbu, C. Klarner; Kronika krajowa, ,,Przemys³ i Handel” 1924, z. 20, s. 569;
Rada Gospodarcza, ,,Przemys³ i Handel” 1924, z. 27, s. 787; „Gazeta Bankowa” 1924,
nr 13–14, s. 259.
11 Równowaga bud¿etowa w œwietle sytuacji gospodarczej, exposé prezesa Rady Ministrów i ministra skarbu W³adys³awa Grabskiego wyg³oszone na plenarnym posiedzeniu Sejmu 10 czerwca 1924 r., Warszawa 1924, s. 21–32.
[5]
Rynek pod kontrol¹ – stopy procentowe w II Rzeczypospolitej
171
skutek, ¿e na razie dzia³aj¹, póŸniej spo³eczeñstwo przechodzi do porz¹dku dziennego nad tem, [...] i idzie po linii najwiêkszej chciwoœci”12.
Obni¿enie ceny kredytu by³o jednym z wa¿niejszych celów reform
Grabskiego, a stopy maksymalne jednym z instrumentów jego realizacji. Gwoli uzupe³nienia dodajmy, ¿e dodatkowo ,,dyscyplinowano” banki za poœrednictwem instytucji emisyjnej13. Du¿¹ wagê przywi¹zywa³
te¿ Grabski do rozbudowy banków pañstwowych, stosuj¹cych konkurencyjne – wobec banków prywatnych – stopy procentowe. Byæ mo¿e
oczekiwa³, ¿e tego rodzaju œrodki dodatkowo wyeliminuj¹ z rynku tzw.
,,banczki”, które rozros³y siê w czasach inflacji ,,jak grzyby po deszczu”14. By uzyskaæ obni¿kê stóp na rynku, gotów by³ wywieraæ presjê
na niezale¿n¹ od rz¹du Radê Banku Polskiego15.
Stopa maksymalna a stopa Banku Polskiego S.A. Prawo o lichwie pieniê¿nej okreœla³o dopuszczalny poziom oprocentowania kredytów przez ca³y okres miêdzywojenny. W latach 1924–1926 wynosi³ on
24%, w nastêpnych by³ obni¿any, przy czym od 1926 r. zaczêto okreœlaæ
odrêbn¹ stopê dla banków. Kszta³towanie siê stopy maksymalnej (ogólnej i bankowej) pokazuje tabela 1.
Autorem pierwszej redukcji stóp by³ minister skarbu Czes³aw Klarner. Jak wynika³o z jego wyst¹pienia sejmowego, mia³a ona staæ siê pocz¹tkiem procesu systematycznego obni¿ania ceny kredytu, a co za tym
idzie, spadku cen. Obni¿kê stopy z tych samych powodów kontynuowa³
w 1927 r. Gabriel Czechowicz16. Ustalone za czasów jego urzêdowania
odsetki (12%) nie by³y zmieniane a¿ do kwietnia 1929 r., kiedy po raz
pierwszy podniesiono je. W latach trzydziestych dosz³o do trzech niewielkich obni¿ek stóp, po raz ostatni w listopadzie 1932 r. Wtedy te¿
12 Przemówienie wyg³oszone przez prezesa Rady Ministrów i ministra skarbu
W³adys³awa Grabskiego na 154. posiedzeniu Sejmu 22 paŸdziernika 1924 r., [w:] Nowy
bud¿et po reformie walutowej, Warszawa 1924, s. 18–20.
13 Ju¿ od lutego 1924 r. rz¹d poleci³ PKKP zaprzestanie udzielania kredytów bankom stosuj¹cym stopy wy¿sze ni¿ dwukrotnoœæ jej stopy dyskontowej. Zasadê tê utrzyma³ Bank Polski; S. K a r p i ñ s k i, Pamiêtnik dziesiêciolecia 1915–1924, Warszawa 1931,
s. 316–341, za: Reformy W³adys³awa Grabskiego. Dokonania i koszty w opiniach wspó³czesnych, oprac. M.M. Drozdowski, Warszawa 1994, s. 55–56. W czerwcu 1924 r. na
specjalnym spotkaniu z ministrem skarbu Rada Banku Polskiego uzgodni³a, ¿e zerwane zostan¹ kontakty z bankami naruszaj¹cymi prawo o lichwie; AAN, Bank Polski S.A.,
zespó³ 291, sygn. 20.
14 S. A d a m s k i, Reorganizacja bankowoœci w Polsce, Poznañ 1926, s. 5: „Banki
nowe wyrasta³y jak grzyby po deszczu”.
15 W listopadzie 1924 r. Grabski wymóg³ obni¿kê stopy dyskontowej Banku Polskiego z 12% do 10%; AAN, Bank Polski S.A., zespó³ 291, sygn. 20.
16 Exposé Ministra Skarbu Gabriela Czechowicza na plenarnym posiedzeniu Sejmu
w dniu 13 listopada 1926 r., Warszawa 1926.
172
[6]
Cecylia Leszczyñska, £ucja Lisiecka
Tabela 1. Poziom stóp maksymalnycha
Ogólna
29 VI 1924
24
29 VI 1924
24
30 VI 1926
20
30 VI 1926
18
7 IX 1926
16
16 XII 1926
15
28 II 1927
14
9 IV 1927
13
30 V 1927
12
25 IV 1929
13
11 II 1930
12
15 VII 1930
11
7 XI 1932
9,5
10 VI 1927
20 X 1932
a
Bankowa
15
12
Podano daty wydania aktów prawnych.
ród³o: DzURP 1924, nr 56, poz. 574; nr 70, poz. 684; 1926, nr 62, poz. 372; nr 64,
poz. 381; nr 95, poz. 556; nr 127, poz. 746; 1927, nr 22, poz. 173; nr 40, poz. 359; nr 53,
poz. 469; nr 54, poz. 474; 1929, nr 28, poz. 282; 1930, nr 10, poz. 70; nr 50, poz. 424;
1932, nr 90, poz. 759; nr 98, poz. 841.
odrêbnie ustalono dopuszczalne stopy (10%) dla spó³dzielni kredytowych
oraz dla komunalnych kas oszczêdnoœci (tych ostatnich na obszarze
województw wschodnich)17. Okreœlony wówczas poziom stóp obowi¹zywa³ do 1939 r.18
Powstaje pytanie, czym kierowali siê ministrowie skarbu, poczynaj¹c od Grabskiego, ustalaj¹c stopy maksymalne na takim, a nie innym
poziomie. Wydaje siê, ¿e punktem odniesienia by³a stopa banku emisyjnego. Mo¿emy domniemywaæ, ¿e przyjêta w czerwcu 1924 r. stawka 24%
by³a po prostu ,,karnym” poziomem odsetek stosowanych przez Bank
Polski. Nie przyjmowa³ on do redyskonta – podobnie jak od lutego 1924 r.
Polska Krajowa Kasa Po¿yczkowa – weksli podawanych przez banki
przekraczaj¹ce dwukrotnoœæ jego stopy wynosz¹cej 12%19.
17
Województwa: wileñskie (bez Wilna), nowogródzkie, bia³ostockie, tarnopolskie,
stanis³awowskie (bez Stanis³awowa), poleskie i wo³yñskie.
18 W DzURP rozporz¹dzenie o lichwie pieniê¿nej pojawia siê po raz ostatni w listopadzie 1938 r., kiedy to dekret Prezydenta Rzeczpospolitej „rozci¹ga moc obowi¹zuj¹c¹” niektórych aktów ustawodawczych, w tym o lichwie pieniê¿nej, na „odzyskane ziemie Œl¹ska Cieszyñskiego”; DzURP 1938, nr 90, poz. 612.
19 S. K a r p i ñ s k i, dz. cyt., s. 316–341, za: Reformy W³adys³awa Grabskiego…, s. 55–56.
Rynek pod kontrol¹ – stopy procentowe w II Rzeczypospolitej
[7]
173
Tabela 2. Zmiany stopy dyskontowej Banku Polskiego S.A. i stopy maksymalnej
Stopa maksymalna bankowaa
Stopa dyskontowa
Banku Polskiego S.A.
a
Decyzja Rady
Banku
Poziom stopy
Data
rozporz¹dzenia
Data jego
wejœcia w ¿ycie
Poziom stopy
28 IV 1924
12
29 VI 1924
30 VI 1924
24
28 XI 1924
10
12 VIII 1925
12
7 VII 1926
10
30 VI 1926
7 VII 1926
18
7 IX 1926
21 IX 1926
16
13 XII 1926
9,5
16 XII 1926
2 I 1927
15
11 II 1927
9
28 II 1927
11 III 1927
14
11 III 1927
8,5
9 IV 1927
14 IV 1927
13
13 V 1927
8
30 V 1927
15 VI 1927
12
19 IV 1929
9
25 IV 1929
30 IV 1929
13
15 XI 1929
8,5
11 II 1930
19 II 1930
12
15 VII 1930
16 VII 1930
11
7 XI 1932
9 XI 1932
9,5
31 I 1930
8
14 III 1930
7
13 VI 1930
6,5
3 X 1930
7,5
21 X 1932
6
26 X 1933
5
18 XII 1937
4,5
£¹cznie z prowizj¹, bez kosztów handlowych.
ród³o: zob. tabela 1 oraz T. So³owij, Rynek pieniê¿ny i stopa procentowa w Polsce, Warszawa 1939, s. 84-88.
Od poziomu ,,dwukrotnoœci” stopy banku emisyjnego odszed³ Klarner. Przyj¹³ on strategiê równoleg³ego obni¿ania stopy maksymalnej i stopy banku centralnego. Stwierdzi³ wprost, ¿e na drodze obni¿ania stóp
rz¹d oczekuje stosownych decyzji ze strony Banku Polskiego i banków
prywatnych20. Na spotkaniu z Rad¹ Banku Polskiego ,,zaproponowa³”,
by obni¿y³a ona stopê z 12% do 10%, rz¹d zaœ obni¿y stopê maksymaln¹
20
C. K l a r n e r, Na drogach sanacji gospodarczej, ,,Przemys³ i Handel” 1926, z. 39,
s. 1152; Szlakami naszej polityki finansowej, tam¿e, z. 41, s. 1222; „Gazeta Bankowa”
1926, nr 13–14, s. 301.
174
Cecylia Leszczyñska, £ucja Lisiecka
[8]
tak, by ró¿nica miêdzy nimi nie by³a wy¿sza ni¿ 6%, przy czym odpowiednie zarz¹dzenia powinny byæ wydane równoczeœnie. ,,Po opuszczeniu zebrania przez Cz. Klarnera Rada zgodzi³a siê na obni¿enie stopy
dyskontowej i zastawowej o 2%”21. Od tego czasu miêdzy obiema stopami
zaczê³a wystêpowaæ wyraŸna zbie¿noœæ. Pokazuj¹ to tabela 2 i rysunek 1.
Jak widaæ w tabeli 2, pocz¹wszy od grudnia 1926 r. ka¿da zmiana
stopy maksymalnej przez ministra skarbu poprzedzona by³a decyzj¹
Rady Banku Polskiego o zmianie jej stóp, aczkolwiek nie ka¿da zmiana
tych ostatnich wywo³ywa³a odpowiedni¹ decyzjê rz¹du. Niemniej utrzymywano miêdzy nimi w zasadzie sta³¹ ró¿nicê (œrednio 4-4,5 punktów
procentowych), co pokazuje rysunek 1.
Rysunek 1. Stopa maksymalna i stopa Banku Polskiego S.A.
w latach 1924–1938
IX
IX 1 9
V 19 26
VII 1926
2
III192 7
III 19 7
X 19 28
XIII 1928
I
IX 19 28
IX 1928
V 19 29
VII 1929
3
III193 0
III 19 0
X 19 31
XIII 1931
I
I X 19 3 1
IX 1931
V 19 3 2
VII 1932
3
III193 3
III 19 3
X 19 34
XIII 1934
I
IX 19 34
IX 1934
V 19 35
VII 1935
3
III193 6
1
II 9 6
XII 19 37
XI I 1937
I
I X 19 3 7
IX 1937
V I 19 3 8
VI 1938
19 39
39
16
15
14
13
12
11
10
9
8
7
6
5
4
3
2
1
0
Stopa maksymalna
Stopa Banku Polskiego S.A.
ród³o: zob. tabela 2.
W warunkach normalnie funkcjonuj¹cego rynku pieniê¿nego stopa
banku centralnego jako „ostatniego Ÿród³a kredytu” powinna byæ najwy¿sza. W Polsce rolê tê wype³nia³a ustawowo okreœlana stopa maksymalna. Co wiêcej, stopa Banku Polskiego by³a najni¿sz¹ ze wszystkich
21
AAN, Bank Polski S.A., zespó³ 291, sygn. 22.
[9]
Rynek pod kontrol¹ – stopy procentowe w II Rzeczypospolitej
175
stóp na rynku, przez co w sposób oczywisty jego kredyt musia³ byæ reglamentowany, a korzystaæ z niego mog³y jedynie wybrane podmioty gospodarcze oraz banki, w obu przypadkach na okreœlonych warunkach22.
Wróæmy do zwi¹zku stopy maksymalnej ze stop¹ Banku Polskiego.
Pierwszy proces ich redukcji mia³ miejsce w okresie 1926–1927, po czym
zosta³ zatrzymany na ponad dwa lata. Zarówno rz¹d, jak i Bank Polski
dalsze obni¿ki zaczêli uzale¿niaæ od postawy banków prywatnych, które dot¹d konsekwentnie „trzyma³y siê” stopy maksymalnej23. Kiedy
w 1928 r. Zwi¹zek Banków w Polsce (ZBwP) wyst¹pi³ do Banku Polskiego S.A. z postulatem kolejnych redukcji stopy, w³adze tego ostatniego
uzna³y, ¿e nie jest to mo¿liwe z powodu zbyt wysokiej ceny kredytu na
rynku24. Gdy w koñcu 1929 r. Bank Polski obni¿y³ swoj¹ stopê do 8,5%,25
banki prywatne nie zareagowa³y i stosowa³y dozwolone maksimum
(13%). Jak pisa³a „Gazeta Bankowa”, „obni¿enie stopy dyskontowej
banków prywatnych zale¿y od rozporz¹dzenia Ministerstwa Skarbu”26.
Pocz¹tek kryzysu przyniós³ obni¿enie zarówno stopy maksymalnej
(o 2 punkty procentowe w 1930 r.), jak i Banku Polskiego (o 1,5 punktu). Z kolei kiedy jesieni¹ 1930 r. Bank podniós³ swoj¹ stopê, rz¹d nie
zareagowa³. Dopiero w paŸdzierniku 1932 r. „oba oœrodki” dokona³y
obni¿ek o 1,5 punktu27. By³a to ostatnia redukcja stopy maksymalnej,
natomiast Bank Polski swoj¹ stopê zmniejsza³ jeszcze dwukrotnie.
Jak wynika z przemówienia dyrektora Banku Polskiego (BP), Leona
Barañskiego, z 1934 r., redukcja stóp BP by³a mo¿liwa dziêki „œwiado22 Bank Polski dokonywa³ dyskonta i redyskonta jedynie „najlepszych” weksli.
Ponadto chc¹c zmusiæ banki do stosowania „w³aœciwych” stóp, zamyka³ kredyty
podmiotom, których stopy by³y dwukrotnie wy¿sze od stopy BP; Sprawozdanie Zwi¹zku
Banków w Polsce za rok 1924, Warszawa 1925, s. 10.
23 Pierwszy przypadek udzielenia przez bank kredytu poni¿ej dozwolonej stopy mia³
ponoæ miejsce na pocz¹tku 1927 r.; L. S ü s s w e i n, Bankowoœæ polska w roku 1927,
„Gazeta Bankowa” 1928, nr 11, s. 248.
24 „Gazeta Bankowa” 1928, nr 2, s. 37.
25 Kilka miesiêcy wczeœniej zarówno stopa BP, jak i rz¹dowa zosta³y podniesione.
By³o to reakcja na wzrost stóp na rynkach miêdzynarodowych (na rynku amerykañskim do 5% i w Europie o mniej wiêcej 1–1%), powoduj¹cy odp³yw dewiz i z³ota oraz
pogarszanie siê polskiego bilansu p³atniczego; J. J a s k ó l s k i, Donios³e zdarzenia w bankowoœci polskiej, „Gazeta Bankowa” 1929, nr 9, s. 237–238; E. S p ä t, Podwy¿szenie
stopy Banku Polskiego, „Gazeta Bankowa” 1929, nr 10, s. 261–262.
26 „Gazeta Bankowa” 1929, nr 23, s. 591.
27 Warto wspomnieæ, ¿e w warunkach prowadzonej od koñca 1932 r. polityki odd³u¿eniowej, dla wielu zobowi¹zañ pieniê¿nych rz¹d wprowadza³ m.in. obni¿enie ich oprocentowania. W ten sposób obok stóp oficjalnych obowi¹zywa³ ca³y szereg ni¿szych stóp
okreœlonych dla ró¿nych kategorii d³u¿ników; (b.a.), Regulowanie stopy procentowej,
„Gazeta Bankowa” 1935, nr 23–24, s. 430–431.
176
[10]
Cecylia Leszczyñska, £ucja Lisiecka
mej i wyj¹tkowo zharmonizowanej wspó³pracy” z rz¹dem28. W jej wyniku cena dyskonta w banku centralnym zosta³a obni¿ona z pocz¹tkowych 12% do 5%, a wiêc do poziomu jedynie o kilka punktów wy¿szego
ni¿ w Europie Zachodniej. Dla pokazania ró¿nic w poziomie stóp miêdzy Polsk¹ a innymi krajami zamieszczamy tabelê 3.
Tabela 3. Stopy dyskontowe banków centralnych wybranych pañstw
w latach 1927–1938a
a
Lata
USA
Anglia
Belgia
Francja
Niemcy
Polska
Rumunia
W³ochy
1927
3,8
4,7
5,4
5,2
5,8
8,3
6,0
7,0
1928
4,5
4,5
4,3
3,5
7,0
8,0
6,0
6,0
1929
5,2
5,5
4,4
3,5
7,1
8,6
8,2
6,8
1930
3,0
3,4
3,0
2,7
4,9
7,2
9,0
5,9
1931
2,1
3,9
2,5
2,1
6,9
7,5
8,3
5,9
1932
2,8
3,0
3,5
2,5
5,2
7,2
7,2
5,6
1933
2,6
2,0
3,5
2,5
4,0
5,8
6,3
3,9
1934
1,5
2,0
2,9
2,7
4,0
5,0
5,9
3,1
1935
1,5
2,0
2,2
3,5
4,0
5,0
4,5
4,2
1936
1,5
2,0
2,0
3,7
4,0
5,0
4,5
4,7
1937
1,3
2,0
2,0
3,8
4,0
5,0
4,5
4,5
1938
1,5
2,0
2,6
2,8
4,0
4,5
3,8
4,5
Dane œrednioroczne.
ród³o: Ma³y Rocznik Statystyczny 1938, Warszawa 1938, s. 199; Ma³y Rocznik Statystyczny 1939, Warszawa 1939, s. 215.
Tabela 3 pokazuje systematyczny, pocz¹wszy od 1930 r., spadek stóp
BP, aczkolwiek ró¿nice w stosunku do krajów zachodnich o najni¿szych
stopach malej¹ w drugiej po³owie lat dwudziestych, rosn¹ w pierwszych
latach kryzysu i ponownie malej¹ od 1933 r., po czym utrzymuj¹ siê na
sta³ym poziomie. Najwy¿sza rozpiêtoœæ mia³a miejsce w 1924 r., kiedy
Bank Polski stosowa³ 12%, zaœ Bank Anglii – 4%, Bank Belgii – 3,5%,
Bank Francji 6-7%29. W latach 1928–1929 ró¿nica miêdzy stopami w Polsce a stopami w USA, Anglii czy Belgii by³a podobna do tej z drugiej
po³owy lat trzydziestych. Tak wiêc mimo bezwzglêdnego spadku stóp
28
L. B a r a ñ s k i, Dziesiêciolecie Banku Polskiego, „Gazeta Bankowa” 1934, nr 9,
s. 194–195.
29 ,,Gazeta Bankowa” 1924, nr 21, s. 405; nr 23, s. 440; nr 24, s. 483.
[11]
Rynek pod kontrol¹ – stopy procentowe w II Rzeczypospolitej
177
w Polsce, ró¿nice w stosunku do krajów zachodnich pozosta³y, przy czym
najwy¿sze by³y w po³owie lat dwudziestych oraz w pierwszych latach
kryzysu.
Stopy bankowe i pozabankowe. Dzia³alnoœci¹ kredytow¹ w II Rzeczypospolitej zajmowa³o siê wiele podmiotów o ró¿nym statusie prawnym i w³aœcicielskim. Zasadniczo podzieliæ je mo¿emy na dwie grupy.
Do pierwszej zaliczyæ mo¿na: prywatne banki akcyjne i domy bankowe,
komunalne kasy oszczêdnoœci, spó³dzielnie kredytowe, banki pañstwowe, do drugiej tzw. dyskonterów prywatnych, funkcjonuj¹cych w obrocie pozabankowym. Specjalny status posiada³ Bank Polski S.A., pe³ni¹cy rolê banku centralnego i wykonuj¹cy szereg operacji typowych dla
bankowoœci komercyjnej.
Jak pisa³yœmy wy¿ej, prawo o lichwie spowodowaæ mia³o obni¿kê ceny
kredytu przede wszystkim w prywatnych bankach, stanowi¹cych
w owym czasie zasadnicze Ÿród³o kredytu krótkoterminowego. Wed³ug
danych na koniec 1924 r., udzieli³y one kredytów na kwotê 370 mln z³,
podczas gdy drugi pod wzglêdem udzia³u w rynku kredytowym Bank
Polski S.A., prowadz¹cy od pocz¹tku politykê niskich stóp – 281 mln z³.
Znaczenie spó³dzielni kredytowych i kas komunalnych by³o w tym okresie ograniczone30, podobnie jak banków pañstwowych. Kredyty krótkoterminowe Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK) na koniec 1924 r.
wynosi³y ponad 48 mln z³, a Pañstwowego Banku Rolnego (PBR) ponad
10 mln z³. Dodajmy, ¿e rz¹d mia³ mo¿liwoœæ bezpoœredniego okreœlania
ceny kredytu w bankach pañstwowych.
W latach póŸniejszych znaczenie wymienionych podmiotów ulega³o
zmianom, aczkolwiek dominacja Banku Polskiego i banków prywatnych
zosta³a zachowana. Pokazuje to rysunek 2.
Zgodnie z obowi¹zuj¹cym prawem, ¿aden podmiot dzia³aj¹cy na rynku nie móg³ przekraczaæ stopy maksymalnej, mog³a byæ oczywiœcie stosowana stopa ni¿sza. W praktyce okaza³o siê, ¿e banki prywatne tak
dalece dostosowa³y siê do prawa, ¿e cena oferowanego przez nie kredytu by³a w zasadzie równa stopie dopuszczalnej. Pokazuje to rysunek 3.
Dopiero od po³owy lat trzydziestych stopa bankowa spad³a poni¿ej
stopy maksymalnej i utrzymywana by³a na sta³ym poziomie przez kilka
lat. Byæ mo¿e ów spadek by³by wiêkszy, gdyby nie uchwa³a Zwi¹zku
Banków, zgodnie z któr¹ stawka od dyskonta trzymiesiêcznych weksli
w instytucjach nale¿¹cych do zwi¹zku nie mog³a byæ ni¿sza ni¿ 8,5%,
30
Wiêcej zob. C. L e s z c z y ñ s k a, £. L i s i e c k a, Od banku pobo¿nego do banków
pañstwowych i prywatnych: banki w Polsce, ich rola ekonomiczna, spo³eczna i kulturowa,
[w:] Rozrzutnoœæ i sk¹pstwo w tradycji kulturowej i rzeczywistoœci, Kraków 2005, s. 73–77.
178
[12]
Cecylia Leszczyñska, £ucja Lisiecka
Rysunek 2. Kredyty krótkoterminowe wa¿niejszych instytucji kredytowych w latach 1927–1938. Stan w koñcu roku, w milionach z³
4000
3500
3000
spó³dzielnie kredytowe
2500
komunalne kasy oszczêdnoœci
2000
banki prywatne
1500
BGK i PBR
1000
Bank Polski
500
0
1927
1928
1929
1930
1931
1932
1933
1934
1935
1936
1937
1938
ród³o: Ma³y Rocznik Statystyczny 1938…, s. 201; Ma³y Rocznik Statystyczny 1939…,
s. 226–227; W. Morawski, Bankowoœæ prywatna w II Rzeczypospolitej, Warszawa 1986,
s. 129.
a wiêc powinna mieœciæ siê w przedziale 8,5-9,5%. Interesuj¹co w tym
kontekœcie brzmi opinia zamieszczona na ³amach miesiêcznika ,,Bank”.
Wynika z niej, ¿e stanowisko ZBwP podyktowane by³o ochron¹ ,,przed
rujnuj¹c¹ konkurencj¹ powstaj¹c¹ wobec licytowania in minus stopy
procentowej pobieranej od udzielanych przez banki kredytów lub in plus
stopy p³aconej za wk³ady”31. Powy¿sza decyzja ZBwP w po³¹czeniu z obowi¹zuj¹c¹ od 1927 r. praktyk¹ regulowania oprocentowania depozytów,
o czym bêdzie mowa dalej, oznacza³a, ¿e du¿e banki prywatne i domy
bankowe przyjê³y zasadê niekonkurowania ze sob¹. Obroñcy takiej polityki twierdzili, ¿e jej celem nie by³o ,,osi¹gniêcie monopolicznego zysku, lecz d¹¿enie do wyeliminowania szkodliwej konkurencji, która idzie
w kierunku obni¿enia ceny kredytu kosztem nieuwzglêdnienia w niej
premii za ryzyko w niedostatecznej wysokoœci”32.
31
32
[w.s.], Stopa procentowa w bankach prywatnych, ,,Bank” 1934, nr 6, s. 489, 492.
Tam¿e.
Rynek pod kontrol¹ – stopy procentowe w II Rzeczypospolitej
[13]
179
Rysunek 3. Stopa maksymalna i stopy prywatnych banków akcyjnych
w latach 1926–1938. Stan na koniec kwarta³u
18
16
14
12
10
8
IV
19
26
II
19
27
IV
19
27
II
19
28
IV
19
28
II
19
29
IV
19
29
II
19
30
IV
19
30
II
19
3
IV 1
19
31
II
19
32
IV
19
32
II
19
33
IV
19
33
II
19
34
IV
19
34
II
19
35
IV
19
35
II
19
3
IV 6
19
36
II
19
37
IV
19
37
II
19
3
IV 8
19
38
6
Stopa maksymalna
a
Stopa banków akcyjnych
Stopa banków akcyjnych jest œredni¹ stóp najwiêkszych banków.
ród³o: Koniunktura Gospodarcza. Miesiêczne tablice statystyczne wydawane przez Instytut Badania Koniunktur Gospodarczych i Cen. Zeszyt specjalny 1925–1932, Warszawa 1932, s. 3; M. Breit, Stopa procentowa w Polsce, Kraków 1933, s. 130–131; Ma³y
Rocznik Statystyczny 1939…, s. 215.
Stopy banków pañstwowych w zasadzie mieœci³y siê miêdzy stop¹
maksymaln¹ a stop¹ dyskontow¹ Banku Polskiego. Najni¿sz¹ w tej grupie by³a stopa dyskontowa BGK. W czerwcu 1924 r. wynosi³a ona 21%,
w listopadzie 19%, w grudniu 16%, w pierwszym pó³roczu 1925 r. – 15%,
od po³owy 1925 r. do po³owy 1926 r. – 17%. Od tego czasu niemal ka¿dej
obni¿ce stopy maksymalnej towarzyszy³a dwu-, trzypunktowa obni¿ka
stopy BGK. W latach 1927–1930 kszta³towa³a siê ona na poziomie œrednio
9–10%, by³a wiêc przeciêtnie o 1-2 punkty wy¿sza od stopy Banku Polskiego i 2-3 punkty ni¿sza od stopy maksymalnej. W latach trzydziestych
ró¿nice te nie uleg³y zmianom33. Nie uda³o nam siê znaleŸæ ci¹g³ych danych dotycz¹cych stóp banków komunalnych i spó³dzielni kredytowych.
Inaczej kszta³towa³a siê cena kredytu na rynku pozabankowym, zarówno miejskim, jak i wiejskim, gdzie dyskonterzy prywatni, wbrew
33
Rocznik Ministerstwa Skarbu 1928, Warszawa 1928, s. 22; Rocznik Ministerstwa
Skarbu 1927–1930, Warszawa 1931, s. 11.
180
Cecylia Leszczyñska, £ucja Lisiecka
[14]
obowi¹zuj¹cemu prawu, stosowali stopy przez jednych nazywane rynkowymi, przez innych lichwiarskimi (ulicznymi, kawiarnianymi). By³y one
silnie zró¿nicowane i zale¿a³y od rodzaju transakcji, regionu kraju, warunków miejscowych, stopnia ryzyka itd. Nielegalny charakter prowadzonych operacji powodowa³, ¿e informacje na temat skali tego zjawiska nie
s¹ ani pewne, ani pe³ne. Ci¹g³ymi danymi – i to tylko z okresu 1924-1930 – dysponujemy jedynie dla rynku ³ódzkiego, który – jak pisa³ z³oœliwie E. Spät – tak dalece tolerowano, ¿e jego stopa by³a „przez rz¹dowy
instytut badania koniunktur gospodarczych oficjalnie rejestrowan¹, a powinna byæ notowana w rejestrach przestêpczoœci kryminalnej”34. Z prowadzonych notowañ wynika³o, ¿e przy silnych wahaniach stopy dla
,,pierwszorzêdnych” weksli do koñca 1926 r. spad³y do ok. 30%, w latach
1927–1930 w zasadzie przekracza³y 20%35. W czasie kryzysu nadal obni¿a³y
siê, a w koñcu lat trzydziestych zdarza³o siê, ¿e by³y ni¿sze ni¿ stopa
maksymalna. Wobec ,,gorszego materia³u wekslowego” stopy te by³y wy¿sze,
a w koñcu lat trzydziestych waha³y siê od kilkunastu do ponad 20%36.
O sytuacji na rynku wiejskim wiemy mniej, informacje pochodz¹
bowiem z pojedynczych przekazów. Nieco szerszy obraz daje ankieta
z 1927 r. Wskazywa³a ona na bardzo du¿e rozpiêtoœci stóp w uk³adzie
regionalnym – od 1,5% do 14% miesiêcznie. Najlepsza sytuacja by³a na
Pomorzu, najgorsza na kresach wschodnich, szczególnie na Wo³yniu.
Podobnie jak w XIX w., odsetki pobierano zarówno w pieni¹dzu, jak
i w naturze37. W czasie wielkiego kryzysu cena kredytu dochodzi³a do
30%38. Jak pisa³ Fajgenberg, „jest rzecz¹ notorycznie znan¹, i¿ stopa
3% w stosunku miesiêcznym stanowi przyjêt¹ w dyskoncie handlowym.
[...] po¿yczki prywatne zaci¹gane u pojedynczych jednostek lub w mniejszych zak³adach bankierskich wahaj¹ siê od 2% do 3% miesiêcznie; fakty pobierania 3-4% równie¿ siê spotykaj¹”39.
34
E. S p ä t, Podwy¿szenie stopy…, s. 263.
M. B r e i t, dz. cyt., s. 130–131.
36 T. S o ³ o w i j, Stopa dyskontowa w Polsce, ,,Bank” 1939, nr 1, s. 43; Przegl¹d wydarzeñ, ,,Bank” 1938, nr 2, s. 186.
37 Ankietê przeprowadzi³y Kasy Stefczyka na zlecenie w³asnych zwi¹zków rewizyjnych. Objêto ni¹ 212 powiatów ze wszystkich województw (bez œl¹skiego). Po¿yczki
dotyczy³y bardzo krótkich terminów, odsetki ustalano w gotówce b¹dŸ w naturze. Jeœli
na przyk³ad za po¿yczenie 100 z³ na 1 dzieñ ¿¹dano sztuki drobiu, wówczas wyliczane
odsetki by³y równe jego cenie (5% przy cenie 5 z³); T. Z a k r z e w s k i, Lichwa na wsi,
Lwów 1927, s. 29.
38 Informacje na ten temat zbiera³ Pañstwowy Bank Rolny przy okazji prowadzonej
akcji odd³u¿eniowej w rolnictwie; J. C i e p i e l e w s k i, Wieœ polska w latach wielkiego
kryzysu 1929–1935. Materia³y i dokumenty, Warszawa 1965, s. 30; Dzieje wsi wielkopolskiej, red. W. Rusiñski, Poznañ 1959, s. 309.
39 D. F a j g e n b e r g, dz. cyt., s. 152.
35
[15]
Rynek pod kontrol¹ – stopy procentowe w II Rzeczypospolitej
181
Maksymalna i bankowe stopy kredytowe a stopy depozytowe. Regulowanie przez rz¹d ceny kredytu musia³o w sposób oczywisty
oddzia³ywaæ na poziom oprocentowania depozytów. W okresie pierwszych dwóch lat stabilizacji, kiedy stopa maksymalna by³a na wysokim
poziomie (24%), przedzia³, w jakim mog³y siê mieœciæ stopy depozytowe,
by³ szeroki. Sytuacja zaczê³a siê zmieniaæ w 1926 r. wraz z istotnymi
redukcjami stopy maksymalnej. Banki zaczê³y siê wówczas obawiaæ
wzajemnej konkurencji i ,,wyrywania sobie klientów” poprzez oprocentowanie depozytów40. Dlatego te¿ z inicjatywy Zwi¹zku Banków w Polsce oraz przy wspó³udziale Ministerstwa Skarbu w koñcu tego roku
utworzono porozumienie kartelowe w celu regulowania maksymalnych
odsetek p³aconych od wk³adów zarówno a vista, jak i terminowych.
Umowa zaczê³a obowi¹zywaæ od 1 stycznia 1927 r. na terenie Warszawy i dotyczy³a banków nale¿¹cych do ZBwP. Z kolei minister skarbu
zgodzi³ siê, by odsetki w bankach pañstwowych by³y ni¿sze (o 2%) ni¿
w bankach prywatnych (potem ta ró¿nica by³a obni¿ana)41.
W kolejnych latach ZBwP stara³ siê o rozci¹gniêcie umowy kartelowej na wszystkie instytucje oszczêdnoœciowe, zw³aszcza Pocztow¹ Kasê
Oszczêdnoœci (PKO) i komunalne kasy oszczêdnoœciowe42. Tym ostatnim zarzuca³, ¿e konkuruj¹ z bankami prywatnymi o wk³ady, stosuj¹c
wy¿sze ich oprocentowanie, a to podnosi cenê kredytu na rynku43. Na
marginesie mo¿emy dodaæ, ¿e zarzuty te nie do koñca by³y prawdziwe.
Analiza stóp depozytowych wskazuje bowiem, ¿e w latach trzydziestych
oprocentowanie wk³adów oszczêdnoœciowych w PKO by³o ni¿sze ni¿
w bankach prywatnych, a w kasach komunalnych i spó³dzielniach kredytowych wystêpuj¹ce ró¿nice by³y niewielkie44. Od 1 stycznia 1938 r.
stopy depozytowe by³y nastêpuj¹ce: banki zrzeszone w ZBwP – a vista
3-3,5%, terminowe 3,75-4,5%; banki pañstwowe – a vista banków miej40 Mog³y obni¿aæ stopy depozytowe stopniowo, w miarê zwiêkszania siê p³ynnych
kapita³ów na rynku pieniê¿nym, w przeciwnym wypadku mog³o to spowodowaæ odp³yw
wk³adów; S. S k o n i e c z n y, Sytuacja banków w 1926 r., ,,Gazeta Bankowa” 1926, nr 24,
s. 573.
41 Sprawozdanie Zwi¹zku Banków w Polsce za rok 1926, Warszawa 1927, s. 26–27.
42 E. S c h m i d t, Po¿¹dane zmiany przepisów w Kom. Kasach Oszczêdn., „Gazeta
Bankowa” 1931, nr 11, s. 150; W.M., Obni¿ka stopy procentowej od wk³adów, „Gazeta
Bankowa” 1932, nr 7, s. 155–156; „Gazeta Bankowa” 1932, nr 7, s. 161; Sprawozdanie
Zwi¹zku Banków w Polsce za rok 1930, Warszawa 1931, s. 18.
43 E. S c h m i d t, dz. cyt., s. 150.
44 W. M o r a w s k i, BankowoϾ prywatna w II Rzeczypospolitej, Warszawa 1986, s. 87;
Ma³y Rocznik Statystyczny 1939, s. 215; „Gazeta Bankowa” 1930, nr 5, s. 111; 1932,
nr 23, s. 544; 1933, nr 23, s. 529, nr 24, s. 549; Sprawozdania Zwi¹zku Banków w Polsce: za rok 1926, 1927, 1929, 1930.
182
[16]
Cecylia Leszczyñska, £ucja Lisiecka
scowych 1%, terminowe 2,75-4,25%; PKO – rachunki czekowe 0,48%,
terminowe 3-3,25%; komunalne kasy oszczêdnoœci – rachunki bie¿¹ce
i czekowe 3%, terminowe 3,25-4,5%45. Tak wiêc nie tyle ró¿nica stóp, ile
poziom zaufania do stabilnoœci i wyp³acalnoœci danego typu instytucji
decydowa³y o decyzjach deponentów. Z tych powodów w latach kryzysu
nastêpowa³ odp³yw wk³adów z banków prywatnych do publicznych. Skalê
tego zjawiska pokazuje rysunek 4.
Rysunek 4. Wk³ady w g³ównych instytucjach kredytowych w latach
1927–1938. Stan w koñcu roku, w milionach z³
4000
3500
3000
spó³dzielnie kredytowe
2500
komunalne kasy oszczêdnoœci
2000
banki prywatne
1500
1000
PKO
500
0
1927
BGK i PBR
Bank Polski
1928
1929
1930
1931
1932
1933
1934
1935
1936
1937
1938
ród³o: W. Morawski, dz. cyt., s. 128.
Do utworzenia ogólnokrajowego kartelu depozytowego nie dosz³o,
natomiast w marcu 1933 r. wydano ustawê, zgodnie z któr¹ minister
skarbu móg³ ustalaæ maksymalne odsetki od depozytów w komunalnych
kasach oszczêdnoœci i spó³dzielniach kredytowych, przy czym musia³y
one byæ wy¿sze od stóp PKO. Stosowne rozporz¹dzenie ukaza³o siê
w grudniu tego roku46. Nie zadowala³o ono w pe³ni banków prywatnych,
45
Poziom ten obowi¹zywa³ od 1 I 1938 r.; T. S o ³ o w i j, Rynek pieniê¿ny i stopa
procentowa w Polsce, Warszawa 1939, s. 71.
46 Wynosiæ ona mia³a 5,5–6,5% (DzURP 1934, nr 94, poz. 734), w lipcu 1937 r.
[17]
Rynek pod kontrol¹ – stopy procentowe w II Rzeczypospolitej
183
Rysunek 5. Stopa maksymalna i dyskontowa Banku Polskiego a stopa
depozytowa kartelu bankowegoa
26
24
22
20
18
16
14
12
10
8
6
4
2
IX
I 19
IIIX 124
19 92
IXV 25 4
1I 91
III 29525
II1I 92
IX 1 6
19 92
6
IIXI I 26
1I 91
IX 29726
IX19
III 1297
19 27
IXV 28
1I 91
9
III 2828
II1I 9
IX 1299
19 29
IIXI II 29
1919
IX 3029
IX19
III 1390
19 30
IXVI 31
1919
III 3131
II1I 9
IX 1392
1 3
XI 93 2
III I 1 2
19 9
IX 3332
IX1
9
III 1393
19 3
V
IX I 134
19 93
IIII 34 4
I1I
91
IX 3953
XI19 5
III I 135
19 93
IXIX 36 5
191
III 39636
V19
IX I 137
19 937
IIIII 37
1I 91
IX 39838
XI19
III I 1398
19 38
IXIX 39
1919
3939
0
Stopa maksymalna
Stopa Banku Polskiego S.A.
Stopa od wk³adów 3 miesiêcznych
a
W latach 1924–1926 dane dotycz¹ najwy¿szych stóp 7 najwiêkszych banków akcyjnych, a od 1927 r. kartelu depozytowego.
ród³o: T. So³owij, Rynek pieniê¿ny…, s. 84-88.
które uwa¿a³y, ¿e jedynie znacznie ni¿szy poziom stóp depozytowych
w bankach publicznych mo¿e sk³oniæ depozytariuszy do przeniesienia
swoich oszczêdnoœci do banków prywatnych. Pozyskane t¹ drog¹ kapita³y mog³yby one przeznaczyæ na zwiêkszenie kwot udzielanych kredytów dla sektora prywatnego47.
Podsumowuj¹c ten fragment rozwa¿añ nale¿y zauwa¿yæ, ¿e system
stóp procentowych w II Rzeczpospolitej podlega³ daleko id¹cym regulacjom zarówno w odniesieniu do kredytów, jak i depozytów. Za pomoc¹
stopy maksymalnej rz¹d okreœla³ cenê kredytu w ca³ym systemie bankowym, a od 1933 r. tak¿e cenê depozytów de facto w ca³ym sektorze
banków publicznych. Wszystko to mia³o wp³yw na decyzje kartelu bankoobni¿ono j¹ na 5–5,5% (DzURP 1937, nr 50, poz. 387), a w grudniu na 4,5–5% (tam¿e,
nr 87, poz. 626).
47 R. N i k l e w s k i, O potrzebie ogólnej obni¿ki stopy procentowej, „Bank” 1935, nr 3,
s. 246–247.
184
Cecylia Leszczyñska, £ucja Lisiecka
[18]
wego, wyznaczaj¹cego oprocentowanie depozytów w bankach w nim zrzeszonych. Czynnikiem uruchamiaj¹cym ca³y ten proces by³ z jednej strony minister skarbu – stopa maksymalna i stopy depozytowe, z drugiej
Bank Polski – stopa dyskontowa. Uk³ad tych stóp pokazuje rysunek 5.
W zasadzie ka¿dorazowa zmiana stopy maksymalnej i powi¹zanej
z ni¹ stopy Banku Polskiego wywo³ywa³a stosown¹ zmianê stopy depozytowej. W ten sposób od 1927 r. zachowywana by³a niemal taka sama
ró¿nica miêdzy stop¹ maksymaln¹ a depozytow¹ kartelu. Co ciekawe,
ta ostatnia by³a w zasadzie równa stopie dyskontowej Banku Polskiego.
Tak wiêc cena kapita³u pozyskiwanego przez banki w postaci oszczêdnoœci by³a taka sama jak cena kredytu w banku centralnym.
Dyskusja wokó³ poziomu stóp procentowych
i wp³ywu nañ stopy maksymalnej
Czy stopy procentowe w Polsce by³y zbyt wysokie, jak uwa¿ali jedni,
czy zbyt niskie, jak chcieli inni? Jaki wp³yw na ich poziom mia³o ustawodawstwo antylichwiarskie? OdpowiedŸ na te pytania nie jest jednoznaczna, a co wiêcej, nie u³atwia jej analiza piœmiennictwa ekonomicznego z lat miêdzywojennych. Zajmuj¹cy siê t¹ problematyk¹ dochodzili
bowiem czêsto do ca³kowicie sprzecznych, wrêcz wykluczaj¹cych siê
wniosków, typu: stopy w Polce s¹ wysokie b¹dŸ stopy w Polsce s¹ niskie.
Ocenê s³usznoœci tych stanowisk utrudnia fakt, i¿ ich autorzy nie wskazywali na punkt odniesienia, a jak pokaza³yœmy wy¿ej, poziom stóp procentowych w Polsce na przestrzeni analizowanego okresu ulega³ zasadniczym zmianom, zarówno w ujêciu bezwzglêdnym, jak i wzglêdnym
– w odniesieniu do innych krajów. Podobnie rzecz siê ma z opiniami na
temat wp³ywu na poziom stóp prawa o lichwie pieniê¿nej.
Dyskusja wokó³ powy¿szych kwestii zaczê³a siê rozwijaæ w po³owie
lat dwudziestych. W œrodowiskach rz¹dowych i gospodarczych dominowa³o wówczas przekonanie, ¿e stopy procentowe na rynku prywatnym
s¹ zbyt wysokie, st¹d decyzje rz¹dowe o administracyjnym ich regulowaniu przyjmowano ze zrozumieniem. Oczekiwano, ¿e ich rezultatem
bêdzie potanienie kredytu. Zapewne dlatego w czasie narady u premiera Grabskiego w czerwcu 1924 r. przedstawiciele sfer gospodarczych
uznali, ¿e prawo o lichwie „jest wyraŸn¹ potrzeb¹ chwili, mimo trudnoœci jakie musz¹ pojawiæ siê przy [jego] stosowaniu”48. Dwa lata póŸniej,
48
E. S p ä t, O lichwie pieniê¿nej, ,,Przegl¹d Gospodarczy” 1924, z. 15–16, s. 684-686; „Gazeta Bankowa” 1924, nr 11–12, s. 226.
[19]
Rynek pod kontrol¹ – stopy procentowe w II Rzeczypospolitej
185
w odpowiedzi na zapytanie ministra Klarnera stwierdzono, ¿e jego obwi¹zywanie powinno byæ przed³u¿one, zaproponowano jednoczeœnie, by
stopa maksymalna by³a dwukrotnoœci¹ stopy banku emisyjnego49.
Nie protestowa³y g³oœno przeciwko temu prawu tak¿e œrodowiska bankowe. Reprezentuj¹cy je Zwi¹zek Banków w Polsce jedynie wskazywa³, ¿e
dzia³ania tego rodzaju maj¹ ograniczon¹ skutecznoœæ wobec rynku pozabankowego. Uwa¿a³, ¿e spadek stóp mo¿na uzyskaæ tylko przez ,,odbudowê rynku kapita³u”, a nie za pomoc¹ ,,sztucznych œrodków technicznych”50.
Nie dodawano, ¿e akumulacja kapita³ów jest procesem d³ugotrwa³ym.
Na rz¹dow¹ politykê stóp procentowych nie uskar¿a³y siê te¿ w swoich sprawozdaniach najwiêksze banki akcyjne, nawet w 1925 r., w warunkach g³êbokiego kryzysu bankowego. W³adze Banku Handlowego
w Warszawie S.A., analizuj¹c jego przyczyny, wskaza³y na b³êdy rz¹dowej polityki koncesyjnej i nadzoru oraz ,,wady wewnêtrznej organizacji” banków, które nie dostosowa³y siê we w³aœciwym czasie do ,,nowych
warunków ¿ycia gospodarczego”51. W sprawozdaniu Banku Dyskontowego S.A. za 1925 r. czytamy, ¿e na jego kondycjê wp³yw ma nie tyle
wysokoœæ stopy procentowej, co zaufanie klientów52. Podobnie jak w Banku Handlowym, nie podnoszono kwestii stopy maksymalnej. Analogiczny
wniosek wynika z lektury sprawozdañ Banku Handlowego S.A. w £odzi.
Nieco inna ocena urzêdowej regulacji stóp jawi siê po lekturze prasy
gospodarczej. Prognozowano, ¿e przyniesie ona przede wszystkim skutki negatywne: przyczyni siê do powstania „czarnej gie³dy kredytowej”,
odstraszy kapita³y zagraniczne, „nie przyzwyczajone do tego typu zarz¹dzeñ”, bankom utrudni gromadzenie oszczêdnoœci itd. Dzia³ania rz¹du uznawano za niew³aœciwe, a nawet niebezpieczne, uwa¿ano je za
przejaw etatyzmu, twierdzono, ¿e w stosunku do rynku pozabankowego pozostan¹ one „martw¹ liter¹”53.
49 ,,Przegl¹d Gospodarczy” 1926, z. 12, s. 608; Synteza roku ubieg³ego (exposé
dyrektora CZPPGHiF A. Wierzbickiego na Walnym Zgromadzeniu Zwi¹zku 2 VI 1927 r.),
,,Przegl¹d Gospodarczy” 1927, z. 12, s. 493.
50 E. S p ä t, Reglamentacja stopy procentowej, ,,Gazeta Bankowa” 1924, nr 11–12,
s. 201–203; Sprawozdanie Zwi¹zku Banków w Polsce za rok 1924…, s. 32.
51 Bank Handlowy w Warszawie. Sprawozdanie z 54-go okresu czynnoœci banku za
rok 1924, od 1 stycznia do 1931 grudnia 1924 r., Warszawa 1925, s. 15–16.
52 Sprawozdanie Banku Dyskontowego Warszawskiego przedstawione na piêdziesi¹tem czwartem Zwyczajnem Walnem Zebraniu Akcjonarjuszów, Warszawa 1926, s. 10.
53 J. P i e k a ³ k i e w i c z, Nasz rynek pieniê¿ny, ,,Przemys³ i Handel” 1924, z. 34,
s. 909; E. R o s e, W sprawie po¿yczki zagranicznej, ,,Przegl¹d Gospodarczy” 1924, z. 22,
s. 937; Nasz rynek pieniê¿ny i zadania banków, ,,Przegl¹d Gospodarczy” 1924, z. 24,
s. 1042–1044; E. S p ä t, Reglamentacja…, s. 201–203; W. W i œ l i c k i, Kilka uwag z powodu ustaw o zwalczaniu lichwy, ,,Przegl¹d Gospodarczy” 1925, z. 10, s. 670–671.
186
Cecylia Leszczyñska, £ucja Lisiecka
[20]
W nastêpnych latach debata na temat koniecznoœci utrzymywania
stopy maksymalnej uleg³a wyciszeniu, co zapewne mia³o zwi¹zek z dobr¹ koniunktur¹ gospodarcz¹ oraz dokonuj¹c¹ siê stopniowo redukcj¹
wszystkich stóp na rynku. Powróci³a niespodziewanie w 1929 r., najprawdopodobniej z powodu utrzymywania przez rz¹d stopy urzêdowej
na niezmienionym poziomie w sytuacji, gdy Bank Polski podniós³ swoj¹
stopê dyskontow¹. W tej sytuacji ZBwP zaproponowa³, aby to on, w porozumieniu z ministrem skarbu, ustala³ dopuszczalny poziomu stóp
kredytowych54. Dodajmy, ¿e realizacja tego postulatu istotnie wzmocni³aby pozycjê Zwi¹zku i banków doñ nale¿¹cych. Rz¹d nie zgodzi³ siê na
proponowane rozwi¹zanie.
Na pocz¹tku lat trzydziestych w warunkach pogarszaj¹cej siê koniunktury i coraz ni¿szej rentownoœci banków55, krytyka przez ZBwP
polityki rz¹du uleg³a nasileniu. Twierdzono, i¿ „regulowanie stopy procentowej w drodze rozporz¹dzeñ policyjnych dezorganizuje rynek pieniê¿ny, przeszkadza procesowi kapitalizacji wewnêtrznej” i jest podyktowane ,,wzglêdami natury raczej demagogicznej ni¿ ekonomicznej”.
Argumentowano, ¿e przywrócenie rynku w tej dziedzinie przyniesie
szereg pozytywnych skutków nie tylko dla banków, pozwoli np. udzielaæ kredytów równie¿ na przedsiêwziêcia o wy¿szym stopniu ryzyka,
a wiêc wymagaj¹ce wy¿szych stóp56. Do kwestii tych, co mo¿e wydawaæ
siê zaskakuj¹ce, w latach nastêpnych ZBwP w swoich sprawozdaniach
nie wraca³. Od rz¹du domaga³ siê przede wszystkim stworzenia warunków, w których instytucje prywatne mog³yby podj¹æ skuteczn¹ konkurencjê z podmiotami publicznymi. Na przyk³ad na wielkiej Naradzie
Gospodarczej w lutym 1936 r. wyst¹pi³ z postulatem ograniczenia zakresu dzia³ania banków pañstwowych do kredytu d³ugoterminowego
oraz niepodejmowania przez nie konkurencji z bankami prywatnymi za
pomoc¹ stóp depozytowych. Uwa¿a³, ¿e w ten sposób mo¿e zostaæ zniwelowana przewaga, jak¹ posiadaj¹ banki publiczne za spraw¹ specjalnych przywilejów (np. podatkowych)57.
54
Sprawozdanie Zwi¹zku Banków w Polsce za rok 1929, Warszawa 1930, s. 20.
WskaŸnik rentownoœci pokazuje stosunek przychodów odsetkowych i z prowizji
do kosztów handlowych. Dane dla banków zrzeszonych w ZBwP pokazuj¹, ¿e o ile jeszcze w 1930 r. wskaŸnik rentownoœci wynosi³ 127,1, to w latach 1932–1934 by³ ni¿szy od
100. Mo¿emy dodaæ, ¿e poza latami 1924 i 1925 przychody odsetkowe i prowizyjne by³y
przez ca³y czas wy¿sze ni¿ koszty, a najwy¿sze ró¿nice – wskaŸnik rentownoœci przekracza³ poziom 120 – dotyczy³y lat 1928–1930 i 1937–1938; por. Sprawozdania Zwi¹zku Banków w Polsce za lata 1930–1934.
56 Sprawozdanie Zwi¹zku Banków w Polsce za rok 1930…, s. 18.
57 Narada Gospodarcza, ,,Bank” 1936, nr 3, s. 224.
55
[21]
Rynek pod kontrol¹ – stopy procentowe w II Rzeczypospolitej
187
Krytykê ZBwP wspar³y œrodowiska gospodarcze. Ich zdaniem, nastêpstwem rz¹dowej polityki sta³a siê „wielopoziomowoœæ” rynku kredytowego, oznaczaj¹ca, ¿e w najlepszej sytuacji znajdowali siê klienci
Banku Polskiego S.A. i wielkich banków prywatnych, a w najgorszej
– korzystaj¹cy z rynku pozabankowego58.
Politykê rz¹du przez niemal ca³e lata trzydzieste krytykowa³a prasa
gospodarcza, zw³aszcza bankowa. Najwiêcej omawian¹ problematyk¹
zajmowa³a siê, podobnie jak w latach dwudziestych, ,,Gazeta Bankowa”
oraz wydawany od 1933 r. ,,Bank”. Obok radykalnych postulatów ca³kowitej deregulacji stóp59, pojawia³y siê propozycje zmian umiarkowanych, odwo³uj¹ce siê do rozwi¹zañ innych krajów, w których wysokoœæ
stopy maksymalnej powi¹zana by³a ze stop¹ banku centralnego60. W dyskusji uciekano siê zarówno do argumentów ekonomicznych, jak i pozaekonomicznych.
W latach trzydziestych analiz¹ uk³adu stóp procentowych zajêli siê
szerzej ekonomiœci. Ich opinia stawa³a siê tym bardziej po¿¹dana, ¿e
w warunkach pog³êbiaj¹cego siê kryzysu problem wysokoœci stóp kredytowych i depozytowych nabiera³ nowego znaczenia. Coraz wyraŸniejsza sprzecznoœæ interesów przedsiêbiorstw i banków – przemys³, rolnictwo i handel domaga³y siê coraz tañszego kredytu, sfery bankowe
wskazywa³y na ujemne skutki realizacji tych ¿¹dañ – sk³ania³a do szukania odpowiedzi na pytanie o w³aœciwy poziom stóp i wp³yw nañ prawa o maksymalnej stopie.
Problematyka ta sta³a siê przedmiotem przynajmniej kilku opracowañ ekonomicznych oraz sporej liczby tekstów publicystycznych. Ich
autorów mo¿emy podzieliæ na dwie grupy. Jedni dowodzili, ¿e poziom
stóp procentowych w Polsce by³ zbyt niski, a za istotn¹ tego przyczynê
uznawali stopê maksymaln¹. Drudzy prezentowali pogl¹dy przeciwne.
Dla pierwszego œrodowiska reprezentatywne s¹ prace takich autorów
jak Edward Taylor, Marek Breit, dla drugiego – Stefan Buczkowski,
Wac³aw Skrzywan i Tadeusz So³owij.
58 Sprawozdaniu CZPPGHiF z dzia³alnoœci w roku 1929, ,,Przegl¹d Gospodarczy”
1930, z. 10 (za³.), s. 8–9.
59 „Gazeta Bankowa” 1930, nr 15–16, s. 363; S. B a t o g, Reglamentacja odsetek,
,,Gazeta Bankowa” 1932, nr 19, s. 439–442; ten¿e, Skutki reglamentacji stopy procentowej, ,,Gazeta Bankowa” 1932, nr 22, s. 511–514.
60 Wskazywano na przyk³ad Rumunii („Gazeta Bankowa 1931, nr 10, s. 131, 145,
nr 11, s. 154–155), Wolnego Miasta Gdañska („Gazeta Bankowa” 1932, nr 23, s. 544),
Jugos³awii (W. R o s e n b e r g, Reglamentacja stopy procentowej w Jugos³awii, „Gazeta
Bankowa” 1934, nr 19–20, s. 370–371).
188
Cecylia Leszczyñska, £ucja Lisiecka
[22]
Taylor uznawa³ poziom stóp procentowych w Polsce za zani¿ony, a za
przyczynê tego uznawa³ prowadzon¹ przez rz¹d politykê obni¿ania i tak
„sztucznie niskiej” stopy maksymalnej61. Administracyjnie ustalana stopa, z natury ni¿sza od rynkowej, zmusza³a banki do obni¿ania oprocentowania depozytów, a to z kolei obni¿a³o ,,wewnêtrzn¹ kapitalizacjê”.
Jego zdaniem, zarówno polityka rz¹du, jak i Banku Polskiego ,,nie wytrzymuj¹ krytyki z punktu widzenia teoretyczno-ekonomicznego. [...]
Jeœli siê chce podwy¿szyæ dochód spo³eczny Polski i jej kapitalizacjê [...],
nale¿y raz skoñczyæ tak z administracyjn¹ reglamentacj¹ stopy kredytowej, jak i z sztuczn¹ polityk¹ dyskontow¹ Banku Polskiego. Pierwsze
jest warunkiem drugiego, od niego wiêc musi siê zacz¹æ reforma”62.
Zniesienie stopy maksymalnej nios³o za sob¹ ryzyko wzrostu ceny
kredytu. Taylor uspokaja³ jednak, ¿e nie nast¹pi to natychmiast, bowiem podniesienie stóp przez banki doprowadzi³aby, w warunkach panuj¹cego kryzysu, do niewyp³acalnoœci ich klientów, a tym samym wp³ynê³oby na ich kondycjê finansow¹. W d³ugim okresie wzrost stóp by³
wielce prawdopodobny, ale przy braku reglamentacji powinny one ulec
„uelastycznieniu”63.
Zdaniem Breita, stopa procentowa w Polsce nie by³a stop¹ rynkow¹,
jej poziom by³ „w przewa¿nej mierze histori¹ aktów administracyjnych
i wyrazem panosz¹cego siê etatyzmu”64. Do negatywnych nastêpstw
prawa o lichwie zalicza³ m.in. powstanie kilku poziomów stóp i kilku
odizolowanych od siebie rynków kredytowych, czyni¹cych poda¿ kapita³u
i popyt nañ ma³o mobilnymi65. Dotyczy³o to zw³aszcza rynku pozabankowego: „Istniej¹ lokalne oœrodki pozabankowego kredytu, istniej¹ odpowiadaj¹ce temu lokalne stopy. [...] Jednakowo¿ pomiêdzy poszczególnymi
«lokalnemi rynkami» nie ma ¿adnej ³¹cznoœci, ¿adnej koordynacji, ¿adnego niweluj¹cego przep³ywu. [...] Dlatego te¿ te liczne stopy nie wykazuj¹ w toku ewolucji ¿adnych d¹¿noœci do zwarcia siê i wyrównania”66.
61 O polityce pieniê¿no-kredytowej w Polsce (omówienie wyst¹pienia E. Taylora
w Poznaniu), „Gazeta Bankowa” 1932, nr 6, s. 131.
62 E. T a y l o r, Uwagi o polskiej polityce pieniê¿no-kredytowej, odbitka z ,,Ruchu
Prawniczego, Ekonomicznego i Socjologicznego” 1932, z. 2, s. 17, 20.
63 E. T a y l o r, dz. cyt., s. 21–22.
64 M. B r e i t, dz. cyt., s. 109.
65 Pisa³ o tym ju¿ w 1929 r. J. Jaskólski. Zwraca³ uwagê, ¿e wytworzy³y siê a¿ cztery
wyraŸnie odgraniczone grupy kredytobiorców, najsilniejsi korzystaj¹cy z kredytu w Banku Polskim, uprzywilejowani korzystaj¹cy z kredytu w bankach pañstwowych, s³absi
p³ac¹cy za kredyt przynajmniej 1,5 razy dro¿ej w bankach prywatnych i najs³absi skazani na kredyt lichwiarski 24–36% rocznie; ten¿e, dz. cyt., s. 237–238.
66 M. B r e i t, dz. cyt., s. 177.
[23]
Rynek pod kontrol¹ – stopy procentowe w II Rzeczypospolitej
189
Odpowiedzialnym za ten stan rzeczy by³, wed³ug Breita, nie tylko
rz¹d, ale tak¿e Bank Polski. Z powodu najni¿szych stóp na rynku, sta³
siê on nie ostatecznym, ale pierwszym Ÿród³em kredytu, a nie mog¹c
zaspokoiæ ca³ego nañ popytu, musia³ go reglamentowaæ. Podobnie postêpowa³y banki finansuj¹ce przede wszystkim przedsiêbiorstwa bêd¹ce w najlepszej kondycji67.
Jak pisa³yœmy wy¿ej, przeciwne pogl¹dy prezentowali S. Buczkowski, W. Skrzywan, którzy uwa¿ali, ¿e cena kredytu w Polsce jest ci¹gle
zbyt wysoka, a urzêdowa regulacja stopy mia³a g³ównie skutki pozytywne, choæ dostrzegali te¿ negatywne.
Jak pisa³ w 1936 r. Buczkowski, ,,pozostaje faktem, ¿e stopa debetowa jest za wysoka: wynosi w najlepszym razie 9%, gdy stopa Banku
Polskiego wynosi 5%, a oprocentowanie wk³adów jest ni¿sze od tej ostatniej stopy”68. Uk³ad stóp procentowych w Polsce by³, jego zdaniem, typowy dla gospodarek o podobnych cechach strukturalnych. W tych warunkach reglamentacjê uznawa³ za jeden z instrumentów walki z lichw¹,
a nie „przejaw jakiejœ ideologii, a tym bardziej etatyzmu”69. Uwa¿a³, ¿e
twierdzenie, i¿ stopa ustawowa zak³óca normalny rynek kredytowy, nie
zosta³o dowiedzione, bo ¿aden z jej krytyków nie wykaza³, jaki poziom
stopy jest „naturalny”. Trudno te¿ by³o dopatrzyæ siê, jego zdaniem,
zwi¹zku miêdzy reglamentacj¹ stopy a oprocentowaniem wk³adów. To
ostatnie zale¿a³o raczej od stopy banku centralnego i stopy rynku lokacyjnego. Nie podziela³ stanowiska œrodowisk, które nazywa³ obozem
deflacyjnym, domagaj¹cych siê redukcji stóp depozytowych, by t¹ drog¹
obni¿yæ cenê kredytu70.
Polemizuj¹c z Breitem, zwraca³ uwagê, ¿e stopa dyskontowa banku
emisyjnego jest najwy¿sz¹ na rynku jedynie w kilku najbogatszych krajach, w wiêkszoœci krajów, zw³aszcza rolniczych, jest odwrotnie – to kredyt bankowy jest najdro¿szy. Wystêpuje tam te¿ du¿a rozpiêtoœæ miêdzy
nisk¹ stop¹ banku emisyjnego a wysokimi stopami banków prywatnych71.
Buczkowski uwa¿a³, ¿e zniesienie prawa o lichwie nie przyniesie, jak
chcia³ Breit, tendencji do powstania rynku z jednolit¹ stop¹ i nieco od
niej wy¿sz¹ stop¹ banku emisyjnego: „Stóp bêdzie kilka lub kilkanaœcie, wy¿szych i ni¿szych od stopy banku emisyjnego”72. Przeszkod¹ dla
67
Tam¿e, s. 110.
S. B u c z k o w s k i, Stopa procentowa w Polsce, ,,Bank” 1936, nr 3, s. 199.
69 Ten¿e, Reglamentacja stopy procentowej w Polsce, ,,Bank” 1935, nr 2, s. 113–114.
70 Ten¿e, Stopa procentowa…, s. 199.
71 Ten¿e, Reglamentacja…, s. 111.
72 Tam¿e, s. 112.
68
190
Cecylia Leszczyñska, £ucja Lisiecka
[24]
tego rodzaju zmian jest „monopolidalna” organizacja polskiej bankowoœci, tworz¹ca odrêbne rynki kredytowe. Z drugiej strony Buczkowski
przyznawa³, ¿e prawo to nie przynios³o wiele po¿ytku, dostrzega³ te¿
jego negatywne nastêpstwa. Widzia³ je przede wszystkim w podtrzymywaniu dro¿yzny kredytu. Stopa maksymalna stanowi³a bowiem ,,dla
wielu kredytodawców moralne usprawiedliwienie dla wysokiego procentu”. Podsumowuj¹c stwierdza³, ¿e prawo o lichwie mo¿e byæ usprawiedliwione w krótkim okresie wzglêdami spo³eczno-gospodarczymi, natomiast w d³u¿szej perspektywie, w miarê gromadzenia wolnych kapita³ów,
powinno byæ zniesione73. W innym miejscu pisa³, ¿e mo¿e byæ ono ,,po¿¹dane z tych samych wzglêdów, dla których istniej¹ normy etyczne”74.
Zdaniem Skrzywana, przewidywania co do skutków zniesienia reglamentacji zale¿¹ od przyjêtych wyjœciowych za³o¿eñ odnoœnie elastycznoœci popytu na kredyt. Jeœli przyjmiemy, ¿e jest on elastyczny, to banki
d¹¿¹c do maksymalizacji zysku, powinny obni¿aæ stopê dyskontow¹
i zwiêkszyæ poda¿ kredytów, je¿eli ma³o elastyczny – to powinny zwiêkszaæ stopê i ograniczyæ poda¿ kredytów. W pierwszym przypadku istnienie prawa o maksymalnej stopie nie powinno mieæ znaczenia, w drugim – jego zniesienie oznacza³oby wzrost stóp. Skrzywan uwa¿a³, ¿e
,,mieliœmy i mamy sztuczny brak kredytów, a nie ich nadmiar”, czyli
banki dzia³a³y w kierunku ograniczenia poda¿y i przez to podniesienia
ceny kredytu. Tym samym zgadza³ siê z Buczkowskim, ¿e zawy¿a³y one
stopê procentow¹, a nie, jak chcieli Taylor i Breit, ¿e stopa jest za niska,
a banki uprawiaj¹ nadmiern¹ dzia³alnoœæ kredytow¹75.
W innym opracowaniu Skrzywan dodawa³, ¿e na wysok¹ cenê kredytu wp³yw ma m.in. oprocentowanie wk³adów. St¹d te¿ jedynie obni¿enie
stopy od wk³adów spowoduje, ¿e bankowe stopy dyskontowe po pewnym czasie same spadn¹76.
Najpe³niejsz¹ i – wydaje siê – najbardziej rzeczow¹ analizê stóp procentowych przedstawi³ So³owij. W jego opinii, dolna granica stóp kredytu krótkoterminowego wyznaczana by³a przez najni¿sze oprocentowanie depozytów, a tak¿e zasady przechowywania przez banki pogotowia
kasowego oraz pozosta³oœci na rachunku œrodków w banku emisyjnym
(nieoprocentowane). Wp³yw na ni¹ mia³o tak¿e istnienie (b¹dŸ nie) alternatywnych lokat, np. w postaci krótkoterminowych papierów warto73
Tam¿e, s. 115.
Ten¿e, Cena kredytu w Polsce, „Bank” 1936, nr 3, s. 192.
75 W. S k r z y w a n, Warunki i skutki reglamentacji stopy procentowej w Polsce,
,,Bank” 1935, nr 3, s. 184–187.
76 Ten¿e, O zni¿kê stopy procentowej (Zagadnienia bie¿¹ce), ,,Bank” 1935, nr 2,
s. 90–92.
74
[25]
Rynek pod kontrol¹ – stopy procentowe w II Rzeczypospolitej
191
œciowych, ponadto rentownoœæ przedsiêwziêæ gospodarczych finansowanych z takich kredytów. Z kolei maksymalny poziom stopy (generalnie
redyskontowej) zale¿a³ od stopy banku emisyjnego (nie op³aca³o siê po¿yczaæ na rynku dro¿ej ni¿ mo¿na to by³o zrobiæ w banku emisyjnym)77.
Mo¿liwoœæ obni¿ki stopy do minimalnych rozmiarów istnia³a – jego
zdaniem – jedynie przy istnieniu otwartego, a wiêc wolnego i p³ynnego
rynku. Warunków takich nie spe³nia³a gie³da warszawska, nie istnia³
te¿ w Polsce rynek miêdzybankowy. Mimo to, zdaniem So³owija, sam
mechanizm kszta³towania siê stóp by³ od po³owy 1926 r. podobny jak
w krajach zachodnich. Obowi¹zuj¹c¹ sta³a siê od tego czasu ,,zasada harmonizowania stopy od wk³adów, a poœrednio ca³ego uk³adu stóp rynkowych, ze stop¹ dyskontow¹ banku biletowego, bêd¹c¹ wyrazem równowagi pomiêdzy kredytem opartym na wk³adach bankowych a rezerwowym
kredytem banku emisyjnego”78. Kredyt Banku Polskiego zacz¹³ mieæ
charakter „rezerwy dla aparatu bankowego”.
Uwa¿a³, ¿e wprowadzenie w 1924 r. prawa o lichwie by³o s³uszne.
Przemawia³o za tym nie tylko zachowanie prywatnych dyskonterów, ale
te¿ grynderskie i lichwiarskie praktyki banków, przyzwyczajonych od
czasów inflacji do pobierania zbyt wysokich odsetek: „Tê dyspozycjê
psychiczn¹ nale¿a³o po wprowadzeniu z³otego prze³amaæ wszystkimi
mo¿liwymi œrodkami. Trudno sobie wyobraziæ, aby ³agodniejszymi metodami da³o siê ukróciæ lichwê uprawian¹ nawet przez niektóre instytucje kredytowe”79. Jednak wraz z zakoñczeniem procesu sanacji bankowoœci, utrzymywanie prawa o lichwie sta³o siê, jego zdaniem, zbêdne,
zw³aszcza od pocz¹tku 1927 r., kiedy powsta³ kartel depozytowy i zaostrzono kontrolê nad aparatem kredytowym. Obni¿enie stopy maksymalnej by³o od tego czasu dokonywane wraz z ogóln¹ tendencj¹ spadku
ceny kredytu krótkoterminowego, a w praktyce znaczna czêœæ kredytów udzielana by³a po stopie ni¿szej od maksymalnej.
Obowi¹zywanie stopy maksymalnej mia³o w jego przekonaniu ograniczony wp³yw na rozmiary depozytów i dotyczy³o w pewnym zakresie
jedynie lokat terminowych. Jeœli idzie bowiem o œrodki na rachunkach
bie¿¹cych przedsiêbiorstw, to zale¿ne one by³y g³ównie od ich p³ynnoœci
finansowej, z kolei wk³ady a vista ludnoœci – od stabilnoœci politycznej
i walutowej pañstwa oraz wyp³acalnoœci instytucji. Na poziom wk³adów
terminowych, obok wysokoœci stóp depozytowych, wp³yw mia³o istnienie alternatywnych form oszczêdzania, stabilnoœæ walutowa i zaufanie
77
78
79
T. S o ³ o w i j, Rynek pieniê¿ny…, s. 56–58.
Tam¿e, s. 82.
Tam¿e, s. 115.
192
Cecylia Leszczyñska, £ucja Lisiecka
[26]
do banków80. W warunkach polskich kilkakrotnie wystêpuj¹ce odp³ywy
depozytów z banków prywatnych wynika³y ze spadku zaufania do z³otego b¹dŸ kondycji banków prywatnych, a oprocentowanie mia³o tu
znaczenie drugorzêdne, liczy³a siê przede wszystkim pewnoœæ lokaty.
Podsumowuj¹c rozwa¿ania dotycz¹ce znaczenia prawa o lichwie pieniê¿nej, So³owij stwierdza³, ¿e wobec uporz¹dkowania aparatu kredytowego i poddania go œcis³ej kontroli czynników publicznych, utrzymywanie maksymalnej stopy ustawowej od kredytów krótkoterminowych nie
by³o konieczne. Jej wp³yw na poziom ich ceny, na ogó³ w koñcu lat trzydziestych ni¿szej od stopy maksymalnej, sta³ siê niewielki, co wynika³o,
jego zdaniem, z pe³nego zaspokojenia popytu na ten kredyt (nie dotyczy³o to wci¹¿ niezrównowa¿onego rynku kredytu œrednio- i d³ugoterminowego)81. Uchylenie reglamentacji przynios³oby zapewne wzrost
oprocentowania kredytów zamro¿onych czy w¹tpliwych, nast¹pi³oby te¿
wiêksze zró¿nicowanie stóp.
Uchylenie prawa o lichwie sta³oby siê konieczne, gdyby powsta³ rynek otwarty w postaci zorganizowanej, umo¿liwiaj¹cy rozwój kredytów
miêdzybankowych. Dla operuj¹cych na nim banków mog³oby byæ wygodniejsze po¿yczenie pieni¹dza tylko na jeden dzieñ, np. na 12% w stosunku rocznym, ,,ni¿ zredyskontowanie na znacznie ni¿szy procent portfelu weksli o d³u¿szych terminach p³atnoœci”82.
Jeœli idzie o lichwê pozabankow¹, to jedynym skutecznym sposobem jej
zwalczania móg³ staæ siê rozwój lokalnych instytucji drobnego kredytu.
Podsumowanie
Uk³ad stóp procentowych w Polsce miêdzywojennej podlega³ daleko
id¹cym regulacjom i trudno siê w nim doszukaæ elementów wolnego
rynku, chyba ¿e za taki uznamy tzw. rynek pozabankowy. Przyczyn tego
stanu rzeczy by³o wiele, a niew¹tpliwie jedn¹ z wa¿niejszych – d¹¿enie
rz¹dów do obni¿enia i kontroli ceny kredytu. Istotnym instrumentem,
maj¹cym umo¿liwiæ realizacjê tego celu, sta³o siê prawo o lichwie pieniê¿nej, za pomoc¹ którego wyznaczano maksymaln¹ cenê kredytu.
Prawo to pocz¹tkowo mia³o mieæ charakter przejœciowy, w rzeczywistoœci
okaza³o siê trwa³ym elementem ustroju pieniê¿nego II Rzeczypospolitej.
80
Tam¿e, s. 121–124.
Tam¿e, s. 118–119. So³owij podziela opiniê Buczkowskiego, ¿e polska gospodarka
potrzebuje przede wszystkim kredytu œrednio- i d³ugoterminowego, a wzglêdnie ma³ych kwot krótkoterminowego obrotowego; S. B u c z k o w s k i, Reglamentacja…, s. 15.
82 T. S o ³ o w i j, Rynek pieniê¿ny…, s. 70.
81
[27]
Rynek pod kontrol¹ – stopy procentowe w II Rzeczypospolitej
193
Trudno jest obiektywnie zwa¿yæ, czy regulowanie ceny kredytu za
pomoc¹ maksymalnej stopy przynios³o wiêcej po¿ytku czy szkody. Oczywiste jest, ¿e mia³o zmusiæ kredytodawców do stosowania stóp nieprzekraczaj¹cych poziomu uznanego przez rz¹d za w³aœciwy. Jak ka¿da cena
maksymalna, urzêdowa stopa musia³a byæ ustalana na poziomie ni¿szym od ceny równowagi. Z tego wzglêdu mamy prawo przypuszczaæ, i¿
przy jej braku kredyt by³by dro¿szy, zw³aszcza w latach dwudziestych.
Oprócz tych skutków pozytywnych prawo to mia³o szereg nastêpstw
negatywnych. Wskazywali na nie przede wszystkim zwolennicy rozwi¹zañ liberalnych. Dowodzili, ¿e brak mechanizmów rynkowych w tej dziedzinie nie sprzyja efektywnej alokacji zasobów kapita³owych, nie pozwala w sposób w³aœciwy dystrybuowaæ oszczêdnoœci, nie podnosi
kapitalizacji i nie pozwala w³aœciwie oceniaæ rentownoœci przedsiêwziêæ
gospodarczych. Z niektórymi z tych zarzutów trudno dyskutowaæ, inne
wydaj¹ siê byæ przesadzone. Nie wydaje siê bowiem, by istnienie stopy
maksymalnej w sposób istotny hamowa³o rozwój ,,kapitalizacji wewnêtrznej”; zale¿y ona przede wszystkim od poziomu dochodów, sk³onnoœci do
oszczêdzania, stabilnoœci systemu finansowego itp.
Stopa maksymalna wp³ywa³a poœrednio tak¿e na stopy depozytowe,
a to z kolei sprzyja³o tendencjom do poddania ich podobnym regulacjom. Rozpoczê³o siê od utworzenia w 1927 r. przez banki warszawskie
tzw. kartelu depozytowego, skoñczy³o na przyjêciu w 1933 r. ustawodawstwa o maksymalnym oprocentowaniu depozytów w komunalnych kasach oszczêdnoœci i spó³dzielniach kredytowych. Jeœli fakty te uzupe³nimy informacj¹, ¿e stopy depozytowe w bankach pañstwowych wyznacza³
minister skarbu, otrzymamy pe³ny obraz regulacji ceny wk³adów.
Trudno okreœliæ, jak dalece istnienie prawa o stopie maksymalnej
mia³o wp³yw na ukszta³towanie siê kilku funkcjonuj¹cych obok siebie
rynków: Banku Polskiego, banków prywatnych, banków pañstwowych
i rynku pozabankowego. Pamiêtaæ bowiem nale¿y, i¿ w ca³ym sektorze
pañstwowym cena kredytu by³a wyznaczana przez rz¹d. Z kolei analiza
czynników okreœlaj¹cych stopê BP nie pozwala na stwierdzenie, i¿ by³a
ona bezpoœrednio zale¿na od stopy maksymalnej. Podsumowuj¹c, odejœcie od stopy maksymalnej, przy za³o¿eniu sta³oœci polityki rz¹du i Banku Polskiego, nie musia³o doprowadziæ do uformowania siê jednolitego
rynku z niewiele zró¿nicowan¹ cen¹ kredytu.
194
Cecylia Leszczyñska, £ucja Lisiecka
[28]
Cecylia Leszczyñska
£ucja Lisiecka
The Market under Control – Interest Rates
in the Second Republic
(Summary)
The principles of the functioning of the money market in the Second Polish Republic
were subjected to far-reaching regulations which pertained both to legal aspects and
the level of binding credit rates.The beginnings of the ‘controlled market’ can be found
in the statute on usury (part of the reforms introduced by W³adys³aw Grabski), passed
in 1924. This law, conceived as provisional, was supposed to overcome the ‘high prices’
of money, but it became a permanent element of the financial system, with consequences
transcending the original intentions of its authors.
The article analyses the configuration of interest rates in the years 1924-1938, and
indicates the impact exerted by anti-usury legislation. The authors demonstrate the
dependencies between the maximum rate, the interest of short-term credit, and the
central bank rate. The fact that the government regulated the prices of credit must
have obviously influenced the level of deposit rates. As the maximum rate was lowered,
private banks began to aim at limiting competition for deposits; with this purpose in
mind, in 1927 they created a cartel agreement about maximum deposit rates. In 1933
the government also introduced maximum deposit rates in communal savings banks
and credit cooperatives.
The existence of a maximum rate statute affected the way in which several banks,
already functioning assumed shape: the Bank of Poland, private banks, state banks,
and the non-bank market. The price of credit in each one of them was regulated, directly
or indirectly, by the State.
It is difficult to ascertain objectively whether the usury law proved to be more useful
or detrimental. A discussion concerning those questions became intensified during the
1930s, when they were studied more widely by economists (e.g. by E. Taylor, M. Breit,
S. Buczkowski, T. So³owij). A complete assessment of the correctness of the theses
formulated by them calls for further economic research.
Cecylia Leszczyñska – Wydzia³ Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego
e-mail: [email protected]
£ucja Lisiecka
– Wydzia³ Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego
e-mail: [email protected]
ROCZNIKI DZIEJÓW SPO£ECZNYCH I GOSPODARCZYCH
Tom LXV – 2005
ZDZIS£AWA SZYMAÑSKA-CHLEBOWSKA
AKTYWNOή ZAWODOWA SFER KUPIECKICH
WIELKOPOLSKI W DWUDZIESTOLECIU MIÊDZYWOJENNYM
Definicje i kryteria
Ustalenia terminologiczne
Problematyka aktywnoœci zawodowej kupiectwa na terenie Wielkopolski w latach 1918–1939 umo¿liwia podjêcie wielu poszukiwañ badawczych. Tak nakreœlona perspektywa analizy zagadnieñ wymaga zdefiniowania pojêæ „aktywnoœæ zawodowa” i „sfery kupieckie”. W niniejszym
artykule zagadnienie „aktywnoœæ zawodowa” obejmuje udzia³ sfer
w dzia³aniach ekonomicznych i zaanga¿owanie w ¿ycie organizacyjne.
D¹¿enie do rozstrzygniêæ terminologicznych sankcjonuje koniecznoœæ
uwzglêdnienia zakresu znaczeniowego pojêcia „sfery gospodarcze”, które
by³y i s¹ nadal rozmaicie rozumiane i odmiennie interpretowane.
W opracowaniach problemu istniej¹ prace poœwiêcone zagadnieniom
struktury zawodowej sfer. Terminami czêsto stosowanymi w trakcie
analizy problemowej s¹ pojêcia poszczególnych sfer gospodarczych, tj.
sfery kupieckiej, przemys³owej i finansowej oraz ziemiañskiej. Istotne
rozstrzygniêcia terminologiczne pojawiaj¹ siê w opracowaniach: Kupiectwo wielkopolskie w latach 1918–1939 Adama Nadolnego1, Przemiany
w strukturze przemys³u w miêdzywojennym dwudziestoleciu S³awomira Kamosiñskiego2, Image przedsiêbiorcy gospodarczego w Polsce XIX
i XX wieku, zbiór prac naukowych pod redakcj¹ Ryszarda Ko³odziejczyka3, a tak¿e w artykule Zbigniewa Landaua Oligarchia finansowa
1
A. N a d o l n y, Kupiectwo wielkopolskie w latach 1918–1939, Zielona Góra 1986
(mps pracy doktorskiej, przechowywany w Bibliotece UAM, sygn. 303456III).
2 S. K a m o s i ñ s k i, Przemiany w strukturze przemys³u wielkopolskiego w miêdzywojennym dwudziestoleciu, Poznañ 1999 (mps pracy doktorskiej, przechowywany
w Zak³adzie Historii Gospodarczej Instytutu Historii UAM).
3 Image przedsiêbiorcy gospodarczego XIX i XX wieku, red. R. Ko³odziejczyk, Warszawa 1993.
196
Zdzis³awa Szymañska-Chlebowska
[2]
w Drugiej Rzeczypospolitej4 oraz w tekœcie Ÿród³owym Polityka sfer gospodarczych5.
Termin „sfera gospodarcza” funkcjonowa³ w œwiadomoœci spo³ecznej kupców6. Ju¿ w latach trzydziestych XX w. podejmowano próby zdefiniowania terminu „sfery gospodarcze”. W artykule Polityka sfer
gospodarczych, opublikowanym w 1938 r. w „¯yciu Gospodarczym”, tak
starano siê rozstrzygn¹æ problemy rozumienia pojêcia „sfery gospodarcze”: „Granic tego pojêcia nie okreœli³a ¿adna umowa, ani te¿ w inny sposób nie powsta³a ogólnie obowi¹zuj¹ca jego definicja. Okreœlenie
to wytworzy³o siê w ¿yciu, bo praktyka wskazuje na istnienie takiego
czynnika. Nie odbiegniemy daleko od ogólnie uznawanych i przyjêtych ram pojêcia «sfer gospodarczych», je¿eli powiemy, ¿e rozumiemy
pod tymi s³owami prywatn¹ przedsiêbiorczoœæ (w szerokim tego s³owa
znaczeniu), tej przedsiêbiorczoœci inicjatorów i w³aœcicieli, oraz organizacje, jakie z dzia³alnoœci gospodarczej i dla jej celów powstaj¹. [...]
Oprócz powszechnie i stale rozró¿nianych dzia³ów: przemys³u, handlu,
bankowoœci itd., ka¿dy z tych dzia³ów posiada w³asne wyraŸnie zarysowane grupy”7.
Kodeks Handlowy z 1934 r. okreœla mianem kupca „tego, kto prowadzi we w³asnym imieniu przedsiêbiorstwo zarobkowe”8. Definicja ta,
ze wzglêdu na nadmiern¹ ogólnoœæ i brak sprecyzowania charakteru
przedsiêbiorstwa zarobkowego, okazuje siê niewystarczaj¹ca dla historycznego przedstawienia struktury kupiectwa. Znajduje to uzasadnienie w poprawkach naniesionych przez Izbê Przemys³owo-Handlow¹
w Poznaniu. Zaproponowa³a ona nastêpuj¹c¹ definicjê: „Kto we w³asnym imieniu prowadzi przedsiêbiorstwo zarobkowo-wytwórcze lub handlowe, jest kupcem. Kupiec, którego przedsiêbiorstwo jest wiêkszych
rozmiarów, obowi¹zany jest wpisaæ siê do rejestru handlowego”9. Adam
Nadolny wskaza³ dodatkowo: „Gdybyœmy przyjêli definicjê podan¹ w Kodeksie Handlowym z 1934 roku, musielibyœmy zaliczyæ do kupców tak¿e w³aœcicieli zak³adów gastronomicznych, aptek, hoteli, banków, itd.
W Wielkopolsce nie zaliczano ich jednak do kupców. [...] Poza tym
4
Z. L a n d a u, Oligarchia finansowa w Drugiej Rzeczypospolitej, PH, t. LXII, 1971,
z. 1, s. 75–90.
5 Polityka sfer gospodarczych, „¯ycie Gospodarcze” 1938, nr 2, s. 12–13.
6 „Œwiat Kupiecki”, 1926, nr 42, s. 908; „Gospodarka Zachodnia”, z. 30, s. 365.
7 Polityka sfer gospodarczych…, s. 12–13.
8 Kodeks handlowy, Warszawa 1934, s. 53.
9 Archiwum Pañstwowe w Poznaniu, Izba Przemys³owo-Handlowa (cyt. dalej APP,
IPH), sygn. 100, s. 4.
AktywnoϾ zawodowa sfer kupieckich Wielkopolski
[3]
197
organizacje zawodowe wymienionych grup nie wchodzi³y w sk³ad Zwi¹zku Towarzystw Kupieckich, lecz tworzy³y w³asne struktury organizacyjno-zawodowe”10.
Ju¿ w dwudziestoleciu miêdzywojennym Bronis³aw Nawrocki zaproponowa³ inn¹ interpretacjê terminu „kupiec”: jest to uczestnik obrotu
towarowego, który „zaspokaja cudze potrzeby drog¹ wymiany dóbr
i us³ug”11. Propozycja terminologiczna Nawrockiego jest ogólnikowa: wed³ug niej kupiec nie jest osob¹ kreatywn¹, uosabia cz³owieka pasywnie
wykonuj¹cego swoj¹ profesjê i ma³o zaanga¿owanego w kszta³towanie
rynku.
Po 1945 r., podczas badañ nad po³o¿eniem kupców wielkopolskich
w latach 1918–1939 Adam Nadolny rozwin¹³ definicjê przedstawiciela
kupiectwa. W jego ujêciu, kupiec to osoba fizyczna i prawna (spó³ka),
która trudni siê kupnem i sprzeda¿¹ towarów, posiada przedsiêbiorstwo
handlu towarowego stacjonarne b¹dŸ pozbawione sta³ej siedziby, trudni¹ce siê sprzeda¿¹ detaliczn¹ tudzie¿ hurtow¹12. Za podstawê okreœlenia przynale¿noœci danej osoby do kupiectwa Nadolny traktuje kryterium wykupu œwiadectwa przemys³owego dla handlu w jednej z piêciu
kategorii13.
Obecnie badania nad sferami gospodarczymi wkroczy³y w nowe stadium14.
10
A. N a d o l n y, dz. cyt., s. 7.
B. N a w r o c k i, Badanie warunków prowadzenia sklepów detalicznych, Warszawa 1935, s. 15.
12 A. N a d o l n y, dz. cyt., s. 7.
13 Tam¿e, s. 17. Ustawa z 14 maja 1923 r. wyró¿nia³a piêæ kategorii œwiadectw przemys³owych dla handlu. Do kategorii pierwszej ustawa zaliczy³a przedsiêbiorstwa hurtowe, oferuj¹ce towary kupcom detalicznym i przemys³owcom. Do kategorii drugiej
nale¿a³y du¿e sklepy detaliczne i ma³e hurtownie, a tak¿e placówki detaliczne zajmuj¹ce siê sprzeda¿¹ towarów luksusowych oraz placówki specjalnie wydzielonych bran¿
(militaria, artyku³y fotograficzne). Kategoria trzecia obejmowa³a drobn¹ sprzeda¿ w sklepach, których powierzchnia ogranicza³a siê do jednego pomieszczenia. Ustawa okreœla³a, ¿e w sklepach legitymuj¹cych siê œwiadectwem przemys³owym III kategorii dla handlu móg³ byæ zatrudniony najwy¿ej jeden subiekt. Do kategorii czwartej zaliczono
sprzeda¿ towaru w pomieszczeniu nieodpowiadaj¹cym wymogom sklepu (dodatkowo
ustawa nie uwzglêdnia³a zatrudnienia pracowników najemnych). Œwiadectwa V kategorii wykupywali kupcy funkcjonuj¹cy w handlu obwoŸnym i obnoœnym, zob. Dziennik
Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej, nr 461c, poz. 339.
14 S. K o w a l, Polskie sfery gospodarcze w Wielkopolsce a przedsiêbiorczoœæ od po³owy XIX wieku do II wojny œwiatowej, [w:] Image przedsiêbiorcy..., s. 113–119; M.B. Markowski, Sfery przemys³owo-ziemiañskie miêdzy Pilic¹ a Wis³¹ w latach 1918–1939,
[w:] Image przedsiêbiorcy..., s. 179–187.
11
198
Zdzis³awa Szymañska-Chlebowska
[4]
Kryteria wydzielania sfer kupieckich
W niniejszym artykule autorka przyjê³a, ¿e w przypadku sfer kupieckich w Wielkopolsce podstawowym czynnikiem je okreœlaj¹cym jest
prowadzenie dzia³alnoœci handlowej jako podstawowej formy aktywnoœci. Jednostka mog³a posiadaæ firmê kupieck¹, a jednoczeœnie byæ udzia³owcem ró¿nych spó³ek oraz zasiadaæ w wielu radach nadzorczych czy
te¿ zarz¹dach instytucji finansowych (firmy ubezpieczeniowe, banki,
gie³dy). Jako drugi aspekt przyporz¹dkowania osoby do danej sfery
wyró¿niono kryterium materialne: pozyskiwanie najwiêkszych korzyœci ekonomicznych z kupiectwa. Samoœwiadomoœæ bycia kupcem to trzeci
wyznacznik charakterystyki sfer. Wprowadzono te¿ kryterium funkcjonowania jednostki w œwiadomoœci spo³ecznej jako reprezentanta danej
sfery, np. jej postrzeganie w prasie, we wspomnieniach, w opinii publicznej danej osoby jako kupca15. Jako ostatni aspekt wyodrêbnienia
cz³onków danej sfery przyjêto samookreœlenie siê osoby poprzez akces
do organizacji zawodowych.
Jednostki i grupy s¹ wa¿nymi czêœciami struktury sfer, jednak w przypadku sfery najpe³niej uwidacznia siê d¹¿enie do sprawowania w³adzy16.
Sprawowanie w³adzy przez sfery jest równoznaczne ze strefami wp³ywów ekonomicznych. Mo¿na to odnieœæ do rad nadzorczych, zarz¹dów
i dyrekcji spó³ek, zasiadania w zarz¹dach organizacji bran¿owych i ponadbran¿owych, organów samorz¹du gospodarczego, rad i zarz¹dów
instytucji publicznych oraz instytucji oddzia³ywuj¹cych na ówczesne
¿ycie gospodarcze (np. Rada Interesentów MTP17, Wielkopolska Rada
Gospodarcza), towarzystw i instytucji kulturalnych, sportowych, dobro15 Zob. Z. Z a k r z e w s k i, Ulicami mojego Poznania, Poznañ 1985; ten¿e, Wspominam Poznañ. Fakty i refleksje, Poznañ 1986; S. L e i t g e b e r, Poznañskie impresje.
Miasto – ludzie – obyczaje, Poznañ 1994; T. F i l i p o w i c z, Moje wspomnienia 1860–
1932, Poznañ 1933.
16 S. O s s o w s k i, O strukturze spo³ecznej, Warszawa 1986, s. 23. Wed³ug Stanis³awa Ossowskiego, przez w³adzê rozumiemy mo¿noœæ podejmowania i realizowania decyzji niezale¿nie od woli ludzi, których decyzja w taki czy inny sposób dotyczy. Jest to
wtedy przywilej panowania nad rol¹ innego cz³owieka, przewaga decyzji.
17 W sk³ad tej organizacji wesz³y: Zwi¹zek Izb Przemys³owo-Handlowych Rzeczypospolitej Polskiej, Zwi¹zek Izb i Organizacji Rolniczych Rzeczypospolitej Polskiej, Zwi¹zek Izb Rzemieœlniczych Rzeczypospolitej Polskiej, Centralny Zwi¹zek Przemys³u Rzeczypospolitej Polskiej, Naczelna Rada Zrzeszeñ Kupiectwa Polskiego, Centrala Zwi¹zku
Kupców, Federacja Zrzeszeñ Przedstawicieli Handlowych, Centralne Towarzystwo Popierania Wytwórczoœci Krajowej, Polskie Towarzystwo Handlu Kompensacyjnego, 19 Izb
Handlowych Polsko-Zagranicznych, 59 Bran¿owych Zwi¹zków Centralnych Rzeczypospolitej Polskiej. APP, IPH, sygn. 1109; F. S t e f a ñ s k i, XXXV-lecie Targów Poznañskich 1921–1956, Poznañ 1956, s. 23.
AktywnoϾ zawodowa sfer kupieckich Wielkopolski
[5]
199
czynnych oraz charytatywnych, wspó³pracy z ugrupowaniami politycznymi (istnia³y ró¿ne stopnie zaanga¿owania sfer gospodarczych w kontakty z obozami politycznymi, od jednorazowych koalicji wyborczych do
sta³ych zwi¹zków18).
AktywnoϾ ekonomiczna kupiectwa wielkopolskiego
Dziedziny aktywnoœci – rozpoznanie problematyki
Strefy wp³ywów, jakie zdoby³y wielkopolskie sfery kupieckie w dwudziestoleciu miêdzywojennym, zosta³y osi¹gniête dziêki ich przedsiêbiorczoœci i wzmo¿onej aktywnoœci. Zasadniczy cel sfer wyznacza³o d¹¿enie
do ustawicznego poszerzania zakresu sprawowania w³adzy ekonomicznej: wzrost dochodów sprzyja³ intensyfikacji dzia³añ sfer kupieckich
w gospodarce19. Swoje d¹¿enia kupcy wielkopolscy ujawniali w ró¿nych
dziedzinach aktywnoœci. Nie ograniczali siê do poczynañ tylko jednego
typu, przeciwnie – wychodzili poza kr¹g relacji spo³ecznych, œrodowiskowych, zawodowych, politycznych, gospodarczych. W tej perspektywie
uwidaczniaj¹ siê powi¹zania ekonomiczne sfer kupieckich z przemys³owcami, finansistami i ziemianami w ¿yciu gospodarczym Wielkopolski.
Wspólnota interesów kupiectwa z przedstawicielami wymienionych grup
przejawia³a siê w:
– aktywnoœci osób wówczas znanych w Wielkopolsce (np. Stefan Ka³amajski, Kazimierz Otmianowski, Józef Czepczyñski, Artur Gustowski, Bogdan Leitgeber, W³adys³aw Majewicz, W³adys³aw Jerzykiewicz, Jan £uczak);
– skupianiu form uczestnictwa w ¿yciu gospodarczym (np. ³¹czenie
dzia³alnoœci kupieckiej z posiadaniem i prowadzeniem w³asnych przedsiêbiorstw produkcyjnych oraz uczestnictwem w zarz¹dzaniu spó³kami
akcyjnymi);
– wspó³zale¿noœci prywatnych instytucji bankowych i ubezpieczeniowych oraz gie³dowych (udzia³ kupców, ziemian i przemys³owców w rynku
kapita³owym, obejmowanie kluczowych stanowisk w zarz¹dach banków
akcyjnych, prywatnych instytucji ubezpieczeniowych, Gie³dy Pieniê¿nej oraz Gie³dy Towarowej i Zbo¿owej).
Przyk³ady wybitnych przedstawicieli kupiectwa wielkopolskiego dowodz¹, ¿e w wielu przypadkach zaanga¿owanie siê w inwestycje w przemys³ b¹dŸ w dzia³alnoœæ finansow¹ opiera³o siê na posiadaniu stabilnej
18
Z. D w o r e c k i, Poznañ i poznaniacy w latach Drugiej Rzeczypospolitej 1918–1939,
Poznañ 1994, s. 277–400.
19 S. O s s o w s k i, dz. cyt., s. 59.
200
Zdzis³awa Szymañska-Chlebowska
[6]
firmy kupieckiej. Takie rozpoznanie umo¿liwia wyró¿nienie nastêpuj¹cych kategorii powi¹zañ:
– kupcy ³¹cz¹cy dzia³alnoœæ kupieck¹ z przemys³ow¹ (Józef Czepczyñski20, Walenty Wawrzyniak, Melchior Piechowiak i Wincenty Paetz21,
Stefan Ka³amajski22, Stanis³aw Brzeski23);
– kupcy aktywni w sektorze finansowym (Telesfor i Kazimierz Otmianowscy, W³adys³aw Jerzykiewicz);
– kupcy anga¿uj¹cy swoj¹ wiedzê i kapita³ w przedsiêwziêcia przemys³owe i finansowe (Boles³aw Kasprowicz, Bogdan Leitgeber).
20 Józef Czepczyñski inwestowa³ w przemys³ chemiczno-farmaceutyczny. Pocz¹tkowo
naby³ w 1927 r. jedn¹ trzeci¹ akcji Wielkopolskiej Wytwórni Chemicznej, zaœ w styczniu
1928 r. Józef i W³odzimierz Czepczyñscy kupili najstarsz¹ poznañsk¹ fabrykê tej bran¿y
„R. Barcikowski S.A. (ERBE)”. W 1932 r. przedsiêbiorstwo Czepczyñskich powiêkszy³o
siê o fabrykê œrodków do zwalczania szkodników. Szczegó³owo transakcje te omówi³a
M. M r u g a l s k a - B a n a s z a k, Poznañskie rody i rodziny – Czepczyñscy. Opowieœæ
o potentatach bran¿y drogeryjnej. Katalog wystawy, Poznañ 2002, s. 22–28.
21 Walenty Wawrzyniak, Melchior Piechowiak i Wincenty Paetz reprezentowali bran¿ê
obrotu wyrobami spirytusowymi. Dorobiwszy siê w handlu znacznych fortun, zainwestowali w fabrykê wódek i win „Likwowin” przy ul. Strzeleckiej. Kiedy ca³e przedsiêwziêcie
nabra³o rozmachu, przedsiêbiorczy kupcy wybudowali wielk¹ fabrykê spirytualiów i soków owocowych przy ul. Wierzbowej. Warto dodaæ, ¿e Wincenty Paetz by³ w³aœcicielem
Paetzowinu – najwiêkszej poznañskiej wytwórni musztardy i octu; zob. M.J. J a n u s z k i e w i c z, A. P l e s k a c z y ñ s k i, Swój do swego, czyli Ksiêga kupiectwa poznañskiego,
Poznañ 2004, s. 27; D. K s i ¹ ¿ k i e w i c z - B a r t k o w i a k, Likwowin, czyli jak siê nie daæ
nabiæ w butelkê, „Kronika Miasta Poznania” (cyt. dalej KMP) 2000, nr 4, s. 176-189.
22 Karierê kupca Stefan Ka³amajski rozpoczyna³ od za³o¿enia „sk³adu towarów krótkich”, czyli sklepu bran¿y galanteryjno-w³ókienniczej w 1912 r. w Poznaniu. W 1919 r.
rozwijaj¹c firmê, za³o¿y³ w³asny dom handlowy przy pl. Wolnoœci, a w 1923 r. otworzy³
jego filiê w Toruniu. W ramach inwestycji w przemys³ w 1922 r. wybudowa³ w Mosinie
pod Poznaniem wielk¹, nowoczesn¹ pralniê chemiczn¹ i farbiarniê (firma nosi³a nazwê
„Barwa – Parowa Farbiarnia i Pralnia Chemiczna – Stefan Ka³amajski w Poznaniu
– Fabryka w Mosinie”). W 1927 r. zainwestowa³ w bran¿ê rozrywkow¹, buduj¹c kinoteatr
„S³oñce” – jedno z najwiêkszych i najnowoczeœniejszych wówczas obiektów tego typu
w Europie, zob. A. Z a r z y c k i, Wielkopolska Izba Przemys³owo-Handlowa. Tradycja
i wspó³czesnoœæ 1851–2001, Poznañ 2001, s. 134–138; Z. S z y m a ñ s k a, Stefan Ka³amajski – kupiec poznañski, „Kronika Wielkopolski” 1996, nr 1, s. 99–100; M.J. J a n u s z k i e w i c z, A. P l e s k a c z y ñ s k i, dz. cyt., s. 94–95.
23 „BrzeskiAuto” – najstarsza w Wielkopolsce firma bran¿y samochodowej zajmowa³a siê handlem nowymi samochodami, dzia³alnoœci¹ us³ugow¹ w zakresie napraw
oraz produkcj¹ samochodów w³asnej konstrukcji, a nawet komisem aut. Dodatkowo
w sk³ad przedsiêbiorstwa motoryzacyjnego Stanis³awa Brzeskiego (od 1919 r. o statusie spó³ki akcyjnej) wchodzi³o przedstawicielstwo fabryki samochodów „Adlera”, które
prowadzi³o równie¿ handel akcesoriami motoryzacyjnymi (s³ynne opony „pneumatyki”),
a nawet stacja benzynowa. Ten najpotê¿niejszy w Poznaniu sprzedawca i producent
samochodów zaczyna³ od napraw welocypedów, aby nastêpnie sprzedawaæ pierwsze automobile, zob. M.J. J a n u s z k i e w i c z, A. P l e s k a c z y ñ s k i, dz. cyt., s. 29, 218–219.
[7]
AktywnoϾ zawodowa sfer kupieckich Wielkopolski
201
Kupiectwo a sfery finansowe
Po 1918 r. kupiectwo wielkopolskie poszukiwa³o w³asnych dróg rozwoju ekonomicznego, jednak realizacja tych zamierzeñ by³a uzale¿niona od dostêpu do œrodków finansowych w³asnych i obcych. Koncepcje
finansowania w³asnej dzia³alnoœci gospodarczej by³y zró¿nicowane.
Wœród kupców dynamicznie rozwijaj¹cych firmy przewa¿a³a opcja korzystania z kredytu bankowego, który zapewnia³ œrodki pieniê¿ne na
wzbogacenie oferty towarowej i unowoczeœnienie dotychczasowego profilu dzia³alnoœci przedsiêbiorstw kupieckich. W niektórych przypadkach,
zw³aszcza krótko po odzyskaniu niepodleg³oœci, kredyt by³ potrzebny
do rozpoczêcia dzia³alnoœci handlowej przez osoby nienale¿¹ce dotychczas do warstwy kupieckiej. Uzyskanie kredytów niskooprocentowanych,
krótko- i d³ugoterminowych, by³o problemem aktualnym na przestrzeni ca³ego dwudziestolecia miêdzywojennego24, dlatego przedstawiciele
tej sfery anga¿owali siê zarówno w prywatn¹ bankowoœæ, jak i wywierali wp³yw na politykê kredytow¹ pañstwa. Dzia³ania te podejmowali g³ównie doœwiadczeni kupcy, bowiem jednoczeœnie ujawni³a siê tendencja
przeciwstawna, prezentowana przez kupców drobnych, konserwatywnych, legitymuj¹cych siê mniejsz¹ praktyk¹ zawodow¹. Wyra¿ali oni
obawy wobec zad³u¿ania siê w instytucjach bankowych, a ich ostro¿noœæ wynika³a z braku ustabilizowanego rynku oraz z niejednoznacznej
i nieklarownej polityki gospodarczej pañstwa25.
Powi¹zania kupiectwa ze sferami bankowymi by³y wielow¹tkowe.
Szczególnie w latach dwudziestych spoœród cz³onków organizacji kupieckich rekrutowa³o siê wielu dyrektorów banków oraz cz³onków ich rad
nadzorczych. W centrum zainteresowañ kupiectwa znalaz³y siê trzy
banki: Bank Zwi¹zku Spó³ek Zarobkowych26, Bank Przemys³owców i Polski Bank Handlowy. W powszechnej opinii œrodowiskowej banki te,
24 Archiwum Pañstwowe w Poznaniu, Zwi¹zek Towarzystw Kupieckich (cyt. dalej
APP, ZTK), sygn. 70; zob. te¿ „Œwiat Kupiecki” 1926, nr 3, s. 2.
25 W. S t o b r a w a, Polskie banki akcyjne w Wielkopolsce i ich rola w rozwoju gospodarczym kraju, Poznañ 1987 (mps pracy doktorskiej, przechowywany w Bibliotece
UAM w Poznaniu, sygn. 303435III), s. 163. W prasie kupieckiej systematycznie poruszano kwestie relacji sfer handlowych z sektorem bankowym. Na przyk³ad problematyka ta zosta³a szczegó³owo omówiona w dyskusji na ³amach czasopisma „Kupiec Podró¿uj¹cy” 1920, nr 2.
26 Sprawozdanie Banku Zwi¹zku Spó³ek Zarobkowych za rok 1924 (cyt. dalej Sprawozdanie BZSZ za rok…), Poznañ 1925, s. 3; Sprawozdanie BZSZ za rok 1925, Poznañ
1926, s. 5; Sprawozdanie BZSZ za rok 1926, Poznañ 1927, s. 4; Sprawozdanie BZSZ
za rok 1927, Poznañ 1928, s. 3; Sprawozdanie BZSZ za rok 1928, Poznañ 1929, s. 4;
Sprawozdanie BZSZ za rok 1929, Poznañ 1930, s. 5.
202
Zdzis³awa Szymañska-Chlebowska
[8]
zw³aszcza dwa ostatnie, funkcjonowa³y jako banki kupieckie. Na przyk³ad, w Banku Przemys³owców dyrekcjê wy³oniono spoœród cz³onków
Konfranterni Kupców Chrzeœcijan w Poznaniu27. W Radzie Nadzorczej
tego¿ banku zasiadali tacy kupcy jak: W³odzimierz Adamski, Józef Eichstaedt, Teodor Filipowicz, W³odzimierz Leitgeber, Telesfor Otmianowski i Boles³aw Ziêtkiewicz28. Do starañ o udzia³ we w³adzach tej instytucji bankowej sk³oni³y organizacje kupieckie trudnoœci w uzyskaniu
korzystnego kredytu oraz preferowanie przez banki akcji doinwestowywania przemys³u29. Wielki kryzys lat trzydziestych wp³yn¹³ bardzo niekorzystnie na funkcjonowanie bankowoœci, zw³aszcza prywatnej, co doprowadzi³o do ograniczenia intensywnych kontaktów sfer kupieckich
i finansowych30.
ObecnoϾ przedstawicieli sfery kupieckiej w strukturach decyzyjnych
Banku Przemys³owców oddzia³ywa³a znacz¹co na politykê finansow¹
tej instytucji w pierwszej dekadzie dwudziestolecia miêdzywojennego.
Wp³ywy kupiectwa dotyczy³y jej doboru kadry kierowniczej, sposobów
podwy¿szania kapita³u w³asnego, kontroli p³ynnoœci finansowej, form
korzystnego lokowania w³asnych œrodków finansowych, okreœlenia kierunków jego dzia³alnoœci. W perspektywie makroekonomicznej konsekwencj¹ silnej pozycji kupców poznañskich w tym jednym z wiêkszych
27 Sprawozdanie Banku Przemys³owców za rok 1924 (cyt. dalej Sprawozdanie BP
za rok…), Poznañ 1925, s. 2, Sprawozdanie BP za rok 1925, Poznañ 1926, s. 3;
Sprawozdanie BP za rok 1926, Poznañ 1927, s. 2; Sprawozdanie BP za rok 1927, Poznañ
1928, s. 2; Sprawozdanie BP za rok 1928, Poznañ 1929, s. 3; Sprawozdanie BP za rok
1929, Poznañ 1930, s. 3. Zob. te¿ K. B a j o ñ s k i, Bank Przemys³owców i jego zadania
spo³eczne dawniej i w chwili obecnej. Mowa wyg³oszona na obchodzie 60-lecia Banku
Przemys³owców dnia 30 X 1922, Poznañ 1922.
28 D¹¿enie do przekszta³cenia Banku Przemys³owców w bank kupiecki najpe³niej
odzwierciedla poni¿szy fragment tekstu Ÿród³owego: „Kwestiê Banku Przemys³owców
za³atwiono w kierunku przekszta³cenia go na Bank maj¹cy s³u¿yæ naszemu kupiectwu,
zyskuj¹c tam przewa¿aj¹ce wp³ywy przez obsadzenie prawie wszystkich krzese³ Rady
Nadzorczej cz³onkami Zwi¹zku Towarzystw Kupieckich”, zob. Sprawozdanie Stowarzyszenia Kupców Chrzeœcijan w Poznaniu 1913–1928, Poznañ 1928, s. 13.
29 Do 1924 r. banki inwestowa³y przede wszystkim w przemys³, albowiem kredytowanie firm kupieckich by³o obci¹¿one zwiêkszonym ryzykiem. Sytuacja ta wynika³a z postêpuj¹cej inflacji, która w znacznie wiêkszym stopniu dotyka³a handel negatywnymi
skutkami, zob. Sprawozdanie BZSZ za rok 1920, Poznañ 1921, s. 3-5; Sprawozdanie
BZSZ za rok 1921, Poznañ 1922, s. 4-7; Sprawozdanie BZSZ za rok 1922, Poznañ 1923,
s. 3-6; Sprawozdanie BZSZ za rok 1923, Poznañ 1924, s. 4-5; Sprawozdanie BZSZ za
rok 1924…, s. 3-5; Sprawozdanie BZSZ za rok 1925…, s. 4-6; Sprawozdanie BZSZ za
rok 1926…, s. 6; W. S e y d l i t z, Bank Zwi¹zku Spó³ek Zarobkowych. Pogl¹d na 50-letni¹
dzia³alnoœæ, Warszawa 1937, s. 18–20.
30 W. M o r a w s k i, BankowoϾ prywatna w II Rzeczypospolitej, Warszawa 1996,
s. 95–100.
AktywnoϾ zawodowa sfer kupieckich Wielkopolski
[9]
203
banków w okresie dwudziestolecia miêdzywojennego by³o: ochrona interesów gospodarczych kupiectwa, wiêkszy wp³yw na rozwój handlu wielkopolskiego (w konsekwencji modelowanie sytuacji gospodarczej regionu
poprzez próby zmniejszenia odp³ywu kapita³u), zwiêkszenie dochodów
firm kupieckich, zacieœnienie wspó³pracy sfer bankowych i kupieckich31.
Zaanga¿owanie sfer handlowych
w inwestycje przemys³owe
Powrót Wielkopolski w granice odrodzonego pañstwa polskiego zobligowa³ sfery kupieckie do poszukiwania nowych form aktywnoœci, które
uwidoczni³y siê w powo³ywaniu spó³ek i towarzystw akcyjnych w handlu i w przemyœle32. Ale ani one, ani przemys³owcy nie dysponowali
kapita³em, który wystarcza³by na przejêcie z r¹k niemieckich, a potem
na uruchomienie wiêkszych przedsiêbiorstw, dlatego w latach 1919–1922
dosz³o do mobilizacji oraz konsolidacji kapita³owej, której efektem by³a
intensyfikacja wykupu i zawi¹zywania spó³ek akcyjnych predestynuj¹cych do miana najpowa¿niejszych w danej bran¿y33. Niew¹tpliwie do
takich nale¿a³y Towarzystwo Akcyjne „Akwavit” w Poznaniu, Towarzystwo Akcyjne Dr Roman May w Poznaniu i Wielkopolska Wytwórnia Chemiczna „Blask” Sp. Akc. w Poznaniu. Wed³ug Mariana Ruma,
„proces koncentracji i centralizacji kapita³u doszed³ do szczytu w 1921 r.,
kiedy to w stolicy Wielkopolski za³o¿ono 52 nowe spó³ki akcyjne. W 1923 r.
proces ich tworzenia usta³, a nawet nast¹pi³ pewien regres w stosunku
do poprzedniego roku”34. Zjawiska te wi¹za³y siê ze schy³kow¹ faz¹ polonizacji, a jak ocenia Tadeusz Ko³odziej, „przewa¿na czêœæ nowopowsta³ych towarzystw akcyjnych [...] to przejête od obcych placówki”35.
31
Zob. Sprawozdanie Stowarzyszenia Kupców Chrzeœcijan… 1913–1928, dz. cyt.
M. R u m, Przemys³ poznañski w latach 1918–1928, [w:] Studia historyczno-gospodarcze nad Polsk¹ Zachodni¹, red. J. Deresiewicz, Poznañ 1971; zob. te¿ U. C y n a l e w s k a, Sytuacja spo³eczno-ekonomiczna miast wielkopolskich w miêdzywojennym
dwudziestoleciu, Warszawa 1977, s. 53. Szczegó³owe dane o liczbie spó³ek akcyjnych
powsta³ych w latach 1918–1923 w kraju i w Wielkopolsce przedstawia S. K a m o s i ñ s k i, dz. cyt., s. 18.
33 T. F i l i p o w i c z, dz. cyt., s. 124. Procesowi temu sprzyja³o przede wszystkim
liberalne prawo dotycz¹ce zawi¹zywania spó³ek, które wed³ug ówczesnych opinii umo¿liwia³o stworzenie spó³ki akcyjnej wszystkim osobom zamierzaj¹cym zaanga¿owaæ siê
w ¿ycie gospodarcze.
34 M. R u m, Przemiany spo³eczno-gospodarcze w Poznaniu w latach 1918–1928,
Poznañ 1967, s. 66–68.
35 T. K o ³ o d z i e j, ¯ycie gospodarcze w Poznaniu. Ksiêga pami¹tkowa miasta Poznania, Poznañ 1928, s. 219.
32
204
Zdzis³awa Szymañska-Chlebowska
[10]
W celu zintensyfikowania rozwoju regionu sfery przemys³owe i kupieckie powo³a³y w 1920 r. Gie³dê Pieniê¿n¹ w Poznaniu. G³ównym celem dzia³alnoœci nowej instytucji by³o rozprowadzenie znacz¹cej iloœci
akcji nowo powsta³ych towarzystw i spó³ek akcyjnych wœród spo³eczeñstwa36. Prezesem gie³dy zosta³ Stanis³aw Pernaczyñski, a wiceprezesem
Tadeusz Adamczewski. Obok tworzenia nowych spó³ek przejawem wspólnej aktywnoœci sfer by³a reorganizacja istniej¹cych ju¿ spó³ek poprzez
podwy¿szanie i rewaloryzacjê kapita³u w³asnego.
Aktywne zaanga¿owanie kapita³owe kupiectwa wielkopolskiego w inwestycje przemys³owe przejawia³o siê w posiadaniu udzia³ów w spó³kach akcyjnych, przejmowaniu ich i przekszta³caniu w spó³ki rodzinne,
tworzeniu spó³ek najczêœciej z udzia³em dwóch kupców, zak³adaniu w³asnych firm od podstaw, z regu³y dysponuj¹cych œrednim b¹dŸ niewielkim kapita³em.
W pierwszych latach wzmo¿onej aktywnoœci w procesach o¿ywiania
gospodarczego regionu i akcji przejmowania z r¹k niemieckich placówek gospodarczych udzia³owcy wywodz¹cy siê ze sfer handlowych przejawiali ogromne zainteresowanie przedmiotem przedsiêwziêæ gospodarczych37 i d¹¿yli do konsolidacji œrodków finansowych w celu osi¹gniêcia
znacz¹cych zysków w stosunkowo krótkim czasie. Pozyskanie kapita³ów wzmacnia³o do czasu wielkiego kryzysu (1929–1935) pozycjê spo³eczn¹ i ekonomiczn¹ kupiectwa, ale równie¿ s³u¿y³o dzia³alnoœci spekulacyjnej poprzez powo³ywanie efemerycznych spó³ek38. Takiej formie
aktywnoœci sprzyja³a sytuacja ekonomiczna, zw³aszcza ¿e w dobie inflacji bardziej op³aca³o siê lokowaæ pieni¹dze w akcje ni¿ dysponowaæ gotówk¹ (inwestowanie w akcje przemys³owe uznawano wówczas „za jeden z bardziej skutecznych sposobów zabezpieczenia kapita³ów przed
skutkami inflacji”39).
W latach trzydziestych obserwuje siê wstrzymanie ruchu inwestycyjnego, niezak³adanie nowych spó³ek akcyjnych oraz brak jakiegokolwiek ruchu w powiêkszaniu kapita³ów akcyjnych w spó³kach
36
S. P e r n a c z y ñ s k i, Stan i postulaty przemys³u i handlu b. Dzielnicy pruskiej,
Poznañ 1924, s. 6; Sprawozdanie Gie³dy Pieniê¿nej za rok 1924, Poznañ 1925, s. 3.
37 Zob. T. F i l i p o w i c z, dz. cyt., s. 120.
38 Dla Mariana Che³mikowskiego lata 1919–1923 „to okres zarówno inflacji pieniê¿nej
i kredytowej, jak i inflacji (jeœli mo¿na tak powiedzieæ) przedsiêbiorczoœci gospodarczej,
która podobnie jak w dziedzinie pieniê¿nej – nie zawsze mia³a pokrycie w potrzebach
i mo¿liwoœciach gospodarczych naszego kraju”; M. C h e ³ m i k o w s k i, Zagadnienia niemieckie w przeobra¿eniach gospodarczych Wielkopolski, „Gospodarka Zachodnia” 1937,
z. 12, s. 274.
39 W. M o r a w s k i, dz. cyt., s. 37–38.
[11]
AktywnoϾ zawodowa sfer kupieckich Wielkopolski
205
starych40. W opinii sfer kupieckich i przemys³owych „stan ten wywo³any jest nadmiernym przeci¹¿eniem przemys³u, przede wszystkim podatkowym i socjalnym i dopóki ciê¿ary te nie ulegn¹ powa¿nemu z³agodzeniu, a zatem dopóki nie zostan¹ stworzone warunki dla naturalnych
procesów kapitalizacyjnych, dziedzina przemys³u nie bêdzie stanowiæ
¿adnej si³y atrakcyjnej nawet dla ludzi wielkiej inicjatywy”41.
Charakterystyka struktury handlu wielkopolskiego
Sfery kupieckie o wiele bardziej dynamicznie i w znacznie wiêkszym
zakresie rozwija³y dzia³alnoœæ gospodarcz¹ w oœrodkach miejskich. W wiêkszych miastach anga¿owa³y siê one w wielorakie dzia³y handlu wewnêtrznego, czego konsekwencj¹ by³a silnie rozwiniêta struktura bran¿owa42.
Powstawanie od podstaw du¿ych firm kupieckich sta³o siê mo¿liwe w dziedzinach zapewniaj¹cych w stosunkowo krótkim czasie znaczne obroty (chemia gospodarcza, artyku³y gospodarstwa domowego), inwestowano w rozwój nowych form aktywnoœci kupieckiej (np. sprzeda¿ wysy³kowa43),
tworzono wielobran¿owe domy towarowe44, ³¹czono dzia³alnoœæ kupieck¹
z gastronomiczn¹ (kawiarnie b¹dŸ restauracje przy domach towarowych).
40 Szerzej problematyka kryzysu zosta³a omówiona w: Z. L a n d a u, J. T o m a s z e w s k i, Gospodarka Polski miêdzywojennej 1918–1939, t. III: Wielki kryzys 1930-1935, Warszawa 1982.
41 Sprawozdanie Zwi¹zku Fabrykantów za rok 1933, Poznañ 1934, s. 3.
42 A. N a d o l n y, dz. cyt., s. 26.
43 Archiwum Pañstwowe w Bydgoszczy, Izba Przemys³owo-Handlowa (cyt. dalej APB,
IPH), sygn. 406, s. 20.
44 W dwudziestoleciu miêdzywojennym nie sprecyzowano dok³adnie pojêcia domu
towarowego, odznacza³y siê one ró¿nym ukszta³towaniem organizacyjnym. Mo¿na wyró¿niæ trzy typy: dom towarowy prowadz¹cy rozmaite dzia³y handlowe; domy wysy³kowe, zazwyczaj jednodzia³owe; wielkie placówki handlowe (detaliczne), niezarejestrowane jako domy towarowe. Domy towarowe prowadz¹ce rozmaite dzia³y handlowe nale¿a³y
do najwiêkszych, lecz stosunkowo rzadkich. Najczêœciej by³y to spó³ki akcyjne o kapitale w³asnym powy¿ej 1,5 mln z³. Przyjmowa³y one równie¿ formê spó³ki, w której g³ównymi udzia³owcami zostawali cz³onkowie rodziny. Profil firmy wyznacza³y dobra konsumpcyjne, wœród których dominowa³y konfekcja, obuwie, bielizna, zabawki, kosmetyki,
artyku³y gospodarstwa domowego, tekstylia. Te przedsiêbiorstwa odró¿nia³y siê od innych sklepów iloœci¹ zatrudnionego personelu (na przyk³ad w „Be. De. Te.” Pracowa³o
ok. 150 osób). Istnienie i konkurencyjnoœæ domów towarowych oddzia³ywa³o na aktywnoœæ kupiectwa prowadz¹cego sklepy detaliczne i przejawia³o siê w dba³oœci o pozyskiwanie i wzorcow¹ obs³ugê klienta oraz oferowanie towarów po korzystnych cenach, a tak¿e ciekawy wystrój i prowadzenie o¿ywionej reklamy; zob. J. C h o d o r o w s k i, Struktura
wewnêtrznego handlu towarowego w Polsce, Warszawa 1938, s. 63–65; APB, IPH,
sygn. 456; „Kupiec – Œwiat Kupiecki” 1926, nr 1, s. 1.
206
Zdzis³awa Szymañska-Chlebowska
[12]
W miastach dosz³o do specjalizacji oferty handlowej, miêdzy innymi
pojawi³y siê sklepy i magazyny maj¹ce w sprzeda¿y towary z jednej dziedziny obrotu. Proponowa³y one np. konfekcjê mêsk¹, konfekcjê damsk¹,
dodatki, obuwie, kapelusze, czapki („The Gentalmen” Stefana Schaefera45,
„Najwiêkszy specyalny dom mody mêzkiej i dla ch³opców” Jana £uczaka46, najwiêkszy w Poznaniu sk³ad b³awatny Franciszka WoŸniaka47).
Poza Poznaniem zauwa¿a siê inn¹ tendencjê – zak³adania i funkcjonowania firm kupieckich na bazie istniej¹cych wytwórni i ma³ych przedsiêbiorstw przemys³owo-rzemieœlniczych. Potwierdza to historia za³o¿enia sk³adu obuwia S. Czajkowskiego z W¹growca48. Najpierw istnia³a
pracownia obuwia i cholewek. Potem otwarto sk³ad obuwia (wi¹za³o siê
to z rozwojem firmy i zmian¹ lokalizacji). Nastêpnie warunki ekonomiczne zmusi³y w³aœciciela do rozwoju dzia³alnoœci gospodarczej: poszerzenia firmy o dzia³ kupiecki. S³u¿y³ on zbytowi wytworzonych we
w³asnej firmie towarów. Jest to przyk³ad uniezale¿niania siê przedsiêbiorcy od innych kupców: wytwórca staje siê tak¿e kupcem. W Poznaniu panowa³a odmienna tendencja: to kupiec zostawa³ fabrykantem (np.
Stefan Ka³amajski, Walenty Wawrzyniak i Melchior Piechowiak).
Do charakterystyki aktywnoœci sfer kupieckich w Wielkopolsce najbardziej odpowiednie s¹ kryteria: wed³ug bran¿, kategorii wykupywanych œwiadectw przemys³owych, rodzaju czynnoœci handlowych oraz
typów organizacyjnych.
Przedsiêbiorstwa kupieckie podlega³y podzia³owi wed³ug asortymentu
towarów wzglêdnie œwiadczonych us³ug49. Wœród 38 bran¿ odnotowywanych przez G³ówny Urz¹d Statystyczny50 dominuj¹c¹ w wielkopolskim handlu by³a pod koniec lat dwudziestych bran¿a spo¿ywcza, drugie miejsce zajmowa³a bran¿a odzie¿owa i galanteryjna: udzia³ ich obu
w rynku stanowi³ 65%. Najliczniejsze by³y tu niewielkie sklepy spo¿ywcze, które obs³ugiwa³y klientelê z najbli¿szej okolicy. Trudnoœci w zbycie
45 A. N i z i o ³ e k, Gentelman Schaefer, rozmowa ze Stefanem Schaeferem, KMP 1994,
nr 1–2.
46 Nazwa tego intratnego przedsiêwziêcia kupieckiego pojawia siê najczêœciej na
marginesie rozwa¿añ o pasa¿u „Apollo”.
47 M. W y s z y ñ s k a, Szanowny kupiec b³awatny Franciszek WoŸniak, rozmowa
z El¿biet¹ WoŸniak-Juszczak, Krystyn¹ Bajoñsk¹ i Stefanem Stuligroszem, KMP 1994,
nr 1–2; M.J. J a n u s z k i e w i c z, A. P l e s k a c z y ñ s k i, dz. cyt., s. 106.
48 Dzieje W¹growca, red. E. Makowski, Poznañ 1994.
49 Pojêcie bran¿y jest terminem szerokim znaczeniowo i obejmuje nie tylko podstawowe odniesienia, ale i formy pokrewne. Ciekawe przyk³ady kwalifikacji towarów do
danej bran¿y przez GUS poda³ J. C h o d o r o w s k i, dz. cyt., s. 5–6.
50 Statystyka Polski, Seria B, z. 5: Statystyka Przedsiêbiorstw Handlowych w Polsce
1932, G³ówny Urz¹d Statystyczny, Warszawa 1932, s. 9.
[13]
AktywnoϾ zawodowa sfer kupieckich Wielkopolski
207
towarów ograniczy³y natomiast rozwój takich bran¿, jak obrót maszynami i narzêdziami rolniczymi, handel fajansem, porcelan¹ i wysokojakoœciowym szk³em (uznawano je za towary luksusowe). Pod koniec lat
dwudziestych zaobserwowano wzrost specjalizacji bran¿owej, co wynika³o z du¿ej mobilnoœci sfer kupieckich. Wtedy pojawi³y siê takie nowe
bran¿e, jak sprzeda¿ wyrobów tytoniowych, futer, mebli i urz¹dzeñ biurowych. Sfery kupieckie i przemys³owe Poznania, Leszna, Gniezna i Ostrowa cechowa³a na ogó³ wiêksza mobilnoœæ i elastycznoœæ w zakresie modelowania struktury ga³êziowej i bran¿owej przemys³u i handlu51.
Iloœæ wykupywanych œwiadectw przemys³owych dla handlu, zw³aszcza wy¿szych kategorii, poœwiadcza aktywnoœæ wielkopolskiego kupiectwa. Wzrost liczby przedsiêbiorstw du¿ych i œrednich, pierwszych trzech
kategorii, by³ wynikiem pozytywnych tendencji wystêpuj¹cych w gospodarce, tak jak zwiêkszenie siê iloœci drobnych sklepików (zaklasyfikowanych jako IV kategoria) wskazywa³o na narastaj¹cy kryzys i oznacza³o równoczesny spadek wykupu œwiadectw kategorii I-III. Trzeba
jednak podkreœliæ, ¿e nawet wzrost wykupu œwiadectw przemys³owych
typu handlowego ni¿szych kategorii œwiadczy³ o aktywnoœci kupiectwa,
które dostosowywa³o siê do bie¿¹cej sytuacji gospodarczej i walczy³o w ten
sposób o utrzymanie rentownoœci w³asnej firmy52.
Na prze³omie lat dwudziestych i trzydziestych uwidacznia³y siê nastêpuj¹ce tendencje:
– spadek iloœci du¿ych przedsiêbiorstw kupieckich (zjawisko to wynika³o z obni¿enia aktywnoœci sfer kupieckich spowodowanego czynnikami ekonomicznymi)53;
– wzrost wykupu œwiadectw ni¿szych kategorii (ilustruje pozorn¹
aktywnoœæ kupiectwa, wywo³an¹ spadkiem statusu gospodarczego)54;
– zmiana struktury przedsiêbiorstw handlowych: wp³yn¹³ na to spadek liczby wykupywanych œwiadectw przemys³owych dla handlu kategorii I-III przy równoczesnym wzroœcie stanu posiadania œwiadectw IV
i V kategorii55;
– procesy kurczenia siê rozmiarów handlu wewnêtrznego w Wielkopolsce, spowodowane m.in. przez nagromadzenie zapasów towarów, co
51
A. N a d o l n y, dz. cyt., s. 35.
H. S z a t k o w s k i, Wielkopolska organizacja kupiectwa i us³ug w latach 1904–
1994, Poznañ 1995.
53 J. T h a m m, Struktura handlu detalicznego miasta Poznania w latach 1929–1939,
KMP 1962, nr 3, s. 41–53.
54 A. N a d o l n y, dz. cyt., s. 27–28.
55 T. K o ³ o d z i e j, Historia kupiectwa poznañskiego 1918–1961, Poznañ 1962 (mps
w Bibliotece Kórnickiej PAN), s. 75.
52
208
Zdzis³awa Szymañska-Chlebowska
[14]
wp³ywa³o na powa¿ne obni¿enie rentownoœci placówek handlowych
i zmniejsza³o mo¿liwoœci zbytu56;
– zachwianie równowagi pomiêdzy poda¿¹ a popytem;
– zmniejszenie lub brak dochodowoœci przedsiêbiorstw handlowych.
Sfery kupieckie w Wielkopolsce na przestrzeni ca³ego dwudziestolecia cechowa³a rezygnacja z prymitywnych wzorów sklepikarstwa oraz
ambicja w promowaniu pozytywnego obrazu kupca57. Preferowan¹ przez
kupiectwo form¹ aktywnoœci by³o prowadzenie handlu towarowego typu
jednostkowego. Te przedsiêbiorstwa stanowi³y 70–80% ogólnej liczby
placówek kupieckich58 i dzieli³y siê na firmy kupieckie o profilu hurtowym lub detalicznym. W Wielkopolsce obserwuje siê wysoki udzia³ przedsiêbiorstw hurtowych i du¿ych firm detalicznych w handlu. Œwiadczy to
o dobrym przystosowywaniu siê do ogólnej sytuacji regionu. O wielkoœci
i poziomie sklepu decydowa³a przedsiêbiorczoœæ i elastycznoœæ kupca59.
Najwiêksi kupcy wielkopolscy posiadali hurtownie i du¿e placówki
detaliczne. Ta konsolidacja s³u¿y³a zmniejszaniu kosztów pozyskania
towarów oraz efektywnemu wykorzystaniu kapita³u. Nierzadko te¿
kupcy wspó³pracowali z przemys³em, prowadz¹c przedstawicielstwa
handlowe znanych firm danej bran¿y. Takie dzia³ania podejmowali:
Boles³aw Kasprowicz w bran¿y wódczanej60, Jan Deierling w ¿elaznej61,
Aleksander Szrejbrowski w tytoniowej, Józef Czepczyñski w drogeryjnej62, Aleksander Gosieniecki w bran¿y tytoniowej63. W te przedsiêwziêcia anga¿owali siê przede wszystkim najlepsi i najbardziej aktywni kupcy
regionu. Dzia³alnoœæ owa przynosi³a zyski w postaci zwiêkszania posiadanych kapita³ów oraz zapewnia³a presti¿ spo³eczny i pozycjê w krêgach gospodarczych.
56
Sprawozdanie Zwi¹zku Fabrykantów za rok 1931, Poznañ 1932, s. 13.
Z. L a n d a u, J. T o m a s z e w s k i, Gospodarka Polski miêdzywojennej, t. I, Warszawa 1967, s. 198.
58 APP, IPH, sygn. 111.
59 M. M r u g a l s k a - B a r t k o w i a k, Reklama dŸwigni¹ handlu. Kinowe promocje
firm poznañskich w dwudziestoleciu miêdzywojennym. Katalog wystawy Muzeum
Historii Miasta Poznania, Poznañ 1993; zob. te¿. Premjowanie okien wystawowych w Poznaniu, KMP 1924, s. 196–199.
60 W. W y s t ê p s k i, Fabryka Wódek i Likierów, Gorzelnia Koniaków i Wytwórnia
Win Boles³awa Kasprowicza w GnieŸnie (1888 – 1952), [w:] Gniezno. Studia i materia³y, Poznañ 1990, z. 3.
61 A. N i z i o ³ e k, U Deierlinga by³o wszystko, rozmowa z Ew¹ Mielcarek, KMP 1994,
nr 1–2, s. 37–60.
62 B. W i e t r z y c h o w s k i, Œp. Józef Czepczyñski [kupiec, przemys³owiec]. Wspomnienia poœmiertne, KMP 1939, s. 66–67.
63 Miêdzy sklepem a mieszkaniem, KMP 1994, z. 1–2.
57
[15]
AktywnoϾ zawodowa sfer kupieckich Wielkopolski
209
Zmiany sytuacji gospodarczej Polski, a zw³aszcza wielki kryzys, spowodowa³y w latach trzydziestych regres we wspó³pracy handlu z przemys³em i powa¿ne ograniczenie hurtu. Konsekwencj¹ tych zjawisk by³o
przejêcie wp³ywów kupiectwa przez sfery przemys³owe, co doprowadzi³o
do rozwoju i ekspansji rynkowej sklepów fabrycznych64 – do najwiêkszych i najbardziej licz¹cych siê nale¿a³y placówki handlowe nastêpuj¹cych firm: „Goplana” Spó³ka Akcyjna w Poznaniu; „Lukullus” Fr. Lehmann, Fabryka Cukrów i Czekolady w Bydgoszczy; Sommerfeld B.,
Fabryka Fortepianów i Pianin w Bydgoszczy; Dawidowscy Bracia, Fabryka Konserw i Wyrobów Miêsnych w Poznaniu; Przyby³a K., Fabryka Konserw i Wyrobów Miêsnych w Poznaniu65; Dr Roman May; Tomaszewski. Fabryka Baterii „Centra” w Poznaniu66. Podczas walki ze
skutkami kryzysu kupiectwo wielkopolskie pocz¹tkowo nie dostrzeg³o
utraty czêœci wp³ywów na rynku i rosn¹cego zagro¿enia ze strony prê¿nie dzia³aj¹cej konkurencji67: „Fakt, ¿e przemys³owcy przez zorganizowanie w³asnych sklepów detalicznych mog¹ siê czêœciowo obyæ bez us³ug
kupiectwa, powinien byæ przestrog¹ dla niego przed zbytnim lekcewa¿eniem si³ potencjalnych przemys³u oraz zachêt¹ do lepszego wykonywania swych obowi¹zków”68. Dopiero w dobie wychodzenia z kryzysu
sfery kupieckie podjê³y akcjê maj¹c¹ na celu ograniczenie zasiêgu oddzia³ywania sklepów fabrycznych69. W okresie stabilizacji ekonomicznej (po 1935 r.) uzna³y one istnienie sklepów fabrycznych za nadmiern¹
64 U. C y n a l e w s k a, dz. cyt., s. 83–84; zob. te¿. Sk³ady fabryczne, „Wiadomoœci
Kupieckie” 1935, nr 15.
65 Kazimierz Przyby³a stworzy³ w Poznaniu imperium miêsno-wêdliniarskie, z powodzeniem konkuruj¹ce z innymi s³ynnymi potentatami tej bran¿y – braæmi Dawidowskimi. Wielki kompleks przetwórczy przy œw. Marcinie zaopatrywa³ sieæ dziewiêciu
poznañskich sklepów detalicznych, a tak¿e liczne filie w Warszawie, Gdyni, £odzi, Katowicach, Krakowie, Sosnowcu, Bydgoszczy i Wilnie. Dodatkowo Przyby³a prowadzi³
niezwykle intratny handel œwiniami na skalê miêdzynarodow¹, zob. M.J. J a n u s z k i e w i c z, A. P l e s k a c z y ñ s k i, dz. cyt., s. 215.
66 T. K o ³ o d z i e j, Historia kupiectwa..., s. 96–97; J. C h o d o r o w s k i, dz. cyt.,
s. 74–75.
67 Sfery kupieckie okreœli³y ekspansywne dzia³ania konkurencji jako „wojnê z handlem detalicznym”, zob. wiêcej Fabryki w walce z handlem detalicznym, „Kupiec – Œwiat
Kupiecki” 1931, nr 42.
68 J. C h o d o r o w s k i, dz. cyt., s. 76; zob. te¿ W. D i a m a n t, Rozwi¹zanie problemu sklepów fabrycznych, „Tygodnik Handlowy” 1935, nr 3, s. 31.
69 Sk³ady fabryczne, „Wiadomoœci Kupieckie” 1935, nr 15, s. 3; H. S a n d, Nowe
pod³o¿e podatkowe. Zagadnienia sklepów fabrycznych, „Codzienna Gazeta Handlowa”
1936, nr 7, s. 4; W. A r o n s o n, Sklepy fabryczne jako czynnik gospodarczo szkodliwy,
„Przegl¹d Handlowy” 1935, nr 28, s. 229; Nieprzemyœlana akcja z zak³adaniem sklepów fabrycznych, „Kupiec – Œwiat Kupiecki” 1931, nr 9.
210
Zdzis³awa Szymañska-Chlebowska
[16]
konkurencjê, albowiem przejmowa³y one klientelê, w znacznym stopniu ogranicza³y wp³ywy detalistów70 oraz umacnia³y pozycjê fabrykantów na rynku wewnêtrznym: „Kupiectwo wystêpowa³o zdecydowanie
przeciwko sklepom fabrycznym, wyra¿aj¹c opiniê, ¿e powstawanie tych
sklepów podrywa egzystencjê istniej¹cych placówek kupieckich, nie wnosz¹c jednoczeœnie ¿adnych pozytywnych wartoœci do struktury naszego
aparatu dystrybucyjnego”71.
Czêœæ kupiectwa wielkopolskiego ograniczy³a swoj¹ aktywnoœæ do
prowadzenia firmy kupieckiej albo sklepu, nie anga¿uj¹c siê w dzia³alnoœæ pozahandlow¹. Nastêpstwem tego procesu by³ brak bli¿szych kontaktów zawodowych z innymi sferami gospodarczymi. Przypadek ten
dotyczy m.in.: W³adys³awa Reichelta, Franciszka WoŸniaka, Stanis³awa Bare³kowskiego, Jana Deierlinga, Micha³a Rotnickiego. Pomimo braku powi¹zañ z innymi sektorami gospodarczymi kupcom tym uda³o siê
stworzyæ du¿e przedsiêbiorstwa handlowe, uznawane w miêdzywojennej Wielkopolsce za wzorcowe przyk³ady kupieckiej gospodarnoœci.
W³aœciciele du¿ych jednostek handlowych nie poprzestawali na tradycyjnych formach aktywnoœci kupieckiej. Dlatego walorem wyró¿niaj¹cym dany sklep by³o podejmowanie i rozwijanie jakiœ specyficznych
dzia³añ. Mo¿na tu wskazaæ na:
– œwiadczenie us³ug specjalistycznych, np. dopasowywanie konfekcji
mêskiej w firmie „The Gentalmen” Stefana Schaefera72, wykonywanie
us³ug dziewiarskich na zlecenie w sklepie Stefana Ka³amajskiego, zapewnianie fachowej obs³ugi przyjêæ u Micha³a Rotnickiego (ofertê specjaln¹
Gdañskiego Domu Delikatesów stanowi³y zimne wyroby garma¿eryjne73);
– dostarczanie towaru dla klienta (kawa od Milachowskiego74, b³awaty od Franciszka WoŸniaka, towary ¿elazne od Deierlinga75);
– aran¿acja opakowania jako forma reklamy (u Stanis³awa Milachowskiego76, u Walerii Patykowej77);
70
Niektóre nawet o 80%, zob. APB, IPH, sygn. 406.
Koncentracja zagra¿a handlowi, „Tygodnik Handlowy” 1935, nr 11, s. 225; zob.
równie¿ U. C y n a l e w s k a, dz. cyt., s. 83.
72 A. N i z i o ³ e k, Gentelman..., s. 22.
73 M.J. J a n u s z k i e w i c z, A. P l e s k a c z y ñ s k i, dz. cyt., s. 66; M. W y s z y ñ s k a,
Wielkie ¿arcie u Rotnickiego, rozmowa z Karolem Rotnickim, KMP 1994, nr 1–2, s. 24.
74 M.J. J a n u s z k i e w i c z, A. P l e s k a c z y ñ s k i, dz. cyt., s. 180; A. N i z i o ³ e k,
Pali³ kawê Milachowski, rozmowa z Bogdanem Milachowskim, KMP 1994, nr 1–2, s. 83.
75 M.J. J a n u s z k i e w i c z, A. P l e s k a c z y ñ s k i, dz. cyt., s. 137; A. N i z i o ³ e k,
U Deierlinga..., s. 52.
76 M.J. J a n u s z k i e w i c z, A. P l e s k a c z y ñ s k i, dz. cyt., s. 180; A. N i z i o ³ e k,
Pali³ kawê..., s. 82.
77 „Bomboniery z jej sklepów wybornie spe³nia³y rolê drobnych upominków, a nieco
71
[17]
AktywnoϾ zawodowa sfer kupieckich Wielkopolski
211
– przedsprzeda¿ biletów na ró¿ne imprezy kulturalne np. do Opery,
na recitale gwiazd (w sklepie Aleksandra Szrejbrowskiego78).
Ka¿da z tych form dzia³alnoœci kszta³towa³a pozytywny wizerunek firmy,
a tak¿e wp³ywa³a na identyfikacjê sklepu z w³aœcicielem. Najwiêksze i wyró¿niaj¹ce siê placówki handlowe funkcjonowa³y pod nazwiskiem kupca79.
Analiza powi¹zañ kupiectwa z przemys³em i finansistami pozwala
ustaliæ tendencjê w aktywnoœci tej warstwy: kupcy anga¿owali siê
w wiêkszym stopniu w zwi¹zki z sektorem przemys³owym, natomiast
w przypadku sfery finansowej wykazywali pewn¹ ostro¿noœæ, albowiem
tylko nieliczni kupcy podejmowali wspólne przedsiêwziêcia ekonomiczne
z przedstawicielami takich instytucji jak banki, ubezpieczenia i gie³dy.
Formy aktywnoœci organizacyjnej
Sukces ekonomiczny i osi¹gniêty presti¿ spo³eczny zmotywowa³y
kupiectwo poznañskie do intensywnego tworzenia form w³asnego ¿ycia
organizacyjnego. Podjêto dzia³ania maj¹ce na celu przyci¹gniêcie cz³onków w³asnej grupy, jak równie¿ pozyskanie wzglêdów innych sfer gospodarczych. W dwudziestoleciu miêdzywojennym sfery kupieckie zawi¹za³y w³asne organizacje, nierzadko o charakterze bran¿owym (lub
wysoce specjalistycznym), które d¹¿y³y do umacniania wypracowanej
pozycji ekonomiczno-spo³ecznej i zacieœniania wiêzi grupowych oraz
nakreœlenia p³aszczyzn koegzystencji spo³ecznej.
snobistycznie nastrojona w³aœcicielka sk³onna by³a niektórych utytu³owanych klientów
poczêstowaæ fili¿ank¹ w³asnorêcznie zaparzonej kawy, mniej zaœ majêtnych obdarowaæ
paczuszk¹ wykwintnych s³odkoœci, zapominaj¹c zainkasowaæ zap³atê. Znana z dba³oœci
o estetykê witryn swoich sklepów Waleria Patyk notorycznie uczestniczy³a w konkursach
dekoracji okien wystawowych, czêsto zgarniaj¹c najwy¿sze nagrody”; M.J. J a n u s z k i e w i c z, A. P l e s k a c z y ñ s k i, dz. cyt., s. 141 i 207.
78 „Bilety do Opery i na wszystkie najwa¿niejsze imprezy artystyczne w Poznaniu,
najlepiej sprzedawa³y siê w latach 20-tych i 30-tych ubieg³ego stulecia w sk³adzie tytoniowym Aleksandra Szrejbrowskiego, przy ulicy Fredry 1. [...] wszystkie afisze i og³oszenia prasowe o ka¿dym przedstawieniu operowym i wa¿niejszych wystêpach artystycznych odbywaj¹cych siê w mieœcie, zaopatrzone by³y informacj¹, ¿e «przedsprzeda¿
biletów odbywa siê w firmie A. Szrejbrowski». Urodziwa, b³yskotliwa i wielce utalentowana Anna Szrejbrowska – znaj¹ca na pamiêæ niemal wszystkie arie operowe – szybko
sta³a siê surow¹ recenzentk¹ operowych przedstawieñ na u¿ytek klientów sklepu, którzy czêsto odwiedzali trafikê tylko po to, «by upewniæ siê, czy przedstawienie bêdzie
dobre»”. M.J. J a n u s z k i e w i c z, A. P l e s k a c z y ñ s k i, dz. cyt., s. 25; zob. te¿ A. Szrejbrowski. Rejonowa Hurtownia Wyrobów Tytoniowych, KMP 1994, nr 1–2, s. 107–108.
79 W. Czepczyñski (uzupe³ni³ L. Gustowski), Historia Centralnej Drogerii J. Czepczyñski w Poznaniu – Stary Rynek 8. 1892–1939, KMP 1991, nr 1–2, s. 80–109.
212
Zdzis³awa Szymañska-Chlebowska
[18]
W latach 1918–1939 kupcy wielkopolscy anga¿owali siê w organizowanie dzia³alnoœci stowarzyszeñ i zrzeszeñ, których podstawowym celem by³a reprezentacja oraz obrona ich interesów80. Przedstawiciele sfer
handlowych nie byli jednorodni pod wzglêdem przynale¿noœci do struktur organizacyjnych, poniewa¿ nierzadko decydowali siê nale¿eæ równoczeœnie do kilku z nich, jak:
– zwi¹zków b¹dŸ stowarzyszeñ reprezentuj¹cych œrodowisko kupieckie w sposób ogólny na forum spo³ecznym, np. do Konfranterni Kupców Chrzeœcijan, Zwi¹zku Towarzystw Kupieckich czy Stowarzyszenia
Kupców Chrzeœcijan;
– zwi¹zków i stowarzyszeñ bran¿owych, np. do Zwi¹zku Kupców
Zbo¿owych, Zwi¹zku Drogerzystów Rzeczypospolitej Polskiej, Zwi¹zku
Kupców Podró¿uj¹cych81;
– organizacji gospodarczych grupuj¹cych przedstawicieli ró¿nych sfer,
np. do Zwi¹zku Pracodawców Zachodniej Polski;
– samorz¹du gospodarczego.
Form¹ zrzeszaj¹c¹ i konsoliduj¹c¹ dzia³alnoœæ organizacji ogólnokupieckich na terenie Wielkopolski by³ Zwi¹zek Towarzystw Kupieckich.
Nale¿eæ mogli doñ jedynie cz³onkowie organizacji kupieckich dzia³aj¹cych w Wielkopolsce i na terenach s¹siednich oraz przedsiêbiorstwa,
w których przynajmniej jeden z cz³onków zarz¹du lub prokurentów nale¿a³ do organizacji kupieckiej82.
Wed³ug pkt. 2 Statutu, zadaniem zwi¹zku by³o „jednoczenie i podnoszenie istniej¹cych ju¿ organizacji kupieckich w Wielkopolsce, a tak¿e
tworzenie nowych Towarzystw celem obrony s³usznych praw i s³usznych interesów kupiectwa polskiego oraz celem rozwoju handlu narodowego we wszystkich jego dzia³ach”83. Przez ca³e dwudziestolecie
miêdzywojenne zwi¹zek d¹¿y³ do pomyœlnego rozwoju handlu wielkopolskiego oraz deklarowa³ pomoc instytucjom pañstwowym w zakresie
polityki gospodarczej. Zwi¹zek Towarzystw Kupieckich popiera³ swych
cz³onków we wszystkich kwestiach ekonomicznych, kredytowych,
celnych, itp. Stara³ siê zabezpieczyæ przedstawicielom sfer kupieckich
stanowiska w urzêdach i instytucjach pañstwowych, samorz¹dowych
80
APP, IPH, sygn. 1537.
Dzieje tej bran¿owej organizacji zrelacjonowano szczegó³owo w okazjonalnej publikacji Jednodniówka jubileuszowa wydana na pami¹tkê 30-lecia istnienia Stowarzyszenia Chrzeœcijañskich Kupców Podró¿uj¹cych i Przedstawicieli Handlowych R. P. 1907–
1937, Poznañ 1937.
82 APP, IPH, sygn. 1537, s. 326–328 (np. casus Stanis³awa BruŸdziñskiego z fabryki
„Kerament Polski”).
83 Tam¿e, s. 325–329.
81
[19]
AktywnoϾ zawodowa sfer kupieckich Wielkopolski
213
i spo³ecznych. Œciœle wspó³pracowa³ z pokrewnymi organizacjami funkcjonuj¹cymi na terenie Rzeczypospolitej. Do innych wa¿nych celów dzia³alnoœci nale¿a³y: organizacja Targu Poznañskiego, urz¹dzanie wystaw
popularyzuj¹cych osi¹gniêcia kupiectwa, popieranie szkó³ kupieckich,
wydawanie czasopism, promocja ¿ycia zwi¹zkowego i zawodowego. Dodatkowo Zwi¹zek Towarzystw Kupieckich zbiera³ i udziela³ informacji
o handlu w kraju i zagranic¹84. W 1923 r. nale¿a³o doñ 30 organizacji
kupieckich85, a 1933 r. by³o ich 6186. Pomimo wzrostu zainteresowania
sfer kupieckich formami aktywnoœci organizacyjnej nie uda³o siê uzyskaæ licznego akcesu do struktur zwi¹zkowych. U podstaw nieufnoœci
braci kupieckiej leg³o przekonanie o zbyt du¿ych kosztach cz³onkostwa
w zrzeszeniach kupieckich87.
Wybitni i najbardziej przedsiêbiorczy kupcy wielkopolscy zasiadali
zazwyczaj w zarz¹dzie. Na przyk³ad w 1932 r. w jego pracach uczestniczyli: Kazimierz Otmianowski, Franciszek WoŸniak, Stefan Ka³amajski,
W³adys³aw Reichelt, Józef Pluciñski, Stanis³aw Maciejewski, Wiktor
G³adysz, Brunon Ha³awski88. Dziêki ich zaanga¿owaniu w okresie ca³ego dwudziestolecia miêdzywojennego poznañskie towarzystwa kupieckie powiêksza³y grono kupców zrzeszonych, zaœ pozosta³e wielkopolskie
organizacje kupieckie w wiêkszoœci cechowa³ spadek liczby cz³onków.
Ujawni³a siê te¿ kolejna dysproporcja: zwiêkszonej intensywnoœci dzia³añ organizacji poznañskich towarzyszy³ powszechny marazm oœrodków
prowincjonalnych (z wyj¹tkiem towarzystw we Wrzeœni, w W¹growcu89,
Œrodzie Wielkopolskiej, Ostrowie Wielkopolskim). Narastaj¹ce trudnoœci gospodarcze spowodowa³y zanik aktywnoœci organizacyjnej kupiectwa prowincjonalnego i spadek znaczenie ruchu zawodowego90. Podczas
wielkiego kryzysu dosz³o do intensyfikacji zjawisk negatywnych91. Sfery
84
APP, ZTK, sygn. 4, s. nlb.
APB, IPH, sygn. 404, s. nlb.
86 Handel w Wielkopolsce i jego organizacja zawodowa w 1932/1933, Poznañ 1933
(cyt. dalej Handel w Wielkopolsce…1932/1933), s. 75–77.
87 Sprawozdanie Zwi¹zku Towarzystw Kupieckich za rok 1932, Poznañ 1933, s. 24
(cyt. dalej Sprawozdanie ZTK za 1932).
88 Handel w Wielkopolsce... w 1932/1933, s. 78–79.
89 APP, ZTK, sygn. 71, s. 52.
90 „Zwi¹zek Towarzystw Kupieckich, który w miarê zwiêkszania siê trudnoœci, winien coraz szersze zakresy prac obejmowaæ – natrafia na coraz to wiêksze przeszkody
w swej pracy, mianowicie na brak œrodków [...] i na apatiê cz³onków, upadaj¹cych psychicznie pod naporem ró¿norakich przyczyn”; Sprawozdanie ZTK za 1932, s. 24.
91 „W dalszym ci¹gu znaczna wiêkszoœæ jednostek, utrzymuj¹cych siê z handlu, nie
zdradza zrozumienia potrzeby organizacji, mimo ¿e niew¹tpliwie wszyscy odczuwaj¹,
jak to siê mówi «z³e czasy» i na nie narzekaj¹”; APP, ZTK, sygn. 71, s. 61.
85
214
Zdzis³awa Szymañska-Chlebowska
[20]
kupieckie uwa¿a³y, ¿e pomimo spadku zaanga¿owania czy nawet
wyst¹pienia wielu cz³onków z organizacji warto podtrzymywaæ wiêzi grupowe, albowiem „w jednoœci si³a”. Grupa najaktywniejszych przedstawicieli sfery kupieckiej dostrzega³a potrzebê podtrzymywania dzia³alnoœci stowarzyszeñ, w których upatrywa³a najwa¿niejszego w tym
okresie obroñcê w³asnych interesów. Realizowane projekty przyczyni³y
siê do zwiêkszenia wp³ywów sfer handlowych i pog³êbienia wiêzi œrodowiskowych, a w konsekwencji do aktywizacji kupców w organach samorz¹dowych ró¿nego szczebla92 (nierzadko by³ to pocz¹tek imponuj¹cej
kariery93). Dziêki zaanga¿owaniu szczególnie aktywnych kupców Zwi¹zek Towarzystw Kupieckich œciœle wspó³pracowa³ z Izb¹ Przemys³owoHandlow¹ w Poznaniu. Pierwsze wybory do Izby przeprowadzono dziêki
zaanga¿owaniu Zwi¹zku Towarzystw Kupieckich przy wspó³pracy z pozosta³ymi miejscowymi organizacjami gospodarczymi94. Z IPH w Poznaniu wspó³dzia³a³y za poœrednictwem biura zwi¹zku poszczególne wielkopolskie towarzystwa kupieckie.
Zwi¹zek Towarzystw Kupieckich podj¹³ inicjatywê systematycznego
publikowania informacji o swoich dzia³aniach, ¿yciu organizacyjnym
i zamierzeniach na przysz³oœæ. Zadania te spe³nia³ utworzony w 1925 r.
tygodnik gospodarczy „Œwiat Kupiecki”. Jego redaktorem naczelnym
zosta³ Kazimierz O³odziejewski.95. Redakcja czasopisma d¹¿y³a do skonsolidowania ca³ego œrodowiska, prowadz¹c sta³¹ czêœæ programow¹, prezentuj¹c¹ pogl¹dy i opinie sfer kupieckich. Pomimo starañ redakcji i aktywnej postawy niektórych organizacji kupieckich (np. z W¹growca,
Buku, Wrzeœni, Bydgoszczy) pismo nie sprosta³o temu zadaniu. Trudnoœci finansowe i chêæ zapobie¿enia ostatecznej likwidacji tego organu
prasowego96 sk³oni³y Zwi¹zek Towarzystw Kupieckich do przekazania
tej inicjatywy Arturowi Gustowskiemu.
Sfery kupieckie zaanga¿owa³y siê w modelowanie profilu kszta³cenia szkolnictwa zawodowego na poziomie œrednim i wy¿szym, by dostosowaæ edukacjê handlow¹ do wymogów wspó³czesnego ¿ycia gospodar92
APP, ZTK, sygn. 21; Handel w Wielkopolsce i jego organizacja zawodowa w 1934/
1935, Poznañ 1935, s. 24 (cyt. dalej Handel w Wielkopolsce... 1934/1935).
93 Potwierdzaj¹ to póŸniejsze kariery takich osób jak: Ksawery Gadebusch, Franciszek Lisiecki, W³adys³aw Majewicz, Mieczys³aw Malinowski, Stanis³aw Maciejewski,
Micha³ Rotnicki, Stanis³aw Szulc, Henryk ¯ak.
94 A. Z a r z y c k i, dz. cyt., s. 42–44.
95 Geneza powstania i praca „Œwiata Kupieckiego”, „Œwiat Kupiecki” 1926, nr 1,
s. 1–2.
96 Sfery kupieckie „uzna³y, ¿e jedynym ratunkiem jest po³¹czenie z konkurencj¹, tj.
Kupcem”, tam¿e, s. 2.
[21]
AktywnoϾ zawodowa sfer kupieckich Wielkopolski
215
czego. Ograniczy³y jednak wp³yw do sfery szkolnictwa zawodowego,
celowo rezygnuj¹c z oddzia³ywania na szkolnictwo o charakterze ogólnym97. Cz³onkowie Zwi¹zku Towarzystw Kupieckich wspó³kszta³towali
programy przygotowania zawodowego, byli konsultantami w radach
pedagogicznych, okreœlali cele dydaktyki szkolnej poprzez opiniowanie
propozycji rozwoju oœwiaty kupieckiej, sfery kupieckie mia³y znacz¹cy
wk³ad w organizacjê praktyk i sta¿ów handlowych oraz stara³y siê u³atwiæ zatrudnienie absolwentów szkó³ kupieckich zgodnie z profilem osi¹gniêtego wykszta³cenia98.
Oprócz Zwi¹zku Towarzystw Kupieckich w Poznaniu na terenie Wielkopolski istnia³ Zwi¹zek Towarzystw Kupieckich w Bydgoszczy na Okrêg
Nadnotecki, utworzony w 1919 r. Za³o¿enia programowe i statutowe
Zwi¹zku pokrywa³y siê z celami dzia³ania organizacji poznañskiej.
W 1926 r. do Zwi¹zku Towarzystw Kupieckich w Bydgoszczy nale¿a³o
11 organizacji licz¹cych 462 cz³onków99. Pomimo ambitnych planów dzia³alnoœæ tego zwi¹zku ogranicza³a siê do niwelowania trudnoœci organizacyjnych, wynikaj¹cych ze s³abego zainteresowania pracami ze strony
stowarzyszeñ prowincjonalnych, których ci¹g³a nieobecnoœæ na zebraniach zwi¹zku prowadzi³a do zaniku wiêzi z central¹. W takim uk³adzie
relacji g³ówny ciê¿ar prac zwi¹zkowych spada³ na cz³onków Towarzystwa Kupców w Bydgoszczy100.
Aby utrzymaæ ³¹cznoœæ z pokrewnymi organizacjami kupieckimi na
terenie Rzeczypospolitej Polskiej Zwi¹zek Towarzystw Kupieckich
wyszed³ z inicjatyw¹ po³¹czenia Zwi¹zków Towarzystw Kupieckich w Katowicach, Grudzi¹dzu i Bydgoszczy w jeden organ, który po ukonstytuowaniu siê w 1924 r. przyj¹³ nazwê Rady Zwi¹zków Towarzystw Kupieckich Polski Zachodniej (Razapol)101. Jej siedzib¹ by³o biuro Zwi¹zku
w Poznaniu, a przewodnicz¹cymi byli kolejno prezesi czterech zwi¹zków:
poznañskiego, katowickiego, grudzi¹dzkiego i bydgoskiego. W 1925 r.
Razapol grupowa³ 106 organizacji kupieckich. Jego kluczowym zadaniem by³o reprezentowanie handlu Polski Zachodniej wobec w³adz centralnych oraz opiniowanie regulacji prawnych w zakresie polityki podatkowej, kredytowej, handlu zagranicznego102. Razapol by³ punktem
wyjœcia do utworzenia Naczelnej Rady Zrzeszeñ Kupiectwa Polskiego,
97
Archiwum UAM, Rektorat 1919–1939, sygn. 15/33.
APP, IPH, sygn. 138, s. nlb.
99 APB, IPH, sygn. 406, s. 65.
100 Nieco o organizacji Zwi¹zku Towarzystw Kupieckich, „Œwiat Kupiecki” 1926,
nr 43, s. 921.
101 APP, ZTK, sygn. 35, s. 12; „Œwiat Kupiecki” 1926, nr 52, s. 1119.
102 APP, ZTK, sygn. 38, s. 6; „Kupiec – Œwiat Kupiecki” 1934, nr 32, s. 184.
98
216
Zdzis³awa Szymañska-Chlebowska
[22]
której powstanie og³oszono na zjeŸdzie Razapolu 28 czerwca 1925 r.
Reprezentowa³a ona interesy zrzeszeñ kupieckich na zewn¹trz, a dla
w³adz by³a instytucj¹ opiniodawcz¹. Pierwszym jej prezesem zosta³
wybrany Bogus³aw Herse – prezes Stowarzyszenia Kupców Polskich
w Warszawie, a jednym z trzech wiceprezesów Kazimierz Otmianowski. Pocz¹tkowo Naczelna Rada Zrzeszeñ Kupiectwa Polskiego pe³ni³a
funkcje nadrzêdne w stosunku do organizacji kupieckich Polski Zachodniej, £odzi i Wilna, a od 1928 r. po Wszechpolskim ZjeŸdzie Kupiectwa
w Warszawie – zwi¹zków organizacji kupieckich ca³ej Rzeczypospolitej
Polskiej103.
Najwa¿niejszymi organizacjami kupieckimi w Zwi¹zku Towarzystw
Kupieckich w Poznaniu by³y Konfranternia Kupców Chrzeœcijan oraz
Stowarzyszenie Kupców Chrzeœcijan, które pe³ni³o dominuj¹c¹ rolê
w zwi¹zku, albowiem mogli do niego nale¿eæ nawet kupcy niemaj¹cy
zbyt d³ugiego dorobku handlowego, a czêsto te¿ niezarejestrowani s¹downie. Z kolei Konfranternia by³a organizacj¹ skupiaj¹c¹ elitarne sfery kupieckie, których reprezentanci najczêœciej wywodzili siê z rodzin
o bogatych tradycjach kupieckich (Leitgeberowie, Szulcowie, Otmianowscy, Adamczewscy, Glabiszowie). W dwudziestoleciu miêdzywojennym
w zarz¹dzie Konfranterni znalaz³y siê wybitne jednostki: Telesfor i Kazimierz Otmianowscy, Jaros³aw, Jan i Roman Leitgeberowie, Mieczys³aw Malinowski, Jan Pankalla, Kazimierz Bajoñski, Stefan Ka³amajski, Edward Mazurkiewicz. Konfranternia zachowa³a cechy gildii
kupieckiej, o czym mog¹ œwiadczyæ nazwy funkcji osób zasiadaj¹cych
w zarz¹dzie: pierwszy starszy, drugi starszy, pisarz. Œwiadectwem przejêcia tradycyjnych wzorców korporacyjnych by³o powo³anie Konwentu
Seniorów Kupiectwa. Zrzesza³ on zas³u¿onych i d³ugoletnich dzia³aczy
korporacyjnych, wœród których znaleŸli siê chocia¿by Telesfor Otmianowski (cz³onek od 1888), Kajetan Ignatowicz (cz³onek od 1894), Edward
Mazurkiewicz (cz³onek od 1898), Boles³aw Kasprowicz (cz³onek od 1898),
Jaros³aw Leitgeber (cz³onek od 1900), Stanis³aw Pernaczyñski (cz³onek
od 1902)104. W 1920 r. Konfranternia liczy³a 171 cz³onków. Stan osobowy organizacji utrzymywa³ siê na przybli¿onym poziomie, co œwiadczy
o tym, ¿e prowadzi³a ona staranny dobór cz³onków i zrzesza³a kwiat
kupiectwa. W odró¿nieniu od innych stowarzyszeñ ogó³ cz³onków Kon103 S. K o w a l, Po³o¿enie gospodarcze i aktywnoœæ drobnomieszczañstwa wielkopolskiego w dwudziestoleciu miêdzywojennym 1918–1939, [w:] Drobnomieszczañstwo
XIX i XX wieku, red. S. Kowalska-Glikman, Warszawa 1984, t. I, s. 167–168.
104 Archiwum Pañstwowe w Poznaniu, Konfranternia Kupców Chrzeœcijan (cyt. dalej
APP, KKCh), sygn. 52.
[23]
AktywnoϾ zawodowa sfer kupieckich Wielkopolski
217
franterni aktywnie uczestniczy³ w pracach, natomiast jej zarz¹d okreœla³ kierunki rozwoju i wskazywa³ cele dzia³ania. Form¹ aktywizacji by³
udzia³ wybranych cz³onków w pracach Izby Przemys³owo-Handlowej
w Poznaniu: w ten sposób „nasza starodawna Korporacja odzyska³a poœrednio dawne swe prawa reprezentowania wobec w³adz – zawodowych
interesów kupiectwa”105.
W ci¹gu ca³ego dwudziestolecia miêdzywojennego Konfranternia
wspó³pracowa³a z Izb¹ Przemys³owo-Handlow¹, a przy wszelkich inicjatywach dotycz¹cych najwa¿niejszych interesów sfer b¹dŸ o charakterze dobroczynnym ze Zwi¹zkiem Towarzystw Kupieckich. W pierwszej
po³owie lat dwudziestych przy wspó³udziale Zwi¹zku Towarzystw Kupieckich i Stowarzyszenia Kupców Chrzeœcijan w Poznaniu Konfraternia zorganizowa³a Komitet „Pomoc dla biednych”. Zebrane fundusze
przeznaczono na sfinansowanie „Tanich Kuchni” i budowê Miejskiego
Domu Starców106. Ponadto uczestniczy³a w pracach plebiscytowych na
Warmii i na Œl¹sku, przy tworzeniu poci¹gu sanitarnego i kompanii
czo³ówek sanitarnych, w Komitecie Obrony Narodowej. Konfranternia
udzieli³a te¿ wszechstronnego poparcia idei organizacji Targu Poznañskiego107, a w Zwi¹zku Pracodawców zajmowa³a siê uregulowaniem zagadnieñ zarobkowych personelu. Delegowa³a równie¿ swych cz³onków
na sêdziów handlowych przy Izbie oraz przy s¹dzie okrêgowym (dla
spraw handlowych), do komisji podatkowych i do Komitetu Wyborczego108. W latach trzydziestych dzia³alnoœæ Konfranterni Kupców Chrzeœcijan znamionuje ograniczanie siê do wypracowanych wczeœniej form
aktywnoœci organizacyjnej. Najwa¿niejsze z nich to nadzór nad dorastaj¹c¹ m³odzie¿¹ kupieck¹, monitoring oœwiaty zawodowej, organizowanie wycieczek dokszta³caj¹cych109, akcje oœwiatowe w postaci wyst¹pieñ referentów. Marazm lat trzydziestych w ¿yciu stowarzyszenia nie
by³ przypadkiem odosobnionym.
Mimo dwukrotnie mniejszej liczby cz³onków ni¿ posiada³o ich
Stowarzyszenie Kupców Chrzeœcijan (w 1933 r. odpowiednio – 155:324)
i zmniejszaj¹cych siê wp³ywów Konfranternia w latach 1925–1936 ob105
APP, KKCh, sygn. 49, s. 6.
APP, IPH, sygn. 49, s. nlb.
107 Targi Poznañskie, [w:] Ksiêga pami¹tkowa miasta Poznania. Dziesiêæ lat pracy
polskiego zarz¹du sto³ecznego miasta Poznania, Poznañ 1929, s. 657.
108 APP, KKCh, sygn. 52, s. 33.
109 APP, KKCh, sygn. 50. Sprawozdanie Konfranterni Kupców Chrzeœcijan za rok
1933/1934 zawiera informacje o trzech wycieczkach dokszta³caj¹cych, do Fabryki Papieru „Malta”; Fabryki opon gumowych „Stomil” oraz Fabryki myd³a „Blask”; Fabryki
kopert i ksi¹g handlowych E. Krêglewski Sp. Akc.
106
218
Zdzis³awa Szymañska-Chlebowska
[24]
sadza³a stanowisko prezesa Zwi¹zku Towarzystw Kupieckich, którym
by³ Kazimierz Otmianowski (jednoczeœnie prezes Konfranterni Kupców
Chrzeœcijan)110.
Obok standartowych zadañ, typowych dla organizacji kupieckiej, Stowarzyszenie Kupców Chrzeœcijan wprowadzi³o do statutu zapis o koniecznoœci podjêcia walki z nielegalnym handlem, rzemios³em i przemys³em na terenie Wielkopolski. Aby zrealizowaæ to za³o¿enie, kupcy
powo³ali komisjê do zwalczania nieuczciwego wspó³zawodnictwa,
a Tadeusz Ko³odziej i Wawrzyniec Gaertner opracowali specjalne wydawnictwo Poradnik legalnego handlu, które propagowa³o legalne
i etyczne metody walki z nieuczciw¹ konkurencj¹111. W siedzibie Stowarzyszenia udzielano równie¿ porad prawnych i zawodowych, które
sprzyja³y podnoszeniu poziomu handlu. Zamierzano wspieraæ aktywnoœæ
kupieck¹ poprzez za³o¿enie Spó³dzielni „Kredyt”112. Kupcy wysuwali postulaty reformy prawa gospodarczego (podatkowego, ubezpieczeñ). Form¹ obrony interesów zawodowych przez cz³onków Zrzeszenia Kupców
Chrzeœcijan by³o uczestniczenie w dzia³alnoœci organów w³adz pañstwowych, samorz¹dowych, w szczególnoœci samorz¹du gospodarczego. Dobrze uk³ada³a siê wspó³praca z Zarz¹dem Miasta Poznania: cz³onkowie
Stowarzyszenia zasiadali w Radzie Miejskiej i brali udzia³ w pracach
specjalnych komisji113. Zrzeszenie Kupców Chrzeœcijan wspó³tworzy³o
organy samorz¹du gospodarczego i delegowa³o do pracy wybitne osobowoœci. Przyk³adowo prezesem Izby Przemys³owo-Handlowej by³ d³ugoletni cz³onek Zrzeszenia – Stefan Ka³amajski, zaœ wiceprezesem Franciszek Lisiecki. D¹¿ono do wspó³pracy z instytucjami ubezpieczeniowymi,
administracyjnymi i bankowymi, co uzasadnia póŸniejszy udzia³ wybranych cz³onków Zrzeszenia Kupców Chrzeœcijan jako mê¿ów zaufania
w Zak³adzie Ubezpieczenia Urzêdników Prywatnych w Poznaniu. Wnioskowano o powo³anie s¹du polubownego, który rozstrzyga³by kwestie
sporne i konflikty pomiêdzy cz³onkami Zrzeszenia.
Podczas „czwartków kupieckich”114, odbywaj¹cych siê co tydzieñ
w Resursie Kupieckiej, wyg³aszano referaty, odczyty i wyk³ady. Celom
dokszta³cania ogólnego i zawodowego s³u¿y³a w³asna biblioteka i czytelnia. Cz³onkowie Stowarzyszenia uczestniczyli w imprezach gospodar110
APP, ZTK, sygn. 71, s. 47. Do 18 V 1925 r. Kazimierz Otmianowski pe³ni³ funkcjê
wiceprezesa Zwi¹zku Towarzystw Kupieckich.
111 „Gospodarka Zachodnia” 1938, z. 31, s. 441.
112 APP, ZTK, sygn. 64, s. 20.
113 Stowarzyszenie Kupców Chrzeœcijan i Zrzeszenie Kupców Chrzeœcijan to synonimiczne nazwy tej samej organizacji.
114 Sprawozdanie Stowarzyszenia Kupców Chrzeœcijan... 1913–1928, dz. cyt., s. 11.
[25]
AktywnoϾ zawodowa sfer kupieckich Wielkopolski
219
czych w kraju i za granic¹ oraz wystawiali na targach krajowych i zagranicznych. Wspó³dzia³ali z innymi organizacjami kupieckimi i przemys³owymi podczas organizacji Jarmarku We³ny oraz obchodów Dnia
Reklamy115. Ponadto wp³ywali na politykê rozwojow¹ Miêdzynarodowych
Targów Poznañskich116. Troskê o perspektywy rozwoju tej instytucji
wyrazi³ Stefan Ka³amajski w referacie Miêdzynarodowe Targi Poznañskie – czem s¹ i czym byæ powinny117.
Stowarzyszenie Kupców Chrzeœcijan od samego pocz¹tku rozwija³o
dzia³alnoœæ nader wszechstronn¹118. Wyznaczy³y j¹ dwa nurty przedsiêwziêæ: inicjatywy d³ugoterminowe, których celem by³a konsolidacja i aktywizacja ca³ego œrodowiska kupieckiego, oraz inicjatywy bie¿¹ce; aktywnoœæ œrodowiska kupieckiego, by³a tu odpowiedzi¹ na aktualne
problemy spo³eczno-polityczne.
Najwa¿niejsze inicjatywy d³ugoterminowe Stowarzyszenia Kupców
Chrzeœcijan dotyczy³y utworzenia Domu Kupiectwa Polskiego119, za³o¿enia Resursy Kupieckiej120, budowy krêgielni i strzelnicy przy Domu
Kupiectwa Polskiego121, wprowadzenia god³a kupieckiego122. Na najistotniejsze inicjatywy bie¿¹ce sk³ada³y siê: zbiórka na Fundusz Obrony
Narodowej123, akcja do¿ywiania uczestników plebiscytu œl¹skiego124,
walka z ¿ebractwem i ufundowanie Miejskiego Domu Starców przy
ul. Mostowej „Dar Kupiectwa Poznañskiego”125, renowacja wnêtrz koœcio³a ks. salezjanów przy ul. Wronieckiej i ufundowanie organów dla tej
115 J. K o s t e c k a, Wspomnienia, [w:] Zrzeszenie Kupców Chrzeœcijan w Poznaniu
1913–1938, Poznañ 1938, s. 34, (cyt. dalej Zrzeszenie Kupców Chrzeœcijan…1913-1938).
116 M. K r z y ¿ a n k i e w i c z, Dzisiejsze oblicze Miêdzynarodowego Targu w Poznaniu, „Œwiat Kupiecki” 1925, nr 1, s. 2.
117 S. K a ³ a m a j s k i, Miêdzynarodowe Targi Poznañskie – czem s¹ i czym byæ powinny, „Œwiat Kupiecki” 1926, nr 18, s. 374; zob. te¿ B. S i k o r s k i, Geneza Miêdzynarodowych Targów Poznañskich, „Handel Zagraniczny” 1961, nr 6.
118 A. G u s t o w s k i, Na marginesie powstania i jubileuszu Zrzeszenia Kupców Chrzeœcijan w Poznaniu, [w:] Zrzeszenie Kupców Chrzeœcijan... 1913–1938, dz. cyt., s. 22.
119 APP, ZTK, sygn. 42, s. 17; sygn. 43, s. 33; sygn. 71, s. 50–51; APP, IPH, sygn.
1527, s. 86; Sprawozdanie Stowarzyszenia Kupców Chrzeœcijan... 1913 –1928, dz. cyt.,
s. 9–10; W. L i s i e w i c z, 25 lat w s³u¿bie dobra kupieckiego, [w:] Zrzeszenie Kupców
Chrzeœcijan... 1913–1938, dz. cyt., s. 51.
120 Z. Z a k r z e w s k i, Ulicami..., s. 216, 622, 625; Sprawozdanie Zwi¹zku Towarzystw Kupieckich za rok 1934, Poznañ 1935, s. 24; APP, ZTK, sygn. 55.
121 T. K o ³ o d z i e j, Historia kupiectwa..., s. 136; W. L i s i e w i c z, dz. cyt., s. 51.
122 A. G u s t o w s k i, dz. cyt., s. 23; Sprawozdanie Stowarzyszenia Kupców Chrzeœcijan... 1913- 1928, dz. cyt., s. 11.
123 W. L i s i e w i c z, dz. cyt., s. 54.
124 J. K o s t e c k a, dz. cyt., s. 34.
125 Zrzeszenie Kupców Chrzeœcijan... 1913–1938, dz. cyt., s. 28, 34, 53.
220
Zdzis³awa Szymañska-Chlebowska
[26]
œwi¹tyni126, akcja propagandowa pod has³em „wzmocnienia polskiego
stanu posiadania” (zwi¹zana z nasilaj¹c¹ siê walk¹ konkurencyjn¹, szczególnie w latach trzydziestych) oraz kampania reklamuj¹ca polskie firmy
(wydanie w 1938 r. ksiêgi adresowej Chrzeœcijañskie fabryki i hurtownie w Polsce)127.
Inicjatywy te kszta³towa³y pozytywny wizerunek cz³onków Zrzeszenia
Kupców Chrzeœcijan na forum spo³ecznym, jednak o zaanga¿owaniu sfer
decydowa³a przede wszystkim troska o w³asny rozwój ekonomiczny
w myœl zasady: „mój image warunkuje mój zysk”128.
Aktywizowaniu kupiectwa wielkopolskiego sprzyja³y dwudniowe zjazdy kupieckie, które odbywa³y siê raz na rok w Poznaniu lub Bydgoszczy.
Pierwszy dzieñ mia³ charakter sprawozdawczy, dzieñ drugi poœwiêcano
wymianie doœwiadczeñ i dyskusji. Zwieñczeniem obrad zjazdu by³y rezolucje dotycz¹ce ochrony interesów polskiego handlu i rozwoju ca³oœci
¿ycia gospodarczego regionu. Coroczne spotkania kupiectwa, z bogatym
programem, tak¿e najzupe³niej towarzyskim, s³u¿y³y równie¿ zacieœnianiu wiêzi towarzyskich i wzmocnieniu poczucia integracji grupowej129.
Kolejn¹ form¹ aktywnoœci organizacyjnej by³a przynale¿noœæ do zrzeszeñ kupieckich o charakterze bran¿owym, stanowi¹ca alternatywn¹
formê wobec akcesu do towarzystw ogólnokupieckich 130. W 1921 r.
w Wielkopolsce funkcjonowa³o 36 zwi¹zków bran¿owych. Szczególn¹ aktywnoœci¹ wykazywa³y siê zwi¹zki kupieckie wiod¹cych dzia³ów handlu: Zwi¹zek Drogerzystów Rzeczypospolitej Polskiej Okrêg Poznañski131,
126
T. K o ³ o d z i e j, Historia kupiectwa..., s. 134.
S. K o w a l, Po³o¿enie gospodarcze..., s. 167.
128 Józef Œmia³owski nastêpuj¹co oceni³ dzia³alnoœæ spo³eczn¹ sfer gospodarczych:
„Skala osi¹ganych zysków pozwala³a im na to, by budowaæ pozytywny image w³asny
i swego przedsiêbiorstwa. Buduj¹ wiêc szpitale, wspomagaj¹ towarzystwa dobroczynne
i kulturalne, zak³adaj¹ szko³y zawodowe, œwiadcz¹ na budownictwo sakralne. W ca³¹ tê
dzia³alnoœæ s¹ te¿ wkalkulowane koszty poœrednio uprawianej reklamy firmy”; ten¿e,
Postulatywny model przedsiêbiorcy przemys³owego i jego rzeczywiste wcielenia. Próba
konfrontacji wizji z rzeczywistoœci¹, [w:] Image przedsiêbiorcy..., s. 10.
129 APP, ZTK, sygn. 4, s. nlb. Najczêstsze imprezy towarzysz¹ce to: bal urz¹dzany
w salach „Resursy Kupieckiej”, pozowanie do wspólnej fotografii, uroczyste obiady i kolacje, wizyty w teatrze b¹dŸ operze (operetce). Znacz¹cym punktem dwudniowych obrad by³a wspólna msza œwiêta; APP, IPH, sygn. 1533, s. 111.
130 „Specjalizacja bran¿owa okaza³a siê niebezpieczn¹ dla spoistoœci Zwi¹zku, to te¿
po d³ugich pertraktacjach, na wniosek prezesa Zwi¹zku Franciszka WoŸniaka, Zjazd
Delegatów w dniu 21 maja 1939 r. powzi¹³ uchwa³ê ustalaj¹c¹ obowi¹zek nale¿enia
wszystkich cz³onków zrzeszeñ bran¿owych do terytorialnie w³aœciwych zrzeszeñ ogólnokupieckich”; T. K o ³ o d z i e j, Historia kupiectwa..., s. 115–116.
131 Prezesem Zwi¹zku Drogerzystów RP by³ Ksawery Gadebusch, który jednoczeœnie zasiada³ w Zarz¹dzie Zrzeszenia Kupców Chrzeœcijan w Poznaniu.
127
[27]
AktywnoϾ zawodowa sfer kupieckich Wielkopolski
221
Zrzeszenie Kupców Zbo¿owych Ziem Zachodnich, Stowarzyszenie Kupców Bran¿y Delikatesowo-Kolonialnej, Zwi¹zek Hurtowników W³ókienniczych, Stowarzyszenie Polskich Kupców Papierniczych. Do g³ównych
zadañ stowarzyszeñ bran¿owych nale¿a³o jednoczenie samodzielnych
kupców i firm danej bran¿y, reprezentowanie ich interesów wobec w³adz
pañstwowych i samorz¹dowych, monitorowanie rynku, dba³oœæ o zasady etyki zawodowej (tworzenie s¹dów honorowych), mediacja w sporach,
utrzymywanie wiêzi towarzyskich132.
Sfery handlowe inspirowa³y rozwój specjalistycznej prasy kupieckiej.
Na wielkopolskim rynku prasowym funkcjonowa³o kilkanaœcie czasopism
bran¿owych, wœród których znajdowa³y siê tygodniki („Drogerzysta”,
„Rynek Metalowy i Maszynowy”), dwutygodniki („Malarz”, „Kupiec
Kolonialny, Spo¿ywczy i Delikatesowy”) oraz miesiêczniki („Przegl¹d
Cukierniczy”, „Przegl¹d Restauratorski i Hotelarski”, „Papier i Galanteria”, „Z³otnik i Zegarmistrz”)133. Bran¿owe sfery kupieckie by³y zainteresowane rozwojem prasy ze wzglêdu na jej zwiêkszaj¹c¹ siê rolê w ¿yciu spo³eczno-gospodarczym. Kupcy dostrzegali ogromne znaczenie
propagandowe prasy specjalistycznej, umo¿liwiaj¹ce popularyzacjê pogl¹dów, idei, zagadnieñ zwi¹zkowych.
Obowi¹zkow¹ form¹ przynale¿noœci organizacyjnej dla sfer kupieckich (tak¿e przemys³owych) by³a Izba Przemys³owo-Handlowa (IPH)
– instytucja samorz¹du gospodarczego. Jej cz³onkowie realizowali cele
wynikaj¹ce z ustawy134 oraz podejmowali w³asne inicjatywy w œrodowisku sfer gospodarczych Wielkopolski. Stowarzyszenia i korporacje gospodarcze oraz przedsiêbiorstwa i osoby prawne wspó³pracowa³y w obrêbie
Izby, ich obowi¹zkiem zaœ wobec Izby by³o przedk³adanie sprawozdañ
132 Takie zapisy g³ównych kierunków dzia³alnoœci znalaz³y siê w Statucie Zrzeszenia
Kupców Zbo¿owych Ziem Zachodnich, Poznañ 1936, s. 4–5.
133 Handel w Wielkopolsce i jego organizacja zawodowa w 1933/1934 roku, Poznañ
1934, s. 36.
134 Dzia³ania okreœlone ustawowo to: obradowanie i formu³owanie wniosków, które
IPH przedstawia³a w³adzom w ramach projektów legislacyjnych; opiniowanie przysz³ych
ustaw i rozporz¹dzeñ; na wyraŸne ¿¹danie w³adz wspó³dzia³anie przy zmianach ustawodawstwa przemys³owego i handlowego, ustawodawstwa dotycz¹cego taryfy celnej oraz
przepisów celnych, regulacjach w dziedzinie eksportu i importu (zw³aszcza taryf kolejowych i innych op³at przewozowych) oraz w odniesieniu do monopoli, ustawodawstwa
podatkowego i ubezpieczeñ spo³ecznych, bezpoœrednio zwi¹zanych z przemys³em i handlem. Do innych zadañ ustawowych nale¿a³o: formu³owanie postulatów do traktatów
handlowych, promocja inicjatyw s³u¿¹cych rozwojowi ¿ycia gospodarczego, kuratela nad
szkolnictwem zawodowym i dokszta³caj¹cym, delegowanie przedstawicieli do organów
doradczych oraz s¹dów gospodarczych i innych struktur rozjemczych, prowadzenie statystyki, dokumentowanie ¿ycia gospodarczego. Z. P i e t k i e w i c z, Samorz¹d gospodarczy w Polsce, Poznañ 1930, s. 10–12.
222
Zdzis³awa Szymañska-Chlebowska
[28]
z dzia³alnoœci oraz wszelkich potrzebnych danych statystycznych, gdy¿
IPH „mia³a koordynowaæ rozbie¿noœæ interesów ró¿nych grup przemys³u i handlu”135.
Sfery kupieckie wybiera³y swych przedstawicieli do prac komisji handlu Izby w wyborach ogólnych i zrzeszeniowych (15 cz³onków w 1923
i 1934 r., zaœ w 1929 r. 26 radców)136, ich wybitni reprezentanci piastowali eksponowane stanowiska we w³adzach poznañskiej IPH. W latach
1936–1939 funkcjê prezesa pe³ni³ Stefan Ka³amajski, dziêki którego
„wysi³kom Izba, po ciê¿kich doœwiadczeniach lat kryzysu, powoli rozwija³a swoj¹ dzia³alnoœæ”137. Wiceprezesami byli: Stanis³aw Robiñski (1923–
1929), Kazimierz Otmianowski (1929–1939) i Stanis³aw Szulc (1934–
1939). W 1929 r. na stanowiska radców z nominacji powo³ano Micha³a
Rotnickiego oraz Brunona Sikorskiego, dyrektora Zwi¹zku Towarzystw
Kupieckich138. Kupcy jako radcowie Izby brali udzia³ w przygotowaniach
Powszechnej Wystawy Krajowej (PWK) w Poznaniu: Stanis³aw Robiñski by³ jednym z trzech cz³onków Zarz¹du PWK, zaœ Kazimierz Otmianowski zasiada³ w Radzie G³ównej i Komisji Rewizyjnej PWK. Sfery kupieckie zaanga¿owa³y siê tak¿e w utworzenie œredniej szko³y handlowej
– Liceum Handlowego w Poznaniu (1925), które sta³o siê jednym z najwa¿niejszych osi¹gniêæ poznañskiej IPH139, oraz wspiera³y inicjatywê
powo³ania i budowy Wy¿szej Szko³y Handlowej w Poznaniu (1926)140.
Za animatorów realizacji idei utworzenia tej instytucji uznaje siê cz³onków Zarz¹du IPH w Poznaniu: syndyka Stanis³awa Waschko i prezesa
dra Stanis³awa Pernaczyñskiego. Dynamiczny rozwój Wy¿szej Szko³y
Handlowej w Poznaniu od pierwszego roku funkcjonowania potwierdzi³ zasadnoœæ jej powo³ania141.
Przedstawiciele kupiectwa wielkopolskiego brali czynny udzia³ we
wszystkich dzia³aniach wielkopolskiego samorz¹du na forum krajowym.
Izba Przemys³owo-Handlowa w Poznaniu by³a jedn¹ z g³ównych instytucji inicjuj¹cych powstanie Zwi¹zku Izb Przemys³owo-Handlowych.
Zosta³ on utworzony na zjeŸdzie delegatów wszystkich Izb Przemys³owo-Handlowych Rzeczypospolitej Polskiej, który odby³ siê w Poznaniu
135
Tam¿e, s. 13.
A. Z a r z y c k i, dz. cyt., s. 44, 50, 64. Prawo wybierania radców do sekcji handlowej
przys³ugiwa³o w przewa¿aj¹cej mierze Zwi¹zkowi Towarzystw Kupieckich (np. w 1934 r.
ta organizacja kupiecka uzyska³a prawo mianowania 13 cz³onków sekcji handlowej).
137 Tam¿e, s. 137.
138 Tam¿e, s. 51.
139 APP, IPH, sygn. 977, s. 4.
140 A. Z a r z y c k i, dz. cyt., s. 46–52.
141 APP, IPH, sygn. 982, s. 8.
136
[29]
AktywnoϾ zawodowa sfer kupieckich Wielkopolski
223
4 i 5 maja 1925 r. Za podstawowe dzia³anie Zwi¹zku uznano koordynacjê wspó³pracy i jednolitoœæ dzia³añ w sprawach gospodarczych II Rzeczypospolitej. W pierwszym roku jego funkcjonowania powierzono organizacji poznañskiej prowadzenie agend, czym potwierdzono szczególne
zaanga¿owanie organizacyjne i merytoryczne cz³onków IPH w Poznaniu. Izba Poznañska opracowa³a tak¿e Statut Zwi¹zku, który po naniesieniu drobnych poprawek przez delegatów innych Izb zosta³ przyjêty
na zjeŸdzie w Grudzi¹dzu 5 lipca 1925 r.142 Aktywnoœæ cz³onków Izby
Przemys³owo-Handlowej w Poznaniu nie ogranicza³a siê do udzia³u
w pracach Zwi¹zku, zasiadali oni w innych gremiach ogólnopolskich:
Radzie Traktatowej Samorz¹dów i Naczelnych Organizacji Gospodarczych w Polsce czy Pañstwowej Radzie Kolejowej.
Rozwój aktywnoœci IPH w Poznaniu dotyczy³ równie¿ stosunków z zagranic¹. Pocz¹tkowo kontakty zagraniczne ogranicza³y siê do wspó³pracy
z czynnikami rz¹dowymi nad przygotowaniem i zawarciem traktatów
handlowych. Izba Przemys³owo-Handlowa w Poznaniu by³a szczególnie zainteresowana unormowaniem stosunków z Niemcami, tym bardziej ¿e rozpoczêta w 1925 r. polsko-niemiecka wojna celna wywiera³a
wp³yw na kondycjê przemys³u i handlu w obrêbie Izby. Dlatego te¿ zagadnieniom zatargu celnego z Niemcami i jego likwidacji Izba poœwiêci³a wiele uwagi. Do zneutralizowania negatywnych skutków wojny celnej przyczyni³y siê dwie sesje konferencyjne kó³ gospodarczych Œl¹ska
oraz kupiectwa Wielkopolski, w których uczestniczyli tak¿e delegaci
innych regionalnych Izb Przemys³owo-Handlowych oraz gie³d towarowych (Warszawa, Lwów, Grudzi¹dz, £ódŸ, Katowice i Kraków). Pierwsza sesja odby³a siê we Wroc³awiu w dniach 19 i 20 paŸdziernika 1928 r.
z inicjatywy strony niemieckiej, reprezentowanej przez samorz¹d gospodarczy Œl¹ska. Drugie spotkanie toczy³o siê 29 i 30 listopada 1929 r.
w Poznaniu. Nie bez znaczenia dla wielkopolskich sfer kupieckich by³
fakt, i¿ delegacji polskiej przewodniczy³ Kazimierz Otmianowski, natomiast w trakcie obrad wyró¿nia³ siê Brunon Sikorski – jeden z czo³owych dyskutantów143. Okrêg nadnotecki reprezentowali Boles³aw
Kasprowicz i Tadeusz Rzepecki144. Podczas obrad podjêto dzia³ania zmie142 Sprawozdanie Izby Przemys³owo-Handlowej w Poznaniu za rok 1925, Poznañ
1926, s. 140 (cyt. dalej Sprawozdanie IPH…).
143 Die polnisch-deutsche Kaufmanns – Konferenz in Breslau, „Ostdeutsche Wirtschaftszeitung” 1928, nr 30, s. 512–516. „Ostdeutsche Wirtschaftszeitung” by³ tygodnikiem gospodarczym ukazuj¹cym siê we Wroc³awiu. Prezentowa³ stanowisko wielu
instytucji i zrzeszeñ gospodarczych, np. izb przemys³owo-handlowych na Dolnym Œl¹sku czy Miêdzynarodowych Targów we Wroc³awiu.
144 APB, IPH, sygn. 534, s. 14.
224
Zdzis³awa Szymañska-Chlebowska
[30]
rzaj¹ce do wypracowania wi¹¿¹cych ustaleñ. Dotyczy³y one zasad udzia³u
obywateli polskich w transakcjach Wroc³awskiej Gie³dy Towarowej oraz
obecnoœci niemieckich firm w obrocie zbo¿em w ramach polskich gie³d
zbo¿owo-towarowych. W ramach Komisji Gie³dowej uzgodniono kwestie sporne w zakresie wzajemnej wymiany handlowej oraz dziedziny
rzeczoznawstwa towarowego i arbitra¿u gospodarczego. Druga z powo³anych na czas obrad komisji – Komisja Komunikacyjna prowadzi³a prace
nad wprowadzeniem udogodnieñ komunikacyjnych, ujednoliceniem taryf, usprawnieniem formalnoœci dokumentów przewozowych i ekspedycyjnych145. Przewodnicz¹cy delegacji polskiej, Kazimierz Otmianowski,
i niemieckiej, B. Grund146, „w ostatecznych konkluzjach podkreœlali, ¿e
w fazie panuj¹cego napiêcia niemiecko-polskiego celowoœæ rozmów odbywaj¹cych siê we Wroc³awiu musi byæ mierzona podwójn¹ miar¹”147.
II sesja, zorganizowana w Poznaniu, by³a kontynuacj¹ obrad nad
problematyk¹ dyskutowan¹ ju¿ podczas konferencji wroc³awskiej. Funkcjê gospodarzy spotkania pe³nili Kazimierz Otmianowski i Brunon Sikorski. Novum poznañskiego zjazdu stanowi³o utworzenie kolejnej komisji – Komisji Prawnej. Zajê³a siê ona wypracowaniem kompromisowego
stanowiska „w dziedzinie wzajemnej pomocy prawnej, wymiany informacji o prawnych uwarunkowaniach zwi¹zanych z prowadzeniem handlu w Polsce, wykonywania orzeczeñ arbitra¿owych zgodnie z zaleceniami Miêdzynarodowej Izby Handlowej”148.
Dwa zjazdy przedstawicieli sfer kupieckich i przemys³owych Œl¹ska
i Wielkopolski stanowi³y zapowiedŸ uregulowania zatargu celnego
z Niemcami. Normalizacji stosunków s³u¿y³y póŸniejsze wytyczne planowanego polsko-niemieckiego traktatu handlowego. Projekt ten zosta³ wniesiony pod obrady komisji polityki handlowej Izby 12 kwietnia 1930 r.149
Celowoœæ dzia³añ Izby Przemys³owo-Handlowej w Poznaniu zauwa¿ali kupcy, którzy postulowali zwiêkszenie kompetencji tego organu.
Podkreœlali, ¿e „samorz¹d winien byæ przedmiotem usilnej troski i uwagi
czynników kieruj¹cych pañstwem. Dzia³alnoœæ ustawodawcza powinna
iœæ w kierunku jego rozbudowy i rozwoju”150. Inicjatywy podejmowane
przez IPH w Poznaniu znalaz³y uznanie sfer kupieckich, które postrze145
Die polnisch-deutsche Kaufmanns..., s. 516–517.
Brak danych w Ÿród³ach dotycz¹cych imienia przewodnicz¹cego delegacji niemieckiej.
147 S. K o w a l, Partnerstwo czy uzale¿nienie? Niemieckie postawy wobec stosunków
gospodarczych z Polsk¹ w czasach Republiki Weimarskiej, Poznañ 1995, s. 170.
148 Tam¿e, s. 171.
149 Sprawozdanie IPH za 1930 rok, Poznañ 1931, s. 169.
150 APP, IPH, sygn. 7, s. nlb.
146
[31]
AktywnoϾ zawodowa sfer kupieckich Wielkopolski
225
ga³y samorz¹d gospodarczy nie tylko w kategoriach instytucji promuj¹cej okreœlone postawy ekonomiczne, lecz tak¿e jako szko³ê wychowania
obywatelskiego i kszta³towania wiêzi organizacyjnych.
* * *
Dwudziestolecie miêdzywojenne to czas aktywnoœci wielkopolskich
sfer kupieckich. Perspektywa odniesienia sukcesu ekonomicznego sprzyja³a rozwojowi przedsiêbiorczoœci kupców, którzy w coraz wiêkszym stopniu interesowali siê wykorzystaniem nowoczesnych metod organizacyjnych, wprowadzali nowe formy marketingu, inwestowali w rozwój
innowacyjnych struktur handlowych. W ten sposób wielkopolskie sfery
kupieckie uczestniczy³y w procesie kszta³towania nowoczesnej gospodarki i spo³eczeñstwa industrialnego. Najbardziej uwidoczni³o siê to
w latach 1919–1929, nazywanych przez kupców „czasem emocji i euforii
gospodarczej”151. Okres ten charakteryzuje d¹¿enie kupiectwa wielkopolskiego do odnoszenia licznych sukcesów gospodarczych. Jako pozytywny aspekt nale¿y uznaæ awans spo³eczny wielu jego cz³onków – przemiany po 1918 r. umo¿liwia³y wykazanie siê przedsiêbiorczoœci¹
i zmys³em organizacyjnym, które z kolei wp³ywa³y na rozwój ró¿nych
form aktywnoœci. „Czas euforii gospodarczej” odzwierciedli³ siê tak¿e
w dzia³aniach stowarzyszeñ kupieckich. Pobudza³y one spo³ecznoœci lokalne do przejawiania inicjatyw ekonomicznych, wspomaga³y realizacjê
nowoczesnych przedsiêwziêæ gospodarczych, proponowa³y uczestnictwo
w rozmaitych formach ¿ycia organizacyjnego (targi, wystawy, kursy dokszta³caj¹ce, wyk³ady popularyzatorskie, wycieczki, prasa, publikacje
wydawnicze, itd.).
Ówczesne sukcesy wielkopolskich sfer kupieckich nale¿y uznaæ jednak za osi¹gniêcia doraŸne, wynikaj¹ce z pomyœlnej koniunktury ekonomicznej b¹dŸ sytuacji geopolitycznej. Inne zadania wyznaczy³ drugi
okres dwudziestolecia miêdzywojennego, 1930–1939, nazywany niekiedy „czasem rozs¹dku i kalkulacji ekonomicznej”152. Wielki kryzys ekonomiczny powa¿nie ograniczy³ mo¿liwoœci inwestowania i prowadzenia
dzia³alnoœci gospodarczej: zdeprecjonowa³ wczeœniejsze dokonania kupców wielkopolskich, ukazuj¹c s³aboœæ kapita³ow¹ przedsiêbiorców, ich
nastawienie na szybki zysk, brak przenikliwoœci ekonomicznej i nadmiern¹ wiarê we w³asne si³y. Niekorzystne zjawiska rynkowe odbi³y siê
negatywnie na dzia³alnoœci organizacji kupieckich – pierwsza po³owa
151
152
APP, ZTK, sygn. 71, s. 61.
Tam¿e, s. 63.
226
Zdzis³awa Szymañska-Chlebowska
[32]
lat trzydziestych zaznaczy³a siê znacznym zmniejszeniem siê liczby
cz³onków, brakiem zaufania do kierownictwa, powa¿nymi trudnoœciami w pozyskiwaniu nowych cz³onków, co sk³oni³o zarz¹dy do wysuniêcia propozycji przymusu organizacyjnego (postulat ten kwestionowa³
dobrowolnoœæ udzia³u i zaanga¿owania w zwi¹zkach). Negatywnym rezultatem kryzysu okaza³ siê wzrost nastrojów nacjonalistycznych wœród
kupców wielkopolskich. Os³abienie pozycji kupiectwa przyczyni³o siê do
wzmocnienia wp³ywów pañstwa na gospodarkê. Koniecznoœci¹ sta³o siê
podjêcie przez wielkopolskie sfery kupieckie dzia³añ zmierzaj¹cych do
o¿ywienia ekonomicznego regionu i ponownego zaktywizowania œrodowiska, co mia³o spowodowaæ intensyfikacjê rozwoju Wielkopolski i zwiêkszyæ konkurencyjnoœæ prywatnej przedsiêbiorczoœci wobec karteli i monopoli pañstwowych.
Zdzis³awa Szymañska-Chlebowska
The Professional Activity of Tradesmen
in Greater Poland during the Inter-war Period
(Summary)
The fundamental objective of this article is to suggest that the assorted forms of
professional activity pursued by tradesmen of Greater Poland during the inter-war period
were more broader. This particular, and rather new, field of study has been recently
given much attention by social and economic historians. By referring to a number of
key concepts (the environment, types of commercial firms, and entrepreneurship of
tradesmen), the author discusses the various trends of economic involvement upon the
example of individual and group undertakings. Entrepreneurship is presented within
the perspective of significant economic events and phenomena: the creation of the
economic foundations of Greater Poland after 1918, the establishment of new jointstock companies, inflation, the Great Depression, and the increasingly weak position of
private trade during the state-controlled years. A detailed analysis inclines towards
distinguishing two inter-war sub-periods essential for the functioning of Greater Poland
tradesmen: ‘emotion and economic euphoria’ (1919-1929) and ‘sense and economic
calculation’ (1930-1939). The characteristic features of the 1920s included a striving
towards economic success, which led to the social promotion of numerous tradesmen.
The situation changed with the Great Depression of the 1930s; financial prosperity
eroded, revealing the entrepreneurs’ tenuous position, their focus on rapid profit, the
absence of economic acumen, and the excessive faith in their financial capacity. In
addition, the deteriorating position of the tradesmen served to heighten the impact of
the State upon the economy.
This article also aids our understanding of tradesmen organisations, assessing their
influence upon the socioeconomic life of Greater Poland in 1918-1939. The most relevant
and noteworthy examples of their activity include the establishment of the Monetary
[33]
AktywnoϾ zawodowa sfer kupieckich Wielkopolski
227
Exchange and the Commodity and Grain Exchange, the opening and administering of
the International Poznañ Fair, involvement in Polish-German negotiations, the
delineation of the activity of the Industrial-Commercial Chamber in Poznañ, envisaged
as an economic self-government institution, the establishment of the Trade Academy
and other vocational education institutions, the development of the national and
professional press, and participation in the work conducted by the Board of the Unions
of Tradesmen’s Associations of Western Poland.
The author also draws attention to the co-existence and co-operation of different
economic environments, such as the traders of Greater Poland, and the financial and
industrial circles.
Zdzis³awa Szymañska-Chlebowska – Instytut Historii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, Zak³ad Historii Gospodarczej
e-mail: [email protected]
ROCZNIKI DZIEJÓW SPO£ECZNYCH I GOSPODARCZYCH
Tom LXV – 2005
DARIUSZ JAROSZ
MARIA PASZTOR
Z BADAÑ NAD STOSUNKIEM W£ADZ POLSKI LUDOWEJ
DO NIEDOBORÓW MIÊSA
Czy miêso mo¿e mieæ swoj¹ historiê? Jak œwiadczy wiele publikacji
historiografii zachodniej1, bez w¹tpienia tak. Zwykle jednak analizy tego
problemu s¹ umieszczane w kontekœcie szerszych rozwa¿añ na temat
dziejów ¿ycia codziennego, od¿ywiania siê (w tym kuchni ró¿nych narodów), aprowizacji, biedy czy nêdzy. Kierunek badañ, których przedmiotem s¹ „rzeczy” czy towary pokazane w ró¿nych kontekstach spo³ecznych, antropologicznych czy kulturowych jest coraz wyrazistszy
i wzbudza coraz wiêksze zainteresowanie. Jednak pomys³, aby przedmiotem rozwa¿añ uczyniæ miêso jako kwestiê nie tylko historii spo³ecznej czy gospodarczej, ale równie¿ politycznej, nie zaowocowa³ jak dot¹d
bardziej wyczerpuj¹cymi analizami. Konstatacja ta dotyczy z pewnoœci¹
historiografii polskiej, zajmuj¹cej siê okresem po 1945 r.2 Tymczasem
wyœwiechtany ju¿ dowcip, streszczaj¹cy dzieje PRL w trzech s³owach:
„Miêsa nie ma”, wskazuje, ¿e byæ mo¿e warto zastanowiæ siê nad tym
fenomenem i zanalizowaæ go w ró¿nych perspektywach badawczych.
Wydaje siê, ¿e szczególnie ciekawa i wieloaspektowa mo¿e byæ analiza
1
Zob. chocia¿by M. F e r r i è r e s, Histoire des peurs alimantaires. Du Moyen Âge
a l’aube du XXe siècle, Paris 2002, tam¿e liczna literatura na ten temat.
2 Tê s³aboœæ staraj¹ siê prze³amaæ badania Jerzego Kochanowskiego, których pierwsze wyniki s¹ bardzo ciekawe, zob. m.in. ten¿e, „Serdelki oczywiœcie zostaj¹”, czyli jeszcze jeden dowód na polityczn¹ rolê kie³basy (w 1956 r.), [w:] Kuchnia w³adzy. Ksiêga
pami¹tkowa z okazji 70. rocznicy urodzin Andrzeja Garlickiego, red. W. Borodziej, J. Kochanowski, Warszawa 2005, s. 131–144; ten¿e, Das „Problem Nummer 1” und seine
Protagonisten. Fleisch und Fleischspekulanten in Polen 1944 bis 1989, [w:] Unsere
Feinde. Konstruktionen des Anderen im Sozialismus, Lepzig 2004, s. 455–464 (autorowi
obu tekstów dziêkujê za ich przes³anie); ponadto ciekawe uwagi na ten temat zob.
K. B u r r e l, The Political and Social Life of Food in Socialist Poland, „Anthropology
of East Europe Review” XXI, 2003, nr 1; D. C r o w l e y, Warsaw’s Shops: Stalinism
and the Thaw, [w:] Style and Socialism: Modernity and Material Culture in Post-War
Eastern Europe, red. S.E. Reid, D. Crowley, Oxford-Berg 2000, s. 1–22.
230
Dariusz Jarosz, Maria Pasztor
[2]
takiego problemu w spo³eczeñstwach, w których z ró¿nych przyczyn,
w tym tak¿e ustrojowych, niedobór miêsa stanowi³ wa¿ny element kszta³towania stosunków miêdzy w³adz¹ i spo³eczeñstwem oraz ró¿nymi jego
grupami. Bez w¹tpienia by³ to przypadek Polski po II wojnie œwiatowej,
jak równie¿ innych pañstw bloku wschodniego. W niniejszym tekœcie
pragniemy przynajmniej zbl¿yæ siê do wyjaœnienia problemu, jaki by³
stosunek w³adz komunistycznych w Polsce do problemu niedoborów
miêsa i jak próbowano mu zaradziæ, zachowuj¹c jednoczeœnie pryncypia ustrojowe. Poza obszarem naszych zainteresowañ pozostaj¹ wiêc
sk¹din¹d niezwykle interesuj¹ce kwestie reakcji spo³ecznych na braki
aprowizacyjne (s¹ one przedmiotem osobnego studium)3.
Miêso w ekonomice krajów realnego socjalizmu Europy Wschodniej
by³o towarem, którego rola zosta³a opisana m.in. przez Janosa Kornaia
w klasycznej ju¿ dzisiaj pracy Niedobór w gospodarce. Zgodnie z jego
ustaleniami ekonomika socjalistyczna charakteryzowa³a siê m.in. relatywnie du¿¹ rol¹ pañstwa. Im by³a ona wiêksza i im wiêksze znaczenie
mia³a redystrybucja dochodów gospodarstw domowych w jego polityce,
tym wiêksza rola przypada³a takim sposobom alokacji dóbr i us³ug jak
racjonowanie i wyczekiwanie w kolejce. Racjonowanie, rozumiane jako
rozdzia³ wed³ug kryteriów niecenowych, wymaga³o stosowania selekcji.
Odbywa³a siê ona przy zastosowaniu takich zasad jak pilnoœæ potrzeby,
zas³ugi, sytuacja rodzinna, status spo³eczny, postawa polityczna, powi¹zania personalne, rewan¿ za us³ugi uczynione podmiotowi dokonuj¹cemu alokacji i korupcja. Wyczekiwanie w kolejce, bêd¹ce sposobem selekcji dokonuj¹cym siê w bezosobowym procesie, wy³¹cznie na podstawie
kolejnoœci przybycia, czêsto w pracach na temat nierównowagi gospodarczej traktowane jest jako jeden ze sposobów racjonowania. Nie wchodz¹c
w szczegó³owe zawi³oœci teorii ekonomicznych, nale¿y jednak stwierdziæ, ¿e, zdaniem Kornaia, rozdzia³ ¿ywnoœci w krajach Europy Wschodniej w pierwszych latach po rewolucji, okresie wojny domowej lub wojny
z wrogiem zewnêtrznym mia³ przede wszystkim charakter nierynkowy.
Alokacja rynkowa obejmuj¹ca te jej sposoby, w których jak¹œ rolê odrywa³a efektywna cena by³a wówczas stosowana tylko w odniesieniu do
niektórych produktów. Dominowa³a ona w okresach „stosunkowo spokojnych” z „tradycyjnym systemem kierowania gospodark¹”4. W gospo3
Wiele informacji na ten temat mo¿na znaleŸæ w naszej ksi¹¿ce Afera miêsna: fakty
i konteksty, Toruñ 2004; zob. równie¿ D. J a r o s z, Wszystkiemu winni s¹ „oni”. Potoczne
oceny po³o¿enia materialnego Polaków w latach 1956–1970, [w:] Europa Œrodkowa
i Wschodnia w XX wieku. Studia ofiarowane Wies³awowi Balcerakowi w siedemdziesi¹t¹
rocznicê urodzin, red. A. Koryn, P. £ossowski, Warszawa–£owicz 2004, s. 279–299.
4 J. K o r n a i, Niedobór w gospodarce, Warszawa 1985, s. 550–584.
Stosunek w³adz PRL do niedoborów miêsa
[3]
231
darce opisanej w cytowanej pracy nie istnia³a prawid³owoœæ polegaj¹ca
na tym, ¿e wzrost poziomu cen dóbr konsumpcyjnych eliminowa³ niedobór. Reakcja gospodarstw domowych na wzrost cen w postaci redukcji realnego popytu sama w sobie nie wystarcza³a z regu³y do wyeliminowania braków5. Nie przeszkadza³o to w³adzom gospodarczym stosowaæ
co jakiœ czas takiego narzêdzia regulacji popytu na artyku³y ¿ywnoœciowe jak podwy¿ki ich cen.
Przedœwi¹teczna ekwilibrystyka
Systemowe braki aprowizacyjne, w tym rzecz jasna miêsa i jego przetworów, by³y – jakby to paradoksalnie nie brzmia³o – „chlebem powszednim” rz¹dzonych i rz¹dz¹cych Polsk¹ po 1945 r. Analiza materia³ów
wytworzonych przez kluczowe instytucje pañstwa komunistycznego
wskazuje, ¿e nie by³o takiego okresu w historii PRL, w którym uznano
by, ¿e zaspokojenie potrzeb spo³ecznych w zakresie konsumpcji miêsa
i jego przetworów by³o pe³ne. Nawet w „z³otym okresie” pierwszej po³owy dekady gierkowskiej zachowana dokumentacja posiedzeñ Biura Politycznego KC PZPR pokazuje, ¿e braki aprowizacyjne w zakresie miêsa i jego przetworów s¹ oceniane przez to gremium jako coraz mniejsze,
ale mimo to nadal odczuwalne. W przedstawionej na posiedzeniu tego
gremium w lipcu 1972 r. „ocenie przebiegu realizacji Narodowego Planu gospodarczego w pierwszym pó³roczu 1972” stwierdza siê co prawda, ¿e „w artyku³ach ¿ywnoœciowych zapewniono pe³ne pokrycie zapotrzebowania”, ale „wystêpowa³y lokalne braki miêsa, mas³a oraz
warzyw”6. Nieco mniej lakoniczna by³a przedstawiona wówczas analiza
Ministerstwa Handlu Wewnêtrznego i Us³ug, wedle której „w I pó³roczu 1972 r. utrzymywa³ siê wysoki popyt na artyku³y ¿ywnoœciowe, który by³ na ogó³ zrównowa¿ony z wyj¹tkiem niektórych artyku³ów. Nie
pokrywa³y popytu dostawy miêsa i mas³a, wystêpowa³y równie¿ trudnoœci w zaspokajaniu popytu na warzywa, ziemniaki, pieczywo cukiernicze, czekoladê i wyroby czekoladowe, wina krajowe, przetwory owocowe i warzywne (maj–czerwiec), niektóre koncentraty spo¿ywcze (np.
kawa «Inka»)”7.
5
Tam¿e, s. 651.
Archiwum Akt Nowych (cyt. dalej AAN), Komitet Centralny Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (cyt. dalej KC PZPR), mikr. 2929 (d. sygn. 1760), Ocena przebiegu realizacji Narodowego Planu gospodarczego w pierwszym pó³roczu 1972, Warszawa,
lipiec 1972 r., k. 29.
7 Tam¿e, Ocena sytuacji rynkowej w I pó³roczu i przewidywanego zaopatrzenia rynku
6
232
Dariusz Jarosz, Maria Pasztor
[4]
To poczucie niezaspokojenia potrzeb konsumpcyjnych zmusza³o w³adze z regu³y do niezwykle skomplikowanej ekwilibrystyki zw³aszcza
w okresach przedœwi¹tecznych, kiedy zakupy miêsa i wêdlin wzmaga³y
siê. Rozwi¹zywaniem tych problemów zajmowa³y siê ministerialne i partyjne struktury biurokratyczne. Dla potwierdzenia tej tezy mo¿na pos³u¿yæ siê chocia¿by protoko³em z konferencji zastêpców dyrektorów Wojewódzkich Zjednoczeñ Przedsiêbiorstw Przemys³u Miêsnego do Spraw
Produkcji i Spraw Handlowych, odbytej w Warszawie 9 listopada 1965 r.
w sprawie „polityki produkcyjnej i zaopatrzeniowej w miesi¹cach listopad i grudzieñ dla zabezpieczenia œwi¹tecznego zaopatrzenia rynku oraz
innych aktualnych spraw produkcyjno-handlowych”8.
Ustalono zasady „wygospodarowania surowca na zwiêkszone zadania zaopatrzenia œwi¹tecznego”. Polega³y one m.in. na „zaprzestaniu
wykrawania boczków wieprzowych na miêsa bez koœci i przeznaczenie
ich na wêdzonki; [...] zwiêkszeniu do maksimum produkcji ³opatki wêdzonej bez koœci, szynki wêdzonej bez koœci, szynki gotowanej z ³opatki,
szynki gotowanej z szynki; [...] przeznaczeniu ca³ego uzysku szynek i ³opatek z ostatniej dekady listopada i pierwszej po³owy grudnia oraz ok.
50% poda¿y szynek z okresu 10–15 grudnia – na wêdzonki”. Jednoczeœnie, „dla stworzenia atmosfery pe³nego nasycenia rynku”, polecano dostarczaæ do sieci handlu detalicznego: „szynki z koœci¹ do 5 grudnia;
szynki i ³opatki wêdzone bez koœci – od 10 grudnia; szynki i ³opatki
gotowane – od 16 grudnia”. Dla umo¿liwienia wykonania zwiêkszonych
dostaw na rynek i stworzenia nale¿ytych zapasów surowca zalecano
bezzw³oczne rozpoczêcie peklowania surowca na wêdzonki oraz „w miarê
mo¿liwoœci technicznych” mro¿enie peklowanych i gotowych do wêdzenia szynek, ³opatek, polêdwic, baleronów i boczków. Wysokie zapotrzebowanie handlu na parówki „powinno byæ maksymalnie wykonane do wysokoœci posiadanych jelit”. Niedobory polecano uzupe³niaæ przez jak
najwiêksze dostawy „serdelków, parówkowej i œniadaniowej”. Zapotrzebowanie na kie³basê bia³¹ „powinno byæ wykonane przez realizacjê dostaw
przez cztery dni przed œwiêtami i cztery dni przed Nowym Rokiem”.
W okresach lepszej koniunktury problemy z zaspokojeniem popytu
na miêso by³y mniejsze, ale nadal istnia³y, nawet je¿eli uznamy, ¿e œwiadomoœæ tych trudnoœci czasami z trudem siê przebija³a do centrum w³adzy. Nawet w sytym roku 1974 przedstawiona pod koniec grudnia na
posiedzeniu Biura Politycznego informacja ministra handlu wewnêtrzw I pó³roczu 1972, Ministerstwo Handlu Wewnêtrznego i Us³ug, Warszawa, lipiec 1972 r.,
k. 82.
8 AAN, Ministerstwo Przemys³u Spo¿ywczego i Skupu, sygn. 1/209, k. 10–11.
[5]
Stosunek w³adz PRL do niedoborów miêsa
233
nego i us³ug Edwarda Sznajdera „o zaopatrzeniu ludnoœci i pracy handlu w okresie przedœwi¹tecznym” stwierdza³a co prawda, ¿e zaopatrzenie w drób by³o pe³ne („wyst¹pi³y lokalne braki indyków i gêsi”), w miêso
wo³owe, wieprzowe, podroby oraz popularne gatunki wêdlin – „dostateczne”, ale nie ukrywano niedoboru „wêdlin i miês wysokiego gatunku” (a te by³y wszak wówczas szczególnie poszukiwane!) i dotkliwego
braku œledzi (zw³aszcza na rynku wiejskim). Minister ponadto chwali³
siê, ¿e zorganizowano „dop³yw odpowiedniej liczby pracowników celem
poprawy obs³ugi konsumentów. Zatrudniono rencistów, cz³onków rodzin,
a przede wszystkim m³odzie¿ starszych klas ze szkó³ przygotowuj¹cych
kadry dla handlu i us³ug”. Zawieszono na okres przedœwi¹teczny remanenty i od³o¿ono w czasie remonty. Sklepy – co odnotowano jako sukces
i stanowi³o przyk³ad ofiarnoœci – pracowa³y w niedziele 15 i 22 grudnia.
Warto jednak pamiêtaæ, ¿e ów stan wzglêdnego zaspokojenia potrzeb
osi¹gniêto nawet wówczas tylko dziêki temu, ¿e na okres przedœwi¹teczny przeznaczono oko³o 45% miesiêcznej „masy miêsnej”9.
Ju¿ dwa lata póŸniej, kiedy trudnoœci aprowizacyjne znacznie siê
zaostrzy³y, Biuro Polityczne 9 grudnia 1976 r. po wys³uchaniu odpowiedniej informacji zaleci³o „rygorystyczne przestrzeganie zasad dystrybucji artyku³ów ¿ywnoœciowych”. Oznacza³o to, ¿e zaopatrzenie rynku
w okresie przedœwi¹tecznym winno byæ „na takim poziomie, aby nadmiernie nie odbiega³ on od poziomu, jaki jest przewidziany na I kwarta³
przysz³ego roku, szczególnie dotyczy to tych artyku³ów, których niedostatek bêdzie odczuwany w d³u¿szym okresie”10. WyraŸnie obawiano siê,
aby przy rozbudzonych apetytach niezadowolenie spo³eczne wobec braków aprowizacyjnych, spacyfikowane w okresie przed œwiêtami, nie
„od³o¿y³o siê w czasie” i nie wybuch³o po nich. Strach ten mia³ „wielkie
oczy” zw³aszcza po pamiêtnym Czerwcu 1976 r. Z tego powodu najpewniej na posiedzeniu 21 grudnia 1976 r. Biuro Polityczne po raz kolejny
dyskutowa³o kwestiê zaopatrzenia rynku wewnêtrznego w pierwszym
kwartale 1977 r. i zdecydowa³o o zakupie towarów rynkowych z importu za 402 mln z³ dew., z tego ¿ywnoœciowych za 332 mln z³ dew. Podkreœlono dobitnie, ¿e najwa¿niejsze znaczenie ma zaopatrzenie w t³uszcze
oraz miêso i drób w ramach przewidzianej na ten cel kwoty11.
9 AAN, KC PZPR, mikr. 2903 (d. sygn. 1782), Informacja Ministra HWiU E. Sznajdera
o zaopatrzeniu ludnoœci i pracy handlu w okresie przedœwi¹tecznym, Warszawa,
28 grudnia 1974 r., k. 19.
10 AAN, KC PZPR, mikr. 2908 (d. sygn. 1794), Protokó³ nr 45 z posiedzenia Biura
Politycznego w dniu 9 grudnia 1976 r., k. 367.
11 Tam¿e, Protokó³ nr 46 posiedzenia Biura Politycznego w dniu 21 grudnia 1976 r.,
k. 428; tam¿e, Informacja o przewidywanej sytuacji pieniê¿no-rynkowej i dostawach
towarów w I kwartale 1977 r., k. 431–436.
234
Dariusz Jarosz, Maria Pasztor
[6]
Ten wzór kampanijnego myœlenia i poprawy nastrojów spo³ecznych
przed okresami z punktu widzenia w³adz „niebezpiecznymi” lub wa¿nymi propagandowo nakazywa³ równie¿ lepsze zaopatrywanie sklepów
w miêso i wêdliny przed kolejnymi pseudowyborami, „rzucanie” ich na
rynek w okresie wa¿nych œwi¹t pañstwowych (szczególnie 1 maja) itp.
WyraŸnie takie zachowania wymusza³o przekonanie, ¿e za cenê lepszej aprowizacji mo¿na „kupiæ” wiêcej pokoju spo³ecznego.
Metody zwalczania niedoborów
Z faktu, ¿e miêsa by³o zawsze za ma³o, a zmiana zasad gospodarki
niedoboru nie mog³a byæ dokonana ze wzglêdów doktrynalnych wcale
nie wynika, ¿e nie stosowano ¿adnych sposobów radzenia sobie z brakami miêsa. Œrodki u¿ywane dla osi¹gniêcia tego celu daj¹ siê podzieliæ
na dwie podstawowe grupy: zwiêkszaj¹ce poda¿ miêsa i ograniczaj¹ce
jego popyt.
Zwiêkszyæ poda¿
Metody zwiêkszania poda¿y ulega³y wielu zmianom. Ich „³agodniejsza” spo³ecznie wersja polega³a przede wszystkim na tworzeniu
warunków dla rozwoju produkcji rolnej i przemys³u spo¿ywczego. Jako
elementy tego procesu mo¿na wskazaæ na stopniowe odchodzenie od systemu obowi¹zkowych dostaw p³odów rolnych, w tym ¿ywca (od 1972 r.)12,
okresowe podwy¿szanie cen kontraktacji trzody i byd³a13 czy import
œrodków do produkcji rolnej oraz miêsa. Po ten ostatni œrodek siêgano
szczególnie czêsto w latach siedemdziesi¹tych. Ju¿ 15 lutego 1971 r. Biuro Polityczne KC PZPR postanowi³o zwróciæ siê do kierownictwa radzieckiego o uzyskanie kredytu na import towarów spo¿ywczych, a zw³aszcza miêsa, wielkoœci 100 mln dolarów USA14. W lutym 1971 r. ten sam
organ podj¹³ decyzjê o imporcie 160–165 tys. t wieprzowiny15.
12 AAN, KC PZPR, mikr. 2914 (d. sygn. 1745), Protokó³ nr 33 posiedzenia Biura
Politycznego w dniu 12 lutego 1971 r., k. 620.
13 Tam¿e, Protokó³ nr 39 posiedzenia Biura Politycznego w dniu 9 marca 1971 r.,
k. 831; tam¿e, Notatka opracowana w Komisji Planowania przy Radzie Ministrów sprawie
zaopatrzenia rynku w miêso i t³uszcze oraz inne artyku³y spo¿ywcze w 1971 r., k. 837.
14 Tam¿e, Protokó³ nr 35 posiedzenia Biura Politycznego i Prezydium Rz¹du w dniu
15 lutego 1971 r., k. 658.
15 Tam¿e, Protokó³ nr 39 posiedzenia Biura Politycznego w dniu 9 marca 1971 r.,
k. 831.
Stosunek w³adz PRL do niedoborów miêsa
[7]
235
Szczególnie du¿y by³ import tego artyku³u ¿ywnoœciowego (w kg na g³owê mieszkañca) w 1971 r. – 4,6 kg, w 1977 r. – 3,1 kg i 1978 r. – 1,6 kg.
Za³amanie produkcji zwierzêcej w 1981 r. spowodowa³o, ¿e dla zaspokojenia potrzeb reglamentacyjnych zwiêkszono ów import do 5,1 kg. Kryzysowe lata osiemdziesi¹te wp³ynê³y równie¿ na zmniejszenie eksportu
miêsa i przetworów; je¿eli w 1975 r. stanowi³ on 8% produkcji krajowej,
a w 1980 r. – 6%, to w okresie póŸniejszym – oko³o 4%16.
Wa¿nym instrumentem zwiêkszania produkcji miêsa by³ import pasz,
szczególnie du¿y w latach siedemdziesi¹tych. Szacuje siê, ¿e w latach
1971–1975 ta produkcja w 16–19% by³a oparta na paszach importowanych, a w okresie 1976–1980 odpowiedni wskaŸnik wynosi³ 24–28%.
W latach 1982–1986, w efekcie ograniczenia nak³adów dewizowych jego
wartoœæ zmala³a do 9% ogólnej puli miêsa17.
W przypadkach, gdy z przyczyn makroekonomicznych czy politycznych wskazane metody zwiêkszenia poda¿y okazywa³y siê ma³o skuteczne, coraz wiêksz¹ rolê uzyskiwa³y inne, czasami doœæ kuriozalne i ma³o skuteczne sposoby racjonalnego gospodarowania skromn¹ – jak pisano
w dokumentach urzêdowych – „mas¹ miesn¹”. Wielokrotnie znajdowa³o to wyraz w próbach manewrowania asortymentem miêsa i wêdlin ju¿
istniej¹cych lub wprowadzanych na rynek, w tym tworzeniem nowych
receptur tych wyrobów.
Na oryginalny pomys³ w zakresie zwiêkszania poda¿y wpad³y w³adze centralne w 1964 r. Na posiedzeniu 13 stycznia tego roku Biuro
Polityczne KC PZPR dyskutowa³o nad notatk¹ przedstawion¹ przez
Wydzia³ Ekonomiczny. Przewidywano w niej dokonanie oszczêdnoœci
w zu¿yciu miêsa przeznaczonego do produkcji niektórych asortymentów wêdlin przez wprowadzenie dodatku soi. Stwierdzano, ¿e „przeprowadzone próby produkcji kie³basy serdelowej, parówkowej, mortadeli
oraz kiszki pasztetowej, w których zast¹piono 10% miêsa wieprzowego
klasy II i III soj¹ – da³y pozytywne rezultaty. Poza zast¹pieniem surowca dro¿szego (miêso wieprzowe) surowcem tañszym (soj¹) – osi¹gniêto
wy¿sz¹ wydajnoœæ gotowego produktu o 15 do 30%”. Szacowano, ¿e w ten
sposób mo¿na bêdzie uzyskaæ oszczêdnoœci w zu¿yciu surowca i na skutek wy¿szej wydajnoœci rzêdu 147 mln z³ w skali roku. Uznano za celowe wprowadzenie 2–3 nowych gatunków kie³bas z dodatkiem soi, przy
ustaleniu ceny symbolicznie ni¿szej. Mia³o siê to odbywaæ „drog¹ eksperymentowania”, tzn. wprowadzania w kilku miejscowoœciach i obser16
B. G u l b i c k a, W. S z t a r b a ³ ³ o, B. C h m i e l e w s k a, A. D y k a, Samowystarczalnoœæ ¿ywnoœciowa Polski, Warszawa 1990, s. 48.
17 Tam¿e, s. 49.
236
Dariusz Jarosz, Maria Pasztor
[8]
wowania reakcji „opinii publicznej”. „Ostro¿noœæ jest konieczna dlatego, ¿e kie³basa z soi nie by³a dotychczas u nas produkowana”. Ponadto
wskazywano na koniecznoœæ rozszerzenia na dalsze cztery gatunki kie³bas zasady zastêpowania czêœci deficytowego surowca wieprzowego
– miêsem wo³owym (kie³basa kujawska, polska surowa, krakowska, cytrynowa). Zasada ta by³a do tej pory stosowana w 30 gatunkach wêdlin
na ogóln¹ liczbê 4018. Natychmiastowa realizacja tych za³o¿eñ okaza³a
siê trudna z tego powodu, ¿e importu soi nie przewidywa³ Narodowy
Plan Gospodarczy na 1964 r., ale ju¿ dyskutowanie tego rodzaju pomys³ów wskazuje na to, ¿e ówczesne w³adze wrêcz rozpaczliwie poszukiwa³y sposobów zwiêkszenia zaopatrzenia Polaków w wêdliny.
Od podobnych pomys³ów nie stroniono zarówno wczeœniej19, jak i póŸniej. W latach siedemdziesi¹tych wielokrotnie zastanawiano siê nad
metodami – jak to okreœlano – ograniczenia „frontu sprzeda¿y wêdlin”,
których ¿¹dali konsumenci20. Pomys³em na „zwiêkszenie masy miêsnej”
w du¿ym stopniu skutecznym w tym okresie by³ rozwój produkcji drobiarskiej w du¿ych fermach, budowanych w oparciu o zachodnie kredyty
i licencje. Na pocz¹tku 1975 r. Biuro Polityczne zdecydowa³o, ¿e w przysz³ej piêciolatce co najmniej 1 kg wzrostu spo¿ycia miêsa na osobê rocznie bêdzie pokrywany w drodze zwiêkszenia produkcji drobiowej21.
W efekcie tych dzia³añ, osi¹gniêty w 1980 r. w porównaniu z 1970 r.
wzrost spo¿ycia miêsa na 1 mieszkañca wielkoœci 21 kg w znacznej czêœci
by³ efektem wiêkszej (o 7,7 kg) konsumpcji g³ównie brojlerów, produkowanych metod¹ przemys³ow¹ z wykorzystaniem importowanych pasz22.
To równie¿ w latach siedemdziesi¹tych najwy¿sze w³adze partyjne zaleca³y resortom rolnictwa oraz przemys³u spo¿ywczego i skupu
m.in. dalsze zwiêkszanie w przetwórstwie miêsa udzia³u „dodatków
substytutów bia³kowych”, przyspieszenie prac nad „wprowadzeniem
nowych technologii uzyskiwania substytutów miêsa” oraz rozwa¿enie zakupu w USA „kompletnej wytwórni bia³ka teksturowanego
produkowanego na bazie soi o zdolnoœci produkcyjnej ok. 30 tys. t
18 AAN, KC PZPR V/77 (mikr. 2894), Za³¹cznik do protoko³u nr 92. Notatka
w sprawie zmian zaopatrzenia rynku w miêso i wyroby miêsne, Wydzia³ Ekonomiczny
KC, 16 grudnia 1963 r., k. 78.
19 Zob. przypadek opisany przez J. K o c h a n o w s k i e g o, „Serdelki oczywiœcie zostaj¹”..., s. 131 i n., dotycz¹cy roku 1956.
20 AAN, KC PZPR, mikr. 2918 (d. sygn. 1749), Informacja Ministerstwa Handlu
Wewnêtrznego o przewidywanym zaopatrzeniu rynku wewnêtrznego w okresie wrzesieñ–grudzieñ 1971, Warszawa 14 wrzeœnia 1971 r., k. 156–157.
21 AAN, KC PZPR, mikr. 2903 (d. sygn. 1782), Protokó³ nr 143 z posiedzenia Biura
Politycznego w dniu 28 stycznia 1975 r.
22 B. G u l b i c k a, W. S z t a r b a ³ ³ o, B. C h m i e l e w s k a, A. D y k a, dz. cyt., s. 46.
Stosunek w³adz PRL do niedoborów miêsa
[9]
237
rocznie”23. Ponadto nakazano oszczêdniejsze gospodarowanie „surowcem
miêsnym” przez wprowadzenie pó³fabrykatów, czêstsze pakowanie itp.24
Podobny zestaw proponowanych dzia³añ pojawi³ siê równie¿ w dokumentach resortu handlu wewnêtrznego i us³ug w latach osiemdziesi¹tych25.
W kontekœcie zwiêkszania poda¿y miêsa warto równie¿ wspomnieæ
o powo³anej do ¿ycia uchwa³¹ Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów
z 11 maja 1949 r. instytucji tuczu przemys³owego. Jej zadaniami, zgodnie z ówczesnymi decyzjami, by³o: stworzenie rezerwy dyspozycyjnej
¿ywca rzeŸnego na zaopatrzenie rynku w okresie zani¿onej poda¿y;
wp³ywanie na rozwój produkcji prosi¹t przez zdejmowanie z rynku nadwy¿ek po cenach gwarantuj¹cych op³acalnoœæ ich wychowu; wykorzystanie odpadków przemys³owych i kuchennych jako paszy dla tuczu trzody chlewnej. Po wielu zmianach organizacyjnych w latach 1952, 1957
i 1959, tucz przemys³owy w latach szeœædziesi¹tych dzia³a³ jako pion produkcji zwierzêcej w ramach Centrali Przemys³u Miêsnego. Dostawy trzody miêsno-s³oninowej (bez bekonów) w jego ramach wynosi³y w 1961 r.
– 64,3 tys. t, w 1962 r. – 62,2 tys. t, w 1963 r. – 65 tys. t, co stanowi³o
odpowiednio 6,3%, 6,2% i 8,2% skupu tej kategorii ¿ywca. Stanowi³o to
pokrycie jednomiesiêcznych potrzeb œredniego zaopatrzenia rynku krajowego w ¿ywiec wieprzowy26.
Na prowadzenie hodowli decydowa³y siê du¿e zak³ady pracy, widz¹c
w tym mo¿liwoœæ poprawy sytuacji aprowizacyjnej swoich pracowników.
Od lat czterdziestych, przy du¿ym udziale zwi¹zków zawodowych tworzono przy zak³adach pracy sto³ówki (bufety) pracownicze oraz sklepy
zak³adowe (kooperatywy) z artyku³ami ¿ywnoœciowymi w celu z³agodzenia dotkliwych trudnoœci aprowizacyjnych27.
W celu poprawy sytuacji aprowizacyjnej uczestników zorganizowanego wypoczynku podobne rozwi¹zania by³y stosowane przez Fundusz
23
AAN, KC PZPR, mikr. 2903 (d. sygn. 1782), Protokó³ nr 143 z posiedzenia Biura
Politycznego w dniu 28 stycznia 1975 r.
24 AAN, KC PZPR, mikr. 2905 (d. sygn. 1786), Kompleksowy program racjonalizacji
spo¿ycia ¿ywnoœci z uwzglêdnieniem form oddzia³ywania na konsumenta do 1980 roku,
MHWiU, Warszawa, wrzesieñ 1975 r., k. 383.
25 AAN, Ministerstwo Handlu Wewnêtrznego i Us³ug (cyt. dalej MHWiU) 10/8, Warunki odejœcia od reglamentowanej sprzeda¿y miêsa i jego przetworów, Warszawa, czerwiec 1987 r., Ministerstwo Handlu Wewnêtrznego i Us³ug, k. 1–2.
26 AAN, Kancelaria Sejmu, 610, Wyniki kontroli wykonania zadañ planowych tuczu
przemys³owego w latach 1961–1963 z uwzglêdnieniem gospodarki paszowej w tuczarniach, Warszawa, maj 1964 r., k. 242–243.
27 Zob. m.in. J. N a u m i u k, Na pocz¹tku trudnej drogi. Ruch zawodowy w Polsce
Ludowej w latach 1944–1949, £ódŸ 1985, s. 199; A. K o c h a ñ s k i, Polska 1944–1991.
Informator historyczny, t. II, s. 473, 560.
238
Dariusz Jarosz, Maria Pasztor
[10]
Wczasów Pracowniczych (FWP). Od 1950 r. prowadzono przy oœrodkach
Funduszu hodowlê œwiñ. Na pocz¹tku 1951 r. istnia³a ona ju¿ w 12 z nich,
a w koñcu roku – we wszystkich. Ponadto w Ustroniu Morskim funkcjonowa³o 11-hektarowe gospodarstwo rolne28. Co prawda materia³y
sprawozdawcze ka¿¹ odnosiæ siê z du¿¹ ostro¿noœci¹ do ich efektów ekonomicznych, ale bez w¹tpienia odegra³y one pozytywn¹ rolê w urozmaiceniu wczasowego menu29.
Co ciekawe, pomys³ ten by³ stosowany równie¿ w okresie póŸniejszym i by³ zalecanym przez w³adze centralne sposobem zwalczania niedoborów miêsa. Œwiadczy o tym chocia¿by lektura protoko³u z posiedzenia Biura Politycznego KC PZPR, obraduj¹cego 19 paŸdziernika 1977 r.
Jego uczestnicy w trakcie dyskusji na temat organizacji wypoczynku
pracowniczego zalecali, aby „wszystkie wiêksze zak³ady pracy prowadzi³y w³asne gospodarstwa hodowlane, dostarczaj¹ce miêsa m.in. zak³adowym domom wczasowym”30. Wydaje siê jednak, ¿e pomys³ prowadzenia przez zak³ady pracy gospodarstw hodowlanych, na wzór istniej¹cych
w latach piêædziesi¹tych tzw. Oddzia³ów Zaopatrzenia Robotniczego, by³
jednym z elementów wychodzenia z trudnoœci aprowizacyjnych postulowanym przez to gremium ju¿ wkrótce po czerwcu 1976 r.31
Nie zawsze jednak w sytuacji braków ¿ywnoœciowych ograniczano
siê do u¿ywania ³agodnych i ma³o dolegliwych spo³ecznie metod zwiêkszania poda¿y miêsa. Stosowanie bardziej drastycznych œrodków wymuszaj¹cych (zreszt¹ z ró¿nym skutkiem) wzrost produkcji zwierzêcej
dominowa³o w okresie umacniania siê polskiej odmiany komunizmu, co
mia³o miejsce do 1956 r. Tu¿ po wojnie, ju¿ w sierpniu 1944 r. nowa
w³adza wprowadzi³a obowi¹zkowe œwiadczenia rzeczowe, które by³y co
prawda ni¿sze ni¿ wojenne kontyngenty, ale i tak ich wykonanie nastrêcza³o wiele k³opotów. Z jednej strony by³ to efekt wyczerpania ekonomicznego gospodarstw ch³opskich, z drugiej niechêci do ich wype³niania. Wed³ug danych Ministerstwa Aprowizacji w roku gospodarczym
1944/1945 wymiar œwiadczeñ zbo¿owych wynosi³ 1 131 891 t, a wyko28
Archiwum Ruchu Zawodowego (cyt. dalej ARZ), Centralna Rada Zwi¹zków
Zawodowych (cyt. dalej CRZZ), Wydzia³ Ekonomiczny, 33/35/2, Sprawozdanie Funduszu
Wczasów Pracowniczych.
29 ARZ, CRZZ, Sekretariat Z. Wasilkowskiej, 28, Protokó³ z analizy bilansu zbiorczego Funduszu Wczasów Pracowniczych za rok 1953, k. 21–23.
30 AAN, KC PZPR, mikr 2911 (d. sygn. 1801), Protokó³ nr 80 z posiedzenia Biura
Politycznego 19 paŸdziernika 1977 r., k. 299.
31 Mówi³ o tym E. Gierek na spotkaniu z dziennikarzami 7 paŸdziernika 1976 r.,
zob. AAN, KC PZPR, XIA/439, Stenogram ze spotkania z dziennikarzami w dniu 7 paŸdziernika 1976 r., k. 3.
[11]
Stosunek w³adz PRL do niedoborów miêsa
239
nanie – 700 109 t. Dostawy miêsa w tym okresie wynios³y 101 450 t
wobec wymiaru 102 334 t32. W roku gospodarczym 1945/1946 zrealizowano dostawy miêsa w wysokoœci ponad 10 tys. t, podczas gdy ich wymiar wynosi³ ponad 95 tys. t (dostawy zbó¿ wynios³y ponad 721 tys. t,
wobec wymiaru œwiadczeñ wynosz¹cego blisko 1400 tys. t). Na mocy
uchwa³y Rady Ministrów z 6 czerwca 1946 r. owe dostawy zosta³y zniesione z dniem 1 lipca tego roku, ale zaleg³oœci nadal œci¹gano; jeszcze
28 lutego 1948 r. w zakresie œwiadczeñ zbo¿owych wynosi³y one 11 649 t,
a miêsa – 750 t33.
Po okresie wzglêdnej poprawy aprowizacji w latach 1946–1949, przyjêty w roku nastêpnym model rozwoju gospodarczego, preferuj¹cy rozwój przemys³u ciê¿kiego, oznacza³ zwiêkszenie ciê¿arów na³o¿onych na
gospodarstwa rolne. Jednoczesna realizacji nowej polityki wobec wsi,
polegaj¹cej na forsownej kolektywizacji i ograniczaniu mo¿liwoœci produkcji gospodarstw wielkorolnych, powodowa³a narastanie trudnoœci
aprowizacyjnych. Dzia³aniami zastosowanymi przez w³adze dla rozwi¹zania tych problemów by³o wprowadzanie (w latach 1951–1952) systemu
obowi¹zkowych dostaw ziemniaków, mleka, zbó¿ i zwierz¹t rzeŸnych.
W praktyce oznacza³ on drena¿ gospodarstw rolnych. Doœæ powiedzieæ,
¿e w latach 1954/1955 i 1955/1956 kompensacja kosztów produkcji przez
ceny dostaw obowi¹zkowych w przypadku byd³a wynosi³a odpowiednio
52% i 50%, a trzody – 45% i 43%34. W tej nowoczesnej „wojnie ch³opskiej”, jaka rozgorza³a wokó³ obowi¹zkowych dostaw, tylko w latach
1953–1955 ukarano w trybie karno-administracyjnym ponad 480 tys.
ch³opów, z tego ponad 115 tys. za niewykonanie dostaw ¿ywca35. Skala
represji z tego tytu³u w latach póŸniejszych by³a na wsi nieporównywalnie mniejsza, ale system w swej podstawowej wersji obejmuj¹cej ziemniaki, zbo¿a i ¿ywiec pozosta³ przez ca³y okres rz¹dów W³adys³awa Gomu³ki podstawow¹ – obok kontraktacji – metod¹ zabezpieczenia dostaw
¿ywnoœci w PRL.
32 AAN, Ministerstwo Aprowizacji, 202, Wymiar i realizacja œwiadczeñ rzeczowych
w roku gospodarczym 1944/1945 (dane uzgodnione z Wydzia³em Œwiadczeñ Rzeczowych),
k. 1.
33 Tam¿e, Przebieg œwiadczeñ rzeczowych w latach gospodarczych 1945/1946 i 1946/
1947, k. 8.
34 S. F e l b u r, Analiza uk³adu cen produktów rolnych w Polsce, Warszawa 1962,
s.75, tab. 17.
35 D. J a r o s z, Polityka w³adz komunistycznych w Polsce w latach 1948–1956 a ch³opi,
Warszawa 1998, s. 228–231.
240
Dariusz Jarosz, Maria Pasztor
[12]
Ograniczyæ popyt, czyli permanentna reglamentacja
Wobec nieustaj¹cych braków miêsa obok ró¿nych sposobów zwiêkszania jego poda¿y stosowano komplementarnie wielorakie formy ograniczania popytu. W warunkach wzglêdnie dobrej koniunktury gospodarczej naj³agodniejsz¹ metod¹ osi¹gania tego celu by³o d¹¿enie do
pobudzania konsumpcji innych ni¿ miêso i jego przetwory towarów ¿ywnoœciowych i artyku³ów przemys³owych.
W „klasycznej” wersji poszukiwanie (w znacznej czêœci zakoñczone
niepowodzeniem) czegoœ, co zwykle okreœlano jako „mityczna” wrêcz
„równowaga towarowo-pieniê¿na”, mia³o miejsce w latach siedemdziesi¹tych. Skutkiem podjêtej w lutym 1971 r. decyzji o cofniêciu podwy¿ki
cen, tkwi¹cej u genezy Grudnia 1970 r. oraz o podwy¿szeniu najni¿szych wynagrodzeñ, zasi³ków rodzinnych, rent i emerytur by³o – co przewidywa³a Komisja Planowania przy Radzie Ministrów w marcu 1971 r.
– zwiêkszenie si³y nabywczej ludnoœci o oko³o 20 mld z³. W zwi¹zku
z tym, ¿e owa poprawa dochodów odnosi³a siê w wiêkszym stopniu do
najmniej zarabiaj¹cych, s³usznie liczono siê z tym, ¿e wzrost si³y nabywczej zostanie skierowany g³ównie na zakup miêsa i t³uszczów36.
Wed³ug ustaleñ Ministerstwa Handlu Wewnêtrznego z wrzeœnia 1971 r.,
faktyczny wzrost dochodów pieniê¿nych ludnoœci wyniós³ w pierwszym
pó³roczu tego roku 9% przy za³o¿onej w Narodowym Planie Gospodarczym na 1971 r. ich dynamice wynosz¹cej 7,7%. Resort prognozowa³, ¿e
w skali ca³ego 1971 r. owe dochody bêd¹ o ponad 8 mld z³ wy¿sze ni¿ to
zak³ada³ skorygowany plan i o 9,1% wy¿sze od dochodów ludnoœci
w 1970 r. W tej sytuacji Rada Ministrów, d¹¿¹c do zapewnienia pokrycia dodatkowej si³y nabywczej ludnoœci towarami, zobowi¹za³a na swych
posiedzeniach 16 lipca, 20 sierpnia i 6 wrzeœnia wszystkie ministerstwa
i prezydia Wojewódzkiej Rady Narodowej do zwiêkszenia dostaw towarów na rynek37. W zwi¹zku z tym rozpoczêto przyspieszone poszukiwanie mo¿liwoœci sprzeda¿y tych towarów przemys³owych, których poda¿
by³a wówczas dostateczna i mog³a byæ zwiêkszona. W tym celu w 1972 r.
dokonano „usprawnienia wspó³pracy hurtu z detalem”. Kierownictwo
resortu handlu wewnêtrznego z wyraŸn¹ dum¹ pisa³o o dostawach tych
towarów poza godzinami pracy „sieci detalicznej”. Wskazywano na roz36 AAN, KC PZPR, mikr. 2914 (d. sygn. 1745), Notatka opracowana w Komisji
Planowania przy Radzie Ministrów w sprawie zaopatrzenia rynku w miêso i t³uszcze
oraz inne artyku³y spo¿ywcze w 1971 r.
37 AAN, KC PZPR, mikr. 2918 (d. sygn. 1749), Informacja Ministerstwa Handlu
Wewnêtrznego o przewidywanym zaopatrzeniu rynku wewnêtrznego w okresie wrzesieñ–grudzieñ 1971, Warszawa, 14 wrzeœnia 1971 r.
[13]
Stosunek w³adz PRL do niedoborów miêsa
241
wój form „sprzeda¿y pozasklepowej”: w zak³adach pracy, kiermaszowej
i obwoŸnej (g³ównie na terenach wiejskich, zw³aszcza w dni targowe,
jarmarki) i uruchomienie dodatkowych stoisk sklepowych. To wówczas
zaczêto organizowaæ czêœciej tzw. zbiorowe zakupy w miastach i na wsi
dla zak³adów pracy. Polega³y one najogólniej na tym, ¿e zakupiony sprzêt
by³ instalowany w domu nabywcy. Wprowadzono sprzeda¿ „na próbê”
telewizorów dla mieszkañców wsi, polegaj¹c¹ na umo¿liwieniu klientowi w ci¹gu dziesiêciu dni sprawdzenia dzia³ania odbiornika i podjêcia
decyzji zakupu (dostawa i instalacja sprzêtu w domu nabywcy by³a dokonywana bezp³atnie). Rozszerzono sprzeda¿ akwizycyjn¹ za poœrednictwem listonoszy, wiejskich aktywistów œrodowiskowych itp. W miastach pojawi³y siê wypo¿yczalnie telewizorów: klient na podstawie umowy
u¿ytkowa³ za op³at¹ miesiêczn¹ odbiornik przez pó³ roku, po czym decydowa³ siê na zwrot lub zakup. W tym drugim przypadku odliczano od
ceny op³acone sp³aty miesiêczne. W celach reklamowych organizowano
pokazy u¿ytkowania sprzêtu mechanicznego wraz z prelekcjami, m.in.
wyg³aszanymi przez instruktorki Ligi Kobiet, Komitetu Gospodarstwa
Domowego oraz wykwalifikowanych sprzedawców, pokazy mody, malowania wnêtrz mieszkalnych itp. W sklepach Centrali Handlu Meblami
wprowadzono zapisy klientów i telefoniczn¹ informacjê o dostawach,
co – rzekomo – doprowadzi³o do wzrostu ich sprzeda¿y. W efekcie
tych i podobnych dzia³añ – jeœli wierzyæ informacjom na ten temat
– zwiêkszy³a siê równie¿ sprzeda¿ lodówek, radioodbiorników, magnetofonów, gramofonów. Tym samym celom s³u¿y³o rozszerzenie zakresu
i form sprzeda¿y ratalnej, która wówczas objê³a m.in. lodówki typu „Silesia” i „Polar” 160. Na raty mo¿na by³o kupiæ m.in. samochody „Warszawa”, wszystkie typy motorowerów „Komar”, motocykle WSK B3,
ekspresy do kawy, sprzêt wêdkarski o wartoœci powy¿ej 500 z³, lunety38.
Wydaje siê, ¿e równie¿ ten sposób myœlenia odgrywa³ istotn¹ rolê przy
kalkulowaniu ceny i procedur sprzeda¿y polskiego Fiata 126p w 1972 r.39
Decyzja wi¹¿¹ca og³oszenie przedp³at na samochód ma³olitra¿owy jest
wymieniona jako jedna z kilku metod walki z „zarysowuj¹cymi siê trudnoœciami w zaopatrzeniu rynku w niektóre artyku³y”, zalecanych przez
Biuro Polityczne KC PZPR ju¿ na posiedzeniu 21 wrzeœnia 1971 r.40
38
AAN, KC PZPR, mikr. 2929 (d. sygn. 1760), Informacja o œrodkach podejmowanych
przez handel w roku 1972 dla aktywnego kszta³towania sytuacji rynkowej, k. 101 i n.
39 AAN, KC PZPR, mikr. 2932 (d. sygn. 1763), Za³o¿enia sprzeda¿y samochodów
osobowych „Polski Fiat 126 P”, Warszawa, 19 paŸdziernika 1972 r., Ministerstwo Finansów, k. 321.
40 AAN, KC PZPR, mikr. 2918 (d. sygn. 1749), Protokó³ nr 62 posiedzenia Biura
Politycznego w dniu 21 wrzeœnia 1971 r., k. 103.
242
Dariusz Jarosz, Maria Pasztor
[14]
Ukszta³towaniu nowego modelu konsumpcji s³u¿y³y równie¿ zmiany
w zakresie budownictwa mieszkaniowego. Bardziej realne ni¿ wczeœniej
zaspokojenie potrzeb w tym zakresie przy podwy¿szeniu wysokoœci
wymaganych wk³adów uiszczanych przez cz³onków spó³dzielni mieszkaniowych spowodowa³o, ¿e ich wielkoœæ na odpowiednich ksi¹¿eczkach
PKO wzros³a z 8037,3 mln z³ w 1970 r. do 18 629,7 mln z³ w 1974 r.41
Temu samemu celowi s³u¿y³ rozwa¿any ju¿ w 1973 r. i stopniowo wprowadzany w ¿ycie projekt znacznego rozszerzenia sprzeda¿y czêœci nowo
wybudowanych mieszkañ za dewizy42.
W miarê jak wzrost produkcji tych towarów napotyka³ na nieprzezwyciê¿alne bariery, najczêœciej stosowan¹ metod¹ utrzymania równowagi rynkowej stawa³y siê podwy¿ki ich cen. Z tego powodu „maluch”
od 1976 r. kosztowa³ ju¿ nie 69 tys. z³, a 87 tys., jednoczeœnie odt¹d
wiêcej trzeba by³o zap³aciæ za nabycie innych marek samochodów dostêpnych wówczas na rynku polskim (Zaporo¿ec, Syrena, Trabant, Škoda, Zastawa)43. Przyk³ady potwierdzaj¹ce tê tezê mo¿na mno¿yæ.
Inn¹, relatywnie ³agodn¹, by nie powiedzieæ perswazyjn¹ metod¹
ograniczania popytu na miêso, obecn¹ w myœleniu i dzia³aniach w³adzy
przez ca³y okres Polski Ludowej, by³a propaganda zmiany modelu od¿ywiania. Ten kierunek myœlenia, który zmierza³ do tego, aby Polacy stali
siê jaroszami w wiêkszym stopniu ni¿ nimi byli i chcieli byæ, by³ sta³ym
elementem myœlenia w³adzy o problemach ¿ywnoœciowych, nawet
w okresach relatywnie ma³ych niedoborów miêsa. W latach siedemdziesi¹tych, podczas dyskusji centralnych gremiów partyjnych nad problemami zaopatrzenia w ¿ywnoœæ wielokrotnie zwracano uwagê na koniecznoœæ szerszego wprowadzania – jak to okreœlano w odpowiednich
dokumentach – „pog³êbionego przetwórstwa miêsa” oraz propagowania racjonalnych form od¿ywiania44. Z tego punktu widzenia szczególnie interesuj¹ca jest przeprowadzona na posiedzeniu Biura Politycznego 30 wrzeœnia 1975 r. dyskusja na temat „kompleksowego programu
racjonalizacji spo¿ycia ¿ywnoœci z uwzglêdnieniem form oddzia³ywania
na konsumenta do 1980 r.”, przedstawionego przez podsekretarza sta41 AAN, KC PZPR, mikr. 2902 (d. sygn. 1781), Informacja o realizacji uchwa³y
V Plenum KC PZPR w sprawie perspektywicznego programu mieszkaniowego, Warszawa, listopad 1974 r., k. 540.
42 AAN, KC PZPR, mikr. 2940 (d. sygn. 1771), Protokó³ nr 84 z posiedzenia Biura
Politycznego w dniu 4 wrzeœnia 1973 r., k. 436.
43 AAN, KC PZPR, mikr. 2908 (d. sygn. 1793), Notatka w sprawie dwukierunkowych
zmian cen detalicznych niektórych artyku³ów, Warszawa, 20 sierpnia 1976 r., k. 187.
44 Zob. AAN, KC PZPR, mikr. 2902 (d. sygn. 1780), Protokó³ nr 127 z posiedzenia
Biura Politycznego w dniu 3 wrzeœnia 1974 r., k. 49.
[15]
Stosunek w³adz PRL do niedoborów miêsa
243
nu w Ministerstwie Handlu Wewnêtrznego i Us³ug Edwarda Wiszniewskiego. Zalecono wówczas m.in. „konsekwentnie egzekwowaæ przestrzeganie przez gastronomiê i sto³ówki zak³adowe zaleceñ dotycz¹cych wprowadzania na szersz¹ skalê potraw z jaj, mleka, warzyw i ryb, zwiêkszyæ
wybór i rozmaitoœæ dañ, które mog³yby stanowiæ alternatywê dla tradycyjnych dañ miêsnych, zbadaæ recepturê dañ pod k¹tem kalorycznoœci”.
W telewizji, radiu i pismach kobiecych nale¿a³o „w sposób œwiadomy
i przemyœlany «tworzyæ modê» na ró¿nego rodzaju potrawy nie wymagaj¹ce surowca miêsnego”. Ponadto zdecydowano o tym, aby nie propagowaæ na szersz¹ skalê zmniejszania spo¿ycia t³uszczów zwierzêcych,
wprowadziæ na rynek uszlachetnione smakowo gatunki smalcu w nowoczesnych i estetycznych opakowaniach45.
Ten sposób myœlenia znalaz³ wyraz w publikowanych ksi¹¿kach kucharskich i poradach kulinarnych. Nie wydaje siê bowiem przypadkiem,
¿e autorki wydanej w 1948 r. ksi¹¿ki o ¿ywieniu rodziny – Zofia Czerny
i Maria Strasburger – charakteryzuj¹c ró¿nego rodzaju pokarmy, pisa³y
o tym, ¿e mleko i otrzymywane z niego produkty mog¹ „doskonale zastêpowaæ miêso, ale miêso nie mo¿e wejœæ na ich miejsce, bo nie ma ani
tylu witamin, co mleko, ani nie jest tak bogate w wa¿ne sk³adniki mineralne. Widzimy wiêc, ¿e mleko i ser s¹ nawet pokarmami wy¿ej wartoœciowymi ni¿ miêso. To samo mo¿na powiedzieæ o jajach, które zawieraj¹ równie wartoœciowe bia³ko jak miêso, ale s¹ znacznie od niego bogatsze
w sk³adniki mineralne i witaminy”. Przyznawa³y co prawda, ¿e miêso
jest pokarmem syc¹cym, ma „poci¹gaj¹cy smak i zapach”, ale nie nale¿y go spo¿ywaæ w du¿ych iloœciach: „Ma³y dodatek miêsa doskonale
uzupe³nia te pokarmy, w których jest tylko bia³ko niepe³nowartoœciowe.
Jest to najlepszy sposób wykorzystania miêsa w gospodarstwie domowym i zbiorowym, gdy¿ miêso jest dla nas najpo¿yteczniejsze nie wtedy,
gdy raz w œwiêto spo¿ywamy du¿y jego kawa³ jako pieczeñ lub kotlety,
ale wtedy, gdy czêsto ma³y kawa³ek miêsa dodajemy do potraw jarzynowych lub m¹cznych”46.
Te same autorki w swej kolejnej ksi¹¿ce, wydanej w 1957 r., stawia³y
miêsu podobne zarzuty: brak niektórych witamin i niedostateczn¹ iloœæ
wapnia. Twierdzi³y, ¿e z produktów miêsnych „bogate w witaminy s¹
tylko podroby, czyli narz¹dy wewnêtrzne zwierz¹t, takie jak w¹troba,
45 AAN, KC PZPR, mikr. 2905 (d. sygn. 1786), Protokó³ nr 172 z posiedzenia Biura
Politycznego w dniu 30 wrzeœnia 1975 r., k. 375.
46 Z. C z e r n y, M. S t r a s b u r g e r, ¯ywienie rodziny. Wiadomoœci ogólne. Przepisy
potraw, Warszawa 1948, s. 21. Spe³nieniem tych zaleceñ by³y „przyk³adowe jad³ospisy
dla rodzin pracuj¹cych sto³uj¹cych siê w domu” zawarte w Ksi¹¿ce kucharskiej Z. C z e r n e j (Warszawa 1953).
244
Dariusz Jarosz, Maria Pasztor
[16]
nerki, serce oraz wieprzowina, która zawiera wiele witaminy B1”. Z takiej oceny p³ynê³y praktyczne wnioski: „Jedzmy miêso, ale nie w nadmiernych iloœciach i nie zapominajmy o wielkiej wartoœci podrobów. [...]
Normalna dzienna porcja potrawy miêsnej nie powinna przekraczaæ
oko³o 100 g, czyli 10 dkg”47.
W wydanej w 1959 r. Praktycznej kuchni podobnie oceniano wartoϾ
miêsa, zalecaj¹c zw³aszcza spo¿ywanie podrobów. Istotnym novum by³a
natomiast „krytyczna” ocena miêsa bia³ego, w tym szczególnie cielêciny. Pisano, ¿e nies³uszne jest mniemanie, ¿e jest ono bardziej wartoœciowe od „miêsa ciemnego, na przyk³ad wo³owiny. Miêso bia³e ma delikatniejsz¹ budowê, dziêki czemu szybciej ulega zmiêkczeniu podczas
przyrz¹dzania. W wartoœci od¿ywczej natomiast nie istniej¹ ¿adne ró¿nice. Tak samo wartoœciowa jest gotowana wo³owina jak gotowana kura
czy cielêcina”. I w tej ksi¹¿ce przestrzegano: „Prze³adowanie posi³ków
potrawami miêsnymi i spo¿ywanie du¿ych porcji miêsa w ka¿dym posi³ku jest szkodliwe dla organizmu”48.
Znacznie szerszy zestaw argumentów na temat wysokiej wartoœci
potraw bezmiêsnych i pó³miêsnych w warunkach polskich zawiera ksi¹¿ka Zofii Zawistowskiej z 1965 r. Jej autorka pisa³a m.in.: „Potrawy
bezmiêsne i pó³miêsne nie ciesz¹ siê dotychczas uznaniem i popularnoœci¹. Zw³aszcza w repertuarze kulinarnym gospodyñ pracuj¹cych zawodowo poza domem. A jednak zas³uguj¹ na to, by uzyska³y w³aœciw¹ im
rangê w naszej kuchni i uznanie u domowników. Prawda, ¿e niektóre
z nich s¹ bardziej pracoch³onne, ale za to z regu³y tañsze od miêsnych.
Jednak w ogólnym bilansie czasu gospodyni mo¿na ³atwo doliczyæ siê
zysku: dodatkowy nak³ad pracy rekompensuje siê z nawi¹zk¹, unikaj¹c
straty czasu na stanie w ogonkach. Tañsze gatunki miêsa mo¿na dostaæ
niemal zawsze. W wielu rodzinach polskich obiad bez miêsa uwa¿any
jest za posi³ek poœledni. Opinia taka jest b³êdna i nieodpowiadaj¹ca
rzeczywistoœci. W zestawie kulinarnym bogatych spo³eczeñstw szereg
potraw bezmiêsnych zalicza siê do najbardziej cenionych. S³ynne spagetti z parmezanem lub pizza s¹ np. najpopularniejszymi potrawami
kuchni w³oskiej”49.
W latach póŸniejszych ta doœæ czytelna antypropaganda miêsa by³a
prowadzona ju¿ w sposób bardziej stonowany. Nast¹pi³a charakterystyczna zmiana akcentów. W wydanej w 1982 r. ksi¹¿ce kucharskiej Zofii
47
Z. C z e r n y, M. S t r a s b u r g e r, Gotuj smacznie i zdrowo, Warszawa 1957, s. 48.
M. D u d z i k, M. L a s k o w s k a, K. P y s z k o w s k a, S. W i t k o w s k a, Praktyczna kuchnia, wyd. 2, Warszawa 1959, s. 25–26.
49 Z. Z a w i s t o w s k a, Potrawy bezmiêsne i pó³miêsne, Warszawa 1965, s. 32.
48
[17]
Stosunek w³adz PRL do niedoborów miêsa
245
Zawistowskiej i Ma³gorzaty Krzy¿anowskiej czytamy, ¿e Polacy za szczególnie atrakcyjne w swej diecie uwa¿aj¹ „wci¹¿ jeszcze miêso i to t³uste
jego gatunki”, t³uszcze zwierzêce, s³odycze, cukier. Tymczasem „w konsekwencji zwiêksza siê czêstotliwoœæ wystêpowania chorób cywilizacyjnych XX w., takich jak oty³oœæ, mia¿d¿yca, próchnica zêbów, niedomogi
uk³adu kr¹¿enia, schorzenia w¹troby i uk³adu pokarmowego. Za osi¹gniêty stan sytoœci p³acimy wiêc bardzo drogo. G³ówn¹ i najbardziej istotn¹ przyczyn¹ takiego stanu rzeczy jest nieznajomoœæ zagadnieñ prawid³owego ¿ywienia”50. Omawiaj¹c te zasady, autorki wiele miejsca
poœwiêci³y temu, jak zastêpowaæ produkty. Pisa³y: „Koniecznoœæ taka
wynika najczêœciej ze wzglêdów ekonomicznych (u¿ycie tañszych produktów) czy trudnoœci rynkowych. Produkt stosowany zastêpczo musi
mieæ wartoœæ bardzo zbli¿on¹ do tego, który chcemy zast¹piæ, a wiêc
zamiany mo¿na dokonywaæ jedynie w obrêbie tej samej grupy. I tak zamiast mleka œwie¿ego mo¿na podaæ mleko zagêszczone, w proszku lub
odpowiedni¹ iloœæ sera. Jaja natomiast mog¹ byæ zast¹pione mlekiem,
serem, miêsem lub ryb¹. Ale ju¿ produktów miêsnych nie wolno zastêpowaæ zbo¿owymi (którym brak pe³nowartoœciowego bia³ka). Mo¿na
natomiast podaæ zamiast miêsa porcjê ryby, sera ¿ó³tego czy twarogowego. Odwrotna natomiast sytuacja, tj. zastêpowanie serów czy mleka
miêsem nie jest wskazana, szczególnie w posi³kach przygotowywanych
dla dzieci, m³odzie¿y i kobiet ciê¿arnych”51. Jak widaæ, trudno tu mówiæ o jakiejœ tendencyjnej „dyskredytacji” miêsa. Zast¹pi³ j¹ rodzaj „instrukcji” dla gospodyñ domowych, pokazuj¹cej jak siê najlepiej zachowaæ w warunkach niedoborów nie tylko miêsa, ale i innych artyku³ów
spo¿ywczych.
Ta oszczêdnoœæ w dozowaniu miêsa w kuchni znajdowa³a wyraz w propagowanych przepisach kulinarnych. Oto na przyk³ad w „Przyjació³ce”
w 1949 r. proponowano nastêpuj¹cy zestaw obiadów na ca³y tydzieñ:
„Niedziela. Krupnik; go³¹bki z miêsem, ziemniaki. Wtorek. Zupa z dyni
z ³azankami; ryba sma¿ona, ziemniaki. Œroda. Grochówka z grzankami; knedle z powid³ami. Czwartek. Barszcz czerwony z ziemniakami;
kasza, surówka z kapusty. Pi¹tek. Zupa kartoflana; kotlety ziemniaczane. Sobota. Zupa ogórkowa; buraczki z ziemniakami”52. W innych zestawach tygodniowych systematycznie proponowanych przez „Przyjació³kê” miêso, czêsto jako jeden ze sk³adników potraw, pojawia³o siê we
50
Z. Z a w i s t o w s k a, M. K r z y ¿ a n o w s k a, Ksi¹¿ka kucharska, Warszawa 1982,
s. 9.
51
52
Tam¿e, s. 14.
Gotujemy, „Przyjació³ka” 1949, nr 8.
246
Dariusz Jarosz, Maria Pasztor
[18]
wczesnych latach piêædziesi¹tych co najwy¿ej dwa razy53. W tym samym
czasopiœmie w latach szeœædziesi¹tych i siedemdziesi¹tych w odpowiedniej sta³ej rubryce, zatytu³owanej „Obiady”, miêso jako element cotygodniowego menu (obowi¹zkowo równie¿ w postaci tzw. potraw pó³miêsnych)
wystêpowa³o czêœciej, nawet piêæ razy w tygodniu. W drukowanych tam
przepisach kulinarnych dominowa³y jednak potrawy jarskie i pó³miêsne, zreszt¹ czêsto o zastanawiaj¹cym sk³adzie (budyñ z kapusty w³oskiej lub cukrowej) oraz popularyzacja kuchni innych narodów54.
Mimo bardzo praktycznych rad, jak zu¿ywaæ w kuchni jak najmniej
miêsa, Polacy nadal woleli jeœæ kotlety schabowe z kapust¹ i ziemniakami ni¿ – zalecane przez autorów ówczesnych przepisów kulinarnych
– makaron zapiekany z jajami, leniwe pierogi, ry¿ zapiekany ze œliwkami czy ³azanki z kapust¹ i jajami. Wynika³o to z wielu przyczyn, wœród
których wa¿n¹ rolê pe³ni³ przyjêty wzorzec ¿ywienia, tradycyjnie preferuj¹cy du¿e spo¿ycie miêsa. O tym, ¿e przetrwa³ on do koñca PRL-u
zdaj¹ siê œwiadczyæ m.in. badania przeprowadzone przez ekonomistów
poznañskich w 1988 r. na próbie ponad tysi¹ca respondentów, reprezentuj¹cych g³ównie m³ode gospodarstwa miejskie. Dla blisko 80% z nich
najwa¿niejszym wzorcem ¿ywienia by³a tradycja rodzinna, przekazywana niekiedy przez kilka pokoleñ. Ani wiedza nabyta w szkole, ani podró¿e zagraniczne nie by³y wtedy istotnym Ÿród³em inspiracji w tym
wzglêdzie. Jednoczeœnie miêso by³o dla 36% gospodarstw tym produktem, którego spo¿ycie chcia³yby zwiêkszyæ (dla wêdlin odpowiedni wskaŸnik wynosi³ 30%). Wskazuje to na zasadnoœæ opinii o zbyt niskim, w stosunku do ukszta³towanej tradycji, spo¿yciu miêsa i jego przetworów,
obni¿onym drastycznie w wyniku wprowadzenia reglamentacji55.
Wskazane wy¿ej najczêœciej pojawiaj¹ce siê w dokumentach Ÿród³owych „³agodne” metody ograniczania popytu rzecz jasna nie zawsze
skutkowa³y akceptowan¹ spo³ecznie popraw¹ zaopatrzenia w miêso.
Z tego powodu czêsto wspó³istnia³y lub ustêpowa³y miejsca metodom,
które umownie mo¿na nazwaæ administracyjno-restrykcyjnymi.
Wœród nich na uwagê zas³uguj¹ m.in. wprowadzane ju¿ w 1946 r. dni
bezmiêsne. Pierwszego lutego tego roku na podstawie rozporz¹dzenia
prezesa Rady Ministrów zabroniono „podawania i sprzedawania potraw
miêsnych pod ka¿d¹ postaci¹ z wyj¹tkiem potraw z drobiu, ryb, króli53
Zob. m.in. „Przyjació³ka” 1953, nr 29; 1953, nr 33.
Zob. m.in. „Przyjació³ka” 1964, nr 27; 1974, nr 4.
55 P. R e p c z y ñ s k i, Zmiany w spo¿yciu ¿ywnoœci i ich determinanty w œwietle badañ ankietowych, [w:] Zmiany w strukturze konsumpcji 1986–1990, cz. 2: Problemowe
modele konsumpcji lat osiemdziesi¹tych – wybrane techniki, Katowice 1990, s. 20–21.
54
[19]
Stosunek w³adz PRL do niedoborów miêsa
247
ków i dziczyzny w przedsiêbiorstwach przemys³u gastronomicznego i gospodniego” we wtorki, œrody i czwartki ka¿dego tygodnia. W pi¹tki (!),
soboty, niedziele i poniedzia³ki zezwalano na podawanie i sprzedawanie
posi³ków miêsnych o wadze maksymalnej 200 g, z tym ¿e jednej osobie
mo¿na by³o wydaæ i sprzedaæ tylko jedno takie danie. Liczba rodzajów
serwowanych potraw z miêsa lub jego przetworów zosta³a ograniczona
do czterech dañ, okreœlonych w jad³ospisie. We wtorki, œrody i czwartki
ka¿dego tygodnia zabroniono równie¿ dokonywania wszelkich obrotów
miêsem i jego przetworami (poza drobiem, królikami, rybami i dziczyzn¹) w jatkach, sklepach ¿ywnoœciowych, przedsiêbiorstwach przemys³u gastronomicznego, gospodach, straganach ulicznych itp.56 W kwietniu 1946 r. ten zakaz zosta³ jeszcze bardziej zaostrzony. Zgodnie z jego
now¹ wersj¹, w œrody, czwartki i pi¹tki zabroniono dokonywania wszelkich obrotów miêsem i jego przetworami oraz t³uszczami zwierzêcymi,
a w pozosta³e dni tygodnia zezwolono na sprzeda¿ potraw miêsnych
o wadze maksymalnej 100 g. Ponadto trzykrotne ukaranie winnego naruszenia tych przepisów skutkowa³o odebraniem mu koncesji na prowadzenie przedsiêbiorstwa57. W lipcu 1949 r. minister handlu wewnêtrznego nieco z³agodzi³ te przepisy, dopuszczaj¹c do obrotu w dni bezmiêsne
do 15 paŸdziernika 1949 r. kiszkê podgardlan¹, kiszkê pasztetow¹, salceson w³oski i krwisty58.
Wymys³em ekipy gomu³kowskiej w tym wzglêdzie by³y tzw. bezmiêsne
poniedzia³ki, wprowadzone zarz¹dzeniem ministra handlu wewnêtrznego z 31 lipca 1959 r. W tym dniu obowi¹zywa³ zakaz podawania potraw miêsnych w restauracjach i sto³ówkach, a w sklepach mog³y byæ
sprzedawane jedynie podroby, salcesony, kaszanki, s³onina i smalec59.
56 Rozporz¹dzenie prezesa Rady Ministrów z dnia 1 lutego 1946 r. w sprawie spo¿ycia
potraw miêsnych w przedsiêbiorstwach przemys³u gastronomicznego i gospodniego oraz
ograniczenia obrotu handlowego miêsem i jego przetworami, pochodz¹cymi z uboju
zwierz¹t rzeŸnych, Dz.U. 1946, nr 9, poz. 68.
57 Rozporz¹dzenie prezesa Rady Ministrów z dnia 24 kwietnia 1946 r. w sprawie
ograniczenia obrotu miêsem, jego przetworami oraz t³uszczami zwierzêcymi, Dz.U. nr 18,
poz. 121. Zosta³ on przed³u¿ony tylko w nieco zmienionej wersji (dni bezmiêsne pozostawiono te same) rozporz¹dzeniem ministrów aprowizacji oraz przemys³u i handlu
z 30 lipca 1947 r., zob. Rozporz¹dzenie Ministrów Aprowizacji oraz Przemys³u i Handlu z dnia 30 lipca 1947 r. w sprawie ograniczenia obrotu miêsem, jego przetworami
oraz t³uszczami zwierzêcymi, Dz.U. nr 56, poz. 306.
58 Zarz¹dzenie ministra handlu wewnêtrznego z dnia 12 lipca 1949 r. w sprawie
dopuszczenia niektórych rodzajów wêdlin do obrotu w dni bezmiêsne, Monitor Polski,
nr A–48, poz. 652.
59 M. Z a r e m b a, Spo³eczeñstwo polskie lat szeœædziesi¹tych – miêdzy „ma³¹ stabilizacj¹” a „ma³¹ destabilizacj¹”, [w:] Oblicza Marca 1968, red. K. Rokicki, S. Stêpieñ,
Warszawa 2004, s. 32.
248
Dariusz Jarosz, Maria Pasztor
[20]
W paŸdzierniku 1959 r., w okresie nasilonych braków miêsa, zosta³y
wprowadzone ograniczenia sprzeda¿y miêsa z uboju gospodarczego w poniedzia³ki (uchylone w czerwcu 1962 r.)60. Regulacje obrotu tym miêsem, dokonywane zwykle rozporz¹dzeniami ministerstwa handlu wewnêtrznego, by³y sta³ym elementem wp³ywania na popyt, stosowanym
do lat osiemdziesi¹tych61.
Du¿o skuteczniejsz¹ praktyk¹ ograniczania popytu by³a bezpoœrednia
administracyjna reglamentacja62 zaopatrzenia w miêso i jego przetwory.
System aprowizacji kartkowej, obejmuj¹cy równie¿ miêso, zosta³
wprowadzony instrukcj¹ Biura Ekonomicznego przy Prezydium PKWN
z 27 wrzeœnia 1944 r. i od 1 maja 1945 do 1 stycznia 1949 r. obejmowa³
ca³y kraj63. Ju¿ w 1946 r. liczba osób korzystaj¹cych z takiego zaopatrzenia wynios³a 9689 tys. (41% ogó³u ludnoœci kraju), a w 1947 r.
– 4262,4 tys. (34%)64.
Po zniesieniu tego systemu w niektórych rejonach kraju wprowadzono szeœæ rodzajów bonów t³uszczowych. 26 paŸdziernika 1949 r. ukaza³o siê rozporz¹dzenie przewodnicz¹cego Pañstwowej Komisji Planowania Gospodarczego (PKPG), które za artyku³y reglamentowane uznawa³o
zbo¿e i g³ówne przetwory zbo¿owe oraz miêso i t³uszcze pochodz¹ce
z uboju zwierz¹t gospodarskich i drobiu domowego oraz przetwory z tego miêsa65.
Po raz kolejny kartki na miêso, jego przetwory i t³uszcze pojawi³y siê
w sierpniu 1951 r. Ta reglamentacja obowi¹zywa³a do 3 stycznia 1953 r.
W tym dniu j¹ zniesiono, a dla „skutecznego zwalczania tych form przestêpczoœci, które uprawiane s¹ przez jednostki aspo³eczne w celu przysporzenia sobie nielegalnych zysków przez ¿erowanie na interesach
konsumentów”, ju¿ wkrótce uchwalono dekret o ochronie interesów
nabywców w obrocie handlowym66.
60
A. K o c h a ñ s k i, Polska 1944–1991. Informator historyczny, t. II, s. 183.
Tam¿e, s. 186.
62 Pojêciem tym pos³ugujê siê w takim rozumieniu, jakie nada³ mu Jacek Kurczewski, który twierdzi, ¿e jest to „zespó³ politycznie, bo przez organy w³adzy, okreœlonych
warunków wejœcia w posiadanie okreœlonych porcji dóbr przez indywidualnego konsumenta”, zob. J. K u r c z e w s k i, Umowa o kartki, [w:] Umowa o kartki, red. J. Kurczewski, Warszawa 2004, s. 213.
63 Z. Z b l e w s k i, Leksykon PRL-u, Kraków 2001, s. 69.
64 AAN, Ministerstwo Aprowizacji, 202, Ludnoœæ korzystaj¹ca z zaopatrzenia kartkowego w roku 1946 i 1947, k. 58–59.
65 Rozporz¹dzenie przewodnicz¹cego PKPG z dnia 26 paŸdziernika 1949 r. w sprawie uznania niektórych artyku³ów za reglamentowane, Dz.U. nr 56, poz. 444.
66 AAN, Ministerstwo Sprawiedliwoœci (cyt. dalej MS), 2147, Uzasadnienie do projektu dekretu o ochronie nabywców w obrocie handlowym, k. 45.
61
[21]
Stosunek w³adz PRL do niedoborów miêsa
249
Ekipa gomu³kowska, mimo trudnoœci w zaopatrzeniu rynku w artyku³y miêsne, nie zdecydowa³a siê na wprowadzenie jego racjonowania
za pomoc¹ kartek. Dlaczego? Wydaje siê, ¿e przyczyny takiego stanowiska bardzo klarownie objaœni³ ówczesny cz³onek Biura Politycznego
i przewodnicz¹cy Komisji Planowania przy Radzie Ministrów Stefan Jêdrychowski w trakcie narady pierwszych sekretarzy i sekretarzy ekonomicznych Komitetów Wojewódzkich PZPR w sprawie podwy¿ki cen
miêsa, jaka odby³a siê w KC 10 paŸdziernika 1959 r. Odpowiadaj¹c na
pytania w tej sprawie, twierdzi³: „Po pierwsze – system kartkowy mo¿na sobie wyobraziæ albo jako ca³kowit¹ reglamentacjê, to znaczy z ca³kowitym zakazem obrotu tym artyku³em, wtedy powstaje rynek czarny, nielegalny, zamiast rynku wolnego, albo jako istnienie kartek [...]
równolegle z rynkiem, z istnieniem rynku wolnej sprzeda¿y po cenach
wy¿szych od kartkowych. I wtedy cena tych artyku³ów, cena tej czêœci
masy towarowej, która by³aby sprzedawana poza kartkami, musia³aby
pójœæ daleko wy¿ej w górê, rozpiêtoœæ musia³aby byæ daleko wy¿sza z tym
wszystkim, co to za sob¹ poci¹gnie, a wiêc spekulacj¹, przeciekami itd.
Poza tym przy systemie kartkowym jest znana rzecz taka: to jest system, który siê ci¹gle rozszerza, tzn. z pocz¹tku jest ograniczona iloœæ
uprawnionych do kartek, wy³¹cza siê pewne grupy itd., a potem to siê
zaczyna ci¹gle rozszerzaæ, ci¹gle jest nacisk, ¿eby dawaæ nowym kategoriom i coraz wiêcej. Przy systemie kartkowym – jak doœwiadczenie
wskazuje – nie jest mo¿liwe utrzymanie zró¿nicowanego asortymentu
towaru, dezorganizuje siê i degeneruje, bo w koñcu na te kartki sprzedaje siê tylko jeden rodzaj, r¹bankê. System kartkowy to jest przedsiêwziêcie typu wojennego, albo zbli¿onego do wojennego i z tego wzglêdu,
jeœli mo¿na tego unikn¹æ, to oczywiœcie jest lepiej w to nie wchodziæ”67.
Po raz kolejny i ostatni w historii PRL reglamentacja miêsa i jego
przetworów zosta³a wprowadzona na podstawie uchwa³y Rady Ministrów
z 20 lutego 1981 r. i – mimo wielu zmian w latach nastêpnych – zniesiona zosta³a dopiero wraz z pocz¹tkiem polskiej transformacji systemowej68. Warto jednak pamiêtaæ, ¿e – w œwietle przynajmniej niektórych
z analizowanych materia³ów archiwalnych – jej wprowadzenie by³o
przedmiotem dyskusji w warszawskim centrum w³adzy w sierpniu
1976 r., wkrótce po zakoñczonej fiaskiem „operacji cenowej” z czerwca
tego roku. Nie zdecydowano siê na to g³ównie ze wzglêdu na zbyt ma³¹
poda¿ miêsa i przetworów w handlu detalicznym, szczególnie tych naj67
AAN, KC PZPR, 237/V/458, Narada I Sekretarzy i Sekretarzy Ekonomicznych
w sprawie podwy¿ki cen miêsa w dniu 10 paŸdziernika 1959 r., k. 248–249.
68 M. F u s z a r a, Prawne aspekty reglamentacji, [w:] Umowa..., s. 124–131.
250
Dariusz Jarosz, Maria Pasztor
[22]
szlachetniejszych (szynki, polêdwice, balerony), a tak¿e zbyt du¿e zró¿nicowanie owej poda¿y miêdzy województwami69.
Wprowadzenie reglamentacji miêsa i innych artyku³ów spo¿ywczych
i przemys³owych na pocz¹tku 1981 r. by³o efektem pogarszaj¹cej siê
„sytuacji pieniê¿no-rynkowej”. W dokumencie na ten temat, zachowanym w aktach KC PZPR, z pocz¹tku paŸdziernika 1980 r., stwierdzano,
¿e szczególnie trudny bêdzie czwarty kwarta³ tego roku, z powodu skumulowania z jednej strony strat produkcyjnych, a z drugiej – dodatkowego nap³ywu pieni¹dza na rynek. Powsta³¹ w ten sposób lukê towarow¹ w tym kwartale szacowano na oko³o 50 mld z³. Przewidywano
zaostrzenie siê problemu zaopatrzenia w ¿ywnoœæ w wyniku rozregulowania dostaw i spadku skupu, który w wypadku mleka i miêsa w pierwszej dekadzie paŸdziernika 1981 r. by³ mniejszy ni¿ rok wczeœniej o 10-15%. Zmusi³o to w³adze pañstwa do importu (dla „awaryjnego z³agodzenia sytuacji”, zarówno z krajów kapitalistycznych, jak socjalistycznych) 1,5 mld t zbo¿a, 50 tys. t miêsa, 20 tys. t t³uszczu zwierzêcego,
3 tys. t mas³a oraz 10 tys. t ryb i przetworów. Mimo to zapasy ¿ywnoœci
w handlu zmniejszy³y siê od pocz¹tku roku o ok. 16%. Oznacza³o to
niemo¿noœæ zapewnienia ci¹g³ej sprzeda¿y podstawowych artyku³ów
spo¿ywczych. Co gorsze, prognozy skupu zwierz¹t rzeŸnych na rok nastêpny wskazywa³y na wyst¹pienie dalszego spadku dostaw miêsa. Konkluzja tego opracowania by³a jednoznaczna: „nie mamy innego wyjœcia
jak wprowadzenie reglamentacji sprzeda¿y miêsa i t³uszczów (system
kartkowy)”. Bez tego „nie ma [...] szans na «przetrwanie» na rynku
¿ywnoœciowym w latach 1981–1982”70. Ta tragiczna sytuacja pogorszy³a siê jeszcze bardziej na pocz¹tku 1981 r. Jak ocenia³ specjalny zespó³
pod kierownictwem pierwszego zastêpcy Prezesa NBP Stanis³awa
Nieckarza, na 1000 z³ pieniê¿nych przychodów w okresie styczeñ–luty
1981 r. przypad³a wartoœæ dostaw towarów do handlu w wysokoœci
793 z³ wobec 910 z³ przed rokiem i 889 z³ przed dwoma laty. Przeciêtna
p³aca miesiêczna w styczniu i lutym 1981 r. wynios³a 6335 z³ i by³a
wy¿sza o 21% (1103 z³) ni¿ w analogicznym okresie 1980 r. w stosunku
do wzrostu o 15,6% (873 z³) za³o¿onego w planie rocznym. W lutym
1981 r. jeszcze wyraŸniej ni¿ w poprzednich miesi¹cach wystêpowa³y
trudnoœci w utrzymaniu ci¹g³oœci sprzeda¿y wielu towarów, w tym
szczególnie dotkliwe w zakresie artyku³ów pierwszej potrzeby, takich
jak (poza miêsem i przetworami miêsnymi, co uznawano za oczywiste!)
69
AAN, KC PZPR, XIA/535, Sytuacja na krajowym rynku miêsnym w roku 1976
i przewidywania na rok 1977, Warszawa, 20 sierpnia 1976 r., k. 23.
70 AAN, KC PZPR, XI/504, Sytuacja pieniê¿no-rynkowa [paŸdziernik 1980 r.], k. 11–12.
[23]
Stosunek w³adz PRL do niedoborów miêsa
251
cukier, mas³o, mleko, t³uszcze roœlinne, sery, ziemniaki, proszki do prania i myd³a71.
Przypomnijmy, ¿e 1 kwietnia rozpoczê³a siê reglamentowana sprzeda¿ miêsa i jego przetworów, wkrótce potem – wielu innych artyku³ów
spo¿ywczych72. Decyzjê o jej wprowadzeniu przyjêto, maj¹c œwiadomoœci jej wad. Odejœcie od niej by³o w latach póŸniejszych rozwa¿ane, ale
nie zdecydowano siê na to, mimo ¿e – jak oceniano – w latach 1984–
1986 nast¹pi³a poprawa zaopatrzenia rynku miêsnego m.in. przez rozszerzenie sprzeda¿y targowiskowej. W 1987 r. Ministerstwo Handlu
Wewnêtrznego szacowa³o, ¿e zniesienie systemu reglamentacji miêsa
mo¿liwe by³oby przy œredniej podwy¿ce jego cen o 50–60%. Zaniechano
tego kroku z pe³n¹ œwiadomoœci¹ negatywnych skutków dotychczasowego sytemu, do których zaliczano:
– koszty zwi¹zane z dodatkow¹ obs³ug¹ systemu (druk kart, transport, dystrybucja itp);
– os³abienie oddzia³ywania rynku na sferê produkcji i racjonalizacji
spo¿ycia miêsa i jego przetworów, poniewa¿ ka¿dy z uprawnionych do
otrzymania kart mia³ z góry zadekretowan¹ iloœæ miêsa i jego przetworów bez wzglêdu na jego sytuacjê materialn¹;
– os³abienie oddzia³ywania popytu na kszta³towanie siê cen przez
utrzymywanie systemu dotacji do cen miêsa i jego przetworów przy zani¿aniu cen na poziomie niezapewniaj¹cym rentownoœci produkcji;
– rozbudzenie popytu grup nabywców, którzy dotychczas go nie zg³aszali lub nie w takim stopniu, jaki dawa³a norma indywidualna na miêso;
– wzrost samozaopatrzenia, zw³aszcza wiejskiego, co w prymitywnych warunkach prowadzenia uboju by³o przyczyn¹ czêœciowego marnotrawstwa surowca miêsnego;
– utrwalanie siê w niektórych grupach spo³ecznych pogl¹du, ¿e tylko
system reglamentacji zapewnia bezpieczny poziom spo¿ycia i dostêp do
towaru73.
Wydaje siê jednak, ¿e omawiany system bezpoœredniej reglamentacji
miêsa jest tylko najbardziej wyrazist¹ form¹ innego, trwa³ego sposobu
71 AAN, KC PZPR, XIB/484, Informacja Ministra Finansów dla cz³onka Biura
Politycznego KC Tadeusza Grabskiego o sytuacji pieniê¿no-rynkowej w okresie styczeñ-luty 1981, Warszawa, 17 marca 1981 r. Opracowa³ zespó³ pod kierownictwem I zastêpcy
Prezesa NBP Stanis³awa Nieckarza, aprobowa³ Minister Finansów Marian Krzak, k. 2–7.
72 K. Œ w i e t l i k, Znaczenie reglamentacji w procesie racjonalizacji wy¿ywienia, Warszawa 1991, s. 5–15.
73 AAN, MHWiU, 10/8, Warunki odejœcia od reglamentowanej sprzeda¿y miêsa i jego
przetworów, Warszawa, czerwiec 1987 r., Ministerstwo Handlu Wewnêtrznego i Us³ug,
k. 1–2.
252
Dariusz Jarosz, Maria Pasztor
[24]
administracyjnego zarz¹dzania tym dobrem, w który by³ on wkomponowany. Polega³ on na odgórnym regulowaniu zaopatrzenia w miêso
przy u¿yciu bardzo zró¿nicowanych kryteriów, w tym przede wszystkim (choæ nie tylko) terytorialnych, zwi¹zanych z zarówno z charakterem miejscowoœci (wielkoœæ aglomeracji miejskiej, wieœ) jak i – co z tego
wynika³o – jej struktur¹ spo³eczno-zawodow¹. Innymi s³owy, mo¿liwoœci zakupu miêsa by³y ró¿nicowane przede wszystkim od tego, gdzie jego
konsument mieszka³. Odtworzenie tego skomplikowanego systemu jest
trudne, ale pewne generalne prawid³owoœci s¹ mo¿liwe do odczytania
ju¿ przy lekturze analizowanych dokumentów, choæ nie zawsze mo¿emy precyzyjnie ustaliæ wszelkie przes³anki decyduj¹ce o jego konkretnym kszta³cie.
Ju¿ w ramach wprowadzonego w 1944 r. systemu kartkowego wœród
zaopatrywanych w ten sposób w lutym 1948 r. blisko 7 mln osób najwiêksz¹ grupê stanowili pracownicy pañstwowi (1027 tys.) oraz przedsiêbiorstw pañstwowych i przez pañstwo zarz¹dzanych (4340 tys.) 74.
Ówczesne normy zaopatrzenia (równie¿ w miêso) by³y wy¿sze w tzw.
g³ównych miastach (w lutym 1945 r. zaliczano do nich: Warszawê, £ódŸ,
Poznañ, Kraków, Katowice, Czêstochowê, Bydgoszcz, Chorzów, Gdyniê,
Lublin, Bia³ystok) ni¿ w miastach i miejscowoœciach mniejszych. Osobne, wy¿sze przydzia³y otrzymywali funkcjonariusze MO i UB75.
Szczególna selektywnoœæ cechowa³a reglamentacjê wprowadzon¹
w 1951 r. Komisja powo³ana przez KC PZPR dla zbadania funkcjonowania tej formy zaopatrzenia we wrzeœniu tego roku stwierdzi³a, ¿e co
prawda objê³a ona wówczas ponad 2 mln robotników i pracowników umys³owych w 290 miastach i osiedlach, ale nie zosta³a w ogóle wprowadzona
w takich du¿ych miastach jak Bia³ystok, Olsztyn i Koszalin. W Lublinie
dystrybucja miêsa odbywa³a siê w oparciu o listy imienne. W Szczecinie
jego sprzeda¿y dokonywano za poœrednictwem sklepów i kiosków po³o¿onych w dzielnicach robotniczych, na peryferiach miasta b¹dŸ te¿ przez
dowóz miêsa, wêdlin i t³uszczów do zak³adów pracy na samochodach.
W rezultacie wprowadzenia takiego systemu w £odzi i Warszawie wskaŸnik zatrudnionych objêtych bonami by³ szacowany na 65–85%, w województwach krakowskim i ³ódzkim – na 34–42% (obj¹³ 25% ogólnej puli
miêsa), a w województwach s³abiej uprzemys³owionych (oprócz wspomnianych: Bia³egostoku, Olsztyna i Koszalina) – 15–30%. Jego wad¹,
74
AAN, Ministerstwo Aprowizacji, 202, Zestawienie wyników ankiety w sprawie podzia³u na grupy osób zaopatrywanych kartkowo wed³ug stanu z lutego 1948 r.,
k. 124–125.
75 £. K a m i ñ s k i, Polacy wobec nowej rzeczywistosci 1944–1948, Toruñ 2000, s. 143.
[25]
Stosunek w³adz PRL do niedoborów miêsa
253
postrzegan¹ przez w³adze, by³a „niesprawiedliwoœæ”. Dzieli³ on pracowników danego miasta na „uprzywilejowanych i nieuprzywilejowanych”.
System ten nie zawiera³ ponadto zró¿nicowania przydzia³ów w zale¿noœci od liczby cz³onków rodziny. Jak czytamy w odpowiednim dokumencie, „w niektórych miastach (np. Lublin) rozdzielono pracowników
w poszczególnych instytucjach na fizycznych i umys³owych, pierwszym
daj¹c prawo do zaopatrzenia, a drugich pomijaj¹c”. „Pewne uprzywilejowanie” mieli osi¹gn¹æ korzystaj¹cy ze sto³ówek76.
Niekwestionowanym priorytetem w redystrybucji miêsa przez ca³y
omawiany okres (a nie tylko w okresie funkcjonowania bezpoœredniej
administracyjnej reglamentacji) by³o – wielokrotnie powtarzaj¹ce siê
w analizowanych dokumentach równie¿ w latach póŸniejszych – lepsze
zaopatrzenie du¿ych aglomeracji miejskich, oœrodków robotniczych,
kosztem mniejszych osiedli i wsi oraz tzw. terenów zielonych. Co prawda wiele z tych materia³ów zawiera równie¿ postulat stopniowego zmniejszana dysproporcji miêdzy nimi, ale w sytuacji permanentnych niedoborów, a zw³aszcza ich cyklicznego zaostrzania siê, jego realizacja
natrafia³a na trudne do przezwyciê¿enia komplikacje77. Szczegó³owa
analiza tego problemu wymaga dalszych badañ. Uda³o siê jednak ustaliæ,
¿e w 1976 r. sprzeda¿ miêsa i jego przetworów w przeliczeniu na jednego mieszkañca by³a najwy¿sza w województwie sto³ecznym (96,5 kg),
³ódzkim (85,3 kg) i katowickim (75,5 kg), a najmniejsza – w zamojskim
(19,4 kg), ³om¿yñskim (19,5 kg) i bialskopodlaskim (21,9 kg)78. Odnalezione informacje o dostawach miêsa (na 1 mieszkañca w kg) w roku
1978, 1980 i 1985 wskazuj¹ na pewne zmiany tych proporcji. Nadal co
prawda najwy¿sze pozycje zajmowa³y województwa: sto³eczne (odpowiednio 106,7 kg, 109,9 kg, 52,5 kg), katowickie (89,9 kg, 98,9 kg i 51,6 kg)
i ³ódzkie (87,2 kg, 88,7 kg i 49,6 kg), a najni¿sze – bialskopodlaskie (21,8
76
AAN, Pañstwowa Komisja Planowania Gospodarczego (cyt. dalej PKPG), 5478,
Notatka Komisji powo³anej przez Komitet Centralny PZPR dla spraw zwi¹zanych
z zaopatrzeniem bonowym w miêso i t³uszcze wieprzowe, z³o¿ona na rêce wicepremiera
H. Minca w dniu 27 IX 1951 r., k. 1–2.
77 Zob. m.in. AAN, KC PZPR, mikr. 2914 (d. sygn. 1745), Protokó³ nr 39 posiedzenia Biura Politycznego w dniu 9 marca 1971 r., k. 831; AAN, KC PZPR, mikr. 2918
(d. sygn. 1749), Informacja Ministerstwa Handlu Wewnêtrznego o przewidywanym zaopatrzeniu rynku wewnêtrznego w okresie wrzesieñ–grudzieñ 1971, Warszawa, 14 wrzeœnia 1971 r., k. 156; AAN, KC PZPR, mikr. 2921, Ocena sytuacji rynkowej w koñcu
IV kwarta³u 1971 r. i przewidywanego zaopatrzenia rynku w I pó³roczu 1972, MHWiU,
Warszawa, styczeñ 1972 r., k. 461; AAN, KC PZPR, mikr. 2937 (d. sygn. 1768), Protokó³ nr 69 z posiedzenia Biura Politycznego w dniu 17 kwietnia 1973 r., k. 12.
78 AAN, KC PZPR, XIA/535, Sytuacja na krajowym rynku miêsnym w roku 1976
i przewidywania na rok 1977, Warszawa, 20 sierpnia 1976 r., k. 23.
254
Dariusz Jarosz, Maria Pasztor
[26]
kg, 23,7 kg, 24,2 kg) i ³om¿yñskie (19,2 kg, 21,2 kg i 23,1 kg), ale zró¿nicowanie dostaw w 1985 r. w porównaniu z 1980 r. by³o mniejsze.
Stanowi³o to w pierwszym rzêdzie efekt wprowadzenia reglamentacji miêsa i jego przetworów79. Szczegó³owe badania, obejmuj¹ce lata
1982–1987, pokaza³y, ¿e wynikaj¹ca z zasad reglamentacji tendencja do
ograniczonej niwelacji zró¿nicowañ regionalnych i uprzywilejowania
du¿ych aglomeracji miejskich mia³a charakter bardziej trwa³y. Jak ustali³a El¿bieta Lorek, do grupy województw o najwy¿szych wskaŸnikach
spo¿ycia rynkowego produktów o wysokiej wartoœci od¿ywczej (miêso,
ryby, mleko) nale¿a³y województwa pó³nocne (koszaliñskie, szczeciñskie,
olsztyñskie, elbl¹skie, gdañskie). „Województwa wysoko zurbanizowane, jak: katowickie, warszawskie, ³ódzkie, wa³brzyskie, jeleniogórskie,
które w pierwszej po³owie lat siedemdziesi¹tych odznacza³y siê najwy¿szymi wskaŸnikami bytu i jednoczeœnie wysok¹ jakoœci¹ dziennej diety,
utraci³y swe pozycje zarówno co do poziomu konsumpcji rynkowej, jak
i stopnia pokrycia swych potrzeb ¿ywieniowych”. W latach osiemdziesi¹tych – jak twierdzi autorka – na pierwsz¹ pozycjê w zakresie realizacji
rynkowych potrzeb ¿ywnoœciowych wysunê³o siê województwo olsztyñskie80. Zarówno tam, jak i w województwach che³mskim i koszaliñskim
gospodarstwa pracownicze mog³y najpe³niej realizowaæ tzw. obronny
model spo¿ycia. W tych rolniczych regionach mia³y one wiêksz¹ mo¿liwoœæ uzupe³nienia zakupów rynkowych ¿ywnoœci zakupami na wolnym
rynku. Sytuacja ta by³a odmienna od tej, jakiej doœwiadcza³y rodziny
pracownicze w wielkich aglomeracjach: katowickiej, warszawskiej czy
³ódzkiej, czyli tam, gdzie rynek by³ w latach siedemdziesi¹tych relatywnie dobrze zaopatrzony w produkty ¿ywnoœciowe. W latach osiemdziesi¹tych nie uda³o siê im obroniæ wysokiego poziomu konsumpcji ¿ywnoœci, bo by³y zdane bardziej ni¿ regiony rolnicze na ubogi i niestabilny
rynek ¿ywnoœciowy81.
Problemem wymagaj¹cym dalszych studiów jest odpowiedŸ na pytanie, kiedy i na ile w konstruowaniu rozdzielnika dostaw by³y uwzglêdniane doraŸne przyczyny o charakterze politycznym. Wiadomo na przyk³ad,
¿e miêdzy czerwcem a wrzeœniem 1981 r. szczególnie du¿¹ dodatkow¹
pulê miêsa, o 1500–1800 t przewy¿szaj¹c¹ iloœci wynikaj¹ce z systemu
reglamentowanej sprzeda¿y, skierowano do województwa katowickiego.
79
AAN, MHWiU, 10/8, Warunki odejœcia od reglamentowanej sprzeda¿y miêsa i jego
przetworów, Warszawa, czerwiec 1987 r., Ministerstwo Handlu Wewnêtrznego i Us³ug,
k. 27.
80 E. L o r e k, Zmiany w strukturze konsumpcji w Polsce w uk³adzie przestrzennym,
Katowice 1993, s. 187.
81 Tam¿e, s. 188–189.
[27]
Stosunek w³adz PRL do niedoborów miêsa
255
By³ to – jak czytamy w notatce Ministerstwa Górnictwa i Energetyki
– element „pakietu” socjalno-bytowego, maj¹cego na celu poprawê
nastrojów spo³ecznych na Œl¹sku. Zwa¿ywszy na to, ¿e w 1981 r. górnictwo wêglowe straci³o po raz pierwszy w okresie powojennym preferencje mieszkaniowe, obawy o niepokoje spo³eczne w tym regionie
wydawa³y siê w pe³ni uzasadnione82. Ten sposób „gaszenia” faktycznie
zaistnia³ych lub spodziewanych lokalnych niepokojów spo³ecznych
„rzucaniem” dodatkowych iloœci miêsa by³ stosowany, jak siê wydaje,
znacznie szerzej.
Bez w¹tpienia najbardziej dolegliw¹ spo³ecznie metod¹ ograniczenia
popytu na miêso by³o podnoszenie jego ceny. Problem ten doczeka³ siê
bogatej naukowej literatury historycznej i ekonomicznej. W tym miejscu warto jedynie skonstatowaæ, ¿e motywowana d¹¿eniem do zrównowa¿enia popytu i poda¿y sk³onnoœæ do podwy¿ek cen ¿ywnoœci wywo³ywa³a du¿e napiêcia spo³eczne, g³ównie z powodu powa¿nej roli wydatków
na ¿ywnoœæ w bud¿etach polskich rodzin. Podwy¿ki te, o ile uda³o siê je
przeprowadziæ, prowadzi³y jednak jedynie do przejœciowego przywracania tej równowagi. Tak by³o przede wszystkim w 1959 r. oraz w lutym
1982 r. Ta druga podwy¿ka (wskaŸnik wzrostu cen artyku³ów ¿ywnoœciowych kszta³towa³ siê na poziomie 340–350%) umo¿liwi³a odejœcie od
reglamentacji wiêkszoœci artyku³ów ¿ywnoœciowych (z wyj¹tkiem miêsnych oraz niektórych wyrobów cukierniczych i mlecznych)83.
Po doœwiadczeniach Grudnia 1970 r. i Czerwca 1976 r., kiedy to podwy¿ki cen podstawowych artyku³ów ¿ywnoœciowych by³y jedn¹ z istotnych przyczyn masowych protestów spo³ecznych, sk³onnoœæ do wykorzystywania tego narzêdzia przywracania równowagi rynkowej mala³a
mimo tego, ¿e jego koniecznoœæ stawa³a siê coraz bardziej oczywista.
Œwiadczy o tym m.in. przedstawione na posiedzeniu Biura Politycznego
KC PZPR 13 grudnia 1977 r. sprawozdanie specjalnego zespo³u partyjnego, powo³anego przez IV plenum KC PZPR (9 wrzeœnia 1976 r.), który zajmowa³ siê opracowaniem zasad polityki cen na podstawowe artyku³y ¿ywnoœciowe. Autorzy tego dokumentu konstatowali, ¿e ceny
podstawowych artyku³ów ¿ywnoœciowych nie uleg³y zmianie od kilkunastu lat. Przypominali, ¿e ostatnie podwy¿ki cen miêsa i jego przetworów oraz s³oniny wprowadzono w 1967 r. (ceny smalcu i margaryny
mlecznej zosta³y wówczas obni¿one), mas³a – w 1957 r., mleka, serów
82
AAN, KC PZPR, XIC/33, Ministerstwo Górnictwa i Energetyki, Sprawy socjalnobytowe w przemyœle wêgla kamiennego, Warszawa, wrzesieñ 1981 r., k. 7.
83 C. B y w a l e c, Wzrost gospodarczy a poziom ¿ycia spo³eczeñstwa polskiego, Warszawa 1991, s. 87–88; K. Œ w i e t l i k, dz. cyt., s. 9.
256
Dariusz Jarosz, Maria Pasztor
[28]
twardych i twarogowych – w 1963 r., ryb morskich oraz karpia i lina
– w 1966 r. Ceny oleju rzepakowego obowi¹zywa³y w 1978 r. w niezmienionej wysokoœci od 1953 r., m¹ki wroc³awskiej, kaszy jêczmiennej i manny
– od 1955 r., cena podstawowego asortymentu chleba – mazowieckiego,
stanowi¹cego ponad po³owê dostaw ogólnych tego artyku³u – obowi¹zywa³a od 1964 r., a cena cukru zosta³a nawet obni¿ona: do 15 z³ w 1953 r.,
12 z³ w 1954 r. i 10,50 z³ w 1967 r. Powodowa³o to, ich zdaniem, wzglêdne potanienie tych artyku³ów w stosunku do pozosta³ych towarów, co
nie sprzyja³o po¿¹danym zmianom struktury spo¿ycia i prowadzi³o do
oderwania siê cen podstawowych artyku³ów ¿ywnoœciowych od kosztów
ich wytwarzania. Jak obliczono, ka¿dy wzrost dochodów ludnoœci o 1%
poci¹ga³ wówczas za sob¹ wzrost popytu na ¿ywnoœæ o 0,6%, a popytu
na miêso i jego przetwory o 0,8%. Przy takiej elastycznoœci popytu nastêpowa³o powa¿ne rozwarcie miêdzy wzrostem popytu na miêso i realnymi mo¿liwoœciami poda¿y w efekcie wzrostu dochodów realnych.
W latach 1971–1973 szybkiemu zwiêkszaniu siê przychodów pieniê¿nych ludnoœci towarzyszy³ szybki wzrost spo¿ycia ¿ywnoœci z dochodów
osobistych (o 15% w cenach sta³ych). W 1975 r. nast¹pi³o zahamowanie
przyrostu produkcji zwierzêcej. Szacowano, ¿e na pocz¹tku 1978 r. do
ka¿dej z³otówki wydanej przez ludnoœæ na zakup artyku³ów miêsnych
dop³aty wynosi³y ponad 0,70 z³. Co prawda tendencja dop³at do produkcji artyku³ów ¿ywnoœciowych by³a powszechna w œwiecie, ale w Polsce
stosowano je w warunkach ra¿¹cego oderwania od kosztów produkcji.
Istotê polskiego problemu z cenami ¿ywnoœci wyrazili autorzy cytowanego dokumentu w konkluzji swoich rozwa¿añ. Stwierdzili bowiem, ¿e
powa¿na czêœæ spo³eczeñstwa „jest szczególnie uwra¿liwiona na problem
cen podstawowych artyku³ów ¿ywnoœciowych. W jej rozumieniu jest to
problem nie tylko ekonomiczny i spo³eczny, lecz tak¿e polityczny. Dlatego ewentualnym decyzjom dotycz¹cym tego problemu musz¹ towarzyszyæ niezbêdne warunki polityczne”. Z tego powodu przy konstruowaniu za³o¿eñ polityki kszta³towania cen na artyku³y ¿ywnoœciowe
„racje ekonomiczne wymagaj¹ konfrontacji z racjami spo³ecznymi i politycznymi, które ³¹cznie sk³aniaj¹ do utrzymania tych cen [¿ywnoœci]
jeszcze przez pewien czas na dotychczasowym poziomie”84.
Koñcowy wniosek wyra¿a³ w sposób doœæ klarowny filozofiê polityki
ekipy rz¹dz¹cej Edwarda Gierka. Zaniechania trudnych decyzji gospo84
AAN, KC PZPR, mikr. 2912 (d. sygn. 1802), Protokó³ nr 85 z posiedzenia Biura
Politycznego w dniu 13 grudnia 1977 r. Sprawozdanie z prac partyjno-rz¹dowych
zespo³ów problemowych powo³anych przez IV plenum KC PZPR, Warszawa, styczeñ
1978 r., k. 210.
[29]
Stosunek w³adz PRL do niedoborów miêsa
257
darczych w obliczu spodziewanego konfliktu spo³ecznego doprowadzi³y
do zaostrzenia niedoborów artyku³ów ¿ywnoœciowych. Wychodzenie
z tych trudnoœci metod¹ podejmowania niepopularnych decyzji o podwy¿kach cen niektórych gatunków miêsa i wêdlin by³o jednym z powodów strajków z lipca i sierpnia 1980 r.85 i powstania „Solidarnoœci”.
Nowa ekipa polityczna, kierowana przez Wojciecha Jaruzelskiego, dokona³a drastycznej podwy¿ki cen ¿ywnoœci w warunkach wytworzonych
przez rygory stanu wojennego, kiedy mo¿liwoœci wyra¿ania protestu
spo³ecznego wobec tych decyzji by³y znacznie ograniczone. Nie zmienia³o
to jednak istoty konfliktu miêdzy w³adz¹ a spo³eczeñstwem, wywo³ywanego podwy¿kami cen ¿ywnoœci: racje zetatyzowanej gospodarki by³y
z regu³y trudne do pogodzenia z racjami znacznej czêœci spo³eczeñstwa.
Karaæ
W warunkach permanentnego niedoboru gospodarka miêsem by³a
niezmiennie przez ca³y omawiany okres polem do nadu¿yæ i przestêpstw.
W okresie stalinizmu zwalczaniem tej patologii oprócz s¹dów zajmowa³a siê przede wszystkim Komisja Specjalna do Walki z Nadu¿yciami
i Szkodnictwem Gospodarczym. Mog³a ona skazaæ osobê uznan¹ za winn¹
czynu zakwalifikowanego jako spekulacja na pobyt w obozie pracy do lat
dwóch lub (i) grzywnê, wymierzane na podstawie ustawy z 2 czerwca 1947 r.
o zwalczaniu dro¿yzny i nadmiernych zysków w obrocie handlowym86.
Operowanie tymi karami w ramach zakreœlonych przez obowi¹zuj¹ce akty prawne ulega³o zmianom. Zgodnie z wytycznymi dyrektora Biura
Wykonawczego Komisji Specjalnej Stefana Kalinowskiego z 1 paŸdziernika 1949 r., zasadnicz¹ kar¹ za nielegalny ubój i handel miêsem mia³a
byæ kara obozu pracy, a tylko w wyj¹tkowych przypadkach grzywna.
Doln¹ granicê kary dla zajmuj¹cych siê zawodowo nielegalnym ubojem
ustalono na 12 miesiêcy obozu pracy, dla „osób przypadkowych” dokonuj¹cych uboju – 6 miesiêcy. Dla zawodowych handlarzy dolna granica
kar wynosiæ mia³a 6 miesiêcy. „Je¿eli chodzi o ch³opów, wywo¿¹cych
miêso poza granice swojej gromady – stwierdzono w trakcie posiedzenia
Biura Wykonawczego – nale¿y wymierzyæ karê obozu do 6 miesiêcy”87.
85
J. H o l z e r, „Solidarnoœæ” 1980–1981. Geneza i historia, Pary¿ 1984, Instytut
Literacki, s. 89.
86 Dz.U. nr 43, poz. 218.
87 AAN, Komisja Specjalna do Walki z Nadu¿yciami i Szkodnictwem Gospodarczym
(cyt. dalej KS), 9, Protokó³ z posiedzenia Biura Wykonawczego Komisji Specjalnej z 1 paŸdziernika 1949 r.
258
Dariusz Jarosz, Maria Pasztor
[30]
Nowe wytyczne w³adz Komisji z 22 marca 1950 r. rozszerza³y mo¿liwoœci poci¹gania do odpowiedzialnoœci ch³opów za sprzeda¿ miêsa na
terenie wsi, co – jak stwierdzono – by³o „zjawiskiem nagminnym”. Uznano, ¿e areszt mia³ byæ odt¹d obligatoryjnie stosowany jako œrodek zapobiegawczy w sprawach „spekulacyjnych”. Œciganiu podlega³y zarówno
osoby, które bez odpowiednich zezwoleñ Centrali Miêsnej skupowa³y
œwinie powy¿ej 50 kg (z wyj¹tkiem robotników rolnych), jak i dokonuj¹ce uboju nawet legalnie, tzn. po uzyskaniu zezwolenia weterynaryjnego, ale bite sztuki nie by³y hodowane w ich w³asnych obejœciach. Do
rolników przede wszystkim odnosi³y siê te fragmenty wytycznych, które nakazywa³y karanie nie tylko osób, które kupowa³y, ale równie¿ tych,
które posiada³y i przewozi³y miêso i wêdliny lub jadalne t³uszcze zwierzêce, przeznaczone na sprzeda¿ w iloœci „przekraczaj¹cej potrzeby w³asne i rodziny” oraz je sprzedawa³y. Wyj¹tek stanowili ch³opi, którzy
posiadali miêso z uboju dokonanego na w³asne potrzeby. Wytyczne zezwala³y im równie¿ na odstêpowanie czêœci bitych sztuk oraz wêdlin
i t³uszczy innym rolnikom, ale tylko na terenie wsi, w której zamieszkiwali88. Ju¿ wkrótce, bo w marcu 1950 r., w zwi¹zku z ocenian¹ jako
dobra sytuacj¹ na rynku miêsnym, zezwolono ch³opom na sprzeda¿ miêsa
z legalnego uboju równie¿ poza w³asn¹ wsi¹89. Kara obozu by³a jednak
nadal t¹, któr¹ stosowano najczêœciej w sprawach dotycz¹cego nielegalnego uboju90.
Akta Komisji Specjalnej nie zawieraj¹ danych pozwalaj¹cych na udzielenie odpowiedzi na pytanie, ile osób zosta³o ukaranych za to przestêpstwo. Wiadomo jedynie, ¿e liczba orzeczeñ Komisji o skierowaniu do
obozu pracy za nielegalny ubój wynosi³a w 1948 r. – 314 (6,1% ogó³u
tych orzeczeñ), w 1949 r. – 2119 (23,1%), 1951 r. – 2094 (19,8%), 1952 r.
– 3741 (16,7%) i 1953 r. – 742 (3,9%). Grzywnê jako karê zasadnicz¹
w sprawach o potajemny ubój orzeczono w 1951 r. w 2335 wypadkach
(7,7%), a w 1952 r. – w 8200 (18,5%)91.
Po likwidacji Komisji Specjalnej na mocy dekretu z 23 grudnia
1954 r.92 sprawy spekulacyjne przejê³y s¹dy. Nie dysponujemy pe³nymi
danymi liczbowymi na temat ich przebiegu. Wed³ug informacji dotycz¹cych czerwca, lipca i sierpnia 1955 r. w sprawie spekulacji miêsem
88
AAN, KS, 4, Okólnik nr 2/50 w sprawie prowadzenia akcji „U”, s. 2–3.
Tam¿e, k. 6.
90 AAN, KS, 36, Sprawozdanie Delegatury Komisji Specjalnej w Katowicach za wrzesieñ 1951 r.
91 Komisja Specjalna do Walki z Nadu¿yciami i Szkodnictwem Gospodarczym (1945-1954). Wybór Ÿrode³, oprac. D. Jarosz, T. Wolsza, Warszawa 1995 s. 9, tab. 3.
92 Dz.U. nr 57, poz. 282.
89
[31]
Stosunek w³adz PRL do niedoborów miêsa
259
wszczêto w Polsce 1400 œledztw, aresztowano 413 osób, wniesiono 648
aktów oskar¿enia, a s¹dy rozpozna³y 255 spraw93.
Pewna liberalizacja systemu ekonomicznego w Polsce po paŸdzierniku 1956 r., w tym wzrost liczby prywatnych zak³adów i sklepów wêdliniarskich, przy jednak niezwykle sk¹pej puli miêsa, jak¹ pozwalano im
przerabiaæ, stwarza³y dodatkowe (obok ju¿ istniej¹cych) pole do nadu¿yæ. Z odnalezionych danych wynika, ¿e tylko w okresie od 1 wrzeœnia
do 31 paŸdziernika 1959 r. wszczêto w sprawach gospodarki miêsem
4947 dochodzeñ94.
Pocz¹tek lat szeœædziesi¹tych to okres, w którym w³adze komunistyczne szeroko wykorzystywa³y propagandowo motyw nadu¿yæ gospodarczych („afer”) jako wa¿ny element wyjaœniania przyczyn braków rynkowych.
Jedn¹ z takich afer, której nadano stosunkowo du¿y rozg³os, wykryto w Zak³adach Miêsnych w Szczecinie w 1960 r. Chodzi³o o nadu¿ycia
zwi¹zane z ubojem byd³a, zu¿ycie do produkcji wêdlin kilkudziesiêciu
ton zepsutego miêsa i t³uszczu, roztrwonienie przez dyrektora zak³adów funduszu dyspozycyjnego oraz przeznaczanie wyrobów miêsnych
na organizowanie przyjêæ i „libacji”. Pierwszy akt oskar¿enia w tej aferze zosta³ skierowany do S¹du Wojewódzkiego w Szczecinie 14 stycznia
1961 r.95
Bez w¹tpienia jednak afera miêsna o najwiêkszym rozg³osie mia³a
miejsce w Warszawie96. W œwietle zgromadzonych materia³ów, ujawnienie nadu¿yæ w warszawskiej aferze miêsnej by³o z jednej strony efektem dzia³añ struktur podleg³ych resortowi spraw wewnêtrznych, z drugiej – skarg nap³ywaj¹cych do centralnych instytucji pañstwowych. Jak
wynika z poufnej informacji Ministerstwa Spraw Wewnêtrznych
z 7 wrzeœnia 1964 r.97, wykrycie przestêpstw w gospodarce miêsnej na
terenie stolicy nast¹pi³o w wyniku podjêtych w po³owie 1963 r. dzia³añ
operacyjnych Komendy Sto³ecznej MO. Z dokumentacji tej dalej wyni93 AAN, KC PZPR, 237/XII–211, Notatka Wydzia³u Rolnego KC PZPR w sprawie
stosowania sankcji karno-administracyjnych i karnych za niewykonanie dostaw
obowi¹zkowych oraz w sprawie zwalczania nielegalnego obrotu zwierzêtami rzeŸnymi
i spekulacji miêsem, Warszawa, 17 paŸdziernika 1955 r., k. 21.
94 AAN, KC PZPR, 237/VII–144, Biuletyn Biura Sekretariatu KC nr 77, 15 grudnia
1959 r.
95 AAN, KC PZPR, 237/XIV–217, Generalna Prokuratura do KC PZPR, Wydzia³
Administracyjny, k. 157–183.
96 Szerzej zob. D. J a r o s z, M. P a s z t o r, dz. cyt.
97 AAN, KC PZPR, 237/XIV–306, Informacja o ustaleniach œledztwa dotycz¹cego
przestêpstw w gospodarce miêsnej w m. st. Warszawie na dzieñ 7 wrzeœnia 1964 r.,
k. 83.
260
Dariusz Jarosz, Maria Pasztor
[32]
ka, ¿e do 8 wrzeœnia 1964 r. uzyskano dowody przestêpczej dzia³alnoœci
914 osób, z których 326 przedstawiono zarzuty, aresztowano 246. W listopadzie 1964 r. ³apówki wrêcza³o dyrektorom warszawskich przedsiêbiorstw Miejskiego Handlu Miêsem (MHM) i innym osobom 436 kierowników sklepów miêsnych w Warszawie, na ich ogóln¹ liczbê 467, tj.
93%!98 W tym samym czasie „obci¹¿eni procesowo” byli wszyscy w³aœciciele prywatnych zak³adów masarskich w stolicy99. Wydaje siê, ¿e w tej
sytuacji mo¿na sformu³owaæ wniosek, ¿e korupcja w warszawskim handlu miêsem by³a zjawiskiem powszechnym.
Najbardziej g³oœnym efektem ujawnienia tych nadu¿yæ by³ proces
s¹dowy, w którym na ³awie oskar¿onych, po konsultacjach prowadzonych przez prokuraturê z funkcjonariuszami partyjnymi z KC PZPR,
znaleŸli siê: Stanis³aw Wawrzecki, od 1957 r. do marca 1964 r. dyrektor
Pañstwowych Przedsiêbiorstw MHM Warszawa–Pó³noc, Warszawa–
Œródmieœcie i Warszawa–Praga; Henryk Marian Gradowski, od sierpnia 1960 r. do marca 1964 r. dyrektor MHM Warszawa–Zachód, a potem
Warszawa–Pó³noc; Tadeusz Skowroñski, od paŸdziernika 1959 r. do
koñca 1963 r. dyrektor Sto³ecznego Zjednoczenia Przedsiêbiorstw Handlu Artyku³ami Spo¿ywczymi; Mieczys³aw Fabisiak, od 1957 r. do wiosny 1964 r. naczelnik inspekcji handlu artyku³ami miêsnymi Sto³ecznego Inspektoratu Pañstwowej Inspekcji Handlowej; kierownicy sklepów
MHM: Adam Stok³osiñski, Aleksander WoŸnica, W³adys³aw Walendziuk
i Ludwika Balczarek oraz w³aœciciel prywatnego warsztatu masarskiego przy ulicy Tykociñskiej 104 w Warszawie – Antoni Zawadzki.
S¹d og³osi³ wyrok 2 lutego 1965 r.100 W jego sentencji stwierdzano, ¿e
oskar¿eni Wawrzecki, Gradowski i Witowski zostali uznani winnymi
tego, ¿e jako dyrektorzy MHM, dzia³aj¹c w zmowie z wieloma kierownikami sklepów, zagarnêli na szkodê kierowanych przedsiêbiorstw wielomilionowe kwoty, na jakie oszacowano nadwy¿ki towarowo–pieniê¿ne
wytworzone w tych sklepach. Z podzia³u tych sum Wawrzecki mia³ otrzymaæ 3500 tys. z³, Gradowski – 2300 tys. z³, a Witowski – 1500 tys. z³.
Z tego powodu, zgodnie z przyjêt¹ w akcie oskar¿enia kwalifikacj¹ prawn¹, na zasadzie art. 2 ust. 1 wówczas obowi¹zuj¹cego dekretu o postê98
AAN, Prokuratura Generalna, 1/29, Notatka E. Kostro dotycz¹ca niektórych
g³ównych danych o wynikach œledztwa w sprawie nadu¿yæ w gospodarce miêsnej na
terenie m. st. Warszawy, Warszawa, 11 listopada 1964 r., k. 227.
99 B. Centralne Archiwum Ministerstwa Spraw Wewnêtrznych i Administracji (cyt.
dalej b. CAMSWiA), KG MO, 35/1384, Protokó³ nr 14 z posiedzenia Sztabu powo³anego
zarz¹dzeniem nr 057/64 MSW odbytego w dniu 18 wrzeœnia 1964 r., k. 92.
100 Archiwum S¹du Okrêgowego w Warszawie (cyt. dalej: ASO), IV K 155/64, t. III,
Sentencja wyroku, 2 lutego 1965 r.
[33]
Stosunek w³adz PRL do niedoborów miêsa
261
powaniu doraŸnym s¹d skaza³ pierwszego z wymienionych na karê
œmierci, a dwóch kolejnych – na karê wiêzienia do¿ywotniego. Ponadto
na zasadzie art. 2 ust. 3 cytowanego dekretu s¹d orzek³ przepadek ich
mienia w ca³oœci, a na podstawie odpowiednich przepisów kodeksu karnego utratê praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na
zawsze. Ponadto wymierzono Gradowskiemu i Witowskiemu grzywny
w wysokoœci po 150 tys. z³.
Skowroñskiego i Fabisiaka uznano za winnych czynów zgodnie z kwalifikacj¹ przyjêt¹ w akcie oskar¿enia i na zasadzie przywo³anego wczeœniej dekretu o postêpowaniu doraŸnym skazano na kary wiêzienia do¿ywotniego, a ponadto na przepadek mienia w ca³oœci, utratê praw
publicznych i obywatelskich praw honorowych na zawsze i grzywny
w wysokoœci po 100 tys. z³. Pozostali oskar¿eni zostali skazani na nastêpuj¹ce kary: Stok³osiñski – na 9 lat, WoŸnica, Walendziuk – po 10 lat,
Balczarek – ³¹cznie na 11 lat i Zawadzki – na 12 lat wiêzienia. Wobec
wszystkich wymienionych orzeczono ponadto przepadek mienia w ca³oœci oraz zró¿nicowan¹ karê grzywny i utraty praw publicznych. Najbardziej tragiczn¹ postaci¹ wœród skazanych by³ Wawrzecki. 18 marca
1965 r. Rada Pañstwa odmówi³a jego proœbie o skorzystanie z prawa
³aski101. W dniu nastêpnym zosta³ powieszony102.
Warto przypomnieæ, ¿e „sprawa warszawska”, aczkolwiek najwiêksza
i najbardziej eksploatowana propagandowo, nie by³a jedyn¹, jak¹ wówczas „rozpracowywano”. Do 1 lipca 1965 r. organa œcigania poza województwem warszawskim prowadzi³y ³¹cznie 137 œledztw w sprawach dotycz¹cych nieprawid³owoœci w gospodarce miêsnej przeciwko 809 osobom.
Do s¹du skierowano do tego czasu ³¹cznie 74 akty oskar¿enia przeciwko
440 osobom, w tym z wnioskiem o rozpatrzenie spraw w trybie doraŸnym
– 3 przeciwko 29 osobom. Do 1 lipca s¹dy rozpozna³y ³¹cznie 34 sprawy
przeciwko 171 oskar¿onym, przy czym dalsze dwie, dotycz¹ce 28 osób,
znajdowa³y siê w koñcowej fazie rozpoznania w trybie doraŸnym103.
101 ASO, IV K 155/64, t. III, Decyzja Rady Pañstwa z 18 marca 1965 w stos. do
S. Wawrzeckiego, k. 425.
102 ASO, IV K 155/64, t. III, Zawiadomienie o œmierci wiêŸnia, Warszawa, 19 marca
1965 r., k. 457. 27 lipca 2004 r. S¹d Najwy¿szy uzna³, ¿e wyrok wobec oskar¿onych
w aferze miêsnej zapad³ z ra¿¹cym naruszeniem prawa i uchyli³ go, uwzglêdniaj¹c tym
samym kasacjê wniesion¹ przez Rzecznika Praw Obywatelskich, prof. Andrzeja Zolla.
W paŸdzierniku 2005 r. s¹d przyzna³ ¿onie i jednemu z synów S. Wawrzeckiego ponad
714 tys. z³ odszkodowania za skonfiskowany maj¹tek i nale¿ne rodzinie przez lata koszty
utrzymania.
103 AAN, Prokuratura Generalna PRL, 1/29, Notatka informacyjna ujmuj¹ca syntetycznie zakres œcigania przestêpstw w gospodarce miêsnej wed³ug stanu na dzieñ 1 lipca 1965 r., k. 265.
262
Dariusz Jarosz, Maria Pasztor
[34]
Ponadto, mimo drakoñskiego wyroku, tzw. sprawa Wawrzeckiego nie
by³a w stanie znacz¹co ograniczyæ przestêpstw w gospodarce miêsnej.
Wskazuj¹ na to chocia¿by ustalenia Prokuratury Generalnej PRL dotycz¹ce wyników postêpowania przygotowawczego w sprawach „miêsnych”, zakoñczonych aktem oskar¿enia w latach 1964–1969, w których dokonano nadu¿yæ w wysokoœci ponad 200 tys. z³ (tabela 1).
Tabela 1. Zbiorcze zestawienie wyników postêpowania przygotowawczego w sprawach „miêsnych” zakoñczonych aktem oskar¿enia*
Rok
1964
1965
1966
1967
1968
1969
Razem
Wartoœæ zagarniêtego mienia
10 475 595
42 263 301
41 335 488
28 682 359
42 905 203
31 413 783
197 075 729
Wielkoœæ ³apówek
–
4 672 803
1 422 500
1 854 450
1 976 200
1 096 040
11 021 993
* dotyczy spraw nadu¿yæ o znacznych rozmiarach (w wysokoœci ponad 200 tys. z³).
ród³o: AAN, Prokuratura Generalna PRL, 1/43, Informacja o wynikach œcigania karnego w sprawach o najpowa¿niejsze nadu¿ycia w gospodarce miêsnej, prowadzonych
w latach 1963–1969 sporz¹dzone przez wiceprokuratora Prokuratury Generalnej B. Jodelisa, Warszawa, 5 stycznia 1970 r., k. 126.
W 1968 r. wartoœæ zagarniêtego mienia przypisana oskar¿onym w tych
sprawach przewy¿sza³a tê z 1965 r. Ustalenia prokuratorskie œwiadcz¹
jednak, ¿e Warszawa by³a miejscem, gdzie organa prokuratury zdo³a³y
wykryæ nadu¿ycia w gospodarce miêsnej na skalê du¿o wiêksz¹ ni¿ gdziekolwiek indziej. Warto podkreœliæ, ¿e przytoczone dane nie mog¹ byæ
miernikiem zasiêgu korupcji czy – szerzej – przestêpczoœci gospodarczej. Dotycz¹ tylko nadu¿yæ ujawnionych, a te z pewnoœci¹ odbiega³y in
minus od rzeczywistego ich zasiêgu.
OdpowiedŸ na pytanie, jaka by³a skala nadu¿yæ w gospodarce miêsem w latach nastêpnych wymaga dalszych ¿mudnych badañ. Bez w¹tpienia afery miêsne co jakiœ czas by³y przedmiotem zainteresowania
ró¿nych organów wymiaru sprawiedliwoœci. W 1971 r. wykryto nadu¿ycia w przetwórstwie miêsnym w Piotrkowie Trybunalskim, a od 15 lutego do 23 marca 1973 r. przed S¹dem Wojewódzkim w £odzi toczy³a siê
rozprawa karna przeciwko pierwszej grupie sprawców tych przestêpstw.
Skazano kilkanaœcie osób, w tym by³ego kierownika masarni nr 2 WSS
w Piotrkowie na karê 25 lat pozbawienia wolnoœci, 600 tys. z³ grzywny,
[35]
Stosunek w³adz PRL do niedoborów miêsa
263
przepadek mienia w ca³oœci i pozbawienia praw obywatelskich i honorowych na 10 lat104. W tym roku wszczêto i kontynuowano prowadzone
w latach poprzednich ponad 100 dochodzeñ i œledztw dotycz¹cych przemys³u miêsnego, którymi objêto oko³o 1000 podejrzanych; 700 z nich
aresztowano105.
Znaczne zaostrzenie metod zwalczania nadu¿yæ zwi¹zanych z produkcj¹ i dystrybucj¹ towarów, w tym równie¿ artyku³ów ¿ywnoœciowych,
nast¹pi³o w latach 1981–1982. 10 sierpnia 1981 r. Rada Ministrów powo³a³a uchwa³¹ nr 156 Krajow¹ Nadzwyczajn¹ Komisjê do Walki ze
Spekulacj¹. Dwudziestego pi¹tego wrzeœnia tego roku sejm uchwali³
ustawê o zwalczaniu spekulacji (znowelizowana 9 paŸdziernika 1982 r.),
penalizuj¹c wiele czynów dotychczas niekaralnych i wprowadzaj¹c w tych
sprawach tryb przyspieszony. Powo³anie Centralnej Komisji do Walki
ze Spekulacj¹ i jej odpowiedników terenowych u³atwi³o zwalczanie tych
przestêpstw. W 1982 r. Rada Ministrów przyjê³a program dzia³ania w zakresie zapobiegania i zwalczania spekulacji. Nowe elementy wprowadzi³a ustawa o zmianie niektórych przepisów prawa karnego i prawa
o wykroczeniach oraz o szczególnej odpowiedzialnoœci karnej. O ile
w pierwszej po³owie 1981 r. w walce ze spekulacj¹ zaanga¿owana by³a
niemal wy³¹cznie MO i Pañstwowa Inspekcja Handlowa, o tyle w wyniku decyzji partyjnych i rz¹dowych w drugiej po³owie tego roku do dzia³añ tych w³¹czono wiêksz¹ liczbê funkcjonariuszy MO, ¿o³nierzy Wojska
Polskiego, pracowników administracji pañstwowej, kontroli zawodowej
i si³ spo³ecznych. „G³ówne uderzenie” skierowano w bazary i targowiska. Nie uda³o siê ustaliæ, jak¹ czêœæ ujawnionych przestêpstw spekulacyjnych stanowi³y te, które dotyczy³y artyku³ów ¿ywnoœciowych, w tym
miêsa. Wiadomo jednak, ¿e wedle informacji MO liczba ujawnionych
przestêpstw spekulacji w 1981 r. wynios³a 6646, w 1982 r. – 12 374,
w 1983 r. – 10 860, w 1984 r. – 14 972, w 1985 r. (9 miesiêcy) – 11 647.
W pierwszych latach dominowa³y drobne wykroczenia, w nastêpnych
wzrasta³a liczba powa¿nych przestêpstw, dokonywanych w sposób zorganizowany lub w których wartoœæ towarów bêd¹cych przedmiotem spekulacji przekroczy³a wielkoœci uznaj¹ce przestêpstwo za kwalifikowane
(300 tys. z³ wedle kodeksu karnego i 200 tys. z³ wed³ug wzmiankowanej
ustawy). Przestêpstw tych ujawniono w 1981 r. – 94, w 1982 r. – 471,
104
J. K i e r l i k, O przestêpczoœci w przetwórstwie miêsnym, Departament Szkolenia
i Doskonalenia Zawodowego MSW, Warszawa 1974, k. 7–19.
105 AAN, KC PZPR, mikr. 2932 (d sygn. 1763), Stan porz¹dku w kraju ze szczególnym uwzglêdnieniem zabezpieczenia zak³adów przemys³owych i dyscypliny spo³ecznoprodukcyjnej, Warszawa, listopad 1972 r., Wydzia³ Administracyjny KC PZPR i MSW,
k. 391–402.
264
Dariusz Jarosz, Maria Pasztor
[36]
w 1983r. – 610, w 1984 r. – 1633, w 1985 r. (9 miesiêcy) – 1712. Najczêstszymi kategoriami tych przestêpstw by³y:
– spekulacja towarami rynkowymi w jednostkach handlu uspo³ecznionego (art. 221 KK); ich udzia³ w stosunku do ogólnie ujawnionych
wynosi³ w latach 1981–1985 od 57% do 24% rocznie;
– wy³udzanie nienale¿nych kart zaopatrzenia (art. 4 ustawy z dnia
25 wrzeœnia 1981 r.); w 1981 r. stanowi³y one 1,3% ogó³u ujawnionych
przestêpstw na szkodê konsumentów, w nastêpnych latach wzrasta³y
(do 29,1% w 1985 r.);
– sprzeda¿ towarów bezpoœrednio z magazynów, w czasie transportu
lub z naruszeniem przepisów o reglamentacji (art. 1 ww. ustawy).
W 1981 r. stanowi³y one 6,75% ogó³u ujawnionych, w 1985 r. – 11,3%;
– odmowa sprzeda¿y i ukrywanie towarów przed nabywcami (art. 2
ww. ustawy); ten rodzaj przestêpstwa wykazywa³ tendencjê spadkow¹
(24,8% wszystkich ujawnionych przestêpstw spekulacyjnych w 1982 r.,
6,9% w 1985 r.)106.
Wed³ug informacji Centralnej Komisji do Walki ze Spekulacj¹ w latach 1981–1985 organy MO ujawni³y prawie 60 tys. przestêpstw spekulacyjnych. W tym czasie s¹dy rejonowe os¹dzi³y z tego powodu prawie
53 tys. osób, skaza³y blisko 46 tys. Do pracy tej zaanga¿owano spo³ecznie 73 tys. osób (oko³o 18 tys. cz³onków komisji do walki ze spekulacj¹,
oko³o 36 tys. osób reprezentuj¹cych ró¿ne spo³eczne ogniwa kontroli,
oko³o 19 tys. cz³onków ORMO). W 1985 r. organa MO wszczê³y ponad
87 tys. postêpowañ przygotowawczych o te przestêpstwa107.
W latach osiemdziesi¹tych nadu¿ycia w gospodarowaniu miêsem by³y
powodem wielu procesów s¹dowych. System reglamentacji wszak sprzyja³ powstawaniu nowych form nadu¿yæ. Warto wskazaæ chocia¿by na
oszustwa i kradzie¿e wykryte w 1984 r. w Zak³adach Miêsnych w Jeleniej Górze. W toku œledztwa ustalono, ¿e „wygospodarowywano” tam
w sposób nielegalny od 70 kg do 120 kg miêsa miesiêcznie. W tocz¹cym
siê w zwi¹zku z tym procesie przed miejscowym S¹dem Wojewódzkim
skazano 14 osób na kary od jednego do czterech lat wiêzienia108.
106 AAN, Urz¹d Rady Ministrów (cyt. dalej URM), 32/182, Informacja dotycz¹ca
zwalczania spekulacji w latach 1981–1985 oraz efektów uzyskanych przez Milicjê
Obywatelsk¹, Warszawa, 10 paŸdziernika 1985 r., k. 100–101.
107 AAN, URM 1.5/43, Centralna Komisja do Walki ze Spekulacj¹ przy Radzie Ministrów, Biuletyn z VI Krajowej Narady Antyspekulacyjnej odbytej w dniu 20 lutego 1986 r.
w Urzêdzie Rady Ministrów, k. 289–291.
108 AAN, Prokuratura Generalna 16/151, Odpis aktu oskar¿enia skierowanego do
s¹du przez Prokuraturê Rejonow¹ w Jeleniej Górze dotycz¹cego aferowego zagarniêcia
masy miêsnej w Jeleniogórskich Zak³adach Miêsnych w Jeleniej Górze, Jelenia Góra,
1 lipca 1985 r., k. 8–27.
[37]
Stosunek w³adz PRL do niedoborów miêsa
265
Rzecz jasna to, co ujawniono w trakcie wskazanych i innych, niezanalizowanych w tym miejscu procesów o nadu¿ycia w bran¿y miêsnej,
jest tylko, jak nale¿y s¹dziæ, niewielk¹ czêœci¹ „ciemnej liczby” przestêpstw rzeczywiœcie pope³nianych. Jak siê wydaje, masowy charakter
mia³y przede wszystkim drobne kradzie¿e mienia spo³ecznego (w tym
przypadku miêsa z zak³adów przetwórstwa i sklepów), tym bardziej ¿e
istnia³o na nie – jak œwiadcz¹ wyniki badañ socjologicznych – du¿o wiêksze przyzwolenie ni¿ w stosunku do kradzie¿y mienia prywatnego.
Wstêpna analiza tego zjawiska sk³ania do postawienia bardziej generalnej tezy, ¿e drobne kradzie¿e mienia spo³ecznego by³y patologiczn¹,
masowo stosowan¹ i w du¿ym stopniu spo³ecznie tolerowan¹ strategi¹
przystosowawcz¹ do gospodarki niedoboru, a gospodarka miêsem – ze
wzglêdu na jego rolê w tym systemie ekonomicznym – by³a tym obszarem, gdzie stosowano j¹ szczególnie czêsto.
* * *
Poczynione ustalenia, dalekie od wyczerpania tematu, zawieraj¹ jedynie próbê odczytania wybranych problemów, z jakimi boryka³a siê
w³adza komunistyczna w Polsce przy okazji rozwi¹zywania kwestii braków miêsa czy – szerzej – trudnoœci aprowizacyjnych. Mo¿na rzecz jasna zadowoliæ siê konkluzj¹, ¿e opisany przypadek jest fragmentem szerszej prawid³owoœci funkcjonowania gospodarki niedoboru, zanalizowanej
przez przywo³anego na wstêpie tego artyku³u Janosa Kornaia. Nie s¹dzimy, aby na tym poziomie generalizacji, na jakim operuje wêgierski
ekonomista, casus Polski odbiega³ od opisanej tam normy. Wydaje siê
jednak, ¿e w relacjach w³adza – spo³eczeñstwo w PRL braki miêsa by³y
Ÿród³em szczególnego napiêcia. W myœleniu i dzia³aniach rz¹dz¹cych
komunistów dostêpnoœæ podstawowych artyku³ów spo¿ywczych mia³a
byæ warunkiem pokoju spo³ecznego. Jak utrzymaæ relatywnie niskie ceny
w warunkach ci¹g³ych (choæ o zmiennej dolegliwoœci spo³ecznej) braków
¿ywnoœciowych, nie naruszaj¹c podstaw systemu spo³eczno-gospodarczego? Ten dylemat towarzyszy³ komunistom polskim przez ca³y okres
sprawowania przez nich w³adzy. Doktrynalna niemo¿noœæ wprowadzenia mechanizmu wolnorynkowego w tym zakresie zmusza³a do stosowania analizowanych procedur maj¹cych na celu zwiêkszenie poda¿y
i zmniejszenie popytu. Ich ograniczona skutecznoœæ wspó³decydowa³a
o tym, ¿e równowaga spo³eczna miêdzy w³adz¹ i spo³eczeñstwem by³a
niezwykle krucha, a manifestacje niezadowolenia z rz¹dz¹cych odbywa³y siê nie tylko pod has³ami „wolnoœci”, ale równie¿ „chleba”. To
prawda, ¿e nie uda³o siê znaleŸæ przypadku, w którym strajkuj¹cy lub
266
Dariusz Jarosz, Maria Pasztor
[38]
demonstruj¹cy swe niezadowolenie ¿¹daliby „szynki” czy „miêsa”. Ale
czy domagaj¹c siê „chleba”, zawsze tylko chleb mieli na myœli? Wydaje
siê, ¿e w wielu wypadkach by³a to jedynie metafora, okreœlenie, w którego polu semantycznym owo miêso z pewnoœci¹ siê mieœci³o.
Brak bardziej szczegó³owych badañ tej problematyki w innych pañstwach by³ego bloku wschodniego utrudnia komparatystykê. Mimo to
wydaje siê, ¿e pewne hipotezy dotycz¹ce podobieñstw i ró¿nic miêdzy
nimi s¹ mo¿liwe do sformu³owania. Po pierwsze wydaje siê, ¿e stosowane w Polsce procedury rozwi¹zywania przez w³adze kwestii niedoborów
¿ywnoœci (w tym miêsa) i spo³eczne reakcje na nie nie ró¿ni³y siê od
stosowanych w innych pañstwach bloku wschodniego. Doœæ przypomnieæ,
¿e to w³aœnie pogorszenie sytuacji ¿ywnoœciowej i podwy¿ki cen spowodowa³y niezadowolenie spo³eczne w NRD w czerwcu 1953 r. Podwy¿ki
norm o 10% by³y jedynie ow¹ kropl¹ przepe³niaj¹c¹ kielich goryczy, która
doprowadzi³a do buntów robotniczych w Berlinie i ponad 560 innych
miejscowoœciach we wschodnich Niemczech109. To równie¿ reforma walutowa i zniesienie kartek na ¿ywnoœæ i artyku³y przemys³owe oraz podniesienie ich cen spowodowa³y strajki i demonstracje uliczne w Czechos³owacji od 1 czerwca 1953 r.110 Podwy¿ka cen miêsa doprowadzi³a
równie¿ do jednego z najwiêkszych, brutalnie st³umionych buntów w Nowoczerkasku (1–3 czerwca 1962 r.)111.
Po drugie, badania prawno-socjologiczne112 wskazuj¹, i¿ sposób traktowania kradzie¿y mienia spo³ecznego zbli¿a³ Polskê do wzoru obowi¹zuj¹cego w ZSRR. W obu pañstwach takie postêpowanie stawa³o siê elementem rutyny ¿ycia codziennego, coraz mniej traktowane jako
zachowanie dewiacyjne. Jego powszechnoœæ mo¿e byæ interpretowana
jako symptom klêski ideologii komunistycznej, która nie uzyska³a realnego wp³ywu na system wartoœci w pañstwach poddanych jej wp³ywom.
Problem polega na tym, i¿ koszt spo³eczny owej klêski by³ doœæ wysoki.
109 A. M a ³ k i e w i c z, K. R u c h n i e w i c z, Pierwszy znak solidarnoœci. Polskie
odg³osy powstania ludowego w NRD w 1953 r., Wroc³aw 1998, s. 36–67.
110 P. P i o t r o w s k i, Reforma walutowa 1953 r. w Czechos³owacji i jej skutki spo³eczne, [w:] Studia i materia³y z dziejów opozycji i oporu spo³ecznego, red. Z. Kamiñski,
t. III, Wroc³aw 2000, s. 20–32.
111 W.A. K o z ³ o w, Massowyje biesporiadki w SSSR pri Chruszczewie i Bre¿niewie
(1953 – nacza³o 1980-ch gg.), Nowosibirsk 1999, s. 308–363.
112 M. £ o œ, Communist Ideology, Law and Crime. A Comparative View of the USSR
and Poland, Macmillan Press 1988, s. 206–207.
[39]
Stosunek w³adz PRL do niedoborów miêsa
267
Dariusz Jarosz
Maria Pasztor
Research into the Attitude of the Authorities of the People’s Republic
of Poland towards the Meat Shortage
(Summary)
The article describes the attitude of the communist authorities in Poland towards
the shortage of meat and their methods used to prevent this situation while
simultaneously retaining the principles of the ruling system. The analysis is based on
documents of the central Party authorities (the Central Committee of the Polish United
Workers’ Party) as well as those of the not a few state ministries and central offices
(Food Industry and Purchase, Domestic Trade and Services, and Internal Affairs, the
State Commission for Economic Planning, the Special Commission for Combating
Economic Abuse and Sabotage, the General Prosecutor’s Office, and the District Court
in Warsaw).
The ensuing findings show that food shortages were universal in post-1945 Poland.
An analysis of material produced by the key institutions of the communist state indicate
that there was not a single period in the history of the People’s Republic of Poland
when social needs relating to the consumption of meat and meat products were met.
The fact that the quantity of available meat was always unsatisfactory, and that the
principles of the shortage economy could not be changed for doctrinal reasons, did not
mean that the shortages had not been tackled. The measures employed for the purpose
of attaining this objective may be divided into two groups: those which increased meat
supplies and those which limited the demand.
The former methods were subjected to numerous changes. The socially ‘more lenient’
versions consisted predominantly of creating conditions for the development of
agricultural production and the food industry. Elements of this process included
a gradual departure from the system of obligatory supplies of farm produce, including
livestock (from 1972), a periodic increase in the price of contracted pigs and cattle, and
the import of means necessary for farm and meat production. The socially more
burdensome versions entailed primarily the introduction of compulsory supplies and
penalties for refusing to fulfil this duty (chiefly fines, sometimes prison sentences).
The most moderate method of limiting demand for meat and meat products was to
stimulate the consumption of other food commodities and industrial articles, and to
launch a propaganda campaign aimed at altering the nutrition model to a more
vegetarian version. The accompanying administratively-restrictive measures included
meatless days (introduced already in 1946) and the so-called meatless Mondays in the
Gomu³ka-era (from 1959). Direct rationing of pertinent supplies proved to be much
more effective. Without doubt, from society’s viewpoint, the most onerous method of
reducing demand for meat involved raising its price, which frequently became one of the
direct causes of social unrest in Poland (December 1970, June 1976, July – August 1980).
The shortage of meat and meat products encouraged the commitment of crimes
and abuse. The tendency of the communist authorities to penalise the perpetrators
was expressed most spectacularly in the period from 1963 to 1965. One of the accused,
Stanis³aw Wawrzecki, was sentenced to death and executed on 19 March 1965.
This leads to the conclusion that meat shortages in the People’s Republic of Poland
generated particular tension in relations between the authorities and society. The
268
Dariusz Jarosz, Maria Pasztor
[40]
communist authorities considered the accessibility of staple foods to be a condition for
social peace. How were relatively low prices to be maintained in a situation of constant
food shortages (albeit of differing social hardship) without undermining the foundations
of the socioeconomic system? This dilemma always accompanied the Polish communists.
The doctrinal impossibility of introducing a free-market mechanism compelled them to
resort to the steps analysed in the article. The limited efficiency of those ventures was
one of the factors decisive for the extremely fragile social balance between the authorities
and society.
Maria Pasztor – Instytut Stosunków Miêdzynarodowych, Uniwersytet Miko³aja
Kopernika w Toruniu; e-mail: [email protected]
Dariusz Jarosz – Instytut Historii PAN; e-mail: [email protected]
ROCZNIKI DZIEJÓW SPO£ECZNYCH I GOSPODARCZYCH
Tom LXV – 2005
R E C E N Z J E
I
O M Ó W I E N I A
J a c e k A d a m c z y k, P³acid³a w Europie Œrodkowej i Wschodniej w œredniowieczu, Wydawnictwo Neriton, Instytut Historii PAN, Warszawa 2004,
s. 387, map 4
P³acid³a to pieni¹dz niekruszcowy i zarazem niemonetarny. Tak¹ definicjê
za swoimi polskimi poprzednikami przyj¹³ Autor (s. 26). Gruntuje ona w naszym
jêzyku termin bardziej precyzyjny ni¿ np. argent non-metallique czy primitive
currency i ró¿ny od czeskiego platidlo, które, wbrew zbie¿noœci fonetycznej,
oznacza tam pieni¹dz nawet wspó³czesny i jest s³owem potocznym.
Nasze œrodkowo- i wschodnioeuropejskie zainteresowanie p³acid³ami uzasadnia ich rola gospodarcza rozpatrywana w d³ugim okresie, liczonym od znalezisk dirhemów wybitych w VIII w., wymienianych wed³ug pisarzy arabskich
g³ównie na miejscowe futra i niewolników, a¿ do zaniku pe³nienia przez te futra funkcji pieniê¿nych, porównywalnych z monet¹, w koñcu XV w. na Rusi.
Poza Rusi¹ tak futra, jak i inne dobra (m.in. ¿elazo, p³ótno) pozostawi³y równie¿ œlad w Ÿród³ach, chocia¿ nie tak d³ugotrwa³y.
Od pocz¹tku XIX w. problemy zwi¹zane z rozpoznaniem zjawiska anga¿uj¹
rosyjskich historyków niewspó³miernie gorêcej ni¿ w innych krajach, jak dowodzi tego przebieg sporu „miechowistów” z „metalistami”. Zmajoryzowany
w ZSRR przez tych ostatnich, nie znajduje do dziœ rozstrzygniêcia w narodowej
historiografii. S³usznie wiêc znakomit¹ wiêkszoœæ tekstu poœwiêci³ Jacek Adamczyk futrom i Rusi, rozci¹gaj¹c przy tym zaintersowanie na zislamizowane Powo³¿e, Inflanty, Litwê, Wêgry, Chorwacjê, S³awoniê oraz Polskê, pomijaj¹c tu
jednak niektóre informacje o œwiadczeniach w futrach, uznane za godne uwagi
przy omawianiu innych terenów. Koñcz¹ pracê: rozdzia³ VI o p³acid³ach ¿elaznych (Wielkie Morawy, Ma³opolska, Œl¹sk), gdzie Autor musia³ zmierzyæ siê
z opracowaniami Ÿróde³ archeologicznych, i rozdzia³ VII – o p³acid³ach p³óciennych, którym wszak zawdziêczamy, za s³owotwórczym pomys³em etnografa
Stanis³awa Ciszewskiego, tytu³owy termin pracy.
Na szczególne uznanie zas³uguje wysi³ek w³o¿ony w kompozycjê ksi¹¿ki,
w której mia³y siê znaleŸæ zarówno rozwa¿ania nad genez¹ p³acide³, jak i stosowny materia³ porównawczy oraz elementy kategorii ekonomii politycznej. Na
270
Recenzje
[2]
œwiecie istniej¹ dzie³a o porównywalnej tematyce, obejmuj¹ce nawet wiêksze
terytoria, ale z natury rzeczy traktuj¹ce Europê Œrodkow¹ i Wschodni¹ wybiórczo i w sposób zgeneralizowany. W Polsce jest to pierwsza publikacja o takim
zasiêgu, choæ konstrukcja studium Adamczyka nieco przypomina jedn¹ z prac
niepublikowanych, ale uwzglêdnion¹ przez Autora, jednak wyró¿nia siê konsekwencj¹ planu.
We Wstêpie znalaz³o siê, obok wspomnianej definicji p³acid³a, za³o¿enie, ¿e
nie jest ono elementem gospodarki naturalnej i pe³ni przede wszystkim funkcje
pieniê¿ne, co nie wyklucza „wtórnego wykorzystania jako pó³produktu do wytwarzania przedmiotów u¿ytkowych” (s. 26). Odczytujê to jako w³¹czenie u¿ytkowników p³acide³ do drugiego cz³onu ¿ywotnej w historiografii dychotomii
Hildebranda, sformu³owanej w po³owie XIX w.: gospodarka naturalna – gospodarka pieniê¿na. Obok (s. 26–27) Autor pomieœci³ dziewiêciopunktowy kwestionariusz, w którym przynajmniej trzy pytania wydaj¹ siê szczególnie wa¿ne:
1. czy pocz¹tków p³acide³ nale¿y upatrywaæ w handlu dalekosiê¿nym, miêdzyplemiennym b¹dŸ lokalnym, czy te¿ w procesach kulturowych, jak prawodawstwo, pañstwowy system pieniê¿ny, religia, obyczajowoœæ;
2. czy istot¹ ich wartoœci by³a wartoœæ surowca, b¹dŸ mia³y one wartoœæ
umown¹ (na czym mia³aby ona polegaæ?);
3. czy produkcja i poda¿ p³acide³ by³a domen¹ dzia³alnoœci ewentualnej kontroli pañstwa albo mo¿e tylko pochodn¹ ich zastosowania gospodarczego?
O tych wymienionych tu i pozosta³ych pytaniach Autor nie pozwala zapomnieæ w treœci wszystkich rozdzia³ów. W Podsumowaniu (s. 318–354) sumiennie
podj¹³ je ponownie, choæ oczywiœcie nie wszystkie mog³y siê doczekaæ rozstrzygaj¹cej odpowiedzi. Ta konsekwencja ma jednak swoj¹ cenê: spulchnia nieco tekst.
Autor znakomicie zdaje sobie sprawê z inspiruj¹cej roli, jak¹ odgrywaj¹ dla
historyków analogie, w tym – w uproszczeniu – tzw. egzotyczne. By³ te¿ œwiadomy obowi¹zuj¹cego w historiografii rytua³u oczyszczenia z pos¹dzeñ o wykorzystanie ich wprost jako Ÿród³a. Zachêcony pracami Mariana Ma³owista i Micha³a Tymowskiego, ukazuj¹cych paralele ustrojowe i gospodarcze pomiêdzy
europejskim œredniowieczem a nowo¿ytn¹ ju¿ Afryk¹, siêgn¹³ do prac nowszych,
poœwiêconych tamtejszym p³acid³om, g³ównie w obszarze frankofoñskim. Przedstawi³ w ten sposób bodaj najobszerniejszy u nas zestaw obserwacji, bardzo
przydatny, poprzedzony jedynie dobrym artyku³em (1966) Jana Milewskiego
o nigeryskich p³acid³ach z prze³omu XIX i XX w. Siêgn¹³ równie¿ do prac poœwiêconych Azji, choæ tamtejsze okaza³y siê mniej przydatne. A i afrykañskie
bezpoœrednio by³y najbli¿sze oczywiœcie nie futrom, ale tematyce p³acide³ ¿elaznych i p³óciennych w Europie.
Nale¿y ju¿ teraz uprzedziæ, ¿e Autor na pytanie, czy istot¹ p³acide³ by³a
wartoœæ surowca, czy wartoœæ umowna, opowiada siê generalnie za t¹ pierwsz¹
ewentualnoœci¹. Tak¿e w analizie informacji o p³acid³ach Czarnej Afryki dr¹¿y
mo¿liwoœæ uznania ró¿nych form przedmiotów metalowych (zminiaturyzowanych, zniekszta³conych) czy w¹skich pasków tkanin, obecnych na targach, za
rozdrobnione kawa³ki surowca (pó³produktu) nadaj¹cego siê np. do skucia
w sprawne narzêdzie czy zszycia w sztukê odzie¿y. Gdy przytacza (s. 6) pogl¹d
[3]
Recenzje
271
Georga Thileniusa (1921), co prawda poznany nie bezpoœrednio, lecz za literatur¹, gubi wa¿n¹ dla tematu dystynkcjê: Zeichengeld w ujêciu tego antropologa
to nie „znak pieni¹dza”, ale „znak-pieni¹dz”. Chodzi tu o istotne, jak s¹dzê, dla
mentalnoœci u¿ytkowników przekonanie, ¿e nie operuj¹ abstraktem-pieni¹dzem,
ale nadal przedmiotem znanym, choæby odkszta³conym.
Nawet przy takim nastawieniu Adamczyk (nie on jeden!) jest bezradny wobec
odmiennoœci na tym tle fenomenu kauri, najpopularniejszego w swoim czasie
afrykañskiego p³acid³a. Osobiœcie odwa¿y³bym siê (z wszelkimi zastrze¿eniami)
zestawiæ ow¹ cypraea moneta ze srebrem przywo¿onym w IX–X w. przez obcych
kupców do Europy Wschodniej. Wszak wartoœæ wymienna kauri w afrykañskim
uniwersum kulturowym zale¿a³a od wielkoœci poda¿y, zaœ po¿¹danie tych muszelek, objawione w miejscach przeznaczenia, od zdolnoœci tworzenia pojêæ abstrakcyjnych. Niebagatelna jest przy tym jednorodnoœæ, policzalnoœæ i znaczna trwa³oœæ kauri, stosowanych tak¿e w zdobieniu cia³a i przedmiotów u¿ytkowych.
Niejednoznacznie rysuje siê odpowiedŸ na pytanie o swobodne, odpowiednio do potrzeb, czy te¿ pod kontrol¹ w³adzy wytwarzanie p³acide³ afrykañskich.
Poza pominiêtym przez Autora, a wa¿nym ograniczeniem nadmiernej iloœci
p³acide³ przez niezbêdny trud i umiejêtnoœæ (¿e nie powiem wartoœæ pracy),
przytoczone przyk³ady wskazuj¹ niekiedy kategoriê osób uprawnionych do takiej produkcji (np. tzw. pieni¹dz kobiecy), a niekiedy kontrolê obyczaju ze strony starszyzny. Dotyczy to raczej drobnych jednostek. Co innego z opisanym
(s. 270–272) „disku” w Kamerunie, du¿ych prêtach ¿elaznych o wadze ponad
4 kg, ocenianego jednak raczej wed³ug wymiarów. Te by³y niew¹tpliwie towarem, s³u¿¹cym te¿ jako pieni¹dz, niewymagaj¹cy jakiejkolwiek kontroli. Produkcja „disku” usta³a, gdy dotar³o tam ¿elazo ze z³omu samochodowego. Nie
podj¹³ Adamczyk w¹tku odmiennego przeznaczenia ró¿nego rodzaju p³acide³
(targ ¿ywnoœciowy, op³aty ma³¿eñskie, transakcje niewolnikami), obecnego w obserwacjach badaczy Afryki, a przydatnego byæ mo¿e w ocenie funkcjonowania
p³acide³ (i srebra) we wczesnoœredniowiecznej Europie.
Te odleg³e analogie s¹ wa¿ne tak¿e dlatego, ¿e w podstawowym temacie
wspó³obiegu srebra i futer na Rusi nawet „miechowiœci” nie odwa¿yli siê ich
rozpatrywaæ. Tak¿e zestawieniem eksploatacji zasobów futrzanych Syberii w dobie ju¿ nowo¿ytnej (wymuszanie jasaku) i kontynentu pó³nocno-amerykañskiego
przez kompanie handlowe interesowali siê raczej tylko Anglosasi, mimo zaawansowania rosyjskiej etnologii ludów zamorskich.
Trud autorytarnych numizmatyków rosyjskich skupia siê w du¿ej mierze
na æwiczeniach arytmetycznych, podjêtych w celu uporz¹dkowania nie zawsze
zbornych informacji o grzywnach kun, nogatach, kunach, rezanach, mordkach,
mordkach obieusznych, zauszniach, do³giejach, ³obcach, wiekszach, wiewiericach, bie³ach, bie³kach w system podleg³y grzywnie srebra i st¹d wyprowadzenia ich wagi w gramach tego kruszcu. Po czym, z jeszcze wiêkszym trudem,
nale¿a³o dopasowaæ do tych wartoœci ró¿n¹ w czasie wagê dirhemów, denarów,
fenigów, groszy. Przytaczaniu tych wyliczeñ Adamczyk wydzieli³ wiele miejsca,
nie bez celnych uwag krytycznych, w koñcu z po¿ytkiem, gdy¿ ich wyniki oscyluj¹ zapewne wokó³ rzeczywistych relacji wymiennych.
272
Recenzje
[4]
Aby zdaæ sobie pe³niej sprawê z kontekstu historycznego i historiograficznego, w jakim pisa³ g³ówn¹ czêœæ swojej ksi¹¿ki Adamczyk, nale¿y ten kontekst
z grubsza zarysowaæ. Ju¿ od IX w. na ziemie ruskie wówczas, i ruskie w przysz³oœci (ugrofiñskie, turskie), nap³ywa³y, podobnie jak do Skandynawii i na pobrze¿e Ba³tyku, odkrywane w skarbach dirhemy. Dop³yw ich zanik³ ju¿ przed
po³ow¹ XI w., ale wczeœniej na Rusi pó³nocnej pojawi³y siê denary zachodnioeuropejskie. Od pocz¹tku XII w. nie stwierdza siê znalezisk ani jednych, ani drugich, natomiast ju¿ w XI w. pojawiaj¹ siê pa³eczkowate grzywny srebra, miejscowej produkcji, o wadze ok. 200 g (na pó³nocy) oraz nieco l¿ejsze (ok. 160 g)
i innego kszta³tu tzw. grzywny kijowskie (na po³udniu). Obecnoœæ tych pó³nocnych, nowogrodzkich, daje siê stwierdziæ przynajmniej do po³owy XV w. Spadaj¹c nieco na wadze, z czasem (od koñca XIII w.) przyjmuj¹ nazwê rubla. Rubel
od koñca XIV w. w Moskwie, a od po³owy XV w. w Nowogrodzie, ju¿ jako jednostka obrachunkowa, sk³adaj¹ca siê z deneg, sta³ siê podstaw¹ nowego systemu pieniê¿nego. Tê sytuacjê rysuj¹ w kompilacji Ÿród³a pisane i numizmatyczne. Wynika z niej, ¿e co najmniej przez trzy wieki (XII–XIV) nie by³o w ruskim
obiegu monet. Srebro w postaci monet, albo te¿ amorficzne (placki), trafia oczywiœcie na Ruœ, przywo¿one przez kupców, którym jednak¿e wolno docieraæ tylko do wiêkszych oœrodków, gdzie wymieniaj¹ (kupuj¹ za nie) g³ównie futra,
zgromadzone przez ksi¹¿êco-koœcielno-bojarsko-kupieck¹ w³adzê, monopolizuj¹c¹ ten handel. Do tych monopolistów trafia gros futrzanego produktu kraju,
zarówno jako danina od poddanych, ale te¿ jako ³up z wypraw na „inorodców”.
Srebro na miejscu jest topione i przetwarzane w grzywny. S¹ one narzêdziem
du¿ych transakcji wœród mo¿nych, narzêdziem polityki miêdzydzielnicowej, a od
czasu narodowej i cywilizacyjnej tragedii najazdu mongolskiego tak¿e œrodkiem
wykupywania siê od represji, jako tzw. „ordyñski wychod”. W rêkach w³adców
islamizuj¹cej siê Z³otej Ordy „wychod” sta³ siê podstaw¹ miejscowego mennictwa. Pa³eczkowata ruska grzywna wystêpuje tam pod tatarsk¹ nazw¹ „sum”.
Francesco Pegolotti nazywa j¹ „sommo”. Pieni¹dz ten, wœród innych, widzia³
w genueñsko-weneckiej Tanie (pó¿niejszy Azow). Monety tatarskie siêgaj¹
Moskwy, gdzie w koñcu XIV w. podjêto bicie ich naœladownictw, choæ o nieco
odmiennych parametrach. Z czasem stempel tych monet przyj¹³ ruskie oblicze
i sta³y siê dengami (od tatarskiego tenga).
Oficjalna historiografia rosyjska rysuje obraz gospodarki, w którym dominuje Nowogród – bojarska republika, porównywana z weneck¹; istniej¹ poza
Nowogrodem, Kijowem, Smoleñskiem, £adog¹ i Twerem tak¿e pomniejsze targi. Gospodarka od samych pocz¹tków nap³ywu dirhemów staje siê coraz bardziej pieniê¿na, mimo chwilowych za³amañ. P³acid³a owszem, niekiedy zastêpuj¹ monetê, jak to w okresach kryzysowych w tej epoce bywa czêsto na œwiecie,
ale realnoœæ takich transakcji jest zas³oniêta mg³¹ przeliczeñ na gramy srebra.
Tymczasem konsekwencj¹ zawierzenia Ÿród³om archeologiczno-numizmatycznym jest koniecznoœæ uznania, ¿e srebro zdobyte przez rodzimych monopolistów nie rozprasza siê w interiorze. Nie jest potrzebna wymiana pieniêdzy, skarb
ksi¹¿êcy nie nape³nia siê srebrem wp³aconym z tytu³u œwiadczeñ feudalnych,
targowego, op³at mytnych i celnych, egzekwuj¹c jedynie futra, choæ na ni¿szym
[5]
Recenzje
273
poziomie renty œwiadczenia obejmuj¹ te¿ zbo¿e, len, nierogaciznê, ¿e pominê
œwiadczenia odrobkowe. Na trzy stulecia, a wiêc ca³¹ epokê, pieni¹dzem wewnêtrznym ludnoœci s¹ futra. Widaæ to wyraŸniej w okresie prze³omu i koñca
epoki. Dokumenty kupna-sprzeda¿y z ziemi nowogrodzkiej z drugiej po³owy
XV w., gdy ju¿ istnia³y diengi i rubel obrachunkowy, nie raz daj¹ œwiadectwo
dawniejszych stosunków, np. gdy transakcja opiewa na rubel, realnie wyp³acano futerka wiewiórek, licz¹c „sto bie³ki na rubl”.
Jacek Adamczyk s³usznie notuje na badanym poza Rusi¹ obszarze œwiadczenia w futrach, skoro handlowi dalekosiê¿nemu przyzna³ rolê decyduj¹cego
w genezie p³acide³ czynnika. Jednak¿e samo istnienie œwiadczeñ w postaci futerek, bez informacji o u¿yciu ich jako pieni¹dza, jest tylko przes³ank¹, a nie
dowodem ich roli pieniê¿nej. Mog¹ one byæ danin¹ spo¿ytkowan¹ bezpoœrednio
przez seniora, jak np. we³na czy zbo¿e. St¹d rodzi siê w¹tpliwoœæ, czy s³usznie
zaliczy³ do p³acide³ wêgiersko-chorwack¹ marturinê (od ³ac. martes – kuna).
Czy¿by wykorzystany tu Vjekoslav Klaiæ nie poda³ innych informacji? Co do
Rusi, s¹dzê, ¿e zwa¿ywszy choæby na klimat, futra mia³y wszelkie szanse staæ
siê p³acid³em w wymianie wewnêtrznej nawet bez impulsu ze strony handlu
dalekosiê¿nego. Prowadzi to do podejrzenia, ¿e liczone przez numizmatyków
rosyjskich upieniê¿nienie srebrem rynku wewnêtrznego od czasu nap³ywu dirhemów mo¿e byæ iluzj¹. Te wczesne skarby monet, zapewne w znacznej czêœci
wareskie, zakopane w drodze na Gotlandiê czy do Szwecji kontynentalnej, a choæby do wareskich przyczó³ków na Rusi, mog³y mieæ niewielki wp³yw na ¿ycie
gospodarcze tuziemców. Dzia³a tu jednak automatyzm interpretacyjny – gdy
gdzie indziej obserwuje siê sta³y, z niewielkimi tylko zak³óceniami, wzrost roli
pieni¹dza kruszcowego, od importu monet obcych do rodzimego mennictwa,
znaczony skarbami i znaleziskami monet luŸnych (zgub) w warstwach badanego archeologicznie osadnictwa, to samo wnioskuje siê o krainie, której ziemia
przez 300 lat nie ods³oni³a jakiejkolwiek monety.
Jest prawdopodobne, ¿e wbrew pozorom, sytuacja pod jednym wzglêdem nie
zmieni³a siê tak bardzo miêdzy prze³omem IX i X w. a koñcem tzw. okresu
bezmonetarnego – zarówno skarby dirhemów, jak i grzywien srebrnych wyznaczaj¹ epokê monopolu mo¿nych-eksploratatorów na ceniony w handlu dalekosiê¿nym i w polityce kruszec. Œwiadectw pisanych o u¿yciu monet, czy w ogóle
srebra, w ¿yciu codziennym praktycznie nie ma – s¹ tylko poszlaki i naci¹gane
interpretacje. Latopis £awrentiewski pod rokiem 1071 mówi o wo³chwach (ludowych prorokach, magach), którzy w okresie g³odu w okolicach Rostowa rabowali pogosty nad Wo³g¹, wskazuj¹c zamo¿ne kobiety, „¿e ta chowa zbo¿e,
a ta miód, a ta rybê, a ta futra”. Nie ma tu mowy o srebrze, choæ historiograficzny okres „monetarny” trwa jeszcze. Jest to oczywiœcie s³aby argument, bo
ex silentio. Ma on jednak pewn¹ wagê, jeœli uwzglêdniæ, jak to zrobi³ Adamczyk, wzmianki o pieni¹dzach zawarte w zapiskach na korze brzozowej. S¹ to
nieomal wy³¹cznie odniesienia do jednostek systemu kunnego. Kilka zaledwie
wymienia rubel (w tym po³tinê – jego po³owê), ale warto te¿ pamiêtaæ, ¿e zapiski s¹ korespondencj¹ pomiêdzy rezyduj¹cymi w mieœcie feuda³ami-kupcami
z zarz¹dcami posiad³oœci w terenie lub miêdzy sob¹.
274
Recenzje
[6]
Drobne interpretacyjne potkniêcia Autora wynikaj¹ zapewne z wykorzystania nie staroruskiego tekstu „Powieœci dorocznej”, lecz polskiego przek³adu.
I tak wiadomoœæ pod rokiem 969, ¿e do Perejas³awca nad Dunajem trafiaj¹ z Rusi
futra, i wosk, i miód, i czeladŸ, przekazuje jakoby by³a to „skóra” (bydlêca,
koñska?), gdy w staroruskim skora to zawsze zbiorcze okreœlenie futer. A gdy
Œwiatope³k (rok 1015) obdarowuje lud „korznami”, a innych kunami, oddaje to
jakoby skóry i kuny, gdy korzno to wierzchnie okrycie, p³aszcz, opoñcza, raczej
we³niane. Na dodatek spolszcza ten termin jako „ko¿no”, nie uwzglêdniaj¹c
rozdzielnoœci fonetycznej w rosyjskim „r” i „z” (s. 109, 126).
Sumuj¹c jednak uprzednie uwagi, nale¿y stwierdziæ, ¿e za antykwarycznym
z pozoru sporem „metalistów” z „miechowistami” ukrywa siê alternatywna
wobec oficjalnej wizji spo³eczno-gospodarczej historii Rusi œredniowiecznej.
Emisja monety krajowej, wspólnej dla mo¿nych i poddanych, to perspektywa
uobywatelnienia poprzez zbudowanie wiêzi wspó³zale¿noœci. Jest groŸna, to te¿
spowodowa³a bezpardonowe ataki na wszystkie argumenty „miechowistów”.
Jacek Adamczyk spogl¹da na te spory z góry i jest zdegustowany, ¿e dyskusje
reprezentowane przez sowieckiego i polskiego historyka w latach siedemdziesi¹tych XX w. skoncentrowane by³y na problemie substancji pieni¹dza kunnego i przypomina³y wymianê argumentów miêdzy „metalistami” i „miechowistami” prowadzon¹ na prze³omie XIX i XX w. „Nie przynios³y one nowych ustaleñ,
a uczestnicy dyskusji pozostali przy swoich argumentach” (s. 57). Nie ma tu
jednak racji, bo najwyraŸniej nie zdaje sobie sprawy, ¿e sam, z punktu widzenia
rosyjskich historyków pieni¹dza, jest „miechowist¹” i to z poduszczenia m.in.
w³aœnie polskich komentatorów, a swych poprzedników. W³aœnie polskich, gdy¿
z dorobku rosyjskich „miechowistów” nie korzysta bezpoœrednio. Nie zna ich,
nie cytuje i nie wymienia w za³¹czonym wykazie literatury. Szczególnie dotkliwe w tym wzglêdzie wydaje siê niedostrze¿enie dorobku W.K. Trutowskiego,
którego ostatnia praca z 1928 r. o a³tynie, jednostce obrachunkowej licz¹cej
6 deneg, ustrzeg³aby przed zaliczeniem jej (s. 75), za „metalist¹” N.F. Kotlarem, do nomina³ów niewykazuj¹cych w nazwie zwi¹zku z futrami. Otó¿, jak
tego dowiód³ bezspornie Trutowskij, jest to tatarskie a³ty-tyjin – szeœæ wiewiórek. ¯eby ju¿ do tej filologicznej tematyki nie wracaæ, nale¿y sprostowaæ przekonanie Autora, ¿e osobliwe wœród s³owiano-ruskich liczebników okreœlenie
czterdziestki – sorok – wywodzi siê od tursko-osmañskiego kiryk czy kyryk
(s. 138), gdy zarówno Max Vasmer (Russisches etymologisches Vorterbuch), jak
i Izmail I. Srezniewskij (Materialy do slovaria drevnerusskogo jazyka) przekonuj¹co dowiedli pokrewieñstwa sorok z greckim sarakonta czy te¿ sarakosta –
postem czterdziestodniowym. Przy czym Srezniewskij zna ponadto wczeœniejsze, „regularne” okreœlenie staroruskie – czetyrediesiatie. Owa turska etymologia by³a w pracy o tyle przydatna, ¿e czterdziestka, jako najpowszechniejszy
sposób ujmowania w wi¹zki handlowe drobnych futerek, mog³aby wywodziæ
siê ze zwyczaju sporz¹dzania naszyjników (grywien) z takiej w³aœnie liczby dirhemów. To z kolei wymaga³oby zakwestionowania b³êdnie, moim zdaniem, przyjêtej wyk³adni fragmentu relacji Ibn Fadlana, podró¿uj¹cego do Bu³garii Kamskiej w 922 r., co jednak ju¿ pominê. S¹ to drobiazgi – choæ mo¿e wskazuj¹ na
[7]
Recenzje
275
niedostateczn¹ odpornoœæ Autora na niewinne (z pozoru) sugestie „metalistów”.
Wa¿niejsze, ¿e z celn¹ krytyk¹ Adamczyka spotka³ siê wywód wspomnianego
Kotlara o braku ruskiego mennictwa w okresie tzw. bezmonetarnym, gdy¿ starczy³o na ten czas do obiegu nagromadzonego wczeœniej srebra (s. 161–162). Nie
przyj¹³ równie¿ pogl¹du Valentina L. Janina, ¿e oswojenie z monet¹ ludnoœci
ruskiego po³udnia trwa od II do III w. n.e., kiedy trafia³y tam monety rzymskie
(s. 84). Podobnie odrzuci³ domys³ Klaicia o przeniesieniu s³owiañskiego obyczaju pos³ugiwania siê futrami jako pieni¹dzem przez Chorwatów z Karpat do
Dalmacji w V w. n.e. (s. 83).
Wnikliwie, na ile pozwala³y tu przekazy kupców arabskich i morfologia znalezisk monet i srebra amorficznego, analizowa³ Adamczyk zmienne relacje wymienne ró¿nych rodzajów dirhemów na futra (kuny), staraj¹c siê dociec, jak
próbowali tego wczeœniej m.in. Tadeusz Lewicki, Ryszard Kiersnowski, zale¿noœci od kosztów transportu i dostêpnoœci kruszcu w krajach emitentów. W podobny sposób próbowa³ te¿ ustaliæ relacje w póŸniejszym okresie, który tu umownie nazywamy bezmonetarnym. S¹dzê jednak, ¿e istotne i bardziej detaliczne
rozeznanie w tej kwestii, choæ mo¿liwe, wymaga innego warsztatu mediewistycznego. Nale¿a³oby przeœledziæ ceny partii futer sprowadzanych z Rusi przez
hanzeatów i innych kupców do Brugii, Londynu, Pary¿a, Wenecji (Italii ogólniej), wyliczaj¹c z nich ceny jednostkowe futerek. Kategorie handlowe okrywy
w³osowej nawet tego samego zoologicznie gatunku by³y ogromnie zró¿nicowane, a w œlad za tym ceny. Na same wiewiórki w rachunkach Veckinchusenów
(prze³om XIV i XV w.) przypada ponad 40 terminów. Robert Delort w swej fundamentalnej pracy (Le commerce des fourrures en Occident...) obejmuje ich oko³o
setki, a do tego sobole, kuny, gronostaje i inne mustelidae. Rozeznanie w tym
bogactwie zoologicznym i terminów handlowych, jak te¿ w zmiennej modzie
i technice kuœnierskiej, a wreszcie cenach i systemach pieniê¿nych œredniowiecza mo¿e nas zbli¿yæ do stosunków wymiennych na Rusi pewniej ni¿ rachunki
Janina czy Szamila I. Bekteniejewa. Co prawda, znaczenia czêœci przynajmniej
tych zagadnieñ Autor by³ œwiadomy, ale dwustronicowy podrozdzia³ Wygl¹d
i metody wyprawiania skórek jest tego tylko sygna³em. Pominê tu, w œlad za
Autorem, zdumiewaj¹ce bogactwo przecie¿ uznanego przezeñ za realnie istniej¹cy systemu kunnego, trwa³ego w swojej „futrzanej” istocie, ale zarazem elastycznego i rozbudowywanego w miarê wyzwañ stawianych przez zagranicznych
importerów. S¹dzê, ¿e oœ systemu, jak¹ by³y eponimiczne skórki kunie, przesunê³a siê z czasem i do koñca funkcjonowania tych p³acide³ w stronê wiewiórczyn ró¿nego handlowo rodzaju. W ró¿nej te¿ liczbie i kszta³cie (np. mizdr¹ na
wierzch czy do œrodka – Lederwerk i Harwerk w terminach hanzeatyckich, ca³e
czy rozciête, we fragmentach – brzuszki, grzbiety, ³apki) sk³ada³y siê te¿ na
inne ni¿ wiewierice, wieksze czy bie³y jednostki systemu. Zarówno te kwestie,
jak i stopieñ ingerencji w³adz Nowogrodu w owe p³acid³a, równie¿ pominiêty
w ksi¹¿ce, wymaga³yby chyba nastêpnego, obszernego tomu.
Istnieje w historiografii poœwiêconej futrom na Rusi problem pieni¹dza symbolicznego. Gdy termin p³acid³o nie ugruntowa³ siê jeszcze w definicji tak obszernej jak obecnie, istnia³a propozycja, aby zastrzec go wy³¹cznie dla form
276
Recenzje
[8]
pozbawionych wartoœci u¿ytkowej, a u¿ytkowe zaliczyæ do banalnej kategorii
towaro-pieniêdzy.
Dwie relacje obcych podró¿ników s¹ szczególnie wa¿ne w tej kwestii. Abu
Hamid al-Garnati al-Andalusi by³ w Kijowie dwukrotnie (1150 i 1153) i widzia³ na tamtejszym targu pieni¹dze w postaci pozbawionych sierœci skórek
wiewiórczych, wi¹zanych po 18, a ka¿d¹ wi¹zkê (nie skórkê – jak odczyta³ to
Adamczyk, s. 340) wyznaczeni ludzie opatruj¹ o³owian¹ pieczêci¹ w³adcy. Natomiast przebywaj¹cy w Nowogrodzie w 1413 r. Gilbert de Lannoy stwierdzi³,
¿e pieni¹dzem tamtejszym s¹ du¿e sztabki srebra (grzywny), a drobn¹ monet¹
g³ówki wiewiórek i kun. Obie relacje uwa¿a Adamczyk za podane w dobrej
wierze, ale nie mo¿e pogodziæ siê z ca³kowitym brakiem wartoœci u¿ytkowej
opisywanych form, podobnie jak wczeœniej w przypadku drobnych jednostek
na targach Czarnej Afryki. S¹dzi, ¿e mo¿e jednak te skóry bez w³osia i g³ówki
mia³y jakieœ zastosowanie w kuœnierstwie. To zastrze¿enie jest aktem niewiary zarówno w mo¿liwoœæ wykreowania pieni¹dza przymusowego przez w³adzê
w warunkach Rusi œredniowiecznej, jak i w spontaniczn¹ ewolucjê formy pozau¿ytkowej do roli pieni¹dza w jakichkolwiek warunkach. Tej niewiary nie
mo¿e zapewne prze³amaæ tak¿e okolicznoœæ, ¿e obie relacje dotycz¹ dwu najwiêkszych na terenie Europy Wschodniej oœrodków miejskich, posadowionych
na pó³pustyni demograficznej. Izolacja zaœ sprzyja zarówno zastosowaniu przymusu, jak i – paradoksalnie – spontanicznoœci w kreowaniu czegoœ, co obecnie
chêtnie nazywamy pieni¹dzem zdawkowym. Kwestia ta by³a zreszt¹ dobitniej
ni¿ tutaj przedstawiam rozpatrywana w polskiej literaturze, choæ Autor do niej
siê nie odwo³uje.
Fundamentaln¹ tez¹ pracy jest przekonanie, i¿ powstanie i rozwój p³acide³
zale¿y od handlu dalekosiê¿nego, czyli od szerokiego zapotrzebowania na produkt, który na terenie, gdzie jest wytwarzany, staje siê pieni¹dzem. Teza stanowi metodyczne spoiwo treœci ksi¹¿ki, obejmuj¹cej przecie¿ bardzo zró¿nicowane zjawiska i procesy. Dzia³a tu przyk³ad futer ruskich, które pieniê¿n¹ karierê
zawdziêczaj¹ rzeczywiœcie przede wszystkim wymianie dalekiego zasiêgu. Tê
obserwacjê przenosi Autor na rozpatrywane grzywny wielkomorawskie, czyli
¿elazne, siekieropodobne prêty, daj¹ce siê uj¹æ w kilka grup pod wzglêdem rozmiarów (i wagi), produkowane równie¿ w Ma³opolsce. Mimo braku jakichkolwiek œwiadectw pisanych, powszechnie uznane zosta³y argumenty archeologów,
¿e by³o to p³acid³o. Podobne przedmioty, i tak samo interpretowane, wczeœniej
odkryli u siebie archeologowie norwescy. Jacka Adamczyka, wiernego tezie
o kreuj¹cym p³acid³a handlu dalekosiê¿nym, nie zadowala regionalnoœæ zapotrzebowania na siekieropodobne prêty. Przyjmuje, na podstawie nik³ych przes³anek, ¿e istnia³ lukratywny ich eksport w dó³ Dunaju do Bu³garii, a – co wiêcej – rozwa¿a, w formie hipotezy, ewentualnoœæ eksportu w górê rzeki, a¿ do
Nadrenii, gdzie grzywny wielkomorawskie mog³y spotkaæ siê z norweskimi. Oddzia³ywnie wspólnego odbiorcy t³umaczy³oby podobieñstwo formy dostarczonego z obu krain produktu (s. 272). Hipoteza jest co najmniej œmia³a, ale nale¿y obawiaæ siê, ¿e asumpt do niej wynika z pomy³ki. Autor bowiem uzna³
wczeœniej, ¿e postanowienie placitum w Raffelstetten z 903 r. o mytach na du-
Recenzje
[9]
277
najskim szlaku w obrêbie Wschodniej Marchii wymienia ¿elazo „wœród obiektów handlu miêdzy Morawami a pañstwem wschodniofrankijskim” (s. 264).
Naprawdê zaœ o ¿elazie nie ma tam najmniejszej wzmianki.
Gdyby wolno by³o mieszaæ sprawy wa¿ne z absolutnymi drobiazgami, wytkn¹³bym przy okazji uwag o grzywnach siekieropodobnych irytuj¹ce, wielokrotne nazywanie styliskiem niedbale przebitego w nich otworu. Markuje on
gniazdo na stylisko w sprawnej siekierze, bo stylisko to rêkojeœæ, a nie otwór.
Niemniej wnikliwy i krytyczny obraz pogl¹dów archeologów i numizmatyków
s³owackich, czeskich, morawskich na owe grzywny ¿elazne dostarcza wiele satysfakcji, tym bardziej, ¿e Autor nie cofn¹³ siê przed zanotowaniem pewnego
zacietrzewienia (nacjonalizm?). Godny uwagi jest te¿ przegl¹d polskiego wk³adu w tê problematykê (m.in. Piaskowski, Zaitz). Przeprowadzi³ drobiazgowy
rozbiór kszta³tu, rozmiaru, wagi, jakoœci u¿ytego surowca i miejsc jego wydobycia, wytopu, obróbki, a tak¿e ceny w srebrze (gdyby ewentualnoœæ takich transakcji istnia³a). Z niezachwian¹ elegancj¹ i taktem, w³aœciwym ca³ej ksi¹¿ce,
Autor rozwa¿a nawet hipotezê Jaros³awa Pošváøa, ¿e grzywny siekieropodobne by³y pieni¹dzem emitowanym na wzór bizantyjski przez instytucje w³adzy
publicznej – pañstwo lub Koœció³ (s. 276–277). Trudno tu jednak oprzeæ siê refleksji, jak nierówno podzielone zosta³o zaanga¿owanie badawcze miêdzy oba
materialne konkrety – dostêpne tylko dziêki archeologii grzywny ¿elazne i futra
mo¿liwe równie¿ do detalicznego rozpatrzenia, tyle ¿e poprzez Ÿród³a pisane,
jak o tym ju¿ wspomnia³em. Nawiasem mówi¹c, stwierdzony przez archeologów rosyjskich brak znalezisk monet od pocz¹tku XII w. nie oznacza ca³kowitej
bezradnoœci tej dyscypliny w naszej problematyce – np. w badaniach pogorzeliska
targu w Nowogrodzie, przeprowadzonych w 1946 r., nie odkryto wprawdzie
monet, ale by³y tam resztki wi¹zek (po 40 sztuk) futerek wiewiórczych1. Tak¿e
na Mazowszu, w eksplorowanych archeologicznie przez Wojciecha Szymañskiego
Szeligach odkryto resztki skórek wiewiórczych.
Równie wnikliwie jak kwestiê p³acide³ ¿elaznych, przedstawi³ autor problematykê p³acide³ p³óciennych, których rozwa¿anie opiera siê na dwu relacjach:
Ibrahima ibn Jakuba o widzianych przezeñ w Pradze rzadko tkanych p³atkach
p³óciennych, które „do niczego nie s³u¿¹” (poza obs³ug¹ wymiany – dodajmy),
oraz Helmolda, który dwa wieki póŸniej stwierdzi³ na Rugii u¿ywanie p³ótna
jako p³acid³a. Tu Autor nie zadowoli³ siê przekazem pisanym, ale inaczej ni¿
wobec ruskich p³acide³ przywo³a³ techniczne analizy wczesnoœredniowiecznych
p³ócien z Gdañska, które wykazuj¹ du¿¹ ró¿norodnoœæ gêstoœci splotu, w tym
fragmenty bardzo rzadko tkane. Ma to s³u¿yæ zakwestionowaniu „nieu¿ytecznoœci” p³acide³ praskich, gdy¿ to, co Ibrahim uzna³, choæby w dobrej wierze, za
nienadaj¹ce siê do odzie¿y, mog³o nie byæ takim w oczach tubylców.
Celnie i zapewne ostatecznie Adamczyk wyjaœni³ sporn¹ kwestiê ekwiwalentu w srebrze 10 p³atków praskich, które maj¹ kosztowaæ, wed³ug Ibrahima,
1 kirat – dot¹d sporn¹ co do wartoœci jednostkê kruszcow¹. Przywo³a³ mianowicie t³umaczony przez Lewickiego fragment dzie³a al-Muqadasi z drugiej
1
„Novgorodskij Sbornik” IX, 1949, s. 96.
278
Recenzje
[10]
po³owy X w., stwierdzaj¹cy, ¿e na obszarach Maghrebu jest to po³ówka ówczesnego dirhema, a wiêc odpowiednik np. bawarskiego denara.
Co do Rugii, Autor koryguje pogl¹d Kiersnowskiego, ¿e p³aty tamtejsze mog³y
siê staæ pieni¹dzem dopiero w okresie, gdy usta³ dop³yw monet, stwierdzonych
tam wczeœniej. Uwa¿a, ¿e owe p³ótna by³y p³acid³em tak¿e w okresie „monetarnym”, tyle ¿e za czasów Helmolda nast¹pi³o zawê¿enie obiegu monet na rzecz
p³acide³ lnianych (s. 311). W sumie jednak, zdaniem Adamczyka, opisywane
przez Ibn Jakuba i Helmolda p³acid³a nie daj¹ podstawy do przypisywania im
wartoœci umownej, gdy¿ mo¿na je by³o wykorzystaæ w odzie¿y (s. 315). Tu zamyka siê ko³o niewiary Autora w mo¿liwoœæ funkcjonowania pieni¹dza symbolicznego. Z wi¹zania tych p³acide³ z handlem dalekosiê¿nym musia³ Autor zrezygnowaæ, ale przy tym s³usznie ograniczy³ ich funkcjonowanie do w¹skiego
obszaru miejskiej aglomeracji w przypadku Pragi i relatywnie równie¿ wyizolowanej ma³ej spo³ecznoœci wyspy Rugii.
Pracê nale¿y powitaæ jako miarodajn¹, mimo zastrze¿eñ, szerok¹ panoramê
zapoznawanego niekiedy zjawiska pod has³em „p³acid³o”, w istocie wiêc wa¿ny
wk³ad w historiê gospodarcz¹ naszego k¹ta Europy. Bêdzie ona dla historyków
(w tym numizmatyków i archeologów), zw³aszcza czeskich, s³owackich i polskich, na d³ugo punktem odniesienia. Co do „metalistów”, bojê siê wró¿yæ.
Janusz Sztety³³o
S ³ a w o m i r W i t k o w s k i, W³asnoœæ ziemska w kasztelanii bytomskiej
w œredniowieczu, Muzeum Œl¹skie, Katowice 2004, s. 116
Studia nad w³asnoœci¹ ziemsk¹ nale¿¹ na pewno do wa¿nych obszarów mediewistyki. Doceniæ je trzeba zw³aszcza w odniesieniu do Górnego Œl¹ska, mocno wci¹¿ zaniedbanego w naszej nauce, a szczególnie cierpi¹cego na brak badañ nad œrodowiskami elitarnymi. Temat, który podj¹³ S³awomir Witkowski,
jest co prawda bardzo w¹ski, chodzi bowiem o maleñkie terytorium, na którym
Autor ustali³ zaledwie 48 osad. Nigdzie w swojej pracy nie sprecyzowa³ jednak
dok³adniej zasiêgu analizowanego mikroregionu, a wytyczenie przezeñ dok³adnych, linearnych i trwa³ych granic kasztelanii budziæ mo¿e w¹tpliwoœci, tym
bardziej ¿e s¹ one przedmiotem polemik miêdzy Idzim Panicem a Jerzym K.
Horwatem, do których siê nie ustosunkowa³. Studium nad tak ma³ym obszarem z góry skazywa³o na niemo¿noœæ uchwycenia szerszych procesów, dawa³o
jednak dobr¹ okazjê do bardzo drobiagowego odtworzenia dynamiki procesów
kszta³towania siê w³asnoœci. Punkt ciê¿koœci tego rodzaju badañ spocz¹æ winien na niezwykle starannym potraktowaniu ka¿dego szczegó³u.
Praca sk³ada siê trzech rozdzia³ów, odpowiadaj¹cych poszczególnym rodzajom w³asnoœci. Rozdzia³ I dotyczy w³asnoœci ksi¹¿êcej i rycerskiej, których ³¹czenie wydaje siê zreszt¹ nieuzasadnione. Otwieraj¹ go niewiele wnosz¹ce do
ca³oœci problematyki rozwa¿ania o wielkoœci wsi. Prezentacja w³asnoœci ksi¹¿êcej
[11]
Recenzje
279
polega na zestawieniu kolejnych nadañ w³adców Bytomia na rzecz Koœcio³a
i œwieckich (bo poœwiadczaj¹ one, ¿e dane dobra wczeœniej by³y ksi¹¿êce), zaopatrzone w tabelaryczne podsumowanie. Wniosek jest taki, ¿e 28 spoœród 48 wsi
kasztelanii bytomskiej nale¿a³o w którymœ momencie do ksi¹¿¹t. Poniewa¿ jednak zabrak³o w tej analizie jakiegokolwiek rozwarstwienia chronologicznego,
nic z takowego stwierdzenia nie wynika. Podobnie jest z w³asnoœci¹ rycersk¹.
Osobno potraktowano w³asnoœæ wielk¹ (ponad 3 wsie), œredni¹ (1–3 wsie) i drobn¹ (pojedyncze wsie). Znów otrzymujemy wyliczenia wzmianek Ÿród³owych i zestawienia w tabelach. I znów nic z tego nie wynika: tabele zestawiaj¹ bowiem
poszczególne osoby (niektóre zreszt¹, nie wiedzieæ czemu, dwukrotnie – jak np.
nr 11 i 21 oraz 19 i 22 w tabeli na s. 36–37), a nie wsie i dlatego nijak nie s¹
w stanie podsumowaæ stanu poszczególnych typów w³asnoœci, nie mówi¹c ju¿
o dynamice ich przemian. Z przedstawionego materia³u nie sposób wyliczyæ, ile
wsi w danym momencie nale¿a³o do odpowiednich kategorii w³asnoœci. Nie do
koñca przemyœlane s¹ zreszt¹ same zasady wyodrêbniania tych kategorii, poniewa¿ Autor uwzglêdni³ tylko dobra w kasztelanii bytomskiej. Jakub z Dêbna,
jeden z najwiêkszych panów Królestwa, zdo³a³ wejœæ do grupy wielkich w³aœcicieli „rzutem na taœmê” jako posiadacz trzech wsi pod Bytomiem, ale ju¿ dobra
jego ¿ony trafi³y do w³asnoœci drobnej (s. 43). Tam¿e zosta³ te¿ umieszczony
(s. 41) wojewoda lubelski Jan Feliks – tylko z zacytowania pracy W³odzimierza
Dworzaczka mo¿na siê domyœliæ, ¿e to Tarnowski. Do drobnych posiadaczy zaliczono wreszcie (s. 35) Leonarda i W³odzimierza – wielkich komesów z XII w.,
posiadaj¹cych jednak pod Bytomiem tylko pojedyncze wioski. Niewiele przynosi te¿ przegl¹d poszczególnych rodzin rycerskich. Nie wymienia bowiem nawet
wszystkich znanych przedstawicieli, ale tylko „ciekawe postacie” (tak na s. 47)
wed³ug bli¿ej nieznanego klucza.
Rozdzia³ II poœwiêcony jest w³asnoœci koœcielnej. Zdumiewa tu sta³e rozró¿nianie w³asnoœci parafialnej od plebañskiej, choæ oczywiste jest przecie¿, ¿e
uposa¿enie parafii by³o zarazem uposa¿eniem plebana, który móg³ co najwy¿ej
wydzielaæ z niego czêœæ na utrzymanie wikariusza czy rektora szko³y. Zasadnicze zastrze¿enia budzi te¿ stworzona przez Autora (s. 57) metoda wyliczania
rozmiarów uposa¿enia ziemskiego koœcio³a na podstawie danych o jego dochodach. W ten sposób w³asnoœæ ziemska przypisana zosta³a (w skromnych choæby
rozmiarach) wszystkim koœcio³om parafialnym – co jest oczywistym przek³amaniem. W ka¿dym razie dok³adne opisanie uposa¿enia wszystkich podbytomskich parafii wydaje siê najciekawszym plonem ca³ej pracy. Przy omawianiu
w³asnoœci klasztornej pominiêto niesfinalizowan¹ co prawda fundacjê kartuzji
na krakowskich Bielanach, dla której D³ugosz kupi³ Radzionków (co odnotowano jednak przy w³asnoœci rycerskiej, s. 41, przyp. 208).
Osobny rozdzia³ III poœwiêcony jest w³asnoœci miejskiej, odgrywaj¹cej najmniejsz¹ rolê.
S³aboœæ pracy polega nie tylko na przyjêtych za³o¿eniach i zastosowanych
rozwi¹zaniach metodycznych. Chodzi przede wszystkim o podstawy warsztatowe. Wykorzystanie Ÿróde³ jest z pozoru – jeœli spojrzeæ na wykaz wyzyskanych archiwaliów na s. 102–103 – imponuj¹ce. Przy bli¿szym ogl¹dzie
280
Recenzje
[12]
odkrywamy jednak, ¿e Autor nie potrafi³ zapanowaæ nad gromadzonym pracowicie materia³em. W bibliografii zdarzaj¹ siê cudaczne powtórzenia (osobno
wymienia siê tam Codex diplomaticus Poloniae i Kodeks dyplomatyczny Polski, osobno Codex diplomaticus Poloniae Maioris i Kodeks dyplomatyczny Wielkopolski). Nagminne jest cytowanie archiwaliów tam, gdzie odpowiednie dokumenty wydane s¹ drukiem. Zdarza siê zreszt¹ Autorowi przytaczaæ jakieœ
dziwaczne sygnatury archiwalne, np. na s. 85 w przyp. 267–268: „APW, Klasztor cystersów w Henrykowie, Rep. 84, nr mikrofilmu 746801”, choæ po wskazaniu numeru repertorium trzeba podaæ numer dokumentu w jego ramach;
notabene chodzi tu znów o dokument wydany niedawno drukiem1. S. Witkowski zdaje siê nie zdawaæ sobie sprawy, ¿e wszystkie dokumenty œl¹skie z XIII w.
zebrane s¹ w Schlesisches Urkundenbuch i cytuje je bardzo czêsto wed³ug starych Regestów Grünhagena.
Pozostaje wreszcie rzecz najgroŸniejsza: liczne i powa¿ne b³êdy w rozumieniu i interpretacji Ÿróde³. I tak, na s. 18 wœród wsi, które z absolutn¹ pewnoœci¹
nale¿eæ mia³y do ksiêcia ok. 1350 r., wymienia siê te¿ takie, o których pierwsze
wzmianki pochodz¹ dopiero z po³owy XV w. (Karb i Œwierklaniec). Na s. 21–22
wsie wspomniane w albumie miechowskim zaliczone zosta³y do nadañ ksi¹¿êcych, choæ tekst wyraŸnie podaje je jako darowizny mo¿now³adcze – i tak zreszt¹ traktuje je potem sam Autor na s. 35 i 79. Dokument z 1307 r. w sprawie
Milejowic i Orzecha streszczany jest w pracy kilka razy (s. 23–25), za ka¿dym
razem inaczej, a zawsze b³êdnie. Na s. 26 mowa jest o kopalni rud ¿elaza i „Eisenberg”, z zaznaczeniem, ¿e nie wiadomo, „co kryje siê pod t¹ nazw¹”, a przecie¿
to w³aœnie owa kopalnia (tekst Ÿród³owy zna tu tylko jeden obiekt). Na s. 32
jako przyk³ad wielkiej w³asnoœci rycerskiej przytoczone s¹ dane dokumentu
z 1363 r., który mówi jednak wyraŸnie o dobrach wójtów bytomskich (nie ma
zaœ o nich z kolei wzmianki w rozdziale o w³asnoœci mieszczañskiej). Na s. 31-32 mowa jest o nadaniu wsi Brzezowice i Orzech, choæ cytowany dokument
wymienia wsie Adamowice, Brzezowice i las Osseg (a wiêc chyba Osiek).
Zasadnicze znaczenie ma te¿ oczywiœcie sprawa identyfikacji miejscowoœci
i osób. I tu Autor okazuje czêsto przera¿aj¹c¹ bezradnoœæ. Na s. 35–36 za dziedziców wsi Kamieñ pod Bytomiem uznani zostali Widgo i Bernard, choæ to doskonale znani Wittego i Bernard z Kamenz na £u¿ycach. Do Biskupic bytomskich odniesione zosta³y przekazy o Jakubie z Dêbna, chocia¿ chodzi tu na pewno
o Biskupice ko³o Czchowa w Krakowskiem (a wystarczy³o zajrzeæ do odpowiedniego has³a w S³owniku historyczno-geograficznym województwa krakowskiego).
Wielokrotnie powtarza siê identyfikacjê wsi Coccha z albumu miechowskiego
(u¿ywana stale przez Autora forma Coccham to ³aciñski accusativus) z Chorzowem, nie wiedz¹c, ¿e kwestiê lokalizacji tej nazwy pod Miechowem wyjaœni³ ju¿
1 D. K a r c z e w s k i, Nieznany dokument ksiê¿nej krakowskiej Grzymis³awy z roku
1228, [w:] Venerabiles, nobiles et honesti. Studia z dziejów spo³eczeñstwa Polski
œredniowiecznej. Prace ofiarowane profesorowi Januszowi Bieniakowi w siedemdziesi¹t¹
rocznicê urodzin i czterdziestopiêciolecie pracy naukowej, red. A. Radzimiñski, A. Supruniuk, J. Wroniszewski, Toruñ 1997, s. 98.
[13]
Recenzje
281
w sposób chyba niepodwa¿alny Andrzej Wêdzki2. Wa¿na rodzina Rudzkich wywodzona jest raz (s. 27 n.) z Rudy podbytomskiej, innym razem (s. 51) z Rudz
(to chyba literowy b³¹d zamiast: Rudy) ko³o Wielunia. Ta druga identyfikacja,
ustalona „dziêki badaniom Idziego Panica”, jest w oczywisty sposób b³êdna. By
zaœ przy Rudach pozostaæ: do rycerskich posiadaczy zaliczony zosta³ tak¿e tajemniczy Propst von Ruda (czy¿by jakiœ Niemiec?) – oczywiœcie chodzi tu o prepozyta kolegiaty w Rudzie, tym razem na pewno tej wieluñskiej.
Na osobn¹ wzmiankê zas³uguje strona jêzykowa ksi¹¿ki. Jêzyk Autora jest
niestaranny, sporo w nim b³êdów stylistycznych i gramatycznych (np. s. 29:
„potwierdzi³ zastaw na dokumencie”). Do tego dochodzi nieuwa¿na korekta,
przez któr¹ przesz³y liczne literówki i najzwyklejsze b³êdy ortograficzne (do
nich nale¿y kompletne lekcewa¿enie zasad pisowni wielkich i ma³ych liter w tytu³ach cytowanych dzie³).
Wymienione b³êdy to tylko egzemplifikacja zjawisk wystêpuj¹cych nagminnie w ca³ej ksi¹¿ce. Kolejne przyk³ady mo¿na znajdowaæ, otwieraj¹c j¹ na chybi³ trafi³. Zw³aszcza wiêc ze wzglêdu na masê b³êdów szczegó³owych – obok
podniesionych te¿ braków koncepcyjnych – praca wydaje siê przedsiêwziêciem
zupe³nie chybionym. Smutne to, bo nie chodzi tu wcale o nieudolny produkt
amatora, ale o naukow¹ dysertacjê, powo³uj¹c¹ siê (s. 12) na profesorskie autorytety „patrona” (Idzi Panic) oraz recenzentów (Antoni Barciak i Jan Drabina). Wszyscy oni okazali Autorowi zbyt wiele tolerancji.
Tomasz Jurek
W a l d e m a r P. K ö n i g h a u s, Die Zisterzienserabtei Leubus in Schlesien
von ihrer Gründung bis zum Ende des 15. Jahrhunderts (Deutsches Historisches Institut Warschau. Quellen und Studien, Bd. XV), Wiesbaden 2004, s. 534
Dotychczas przedmiotem systematycznych i kompleksowych badañ nad histori¹ cystersów na Œl¹sku by³y jedynie pomniejsze fundacje (Henryków i Rudy)
i one te¿ doczeka³y siê naukowych monografii. Natomiast bogate archiwum
klasztoru w Lubi¹¿u budzi³o, jak siê wydaje, respekt i skutecznie dotychczas
odstrasza³o badaczy przed podjêciem studiów Ÿród³owych nad pe³nym jego zasobem. Poœmiertne zaœ wydanie doskona³ej dysertacji Konstantego K. Ja¿d¿ewskiego poœwiêconej w g³ównej mierze dzia³alnoœci kulturotwórczej tamtejszych
mnichów na polu piœmiennictwa i kolekcjonerstwa rêkopisów, z równoczesnym
opracowaniem zachowanego zasobu biblioteki klasztornej (ale na tle szeroko
zarysowanych dziejów opactwa), zdawa³o siê zwalniaæ historyków na wiele lat
2 Ten¿e, Glosy do S³ownika historyczno-geograficznego województwa krakowskiego
w œredniowieczu, [w:] Homines et societas. Czasy Piastów i Jagiellonów. Studia historyczne ofiarowane Antoniemu G¹siorowskiemu w szeœædziesi¹t¹ pi¹t¹ rocznicê urodzin,
red. T. Jasiñski, T. Jurek, J.M. Piskorski, Poznañ 1997, s. 75–85.
282
Recenzje
[14]
od przygotowania kolejnej monografii opactwa nad Odr¹1. Nie wolno tak¿e pomin¹æ faktu, ¿e klasztor lubi¹ski w ostatnim dziesiêcioleciu pozostawa³ nadal
obiektem szerokiego zainteresowania naukowego w tak ró¿nych dziedzinach
jego aktywnoœci, jak funkcjonowanie skryptorium i kancelarii klasztornej, architektura wzniesionych tutaj obiektów, sprawowanie kultu liturgicznego przez
cystersów œl¹skich, a ostatnio dzia³alnoœæ warsztatu iluminatorskiego. Tym
wy¿ej zatem nale¿y oceniæ odwagê i trud Waldemara Könighausa, który zdecydowa³ siê powróciæ do problemu i opracowa³ œredniowieczne dzieje opactwa w wymiarze gospodarczym, spo³ecznym, a te¿ ustrojowym, zapewne jako swoiste
pendant do wczeœniejszej pracy K.K. Ja¿d¿ewskiego.
Recenzowana ksi¹¿ka jednoznacznie wpisuje siê w nurt nowoczesnych studiów prowadzonych obecnie ze znacznym powodzeniem nad zakonem cysterskim, w tym szczególnie rozleg³ych i intensywnych w tych krajach, w których
ze wzglêdów politycznych i ideologicznych zainteresowanie dziejami Koœcio³a
i religii by³o dot¹d niewielkie. W odniesieniu do wschodnich Niemiec tylko
w ostatnich latach opracowañ monograficznych doczeka³y siê domy w Lehnin,
Doberan, Neuzelle, Neuenkamp i Hiddensee, klasztor ¿eñski w Halberstadt
wraz z filiami, a te¿ sumarycznie placówki Nowej Marchii. Z punktu widzenia
zainteresowañ Autora istotne znaczenie powinna mieæ opublikowana, niestety
jedynie z niewielkim wyprzedzeniem, rozprawa Holgera Kunde, poœwiêcona
najstarszym dziejom macierzystego dla Lubi¹¿a klasztoru w Pforcie2 oraz obszerny tom studiów dotycz¹cych z kolei siostrzanego Altzelle3.
Autor rozpocz¹³ od przedstawienia w zarysie historii klasztoru lubi¹skiego
do schy³ku XV w. (s. 15–90), zderzaj¹c siê przy tym z problemami, które ju¿ bez
ma³a dwieœcie lat s¹ przedmiotem niekoñcz¹cych siê dyskusji naukowych. Zagadnieniem budz¹cym od dawna znaczne zainteresowanie historyków, ale i kontrowersje, jest problem przedcysterskich pocz¹tków Lubi¹¿a. Zachowana w stanie szcz¹tkowym podstawa Ÿród³owa do najstarszych dziejów klasztoru oraz
póŸna i ba³amutna tradycja domowa pozwoli³y jedynie na zebranie znanych ju¿
w historiografii przes³anek przemawiaj¹cych za istnieniem przed 1163 r. nad
Odr¹ opactwa benedyktyñskiego. Równoczeœnie Autor kieruj¹c siê zasad¹ obiektywizmu naukowego podkreœli³, ¿e wœród zgromadzonych przez niego, jak sam
okreœli³, argumentów nadal brakuje „ostatecznego i niezbitego dowodu”, a „te¿
wykopaliska archeologiczne nie przynios³y dot¹d ¿adnych œladów przedcysterskich” (s. 23). Pomimo niezwykle kruchej podstawy z olbrzymim przekonaniem
usi³uje obroniæ star¹ hipotezê, jakoby oko³o po³owy XI w. w tym miejscu Kazimierz Odnowiciel osadzi³ czarnych mnichów, którzy podobnie jak w innych diecezjach mieliby wspomagaæ organizacjê koœcieln¹, os³abion¹ po zniszczeniach
1
K.K. J a ¿ d ¿ e w s k i, Lubi¹¿. Losy i kultura umys³owa œl¹skiego opactwa cystersów
(1163–1642), Wroc³aw 1992.
2 H. K u n d e, Das Zisterzienserkloster Pforte. Die Urkundenfälschungen und die
frühe Geschichte bis 1236, Köln–Weimar–Wien 2003.
3 Altzelle. Zisterzienserabtei in Mitteldeutschland und Hauskloster der Wettiner, red.
Martina Schattkowsky, André Thieme, Leipzig 2002.
[15]
Recenzje
283
spowodowanych reakcj¹ pogañsk¹. Autor by³ tak bardzo przywi¹zany do powy¿szej hipotezy, ¿e relacjonuj¹c przebieg dyskusji nad t¹ kwesti¹, do grona
zwolenników dopisa³ równie¿ K.K. Ja¿d¿ewskiego (s.17). Tymczasem uczony
polski pogl¹du o istnieniu ju¿ w XI w. klasztoru benedyktyñskiego nie tylko nie
podziela³, lecz wrêcz przeciwnie – w swojej ksi¹¿ce zaproponowa³, a¿eby wiadomoœæ tê „w³o¿yæ miêdzy bajki”4.
Nie uciek³ równie¿ Autor od tematu, który ju¿ w XIX w. wywo³ywa³ gor¹c¹
dyskusjê, g³ównie pomiêdzy historykami niemieckimi i polskimi, przyjmuj¹c
momentami wrêcz wymiar sporu narodowego o pod³o¿u politycznym i ideologicznym. WyobraŸniê czêœci badaczy pobudzi³ Versus Lubenses anonimowego
autora z drugiej po³owy XIV stulecia. Wyeksponowany w utworze obraz dramatycznie trudnych pocz¹tków klasztoru nad Odr¹, nazwany przez Siegfrieda
Epperleina dosadnie „mitem fundacyjnym”, pos³u¿y³ do zbudowania teorii o zaanga¿owaniu siê domów cysterskich z terenu cesarstwa w dzie³o cywilizowania
Europy Wschodniej, czyli s³owiañskiej. Könighaus, usi³uj¹c rozdzieliæ racje pomiêdzy obie strony zadawnionego sporu (s. 27 n.), da³ siê wci¹gn¹æ w aksjologiczn¹ pu³apkê, polegaj¹c¹ na przypisywaniu wspólnocie cysterskiej we wczeœniejszej fazie jej istnienia fa³szywych wartoœci zaczerpniêtych ze œwiata
wyobra¿eñ ukszta³towanego przez póŸniejsz¹ historiografiê klasztorn¹. Pierwsze pokolenia cystersów inspiracjê do zasiedlania pustek i od³ogów czerpa³y przecie¿ nie ze œwiadomoœci pos³annictwa cywilizacyjnego, lecz z doktryny ¿ycia
wewnêtrznego, traktuj¹cej pracê r¹k w³asnych jako jedno z szeœciu æwiczeñ
duchowych oczyszczaj¹cych mnicha. Trzeci opat Citeaux, œw. Stefan Harding
w Exordium Cistercii wyraŸnie wspomnia³, ¿e bracia opuœcili Molesme i utworzyli „Nowy Klasztor”, gdy¿ bliska im by³a tylko z pozoru paradoksalnie brzmi¹ca
idea „p³odnego ubóstwa” (paupertas fecunda), rozwiniêta nastêpnie w Charta
caritatis i pismach œw. Bernarda. Szarzy mnisi poszukiwali zatem miejsc pe³nego odosobnienia, gdzie w³asnymi si³ami wznosiliby samowystarczalne gospodarczo klasztory, równie¿ na ziemiach, które od wieków znajdowa³y siê w polu
oddzia³ywania kultury ³aciñskiej, i tym samym tworzyli przestrzeñ do uprawiania æwiczeñ ascetycznych polegaj¹cych na ciê¿kiej i wyczerpuj¹cej pracy. Los
wspólnoty z Maulbronn, która oko³o 1138 r. przyby³a w dolinê rzeki Enz, stosunkowo gêsto zaludnion¹ w wyniku osadnictwa frankoñskiego, a ostatecznie
objê³a w posiadanie dawno puszczon¹ osadê w g³êbi kompleksu leœnego na zboczu masywu Strombergu, by³ zapewne nie mniej godzien po¿a³owania i równie
niepewny, ani¿eli tej, która 25 lat póŸniej pod¹¿y³a nad Odrê5.
Odnosz¹c siê ju¿ konkretnie do nieprzyjaznych warunków bytowych, z jakimi mnisi portyjscy po przybyciu na Œl¹sk i objêciu w posiadanie Lubi¹¿a jakoby
siê zderzyli, nale¿y stwierdziæ, ¿e nie trafili w zupe³nie im obce œrodowisko.
4
K.K. J a ¿ d ¿ e w s k i, dz. cyt., s. 113.
P. R ü c k e r t, Die Bedeutung Maulbronns für die Siedlungsgenese zwischen Stromberg und Schwarzwald im Mittelalter, [w:] Maulbronn. Zur 850jährigen Geschichte des
Zisterzienserklosters, Stuttgart 1997 (Forschungen und Berichte der Bau- und Kunstdenkmalpflege in Baden-Württemberg, Bd. VII), s. 15–29.
5
284
Recenzje
[16]
Klasztor za³o¿ony w 1132 r. w Schmölln, równie¿ po rych³ym przeniesieniu do
Pforty funkcjonowa³ przecie¿ na terenach zasiedlonych g³ównie przez S³owian.
Dlatego miejscowa wspólnota, zanim wys³a³a konwenty za³o¿ycielskie dalej na
wschód, miêdzy innymi nad Odrê, mia³a okazjê poznaæ nie tylko jêzyk i zwyczaje ludnoœci autochtonicznej, ale tak¿e stosunki osadnicze, poziom gospodarki i system prawny obowi¹zuj¹cy w obrêbie miejscowej spo³ecznoœci. Nabycie
w domu macierzystym doœwiadczeñ w zakresie organizowania ¿ycia zakonnego
na ziemi S³owian, a te¿ umiejêtnoœci koegzystencji ze s³owiañskimi s¹siadami,
przygotowa³y cystersów znad So³awy zapewne lepiej do podjêcia dzia³alnoœci
w nowym miejscu osiedlenia, ani¿eli konwenty, które na ziemie polskie przybywa³y bezpoœrednio z odleg³ej Burgundii lub Lotaryngii i z którymi dzieli³ je
faktycznie dystans cywilizacyjny od obcego etnicznie i kulturowo otoczenia.
Pragmatyzm braci wywodz¹cych siê z rodziny portyjskiej i ich zdolnoœæ w XIII w.
do akulturacji œwietnie ukaza³ z perspektywy Henrykowa opat Piotr w swojej
kroniczce klasztornej. Natomiast w XIV w., w zupe³nie ju¿ odmiennej sytuacji
spo³ecznej, narodziæ siê mog³a w Lubi¹¿u legenda o heroicznych pocz¹tkach
klasztoru, której natchnieniem, wobec narastaj¹cego kryzysu wewn¹trzzakonnego, by³o poszukiwanie przez miejscow¹ wspólnotê Ÿróde³ samoidentyfikacji.
Wprawdzie Autor gruntownie przebada³ spuœciznê Ÿród³ow¹ klasztoru lubi¹skiego, jednak¿e zabrak³o mu odwagi, a¿eby wyjœæ poza œl¹skie op³otki. Tymczasem udzia³ tutejszych cystersów w programie przebudowy gospodarczej i modernizacji Œl¹ska zainicjowanej przez Boles³awa I, a rozwiniêtej przez jego
nastêpców, nale¿a³oby uznaæ za jedno z g³ównych zagadnieñ tej pracy. Wydaje
siê to oczywiste, gdy¿ kierunki poszukiwañ w tym obszarze wytyczy³ ju¿ przed
trzydziestu laty Benedykt Zientara w dziele nale¿¹cym dzisiaj do klasyki historiografii polskiej. Uczony analizuj¹c „wielki plan” ksiêcia Henryka, wskaza³ na
wykorzystanie doœwiadczeñ arcybiskupa magdeburskiego Wichmana i przetransponowanie z Saksonii na grunt œl¹ski gotowych ju¿ wzorów organizacyjnych
i systemu prawnego6. Jak wiadomo, hierarcha, spokrewniony z Wettynami, na
stolicy arcybiskupiej zasiad³ w 1152/1154 r., przeniesiony decyzj¹ Fryderyka I
z Naumburga. Zatem na po³udniowo-wschodnim krañcu cesarstwa zdobywa³
pierwsze doœwiadczenia w zakresie przygotowania i prowadzenia na wielk¹ skalê
akcji osadniczej na ziemiach s³owiañskich. Tam te¿ zapewne nauczy³ siê korzystaæ z organizacyjnego wsparcia cystersów z klasztoru w Pforcie, jako placówki
w tym w³aœnie celu powo³anej przez poprzednika. Gdy ju¿ z nowej stolicy podj¹³ na szerok¹ skalê akcjê kolonizacyjn¹ w œwie¿o zdobytym i wcielonym do
w³adztwa arcybiskupiego kraju nad rzek¹ Nut¹ (Nuthe), czêœci¹ tego programu
by³a fundacja cysterskiego klasztoru Zinna w pobli¿u Jutrobogu (Jüterbog).
Znamienne, ¿e hierarcha zainteresowany sprowadzeniem ch³opów flamandzkich, nowo za³o¿ony klasztor odda³ mnichom z opactwa Altenberg ko³o Kolonii, które ze wzglêdu na po³o¿enie w pobli¿u szlaku wiod¹cego w³aœnie z Flandrii do Europy Wschodniej, mog³o siê w³¹czyæ siê do akcji osadniczej i wesprzeæ
aktywnie dzia³ania swojego dobrodzieja.
6
B. Z i e n t a r a, Henryk Brodaty i jego czasy, Warszawa 1975, passim.
Recenzje
[17]
285
Znaczenie sieci wzajemnych powi¹zañ pomiêdzy domami cysterskimi, które
ze wzglêdu na posiadanie wyspecjalizowanych kadr i wypróbowanych metod
by³y w stanie w imieniu panów terytorialnych zorganizowaæ i sprawnie przeprowadziæ akcjê osadnicz¹, silnie uwypukli³ w monografii Pforty Holger Kunde7. Wydaje siê zatem, ¿e w³aœnie ten w¹tek w miarê mo¿liwoœci poznawczych,
jakie stwarza zachowana podstawa Ÿród³owa, powinien rozwin¹æ te¿ Waldemar
Könighaus i wyeksponowaæ udzia³ mnichów z Lubi¹¿a w miêdzynarodowej
kooperacji klasztorów.
Autor po przedstawieniu zarysu dziejów klasztoru w wiekach œrednich,
wszed³ nastêpnie w utarte ju¿ koleiny historiografii klasztornej i zgodnie z przyjêt¹ w tego typu monografiach konstrukcj¹ w czterech dalszych rozdzia³ach
przedstawi³ kilka wybranych problemów. W pierwszej kolejnoœci skupi³ siê na
ustroju i organizacji wewnêtrznej wspólnoty lubi¹skiej (s. 91–144). Ze wzglêdu
na ujednolicony model organizacyjny, powszechnie obowi¹zuj¹cy w ca³ym zakonie, a tak¿e wobec milczenia Ÿróde³, wydobycie wszelkich odrêbnoœci i specyfiki lokalnej, którymi wyró¿nia³a siê wspólnota lubi¹ska, stanowi³o niew¹tpliwie trudny problem badawczy. By³o oczywiste, i¿ poza zarysowaniem pozycji
opata lubi¹skiego i to g³ównie w zakresie reprezentowania opactwa na zewn¹trz,
nie uda siê czegokolwiek odkrywczego dopowiedzieæ na temat pozosta³ych funkcjonariuszy klasztornych. Natomiast przy charakterystyce konwentu lubi¹skiego
musi budziæ sprzeciw, mimo poczynionych przez Autora zastrze¿eñ, w³¹czenie
w jego sk³ad równie¿ familiares i prebendariuszy. Konwent, jako podstawow¹
jednostkê organizacyjn¹ w ramach struktur zakonnych, nale¿y rozpatrywaæ
w kategoriach prawnoustrojowych i w nim znajdowa³o siê miejsce wy³¹cznie
dla mnichów i konwersów. Natomiast rodzajem misji ka¿dego konwentu po objêciu placówki, obok wzniesienia klasztoru, by³a religijna emanacja na œrodowisko
spo³eczne i rozwój ¿ycia duchowego w nowym miejscu pobytu. W konsekwencji
klasztor w zale¿noœci od si³y oddzia³ywania na otoczenie kszta³towa³ wiêksz¹
lub mniejsza wspólnotê, w której dobrach duchowych partycypowali, poza mnichami i konwersami, fundatorzy i dobrodzieje klasztoru, rodziny cz³onków konwentu oraz ró¿ne grupy familiares. Taki te¿ obraz wspólnoty klasztornej wy³aniaj¹cy
siê z komemoracji zbiorowych w martyrologiach i kalendarzach klasztornych,
a tak¿e z imiennych zapisek obituarnych w nekrologach usi³owa³em od bez ma³a
dwudziestu lat upowszechniæ w publikowanych przez siebie artyku³ach.
Autor nastêpnie zwróci³ siê ku ekonomicznym podstawom funkcjonowania
opactwa nad Odr¹ (s. 145–206). W przypadku gospodarstwa wiejskiego Autor
skoncentrowa³ siê na zagadnieniach zwi¹zanych z budow¹ i rozbudow¹ terytorialn¹ w³oœci, zakresem i organizacj¹ produkcji rolnej, dzia³alnoœci¹ osadnicz¹.
WyraŸnie natomiast zabrak³o w monografii, rozwijanych we wspó³czesnej nauce z du¿ym powodzeniem, badañ nad krajobrazem kulturowym terytorium
lubi¹skiego, ukszta³towanym przecie¿ w wyniku intensywnej dzia³alnoœci klasztoru, w formie specyficznej dla cystersów. Sporo uwagi Autor poœwiêci³ te¿ aktywnoœci wspólnoty lubi¹skiej w œrodowisku miejskim. Cystersi wybudowali
7
H. K u n d e, dz. cyt., s. 248.
286
Recenzje
[18]
dwory w dwu miastach sto³ecznych Œl¹ska, we Wroc³awiu i w Legnicy, a ponadto
nabyli tutaj, jak i w kilku pomniejszych miejscowoœciach, w Z³otoryi, Jaworze,
Wo³owie, Œcinawie, Wiñsku, W¹soszu, Œrodzie Œl¹skiej, podwroc³awskiej Leœnicy
i Chojnowie ró¿nego rodzaju nieruchomoœci oraz czynsze. Swoje zainteresowanie
ograniczyli przy tym wy³¹cznie do miast i miasteczek œl¹skich po³o¿onych w pobli¿u posiad³oœci ziemskich klasztoru. W dalszych rozdzia³ach Autor skupi³ siê
na innych formach dochodów, przedstawiaj¹c zakres posiadanego patronatu nad
koœcio³ami oraz udzia³ w dziesiêcinach. Wreszcie ukaza³ zainteresowanie cystersów dzia³alnoœci¹ handlow¹, w tym zarówno ich udzia³ w dalekosiê¿nej wymianie towarowej, jak i zaanga¿owanie przy organizacji rynków lokalnych.
Niew¹tpliwie za rodzaj swoistego nadu¿ycia nale¿y uznaæ próbê zarysowania pogl¹dów, jakoby reprezentatywnych dla historiografii polskiej, a dotycz¹cych zaanga¿owania siê cystersów w akcjê kolonizacyjn¹ na Œl¹sku w oparciu
o cytowany stosunkowo obszernie popularny szkic Ewy Maleczyñskiej z pocz¹tku
lat piêædziesi¹tych (s. 165 n.). Znana ze swojej dyspozycyjnoœci politycznej wobec w³adz komunistycznych badaczka z Wroc³awia, w okresie najwiêkszego
nasilenia walki ideologicznej o przeforsowanie w nauce polskiej marksistowskiej wizji dziejów, uzna³a zapewne za swoj¹ powinnoœæ upowszechnienie w szerokich krêgach czytelniczych jedynie s³usznej w tamtych latach, a zarazem
obowi¹zuj¹cej wersji zdarzeñ równie¿ w odniesieniu do tego zagadnienia. Wskazanie w³aœnie tej pracy nale¿y uznaæ niew¹tpliwie za rodzaj manipulacji, która
mia³a zapewne lepiej zilustrowaæ konfrontacyjny charakter dyskusji toczonej
na gruncie niemieckim i polskim. Jednak¿e tym spektakularnym zabiegiem
Autor, przecie¿ doskonale obznajomiony ze stanem piœmiennictwa po obu stronach granicy, zarysowa³ z gruntu fa³szywy obraz poprzez usuniêcie w cieñ bogatego w³aœnie w tej dziedzinie dorobku nauki polskiej. Jeszcze w pierwszej
po³owie XX w. w pe³ni pionierskie kierunki badañ nad wielk¹ w³asnoœci¹ cystersk¹ wytyczali Roman Grodecki w Krakowie, Kazimierz Tymieniecki w Poznaniu i Tadeusz Manteuffel w Warszawie oraz ich znakomici uczniowie, dochodz¹c do odkrywczych na tle nauki zachodnioeuropejskiej wówczas ustaleñ. Ju¿
przed dwudziestu laty usi³owa³em w recenzji ksi¹¿ki Michaela Toepfera poœwiêconej konwersom cysterskim zwróciæ na ten fakt uwagê, zderzaj¹c odkrywcze,
jakby siê mog³o wydawaæ, konstatacje tego badacza z wynikami du¿o wczeœniejszych studiów Stanis³awa Trawkowskiego8.
Powi¹zanie klasztoru lubi¹skiego ze strukturami zakonnymi, czemu Autor
poœwiêci³ nastêpny rozdzia³ (s. 209–271), wynika³o z ustroju wewnêtrznego
cysterskiej wspólnoty zakonnej. Jak wiadomo, o zakresie i terytorialnym zasiêgu
tych zwi¹zków oraz ich intensywnoœci decydowa³y dwie obowi¹zuj¹ce w zakonie fundamentalne zasady, podporz¹dkowania wszystkich klasztorów wspólnie
wypracowanym decyzjom Kapitu³y Generalnej oraz funkcjonowania poszczególnych domów w ramach zwi¹zku filialnego. Autor ukazuj¹c powi¹zania wspól8
M. K a c z m a r e k, rec. z: Michael T o e p f e r, Die Konversen der Zisterzienser.
Untersuchungen über ihren Beitrag zur mittelalterlichen Blüte des Ordens, Berlin 1983,
[w:] PH LXXVIII, 1987, s. 115–121.
[19]
Recenzje
287
noty lubi¹skiej, ograniczy³ siê do przedstawienia i zrelacjonowania informacji
wydobytych g³ównie ze Ÿróde³ pochodzenia archiwalnego oraz nekrologów.
W konsekwencji koncentrowa³ siê na zwi¹zkach instytucjonalnych konwentu
b¹dŸ personalnych poszczególnych jego cz³onków. Na uboczu pozosta³a zatem
ca³a szeroka sfera ró¿norodnych kontaktów, wzajemnych stosunków, przenikaj¹cych siê wp³ywów, w tym odbywaj¹cej siê w obrêbie zakonu wymiany doœwiadczeñ oraz idei, które obejmowa³y nader zró¿nicowany, a pominiêty w tej pracy
obszar ¿ycia cysterskiego. Oczywiœcie Autor móg³ siê czuæ zwolniony z podejmowania tematyki bêd¹cej w ostatnich latach przedmiotem intensywnych studiów, jednak¿e w konsekwencji tak przyjêtego zawê¿enia odnosi siê wra¿enie
wypreparowania bliskich Autorowi zagadnieñ z niezwykle bogatego kontekstu.
Wreszcie, ka¿dy klasztor cysterski, równie¿ w Lubi¹¿u, pomimo podejmowanych przez prawodawców zakonu prób wzmocnienia klauzury, wi¹za³y ze œwiatem zewnêtrznym rozliczne i silne wiêzy, które tylko w niewielkim zakresie,
g³ównie w sferze organizacyjno-prawnej i gospodarczej, ujawnia zachowana
podstawa Ÿród³owa. Kontaktom opactwa lubi¹skiego z papiestwem, Koœcio³em
wroc³awskim, a nastêpnie w³adz¹ œwieck¹ oraz otoczeniem spo³ecznym klasztoru
Könighaus poœwiêci³ szósty, ju¿ ostatni rozdzia³ (s. 273–350). Niestety, bior¹c
pod uwagê pozycjê, jak¹ zajmowa³ i uznanie, jakim siê cieszy³ ten klasztor na
Œl¹sku, nale¿y stwierdziæ, ¿e Autor zaledwie zasygnalizowa³ istnienie problemu
wzajemnych relacji pomiêdzy wspólnot¹ mnisz¹ a szlacht¹ i mieszczañstwem.
Faktycznie nie zosta³y rozpoznane: zasiêg nawi¹zywanych kontaktów, zarówno w wymiarze terytorialnym, jak i spo³ecznym, si³a i formy wzajemnego oddzia³ywania, a te¿ dalekosiê¿ne konsekwencje tych relacji dla rozwoju Œl¹ska.
Do podstawowej czêœci pracy do³¹czony zosta³ obszerny aneks (s. 357–479),
a zebrana w nim dokumentacja stanowi niew¹tpliwie nie tylko cenne uzupe³nienie monografii, ale te¿ sama w sobie posiada olbrzymi¹ wartoœæ naukow¹.
W wyniku rozleg³ych poszukiwañ archiwalnych i studiów prozopograficznych
Autor przedstawi³ licz¹c¹ 467 osób listê cz³onków konwentu lubi¹skiego do
1498 r., z podzia³em na opatów, mnichów uporz¹dkowanych wed³ug pe³nionych
w konwencie funkcji oraz pozosta³¹ czêœæ wspólnoty mnichów i konwersów.
W spisie znalaz³y siê równie¿ imiona bardziej znacz¹cych osób z grona familiares
i prebendariuszy klasztornych. Równie istotne znaczenie dla poznania dziejów
opactwa nad Odr¹ ma pe³ny wykaz posiad³oœci i dochodów klasztornych wraz
z do³¹czon¹ dokumentacj¹ Ÿród³ow¹ oraz mapkami obrazuj¹cymi ich rozmieszczenie na Œl¹sku i Ziemi Lubuskiej.
Uwagi krytyczne, które siê rodz¹ w trakcie lektury obszernej i bogatej faktograficznie monografii historycznej klasztoru lubi¹skiego, w najmniejszym stopniu nie dyskredytuj¹ jej wartoœci naukowej. Wrêcz przeciwnie, praca Waldemara
Könighausa budzi uznanie i nale¿y jej siê wysoka ocena na tle ca³ego w tym zakresie dorobku historiografii polskiej i niemieckiej. Tym samym Autor do³¹czy³
niew¹tpliwie do grona kontynuatorów znakomitego dzie³a, które przed laty zainicjowali Heinrich Grüger w Trewirze i Konstanty K. Ja¿d¿ewski we Wroc³awiu.
Micha³ Kaczmarek
288
Recenzje
[20]
Metryka Uniwersytetu Krakowskiego z lat 1400–1508, wyd. A. G¹siorowski,
T. Jurek, I. Skierska przy wspó³pracy R. Grzesika, Societas Vistulana, Kraków 2004, t. I–II, s. LXII + 650 + 767
Ka¿dy, kto kiedykolwiek w swej pracy badawczej korzysta³ z wydanych pod
koniec XIX w. ksi¹g immatrykulacyjnych Uniwersytetu Krakowskiego1, wie,
jak ma³o wygodnymi by³y one w u¿yciu. G³ówn¹ przyczyn¹ tego stanu rzeczy
by³, po pierwsze – brak jakichkolwiek indeksów, po drugie – brak numeracji
osób wpisanych do metryki. Co prawda w 1974 r. Zathey i Reichan podjêli próbê
udoskonalenia tej publikacji Ÿród³owej poprzez sporz¹dzenie do niej indeksów,
ale stworzony przez nich indeks imienny nie rozwi¹za³ wszystkich problemów
pojawiaj¹cych siê w trakcie korzystania ze Ÿród³a2. Umo¿liwia³ on co prawda
dokonywanie szybkiej weryfikacji, czy dana osoba studiowa³a na Uniwersytecie Krakowskim w XV w., ale nie stwarza³ ju¿ mo¿liwoœci szybkiego wyodrêbnienia spoœród zbiorowoœci oko³o 20 000 immatrykulowanych w XV w. na uniwersytecie na przyk³ad osób z konkretnej miejscowoœci czy te¿ regionu.
Zapowiadana przez autorów indeksu imiennego publikacja indeksu miejscowego nigdy nie dosz³a do skutku. Na reedycjê tego Ÿród³a – tym razem w formie
umo¿liwiaj¹cej efektywne korzystanie z niego w trakcie badañ – przysz³o nam
czekaæ blisko 120 lat. Brak œmia³ków chêtnych podj¹æ siê tego dzie³a doskonale
t³umaczy sam rozmiar obecnej publikacji przygotowanej przez Antoniego G¹siorowskiego, Tomasza Jurka, Izabelê Skiersk¹ i Ryszarda Grzesika – 1479 stron
druku! Na szczêœcie jednak doczekaliœmy siê.
Nowa edycja likwiduje najpowa¿niejsze mankamenty starego wydania. Sk³ada siê ona z dwóch tomów, z których pierwszy zawiera now¹ edycjê metryki za
lata 1400–1508 (a wiêc ca³y tom pierwszy i czêœæ tomu drugiego starej edycji)
z wprowadzon¹ numeracj¹ immatrykulowanych, a drugi – indeksy: miejscowoœci, imienny, funkcji i ról spo³ecznych studentów oraz dobroczyñców uniwersytetu. O wartoœci tej publikacji decyduje przede wszystkim tom II, zawieraj¹cy
indeksy. Wydawcy bowiem, poza lokalizacj¹ geograficzn¹ miejscowoœci wystêpuj¹cych w Metryce, dokonali jeszcze dwóch operacji. Po pierwsze, zestawili dane
z Ksiêgi Promocji Wydzia³u Sztuk, odszukuj¹c wpisy w Metryce osób promowanych na baka³arzy i mistrzów. Po drugie, w oparciu o szereg publikacji o charakterze prozopograficznym oraz szeroki zestaw Ÿróde³ drukowanych (w tym
tak¿e metryki innych uniwersytetów europejskich z XV w.), podjêli wysi³ek
po³o¿enia podwalin pod od dawna postulowany przez Antoniego G¹siorowskiego s³ownik biograficzny studentów Uniwersytetu Krakowskiego. Niezaprzeczalnym atutem nowej edycji Metryki jest tak¿e do³¹czony do niej CD-rom z cyfrow¹ wersj¹ rêkopiœmiennego orygina³u. Przyjêcie takiego rozwi¹zania daje
1 Album studiosorum Universitatis Cracoviensis, t. I: ab anno 1400 ad annum 1489,
wyd. I.¯. Pauli, B. Ulanowski, Kraków 1887, t. II: ab anno 1490 ad annum 1551, wyd.
A. Chmiel, Kraków 1892.
2 Indeks studentów Uniwersytetu Krakowskiego w latach 1400–1500, oprac. J. Zathey, J. Reichan, Wroc³aw 1974.
[21]
Recenzje
289
mo¿liwoœæ weryfikacji proponowanych przez wydawców odczytów nazw miejscowoœci ka¿demu z potencjalnych u¿ytkowników publikacji, a co za tym idzie
– ewentualnej modyfikacji identyfikacji pochodzenia terytorialnego immatrykulowanych. Niestety, rol¹ recenzenta jest te¿ poszukiwanie wszelkiego rodzaju mankamentów recenzowanej publikacji – pora wiêc na kilka uwag krytycznych. Trzy pierwsze odnosz¹ siê do wstêpu i maj¹ charakter raczej uzupe³nieñ.
Autorzy Wstêpu du¿e – w porównaniu z nastêpnymi latami – nagromadzenie wpisów przypadaj¹ce na rok 1400 (a wiêc rok oficjalnego wznowienia dzia³ania uniwersytetu) t³umacz¹ dwoma czynnikami. Po pierwsze, umieszczeniem
pod tym rokiem wszystkich tych osób, w których przypadku pisarz nie mia³
pewnoœci co do daty immatrykulacji, a które wpisa³y siê na uniwersytet przed
stworzeniem oficjalnej metryki w 1404 r. Po drugie, szczególnym zainteresowaniem, jakim mog³a siê cieszyæ wœród potencjalnych studentów krakowska uczelnia w pierwszym roku swej oficjalnej dzia³alnoœci. Powo³uj¹ siê przy tym – i s³usznie – na wystêpowanie identycznego zjawiska na innych uniwersytetach (t. I,
s. XXIII). Pozwolê sobie zauwa¿yæ, ¿e mo¿liwe jest jeszcze jedno wyt³umaczenie tego fenomenu. Skoro uniwersytet podj¹³ w ograniczonym zakresie dzia³alnoœæ oko³o 1390 r. (na co wskazuj¹ pochodz¹ce z lat 1390–1392 mowy Bart³omieja z Jas³a3), to byæ mo¿e mamy do czynienia z kumulacj¹ wpisów osób œwie¿o
przyby³ych do Krakowa oraz tych wszystkich, którzy podjêli studia w latach
wczeœniejszych i byli akurat obecni w Krakowie. Prawdopodobnie wyst¹pi³ splot
wszystkich tych trzech czynników.
Druga uwaga dotycz¹ca Wstêpu jest zwi¹zana z wymiennym u¿ywaniem
przez Autorów terminów „student” i „immatrykulowany”. Oczywiste jest dla
mnie, ¿e wynika to z dba³oœci stylistycznej Autorów, którzy chcieli unikaæ ci¹g³ego powtarzania s³owa „immatrykulowany”, a nie jest efektem przekonania,
¿e ka¿da osoba immatrykulowana na uniwersytet rzeczywiœcie podejmowa³a
studia i uczêszcza³a na organizowane przez wyk³adowców zajêcia. I nie mam
o to pretensji. Zabrak³o mi jednak wyraŸnej deklaracji Autorów, ¿e nie ka¿dy
immatrykulowany by³ studentem. Obawiam siê bowiem, ¿e czêœæ przysz³ych
u¿ytkowników nowego wydania Metryki (a zw³aszcza osoby zajmuj¹ce siê amatorsko regionalnymi badaniami historycznymi), dla których Wstêp bêdzie byæ
mo¿e jedyn¹ lektur¹ buduj¹c¹ ich wiedzê na temat œredniowiecznych uniwersytetów – bezwiednie uzna, ¿e ka¿dy immatrykulowany podejmowa³ rzeczywiœcie studia uniwersyteckie. Tymczasem immatrykulacja na uniwersytet mog³a
byæ czasem podyktowana zupe³nie innymi wzglêdami, czego dowodz¹ trzy poni¿sze przypadki. Pierwszy z nich to maj¹ca miejsce w 1417 r. immatrykulacja
Jerzego Debringera z Koszyc [17/036]. Nie by³a ona najprawdopodobniej podyktowana szczególnym umi³owaniem przez niego wiedzy z zakresu siedmiu
sztuk wyzwolonych, ale d¹¿eniem do uzyskania wyroku skazuj¹cego na mieszczkê z jego rodzinnych Koszyc, Katarzynê Dorstin, która nie wywi¹za³a siê wobec niego z zobowi¹zañ d³u¿nych. W zwi¹zku z niestawieniem siê pozwanej
3
M. K o w a l c z y k, Odnowienie uniwersytetu w œwietle mów Bart³omieja z Jas³a,
„Ma³opolskie Studia Historyczne” VI, 1964, z. 3–4, s. 23–42.
290
Recenzje
[22]
przed konserwatorem uniwersytetu, Katarzyna zosta³a ob³o¿ona ekskomunik¹, a stosowny wyrok wys³ano do Koszyc4. Mo¿emy przypuszczaæ, ¿e mamy tu
do czynienia z wybiegiem prawnym zastosowanym przez Jerzego. Rola konserwatorów uniwersytetu (byli to dziekani kapitu³: krakowskiej, gnieŸnieñskiej
i wroc³awskiej) polega³a bowiem na obronie przywilejów uniwersytetu, w zwi¹zku z czym mieli oni prawo pozywania przed swe oblicze osób dzia³aj¹cych na
szkodê tej instytucji, nawet jeœli pochodzi³y one spoza ich diecezji5. Z tego zapewne powodu, by omin¹æ obowi¹zuj¹c¹ w œredniowiecznym prawie zasadê – actor
sequitus forum rei – Jerzy Debringer immatrykulowa³ siê na uniwersytet. Podejmowane w XV i na pocz¹tku XVI w. interwencje kolejnych w³adców wêgierskich, domagaj¹cych siê zlikwidowania praktyki pozywania poddanych Królestwa Wêgier przed s¹d konserwatora dowodz¹, ¿e Jerzy Debringer mia³ w tego
rodzaju dzia³aniach naœladowców6. Dwa kolejne przypadki dotycz¹ osób pochodz¹cych z Torunia, a mianowicie Henryka Merseburga immatrykulowanego
w 1403 r. [03/019] i Jana Mersego immatrykulowanego w 1409 r. [09/026]. Analiza ich biografii pokazuje, ¿e nie przybyli oni do Krakowa w celu uzupe³nienia
luk w wykszta³ceniu. Jan Merse by³ bowiem ³awnikiem Starego Miasta Torunia w latach 1387–1395, nastêpnie rajc¹ w latach 1396–1408, a w roku swej
immatrykulacji obj¹³ funkcjê burmistrza Starego Miasta Torunia, któr¹ sprawowa³ do 1422 r.7 Z kolei Henryk Merseburg by³ w latach 1392–1393 ³awnikiem, a w latach 1394–1404 rajc¹ Starego Miasta Torunia, w roku 1399 miejscowym sêdzi¹, a w 1401 r. wójtem. Jego immatrykulacja na Uniwersytet
Krakowski nast¹pi³a na rok przed œmierci¹8. Obaj w chwili immatrykulacji liczyli sobie zapewne po oko³o 40–50 lat i byli g³êboko zaanga¿owani w sprawy
swego rodzinnego miasta. Mo¿emy w tym miejscu domyœlaæ siê, ¿e powodem
tych dwóch immatrykulacji by³a nie tyle chêæ podjêcia studiów, co raczej zamiar skorzystania z przys³uguj¹cego studentom przywileju wwozu na teren
Krakowa bez c³a ¿ywnoœci i produktów rzemieœlniczych, lub – jak to mia³o miejsce w przypadku Jerzego Debringera – zamiar skorzystania z s¹downictwa konserwatorów uniwersytetu. Natomiast maj¹c¹ miejsce nieco wczeœniej immatrykulacjê syna Henryka Merseburga – Jana [02/086] – mo¿na traktowaæ jako
dzia³anie podyktowane chêci¹ zdobycia odpowiedniego wykszta³cenia.
Uwaga trzecia. Wydaje mi siê ma³o prawdopodobne, aby wysokoœæ op³aty
sama z siebie mog³a zniechêcaæ do immatrykulacji. Co prawda kwota 8 gr od4
K. M o r a w s k i, Historia Uniwersytetu Jagielloñskiego, t. II, Kraków 1900, s. 368-369, przyp. 1; Dokumenty polskie z archiwów dawnego Królestwa Wêgier, t. I, wyd.
S.A. Sroka, Kraków 1998, nr 44.
5 Z. K o z ³ o w s k a - B u d k o w a, Odnowienie Jagielloñskie Uniwersytetu Krakowskiego (1390–1414), [w:] Dzieje Uniwersytetu Jagielloñskiego w latach 1364–1764, t. I,
red. K. Lepszy, Kraków 1964, s. 56, przyp. 71; Statuta Uniwersytetu Krakowskiego, wyd.
J. Szujski, „Archiwum do Dziejów Literatury i Oœwiaty w Polsce” II, Kraków 1882,
s. 367–376, 402.
6 K. M o r a w s k i, dz. cyt., t. II, s. 369–370.
7 R. C z a j a, Urzêdnicy miejscy Torunia do roku 1454, Toruñ 1999, nr 37, 225, 449.
8 Tam¿e, nr 222, 466.
[23]
Recenzje
291
powiada³a zapewne w XV w. w przybli¿eniu kosztom skromnego wy¿ywienia
przez okres 4 tygodni – wskazuje na to wyliczona dla tego okresu przez ¯abiñskiego wartoœæ trofy9, jak te¿ przewidywana na 2 gr tygodniowo wysokoœæ op³aty na wy¿ywienie wnoszonej przez mieszkañców Bursy Jeruzalem i Bursy D³ugosza10 – jednak jej wysokoœæ jest znikoma w porównaniu z kosztem samych
studiów. Podany w statutach Wydzia³u Sztuk pe³ny koszt op³at za zajêcia i wyk³ady w przypadku studiów baka³arskich daje ³¹czn¹ kwotê 300–350 gr11. Kolejna pozycja w bud¿ecie studenckim to koszta wynajêcia lokum w Krakowie.
Zw³aszcza w pierwszej po³owie XV w. by³o to niezwykle kosztowne, gdy¿ wobec
niemal ca³kowitego braku w tym okresie kolegiów i burs studenckich wymaga³o to wynajêcia stancji w domu mieszczañskim. Oznacza³o to wydatki od 6 do
12 gr tygodniowo12. Jeœli dodamy do tego ewentualne zakupy ksi¹¿ek niezbêdnych do nauki, których ceny waha³y siê w XV w. w przedziale od 12 do 60 gr13,
to kwota 8 gr op³aty immatrykulacyjnej by³aby znacz¹c¹ pozycj¹ w bud¿ecie
jedynie wyj¹tkowo niezamo¿nego studenta. Nadto nie by³o koniecznoœci uiszczania od razu ca³ej kwoty, co potwierdza sama metryka. Wynika z niej, ¿e nagminnym zabiegiem by³o uzupe³nianie op³aty immatrykulacyjnej dopiero po
jakimœ czasie, z regu³y przed promocj¹ baka³arsk¹. W tej sytuacji ciê¿ar argumentacji nale¿a³oby przesun¹æ na wspominan¹ przez Autorów na dalszym miejscu niechêæ czêœci osób podejmuj¹cych studia do podlegania jurysdykcji prawnej rektora. Warto w tym miejscu zaznaczyæ, ¿e aby uczêszczaæ na zajêcia
uniwersyteckie, nie trzeba by³o legitymowaæ siê posiadaniem wpisu do metryki. Takiego wymogu nie stawia³y nigdy statuty uniwersyteckie, a widoczna w aktach s¹du rektorskiego praktyka te¿ potwierdza, ¿e istnia³a grupa osób, które
mimo podjêcia studiów doœæ d³ugo zwleka³y z dokonaniem immatrykulacji. Jako
przyk³ad mog¹ tu pos³u¿yæ trzy osoby: Marcin, syn Marcina z Gdañska, który
pojawia siê w s¹dzie rektorskim w 1506 r., a immatrykulowa³ siê dopiero latem
1507 r. [1507e/013]14; Stanis³aw, syn Jana z Bogatek – przed s¹dem rektorskim
9
Z. ¯ a b i ñ s k i, Systemy pieniê¿ne na ziemiach polskich, Wroc³aw–Warszawa–Kraków 1981, s. 56, tab. 19–21.
10 Statuta Bursae Longini seu Canonistarum ex a. 1485, „Czasopismo poœwiêcone
Prawu i Umiejêtnoœciom Politycznym” II, 1864, z. 5, s. LXXI; Ustawy bursy krakowskiej „Jeruzalem” 1453–1841, wyd. A. Karbowiak, „Archiwum do Dziejów Literatury
i Oœwiaty w Polsce” VI, Kraków 1890, s. 98, 121.
11 Statuta nec non Liber Promotionum Philosophorum Ordinis in Universitate Studiorum Jagellonica ab anno 1402 ad annum 1849, wyd. J. Muczkowski, Kraków 1849,
s. XIII–XIV.
12 Informacje na ten temat rozsiane s¹ we wpisach do akt s¹du rektorskiego, zob.
Acta Rectoralia Almae Universitatis Studii Cracoviensis ab anno 1469, oprac. W. Wis³ocki, t. I, Kraków 1893–1897 (cyt. dalej AR), nr 269, 887, 1049, 1063, 1227, 1341,
1412, 1431, 1514, 1650, 1756 1877, 1993, 2022, 2126 i in. Na temat kosztów studiów
na innych uniwersytetach europejskich zob. A History of the University in Europe, t. I,
red. H. De Ridder-Symoens, Cambridge 1992, s. 235–239.
13 A.Z. K o z ³ o w s k a, Ceny ksi¹¿ek rêcznie pisanych, „Biuletyn Biblioteki Jagielloñskiej” XLIX, 1999, s. 49–61.
14 AR, nr 2089.
292
Recenzje
[24]
staje w 1469 r., a immatrykulowa³ siê dopiero w semestrze zimowym 1470 r.
[70h/235]15; oraz Jerzy, syn Jana z Braniewa – przed s¹dem rektorskim pojawia siê w 1493 r., a immatrykulowa³ siê latem nastêpnego roku [94e/151]16. Do
tej samej kategorii mo¿na zreszt¹ zaliczyæ zauwa¿on¹ swego czasu przez Antoniego G¹siorowskiego praktykê przystêpowania przez czêœæ immatrykulowanych do egzaminu baka³arskiego w rok lub krócej od chwili immatrykulacji. Co
prawda Autor t³umaczy to zjawisko wyj¹tkowo dobrym przygotowaniem do studiów osób przybywaj¹cych na uniwersytet17, ale mo¿emy mieæ tutaj do czynienia równie¿ z odwlekaniem immatrykulacji do chwili, gdy dokonanie jej stawa³o siê konieczne z powodu przyst¹pienia do promocji baka³arskiej.
Lista wydawnictw Ÿród³owych i prac prozopograficznych, u¿ytych przez
wydawców w trakcie tworzenia zestawieñ pomocnych przy konstruowaniu biogramów osób immatrykulowanych, budzi respekt swymi rozmiarami. Oczywistym jest, ¿e przy budowaniu takiej listy konieczne by³o stworzenie kryteriów
wyboru. W odniesieniu do Ÿróde³ jednym z takich kryteriów, jak siê wydaje, by³
fakt opublikowania ich drukiem. W efekcie na liœcie znajduje siê niemal pe³ny
zestaw Ÿróde³ powsta³ych w XV w. w obrêbie Uniwersytetu Krakowskiego, w których potencjalnie studenci mogli byæ wzmiankowani. Czasem jednak sztywne
kryteria rodz¹ komplikacje. Na liœcie bowiem znajduje siê jeden z dwóch zachowanych do dzisiaj rejestrów burs studenckich z prze³omu XV i XVI w. – rejestr
Bursy Wêgierskiej18. Nie znalaz³ siê natomiast zachowany (co prawda dla XV w.
tylko w fragmentach) dla lat 1447–1551 rejestr Bursy Filozofów19.
Rozmiar przedsiêwziêcia polegaj¹cego na tworzeniu zestawieñ bibliograficznych pomocnych w badaniach biograficznych (zarówno ze wzglêdu na liczbê
publikacji, jak i zaanga¿owanych osób) wp³ywa w sposób oczywisty na pojawienie siê pewnej iloœci b³êdów czy te¿ niedoci¹gniêæ. Czasem ich przyczyn¹ s¹
niedostatki wydawnictw Ÿród³owych (np. Ÿle skonstruowane indeksy), w innym
przypadku zawodny okazuje siê cz³owiek. Odes³ania bibliograficzne przydatne
przy tworzeniu biogramów w Indeksie A Wydawcy umieœcili w nawiasach po
imieniu osoby, do której siê odnosz¹. Natomiast przypisy dolne zosta³y wykorzystane do sygnalizowania odmiennej – ni¿ przyjêta przez Wydawców – identyfikacji pochodzenia terytorialnego osób immatrykulowanych, zapisanej w ta15
AR, nr 91.
AR, nr 1574, 1597.
17 A. G ¹ s i o r o w s k i, Immatrykulowani i promowani. Jednoroczni studenci akademii krakowskiej w XV wieku, [w:] Nihil superfluum esse. Prace z dziejów œredniowiecza
ofiarowane Profesor Jadwidze Krzy¿aniakowej, Poznañ 2000, s. 489.
18 Regestrum Bursae Hungarorum Cracoviensis. Das Inwohner-Verzeichniss der
Ungarischen Studentenburse zu Krakau, wyd. K. Schrauf, Wien 1894. Poniewa¿ nie
mog³em dotrzeæ do tej edycji rejestru, pos³u¿y³em siê wersj¹ wczeœniejsz¹: Regestrum
Bursae Cracoviensis Hungarorum nunc primum ex autographo codice Bibliothecae Cracoviensis editum, Budae 1821 (dalej jako RBH), w zwi¹zku z czym numery stron podawane przeze mnie nie bêd¹ odpowiada³y stronom w edycji z 1894 r.
19 Rejestr studentów Bursy Filozofów z lat 1447–1551, Archiwum UJ, rkps 95,
s. 64–78.
16
[25]
Recenzje
293
kich publikacjach jak s³owniki historyczno-geograficzne (dla woj. krakowskiego, poznañskiego, lubelskiego i p³ockiego oraz ziem wyszogrodzkiej, sanockiej
i che³miñskiej) czy te¿ Studia statystyczne z dziejów Uniwersytetu Jagielloñskiego 1433/1434–1509/1510 Antoniego Karbowiaka (t. II, s. 6–8). W trakcie
przegl¹dania Indeksu A w przypisach dolnych nie zauwa¿y³em (poza dwoma
przypadkami, t. II, przyp. 89, 859) odes³añ do odmiennej, a proponowanej przez
S³ownik historyczno-geograficzny województwa p³ockiego (dalej SHGP³) i S³ownik historyczno-geograficzny Ziemi Wyszogrodzkiej identyfikacji studentów pochodz¹cych z Mazowsza. Kontrastuje z tym olbrzymia iloœæ odes³añ do s³owników
woj. krakowskiego, poznañskiego, lubelskiego oraz ziem sanockiej i che³miñskiej. O ile w przypadku ziemi wyszogrodzkiej brak odes³añ jest naturalny (jego
twórcy nie wykorzystywali metryki Uniwersytetu Krakowskiego jako Ÿród³a
w trakcie przygotowywania tej publikacji), o tyle jedynie dwa przypisy odsy³aj¹ce do SHGP³ zaintrygowa³y mnie i sk³oni³y do wyrywkowej weryfikacji zakresu wykorzystania tej publikacji. Oto kilka przyk³adów:
Borzewo – spoœród trzech osób identyfikowanych w Indeksie A z t¹ miejscowoœci¹ (Andreas de Borzewo [73e/136], Andreas Johannis de Borzewo [34h/049],
Nicolaus de Borzevo [64e/001]), S³ownik nie odnotowuje ¿adnej jako studenta
Uniwersytetu Krakowskiego (brak odpowiedniej adnotacji w przypisie dolnym).
Tylko jedna spoœród tych osób ma odes³anie do innej publikacji (Zbiór dokumentów i listów miasta P³ocka20), podczas gdy w S³owniku jest sporo informacji,
które mo¿na dopasowaæ do dwóch spoœród nich (SHGP³, s. 23);
Borowice – Nicolaus Svanthoslai de Borowycze [75e/050] – brak odes³ania
do S³ownika (a s¹ w nim szersze informacje biograficzne – SHGP³, s. 22) i brak
w przypisie dolnym adnotacji o tym, ¿e S³ownik go nie notuje;
Koszynice – w odniesieniu do Jana, syna Paw³a z Koszynic [1500e/305]
pojawia siê w Indeksie A odes³anie do S³ownika, sugeruj¹ce funkcjonowanie
tam szerszych informacji o jego osobie (SHGP³, s. 136). Tymczasem jest tam
jedynie wzmianka o skonfiskowaniu ziemi przez Jana Olbrachta w 1497 r. niejakiemu Paw³owi z Koszynic, ale ani s³owa o Janie, synu tego¿ Paw³a. W przypisie dolnym brak informacji, ¿e S³ownik go nie notuje.
Podobnie jak w przypadku SHGP³, pewne w¹tpliwoœci budzi konsekwencja
w wykorzystaniu dwóch innych publikacji: rejestru Bursy Wêgierskiej oraz akt
s¹du rektorskiego. Odes³ania do tych dwóch publikacji pojawiaj¹ siê przy niektórych osobach w Indeksie A, jak choæby – tytu³em przyk³adu – Ignacius Georgii
de Balerg [91h/168] (t. II, s. 17) czy te¿ Dominicus Nicolai de Schebcz
[1505e/156] (t. II, s. 204), w odniesieniu do których odnotowano pojawienie siê
ich w rejestrze Bursy Wêgierskiej. Pozwala to domyœlaæ siê, ¿e w zamierzeniu
Wydawców odes³anie powinno pojawiaæ siê zawsze, gdy dana osoba pojawia
siê na kartach tych dwóch Ÿróde³. Tymczasem przynajmniej kilku immatrykulowanych pochodz¹cych z terenu Królestwa Wêgier, posiadaj¹cych wpisy tak¿e
w rejestrze Bursy Wêgierskiej, nie ma odes³ania do tego Ÿród³a. Dla przyk³adu:
20
Zbiór dokumentów i listów miasta P³ocka, t. I–II, wyd. S.M. Szacherska, Warszawa 1975–1987.
294
Recenzje
[26]
Martinus Georgii de Habruthbanya [94e/039], Nicolaus Georgii de Karamsebesz [94e/088], Franciscus Georgii de Dengelegk [79h/194]21 czy Blasius Fabiani Zoltan de Czeppe [92e/179]22. Pos³uguj¹c siê tym samym zbiorem osób,
mo¿na tak¿e wskazaæ na brak konsekwencji w odsy³aniu do wpisów w zachowanych aktach s¹du rektorskiego. Na przyk³ad Franciscus Georgii de Habruthbanya23 i Franciscus Georgii de Dengelegk24 pojawiaj¹ siê w aktach s¹du, czego Indeks A nie odnotowuje.
Ostatnia moja uwaga ma charakter ogólnej refleksji na temat techniki wydawania Ÿróde³ w realiach koñca XX i pocz¹tków XXI w. Dokonuj¹ca siê na
naszych oczach rewolucja informatyczna wprowadzi³a do powszechnego u¿ytku noœniki magnetyczne i optyczne s³u¿¹ce do przechowywania danych. Da³a
nam tak¿e nieocenione narzêdzie, jakim jest komputer, a wraz z nim oprogramowanie w postaci edytorów tekstów, baz danych czy arkuszy kalkulacyjnych.
Jak dot¹d jednak w niewielkim jedynie stopniu przemiany te wp³ynê³y na technikê wydawania tekstów Ÿród³owych. W wiêkszoœci przypadków komputer wykorzystywany jest w procesie publikacji Ÿróde³ jedynie jako maszyna do pisania, a próba weryfikacji edycji drukowanej Ÿród³a z orygina³em wymaga udania
siê do biblioteki czy te¿ archiwum, w którym jest on przechowywany. Tymczasem problem ten mo¿na bez wiêkszych problemów omin¹æ w sposób, jaki zrobili to wydawcy Metryki – do³¹czaj¹c p³ytê CD z elektroniczn¹ wersj¹ orygina³u. Od kilku zreszt¹ lat pojawiaj¹ siê na polskim rynku wydawniczym publikacje
wykorzystuj¹ce zapis cyfrowy i noœniki optyczne. Jako przyk³ad mo¿na tu
wspomnieæ choæby publikowane przez Bibliotekê Uniwersytetu Warszawskiego
inkunabu³y, starodruki i dzie³a historiografii XIX w.25 Du¿o rzadsze s¹ jednak
innego rodzaju publikacje – nie proste cyfrowe „fotokopie” orygina³ów (nie likwiduj¹ one bowiem trudnoœci w ich wykorzystaniu wynikaj¹cych z braku b¹dŸ
z³ego sporz¹dzenia indeksów), ale edycje Ÿróde³ b¹dŸ te¿ prac naukowych pod
postaci¹ baz danych. Tego rodzaju nowatorsk¹ na gruncie polskim prób¹ jest
dokonana przez Marka J. Minakowskiego reedycja Herbarza Polskiego Adama
Bonieckiego, umo¿liwiaj¹ca przeszukanie ca³ego zasobu tego wydawnictwa poprzez indeksy: nazwisk, miejscowoœci, województw oraz herbów26. Wci¹¿ jednak daleko nam do przedsiêwziêæ takich jak edycja Patrologia Latina, sk³adaj¹cej siê z 5 p³yt CD zawieraj¹cych 221 tomów, których ca³¹ zawartoœæ mo¿na
21
RBH, s. 8 – wszyscy trzej odnotowani na tej samej stronie; Metryka..., t. II, s. 9,
106, 204.
22 RBH, s. 6; Metryka..., t. II, s. 91.
23 AR, nr 1731.
24 AR, nr 1072, 1769.
25 Pe³na lista dot¹d opublikowanych reedycji na noœnikach optycznych dostêpna pod
adresem: http://buwcd.buw.uw.edu.pl/sklep/htm/plyty.htm. Spoœród publikacji Ÿród³owych
mo¿na wymieniæ chocia¿by Kodeks dyplomatyczny Wielkiej Polski, wyd. E. Raczyñski,
Poznañ 1840, sygn. CDXIX.21, czy te¿ Pomniki Dziejowe Lwowa, t. I–IV, oprac. A. Czo³owski, F. Jaworski, Lwów 1892–1921, sygn. CDXIX.25.
26 A. B o n i e c k i, Herbarz Polski, oprac. M.J. Minakowski, Kraków 2002.
[27]
Recenzje
295
przeszukiwaæ, pos³uguj¹c siê dowolnym s³owem-kluczem27. Gdyby w nowej edycji
metryki Uniwersytetu Krakowskiego z lat 1400–1508 na do³¹czonej p³ycie CD
obok orygina³u metryki znalaz³a siê elektroniczna baza danych zawieraj¹ca
wszystkie informacje mieszcz¹ce siê w obu tomach, z mo¿liwoœci¹ przeszukiwania jej wedle dowolnego kryterium, praca z tym Ÿród³em sta³aby siê prawdziw¹
przyjemnoœci¹. Stworzone przez Antoniego G¹siorowskiego i jego wspó³pracowników indeksy umo¿liwiaj¹ bowiem sprawne wyszukanie osób pochodz¹cych z jednej miejscowoœci czy te¿ nosz¹cych konkretne imiê. Nie pozwalaj¹ ju¿
jednak na równie ³atwe wyodrêbnienie osób pochodz¹cych z jakiegoœ terytorium (np.: Królestwa Wêgier, województwa ³êczyckiego itp.) czy te¿ szybkie
sprawdzenie, kto spoœród wpisanych do metryki ma swój biogram w PSB lub
jest wzmiankowany w innych Ÿród³ach. Myœlê, ¿e Wydawcy Metryki doskonale
mnie rozumiej¹. Bez posiadania wersji elektronicznej Metryki – choæby pod
postaci¹ tabeli stworzonej w edytorze tekstu – daj¹cej mo¿liwoœæ sortowania
immatrykulowanych wedle zadanego kryterium imienia, imienia ojca czy te¿
miejscowoœci pochodzenia, trudno by³oby bowiem w sposób sprawny, tak jak to
uczynili Wydawcy, wychwyciæ na przyk³ad wszystkie podwójne, a czasem potrójne b¹dŸ poczwórne, wpisy do metryki jednej i tej samej osoby.
Powy¿sze krytyczne uwagi nie umniejszaj¹ jednak mojego uznania dla wysi³ku w³o¿onego przez Wydawców w dzie³o reedycji Metryki Uniwersytetu Krakowskiego. Trudno te¿ przeceniæ wartoœæ, jak¹ dla polskiej nauki stanowi ta
reedycja. Wreszcie, po ponad stu latach od publikacji u³omnego Album studiosorum, mo¿emy uczciwie powiedzieæ – „Habemus Metricam!”
Krzysztof Boroda
Domestic Service and the Formation of European Identity: Understanding
the Globalization of Domestic Work, 16th-21st Centuries, red. Antoinette Fauve-Chamoux, Peter Lang AG, Bern 2004, s. 573 + 8 nlb.
Badania poœwiêcone s³u¿bie domowej stanowi¹ na Zachodzie coraz wa¿niejszy obszar zainteresowania historyków. W szybkim tempie wzrasta liczba publikacji poœwiêconych temu zagadnieniu, pojawiaj¹ siê kolejne opracowania1.
27 Patrologia Latina Database, red. Chadwyck-Hedey 1993–1995, Electronic Book
Technologies 1993–1996.
1 Z wa¿niejszych mo¿na wymieniæ m.in.: T. M c B r i d e, The Domestic Revolution.
The Modernisation of Household Service in England and France 1820–1920, London
1976; A. K u s m a u l, Servants in Husbandry in Early Modern England, Cambridge
1981; D.E. S u t h e r l a n d, Americans and their Servants. Domestic Service in the
United States from 1800 to 1920, Baton Rouge 1981; S.C. M a z a, Servant and Masters
in Eighteenth-Century France. The Uses of Loyalty, Princeton 1983; C. F a i r c h i l d s,
Domestic Enemies. Servants and their Masters in Old Regime France, Baltimore 1984;
B. H i l l, Servants. English Domestics in the Eighteenth Century, Oxford 1996.
296
Recenzje
[28]
Stan taki nie wynika jedynie z uznania historycznej roli s³u¿by domowej, która
stanowi³a wszak znacz¹cy procent populacji epoki przedindustrialnej, odgrywa³a istotn¹ rolê w funkcjonowaniu dawnej gospodarki i by³a podstawowym
miejscem pracy zarobkowej kobiet. Wa¿nym impulsem dla podjêcia tych badañ
jest równie¿ wspó³czesna sytuacja spo³eczno-ekonomiczna Europy Zachodniej.
Powiêkszaj¹ca siê z roku na rok liczba kobiet z Europy Œrodkowo-Wschodniej
oraz spoza Unii Europejskiej, podejmuj¹cych pracê pomocy domowych czy te¿
opiekunek do dzieci i starców, czyni problem s³u¿by domowej kwesti¹ aktualn¹
i przyci¹ga coraz wiêksze zainteresowanie nie tylko polityków, socjologów oraz
ekonomistów, ale tak¿e historyków.
Recenzowan¹ tu ksi¹¿kê uznaæ mo¿na za próbê po³¹czenia perspektywy
badawczej historiografii i nauk spo³ecznych. Stanowi ona plon pracy interdyscyplinarnego zespo³u skupionego wokó³ programu „The Servant Project”, którego cz³onkowie postanowili zwróciæ uwagê na takie kwestie, jak: migracje s³u¿by
domowej, jej udzia³ w procesach urbanizacyjnych i przemianach spo³ecznych,
a tak¿e wk³ad w kszta³towanie siê to¿samoœci europejskiej. Zagadnienia te badane by³y w szerokiej perspektywie czasowej, od œredniowiecza a¿ po czasy wspó³czesne, udzia³ zaœ w zespole naukowców z wielu pañstw pozwoli³ na komparatystyczne ujêcie wielu problemów, a nawet wykroczenie poza granice kontynentu
europejskiego (Stany Zjednoczone, Japonia i Indie). Warte podkreœlenia jest
równie¿ podejœcie interdyscyplinarne – w³¹czenie do zespo³u badawczego historyków spo³eczno-gospodarczych, demografów, socjologów, ekonomistów i badaczy z krêgu gender studies.
Owocem ich pracy jest zbiór 25 studiów pogrupowanych w cztery czêœci
tematyczne. Autorzy pierwszej z nich (R. Wall, B. Moring, Ch. Lundh, M.-Ch. Vikström, I. Dubert, O. Rey Castelao, R. Iglesias Estepa, L. Fialová) uwagê sw¹
skupiaj¹ przede wszystkim na pracy s³u¿¹cych domowych, postrzeganej jako
etap w ¿yciu jednostki. Zjawisko to by³o charakterystyczne dla epoki przedindustrialnej. W³aœciwy Europie Zachodniej wzorzec póŸnego zawierania ma³¿eñstw2 powodowa³, ¿e w ¿yciu wiêkszoœci m³odych ludzi pomiêdzy osi¹gniêciem doros³oœci a za³o¿eniem rodziny istnia³ co najmniej kilkuletni okres
samodzielnego funkcjonowania na ryku pracy, przede wszystkim w charakterze
s³u¿by domowej (tzw. life-cycle servants)3. O roli tego zjawiska mo¿e œwiadczyæ
2
J. H a j n a l, European Marriage Patterns in Perspective, [w:] Population in History:
Essays in Historical Demography, red. D.V. Glass, D.E. Eversley, London 1965,
s. 101–143.
3 W przypadku XVI-wiecznej Anglii a¿ do trzech pi¹tych m³odzie¿y pracowa³o przejœciowo w charakterze s³u¿by domowej. Zob. te¿ pierwsze polskie studia podejmuj¹ce
problematykê przebiegu cyklu ¿yciowego jednostki w przesz³oœci z uwzglêdnieniem
kategorii czeladzi i s³u¿by: M. K o p c z y ñ s k i, M³odoœæ i m³odzie¿ na Kujawach w XVIII
wieku, PH, t. LXXXVI, 1995, z. 3–4, s. 329–350; C. K u k l o, Czy w Polsce przedrozbiorowej s³u¿ba domowa by³a etapem w ¿yciu cz³owieka?, [w:] Spo³eczeñstwo w dobie przemian. Wiek XIX i XX. Ksiêga Jubileuszowa profesor Anny ¯arnowskiej, red. M. Nietyksza, A. Szwarc, K. Sierakowska, Warszawa 2003, s. 205–212.
[29]
Recenzje
297
sytuacja w Szwecji, gdzie do po³owy XVIII w. ojcowie, choæ mieli nadal w³adzê
nad niezamê¿nymi córkami, nie mogli zabraniaæ im wstêpowania na s³u¿bê ani
kontrolowaæ ich uzyskiwanych z tej pracy dochodów (B. Moring, Migration,
Servanthood and Assimilation in a New Environment, s. 43–70). Zatrudnienie
w charakterze parobka czy dziewki s³u¿ebnej pozwala³o zreszt¹ nie tylko gromadziæ zasoby materialne potrzebne do za³o¿enia w³asnego gospodarstwa, ale
tak¿e zdobywaæ nowe umiejêtnoœci, poszerzaæ horyzonty. Wobec braku systemu powszechnej edukacji, s³u¿ba domowa pe³ni³a rolê swoistej szko³y przygotowuj¹cej m³odych ludzi do aktywnego funkcjonowania w spo³eczeñstwie.
Nastawienie na zdobywanie coraz to nowych umiejêtnoœci jest te¿ wyraŸnie
widoczne w sposobie doboru kolejnych miejsc pracy. M³odzi ludzie pocz¹tkowo
zatrudniali siê we w³asnej wsi, a nastêpnie, zdobywszy potrzebne doœwiadczenie i przenosz¹c siê coraz dalej, trafiali do miast. Kolejne miejsca pracy charakteryzowa³y siê wiêc rosn¹cym oddaleniem od domu i wiêkszymi wymaganiami
ze strony pracodawców, za czym sz³o te¿ wy¿sze wynagrodzenie. Zwieñczeniem
takiej drogi zawodowej by³ powrót z zarobionymi pieniêdzmi w rodzinne strony i za³o¿enie w³asnego gospodarstwa domowego, które szybko samo potrzebowa³o s³u¿¹cych (R. Wall, The Social and Economic Significance of Servant
Migration, s. 19–42).
Na proces przekszta³ceñ s³u¿by domowej interesuj¹ce œwiat³u rzucaj¹ artyku³y zestawione w czêœci drugiej (S. Sogner, A. Martín Casares, M.L. Nogata,
K. Jeahrling, A. Blackett), poœwiêcone zmianom prawnej pozycji s³u¿¹cych.
W œredniowiecznej i wczesnonowo¿ytnej Norwegii na przyk³ad, trwaj¹ca co najmniej rok s³u¿ba by³a wrêcz obowi¹zkowa, co wynika³o z dotkliwego braku r¹k
do pracy w rolnictwie. Osoba bêd¹ca na s³u¿bie mia³a zagwarantowan¹ ochronê prawn¹, a z czasem mog³a nawet za³o¿yæ w³asne, na wpó³ samodzielne gospodarstwo. Sytuacja ta zaczê³a siê zmieniaæ dopiero w XVII w., kiedy to prawa
s³u¿by znacznie ograniczono, w³¹czaj¹c jednoczeœnie wiele normuj¹cych jej status
i pracê przepisów do regulacji dotycz¹cych pozycji dzieci w rodzinie (S. Sogner,
The Legal Status of Servants in Norway from the Seventeenth to the Twentieth
Century, s. 175–187).
Zbli¿one zagadnienia poruszane s¹ te¿ w czêœci trzeciej, poœwiêconej analizie relacji pomiêdzy s³u¿¹cymi a ich pracodawcami (S. McIsaac Cooper, H. Lutz,
S. Schwalgin, G. Özyegin, M. Magat, R. Salazar Parrenas, P. Hantzaroula). Za
dobrze charakteryzuj¹ce zmiany, jakie nios³a ze sob¹ industrializacja, mo¿na
uznaæ ró¿nice w pozycji s³u¿by domowej w epoce przedindustrialnej i w XIX w.
Autorzy artyku³ów umieszczonych w tej czêœci doœæ zgodnie podkreœlaj¹, ¿e przed
rewolucj¹ przemys³ow¹ dystans spo³eczny pomiêdzy s³u¿¹cymi a chlebodawcami by³ stosunkowo niewielki i w znacznym stopniu przypomina³ relacje ³¹cz¹ce
dzieci z g³ow¹ rodziny. Wynika³o to przede wszystkim z postrzegania zatrudnienia w charakterze s³u¿by domowej jako etapu w ¿yciu wiêkszoœci cz³onków
danej spo³ecznoœci. W sytuacji, gdy wielu pracodawców tak¿e wykonywa³o niegdyœ ten zawód, trudno by³o postrzegaæ s³u¿¹cych jako stoj¹cych znacznie ni¿ej
w hierarchii spo³ecznej. Co wiêcej, w roli tej zatrudniano czêsto osoby pochodz¹ce z tej samej wsi, parafii, a nawet spokrewnione z gospodarzami.
298
Recenzje
[30]
Wraz z rewolucj¹ przemys³ow¹ pojawi³y siê nowe miejsca pracy, ograniczaj¹c atrakcyjnoœæ zatrudnienia w charakterze s³u¿by domowej i prowadz¹c do
deklasacji zajêcia oraz jego rosn¹cej feminizacji. Os³abieniu uleg³a jego wa¿na
funkcja edukacyjna, poniewa¿ charakterystyczny dla domów bur¿uazji styl ¿ycia mia³ coraz mniej wspólnego z egzystencj¹ rodzin ch³opskich i robotniczych.
Umiejêtnoœci nabyte w domu pracodawcy, takie jak obs³uga oœwietlenia gazowego czy fachowe podawanie do sto³u, by³y ca³kowicie nieprzydatne poza œwiatem klas œredniej i wy¿szej. Praca s³u¿¹cej przesta³a wiêc byæ postrzegana jako
sposób na zdobycie nowych, wa¿nych w gospodarstwie ch³opskim czy domu
robotniczym umiejêtnoœci, a nawet nasuwa³a podejrzenia o nieobyczajnoœæ i nabycie wielkopañskich nawyków (jak chocia¿by codzienne picie herbaty). Wszystko to skutkowa³o rosn¹cym pogorszeniem pozycji spo³ecznej s³u¿¹cych, zmniejszeniem ich atrakcyjnoœæ matrymonialnej i utrudnia³o porzucenie zajêcia,
czyni¹c zeñ wybierany nieraz na ca³e ¿ycie zawód.
W procesie zmian statusu s³u¿¹cych – od pozycji cz³onka rodziny do statusu
pracownika – pojawi³ siê w ostatnich czasach nowy kierunek. W miejsce ca³kowicie niemal zanik³ej klasycznej s³u¿by domowej wesz³a liczna grupa kobiet
pracuj¹cych jako pomoce domowe, sprz¹taczki czy opiekunki do dzieci i starców. W Europie Zachodniej, a tak¿e w nowo przyjêtych do Unii Europejskiej
krajach s¹ to z regu³y albo imigrantki, albo osoby okreœlane mianem migrantów (a w³aœciwie migrantek) czasowych, które podejmuj¹ siê podobnej pracy
w celu utrzymania swojej rodziny pozostaj¹cej w kraju ojczystym – opuszczaj¹
one swoje domy w³aœnie po to, aby móc zapewniæ im dalsze funkcjonowanie.
W tej grupie znajduj¹ siê m.in. Polki, Ukrainki, mieszkanki Karaibów (H. Lutz,
S. Schwalgin, Irregular Migration and the Globalization of Domestic Work: Migrant Domestic Workers in Germany, s. 297–315; M. Magat, Women Breadwinners in the Margins: Filipina Domestic Workers in Rome, Italy, s. 351–368).
Artyku³y zgrupowane w czwartej czêœci ksi¹¿ki dotycz¹ zagadnieñ zwi¹zanych z aktywnoœci¹ ekonomiczn¹ s³u¿¹cych i ich udzia³u w rynku pracy
(E. Ewan, S. Pasleau, I. Schopp, L. Widding Isaksen, B. Walter, M. Lynch-Brennan, C. Sarasúa, S. Moosvi). Wynika z nich, ¿e sytuacja maj¹tkowa s³u¿by domowej by³a czêsto bardzo zró¿nicowana, a wiele jej przedstawicielek potrafi³o
zapewniæ sobie dodatkowe Ÿród³a dochodów. Jak pokazuje przyk³ad s³u¿¹cych
zatrudnionych w miasta szkockich, by³y one w stanie nie tylko podejmowaæ
dodatkow¹ pracê praczek czy piwowarek, co czyni³y niejako przy okazji obowi¹zków wykonywanych na rzecz swoich pracodawców, ale tak¿e zajmowa³y
siê handlem i udzielaniem po¿yczek. Za niezwykle interesuj¹ce nale¿y uznaæ
zw³aszcza to ostatnie zjawisko. Poniewa¿ s³u¿¹ce otrzymywa³y wyp³aty z regu³y
co pó³ roku, dysponowa³y stosunkowo du¿ymi sumami pieniêdzy. Zdarza³o im
siê nawet po¿yczaæ pieni¹dze pracodawcom.
Przedstawione tu zagadnienia i niektóre wyniki badañ nie wyczerpuj¹ oczywiœcie tematyki poruszonej w recenzowanym tomie. Dwadzieœcia piêæ zebranych
w nim artyku³ów prezentuje zró¿nicowane ujêcia badawcze, dotyczy czêsto bardzo odmiennych spo³eczeñstw i epok, charakteryzuje siê niejednakowym poziomem. Obok niezwykle ciekawych studiów opartych na wyczerpuj¹cej analizie
[31]
Recenzje
299
dostêpnych Ÿróde³ (obok wy¿ej omówionych, tak¿e O. Rey Castelao i R. Iglesias
Estepa, Domestic Service in Spain, 1750–1836: the Domestic Servants of Clergy,
s. 127–140; M.L. Nogata, Domestic Service and the Law in Early Modern Japan,
s. 211–233; S. McIsaac Cooper, From Family Member to Employee: Aspects of Continuity and Discontinuity in English Domestic Service, 1600–2000, s. 277–296;
S. Moosvi, Domestic Service in Precolonial India: Bondage, Caste and Market,
s. 543–573), zdarzaj¹ siê, niestety, równie¿ opracowania s³absze, których autorzy
poœwiêcili swoj¹ uwagê g³ównie prezentacji modnej ostatnio terminologii z zakresu gender studies. Wydaje siê jednak, ¿e owo zró¿nicowanie mo¿na uznaæ za
jedn¹ z zalet ksi¹¿ki, która przynosi bardzo szeroki przegl¹d, a tym samym
dobr¹ orientacjê we wspó³czesnych badaniach nad s³u¿b¹ domow¹.
Rados³aw Poniat
K r z y s z t o f A . M a k o w s k i, Si³a mitu. ¯ydzi w Poznañskiem w dobie
zaborów w piœmiennictwie historycznym, Poznañ 2004, Wydawnictwo Poznañskie, s. 485
Praca Krzysztofa Makowskiego poœwiêcona jest historiografii dotycz¹cej
¯ydów w Wielkim Ksiêstwie Poznañskim (od po³owy XIX w. prowincji poznañskiej) w latach 1793–1918. Autor opar³ swoje badania na wielu publikacjach
polskich, niemieckich i ¿ydowskich. Wykorzystywa³ zasoby bibliotek polskich
i zagranicznych. Celem pracy by³o ukazanie g³ównych trendów historiograficznych, które tworzy³y œwiadomie, a niekiedy i nieœwiadomie, obraz przesz³oœci
i towarzysz¹ce mu mity. Korzeni owych mitów szuka³ Makowski w ideowych
postawach autorów prac. Ich analizie towarzyszy³a równolegle analiza Ÿróde³
historycznych, odnosz¹cych siê do badanych problemów.
Pisarstwo historyczne na temat ¯ydów w Poznañskiem siêga swymi pocz¹tkami lat trzydziestych XIX w. Wtedy te¿ ludnoœæ ¿ydowska osi¹gnê³a maksymaln¹ liczbê bezwzglêdn¹ (80 tys.) i wzglêdn¹ (6,5% ogó³u ludnoœci). Pierwsze
¿ydowskie prace dotycz¹ce historii, w³asnej i ludnoœci wraz z ¯ydami zamieszkuj¹cej Poznañskie, pojawi³y siê równoleg³e do zachodz¹cych wewn¹trz spo³ecznoœci ¿ydowskiej zmian. Prawda, ¿e przyczyni³y siê do tego zmiany w statusie
prawnym, o których Autor pisze (s. 27), ale g³ównie postêpy Haskali, o której
Autor w tym kontekœcie nie wspomnia³.
Ten nurt oœwieceniowy, a tak¿e ju¿ wczeœniej, jak pisa³ o tym David Fishman
w studiach nad tworzeniem siê elity intelektualnej, grupa znajduj¹ca siê miêdzy studiami rabinicznymi a zaanga¿owaniem w naukach œwieckich da³y podstawy œwieckiej inteligencji ¿ydowskiej. Tak¿e wœród szerszych warstw zaczê³a
odgrywaæ istotn¹ rolê synagoga reformowana (Tempel), jak to mia³o miejsce
chocia¿by w przypadku Saula Isaaka Kaempfa.
W nastêpnych dziesiêcioleciach XIX w. pisarstwo historyczne wychodzi³o poza
opisy lokalnych dziejów gmin i biografie wybitnych rabinów. W latach siedem-
300
Recenzje
[32]
dziesi¹tych, gdy powsta³a monumentalna historia ¯ydów Heinricha Graetza,
ros³o zainteresowanie ¯ydów nie tylko dawnymi dziejami, ale równie¿ niedalek¹ przesz³oœci¹. Powstawa³y pierwsze badania regionalne i pojawi³y siê specjalistyczne czasopisma. Sporo miejsca w pisarstwie zajmowa³a publicystyka. Mia³a
ona na celu zw³aszcza stawianie oporu rodz¹cemu siê w Europie i w Niemczech
antysemityzmowi (jeszcze w jego fazie folkistowskiej).
W wielu relacjonowanych przez autora tekstach pisarzy i publicystów ¿ydowskich z Poznañskiego pojawia siê kwestia postawy narodowej i wynikaj¹cych z niej odniesieñ ¯ydów do narodowoœci niemieckiej czy polskiej. Od drugiej
po³owy XIX w. wa¿n¹ by³a sprawa asymilacji ¯ydów w Prusach i w zjednoczonych Niemczech. Zreszt¹ nie stanowi³o to specyfiki ¯ydów wielkopolskich czy
niemieckich. Akulturacjê czy asymilacjê czêsto akceptowali ¯ydzi równie¿ w innych pañstwach Europy Zachodniej i Œrodkowej oraz w Rosji. Dlaczego wiêc
postawa akulturacji niemieckiej (choæ nie polskiej) ¯ydów z Poznañskiego, wedle Autora, mia³aby byæ tylko mitem, który nale¿y obaliæ?
W analizie piœmiennictwa z Poznañskiego brakuje szerszego porównania
z kwestiami nurtuj¹cymi ¯ydostwo w omawianym okresie. Ogólnoeuropejskim
problemem stawa³o siê wiêc odrzucenie ruchów asymilatorskich w miarê rozwijania siê od lat siedemdziesi¹tych i osiemdziesi¹tych XIX w. obejmuj¹cego ca³¹
Europê nowoczesnego antysemityzmu. Pojawi³y siê skutki uboczne odrzucenia,
jak zamkniêcie siê œrodowisk ¿ydowskich i poszukiwanie odpowiedzi na antysemityzm w ruchach narodowych lub politycznych – syjonizmie i bundyzmie.
Analizuj¹c wiele opracowañ historycznych, zarówno druków zwartych, jak
i artyku³ów, rozpraw habilitacyjnych, doktorskich i prac magisterskich, Autor
próbuje przekazaæ obraz zainteresowañ kilku pokoleñ badaczy dla kwestii samookreœlenia narodowego ¯ydów w Poznañskiem. Trudno oprzeæ siê wra¿eniu, ¿e
uwagê Autora w mniejszym stopniu zajmuje kwestia wewnêtrznych dziejów
gmin ¿ydowskich, spo³ecznego rozwarstwienia, gospodarki czy migracji do
Wielkopolski ¯ydów ze wschodu. W rozwa¿aniach nad historiografi¹ tematu
dominuj¹ kwestie polityczne w odniesieniu do spraw narodowych i wynikaj¹cych z nich konfliktów.
Krzysztof Makowski wykona³ wielk¹ pracê, gromadz¹c szczegó³ow¹ wiedzê
dotycz¹c¹ zebranego i prezentowanego materia³u, jednak¿e poza prezentacj¹
nie szczêdzi³ tak¿e ocen omawianych prac. Czytelnik mo¿e œledziæ wp³yw pr¹dów ideologicznych na niemieckie, polskie i ¿ydowskie spo³eczeñstwo Poznañskiego. Niemieckie ruchy nacjonalistyczne krzewi³y niechêæ w spo³eczeñstwach,
w których ¯ydzi siê asymilowali. Wyra¿a³a siê ona w ró¿nych formach dystansu do germanizuj¹cych siê asymilatorów, choæby nazywanie ich Auchdeutschen.
Niechêæ ze strony Niemców i podwa¿anie przez nich prawa asymiluj¹cych siê
¯ydów do niemieckoœci, zmusza³a ich do reakcji. Znajdowa³o to wyraz w piœmiennictwie podkreœlaj¹cym zas³ugi ¯ydów dla Niemiec. Jednoczeœnie podnoszono brak stabilnoœci spo³ecznej w Poznañskiem jako przyczynê exodusu od
po³owy XIX w. ¯ydów na zachód, w g³¹b pañstw niemieckich. Uznawano tak¿e
za przyczynê emigracji lepsze warunki materialne. Niekiedy wprost pisano o braku przywi¹zania do prowincji poznañskiej (s. 81). Pojawia³o siê tak¿e poczucie
[33]
Recenzje
301
zawodu ze wzglêdu na to, ¿e ogó³ spo³eczeñstwa nie akceptowa³ zasymilowanej
ludnoœci ¿ydowskiej.
Krzysztof Makowski nie kryje, ¿e za swoje zadanie uwa¿a przewartoœciowanie wiedzy o dziejach ludnoœci ¿ydowskiej, st¹d te¿ ów tytu³owy „mit”. Po czêœci
pracy poœwiêconej historiografii nastêpuje epilog, traktuj¹cy O dziejach ¯ydów
w Poznañskiem w dobie zaborów zgo³a inaczej. Przedstawia on czytelnikowi
w jasnych barwach dzieje ¯ydów wielkopolskich, a zw³aszcza ich kontakty z Polakami i wspó³pracê na ró¿nych polach. Mo¿emy siê nawet dowiedzieæ za poœrednictwem Ÿróde³ cytowanych przez Autora, ¿e przed kosynierami (chodzi
zapewne o powstanie wielkopolskie 1848 r.) ¯ydów ochrania³o duchowieñstwo
i ziemiañstwo, sami zaœ ch³opi „byli w gruncie rzeczy dobroduszni i nieskorzy
do okrucieñstwa” (s. 414). I tylko tyle, mo¿e jednak warto by³oby ukazaæ fakty
i mity, bo przecie¿ nie wszystko by³o tylko mitami.
Autor nie ukrywa przed czytelnikiem, ¿e „mo¿na ten fragment pracy uwa¿aæ za jednostronny”. Pisze tak¿e: „Trudno jednak przypuszczaæ, by móg³ byæ
on bardziej jednostronny ani¿eli obraz króluj¹cy w dotychczasowej historiografii.
Znacznie wy¿szy jest jego stopieñ wiarygodnoœci”. Autor poza kolejn¹ ocen¹,
tym razem w³asnego tekstu, t³umaczy tak¿e, ¿e na taki jak jego „wariant dziejów [...] nie by³o zapotrzebowania spo³ecznego”. Chyba jednak nie o to Autorowi chodzi³o, ¿e teraz zapotrzebowanie takie powsta³o. Pisanie historii wedle
zapotrzebowania spo³ecznego mia³o niejednokrotnie miejsce, ale czy wiod³o to
do obiektywizmu?
Z drobniejszych uwag: brak w pracy wyjaœnienia, dlaczego pojawia siê anachroniczny termin „Izraelitów” i „starozakonnych” w odniesieniu do ¯ydów
i to wtedy, kiedy chodzi o tekst Autora, a nie cytaty czy relacje Ÿród³owe.
Omawiana praca nie jest wiêc tylko poœwiêcona historii historiografii, ale
tak¿e ma na celu ukazanie dziejów ludnoœci ¿ydowskiej w Poznañskiem w okresie
zaborów poprzez analizê wiedzy i zainteresowañ historycznych kilku jej pokoleñ. W rozwa¿aniach Makowskiego dominuje oczywiœcie problematyka wynikaj¹ca z samych badanych tekstów. Zdumiewaj¹ce jest jednak, jak rzadko chciano
siê zajmowaæ w historiografii niemieckiej i polskiej stosunkami wewn¹trz gmin
¿ydowskich, postawami, konfliktami. ¯ydzi nie stanowili przecie¿ spo³eczeñstwa monolitycznego.
Niewiele jest nowszych prac dotycz¹cych tematyki ¯ydów wielkopolskich,
a jeszcze mniej publikacji ca³oœciowo ujmuj¹cych ró¿ne zagadnienia pisarstwa
historycznego. Praca Krzysztofa Makowskiego wype³nia z ca³¹ pewnoœci¹ lukê
w badaniach i mo¿na sobie ¿yczyæ, aby pojawi³y siê tak¿e prace odnosz¹ce siê
do grup ludnoœci ¿ydowskiej zamieszkuj¹cej pozosta³e ziemie polskie.
Barbara Holzer
302
Recenzje
[34]
M a ³ g o r z a t a M a z u r e k, Socjalistyczny zak³ad pracy. Porównanie fabrycznej codziennoœci w PRL i NRD u progu lat szeœædziesi¹tych, Trio, Warszawa 2005, s. 304
Zak³ad pracy zajmowa³ w systemie komunistycznym szczególn¹ pozycjê.
Przedsiêbiorstwo nie tylko by³o miejscem wytwarzania dóbr, ale równie¿ pe³ni³o
szereg funkcji spo³ecznych, jak dystrybucja trudno dostêpnych towarów, rozdzielnictwo mieszkañ czy organizacja wczasów dla pracowników. Przede wszystkim jednak fabryki odgrywa³y znacz¹c¹ rolê polityczn¹ jako skupiska robotników, grupy spo³ecznej tak wa¿nej dla partii g³osz¹cych, ¿e sprawuj¹ w³adzê
w imieniu proletariatu.
Badanie, jak dzia³a³y przedsiêbiorstwa socjalistyczne i jaka by³a ich rola,
wydaje siê niezwykle istotne dla zrozumienia systemu sowieckiego. Jednak do
tej pory problematyka ta nie cieszy³a siê szczególnym zainteresowaniem historyków w Polsce1. Ksi¹¿ka Ma³gorzaty Mazurek jest tym bardziej godna uwagi,
¿e Autorka nie tylko zajmuje siê rzadko poruszan¹ tematyk¹ zak³adów pracy,
ale stara siê porównaæ fabryki z dwóch ró¿nych krajów „demokracji ludowej”
– Polski i NRD.
Ze wzglêdu na ró¿norodnoœæ funkcji socjalistyczne zak³ady przemys³owe
mo¿na badaæ z wielu punktów widzenia. Mo¿na spogl¹daæ na przedsiêbiorstwo
jak na zjawisko polityczne – istotny element pañstwa „realnego socjalizmu”.
Mo¿na je analizowaæ ze wzglêdu na ekonomiczn¹ racjonalnoœæ, czy te¿ raczej
jej brak. Mo¿na wreszcie badaæ zak³ady pracy jako instytucjê spo³eczn¹. Ta ostatnia perspektywa by³a najbli¿sza Autorce. Ma³gorzata Mazurek postanowi³a
przede wszystkim zastanowiæ siê, jak „wygl¹da³a praca robotników w rzeczywistoœci PRL i NRD prze³omu lat piêædziesi¹tych i szeœædziesi¹tych” (s. 9), ale
równie¿ jak robotnicy widzieli swoj¹ fabrykê.
G³ównym celem pracy, jak podkreœla autorka, jest „wydobycie specyfiki przypadków przez ich porównanie”. W zamierzeniu praca mia³a ukazaæ „na czym
polega³a enerdowska «ortodoksja» i realizacja ideologicznych postulatów w Polsce”, uzmys³owiæ „geograficzn¹ i spo³eczn¹ ró¿norodnoœæ socjalistycznego zak³adu pracy” (s. 9). Ma³gorzata Mazurek zastanawia siê zatem, w jakim stopniu
realny socjalizm wp³yn¹³ na ujednolicenie ¿ycia w przedsiêbiorstwach, a w jakim
rzeczywistoœæ zak³adowa by³a konsekwencj¹ wczeœniejszych, przedkomunistycznych doœwiadczeñ i tradycji.
Do swoich badañ Autorka wybra³a dwa – jak to okreœla – reprezentacyjne
zak³ady z bran¿y elektrotechnicznej: Zak³ady im. Ró¿y Luksemburg w Warszawie (przedwojenne zak³ady koncernu Phillipsa) oraz Zak³ady im. Józefa Stalina w Berlinie Wschodnim (przedwojenne zak³ady koncernu AEG). Ze wzglêdu
1 Zob. np. B. B r z o s t e k, Robotnicy Warszawy. Konflikty codzienne (1950–1954),
Warszawa 2002; D. J a g o d z i ñ s k a-S a s s o n i in., PZPR w fabryce. Studium wroc³awskiego „Pafawagu” w pocz¹tku lat piêædziesi¹tych, oprac. M. Kula, Warszawa 2001;
M. T y m i ñ s k i, PZPR i przedsiêbiorstwo. Nadzór partyjny nad zak³adami przemys³owymi 1956–1970, Warszawa 2001.
[35]
Recenzje
303
na zbli¿on¹ wielkoœæ, podobn¹ bran¿ê produkcji, wreszcie przedwojenn¹ „koncernow¹” historiê proponowane przyk³ady wydaj¹ siê odpowiednie do prowadzenia studiów porównawczych.
Mo¿na równie¿ uznaæ, ¿e wybór okresu – druga po³owa lat piêædziesi¹tych
i pocz¹tek lat szeœædziesi¹tych – jest uzasadniony; w obu przypadkach Autorka
bada sytuacjê zak³adów bezpoœrednio po zakoñczeniu okresu stalinowskiego.
W przypadku NRD, a szczególnie Berlina, lata 1953–1961 stanowi¹ zamkniêty
okres – od berliñskiego powstania robotników do budowy muru odgradzaj¹cego
wschodni¹ i zachodni¹ czêœæ miasta. W przypadku Polski wydarzenia 1956 r.
stanowi¹ jednoznaczn¹ cezurê odgradzaj¹c¹ czasy stalinowskiego terroru od
gomu³kowskiej „ma³ej stabilizacji”. Brakuje jedynie wyraŸnego zaznaczenia
koñca badanego okresu dla zak³adów warszawskich, jednak w przypadku Polski znalezienie takiej daty nie jest proste z powodu innego ni¿ w NRD przebiegu wydarzeñ politycznych.
Mocn¹ stron¹ pracy jest ró¿norodny materia³ Ÿród³owy. Ma³gorzata Mazurek zbada³a archiwalia zak³adowe, dokumenty zwi¹zkowe i partyjne dotycz¹ce
obydwu przedsiêbiorstw, wreszcie skorzysta³a z materia³ów prasowych i publikacji poœwieconych zak³adom, wydanych w czasach komunistycznych. Jednak
chyba najcenniejsze i niezwykle ciekawe s¹ wywiady przeprowadzone z by³ymi
pracownikami obydwu zak³adów. Wspomnienia robotników pozwalaj¹ spojrzeæ
na badany temat z nieco innej strony ni¿ tylko przez pryzmat suchych i drêtwo
pisanych dokumentów partyjnych czy zwi¹zkowych.
Niezwykle wa¿na dla prac stawiaj¹cych sobie za cel porównanie jest konstrukcja. Ma³gorzata Mazurek w swojej ksi¹¿ce omawia najpierw berliñskie
Zak³ady im. Józefa Stalina (czêœæ 1), a nastêpnie Zak³ady im. Ró¿y Luksemburg (czêœæ 2). Mo¿na powiedzieæ, ¿e publikacja zawiera dwie monografie przedsiêbiorstw, co nawet sugeruje osobna numeracja rozdzia³ów.
Obie czêœci zosta³y podzielone wed³ug tego samego schematu. W obydwu
pierwsze rozdzia³y zosta³y zatytu³owane Spo³eczna charakterystyka zak³adu.
Autorka opisuje w nich historiê przedsiêbiorstw, uczestnictwo za³óg w protestach
przeciw komunistycznym w³adzom – w 1953 r. w Berlinie i w 1956 r. w Warszawie, wreszcie stara siê je scharakteryzowaæ, w tym pokazaæ podzia³y wystêpuj¹ce miêdzy pracownikami.
Drugie rozdzia³y obu czêœci – Praca na co dzieñ – traktuj¹, ogólnie rzecz
ujmuj¹c, o warunkach pracy robotników. Badaczka zajmuje siê tutaj czasem
pracy i wynagrodzeniami, standardami BHP obowi¹zuj¹cymi czy raczej maj¹cymi obowi¹zywaæ w obydwu przedsiêbiorstwach. Mazurek ukazuje równie¿,
w jakim stopniu robotnicy stosowali siê do obowi¹zuj¹cych przepisów. Osobny
podrozdzia³ zosta³ poœwiêcony instytucji narad produkcyjnych, wykorzystywanych niejednokrotnie jako wentyl bezpieczeñstwa, przez który uchodzi³o robotnicze niezadowolenie.
Rozdzia³y trzecie Motywowanie do pracy s¹ poœwiecone ró¿nym metodom
nak³aniania robotników do wiêkszego wysi³ku i podnoszenia wydajnoœci. Autorka przedstawia tu instrumenty ideologicznego nacisku na pracowników oraz próby wprowadzania mniej lub bardziej œcis³ej kontroli zarówno instytucjonalnej
304
Recenzje
[36]
(w Warszawie), jak i maj¹cej bardziej spo³eczny charakter (w Berlinie). W osobnych podrozdzia³ach zosta³y przedstawione zachêty materialne i oferta pomocy
socjalnej ze strony zak³adu dla pracowników. Koñcz¹c badaczka przedstawi³a
postawy robotników wobec pracy, zwracaj¹c uwagê na zanikaj¹cy etos pracy.
Ostanie, czwarte rozdzia³y obu czêœci traktuj¹ o mobilnoœci zawodowej w obydwu przedsiêbiorstwach. Autorka zajmuje siê zarówno zmianami wielkoœci zatrudnienia, jak i mobilnoœci¹ pionow¹ wewn¹trz fabryk, czyli mo¿liwoœciami
awansu na wy¿sze stanowisko w przedsiêbiorstwie. Zak³ady w Berlinie by³y tu
w zasadniczo odmiennej sytuacji ni¿ fabryka w Warszawie, co Autorka sygnalizuje ju¿ w tytule rozdzia³u w czêœci poœwieconej Zak³adom im. Józefa Stalina:
Berliñska specyfika – „g³osowanie nogami”.
W pierwszych dwóch czêœciach czytelnik znajdzie tylko niewielk¹ liczbê porównañ badanych zak³adów. Dopiero w czêœci trzeciej, na dwudziestu ostatnich
stronach, Autorka podsumowuje wczeœniejsze rozwa¿ania i dopiero tutaj w wiêkszym wymiarze mo¿emy znaleŸæ porównania obydwu przedsiêbiorstw. Wydaje
siê, ze korzystniejsze by³oby podzieliæ ksi¹¿kê na cztery czêœci zgodnie z podzia³em zastosowanym przy opisywaniu poszczególnych zak³adów i na bie¿¹co
pokazywaæ podobieñstwa i ró¿nice pomiêdzy zak³adami z Warszawy i Berlina.
Szukaj¹c podobieñstw Mazurek zwraca uwagê na analogiczne problemy
wynikaj¹ce z regu³ systemu centralnego planowania. Zarówno w Warszawie,
jak i w Berlinie robotnicy zmagali siê z podnoszonymi normami i narzekali na
prace na akord, musieli radziæ sobie z przestojami i nierytmicznoœci¹ produkcji.
W Zak³adach im. Józefa Stalina, tak jak w Zak³adach im. Ró¿y Luksemburg,
czêœæ wynagrodzeñ, g³ównie premie, by³a dzielona na zasadach nieformalnych.
Zarówno w Warszawie, jak i w Berlinie podobny by³ przebieg konfliktów. W obydwu fabrykach rolê wentyla bezpieczeñstwa odgrywa³y narady wytwórcze, podczas których robotnikom pozwalano na prezentowanie niezadowolenia (w ograniczonym zakresie). Jednak nawet gdy dochodzi³o do ostrzejszego konfliktu, to
robotnicy i kierownictwo d¹¿yli do konsensusu, zdaj¹c sobie sprawê z rzeczywistej wspólnoty interesów.
Autorka obok analogii zwraca równie¿ uwagê na ró¿nice dziel¹ce obydwa
przedsiêbiorstwa. W zak³adach berliñskich, czy w ogóle enerdowskich, zdecydowanie silniejsze by³o natê¿enie ró¿nych akcji ideologiczno-wychowawczych,
jak brygady pracy socjalistycznej czy wspó³zawodnictwo. W Polsce po 1956 r.
w zasadzie straci³y one swoje znaczenie. Kolejna powa¿na ró¿nica, to rozbudowane funkcje socjalne, jakie pe³ni³o przedsiêbiorstwo berliñskie wobec pracowników. Na tym tle pomoc socjalna realizowana w zak³adach warszawskich by³a niezwykle skromna. Jak pisze Autorka, funkcje socjalne w polskich zak³adach pracy
zosta³y na wiêksz¹ skalê wprowadzone dopiero w latach siedemdziesi¹tych.
Jeszcze jedn¹ powa¿n¹ ró¿nic¹ dziel¹c¹ dawne zak³ady AEG i Phillipsa by³
sk³ad za³ogi. W zak³adach berliñskich o wiele wiêksz¹ rolê odgrywali przedwojenni pracownicy fabryki. Jeszcze na prze³omie lat piêædziesi¹tych i szeœædziesi¹tych stanowili oko³o 15% za³ogi i jako starzy wysoko wykwalifikowani fachowcy odgrywali pierwszoplanow¹ rolê wœród robotników. W Warszawie dawni
pracownicy Phillipsa rozp³ynêli siê w masie nowo przyby³ych robotników i nie
[37]
Recenzje
305
odgrywali znacz¹cej roli w ¿yciu spo³ecznoœci zak³adowej. Konsekwencj¹ tej
ró¿nicy, na co wskazuje Ma³gorzata Mazurek, by³o zdecydowanie wiêksze znaczenie etosu pracy w zak³adach niemieckich, dziedziczonego po starych fachowcach pracuj¹cych tam jeszcze w czasach AEG. Trzeba jednak zauwa¿yæ za Autork¹, ¿e „z czasem w coraz wiêkszym stopniu adoptowano siê do patologii
pañstwowej gospodarki w bardziej pragmatyczny i cyniczny sposób, co piêtnowano oficjalnie jako «upadek moralnoœci pracy» (Verfall der Arbeitsmoral)” (s. 114).
Czy Autorce uda³o siê „wydobycie specyfiki przypadków”? Jak pisze Mazurek: „Modernizacja w NRD i w Polsce mog³a odzwierciedlaæ siê we wzglêdnej
konserwacji spo³eczeñstwa przemys³owego w NRD oraz pospiesznym i niekonsekwentnym d¹¿eniu do osi¹gniêcia wy¿szego statusu cywilizacyjnego w PRL”
(s. 290–291). Wydaje siê, ¿e wnioski Autorki mog³y byæ bardziej œmia³e, odwo³uj¹ce siê do dorobku nauk spo³ecznych. Przypadek Polski mo¿na by tu równie¿ interpretowaæ jako specyficzn¹ konserwacjê wczeœniejszych struktur spo³ecznych, przyniesionych ze wsi do miast wraz z powojenn¹ migracj¹2. Mo¿na
by równie¿ pokusiæ siê o stwierdzenie, ¿e komunizm wbrew g³oszonym has³om
mia³ raczej charakter konserwuj¹cy ni¿ modernizuj¹cy.
Pomimo podnoszonych tu niedoci¹gniêæ, pracê Ma³gorzaty Mazurek nale¿y
uznaæ za bardzo ciekaw¹, a przede wszystkim nowatorsk¹ jeœli chodzi o polsk¹
historiografiê okresu PRL. Badaczka nie tylko poruszy³a rzadko podejmowan¹
tematykê przedsiêbiorstw przemys³owych, ale jeszcze dokona³a porównania
dwóch przypadków z Polski i NRD. Trzeba zarazem zaznaczyæ, ¿e Autorka
wysz³a poza opracowania historyczne, wykorzystuj¹c w swoich badaniach bardzo liczne pozycje z dziedziny socjologii. Praca Ma³gorzaty Mazurek jest bez
w¹tpienia pod wieloma wzglêdami pozycj¹ unikatow¹, poszerzaj¹c¹ w znacznym stopniu nasz¹ wiedzê o okresie realnego socjalizmu.
Maciej Tymiñski
2
J. K o c h a n o w i c z, Trust, Confidence, and Social Capital in Poland: A Historical
Perspective, [w:] Trust and Democratic Transition in Post-Communist Europe. Proceedings
of the British Academy, red. E. Markova, Oxford 2004, 63–83.
306
Recenzje
WYKAZ SKRÓTÓW
Wydawnictwa Ÿród³owe:
AGZ
KDMaz.
– Akta grodzkie i ziemskie
– Kodeks dyplomatyczny Ksiêstwa Mazowieckiego, wyd. J.T. Lubomirski
KDM³p. – Kodeks dyplomatyczny Ma³opolski
KDP
– Kodeks dyplomatyczny Polski
KDŒl.
– Kodeks dyplomatyczny Œl¹ska
KDW
– Kodeks dyplomatyczny Wielkopolski, t. 1–5, wyd. I. Zakrzewski,
F. Piekosiñski, od t. 6, wyd. A. G¹siorowski [i in.]
MPH
– Monumenta Poloniae historica
MPH s.n. – Monumenta Poloniae historica, series nova
PU
– Pommerellisches Urkundenbuch
PrU
– Preussisches Urkundenbuch
Czasopisma oraz wydawnictwa seryjne:
„Annales. E.S.C.”
KH
KHKM
PH
PSB
RAU hf
RDSG
SPPP
St. ród³.
–
–
–
–
–
–
„Annales – Économie, Société, Civilisation”
„Kwartalnik Historyczny”
„Kwartalnik Historii Kultury Materialnej”
„Przegl¹d Historyczny”
Polski s³ownik biograficzny
Rozprawy Polskiej Akademii Umiejêtnoœci. Wydzia³ Historyczno-Filozoficzny
– „Roczniki Dziejów Spo³ecznych i Gospodarczych”
– Starodawne Prawa Polskiego Pomniki
– „Studia ród³oznawcze”

Podobne dokumenty