ma ga zi ne pierwszydlaoutsourcin guikorporacji

Komentarze

Transkrypt

ma ga zi ne pierwszydlaoutsourcin guikorporacji
e
m a g a z i n
p i e r w s z y
d l a
o u t s o u r c i n g u
i
k o r p o r a c j i
Numer 14 | Czerwiec 2016 | www.whatsupmagazine.pl | nakład 25 tys. | egzemplarz bezcenny
tempo
tempo
brak ludzi
brak ludzi
Wersja w pdf na
www.whatsupmagazine.pl
2
what’s up?
www.whatsupmagazine.pl
Enter
spis treści
temat numeru
3Kraków drugą Szwajcarią?
rozmowa numeru
6 Czas dla ekspertów
hr
8 Pod lupą TESTu: Kobieca strona biznesu
przedstawiamy
9Akamai
10 PasujeMi | Poland Business Run
Déjà vu. Od metempsychozy Pitagorejczyków aż po najnowsze
badania psychologów zajmujących się zaburzeniami pamięci, wciąż
nie wiadomo wiele o tym – odczuwanym przecież przez każdego z nas
– wrażeniu. A jednak zachodzi tu jakaś moc sprawcza, że coś, czego
trudno się spodziewać (ba, nic na to nie wskazuje) dzieje się, staje
się, wydarza i dopiero po jakimś czasie stwierdzamy, że „gdzieś to już
kiedyś widzieliśmy”.
Karty historii światowej ekonomii pełne są takich wydarzeń. Wahadło koniunktury na dany punkt na mapie globu potrafi tkwić
w górze bardzo długo, po czym opadać, demolując z hukiem
pieczołowicie ustawiany „house of cards”. Któż przypuszczałby,
że mlekiem i miodem płynące Irlandie czy Islandie upadną na dno
z dnia na dzień, trafione światowym kryzysem. Kto wpadłby na to,
że potężne amerykańskie marki o ponad stuletniej historii –
holding finansowy Washington Mutual czy inwestycyjny bank
Lehman Brothers – zostaną starte w pył w ciągu zaledwie dwóch
tygodni pamiętnej jesieni 2008. Czy przypuszczaliście kiedyś,
że budujący konstelacje sztucznych wysp i kłębowiska strzelistych wieżowców Dubaj w Emiratach Arabskich będzie musiał ukorzyć się przed kalifem sąsiedniego emiratu Abu Dhabi, aby ratować
kulejącą gospodarkę kwotą 25 mld USD? Właśnie dlatego najwyższy budynek świata – pnący się w górę aż 828 metry – nosi nazwę
Burdż Chalifa a nie Burdż Dubajj, jak pierwotnie planowano...
Złośliwi powiedzą, że koniunktura na hiperbogate w ropę arab-
skie kraje, największą gospodarkę świata, USA, czy zadziwiające
świat wynikami gospodarczymi Irlandię czy Islandię – to efemeryczny błysk w historii świata. Dubaj jeszcze 30 lat temu był
skromną wioską rybacką, 200 lat temu tereny Stanów Zjednoczonych ujeżdżali czerwonoskórzy Indianie, a w latach 80. XX wieku
Irlandię uważano powszechnie za najbardziej zacofany gospodarczo kraj Unii Europejskiej. Gwałtownie rozwijające się obszary
kuli ziemskiej mają tendencję do wpadania zarówno w chwilową
zadyszkę, jak i potężny kryzys. Post fatum wszyscy są mądrzy i wiedzą co do nich doprowadziło, wcześniej mało kto jest w stanie
racjonalnie je przewidzieć i w porę przed nimi ostrzec.
Macie déjà vu, jeśli chodzi o Kraków? Miasto tradycji, zabytków,
kultury o 1000-letniej historii – w ostatnich latach arena najprężniej rozwijającego się europejskiego biznesu. Miasto, które
nigdy dotąd nie było kojarzone z tak imponującymi wzrostami
– obecnie wskaźnikami rozwoju wyprzedza wspomnianą Irlandię. Miasto, przez wieki otoczone warownym murem (a obecnie
sielskimi Plantami), coraz mocniej okrążone kordonem szklano-metalowych wieżowców, w których każdego dnia rozpoczyna
pracę blisko 50-tysięczna armia ludzi zatrudnionych w centrach
usług i drugie tyle w tradycyjnych korporacjach.
z miasta
11Samochody na godziny | TEDxKazimierz
nieruchomości
13Prezentacja: GO+ Home
dbamy o ciebie
14 Bikefitting | Assault AirBike
siesta
16Procesją na skałki
17 Jezioro Rożnowskie
wokół stołu
18Kraków na talerzu
siedem uciech głównych
20 Kulturalny czerwiec
urodziny what’s up magazine
22 Pierwszy rok za nami
W tym numerze „What’s Up Magazine” zastanawiamy się wraz
z Wami, co będzie dalej. Co stanie się, jeśli w branży znajdzie
zatrudnienie 200 tysięcy ludzi? Widać już jasno, że centra usług
nie odlecą z Krakowa tak prędko, być może nie odlecą wcale. Ale
czy wystarczy dobrze wykształconych ludzi, aby ten ogromny
sukces miasta skonsumować? Co zrobić, by nie powtórzyć czyichś
błędów i konsekwentnie podążać obraną – mniej lub bardziej
przypadkową – ścieżką?
Na razie chcemy, abyście poczuli czerwcowe déjà vu. Czyli wzięli
w ręce już czternasty – mamy nadzieję po raz kolejny interesujący
– numer naszego pisma. Owocnej lektury!
Redakcja
what’s up magazine
pierwszy dla outsourcingu i korporacji
www.whatsupmagazine.pl
redaktor naczelny
Rafał Romanowski
zastępca
Magda Wójcik
wydawca
Fundacja Aktywnych Obywateli
im. Józefa Dietla
dyrektor artystyczny & ilustracje
Joanna Sowula
fotografie
Piotr Banasik
editor (english)
Łukasz Cioch
korekta
Agata Malczewska
reklama
Anna Głuc
[email protected]
+ 48 503 920 670
kreacja i marketing
Agencja Kreatywna Lemon Media
facebook
Whatsupmagazine.pl
twitter
@WhatsUpKrakow
kontakt
+48 519 636 121
[email protected]
Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych,
zastrzega sobie prawo redagowania nadesłanych
tekstów, nie odpowiada za treść zamieszczonych
reklam i ogłoszeń.
The fear factor
Alfred Hitchcock once said that the only way to get rid of his
fears was to make films about them. Now that Kraków’s magical
50 000 (employees) threshold has been crossed, it’s only natural, perhaps, that suspicion and scepticism, yet again, tighten
their grip on public imagination, with images of bubbles and
overheating lurking behind every corner. With the IT/SSC/BPO
industries now employing over 6% of the city’s population, and
significantly more for working-age demographics (that, without
including the so-called multiplier effect), no wonder there are
those who continue tirelessly in the glass-half-empty mindset,
despite the industry’s consistent annual growth of ca. 20% over
the last 6 years.
roadmap, about jobs and qualifications that are most in demand,
about strengths and weaknesses of the so-called “newjoiners”
(or “njudżojnersi” as they are fondly referred to in some companies). We also look into how expats compare to local workforce
on Kraów’s competence map.
In the city of kings, as Kraków likes to pride itself, there are two
basic ways to approach the ominous-expectations dilemma: one,
to gather relevant data and simply add substance to suspicion,
proving in the process that the city is in control of its predictive analytics. The other option is to adopt a more optimistic
approach, in principle, and raise Kraków’s idea of where its strategic goals should be to altogether new levels. Speaking of kings,
in relative terms, even with the current growth figures, the city is
nowhere near the visionary leadership of the 14th century – the
era of Casimir the Great. It’s been a while since the courage to
think like an explorer was the city’s true international hallmark.
In our June edition, we also look at Akamai, a global leader in
Content Delivery Network services. Akamai likes to pride itself
on making the Internet fast, reliable and secure for its customers. We talk to Filip Walkowicz, as always, looking for substance
behind the story. Last but not least, we are publishing a great
selection of events as well as a little proof that we are not going
to give up on our love of bikes.
Having recalled Casimir the Great, it is only proper that we
should go to the Jagiellonian University, in search of facts. We
talk to prof. Jarosław Górniak (UJ) about Kraków’s competence
Together with Test HR, we also look at the power of the glass-ceiling in Kraków – a phenomenon described by experts with reference to factors preventing (mostly) women, minority and ethnic
groups, from getting access to equal development and promotion
opportunities. Reading the article, you may find some of what
we discuss quite surprising.
Łukasz Cioch
temat numeru
3
brak ludzi
tempo
Czerwiec 2016
Czy Kraków czeka syndrom przegrzania?
Zachodnie media chrzczące go mianem
„nowej Szwajcarii” punktują zagrożenia,
z jakimi może zderzyć się zbyt gwałtownie
rozwijające się miasto – przed Wami raport
„What’s Up Magazine”.
Laura Frommberg ma 30 lat, jest jasnowłosą dziennikarką
ze Szwajcarii piszącą o ekonomii, lotnictwie i biznesie. Kocha
zadawać ostre pytania. Ostatnie brzmi: „Czy Kraków to nowa
Szwajcaria? ” i otwiera artykuł w drukowanym w Zurychu tygodniku „Handelszeitung”. Jest wiosenne przedpołudnie w czwartek, 31
marca 2016, świeże wydanie gazety krąży po zurychskich kawiarI to zarówno w „Top 100 Best Outsourcing Destinations” agenniach, konferencyjnych recepcjach, hotelowych lobby.
cji Tholons (gdzie wyprzedza kolejno Dublin, Pragę, Budapeszt,
Frommberg kreśli obraz „nowej Szwajcarii”: rozpościera się ona
Warszawę, Bukareszt, Bratysławę, Tallin, Sofię, Lublanę, Moskwę
jakieś 1200 km od stolicy szwajcarskiej finansjery, na południu
oraz Belgrad), jak i mniejszych zestawieniach, m.in. 50 najbardziej
Polski. Autostradami dotrzeć tam można w 12 godzin, tnąc przez
Bawarię, obrzeżami Monachium i Pragi. Samolotem – w godzinę
dynamicznie rozwijających się rynków outsourcingowych świata.
z hakiem. Od roku z portu lotniczego Zürich-Kloten do „nowej
Pesymiści powiedzą: jeśli miasto przeżywa tak gwałtowny sukces,
Szwajcarii” lata Swiss, flagow pewnych aspektach musi pojawić
się zadyszka. I choć do Krakowa
wa linia kraju. Otwierając
choć do Krakowa na wyścipołączenie w maju 2015 r.,
na wyścigi gnają kolejni inwestorzy
gi gnają kolejni inwestorzy
Bernhard Wodl, dyrektor
chcący otwierać w nim coraz barSwiss na Austrię i Europę
dziej wyspecjalizowane globalne
chcący otwierać w nim coŚrodkowo-Wschodnią, rozcentra usług, coraz częściej słychać
raz
bardziej
wyspecjalizowagłosy, że sukces Krakowa zaczyna
pływał się w komplementach
pożerać swój własny ogon.
o Krakowie: „atrakcyjny rene globalne centra usług,
gion do rozwoju”, „ogromny
coraz częściej słychać głosy,
potencjał, zarówno w sekPrzesilenie silnego
torze turystycznym, jak
że sukces Krakowa zaczyna
– Przegrzanie rynku to coś, czego
i na rynku korporacyjnym”,
pożerać swój własny ogon
Kraków może spodziewać w najbliż„najważniejszy rynek eksporszej przyszłości – uważa Jarosław
towy dla Szwajcarii w tym
Makowski, ekspert portalu Miasto Think Tank. I dodaje, że miasta,
rejonie świata” – to tylko niektóre pozytywne, niekoniecznie
które rozwijają się nagle w bardzo szybkim tempie, narażone
kurtuazyjne, określenia.
Laura nie jest aż taką optymistką. Określenia „nowa Szwajcaria”
są na wiele ekonomicznych i socjologicznych pułapek. Los taki
spotykał już choćby Dubaj (inwestycyjny boom podsycany przez
używa przekornie. Jej artykuł to jedna z pierwszych jaskółek opinii
bajecznie bogatych szejków gwałtownie wyhamował wskutek
o Krakowie, jako mieście „przegrzanym” już od nadmiaru inwestyglobalnego kryzysu 2009–2013), Moskwę (rosyjskie eldorado,
cji. Zaskakujące, zwłaszcza w zestawieniu z powszechną opinią
gdzie inwestorzy na potęgę budowali setki tysięcy nowych biuo oszałamiającym sukcesie, jaki nad Wisłą odnoszą firmy z sektorowców, obecnie za sprawą różnych przyczyn z trudem walczy
rów biznesu BPO, SSC, IT, R&D. Dzięki nim miasto triumfuje wśród
o najem choćby małego skrawka powierzchni). Ale też choćby
mocnej, europejskiej konkurencji w biznesowych rankingach.
konkurujący bezpośrednio z Krakowem irlandzki Dublin (wciąż
stolica wyspecjalizowanych biznesów realizowanych dla międzynarodowych korporacji i dzięki temu symbol gospodarczego
sukcesu „Zielonej Wyspy”, ale dziś bardziej arena kolejnych przenosin firm na tańsze i bardziej konkurencyjne rynki). Ostatnio
symbolami Dubaju, Moskwy czy Dublina były więc bardziej nieukończone lub opustoszałe budynki (m.in. najwyższy wieżowiec
świata Burdż Chalifa), niż spełniające się świetlane przepowiednie sprzed zaledwie kilku lat.
– Kiedy wzrosty zatrudnienia osiągają tak gwałtowne przyspieszenie, coś w końcu musi zazgrzytać. Już teraz branże BPO, SSC
czy IT rosną w oszałamiającym, jak na niespełna milionowy Kraków, tempie 10 tys. etatów rocznie. A to oznacza, że sektor ten
oferuje niemal 30 nowych etatów dziennie. A ma być tego jeszcze
więcej i więcej. To jakieś szaleństwo, mało kto się tego spodziewał. Korzystajcie póki można – uśmiecha się Makowski.
Zarówno piewcy, jak i krytycy „dobrej zmiany” na krakowskim
rynku pracy posługują się konkretnymi danymi, m.in. działającej
w Krakowie organizacji Aspire, zrzeszającej niemal wszystkie
inwestujące na tym rynku globalne firmy, korporacje czy przedsiębiorstwa. Według prognoz, o których pisaliśmy jako pierwsi
na łamach „What’s Up Magazine”, około 2025 r. w działających
w Krakowie korporacjach może znaleźć zatrudnienie astronomiczna liczba nawet 200 tys. osób. Spowoduje to na dłuższy
czas (a może i na zawsze) zmianę w postrzeganiu miasta: z etykietki miasta turystów, zabytków, kultury czy leniwie płynącego
czasu w prężny, biznesowy ośrodek śmiało konkurujący z uznanymi na ekonomicznej mapie Europy Frankfurtem, Londynem,
czy Zurychem.
ciąg dalszy na str. 4
4
temat numeru
www.whatsupmagazine.pl
tempo
dokończenie ze str. 3
Sprężynowa zmiana
Jeszcze kilkanaście lat temu kończący studia na krakowskich
uczelniach masowo wyjeżdżali stąd za pracą. Głównie do Warszawy, gdzie aktualnie pracuje na wielu odpowiedzialnych stanowiskach istna „kolonia” krakusów (generacja obecnych 30i 40-latków). Często szukali też szczęścia za granicą. Niektórzy
wrócili po latach do Krakowa właśnie do… otwierających szeroko
drzwi korporacji. Znajomość angielskiego, doświadczenie nabyte
na Zachodzie były tu dodatkowym atutem. Obok nich do naszego
miasta płynie równolegle szeroki strumień specjalistów z całego
świata.
Obecnie sytuacja w Krakowie jest więc diametralnie inna niż
u progu wejścia Polski w struktury Unii Europejskiej. Zasadnicza zmiana zaszła też w postrzeganiu potencjału miasta „na zewnątrz”, w świecie. – O Krakowie od pewnego czasu mówi się
w samych superlatywach. Inwestorzy, którzy przymierzali się
do otwierania biur w Krakowie jeszcze kilka lat temu, teraz rozpychają się wręcz w wyścigach o pracowników i dobre lokalizacje
– ocenia Łukasz Cioch z Aspire. Podaje przykład trzeciej najlepiej
ocenianej w globalnym rankingu Skytrax linii lotniczej Cathay
Pacific z Hong Kongu.
– Kilka lat temu wahałbym się czy zainwestować w Krakowie.
Teraz nie mam najmniejszych wątpliwości, że to jeden z najgorętszych adresów w świecie – przyznaje Simon Kriss, dyrektor
zarządzający Cathay Pacific. Globalne centrum kontaktu na Europę otwierał w lutym właśnie w Krakowie, obok podobnych
w kanadyjskim Vancouver i Kantonie w Chinach. Firma zatrudni
tu blisko 300 osób, wynajmie sporą powierzchnię biurową, wpompuje w lokalną gospodarkę pokaźny zastrzyk pieniędzy.
brak ludzi
Złe wróżby
Możemy zapytać za Laurą: skoro jest tak dobrze, to czemu jest
aż tak źle? Nie tylko szwajcarscy dziennikarze ekonomiczni, ale
coraz częściej branżowe media w Niemczech, Austrii czy Wielkiej Brytanii zauważają, że zdarza się już, że firmy inwestujące
w Krakowie borykają się z kluczowym dla nich problemem: wy-
w Krakowie muszą mocno zaniżać poziom, upychając firmom
ludzi często przypadkowych, stosując galopującą rotację, bez
możliwości rzetelnego sprawdzenia, jak dana osoba poradzi sobie
na szykowanym dla niej stanowisku.
Potwierdzają to głosy z branży. – Tempo jest tak szalone, że czasem trudno nadążyć. Na zewnątrz wszystko wygląda elegancko,
ale coraz częściej pracujemy pod mocnym pręgierzem. Mam
czasem wrażenie, że nasi klienci nie zauważają, że znalezienie pracownika w tempie biegu sprinterskiego może odbić się
na jakości poszukiwań. Ostatnio szukaliśmy na gwałt 120 osób
do nagłej obsługi projektu w globalnym banku, okrzepłym już
w Krakowie. Zawsze pracowaliśmy dla nich uważnie i spokojnie,
tym razem mieliśmy na to dosłownie kilka dni. W takim tempie,
przy iluś równoległych zleceniach, trudno znaleźć optymalnych
kandydatów – rozkłada ręce w rozmowie z „What’s Up Magazine”
specjalistka ds. rekrutacji jednej z większych agencji rekrutującej
specjalistów w stolicy Małopolski.
Innych naszych rozmówców, jakich pytamy o syndromy „przegrzania” Krakowa, rekrutowanie w windzie czy „na fajce” wcale
nie dziwi. – Nic szokującego. Wiele osób w branży dostaje nawet
kilkadziesiąt powiadomień przez LinkedIn tygodniowo, odbywa
ileś rozmów, negocjuje jednocześnie z kilkoma przepychającymi
się w kolejce do niego pracodawcami – mówi Mateusz (imię zmienione – red.), pracownik Shella, jeszcze przed 30-tką. Opowiada
o znajomym programiście, który w ciągu miesiąca zmienił dotychczasowe miejsce pracy w korporacji na jeden z amerykańskich
startupów, jakich mnóstwo w Krakowie, ale po dwóch tygodniach
„podkupiła” go znów kolejna korporacja. – W jego przypadku
awans finansowy był bardzo zauważalny. Odchodził zarabiając
7 na rękę, w startupie dostał na start 12, „korpo” podkupiło go
natychmiast za 14 tys. zł. Nie zdążyliśmy się ustawić na piwo, żeby
nam to wszystko opowiedział – śmieje się Mateusz.
czyszczonego z wysoko wykwalifikowanych pracowników rynku
pracy. A co za tym idzie, gwałtowny rozwój biznesowego sektora
w mieście może rozbić się w niedalekiej przyszłości po prostu
o brak ludzi.
Jeśli mówimy o 200 tys. potencjalnie zatrudnionych w branży,
to skądś musimy ich wziąć. A to nie takie proste. – Tylko kilka
procent studentów krakowskich uczelni jest gotowa tuż po stuRząd pracowników
diach do objęcia stanowisk w firmach o międzynarodowych
standardach – tak, aby był to „perfect match”. O nich biją się
„Czas pracownika” – to chyba najczęściej powtarzane określesetki firm – podkreśla Edyta Korona, strateg HR i OD, prezes
nie w rozmowach o krakowskim biznesie. I to zarówno wśród
Innovator’s Bridge. I dodaje, że absolwenci i studenci często
pracowników, jak i pracodawców. Bo to oni pierwsi zorientowali
nawet nie wiedzą, jak mogliby
się, że kołem zamachowym
skomercjalizować swoje talen- firmy inwestujące w Krakowie napędzającym koniunkturę
ty. Nie znają potrzeb pracodawborykają się z kluczowym dla muszą być coraz wyższe płace
ców, nie rozumieją, czym kierują
i coraz bardziej powszechne
„dogadzanie” pracownikom.
się przy podejmowaniu decyzji nich problemem: wyczyszczoo zatrudnieniu i nie mają w tym nego z wysoko wykwalifikoW powszechnej opinii właśnie
złe wskaźniki po rozpoznaniu
adekwatnej pomocy ze strony
uczelni. – Dla pracodawców szcze- wanych pracowników rynku
rynku pod kątem potencjalgólnie cenni są świadomi siebie pracy. A co za tym idzie, gwałnych płac doprowadziły do wyi swoich predyspozycji, dojrzali
cofania się z Krakowa centrum
towny
rozwój
biznesowego
emocjonalnie specjaliści, którzy
usług transakcyjnych niemiecw odpowiednio przygotowanych sektora w mieście może rozbić kiego koncernu produkującewarunkach organizacyjnych będą
go piwo i napoje gazowane
się w niedalekiej przyszłości
w stanie być od razu efektywni
SABMiller.
– Myśleli, że jak zarzucą wędw miejscu pracy – ocenia Korona. po prostu o brak ludzi
kę z propozycją rzędu 2000 zł
Media z perspektywy Zurychu
netto, to np. studenci będą się zabijać o ich oferty. Tymczasem
utyskują: „pomimo wielu zalet, szybki rozwój Krakowa ma też
swoje wady”. Opisując „nową Szwajcarię”, helwecka dziennikarka
od samego początku był to chybiony pomysł, bo każda lepsza
wylicza bolączki mieszkańców miasta, którzy skarżą się, że wszękonkurencja proponowała im choćby kilkaset złotych więcej.
dzie budowane są biurowce, gwałtownie wzrósł i tak już duży ruch
Nie mówiąc o jeszcze lepiej płatnych stanowiskach, do których
samochodowy, miejskie arterie są zatkane, a władze miasta słabo
współpracują z inwestorami.
Dość krytycznie ocenia też krakowski rynek rekrutacji: „pracownicy rekrutowani są nawet podczas jazdy windą lub przerwy
na papierosa przed budynkiem” – pisze, cytując m.in. głosy obeznanych z firmami HR-owymi pracowników firmy UBS. Rozmówcy
Frommberg narzekają, że coraz częściej agencje rekrutacyjne
Czerwiec 2016
w ogóle proponowane przez SABMiller grosze nie miały startu.
Skończyło się krachem i ewakuacją. Krakowski pracownik ma teraz swój czas i w propozycjach może przebierać – ocenia w rozmowie z „What’s Up Magazine” HR-owiec jednej z czołowych
agencji w Krakowie i Katowicach.
– Coraz częściej słyszymy ochy i achy, że ktoś chciałby pracować
najchętniej na hamaku, w komfortowym wyciszonym pomieszczeniu, z dostępem do przekąsek i świeżo wyciskanego soku pomarańczowego, najchętniej z nielimitowanym czasem pracy. No
i grymasi, że chciałby zarabiać powyżej „siódemki” – potwierdzają
przedstawiciele kolejnej agencji HR, tym razem specjalizującej się
w dostarczaniu niemieckojęzycznych kadr.
Tymczasem rzeczywistość gna do przodu. – W trzech głównych
parkach biznesowych duże firmy siedzą upchane obok siebie.
Czasem po rezygnacji z pracy w jednej z nich wystarczy w windzie
nacisnąć przycisk innego piętra i po chwili mieć już rozmowę
o pracę – donosi „Handelszeitung”. Odmalowuje też Kraków
jako miasto ogromnych kontrastów: Starego Miasta pełnego romantycznych brukowanych uliczek i kolorowych fasad kamienic
oraz chaotycznie rozbudowywanego pasa szklano-metalowo-futurystycznych biurowców wokół. Dynamika zmian w aglomeracji
znajduje sporo zwolenników.
Dla Szwajcarów to novum, bo dotąd Kraków kojarzył im się bardziej historią, tradycją, spokojnym biznesem i dość miarodajnym
rozwojem terenów pod inwestycje. Stąd transfer z kraju „czekolady, zegarków i scyzoryków” takich marek jak technologiczny
koncern ABB (obecny w Polsce zresztą już od lat 90. XX wieku),
finansowy gigant UBS, ostatnio też ubezpieczeniowa Zurich Insurance Group. Tymczasem realia wirują w tempie Hyperloopa
i samo ABB ma w planie zwiększyć zatrudnienie w Krakowie
do aż 3 tys. osób łącznie, UBS w lutym rzucił na rynek kolejne 150
etatów, a nowi gracze z Zurychu zdradzają, że krakowski oddział
zlokalizowany w Quattro Business Park przy Opolskiej firmy
wzbudza już na starcie ogromne nadzieje centrali. Szwajcarom
podobają się zmiany w mieście, na jednym z branżowych blogów
czytamy m.in. że „restauracje w Krakowie zmieniły się kompletnie
w ciągu pięciu ostatnich lat. Teraz amator każdej kuchni znajdzie
coś dla siebie”. Hmm…
temat numeru
5
„W branży outsourcingu, szczególnie w Krakowie, największym
ośrodku usług dla biznesu w Polsce, mówi się, że aby dostać
pracę, poza znajomością któregoś z języków obcych wystarczy
mieć dwie ręce, dwie nogi i głowę, a i to nie wszędzie” – pisze
Zbigniew Bakota z Aspire w świątecznym wydaniu „Gazety Wyborczej”, opierając swój tekst na wywiadzie „What’s Up Magazine” z “branżowymi chuliganami” z SALESManago – Grzegorzem
Gdzie ich pomieścić
Błażewiczem i Konradem Pawlusem.
Może i lunchowych rarytasów z każdego egzotycznego zakątka
świata mało wymagającemu konsumentowi nie braknie, za to paI ma rację, choć ze strony Aspire płyną też inne opinie. – Tak
radoksalnie problem inwestorzy mogą mieć z... dostępnością
naprawdę cała ta dyskusja o rychłym przegrzaniu rynku w Krawysokiej jakości przestrzeni biurowych. Pod koniec 2015 roku
kowie operuje podobnymi argumentami, co nawet dekadę temu.
analitycy Walter Herz, firmy z branży nieruchomości komercyjWówczas też to słyszeliśmy: że to już koniec, że zaraz wszystnych, opublikowali raport, z którego wynika, że w Krakowie firmy
ko pęknie itd. Modne były też tezy, że outsourcing stąd odleci
np. na Ukrainę, do Rumunii czy Bułgarii. Tak się nie stało. Firmy
outsourcingowe wynajęły lwią część metrażu, który został zakontraktowany. „Powierzchnia biurowa w Krakowie jest obecnie
rosną jak na drożdżach, ludzie mają ofert pracy po uszy, płace
towarem niemal deficytowym. Jeśli tak duży popyt na biura utrzyosiągają górne limity, zostają tu skomplikowane procesy, te najprostsze typu call center odpływają do Filipin czy Indii – mówi
ma się, w tym roku w Krakowie może wystąpić deficyt podaży
– alarmuje Walter Herz. Przeciętnych
nam prezes krakowskiego
biura globalnego giganta IT,
obserwatorów branży taka konstatamiasto
najeżone
jest
wręcz
cja może dziwić: miasto najeżone jest
zrzeszonego w Aspire. Zaraz
wręcz dźwigami budowlanymi, które
potem sam jednak przyznaje,
dźwigami budowlanymi,
obsługują budowy albo biurowców
że w ostatnich miesiącach tak
które obsługują budowy
albo... apartamentowców lub osiedli,
trudno znaleźć optymalnych
albo
biurowców,
albo...
kandydatów na krakowskim
nastawionych na mieszkańców zatrudnionych właśnie w korporacjach.
apartamentowców lub osie- rynku, że woli od razu ściągnąć
Wygląda więc na to, że z racjonalpod Wawel „superzdolnego
dli, nastawionych na mieszną oceną kierunku, w jakim podąży
Chińczyka, niż bawić się w detektywa, a potem wciskać rozmiasto na biznesowej mapie Europy
kańców zatrudnionych
i świata, może być problem. Z jedkapryszonemu programiście
właśnie w korporacjach
nej strony: prognozy o aglomeracji
kolejne banknoty”.
zatrudniającej blisko ćwierć milioCzy za dekadę Laura Frommna pracowników biurowych plus tych w szeroko rozumianych
berg pozna Kraków ze swego tekstu „IT-Hotspot Krakau: Ist Polen
branżach związanych z technologiami, startupami, innowacjami.
die bessere Schweiz?” ? Zobaczymy. Na pewno będzie on boZ drugiej: zbliżające się jak tsunami przegrzanie rynku, wywołagatszym miastem, choć do Zurychu będzie mu sporo brakować.
ne gigantyczną wręcz potrzebą szukania nowych pracowników.
Według wyliczeń raportu „Global Wealth Report 2012” banku
Czterokrotny wzrost zatrudnienia w coraz lepszych jakościowo
Credit Suisse majątek przeciętnego Szwajcara od 0 do 100 lat
segmentach BPO, SSC, IT, R&D postawi Kraków w zupełnie innej
to... ponad półtora miliona złotych. Na razie, przeczuwając pismo
pozycji, niż obecnie. Choćby w porównaniu do sąsiadujących
nosem, Swiss zwiększa liczbę połączeń do „nowej Szwajcarii”. Zaz nim w rankingach miastami np. Azji, które wygrywają z drugim
miast trzy razy w tygodniu, lata tam już codziennie. I to znacznie
większym samolotem, niż pierwotnie kalkulowano...
pod względem populacji miastem Polski daleko większą skalą zatrudnienia (przed Krakowem według Tholons są indyjskie
Rafał Romanowski
Bangalore, Mumbaj, New Delhi, Ćennaj, Hyderabad, Pune oraz
Manila i Cebu City na Filipinach). Czy po drodze nie czeka jednak
Krakowa kryzys tożsamości?
Fotofelieton
fot. Piotr Banasik
piątek | godz. 11:44
W tenisie stołowym najważniejsza jest równowaga
– przekonują pracownicy
Akamai. Jeśli nie ciała, to
przynajmniej ducha.
6
rozmowa numeru
www.whatsupmagazine.pl
CZAS
dla ekspertów
Laboratoryjny outsourcing
i usługi oparte na wiedzy to
potężne pociski, które mogą
pchnąć Kraków w kierunku
wieloletniego dobrobytu – zapowiada prof. Jarosław Górniak, socjolog z Uniwersytetu
Jagiellońskiego.
maturzystów wybrało rozszerzoną maturę z matematyki. Polska
może być postrzegana jako źródło masowych, dobrze wytrenowanych kadr w matematyce, ekonomii, a co za tym idzie – biegłych
w finansach, ubezpieczeniach czy bankowości. Paradoksalnie,
grozi nam wypływ młodych Polaków na studia za granicą. Jestem
jak najbardziej za, żeby podnosili swoje umiejętności, kształcąc
się na wyższych uczelniach w Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii, ale wzrasta ryzyko, że tym samym jeszcze większy odsetek
zdolnych, młodych Polaków może zostać wchłonięty przez inne
rynki pracy. Z jednej więc strony jest coraz lepiej, z drugiej – da
się też zauważyć pewne zagrożenia.
Podobnie jak w ocenie przyszłości Krakowa, o której piszemy
w tym numerze „What’s Up Magazine”. Niepokojąco brzmią
takie artykuły jak te z „Handelszeitung” o rychłym przegrzaniu Krakowa?
W tej chwili niekoniecznie. To tylko jeden z opisywanych tam
wątków. O tyle cenny, że pokazujący jeden z możliwych scenariuszy oraz pierwsze świadczące o tym symptomy. Równie
wiele miejsca w diagnozie Krakowa zajmują tam zachwyty nad
wysokim poziomem wykształcenia pracowników i oferowanych
usług oraz rozwojem miasta, jego bazą kulturalno-rozrywkowogastronomiczną, zabytkami, atmosferą. M.in. fragment o wegetariańskich restauracjach wypierających tradycyjny żurek i pierogi.
Wszystko to składa się na pewien obraz, moim zdaniem, bardzo
optymistyczny, choć nie pozbawiony skaz.
jarosław górniak: Dobrze, że o tym piszecie.
rafał romanowski: Bo coś wisi w powietrzu.
Tak. Choć na razie niewiele na to wskazuje, inwestorzy nadal posługują się bardzo optymistycznymi parametrami. Ale tak, Kraków za jakiś czas może wejść w fazę przegrzania. Może, nie musi.
Mądrze?
Kierując strumień zainteresowania inwestorów jeszcze w inne
obszary niż dotychczas. Pokazać ofertę miasta tym, którzy mogą ściągnąć do Krakowa najlepsze inwestycje hi-tech. Mówiąc
wprost: ze wszelkich sił sprzyjać inwestycjom w obszar zaawansowanych usług opartych na wiedzy.
I co wtedy?
Eldorado. Tak rozwinięte miasto pod kątem biznesu w połączeniu
z wiodącą w Europie wizytówką świetnego ośrodka badawczo-rozwojowego, to najlepsze, co się Krakowowi może przytrafić.
Może, nie musi. Takim inwestycjom trzeba sprzyjać, bo one obliczane są na lata funkcjonowania. Inwestorzy muszą się przekonać, że tak jak sprawdziły się tu najpierw usługi prostsze, teraz
bardziej wymagające, w przyszłości bez problemu sprawdzą się
te najbardziej skomplikowane.
Mamy odpowiednie warunki?
Mamy mnóstwo absolwentów świetnych kierunków: biotechnologii, biochemii, biofizyki, chemii, farmaceutyki, kierunków
medycznych, inżynierskich czy związanych z rolnictwem. I nowoczesną bazę laboratoryjną, jakiej nie powstydziłby się żaden wiodący kraj w Europie. W znakomitej większości kupioną za miliony
unijnych dotacji, więc jeszcze przez chwilę niemożliwą do użytku
komercyjnego. Ale stopniowo uwalnianą, co w najbliższej przyszłości może skutkować dostępnością na rynku szerokiej gamy
najnowocześniejszego sprzętu, który tylko czeka, aby być wykorzystany w zbożnym celu.
Wszystko to prowadzi nas do...
... outsourcingu laboratoryjnego, usług badawczych i projektowania. Prestiżowego segmentu rynku dla wiodących w świecie
fot. Piotr Banasik
Brzmi dwuznacznie.
Bo scenariuszy jest multum. Każdy może się zrealizować. Na razie wiemy to, co wiemy. Czyli, że miasto przeżywa świetny czas.
I że warto go mądrze wykorzystać.
koncernów medycznych, farmakologicznych, kosmetycznych,
które na badania wypuszczanych na globalny rynek produktów
muszą wydawać krocie. W Krakowie zrobią to taniej, szybciej,
lepiej, bo dostaną wykształconych ludzi i odpowiedni sprzęt.
I to według mnie może stanowić o świetlanej przyszłości Krakowa jako punktu na mapie świata, gdzie będzie się pracować nad
najbardziej skomplikowanymi eksperymentami, doświadczeniami, badaniami, diagnostyką.
Outsourcing w Krakowie kojarzył się latami źle. Teraz mowa
jest o prężnym ośrodku IT, mekce zdolnych programistów, zagłębiu startupów, innowacyjnych inkubatorach technologii,
obsłudze skomplikowanych procesów.
Obserwuję ten sektor od samego początku i widzę, że nie ma porównania z tym, co było w Krakowie dziesięć lat temu. A pamiętajmy, że nakładają się na to również zmiany socjologiczne, demograficzne, edukacyjne. Pracujący u zarania rozwoju centrów
usług w Krakowie są już przeważnie gdzie indziej. Od tamtej pory
zmieniła się też bardzo Polska, na rynku pracy pojawia się mnóstwo bardzo młodych i dobrze wykształconych ludzi. Pokazują
to konkretne dane, badania, parametry, jakimi bada się przygotowanie młodych ludzi do startu w dorosłe życie.
W 2014 roku Polska zajęła 5. miejsce w Europie w raporcie Pearson „The Learning Curve”, oceniającym jakość kształcenia.
Dwa lata wcześniej polscy uczniowie gimnazjów w testach
PISA wyśrubowali wynik na poziomie Finlandii – uważanej
od lat za edukacyjny wzór na kontynencie.
Choć PISA ma też swoich krytyków, nie ma wątpliwości, że w sensie międzynarodowym jest to wskaźnik, który coś pokazuje.
Z punktu widzenia inwestorów tych branż to pierwsza bardzo
ważna informacja. Ale są i kolejne: obecnie aż 30 proc. polskich
Kraków to nowa Dolina Krzemowa w Europie?
Zastanówmy się, skąd wzięło się to porównanie. Przecież nie
z szalonej liczby startupów czy innowacji, jakie stąd robią kariery
w świecie. Nie ta skala, nie ten rynek. Istotne są inne podobieństwa między Krakowem a Kalifornią. Takie San Francisco i okolice
to wzorowe miejsce do życia: istniały tam świetne uniwersytety,
działało trochę firm zbrojeniowych, równolegle miasto oferowało sporo w dziedzinie kultury, rozrywki, turystyki. Nic więc
dziwnego, że splot tylu korzystnych parametrów spowodował
zakiełkowanie tam tak wielu fantastycznych biznesów i globalnych marek jak Google, Facebook, Apple. Ludziom po prostu
dobrze się mieszka, myśli, pracuje, spędza czas w tej części Kalifornii. Wszystko to zaczyna się również dziać w Krakowie. Tylko
musimy poprawić powietrze…
Już w 2014 roku czytałem w „The Economist”, w tekście Vendeline von Bredow, że od XVI wieku Polska nie była tak dostatnia, spokojna i silna jak obecnie. Można dodać, że ani Polska,
ani Kraków nie były dotąd tak rozpoznawalnymi markami
w świecie biznesu.
Nigdy dotąd. Moda na Kraków czy inne polskie miasta nie wzięła
się przecież znikąd. Analitycy biznesowi biorą pod uwagę różne
czynniki. Naukowcy również.
Właśnie: zespół pod pana kierownictwem opracowuje od kilku
lat na zamówienie władz Krakowa „Bilanse kompetencji”,
czyli kilkudziesięciostronicowe opracowania rynku pracy
rozmowa numeru
Czerwiec 2016
7
prof. Jarosław
Górniak
fot. Piotr Banasik
socjolog i ekonomista, twórca
i kierownik Centrum Ewaluacji
i Analiz Polityk Publicznych
UJ. Profesor w dziedzinie nauk
społecznych specjalizujący
się w zakresie metod badań
społecznych, metodologii
ewaluacji i analizy polityk
publicznych, socjologii gospodarki i organizacji oraz statystycznej analizie danych. Od
2012 r. pełni funkcję dziekana
Wydziału Filozoficznego UJ.
w mieście pod kątem pracodawców, absolwentów, uczelni,
zdolności, umiejętności, wzajemnych oczekiwań, popytu,
zapotrzebowania. Co z nich wynika?
Prowadzimy te badania od pewnego czasu i nawet na ich przykładzie widać, jak galopujące zachodzą tu zmiany. Kiedy w 2012
roku pytaliśmy inwestujące w Krakowie firmy sektora BPO/SSC
i ITO/IT o ich potrzeby i oczekiwania, sektor ten rozpędzał się
z ok. 10 tys. zatrudnionych w 2010 do ponad 20 tys. Po czterech
latach jest to już ponad 50 tys. zatrudnionych i liczba ta nadal rośnie. Zastanawialiśmy się wówczas wspólnie z menadżerami, czy
będzie następował tu zdecydowany upgrade do usług opartych
na wiedzy, czy też pozostaniemy na przysłowiowym „etapie call
center”. Zmieniło się. Widać to nawet po szwajcarskich firmach,
które pan przywoływał: ABB czy UBS przychodziły tu po typowe
usługi, jakie można znaleźć na tańszym rynku pracy. Teraz ich
krakowskie centra to wiodące oddziały w palecie tych firm, wciąż
rozwijane, z coraz specjalistycznymi zadaniami stawianymi przed
coraz bardziej wykwalifikowaną i doświadczoną kadrą.
Po drodze Kraków prześcignął też Dublin.
Również znamienne. Stolica kraju, który osiągnął tak spektakularny sukces nie tyle tanim outsourcingiem, co ściąganiu tam
właśnie innowacyjnych branż hi-tech. I proszę: obecnie Dublin
traci siły, a te procesy zaczyna odbijać mu Kraków. Kraków rośnie, Dublin słabnie, kto
by przypuszczał?
A więc Kraków nowym Dublinem?
Tak, ale tym sprzed 20 lat. I mówię to bardzo pozytywnie, bo oznacza to, że czekają nas nadal wzrosty, a nie stagnacja. Miasta mają
swoje cykle, warto te korzystne cykle życia miasta przedłużać,
uruchamiając takie linie rozwojowe, aby rósł dobrobyt ich mieszkańców. Krakowowi wciąż trochę zagraża casus czy „widmo”
Barcelony, czyli miasta zadeptanego przez turystów. Więc może
to dobrze, że miasto już trochę „przepalone” turystycznie zastanawia się, czy nie przepali się biznesowo. Choć wciąż rozwija
dopiero tę dziedzinę.
Czy za tym wszystkim nadąża miasto, odpowiedzialne za
stworzenie warunków do kształcenia i mieszkania?
W dobie kryzysu demograficznego jedynie Warszawa i Kraków
osiągną dodatnie wskaźniki demograficzne, więc pewnie wszyscy
chcieliby wiedzieć, gdzie oni się wszyscy pomieszczą, i czy będą
mieć tu optymalne warunki do życia.
Czekamy na 200 tys. zatrudnionych w branży?
Nie będzie ich aż tyle. Osobiście nie wierzę w ilościowe pompowanie tego i tak już ogromnego sukcesu. Chciałbym raczej,
żeby rozwój oparty był
na hodowanej tu wiesukces nie jest dany na wieczność.
dzy. Pamiętajmy, że
Dublin miał o tyle łaFirmy mocno zabezpieczyły się na
sukces nie jest dany na
twiej, że dla zatrudniawieczność. Firmy mocwypadek ewentualnych problenych w Irlandii 20–30 lat
no zabezpieczyły się
temu kadr angielski był
mów. Większość z mieszczących się
na wypadek ewentualjęzykiem ojczystym.
nych problemów, aby
w Krakowie międzynarodowych
Ale centra usług to nie tylmóc szybko relokować
korporacji jest w stanie zrealizoko angielski. Szalenie ciesię gdzie indziej. Więkkawe jest zestawiać pozyszość z mieszczących
wać przenosiny w ciągu zaledwie
cję wyjściową takich miast
się w Krakowie międzypół roku
jak Dublin i Kraków, i przenarodowych korporacji
konywać się, że to co mojest w stanie zrealizoże być naturalnym atutem,
wać przenosiny w ciączasem wcale nie musi być tak postrzegane. Według danych Aspigu zaledwie pół roku. Kilka lat temu dawały sobie na to rok, teraz
re Kraków obsługuje klientów na całym świecie już w 90 językach
już tylko pół roku. Może więc faktycznie święci się coś, czego nie
świata. Tu mamy odpowiedź, gdzie znajdują pracę liczni absolprzewidują żadne scenariusze?
wenci krakowskich filologii. A więc – owszem – firmy inwestujące
Nazywa pan Kraków „wieżą Babel współczesnego biznesu”.
w Krakowie dostaję „rentę” z tytułu niższych kosztów pracy, ale
Budowniczowie Babel nie skończyli szczęśliwie. Pesymizm?
oprócz tego mają swobodny dostęp do dobrych kadr wykształUżywam tej metafory przewrotnie. Kraków ma ambicje i szybko
conych w większości wiodących języków świata.
z nich nie zrezygnuje. Pojawiają się nowe plany i trendy: Nowa
Huta Przyszłości i zainteresowanie tym projektem ze strony Ministerstwa Rozwoju, zmiany w prawie dotyczącym aktywności
innowacyjnej, zrozumienie przez sektor edukacyjny, że tzw. „dostosowanie kształcenia do rynku pracy” oznacza świetną jakość
kształcenia i rozwijanie szerokiej palety kompetencji ogólnych,
w tym komunikacyjnych, a nie karykaturalnie eksponowane przyciosywanie do wąskiego, najlepiej przestarzałego stanowiska
pracy i wiele innych. Wieża Babel bardziej w sensie obecności
tu ludzi z całego świata, z tak samo rozumianymi szansami, jak
i zagrożeniami.
Pamiętajmy jeszcze o jednym: ludzie zatrudnieni w tutejszych
korporacjach każdego dnia zdobywają doświadczenie, funkcjonując w wiodącej w świecie i przynoszącej wymierne efekty kulturze
pracy. Wielkie firmy czy startupy jak Apple czy Uber, ludzie tacy
jak Steve Wozniak czy Steve Jobs z Apple również mieli szanse
zdobywać doświadczenie w działających już korporacjach, jak
np. HP czy Atari, spotykać się z pracującymi tam inżynierami
i menadżerami, by następnie założyć własne biznesy. Czyli przez
jakiś czas uczyli się kultury przemysłowej, co przydawało się im
w legendarnych garażach. Tu może być tak samo.
Czyli wszystko to kwestia odpowiedniej edukacji: na uczelniach, w firmach.
Na to wygląda. W przyszłym roku na Wydziale Filozoficznym UJ,
w Instytucie Socjologii, otwieramy studia Master of Business
Analysis, Wydział Filologiczny UJ ma podpisane umowy z dużymi firmami na kształcenie specjalistyczne tłumaczy dokumentacji technicznej, podobne i inne edukacyjne nowości pojawiają
się pod wpływem sygnałów z rynku pracy na innych wydziałach
i uczelniach. To ważne dla kształcenia przyszłych kadr. Mam nadzieję, że zdążymy sprostać rozwijającemu się zapotrzebowaniu
pracodawców.
Pan, dziekan Wydziału Filozoficznego, ale socjolog i ekonomista, powtarza za Ludwigiem von Misesem, że ekonomia to
tylko część socjologii – nauki o działaniu ludzkim czy może
raczej nauk społecznych wszechstronnie zajmujących się
dynamicznym światem współdziałających ludzi.
Tak, Mises tak lokował ekonomię w latach dwudziestych zeszłego
stulecia. Ekonomia i socjologia to część nauk społecznych i nie da
się być socjologiem bez rozumienia mechanizmów zachodzących
w gospodarce, ani ekonomistą bez zrozumienia działania mechanizmów społecznych, instytucji czy kultury. Do tego warto mieć
wiedzę z psychologii, a nawet pedagogiki, aby potrafić dobrze
zrozumieć drogę człowieka w złożonym, współczesnym świecie.
Żyjemy w bardzo ciekawych czasach „rewolucji technologicznej”. Warto je zrozumieć?
Jedni nazwą nasze czasy „the second machine age”, inni „IV
rewolucja przemysłowo-technologiczną”. A ja powiem tak, za
jednym z artykułów „Forbesa”: skoro globalny gigant General
Electric w czasach największej kapitalizacji na giełdzie zatrudniał
pół miliona ludzi, a teraz w Apple, wycenianym drożej, pracuje
niespełna 70 tys. – to znak, że przechodzimy właśnie rewolucję.
I tak jak dawniej maszyny parowe zastąpiły ludziom siłę mięśni,
tak teraz technologie zastąpią nam stopniowo siłę mózgu. I wówczas dopiero będzie ciekawie...
rozmawiał: Rafał Romanowski
8
HR
www.whatsupmagazine.pl
hr pod lupą testu
Kobieca
strona biznesu
Większość kobiet, owszem, nie wydobywa na co dzień węgla kilkaset
metrów pod ziemią, ani też nie stąpa
po budowlanych rusztowaniach kilkadziesiąt metrów nad ziemią. – To
kobiety jednak stanowią od 50 do
nawet 70 proc. osób zatrudnionych
w krakowskich firmach sektora SSC/
BPO – zauważa Adela Zacharzewska,
Partner Advisory Group TEST Human Resources.
Mimo, że stereotypy chcą nam wmówić, że nad budżetem kobiety
może zapanować tylko limit na karcie kredytowej, to właśnie one
częściej obsługują księgowość w wielu firmach. Częściej także
pełnią funkcje specjalistek od HR-u czy marketingu. Natomiast
panów (na razie) więcej jest w branży inżynieryjnej czy IT. Ale
i to wkrótce się zmieni, bo przecież pokolenie Y dorastało wraz
z nowymi technologiami – gdy chłopcy zdobywali punkty doświadczenia w „World of Warcraft”, dziewczynki zakładały rodziny w wirtualnym świecie Simsów. Szybko okazało się więc, że komputer
to nie urządzenie zarezerwowane dla mężczyzn, a programowanie
to nie żadne tajemne, niedostępne kobietom zaklęcia.
Desperate housewives
– Dziś kobiety są samodzielne, ambitne, profesjonalne, a przede
wszystkim znają swoją wartość – zauważa Adela Zacharzewska. Wchodzące na rynek pracy przedstawicielki millenialsów
nawet nie zdają sobie sprawy, że drogę utorowały im już ich
babcie. Kobiety najpierw wskoczyły na traktory, a potem na fali
ustrojowych przemian nie dały się już zagonić tylko do pieluch
Who run the world? Girls?
Idealny związek to ten, w którym mężczyzna jest głową, a kobieta
szyją. Jak jest w pracy? Idealną firmą mogą kierować zarówno
kobiety, jak i mężczyźni, bo bycie dobrym menadżerem to nie
kwestia związana z płcią, ale cechami osobowościowymi i kwalifikacjami. Być może już wkrótce szklany sufit stanie się tylko
mitem, ale póki co częściej to panowie stoją na czele firm. Według
Raportu Płacowego, przygotowanego przez Advisory Group TEST
Human Resources, aż 87 proc. dyrektorów generalnych to mężczyźni. Warto przypomnieć jednak, że dopiero niecałe sto lat
temu w Polsce panowie dopuścili kobiety do głosu, przyznając
im prawa wyborcze. Teraz nadszedł czas, by oswoili się z myślą,
że fotelem dyrektora również dobrze jest się podzielić.
Kraje zachodnie próbują walczyć z brakiem równouprawnienia, stosując parytety w radach nadzorczych czy zarządach firm.
W Polsce ta praktyka jest rzadko spotykana, a mimo to nasz indeks
szklanego sufitu jest jednym z najlepszych. Będąc na szóstym miejscu na świecie, zostawiamy za sobą Francję, Niemcy czy Kanadę.
i garnków. Obecnie panuje już nie tylko społeczne przyzwolenie
na łączenie obowiązków zawodowych z domowymi, ale wręcz
stara się to kobietom ułatwić.
Warunki pracy, szczególnie w korporacjach, sprawiają, że kobiety
mogą spełniać się zarówno w roli pani domu, jak i wspinać się jak
najwyżej po szczeblach zawodowej drabiny. Elastyczne godziny
pracy, homeworking, przedszkola i żłobki zlokalizowane tuż przy
firmach – wszystko to funkcjonuje po to, by kobieta mogła odnosić sukcesy w pracy, nie rezygnując z macierzyństwa.
A co jeśli praca czeka 150 kilometrów od domu? Obecnie kobiety
mają coraz mniejszy problem z tym, by z powodów zawodowych całą rodzinę przeprowadzić do innej miejscowości. I, jak
zauważa Adela Zacharzewska, robią to częściej niż mężczyźni.
Panowie wolą raczej spędzać robocze dni tygodnia poza domem,
a do rodziny wracać na weekend. Zawsze to przecież pięć dni bez
nieustannego „kiedy wyrzucisz śmieci? ”.
Impact’16: 4.0
Economy
Impact to wydarzenie dotyczące nowej gospodarki. Podejmuje tematy kluczowych wyzwań i szans związanych z rozwojem przedsiębiorczości, innowacji i cyfryzacji.
Tegoroczne Impact’16: 4.0 Economy (14–15
czerwca, Centrum Kongresowe ICE) skoncentruje się na Czwartej Rewolucji Przemysłowej
i spowodowanych przez nią globalnych transformacjach technologicznych, społecznych
i ekonomicznych, skupiając przy tym przedsiębiorców i właścicieli startupów, naukowców,
inwestorów venture capital z sektora prywatnego i publicznego, przedstawicieli inkubatorów,
akceleratorów, parków naukowo-technologicznych oraz przedstawicieli rządu i samorządów
terytorialnych. Udział w konferencji jest bezpłatny, obowiązuje wcześniejsza rejestracja.
www.impactcee.com
Tort na 10-lecie
DreamLab
350 specjalistów, 20 mln unikalnych użytkowników, 7 mln zapytań na minutę i… „10 lat minęło jak jeden dzień” – tak w skrócie prezentują się najważniejsze liczby firmy DreamLab.
DreamLab to technologiczna spółka, która
skupia się obecnie na dostarczaniu technologicznych rozwiązań dla Ringier Axel Springer
Media AG – wielkiego koncernu medialnego, właściciela ponad 70 tytułów prasowych
i 60 ofert cyfrowych w Polsce, na Węgrzech,
Słowacji i w Serbii. W ciągu dekady istnienia
DreamLab przekształcił się z kompetencyjnego
Material girl
Smutna wiadomość jest jednak taka, że o ile to panie bardziej
kochają zakupy, ciągle to panowie na podobnych stanowiskach
zarabiają więcej. I to sporo, bo dyrektor generalny, który jest
mężczyzną, zarabia prawie 10 tys. zł. więcej niż jego damska
odpowiedniczka. Czyżby dlatego, że ciągle nowy samochód jest
droższy od nowej torebki? Nie do końca. Dalej funkcjonuje przekonanie, że to mężczyzna powinien zarobić na utrzymanie całego
domu. Drugim powodem, na który zwraca uwagę jest to, że kobiety są jeszcze zbyt nieśmiałe w biznesowych negocjacjach. Czas
jednak sięgnąć po równe płace, więc nie bójcie się negocjować
czy prosić o awans. Jeżeli diamonds are a girl’s best friend, to te
diamenty za coś trzeba kupić.
centrum rozwoju nowych technologii internetowych i multimedialnych w kombinat projektujący, wdrażający i popularyzujący nowe
media i technologie medialne. W DreamLab
powstają najpopularniejsze polskie usługi internetowe i popularne portale (m.in. Onet.pl,
Forbes, Sympatia, Fakt24, Noizz, a za granicą
blic.rs i blikk.hu). Zespół programistów tworzy
systemy zarządzania treścią, portale społecznościowe i świadczy usługi w zakresie analizy
danych w czasie rzeczywistym.
– Mało kto wie, że jesteśmy jednym z największych graczy polskiego Internetu i technologii
medialnych. Co ważne, przejęcie przez międzynarodową spółkę dodało rozmachu i zwiększyło
skalę wyzwań, ale dzięki zachowaniu niezależności struktury przez RAS dało nam dużą technologiczną wolność – mówi Małgorzata Kuś,
PR Manager DreamLab. – Wśród najnowszych
i ciągle udoskonalanych projektów, jakimi mo-
Dagmara Marcinek
Adela Zacharzewska – Partner Advisory
Group TEST Human Resources
żemy się pochwalić, są z pewnością Business
Insider, Noizz.pl, Fakt24.pl oraz oczywiście
Onet.pl – wylicza Kuś. – Nasi specjaliści z powodzeniem poradziliby sobie w Google czy Facebooku. Pracują jednak u nas, bo mają wpływ
na to co robią – mówi Wojciech Struski, Chief
IT Architect w DreamLab. DreamLab mocno
osadził się w Krakowie. Oprócz zespołu ulokowanego na dwóch piętrach biurowca Almy
przy Pilotów, na terenie Krakowskiej Specjalnej
Strefy Ekonomicznej ma nowoczesną serwerownię o powierzchni 3500 m kw. – Mamy ambicję
nadal rozwijać się w Krakowie. Stąd pochodzimy
i to ważny element naszej tożsamości, ale patrzymy do przodu i celujemy w pozycję lidera
regionalnego rynku. I tego powinno się nam
życzyć na kolejne dekady działalności – podsumowuje Paweł Leżański, CTO Grupy Onet-RASP
i Dyrektor Zarządzający DreamLabu.
Rafał Romanowski
prezentacja
– Weźmy pierwszą pięćsetkę największych firm świata wg Forbesa. Niemal wszystkie to nasi klienci: Microsoft, IKEA, Yahoo!,
Facebook, Apple, Airbus, Audi, BMW, eBay, Philips... – wylicza
Filip Walkowicz, Site Leader & Customer Care Director w krakowskim oddziale Akamai Technologies. Zatrudniająca w Krakowie 350 osób globalna firma zarządza stąd danymi, zabezpiecza
je oraz umożliwia przyśpieszanie internetowych procesów dla
kilkuset firm z całego świata. – Krakowskie Akamai nie tylko jest
już największe w Europie, ale też rośnie najszybciej. Już teraz londyńska siedziba jest od nas prawie trzy razy mniejsza – uśmiecha
się Walkowicz.
Gościmy u Akamai na jednym z pięter wieżowca Vinci przy ul.
Opolskiej. Letnia aura na zewnątrz, przyjazna atmosfera w środku. – Nie ma u nas sztywnego dresscode’u, nie obowiązują twarde, korporacyjne schematy. Generalnie pozycjonujemy się nie
jako klasyczna korporacja, ale coś pomiędzy globalnie działającą firmą a startupem – mówi Maria Figlewicz, odpowiedzialna
w Akamai za komunikację i PR. I faktycznie, choć z kilku pięter
Vinci obsługiwanych jest równocześnie kilkuset prestiżowych
klientów, próżno szukać wśród zatrudnionych oznak zbytniej
formalności. Przeciwnie, szefostwo na luzie rozmawia z każdym,
codziennością są wspólne „posiadówy”. Wzorem nowocześnie
zarządzanych przedsiębiorstw Akamai zorganizowało pracownikom sporo przestrzeni do rekreacji, posiłków, gier w piłkarzyki
czy ping ponga.
– W porównaniu do klasycznych centrów usług, jakich bardzo
wiele powstało w Krakowie, naszej firmy nie da się klasyfikować
jako outsourcingu. Przeczy temu choćby struktura nie tylko krakowskiego, ale też każdego innego oddziału. Jest ona wprost lustrzanym odbiciem struktury centrali, posiada tak samo ułożony
team, zakres obowiązków, odpowiedzialność oraz tzw. całościowe
zarządzanie procesem. Tak jak w centrali w Cambridge w USA,
w Krakowie mamy osobny dział media, osobny engineering,
osobny pion finansowy. Filozofia Akamai idzie właśnie w tym
kierunku, aby pracujący tu człowiek czuł, że to, co robi, przynosi
jakiś efekt, a nie tylko przejmował jakieś działanie i przekazywał
po chwili odcinek komuś dalej – tłumaczy Tomasz Stoma, Senior
HR manager w Akamai.
Czym dokładnie zajmuje się Akamai? W krakowskim światku IT
owiewa to mgiełka niewiedzy, a zatrudnieni tu uważani są często
za „elitę” środowiska. – Nie chcemy tak o sobie mówić, choć
na pewno jesteśmy jedyną tak poważną firmą w swojej szufladce.
Akamai odpowiada więc za wszystko, co możemy nazwać usprawnieniem ruchu w sieci, jego zabezpieczeniem oraz całościowo
rozumianymi procesami internetowymi. Fakt, że zaufały nam tak
globalne marki, o czymś świadczy – podkreśla Filip Walkowicz.
AKAMAI
stabilni kontrolerzy
Filip Walkowicz
fot. Piotr Banasik
30 proc. światowego internetu
przechodzi przez ich platformę.
Założyciel firmy zginął w zamachach na World Trade Center.
Z ich usług korzystają Apple i Facebook, a krakowski oddział jest
największy w Europie – czyli...
czego nie wiecie o Akamai.
9
fot. Piotr Banasik
Czerwiec 2016
147 tys. serwerów
należy do Akamai, firmy założonej w 1998 roku przez Toma
Leightona i Daniela M. Lewina,
matematyków z Massachusetts Institute of Technology
Nasi rozmówcy porównują obszar działania Akamai do sporego
wycinka ruchu w światowym Internecie, który zostaje objęty
ochroną i opieką. – Tak jak pewne drogi czy autostrady mają
swoich indywidualnych zarządców, tak my jesteśmy rodzajem
nadzarządcy, który w ich imieniu, albo pomagając im, zarządza ich
strategicznymi ruchami w sieci. Jesteśmy w stanie bez ingerencji
w dane czy treści przekierować ruch tak, aby ominąć korki i niebezpieczeństwa. Można nas więc nazwać takim inteligentnym
GPS-em dla Internetu. I tak np. kiedy Apple decyduje się zrobić
backup milionom użytkowników swoich iPhone’ów zwraca się
do nas, abyśmy usprawnili ten proces. Gdyby bowiem wszyscy
z iPhonem w dłoni zaczęli ściągać setki megabajtów z sieci, system zatkałby się całkowicie. A tak z naszą pomocą odbywa się
to sprawnie – opowiada Michal Pażucha, Product Architect.
Specjaliści podają też inne przykłady, np. współdzielenia z Facebookiem procesu wyświetlania stron użytkownikom, gdzie części
ruchome i aktywne dzięki użytkownikom transferowane są z ser-
werów lidera social media w Kalifornii, a te bardziej „statyczne”
z serwerów Akamai. – Wszystko odbywa się niezauważalnie
dla klienta oraz dla użytkowników klienta. Dość wspomnieć,
że np. wszystkie banki z bardzo rozbudowaną bankowością elektroniczną oraz niemal wszystkie sklepy online w Wielkiej Brytanii
działają na platformie Akamai, dzięki czemu mają zapewniony
całodobowy serwis, bezpieczne przechowywanie danych oraz
optymalizację skomplikowanych procesów – dodaje Tomasz Stoma. Podkreśla unikatowość rozwiązań hi-tech i bardzo zaawansowane technologie stosowane w firmie. – Naszym klientom nie
opłaca się stawiać aż tak skomplikowanej aparatury i ogromnych
serwerów, bo potrzebują tego np. kilka razy w roku. A tak my zajmujemy się wszystkim lub bezproblemowo udostępniamy im
zasoby w naszych przestrzeniach – mówi Pażucha.
Nowym wyzwaniem jaki stoi przed branżą są m.in. szerokostrumieniowe transmisje wideo w Internecie. Akamai obsługuje więc
gigantyczne strumienie danych, m.in. na olimpiadach czy rozmaitych mistrzostwach: Euro czy World Cup w piłce nożnej. Badania
jasno pokazują, że już teraz w sieci mecze mają więcej widzów
niż w telewizji.
Akamai w Krakowie ruszyło w 2011 roku. – Zanim dostałem angaż, sprawdziłem, że firma nie ma żadnej jednostki w Polsce,
nie ma nigdzie biura, a na rozmowę o pracę zaprasza mnie do...
restauracji hotelu Grand. Po chwili zatrudnialiśmy już trzech pracowników w małym biurze wsparcia technicznego dla klientów
europejskich. Od tamtej pory urośliśmy już ponad stukrotnie –
wspomina Walkowicz.
Kogo zatrudnia Akamai? – Szukamy talentów. Stawiamy poprzeczkę kandydatom naprawdę wysoko. To musi być naprawdę
ktoś ciekawy. Wyłuskiwanie takich ludzi nie jest proste, dlatego
często musimy szukać za granicą – rozwiewa wątpliwości Maria
Figlewicz. Marka Akamai istnieje od 1998 roku, kiedy to wymyśliło
ją dwóch matematyków z Massachusetts Institute of Technology: Tom Leighton i Daniel M. Lewin. Ten drugi okazał się kilka
lat później pierwszą ofiarą terrorystów atakujących bliźniacze
wieże World Trade Center w Nowym Jorku. Na pokładzie jednego
z odrzutowców stawił czoła zamachowcom. Zginął przed eksplozją, od ciosu nożem. Marzeniem Lewina był globalny rozwój
Akamai. I chyba się udało: aktualnie firma posiada ponad 147 tys.
serwerów na całej kuli ziemskiej, choć zatrudnia niespełna 5,5
tys. osób. Według analiz Akamai branżę hi-tech czeka gwałtowny
rozwój: w 2020 r. jednemu użytkownikowi Internetu odpowiadać
będzie 10 urządzeń podłączonych do sieci, oprócz tabletów czy
smartfonów również inteligentne instalacje w domach, kuchnie,
lodówki, a nawet samochody.
Rafał Romanowski
10
przedstawiamy
www.whatsupmagazine.pl
PasujeMi
fot. Piotr Banasik
Katarzyna Burda
i Luiza Tymińska
PasujeMi – pasuje
i Tobie
Wiedziałaś, że nazwa kultowej torebki Chanel 2.55 pochodzi
od miesiąca i roku, w którym powstała? Chłoniesz ciekawostki
na temat mody? A może borykasz się z porannym dylematem
co założyć, by zachować odpowiedni dress code, a przy tym
nie przegapić najnowszych trendów? Sięgnij po PasujeMi.pl.
W dzisiejszym świecie coraz większą rolę odgrywa wizerunek –
trudno nie zgodzić się z założeniem, z jakiego wyszła Katarzyna
Burda, założycielka portalu PasujeMi.pl. – W pewien ciepły letni
wieczór obserwowałam przechodniów na Kazimierzu, zastanawiając się, w jaki sposób kreują swój wygląd – opowiada. – Pomyślałam, że chcę stworzyć miejsce dla każdego, niezależnie od
tego, jaki styl jest mu najbliższy – dodaje założycielka PasujeMi.
Charytatywny bieg biznesowy w formie sztafety obchodzi
w tym roku swoją piątą rocznicę. 4 września drużyny z Krakowa, Warszawy, Poznania, Katowic, Łodzi i Wrocławia staną
na starcie, aby pomóc podopiecznym Fundacji Jaśka Meli Poza
Horyzonty i innym potrzebującym.
Poland Business Run pomógł wrócić do normalnego życia 67 osobom po amputacjach. Dzięki charytatywnej sztafecie podopieczni
Fundacji Jaśka Meli otrzymali nowe, dostosowane do ich potrzeb
protezy, a także pomoc w sfinansowaniu rehabilitacji i pomocy
psychologicznej. Teraz mogą samodzielnie funkcjonować i spełniać swoje marzenia. – To Porsche wśród protez – mówi Marek
Urbanek, beneficjent Katowice Business Run 2015. Marek cieszy
się ogromnie i nie może się już doczekać powrotu do pracy: –
Jestem dumny, że mogę chodzić bez problemów, mimo że nie
mam nogi – opowiada podopieczny Fundacji Jaśka Meli Poza
Horyzonty. Patryk Marat stracił lewą nogę na poziomie uda
w wyniku poważnego wypadku na budowie, a dzięki inicjatywie
otrzymał szansę na powrót do normalnego życia: – Pracuję jako
koordynator prac na budowie. Trenuję kajakarstwo dla osób niepełnosprawnych i chodzę na kurs prawa jazdy. Bardzo się cieszę,
że nie siedzę w domu, że mogę być aktywny, a to wszystko dzięki
Warszawa Business Run – podsumowuje beneficjent. Powody
do radości ma też mama 15-letniego Kacpra, beneficjenta Poznań
Business Run – pani Katarzyna Hała. – Syn jest pełen energii,
Piotr Banasik
Kraków
Business
Run
pobiegnie dla Rafała i Agnieszki
– podopiecznych
Fundacji Jaśka Meli
Poza Horyzonty
fot. materiały prasowe
Jubileuszowa edycja
Poland Business Run
Portal został powołany do życia w 2015 roku. To
przewodnik po modzie, pomagający kobietom
dobrać strój odpowiedni zarówno do konkretnej
okazji, jak i do danej sylwetki. – Wiemy doskonale, że każda kobieta chce wyglądać pięknie
i modnie, jednak znalezienie odpowiednich produktów wymaga czasu i sporej wiedzy o zmieniających się trendach – kontynuuje historię
portalu Katarzyna Burda. – Dlatego mój portal
ma im to ułatwić.
PasujeMi.pl jest platformą sprzedażową, agregującą ponad sto tysięcy produktów wyselekcjonowanych w polskich i zagranicznych sklepach. Każdego dnia współpracująca z portalem
stylistka tworzy gotowe zestawy ubrań dopasowane do konkretnego typu figury i – co najważniejsze – zgodne z najnowszymi trendami.
Użytkowniczki PasujeMi mogą od razu zakupić całą stylizację
bądź wybrać konkretny produkt z danego zestawienia.
Stworzony przez Katarzynę Burdę portal gromadzi także w jednym miejscu najnowsze oraz najciekawsze wpisy, pochodzące
z polskich i zagranicznych blogów modowych. O tym, jak wielką
siłę we współczesnym kreowaniu trendów stanowią, nie trzeba
chyba nikogo przekonywać. Dzięki temu użytkowniczki portalu
mają pewność, że polecane produkty są naprawdę wyjątkowe.
Potwierdzają to nie tylko opinie znanych polskich blogerek – Kasi
Tusk z „Make life easier” czy Pauli Jagodzińskiej z „Beauty Fashion
Shopping”, które polecają PasujeMi jako niekończące się źródło
inspiracji. – Najlepszym potwierdzeniem naszej pracy są jednak
opinie użytkowniczek, które otrzymujemy na co dzień – mówi
Kasia Burda.
O tym, że biznes jest strzałem w dziesiątkę, założycielka PasujeMi przekonała się niedługo po powołaniu portalu do życia: w 2015
roku jej pomysł został nagrodzony tytułem „Innowacji Roku”
e-Commerce Polska, zdobywając także wyróżnienie za „Design
roku” w kategorii małych sklepów internetowych. Choć taka
nagroda w pierwszym roku działalności mogłaby być dla niektórych ukoronowaniem działalności, Kasia nie osiadła na laurach.
– PasujeMi cały czas się rozwija, bo ciągle mamy mnóstwo pomysłów na kierunki rozwoju – opowiada Luiza Tymińska, specjalista
od spraw sprzedaży i promocji. – Póki co zamierzamy poszerzyć
naszą ofertę o produkty premium, bowiem na rynku widać wzrost
zainteresowania unikalnymi ubraniami oraz dodatkami stworzonymi przez projektantów – zdradza zaledwie część najbliższych
planów portalu.
Jednym z najważniejszych zamierzeń na najbliższy czas jest także
spopularyzowanie portalu i odpowiednie pozycjonowanie serwisu. – Współpracowałyśmy już z kilkoma agencjami i naprawdę
dużo zainwestowałyśmy, jednak nie przyniosło to większych
sukcesów – opowiada twórczyni serwisu. – Dopiero od kilku
miesięcy ponownie ruszamy z działaniami SEO i liczymy, że
przyniosą spodziewane efekty. Nie zdziwcie się więc, gdy wkrótce
zobaczycie więcej niż zwykle dobrze ubranych pań, które doskonale wiedzą, co im pasuje.
przygotowuje się do rajdu rowerowego, chodzi
na ryby i często spotyka się z kolegami. Proteza
pozwoliła mu znowu cieszyć się życiem nastolatka i realizować marzenia – mówi pani Katarzyna.
Integracja biznesu ze społecznością lokalną
Bieg zainicjowały w Krakowie w 2011 r. firma
UBS oraz Radisson Blu Hotel Kraków, jednak już
jego pierwsza edycja odbyła się przy wsparciu
firmy Luxoft oraz Urzędu Miasta Krakowa i Zarządu Infrastruktury Sportowej. Od tej pory impreza na stałe wpisała się w kalendarz wydarzeń
sportowych w miastach partnerskich. Z roku
na rok coraz więcej biegaczy z niecierpliwością czeka na uruchomienie zapisów. Inicjatywa ma na celu nie tylko wsparcie osób
z niepełnosprawnością, ale też promocję aktywnego stylu życia
i integrację społeczności lokalnej z biznesem.
Agnieszka Pleti, dyrektor Fundacji Jaśka Meli Poza Horyzonty,
nie ma wątpliwości, że nadchodząca, urodzinowa edycja biegu
będzie wyjątkowa. – Kiedy w 2011 r. planowaliśmy pierwszą edycję
w Krakowie, nie przypuszczaliśmy, że inicjatywa rozprzestrzeni
się tak szybko na inne miasta. Piąte urodziny Poland Business Run
są dowodem na to, że firmy i władze miast chcą się angażować
w życie społeczności lokalnej i coraz większą wagę przykładają
do działań z zakresu CSR – podsumowuje.
z miasta
Czerwiec 2016
11
AMOCHODY
NA GODZINY
Kraków ma ambicję uruchomienia miejskiej wypożyczalni samochodów. Ma być ona jednym z symboli walki ze smogiem, dowodem, że miasto nadąża za trendami. Jeśli jednak władze Krakowa
zabiorą się za projekt bez szerszej dyskusji, może się on okazać
kosztownym gadżetem.
Władze Krakowa ogłosiły niedawno, że planują uruchomienie
wypożyczalni samochodów elektrycznych. „W przyszłości w Krakowie będzie zlokalizowanych nawet 70 terminali z pojazdami
na prąd, wewnątrz II obwodnicy maksymalnie 40, a poza nią 30
stacji. Wkrótce rozpoczną się konsultacje techniczne w tej sprawie” – czytamy w komunikacie urzędowym. Jak na projekt, który
wciąż nie ma swojego odpowiednika w Polsce i nadal jest nowinką
w innych miastach Europy, dość to skonkretyzowany opis.
swoją drogą bardzo mało. Uważają, że byłoby to nieuczciwe wobec
innych wypożyczalni aut. Stolica chciałaby mieć w wypożyczalni
300–500 samochodów. Wrocław od sierpnia zeszłego roku szuka
firmy, która stworzyłaby sieć wypożyczalni z dwustu autami.
mieszczone przy węzłach komunikacji zbiorowej, wypożyczalniach
miejskich rowerów, wielkich parkingach, a także tam – i to chyba
najważniejsze – gdzie brakuje miejsc postojowych.
System wypożyczalni ma być częścią miejskiego systemu komunikacji, dlatego pojazdy będą mogły poruszać się po buspasach,
strefie ograniczonego ruchu (poza obszarem wewnątrz Plant),
Ambitne plany
parkować w strefie bezpłatnego parkowania bez dodatkowych
Czego właściwie chciałby Kraków? Ambitny plan zakłada, że wyopłat i darmowo korzystać z miejskich parkingów. Auta z wypożypożyczanie będzie samoobsługowe. Samochód będzie można odczalni mają się trzymać katalogu kolorystycznego opracowanego
dawać w dowolnie wybranym miejscu wyposażonym w terminal
dla pojazdów miejskich.
obsługujący system wypożyWładze zakładają oddanie
mieszkańcom do wypożyczeczeń lub na dowolnym miejscu
W Londynie, jednym z najdrożparkingowym, jeśli tylko bateria
nia 100 samochodów – 35 sabędzie naładowana na tyle, by
mochodów dwuosobowych, 50
szych miast świata, godzina
umożliwić przejechanie kolejsamochodów klasy A oraz 15
jazdy
wypożyczonym
autem
to
nemu użytkownikowi minimum
małych samochodów dostaw50 km. Oddawanie samochodu
czych. Na początku czerwca
6 funtów, doba – 54 funty. Czy
mają się rozpocząć rozmowy
przy terminalu ma mieć tę zaw Polsce możliwa jest cena 6 zł
letę, że wokół niego ma być
z ekspertami oraz zainteresoza
godzinę
jazdy
autem?
gwarantowanych kilka miejsc
wanymi firmami. Opisane plany
postojowych (na razie zakłada
mogą się więc jeszcze zmienić.
się, że od dwóch do pięciu). Terminal będzie też oczywiście miejNarady nie będą jednak trwały długo, bo już na po 30 czerwca
scem ładowania baterii samochodów. Punkty te mają być rozurzędnicy chcą ogłosić szacunkowy termin uruchomienia wypożyczalni. Miesiąc na konsultacje to mało. Świetnie pokazuje to przykład Warszawy, która już od dwóch lat dyskutuje o uruchomieniu
sieci wypożyczalni, ale jej idei nie rozumieją na razie sami politycy
rządzący miastem. Nie zgadzają się np. by samochody z miejskiej
wypożyczalni mogły poruszać się buspasami, których stolica ma
Auto musi być pod nosem
Wypożyczalnie aut elektrycznych działają w dużych miastach
na całym świecie. W Londynie, Wiedniu, Berlinie, Amsterdamie
mieszkańcy mają do wypożyczenia po kilkaset aut. W Paryżu,
w którym działa jedna ze słynniejszych wypożyczalni Autolib’,
miejska stajnia liczy 3 tys. samochodów, skala warszawska wydaje
się więc odpowiednia. Ważna jest też jednak liczba miejsc, w których
można oddawać auta. W Paryżu terminale są tak rozmieszczone,
by do najbliższego pieszo było nie więcej niż 300–400 m – dlatego
w mieście jest ich 4000.
Rozmieszczenie wypożyczalni i ich liczba jest pierwszym sygnałem, że Kraków za wypożyczalnię samochodów zabiera się podobnie jak za rowery. Sieć wypożyczalni będzie atrakcyjna niemal
wyłącznie dla mieszkańców Starego Miasta, którzy postanowią
pojechać np. na większe zakupy. Poza Starym Miastem miejsc
wypożyczania auta będzie bowiem tylko 30. W Warszawie system
rowerów miejskich Veturilo okazał się sukcesem właśnie dlatego, że liczba wypożyczalni czyniła rowery miejskie dostępnymi
w każdym zakątku stolicy.
Na czym polega sens wypożyczalni aut, współdzielenia ich z innymi mieszkańcami miasta? Carsharing pozwala np. na zmniejszenie
liczby aut na chodnikach. Stworzenie i utrzymywanie odpowiedciąg dalszy na str. 8
TED na
Kazimierzu
18 czerwca i 18 minut. Kolejna odsłona
TEDxKazimierz to kilkanaście pigułek odkrywczej wiedzy prezentowanej na żywo
przez gości z całego świata.
John Lynch opowie, jak ukradziono mu firmę,
gdy leciał samolotem, Chris Conder o tym, jak
mieszkańcy brytyjskich wsi samodzielnie skręcają światłowody, aby mieć lepszy dostęp do
Internetu, a dwa Michały: Kulik i Skubida pokażą swe iluzjonistyczne sztuczki. Ale to nie
wszystko. Kilkunastu speakerów zaproszonych
na TEDxKazimierz opowie o swych ideach, pomysłach, doświadczeniach z rozmaitych dziedzin
wiedzy i życia.
TED to nie jednostkowe wydarzenie. Wszystko,
co wydarzy się w sobotni wieczór 18 czerwca
w Żydowskim Muzeum Galicja przy ul. Dajwór,
będzie częścią działań międzynarodowej organizacji non-profit, która od 1984 roku organizuje
globalne konferencje pod hasłem „Technology,
Entertainment and Design”, promując motto
„Ideas worth spreading” („idee godne rozprzestrzeniania”). Pomysł rozpowszechnił się na
całym świecie, prelekcje – od pewnego czasu
nagrywane – stają się hitami na YouTube. Te
najbardziej popularne zyskały już blisko 40 milionów odsłon.
TEDx to lokalna odmiana konferencji TED. Może
zostać zorganizowana w każdym miejscu na
świecie przez licencjonowanego kuratora. Od
niego zależy tematyka wydarzenia, jego długość
oraz lista zaproszonych gości. Opiekunem kazimierskiej edycji TED jest Richard Lucas, brytyjski
biznesmen i przedsiębiorca społeczny, którego
sylwetkę prezentowaliśmy w październikowym
„What’s Up Magazine”. – Zawsze uważałem, że
Kazimierz jest wyjątkowym miejscem z unikatową historią. Dodatkowo, to tygiel kulturowy,
blisko centrum, popularny wśród mieszkańców
i turystów, promujący obecnie niezwykle ważny ruch odrodzenia kultury żydowskiej – mówi
Richard.
TEDxKazimierz po raz pierwszy zorganizowano
w kwietniu 2015 roku. Konferencja ma na celu
nadanie globalnego zasięgu innowacyjnym pomysłom, które mogą mieć znaczenie również
dla lokalnej społeczności oraz połączenie przed-
siębiorców, naukowców, designerów i twórców
w celu stworzenia platformy służącej budowaniu wartościowych rozwiązań dla Kazimierza
i nie tylko. Tematem tegorocznej konferencji
jest „Transformacja” w szerokim rozumieniu
tego słowa. Uczestnicy będą mieli okazję wysłuchać na żywo 15 prelekcji wygłoszonych przez
mówców z różnych części świata, między innymi z Hiszpanii, Wielkiej Brytanii czy Stanów
Zjednoczonych. Żydowskie Muzeum Galicja
pomieści przeszło 200 uczestników, konferencja będzie również transmitowana online oraz
retransmitowana za pośrednictwem telebimów
dla wszystkich, którzy wyrażą chęć uczestniczenia w imprezie.
Rejestracja oraz program na stronie: tedxkazimierz.com.
Rafał Romanowski
12
z miasta
www.whatsupmagazine.pl
dokończenie ze str. 11
niej liczby miejsc parkingowych jest kosztem dla miasta i inwestorów. Powinno być też kosztem dla obywateli, ale w Polsce
większość uznaje prawo do parkowania na ulicy za nienaruszalne
prawo człowieka. Tymczasem mało kto musi jeździć samochodem
codziennie – auta stoją więc, zajmując chodniki. To właśnie chcą
wykorzystać twórcy carsharingu – przekonać ludzi, że nie warto
inwestować w kupno i utrzymanie auta, jeśli korzystamy z niego
raz w tygodniu.
Działający od stycznia 2011 Autolib’ wymaga opłacenia abonamentu rocznego, tygodniowego lub dobowego. W zależności
od długości abonamentu inne są opłaty za czas wypożyczenia.
Sieć okazała się sukcesem do tego stopnia, że dwa lata później
otwarto ją w Lyonie. Autolib’ zdobył nawet Amerykę, otwierając
wypożyczalnie w Indianapolis. Na podobnych zasadach działa
skandynawski system Move About obecny w Oslo, Goteborgu,
Helsingborgu i Kopenhadze oraz w niemieckim Nienburgu.
Jest też Car2Go, stworzony przez niemiecki koncern Daimler,
w którym opłaty naliczane są albo za każdą minutę, albo płaci
się z góry za określony czas. Jest jednak różnica – samochody
można parkować w dowolnym miejscu w mieście, a ich lokalizację
wskazuje aplikacja np. na telefon. Wszystkie pojazdy Car2Go to
Smarty, które trzeba tankować (system odlicza od opłaty zatankowane paliwo). System działa w Kolonii, Monachium, Stuttgarcie
i Dusseldorfie, a także w Wiedniu, Amsterdamie, Rzymie, Londynie, San Diego, Waszyngtonie czy Toronto. Podobny system
uruchomiła w Berlinie, Hamburgu i Monachium firma BMW. Do
dyspozycji klientów wypożyczalni DriveNow w tych miastach oddanych zostało 100 samochodów BMW i3, elektrycznych – mało.
Jednak jak bardzo potrzebna jest wiedza społeczna świadczy
decyzja BMW w Kopenhadze, gdzie od razu do sieci DriveNow
włączono 400 aut.
wane i by zastępowały prywatne auta, a w zamian zyskać prawo
do zmniejszenia liczby miejsc postojowych na chodnikach płatnej
strefy parkowania.
Jak rozwiązać możliwość rezerwacji samochodu na konkretny
termin, a można sobie wyobrazić, że wszyscy będą chcieli wypożyczyć auto w piątkowe popołudnie, by pojechać do innej
dzielnicy na wieczór, bądź wykorzystać je na weekendowe zakupy
w odległym centrum handlowym?
Bez odpowiedzi na te pytania możemy zdecydować się na przypadkowy system, co skończy się sporym wydatkiem, ale niekoniecznie przyniesie jakieś efekty. A najważniejszym jest nie tylko
mniejsza ilość zanieczyszczeń w powietrzu dzięki temu, że auta
z wypożyczalni są elektryczne, ale też to, że aut będzie mniej,
a ulice staną się w końcu bardziej dla pieszych.
Mnożą się pytania
Kraków będzie mógł łatwo skorzystać z wiedzy krakowskiego
Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Komunikacji, którzy
dla Warszawy opracowywali analizy tego, jak w innych miastach działają wypożyczalnie samochodów, jakie są skutki ich
uruchamiania. Wybór modelu opartego o punkty wypożyczeń
może być pewnym utrudnieniem. Zbyt mała liczba punktów
zniechęci ludzi do wypożyczeń. Rezygnacja z punktów stwarza
z kolei problem z poborem prądu – klienci muszą być gotowi
na to, że auto do którego wsiądą, nie będzie miało tak pełnej
baterii, jakby chcieli.
Pytanie, kto będzie operatorem
w Polsce większość uznaje prawo
systemu. Zewnętrzna firma?
A może Miejskie Przedsiębiordo parkowania na ulicy za nienarustwo Komunikacyjne albo Miejszalne prawo człowieka. Tymczasem
ska Infrastruktura zarządzająca
strefą płatnego parkowania –
mało kto musi jeździć samochodem
dzięki czemu będzie można wycodziennie – auta stoją więc, zajmując
korzystać istniejące elementy
miejskiej infrastruktury?
chodniki. Twórcy carsharingu chcą
Ważna będzie też decyzja o wysoprzekonać ludzi, że nie warto inwekości opłat. W Londynie, jednym
z najdroższych miast świata, gostować w kupno i utrzymanie auta, jedzina jazdy wypożyczonym autem
śli korzystamy z niego raz w tygodniu
to 6 funtów, doba – 54 funty. Czy
w Polsce możliwa jest cena 6 zł za
godzinę jazdy autem? A taka jest mniej więcej różnica w sile
nabywczej. Miasto będzie musiało zdecydować, czy dopłacać do
systemu wypożyczeń, tak by miejskie pojazdy były wykorzysty-
reklama
Bartosz Piłat
prezentacja
Czerwiec 2016
GO+
Home
Ich kolejne realizacje świadczą, że pomimo coraz silniejszej konkurencji na rynku mieszkań deweloperskich, nawet w segmencie mieszkań popularnych można budować
solidnie i z architektonicznym polotem.
Na krakowskim rynku nieruchomości mieszkaniowych projekty
deweloperskie realizowane w dobrym i solidnym standardzie,
a ponadto atrakcyjnie zlokalizowane, należą do rzadkości nawet
wśród rodzimych deweloperów. Jedną z niewielu firm, które wciąż
zachowały dbałość o odpowiednią jakość wykończenia, stosując
zarazem szereg udogodnień podnoszących funkcjonalność zabudowy, jest krakowska grupa GO+ Home.
W ofercie grupy – obok szeregu zrealizowanych inwestycji hotelowych i biurowych – znajdują się obecnie również dwa projekty
deweloperskie, które przyciągnąć mogą uwagę tych, którzy poszukują mieszkań w dostępnym cenowo segmencie.
Pierwsza z nich, Praska Park, zlokalizowana jest w najbardziej pożądanej z krakowskich dzielnic – Starych Dębnikach. W otoczeniu
zieleni i sąsiedztwie parku Dębnickiego przy ul. Praskiej (jej części
położonej bliżej Wisły) powstały już dwa czterokondygnacyjne
budynki o łącznej liczbie 54 mieszkań.
Oba budynki są już na etapie przekazywania do użytkowania.
Na parterze zlokalizowane są mieszkania, do których przylegają
ogródki, pod ziemią garaż oraz pomieszczenia na rowery i komórki lokatorskie. Inwestor podjął też decyzję o realizacji drugiego
etapu pięciokondygnacyjnego zespołu, w którym pojawią się
zróżnicowane pod względem powierzchni i układu mieszkania,
w tym także dwupoziomowe.
Praską cechuje niska zabudowa i duże przeszklenia
z transparentnymi balustradami, windy i dbałość o jakość wykończenia przestrzeni
wspólnych. – Realizujemy projekty deweloperskie w dobrym
i solidnym standardzie. Z myślą o naszych klientach tak
dobieramy lokalizację oraz
elementy wykończenia inwestycji, aby oferować możliwie
najwyższą jakość zachowując
przystępną cenę. Jest to właściwie filozofia naszej firmy.
13
Mówiąc wprost, analizujemy potrzeby i oczekiwania, dbamy
o szczegóły i oddajemy produkt, który satysfakcjonuje nawet
najbardziej wybrednego klienta. Jednocześnie zapewniamy profesjolaną obsługę na każdym etapie procesu zakupu mieszkania
oraz bardzo przyjazne i pratnerskie podejście do naszych nabywców – mówi Marcin Englart z GO+ Home.
Firmie GO+ Home od lat, za sprawą konsekwentnej polityki oraz
współpracy ze sprawdzoną pracownią architektoniczną 3D Architekci, udaje się zachować jednolity standard wykończenia na zewnątrz, jak i wewnątrz budynku.
Widoczne jest to również w kolejnej inwestycji realizowanej pod
nazwą Perła Prądnika przy ul. Siewnej. Dwa sześciopiętrowe budynki o łącznej liczbie 66 (istniejący) i 84 (w budowie) mieszkań,
oferują dobrze nasłonecznione mieszkania, których mieszkańcy
nie będą zaglądać sobie wzajemnie w okna. – Inwestycję wyróżniają elementy charakterystyczne dla zabudowy apartamentowej. To wyjątek w tym segmencie cenowym: zapewniające ciszę
przestronne powierzchnie wspólne, małe garderoby, ogródki
na tarasach pierwszej kondygnacji, szerokie przeszklenia pokoi
dziennych oraz reprezentacyjne halle wejściowe i lokale usługowe w parterach – wylicza Marcin Englart.
Inwestycję cechuje także niestandardowe podejście do detalu
jak gustownie zaaranżowane foyer ze staranną zabudową elementów technicznych czy skrzynek na listy. Wszystko to, aby
nie wywołać wrażenia powierzchowności, do jakiej przyzwyczaili
nas deweloperzy realizujący inwestycje w tym popularnym segmencie, ograniczający swoje starania do aranżacji i wykończenia
elewacji budynku.
Ten projekt ma jednak zupełnie inny charakter niż Praska, kieruje
ofertę do osób preferujących nieco bardziej miejski tryb życia,
szukających pierwszego mieszkania w Krakowie lub pracujących
w jednym ze zlokalizowanych w dzielnicy kampusów biurowych.
Prądnik Biały i Czerwony na północy miasta to obecnie dynamicznie rozwijający się obszar z dostępem do infrastruktury sportowej
i rekreacyjnej, z takimi atutami jak Park Wodny, Multikino czy
słynny w Krakowie plac Imbramowski, gdzie codziennie dostać
można świeże warzywa, owoce oraz nabiał, a także inne produkty
spożywcze, po które zjeżdżają się w to miejsce właściciele lokali
gastronomicznych z całego niemal miasta.
Kolejne realizacje GO+ Home świadczą, że pomimo coraz silniejszej konkurencji na rynku mieszkań, także w dostępnym cenowo
segmencie można budować solidnie i z polotem.
Dawid Hajok
14
dbamy o ciebie
www.whatsupmagazine.pl
Bikefitting: żeby
noga podawała
Jeśli marzy nam się siła nóg Petera Sagana i wytrzymałość
Chrisa Froome’a nie pozostaje nic innego jak… ćwiczyć. Warto
jednak zrobić wszystko, aby rower nie ograniczał, a wspomagał nas w walce z siłami natury i własnymi słabościami.
W barwnych opisach poczynań herosów wielkiego kolarstwa
szosowego, takich jak Fausto Coppi, Hugo Koblet czy Edi Merckx,
wybrzmiewa pasja rywalizacji i radość wielkich zwycięstw, najczęściej jednak okupiona nadludzkim bólem i poświęceniem. Dziś
jednak technologia i wiedza pozwalają kolarzom na odczuwanie
satysfakcji z jazdy, ograniczając jej negatywne konsekwencje.
Bikefitting to słowo-klucz do wydajniejszej i wygodniejszej jazdy
na rowerze szosowym. Jednym z miejsc, w których o rowerach
wiedzą wszystko jest słynny Bike-RS, założony przez emerytowanego już kolarza Mieczysława Porębę.
Zlokalizowany u wylotu z Krakowa, przy ul. Kłuszyńskiej 13A,
szedowy budynek przypomina bardziej galerię kolarstwa szosowego niż sklep w tradycyjnym rozumieniu. Wśród pucharów
i medali, obok klasycznych stalowych ram wiszą najnowocze-
śniejsze karbonowe rowery, jakie dostępne są dziś na rynku. Już
sama ich obecność sprawia, że budzi się w nas duch kolarstwa.
Tymczasem na piętrze budynku, gdzie zlokalizowany jest bikefitting room, fizjoterapeuta Dominik Omiotek, doradca sprzętowy Filip Śniadecki oraz serwisant Mateusz Poręba są w stanie
pobudzić w nas energię prawdziwego kolarza. Wizyta nie jest
krótka, trwa bowiem około 4 godzin, trzeba więc zaplanować ją
z wyprzedzeniem. Zaczyna Dominik.
– Wywiad, analiza fizjoterapeutyczna, praca na powięzi. Diagnoza pozwala ustalić kolarskie preferencje, nawyki i przebyte
kontuzje – podkreśla Dominik, który zgromadzone informacje
przekazuje Filipowi. Teraz do gry wkracza technologia. Specjalny
trenażer podpięty do komputera pozwala precyzyjnie przeanalizować sylwetkę kolarza i wyeliminować błędy. Laser pomaga
ustawić kąty kolan, linii pleców i bioder itp. Te same parametry
zostają następnie przeniesione na rower. Nie zawsze jednak
udaje się trafić w tak zwany punkt – czyli ustawić
rower w optymalnym położeniu, jedynie poprzez
jego regulację. Idealna pozycja może wiązać się
z koniecznością wymiany niektórych podzespołów. Wiele rowerów szosowych, szczególnie tych
pierwszych w amatorskiej karierze, kupowana jest
bez wcześniejszych konsultacji z profesjonalnym
zespołem serwisowym. W konsekwencji ramy są
zbyt duże, a kierownice zbyt szerokie. Dlatego też,
aby jazda na rowerze szosowym sprawiała maksimum frajdy, a ból odczuwalny był w nogach, a nie
plecach czy ramionach, na bikefitting warto wybrać
jak najszybciej.
– Sesja kończy się opracowaniem raportu, który
precyzyjnie określi, jaki rower powinniśmy dobrać
do indywidualnego stylu jazdy, tym zaś którzy jeżdżą
już od dawna, ale jeszcze tego nie zrobili, pomoże
podnieść efektywność i wyeliminuje ryzyko kontuzji
– pointuje Filip Śniadecki.
Dawid Hajok
Atak lotniczy
na rowerze
To prawda – ostatnimi czasy sporo pisaliśmy w naszym magazynie o rowerach, nie tylko dlatego, że to modny i wygodny
środek transportu miejskiego. To przede wszystkim świetny
sposób na zachowanie kondycji, budowę muskulatury, ograniczenie stresu czy dobrą rozrywkę. Dlatego na rowery – tym
razem dość nietypowe – zapraszamy do Fitness Platinium®.
Assault AirBike, zupełna nowość w sieci siłowni, swoim wyglądem nieco odbiega od stereotypowego wyobrażenia roweru
– to raczej skrzyżowanie sporej wielkości cyrkulatora powietrza
z rowerowym siodełkiem, pedałami i ruchomymi uchwytami dla
rąk. Nic dziwnego, że trening na tym urządzeniu trudno porównać
do tradycyjnej jazdy po mieście.
– W przeciwieństwie do klasycznych rowerów stacjonarnych,
rowery AAB mogą być wykorzystywane do treningów o zdecydowanie wyższej intensywności, przy jednoczesnym zminimalizowaniu obciążenia stawów i więzadeł – opowiada o potencjale
treningu Mateusz Podsadniuk z Fitness Platinium®.
Z czego wynika ta przewaga? Dzięki konstrukcji roweru AAB
możemy pozwolić sobie na znacznie większą wszechstronność
podczas treningu. Poza standardowym sposobem jazdy kształtujemy nasz trening poprzez zmianę kierunku obrotu pedałów,
możliwość nacisku na zarówno dolne, jak i górne partie ciała
przy użyciu uchwytów czy trening w pozycji stojącej. Ćwiczenie
na Assault AirBike przyda się więc wszystkim tym, którzy chcą
harmonijnie kształtować swoje ciało na podstawie konkretnych
planów treningowych.
Dzięki swoim właściwościom rower może być stosowany przez
każdego użytkownika siłowni, i to w rozmaitym celu: w rehabilitacji pomoże kontrola oporu pedałowania, a więc i wysiłku
wkładanego w trening. Konstrukcja roweru pomoże w kierowaniu
wysiłku na pożądane partie ciała. Rowerki Assault AirBike mogą
być stosowane także w ramach rozgrzewki czy treningu wytrzymałościowego, będąc doskonałą alternatywą dla nudzących się
powoli maszyn, znanych z każdej siłowni na świecie. Także osoby
walczące z nadmiarem tkanki tłuszczowej mogą korzystać z treningów interwałowych o wysokiej intensywności.
– Trening na AAB wykorzystuje zjawisko EPOC, czyli zwiększoną
powysiłkową konsumpcję tlenu. Przy interwałach konsumpcja
tlenu jest znacznie wyższa i utrzymuje się dłużej, wymagając zwiększonej ilości energii – tłumaczy Mateusz Podsadniuk. – Możemy
pokusić się o stwierdzenie, że po naprawdę ciężkim, solidnym
treningu interwałowym, kalorie będą spalane w konsekwencji
tego procesu jeszcze dłuuugo po zakończonym wysiłku – dodaje.
Wprawdzie nie można porównywać treningu na Assault AirBike do klasycznego pedałowania po mieście, ale najbardziej
„banalne” skutki obu treningów są podobne: niwelowanie skutków stresu, przyspieszenie metabolizmu czy zrelaksowanie się
po ciężkim dniu. Dodatkowo na AAB możemy zastosować konkretne plany treningowe, których sporo znajdziemy na stronie
assaultairbike.pl i portalach społecznościowych. Nowe metody
i wyzwania treningowe sprawią, że nawet na stacjonarnym rowerze nie będziemy się nudzić.
Piotr Banasik
ul. Kłuszyńska 13A
30-499 Kraków
tel. 12 264 98 30
[email protected]
fot. Piotr Banasik
fot. Piotr Banasik
Bike-RS
reklama
Poola @poola
Po pracy robię zakupy w pracy
#shopping #nowyszalik #fashion #mojeH5
ladyoffice @ladyoffice
Tak wyglądają poważni pracownicy biurowi:)
#kinoletnie #beztroska #h5rulez #fun
Fitfob @fitfob
Przygotowani na głód
#ilovefood #pycha #chcewiecej
Energia dla każdego!
Co-working na powietrzu?
Relaks na trawie? Kino letnie?
A może koncert, obiad, zakupy?
High5ive to również przyjazna,
zachęcająca do spotkań przestrzeń miejska,
zapewniająca dynamiczną wymianę
między życiem zawodowym a prywatnym.
Megi @Megi
Czy ja wyglądam jakbym była w pracy?
#pocomiurlop #relaks #zielonomi #natura
Marek89 @marek89
Zespół przodowników pracy
#druzynaH5 #lunchtime #energia
#happymonday
high5ive.pl
16
siesta
www.whatsupmagazine.pl
Jeśli przechwyt kojarzy Wam
się tylko z koszykówką, karabinek ze strzelnicą, a ósemka
z matematyką, to pora wybrać
się na skałki. W Krakowie i okolicach istnieje dość długa wspinaczkowa tradycja, a popularność tego rodzaju aktywności
fizycznej wzrasta z roku na rok.
Gotowi na wspinaczkę?
Co jest w niej takiego niezwykłego? Z jednej strony to indywidualna
potyczka z własnymi możliwościami, z drugiej – sport zespołowy,
w którym równie ważna jest asekuracja, odpowiednie prowadzenie
towarzyszy czy po prostu dobra zabawa w grupie. Wspinaczka
niewątpliwie uczy odpowiedzialności – za siebie i za innych, ale też
podnosi poczucie własnej wartości. No i jest świetnym lekarstwem
na stres, niezależnie od tego, czy mówimy o sztucznych ściankach
w jednej z krakowskich hal, czy też o tysiącach
dróg wspinaczkowych, począwszy od centrum
Krakowa aż po krańce Jury.
Siła umysłu
Na nieco inne aspekty zwraca uwagę Sławek Bączek z krakowskiej Szkoły Wspinania „Cumbre”.
– Niezależnie od tego, na jakim poziomie profesjonalizmu jesteśmy, na ścianie musimy myśleć
– opowiada instruktor. – To tak jak w szachach:
planowanie kilku ruchów naprzód, świadoma
praca rąk i nóg, znalezienie dogodnych miejsc
odpoczynku czy kontrola nad odruchami – dodaje. Trening wspinaczkowy to przygotowanie
na spory wysiłek, stres i trudności techniczne.
Głównym czynnikiem jest głowa wspinacza: najwięcej zależy od jego psychiki. Czego potrzebujemy, żeby złapać bakcyla? – Przede wszystkim chęci i odwagi – mówi mi Ania, która swój
pierwszy raz na ściance zaliczyła w trampkach,
nie mając pojęcia o pozostałym wyposażeniu.
Tym, którzy już wiedzą, że ze wspinania nie można się odkochać, w pierwszej kolejności przydadzą się odpowiednie buty. – Należy wybrać
rozmiar nieco mniejszy niż normalnie nosimy,
ale w dalszym ciągu wygodny – tłumaczy Sławek
Bączek. – Dzięki temu mamy lepsze wyczucie
ściany i możliwość kontrolowania tego, gdzie
stawiamy stopy i w jaki sposób odciążamy ręce.
fot. cumbre.pl
– To bardzo oczyszczające: walka z samym sobą, możliwość poznania własnego organizmu i przełamywania własnych słabości
– tłumaczy mi Anna, która na co dzień pracuje w jednym z krakowskich szpitali i do skałek podchodzi także z punktu widzenia
psychologa. – Kiedy pierwszy raz stanęłam przed ścianą, a później
bezradnie zawisłam na dość prostej drodze, nie sądziłam, że stanie się to moją pasją.
Początkujący poznają najpierw, czym jest „zbułowanie” mięśni –
i nie chodzi tutaj o specyficzną nomenklaturę, istniejącą wśród
wspinaczy, ale także realny wysiłek, jakiego rzadko doświadcza
się w codziennym życiu. – Masz wrażenie, że zamiast rąk masz
bochny chleba albo przynajmniej bagietki – śmieje się Anna.
– Mięśnie są zmęczone, dowiadujesz się o takich partiach mięśniowych na przedramionach, o których nie miałeś pojęcia, nie
możesz utrzymać chwytu i odpadasz od ściany. I właśnie zakochujesz się we wspinaczce.
Oczywiście, żeby się wspinać, potrzebujemy też liny, uprzęży,
karabinków, ekspresów czy woreczka z magnezją, by osuszyć
spocone dłonie – to wszystko jest jednak na wyposażeniu szkół
wspinaczkowych i z łatwością można taki sprzęt wypożyczyć
– dodaje właściciel „Cumbre”.
Gdzie najlepiej zacząć
W Krakowie działa kilka klubów wspinaczkowych i sztucznych
ścian, na których formę można szlifować przez okrągły rok. Ale
kiedy pogoda sprzyja, warto udać się w plener. – Prawdziwą wspinaczkę poznałam dopiero „na outdoorze”, nie spodziewając się
przy tym, że pierwszy wypad na skałki będzie zaledwie kilkaset
metrów od mojego domu – opowiada Ania.
Najpopularniejsze miejsca krakowskich wspinaczy to Zakrzówek
i Skałki Twardowskiego, a także Krzemionki i kamieniołom Libana
(potocznie Liban). Na ich terenie znajduje się duża liczba dróg
wspinaczkowych, które wyposażone są w stałą asekurację. Dla
początkujących mogą być jednak mało przyjazne, bowiem popularność tego miejsca doprowadziła do wyślizgania powierzchni
skał wzdłuż istniejących dróg wspinaczkowych. Część znawców
dodaje, że Zakrzówek to raczej miejsce dla „pakerów”, a prawdziwą wolność wspinacza można poznać z dala od zgiełku miasta.
— Zdecydowanie milej wspina się w dolinkach podkrakowskich,
których skała jest bardziej przyjazna, zróżnicowana i przystępna
dla początkujących wspinaczy. Stąd wszelkie imprezy wspinaczkowe i integracyjne organizujemy właśnie tam — dodaje instruktor z Cumbre.pl.
Skałki podkrakowskie to bez wątpienia największy i najlepiej opisany obszar wspinaczkowy w Polsce. Każdy – początkujący i profesjonalista – znajdzie tutaj coś dla siebie. Od zboczy o niewielkim
spadku (nazywanych w żargonie „połogimi płytami”), które nie
przedstawiają problemu wspinaczkowego, przez przewieszenia
i okapy, aż po „dachy” w jaskiniach eksplorowanych przez grotołazów. Do najciekawszych rejonów należy Dolina Będkowska,
z Sokolicą – największą ścianą wapienną na Jurze z wysokością
dochodzącą do 70 metrów, a także inne dolinki: Bolechowicka
czy Kobylańska, licznie odwiedzane także przez tych krakusów,
którzy ze wspinaczką nie mieli kontaktu. Wszystkie nie dalej niż
dwadzieścia kilometrów od Krakowa. Wspinanie się na wyżyny
nigdy nie było tak proste i tak bliskie.
Piotr Banasik
siesta
Czerwiec 2016
17
nad pięknym srebrnym
Luksusowe hotele, eleganckie resorty, a obok wciąż tchnące dawnym splendorem letniska. Okolice Jeziora Rożnowskiego oddalone od Krakowa o ledwie 100 km
to kraina uroczych kontrastów
o wspólnym mianowniku: krystalicznie czystej, chłodnej wodzie.
Serpentyny zaczynają się już od Jurkowa. Przed chwilą jeszcze jechaliśmy przez płaskie okolice Brzeska, a teraz wijemy się w coraz
bardziej malowniczych krajobrazach. Jeszcze moment i zobaczymy
wodę. Pojawi się po lewej ręce, najpierw nieśmiało, później aż
po widnokrąg. Balansujemy na skraju Jeziora Czchowskiego oraz
następującego po nim Rożnowskiego – jednego z najpiękniejszych
akwenów południowej Polski. Szerokie wody rozpościerają się stąd
niemal po przedmieścia 100-tysięcznego Nowego Sącza.
Zapomnijmy przez chwilę, że Rożnowskie rozlało się tutaj w wojennym roku 1942 dzięki ingerencji człowieka. Wody spiętrzonego
na 80. kilometrze Dunajca po uruchomieniu Elektrowni Rożnów zastygły wśród okolicznych wzgórz Pogórza Rożnowskiego, przyjmując na mapie dość oryginalny kształt. 1600 ha powierzchni jeziora
długiego na 22 km wystarcza, aby stało się ono centrum okolicznej
rekreacji, turystyki i żeglugi. Jezioro Rożnowskie obdarzone jest
różnorodną linią brzegową i ograniczone stromymi, zalesionymi
w większości wzgórzami. Dość wspomnieć, że jego południowe
krańce zupełnie nie przypominają tych na północy, a płynąc po jego
wodach wycieczkowym stateczkiem „Jaskółka”, możemy obserwować zmieniające się jak w kalejdoskopie krajobrazy.
Rożnowskie to przede wszystkim wypoczynek, turystyka i kąpieliska. Niemal wszędzie znajdziemy liczne plaże, ośrodki wypoczynkowe czy letniskowe oraz wypożyczalnie sprzętu pływającego.
To raj dla amatorów sportów wodnych, wędkowania, spacerów
czy wycieczek rowerowych. Takie miejscowości jak Tęgoborze,
Znamirowice, Zbyszyce, Bartkowa, Gródek nad Dunajcem (najlepsze piaszczyste plaże w okolicy), Tabaszowa czy Rożnów znane
są nie tylko mieszkańcom Sądecczyzny, ale i wielu krakowianom,
którzy stanowią spory odsetek wśród szukających tu wytchnie-
nia i kontaktu z naturą letników. Tu też leży mała miejscowość
o jednej z najtrudniejszych do wymówienia nazw w Polsce –
Wytrzyszczka. Wakacyjna aura sprzyja tłumom, na szczęście
poszarpane brzegi i nieregularny kształt zatoczek i cypelków
Rożnowskiego umożliwia znalezienie nam zacisznego miejsca.
Wytchnienie na pewno znajdują mieszkańcy Małpiej Wyspy –
wzgórza (a dawniej grodziska), które po zalaniu doliny wodą
pozostało na jej środku jako wyspa, obszar ochrony unikatowego krajobrazu i rezerwatu ptaków. Gnieździ się ich tam około
165 gatunków, m.in., w rozlewiskach Gródka i Bartkowej, bocian
czarny. Choć po praktycznie całym terenie jeziora można pływać
łódkami z silnikiem, okolice Małpiej Wyspy są spod tego przywileju wyłączone.
Jezioro Rożnowskie, oraz połączone z nim Czchowskie, to pagórkowata okolica pełna pachnących ziołami i kwiatami łąk, bujnych
lasów poprzetykanych malowniczymi wsiami, strumieniami, sadami, ogrodami, drewnianymi kościółkami. Jezioro stało się dla
okolicznych mieszkańców źródłem wielu biznesów. Począwszy
od małych (domków do wynajęcia, łódek czy kajaków do wypożyczenia), aż po wielkie inwestycje, które, według prowadzących
je wizjonerów, mają w dyskretny sposób sprawić, że brzegi Jeziora
Rożnowskiego mniej będą przypominać popularne jeszcze w PRL
letniska, a bardziej okolice szwajcarskiej Lozanny, pełnej luksusowych pensjonatów, eleganckich hoteli, ekskluzywnych miejsc
do wypoczynku.
dojazd
opcja 1
Autostradą A4 z Krakowa do węzła
Brzesko, stamtąd przez miasto w kierunku ronda (skrzyżowania dawnej
E40 Kraków-Tarnów z drogą krajową
75 w kierunku na Nowy Sącz i Krynicę) – około 100 km w zależności od
punktu docelowego, czas ok. 1,5 h.
opcja 2
Autobusem z Krakowa np. do Nowego Sącza, Krynicy, Piwnicznej (np.
kursująca bardzo często z dworca
MDA Kraków firma Szwagropol),
wysiąść po ok. 2 h na którymś z przystanków na żądanie przy drodze 75:
Czchów Zapora, Wytrzyszczka, Witowice Dln, Łososina Dln, Tęgoborze,
Wielogłowy.
Pierwsze jaskółki już się pojawiają. To m.in. zbudowany na jednym z cyplów w Gródku nad Dunajcem futurystyczny kompleks
20 brył mieszkalnych Lemon Resort Spa oraz przypominający
amerykańskie rezydencje milionerów hotel Heron Live w położonej nieopodal Siennej. Oba lśniące na biało obiekty kierują swą
ofertę do bogatszego klienta: powstały nieco wcześniej Lemon
wyposażony jest we wszelkie atrakcje luksusowego resortu, w odpowiedzi inwestor Heron Live – znany producent bram i drzwi
Wiśniowski z Nowego Sącza – zbudował obiekt jeszcze bardziej
spektakularny: przeszklone dolne piętra kute w skale, restauracja
łączona z pełną łódek i jachtów mariną, dwie restauracje (jedna
na poziomie lustra wody, druga na tarasie najwyższego piętra
z widokiem). Zarówno w Lemon, jak i Heron można kontemplować wodne pejzaże w nowym stylu: przy butelce markowego
wina, grillowanych krewetkach, sojowym latte, z szeleszczącymi
wyprasowanym uniformem kelnerami. Żyć, nie umierać...
Tym, którzy nadal wolą tradycyjne klimaty „à la letnisko”, bardziej
przypadnie do gustu ośrodek wypoczynkowy Barbara (również
w Gródku) oraz liczne bistra, grille, jadłodajnie rozsiane wzdłuż
brzegu. Można pospacerować w okolicy zapory (Rożnów), przyglądnąć się, czy w wodnych toniach nie przemykają górskie łososie (odpowiedź brzmi: niestety nie, choć pobliska gmina nosi
nazwę największej miejscowości – Łososina Dolna), obejrzeć
zamek Tropsztyn w Tropiu (wygląda jak z bajki Disneya, choć
wiemy – takich disneyowskich jest mnóstwo w świecie).
Inicjatyw społeczno-turystycznych w regionie jest co niemiara.
Prężnie działa m.in. stowarzyszenie „Wczoraj, Dziś, Jutro”, które
promuje kulturę, tradycję, ale też znakomitą kuchnię rożnowskich
zakątków (m.in. z wykorzystaniem śliwki oraz lokalnych nalewek),
głośno też o stowarzyszeniu „Na Śliwkowym Szlaku”. Gościom
podoba się też miejscowe rękodzieło, a wśród produktów na pograniczu sztuki i kulinariów furorę robią ostatnio „haftowane
pierniki” Agnieszki Hajduk z Rożnowa – urzekające precyzją lukrowanych haftów na aromatycznej powłoce piernika zdobyły już
wiele nagród na najlepsze pamiątki z rejonu Małopolski.
Rafał Romanowski
O atrakcjach tej części Sądecczyzny przeczytacie m.in. na stronach:
wczorajdzisjutro.pl, nasliwkowymszlaku.pl oraz jeziororoznowskie.pl
fot. Rafał Romanowski
fot. Rafał Romanowski
Dunajcem
18
wokół stołu
www.whatsupmagazine.pl
Kraków
na talerzu
– Kraków zmęczony jest turystami – słyszymy. Obrywa się nam
– mieszkańcom – na wiele sposobów. Przyzwyczajeni do gości,
którzy nie wracają, restauratorzy starania o klienta sprowadzają
do zatrudniania kolejnych naganiaczy z ulotkami, zamiast zainwestować w zespół: zarówno na sali, jak i w kuchni, oraz w dobre
produkty. W niewielu krakowskich lokalach mamy stałą obsługę
i szefa kuchni, który w jednym miejscu pracuje kilka lat. Dziwne, bo taka stałość i brak anonimowości przywiązuje klientów
do miejsca, a dobry kelner jest w stanie spowodować, że drobna
kulinarna wpadka nie zaćmi obrazu całej kolacji.
Trudnym zadaniem jest znalezienie w krakowskiej restauracji
sensownego wina. Co prawda lokale, w których do wyboru jest
„białe słodkie i czerwone wytrawne” są już w mniejszości, ale nawet restauracje, które mają jakiś wybór win, sprzedają je z szaloną
marżą lub/i tak wątłej jakości. Do listy narzekań można jeszcze
dopisać podawanie jedzenia na nieporęcznych i kaleczących ucho
przy zetknięciu z nożem łupkach i w słoikach, ale mam nadzieję,
że ta choroba szybko minie. Przejdźmy zatem do pochwał.
Ci, którzy obok zawartości talerza, przy wyborze lokali kierują się
kluczem doboru win, mają coraz większą zagwozdkę. Do Bottiglierii 1881, Vintage (wybierzcie się kiedyś na prowadzone przez
właścicielkę degustacje), Ed Reda, Klimatów Południa (wspaniały
ogródek i atmosfera), czy Lipowej 6F (grill Portoyana nie ma sobie
Francja
w kuchni
Dwadzieścia lat temu Susan Loomis zamieszkała w niewielkiej miejscowości Lou
-viers w Normandii. Wydawnictwo Literackie wydało właśnie książkę, w której Loomis
opisuje przeróżne patenty kryjące się za fenomenem francuskiej kuchni.
– Nie uważają, że robią coś wyjątkowego, ale tak
właśnie jest. Z rozmysłem dobierają składniki,
planują i dbają o urozmaicenie, zbierają swoich
bliskich przy stole i razem z nimi bez pośpiechu delektują się jedzeniem. No i nie wiem,
jak im się to udaje, ale – to tylko stwierdzenie
faktu – sprawiają przy tym wrażenie, że w każdym momencie panują nad sytuacją – pisze
o gotujących Francuzach Loomis. W „W mojej
francuskiej kuchni” Loomis opowiada o swoich sąsiadach oraz przyjaciołach, ich tradycjach
i zwyczajach, wspaniałych produktach, szacunku do jedzenia. Objaśnia przy tym 12 podstawowych technik gotowania i pieczenia oraz podaje
kilkadziesiąt prostych przepisów na francuskie
dania. Ta książka to recepta na uczciwe francuskie gotowanie – bez wielkiego wysiłku,
za to ze wspaniałymi efektami.
iny
urodz
Jest coraz lepiej! Może nie aż tak
różowo, jak w artykule Laury
Frommberg, który przywołujemy
w tekście numeru, ale w końcu
scena restauracyjna w Krakowie
jakby drgnęła. Na początek jednak
trochę po krakowsku ponarzekam.
równych) dołączył Winoman, który dawniej cieszył wielbicieli
kuchni i wina przy ul. Tomasza. Do tego Albertina, która powstała
w miejscu Ancory. W piwnicach restauracji jest winiarnia, w której
na kieliszki (i w różnych objętościach) można próbować 32 win.
Coraz więcej lokali otwiera się poza centrum miasta (ale nie
zapomnijmy o ciekawym Stole przy ul. Św. Anny) czy Kazimierzem. W Podgórzu obok ZaKładki przycupnęło Primo serwujące
kuchnię włoską w bardzo przyzwoitym wydaniu. Włoskie jedzenie
zdobyło też nowe przyczółki w postaci Nolio i Włoskiej – obie
warte są polecenia. Coraz gęściej robi się na Rakowickiej, gdzie
do Bistro 11, Wesołej i leżącej nieopodal Etniki, dołączyło Blossom,
a niebawem w podwórku przy Bistro 11 otworzyć ma się wine bar
prowadzony przez Nicolasa Makłowicza. Okrzepły położone przy
Starym Kleparzu Pies Pianista (sprawdźcie nowe menu) i Oriental
Spoon, a dzięki Art & Food Bazar co kilka tygodni Kleparz tętni
zupełnie innym rytmem.
Kolejne miejskie przestrzenie są opanowywane przez foodtrucki.
Przy Błoniach otworzył się Bezogródek, a jedzenie na kółkach
zajmuje następne kazimierskie podwórka; chociaż dla mnie nocne
jedzenie przy pl. Nowym i tak sprowadza się jedynie do Meat&Go
w Okrąglaku i Streat Slow Foodu, który zapuścił ostatnio stacjonarną odnogę w kiosku przy Moście Dębnickim.
Ciągle jednak jest na co czekać – brakuje miejsc (nie tylko) dla
wegan albo przynajmniej pozycji w menu solidnie przemyślanych
pod kątem niejedzących mięsa osób. Obecne na krakowskiej
scenie kulinarnej jaskółki daleko mają do jakiejkolwiek wiosny.
Owszem, można pójść do Karmy, zjeść curry w Tak Yak Tando-
Słodka
przyjemność
z NatureWay
Kto nie lubi słodkiego „co nieco”! Sięgamy po
nie, gdy chcemy coś uczcić, w ramach przekąski między posiłkami i w chwilach stresu.
W większości przypadków nasze wybory mają
daleko idące konsekwencje, z których kalorie
nie są największym problemem.
Słodkości – ciastka, batony, napoje, chrupki –
często słodzone są syropem glukozowo-fruktozowym. Z punktu widzenia marketingu, ma on same
plusy: nie jest konserwantem w świetle prawa,
a zapobiega psuciu się żywności, ma działanie antybakteryjne. Jest jednak ciemna strona syropu,
o której producenci niechętnie wspominają: nie
ori czy Curry up, pierożki na parze w Kanton dim sum house,
hummus Amamamusi, najlepsze sushi w Youmiko, bibimbapa
w Oriental Spoon, panini w Miąższu, bajgla w Massolicie bądź
sprawdzić aktualne menu w Pauzie In Garden (czekamy aż Green
Win Vege Food odpali własne miejsce), ale to ciągle mało. Brakuje
miejsc jak budapeszteński Fricska Gasztropub, gdzie codziennie
na tablicy wypisuje się nowe, krótkie menu, a dania są proste,
świeże i pyszne. Brakuje też w Krakowie kogoś, kto na podawanie
jedzenia spojrzałby z wizją podobną do Luizy Trisno z dawnego
Yellow Doga (na jego miejscu ma się podobno otworzyć Sklepik
Naturalny). Brakuje miejsc ze świetnymi słodyczami i deserami.
Mamy kapitalne czekolady Jakuba Piątkowskiego (szukajcie go
na festiwalach), coraz ciekawsze desery robi Twój Kucharz, ale
to mało, mało!
Jest na co czekać: niebawem przy Brzozowej otworzy się Karakter
– nowy lokal właścicielki Zazie (jednej z moich ukochanych krakowskich restauracji), a vis-à-vis przycupnie salumeria prowadzona
przez Mirko z Che Bontà. Ulicę dalej powstaje Sababa, cocktail bar
i konkurencja dla Mercy Brown. A to dopiero początek listy…
urodziny
urodziny
daje poczucia sytości, więc można produkty nim
słodzone jeść garściami. A regularne jego spożywanie zwiększa ryzyko zachorowania na cukrzycę
oraz wystąpienia problemów z wątrobą i otyłością. Zatem zamiast sięgać po popularny batonik, spróbujmy naturalnego batonu z mielonych
ziaren, rodzynek, suszonych owoców i orzechów.
W smaku jest równie pyszny – a dla zdrowia bez
porównania lepszy.
www.natureway.pl
Magda Wójcik
Piknikuj
do woli!
Czerwiec – wspaniały miesiąc na majówki!
Dwukrotnie da do nich w tym miesiącu okazję
festiwal Najedzeni Fest!
Najpierw 19 czerwca (godz. 12–17, ul. 28 Lipca
1943 17c) w pięknym parku przy Willi Decjusza odbędzie się mała edycja Najedzeni Fest!
Małopolskie, przygotowywana we współpracy
z Małopolskim Instytutem Kultury. Na ruszt
trafią dania kuchni małopolskiej, ale i międzynarodowej, tyle że z małopolskim twistem. Weźcie
więc koce i koszyki i zaplanujcie piknik w cieniu
starych drzew i ze śpiewem ptaków w tle. MIK
zaprasza też uczestników na kilka spacerów
po Woli Justowskiej. Program: mik.krakow.pl.
Tydzień później, 26 czerwca, w Forum Przestrzenie odbędzie się pełnowymiarowa edycja
festiwalu: Piknik! Blisko 90 wystawców wypełni
tam brzuchy zgłodniałych krakowian, a piknikować będzie można z widokiem na Wisłę, Skałkę
i Wawel – trudno o lepsze widoki nad kanapką.
Do tego organizatorki zapowiadają degustacje
komentowane cydrów i piw rzemieślniczych.
Szczegółowy program i zapisy: najedzenifest.pl.
reklama
State Street
Bank Polska
Nowe widoki
na rozwój!
Kraków
Gdańsk
State Street rekrutuje!
Obecnie rekrutujemy do zespołów:
• Risk Management (Quants, Model Validation, Treasury Risk, Operational Risk)
• Financial Reporting • Accounting (German & Italian) • Fund Accounting (Italian)
• Hedge Fund Accounting • Project Management Office
• Trade Support • Private Equity Funds
Sprawdź oferty na LinkedIn!
siedem uciech głównych
www.whatsupmagazine.pl
fot. materiały prasowe
20
“Men at
lunch”
opowie historię słynnego zdjęcia z 1932 roku.
Projekcja już 16 czerwca
w Kinie Pod Baranami
Marynia Gierat poleca
Fotograficzny
czerwiec w Kinie
Pod Baranami
W ramach Krakow Photo Fringe prezentujemy filmy dokumentalne poświęcone sztuce
fotografii.
Autorem niesłychanie plastycznego filmu „Siła
kobiet” (9 czerwca) jest JR – fotograf i jeden
z najsłynniejszych obecnie twórców street
artu. JR oddaje hołd bezimiennym bohaterkom
dnia codziennego z dzielnic nędzy Globalnego
Południa. Przemierza slumsy m.in. Brazylii czy
Sierra Leone i tworzy portrety kobiet mieszkających w tych miejscach. Następnie, przy użyciu
wielkoformatowej fotografii, pokazuje całemu
światu ich twarze. Wydarzeniem będzie także
pokaz filmu „Men at Lunch” (16 czerwca), o tym,
jak powstało ikoniczne zdjęcie „Lunch na dachu
drapacza chmur” z 1932 roku, które przedstawia robotników pracujących przy budowie RCA
Building w Nowym Jorku. Przez 80 lat nazwiska 11 mężczyzn, beztrosko siedzących na belce
konstrukcyjnej ponad 200 metrów nad ulicą,
oraz autor zdjęcia pozostawali anonimowi, choć
to jedno z najpopularniejszych zdjęć w historii.
„Men at Lunch” to nie tylko opowieść o tym,
co kryje się za legendarnym kadrem, lecz także
hołd złożony budowniczym Nowego Jorku, którzy pracę często przypłacali życiem.
www.kinopodbaranami.pl
25 czerwca
Do 28 sierpnia
Wianki
i Jarmark
Świętojański
Max Ernst
w MCK
Od koncertu Capelli Cracoviensis w trakcie
Wodnej Masy Krytycznej po Unsound Silent
Disco na Rynku Głównym – w tym roku 25
czerwca to krakowskie święto muzyki.
W sumie ponad doba muzyki – tak zapowiadają
się tegoroczne Wianki. W tym roku krakowianie
do wyboru będą mieli m.in. cztery główne sceny:
Hard Rock Cafe Kraków na Małym Rynku (HLA,
Santa Barbara, The Dumplings, Natalia Przybysz, Fisz Emade Tworzywo, Dawid Podsiadło),
Międzypokoleniowa na Rynku Głównym (Jerz
Igor – koncert dla dzieci, Warszawskie Combo
Taneczne, Stanisława Celińska, Grzegorz Turnau
i Sinfonietta Cracovia oraz Unsound Silent Disco), Scena Krakowska na placu Szczepańskim
(Duch, Gadabit, Sokół Orkestar, Bester Quartet, Świetliki) oraz Spragnieni Lata na Powiślu
(Krzysztof Zalewski Solo Act, Maja Koman, zespół Spragnieni Lata w projekcie Biały Album).
A na koniec: pokaz ogni sztucznych.
Jeżeli traficie w ten weekend pod Wawel –
wstąpcie też na Jarmark Świętojański (24–26
czerwca), żeby zobaczyć rycerzy, popatrzeć
na rękodzielników przy pracy i wziąć udział
w przeróżnych pokazach, czy konkursie na najpiękniejszy wianek.
www.wianki.krakow.pl
www.jarmarkswietojanski.eu
9 czerwca–1 lipca
Summer in
Opera
Czerwiec w Operze Krakowskiej przy ul. Lubicz upłynie pod znakiem XX Letniego Festiwalu, tym razem pod jubileuszowym hasłem
„Wagner-Verdi-Puccini”.
Na pierwszy operowy ogień pójdzie już 9 czerwca premierowa opera „Tannhäuser” Richarda.
Wagnera w reżyserii słynnego Laco Adamika
(kolejne spektakle 10 i 12 czerwca). W Operze
usłyszymy też trzy opery Giacomo Pucciniego
„Madame Butterfly” (23 czerwca) „Tosca” (24
czerwca) oraz „Cyganeria” (26 czerwca) .
Tradycją Letniego Festiwalu stały się przedstawienia i koncerty prezentowane na Dziedzińcu Arkadowym Zamku Królewskiego na
Wawelu. Tym razem będzie to „Trubadur” G. Verdiego (17, 19 czerwca) w reżyserii Laco Adamika
Opera Krakowska rekomenduje też koncert „Arie
Oper Świata”, który w ramach Letniego Festiwalu
tym razem rozegra się i rozśpiewa 21 czerwca.
Gościem specjalnym na wawelskim dziedzińcu
będzie Edyta Kulczak – solistka Metropolitan
Opera w Nowym Jorku. Dzień wcześniej Wawel
będzie areną widowiska tanecznego - spektaklu
baletowego „Emocje” do muzyki Pärta, Brahmsa,
Czajkowskiego i Pendereckiego.
Zwieńczeniem czerwcowego programu i inauguracją lipca będą dwa koncerty „Operetka moja
miłość...!” (30 czerwca i 1 lipca), które objawią się
na krakowskim Kazimierzu na terenie Zakładu
Polskiej Spółki Gazownictwa w Krakowie.
www.opera.krakow.pl
Międzynarodowe Centrum Kultury w Krakowie świętuje właśnie swoje 25-lecie. W obchody wpleciona została wystawa prac Maxa
Ernsta, jednego z głównych przedstawicieli
surrealizmu.
– Istotą dzieł Maxa Ernsta jest eksploracja niezbadanych światów – podświadomości, marzeń
sennych, podwodnych głębin, bezkresu przestrzeni – i ptaków. Jego sztuka pozwala na uwolnione od wszelkiej konwencji i ograniczeń spojrzenie na zwykłe przedmioty; umożliwia niejako
spoglądanie na rzeczywistość z perspektywy
lecącego ptaka: w imię „wolności, ukochanej
wolności” – mówi o artyście dr Jürgen Pech,
jeden z kuratorów wystawy. Ernst był artystą
wszechstronnym i eksperymentującym z nowymi technikami – w MCK zobaczymy więc ponad
100 eksponatów – w tym 8 rzeźb, 5 obrazów
olejnych, 20 kolaży i ponad 60 grafik.
www.mck.krakow.pl
Śmiech koguta
Le rire du coq 15 (Śmiech koguta), grafika z piątego zeszytu
powieści-kolażu Maxa Ernsta “Une semaine de bonté ou
Les sept éléments capitaux” (Tydzień dobroci lub Siedem
żywiołów głównych), 1934 r. Reprodukcja kolażu, 18,7 x 14,9
cm, Max Ernst Museum Brühl des LVR, Stiftung Max Ernst
© Adagp, Paris 2016
siedem uciech głównych
Czerwiec 2016
21
25–26 czerwca
XII Małopolski
Piknik Lotniczy
Pod patronatem
23–26 czerwca
Festiwal Reportażu Non-Fiction
Kochacie filmy dokumentalne, w księgarni
szukacie półki z literaturą faktu, a do tego
przeczytaliście, a nie tylko postawiliście na
półce, opasłą antologię pod redakcją Szczygła? Mamy coś dla Was
Festiwal Reportażu Non-Fiction ma być miejscem spotkań reporterów i miłośników non-fiction. Program festiwalu skupia się na najważniejszych rodzajach reportażu, sięgając przy tym
po różne media: literaturę, fotografię, czy film.
Udział potwierdzili już między innymi: Mariusz
Szczygieł, Juliusz Strachota, Kinga Kosińska,
Agnieszka Lichnerowicz, Krzysztof Miller. Tematem pierwszej edycji będą granice. Dowiemy
się, jakie tematy interesują radiowych słuchaczy
za granicą, posłuchamy fotoreporterów mówiących o granicach w fotografii dokumentalnej
czy o ograniczeniach wypływających ze strony
samych reporterów.
www.festiwalnonfiction.pl
W ostatni weekend czerwca na krakowskim
niebie pojawi się wiele latających obiektów.
A to za sprawą kolejnego Małopolskiego Pikniku Lotniczego na terenie dawnego lotniska
Rakowice-Czyżyny.
Największą atrakcją będzie jeden z najsłynniejszych samolotów myśliwskich w historii
lotnictwa, amerykański North American P-51D
Mustang z czasów II wojny światowej. Wystąpią
znakomici piloci akrobacyjni – Robert Kowalik,
Marek Choim i Uwe Zimmermann za sterami
samolotów Extra 300 i grupa akrobacyjna Żelazny. Zobaczymy symulacje walk powietrznych
z I wojny światowej w wykonaniu Latającego
Cyrku Martina Kindernaya. Do tego cały lotniczy
przegląd: wojskowe i cywilne śmigłowce, samoloty ultralekkie, balony, motolotnie i paralotnie.
A na ziemi – grupy rekonstrukcji historycznej
i wesołe miasteczko, w którym zaburzyć swój
błędnik będą mogły śniące o karierze pilotów
i pilotek dzieci.
www.pikniklotniczy.krakow.pl
25 czerwca – 3 lipca
Festiwal Kultury
Żydowskiej
Śpiew kantorów i najlepsi izraelscy DJ-e.
Rzewne tureckie pieśni wyśpiewane przez
Seldę Bağcan i rockowy zespół Ouzo Bazooka. W ostatnią sobotę czerwca rusza 26. Festiwal Kultury Żydowskiej.
Liczby są imponujące. 10 dni, 139 wydarzeń w programie głównym, drugie tyle imprez towarzyszących. Do tego 30 000 spodziewanych uczestników. FKŻ to przede wszystkim pełne energii
koncerty pokazujące różnorodność rozsianej
po całym świecie żydowskiej diaspory. Od ka-
meralnych spotkań z młodymi wykonawcami
w Chederze, po Szalom na Szerokiej, pewnie najbardziej roztańczony koncert w Krakowie. Nie
podejmiemy się wybierać za Was, więc odsyłamy do programu. Szepniemy tylko, że podczas
festiwalu, obok słuchania muzyki, można będzie
spacerować śladami dawnego żydowskiego Kazimierza, poznać symbolikę macew, zaśpiewać
w jidysz, nauczyć się tańca żydowskiego i upiec
chałkę.
www.jewishfestival.pl
zebrała Magda Wójcik
reklama
22
wokół stołu
www.whatsupmagazine.pl
nasze 1sze urodziny
W piątek 13 maja w The Messy Head Hospital świętowaliśmy pierwsze urodziny „What’s Up Magazine”. W gronie przyjaciół, reklamodawców i czytelników bawiliśmy
się wyśmienicie do białego rana. Zwłaszcza, że gościnne
przestrzenie The Messy Head Hospital wręcz stworzone
są do tak hedonistycznych rozrywek. Dziękujemy Wam
za ten wspólny rok!
zdjęcia Piotr Banasik
urodziny
13 okładek
naszej gazety mogli
oglądać urodzinowi
goście. Wszystkie
autorstwa Asi Sowuli
Czerwiec 2016
urodziny what’s up magazine
23
We <3 The Messy
Head Hospital
Swoje pierwsze urodziny redakcja „What’s Up
Magazine” świętowała w The Messy Head Hospital, nowym miejscu przy ul. Mikołajskiej 13.
Odnowiona z dbałością o każdy szczegół fasada
dawnej Drukarni Związkowej kryje w swych wnętrzach kapitalne postindustrialne przestrzenie.
Obecnie mieszczą się w nich głównie biura. Na
najwyższej kondygnacji mieszczą się biura projektowe firmy Sisley, poniżej siedzibę ma Telewizja
M, grupa GO+ i jeden z krakowskich startupów.
Loftowe wnętrze na parterze zajął The Messy
Head Hospital: koncept, który łączy fryzjerstwo,
zabiegi kosmetyczne, stylizację i bar ze sporym
wyborem alkoholi. Czyli miejsce, gdzie można
zadbać o siebie, oddając się przy tym w ręce specjalistów, dla których praca to przede wszystkim
pasja. Tamtejsza atmosfera sprawia, że The Messy
Head Hospital to także świetne miejsce na imprezę, co postanowiliśmy sprawdzić, urządzając przy
Mikołajskiej pierwsze urodziny „What’s Up Magazine”. Bawiliśmy się świetnie, a naszych wspaniałych gości nakarmiły restauracje Włoska, Musso
Sushi i Hummusija Amamamusi. Niecodzienny
tort przygotowało Cupcake Corner.
Dziękujemy!
Lorem ipsum
odBus dit, quis rempori
aectoriosam, voloris imolent deliti nonsequame
et enderiatem fugitat.
redakcja
na zdjęciu w lewym górnym
rogu możecie zobaczyć całą ekipę
tworzącą “What’s
Up Magazine”
reklama