czerwiec 2013 - Trybuna Leśnika

Komentarze

Transkrypt

czerwiec 2013 - Trybuna Leśnika
a
iesiąc
sja m
reflek
W
iosna na dobre do nas zawitała. Majówki, spotkania w plenerze, warsztaty, szkolenia, konferencje, olimpiady dla uczniów – leśnicy powoli zostają organizatorami sobotnio-niedzielnej rekreacji o edukacyjnym charakterze i zasięgu ogólnokrajowym.
Raz jest łatwiej, raz trudniej, konkurencja –
nie tylko w postaci kolorowych stoisk w galeriach handlowych – jest olbrzymia, gdyż świat
jawi się nam dziś nieskończonym kalejdoskopem wrażeń, z których każdy wybiera to, na co
ma akurat ochotę.
3
Na pikniku w ogrodach Kancelarii Premiera
Dzień Dziecka z leśnikami
Pierwszy czerwca, ogród Kancelarii Premiera, na co dzień niedostępny, rozbrzmiewał śmiechem
i muzyką. Z okazji Dnia Dziecka zmienił się bowiem w park rozrywki. Maluchy nie tylko się bawiły,
lecz zdobywały wiedzę z bardzo rożnych dziedzin. Miały też okazję spotkać się z leśnikami.
TRZEBA
CHCIEĆ
Trzeba naprawdę stanąć dziś na głowie, żeby
mieć swoich zwolenników, a i tak poparcie jest
chwilowe, gdyż wciąż trzeba wymyślać nowe
formy przyciągania potencjalnych odbiorców
naszej pracy. Bywa wtedy, że w tej pogoni treść
może się zagubić. Na szczęście leśna branża ma
jakieś trwałe oparcie o świat przyrody, jej prawa i zasady. Nie trzeba czarować. Dzieci to
wyczuwają i dlatego mamy wśród nich, jeszcze nie decyzyjnych, zwolenników. A to kapitał na przyszłość.
W tym numerze „TL” m.in. zastanawiamy
się, przy pomocy naszych rozmówców, w jakim kierunku powinno podążać wyższe szkolnictwo leśne. Nie tylko w czysto teoretycznym
sensie, ale w powiązaniu z rzeczywistością.
Niby oczywista odpowiedź na pytanie – czy
warto się uczyć? – wciąż jest niepewna. Dla
mnie wniosek jest jeden – każdy do końca życia powinien ciągle się rozwijać nie poprzestając na dotychczasowym wykształceniu, statusie zawodowym, każdy powinien wiedzieć, że
po zdobyciu jednego szczytu, który wydawał
się najwyższy, są inne – wyższe. Bardziej może
chodzi tu o pewną postawę otwarcia na świat
niż zdobywanie tylko kolejnych świadectw potwierdzających wyuczone umiejętności. Jak
mówi w rozmowie „TL” Stanisław Małek, prof.
Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie, „trzeba
chcieć”.
Cieszyły ich wozy bojowe, policyjne motocykle i radiowozy. Uczestniczyły w pokazach
karate, nauce tańców ludowych, wspinaniu
po linie. Buszowały w basenie pełnym piłeczek. Była okazja, w specjalnym szpitalu polowym, nauczyć się udzielania pierwszej pomocy, a w miasteczku ruchu drogowego poznać zasady bezpieczeństwa na drodze. Rodzice dowiedzieli się jak przygotować szpinak na pięć sposobów i razem z pociechami mogli posłuchać bajek z różnych
części Europy.
wiemy jak odróżnić ślad dzika
od lisa i że sarna to nie „żona
pana jelenia”.
Poznaj króla i królową polskich lasów, rozwiąż rebus – to
zadanie wykonał 6-letni Mikołaj i otrzymał sadzonkę dębu
do wysadzenia wprost w domowym ogródku i na działce.
Każdy ze składających leśnikom wizytę oraz odpowiadając poprawnie na proste pytanie mógł wygrać sadzonkę,
płyty z głosami ptaków, koszulkę, wydawnictwa o tematyce leśnej, foldery, mapy, długopisy. Łatwiejsze odpowiedzi
honorowane były ołówkiem
lub słodką krówką. Kapelusz z losami krążył
wśród przekrzykujących się dzieci.
Hitem okazała się „gadająca tablica” – urządzenie multimedialne pozwalające na odtwarzanie dźwięków zwierząt czy ptaków. Wystarczyło wybrać kod z odpowiednim numerem
i posłuchać szczekania sarny, pohukiwania
sowy, ale też sygnałów i pieśni myśliwskich.
Bogactwo lasów zaprezentowało Nadleśnictwo Katowice. Stoisko edukacyjne z licznymi eksponatami leśnymi, folderami, gadżetami i konkursami o tematyce przyrodniczo-leśnej oblegała czereda rozbawionych dzieci.
– My na przykład mieliśmy
rozpoznawać tropy zwierząt,
ale niestety polegliśmy – żartowała mama Bartka. – Teraz już
W numerze m.in.:
O klasę brakarską – szkolenia w RDLP Katowice ........................................................... s. 6
Liderki zostawiają drabinę – kolejne spotkanie i warsztaty Stowarzyszenia Kobiet Lasu ........................................................................................................................ s. 12
Świat leśnych map – wystawa „200 lat kartografii leśnej” w Instytucie Badawczym Leśnictwa .................................................................................................... s. 13
Grzbietami Żukowa – zaglądamy do obszarów leśnych w Nadleśnictwie Ustrzyki Dolne ............................................................................................................... s. 14-15
Rosłem z lasem... – rozmowa z Zenonem Rzońcą, zastępcą nadleśniczego ds. genetyki w Nadleśnictwie Wisła .......................................................................... s. 16-17
Niech żyją rośliny! – na Wydziale Biologii i Ochrony Środowiska UŚl. o fascynującym świecie roślin ...................................................................................................................... s. 18
Dziękujemy za współpracę! – pożegnanie leśników ................................................... s. 19
Miód pitny ks. Mikołaja Skawińskiego ........................................................................... s. 26
Po stronie natury – Wielkie Święto Sadzenia w Węgierskiej Górce ............................. s. 27
– Dzieci uwielbiają te przyciski. To dla nich
duża frajda i co chwilę sprawdzają, jak wyją
wilki czy pomrukuje dzik – tłumaczył Bolesław
Bobrzyk, inżynier nadzoru z Nadleśnictwa Katowice.
Dorosłych też bawiła tablica.
– Nigdy nie słyszałam jelenia na rykowisku.
Taki potężny, basowy ryk – dziwiła się mamusia
Mikołaja. – Lubimy chodzić do lasu, mieszkamy
na Ursynowie, w pobliżu Lasów Kabackich, ale
tam nie spotykamy dzikich zwierząt.
Przyciski z odgłosami były opisane w śląskiej gwarze, w języku angielskim, a nawet
w brajlu.
dokończenie na str. 4
trybuna leśnika 6/2013
aktualia
4
dokończenie ze str. 3
Dzień Dziecka z leśnikami
– Nic tak nie uczy, jak żywy kontakt z przyrodą, możliwość jej „dotknięcia” i posłuchania –
mówi leśniczy Sławomir Forystek, który na co
dzień zajmuje się edukacją przyrodniczo-leśną w Nadleśnictwie Katowice. – Można było
pogłaskać prawie prawdziwego dzika i dotknąć zaskrońca. Najmłodszym leśnicy tłumaczyli prostym
językiem, że w lesie oprócz drzew, są jeszcze inne rośliny, mniejsze, mniej znane i prawie niewidoczne. Z myślą o nich przygotowali
stoisko „Mikroświat”, na którym z pomocą mikroskopu stereoskopowego dzieci mogły zobaczyć strukturę liści, kwiatów oraz pszczołę
w 30-krotnym powiększeniu. Bardziej dociekliwi podglądali życie tych owadów
w specjalnym ulu pokazowym. Wszyscy mieli okazję
spróbować miodu na herbatniku.
– Pierwotnym środowiskiem pszczoły miodnej był
las – opowiadał z pasją Bolesław Bobrzyk. – Poprzez
oblatywanie naszych pól
i łąk pszczoła dokonuje największego dzieła – zapylania roślin, które bez tej pomocy nie wydałyby żadnego plonu. Rodzin pszczelich
Śledztwo
umorzone
Krakowska prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie wypadku
w Ojcowskim Parku Narodowym. W maju zeszłego roku drzewo śmiertelnie przygniotło tam 13-latkę, a trzy inne osoby zostały ranne. Zaraz po tym zdarzeniu zastanawiano się, czy tragedii dało się uniknąć,
czy można było na terenie parku tak zabezpieczyć drzewa, aby podmuch wiatru ich nie powalił?
Z opinii biegłego dendrologa
wynikało, że drzewa, jesion i buk,
przechyliły się na drogę i zostały wyrwane razem z korzeniami.
Miało na to wpływ kilka czynników: częściowe odsłonięcie systemów korzeniowych spowodowane erozją, jak również zainfekowanie korzeni przez patogeniczne grzyby. Okoliczności te
spowodowały destrukcję korzeni drzew, utratę ich stabilności, i
co za tym idzie, zmniejszenie odporności na wiatr.
Według biegłego drzewa
przewróciły się na drogę w wyniku nadepnięcia na zerwany system korzeniowy jednetrybuna leśnika 6/2013
Leśnicy opowiadali o swojej pracy i o lesie,
jak dbać o przyrodę i jakie zwierzęta występują w polskich lasach. Przez „skrawek lasu”
przygotowany przez Nadleśnictwo Katowice przewinęło się kilka tysięcy osób, w sumie
15 tysięcy odwiedziło ogród Kancelarii Premiera. Chyba wszyscy zapamiętają leśników,
jako sympatycznych gawędziarzy w zielonych
mundurach, którzy chronią las. Dla nas jest
to oczywiste, ale dla dzieci, zwłaszcza z miasta, to co pokazali leśnicy było nowością. – Miło było patrzeć na uśmiechnięte twarze małolatów – powiedział Mirosław Moskwa z Centrum Informacyjnego Lasów Państwowych. Krystyna Forowicz
Na
400 tys. złotych oszacowano wstępnie straty, które wyrządził pożar 25 kwietnia w Nadleśnictwie Rudy Raciborskie. Ogień wybuchł na terenie zrewitalizowanego, największego w powojennej historii Polski pożarzyska sprzed 21 lat.
Pożarzysko
znowu w ogniu
go z drzew przez uczniów Szkoły
Podstawowej z Bolesławca, którzy znajdowali się przed Jaskinią
Krowią. Drzewo, osuwając się
w kierunku drogi, naciskało na
pozostałe drzewa i pociągnęło
je za sobą.
Według prokuratury zdarzenie
nie było wynikiem zaniedbań,
a bardzo nieszczęśliwym wypadkiem. W uzasadnieniu decyzji o umorzeniu podkreślono,
że do wypadku doszło w parku narodowym, gdzie obowiązuje zasada ograniczenia ingerencji człowieka w naturę i pozostawienia jej niejako „samej
sobie”.
Na terenie parków narodowych nie prowadzi się pozyskiwania drewna, zaś pracownicy
parku mogą ingerować w naturalny ekosystem tylko w niezbędnym zakresie. Drzewa, które przechyliły się na drogę, nie
były drzewami przeznaczonymi
do wycinki i zgodnie z obowiązującymi zasadami należało je pozostawić do czasu rozkładu.
Fot. M. TOMASIAK
Przypomnijmy – 25 maja ubiegłego roku na uczestników szkolnych wycieczek z Bolesławca
(woj. dolnośląskie) i Pacanowa (woj. świętokrzyskie) w okolicach Jaskini Krowiej przewróciły się drzewa. Po reanimacji
jednej z uczennic nie udało się
uratować. Ranne zostały też trzy
inne osoby – dwoje dzieci i nauczycielka.
ubywa, także w Polsce, choć nie na tak dużą
skalę jak np. w Stanach Zjednoczonych. Szansą dla pszczół może być ich powrót do naturalnego środowiska, jakim jest las. My leśnicy
wiedząc, że pszczoła była kiedyś stałym elementem ekosystemu leśnego, staramy się, aby
do lasu powróciła.
Spalony młodnik w końcu kwietnia br. na pożarzysku w Nadl. Rudy
Raciborskie
Pożar pojawił się w sąsiedztwie szlaku kolejowego, który biegnie
przez lasy nadleśnictwa. W akcji gaśniczej wzięło udział 50 zastępów straży pożarnej, wykorzystano także 2 samoloty, śmigłowiec
oraz pociąg gaśniczy. Pomimo natychmiastowej mobilizacji leśników i strażaków oraz błyskawicznych działań spłonęło 16,70 ha
lasu w wieku 20 lat, który posadzono po pożarze z 1992 roku.
Obecnie na zniszczonym przez ogień terenie leśnicy usuwają zamierające drzewa, aby pozyskać surowiec drzewny, a tym samym
ograniczyć rozwój szkodników owadzich. Leśnicy chcą także wystąpić z wnioskiem do Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa o dotacje na odnowienie zniszczonego przez pożar drzewostanu w ramach Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007-2013. Przyczyny pożaru bada prokuratura. (mon)
5
dokończenie ze str. 2
Nie tylko leśnicy „chwalili się”
swoją profesją i walorami kniei.
Odbywały się też występy estradowe, prowadzone w dobrym
tempie, o które zadbał znany
sprawozdawca sportowy Radia
Katowice, redaktor Jerzy Góra.
Różne prezentacje przygotowały min.: Urząd Miejski w Katowicach, MPGK, Zakład Zieleni Miejskiej (promujące nową politykę
w zakresie odpadów komunalnych i segregacji śmieci), policja,
Biuro Wystaw Artystycznych, Teatr Ateneum, Miejskie Domy Kultury „Koszutka” i „Południe”. „Majówka na Sztauwajerach*, czyli
szwendanie z Ligą Ochrony Przyrody”, „Lot ku słońcu czyli rodzinne warsztaty muzyczno-plastyczne” czy „Archaika czyli wspólne
śpiewanie tradycyjnych polskich
pieśni” to tylko niektóre z zachęcających punktów programu majówki. Miłośnicy muzyki rozrywkowej mogli delektować się utworami Janis Joplin (w wykonaniu
Natalii Przybysz) i „Tadeusza Nalepy Tribute” (z wokalistą grupy
„Golden Life”), a zwolennicy muzyki celtyckiej – występem zespołu „Beltaine”. Reasumując: można
było zaspokoić różne swoje zainteresowania, a także aktywnie spędzić czas, bo w ofercie majówki
były i gry zręcznościowe, a także
wypożyczalnia rowerów.
Z tej okazji ukazało się też specjalne wydanie gazety „Nasze Miasto” pod hasłem „Nasze śmieci –
wspólna sprawa”, na łamach której m.in. dyrektor katowickiej RDLP
Kazimierz Szabla apelował do czytelników słowami: „Ustawa ustawą,
ale jeśli nie wzbudzimy społecznej
wrażliwości, to niewiele się zmieni. Jeśli widzimy, że sąsiad wywozi
śmieci do lasu, a my na to nie za-
Uczestnicy
majówki posadzili w Dolinie
Trzech Stawów
„Leśny labirynt”.
Drzewka buka,
jak widać na
zdjęciu sadzili
i najmłodsi
katowiczanie.
Wyjdźcie z galerii,
idźcie do lasu!
reagujemy, to będziemy mieli taki
stan rzeczy, jaki jest. Nie oczekujmy, ze wszystko załatwią ustawy
i ewentualne kary. Leśnicy czekają na obywatelską pomoc”.
Na koniec relacji oddajmy jeszcze głos, z prośbą o podsumowanie trzydniowej imprezy, inżynierowi Grzegorzowi Skurczakowi, koordynatorowi „Wielkiej Majówki”
ze strony Nadleśnictwa Katowice: – Imprezy otwarte typu majówki adresowane są do szerokiej
rzeszy odbiorców. W przypadku
naszego nadleśnictwa położonego praktycznie w centrum aglomeracji śląskiej lokalizacja imprezy
w Dolinie Trzech Stawów na gruntach lasów i Katowickiego Parku
Leśnego z założenia będzie udanym wydarzeniem. Wielu mieszkańców Katowic w dni wolne od
pracy korzysta rekreacyjnie z tego
terenu, i z tym założeniem przystą-
piliśmy do organizacji majówki.
Oczywiście aby impreza się udała
konieczne jest zaangażowanie i tu
chciałbym podziękować wszystkim leśnikom z nadleśnictw, które przygotowały stoiska i ofiarnie
podjęli się trudu kilkudniowej edukacji. W zamyśle organizacyjnym
mieliśmy połączenie wielu aspektów przyciągających uwagę potencjalnych odbiorców, stąd też
prowadzone były udane rozmowy z przedstawicielami władz
miasta i połączono w jeden program działania leśników, Wydziału promocji miasta Katowice, Zakładu Zieleni Miejskiej, Policji, Państwowej Straży Pożarnej, Miejskich
Domów Kultury Katowic, Bibliotek Publicznych oraz podmiotów
promujących ochronę środowiska i aktywny wypoczynek na łonie natury. Dla nas było to małe
wyzwanie, dopracowanie szcze-
Młodzi adepci zawodu leśnika mieli
okazję dokonać pierwszej weryfikacji swoich umiejętności.
gółów i przeprowadzenie uzgodnień wymagało inwencji twórczej,
z której ostatecznie powstało ciekawe wydarzenie. O pogodzie
podczas wielkiej majówki można
powiedzieć, że mogła być lepsza, jednakże niedzielne przedpołudnie witające nas słońcem i rzeszami katowiczan przyniosło nam
spełnienie oczekiwań i wiele satysfakcji z włożonego trudu w przygotowanie tej imprezy.
JERZY MACHURA
Zdjęcia: J. MACHURA,
arch. Nadl. Katowice
* Sztauwajery to nazwa Doliny
Trzech Stawów w potocznym języku katowiczan.
trybuna leśnika 6/2013
6
W
dniach 15-24 kwietnia oraz 6-15 maja
tego roku Regionalna Dyrekcja Lasów
Państwowych w Katowicach w Ustroniu-Jaszowcu zorganizowała kolejny kurs brakarski
dla pracowników LP zajmujących się gospodarką drewnem, prowadzących lub nadzorujących odbiórkę i sprzedaż drewna.
O klasę brakarską
Od 2002 roku zostało zorganizowanych już
12 takich kursów, gdzie przeszkolonych zostało
450 osób. Tematyka kursu obejmowała szerokie spektrum zagadnień między innymi z zakresu znajomości i prawidłowego rozpoznawania
wad drewna, manipulacji i klasyfikacji surowca drzewnego różnych gatunków drzew iglastych i liściastych, prawidłowości sporządzania szacunków brakarskich, znajomości obowiązujących przepisów prawnych i trybu rozpatrywania reklamacji oraz ogólnych zasad
handlu i marketingu.
Całość tematyki obejmującej wyżej przedstawione zagadnienia zrealizowana została
w formie wykładów i praktycznych ćwiczeń terenowych z uwzględnieniem konsultacji i dyskusji z prowadzącymi.
Zajęcia z kursantami prowadzili specjaliści
Nadzoru Gospodarki Drewnem z terenu RDLP
Katowice i, gościnnie w ramach współpracy, z RDLP Krosno – każdy z nich posiada najwyższy stopień brakarski, jakim jest stopień instruktora.
Wspólne zdjęcie na zakończenie kursu brakarskiego.
Na zakończenie kursu każdy uczestnik został oceniony pod względem praktycznych
umiejętności klasyfikacji surowca drzewnego
– podczas egzaminu w terenie oraz z wiedzy
teoretycznej w formie testu pisemnego. Łączna ocena z obydwu egzaminów decydowała o przyznaniu klasy brakarskiej.
W przekroju wszystkich dotychczas przeprowadzonych kursów klasę brakarską otrzyma-
„Oblicza wody” – pod takim hasłem przebiegał tegoroczny Festiwal
Nauki w Krakowie. Obok uczelni wyższych i instytutów naukowych w wydarzeniu wzięli udział leśnicy z Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych
w Krakowie, którzy wspólnie ze studentami Wydziału Leśnego Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie przygotowali leśny namiot.
Namiot leśny pełen był konkursów.
Centrum festiwalowych wydarzeń stanowił Festyn Nauki zlokalizowany na płycie Rynku Głównego. Przez trzy dni (16-18 maja)
w „naukowym miasteczku namiotowym” można było porozmawiać
z naukowcami i studentami, wykonać proste doświadczenia, ekspetrybuna leśnika 6/2013
rymenty i pomiary. Mieszkańcy Krakowa i turyści tłumnie odwiedzali
namiot leśny, przygotowany przez
studentów i leśników pod kierunkiem dr inż. Magdaleny Frączek
i dr inż. Marka Wajdzika, pracowników naukowych z Wydziału Leśnego UR w Krakowie.
ło 53 proc. jego uczestników, natomiast na
dwóch ostatnich kursach szczególnie wyróżnieni zostali: Dariusz Szczypiór z Nadleśnictwa
Kłobuck, Janusz Foltys z Nadleśnictwa Kędzierzyn oraz Henryk Michla z Nadleśnictwa Zawadzkie, którzy zarówno z egzaminu terenowego, jak i testu pisemnego, otrzymali oceny bardzo dobre.
Koło Naukowe Leśników
przygotowało ekspozycję
zdjęć „Woda w obiektywie
leśników”. Można było zobaczyć prezentację multimedialną „Wodne rośliny i zwierzęta”, eksponaty zoologiczne i botaniczne, a także odpowiedzieć na
pytanie – „Dlaczego kaczka pływa a kura tonie – czyli tajniki ptasich piór”? W ramach bloku tematycznego „Gleba – wielki zbiornik
i filtr wody”, studenci przyjmowali
wodę do analizy i pomagali określić rodzaje gleb.
Wielkim zainteresowaniem cieszyły się konkursy wiedzy leśnej. Za
wiedzę i umiejętność rozpoznawania zwierząt (ssaków, ptaków,
płazów i gadów), związanych ze
środowiskiem wodnym oraz roślin wodnych (na podstawie okazów zielnikowych), uczestnicy dostawali sadzonki drzew iglastych.
Mogli także wygrywać publikacje edukacyjne poświęcone lasom w Polsce.
– Dzieci chętnie malowały wiosnę w lesie, liście wybranych gatunków drzew leśnych, owoce
runa leśnego i zwierzęta. Trudno je
było oderwać od pracy twórczej
– mówi Barbara Mirek-Michalska,
Tekst i zdjęcie: MAREK ZAJĄC
specjalista Służby
Leśnej ds. edukacji w RDLP w Krakowie.
Oprawę artystyczną leśnych
prezentacji przygotował Zespół
Sygnalistów Myśliwskich „Hagard”. Echem rogu myśliwskiego
sygnaliści skutecznie zapraszali
do „zielonych” rozmów.
– Goście leśnego namiotu nie
tylko chcieli posłuchać muzyki rogów myśliwskich, ale także porozmawiać o historii i tradycji sygnalistyki i muzyki myśliwskiej w Małopolsce. Pytali także o techniczne
aspekty sztuki grania na rogach –
mówi Magdalena Worecka, kierownik zespołu.
Głównym koordynatorem festiwalu był Uniwersytet Rolniczy
im. Hugona Kołłątaja w Krakowie. Wśród patronów honorowych festiwalu obok ministra nauki i szkolnictwa wyższego, ministra rolnictwa i rozwoju wsi, ministra środowiska, był także dyrektor RDLP w Krakowie, a wśród instytucji wspierających to wydarzenie – Lasy Państwowe.
Tekst i zdjęcie:
ZDZISŁAWA
KOT-MALINOWSKA
rozwój przez studia
7
– Do kogo te studia są skierowane?
– Czy mógłby Pan profesor przypomnieć historię kierowanego obecnie przez siebie Wydziału?
Fot. J. DEREK
– Wydział Leśny w Krakowie został powołany w 1949 roku jako samodzielna jednostka
organizacyjna w strukturze Uniwersytetu Jagiellońskiego. W latach 1954-1963 zawieszono jego funkcjonowanie. Wydział został reaktywowany w 1963 roku w strukturach ówczesnej Wyższej Szkoły Rolniczej. Przypominam te
daty z uwagi na to, że w bieżącym roku mija
64. rocznica powołania Wydziału jako samodzielnej jednostki oraz 50. rocznica nieprzerwanej jego działalności. W utworzonym w 1949 r.
na Uniwersytecie Jagiellońskim Wydziale Leśnym kształcono na kierunku leśnictwo bez wyróżniania specjalności.
– Do osób, które chcą zdobyć wiedzę
i umiejętności niezbędne do przeprowadzania ocen oddziaływania na środowisko przedsięwzięć inwestycyjnych oraz planów i programów gospodarczych, wykonywanych na różnych etapach ich realizacji. Absolwenci kierunku posiadać będą specjalistyczną wiedzę
m.in. z zakresu podstaw projektowania inwestycji gospodarczych w kontekście ich wpływu na środowisko oraz niezbędnych procedur
wykonywania i opracowywania specjalistycznych raportów oddziaływania na środowisko.
Chodzi nam o przygotowanie absolwentów do
posługiwania się szeroką wiedzą i znajomością
technologii z zakresu ochrony i zarządzania
środowiskiem przyrodniczym, zarówno w pra-
Nowy kierunek studiów na Wydziale Leśnym w Krakowie
Zarządzaj środowiskiem!
Rozmowa z prof. dr. hab. Stanisławem Orłem, dziekanem
Wydziału Leśnego Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie
Ówcześni absolwenci studiów leśnych,
z uwagi na brak infrastruktury technicznej w leśnictwie, zajmowali się – poza działalnością czysto leśną związaną z szeroko rozumianą hodowlą, ochroną i użytkowaniem lasu – również sprawami typowo inżynierskimi jak: budowa dróg
i osad leśnych, czy zabudowa potoków górskich. Nic więc dziwnego, że po reaktywowaniu wydziału w 1963 r., z inicjatywy prof. T. Gieruszyńskiego, rozpoczęto kształcenie studentów na dwóch kierunkach specjalizacyjnych
(w obecnej nomenklaturze na dwóch specjalnościach): gospodarczo-leśnym i inżynieryjnotechnicznym. Absolwenci specjalności inżynieryjno-technicznej posiadali gruntowne wykształcenie politechniczne i stanowili zasadniczy trzon
kadry istniejących wówczas: Ośrodków Transportu Leśnego, Ośrodków Remontowo-Budowlanych i Biur Projektów Leśnictwa. Od roku 1970
rekrutowano na studia realizowane na kierunku
leśnictwo bez wyróżniania specjalności.
– Jaki profil kształcenia preferuje się na Wydziale?
– Specyfiką Wydziału Leśnego w Krakowie
jest ukierunkowanie działalności dydaktycznej
i badawczej na problematyce lasów terenów
górskich i znajdujących się w zasięgu zanieczyszczeń przemysłowych. W swojej działalności badawczej Wydział wpisuje się także w szeroki nurt badań środowiskowych i przyrodniczych. Wychodząc naprzeciw problemom, na
jakie napotykali absolwenci studiów leśnych
w swojej pracy zawodowej, od roku akademickiego 1996/97 zaproponowano studentom
studiującym w trybie stacjonarnym kształcenie
na dwóch specjalnościach: gospodarka leśna
oraz ochrona zasobów leśnych. Obecnie w ramach każdej specjalności proponowane są studentom do wyboru dwie specjalizacje.
– Tempo zmian współczesnego świata, w tym
i leśnictwa, nie omija rzecz jasna uczelnie. Jak Wydział Leśny UR w Krakowie zamierza
sprostać tym wymaganiom?
– Dynamiczny rozwój naszego kraju oraz
konieczność dostosowania systemu prawnego do wymogów Unii Europejskiej po akcesie Polski w 2004 roku postawiły również przed
leśnictwem nowe, nieznane dotychczas wyzwania i związane z nimi potrzeby edukacyjne. Mam na myśli m. in. konieczność opracowania operatów oddziaływania na środowisko przy planowaniu przedsięwzięć inwestycyjnych i programów gospodarczych. Opracowują je obecnie specjaliści po różnych kierunkach studiów, brakuje natomiast absolwentów posiadających gruntowne i kompleksowe
wykształcenie z tego zakresu.
Wprowadzona 18 marca 2011 r. nowelizacja
ustawy z dnia 25 lipca 2005 r. Prawo o szkolnictwie wyższym daje większą samodzielność
uczelniom do powoływania nowych kierunków studiów. Z tej możliwości skorzystał Wydział
Leśny w Krakowie i wychodząc naprzeciw potrzebom rynku pracy przygotował propozycję
kształcenia na kierunku Zarządzanie Środowiskiem Przyrodniczym. Przygotowane, zgodnie
z wymogami ustawowymi, efekty kształcenia
zostały przyjęte uchwałą Senatu Uniwersytetu
Rolniczego im. Hugona Kołłątaja w Krakowie
w dniu 25 marca 2013 r. i już od roku akademickiego 2013/2014 uruchomiono nabór kandydatów na I rok studiów (proszę odwiedzić stronę internetową Wydziału: http//wl.ur.krakow.
pl/). Studia realizowane będą w trybie stacjonarnym, trwać będą 7 semestrów, a po ich
ukończeniu absolwenci uzyskają tytuł zawodowy – inżynier. Będą to studia międzyobszarowe, z obszarem dominującym (według podziału dziedzin naukowych w Polsce): nauki rolnicze, leśne i weterynaryjne, ale także z efektami kształcenia z obszaru nauk technicznych
i przyrodniczych.
cy zawodowej jak i życiu publicznym. Będą to
inżynierowie łączący specjalistyczną wiedzę ze
znajomością tzw. zrównoważonego rozwoju,
procedur prawnych i dokumentacji dotyczących obiektów przyrodniczych, na które mają
wpływ prowadzone inwestycje.
– Jakie widzi Pan możliwości „odnalezienia się” na rynku pracy po ukończeniu tego
kierunku?
– Z dużą dozą prawdopodobieństwa można przypuszczać, że ukończenie nowootwartego kierunku studiów pozwoli absolwentom na
znalezienie pracy, co zwłaszcza obecnie, nie
jest bez znaczenia przy podejmowaniu decyzji
o wyborze studiów. Absolwenci będą posiadać
kompetencje do samodzielnej pracy w podmiotach gospodarczych na stanowiskach zajmujących się obsługą inwestycji w zakresie ochrony
środowiska i przyrody oraz współpracy z odpowiednimi instytucjami państwowymi. Będą także przygotowani do pracy w instytucjach samorządowych i administracji publicznej na stanowiskach związanych z ochroną przyrody i środowiska, a także w parkach narodowych i parkach krajobrazowych w działach zajmujących
się współpracą lub negocjacjami z podmiotami gospodarczymi, których działalność ingeruje,
bądź może ingerować w stan środowiska.
– Uruchomienie kierunku to praca zespołowa, ale pewnie byli jej promotorzy, liderzy, którzy doprowadzili sprawę do końca.
– Efekty kształcenia na kierunku Zarządzanie Środowiskiem Przyrodniczym przygotował
zespół powołany przez Radę Wydziału Leśnego, któremu przewodniczył dr hab. Jan Banaś,
pełniący w kadencji 2012-2016 funkcję prodziekana ds. studenckich. Pragnę serdecznie podziękować całemu zespołowi za trud i zaangażowaną pracę. Szczególne słowa podziękowania kieruję pod adresem prof. dr. hab.
inż. Wojciecha Ząbeckiego, który był inicjatorem i pomysłodawcą utworzenia nowego kierunku studiów.
Rozmawiał: JACEK DEREK
trybuna leśnika 6/2013
8
Obecnie studia inżynierskie
to za mało. Trudno lasu
i leśnictwa nauczyć się
w siedem semestrów. Trudno
też mi sobie wyobrazić,
by ich absolwenci mogli
sprostać wymaganiom
obecnych i przyszłych
czasów oraz poradzić sobie
z zarządzaniem złożonymi
ekosystemami leśnymi.
– Czy struktura zatrudnienia Lasów Państwowych będzie sprzyjała realizacji zaproponowanego w tym opracowaniu wariantowi? Zmiana pokoleniowa i inne podejście do edukacji
może spowodować sytuację, w której leśniczy
będzie miał doktorat, a jego przełożony – nadleśniczy – tylko studia inżynierskie.
– Zły to nauczyciel, którego uczeń nie przerośnie. Każdy nauczyciel powinien się cieszyć,
jeśli jego uczeń odnosi sukcesy i z czasem go
przerasta. To znaczy, że nie tylko przekazał swoją wiedzę, ale jeszcze zainspirował ucznia do
jej wykorzystania. Przykład, którym się Pani posłużyła jest zaprzeczeniem postępu. Jeśli myślimy o rozwoju firmy to raczej nastawiamy się na
rozwój. Oczywiście wprowadzany nie na zasadzie rewolucji tylko ewolucji. Sytuacje, w któ-
Leśnik na szczeblach kariery
Rozmowa z dr. hab. inż. STANISŁAWEM MAŁKIEM,
prof. Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie, prorektorem
ds. Nauki i Współpracy Międzynarodowej UR
– Rynek pracy wydaje się coraz ciaśniejszy.
Zwiększająca się konkurencja wymusza wyższy poziom wykształcenia. Potencjalny kandydat starający się o posadę np. podleśniczego nierzadko ma dyplom absolwenta wyższej
uczelni, a nie tylko świadectwo ukończenia
technikum leśnego, jak bywało jeszcze kilka
lat temu. Jak w tym aspekcie widzi Pan przyszłość kierunków związanych z leśnictwem?
– Nie ukrywam, że jestem zwolennikiem tezy,
wedle której wiedza powinna trafiać do lasu.
Poziom wykształcenia leśników na wszystkich
stanowiskach powinien być z każdym rokiem
wyższy. I to, że na stanowisko podleśniczego
wskazane byłoby ukończenie studiów II stopnia, na pewno szkody dla lasu by nie uczyniło.
Poza tym oprócz samej pracy w administracji
Lasów Państwowych jest dużo różnych możliwości, jak chociażby założenie własnego zakładu usług leśnych. Wtedy wiedza i doświadczenie zdobyte na studiach mogą zostać z powodzeniem przeniesione na grunt przedsiębiorstwa. Znam takie osoby wśród naszych absolwentów, które zaczynały skromnie od jednoosobowej firmy, a teraz mają duże przedsiębiorstwa zatrudniające wielu ludzi, inwestujące w sprzęt i pracowników. Mało tego, że te
firmy świetnie dziś radzą sobie na rynku, to jeszcze dają zatrudnienie naszym absolwentom.
Namawiałbym wręcz Lasy Państwowe do zatrudniania leśników z odpowiednim poziomem
wykształcenia, czyli po I i II stopniu. Moim zdaniem obecnie studia inżynierskie to za mało.
Trudno lasu i leśnictwa nauczyć się w siedem
semestrów. Trudno też mi sobie wyobrazić, by
ich absolwenci mogli sprostać wymaganiom
obecnych i przyszłych czasów oraz poradzić
sobie z zarządzaniem złożonymi ekosystemami leśnymi. W mojej opinii tylko pełne wykształcenie I i II stopnia, a w wielu przypadkach i III
stopnia, czyli uzyskanie tytułu doktora, daje
możliwość dobrego poznania skomplikowatrybuna leśnika 6/2013
nego, pełnego zależności ekosystemu, jakim
jest las. Trzeba też brać pod uwagę, że polskie
społeczeństwo jest coraz lepiej wyedukowane.
Przedstawiciele różnych dziedzin i zawodów
spotykają się na wielu płaszczyznach i dyskutują na różnym poziomie. Absolutnie nie chciałbym tu nikogo umniejszać, ale w spotkaniach
związanych z ekosystemami leśnymi uczestniczą przedstawiciele różnych dziedzin: biologii, medycyny, ochrony środowiska. Im wyższy poziom wykształcenia tym szersze spojrzenie na daną dziedzinę. A studia doktoranckie
dają nie tylko możliwość zdobycia wiedzy, rozwiązania danego problemu, ale często oznaczają pracę na uczelni, kontakt ze studentami, doświadczenia dydaktyczne. To wszystko
na pewno się przyda, czy to w pracy w administracji LP czy w otoczeniu leśnictwa. Bez
tego dzisiaj nie ma co myśleć o solidnej pracy. Zresztą młody człowiek powinien planować
swój rozwój, w momencie rozpoczęcia pracy
na jakimś stanowisku powinien mieć pomysł na
swoją dalszą zawodową przyszłość.
– Jak powinna taka przyszłość wyglądać?
Idealny model kariery w leśnictwie to…?
– Zakończyliśmy niedawno projekt zrealizowany dla Lasów Państwowych. Szefem całego przedsięwzięcia był dr inż. Arkadiusz Gruchała, prodziekan ds. studenckich Wydziału Leśnego Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego
w Warszawie. Temat naszego opracowania dotyczył modelu kariery, tak by młody człowiek,
który decyduje się na kontynuowanie drogi
edukacyjnej wiedział, gdzie go ten wybór doprowadzi. Podleśniczemu czy pracownikowi zakładu usług leśnych technikum leśne być może
wystarczy, ale jeśli stanowisko podleśniczego
ma być tylko jednym z etapów drogi zawodowej, to wtedy taka osoba musi zadawać sobie
sprawę z konieczności kontynuowania wykształcenia. Mamy nadzieję, że Lasy Państwowe skorzystają z naszego opracowania.
rych w grę wchodzą względy ambicjonalne
i prywatne zdarzają się w każdym środowisku
zawodowym i zwykle rodzą konflikty, od tego
całkiem nie uciekniemy. Równocześnie można znaleźć bardzo dużo przykładów ludzi, którzy pomagają swoim podwładnym, przekazują wiedzę i doświadczenie zawodowe. Coraz
więcej nadleśniczych zachęca wręcz swoich
pracowników do podnoszenia kwalifikacji.
Jeśli myślimy o rozwoju
firmy to raczej nastawiamy
się na rozwój. Oczywiście
wprowadzany nie na
zasadzie rewolucji tylko
ewolucji. Sytuacje, w których
w grę wchodzą względy
ambicjonalne i prywatne
zdarzają się w każdym
środowisku zawodowym
i zwykle rodzą konflikty,
od tego całkiem nie
uciekniemy.
– Które specjalizacje w leśnictwie będą
w Pana opinii najbardziej przyszłościowe?
– Gospodarka leśna, ochrona zasobów leśnych – to podstawowy i niezmiennie bardzo
ważny nurt w edukacji. Zarządzanie środowiskiem przyrodniczym to nowa specjalizacja,
która powinna wypełnić lukę między leśnictwem a oceną oddziaływania szeroko pojętej
gospodarki na środowisko naturalne. W skrócie – chcemy przygotować grupę ludzi, którzy będą rozumieli język przyrody i jednocześnie potrzeby inwestorów oraz konieczność
rozwoju gospodarki naszego kraju. Na pewno
ważnym obszarem z punktu widzenia edukacji jest również dbanie o tradycyjne leśnictwo.
rozwój przez studia
Może ktoś by chciał
zachować taką wizję leśnika,
który bierze dubeltówkę
na ramię, przejdzie się po
lesie, popatrzy jak tu coś
rośnie, tam coś śpiewa. Ten
romantyczny wizerunek
bezpowrotnie odchodzi ze
społecznej świadomości, bo
też nieodwracalnie zmienia
się świat wokół nas. Zdobycze
techniki są dziś w zasięgu ręki
każdego człowieka.
To ogromne doświadczenie i wiedza historyczna, bez której postęp nie byłby możliwy. Moim
zdaniem, póki Lasy Państwowe istnieją w takim
kształcie jak dziś, nadzorując obszar ponad 7
mln ha lasu, specjaliści wysokiej klasy, łączący
tradycyjną wiedzę z nowoczesnymi osiągnięciami nauki, będą wręcz niezbędni.
– Gospodarka rynkowa skłania do stawiania
pytań o koszty i zyski. Przyroda, gospodarowanie jej zasobami do tej pory były wolne od tych
pytań, przynajmniej w szerokiej świadomości
społecznej. To się jednak zmienia. Wiemy, że
działania ekologiczne muszą kosztować, ale
coraz częściej zaczynamy pytać ile, a nawet,
dlaczego tak drogo? Czy studia na wydziale
leśnym pozwolą przyszłym leśnikom uporać się
również z problemami ekonomicznymi?
– Na pewno ważnym obszarem jest dziedzina analityczno-informatyczna. Łatwo jest mówić o potrzebach i zmianach bez analizy ekonomicznej. Planowanie gospodarki leśnej musi
być oparte na rzetelnym szacunku ekonomicznym, czego czasami jeszcze brakuje. Ideałem
byłby leśnik, który uzupełnił wykształcenie o studia ekonomiczne i umiał to połączyć budując
strategię w swoim nadleśnictwie. Taki nadleśniczy decydując się na wybór jakieś opcji może
z góry przewidzieć, jakie będą z nią związane koszty i ewentualne zyski. Społeczeństwo
ma prawo w każdej chwili zapytać o koszty.
Poza tym już obecnie istnieje potrzeba szerszej edukacji związanej z obiegiem pieniądza
w lasach. Zyski ze sprzedaży drewna są inwestowane w ochronę lasu, odnowienia i wiele
różnych form działalności pozaprodukcyjnej
lasów. Dobrze było by też mieć dobrych analityków, którzy umieliby ocenić koniunkturę na
drewno i wynikającą z niej ekonomiczną opłacalność produkcji leśnej. Moim zdaniem przyszłością jest połączenie nauk leśnych i ekonomicznych, które pozwoli na stworzenie interdyscyplinarnych zespołów rozwiązujących problemy na styku gospodarki, leśnictwa i ochrony środowiska.
– Edukacja to podążanie za postępem, nowymi technologiami. Tylko czy w tym wszystkim las, ten prawdziwy, nie schodzi na dal-
9
szy plan? Czy leśniczy mając do dyspozycji
wszystkie, coraz doskonalsze narzędzia pozwalające np. na obserwacje przyrody, dzięki
kamerom, czujnikom czy wręcz satelitom będzie jeszcze musiał/chciał fizycznie wejść do
lasu, znać każdy jego zakątek?
– Las już wirtualnie „rośnie” w komputerach
różnych uczonych. Nowoczesne technologie
i narzędzia pozwalają na testowanie różnych
scenariuszy, chociażby ekonomicznych. Ciągle jednak kluczowym elementem jest obserwacja lasu przez człowieka i jego działanie w środowisku leśnym. Zdobycze techniki
mogą tylko pomóc leśnikowi w gospodarowaniu, ale nie zastąpią jego obecności w lesie i bezpośredniego kontaktu z przyrodą. Rewolucja technologiczna, która właśnie trwa
w Lasach Państwowych, dziś zabiera wiele
czasu, ale nowego trzeba się po prostu nauczyć. Młode pokolenie przyswaja tę wiedzę
już podczas studiów, starsi leśnicy na szkoleniach. Wiele osób, które z dużym dystansem
podchodziło do zmian, już zaczyna dostrzegać
korzyści płynące z nowych możliwości. Postępu
nie da się powstrzymać. Dla przykładu: mapy
papierowe zastąpią wkrótce wyłącznie cyfrowe. Każde działanie na takiej mapie zostanie
natychmiast, w czasie rzeczywistym odnotowane w systemie danych. Technologii nie da
się zatrzymać. Może ktoś by chciał zachować
taką wizję leśnika, który bierze dubeltówkę na
ramię, przejdzie się po lesie, popatrzy jak tu coś
rośnie, tam coś śpiewa. Ten romantyczny wizerunek bezpowrotnie odchodzi ze społecznej
świadomości, bo też nieodwracalnie zmienia
się świat wokół nas. Zdobycze techniki są dziś
w zasięgu ręki każdego człowieka.
– Jakie jest zainteresowanie wydziałami leśnymi wśród polskiej młodzieży? Jak oceniają
poziom polskich uczelni leśnicy z krajów europejskich?
– Póki co, jeszcze żaden wydział leśny w Polsce nie został zamknięty. Mamy dużo nowych
miejsc, gdzie leśnictwo pojawia się jako oferta
edukacyjna prywatnych uczelni wyższych. To
oznacza, że zainteresowanie tym kierunkiem
jest duże. Na wiodących uczelniach z wieloletnimi tradycjami tj. w Krakowie, Poznaniu
i w Warszawie zainteresowanie jest coraz większe. W porównaniu z uczelniami europejskimi
oferta tych wydziałów jest stawiana za wzór,
a poziom absolwentów jest coraz wyższy. Wystarczy zresztą posłuchać jak przebiega rozmowa między leśnikiem polskim a niemieckim
czy skandynawskim. Coraz mniejsze są różnice
a znajomość języków obcych i poziom wiedzy
leśnej oraz wiedza o otaczającym nas świecie
i technologiach są bardzo zbliżone. Oni są równorzędnymi partnerami, którzy mogą na tej samej płaszczyźnie wymieniać się doświadczeniami. Wymiana studencka również dowodzi,
że żadnych powodów do kompleksów mieć
nie musimy. Na nasze uczelnie przyjeżdża coraz liczniejsza grupa studentów z Europy, która chce tu zgłębiać wiedzę. Jednocześnie nasi
studenci nie czują się zagubieni na zagranicznych uczelniach i stażach.
– Co się zmieniło w ostatnich latach w działaniach dydaktycznych i czy te zmiany są od-
powiedzią na oczekiwania studentów, kół naukowych i przyszłych pracodawców?
– Studenci coraz bardziej dostrzegają, że działanie w grupie ma sens. Zarówno na etapie studiowania, jak i w aktywności skupionej w kołach naukowych. Coraz częściej też projekty badawcze mają charakter interdyscyplinarny. Badanie jakiegoś fragmentu lasu dla samego siebie i własnej satysfakcji znalezienia odpowiedzi, to jest dziś trochę za mało. Wiedza rozwija się w takim tempie, że tylko badania interdyscyplinarne dają możliwość postępu. Ja osobiście też współpracuję w swoich badaniach
z geografami i geomorfologami z Uniwersytetu
Jagiellońskiego oraz z klimatologami z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu oraz z leśnikami
o różnych specjalnościach z Poznania i Warszawy – myślę, że w tym duchu powinna się rozwijać współpraca naukowa. To zresztą przekłada
się na studentów. Przykładem takiej współpracy
może być obóz naukowy nad Bajkałem, w którym uczestniczyli studenci z wydziałów leśnego,
rolnego i z innych uniwersytetów. Dla wielu z tych
uczestników to na pewno był wspaniały początek do dalszej naukowej współpracy.
Przyszłością jest połączenie
nauk leśnych i ekonomicznych,
które pozwoli na stworzenie
interdyscyplinarnych zespołów
rozwiązujących problemy na
styku gospodarki, leśnictwa
i ochrony środowiska.
– Na wydziałach leśnych polskich uczelni
studiują nie tylko ludzie młodzi. Wielu studentów to doświadczeni zawodowo leśnicy, którzy muszą lub chcą uzupełnić wykształcenie.
Ta grupa potencjalnych studentów będzie się
zwiększać?
– To zainteresowanie w sposób naturalny
się zmniejsza, bo większość leśników już ma
wykształcenie wyższe I i II stopnia. Na pewno o uzupełnieniu wykształcenia będą musieli w przyszłości pomyśleć absolwenci I stopnia
studiów. Rzecz nie tylko w odnalezieniu się na
rynku pracy, ale w nadążaniu za osiągnięciami
współczesnej nauki. W moim przekonaniu na
uczelnię warto przyjechać nie tylko w celu uzupełnienia studiów o II stopień, ale także w celu
podjęcia studiów podyplomowych, co pomoże odnaleźć się w coraz bardziej dynamicznie
zmieniającym się świecie.
Wiedza, z którą ja, jako absolwent, opuściłem uczelnię prawie 25 lat temu, to wiedza
o leśnictwie zupełnie innym niż dzisiaj. Kontakt
z nauką to nie tylko nadążanie za postępem
technologicznym, nowymi rozwiązaniami, ale
przede wszystkim ze światem ludzi nauki. W dobie globalizacji decyzja o tym, czy się uczyć
nie zależy od możliwości i wieku, tylko od tego
czy się naprawdę chce.
Rozmawiała: MONIKA MATL
trybuna leśnika 6/2013
10
W
spółczesny, cyfrowy obraz telewizyjny ma kształt prostokąta o wymiarach 1920x1080 pikseli. Na tym skrawku wirtualnej przestrzeni można zmieścić cały świat.
Cyfrowa klatka stała się oknem,
przez który człowiek podgląda świat
natury, coraz częściej niemożliwy do zobaczenia na własne oczy.
O tym, że brakuje nam kontaktu z naturą świadczy powodzenie
i sukces tematycznych kanałów telewizyjnych poświęconych wyłącznie przyrodzie. Podglądanie dzikiego życia budzi często więcej emocji niż naładowane efektami specjalnymi kino fabularne. Początkowo nęciło przede wszystkim to, co
egzotyczne. Życie wielkich drapieżników na sawannach, mieszkańców tropikalnych puszczy i głębin
oceanów. Zmęczony cywilizacją
człowiek coraz uważniej przygląda
się własnemu otoczeniu i nierzadko
dostrzega ze zdziwieniem, że wokół
toczy się życie, istnieje zupełnie nieznany świat, który czeka na odkrycie. Leśne Studio Filmowe działające w Ośrodku Rozwojowo-Wdrożeniowym Lasów Państwowych w Bedoniu dokumentuje bogactwo polskiej przyrody. Od ponad 20 lat filmowcy–leśnicy zapisują na taśmie
filmowej dzikie życie we wszystkich
zakątkach Polski. To, które schowało się na obrzeżach miejskich aglomeracji i to, które toczy się tuż przed
naszym nosem.
Tomasz Ogrodowczyk jest nie tylko operatorem filmowym, ale także realizatorem dźwięku.  Już samo przeniesienie sprzętu na plan filmowy to nie lada wyzwanie, czasem dodatkowo utrudnione, bo dzikie zwierzęta stronią
od łatwo dostępnych dla człowieka miejsc.
Przyroda w klatce
– Lubię przywoływać słowa Alfreda Hitchcocka, który
powiedział, że w filmie fabularnym reżyser jest Bogiem,
w filmie dokumentalnym natomiast, to Bóg jest reżyserem. W tym zdaniu kryje się cała prawda o robieniu
filmów przyrodniczych – mówi T. Ogrodowczyk.
by z tak błahego powodu jak wstawanie w środku nocy, bo praca na
planie filmowym rozpoczyna się
często o trzeciej nad ranem.
– Nikt z nas tak wcześnie wstawać nie lubi – zwierza się ze śmiechem T. Ogrodowczyk i już zupełnie poważnie dodaje: – Po drugiej
Zdjęcia do najnowszego filmu poświęconemu mieszkańcom bagien i mokradeł to dni i tygodnie spędzone „na wodzie”. Zimno i wilgoć jest niczym
w porównaniu z ciągłym towarzystwem komarów i meszek.
Mało który widz zdaje sobie sprawę, że za wysmakowanymi kadrami filmów przyrodniczych, budzącymi zachwyt i wzruszenie, kryje się
katorżnicza praca i olbrzymia wiedza, którą muszą posiadać filmowcy. Filar Leśnego Studia Filmowego,
bracia Tomasz i Michał Ogrodowczykowie, to absolwenci Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu
i łódzkiej Filmówki. Tomasz Ogrodowczyk nie kryje, że trzeba czasem dużej samodyscypliny, choćtrybuna leśnika 6/2013
stronie tych zdjęć kryją się emocje.
Umieć przechytrzyć ptaka czy stado jeleni, żeby one się zbliżyły do
nas na wystarczającą odległość.
Tak zaaranżować plan zdjęciowy,
by uzyskać to, co zaplanowaliśmy.
Z ciężką kamerą na statywie trudno się skradać tak, żeby zwierzęta się nie zorientowały. To jest praktycznie niemożliwe.
Zanim jednak dojdzie do uruchomienia kamery, filmowców czeka
ciężka harówka. W sensie dosłow-
nym. Na własnych plecach trzeba
do lasu zadźwigać dziesiątki, czasem setki kilogramów sprzętu. Las
pokazywany w obiektywie kamery
unieruchomionej na statywie to za
mało. Slidery, krany filmowe jeszcze
do niedawna zarezerwowane przez
fabułę i wielkie telewizyjne show, dziś
są wykorzystywane przez filmowców
szukających nowych form i środków
wyrazów także w dokumencie. Wiedza, sprzęt, dyscyplina na planie,
nie przesądzają jednak o efekcie
końcowym, bo to co uda się zarejestrować zawsze do ostatniej chwili pozostaje niespodzianką.
– Lubię przywoływać słowa Alfreda Hitchcocka, który powiedział, że w filmie fabularnym reżyser jest Bogiem, w filmie dokumentalnym natomiast, to Bóg jest reżyserem – mówi T. Ogrodowczyk. –
W tym zdaniu kryje się cała prawda o robieniu filmów przyrodniczych. Mamy niewielki wpływ na
rzeczy, które sobie założymy w scenariuszu. Jeśli mamy wcześniej przygotowany teren, np. tak jak teraz
wybudowaną ambonę w kolonii
kormoranów, które chcemy filmować, to wiemy, że jak przyjedziemy
– coś z pewnością zrobimy. Często
zdarzają się sceny, których wcześniej nie przewidzieliśmy, np. jak jeden kormoran podkrada drugiemu budulec do budowy gniazda. Jednocześnie przylatują wrony, które chcą kormoranom podebrać jaja. Na etapie przygotowania scenariusza nie wiedzieliśmy, że
to wszystko się zdarzy, że powsta-
nie z tego fascynująca historia pełna zwrotów akcji.
Niespodzianki zarejestrowane
przez filmowców często okazują się cenne dla naukowców badających zachowania zwierząt.
Przed każdym wyjazdem ekipa
Leśnego Studia Filmowego musi
odświeżyć wiadomości na temat
zwyczajów danego gatunku. Wiedza przyrodnicza nie zmienia się
gwałtownie. Opisy i zdjęcia dokumentujące zachowania zwierząt
utrwalone na kliszy fotograficznej,
taśmie filmowej i w opowiadaniach nestora polskiego filmu przyrodniczego Włodzimierza Puchalskiego są ciągle aktualne.
– Mimo to zdarzają się, wcale
nierzadko sytuacje nigdzie wcześniej nieopisane – opowiada T.
Ogrodowczyk. – Sfilmowanie takich sytuacji, których np. ornitolog
nie jest w stanie zaobserwować,
bo jest z lornetką kilka godzin w lesie, gdy my obserwujemy wybrany gatunek kilka dni, jest dodatkowym atutem. Gdy pokazujemy
nasze filmy na spotkaniach, w których uczestniczą naukowcy, to pytań jest naprawdę dużo.
Aparaty fotograficzne, wyposażone w teleobiektywy pozwalające niezauważalnie dla zwierząt
zajrzeć fotografom dzikiej przyrody, tam gdzie do tej pory było to
zupełnie niemożliwe powodują, że
w tej dziedzinie konkurencja staje
się coraz większa. Dziś sztuką nie
jest uwiecznienie rzadkiego gatunku, ale pokazanie go w najważniejszych momentach życia:
podczas narodzin, zdobywania
pożywienia, walki o przetrwanie,
w okresie godowym, czy w chwili śmierci. Dlatego realizacja filmu
przyrodniczego to praca rozłożona na lata. Filmowcy z Leśnego
Studia Filmowego od trzech lat
11
Las
w kinie
niem skarbu państwa, w imieniu społeczeństwa dbająca o bogactwo przyrodnicze kraju, musi przekazywać idee, które będą akceptowalne przez ogół. Film jest jednym z najlepszych narzędzi pozwalających osiągnąć ten
cel. Jeśli w ten sposób leśnicy mogą przekazać swoją wiedzę przyrodniczą, przedstawić
– Jaki był początek Leśnego Studia Filmodziałania z zakresu ochrony lasu i podstawowego?
we informacje dotyczące zrównoważonej gospodarki leśnej – to taka działalność jest wręcz
– Ośrodek Rozwojowo-Wdrożeniowy poniezbędna. Filmy przyrodnicze są w Polsce barwstał w momencie, gdy leśnictwo przechodzo chętnie oglądane. Mają rzesze stałych widziło transformację techniczno-technologiczdzów, którzy są odbiorcami np. kanałów temaną. Zmieniały się metody pracy w lesie, zmietycznych poświęconych przyrodzie. Dobrze, by
niały się warunki otoczenia. Leśnictwo musiaw ofercie telewizyjnej znalazły
ło się do tego dostosować. Zasię filmy poświęcone polskiej
częto szukać sposobu jak ten
Rozmowa z TOMASZEM MODLIŃSKIM,
przyrodzie, nie tylko z powoproces wprowadzić łagodnie,
dyrektorem Ośrodka Rozwojowo-Wdrożeniowego dów edukacyjnych. Lasom
a jednocześnie jak przyspiePaństwowym potrzebna jest
szyć wdrażanie nowych techLasów Państwowych w Bedoniu
społeczna akceptacja. Im
nologii w leśnictwie. Początwiększa wiedza w społeczeństwie o pracy leśkowo powstała komórka postępu techniczneczaniem szkodliwych owadów. Rozpoczęliśmy
ników, tym to poparcie dla naszych działań
go przy Regionalnej Dyrekcji LP w Łodzi, która
współpracę z ośrodkami naukowymi, bo bez
będzie silniejsze.
z czasem przeniosła się do Bedonia. W latach
konsultacji z nimi trudno byłoby zachować od60. przekształciła się w Stację Oceny Maszyn
powiedni poziom. W tym momencie to, co po– Kto kryje się za obiektywem kamery, stoi Narzędzi Leśnych. Tu sprawdzano przydatwstawało w naszym studiu filmowym zaczęłem montażowym?
ność podstawowych narzędzi i maszyn używało nabierać coraz większej wartości meryto– Po pierwsze pasjonaci. Pracują z ogromnych w leśnictwie, niektóre udoskonalano. Prarycznej. W tym czasie zmieniał się świat wonym poświęceniem i sercem. Po drugie profecownicy stacji prowadzili szkolenia w nadleśnikół nas. Wytwórnia Filmów Dokumentalnych
sjonaliści, wszechstronnie wykształceni, zarówctwach. Pracy przybywało, zadania rosły. Ośrow Łodzi zaczęła być dla nas wyznacznikiem
no przyrodniczo, jak i pod kątem techniki fildek został rozbudowany. W pewnym momenpoziomu. Dzięki temu filmy, które powstawamowej. Dlatego efekt jest tak spektakularny.
cie zaczęliśmy filmować to, co robimy. Okazały w naszym studiu były coraz lepsze nie tylŚwiadczą o tym liczne nagrody i zainteresowało się to ciekawe i niezwykle pomocne. Film był
ko technicznie, ale przede wszystkim merytonie mediów. Oczywiście trudno nam na tym
najlepszym sposobem na przekonywanie leśrycznie. Rozpoczęła się współpraca z telewipolu konkurować z takimi tuzami, jak BBC. Ale
ników do nowych technologii. Jednocześnie
zją, która trwa do dziś.
na pewno naszym sukcesem jest stała współte filmy miały wartość instruktażową.
– Produkcja filmowa Leśnego Studia Filmopraca z kanałem dokumentalnym Planete.
– Od filmu instruktażowego do dokumentu
wego ma dziś charakter edukacyjny czy raOstatnie badania pokazały, że ponad milion
przyrodniczego daleka droga…
czej promujący działalność leśników i firmy
osób obejrzało nasze filmy czy to poprzez sieci
Lasy Państwowe?
– Z czasem zaczęliśmy poprzez filmy przekakablowe, internet, czy na płytach DVD. zywać inne idee, np. te związane z potrzebą
– Działalność LSF ma wiele aspektów. Lasy
Rozmawiała: MONIKA MATL
ochrony lasu, zapobieganiem pożarom, zwalPaństwowe jako firma gospodarująca mie-
pracują na filmowym dokumentem opowiadającym o tętniących
życiem polskich bagnach.
– Filmujemy teraz dużo ptaków
siewkowych na gniazdach: czajki, brodźce, sieweczki. Najważniejszy jest ten moment, kiedy zaczyna
się wylęg. W ubiegłym roku udało
nam się zarejestrować wylęg czajki.
To była niesamowita historia – kontynuuje opowieść T. Ogrodowczyk.
– Staraliśmy się to sfilmować od kilku
lat. Rzecz w tym, że trzeba utrafić
w odpowiedni moment. W końcu
się udało znaleźć gniazdo, a w nim
nakłute jaja z wystającymi dzióbkami. Było słychać jak pisklęta popiskiwały ze środka. W bezpiecznej
odległości od gniazda rozłożyliśmy
namiot, siatkę maskującą. Następnego dnia od świtu siedzę schowany i czekam na rozwój sytuacji. Do
wieczora nic się nie dzieję. Już się
zmartwiłem, że pisklęta wyklują się
w nocy, czyli wtedy, gdy filmowanie jest niemożliwe. Rano sprawdziłem gniazdo, na szczęście wykluł
się tylko jeden maluch, więc kolejny dzień niemal do wieczora przesiedziałem w namiocie licząc na
szczęście. Dopisało, bo wszystko zaczęło się przed zmierzchem…
Takich historii bracia Ogrodowczykowie mogliby opowiedzieć
wiele. Mimo to ciągle mnóstwo tematów, nawet dla nich, pozostaje
w sferze marzeń.
W takiej kryjówce filmowcy często spędzają godziny, a nawet dni. Wszystko
dla zaledwie kilku ujęć, które w filmie potrwają od kilkunastu sekund do
kilku minut.
– Wyzwanie pojawia się wtedy,
gdy znajdziemy interesujące miejsce, rzadki gatunek, ciekawie zlokalizowane gniazdo – tłumaczy T.
Ogrodowczyk. – I wtedy się pojawia marzenie, jakby było fantastycznie… Podaję przykład: ostatnio
dzwoni kolega i opowiada, że znalazł gniazdo żurawi na skraju olsu na
łące, w miejscu gdzie jest również
sporo dzików. Te dziki nie boją się ludzi i można je blisko podejść. Sytuacja marzenie, bo dziki podchodzą
blisko gniazda, a zdesperowane
żurawie je przepędzają. To jest akcja, która mi się marzy. Ideał sceny
filmowej do naszego filmu.
„Magia sosnowego boru”, „Dzika przyroda w sercu Europy”, „Moczary i uroczyska” – te filmy wyprodukowane przez LSF można było
zobaczyć m.in. na kanale dokumentalnym Planete. Zostały również wydane na płytach DVD.
W przeciwieństwie do wielu produkcji filmowych ich wartość rośnie z czasem, bo świat przyrody,
któremu człowiek z coraz większą
bezwzględnością narzuca swoją
wolę, zmienia się nieustannie. Las,
który znamy dziś, za 20 lat może
okazać się miejscem, które ponownie czeka na odkrycie.
Tekst: MONIKA MATL
Zdjęcia: TOMASZ I MICHAŁ
OGRODOWCZYKOWIE
trybuna leśnika 6/2013
12
C
Wiele poruszanych na konferencji
tematów wywoływało sporo emocji.
Nic dziwnego, że dyskusje w grupach
były burzliwe.
ztery lata temu powstało Stowarzyszenie Kobiet Lasu. Panie pracujące w szeroko rozumianym leśnictwie postanowiły się zrzeszyć, by wzajemnie się
wspierać, integrować i zmieniać
zawodową rzeczywistość, tak by
była bardziej przychylna dla kobiet w tym do niedawna zarezerwowanym dla mężczyzn świecie.
Cyklicznie SKL organizuje spotkania i warsztaty dla swoich członkiń. II edycja konferencji szkoleniowej „Lasy dla Kobiet” odbyła
się w połowie maja w Ustroniu.
Jej dyrektor Kazimierz Szabla wygłosił wykład o polityce kadrowej
w Lasach Państwowych, stanie
rzeczywistym i potrzebnych w tek
kwestii zmianach. Model kariery,
edukacja, sposoby wynagradzania i motywowania pracowników,
system nagród i możliwość wspierania rozwoju zawodowego – to
najważniejsze kwestie poruszone
przez K. Szablę.
Liderki zostawiają drabinę
Na dwudniowe spotkanie przyjechało 30 uczestniczek. Pierwszy dzień został poświęcony szeroko pojętej współpracy i umiejętności kooperacji. Prowadząca
zajęcia prezes zarządu Stowarzyszenia Izabela Pigan podzieliła
uczestniczki na kilkuosobowe zespoły, które wzięły udział w grze
przypominającej granie na giełdzie. Panie, które w każdej grupie wybrały swoją liderkę i negocjatorkę licytowały ceny drewna w kilku sesjach. By osiągnąć
w tej grze sukces trzeba było nie
tylko osiągnąć porozumienie wewnątrz grupy, ale umieć współpracować z innymi, które potencjalnie stanowiły konkurencję na
rynku. Było dużo śmiechu i żartów,
bo w grę nie wchodziły rzeczywiste miliony złotych, ale nawet bawiąc się, panie mogły się przekonać, ile znaczy dobra współpraca
i uczciwość w relacjach zawodowych. W pierwszym dniu spotkania uczestniczki dyskutowały też
o rozwiązaniach, które ułatwiają
kobietom godzenie ról pracownicy i matki. Na przykładach rozwiązań wprowadzonych już w życie przez duże firmy dyskutowano nad takimi udogodnieniami,
jak elastyczny czas pracy, szkolenia ułatwiające powrót po urlopach macierzyńskich czy przedszkolach prowadzonych dla dzieci pracowników. Panie mówiły też
o potrzebie szkolenia liderek, które
potem mogłyby aktywizować kolejne kobiety.
– Dla mnie priorytetem jest program mentoringowy. Bardzo nam
zależy na tym, żeby zaczął funkcjonować w praktyce. Polega on
na tym, że kobieta, która osiągnęła sukces, pomaga w karierze
swoim utalentowanym koleżankom, dzieli się swoją wiedzą, doświadczeniem, doradza – tłumaczyła I. Pigan. – To świetnie funkcjonuje w wielu firmach, szczególnie na Zachodzie Europy i w Stanach Zjednoczonych. Jestem
przekonana, że u nas również
zda to egzamin, tym bardziej, że
mamy w swoim gronie takie panie, które byłyby idealnymi mentorkami. Taki system miałby duży
wpływ na kształtowanie etyki zawodowej i byłby dowodem na to,
że kobieta, która dotarła na zawodowy szczyt „nie wciąga drabiny za sobą”, o co jako kobiety jesteśmy często stereotypowo
posądzane.
Zdaniem uczestniczek spotkania ciągle za mało kobiet na swojej drodze zawodowej ma możliwość zajmowania stanowisk w zarządach firm. Niewątpliwie sukcesem ostatnich lat jest to, że mamy
dużo kobiet na średnim szczeblu zarządzania – mówiła podczas
wykładu w Ustroniu Izabela Pigan.
I podkreśliła, że badania naukowe
potwierdzają lepsze wyniki firm,
które mają zarządy koedukacyjne, w których kobiety pełnią rzeczywistą rolę, a nie stanowią jedynie rodzaj ozdobnika.
Zaproszenie uczestniczek konferencji przyjęli przedstawiciele dyrekcji RDLP w Katowicach.
W spotkaniu uczestniczył również Bogdan Gieburowski, zastępca dyrektora RDLP w Katowicach
ds. gospodarki leśnej, który opowiedział o leśniczkach, które wywarły znaczący wpływ na jego życie zawodowe i prywatne.
Celem takich warsztatów, jak
te zorganizowane w Ustroniu,
jest integracja środowiska kobiet.
Dlatego większa część programu
miała charakter mniej formalny.
Wstępem do nieoficjalnej części
spotkania był referat przygotowany przez Iwonę Kocoń, leśniczkę z Nadleśnictwa Ujsoły i jednocześnie niezwykle utalentowaną,
zdobywającą medale, biegaczkę narciarską. Prezentacja przygotowana przez I. Kocoń miała
nie tylko przybliżyć duże sukcesy
leśników w tej dziedzinie sportowej, ale przede wszystkim przekonać słuchaczki do zalet narciarstwa biegowego. Za uprawianiem
tej dyscypliny sportowej przemawia zdaniem prelegentki nie tylko
to, że jest tańsza od narciarstwa
zjazdowego, ale przede wszystkim mniej kontuzyjna, nie wymaga specjalnie przygotowanych
tras i jest odpowiednia dla osoby
w każdym wieku oraz, co okazało
się kluczowym argumentem, pięknie modeluje sylwetkę.
W programie konferencji nie
mogło zabraknąć wyjazdu do
lasu. Popołudnie i wieczór panie
spędził na Wyrhczadeczce w sąsiednim Nadleśnictwie Wisła, gdzie
mogły zobaczyć słynną, nie tylko w Polsce, wolierową hodowlę głuszców.
Drugi dzień konferencji miał charakter warsztatowy. Zajęcia obejmowały techniki wzmacniania odporności psychicznej i radzenia sobie ze stresem oraz etykietę biznesową i kreowania wizerunku. Iwona Kocoń z Nadleśnictwa Ujsoły tłumaczyła uczestniczkom spotkania, na czym polega wyższość narciarstwa
biegowego nad zjazdowym i przekonywała do aktywności sportowej.
trybuna leśnika 6/2013
Tekst i zdjęcia: MONIKA MATL
13
Świat leśnych map
20 maja br. w Instytucie Badawczym Leśnictwa w Sękocinie Starym odbył się wernisaż
wystawy „200 lat kartografii leśnej”.
Wystawę, która powstała dzięki inicjatywie dyrektora IBL prof. dr. hab. Tomasza Zawiły-Niedźwieckiego, współorganizowały
instytucje zajmujące się kartografią leśną: organizatorów, a także Archiwum Głównego Akt Dawnych w Warszawie, Leśnego Zakładu Doświadczalnego SGGW w Rogowie
oraz z zasobów własnych nadleśnictw i osób
prywatnych.
Wystawa obejmuje ponad 120 map oraz
narzędzi służących do ich sporządzania. Zgro-
Wernisaż w Instytucie Badawczym Leśnictwa z udziałem ponad setki osób.
Dyrekcja Generalna Lasów Państwowych, Biuro Urządzania Lasu i Geodezji Leśnej, Instytut
Geodezji i Kartografii, Wydział Leśny SGGW
oraz Ośrodek Kultury Leśnej w Gołuchowie.
Prezentowane mapy pochodzą ze zbiorów
zwierciedlającymi położenie odwzorowanych
obiektów. Należą do nich m.in. „Mapa Leśnictwa Kozienickiego” z 1810 r. i „Mapa Leśnictwa Koronnego Warszawa” z 1818 r.
Niektóre mapy obszarów leśnych, np. mapy
Nadleśnictw Kozienice i Zwierzyniec, zaprezentowano jako kolejne cykle planów urządzania lasu, począwszy od prowizorycznego
urządzania z 1946 r., przez urządzanie definitywne w 1954 r. oraz kolejne rewizje wykonywane co 10 lat aż do ostatniej. Teren Puszczy
Wystawa map.
madzono na niej wiele eksponatów pochodzących z ubiegłych stuleci. Pierwsze mapy
wspomagające prowadzenie gospodarki
leśnej są odręcznymi, pięknie kaligrafowanymi rysunkami, nie zawsze precyzyjnie od-
Kozienickiej uwidoczniony jest też na mapach
powstałych w Instytucie Geodezji i Kartografii pod koniec XX wieku, które przedstawiają
klasyfikacje drzew i siedlisk Puszczy zinterpretowane ze zdjęć satelitarnych.
Na wystawie przedstawiono również mapy
sporządzane współcześnie metodami kartografii cyfrowej, a szeroki zakres ich zastosowań obejmuje wykaz 15 różnych typów map
zdefiniowanych w „Instrukcji technicznej sporządzania i wydruku map leśnych” stanowiącej III część „Instrukcji urządzania lasu”
z 2012 roku.
Uzupełnieniem map jest ekspozycja narzędzi służących do ich sporządzania, m.in. autograf, którego oryginał można obejrzeć w Muzeum Leśnym OKL w Gołuchowie, podziałka
transwersalna – przyrząd niezwykle pomocny
taksatorom przy precyzyjnym mierzeniu odległości na mapach oraz planimetr – będący przez całe dziesięciolecia podstawowym
narzędziem do pomiaru powierzchni na mapach gospodarczych.
Po zakończeniu ekspozycji w siedzibie IBL
w Sękocinie Starym wystawa będzie prezentowana również na Wydziale Leśnym SGGW
w Warszawie i Wydziale Leśnym UP w Poznaniu, w Biurze Urządzania Lasu i Geodezji Leśnej w Sękocinie, w siedzibach RDLP w Gdańsku i Radomiu, Ośrodku Kultury Leśnej w Gołuchowie, jak również podczas XXVII Ogólnopolskiej Konferencji Historyków Kartografii w Lublinie.
Mapa łowiecka Polski wydana w 1938 roku. Do dziś zachowały się tylko 3 oryginalne egzemplarze
tej mapy.
Tekst i zdjęcia: ARTUR SAWICKI
kustosz wystawy
trybuna leśnika 6/2013
14
R
ozciągające się na długości około 25 km pasmo Żuków
to dobry przykład dużego kompleksu leśnego pełniącego różne funkcje produkcyjne i pozaprodukcyjne. Prowadzi się tutaj
szereg prac z zakresu hodowli lasu i pozyskania drewna, realizuje program małej retencji górskiej, udostępnia teren w ramach
szeroko pojętej edukacji przyrodniczo-leśnej itp. Zadania te realizują leśnicy z Nadleśnictwa Ustrzyki Dolne.
Całe pasmo Żuków zalicza się
do Gór Sanocko-Turczańskich.
W jego środkowej części znajduje
się Holica (768 m n.p.m.), od której
odchodzą mniejsze grzbiety górskie – jedno zakończone Jaworem, drugie podzielone na mniejsze grzbiety z kulminacją Stożka
i Moklika. Szczególnie interesujące są zalesione, strome grzbiety
tzw. „Stożków” położone na terenie Leśnictwa Teleśnica. Składają
się one z pięciu charakterystycznych, rozmieszczonych obok siebie, szczytów. Graniczą one z Jeziorem Solińskim. Znajduje się tu-
Widok z Ustianowej na pasmo Żuków. W tle komin z tzw. „Kombinatu” – byłego Przedsiębiorstwa Produkcji
Drzewnej.
GRZBIETAMI ŻUKOWA
m.in. rzeka Strwiąż mająca źródła
pod Wielkim Królem w okolicach
Ustrzyk Dolnych. Rzeka ta płynie w kierunku wschodnim przez
Krościenko uchodząc na terenie
Ukrainy do Dniestru. W projekcie
Fragment „Stożków” położonych nad Jeziorem Solińskim.
taj półwysep – zamieszkały przez
jedynego tutaj osadnika Krzysztofa Brossa – będący dziś jedynie pamiątką po dawnej wsi – Teleśnicy Sannej, która została zalana przez wody zbiornika solińskiego. Jeszcze na początku XX wieku mieszkało tu ponad 700 osób.
Ciekawostką okolicznych lasów
są także skałki – wychodnie zbudowane z grubej ławicy odpornego na wietrzenie piaskowca dolnokrośnieńskiego. Przy granicy z Ukrainą położony jest najwyższy grzbiet Żukowa
– tzw. grupa Jaworników. Grzbietem Żukowa przebiega kontynentalny dział wód rozdzielający
zlewnię Morza Bałtyckiego i Morza
Czarnego. Do tej drugiej należy
trybuna leśnika 6/2013
go składu drewna w odległości
trzech, a nawet czterech kilometrów – wyjaśnia leśniczy Bogdan Jakiel.
Taki stan rzeczy odzwierciedla
jeden z tutejszych składów drewna położony na obrzeżach wsi
Daszówka, nazwany przez leśników i lokalną ludność „Koniec
świata”. Stąd już tylko samochodem terenowym albo pieszo jesteśmy w stanie dotrzeć do odległych powierzchni leśnych objętych zabiegami gospodarczymi. Dlatego też prace z zakresu
pozyskania i zrywki drewna należą tutaj do jednych z najtrudniejszych w całym Nadleśnictwie Ustrzyki Dolne. Żeby udostępnić oddalone tereny leśne realizuje się
zadania związane z budową szlaków zrywkowych, dróg leśnych
i składów drewna. Wszystko po to,
żeby ułatwić i usprawnić prowadzenie racjonalnej, wielofunkcyjnej gospodarki leśnej. jest utworzenie rezerwatu przyrody „Przełom Strwiąża” w okolicach
Brzegów Dolnych na granicy Leśnictw: Brzegi i Łodyna.
TRUDY POZYSKANIA
Tutejsze lasy są poprzecinane licznymi jarami i wąwozami.
Grzbiety są bardzo strome. Zagęszczenie dróg leśnych jest niewielkie. Wszystkie te czynniki sprawiają, że prace związane z zagospodarowaniem lasu są znacznie utrudnione. Wzrastają koszty pozyskania i zrywki drewna.
Np. w Leśnictwie Teleśnica średnia długość zrywki wynosi około 2
km, a czasem jest jeszcze znacznie dłuższa.
– Zdarzają się cięcia w oddziałach oddalonych od najbliższe-
Zatoka Teleśnicka.
SZYBOWISKO NA HOLICY
Zbocza Żukowa posiadają doskonałe warunki lotne. Odkryli je
już przed ostatnią wojną członkowie Związku Awiatycznego Studentów Politechniki Lwowskiej.
W 1933 roku w okolicach Ustianowej uruchomiono ogromne
szybowisko, znane w całej Europie. Wyposażone zostało w odpowiednią infrastrukturę lotniczą:
lotnisko dla samolotów w dolinie,
wyciągarki dla szybowców, hangary. Funkcjonował tutaj Wojskowy Obóz Szkoleniowy, w którym
odbywały się kursy m.in. dla uczniów szkoły w Dęblinie. Na szybowisku odbywały się liczne zawody, na których dokonywano
nowych rekordów Polski. W 1938
roku w Ustianowej odbyły się Szybowcowe Mistrzostwa Polski. Szybowisko prężnie działało do końca sierpnia 1939 roku. Po wybuchu II wojny światowej zostało zajęte przez Niemców i po jej
w stronę Bieszczadów
zakończeniu nie zostało reaktywowane.
– W tamtym okresie szybowisko
na Holicy należało, obok szybowiska w Bezmiechowe,j do jednego
z najbardziej znanych w Polsce.
W okolicach szczytu jeszcze dzisiaj
są widoczne miejsca po dawnych
hangarach – tłumaczy Roman Jurek, nadleśniczy Nadleśnictwa Ustrzyki Dolne.
Na mapach sprzed okresu II
wojny światowej wyraźnie widać,
że znaczna część pasma Żuków
była wylesiona. Szczególnie dotyczyło to przyszczytowych partii Holicy, gdzie sprawnie działało
15
ZAPOMNIANE WSIE
Rozległe doliny położone w paśmie Żuków były przed II wojną
światową intensywnie użytkowane i zamieszkałe przez ludzi. Do
bardziej znanych wsi należały
m.in. zakładane na prawie wołoskim Sokołowa Wola i Paniszczów.
W pierwszej z nich jeszcze w połowie XX wieku mieszkało prawie
400 osób, wśród nich narodowości żydowskiej i rusińskiej. W 1827
roku we wsi wybudowana została cerkiew grekokatolicka p.w. św.
Dymitra. Istniał tu młyn i dwie karczmy. W latach 1945-1951 Sokołowa Wola była w rękach ZSRR. Zabudowania opustoszały i z biegiem czasu uległy zniszczeniu i rozbiórce. Do dzisiaj zachowały się jedynie szczątki kilku nagrobków na dawnym cmentarzu.
Jeszcze bardziej interesująca jest historia wsi
Paniszczów. Przed II wojną światową mieszkało
tu około 900 osób narodowości polskiej i rusińskiej. Tu także mieściła się cerkiew p.w. św.
Paraskewii. Dwie ikony z jej wnętrza znajdują się obecnie w muzeum historycznym w Sanoku. W latach 70. ub.
wieku cerkiew służyła,
jako owczarnia. Nad
potokiem Paniszczówka działały dwa młyny wodne, jak również
tartak parowy. We wsi
Wychodnie skalne w Leśnictwie Teleśnica.
zlokalizowane
były dwa folwarki. Obecnie pamiątką
szybowisko. Dziś położona na tepo dawnej wsi pozostarenie Leśnictwa Ustianowa znaczły jedynie zadrzewienia
na część tego terenu jest zalesioparkowe, stare drzewa
na. Są to zazwyczaj drzewostaowocowe, fundamenty
ny młodszych i średnich klas wiezabudowań i piwnic.
ku z udziałem jodły i buka, w których prace hodowlane skupiają
W latach 70. i 80. na
się m.in. na czyszczeniach późobszarze wspomnianych i trzebieżach wczesnych.
nych wsi prowadzono inCzęść z nich to z kolei drzewostatensywny wypas bydła
ny przedplonowe położone na
i owiec. Ciekawostką jest
gruntach porolnych wymagajątakże to, że w tym czasie
ce stopniowej przebudowy skłaosiedliło się tutaj stado
du gatunkowego. Natomiast po
bieszczadzkich żubrów.
stronie południowej, leżącej na
W okresie największego
obszarze Leśnictwa Łobozew akrozwoju liczyło około 30
tualnie spotykamy w przewadze
sztuk. Na skutek zarażedojrzałe, rębne drzewostany jodnia gruźlicą bydlęcą stałowe, bukowe i jaworowe.
do zostało całkowicie zliObecnie grzbietem Żukowa budowana jest droga leśna przebiegająca trasą starej, przedwojennej,
wiejskiej drogi mająca w przyszłości
ułatwić planowanie, organizację
i prowadzenie prac leśnych.
kwidowane w 2000 roku.
Część osobników zostało odstrzelonych, reszta
prawdopodobnie padła, bądź stała się ofiarą dużych drapieżników.
Fragment mapy z 1938 roku przedstawiający wylesiony grzbiet Holicy z
szybowiskiem.
Od tego czasu w tej okolicy nie
obserwuje się śladów bytowania
tych zwierząt.
PIESZO I NA NARTACH
Z inicjatywy Nadleśnictwa Ustrzyki Dolne w 2000 roku zboczami Żukowa została wyznaczona
ścieżka dydaktyczna „Na stokach
Żukowa” o łącznej długości około
3,5 km. Na początku ścieżki utworzono obiekty „Zielonej Klasy” wyposażone w tablice informacyjne
i miejsce biwakowe. Wzdłuż trasy
przygotowane zostały punkty edukacyjne, a na szczycie Holicy taras widokowy.
– Każdego roku odbywają się
tutaj cykliczne imprezy, np. Dzień
Ziemi, sadzenie lasu i różnego typu
spotkania leśników z dziećmi i mło-
Kwitnące drzewo owocowe w Sokołowej
Woli – pamiątka po dawnej wsi.
dzieżą szkolną dotyczące szeroko
pojętej edukacji przyrodniczo-leśnej – informuje Wioletta Flis, specjalista Służby Leśnej ds. ochrony
lasu w ustrzyckim nadleśnictwie.
Dużym plusem tutejszych tras
jest to, że są one dostosowane nie
tylko dla turystów pieszych. Szczególnie zimą bardzo dobrze przygotowane trasy do uprawiania
narciarstwa biegowego cieszą się
dużym zainteresowaniem. Odbywają się tutaj liczne zawody sportowe. Każdego roku jest organizowany m.in. Bieg Lotników, w którym rywalizują, w swojej kategorii,
również leśnicy.
W okolicy ścieżek przyrodniczych powstają także niewielkie zbiorniki wodne. Są one jednym z wielu zadań realizowanych
przez Nadleśnictwo Ustrzyki Dolne
w ramach programu małej retencji górskiej.
Pasmo Żuków to dobry przykład
rozległego kompleksu leśnego,
który w minionych okresach był
intensywnie użytkowany. Podobne miejsca spotykamy np. w sąsiednich Bieszczadach czy Beskidzie Niskim. Teren w wielu miejscach został wylesiony, a rozległe
doliny zagospodarowane przez
człowieka. Na skutek tego środowisko naturalne uległo wyraźnemu przekształceniu. Dziś znaczną
cześć tego obszaru znowu porasta las, m.in. dzięki działalności Lasów Państwowych. Kontrastem
do tego są malownicze fragmenty nieużytkowanych, zróżnicowanych wiekowo starodrzewi rozproszonych po niedostępnych miejscach Żukowa.
Tekst i zdjęcia: MARCIN PLAZA
Nadleśnictwo Ustrzyki Dolne
trybuna leśnika 6/2013
16
– W ciągu tych wszystkich lat obserwuję przyrodę. Tą, którą próbują kierować ludzie i tą, która rządzi się własnymi prawami. To, co robimy
jako leśnicy bardziej przypomina pracę rolników, którzy tak działają by w perspektywie zebrać zbiory stosując różnorodne uproszczenia
i schematy. I przyznam, że coraz częściej zaczynam mieć wątpliwości, bo takie podejście
niekoniecznie musi być dla lasu dobre. Zaczynam skłaniać się do tezy, że leśnictwo musi się
rozdzielić na dwa kierunki. Produkcję, czyli po
prostu plantacje drzew. Las chroniony niech
podlega naturalnym procesom, którymi człowiek może ewentualnie delikatnie sterować. Tutaj w górach jest trochę drzewostanów prowadzonych w sposób bliski naturze, czyli w sposób
przerębowy i to wydaje się być w tej chwili najlepszym rozwiązaniem godzącym gospodarczy
interes człowieka i respektującym prawa natury. Po tych 35. latach, to co niezmiennie sprawia mi satysfakcję, to na pewno fakt, że robię
coś o czym zawsze marzyłem. Z przyjemnością
chodzi się do pracy, która sprawia radość i satysfakcję, a jeszcze za nią płacą.
– Często spełnione dziecięce marzenia weryfikuje niezbyt korzystnie rzeczywistość? Fascynacja zawodem leśnika nie rozczarowała Pana?
– Odkąd pamiętam las był zawsze blisko.
Mogę powiedzieć, że rosłem z lasem. Mieszkaliśmy na Przedgórzu Iłżeckim, początku Gór Świętokrzyskich, to były wtedy nadleśnictwa: Lubienia i Marcule. Ojciec pracował w lesie, był wozakiem, i często zabierał mnie ze sobą do pracy. Jak już byliśmy z bratem wystarczająco duzi
i przychodziły wakacje, to ojciec kupował nam
konia i pierwszy miesiąc pracowaliśmy z nim
w lesie przy zrywce i wywozie drewna. Dopiero
w drugim miesiącu wakacji mogliśmy gdzieś pojechać na obóz albo po prostu spędzić je beztrosko. Poza tym zawsze fascynowały mnie ptaki. Ornitologia była moją pasją, do tego stopnia, że ciągle coś podpatrywałem, nagrywałem
głosy, ale też próbowałem hodować. Były więc
kanarki, gołębie, różne rodzaje kaczek i oczywiście psy. Jeden nawet jakiś czas mieszkał ze
mną nielegalnie w internacie Technikum Leśnego w Zagnańsku, dopóki nie przekonałem rodziców, żeby u nich został.
– Z Gór Świętokrzyskich w Beskidy? Nie ciągnęło Pana po studiach w rodzinne, dobrze znane
strony, do tego „lasu, z którym Pan rósł”?
– Do Wisły przyjechałem za żoną. Poznaliśmy
się w Krakowie podczas studiów. Żona pochodzi
z Zaolzia, mieszkała w Beskidach w Łomnej koło
Jabłonkowa. Jak ustalaliśmy, gdzie zamieszkamy po ślubie to twardo stawiałem warunek, że
mogą to być góry, ale po polskiej stronie granicy. I tak osiedliśmy w Wiśle. To miejsce kojarzyło
mi się też ze źródłami największej polskiej rzeki.
To brzmiało tak bardzo romantycznie, że będę
pracował u źródeł Wisły... Był jeszcze jeden powód. Podczas studiów przygotowywałem w kole
naukowym leśników, w sekcji łowieckiej referat
o głuszcach. Trafiła wtedy do moich rąk książka „Głuszec w lasach śląskich” autorstwa Andrzeja Czudka, byłego konserwatora przyrotrybuna leśnika 6/2013
Fot. arch. Z. RZOŃCY
– Wczoraj, 15 maja minęło dokładnie 35 lat od
momentu kiedy rozpoczął Pan pracę w Nadleśnictwie Wisła. Jakie są najważniejsze spostrzeżenia leśnika po ponad trzech dekadach pracy?
Zenon Rzońca na spacery do lasu często chodzi z oswojonym kogutem głuszca - Bartkiem.
Rosłem z lasem…
Rozmowa z ZENONEM RZOŃCĄ, zastępcą nadleśniczego
ds. genetyki w Nadleśnictwie Wisła
dy w Katowicach. To była właściwie kronika od
czasów Habsburgów do okresu międzywojennego, która w dużej mierze dotyczyła także dość
niezwykłej historii tego nadleśnictwa. To wszystko razem czyniło mi tę Wisłę od początku bardzo bliską. Do domu mnie oczywiście ciągnie,
do rodziców. Mama niedawno obchodziła 80.
urodziny. Ale jestem bardziej „stela”. Całe swoje dorosłe życie spędziłem na Śląsku i nie ukrywam, że jest mi tu naprawdę dobrze.
– Wiele razy spotkałam się z opinią, że górale
jak żadna inna społeczność rozumie i respektuje prawa natury. Potwierdzają to Pana zawodowe doświadczenia?
– Zgadzam się z tym w całej pełni. Po pierwsze
już sama rozmowa z pracownikiem, który kontynuuje tradycję rodzinną w drugim, a nie rzadko
w trzecim pokoleniu powoduje, że czuje się, że
to są ludzie, którzy rośli w lesie. Oni nie tylko zarabiają w lesie pieniądze, ale mają z tej pracy
sporo przyjemności i satysfakcji. Miałem taki epizod w swoim życiu zawodowym – przez prawie
12 lat pracowałem w Nadleśnictwie Kobiór. To
było nadleśnictwo, gdzie do pracy zatrudniano
ludzi z całego kraju. Często trafiali się tacy, którzy nie umieli na dłużej zagrzać miejsca w żadnej pracy i na koniec zostawało im kopanie rowów w melioracji albo praca robotnika leśnego
– „siągorza”. Wtedy się przekonałem jak ważna
w pracy leśnika jest dobra komunikacja i umiejętność wyjaśnienia dlaczego tak, a nie inaczej
należy dane zadanie wykonać. Bo można mieć
ogromne plany i dużo chęci, co z tego, jeśli zaraz na początku rozbiją się o brak zrozumienia
przez ich wykonawców. Tymczasem rzeczywiście górale są partnerami do rozmowy na co
dzień. Do wielu oczywistych rzeczy nie trzeba ich
przekonywać, bo oni doskonale rozumieją procesy, którym podlega przyroda, mimo że może
nie umieją ich fachowo nazywać.
– W tutejszych lasach sporo jest własności
prywatnej. Skoro górale „czują przyrodę”, skąd
bierze się obiegowa opinia o złym stanie sanitarnym prywatnych lasów?
– Panuje taka opinia, że lasy niepaństwowe to
kłopot, bo np. posusz nie usunięty w terminie. To
najczęściej zdarza się w tych przypadkach, gdy
właścicielami są ludzie mieszkający daleko stąd.
Nim się dotrze do takiego człowieka, zanim on
to zorganizuje, to wszystko trwa i posusz rzeczywiście jest. Znam też wielu posiadaczy lasów, i takich jest tu większość, gdzie można iść i pokazać
należący do nich las jako przykład porządnego
gospodarowania. Właścicielem jest często jeszcze dziadek, który jak wnuki się pożenią i zaczynają się budować, daje im drewno na budowę.
Wygląda to tak, że idą z leśniczym do lasu i wyznaczają drzewa do wycinki. To są zwykle drzewa, które naprawdę czekają, żeby je wyciąć.
One od początku były zostawiane pod przyszłe
potrzeby, a w drzewostanie mają już kilka pokoleń następców. Umiejętnie wycięte i okrzesane
z gałęzi, przycięte na wymiar, żeby przy zrywce
nie uszkodzić podrostu. W efekcie w lesie nawet
śladu nie ma po ich usunięciu. Szalenie mi się ten
góralski szacunek do lasu podoba i to zrozumienie, że można tak gospodarować, by starczyło
kolejnym pokoleniom. Ludziom się tu nie przelewa, ale pieniądz nie decyduje o wszystkim.
– Te 35 lat nie mogło być tylko pasmem sukcesów przynoszących satysfakcję. Każdy medal ma dwie strony… Ta, którą uważa Pan za
porażkę to…?
– Na pewno epizod związany z pracą na stanowisku nadleśniczego w Węgierskiej Górce. Nie
umiałem się porozumieć z niektórymi ludźmi. To
była kwestia priorytetów. Tak byłem wychowany, w takim duchu, że dla leśnika las musi być
najważniejszy i potrzebom lasu trzeba podporządkować wszystkie działania. A czasami trzeba inaczej, trzeba szukać równowagi. Ludzie nie
lubią kiedy im się zwraca uwagę i „pogania” do
lepszej pracy. Może czasem lepiej przymknąć
oko, może zdarzają się sytuacje, w którym inte-
praca i pasja
17
– Miałem takie poczucie, że robienie dobrej roboty w lesie
niekoniecznie może być gwarancją dobrych stosunków
międzyludzkich. To doświadczenie nauczyło mnie, że są ludzie,
do których bardzo trudno jest dotrzeć i trzeba naprawdę
dużej rozwagi, żeby takiemu komuś nie wyrządzić przykrości
i jednocześnie wytłumaczyć, że coś trzeba zrobić.
res człowieka przeważa…? Poza tym wchodzenie do nowego środowiska jest trudne, szczególnie w chwilach przełomowych, kiedy zmieniają się realia gospodarcze i ustrojowe. Tarcia
między ludźmi są wtedy ostrzejsze. Dodatkowo
w małych społecznościach występują mocne powiązania rodzinne. Miałem tam takie poczucie, że robienie dobrej roboty w lesie niekoniecznie może być gwarancją dobrych stosunków międzyludzkich. To doświadczenie nauczyło
mnie, że są ludzie, do których bardzo trudno jest
dotrzeć i trzeba naprawdę dużej rozwagi, żeby
takiemu komuś nie wyrządzić przykrości i jednocześnie wytłumaczyć, że coś trzeba zrobić. Ja
wtedy bardzo dużo chodziłem po lesie. Jak widziałem, że coś jest nie tak, od razu zwracałem
uwagę. Dziś to nikogo nie dziwi, ale wtedy taki
styl pracy nie był powszechny. Uchodziłem za
człowieka, który szuka „dziury w całym”.
– Z Węgierskiej Górki wrócił Pan do Wisły i zajął się czymś, co przyniosło niewątpliwie nie tylko satysfakcję, ale okazało się później kluczowym rozwiązaniem, gdy beskidzkie drzewostany dosięgła klęska rozpadu świerczyn.
– Wróciłem do Wisły. Tu gdzie zaczynałem.
Miałem szczęście, bo właśnie śp. profesor Janusz Sabor wyszedł z pomysłem utworzenia Regionalnego Banku Genów, a nadleśniczy Witold
Szozda przyklasnął temu pomysłowi. W dyrekcji
regionalnej też widziano tę potrzebę i przedsięwzięcie, przy wsparciu finansowym NFOŚiGW,
udało się zrealizować. Dziś wiemy, że to była
dobra decyzja, bo kiedy dotknęła nas katastrofa rozpadu świerczyn w Beskidach to nie zaczynaliśmy od zera. Mieliśmy własną bazę nasienną oraz techniczne środki do ich wykorzystywania i zabezpieczenia. Zawsze też czułem, że
gospodarując w górach nie można się ograniczać do powszechnie stosowanych zasad biorących często pod uwagę tylko aspekty ekonomiczne. Sadzonki z nizin będą tańsze choćby dlatego, że tam jest lepsza gleba i dłuższy
sezon wegetacyjny. Jak się kilka lat popracuje w górach i poobserwuje las to się po prostu
wie, że takie sadzonki, mimo że tańsze i na pozór dorodniejsze nie dadzą pożądanego efektu. Bank genów daje nam możliwość postępowania w sposób najbardziej zbliżony do tego,
co robi sama przyroda. Nasiona drzew nie migrują w promieniu kilkuset kilometrów, nie przemieszczają się też z regla dolnego do górnego,
co najwyżej w odwrotnym kierunku. Wędrując
po górach często się dziwimy, że wierzchołki gór
są odsłonięte, mimo że sadzimy tam las. Często
przyczyna tkwi właśnie w tym, że wysadzane sadzonki nie były przystosowane do ekstremalnie
trudnych warunku klimatycznych, bo pochodziły z innej strefy klimatycznej czy z innego siedliska. Mamy tutaj w Wiśle Rezerwat Barania Góra,
który jest idealnym poligonem doświadczalnym.
Tam w czasach Habsburgów była jedna część
przewrócona przez wiatr w szczytowej części.
Są też tzw. wąskie zręby założone w okresie międzywojennym i odnowione sztucznie. Jak przyszedł kornik, to te 80-letnie drzewostany posadzone na zrębie zostały pierwsze zaatakowane
przez opieńkę i owady. Zaraz obok nich, w bezpośrednim sąsiedztwie, rosną stare, wielopiętrowe drzewostany z przewagą świerka pamiętające rękę Habsburgów, których kornik nie tknął.
Wiele z tych świerków ma grubo ponad 200 lat.
Na jednym z takich drzew, na przekroju, naliczyłem 300 lat, ale jak się przyjrzeć szerokości słojów to łatwo można dostrzec, że pierwsze 100
lat drzewo to rosło w silnym ocienieniu. Musiało od początku rosnąć w wielopiętrowym drzewostanie, który jak się okazuje może przetrwać
znacznie dłużej, gdyż jest bardziej odporny niż
taki równowiekowy posadzony niczym plantacja. W rezerwacie, zgodnie z programem ochrony, zostawiamy takie zamarłe powierzchnie do
odnowienia przyrodzie, ale w pozostałych przypadkach nie mamy innego wyjścia jak zebrać
nasiona z drzewostanów, które przetrwały klęskę
i sadzonkami wyhodowanymi z tych nasion odnawiać powstające powierzchnie.
– Może chcemy za szybko? Może trzeba dać
przyrodzie czas nie tylko w rezerwacie?
– Chodzi o to by nie wylać dziecka z kąpielą.
W tym, że pomagamy przyrodzie trochę przyspieszyć naturalne procesy nie ma nic złego,
pod warunkiem, że będą to działania rozważne, oparte na solidnej analizie doświadczeń
wcześniejszych pokoleń. Czasem lepiej poczekać niż zrobić głupstwo. Często byłem świadkiem takich działań, które przyniosły szkodę. Np.
jeszcze do niedawna jak na nizinach sadzono
dęby, a wysiały się wśród nich brzozy, to było
takie przekonanie, że te brzozy trzeba wyciąć
w trakcie czyszczeń. W efekcie dąb zamiast rosnąć – cierpiał. My w górach też już pochopnie
nie usuwamy lekko nasiennych gatunków, które się tu wysiewają same, i które my sami dosadzamy, choćby po to by jodła – jeden z gatunków, na których nam zależy, rosła jak najdłużej
w ich cieniu. Jodła potrzebuje czasu by stworzyć
mocny system korzeniowy i wytworzyć „rdzeń”
z wąskosłoistego drewna. Ta wiedza to nie jest
nic nowego, tylko nam leśnikom często bliższa
jest wiedza przejęta z rolnictwa, zgodnie z którą
– jak sam posadzę to będzie mi rosło i to aż do
czasu kiedy nadejdzie termin zbioru plonów. Że
jest to błędne rozumowanie świadczy ilość drewna usuwanego corocznie jako użytki przygodne.
Jeśli leśnik umiejętnie reguluje górę drzewostanu i rozważnie gospodaruje ilością światła dopuszczanego do dolnych warstw, to przyroda
sama zrobi swoje. Tak kierując lasem można go
mieć stale, i to w formie wielopiętrowych drzewostanów, z których pobierane jest przyrastające drewno, a dla postronnego obserwatora
prawie nic się w takim lesie nie zmienia. – Jest Pan zwolennikiem nowoczesnych technologii? Cyfrowe mapy, teledetekcja, modele komputerowe, systemy nawigacji… Leśniczy
dziś nie może znać tylko lasu, musi umieć ten
las wpisać w system.
– Na pewno wykonujemy wiele czynności, które z dużą dozą prawdopodobieństwa nikomu
nie będą przydatne. Usiłujemy mieć wirtualny las
zamiast chodzić do lasu. U młodszego pokolenia często obserwuję takie przekonanie, że jak
nie ma w komputerze to również nie ma w rzeczywistości. Tymczasem rzeczywistość skonfrontowana na własnych nogach, i to tak spokojnie, powoli, z przyglądnięciem się naturze oddaje prawdziwe realia. Ja mam poczucie, że komputery na początku ułatwiały pracę, szczególnie biurową. Zaoszczędziły nam np. wielokrotnego przepisywania tych samych danych. Dziś to
robi automat. W związku z tym pchamy do niego jeszcze dużo innych różnych, mniej potrzebnych rzeczy, zamiast pożytkować ten czas na
bycie w lesie w momentach decydujących. Np.
leśnik, który wyznacza drzewo do wycinki musi
być przeświadczony, że to drzewo spełniło już
do końca swoją rolę w tym drzewostanie. Bo jeśli
przyjmiemy, że np. tylko wiek wyznacza granicę
dla całego drzewostanu, to w tym momencie
stajemy się plantatorami. Chodzi o to by zachować zdrowe proporcję między hodowlą a eksploatacją lasu. Podobnie z technologią – nie
można się jej bać, ale ostateczne decyzje powinien podejmować człowiek w oparciu o konfrontację z realnym stanem rzeczy.
– W środowisku miłośników przyrody jest Pan
znany jako człowiek, któremu z sukcesem udało się przywrócić środowisku naturalnemu zagrożony gatunek – głuszca. Ten piękny ptak
był Pana kolejnym zawodowym wyzwaniem
czy raczej pasją? – To jest zdecydowanie moja pasja. Natomiast przez to, że zdołałem nawiązać współpracę z wieloma osobami posiadającymi olbrzymią
wiedzę przydatną do prowadzenia hodowli,
które zechciały się tą wiedzą podzielić, to udało się osiągnąć sukces polegający na umiejętności otrzymywania dużej ilości głuszców przydatnych do życia na wolności. Próby hodowania głuszców sięgają okresu międzywojennego, ale dopiero tutaj, w Wiśle, udało nam się
to zrobić na tak dużą skalę. W ub. roku doczekaliśmy się przychówku 104 młodych głuszców.
Pozostaje nam jeszcze nauczyć się hodować
lasy, by były bardziej przyjaznym miejscem dla
życia głuszców. – Sporo w czasie tej rozmowy mówimy o zachowaniu równowagi w przyrodzie, w wykorzystaniu technologii, w gospodarce leśnej. Z perspektywy tych 35. lat udało się Panu zachować
harmonię między życiem zawodowym i prywatnym?
– To jest pytanie bardziej do mojej żony. Jestem na pewno w tej kwestii nieobiektywny. Trudno mi to do końca rozdzielić. Czuję przyjemność
jak jestem w pracy w lesie. Czas w domu to czas
kradziony. Na szczęście dzieci są już dorosłe, wykształcone i usamodzielnione. My z żoną umiemy
się w tym wszystkim odnajdywać już przez blisko
40 lat, a jak już się żona czuje bardzo, bardzo samotna to też ją zabieram do lasu.
Rozmawiała: MONIKA MATL
trybuna leśnika 6/2013
18
Niech żyją rośliny!
W
dniach 16-17 maja 2013 roku
na Wydziale Biologii i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach miała miejsce druga edycja „Fascynującego
Świata Roślin”, stanowiąca część
światowej akcji – Fascination of
Plants Day, odbywająca się pod
auspicjami Europejskiej Organizacji Nauk o Roślinach (European
Plant Science Organization). Tegoroczne hasło imprezy brzmiało
„Niech żyją rośliny!” Celem tego
wydarzenia było przedstawienie
pracy ludzi, dla których największą fascynacją są rośliny, a także
przekazanie przesłania, że wiedza
o roślinach jest niezmiernie ważna dla rozwoju licznych dziedzin
naszego życia, m.in. rolnictwa,
ogrodnictwa, leśnictwa, zrównoważonego wytwarzania żywności,
kosmetyków i farmaceutyków.
17 maja Wydział Biologii i Ochrony Środowiska UŚ na ul. Jagiellońskiej 28 stał otworem przed uczestnikami licznych wykładów, warsztatów, laboratoriów, konkursów
i pokazów. Program był bardzo
bogaty. W sumie odbyło się bowiem aż 53 różnych tematycznie
zajęć w 6 kategoriach, tj.: pokaz
(3), wykład (15), quizy i konkursy
(4), wystawy (11), laboratorium
(13) i warsztaty (8).
trybuna leśnika 6/2013
kawy świat roślin afrodyzjakalnych. Drugim gościem specjalnym był dyrektor RDLP w Katowicach dr inż. Kazimierz Szabla, który w swym wykładzie „Odrodzony
jak Feniks z popiołów – narodziny
lasu po wielkim pożarze”, opowiedział zgromadzonym historię największego pożaru lasów rudzkorudziniecko-kędzierzyńskich, jaki
miał miejsce w 1992 r.
wem Śląska, a zarazem Polski, lipą
drobnolistną z Cielętnik, o obwodzie 10,5 m . Do wypełnienia wnętrza okręgu wspomnianej lipy trzeba było 57 osób.
W ramach obchodów „Fascynującego Świata Roślin” odbył
się po raz pierwszy konkurs fotografii przyrodniczej „Przyglądamy się naturze”, którego głównymi bohaterami były rośliny.
Uczestnicy nadesłali kilkaset zdjęć
Wielką atrakcją tegorocznych
w trzech kategoriach tematyczodchodów FŚR było „spotkanie”
nych: 1. MOJE ULUBIONE DRZEz najgrubszym drzewem świata,
WO, 2. PODGLĄDAMY ROŚLINY,
cypryśnikiem meksykańskim, rosCZYLI MAŁE JEST PIĘKNE (MAKROnącym w Santa Maria del Tule,
FOTOGRAFIA BOTANICZNA), 3.
w stanie Oaxaca, w Meksyku.
ROŚLINY I ICH ZAPYLACZE.
Sponsorem nagród w konkursie była Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych
w Katowicach. Laureaci
konkursu, zdobywcy I miejsca, otrzymali kompaktowy aparat fotograficzny, II
– ramkę elektroniczną z pilotem, a III – statyw fotograficzny. Wszyscy laureaci I,
II i III miejsca otrzymali też
komplet pięciu płyt z głosami ptaków, a zdobywcy
czterech wyróżnień w każdej z kategorii, piękne, albumowe wydawnictwa książkowe. Ponadto, zdobywcy
I miejsc będą mieli sposobność wyjechać wraz z rodzicami na tzw. „Weekend
w Nadleśnictwie” do nadleśnictw Brzeg, Kędzierzyn
Uczestnicy spotkania starają się pokazać skalę wielkości drzew: lipy (w środi Węgierska Górka, gdzie,
ku), dębu i ogromnego cypryśnika meksykańskiego, którego obwód wynosi 58
z aparatem fotograficzmetrów.
nym w ręku, wraz z gosponego Śląska, Regionalna DyrekWydarzenie to, odbywające się
darzami, będą mogli oglądać locja Ochrony Środowiska, Zespół
na dziedzińcu Wydziału Biolokalne atrakcje turystyczne i przyParków Krajobrazowych Wojegii i Ochrony Środowiska przy ul.
rodnicze, kończąc pobyt wspólwództwa Śląskiego, Centrum StuJagiellońskiej 28, skupiło uwanym ogniskiem.
diów nad Człowiekiem i Środowigę licznych mediów. Przybyli na
Komitet Organizacyjny „Fascyskiem, Zespół Szkół Budowlanych
spotkanie wspomniani wcześnującego Świata Roślin, edycja
im. K.K. Baczyńskiego w Chorzoniej goście specjalni, a także po2013” pragnie serdecznie podzięwie, Ogród Śląski Żurek, Egzotazostali przedstawiciele Regiokować wszystkim osobom i instyrium w Sosnowcu, Nomak – pronalnej Dyrekcji Lasów Państwotucjom zaangażowanym w jego
dukty ekologiczne oraz urzędy
wych w Katowicach i Nadleśnizorganizowanie. Wyraża też namiasta: Katowice, Chorzów, Sosctwa Katowice, pracownicy Egdzieję, że kolejne edycje tej imnowiec, Gliwice i Zabrze.
zotarium w Sosnowcu, pracowniprezy będą się cieszyć niesłabcy
WBiOŚ,
w tym
liczni
profesoroObchody „Fascynującego
nącym zainteresowaniem wśród
wie tego Wydziału oraz studenci
Świata Roślin” uświetnili swą
dzieci i młodzieży szkolnej oraz
i młodzież
szkolna,
utworzyli
wspólobecnością goście specjalni.
osób dorosłych naszego wojenie krąg, odmierzając w ten spoJednym z nich była dr Halina Gawództwa.
sób obwód gigantycznego drzelera, adiunkt w Zakładzie Ekologii
wa, sięgający aż 58 metrów. GiRoślin i Ochrony Środowiska, WyANNA ORCZEWSKA
gant z Nowego Świata jest niedziału Biologii Uniwersytetu Warwspółmiernie wielki w porównaszawskiego, która wygłosiła wyAutorka jest dr. hab. w Katedrze Ekologii
niu z najgrubszym drzewem Eurokład: „Pieprzno i szafranno, moja
Wydziału Biologii i Ochrony Środowiska
py, dębem szypułkowym z Norra
mościa panno. Rośliny w służbie
Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach
Kvil w Szwecji, mierzącym 15,5 m
miłości”, wprowadzając zgromaw obwodzie
i najgrubszym
drze(www.wbios.us.edu.pl)
dzonych na nim słuchaczy w cieTegoroczna impreza nie mogłaby się odbyć z takim rozmachem i z tyloma atrakcjami, gdyby nie hojność licznych sponsorów. Były nimi: Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Katowicach, Euro-Centrum Park Naukowo-Technologiczny, Polskie
Towarzystwo Botaniczne, Oficyna Wydawnicza Multico, Centrum Dziedzictwa Przyrody Gór-
Fot. Ł. MAŁKOWSKI
Tegoroczne obchody „Fascynującego Świata Roślin” odbywały
się pod honorowym patronatem
JM Rektora UŚ, prof. zw. dr hab.
Wiesława Banysia i, w odróżnieniu
od roku ubiegłego, trwały aż dwa
dni. Dzień 16 maja był dniem Sesji Plenerowej, kiedy to odbywały się wycieczki terenowe i inne
zajęcia prowadzone poza uczelnią. Były one prowadzone nie tylko przez pracowników Wydziału
Biologii i Ochrony Środowiska, ale
także przez licznych Partnerów Zewnętrznych, którzy zechcieli w tym
roku włączyć się we wspólne działania. Byli wśród nich m. in. Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Katowicach, Zespół Parków Krajobrazowych Województwa Śląskiego, Centrum Dziedzictwa Przyrody Górnego Śląska,
Śląski Ogród Botaniczny w Mikołowie, Euro-Centrum Park Naukowo
-Technologiczny w Katowicach,
Muzeum Górnictwa Węglowego
w Zabrzu, Muzeum w Chrzanowie,
Egzotarium w Sosnowcu, Palmiarnia Miejska w Gliwicach oraz Instytut Ekologii Terenów Uprzemysłowionych w Katowicach. W sumie w programie Sesji Plenerowej
znalazło się aż 37 warsztatów terenowych prowadzonych na terenie całego województwa śląskiego.
Przygotowano blisko 1700 miejsc
na różnych zajęciach, tj. o 661 więcej niż w 2012 r. Uczestnikami byli
uczniowie z 37 szkół województwa śląskiego, a także osoby prywatne.
pożegnania
19
Od płynącego wesoło
złotego potoku
do andrychowskiego
najstromszego stoku
Od rodzinnej jury
po kobiórskie lasy
przez te wszystkie lekkie
i te ciężkie czasy
Zebrani w tej karczmie
by pożegnać go śpiewem
Do północy? Do rana?
Tego jeszcze nie wiem,
ale wiem, że wilczysko
co się lubi kręcić
zostanie na zawsze w sercu
i w pamięci!
A nas jutro do pracy
znowu wezwie puszcza
Niestety… również Józef
nasz szerg opuszcza
I nie stawi się w biurze
nasz kolega drugi
…Pośpi sobie dłużej,
w łóżku się ponudzi
Ten co od beskidzkich
aż do szwedzkich lasów
umiał tak handlować,
że za jego czasów
przychody w dyrekcji
rosły na wykresach
a nam przybywało gotóweczki
w kiesach.
Dzięki naczelniku
za twe słowa, wykłady!
Od guru handlowców
najcenniejsze porady
Kończąc zakrzyknijmy:
niech wam bór wciąż darzy!
Na emeryturce pod palmą,
na słonecznej plaży
Fot. arch. RDLP Katowice
w katowickiej dyrekcji,
w znoju oraz trudzie
Marian lasom służył
moi mili ludzie
Wspólne zdjęcie z pożegnania J. Dziurosza i M. Kręciwilka.
Dziękujemy
za współpracę!
24 kwietnia 2013 roku w Ustroniu Jaszowcu, w Karczmie Góralskiej „Jaszowianka”, na
zaproszenie przechodzącego na emeryturę
mgr. inż. Mariana Kręciwilka, st. specjalistę ds.
gospodarki drewnem w Regionalnej Dyrekcji
Lasów Państwowych w Katowicach oraz kończącego pracę w tej dyrekcji mgr. inż. Józefa Dziurosza, naczelnika Wydziału Marketingu, wraz z małżonkami, odbyło się spotkanie,
w którym uczestniczyli ich współpracownicy,
koleżanki i koledzy.
Maria Michalska, zastępca dyrektora ds.
ekonomicznych RDLP w Katowicach, przypomniała drogę zawodową, jaką przebyli wyżej wymienieni, podkreślając stabilizację odnoszącą się do Pana Mariana w przeciwieństwie do Pana Józefa, dla którego typowe
były zmiany zarówno miejsc pracy, jak i wykonywanych zawodów.
Marian Kręciwilk rozpoczął pracę w Nadleśnictwie Złoty Potok, gdzie zatrudniony był
na stanowiskach: podleśniczego, leśniczego
i zastępcy nadleśniczego. W 1982 roku awansował na stanowisko nadleśniczego Nadleśnictwa Kobiór. W 1989 roku podjął pracę w biurze RDLP Katowice i od tego czasu zakres wykonywanych przez niego zadań związany był
z marketingiem i brakarstwem.
Józef Dziurosz rozpoczął pracę w Nadleśnictwie Ujsoły, a następnie pracował jako
nauczyciel (dyrektor szkoły), prowadził również działalność gospodarczą (sklep, pensjonat) i artystyczną. Dał się poznać jako osoba
wszechstronnie utalentowana: leśnik, matematyk, polonista, artysta, filozof. Pracę w RDLP Katowice podjął w 1999 roku, początkowo w Wydziale Kontroli i Ochrony Mienia, a od 2000 roku
pełnił funkcję naczelnika Wydziału Marketingu.
Praca na tym stanowisku przypadała na okres
pełen zmian w zasadach sprzedaży drewna. Dzięki wiedzy jaką posiadał, dobrej organizacji pracy, umiejętności współpracy zarówno ze
służbami marketingowymi w podległych jednostkach, jak i z kontrahentami, zdolnościom
nawiązywania kontaktów, prowadzenia trudnych rozmów z niesłychaną cierpliwością i kulturą osobistą, zyskał opinię wybitnego profesjonalisty w tej trudnej dziedzinie w całej organizacji LP.
Z przyczyn osobistych Pan Józef rok temu zrezygnował ze stanowiska naczelnika i pracował na
1/2 etatu, a z dniem 28 lutego br. podjął decyzję
o zakończeniu pracy w RDLP Katowice.
Spotkanie było okazją do podziękowania za
lata współpracy, za wspólne przeżycia, za okazaną życzliwość, zrozumienie, udzielone rady,
przekazane doświadczenie.
Dyrektor M. Michalska odczytała list skierowany przez dyrektora RDLP Katowice dr. inż.
Kazimierza Szablę do panów: Mariana i Józefa. Nie sposób wyrazić opinii w kilku słowach,
ale niezwykle wzruszające były słowa uznania
i pełne życzliwości odniesienie się do projektowanej przez J. Dziurosza wyprawy kamperem
w wymarzone regiony świata.
Koleżanki i koledzy podziękowania ujęli poetycko w formie wiersza dedykowanego każdemu z osobna (zamieszczamy go obok), zaś
uświetniający spotkanie grą na gitarze i śpiewem Arek Dudek z Nadleśnictwa Andrychów
zaskoczył wszystkich talentem literackim – wierszem tak trafnym, doskonale charakteryzującym osobowości żegnanych Kolegów, którego treść zamieszczamy.
Szczególnym wydarzeniem spotkania było
przekazanie klupy – tytułu „Dziekana brakarzy” przez M. Kręciwilka najbardziej sędziwemu z brakarzy Jurkowi Kramarzowi.
Szybko upływa życie, jak potok płynie czas,
a my wspominać mile będziemy zawsze Was. trybuna leśnika 6/2013
20
Dzień Ziemi
w Bogumiłku
Na kilka dni przed oficjalnymi obchodami, 19 kwietnia miało miejsce interesujące zdarzenie związane z Dniem Ziemi, w którym mieli przyjemność uczestniczyć przedstawiciele Nadleśnictwa Koniecpol. W tym
dniu cała społeczność Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego
w Bogumiłku wzięła udział w programie artystycznym, konkursie przyrodniczym i leśnych zgadywankach. Wszystko to odbyło się za sprawą opiekunów, ich trudu i poświęcenia, który włożyli w przygotowanie
obchodów, za co podopieczni podziękowali im wiedzą, uśmiechem
i serdecznym, nierzadko wzruszającym, uściskiem. Trudno dobrać odpowiednie słowa, by opisać wspaniałą atmosferę i aurę tego niezwykłego miejsca.
Fot. arch. Nadl. Koniecpol
Promowanie postaw ekologicznych w społeczeństwie oraz próby
uświadamiania jak kruchy a zarazem niezastąpiony jest nasz ekosystem, to działania niejednokrotnie podejmowane w ramach prowadzonej edukacji leśnej. Szczególnie mocno są one akcentowane podczas międzynarodowych świąt, a takim z pewnością był Dzień Ziemi
corocznie przypadający na 22 kwietnia.
Wspólne sadzenie pamiątkowego drzewka na terenie Specjalnego Ośrodka
Szkolno-Wychowawczego w Bogumiłku.
Tegoroczne hasło „Elektroodpady – proste zasady” związane było
z problemem segregacji śmieci, ich nadmiernego wytwarzania, ale i recyklingu, w ośrodku pojawiły się kręgle – nie kolorowe, kupione w sklepie, lecz przygotowane z butelek po wodzie mineralnej. A i przyznawane w konkursie punkty miały postać plastikowych nakrętek. Poprzez
dobrą zabawę z pewnością wzrosła i tak już duża świadomość w zakresie odpowiedzialności za stan naszego środowiska. Zaangażowanie
wychowanków pokazało, że kolejne podobne akcje są jak najbardziej
uzasadnione, a edukacyjny i dydaktyczny efekt takich działań jest bardziej niż wymierny. Tym mocniej warto podkreślić, że podopieczni wraz
z wychowawcami, na co dzień dbają o otaczającą nas przyrodę, czego dowodem są czyste, wolne od śmieci, pobliskie tereny, w dużej części stanowiące leśne ostępy.
Uczestnicy spotkania zadeklarowali chęć napisania bądź rysunkowego przekazania swoich myśli, na wykonanym z makulatury papierze, Listu do Ziemi, aby w ten sposób włączyć się do akcji zorganizowanej przez Fundację Ekologiczną Arka.
Na zakończenie uroczystości, w przyszkolnym ogrodzie, wspólnie zasadziliśmy drzewo. Był to platan klonolistny, dla jednych mitologiczny
symbol dominanty kompozycyjnej, dla innych oznaka czystości serca,
a w magicznym Bogumiłku niech utwierdza w przekonaniu, że wkład
w pracę na rzecz ochrony środowiska podopiecznych Specjalnego
Ośrodka Szkolno-Wychowawczego winien być dla wszystkich impulsem
do podjęcia działań o dbałość otaczającego nas świata.
URSZULA GÓRALCZYK
Nadleśnictwo Koniecpol
Wychowankowie ośrodka w przemarszu z okazji Święta Ziemi.
J
ak poznać tradycje łowieckie?
Jak odpowiednio przygotować
się na wyprawę do lasu? Gdzie
znaleźć najbogatszą ofertę nowych produktów? Odpowiedzi na
te pytania znajdziemy na Międzynarodowych Targach Łowieckich
EXPOHunting, które w kwietniu
przyszłego roku odbędą się po raz
piąty w Centrum Targowo-Konferencyjnym Expo Silesia w Sosnowcu. EXPOHunting to obecnie najdynamiczniej rozwijające się targowe wydarzenie w Polsce, na
którym spotykają się sympatycy
łowiectwa i miłośnicy przyrody nie
tylko z Polski, ale również z zagranicy. Podczas ostatniej edycji na
targach obecnych było blisko 140
wystawców z 8 krajów, którzy zaprezentowali swoją ofertę ponad
7 tysiącom zwiedzających.
EXPOHunting to targowa impreza łowiecka, która co roku odnotowuje znaczący wzrost, zarówno
liczby prezentujących się firm, jak
trybuna leśnika 6/2013
EXPOHunting 2014
było znaleźć artykuły i akcesoria
przydatne każdemu myśliwemu.
Na targach nie zabrakło oferty
biur polowań i pracowni preparatorskich. EXPOHunting to wydarzenie, które wyznacza trendy w polskim łowiectwie. Podczas edycji
2012 szczególnym zainteresowaniem cieszyło się prezentowane po
raz pierwszy na targach w Polsce
łucznictwo 3D. Edycję 2013 wzbogacili knifemakerzy, którzy prezentowali swoje prace na specjalnej
strefie zorganizowanej pod patronatem Polskiego Stowarzyszenia
Twórców Noży i Broni Białej.
i zwiedzających. Podczas ostatniej
edycji po raz kolejny strefę A wypełniły firmy z zakresu broni i amunicji. Na ich stoiskach można było
obejrzeć przede wszystkim broń
gładkolufową i gwintowaną, a także pneumatyczną. Strefa B to oferta optyki, odzieży, obuwia, wyposażenia i rękodzieła związanego
z myślistwem. W strefie C można
Zapraszamy do udziału w jubileuszowej, 5. edycji Międzynarodowych Targów Łowieckich EXPOHunting, która odbędzie się
w dniach 4-6 kwietnia 2014 roku
w Centrum Targowo-Konferencyjnym Expo Silesia! Więcej na www.
expohunting.pl.
konkurs sygnalistyki myśliwskiej
21
Rogi brzmiały dla Zbramira
112 sygnalistów z całej Polski wzięło udział w jubileuszowym V Małopolskim Konkursie Sygnalistki Myśliwskiej „O Róg Zbramira”. W klasie mistrzowskiej solistów zwyciężyła Gabriela Kaźmierczak z Zespołu Sygnalistów Myśliwskich „Akteon” SGGW w Warszawie i ona odebrała Róg Pless renomowanej marki Melton, ufundowany przez patrona honorowego konkursu, Przewodniczącego Sejmiku Województwa
Małopolskiego. Najlepszym zespołem w klasie „G”– mistrzowskiej został „Akteon”, który zabrał do Warszawy Róg Zbramira – trofeum małopolskiego konkursu.
Młodość w natarciu – ostatnie próby.
Otwarcie konkursu – fanfarą honorową dyryguje dr Maciej Strawa, przewodniczący Klubu Sygnalistów Myśliwskich PZŁ.
Sygnaliści walczyli o laury w 15
klasach. Wystąpiły również 23 zespoły sygnalistów. Jakub Bąk,
najmłodszy uczestnik startujący
w klasie początkujących miał 8
lat, najstarszy sygnalista liczył sobie 60 wiosen.
W tym roku o prymat w klasie
mistrzowskiej zacięty bój stoczyły panie: Gabriela Kaźmierczak
i Julia Królik. Ostatecznie sygnalistka z Uniwersytetu Rolniczego
w Krakowie zajęła II miejsce. Trzecim mistrzem-solistą został Krzysztof Mroczkowski z Nadleśnictwa
Strzałowo. On również był najlep-
szym leśnikiem grającym na rogu
myśliwskim.
W klasie „B” regionalnej dla
średniozaawansowanych najlepszymi okazali się: Wojciech Pieprzyca z Małopolskiego Centrum Dźwięku i Słowa w Niepołomicach, Piotr Gryboś z Nadleśnictwa Niepołomice, Wojciech Kurzeja z Nadleśnictwa Nawojowa
oraz Paweł Ormanty z Technikum
Leśnego w Starym Sączu.
Laureaci konkursu wraz z Kazimierzem Barczykiem, przewodniczącym
Sejmiku Województwa Małopolskiego.
W klasyfikacji mistrzowskiej zespołów warszawski „Akteon” próbowały dogonić: ZSM Technikum
Leśnego w Brynku (2 miejsce)
Publiczność podczas koncertu finałowego na dziedzińcu niepołomickiego
zamku.
Przedstawiciel zespołu „Akteon” odbiera z rąk Stanisław Sennika, dyrektora
RDLP w Krakowie, trofeum – „Róg Zbramira”.
i ZSM „Leśna Brać” reprezentujący
Nadleśnictwa Spychowo i Strzałowo (3 miejsce).
Rolniczy w Krakowie – Zespół Sygnalistki Myśliwskiej „Hagard” z Wydziału Leśnego.
Konkurs zorganizowali: Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Krakowie i Uniwersytet
Tekst i zdjęcia: ZDZISŁAWA
KOT-MALINOWSKA
trybuna leśnika 6/2013
22
z informatyką na „ty”
Forum i czat
Jednym z podstawowych zadań internetu – poza źródłem informacji – jest komunikacja. Jest
ona rozumiana na wiele sposobów, zarówno odpowiadająca tradycyjnej poczcie – mailowa,
telefonii – komunikatory głosowe, jak i bardziej charakterystyczna dla samego internetu, czyli
przede wszystkim fora dyskusyjne oraz różnego rodzaju czaty.
Fora dyskusyjne są to najczęściej grupy dyskusyjne posiadające strukturę WWW, dzięki
czemu uczestnictwo w takiej grupie odbywa
się za pomocą przeglądarki internetowej i nie
wymaga instalowania żadnego dodatkowego
komunikatora. Fora dyskusyjne są coraz bardziej popularną formą komunikacji pomiędzy
ludźmi zainteresowanymi danym tematem,
prowadzone są przez większość dużych portali, instytucji, organizacji branżowych, a także
firm czy portali społecznościowych. Fora są to
miejsca, gdzie uczestnicy mogą się dołączyć
do dyskusji, wymienić poglądy, poradzić się
w danej sprawie, poznać opinie innych osób.
Najczęściej nie ma ograniczeń dla uczestników dyskusji i każdy może do takowej dołączyć, jednakże niekiedy wymagana jest rejestracja użytkownika.
Struktura forum dyskusyjnego opiera się na
wątkach tematycznych, które są tworzone
najczęściej przez uprzywilejowanych uczestników forów zwanych moderatorami. Uczestnik danego forum ma możliwość zamieszczania swoich wypowiedzi, informacji, komentarzy, zapytań itp. (tak zwanych postów). Moderatorzy najczęściej mają możliwość „czuwania” nad funkcjonowaniem forum, np. zajmują się tym, aby wypowiedzi, zapytania tra-
ajlepszym „leśnym” gawędziarzem 2013 roku został Antoni Zięba, nauczyciel wiedzy o kulturze z Zespołu Szkół Leśnych i Ekologicznych w Brynku. Rozstrzygnięto VII Ogólnopolski Konkurs „Bajarze
z Leśnej Polany” im. redaktora Andrzeja Zalewskiego, w Ośrodku Kultury Leśnej w Gołuchowie.
Mistrzowie słowa Drugie miejsce zajęła Weronika
Wróblewska z Zespołu Szkół Leśnych
w Tucholi, która zaprezentowała gawędę „Ogłuszka na skraju lasu” Nie
mniejszy talent wykazała Natalia Harabin z Zespołu Szkół Leśnych w Zagnańsku, która plasując się na trzecim
miejscu poetycko przekazała uczucia
do swojego najbliższego miejsca zamieszkania.
W konkursie wystąpiło 24 uczestników. Wedle członków jury jego poziom był wysoki, a świadczy o tym
fakt przyznania aż 8 wyróżnień,
w tym jedno – specjalne – dla Zygmunta Burzyńskiego, emerytowanego leśnika z Regionalnej Dyrekcji
Lasów Państwowych w Katowicach,
za poruszające wystąpienie „Golgota Wschodu”.
trybuna leśnika 6/2013
Inną formą komunikacji jest czat (chat), który jest rozmową prowadzoną w czasie rzeczywistym. Czat jest serwisem internetowym posiadającym strukturę tzw. kanałów (pokoi) gdzie
użytkownicy mogą się komunikować między
sobą. Najpopularniejsze są dwa rodzaje komunikacji, rozmowa jeden ze wszystkimi na tzw.
W latach 90. ub. wieku swoją popularność
zdobywał IRC będący niejako połączeniem
komunikatora, czata oraz forum dyskusyjnego. Jednakże w okresie późniejszym wyraźnie wyodrębniły się komunikatory. Powszechne komunikatory najczęściej ograniczają nas
do naszej grupy znajomych, których kontakty posiadamy i z którymi możemy rozmawiać.
Natomiast zarówno czaty jak i fora pozwalają nam na poznanie nowych osób z podobnymi zainteresowaniami, wymianę poglądów
z osobami posiadającymi przygotowanie merytoryczne.
TOMASZ ZARYCHTA
Lasy mecenasem
Pobyt w Leśniczówce w Ujsołach oraz albumy i książki o tematyce leśnej wydane
przez regionalną dyrekcję Lasów Państwowych w Katowicach trafiły w ręce laureatów
prestiżowego konkursu literackiego „Śląski Shakespeare” 2013.
Nagroda specjalna przyznana przez Lasy Państwowe –
dwudniowy pobyt w Leśniczów-
ce w Ujsołach – trafiła do Mateusza Branickiego z Cegłowa
za tekst „Good morning, Lemings!”, który był laureatem
pierwszej nagrody w kategorii
scenariuszy.
Spośród 58 nadesłanych
prac jury nagrodziło 17 utworów literackich. Wraz z Feliksem Netzem oceniali je: prezes Śląskiego Oddziału Związku Literatów Polskich Katarzy-
na Młynarczyk, reżyser Magdalena Piekorz i dyrektor artystyczny Teatru Śląskiego Tadeusz Bradecki.
Organizatorem konkursu jest
Fundacja Młodzi Twórcy im. prof.
Piotra Dobrowolskiego z Katowic. Wszyscy nagrodzeni otrzymali książki i albumy przekazane
przez Bibliotekę Śląska oraz katowicką Regionalną Dyrekcję Lasów Państwowych. (ES)
Fot. E. STĘPNIEWICZ
N
fiały do odpowiedniego wątku tematycznego, ale często także dbają o „czystość” wypowiedzi, usuwając posty wulgarne lub obrażające pozostałych uczestników. Forum dyskusyjne nie jest rozmową prowadzoną w czasie rzeczywistym, posty często pojawiają się po
pewnym czasie i rozmówcy często są informowani mailowo o odpowiedzi na swojego posta (w większości przypadków w procesie rejestracji użytkownika wymagane jest podanie
jego adresu mailowego). Grupy dyskusyjne
skupiają się najczęściej na jakiejś dziedzinie tematycznej – np. motoryzacji, technologii, turystyce. Przykładem forum technicznego wykorzystywanego w lasach jest forum techniczne
dotyczące działania rejestratorów oraz stanowiska leśniczego www.rejestrator.lasy.gov.pl.
Przeglądanie forum umożliwia zapoznanie się
z problemami i pomysłami innych użytkowników, a także pozwala na przedstawienie nam
swoich obserwacji.
kanale publicznym, oraz rozmowa prywatna
pomiędzy dwoma uczestnikami czata, niedostępna dla pozostałych. Warunkiem uczestnictwa w czacie jest wybranie sobie pseudonimu (nicka), pod którym uczestnik czatu jest
widoczny dla pozostałych. Czaty wykorzystywane są nie tylko do komunikacji pomiędzy
grupą osób chcących poruszyć określony temat, coraz popularniejsze są czaty z osobami
publicznymi polegające na dyskusji prowadzonej przez moderatorów. Publiczni uczestnicy zadają pytania, natomiast moderatorzy
je selekcjonują i publikują odpowiedź osoby,
z którą prowadzone jest „czatowe spotkanie”.
Czat wykorzystywany jest coraz częściej także jako forma komunikacji z klientem, czasem
wygodniej jest sformułować pytanie w formie
tekstowej aniżeli w rozmowie telefonicznej. Firmy wykorzystują to uruchamiając na swoich
stronach czat z konsultantem, alternatywną –
do rozmowy telefonicznej – formę komunikacji z klientem.
23
Woda to życie
Magdalena Gwizdoń z uczniami Zespołu Szkół Drzewnych i Leśnych
w Żywcu podczas sadzenia drzewek.
Wiosna
pełną parą
Kwiecień i maj to miesiące
kiedy wszystko budzi się do życia, to również czas kiedy leśnicy sadzą drzewka. Młode buki,
sosny, wiązy, jodły, modrzewie,
lipy to gatunki, które możemy teraz spotkać w zmieniających się
Beskidach. Ta różnorodność zagwarantuje, że w przyszłości nasze lasy będą zdrowe i odporne
na zmieniające się warunki klimatyczne.
Nadleśnictwo Ujsoły rokrocznie sadzi ok. 150 ha, rekord padł
w roku 2011, kiedy to odnowiono
blisko 350 ha, sadząc blisko 1,7
mln szt. młodych drzew różnych
gatunków. Praktyka taka pozwala zastąpić ustępującego, chorującego świerka innymi, bardziej
odpornymi gatunkami.
W roku 2013 prace odnowieniowe objęły blisko 154 ha. Przygotowano blisko 1 mln sadzonek:
buka, jodły, modrzewia, jawora,
wiąza, sosny.Główny gatunek –
buk, jest produkowany w systemie kontenerowym w szkółce
przy Nadleśnictwie Rudy Raciborskie, gatunki pozostałe (jodła, jawor, wiąz) są produkowane
w szkółce własnej przez Nadleśnictwo Ujsoły.
Aby podkreślić ważność tego
wydarzenia, leśnicy z Ujsół zorganizowali wspólne sadzenie z młodzieżą klas I i III z Zespołu Szkół
Drzewnych i Leśnych w Żywcu.
Gościem specjalnym była nasza
znana biathlonistka Magdalena Gwizdoń wielokrotna mistrzyni Polski, która stawała także na
podium zawodów Pucharu Świata, była trzykrotną medalistką mistrzostw Europy, uczestniczką
Igrzysk Olimpijskich. Pani Magdalena pochodzi z Lalik, a więc jest
„tutejsza”. Mimo napiętego harmonogramu M. Gwizdoń już przygotowuje się do następnego sezonu, ale znalazła dla nas czas.
Sadzenie lasu trwa na terenie
całego naszego kraju, każdego
roku leśnicy sadzą blisko 500 mln
drzew, zalesiając w ten sposób 54
tys. ha. Dzięki temu lasów w kraju stale przybywa, a Polska plasuje się w europejskiej czołówce
i pod względem powierzchni lasów, i ich zasobności. Zapraszając artystów, sportowców, polityków, dziennikarzy, dzieci i młodzież podnosi się wiedzę na temat roli lasów w życiu społecznogospodarczym naszego kraju.
IWONA KOCOŃ
Serdeczne podziękowania za udział
w uroczystościach pogrzebowych
Naszej Matki
ś.p. Zofii Biełka
byłym i obecnym pracownikom biura
Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Katowicach
oraz Nadleśnictwa Katowice
składa Celina Szatan z rodziną
W drugiej z tego cyklu konferencji wzięli udział przedstawiciele samorządów lokalnych, dyrektorzy szkół i przedszkoli, nauczyciele zajmujący się edukacją przyrodniczą w szkołach, członkowie Zarządu
OZ Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego „Huta Andrzej”, członkowie Towarzystwa Przyjaciół Lasu „Dolina Małej Panwi”, czyli osoby, które wspierają działania leśników w propagowaniu edukacji.
Spotkanie rozpoczęli: prezes Towarzystwa Przyjaciół Lasu „Dolina
Małej Panwi” Maria Andrzejewska oraz nadleśniczy Zdzisław Siewiera. Po powitaniu przybyłych uczestników, przedstawieniu programu,
prezes TPL wręczyła legitymacje nowym członkom.
Następnie specjalista Służby Leśnej ds. edukacji i turystyki w Nadleśnictwie Zawadzkie Agnieszka Jamrozik bardzo ciekawie zaprezentowała temat konferencji „Woda to życie”. Przedstawiła znaczenie wody
dla życia organizmów żywych. Omówiła sposoby zarządzania zasobami wodnymi uwzględniające w równym stopniu ochronę środowiska przyrodniczego i zaspokajanie potrzeb użytkowników. Uczestnicy
poznali rozwiązania w zakresie małej retencji wdrażane przez Nadleśnictwo Zawadzkie, które mają na celu zmniejszanie odpływu wód
Fot. A. JAMROZIK
Fot. M. SPOREK
W Nadleśnictwie Zawadzkie odbyła się konferencja nt. „Woda to
życie”, której organizatorem było Towarzystwo Przyjaciół Lasu „Dolina Małej Panwi” i Nadleśnictwo Zawadzkie.
Uczestnicy konferencji na stawach pluderskich.
powierzchniowych utrzymując równowagę środowiska.
Omówiono projekt pod nazwą „Zwiększanie możliwości retencyjnych oraz przeciwdziałanie suszy i powodzi w ekosystemach leśnych
na terenach nizinnych” wpisany do Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko na lata 2007-2013 w ramach III osi priorytetowej – Zarządzanie zasobami i przeciwdziałanie zagrożeniom środowiska. W prezentacji multimedialnej przedstawiono zdjęcia obiektów małej retencji wybudowanych na terenie nadleśnictwa na przestrzeni ostatnich lat: zastawek na ciekach leśnych oraz zbiorników retencyjnych.
Po I części konferencji odbył się objazd terenowy po wybranych
obiektach małej retencji oraz zbiornikach przeciwpożarowych Nadleśnictwa Zawadzkie. Uczestnicy spotkania mieli między innymi możliwość obejrzenia nowo wybudowanego zbiornika retencyjnego w Leśnictwie Dębie, podziwiali malowniczy Kompleks Stawów Pluderskich
w Leśnictwie Piotrowina oraz podglądali pracę bobrów.
Konferencja zakończyła się spotkaniem integracyjnym na terenie obiektu turystycznego „Rybaczówka” malowniczo położonego
w pobliżu Stawu Pluderskiego nr 1, na którym dokonano posumowania konferencji.
M. A., A. J.
trybuna leśnika 6/2013
24
zja
n
rece
asza
P
olował do końca życia, choć to on był autorem określenia „bezkrwawe łowy”. Włodzimierz Puchalski, najsłynniejszy polski przyrodnik, fotografik, autor dokumentalnych filmów przyrodniczych i jednocześnie zapalony myśliwy. Kochał rodzinną przyrodę, rozlewiska nad Narwią i Biebrzą należały do jego ulubionych miejsc. Pozostawił po sobie tysiące zdjęć, fotogramów, filmy i książki. Do najbardziej
znanych pozycji Włodzimierza Puchalskiego należą „Bezkrwawe Łowy”, pierwszy z czterotomowego z cyklu nazwanego później przez Jarosława Iwaszkiewicza „Zieloną serią”.
n
Bezkrwawe Łowy
Pierwsze wydanie „Bezkrwawych
Łowów” ukazało się
w 1951 roku. W latach 50. miało jeszcze dwa wznowienia. Lasy Państwowe chcąc ocalić od
zapomnienia fotograficzną i literacką
twórczość Włodzimierza Puchalskiego
wydały ponownie tę pozycję w najszerszej wersji, która ukazała się drukiem w 1954 roku. Nie
jest to jednak klasyczny reprint, mimo że zachowany został układ graficzny pierwotnej okładki, dobór i kolejność fotografii. Zmiany, które
zostały wprowadzone w tym wydaniu przede
wszystkim w pełni oddają urok i mistrzostwo
zdjęć W. Puchalskiego. Zdjęcia zostały bowiem
w większości zeskanowane bezpośrednio z negatywów i poddane cyfrowej rekonstrukcji po-
eśna
l
fi
yka
ist
latel
Wśród wielu atrakcji przygotowywanych w czerwcu dla
dzieci są także konkursy na projekty
znaczków pocztowych. Dzięki inwencji i pomysłowości,
być może przyszłych
filatelistów, w okienkach pocztowych
pojawiło się już sporo
zaskakujących oryginalnością, interesujących znaczków
legającej na usunięciu kurzu, rys oraz ubytków
w obrazie. Redaktorzy najnowszego wydania
zadbali także o usunięcie błędów produkcyjnych polegających np. na ścięciu istotnych
elementów kadrów na fotografiach sąsiadujących obok siebie. Wszystkie te zabiegi i doskonała jakość współczesnego druku powodują, że po raz pierwszy na zdjęciach Włodzimierza Puchalskiego można zobaczyć świat polskiej przyrody dokładnie tak samo, jak musiał
go podziwiać sam autor. Prawdziwym rarytasem tego wydania jest audiobook, a na nim 22
opowiadania z „Bezkrwawych Łowów” w wykonaniu plejady polskich mistrzów słowa: Włodzimierza Pressa, Wiktora Zborowskiego, Wojciecha Gąsowskiego i Wita Apostolakisa-Gluzińskiego. Ośrodek Rozwojowo-Wdrożeniowy
Lasów Państwowych w Bedoniu, który przygotował i opracował wznowienie „Bezkrwawych
Łowów” już pracuje nad drugim tomem z „Zielonej serii” – „Wyspą Kormoranów”. Równolegle z wydawnictwami Lasów Państwowych
Dziecięce
znaczki
poświęconymi Włodzimierzowi Puchalskiemu
pod koniec tego roku ma ukazać się na rynku wydawniczym jeszcze jedna warta zainteresowania pozycja dla miłośników twórczości
tego wielkiego polskiego przyrodnika. Będzie
to „Puchalszczyzna” autorstwa Jana Walencika – monografia życia i twórczości autora „Bezkrwawych Łowów”, bogato ilustrowana nie- publikowanymi dotąd zdjęciami. (mon)
J
edzie zajączek z niedźwiedziem na jeden
bilet i przychodzi kanar. Niedźwiedź schował zajączka do kieszeni w marynarce i pokazuje bilet. Kanar się pyta:
– A co pan tam trzyma w kieszeni marynarki?
Niedźwiedź uderza się w pierś, wyciąga
spłaszczonego zajączka i mówi:
– Zdjęcie kolegi.
Na wesoło ...
Do najciekawszych z nich należą
z pewnością 4 znaczki wydane w 1995
roku przez administracje pocztową USA pod hasłem „Dzieci troszczą się o środowisko”. Wydrukowano je
w formie arkusika, na którym zamieszczono dodatkowo informację o samym konkursie.
Brały w nim udział dzieci w wieku od 8 do 13 lat. Spośród nadesłanych około150 tysięcy
propozycji do realizacji wybrano cztery. Pojawiły się one na znaczkach, propagując
różne metody ochrony środowiska - od oszczędzania wody, przez wykorzystanie energii słonecznej oraz sadzenie i pielęgnowanie drzew do sprzątania po sobie śmieci.
Ciekawostką tego wydania jest mikroskopijny napis „EARTH DAY” (Dzień Ziemi), umieszczony na każdym znaczku. Napis jest widoczny tylko dla znających jego lokalizację,
wyposażonych dodatkowo w silne szkło powiększające.
KRZYSZTOF TRAWIŃSKI
trybuna leśnika 6/2013
„Wolnoć Tomku w swoim domku” – tak zatytułował jedną z fotografii w prezentowanej książce
jej autor W. Puchalski.

Mama zajęczyca mówi do małego zajączka:
– Synku zatkaj uszy.
– Ale dlaczego mamo?
– Za tamtym drzewem stoi myśliwy i celuje w nas.
– Boisz się, że strzał mnie ogłuszy?
– Nie, po prostu nie chcę, żebyś słyszał, co
powie kiedy spudłuje.

Początkujący myśliwy tłumaczy swojemu
sąsiadowi:
– Nie ma bardziej chytrych zwierząt od
lisa. Wczoraj przez cały dzień tropiłem jednego lisa, a gdy w końcu go zastrzeliłem, okazało się, że to pies!

Małżonek je ze smakiem potrawę z grzybów przygotowaną przez żonę i pyta:
– Kochanie skąd miałaś tak wspaniałą recepturę?
– Z pewnej powieści kryminalnej – odpowiada żona.
rozmaitości
25
Krzyżówka z zajączkiem
Tytuł indeksowany
przez LIBREX-AGRO
Nr in­dek­su 379484
Litery w polach z kółeczkami utworzą hasło – aforyzm S. J. Leca (1909-66), poety, satyryka i jednego z najwybitniejszych aforystów XX wieku. Wśród czytelników, którzy nadeślą treść całego hasła na adres redakcji w terminie do 20 sierpnia 2013 r., rozlosujemy atrakcyjne nagrody książkowe.
Mie­sięcz­nik le­śni­ków
i mi­ło­śni­ków lasu
– do­stęp­ny w pre­nu­me­ra­cie
re­dak­cyj­nej i „RUCH” S.A.
na ob­sza­rze ca­łe­go kra­ju.
Hasło z numeru 4/2013 brzmiało: „BEZ PRACY I NAJWIĘKSZY TALENT NIE DA CI KOLACJI.” Nagrody wylosowali:
Anna Gmyrek (Poniszowice), Wojciech Wdowikowski (Wrocław), Jerzy Tarata (Sędziszów Młp).
Zamówienia na prenumeratę
można składać na stronie
www.prenumerata.ruch.com.pl
Nr 6 / 499
58. rok wy­daw­ni­czy
Redakcja:
JA­CEK DE­REK
(re­dak­tor naczelny),
MONIKA MATL, JERZY
MA­CHU­RA (dzien­ni­ka­rze)
Rada Pro­gra­mo­wa
pod prze­wod­nic­twem
KRZYSZ­TO­FA CHO­JEC­KIe­go
(RDLP K-ce – public relations)
Nakład: 3600 egz.
Cena: 14,18 zł (w tym VAT 5%)
3,68 zł (w tymVAT 5%)
dla odbiorców spoza
RDLP Katowice
Adres Re­dak­cji:
40-543 Katowi­ce, ul. Św. Huberta 43/45, tel/fax: 32 6094515,
32 2517251 (centr.) wew. 692
E-mail:
try­bu­[email protected]­ka­to­wi­ce.lasy.gov.pl
Strony internetowe:
www.­ka­to­wi­ce.lasy.gov.pl
Wydawca: Re­gio­nal­na Dy­
rek­cja La­sów Pań­stwo­wych w
Ka­to­wi­cach, adres: 40-543 Ka­
to­wi­ce, ul. Św. Hu­ber­ta 43/45
tel. 32 2517251.
Realizacja wy­daw­ni­cza:
Drukarnia Archidiecezjalna,
40-042 Katowice,
ul. Wita Stwosza 11,
tel.: 32 2513880
Fot. J. WĄSIŃSKI
DTP: BIL-PROJEKT,
Bożena Bilińska-Smoleń
tel. 697273833
Zamówienia na pre­nu­me­ra­
tę, ogłoszenia i re­kla­my przyj­
mu­je sekretariat redakcji:
Zając szarak (Lepus europaeus) – typowo stepowy gatunek ssaka. Występuje przeważnie na otwartych obszarach upraw rolniczych i łąk i w młodnikach śródpolnych. Zając w lasach bywa rzadko, nie lubi obszarów bagiennych i podmokłych. Zimą zające, zmuszone głodem, często żerują w nieogrodzonych sadach. Żyją pospolicie na terenie całej Polski. Ich liczebność systematycznie maleje.
Na początku lat 90. XX wieku było ich ponad 1,1 mln, a w latach 70. XX wieku prawie 3,2 mln. Wrogiem zajęcy (szczególnie młodych) w
środowisku naturalnym jest u nas lis. Szczepienia ochronne, które w zamyśle miały zahamować rozprzestrzenianie się wścieklizny wśród
lisów, a tym samym zmniejszyć zagrożenie dla ludzi, przyniosły też uboczny skutek: zwiększenie ich populacji, a tym samym zmniejszenie populacji zająca. Duży, niekorzystny wpływ wywiera też mechanizacja rolnictwa (koszenie łąk), zwiększanie areałów monokultur w
rolnictwie wraz z zanikiem tradycyjnego rolnictwa ekstensywnego, ruch drogowy oraz liczne, zdziczałe psy i koty.
KRYSTYNA MI­TRĘ­GA,
tel. 32 6094515
© copyright by RDLP
Katowice, 2013
Redakcja nie zwraca ma­te­ria­
łów nie zamówionych, oraz za­
strze­ga so­bie pra­wo skra­ca­nia,
opra­co­wa­nia re­dak­cyj­ne­go tek­
stów i zmia­ny tytułów. Nie od­
po­wia­da za treść za­miesz­cza­nych
re­klam i ogło­szeń.
Zdjęcie na okładce:
MONIKA MATL
Nadleśnictwo Wisła
trybuna leśnika 6/2013
26
ików
ni leśn
w kuch
Składniki:

3 l miodu  3 l wody  3 l spirytusu

sok wyciśnięty z 40 dag cytryn

ziarna jałowca  szyszki chmielu  kozłek lekarski

kora cynamonu.
Miód zmieszać z wodą i gotować bardzo wolno przez około
8 godzin tak aż z garnka wyparuje 1/4 wody. W czasie gotowania trzeba zbierać pianę, która będzie się tworzyć na powierzchni wywaru. Do lnianego woreczka włożyć szczyptę: szyszek chmielu, kozłka lekarskiego, dwa-trzy ziarenka jałowca i kilka niewielkich
okruchów kory cynamonowej. Przyprawy włożyć do gotującej się
wody z miodem i jeszcze przez jakiś czas gotować, ok. godziny, aż
całość nabierze aromatu. Na końcu dodać sok wyciśnięty z 30-40
dag cytryn. Lekko przestudzony płyn wlać do słoja ze spirytusem.
Po miesiącu miód się wyklaruje. Płyn przecedzić i rozlać do butelek. Zostawić do leżakowania. Właściciele dębowej beczki mogą
przechowywać trunek w antałku – zyska tylko na smaku i aromacie. Tak przygotowanym miodem można też zalać dowolne owoce i zostawić do leżakowania. Miód nabierze dodatkowo owocowego aromatu. Ks. Skawiński poleca np. owoce derenia.
Miód pitny
ks. Mikołaja
Skawińskiego
Jan Onufry Zagłoba herbu Wczele – postać
stworzona przez Henryka Sienkiewicza, przewijająca się przez karty wszystkich części Trylogii,
to ucieleśnienie stereotypu polskiego szlachcica z jego wszystkimi wadami i zaletami. Wśród
nich prym wiedzie miłość Zagłoby do miodu,
którym dzielny szlachcic wznosi toasty za sukcesy i koi porażki. Docenił rolę i wybitny smak
polskich miodów Adam Mickiewicz wspominając o tym trunku podczas opisu karczm dzierżawionych przez Żyda Jankiela oraz w czasie
uczty zaręczynowej Tadeusza i Zosi.
Sława polskich i litewskich miodów pitnych
rozciągała się na całą Europę już w okresie
średniowiecza. W państwie Piastów nie znano wina, bo warunki klimatyczne nie pozwalały uprawiać winorośli. Swoją sławę miody
zawdzięczały też wysokiej zawartości alkoholu. Nic dziwnego, że po wychyleniu kilku
pucharów wszyscy leżeli pokotem. Najmocniejsze i zarazem najdroższe, bo wymagające najdłuższego okresu leżakowania, 8-10 lat,
były półtoraki. Najtańsze – czwartaki i piątaki – nadawały się do picia już po kilku miesiącach. Moc miodu zależy od stopnia rozcieńczenia brzeczki – wodnego roztworu miodu,
często z dodatkiem ziół i przypraw poddanego syceniu, czyli długotrwałemu, powolnemu gotowaniu.
Potem brzeczka jest poddawana fermentacji alkoholowej. Proces jest długotrwały i wymaga pieczołowitego nadzoru. Na końcowy
smak składa się jakość surowców, przebieg
fermentacji, proces leżakowania, dodatki
smakowe i sposób przechowywania. Wśród
najlepszych polskich miodów największym
uznaniem cieszyły się „dębniaki”, czyli miody
sycone zlewane do beczek wykonanych ze
świeżo wyciętych klepek dębowych, które nadawały trunkowi specyficzny smak i aromat.
Obok „dębniaków” zasłużoną sławą cieszyły
trybuna leśnika 6/2013
się „lipce” – miody pitne przyrządzane z miodów wybieranych z uli w szczycie sezonu letniego, w lipcu.
Współczesnym miodowarem jest ks. Mikołaj
Skawiński, kapelan leśników katowickiej Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych. Z powołania duchowny, z zamiłowania leśnik i pszczelarz. Jako młody chłopak ks. Skawiński marzył
o pracy leśnika. Ten wybór nie bardzo przypadł
do gustu rodzicom, którzy marzyli o lepszym zawodzie dla swojego syna. W rezultacie młody
Mikołaj ruszył w życie z powołaniem do służby
Bogu, ale do lasu uciekał w każdej wolnej chwili. Pszczelarstwo było naturalną konsekwencją
przyrodniczej pasji. Sycenie miodów to efekt
zainteresowania księdza Skawińskiego polskimi
tradycjami i leczniczymi właściwościami miodu. Z czasem, zdobywając doświadczenie, ks.
Mikołaj udoskonalił swoje receptury. W dębowych beczkach leżakuje miód, którego gdy
raz ktoś próbował, zapomnieć nie może. Tajemnica tkwi w doskonałej jakości surowców,
szczególnie miodu. W trunku można znaleźć
aromaty i zapach roślin, z których pszczoły zebrały pożytek. Niepowtarzalny smak miodom
ks. Skawińskiego nadają też aromatyczne dodatki: szyszki chmielu, cynamon.
Największym sojusznikiem miodu pitnego
jest czas i cierpliwość. Urok prezentowanej receptury polega na skróceniu okresu leżakowania. Miód przygotowany zgodnie z powyższym przepisem jest doskonały już po pół roku,
choć oczywiście czas będzie dodawał mu szlachetności. Tekst i zdjęcia: MONIKA MATL

Podobne dokumenty

grudzień 2015 - Trybuna Leśnika

grudzień 2015 - Trybuna Leśnika Wyjściowym punktem rozważań jest 5 przyjętych wstępnie kryteriów przyznania limitów: ogólne czynności zarządu, nadzór nad lasami niepaństwowymi, rozmiar zadań gospodarczych, zagrożenie pożarowe i s...

Bardziej szczegółowo

styczeń 2013 - Trybuna Leśnika

styczeń 2013 - Trybuna Leśnika wodnych w „Łężczoku” został oficjalnie zakończony. W prezentacji osiągniętego efektu wzięli udział m. in. Bernard Błaszczyk, dyrektor RDOŚ w  Katowicach, Kazimierz Szabla, dyrektor katowickiej Regi...

Bardziej szczegółowo