Dawne przeboje

Komentarze

Transkrypt

Dawne przeboje
Dawne przeboje
"Kurier Podlaski", 10-12 II 1984
istoria jest przekorna. Wielcy, genialni kompozytorzy najszerszą popularność zawdzięczają nie
arcydziełom, a przeciwnie, drobnym kompozycyjkom napisanym jakby od niechcenia,
Hswoim
mimochodem. Bywa i tak, że z owych wielkich arcydzieł zawrotną popularność zyskuje jakiś
fragment, okruch. Te okruszyny ze stołu geniusza są następnie aranżowane na dziesiątki sposobów i wykonywane wszędzie, od portowych tawern, po najbardziej reprezentacyjne sale koncertowe (jako bisy),
przez ulicznych grajków (dawniej także na katarynkach) lub w... łazienkach przy goleniu. Bywa i tak,
niestety, że tłuką te przeboje mistrzów domorośli pianiści sprawiając tym sobie wielką przyjemność, ale
sąsiadom już znacznie mniejszą. Niektóre z tych dawnych przebojów nucimy nawet nie znając ich autora.
Warto więc kupić nową płytę WIFONU (LP 055) zatytułowaną "Antologia miniatury skrzypcowej" z
szeregiem starych szlagierów w doskonałym wykonaniu pary świetnych artystów: Kai Danczowskiej i
Janusza Olejniczaka. Płytą ta jest bardzo dobrze, plastycznie, czysto nagrana i posiada ładną kopertę z
ciekawym komentarzem. I właśnie ten komentarz wymaga… komentarza.
Rzecz jest bowiem wcale nie błaha. I wagi prawie państwowej. Autor komentarza wspomina o bardzo
ciekawej hipotezie Zdzisława Szulca, nieżyjącego juz założyciela i pierwszego kustosza Muzeum Instrumentów
Muzycznych w Poznaniu. Zgodnie z tą hipotezą ojczyzną skrzypiec nie są bynajmniej Włochy, jak się
powszechnie uważa, lecz Polska. Są na to dowody. Można je wszystkie znaleźć w trzech książkach, przede
wszystkim samego Z. Szulca "Słowniku lutników polskich" oraz w dwóch pracach Włodzimierza Kamińskiego
[1930-1993 - przyp. SO], obecnego dyrektora poznańskiego Muzeum, a zarazem prezesa Stowarzyszenia
Polskich Artystów Lutników — "Instrumenty muzyczne na ziemiach polskich" i "Skrzypce polskie".
Polski rodowód skrzypiec skrótowo przedstawia się następująco: Kiedy wraz z dworem królowej Bony
przywędrowali do Polski włoscy muzycy grający na wiolach (a zapewne i lutnicy budujący i naprawiający te
instrumenty), zastali u nas instrumenty strojone w kwintach, tak jak dzisiejsze skrzypce (wiole natomiast
strojono w zupełnie inny sposób). Instrumenty te nazywano skrzypicami. Bona Sforza zawarła małżeństwo z
Zygmuntem (był to rok 1518), a włoskie wiole weszły równocześnie w mariaż z polskimi skrzypicami. Z
krzyżówki tej najprawdopodobniej zrodziły się właśnie skrzypce o klasycznym, do dzisiaj utrzymywanym
kształcie. Hipotezę tę potwierdzają liczne argumenty rzeczowe.
Wzmianki w źródłach niemieckich z 1545 r. wyraźnie już mówią o "polskich skrzypcach". W 1520 roku
urodził się Mateusz Dobrucki, najstarszy ze znanych polskich lutników. Zaczął więc budować skrzypce ok. 1540
r. Prowadził warsztat na wielką skalę (dowodzi tego inwentarz sporządzony po jego śmierci w 1602 r.). Musiały
zatem już wcześniej istnieć w Polsce mniejsze warsztaty lutnicze, gdzie Dobrucki mógłby odbyć swój staż
uczniowski, a później czeladniczy. Są też najpewniejsze dowody rzeczowe — same instrumenty. W poznańskim
Muzeum można obejrzeć skrzypce wykonane przez Marcina Groblicza i Baltazara Dankwarta w końcu XVI i na
początku XVII wieku. Są one w tak dobrym stanie, że do dzisiaj są używane. Zresztą na instrumencie
Dankwarta datowanym z 1602 r. grała na Konkursie Skrzypcowym im. H. Wieniawskiego Jadwiga
Kaliszewska, dzisiaj profesor Akademii Muzycznej w Poznaniu. Polsko-włoski mariaż tłumaczy w sposób
przekonywujący szybkie rozpowszechnienie się nowoczesnych skrzypiec we Włoszech. Instrument ten znacznie
górował możliwościami brzmieniowymi nad wiolami, przede wszystkim zaś potrafił pięknie śpiewać, a to w
związku z powstającymi nowymi gatunkami muzycznymi — zwłaszcza operą — było czynnikiem
decydującym. Skrzypce szybko wypierały we Włoszech wiole, w Polsce — skrzypice. Tyle komentarza.
Płyta jest piękna i co najważniejsze jest jeszcze w białostockich placówkach handlowych. Miniatur
Fritza Kreislera, Henryka Wieniawskiego, Franciszka Schuberta (Ave Maria), Brahmsa (słynny Walc Adur), Fibicha (Poemat), i in. kompozytorów słucha się naprawdę z wielką przyjemnością. Kto chciałby o
tym przekonać się, niech włączy odbiornik radiowy w niedzielę o godz. 10.35 i posłucha audycji
Rozgłośni Białostockiej (program na UKF stereo). Zapraszam.
STANISŁAW OLĘDZKI