gazeta w potrzebie - Nasza Choszczówka

Komentarze

Transkrypt

gazeta w potrzebie - Nasza Choszczówka
nr 1 (113)
I/II 2014
WWW. NCH. PL
LEPSZA KOŁDRA KRÓTKA NIŻ ŻADNA
Na zebranie zwołane przez Stowarzyszenie Nasza
Choszczówka w sprawie projektów partycypacyjnych
przyszło nie za wiele osób, chociaż każdy z nas wie
przecież co chciałby w otoczeniu poprawić. Większość
ludzi, jak wszędzie, na zebrania nie chodzi, bo nie wierzy że to coś da. I faktycznie o cudach nie ma co marzyć, pieniędzy na cud od gadania nie przybędzie. Ale
nie tylko cudami człowiek żyje.
Białołęka to Dzielnica najszybciej rosnąca w Warszawie, co rok przybywa tu ok. 5 tysięcy mieszkańców, jest
ich już sto tysięcy, a za parę lat może być dwa razy tyle.
Co rośnie za prywatne pieniądze – domy, sklepy, usługi, rozwija się dynamicznie. Co wymaga pieniędzy publicznych – a więc cała infrastruktura – drogi, komunikacja, oświata, zdrowie, wodociągi, kanalizacja itp.,
wlecze się w rażącej odległości za potrzebami. Osiedlają się tu głównie ludzie młodzi, przybywa dzieci, a więc
brak szkół i przedszkoli przesłonił w ostatnich latach
wszystkie inne braki. 80 mln. złotych rocznie Dzielnica
wydaje na potrzeby oświaty, jest to aż 2/3 wszystkich
wydatków budżetowych.
Kołdra jest krótka. Byłaby dłuższa, gdyby Białołęka
pozostała samodzielną gminą, jak było w początkach
lat 90-ych. W gminach zostaje więcej pieniędzy z podatków, a dzielnice muszą większość z nich przekazywać do wspólnego stołecznego kotła. Ale póki co ustroju stolicy nie zmienimy i na rozmnożenie publicznych
pieniędzy wpływu praktycznie nie mamy. Dlatego
warto się włączyć do decyzji o tym jak i na co wydać
te kilkaset tysięcy złotych w swoim bliskim otoczeniu.
Słowo partycypacja urodziło się w urzędniczych
gabinetach i zalatuje biurokracją, ale zamysł był humanistyczny – chodzi o to, aby przybliżyć ludziom
gospodarkę lokalnymi finansami i sprawić, że społeczeństwo zacznie decydować jak i na co wydawać
wspólne pieniądze. Cel jest szczytny, chociaż na razie
jest to jedynie zabawa w decydowanie. Bo Dzielnica ledwie 1 procent ze swojego skromnego budżetu
na inwestycje, zdecydowała się oddać mieszkańcom
pod głosowanie. W całej Białołęce jest to 1,5 mln złotych. Na Choszczówkę i okoliczne osiedla przypada
ledwie 300 tysięcy. Nie jest to suma, która mogłaby
sprawić, że poczujemy się gospodarzami tej ziemi.
Ale jest to okazja, abyśmy rozejrzeli się dookoła,
przymierzyli zamiary do możliwości, lepiej poznali
zamiary inwestycyjne lokalnej władzy i żeby władza
lokalna lepiej uświadomiła sobie jakie są społeczne
priorytety.
Powołany został do życia zespół ludzi odpowiedzialnych za to, żeby idea tego budżetu, o którym
społeczność ma decydować dotarła możliwie szeroko
do mieszkańców i żeby wszystko przebiegało zgodnie
PODZIĘKOWANIE
Moi rodacy pragną tą drogą gorąco podziękować braciom polskim. Nie zapomnimy ile serca,
wyrazów otuchy i pomocy materialnej okazali nam
Polacy w tych trudnych miesiącach. Do Kijowa
na Majdan docierała z Warszawy w czasie mrozów
ciepła odzież, lekarstwa i żywność, także od mieszkańców Choszczówki. Dziękujemy za to. Dziękuje-
z prawem. Dwudziestoosobowym zespołem społeczników kieruje pani Bernadeta Włoch – rzecznik prasowy Dzielnicy. Zespół wyznaczył trzy rejony w Białołęce, między które podzielił te 1,5 mln złotych.
Niemal każdy kto zabierał głos na lutowym zebraniu w Choszczówce chciałby za te pieniądze zbudować
nawierzchnię na swojej ulicy. Stan ulic które powstały tu od zera w ciągu ostatnich dwóch dziesięcioleci
jest faktycznie na ogół rozpaczliwy. Prywatne domy
powstały szybko, ale ulice są publiczne i nie mogą się
wygrzebać z błota. Zespół powołany do zagospodarowania tego budżetu przygotował na zebranie komplet
materiałów. Także orientacyjny cennik różnych napraw i inwestycji. I dowiadujemy się np, że wymiana
10 metrów nawierzchni drogi kosztuje ok. 5 tys. zł.
Do rozdysponowania mamy raptem w Choszczówce i okolicy 300 tysięcy złotych, a metry ulic bez nawierzchni w tym rejonie trudno nawet policzyć.
Ale kiedy zebrani połapali się, że mierzą za wysoko
w stosunku do możliwości, zaczęły się rodzić bardziej
racjonalne pomysły. Budowa nawierzchni jest za droga,
to może by negocjować z Czajką, która obiecała kiedyś
w ramach rekompensaty za uciążliwości budowy inwestować w infrastrukturę okolicy? Ktoś inny mówił
o wspólnej inwestycji z Totalizatorem Sportowym.
Jeszcze ktoś proponuje machnąć ręką na nawierzchnie ulic skoro takie drogie i pomyśleć o załataniu najbardziej dokuczliwych dziur – załatanie jednej dziury
to w kosztorysie tylko 100 złotych. A może uda się zbudować parking przy stacji – jedno miejsce parkingowe
– 2,5 tysiąca. A może oświetlenie tam gdzie najciemniej
– jedna latarnia uliczna 11 300 złotych.
Można oczywiście machnąć ręką na całą akcję
bo przecież problemu z inwestycjami nie rozwiązuje –
pieniądze małe, zawracania głowy dużo, słowem wiele
hałasu o nic. Ale można podejść do tej próby z pozytywnym nastawieniem – niektórzy z nas rozejrzą się przy
okazji dookoła i może w zasięgu wzroku zobaczą co za te
pieniądze dałoby się naprawić, a czego urzędnicy dzielnicowi z pewnością nie zauważą. Można powiedzieć,
że cała akcja to dziecinna głupota, a można pomysł potraktować jak pierwszą, małą na razie próbę budowania
oddolnej demokracji. Jesteśmy różni. Są obywatele zawsze chętni włączyć się do społecznego działania bo są
pozytywnie nastawieni do życia i są malkontenci, którzy
społeczną aktywność nazywają głupotą.
Wnioski od mieszkańców wpływają, Białołęka
jest pod tym względem w warszawskiej czołówce.
Świata nie zbawimy, ale swoją cegiełkę każdy może
dołożyć. Wystarczy ruszyć się z fotela i wrzucić głos
do skrzynki.
Agnieszka Wróblewska
my za wszystkie słowa poparcia i otuchy – telefony,
SMSy, znicze, kwiaty i wspólne łzy pod Ambasadą
Ukrainy po wydarzeniach 20-go lutego. Nie zapomnimy tego.
Lesia Kostina
mieszkanka Choszczówki
Fundacja „Nasz Wybór” skupiająca obywateli
Ukrainy mieszkających i pracujących w Polsce
Zostaw swój podatek w Białołęce
Gazeta w potrzebie
Serdecznie zachęcamy do wpłacenia 1% podatku
na rzecz naszego Stowarzyszenia. Przypominamy,
że Stowarzyszenie jest organizacją pożytku publicznego i pełni służebną rolę na rzecz mieszkańców
Zielonej Białołęki.
Od kilku lat wydajemy gazetę Nasza Choszczówka (nakład 3 000 szt.), w której poruszamy najważniejsze tematy i problemy, którymi żyje lokalna
społeczność. Z pieniędzy otrzymanych od Państwa
zasilamy także nasz Bank Pomocy, który nastawiony
jest na pomoc dla ludzi znajdujących się w trudnej
sytuacji życiowej. Część pieniędzy przeznaczamy
na prowadzenie naszej działalności statutowej związanej z problemami ekologicznymi oraz na inne akcje, które mają służyć polepszeniu standardu życia
mieszkańcom.
Gazeta finansowana jest siłami społecznymi,
a utrzymywana (druk, dystrybucja) dzięki reklamom, o które coraz trudniej i które nie zapewniają
pełnych kosztów wydawania gazety.
Dlatego zwracamy się do Państwa z apelem o wsparcie finansowe naszej lokalnej prasy.
Na pewno dobrą okazją jest przekazanie 1% podatku od swojego dochodu. Można to zrobić wypełniając deklarację podatkową i tam wskazać naszą
organizację w odpowiednim polu. Wystarczy podać
numer KRS
Stowarzyszenie Nasza Choszczówka: 0000050198
Ale zwracamy się też do tych Państwa, którzy
chcą wesprzeć gazetę poza możliwością przekazania
1% odrębnymi wpłatami bezpośrednio na poniższe
konto z dopiskiem: na rzecz gazety Nasza Choszczówka:
Nr konta: 21 1240 1082 1111 0000 0381 4756
Polecamy się
Zarząd Stowarzyszenia Nasza Choszczówka
Anteny Tv/Sat - Alarmy - Kamery - Domofony
- instalacje anten RTV/SAT
- wieszanie telewizorów
- rozwiązywanie problemów instalacyjnych TV
- instalacje zbiorcze
- instalacje dekoderów: N, Polsat, DVB-T, Cyfra+, TNK)
- kamery (podgląd z kamer w telewizorach)
- alarmy
- domofony, wideodomofony
- konsultacja gratis
Szydłowski Paweł tel. 508583051, 881583051
telewizja-hd.pl mail: szydlowski[email protected]
NASZA CHOSZCZÓWKA
WWW.NCH.PL
STRONA 1
Panie burmistrzu,
proszę o pomoc
Pan Janusz Stasiuk mieszka przy ulicy Kwietniowej w Choszczówce od niemal 50 lat. Jest z wykształcenia technikiem i bardzo aktywnie działa
w usuwaniu absurdów z otaczającej go rzeczywistości. Pierwszy raz zetknąłem się z nim kilka lat
temu kiedy dopominał się oświetlenia ulicy Kwietniowej. Chodziło tam o zainstalowanie kilku latarni
na istniejących już słupach energetycznych. Jego
wieloletnie starania zakończyły się bez powodzenia.
Drugą okazją do naszych częstych spotkań stała
się budowa wiaduktu nad torami w Choszczówce.
Problem, który poruszał p. Janusz dotyczył braku
schodów przy nowo budowanym wiadukcie. Pan
Stasiuk wyrażał niezadowolenie dość dużej grupy
mieszkańców, którzy przy okazji budowy wiaduktu zostali odcięci od „reszty świata „i praktycznie
pozbawieni możliwości robienia zakupów w Choszczówce. Po kilkudziesięciu latach zamieszkiwania
w tej części Warszawy ich droga po zakup bułek
i mleka wydłużyła się o ok 1, 5 km!!!
Stąd brały się w tej sprawie liczne pisma do urzędu i do mnie. Pan Janusz jeszcze podczas wykonywania prac przy wiadukcie rysował i podpowiadał
rozwiązania, które ułatwiłyby życie mieszkańcom
tej części Choszczówki. Niestety, nasze interwencje,
głównie do PLK i Urzędu Dzielnicy okazały się nieskuteczne. Tak się zwykle dzieje, kiedy decyzje administracyjne wyprzedzają konsultacje społeczne,
a zaciąganie opinii mieszkańców lokalnych społeczności ma się za nic. Kilka innych podobnych przy-
kładów lekceważenia tej opinii w naszej najbliższej
okolicy łatwo by wskazać (patrz Czajka)
Obecnie p. Janusz Stasiuk walczy o bezpieczne
przejście dla mieszkańców wzdłuż ulicy Zawiślańskiej. Jego pismo i zdjęcie w tej sprawie zamieszczamy obok. I znów p. Janusz podpowiada rozwiązania wydawałoby się oczywiste, ale znów staje przed
ścianą niemożności urzędniczej. Znów jak mantra
podnoszone są argumenty o problemach własnościowych i znów na przeszkodzie stoi brak zgody
ze strony Polskich Linii Kolejowych. Dlaczego?
Jak często powtarza burmistrz Smoczyński: PLK –
to państwo w państwie.
Znając determinację p. Janusza sądzę, że tak łatwo nie odpuści. Widziałem jego grube teczki z korespondencją z różnymi urzędami i instytucjami.
Nie jest on typem pieniacza, ale raczej świadomego
swych praw obywatela, który konsekwentnie i słusznie upomina się o sprawy swoje i sąsiadów. Zwykle
je przegrywa. Ja, przyznaję, również niewiele mu
pomogłem. Dla niego jestem pewnie t.zw radnym
bezradnym. Może więc jednak z pomocą burmistrza jego postulaty zostaną wreszcie zrealizowane.
Dlatego proszę burmistrza w imieniu p. Stasiuka
i kilkuset mieszkańców z tej części Choszczówki
zróbmy coś w tej sprawie. Na Zawiślańskiej nie chodzi wszak o kaprysy mieszkańców, ale o ich podstawowe bezpieczeństwo. Panie burmistrzu, proszę
o pomoc w tej sprawie.
Krzysztof Pelc
T o m ie js ce c z ek a n a T wo j ą r ek l a m ę
CENA 160 ZŁ
Dl a stałych rekl amodawców r abatY
tel. 601 271 052 lub 506 119 665
STRONA 2
WWW. NCH. PL
NASZA CHOSZCZÓWKA
CZŁOWIEK DO CZŁOWIEKA
Agnieszka Wróblewska
Przed ostatnią Gwiazdką zebrało się u państwa
Czapskich na kolędach 87 osób dorosłych plus dzieci. Najmłodszy kolędnik był niemowlakiem, najstarszy po osiemdziesiątce. Pani Anetta myślała, że
w tym roku odpuści sobie to kolędowanie w domu,
ale już od października przychodziły maile z pytaniem: którego dnia w grudniu się zbieramy? Nie było
wyjścia. Niektórzy jadą z daleka – z Bydgoszczy czy
z Krakowa, zostają na noc. Drugi raz w ciągu roku
goście zbierają się tłumnie na Cudnych Manowcach
w pierwszy dzień wiosny. W tym roku będzie to spotkanie szczególnie uroczyste, bo akurat 21-go marca
mija 10 lat od kiedy gospodarze tu zamieszkali.
Na spotkaniu przed Bożym Narodzeniem najpierw wszyscy razem śpiewają kolędy, a po przerwie
na jedzenie jest koncert. Gospodarze zapraszają zawsze na tę okazję jakiś muzyczny zespół grający, czy
artystów śpiewających. W tym roku odbyły się też
po raz pierwszy popisy wokalne gości – kilka osób
zgodziło się solo zaśpiewać kolędę a jury wręczało
nagrody.
– Lubimy ludzi – mówi Anetta – i uważamy też, że
takie spotkania są nie tylko nam potrzebne. Większość
z nas dużo pracuje, żyje się w rozproszeniu, rozmawiamy ze sobą elektronicznie. A przecież telefon czy
komputer nie zastąpi osobistych kontaktów i wspólnej
zabawy. Na naszych spotkaniach jedni znajomi poznają innych znajomych, bo tu każdy może przyjść, byle
się wcześniej zapowiedział, i wspólnota towarzyska
rośnie. Ktoś z kimś umawia się potem do teatru, ktoś
znajduje kompana na wakacje.
Zimą kolędy, a w pierwszy dzień wiosny spotkania tematyczne. Na przykład wieczór tańców etnicznych – był już grecki taniec szczęścia, rumuński
taniec drwali, czy włoska tarantella. Zabawa, a przy
okazji porcja wiedzy o obyczajach regionalnych.
Skąd taka ulica, skąd taki dom?
Dom jest rozległy, sam salon spokojnie mieści
setkę ludzi. Na pomysł żeby go budować wpadł mąż
Anetty – Radek. Zrobił żonie niespodziankę – kupił
działkę. Obraziła się, nie chciała takiego prezentu,
nawet nie pojechała go obejrzeć. Młodość Aneta
spędziła w domu jednorodzinnym dlatego potrafiła
cenić wygody mieszkania w bloku. A Radek przeciwnie – żył w blokach, pracował w biurowcach
i marzył o urokach natury. Złamała się po dwóch
latach od prezentu i pojechała obejrzeć to miejsce.
Polna droga, chaszcze dookoła i żywego ducha.
Niby Warszawa i Białołęka, a właściwie pustkowie
na zapleczu cywilizacji. Ale te drzewa, te ptaki....
Zgodzili się że dom będzie drewniany, w technologii kanadyjskiej i że Anetta znajdzie architekta
który go narysuje. Projekt miał się nie tylko podobać, musiał spełniać potrzeby wszystkich mieszkańców – poza rodzicami także dwójki nastoletnich
dzieci. Wycięto dookoła chaszcze, oszczędzono
drzewa. Wypadało pomyśleć o adresie, bo póki
co mieli w papierach jedynie jakiś numer z geodezji. I przypomnieli sobie wiersz Edwarda Stachury,
w którym jakieś inne pustkowie nazywał Cudne
Manowce. Pasowało tu jak ulał. Wystarczyło zebrać
15 podpisów warszawiaków i ulica przeszła.
Pierwsze lata mieszkali na niej sami, teraz jest
NASZA CHOSZCZÓWKA
na odbiór – mówi. – Tymczasem pracodawcy coraz
częściej zwracają uwagę na to jak pracownik radzi
sobie w zespole.
Z czasem jednak Anettę pochłonęło inne zadanie edukacyjne – uczyć zachowania na drogach,
tak żeby ograniczyć w Polsce ilość wypadków.
Bo koszty wypadków drogowych są u nas ogromne
– co czwarty zabity przechodzeń w Unii Europejskiej jest Polakiem. Masowa motoryzacja w Polsce,
to dorobek jednego pokolenia i świadomość za tym
dorobkiem nie nadąża. Wszystkie koszty wypadków drogowych pochłaniają u nas ponad 20 mld
złotych rocznie społecznych pieniędzy. Między innymi z braku wiedzy o zachowaniu na drogach.
kilku sąsiadów, najbliższy z nich też postawił dom
drewniany. Cudne Manowce dalej przypominają
bardziej polną drogę niż miasto stołeczne, ale samochód przejedzie. Młodzież biegnie do autobusu
na Płochocińską przez pole. Kiedy przychodzą roztopy i kalosze nie starczają, wkładają sobie na buty
worki plastikowe. Komunikacja z cywilizacją nie
jest taka zła – cztery razy na godzinę jedzie autobus
do metra, a poza tym sprawnie działa samopomoc
sąsiedzka. Potrzeba – matka wynalazku – ożywiła
międzyludzkie kontakty. Przyjęło się w otoczeniu
proponować sąsiadom podwózkę, powstał nawet
jakiś system zawiadamiania wzajemnego.
Kto się tu wybudował, ten wie że uroki natury
mają swoją cenę – niewygody. Wprawdzie jest prąd
i są już wodociągi, ale na gaz i kanalizacje przyjdzie
jeszcze poczekać. A kolejka czekających na twardą
nawierzchnię ulic jest w Białołęce dłuższa niż życie jednego pokolenia. Coś za coś – jak powiedzieli
sobie na początku tej przygody z domem. I kiedy
Radek wraca po długiej dniówce nerwowej pracy
w wieżowcu stołecznego śródmieścia, bierze psa,
wsiada na rower, albo tylko popatrzy na drzewa
za oknem i posłucha ciszy, Anetta wie że miał rację
wymyślając dla niej ten prezent.
Pomysły na życie
Anetta Czapska nie pamięta żeby kiedyś szukała
posady na etacie. Mówi, że jej umowy o prace zwykle miały charakter, jak to się dziś pogardliwie mówi
– śmieciowy. I właśnie taki mniej formalny i mniej
podległy tryb pracy jej odpowiada. Studiowała komunikację społeczną: jest to wiedza na pograniczu
psychologii, edukacji i organizacji. Przyjmowała
zlecenia na zajęcia grupowe i uczyła jak powinny
wyglądać relacje międzyludzkie w zespołach.
– Ludzie mają u nas duże problemy z porozumiewaniem wzajemnym, każdy woli mówić niż słuchać.
Często trudno się dogadać, bo każda ze stron w sporze nastawiona jest na obronę własnych racji a nie
Pani Anetta z nagrodami w ręku
– na imprezie wigilijnej
Na początku włączyła się w organizowanie pikników wspólnie z Dzielnicą Białołęka pod hasłem
– Bezpiecznie i Zdrowo. A kiedy Dzielnica wycofała
się z akcji, Fundacja nawiązała współpracę z policją, Zarządem Dróg Miejskich i różnymi firmami.
Tak się narodziły marsze
edukacyjne.
Powołali do życia Fundację pod nazwą „Marsz
Zebry” i w czerwcową
niedzielę 2011 roku ruszył pierwszy pochód
edukacyjny po warszawskim Trakcie Królewskim. Trasa jest w tym
czasie wyłączona z ruchu i dzieci bezpiecznie
maszerują
jezdnią.
W oznaczonych miejscach pochód staje, żeby
przerabiać „lekcje”, czyli
odgrywać scenki o prawidłowym i nieprawidłowym zachowaniu na drodze. Takie marsze odbywają się teraz na Trakcie
co rok w czerwcowe niedziele, a przykład Warszawy
okazał się zaraźliwy. Odezwali się zaraz działacze
społeczni z innych polskich miast i teraz już w kilku
województwach powstały lokalne programy nauki
bezpieczeństwa drogowego. Aktywiści tej akcji nie
tylko organizują marsze, są spotkania, szkolenia,
pogadanki. W Warszawie na Mariensztacie zorganizowali np. w ub. roku Hyde Park Bezpieczeństwa,
gdzie każdy mógł wygłaszać własne opinie na temat
WWW.NCH.PL
ruchu drogowego i te uwagi zapisywano na specjalnej tablicy. Akcja żyje także na facebooku, gdzie doczekała kilkaset kliknięć z poparciem.
Wychodzenie do ludzi jest szczególnie ważne
w epoce elektroniki. Zamykamy się w domach i nawet to lubimy. Ale do czasu – ucieczka od ludzi i siedzenie przed ekranem też potrafi zanudzić i wtedy
człowiek szuka okazji żeby swoje sam na sam zamienić na spotkanie z innym żywym człowiekiem.
Takie potrzeby to pole do popisu dla aktywnych
społeczników, którzy szukają dla siebie zajęcia
i a potrafią znaleźć sposób żeby je zagospodarować.
Niedawno Anetta razem z córką Kasią, absolwentką filozofii, wymyśliła kolejną działalność edukacyjną, tym razem pod nazwą Niebieskie
Migdały. Organizują imprezy dla dzieci,
np. urodzinowe, ze starannie opracowanym
programem zabawy. Zabawa ma być twórcza – zamiast oglądania bajek dzieci dostają
proste materiały, kartony czy sznurki, i zadanie aby samemu coś z tego stworzyć.
Kolejny pomysł na towarzyską edukację,
to „szyciowe kawiarenki” – znana w wielu
krajach forma spotkań sąsiedzkich połączona z szyciem albo innymi robótkami ręcznymi. Kiedyś kobiety zbierały się w zimowe
wieczory żeby drzeć pierze albo cerować
ubranie bo w towarzystwie raźniej i jak się
okazuje – i takie obyczaje wracają.
Parę lat temu Barbara Stelmach, inna nasza aktywna sąsiadka w Choszczówce, zorganizowała w piwnicy swojego domu pracownię robót plastycznych gdzie i dzieci i dorośli uczą się jak
samodzielnie coś wyczarować – ulepić, namalować.
Piwnica z nazwą „Galeria BS” ma już swoją renomę,
bo gospodyni organizuje tu także różne imprezy
(o dwóch ostatnich piszemy w tym numerze). Jak
Muzykowanie w czasie przyjacielskich wieczorków
widać choćby na tym przykładzie potrzeby można
ludziom uświadamiać i z powodzeniem rozbudzać.
Na naszych oczach zmienia się krajobraz ludzkiej aktywności – znikają jedne zawody a na ich
miejsce inne powstają. Nie tak dawno większość
ludzi zatrudniała produkcja przemysłowa. Od kiedy w produkowaniu coraz częściej i lepiej zastępuje
człowieka maszyna, rozbudzanie nowych potrzeb
konsumentów to jednocześnie szukanie pomysłu
na swoje własne życie.
STRONA 3
krytycznie O Budżecie
Partycypacyjnym
Warszawa jest kolejnym miejscem w Polsce
i na świecie, gdzie próbuje się upowszechnić tzw.
Budżet Partycypacyjny, czyli oddanie decyzji
mieszkańcom, na jaki cel mają być wydane pieniądze z określonej części budżetu np. miasta lub
dzielnicy, w danym roku.
W dzielnicy Białołęka ma to być 1,5 mln zł
w 2015 r., czyli ok. 0,75% budżetu dzielnicy.
Po 300 tys. zł ma przypaść na pomysły inwestycyjne w każdym z trzech obszarów, na które
podzielono Białołękę, a 600 tys. na pomysły ogólno dzielnicowe. Pieniądze są więc bardzo małe.
W informatorach Urzędu Miasta podkreśla się,
że głównym celem Budżetu Partycypacyjnego jest
finansowa edukacja mieszkańców na temat wydawania samorządowych pieniędzy. Całe to przedsięwzięcie ze względu na bardzo małe pieniądze,
przypomina ekonomiczną grę planszową typu
Monopoly. Może zamiast zabawy bardzo małymi
pieniędzmi budżetowymi w „realu” lepiej byłoby rozdać mieszkańcom grę planszową „Budżet
Partycypacyjny”. Byłoby dużo zdrowej rodzinnej
zabawy i edukacji przez zabawę zamiast frustracji
po końcowych głosowaniach i wyborach projektów w ramach bardzo małych pieniędzy z Budżetu Partycypacyjnego. Frustracje będą, bo sporo
aktywnych mieszkańców włoży w planowanie lokalnych inwestycji wiele wysiłku i poświęci dużo
prywatnego czasu.
Potrzeby ogromne
Białołęka to wielka sypialnia Warszawy, zapóźniona w inwestycjach i wygłodniała inwestycji.
W wielu obszarach brakuje kanalizacji, wodociągu, utwardzonych dobrych dróg z odwodnieniem,
oświetlenia ulic itp. Brak jest w wielu obszarach
infrastruktury do uprawiania sportu, brak jest kin,
teatru. O sposobie traktowania Białołęki świadczy
decyzja o nie budowaniu metra na Tarchomin,
które było planowane w Białołęce na wzór Ursynowa. Białołęce dostał się kadłubkowy tramwaj, który ma dowozić mieszkańców do metra w innych
dzielnicach. W ramach Budżetu Partycypacyjnego
zostanie wybranych kilka projektów (lokalnych
i ogólno dzielnicowych), które dostaną najwięcej głosów mieszkańców i które po głosowaniu
zmieszczą się w wyznaczonym budżecie np. w 300
tys. zł w obszarze Nr 2, w którym znalazła się
Choszczówka. Może się zdarzyć, że po głosowaniu
do realizacji wybrany zostanie tylko jeden lub dwa
drogie projekty albo kilka tańszych. Generalnie
z kilkudziesięciu lub kilkuset zgłoszonych projektów realizowanych będzie zaledwie kilka na terenie
każdego z trzech wydzielonych obszarów dzielnicy
i kilka ogólno dzielnicowych. W obszarze Nr 2
oprócz Choszczówki znalazło się jeszcze 11 innych
zintegrowanych osiedli: Buków, Dąbrówka Szlachecka, Płudy, Dąbrówka Grzybowska, Henryków,
Wiśniewo, Marcelin, Białołęka Dworska, Szamocin i Tomaszew. Gdyby podzielić równomiernie
300 tys. zł na wszystkie te osiedla wypadłoby po 25
tys. To śmiesznie małe pieniądze, za które nie da
się praktycznie nic zrobić. Cała ta zabawa miałaby dopiero sens, gdyby Budżet Partycypacyjny
miał większe pieniądze i odnosił się do poziomu
osiedla, a nie dużej części dzielnicy. Mieszkańcy
osiedli znają doskonale swoje potrzeby i na poziomie osiedla łatwiej jest o konsensus przy wyborze
lokalnego projektu. Przy regulaminie przewidzianym dla Budżetu Partycypacyjnego mieszkańcy
nie będą chcieli głosować na projekty w sąsiednich
lub odległych osiedlach. Przepadnie większość
lokalnych projektów z braku pieniędzy i z braku
większości po glosowaniu.
Mało samodzielności – mało pieniędzy
Potrzebne są dużo większe pieniądze w tej zabawie ale niestety Białołęka ze 100 tys. mieszkańców (którzy są w dużej większości płatnikami PIT
w swojej dzielnicy) i z dziesiątkami dużych firm,
które płacą CIT, nie ma samodzielność finansowej
i jest na garnuszku Miasta. A bez samodzielności budżetowej nie ma dużych pieniędzy. Białołęka w 2002 r. na mocy ustawy o zmianie ustroju
Warszawy, z samodzielnej budżetowo gminy stała
się dzielnicą podległą wielkiej gminie Warszawa.
Białołęka może tyko pozazdrościć tysiącom gmin
w Polsce samodzielności finansowej opartej głównie na podatkach PIT, CIT i na podatkach lokalnych. Władze dzielnicy namawiają mieszkańców
do meldowania się w Białołęce i płacenia tu podatku PIT, ale o tym ile pieniędzy z podatku PIT i CIT
zebranego w dzielnicy trafi do budżetu dzielnicy
STRONA 4
decydują władze Miasta. Ministerstwo Finansów
co roku przekazuje gminom na cele samorządowe
ok. 40% podatku PIT i 7% podatku CIT z całości
podatków zebranych na terenie danej gminy. Warszawa w ramach tych ustawowych 40% i 7% dostanie w 2014 r. odpowiednio 3,9 mld zł z PIT i 500
mln z CIT. Proporcjonalnie do ilości podatników
zameldowanych w Warszawie (1,7 mln) i w Białołęce (70 tys.), Białołęka powinna dostać na cele
samorządowe 156 mln zł z PIT i co najmniej kilkadziesiąt milionów złotych z CIT, bo na obszarze Białołęki działa wiele dużych koncernów, sieci
handlowych i firm. W sumie byłoby ok. 200 mln zł
z samego CIT i PIT, a do tego dochodzą podatki
lokalne i inne przychody dzielnicy. Ile naprawdę
Białołęka dostaje na cele samorządowe z zebranego na swoim obszarze PIT i CIT nie wiadomo,
bo w budżecie dzielnicy się tego nie wykazuje. Ale
z prostych wyliczeń wynika, że kilkakrotnie mniej
niż mogłaby dostać mając samodzielność budżetową. Białołęka w 2014 r. ma mieć ok. 70 mln zł
własnych przychodów z podatków lokalnych
(od nieruchomości, leśnego, rolnego, targowego
itp.), które ostały się w rękach dzielnic po zmianie
ustroju Warszawy. Wydatki ma Białołęka zaplanowane w 2014 r. na 268 mln (150 mln to wydatki
na edukację). Dzielnica dostanie dotację z Miasta
w wysokości 198 mln zł. Ale 60 mln zł. w tej dotacji Miasta to subwencja z budżetu państwa na cele
oświatowe. To subwencja państwa, a nie Miasta
i nie pochodzi z puli podatkowej Warszawy przeznaczonej na cele samorządowe (40% zebranego
w Warszawie PIT i 7% zebranego w Warszawie
CIT). Każda gmina w Polsce prowadząca placówki oświatowe dostaje taką subwencję oświatową
z budżetu państwa. Pozostała część dotacji Miasta
dla Białołęki to 62 mln zł z wpływów z podatku
od nieruchomości, rolnego i leśnego pobieranego
z na rzecz miasta przez dzielnicę oraz środki finansowe wyrównawcze w wysokości 74 mln zł. W tym
wyrównaniu mogą być zawarte jakieś dochody
Warszawy z PIT i CIT przekazane ustawowo przez
Ministerstwo Finansów na cele samorządowe, ale
ile tego jest, zwykły mieszkaniec Białołęki nie wie.
Potrzebne zmiany w ustroju Warszawy
Siła samodzielnych finansowo gmin polega
na tym, ze budżet konstruowany jest w oparciu o podatki lokalne, PIT i CIT z terenu gminy.
W takich gminach mieszkańcy płacący wszelkie
podatki mają poczucie, że ich pieniądze idą bezpośrednio na potrzebne im lokalne inwestycje.
W Białołęce, w której mieszka 100 tys. ludzi nie
ma takiego przełożenia. Nie ma w obecnie obowiązującej ustawie o ustroju Warszawy przekazywania
dzielnicy podatków PIT i CIT przeznaczonych
na cele samorządowe, proporcjonalnie do podatków PIT i CIT zebranych w danej dzielnicy. Wydzielony Budżet Partycypacyjny w Białołęce i innych dzielnicach Warszawy nie jest oparty o realne
przychody podatkowe dzielnicy tylko o okrojony
budżet przydzielany z łaski przez urzędników Miasta, na niewiadomych zasadach. W takiej sytuacji
pieniądze na Budżet Partycypacyjny będą zawsze
śmiesznie małe i cała akcja będzie ciągle frustrującą zabawą. Przy okazji Budżetu Partycypacyjnego warto zwrócić uwagę na całość mechanizmów
rządzących budżetami dzielnic Warszawy. Powrót
do większej samodzielności finansowej dzielnic
po ustawie sejmowej z 2002 r., która zlikwidowała samodzielne budżetowo gminy warszawskie,
był zapowiadany wielokrotnie przez wielu prominentnych polityków obecnie rządzącej partii, m.in.
przez obecną prezydent Warszawy. Nic znaczącego się nie wydarzyło. Obecny Prezydent Polski
w dniu swojego wyboru zapowiedział wprowadzenie wyborów samorządowych jednomandatowych
we wszystkich gminach w Polsce, łącznie z dużymi
miastami na prawach gmin. Wybory samorządowe się zbliżają ale żadnych działań w tej sprawie
nie podjęto. Obecnie wybory samorządowe jednomandatowe to przywilej małych i średnich gmin.
W miastach są wybory samorządowe na listy partyjne.
To sprzyja centralistycznemu myśleniu o samorządzie Warszawy. Politycy nie są zainteresowani
samodzielnością budżetową dzielnic Warszawy
i ich zrównoważonym rozwojem.
Rozejrzyj się, Warszawiaku!
Projekt „022 zgłoś się”, czyli jak warszawska młodzież zachęca do utożsamiania się z miastem
W listopadzie 2013 roku ruszyła kolejna edycja programu Choćby Dla Własnej Przyszłości.
CHDWP to stypendium, które daje możliwość
zrealizowania własnego projektu społecznego, dostępne dla wszystkich uczniów warszawskich szkół
średnich.
Jak wygląda współpraca z CHDWP? Na czym
polega program? Pierwszy etap to przyjmowanie
zgłoszeń kandydatów i przeprowadzanie rozmów
wstępnych. Zakwalifikowani uczestnicy dzieleni są
na grupy. Najpierw przechodzą warsztaty szkoleniowe organizowane przez zawodowego trenera Pawła
Dąbrowskiego, podczas których dowiadują się jak zaplanować i zrealizować projekt. Następnie rozpoczynają pracę we własnym zakresie, której efekty zaprezentują podczas uroczystej gali w kwietniu 2014 roku.
Każdy zespół finansowany jest kwotą co najmniej
3000 zł. Najlepsze projekty otrzymają tytuł Najlepszego Warszawskiego Młodzieżowego
Projektu Społecznego roku szkolnego
2013/2014 oraz Nagrodę Publiczności.
Każdy uczestnik,
który zaprezentuje
zrealizowany projekt społeczny podczas gali w kwietniu
2014 roku otrzyma
prestiżowy certyfikat Project Management Foundation,
akredytowany przez
Project Management Institute.
022 zgłoś się to projekt realizowany przez tegorocznych uczestników – Karolinę Pręgowską, Patrycję Bienias, Aleksandrę Kochańską, Wiktorię
Miechowiecką, Łukasza Bartoszcze oraz Michała Alińskiego. Każdy z nich jest odpowiedzialny
za inny aspekt przedsięwzięcia – Karolina (mieszkanka Choszczówki) zajmuje się marketingiem,
Patrycja opracowuje szatę graficzną, Aleksandra
nadzoruje projekt pod kątem artystycznym oraz
realizuje film promocyjny, Wiktoria pełni rolę kierowniczki, Łukasz pozyskuje dodatkowe fundusze
a Michał odpowiada za stronę prawną oraz zarządzanie ryzykiem.
Licealiści dostrzegli problem w niewłaściwym
stosunku mieszkańców Warszawy do miejsca,
w którym żyją. Rzadko kiedy można spotkać kogoś,
kto jest naprawdę zakochany w tym mieście. Kogoś
kto docenia jego walory, kto pamięta o jego niezwykłej historii, kto dostrzega jego niepowtarzalny
urok. Zewsząd dobiegają negatywne opinie i ciągłe
narzekania. Brudno, szaro, nieprzyjemnie, nieporządnie – aż wstyd. Owszem, wiele jeszcze trzeba
naprawić, zmiany są konieczne i nikt tego nie kwe-
stionuje. Ale dlaczego nie możemy spojrzeć na Warszawę z innej perspektywy?
Choć trochę przychylniej, choć trochę
łagodniej. Magiczna, niezwykła, nieznana
– taką ją widzą autorzy projektu.
Co mają nam do zaproponowania?
Na czym polega akcja? Młodzież zachęca do wysyłania zdjęć na tle szczególnego, ważnego dla nas miejsca wraz
z wypełnionym formularzem „Nazywam
się… Moim ulubionym
miejscem w Warszawie
jest…”. Szablony już
wkrótce będą dostępne
w sieci, pojawi się także
lista miejsc, w których
będzie można je znaleźć.
Zdjęcia będą regularnie
publikowane na facebookowym profilu 022
zgłoś się, na platformie
YouTube zostaną zamieszczone krótkie filmy z udziałem uczestników.
Do akcji włączyło się już kilka znanych osób, ich
wybór poznamy już niebawem! Zabawa rozpoczyna
się 3 marca, a więc do dzieła, Warszawo!
Projekt realizowany w ramach Stypendium ‘Zorganizuj projekt społeczny. Choćby dla własnej przyszłości’ Stowarzyszenia Polska Młodych.
Agata Żaglewska
Przystąpiłam do projektu ponieważ
uważam, że dzięki niemu mam możliwość zrobić coś pożytecznego na szerszą skalę, dla dobra ogółu i przy okazji
dla samej siebie. Współpraca w grupie
z osobami o podobnych zainteresowaniach daje mi wiele satysfakcji. Myślę, że
czas poświęcony na projekt nauczy mnie
cierpliwości i wytrwałości w dążeniu
do obranego celu.
Zachęcam także wszystkich młodych
ludzi, do tworzenia własnych projektów,
jest to świetna forma spędzenia wolnego
czasu z rówieśnikami, dzięki wspólnym
działaniom nasza rzeczywistość może
stać się barwniejsza.
Karolina Pręgowska
Krzysztof Cieślak
WWW.NCH.PL
NASZA CHOSZCZÓWKA
Między nami sąsiadami C.D.
Przedstawione prace stanowią ciąg dalszy cyklu
„Między Nami Sąsiadami”. Wyraz hołdu złożonego naszej społeczności – poprzez uwiecznienie na zdjęciach
autorstwa Agaty Grabickiej-Rząsowskiej i rysunkach –
Błażeja Małczyńskiego. Pomysł prezentacji spotkał się
z tak ciepłym przyjęciem, że, po – mającej miejsce 7.
września 2013., cudownej wystawie w „GALERII BS” –
należącej do Basi Stelmach, zostaliśmy zaproszeni przez
Urszulę Karpińską do jej magicznej galerii „BIBELOCIARNIA” – pod Serockiem. W starej stajni, wśród pól,
nad stawem, wieczorem 19. października 2013. dane
nam było zaprezentować wystawę licznie zgromadzonej
publiczności. Prezentację uświetnił znakomity muzyk
jazzowy – sam Krzysztof Ścierański! Człowiek Legen-
Basia
Asia
Lila
da – aż dziw bierze, że nie mieszka w Choszczówce...
Wernisaż przerodził się we wspaniałą zabawę taneczną – w rytm dźwięków gitary Mistrza. Niezapomniane
przeżycie, wielki zaszczyt.
Następnie, prace wzięły udział w ARTEALIACH – mającym wieloletnią tradycję festiwalu talentów naszych
Sąsiadów. Aż wreszcie, 25. stycznia 2014, część zdjęć i rysunków została zaprezentowana w Białołęckim Ośrodku
Kultury, w ramach trwającej trzy tygodnie wystawy.
Wiele wskazuje na to, że to nie koniec. Wciąż pojawiają się kolejne propozycje. To wielka przyjemność
i wielkie zobowiązanie. To także źródło mobilizacji
do podejmowania kolejnych wyzwań.
Błażej Małczyński.
Marcin
Janek
Paweł
Piotrek
Hela
Kacper
Zosia
Maciek
Kalina
Pomysł i realizacja wystawy:
Barbara Stelmach
zdjęcia: Agata GrabickaRząsowska
rysunki: Błażej Malczyński
Przedszkole realizuje
innowacyjny projekt unijny
Dwujęzyczne przedszkole Kidzcorner W Stumilowym Lesie, jako jedyne na Białołęce, od kilku miesięcy realizuje całoroczny projekt zatytułowany „Zabawa ze sztuką”/„A playway to art.” Przystąpienie do unijnego projektu umożliwiło 10-letnie doświadczenie
kadry w nauczaniu języka angielskiego w konwencji bilignwalnej, o czym świadczy otrzymana oznaka „eTwinning Label” oraz „European Language Label 2012”.
Celem projektu jest przede wszystkim rozwijanie umiejętności komunikowania się w języku angielskim z rówieśnikami z innych krajów, oraz rozwijanie komunikacji niewerbalnej poprzez sztukę.
Naszymi partnerami w projekcie są przedszkola
z Estonii i Rumunii. Dzięki narzędziom eTwinning dzieci z naszego przedszkola poznają rówieśników z rumuńskiego miasta Iasi oraz estońskiej
stolicy Talia. Nasi mali Europejczycy od listopada
2013 wspólnie wykonują zadania dotyczące sztuki, rozmawiają ze sobą za pomocą Skype w języku
angielskim.
Projekt „Zabawa ze sztuką” podzielony jest
na cztery etapy (zadania), które realizują przedszkolaki krajów partnerskich. Pierwsze zadanie polegało na przygotowaniu tańca regionalnego charakterystycznego dla własnego kraju lub regionu.
Dzieci z przedszkola Kidzcorner W Stumilowym
Lesie zaprezentowały taniec ludowy „Gołąbek”
oraz „Laboga dziewuszki”. Występ przedszkolaków w formie filmiku mogli obejrzeć nasi przyjaciele z Estonii, którzy zrewanżowali się pokazem
przepięknego tańca estońskiego o nazwie „Kaera –
Jaan”. Dzięki wymianie filmów dzieci z obu krajów
odbyły wirtualną wycieczkę w świat tańców i kultury zaprzyjaźnionego kraju. Dla przedszkolaków
było to ogromne przeżycie oraz zdobycie nowych
doświadczeń kulturowych.
Drugim etapem projektu jest wymiana zadań
związanych z malarstwem. Dzieci z krajów partnerskich przygotowały dla swoich przyjaciół tzw.
magiczne pudełko zadań, a w nim cztery malarskie
aktywności do wykonania. Prace dzieci z Tallina
(Estonia) i Iassi (Rumunia) będzie można zobaczyć w naszym przedszkolu w marcu. Z kolei dzieła naszych przedszkolaków zostaną wystawione
za granicą. Miłą niespodzianką okazały się także
NASZA CHOSZCZÓWKA
własnoręcznie wykonane kartki z pozdrowieniami nadesłane przez przyjaciół
z Tallina. Dzięki temu nasze przedszkolaki dowiedziały się m.in., że symbolem
narodowym Estonii jest chaber.
W kolejnym etapie dzieci w czasie połączenia przez Skype’a wykonają rzeźbę,
którą „na żywo” będą podziwiać koledzy i koleżanki z krajów partnerskich. Celem tworzonego w ten sposób dzieła sztuki jest rozwijanie kreatywności i inwencji twórczej dzieci. Zwieńczeniem projektu będzie stworzenie przedstawienia teatralnego z udziałem przedszkolaków w oparciu o autorski scenariusz. Spektakl
zostanie sfilmowany i zaprezentowany naszym przyjaciołom z zagranicy.
„Zabawa ze sztuką”/„A playway to art” będzie zgłoszony do ogólnopolskiego konkursu „Nasz projekt eTwinning 2014 – X edycja” w kategorii „Debiut
roku”. Celem konkursu jest wybranie i zaprezentowanie najlepszych projektów
współpracy międzynarodowej eTwinning. Międzynarodowa wymiana doświadczeń i osiągnięć w ramach projektu „Zabawa ze sztuką”/„A playway to art” za pośrednictwem platformy eTwinning
sprawia wiele radości naszym przedszkolakom. Przyczynia się też do rozwoju
pasji poznawczych oraz zainteresowania przeróżnymi gałęziami sztuki: od malarstwa przez rzeźbę, po teatr. Dzieci z przedszkola Kidzcorner W Stumilowym
Lesie dzięki udziałowi w projekcie w praktyczny sposób doskonalą swoje umiejętności porozumiewania się w obcym języku, jak również kształtują postawę
otwartości na świat.
WWW.NCH.PL
STRONA 5
Nasze propozycje do budżetu part
Co raz mniej czasu zostało do rozstrzygnięć związanych z tegorocznym budżetem partycypacyjnym. Zamieszczamy obok terminarz wydarzeń, które będą towarzyszyć tej inicjatywie, aż do momentu wyłonienia
zwycięskich projektów. Warto się z nim zaznajomić, żeby w świadomy sposób dokonać właściwych wyborów.
Na naszych łamach publikujemy kilka zgłoszonych do dzielnicy projektów. Publikujemy tylko te, które zgłosili nam autorzy wniosków. Nie mamy możliwości na tym etapie prosić Urząd Dzielnicy Białołęka o udostępnienie nam wszystkich zgłoszonych projektów, bo nie pozwala na to ustawa o danych osobowych. Z przyczyn
oczywistych publikujemy tylko projekty z naszych najbliższych terenów. Wiadomo, koszula bliższa ciału.
Nie wartościujemy tych projektów. Nawet wielkość miejsca poświęcona omówieniu tych propozycji jest
dość przypadkowa. Niektórzy autorzy bardziej obszernie omówili swój pomysł inni w sposób syntetyczny
przedstawili tylko swoje wizje. Ale wyraźnie podkreślamy: każdy projekt jest równoważny. Chcemy, żeby
mieszkańcy sami odpowiedzieli sobie na pytanie który wniosek im się najbardziej podoba, który najlepiej
będzie służyć ich potrzebom, wreszcie – na który projekt zagłosują.
Więcej informacji n.t budżetu partycypacyjnego na stronie: www.bialoleka.waw.pl
Redakcja
Skatepark przy Parcelacyjnej
Zielona Białołęka, to bajkowy obszar zamieszkały w znacznej mierze przez ludzi młodych posiadających dzieci. Bliskość terenów zielonych zachęca
do aktywnego wypoczynku i rekreacji. Niestety, brak
utwardzonych dróg, ścieżek rowerowych, czy chodników, utrudnia wycieczki rowerowe czy spacery
z wózkami. Stąd cieszą inicjatywy prospołeczne, jak
budowa placu zabaw dla najmłodszych – przy ulicy
Brzezińskiej i Kiersnowskiego, czy parku rekreacyjnego dla całych rodzin – przy ulicy Klasyków.
Proponowana inwestycja jest adresowana,
w pierwszej kolejności, do młodzieży w wieku 12+
ale również innych grup, w tym ludzi starszych.
Zakłada stworzenie PARKU AKTYWNEJ REKREACJI. Pod tym pojęciem należy rozumieć rozmaite formy aktywności, których realizowaniu mogą
służyć różnorodne obiekty, budowane etapowo
w ramach współpracy kilku protektorów. Za najlepszą lokalizację inicjatywy uważam sąsiedztwo
OS CZAJKA – obszar w rejonie ulic Deseniowej,
Parcelacyjnej i Czajki (obszar oznaczony na mapie
jako 40211). Może to być rozległe założenie, w którego finansowaniu może wziąć udział MPWiK, tak
wyraźnie głoszące chęć uczestnictwa w prospołecznych inicjatywach adresowanych dla dobra lokalnej
społeczności. W pierwszy etapie, może to być reali-
zacja skateparku, jednakże w formule PARKU AKTYWNEJ REKREACJI znajdzie się miejsce również
dla np.:
• kortów tenisowych oraz ścianki do ćwiczeń;
• boiska do koszykówki;
• ścieżki zdrowia;
• zewnętrznej siłowni;
• ścieżek rowerowych;
• górki do sportów zimowych – wykorzystującej istniejące hałdy ziemi;
• ewentualnego toru saneczkowego;
• parku rekreacyjnego – np. z polem do gry
w boule, czy z betonowymi stolikami z wtopioną szachownicą do gry;
• parku linowego.
Łącznie teren pod proponowaną całkowitą inwestycję (obszar oznaczony na mapie jako 40211)
zajmuje przestrzeń około 12 ha! Oczywiście, park
mógłby zająć jedynie część tej posesji.
Inicjatywa, której realizację proponujemy w oparciu o tegoroczny fundusz partycypacyjny, mogłaby
dotyczyć 1. etapu – tj. realizacji SKATEPARKU –
np. w północno-wschodnim narożniku działki.
Z poważaniem
Błażej Małczyński
•o
d 16 lutego do 4 maja 2014 r. weryfikacja formalna zgłoszonych
projektów przez urzędy dzielnic
•o
d 5 do 11 maja 2014 r. przekazanie listy projektów do Zespołu
ds. budżetu partycypacyjnego i weryfikacja projektów przez Zespół
•o
d 11 do 25 maja 2014 r. wybór projektów pod głosowanie przez
projektodawców (preselekcja)
•o
d 25 maja do 15 czerwca 2014 r. dyskusje na temat złożonych
projektów po preselekcji
• od 20 do 30 czerwca 2014 r. głosowanie na projekty
• od 1 do 15 lipca 2014 r. podsumowanie wyników głosowania
• 5 lipca 2014 r. ogłoszenie wyników głosowania
Osoba zgłaszająca projekt: Anna Dąbrowska
Białołęcki Festiwal Książki Dziecięcej
i Młodzieżowej „Pozytywne strony”
Całodniowa impreza dla dzieci, młodzieży i rodziców zorganizowana w sobotę w terminie około 2
kwietnia, czyli dnia w którym obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Książek dla Dzieci, w godzinach 10.00 -17.00 na terenie Szkoły Podstawowej i Gimnazjum przy ul. Piwoniowej 18.
Celem projektu jest promocja czytelnictwa
i prezentacja najbardziej wartościowych książek
dla dzieci i młodzieży. Białołęcki Festiwal Książki
dla Dzieci i Młodzieży „Pozytywne strony” to min.:
setki książek, kilka godzin obcowania z literaturą,
udział w ciekawych spotkaniach, warsztatach i konkursach literackich oraz okazja do zdobycia autografu, to kulturalna propozycja spędzenia czasu
z książką w ręku dla całej rodziny.
W ciągu całego dnia zaproszeni wydawcy i księgarnie prezentowaliby najnowsze i najlepsze tytuły
ze swojej oferty. Istniałaby możliwość kupna książek (umówiony procent ze sprzedaży książek mógłby zostać przekazany w postaci książek na nagrody
dla uczestników konkursów oraz/lub do białołęckich bibliotek). Przedstawiciele białołęckich bibliotek przygotowaliby stoiska, na których zachęcaliby
do korzystania ze swoich bogatych księgozbiorów
i zapraszali do udziału w organizowanych przez siebie wydarzeniach.
Dodatkowo, w trakcie całego dnia w poszczególnych salach, zgodnie z harmonogramem odbywałyby się:
– spotkania z autorami i ilustratorami;
– prelekcje o literaturze i twórcach z wykorzystaniem sprzętu multimedialnego i edukacyjnych
programów multimedialnych;
– głośne czytanie;
– gry i zabawy literackie dla młodszych dzieci;
– warsztaty literackie dla starszych dzieci;
– warsztaty czerpania papieru i drukarskie;
– plebiscyt na najlepszą książkę w kategoriach: dla
Dzieci i dla Młodzieży;
– konkursy z nagrodami książkowymi;
– wystawa prac dzieci – ilustracji do ulubionych
książek;
– akcja zbierania książek już przeczytanych w celu
przekazania ich dzieciom, które mają ograniczony
do nich dostęp: tym przebywającym np.: w hospicjach, domach dziecka.
Jako mama i mieszkanka Białołęki pragnęłabym,
aby w naszej dzielnicy wydarzeń kulturalnych,
zwłaszcza skierowanych do rodzin z dziećmi i młodzieży, z każdym rokiem było coraz więcej. Dlatego
deklaruję chęć współpracy i pomoc w organizacji
imprezy.
Osoba zgłaszająca projekt: Marta Olejnik
Białołęcki Kiermasz Wiedzy
„Naukowy zawrót głowy”
Całodniowy piknik naukowy skierowany do dzieci, młodzieży i całych rodzin. „Wystrzałowe”, „wybuchowe” wydarzenie naukowe na Białołęce. Okazja do eksperymentowania, doświadczania, poznawania,
pytania. Zabawa połączona z atrakcyjną formą przedstawiania świata nauki.
PROPOZYCJA JEDNEJ Z MOŻLIWYCH LOKALIZACJI – PRZY OS CZAJKA
ILUSTRACJA TERENOWYCH TORÓW SKATEPARK Z POLSKI I INNYCH KRAJÓW.
Tor wykonany z betonu nie wymaga stałego dozoru i konserwacji
Nazwa projektu: Bliżej Siebie
Działalność kulturalno-edukacyjna:
Spotkania z ciekawymi ludźmi, aktorami, pisarzami, muzykami, podróżnikami itp.
Wieczory poezji.
Czytanie bajek dzieciom.
STRONA 6
Występy taneczne.
Wystawy rękodzieła, malarstwa, fotografii.
Koncerty muzyczne.
Zajęcia i spotkania tematyczne.
Imprezy integracyjne np. wspólne kolędowanie.
Na pikniku naukowym, w sposób przystępny
i przyjazny, dzieciom zaprezentowane będą prawa
rządzące naszym światem, wprowadzimy je w świat
tajemnic fizyki, chemii, dźwięku, światła, w świat
magii, nauki oraz ciekawych i zaskakujących eksperymentów oraz doświadczeń. Dzieci będą mogły zobaczyć, dotknąć, zrozumieć. Aktywna forma
uczestniczenia w wydarzeniu rozbudzi dziecięcą
wyobraźnię, zainspiruje do dalszych poszukiwań,
do stawiania pytań, tworzenia własnych pomysłów
na badania i poznawanie świata. Z pewnością zaskakujące doświadczenia z suchym lodem, ogniem
i ciekłym azotem na długo pozostaną w pamięci nie
tylko dzieci. Eksperymenty zaintrygują również rodziców, ujawniając ich potrzebę poznania i szczyptę
ciekawości.
Na pikniku naukowym treści można zaprezentować w podziale tematycznym w formie naukowych stanowisk. Najszerszy dział stanowić będą
eksperymenty i doświadczenia, m.in.: eksperymenty z wodą, powietrzem, światłem, kolorem,
dźwiękiem, eksperymenty z zakresu elektryczności,
fizyki, chemii, pokazy z użyciem dwutlenku węgla
i helu, ognia, ciekłego azotu itp. Rozbudzimy również twórczość wynalazczo-techniczną, proponując dzieciom warsztaty majsterkowania oraz pokaz
na tablicy multimedialnej pt. „Historia wynalazków”.
Dodatkowo na pikniku znajdą się następujące
stanowiska: robotyka dla dzieci, kącik krawiecki,
odkrywanie przyrody, czyli mały poszukiwacz skarbów natury, bańki mydlane, kule sferyczne, techniki
malarskie, tajemnice fotografii. Dla małych infor-
WWW.NCH.PL
matyków do dyspozycji będzie pracownia komputerowa, gdzie dzieci przeniosą się w świat ciekawostek informatycznych. Zarówno dla młodszych, jak
i starszych – edukacyjne gry i programy obsługiwane na tablicach multimedialnych.
Aktywności na wszystkich stanowiskach będą
zaplanowane w taki sposób, aby dać dzieciom wiele
radości i niezapomnianych wrażeń, a jednocześnie,
aby uczyć, wyjaśniać, pogłębiać wiedzę, odkrywać.
Piknik naukowy może stać się plenerowym wydarzeniem upowszechniającym naukę. Dobra zabawa, uśmiechy dzieci i naukowy duch będą obecne
w naszej dzielnicy na szeroką skalę.
Pragnę zaproponować jako bazę do zorganizowania niniejszego projektu wyposażoną w pracownię
komputerową oraz tablice multimedialne szkołę
podstawową przy ul. Słodkiej 2.
Wyrażam zainteresowanie i chęć współpracy,
a także oferuję pomoc w realizacji niniejszego projektu.
To miejsce czeka
na Twoją reklamę
CENA 80 PLN
Dla stałych reklamodawców
ATRAKCYJNE rabatY
NASZA CHOSZCZÓWKA
partycypacyjnego Azjatyckie Bezdroża
Kort przy ul. Kłosowej
Ze względu na coraz większą popularność tenisa ziemnego oraz uwzględniając duże koszty
uprawiania tej gry w warunkach komercyjnych
istnieje potrzeba umasowienia tej gry poprzez budowę ogólnodostępnych kortów tenisowych nie
wymagających dużych nakładów finansowych
zwłaszcza w utrzymaniu i konserwacji tego typu
obiektów. Proponowany przeze mnie obiekt miałby powierzchnię syntetyczną niewymagającą stałej
pielęgnacji
Projekt zakłada budowę kortu o wymiarach:
23,77 m długości oraz 8,23 (gra pojedyncza)
lub 10,97 m (deble i mikst) szerokości. Oznacza
to powierzchnię ok. 260 m.kw. Jeśli się przyjmie, że
po obu stronach kortu należy przeznaczyc po 2‒3
metry (na ewentualne ławki itp. oraz po długości
po ok. 5 m na dobieg to oznacza powierzchnie niezbędną (do wybudowania kortu) o wymiarach 34 m
x 16 m = 544 m.kw. Do tego należy dodać koszt
ogrodzenia (ok. 3 m wysokości siatki). W pozostałej części działki można przygotować dodatkowe
zaplecze typu ławki, wieszaki na odzież, przebieralnia, a także ścianki do treningu gry w tenisa.
W przyszłości można się pokusić o wybudowanie
koszy do gry w tenisa, słupków do gry w siatkę.
Taki projekt można potraktować dwutorowo: Plac
do tenisa służyłby jednocześnie do gry w koszykówkę, siatkówkę lub place te powstałyby w przyszłości
obok kortu.
Działka przy ulicy Kłosowej od wielu lat jest
niewykorzystana. Zaprojektowanie i wybudowaNawierzchnie poliuretanowe stosowane dotychczas jako bezpieczne nawierzchnie na placach zabaw, oraz na bieżniach (tzw. Tartan) znalazły również zastosowanie przy budowe kortów tenisowych.
Nawierzchnie te występują w wielu odmianach i grubościach (od 10mm do 100mm). W ostatnich latach
nawierzchnie poliuretanowe stały się powszechniejsze na budowanych obiektach sportowych, a sukces
swój zawdzięczają wysokiej elastyczności i spręzystości. Niskie koszty utrzymania i konserwacji, jednolita spójna nawierzchnia, atrakcyjna kolorystyka
i odporność to tylko niektóre z zalet tego typu nawierzchni. Warstwa poliuretanowa to mieszanka
żywicy i granulatów gumowych SBR i EPDM, które
PROJEKT/Y
do budżetu
Partycypacyjnego
Na początku lutego odbyło się zebranie mieszkańców z Burmistrzem naszej dzielnicy dotyczące
możliwości składania projektów inwestycji, finansowanych z budżetu partycypacyjnego. Władze
Dzielnicy przeznaczyły 1,5 mln złotych na inwestycje w 2015 roku, zgłaszane przez mieszkańców
w 2014 roku. Projekty będą weryfikowane przez
urzędników pod kątem poprawności formalnej
i merytorycznej, a następnie mieszkańcy będą głosowali, który z projektów powinien być realizowany.
Na inwestycje w skali dzielnicowej przeznaczono
600 tys. złotych oraz w skali strefowej po 300 tys.
złotych na każdą z trzech stref dzielnicy.
Choszczówka znalazła się w strefie 2, ograniczonej ulicami Modlińską i Płochocińską.
Wszystkie szczegóły dotyczące budżetu partycypacyjnego można znaleźć w Internecie na
www.twojbudzet.um.warszawa.pl oraz na stronie
Urzędu Dzielnicy czyli www.bialoleka.waw.pl w zakładce „Dla mieszkańców”
Wychodząc z założenia, że należy angażować się
w działania na rzecz społeczności lokalnej oraz mając świadomość, że projekty nie muszą wygrać tego
konkursu, ale będą sygnałem do władz dzielnicy
na temat naszych bolączek, grupa 15 osób złożyła
4 projekty (3 strefowe + 1 strefowy i dzielnicowy)
o następującej tematyce:
1. CZYSTE TRAWNIKI – CZYSTE CHODNIKI
– jest to kompleksowy projekt o najszerszym
zasięgu, ponieważ złożyliśmy go w dwóch wersjach: dzielnicowej i strefowej. Chodzi o sprzątanie psich fekaliów w sposób cywilizowany, stosowany w Europie – co podglądamy zazdrośnie
w czasie prywatnych podróży. Umieszczenie
NASZA CHOSZCZÓWKA
Czy zamiast krzaków powstanie kort?
nie tam kortu tenisowego na powierzchni tartanowej lub tartanowo-podobnej wydaje się być
bardzo interesującym pomysłem. Coraz więcej
dzieci chce uprawiać tenis, ale warunki finansowe
nie pozwalają na to, gdyż sport ten jest w Polsce
wciąż dyscypliną elitarną. Przeciętny koszt 1 godziny gry na kortach komercyjnych to 40‒50 zł.
Tak duże koszty powodują, że ten sport nie może
być masowy. Nie daje szansy dzieciom i młodzieży
pochodzącej Ne tylko z rodzin uboższych, ale też
średniozamożnych. W latach 70 –tych po sukcesach Wojciecha Fibaka młodzież masowo garnęła się do gry w tenisa. Wykorzystywała wszystkie
utwardzone powierzchnie, w tym asfaltowe boiska
i czerpała z tego wielką przyjemność. Nie były
niezbędne do tego profesjonalne korty z mączką
i zadaszone balonami. Stą wniosek o rozpoczęcie
programu budowy tanich i łatwo utrzymujących
się kortów tenisowych.
Jeżeli szukacie pomysłu na niebanalne wakacje lub nawet podróż życia, to inspiracje można znaleźć
w Galerii BS w Choszczówce. Basia Stelmach zaprosiła nas 22 marca na spotkanie z obieżyświatami –
Aleksandrą Trzaskowską (mieszkanką Choszczówki) oraz Krzysztofem Samborskim, na którym opowiedzieli nam i pokazali zdjęcia ze swoich wypraw do dwóch krajów leżących blisko siebie, ale skrajnie
różnych – Bhutanu i Kirgistanu.
Bhutan leży w Azji Południowej, w Himalajach i jest ostatnim
królestwem buddyjskim, które nie
zostało wchłonięte przez swoich
sąsiadów – Indie i Chiny. To kraj,
w którym nie mierzy się PKB, tylko
Szczęście Narodowe Brutto (SNB?).
Jest krajem zamkniętym, izolowanym od wpływów zewnętrznych,
do którego wjechać można tylko
wykupując wycieczkę w jednym
z lokalnym biur podróży (koszt pobytu 250$ dziennie) oraz dolatując
samolotem Bhutańskich Królewskich Linii Lotniczych ze znakiem
smoka (symbol Bhutanu). Czy można tam dojechać w inny sposób?
Zasadniczo nie, ale zgodnie z zasadą ‘Motocykle są wszędzie’, Aleksandrze Trzaskowskiej udało się tam dotrzeć z Polski na swojej
Hondzie Africa Twin. Cała podróż trwała sześć
miesięcy i prowadziła przez Turcję, Gruzję, Armenię, Iran, Turkmenistan, Uzbekistan, Tadżykistan,
Kirgistan, Chiny, Tybet, Nepal, Indie, aż do Bhutanu. Wyprawa wymagała wielomiesięcznych przygotowań, włącznie z wysyłaniem zapasowych
opon motocyklowych w różne miejsca podróży!
Przejazd przez granicę indyjsko-bhutańską był
możliwy tylko dzięki znajomości innego motocyklisty z Bhutanu, właściciela biura podróży, który
poświadczył legalność wjazdu. Pozwoliło to również obniżyć koszt podróży do ok. 80$ dziennie.
W Bhutanie ludzie żyją prosto, wolno, ale niezwykle kolorowo. Słyną ze wspaniałych wyrobów
tkackich. Ich narodowym sportem jest łucznictwo
– potrafią trafić do celu z odległości 140m. Menu
przy pomocy odpowiednich urządzeń są wylewane
na wcześniej przygotowany twardy grunt, betonowy
lub z kruszywa.
specjalnych pojemników wraz z bezpłatnymi
plastikowymi torbami umożliwiłoby właścicielom czworonogów sprzątanie po swoich pupilach. Opróżnianie pojemników odbywałoby się
na zasadach dotyczących sprzątania koszy
na śmiecie przez służby miejskie. W projekcie
sugerowaliśmy rozmieszczenie pojemników
wg wizji lokalnej czy sondażu lokalnego, a nie
– na ślepo – wg planu miasta. Projekt zakłada
także akcję propagacyjną dla tej inicjatywy oraz
podejmowanie działań edukacyjnych w szkołach
– ponieważ uważamy, że trzeba w końcu zacząć
głośno mówić o śmierdzącym problemie tysięcy
kilogramów psich fekaliów „zdobiących” trawniki i chodniki.
2. Naprawa zniszczonych płyt chodnikowych
w obszarze końcowego przystanku autobusowego linii 133‒176 przy ul. Raciborskiej – jest
to projekt z budżetu strefowego czyli lokalny.
Bardzo zniszczony chodnik w obrębie przystanku naraża nas na wpadanie głębokie kałuże. Wymiana płyt chodnikowych na nowe lub na kostkę
betonową byłoby bardzo wskazane.
3. Budowa dodatkowych 10 miejsc parkingowych
przy stacji kolejowej Warszawa – Choszczówka –
jest to projekt z budżetu strefowego czyli lokalny.
Zbudowano nam kilka miejsc parkingowych, ale
widać ich niewystarczającą ilość na pierwszy rzut
oka. Wyszliśmy z założenia, że kolejne 10 miejsc
poprawi bezpieczeństwo parkowania w okolicy
stacji. Wiemy, że przed władzami dzielnicy ciężkie rozmowy z Zarządem Kolei, opornej na tego
rodzaju inwestycje, ale – kto wie?
4. Dbamy o czysty las – jest to projekt z budżetu
strefowego czyli lokalny. Chodzi o ustawianie
– w regularnych odstępach czasu przez cały
rok, a nie incydentalnie – dużych kontenerów
na obrzeżach naszego lasu. Uważamy, że danie
mieszkańcom możliwości DARMOWE GO pozbywania się wszelkiego rodzaju gabarytowych
śmieci ma zadanie nie tylko ekologiczne, ale
i edukacyjne. Lepiej je odebrać w taki sposób,
niż znaleźć w lesie …
Tworzenie projektów oraz udział społeczności
lokalnej w budżecie partycypacyjnym odbywa się
Bhutańczyków jest oparte głównie na żółtym ryżu,
bardzo ostro przyprawionym. Religia buddyjska
widoczna jest na każdym kroku i stanowi bardzo
ważne miejsce w życiu Bhutańczyków. W kraju jest
około 5000 świątyń buddyjskich. Najsłynniejsza
z nich to Tygrysie Gniazdo, wkuta w skałę 1000m
nad doliną, do której jeden ze świętych buddyjskich
przyleciał na grzbiecie tygrysicy. Właśnie podczas
wycieczki w to miejsce zdarzył się „cud” – motocykle podróżników zostały wypucowane w czasie
wspinaczki do świątyni! Oprócz świątyń można
również zwiedzać tzw. „dzongi” czyli ufortyfikowane klasztory, leżące często nad przepaściami. Kraj
przecina tylko jedna główna droga – Niebiański
Trakt Tysiąca Zakrętów, która przechodzi przez
bardzo zróżnicowane krajobrazy – od tropikalnych lasów z małpami, przez wysokie przełęcze
na 4000m, aż po „alpejskie” doliny. Ludzie mieszkają głównie w małych wioskach, zaś ich domy są
nierzadko zdobione motywami fallicznymi, które
rzekomo odpędzają złe duchy…
Zupełnie inny charakter i doznania oferuje leżący
w Azji Środkowej Kirgistan, o którym opowiadał
nam dziennikarz i podróżnik Krzysztof Samborski.
Jest to kraj otwarty, dla wolnych ludzi, ale też trochę
dla wariatów, którym zbrzydło ich dotychczasowe
w Warszawie po raz pierwszy w 2014 roku. Tego rodzaju eksperyment z dobrym rezultatem przeprowadzono w ubiegłych latach w Łodzi i w Sopocie.
Wszyscy wiemy, że potrzeby lokalne są bardzo
duże – tęsknimy do kanalizacji, utwardzonych ulic
z chodnikami, latarń ulicznych… Niestety środki z budżetu partycypacyjnego są zbyt skromne
na tego typu inwestycje.
Przykładowe koszty różnych miejskich instalacji można podejrzeć w zakładce „Krok po kroku
– Zgłaszanie propozycji projektów – Ile kosztuje
WWW.NCH.PL
życie. Kraj można opisać 3 słowami: ciepło, sucho,
tanio. Aby się tam udać, nie potrzeba wizy, samolot
kosztuje ok. 1400 zł, zaś nocleg w jurcie ze śniadaniem i obiadokolacją to odpowiednik 10$. W kraju
tym nie ma praktycznie żadnej godnej uwagi architektury, ale mimo tego „jego piękno jest nie do opisania”. To przede wszystkim przyroda – góry (93%
powierzchni), jeziora i konie galopujące po stepie.
Jedna z najwyższych gór to Pik Lenina, ma ponad
7000m i jest stosunkowo łatwo dostępna.
Czy można do Kirgistanu dojechać samochodem z Polski? Oczywiście że tak, i to na 2 sposoby:
„wziąć auto, co się myśli, że się nie psuje i się popsuje lub też takie, co wiadomo, że się popsuje, ale
również wiadomo, jak je naprawić”. Ta druga opcja
jest polecana, trzeba jednak mieć ze sobą zapas drutu, taśmy i sznurka do napraw wszelakich, których
wystąpienie gwarantują tamtejsze drogi w standardzie ‘highway’ czyli drogi „poprowadzone wysoko”. Tę opcję praktykował również Pan Krzysztof wspólnie
z Australijczykiem (z Choszczówki!)
udając się do Kirgistanu w samochodzie marki Iveco 3510, kupionym
za kilka tysięcy złotych, z napędem
„prawie” na 4 koła (napęd wprawdzie na tył, ale tylne koła były podwójne). W samochodzie tym przewozili na wszelki wypadek motor
oraz wszystkie napotkane na drodze
osoby, którym nie wypadało odmówić podwiezienia. Można również
do Kirgistanu pojechać rowerem, jak
to podobno uczynił pewien napotkany Niemiec, którego zdradziła żona,
więc on sprzedał firmę, kupił rower
i wybrał się w samotną wycieczkę przez sto kilkadziesiąt dni do Kirgistanu. Bez względu na środek
transportu droga z Polski jest prosta – „jedzie się
3 dni na wschód, a potem w prawo”. Nie należy się
po drodze poddawać policjantom wymuszającym
łapówki, wymaga to jednak pewnej wprawy w negocjacjach.
Wracając do samego Kirgistanu, ludzie są tam
bardzo życzliwi i gościnni (gościnność jest odwrotnie proporcjonalna do zamożności). Zajmują
się głównie wypasem bydła i owiec. Kirgistan jest
wspaniałym miejscem dla ludzi kochających góry
i konie, zaś Pan Krzysztof najchętniej wraca w okolice jeziora Songköl. Więcej o Kirgistanie i Azji
Centralnej można przeczytać w książce autora pt.
„Zjadłem Marco Polo”, Bezdroża, 2014. Najlepiej
jednak zdobyć doświadczenia osobiście. Wiek nie
stanowi przy tym ograniczenia – uczestnikiem jednej z wypraw do Kirgistanu była 9 miesięczna Kasia
z Białołęki.
Kolejne spotkanie w tym cyklu planowane jest
po wakacjach, zaś tematem będzie Nowa Zelandia.
Już nie możemy się doczekać.
Michał Szcześniak
miasto?” na www.twojbudzet.um.warszawa.pl – pokazane tam koszty studzą niejedne zapędy projektowe, niestety.
Spróbujmy wykorzystać dostępne fundusze sensownie na inne – mniejsze, ale jakże potrzebne –
inicjatywy.
Bardzo zachęcamy Mieszkańców Choszczówki
do wzięcia udziału w głosowaniu, którego sposoby
i termin jest podany na stronie Urzędu Dzielnicy.
Jolanta Krauzowicz
STRONA 7
Porady pośrednika
Porady ubezpieczeniowe
O ostatnich
transakcjach
w Choszczówce i okolicy
Wydaje się, że dno cenowe w obrocie nieruchomościami zostało już udeptane; klienci kupujący zgłaszają zamiar nabycia nieruchomości coraz
częściej, uznając, że taniej już nie będzie. A tu …
nie ma czego kupować! Tak często powtarzano, że
w czasach kryzysu panem na rynku nieruchomości
jest kupujący i to on dyktuje warunki, że tylko ci,
którzy byli zmuszeni do sprzedaży wystawiali nieruchomości na rynek. Inni sprzedający czekali, aż
ceny zaczną rosnąć, a zatem nie było czego kupować. Dziś popyt jest chyba większy niż podaż.
Oto garść informacji o tym, jakie transakcje miały
miejsce w drugim półroczu 2013 roku:
– dom wolno stojący w Choszczówce, 260 m
na działce 1120 m, cena transakcyjna 1.550.000 zł
– s egment środkowy w Choszczówce, 90 m
na działce 285 m, cena transakcyjna 425.000 zł
–d
om wolno stojący w Białołęce Dworskiej, 350 m
na działce 1850 m, cena transakcyjna 1.850.000 zł
–d
ziałka budowlana w Choszczówce, 1395 m, cena
transakcyjna 870.000 zł
–d
ziałka budowlana w Choszczówce, 650 m, cena
transakcyjna 430.000 zł
–d
ziałka budowlana Henryków, 900 m, 400.000 zł
–d
ziałka budowlana Białołęka Dworska, 1850 m,
888.000 zł
–d
ziałka leśna w Choszczówce, 1860m, 560.000 zł
–d
om Choszczówka, 350 m na działce 1900 m,
wynajem 6.000 zł miesięcznie.
Nina Kuczyńska
LEPIEJ CZY GORZEJ?
Wprawdzie już mamy marzec, ale że to pierwszy
numer NCh w tym roku warto parę słów napisać
o przewidywaniach. Bardzo lubimy przewidywać
co będzie, najlepszy dowód to powodzenie jakie
mają wróżki. Co do osobistych losów to jesteśmy
zwykle optymistami, jeśli jednak pytać o przyszłość świata czy kraju, prognozy są najczęściej
jak najgorsze. Swego czasu urządzaliśmy w domu
wróżby andrzejkowe, pytaliśmy gości co będzie
i smętne myśli na temat przyszłości z reguły przeważały. Karteczki z tymi prognozami przechowałam, więc jest czarno na białym jak u progu lat
90-ych powszechnie nasi goście wieszczyli klęskę
reform – kapitał zza granicy miał tu nigdy nie
napłynąć, nie powstaną więc prywatne przedsiębiorstwa, żadnych akcji nikt tu nie kupi, kredytów
na mieszkania nie będzie itp.
Rok temu w grudniu prof. Krzysztof Rybiński
przewidywał że za rok, czyli teraz, dolar i euro będzie po pięć złotych a benzyna po 8 zł i że kilkaset
tysięcy Polaków wyjdzie z tego powodu na ulice.
Zdaniem profesora wszystko miało wskazywać,
że w Polsce nastąpi za rok czyli dziś, recesja albo
stagnacja a procent długu w PKB przekroczy 60.
Co do sytuacji na świecie to nie nie miało być
lepiej – pisał profesor na łamach „Rzeczpospolitej” – albo bankom centralnym uda się wywołać
gigantyczną inflację, albo dojdzie do wielkich bankructw. Rosja miała zakończyć proces uzależnia-
nia kontynentu od swojego gazu i Polska znajdzie
się w kropce.
W 1993-cim roku, przed wyborami, pani
prof. Staniszkis zapewniała że Aleksander Kwaśniewski nie ma żadnych szans zostać prezydentem
RP, a w 2001 roku Czesław Bielecki mówił w radiowej „Trójce” że Platforma Obywatelska zniknie
w najbliższych wyborach jak inne efemerydy.
Za pierwszą prognozę naukową uważany jest raport Amerykańskiego Komitetu Zasobów z 1937
roku. Trendy, które tam przewidywano podobno
się w znacznym stopniu sprawdziły, jednak autorzy
nie przewidzieli takich „drobiazgów” jak np. wynalazków które stworzyły naszą obecną cywilizację
techniczną. Ani słowa nie było tam o energii jądrowej, komputerach czy silnikach odrzutowych nie
mówiąc już o komputerach. W 1956 roku radziecki
noblista chemik Mikołaj Siemionow prognozował, że do 2000 roku zostanie opanowana reakcja
termojądrowa, dzięki czemu świat uzyska nieprzebrane zasoby energii bo przecież wodoru na ziemi
nie brakuje. To źródło energii miało wyzwolić ludzi
od pracy fizycznej. Możliwa będzie elektryfikacja
całej planety, czas pracy skróci się do 2‒3 godzin
dziennie i człowiek będzie mógł zaspokoić swoje
wszystkie potrzeby i ambicje. W wyniku tej rewolucji powstanie baza materialna dla najlepszego
z ustrojów czyli komunizmu.
W 2010 roku „Gazeta Wyborcza” zebrała przewi-
Trudno powiedzieć,
co dokładnie boli …
Lekarze, tak popularny ostatnio temat reportaży, artykułów, dyskusji
w telewizji i na spotkaniach towarzyskich. Czytamy o tych wspaniałych i tych
niefrasobliwych, o mających powołanie i o słabych specjalistach. Niezależnie od naszych opinii każdy z lekarzy powinien być ubezpieczony od odpowiedzialności cywilnej
w związku z wykonywaniem swojego zawodu.
W interesie pacjenta jest korzystanie z usług lekarza, który takie ubezpieczenie posiada bo w razie
jego błędu pacjent może dochodzić odszkodowania od zakładu ubezpieczeń a nie od lekarza, który
wszak może nie posiadać majątku.
Ubezpieczenie OC jest ubezpieczeniem obowiązkowym dla podmiotów mających umowę z NFZ.
Każdy szpital, przychodnia czy gabinet prywatny
chcący wykonywać usługi finansowane przez NFZ
musi przedstawić ubezpieczenie obowiązkowe OC.
Bez tego kontrakt nie zostanie podpisany. Ubezpieczenie to obejmuje wszystkie zdarzenia, w których
uczestniczyli pacjenci placówki – pacjenci czyli
dywania na 20 lat z góry – jak będzie Polska wyglądała w 2030-ym. I tu już pytani, kilkunastu przedstawicieli polityki i biznesu, mogli sobie poszaleć
bezkarnie – perspektywa taka odległa nie grozi
bowiem rozliczaniem a skłania do optymizmu. Im
dalej w las, tym lepiej. Czytamy więc że Polska stanie w rzędzie krajów najszybciej się rozwijających,
do lamusa przejdą państwowe przedsiębiorstwa,
znikną bezsensowne przepisy, w dużo lepszej sytuacji znajdą się młodzi ludzie bo będą korzystać
z dorobku swoich rodziców, do autostrady czy
drogi ekspresowej będzie nas dzielić z dowolnego
miejsca nie więcej niż 60 km, superszybka kolej połączy Warszawę z Łodzią, Wrocławiem, Poznaniem,
Katowicami, Krakowem, Gdańskiem i Szczecinem.
I tak dalej.
Jeszcze 16 lat zostało do spełnienia tych marzeń,
więc na razie – żebyśmy zdrowi byli i ducha nie tracili.
A. Wróblewska
osoby. które zawarły umowę dotyczącą świadczenia
na ich rzecz usług medycznych przez daną placówkę. Umowa ta zwykle jest umowa ustną czyli po prostu pacjent zjawia się w placówce i prosi o pomoc.
Placówka medyczna zatrudnia lekarzy, którzy
nie muszą ubezpieczać się indywidualnie ponieważ
pracując w konkretnym miejscu korzystają z ubezpieczenia tego konkretnego miejsca.
Nie ma znaczenia czy lekarz zatrudniony jest
na umowę o pracę, zlecenie czy jakakolwiek inną.
Dla pacjenta lekarz reprezentuje placówkę medyczną i za jego błąd ta placówka odpowiada.
Dlatego właśnie kierowane przez pacjentów sprawy do sądu dotyczą placówki a nie lekarza który
popełnił błąd.
No tak ale lekarz jest lekarzem nie tylko w szpitalu. Lekarz może udzielić pomocy także „po pracy”.
Wtedy jego działania, pomoc której udziela
np. ratując życie poszkodowanym w wypadku, czy
chorym słabnącym na ulicy nie podlega odpowiedzialności placówki, w której jest on zatrudniony. Dlaczego? Dlatego, że pacjent tego lekarza nie
jest z ta placówką związany umową! Jest związany umowa tylko z lekarzem ratującym mu zdrowie i życie np. na ulicy, plaży, w sklepie czy nawet
w domu. Każdy wiec lekarz bez wyjątku niezależnie
od miejsca, w którym pracuje powinien wykupić
dobrowolne ubezpieczenie OC. Takie ubezpieczenie zabezpieczy jego i jego pacjentów na wypadek
popełnienia przez niego błędu medycznego podczas
działania „po pracy”
Życzę Państwu spotkań z fantastycznymi lekarzami
oczywiście posiadającymi ubezpieczenie OC w związku z wykonywanym zawodem.
Pozdrawiam wiosennie
Justyna Gładyś
OBUWIE
•
•
•
•
WIOSNA JUŻ, LATO TUŻ TUŻ
POLSKI BUT DLA DAMSKICH STÓP
BUTY NA SPACERY I DO OPERY
TĘGOŚCI G – H, ROZMIARY 33 – 42
MEHOFFERA 26,
pawilon 5
(RÓG ŚWIATOWIDA)
WWW.TUPTUP.SKLEP.PL
SKLEP JUBILERSKI
USŁUGI ZEGARMISTRZOWSKIE
„FORT PIONTEK” obok marketu SELGROS
ul. Modlińska 310/312 tel. 022 676 76 09
www.srebroizloto.pl
OFERUJEMY:
– wyroby ze złota i srebra
– pierścionki zaręczynowe z brylantami
– prezenty na komunię i chrzest
– skup złota i srebra
– naprawę biżuterii ze złota
– drobne usługi grawerskie
– naprawę zegarków
– wymianę baterii w zegarkach
i pilotach samochodowych
importer
win włoskich, francuskich...
atrakcyjne
zestawy
świąteczne
Zapraszamy również do naszego stoiska
w markecie KAUFLAND w Jabłonnie
przy ul. Zegrzyńskiej 7
tel.790 814 588
www.pro-vino.pl
dowóz od 300 zł*
*po uzgodnieniu ze sklepem
STRONA 8
WWW.NCH.PL
NASZA CHOSZCZÓWKA
Sporteum Klub Kulturalnego Podróżnika
Sporteum Klub Kulturalnego Podróżnika
Annapurna jeden z ośmiotysięczników wraz
sąsiednimi wierzchołkami ułożonymi w niedomknięty okrąg tworzą przepiękne gniazdo górskie
zwane Sankuarium Annapurny. Grupa położona
jest w samym centrum Nepalu. Sąsiadują z nią,
również ośmiotysięczniki: od zachodu Dhaulagiri,
od wschodu Manaslu.
W rejonie tych trzech górskich kolosów można
zorganizować kilkunastodniowy trekking dookoła
poszczególnych grup górskich, lub też tygodniową
wędrówkę do bazy pod Annapurną, pod Manaslu
lub pod Dhaulagiri. Bardziej ambitne są trekki prowadzące dookoła ośmiotysięcznika, pozwalające
lepiej poznać topografię, ludzi; i są związane z pokonaniem przełęczy położonej powyżej 5000 m.
Lecz wdzierająca się do wnętrza gór cywilizacja
powoduje, że odcinki tych szlaków są coraz częściej
przystosowywane do ruchu samochodów. To był
powód dla którego zdecydowałem się na wędrówkę
do bazy, a nie dookoła Annapurny.
Ten rejon Nepalu różni się od tego, który można zwiedzać podążając do bazy pod Everestem. Jest
położony niżej, więc początkowa część szlaku prowadzi przez dżunglę, tereny są mniej zagospodarowane, a przez to uboższe niż te przy szlaku do najwyższego szczytu. Właśnie przejście przez dżunglę
stało się dla nas utrapieniem, gdyż atakowały nas
w zaroślach zwisające z liści pijawki. Nieznanymi
dla nas sposobami wchodziły do butów, za skarpetki i wypijały z nas krew. W dodatku przez pierwszy
Najwyższy szczyt Kaukazu, Rosji i Europy. Leży
w republice Kabardo-Bałkarskiej w pobliżu granicy
z Gruzją; w sąsiedztwie Osetii, Inguszeti, Czeczenii,
Dagestanu, Kaumucji, Czerkiesji.
Region niezbyt spokojny i bezpieczny, ale bardzo
ciekawy i malowniczy. Szczyty Kaukazu są wyższe od alpejskich prawie o 1000 m, lecz tereny są
nieporównanie mniej zagospodarowane turystycznie zarówno latem, jak i zimą. Stan infrastruktury
przypomina nasze góry z połowy ubiegłego wieku.
W rejon Kaukazu dotarliśmy samolotem do Mineralnych Wód, a potem busikiem do miejscowości
Terksoł, u podnóża Elbrusa.
To nie był wyjazd trekkingowy; skupiliśmy się
na dobrej aklimatyzacji, a potem na bezproblemowym i bezpiecznym wejściu na szczyt. Do bazy,
czyli kilku kontenerów postawionych na wysokości 4100 m dotarliśmy kolejką linową i wyciągiem
SANKTUARIUM ANNAPURNY
tydzień wyprawy codziennie padał deszcz. Pogoda
ograniczyła w dużym stopniu możliwość podziwiania amfiteatru szczytów jakim jest Sanktuarium.
Dopiero w drodze powrotnej, z pewnego oddalenia
podziwialiśmy przepiękną panoramę.
Organizator naszego wyjazdu: klub 4challenge
zapewnił mi jeszcze dodatkową atrakcję. Moja wędrówka odbywała się w towarzystwie sześciu sympatycznych dziewczyn. Były momenty, że nosiły
mnie na rękach.
Powyżej bazy pod Annapurną, przy naturalnej
platformie widokowej znajdują się kapliczki buddyjskie i tablice pamiątkowe himalaistów, którzy
ponieśli śmierć w tym rejonie. Jest ich nie mało,
gdyż Annapurna zajmuje niechlubne pierwsze miejsce wśród ośmiotysięczników, jeśli chodzi o liczbę
ofiar. Jedna z tablic jest poświęcona szkockiemu
himalaiście, prekursorowi pokonywania himalajskich olbrzymów w stylu alpejskim, bez zakładania
bazy, organizowania kolejnych obozów, wynoszenia
dużej ilości sprzętu i w końcu ataku szczytowego.
Styl alpejski w Himalajach to tak naprawdę jeden,
trwający kilka dni atak szczytowy. Na tabliczce jest
wypisane tybetańskie przysłowie „Lepiej żyć jeden
dzień jak tygrys niż tysiąc lat jak owca”.
ELBRUS 5 642 m n.p.m.
krzesełkowym. Szczególnie stan wyciągu wywoływał u nas dreszcz emocji. Z górnej stacji do bazy,
usadowionej na występie skalnym, szliśmy kilka
godzin po lodowcu. Po dniu odpoczynku, wyszliśmy w mroźną noc w kierunku szczytu, by w południe stanąć na zachodnim wierzchołku wyższym
od wschodniego o ok. 20 m. Pogoda była wspaniała,
panorama Kaukazu zapierała dech w piersiach. Elbrus to dawny wulkan, więc jego stoki nie są przesadnie strome. To pozwoliło nam na małe przyspieszenie
zejścia; po prostu zjeżdżaliśmy na pupach, zachowując oczywiście ostrożność. Jak w każdym lodowcu,
tak i w tym czyhały czeluście szczelin, wystające głazy
i uskoki. Nazajutrz jeszcze ponowne emocje na wciągu krzesełkowym i w kolejce i można było świętować
sukces i trochę pozwiedzać, kupić pamiątki.
Andrzej Krzysztofik
† Alex MacIntire – „Better to live one day as a tiger than to live for a thousand years as a sheep”
Andrzej Krzysztofik
Świt nad Kaukazem
Zespół
Radość na Poon Hill
Południowa Annapurna
Bazar w Terksoł
Beczki
Tryumfalne wejście do bazy
W drodze na szczyt
Sanktuarium z Daleka
Transport
Ulice Kathmandu
Droga na szczyt
W bazie
Śniadanie z widokiem na...
Na szczycie
Machhapuchhre – Rybi Ogon
Pijawki
Pierożki momo
Pola i wioski
NASZA CHOSZCZÓWKA
Pobór wody
WWW.NCH.PL
STRONA 9
Znany pisarz rodem z Choszczówki
Gdyby Basia Stelmach nie zaprosiła na spotkanie
do swojej Galerii przy ulicy Łazanowickiej kolegi
szkolnego Andrzeja Stasiuka, mieszkańcy Choszczówki nie wiedzieliby że tu się urodził i mieszkał
bardzo sławny pisarz i że nadal mieszkają tu jego
rodzice. Jest autorem ok. dwudziestu książek, wiele
z nich tłumaczonych na niemal wszystkie europejskie
języki, jest laureatem kilkunastu nagród, w Polsce tych
najważniejszych – Fundacji Kultury, Nike czy im. Kościelskich, ma też nagrody międzynarodowe.
W młodości nie zapowiadał się tak wspaniale.
Jak donosi Wikipedia wydalany był kolejno –
z ogólniaka, z technikum i ze szkoły
zawodowej. Z wojska zdezerterował,
za co przesiedział w więzieniu półtora roku. Muszę tu przestrzec dzieci
urodzone w naszej Choszczówce, że
ani miejsce urodzenia, ani „przygody” z młodości pisarza nie są receptą na sukces, więc raczej niech swoje
marzenia o karierze budują na ciężkiej
pracy i sukcesach dojrzałego pisarza
Andrzeja Stasiuka. Bo owszem, bywa
że kiepski uczeń zostaje wielkim pisarzem, ale znacznie częściej los dla leniwych jest mniej łaskawy.
W Choszczówce mały Andrzej chodził do szkoły podstawowej – obecnie
gimnazjum na Przytulnej, nie dziwne więc że odezwały się pretensje z sali: dlaczego w swojej twórczości Znany Pisarz nie wspomina nigdy o Choszczówce? Pisał przecież o wielu miastach i krajach,
z Warszawy na przykład o Grochowie, a Choszczówki nigdzie ani śladu. Gość wykręcał się żartami, także tym że wyniósł się w ogóle ze stolicy
i od lat żyje we wsi Wołowiec w Beskidzie Niskim
bo kocha góry.
Formę, jaką najchętniej uprawia w swojej twórczości, sam nazwał eseistyką podróżną. I rzeczywiście niemal wszystkie książki Andrzeja
Stasiuka to impresje związane z obserwacją
ludzi, miejsc, przyrody czy obyczajów jakie
zaobserwował i przeżył pisarz na swojej drodze. A podróżuje dużo. Zawsze z żoną, jak
powiedział nam na spotkaniu i zawsze tam
gdzie ciągnie go jakaś niebanalna historia
czy przyroda. Kierunki zainteresowań się
zmieniają. Po licznych podróżach na Bałkany
i książkach o tamtej ziemi, ciągnie Go teraz
na wschód, do Mongolii, Kirgistanu i innych
azjatyckich republik. Nie jest to literatura łatwa lekka i przyjemna, jak nie są zwykle łatwe
w odbiorze przemyślenia i refleksje człowieka
głęboko wrażliwego.
P ożegnanie s ą siada
Odszedł nagle, w listopadzie 2013 r., jeden
z mieszkańców Choszczówki – Janusz Pacek, miał
zaledwie 78 lat.
Janusz był ogólnie uzdolnionym artystą. Malował, namiętnie fotografował, śpiewał w chórze
i nawet potrafił gotować. Jego zapał do fotografowania zaowocował całą kolekcją pięknych, malarskich zdjęć, także naszej Choszczówki. Fotografował o świcie, kiedy wschodzące słońce nadawało
światu niezwykłe barwy. Fotografował chmury
i mgły, zwierzaki i ludzi. Umiał patrzeć
i umiał zatrzymać w kadrze wszystko, co piękne
i ciekawe.
Wystawiał swoje zdjęcia na 28 wystawach zbiorowych m.in. w Łazienkach Królewskich, Pałacu
Malarz z aparatem
Była noc i odeszła
Był Człowiek – i już Go nie ma
Wszystko w przyrodzie się powtarza
I wszystko w przyrodzie się zmienia
Niedawno wśród nas był Janusz
Który wiosną i latem
Wśród skwaru i wśród deszczu
Wciąż chodził z aparatem
Oczywiście fotograficznym
Czasem gorszym, a czasem prześlicznym
Zawsze jednak, czy w słońcu czy na wietrze
umiał wydobyć z niego wszystko to, co najlepsze
Umiał wydobyć barwne odcienie na śniegu
Umiał wytropić jelonka i zajączka w biegu
Motyle na kwiatach i w locie
Liście drzew i w zieleni i w złocie.
Na Jego zdjęciach pluskały morskie fale
I bez pachniał, i bliskości były i dale
I tak to i wiosną i latem
Tworzył malarz – co malował aparatem.
Lubił chodzić po łączce ulubionej
Zwykle z psem, co Mu się plątał pod nogą
Wśród drzew i krzewów
Polną, albo leśną drogą
Zdjęcia robił przepiękne, patrzeć na nie wciąż mile
Był Janusz, a już Go nie ma
Lecz wspomnień zostało tyle
Zapewne dzisiaj błądzi – może lekko zdziwiony
Wśród uśmiechniętych aniołów
I wśród chmur ulubionych.
Snując nici pamięci, zimą, wiosną i latem
Zawsze wśród nas pozostanie nasz Janusz z aparatem,
A zdjęcia przez Niego tworzone zawsze były na czasie
Kochał przyrodę, zwierzaki i kochał swoją Basię.
Agnieszka Wróblewska
Sentymentalna podróż
do przeszłości z Andrzejem Stasiukiem
Sobota 8 luty 2014 rok to data kolejnego,
z cieszących się sporym zainteresowaniem spotkań
w Galerii B.S. Tym razem, ze względu na osobę
gościa – pana Andrzeja Stasiuka, zainteresowanie
było większe niż zazwyczaj. Wśród gości przeważali mieszkańcy Choszczówki i okolic, czytelnicy
jego książek, ale także i ci przygnani magią nazwiska ale też okazją spotkania z ulubionym pisarzem
i oczywiście koleżanki i koledzy, ze szkolnej ławy,
jako że nasz gość jest absolwentem naszej, także
mojej szkoły w Choszczówce.
Spotkanie prowadziła sama organizatorka –
Basia Stelmach i był to dobry pomysł, co chyba
przyznać muszą wszyscy tam obecni, łącznie z zaproszonym gościem. Bo właśnie dzięki sposobowi
prowadzenia spotkania mogliśmy poznać Andrzeja Stasiuka nie tylko jako znanego i uznanego pisarza, ale też jako zwykłego, choć nieprzeciętnego
człowieka, jego zainteresowania, pasje i poglądy
na wiele spraw, a potrafi mówić ze swadą, naturalnie i zrozumiale.
Stojący przed nami gość (co mogło nie być
oczywiste dla znających jego niepokorny życiorys
i twórczość) był bezpośredni i sympatyczny, potrafił
nawiązać dobry kontakt z rozmówcami. A pytano
o wszystko – o życie z dala od cywilizacji, o żonę,
córkę, sąsiedztwo i sąsiadów, o zwierzęta, książki,
i plany podróży. Pytano oczywiście i o twórczość
naszego gościa, a wielu obecnych ją znało, o czym
mogliśmy się przekonać z zadawanych pytań.
Starszych mieszkańców Choszczówki mile zaskoczył fakt, że Andrzej Stasiuk, mimo że kilkadziesiąt lat minęło od kiedy tu mieszkał, zaskakująco dobrze poradził sobie z identyfikacją koleżanek
i kolegów ze szkolnej ławy. Przy okazji dowiedzie-
STRONA 10
liśmy się o jego pierwszej szkolnej miłości, która
jak to zwykle z takimi miłościami bywa próby czasu nie przetrwała. Usłyszeliśmy też wiele ciepłych
słów o wychowawczyni klasy, nauczycielce języka
polskiego, pani mgr. Jadwidze Kaczyńskiej. Przy
tej okazji pisarz pochwalił się otrzymaną za jedno z wypracowań piątką rzymską, czyli oceną wybitną. Czyżby więc pani Kaczyńska była pierwszą
osobą, która dostrzegła mający się w przyszłości
ujawnić talent?
Chcieliśmy też wiedzieć, dlaczego w utworach
Pisarza, wśród tylu opisywanych miejsc zabrakło
miejsca na Choszczówkę, w której bądź co bądź
spędził swoje lata szkolne gdzie nadal mieszkają
rodzice i rodzeństwo. Mówiąc szczerze – odpowiedzi nie uzyskaliśmy. Otrzymaliśmy za to coś
w rodzaju obietnicy, że nie wykluczone iż kiedyś
w przyszłości „to przeoczenie” zostanie naprawione. Czekamy panie Andrzeju!
Ani się obejrzeliśmy, jak minęło 2,5 godziny
i ku żalowi zebranych musieliśmy spotkanie zakończyć. Był jeszcze oczywiście czas na autografy. A że
nie wielu chciało z takiej okazji zrezygnować, natychmiast ustawiła się długa kolejka chętnych, także
po książki naszego gościa. A potem był czas na bardziej prywatne wspomnienia w węższym gronie starych znajomych. W imieniu swoim i uczestników
pragnę podziękować gościowi, organizatorom i prowadzącej spotkanie Basi Stelmach. Mam nadzieję,
że wkrótce znów nas czymś zaskoczy.
Zbigniew Stelmach
Starszy kolega Pisarza
z tej samej szkoły w Choszczówce
Kultury i Nauki, Białołęckim Ośrodku Kultury etc.
Pośmiertna wystawa Jego zdjęć w lutym b.r. była
ozdobą sali Gminnego Ośrodka Kultury i Sportu
w Jabłonnie, a kolejna będzie w atrium Ratusza Legionowo od 8 kwietnia b.r.
Janusz z aparatem fotograficznym i z psem był
przez wiele lat nieodłącznym elementem pejzażu
Choszczówki. Był spokojnym, miłym człowiekiem. Bardzo Go nam brakuje.
Warto dodać, że owdowiała żona Janusza – Barbara jest także bardzo utalentowanym fotografikiem. Ich wspólny dorobek liczy ponad 20 tysięcy
już wyselekcjonowanych, wybranych, pięknych
zdjęć.
Barbara Łuczak
Warszawa 2014
Był mroźny, styczniowy wieczór 2014r. – chyba
wtorek 28-ego, około godziny 21-ej.
Kolega z pracy – Boguś, dopiero, co uzyskał
dla swojej chorej mamy receptę na antybiotyk –
przedłużenie kuracji, więc czym prędzej udał się
do najbliższej dyżurnej apteki na rogu ul.Puławskiej i ul.Willowej. Bardzo mu zależało na czasie,
bo chodziło o kontynuację podania lekarstwa dla
starszej osoby o tej samej porze a poza tym było już
późno i mroźno.
Jak to czasami w życiu bywa pojawiły się nieoczekiwane problemy – recepta miała jakiś błąd, uniemożliwiający sprzedaż leku z refundacją a z kolei
Boguś miał przy sobie tylko 50 zł w gotówce, co wystarczyłoby na zakup lekarstwa z poprawnie wystawioną receptą, ale dla 100% odpłatności za lekarstwo taka kwota była niewystarczająca.
W takich sytuacjach zazwyczaj próbujemy ratować się transakcją przy użyciu karty bankowej, ale
pani farmaceutka powiedziała, że przy transakcji
bezgotówkowej nie będzie można poprawić recepty
i tym samym odzyskać część kosztów. Wydawało się,
że jedynym rozwiązaniem w takiej sytuacji jest rezygnacja z kolejki w aptece w celu udania się do najbliższego bankomatu – po brakujące niecałe 50 zł.
WWW.NCH.PL
W tym momencie do w/w rozmowy wtrącił się następny stojący w kolejce – mocno przeziębiony mężczyzna – mniej więcej w następującej formie:
– Ja Panu pożyczę te brakujące 50 zł.
Zaskoczony Boguś odparł:
– Ale ja bardzo dziękuję, nie wiem w jaki sposób
mógłbym Panu oddać.
Odpowiedź była szybka i konkretna:
– Nazywam się Józefowicz, proszę tu jest 50 zł, które może Pan mi oddać w kopercie na moje nazwisko
w recepcji Teatru Buffo.
Boguś skorzystał z oferowanej pomocy.
A nam nie pozostaje nic innego jak zdjąć czapki
z głów i życzyć Panu Józefowiczowi z Teatru Buffo
dużo zdrowia oraz życzyć sobie wzajemnie, abyśmy
umieli sobie nawzajem pomagać.
Michał z Choszczówki
PS. Dług został zwrócony.
NASZA CHOSZCZÓWKA
I Ty zostaniesz Mikolajem
10 lat – 500 prezentów
W zorganizowanej po raz dziesiąty przez Stowarzyszenie Nasza Choszczówka akcja p.n I Ty możesz
zostać Mikołajem dostarczono prezenty dla 50 dzieci z ubogich rodzin, wskazanych nam przez grona
pedagogiczne z 4 państwowych przedszkoli z Białołęki oraz pracowników Białołęckiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Wszystkie prezenty przygotowali
nasi Czytelnicy.
Dziesięć lat i ponad 500 prezentów rozdanych
w przeciągu tego okresu. Czy to dużo czy mało?
– można zadać sobie pytanie. Wydaje się, że najważniejszy cel tej naszej akcji czyli poczucie solidarności z ludźmi uboższymi, chęć podzielenia się
z innymi swoim sercem, oddanie swojego czasu
w gorącym okresie wigilijnym został osiągnięty.
To są wartości same w sobie i możemy być z nich
dumni. Aha, jeszcze praca wolontariuszy (niekiedy
rodzica i małego dziecka), którzy rozwozili te podarunki przed swoimi wigiliami. To również było
budujące. To cieszyło i sprawiało frajdę nie tylko
obdarowanym, ale także obdarowującym. Ktoś kiedyś powiedział, że przyjemniej jest dawać niż brać.
I pewnie tak jest.
Klubowicze MTC dla Banku Pomocy
W sobotę 17.12.2013 na kortach klubu tenisowego Morelowa Tennis Club odbyła się już po raz trzeci
akcja charytatywna na rzecz Banku Pomocy prowadzonego przez Pana Krzysztofa Pelca. W czasie wigilijnej
kolacji urządzono zbiórkę zabawek, ubrań oraz żywności dla potrzebujących rodzin z terenów Białołęki.
Akcja jak zwykle okazała się strzałem w 10-tkę ponieważ zebrano wiele potrzebnych rzeczy dla dzieci, które
w tym okresie oczekują na Św. Mikołaja
Marcin Żebrowski
P.S
Od kilku lat przy okazji naszej akcji wiele osób
przynosi do nas mało używane ubrania, zabawki,
gry, książki dla dzieci. Rozdajemy je dla innych dzieci z Domów Dziecka lub Domów Samotnej Matki
już po Świętach. Często zwracają się do nas osoby,
które chcą używany, ale wciąż działający sprzęt n.p
lodówki, pralki telewizory, komputery itp. Ta forma
pomocy jest również bardzo potrzebna, bo wciąż
okazuje się, że jest zapotrzebowanie na takie rzeczy.
Wspieramy wiec tę akcję i nie tylko w czasie Świąt
będziemy ją kontynuować.
Krzysztof Pelc
Szanowni Sąsiedzi,
PRZYWITAJ WIOSNĘ Z JOGĄ
podanie podpisane przez zdecydowaną większość
właścicieli nieruchomości na naszym osiedlu, a dotyczące prośby o częstsze patrolowanie naszego osiedla, zostało złożone na policję w dniu 11 lutego 2014
za pokwitowaniem wpływu.
Dostałam informację, że w ciągu 2 tygodni mogę
Psi problem
Chciałbym zwrócić Państwa uwagę na pewien
problem, który dotyka mnie, moich bliskich i prawdopodobnie sporą liczbę mieszkańców naszej pięknej
okolicy. Chodzi mianowicie o psy.
Po długiej zimie nasz organizm jest osłabiony
i domaga się regeneracji. Z wiosną budzimy się
do życia, z każdym cieplejszym dniem czujemy
przypływ energii i rosnącą ochotę na zmiany, nowe
wyzwania i aktywność fizyczną. Wiosna to idealny
czas by zrobić coś dla siebie, na nowe postanowienia. Promienie słońca, letni wiatr i śpiew ptaków
pomagają wytrwać w decyzjach o zrzuceniu kilku
zbędnych kilogramów, zmianie nawyków żywieniowych i stylu życia na zdrowsze czy podjęciu aktywności fizycznej. Warto dobrze poszukać i znaleźć
„swoją” formę ruchu, w której będziemy czuli się
dobrze. Może to być spacer, bieganie, tenis, taniec
lub joga….
Ja z pełnym przekonaniem polecam jogę, aktywność zarówno dla naszego ciała jak i naszych
emocji. Joga jest uniwersalna, jest dla wszystkich.
Jogę ćwiczą znani aktorzy, biznesmeni, dziennikarze, ludzie na całym świecie niezależnie od wieku,
stanu zdrowia i kondycji fizycznej. Jogę można zacząć praktykować i warto praktykować w każdym
wieku, nigdy nie jest ani za późno, ani za wcześnie.
Wiele osób początkowo nie do końca przekonanych do jogi i przychodzących na pierwsze zajęcia
na próbę wraca na kolejne, a już po kilku zajęciach
docenia jej wszechstronne pozytywne działanie.
NASZA CHOSZCZÓWKA
Wielu uczestników zajęć deklaruje, że rozpoczęcie
przygody z jogą było w ich życiu przełomem, który
zapoczątkował ich wewnętrzny rozwój i szereg kolejnych zmian.
Dzięki pozycjom jogi i pracy z oddechem
wzmocnisz, uelastycznisz i ujędrnisz swoje ciało
uruchomisz zasoby energetyczne organizmu oraz
poczujesz fizyczne rozluźnienie i lekkość. Joga uczy
jak radzić sobie ze stresem w codziennym życiu
i jak redukować jego objawy m.in.: napięcia mięśniowe, bóle kręgosłupa, bóle głowy. Praktykując
systematycznie jogę odnajdziesz w sobie wewnętrzną równowagę, radość życia, witalność i pozytywną energię. Praktyka jogi to zdrowie, uroda, relaks
i harmonia każdego dnia.
Serdecznie zapraszam na zajęcia hatha jogi
do Szkoły Mentis przy ul. Piwoniowej 18 (Choszczówka) w każdy poniedziałek i czwartek
o godz. 19.45 (więcej informacji pod numerem tel.
609 804 320). Półtoragodzinne zajęcia odbywają się
w kameralnej i życzliwej atmosferze, co pozwala odreagować codzienne stresy oraz zregenerować swoje
ciało i umysł.
Ania Dąbrowska
Choszczówka jest uroczym i wyjątkowym rejonem Warszawy. Jest jakby połączeniem mieszkania
w wielkim mieście i wyjazdem na wakacje jednocześnie. Z jednej strony mamy 20 min pociągiem do centrum, a z drugiej – parę minut spacerkiem do lasu.
Można to wyczuć również w zachowaniu mieszkańców i ludzi odwiedzających Choszczówkę.
a to niestety negatywne strony. W dzielnicach bliżej centrum normą jest wyprowadzanie psa na smyczy i w kagańcu, lub przynajmniej na smyczy. Niestety bardzo często spotykanym zjawiskiem jest również
to, że ludzie wyprowadzają psy i nie przejmują się
ich odchodami. U nas sytuacja jest wręcz gorsza,
panuje tu bowiem „dziki psi zachód“. Wielu posiadaczy psów uważa, że w Choszczówce czworonogi
mogą biegać i załatwiać się jak im się podoba. Tak
jakby fakt, że mieszkamy bliżej lasu i w spokojniejszym miejscu uprawniał do „wypasania“ psów gdzie
popadnie.
Jakie są tego efekty? Oto kilka sytuacji z życia moich bliskich, sąsiadów i mojego:
1. Regularne psie odchody przed bramą (sam psa
nie posiadam), na chodnikach lub ulicach (szczególnie po zimie). Oczywiście wszyscy deklarują, że
po psach sprzątają (może tylko na swoim terenie).
2. Sytuacja w lesie: lato, zbieram grzyby, przykucnąłem, gdy nagle przed sobą widzę warczącego
się spodziewać oficjalnej odpowiedzi od komendanta. Poinformuję państwa, jak tylko to nastąpi.
Dobrze by było, aby pismo to trafiło do dokumentacji osiedlowej, ale rozumiem, że dopóki nie mamy
oficjalnego administratora jest to niemożliwe. Może
rada osiedla (tylko która???) mogłaby dokument ode
mnie przejąć?
pozdrawiam serdecznie
Małgorzata Filipecka, 17y
rottweilera nieprzyjaźnie szczerzącego kły. Bardzo
spokojnie podniosłem się, ale pies warczy coraz
ostrzej. W oddali dostrzegam właściciela. Krzyczę:
Halo! Proszę pana!. Odpowiada mi głos mężczyzny
wyraźnie utrudzonego koniecznością odezwania się:
– Taaak? Odpowiadam: Czy może pan coś zrobić
z tym psem? Pan pogwizdał, zawołał psa, pies jeszcze
chwilkę się zastanawiał, aż wreszcie sobie poszedł...
3. Wychodzę z dzieckiem na spacer (nie tylko ja).
Dziecko na rowerku – na wysokości psiego pyska.
Na sankach – podobnie. W wózeczku jakby bezpieczniejsze. Ile potrzeba czasu, żeby pies zrobił dziecku
krzywdę? Czy potrzeba tragedii, aby wreszcie ktoś
na to zwrócił uwagę? Choszczówka przyjaźniejsza
psom niż dzieciom?
4. Sąsiad zwraca uwagę sąsiadom – parze z groźnie wyglądającym psem, że powinien być chociaż
na smyczy. Sąsiad przystanął, jakby podejmuje rozmowę, ale sąsiadka już krzyczy do niego: – chodź
z tym panem i tak się nie dogadasz...
5. Jazda rowerem. Pojawia się pies. Będzie doskakiwał do roweru, czy odpuści sobie?
6. Otwiera się brama „na pilota“. Wyjeżdża w pośpiechu samochód, a za nim wychodzą psy. Brama
się automatycznie zamyka, psy na cały dzień zostają na zewnątrz, gdzie mogą robić co chcą bez ograniczeń.
Warto poruszyć ten problem, bo można go rozwiązać na kilka sposobów. Można wzywać staż miejską,
można zakupić jakieś środki obronne – gaz, czy paralizator. Tylko czy naprawdę trzeba „iść na wojnę“?
Nie można tego rozwiązać jakoś po ludzku? Może
wystarczy się po prostu dogadać.
Pozdrawiam
Tomasz
T o m ie js ce c z ek a n a T wo j ą r ek l a m ę
WWW.NCH.PL
CENA 160 ZŁ
Dl a stałych rekl amodawców r abatY
tel. 601 271 052 lub 506 119 665
STRONA 11
KULINARIA
Wielkanocne ucztowanie
ZAWRÓT GŁOWY
Gala oskarowa. Jedną ze statuetek wręczać będzie legendarna gwiazda kina lat 60-tych Kim
Novak. Spodziewam się raźnej staruszki, wszak
kobitka ma już ponad 80 lat. Pamiętam ją z dzieciństwa gdy na czarno-białym telewizorze sąsiadów (nie mieliśmy jeszcze wtedy swojego) oglądałem filmy z jej udziałem. Osobiście wolałem
Marylin Monroe, ale Kim też była świetna. Mam
na myśli oczywiście urodę, bo jako dorastający
chłopak bardziej byłem zainteresowany jej kształtami niż głębią aktorstwa. Za każdym razem gdy
pojawiała się na ekranie działo się ze mną coś
dziwnego. Nie do końca wiedziałem co to jest, ale
było bardzo przyjemne. Zawrót głowy podczas
oglądania „Zawrotu głowy” Hithcocka pamiętam bardzo dokładnie. Zastanawiam się czy część
tych emocji poczuję ponownie gdy Gwiazda zalśni w blasku reflektorów. Zadbana starość może
być naprawdę piękna. Nasza ukochana Danuta
Szaflarska jest ciągle jedną z najpiękniejszych
kobiet jaką znam. Wreszcie jest! Prowadzona
elegancko przez Matthew McConaugheya podchodzi do mikrofonu. Światło pada na twarz i…
Zastanawiam się czy wybór kategorii, bo aktorka
ma wręczyć Oskara za film animowany, to jakiś
ponury żart, czy wręcz złośliwość organizatorów.
Bo animacja jest całkowita! Tam gdzie powinna
być twarz słynnej Kim Novak jest ulepiona jakaś
maska, która z Kim Novak, wszystko jedno starą,
czy młodszą nie ma nic, ale to NIC wspólnego!
Zastanawiam się co trzeba mieć w głowie, żeby
na głowie zrobić sobie coś takiego. Zawsze powtarzam, że w aktorstwie najbardziej fascynuje
mnie możliwość zmieniania siebie. Że dzięki roli,
którą gram mogę być kimś kim nie jestem. Moja
postać może inaczej niż ja chodzić, siadać, jeść,
mówić itd. Mogę sobie dokleić wąsy, albo tupecik,
mogę seplenić, jąkać się, być garbaty albo kula-
wy. Jeśli rola tego wymaga jestem gotów schudnąć, lub przytyć. Uwielbiam to. Cenię aktorów,
którzy dokonują tego rodzaju wysiłku i w każdej
roli są inni niż w poprzedniej. Znam też takich,
którzy w każdej roli są tacy sami i tych mimo
ich niewątpliwego talentu cenię mniej. Tych którzy marnują swój dar, bo im się po prostu nie
chce nie cenię wcale. Bo zmienić siebie tak żeby
to wyglądało wiarygodnie i naturalnie nie jest
łatwo. Trzeba poświęcić sporo czasu i wysiłku
żeby postać, której oddałem swoje ciało i duszę
uwiodła widza na tyle, by zapomniał, że to tylko
aktor, który gra. Poza tym zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że widz odbierze moją przemianę jako dziwactwo, robienie czegoś na siłę, coś
co bardziej mu przeszkadza w odbiorze roli niż
pomaga. Ale próbować warto, a nawet trzeba.
Ważne, żeby te wszystkie zabiegi nie były trwałe.
Po zejściu ze sceny zmyję makijaż, wyjmę spod
kostiumu atrapę garbu, odkleję sztuczny zarost
wrócę „do siebie” i zajmę się myśleniem o kolejnej roli, albo o czymkolwiek. Gdy skończę grać
chudego wrócę do swojej wagi i wszystko będzie
jak dawniej. Czarek Żak po zakończeniu zdjęć
do „Miodowych lat” zrzucił 30 kg. Można? Można! Wspomniany Matthew McConaughey, który
za genialną rolę w filmie w filmie „Witaj w klubie”
chwilę później otrzymał Oskara, już nie straszy
zapadniętymi oczodołami. Pewnie jest w trakcie
zdjęć do jakiegoś filmu, w którym znowu będzie
kimś innym. Kim Novak kimś innym już nie będzie. Obecna na Ceremonii jedna z najważniejszych aktorek mojego życia Liza Minelli też już
nie. No, chyba że obie zagrają role starych aktorek, które zrozumiały jaką sobie zrobiły krzywdę
próbując się na siłę odmłodzić. Tylko, czy to jeszcze będzie aktorstwo?
Artur Barciś.
Zbliżają się święta Wielkanocy. Oprócz wielu tradycyjnych potraw, które zagoszczą na naszych stołach
pojawi się również chrzan w różnych postaciach. Jest to bylina, która w wielu krajach stosowana była w medycynie ludowej jako skuteczny środek leczniczy. Również dzisiaj we Francji, Szwajcarii czy Holandii uznawany jest oficjalnie jako lek. W Polsce jest głównie przyprawą i dodatkiem do potraw. Przypominamy sobie
o nim przeważnie przed Wielkanocą, gdyż zajmuje on zaszczytne miejsce w tradycji chrześcijańskiej. Spożywanie go w okresie świąt zapewnić ma nam zdrowie i siły witalne na cały rok a także pomoże nam bezkarnie się objadać podczas świątecznego ucztowania. Wykorzystujemy wtedy jego właściwiości ułatwiające
trawienie, oczyszczające wątrobę i nerki, wzmagające metabolizm. Może więc zamiast tradycyjnego żurku
przygotują Państwo w tym roku krem chrzanowy?
Krem chrzanowy z chrupiącym boczkiem
W wodzie z dodatkiem ziaren pieprzu, ziela angielskiego, liści laurowych gotujemy boczek wędzony, seler
i 2 lub 3 pietruszki. Po ugotowaniu boczek studzimy a do wywaru dodajemy kilka ziemniaków. Gdy ziemniaki się ugotują, miksujemy wywar wraz z dużą ilością świeżo startego chrzanu oraz śmietaną 30%. Doprawiamy do smaku cukrem, pieprzem i ewentualnie solą. Zupa musi mieć konsystencję dość gęstego kremu.
Wystudzony boczek kroimy w cienkie plastry i grillujemy na „chrupiąco”. Zupę podajemy udekorowaną
plastrami boczku oraz cząstkami jajek.
Tę oraz inne specjały świąteczne oferujemy w restauracji „Caterina” przy ulicy Wałuszewskiej 24A. Zapraszamy po ofertę świąteczną!
Życzę Państwu zdrowych i pogodnych świąt Wielkiej Nocy.
Małgorzata Lachowicz
W dniu 18.03 przy ul. Grudowskiej (przy ul.
Parcelacyjnej, Choszczówka) znalazłam pieska
rasy shih tzu. Pies nie ma czipa ani tatuażu,
jest ładnie przystrzyżony, ma czerwoną obróżkę.
Jeżeli nie znajdzie się właściciel będę szukała
psu dobrego domu poprzez zaprzyjaźnioną
organizację – czyli obowiązywać będzie ankieta
i wizyta przedadopcyjna, podpisanie umowy
oraz kastracja psa.
Kontakt: Natalia tel. 608453541
Dania na miejscu i na wynos
DUMKA* O ZWIERZĘTACH
Moja praca zawodowa, mój warsztat pracy
i wszystko co się z tym wiąże, a więc także te artykuły w „NCh” powstają z życzliwości, szacunku,
sympatii do zwierząt, ale także do ludzi – opiekunów tych zwierząt. Każdy, kto choć raz miał
w życiu zwierzę i był z nim związany emocjonalnie
pozostaje najczęściej miłośnikiem zwierząt na całe
życie i nie może się już w życiu obejść bez czworonożnego przyjaciela. Tak było również i ze mną.
W moim domu rodzinnym zawsze były zwierzęta: psy, koty, gołębie, króliki, kury, a u dziadków
na wsi również konie. Byli również Rodzice i Dziadziuś, którzy uczyli miłości, a przede wszystkim
szacunku dla zwierząt.
Każde z moich zwierząt miało inny charakter,
każde czym innym się wyróżniało. Nie każde jest
zawsze grzeczne, zdarzają się czasem małe nieposłuszeństwa, uchybienia, ale każde jest na swój
sposób oddane, wierne, przywiązane. Znacie to,
prawda?
Zyga, jako dwuletni mieszaniec owczarka niemieckiego i sznaucera olbrzyma wyrwana z rąk
oprawcy, który tłukł ją drewnianym drągiem,
była bardzo wierna i posłuszna. To był mój pies
w czasach studenckich. Nigdy nic nie ukradła
ze stołu. Niejeden zakład wygrałam w akademiku
zostawiając na stole kiełbasę, wracaliśmy z zajęć
po kilku godzinach, Zyga zostawszy sama w pokoju nigdy nic ze stołu nie tknęła. I jej przeciwieństwo Uszatek mix, także owczarka niemieckiego,
ale z amstaffem, który umie ukraść 3 kg schabu
w domu pełnym domowników i zjeść go tak, aby
nikt psa i schabu nie zauważył. (Dowody,, zbrodni”? – oto one: rozmazane ślady mięsa w sypialni,
badanie żołądka przez omacywanie przeprowadzone przez lekarza weterynarii i całkowity brak
apetytu w czasie kolacji.)
Czarny, tak miał na imię mój sznaucer olbrzym,
którego nikt nigdy nie szkolił na obronność obronił mnie kiedyś przed agresją pijanego bezdomnego człowieka, który prawdopodobnie sam będąc
w strachu zaatakował mnie drewnianym, grubym
kijem, ponieważ natknęłam się w czasie spaceru
na jego szałas w lesie. Czarny w ułamku sekundy
zawisnął zębami na tym kiju powodując, że Pan
Bezdomny stracił nieco na rezonie, a ja wycofałam
się ostrożnie z zagrożonego terytorium i z opresji.
STRONA 12
To tylko kilka wspomnień o psach, a ileż mogłabym jeszcze opisywać zabawnych, nietypowych,
ciekawych wydarzeń z moimi kotami, końmi,
gawronem i innymi zwierzętami w roli głównej.
Wiele moje zwierzęta nauczyły się ode mnie,
gdyż uczyć zwierzęta trzeba, ja znów od nich, gdyż
od zwierząt człowiek też wiele może się nauczyć
i zyskać zwłaszcza w sferze psychicznej.
Prawdziwego miłośnika zwierząt cechuje szacunek do wszystkich zwierząt, nie tylko do jednego
ulubionego gatunku czy rasy, winien go cechować
wręcz szacunek do całej przyrody. Z wielka przyjemnością czytuję artykuły o zwierzętach autorstwa Adama Wajraka pisane dla Gazety Wyborczej i Wam także je polecam!
Przyglądam się życzliwie każdemu zwierzęciu,
które zobaczę. Nie zabijam nawet pająka w łazience, po prostu wynoszę go na dwór. Wszak każde
zwierze ma swoją role w przyrodzie.
Nieco bardziej krytycznie (choć także życzliwie) przyglądam się właścicielom zwierząt. Różnie to bywa z tymi właścicielami. Nieokrzesany
człowiek, który bije i maltretuje swoje zwierzę
zdarza się już coraz rzadziej. Ciągle widuję jednak przypadki bestialstwa na wsiach: a to nieleczoną krowę z wybitym okiem, a to konie z ranami na pęcinach od pętania, a to psa, który zamiast
ciepłej budy ma blaszaną beczkę bez słomy, a zamiast ciepłej miski zimny łańcuch na szyi. Zdarzają się też właściciele, którzy zwierzę traktują
jak zabawkę, maskotkę, gdy zaczyna sprawiać
trudności lub jest niepotrzebne jest porzucane
lub sprzedawane handlarzowi. Również ludzie,
którzy swoje zwierzęta uczłowieczają, antropomorfizują, przez źle rozumianą miłość, wyrządzają tym krzywdę i sobie i swoim zwierzętom.
Jak to w życiu bywa należy kochać i wymagać,
i wychowywać. Do tego potrzeba wiele konsekwencji i surowości, ale też miłości, cierpliwości
i wiedzy, czego Państwu w kontaktach ze zwierzętami życzę.
Lek. wet. Agata Tarasek
*Dumka- tutaj rozmyslanie, ref leksja, przemyślenie.
ul. Wałuszewska 24A lok. u3, 03-005 Warszawa
tel. 531 157 557, 22 300 27 40 e-mail: [email protected]
NASZA CHOSZCZÓWKA
Wydawca: Stowarzyszenie Nasza Choszczówka, ul. Łuczywo 18, 03–071 Warszawa.
Adres redakcji: ul. Łuczywo18, 03–071 Warszawa tel. 0601–271–052, 0506–119–665
e–mail: nasza. [email protected] pl
Redaguje zespół: Krzysztof Cieślak z–ca red. naczelnego, Krzyszkof Pelc, Agnieszka Wróblewska
Redakcja nie zwraca tekstów nie zamówionych oraz zastrzega sobie prawo do ich redagowania i skracania
Projekt i skład: Marcin Boguś, e–mail: [email protected] pl
Nakład: 5000 szt.
Druk: EBE Sp. jawna, Warszawa, Instalatorów 5, tel. (22) 868–29–58
WWW.NCH.PL
NASZA CHOSZCZÓWKA

Podobne dokumenty