Medalista z Kataru: na tym nie przestanę!

Komentarze

Transkrypt

Medalista z Kataru: na tym nie przestanę!
bezpłatny tygodnik
www.tygodnikilustrowany.pl
www.facebook.com/tygodnikilustrowanypl
TYGODNIK ILUSTROWANY NR 5/2015. 10 LUTEGO 2015 R. NAKŁAD: 10.000 EGZ. REDAKTOR PROWADZĄCY: MAREK SZYPERSKI.
TEMAT NUMERU: Jak Sarmata z Tatarem wojował i co z tego wynikło
Medalista z Kataru:
na tym nie przestanę!
Marek Szyperski
Złotówka
wicepremiera
Ile jest warty jeden złoty według
wicepremiera polskiego rządu? Bagatela, prawie 4,5 mln zł. Gdyby po
takim kursie przeliczano nasze płace
– Wyspy Brytyjskie opustoszałyby
w ciągu kilku tygodni.
Wicepremier i minister obrony Tomasz Siemoniak zjawił się w Ciechanowie w bardzo gorącym okresie, tuż
przed drugą turą wyborów prezydenckich, by wesprzeć urzędującego
gospodarza – tak się złożyło – z tej
samej partii. Obiecał, że jeśli miasto
przedstawi dobry program zagospodarowania byłych koszar, to dostanie
je za symboliczną złotówkę.
Gospodarzowi to nie pomogło, przegrał z młodych rywalem, który po
wyborach powiedział „sprawdzam”
i złożył stosowny wniosek w Agencji Mienia Wojskowego. Teraz nowy
prezydent Ciechanowa Krzysztof
Kosiński, bo o nim mowa, otrzymał odpowiedź z Agencji – bierzcie
obiekt, ale za bardzo już nie symboliczne ok. 4,5 mln zł. Prezes AMW
jest i tak łaskawa, bo twierdzi, że daje
miasto bardzo duży 80 proc. upust.
Co dalej? Prezydent Kosiński ma pytać się m.in. radnych. Zobaczymy co
z tego wyniknie.
Dyrektorska zmiana
warty w „Studio”
Jolanta Grudzińska (z prawej)– nowym dyrektorem Ciechanowskiego
Ośrodka Edukacji Kulturalnej „Studio”. Magdalena Jabłońska – animatorem kultury w tymże Ośrodku
– w ostatni poniedziałek poinformował o tym prezydent Ciechanowa Krzysztof Kosiński.
- To dziennikarka, ekonomistka,
coach, specjalista z zakresu public relations – przedstawił prezydent nową dyrektor. – Dodatkowe
wsparcie otrzyma ze strony pani
Jabłońskiej – animatora kultury
z zadaniem ożywienia sfery kultury
w „Studio”. To kulturoznawca, aktorka, artystka.
Jolanta Grudzińska zastąpiła Ninę
Rykowską odwołaną przez prezydenta za jak to określił „szereg nieprawidłowości” w funkcjonowaniu
COEK „Studio”.
Fot. BRJ TV
Red
Przemysław Krajewski i jego pierwszy trener Jacek Warda.
Ludzie stracą pracę?
Nie będzie wykupu przez płoński
Zarząd Dróg i Mostów majątku
upadłej spółki Przedsiębiorstwo
Robót Drogowo - Mostowych
w Płońsku.
Radni Płońska nie poparli inicjatywy przejęcia upadającej spółki
PRD-M przez płoński Zarząd
Dróg i Mostów. Nie pomogły zapewnienia jej prezesa, Janusza
Chłopika. Nie pomogły też zapewnienia burmistrza Płońska,
Andrzeja Pietrasika. STR. 4
•
Podziękował prezydentowi Krzysztofowi Kosińskiemu za zaproszenie go do
Ciechanowa. – Chciałbym też podziękować wszystkim, którzy od początku we
mnie wierzyli i zawsze są ze mną – powiedział Przemysław Krajewski, zawodnik brązowej drużyny polskich szczypiornistów z ostatnich Mistrzostw Świata w Katarze, który w ostatni poniedziałek odwiedził Ciechanów. – Nie będę
ukrywał, że łatwiej jest grać na boisku, niż tutaj stać i mówić – żartował.
Pochodzący z Klic w gminie Regimin zawodnik podziękował swoim pierwszym trenerom – Jackowi Wardzie z „Czarnych” Regimin i Zbigniewowi Czajkowskiemu z „Juranda” Ciechanów. – Z każdym dniem szedłem do przodu
i starałem się nie myśleć o tym co będzie następnego dnia – powiedział. – Cóż,
doszedłem tu, gdzie jestem i mam nadzieję, że na tym nie poprzestanę.
Z rąk prezydenta Kosińskiego i przedstawicielki PBS Grażyny Lubeckiej Krajewski otrzymał symboliczny, wielki czek na 5 tys. zł.
•
MSz
relacja filmowa na brjtv.pl
Wiesława Krawczyk
NIE DAJ SIĘ
GRYPIE!
Jesień, zima oraz wczesna wiosna
to pory roku szczególnie obfitujące
w przeziębienia, niebezpieczne infekcje dróg oddechowych a także zachorowania na grypę. Grypa jest wysoce
zakaźną chorobą wirusową układu
oddechowego, rozprzestrzeniającą się
drogą kropelkową. Powraca w każdym sezonie epidemicznym z różnym
nasileniem.
Powiatowa Stacja Sanitarno - Epidemiologiczna w Ciechanowie zbiera informacje dotyczące zachorowalności
na choroby zakaźne, między innymi
na grypę w danym miesiącu, sezonie,
roku, by na bieżąco monitorować sytuację epidemiologiczną w naszym
powiecie. STR. 11
•
2 | TEMAT NUMERU
10 lutego 2015 | www.tygodnikilustrowany.pl | TYGODNIK ILUSTROWANY
Jak Sarmata z Tatarem
wojował i co z tego wynikło
„Pobijemy cara Temura Kutłuka, odbierzemy mu carstwo
i posadzimy na tronie Tochtamysza, on zaś posadzi mnie
na całej Rusi” - powiedział
ponoć Wielki Książę Litewski Witold ogłaszając swoje
zamiary bycia spadkobiercą
osiągnięć terytorialnych
Złotej Ordy - wielkiego państwa powstałego po rozpadzie Imperium Czyngis-chana. Planował osiągnąć
to za pomocą połączonych
armii litewskiej, krzyżackiej i oddziałów wiernych
Tochtamyszowi - chanowi
Złotej Ordy, który na skutek klęsk militarnych, na
jakiś czas, razem ze swoim dworem skrył się pod
opieką litewskiego księcia.
To właśnie z tych elit, które
wtedy przybyły ze swoim
przywódcą wywodzili się
późniejsi Lipkowie - Tatarzy
Rzeczypospolitej.
Szanowny Czytelniku, nieważne
czy czytasz ten artykuł z powodu
zaciekawienia moim poprzednim felietonem czy może po prostu przez przypadek zatrzymałeś
wzrok na tym tekście albo zainteresował Cię obrazek do niego
dołączony to chcę Cię zapewnić,
że jest mi niezwykle przyjemnie,
że wyruszysz ze mną na wyprawę, w której postaram Ci się,
w sposób niezwykle pobieżny
przedstawić początki relacji polsko-krymskotatarskich.
Celem przypomnienia napiszę
tylko, że niewielkim cyklem,
który rozpocząłem 20 stycznia
na łamach „Tygodnika Ilustrowanego” chciałbym przybliżyć
Państwu kulturę i historię nielicznego narodu Europy jakim są
Tatarzy Krymscy. Narodu, który
był w naszej narracji historycznej
traktowany po macoszemu i skojarzony przez dzieła Sienkiewicza
z dzikimi stepowymi okrutnikami na małych konikach. Narodu,
który z polską kulturą i historią
ma powiązania niezwykle głębokie, skomplikowane i bardzo długie. Po ostatnim przybliżeniu pochodzenia Tatarów Krymskich,
dzisiaj chciałbym przybliżyć,
niestety w sposób mocno powierzchowny, historię wzajem-
nych relacji, fascynacji i kilku
wybranych tatarskich zapożyczeń w kulturze polskiej.
O polsko-krymskotatarskich relacjach dwustronnych możemy
mówić od roku 1411, w którym
to Wielki Książę Litewski Witold
wykorzystując zamęt panujący
w tym czasie w Złotej Ordzie
osadził na tronie Chana Krymskiego Dżelala ed-Dina, uczestnika bitwy pod Grunwaldem,
który u boku wojsk litewskich
i polskich stawił czoła wojskom
krzyżackim. Od tego momentu
możemy mówić o dwustronnych relacjach międzypaństwowych, które połączyły Tatarów
Krymskich z Rzeczpospolitą.
Relacje te na samym początku
były wręcz znakomite, gdyż rok
po opisywanych wydarzeniach
do króla polskiego przybyło poselstwo chana krymskiego, które
zapewniło w jego imieniu wsparcie militarne w każdej potrzebie.
Krym tymczasem dostał się pod
wpływy Osmanów.
Tatarzy dość szybko nauczyli się
lawirować politycznie pomiędzy
Rzeczpospolitą, Wysoką Portą,
a jeszcze później Moskwą. Chanowie wiedzieli, że stanowiąc
dużą siłę militarną jako sojusznik, lecz niewielką jako
pojedyncze państwo
będące dodatkowo wasalem jednej z potęg
(Turcji). Sami Tatarzy
zbyt wiele na stole polityki międzynarodowej ugrać nie mogli,
a będąc języczkiem
uwagi zapewniali sobie
zainteresowanie każdej
ze stron. Niemalże od
początku na poziomie
militarnym pomiędzy
Rzeczpospolitą a Chanatem trwały wzajemne „przepychanki”, najazdy i bitwy jednakże
na poziomie dyplomatycznym
relacje zawsze pełne były szacunku dla drugiej strony. Na poziomie najbardziej przyziemnym
i codziennym jakim jest handel
to dzięki pośrednictwu Tatarów,
zwłaszcza w tym początkowym
okresie uzyskaliśmy bardzo wiele. Kupcy z Krymu przywozili
jedwab, korzenie, przyprawy,
pachnidła. Zaopatrywali Bliski
Wschód i stepy Eurazji w litewskie futra, broń, drewno itd.
W 1577 roku podpisano odnowiony akt przymierza między
Polską a Turcją. Sułtan nakazał
chanowi tatarskiemu rozpoczęcie działań przeciwko Moskwie,
jako pomoc Rzeczpospolitej,
podczas wojny północnej.
Pamiętać jednak należy, że później w latach 1605-1644 nastąpiło aż 75 najazdów tatarskich na
tereny należące do Rzeczpospolitej. Najazdy te miały podwójny
charakter. Oprócz tego, że były
one najazdami, które dzisiaj moglibyśmy nazwać prewencyjnymi
(chęć wpływania na decyzje polityczne królów polskich), były
to także najazdy związane z półkoczowniczym modelem gospodarki państwa, w którym łupy
wojenne stanowiły nie tylko ważny zastrzyk kruszców ale także
żywności czy rąk do pracy. Gdy
wybuchło powstanie Chmielnickiego, w dalszej perspektywie
cieszące się silnym poparciem
Moskwy, to chan także stanął po
stronie Kozaków. Gdy jednakże
w 1654 roku doszło do ugody
perejasławskiej, na mocy której
część Ukrainy miała zostać włączona do Rosji, władca Krymu
zrozumiał, że wykrwawiając się
na ciągłych utarczkach z Rzecz-
pospolitą stworzył sobie silnego
wroga - odstawioną na jakiś czas
w polityczne zapomnienie Rosję.
Najważniejszą zasadą polityki
Krymu, do tej pory, było popieranie słabszego przeciwnika
przeciw silniejszemu. Okazało
się jednak, że osłabienie Rzeczpospolitej jest zbyt duże i może
mieć to także negatywny wpływ
na politykę chanów. Od tego czasu, przez kolejne 10 lat Tatarzy
Krymscy stali się sojusznikami
Polski.
Stan dobrych relacji trwał do
1664 roku. Układy chana z królem były dla obu stron bardzo
korzystne. W owym roku, Polacy
rozpoczęli negocjacje z Rosją, co
spowodowało ogromne załamanie zaufania do króla polskiego
na dworze chana. Oprócz tego,
na Krymie silna była grupa pragnąca włączyć Ukrainę pod opiekę Chanatu oraz sułtana osmańskiego. Do zerwania układów
jednak nie doszło, gdyż ówczesny
chan Mehmed IV, pragnący uniezależnienia się od Porty, pozostał
wiernym sojusznikiem Jana Kazimierza. Pokoju nie udało się
utrzymać zbyt długo, walki wybuchły ponownie.
Mierząc jednakże te stepowe
wojny tatarsko-polskie miarą
współczesnego, doświadczonego
dramatem dwóch wojen światowych umysłu, porzucamy część
dawnego rozumienia wojny. Ciekawym obrazkiem w tym kontekście może być oblężenie Żurawna, warownego obozu w którym
zamknął się polski król Jan III
Sobieski i jego nieliczne wojsko.
Przez bitność polskich żołnierzy
armia dowodzona przez samego
chana Selima Gireja i przez serdara ottomańskiego Ibrahima
Szejtana zrezygnowała z walki
Dominik Jakub
Napiwodzki
Urodził się w Ciechanowie. Tutaj też
ukończył Liceum Ogólnokształcące
nr 2 im. Adama Mickiewicza. Absolwent Państwowej Szkoły Muzycznej
I stopnia im. Stanisława Moniuszki
w Ciechanowie oraz Państwowej Szkoły Muzycznej II stopnia im. Adama
Krzanowskiego w Mławie z filią w Ciechanowie. Z wykształcenia antropolog
kulturowy. Pasjonat poznawania kultury, historii i społeczeństwa rdzennego
narodu Krymu - Tatarów Krymskich.
W związku z zainteresowaniami już
od kilku lat współpracuje z różnymi
instytucjami oraz organizacjami Tatarów polskich oraz krymskotatarskich,
w tym z ciechanowską „Fundacją
Krym”.
ska jak i Rzeczpospolita przypłaciła wspólne spory i waśnie
utratą niepodległości. Pomimo
prób pomocy konfederatom barskim i traktatowi na mocy którego Chanat Krymski i Imperium
Osmańskie decydowały się na
niezawieranie pokoju z Rosją,
do czasu przywrócenia w Polsce
dawnego ustroju, nie udało się
zachować starego układu sił.
W trakcie rozbiorów Polski upadł
także Chanat krymski, który
w 1783 został przez Rosję zaanektowany.
Ważną instyJak już wcześniej wspotucją, w której mniałem Tatarzy ze Złotej
widać było sil- Ordy zaczęli osiedlać się
ne wzorowanie się na modzie na Litwie i w Koronie jesztatarskiej stało się wojsko. cze przed stworzeniem
Krymskiego.
Istniały przecież chorągwie Chanatu
lekkiej jazdy, później nazwa- Także potem, przez wene ułanami, od nazwiska wnętrzne walki o władzę
jednego z tatarskich rodów w ordzie a także poprzez
branie jeńców podczas
a to tylko jeden z licznych licznych bitew i potyczek
przykładów.
rozwijało się osadnictwo
tatarskie w Rzeczpospolii podpisała traktat rozejmowy. Po tej. Tatarzy litewscy, nawet kiedy
zawarciu układu tłumy Turków i Ta- powstało już niezależne państwo
tarów podjechały do obozu polskie- tatarskie wiernie trwali jednak
go, by nawiązać kontakty handlowe przy królu polskim i wielkim księz żołnierzami i zadeklarować im swą ciu litewskim. W XV i XVI wieku,
przyjaźń. Wszyscy byli też bardzo na tereny Litwy i Korony nadal
ciekawi wyglądu króla, który zdobył licznie napływali osadnicy tatarsobie wśród muzułmanów najwyższy scy. Przybywali oni z podbijanych
szacunek1.
kolejno przez Moskwę Chanatów
Stopniowy upadek obydwu kazańskiego i astrachańskiego lub
państw i wzrost potęgi Rosji z samego Krymu, cierpiącego klęsprawił, że zarówno Orda krym- ski nieurodzaju. W XVI wieku na
skutek powolnej asymilacji w Pol1
Podhorodecki Leszek (1987)
– Chanat krymski i jego stosunki z Polską
sce i na Litwie, Tatarzy utracili
w XV-XVIII w., Książka i Wiedza, Warszaswój ojczysty język. cd. str. 13
wa., s. 221.
•
Z REGIONU | 3
TYGODNIK ILUSTROWANY | www.tygodnikilustrowany.pl | 10 lutego 2015
Powiat mławski
Płońsk
Dwie kobiety okradły
starszego mężczyznę
Mławska policja poszukuje dwóch kobiet, które
okradły 83- letniego mężczyznę. Stracił przechowywane w domu oszczędności i dwie złote obrączki.
Policjanci apelują o ostrożność i nie wpuszczanie do
domu obcych osób.
Do przestępstwa doszło w czwartek, 5 lutego ok. 14.30 w Krośnicach (gm. Stupsk). - Jak wynika
ze wstępnych ustaleń, do domu
83- letniego mężczyzny, w czasie gdy był sam, weszła kobieta
w wieku ok. 50 lat, prawdopodobnie narodowości romskiej, która
oświadczyła że jest pracownikiem
fundacji charytatywnej i zajmuje
się zbiórką odzieży – informuje
rzeczniczka mławskiej Komendy
Powiatowej Policji Anna Gorczewska. - Drzwi wejściowe do
domu były otwarte. Podczas gdy
jedna z kobiet zajmowała seniora rozmową, druga w tym czasie
weszła do pokoju obok i przeszukała pomieszczenie.
Gdy wyszły – mężczyzna zorientował się że zginęły pieniądze oraz
dwie złote obrączki. Kobiety odjechały oczekującym przed posesją samochodem. - Okradziony
senior powiadomił policję dwie
godziny po zdarzeniu. Trwają
czynności policji – relacjonuje
rzecznik.
Policja apeluje do osób starszych o przestrzeganie podstawowych zasad bezpieczeństwa:
Miasta nasze, a w nich...
Bohater w polu
Na ostatniej sesji Rady
Miasta Ciechanów stoczono bój o nazwy nowych ulic. Doceniając
starania grupy radnych,
którzy chcieli uhonorować
zacne, zasłużone dla historii Ciechanowa i Polski
osoby, nie wypada nie
zapytać czy zanim zgłosili
swe pomysły – dokonali
może wizji lokalnej?
Fot. Marek Szyperski
Czy zobaczyli jak wygląda
miejsce, w którym te nowe ulice powstają? Czy byłoby miło
zabrać tam np. ambasadora
Węgier, by oddał hołd Henrykowi Sławikowi? Przed kilku
laty mocno skrytykowałem
decyzję ówczesnych radnych
o nadaniu jednej z uliczek
w tym rejonie miasta nazwy
Polskiej Organizacji Wojskowej. Pisałem, że Peowiacy pewnie się w grobach przewracają
na wieść o takim ich uhonorowaniu. Pamiętam, że ktoś wtedy argumentował, że to dobra
lokalizacja bo blisko jednostki
wojskowej. Jednostkę zlikwidowano i co.....?
Warto
by
uporządkować
w mieście nazewniczą politykę.
Przejrzeć tzw. bank nazw, po-
Bardzo ciekawa sobota
Ciekawie zapowiada się sobota 21 lutego w Płońsku.
Będzie coś dla seniorów
i miłośników historii.
- Gdy jesteś sam NIGDY nie
wpuszczaj do domu obcej
osoby
- ZAWSZE zamykaj na klucz
drzwi wejściowe TAKŻE
W CIĄGU DNIA
- Zanim otworzysz komuś
drzwi UPEWNIJ SIĘ kto za
nimi stoi
- Gdy zostałeś okradziony NATYCHMIAST POWIADOM
POLICJĘ
Policja apeluje także do rodzin
osób starszych o objęcie ich troską oraz systematyczne przypominanie podczas rozmów
o podstawowych zasad bezpieczeństwa.
MSz
patrzeć na plan miasta, na powstające nowe ulice, na pętlę
z jej rondami, nie zaniedbywać
wizji lokalnych. Nadawać nowe
nazwy z rozwagą, uwzględniając opinie mieszkańców.
Bo będą takie „kwiatki” jak
ulica Piękna, która przypomina mi jeden z wierszy Broniewskiego: „Ulica Miła nie
jest wcale miła, Ulicą Miłą nie
chodź moja miła...”
Płoński Uniwersytet Trzeciego Wieku zaprasza słuchaczy
o godz. 11. do „Marketu z kulturą” na wykład: ,,Rola owocowej
witaminy C w organizmie człowieka”. Prelegentem będzie dietetyk Małgorzata Szczurowska.
Natomiast o godz. 17 w Galerii
MSz
Przasnysz
Młodzieżowa koszykówka
Drużyna „Bad Boys” wygrała zorganizowany przez
Młodzieżową Radę Miasta
Przasnysza Turniej Piłki Koszykowej, któremu
patronował przewodniczącego Rady Miejskiej Piotra
Jeronim.
Marek Szyperski
Ps. I drodzy radni pamiętajcie
o ulicach Gwardii Ludowej
(dzięki tekstowi w jednym z tygodników dowiedziałem się, że
w PRL-u nadając tej ulicy imię
uczczono też zamęczonego
przez komunistów w więzieniu
w Rawiczu Kazimierza Pużaka,
tak tak....), 17. Stycznia i osiedlu Świerczewskiego.
„P” (ul. Płocka 19) rozpocznie się pierwszy wykład z cyklu
„Płońskie Spotkania z Historią”
pt. ,,Początki – gród płoński we
wczesnym średniowieczu’’. Wykład wygłosi archeolog Marek
Gierlach.
Spotkanie organizują Klub Inteligencji Katolickiej Ziemi Płońskiej oraz Miejskie Centrum
Kultury w Płońsku.
reklama
Rozgrywki odbyły się na hali
przy Szkole Podstawowej nr 1.
W turnieju wzięły udział cztery drużyny - łącznie 29 osób.
I miejsce - „Bad Boys”, II miejsce - „Batman, III miejsce –
„Above the Rim”.
Red
4 | Z REGIONU
10 lutego 2015 | www.tygodnikilustrowany.pl | TYGODNIK ILUSTROWANY
Nie będzie wykupu przez
płoński Zarząd Dróg i Mostów
majątku upadłej spółki Przedsiębiorstwo Robót Drogowo-Mostowych w Płońsku.
Płońsk
Radni Płońska nie poparli inicjatywy przejęcia upadającej spółki PRD-M przez płoński Zarząd
Dróg i Mostów. Nie pomogły
zapewnienia jej prezesa, Janusza
Chłopika. Nie pomogły też zapewnienia burmistrza Płońska,
Andrzeja Pietrasika.
bec innych podmiotów. Nie będzie mógł korzystać z trybu preferencyjnego przy zamówieniach
publicznych. Nawet w tych ogłaszanych w samym Płońsku. Zatem
nie będzie mógł liczyć „na fory”
nawet przy zleceniach od organu
samorządowego, który jest właścicielem podmiotu.
Czy przez taką decyzję radnych
miejska spółka ZDiM straciła
szansę na rozwój a ludzie pracę?
Ludzie stracą pracę?
Ryzyko tej inwestycji dla wielu
radnych okazało się zbyt duże.
Nie pomogła deklaracja prezesa
PGK, że opłaty komunalne nie
wzrosną w związku z ewentualnym poręczeniem majątkowym
przez PGK. Ocena zakładowych
komisji NSZZ „Solidarność” dla
radnych byłą bardziej wiarygodna
niż oświadczenia prezesów miejskich spółek PGK i PEC, którzy
zapewniali Radę, że wysokość za-
Fot. www.plonsk.pl
Radni zmienili decyzję poprzedniej rady, która dokapitalizowała
ZDiM kwotą 1,2 mln zł z przeznaczeniem na zakup PRD-M. Te
pieniądze teraz „przepadną”. Nie
wróci także wadium, które miejska spółka wpłaciła w ubiegłym
roku, gdy zgłosiła ofertę zakupu
PRD-M. W sumie wydatkowano
już około 2 mln złotych. Te pieniądze nie wrócą.
Ale w całej sprawie jest jeszcze
drugie dno. To szansa na rozwój
ZDiM. Bez zaplecza, bez własnej wytwórni mas bitumicznych
ZDiM nie jest konkurencyjny wo-
Krzysztof Tucholski, przewodniczący Rady, twierdzi, że decyzja
negatywna odnośnie przejęcia
PRD-M nie oznacza konieczności
redukcji zatrudnienia w ZDiM.
Zatrudnienie w ZDiM w chwili
obecnej to ponad 40 osób. Nie
bez znaczenia jest jednak fakt, że
wynosiło ono mniej niż połowę
obecnego składu przed wydzierżawieniem PRD-M. Czy uda się
utrzymać je na dzisiejszym poziomie? Janusz Chłopik, prezes
ZDiM, twierdzi, że nie.
bezpieczenia w żaden sposób nie
wpłynie na kondycję tych firm, nie
będzie oznaczać zwolnień ani obniżki wynagrodzeń oraz wzrostu
opłat dla mieszkańców Płońska.
Za wykupem majątku po PRD-M głosowało 5 (a w drugim głosowaniu 6) osób a 1 osoba sie
wstrzymała. Pozostali radni byli
przeciwni.
Taka decyzja rady, to rozwiązanie
umowy z syndykiem na dzierżawie majątku ZDiM. To utrata
około 2 mln zł, które trafiły do
ZDiM, by mógł działać w nowej
formie.
ZDiM nie będzie też mógł startować w przetargach na preferencyjnych warunkach, z pominięciem
procedury przetargowej. Nawet
na terenie Płońska.
ZDiM bez pewnych zamówień
może zwracać sie w przyszłości znacznie częściej o pomoc
i wsparcie finansowe do Rady
Miasta. O ile w ogóle będzie
w stanie utrzymać się na rynku.
NO
•
Więcej na
www.tygodnikilustrowany.pl
„Tropem Wilczym - Bieg Pamięci Żołnierzy
Wyklętych” największym biegiem pamięci w Polsce
Ponad 20 tysięcy biegaczy
w 71 miejscowościach,
w tym w Ciechanowie
weźmie udział 1 marca
2015 r. w III edycji „Tropem
Wilczym - Bieg Pamięci
Żołnierzy Wyklętych” organizowanym przez Fundację
Wolność i Demokracja.
Tym samym Bieg, którego celem jest upamiętnienie ostatnich
Z APR O SZ E N I E
obrońców wolności, walczących
na ziemiach polskich jeszcze po
zakończeniu II Wojny Światowej, jest największym biegiem
pamięci w Polsce. „Tropem Wilczym - Bieg Pamięci Żołnierzy
Wyklętych” jest też największą
imprezą masową towarzyszącą
obchodom „Narodowego Dnia
Pamięci Żołnierzy Wyklętych”.
Najwięcej biegaczy wystartuje w Warszawie, Łodzi, Wrocławiu, Poznaniu, Szczecinie
i Lublinie. Symboliczny dystans biegu
we wszystkich miastach
wynosi 1963 metry. Liczba
ta jest nawiązaniem do daty
śmierci ostatniego Żołnierza
Wyklętego - Józefa Franczaka
„Lalka”, który został zamordowany w 1963 roku. W niektórych miastach odbędą się
także biegi na 5 i 10 km. Każdy z uczestników biegu otrzyma koszulkę z wizerunkiem
jednego z Żołnierzy Wyklętych: Danuty Siedzikówny
Z APROSZ ENIE
„Inki”, Antoniego Radziwonika
„Olecha”, Władysława Łukasiuka „Młota”, Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” i Józefa
Franczaka „Lalka” oraz medal
pamiątkowy. W każdym mieście organizatorzy przygotowali dodatkowe atrakcje, takie
jak gry miejskie i rekonstrukcje
historyczne.
Organizator „Tropem Wilczym
- Bieg Pamięci Żołnierzy
Wyklętych”, czyli Fundacja
Wolność i Demokracja została
założona w 2006 roku. To niezależna organizacja pozarządowa wspierająca Polaków na
Wschodzie, propagująca wiedzę
o historii Polski ze szczególnym
uwzględnieniem Kresów oraz
zajmująca się problematyką
praw człowieka i demokracji na
terenach byłego ZSRR. Fundacja jest znana z takich inicjatyw
jak akcja „Ratujmy Polaków
Donbasu”,
„Biało-Czerwone
ABC”, czy poświęconego Żołnierzom Wyklętym festiwalu
„Niepokorni, Niezłomni, Wyklęci”.
Więcej informacji można znaleźć na stronie internetowej:
www.tropemwilczym.pl.
Tygodnik Ilustrowany i BRJ TV
są wśród patronów medialnych
Biegu.
Z REGIONU | 5
TYGODNIK ILUSTROWANY | www.tygodnikilustrowany.pl | 10 lutego 2015
Musical w pułtuskim
gimnazjum
Wojsko zapomniało
o kombatancie
29 stycznia, w wieku 96 lat, odszedł
porucznik w stanie spoczynku Zygmunt Blankiewicz. Zasłużony ciechanowianin, wieloletni prezes ciechanowskiego obwodu Światowego
Związku Żołnierzy Armii Krajowej.
Ś.p. por. Blankiewicz konspiracyjną
walkę z okupantem podjął jeszcze
w 1939 r. Podobnie jak i wielu jego
kolegów z konspiracji, do końca
swoich dni był wierny żołnierskiej
przysiędze, której fragment warto przypomnieć: „Przysięgam być
wiernym Ojczyźnie mej, Rzeczpospolitej Polskiej, stać nieugięcie na
straży Jej honoru i o wyzwolenie Jej
z niewoli walczyć ze wszystkich sił,
aż do ofiary mego życia”.
Porucznikowi
Blankiewiczowi
sprzyjało żołnierskie szczęście przeżył wojnę, doczekał się wolnej
Polski. Jednak nigdy nie zapomniał
o tych, co wypełnili żołnierski obowiązek i zginęli w walce. To między
innymi dzięki jego staraniom na
terenie Ciechanowa i okolic mamy
pomniki i tablice upamiętniające
żołnierzy Armii Krajowej. Dożył
sędziwego wieku 96 lat, ale miał
jeszcze wiele planów na przyszłość.
Między innymi chciał upamiętnić
ofiary obozu NKWD, zlokalizowanego w Ciechanowie przy ulicy Jesionowej.
Zmarłego pożegnała rodzina, koledzy z konspiracji, znajomi, liczOG ŁOSZ E N I E W Ł A SN E WYDA WCY
nie zgromadzeni ciechanowianie.
Żegnali go przedstawiciele władz
miejskich i powiatowych. Kogoś
jednak zabrakło. Zgodnie z odwiecznym zwyczajem w drodze na
wieczną wartę żołnierza odprowadzają … żołnierze. Na pogrzebie śp.
Fot. ciechtivi.pl
Oni odchodzą, a Ojczyzna,
której wiernie służyli, walczyli
o jej wolność, nie potrafi ich
nawet godnie pożegnać.
por. Blankiewicza nie było jednak
wojskowej asysty honorowej. Nie
było salwy nad grobem. Nie było
sztandaru wojskowego. Przykre to
i bolesne. Mi osobiście było wstyd.
Mogę jedynie przypuszczać, dlaczego tak się stało. W zeszłym roku
minister obrony narodowej (ten
sam, co przyjechał do Ciechanowa,
by prowadzić agitację wyborczą na
rzecz byłego już prezydenta miasta) wprowadził zmiany w zasadach
przyznawania wojskowej asysty honorowej.
Teraz to rodzina zmarłego, lub organizacja społeczna ma napisać
wniosek do dowódcy garnizonu,
przedstawić zasługi, a ten może,
ale nie musi, przyznać taką asystę.
Takie ostatnie upokorzenie. A co
z tymi, co nie mają rodzin i końca
swoich dni doczekali w domach pomocy społecznej? Nie ma wniosku
– nie ma wojskowej asysty honorowej. Wojsko nie wie bowiem komu
przysługuje wojskowa asysta honorowa. Nie ma żadnego systemu
ewidencjonowania osób uprawnionych. We wprowadzonym decyzją
ministra ceremoniale wojskowym
mówi się jedynie o kilku kategoriach osób, którym można przyznać
taką asystę. Można, ale nie trzeba!
Jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy
- wyjątkowo odrażający. Dowódca garnizonu, po otrzymaniu od
rodziny wniosku ma w ciągu kilku
godzin przeprowadzić proces lustracyjny zmarłego i lepiej, żeby się
nie pomylił. IPN nie dał rady, sądy
nie dały, a żołnierz musi. Bo jak
nie, to go minister zwolni i jeszcze
publicznie napiętnuje. Takie przysłowiowe: „kowal zawinił, a cygana
powiesili”.
Polityk nie może w Polsce ponieść
odpowiedzialności za swoje brakoróbstwo. Nie musi mieć jakichkolwiek kwalifikacji. Ministrem Obrony Narodowej może być nawet
psychiatra i pacyfista. Minister za
to może skierować wojskową asystę honorową na pogrzeb jakiegoś
aktora, reżysera czy polityka. To
przecież tak ładnie wygląda. A to,
że kombatant nie będzie godnie pożegnany nie ma znaczenia. Liczą się
przecież tylko słupki poparcia przy
wyborach.
Powiedziałbym hańba, ale żeby
to zrozumieć trzeba mieć choćby
odrobinę poczucia honoru, a to jest
już towar deficytowy. Coraz mniej
jest tych, co jeszcze rozumieją znaczenie tego słowa. Oni odchodzą,
a Ojczyzna, której wiernie służyli,
walczyli o jej wolność, nie potrafi
ich nawet godnie pożegnać.
06-400.pl
Ucztę teatralną zgotowali
licznie zgromadzonym gościom uczniowie pułtuskiego Gimnazjum nr 1. Musical
„Dwa światy”, o nierówności
społecznej, o niesprawiedliwościach, o niepewności
dziś i jutra, w scenerii XIX
- wiecznej Francji, w reżyserii Małgorzaty Archackiej,
został nagrodzony owacjami na stojąco.
•
NO
relacja filmowa na brjtv.pl
Fot. brjtv.pl
Ciechanów
Ciechanów
Kupmy policji psa
O bezpieczeństwie w mieście rozmawiali prezydent
Krzysztof Kosiński oraz komendanci: policji Grzegorz
Grabowski, straży pożarnej - Arkadiusz Muszyński
i straży miejskiej - Krzysztof Matuszewski.
Efekty:- będą wspólne patrole strażników i policjantów, miasto kupi policji psa, dofinansuje też zakup radiowozu. Z propozycją uchwały w tej
sprawie zwróci się do Rady Miasta
już na najbliższej sesji prezydent
Ciechanowa Krzysztof Kosiński.
Przeznaczone na ten cel ma zostać
5 tys. zł.
Nie o sam zakup psa tu jednak
chodzi. Bynajmniej też nie o „zwykłym” psie mowa. Do policji ma
trafić pies specjalistyczny – do
wykrywania narkotyków. Sądząc
po wzroście tego typu zagrożenia
niewątpliwie potrzebny policji jest
taki „wykrywacz”. Czy jednak ciechanowscy radni wyrażą zgodę na
wsparcie finansowe Powiatowej Komendy Policji w poszerzeniu składu
o czworonoga? Przekonamy się na
planowanej na koniec lutego sesji
Rady Miasta. Pracami ciechanowskiej Rady Miasta kieruje bowiem
emerytowany funkcjonariusz, były
rzecznik ciechanowskiej komendy.
W Radzie zasiada też jeden czynny
jeszcze policjant. Zabrakło ich przy
omawianiu problemów związanych
z bezpieczeństwem w mieście. Nie
dostali na nie zaproszenia. Oby zatem nie byli mocno pamiętliwi.
NO
6 | SPOŁECZEŃSTWO
10 lutego 2015 | www.tygodnikilustrowany.pl | TYGODNIK ILUSTROWANY
Janusz Zalewski
Powroty – ulica Nadrzeczna (5)
Wojtkowi Przyłuskiemu
Każdy z nas przeżywał w dzieciństwie fascynację jakimś zawodem.
Jedni chcieli być sportowcami,
inni – zaintrygowani pojazdami
– chcieli zostać kierowcami lub
mechanikami samochodowymi
lub taksówkarzami, jeszcze inni –
listonoszami albo strażakami albo
żołnierzami albo milicjantami, bo ci
wszyscy nosili mundury, niektórzy
księżmi lub nauczycielami, żeby
nauczać innych, a jeszcze inni po
prostu księgarzami lub inżynierami, albo – w przypadku dziewczyn – chciały za przedstawicieli
tych zawodów wyjść za mąż, jak
moje siostry. Mnie najbardziej
fascynowały dwa zawody: piekarze
i kominiarze. Wprost nie mogłem
oderwać od nich oczu. Prawie
doskonała biel i zaraz obok niej
jeszcze doskonalsza czerń. Nie
różnorodne kolory czy barwy tęczy,
ale właśnie najmniej kolorowe,
właściwie kompletnie bezbarwne,
dokładające się do codziennej
szarzyzny: kolor perfekcyjnie
biały i takiż kolor czarny. Co mną
kierowało w tym pomijaniu rzeczywistych kolorów, nie wiem do dziś,
nie byłem przecież daltonistą.
Piekarze z pobliskiej piekarni, biali od
stóp do głów, nosili fikuśne czapki, które mieli albo bardzo nasunięte na oczy
albo wyraźnie odsunięte do tyłu, z odkrytym czołem. Czapki nie miały daszków, ale miały wysokie podstawy wokół
głowy i luźne pokrycie nad głową, które
wszyscy piekarze ściągali na jedną stronę na lewy lub prawy bok, jak wojskowe
berety, wyglądając w nich jak kaprale
lub sierżanci i jako całość sprawiając
wrażenie jakiegoś zamkniętego klanu,
do którego wstęp miało się dopiero po
złożeniu jakiejś nadzwyczaj tajemniczej
przysięgi, gdzieś na podwórcu krzyżackiego zamku. Zadziwiające, że jeden
z młodszych piekarzy miał zawsze na
głowie białą furażerkę, którą umiałem
zidentyfikować i nazwać, bo analogiczną pokazał mi kiedyś wujek Benek, gdy
wrócił z angielskiego wojska.
Wszyscy byli niemiłosiernie utytłani
w mące pokrywającej im dokładnie
twarze i ręce, bo tylko to mieli odkryte, resztę mając dokładnie osłoniętą
rękawami, nogawkami i połami ich
piekarskich koszul wypuszczonych
na spodnie. Dziwiłem się, że niektórzy dodatkowo chodzili w fartuchach,
krótkich od pasa w dół do kolan, albo
dłuższych, zakładanych przez szyję
i przykrywających pierś, co uważałem
za haniebne, bo do tej pory sądziłem,
że fartuch to część babskiej garderoby,
jak nasze matki, ciotki i siostry krzątały
się w nich po kuchni przed świętami.
Co ciekawe, wszyscy piekarze bez wyjątku mieli na nogach wyłącznie pepegi. Tak nazywaliśmy tenisówki produkowane przed wojną przez firmę PPG.
Zresztą, zobaczyć piekarza nie było
wcale łatwo, bo nie chodzili po ulicach,
ani nie odwiedzali nikogo w domu,
jak robili to kominiarze, a dostępu do
środka piekarni nie mieliśmy w ogóle,
bo po pierwsze, pieczenie chleba odbywało się zawsze nocą, a po drugie, byliśmy zgrają umorusanych szczeniaków,
których wpuszczenie w jakiekolwiek
cywilizowane lub jako tako zorganizowane miejsce oznaczało przeżycie
czegoś w rodzaju przejazdu tatarskiego
wojska.
Ale wygląd piekarza nie był w tym
wszystkim najważniejszy. O wiele
ważniejsze i ciekawsze było przyglądanie się samemu wypiekowi chleba.
Było to coś nie mniej fascynującego,
niż obserwowanie podkuwania koni
u kowala, i sprawiało wrażenie jakiegoś
niezwykłego misterium. W środku
piekarni siedziało się jak w kinie, wodząc oczami za sylwetkami piekarzy,
którzy poruszali się szybko i zręcznie
wyrabiając ciasto, formując bochenki
chleba, wkładając je do pieca i wyjmując upieczone, jak według dokładnie zaplanowanego scenariusza. Nie
każdemu, jednak, dane było dostąpić
zaszczytu znalezienia się wewnątrz
piekarni, a ci szczęściarze, którzy jakimiś sposobami tego honoru doznawali,
opowiadali nam potem całymi godzinami o przeżyciach w środku i o tym
co się tam działo, zmyślając przy tym
niemożebnie, żeby zaimponować tym
szczawiom, co nigdy tam nie byli. Dostać się do środka piekarni było łatwo
tylko w okresie przedświątecznym.
Wtedy matki wysyłały nas tam z blachą
pełną placków świątecznych, przykrytych specjalną ścierką, ręcznikiem lub
obrusem, i piekarze wsadzali je na jakiś
czas do pieca, żeby się upiekły, inkasując złotówkę od blachy po wyjęciu.
W normalnych okresach, nieświątecznych, piekarnia była otwarta tylko
nocą, więc nie miałem sposobu, żeby
do niej się dostać, bo nie mogłem wracać do domu jak się ściemniło. Więc
zostawało łażenie w dzień po podwórzu
obok piekarni i obadywanie zawartości
różnych zakamarków i rejonów niewidocznych nocą. Piekarnia przylegała
do kamienicy Kalfusa i zawsze miała
na podwórzu parę ciekawych urządzeń
mechanicznych, jak na przykład, młoc-
karnia albo betoniarka, choć nigdy nie
widziałem ich w użyciu właśnie tam,
ale często przyjeżdżali po nie końmi
jacyś obcy faceci, zaprzęgali konie do
dyszla i orczyków i zabierali te maszyny w nieznane. Poza tym, jako że
piece w piekarni były opalane węglem,
zawsze leżały na podwórzu zwały węgla i stosy drewna opałowego, którego
W środku piekarni siedziało się jak
w kinie, wodząc
oczami za sylwetkami piekarzy, którzy poruszali się szybko
i zręcznie wyrabiając ciasto, formując bochenki chleba, wkładając
je do pieca i wyjmując upieczone,
jak według dokładnie zaplanowanego scenariusza.
piekarze używali na specjalne okazje.
Ale co było dla nas ciekawsze, przy samej ścianie budynku piekarni leżała też
potężnych rozmiarów sterta piachu, na
którą można było skakać z pokrytego
papą dachu, po uprzednim wdrapaniu
się nań. Ci co opanowali wchodzenie
na dach piekarni, podsadzając jedni
drugich, po występach w murze i po
cegłach wyjętych ze ściany przystającej
do piekarni kamienicy Kalfusa, mieli
nieziemską frajdę z wykonywania skoków. Udawało się przy tym naśladować przeróżne sporty, jak skakanie ze
spadochronem, loty narciarskie, skoki
do wody z trampoliny lub nawet zwykły skok o tyczce. I to był powód, dla
którego piekarze, zaraz po przyjściu
na nocną zmianę, gonili nas bez litości po całym podwórzu. Uciekaliśmy
przed nimi jak robactwo spryskiwane
jakimś DDT, żeby wrócić następnego
dnia i znowu bezkarnie zamienić dach
z papy na igielitową skocznię.
Co jest jednak o wiele ważniejsze, zawsze szukało się sposobu na to, żeby
dostać się do środka piekarni nocą.
Mnie udawało się to tylko w wyjątkowych wypadkach. Przede wszystkim,
chodziłem do tej samej klasy z Myślunem, którego dom stał sporo cofnięty
od ulicy, ale niedaleko piekarni i w rzeczywistości jego podwórze graniczyło
z podwórzem piekarni, tak że w zasadzie nie wiadomo było, gdzie jest ścisła granica, a zresztą nikt o to wtedy
nie pytał. Na dodatek, wujek Myśluna czasem zastępował piekarza, który
akurat nie przyszedł do roboty, i wtedy
pozwalał nam obu wchodzić do piekarni i za frajer obserwować pieczenie
chleba. Mój problem polegał jednak
na tym, że nie mogłem przebywać poza
domem po zmierzchu, więc trzeba było
obmyślić precyzyjny plan na umożliwienie mi wymknięcia się z domu
po ciemku. Rozwiązanie znalazło się
samo, gdy wychowawczyni naszej klasy przesadziła Myśluna do jednej ławki
ze mną. Wtedy nasze matki uzgodniły,
że mogliśmy razem odrabiać lekcje, co
polegało na tym, że ja szedłem do niego
z książkami, jak było jeszcze widno, ale
zamiast się uczyć odkładaliśmy je na
bok i szliśmy do piekarni, gdy akurat
był tam jego wujek, żeby przyglądać się
pieczeniu chleba. Potem matka Myśluna odprowadzała mnie do domu. Ten
zmyślny plan działał tylko przez kilka
dni, do czasu, gdy moja matka sama
przyszła mnie odebrać i nie zastała nas
wcale na odrabianiu lekcji.
Odtąd mogłem tylko wysłuchiwać
opowieści kolegów, którym dane było
zaznać przyjemności obcowania z procesem wypieku chleba i uruchamiać
moją wyobraźnię, jak bym sam w tym
uczestniczył. Takim niesamowitym
źródłem informacji o piekarni od środka i o pieczeniu był Malec. Malec był od
nas dużo młodszy i, ponieważ jeszcze
nie chodził do szkoły, pałętał się samopas po ulicy, a co ważniejsze, mieszkając
po jej drugiej stronie, dokładnie na przeciwko piekarni, całymi dniami wyglądał
na nią przez okno lub przesiadywał na
schodkach wpatrując się w to, co się wokół niej działo. Nie będąc ani natrętny
ani psotny, tak jak my, szybko zaprzyjaźnił się z piekarzami, którzy wysyłali go
czasem po różne drobiazgi, jak oranżadę
lub papierosy, i pozwalali mu myszkować po całym zakładzie, przez co poznawał dokładnie cały proces pieczenia.
Malec miał niezwykły talent do zapamiętywania szczegółów i opowiadał
nam drobiazgowo o czynnościach,
których sami nie mogliśmy do końca
poznać, mając bardzo ograniczony dostęp do wewnątrz. Mąkę i inne składniki wrzucało się, dolewając wody, do
wielkiego kotła, zwanego też dzieżą lub
kadzią, która poruszana silnikiem elektrycznym kręciła się mieszając mechanicznie mąkę z tymi składnikami, czyli
wyrabiając ciasto. Kadź z zawartością
obracała się w jedną stronę, a wielkie
mieszadło, jak łapa o rozmiarach pokaźnej gałęzi, w drugą. Po dokładnym
wymieszaniu, piekarze wybierali ciasto
i ugniatali je rękoma, formując je w bochenki, które wkładało się do koszyków
żeby urosło. Jak zabrakło koszyków, to
ciasto kładło się na deski do wyrośnięcia, a potem znikało ono gdzieś w głębi piekarni, dokąd już nie pozwalano
wchodzić obcym. Do pieca wkładało
się szuflami już wyrośnięte ciasto. Najprzyjemniejszy moment zdarzał się
wtedy, jak już upieczony chleb wyjmowało się z pieca. Ten zapach i ten
smak gorącego chleba posmarowanego
masłem, aż się rozpuściło, był wprost
niezapomniany. Wreszcie, po wypieku, miotłą wymiatano z pieca okruchy
przygotowując wnętrze do następnej
tury, a większe odpadki i nieforemne
bochenki wrzucano do specjalnego
kosza przy wyjściu, z którego piekarze
wybierali je na koniec roboty.
Chwilowe niepowodzenia polegające
na utracie sposobności do wizyt w piekarni, nie były powodem do wpadnięcia w depresję, czy – jak się kiedyś mówiło – do załamywania rąk, więc nadal
usilnie przemyśliwałem, jak jeszcze
można by się tam leganie lub nielegalnie dostać. Z niespodziewaną pomocą
pośpieszyło mi kino. Uczęszczałem
z ojcem regularnie w niedziele na mecze piłkarskie Ciechanowianki, gdzie
pierwsze skrzypce w pomocy grał jedyny piłkarz na Nadrzecznej, o ksywie
Szafa, mieszkaniec kamienicy u Kalfusa, ale kiedyś chyba wskutek powodzi,
bo boisko piłkarskie było położone zaraz nad Łydynią, mecz odwołano, i nie
bardzo wiedząc co robić, ojciec zabrał
mnie na popołudniowy seans w kinie
Nysa. Nie wydaje mi się, że był to film
dla dzieci lub nawet dla młodzieży,
ale w każdym razie był zdecydowanie
o młodzieży, i z późniejszych doświadczeń kinowych przypominam sobie
jak przez mgłę, że mógł to być albo
film pt. „Złodzieje rowerów” włoskiego reżysera Vittorio De Sica albo „Los
Olvidados” Luisa Buñuela. Tak czy
inaczej, właśnie podczas tego filmu, na
ekranie, horda przegłodzonych dzieciaków szturmowała okna do piekarni
zapamiętale krzycząc coś w rodzaju: –
„Vogliamo mangiare! Vogliamo mangiare!” – czyli „My chcemy jeść! My
chcemy jeść!!” – co wzbudzało salwy
śmiechu na widowni kina Nysa. Tak
mi się to spodobało, że zaraz po kinie
skrzyknąłem chłopaków, aby identycznym sposobem zwrócić na nas uwagę
piekarzy, z perspektywą na dostanie się
do środka, ale okazało się, że w warunkach polskich – poza pajdą chleba – nie
przyniosło to zamierzonego skutku
i była to moja ostatnia próba dostania
się do tego zakładu.
PS. Podobieństwo osób i zdarzeń do
rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe.
Copyright 2015 by Janusz Zalewski
Kontakt z autorem:
[email protected]
EXTRA WYDARZENIA | 7
TYGODNIK ILUSTROWANY | www.tygodnikilustrowany.pl | 10 lutego 2015
EXTRA CIECHANÓW | Tygodnik
nr 506 | rok XII | 10 lutego 2015 | nakład 10 000 egz. | ISSN: 1733-5124
Ważna konferencja w Gimnazjum TWP
Ciechanów
Najstarsza
mieszkanka miasta
Też mają prawo żyć
Fot. Marek Szyperski
Uczennice drugiej klasy Gimnazjum TWP - autorki projektu edukacyjnego.
Transplantacyjnej i Wątroby Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego dr Krzysztof Zając i dr Piotr
Smoter omówili sytuację transplantologii w Polsce, jej aspekty etyczne
i prawne, w tym zasady udzielania
zgody na przeszczep narządów.
W trakcie konferencji i po jej zakończeniu można było zarejestrować
się w bazie danych potencjalnych
dawców szpiku kostnego. Uczyniło
to 14 osób.
- W Ciechanowie takie akcje stały
się już tradycją. Działamy tu już od
pięciu lat i myślę, że liczba zarejestrowanych potencjalnych dawców
szpiku zamyka się już w liczbie tysiąca – powiedziała nam Ewa Wiśniewska. - Ciągle jest jeszcze wiele
stereotypów na temat pobierania
szpiku kostnego. Jest to wprawdzie
zabieg wykonywany w warunkach
septycznych, w sali operacyjnej, ale
nie jest to traumatyzująca procedu-
Dzięki jednej z takich decyzji żyje
ciechanowianka – pani Karolina. - Miałam to szczęście, że po
dwóch nawrotach choroby mój
bliźniak genetyczny się odnalazł
i do przeszczepu doszło w najodpowiedniejszym momencie mojej
choroby. Przeszczep się powiódł.
Oczywiście występują jakieś powikłania po tej transplantacji, ale
najważniejsze – szpik jest zdrowy,
choroby nie ma – powiedziała „Tygodnikowi Ilustrowanemu”. - Bardzo doceniam to, że ktoś bezinteresownie oddał mi tą cząstkę siebie
i teraz ja zachęcam do oddawania
szpiku, bo gdyby nie taki gest ze
strony obcej osoby mnie na świecie już by nie było. Osoby, które
zmagają się z nowotworami krwi
też chcą żyć, też mają prawo żyć
i powinniśmy robić wszystko, żeby
podarować im szansę na nowe życie.
Honorowym gościem konferencji
był przewodniczący ciechanowskiej Rady Miasta Leszek Goździewski. - Przy każdej okazji, kiedy w grę wchodzi rejestrowanie
dawców szpiku mam przed oczami
wielkiego człowieka, którego miałem przyjemność poznać, Mariusz
do ostatnich godzin swojego życia
zachęcał, zapraszał, uczestniczył
w akcjach rejestracji dawców szpiku. Tak się zdarzyło, że sobie nie
mógł pomóc, ale zrobił rzecz niesamowitą, dzięki niemu wiele osób
postanowiło oddać krew, postanowiło zarejestrować się w banku potencjalnych dawców szpiku. A nie
każdy z nas jest przygotowany na
podjęcie takiej decyzji, bo to decyzja poważna, tak jak zostało to tu
powiedziane: jeśli rejestrujemy się
w bazie, to nie ma możliwości wycofania się, dlatego każdy powinien
poważnie się zastanowić, a wiadomo, że także każdy z nas może tej
pomocy potrzebować – oznajmił
nam przewodniczący Goździewski.
Konferencja była projektem edukacyjnym przygotowanym przez
uczennice drugiej klasy Gimnazjum
TWP: Julię Goryszewską, Dominikę Bartołd, Helenę Komar, Natalię
Dzitko i Karolinę Kwiatkowską,
podopieczne Krystyny Mosakowskiej i Teresy Stryjewskiej.
Przeżyła dwie wojny światowe,
wojnę polsko-bolszewicką, II
RP i PRL. Kilka dni temu obchodziła swoje 105. urodziny
– pani Petronela Omiecińska,
najstarsza mieszkanka Ciechanowa.
Jubilatka ze swoją rodziną
Urodziła się w 1910 r. Nie miała łatwego życia – gdy miała pięć lat – zmarła
jej mama. Jaka jest recepta na tak długie życie? Pani Petronela nie stosowała
żadnych specjalnych diet. Odpowiedź
ma krótką: - To zasługa u Boga, a nie
nasza sprawa – mówi. - Trzeba mieć
dużo cierpliwości, bo to nie zawsze się
układa w życiu dobrze. Trzeba wszystko przyjmować za dobre.
Pani Petronela doczekała się pięciorga dzieci, 20 wnuków i 25
prawnuków. - Rozmawia normal-
MSz
Pożar na Sońskiej
Przez prawie 2 godziny 14
strażaków gasiło pożar,
który wybuchł w zakładzie
produkcyjnym przy ul. Sońskiej w Ciechanowie.
Paliła się ściana z płyty warstwowej:
blacha, styropian, blacha. Ogień
przenosił się na płyty znajdujące się
na dachu budynku. Próbowali go
gasić pracownicy firmy, ale bezskutecznie. - Specyfika tego typu pożarów polega na tym, że palący się styropian znajduje się wewnątrz płyty
nie widać ognia a dym wydobywa
się w różnych miejscach. Nie można
gasić podając środki gaśnicze bezpośrednio na źródło ognia ponie-
nie, poznaje wszystkich, wszystko
pamięta, tylko, że jest mniej rozmowna, bo trochę słabiej słyszy
– mówi córka Jubilatki Jadwiga
Mikiewicz.
- Mi się podoba, że babcia ma takie
dobre maniery – dodaje wnucz-
Fot. Monika Szyperska
O rejestracji potencjalnych dawców
szpiku i działalności zajmującej się
tym Fundacji DKMS opowiedziała
Ewa Wiśniewska z ciechanowskiej
PWSZ. Jak cenny to jest dar mówiła pani Karolina, która żyje dzięki
przeszczepowi szpiku kostnego.
Goście z Kliniki Chirurgii Ogólnej
ra i na pewno nie wiąże się z jakimiś
dużymi dolegliwościami ani przed,
ani w trakcie, ani po zabiegu. Zostając dawcą można naprawdę zrobić
wiele dobrego. Myślę, że dla wielu
osób to może być najlepsza rzecz
jaką zrobią w życiu dla kogoś innego.
Ewa Wiśniewska podkreśla, że rejestracja w bazie dawców musi być
świadomą decyzję. - Bo nie można
zawieść na tym ostatnim etapie kiedy jest osoba potrzebująca. Trzeba
decyzję przemyśleć, ale sądzę, że
dla wielu osób będzie to takim jasnym punktem w życiu, że pomogło
się komuś w sposób bezinteresowny, że po prostu uratowało się komuś życie – mówi.
waż styropian jest osłonięty z obu
stron blachą. Jedyną i skuteczną metodą jest demontaż płyt by przerwać
Fot. archiwum KP PSP Ciechanów
W Gimnazjum Towarzystwa
Wiedzy Powszechnej w Ciechanowie odbyła się konferencja „Transplantacje - dar
życia. Jestem na tak”, której
głównymi organizatorami było
Gimnazjum TWP oraz Mazowieckie Samorządowe Centrum Doskonalenia Nauczycieli Wydział w Ciechanowie.
ka Agnieszka Klejn. - Babcia jest
osobą bardzo dobrze wychowaną, o wysokiej kulturze. Na przykład dzisiaj idąc z babcią ulicą nie
można by było jeść loda, czy pić
oranżady, bo to nie wypada. A prawnuczka Zuzanna Klejn podkreśla, że prababcia jest bardzo miła
i uczynna. - Najpierw myśli o innych, a dopiero potem o sobie.
Pani Petroneli życzymy dwustu
lat.
MSz
przerzucanie się pożaru na kolejne
elementy – relacjonują strażacy. Tylko dzięki szybkiej interwencji
straty ograniczyły się do zniszczenia
około 40 m kw ściany oraz spalenia
pokrycia dachu na około 4 mkw.
MSz
8 | REKLAMA
EXTRA FIRMA
10 lutego 2015 | www.tygodnikilustrowany.pl | TYGODNIK ILUSTROWANY
REKLAMA | 9
TYGODNIK ILUSTROWANY | www.tygodnikilustrowany.pl | 10 lutego 2015
EXTRA USŁUGI
OGŁOSZENIA DROBNE
BUDOWLANE
Kierownik budowy, świadectwa
energetyczne, kosztorysy, inwentaryzacje.
Tel. 504 544 024
Kierownik budowy, projekty,
kosztorysy.
Tel. 606 399 121
Usługi dekarskie, remonty, docieplenia. Tel. 516 041 155
NIERUCHOMOŚCI
KOMOROWSKI Biuro
Pośrednictwa i Zarządzania
Nieruchomościami
Ciechanów Pl. T. Kościuszki 13
(I piętro)
www.komorowskinieruchomosci.pl
tel. 790 258 011, 23 672 72 71
POLECAMY USŁUGI
ZARZĄDZANIA
I ADMINISTROWANIA
WSPÓLNOT MIESZKANIOWYCH
Na sprzedaż:
- Dom z lokalem usługowym
przy ul. Kolbego. 325 tys. zł,
- Dom przy Płońskiej 690 tys.
zł,
- Nowy dom k/Gąsocina 290
tys. zł,
- KAMIENICA w Pułtusku,
- Dom w środku Ciechanowa 525 tys. zł,
- LUKSUSOWY NOWY DOM k/
Ciechanowa,
- Dom z lokalami handlowymi,
Gąsocin,
- Dwurodzinny dom - 235 tys. zł,
- Dom z lokalem na Kargoszynie - 650 tys. zł,
- Dom na działce 2042 m2 - 85
tys. zł,
- Dom + 3,5 ha Śródborze gm.
Glinojeck - 230 tyś, zł,
- Dom 250 m2 w Ciechanowie świetna lokalizacja
- Dom w Konopkach,
- Dom stan surowy otwarty 16
km od Ciechanowa, 169 tyś.,
- Dom piętrowy z budynkiem
mag-prod. i garażem w Mławie
- 255 tys. zł,
- Mały dom + 0,84 ha na wsi 250 tys. zł,
- Dom w stanie deweloperskim
Gąsocin,
- PRZYCHODNIA Z APTEKĄ
W KONOPKACH,
- NOWY dom na działce 0,87
ha, ładny staw, gm. Krasne,
- Dom, stan surowy, Chruszczewo - 175 tys. zł,
- Dom w stanie surowym
zamkniętym 2 km od Ciechanowa,
- Dom drewniany, 13 km od
C-nowa - 40 tys. zł,
- Dom wypoczynkowy na Mazurach - 225 tys. zł,
- Dom w Sinogórze - 195 tyś.
zł,
- Pawilon handlowy C-nów
Centrum 110 tys. zł,
- M-5, 73,1 mkw. II p. z windą
210 tys. zł,
- M-3 przy ulicy Warszawskiej,
- M-4 65,0 m2 – Jeziorko, 169
tys. zł,
- M-5 68,7 m2, Okrzei, parter 180 tys. zł,
- M-5 73,8 m2 oraz garaż, os.
40-lecia - 175 tys. zł,
- M-5, 134,5 m2, ul. Sienkiewicza - 187 tys. zł,
- Kawalerka w Toruniu - 165
tyś. zł,
- NOWE mieszkania w CENTRUM C-nowa,
- Działki budowlane od 27 tys. zł,
- Działka pod bud. wielorodzinne,
- Działka we Władysławowie 69 tyś. zł,
- Działka Lekowo - 33,5 tys. zł,
- Działka 0,8 ha, Pniewo-Czeruchy - 70 tyś. zł,
- Działka z rozpoczętą budową
domu, 9 km od Ciechanowa 145 tys. zł,
- Działka C-ów ul. Wesoła 1,75
ha - 395 tys. zł,
- Działka C-ów ul. Kosynierów
822m2 - 79 tyś. zł,
- Działka budowlana 760 m2,
okolice Warszawy - 160 tys. zł,
- Działka 1,38 ha (z podziałem
na 7 działek) ze stajnią i stawem, 5 km od Ciechanowa,
- Działka 900 m2. Gąsocin
Centrum - 45 tyś. zł,
- Działka 5 km od Ciechanowa
1000m2 - 40 tyś. zł,
- Działka w Gołotczyźnie,
budowlana 3323 m2,
- Działka rolno-leśna 1,58 ha
gm. Glinojeck - 35 tys. zł,
- Działka pod budownictwo
wielorodzinne 1,5 ha,
- Grunty rolnicze 4,4 ha - 139
tys. zł,
- Grunty rolnicze 3,7 ha, Rydzewo, 125 tys. zł
- DUŻE siedlisko 12 km od C-nowa - 395 tys. zł
- Siedlisko nad Wkrą - 159 tys. zł,
- Baza magazynowo - produkcyjna -240 tys. zł,
- Zakład produkcyjny - 600
tys. zł,
- Zakład produkcyjno-magazynowy - 195 tys. zł
- Działka z dwoma budynkami
w Unierzyżu - 198 tyś. zł,
- Lokal handlowo-usług, Działdowo - 465 tys. zł.
Do wynajęcia:
- Mieszkanie czteropokojowe
1480 zł/m-c
- Magazyn 143 m2, Centrum,
2440 zł + VAT/m-c,
- Lokal 400 m2 przy drodze
krajowej - 6600 + VAT
- Mieszkania o pow. od 40 do
90 m2,
- Pomieszczenia handlowe
i biurowe w Centrum Ciechanowa od 20 do 250 m2, cena:
15-50 zł/m2 netto
- Działdowo, lokal usługowobiurowy 150 m2. 2500 zł.
Pokoje - noclegi. 30 zł doba.
Możliwość wystawienia
faktury VAT.
Tel. 694 240 945
Sprzedam M-4
tel. 664 714 570
SPRZEDAM
Sprzedam drewno kominkowe,
więźbę dachowa, łaty, kontrłaty.
Tel. 516 041 155
USŁUGI
Usługi BHP i PPOŻ.
Szkolenia, doradztwo, ocena
ryzyka zawodowego.
Tel. 696 659 423
Usługi koparką JCB 4 CX,
kruszywa, żwir, czarnoziem.
Ciechanów. Tel. 602 711 443
ZYBKA POŻYCZKA OD ZARAZ. Bez
zbędnych formalności, pieniądze
w 15 minut. Nie zwlekaj - zadzwoń:
324207389
Biuro Rachunkowe.
Dotacje Unijne.
Tel. 600 311 786
EKSPRES gotówkowy! Pożyczymy
do 25.000 zł!
Tel. 668 319 288
Wynajmę lokal 64 m2,
tel. 602 270 497
Sprzedam dom w Ciechanowie,
osiedle Śmiecin.
Tel. 502 262 224
Sprzedam M-2 TANIO.
Tel. 731 226 875
ZDROWIE
Medycyna naturalna, masaże, świecowanie uszu, wróżbiarstwo.
Tel. 602 842 374
UWAGA!
do 31 marca 2015 r. ogłoszenia drobne
na portalu www.tygodnikilustrowany.pl
ZAMIEŚCISZ
ZA DARMO
10 | EXTRA WYDARZENIA
10 lutego 2015 | www.tygodnikilustrowany.pl | TYGODNIK ILUSTROWANY
Ferment scjentystyczny w „Jedynce” na Orylskiej
Ewoluująca od kilku lat inicjatywa przedwiosennej promocji
Gimnazjum Nr 1 im. Komisji
Edukacji Narodowej w Ciechanowie za pomocą bliskich spotkań uczniów klas szóstych
szkół podstawowych z zakamarkami wiedzy przedmiotów
na oko trudnych i smutnych,
tego lutego przybrała postać
dwudniowych warsztatów na
przyjemnie i wesoło – gwarantujących żywy kontakt młodzieży ze sprawami biologii,
chemii i fizyki oraz matematyki.
przez nauczycielkę fizyki Kamilę
Pszczółkowską – na starcie obejmujący tylko przygodę z fizyką,
który po dołączeniu od drugiej
edycji „ML” spotkań z chemią
i biologią, w zakresie przedmiotów przyrodniczych rozwinął się
do dzisiejszej postaci istnego triwium nauk o świecie materialnym
nieożywionym i ożywionym. A od
tego roku ważnym wzbogaceniem
edukacyjnego pomysłu stało się
uruchomienie „Salonu Gier Matematycznych” rozszerzającego ofertę poznawczą o miłe rendez vous
z matematyką, w sposób zupełnie
bezstresowy i niefrustrujący.
W „Małym Laboratorium” uczniowie podstawówek dla eksperymentowania mieli do dyspozycji
dwadzieścia stanowisk fizycznych,
pięć chemicznych i trzy biologiczne. Na zajęciach pokazywano wul-
Kontynuując cykl promocyjny
kilka dni temu po raz trzeci zorganizowano w „Jedynce” warsztaty
„Małe Laboratorium” czyli żywe
lekcje fizyki, chemii i biologii, wpisujące się w projekt zainicjowany
Z Archiwum Gimnazjum Nr 1 im. KEN w Ciechanowie.
Vivat nauki empiryczne,
vivat przedmioty ścisłe!
rakiety z butelki, a także empirycznie ustalano skład powietrza określając zawartość azotu, tlenu, itd.
W doświadczeniach po raz pierwszy w tym roku wykorzystywano
wydajną pompę próżniową wysysającą powietrze lub inne gazy prawie do zera.
Pośrodku: wiceprezydent Ciechanowa dr Krzysztof Kacprzak w „Salonie Gier Matematycznych” w „Jedynce” na Orylskiej.
kan sodowy, elektryczny ogórek
i eksperymentowano z ciekłym
azotem, itp. Poznawano praktyczne tajniki wytwarzania płynu nienewtonowskiego oraz budowania
Natomiast w „Salonie Gier Matematycznych” układano puzzle przestrzenne i zapałki oraz tangram,
a także m.in. domino matematyczne aktywujące wiedzę o dzia-
łaniach na ułamkach. A ze wstęgi
Möbiusa tworzono przedziwne
kształty i figury, także rozwiązywano matematyczne łamigłówki oraz
zadania z treścią, a osiągnięcia były
premiowane słodkimi nagrodami.
W lutowych spotkaniach scjentystycznych w Gimnazjum Nr 1 na
Orylskiej, ogółem uczestniczyło
kilkuset przyszłych tegorocznych
absolwentów szkół podstawowych
z całej okolicy. Wagę gimnazjalnej
inicjatywy podkreśliła wizytacja
w drugim dniu warsztatów nadzorującego miejską oświatę wiceprezydenta Ciechanowa dra Krzysztofa
Kacprzaka, który nie krył zainteresowania wydarzeniem, podkreślając jego unikatowe walory edukacyjno-motywacyjne. Dyrekcja
i grono pedagogiczne „Jedynki” zapowiadają kontunuowanie i rozwój
w następnych latach cieszącego się
z roku na rok coraz większym zaciekawieniem projektu, który wpisany
już został na stałe do gimnazjalnego
całorocznego kalendarza wydarzeń
dydaktycznych.
Karol Podgórny
•
zobacz na www.brjtv.pl
Nie tylko pożary...
kłopotu, tyle zejście z niego bywa już
nieco problematyczne. A to dlatego,
iż kocie pazury odgięte są ku tyłowi a jego nadgarstki nie obracają się,
niestety, o sto osiemdziesiąt stopni. Dlatego przy schodzeniu głową
w dół po pionowym pniu zwierzę
nie może uczepić się pazurami kory.
W takiej sytuacji kot zmuszony jest
schodzić tyłem. Zdarza się, że kot
schodzi w dół obejmując przednimi
łapami pień, a tylnymi wykonując
ruchy przypominające pedałowanie.
Jest to w pewnym sensie czynność
dla kota poniżająca. Dzięki ludzkiej
wrażliwości oraz prawidłowej reakcji
zostało uratowane życie zwierzęcia,
które jest odwiecznym przyjacielem
człowieka.
Rasowy, roczny zwierzak od dwóch
dni siedział drzewie. Wejść, wszedł,
ale z zejściem z 10 m wysokości był
już problem. Zakleszczonego kota
musieli ratować strażacy.
- Kot nie był agresywny i dał się łatwo
uwolnić i ewakuować. W akcji ratowniczej trwającej 44 minuty udział
brało 3 strażaków oraz samochód
specjalistyczny z podnośnikiem
hydraulicznym – poinformowano
w Komendzie Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Ciechanowie.
- Stereotypem jest rozumowanie, że
każdy kot, jeśli potrafi wejść na drzewo, poradzi sobie zawsze, wracając tą
samą drogą. Te koty, które to potrafią
( metoda schodzenia po pniu tyłem),
są szczęśliwcami, ale niektóre osobniki panicznie boją się tego zrobić
i z konieczności trwają na konarze,
aż znajdzie się litościwy człowiek rozumiejący zwierzę choćby na tyle, by
starać się mu pomóc – piszą strażacy
na swej stronie internetowej. - Ciekawe jest jednak to, że o ile wejście na
drzewo nie stanowi dla kota żadnego
Fot. archiwum KP PSP Ciechanów
Choć przede wszystkim
wyjeżdżają do pożarów
i samochodowych wypadków,
to zdarzają im się także inne
wezwania. Takie jak to sprzed
kilka dni, gdy pojechali do
Kownat Borowych w gminie
Ojrzeń ratować kota.
Podobną akcję ratowniczą przeprowadzono w gminie Ojrzeń.
MSz
Fot. archiwum Organizatorów
Strażacy ratowali koty
Już po raz trzeci w sobotę
i niedzielę (7 i 8 lutego) w gościnnych progach Zakładu
Doskonalenia Zawodowego
w Ciechanowie się turniej
szachowy o Puchar Dyrektora,
Mariusza Romanowskiego
Organizatorem turnieju byłą
sekcja szachowa TKKF PROMYK w Ciechanowie.
W turnieju wystartowały dzieci i młodzież w wieku od lat 7 do 13, w czterech kategoriach wiekowych: chłopcy
do lat 9, 11, 13 oraz dziewczęta.
Turniej ten przeznaczony jest dla
zaawansowanych zawodników gdyż
są to szachy klasyczne. Oznacza to,
że czas na partię wynosi 60 min. na
jednego zawodnika. Zawody rozgrywane były na dystansie 7 rund.
Faworyci nie zawiedli i tak w kategorii dziewcząt pierwsze miejsce
zajęła Wiktoria Reinhardt z 5 punktami, jednocześnie zdobywając II
Szachy w ZDZ
kategorię szachową, miejsce drugie
przypadło w udziale Magdalenie
Przytarskiej, która od tego turnieju
będzie mogła poszczycić się swoją
świeżo zdobytą III kategorią. Kategorię udało się również podwyższyć
zajmującej III miejsce Ninie Rembowskiej.
W kategorii najmłodszych do lat
9 na pierwszym miejscu znalazł się
Jakub Mossakowski, który wyprzedził Dominikę Kowalczyk i Artura
Ostromeckiego.
Wielki bój toczył się w kategorii do
lat 11 gdzie faworyt nie zawiódł Michał Maliszewski zajął pierwsze
miejsce, wyprzedzając Szymona
Borkowskiego i Rafała Płoskiego.
W najstarszej kategorii zwyciężył Filip Grodecki kończąc zawody z kompletem siedmiu pkt. Drugi Szymon
Czaplicki uzyskał tak samo jak trzeci
Kamil Osiecki 5 pkt.
W turnieju sześć osób poniosło swoje kategorie szachowe, w tym Wiktoria Reinhardt - II i Magdalena Przytarska - III.
Wszyscy uczestnicy turnieju otrzymali od firmy ZDZ bluzy dresowe,
w których będą reprezentowali nasze
miasto na różnych turniejach w Polsce. Dla zwycięzców były wspaniałe
wielkie puchary.
MR
Adres Redakcji Tygodnika Extra Ciechanów: 06-400 Ciechanów, ul. Kilińskiego 8,
tel. 23 672 55 88
Redaktor naczelny Marek Szyperski
Wydawca Gambrynus Sp. z o.o.
ul. Kilińskiego 5, 06-400 Ciechanów
Druk Age of color , Warszawa,
ul. Republikańska 15
ZDROWIE | 11
TYGODNIK ILUSTROWANY | www.tygodnikilustrowany.pl | 10 lutego 2015
NIE DAJ SIĘ GRYPIE!
Jesień, zima oraz wczesna
wiosna to pory roku szczególnie obfitujące w przeziębienia, niebezpieczne
infekcje dróg oddechowych
a także zachorowania na
grypę. Grypa jest wysoce
zakaźną chorobą wirusową układu oddechowego,
rozprzestrzeniającą się drogą
kropelkową. Powraca w każdym sezonie epidemicznym
z różnym nasileniem.
Powiatowa Stacja Sanitarno - Epidemiologiczna w Ciechanowie
zbiera informacje dotyczące zachorowalności na choroby zakaźne, między innymi na grypę
w danym miesiącu, sezonie, roku,
by na bieżąco monitorować sytuację epidemiologiczną w naszym
powiecie. Meldunki za 2014 rok,
zebrane z województwa mazowieckiego ukazują wzrost zapadalności na choroby grypopodobne
aż o 20% w porównaniu do roku
2013. W powiecie ciechanowskim
w ciągu ostatnich dwóch lat na grypę i choroby grypopodobne chorowało rocznie około 31000 osób, co
stanowi blisko 33% naszej lokalnej
społeczności i podobnie jak w całym województwie w ostatnich
latach notowaliśmy istotny wzrost.
Na grypę może zachorować każdy,
nie ma żadnej granicy wiekowej.
Wywołują ją wirusy posiadające
umiejętność zmian antygenowych,
co umożliwia im przełamywanie barier międzygatunkowych.
Wydalane są wraz z wydzieliną
z nosa i gardła. Poza organizmem
żywym mogą przetrwać nawet
do 24 godzin. Utrzymują się na
powierzchniach gładkich, typu
stoły, blaty kuchenne, klamki
drzwi, powierzchnie metalowe
lub plastikowe średnio od 8 do
14 godzin, ale również na poreklama
wierzchniach porowatych średnio
od 4 do 6 godzin. Musimy pamiętać, że co prawda krótko, bo
15 minut, ale wirusa grypy często przenosimy na ubraniach, czy
chusteczkach wielokrotnego użycia, a także na swoich dłoniach.
Ważne jest zatem, aby zwracać
szczególną uwagę na higienę oso-
bistą, często i dokładnie myć ręce
w ciepłej wodzie z mydłem. Wirusy
grypy preferują niskie temperatury, żyją w nich najdłużej, a w lodzie
potrafią przeżyć wiele lat. Pamiętajmy, że grypa to nie jest zwykłe
przeziębienie! Choroba rozpoczyna się najczęściej gwałtownie (około 24 – 48 godzin od zakażenia)
i natychmiast daje ostre objawy
w postaci wysokiej gorączki powyżej 38°C, utrzymującej się 3-4
dni, dreszcze, bóle mięśni, stawów,
kości, uczucie wyczerpania i ogólnego rozbicia, silne bóle głowy.
Badania wskazują, że w Europie
statystycznie jedna chora osoba
zakaża ok. 2 osoby. Chory jest źródłem zakażenia („zaraża”) przez
okres maksymalnie 7 dni od pojawienia się objawów (średnio od
2 – 5dni). Zdarza się jednak tak,
że możemy zarażać już 24 godziny przed pojawieniem się pierwszych objawów. Jak się zatem
ustrzec przed grypą? Najlepszą
i najskuteczniejszą ochroną przed
zachorowaniami na grypę i związanymi z nią powikłaniami są szczepienia ochronne. Badania wskazują, że obecnie szczepionki przeciw
grypie zapobiegają zachorowaniu
u około 75- 95% zaszczepionych
zdrowych dorosłych i dzieci. Dlatego szczepienie przeciw grypie
jest pożądanym działaniem profi-
laktycznym. Poziom odporności
zabezpieczający przed zachorowaniem osiąga się dopiero po upływie
ok. 2 tygodni od dnia szczepienia.
Najskuteczniejsze jest poddanie
się szczepieniu przed rozpoczęciem sezonowego wzrostu zachorowań na grypę, tj. we wrześniu/
październiku. Jednakże również
osoby, które zaszczepią się obecnie znacząco zmniejszą ryzyko
zachorowania na grypę lub zarażenia nią innych osób, które należą
lub mogą należeć do grup ryzyka.
Do grupy ryzyka zaliczamy osoby przewlekle chore, głównie na
choroby układu krążenia i oddechowego, ale również osoby z obniżoną odpornością, dzieci w wieku szkolnym i osoby po 50 roku
życia oraz kobiety w ciąży. Poza
szczepieniami, które uchronią nas
przed grypą jak i niebezpiecznymi powikłaniami, zadbajmy o odpowiedni ubiór, dostosowany do
pogody, urozmaiconą dietę bogatą
w składniki odżywcze, witaminy
EKSPERT PODPOWIADA
MITY O GRYPIE FAKTY O GRYPIE
GRYPA JEST RODZAJEM CIĘŻKIEGO PRZEZIĘBIENIA
GRYPA NIE JEST PRZEZIĘBIENIEM! CZĘSTO
JEST PRZYCZYNĄ WIELU POWIKŁAŃ, A NAWET ZGONÓW! NIE WOLNO JEJ LEKCEWAŻYĆ.
MYDŁA ANTYBAKTERYJNE
SKUTECZNIE
ZAPOBIEGAJĄ
GRYPIE
MYDŁA ANTYBAKTERYJNE W TYM PRZYPADKU SĄ BEZUŻYTECZNE, BO ZWYKLE NIE
DZIAŁAJĄ PRZECIWWIRUSOWO, A PRZECIWBAKTERYJNIE. KAŻDE JAKIEKOLWIEK MYDŁO
TO PROSTY I SKUTECZNY SPOSÓB NA ZMNIEJSZENIE PRZENOSZENIA CHORÓB ZAKAŹNYCH, W TYM GRYPY.
GRYPĘ WYWOŁUJE WYCHŁODZENIE
ORGANIZMU
I PRZEBYWANIE W NISKICH
TEMPERATURACH
ZIMNO I WYCHŁODZENIE OD LAT NIE CIESZĄ
SIĘ DOBRĄ REPUTACJĄ. NALEŻY PAMIĘTAĆ,
ŻE GRYPĘ WYWOŁUJE WIRUS GRYPY A NIE
SAMO WYCHŁODZENIE ORGANIZMU ORAZ
ŻE GRYPA JEST CHOROBĄ CAŁOROCZNĄ,
ZE WZMOŻONĄ AKTYWNOŚCIĄ W OKRESIE
JESIENNO-ZIMOWYM.
ANTYBIOTYKI
POMAGAJĄ
W WALCE Z GRYPĄ
ANTYBIOTYK DZIAŁA TYLKO NA BAKTERIE,
A ZAŻYWANIE LEKU W NIEODPOWIEDNICH
SYTUACJACH PRZYCZYNIA SIĘ DO POWSTAWANIA SZCZEPÓW ANTYBIOTYKO-OPORNYCH BAKTERII, CO MOŻE SPOWODOWAĆ, ŻE
ANTYBIOTYK NIE ZADZIAŁA, KIEDY BĘDZIE
NAPRAWDĘ POTRZEBNY.
SZCZEPIONKA
PRZECIW GRYPIE MOŻE WYWOŁAĆ GRYPĘ
SZCZEPIONKA TO MARTWE, ROZBITE NA
FRAGMENTY WIRUSY GRYPY, KTÓRE NIE
MOGĄ WYWOŁAĆ INFEKCJI. NAJCZĘSTSZE
OBJAWY POSZCZEPIENNE MOGĄ IMITOWAĆ
OBJAWY GRYPY I SUGEROWAĆ ZACHOROWANIE.
NIGDY NIE
MIAŁEM GRYPY,
WIEC NIE MA
SENSU BYM
SZCZEPIŁ SIĘ
PRZECIWKO
NIEJ.
WIRUS GRYPY CZĘSTO MUTUJE (ZMIENIA
SIĘ). WIĘKSZOŚĆ LUDZI CHORUJE NA GRYPĘ
MINIMUM KILKA RAZY W CIĄGU SWOJEGO
ŻYCIA. PRAWDOPODOBNIE ZATEM CHOROWAŁEŚ NA GRYPĘ Z ŁAGODNYM JEJ PRZEBIEGIEM. NIE ZAWSZE JEDNAK TAK BYWA.
SZACUJE SIĘ, ŻE NA ŚWIECIE CO SEZON ODNOTOWUJE SIĘ 1 MLD PRZYPADKÓW ZACHOROWAŃ, Z CZEGO POWIKŁANIA STWIERDZA
SIĘ U 3-5 MLN PRZYPADKÓW A OKOŁO 400
TYS. LUDZI UMIERA Z POWODU GRYPY LUB
JEJ POWIKŁAŃ
i minerały; spożywajmy pokarmy
zawierające białko: drób, ryby, jaja,
mleko, sery oraz warzywa i owoce.
Aktywnie spędzajmy czas- przynajmniej 1 godz. dziennie przeznaczmy na spacer niezależnie od
pogody, ograniczmy przebywanie
dzieci przed komputerem i telewizorem, wysypiajmy się i w miarę możliwości odpoczywajmy,
a przede wszystkim dbajmy o hi-
gienę osobistą i otoczenia.
Serdecznie zachęcamy do odwiedzania strony internetowej PSSE:
www.ciechanow.psse.waw.pl, na
której udostępniamy do pobrania wiele materiałów, w tym także
o tematyce grypy.
Wiesława Krawczyk, Państwowy
Powiatowy Inspektor Sanitarny
w Ciechanowie
O G ŁO SZE N I E WŁA SN E WY DA WCY
12 | REKLAMA / OGŁOSZENIA
O G ŁOSZ E N I E
10 lutego 2015 | www.tygodnikilustrowany.pl | TYGODNIK ILUSTROWANY
OGŁOSZ ENIE
O G ŁOSZ E N I E W Ł A SN E WYDA WCY
O G ŁOSZ E N I E W Ł A SN E WYDA WCY
OGŁOSZ ENIE W ŁASNE W Y DAW CY
TYGODNIK ILUSTROWANY | www.tygodnikilustrowany.pl | 10 lutego 2015
OGŁOSZ ENIE
cd. ze str. 2
Jak Sarmata
z Tatarem wojował
i co z tego wynikło
Lipkowie nawet swoje księgi zapisywali pismem arabskim, układając litery w słowa języka polskiego.
Często zdarzało się także, że biorąc
Polki za żony przechodzili na chrześcijaństwo, a swoje dzieci wychowywali w kulturze polskiej.
Tatarzy zamieszkujący ziemie Rzeczypospolitej byli także ważnym
łącznikiem między Chanatem,
a Rzeczpospolitą. Muslimowie (tj. muzułmanie polsko-litewscy) oddali znaczne usługi Rzeczypospolitej. Jak wiemy,
byli bardzo przydatni jako posłowie,
tłumacze i gońcy, wysyłani do państw
muzułmańskiego Wschodu2. Oprócz
tego, że sami Lipkowie byli wspaniałymi rzemieślnikami wyrabiającymi dywany, zręcznymi szewcami
i garbarzami, cieszącymi się powodzeniem szlachty, rozmiłowanej
w Oriencie, to dodatkowo właśnie
oni obok Żydów i Ormian utrzymywali relacje handlowe z Chanatem
Krymskim i Wielką Portą. Tatarzy
Rzeczypospolitej zajmowali się
sprowadzaniem poprzez Krym bakalii, tytoniu, ryb, wosku, kawy, bawełny, wina, owoców cytrusowych,
kunsztownych rzędów końskich,
pięknej broni czy tureckich strojów.
Lipkowie przynosząc z Chanatu
Krymskiego elementy kultury materialnej stworzyli w jakieś mierze także kulturę sarmacką, tak wyrazistą
dla dziejów Rzeczpospolitej. Leszek
Podhorodecki w swojej książce Chanat Krymski i jego stosunki z Polską
w XV – XVIII wieku, okres saski opisuje następująco:
Kultura materialna i duchowa Tatarów
krymskich nadal wywierała znaczny
wpływ na życie szlachty i mieszczan
Rzeczypospolitej, podobnie zresztą jak
cały Orient. Czasy saskie były przecież
szczytowym okresem w dziejach polskiego sarmatyzmu, a moda wschodnia wtedy – dość powszechna. Szlachta nosiła
masowo kontusze, żupany, delie, kiereje,
opończe, szuby, kaftany, ferezje – pojawiły się szlafroki. W dość powszechnym
użyciu były czapki barankowe zwane
krymkami3. Jednak w okresie saskim
zainteresowanie Orientem było już
tylko powierzchowne i ograniczało
się tylko do naśladowania mody,
gdyż zaprzestano tworzenie opisów
krajów Wschodu i zanikła znajomość języków tureckich, tak popularna wśród polskiej szlachty w po2
3
Podhorodecki, s. 283-284.
Ibidem, s. 257.
przednich okresach.
Ważną instytucją, w której widać
było silne wzorowanie się na modzie tatarskiej stało się wojsko. Istniały przecież chorągwie lekkiej
jazdy, później nazwane ułanami,
od nazwiska jednego z tatarskich
rodów a to tylko jeden z licznych
przykładów. Warto wspomnieć na
koniec, że ta wymiana była raczej
jednostronna i w kulturze krymskotatarskiej nie było tak wiele wpływów polskich. Wymiana handlowa
ze strony polskiej również wyglądała mniej korzystnie niż ze strony
mieszkańców Chanatu.
Także po utracie niepodległości,
w ramach Cesarstwa Rosyjskiego
Tatarzy Rzeczypospolitej zostali
powiązani religijnie z Krymem w ramach muftiatu, który swoją siedzibę
miał właśnie na półwyspie.
Właśnie na utracie niepodległości
przez obydwa państwa, spowodowanej przez tę samą siłę jaką było
Imperium Rosyjskie chciałbym zakończyć dzisiejszy wstęp do relacji
polsko-krymskotatarskich. Szanowny Czytelniku, mam nadzieję, że po
dzisiejszej lekturze znowu zechcesz
wyruszyć ze mną w świat relacji
polsko-krymskotatarskich do czego
Cię serdecznie zapraszam.
DJN
OGŁ OSZE N I E
TEMAT NUMERU | 13
14 | KULTURA
PCKiSz zaprosiło bowiem Marcina
Wolskiego z Warszawy – znanego radiowca, twórcę legendarnych audycji
satyrycznych „60 minut na godzinę”
(w Trójce PR, w latach 1974-1981,
a potem w „Powtórce z Rozrywki”),
czy programu „Zsyp” (PR I, lata
1989-2009). Marcin Wolski, to także
poeta, prozaik, współtwórca i autor
licznych tekstów wielu lubianych
programów telewizyjnych, jak „Polskie Zoo” (1991-1993), czy „Szopki Noworoczne” przedstawiających
w krzywym zwierciadle polską scenę
polityczną.
I właśnie ciechanowianie, którzy
Galerię im. B. Biegasa wypełnili tego
wieczoru co do ostatniego miejsca,
wspominali tamte programy Wolskiego z największym sentymentem
- a było wśród nich wielu wychowanych na „Sześćdziesiątce”. Jednocześnie ubolewali, że Marcin Wolski
– rocznik 1947, ale wciąż zachwycający witalnością, pomysłami, lekko-
Teresa Kaczorowska
CZWARTY ROK SPOTKAŃ
Z KSIĄŻKĄ W GALERII
ścią pióra – jest dziś przez publiczne
media pomijany, „zamilczany” i prawie w nich nieobecny.
Sam artysta był jednak w dobrym
nastroju: - Jestem optymistą. Globalnym. Jako historyk z wykształcenia
wiem, że historia jest sprawiedliwa.
Kto jest poniżony, będzie wywyż-
w Ciechanowie - zapraszał na łamy
„Gazety Polskiej Codziennej”, tygodników „Do Rzeczy” i „wSieci”,
gdzie pisze swoje felietony oraz
przychodzące mu z niezwykłą łatwością „rymowanki”. Jedną z nich
- prowadząc XV Spotkanie z Książką
w Galerii - zarecytowałam w Galerii
B. Biegasa. Był to utwór „Życzenia
i marzenia”, opublikowany w „Gazecie Polskiej Codziennej”, 3-4 stycznia 2015 roku. Sądzę, że życzenia
Marcina Wolskiego nie są w naszym
kraju nad Wisłą odosobnione…:
królewie, bez władzy mądrej i dbającej o polskie interesy. Wykrwawiająca się każdego roku o setki tysięcy
młodych ludzi opuszczających kraj,
z rządem, który nie troszczy się
ani losy narodu, ani o polską rację
stanu. Według Wolskiego nawet
w „Polskim Zoo” trudno byłoby
Fot. Kazimierz Kosmala
Pragnę dziś wspomnieć o XV
Spotkaniu z Książką w Galerii,
które odbyło się w czwartek, 5
lutego 2015 r., w Powiatowym
Centrum Kultury i Sztuki im.
M. Konopnickiej. O jubileuszowym spotkaniu, które rozpoczęło czwarty rok tego coraz
bardziej popularnego cyklu
- i to mocnym akcentem.
10 lutego 2015 | www.tygodnikilustrowany.pl | TYGODNIK ILUSTROWANY
Teresa Kaczorowska i Marcn Wolski
szony – żartował. I sypał jak z rękawa
swoje utwory - zarówno satyryczne, jak teksty poważne i poetyckie.
Zawsze zmuszające do myślenia,
dotykające troski o ziemię ojczystą,
o przyszłość Polski, której niepodległy byt jest znowu zagrożony.
Jego zdaniem obecna Polska to bez-
dziś znaleźć tak podłe i bezmyślne
zwierzęta, które odegrałyby role
obecnych włodarzy polskiej sceny
politycznej.
Marcin Wolski, obecnie występujący
głównie jako pisarz, autor ponad 80
książek, członek SPP i SDP - gość XV
Spotkań z Książką w Galerii PCKiSz
„Życzenia i marzenia”,
Czas składania życzeń upływa dość szybko,
więc pozwólcie przez chwilę – będę złotą rybką,
która w powadze chwili i dużym skupieniu
pożyczy sobie w waszym i swoim imieniu.
Niechaj spełnią się nowe nadwiślańskie cuda,
wujo Bronek przepadnie i zwycięży Duda.
Awansują rozsądni, a przegrają głupki,
niech rozwija się Polska, zbawiają nas łupki.
Sądy wreszcie przestaną działać ślamazarnie
NATO zamiast kompanii przyśle tutaj armię.
Niech Kaczyński na premiera znów zjawi się
krześle,
Wieczór poezji z Renatą Buczyńską
reklama
Bartołd (także zagrał na
saksofonie).
Gdyby spróbować podzielić się wrażeniami
z wysłuchanej poezji, to
na pierwszy plan wysuwa
się jej dynamizm zawarty w treściach i rytmach,
bardzo odległy od ślimaczenia wierszowanych
lanych kluchów oblanych
sosem jękliwości, które
nieraz dane jest nam tuBohaterka XV „Czwartkowego wieczoru z poezją”
taj słuchać albo czytać, mazurska poetka Renata Buczyńska tomik swych wierszy
a może nie?
dedykuje stałej bywalczyni spotkań literackich Jolancie
Często poezja Renaty
Przybyłowskiej – dyrektor Domu Pomocy Społecznej
Buczyńskiej jawi swe obw Ciechanowie.
licze ofensywne, też dydaktyczne, pouczające ale słusznie, to na to, tykając na „ty” na tamto…
z pozycji przemyślanych stwier- Rzuca się również, że choć poezja
dzeń, i co rusz jest pełna metafor to bardzo często osobista, nawet
z przyrodą za pan brat, bo przyroda intymna, to zawsze jest słownie
jest obecna w jakże wielu figurach. i logicznie uporządkowana, usysteOstro też wnika w powszechne zja- matyzowana, w wyraźnym związwiska smutne i radosne. Przemawia ku z komentowanymi sprawami
do Adresata/Słuchacza/Czytelnika – jakie by one skomplikowane nie
nawet w sposób zaczepliwy, nieraz były. Bez uciekania myśli Bóg wie
zwracając się do Czytelnika/Słu- gdzie, i tracenia kontroli nad włachacza/Adresata jakby mu wprost sną mózgownicą (co w wielu śropatrząc w oczy, tykając go na „ty” dowiskach w dawnej Kongresów-
Autor foto: Karol Podgórny
Z Mławy przybyli poeci – panowie
Jarosław Trześniewski-Kwiecień,
Krzysztof Kowalski i Artur Dębski
oraz pani Halina Gamdzyk-Kalińska.
Z Działdowa z Warmii i Mazur przyjechały poetki – literacka bohaterka
jubileuszowego spotkania Renata
Buczyńska oraz panie Magdalena
Pawelska, Krystyna Sztramska, Halina Wylot i pan Bernard Żóralski,
a także animator i mecenas kultury
regionalnej Witold Ostrowski – wieloletni wicestarosta działdowski. Od
razu wszystkich powitała prezes OC
SAP Janina Janakakos-Szymańska
i zaraz przedstawiła sylwetkę gościa
XV Spotkania Autorskiego zatytułowanego „Wiersze emocjonalne”. Tło
nastrojowe już z początku śpiewem
naznaczyła mazowiecka wokalistka
Joanna Kiszkurno, potem w kilku
aktach swoją twórczość prezentowała gość wieczoru Renata Buczyńska.
Wiersze leciały do ucha sprawnie
i szybko jeden po drugim. Prezentacja była uporządkowana, z namysłem podzielona na należycie zaplanowane akty, a w ich antraktach
śpiewali przeważnie osobno ale i razem Joanna Kiszkurno oraz Robert
Dziennikarka, prozaik i poetka, dr nauk
humanistycznych. Autorka kilkunastu
książek, wielu artykułów prasowych
i publikacji naukowych. Redaktor
rocznika „Ciechanowskie Zeszyty Literackie”, wydawanych od 1999 r. przez
Związek Literatów na Mazowszu (jest
jego prezesem). Animatorka kultury. Dyrektor Powiatowego Centrum
Kultury i Sztuki im. M. Konopnickiej
w Ciechanowie (od 5.X.2011). Uhonorowana licznymi nagrodami w Polsce
i zagranicą, ostatnio Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski „Polonia Restituta” (2010), Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” (2014).
A Donalda Bruksela ze wstydem odeśle.
15-sty „Czwartek” w SAP-ie
„Czwartkowym wieczorom
z poezją” organizowanym
z wdziękiem przez Oddział
Ciechanowski Stowarzyszenia
Autorów Polskich, strzeliło
właśnie w lutym piętnasty
raz, i z tego powodu zrobiono
specjalny wieczór jubileuszowy
z udziałem poetów z Mławy,
Działdowa i Ciechanowa oraz
studentów naszego Uniwersytetu Trzeciego Wieku
i fotografików z Ciechanowskiego Klubu Fotograficznego,
a także licznego grona stałych
bywalców poetycko-muzycznego salonu – przy jak zwykle
nabuzowanym chłodną porą
kominku z migotkami w środku
piecyka.
Teresa Kaczorowska
Powstanie wreszcie władza, co zło w dobro zmienia
Wszyscy wielcy złoczyńcy trafia do więzienia.
Niech odzyska stracone ziemie Ukraina,
Niech Rosjanie pogonią precz z Kremla Putina…
Powiadacie nie może się to wszystko zdarzyć?
Nie święci garnki lepią.
Zawsze warto marzyć!
ce, w tym na ziemi ciechanowskiej,
ujawnia się bez przerwy bo u nas
niestety to uchodzi nie za wadę,
a jakby przeciwnie za rodzaj daru
bożego).
Widać też, że twórczość mazurskiej poetki Renaty Buczyńskiej
ewoluuje. Wcześniejsze i późniejsze utwory pokazują, że im dalej
od początku nieco zmienia się
język i sposób analizy coraz bardziej z upływem lat uściślonych,
skonkretyzowanych przedmiotów
poetyckiej refleksji, w tym wyróżników współczesności i nowoczesności. Zapewne w poezji tej jest
także duch i echo kulturowego
genu strefy przez stulecia pogranicza cywilizacji (bardzo wzbogaconego z tamtej strony), tej przestrzeni gdzie twórczość się dokonuje.
Po poetyckim show na koniec razem
zaśpiewano jubileuszową stosownie
przerobioną piosenkę harcerską,
którą na gitarze akompaniując zaintonował Roman Tolsdorf, następnie
jeszcze długo koncertujący w towarzystwie pań. Tradycyjnie Autorka
podpisywała dedykacje, było też po
kielichu gratis dla wszystkich. Tak
się SAP-owskie wieczory rozkręcają,
że aż miło pomyśleć jakie atrakcje
będą na 50-te jubileuszowe spotkanie. Ahoj! Pa, pa…
Karol Podgórny
HISTORIA | 15
TYGODNIK ILUSTROWANY | www.tygodnikilustrowany.pl | 10 lutego 2015
To właśnie on miał ten wyjątkowy
zaszczyt dowodzić Szwoleżerami
Gwardii, elitarnym oddziałem lekkiej kawalerii powołanym do życia
przez cesarza Napoleona I Bonaparte
6 kwietnia 1807 roku w Finkenstein
(obecnie Kamieniec Suski). Nazwa
szwoleżer wywodzi się bezpośrednio
z języka francuskiego i oznacza: koń
i lekki (cheval – koń oraz léger – lekki). Pomysł powołania mającej polski rodowód formacji kawaleryjskiej
zrodził się w głowie Napoleona już
dawniej. Dopiero jednak wydarzenia
kampanii 1806 – 1807 przeciwko
Prusom, skłoniły go bezpośrednio
do utworzenia pułku składającego się
z Polaków, pochodzących z arystokracji. Takich, którzy sami za swój majątek byliby zdolni nabyć przyuczone
do służby wojskowej wierzchowce,
a także ekwipunek oraz, o ile byłoby
to możliwe, zdobyć dzięki zasobności
portfela odpowiedni patent oficerski.
Plan ten jednak nie do końca się cesarzowi udał, gdyż ochotników zgłaszających się do pułku, na którego czele
stanął pułkownik Wincenty Krasiński nie było zbyt wielu. Nie każdy ze
szlachty chciał służyć w tym oddziale,
dodatkowo postać dowódcy nowopowstającej formacji kawaleryjskiej
budziła wiele kontrowersji.
W końcu ustalono i zapisano w De-
Szwoleżerowie Napoleona
krecie Napoleona, że: „(…) żeby być
przyjętym do korpusu szwoleżerów,
trzeba być właścicielem lub synem
właściciela, nie mieć mniej niż 18tu, a nie więcej nad 40-stu lat wieku
i opatrzyć się własnym kosztem w konia, mundur, w rzęd i rynsztunek
kompletny, stosownie do wydanego
wzoru; co się zaś tyczy osób, któreby
nie były w stanie sprawić sobie zaraz
konia, munduru, rzędu i rynsztunku,
tym dana będzie zaliczka. (…)”.
Na takiej zasadzie w „korpusie szwoleżerów” odnajdziemy przedstawicieŻadna inna formacja kawaleryjska
nie miała chyba
tak udanego rozpoczęcia służby
bojowej jak lekkokonni. Każdy z Polaków zna nazwę Somosierra. Tak,
owa Somosierra, o której pisał Adam
Mickiewicz czy śpiewał Jacek Kaczmarski jest polem bitwy, na którym
nieśmiertelną chwałą okryli się Polscy gwardziści Napoleona.
li magnaterii, bogatej szlachty, szlachty oraz mieszczaństwa. Jednym z tych
ostatnich był Franciszek, syn znanego
warszawskiego szewca Jana Kilińskiego. Ze zrozumiałych względów przedstawicieli chłopstwa do pułku nie
przyjmowano. Status majątkowy, zadecydował też o tym, że wyższe szarże oficerskie zarezerwowane zostały
dla bogatych młokosów. Natomiast
biedniejsi wiarusi, pochodzący z innych polskich jednostek kawaleryjskich, mający już na swoich barkach
nie jedną kampanię, zostali zwykłymi,
szeregowymi szwoleżerami. Służba
w pułku, dowodzonym przez Kra-
że czterech dowódców szwadronów.
Pułk dodatkowo posiadał własnego:
medyka, krawca, szewca oraz ośmiu
kowali.
fot: Archiwum Autora
Zasadniczo każdy z przybywających do opinogórskiego Muzeum Romantyzmu doskonale
wie kim był Zygmunt Krasiński
oraz w jakiej epoce literackiej
tworzył. Nie każdy jednak wie,
kim był jego ojciec i czym się
zajmował. Wincenty Krasiński,
o którym tu mowa, był twórcą
oraz pierwszym dowódcą jednej
z najbardziej znanych polskich
formacji kawaleryjskich w historii wojskowości.
sińskiego, była służbą „u Francuzów”,
gdyż formacja ta została bezpośrednio wcielona do elitarnej napoleońskiej gwardii (w starszeństwie ustępował słynnym strzelcom konnym,
a wyprzedzał arabskich mameluków).
Takie rozwiązanie było również na
rękę pułkownikowi Krasińskiemu.
Nie podlegał on w żadnym stopniu
polskiemu dowództwu, a bezpośrednio francuskiemu generałowi dowodzącemu gwardią cesarską. Dzięki
temu był on wciąż w pobliżu Napoleona. W późniejszym czasie, młody
pułkownik potrafił to w bardzo sprytny sposób wykorzystywać.
Elementem, który w sposób bezpośredni miał nawiązywać do polskiego
rodowodu tej formacji był jej mundur. Wzorował się on na strojach kawalerii narodowej, powstałych przed
rokiem 1794. Kolory granatowy,
amarantowy, a także srebrny dominujące w barwie mundurów szwoleżerów, były bardzo „pstrokate”, jak na
standardy francuskiej armii, w której
dominowała zieleń, biel, wszelkie odcienie granatu oraz kolor czarny. Do-
datkowo wysokie czaka, przyozdobione słońcem z literą „N” na jego
środku były również bardzo zjawiskowe. Polacy zostali od razu bardzo
ciepło przyjęci przez swoich nowych
gwardyjskich kolegów z innych formacji, a także zdobyli serca cywilów.
Podczas ich pierwszej prezentacji
w Warszawie, przed wymarszem do
miejsca ich docelowego stacjonowania, czyli koszarów gwardii w Château de Chantilly, lekkokonni wzbudzili
zachwyt warszawiaków.
Pułk (na papierze) składał się z czterech szwadronów etatowych po
dwie kompanie. Jednak ze względu
na bardzo częste oddelegowywanie
szwoleżerów do służby pomocniczej
w innych jednostkach armii francuskiej, naczelne dowództwo zmniejszyło standardową liczbę 250 koni na
szwadron do 120 (nazywając taką formację szwadronem bojowym). W ten
sposób każdy z szwadronów etatowych, według nowego przelicznika,
składał się z dwóch szwadronów bojowych. Na czele pułku stał dowódca
oraz dwóch oddelegowanych z gwardii francuskich gross-majorów, a tak-
OG ŁOSZ E N I E W Ł A SN E WYDA WCY
Adres Redakcji
06-400 Ciechanów, ul. Kilińskiego 8
(Browar Ciechan)
e-mail: [email protected]
tel. 23 672 55 88
Dyrektor BRJ Media Jolanta Grudzińska
Redaktor naczelny
Marek Szyperski
Redaktor graficzny
Dorota Pogorzelska
Biuro reklamy
Anna Dąbrowska
tel. 509 820 919
e-mail: [email protected]
Wydawca
Gambrynus Sp. z o.o.
ul. Kilińskiego 5, 06-400 Ciechanów
Druk
Age of color
Warszawa, ul. Republikańska 15
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za
treść zamieszczanych ogłoszeń i zastrzega
sobie prawo do skracania nadesłanych
tekstów.
Poglądy wyrażane w publikowanych
materiałach są osobistymi opiniami
ich autorów i niekoniecznie muszą
odzwierciedlać poglądy Redakcji
i Wydawcy.
Na podstawie art 25. ust. 1 pkt 1b
prawa autorskiego Wydawca wyraźnie
zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie
materiałów opublikowanych w „Tygodniku
Ilustrowanym” bez uzyskania zgody
Wydawcy jest zabronione.
Bardzo charakterystycznym dla rodzaju służby szwoleżerów w Wielkiej
Armii jest fakt, że dopiero do kampanii roku 1812, pułk przystępował
w pełnym składzie osobowym. Przysłowiowe „pożyczanie” szwoleżerów
przez innych dowódców oraz pułki
było notoryczne, a owi „użyczeni”
kawalerzyści znakomicie sprawdzali się w roli zwiadowców, kurierów,
a także tłumaczy w najprzeróżniejszych sytuacjach. Żadna inna formacja kawaleryjska nie miała chyba tak
udanego rozpoczęcia służby bojowej
jak lekkokonni. Każdy z Polaków zna
nazwę Somosierra. Tak, owa Somosierra, o której pisał Adam Mickiewicz czy śpiewał Jacek Kaczmarski
jest polem bitwy, na którym nieśmiertelną chwałą okryli się Polscy gwardziści Napoleona. 30 listopada 1808
r. drugi szwadron pułku dowodzony
(tymczasowo) przez Jana Hipolita
Kozietulskiego otrzymał rozkaz do
rozpoczęcia szarży na baterie hiszpańskich artylerzystów, wspomaganych
przez liczną piechotę. Blokowali oni
w górzystym terenie drogę, która była
najkrótszą z dróg prowadzących do
Madrytu. Cesarzowi, zależało na jak
najszybszym dotarciu do stolicy Hiszpanii, gdyż wybuchła tam antyfrancuska rewolucja. Rozkaz wodza został
wykonany i po niespełna dziesięciu
minutach droga była odblokowana.
Polacy ze swojego zadania wywiązali
się perfekcyjnie i na stałe już zasłużyli sobie na szacunek i bezpośrednie
miejsce u boku cesarza Francuzów.
W późniejszym czasie szwoleżerowie
wsławiali się doskonałą sztuką żołnierki w kampanii austriackiej 1809
roku w potyczkach i bitwach pod
Aspern, Wagram czy też Neustad.
Po tej kampanii, doposażono poszczególnych kawalerzystów w lance,
o których przydział od dłuższego czasu upominał się sztab pułku. Szwoleżerowie w posługiwaniu się nimi
poprzez wielogodzinne ćwiczenia
dochodzili do perfekcji, lanca stała
się dzięki temu ich znakiem rozpoznawczym i siała postrach w szeregach wroga. W związku z tym wydarzeniem od roku 1810 pułk, zaczęto
nazywać, Szwoleżerami – Lansjerami
Gwardii.
c.d.n
Rafał Wróblewski
historyk, Muzeum Romantyzmu
w Opinogórze
16 | REKLAMA
O G ŁOSZ E N I E W Ł A SN E WYDA WCY
reklama
10 lutego 2015 | www.tygodnikilustrowany.pl | TYGODNIK ILUSTROWANY

Podobne dokumenty

ciechanowianka nominowana do oscara!

ciechanowianka nominowana do oscara! istotna, że także Tatarzy Krymscy wchłonęli część gockiego dziedzictwa kulturowego – być

Bardziej szczegółowo