Straż miejska w Ciechanowie zostanie zlikwidowana?

Komentarze

Transkrypt

Straż miejska w Ciechanowie zostanie zlikwidowana?
bezpłatny tygodnik
www.tygodnikilustrowany.pl
www.facebook.com/tygodnikilustrowanypl
TYGODNIK ILUSTROWANY NR 3/2015. 27 STYCZNIA 2015 R. NAKŁAD: 10.000 EGZ. REDAKTOR PROWADZĄCY: MAREK SZYPERSKI.
TEMAT TYGODNIA: Pijany strażnik miejski wyrzucony z pracy
Straż miejska
w Ciechanowie zostanie
zlikwidowana?
Nominowana do
Oscara - specjalnie
dla “Tygodnika
Ilustrowanego”
Tomasz Janusz
Ulatowski
Żelazna Lady
Kopacz?
Ciągle powracające w naszym
kraju protesty na ogół tych samych grup zawodowych − głównie z tzw. sektora publicznego
− pokazują, że czas najwyższy
na radykalną zmianę w sposobie sprawowania władzy w państwie. Nic już nie da odkładanie
problemów poprzez płacenie
„okupów” dla ich doraźnego wyciszenia. Także sytuacja w Unii
Europejskiej zdaje się dobitniej
pokazywać, że „beneficjencka”
pozycja naszego członkostwa
jest raczej pozorna. Pilnie potrzebujemy silnego i odważnego
przywództwa.
Aneta Kopacz – reżyser i współscenarzystka dokumentalnego
filmu „Joanna” opowiadającego
o chorej na raka kobiecie i nominowanego do Oscara w kategorii
„najlepszy film dokumentalny”
– pochodzi z Ciechanowa.
•
•
STR. 3
Co nowego
w powiatach?
STR. 12
Marek Szyperski
Na ratunek
koszarom
Wywiad z Zenonem Szczepankowskim - Starostą Powiatu
Przasnyskiego.
•
STR. 5
Rozmowa z Andrzejem Stolpą Starostą Powiatu Płońskiego oraz
Anną Dumińską-Kierską - Wicestarostą Powiatu Płońskiego.
•
STR. 5
reklama
- Zadaniem strażników jest zapewnienie porządku oraz bezpieczeństwa w mieście i nawet po godzinach pracy strażnicy swoim zachowaniem nie mogą temu
porządkowi i bezpieczeństwu zagrażać – mówi prezydent Ciechanowa. I zwalnia
strażnika, który został przyłapany na prowadzeniu auta pod wpływem alkoholu.
To sytuacja niedopuszczalna, bo dodatkowo rzutuje negatywnie na wizerunek
całej Straży Miejskiej. Dla oceny zachowania strażnika nie ma większego znaczenia, że było to w czasie wolnym, a nie w tzw. pracy. Nie ważne jest też, czy pijany jak bela wsiadł za
kółko prywatnego auta czy może próbował jechać
służbowym rowerem.
Podobne epizody w różnych miastach Polski wywołały falę dyskusji o sensie istnienia straży miejskich.
Czy podobnie będzie w Ciechanowie?
•
STR. 2
Mieszkania socjalne, lokale dla
organizacji
pozarządowych,
miejsca na działalność kulturalną i sportową, a nawet pomoc
dla Polaków repatriowanych
ze Wschodu - lista możliwości
wykorzystania dawnych ciechanowskich koszar, którą prezydent miasta Krzysztof Kosiński
wysłał do prezes Agencji Mienia
Wojskowego jest imponująca.
Przed drugą turą wyborów prezydenckich wicepremier i minister obrony Tomasz Siemoniak
„rzutem na taśmę” chciał wesprzeć rywala Kosińskiego i publicznie - przed ciechanowskim
Ratuszem ogłosił, że miasto
dostanie koszary za symboliczną złotówę pod warunkiem, że
przedstawi dobry, rozsądny program ich zagospodarowania.
Prezydent Kosiński powiedział
teraz „sprawdzam”. Czekamy
więc na odpowiedź z Warszawy
pełni nadziei, że ciechanowskie
koszary, które przetrwały zabory, dwie wojny światowe i PRL
- nie podzielą losu np. koszar
z Pułtuska.
•
więcej za tydzień
2 | TEMAT TYGODNIA
27 stycznia 2015 | www.tygodnikilustrowany.pl | TYGODNIK ILUSTROWANY
Pijany strażnik miejski wyrzucony z pracy. Zostało już tylko 9-ciu ?
Straż miejska w Ciechanowie
zostanie zlikwidowana?
- To sytuacja niedopuszczalna.
Rzutuje negatywnie na wizerunek całej Straży Miejskiej.
Zadaniem strażników jest zapewnienie porządku oraz bezpieczeństwa w mieście i nawet po
godzinach pracy strażnicy swoim zachowaniem nie mogą temu
porządkowi i bezpieczeństwu
zagrażać – przekazał w komunikacie do mediów.
Nie wziął sobie zbytnio strażnik
miejski do serca zadań jakie ma ta
formacja, bo kierował autem po
kielichu. A mówiąc precyzyjniej,
był pijany jak bela. W organizmie
miał 2,5 promila. I w takim stanie
siadł za kierownicę. Zatrzymał go
na ulicy Zielona Ścieżka w Ciechanowie egzaminator nauki jazdy. I dla oceny zachowania strażnika nie ma większego znaczenia,
że było to w czasie wolnym, że po
pracy. Nie ważne jest czy prywatnym autem czy też służbowym
rowerem. Decyzja mogła być tylko jedna. Banicja. Na „dywanik”
trafił nie tylko komendant ale
i wszyscy pozostali strażnicy.
- Prezydent odbył rozmowę z pozostałymi strażnikami, informując, że tego typu skandaliczne
wydarzenia nie mogą się powtórzyć. W tej sprawie w trybie pilnym odbyło się również spotkanie kierownictwa ratusza oraz
konsultacje prezydenta z prezydium Rady Miasta. Rozmowy
dotyczyły przyszłości funkcjonowania Straży Miejskiej oraz właściwego ukształtowania polityki
bezpieczeństwa w mieście - poinformowała Renata Jeziółkowska, Rzecznik Prasowy Urzędu
Miasta Ciechanów.
Podobne epizody w różnych
miastach Polski wywołały falę
dyskusji o sensie istnienia straży
miejskich/gminnych. Opowiadanie się za tą formacją lub przeciw
niej w kilku miastach przesądzić
mogło o wygranej lub porażce
w jesiennych wyborach samorządowych. W programach wyborczych kilku partii znajdował się
nawet punkt o likwidacji straży.
kieś ofiary takiej bezmyślności,
by uzmysłowić ciechanowskim
włodarzom jak niepotrzebnym
tworem jest Straż Miejska!? pyta pan Krzysztof, przedsiębiorca z Ciechanowa.
Podobnego zdania jest pani
Anna, samotna mama 2 dzieci.
Zdecydowanym głosem i bez
chwili zastanowienia mówi: - Zlikwidować Straż Miejską. Policja
robi więcej. Więc może ich spokojnie zastąpić.
- Z drugiej strony, gdy zlikwidujemy straż miejską kto będzie
służby, średnio, jeden strażnik
podejmował 2 (słownie: dwie).
W poprzednich latach ze skutecznością było jeszcze gorzej.
Nie przynosi taka działalność
budżetowi miasta zbyt dużych
dochodów. Do straży miejskiej
rokrocznie mieszkańcy miasta
dopłacają. Nie przynosi ta formacja również i dużej chluby miastu.
Jak widać praca spokojna, bez pośpiechu. To i po pracy potrzebują
mundurowi trochę dodatkowej
adrenaliny.
W 2010 roku Centralne Biuro
Nie dziwi, że cyklicznie już wraca w kontekście ciechanowskiej
Straży Miejskiej pytanie o sens.
Wrócić też powinno pytanie
o koszty. O skuteczność.
Z danych Ministerstwa Spraw
Wewnętrznych wynika, że w ca-
Czy będzie to moment zwrotny
w działaniu tej formacji na terenie Ciechanowa? Dowiemy się
zapewne już niebawem. Najbliższa sesja Rady Miasta Ciechanowa już w czwartek, 29 stycznia.
Czy należy się na niej spodziewać
wiążących decyzji w kwestii przyszłości Straży Miejskiej w tym
mieście? Raczej nie.
Przeciwko straży
miejskiej opowiadają się
nie tylko ci co dostali
mandat
Za likwidacją straży miejskiej
w Ciechanowie jest jednak coraz
więcej osób. To już nie tylko głosy „skrzywdzonych”, czyli tych,
którzy dostali mandat. A taki obraz przedstawiany był często dla
obrony Straży Miejskiej przed
kolejnymi zarzutami. W sens istnienia straży powątpiewają ci, dla
których obraz funkcjonariusza
łamiącego prawo jest nie do zaakceptowania. Do tego dochodzi
jeszcze kwestia uprawnień strażników, brak skuteczności w egzekwowaniu przepisów. Taki sam
obraz przedstawiła w swoim raporcie na temat bezpieczeństwa
również Najwyższa Izba Kontroli.
Już w poprzednich latach kontrole
NIK-u nie były przychylne tej formacji. Niektóre były wręcz miażdżące. Nie pozostawiają żadnych
wątpliwości co do sensu funkcjonowania straży w obecnej formule.
Wszystko to sprawia, że straż miejska jest jedną z najbardziej znienawidzonych formacji w Polsce.
- Ile jeszcze wpadek muszą zaliczyć? Czy może czekamy na ja-
Autor foto: Norbert Orłowski
Do zeszłego tygodnia liczba
strażników miejskich w Ciechanowie liczyła okrągłe
10 osób. Od 20 stycznia
stan osobowy tej formacji
nieznacznie się zmniejszył.
Jeden ze strażników pożegnał się z pracą po tym jak
został przyłapany na prowadzeniu auta pod wpływem alkoholu. Nie pomógł
w utrzymaniu pracy ani fakt,
że auto prywatne, ani to, że
do incydentu doszło już po
służbie. Prezydent Ciechanowa, jako pracodawca
dla strażników miejskich,
podjął decyzję o rozwiązaniu umowy o pracę z tym
strażnikiem.
Nie mają dobrej passy ciechanowscy strażnicy. Niedawnym
sukcesem, szeroko komentowanym w mediach, sukcesem nie
tylko SM ale i sądownictwa, była
walka z dokarmiającymi gołębie
na deptaku przy ulicy Warszawskiej. Sprawa rozrzucanego ptakom chleba przyćmiła wszystkie
inne. Chęć ukarania stała się tak
ważna, że wzięła górę nawet nad
zdrowym rozsądkiem. Koszty interwencji, i potem postępowania
sądowego, dodatkowo obnażyły
skalę absurdu takiego działania.
Zabrakło dobrej woli. Zabrakło
wyobraźni. Zabrakło zdrowego
rozsądku.
Komendant Straży Miejskiej Krzyszof Matuszewski ma wiele do przemyślenia
przed włodarzami nosił kwiatki
na oficjalnych uroczystościach?
- pyta mocno ironicznie pani
Ania.
„Leżaki”, to tak lekceważąco
w Ciechanowie nazywani są
strażnicy. Chciałoby się rzec, że
„zapracowali” sobie na to miano,
jednak w przypadku ciechanowskich strażników nie jest to zbyt
trafne określenie. Już prosta analiza sprawozdania za rok 2013 (za
2014 rok nie zostało jeszcze przygotowane) wskazuje, że średnio
strażnik wystawiał mandat raz
na 2,5 dnia. A interwencje zakończone pouczeniem, mandatem lub skierowaniem wniosku
do sądu, w ciągu całej dziennej
Śledcze zatrzymało ponad 20
osób z powiatu ciechanowskiego
działających w zorganizowanej
grupie przestępczej o charakterze zbrojnym. Wśród zatrzymanych pod zarzutem m.in. handlu
narkotykami znalazł się też jeden
z ciechanowskich strażników.
Dziś nie jest już strażnikiem. Pracę stracił.
Zabrakło wyobraźni
- Do głowy by mi nie przyszło, że
akurat ta osoba może mieć kontakt z narkotykami. Dalej tkwi
w nas nadzieja, że to jakaś pomyłka. – mówił wtedy komendant
Krzysztof Matuszewski. Pomyłki
jednak nie było. Potwierdził to
też już sąd.
łej Polsce działa blisko 600 oddziałów straży, zatrudniających
ponad 10 tys. etatowych funkcjonariuszy. Kilkanaście miast
zlikwidowało już do tej pory
straż miejską. Do takich miast
należą m.in. Stalowa Wola,
Trzebinia czy też Szczyrk. Podstawowym zarzutem jest dublowanie zadań Policji. Było jednak do tej pory coś, co ratowało
ciechanowskich
strażników
miejskich przed powszechną
niechęcią. To brak fotoradaru,
z którego by czerpali dochody.
Tylko tego by im brakowało.
Czy wystarczy by ocalić tę formację przed rozwiązaniem? Zobaczymy.
NO
Z REGIONU | 3
TYGODNIK ILUSTROWANY | www.tygodnikilustrowany.pl | 27 stycznia 2015
Nominowana do Oscara – specjalnie
dla „Tygodnika Ilustrowanego”
Praca wre!
Aneta Kopacz – reżyser i współscenarzystka dokumentalnego
filmu „Joanna” opowiadającego
o chorej na raka kobiecie i nominowanego do Oscara w kategorii
„najlepszy film dokumentalny”
– pochodzi z Ciechanowa.
zabawny. Prosty, zmysłowy, o
przyglądaniu się życiu, i o miłości”. Film zdobył już wiele nagród
w Polsce i za granicą. Z Aneta
Kopacz rozmawiam o jej planach,
tych bliższych i dalszych…
Jest absolwentką psychologii i podyplomowych studiów reportażu
na Uniwersytecie Warszawskim
oraz Programu Dokumentalnego
DOK PRO w Szkole Andrzeja
Wajdy. „Joanna” – jak czytamy
w recenzji na filmweb.pl to film
„Rozgrywany w dyskretnych obserwacjach, nastrojowy, często
Czy studia psychologiczne pomagają w pracy reżysera?
Bez wątpienia studia psychologiczne pomagają w rozumieniu
ludzi, ich zachowań i emocji,
co w filmie dokumentalnym
ma szczególne znaczenie. Jednakowoż, moim zdaniem, same
studia nie są wystarczające. Potrzebna jest szczególna empatia,
aby móc współodczuwać z bohaterem, często bez konieczności używania słów. Tego raczej
żadna uczelnia nie jest w stanie
nauczyć. Bardzo ważna jest także gotowość do wchodzenia z innymi w bliskie i szczere relacje.
niawą piszemy scenariusz filmu
fabularnego, opartego na wydarzeniach autentycznych. Nie
sądzę, żeby którykolwiek z tych
projektów zakończył się w 2015
roku. Myślę, że 2016 jest bardziej realny.
87. gala oscarowa odbędzie się
22 lutego w Teatrze Dolby w
Hollywood. Kiedy wylatuje Pani
do USA?
Pani plany na 2015 rok. Może
jakaś fabuła?
Jestem w trakcie przygotowań
do kolejnego dokumentu. Również niezwykle intymnego i jednocześnie bardzo trudnego do
realizacji. Będzie to film o szczególnym i bardzo wyczekiwanym
spotkaniu, w którym ogromne
szczęście miesza się ze strasznym bólem. Niestety, nic więcej
na razie nie mogę zdradzić. W
międzyczasie z Tomkiem Śred-
Lecę do Los Angeles już pod
koniec stycznia. 2 lutego jest
spotkanie wszystkich nominowanych do Oscara. Zaraz później
rozpoczyna się intensywny czas
promocji filmu, zatem praca wre!
Przed Panią najważniejsza ceremonia rozdania nagród filmowych. Czy (i jaka) kreacja na
galę już wybrana?
Sukienkę zaprojektowała mi Zosia Chylak. Właśnie pędzę zaraz
do przymiarki. Będzie czarna,
jedwabna, trochę połączenie
stylu Audrey Hepburn i francuskiego szyku.
Rozmawiała Jolanta Grudzińska
Pułtusk
W dniu urodzin Krzysztofa
Klenczona - 14 stycznia
- w Urzędzie Miejskim
w Pułtusku odbyła się
konferencja prasowa
inaugurująca III Pułtusk
Festiwal jego imienia.
Tegoroczna edycja Festiwalu rozpocznie się 26 czerwca i będzie
trwała trzy dni. Program przewiduje przeprowadzenie warsztatów muzycznych przez zawodowych artystów polskiej sceny
muzycznej. Mocnym punktem
wydarzeń festiwalowych jest co
roku konkurs, do którego mogą
zgłaszać się wykonawcy indywidualni oraz zespoły, począwszy
od dnia inauguracji - 14 stycznia
do 30 kwietnia.
Zainteresowani udziałem w Konkursie Festiwalowym proszeni są
o przesłanie formularza zgłoszeniowego na adres Urzędu Miejskiego. Szczegóły w na stronach
internetowych www.pultuskfestiwal.pl, www.pultusk.pl.
Podczas niedzielnego koncertu wystąpi zespół Czerwone Gitary, świętujący w tym roku jubileusz 50-lecia
pracy artystycznej.
Patronat nad przedsięwzięciem sprawuje
Alicja Klenczon.
Organizatorzy Festiwalu:
Burmistrz Miasta Pułtusk i Rada Miejska w Pułtusku
Stowarzyszenie „Wspólnota Polska”
Partnerzy Festiwalu:
Kongres Polonii Amerykańskiej
Fundacja im. Krzysztofa Klenczona
Akademia Humanistyczna im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku
Stowarzyszenie Muzyczne CHRISTOPHER im. Krzysztofa Klenczona
Stowarzyszenie „Polski Rock’n’Roll”
im. Krzysztofa Klenczona
Miejskie Centrum Kultury i Sztuki
w Pułtusku
Autor foto: UM Pułtusk
Będzie III Festiwal
Krzysztofa Klenczona
Spotkanie organizacyjne. W środku burmistrz Krzysztof Nuszkiewicz
reklama
4 | Z REGIONU
27 stycznia 2015 | www.tygodnikilustrowany.pl | TYGODNIK ILUSTROWANY
Budżet Pułtuska przyjęty
w nich oszczędności, że brakuje
inwestycji w poprawę wizerunku
miasta. Zabrakło
też utworzenia
specjalnej strefy
ekonomicznej.
Budżet przewiduje
dochody
Gminy w kwocie
84 769 195 zł. Wydatki na poziomie 82 408 000 zł. Nadwyżkę
budżetu w kwocie 2 361 195,00
zł z przeznaczeniem na planowaną spłatę zadłużenia oraz planowany zakup papierów wartościowych. Przychody budżetu
w kwocie 2 000 000 zł z tytułu
emisji papierów wartościowych
przeznaczone zostaną na spłatę
wcześniej zaciągniętych zobowiązań z tytułu ... emisji papierów wartościowych.
Po 6 godzinach dyskusji
1 głos przeciw, 2 osoby
niezdecydowane
Za przyjęciem było 15 radnych, przeciwko głosował 1, a
2 wstrzymało się od głosu. Tak
zakończyły się wielogodzinne
dyskusje na temat budżetu Miasta i Gminy Pułtusk. „Przeciwko” budżetowi w tym kształcie
był tylko jeden radny, Ryszard
Befinger. Niezdecydowani, to
Karnawał w pełni
Bal bardzo
nietypowy, ale
bardzo udany
Ponad siedemdziesiąt
osób bawiło się na II
Bezalkoholowym Balu
Karnawałowym, zorganizowanym 24 stycznia przez
Akcję Katolicką działającą
przy parafii farnej w Ciechanowie. Impreza odbyła
się w Gołotczyźnie. Imprezę po raz kolejny objął
patronatem honorowym
biskup płocki Piotr Libera.
•
Więcej w BRJ TV
członkach Krucjaty Wyzwolenia Człowieka – dodaje jeden
z głównych organizatorów - Leszek Szcząchor. - Bal był otwarty dla wszystkich i wzięli w nim
udział ludzie różnego wieku,
profesji: małżeństwa, studenci.
Szczególnie cieszy obecność ludzi młodych, którzy wciąż szukają dla siebie wzorców, sposobu na życie. Myślę, że nie wyszli
z balu zawiedzeni.
Wiele ciepłych słów organizatorzy i uczestnicy balu usłyszeli
z ust niespodziewanego gościa. Imprezę zaszczycił swoim
udziałem ordynariusz naszej
diecezji ks. bp Piotr Libera. Na-
Autor foto: Archiwum KP PSP w Ciechanowie
Po słowach powitania ze strony
organizatorów wspólną zabawę
rozpoczął polonez odtańczony
przez wszystkie pary. Uczestnicy Balu Bezalkoholowego
doskonale bawili się w rytm
największych światowych przebojów w wykonaniu zespołu
Verus z Zalesia. Nad całością
zabawy czuwał pełen energii,
profesjonalny wodzirej – Piotr
Folwarski.
Przy dobrej muzyce wspólne
tańce, korowody i pląsy trwały
przez całą noc. Panowała wspaniała atmosfera radosnej zabawy. Zabawy, która stała się wyśmienitą okazją do integrowania
środowisk wspólnotowych i rodzinnych, do promowania im-
prez bezalkoholowych .
- Nie musimy się „podkręcać” czymś mocniejszym, aby
cieszyć się swoją obecnością,
obecnością drugiego człowieka.
Tego typu bale, coraz bardziej
Na pierwszym planie senator Jan Maria Jackowski z mażonką
popularne zadają kłam dwóm
stereotypom: pierwszy: ludzie
wierzący, katolicy to najczęściej
„smutasy” i drugi: Polacy nie
umieją się bawić bez alkoholu –
podkreśla jedna z uczestniczek
sobotniej zabawy.
- Zorganizowaliśmy bal nie tylko z myślą o abstynentach czy
Burmistrz Krzysztof Nuszkiewicz
Autor fot. brj.tv
- Ireneusz Purgacz i Agnieszka
Zaleska.
W wystąpieniu, przed głosowaniem nad budżetem, Ireneusz
Purgacz zwrócił uwagę na fakt,
że radni decydowali o przyjęciu
budżetu, który jest wynikiem
pracy poprzedniego burmistrza,
Wojciecha Dębskiego. Autopoprawki obecnego burmistrza,
Krzysztofa Nuszkiewicza, były,
według niego pozbawione obietnic przedwyborczych nowego
burmistrza. Twierdził, że nie ma
tomiast wśród uczestników balu
zauważyliśmy m.in. senatora RP
okręgu płocko-ciechanowskiego
Jana Marię Jackowskiego z żoną,
który pogratulował organizatorom inicjatywy i wyraził nadzieję, że impreza Akcji Katolickiej
stanie się coroczną tradycją.
JR
Gmina Glinojeck
Spłonęły budynki
gospodarcze
Prawdopodobnie zaprószenie ognia przez osobę
nieletnią było przyczyną
pożaru w Faustynowie, gm.
Glinojeck. Spłonęły tam
dwa drewniane budynki
gospodarcze.
Pożar wybuchł 20 stycznia po
południu. - Budynki usytuowane były w niewielkiej odległości
od siebie (ok. 0,5 m) i przeznaczone na magazynowanie głównie materiałów opałowych oraz
drobnego sprzętu gospodarczego – relacjonuje Komenda
Powiatowa Państwowej Straży
Pożarnej. - Pożar stwarzał zagrożenie dla budynku mieszkalnego
oddalonego o ok. 6 m. W momencie przyjazdu zastępów
drewniane konstrukcje uległy
zawaleniu. Działania straży polegały na zabezpieczeniu miejsca
zdarzenia, a następnie ugaszeniu
pożaru trzema prądami wody.
Pozostałości przegarnięto dogaszając pojedyncze zarzewia.
Pomocy medycznej udzielono dwom kobietom. 78-letniej
właścicielce, która (jak oceniają
strażacy) najprawdopodobniej
wskutek nagromadzonych emocji posiadała trudności z oddychaniem oraz 54 – letniej użytkowniczce posesji. - Kobieta
prowadząc samodzielne działania ratownicze przed przyjazdem straży doznała poparzeń
prawej ręki – informują strażacy.
W akcji gaśniczej uczestniczyło
6 zastępów straży - 22 ratowników.
MSZ
Autor foto: Archiwum KP PSP w Ciechanowie
Nad projektem uchwały
budżetowej na 2015 rok
pochylili się 22 stycznia
radni Pułtuska.
Ogień strawił całkowicie obydwa budynki
LUDZIE | 5
TYGODNIK ILUSTROWANY | www.tygodnikilustrowany.pl | 27 stycznia 2015
POWIAT PRZASNYSKI:
Będzie kolej i gaz!
Jolanta Grudzińska: Rok 2014
oczami Starosty Powiatu Przasnyskiego, to?
Zenon Szczepankowski: To czas
bardzo twórczy, nie tylko pod kątem inwestycji, ale również z powodu przyznania powiatowi tytułu
Stolicy Kulturalnej Mazowsza. Odbyły się 53 duże przedsięwzięcia,
w których udział wzięło ponad 40
tysięcy osób.
Autor fot. brj.tv
Rok 2014 opisuje jako czas
wielkich perspektywicznych
planów gospodarczych
i społecznych oraz wielkich
inwestycji powiatowych. Był to
również rok kultury realizowany w ramach projektu Powiat
Przasnyski Stolicą Kultury
Mazowsza 2014. O planach
inwestycyjnych, strefie ekonomicznej, gazyfikacji powiatu
i reaktywacji linii kolejowej
rozmawiam z Zenonem Szczepankowskim, Starostą Powiatu
Przasnyskiego.
Zenon Szczepankowski
Jakie pierwsze decyzje zapadły podczas Sesji Rady Powiatu Przasnyskiego w nowym składzie?
Przede wszystkim został zatwierdzony budżet powiatu. Na początku
roku jest on zawsze nieco słabszy
niż w jego końcowej fazie. Ponad 22
mln zł zostały przewidziane na inwestycje. To kwota o prawie połowę
mniejsza niż w roku minionym. Jednak w zestawieniu z innymi powia-
tami, nie jest to zły wynik. W tym
roku czeka nas jeszcze sporo pracy,
która pozwoli nam powiększyć tę
pozycję w budżecie.
Bardzo ważne zadania powiat postawił sobie za punkt honoru, m.in.
program gazyfikacji powiatu i reaktywację linii kolejowej. Na jakim
etapie są działania zmierzające do
realizacji tych projektów?
Powiat przasnyski jest białą plamą
na mapie obszarów zgazyfikowanych. Nie jest to co prawda zadanie
powiatu, jednak dokładamy wszelkich starań, by zmienić istniejący
stan rzeczy. Wszelkie działania
zmierzające do skutecznego finału
inwestycji toczą się pod hasłem
stref ekonomicznych. Zaczęliśmy
od rozmów ze spółką gazowniczą
z Ciechanowa. Pierwsze ustalenia
już za nami. Rozmawialiśmy również z zarządem PGNiG. Myślę,
że wszyscy zrozumieli, że strefy
ekonomiczne bez gazu są ułomne. Przy okazji skorzystają na tym
wszyscy mieszkańcy. Ponieważ
jako powiat mamy takie możliwości, udostępniamy szereg działek,
gruntów do przejścia tego gazociągu. Wykupiliśmy w ostatnich latach około dwóch tysięcy działek,
na których będzie lokalizowana
strategiczna infrastruktura. Myślę,
że dzięki temu już w 2016 roku powiat przasnyski i jego mieszkańcy
będą mieli gaz.
W przypadku reaktywacji i budowy linii kolejowych, zacząłem
starania o reaktywację linii nr 35
Ostrołęka-Chorzele-Wielbark.
Jest to jeden z warunków, jaki
podają inwestorzy chcący loko-
Powiat płoński:
Znajdować wspólne rozwiązania
Jolanta Grudzińska: Rok 2014 zakończył się dla Państwa pomyślnie.
Połowa stycznia za nami. Co udało
się osiągnąć do tej pory? Większość
w radzie, jaką ma PSL, pozwala na
działanie bez zakłóceń?
Andrzej Stolpa: Decyzje zapadają
w drodze konsensusu. Każdy z nas
ma jeden głos. Do tej pory udawało
nam się znajdować wspólne rozwiązania. Wierzę, że tak będzie dalej.
Budżet na 2015 rok. Czy jest korzystny? Powoli na realizację wszelkich zamierzeń?
Andrzej Stolpa: Budżet był przygotowywany z myślą o pozyskaniu
środków unijnych. Największą uwa-
gę przywiązywaliśmy do tego, żeby
znalazły się w nim pieniądze na
opracowanie tych projektów, które
później będziemy mogli ewentualnie
realizować ze środków unijnych. Według naszej oceny, fizyczna realizacja
programów unijnych nastąpi w roku
2016 oraz w latach późniejszych.
Dobrze będzie, jeśli w tym roku
zostaną ogłoszone pierwsze nabory wniosków. Chcielibyśmy być do
nich przygotowani.
Bogate doświadczenie Pani Starosty, na stanowisku Dyrektor Gminnego Zespołu Szkół w Czerwińsku,
pozwala na wnikliwą analizę środowiska edukacyjnego w powiecie.
Czy środki pozyskane z zewnątrz
również trafią na wzbogacenie bazy
dydaktycznej i podniesienie umiejętności uczniów?
Anna Dumińska – Kierska: W powiecie płońskim posiadamy bogatą
strukturę szkół ponadgimnazjalnych.
Funkcjonuje 5 liceów ogólnokształcących, 4 technika, 4 szkoły zawodowe i 2 szkoły specjalne. Wymienione
placówki zaspokajają potrzeby, w zakresie edukacji, powiatu płońskiego.
Mamy również bardzo dobrą infrastrukturę oświatową. W Zespole
Szkół nr 3 aktualnie trwa inwestycja,
której pierwszy etap już się zakończył. Zakończenie zaplanowano na
2016 rok. Cały czas zastanawiamy się
nad takim rozwiązaniem, które jak
najlepiej mogłoby służyć młodzieży
gatury Kuratorium Oświaty. I LO
im. Henryka Sienkiewicza miało
100 proc. zdawalności, zaś wszystkie
szkoły ponadgimnazjalne otrzymały
wynik na poziomie 92 proc. Przypomnę tylko, że średnia w wojewódz-
Autor fot. brj.tv
O planach na nową kadencję, budżecie powiatu, sytuacji płońskiego szpitala
oraz stacjonarnego punktu
poboru krwi, edukacji, możliwościach rozwoju biznesu
i Regionalnych Instrumentach Terytorialnych rozmawiam ze Starosta Powiatu
Płońskiego - Andrzejem
Stolpą oraz z Wicestarostą
Powiatu Płońskiego - Anną
Dumińską-Kierską.
Andrzej Stolpa i Anna Dumińska-Kierska
w zakresie szkolnictwa zawodowego. Tu jest najwięcej do zrobienia.
W tym miejscu bardzo chciałabym
pochwalić absolwentów płońskich
szkół, którzy bardzo dobrze wypadają podczas egzaminu maturalnego.
W roku ubiegłym osiągnęli najlepszy
wynik wśród powiatów wchodzących w skład ciechanowskiej dele-
twie mazowieckim wyniosła około
83 proc. Jesteśmy bardzo dumni. Ponadto I L, w rankingu „Perspektyw”
osiągnęło 117. Miejsce. Wszystkie
szkoły pracują na bardzo dobrym poziomie i czynią wiele starań by był on
jeszcze wyższy. Edukacja to bardzo
ważny obszar funkcjonowania powiatu. Sama wielkość budżetu o tym
wać swoje biznesy na terenie powiatu przasnyskiego. W trakcie
rozmów doszliśmy do wniosku,
że strefa przasnyska bez linii kolejowej będzie zacofana. Powstał
projekt, który zakłada połączenie
dwóch magistrali, nr 9 biegnącej przez Ciechanów z magistralą
nr 35, która biegnie przez Chorzele. Pomocny w argumentacji
był program Pendolino. Nie jest
możliwe wprowadzenie na tory,
którymi porusza się Pendolino,
pociągów towarowych, wolniejszych i stanowiących przeszkodę
dla szybkiego pociągu. W związku
z tym, konieczne jest uruchomienie linii zapasowej dla transportu
towarowego i rozwoju przemysłu
województwa mazowieckiego. Powstała idea, by część transportu
przekierować przez Ciechanów na
linię nr 35. Pomysł uzyskał dużą
aprobatę władz województwa oraz
Minister Infrastruktury i Rozwoju Marii Wasiak, która podpisała
kontrakt terytorialny zawierający
w sobie punkt łącznika. Podsumowując: inwestycja łącznika będzie
realizowana.
•
Całość wywiadu dostępna na
stronie www.brjtv.pl
świadczy. Z 80 mln całego budżetu,
aż 36 mln przeznaczonych jest na
oświatę. Uważam, że nową dziedziną, która trzeba wdrażać i kreować
w szkołach to wyposażanie uczniów
w takie umiejętności, jak autoprezentacja, zdolność komunikacji, nauka posługiwania się nowoczesnymi
technologiami itp. Trzeba nad tym
pracować. Dobrze wykształcony
obywatel to gwarancja dobrze rozwiniętego społeczeństwa. Powiat płoński zawsze wykorzystywał szanse na
pozyskiwanie środków unijnych. Jeżeli pojawiały się takie możliwości,
projekty z których można było korzystać, projekty były pisane. Ostatnie z nich dotyczyły szkolnictwa
zawodowego. Teraz także będziemy
składać nowe projekty.
Jest Pan ekspertem oceniającym
wnioski w Mazowieckiej Jednostce
Wdrażania Programów Unijnych.
Jak wypada powiat płoński na tle powiatów sąsiednich jeżeli chodzi o pozyskiwanie owych środków?
Andrzej Stopla: Myślę, że bardzo
dobrze. Mam podstawy, aby tak
twierdzić. W 2013 roku zostaliśmy
nagrodzeni statuetką przyznawaną
przez Marszałka Województwa Mazowieckiego, jako lider Regionalnego Programu Operacyjnego. Wśród
powiatów zajęliśmy drugie miejsce.
•
Pełen zapis wywiadu na www.brjtv.pl Jolanta Grudzińska
6 | SPOŁECZEŃSTWO
27 stycznia 2015 | www.tygodnikilustrowany.pl | TYGODNIK ILUSTROWANY
Janusz Zalewski
Powroty – ulica Nadrzeczna (3)
Po incydencie w bazie
samochodowej, Henio też
popadł w niełaskę u mojej mamy, więc nudziłem
się jak mops zbijając bąki
w ogrodzie dziadków, bo
na dodatek dostałem „zakaz opuszczania koszar”.
Ogród rozciągał się od
ulicy do samej rzeki i sam
w sobie stanowił znaczną
atrakcję, ze względu na
jabłka papierówki i antonówki, śliwki węgierki
i gruszki klapsy i inne niżej
rosnące owoce na krzakach. Ku niezadowoleniu
mojej babki, częste i nieuprawnione wizyty w tym
ogrodzie składali moi
koledzy z ulicy, czasami
rozcinając siatkę. Właśnie
przez taką dziurę w siatce
wydostałem się na sąsiednią posesję, która należała
do młyna, a przynajmniej
była do niego przyległa.
Po incydencie w bazie samochodowej, Henio też popadł
w niełaskę u mojej mamy, więc
nudziłem się jak mops zbijając
bąki w ogrodzie dziadków, bo na
dodatek dostałem „zakaz opuszczania koszar”. Ogród rozciągał się od ulicy do samej rzeki
i sam w sobie stanowił znaczną
atrakcję, ze względu na jabłka
papierówki i antonówki, śliwki
węgierki i gruszki klapsy i inne
niżej rosnące owoce na krzakach. Ku niezadowoleniu mojej
babki, częste i nieuprawnione
wizyty w tym ogrodzie składali moi koledzy z ulicy, czasami
rozcinając siatkę. Właśnie przez
taką dziurę w siatce wydostałem
się na sąsiednią posesję, która
należała do młyna, a przynajmniej była do niego przyległa.
Na tym terenie stała pokaźnych
rozmiarów stodoła, która służyła za magazyn zboża przywożonego na przemiał. Ale dla
nas, ta stodoła było obiektem
o zupełnie innym przeznaczeniu. Po prostu, biegaliśmy na
wyścigi dokoła stodoły – na wytrzymałość, jak się mówiło, kto
przebiegnie więcej okrążeń bez
odpoczynku. Sto okrążeń było
normą, która nobilitowała biegacza i wróżyła mu, jak wierzyliśmy, olimpijska karierę. Był to
jeden z niewielu sportów, poza
toczeniem obręczy i grą w palanta, które namiętnie uprawialiśmy, bo nie wymagał żadnego
ekwipunku – można było biegać
na bosaka. Tym razem jednak,
chłopacy, tak właśnie się mówiło – „chłopacy”, zapadli się jakby pod ziemię. Były tylko dwie
możliwości, żeby ich znaleźć,
albo siedzieli u kowala, albo
grali w palanta na placu. Ponieważ była niedziela, to wizyta
u kowala odpadała. Udałem się
więc na plac, tyle że musiałem
przejść na czworakach poniżej
okien naszego domu, żeby szanowna matula mnie znowu nie
przyuważyła, że opuszczam domostwo i udaję się w rajzę, jak
mówił ojciec.
Plac – swoją niezmierzoną dla
nas przestrzenią – rozdzielał kowala od kamienicy Kalfusa, więc
doszedłem do kamienicy, wyjrzałem za róg, czy nie ma nikogo na
placu, ale plac był pusty. Zrezygnowany usiadłem na krawężniku
przed budynkiem i zacząłem rozmyślać, co też mogło się wydarzyć
że wszyscy nagle poznikali.
Kamienica była jednym z kilku
wyjątkowych obiektów na Nadrzecznej i chyba jednym z najbardziej historycznych. Wtedy
o tym nie wiedzieliśmy, a nawet
jeśli ktoś wspomniał, to nikogo
to nie obchodziło – przed wojną była w niej szkoła żydowska.
Tak opisuje to Nachman Grosbard we wspomnieniach opublikowanych w książce o ciechanowskich Żydach „Yiskor-bukh
fun der Tshekhanover Yidisher
kehile” (red. A. Wolf Jasny,
Tel-Aviv, 1962, jęz. jidisz i hebrajski; tłum. angielskie opublikowano w 2013 r. – ISBN
978-1-939561091; na Internecie jest pod adresem: http://
www.jewishgen.org/yizkor/
Ciechanow/Ciechanow.html).
„Pamiętam tę ulicę tak dobrze, bo
była tam siedmioklasowa szkoła
powszechna dla dzieci żydowskich, z polskim jako językiem
wykładowym. Przez cały dzień
wrzało w niej jak w ulu. [...]
Szkoła mieściła się w dużym dwupiętrowym budynku. Pokoje były
bardzo jasne, ale ich zatłoczenie
było jeszcze większe i zajęcia prowadzono na dwie zmiany.”
O znaczeniu populacji żydowskiej w historii Ciechanowa do-
wiedziałem się w przedziwny
sposób i to bynajmniej nie w samym Ciechanowie ani nawet
nie w Polsce. W latach studenckich wybrałem się z kolegą do
Monachium, gdzie krzewiliśmy
przyjaźń polsko-zachodnioniemiecką i dorabialiśmy pracując
przy przeładunkach, otrzymując
robotę z tamtejszej spółdzielni studenckiej. Moim kompanem był przyjaciel ze studiów,
Andrzej T., ksywa Tierena,
bratanek szanowanego ciechanowskiego prałata i brat znanego w Ciechanowie dentysty.
Mieszkaliśmy w niezwykłym
miejscu pod Monachium, dokąd
można było dojechać miejskim
tramwajem, które nazywało się
Kapuzinerhölzl i posiadało ol-
brzymi namiot, o pojemności
jakieś 300 osób, które zupełnie
za darmo mogły tam nocować
przez całe lato. Płaciło się tylko
za materac i pościel, jeśli się takowych nie miało.
To przedziwne zdarzenie polegało na tym, że siedzimy sobie
kiedyś przed tym namiotem
z Tiereną, popijamy jedno z monachijskich piw produkowane
przez tamtejszych mnichów,
nie pamiętam dokładnie, Augustiner lub Franziskaner podtrzymując dobrą ciechanowska
tradycję i rozmawiając o podbojach sercowych z przemiłymi Amerykankami z Kalifornii,
które – ze względu na ich złote
zęby – początkowo wzięliśmy za
Meksykanki, gdy podchodzi do
nas para młodych ludzi i pytają,
czy jesteśmy z Nowej Zelandii?
Duże zdziwienie z naszej strony,
bo czyżby nasz angielski był taki
nowozelandzki? Więc odpowiadam, że nie, ale chcę wiedzieć
skąd to przypuszczenie? Odpowiedź brzmiała: – „Bo pijecie piwo tak wcześnie rano, jak
tylko tam to robią!” Była godzina 5:30 letnią porą i już było
w pełni widno, więc dlaczego
nie zacząć dnia od piwa – odpowiedziałem.
Młodzi przybysze właśnie dotarli do Monachium pociągiem
prosto z Paryża i wybierali się
obejrzeć KL Dachau, ale przyjęli zaproszenie i na chwilę dołączyli do nas, żeby zregenerować piwkiem siły. Od słowa do
słowa, okazało się że pochodzą
z Tel-Awiwu, a zadającym pytania był nasz rówieśnik o nazwisku Asher Landau. Nigdy nie
zapomnę jego szeroko otwartych oczu i ust, i dygoczących
policzków, gdy na pytanie skąd
w Polsce przybywamy, odpowiedziałem, że z Ciechanowa.
Janusz Zalewski
Janusz Zalewski w roku 1967 ukończył
Liceum Ogólnokształcące im. Zygmunta Krasińskiego w Ciechanowie.
W 1973 r. otrzymał dyplom inżyniera
elektronika, ze specjalnością automatyka, na Wydziale Elektroniki Politechniki Warszawskiej, a doktorat z informatyki obronił na Wydziale Elektrycznym
tejże uczelni w roku 1979. Od ukończenia studiów pracował w Instytutach Badań Jądrowych: w Warszawie i w Świerku. W 1989 r. wyemigrował do USA,
gdzie pracował w laboratoriach jądrowych Superconducting Super Collider
oraz Lawrence Livermore National
Lab, oraz uczył informatyki w Teksasie
i na Florydzie. Odbywał staże w centrum badań kosmicznych NASA Ames
w Kalifornii i w laboratoriach Amerykańskich Sił Powietrznych w Rome
w stanie Nowy Jork. Obecnie wykłada
informatykę i inżynierię oprogramowania na Florida Gulf Coast University,
w Fort Myers. W wolnym czasie pisze
eseje i tłumaczy na język polski poezję
amerykańską, którą publikował w „Odrze” i „Nowej Okolicy Poetów”, a ostatnio miał okazję zaprezentować na
scenie Teatru Polskiego w Warszawie.
Prywatnie, jest niezmiernie wdzięczny
swoim ciechanowskim nauczycielom
za doskonałe przygotowanie go do stawiania czoła wyzwaniom współczesnego świata.
Po opanowaniu szoku, wyjaśnił
nam, że właśnie tam mieszkali
jego dziadkowie i tamże urodzili się jego rodzice. To on
opowiedział nam historię przedwojennego Ciechanowa, jaką
znał z przekazów rodzinnych,
i sam z nieukrywaną ciekawością słuchał, co my mieliśmy
do powiedzenia o współcześnie
znanych nam miejscach. Wtedy
też dowiedzieliśmy się o istnieniu słowa, którego wcześniej nie
słyszeliśmy albo nie zwracaliśmy
na nie uwagi – semityzm.
No więc, siedzę sobie na krawężniku i rozmyślam nad tym, gdzie
może być ta cała hałastra, jak mówiła o nich moja babka. Wtem,
nie wiadomo skąd pojawił się Kulas, który nosił to okrutnie bezlitosne przezwisko, bo przeszedł
w dzieciństwie chorobę Heinego-Medina, co nazywaliśmy po prostu heinemediną. Kulas był trochę od nas starszy, ale ponieważ
nie mógł biegać ani skakać i kiepsko rzucał, zawsze od nas odstawał i pędził żywot samotnika.
•
cd - str. 11
EXTRA WYDARZENIA | 7
TYGODNIK ILUSTROWANY | www.tygodnikilustrowany.pl | 27 stycznia 2015
EXTRA CIECHANÓW | Wydarzenia
Regionalia w „Jedynce” na Orylskiej
Ciechanowski styczeń 1945 – hitlerowska
zbrodnia i radość wyzwolenia
Obchodząca w 2015 roku
80-lecie misji oświatowej
w służbie społeczności
Ciechanowa słynna „Jedynka” z Orylskiej, tegoroczną edycję projektu
spotkań edukacyjnych
z udziałem partnerów
społecznych szkoły, rozpoczęła od zorganizowania
styczniowej sesji poznawczej poświęconej przebiegowi operacji Armii Czerwonej w ramach Ofensywy
Styczniowej 1945 na północnym Mazowszu, w tym
wyzwoleniu Ciechanowa
i tragicznym wydarzeniom
ostatnich godzin okupacji
w mieście.
racyjnych jednostek 2. Frontu
Białoruskiego w ramach przygotowywanej kampanii zimowej
1945, ze skupieniem uwagi na
celach strategicznych w obszarze północnego Mazowsza.
W kolejnym segmencie prelekcji Andrzej Piotrowski scharakteryzował główne komponenty
strukturalne potencjału ofensywnego 2. Frontu Białoruskiego, przedstawiając cztery armie
polowe skierowane na główny
kierunek uderzenia obejmujący
miejscowości północno-mazowieckie – tj. 48. Armię dowodzoną przez gen. lejt. N. Gusiewa, 65. Armię (dow. gen. płk P.
Batow), 70. Armię (dow. gen.
Prelekcję rozpoczęło omówienie obrazu dyslokacyjnego
oraz strukturalnego na poziomie strategicznym potencjałów
militarnych ZSRR i III Rzeszy
rozmieszczonych wzdłuż linii
Frontu Wschodniego w okresie
zastoju walk w końcowym okresie roku 1944 i na początku roku
1945. Drugi blok tematyczny
objął przedstawienie ogólnych
danych o uzbrojeniu i zasobach
osobowych oraz zadaniach ope-
Przedostatni blok tematyczny
zajął się przebiegiem walk jednostek 2. Armii Uderzeniowej
– 98. Korpusu Armijnego (dow.
gen. lejt. G. Anisimow) i 108.
Korpusu Armijnego (dow. gen.
lejt. W. Polenow) z udziałem 8.
Chrzanówek i Władysławowo,
gdzie radzieckie natarcie ponosząc duże straty napotkało zacięty opór oddziałów z 7. Dywizji
Piechoty i 7. Korpusu Pancernego Wehrmachtu – wobec czego
dowództwo radzieckie zadecydowało o szybkim wyzwoleniu
Ciechanowa z manewru oskrzydlającego, kierując do miasta
58. i 60. Brygadę Pancerną z 8.
SKPG przez Krubin i Szczurzyn, a 59. Brygadę Pancerną
przez Grędzice, Sokołówek
i Niechodzin, także zarządzając
siłami 23. Brygady Zmechanizowanej oskrzydlenie miasta marszem przez Opinogórę Górną
i Niestum do linii kolejowej Ciechanów – Mława. W tym czasie
pozostałe jednostki 8. SKPG i 108.
KA w składzie
46., 90. i 372 Dywizji
Piechoty
kontynuowały
p r zeł amy wan i e
niemieckiej obrony wzdłuż szosy
Pomorze-Ciechanów.
W ostatniej części
prezentacji przywołana
została
faktografia z przebiegu wyzwalania
Ciechanowa przez
żołnierzy radzieckich, co nastąpiło
ostatecznie
ok.
godz. 14-stej 17
stycznia. Również
w yszczególnione zostały straty
Armii Czerwonej
w czasie omaAndrzej Piotrowski
wianych walk –
Samodzielnego Korpusu Pan- których świadectwem są m.in.
cernego Gwardii (dow. gen. lejt. Cmentarze Wojenne w Kleszewojsk panc. A. Popow) ze skła- wie k/Pułtuska, gdzie spoczęło
du 5. Armii Pancernej Gwardii 16.643 żołnierzy radzieckich,
(dow. gen. mjr wojsk panc. P. Ju- i w Bolęcinie z 2.484 żołnierskidin) – które ruszyły nad ranem mi mogiłami.
17 stycznia 1945 roku z pozycji
wyjściowych na linii miejsco- Finalnym punktem poznawczej
wości Pomorze w kierunku Cie- sesji w „Jedynce”, która przychanowa. Tu prelegent rozwinął padła w przededniu także 70.
opis sytuacji w okolicach wsi rocznicy ostatniego masowego
Foto: Z archiwum I LO PUL w Ciechanowie
W przeddzień 70-tej rocznicy wyzwolenia Ciechanowa
przez jednostki 2. Frontu
Białoruskiego dowodzonego przez marsz. Konstantego Rokossowskiego,
ciechanowski regionalista
i miłośnik historii wojskowości Andrzej Piotrowski przedstawił uczniom
klas mundurowych I Liceum Ogólnokształcącego
Płockiego Uniwersytetu
Ludowego w Ciechanowie wykład pt. „Operacja
Styczniowa 1945 Armii
Czerwonej przeciwko wojskom hitlerowskiej III
Rzeszy – wyzwolenie Ciechanowa”. Na prezentację
złożyło się sześć sekwencji
tematycznych o różnym
stopniu szczegółowości.
operacji (opady śniegu, zamiecie i zawieje, zamglenie) – co
uniemożliwiło użycie lotnictwa
rozpoznawczego i bojowego,
utrudniało rozpoznawanie celów i rezultatów ostrzału artyleryjskiego, zakłócało koordynację działań poszczególnych
związków bojowych w trakcie
natarcia, itp., rzutując tym na
opóźnienia realizacji założonych
zadań operacyjnych.
płk W. Popow) oraz 2. Armię
Uderzeniową (dow. gen. płk I.
Fiediuninskij).
Czwarta sekwencja wypowiedzi
poświęcona została zobrazowaniu przebiegu działań ofensywnych 48., 65. i 70. Armii oraz
2. Armii Uderzeniowej od dnia
14 stycznia 1945, z uwzględnieniem skutków załamania pogody w dwóch pierwszych dobach
mordu faszystowskiego w Ciechanowie, było przedstawienie
młodzieży treści protokołu sporządzonego w dniu 18 stycznia
1945 roku wspólnie przez żołnierzy Armii Czerwonej z płk.
P.S. Poluchinem i przedstawicieli społeczności ciechanowskiej z ks. wikariuszem Józefem
Orłowskim – administratorem
Parafii Narodzenia Najświętszej Marii Panny w Ciechanowie, spisanego wobec ujawnienia hitlerowskiej zbrodni na 98
Polakach zamordowanych na
dziedzińcu Ratusza (74 ofiary)
i na podwórzu siedziby Sicherheitspolizei przy ulicy Śląskiej
7 (24 ofiary) – bestialsko zabitych w dniu 16 stycznia 1945
roku na kilkanaście godzin
przed wyzwoleniem miasta. Po
stronie radzieckiej w sporządzeniu protokołu uczestniczyli
także (wg podpisów) – kpt. A.I.
Cyganov, st. lejt. (-) Samsonov,
st. lejt. M.A. Ures, sierż. O.M.
Biueten, sierż. (-) Dereswiannikov oraz szer. M.E. Sestanov.
W imieniu społeczności miasta
w czynnościach wraz z ks. J.
Orłowskim udział wzięli (wg.
podpisów) – Z. Chodkowska,
M. Gołębiewska, S. Gołębiewska, P.B. Matuszewski, J.P.
Mogońkow, A. Ozdarska, M.
Pepłowski oraz A. Pietrzak.
Zgodnie z dokumentem w trakcie oględzin zwłok rozpoznano
szesnaście osób. W działaniach
identyfikacyjnych uczestniczył
też Ryszard Rożnowski – cudem ocalały z nocnej egzekucji,
który mimo odniesionej rany
zdołał uciec z terenu zagłady.
Przygotowując referat Andrzej
Piotrowski oparł się m.in. na publikacjach Kazimierza Sobczaka
pt. „Operacja mazowiecko-mazurska 1944-1945”, MON Warszawa 1967, oraz Steve’a Crawforda pt. „Front wschodni dzień
po dniu 1941-1945” (tyt. oryg.
Eastern front day by day), Wyd.
Olesiejuk Sp. z o.o., Ożarów
Maz. 2009.
KAROL PODGÓRNY
8 | REKLAMA
EXTRA FIRMA
27 stycznia 2015 | www.tygodnikilustrowany.pl | TYGODNIK ILUSTROWANY
REKLAMA | 9
TYGODNIK ILUSTROWANY | www.tygodnikilustrowany.pl | 27 stycznia 2015
EXTRA USŁUGI
OGŁOSZENIA DROBNE
BUDOWLANE
Kierownik budowy, świadectwa
energetyczne, kosztorysy, inwentaryzacje.
Tel. 504 544 024
Kierownik budowy, projekty,
kosztorysy.
Tel. 606 399 121
Usługi dekarskie, remonty, docieplenia. Tel. 516 041 155
Projekty budowlane wraz z załatweniem wszystkich formalności.
Tel. 796 100 703
NIERUCHOMOŚCI
Sprzedam mieszkanie 45 m2. VIII
p. ul. Sikorskiego 4a.
Tel. 883 666 608
KOMOROWSKI Biuro Pośrednictwa i Zarządzania Nieruchomościami Ciechanów Pl. T.
Kościuszki 13
(I piętro)
www.komorowskinieruchomosci.pl
tel. 790 258 011, 23 672 72 71
POLECAMY USŁUGI
ZARZĄDZANIA
I ADMINISTROWANIA
WSPÓLNOT MIESZKANIOWYCH
Na sprzedaż:
- Dom z usługami przy ul.
Kolbego. 335 tys. zł,
- Dom przy Płońskiej 690 tys. zł,
- Nowy dom k/Gąsocina 290
tys. zł,
- KAMIENICA w Pułtusku,
- Dom w środku Ciechanowa 525 tys. zł,
- LUKSUSOWY NOWY DOM k/
Ciechanowa,
- Dom z lokalami handlowymi,
Gąsocin,
- Dwurodzinny dom - 249 tyś.
zł,
- Dom z lokalem na Kargoszynie - 650 tys. zł,
- Dom na działce 2042 m2 - 95
tys. zł,
- Dom + 3,5 ha Śródborze gm.
Glinojeck - 230 tyś, zł,
- Dom 250 m2 w Ciechanowie
– świetna lokalizacja
- Dom w Konopkach,
- Dom stan surowy otwarty 16
km od Ciechanowa, 169 tyś.,
- Dom piętrowy z budynkiem
mag-prod. i garażem w Mławie
- 255 tys. zł,
- Mały dom + 0,84 ha na wsi 250 tys. zł,
- Dom w stanie deweloperskim
Gąsocin,
- PRZYCHODNIA Z APTEKĄ W
KONOPKACH,
- NOWY dom na działce 0,87
ha, ładny staw, gm. Krasne,
- Dom, stan surowy, Chruszczewo - 188 tys. zł,
- Dom w stanie surowym
zamkniętym 2 km od Ciechanowa,
- Dom drewniany, 13 km od
C-nowa - 40 tys. zł,
- Dom wypoczynkowy na Mazurach - 225 tys. zł,
- Dom w Sinogórze - 195 tyś.
zł,
- Pawilon handlowy C-nów
Centrum 110 tys. zł,
- M-5, 73,1 mkw. II p. z windą
210 tys. zł,
- M-3 przy ulicy Warszawskiej,
- PILNIE M-3, 54,7m2 + garaż,
Opinogóra- 119 tys. zł,
- M-4 65,0 m2 - Jeziorko, 169
tys. zł,
- M-5 68,7 m2, Okrzei, parter
-180 tys. zł,
- M-5 73,8 m2 oraz garaż, os.
40-lecia - 195 tys. zł,
- M-5, 134,5 m2, ul. Sienkiewicza - 187 tys. zł,
- Kawalerka w Toruniu - 165
tyś. zł,
- NOWE mieszkania w CENTRUM C-nowa,
- Mieszkanie 220m2, Działdowo - 370 tys. zł,
- Działki budowlane od 33,5
tys. zł,
- Działka pod bud. komercyjne,
- Działka we Władysławowie 69 tyś. zł,
- Działka Lekowo - 33,5 tys. zł,
- Działka 0,8 ha, Pniewo-Czeruchy - 70 tyś. zł,
- Działka z rozpoczętą budową
domu, 9 km od Ciechanowa 145 tys. zł,
- Działka C-ów ul. Wesoła 1,75
ha - 395 tys. zł,
- Działka C-ów ul. Kosynierów
822m2 - 79 tyś. zł,
- Działka budowlana 760 m2,
okolice Warszawy - 160 tys. zł,
- Działka Przasnysz 0,5 ha 550 tys. zł.
- Działka budowlana 0,6 ha w
m. Ościsłowo - 160 tys. zł,
- Działka 1,38 ha (z podziałem na 7 działek) ze stajnią
i stawem, 5 km od Ciechanowa,
- Działka 900 m2. Gąsocin
Centrum - 45 tyś. zł,
- Działka 5 km od Ciechanowa
1000m2 - 40 tyś. zł,
- Działka w Gołotczyźnie,
budowlana 3323 m2,
- Działka rolno-leśna 1,58 ha
gm. Glinojeck - 35 tys. zł,
- Działka 924 m2, Gąski - 50
tys. zł,
- Działka pod budownictwo
wielorodzinne 1,5 ha,
- Grunty rolnicze 4,4 ha - 139
tys. zł,
- Grunty rolnicze 3,7 ha, Rydzewo, 125 tys. zł
- DUŻE siedlisko 12 km od C-nowa - 395 tys. zł
- Siedlisko nad Wkrą - 159 tys.
zł,
- Zakład produkcyjny - 600
tys. zł,
- Zakład produkcyjno-magazynowy - 195 tys. zł
- Działka z dwoma budynkami
w Unierzyżu - 198 tyś. zł,
- Budynek handlowo-magazynowy 411 m2, Ciechanów
Centrum - 750 tys. zł,
- Gospodarstwo agroturystyczne okolice Ciechanowa - 870
tys. zł.
- Lokal handlowo-usług, Działdowo - 465 tys. zł.
Do wynajęcia:
- Magazyn 143 m2, Centrum,
2440 zł + VAT/m-c,
- Lokal 400 m2 przy drodze
krajowej - 6600 + VAT
- Mieszkania o pow. od 40 do
90 m2,
- Pomieszczenia handlowe i
biurowe w Centrum Ciechanowa od 20 do 250 m2, cena:
15-50 zł/m2 netto
- Działdowo, lokal usługowobiurowy 150 m2. 2500 zł,
- Budynek handlowo-magazynowy 445 m2, C-ów Centrum,
cena 3800 zł/m-c netto,
Pokoje - noclegi. 30 zł doba.
Możliwość wystawienia
faktury VAT.
Tel. 694 240 945
Sprzedam M-4
tel. 664 714 570
Sprzedam dom,
tel. 502 304 245
Wynajmę lokal 64 m2,
tel. 602 270 497
SPRZEDAM
4 opony letnie z felgami
175/70/13
4 opony zimowe z felgami
175/70/13
Cena za 1 szt. - 50 zł.
Tel. 785 537 696
USŁUGI
Usługi BHP i PPOŻ.
Szkolenia, doradztwo, ocena
ryzyka zawodowego.
Tel. 696 659 423
Usługi koparką JCB 4 CX,
kruszywa, żwir, czarnoziem.
Ciechanów. Tel. 602 711 443
Kredyty bankowe chwilówki.
Tel. 500 407 047
Pożyczka Ananas od 300 do 1500,
dojeżdżamy do klienta.
Tel. 506 914 491; 606 545 877
SZYBKA NOWOROCZNA POŻYCZKA
OD ZARAZ.
Bez zbędnych formalności, pieniądze w 15 minut.
Nie zwlekaj – zadwoń już dziś:
324207389
Serwis komputerów. Dojazd gratis.
Tel. 602 336 396
ZDROWIE
Medycyna naturalna, masaże, świecowanie uszu, wróżbiarstwo.
Tel. 602 842 374
•
ogłoszeniA drobne również na www.tygodnikilustrowany.pl
10 | EXTRA WYDARZENIA
Dyrektor Radia „społecznym” doradcą
prezydenta
Obiektywnie rzecz
ujmując
Czy dziennikarze mogą
doradzać politykom?
Aktywni zawodowo z
całą pewnością nie. Nie
powinni. Bo oczywiście
jeśli będą chcieli, to …
kto im zabroni?
W skład grupy doradców prezydenta Ciechanowa Krzysztofa Kosińskiego weszli przedstawiciele różnych środowisk.
W tym: Jerzy Bralczyk, Szymon Kołecki, Danuta Drzewiecka, Marcin Stryczyński,
Józef Borkowski, Adam Stępkowski, Ryszard Sobotko,
Marek Jakubiak, Krzysztof
Kubiak, Dariusz Węcławski,
Mirosław Szymańczyk, Bożena Kapczyńska, Hanna Miłoboszewska, Grzegorz Koc,
Teresa Kaczorowska, Zdzisław Piotrowski, ks. Krzysztof
Jończyk, Adrian Brzozowski.
Jedną z osób, które wyrazi-
ły zgodę na udział w pracach
tego gremium jest ksiądz
Krzysztof Jończyk, dyrektor
Katolickiego Radia Diecezji
Płockiej.
Znalazł się wśród wielu innych osób, reprezentujących
różne środowiska społeczne,
zawodowe i gospodarcze, jakie dołączyły do grona osób
w s p ó ł o d p ow i ed z i a l ny c h
choćby za kierunki rozwoju
miasta.
Czy przedstawiciele mediów
mogą i powinni brać udział w
sprawowaniu urzędów przez
samorządowców?
- Władza nie jest wszechwiedząca, musi wsłuchiwać się w
opinie mieszkańców i ekspertów w konkretnych dziedzinach życia. Stąd pomysł stworzenia grupy doradczej, która
co najważniejsze będzie funkcjonowała bez jakiegokolwiek
wynagrodzenia, społecznie, w
ramach indywidualnego zaan-
27 stycznia 2015 | www.tygodnikilustrowany.pl | TYGODNIK ILUSTROWANY
gażowania na rzecz rozwoju
miasta – mówi Krzysztof Kosiński, prezydent Ciechanowa.
O ile nie dziwi obecność w
składzie takiego gremium
przedstawicieli
środowisk
społecznych, a nawet biznesu,
to przedstawiciele mediów, i
sami dziennikarze, zachować
powinni bezstronność, obiektywność.
Nie da się ich zachować biorąc
przecież współodpowiedzialność za podejmowane przez
samorząd działania.
Bo i jak negatywnie ocenić
pracę takiego prezydenta miasta, jeśli bierze się samemu
udział w pracach organu doradczego? Jak ocenić choćby
odrobinę krytycznie efekt decyzji, które się wcześniej samemu rekomendowało? Nie
da się.
Dodatkowej pikanterii sprawie dodaje fakt, że dyrektor
KRDP jest przecież … księdzem.
Czy rozdział Kościoła od państwa i nieuczestniczenie księży w działaniach samorządu
to już tylko, za przeproszeniem, „pobożne” życzenia?
Norbert Orłowski
Coraz lepsza technika
Mała nakładka, czyli
z żoną lepiej się nie kłócić
W 1998 r. wszedł na ekrany
amerykański film sensacyjny
„Wróg publiczny”. To w nim,
na długo przed Wikileaks
i Snowdenem mogliśmy
zobaczyć jak perfekcyjnie
służby specjalne mogą inwigilować obywateli. Nie zawsze
w słusznej sprawie.
Główny bohater grany przez Willa
Smitha przypadkowo wchodzi w posiadanie nagrania dokumentującego
zabójstwo ważnego polityka sprzeciwiającego się właśnie zwiększeniu
stopnia inwigilacji społeczeństwa. Ratując swoje życie ucieka, ale jest praktycznie bez szans w starciu ze służbami.
Z pomocą przychodzi mu były agent
(świetny w tej roli – jak zawsze zresztą
– Gene Hackman, którego darzę sympatią pamiętając, że zagrał generała
Stanisława Sosabowskiego w głośnym
filmie „O jeden most za daleko”; do
dziś słyszę gdy jako dowódca 1. Polskiej Brygady Spadochronowej woła,
podczas przeprawy przez rzekę, pod
niemieckim ogniem: „śniur, śniur”).
Skąd ten nieco przydługi, filmowo-
-sensacyjno-wojenny wstęp? Otóż
w minionym tygodniu zapukało do
mych drzwi dwóch sympatycznych panów i na pewien licznik założyło nieduży, czarny kapturek – nakładkę – jak
mi wyjaśnili.
Do czego służy ta nakładka? Do ułatwienia życia – mi i panu sprawdzającemu stan licznika. Ja nie muszę wstawać z łóżka, odrywać się od śniadania,
czy lektury by wpuścić pana do domu.
Nie muszę się martwić, czy w przedpokoju (gdzie tenże licznik jest zamontowany) mam bałagan czy nie. Dzięki tej
niepozornej nakładce pan odczyta licznik nie wchodząc do mojej sieni. Mało
tego – może to uczynić nie wchodząc
nawet na moją posesję.
- A jaką mam gwarancję, że ta nakładka
będzie przekazywała tylko stan licznika, a nie na przykład także tzw. dane
wrażliwe – zapytałem monterów. A co będzie jeśli pan od licznika stojąc
na drodze usłyszy, że kłócę się z żoną?
- Na pewno tak nie będzie – zapewnił
stanowczo jeden z monterów. - Ale
z żoną lepiej się nie kłócić – dodał drugi.
MSZ
SPOŁECZEŃSTWO | 11
TYGODNIK ILUSTROWANY | www.tygodnikilustrowany.pl | 27 stycznia 2015
Janusz Zalewski
Powroty – ulica Nadrzeczna (3)
cd ze str. 6
Miał w ręku wyjątkowy przysmak, którym się delektował – chleb z cukrem. Była
to kromka chleba nawilżona
herbatą lub wodą i posypana
grubą warstwą cukru. Natychmiast wymamrotałem: – „Daj
gryza...” Kulas nigdy nie miał
specjalnej chęci dzielić się swoim dobytkiem, ale pamiętał, że
często przychodziłem na plac
z butelką po piwie pełną wody
z sokiem, który robiła z malin
lub z porzeczek moja babka.
Chcąc nie chcąc, wyciągnął
rękę w moją stronę i pozwolił
mi ugryźć spory kęs.
Kulas też nie wiedział, gdzie
mogła się podziać cała gawiedź.
Gdy już posmakowaliśmy chleba z cukrem, a smakować było
co, bo dostałem jeszcze jednego gryza, Kulas wyciągnął
z kieszeni procę. Telefonu komórkowego jako procy użyć nie
można, więc warto wyjaśnić, że
proca to niewielkie trójkątne
widełki, z drewna, metalu lub
OG ŁOSZ E N I E
z jakiegoś innego sztywnego
materiału, z przymocowaną do
nich rozciągliwą gumową taśmą, która po napięciu wyrzuca
kamyk z prędkością wystarczającą na to, aby uderzając zrobić
komuś krzywdę lub wybić szybę w oknie.
jebista i dotknąłem z uznaniem
połyskujących widełek. Kulas
nie pozwolił mi z niej strzelić,
natomiast sam pospiesznie zademonstrował jej skuteczność
trafiając w czubek słupa telegraficznego i rozbijając bakelitowy izolator.
Właściwie każdy z nas, w owym
czasie, miał procę i strzelał
z niej do różnych celów, najczęściej do ptaków, ale Kulas, z racji swojej ułomności – ponieważ
nie mógł w pełni uczestniczyć
w innych zabawach i grach wymagających sprawności fizycznej – wyspecjalizował się nie
tylko w strzelaniu z procy, ale
też w wytwarzaniu coraz to lepszych modeli. Model, który mi
teraz pokazywał, miał widełki
ze szprychy rowerowej, najwyraźniej zmodyfikowanej przez
kowala, po to żeby zwiększyć
ich sprężystość i nadać większość prędkość, a więc większy
pęd, wyrzucanemu kamykowi.
Pochwaliłem, że proca jest za-
Natychmiast cofnęliśmy się
w popłochu do bramy u Kalfusa. Była niedziela, więc ulica jak
i miasto były w stanie uśpienia
i nikt specjalnie nie zareagował
na ten akt wandalizmu. Ale
postanowiliśmy, przynajmniej
na razie, z bramy nie wychodzić. Ale co robić w bramie?
Mimo, że miała kilkanaście
metrów długości, na przestrzał
całego budynku, była po prostu przelotowym korytarzem,
bez żadnych atrakcji wewnątrz.
Zajrzeliśmy w podwórze. Pies
Karuś pastwił się nad jakąś poobiednią kością. Ołtarzyk Matki Boskiej stał bez zmian wbudowany w ścianę od piekarni,
ozdobiony świeżymi kwiatami
i ogrodzony niewielkim płotkiem, pomalowanym na zielono. W oficynie, w otwartych
oknach stały w doniczkach pelargonie i powiewały na wietrze
firanki. Z radioodbiorników
dobiegał donośny głos Jana
Kiepury. Leniwe niedzielne
popołudnie.
Cofnąłem się do bramy i rozejrzałem dookoła. Popękany beton posadzki i tynk odpadający ze ścian nie robiły
najlepszego wrażenia. Kilka
pokracznych postaci wydrapanych na ścianach dopełniało obrazu. Widać, że dawno
nie było tu remontu, ale taki
był i jest los budynków komunalnych. W rogu, przy samym wejściu, widniał świeżo
wydrapany tekst pisany wielkimi koślawymi literami, który z zachowaniem ortografii
brzmiał tak: „PO HUJ MI TO
WSZYSKO MUWIŁEŚ KOHANY!” Był jedyny w swoim
rodzaju i zapamiętałem go do
tego stopnia, że później, podczas studiów, mieszkając na
warszawskiej Pradze, chodziłem po kamienicach na Stalowej, Brzeskiej i wokół placu
Szembeka, zbierając podobne
napisy, których mam dziś całą
kolekcję. Czasami zdarzały
się też zabawne incydenty, na
przykład, pukając do kuzyna, który mieszkał w jednej
z kamienic na Ząbkowskiej,
zastałem jego matkę, która
otworzywszy mi odepchnęła
mnie natychmiast na bok i poszorowała naprzeciwko, waląc
w drzwi i głośno krzycząc:
– „Pani Malinowska! Kto
mnie znowu pod drzwiami
nalał!” Na co sąsiadka wyszła
i z nieudawaną uprzejmością
odpowiedziała: – „Och, przepraszam bardzo, u nasz dzisiaj
towarzystwo nie było!”
Wałęsając się tak po przestronnej bramie i poszukując, jakie
jeszcze może kryć tajemnice, usłyszeliśmy nagły raban
dobiegający z ulicy i rzuciliśmy się obaj pędem w stronę
wyjścia. Bosi i przemoknięci, ociekający jeszcze z wody,
z resztkami rzęsy we włosach
i na ramionach, idąc środkiem
ulicy, Uchel i Lacha triumfalnie nieśli kumnię, a obok nich
paradował Chmielas, z dumą
taszcząc siatkę pełną okoni
i płotek. Za nimi podążała cała
wataha chłopaków. Tego popołudnia dostałem pierwszą, na
razie teoretyczną, lekcję połowu ryb w Łydyni.
PS. Podobieństwo osób i zdarzeń do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe.
Cypyright 2015 by Janusz Zalewski.
Kontakt z autorem:
[email protected]
reklama
OGŁOSZ ENIE W ŁASNE W Y DAW CY
12 | POLITYKA
O G ŁOSZ E N I E
O G ŁOSZ E N I E W Ł A SN E WYDA WCY
O G ŁOSZ E N I E W Ł A SN E WYDA WCY
27 stycznia 2015 | www.tygodnikilustrowany.pl | TYGODNIK ILUSTROWANY
Żelazna Lady
Kopacz?
Jak widać PR-owcy, opiekujący się panią Ewą Kopacz − choć usilnie − to
jednak na próżno próbowali,
dla poprawy jej wizerunku
na stanowisku premiera,
stworzyć analogię między
nią a Lady Margaret Thatcher, sprawującą ów urząd
w Wielkiej Brytanii w latach
1979−1990.
Słynna brytyjska premier, przystępując do konfrontacji z górniczymi związkami zawodowymi
w 1983r., odważnie zaryzykowała
byt polityczny partii i osobistą karierę dla dobra gospodarki, którą
chciała uwolnić od ciężaru utrzymywania 20. nierentownych kopalń. Jak wiadomo, jej trudny plan
powiódł się, a za swoją determinację i konsekwencję zyskała na
zawsze przydomek „Iron Lady”
(Żelazna Dama).
Nasza szefowa rządu w analogicznej sytuacji − przeciwnie – nad
interes ekonomiczny kraju przedłożyła politykę, czy raczej „słupkologię” doraźnego poparcia, już
po kilku dniach sporu wywieszając przed związkami „białą flagę”.
Za pieniądze podatników kupiła
na Śląsku przedwyborczy spokój.
Wbrew propagandowym próbom
zrobienia z klęski sukcesu – trzeba
powiedzieć wprost – w podpisanym porozumieniu z 17 stycznia
br. nie osiągnięto niczego. Nikt
nie osiągnął niczego! Cieszący
się dziś górnicy z KWK Brzeszcze, Sośnica-Makoszowy, Piekary,
Pokój − bo wymusili ograniczenie redukcji zatrudnienia − nadal
przecież będą wegetować w zadłużających się kopalniach, podtrzymując na barkach synekury
różnych
partyjno-sitwiarskich
spadochroniarzy, cieplutko lądujących w zarządach i radach nadzorczych holdingu. Aż chciałoby
się powiedzieć – „do zobaczenia
z transparentami na ulicach znów
za kilka miesięcy”.
Rząd sygnując ugodę, także zaledwie odsunął w czasie konfrontację z górniczymi związkami
– w perspektywie nadal będzie
powracał ekonomiczny problem
„czarnego” Śląska, siłą rzeczy
stający się każdorazowo problemem politycznym kraju. Ale
rząd na dodatek w fatalny sposób pozwolił sobie związać ręce
na tę okoliczność – punkt 9. zawartego porozumienia zobowiązuje stronę rządową do kierowania się postanowieniami tegoż
dokumentu w podobnych przypadkach kolejnych upadających
zakładów wydobywczych, spoza
KW S.A. Do tego, już niebawem,
dadzą o sobie znać związkowi
działacze z innych branż, rozochoceni pozornym sukcesem
kolegów.
Premier Ewa Kopacz − być może
nie do końca świadomie − broni
zdobyczy socjalizmu. Rządowy
plan naprawczy z 7. stycznia nie
zakładał bowiem najbardziej pożądanego rozwiązania – stworzenia wreszcie warunków do normalnie działającego rynku węgla
z konkurencją sprywatyzowanych
kopalń w miejsce państwowego
molocha – Kompanii Węglowej
S.A. (spółki skarbu państwa).
Mimo, że istnieje przecież gotowy wzór właściwej drogi, jaką
przeszły najbardziej rentowne
dziś w Polsce kopalnie – Bogdanka i Silesia (prywatne!). Zamiast
tego wybrano, jak to zwykle u nas,
„przekładanie” elementów ze starych do nowych (ale wciąż państwowych) pudełek, w połączeniu
ze zmianami nazw, szumnie określane „restrukturyzacją”.
Co dla mnie najciekawsze − w planie rządowym docelowo założono, że wydzielenie nierentownych
aktywów pozwoliłoby Nowej
Kompanii obniżyć koszt wydobycia 1. tony węgla kamiennego o…
9 proc. (!), podczas gdy obciążenia podatkowe (akcyza i VAT)
w cenie jej sprzedaży, ograniczające konkurencyjność, stanowią ca
30 proc. i o tym wciąż ani słowa.
Margaret Thatcher podczas swojej 11-letniej kadencji nie unikała
podejmowania trudnych reformatorskich wyzwań. Unię Europejską nazywała wprost – narzędziem
niemieckiej hegemonii w Europie.
U nas długo jeszcze będzie obowiązywała taktyka obchodzenia
szerokim łukiem lub co najwyżej
kosmetyki w kwestii nie tylko państwowego górnictwa, ale także wobec energetyki, ZUS-u, NFZ-u,
PKP, Poczty Polskiej, edukacji, przy
jednoczesnej uległości i nadgorliwości wobec unijnych zamierzeń.
Warto w tym miejscu zauważyć,
że zarówno sytuacja z węglem,
Tomasz Janusz
Ulatowski
– inżynier, ekonomista, zwolennik
„austriackiej szkoły ekonomii”,
bezpartyjny wolnościowiec,
niezależny publicysta i bloger −
współpracował z prasą ogólnopolską
i lokalną północnego Mazowsza,
obecnie publikuje m.in. na portalach:
prokapitalizm.pl, prawica.net,
neon24.pl, prowadzi własną stronę
autorską: e-ulatowski.pl, jest szefem
Ciechanowskiego Klubu Tygodnika
„Najwyższy Czas!”, koordynatorem
klubu austriackiej szkoły ekonomii
przy Instytucie Ludwiga von Misesa
jak i zaistniały niemal równolegle problem wzrostu kursu
franka szwajcarskiego, zdają się
pokazywać, że nasza obecność
w UE wkracza w nową, mniej
przyjemną fazę. Przy okazji bilansu zysków i strat z członkostwa, porównujemy zwykle pulę
przyznanych środków ze składką
członkowską i kosztami obsługi
realizowanych inwestycji, a na
ogół pomijamy wartość strat ponoszonych przez nas w wyniku
błędnej polityki gospodarczej
w Unii. Trudności ze zbytem
węgla silniej zarysowują się wewnątrz UE niż poza nią. Owszem
– na rynku światowym zwiększa
się podaż węgla z USA, wypieranego przez gaz łupkowy, jednak
Europa dodatkowo strzeliła sobie
w stopę paktem klimatycznym
jako narzędziem walki z globalnym ociepleniem, czyli czymś, co
najprawdopodobniej w ogóle nie
istnieje (naukowcy są co do tego
podzieleni). Polska obok Turcji
jest największym potencjalnym
dostawcą węgla na rynek europejski.
Uwolnienie kursu franka przez
Szwajcarów, jego wzrost i w związku z tym trudne położenie części
polskich kredytobiorców – także
były konsekwencją planów Europejskiego Banku Centralnego co
do zwiększenia podaży euro poprzez wykup obligacji niektórych
państw członkowskich (forma
udzielenia im kredytu).
Tak więc Polska potrzebuje radykalnych zmian, a przede wszystkim silnego, odważnego i konsekwentnego przywództwa. Na to
trzeba będzie jeszcze poczekać.
Tomasz J. Ulatowski
RECENZJE | 13
TYGODNIK ILUSTROWANY | www.tygodnikilustrowany.pl | 27 stycznia 2015
Janusz Zalewski
Marek Dyjak – po prostu Święty
Tak naprawdę, to nie miałem w ogóle zamiaru tej
książki czytać, ale ktoś mi
pokazał w niej zdjęcie Dyjaka z Korą podczas Salonu Poezji, z listopada 2012
r., z podpisem, że salon
odbył się w Och-Teatrze.
Ponieważ pisałem do tego
salonu scenariusz i sam
byłem podczas salonu na
scenie, więc zdziwiłem
się patrząc na podpis, bo
impreza odbyła się w Teatrze Polskim, a nie w Och-Teatrze. Kora czytała
teksty Bukowskiego a Marek Dyjak – wiersze Allena
Ginsberga.
Zaintrygowało mnie, więc, co jeszcze ciekawego znajdę w tej książce,
która jest długim wywiadem z Markiem Dyjakiem, sięgającym czasów
jego dzieciństwa, przez okres totalnej abnegacji powodowanej niekonwencjonalną postawą wobec życia,
wzmacnianą konsumowaniem olbrzymich ilości alkoholu, do chwili
obecnej, chwili pełnego rozwoju kariery tego wykonawcy, czy – jak sam
się nazywa – refrenisty. Przy pierwszym czytaniu, uderza w książce
niezwykła szczerość wypowiedzi
Marka Dyjaka, gdy mówi o swoich
życiowych perypetiach, chorobie
alkoholowej, relacji z matką i ojcem, z siostrami, z kolejnymi żonami i z córką. Przywodzi na światło
dzienne nie tylko niezwykle bolesne
fakty, ale i uczucia jakie towarzyszą
percepcji tych faktów, w czasie gdy
zaistniały, jak również – ich interpretacji z punktu widzenia osobistej
retrospekcji. A to wszystko po to,
żeby dać czytelnikowi wyobrażenie,
jak te fakty i wydarzenia kształtowały jego skomplikowaną osobowość,
ale też po to aby czytelnik uzmysłowił sobie, jak Dyjak usiłował wpłynąć nie tyle na swój los, bo ten miał
w głębokim poważaniu, ale na los
otoczenia i to nie tylko ludzi wokól niego, ale także na bieg zdarzeń
i wszystkiego co się wokół niego kręci, ze światem włącznie.
Podstawowym
determinantem
działania Marka przez całe lata
była wódka i jej picie na zabój, na
umór, do upadłego. Trzeźwienie
było tylko incydentem, po to żeby
się znowu nachlać i przypadkowo
wytrzeźwieć, i tak w kółko. Ale
wbrew pozorom, nie jest to książka o życiu alkoholika i nie to jest
w niej najważniejsze. Nawet nie jest
tym próba samobójstwa, do którego – jak się wydaje – doprowadził
go alkoholizm. Według wyliczeń
mojego komputera, alkohol, wódka
i inne słowa związane z pijaństwem
występuja tylko na ok. 30% stron
książki. Ale nawet, gdyby tego materiału było więcej, to też nie byłoby
najciekawsze. Alkoholizm wśród
pewnych grup społecznych nie jest
wcale zjawiskiem rzadkim, i jak się
trochę poczytało zwierzeń różnych
panów, jak choćby Wiktor Osiatyński czy Jerzy Pilch, to naprawdę
niewiele można dodać. Tak więc
nie jest to powód, dla którego warto byłoby kupować lub pożyczać tę
książkę.
No, ale jeśli opuścić te strony nawiązujące do alkoholizmu, to co
zostaje? A no jest jeszcze sporo
innego materiału, który można ze
spokojem opuścić. Myślę, że książka stanie się słynna z tego powodu,
że Dyjak przeklina na zabój, całkiem
bez przyczyny, ale taki jego styl mówienia, więc nie ma co z tego robić
afery. Jednakże, polegając ponownie
na wyliczenich mojego komputera,
które są na ogół dość dokładne, warto podać do publicznej wiadomości,
że najczęściej używanym przekleństwem w tej książce są słowa o rdzeniu „kurw-” oraz słowa o rdzeniu
„pierd” + „ol-”. Aż do strony 246
trwa ostra rywalizacja między tymi
słowami, gdyż do tego momentu
oba rdzenie wystąpiły po 40 razy!
Tu jednak pojawia się pewien problem, któremu rdzeniowi przyznać
palmę pierwszeństwa, bo oto na str.
252 pojawia się zdanie „W co ty się
wpierdoliłeś, chłopie?”, a więc prowadzenie obejmuje rdzeń na „p”,
ale za chwilę, na str. 255, gdy Dyjak
opowiada o Polakach w Holandii,
mówi „Ci, których tam spotkałem,
byli durniami, burakami, bandytami i kurwami.” I byłby remis, oba
rdzenie użyte równo po 41 razy,
ale tylko pozornie, bo słowo na „k”
pojawia się tym razem nie jako przekleństwo, lecz jako nazwa, więc jak
je traktować, czy gwarantuje mu to
stuprocentową obecność? I pełen
emocji czytam dalej, które słowo
wygra, i okazuje się że na str. 262
pada decydujący cios, gdy Dyjak
zwraca się do rozmówców: „Oszaleliście, kurwa?” I jest to ostatnie
przekleństwo w tej książce! Tak
więc, niezależnie od interpretacji
słowa na „k” w tym wątpliwym zdaniu, w końcówce wygrywa – o jedno
wystąpienie więcej – rdzeń „kurw”, a zważywszy, że książka ma 264
strony był to iście klasyczny rzut na
taśmę.
Warto przy tym dodać, że inne
przekleństwa też występują licznie
w różnych odmianach deklinacyjnych i koniugacyjnych. Na przykład, słów o rdzeniu „chuj-” mój
komputer doliczył się siedemnastu, o rdzeniu „pizd-” – dwunastu,
a o rdzeniu „jeb-” tylko dziewięciu.
Natomiast, moje ulubione slowo
„ruchać” występuje tylko raz, na
str. 64. Muszę też przyznać, że
rozpuściwszy wyobraźnię na przekleństwa rozczarowałem się trochę,
bo w tym zalewie przekleństw nie
doszukałem się strony, na której wystapiłyby więcej niż trzy przekleństwa na raz. Jest więc jeszcze coś, co
można poprawić, o ile papier to wytrzyma. Ale jak kiedyś mówił mój
współpracownik, komentując splunięcie naszego ówczesnego szefa na
czytaną przez nas książkę Jean-Paul
Sartre’a – papier przyjmie wszystko.
Proszę jednak nie myśleć, że ja kompletnie dezawuuję książkę Dyjaka,
bo zupełnie mi to nie w głowie. Po
prostu wykazuję jej słabsze momenty, i tyle. Ale skoro tak, to przejdźmy
do momentów lepszych. Wywiad
pokazuje, ponad wszelką wątpliwość, człowieka o ogromnych wartościach emocjonalnych. Trudno
to, zresztą, skwantyfikować, jak
wielkich. Cały tekst jest przepojony niezmierzoną wrażliwością.
Gdy Dyjak wyznaje swoje głębokie
poczucie winy wobec wszystkich
członków rodziny, ojca, matki, żon,
a szczególnie i to wielokrotnie wobec córki, nawet wobec samego siebie, odzywa się w nas – nawet tych
najtwardszych – wola przebaczenia.
Ale to mało. Wrażliwość objawia się
w człowieku na wielu poziomach
i podobnie jest z Dyjakiem. Gdy
wspomina, jak odwiedzał swojego
byłego teścia, w szpitalu, na łożu
smierci, i siedział przy nim godzinami, „a on trzymał mnie za rękę”, to
nie ma wątpliwości, kim jest Marek
Dyjak. Mimo stwierdzenia „duszę w sobie lęk”, Dyjak nie potrafi
i pewnie nie chce ukryć, jak ogromny tkwi w nim ładunek uczuć. Stąd
chyba bierze się potęga jego bycia na
scenie. I on to sam potwierdza, mówiąc „Żyję głownie z bólu, który odczuwam na scenie”. I dalej: „Umiem
przeżywać wiersze, czuć muzykę
całą duszą, zachwycać się drzewami
nad brzegiem rzeki” (str. 240). Gdy
powie, że „konie są ładniejsze od
ludzi” dodając „Ja nie potrzebuję niczego. Dzięki temu jestem lekki”, to
jasne jest że mówimy o poecie. No
i właśnie, którzy z poetów mu patronują? Oczywiście, inni nieudacznicy: Bursa, Milczewski-Bruno, Stachura, Wojaczek, do których Dyjak
się z całego serca przyznaje. W katalogu umieszcza jeszcze Jesienina
i Brodskiego, a ja dodałbym również
Wysockiego, którego w wykonaniu
Dyjaka chciałbym kiedyś usłyszeć.
Skoro mowa o poetach, to nie sposób nie porównać Dyjaka z Charlesem Bukowskim, którego zresztą
sam kilka razy wspomina. Nie będe
zbyt oryginalny, jeśli napiszę, że
podobieństwo bierze się głównie
stąd, iż Dyjak pobił swojego ojca,
jak Bukowski, jak też – po dłuższym chlaniu – wymiotował krwią,
jak Bukowski. Ale jeśli mogę być
sarkastyczny, to muszę dodać, że
Bukowski pisał w jednym ze swoich
tekstów „rzygałem i srałem krwią”,
co Dyjak o sobie dyskretnie przemilcza.
W takiej recenzji, warto też odnotować, że Marek Dyjak ma wprost
wisielcze poczucie humoru, kiedy
mówi o swoim związku ze swoją poprzednią żoną, Olą: „Pobraliśmy się
3-go marca 2008 roku. A 23-go się
powiesiłem”. W innym miejscu, mówiąc o swojej obecnej żonie, chwali
ją za porządkowanie dokumentów,
takich jak „tomografia szyi po powieszeniu”. Jeszcze gdzie indziej
uznaje, że jego głos nadawałby się
idealnie do nawigacji samochodowej, aby dawać kierowcom poczucie
bezpieczeństwa słowami: „Uważaj,
kurwa! Gdzie jedziesz?!!!” A jeszcze gdzie indziej igra z ogniem, i to
boskim, wówiąc o rzadkim w swoim
zyciu odżywianiu: „Opierdoliłem
pyszną jagnięcinę niczym monstrancję.”
Wreszcie dochodzę do tematu, którego się boję, bo Dyjak stawia czoło
boskości. Już na początku książki
stwierdza, że jego pasja i umiejętność śpiewania to „dar od Boga” (str.
19). Potem wielokrotnie odwołuje
się do swojej wiary i niewiary, mówiąc obrazoburczo, że wstydził się
być chrześcijaninem słuchając tego,
co mówił ksiądz na trumną jego
ojca, i z trudem panował nad sobą,
żeby nie dać mu w pysk. Ale niewiele dalej z pokorą przyznaje: „To, że
tyle przeżyłem, zawdzięczam wie-
rze w Boga. Teraz wiem, że On jest.
Wcześniej tylko przeczuwałem.”
Po czym, wymyśla księżom, że nie
panują nad swoim kapłaństwem,
nie rozumieją posłania, by wreszcie mógł chwalić Boga za to, że nie
pozwolił mu w życiu zrobić nikomu
krzywdy: „Bóg mnie ustrzegł. Anioł
stróż zawsze czuwał” i skończyć całą
książkę stwierdzeniem, że jego śpiewanie to jedna wielka spowiedź.
W pewnym momencie, mówiąc
o śmierci Jezusa w słusznej sprawie,
za nasze grzechy, Dyjak przyznaje,
że tego nie rozumie i pyta: „Co to
znaczy: za nasze grzechy?” Dyjak
nie rozumie więc, że sam jest męczennikiem, a ponieważ Jezus był
tylko jeden, to po nim można już
być tylko świętym. Myślę zatem, że
Marek Dyjak nie był tak zwyczajnie
„polizany przez Boga”, jak sugeruje
tytuł książki. On jest wybrany przez
Boga. Marek Dyjak – po prostu,
święty. Jak Genet. Ten sam rodzaj
monstrualnej wrażliwości, co u Geneta, ten sam rodzaj nietolerancji
dla świata spowodowanej brakiem
bycia tolerowanym przez świat, i ta
sama najgłębsza świadomość samego siebie, swojej małości i nikczemności. Czytając Dyjaka, jak mówi:
„Owszem, jestem pierdolnięty” (str.
41); „czuję pogardę dla siebie” (str
44); „brzydzę się samego siebie”
(str. 75); „Miałem zaniżony system własnej wartości” (str. 118),
czuję się zwyczajnie jak bym czytał
„Dziennik złodzieja”.
Jako wykonawcy poezji śpiewanej,
za tę książkę, za wódę i przekleństwa, za wzbudzone uczucia, nie
pozostaje mi nic innego, jak w dowód uznania wręczyć Ci Marku
marmurową płytę. Co Cię z pewnościa ucieszy. I z tychże wszystkich
powodów, w podsumowaniu muszę powiedzieć, że jest to po chuju
książka!
Janusz Zalewski
8 stycznia 2015
14 | SPOŁECZEŃSTWO
27 stycznia 2015 | www.tygodnikilustrowany.pl | TYGODNIK ILUSTROWANY
O G ŁOSZ E N I E W Ł A SN E WYDA WCY
Wpływ dziejów historycznych
na wzajemne relacje
mieszkańców pogranicza
Mazowsza i Mazur
Mazury to region geograficzno-historyczny
znajdujący się obecnie
na terenie województwa
warmińsko-mazurskiego,
obejmujący zachodnią
część pojezierza wschodnio-bałtyckiego między
Drwęcą i Pasłęką na
zachodzie, a Rospudą na
wschodzie i częściowo
Orzycem na południu.
Granica południowa tej krainy,
ustanowiona została sztucznie
w 1343 roku w Bratianie, przez
wielkiego mistrza Zakonu Krzyżackiego Rudolfa Koniga von
Veizana i księcia mazowieckiego
Siemowita II. Przebiegała ona
nieopodal naturalnych granic,
jakie stanowiły rzeka Orzyc
i Puszcza Galindzka obejmująca
południowe terytoria Prusów
i północne kresy Mazowsza. Do
dzisiaj istnieją jej pozostałości
na Mazowszu w postaci Puszczy
Kurpiowskiej, przechodzącej
prawie niezauważalnie w Puszczę Piską położoną, na dawnych
ziemiach pruskich.
Południowa granica Mazur
przetrwała w nie zmienionym
kształcie ponad 600 lat. Zniesio-
no ją dopiero po drugiej wojnie
światowej w 1945 roku.
Po sprowadzeniu w 1226 roku
Zakonu Krzyżackiego przez
księcia Konrada Mazowieckiego, Mazury znalazły się w państwie krzyżackim, później jako
teren należący do Prus Książęcych stanowiły lenno koronne,
a od 1657r. stały się integralną
częścią Prus Wschodnich. We
wczesnym średniowieczu mieszkały tu plemiona Prusów.
W XIII-XIV wieku zwarte osadnictwo z Mazowsza dotarło za
Działdowo, Szczytno i Gralewo, a w późniejszych wiekach
sięgnęło Gołdapi i Węgorzewa.
Przypomina o tym linia granicy,
która prowadziła od ujścia rzeki
Wysokiej do Nidy (Działdówki)
i Orzyca, a następnie aż do rzeki
Chojny i przez bród na rzece Ełk
do Biebrzy i jej źródeł1.
Wyznaczała ona jednocześnie
obszar „pogranicza” tradycyjnie
kojarzącego się z określonym
terytorium i przestrzenią społeczną wysyconą potencjałem
kulturowo-symbolicznym stykających się tu zbiorowości.
W przestrzeni pogranicza kształ1 E. Kowalczyk, Dzieje granicy mazowiecko-krzyżackiej (między Drwęca a Pis),wyd. DiG,
Warszawa 2003,s.130
tuje się zwykle specyficzny typ
kultury synkretycznej, która co
prawda jest bogatsza dzięki intensywnym kontaktom między
grupowym, ale jednocześnie
bywa bardziej ofensywna.
W wielu krajach europejskich
do dzisiaj pokutują pogranicza będące pozostałością dawnych nie istniejących już granic
historycznych. Są to obszary
zamieszkałe przez grupy kulturowe, których członkowie, są
potomkami dawnych mieszkańców tych terenów.
Do dzisiaj występują w Polsce
grupy autochtoniczne, które nie
osiągnęły statusu narodowego
mimo, że reprezentują specyficzne cechy takie jak np. język,
pozwalające na wyodrębnienie
ich jako terytorialnych grup kulturowych (określanych niekiedy
jako grupy etnograficzne). Są
to zwykle grupy tzw. „długiego
trwania” zamieszkujące określone terytorium i posiadające wyodrębnioną symboliczną sferę
identyfikacyjną związaną z prywatną ojczyzną i regionem.
Kwestia pochodzenia mieszkańców pogranicza mazowiecko - mazurskiego (inaczej krzyżackiego czy pruskiego) jest od
reklama
Adres Redakcji
06-400 Ciechanów, ul. Kilińskiego 8
(Browar Ciechan)
e-mail: [email protected]
tel. 23 672 55 88
Dyrektor BRJ Media Jolanta Grudzińska
Redaktor naczelny
Marek Szyperski
dawna przedmiotem analizy
wielu badaczy m.in. szerszych
dociekań naukowych Wincentego Pola. Duże znaczenie przypisywał on bowiem poznaniu
etnograficznego zróżnicowania
regionalnego i wyznaczeniu
granic grup etnograficznych2.
W oparciu o dowody w postaci
przede wszystkim kodu językowego, zachowanego w kulturze
grup osadników, przemieszczających się zgodnie z uwarunkowaniami geograficznymi, Wincenty Pol wyodrębnia dialekt
mazowiecki ,który według niego
(…)” idzie na Wiśle a następnie
południowym pograniczem ziemi chełmińskiej, kwidzyńskiej,
malborskiej,
michałowskiej
i południową częścią Księstwa
Warmińskiego.(…) obszar ten
ma dialekt ten sam, który jest
dialektem wielkiego mazowieckiego Pomorza, tj. mowy polskiej z cechą mazurowania”3.
Penetracje W. Pola w rejonie północnych i północno-wschodnich Mazur, skutkowały
określeniem Mazur jako Pojezierza Mazowieckiego, Krainy
Mazurów Pruskich, lub krainy
Gbórów4. Także Jan Stanisław
Bystroń określa mieszkańców
tego terenu jako Mazurów Pruskich5. Jeśli chodzi o tożsamość
Mazurów (Gburów) to zdaniem
2 Z. Jasiewicz ,Początki polskiej etnologii i antropologii kulturowej(od końca XVIII wieku do
roku 1918),wyd. Inst .im. O. Kolberga,PAN, Poznań 2011,s.112
3 W. Pol ,Rzecz o dialektach mowy polskiej[w:]
Historyczny obraz Polski. List V”, wyd. U.J.,
Przedruk: Dzieła prozą.Lwów;t.5,1878,s.117
4 W. Pol Wincenty, Północny wschód Europy
pod względem natury, Dzieła prozą, t.2,Lwów
1876,s.418
5 J. St .Bystroń, Wstęp do ludoznawstwa polskiego, Lwów 1939,s.120-121
Redaktor graficzny
Dorota Pogorzelska
Biuro reklamy
Anna Dąbrowska
tel. 509 820 919
e-mail: [email protected]
Wydawca
Gambrynus Sp. z o.o.
ul. Kilińskiego 5, 06-400 Ciechanów
Druk
Age of color
Warszawa, ul. Republikańska 15
W. Pola: ”byli najdalej wysuniętym
rodem mazowieckim, który klinem
zachodził pomiędzy siedzibami
Jadźwingów i starych Prusów”6.
”Byli kępą zasiedziałego od Olecka
po Lidzbark Welski mazowieckiego plemienia i mowy, która prawie
nigdy nie zaznała rządów polskich”7. Także E. Kowalczyk na
podstawie wieloletnich badań
dziejów granicy mazowiecko krzyżackiej8 uważa, że jeszcze
średniowieczne osadnictwo mazowieckie wysunęło się na teren
ziem zagarniętych przez Zakon
Krzyżacki znacznie dalej, aniżeli wyznaczała to liniowa granica
z 1343 roku.
W. Pol, opisując zbiorowości
terytorialne
zamieszkujące
ten region w drugiej połowie
XIXw.. nie pominął relacji mazursko-kurpiowskich: ”granica polityczna od Prus jest po dziś
dzień linią przemytniczą, na której
spotykają się przemytnicy z obu
stron kordonu. Poza tym Mazurzy
”wpadają” w dzielnice Puszczaków,
robiąc szkody leśne, wypasają łąki
i kradną siano w kopy grabione,
a Kurpie kłusują w puszczach pruskich”9.
Dr Irena Kotowicz-Borowy
WNS, KEIK, SGGW
w Warszawie
Kustosz Muzeum Szlachty
Mazowieckiej w Ciechanowie
•
więcej na
www.tygodnikilustrowany.pl
6 ibidem,s.422
7 Pol Wincenty, Historyczny obraz Polski, Dzieła
prozą,t.5.Lwów1878s.116,
8 E .Kowalczyk, Dzieje granicy Mazowiecko-Krzyżackiej,(między Drwęcą a Pisą),Warszawa
2003,s.150-151
9 W. Pol Wincenty, Północny wschód Europy
pod względem natury, Dzieła prozą, t.2,Lwów
1876,s.,431-432
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za
treść zamieszczanych ogłoszeń i zastrzega
sobie prawo do skracanianadesłanych
tekstów.
Poglądy wyrażane w publikowanych
materiałach są osobistymi opiniami
ich autorów i niekoniecznie muszą
odzwierciedlać poglądy Redakcji
i Wydawcy.
Na podstawie art 25. ust. 1 pkt 1b
prawa autorskiego Wydawca wyraźnie
zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie
materiałów opublikowanych w „Tygodniku
Ilustrowanym” bez uzyskania zgody
Wydawcy jest zabronione.
HISTORIA | 15
TYGODNIK ILUSTROWANY | www.tygodnikilustrowany.pl | 27 stycznia 2015
Szwoleżerowie pod Wagram
Te słowa jednego z najbardziej
uznanych polskich historyków
wojskowości, Mariana Kukiela,
w znakomity sposób oddają charakter obrazu Wojciecha Kossaka „Epizod z bitwy pod Wagram”
( lub „Szwoleżerowie Polscy pod
Wagram” ). Obraz ten od połowy roku 2012 prezentowany jest
w Muzeum Romantyzmu w Opinogórze. Stanowi on własność
prywatną, można go podziwiać
w Oficynie Muzealnej na wystawie prezentującej Szwoleżerów
Gwardii Napoleona.
Praca powstała w roku 1893 namalowana jest na płótnie, farbami olejnymi, jej wymiary to wys.
73 / szer. 112 cm. Sygnowany jest
w lewym dolnym rogu, charakterystycznym zamaszystym podpisem „Wojciech Kossak”. Scena
batalistyczna przedstawiona na
tym obrazie rozgrywa się w szerokim otwartym polu porosłym
zbożem ( pokazana tu bitwa pod
Wagram odbyła się 5 – 6 lipca w
trakcie kampanii austriackiej Napoleona w roku 1809 ). Na pierwszym planie widzimy pędzących
dwóch żołnierzy na białym i
gniadym koniu. Spoglądają oni
w lewo na zbliżające się ku nim
dwa gniade konie, jeden z osuwającym się po postrzale jeźdźcem,
drugi z koni pędzi spłoszony bez
jeźdźca, z samą kulbaką.
Na dalszym planie znajdują się
centralne postaci tego obrazu.
Dowódca ( pułkownik Wincenty Krasiński ), z odkrytą głową
wydaje rozkazy, znajdujący się u
jego boku pułkowy trębacz, sygnałem powtarza wydany rozkaz
do przegrupowania szwadronów
i zbiórki przy dowódcy. Po nadjeżdżających w jego kierunku kawalerzystach możemy się domyślać, iż zaraz nastąpi ponowienie
ataku na stojących w oddali austriackich kawalerzystów, a także
baterię artylerii. Scena ta w sposób wyjątkowy
pokazuje moment przed drugą
szarżą Pułku Polskich Szwoleżerów Gwardii Napoleona I na
galicyjskiego 2 Pułk Ułanów księcia Schwarzenberga. Kronikarz
Szwoleżerów Jan Załuski, tak opisywał te wydarzenia: „( … ) tymczasem zjawił się pułk 2-gi ułanów
( … ) adiutant major Duvivier
przypadł do naszego szwadronu
i nie czekając dalekich komend
letni dzień, niebo jest jasne, częściowo zakryte chmurami, nad
polem bitwy unoszą się też dymy
powstałe w wyniku wystrzałów
z artylerii, jak i broni palnej obu
walczących stron.
Obraz ten na
pewno charakteryzuje się typową
dla warsztatu Wojciecha Kossaka,
choreografią bitwy jak i jej pola. Z
rozmachem i bardzo dynamicznie
maturgia pola walki spotęgowana
jest budowaniem poszczególnych
planów obrazu, na pierwszym
odnajdziemy zawsze jakieś charakterystyczne szczegóły: porzucone czako, karabin, zwłoki zabitego austriackiego piechura czy
pędzącą postać kawalerzysty. Dynamika ruchów wierzchowca połączona jest zawsze z ułożeniem
p. majora Delaitre, zagrzał nas
energicznie do rzucenia się natychmiast ( … ) na owych ułanów
( … ) tymczasem ułani widząc,
że my nie mamy lanc, ale z pałaszami na nich nacieramy, zaczęli
piki rzucać, a brać się do dobycia
pałaszów ( … ) wtenczas zaczęło
się uganianie naszych za ułanami
tymi, i dziwny a nieszczęsny wypadek, że obie strony wyzywały
się najobelżywszymi wyrazami w
mowie rodowitej ( … )”. Bój był krwawy: „( …) zwycięstwo zostało wyrąbane, ale za ciężką cenę. Podniósł ją może ów brak
pardonu, który zmusił galicyjskich
ułanów do rozpaczliwego oporu (
… ) straciliśmy ze 30 podoficerów
i żołnierzy ( … ) Rannych było
ośmiu oficerów, w tym sam Krasiński oraz 30 niższych stopniem
( … ) straty były większe niż pod
Somosierrą! Ci co przeżyli, mogli
tylko podzielać nadzieję ( … ),
że ich bliscy będą w „w gazetach
czytać jakeśmy się sławnie bili na
tym samym Polu gdzie kiedyś nasi
Przodkowie Chwałą się okryli pod
królem Janem”.
przedstawił on wszelkie postaci
zaprezentowane na tym płótnie. Rysy Krasińskiego są mocno
malowane. Co prawda nie możemy w nim od razu rozpoznać
późniejszego pana na Opinogórze, jednak w porównaniu z
pracami Horacego Verneta, czy
Januarego Suchodolskiego, od
razu widać podobieństwo postaci ( Kossak musiał prowadzić
studia nad przedstawieniem
Wincentego Krasińskiego). Ponadto mundury, ich barwa oraz
oporządzenie
jednoznacznie
wskazują na Szwoleżerów, formację Wielkiej Armii Napoleona powołaną do służby w Finckenstein ( Kamieńcu Suskim ) 7
kwietnia 1807 roku. Szwoleżerowie byli polskimi żołnierzami
będącymi na francuskim żołdzie
i wcielonymi bezpośrednio w
struktury Gwardii Cesarskiej.
Na obrazie odnajdujemy także
inne elementy charakterystyczne
dla twórczości Wojciecha Kossaka. Owalne linie ustawienia poszczególnych postaci w kompozycji pracy, w tym wypadku nie ma
znaczenia czy są to postaci atakujących, czy też atakowanych. Dra-
ciała przez jeźdźca i dzierżeniem
przez niego wyciągniętego oręża.
W sposób wyjątkowy dla kunsztu Kossaka oddano również elementy oporządzenia kawalerzystów.
Autor fot. Muzeum Romantyzmu w Opinogórze
„(…) zerwał Krasiński szwadrony swe do ataku. Wpadli na jazdę austriacką w
ułańskich kaskach, ciemno
– zielonych mundurach, z
lancami o czarno – żółtym
proporcu. W zaciętym boju
wydzierali im lance, sami
tylko pałaszami zbrojni i
szerzyli spustoszenie tą
polską bronią”
Przedstawiona na obrazie scena
rozgrywa się w lipcu, w słoneczny
REK L AM A
Tak jak wspominałem wcześniej
bitwa pod Wagram oraz postaci
uczestniczących w niej Szwoleżerów Krasińskiego stanowiły
często podejmowane przez malarzy tematy. Oprócz Wojciecha
również Juliusz Kossak bardzo
chętnie przedstawiał Gwardzistów Napoleona w tej jednej z
najbardziej krwawych i decydujących o losach całej kampanii
austriackiej roku 1809 bitew.
Wszelkie te elementy artystyczne w połączeniu z prezentacją
postaci Wincentego Krasińskiego, ojca Zygmunta, stanowią o
wyjątkowości tej pracy, a także
nieodzownej obecności tego
unikatowego obrazu w opinogórskim Muzeum. W naszej placówce ostatnio prezentowane
były znakomite i wyjątkowe wystawy malarstwa „Kossakowie
trzy pokolenia malarzy”, a także
monograficzna wystawa malarstwa Januarego Suchodolskiego.
Obraz ten dodatkowo w swojej
estetyce, a także tematyce stanowi znakomite uzupełnienie
nowo powstałej ekspozycji prezentującej Pułk Szwoleżerów
Gwardii powstałej dzięki pomocy Państwa Agnieszki i Marka
Axentowiczów, którzy przekazali opinogórskiej placówce swoje
bezcenne zbiory figurek żołnierzyków z okresu wojen napoleońskich.
Rafał Wróblewski
Historyk, Muzeum Romantyzmu
w Opinogórze
•
PełnA wersjA tekstu Na www.tygodnikilustrowany.pl
16 | REKLAMA
O G ŁOSZ E N I E W Ł A SN E WYDA WCY
reklama
27 stycznia 2015 | www.tygodnikilustrowany.pl | TYGODNIK ILUSTROWANY

Podobne dokumenty

Medalista z Kataru: na tym nie przestanę!

Medalista z Kataru: na tym nie przestanę! Podziękował prezydentowi Krzysztofowi Kosińskiemu za zaproszenie go do Ciechanowa. – Chciałbym też podziękować wszystkim, którzy od początku we mnie wierzyli i zawsze są ze mną – powiedział Przemys...

Bardziej szczegółowo

ciechanowianka nominowana do oscara!

ciechanowianka nominowana do oscara! Już przed rozpoczęciem dyskusji na temat budżetu burmistrz oznajmił, że zaskarży go do Regionalnej Izby Obrachunkowej, jeśli radni przyjmą budżet w tej postaci. Po 9 godzinach dyskusji budżet przyj...

Bardziej szczegółowo

Pobierz PDF - Tygodnik Ilustrowany

Pobierz PDF - Tygodnik Ilustrowany sprzedano za trochę mniej niż 18 mln zł. Podczas gdy w  tym samym czasie ciechanowskie koszary starano się „opchnąć” za 22 mln zł. Jesienią 2014 r. w Ciechanowie pojawił się kolejny minister obrony...

Bardziej szczegółowo

Co da lej z War szaw ską?

Co da lej z War szaw ską? urządzeniem, jego rolą w edukacji, dostępem do podręczników, książek, lektur i do darmowego, bezpiecznego internetu. Rodzice chętnie przy jęli propozycję prezydenta. Przy stąpienie do programu nie ...

Bardziej szczegółowo