Nr 2 - Rotarianin

Komentarze

Transkrypt

Nr 2 - Rotarianin
AZUR
W numerze:
6
16
22
Gorzko przy okazji jubileuszu – Al. Leszek Gzella
Pseudoelity i spo³eczeñstwo obywatelskie – rozmowa
z prof. Andrzejem Siciñskim
Meandry pamiêci – Wies³aw Wodecki
Oficyna Wydawnicza MAZUR sp. z o.o.
Rynek 58, 50–116 Wroc³aw
Prezes zarz¹du
Maciej K. Mazur
Dyrektor wydawnictwa
Agata Chrobot
tel. (071) 343 79 58
Dyrektor artystyczny
Beata Tomczak
26
30
34
40
43
46
Pomarañczowy blask rotariañskiej zêbatki –
Pavlo Kashkadamov
Jak mówimy, czyli Polacy nie gêsi – Zbigniew Hajduk
Jak dzieliæ dystrykt? – Pavlo Kashkadamov, Andrzej Ludek
Szwedzki zwiad – Jerzy Korczyñski
Wielkie mo¿liwoœci, wa¿ne zobowi¹zanie –
Makary Wiskirski
Tarnopol oczyma lwowianina – Roman Palash
Adres redakcji
Rynek 58, 50–116 Wroc³aw
tel. 345 82 19
faks (071) 344 31 01
[email protected]
Redaktor naczelny
Al. Leszek Gzella
Redaktor prowadz¹cy
Mariusz Urbanek
[email protected]
Sekretarz redakcji
Ma³gorzata Garstka
[email protected]
Rada redakcyjna
Jan Wrana – gubernator dystryktu (2004–2005),
Jerzy Karasiñski, Pavlo Kashkadamov,
Ryszard Kaszuba−Krzepicki, Bohdan Kurowski,
Maciej K. Mazur, Eugeniusz Piontek,
Marcel Stefañski
Dzia³ reklamy i promocji
Ewa Okrój; tel. 343 82 34
Katarzyna Kusiak; tel. 343 80 58
[email protected]
48
52
56
60
Jeden dzieñ z ¿ycia wymieñca – Antek S³odkowski
Cygara: rozkosz koneserów – Jerzy Mazgaj
WyrzeŸbiæ piêkno. O Stanis³awie Wysockim –
Mariusz Urbanek
Lekcja golfa – Wac³aw Laszkiewicz
Rubryki sta³e:
List gubernatora
Wydarzenia
Bu³at
Herold
8
10–15
66
68
ROTARIANIN
2• 2005
2
Kronika
Sygna³y
Rotary w mediach
Nina I. Rator
71–75
76–77
78–81
82
Korekta
Zofia Bronicka−Wyrwas
Sk³ad i ³amanie
Jakub Leœniewski
Repro
I−Bis, Wroc³aw
Druk
Drukarnia Hector, D³ugo³êka
By³ 264 papie¿em w histo−
rii Koœcio³a katolickiego.
Kiedy 16 paŸdziernika
1978 r. wybrano krakow−
skiego metropolitê, kardy−
na³a Karola Wojty³ê
nastêpc¹ œw. Piotra, nikt
nawet nie przypuszcza³, jak
wa¿ny oka¿e siê Jego pon−
tyfikat. Przez niespe³na
27 lat zmieni³ Koœció³, zmie−
ni³ Polskê, zmieni³ œwiat.
Wierni potrafili dostrzec,
jak niezwyk³ym by³ cz³owiekiem. 8 kwietnia podczas
uroczystoœci ¿a³obnych, na które przyby³o do Rzymu
blisko 2 miliony ludzi, g³oœno rozleg³o siê wo³anie:
„Santo subito. Natychmiast œwiêty“.
Fot. Getty Images / Eastnews
JAN PAWE£ WIELKI
PAPIE¯
ROTARIAN
Odszed³ cz³owiek, który zmieni³ œwiat. Swoj¹ otwartoœci¹, pokor¹, odwag¹ wskaza³
ludziom œcie¿ki spotkañ, z których istnienia nie zdawali sobie sprawy. Godzi³ zwaœ−
nione religie, wyci¹ga³ d³onie do wrogich systemów, jedna³ ludzi. Dostrzega³ dobro
tam, gdzie nie chcieli go widzieæ inni, wybacza³ z³o, które od tysi¹ca lat zdawa³o siê
niewybaczalne, wypowiada³ w imieniu swego Koœcio³a s³owa przeprosin w miejscach,
gdzie przepraszaæ by³o najtrudniej. Zostawi³ œwiat lepszym i piêkniejszym ni¿ go zasta³.
ardzo mocnym piêtnem odcisnê³a
siê Jego osobowoœæ tak¿e na rela−
cjach Koœcio³a katolickiego z Rotary.
By³ Papie¿em, który dobrze rozumia³ i doce−
nia³ pracê rotarian. Wiedzia³, jak wiele jest
na œwiecie niesprawiedliwoœci, krzywd
i bólu, których pokonanie wymaga wspól−
nego wysi³ku wszystkich. Sojusznikiem
w tej walce by³ dla Niego ka¿dy, kto chcia³
czyniæ dobro. Uzna³ Rotary International
za jednego z tych, z którymi chcia³ iœæ.
D³ugo wydawa³o siê, ¿e Koœcio³owi nie
bêdzie z Rotary po drodze. We wzajem−
nych relacjach wiele by³o nieporozumieñ.
Dopiero po Soborze Watykañskim II lody
zaczê³y pêkaæ. Pierwszy na spotkanie klubu
Rotary przyszed³ arcybiskup Mediolanu kar−
dyna³ Giovanni Battista Montini (póŸniej−
szy papie¿ Pawe³ VI). Nie ukrywa³ swoich
wczeœniejszych uprzedzeñ, ale dziêkowa³
rotarianom za akcje charytatywne i pracê,
któr¹ wykonuj¹. To odmieni³o stosunki Koœ−
cio³a i Rotary. Dwa lata póŸniej prezydenta
RI przyj¹³ papie¿ Jan XXIII; do audiencji
dochodzi³o tak¿e podczas pontyfikatu
Paw³a VI.
Kiedy Jan Pawe³ II po raz pierwszy, 14
lipca 1979 roku, spotka³ siê z rotarianami,
którzy przyjechali do Rzymu na doroczn¹
konwencjê RI, odwo³a³ siê do wizyty arcy−
B
ROTARIANIN
3
2• 2005
JAN PAWE£ WIELKI
Fot. Tadeusz Szwed
ROTARIANIN
2• 2005
4
biskupa Montiniego w RC Mediolan. Cieszê
siê, ¿e tak jak mój poprzednik Pawe³ VI mogê
powitaæ serdecznie cz³onków Rotary Inter−
national – mówi³.
Wiedzia³ dobrze, ¿e w szeregach Rotary
jest bardzo wielu ludzi innych wyznañ, bar−
dzo wielu niewierz¹cych, ale potrafi³, jak
w tylu innych kwestiach, wznieœæ siê ponad
to, co dzieli i dostrzec w Rotary to, co
³¹czy je z pos³annictwem Koœcio³a. S³u¿bê
ludziom, s³u¿bê wymagaj¹c¹ tym wiêkszego
poœwiêcenia, im wiêcej na œwiecie jest g³odu,
krzywdy i niesprawiedliwoœci.
Wasza dzisiejsza obecnoœæ œwiadczy
o wielkiej mocy dobra – mówi³. – Przyby−
wacie z ró¿nych krajów i œrodowisk. Przy−
nosicie ze sob¹ rozleg³e doœwiadczenia
w dziedzinie ekonomii, przemys³u, rze−
mios³a, kultury i nauki. Poprzez solidarnoœæ
waszego stowarzyszenia znajdujecie wza−
jemn¹ pomoc, odwagê i zaanga¿owanie
w pracê na rzecz wspólnego dobra. Ci, któ−
rzy patrz¹ na was z g³êbokim zaintereso−
waniem i wielk¹ uwag¹, s¹ pod wra¿eniem,
z jak¹ szczeroœci¹ i oddaniem w s³u¿bie
ludzkoœci ofiarujecie swoje talenty, zasoby
i energiê. Jestem przekonany, ¿e urze−
czywistniaj¹c wznios³¹ ideê docierania do
ludzi na ca³ym œwiecie, bêdziecie nadal odnaj−
dywaæ radoœæ i spe³nienie.
(...) Niech Bóg umacnia
Rotary International w szla−
chetnej sprawie pos³ugi cz³o−
wiekowi, w trosce o potrzeby
ca³ej ludzkoœci – b³ogos³awi³
rotariañskiej delegacji Jan
Pawe³ II.
Rotary odp³aci³o Papie−
¿owi najlepiej jak potrafi³o.
Otrzyma³ tytu³ Towarzysza
Paula Harrisa oraz Rota−
riañsk¹ Nagrodê Porozu−
mienia i Pokoju na Œwiecie
(Rotary Award for World
Understanding and Peace),
przyznawan¹ od 1981 roku
organizacjom i osobistoœ−
ciom niezwi¹zanym z Rotary,
których dzia³ania i program zgodne s¹ z ide−
a³ami rotariañskimi. Pierwszym wyró¿nio−
nym by³ œwiatowej s³awy japoñski lekarz dr
Noboru Iwamura, który 18 lat spêdzi³
w Nepalu, wêdruj¹c od wioski do wioski
i lecz¹c Nepalczyków. Drugim Jan Pawe³ II.
Wiadomoœæ o wyró¿nieniu zawióz³ do
Rzymu Stanley McCaffrey, prezydent RI
w roku 1981/82. Powiedzia³ Ojcu Œwiê−
temu, ¿e zosta³ wyró¿niony za swoj¹ nie−
zmordowan¹, nieustaj¹c¹ pracê na rzecz
pokoju – wspomina³. „Bêdê to robi³ nadal,
bêdê pracowa³ dalej“ – odpar³ Jan Pawe³ II.
W po³owie lat dziewiêædziesi¹tych rota−
rianie byli fundatorami koœcio³a parafii œw.
Linusa w Rzymie. Dziêki hojnemu wspar−
ciu cz³onków Rotary International ju¿
w roku œwiêtym 2000 wasza wspólnota
parafialna bêdzie mog³a uczestniczyæ
w nabo¿eñstwach odprawianych w nowym
koœciele – mówi³ Jan Pawe³ II podczas homi−
lii w maju 1997 r.
Ale to, co wydarzy³o siê w marcu roku
2000 na placu Œwiêtego Piotra, musia³o
przejœæ najœmielsze oczekiwania wszyst−
kich. W uroczystoœci z okazji Jubileuszu
Roku 2000 udzia³ wziê³o blisko 20 tys.
rotarian. Witajcie, najdro¿si Bracia i Sios−
try. Ka¿demu przekazujê mój uœcisk pokoju
– powita³ rotariañskich pielgrzymów Jan
Pawe³ II.
Zgromadzeni s³uchali Papie¿a, który
zastanawia³ siê, co w takiej chwili, u progu
trzeciego Milenium uczyni³by za³o¿yciel
Rotary Paul Percy Harris? Jaki kierunek
nada³by stowarzyszeniu, które za³o¿y³ przed
prawie wiekiem? Jak oceni³by wspó³czesny
œwiat cz³owiek, który na pocz¹tku XX wieku
dostrzeg³, w jak dojmuj¹cej samotnoœci
¿yj¹ mieszkañcy wielkich miast? Rotary,
sieæ kontaktów opartych na przyjaŸni
i wspólnych dzia³aniach, mia³o byæ lekar−
stwem na tê chorobê.
Rotarianie przez blisko sto lat gorliwie
starali siê budowaæ przyjaŸñ miêdzy ludŸmi
i pokój miêdzy narodami, mówi³ Papie¿. Ale
nowe czasy oznaczaj¹ tak¿e nowe wyzwa−
nia, przed którymi staje tak Koœció³, jak
JAN PAWE£ WIELKI
i Rotary. Równie¿ wy, rotarianie, którzy
chcecie byæ wspania³omyœlnymi heroldami
i nieustraszonymi œwiadkami Chrystusa,
anga¿ujcie siê, by daæ nadziejê dzisiejszemu
cz³owiekowi, by przezwyciê¿yæ samotnoœæ,
obojêtnoœæ, egoizm i z³o – zakoñczy³ sw¹
mowê Jan Pawe³ II.
Orêdzie na Œwiatowy Dzieñ Pokoju
1 stycznia 2001 roku rozpocz¹³ od s³ów:
To nie jest oœwiadczenie Rotary Club ani
Amnesty International, wiedz¹c, ¿e to co
za chwilê powie równie dobrze mog³oby zna−
leŸæ siê w dokumentach ka¿dej z tych orga−
nizacji. Temat Dnia Pokoju brzmia³: Dia−
log miêdzy kulturami drog¹ do cywilizacji
mi³oœci i pokoju.
Wiele by³o we wzajemnych relacjach
Papie¿a i rotarian drobnych gestów œwiad−
cz¹cych o Jego ¿yczliwoœci dla cz³onków
ruchu, zw³aszcza gdy byli Polakami. Na cha−
rytatywn¹ aukcjê krakowskich rotarian ofia−
rowa³ swój zegarek, co by³o wydarzeniem
szczególnym, gdy¿
zwykle takich gestów
nie czyni³. Z³oty czaso−
mierz firmy Eberhardt
z pokryw¹ z szafirowego
szk³a, wraz z poœwiad−
czaj¹cym pochodzenie
listem sekretarza
Papie¿a arcybiskupa
Stanis³awa Dziwisza,
zosta³ sprzedany za
50 tys. z³.
W dniu pogrzebu
Jana Paw³a Wielkiego tak¿e na placu Œwiê−
tego Piotra byli rotarianie. Przyszli odpro−
wadziæ na ostatni¹ drogê cz³owieka, który
dla Polaków by³ najwiêkszym rodakiem, dla
katolików duchowym przywódc¹, dla ca³ego
œwiata, mimo dziel¹cych ró¿nic religijnych,
autorytetem moralnym, dla rotarian towa−
rzyszem podczas wspólnej drogi.
Mariusz Urbanek
Fotografie zosta³y
wykonane podczas
wizyty Jana Paw³a II
we Wroc³awiu
w 1997 r.
(...) pragnê dodaæ s³owa szczególnej zachêty dla programu „Health, Hunger, Humanisty“, który ma przyczyniæ siê
do postêpu w sferze duchowej i materialnej, do obrony godnoœci ludzkiej, do stosowania zasad prawego postêpowania
i do dawania przyk³adu braterskiej mi³oœci. Ju¿ same te trzy s³owa otwieraj¹ szerok¹ perspektywê i mówi¹ tak wiele
o waszym duchu s³u¿by. Chocia¿ nowoczesny œwiat produkuje coraz to nowe lekarstwa wysokiej jakoœci, rzesze ludzi
wci¹¿ potrzebuj¹ podstawowej pomocy medycznej. Pomimo wielkich starañ i osi¹gniêæ obszar medycyny prewencyjnej
w znacznym stopniu wci¹¿ pozostaje wyzwaniem. Godnoœæ cz³owieka wymaga uwa¿nej i prawdziwie umiejêtnej troski
w dziedzinie zdrowia psychicznego – olbrzymia przestrzeñ, gdzie znów stykamy siê z ludzk¹ kruchoœci¹ i wra¿liwoœci¹,
i gdzie tak bardzo potrzebne jest szczere i nieustanne zaanga¿owanie na rzecz godnoœci ludzkiej.
Szerz¹cy siê dzisiaj na œwiecie g³ód wymownie œwiadczy o tym, ¿e cz³owiek nie osi¹gn¹³ jeszcze celu na drodze
postêpu, nie sta³ siê panem stworzenia. Miliony dzieci zwracaj¹ siê do œwiata, b³agaj¹c o po¿ywienie. Miliony doros³ych
odczuwaj¹ skutki braku w³aœciwego od¿ywiania w dzieciñstwie. W obliczu œwiadka, którym jest historia, ukazuj¹ trwa³e
blizny znacz¹ce ich cia³a i psychikê.
Dla wszystkich, którzy maj¹ otwarte oczy, g³ód jest bardzo realny, a zarazem ma wiele twarzy. Cz³owiek ³aknie
pokarmu, ale wie, ¿e nie ¿yje samym chlebem. £aknie tak¿e poznania Stwórcy, Dawcy wszelkiego dobra; ³aknie prawdy
i mi³oœci. Istota ludzka ³aknie zrozumienia; domaga siê wolnoœci, sprawiedliwoœci i prawdziwego, trwa³ego pokoju.
Drodzy Rotarianie, czy¿ nie jest to olbrzymi obszar, na którym mo¿ecie s³u¿yæ bliŸniemu? Wszelkie inne wyzwania,
jakim musicie sprostaæ, podejmuj¹c wysi³ki na rzecz cz³owieka – czy to dotycz¹ce jego rozwoju, czy wyzwolenia – mo¿na
streœciæ w trzecim s³owie waszego programu: ludzkoœæ. Poprawa losu ludzkoœci. Praca dla ludzkoœci, s³u¿ba dla mê¿−
czyzn i kobiet na ca³ym œwiecie jest wspania³ym celem, zw³aszcza gdy jej motywacj¹ jest mi³oœæ.
(Z przemówienia Jana Paw³a II do cz³onków RI, 1979 r.)
T³umaczenie papieskich homilii Patrycja Jab³oñska i Kazimierz Bryk, za wydawnictwem „70−lecie ruchu rotariañ−
skiego w Krakowie“.
ROTARIANIN
5
2• 2005
Gorzko przy okazji jubileuszu
Zaczynajmy od podstaw...
Chyba zbyt rzadko, albo i wcale, w naszej rotariañskiej praktyce zasta−
nawiamy siê nad podstawowymi celami naszej organizacji i nie przywo³ujemy
testowych pytañ uczciwoœci. A przecie¿ w tych kilku zdaniach zawarta jest
kwintesencja ruchu funkcjonuj¹cego ju¿ z po¿ytkiem sto d³ugich lat pod
wszystkimi szerokoœciami œwiata.
Czy to jest prawda?
Czy jest to uczciwe w stosunku do wszystkich, których dotyczy?
Czy rodzi ¿yczliwoœæ i lepsz¹ wspó³pracê miêdzy ludŸmi?
Czy bêdzie korzystne dla wszystkich zainteresowanych?
W statucie wspomina siê rotarian jako „ludzi o odpowiednich kwalifikacjach, dobrym charakterze
i reputacji, ludzi biznesu czy przedstawicieli wolnych zawodów na kierowniczych stanowiskach“. Mówi
siê o uczciwoœci. Pisze siê, jak przyjmowaæ nowych cz³onków, nie mówi siê jednak o sposobach pozba−
wiania praw cz³onkowskich. Przestaje siê byæ rotarianinem, kiedy nie wykonuje siê podstawowych obo−
wi¹zków wobec klubu, kiedy opuszcza siê szeregi klubu, po prostu odchodzi. Nie ma natomiast infor−
macji, w jakich przypadkach mo¿na czy nale¿y wyrzuciæ kogoœ z klubu.
Dlaczego?
Jest to proste. Je¿eli cz³onkiem mo¿e zostaæ tylko osoba ciesz¹ca siê nieposzlakowan¹ postaw¹
moraln¹, powszechnie w œrodowisku zawodowym szanowana, to przecie¿ nie mo¿na stosowaæ wobec
rotarian rygorów s¹dowego pozbawiania cz³onkostwa. Nie przewiduje siê takiej sytuacji, ¿e kluby Rotary
zostan¹ opanowane przez niegodziwców, ludzi niespe³niaj¹cych warunków wynikaj¹cych ze statutu, nie−
przestrzegaj¹cych podstawowych zasad rotariañskich. Klub nie mo¿e staæ siê forum k³ótni politycz−
nych czy religijnych, nie mo¿e przyzwoliæ na prowadzenie interesów prywatnych, bo przecie¿ ma s³u¿yæ
ofiarnie innym – „Service Above Self“.
Wymienia siê w ró¿nych kontekstach s³u¿bê rotariañsk¹. A je¿eli s³u¿ba, to i odpowiedzialnoœæ. Sta−
jesz siê cz³onkiem Klubu Rotary i przyjmujesz na siebie pewne zobowi¹zania: wynikaj¹ce z czterech tes−
towych pytañ, finansowe, ale i moralne za ca³oœæ zespo³u. Nie mo¿e nas nie obchodziæ, jak zachowuj¹
siê cz³onkowie klubu, w którym równie¿ jesteœmy cz³onkami. Tê odpowiedzialnoœæ za ca³e gremium klu−
bowe trzeba sobie wyraŸnie uœwiadomiæ w momencie decyzji w³¹czenia siê w pracê rotariañsk¹.
Osoba w porê niepowstrzymana w d¹¿eniu do zajêcia odpowiedzialnego stanowiska mo¿e przyspo−
rzyæ tylko k³opotów i naraziæ klub, ca³¹ organizacjê na œrodowiskowe potêpienie. Jak wygl¹da zesta−
wienie szlachetnych zasad Rotary z niegodziwoœci¹ czynów w ¿yciu spo³ecznym czy zawodowym? Odpo−
wiedzialnoœæ ma wielorakie konteksty znaczeniowe. Nietrafny wybór na wyró¿niaj¹ce stanowisko obci¹¿a
w du¿ej mierze œrodowisko klubowe.
Nie nawo³ujê do weryfikacji cz³onków w klubach, ale do przestrzegania zasady odpowiedzialnoœci za
decyzjê powierzania cz³onkom wa¿nych funkcji w klubie i dystrykcie. A przede wszystkim statutowych
zasad obowi¹zuj¹cych w przyjmowaniu nowych cz³onków. Rotary jest uprzywilejowan¹ organizacj¹, do
której nie mo¿na siê zapisaæ, ale do której zaprasza siê ludzi powszechnie szanowanych, ciesz¹cych
siê dobr¹ opini¹ w œrodowisku, moralnie „czystych“. Ktoœ mi powiedzia³ – krystalicznie czystych. Tak,
zgadzam siê. Zdarzaj¹ siê w klubach ró¿ne sytuacje, czasem dramatyczne, ale niezmiernie rzadko maj¹
miejsce kryminalne skandale na wy¿szych szczeblach naszej organizacji. Trzeba pamiêtaæ, ¿e Rotary
nie mo¿e byæ traktowane jako parasol ochronny dla nieczystych dzia³añ. Rotary nobilituje, ale tylko ucz−
ciwych, solidnych, godnych, szanowanych. Jeœli w takim krêgu ludzi siê znajdujemy, to zobowi¹zuje nas
to do prawych postaw moralnych i zawodowych.
ROTARIANIN
2• 2005
6
A je¿eli ktoœ, wiedz¹c o swoich prywatnych „czarnych interesach“, mimo wszystko podejmuje siê
pe³niæ wa¿ne funkcje w dystrykcie, to jak oceniæ jego osobist¹ odpowiedzialnoœæ? Przecie¿ nadu¿y³ przy−
jaŸni swoich najbli¿szych, oszuka³ ich, spowodowa³, ¿e spo³eczna opinia o organizacji dozna³a ewident−
nego uszczerbku, skazy, zosta³a nadszarpniêta, a wizerunek ruchu powa¿nie nadw¹tlony czy znie−
kszta³cony.
O odpowiedzialnoœæ za nasz¹ przynale¿noœæ do Klubu Rotary, za nasz¹ pracê, za przyjació³ czy
znajomych, których wprowadzamy do klubu jako nowych cz³onków, za pe³nione w nim funkcje dopomi−
nam siê.
Al. Leszek Gzella
redaktor naczelny
21 marca na lotnisku w Warszawie aresztowany zosta³ Mieczys³aw K. (nazwiska nie podajemy ze
wzglêdu na obowi¹zuj¹ce w Polsce przepisy), który w lipcu mia³ zostaæ gubernatorem dystryktu 2230.
Lubelska prokuratura zarzuci³a biznesmenowi udzia³ w zorganizowanej grupie przestêpczej, zajmu−
j¹cej siê nielegalnym handlem paliwem oraz praniem brudnych pieniêdzy. Wraz z Mieczys³awem K. aresz−
towane zosta³y dwie inne osoby, kilku kolejnym przedstawiono zarzuty. Przypisywane im przestêpstwo
mia³oby polegaæ na sprowadzaniu z Bia³orusi etyliny niespe³niaj¹cej polskich norm i wprowadzanie jej do
sprzeda¿y jako pe³nowartoœciowej benzyny w sieci ma³ych stacji na LubelszczyŸnie i w województwie
podkarpackim. Zdaniem prokuratury w wyniku procederu do baków samochodów mog³o trafiæ ponad
3,1 mln litrów benzynopodobnej cieczy o wartoœci 6,3 mln z³.
Po aresztowaniu Mieczys³aw K. z³o¿y³ rezygnacjê z cz³onkostwa w Rotary.
To najsilniejszy cios, jaki spotka³ polskie Rotary od chwili reaktywowania stowarzyszenia. Silniejszy
nawet od ideologicznych oskar¿eñ, z jakimi ruch spotyka³ siê w dwudziestoleciu miêdzywojennym. Aresz−
towanie pod zarzutem pope³nienia pospolitego przestêpstwa cz³owieka maj¹cego za trzy miesi¹ce obj¹æ
w³adzê w organizacji, która na swoich sztandarach wypisa³a uczciwoœæ i s³u¿bê innym ponad w³asne
korzyœci, musia³o w oczach wielu osób podwa¿yæ szczeroœæ zasad, jakimi kieruj¹ siê rotarianie.
Bezwzglêdnie wykorzysta³y to media. Choæ aresztowanie gubernatora elekta nie pozostawa³o w naj−
mniejszym zwi¹zku z dzia³aniami Rotary, to w gazetowych tytu³ach raz po raz powtarza³o siê s³owo
„rotarianin“: „Rotarianin miesza³ w paliwie“, „Rotarianin ma towarzystwo“ (w areszcie), „Konflikty rota−
rian z prawem“. Nie brakowa³o ludzi, którzy przyjmowali to z nieukrywan¹ satysfakcj¹.
W ka¿dym demokratycznym systemie prawa obowi¹zuje jednak zasada domniemania niewinnoœci.
Dopóki cz³owiek nie zosta³ skazany prawomocnym wyrokiem s¹du, jest niewinny. Dotyczy to tak¿e by³ego
gubernatora elekta. Jeœli wszak¿e proces potwierdzi zarzuty, polskie Rotary bêdzie musia³o postaraæ
siê o odzyskanie zaufania.
To, co siê wydarzy³o, powinno staæ siê tak¿e lekcj¹ dla w³adz dystryktu. Enigmatyczny komunikat
na wewnêtrznych stronach internetowych, ¿e gubernator elekt zrezygnowa³ z powodu „sytuacji, w któ−
rej znalaz³ siê osobiœcie, uniemo¿liwiaj¹cej mu kontynuacjê podjêtych obowi¹zków“ to za ma³o w momen−
cie, gdy informacja o aresztowaniu pojawi³a siê ju¿ w innych mediach. Wtedy nie ma rozwi¹zania gor−
szego ni¿ milczenie.
ROTARIANIN
7
2• 2005
STULECIE ROTARY
23 LUTEGO 2005
Jan Wrana
ego dnia na ca³ym œwiecie odbywa³y siê uroczystoœci stule−
cia Rotary International. Przed stu laty, 23 lutego
1905 r., w pokoju 711 The Unity Building, 127 Dearborn
Street w Chicago odby³o siê pierwsze spotkanie Rotary. Uczest−
niczyli w nim Paul Harris (prawnik), Silvester Schiele (handlarz
wêglem), Gustavus Lehr (in¿. górnictwa) i Hiram Shoney (kra−
wiec).
Prezydent RI Glenn E. Estess Sr., kieruj¹c w tê rocznicê list
do nas, napisa³: W lutym tego roku poczujcie szczególn¹ dumê
z przynale¿noœci do Rotary i radujcie siê tym, ¿e stanowicie czêœæ
wielkiej organizacji o tak d³ugiej i obfituj¹cej w liczne dokonania
historii. Uczcijmy wszyscy Rotary tak, by ten rok by³ najlepszym
w ca³ym stuleciu... Setne urodziny Rotary to tak¿e czas potwier−
dzenia naszego oddania sprawie ambitnych projektów stulecia:
eliminacji choroby Polio z mapy œwiata, powiêkszenie szeregów
cz³onkowskich i podniesienia datków na Rotary Foundation.
W dniu rocznicy gratulujê Wam waszej aktywnoœci i deter−
minacji w budowaniu ruchu Rotary International. Wracamy dziœ
do dnia powstania Rotary, do momentu narodzin ruchu w naszych
krajach, do historii utworzenia dystryktu 2230, ale przede wszyst−
kim planujemy przysz³oœæ. Jestem z Wami na naszej rotariañ−
skiej drodze, buduj¹c przyjacielskie wiêzi ponad granicami.
W lutym odbywa³y siê liczne imprezy upamiêtniaj¹ce setn¹
rocznicê powstania Rotary. W trzech czêœciach dystryktu,
w Miñsku na Bia³orusi, we Lwowie na Ukrainie i w Warszawie,
odby³y siê g³ówne uroczystoœci po³¹czone z wywiadami w prasie
oraz informacjami w telewizji.
We wspólnej dla klubów bia³oruskich uroczystoœci, której prze−
wodniczy³ gubernator asystent dystryktu Siergiej Filipow, wziêli
udzia³ przedstawiciele w³adz miejskich Miñska. Przypomnê, ¿e
podczas konferencji prezydenckiej stulecia Rotary w Osnabrück
w ramach Rotary Programs for the Youth – rotaractorki z Miñ−
ska Aleksandra Zagorskaja i Olga Dobmowicz przedstawi³y mul−
timedialn¹ prezentacjê projektu „Bia³oruskie hospicjum dzieciêce
w Miñsku“.
We Lwowie uroczystoϾ zorganizowana przez 4 kluby miasta
odby³a siê w Narodowym Teatrze Dramatycznym im. Marii Zañ−
koweckiej. Przewodniczy³ jej gubernator asystent Myros³av Hav−
ryliv. W obchodach uczestniczyli rotarianie z RC Iwano−Fran−
kowsk, RC Tarnopol, RC Kamianka−Buska, RC Kijów, RC A³uszta,
RC Charków. Zaszczycili spotkanie liderzy Rotary na Ukrainie –
Pavlo Kashkadamov PDG, Alexej Kozhenkin, Wo³odymyr Shepe−
tin, Igor Khomyakov, delegaci w³adz miejskich i obwodowych oraz
fot. Marian Binkowski
T
Jan Wrana
Gubernator dystryktu 2230
ROTARIANIN
2• 2005
8
STULECIE ROTARY
przedstawiciele organizacji, którym rotarianie z klubów tego
rejonu pomagaj¹. Podczas uroczystoœci wrêczono dyrektorowi
internatu w Winnicy zebrane przez rotarian 17 tys. hrywien na
zakup inhalatora oraz wyposa¿enia oftalmologicznego – w ramach
projektu walki z dzieciêc¹ gruŸlic¹.
W przeddzieñ jubileuszu w centrum prasowym PAIiIZ w War−
szawie odby³a siê konferencja prasowa, w której uczestniczy³em
wspólnie z PDG Andrzejem Ludkiem – trenerem dystryktu, Piot−
rem Pajdowskim – oficerem PR oraz zarz¹dami warszawskich klu−
bów Rotary i Rotaract. Konferencje lokalne odby³y siê m.in.
w £odzi, Poznaniu, Trójmieœcie, Toruniu, Zamoœciu, Szczecinie
i Rzeszowie. Nadzwyczajny koncert, na który z³o¿y³y siê kompo−
zycje rotarian, odby³ siê w sali Filharmonii Olsztyñskiej. Bale cha−
rytatywne z okazji stulecia odby³y siê w Bartoszycach, Szamo−
tu³ach, Ko³obrzegu.
Udzia³ w uroczystoœciach klubowych organizowanych w lutym
z okazji jubileuszu rozpocz¹³em od spotkania z cz³onkami RC Pu³awy
w siedzibie klubu – Pa³acu Marynki. Spotkanie zaszczycili prezy−
dent miasta oraz starosta. Kolejnym wydarzeniem by³ Charter
Day RC Lublin Stare−Miasto, trzeciego ju¿ klubu w Lublinie. Uro−
czystoœæ odby³a siê 5 lutego w Trybunale Koronnym, z udzia−
³em w³adz miasta i województwa oraz rotarian z kilkunastu klu−
bów, w tym rotariañskich przyjació³ z Francji, którym przewod−
niczy³ PDG Marcel Stefañski. Kolejny Charter Day, podczas któ−
rego Kartê Klubow¹ wrêcza³em RTC Miñsk−City, odby³ siê w Miñsku
12 lutego. W uroczystoœci wziêli udzia³ przedstawiciele amba−
sad w Miñsku, rotarianie i rotaractorzy z Bia³orusi, Polski, Rosji
i Ukrainy, Richard Pyritz z RC Ratzerburg i PDG Jerzy Karasiñ−
ski.
Spotkania z zarz¹dami klubów oraz udzia³ w uroczystych integ−
racyjnych zebraniach klubów Wybrze¿a: RC Gdañsk−Sopot, RC
Sopot, RC Gdañsk−Sopot−Gdynia, RC Gdynia (21 lutego) oraz Klu−
bów Wielkopolski: RC Poznañ, RC Poznañ−Puszczykowo, RC Poznañ−
−Starówka, RC Koœcian, RC Wolsztyn, RC Leszno, RC Szamo−
tu³y, RC Zielona Góra (28 lutego) stworzy³y doskona³¹ sposobnoœæ
do przedyskutowania programu rozwoju dystryktu.
25 lutego w Domu Polonii na krakowskim Rynku G³ównym spot−
ka³em siê z klubami Rotary mojego miasta. W uroczystoœci uczest−
niczyli rotarianie z RC Kraków, RC Kraków−Wawel, RC Kraków−
−Wanda, RC Kraków−Wyspiañski oraz grupa inicjatywna RC
Kraków−Centrum. S³owo wstêpne wyg³osi³ prof. Stanis³aw W³o−
dyka – autor restytucji Rotary w Krakowie, honorowy przewod−
nicz¹cy Komitetu Miêdzykrajowego Polska−Niemcy.
Jest dla mnie zaszczytem przewodniczyæ naszemu ruchowi
w roku jubileuszu, maj¹c Wasze oddanie i wsparcie. Proszê Was,
pozwólcie mi po tym roku rozwijaæ rozpoczête wspólnie dzia³a−
nia, zmierzaj¹ce do rozwoju i umacniania Rotary w naszym regio−
nie.
Konferencja prasowa w centrum prasowym
PAIiIZ Warszawa (od lewej): Andrzej Ludek,
Jan Wrana, Piotr Pajdowski
Spotkanie klubów krakowskich z okazji 100−
−lecia Rotary (od lewej): Jerzy Bia³kiewicz –
prezydent RC Kraków, Jan Wrana, Ma³go−
rzata Klimczyk−Bryk – prezydent RC Kraków−
−Wanda, Janusz Suszczyñski – prezydent
elekt RC Kraków−Wawel, Krzysztof Kiendra –
prezydent RC Kraków−Wyspiañski.
ROTARIANIN
9
2• 2005
WYDARZENIA
£ódŸ
W ZASTÊPSTWIE NFZ
Now¹ karetk¹ podopieczni £ódzkiego Hos−
picjum dla Dzieci bêd¹ mogli pojechaæ
nawet nad morze
Uœcisk d³oni Solve Kernela z RC Kalmar
i Piotra Stengerta, dyrektora Hospicjum
ROTARIANIN
2• 2005
10
To by³ wielki dzieñ dla rotarian z RC £ódŸ. 5 lutego prezydent
klubu Jerzy Korczyñski przekaza³ £ódzkiemu Hospicjum dla Dzieci
wielozadaniow¹ karetkê sanitarn¹. Jej zakup by³ wynikiem mat−
ching grantu zrealizowanego wspólnie z trzema klubami Rotary
z Kalmar w Szwecji (RC Kalmar, RC Kalmar Nyckel i RC Kalmar
Slott). – Piêæ lat temu zwróci³em siê z proœb¹ do Lecha Lesz−
czyñskiego, ówczesnego prezydenta RC £ódŸ, o pomoc w zaku−
pie samochodu wielozadaniowego dla naszego hospicjum. Proce−
dury musia³y potrwaæ, ale kolejni prezydenci nie zapomnieli
o naszych pacjentach. Bardzo dziêkujê ³ódzkim i szwedzkim rota−
rianom. Karetka jest przewspania³a. Przeznaczona jest do prze−
wozu pacjentów w ró¿nych pozycjach, nawet na wózkach, ma
urz¹dzenia do reanimacji, mo¿na wiêc udzielaæ chorym pomocy
ju¿ w drodze do szpitala. To pierwszy taki samochód, który tra−
fi³ do hospicjum – mówi Piotr Stengert, dyrektor £ódzkiego Hos−
picjum dla Dzieci.
Bez pomocy skazani na œmieræ
Pod opiek¹ hospicjum pozostaje obecnie 40 pacjentów. Leka−
rze, pielêgniarki, przedstawiciele oœrodków pomocy spo³ecznej,
wolontariusze maj¹ do dyspozycji piêæ samochodów, w tym trzy
znacznie ju¿ zu¿yte. Podarowany przez rotarian samochód poko−
nuje codziennie wiele kilometrów, nios¹c pomoc najbardziej potrze−
buj¹cym. Oprócz opieki paliatywnej pracownicy hospicjum sta−
raj¹ siê zapewniæ chorym stanowiska domowej respiracji.
Z respiratorów w domach korzysta ju¿ 20 podopiecznych hos−
picjum. – Nasi podopieczni nie poruszaj¹ siê samodzielnie, bez
pomocy rodziny i lekarzy skazani byliby na œmieræ – dodaje Piotr
Stengert. – Cierpi¹ najczêœciej na pora¿enie mózgowe, zwiot−
czenie lub utwardzenie miêœni, trzeba sztucznie wspomagaæ ich
oddychanie. Mieszkaj¹ czêsto w ma³ych miejscowoœciach, gdzie
trudno dotrzeæ. Mimo fizycznych u³omnoœci s¹ to dzieciaki o nie−
przeciêtnej inteligencji, bardzo kochane przez swoje rodziny.
Gdyby nie pomoc medyczna i sprzêtowa, ¿adne z nich nie do¿y−
³oby kilkunastu lat. Borykamy siê jednak z ci¹g³ymi k³opotami finan−
sowymi. Narodowy Fundusz Zdrowia nie patrzy ³askawym okiem
na hospicja. Tym bardziej pomoc rotarian jest po prostu nieoce−
niona.
K³opoty z kursem dolara
Ogólna wartoœæ grantu zamknê³a siê kwot¹ 34,5 tys. USD.
– Podczas realizacji zadania pojawi³ siê dodatkowy problem – wspo−
mina Jerzy Korczyñski. – W wyniku obni¿enia kursu dolara kwota
przeznaczona na karetkê skurczy³a siê. Baliœmy siê, ¿e nie uda
nam siê kupiæ samochodu, jaki planowaliœmy. Ale dobre uczynki
przyci¹gaj¹ kolejne. Z pomoc¹ przysz³a firma WAS Wietmarscher
Polska Sp. z o.o., która wygra³a przetarg na dostarczenie karetki
i z w³asnej inicjatywy dop³aci³a 6,5 tys. z³ utracone na spadku
kursu. Zarz¹dowi spó³ki nale¿¹ siê wielkie s³owa uznania.
Gra¿yna Bo¿yk
WYDARZENIA
W imieniu Komitetu Miêdzynarodowego Francja−Polska oraz
francuskiego klubu Rotary Terre de Hainaut przypad³ mi dzisiaj
zaszczyt podarowania klubowi Lublin−Stare Miasto dzwonu. Jest
to dla mnie i moich przyjació³ wielka radoœæ, bo wszyscy wiemy,
¿e dziêki temu darowi narodzi siê miêdzy nami wiêŸ przyjaŸni
i mamy nadziejê, ¿e od czasu do czasu uderzenie w ten dzwon
przypomni Wam, i¿ macie wiernych przyjació³ we Francji.
Dzwon jest jednym z najstarszych instrumentów dŸwiêko−
wych. Œlady pierwszych dzwonów w Chinach znaleziono ju¿ 4 tys.
lat przed Chrystusem. Król Dawid przedstawiany jest w staro−
¿ytnych rêkopisach jako radoœnie graj¹cy na zespole czterech
dzwonków. Na historycznych malowid³ach Egipcjan, Rzymian
i Greków widzimy czêsto dzwony i dzwonki.
Rewolucja francuska by³a dla dzwonów, niestety, czasem
prawdziwej tragedii. Ponad 100 tys. dzwonów, niektóre z nich
bardzo stare i wartoœciowe, zniszczono, by je przetopiæ i prze−
robiæ na monety lub armaty.
Nasi przodkowie byli do swoich dzwonów bardzo przywi¹zani.
By³y czêsto odlewane na g³ównych placach wsi, a potem poœwiê−
cane podczas uroczystych ludowych ceremonii. Gdy wiêc przy−
szed³ dla dzwonów czas pogromu, ludzie siê buntowali, wiele dzwo−
nów w tajemnicy odczepiali i chowali gdzieœ pod kup¹ gnoju lub
zakopywali w bezpiecznym miejscu.
Wszystko to dzia³o siê dlatego, ¿e dzwony towarzysz¹ ludz−
koœci od dawna. Kiedyœ wierzono, ¿e odpêdzaj¹ burze i grad, chro−
ni¹ przed wp³ywem czarów i nadprzyrodzonych si³, by³y uwa¿ane
niemal za ¿ywe istoty. S¹ chrzczone, maj¹ swój w³asny g³os, p³a−
cz¹ nad zmar³ymi, raduj¹ siê na œwiêta, œpiewaj¹ na wesela
i chrzciny, zatrwo¿one bij¹ na alarm.
Teraz w klubie Rotary Lublin−Stare Miasto ten francuski dzwon
bêdzie brzmia³ na pocz¹tku i na koñcu ka¿dego zebrania, bêdzie
Wam wiernym przyjacielem i œwiadkiem ¿ycia Waszego klubu.
Mam nadziejê, ¿e bêdzie jak talizman sprzyja³ powodzeniu klubu
i przyniesie Wam szczêœcie.
Drodzy Przyjaciele! We Francji istnieje tradycja, ¿e od Wiel−
kiego Pi¹tku dzwony w koœcio³ach milcz¹ na znak ¿a³oby dla ukrzy−
¿owanego Chrystusa. Dzieciom mówi siê, ¿e polecia³y do Rzymu.
Wczesnym rankiem w Wielkanoc maluchy biegn¹ do okien zoba−
czyæ, czy dzwony wróci³y. W tym czasie rodzice chowaj¹ w ró¿−
nych miejscach czekoladowe jajka, których dzieci z wielk¹ radoœ−
ci¹ potem szukaj¹. Pomyœla³em, ¿e byæ mo¿e tak¿e Wy, Drodzy
Przyjaciele, przylecicie kiedyœ z Polski do Francji jak te dzwony
z Rzymu, a my bêdziemy Was oczekiwaæ, by wzajemnie lepiej siê
poznaæ, umocniæ nasz¹ przyjaŸñ i rotariañskie kontakty.
Edouard Lezon
Lublin
DZWON PRZYJANI
DLA RC LUBLIN−STARE MIASTO
Kartê Klubow¹ cz³onkowie RC Lublin−Stare
Miasto otrzymali z r¹k gubernatora Jana
Wrany
Prezydent nowego klubu Henryka Andrze−
jewska odbiera z r¹k Edouarda Lezona
Dzwon PrzyjaŸni
5 lutego w Trybunale Koronnym
odby³a siê uroczystoœæ nadania Karty
Klubowej trzeciemu ju¿ klubowi rota−
riañskiemu w Lublinie, RC Lublin−Stare
Miasto. W ceremonii wziê³a udzia³ ca³a
rotariañska spo³ecznoœæ miasta oraz
liczni goœcie z kraju i zagranicy. Edou−
ard Lezon, którego przemówienie publi−
kujemy, jest prezydentem Sekcji Fran−
cuskiej Komitetu Miêdzynarodowego
Francja−Polska (FRAPOL). Prezyden−
tem nowego klubu zosta³a Henryka
Andrzejewska.
ROTARIANIN
11
2• 2005
WYDARZENIA
Trójmiasto – Toruñ – Warszawa –
Lublin – Kraków
UNIROTA OFIAROM TSUNAMI
Liczy siê ka¿da z³otówka
Barmañski taniec
Nie tylko w Warszawie lokale pêka³y
w szwach
ROTARIANIN
2• 2005
12
O potrzebie wspó³pracy pomiêdzy klubami Rotaract mówi siê
bardzo czêsto, jednak s³owa rzadko przechodz¹ w czyny. Pro−
jektów realizowanych wspólnie przez kilka klubów jest niewiele.
Tragedia
W tygodniu miêdzy œwiêtami Bo¿ego Narodzenia 2004 r.
a Nowym Rokiem 2005 ogl¹daliœmy relacje z tragedii, która do−
tknê³a Azjê. Olbrzymie tsunami, spowodowane trzêsieniem ziemi
o sile 8,9 stopni w skali Richtera z epicentrum u wybrze¿y indo−
nezyjskiej wyspy Sumatra, niszczy³y wszystko, co stanê³o im na
drodze. Fala gna³a z prêdkoœci¹ 800 km/h, jej wysokoœæ docho−
dzi³a do kilkunastu metrów, d³ugoœæ do 160 km. Woda wdar³a siê
2 km w g³¹b l¹du, zabijaj¹c 300 tys. ludzi.
Inspiracja
Ca³y œwiat pod¹¿y³ z pomoc¹ dla dotkniêtych tsunami regio−
nów Azji. Bardzo szybko okaza³o siê jednak, ¿e ¿adna pomoc nie
bêdzie wystarczaj¹ca. Odbudowy wymaga dos³ownie wszystko.
Szczególnie poszkodowane przez kataklizm s¹ dzieci – pozba−
wione rodziców, domów, nara¿one na choroby i œmieræ. To w³aœ−
nie pomoc najm³odszym ofiarom tsunami sta³a siê inspiracj¹ dla
Uniroty – ogólnopolskiej akcji organizowanej przez 5 klubów Rotar−
act we wspó³pracy z UNICEF−em.
Koncepcja
Pomys³ Uniroty zrodzi³ siê w Cafe Telimena podczas spotka−
nia RTC Warszawa−Zamek z Marcinem Bu¿añskim z Polskiego
Komitetu Narodowego UNICEF. W ci¹gu wieczora zosta³a stwo−
rzona koncepcja ogólnopolskiej akcji. Wys³ane zaprzyjaŸnionym
klubom zaproszenia do wspó³pracy zosta³y bardzo szybko przy−
jête. W ci¹gu kolejnych dni powsta³a witryna www.unirota.org
informuj¹ca, ¿e w piêciu polskich miastach – Trójmieœcie, Toru−
niu, Warszawie, Lublinie i Krakowie – odbêd¹ siê imprezy chary−
tatywne, z których dochód zostanie przeznaczony na zakup szcze−
pionek dla dzieci z Azji. Imprezy zosta³y poprzedzone intensywnymi
kampaniami promocyjnymi.
Realizacja
W czwartek 3 lutego o godzinie 20 w ka¿dym mieœcie rozpo−
czê³a siê impreza Uniroty. Do warszawskiego Klubu 70 przysz³o
ponad 300 m³odych ludzi. Organizatorzy z RTC Zamek zadbali
o dodatkowe atrakcje: wystêpy DJ−ów, pokazy barmañskie oraz
licytacjê grafik m³odych artystów. W pozosta³ych miastach by³o
podobnie – lokale pêka³y w szwach, miejscami przekroczone zosta³y
normy BHP dotycz¹ce pojemnoœci lokali; ludzie bawili siê do bia−
³ego rana. Efekt koñcowy to 12 tys. PLN, które zosta³y ju¿ prze−
kazane UNICEF−owi z przeznaczeniem na zakup szczepionek dla
dzieci z regionów dotkniêtych tsunami.
Dominik Sypniewski
RTC Warszawa−Zamek
WYDARZENIA
Najpierw by³a wspólna inicjatywa rotarian z RC M³yniec Drugi
i aktorów toruñskiego Teatru im. Wilama Horzycy, potem –
w jubileusz stulecia teatru – grudniowy koncert kabaretu Ponie−
dzia³ek, a 17 lutego uroczyste przekazanie lekarzom i pacjentom
oddzia³u neurologicznego szpitala w Toruniu kardiomonitora
i pompy infuzyjnej, które zosta³y zakupione za uzyskany z kon−
certu dochód. Rotarianie rozpropagowali imprezê w swoich œro−
dowiskach i pomagali sprzedawaæ bilety. Mimo bardzo wysokiej
ceny, bo po 100 z³, „posz³y“ wszystkie. Toruñski teatr wype³ni³o
ponad 300 osób.
Wart blisko 20 tys. z³ kardiomonitor trafi³ na pododdzia³ lecze−
nia ostrych udarów mózgowych. Ka¿dego roku toruñski szpital
przyjmuje ok. 700 osób dotkniêtych udarami. Do tej pory na
6 ³ó¿ek na pododdziale by³y tylko 3 kardiomonitory pozwalaj¹ce
lekarzom na bie¿¹co œledziæ akcjê serca, oddech i ciœnienie krwi
pacjentów. „To sprzêt niezbêdny do ratowania ¿ycia – powiedzia³
mediom ordynator neurologii dr Ignacy Lubiñski. – Miêdzy innymi
dziêki niemu uda³o nam siê znacznie obni¿yæ œmiertelnoœæ z powodu
tej ciê¿kiej choroby“.
Pomys³ wspólnej akcji zrodzi³ siê, gdy los zetkn¹³ jednego z toruñ−
skich rotarian z oddzia³em neurologii szpitala. „Zobaczyliœmy, ¿e
potrzeba doposa¿enia oddzia³u jest ogromna i natychmiast zaczê−
liœmy myœleæ, jak zebraæ pieni¹dze“ – mówi³ prezydent RC M³yniec
Drugi Ireneusz Gronek. Na apel rotarian odpowiedzieli aktorzy,
a firma Promed SA tak obni¿y³a cenê, ¿e uzyskane pieni¹dze wystar−
czy³y nie tylko na kardiomonitor, ale i na pompê infuzyjn¹.
Sprzêt doktorowi Lubiñskiemu przekazali wspólnie dyrektor
Teatru im. Wilama Horzycy Jadwiga Oleradzka oraz prezydent RC
M³yniec Drugi Ireneusz Gronek. Wspólnie te¿ zapowiedzieli kolejne
dobroczynne przedsiêwziêcie: koncert na rzecz ofiar tsunami.
Toruñ
Tego samego dnia, kiedy do £ódzkiego Hospicjum dla Dzieci
trafi³a wielozadaniowa karetka, mali mieszkañcy Domu Dziecka
w Komarnie pod £odzi¹ otrzymali minibus zakupiony dziêki wspó³−
pracy RC £ódŸ z rotarianami z RC Pijnacker−Nootdorp (Holandia).
Holenderscy rotarianie przywieŸli ponadto kilkadziesi¹t elektrycznie
sterowanych ³ó¿ek szpitalnych oraz wiele innego wyposa¿enia,
które przekazano ³ódzkiemu szpitalowi MSW przy ul. Pó³nocnej
oraz klinice kardiologii szpitala uniwersyteckiego nr 2 przy
ul. ¯eromskiego. W uroczystoœci przekazania wziêli udzia³ dwaj
przedstawiciele holenderskiego klubu – Gerrit de Bruijn i Cees
Zuiderwijk.
Bus dla Domu w Komarnie to jeden z dwu samochodów ofia−
rowanych polskim dzieciom przez rotarian z Holandii. O drugim
piszemy na nastêpnej stronie w informacji z Lublina.
£ódŸ
RAZEM Z AKTORAMI
Fot. Micha³ Kordyœ
Aktorzy kabaretu Poniedzia³ek porwali
widzów...
...a przecie¿ to jeszcze nie koniec
MINIBUS DLA DOMU DZIECKA
Holenderscy rotarianie i dzieci
ROTARIANIN
13
2• 2005
WYDARZENIA
Kielce
DWIE OBIETNICE
Na pami¹tkê jubileuszu
Aukcja do koñca trzyma³a wszystkich
w napiêciu
Lublin
JESZCZE JEDEN DAR
HOLENDRÓW
Albert Czajka z RC Lublin przekazuje
holenderski dar
ROTARIANIN
2• 2005
14
Litografia „Wstrzymane obietnice“ Rafa³a Olbiñskiego, wybit−
nego grafika pracuj¹cego od blisko trzydziestu lat w USA, by³a
g³ówn¹ atrakcj¹ aukcji zorganizowanej w styczniu przez RC Kielce
z okazji 10−lecia istnienia klubu oraz 100−lecia Rotary Interna−
tional. Oprócz pracy Olbiñskiego licytowano m.in. grafikê Adama
Myjaka, rektora ASP w Warszawie, rzeŸbê Macieja Syrka, artysty
z Krosna, a tak¿e obrazy El¿biety i Jacka Wik³ów oraz Marka
Wawro, artystów z Kielc. Dochód z aukcji zosta³ przeznaczony
na pomoc dzieciom chorym na autyzm, znajduj¹cym siê pod opiek¹
kieleckiego oddzia³u Polskiego Towarzystwa Autyzmu, oraz dla
Specjalistycznego Oœrodka Diagnostyki i Rehabilitacji Dzieci i M³o−
dzie¿y z Wad¹ S³uchu Polskiego Zwi¹zku G³uchych.
Walka o ofiarowane przez artystów dzie³a rozpoczê³a siê na
antenie kieleckiego radia, jednak prawdziwe emocje rozgorza³y
w dniu fina³u podczas odbywaj¹cego siê w restauracji Patio hotelu
Skanska−Exbud w Kielcach tradycyjnego, ju¿ VIII, Balu Charyta−
tywnego. Has³o balu brzmia³o: „Cz³owiek jest wart tyle, ile mo¿e
pomagaæ innym“. Podczas aukcji prowadzonej przez artystów kie−
leckiego kabaretu Pirania uzyskano ponad 30 tys. z³. Wiêkszoœæ
wystawionych prac osi¹ga³a ceny kilkakrotnie przebijaj¹ce ceny
wywo³awcze. Grafika Rafa³a Olbiñskiego zosta³a kupiona za 3,2
tys. z³. Uzyskan¹ sumê zasili³y ponadto kwoty zebrane podczas
loterii fantów przyniesionych przez uczestników balu.
W balu wziê³o udzia³ 150 osób – cz³onków klubu i ich przyja−
ció³. Gra³ dla nich krakowski zespó³ Konwój, a szampañska zabawa
trwa³a ca³¹ noc. Dziêki „Wstrzymanym obietnicom“ oraz innym
pracom, balowi i loterii z³o¿ona przez rotarian obietnica pomocy
chorym dzieciom mog³a zostaæ spe³niona.
Dom Dziecka w Przybys³awicach pod Lublinem jest kolejn¹
placówk¹, która dziêki rotarianom z RC Pijnacker−Nootdorp (Holan−
dia) wzbogaci³a siê o nowy samochód. Ufundowany przez Holen−
drów oraz Rotary Foundation bus marki lublin 3 z klimatyzacj¹
zosta³ zakupiony przez rotarian z RC Lublin−Centrum. Wart
70 tys. z³ samochód u³atwi pracownikom i mieszkañcom Domu
dojazdy do Lublina, a tak¿e podejmowanie krótkich wycieczek
turystycznych.
Domem Dziecka w Przybys³awicach ju¿ od wielu lat opiekuje
siê lubelski klub Inner Wheel, a tak¿e rotarianie z klubów Lublina.
W najbli¿szym czasie Dom otrzyma nowe meble, ufundowane
przez rotarian z niemieckiego dystryktu 1900, którzy przezna−
czyli ju¿ na ten cel 20 tys. euro. (gal)
WYDARZENIA
26 lutego br. zrealizowany zosta³ projekt zainicjowany przez
szczeciñski klub Rotaract w paŸdzierniku ubieg³ego roku. Pomys³
pomalowania wnêtrz Domu Dziecka w Trzciñsku Zdroju przero−
dzi³ siê w projekt polsko−niemiecki, dziêki czemu pozyskaliœmy
dodatkowe rêce do pracy.
Nawi¹zaliœmy kontakt z prezydentem RAC Frankfurt (Oder)−
−S³ubice Krzysztofem Iwanowskim, który zaj¹³ siê koordynacj¹
projektu w granicach swojego dystryktu. Po kilku tygodniach usta−
leñ uda³o siê zatwierdziæ termin realizacji przedsiêwziêcia oraz
formê jego finansowania – pozyskaniem sponsorów zajê³a siê
grupa z Niemiec, organizacj¹ i wspó³prac¹ z Domem Dziecka
cz³onkowie RTC Szczecin.
W ostatni¹ sobotê lutego w Trzciñsku spotka³o siê kilkunastu
rotaractorów z RAC Frankfurt (Oder)−S³ubice, RAC Greifswald,
RAC Berlin−Hauptstadt, RTC Szczecin oraz jeden Australijczyk
przebywaj¹cy w Europie w ramach wymiany rotariañskiej. Przez
kilka godzin uda³o siê odœwie¿yæ 4 sypialnie, pokój do nauki oraz
ci¹g komunikacyjny. Rachunek by³ prosty – ok. 370 m2 œwie¿o
wymalowanych œcian i sufitów.
W czasie mrówczej pracy poznawaliœmy siebie nawzajem,
wymieniaj¹c doœwiadczenia, porównuj¹c sytuacjê w przygranicz−
nych dystryktach, snuj¹c plany na przysz³oœæ. Naszym dysku−
sjom towarzyszyli podopieczni Domu Dziecka, którzy nie tylko
dzielnie s³u¿yli pomoc¹, ale tak¿e nieœmia³o opowiadali o swoich
¿yczeniach i marzeniach. Wyniki naszej pracy zachwyci³y nie tylko
nas, niestrudzonych malarzy, ale przede wszystkim mieszkañ−
ców oœrodka oraz ich wychowawców i dyrekcjê.
Podsumowuj¹c: akcja by³a udana, wielomiesiêczna koordynacja
przynios³a wymierne efekty, wszyscy uczestnicy wykazali zaan−
ga¿owanie. W tê sobotê mieliœmy wszystko, co sk³ada siê na
„Friendship in action“.
Joanna i Piotr Niemcewiczowie
RTC Szczecin
Szczecin
W lutym sfinalizowana zosta³a wspólna akcja klubów RC War−
szawa−Józefów oraz RTC Warszawa−Zamek. Za pieni¹dze uzys−
kane ze sprzeda¿y rysunków dzieci z Instytutu Reumatologii, uzu−
pe³nione o klubowe œrodki rotarian, rotaractorzy z Zamku kupili
do Instytutu nowe mebelki i odtwarzacze CD ze s³uchawkami
o ³¹cznej wartoœci ponad 3 tys. PLN. Poniewa¿ mebelki trzeba
by³o jeszcze skrêciæ, wspólnej pracy towarzyszy³o du¿o radoœci
i zabawy. Efekt koñcowy by³ rewelacyjny: dzieciaki by³y zachwy−
cone nowymi meblami, sprzêtem muzycznym, a tak¿e zadowo−
lone ze wspólnej pracy i otrzymanych s³odyczy. Skoro narysowa³y
takie ³adne prace, to im siê to nale¿a³o.
Dominik Sypniewski
RTC Warszawa−Zamek
Warszawa
SOBOTA Z PÊDZLEM
Ka¿dy mo¿e byæ Matejk¹...
...albo Kossakiem
MEBELKI ZA RYSUNKI
D³ugo oczekiwana chwila rozpakowania pre−
zentów
ROTARIANIN
15
2• 2005
WYWIAD
PSEUDOELITY
I SPO£ECZEÑSTWO
OBYWATELSKIE
z prof. Andrzejem Siciñskim,
socjologiem kultury,
rozmawia Mariusz Urbanek
ROTARIANIN
2• 2005
16
WYWIAD
– Od ukazania siê Pañskiej ksi¹¿ki M³o−
dzi o roku 2000 up³ynê³o 30 lat. Co z tam−
tych wyobra¿eñ m³odych ludzi o Polsce
u progu XXI wieku siê sprawdzi³o?
– Tamta ksi¹¿ka by³a efektem badañ
z gatunku future research, dziedziny czasem
kwestionowanej przez ludzi nauki (Leszek Ko³a−
kowski nieraz zastanawia³ siê, jak to mo¿liwe,
¿eby uczeni zajmowali siê badaniem tego, co
nie istnieje). Celem tych studiów nie by³o jed−
nak jak najtrafniejsze przewidywanie tego, co
siê wydarzy, i to wydarzy na pewno, ale roz−
wa¿anie mo¿liwych wariantów przemian –
z pe³n¹ œwiadomoœci¹, ¿e zrealizowaæ siê
mo¿e akurat ten, który nam wydaje siê naj−
mniej prawdopodobny.
– I co wtedy wysz³o?
– W latach siedemdziesi¹tych, kiedy tym
siê zajmowaliœmy, przysz³oœæ jawi³a siê dosyæ
bezalternatywnie; czêsto ludziom wydawa³o
siê, ¿e socjalizm bêdzie trwa³ jeszcze wiele,
wiele lat. Zaczêliœmy te badania trochê na
przekór rzeczywistoœci i pocz¹wszy od pierw−
szej Solidarnoœci w³aœciwie je zarzuciliœmy
(w ka¿dym razie prowadzono je na mniejsz¹
skalê). Pojawi³o siê znacznie wiêcej szans
robienia czegoœ w ¿yciu spo³ecznym istot−
nego. St¹d wielu „futurologów“ w³¹czy³o siê
aktywnie w dzia³alnoœæ polityczn¹ i spo³eczn¹.
– Ale czy w tamtych badaniach widaæ ju¿
by³o nadziejê na to, co siê sta³o?
– Raczej nie. Poza najbardziej zbuntowa−
nymi œrodowiskami opozycji wiêkszoœæ spo³e−
czeñstwa uwa¿a³a, ¿e bêdzie „tak samo, tylko
mo¿e nieco lepiej“: bo „rzuc¹“ na rynek wiê−
cej pomarañczy i dostêpniejsze bêd¹ samo−
chody. Nikt raczej nie spodziewa³ siê rych−
³ego upadku socjalizmu.
– Bli¿ej czasów nam wspó³czesnych, bo
w 2003 roku, w trakcie konferencji poœwiê−
conej strategii Polski po wejœciu do Unii
Europejskiej powiedzia³ Pan, ¿e Polska wnie−
sie do Unii zacofane, s³abo wykszta³cone,
pe³ne kompleksów, zagubione w problemach
wspó³czesnego œwiata masy spo³eczne oraz
elitê reprezentuj¹c¹ wysoki œwiatowy poziom.
Od roku jesteœmy w Unii, czy ta prognoza
sprawdzi³a siê?
– Chyba by³em wtedy przesadnie pesy−
mistyczny w ocenie spo³eczeñstwa, a zbyt
optymistyczny w ocenie jakoœci elit. Okaza³o
siê przecie¿, ¿e, na przyk³ad, nasze rzeczy−
wiœcie zacofane rolnictwo na ogó³ potrafi³o
odnaleŸæ siê w Unii, dostosowaæ siê do wymo−
gów europejskich i podj¹æ wyzwania wolnego
rynku. Natomiast elity, zw³aszcza polityczne,
popad³y w wyraŸn¹ zapaœæ.
– W takim razie, kto bêdzie tak naprawdê
decydowa³ o miejscu i obrazie Polski w Euro−
pie?
– Wydaje mi siê, ¿e niestety ci¹gle znacz−
nie wiêcej zale¿y od elit.
Andrzej Siciñski – socjolog kultury (problemy stylów ¿ycia, wartoœci, spo³eczeñstwa obywatelskiego).
W czasie wojny ¿o³nierz ZWZ−AK, uczestnik Powstania Warszawskiego. Po wojnie m.in. wspó³za³o¿yciel
i dyrektor ds. naukowych Oœrodka Badania Opinii Publicznej przy Komitecie ds. RiTV, kierownik zak³adu
w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN, cz³onek i przez 5 lat sekretarz naukowy Komitetu PAN „Polska
2000“. Cz³onek Klubu Krzywego Ko³a, Konwersatorium „Doœwiadczenie i Przysz³oœæ“, Komitetu Obywa−
telskiego przy Przewodnicz¹cym NSZZ Solidarnoœæ. W latach 1991–1992 minister kultury i sztuki
w rz¹dzie Jana Olszewskiego. Autor m.in. ksi¹¿ek M³odzi o roku 2000, Dziœ i jutro kultury polskiej, Styl
¿ycia – kultura – wybór; wspó³autor i redaktor m.in. prac Style ¿ycia w miastach polskich (u progu kry−
zysu), Samoorganizacja spo³eczeñstwa polskiego: III sektor i wspólnoty lokalne w jednocz¹cej siê Euro−
pie. Obecnie rektor Wy¿szej Szko³y Sztuk Wizualnych i Nowych Mediów w Warszawie, profesor Colle−
gium Civitas w Warszawie; przewodnicz¹cy Rady Fundacji Kultury; cz³onek Pen Clubu; cz³onek World
Academy of Art and Science.
W RC Warszawa od 1989 r. (w latach 1990–1991 by³ prezydentem klubu); obecnie cz³onek hono−
rowy Paul Harris Fellow.
ROTARIANIN
17
2• 2005
WYWIAD
– Niestety?
– Niestety! Przypomnieliœmy sobie bowiem,
¿e okreœlenie „elita“ jest wieloznaczne. Elity
sk³adaj¹ siê z ró¿nych segmentów i akurat
ten polityczny, który decyduje o naszej repre−
zentacji w Europie, mamy fatalny.
– Co to oznacza dla Polski?
– Skoro ludziom, którzy reprezentuj¹ nas
na forum publicznym, trudno porozumieæ siê
co do tego, w jakim kierunku powinien siê roz−
wijaæ nasz kraj, jakie s¹ priorytety, nie rokuje
to niestety dobrze.
– Ma Pan jakiœ pomys³, jak temu zara−
dziæ?
– Bojê siê, ¿e prawdziwa zmiana bêdzie
mo¿liwa dopiero wtedy, gdy politycy mojego
pokolenia, i nawet o pokolenie m³odsi, odejd¹.
Wierzê, ¿e kolejne generacje – wolne od z³ych
nawyków i obci¹¿eñ realnego socjalizmu, nie−
zdemoralizowane, lepiej wykszta³cone – bêd¹
potrafi³y rz¹dziæ Polsk¹ sensowniej.
– Nie mo¿na pomin¹æ tych biblijnych 40
lat, które ¯ydzi po wyjœciu z Egiptu spêdzili
na pustyni? Pokolenie pamiêtaj¹ce niewolê
musi odejϾ?
– Okazuje siê, ¿e chyba rzeczywiœcie nie
mo¿na tego okresu pomin¹æ. Mam jednak na−
dziejê, ¿e coraz wiêksz¹ rolê bêd¹ odgrywa³y
te grupy spo³eczne, których dzisiaj jeszcze
nie zaliczamy do elit. S¹dzê, ¿e wzmacniaæ
siê bêd¹ struktury spo³eczeñstwa obywatel−
skiego i lokalnej samorz¹dnoœci. Ju¿ dziœ coraz
wiêcej, choæ zapewne nie dostatecznie du¿o,
dzieje siê w naszym kraju nie dlatego, ¿e tak
postanowi³ premier czy minister, ale dlatego,
¿e ludzie porozumiewaj¹ siê miêdzy sob¹
i podejmuj¹ wspólne dzia³ania w swoich wsiach
i miastach, gminach, powiatach. Dobrze roz−
wija siê drugi „filar“ spo³eczeñstwa obywa−
telskiego, czyli liczne organizacje pozarz¹−
dowe. NieŸle wygl¹da tak¿e gospodarka, choæ
zbyt silnie zwi¹zana jest z patologiami naszego
¿ycia politycznego.
– Czasami jednak wydaje siê, ¿e nawet
te istniej¹ce ju¿ struktury spo³eczeñstwa
obywatelskiego funkcjonuj¹ niejako wbrew
administracji centralnej.
ROTARIANIN
2• 2005
18
– Opór taki nieraz – choæ nie zawsze –
wystêpuje, jednak wiele organizacji pozarz¹−
dowych potrafi go prze³amywaæ.
– Ostatnio pojawi³y siê doœæ dramatyczne
g³osy, ¿e najbardziej rzutcy spoœród m³o−
dych ludzi, w których mo¿na pok³adaæ na−
dziejê, wierzyæ, ¿e to oni w³aœnie stan¹ na
czele spo³eczeñstwa, chc¹ wyjechaæ: 60
proc. studentów zadeklarowa³o, ¿e widzi
swoje miejsce poza Polsk¹.
– Myœlê, ¿e nie nale¿y traktowaæ tych de−
klaracji zbyt dos³ownie. W ogóle do wyników
badañ „opinii publicznej“ nale¿y odnosiæ siê
krytycznie (nie kwestionujê jednak ich war−
toœci, sam niegdyœ zreszt¹ nimi siê zajmo−
wa³em). Kiedy otwierano nasze granice, te¿
by³y obawy, ¿e nikt w Polsce nie zostanie,
a wcale tak siê nie sta³o. Owszem, pojawiaj¹
siê niejednokrotnie takie „eskapistyczne“ odpo−
wiedzi na pytania: „Czy chcia³byœ wyemigro−
waæ?“, „Czy zamierzasz wyjechaæ kraju?“, ale
i z w³asnego doœwiadczenia, i badañ wiem, ¿e
gdy przychodzi do decyzji, bierze siê pod uwagê
nie tylko chwilowy nastrój i pragnienia, ale
i rozmaite inne czynniki. Mój syn, który jest
lekarzem (z drugim stopniem specjalizacji),
zarabia w Polsce – jak ca³a s³u¿ba zdrowia,
gorzej ni¿ Ÿle, jeŸdzi wiêc co roku do Anglii na
kilka tygodni, dostaje za to wynagrodzenie,
które pozwala mu lepiej ¿yæ przez kilka mie−
siêcy. Ale potem wraca i nie planuje emig−
racji. Dlaczego? Miêdzy innymi dlatego, ¿e tu
ma rodziców, przyjació³, kolegów.
– Wracaj¹c do problemów spo³eczeñstwa
obywatelskiego, czy jesteœmy przygotowani
do takiego udzia³u w ¿yciu publicznym,
o jakim Pan mówi? Uczestnictwo w spo³e−
czeñstwie obywatelskim wymaga wysi³ku,
chêci i dobrego przygotowania. O to wcale
nie jest ³atwo.
– Mo¿e w du¿ych miastach jest trudniej,
ale w mniejszych spo³ecznoœciach wiêzi spo−
³eczne, s¹siedzkie, parafialne s¹ bardzo silne.
Jesteœmy spo³eczeñstwem dosyæ zintegro−
wanym, choæ w przekazach telewizyjnych tego
na ogó³ nie widaæ, i na tej bazie mo¿na roz−
budowywaæ spo³eczeñstwo obywatelskie.
WYWIAD
– Pytanie, czy istnieje taka wola? Pol−
skie spo³eczeñstwo sprawia wra¿enie, jakby
wycofa³o siê z ¿ycia publicznego zanim jesz−
cze zaczê³o braæ w nim udzia³.
– Jest taka niedobra tendencja, poniewa¿
¿ycie we wspólnocie i kontakty na szczeblu
lokalnym s¹ utrudniane w³aœnie przez elity czy
raczej „pseudoelity“ polityczne. Gdy s³yszy
siê niektórych przedstawicieli tych pseudo−
elit – i to niezale¿nie od tego, z której strony
sceny politycznej pochodz¹ – i widzi ich poczy−
nania, powi¹zania w sitwy i mafie, to rzeczy−
wiœcie odechciewa siê uczestnictwa w ¿yciu
publicznym. To bardzo niebezpieczne, bo, jak
wskazuj¹ rozmaite szacunki, grozi nam, ¿e do
najbli¿szych wyborów pójdzie nie wiêcej ni¿
20 proc. Polaków i to tych, którzy zaintere−
sowani bêd¹ nie tyle dobrem publicznym, ile
w³asnymi interesami i interesikami. Tacy
wyborcy z kolei wska¿¹ znów na tych czy takich
samych krzykaczy i kombinatorów, jacy w wiêk−
szoœci rz¹dz¹ dziœ.
– Mamy czuæ siê jako spo³eczeñstwo lep−
si ni¿ elity polityczne? A mo¿e one s¹ do−
k³adnie takie jak my sami?
– Mamy niestety jak¹œ dziwn¹ sk³onnoœæ
do wybierania ludzi gorszych ni¿ sami jes−
teœmy. Dzieje siê tak m.in. dlatego, ¿e zna−
nych, uznanych, wiarygodnych kandydatów do
rz¹dzenia naszym krajem nie widzimy zbyt
wielu; nie pojawiaj¹ siê oni na naszej zdege−
nerowanej scenie ¿ycia publicznego. Wiêc co
maj¹ robiæ ci, którzy id¹ g³osowaæ? Wybieraj¹
wed³ug interesów w³asnych koterii i sitw.
I ko³o siê zamyka.
– Co robiæ?
– Krzyczeæ: ludzie opamiêtajcie siê; nie
gotujcie sobie kolejny raz upiornego losu;
korzystajcie ze swych praw obywatelskich!
Zreszt¹ niektórzy publicyœci – na przyk³ad Ste−
fan Bratkowski, robi¹ to. Choæ nie nale¿y prze−
sadnie wierzyæ w skutecznoœæ takiego krzyku.
– To znaczy, ¿e w istocie jesteœmy bez−
radni...
– Nie, wierzê, ¿e w koñcu nast¹pi jakieœ
uzdrowienie naszego ¿ycia politycznego – miê−
dzy innymi dlatego, ¿e nie bêdzie innego wyj−
œcia, tylko politycznie dojrzeæ i zm¹drzeæ. Miê−
dzy innymi nasza obecnoϾ w Unii Europejskiej
bêdzie temu sprzyjaæ, hamuj¹c przynajmniej
niektóre wyskoki przedstawicieli pseudoelit
i pokazuj¹c spo³eczeñstwu, ¿e mimo trud−
noœci mo¿na dzia³aæ inaczej: wystarczy spoj−
rzeæ na Hiszpaniê lub Irlandiê i ich rozwój po
wejœciu do Unii. A z kolei przyk³ady Bia³orusi
czy Rosji putinowskiej powinny stanowiæ ostrze−
¿enie.
– Wejœcie do UE to z jednej strony szansa
zacieœniania wiêzi z innymi spo³ecznoœciami
i kulturami, z drugiej ryzyko utraty, a przy−
najmniej os³abienia w³asnej to¿samoœci naro−
dowej. Ryzyko tym wiêksze, im to poczucie
to¿samoœci jest s³absze. Jak siê przed tym
uchroniæ?
– Jestem przekonany, ¿e w najbli¿szym
czasie taka utrata to¿samoœci nam nie grozi.
Wystêpuje u nas, moim zdaniem, pewien defi−
cyt instynktu pañstwowego (takie okreœlenie
zreszt¹ nie zawsze dobrze siê kojarzy), nato−
miast nie mamy chyba deficytu instynktu naro−
dowego. Ale co bêdzie za 100 lat na przyk³ad
z jêzykiem polskim, oczywiœcie nie wiem. Byæ
mo¿e jêzyki narodowe stan¹ siê lokalnymi
narzeczami, a wszyscy bêd¹ mówiæ jak¹œ
odmian¹ angielskiego? To ju¿ jednak „futuro−
logia“ id¹ca naprawdê za daleko (zreszt¹
w to nie wierzê). Ale oczywiœcie warto o tym
rozmawiaæ, ¿eby przygotowaæ siê na to, co
jest mo¿liwe, choæ wcale nie musi nast¹piæ.
ROTARIANIN
19
2• 2005
WYWIAD
– Nie obawia siê pan, ¿e nasza kultura
roztopi siê w potê¿niejszej, bogatszej, bar−
dziej ekspansywnej kulturze europejskiej,
a potem globalnej, czyli pewnie amerykañ−
skiej?
– Nie. Istnieje przecie¿ obok pojêcia glo−
balizacji drugie – „glokalizacji“, oznaczaj¹cej
wzrost znaczenia wiêzi, wartoœci lokalnych.
I dziœ ten wzrost znaczenia lokalnoœci widaæ
(zreszt¹ nie jestem pewien czy mo¿na mówiæ
o wspó³czesnej „kulturze europejskiej“, a nie
tylko o jej Ÿród³ach i tradycjach). O¿ywaj¹ roz−
maite tradycje, rozwija siê lokalny patriotyzm,
lokalne ambicje i poczucie to¿samoœci zwi¹−
zane z miejscem pochodzenia: miastem lub
wsi¹, regionem. S¹dzê, ¿e bêdzie to funkcjo−
nowaæ tak¿e w skali ca³ej Europy – a w³aœci−
wie ju¿ funkcjonuje. Tak wiêc przewidujê, ¿e
obok wzrastaj¹cej roli ca³ej Wspólnoty, bêdzie
ros³o tak¿e znaczenie to¿samoœci poszcze−
gólnych narodów.
– A co my wniesiemy do tej wspólnej
Europy?
– Na pewno przywi¹zanie do przesz³oœci,
znaczenie, jakie przyk³adamy do historii i tra−
dycji, wagê mitu zwi¹zanego z ziemi¹ Anteu−
sza (choæ sam mit nie jest zapewne powszech−
nie znany); tak¿e orientacjê prorodzinn¹. Nie
we wszystkich spo³ecznoœciach europejskich
te wartoœci s¹ dziœ widoczne i istotne.
– Dla wielu osób to, ¿e ci¹gle ogl¹damy
siê wstecz, jest ciê¿arem, który utrudnia
integracjê, balastem powoduj¹cym resen−
tymenty, fobie, negatywne stereotypy.
– Wszystko zale¿y od tego, co chcemy
i potrafimy zobaczyæ, spogl¹daj¹c w prze−
sz³oœæ. Czy chcemy dostrzegaæ w niej tylko
przejawy naszych narodowych – czasem uro−
jonych – przewag, czy te¿ potrafimy oceniæ
j¹ krytycznie? Nie trzeba koniecznie kochaæ
liberum veto i tradycji szlacheckiej wolnoœci,
która doprowadzi³a do rozbiorów, ale warto
dostrzec w niej istotne plusy, swego rodzaju
nowatorstwo w skali europejskiej. Szacunek
dla w³asnej historii daje ludziom poczucie zako−
rzenienia, si³ê wynikaj¹c¹ ze œwiadomoœci
miejsca, z którego przychodzimy.
ROTARIANIN
2• 2005
20
– Wiele osób czerpie jednak z historii
powód do poczucia wy¿szoœci nad jednymi
narodami, pogardy wobec innych i niena−
wiœci. Nie widzi Pan w tym niebezpieczeñ−
stwa dla tworzonej wspólnoty?
– To w znacznym stopniu stereotypy, tak
naprawdê – wbrew wielu obiegowym opiniom
– bez wielkiego znaczenia. Uczestniczê w pra−
cach Komisji (Rady Europy) Przeciwko Rasiz−
mowi i Nietolerancji (European Commission
Against Racism and Intolerance), która w³aœ−
nie tymi problemami siê zajmuje. I na euro−
pejskim tle wcale nie wypadamy Ÿle. Zdecy−
dowanie gorzej sami o sobie mówimy, ni¿ ma
to odzwierciedlenie w rzeczywistoœci.
– Ale czy tak samo postrzegaj¹ nas inni?
Przecie¿ te¿ jesteœmy ofiarami wielu nega−
tywnych stereotypów?
– Bardzo szkodzi nam uto¿samianie Pola−
ków z antysemityzmem. To przez jakiœ czas
rzeczywiœcie by³ polski problem, ale dziœ –
mimo i¿ niestety wci¹¿ pojawiaj¹ siê publi−
kacje skandaliczne, sprzedawane nawet
w koœcio³ach – jest to zjawisko raczej margi−
nalne, choæ bardzo szkodliwe. Jesteœmy jed−
nak na przejawy antysemityzmu bardzo uwra¿−
liwieni – i to dobrze. W efekcie, mimo i¿ we
Francji antysemickie resentymenty wystê−
puj¹ czêœciej ni¿ u nas, to w Polsce znacznie
wiêcej siê o tym mówi i czêœciej piêtnuje. To
zwraca uwagê Europy i w pewien sposób
obraca siê przeciwko nam. Zreszt¹ antyse−
mityzm szkodzi nie tyle tak nielicznym we
wspó³czesnej Polsce ¯ydom, ile w³aœnie „czys−
tej krwi“ Polakom: ich zatruwa.
– Jak Pan myœli, gdyby dziœ zapytaæ m³o−
dych o to, jaka bêdzie Polska za 25 lat,
w roku 2030, jakie by³yby odpowiedzi?
– Pewnie takie, jak 30 lat temu: bêdzie
tak samo, tylko lepiej – nasza wyobraŸnia jest
na ogó³ doœæ ograniczona – bêdziemy bardziej
europejscy i bêdziemy mogli jeŸdziæ do USA
bez wiz. Ale chyba rzeczywiœcie warto by³oby
przeprowadziæ takie badania wyobra¿eñ wspó³−
czesnej m³odzie¿y, a mo¿e przede wszystkim
zainteresowaæ siê tym, czy ona o przysz³o−
œci – nie tylko swojej, ale Polski, Europy, œwiata
– rzeczywiœcie myœli.
Rotary… to sposób ¿ycia... dobrego, naturalnego, zdro−
wego i przyjaznego... Œwiat pe³en jest potencjalnych rotar−
ian, którzy jednak rotarianami nie s¹... Jeœli wszak¿e, przy−
jaciele, macie w sercu mi³oœæ dla swoich bliŸnich, to w³aœnie
wy jesteœcie potencjalnymi rotarianami.
(Radiowe wyst¹pienie podczas
konwencji RI w Bostonie, 1933)
Najlepszym lekiem na miêdzynarodowe lêki jest zrozumie−
nie miêdzy narodami; a najlepsza droga do miêdzynarodo−
wego porozumienia wiedzie przez wspólne dzia³ania i kon−
takty.
(Przes³anie do uczestników konferencji
Rotary krajów Pacyfiku, Tokio 1928)
Nie wierzê, ¿eby stolica musia³a zgadzaæ siê na g³ód, biedê
i choroby. Zanim wiêc uczynimy nasze miasto piêknym,
usuñmy z niego nêdzê. To w slumsach rodzi siê polityczna
malaria, której nie mo¿emy w sobie tolerowaæ.
(„The Rotarian“, marzec 1918)
ROTARIANIN
21
2• 2005
ESEJ
MEANDRY PAMIÊCI
Wies³aw Wodecki
si¹¿ka rozpada siê w rêku. Kartki siê roz³a¿¹. Papier gruby, po¿ó³k³y od sta−
roœci kruszy siê i pachnie niemi³o. Tylnej ok³adki brak, przednia postrzêpiona.
Na szarym tle zielone litery: Achtung! Lagerlande! Stehen bleiben! Fotogra−
fieren verboten!
K
I kursyw¹, jakby namalowany pêdzlem czarn¹ farb¹, tytu³ – Jezioro Bodeñ−
skie. Ok³adkê projektowa³ Henryk Tomaszewski. Autorem powieœci jest Sta−
nis³aw Dygat. Ukaza³a siê w wydawnictwie Wiedza w 1946 roku.
Chrystus miêdzy
³otrami
Obóz w Konstancji nad Jeziorem
Bodeñskim by³ szczególnym miejscem
odosobnienia. Hitlerowcy urz¹dzili go dla
cudzoziemców. Stanis³aw Dygat mia³ pasz−
port francuski, wiêc go internowali wkrótce
po zajêciu Warszawy. Zwolnili w 1940.
Wróci³ i zwi¹za³ siê z kulturalnym podzie−
miem. Na kanwie swoich prze¿yæ pisa³
powieœæ. Janusz Minkiewicz we Wspom−
nieniach zanotowa³: ...m³odzieñcza œwie−
¿oœæ tej powieœci by³a jasnym promykiem
na ponurym tle okupacyjnej rzeczywis−
toœci.
Tak¿e po wojnie by³a czymœ wyj¹tko−
wym, zachwycaj¹cym jak pierwsze prze−
biœniegi. Urzeka³a przekorn¹ odmiennoœ−
ci¹, romantycznym szaleñstwem i anty−
romantyczn¹ ironi¹ i kpin¹. Zacytujê zna−
mienne fragmenty odczytu, który boha−
Wies³aw Wodecki urodzi³ siê w ubieg³ym wieku. W czasie
wojny by³ ¿o³nierzem AK. W 1945 roku we Wroc³awiu w Kom−
panii Akademickiej pilnowa³ Klinik Akademii Medycznej. Studio−
wa³ na 7 wydzia³ach. Ma dyplom magistra prawa, mistrza ogrod−
nictwa, mistrza pszczelarstwa, licencjê pilota wycieczek
zagranicznych. By³ redaktorem, publicyst¹, felietonist¹. Nauczy³
siê teatru i od drugiej po³owy lat szeœædziesi¹tych zajmowa³ siê
re¿yseri¹ w teatrze TV i teatrze ¿ywego planu. Internowany
13 grudnia 1981 r. Wyda³ kilka ksi¹¿ek w drugim obiegu. Ostat−
nio zbiór felietonów W Piñczowie dnieje w Wydawnictwie Dol−
noœl¹skim. Cz³onek honorowy RC Wroc³aw−Centrum.
ROTARIANIN
2• 2005
22
ter powieœci wyg³osi³ w obozie dla inter−
nowanych. To próbka stylu i myœle−
nia o tak zwanej sprawie polskiej: Gdy−
byœmy mieli przed sob¹ mapê Europy,
a spojrzenie nasze skierowali ku wscho−
dowi, uwagê nasz¹ zwróci³by kraj, któ−
rego granice, wyró¿niaj¹ce jego powierzch−
niê, nadaj¹ mu wyró¿niaj¹cy od innych
kszta³t (...) kraj ten kszta³tem przypo−
mina serce, a przy odrobinie dobrej woli
mo¿na go przyrównaæ do cz³owieka, który
rozwar³ ramiona. Tak rozwar³ ramiona
przybite do krzy¿a (...) Polska jest jak
ukrzy¿owany Cz³owiek (...) Wy mieszkañcy
krajów, które albo maj¹ ochotê czmych−
n¹æ z pomrukuj¹cego groŸnie kontynentu,
albo niby ¿aglowiec p³yn¹ spokojnie po
oceanie, nie wiecie co to jest wisieæ na
krzy¿u miêdzy dwoma ³otrami. Nie wie−
cie, nie. (...) Wiêc có¿ wy sobie mo¿ecie
myœleæ o tym ukrzy¿owanym cz³owieku?
Có¿ na jego temat mo¿ecie sobie wyob−
raziæ? Nic, zupe³nie nic. Mo¿ecie wzru−
szaæ najwy¿ej ramionami.
Zabrak³o Pi³ata
Swoj¹ drog¹ ciekawe by³oby zesta−
wienie tej wczesnej prozy Dygata z Gom−
browiczem. Gdzieœ tam, w dali p³yn¹³ nie−
znany Transatlantyk, a bohater Jeziora
Bodeñskiego kontynuowa³ wyk³ad: Jak na
ESEJ
ukrzy¿owany naród trochê w tej Polsce
ludzie s¹ zbyt beztroscy i lekkomyœlni. To
mo¿e nawet i mi³e, ale nie bardzo roz−
s¹dne i du¿o z tego biedy czasem wynika.
Lubi¹ siê przy tym miêdzy sob¹ za ³by
braæ, oj lubi¹, a najgorzej, ¿e sami nie
wiedz¹ o co (...) A trzech facetów mia³o
siê spotkaæ w „Ziemiañskiej“ na Mazo−
wieckiej, aby za³o¿yæ komitet europeizacji
miasteczek w Polsce, ale jeden przyszed³
o 6.30, drugi o 7 do „Ziemiañskiej“ na
Marsza³kowskiej, a trzeci nie przyszed³
wcale i ju¿ teraz tego komitetu nie za³o¿¹,
bo siê pok³ócili.
Ten odczyt zakoñczony okrzykiem
„Wis³a siê pali!“ odnosi siê oczywiœcie do
Polski przedwrzeœniowej, ale jeœli siê chwilê
zastanowiæ, oka¿e siê, ¿e niewiele stra−
ci³ na aktualnoœci. Wystarczy zmieniæ
realia i bêdziemy w Polsce Ludowej,
a tak¿e w III Rzeczypospolitej. Nawet bar−
dziej w III Rzeczypospolitej.
Po 1946 roku ukaza³o siê wiele wzno−
wieñ Jeziora Bodeñskiego. £adnie wydane,
na lepszym papierze, w twardych ok³ad−
kach, ale nie odda³bym za nie swojego
starganego egzemplarza. W nowych wyda−
niach wykreœlono zdanie, ¿e Polska jak
ten Chrystus wisi na krzy¿u miêdzy dwoma
³otrami. Wykreœlono zapewne dlatego, ¿e
zabrak³o na tym obrazie Pi³ata. Nie móg³
Dygat przewidzieæ, ¿e Pi³at objawi siê
w trzech postaciach na perskiej pustyni,
a ostateczny wyrok wyda dwa lata póŸ−
niej w Ja³cie. Wkrótce, po tym brze−
miennym w skutki dyktacie, trójca siê
rozpadnie i dwóch umyje rêce. Ale niczego
to ju¿ nie zmieni.
10 procent cynizmu
Nie bêdziemy kontynuowaæ tego w¹tku.
Nie ma w nim ani wdziêku, ani uczucia.
Autor Jeziora Bodeñskiego nie znosi³
takich dywagacji. Wiele lat potem, kiedy
podpisa³ s³ynny list 34, napastowany przez
funkcjonariuszy PZPR, drêczony pyta−
niami dlaczego to zrobi³, uci¹³ rozmowê
prostym stwierdzeniem: Bo zosta³em
wychowany na westernach.
Dodajcie 10 procent cynizmu Angli−
ków Polakom, a bia³y orze³ roztoczy skrzyd³a
nad ca³¹ Europ¹ – pisa³ Balzak. Gustaw
Herling−Grudziñski w Dzienniku pisanym
noc¹ opowiada o znajomoœci z cz³owie−
kiem, który by³ prototypem Jamesa Bonda.
Nazywa³ siê Fitzroy Maclean i by³ ofice−
rem zwi¹zanym z Intelligence Service.
W czasie wojny, w stopniu pu³kownika,
by³ oficerem ³¹cznikowym w kwaterze
genera³a Mihailovicia. Brytyjczycy du¿¹
wagê przywi¹zywali do sytuacji na Ba³−
kanach. Kiedy Maclean otrzyma³ rozkaz
porzucenia Mihailovicia i zameldowania
siê u Tity, przedstawi³ premierowi plan
lojalnego wspierania dotychczasowego
sojusznika. OdpowiedŸ Churchilla – pisze
Herling – powinna byæ odciœniêta w naszych
mia³kich umys³ach œrodkowoeuropejskich,
zapatrzonych bez wahañ w solidarnoœæ
Zachodu: Mr Maclean, do you intend per
chance to settle after the war in You−
goslawia? Pu³kowniku Maclean, czy¿by
zamierza³ pan osiedliæ siê po wojnie
w Jugos³awii?
W pamiêtnikach drukowanych pier−
wotnie w nowojorskim „Life“ 13 maja
1948 r. Churchill tak scharakteryzowa³
Polaków: Pozostanie to tajemnic¹ i tra−
gedi¹ historii, ¿e naród gotów do wszel−
kiego heroicznego wysi³ku, uzdolniony,
waleczny, ujmuj¹cy towarzysko, powta−
rza zastarza³e b³êdy w ka¿dym prawie
objawie swoich rz¹dów. Wspania³y w bun−
cie i nieszczêœciu, haniebny i bezwstydny
w triumfie. Najdzielniejszy spoœród dziel−
nych, prowadzony przez najpodlejszych
wœród pod³ych. Ta opinia Churchilla wywo−
³a³a protesty Polaków amerykañskich.
Papieros z Foreign
Office
Odwieczn¹ praktyk¹ dyplomatów bry−
tyjskich jest zasada: never complain,
never explain! Nigdy nie narzekaæ, nigdy
nie wyjaœniaæ! Churchill nie uzasadnia³
ROTARIANIN
23
2• 2005
ESEJ
swego stanowiska, ale w wydaniu ksi¹¿−
kowym Drugiej wojny œwiatowej nieco z³a−
godzi³ swoje s¹dy. Nape³ni³o to g³êbokim
obrzydzeniem Melchiora Wañkowicza.
W Klubie Trzeciego Miejsca pisa³, ¿e
z przera¿eniem patrzy³ na straszliwy bez−
wstyd mê¿a stanu, który zabrane piêæ−
dziesi¹t dwa procent ziemi sojusznika
nazwa³ improvement of frontier – poprawk¹
granicy, podyktowan¹ strategicznym bez−
pieczeñstwem Rosji. Po ukazaniu siê pierw−
szego tomu pamiêtników brytyjskiego pre−
miera wys³a³ mu angielski przek³ad Dziejów
rodziny Korzeniewskich – Golgotha Road.
Pisa³: Szanowny panie. £atwo obraziæ
Polaków w obecnych czasach, ale myœlê,
¿e jest pan ostatnim, który wykona to
niesmaczne zadanie po radosnym zam−
kniêciu sprawy i zaakceptowaniu z lekkim
sercem porozumieñ z Teheranu i Ja³ty.
Proszê pozwoliæ przekazaæ sobie, ze smut−
nym uszanowaniem, moj¹ broszurê.
W imieniu Churchilla Honorable Sec−
retery, pan Odd, powiadomi³ Wañkowi−
cza, ¿e Churchill kaza³ mu za ksi¹¿kê, opi−
suj¹c¹ cierpienia Polaków spowodowane
niedotrzymaniem umów przez aliantów,
najserdeczniej podziêkowaæ. Wañkowicz
skwitowa³ tê odpowiedŸ krótko: Poczu−
³em siê jak wtedy, kiedy mnie w Foreign
Office poczêstowano papierosem.
Dziêkuj¹c Bogu
za wojnê
Meander to rzeka we Frygii s³yn¹ca
z krêtego biegu, pêtlicowo wygiêtych zako−
sów, na pewnych odcinkach gin¹ca i p³y−
n¹ca pod ziemi¹, aby w koñcu ujœæ do
Morza Ikaryjskiego. My w podziemnym
¿yciu wprawieni jesteœmy od XVIII wieku.
Szko³ê podstawow¹ koñczy³em w Kiel−
cach. We wczesnych latach trzydzies−
tych ¿yli jeszcze i niekiedy pojawiali siê
na ulicach weterani Powstania Stycz−
niowego. Jeœli byliœmy w mundurkach har−
cerskich, salutowaliœmy im z najwy¿sz¹
czci¹, jeœli w mundurkach szkolnych, zdej−
mowaliœmy czapki. 1 wrzeœnia 1939 r.
ROTARIANIN
2• 2005
24
pobieg³em do koœcio³a podziêkowaæ Bogu
za wojnê i ¿arliwie prosiæ, ¿eby siê szybko
nie skoñczy³a. Niech potrwa choæ dwa
lata, dwa sobie dopiszê i zaci¹gnê siê.
Jak ci z Oleandrów.
Przytoczê teraz tekst z mojej ksi¹¿ki,
która w³aœnie ukaza³a siê w Wydawnic−
twie Dolnoœl¹skim – W Piñczowie dnieje.
By³em ¿o³nierzem AK. W lipcu 1944
mia³em bardzo mocne, lewe papiery. Krê−
ci³em siê po terenach nadwiœlañskich
w rejonie Kazimierza, Pu³aw i dalej a¿ po
lewobrze¿ne okolice Dêblina. Z papierów
wynika³o, ¿e pracujê dla zaopatrzenia
Wehrmachtu. W istocie otrzyma³em zada−
nie obserwacji ruchów wojsk niemieckich,
wyszukiwania sk³adów amunicji i miejsc
postoju dywizji Wehrmachtu i Waffen SS.
W po³owie lipca w okolicach Wólki
£agowskiej, póŸnym wieczorem zobaczy−
³em na szosie jednokonny wóz zwany pó³−
koszkiem. Powozi³ nim samotny mê¿−
czyzna, absolutnie nie wygl¹daj¹cy na
ch³opa. Wiedzia³em, ¿e trzy kilometry dalej
wpad³by w ³apy feld¿andarmerii i w naj−
lepszym wypadku skierowany zosta³ do
kopania rowów. Wylaz³em z krzaków. Mê¿−
czyzna okaza³ siê profesorem Uniwersy−
tetu Poznañskiego. Nazywa³ siê Czes³aw
Znamierowski i powiedzia³, ¿e ucieka przed
bolszewikami. Leœnym duktem powioz³em
go do ksiêdza S³abczyñskiego w Przy³êku.
Po kolacji profesor zwróci³ siê do mnie
ze s³owami, które zapamiêta³em na
zawsze. Mówi³, ¿e przegraliœmy wojnê.
Alianci oddali Stalinowi polskie tereny
wschodnie i ka¿dy opór z naszej strony
jest beznadziejny i samobójczy.(...) Sza−
leñstwem i zbrodni¹ dowódców AK jest
posy³anie takich ch³opców jak pan lekkim
gestem na œmieræ. O przysz³oœci Polski
decydowaæ bêd¹ ci, którzy prze¿yj¹ i umeb−
lowanie ich g³ów. Ma pan choæ maturê?
Matura i mesjanizm
Maturê mia³em tylko ma³¹, ale profe−
sor mnie nie przekona³. Uwa¿a³em, ¿e naj−
ESEJ
wa¿niejsz¹ rzecz¹ jest walka. Kiedy
w sierpniu, po koncentracji w lasach konec−
kich i Górach Œwiêtokrzyskich naszym
oddzia³om, zamiast marszu na odsiecz
Warszawie, kazano zakopaæ broñ i rozejœæ
siê do domów, zaciskaliœmy piêœci do krwi.
Dos³ownie paznokcie wbija³y siê w d³onie
i ³zy toczy³y siê po policzkach.
Stanis³aw Lakiernik by³ ¿o³nierzem
Kedywu. Dwa dni przed godzin¹ W przy−
szed³ do niego Roman Bratny i powiedzia³:
„Jeœli zrobimy powstanie, to Niemcy nas
wykoñcz¹, a Rosjanie bêd¹ siê przygl¹−
daæ“. Odpowiedzia³ na to: „Jeœli ty to
wiesz i ja to wiem, to nasi dowódcy nie
rozpoczn¹ powstania bez porozumienia
z Rosjanami“.
Rozpoczêli.
Po kapitulacji gen. Okulicki pisa³ do
prezydenta Raczkiewicza: Potrzebny by³
czyn, który by wstrz¹sn¹³ sumieniem œwiata.
Nie wstrz¹sn¹³.
Po szoku klêski w spo³eczeñstwie
narasta³ proces gloryfikacji powstania.
By³ odpowiedzi¹ na ordynarn¹, zak³aman¹
propagandê nowego re¿imu. ¯o³nierzy AK
nie tylko pozbawiono poczucia sensu walki,
odbierano im dobre imiê. W zderzeniu
chamskiego k³amstwa z romantycznymi
iluzjami wygrywa³a mesjanistyczna tra−
dycja Polaków. Bardzo niebezpieczna.
Górê bra³a pedagogika wysnuta z iluzji
i mitów.
pyta³a partyjna prasa. To „pan“ i te „anglo−
amerykañskie okulary“ brzmia³y jak wyrok.
I rzeczywiœcie Spraw Polaków nie wzna−
wiano. Musia³o up³yn¹æ æwieræ wieku, aby
pozwolono na przedruk fragmentów.
Dziœ wiele tez Osmañczyka wyblak³o,
a s³owa straci³y energiê. Warto jednak
przypomnieæ, jak widzia³ Niemców i Pola−
ków tu¿ po wojnie. Niemcy – pisa³ – obo−
jêtnie w jakiej strefie, odrzucaj¹ w³asn¹
winê i z zaciêtoœci¹ pracuj¹. Pracuj¹ nad
odbudow¹ swego kraju. Polacy, obojêt−
nie w Kraju czy na Emigracji, lew¹ rêk¹
bij¹ siê w piersi, praw¹ wskazuj¹ wino−
wajców wœród innych narodów i mêcz¹c
siê bardzo gadaniem o losach ojczyzny
i œwiata, s¹ co najmniej dwukrotnie mniej
produktywni ni¿ Niemcy.
Osmañczyk przewidywa³ rozwój sytu−
acji i zastanawia³ siê, jak mamy uk³adaæ
siê z Niemcami. Bojkotowanie 70−milio−
nowego s¹siada, zbywanie go pogard¹
i nienawiœci¹ nie da nam ani bezpoœred−
niej korzyœci, ani nie zyska nam dobrej
opinii w œwiecie. Pozostaje zatem droga
uczuciowo najprzykrzejsza, rozumowo
najtrudniejsza – wspó³pracy pokojowej
z Niemcami, wspó³pracy, która jeœli bêdzie
czujna i roztropna, zmusi Niemców do
pokoju z nami i do szanowania wreszcie
Polaków i polskiej granicy.
Niemieckie
Sprawy Polaków
Minê³o 60 lat. W ostatniej dekadzie
XX wieku rozpad³ siê Zwi¹zek Radziecki.
Polska flaga poœród 25 innych powiewa
nad Strasburgiem. Swoj¹ przysz³oœæ
³¹czymy z Europ¹. Europa patrzy dalej.
Bardzo dba o dobre stosunki z Rosj¹.
Ogarniêci niebezpieczn¹ megalomani¹
polscy szowiniœci manifestuj¹ odmienn¹
orientacjê. Na Zachodzie i na Wschodzie.
Wygrzebane z zakamarków pamiêci mean−
dry naszej historii rodz¹ najgorsze prze−
czucia. Przypuszczam, ¿e moje obawy
podziela znacz¹ca czêœæ tzw. myœl¹cego
spo³eczeñstwa.
Po tym zakolu rzeki pamiêci powrócê
do roku 1946. Obok Jeziora Bodeñskiego
przechowujê równie rozlatuj¹c¹ siê, zaczy−
tan¹ ksi¹¿kê Edmunda Osmañczyka –
Sprawy Polaków. To by³a ksi¹¿ka kultowa,
choæ s³owo to w tamtych latach jeszcze
nie funkcjonowa³o. Mówi³a o granicy up³ywu
krwi, o naszych szansach w konfrontacji
z sytuacj¹ w pokonanych Niemczech. By³a
bolesna, alarmuj¹ca i bardzo nie podo−
ba³a siê w³adzom. Co zobaczy³ pan Osmañ−
czyk przez angloamerykañskie okulary? –
Niebezpieczna
megalomania
ROTARIANIN
25
2• 2005
REPORTA¯
POMARAÑCZOWY
BLASK ROTARIAÑSKIEJ
ZÊBATKI
Pavlo Kashkadamov
Pomarañczowej rewolucji nie przewidzia³ chyba nikt. Oczekiwano sfa³szowa−
nia drugiej tury wyborów prezydenckich, w której walczyli Wiktor Janukowycz
i Wiktor Juszczenko, oczekiwano protestów ludzi, spodziewano siê wprowadze−
nia stanu wojennego. I to wszystko w du¿ym stopniu siê spe³ni³o, ale to, co nast¹−
pi³o póŸniej, zaskoczy³o wszystkich.
Widok ogólny czêœci
miasteczka namioto−
wego
ROTARIANIN
2• 2005
26
miastach na zachodzie i w cen−
trum kraju zaczê³y siê mani−
festacje, ruch samochodowy
na centralnej arterii Kijowa – Chresz−
czatyku – zamar³; na jezdni wyros³o mias−
teczko namiotowe. Gdy w³adze zagrozi³y
zamkniêciem niezale¿nego 5. Kana³u tele−
wizji, dziennikarze og³osili strajk g³odowy
i zaczêli nadawaæ przez 24 godziny na
dobê program pod has³em „Kana³ uczci−
wych nowoœci“. W zachodniej i central−
nej Ukrainie najbardziej poszukiwanym
kolorem sta³ siê pomarañczowy. Kokardy,
wst¹¿ki i proporczyki w tym kolorze roz−
chodz¹ siê w mgnieniu oka, a szaliki,
swetry i krawaty w ró¿nych odcieniach
pomarañczy uzyskuj¹ dwu−trzykrotne
przebicie. Niebiesko−biali zwolennicy Janu−
kowycza i w³adzy s¹ zdezorientowani –
nie wiedz¹ jak reagowaæ.
W
We Lwowie mobilizacja chêtnych do
miasteczka namiotowego. Nie wolno zejϾ
z Majdanu Niepodleg³oœci, bo opanuj¹ go
oddzia³y Gwardii Narodowej. Z zachod−
niej Ukrainy ruszaj¹ do Kijowa konwoje
autobusów z posi³kami; poci¹gi s¹ sztur−
mowane na dworcach, konduktorzy rezyg−
nuj¹ przed skanduj¹cym jedno s³owo:
„Hañba!“ t³umem. Ale samochody i auto−
busy zatrzymywane s¹ w polu, poci¹gi
kierowane na bocznice – milicja próbuje
nie przepuœciæ posi³ków do stolicy. Przed
Oper¹ Lwowsk¹ dzieñ i noc trwa mani−
festacja, wystêpuj¹ dzia³acze polityczni,
zespo³y muzyczne – wieczorem p³on¹
œwiece. Wojewódzkie i miejskie rady Lwowa,
Tarnopola, Iwano−Frankowska odmawiaj¹
uznania wyników drugiej tury g³osowania.
Moja 17−letnia córka Ania, która stu−
diuje w Lublinie, zostaje wraz z grup¹ m³o−
REPORTA¯
dzie¿y ukraiñskiej zatrzymana przez policjê
za nielegaln¹ manifestacjê na Krakow−
skim Przedmieœciu. Uprzedzono j¹ o depor−
tacji z Polski, gdyby incydent siê powtó−
rzy³. Moja ¿ona Svitlana w czwartek
w gronie kolegów z pracy wybiera siê do
Kijowa. Nie mog¹ dostaæ biletów, a kiedy
w koñcu je zdobywaj¹, okazuje siê to na
nic, bo w wagonie sypialnym w ka¿dym
przedziale jedzie 6 osób. Udzielam „Kurie−
rowi Lubelskiemu“ i telewizji lubelskiej
wywiadów na temat pomarañczowej rewo−
lucji, która jeszcze siê tak nie nazywa.
Ania jest oburzona, ¿e nie przywioz³em
jej pomarañczowych wst¹¿ek. Radzê, ¿eby
kupi³a pomarañczowe reklamówki i pociê³a.
Pokazujê zrobion¹ w ten sposób kokardê
na moim samochodzie. Wybacza mi.
W pi¹tek wieczorem we Lwowie wsiadam
do poci¹gu i rano do³¹czam do ¿ony na
Majdanie Niepodleg³oœci. Jesteœmy razem
i jestem ju¿ spokojny, choæ sytuacja
w Kijowie napiêta. Z Doniecka i £ugañska
zwo¿¹ „zwolenników“ Janukowycza (piszê
„zwolenników“ w cudzys³owie, bo to gór−
nicy, których prosto z kopalni wsadzaj¹
do autobusu lub poci¹gu, daj¹ ka¿demu
20 minut na telefoniczne uprzedzenie
rodziny, po 150 hrywien (oko³o 30 USD)
i 2 butelki wódki, a potem wioz¹ do sto−
licy). Przyje¿d¿aj¹ do Kijowa Ÿli, niewy−
spani, na kacu, bez ciep³ej odzie¿y, nie
wiedz¹c dobrze po co – s¹ zdesperowani
i niebezpieczni. Gromadz¹ siê na Dworcu
Centralnym – wiem, ¿e Gena Kroiczyk
z mego klubu jest tam od trzech dni jako
„pomarañczowy“ agitator, lecz nie mogê
go znaleŸæ – ma roz³adowan¹ bateriê
w komórce. W radio i telewizji komuni−
katy, ¿e ¿o³nierzom Gwardii Narodowej
rozdano ostre naboje, ¿e sprowadzono
do Kijowa jednostki specjalne z Rosji.
W Kijowie mróz do 18 stopni, wieje
mocny wiatr, œnieg tnie w twarz, ratuj¹
nas tylko kombinezony narciarskie, ko¿u−
chy, czapki i rêkawice. I piersiówka z konia−
kiem – jedna na wszystkich. Ale atmos−
fera jest niepowtarzalna – uprzejmi, gotowi
do pomocy ludzie,
wszêdzie s³ychaæ
¿arty i œmiechy. Kto
zmarz³ – tañczy.
W ogóle nie widaæ
pijanych. Dziêki temu
³atwo rozpoznaæ
zwykle mocno pod−
pitych prowokato−
rów. W kawiarence,
gdzie wst¹piliœmy na
kawê, siedzimy obok
szeœciu m³odych ludzi, z wygl¹du i wymowy
drwali z Karpat. Pods³uchujê, jak jeden
karci drugiego, który do pierogów chce
wypiæ kieliszek wódki: „Jaka wódka? Wiesz,
¿e Jula (Tymoszenko) powiedzia³a »nie
piæ«?!“ Ten t³umaczy siê: „Ja tylko tak,
¿eby siê zagrzaæ...“.
Svitlana z czterema kolegami ze Lwowa
trafi³a pod gmach Centralnej Komisji
Wyborczej, gdzie sta³o 20 tysiêcy nie−
biesko−bia³ych. Dyskutowali piêæ godzin.
Dziœ wielu kolegów dzwoni, ¿e widzieli
Svitlanê agituj¹c¹ „janukowyczów“ („janu−
kowycze“ lub „janyczary“ – tak nazywani
s¹ zwolennicy Janukowycza) w 5. Kanale
i w stacjach Inter oraz ICTV. Spotykamy
na ulicach kolegów z mojego klubu: Romana
Steckiva i Olesia £emishko, Bohdana Mati−
jashka i Jarka Shparyka z RC Lwów−Leo−
polis, Irê Matsevko z RC Lwów−Ratusz,
Volodiê Chomê z klubu Svitlany Lwów−
−Centrum, wielu polityków i deputowa−
nych do parlamentu. Wstêpujemy na kawê
do Oleksija Kozhenkina z RC Kijów, który
ma w gmachu na Maj−
danie biuro. Oleksij
jest zajêty, bo przy−
gotowuje pomarañ−
czow¹ defiladê infor−
matyków Kijowa, ale
spêdza z nami 20
minut. Na zapro−
szenie Volodii She−
petina z RC Charków
idziemy do niego.
Volodia jest zastêp−
To w³aœnie ta mocno
pomarañczowa grupa
narobi³a zamieszania
w niebiesko−bia³ym biu−
rze SDPU
Kapela przygrywaj¹ca
pracownikom Gabinetu
Ministrów na pustych
¿elaznych beczkach
ROTARIANIN
27
2• 2005
REPORTA¯
Pod koniec ju¿ nawet
milicjanci siê uœmie−
chali...
Gollum te¿ by³ po
stronie Juszczenki
ROTARIANIN
2• 2005
28
c¹ frakcji parlamentarnej socjaldemo−
kratów (zjednoczonych) i cz³onkiem Rady
Politycznej tej partii, wiêc popiera Janu−
kowycza. Wizyta naszej siedmioosobo−
wej, ubranej na pomarañczowo grupy
wywo³uje na portierni szok, lecz Volodia
nic sobie z tego nie robi i czêstuje nas
w swoim gabinecie herbat¹. Opowiada,
¿e musia³ dzisiaj zorganizowaæ jedzenie
dla 5 tysiêcy niebiesko−bia³ych z Doniecka,
których ktoœ przywióz³, a potem o nich
zapomnia³. Nie maj¹ pieniêdzy, jedzenia,
noclegu, nawet biletów powrotnych.
Niesamowite wra¿enie sprawia sie−
demdziesiêcioosobowa „kapela“, wal¹ca
kawa³kami rur w metalowe beczki przed
budynkiem Gabinetu Ministrów. To ciê¿ka
fizyczna praca, „muzycy“ zmieniaj¹ siê
co 40 minut, ich cia³a paruj¹, niektórzy
s¹ rozebrani do pasa. DŸwiêk tych impro−
wizowanych „tam−tamów“ uniemo¿liwia
pracê w rz¹dowym gmachu. Kancelaria
Prezydenta otoczona jest przez oddzia³y
milicji uzbrojonej w broñ paln¹, tarcze
i kije. Stoj¹ w pogotowiu w czterech czy
piêciu szeregach. Przed nimi trzy sze−
regi pomarañczowych; nie przepuszczaj¹
nikogo, ¿eby nie dopuœciæ do prowokacji.
Przed milicjantami œpiewaj¹ i tañcz¹
zespo³y, które masowo przyje¿d¿aj¹ do
stolicy. Ludzie skanduj¹ „Milicja z nami!“.
Na ulicach kijowianie proponuj¹ noclegi
w swoich domach. Nic nadzwyczajnego –
gor¹ca kolacja i œniadanie, czysta poœciel,
rozk³adane ³ó¿ko, prysznic. Oczywiœcie,
nie ¿¹daj¹ ¿adnej zap³aty. Na Chresz−
czatyku i Majdanie Niepodleg³oœci kijowscy
przedsiêbiorcy i zwykli mieszkañcy roz−
daj¹ ciep³e ubrania, czapki, obuwie, jedze−
nie, babcie nosz¹ termosy z herbat¹
i kaw¹, do tego czêsto p¹czki domowej
roboty i chleb z domowymi konfiturami.
Ulotki „Z ostatniej chwili“ s¹ rozchwyty−
wane, a po przeczytaniu przekazywane
dalej. Z Lublina dzwoni Ania: „Gdzie jes−
teœcie? Uwa¿ajcie, bo u nas nadaj¹, ¿e
na Majdan maj¹ wejœæ czo³gi!“.
Z Polski odbieram codziennie kilka−
naœcie telefonów i e−maili z wyrazami
poparcia i uznania dla pomarañczowej
rewolucji. Jednak na Ukrainie podzia³ miê−
dzy zwolennikami ró¿nych Wiktorów pog³ê−
bia siê. Tak¿e w Rotary. Na zachodzie
wszyscy rotarianie popieraj¹ Juszczenkê,
na wschodzie i po³udniu jest du¿o sym−
patyków Janukowycza, niektórzy s¹ nawet
mocno zaanga¿owani w jego kampaniê
wyborcz¹. W niektórych klubach sympa−
tie s¹ podzielone, co wywo³uje napiêcia
na spotkaniach. Decydujê siê na napisa−
nie listu do wszystkich rotarian Ukrainy.
...Ka¿dy z nas jest obywatelem naszego
pañstwa i patriot¹ Ojczyzny. Ka¿dy jest
cz³owiekiem myœl¹cym, ma w³asne filo−
zoficzne, religijne i polityczne przekona−
nia, sympatie i upodobania. To nasze
prawo, to, w koñcu, nasz obywatelski
obowi¹zek... Dyskutujemy, demonstru−
jemy, pikietujemy, strajkujemy, walczymy
o swój punkt widzenia i agitujemy innych.
Uwa¿am to za zjawisko normalne, zro−
zumia³e i logiczne w zaistnia³ej sytuacji...
Jednoczeœnie jednak przypominam wam,
Przyjaciele, ¿e wszystkich nas jednocz¹
idea³y s³u¿by innym, jednoczy cz³onkos−
two w klubach Rotary i wieloletnia przy−
jaŸñ. Cz³onkostwo w Rotary to wzajemna
tolerancja i ¿yczliwoœæ, Statut Rotary
jednoznacznie deklaruje apolitycznoœæ klu−
bów Rotary... W du¿ym stopniu w³aœnie
REPORTA¯
dziêki tym m¹drym zasadom nasza orga−
nizacja istnieje i rozwija siê ju¿ prawie
sto lat... Dlatego wzywam was, Przyja−
ciele, do m¹droœci i przestrzegania zasad
Rotary. Nie omawiajmy zagadnieñ poli−
tycznych na posiedzeniach klubów. Nie
przenoœmy sympatii i antypatii politycz−
nych na kolegów rotarian. Nie mieszajmy
¿ycia politycznego pañstwa i dzia³ania
w Rotary... Poprosi³em tak¿e przedsta−
wiciela gubernatora dystryktu na Ukrai−
nie Oleksiya Kozhenkina i asystenta sek−
retarza dystryktu na Ukrainie Marka
Gitelmana o zajêcie stanowiska. Opubli−
kowali list podobny do mego.
Gubernator Jan Wrana zwróci³ siê do
rotarian Ukrainy ze s³owami poparcia,
jednoczeœnie jednak ze wzglêdu na skom−
plikowan¹ sytuacjê polityczn¹ odwo³a³
posiedzenie Komitetu Rozwoju Rotary na
Ukrainie 4 grudnia w A³uszcie na Krymie.
Zdecydowaliœmy ze Svitlan¹, ¿e jednak do
A³uszty pojedziemy.
Pi¹tek spêdziliœmy na Majdanie i uli−
cach Kijowa. Byliœmy pod gmachem S¹du
Najwy¿szego, w którym rozpatrywano
sprawê uniewa¿nienia wyników drugiej
tury g³osowania, w Domu Narodowym,
gdzie koncentrowa³o siê dowództwo poma−
rañczowej rewolucji, przed budynkiem
Rady Najwy¿szej, gdzie odbywa³y siê nad−
zwyczajne posiedzenia parlamentu. Miasto
opanowa³a pomarañczowa powódŸ, mili−
cjanci uœmiechaj¹ siê do demonstrantów,
w powietrzu nie czuje siê ju¿ zagro¿enia.
Spotykamy manifestantów z Krymu,
Odessy, od czasu do czasu widaæ flagi
bia³o−czerwone, w miasteczku namioto−
wym na jednym z namiotów tabliczka „Lub−
lin“ (poznaliœmy jego mieszkañca – dok−
toranta Kolegium Polsko−Ukraiñskiego
z £ucka). Wieczorem razem z Markiem
Gitelmanem wyruszamy na Krym. Wszyscy
w poci¹gu s³uchaj¹ radiowej relacji z par−
lamentu. W pewnym momencie s³ychaæ
g³oœny krzyk, jak na stadionie po strze−
lonej bramce – deputowani uznali, ¿e wyniki
g³osowania nie odzwierciedlaj¹ rzeczy−
wistego stanu rzeczy i odwo³ano sk³ad
Centralnej Komisji Wyborczej.
W A³uszcie spotkanie z okazji 10−lecia
Rotary na Krymie. Wiêkszoœæ goœci ze
wschodu – Donieck, S³owiañsk, Dniepro−
pietrowsk, kluby krymskie... Z prawego
brzegu Dniepru tylko my ze Svitlan¹
i Mark z Kijowa. Podczas posi³ku, kiedy
nabieram na talerz marchewkê, jeden
z kolegów z Dniepropietrowska g³oœno
mówi: „Popatrzcie, Pavlo nawet jedzenie
wybiera wy³¹cznie w pomarañczowym
kolorze!“ „Trudno, skoro na stole nie ma
nic niebieskiego“ – odpowiadam. On na
to: „Jak to, a bak³a¿any?“ (po rosyjsku
bak³a¿any czêsto nazywane s¹ „sinieñ−
kimi“ – niebieskimi, od koloru skórki).
Wszyscy siê œmiejemy. Wieczorem, gdy
po wyg³oszonym przeze mnie toaœcie
towarzystwo skanduje „Bud'mo – hej!“
(B¹dŸmy – hej!), jeden z kolegów ze
wschodu, widocznie nieznaj¹cy tego gali−
cyjskiego zwyczaju, do³¹cza siê, wykrzy−
kuj¹c g³oœno „Kuczma – het'!“ (Precz
z Kuczm¹!). Niektórzy, zw³aszcza po kie−
liszku, próbuj¹ dyskutowaæ na tematy
polityczne; wiêkszoœæ przekonuje, ¿e choæ
przyjechali ze wschodu, popieraj¹ Jusz−
czenkê. Nic dziwnego, rotarianie, co by
nie mówiæ, rekrutuj¹ siê z kó³ raczej myœ−
l¹cych. Jestem szczêœliwy, ¿e kolor poma−
rañczowej rewolucji nie wymaza³
z naszych serc niebiesko−z³otych
barw Rotary, a tylko po³o¿y³ siê
blaskiem na naszych rotariañskich
odznakach.
Po dwu dniach wracamy do
Kijowa. Znów S¹d Najwy¿szy, Maj−
dan, parlament... Atmosfera zmie−
ni³a siê diametralnie. Ciep³o, s³o−
necznie, nastrój zwyciêstwa...
¯artowaliœmy miêdzy sob¹, ¿e pierw−
sza wizyta w Kijowie by³a wyjazdem
na barykady, dzisiejsza bardziej
przypomina turystykê polityczn¹.
Wype³niamy formularze uczest−
ników pomarañczowej rewolucji –
dla historii...
Wype³niam formularz
uczestnika pomarañ−
czowej rewolucji
¯ona Wiktora Januko−
wycza Ludmi³a oznaj−
mi³a w Doniecku, ¿e na
Majdanie „rozdaj¹
walonki, przywiezione
ze Stanów Zjednoczo−
nych“, a „pomarañcze
s¹ nak³ute narkoty−
kami“, co da³o pole do
popisu weso³ym
mieszkañcom mias−
teczka namiotowego.
Svitlana na zdjêciu
stoi obok „Punktu
wymiany amerykañ−
skich walonek na
nak³ute pomarañcze“
ROTARIANIN
29
2• 2005
ZAPROSZENIE
DO DYSKUSJI
JAK
Zbigniew Hajduk
czyli Polacy nie gêsi...
MÓWIMY
otary istnieje ju¿ sto lat. Jest nas znacznie ponad milion i mamy przyjació³
w 166 krajach œwiata. Mo¿emy byæ z tego dumni, bo trudno znaleŸæ sto−
warzyszenie charytatywne, które mog³oby poszczyciæ siê podobnym zasiê−
giem i d³ugowiecznoœci¹.
Ale równie wa¿nym powodem do dumy z faktu bycia rotarianinem, nie zawsze
otwarcie wspominanym, jest poczucie elitarnoœci ruchu. Ju¿ choæby to, ¿e do Rotary
nie mo¿na siê „zapisaæ“, wyró¿nia nas wœród innych. Elitarnoœæ jednak zobowi¹zuje,
i to pod wieloma wzglêdami. W³aœnie dlatego powinniœmy zwracaæ uwagê tak¿e na
jêzyk, jakim siê pos³ugujemy, bo wydaje mi siê, ¿e grzeszymy pod tym wzglêdem
szczególnie... I nie chodzi mi o jêzyki obce, ale o to, ¿e Polacy nie gêsi ...
R
Club czy klub?
Zacznijmy od grzechu pierworodnego. fikowa³ siê mój rodzimy klub. S¹ oczy−
Jak¿e czêsto w nazwie klubu figuruje wiœcie nazwy miejscowoœci, od których
s³owo Club. Jedna literka, a tak niepo− trudno utworzyæ formê przymiotnikow¹
trzebna. Bo w czym¿e jest gorszy „klub“ – ale trzeba tylko trochê wyobraŸni i chêci,
od „clubu“? Jest to oczywiœcie – jak by wybrn¹æ tak¿e i z tej sytuacji.
Nie postulujê zmiany ju¿ istniej¹cych
zreszt¹ przyjdzie powtarzaæ jeszcze wiele
razy w tych rozwa¿aniach – wp³yw angiel− nazw – by³by to na pewno ruch nieroz−
skiego, jêzyka za³o¿ycieli naszego ruchu. tropny i wymuszaj¹cy powrót na trau−
We wzorcowym statucie Rotary, w czêœci matyczn¹ œcie¿kê rejestracji w Krajowym
dotycz¹cej nazwy klubu
Rejestrze S¹dowym. Pew−
Znaj¹cym
Archipe−
mówi siê przecie¿ o Ro−
nie by³yby te¿ problemy
tary Club of... – tutaj lag Gu³ag Aleksan− z uzyskaniem aprobaty Cen−
So³¿enicyna trali Rotary. Ale nowe kluby?
nastêpuje nazwa spo− dra
³ecznoœci, w której klub „zona“ kojarzy siê ze Czemu nie mia³yby spróbo−
dzia³a. Ta kalka angiel− s³ownictwem totali− waæ?
szczyzny figuruje w wiêk− tarnego systemu
Angielszczyzna zdomi−
wiêziennego.
szoœci nazw polskich klu−
nowa³a jêzyk rotarian. Pó³
„
bów z zachowaniem
owego „C“. A przecie¿ by³y próby – zw³asz−
cza w pierwszych latach po odrodzeniu
ruchu w Polsce – piêknego spolszczania
nazw angielskich, np. na Rotariañski Klub
Krakowski, jak przed rejestracj¹ identy−
ROTARIANIN
2• 2005
30
„
biedy, gdy dotyczy to tylko
jêzyka mówionego! Ale jêzyk pisany niczym
nie ró¿ni siê od tego, który s³yszymy na
spotkaniach rotariañskich. Wymieniê tylko
kilka przyk³adów – próbuj¹c jednoczeœnie
zaproponowaæ zamienniki.
ZAPROSZENIE
DO DYSKUSJI
Paskudne skojarzenia
Po pierwsze – zona, obszar obejmu− po¿arnej. Redaguj¹c kiedyœ kolejn¹ wer−
j¹cy kilka dystryktów. Bli¿sza duchowi sjê klubowego statutu, biedzi³em siê nad
jêzyka polskiego by³aby na pewno strefa, zgrabnym synonimem dla tego s³owa
zw³aszcza ¿e znaj¹cym Archipelag Gu³ag (dobrze brzmi¹cego, ale wed³ug mnie maj¹−
Aleksandra So³¿enicyna „zona“ kojarzy cego inny zakres znaczeniowy). Jedyne,
siê ze s³ownictwem totalitarnego sys− co uda³o mi siê wymyœliæ, to funkcyjny lub
temu wiêziennego.
osoba funkcyjna. Myœlê jednak, ¿e mo¿na
Dalej – dystrykt. Tak¿e s³owo niezbyt poszukaæ innych propozycji.
swojskie. A przecie¿ w biuletynie polskiego
Nie przepadam tak¿e za okreœleniem
Rotary z okresu miêdzy−
trener w rozumieniu,
S³owo
„gubernator“
wojennego – czemu¿ nie
w jakim u¿ywa siê go
odwo³aæ siê do tradycji? – kojarzy mi siê wyj¹t− w polskim Rotary. Trener
spotyka siê dobrze kowo paskudnie; nieod³¹cznie kojarzy mi siê
gubernatorem by³ ze sportem oraz zdecy−
brzmi¹cy okrêg!
IdŸmy dalej tym tro− przecie¿ Nowosil− dowanie inn¹ pragmatyk¹
pem: gubernator – urzêd− cow, a w czasach dzia³ania. Ma swoje
nik kieruj¹cy dystryktem. nam bli¿szych niejaki metody i taktykê, nie tylko
Mnie s³owo to kojarzy siê Hans Frank.
uczy, ale i motywuje. Dla−
wyj¹tkowo paskudnie;
czego wiêc nie zast¹piæ
gubernatorem by³ przecie¿ Nowosilcow, go s³owem szkoleniowiec? Przecie¿ jego
a w czasach nam bli¿szych niejaki Hans celem jest, aby cz³onkowie Rotary byli
Frank. Dlaczego wiêc jeszcze raz nie wzi¹æ w problematyce rotariañskiej dobrze
przyk³adu z historii? Przed wojn¹ polskim wyszkoleni, a nie wytrenowani!
okrêgiem kierowa³ naczelnik. Brzmi œwiet−
Oficerowie kieruj¹ komitetami! A dla−
nie, a i przywo³uje piêkne obrazy z histo− czego nie komisjami? Komitet mia³ zawsze
rii.
szersze znaczenie i wiêksz¹ wagê ni¿
Zarówno gubernatorowi, jak i prezy− komisja; np. Komitet Badañ Naukowych
dentom klubów towarzysz¹ oficerowie. ma rangê ministerstwa. Natomiast ju¿
W jêzyku polskim oficerowie to cz³onko− w sejmie istniej¹ komisje, których rola
wie korpusu oficerskiego w formacjach jest bli¿sza klubowym czy dystryktalnym
umundurowanych – wojsku, policji, stra¿y komitetom.
„
„
Precz z matching
Zajrzyjmy teraz na zebranie klubowe,
na którym omawiamy zaproponowany nam
przez przyjació³ matching grant. S³owo
„grant“ znalaz³o ju¿ sobie w ostatnich
latach prawo obywatelstwa w jêzyku pol−
skim, jako ¿e nauka jest wspomagana
w du¿ym stopniu w³aœnie systemem gran−
tów. Choæ istnieje, te¿ obcego pocho−
dzenia, ale znacznie starszy zamiennik –
subsydium. Jednak matching! – z tym
powinniœmy skoñczyæ jak najszybciej! Myœlê,
¿e grant uzupe³niaj¹cy stanowi³by dobry
i celny, a na pewno swojski zamiennik.
Osobiœcie wola³bym subsydium uzupe³−
niaj¹ce, ale nie bêdê kruszy³ kopii.
Kolejny punkt naszego zebrania; po
posi³ku i sprawach organizacyjnych pora
na wyk³ad! I oto guest speaker – hor−
rendum! Przecie¿ w tym przypadku nic
nas nie zmusza do u¿ywania angielszczyzny
(a jeszcze w mowie potocznej odmieniamy
naszego „gest spikera“ przez przypadki!)
– to zwyk³e niechlujstwo i lenistwo jêzy−
kowe. Mamy przecie¿ w polszczyŸnie pre−
ROTARIANIN
31
2• 2005
ZAPROSZENIE
DO DYSKUSJI
legenta, wyk³adowcê, referenta czy wresz− mnie boleæ brzuch. Myœlê, ¿e wiêkszoœæ
−cie zaproszonego goœcia z pogadank¹.
tych skrótów mo¿na by bez uszczerbku
Jeszcze jednym przyk³adem zamery− dla naszej cierpliwoœci zast¹piæ polskimi
kanizowania naszego rotariañskiego jêzyka odpowiednikami. Raport lub sprawo−
s¹ wszechobecne skróty:
−zdanie pó³roczne, semi−
Guest speaker – hor−
SAR, PETS, PDG, DG czy
−narium lub szkolenie pre−
rendum! Przecie¿
DTTS, aby wymieniæ tylko
zydentów elektów, naczel−
w tym przypadku nic
te najpopularniejsze. Nie
nik okrêgu brzmi¹ przecie¿
nas nie zmusza do
irytuj¹ mnie one zbytnio
bardziej swojsko i bardziej
angielszczyzny – to
w jêzyku pisanym – s¹
s¹ zgodne z duchem pol−
zwyk³e niechlujstwo
w pewnym sensie oznak¹
szczyzny ni¿ owe obco
i lenistwo jêzykowe.
naszych czasów, przeja−
brzmi¹ce skróty. Owszem,
wem tempa, w jakim ¿yjemy. Nie irytuj¹ angielski jest jêzykiem nies³ychanie lako−
mnie, bo na szczêœcie nie s¹ odmieniane. nicznym, a praktycznym i jakby natural−
Kiedy jednak s³yszê, jak ktoœ zaprasza nym skutkiem tej lakonicznoœci jest
prezydentów elektów na „petsy“, czy powszechne u¿ywanie skrótów. Ale pol−
wzywa do dostarczenia „saru“, zaczyna szczyŸnie s¹ one obce!
„
„
Œmietnik w Internecie
Swoistym przyk³adem zaœmiecania
(niepotrzebnego) polszczyzny s¹ nasze
dystryktalne strony internetowe. Co
strona, to inna formu³a: po polsku, po
angielsku albo dowolne wymieszanie jêzy−
ków, z u¿yciem – oczywiœcie – skrótów.
Proponujê przynajmniej ujednolicenie –
piszmy albo po polsku, albo po angielsku,
choæ bez uszczerbku dla przejrzystoœci
tych stron mo¿na by wszystko zamieniæ
na jêzyk polski, zachowuj¹c jedynie angiel−
skie skróty.
Wreszcie sprawa ostatnia i dla mnie
najwa¿niejsza – charter. Oksfordzki s³ow−
nik angielskiego t³umaczy to s³owo his−
torycznie, jako pisemne nadanie praw
przez suwerena swemu wasalowi, nadanie
praw miejskich. Inne t³umaczenia, ju¿ bar−
dziej wspó³czesne, to umowa, licencja,
dzier¿awa (np. samolotu). Wydaje mi siê,
¿e doœæ obcesowe spolszczanie tego
s³owa (na „czarter“!), a w szczególnoœci
jego odmiany, nale¿a³oby uznaæ za nie−
dopuszczalne. Nowy klub zostaje uro−
czyœcie w³¹czony do spo³ecznoœci rota−
riañskiej Aktem Nadania Karty i takie
t³umaczenie tego amerykañskiego s³owa
na jêzyk polski proponujê.
T³umaczenie czêsto wymaga zasto−
sowania omówienia, bo brak celnego odpo−
wiednika. Ale ka¿dy jêzyk ma swoj¹ spe−
cyfikê i to nadaje mu koloryt. Nie
amerykanizujmy wiêc polszczyzny, nie pod−
dawajmy siê tej powszechnej i na co dzieñ
widocznej tendencji. W³aœnie my powin−
niœmy uznaæ obronê czystoœci naszego
jêzyka za swój obowi¹zek, my, cz³onko−
wie stowarzyszenia elitarnego.
Zbigniew Hajduk – pracownik naukowy Instytutu Fizyki J¹drowej PAN w Krakowie. Z wykszta³cenia
fizyk elektronik, jednak kolejne stopnie naukowe uzyskiwa³ z zakresu fizyki cz¹stek elementarnych. Autor
ok. 200 publikacji naukowych w renomowanych czasopismach miêdzynarodowych. Publikowa³ tak¿e
w „Œwiecie Rotary“, „Rotarianinie“ oraz innych wydawnictwach rotariañskich. ¯onaty, dwoje doros³ych
dzieci. Zainteresowania to literatura faktu, film, fotografia, podró¿e, narty, psy (niekoniecznie rasowe).
Cz³onek RC Kraków, dawniej Rotariañski Klub Krakowski.
ROTARIANIN
2• 2005
32
ROTARIANIN
33
2• 2005
PUBLICYSTYKA
GUBERNATORZY
SYNDROM
PIERWSZEGO
KLUBU
estem w Rotary od roku 1991, w któ−
rym wraz z kolegami utworzyliœmy grupê
inicjatywn¹ pierwszego klubu Rotary we
Lwowie. Od pocz¹tku swego cz³onkostwa
w RC Lviv anga¿ujê siê w dzia³alnoœæ rota−
riañsk¹, s³u¿¹c Rotary na ró¿nych polach. Dziœ
mogê powiedzieæ z przekonaniem, ¿e Rotary
jest nie tylko moim hobby – jest moim ¿yciem.
W latach 1999–2000 uczestniczy³em
w procesie przekszta³cenia polskiego dys−
tryktu 2230 w dystrykt miêdzynarodowy,
³¹cz¹cy trzy kraje. D³ugo dyskutowaliœmy
z Bohdanem Kurowskim, Mario Grassim, Euge−
niuszem Piontkiem, Myros³awem Havrylivem,
Wojtkiem Sierpiñskim, Olexijem Kozhenkinem
i innymi kolegami o tym, jak powinien wygl¹−
daæ i dzia³aæ ten olbrzym. Wiele decyzji zosta³o
wtedy podjêtych, wiele wyg³oszono przyrze−
czeñ. Nie wszystkie, niestety, decyzje zosta³y
zrealizowane, a przyrzeczenia dotrzymane,
ale uda³o nam siê stworzyæ dystrykt jedno−
lity i mocny; wed³ug wyników roku rotariañ−
J
skiego 2002/2003 – jeden z najlepszych na
œwiecie. Po³¹czyliœmy doœwiadczenie ludzi
z trzech ró¿nych krajów, s³u¿¹cych wspólnej
idei bez wzglêdu na przesz³oœæ i ró¿nice naro−
dowe. Doœwiadczenie to jest nieocenione
zarówno z punktu widzenia Rotary, jak i roz−
budowy stosunków miêdzynarodowych, zas³u−
guj¹c na g³êbok¹ i wnikliw¹ analizê. Ka¿dy
z nas mo¿e byæ dumny, ¿e uczestniczy³ w tak
wspania³ym projekcie.
Jednak koordynacja wspólnych dzia³añ staje
siê coraz trudniejsza. W ci¹gu trzech pierw−
szych kadencji dystrykt powiêkszy³ siê o pra−
wie 30 nowych klubów, z ok³adem przekra−
czaj¹c setkê. Chc¹c odwiedziæ je wszystkie,
przejecha³em samochodem w czasie mojej
kadencji gubernatorskiej ponad 50 000 km.
Odleg³oœæ miêdzy najbardziej oddalonymi od
siebie klubami dystryktu w Œwinoujœciu i Ker−
czu jest wiêksza ni¿ dystans miêdzy Zurichem
a Moskw¹. Komunikacja miêdzymiastowa dzia³a
nie najlepiej, rozmowa telefoniczna z Ukrainy
PROJEKT GUBERNATORSKI
Etap I. Wy³onienie z istniej¹cego dystryktu 2230 nowego dystryktu, sk³adaj¹cego siê z 40 polskich klubów licz¹cych w sumie co najmniej 1000 cz³onków.
W sk³ad nowo powsta³ej jednostki organizacyjnej mia³yby wejœæ nastêpuj¹ce kluby:
1. RC Szczecin – 30 cz³onków
12. RC Koœcian – 29
2. RC Szczecin−Center – 11
13. RC Zielona Góra – 24
3. RC Szczecin−Pomerania – 22
14. RC Bydgoszcz – 35
4. RC Œwinoujœcie –17
15. RC Bydgoszcz−Brda – 14
5. RC Ko³obrzeg – 22
16. RC Toruñ – 29
6. RC Koszalin – 41
17. RC Inowroc³aw – 29
7. RC S³upsk – 23
18. RC M³yniec Drugi – 29
8. RC Strzelce Krajeñskie – 20
19. RC Brodnica – 22
9. RC Gorzów Wielkopolski – 21
20. RC Poznañ – 51
10. RC Szamotu³y – 22
21. RC Poznañ−Puszczykowo – 19
11. RC Wolsztyn – 25
22. RC Poznañ−Starówka – 25
ROTARIANIN
2• 2005
Pavlo Kashkadamov
PDG 2002/2003
34
do Polski kosztuje wiêcej ni¿ rozmowa z USA nie, kluby musz¹ mieæ czas, ¿eby siê wzmoc−
do Niemiec, poziom ¿ycia w ró¿nych czêœciach niæ, zwiêkszyæ liczbê cz³onków, musi powstaæ
kadra, gotowa przyj¹æ na siebie funkcje ofi−
dystryktu ró¿ni siê dziesiêciokrotnie.
Wniosek nasuwa siê jeden – dystrykt musi cerskie w nowym dystrykcie. Z punktu widze−
zacz¹æ kie³kowaæ. Jest to proces pozytywny nia czystej arytmetyki liczba klubów mo¿e pod
i nie trzeba siê go obawiaæ. Przecie¿ wszystko koniec kadencji wzrosn¹æ do 40 (wiele grup
w naturze pragnie mno¿yæ siê i rozwijaæ. ¯ycie inicjatywnych nowych klubów finalizuje ju¿
jest ci¹g³ym ruchem i nie mo¿na zatrzymaæ prace za³o¿ycielskie), ale nawet z nowymi klu−
go w jednym miejscu, nawet tak piêknym jak bami liczba rotarian na Ukrainie nie osi¹gnie
nasz dystrykt. Warto tak¿e pamiêtaæ, ¿e wymaganego poziomu tysi¹ca cz³onków.
Drug¹ propozycj¹ by³o utworzenie jedno−
nawet w przypadku podjêcia decyzji o utwo−
rzeniu nowego dystryktu, zostanie ona zre− czeœnie dwóch nowych dystryktów – polskiego
i ukraiñskiego, z pozostawieniem
alizowana najwczeœniej
Dystrykt musi byæ
w starym dystrykcie 2230 czêœci
dopiero za dwa–trzy lata.
rozdzielony, to nie
klubów polskich i wszystkich bia−
Prognoza na koniec bie¿¹cej
ulega w¹tpliwoœci.
³oruskich. Ten ruch by³by chyba
kadencji zak³ada istnienie
G³ówn¹ kwesti¹ jest
jednak zbyt pochopny, chocia¿
w dystrykcie 2230 ok. 115
nie CZY, lecz JAK?
ze strategicznego punktu widze−
klubów, na 1 lipca 2007 roku
– co najmniej 130 klubów. W efekcie odwle− nia s³uszny.
Najbardziej wywa¿on¹ wydaje siê propo−
kanie decyzji mo¿e doprowadziæ do zak³óce−
nia normalnego funkcjonowania dystryktu. zycja gubernatora Jana Wrany, dziel¹ca roz−
Dystrykt musi byæ rozdzielony, to nie ulega wój naszego dystryktu na kilka etapów (pre−
w¹tpliwoœci. G³ówn¹ kwesti¹ jest nie CZY, zentujemy j¹ osobno – red.). Ta koncepcja
³¹czy logikê i strategiczny cel obu poprzed−
lecz JAK?
Pomys³y by³y ró¿ne. Najpierw propono− nich, a jednoczeœnie prowadzi nas do tego
wano wyodrêbniæ Ukrainê. By³o to logiczne, celu step by step, bez zbêdnego poœpiechu.
bo d¹¿enia ukraiñskich klubów Rotary, jak
Niew¹tpliwie to polscy rotarianie powinni
i ca³ego narodu, zawsze zmierza³y do niepod− zdecydowaæ o wirtualnej linii podzia³u dys−
leg³oœci. Jednak oceniaj¹c obiektywnie, na tryktu na dwie czêœci, o ile przebiegaæ bêdzie
samodzielnoœæ Ukrainy jest jeszcze za wczeœ− przez teren Polski. Lecz nasuwa mi siê
„
„
23. RC Leszno – 21
32. RC Wroc³aw−Centrum – 34
24. RC Gdañsk−Sopot−Gdynia – 32
33. RC Wroc³aw−Panorama – 41
25. RC Gdañsk−Sopot – 23
34. RC Jelenia Góra – 32
26. RC Gdynia – 23
35. RC Œwidnica−Wa³brzych – 33
27. RC Elbl¹g – 22
36. RC Czêstochowa – 25
28. RC Bartoszyce – 18
37. RC £ódŸ – 54
29. RC Olsztyn – 48
38. RC £ódŸ−4 kultury – 21
30. RC Gi¿ycko – 23
39. RC £ódŸ−Centrum – 28
31. RC Wroc³aw – 46
40. RC £ódŸ−Trójka – 34
W sumie nowy dystrykt liczy³by 40 klubów i 1124 rotarian. W macierzys−
istniej¹cych klubów ukraiñskich oraz przekroczenie przez nie liczby 40 klu−
tym dystrykcie 2230 pozosta³yby (wed³ug stanu w roku 2005) 33 kluby pol−
bów i 1000 rotarian. Po podjêciu uchwa³y przez zgromadzenie dystryktu
skie, 38 klubów ukraiñskich i 5 klubów bia³oruskich. Decyzja o podziale powinna
i z³o¿eniu wniosku w centrali RI, dystrykt ukraiñski powinien rozpocz¹æ samo−
zapaœæ podczas zgromadzenia dystryktu, a nastêpnie zostaæ przekazana do
dzielne funkcjonowanie po kolejnych 1–2 latach od zakoñczenia etapu I. Etap
akceptacji przez zarz¹d RI. Nowy dystrykt móg³by rozpocz¹æ dzia³anie w ci¹gu
III. Po 3–4 latach od rozpoczêcia procesu podzia³u na obszarze dotychcza−
1–2 lat. Etap II. Powstanie samodzielnego dystryktu ukraiñskiego. Warun−
sowego dystryktu 2230 powinny dzia³aæ trzy: polsko−bia³oruski dystrykt
kiem jest wzmocnienie (organizacyjnie i pod wzglêdem liczby cz³onków) ju¿
2230, samodzielny dystrykt polski i samodzielny dystrykt ukraiñski.
GUBERNATORZY
PUBLICYSTYKA
ROTARIANIN
35
2• 2005
PUBLICYSTYKA
GUBERNATORZY
w zwi¹zku z tym pewna myœl, któr¹ chcia³−
bym siê tu podzieliæ. Polska, podobnie jak wiele
innych krajów, ma dwa historyczne miasta
sto³eczne – Warszawê i Kraków. Tak jest
w Szkocji (Glasgow i Edynburg), w Rosji (Mos−
kwa i St. Petersburg), na Ukrainie (Kijów
i Lwów) etc. Takie miasta s¹ w swych krajach
naturalnymi centrami, logicznymi „oœrodkami
krystalizacji“, ku którym ci¹¿¹ inne. Dlatego
wydaje siê sensowne, ¿eby w ka¿dym z dwu
polskich dystryktów by³o jedno z tych miast,
na przyk³ad w narodowym polskim – Warszawa,
a w miêdzynarodowym polskim – Kraków, który
ma mocne zwi¹zki z Galicj¹. Wtedy w ka¿dym
dystrykcie pozosta³by akcent „sto³ecznoœci“,
a jednoczeœnie istnia³ mocny oœrodek rota−
riañski. (Wg koncepcji gubernatora Wrany,
w nowym polskim dystrykcie nie znalaz³yby siê
ani kluby warszawskie, ani krakowskie – red.)
Na niedawnym PETS w Bydgoszczy d³ugo
dyskutowaliœmy o ewentualnym podziale. Poja−
wi³y siê obawy, ¿e wyodrêbniony wy³¹cznie pol−
ski dystrykt bêdzie „gorszy“, bo straci walor
miêdzynarodowoœci; ¿e czêœæ polskich klu−
bów, która pozostanie w pomniejszonym dys−
trykcie 2230, bêdzie dŸwiga³a na sobie ciê−
¿ar finansowy jego istnienia; ¿e polskie dystrykty
we wschodniej Polsce s¹ „skazañcami“, bo
wczeœniej lub póŸniej wyodrêbni siê Ukraina
i nie wiadomo, co bêdzie z nimi wtedy...
Te rozmowy œwiadczy³y o jednym – tak wa¿ne
decyzje nie tylko powinny byæ gruntownie prze−
myœlane i rozwa¿one, ale musz¹ tak¿e zostaæ
wyt³umaczone wszystkim rotarianom w dys−
trykcie. Tylko wtedy nie bêd¹ pojawia³y siê
takie opinie, jak niedawny list kolegów z Gorzowa
Wielkopolskiego. Tylko wtedy dyskusja bêdzie
toczyæ siê o rzeczach naprawdê wa¿nych
i zasadniczych, a nie o b³ahostkach i wydu−
100−lecie Rotary International i 15 lat, które up³ynê³y od reaktywowania Rotary w Polsce, to z jednej strony
dobry czas na podsumowania, z drugiej – okazja, by zastanowiæ siê, co dalej. Poprosiliœmy by³ych gubernatorów dys−
tryktu 2230 o podzielenie siê z Czytelnikami refleksjami na temat przesz³oœci i wizj¹ przysz³oœci Rotary. W poprzed−
nim numerze opublikowaliœmy g³osy Jerzego Karasiñskiego, Bohdana Kurowskiego i Leszka Gzelli. Dziœ kolejne. Wie−
rzymy, ¿e bêdzie to dobry zaczyn do dyskusji o kondycji i szansach rozwoju polskiego Rotary, do której zapraszamy
wszystkich naszych Czytelników.
ROTARIANIN
2• 2005
manych problemach, kiedy za drzewami nie
widaæ lasu.
Podzia³ dystryktu powinien zostaæ dok³ad−
nie przedyskutowany, tak jak to zrobiliœmy
w 1999 roku, postanawiaj¹c o po³¹czeniu siê
rotarian trzech krajów w dystrykt 2230,
a wspólna decyzja musi zobowi¹zywaæ kluby
do konsekwentnego i zgodnego dzia³ania
w celu jej realizacji.
Nie pozosta³o zbyt du¿o czasu. Ju¿ dziœ
trzeba rozmawiaæ o tych wa¿nych dla ka¿−
dego z nas problemach, dyskutowaæ, polemi−
zowaæ, przekonywaæ siê nawzajem i protes−
towaæ, szukaæ wyjœcia z konfliktowych sytuacji
i podejmowaæ decyzje. Jest to ogromne wyzwa−
nie dla nas wszystkich, a najbardziej dla obec−
nego gubernatora – Jana. Je¿eli zgromadze−
nie w Krakowie zgodzi siê na jego propozycjê,
je¿eli unikniemy d³ugich i mêcz¹cych sporów
wynikaj¹cych wy³¹cznie z niekompetencji lub
niedoinformowania, post¹pimy zgodnie z myœl¹
Konfucjusza, który twierdzi³, ¿e bitw¹ naprawdê
wygran¹ jest bitwa, która w ogóle siê nie
odby³a, bo jej los by³ przes¹dzony jeszcze przed
rozpoczêciem.
Wszyscy znajdujemy siê dziœ w roli pierw−
szego klubu w mieœcie, który nie chce pozwo−
liæ na powstanie drugiego (A po co? Przecie¿
my jesteœmy! Dlaczego jeszcze drugi?). Ten
syndrom znika ju¿ w trakcie powstawania trze−
ciego klubu, a tym bardziej kolejnego. Prawie
w ka¿dym du¿ym mieœcie prze¿ywaliœmy
(i prze¿ywamy) podobne sytuacje. Nie zapo−
minajmy jednak, ¿e jest to tendencja obiek−
tywna i podzia³ wcale nie oznacza zerwania
wiêzi przyjaŸni, które uda³o nam siê tak œwiet−
nie nawi¹zaæ w ci¹gu minionych piêciu wspól−
nych lat.
36
Andrzej Ludek
PDG 2001/2002
DALEKA DROGA
PRZED NAMI
pisanie 15 lat dzia³alnoœci Rotary
w Polsce wymaga³oby niejednej ksi¹¿ki.
Tak wiele siê w tym czasie wydarzy³o.
W czarterze mojego macierzystego
klubu Warszawa−City we wrzeœniu 1990 roku
uczestniczy³em jeszcze jako goœæ, by wkrótce
potem staæ siê jego cz³onkiem. By³ to drugi
w Warszawie i czwarty klub w powojennej
Polsce. W pierwszym okresie rozwój Rotary
na terenie Polski by³ bardzo dynamiczny, przez
7 lat powsta³o 40 klubów. Równie¿ rotacja
cz³onków by³a wtedy bardzo du¿a. Do klubów
trafia³o wielu przedstawicieli biznesu, którzy
mylnie rozumieli cele Rotary, traktuj¹c je jako
mo¿liwoœæ nawi¹zania nowych kontaktów biz−
nesowych. Zwykle bardzo szybko siê wykru−
szali. Polskimi klubami opiekowali siê rotaria−
nie ze Szwecji, którzy z oddali mieli mniejsze
mo¿liwoœci przekazywania swoich doœwiad−
czeñ i swojej wiedzy ni¿ na przyk³ad nasi s¹sie−
dzi zza Odry. Dzisiaj, po 8 latach funkcjono−
wania dystryktu, stan wiedzy o celach
i zasadach ruchu jest du¿o wy¿szy. Œrednia
roczna stopa przyrostu klubów w ci¹gu ostat−
nich 15 lat wynosi³a w Polsce 4,6. Jeœli siê
utrzyma, za 5–6 lat liczba klubów w Polsce
przekroczy 100.
O
Od 5 lat tworzymy z Bia³orusi¹ i Ukrain¹
jeden z najwiêkszych pod wzglêdem teryto−
rium i ludnoœci dystryktów na œwiecie. Powsta−
nie tego wielonarodowego, ogromnego dys−
tryktu by³o faktem o donios³ym znaczeniu.
Rotary sprawia, ¿e wzajemne kontakty i przy−
jaŸnie, nieobci¹¿one rygorami administracyj−
nymi i niezale¿ne od oficjalnych stosunków
miêdzy pañstwami, stanowi¹ wartoœæ nad−
zwyczajn¹. Znamy siê du¿o lepiej ni¿ kiedyœ,
ale nadal siê ró¿nimy. Równie¿ jeœli chodzi
o dzia³alnoœæ klubów. Pominê tu Bia³oruœ,
w której dzia³aj¹ 4 kluby i trudno jeszcze doko−
nywaæ sensownych analiz. Na Ukrainie zare−
jestrowanych jest 36 klubów, ale nie s¹ one
zbyt silne, przede wszystkim ze wzglêdu na
ma³¹ liczbê cz³onków. W 2/3 klubów na Ukra−
inie nie ma 20, a w 1/3 nawet 15 cz³onków.
Jeszcze kilka lat temu podczas szkoleñ guber−
natorów podkreœlano, ¿e kluby licz¹ce mniej
ni¿ 20 cz³onków s¹ klubami wymagaj¹cymi
szczególnej opieki. To dzisiaj powa¿ny prob−
lem. Dla porównania – w Polsce tylko 10 na
70 klubów ma poni¿ej 20 cz³onków. Podczas
posiedzenia Komitetu ds. cz³onkostwa RI we
wrzeœniu ubieg³ego roku jeden z kolegów sfor−
mu³owa³ prowokacyjn¹ tezê, ¿e kluby, które
G£OSY Z DYSKUSJI W INTERNECIE
Pragnê w imieniu klubu w Gorzowie Wlkp. wyraziæ wspóln¹ opiniê dotycz¹c¹ propozycji podzia³u naszego dystryktu. Zdecydowanie jesteœmy za pozostawie−
niem bez zmian statusu dystryktu co najmniej jeszcze przez kilka lat; lat potrzebnych, by dystrykt okrzep³, powiêkszy³ siê do liczby zawieraj¹cej minimum 100
klubów polskich. Proponowany dziœ podzia³ naszym zdaniem jest krzywdz¹cy dla wielu klubów, które znalaz³yby siê w dystryktach ³¹czonych
z „zagranic¹“. Zgadzamy siê jednomyœlnie, ¿e w przysz³oœci nast¹pi jakiœ podzia³ dystryktu 2230 i samo powo³anie ju¿ teraz komitetu do spraw wy³onienia
samodzielnego nowego dystryktu RI jest z ca³¹ pewnoœci¹ s³usznym posuniêciem w³adz dystryktu, ale skutkuj¹cym w przysz³oœci.
Z rotariañskim pozdrowieniem
Florian Florczak – prezydent RC Gorzów Wlkp.
GUBERNATORZY
PUBLICYSTYKA
ROTARIANIN
37
2• 2005
PUBLICYSTYKA
GUBERNATORZY
Warszawski Klub Rotariañski jednog³oœnie jest przeciwny pomys³owi w takiej postaci. Owszem, uwa¿amy, ¿e klubom na Bia³orusi i Ukrainie niezbêdna by³a
i jest pomoc, ale proponujemy nastêpuj¹c¹ drogê:
1/ Poczekajmy spokojnie rok, 2 lub 3 lata, a¿ powstanie ponad 40 RC na Ukrainie – i wtedy naturalnie utworzony zostanie tamtejszy dystrykt – zw³aszcza
¿e gubernator z Ukrainy by³ OK.
2/ Kluby z Bia³orusi mog¹ spokojnie byæ w naszym dystrykcie tak d³ugo, dopóki nie osi¹gn¹ podobnego poziomu iloœciowego jak na Ukrainie – a po drodze
i doœwiadczenia.
3/ W Polsce i tak kiedyœ nast¹pi podzia³, ale niech odbêdzie siê on naturalnie, kiedy np. liczba naszych RC bêdzie dobiega³a do 100.
Krzysztof Staniszewski
Warszawski Klub Rotariañski
licz¹ mniej ni¿ 30 cz³onków nie s¹ w stanie
wype³niaæ statutowych zadañ. Zaprotesto−
wa³em, podaj¹c wiele przyk³adów klubów licz¹−
cych 25–30 cz³onków i pracuj¹cych czêsto
bardziej skutecznie ni¿ wielkie kluby, w któ−
rych oczywiœcie ³atwiej zebraæ œrodki na sfi−
nansowanie jakiegoœ projektu, ale przecie¿ to
nie jest najwa¿niejsze. Dowodzi³em, ¿e orga−
nizuj¹c dobr¹ imprezê dla lokalnej spo³ecz−
noœci, mo¿na zebraæ o wiele wiêcej pieniêdzy
ni¿ tylko przez sk³adki cz³onków klubu. Musia−
³em jednak uznaæ argument, ¿e w nowoczes−
nej klubowej organizacji dopiero liczba 25
cz³onków pozwala na prawid³owe funkcjono−
wanie wszystkich komisji klubowych, bior¹c
oczywiœcie pod uwagê fakt, ¿e zwykle mniej
ni¿ 60 proc. cz³onków klubu pracuje aktyw−
nie.
Moje opracowanie na temat rozwoju Rotary
w Europie Œrodkowo−Wschodniej (patrz „Rota−
rianin“ 1/2005) sta³o siê dla wielu osób inspi−
racj¹ do dyskusji na temat rozwoju ruchu
w regionie: powstawania nowych dystryktów,
a nawet mo¿liwoœci utworzenia strefy sku−
piaj¹cej kraje i dystrykty tej czêœci Europy.
Gdyby jednak przeprowadziæ dziœ tak¹ symu−
lacjê, „nasza“ strefa liczy³aby zaledwie kilka−
naœcie tysiêcy rotarian porozrzucanych a¿
w 18 krajach. Dla porównania – w samych
Rotarianie z klubu RC Przemyœl s¹ zdecydowanie przeciwni secesji w naszym dystrykcie. Nie wiem, sk¹d siê wzi¹³ pomys³, aby dystrykt, do którego nale¿¹
kluby z trzech pañstw dzieliæ i to tak „dziwnie“. W przysz³oœci taki podzia³, byæ mo¿e, stanie siê konieczny, ale teraz nale¿y d¹¿yæ do usamodzielnienia siê dys−
tryktu na Ukrainie i Bia³orusi. Po przeczytaniu na naszym spotkaniu klubowym listu gubernatora o powo³aniu komitetu ds. wy³onienia nowego dystryktu tylko
z czêœci klubów polskich, rozgorza³a dyskusja. Jednog³oœnie opowiedzieliœmy siê za wstrzymaniem takiego procederu.
Jerzy Madera
CICO RC Przemyœl
ROTARIANIN
2• 2005
Niemczech liczba rotarian siêga prawie
43 tys., a przecie¿ Niemcy s¹ tylko czêœci¹
strefy. Wynika z tego, ¿e droga do w³asnej
strefy jest jeszcze bardzo daleka. Niewiele
lepiej przedstawia siê sprawa tworzenia nowych
dystryktów. Nasz dystrykt liczy prawie 2700
cz³onków dzia³aj¹cych w 110 klubach. Porów−
nywalne pod wzglêdem liczby cz³onków dys−
trykty w Niemczech maj¹ œrednio od 45 do
60 klubów. Sk¹d ró¿nica? Nasze kluby licz¹
o wiele mniej cz³onków! Tak¿e proces docho−
dzenia do podzia³u dystryktu trwa kilka lat.
Przyk³adowo Zarz¹d RI podj¹³ na ostatnim
posiedzeniu decyzjê o podziale dystryktu nr
3200 (Indie), który liczy obecnie 135 klubów
i 4613 cz³onków. Decyzja wejdzie w ¿ycie
dopiero w lipcu 2008 roku.
Przypominam sobie uroczystoœci w Kijo−
wie w maju 2002 roku z okazji dziesiêciolecia
RC Kijów, w których uczestniczy³em jako urzê−
duj¹cy wówczas gubernator. Wyrazi³em wtedy
nadziejê, ¿e piêtnastolecie klubu bêdziemy
œwiêtowaæ ju¿ w samodzielnym dystrykcie
ukraiñskim. Mój optymizm wzmacnia³ dodat−
kowo fakt, ¿e bezpoœrednio po mnie funkcjê
gubernatora przejmowa³ pierwszy guberna−
tor z Ukrainy. Dzisiaj ju¿ wiem, ¿e moja na−
dzieja raczej nie spe³ni siê za dwa lata. Spraw−
dzi³em statystyki – te sprzed trzech lat i te
38
dzisiejsze. Ze zdumieniem stwierdzi³em, ¿e
w lutym 2002 roku na Ukrainie by³o ponad
720 rotarian dzia³aj¹cych w 35 klubach, nato−
miast dzisiaj jest ich zaledwie 667 w 36 klu−
bach. Dla porównania – w Polsce w lutym
2002 roku by³y 53 kluby, a obecnie jest ich
70. Jest wiêc jeszcze wiele do zrobienia na
Ukrainie.
Na decyzjê o podziale naszego dystryktu
czy te¿ o tworzeniu nowych jest jeszcze za
wczeœnie. Powinniœmy skupiæ siê na umoc−
nieniu klubów i odbudowie tych, które utra−
ci³y czêœæ cz³onków. Temu powinien towarzy−
szyæ umiarkowany, przemyœlany rozwój
i powstawanie nowych klubów. W³aœnie w takiej
hierarchii wa¿noœci. O tworzeniu nowych dys−
tryktów mo¿na oczywiœcie dyskutowaæ
i zapewne, gdy liczba klubów w Polsce zbli¿y
siê do 100, co mo¿e nast¹piæ najwczeœniej
za 4 lata, staniemy przed koniecznoœci¹ utwo−
rzenia na terenie Polski dwóch dystryktów.
Nie wydaje mi siê tak¿e, by kolejne rozwi¹za−
nie, polegaj¹ce na oddzieleniu ju¿ teraz czêœci
polskich klubów, mog³o sprzyjaæ rozwojowi
Rotary w naszym regionie. Dzisiaj szczegól−
nie na Ukrainie, ale równie¿ w kilku klubach
w Polsce potrzebna jest „praca od podstaw“.
Same deklaracje i wola utworzenia dystryktu
na Ukrainie nie wystarcz¹, potrzebne jest
autentyczne zaanga¿owanie przede wszyst−
kim ukraiñskich liderów ruchu i opracowanie
precyzyjnego programu dzia³añ zmierzaj¹cych
do odbudowy stanu cz³onkowskiego i równo−
legle bardzo przemyœlanego tworzenia nowych,
silnych i trwa³ych klubów.
To, co warto dzisiaj rozwa¿aæ, to ewen−
tualne przeniesienie krajów naszego dystryktu
do strefy nr 14, w której znalaz³a siê wiêk−
szoœæ krajów naszego regionu. Obecnie jes−
teœmy w strefie nr 16 tworzonej przez kraje
skandynawskie i nie mamy tu wiele do powie−
dzenia. Bardziej jesteœmy zwi¹zani z klubami
z dystryktów niemieckich, które wchodz¹
w sk³ad strefy w³aœnie nr 14.
Nowe dystrykty i nowa strefa sku−
piaj¹ca kraje Europy Œrodkowo−Wschodniej to
raczej wyzwanie na nastêpne 5 lat. Droga
przed nami jeszcze daleka.
Nie wiem jak u Kolegów, ale u nas w klubie propozycja podzia³u dystryktu wed³ug tego dziwnego klucza wywo³a³a zdziwienie, a nawet oburzenie.
1) Wszyscy zgadzaj¹ siê z tym, ¿e nale¿y d¹¿yæ do usamodzielniania siê dystryktu ukraiñskiego i umacniania go. Tak jak kiedyœ Polska dojrza³a do utworzenia
w³asnego dystryktu, tak nale¿y równie¿ budowaæ wspólnie z kolegami z zagranicy odpowiednie struktury na Ukrainie. Posiadanie w³asnego dystryktu wzmac−
nia Rotary w danym kraju. Kiedyœ by³a mowa (nieoficjalnie), ¿e co drugi gubernator bêdzie ze strony ukraiñskiej. Obecne struktury s¹ chyba mniej nasta−
wione transgranicznie, chocia¿ to subiektywna ocena.
2) Zgadzamy siê, ¿e na pewnym etapie równie¿ i Polska bêdzie musia³a byæ podzielona na kilka dystryktów. Ale dopiero wtedy, kiedy polski dystrykt bêdzie
odpowiednio du¿y i silny, i gotowy do podzia³u. Natomiast:
1) Zaproponowany sposób podzia³u jest zupe³nie bez sensu pod wzglêdem organizacyjnym, chyba tego nawet nie trzeba uzasadniaæ.
2) Struktury polskiego dystryktu dopiero dojrzewaj¹ i po podziale, jak widaæ wyraŸnie, czêœæ klubów pozostanie poza jak¹kolwiek struktur¹ organizacyjn¹,
czyli bez informatora dystryktalnego, pisma itp.
3) Polskie kluby nale¿¹ce do „azjatyckiej“ czêœci dystryktu bêd¹ mia³y znacznie ograniczon¹ mo¿liwoœæ wspólnego dzia³ania z reszt¹ polskich klubów. Znako−
mita czêœæ inicjatyw i dzia³añ bie¿¹cych jest realizowana wspólnie przez ró¿ne polskie kluby, znacznie mniej jest inicjatyw transgranicznych.
4) S¹ du¿e w¹tpliwoœci co do przyjêtego klucza podzia³u – dla wielu kolegów jest doœæ dziwny. Ca³a inicjatywa sprawia wra¿enie próby podzia³u „na si³ê“,
a w zwi¹zku z tym, ¿e nie zgadzaj¹ siê liczby (zbyt ma³a liczba cz³onków i klubów po stronie ukraiñskiej), nale¿a³o do Ukrainy dokooptowaæ na si³ê kilka klubów
z Polski, ¿eby w raporcie wygl¹da³o OK. Wiele klubów w Polsce jest bardzo s³abych, istnieje g³ównie na papierze. Wiele powsta³o w wyniku podzia³ów i waœni
w klubach macierzystych, a nie po przekroczeniu krytycznej liczby cz³onków.
Albo inicjatywa jest zupe³nie chybiona, albo jej uzasadnienie fatalne. Nie spotka³em siê z ANI JEDNYM g³osem poparcia – a list by³ rozes³any do wszystkich
cz³onków klubu. Przy czym podkreœlam: generalnie wszyscy zgadzaj¹ siê co do pracy nad usamodzielnieniem dystryktu ukraiñskiego, a wielu cz³onków jest za
przygotowaniem do podzia³u polskiego dystryktu, jednak po usamodzielnieniu siê kolegów z Ukrainy.
Marcin Gosiewski
RC Warszawa−Józefów
GUBERNATORZY
PUBLICYSTYKA
ROTARIANIN
39
2• 2005
W
KLUBACH
SZWEDZKI ZWIAD
Jerzy Korczyñski
Trójka Szwedów z RC Vasteras Ostra (dystrykt 2340) spêdzi³a w £odzi piêæ
dni. Przyjechali na zaproszenie RC £ódŸ, w ramach Indywidualnego Grantu
Rotary Foundation, ¿eby znaleŸæ oœrodek lub placówkê opiekuñcz¹ najbar−
dziej zas³uguj¹c¹ i wymagaj¹c¹ pomocy. £ódzcy rotarianie postarali siê, ¿eby
Adam Hagman, Helena Wessman i Stig Nohlert zobaczyli wszystko, co
powinni, a szwedzkie serca zabi³y mocno.
Czwartek, 14 paŸdziernika 2004 r.
Goœcie rozpoczêli dzieñ od wizyty w II Kli−
nice UM. Zainteresowani byli wyposa¿e−
niem oddzia³ów szpitalnych. Dyskusja
o mo¿liwoœci sprowadzania u¿ywanych,
ale w bardzo dobrym stanie urz¹dzeñ
medycznych ze Szwecji trwa³a jeszcze
podczas obiadu z udzia³em Piotra Sten−
gerta, twórcy i dyrektora £ódzkiego Hos−
picjum dla Dzieci, który zaprosi³ goœci ze
Szwecji do hospicjum.
Stig Nohlert
To nieprawda, ¿e nic
nie mo¿na zrobiæ
Hospicjum
Helena Wessman
ROTARIANIN
2• 2005
40
Pobyt w hospicjum to istna huœtawka
nastrojów – od zgrozy, przera¿enia i bólu,
przez wielkie wspó³czucie, po podziw dla
doktora Stengerta, jego zespo³u i dzia−
³añ przez nich prowadzonych, by prze−
d³u¿yæ ¿ycie tak bardzo skrzywdzonym
przez los dzieciom i wspomóc ich rodziny.
Dzia³aniom ludzi hospicjum przyœwieca
has³o: „To nieprawda, ¿e ju¿ nic wiêcej
nie mo¿na zrobiæ...“. Oprócz opieki medycz−
nej i wsparcia duchowego doktor Sten−
gert stara siê spe³niaæ czêsto ostatnie
ju¿ marzenia dzieci. Na przyk³ad wraz
z rodzinami spêdzaj¹ Dzieñ Dziecka
w ³ódzkim zoo. Ka¿de, w miarê swoich
mo¿liwoœci, mo¿e przytuliæ siê do oswo−
jonego zwierz¹tka. Na twarzach ciê¿ko
chorych dzieci ca³y dzieñ goœci uœmiech.
Doktor Stengert pokaza³ goœciom dwa
filmy. Jeden z wycieczki do zoo, drugi
o piêcioletnim Patryku, który nie ma szans,
aby choæby raz w ¿yciu usi¹œæ, i o jego
dzielnej matce, która cieszy siê ka¿dym
dniem ¿ycia swego chorego dziecka. Hos−
picjum znajduje siê pod opiek¹ rotarian.
(Niedawno dziêki wspólnemu z Holendrami
grantowi otrzyma³o karetkê wielofunk−
cyjn¹ – piszemy o tym w dziale Wyda−
rzenia – red.) Na koniec dr Stengert zapro−
si³ rotarian i goœci do ³ódzkiego pubu
Zapiecek na aukcjê obrazków wykonanych
przez pacjentów hospicjum i ich rodziny.
Pi¹tek, 15 paŸdziernika 2004 r. to
dzieñ wizyty Szwedów w ³ódzkim szpitalu
im. Kopernika. Pytania goœci znów doty−
czy³y sprzêtu medycznego, metod jego
pozyskiwania i najpilniejszych potrzeb pla−
cówki. Potem pobyt w Domu Dziecka przy
ul. Aleksandrowskiej w £odzi. Na zakoñ−
czenie wizyty Adam Hagman ca³kiem pry−
watnie zaprosi³ piêtnastoosobow¹ grupê
dzieciaków na sobotni¹ wycieczkê do ³ódz−
kiego zoo.
Doœwiadczyæ Œwiat
Sobota, 16 paŸdziernika. Po spec−
jalnym Oœrodku Szkolno−Wychowawczym
nr 3 przy ul. Tkackiej w £odzi oprowadzali
W
goœci dyrektor Andrzej Pajdak, psycho−
log Barbara Ku³ak i pedagog Marek Micha−
lak. W paŸdzierniku 2004 roku ten jedyny
w £ódzkiem oœrodek obchodzi³ 40−lecie
istnienia. Przebywa tu 108 dzieci od
7 do nawet 24 roku ¿ycia, upoœledzonych
w stopniu umiarkowanym, znacznym i g³ê−
bokim, w tym 15 na sta³e w internacie.
Nie ma tu dzieci s³abo upoœledzonych.
Obecnie w oœrodku organizowana jest
tzw. Sala Doœwiadczenia Œwiata w ramach
MG realizowanego wspólnie z RC Pijnac−
ker−Nootdorp. Jest to miejsce indywi−
dualnych æwiczeñ dla g³êboko upoœledzo−
nych dzieci. Wiêkszoœæ urz¹dzeñ zosta³a
ju¿ zakupiona, m.in. rurki wype³nione kolo−
row¹ ciecz¹, w których p³ywaj¹ w ró¿nym
tempie rybki, co pomaga dzieciom æwi−
czyæ skupienie. S¹ te¿ proste instru−
menty muzyczne, klocki i inne przedmioty,
dziêki którym pod kierunkiem terapeutów
dzieci pobudzaj¹ do dzia³ania nieprawid−
³owo wykszta³cone zmys³y. Aby jednak
urz¹dzenie pracowni dŸwiêku i œwiat³a
zosta³o dopiête na ostatni guzik, brakuje
³ó¿ka wodnego do masa¿y. £ódzcy rota−
rianie wspólnie z klubem z Holandii s¹ ju¿
w trakcie jego zakupu. Wspólnie z Holen−
drami uda³o siê te¿ zorganizowaæ adop−
cjê dwunastoletniego niepe³nosprawnego
ch³opca, wyjazdy dzieci poza oœrodek,
nawet za granicê, by nauczy³y siê poru−
szaæ we wspó³czesnym œwiecie. Kolejna
inicjatywa pani Barbary to przystosowa−
nie ³azienek do potrzeb niepe³nospraw−
nych wychowanków. Jak sama mówi,
wszystko siê trochê œlimaczy, bo ci¹gle
brak jest funduszy.
Szwedzi pytali o najpilniejsze potrzeby
placówki. Gospodarze zgodnie wskazali
na ogródek jordanowski dla najm³odszych
KLUBACH
dzieci. Drug¹ bardzo piln¹ potrzeb¹ jest
dobry komputer i profesjonalny program
do æwiczeñ logopedycznych. W oœrodku
istnieje co prawda pracownia kompute−
rowa, ale sprzêt jest bardzo s³aby i stary.
¯aden z komputerów nie poradzi sobie
z nowoczesnym programem do terapii
logopedycznej.
Najnowsza inicjatywa, bêd¹ca jesz−
cze w powijakach, to przysposobienie do
pracy i terapia przez ogrodnictwo. Dziêki
tym dzia³aniom w oœrodku mog¹ przeby−
waæ osoby do 24 roku ¿ycia, a nie jak
jeszcze rok temu do 21. Przy oœrodku
powsta³y Warsztaty Terapii Zajêciowej,
gdzie ró¿nych czynnoœci uczy siê 30 doros−
³ych osób, bez limitu wieku. Uczestni−
cz¹cy w terapii urz¹dzaj¹ nastêpnie auk−
cje swoich prac, a zysk z nich przeznaczany
jest na potrzeby autorów. Czasami s¹ to
wycieczki, jednak decyzjê zawsze podej−
muje samorz¹d.
W sobotni wieczór o godzinie 20
w Zapiecku rozpoczê³a siê aukcja i kon−
cert charytatywny. Wziê³y w nim udzia³
dobrze znane bywalcom Zapiecka zespo³y
Gore i Zakaz Wyprzedzania, zaœpiewa³
Tomasz Lenc. Aukcjê poprowadzi³ Adam
Ko³aciñski z Radia £ódŸ wraz z Sasz¹,
sprawczyni¹ ca³ego zamieszania. Jak
powiedzia³a, pomys³ zrodzi³ siê ze z³oœci
na w³asn¹ bezsilnoœæ wobec tak pokrzyw−
dzonych przez los dzieci. Na ka¿dym bile−
cie widnia³o has³o „To nieprawda, ¿e ju¿
nic nie mo¿emy zrobiæ...“. Zysk ze sprze−
da¿y biletów, aukcji i z³otówka od ka¿dego
zakupionego kufla piwa trafi³y do kasy hos−
picjum. A aukcja to prawdziwy sukces.
Bywalcy Zapiecka okazali siê ludŸmi wiel−
kich serc, najwy¿sza wylicytowana kwota
to 200 z³otych za obrazek.
ROTARIANIN
41
2• 2005
W
KLUBACH
Ze z³oœci na bezsilnoœæ
W niedzielê, 17 paŸdziernika
2004 r., Stig i Hellen pojechali do Kra−
kowa i Oœwiêcimia, a Adam zgodnie
z obietnic¹ spêdzi³ dzieñ z dzieciakami
z Domu Dziecka przy Aleksandrowskiej.
Najpierw pojechali do zoo, a gdy zg³od−
nieli, poszli do Mc Donalds'a na przek¹skê.
– Najm³odsza dziewczynka ani na chwilê
nie puszcza³a mojej rêki, a w restauracji
siedzia³a mi na kolanach. Przez kilka godzin
mia³em okazjê byæ ich przyjacielem, s³u−
chaæ ich œmiechu, paplaniny, ale tak¿e
bolesnych zwierzeñ. Cieszê siê, ¿e choæ
przez chwilê mog³em sprawiæ, ¿e zapo−
mnia³y o swym nie³atwym ¿yciu – opo−
wiada³ Adam.
Potrzeby jak z rêkawa
One czekaj¹ na pomoc
ROTARIANIN
2• 2005
42
Poniedzia³ek 18 paŸdziernika
2004 r. by³ dniem wyjazdu, ale wczeœ−
niej goœcie pojechali do Specjalnego
Oœrodka Szkolno−Wychowawczego nr 1
przy Siedleckiej. Dyrektor Ewa Gajak poka−
za³a im lekcje w zasadniczej szkole zawo−
dowej dla nies³ysz¹cych i zajêcia war−
sztatowe w szkole specjalnej i technikum
dla nies³ysz¹cych. Dziewczêta ucz¹ siê
tu zawodu krawcowej, fryzjerki, kosme−
tyczki, kucharki, ch³opcy fachu kucharza,
hydraulika, tapicera. Co ciekawe, ¿aden
nie chce byæ stolarzem. Najnowszym
przedsiêwziêciem jest budowa ci¹gu
kuchennego, gdzie m³odzie¿ bêdzie mog³a
korzystaæ z urz¹dzeñ kuchennych nowej
generacji. Przynajmniej takie s¹ za³o¿e−
nia, ale czy wystarczy pieniêdzy? – to
pytanie spêdza dyrekcji sen z powiek.
Potrzeby placówki s¹ ogromne. Ca³y obiekt
wymaga generalnego remontu, zw³asz−
cza sanitariaty, konieczna jest te¿ ochro−
na, gdy¿ na razie placówka „stoi otwo−
rem“ dla ka¿dego. Wœród wielu potrzeb
dyrektor wymienia³a: zwyk³e szkolne tab−
lice, pracownia logopedyczna, czyli przy−
najmniej jeden komputer i program dla
g³uchych, stó³ pingpongowy, pi³ki, nowe
okna przynajmniej w jednej pracowni
(8 sztuk), fotele do pracowni kompute−
rowej. Wiêkszoœæ sto³ów i szafek m³o−
dzie¿ robi sama, ale fotele trzeba kupiæ.
Równie¿ tu goœcie mogli poznaæ hojnoœæ
³ódzkich rotarian. W Sali Europejskiej stoi
nowiutki, zakupiony przez Rotary sprzêt
DVD.
Jeszcze kilka minut w Domu Dziecka
nr 6 im. S. Jachowicza przy ul. Bednar−
skiej. Dyrektor Janusz B¹k z dum¹ poka−
zuje zadbany budynek z „ciep³ymi“ poko−
jami wychowanków. Ale nawet tu, gdzie
widaæ dobr¹ rêkê gospodarza i wielko−
dusznoœæ sponsorów, potrzeby sypi¹ siê
jak z rêkawa. Najpilniejsza to ratowanie
elewacji, a pieniêdzy na farbê i tynki nie
uda³o siê wygospodarowaæ. Goœcie ze
Szwecji mieli okazjê porozmawiaæ z Ada−
mem Chmielewskim, który dziêki stypen−
dium Rotary rozpocz¹³ ju¿ trzeci rok stu−
diów.
Szwedzcy goœcie wra¿eniami i fak−
tami podziel¹ siê z kolegami w klubach.
Po dyskusji zdecyduj¹, któremu z odwie−
dzonych oœrodków zaoferuj¹ wsparcie
w ramach matching grantu realizowa−
nego wspólnie z ³odzianami. Wyje¿d¿aj¹c
z £odzi, mówili, ¿e materia³u do rozmyœ−
lañ i dyskusji maj¹ ca³¹ masê.
FUNDACJA ROTARY
WIELKIE MO¯LIWOŒCI,
WA¯NE ZOBOWI¥ZANIE
Makary Wiskirski
Fundacja Rotary (The Rotary Foundation
of Rotary International) to odrêbny od Rotary
International podmiot prawa publicznego zare−
jestrowany w Stanach Zjednoczonych, z nie−
zale¿n¹ Rad¹ Powiernicz¹, której przewodni−
cz¹ byli prezydenci RI.
Celem Fundacji Rotary jest wspomaganie
wysi³ków Rotary International w wype³nianiu
jego misji. Potocznie mówi siê o Fundacji
Rotary, ¿e to bank Rotary. RI zbiera sk³adki
wy³¹cznie na cele administracyjne i rozwoju.
Wszelkie dzia³ania pomocowe, w które RI jest
zaanga¿owane finansowo, finansowane s¹ ze
œrodków Fundacji Rotary.
Jak korzystaæ z Fundacji?
Fundacja Rotary stwarza bardzo szero−
kie mo¿liwoœci wspomagania rotarian, klubów
i dystryktów w realizacji ich celów statuto−
wych – niesienia pomocy humanitarnej, edu−
kacyjnej i kulturalnej potrzebuj¹cym na ca³ym
œwiecie. Czyni to poprzez programy grantów
humanitarnych i programy edukacyjne (patrz
tabela).
Cele poszczególnych programów, zw³asz−
cza grantów humanitarnych, zosta³y okreœ−
lone bardzo pojemnie. Granty obejmuj¹ zwykle:
sprzêt medyczny i rehabilitacyjny, sprzêt
Od przemyœlnoœci wnioskodawców zale¿y kwa−
lifikacja grantu. Przyk³adowo, polski i niemiecki
klub porozumia³y siê, aby ufundowaæ polskiej
orkiestrze dzieciêcej instrumenty i stroje kon−
certowe. Pozornie wydawa³oby siê, ¿e cel akcji
jest wy³¹cznie kulturalny. Jednak analiza oto−
pomocny w nauczaniu jêzyków obcych i tech−
nologii informatycznych, szkolenia grup zawo−
dowych, wyposa¿enie domów dziecka, moder−
nizacjê szkó³, przedszkoli, szpitali, domów
starców, akcje szczepieñ, badañ i programów
profilaktycznych oraz wiele innych.
Fundacja Rotary czerpie œrodki na wspo−
maganie wymienionych programów z dwóch
Ÿróde³: Funduszu Programów Rocznych (FPR),
bezpoœrednio wspieraj¹cego dzia³alnoœæ Fun−
dacji, i Funduszu Sta³ego (FS), zapewniaj¹−
cego d³ugoterminowe utrzymanie Fundacji
i jej programów oraz rozszerzanie istniej¹−
cych i podejmowanie nowych programów.
FPR pochodzi z wp³at od osób fizycznych,
klubów i dystryktów, które s¹ nastêpnie inwes−
towane. Po trzech latach 50 proc. pierwot−
nej wp³aty powraca do dystryktu poprzez tzw.
Dystryktalny Fundusz Celowy. T¹ sum¹ kluby
i dystrykt mog¹ dysponowaæ wed³ug uznania
na nastêpuj¹ce programy: granty dofinanso−
wywane, granty uproszczone dystryktu, sty−
pendia ambasadorskie, stypendia dla nauczy−
cieli akademickich, dodatkowe dofinansowanie
grup studyjnych.
Natomiast druga po³owa przekazywana
jest do Funduszu Œwiatowego, z którego finan−
sowane s¹ granty humanitarne (tzn. dop³aty
w odpowiedniej proporcji do œrodków przeka−
zanych przez kluby i dystrykty – patrz tabela)
i wymiany grup studyjnych. System nosi wie−
loznaczn¹ nazwê SHARE, któr¹ najtrafniej
mo¿na przet³umaczyæ jako „Podziel siê“. Prze−
bieg dzia³añ klubu w poszczególnych latach
przedstawia siê nastêpuj¹co:
czenia, w którym dzia³a orkiestra (ma³y i odleg³y
oœrodek, brak alternatywnych sposobów po¿y−
tecznego spêdzania czasu, bezrobocie wœród
rodziców) wykaza³a, ¿e zrealizowanie przedsiê−
wziêcia bêdzie wp³ywaæ na ogólny poziom ¿ycia
i perspektywy mieszkañców. Tak uzasadniony plan
z pewnoœci¹ uzyska status humanitarnego.
ROTARIANIN
43
2• 2005
FUNDACJA ROTARY
Skrócony przewodnik po programach Fundacji Rotary
Program
Cel
Finansowanie
Aplikacje
Kryteria
Fundacja Rotary dop³aca
1:1 do œrodków zebranych
uprzednio na Dystryktal−
nym Funduszu Celowym
oraz w proporcji 0,5:1 do
wp³at gotówkowych
ma³e granty do 2, du¿e od
2 do 150 tys. $, wnioski
1.07– 31.03, wyniki 1.08
– 15.05.; pow. 25 tys. $
– konkurs, sk³adanie 1.08
i 1.01, wyniki – 10/11
i 03/04.
udzia³ rotarian z co naj−
mniej 2 krajów, humani−
tarne potrzeby wspólnoty;
negatywne: fundacja; ko−
rzyœci rotarian; ziemia,
budynki i przedmiot zaro−
bku; szko³a > œredniej
Program grantów humanitarnych
pomoc w finansowaniu
projektów miêdzynarodo−
Granty dofinansowywane
wej pomocy humanitar−
(Matching Grants)
nej, organizowanych we
wspó³pracy rotarian z ró¿−
nych krajów
wspomaganie dzia³alnoœci
Uproszczone granty dys−
serwisowej i przedsiê−
tryktu (District Simplified
wziêæ humanitarnych dys−
Grants)
tryktu
Granty indywidualne
koszty podró¿y rotarian,
rotaractorów i alumnów
na przygotowanie pro−
jektu; <= 2 razy rocznie
na osobê
uszanowanie kultur miejs−
Do 20% œrodków Dys−
raz w roku na dystrykt; cowych, udzia³ wspólnoty;
tryktalnego Funduszu
sk³adanie 1.07–21.03; dystrykt: ocena potrzeb,
Celowego, ulokowanych
akcept 1.08.– 5.05.
nadzór min. 3 rotarian;
w systemie SHARE
promocja
poparcie klubu wysy³aj¹−
z Funduszu Œwiat., max.
sk³adanie i rozpatrywanie cego, ³¹cznoœæ z klubem
do 6 tys. $ na grupê, wyso−
wniosków – w trybie ci¹g− przyjmuj¹cym, plan dzia−
koœæ grantu na 1 osobê
³ym
³añ i wykaz rezultatów –
zale¿y od d³ugoœci pobytu
dla TRF
Programy edukacyjne
Roczne stypendia amba−
sadorskie
zapewnienie stypendiów
studentom, którzy bêd¹
s³u¿yæ za granic¹ jako
Wieloletnie stypendia
ambasadorzy dobrej woli,
ambasadorskie
wzmacniaj¹c miêdzynaro−
dowe zrozumienie;
Kulturalne stypendia (wszystkie stypendia
ambasadorskie (3 lub 6 finansowane ze œrodków
miesiêczne)
Dystryktalnego Funduszu
Celowego – DDF, w ra−
mach systemu SHARE)
Stypendia dla krajów o nis−
kich dochodach
dla rotarian i nierotarian
dla wzmocnienia szkó³ wy¿−
Stypendia rotariañskie dla szych w krajach o niskich
nauczycieli akademickich dochodach i dla budowa−
nia œwiatowego zrozu−
mienia i rozwoju
do 25 tys. $; transport,
op³aty i utrzymanie
stypendium dwuletnie; na
ukoñczenie studiów;
12 tys. $ rocznie
12 lub 19 tys. $; w tym
transport; nauka jêzyka
i pog³êbienie znajomoœci
kultury; pobyt w rodzinie
konkurs œwiatowy; 1 kan−
dydat z dystryktu rocz−
nie; typy – j.w.
2 lata szko³y wy¿szej lub
szko³a œrednia + 2 lata
zatrudnienia, chêæ s³u¿e−
nia jako ambasador dobrej
woli;
wykluczenia: rotarianie,
termin dla dystryktu na
pracownicy klubów, dys−
wys³anie aplikacji – 1 paŸ−
tryktów, RI i ich jedno−
dziernika; decyzja TRF do
stek, ma³¿onkowie, bez−
15 grudnia
poœrednio zstêpni i wstê−
pni jakiejkolwiek ¿yj¹cej
osoby spoœród wy¿ej
wymienionych, ma³¿onko−
wie bezpoœrednio zstêp−
nych
ze œrodków Dystryktal−
nego Funduszu Celowego; aplikacje wysy³a dystrykt
12,5 tys. $ za 3 – 5 mie− do 1 paŸdziernika; decyzja
siêcy; 22,5 tys. $ za 6 – TRF do 15 grudnia
10 miesiêcy s³u¿by
min. 1 klub Rotary w obu
krajach, 3 lata praktyki
akademickiej, wiedza przy−
datna dla przyjmuj¹cych,
bieg³a znajomoœæ jêzyka
kraju nauczania
realizacji dwuletnich stu−
diów magisterskich lub
dyplomu z zakresu sto−
sunków miêdzynarodo−
wych i rozwi¹zywania kon−
fliktów
transport, nauczanie,
utrzymanie i inne op³aty
w okresie 21−miesiêcz−
nego programu w 1 z 7
oœrodków na œwiecie
1 wniosek rocznie na dys−
trykt, konkurs œwiatowy,
wybór 70 stypendystów;
aplikacja dystryktu do
1.10.; wynik do 15 grud−
nia
zaawansowanie studiów
przed magisterium, prak−
tyka, zaanga¿owanie na
rzecz pokoju i porozumie−
nia miêdzynarodowego
wymiana wyró¿niaj¹cych
siê m³odych nierotarian
profesjonalistów, w dys−
Wymiana grup zawodo−
tryktach ró¿nych krajów;
wych (Group Study Ex−
odmiany: jedno− i wielo−
change, GSE)
zawodowe, o orientacji
humanitarnej, w krajach
s¹siedzkich
transport dla 4 cz³onków
zespo³u i lidera z Rotary,
na okres 4 – 6 tygodni;
ew. dodatkowo: do 1 tys.
$ na grupê na naukê jêzyka;
oraz do 2 tys. $ na dodat−
kowego cz³onka nierota−
rianina
dystrykt wysy³a aplikacjê
dot. wymiany do 1 paŸ−
dziernika; aplikacje uczest−
ników – na 2 miesi¹ce
przed rozpoczêciem wy−
miany; dystrykt ma prawo
wymiany co drugi rok
cz³onkowie: 25–40 lat,
pe³ne zatrudnienie, oby−
watele dystryktu / kraju
wysy³aj¹cego; lider: wiek
odpowiedni dla grupy,
rotarianin; wykluczenia:
ma³¿onkowie cz³onków,
PDG
Rotariañskie oœrodki stu−
diów miêdzynarodowych
w zakresie pokoju i roz−
wi¹zywania konfliktów
ROTARIANIN
2• 2005
44
FUNDACJA ROTARY
Wp³ata tysi¹ca USD dokonana indy−
widualnie na Fundusz Programów Rocz−
nych honorowana jest odznak¹ Towarzysz
Paula Harrisa (Paul Harris Fellow). Ka¿dy
kolejny tysi¹c USD to ta sama odznaka
z odpowiedni¹ liczb¹ i jakoœci¹ kamieni
szlachetnych.
Fundusz Sta³y sk³ada siê z wp³at od
osób indywidualnych, inwestowanych
w nieruchomoœci. Okreœlony procent od
ca³kowitej wartoœci Funduszu jest ka¿−
dego roku przeznaczany na programy Fun−
dacji Rotary. Mo¿liwe s¹ wp³aty gotów−
kowe, darowizny tytu³ów w³asnoœci i innych
inwestycji, zobowi¹zania do przeniesie−
nia w³asnoœci nieruchomoœci, polis i zapi−
sów testamentowych.
Wykorzysta³eœ? – zap³aæ!
– czyli … Ka¿dy Rotarianin
Ka¿dego Roku
Na wp³aty do Fundacji Rotary nie nale¿y
patrzeæ wy³¹cznie przez pryzmat korzyœci
klubowych. Ile wp³acamy, czy wszystko
do nas wróci, po jakim czasie, czy op³aca
siê tak d³ugo czekaæ? Rotarianom nie
mog¹ znikaæ z oczu cele przyœwiecaj¹ce
naszej organizacji: niesienie dobrej woli,
porozumienie miêdzynarodowe, likwidacja
obszarów biedy wszêdzie tam, gdzie ist−
niej¹. Dla Rotary i ka¿dego rotarianina
równie wa¿na jest pomoc dla zaniedba−
nego szpitala w jego mieœcie, jak brak
podstawowej opieki medycznej w indyj−
skiej wiosce, tak samo istotny jest brak
sprzêtu komputerowego w s¹siedniej
szkole, jak brak podrêczników dla m³o−
dych mieszkañców Kenii. Programy zbie−
rania i wydatkowania œrodków Fundacji
Rotary s³u¿¹ wyrównywaniu wszelkich
ró¿nic cywilizacyjnych.
Funkcjonuj¹cy trzeci rok program
Ka¿dy Rotarianin Ka¿dego Roku (Every
Rotarian Every Year) obliguje moralnie
ka¿dego cz³onka Rotary do wp³aty 100
USD rocznie. Nikt nie powinien dystan−
sowaæ siê od tego zobowi¹zania. Tym−
czasem w minionych latach wp³aty w dys−
trykcie 2230 wynosi³y po 3 do 9 USD od
osoby rocznie. Nie nale¿y usprawiedliwiaæ
swej obojêtnoœci materialnym dystan−
sem dziel¹cym nas od krajów bardziej roz−
winiêtych. 100 dolarów rocznie to 1 z³
dziennie; 1 piwo tygodniowo mniej,
1 butelka wina miesiêcznie mniej lub 1
paczka papierosów tygodniowo mniej.
Jednoczeœnie 100 dolarów to roczny
koszt nauki i podrêczników dla 2 uczniów
w Kenii, operacja katarakty dla 3 niewi−
domych w Indiach lub 3 dni pe³nego utrzy−
mania dla m³odego Polaka na stypendium
ambasadorskim.
Poœwiêæ 2 minuty pracy dziennie na
rzecz Rotary. To w³aœnie równowartoœæ
100 USD rocznie.
Czego dokonaliœmy
w dystrykcie?
Dotychczasowe wp³aty dystryktu
2230 na Fundusz Programów Rocznych
przedstawiaj¹ siê zdecydowanie skrom−
nie:
wp³ata ³¹czna
do 1999
3 700 $
1999/2000
5 023 $
2000/2001
4 088 $
2001/2002
11 083 $
2002/2003
16 897 $
2003/2004
8 866 $
2004/2005
6 097 $
wp³ata
per capita
3,36 $
1,75 $
4,83 $
8,96 $
3,47 $
2,93 $
Jednoczeœnie dystrykt 2230 niema³o
skorzysta³ na Fundacji Rotary. W ramach
dop³at do grantów kluby otrzyma³y: Bia−
³oruœ – 24 granty – 224 024 USD, Pol−
ska – 109 grantów – 1 099 853 USD,
Ukraina – 99 grantów – 1 026 024 USD.
Kolejne 19 grantów jest w toku realizacji.
Nadto na rok 2005/2006 dystrykt 2230
otrzyma³: stypendium Pokoju Œwiatowego,
stypendium z puli krajów o niskich docho−
dach, dwa roczne stypendia ambasa−
dorskie, 3− i 6−miesiêczne stypendium
ambasadorskie.
Wype³niæ ci¹¿¹cy na rotarianach obo−
wi¹zek mo¿na na ró¿ne sposoby.
ROTARIANIN
45
2• 2005
FUNDACJA ROTARY
ROTARACT
Cz³onkowie klubów – poprzez daro−
wizny, pracê jako „pozyskiwacze“ fundu−
szy lub cz³onkowie komitetów wykonuj¹−
cych prace na rzecz Fundacji, a nawet
jako „ochotnicy rotariañscy“ – emeryto−
wani lub urlopowani nauczyciele akade−
miccy ucz¹cy w krajach biedniejszych ni¿
Polska.
Prezydenci klubów i cz³onkowie zarz¹−
dów – daj¹c przyk³ad osobistymi daro−
wiznami na Fundacjê, ustanawiaj¹c roczne
cele zbiórek finansowych, ustalaj¹c formy
wspó³zawodnictwa i nagrody za osi¹g−
niêcia w zbiórkach, a przede wszystkim
– przyjmuj¹c has³o Ka¿dy Rotarianin Ka¿−
dego Roku jako motyw przewodni swej
prezydentury. Dobrze by³oby, aby powsta³a
w ka¿dym klubie grupa zadaniowa, która
osobiœcie i bezpoœrednio prosiæ bêdzie
cz³onków o darowizny.
Wszyscy byli uczestnicy programów
Fundacji: stypendyœci, cz³onkowie grup
studyjnych okreœlani s¹ mianem alumnów
Fundacji. Jest ich 85 000 na ca³ym œwie−
cie. Ci ludzie poznali ju¿ Rotary, s¹ uta−
lentowani, czêsto podzielaj¹ wizjê ruchu.
Kwalifikuj¹ siê do wykorzystania w Rotary!
Ich dane osobowe s¹ przechowywane
w dystrykcie. Nie nale¿y o nich zapomi−
naæ przy poszukiwaniu nowych cz³onków
Klubów, speakerów lub darczyñców Fun−
dacji.
TARNOPOL
OCZYMA
LWOWIANINA
Bli¿sze informacje nt. programów Fundacji Rotary
Strony internetowe RI: www.rotary.org
Strony internetowe dystryktu 2230: www.rotary.org.pl
Dystryktalny Komitet Fundacji Rotary 2005/2006 – Makary Wis−
kirski, RC Toruñ, tel: 0 601 625 628, mail: [email protected]
Podkomitet ds. Rocznych Datków – Zbigniew £azowski, RC Che³m,
tel.: 0 501 220 901, mail: [email protected]
Podkomitet ds. Funduszu Sta³ego – Janusz Potêpa, RC Kraków−
−Wawel, tel.: 0 607 608 608, mail: [email protected]
Kontakty do przewodnicz¹cych podkomitetów Fundacji na stronie
www.rotary.org.pl.
ROTARIANIN
2• 2005
46
Roman Palash, RTC Lwów
Tegoroczn¹ dystryktaln¹ konferencjê
(DK) Rotaractu organizowa³ bliski mi geo−
graficznie i uczuciowo klub z Tarnopola.
Mówi¹c jednak o „klubie organizuj¹cym“,
trzeba pamiêtaæ, ¿e naprawdê chodzi
o dwie grupy ludzi przygotowuj¹cych kon−
ferencjê. Do zadañ klubu nale¿¹ sprawy
techniczne, mo¿na powiedzieæ „przy−
ziemne“. Druga po³owa dru¿yny – Dys−
tryktalny Przedstawiciel Rotaractu (DRR),
DRR elekt i ich pomocnicy s¹ odpowie−
dzialni za czêœæ merytoryczn¹.
Tymczasem w tym roku RTC Tarno−
pol by³ obci¹¿ony podwójnie. Poza obo−
wi¹zkami zwi¹zanymi z przyjêciem, zakwa−
terowaniem i opiek¹ nad goœæmi,
tarnopolscy rotaractorzy musieli w³¹czyæ
siê w przygotowanie tak¿e czêœci mery−
torycznej.
Zacznijmy od nudnych spraw organi−
zacyjnych. Widz¹c co siê dzieje, cieszy−
³em siê, ¿e to nie ja odpowiadam za przyj−
mowanie goœci konferencji. Organizatorzy
ka¿dego oficjalnego wydarzenia stoj¹ przed
dylematem: zmusiæ uczestników do odpo−
wiedzialnoœci (przede wszystkim finan−
sowej) za swoje deklaracje – tym samym
redukuj¹c o 90 proc. listê uczestników,
czy zdaæ siê na ich rzetelnoœæ, uczciwoœæ
i... przyjaŸñ, zapraszaj¹c jak najwiêksz¹
ich liczbê. Koledzy z Tarnopola zaryzyko−
wali i wybrali wariant drugi, przypomina−
j¹c jedynie do znudzenia... i bezskutecz−
nie numery kont (w Polsce i na Ukrainie),
na które nale¿a³o przelewaæ pieni¹dze za
udzia³ w konferencji.
Efekt? 1) Ciesz¹ca oko liczba uczest−
ników DK (choæ g³ównie podczas zajêæ
nieoficjalnych); 2) zademonstrowany przez
delegatów z wszystkich trzech krajów
dystryktu brak konsekwencji i odpowie−
dzialnoœæ piêcioletnich dzieci. Z pewnoœ−
ROTARACT
fot. Joanna Miklaszewska
ci¹ nadwerê¿y³o to system nerwowy kolegów z Tarnopola, ich wiarê
w poczucie odpowiedzialnoœci i rzetelnoœæ przyjació³ z innych miast i...
bud¿et DK.
Tym bardziej godny pochwa³y, co podkreœla³a wiêkszoœæ uczestników,
by³ poziom organizacji konferencji.
Czêœæ merytoryczna. By³em w³¹czony w jej przygotowanie i muszê
przyznaæ, ¿e wiele brakowa³o do wysokiego poziomu. Najwiêkszym prob−
lemem by³ brak czasu – konferencja zosta³a przygotowana zaledwie
w ci¹gu miesi¹ca. Jestem pewien, ¿e gdyby praca DRR−a, elekta i ich
pomocników zaczê³a siê np. w grudniu, poziom by³by o wiele wy¿szy.
Wystarczy³o przecie¿ skontaktowaæ siê (chocia¿by przez Internet) w celu
sformu³owania podstawowych problemów, które powinny zostaæ poru−
szone podczas konferencji, opracowania tematyki warsztatów, wyzna−
czenia osób odpowiedzialnych za prezentacje wspólnych projektów.
A tak¿e w celu opracowania kryteriów konkursu na najlepsze kluby dys−
tryktu, ¿eby nie powtórzy³a siê sytuacja z Tarnopola, kiedy zwyciêskie
kluby zosta³y przez niektórych kolegów publicznie i niespodziewanie ostro
skrytykowane.
Podczas wyst¹pieñ DRR i innych przedstawicieli dystryktu nie pad³o
nawet jedno pytanie. Podczas czêœci przeznaczonej na prezentacje dzia−
³añ nie by³o dyskusji. Wygl¹da³o, jakby uczestnicy przyjechali nie na kon−
ferencjê, a do kina. Winê ponosz¹ za to organizatorzy czêœci meryto−
rycznej, którzy nie zadali sobie trudu, by sprawdziæ, co tak naprawdê
nurtuje cz³onków Rotaractu.
Niestety obowi¹zuje wœród nas nastêpuj¹cy schemat myœlenia:
1) DRR i komisja dystryktu s¹ jak bóg i car w jednej osobie, wiêc nikt nie
ma prawa wtr¹caæ siê w to, co robi¹; 2) zrób wszystko sam, a jak skoñ−
czysz – wtedy ciê skrytykujê. W inny sposób trudno wyjaœniæ fakt, ¿e ani
przed konferencj¹, ani w jej trakcie nie by³o ze strony DRR czy komisji
nawet jednego apelu o wspó³pracê, a ze strony rotaractorów propozycji
pomocy czy choæby zwyk³ych rad.
Podstaw do wielkiej klêski nie brakowa³o, dlatego z wielk¹ przyjem−
noœci¹ obserwowa³em wysoki poziom warsztatów. I mam nadziejê, ¿e
wszyscy cz³onkowie RTC Tarnopol maj¹ satysfakcjê, na któr¹ ciê¿ko zapra−
cowali.
W tym roku po raz pierwszy konferencja dystryktalna Rotaractu odby³a siê na Ukrainie. 130 osób
z 25 klubów Ukrainy, Polski, Bia³orusi oraz Niemiec obradowa³o w dniach 18–20 marca w hotelu Haly−
czyna w Tarnopolu.
Podczas konferencji przeprowadzone zosta³y warsztaty na tematy: „Problem relacji wzajemnych
Rotary−Rotaract“, „Osobliwoœci pisania matching grantów“ oraz „Sposoby wzbogacenia skarbonki Rotar−
actu“. Dokonano tak¿e wyboru przysz³ego DRR dystryktu (na rok 2006/2007). Ka¿dy klub mia³ prawo do
jednego g³osu. Zwyciê¿y³ Roman Palash z RTC Lwów, pokonuj¹c Wojciecha Krasonia z RTC Wroc³aw. Wy³o−
niono tak¿e zwyciêzców konkursu na najlepszy klub. W tym roku bezkonkurencyjne okaza³y siê kluby Rotar−
actu: Warszawa−Zamek, Trójmiasto i Kijów. RTC Wroc³aw−Panorama zosta³ wyró¿niony jako klub debiu−
tuj¹cy.
Oksana Czepil, RTC Tarnopol
Ma³gorzata Urbaniak, RTC Wroc³aw
ROTARIANIN
47
2• 2005
REPORTA¯
JEDEN DZIEÑ
Z ¯YCIA WYMIEÑCA
Antek S³odkowski
rzez rok mieszka³em w Osace.
W czterech ró¿nych japoñskich
domach. Za ka¿dym razem sta−
wa³em siê cz³onkiem rodziny, uczestni−
czy³em w jej codziennym ¿yciu. Razem
jedliœmy posi³ki, razem chodziliœmy na spa−
cery, razem ogl¹daliœmy telewizjê. Uczy−
³em siê w normalnym, pañstwowym liceum,
gdzie wszyscy uczniowie, nauczyciele
i pracownicy byli Japoñczykami. By³em
jedynym Polakiem, jedynym Europejczy−
kiem, jedynym nie−Japoñczykiem.
Wszêdzie wokó³ s³ysza³em tylko jêzyk
japoñski. Na lekcji, na przerwie, w auto−
busie, w tramwaju, w telewizji, w domu.
Wszêdzie. Gajdzinów, czyli obcokrajow−
ców, spotyka³em tylko na oficjalnych impre−
zach Rotary, w szkole jêzyka japoñskiego
YMCA w Kioto i czasami w poci¹gu lub
metrze. Osaka jest du¿o mniej „miêdzy−
P
Antek S³odkowski ma 18 lat, jest uczniem III LO w £odzi.
Uczestniczy³ w Rotary Youth Exchange Long Term Pro−
gramme jako „wymieniec“ Rotary Club £ódŸ. Wyjecha³
w sierpniu 2003 r. i przez rok by³ goszczony przez RC Takat−
suki−West, dystrykt Osaka, Japonia.
Po powrocie, w trakcie ³ódzkiego festiwalu CAMERIMAGE
by³ m.in. t³umaczem japoñskiej operatorki filmowej Akiko
Ashizawy. W czasie ferii zimowych wspólnie z Chor¹gwi¹
£ódzk¹ ZHP zorganizowa³ warsztaty ceremonii herbacianej,
origami i kaligrafii japoñskiej. W czasie Tygodnia Kultury
Japoñskiej wyg³osi³ prelekcjê „W japoñskiej szkole“. Daje
regularnie lekcje jêzyka japoñskiego.
Jest aktywnym cz³onkiem ³ódzkiego oddzia³u Towarzystwa
Polsko−Japoñskiego. Dzia³a w ³ódzkim Rotarakcie. W TVP 1
prowadzi dwa programy – „Ma³e Ligi“ i „5 – 10 – 15“.
ROTARIANIN
2• 2005
48
narodowa“ ni¿ Tokio. „Bia³y“, zw³aszcza
w uczniowskim mundurku, wywo³uje od
razu sensacjê, skupiaj¹c na sobie ukrad−
kowe spojrzenia.
Rozdarty miêdzy japoñskim domem,
szko³¹, zwiedzaniem i dzia³aniami rota−
riañskimi, ¿y³em w ci¹g³ym ruchu. To by³o
codzienne, wieczne odkrywanie. Nowych
œwiatów, nowych zwyczajów, ale tak¿e
odkrywanie samego siebie.
Ohayo gozaimasu!
– Ohayo gozaimasu! – obudzi³ mnie jak
co rano g³os mojej japoñskiej okaasan,
czyli mamy. Trzeba jak najszybciej zna−
leŸæ pilota, ¿eby od razu w³¹czyæ eakon
– klimatyzator. Oko³o siódmej rano
w pokoju panuje upa³ grubo powy¿ej 20
stopni Celsjusza. Ale dzieñ siê dopiero
zaczyna. W po³udnie temperatura dojdzie
do 35–40 stopni. Szybko zwijam roz³o−
¿ony na matach tatami futon – japoñski
materac, i wk³adam do szafy. W zimie
sytuacja zmienia siê, po przebudzeniu
odruchowo w³¹czam benzynowy piecyk
sutobu. W Japonii nie ma centralnego
ogrzewania, a temperatura w mieszka−
niach spada nawet do 10 stopni. Przy−
gotowane przez mamê tosty i kawê jemy,
ogl¹daj¹c najwa¿niejsze chyba poranne
wiadomoœci. Dla mamy istotna jest pogoda,
dla taty – komunikaty o korkach w mieœ−
cie.
– Musisz jeszcze wzi¹æ bento, pospiesz
siê! – strofuje mama. Daje mi trzy pod−
stawowe atrybuty ka¿dego japoñskiego
ucznia: starannie zawiniête w chusteczkê
bento, czyli przygotowywane przez ni¹
REPORTA¯
pieczo³owicie co rano pude³ko z drugim
œniadaniem, sk³adaj¹cym siê z ry¿u i ró¿−
nych smako³yków, i herbatê wyjêt¹ prosto
z zamra¿arki, w butelce owiniêtej w rêcz−
nik. – ¯eby w tym upale nie zrobi³a siê za
ciep³a – szybko wyjaœnia jak zawsze rze−
czowa okaasan. No i jeszcze sensu – czyli
wachlarz. W plecaku mam oczywiœcie
rêcznik do wycierania twarzy.
– Do zobaczenia wieczorem! – krzy−
czê do odprowadzaj¹cej mnie troskliwym
wzrokiem mamy, po czym mknê rowerem
jak najszybciej na stacjê. W Japonii rower
to najpopularniejszy œrodek transportu.
Rano, je¿eli nie zatrzymujesz siê na p³at−
nym, rowerowym parkingu, masz nik³e
szanse, by zaparkowaæ w pobli¿u dworca.
Jednoœlady s¹ wszêdzie. U¿ywaj¹ ich
wszyscy: uczniowie, urzêdnicy w garni−
turach, osoby jad¹ce na zakupy i odbie−
raj¹ce dzieci z przedszkola.
Gajdzin wœród sararimanów
Czekaj¹c na poci¹g, wszyscy usta−
wiaj¹ siê w... kolejce. Wagony zawsze
staj¹ w tym samym miejscu, wiêc wyzna−
czone s¹ sta³e miejsca do wsiadania.
Uprzejmy g³os z g³oœnika po wypowie−
dzeniu standardowej formu³ki grzecz−
noœciowej informuje, ¿e zaraz nadjedzie
poci¹g i prosi o ustawienie siê w dwie
równe linie. Zw³aszcza rano dworzec jest
bardzo zat³oczony. Na ka¿dej wiêkszej
stacji zatrudnionych jest kilku pracowni−
ków, którzy... upychaj¹ ludzi w wagonach.
Panowie s¹ niezwykle uprzejmi, pracuj¹
w bia³ych rêkawiczkach, a po dopchniê−
ciu ostatniego pasa¿era i zamkniêciu drzwi
k³aniaj¹ siê w pas odje¿d¿aj¹cemu poci¹−
gowi.
W poci¹gu widzê znajome twarze
zawsze tych samych ludzi. Oni te¿ zapa−
miêtuj¹ „bia³ego“ w mundurku uczniow−
skim. Wielokrotnie zdarzy³o mi siê byæ
zagadywanym np. w sklepie przez zupe³−
nie obcego mi cz³owieka, który mówi³:
– Ach to ty! Ty jesteœ tym „gajdzi−
nem“, który co rano o 7:15 odje¿d¿a ze
stacji Takatsuki, prawda? Zawsze jeŸ−
dzimy razem tym samym poci¹giem, wiesz?
Najliczniejsz¹ grup¹ w wagonie s¹
tzw. sararimani, czyli japoñscy pracow−
nicy wielkich korporacji. Typowy sarari−
man ma nienagannie zawi¹zany krawat,
czyst¹ koszulê, garnitur, i obowi¹zkowo
znaczek firmy w klapie marynarki. Do tego
w rêku gazeta albo manga – japoñski
komiks. Mangê czytaj¹ wszyscy. Doroœli,
dzieci, nauczyciele i uczniowie. Jest kil−
kadziesi¹t ró¿nych rodzajów mangi: dla
dziewczyn, dla m³odszych, dla doros³ych,
manga powa¿na, horrory, romanse itd.
Nie dziwi¹ osoby po szeœædziesi¹tce
w manga−cafe, czyli kawiarniach, gdzie
za niewielk¹ op³at¹ mo¿na korzystaæ ze
zgromadzonych tam komiksów.
Doje¿d¿am do miejsca przesiadki.
Zmiana œrodka transportu na monorail,
czyli nadziemny tramwaj, poruszaj¹cy siê
po specjalnych torach, zawieszonych na
ogromnych przês³ach. B³yskawiczna jazda
ponad ulicami miasta i po kilku minutach
wysiadam na Unobe – mojej stacji doce−
lowej. W pobli¿u s¹ jeszcze
trzy inne licea, wiêc ca³a stacja
roi siê od charakterystycznych
uczniowskich mundurków:
spódniczek w kratê, czarnych
spodni, marynarek i bia³ych
koszul. Ka¿da szko³a ma swój
w³asny krój i kolor stroju. Nawet
latem musimy nosiæ d³ugie
spodnie i koszule z porz¹dnie
zawi¹zanym krawatem.
Rozpoczynam swój kolejny
dzieñ w Suita Higashi Koko
Gakko.
fot. autora
ROTARIANIN
49
2• 2005
REPORTA¯
Hayaku! Isoide!
– Hayaku! Isoide! – popêdza nas Ima−
mura sensei, dy¿uruj¹cy dzisiaj przed
szko³¹.
Wszyscy „wlewamy“ siê do szatni,
ka¿dy pêdem zmienia buty, wk³ada swoje
rzeczy do szafki i... zostawia j¹ otwart¹.
Tutaj nikt niczego nie kradnie, wiêc nikt
siê o to nie troszczy. Tak samo jest na
ulicach i w parkach, w ka¿dym publicz−
nym miejscu. Kraj kwitn¹cej wiœni to chyba
najbezpieczniejsze miejsce na œwiecie.
T³ok na korytarzu taki sam jak w dniu,
w którym pierwszy raz zjawi³em siê
w szkole. To by³ wrzesieñ, pocz¹tek dru−
giego semestru. W Japonii rok szkolny
zaczyna siê w kwietniu, po trwaj¹cej ca³y
marzec przerwie wiosennej i trwa do
marca nastêpnego roku, z miesiêczn¹
przerw¹ w upalnym sierpniu. Czeka³o na
mnie kilka osób z mojej klasy. Przyszli
specjalnie, ¿eby mnie przywitaæ. Spo−
dziewa³em siê ch³odnej reakcji i uprzej−
mego, ale trochê oficjalnego powitania.
Tymczasem zrobili to g³oœno, prawili kom−
plementy, byli bardzo otwarci i niezwykle
przyjaŸnie nastawieni.
Dopiero w szkole zetkn¹³em siê z tym,
co ka¿dy Japoñczyk ma we krwi, a co dla
mnie by³o niezrozumia³e i fascynuj¹ce.
To zdumiewaj¹cy instynkt stadny, poczu−
cie, ¿e najwa¿niejsza jest grupa, a nie
jednostka. W moim liceum nie by³o ani
jednej sprz¹taczki. Wszystko czyœci³y
wyznaczone zespo³y dy¿urne, które zosta−
wa³y po lekcjach i robi³y porz¹dek. Nikomu
nie przychodzi³o do g³owy mazanie po ³aw−
kach czy niszczenie czegokolwiek.
Dzwonek na lekcjê. Pêdzê do sali jêzyka
angielskiego. Równo z dzwonkiem Mut−
sumi sensei wchodzi na katedrê. – Zaczy−
namy lekcjê – mówi bardzo niepewn¹ angiel−
szczyzn¹, wyraŸnie speszony moj¹
obecnoœci¹. Japoñczycy, nawet nauczy−
ciele jêzyka, mówi¹ po angielsku fatalnie.
Poziom nauki w liceum jest porównywalny
z szóst¹ klas¹ podstawówki w Polsce.
Do tego s¹ przekonani, ¿e ka¿dy bia³y,
ROTARIANIN
2• 2005
50
niewa¿ne: Anglik czy Szwed, mówi po
angielsku wyœmienicie. Dlatego Mutsumi
sensei trochê siê wstydzi. W ca³ej szkole
tylko jeden (!) spoœród 600 uczniów by³
w stanie porozmawiaæ ze mn¹ po angiel−
sku – ch³opak, który by³ na wymianie rota−
riañskiej w USA. Zrozumia³em, ¿e bez
japoñskiego ani rusz i porz¹dnie wzi¹³em
siê do roboty.
W shodoshitsu
Lekcja trwa 50 minut. Nauczyciel ca³y
czas mówi. Uczniowie nie pracuj¹ w gru−
pach, nie zadaj¹ pytañ. S³uchaj¹ i notuj¹.
Kiedy nie trzeba czegoœ notowaæ, odru−
chowo siêgaj¹ po wachlarze. Tempera−
tura wewn¹trz przekracza 35 stopni.
W szkole w zasadzie nie ma odpytywañ
ani kartkówek. S¹ tylko dwie sesje egza−
minacyjne: miêdzysemestralna i na koniec
roku. Zdarza siê, ¿e uczniowie na lekcjach
œpi¹. Wiêkszoœæ nauczycieli to toleruje.
Nastêpna lekcja to kaligrafia japoñ−
ska, przedmiot fakultatywny. Przez dwie
godziny, u¿ywaj¹c specjalnego zestawu
pêdzli, pieczêci, kamieni i tuszu, próbu−
jemy swych si³ w tej dziedzinie sztuki.
Czujê na sobie wzrok kolegów z klasy.
Wszyscy chc¹ zobaczyæ, jak potrafi pisaæ
ten Polak.
Zazwyczaj wszystkie zajêcia odbywaj¹
siê w tej samej klasie. Tylko na kaligrafiê
idziemy do shodoshitsu, pracowni spec−
jalnie przystosowanej do tych zajêæ. Ka¿dy
siada gdzie chce (we w³asnej klasie losu−
jemy miejsca, których nie zmieniamy przez
miesi¹c) i od razu zarysowuje siê wyraŸny
podzia³ na ch³opaków i dziewczyny. Sia−
daj¹ osobno. Coœ, co u nas jest obecne
najwy¿ej do koñca podstawówki. Mam
wra¿enie, ¿e siadaj¹c z dziewczynami,
pope³ni³bym du¿e faux pas.
Japoñscy uczniowie s¹ dziecinni. Na
plecakach i zeszytach wielu moich rówieœ−
ników króluje Kubuœ Puchatek i Myszka
Miki. Jednak z drugiej strony ponad po³owa
tych „dzieci“ pracuje. Wykonuj¹ tzw. aru−
baito (tak! od niemieckiego s³owa arbeit
– praca), czyli pracê dorywcz¹, zazwy−
REPORTA¯
czaj jako kelnerzy w restauracjach albo
barach, trzy−cztery razy w tygodniu. S¹
zatem niezwykle obowi¹zkowi.
W moim liceum, które by³o na œred−
nim poziomie, nikt nie przywi¹zywa³ œmier−
telnej wagi do swojej edukacji. Uczniowie
nie wi¹zali raczej przysz³oœci z karier¹
naukow¹. Wiêkszoœæ mia³a jasno okreœ−
lone plany na przysz³oœæ: skoñczyæ uni−
wersytet, ze œwiadomoœci¹ jednak, ¿e
kierunek studiów nie wp³ynie na ich przy−
sz³¹ pracê. Rekrutacja do japoñskich firm
wygl¹da zupe³nie inaczej ni¿ w Europie.
Wchodz¹c do firmy i zostaj¹c sararima−
nem, Japoñczyk przez pierwsze dwa lata
„uczy siê pracowaæ“. Dopiero wtedy staje
siê pe³nowartoœciowym pracownikiem.
Ze swoj¹ firm¹ wi¹¿e siê na ca³e ¿ycie.
Przypadki przejœcia z firmy do firmy s¹
rzadkie. Typowy sarariman pracuje od
ósmej do siedemnastej, osiemnastej, ale
bardzo czêsto zostaje w pracy nawet do
dziesi¹tej wieczorem. W jêzyku japoñskim
normalnie brzmi¹ s³owa: „zapracowa³ siê
na œmieræ“, opisuj¹ce urzêdników umie−
raj¹cych przy w³asnych biurkach.
Bento i baseball
Nauczyciele pracuj¹ jak normalni urzêd−
nicy. Maj¹ tydzieñ urlopu w ci¹gu roku.
Musz¹ byæ w szkole o siódmej i nie wolno
im wyjœæ przed siedemnast¹. Wielu z nich
opiekuje siê kó³kami zainteresowañ i klu−
bami, których zajêcia koñcz¹ siê czêsto
nawet o siódmej wieczorem. Pocz¹tku−
j¹cy nauczyciel zarabia oko³o dwadzieœ−
cia razy wiêcej ni¿ pocz¹tkuj¹cy nauczy−
ciel w Polsce. Nauczyciel z du¿ym sta¿em
zarabia nawet czterdzieœci razy tyle co
jego polski kolega.
Szko³a o¿ywa wraz z d³ug¹ przerw¹.
Ka¿dy bez wyj¹tku japoñski uczeñ rozpa−
kowuje swoje piêknie przyszykowane bento,
a to, jak które wygl¹da, staje siê powo−
dem dumy i zazdroœci. Pó³ godziny wystar−
cza na zjedzenie ca³ego ry¿u, wymienie−
nie plotek albo zagranie krótkiego meczu
bardzo popularnego wœród m³odych base−
balla.
Dwie godziny póŸniej koñczymy lekcje.
Krótkie „odprawy“ z wychowawcami, wrê−
czenie druków, których codziennie jest
przynajmniej kilka, bo profesjonalnie zarz¹−
dzana szko³a k³adzie du¿y nacisk na kon−
takt nie tylko z uczniami, ale i rodzicami.
Ca³y budynek jest dok³adnie sprz¹tany
przez grupy dy¿urnych. PóŸniej ci, któ−
rzy nie maj¹ zajêæ popo³udniowych wycho−
dz¹, a „klubowicze“ – wœród nich tak¿e
ja – zostaj¹. Szko³a têtni ¿yciem jeszcze
d³ugo po ostatnim dzwonku. Nie tylko mój
klub pi³karski (zajêcia piêæ razy w tygod−
niu po trzy godziny, a w weekendy gry)
ma zajêcia. Æwicz¹ tak¿e grupy upra−
wiaj¹ce kendo, karate, judo, koszykówkê,
siatkówkê, tenis, bieganie, rugby, cere−
moniê herbacian¹, p³ywanie, odbywa zajê−
cia klub mi³oœników kultury koreañskiej,
kó³ko teatralne, malarze, redakcja gazetki
szkolnej, klub mangi, próby maj¹ chór,
orkiestra, zespó³ rockowy itp.
Bunka−sai i takiku−sai
Dwa razy do roku w szkole dziej¹ siê
rzeczy niezwyk³e. We wrzeœniu jest bunka−
−sai, czyli œwiêto szko³y. Zapraszani s¹
rodzice, klasy maj¹ swoje prezentacje,
odbywaj¹ siê konkursy, zabawy, wystêpy,
ka¿dy klub demonstruje swoje umiejêt−
noœci. Drugim takim wydarzeniem jest
taiku−sai, czyli dzieñ sportu. Klasy rywa−
lizuj¹ nie tylko na boisku i w sali gimnas−
tycznej, odbywaj¹ siê tak¿e defilada
i tañce. Ale rywalizacja i wystêpy wcale
nie s¹ najbardziej wa¿ne. Dla Japoñczy−
ków najwa¿niejsze s¹ wielotygodniowe
przygotowania. Radoœæ wspólnego tre−
ningu, d³ugotrwa³ego budowania czegoœ
razem. Znowu daje znaæ o sobie ich nie−
samowita wytrwa³oœæ i instynkt stadny.
Po skoñczonym treningu wyczerpany
wracam tras¹ przemierzan¹ co dnia.
– Witaj w domu – mówi mama w progu.
– WeŸ prysznic i szybko siadaj z nami do
kolacji, bo ju¿ nak³adam ry¿. I nie zapo−
mnij oddaæ mi twojego pude³ka na bento!
ROTARIANIN
51
2• 2005
STYLE
¯YCIA
CYGARA:
ROZKOSZ
KONESERÓW
Jerzy Mazgaj
Dla prawdziwych koneserów palenie cygar jest rodzajem ceremonii, a nie prost¹
i mechaniczn¹ czynnoœci¹. Od momentu siêgniêcia po cygaro a¿ po jego wygaœniê−
cie mamy do czynienia ze swoistym rytua³em.
400 gatunków
Double clar
o
Claro
Colorado claro
Colorado
Colorado maduro
Maduro
Oscuro
Znamy oko³o 400 gatunków cygar wyko− fikowaæ kolorystykê cygar, w czego efekcie
nanych z ró¿norodnych odmian tytoniu, co w literaturze fachowej najczêœciej spotykamy
zapewnia smakoszom szeroki wybór rozmia− siedmiostopniow¹ skalê odcieni. W du¿ym
rów, smaków i aromatów. Koneser ma zwykle uogólnieniu mo¿na stwierdziæ, ¿e im jaœniej−
kilka ulubionych cygar, które odpowiadaj¹ ró¿− szy kolor pokrywy, tym ³agodniejszy smak
nym okazjom, porom dnia i sytuacjom. Wybór cygara, i odwrotnie.
zale¿y w przewa¿aj¹cej mierze od indywidu−
Kolory okreœla siê hierarchicznie: od naj−
alnych upodobañ.
bardziej bladego do najciemniejszego, co poka−
Pokrywa jest najbardziej efektown¹ czêœ− zuje tabela:
ci¹ ca³ego cygara. Musi spe³niaæ wiele wymo−
gów, jako ¿e odgrywa nie tylko wa¿n¹ NAZWA
KOLOR
SMAK
rolê konstrukcyjn¹, ale równie¿ este− Double claro
jasnozielony
delikatny, bardzo s³aby aromat
zielonkawo¿ó³ty
lekki, ³agodny aromat
tyczn¹. Kolor pokrywy jest bardzo Claro
trochê silniejszy,
istotnym elementem w ocenie wizu− Colorado claro jasnobe¿owy
ale wci¹¿. delikatny aromat
alnej cygara. Liczba kolorów i odcieni Colorado
br¹zowoczerwony pe³ny, aksamitny aromat
liœci pokrywowych jest niezliczona, Colorado maduro br¹zowy
mocny, bogaty
i zró¿nicowany smak
a ich klasyfikacja niezwykle trudna,
czarnobr¹zowy
silny aromat, polecany raczej
poniewa¿ producenci cygar stosuj¹ Maduro
dla doœwiadczonych palaczy
swoje w³asne nazewnictwo w odnie− Oscuro
czarny
wielka moc liœci z samych
sieniu do ró¿nych kolorów. Mimo to
wierzcho³ków tytoniowej ³odygi
znawcy tematu spróbowali sklasy−
ROTARIANIN
2• 2005
52
STYLE
¯YCIA
Parejos i figurados
Jeœli chodzi o kszta³t, wyodrêbnia siê dwie
podstawowe grupy cygar: parejos – proste,
w kszta³cie regularnego walca, i figurados –
cygara o ró¿nych wymyœlnych kszta³tach, nie−
jednakowej gruboœci. Te pierwsze maj¹ okr¹g³¹
g³ówkê ( bulknak ) lub proste zakoñczenie
(tiutknak).
Rozmiar ka¿dego cygara typu parejos
okreœlany jest za pomoc¹ dwóch podstawo−
wych parametrów: d³ugoœci mierzonej w calach
i œrednicy, której jednostkê miary stanowi
1/64 cala. Pamiêtajmy jednak, ¿e wszelkie kla−
syfikacje s¹ umowne i cygara ró¿nych firm
w tym samym rozmiarze niekoniecznie maj¹
jednakowe parametry.
Najczêœciej wystêpuj¹ce figurados to:
torpedo – cygaro zwê¿aj¹ce siê ³agodnie
ku obu koñcom;
pyramid – cygaro o szerokiej podstawie
i zwê¿onym koñcu;
perfecto – o mocno zwê¿onych obu koñ−
cach;
culebra („w¹¿“) cygaro splecione z trzech
osobnych cygar. Nietypowy kszta³t wywodzi
siê z tego, ¿e by³o ono przeznaczone dla pra−
cowników – odmienny wygl¹d mia³ zapobiegaæ
kradzie¿om innych wyrobów.
Czas palenia zale¿y wprost proporcjonal−
nie od wielkoœci cygara. Decyduj¹c siê na jedno
z nich, musimy je dobraæ do okolicznoœci. Im
d³u¿sze i grubsze cygaro, tym wiêcej czasu
zajmie jego degustacja. Podczas antraktu
w teatrze zd¹¿ymy wypaliæ niewielkie cygaro
(np. panatelê) lub cygaretkê. Siêgaj¹c po gran
coronê Montecristo „A“, na której wypalenie
potrzeba do trzech godzin, powinniœmy mieæ
pewnoœæ, ¿e wystarczy nam czasu na to, aby
spokojnie delektowaæ siê jej pe³nym, korzen−
nym aromatem. Cygaro krótkie, lecz grube
(takie jak robusto) pali siê oko³o 30–45 minut.
Doznania smakowe pal¹cego zale¿¹ od d³u−
goœci trwania rytua³u. Smak cygara robio−
nego rêcznie zmienia siê w miarê palenia – od
bardzo delikatnego do charakteryzuj¹cego siê
pe³nym aromatem po wypaleniu od jednej trze−
ciej do po³owy specja³u. Bogactwo i ró¿no−
rodnoœæ smaków zale¿¹ od d³ugoœci cygara,
Jerzy Mazgaj jest biznesmenem, prezesem zarz¹du i g³ów−
nym udzia³owcem firmy ALMA MARKET S.A. oraz sieci skle−
pów z ekskluzywn¹ odzie¿¹ Paradise Group. Jest mi³oœni−
kiem cygar oraz autorem ksi¹¿ki „Cygara“, wydanej przez
firmê innego rotarianina Zbigniewa Suszczyñskiego, z któ−
rej pochodz¹ ilustracje publikowane w „Rotarianinie“. Dziê−
kujemy wydawnictwu za zgodê na ich wykorzystanie.
Jest cz³onkiem RC Kraków−Wawel.
a o intensywnoœci doznañ decyduje iloœæ liœci
tworz¹cych zwój.
Œciskaj¹c lekko palcami
Najwa¿niejszy jest wybór dobrego cygara.
Decyduj¹c siê na zakup, musimy mieæ gwa−
rancjê, ¿e s¹ to wyroby godne zaufania.
Tylko cygara opatrzone s³owami: Total−
mente a mano zosta³y wykonane ca³kowicie
rêcznie. Umieszczenie na opakowaniu napisu:
Hecho a mano lub Handmade mo¿e œwiad−
czyæ, ¿e tylko ostatni etap produkcji prze−
biega³ bez u¿ycia maszyn. Knvuelto a mano
oznacza rêczne pakowanie.
Pierwszym wyznacznikiem jakoœci jest
wygl¹d cygar. Po otwarciu opakowania powin−
niœmy sprawdziæ, czy wszystkie cygara w pu−
de³ku s¹ równo u³o¿one, a pierœcienie tworz¹
ci¹g³¹ liniê. Pokrywy nie powinny mieæ zbyt
wielu ¿y³ek. Rozmiar oraz kolor pojedynczych
cygar powinny byæ identyczne. Starannoœæ
pakowania jest dowodem troski fabryki o pro−
dukt.
Dobre cygaro wyma−
ga przede wszystkim do−
œwiadczenia. Istniej¹ jed−
nak wskazówki, które
pozwalaj¹ nawet niedo−
œwiadczonemu palaczowi
okreœliæ jakoœæ kupo−
wanych cygar.
Po ogólnej ocenie
cygar nale¿y spraw−
dziæ jedno z nich nieco
ROTARIANIN
53
2• 2005
STYLE
¯YCIA
dok³adniej. Dotyk pozwala oceniæ jakoœæ zwoju
oraz to, czy ca³e cygaro jest równe i nale¿y−
cie g³adkie. Zawartoœæ wilgoci badamy œcis−
kaj¹c lekko cygaro palcami. Odpowiednia wil−
gotnoœæ charakteryzuje siê jednakow¹
twardoœci¹ i sprê¿ystoœci¹. Nadmierna
suchoœæ przejawia siê kruchoœci¹ i twardoœ−
ci¹ – œciœniête cygaro szeleœci. Miêkka i g¹b−
czasta konsystencja œwiadczy o zbytniej wil−
gotnoœci tytoniu. W skrajnych przypadkach
zawilgocenia na liœciach mog¹ pojawiæ siê
plamy chorobowe. Takie cygaro traci smak
nawet po wysuszeniu.
Prawid³owe zwiniêcie cygara mo¿na oce−
niæ dopiero podczas palenia. Liœcie w dobrze
zwiniêtej wk³adce powinny byæ u³o¿one tak, by
wierzcho³ki znajdowa³y siê na koñcu cygara,
a nasada przy ustniku. Wierzcho³ek liœcia jest
najdelikatniejsz¹ jego czêœci¹, nasada zaœ
obfituje w bogate i ró¿norodne aromaty. Dla−
tego cygaro zmienia swój smak podczas pale−
nia. Na pocz¹tku dostarcza subtelniejszych
wra¿eñ, pod koniec palenia daje smaki najbo−
gatsze. Równomierne u³o¿enie liœci ma zapew−
niæ spokojne spalanie.
Harmonia smaków
Na jakoœæ cygara w sposób zasadniczy
wp³ywa jego wiek. Proces dojrzewania zacho−
dzi stopniowo i jest bardzo powolny. Reakcje
chemiczne miêdzy aktywnymi zwi¹zkami, roz−
poczête w procesie fermentacji tytoniu i zasad−
niczo spowolnione po zwiniêciu cygara
(gdy zostaje ono pozostawione na co
najmniej trzydziestodniowy odpoczy−
nek), nigdy nie ustaj¹. W miarê doj−
rzewania aromat staje siê deli−
katniejszy i bardziej wyrazisty.
Cygara o delikatnym aromacie
nie powinny jednak dojrze−
waæ zbyt d³ugo. W miarê
up³ywu czasu ich zapach
staje siê coraz bardziej
ulotny, a¿ wreszcie zanika.
Mocniejsze tytonie pot−
rzebuj¹ nawet kilku lat, by
osi¹gn¹æ pe³niê. Trudniej czasami o cygara
ROTARIANIN
2• 2005
54
w pe³ni dojrza³e, a tylko takie mog¹ zapewniæ
nale¿yt¹ harmoniê delikatnych smaków.
Wybór konkretnego cygara zale¿y od indy−
widualnych upodobañ oraz okolicznoœci i czasu
przeznaczonego na jego wypalenie. Dobór jest
uzale¿niony od potraw i nastroju w danej chwili.
Selekcja bêdzie podyktowana sytuacj¹ i towa−
rzystwem.
W paleniu cygar wa¿na jest ka¿da czyn−
noœæ, ka¿dy gest palacza. Emocji dostarczaj¹
dotyk i aromat cygara. Wielka radoœæ p³ynie
z samych czynnoœci zapalania i odk³adania
cygara do popielnicy.
Prawdziwy koneser przywi¹zuje wagê do
wszystkich etapów rytua³u. Degustacja cygar
to ceremonia dla wtajemniczonych, któr¹ ³atwo
sprofanowaæ, pomijaj¹c rz¹dz¹ce ni¹ regu³y.
Przestrzeganie ich pozwala w pe³ni czerpaæ
przyjemnoϾ z palenia.
Ceremonia mistrzów
Przycinanie. Zanim zapalimy cygaro, nale¿y
je otworzyæ. Oznacza to przyciêcie jego koñ−
cówki od strony ustnika we w³aœciwym miejscu
tak, by zapewniæ przep³yw dymu wewn¹trz
cygara. Otwór nie mo¿e byæ za du¿y, gdy¿
wówczas cygaro pali³oby siê zbyt intensyw−
nie i dym by³by zbyt gor¹cy. Nie mo¿e te¿ byæ
za ma³y, poniewa¿ nie zapewni³by odpowied−
niego „ssania“. Cygaro nale¿y przycinaæ
w miejscu zaokr¹glenia zwoju, przy tak zwa−
nej g³ówce. Do przycinania s³u¿¹ specjalnie
zaprojektowane akcesoria.
Rozpalanie. Ka¿dy koneser wyko−
nuje wszystkie czynnoœci samo−
dzielnie. Wyj¹tkiem mo¿e byæ sytu−
acja, w której znawca rozpala
cygaro mniej wtajemniczonemu
degustatorowi.
Do zapalania nie wolno u¿y−
waæ niczego, co wydziela nie−
przyjemny lub k³óc¹cy siê
z aromatem tytoniu zapach.
Najodpowiedniejsze s¹ zapalniczki
na bezwonny gaz, cedrowe zapa³ki
(zanim pozwolimy, by p³omieñ obj¹³ cygaro,
powinniœmy odczekaæ, a¿ wypali siê ca³a siarka)
STYLE
lub po prostu drobne kawa³ki cedrowego
drewna.
Cygaro zbli¿amy do ognia na odleg³oœæ
oko³o jednego lub pó³tora centymetra i, obra−
caj¹c pod k¹tem 45° do p³omienia, rozgrze−
wamy równomiernie wokó³ ca³ego obwodu.
Umieszczanie cygara wewn¹trz p³omienia jest
b³êdem, poniewa¿ wówczas tytoñ zaczyna p³o−
n¹æ, a nie ¿arzyæ siê. Po oko³o 15 sekundach
mo¿na nieco zbli¿yæ Ÿród³o ognia, a cygaro
pierwszy raz wzi¹æ do ust. Uwaga: cygarem
nie nale¿y siê zaci¹gaæ!!! Jest to istotne ze
wzglêdu na cel degustacji. Ma ona zapewniæ
rozkoszowanie siê aromatem tl¹cego siê tyto−
niu, a nie dostarczaæ organizmowi dawki niko−
tyny.
Czas na delektowanie
Palenie. Podczas smakowania rozpalo−
nego ju¿ cygara warto zastosowaæ siê do kilku
poni¿szych zasad.
Trzeba unikaæ zbyt czêstego wci¹gania
dymu, by nie intensyfikowaæ procesu palenia.
Spowodowa³oby to podwy¿szenie tempera−
tury dymu, tytoñ zacz¹³by tliæ siê zbyt gwa³−
townie, a tym samym obni¿y³yby siê jego walory
smakowe. Nie nale¿y przetrzymywaæ cygara
zbyt d³ugo w ustach. Czas ten powinien umo¿−
liwiæ delektowanie siê tytoniem. Rytua³ nie
pozwala na strzepywanie popio³u. Na dobrym
cygarze popió³ trzyma siê doœæ d³ugo, a¿
w koñcu samoczynnie opada do popielnicy.
A co zrobiæ z pierœcieniem okalaj¹cym
cygaro? Pierwotnym przeznaczeniem bande−
roli by³a ochrona bia³ych rêkawiczek pal¹cego
przed zabrudzeniem. Z czasem na pocz¹t−
kowo bia³ym pasku papieru zaczê³y siê poja−
wiaæ znaki firmowe fabryk cygar. PóŸniej kolo−
rowa banderola, umocowana za pomoc¹ kleju
roœlinnego, sta³a siê
nieod³¹czn¹ czêœci¹
ka¿dego cygara.
Degustatorzy nie s¹
zgodni co do tego,
czy podczas palenia
pierœcieñ powinien
nadal tkwiæ na
swoim miejscu, czy
¯YCIA
raczej nale¿y go usun¹æ.
W Europie, a szczególnie
w Wielkiej Brytanii, do dobrego
tonu nale¿y zsuniêcie ban−
deroli, by nie eksponowaæ
marki. W Stanach Zjedno−
czonych natomiast przyjê³o
siê pozostawiaæ banderolê
Otwieranie cygara
(g³ównie ze wzglêdów prak−
przez obciêcie koñcówki...
tycznych – pierœcieñ stanowi
dodatkowe wzmocnienie kon−
strukcji cygara). W tym punk−
cie cygarowej etykiety mamy
wiêc pe³n¹ swobodê. Je¿eli
zdecydujemy siê na zsuniê−
cie banderoli, nie róbmy tego
gwa³townie. Trzeba najpierw
zapaliæ cygaro, poczekaæ kilka
minut, a¿ siê rozgrzeje i nieco ...lub wyciêcie w niej otworu
skurczy, a wtedy pierœcieñ
³atwo siê zsunie. Zrywanie
pierœcienia mo¿e doprowa−
dziæ do uszkodzenia delikat−
nej pokrywy.
Nie gasiæ
Cygaro powinno samo
przestaæ siê ¿arzyæ, nie wolno
w ¿adnym wypadku go gasiæ
– tytoñ wydziela wtedy dym
o nieprzyjemnym zapachu.
Je¿eli cygaro zgaœnie nam
Rozgrzewanie cygara
w trakcie palenia, mo¿na po
przed zapaleniem
prostu rozpaliæ je ponownie.
Ka¿de cygaro smakuje
tylko do pewnego momentu,
po przekroczeniu krytycznego
punktu jego smak robi siê
kwaskowaty i zbyt ostry. Gdy
do tego dojdzie, nale¿y od³o−
¿yæ cygaro do popielnicy. Oczy−
wiœcie granica, do której
mo¿na paliæ, jest indywidu−
alna i zale¿y od upodobañ sma−
kosza. Regu³a jest prosta:
kiedy cygaro przestaje nam Zapalanie cygara
smakowaæ, oznacza to, ¿e
przyszed³ czas na zakoñczenie degustacji.
ROTARIANIN
55
2• 2005
POZNAJMY
SIÊ
WYRZEBIÆ
PIÊKNO
Mariusz Urbanek
ielka powódŸ 1997 roku, któr¹ szybko
nazwano powodzi¹ tysi¹clecia, zala³a
wroc³awski dom Stanis³awa Wysoc−
kiego na wysokoœæ 2 metrów, a pracowniê
i warsztat, które stworzy³ na grobli miêdzy dwoma
kana³ami Odry na blisko metr. Straci³ dorobek
¿ycia. W pierwsz¹ rocznicê powodzi na moœcie
Uniwersyteckim we Wroc³awiu stanê³a rzeŸba
jego d³uta – Powodzianka. Brn¹ca przez wodê
kobieta dŸwiga na ramieniu uratowane przed
wod¹ ksi¹¿ki.
– Straci³em wtedy mnóstwo ksi¹¿ek – mówi
Stanis³aw Wysocki. – Ale Powodzianka to przede
wszystkim ho³d z³o¿ony ludziom, którzy dowiedli,
jak fantastycznie solidarni potrafi¹ byæ w trud−
nych chwilach.
Dziœ Powodzianka to najwa¿niejsze wspom−
nienie kataklizmu, który zmieni³ oblicze miasta.
Miniaturê rzeŸby otrzyma³ Jan Pawe³ II podczas
pielgrzymki artystów z okazji œwiêta ich patrona,
Fra Angelico.
ka
zian
Powod
W
ROTARIANIN
2• 2005
56
POZNAJMY
SIÊ
Nierealne kobiece cia³a i Murzyn
Od zawsze rzeŸbi kobiece cia³a. Odrealnione, zgeometry−
zowane, czasem ledwie sygnalizuj¹ce naturalny kszta³t, jed−
noczeœnie jednak pe³ne zmys³owoœci, erotyzmu, fascynacji
doskona³ym tworem natury. [...] z instynktownym wyczuciem
formy oddaje i wydobywa z bezkszta³tu to, co jest cielesnoœ−
ci¹, w jej powabie i napiêciu, w lœnieniu powierzchni, w wybu−
ja³ych kszta³tach – napisa³ o jego pracach krytyk sztuki And−
rzej Saj.
– Ja chcê pokazaæ w sztuce formê idealn¹. Nie chcê ludzi
straszyæ, pouczaæ, radziæ jak maj¹ ¿yæ. W codziennym ¿yciu
doœæ maj¹ z³a i smutku. Chcê pokazywaæ im piêkno, mi³oœæ,
ciep³o. A m³ode kobiece cia³o, fascynuj¹ce przez swój idealny
kszta³t, jest apoteoz¹ ¿ycia – mówi Wysocki.
RzeŸby nosz¹ imiona kobiet: Nana, Leda, Princessa, Mag−
dalena, Ewa. Albo nazywaj¹ siê jak chwile, z których sk³ada siê
¿ycie: Nienasycenie, Pragnienie, Szept, Dotyk, Oczekiwanie.
[...] owe kobiety z br¹zu nie le¿¹, stoj¹, biegn¹ czy tañcz¹. One
s¹ te¿ liœciem, konarem drzewa, muszl¹. Przejœcie od jednego
znaczenia do drugiego jest niezauwa¿alne i nieuchronne. Akt
staje siê rzeŸb¹, rzeŸba staje siê szkicem aktu, jego koncep−
cj¹, sprowadzaniem jego istoty do podstawowych bry³ geo−
metrycznych – napisa³a o rzeŸbach Wysockiego poetka Zofia
Gebhard.
Jedn¹ z nielicznych mêskich postaci (nie licz¹c pomnika Pi³−
sudskiego w Lubinie), które wysz³y spod d³uta Wysockiego, jest
Murzyn na modernistycznej kamienicy Adolfa Radinga na wroc−
³awskim Placu Solnym. Przed wojn¹ by³a w niej apteka „Pod
Murzynem“; na elewacji sta³a figura murzyñskiego wojownika,
ale nie zachowa³ siê ¿aden jego dok³adny wizerunek.
– Pomyœleliœmy, dlaczego nie zrobiæ Murzyna wspó³czes−
nego, kojarz¹cego siê z Wroc³awiem – mówi Stanis³aw Wysocki.
Jako model pos³u¿y³a postaæ wroc³awskiego grafika i mie−
dziorytnika Eugeniusza Geta−Stankiewicza w ca³ej jej obfitoœci.
Na pierwszym piêtrze kamienicy stan¹³ wiêc gruby masajski
wojownik z brod¹ i w czapce z nausznikami. Wroc³awski Murzyn.
Pierwowzorem Murzyna by³ Eugeniusz
Get−Stankiewicz w ca³ej swej obfitoœci
Stanis³aw Wysocki urodzi³ siê w 1949 roku w E³ku. Studiowa³ w PWSSP
w Poznaniu oraz Hochschule der Kunste w Berlinie Zachodnim, w pracowni prof.
J.H. Lonasa (dyplom w roku 1986). Ma w dorobku kilkadziesi¹t wystaw indy−
widualnych, m.in. w Berlinie, Wroc³awiu, Hobro (Dania), Hulste (Belgia), Bludenz
(Austria), Sztokholmie, Norymberdze, Leer (Niemcy), Czechach, a tak¿e w War−
szawie, £odzi, Kazimierzu nad Wis³¹. Mieszka i tworzy we Wroc³awiu. Od 2000
roku jest cz³onkiem RC Wroc³aw.
ROTARIANIN
57
2• 2005
POZNAJMY
SIÊ
Miniatura Powodzianki trafi³a tak¿e do r¹k Jana Paw³a II
Wendy
Od AWF do Henry Moore'a
Zaczyna³ póŸno. Najpierw by³ AWF, potem nawet praca na uczelni, spec−
jalnoœæ narciarstwo i ³y¿wiarstwo. I poczucie, ¿e to jednak nie ca³kiem to, co
chcia³by robiæ.
– Wroc³aw w latach siedemdziesi¹tych têtni³ ¿yciem kulturalnym. Dzia³a³o
Laboratorium Grotowskiego, Pantomima Tomaszewskiego, by³ Kalambur –
wspomina. – To wszystko wydawa³o siê o wiele bardziej interesuj¹ce.
Zacz¹³ malowaæ, trochê rzeŸbiæ w drewnie. Ale kiedy pokaza³ swoje prace
w Desie, wyœmiano go. Potem zawióz³ je do Berlina. Posz³y wszystkie; za zaro−
bione pieni¹dze kupi³ pierwszego starego mercedesa.
Mia³ 31 lat, kiedy zacz¹³ studia w Pañstwowej Wy¿szej Szkole Sztuk Piêk−
nych w Poznaniu. Po dwóch latach przerwa³ je i wyjecha³ za chlebem do Ber−
lina. Zacz¹³ pracowaæ w s³ynnej berliñskiej odlewni rzeŸb Herman NOACK Bild−
gieserei, tam ktoœ poradzi³, ¿e mo¿e przecie¿ w Niemczech kontynuowaæ
studia. Na egzaminie do Hochschule der Kunste pokaza³ prace, które kiedyœ
odrzucono w Desie. Musia³ wypo¿yczyæ je na jeden dzieñ od niemieckiego w³aœ−
ciciela. Do Polski wróci³ dopiero po dyplomie w 1986 roku.
W Niemczech, w odlewni NOACK pozna³ jednego z najs³awniejszych rzeŸ−
biarzy XX wieku, Henry'ego Moore'a. Pracowa³ przy realizacji jego rzeŸb, mia³
okazjê rozmawiaæ. Kilka lat póŸniej pojecha³ do pracowni rzeŸbiarza (Moore
ju¿ wtedy nie ¿y³) w Pery Green pod Londynem. To by³o wa¿ne doœwiadczenie.
– Zobaczy³em rzeŸby, które sam chcia³em robiæ – mówi. – Jednoczeœnie
poczu³em, ¿e potrafiê.
Sarah
ROTARIANIN
2• 2005
58
POZNAJMY
SIÊ
iczka
Ksiê¿n
Wtedy, podczas pierwszej wystawy w Desie, pozna³ swego szwedzkiego
mened¿era. To dziêki niemu rzeŸby Wysockiego czêœciej ni¿ w Polsce spotkaæ
mo¿na w Skandynawii. S¹ w kolekcji szwedzkiego króla, na dziedziñcach uni−
wersytetów i szpitali, w hallach du¿ych firm.
– Wydaje mi siê, ¿e moje rzeŸby, przez ich oszczêdn¹ formê, syntetycz−
noœæ, s¹ bardziej akceptowane w surowej Skandynawii ni¿ na przyk³ad w zako−
chanych w baroku W³oszech – mówi.
Skróci³ imiê i nazwisko. Stan Wys ³atwiej zapamiêtaæ. Dziœ w Europie koja−
rzony jest przede wszystkim pod tym pseudonimem.
Nie ukrywa, ¿e ¿yje z rzeŸbienia. Po wystawach i galeriach ca³ej Europy kr¹¿y
kilkaset rzeŸb ró¿nej wielkoœci, które czekaj¹ na nabywcê. Wiêkszoœæ prac
Wysockiego ma kilka formatów, od pomnikowych po kilkudziesiêciocentymet−
rowe miniatury do ustawienia na komodzie.
– Sprzeda³em na ca³ym œwiecie ju¿ parê tysiêcy rzeŸb i to daje mi komfor−
tow¹ sytuacjê bycia artyst¹ rozpoznawalnym, a jednoczeœnie finansow¹ samo−
wystarczalnoœæ – mówi. – Nie jest sztuk¹ k³anianie siê sponsorom i czekanie
na ich ³askê.
Dwie rzeŸby Stanis³awa Wysockiego zdobi¹ pok³ady powsta³ego w 2003
roku najwiêkszego i najbardziej luksusowego (13 pok³adów, 20 restauracji,
5 basenów) statku pasa¿erskiego na œwiecie – Queen Mary II.
– Kiedy pojawi³a siê pierwsza informacja, ¿e projektanci Queen Mary s¹ zain−
teresowani moimi rzeŸbami, nie uwierzy³em – wspomina. – Jednak po paru mie−
si¹cach otrzyma³em proœbê o przygotowanie projektów.
Znów na blisko rok zapad³a cisza. A potem pojawi³a siê wiadomoœæ, ¿e dwie
rzeŸby zosta³y zaakceptowane. Od roku ksiê¿niczki Wind Princess i Wave Prin−
cess p³ywaj¹ na statku, na którym najtañszy rejs kosztuje kilka tysiêcy euro.
u
Wiatr
Ksiê¿niczki na pok³adzie Królowej
ic
ê¿n
Ksi
RzeŸby powstaj¹ najpierw w glinie. To najbardziej twórczy moment w rodzeniu
siê rzeŸby.
– Glina jest materia³em w pewnym sensie boskim – mówi Stanis³aw Wysocki. –
Pierwszy cz³owiek te¿ przecie¿ zosta³ stworzony z gliny.
PóŸniej zaczyna siê rzemios³o i ciê¿ka fizyczna praca. Gliniany pierwowzór okle−
jany jest gipsow¹ skorup¹, która po rozciêciu tworzy swoisty negatyw rzeŸby (kiedy
przygotowywa³ Murzyna, gipsem oklejany by³ orygina³, czyli Get). Na jego podstawie
przygotowuje ¿ywiczne kszta³tki odpowiadaj¹ce fragmentom rzeŸby. Umieszczane
s¹ w specjalnych skrzynkach, w które wlewa siê roztopiony w temperaturze 1300
stopni Celsjusza br¹z. Ju¿ po kilkunastu minutach wydobywa siê stê¿a³e fragmenty
przysz³ej rzeŸby, które ma³o jeszcze przypominaj¹ koñcowy efekt.
– Trzeba je teraz pospawaæ, wyszlifowaæ, spatynowaæ, potem w odpowiednich
miejscach nadaæ blask – mówi rzeŸbiarz.
Akt stworzenia zostaje zakoñczony. RzeŸba zaczyna ¿yæ w³asnym ¿yciem.
zka Fal
Naœladuj¹c bogów
ROTARIANIN
59
2• 2005
PASJE
LEKCJA
GOLFA
Ka¿dy z Was, który chce siê zmieniæ na
lepsze, o¿ywiæ swój umys³ i cia³o, doznaæ
nowych uniesieñ i naprawdê poznaæ sie−
bie i innych, je¿eli myœli, ¿e ju¿ wszyst−
kiego w ¿yciu dokona³, ¿e nic Go ju¿ nie
zaskoczy – niech zagra w golfa!
Wac³aw Laszkiewicz
Gra
enialnoϾ golfa polega na jego
prostocie. Wystarczy trafiaæ po
kolei do 18 do³ków, licz¹c ude−
rzenia i staraj¹c siê, aby by³o ich jak naj−
mniej.
U¿ywa siê do tego celu zestawu kijów
i ma³ej pi³eczki, która – wierzcie mi – potrafi
czyniæ cuda. Kiedy ju¿, ju¿ „widzimy“ j¹
w do³ku, ona nagle skrêca, a kiedy wydaje
nam siê, ¿e chybiliœmy, ona niespodzie−
wanie do do³ka wpada... Gra odbywa siê
na œwie¿ym powietrzu, w przepiêknej sce−
nerii pagórków, lasków, jezior, doskonale
wypielêgnowanych trawiastych powierz−
chni i tras. Niezale¿nie od pogody chce
siê graæ – pogoda jest w nas.
Golf jak ¿adna inna gra uczy samo−
dyscypliny, odpornoœci na stres, strate−
gii, taktyki oraz pokory wobec siebie
i innych. Potrafi bezlitoœnie obna¿yæ wady
naszego charakteru lub ukazaæ zalety.
W czasie gry mo¿emy naprawdê poznaæ
naszych partnerów, przyjació³ czy kole−
gów z pracy. Golf to tak¿e metoda roz−
poznawania mo¿liwoœci i wiarygodnoœci
G
Wac³aw Laszkiewicz
jest nauczycielem gry
w golfa, prezesem
Tokary Golf Club. Jest
cz³onkiem RC Gdynia.
ROTARIANIN
2• 2005
60
naszych wspólników lub kontrahentów
w biznesie. To równie¿ znakomity sposób
integracji.
Gra, szczególnie ta towarzyska, toczy
siê w atmosferze pe³nego zaufania i czêsto
bez obecnoœci sêdziów. To my sami jes−
teœmy sêdziami dla partnerów
i siebie. St¹d niezwykle rygorystycznie
przestrzegana etykieta, nakazuj¹ca m.in.
punktualnoœæ, wzajemn¹ pomoc w poszu−
kiwaniu pi³ki, zachowanie warunków bez−
pieczeñstwa, uczciwoœæ i fair play, a tak¿e
naprawianie wszelkich uszkodzeñ pola,
spowodowanych nasz¹ gr¹. To tak¿e nasz
zgodny z regulaminem ubiór (koszulka
polo, spodnie bez naszywanych kieszeni,
czyste obuwie itd.). Kiedy spe³niamy te
warunki, wówczas czujemy smak praw−
dziwego golfa.
Golf to równie¿ doskona³a okazja do
pozbycia siê brzuszka oraz poprawienia
fizycznej i psychicznej kondycji; i to bez
wzglêdu na wiek oraz umiejêtnoœci. To
d³ugi i wrêcz porywaj¹cy spacer, który
chcia³oby siê, aby trwa³... i trwa³!
PASJE
Historia
Golfa wymyœlili prawdopodobnie
szkoccy pasterze, którzy pas¹c ca³ymi
dniami owce, gr¹ wype³niali sobie nad−
miar czasu. Uderzaj¹c drewnianymi las−
kami w ma³e okr¹g³e kamienie, starali siê
trafiaæ nimi do do³ków. Jednak pierwsze
wzmianki o golfie pojawi³y siê w XIV wieku
w Holandii. Sama nazwa pochodzi od fla−
mandzkiego s³owa colf [kolf], czyli kij.
Badacze uznali za datê powstania golfa
rok 1424. Podejrzewam jednak, ¿e spory
na ten temat trwaæ bêd¹ dalej, poniewa¿
ostatnio zaczynaj¹ przyznawaæ siê do
golfa... Chiñczycy! I nie spieraj¹ siê o lata,
a o... tysi¹clecia!
Wed³ug Ÿróde³ europejskich pierw−
szym krajem, w którym golf znalaz³ uzna−
nie i sta³ siê powszechny, by³a jednak
Szkocja. Od razu te¿ zauwa¿ono (u nas
widaæ to dopiero obecnie...), jak golf mo¿e
byæ absorbuj¹cy; w 1457 roku król Szkocji
James II zabroni³ w akcie parlamentar−
nym gry w golfa, poniewa¿ odci¹ga³a ona
m³odzie¿ od tak wa¿nych zajêæ, jak szer−
mierka czy strzelanie z ³uku! Nasze ¿ony
pewnie chêtnie uczyni³yby to samo,
¿ebyœmy tylko nie uciekali od tak „wa¿−
nych“ obowi¹zków, jak sprz¹tanie czy
zakupy!
Ze Szkocji golf zawêdrowa³ na tery−
torium Anglii, gdzie król Szkocji i Anglii
James VI kaza³ sobie wybudowaæ w Black−
heath pod Londynem pierwsze 7−do³kowe
pole golfowe. Pierwsz¹ s³awn¹ kobiet¹
graj¹c¹ w golfa by³a królowa Szkocji Maria
Stuart.
W miarê rozwijania siê golfa zaczê³y
powstawaæ pierwsze kluby. W 1744 roku
za³o¿ono klub w Edynburgu, a dziesiêæ
lat póŸniej rozpoczê³o dzia³alnoœæ Sto−
warzyszenie Golfistów w St. Andrews
w Szkocji – The Society of St. Andrews
Golfers. Tam w 1764 roku spisano i ujed−
nolicono zasady gry w golfa, które po nie−
wielkich modyfikacjach s¹ aktualne do
dziœ; od tego samego roku obowi¹zuje
te¿ gra na 18 do³kach. Stowarzyszenie,
po zmianie nazwy na Royal and Ancient
Golf Club of St. Andrews, pozostaje jedy−
nym miejscem zatwierdzania i modyfiko−
wania regu³ gry w golfa.
Golf na terenie dzisiejszej Polski poja−
wi³ siê dopiero w XX wieku. Pierwszy klub
za³o¿ono w 1906 roku w Szczawnie Zdroju
(wtedy Bad Salzbrunn). W golfa gra³a
g³ównie arystokracja, a najbardziej zna−
nym klubem w dwudziestoleciu miêdzy−
wojennym by³ Polski Country Club w Powsi−
nie ko³o Warszawy. Przed wybuchem
II wojny œwiatowej funkcjonowa³y jeszcze
kluby w Gdañsku, £añcucie i Katowicach.
Po wojnie w Polsce w golfa nie grano...
a¿ do koñca lat osiemdziesi¹tych. Pierw−
szym powsta³ym po przerwie klubem by³
First Warsaw Golf & Country Club, posia−
daj¹cy 18 do³ków na polu w Rajszewie
ko³o Warszawy. Obecnie istnieje ju¿ ponad
20 pól zrzeszonych w Polskim Zwi¹zku
Golfa. Prawdziwym zag³êbiem golfowym
jest województwo pomorskie i okolice
Gdañska (4 pola).
W ostatnich latach zacz¹³ rozwijaæ
siê w Polsce równie¿ golf zawodowy.
Bo golf to równie¿ zawód i to dobry! Naj−
lepszy w ostatnich latach golfista to tak¿e
najlepiej zarabiaj¹cy sportowiec œwiata.
Amerykanin Tiger Woods na golfie zaro−
bi³ ju¿ ponad... 1 mld dolarów!!! Nic dziw−
nego, ¿e w golfa na ca³ym œwiecie chce
graæ ponad 100 mln ludzi. Ka¿dy chcia³by
byæ taki dobry, ale... najlepszy mo¿e byæ
tylko jeden! Do czo³owych graczy nale¿y
równie¿ Vijay Singh – najlepszy gracz
2004 roku, Ernie Els, Phil Mickelson
i wielu innych.
W Polsce do czo³ówki œwiatowej zali−
czani s¹ jedynie amatorzy, a to ze wzglêdu
na funkcjonuj¹cy handicap. Zawodowcy
musz¹ jeszcze wiele trenowaæ, aby odro−
biæ kilkudziesiêcioletnie zaleg³oœci. Pocz¹tki
zosta³y ju¿ jednak zrobione. Stowarzy−
szenie Instruktorów Golfa PGA Polska
(Professional Golf Asociation) zrzesza
zawodników i nauczycieli gry w golfa.
ROTARIANIN
61
2• 2005
PASJE
Zasady
Wed³ug Vademecum Golfa 2004, opra−
cowanego przez mojego serdecznego
przyjaciela Jurka Czaplejewicza, golf to
gra polegaj¹ca na przemieszczaniu pi³ki
z obszaru tee do do³ka poprzez uderze−
nia zgodnie z Regu³ami gry. Tee to ozna−
czenie miejsca startu do poszczególnych
tras zakoñczonych do³kami. Przypomnê,
¿e takich do³ków (tras) jest 18. Trasy
ró¿ni¹ siê miêdzy sob¹ d³ugoœci¹ (od kil−
kudziesiêciu metrów do kilkuset), kszta³−
tem (mog¹ byæ proste lub skrêcaj¹ce),
konfiguracj¹ i nasyceniem przeszkód (prze−
szkody wodne: jeziorka, rzeczki, kana³y;
bunkry z piaskiem, tereny zalesione itd.).
W grze chodzi o to, aby jak najmniej−
sz¹ liczb¹ uderzeñ pi³eczki pokonaæ wszyst−
kie trasy (potocznie zwane do³kami), sto−
suj¹c regu³y gry zatwierdzone przez Royal
and Ancient Golf Club of St. Andrews.
Wszyscy graj¹cy zobowi¹zani s¹ do posia−
dania uprawnieñ do gry, tzw. zielonej
karty, któr¹ otrzymuj¹ po zdaniu egza−
minu przed uprawnionym nauczycielem
gry w golfa. Nauczyciele ci znajduj¹ siê
w ka¿dym licz¹cym siê klubie golfowym
i nale¿¹ do elity graj¹cych w golfa.
Pi³eczkê uderzamy, u¿ywaj¹c spec−
jalnych kijów golfowych. Pe³na runda liczy
18 do³ków ponumerowanych od 1 do 18
i w tej kolejnoœci nale¿y je pokonywaæ.
Grê na trasie koñczymy, wbijaj¹c pi³kê do
do³ka o œrednicy 108 mm.
Ka¿dy do³ek powinien byæ pokonany
okreœlon¹ liczb¹ uderzeñ – nazywa siê j¹
par do³ka. Par zale¿y od d³ugoœci trasy.
D³ugoœci s¹ ró¿ne dla mê¿czyzn i kobiet,
ROTARIANIN
2• 2005
62
ale œrednio wynosz¹: par 3 dla tras ok.
200–220 m, par 4 dla 300–450 m i par
5 dla tras ponad 450 m. Suma par wszyst−
kich do³ków daje par pola, do którego
porównujemy uzyskany przez nas wynik.
Wiêkszoœæ pól 18−do³kowych ma par 72.
Podaj¹c te informacje, chcê u³atwiæ
Pañstwu rozumienie i odbiór coraz licz−
niejszych relacji i sprawozdañ, pojawia−
j¹cych siê szczególnie w Eurosporcie
(w œrody) i CNBC w soboty i w niedziele.
Komentatorzy czêsto pos³uguj¹ siê obo−
wi¹zuj¹cym w tej dyscyplinie nazewnic−
twem w jêzyku angielskim, dlatego przed−
stawiê kilka podstawowych okreœleñ
dotycz¹cych liczby uderzeñ na trasie
w odniesieniu do par (czyli okreœlonej
normy):
– 3 uderzenia powy¿ej par: triple
bogey (+3)
– 2 uderzenia powy¿ej par: double
bogey (+2)
– 1 uderzenie powy¿ej par: bogey
(+1)
– taka sama liczba uderzeñ jak par:
par (0)
– 1 uderzenie poni¿ej par: birdie
(–1)
– 2 uderzenia poni¿ej par: eagle (–2)
– 3 uderzenia poni¿ej par: double
eagle lub albatros (–3).
Trafienie do³ka za pierwszym uderze−
niem jest wyj¹tkowym zagraniem i nazy−
wamy go: hole in one!
Aby dodatkowo uatrakcyjniæ grê
i umo¿liwiæ zwyciê¿enie nawet graczom
pocz¹tkuj¹cym, wprowadzono pojêcie han−
dicapu. Najwy¿szy handicap stosowany
w Polsce dla kobiet i juniorów wynosi 40,
dla mê¿czyzn 36, a najni¿szy 0. Posia−
dacz handicapu odejmuje go od uzyska−
nego wyniku i dopiero tak obliczony rezul−
tat porównuje z innymi graczami.
Oczywiœcie im wy¿sza klasa sportowa
gracza, tym handicap ni¿szy, co równie¿
stanowi powód do dumy.
PASJE
Sprzêt i wyposa¿enie
Znaj¹c zasady, mo¿emy przyst¹piæ do
gry. Ale czym?
Szkoci, jak wiadomo, to niezwykle
oszczêdny naród. Mo¿e dlatego zapro−
jektowali kije o tak ma³ych powierzchniach
uderzenia. Stanowczo za ma³ych! Wymiary
pi³eczki te¿ wydaj¹ siê zbyt... sk¹pe! Ale
trudno, sami tego chcieliœmy!
Kije golfowe ró¿ni¹ siê od siebie d³u−
goœciami, k¹tem nachylenia ³opatki oraz
funkcj¹. Mo¿emy graæ maksymalnie
14 kijami, a wybór nale¿y wy³¹cznie do
zawodników. Wœród kijów wyró¿niamy:
wood: kiedyœ rzeczywiœcie wykony−
wane z drewna, a obecnie z najlepszych
materia³ów sprê¿ystych, np. tytanu. S¹
najd³u¿szymi kijami w torbie i s³u¿¹ do
dalekich uderzeñ (ponad 200 m). Wœród
nich króluje driver, kij rozpoczynaj¹cy grê
na d³ugich do³kach. Ka¿dy golfista marzy
o piêknym d³ugim strzale i o... d³ugich
oklaskach i zachwytach licznie zgroma−
dzonych na starcie kibiców. Rzeczywis−
toœæ czêsto jednak jest inna, poniewa¿
jest to jeden z najtrudniejszych kijów!
iron: g³ówki kijów (³opatki) wykonane
s¹ z ¿elaza, natomiast trzonki z grafitu.
Jest ich najwiêcej w komplecie, bo ka¿dy
posy³a pi³kê na okreœlon¹ odleg³oœæ. Ude−
rzamy nimi z jednakow¹ si³¹ i zamachem,
wa¿na jest bowiem d³ugoœæ irona i k¹t
nachylenia ³opatki. Dziêki temu, znaj¹c
odleg³oœæ od celu, mo¿emy, odpowiednio
dobieraj¹c kij, w miarê precyzyjnie ude−
rzyæ pi³kê.
wedge: to równie¿ kije ¿elazne, lecz
s³u¿¹ce do zadañ specjalnych. S¹ naj−
krótszymi w komplecie i stosunkowo naj−
bardziej precyzyjnymi kijami. Uderza siê
nimi na odleg³oœci mniejsze ni¿ 100 m,
czyli w tzw. krótkiej grze. Gra z piasku,
z wysokiej trawy, krótkie uderzenia z oko−
lic greenu blisko flagi (do³ka), uderzenia
ponad przeszkodami i inne techniczne
zagrania, do których s³u¿¹ wedge, to
zasadnicza treϾ gry.
putter: to kij s³usznie uwa¿any za
najwa¿niejszy; koñczy grê na trasie, nada−
j¹c pi³ce ruch tocz¹cy w kierunku do³ka.
To w³aœnie puttowanie i krótka gra kijami
typu wedge stanowi¹ o wyniku gry.
Na rynku znajduje siê ogromna liczba
rodzajów i marek kijów. Rozpoczynaj¹c
przygodê z golfem, nie nale¿y kupowaæ
od razu sprzêtu z najwy¿szych pó³ek. Kije
trzeba dobieraæ indywidualnie, dostoso−
wuj¹c je do wzrostu, d³ugoœci r¹k, cha−
rakteru swingu (zamachu) i jego szyb−
koœci, a nawet do charakteru gracza.
Do portfela te¿... W sprzeda¿y znajduje
siê wiele bardzo dobrego sprzêtu w zupe³−
nie przystêpnych cenach. Posiadanie kijów
najlepszej marki wcale nie poprawi jakoœci
gry. Lepiej wiêc przed zakupem zasiêg−
n¹æ rady nauczyciela gry w golfa czy
choæby doœwiadczonego kolegi o niskim
handicapie.
Odpowiednia pi³ka to kolejny warunek
dobrej gry. Przede wszystkim musi mieæ
okreœlony wymiar: œrednica 4,26 cm.
Obecne pi³ki wykonywane s¹ z doskona−
³ych sprê¿ystych materia³ów, ale musimy
umieæ ich w³aœciwoœci wykorzystaæ. Pi³ka
przeznaczona dla profesjonalisty nie bêdzie
dobrze „graæ“, kiedy uderzy j¹ pocz¹t−
kuj¹cy. Nie kupujmy wiêc zbyt drogich
pi³ek; lepiej zostawiæ to na póŸniej, kiedy
bêdziemy ju¿ umieli doceniæ ich walory.
Poza tym pi³ki maj¹ jedn¹ powa¿n¹ wadê
– lubi¹ siê przed nami chowaæ! Przeko−
nacie siê.
Do pe³ni szczêœcia potrzebujemy jesz−
cze torbê na kije i ewentualnie wózek do
jej transportu. Torba musi spe³niæ kilka
podstawowych warunków: musi byæ
w miarê lekka, wodoodporna, pojemna
i estetyczna. Musi zmieœciæ siê do niej
wiele potrzebnych rzeczy: kilka zapaso−
wych pi³ek, ko³eczki (tee), nieprzemakalne
okrycie, rêcznik do wycierania pi³eczek,
kijów i d³oni, parasol, regulamin gry, coœ
do picia (woda!!!), suche i czyste rêka−
ROTARIANIN
63
2• 2005
PASJE
wiczki oraz... jeszcze kilka drobiazgów.
Byle nie za du¿o!
Wózek u³atwia golfiœcie ¿ycie, szcze−
gólnie w terenie pagórkowatym, choæ
du¿a czêœæ graczy woli torby na specjal−
nych szelkach. Je¿eli jednak chcemy siê
pos³ugiwaæ wózkiem, proponujê zakupiæ
wózek na 3 kó³kach. Na wielu polach mo¿na
wózek wypo¿yczyæ i to te¿ jest rozwi¹−
zanie. Mo¿na te¿ wypo¿yczyæ dwuoso−
bowy najczêœciej, elektryczny pojazd, w
Polsce zwany potocznie „meleksem“. Ale
to dla wygodnickich. Przecie¿ ruch na
œwie¿ym powietrzu jest nie mniej wa¿ny
ni¿ sama gra!
Gdzie graæ?
Kiedy mamy ju¿ wszystko, rodzi siê
pytanie... gdzie graæ? Najlepiej w klubie
golfowym. Jest to zwykle kompleks obiek−
tów s³u¿¹cych do gry i nauki. W jego sk³ad
wchodz¹: pole golfowe, strzelnica gol−
fowa (driving range), miejsca do æwiczeñ
gry krótkiej (putting green i chipping
green), domek klubowy (club house) i skle−
pik golfowy (pro shop).
Najwa¿niejszym dla pocz¹tkuj¹cych
jest jednak inny „element“ pola... nauczy−
ciel gry: uœmiechniêty, ¿yczliwy, wyro−
zumia³y i cierpliwy (dla dziewczyn oczy−
wiœcie tak¿e przystojny!). Radzê wszystkim
korzystaæ z jego pomocy, to znakomicie
skraca czas nauki i prowadzi wprost do
mistrzostwa.
Wielk¹ rolê odgrywa dom klubowy,
w którym kszta³tuje siê w³aœciwa golfowi
atmosfera. I wcale nie musi to byæ pa³ac,
to ludzie w nim przebywaj¹cy s¹ bogac−
twem klubu! W Polsce jest wiele takich
miejsc, wiêc udajcie siê do najbli¿szego
i zaczynajcie swoj¹ wielk¹ przygodê z gol−
fem. Wykaz pól golfowych wraz ze szcze−
gó³owym opisem znajdziecie w Vademe−
cum Golfa 2004, dostêpnym w wiêkszoœci
ksiêgarni lub na stronie internetowej Pol−
skiego Zwi¹zku Golfa www.pzgolf.pl.
Wymieniê tylko miejscowoœci, w któ−
rych pobli¿u znajduj¹ siê najwiêksze i naj−
ciekawsze pola: Trójmiasto, Wejherowo,
Szczecin i Miêdzyzdroje, Olsztyn, War−
szawa, Poznañ, Wroc³aw, £ódŸ i Kraków.
Ale jeszcze chwilka i mapa pól golfowych
bêdzie bardzo gêsta!
Rotary na polu golfowym
O golfie móg³bym pisaæ i opowiadaæ
jeszcze d³ugo. Byæ mo¿e nadarzy siê okazja
i spotkamy siê na polu golfowym. Rota−
rian graj¹cych w golfa, zw³aszcza w klu−
bach trójmiejskich, jest bowiem coraz
wiêcej. W ubieg³ym roku RC Gdañsk po
raz drugi zorganizowa³ w Siera Golf Club
ko³o Wejherowa turniej rotariañski z udzia−
³em zaproszonych goœci z zagranicy i gra−
czy z Polski. Koledzy Zbyszek Borkowski,
Miros³aw Domos³awski, Poul Brabazon,
Antoni Wierciñski, Marek Kamiñski
i Ryszard Morawski z tego klubu to zna−
komici golfiœci i animatorzy golfa. Two−
rzymy zgran¹ paczkê!
ROTARIANIN
2• 2005
64
Myœlê, ¿e golf ma szansê staæ siê
„nasz¹“ dyscyplin¹, tworz¹c doskona³¹
arenê do lepszej integracji klubów krajo−
wych i zagranicznych. A mo¿e utworzymy
w „Rotarianinie“ sta³y k¹cik golfowy? Jes−
tem do Waszej dyspozycji – pole wzywa…!
PASJE
S³ownik
Oprócz wymienionych wczeœniej nazw
kijów i wyników uzyskanych na do³kach
warto poznaæ jeszcze inne wa¿ne dla golfa
s³owa:
amator – osoba graj¹ca w golfa bez czer−
pania z tego tytu³u korzyœci material−
nych;
backspin – œwiadomie nadawana pi³ce
wsteczna rotacja;
bunkier – przeszkoda na polu w postaci
zag³êbienia lub do³u wype³nionego pias−
kiem;
caddie – pomocnik gracza na polu golfo−
wym;
cart – czteroko³owy pojazd elektryczny
lub spalinowy, u¿ywany przez niektórych
graczy, potocznie nazywany meleksem;
chip – krótkie zagranie z okolic green`u
w kierunku do³ka, wykonywane najczêœ−
ciej kijem typu wedge;
chipping green – miejsce do treningu
krótkich uderzeñ;
club – kij golfowy, tak¿e klub;
course – pole golfowe;
divot – kawa³ek trawy (darni), wyrwany
z ziemi podczas uderzenia;
drive – pierwsze uderzenie pi³ki najd³u¿−
szym kijem (driverem);
fairway – tor gry, krótko skoszona trawa
miêdzy startem (tee) a koñcem trasy
(green);
fore! – okrzyk ostrzegaj¹cy graczy przed
lec¹c¹ w ich kierunku pi³k¹;
green – szczególnie zadbany obszar
z bardzo krótko koszon¹ traw¹ (do ok.
3–5 mm), na którego terenie znajduje siê
do³ek;
green keeper – osoba zajmuj¹ca siê utrzy−
maniem pola golfowego w jak najlepszym
stanie;
grip – uchwyt kija lub uk³ad r¹k na uchwy−
cie kija;
handicap – stopieñ umiejêtnoœci gracza
okreœlony liczbowo;
hazard – sta³a przeszkoda na polu (woda,
rowy, bunkry);
head pro – najlepiej wykszta³cony instruk−
tor golfowy na polu;
karne uderzenie – jedno lub dwa ude−
rzenia (punkty), które gracz musi sobie
dopisaæ do wyniku na danym do³ku po z³a−
maniu regu³ gry lub b³êdzie w zagraniu,
np. do wody, utracie pi³ki itp.;
karta wyników (score card) – karta, na
której zapisuje siê wyniki uzyskane na
poszczególnych do³kach;
marker – 1. osoba zapisuj¹ca uderzenia
gracza, 2. znacznik s³u¿¹cy do wskaza−
nia pozycji pi³ki na greenie;
out of bounds – obszar poza granicami
pola;
pro (zawodowiec) – osoba czerpi¹ca
materialne zyski z gry w golfa. Mo¿e to
byæ gracz zawodowy (playing pro) lub
nauczyciel zawodowiec (teaching pro);
rough – obszar na polu poza tras¹ i gree−
nem, z którego uderzenie jest natural−
nie utrudnione;
runda – zagranie 18 do³ków,
strzelnica (driving range) – wydzielony
obszar do treningu uderzeñ;
tee – miejsce startu do poszczególnych
tras;
water hazard – przeszkoda wodna.
ROTARIANIN
65
2• 2005
FELIETON
CELEBRUJ¥C
ROTARY
Andrzej Bu³at
– Panowie! – powiedzia³ Prezydent – prze−
¿ywamy dni, które z pe³n¹ odpowiedzialnoœ−
ci¹ nazwaæ mogê, a powiem wam, ¿e nie bojê
siê tego s³owa, dniami historycznymi...
...nie wybrzmia³o jeszcze zdanie tak wysoko
rozpoczête przez Prezydenta, „a w sali zacnego,
acz nadgryzionego znanym zêbem hotelu,
w którym od lat zbieraj¹ siê rotarianie Klubu
Drugiego“, powia³o groz¹. Tylko Cyniczny Cyta−
tolog, nie mog¹c powstrzymaæ rozwi¹z³ego
jêzyka, nachyli³ siê w stronê Piêknoducha Pre−
zesa i wyszepta³: „...kiedy po ulicach space−
ruje stuprocentowa historia, to zwyk³emu
cz³owiekowi nie pozostaje nic innego, tylko
œmieræ z kompletnym zachwytem w oczach“.
Zamilk³ jednak, jako ¿e z przera¿eniem spo−
strzeg³, ¿e ów „kompletny zachwyt w oczach“
w³aœnie s³a³ siê na têczówkach Prezydenta.
Obu!
– Historyczne te dni wymagaj¹ odpowied−
niej oprawy. Oprawê we w³asnym zakresie...
– ...Pan wybaczy, Prezydencie, ¿e wcho−
dzê Panu w tak uroczyste s³owo – rozleg³ siê
stentorowy g³os Pierwszorzêdnego Profesora
Partyjnego – pragn¹³bym jednak zauwa¿yæ, ¿e
oprawê tych historycznych dni stanowi¹ jak
najbardziej, z czym wszyscy koledzy siê zgo−
dz¹, nasze mundury organizacyjne poszyte
z niema³ym trudem, ku pokrzepieniu serc
w minionym kwartale. Koledzy zechc¹ wstaæ!
Koledzy, jak zwykle nie maj¹c ¿adnego
wyboru w momencie, gdy g³os zabiera³ Pro−
fesor, nie tylko zgodzili siê z jego opini¹, ale
te¿ natychmiast wstali, nieznacznie tylko szu−
raj¹c krzes³ami. A ka¿dy stêkn¹³, jak krzepki
drwal, i ka¿dy nie wiem, jak siê natê¿y³, i tylko
czekaæ wypada³o, a¿ z dojrza³ych, wyprê¿o−
nych piersi wyrwie siê pieœni zew. Têczówki
Prezydenta pokry³y siê przezroczyst¹ mgie³k¹
wzruszenia. Sta³ oto przed nim w granato−
wych marynarkach ze z³otymi guzikami,
z wyhaftowanymi na lewej piersi zêbatymi
symbolami ruchu, w szaropopielatych spod−
ROTARIANIN
2• 2005
66
niach zaprasowanych na kancik, rz¹d prze−
cudnej urody szlachetnych d¿entelmenów,
rotarian jeden w jednego. I tylko Melancho−
lijny Matematyk prawe swe ramiê skrywa³ dys−
kretnie za plecami Ambiwalentnego Archi−
tekta. Nie chcia³ dekomponowaæ obrazu, który
nie tylko wzrusza³, ale i zachwyca³. A nie chcia³,
albowiem w jego marynarce rêkaw wszyto na
wysokoœci ³okcia. Równie¿ Amerykañski Apte−
karz ledwie wystawa³ zza Eleganckiego Enig−
matycznego Elekta, ani myœl¹c psuæ podnios³y
nastrój swoimi spodniami hip−hopowca. Jemu
z kolei krok skrojono na wysokoœci kolan. Zaœ
Skrupulatny Skarbnik Sk¹din¹d Stoik o Symet−
rycznej Sylwetce przyj¹³ postawê pierwszo−
rzêdnie skrywaj¹c¹ utracon¹ bezpowrotnie
symetrycznoϾ sylwetki. Z powodu przodu
marynarki, która po lewej stronie by³a ewi−
dentn¹ jednorzêdówk¹, po prawej równie¿
dwurzêdówki przypominaæ nie chcia³a. I tylko
Rachityczny Rektor Recytator dumnie stan¹³
pierœ w pierœ z Prezydentem, a jego mary−
narka tak œlicznie opina³a kruchy tors, ¿e
wszyscy byli pod wra¿eniem. Wszyscy z wyj¹t−
kiem brata syjamczyka Bogobojnego Biznes−
mena, który na ten czas, stoj¹c delikatnie za
plecami Rektora, z ca³ych si³ ci¹gn¹³ do sie−
bie rektorsk¹ marynarkê, w któr¹ mo¿na by³o
bez wysi³ku w³o¿yæ rektorów co najmniej dwóch.
I wtedy – jak twierdz¹ uczeni w Piœmie,
tak w³aœnie wchodzi³ Pi³at w kredo – do sali
wszed³, jak zwykle specjalnie (grand entree)
spóŸniony, za to wyfraczony Maestro Muzycz−
nego Minjanu. Jedyny, który nie uszy³ organi−
zacyjnego stroju. Wiêc wszyscy siedli, ponie−
wa¿ wzruszenie ulecia³o, a gard³a oswobodzi³y
siê z lirycznego uœcisku. Prezydent zdawkowo
odpowiedziawszy na powitanie Maestra, kon−
tynuowa³ swój wywód.
– Dziêkujê kolegom za odpowiedzialnoœæ,
poczucie obowi¹zku, a zw³aszcza hart ducha
wykazany przy szyciu naszych strojów. Oprawa
jednak stulecia naszego ruchu nie na tym
FELIETON
polega. A raczej nie tylko na tym. Oto, Pano−
– Biziu! – wypl¹tawszy siê z rêkawów,
wie, mam przed sob¹ list naszego czcigod− Rachityczny Rektor osadzi³ Biznesmena na
nego Gubernatora Dystryktu – w tym miejscu krzeœle. – Pomyli³eœ opery! Sarasati, przyja−
Prezydent pomacha³ kartk¹ w formacie A4. – cielu, Sarasati!
W liœcie Gubernator prosi nas w³aœnie o celebrê.
– A co powiecie o integracji? – widz¹c,
Byœmy w ka¿dym miejscu i o ka¿dej dobie czcili, ¿e sytuacja, jak to siê pisze w sprawozda−
podnosili na piedesta³, demonstrowali, a potem niach, nabrzmiewa, nieoczekiwanie zapyta³
najpiêkniej w sprawozdaniu jubileuszowym opi− Nastrojony Nonkonformizmem Nauczyciel.
sali.
– W³aœnie! – podchwyci³ Adekwatnie Aser−
– „Sprawozdania s¹ tak bliskie prawdy, jak tywny Adwokat – razem z Pierwszym i Trze−
normalnie bywaj¹ sprawozdania gazetowe, cim klubem zróbmy wielki bal w salonie, w któ−
czyli tak jak Mars jest bliski Saturna“ – nawet rym sprzedawane s¹ najlepsze samochody
najwiêkszy autorytet, jakim bez w¹tpienia cie− œwiata. Mo¿e byæ charytatywny.
szy siê ka¿dy Gubernator ka¿dego Dystryktu,
– Bal w gara¿u na stulecie ruchu! Tylko
nie powstrzyma³ Cytatologa przed Chandle− tego brakowa³o! – przelecia³a nad zgroma−
rowym sarkazmem, jadowicie wyszeptanym dzeniem ze wszech miar fa³szywa fraza i zmro−
tym razem w ucho Dystyngowanego Docenta. zi³a salê na d³u¿sz¹ chwilê. Cisza stawa³a siê
Docent jednak niewzruszony wyst¹pi³ przed niepokoj¹ca.
szereg i wyrzek³, chyba jednak wczeœniej przy−
– Wszystko wskazuje wiêc na to, ¿e naj−
gotowan¹ formu³kê: – Jestem przekonany, ¿e wyraŸniejszym akcentem bêdzie akademia ku
specjalny koncert, w którym specjalizuje siê czci – Partyjny Profesor zaczyna³ mieæ ju¿
nasz Klub, stanowiæ bêdzie clou...
serdecznie doœæ. – Ja wyg³oszê okolicznoœ−
– ...ale ¿eby same
ciowe przemówie−
Amerykañski Aptekarz ledwie
piêkne kobiety gra³y
nie...
wystawa³ zza Eleganckiego Enig−
i œpiewa³y – Aptekarz
Uczucie ulgi,
matycznego Elekta, ani myœl¹c
wyskoczy³ zza Elekta,
z jakim przyjêto
psuæ podnios³y nastrój swoimi
nie bacz¹c, ¿e krok
ostatnie trzy s³o−
spodniami hip−hopowca. Jemu
spodni znalaz³ siê ju¿
wa Profesora, by³o
z kolei krok skrojono na wyso−
na kostkach.
a¿ nadto widoczne.
koœci kolan.
– Nawet mam taki
Wszak ka¿dy siê
zespó³ – rozpromieni³ siê Prezydent – w finale obawia³, ¿e Profesor zagra na skrzypcach.
koncertu daj¹ s³ynny marsz niewolników
– Nasz Kongenialny Konsul zaduje w obój,
z Nabucco. Kocham tê pieœñ.
Maestro zadba o batutê, Refleksyjny Re¿y−
– A ja mam jej po dziurki w nosie! – mil− ser o uk³ad sceniczny, ktoœ w trzecim Klubie
cz¹cy Maestro wypali³ z moc¹. – Doœæ mam ma zwi¹zki z oper¹, wiêc zaœpiewa, ja móg³−
maszerowania niewolników Nabuchodonozora bym wyg³osiæ fraszkê O doktorze Hiszpanie –
nad piêknym modrym Dunajem i doœæ mam Rektor Recytator a¿ rozpêdzi³ siê w swoich
miernych wystêpów, nazywanych przez lai− propozycjach repertuarowych...
S³u¿by hotelowe dawno ju¿ opuœci³y swoje
ków koncertami! Koncert, proszê Panów, praw−
dziwy koncert, to np. Passacaglia Pende− miejsca pracy, pogas³y œwiat³a w salach res−
reckiego, to 22. Kaprys Paganiniego. To tauracyjnych, nawet babcia klozetowa uda³a
siê na zas³u¿ony odpoczynek. I tylko z jednej
Sarasati!
– O, wypraszam sobie! – Bogobojny Biz− sali dochodzi³ gwar to opadaj¹cych, to wzno−
nesmem a¿ spurpurowia³. – Dlaczegó¿ Opo− sz¹cych siê g³osów.
Takie to by³y zabawy i spory onego jubile−
wieœci lasku wiedeñskiego to dla naszego
Maestra, za przeproszeniem, sraty−taty? uszowego, uroczyœcie celebrowanego roku...
Z tym laskiem wi¹¿¹ mnie najczulsze wspom−
nienia...
„
„
ROTARIANIN
67
2• 2005
DZIENNIK
NA GOR¥CYM
UCZYNKU
Józef Herold
W ksi¹¿ce o Hrabalu Gra o ¿ycie Aleksander Kaczorowski pisze:
To co nie zas³uguje na opowieœæ, nie zas³uguje na pamiêæ.
Siedzê na ganku leœniczówki w Wierzchucinie, niedaleko ¯arnowca, i zastanawiam
siê, ile z moich opowieœci zas³uguje na pamiêæ. Niewiele. Mo¿e jednak takie siê
wydarz¹? Trzeba je bêdzie z³apaæ na gor¹cym uczynku.
1 stycznia
Ludzie powiadaj¹: Jaki Nowy Rok, taki
ca³y rok. Choæ m¹droœci ludowych nie wolno
lekcewa¿yæ, to jednak tê nale¿y traktowaæ
z przymru¿eniem oka. No bo jak sobie wyob−
raziæ ca³y rok spêdzony na lekkim b¹dŸ wiêk−
szym rauszu, wstaj¹c ko³o po³udnia i do wie−
czora bêd¹c podtrzymywanym na w³asnych
b¹dŸ pañstwowych nalewkach. Ale s¹ tacy,
znamy ich, wiêc mo¿e w tym porzekadle,
jak mówi¹, jest coœ „na rzeczy“.
Jadê w Nowy Rok poci¹giem z Kijowa do
Warszawy i zastanawiam siê, kto wymyœli³
poci¹g miêdzy stolicami dwóch du¿ych
pañstw, w którym nie ma wagonu restau−
racyjnego. To musia³a byæ „g³owa radziecka“.
Jedyne co podaje kierownik wagonu, to dobre
sk¹din¹d ukraiñskie piwo Ob³oñ po 1,5 z³ na
polskie pieni¹dze i krakersy. Efekt jest taki,
¿e po korytarzach kr¹¿¹ w tê i nazad wycieczki
do toalety. Je¿eli ca³y rok ma byæ taki jak
Nowy, to Polacy i Ukraiñcy wymieni¹ siê
w Europie miejscami, a nad naszymi kra−
jami w stratosferze pojawi siê ogromna
chmura œmierdz¹cej uryny.
zanieczyszczaj¹ tak¿e wodê pitn¹, której
wypicie grozi milionom zachorowaniem na
dur brzuszny, cholerê, dezynteriê, ¿ó³taczkê
i biegunkê. Szczególnie niebezpieczna jest
cholera, której bakterie s¹ w stanie w ci¹gu
kilku godzin doprowadziæ do odwodnienia
i œmierci.
Opis II ...i jakby wielka góra p³on¹ca
ogniem zosta³a w morze rzucona, a trze−
cia czêœæ morza sta³a siê krwi¹ i wyginê³a
w morzu trzecia czêœæ stworzeñ – te które
maj¹ duszê – i trzecia czêœæ uleg³a znisz−
czeniu.
... spad³a z nieba wielka gwiazda, p³o−
n¹ca jak pochodnia, a spad³a na trzeci¹
czêœæ rzek i na Ÿród³a wód... imiê gwiazdy...
Pio³un. I trzecia czêœæ wód sta³a siê pio³u−
nem i wielu ludzi pomar³o od wód, bo sta³y
siê gorzkie...
Opis I – to prasowa relacja z ataku tsu−
nami w Indonezji.
Opis II – to fragment Apokalipsy wed³ug
œw. Jana.
23 lutego
3 stycznia
Opis I: Napêcznia³e cia³a dryfuj¹ wzd³u¿
wybrze¿a i pokrywaj¹ pla¿e; wielu œmieræ
zasta³a w czasie snu, ich cia³a s¹ spalone
przez tropikalne s³oñce i gnij¹ w s³onej
wodzie. Rozwijaj¹ce siê w nich bakterie
ROTARIANIN
2• 2005
68
Z grup¹ bydgoskich rotarian wyjecha−
³em do niemieckiego Palatynatu, gdzie nasi
niemieccy przyjaciele organizowali 23 lutego
spotkanie z okazji stulecia Rotary Inter−
national. Mieszka³em w uroczym hoteliku
Korona, w którym szefem kuchni by³ Karl
DZIENNIK
Emil, jeden z czo³owych niemieckich kucha−
rzy. Jako ¿e w czasie naszego pobytu w nie−
odleg³ej Moguncji przebywa³ George Bush,
Karla Emila poproszono, ¿eby przygotowa³
prezydentowi USA kolacjê. Mistrz nie odmó−
wi³, postanowi³ te¿ swoje dania wypróbo−
waæ na nas i poda³ nam tê sam¹ kolacjê,
któr¹ w Moguncji mia³ jeœæ Bush.
By³ sandacz z granatem, torcik z kala−
repy i œmietany z sosem z egzotycznych
owoców i imbiru. Comber jeleni z czerwon¹
kapust¹, knedlami ziemniaczanymi i sosem
ja³owcowo–limonkowym, a na deser fantazja
z zapiekanych jab³ek.
Po kolacji koledzy poprosili mnie, abym
zagra³ na fortepianie. Nie odmówi³em.
Po zaimprowizowanym koncercie zupe³nie
przypadkiem o pó³nocy natkn¹³em siê na
Karla Emila. Zrobi³em sobie z mistrzem kilka
zdjêæ i ju¿ mia³em zamiar siê po¿egnaæ, gdy
ten zapyta³ mnie, co robiê na co dzieñ. By³em
zmêczony i zamiast: I'm journalist powie−
dzia³em I'm pianist.
Karl Emil zaci¹gn¹³ mnie niemal si³¹ do
sali restauracyjnej i za¿¹da³ muzycznej
rekompensaty za kolacjê a'la Bush. Po kwad−
ransie grania podesz³a kelnerka i zapyta³a,
czy nie zechcia³bym odpowiedzieæ na jedno
pytanie pani, która siedzi pod oknem. Oczy−
wiœcie zgodzi³em siê. Bardzo elegancka, na
oko piêædziesiêcioletnia Niemka powiedzia³a,
¿e ma w Wiesbaden ma³y pensjonat i zapra−
sza mnie na ca³y lipiec do siebie. Chcia³aby,
¿ebym goœciom gra³ na fortepianie. Co do
pieniêdzy, na pewno siê dogadamy – doda³a.
Znów siê zgodzi³em. Pani Rosi zapyta³a mnie
jeszcze, czy mo¿e w programie letnim swo−
jego pensjonatu napisaæ, ¿e jednym z dañ
muzycznych bêdzie koncert, którego wyko−
nania s³ucha³ George Bush.
24 lutego
W Strasburgu stoi monumentalna
gotycka katedra z bardzo okaza³ym romañ−
skim portalem. Wszystkie wycieczki, które
wchodz¹ do œrodka, podziwiaj¹ zegar wyj¹t−
kowej piêknoœci i wielofunkcyjnej sprawnoœci.
Przewodnik mówi, ¿e artystê, który skon−
struowa³ ten zegar, oœlepiono, by ju¿ wiê−
cej nigdzie nie powtórzy³ tak wyj¹tkowego
dzie³a.
Dziœ wielu z nas mog³oby byæ okaleczo−
nych w podobny sposób, by nie spogl¹daæ
na inne piêknoœci.
25 lutego
W Heidelbergu – mieœcie s³ynnego nie−
mieckiego uniwersytetu – wewn¹trz wie−
kowej, bo z 1717 roku restauracji „Pod z³o−
tym szczupakiem“ widnieje obrazek. Widaæ
na nim podró¿nika dobijaj¹cego siê do drzwi
hotelu, który mieœci siê w tym samym co
restauracja budynku. Okazuje siê, ¿e to
Johann Wolfgang Goethe. Podpis pod malun−
kiem brzmi: „W tym hotelu o ma³o co nie
mieszka³ Goethe, ale zabrak³o miejsca“.
Specjaliœci od marketingu i public rela−
tions powinni uczyæ siê od autora tego pod−
pisu. Przecie¿ przy ka¿dym hotelu mo¿na
dziœ wypisaæ ka¿de nazwisko z podobn¹ his−
toryjk¹. Trzeba tylko uwa¿aæ, ¿eby nie pisaæ
np. o wizycie Pi³sudskiego, gdy hotel zbu−
dowano po II wojnie œwiatowej.
5 marca
Bydgoszcz. PETS – czyli szkolenie przy−
sz³ych rotariañskich prezydentów. Przez
ca³y dzieñ na g³owy elektów spadaj¹ tony
nowych informacji, a wieczorem wiadomo –
bankiet. Bankiety rotariañskie maj¹ swoj¹
cechê charakterystyczn¹ – podczas nich
przewa¿nie odbywa siê jakaœ aukcja chary−
tatywna. Aukcje dziel¹ siê na udane i nie−
udane.
Oto przepis na aukcjê udan¹:
1. Wystaw na aukcji jeden obraz. Mo¿e
byæ brzydki, ale znanego autora, albo ³adny,
np. pejza¿, malowany w technice tradycyj−
nej.
2. Rozpocznij aukcjê nie za wczeœnie
i nie za póŸno. Tak po 3–4 toastach. Ju¿
jest lekki rausz, a nie ma jeszcze bezho³o−
wia pt. wszyscy wszystkim mówi¹ coœ g³oœno
do ucha.
3. Starannie dobierz prowadz¹cego; nie
mo¿e byæ namolny, ale powinien uprzejmie
ROTARIANIN
69
2• 2005
DZIENNIK
molestowaæ aukcjonariuszy. Np. „Czy pre−
zydent RC Warszawa−Wilanów pozwoli,
¿eby to dzie³o posz³o za 300 z³?“
14. Obraz powinien byæ noszony po sali.
Zebrani przygl¹daj¹ siê i udaj¹, ¿e siê znaj¹
na malarstwie, cichn¹ g³oœne rozmowy przy
stolikach, wzrasta zainteresowanie.
15. Nosiæ obraz powinny ³adne dziew−
czyny, wszak licytuj¹cy to prawie wy³¹cz−
nie mê¿czyŸni.
16. Kiedy przy 350 z³ entuzjazm gaœ−
nie, nale¿y przypomnieæ cel zbiórki.
17. Mo¿na te¿ w miêdzyczasie pokazaæ
autora. Im bardziej wymiête spodnie i wyci¹g−
niêty sweter, tym lepszy autor, a zatem
i dzie³o.
18. Najlepsza jest licytacja amerykañ−
ska, czyli dok³adnie po 50 lub 100 z³. Licy−
tuj¹cy wyk³adaj¹ niezbyt wiele, a cena auk−
cyjna roœnie.
19. Zaproœ telewizjê i powiedz, ¿e w³aœ−
ciciel obrazu zaprezentuje siê tysi¹com tele−
widzów.
10. Podpuœæ dwóch g³ównych licytuj¹−
cych. „WejdŸ“ im na ambicjê. Najlepiej, kiedy
ko³o tych facetów siedz¹ ich kobiety; wtedy
zaczynaj¹ siê popisywaæ i cena roœnie.
Po zastosowaniu powy¿szego dekalogu
obraz Bydgoski zau³ek Jerzego Puciaty
poszed³ w Bydgoszczy za 3600 z³.
15 marca
W wiêkszych miastach Polski koncer−
tuje Chór Aleksandrowa, do niedawna jesz−
cze maj¹cy w oficjalnej nazwie s³owa „Chór
armii Zwi¹zku Radzieckiego“, i œpiewa znane
wszystkim rosyjskie pieœni, przewa¿nie woj−
skowe. Poziom artystyczny chóru jest rewe−
lacyjny, publicznoœæ skanduje znane wer−
sety, tupie, prawie wycinaj¹c ho³ubce razem
z artystami przebranymi w mundury.
I wszystko by³oby dobrze, gdyby nie
pewien szczegó³, którego by³em œwiadkiem,
a w którym, jak wszyscy wiemy, tkwi dia−
be³. Na koncercie dla kilku tysiêcy s³ucha−
czy wywo³ywany kilkakrotnie oklaskami
artysta krzyczy do mikrofonu: Jeszcze Pol−
ska nie zginê³a, póki... i tu w³aœnie jest szko−
ROTARIANIN
2• 2005
70
pu³. Jedni us³yszeli: my ¿yjemy, inni: wy ¿yje−
cie. Ró¿nica zasadnicza.
Ale nic to, chwilowa euforia artysty mo¿e
siê zdarzyæ. Posz³o w eter i nie wróci. Wiêk−
szy problem z repertuarem. Otó¿ Chór Alek−
sandrowa œpiewa polsk¹ pieœñ Czerwone
maki na Monte Casino. I nie to jest proble−
mem, ¿e wykonuje tê rzewn¹ pieœñ jak marsz
czerwonoarmistów, ale to, ¿e moim zda−
niem tej pieœni w Polsce œpiewaæ nie powi−
nien. Sz³a dzieweczka do laseczka – proszê
bardzo, ale akurat ¿o³nierze od Andersa nie
byli ulubieñcami towarzyszy ze Wschodu.
Jeszcze tylko brakowa³o, ¿eby Chór zaœpie−
wa³ piosenkê z Powstania Warszawskiego.
19 marca
24 lata temu w moje imieniny ZOMO−wcy
pobili Jana Rulewskiego – legendarnego przy−
wódcê Solidarnoœci. Plotka nios³a, ¿e zro−
bili to w prezencie imieninowym dla ówczes−
nego pierwszego sekretarza PZPR
w Bydgoszczy Józefa Majchrzaka. Rulew−
skiemu wybito z¹b (a w³aœciwie sam wyle−
cia³, bo to by³a proteza), ale w œwiat pos−
z³a informacja, ¿e re¿im wyda³ wojnê NSZZ
„S“. Szpiegowskie satelity donosi³y, ¿e woj−
ska radzieckie ruszy³y w stronê wschodniej
granicy Polski, a kraj stan¹³ na krawêdzi
strajku generalnego. Do Bydgoszczy przy−
jecha³ Lech Wa³êsa i w siedzibie Solidar−
noœci kaza³ mi, m³odemu wówczas sztyf−
towi dziennikarskiemu, zrobiæ konferencjê
prasow¹. Najpierw mia³em pozbieraæ pyta−
nia. Obszed³em zagranicznych korespon−
dentów, a by³o ich sporo, i przynios³em Wa³ê−
sie kartkê z pytaniami. Przewodnicz¹cy
Solidarnoœci wyj¹³ d³ugopis, poskreœla³ po³owê
pytañ i powiedzia³: Tych skreœlonych mi nie
zadawaj. Zrobi³em jak kaza³. A kiedy pod−
czas konferencji jeden z dziennikarzy chcia³
zadaæ swoje skreœlone pytanie, Wa³êsa wsta³
i og³osi³: Koniec konferencji, muszê jechaæ
do szpitala, zobaczyæ jak siê czuj¹ nasi
ch³opcy.
KRONIKA
Niby wszystko podobnie – ta sama elegancka i stylowa Sala Mali−
nowa ³ódzkiego Hotelu Grand, te same osoby, ale inna, bardziej pod−
£ÓD
nios³a atmosfera. 23 lutego na cotygodniowe spotkanie ³ódzcy rotaria−
ECHA HISTORII
nie przyszli z ¿onami. Tego dnia bowiem wszyscy rotarianie na œwiecie
Gra¿yna Bo¿yk
czcili 100. rocznicê powstania organizacji. Na jednej ze œcian od sufitu
do pod³ogi zawieszono proporczyki klubów z ca³ego œwiata. – W Rotary
panuje zwyczaj wymiany proporczyków przy okazji spotkañ rotarian
z ró¿nych klubów. RC £ódŸ zgromadzi³ ich do tej pory 275 – mówi Jerzy
Korczyñski, prezydent RC £ódŸ.
Najstarszy w £odzi RC £ódŸ goœci³ rotarian z 4 ³ódzkich klubów. Jan
Chrzanowski, by³y prezydent RC £ódŸ, klubowy stra¿nik tradycji i badacz
historii Rotary, przedstawi³ zebrane wielkim nak³adem si³ i czasu mate−
ria³y dokumentuj¹ce przedwojenn¹ dzia³alnoœæ Rotary na œwiecie,
w Polsce i – pocz¹wszy od roku 1933 – w £odzi.
Za³o¿yciele
Na wielkim ekranie pojawi³ siê przede wszystkim portret Paula
P. Harrisa, ojca Rotary International, nastêpnie pokazano zdjêcia doku−
mentuj¹ce dzia³alnoœæ grupy za³o¿ycielskiej z Chicago oraz sylwetki pierw−
szych polskich i ³ódzkich rotarian, cz³onków za³o¿ycieli i pierwszych pre−
Zofia Myszkorowska (córka Karola
Bajera) wspomina³a ojca
zydentów RC £ódŸ. Pop³ynê³a opowieœæ Jana Chrzanowskiego o Oskarze
Grossie, chemiku, inicjatorze i za³o¿ycielu pierwszej w £odzi publicznej
biblioteki, prezydencie klubu w latach 1933–1935, 1935/1936, 1938/1939;
Marianie Horoszewiczu, in¿ynierze chemiku – wielkim patriocie, który
bêd¹c uczniem gimnazjum i bior¹c udzia³ w strajku szkolnym, walczy³
o polsk¹ szko³ê, a na pocz¹tku 1940 roku odmówi³ podpisania volkslisty,
za co zosta³ zes³any do obozu w Dachau, gdzie zmar³; Karolu Bajerze,
in¿ynierze chemiku, za³o¿ycielu Towarzystwa Przyjació³ Nauk w £odzi;
Emilianie Loth, in¿ynierze chemiku, filozofie, esperantyœcie; Bronis³awie
Krohu, in¿ynierze energetyku, który pracuj¹c w zak³adach Scheiblera,
by³ jednoczeœnie jednym z naczelników zak³adowej stra¿y po¿arnej; Wac−
³awie Kowalewskim, in¿ynierze budowlañcu, architekcie, autorze wielu
projektów architektoniczno−budowlanych, m.in. „domów oficerskich“
i szko³y przy ul. Kopciñskiego w £odzi oraz wielu koœcio³ów.
Jan Chrzanowski, stra¿nik tradycji
i badacz historii Rotary
To jedynie szeœciu z dziewiêtnastu za³o¿ycieli RC £ódŸ. Wszyscy
osi¹gnêli sukcesy zawodowe, byli ludŸmi zamo¿nymi, ale pieni¹dze, s³awa
i dobre ¿ycie nie stêpi³y ich wra¿liwoœci na ból, nêdzê i u³omnoœci innych,
dlatego tak bliskie sta³y siê im idee Rotary.
Konferencja i witryna
Bardzo mi³ym akcentem by³a obecnoœæ krewnych i bliskich przed−
wojennych rotarian, m.in. Zofii Myszkorowskiej – córki Karola Bajera,
którzy opowiadali zebranym anegdoty z ¿ycia rodzin rotarian.
– Przygotowania do obchodów 100−lecia Rotary rozpoczêliœmy rok
wczeœniej.Postanowiliœmy „pokazaæ siê“ lokalnej spo³ecznoœci. Zorgani−
zowaliœmy miêdzy innymi konferencjê prasow¹ na temat Rotary – mówi
przezydent Korczyñski.
Natomiast w ksiêgarni „Nike“ przy ulicy Andrzeja Struga w £odzi
pojawi³a siê rotariañska witryna.
Na jubileuszowe spotkanie przybyli
wszyscy
ROTARIANIN
71
2• 2005
KRONIKA
GORZÓW WIELKOPOLSKI
Honorowym goœciem balu karnawa³owego RC Gorzów Wlkp. by³ dwu−
krotny z³oty medalista olimpijski (w 2000 roku w Sydney i w 2004
BAL Z MISTRZEM
w Atenach) w wioœlarstwie Tomasz Kucharski. „Kucharz“ jest wycho−
Jan Arystydes Cytowicz (Aristo)
wankiem AZS AWF Gorzów. Wspólnie z Robertem Syczem (Kabel Byd−
gostia Bydgoszcz) oprócz medali olimpijskich zdoby³ tak¿e dwa z³ote
i trzy srebrne medale mistrzostw œwiata.
Bal w restauracji hotelu Gorzów zacz¹³ siê od wyœwietlenia na tele−
bimie fina³owego wyœcigu dwójek podwójnych wagi lekkiej w Atenach.
Komentatorem rywalizacji by³ oczywiœcie jeden z jej g³ównych bohate−
rów – Tomasz Kucharski. W swej relacji po³¹czy³ talent narratorski
z dziennikarskim. Gdy polska osada jako pierwsza mija³a liniê mety, sala
zatrzês³a siê od braw.
W uznaniu nieprzeciêtnych sportowych osi¹gniêæ i zas³ug w pro−
mowaniu Gorzowa poza granicami kraju Tomasz Kucharski odebra³ z r¹k
prezydenta RC Gorzów Wlkp. Floriana Florczaka statuetkê „Sukces“ za
rok 2004. Wioœlarz jest drugim laureatem „gorzowskiego Oskara“, usta−
Mistrz Tomasz Kucharski (w œrodku)
bawi³ siê œwietnie
nowionego w ubieg³ym roku przez tutejszy klub. Pierwszym (za 2003
rok) by³ Maciej Mularski – wspó³w³aœciciel Przedsiêbiorstwa Ogrodni−
czego ,,Ró¿anki'', który biznesowy sukces w uprawie i sprzeda¿y szklar−
niowych pomidorów po³¹czy³ z charytatywn¹ dzia³alnoœci¹ na rzecz wielu
osób oraz instytucji.
„Kucharz“ nie poprzesta³ na odebraniu honorów i doskona³ej zaba−
wie w towarzystwie ¿ony Moniki. Na przeprowadzon¹ podczas balu auk−
cjê podarowa³ reprezentacyjn¹ koszulkê i czapeczkê, w których pop³yn¹³
w Atenach po z³oto. W zaciêtej licytacji – z udzia³em zaprzyjaŸnionych
rotarian z niemieckich klubów w Springe ko³o Hanoweru i Frankfurcie nad
Odr¹ – prezenty mistrza zosta³y sprzedane odpowiednio za 1 tys.
i 700 z³. Ca³kowity dochód z balu w wysokoœci ponad 4 tys. z³ zasili³ fun−
Film z olimpijskiego fina³u przywo³a³
tamte emocje
WROC£AW
SZEPT NA JUBILEUSZ
dusz charytatywny gorzowskiego RC.
Wroc³awskie kluby rotariañskie wspólnie uczci³y jubileusz stulecia
Rotary. W sobotê 19 lutego prezydenci trzech klubów (RC Wroc³aw, RC
Wroc³aw−Centrum i RC Wroc³aw−Panorama) zaprosili rotarian do Sali
Rycerskiej wroc³awskiego Ratusza na koncert Polskiej Orkiestry Kame−
ralnej „Sotto Voce“. Orkiestra pod dyrekcj¹ Grzegorza Olkiewicza oraz
soliœci Mariola Miszkowska (klarnet) i Karol Kowal (kontrabas) zapre−
zentowali kilkanaœcie utworów, m.in. Johanna i Jozefa Straussów, Beli
Bartoka, Johannesa Brahmsa, Vittoria Monti i Krzysztofa Zgrai.
„Sotto Voce“ to jedyna w Polsce i jedna z nielicznych na œwiecie
orkiestra sk³adaj¹ca siê wy³¹cznie z pañ, absolwentek i studentek Aka−
demii Muzycznej we Wroc³awiu, laureatek wielu konkursów w kraju i za
granic¹. Zespó³ ma w bogatym repertuarze wszystkie najbardziej popu−
larne utwory œwiatowej muzyki salonowej i kameralnej, a salonowy kli−
Zapraszamy
mat koncertu potêgowany jest jeszcze przez stylowe kreacje artystek.
Sotto voce jest muzycznym okreœleniem delikatnej muzyki i oznacza
szept, tym razem jednak jubileuszowy szept odbi³ siê wœród wroc³aw−
skich rotarian g³oœnym echem.
ROTARIANIN
2• 2005
72
KRONIKA
Karnawa³owe Bale Rotary w Trójmieœcie s³yn¹ ze swej niepowtarzalnej
atmosfery. W ubieg³ym roku uczestnicy uwodzeni byli urokiem deka−
TRÓJMIASTO
denckich lat trzydziestych w Ameryce, w tym roku parodi¹ epoki s³usz−
JAK ZA GOMU£KI
nie minionej, czyli lat szeœædziesi¹tych w Polsce. Przybywaj¹cych 3 lutego
Anna Golêdzinowska
2005 r. do Hotelu „Nadmorski“ w Gdyni goœci wita³a „Rada zak³adowa“,
natomiast ze œcian spogl¹da³y portrety pierwszych (i jedynych) sekre−
tarzy trójmiejskich klubów Rotary. Wœród atrakcji by³y kotyliony z naj−
s³ynniejszymi (i najs³uszniejszymi) has³ami epoki, talony, za które mo¿na
by³o „spod lady“ kupiæ napoje, by³y lody Mewa, narêcza goŸdzików ku
uciesze pañ i uroczyste ods³oniêcie bia³ej warszawy, co wywo³a³o ³ezkê
w oku niejednego pana. Uczestnicy balu mieli tak¿e okazjê licytowaæ kul−
towe gad¿ety epoki – m.in. niezast¹pion¹ pralkê Frania. Nad opraw¹
imprezy czuwa³ Rotaract – w czerwonych krawatach jak na zwi¹zek m³o−
dzie¿y przysta³o. Muzycznie dope³ni³a ca³oœci Mira Kubasiñska ze swoim
zespo³em.
Zgodnie z zasad¹ rotacji dochód z ka¿dego trójmiejskiego balu prze−
znaczany jest na projekt innego klubu. W roku stulecia Rotary Inter−
Zabawa by³a szampañska
national dochód zostanie przekazany na projekt „Nagroda im. Andrzeja
Walentynowicza – konkurs dla m³odych liderów“, realizowany przez RTC
Trójmiasto. Andrzej Walentynowicz by³ jednym z pierwszych animato−
rów Rotary w Trójmieœcie, osob¹ ca³ym sercem ho³duj¹c¹ zasadzie: Cz³o−
wiek jest tyle wart, ile zrobi dla innych. Szczególnie troszczy³ siê o roz−
wój m³odego pokolenia i to dziêki jego inicjatywie oraz wsparciu powsta³
trójmiejski Rotaract.
Celem konkursu jest wspieranie aktywnych i godnych naœladowania
postaw wœród ludzi m³odych, dzia³aj¹cych z dala od du¿ych oœrodków
miejskich. Wiêcej informacji o inicjatywie – www.3miasto.rotaract.org.pl
W przygotowywaniu balu bra³y udzia³ RC Gdañsk−Sopot−Gdynia, RC
Gdañsk−Sopot, RC Gdynia oraz RC Sopot International; koordynatorem
akcji by³ S³awomir Chmiel, prezydent RC Gdañsk−Sopot−Gdynia.
Ostrów Tumski jest dla Wroc³awia miejscem szczególnym. Tu zaczê³a
siê historia miasta; ta pisana i ta sprzed roku 1000, któr¹ poœwiad−
czaj¹ odkrycia archeologów. Tu od tysi¹ca lat ludzie przychodzili modliæ
Socjalistyczna limuzyna, czyli dawnych
wspomnieñ czar
WROC£AW
OSTRÓW Z NIEBA
siê do Boga o pokój, o zdrowie, o powszedni chleb. Na Wyspie szukali
schronienia przed najeŸdŸcami, przed zaraz¹ i po¿arami. Na Ostrowie
prosili o szczêœcie dla siebie, dla bliskich, dla Ojczyzny, bo to miejsce
zawsze wydawa³o siê najbli¿ej Boga. Mimo ponad tysi¹ca lat, jakie up³y−
nê³y od erygowania we Wroc³awiu biskupstwa, mimo i¿ kilkakrotnie zmie−
nia³y siê pañstwa, których czêœci¹ by³o miasto, zmienia³y siê jêzyki, jakimi
mówili jego mieszkañcy, Ostrów pozostaje wci¹¿ tym samym œwiêtym
miejscem.
Album fotografii, wykonanych z samolotu przez Macieja i Tadeusza
Szwedów oraz opatrzonych tekstem przez Mariusza Urbanka (redak−
tora „Rotarianina“), opowiada zapisan¹ w uk³adzie ulic, usytuowaniu koœ−
cio³ów i klasztorów historiê Ostrowa Tumskiego, a jednoczeœnie dziêki
„niebiañskiej“ perspektywie pozwala zrozumieæ szczególn¹ rolê tego
miejsca w dziejach Wroc³awia i historii koœcio³a na Œl¹sku.
ROTARIANIN
73
2• 2005
KRONIKA
BYDGOSZCZ
ŒWIÊTOWANIE
W PALATYNACIE
Leszek Bartkowiak, Roman Ossowski
RC Bydgoszcz
Rotarianie z RC Bydgoszcz obchodzili stulecie ruchu w Palatynacie
(Niemcy). Nasza osiemnastoosobowa delegacja goœci³a tam od 22 do
26 lutego na zaproszenie dwóch zaprzyjaŸnionych klubów:
RC Ger−
mersheim Suedliche Wienstrasse oraz RC Bad Bergzabern.
Znaczenia tego spotkania nie da siê przeceniæ z kilku powodów.
Po pierwsze – spotkanie polskich i niemieckich rotarian przypad³o
w okresie obchodów stulecia Rotary International, mia³o wiêc szcze−
gólny wymiar. Atmosfery uroczystego spotkania w Hotelu−Restauracji
„Zur Krone“ nie da siê zapomnieæ. Dok³adnie w dniu naszego œwiêta
podpisaliœmy umowê partnersk¹ miêdzy klubami RC Bydgoszcz i RC Ger−
mersheim SUW – pierwsz¹ tak¹ umowê miêdzy klubami z Polski i Pala−
tynatu. Wyst¹pienia znakomitych goœci przywo³ywa³y nie tylko tradycjê
i misjê Rotary, ale mia³y równie¿ charakter manifestacji politycznej, odno−
sz¹cej siê do polsko−niemieckich relacji historycznych.
Po drugie – Polska od 1 maja 2004 r. przynale¿y do europejskiej wol−
nej wspólnoty narodów. Dziêki przyjacio³om z Niemiec uczestniczyliœmy
Polak Niemiec dwa bratanki
pod opiek¹ eurodeputowanego z Palatynatu w posiedzeniu Parlamentu
Europejskiego w Strasburgu. A przecie¿ integracja europejska dokonuje
siê nie tylko poprzez dzia³alnoœæ w³adz unijnych oraz nale¿¹cych do UE
pañstw, ale i obywateli.
Po trzecie – przyjaciele z Palatynatu przygotowali niezwykle atrak−
cyjny program naszego pobytu, zapoznaj¹c nas z histori¹ i zabytkami
miasta Speyer, Strasburga we Francji, Heidelbergu (w tym Uniwersy−
tetu) oraz zaprzyjaŸnionego z Bydgoszcz¹ Mannheim. Odwiedziliœmy
wiele po³o¿onych poœród winnic urokliwych ma³ych miejscowoœci, popija−
j¹c tam z niemieckimi przyjació³mi i gospodarzami regionu wspania³e
wino. Przyjê³a nas ponadto przewodnicz¹ca Parlamentu Palatynatu oraz
Nasz felietonista Józef Herold przy for−
tepianie. O okolicznoœciach tego kon−
certu czytaj w jego Dzienniku
zarz¹d miasta Mannheim, a nasz pobyt i podpisanie umowy relacjono−
wane by³y w prasie i telewizji. Wa¿nym akcentem spotkania by³o omó−
wienie zasad wspó³pracy dwóch szkó³ publicznych z regionu Palatynatu
i Bydgoszczy. Wspó³praca odbywaæ siê bêdzie pod auspicjami klubów
rotariañskich, a jej realizacja rozpoczyna siê ju¿ w maju.
WROC£AW
W NOWE STULECIE
Rotarianie z wszystkich trzech wroc³awskich klubów wspólnie œwiê−
towali jubileusz stulecia ruchu. W zorganizowanym z tej okazji balu prócz
samych rotarian, ich rodzin i przyjació³ wziêli udzia³ najwy¿si przedsta−
wiciele dolnoœl¹skich w³adz i urzêdów. Zabawa po³¹czona by³a z aukcj¹
i loteri¹ fantow¹, z których dochód przeznaczony zosta³ na pomoc ofia−
rom tsunami w po³udniowej Azji oraz na zakup sprzêtu niezbêdnego do
pracy z dzieæmi g³uchoniemymi, którymi zajmuje siê Stowarzyszenie
Opieki nad Dzieæmi Nies³ysz¹cymi z ul. Nowodworskiej we Wroc³awiu.
A punktualnie o pó³nocy przedstawiciele wszystkich klubów zebrali
siê na pierwszym w nowym stuleciu ruchu rotariañskiego wspólnym
zebraniu.
Zaczê³o siê od czêœci oficjalnej
ROTARIANIN
2• 2005
74
KRONIKA
Ju¿ czwarty raz rotarianie z Polski i Ukrainy walczyli w Ar³amowie
(Bieszczady) o laury „Nart rotariañskich“, zorganizowanych w dniach
18–20 lutego przez przewodnicz¹cego Komitetu Miêdzynarodowego RI
Polska−Ukraina Antoniego Pasicha.
PRZEMYŒL
ROTARY NA
NARTACH
Do rywalizacji na ar³amowskim stoku stanê³o 132 rotarian, cz³on−
ków ich rodzin i przyjació³ ze Lwowa, Dniepropietrowska, Równego,
Che³ma, Krakowa, Torunia, Sopotu, Rzeszowa, Niska, Czêstochowy
i Przemyœla. Zostali podzieleni na 6 kategorii, w których tryumfowali:
–
Bartosz Bobko z Przemyœla (dzieci do lat 10);
–
Piotr Szymañski z Przemyœla (dzieci i m³odzie¿ 11–20 lat);
–
A³³a Kurban, RC Lwów−Centrum (rotarianki);
–
Mariusz Bodzioch, RC Przemyœl (rotarianie);
–
Agnieszka Piasecka z Przemyœla (kategoria open kobiet);
–
Marek Szymañski z Przemyœla (kategoria open mê¿czyzn).
„Narty...“ to jednak nie tylko narty. Wieczorne towarzyskie spot−
Nagrodzonych by³o wielu, zadowoleni
wszyscy
kanie uczestników imprezy po³¹czone by³o z loteri¹ fantow¹ oraz aukcj¹
dzie³ sztuki i pami¹tek. Dochód, 5 tys. z³, przekazany zosta³ m.in. na
operacjê chorego ch³opca z Dniepropietrowska.
A¿ dwoma kartami pocztowymi uczczone zosta³y obchody jubileu−
szu Rotary International w Polsce. Wydawc¹ pierwszej jest Dyrekcja
Okrêgu Poczty w Warszawie, edytorem drugiej nowo powsta³y klub Rotary
Lublin−Stare Miasto. Karty s¹ prawdziw¹ gratk¹ dla filatelistów, ponie−
LUBLIN – WARSZAWA
GRATKA
DLA FILATELISTÓW
wa¿ w pierwszym dniu obiegu – 23 lutego 2005 roku pieczêtowane by³y
okolicznoœciowymi stemplami z rotariañsk¹ zêbatk¹.
Kartê wydan¹ w Lublinie reprodukujemy obok. G³ównym elementem
karty wydanej w Warszawie, oprócz numeru i nazw pañstw tworz¹cych
dystrykt 2230, jest logo roku jubileuszowego Rotary International oraz
napis: A Century of Service. A New Century of Success.
To kolejne ju¿ rotariañskie karty pocztowe. Pierwsz¹ z nich by³a karta
wydana w lipcu 1997 roku z okazji utworzenia polskiego dystryktu 2230,
a w zesz³ym roku w Lublinie ukaza³y siê dwie kolejne z okazji powstania
w tym mieœcie Szko³y Muzycznej dla Dzieci Niepe³nosprawnych im. Paula
Harrisa oraz II Miêdzynarodowego Konkursu Muzycznego dla Artystów
Za nastêpne sto lat ta karta bêdzie
warta maj¹tek
Niewidomych. Tak¿e te karty zwi¹zane by³y z obchodami jubileuszu stu−
lecia Rotary.
17 marca, jak co roku, rotaractorzy z wroc³awskiego RTC w ramach
akcji „Przeszed³ luty, zmieñ buty“ odwiedzili Dom Opieki Spo³ecznej
WROC£AW
w Sobótce. Podczas gdy wroc³awianie buszuj¹ po centrach handlowych
ZMIEÑ BUTY
w poszukiwaniu najnowszych wiosennych kolekcji, opiekunom dzieci z tej
placówki brakuje pieniêdzy nawet na podstawowe zakupy dla m³odzie¿y...
Dlatego w³aœnie rotaractorzy z klubu RTC Wroc³aw przywieŸli 4 pary adi−
dasów dla ch³opców oraz klapeczki dla dziewcz¹t prosto z Anglii. Miejmy
nadziejê, ¿e te drobne prezenty pomog³y im z uœmiechem przywitaæ tego−
roczn¹ wiosnê.
Krystyna Winiarska
RTC Wroc³aw
Ciekawe, czy bêd¹ pasowaæ?
ROTARIANIN
75
2• 2005
W
SKRÓCIE
SYGNA£Y
* RC Jaros³aw znalaz³ siê wœród spon−
FOTOGRAFIA
NIEOBOJÊTNA
sorów l. Przegl¹du Kolêd i Pastora³ek Pla−
cówek Opiekuñczo−Wychowawczych, który
zosta³ zorganizowany pod koniec stycz−
nia przez Dom Dziecka nr l w Jaros³awiu.
W Przegl¹dzie wziê³o udzia³ 21 placówek
opiekuñczych z Podkarpacia.
* W styczniu i lutym w restauracji
Brasserie Margof w podziemiach szcze−
ciñskiego Ratusza Miejskiego mo¿na by³o
podziwiaæ ceramikê niemieckiej artystki
Cornelii Nagel z cyklu Ogniem znaczone.
Prace zosta³y wykonane w dawnej tech−
nice wypalania gliny, któr¹ Nagel, bêd¹ca
cz³onkiem RC Berlin, pozna³a podczas
pobytów w Japonii.
* Gwiazd¹ balu karnawa³owego, zor−
ganizowanego przez RC Bydgoszcz w myœ−
lêciñskim hotelu Pa³ac, by³ Jan Pietrzak.
Jednak prawdziw¹ furorê zrobi³ powsta³y
spontanicznie rotariañski chór mêski, który
a cappella wykona³ sztandarowy utwór
goœcia ¯eby Polska by³a Polsk¹.
* 3 tys. z³otych dla ofiar tsunami zebrali
cz³onkowie RC Che³m podczas II Rotariañ−
skiego Wieczoru Charytatywnego, który odby³
siê w lutym w che³mskiej Galerii Atelier.
* Nagrodê Kultury Inowroc³awskiej im.
Stanis³awa Przybyszewskiego, przyzna−
wan¹ od piêciu lat przez RC Inowroc³aw,
otrzyma³ Tadeusz Chêsy, w³aœciciel Zak³adu
Poligraficzno−Wydawniczego POZKAL,
sponsor wielu wydawnictw poœwiêconych
kulturze i historii miasta. Nagrodê M³o−
dych przyznano Dawidowi Wawrzyniakowi,
studentowi na Wydziale Sztuk Piêknych
UMK w Toruniu, za dotychczasowe prace
i dokonania.
* Zmiana w Lesznie. Micha³ Gronow−
ski, adwokat, pierwszy prezydent utwo−
rzonego w styczniu klubu Rotary w Lesz−
nie, z³o¿y³ rezygnacjê z pe³nionej funkcji.
Decyzjê poprzedzi³a seria artyku³ów w „Pano−
ramie Leszczyñskiej“, w których pojawi³y
siê zarzuty niezgodnych z etyk¹ zawodow¹
dzia³añ Micha³a Gronowskiego. Na stano−
wisku prezydenta RC Leszno zast¹pi³ go
wiceprezydent Henryk Bystrzycki.
ROTARIANIN
2• 2005
76
Z okazji 100−lecia Rotary International ³ódzkie kluby rota−
riañskie przygotowa³y wydarzenie wyj¹tkowe. Od 14 do 28 czerwca
w Galerii Fotografii £ódzkiego Towarzystwa Fotograficznego przy
ul. Piotrkowskiej 102 prezentowana bêdzie wystawa pod zna−
miennym tytu³em „Fotografia nieobojêtna“.
Celem ekspozycji jest ukazanie w formie artystycznej, a wiêc
bardzo osobistej i autorskiej, problemów ludzi potrzebuj¹cych
pomocy. Autorzy wystawy pragn¹ skierowaæ uwagê œrodowisk
biznesu oraz m³odych ludzi na koniecznoœæ bezinteresownego
wspierania grup znajduj¹cych siê w trudnej sytuacji spo³ecznej
i ¿yciowej.
Wystawa bêdzie równie¿ dokumentowaæ dotychczasowe dzia−
³ania ³ódzkich klubów Rotary w lokalnym œrodowisku. Rotarianie
od lat aktywnie wspó³pracuj¹ z blisko trzydziestoma ró¿nymi insty−
tucjami, wœród których znajduj¹ siê liczne domy dziecka, oœrodki
szkolno−wychowawcze, placówka dla dzieci s³abowidz¹cych, hos−
picjum dla dzieci, m³odzie¿owe oœrodki socjoterapii i pracy alter−
natywnej, specjalistyczne placówki s³u¿by zdrowia, w tym oddzia³y
onkologiczne.
Eksponowane fotogramy zosta³y wykonane zarówno przez pro−
fesjonalistów, jak i amatorów, w tym tak¿e rotarian. Wystawê
po³¹czono z konkursem, do którego zaproszeni zostali m³odzi
ludzie zwi¹zani z ³ódzkimi uczelniami plastycznymi, filmowymi
i fotograficznymi, jak równie¿ wspó³pracuj¹cy z Miêdzynarodo−
wym Festiwalem Fotografii w £odzi oraz £ódzkim Towarzystwem
Fotograficznym.
Wystawa „Fotografii nieobojêtnej“ ma na celu upowszech−
nienie przes³ania ruchu rotariañskiego w roku jubileuszu RI. Prag−
niemy jednak, aby sta³a siê ona wydarzeniem corocznym, s³u¿¹−
cym pobudzaniu spo³ecznej wra¿liwoœci i prze³amywaniu ludzkiej
obojêtnoœci. Chcemy, ¿eby zawêdrowa³a do innych klubów w Polsce
i za granic¹ oraz by³a obecna w Internecie.
Mamy nadziejê, ¿e „Fotografia nieobojêtna“ naprawdê nikomu
nie pozwoli pozostaæ obojêtnym na ludzki ból, biedê i nieszczêœ−
cie. Marzymy, by stworzy³a ludziom znajduj¹cym siê w trudnej
sytuacji szansê rozwi¹zania problemów oraz wspiera³a ich w reali−
zacji marzeñ i ¿yciowych d¹¿eñ.
Tomasz Domañski
Prezydent RC £ódŸ−Trójka,
koordynator projektu.
Fotografie autora
W
SYGNA£Y
SKRÓCIE
* O 14 tys. z³otych wzbogaci³ siê Rota−
riañski Fundusz Edukacyjny po dorocznym
balu charytatywnym, zorganizowanym
przez RC Toruñ w Dworze Artusa. Pie−
ni¹dze uzyskane podczas licytacji m.in.
witra¿y Andrzeja Ka³uckiego z UMK prze−
znaczone zostan¹ na stypendia dla uzdol−
nionej m³odzie¿y gimnazjalnej. Goœci balu
bawili: znany z serialu „Klan“ aktor Jacek
Borkowski, który œpiewa³ standardy Franka
Sinatry, oraz Swing Band Tomasza Biel−
skiego graj¹cy utwory Duke'a Ellingtona,
Glenna Millera i Counta Basiego.
* Podczas marcowego PETS w Byd−
goszczy odby³a siê licytacja obrazu Zau³ek
bydgoski , autorstwa znanego artysty
Jerzego Puciaty. Za 3650 z³ kupi³ dzie³o
Aleksander Szwarc z RC Ko³obrzeg. Pie−
ni¹dze trafi³y do
Szko³y Podstawowej
nr 68 w Bydgoszczy z przeznaczeniem
na obiady dla dzieci z ubogich rodzin.
* Dochód z ubieg³orocznej charyta−
tywnej „choinki“ (6,5 tys. z³), zorganizo−
wanej przez RC Strzelce Krajeñskie,
w ca³oœci zosta³ przeznaczony na jedno−
razowe stypendia dla uczniów szkó³ pod−
stawowych i gimnazjów w Strzelcach
i Tuczynie. 27 uczniów podstawówek otrzy−
ma³o od rotarian po 100 z³, 18 gimnazja−
listów po 200 z³.
* Rotaractorzy z RTC Bydgoszcz urz¹−
dzili „zaj¹czka“ dzieciom z Pogotowia Opie−
kuñczego przy ul. Traugutta w Bydgosz−
czy. Zaprosili 246 wychowanków Pogotowia
do miejskiego centrum zabaw rodzinnych
Family Park, gdzie przez kilka godzin mogli
oni korzystaæ z dostêpnych atrakcji. Nie
zabrak³o tak¿e paczek ze s³odyczami.
* RC Brodnica by³ wspó³organizatorem
koncertu grupy Czerwony Tulipan, który towa−
rzyszy³ otwartej w Muzeum w Brodnicy wysta−
wie pasteli z cyklu W stronê lasu autorstwa
olsztyñskiego plastyka Marka Œwi¹teckiego.
Podczas koncertu odby³a siê aukcja 12 pas−
teli artysty. Wszystkie przedstawia³y zwie−
rzêta, a dochód z licytacji (2,4 tys. z³) prze−
kazany zosta³ brodnickiemu schronisku dla
zwierz¹t.
W poprzednim numerze b³êdnie podaliœmy nazwê klubu, którego cz³onkiem jest
Dariusz Królicki. W rzeczywistoœci nale¿y do RC Wroc³aw. Przepraszamy.
ROTARIANIN
77
2• 2005
ROTARY
W MEDIACH
W OCZACH INNYCH
rzegl¹d prasy w tym numerze bêdzie
znacznie obszerniejszy ni¿ zwykle,
ale jubileusz Rotary zaowocowa³
prawdziwym festiwalem artyku³ów poœwiê−
conych stowarzyszeniu. Nie by³o niemal
gazety, która nie odnotowa³aby choæ
krótk¹ informacj¹ stulecia za³o−
¿enia pierwszego klubu rotariañ−
skiego w Chicago i licznych imprez,
które z tej okazji organizowano
w Polsce. Pastgubernator An−
drzej Ludek wyst¹pi³ 23 lutego
w programie „Kawa czy herbata“,
przybli¿aj¹c telewidzom rotariañ−
skie idee i dzia³ania. Prasa dono−
si³a o nowych klubach powsta³ych
w Lesznie i Lublinie. Elita chce s³u−
¿yæ – informowa³a „Panorama Leszczyñ−
ska“ 20 stycznia. – Leszczyñski ratusz
ju¿ dawno nie prze¿ywa³ takiego oblê¿e−
nia. Ponad sto osób uczestniczy³o w uro−
czystoœci przyjêcia Rotary Clubu Leszno
do œwiatowej sieci. A dziennik „ABC“
z 18–20 stycznia informowa³: Rotarianie
zajmuj¹ siê prac¹ charytatywn¹. Wspie−
raj¹ ludzi chorych, funduj¹ stypendia dla
m³odzie¿y, organizuj¹ wspó³pracê miê−
dzynarodow¹, podejmuj¹ wiele sta³ych
i doraŸnych akcji pomocowych. „Kurier
Lubelski“ z 7 lutego pisa³ o powstaniu
w lubelskim Trybunale Koronnym RC Lub−
lin−Stare Miasto. Na uroczystoœæ przy−
by³ komplet rotarian stowarzyszonych
w lubelskich klubach oraz goœcie z zagra−
nicy, m.in. z Francji i Ukrainy.
Jednak najobszerniej potraktowa³y
jubileusz RI „Gazeta Olsztyñska“ i „Dzien−
nik Elbl¹ski“, które wspólnie z klubami
z Bartoszyc, Gi¿ycka i Olsztyna przygo−
towa³y specjalny czterostronicowy doda−
tek rotariañski. Znalaz³y siê w nim krótka
historia Rotary na œwiecie i w Polsce,
wywiad z Bohdanem Kurowskim, pre−
P
ROTARIANIN
2• 2005
78
zentacja dokonañ klubów oraz reporta¿
z wymiany m³odzie¿owej, w której uczest−
niczy³y Danuta Sza³kowska z Olsztyna
(spêdzi³a rok w Brazylii) oraz Sarah Wil−
lenbrink z Kentucky, USA (od pó³ roku
mieszkaj¹ca w Olsztynie).
W czasie pobytu w Brazylii Danuta
mieszka³a u dwóch rodzin. Pierwsz¹
z nich do dziœ darzy szczególnym uczu−
ciem i nazywa „rodzin¹ zastêpcz¹“. – To
rodzina Any Clary de Melo Souzy, dziew−
czyny, która równie¿ uczestniczy³a
w wymianie m³odzie¿owej i mieszka³a m.in.
w moim domu w Olsztynie. Ze swoj¹ bra−
zylijsk¹ mam¹ (mae), tat¹ (pai) i siostr¹
(irma) pozostajê w bardzo dobrych kon−
taktach. Ju¿ na zawsze pozostan¹
w moim sercu – cytowa³ Dorotê autor
(kr).
Równie¿ w tamtejszej szkole Danuta
zosta³a dobrze przyjêta, o czym œwiad−
czy zorganizowane dla niej przez klasê
przyjêcie urodzinowe z wielkim tortem. –
Ale na tym nie koniec. Tort urodzinowy
otrzyma³am równie¿ od mojego Klubu Vila
da Penha oraz oczywiœcie od mojej „rodziny
zastêpczej“. Urodziny ma siê podobno
raz w roku. Ja, dziêki moim przyjacio³om,
obchodzi³am swoje urodziny a¿ trzy razy!
(...) Danuta twierdzi, ¿e podjêcie decyzji
o udziale w programie wymiany m³odzie¿y
by³o jedn¹ z lepszych rzeczy, które do tej
pory zrobi³a. – Dziêki wyjazdowi pozna−
³am wspania³ych ludzi i ich kulturê. Prze−
¿ycia i doœwiadczenia na pewno mnie
ukszta³towa³y, sprawi³y, ¿e sta³am siê
bardziej samodzielna, zaszczepi³y we mnie
wiarê w siebie i w³asne mo¿liwoœci. Sko−
rzysta³am z mo¿liwoœci nauki nowego
jêzyka. (...)
Sarah Willenbrink pochodzi ze Sta−
nów Zjednoczonych. Ma 18 lat i na sta³e
mieszka w Morehead, Kentucky. – Moja
ROTARY
przygoda z wymian¹ zaczê³a siê cztery
lata temu – wspomina. – By³am wtedy
z moj¹ szko³¹ w Niemczech. W Mona−
chium spotykaliœmy studentki z Rotary
International Youth Exchange. Pamiêtam,
¿e podczas œniadania mówi³am, ¿e te¿
chcia³abym byæ tak¹ studentk¹
z „wymiany“. Moja mama powiedzia³a
wtedy tylko: „zobaczymy, zobaczymy...“
(...) Od szeœciu miesiêcy Sarah mieszka
w Olsztynie i bêdzie tu jeszcze kolejnych
piêæ miesiêcy. – Bardzo lubiê Olsztyn –
przyznaje. – W porównaniu z moim rodzin−
nym Morehead, które liczy tylko 9 tys.
mieszkañców, Olsztyn to gigant! Jêzyk
polski jest trudnym, ale i bardzo ³adnym
jêzykiem. Moim marzeniem jest studio−
wanie jêzyka polskiego, niemieckiego
i rosyjskiego na tutejszym uniwersyte−
cie.
Na razie Sarah jest uczennic¹ III klasy
LO nr II w Olsztynie. – O... ta szko³a tak
siê ró¿ni od mojej w Kentucky... Tam mia−
³am codziennie siedem lekcji i wybiera³am
te, które mnie interesowa³y. Tu wszystko
jest inaczej zorganizowane.
W „Gazecie Pomorskiej“ z 14 lutego
Katarzyna Pojda w artykule Pomoc klu−
bowa opisa³a wolontariuszy z bydgoskiego
Rotaractu pomagaj¹cych dzieciom
z domów dziecka. Jest ich dwudziestu.
Wiêkszoœæ z nich jeszcze nie ma swoich
rodzin, ale pomagaj¹ tym, którzy na swoje
rodziny liczyæ nie mogli. Marta, lekarka
w szpitalu im. Jurasza, lat 26. Mówi¹
o niej: pracoholiczka. Czasem w szpitalu
spêdza 20 godzin na dobê. Po zakoñ−
czonym dy¿urze wraca do domu tylko na
moment. Inni na jej miejscu odpoczêliby
po zarwanej nocy, poszliby spaæ. Ona bie−
rze prysznic, przebiera siê w inne rze−
czy. Jedzie do pogotowia opiekuñczego
przy ul. Traugutta. Tam przecie¿ czekaj¹
na ni¹ dzieci, którym pomo¿e odrobiæ
zadanie z matematyki. Wys³ucha ich zwie−
rzeñ. Przytuli. Obejrzy z nimi bajkê na
dobranoc. Tomek, lat 25, uczy angiel−
skiego w kolegium jêzyków obcych. Malu−
W MEDIACH
chom z domu dziecka i pogotowia opie−
kuñczego organizuje wycieczki. On za³at−
wi³ autokar, który zabra³ 30 dzieci do
„Multikina“. Dla niektórych to by³a pierw−
sza taka wycieczka. Dziêki niemu i jego
przyjacio³om z klubu kilkunastu maluchów
z najubo¿szych rodzin pojecha³o do zoo
w Myœlêcinku i po raz pierwszy w ¿yciu
zobaczy³o „na ¿ywo“ niedŸwiedzie.
Marta i Tomek nale¿¹ do klubu Rotar−
act. To w³aœnie cz³onkowie tego klubu jako
wolontariusze od 10 lat pomagaj¹ dzie−
ciom pokrzywdzonym przez los. – Kiedy
zaczynaliœmy, pomagaliœmy wychowan−
kom z domu dziecka przy ulicy Stolarskiej
i grupie dzieci „Promyczek“ z Pa³acu M³o−
dzie¿y – mówi Pawe³ Rajewski z „Rotar−
actu“. – Teraz organizujemy imprezy,
wyjazdy i konkursy dla dzieci z pogotowia
opiekuñczego. Prowadzimy te¿ akcjê „Den−
tysta“, wo¿¹c maluchy do zaprzyjaŸnio−
nego stomatologa. Je¿eli nie uda im siê
za³atwiæ autobusu, do kina czy na aero−
bik, wo¿¹ dzieciaki swoimi samochodami.
(...)
Wœród wolontariuszy s¹ m³odzi leka−
rze, nauczyciele, prawnicy i studenci. Nie
za³o¿yli jeszcze w³asnych rodzin. Ucz¹ siê
za to byæ rodzicami dla dzieci, którym
lepiej jest w oœrodku, ni¿ w rodzinnym
domu. Bo w domu mama pi³a, a tata bi³.
Bo tam nie by³o co jeœæ, a tu zawsze znaj−
dzie siê dla nich ciastko lub cukierek. (...)
Wszystko robi¹ za darmo. – Pracujemy
zawodowo, wiêc mamy z czego ¿yæ – mówi
Dagmara, prawniczka. – Kiedy widzimy
dziecko, gdy cieszy siê z cukier−
ków, które od nas dosta³o, wiemy,
¿e to, co robimy, robimy dobrze.
W „S³owie Polskim/Gazecie
Wroc³awskiej“ z 19–20 lutego uka−
za³ siê obszerny artyku³ zatytu³o−
wany Dary nie tylko od losu. Autorka
Barbara Chabor opisa³a w nim dzia−
³alnoœæ charytatywn¹ wroc³aw−
skich klubów rotariañskich. Wzru−
szaj¹c¹ uroczystoœci¹ by³o
przekazanie 30 wózków inwalidz−
ROTARIANIN
79
2• 2005
ROTARY
W MEDIACH
kich ofiarowanych dla wroc³awian przez
klub z Los Angeles w kwietniu 2004 roku
– czytamy w artykule. – Obecni wtedy
niemieccy rotarianie prze¿yli takie emocje,
¿e postanowili do³o¿yæ siê do daru i dos³ali
kolejny sprzêt dla niepe³nosprawnych –
relacjonuje Janusz Klinowski, szef Rotary
Club Wroc³aw−Panorama. Wœród obda−
rowanych znalaz³a siê Katarzyna Owsiak.
– Pani Kasia jest osob¹ wielkiej wra¿li−
woœci; w ramach terapii zbiera zabawki
dla oddzia³u dzieciêcego szpitala przy ulicy
Traugutta, nie poddaj¹c siê niedomaga−
niu cia³a. W tej sprawie skontaktowa³a
siê z nami. Zdecydowaliœmy, ¿e nie tylko
pomo¿emy w poszukiwa−
niu zabawek, ale dostar−
czymy jej nowy wózek
inwalidzki – opowiadaj¹
rotarianie. (...) Dziewiê−
cioletni Pawe³ek z Pisa−
rzowic, chory na artro−
grypozê, od niedawna
jeŸdzi wózkiem elek−
trycznym sterowanym
joystickiem. 21−letnia
Berenika z Prochowic, chora na dzieciêce
pora¿enie mózgowe, dziêki zaintereso−
waniu rotarian ma sprzêt u³atwiaj¹cy jej
komfortowe poruszanie siê. – To by³ nie−
zwyk³y widok – wspomina Janusz Klinow−
ski – jak ta dziewczyna g³aska³a oparcie
nowego wózka, nie mog¹c uwierzyæ, ¿e
nale¿y do niej.
Kamil odkry³ swoj¹ chorobê w ósmej
klasie szko³y podstawowej. – W listopa−
dzie zacz¹³em gorzej widzieæ. By³em minis−
trantem, litery podczas czytania na mszy
zaczê³y rozje¿d¿aæ mi siê przed oczyma.
Diagnoza by³a oczywista, to choroba dzie−
dziczna – to samo wykryto u mojej mamy
i u babci – zanik nerwu wzrokowego. By³o
coraz gorzej, trafi³em do szpitala – opo−
wiada Kamil Druzd. Do szko³y œredniej
poszed³ na ul. Kasztanow¹, do oœrodka
dla dzieci niewidomych i niedowidz¹cych.
Dziœ jest studentem I roku fizjoterapii na
Akademii Medycznej we Wroc³awiu. Teraz
ROTARIANIN
2• 2005
80
mo¿e normalnie uczyæ siê, korzystaæ
z komputera, dziêki ofiarowanemu mu
przy wsparciu Rotary rzutnikowi powiêk−
szaj¹cemu litery. Przedtem u¿ywa³ zegar−
mistrzowskich okularów, maszyna kosz−
towa³a ponad 25 tys. z³.
Redakcja miesiêcznika „Kraków“ zajê³a
siê z kolei rotarianami krakowskimi.
W lutowym zeszycie pisma opublikowany
zosta³ obszerny artyku³ Ponad w³asne
korzyœci, poœwiêcony rotariañskim tra−
dycjom i symbolice oraz przedstawiaj¹cy
dzieñ dzisiejszy stowarzyszenia. Kra−
kowskie kluby maj¹ swoj¹ specyfikê – autor
artyku³u K.T. cytuje gubernatora Jana
Wranê. – Zazdroszcz¹ nam tradycji, rodzin−
noœci, my wiemy, z jakiego podwórka
pochodzimy, nie ma wiêc ryzyka. A dobór
ludzi to sprawa bardzo wa¿na. Cz³onkami
krakowskich klubów s¹ profesorowie wy¿−
szych uczelni, lekarze, architekci, artyœci
– ludzie wyró¿niaj¹cy siê w swoim zawo−
dzie, uczuleni na potrzeby innych ludzi.
To nie s¹ osoby o wielkich zasobach mate−
rialnych, za to o wielkiej wra¿liwoœci. (...)
Nobilitacja przez propagowanie wyso−
kich standardów, a do tego s³u¿ba innym
– proszê bardzo, popieram takie elity –
napisa³ K.T. – Bo to jest recepta na spo−
³eczeñstwo obywatelskie, w którym nie
ma miejsca na korupcje, pazernoœæ, g³u−
potê, bylejakoœæ. (...) Cz³onkiem RC Kra−
ków, a nawet jego prezydentem w latach
1996/97 by³ Maciej S³omczyñski. Œwietny
t³umacz i pisarz, wœród wielu powodów
zainteresowania siê tym ruchem poda³
jeden, który wydaje mi siê sympatyczny
i prawdziwy. Wyzna³ mianowicie, ¿e w ka¿−
dym doros³ym mê¿czyŸnie drzemie har−
cerz, który chce byæ dobry, szlachetny,
bezinteresowny, spotykaæ siê we w³as−
nym towarzystwie, bo czuje siê w nim
najlepiej. A jeœli wynikaj¹ z tego rzeczy
po¿yteczne, tym lepiej.
Dziewi¹ty numer tygodnika „Forum“
z 28 lutego przyniós³ przedrukowan¹
z francuskiego „L'Express“ rozmowê
z Norbertem Turco, dyrektorem miêdzy−
ROTARY
narodowym RI w latach 2000–2002, zaty−
tu³owan¹ Zakon zêbatego kó³ka. Ju¿ pocz¹−
tek brzmi intryguj¹co: Rotarianie... Mog−
³aby to byæ dobra nazwa dla sekty albo
kosmitów z filmu klasy B. Up³ynê³o ju¿
ca³e stulecie, odk¹d zaczêli opanowywaæ
glob. Dziœ jest ich 1,2 miliona w 166 kra−
jach, a póŸniej jest coraz ciekawiej.
W obszernym wywiadzie znalaz³o siê
miejsce zarówno na zaprezentowanie czy−
telnikom historii Rotary, jak i wyjaœnie−
nie wielu stereotypów dotycz¹cych ruchu
oraz przybli¿enie dzia³alnoœci stowarzy−
szenia. Oto tylko niektóre z pytañ i odpo−
wiedzi wywiadu.
„L'Express“: Gdy pada s³owo Rotary,
przed oczami staj¹ nam znakomitoœci
spotykaj¹ce siê w restauracjach, by wspie−
raæ siê wzajemnie w stosunkach w³adzy
i dzieliæ miêdzy sob¹ zaszczyty... Taki jest
stereotyp. Fa³szywy?
Norbert Turco: Kompletnie fa³szywy.
Rotary Clubs skupiaj¹ specjalistów, decy−
dentów, elitê serca, ludzi gotowych zaan−
ga¿owaæ siê, by dzieliæ siê swoj¹ wiedz¹
i kompetencjami – w sposób bezintere−
sowny i z po¿ytkiem dla innych. (...) W 1935
roku dziennik watykañski opublikowa³ arty−
ku³ „Nie ufajcie Rotary!“, oskar¿aj¹c klub
o wrogoœæ wobec religii. Nie przeszko−
dzi³o to jednak wielu katolikom przy³¹czyæ
siê do organizacji, ukazuj¹c, jakie dobro−
dziejstwa wyœwiadcza ona spo³eczeñstwu
– co papie¿ Jan Pawe³ II przyzna³ te¿ ofic−
jalnie na pocz¹tku pontyfikatu. Po 1933
roku Hitler og³osi³, ¿e idea³y Rotary s¹
sprzeczne z ideologi¹ partii nazistow−
skiej. Rotarian oskar¿ano wówczas
o zwi¹zki z masoneri¹ i pomaganie ¯ydom.
Dosz³o do tego, ¿e samo s³owo „rotary“
– zawieraj¹ce litery t, o, r, a – zaczêto
prezentowaæ jako dowód semickiego cha−
rakteru organizacji. Czêœæ rotarian pró−
bowa³a interweniowaæ u Himmlera i Goe−
ringa, ale bez powodzenia. W 1937 roku
kierownictwa klubów niemieckich,
a potem tak¿e austriackich i w³oskich,
uchwali³y ich samorozwi¹zanie. Cz³onko−
W MEDIACH
wie klubu warszawskiego zostali wymor−
dowani przez nazistów. (...)
„L'Express“: Macie na rynku powa¿−
nego konkurenta: s³ynny Lions Club, który
zdystansowa³ was pod wzglêdem liczby
cz³onków (1,4 miliona). Czy jest to wojna
dwóch klubów?
Norbert Turco: Za nic w œwiecie. Dzia−
³amy w ten sam sposób i mo¿na by rzec,
¿e dzielimy miêdzy siebie ten sam „rynek“.
Mówi siê, ¿e w Rotary jest wiêcej ludzi
na kierowniczych stanowiskach i przed−
stawicieli wolnych zawodów, a w Lions
wiêcej handlowców. We Francji rotaria−
nie s¹ nieco liczniejsi (34 tysi¹ce osób)
ni¿ cz³onkowie Lions (32 tysi¹ce). To zna−
czy, konkurujemy ze sob¹ o nabór cz³on−
ków, ale to nie jest wojna!
„L'Express“: Jak pan widzi przysz³oœæ
waszej ma³ej rotariañskiej planety?
Norbert Turco: Moim marzeniem jest,
aby coraz wiêcej ludzi podziela³o nasze
wartoœci, aby by³o coraz wiêcej rotarian,
wiêcej humanizmu i chêci dzia³ania na
rzecz innych. Wspólnym mianownikiem
ró¿nych cierpieñ jest bieda, która rodzi
nieszczêœcia i konflikty. Musimy ci¹gle iœæ
w tym samym kierunku: obficiej dzieliæ siê
z innymi. Równie¿ solidarnoœæ nale¿y glo−
balizowaæ. Ju¿ Paul Harris o tym mówi³:
Jesteœmy si³¹ jednocz¹c¹ w œwiecie zdo−
minowanym przez si³y dezintegracji; Rotary
to mikrokosmos ¿yj¹cy w pokoju, dobry
model do naœladowania dla narodów. To
przes³anie jest dziœ bardziej aktualne ni¿
kiedykolwiek.
Uszanowa³ jubileusz – choæ pewnie
raczej przez niedopatrzenie – nawet nie−
oceniony „Nasz Dziennik“, który w ci¹gu
ostatnich miesiêcy napisa³ o Rotary tylko
raz, oczywiœcie w zwyk³ym masoñsko−
−spiskowym kontekœcie. Kluby rotariañ−
skie zosta³y przez gazetê zaliczone do
inicjatyw szkodliwych spo³ecznie, nie zas³u−
guj¹cych na wpis na listê organizacji
po¿ytku publicznego. NajwyraŸniej pewne
rzeczy s¹ od redaktorów „Naszego Dzien−
nika“ silniejsze.
ROTARIANIN
81
2• 2005
FELIETON
I TY MO¯ESZ ZOSTAÆ
ROTARIANINEM Nina I. Rator
iadomo, ¿e rotarianinem nie
mo¿e byæ ka¿dy. Kandydat musi
byæ cz³owiekiem dobrym, ucz−
ciwym, m¹drym, szlachetnym, wybitnym
i kierowaæ siê zasadami honoru. Nie wspo−
minaj¹c ju¿ o sportowej sylwetce, ujmu−
j¹cej urodzie, ¿ywej inteligencji oraz ogól−
nym wdziêku i bezpretensjonalnoœci.
Wymogi s¹ surowe, a przecie¿ to jesz−
cze nie wszystko, o czym przy ró¿nych
okazjach mo¿na dowiedzieæ siê z gazet.
Oto kilka dodatkowych warunków, które
nale¿y spe³niæ, by zostaæ rotarianinem.
1. Trzeba byæ hazardzist¹ i to w do−
datku najskuteczniejszym na œwiecie. Dok−
torant Polskiej Akademii Nauk Bart³omiej
Dzik poinformowa³ w „Gazecie Wybor−
czej“, ¿e znany mu osobiœcie najsku−
teczniejszy zawodowy hazardzista œwiata
dorobi³ siê takiej fortuny, ¿e zosta³ pre−
zesem jednego z oddzia³ów Klubu Rota−
riañskiego i znanym filantropem. Nale¿y
chyba rozumieæ, ¿e gdyby najskutecz−
niejszy nie by³ i fortuny siê nie dorobi³,
drzwi Rotary by³yby nadal przed nim zam−
kniête.
2. Trzeba byæ tak¿e zdeklarowanym
wrogiem lewicy i mieæ morze pieniêdzy,
o czym poinformowa³ „Przekrój“, rela−
cjonuj¹c zakup dziennika francuskiej lewicy
„Liberation“ przez cz³onka klanu bankie−
rów Eduarda Rothschilda. Za³o¿one jesz−
cze przez Jeana Paula Sartre'a „Libe−
ration“ sta³o na skraju bankructwa
i pieni¹dze Rothschildów by³y dla gazety
ostatni¹ desk¹ ratunku. Szkopu³ jednak
w tym, ¿e Rothschildowie zas³u¿enie uwa−
¿ani s¹ za rodzinê skrajnie prawicow¹.
Do dawnego bastionu lewicy zakrad³ siê
jej klasowy wróg. „Liberation“ przecho−
dzi z obozu przewodnicz¹cego Mao do
r¹k Rotary Club – zacytowa³ „Przekrój“
jednego z za³o¿ycieli dziennika, boleœnie
W
ROTARIANIN
2• 2005
82
zapewne rani¹c lewicowe dusze przynaj−
mniej niektórych cz³onków polskiego
Rotary.
3. Ale hazard i antylewicowe pogl¹dy
to ci¹gle za ma³o. Trzeba jeszcze byæ nie−
wra¿liwym na erotyzm, czego z kolei mo¿na
by³o dowiedzieæ siê z „Gazety Sto³ecz−
nej“. Pisz¹c o aukcji obrazów w domu
„Sztuka“, W³odzimierz Kalicki zauwa¿y³:
Nikogo nie podnieci³ – prawda, ¿e ma³o
wyrafinowany – erotyzm w p³ótnie Feliksa
Wygrzywalskiego czy w grafice Janusza
Marii Brzeskiego. Mo¿e dlatego, ¿e na
sali zasiad³o wczoraj wielu szacownych
rotarian kibicuj¹cych aukcji charytatyw−
nej. Co z podnieceniem rotarian w kon−
takcie z erotyzmem bardziej wyrafino−
wanym i jak ma siê on do rotariañskiej
szacownoœci autor „GS“ nie poinformo−
wa³, ale mo¿e jeszcze nie wszystko stra−
cone.
4. A wobec braku zainteresowania dla
erotyki nie bez znaczenia dla cz³onkos−
twa w Rotary jest delikatny sadomaso−
chizm, o czym przypomnia³ w „Gaze−
cie−Turystyka“ Dawid Warszawski, wspo−
minaj¹c swoj¹ wizytê w prawdziwej bani
gdzieœ w dalekiej Azji nad Obem. Wiech−
cie, którymi zosta³em niemi³osiernie
wych³ostany... Ch³odny basen, do któ−
rego trzeba wskoczyæ po wyjœciu z par−
nej komnaty, choæ zêby szczêkaj¹... Urz¹−
dzenia do masa¿u jakby ¿ywcem wyjête
z katalogu towarów sadomaso... razem
z nami p³awi¹ siê dziœ tutejsi rotarianie.
Autor nie sprecyzowa³ jedynie, czy rota−
rianie odgrywali w sadomasochistycznej
³aŸni rolê dominuj¹c¹, czy wrêcz prze−
ciwnie.
O koniecznoœci bycia masonem i cyklist¹,
o czym donosz¹ media zbli¿one do Ojca
Dyrektora, nie wspominam, bo to banalne
i akurat naj³atwiejsze do spe³nienia.
ROTARIANIN
83
2• 2005

Podobne dokumenty