Idziemy na kampus - Gazeta Studencka

Komentarze

Transkrypt

Idziemy na kampus - Gazeta Studencka
Wejdź na:
www.gs.uni.opole.pl
www.facebook.com/GazetaStudenckaUO
Studencka 15(20) maj 2012
Idziemy na kampus
Nie masz czasu ani ochoty na przedzieranie się przez gąszcz przepisów? Po przeczytaniu tego artykułu nie będziesz musiał
tego robić! „Studencka” przyjrzała się temu, co nam wolno, a czego nie, na Kampusie UO.
Karolina Marciniak
Judyta Staniczek
S
ezon grillowy został oficjalnie otwarty. Płaszcze i kurtki poszły w
odstawkę, a Miasteczko Uniwersyteckie znów obudziło
się do życia. Gdy do uczelnianych okien uśmiecha się słońce, nie sposób wysiedzieć na
wykładach. W taką pogodę
trzeba szukać wolnego miejsca na ławkach i trawnikach.
Kwiecień i maj upływają pod
znakiem imprez – Dni Opola, Piastonalia… (festiwalowy
rozkład jazdy w każdym numerze), a przed koncertami
warto urządzić sobie „before
party”- najlepiej w plenerze.
W świetle polskiego prawa
powinna to być impreza bezalkoholowa:
Ustawa o wychowaniu w
trzeźwości
Art. 14. 2a. Zabrania się
spożywania napojów alkoholowych na ulicach, placach i w
parkach, z wyjątkiem miejsc
przeznaczonych do ich spożycia na miejscu, w punktach
sprzedaży tych napojów.
Fot. Nikodem T.Jacuk
Część z nas zapomina jednak, że Miasteczko uniwersyteckie to też miejsce publiczne tak, jak parki. „Studenci
na terenie uniwersyteckim
nie muszą obawiać się, jednak, policji. Kontrole zdarzają się tylko dlatego, że opol-
scy gimnazjaliści i licealiści
spędzają wolny czas na kampusie.” – mówi inż. Grzegorz
Kłosiński –„w lipcu przecież
nie ma studentów, a na Miasteczku dalej mnóstwo ludzi. Kto to? Odpowiedź jest
prosta: okoliczna młodzież.
Często słyszy się wśród nich
wypowiedzi typu: Idziemy
na Kampus! Tam można pic.”
Nasz rozmówca szacuje, że
tylko 30% zgromadzonych na
Wielkim Grillowaniu to studenci, a cała reszta to ludzie
z miasta. Trzeba coś z tym
zrobić. Myśli się nad porozumieniem władz tego terenu a
służbami porządkowymi.
Kocyk, tani grill, jakiś napój i znajomi z roku- wieczór
idealny. Jednak w nocy, kiedy piknik się kończy, nie widać jak dużo śmieci zostaje za
nami.. Kapsle, butelki, puszki,
papierki- komu się nie zdarzyło zostawić po sobie takich
śladów wczorajszego pleneru? No właśnie… Zastępca
Kierownika Miasteczka UO
apeluje: „Baw się, rozpal grilla, jedz, ale posprzątaj!”
DOKOŃCZENIE STR.3
Społeczność Historia
Fotoreportaż Recenzje
Kultura
Everybody lies O drugim
Wszystko co chcielibyście małżeństwie
Bellydance
O (s)prawach
zwierząt
Zaprzyjaźnij
Studenci
się z Tajwanem o Euro 2012
Sielanka, błogi spokój. A kilka kilometrów dalej – ferma,
gdzie tysiące zwierząt żyją
tylko po to, aby zginąć. Często nawet o tym nie wiemy,
inna sprawa, że często wiedzieć o tym nawet nie chcemy..
Moda na Orient nie przemija. Wręcz przeciwnie, coraz więcej osób wykazuje
spore zainteresowanie Dalekim Wschodem. Także na
UO znalazła się grupa osób,
która w listopadzie założyła
Klub Przyjaciół Tajwanu.
‘Piłkarskie Mistrzostwa Europy w Polsce oraz na Ukrainie
zbliżają się wielkimi krokami.
Gazeta Studencka postanowiła zapytać studentów Uniwersytetu Opolskiego, w jaki sposób zamierzają brać udział w
tym wielkim święcie.
Str. 10
Str. 9
Str. 12
wiedzieć o wykładowcy a baliście się zapytać.
Str. 4
W II Rzeczpospolitej, podobnie jak teraz dochodziło do
różnego rodzaju afer i skandali w życiu publicznym. Jednym z takich skandali było
drugie małżeństwo ówczesnego prezydenta, Ignacego
Mościckiego.
Str. 6
Str. 7
Sport
02
Sonda
Jak najbardziej lubisz spędzać wakacje - typ wczasowicza
My – młodzi ludzie
My – młodzi ludzie chcemy być dziś traktowani jako pokolenie „bez tabu”. Studenci, licealiści, a nawet gimnazjaliści kreują się na bezpruderyjnych indywidualistów, których nikt i nic nie jest w stanie oburzyć. Czy w istocie tak jest – czy jesteśmy gotowi na prawdziwie kontrowersyjne treści w przestrzeni dookoła nas?
K
ontrowersja stała się poniekąd jedną z ostatnich
naprawdę skutecznych metod
przyciągania uwagi. Najlepiej
widać to na przykładzie reklam
i kampanii społecznych. Reklamy ocierające się o granice
dobrego smaku, kultury, przemocy czy pornografii budzą
skrajne emocje. To wcale nie
oznacza, że są źle wymyślone
czy zrealizowane. Narzędzia,
którymi posługują się copywriterzy przy tworzeniu tzw. reklam ryzykownych są rzadko
używane, ponieważ balansują
na granicy wytrzymałości emocjonalnej odbiorców. Reklamy tego typu wywołują różne
skrajne reakcje, najczęściej negatywne. Są oburzające i pozostawiają niesmak. Ale to właśnie
ten niesmak jest celem reklamy
ryzykownej w myśl zasady „
NIEWAŻNE JAK MÓWIĄ - BYLE
MÓWILI”. Potwierdza to psycholog Wojciech Kulesza, który uważa, że tego typu reklama
skutecznie realizuje założenia
twórców: - Jest kontrowersyjna
i zaskakująca. Spełnia zadanie:
Nieważne jak o nas piszą, byleby pisali. Zapamiętywalność
jest celem w tym przypadku i
tylko o to chodzi. Celem drugorzędnym jest ekspozycja produktu, marki, zalet czy przekonanie do zakupu, najważniejsze jest wpisanie się w głowę
odbiorcy i pozostanie tam jak
najdłużej, nawet gdy już zapomni o reklamie. Dziś potrzebna
jest emocja, aby wyłowić uwagę widza z gąszczu innych prze-
słodzonych „mdłych” reklam.
Nie rób sceny, liczą się ceny
- nie tylko osławiona kampania Media Markt ze zdradą, małżeństwem, czy pogrzebem w tle operuje reklamą
kontrowersyjną.
Widzimy z własnej perspektywy umywalkę. Po chwili słyszymy charakterystyczny odgłos
splunięcia, na umywalce poja-
wia się mieszanka pasty, śliny i
krwi, szczoteczka ląduje w kubku. Przy kolejnym splunięciu
krwi jest więcej, na końcu do
umywalki wpada zakrwawiony
ząb. Podobnie jest z jabłkiem,
w którym po kolejnym „krwawym” ugryzieniu zostaje ząb.
Dalsza część tekstu na
http://gs.uni.opole.pl/?p=5118
Aleksandra Niedźwiedź
Okiem Kamili
Partnerzy:
Redaktor naczelny: Patrycja Migoń
Zastępca red. naczelnego: Anita Pilżys
Dział marketingu: Damian Sklorz
Korekta: Katarzyna Chałupnik, Dominika Kałuzińska
Redaktor wydania: Anita Pilżys
Skład DTP i grafika: Patrycja Migoń, Paulina Ziętalak
Masz pomysł, problem, pytanie?
Pisz do nas - Kontakt: [email protected]
lub przyjdź - Spotkania redakcyjne:
Wtorek, godz. 19:00 - 20:00, Sala 329
Collegium Civitas
Redakcja: Wiktor Gumiński, Bartosz Janczak, Ewelina Olszewska, Magdalena Szewczyk, Agnieszka Rybałtowska, Ewelina
Machacka, Martyna Sołtysik, Marta Zając, Dominika Jastrzębska, Sylwia Kuźnik, Joanna Jakóbowska, Kamila Widera, Karolina
Marciniak, Paulina Ziętalak, Marek Piszczałka, Katarzyna Mędrala, Natalia Pojasek, Monika Lorek, Nikodem T. Jacuk, Judyta
Staniczek, Kamila Lupa, Damian Sklorz, Małgorzata Budny, Michał Chudzik, Justyna Krzyżanowska
SPOŁECZNOŚĆ STUDENCKA 03
Wrzucił 48 tysięcy listów
„Wyrzucona za burtę butelka, zdana na kaprys losu, mogła trafić w najodleglejszy zakątek świata.” – wspomina Nicolas Sparks w książce „List w butelce”. Tego samego zdania jest Łukasz, który w ciągu pięciu lat wrzucił 48 tysięcy
listów miłosnych w butelce do morza! Romantyk czy szaleniec? Znany jest jako Ajrisz, Black Man, ale dla niej to
kochany Łukaszek.
Natalia Pojasek
P
oznali się kilka lat
temu, siedziała ze
znajomymi w knajpce,
a on przyczepiał jakąś kartkę
na drzewie. - Bez okularów
nie widzę za wiele – wspomina Anna - Maria Kubicka wydawało mi się, że to mój
dawny kolega. Podchodzę i
się pytam: Mareczek? On, z
uśmiechem odpowiada, że
ma na imię Łukasz. Co robił?
Oznajmił, że wiesza ogłoszenie, bo szuka dziewczyny.
My ze znajomymi w śmiech.
I tak zaczęła się nasza znajomość.
Co łączy Anię i Łukasza?
Ania jest wolontariuszką w
Biurze Pośrednictwa Pracy
dla Wolontariuszy w Miejskim Ośrodku Pomocy Rodzinie w Opolu, a Łukasz
jest jej podopiecznym, którym opiekuje się od kilku
lat. On jest szalonym artystą, poetą, pisarzem, fotografem a przede wszystkim
romantykiem. Jego największym marzeniem, jest znalezienie dziewczyny. Utopijnie
wierzy w miłość idealną. Niczym bohater romantycznych książek, całe swoje
Łukasz, znany również jako Ajrisz lub Black Men
życie podporządkował poszukiwaniu drugiej połówki.
Wspomina:
- Lubię jedno takie zdanie: Oto jest miłość, spotykają się przypadkiem, a czekali na siebie całe życie.
Black Men, ma wiele różnych, oryginalnych metod
szukania dziewczyny. W
ciągu pięciu lat wrzucił do
morza oraz Odry 48 tysięcy
listów miłosnych w butelkach! Ma kilka swoich kłódek
zawieszonych na „mostach
miłości” we Wrocławiu oraz
Opolu. Miłość stała się dla
niego celem życia, nadając
mu sens. W swoich poszukiwaniach nie jest nachalny.
Jak sam wspomina: – Kiedyś
chciałem pooglądać dziewczyny, więc usiadłem na
ławce, wyciąłem dwie dziurki na oczy w gazecie i spokojnie patrzyłem.
Poznając Łukasza bliżej,
można uznać go za szalonego romantyka, ale również
za wrażliwego artystę. Jest
autorem powieści kryminalnej, pisze wiersze oraz bajki
dla dzieci. Interesuje się również fotografią. Posiada kilkadziesiąt albumów, którym
nadaje niezwykłe nazwy.
– Łukasz jest wyjątkowym
artystą – wspomina Ania chciałabym wydać kalendarz
z jego pracami, być może
uda to nam się w przyszłym
roku. Ma również ogromną
potrzebę afilacji, przebywania oraz kontaktu z innymi
ludźmi. Dlatego wpadłam
na pomysł, aby Łukasz sam
stał się wolontariuszem. W
opolskim ośrodku „Szansa”,
Ajrisz czyta bajki własnego
autorstwa dzieciom. W ten
sposób, sprawia radość nie
tylko maluchom, ale przede
wszystkim sobie. Dodatkowo, Łukasz jest bardzo aktywny, angażuje się, w różne
inicjatywy społeczne. Ostatnio brał udział w akcji pt.
„Żywa biblioteka”.
Na pytanie kim chciałby
być w przyszłości, odpowiada: – Chciałbym być pośrednikiem między ludźmi zdrowymi a nami. Zdrowymi,
ponieważ Łukasz cierpi na
zespół Aspergera.
Zespół Aspergera, jest to
zaburzenie rozwoju, które
w pewien sposób mieści się
w spektrum autyzmu, lecz
jako odmienny styl poznawczy. Zaburzenie to charakteryzuje się znacznym i utrzymującym się upośledzeniem
interakcji społecznych, lecz
nie występuje w nim upośledzenie intelektualne. Osoby
cierpiące na zespół charakteryzują się szczególnie pochłaniającymi i niezwykłymi
zainteresowaniami. (Carson,
Butcher, Mineka; 2011)
Black Man, wiele zawdzięcza swojej opiekunce, która
jak sama wspomina, spędza
z nim wiele czasu:
– Spędzamy razem około pięć dni w tygodniu. Nie
mam jeszcze wykształcenia,
aby móc prowadzić terapię,
jednak staram się organizować mu czas wolny. Gdy
wychodzę ze znajomymi na
piwo czy do kina, biorę Łukasza. Początkowo różnie reagowali, ale po czasie, każdy
widzi, że Łukasz nie robi nikomu krzywdy, a jest interesującym człowiekiem. Chodzi o to, aby uwrażliwić społeczeństwo, że są na świecie
ludzie troszkę inni, ale to nie
znaczy, że gorsi.
Romantyk czy szaleniec?
Z pewnością szalony romantyk o artystycznej duszy, niepoddający się rycerz,
walczący o swoje szczęście
i akceptację. Jego motto
brzmi: - Wyrzucą Cię drzwiami, wchodź oknami, wyrzucą Cię oknami, wchodź kominami. Gdyby jego upór i
determinację można było
opisać liczbami, byłaby ona
z pewnością większa niż
liczba wrzuconych do morza
messages in the bottle.
Idziemy na kampus - tam można pić
O
soby sprzątające na naszym terenie łapią się za
głowy – wielogodzinne zbieranie śmieci idzie na marne
,bo następnego ranka znów
zastają pobojowisko na kampusie… Samorząd Studencki wraz z współorganizatorami zadbał o porządek po
otwarciu sezonu grillowego,
ale problem z pozostawionym bałaganem pojawia się
codziennie. Kapsle „ozdabiają” trawniki, a rozbite butelki to swoisty tor przeszkód.
Dbajmy, więc o to, aby nasze
miejsca spotkań nie zamieniły się w wysypiska śmieci. Jeżeli każdy zabierze z sobą to,
co przyniósł, będzie czyściej,
ładniej i przyjemniej.
Palacze są wśród nas, a
być może sam nim jesteś?
Nie zaskoczymy Cię- na terenie na uniwersytetu, w akademikach i wszędzie wokół
obowiązuje zakaz palenia. I
nie jest to bynajmniej wymysł
władz. Reguluje go Ustawa
Antynikotynowa, która weszła w życie w listopadzie
2010 roku, która brzmi:
Art.1. 2.1. Zabrania się palenia wyrobów tytoniowych
[…] 3) na terenie uczelni, […]
5) w pomieszczeniach
obiektów kultury i wypoczynku do użytku publicznego,
6) w lokalach gastronomiczno-rozrywkowych,[…]
9) w pomieszczeniach
obiektów sportowych,
10) w ogólnodostępnych
miejscach przeznaczonych
do zabaw dzieci,
11) w innych pomieszczeniach dostępnych do użytku
publicznego.
Wystarczy wyjść na zewnątrz, czy wejść na klatkę
schodową akademika, aby
przekonać się, że to martwa
litera prawa. Radzimy jednak
zachować ostrożność, uważnie się rozglądając, bo za popełnienie tego wykroczenia
grozi grzywna w wysokości
do 500zł. Co więcej, w aka-
demikach obowiązuje zakaz
sprzedaży papierosów, alkoholu i środków odurzających.
Ostatnimi czasy zamieszanie wywołała kontrola pokoi,
podczas której sprawdzano czy nikt nie ma urządzeń
elektrycznych takich, jak tostery, gofrownice czy mikrofalówki. Część mieszkańców
Domów Studenta, która nie
czytała Regulaminu była zaskoczona, a punkt piąty artykułu dziewiętnastego informuje:
Art. 19. 5. Zabrania się samowolnego: zakładania lub
przerabiania instalacji elektrycznej oraz używania w pokojach kuchenek, grzejników,
garnków elektrycznych, kuchenek mikrofalowych, klimatyzatorów itp.[…]
W dalszej części tego
punktu zabrania się przemalowywania ścian, drzwi
i okien; montowania anten
oraz przemeblowywania.
Często można pomyśleć,
że studenci nie słyszeli nigdy
o punkcie 8 artykułu 19, który
mówi, że Mieszkańcy Domu
Studenta zobowiązani są
oszczędzać wodę, gaż i energię elektryczną, ani o punkcie 1 artykułu 18: Utrzymanie
czystości i porządku w pokojach jest obowiązkiem każde-
go mieszkańca […].
A co myślą sami studenci?
Pytani, jednogłośnie stwierdzili, że najczęściej łamanym
przepisem jest zakaz spożywania alkoholu na kampusie i
palenia. Nie sposób się z tym
nie zgodzić… Studenci już od
rana siedzą na kocykach i „re-
Fot. Nikodem T. Jacuk
laksują się” z piwem w dłoni,
albo leczą kaca po wczorajszym grillowaniu. A zakaz palenia? W akademikach czujki
przeciwpożarowe pozaklejane są taśmami izolacyjnymi, a ludzie „dotleniający się”
przed Civitasem śmieją się,
pokazując tabliczkę z napisem „ZAKAZ PALENIA”. W tym
wypadku nie można mówić
tylko o studentach, bo palą
tam również wykładowcy i
pracownicy UO.
Spośród
mieszkańców
akademików, z którymi rozmawiałyśmy aż (!) 70% nie
czytała Regulaminu Domu
Studenta, a pozostała część
„coś tam czytała” albo „przejrzała po łebkach”. Nieznajomość przepisów grozi grzywną lub utratą miejsca w akademiku, więc może watro
poświęcić dwadzieścia minut
między zajęciami i zapoznać
się z regulaminem..
Karolina Marciniak,
Judyta Staniczek
04 SPOŁECZNOŚĆ STUDENCKA
Kwestionariusz osobowy
Everybody lies
Przepytywany
Radosław Walczak
skiego. Poza tym, wiele dobrego słyszałem o Kofeinie.
Jak byłem dzieckiem, to
chciałem zostać...
Nie pamiętam. Chyba nie
było konkretnego zawodu, który chciałbym zrealizować.
Ulubione miejsca w Opolu...
Standard — Wyspa Bolko.
Czasem Rynek, choć ostatnio
jest trochę tłoczny. Lubiłem Tequillę, to jest miejsce, które ma
bardzo fajną atmosferę.
Na moim odtwarzaczu muzycznym można znaleźć...
Black Sabbath, Led Zeppelin, Sisters of Mercy, Therion,
Moonspell, Artrosis. Audiobooki. Dużo audiobooków.
Moja pierwsza kaseta magnetofonowa...
Michael Jackson, „Bad”.
Ostatnio w kinie byłem na...
„Piraci! 3D”.
Ulubione seriale...
Głównie zagraniczne, z racji tego, że nie mam telewizora.
„House” (chociaż ostatniej serii
nie oglądałem), „South Park”.
Spektakl, na który warto
się wybrać...
Fot. Prywatna galeria
W Opolu są bardzo fajne
spektakle, wybrałbym się na
„Iwonę, Księżniczkę Burgunda”, nawet bardzo, bo jest kontrowersyjny. Każde nowe premiery są coraz bardziej kontrowersyjne, więc warto oglądać i
porównywać.
tomiast najczęściej polecam
„Wywieranie wpływu na ludzi”
Cialdiniego.
Książki, które mogę polecić...
To zależy, czy naukowe,
czy beletrystyka. Z tych drugich mogę polecić Dukaja, na-
Opolska kawiarnia, do której chce się wracać...
Zdarza mi się być w Coffeemoment na Koraszew-
Schronisko
Wspomóż, zaadoptuj,
zostań wolontariuszem
W kiosku wybieram...
„Politykę” w miarę często,
zdarza mi się „Gazetę Wyborczą”.
Opole lubię za...
Za specyficzny klimat. Z jednej strony jest to nieduże miasto, ale z drugiej ma bardzo
wiele pozytywnych ludzi fajnie
nastawionych do świata. Jest
polskie, ale ma też ducha niemieckiego. Leży blisko Czech,
blisko Wrocławia, Katowic,
choć od Warszawy trochę daleko, co już nie jest fajne.
W studentach cenię najbardziej...
Podejście do życia, otwartość umysłu, ciekawość świata.
Niekiedy zaangażowanie.
Nie lubię wśród studentów...
Byłoby sporo odpowiedzi, które mogłyby się pojawić
(śmiech). Nie lubię totalnego
olewania i trybu: przyjdę raz
na zajęcia i oczekuję, że dostanę pięć, bo jestem genialny.
Wykładowcy z moich studiów, o których nie sposób
zapomnieć...
Prof. Łukaszewski. Miałem
z nim wykłady, które do dzisiaj
pamiętam i właściwie cytuję,
więc jest to postać, której nie
da się zapomnieć.
Góry czy morze?
Góry. Nie lubię zimnej
wody, a Bałtyk jest zimny.
Trudno znaleźć ciepłe morze
w Europie, nawet Morze Śródziemne również nie jest wyjątkowe w tej kwestii. Dla mnie
woda musiałaby mieć koło
25 stopni, a w bardzo niewielu miejscach do tylu dochodzi.
Dlatego — morze nie. Dlaczego góry? To połączenie aktywności i zwiedzania z odpoczynkiem, świeże powietrze,
możliwość odcięcia się, a jednocześnie wiele fajnych wspomnień związanych z górami.
Jeden z ulubionych cytatów...
Przychodzi mi na myśl sporo
łacińskich sentencji, ale byłoby
to zaśmiecanie języka. Czego
bym nie podał, zostałoby wyrwane z kontekstu i nie wiadomo, do czego by się odnosiło.
Dlatego myślę, że jest to House:
„everybody lies.”
Zainteresowania
poza
uczelnią...
Teoretycznie, by wszystko ładnie się splatało, trzeba
mieć zainteresowania, które
właśnie łączą się z uczelnią,
czyli naukowe. Jeśli powiem,
że interesują mnie badania
marketingowe, to nie będą
one czymś „poza uczelnią”,
podobnie jak czytanie popularnonaukowych książek.
Filozofia? Chyba nie. Science
fiction, fantastyka. Jestem
niesportowy, nieaktywny,
nie oglądam też telewizji.
Swego czasu lubiłem gry fabularne.
Rozmawiał Michał Pytlik
Postcrossing
Przy pomocy jednego kliknięcia możesz wysłać list do Kambodży lub na Kamczatkę, a otrzymać z Kuala Lumpur.
P
Borys. Ten piękny pięcioletni pies czeka na nowego opiekuna, który będzie mógł mu poświęcić dużo swojego czasu.
Borys potrzebuje długich spacerów, podczas których będzie
mógł się wybiegać i spożytkować swoją energię. Inaczej będzie uciekał, a przeskoczenie płotu nie stanowi dla niego
większego problemu. Z tego też powodu, po dwóch latach adopcji został oddany do schroniska. Nie lubi innych psów, ale
toleruje koty, a przede wszystkim kocha wszystkich ludzi.
Dubel. Dwuletni, średniej wielkości kundelek. Ma
bardzo ciekawe umaszczenie, wyglądem nieco przypomina dalmatyńczyka. W stosunku do ludzi raczej nieufny i
płochliwy. Bardzo szczekliwy, nadaje się do pilnowania
podwórka. Do schroniska oddała go córka jego starszej
właścicielki, kiedy przestała radzić sobie z opieką nad psami. Na nowy dom czeka od czerwca ubiegłego roku.
Więcej informacji o bezdomnych zwierzętach dostępnych jest na stronie internetowej opolskiego schroniska
www.schroniskowopolu.pl
Małgorzata Budny
ostcrossing to anglojęzyczny portal społecznościowy istniejący od 2005
roku, dzięki któremu użytkownicy mogą wysyłać i dostawać pocztówki z całego
świata. Obecnie zarejestrowanych na stronie jest prawie 300 tysięcy postcrosserów z dwustu krajów. Do tej
pory użytkownicy wysłali do
siebie przeszło 10 milionów
pocztówek.
- Strona opiera się na prostym pomyśle: wyślij i otrzymaj jedną kartkę od losowo
wybranej osoby wśród zarejestrowanych użytkowników
z całego świata. – twierdzi w
wywiadzie dla Shanghaist.
com twórca i założyciel Postcrossing, Paulo Magalhães. –
Zaczęło się to, jako mały projekt, przygotowany w wolnym czasie, kiedy kończyłem
szkołę. Uwielbiam dostawać
coś przez tradycyjną pocztę, szczególnie pocztówki. Zauważyłem, że więcej
osób podziela moje hobby i
zdecydowałem się stworzyć
platformę, na której umożliwię innym wysyłanie do siebie kartek.
Postcrossing największą
popularność zdobył w Stanach Zjednoczonych, z któ-
Fot. http://portadosol.blox.pl/html
rych pochodzi 13% zarejestrowanych postcrosserów.
Na drugim miejscu plasuje
się Rosja (10%), a na siódmym
– Polska (5%). Z naszego kraju zostało wysłanych blisko
pół miliona pocztówek, co
daje prawie 3% wszystkich
kartek pocztowych zarejestrowanych na stronie.
Wśród użytkowników serwisu znajdują się również
opolanie. - Miło jest wysyłać
pozdrowienia komuś mieszkającemu na drugim końcu
świata. – mówi o projekcie
18 letnia Oliwia, która z Postcrossing korzysta od 9 miesięcy.
- Zawsze byłem tradycjonalistą i lubiłem taką formę
wysyłania wiadomości i życzeń. Maile są jakieś takie
bezduszne. Lubię dostać fajną kartkę, wiem wtedy, że
ktoś zadał sobie trud znalezienia jej, że poświęcił swój
czas by wysłać coś wyjątkowego. – pisze Radek, który od dwóch lat jest aktywnych użytkownikiem i ma
na swoim koncie 17 wysłanych kartek. Zapytany o to,
co go najbardziej pociąga w
tym serwisie, odpowiada: Bardzo lubię podróżować i
mam nadzieję, że jakaś kartka tak mnie zafascynuje jakimś miejscem, że następna
wycieczka urlopowa będzie
właśnie tam. A i po cichu marzy mi się, że dostanę kartkę z
tak egzotycznych miejsc, jak
choćby Wyspy Wielkanocne.
Jak zostać postcrosserem?
To proste, wystarczy się za-
rejestrować na stronie Postcrossing.com i uzupełnić takie dane jak login, hasło, a
także podać swój adres, na
który będziemy otrzymywać pocztówki. Oprócz tego
możemy zaznaczyć, czy interesuje nas otrzymywanie
kartek z całego świata lub
jedynie krajów z naszego regionu.
Początkujący
użytkownik może wysłać do pięciu
kartek. Aby znaleźć adresata
naszej pocztówki, wystarczy
kliknąć w zakładkę „Send postcard”, zaakceptować regulamin i kliknąć „send”. Wtedy wyświetli nam się strona
dowolnego użytkownika, do
którego mamy wysłać pocztówkę, razem z opisem jakiego typu przesyłki najbardziej
lubi dostawać oraz pełnym
adresem. Dodatkowo generowany jest specjalny kod,
który jest przypisany do danej kartki i pozwala ją zarejestrować w systemie. Na wysłanie kartki mamy 60 dni od
momentu wygenerowania
adresu. Po upływie tego czasu, pocztówka uznawana jest
za przepadłą i nie wlicza się
do ogólnych statystyk strony.
Ewa wiecha
SPOŁECZNOŚĆ STUDENCKA 05
MNiSW bierze się za studentów
Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, niezadowolone m.in. ze spadku jakości kształcenia na studiach, popularności
nauk społecznych oraz z rzadszego prowadzenia badań naukowych, opracowało w roku 2010 „Strategię rozwoju szkolnictwa wyższego w Polsce do 2020 roku”. Część pomysłów, takich jak bezpłatne egzaminy poprawkowe czy zmniejszenie
środków pieniężnych przekazywanych na stypendia naukowe na rzecz socjalnych, weszło już w życie. Jakie zmiany ministerstwo przygotowało dla nas jeszcze?
Sabina Baraniewicz
O
pisana w „Strategii…” analiza stanu
szkolnictwa wyższego wykazała niską pozycję
polskich uczelni na arenie
międzynarodowej, defekty
ich funkcjonowania oraz brak
otwartości. MNiSW tłumaczy,
iż mamy do czynienia z gwałtownym wzrostem liczby studentów na skutek powstania
uczelni niepublicznych i studiów niestacjonarnych, a formy nauczania oraz programy
studiów stały się przestarzałe i nie odpowiadają potrzebom rynku. Nieodzowne
więc stało się opracowanie
planu, który mógłby ten stan
zmienić.
Koniec z odgórnie ustalonymi kierunkami studiów
– mają zastąpić je tzw. programy dyplomowe projektowane przez uczelnie. W zależności też od ich rodzaju po-
wstaną nowe typy
szkół wyższych:
- kolegia akademickie, z multidyscyplinarną ofertą studiów jedynie I stopnia
- uczelnie zawodowe, przygotowujące do wykonywania określonego zawodu
- uczelnie akademickie,
prowadzące działalność badawczą w zakresie danej
dziedziny wiedzy
- uczelnie badawcze, III
stopnia, koncentrujące się na
prowadzeniu wybitnych badań w kilku dziedzinach.
Studia stacjonarne i niestacjonarne przestaną funkcjonować w wymiarze jakim
obecnie funkcjonują nawet
pod względem nazwy. Zgodnie z planem już w roku 2015
studia będzie można podjąć w trybie standardowym
lub przedłużonym. Pierwszy
z nich będzie wymagał od studenta zarówno pracy na zajęciach
jak i samodzielnie lub
w grupie, drugi ma
być przeznaczony
dla tych, którzy z powodu pracy, obowiązków rodzinnych czy
problemów zdrowotnych nie mogą podjąć
studiów w trybie standardowym. Oba tryby realizować będą ten sam program,
lecz na studiach przedłużonych będzie on obejmował
większą liczbę semestrów.
Możliwa będzie też realizacja
części programu przez tzw.
e-learning. Jednolite studia
magisterskie zostaną zlikwidowane.
Zajęcia będą odbywały
się w systemie trójsemestralnym: do tradycyjnych dwóch
dojdzie semestr wakacyjny,
rezerwowy, w czasie którego będzie możliwość uzupełniania brakujących zaliczeń.
Uczestnikom trybu przedłużonego pozwoli on dodatkowo studiować mniej intensywnie.
Studenci będą mogli swobodnie kształtować swoje
ścieżki edukacyjne i korzystać
z odpłatnych kursów wyrównawczych przy zmianie programu. W takim rozwiązaniu
strategia widzi możliwość
opóźnienia decyzji wyboru
głównej dziedziny kształcenia i ewentualnego korygowania błędnych decyzji bez
konieczności rozpoczynania
nowych studiów. Przy rekrutacji na studia II stopnia będzie można spodziewać się
egzaminów wstępnych, weryfikujących zdobytą wiedzę.
MNiSW stawia na uczenie się w środowisku pracy i
na wyposażenie studentów
w umiejętności i kompetencje, jakich będą potrzebować
przez całe swoje życie zawodowe. Dodatkowo chce, by
uczelnie uczyły świadome-
go udziału w życiu społecznym w ramach analitycznego myślenia, pracy z tekstem
i danymi ilościowymi oraz
prezentowania swojego stanowiska w mowie i piśmie.
W program studiów mają być
wpisane także doradztwo i
praktyki zawodowe.
Ministerstwo dąży do
tego, by kompetencje zdobywane przez studentów w
większym stopniu odpowiadały pracodawcom i zagwarantowały podjęcie pracy tuż
po studiach nawet I stopnia.
Te bowiem będą gwarantowały już zdobycie wiedzy
wystarczającej do pracy w
wielu zawodach. Kształcenie
II stopnia stanie się „dobrem
dostępnym selektywnie i dla
najlepszych”.
„Skutki nowej ustawy poznamy w najbliższych latach.
Jednak studiujący nauki społeczne, nie wspominając o
wykładowcach, nie mają powodów do radości. Traktowanie wykształcenia jako
towaru i przedmiotu indywidualnej konsumpcji przyniesie skutki, z którymi będziemy zmagać się przez wiele
lat” – tak komentuje powyższą „Strategię…” dr Sławomir
Czapnik.
Dokładny plan strategii
dostępny do pobrania na
stronie: www.nauka.gov.pl
Ważne
Zajęcia będą odbywały się w systemie trójsemestralnym: do tradycyjnych dwóch dojdzie semestr wakacyjny,
rezerwowy, w czasie którego będzie możliwość uzupełniania brakujących zaliczeń. Uczestnikom trybu przedłużonego pozwoli on dodatkowo studiować mniej intensywnie.
Autoportret kłamcy
„ To urodzony kłamca! „ – nie raz słyszeliśmy takie słowa, ale czy rzeczywiście można przyjść na świat z wrodzoną zdolnością wprowadzania ludzi w błąd? Czy raczej nabywamy tą cechę wraz z doświadczeniami, jakie nas spotykają w całym
naszym życiu? Czy istnieją specjalne zdolności ułatwiające ludziom kłamanie?
J
uż w latach 20. minionego
wieku, psychologowie dowiedli, że nie ma czegoś takiego jak trwała uczciwość.
Zatem nie można także urodzić się kłamcą. Jednak hipoteza, którą sobie postawili
- ludzie uczciwi zawsze będą
się zachowywać zgodnie z
prawem, a nieuczciwi zawsze
będą kłamać, została obalona.
Autorytetem w dziedzinie
badań nad kłamstwem jest
Paul Ekman. Według niego
już w dzieciństwie niektórzy
ludzie nabywają przekonania
o tym, że potrafią wprowadzać w błąd otoczenie. Nie
przejmują się, jeżeli zostaną przyłapani na oszustwie.
Ponadto, potrafią podejmować racjonalne decyzje i wykorzystywać posiadane doświadczenie. Mimo tego, w
rozważaniach Ekmana nie odnaleziono specjalnych cech
Paul Ekman osobowości odróżniających
naturalnych kłamców od innych ludzi. Współczesne badania psychologów pozwoliły na wyłonienie sześciu portretów kłamcy.
W pierwszym z nich
umieszczono
inteligencję.
Nasz rozsądek podpowiada
nam, że wysoka inteligencja
jest czynnikiem ułatwiającym
kłamstwo, ale niekoniecznie
decydującym o tym, czy będziemy dalej to robić. Wyniki
badań profesorów z Uniwersytetu Wirginijskiego wykazały, że najczęściej mijają się z
prawdą osoby z wyższym wykształceniem. Statystycznie
rzecz biorąc, 33% z nich dopuszcza się kłamstwa w trakcie 10- minutowej rozmowy.
Wyjaśniają to zjawisko większym zasobem słów i pewnością siebie tych osób. Dobry
kłamca nie tylko powinien być
sprawny intelektualnie, ale
także posiadać dobrą pamięć.
Musi pamiętać, komu, kiedy i
w jakich okolicznościach coś
nieprawdziwego mówił.
Drugi portret kłamcy reprezentują pragmatycy i
pryncypialiści. Aby lepiej zrozumieć ich sylwetki i powody,
dla których można ich traktować jako osoby o skłon-
nościach do nieuczciwości,
przywołam literacki przykład
postaci Don Kichota i Sancha Pansy. Pierwszy z nich to
pryncypialista gotów ruszyć
kopię o własną prawdę, wierny Dulcynei aż po grób. I jego
giermek-pragmatyk,
który
wyruszył w świat z szaleńcem, ale potrafił się dostosować do jego fanaberii, realizując swoje własne, przyziemna
cele. U pryncypialistów preferowane wartości pełnią istotną funkcję w ich życiu, kierują się wartościami moralnymi.
Zatem, rysuje się nam postać
pragmatyka jako idealnego kłamcy- łatwo mu operować sprzecznymi informacjami, powstrzymywać emocje,
zmieniać poglądy i nie zważać na wartości moralne. Jednakże, należy pamiętać, że
posiadanie cech pragmatyka
nie jest równoznaczne z faktem bycia kłamcą.
Makiawelizm i osobowość
bezwzględnego gracza- pod
taką nazwą kryje się trzeci
portret kłamcy. Pierwszą postawę może zobrazować sytuacja, kiedy troje ludzi dzieli
się banknotem stuzłotowym.
Każdy mógłby się spodziewać
podziału po równo ok.33,33zł.
Jednak najczęściej jedna osoba dostaje ok. 53 zł, druga
30zł, a ostatnia ok. 17zł. Jedna
osoba proponuje wystawienie do wiatru trzeciej osoby.
Co prowadzi do takiej sytuacji? Psychologowie z Uniwersytetu Kolumbijskiego odpowiedzieli na to pytanie, twierdząc, że ludzie w sytuacjach
społecznych wykazują różny
poziom umiejętności manipulacji innymi. Cechę tę nazywa się makiawelizmem od nazwiska twórcy Księcia- Nicolo
Machiavellego. Makiawelista
manipulując ludźmi czuje się
jak ryba w wodzie. Uważa,
że uzasadnione kłamstwo
jest pozytywne, a używanie
podstępów i oszustw czymś
chwalebnym. Uwielbiają kłamać w żywe oczy. Bez skrupułów można powiedzieć, że
są stworzeni do kłamstwa.
Osobowość bezwzględnego
gracza jest uzupełnieniem
postawy makiawelizmu. Cechuje się wyolbrzymionymi
ambicjami, próżnością i cynizmem, nie odróżnia tego, co
korzystne dla niego, od dobra
publicznego. Jeśli zaistnieje
potrzeba, posłuży się oszustwem i łamaniem prawa dla
osiągnięcia swoich celów. Ta
postawa powstała w wyniku
obserwacji polityków, którym
nie jest obce przedstawiania
swojej woli w sytuacjach rozbieżności interesów i dążeń.
Dalszą część testu można
przeczytać na
http://gs.uni.opole.pl/?p=5240
Agnieszka Rybałtowska
06 HISTORIA
O drugim małżeństwie
W każdej epoce zdarzały się jakieś afery i skandale. W okresie istnienia II Rzeczypospolitej również ich nie brakowało.
Jedne były bardziej sensacyjne i wzbudzały ogromny rozgłos wśród opinii publicznej, o innych szybko zapominano. Jednym z ogromnych skandali w tamtym czasie było drugie małżeństwo ówczesnego prezydenta II Rzeczypospolitej, Ignacego Mościckiego. Nic nie byłoby w tym dziwnego, gdyby nie okoliczności, w jakich zostało ono zawarte. Ale zacznijmy od
początku.
Bartosz Janczak
I
gnacy Mościcki został
prezydentem II Rzeczypospolitej po przewrocie
majowym, który odbył się
w dniach 12-14 maja 1926 r.
Wtedy to musiał zrezygnować z urzędu prezydenta ówczesny prezydent II RP, Stanisław Wojciechowski. 31 maja
1926 r. zostało zwołane Zgromadzenie, które ostatecznie wybrało na prezydenta
Ignacego Mościckiego. Zanim objął on najważniejszy
urząd w państwie, był profesorem chemii na Politechnice Lwowskiej.
Tak naprawdę Mościcki
nie miał nic do powiedzenia
w sprawach politycznych,
był figurantem w rękach Piłsudskiego, choć marszałek
oficjalnie nigdy nie dał mu
tego odczuć. Prywatnie natomiast ignorował go zupełnie. Mościcki idealnie nadawał się do reprezentowania II
RP na zewnątrz. Zawsze dbał
o to, aby dyplomaci, ważne
osobistości w jego progach
czuli się dobrze. Za granicą
był szanowanym człowiekiem, wielu doceniało jego
osiągnięcia naukowe. Cieszył
się ogólnym szacunkiem i
prestiżem. Tak wspomina go
ówczesny dziennikarz, Wacław Zbyszewski: Był wysoki,
szczupły, długonogi, trzymał
się bardzo dobrze, miał rysy
dobre, we fraku i orderach
wyglądał bardzo imponująco i dystyngowanie, maniery miał dostojne, był zimny,
wyniosły, sztywny, ale wielkopański.
Wizerunek Mościckiego
idealnie uzupełniała jego
żona, Michalina Mościcka.
Pobrali się w 1888 r. Byli ze
sobą bardzo blisko spokrewnieni, ponieważ ich rodzice
byli rodzeństwem. Do zawarcia małżeństwa potrzebna
była dyspensa papieska. Tak
po latach wspominał to małżeństwo Mościcki: Z różnych
moich młodzieńczych planów, z których nie wszystkie
mogłem później wykonać,
ten ostatni udał mi się najzupełniej. Moja późniejsza
towarzyszka życia pełnego
mocnych wrażeń przewyż-
Prezydent Ignacy Mościcki, Źródło www.photogaleria
szała cennymi zaletami swego pięknego charakteru najśmielsze moje oczekiwania.
Jako pierwsza dama II RP
cieszyła się powszechną sympatią. Słynęła z niezależnych
poglądów i zaangażowania
społecznego. Tak opisuję ją
Henryk Comte, adiutant Mościckiego: Żona prezydenta
pozostawała sobą, reprezentowała typ polskiej matrony,
była pierwszą osobą w życiu
prywatnym prezydenta, który liczył się z jej zdaniem. Patronowała kobiecym organizacjom społecznym. Prowadziła cały dom rodzinny.
Podczas oficjalnych obiadów,
przyjęć i wizyt dyplomatycznych doskonale wypełniała
obowiązki pierwszej damy.
Znała kilka języków obcych,
miała wrodzony takt i nie
miała problemów z nawiązywaniem kontaktów. Lubiła
podejmować rozmowy z gośćmi, którzy stali na uboczu,
nie zważając na opinię otoczenia. Potrafiła trafnie oceniać ludzi, nie imponowały
jej stanowiska, majątki i tytuły, całkowicie pochłonięta
była działalnością społeczną.
ną córkę. Dzieci dostarczyły
Ignacemu i Michalinie wiele
problemów rodzinnych. W
1927 r. rodzinę Mościckich
spotkała wielka tragedia. Na
tyfus zmarł ulubiony syn prezydenta, Franciszek. Mościcki pokładał w nim największe
nadzieje. Dwa lata później
zmarł mąż córki Mościckich.
Wiele problemów sprawiali
dwaj synowie prezydenckiej
pary, Józef i Michał. Pierwszy
z nich zachowywał się niegodnie, nie posiadał żadnych
aspiracji politycznych, wolał
się ciągle bawić, pić, tańczyć.
Drugi z synów, Michał, był
typem hazardzisty. Potrafił
przegrywać ogromne pieniądze m.in. grając w karty. Pracował w Ministerstwie Spraw
Zagranicznych, przebywał w
kilku placówkach zagranicznych, ale nigdzie nie zabawił
zbyt długo.
Problemy z dziećmi były
jedną z przyczyn tego, że
Michalina Mościcka na początku lat trzydziestych poważnie zachorowała na serce. Zmarła 18 sierpnia 1932
r. Jednak prezydent szybko
wypełnił sobie pustkę po
zmarłej żonie. Znalazł pocieszenie w ramionach Marii
Dobrzańskiej-Nagornej (siostrze słynnego mjr Hubala),
która od trzech lat prowadzi-
***
Mościccy mieli czworo
dzieci, trzech synów i jed-
ła sekretariat zmarłej Michaliny Mościckiej.
Maria była młodsza od
Mościckiego o 29 lat. Była
zamężna z oficerem piechoty Tadeuszem Nagórnym,
który od 1927 r. pełnił rolę
adiutanta prezydenta. Nagórny prowadził hulaszczy
tryb życia, miewał przygody
z innymi kobietami, składał
im, będąc żonaty, obietnice
małżeństwa. Za swoje czyny
został usunięty ze stanowiska adiutanta prezydenta, a
małżeństwo z Marią zostało
unieważnione.
Coś zaiskrzyło pomiędzy
Marią a Mościckim podczas
pobytu prezydenta w Spale,
w ośrodku wypoczynkowym
po pogrzebie Michaliny. Tak
wspominała to wydarzenie
po latach Maria: Zwrócił się
do mnie, dziękując za wszystko, co uczyniłam dla Zmarłej
Prezydentowej, która mi była
drugą Matką, prosząc, abym
w dalszym ciągu prowadziła
sekretariat i darzyła opieką i
przyjaźnią, bym dopomagała mu w pracy społecznej. (...)
Pod koniec listopada zwrócił
się do mnie z propozycją małżeństwa. Było to trzy miesiące po śmieci Michaliny.
***
19 października 1933 r.
Ignacy i Maria pobrali się,
a ślubu udzielił im kardynał Kakowski. Aby Mościcki mógł zawrzeć związek
małżeński, potrzebna była
zgoda przede wszystkim
Piłsudskiego. Sam przeżył
kilkuletni romans z młodszą od siebie o 30 lat kobietą, więc nie miał nic
przeciwko decyzji Mościckiego.
Drugie małżeństwo prezydenta wywołano ogromną sensację. Kwestionowano
unieważnienie małżeństwa
Marii przez Kościół katolicki, zarzucano Mościckiemu
zbyt krótki czas żałoby. Opinia publiczna nie mogła wybaczyć prezydentowi swojego zachowania. Wystarczyło,
aby na Zamku Królewskim
pojawił się dziecięcy wózek,
a już Warszawa plotkowała,
że prezydentowa ma dziecko z adiutantem męża. Powszechnie uważano, że Mościcki skompromitował się
tym małżeństwem, a cały
związek opierał się na seksualnej stronie.
***
Jednak jak się później okazało, Maria sprawdziła się w
roli pierwszej damy. Słynęła
z miłego, przystępnego charakteru, z ogromnego wdzięku i dobra. Wdzięk Marii ujął
samego Piłsudskiego, mimo
początkowej niechęci ze strony marszałka. W opinii pracowników zamku, Ignacy i
Maria stanowili dobre, udane
małżeństwo. Prezydentowa
darzyła Mościckiego ogromnym, szczerym uczuciem, nie
zależało jej na zaszczytach,
czy popularności, była oddana swojemu mężowi. Maria
trwała przy Mościckim podczas jego przymusowej emigracji do Rumunii, podczas internowania w tym kraju, oraz
podczas pobytu w Szwajcarii.
Ignacy Mościcki zmarł w Versoix (Szwajcaria) 2 października 1946 r. Maria przeżyła
go o 33 lata. W testamencie,
Mościcki zapisał, aby w Maria
spoczęła wraz z nim w jednym
grobie.
Sarkofag prezydenta Ignacego Mościckiego,
W 1993 r. sprowadzono
prochy obojga do Polski. Pogrzeb małżonkowie mieli oddzielny. Prezydenta pochowano z honorami w katedrze św.
Jana, a Marię na Powązkach,
nie szanując w ten sposób
ostatniej woli prezydenta Mościckiego.
Drugie małżeństwo prezydenta Mościckiego było skandalem. O tyle kontrowersyjne,
że odbyło się w bardzo krótkim czasie od śmieci pierwszej żony prezydenta. Jednak
dziś należy również pamiętać
o tym, że Mościcki w chwili śmierci swojej żony miał 65
lat i pewnie potrzebował kogoś, kto by się nim zaopiekował, towarzyszył mu w swojej drodze. Przez 40 lat takim
towarzyszem była Michalina
i w chwili jej odejścia poczuł
się samotny. A że był osobą
publiczną, jego zbyt szybka
decyzja o ponownym małżeństwie okazała się kontrowersyjna i odbiła się szerokim
echem wśród mieszkańców
nie tylko Warszawy, ale i całego kraju.
W czasie trwania II Rzeczypospolitej, okresu dziś już
nam dość odległego, miały miejsca podobnie jak dziś
wydarzenia, które bulwersowały opinię publiczną. Nie
było to państwo idealne, ale
nie było też takie, jak przez
lata starali się pokazać Polakom komuniści w okresie
PRL-u. Żyli w nim tacy sami
ludzie jak teraz, ludzie słabi,
z wadami, z mnóstwem problemów, ale również utalentowani, pracowici, inteligentni. Dziś, po wielu latach, możemy swobodnie mówić o II
Rzeczypospolitej, a było to
państwo niezwykłe i specyficzne.
Źródło cmentarium.blogspot.com
FOTOREPORTAŻ 07
Ruchy instruktorki są perfekcyjne
Fot. Anna Rak
W tańcu brzucha liczy się każdy szczegół
Fot. Anna Rak
Bellydance - sposób na relaks
To jedyne takie zajęcia na Uniwersytecie Opolskim. Z tygodnia na tydzień chętnych przybywa, a taniec brzucha robi coraz
większą furorę wśród studentek. Instruktorką jest Weronika Sahar Litwin, która między studiowaniem na II roku dziennikarstwa znajduje czas, aby dzielić się swoimi umiejętnościami z innymi. I robi to z prawdziwą pasją.
Taniec to dobry sposób na relaks
Każdy układ taneczny jest inny i wyjątkowy
Fot. Anna Rak
Fot. Anna Rak
Zajęcia odbywają się w każdy poniedziałek o 21:00 w SCKu
Fot. Anna Rak
Shimmy i do przodu!
Fot. Anna Rak
Najważniejsza jest dobra zabawa
Fot. Anna Rak
Sahar w swoim żywiole
Fot. Anna Rak
08 PUBLICYSTYKA
Po
drugiej
stronie
prawdy
Co? Gdzie?
Kiedy?
Mój nauczyciel z liceum powtarzał, że współczesnymi produktami deficytowymi są: czas, pieniądz i
prawda. No właśnie. Jak to jest z tą prawdą? Może wręcz przeciwnie jest jej jednak dużo? Za dużo.
28 maja, poniedziałek
17:30 - Spotkanie z Tomaszem Różyckim –
Miejska Biblioteka Publiczna
18:00 - „Z misją na Kubę - czyli jak spędziłem rok w kubańskim więzieniu” - Herbaciarnia. Niezależny Ośrodek Kultury
20:00 – Quiz Filmowy – Ostrówek Pub
29 maja, wtorek
9.00 i 11.00 – „O Wampirze W” - Teatr Lalki i
Aktora im. Alojzego Smolki
9:15 i 11:15 – „Brzydkie kaczątko” - Teatr
Lalki i Aktora im. Alojzego Smolki
18:00 - Wernisaż. Olaf Brzeski, „Upadek
człowieka, którego nie lubię” – Galeria
Sztuki Współczesnej
30 maja, środa
9.00 i 11.00 – „O Wampirze W” - Teatr Lalki i
Aktora im. Alojzego Smolki
9:15 i 11:15 – „Brzydkie kaczątko” - Teatr
Lalki i Aktora im. Alojzego Smolki
18:00 - Nauka przy kawce. mgr Michał Wanke – Miejska Biblioteka Publiczna
18:00 i 20:30 - Opowieści, które żyją tylko w
pamięci – Kino Studio
Monika Lorek
Z
akochany młody mężczyzna, powtarza swojej dziewczynie, że jest najpiękniejsza na
świecie. Czy kłamie? Chyba nie.
Owładnięty uczuciem postrzega swą kobietę jako ósmy cud
świata. Jednak gdyby przyjrzeć
się temu obiektywnie to myślę,
że nawet w najbliższym otoczeniu tej parki znalazłoby się kilka
osobniczek płci pięknej z prostszymi zębami, mniej widocznym cellulitem czy ładniejszym
1 czerwca, piątek
10:00 i 12:30 - Bullerbyn. O tym jak
dzieci domowym sposobem zrobiły
sobie las i co z niego wyrosło - Teatr im.
Jana Kochanowskiego
19:00 - Małe zbrodnie małżeńskie - Teatr im. Jana Kochanowskiego
22:00 - Disco Pigs - Teatr im. Jana Kochanowskiego
Martyna Sołtysik
W
końcu, po wielu trudach i znojach udaje ci
się zwlec je z łóżka. Wstałeś,
ale co teraz? Kawa, przede
wszystkim kawa. A potem?
Zajęcia właśnie się zaczęły,
więc prysznic chyba jednak
sobie dzisiaj odpuścisz. Cho-
4 czerwca, poniedziałek
11:00 - Zabawy na podwórku - Teatr im.
Jana Kochanowskiego
ciaż, jakbyś się postarał to
może... Ale nie, jutro przecież
też jest dzień. Wychodzisz. W
biegu pochłaniasz kupioną w
drodze na uczelnię bułkę i w
końcu docierasz na zajęcia. Jakimś cudem zmieściłeś się w
studenckim kwadransie, więc
jest dobrze. Siadasz w ostatnim rzędzie, przymykasz oczy
tylko na chwilkę i budzisz się,
kiedy wszyscy już wychodzą.
Pierwszy wykład za tobą, nie
było tak źle. W przerwie biegniesz do automatu po kolejną kawę. Mijają minuty, godziny, wykłady, ćwiczenia. W
międzyczasie wydajesz ostat-
nie 2 zł na ksero i po raz setny
zapożyczasz się u koleżanki.
Nareszcie koniec. Było ciężko,
ale jakoś dałeś radę. Skonany
wracasz do domu. Znowu zapomniałeś zrobić zakupów.
Otwierasz lodówkę- niestety,
pustki. Trudno, zjesz coś jutro. Teraz może przynajmniej
się wyśpisz. Ledwo kładziesz
się do łóżka, kiedy dzwoni telefon. Odbierasz. Kumpel robi
imprezę. - Będą wszyscy znajomi, ty też musisz być- przekonuje. Wprawdzie jesteś wyczerpany, ale czy masz jakieś
wyjście? No przecież nie odmówisz. Wracasz do domu o
5 nad ranem, kładziesz się do
łóżka. Zamykasz oczy, otwierasz, patrzysz na zegarek- już
8:00! I historia zaczyna się od
nowa. Tydzień dopiero się zaczął, a ty już jesteś wyczerpany. Codziennie to samo- już
musisz wstawać, a masz wrażenie, jakbyś jeszcze się nawet
nie położył. Wiecznie nieprzytomny, wiecznie niewyspany- czy już zawsze tak będzie?
Spokojnie, jeszcze tylko rok,
dwa, trzy i studia się skończą.
Potem już tylko praca, dom,
dzieci, kredyty, podatki. Ale co
to dla ciebie. Przeżyłeś studia,
przeżyjesz i to, prawda?
Musizm
Nowa choroba XXI w. W czasach wolności i demokracji jesteśmy ciągle do czegoś przymuszani, żyjemy w ciągłej presji posiadania i bycia tacy, jak wszyscy. I nawet o tym nie wiemy!
2 czerwca, sobota
- 19:00 – Mayday 1 - Teatr im. Jana Kochanowskiego
nie zrozumiałam wszystkiego,
a w dzienniku góruje dwója, to
sama przed sobą nie zaprę się
mojej prawdy.
Pewnie nie zaskoczę nikogo
stwierdzeniem, że zakochany
chłopak z początku tej historii
mówi prawdę, a i ktoś kwestionujący urodę jego dziewczyny
też ma rację. Najwspanialszy
przyjaciel jednej osoby, może
okazać się najzagorzalszym
wrogiem drugiej, nie kwestionując żadnego z tych stanowisk. Rezultaty naszych poczynań, choć namacalne, nie
znajdują odzwierciedlenia w
rzeczywistych
przygotowaniach, które poczyniliśmy. Tak
to już czasami jest, że po drugiej stronie prawdy znajdujemy… prawdę.
Na zegarku 7:30. Najwyższa pora wstać. Za pół godziny zaczynasz zajęcia, a musisz jeszcze zjeść
śniadanie, wziąć prysznic, ubrać się. Jak co dzień staczasz nierówną walkę ze swoim ciałem. Prosisz,
błagasz, rozkazujesz, ale ono jest nieugięte.
16:00 - PandaArt Piknik edition – Wyspa Bolko
19:00 – Mayday 1 - Teatr im. Jana Kochanowskiego
3 czerwca, niedziela
I już ostatnia historia, obiecuję. Przypominam sobie siebie
samą. Gdy w podstawówce byłam przejęta jakimś ważnym
sprawdzianem, umiałam nad
zeszytem spędzić całe popołudnie i wieczór. Pewna świeżo nabytej wiedzy, następnego dnia maszerowałam do
szkoły. Nierzadko wracałam ze
spuszczoną głową czy łzami w
oczach. A wszystko to, bo nauczyciel powiedział, że się nie
nauczyłam. W takich przypadkach prawdą staje się zła ocena w dzienniku, ale czy w takim
razie mój czas spędzony nad
książką jest kłamstwem? Nie,
nie mogę pozwolić na to, by go
przekreślono. Przecież to moja
prawda. Mój poświęcony czas
i wytężone siły. Mimo że może
Z pamiętnika studenta
31 maja, czwartek
9.00 i 11.00 – „O Wampirze W” - Teatr
Lalki i Aktora im. Alojzego Smolki
9:15 i 11:15 – „Brzydkie kaczątko” - Teatr
Lalki i Aktora im. Alojzego Smolki
uśmiechem. Niedorzecznością
byłoby zarzucanie chłopakowi
kłamstwa tak, jak niedorzecznością można nazwać przyjmowanie jego prawdy za własną prawdę.
Albo inaczej. Wierny przyjaciel
taki, o jakim marzyliśmy w dzieciństwie. Mający dla nas czas,
umiejący wysłuchać, ale i mocno potrząsnąć czy „ochrzanić”,
gdy na to zasłużyliśmy -wszystko to dla naszego dobra. I ta
sama osoba zachowująca się w
sposób gburowaty, i dosadnie
mówiąc chamski, w stosunku
do kogoś, za kim nie przepada.
Które oblicze jest tym prawdziwym? Jedni powiedzą, że nie
można być jednocześnie tym
dobrym i tym złym. Ja się z nimi
nie zgadzam.
Kamila Widera
Z
aczyna się właściwie od
momentu narodzin. Dziecko jest otoczone mnóstwem
zabawek, nierzadko drogich
(choć i tak woli bawić się garnkami). Pierwsze kroki stawia w
kierunku komputera i telewizora, w którym niemal ciągle
lecą reklamy. Na komunię dostaje wypasiony laptop i inne
cuda techniki (podobno ostatnio modnym prezentem jest
quad). Okres dorastania to ist-
ny wyścig na najmodniejsze
gadżety i ciuchy. Niestety na
szkole ta gonitwa się nie kończy. Wręcz przeciwnie! Potem
się dopiero zaczyna – kto więcej zarabia, kto ma lepszy samochód, kogo stać na drogie
wakacje. Telewizja ogłupia nas
reklamami, programami o tym,
co będzie najmodniejsze w
tym sezonie i serialami, w których wszyscy bohaterowie są
piękni, młodzi i wykształceni
(ciekawe kogo przed 30 - stką
stać na 100 metrowy apartament w centrum Warszawy!).
Wszystko to podane jest w
iście cukierkowej oprawie: w
reklamach mamy uśmiechnięte, szczęśliwe rodzinki na sielankowym tle, programy prowadzą panie i panowie ubrani
w najmodniejsze tego sezonu
kolory, a bohaterowie owych
seriali jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności nie mają
specjalnych problemów z pracą, nigdy nie stoją godzinami w
kolejkach i nie użerają się z paniami w urzędzie. Kiedyś człowiek był szanowany i poważany, kiedy komuś pomagał, miał
wyższe wykształcenie, odznaczał się elokwencją. Dziś brutalna prawda jest taka, że wartość człowieka przelicza się na
pieniądze. Im więcej zarabiasz,
tym więcej wydajesz i tym samym napędzasz gospodarkę.
Jesteśmy jedynie produktem
w bezlitosnej machinie konsumpcjonizmu. Młode dziewczyny za wszelką cenę chcą być
idealne, jak modelki na ekranie
(albo ostatnio jak córka premiera) – naśladują je niemal we
wszystkim. Chcą być modne, a
tak naprawdę stają się ofiarami mody. Nic dziwnego, że jest
tylu młodych ludzi z depresją,
nerwicą czy anoreksją. Już jako
dorośli mają jeden cel - zarabianie i wydawanie pieniędzy. W
tej gonitwie nie zauważają własnych dzieci, którym góra zabawek i zajęć pozalekcyjnych
nigdy nie zastąpi rodziców.
Upadają wyższe ideały i wartości, ludzie dla kasy są w stanie
zrobić właściwie wszystko. A
właściwie, dokąd tak naprawdę
zmierzamy? Wnioski nie są zbyt
optymistyczne. Może czas zastanowić się, co tak naprawdę
jest w życiu ważne? Czy jesteśmy wartościowi, bo posiadamy najnowszą torebkę Chanel,
czy może dlatego, że działamy
w wolontariacie?
KULTURA 09
Zaprzyjaźnij się z Tajwanem
Moda na Orient nie przemija. Wręcz przeciwnie, coraz więcej osób wykazuje spore zainteresowanie Dalekim Wschodem.
Także na UO znalazła się grupa osób, która w listopadzie założyła Klub Przyjaciół Tajwanu.
Karolina Goebel
I
nicjatywa założenia Klubu
narodziła się wśród osób
uczących się języka chińskiego na naszym uniwersytecie. Mogą do niego należeć
wszyscy Ci, którzy zafascynowani są tym odległym i wciąż
egzotycznym dla Polaków
krajem. – Byłam bardzo podekscytowana i szczęśliwa,
gdy moi studenci zaproponowali, byśmy założyli Klub
Przyjaciół Tajwanu – mówi
Yumin Cheng, lektorka języka chińskiego na UO. Klub Przyjaciół Tajwanu z
założenia ma charakter nieformalny, spotkania nie odbywają się systematycznie,
nie ma stałej listy członków.
- Zamiast tego, spotykamy
się od czasu do czasu, rozmawiamy o historii, kulturze. Wielu z nas ma za sobą
podróż do Tajwanu. Wymieniamy się doświadczeniami,
radzimy osobom, które dopiero się tam wybierają, na
co muszą być przygotowani
Chiński Nowy Rok
– mówi Barbara Materzok,
studentka III roku logistyki.
Dotychczas odbyło się kilka spotkań. Oprócz wykładu
o historii, Klub Przyjaciół Tajwanu zorganizował obchody chińskiego nowego roku,
spotkanie przy tradycyjnej
herbacie, a także karaoke.
Największą popularnością
cieszyła się zabawa noworoczna, na której zostały zaprezentowane chińskie zwy-
Fot. (prywatne archiwum Yumin Cheng)
czaje oraz tradycyjne potrawy. Poza tym, można było
nauczyć się chińskiej kaligrafii, a na koniec pobawić
się przy muzyce pop (także
chińskiej!). Imprezę poprowadziły Yumin Cheng, wraz
z Yi Chun Chen i Chiao- Hsin
Hun, studentki z National
Dong Hwa University na Tajwanie.
Podczas spotkania przy
tradycyjnej chińskiej herba-
cie największą atrakcją był
tajwański przysmak - bubble
tea. Jest to napój przygotowywany na bazie naturalnej
czerwonej lub zielonej herbaty z dodatkiem aromatów
owocowych lub mlecznych.
Dodaje się do niego perełki
tapioki, które swoją konsystencją przypominają żelki, a
w smaku karmel. Bubble tea
cieszy się coraz większą popularnością także w Polsce,
gdzie otwierane są kolejne
sklepy z tym specjałem (Kraków, Warszawa).
W maju, z inicjatywy
Yumin Cheng, na UO odbędzie się seria bezpłatnych
warsztatów języka chińskiego i kultury chińskiej, które
poprowadzone będą przez
grupę praktykantów z National Kaohsiung Normal Univeristy na Tajwanie. – Chciałabym wykorzystać to, że
jestem lektorką języka chińskiego na UO, by umożliwić
studentom z Tajwanu odbycie praktyk na polskich uniwersytetach.
Dotychczas
mieli oni jedynie możliwość
praktykowania na uczelniach w Tajlandii. Myślę, że
to dla nich wyjątkowa szansa – tłumaczy Yumin. Warsztaty będą się odbywać od 14
do 25 maja. W programie są
podstawy języka chińskiego,
taniec kungfu, chińska opera
oraz tradycje. Udział w nich
mogą wziąć wszyscy studenci oraz mieszkańcy Opola. Jedynym warunkiem jest zna-
jomość języka angielskiego
na poziomie średniozaawansowanym.
W lipcu grupa studentów
ucząca się języka chińskiego
wyjedzie na letni kurs językowy odbywający się na Tajwanie. – Taki wyjazd to nie
tylko wspaniały sposób nauki języka, ale także niezapomniana przygoda oraz nowe
przyjaźnie z młodymi ludźmi z Tajwanu i całej Polski –
mówi Barbara Materzok, która w kursie wzięła udział w
zeszłym roku .
Wraz z gospodarczym
wzrostem Chin wzrasta ludzka świadomość dotycząca
krajów Dalekiego Wschodu.
Gdzieś pośród Kraju Środka,
Japonii, Korei Południowej,
plasuje się Tajwan. I choć
wielu kojarzy ten kraj tylko
z takimi markami jaki Asus,
HTC, Acer czy Giant, jest grupa ludzi, taka jak ta, tworząca Uniwersytecki Klub Przyjaciół Tajwanu, dla której kraj
ten to także bogata historia,
tradycje i kultura.
Wielka okazja, wielki koncert
17 kwietnia 2012 roku w kościele pw. św. apostołów Piotra i Pawła w Opolu odbył się koncert symfoniczny muzyków Filharmonii Opolskiej im. Józefa Elsnera. Z okazji w 72. rocznicy Zbrodni Katyńskiej, wybrzmiała muzyka pamięci i hołdu zamordowanym przez NKWD obywatelom polskim. Całość odbyła się pod patronatem Marszałka Województwa Opolskiego.
K
ażdy, kto wszedł do kościoła mógł obejrzeć
wystawę Centralnego Muzeum Jeńców Wojennych
w Łambinowicach-Opolu,
zatytułowaną „Na nieludzkiej ziemi...”. Poświęconą
w szczególności jeńcom z
obozów specjalnych: Kozielska, Starobielska i Ostaszkowa. Na wystawie można
było przeczytać listy jeńców
do ich rodzin, zapoznać się z
dokumentami radzieckimi,
wycinkami z prasy czy wgłębić się w niezwykłe zdjęcia
ponurego okresu deportacji. Ścieżka prowadziła blok
po bloku od początku tragedii aż do zdjęć z obrad komisji powstałej z inicjatywy
Jaruzelskiego i Gorbaczowa, która zakończyła się w
1990 roku oficjalnym przyznaniem przez I sekretarza
KPZR
odpowiedzialności
Związku Radzieckiego za
mord w Katyniu. Na dokładkę wystawiono zdjęcia i wycinki z gazet odnoszące się
do katastrofy smoleńskiej i
dni ją poprzedzających.
Koncert, a raczej wydarzenie, rozpoczęło się o godzinie 19:30. Zgromadzona
w kościele publiczność powstała, by wysłuchać „Mazurka Dąbrowskiego”. Niepozwalającego zapomnieć
o charakterze i okazji, z jakiej odbyło się owo wyda-
go: 23 marca 2012 roku, w
piątą rocznicę Dnia Przyjaźni Polsko-Węgierskiej, odsłonięto tam Katyński Krzyż
Pamięci — drewniany, prosty krzyż z wytłoczonym napisem „Katyń”. Zdjęcia z odpowiednim komentarzem
przybliżyły wszystkim to
odsłonięcie.
artyści
Po kilkunastominutowej opowieści z Székesfehérváru,
na prowizoryczną scenę wyszli upragnieni tego wieczora
artyści: Young Chil Lee — Koreańczyk z południa, dyrygent; Mariola Kurnicka i Paulina Grochowska — solistki; a
także Orkiestra Symfoniczna, Chór i Chór Chłopięcy Filharmonii Opolskiej.
rzenie. Po wzniosłym akcencie i mowach powitalnych,
zebrani wysłuchali przedstawiciela delegacji władz
opolskich, który uczestniczył w wydarzeniu z Székesfehérváru, stolicy komitatu
Fejér i regionu partnerskiego województwa opolskie-
Po
kilkunastominutowej opowieści z Székesfehérváru, na prowizoryczną scenę wyszli upragnieni
tego wieczora artyści: Young
Chil Lee — Koreańczyk z południa, dyrygent; Mariola
Kurnicka i Paulina Grochowska — solistki; a także Or-
kiestra Symfoniczna, Chór
i Chór Chłopięcy Filharmonii Opolskiej. Rozpoczęła
się pierwsza część koncertu, skomponowana specjalnie na tę okazję przez Artura Gruzę „Droga Krzyżowa”.
Sakralna, czternastoczęściowa suita o charakterze muzyki filmowej, pełna barwy
i przeplatających się ze sobą
smutku i złości (znakomita
większość części została zatytułowana od nazw uczuć)
robiła kolosalne wrażenie.
Co ciekawe, jedyną częścią
zaśpiewaną po polsku była
czwarta, „Matka”, pełna
smutku i napięcia. Pozostałe
części wokalne przywodziły
na myśl orient, bądź nie miały charakteru słownego, a
wyrażały uczucie zawarte w
tytule przez samogłoskowy
śpiew. Chwile rozgoryczenia
budowała przede wszystkim
sekcja dęta, zaś o sakralnym
charakterze przypominało
brzmienie dzwonu.
Część druga, świecka, dopełniała unoszącego się du-
cha kultury polskiej. Muzycy,
już bez chórów, za to wzbogaceni o harfę i większą liczbę muzyków sekcji dętej,
wykonali „Z życia narodu”
Zygmunta Noskowskiego —
obrazy fantazyjne na wielką orkiestrę na podstawie
Preludium A-dur Fryderyka
Chopina. Część klasyczna,
żwawsza i bardziej skomplikowana w swej strukturze, stanowiła doskonałe
uzupełnienie części pierwszej. Muzycznie miała w sobie więcej z tradycyjnych
koncertów filharmoników
opolskich, nie rozbudzała
poczucia muzyki filmowej,
a jako taka skierowana była
przede wszystkim do koneserów muzyki klasycznej.
Koncert zakończył się
zgodnie z programem, o
21:30. Po gromkich i długich
oklaskach,
uśmiechnięty
Young Chil Lee razem z muzykami zeszli ze sceny. Podziękowania zakończyły ten
niezwykły wieczór.
Najwyższej klasy muzykę
zakłóciło niestety brzmienie
keyboardu. Prawdopodobnie z powodów technicznych nie dało się zorganizować fortepianu. Brzmienie
klawiszy miało prawo razić
przy brzmieniu tak doskonałych dźwięków.
Uwagę zwracał też wiek
publiczności. Wstęp na koncert był bezpłatny (jak na
większość koncertów Filharmonii, odkąd ta jest w
remoncie), co jednak nie zachęca studentów do uczestnictwa w muzycznych wydarzeniach tego rodzaju.
Niestety, nielicznym młodym ludziom zdarza się
również w trakcie koncertu
korzystać z telefonów komórkowych czy prowadzić
nadmierną liczbę rozmów,
co nieco przeszkadza w odbiorze całości. Na szczęście,
ani keyboard, ani zachowanie pewnej części publiczności nie ma wpływu na poziom samej muzyki. Oby nigdy nie miało..
Michał Pytlik
10 RECENZJE
Nietypowe piosenki żeglarskie
Jak to w życiu bywa, zaczyna się od przypadku. Przypadkiem właśnie wychodzi na jaw, że John Smith, londyński taksówkarz nie jest taki do końca zwyczajny.
Kigna Ignacy
H
ubert
Dobaczewski
(Spięty) ma za sobą
długą drogę muzyczną. Począwszy od Aberration
oraz Hope I, przechodząc przez
Koli, czyli późniejsze Lao Che.
Ze swoją obecną grupą wydał
cztery albumy: Gusła, Powstanie Warszawskie, Gospel, Prąd
Stały, Prąd Zmienny. Dzięki PW
zespół stał się bardziej rozpoznawalny. Trzeci był największym ‘komercyjnym’ sukcesem
zespołu. Bo któż z nas nie kojarzy np. Czarnych Kowbojów.
Spięty rzucił się na szersze
wody. Nagrał solowy album.
Na krążek składa się jedenaście
utworów; wśród nich brak ta-
Hubert Spięty Dobaczewski kich, które podbiłyby listy przebojów. Otrzymaliśmy zupełnie
inną, niesztampową płytę, jakiej na polskim rynku muzycznym nie ma.
Dlaczego anty? Przede
wszystkim, jak twierdzi sam ar-
Fot. www.mmpoznan.pl
tysta, nie są to typowe piosenki
żeglarskie, a wręcz przeciwnie
są opozycją. W moim rozumieniu chciał pokazać inny sposób,
w jaki można by to zrobić. Spięty wbrew pozorom nie odchodzi od tradycji. Nie obawia się
też używać wulgaryzmów. Krążek pachnie, wręcz od samego
początku morzem, papierosowym dymem, potem spracowanych ciał marynarzy. Pachnie „brudnym”, szantowym
nurtem. Typowych piosenek
żeglarskich nie znam, ale te wywarły na mnie pozytywne wrażenie. Oczywiście nie od samego początku. Z początku czułam niesmak. Jednak do płyty
należy wrócić dwa, trzy, pięć,
dziesięć razy. Za Każdym razem
odkrywałam nowe smaczki,
które wcześniej gdzieś umykają. Później odbiór staje się zupełnie inny.
Spięty zabiera słuchacza
w bardzo długi rejs, którego
przedsmakiem jest już sama
okładka płyty. Przystojny, jesz-
Przypadkowe komplikacje
Jak to w życiu bywa, zaczyna się od przypadku. Przypadkiem właśnie wychodzi
na jaw, że John Smith, londyński taksówkarz nie jest taki do końca zwyczajny.
P
rowadzi bowiem podwójne życie: ma dwie żony i
dwa mieszkania. Na skutek
drobnego wypadku misternie
ułożony plan powoli wychodzi na jaw, a komiczna sytuacja z każdą chwilą coraz bardziej się zapętla.
29.04.2012 r. miała miejsce
w opolskim teatrze im. Jana
Kochanowskiego
premiera
sztuki Mayday Raya Cooneya.
Sztuka od wielu lat bawi widzów na całym świecie. Ciąg
zabawnych sytuacji wiąże się
z próbą ukrycia przez głównego bohatera swojego podwójnego życia. Przedstawie-
nie trwające przez dwie godziny nieustannie bawi, a gra
opolskich aktorów jest na naprawdę wysokim poziomie.
Ujmująca jest również nowoczesna scenografia. W głównym rolę wciela się Leszek
Malec. W spektaklu grają również: Andrzej Czernik, Michał
Świtała, Grażyna Misiorowska,
Arleta Los-Pławszewska. Bartosz Dziedzic, Łukasz Schmidt
i Bogdan Zieliński. Przedstawienie szczerze polecam tym,
którzy mają ochotę na dwie
godziny nieustającej rozrywki
na świetnym poziomie. .
Dominika Kałuzińska
O (s)prawach zwierząt w Polsce
Letni dzień, oświetlone promieniami słońca lasy, łany zboża, dzieci grające w piłkę. Sielanka, błogi
spokój. A kilka kilometrów dalej – ferma, gdzie tysiące zwierząt żyją tylko po to, aby zginąć. Często
nawet o tym nie wiemy, inna sprawa, że często wiedzieć o tym nawet nie chcemy.
T
akimi obrazami rozpoczyna
się film „To tylko zwierzęta”
- niezależny, pełnometrażowy
film dokumentalny o prawach
zwierząt w Polsce. Jego twórcami są Adam Ptaszyński i Łukasz Musiał. Premierowe pokazy tego dokumentu zorganizowano w kilkunastu polskich
miastach. Został on także udostępniony na stronie internetowej www.totylkozwierzeta.
pl , skąd można go pobrać lub
obejrzeć online.
Ze względu na poruszaną
tematykę, film można byłoby
podzielić na kilka części. Sporo
miejsca w dokumencie zajmuje część teoretyczna, składająca się z opinii aktywistów działających na rzecz zwierząt, ale
nie tylko. W filmie wypowiedzi
udzielili także m.in.
Adriana Schetz, filozof z
Uniwersytetu
Szczecińskiego, Mateusz Olechowski z Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego, dr n. med.
Edyta Biernat-Kałuża, czy artysta Xavier Bayle. Stanowi to
doskonałe wprowadzenie do
tematu relacji człowiek - zwierzę. Między innymi omawiane
są kwestie etyczne, dotyczące
wykorzystywania zwierząt w
dzisiejszych czasach - przykładowo dla rozrywki, jak ma to
miejsce w przypadku cyrków.
W filmie nie zabrakło także miejsca na opisanie losów
zwierząt w przypadku przemysłu futrzarskiego, chowu
przemysłowego, czy targów
koni i bydła. Cezary Wyszyński
z Międzynarodowego Ruchu
Na Rzecz Zwierząt Viva!, opo-
wiada m.in. o lisach, trzymanych w klatkach o powierzchni
metra kwadratowego, których
życie trwa zaledwie od wiosny
do pierwszy mrozów, czyli do
momentu, gdy zagęszcza im
się futro, po czym są one zabijane.
Co ważne, film nie epatuje
drastycznością. Uwagę widzów
wzbudza on raczej poprzez
wielką dawkę merytorycznych
treści, niż krwawe obrazy.
W filmie przedstawiono także alternatywę dla osób, które
nie godzą się ze złym traktowaniem zwierząt. Omówiono
możliwości i sposoby pomocy
zwierzętom, jak również różne
formy aktywizmu na ich rzecz.
W Polsce temat praw zwierząt wciąż jest daleki od publicznej dyskusji. Czy ten film
ma szansę to zmienić? Mam
nadzieję, że zwróci on chociaż
na nie uwagę. Dlatego obejrzenie filmu „To tylko zwierzęta” polecam nie tylko aktywistom walczącym o prawa
zwierząt, ale także osobom,
które dotąd tą tematyką się nie
interesowały..
małgorzata budny
cze 27-letni Hubert z roznegliżowaną klatą, z fajką w ustach,
patrzy tajemniczym, prowokującym wzrokiem. Po czym śpiewa: ”Ahoj, ahoj, ahooooj żegnajcie przyjaciele” i odpływa. W
tekstach z pozoru śmiesznych,
muzyk zawier
a osobiste uwagi o życiu, i
ludziach, tak jest np. w Trafionyzatopiony. Chcąc się pobawić
sięgniemy po skoczną i wesoła,
najczęściej nadawaną przez antenę radiową Kalikimakę. Dobaczewski pokusił się też o rasową szantę, mówię tutaj o Haba
haba i ding ding dong. Aby za
nadto nie rozpieścić słuchacza
przepływa przez melancholijne, chłodniejsze klimaty. Utwór
promujący płytę- Ma czar kamra w dużym stopniu przypomi-
na Joy Division – She’s lost control. Dla Spiętego ograniczenia
gatunkowe nie istnieją, o czym
przekonaliśmy się już nieraz.
Dlatego aby czuć się w pełni nasyconym, na koniec albumu dorzucił nutkę reggae.
Spięty jest mistrzem słowa
i rewelacyjnym tekściarzem.
Zrozumienie tekstu nie jest z
pozoru łatwą sprawą. Dużą
rolę odgrywa genialne słowotwórstwo. Dobaczewski operuje błyskotliwymi skojarzeniami, tworzy nowe ironiczne
zbitki słowne. Niee unika przy
tym plugawego języka. Teksty są przesiąknięte alkoholem,
erotyzmem. Nie stroni od osobliwych porównań. Niektóre
wywołują nawet i uśmiech na
twarzy.
Paragraf 22
Druga wojna światowa wydaje się absurdem. Przypomina dziecięcą ‘’zabawę w dom’’, w którym każdy wciela się
w określoną rolę. Odsłania wady rządzącego systemu, jak
i sposób funkcjonowania ówczesnej armii amerykańskiej.
Wszystko podlega paragrafowi 22. Nawet życie. Jego wykluczające się nawzajem kryteria wprowadzają w narastającą frustrację głównego bohatera, jak i czytelników.
Stacjonująca jednostka we Włoszech wydaje się sama
sobie wymyślać cel wojny. Żołnierze bombardują przypadkowe miasta, pełne niewinnych mieszkańców kosztem
awansu swoich przełożonych. Wszystko wydaje się dość
logiczne, ale to tylko pozór. Nawet odznaczenia dawane
są za ominięcie celu i zrzucenie bomb do morza. Gdzie,
zatem prawdziwa walka z wrogiem o ojczyznę? Krew i
ofiary; pokonani i wygrani? Na tej wojnie wszyscy wydają
się przegrani. Przebywanie w armii jest treningiem posłuszeństwa wobec władzy; własnej wytrzymałości. Treningiem z szaleństwem i absurdem. Majorem może zostać tu
każdy, choćby przypadkowo mając nazwisko Major, jak
jeden z bohaterów. Generałowie i oficerzy kipią dumą,
że mogą reprezentować tak wspaniały naród, jakim jest
Ameryka, lecz to tylko zasłona dymna, gdyż tak naprawdę
nie mogą pochwalić się bohaterskimi czynami. Uciekają przed własnymi podwładnymi, by trwać w wojennym
przedsionku. Uciekają także panicznie przed rzeczywistością, bo zdają sobie sprawę, że prawdziwy świat jest
brutalniejszy niż ten przez nich wykreowany. Groteskowość podsyca ów paragraf 22, który dotyczy natychmiastowego przejścia żołnierza do cywila na własną prośbę z
powodu choroby psychicznej. Cały szkopuł tkwi w tym, że
jednocześnie osoba, która w trosce o własne życie wnosi
zwolnienie ze służby; udowadnia, iż jest zdrowa i nie może
prosić o zwolnienie z powodu choroby psychicznej. Nikogo
tutaj nie dziwią panujące zasady, wszyscy im się po prostu
bezmyślnie podporządkowują. Wyjątkiem jest główny bohater Yossarin, który postanawia zwalczyć paragraf, lecz to
paragraf zwalcza jego, a w efekcie sam staje się posłuszny
wobec systemu.
Przyjęło się, że na wojnie panuje głód i spartańskie warunki, jednak nie w tej powieści. Armia ma pod dostatkiem egzotyczne owoce, alkohol, przyzwoite warunki do
mieszkania jak wszelkie inne uciechy. Żołnierze czują się
potrzebni, z kolei generałowie obierają sobie za misję zbawienie narodu. Zabawa zdaje się nie mieć końca. Niczym
obwoźny cyrk, który jest zabawny i interesujący, dopóki
nie musimy wyjść z namiotu, wrócić do domu. Do prawdziwego życia, mniej zabawnego cyrku..
Kamila Lupa
KUCHNIA 11
Nasz pomysł na dzisiaj, to nic innego jak dobry ryż z warzywami, no i kawałkiem
płata z kurczaka. Proste danie z kuchni chińskiej, a nawet z domu nie trzeba wychodzić. Bo i po co?, jak sami możemy to zrobić!
Bar FULL WYPAS to miejsce przy-
Paulina Ziętalak
pominające stołówkę z czasów szkol-
Składniki:
1 płat z kurczaka
Pół paczki mrożonych
warzyw na patelnię
Przecier pomidorowy
Sól
Pieprz
Olej
2 torebki ryżu
Przygotowanie:
Ryż gotujemy z niewielką
ilością soli. Płata z kurczaka
kroimy w drobną kosteczkę
i podsmażamy na oleju. Do
podsmażonego mięsa dodajemy mrożone warzywa i dusimy do momentu, aż zrobią
się miękkie. Przyprawiamy
solą i pieprzem do smaku i
podlewamy niewielką ilością
nych. Panuje tu świetna, kameralna
atmosfera, a uprzejma obsługa chętnie doradzi wszystkim studentom
pragnącym zjeść dobry obiad w przyzwoitej cenie.
Koszt około 8 złotych. wody wraz z 4 łyżeczkami
przecieru
pomidorowego.
Mieszamy do momentu uzyskania konsystencji sosu. Jeśli
Fot. Paulina Ziętalak
nam nie wychodzi, to warto
dodać jeszcze trochę wody
lub do zagęszczenia przecieru. Ryż odcedzamy i dodaje-
my do sosu. Możemy podawać z ogórkami lub po prostu z jakąś dobrą surówką.
Smaczego!
Artykuł sponsorowany
Pizza, kebab? Najtaniej,
Najwięcej, Najlepiej… HARISSA!
Studencie! Jeśli właśnie uciekł Ci pociąg, bo wykładowca przedłużył zajęcia o – jak
się później okazało – kluczowe trzy minuty, nie zwlekaj! Wstąp do HARISSY!
W
tej małej, przytulnej
restauracyjce, mieszczącej się przy ulicy Kołłątaja 10 na pewno znajdziesz
coś dla siebie. Poza klasycznymi daniami, najlepszym
kebabem w Opolu rodem
z Turcji bądź Tunezji, możesz posilić się też typowo włoską dużą pizzą. Bez
względu na to, czy masz
ochotę na zawijaną tortillę
– yufkę, klasycznego kebaba w bułce, ogromne pide,
nadziewa­n e seele (pizza
calzone) bądź klasyczną
pizzę, możesz być pewny,
że zostaniesz szybko i pro-
Wstąp do
FULL WYPAS,
bo tu najesz
się do syta
fesjonalnie obsłużony przez
przemiły, a zarazem nie-
Konkurs
Gazeta Studencka oraz restauracja Harissa organizują
konkurs. Do wygrania 4 darmowe kupony na jedzenie.
Pytanie konkursowe brzmi:
Jak można otrzymać kartę stałego klienta
w restauracji Harissa?
Na opowiedzi czekamy do 1 czerwca pod adresem
[email protected]
Wśró wszytskich odpowiedzi wylosujemy
4 szczęśliwców. Powodzenia.
zwykle urodziwy personel.
W HARISSIE serwowane są
także potrawy takie jak lahmacun (pizza turecka), czy
meze.
HARISSA to gwarancja
świeżości. Ciasto do wszystkich dań jest wypiekane na
bieżąco w piecu, co zapew­
nia wyjątkowy i niepowtarzalny smak.
Ciekawą propozycją jest
również możliwość samodzielnego skomponowania
pizzy, wedle własnego gustu. Dzięki temu w HARISSIE poza 18 pizzami dostęp-
nymi w menu, jest również
mnóstwo innych rodzajów
pizzy, a jedynym ograniczeniem staje się tutaj Twoja
wyobraźnia!
Dodatkowym
atutem
tej restauracji jest dobra
lokalizacja, która pozwala wszystkim podróżnym
oczekującym na pociąg na
odwiedziny tego niezwykle
oryginalnego miejsca na
kulinarnej mapie Opola.
Sprawdź i przekonaj się
Sam! HARISSA to największe i najlepsze kebaby w
mieście, a pizza jest baaardzo bogata w składniki i
również najtańsza.
Z uwagi na dużą wartość
produktów HARISSY w stosunku do ceny, gdzie porcje są naprawdę duże i obfite, jest to miejsce przyjazne dla studentów. Istnieje
również możliwość dowozu pod numerem telefonu:
796-25-88-25 Zachęcamy
też do odwiedzenia strony
internetowej: www.harissakebab.pl
Zapraszamy!
Damian sklorz
Bar FULL WYPAS mieści się w Domu Studenckim
Kmicic przy ul. Grunwaldzkiej 31 w Opolu. Jest to idealne miejsce, jeżeli masz ochotę na ciepły posiłek, a napięty grafik zajęć na uczelni nie pozwala Ci wyjść gdzieś
na miasto, bądź też wrócić do mieszkania. Smaczne
jedzenie w niezbyt wygórowanych cenach, a do tego
świetna lokalizacja to zdecydowanie największe atuty
tego miejsca.
W menu znajdziemy wiele wartych spróbowania potraw znanych głównie z barów szybkiej obsługi. Jednak
hamburgery serwowane w FULL WYPASIE są nieporównywalnie większe niż ich powszechnie znane odpowiedniki dostępne w fast foodach. Warte spróbowania
są też tortilla i kebab. Ponadto gorąco polecamy domowej roboty pierogi, nadziewane różnymi farszami, tak
aby każdy znalazł coś odpowiedniego dla siebie. Jednak
tych najbardziej łakomych zapraszamy na zestawy obiadowe, które z pewnością zaspokoją nawet największego
łasucha studiującego na opolskim uniwersytecie. Ciekawą propozycją, cieszącą się sporą popularnością głównie wśród studentek jest Zupa dnia. Oferta ta pozwala
rozkoszować się smakiem niemal wszystkich tradycyjnych zup znanych z obiadów u babci za jedyne 3,5zł!
Ponadto w menu znajdziecie m.in. takie posiłki jak
frytki – zarówno tradycyjne, jak i po węgiersku, chickenburgery, zapiekanki oraz kilka rodzajów sałatek.
To wszystko oraz wiele innych, równie smacznych
potraw znajdziecie w barze FULL WYPAS mieszczącym
się w Domu Studenckim Kmicic na terenie kampusu
Uniwersytetu Opolskiego. Jest on otwarty codziennie
od poniedziałku do piątku w godzinach 8.00 – 17.00.
Zapraszamy!
Damian Sklorz
Konkurs
Gazeta Studencka i Full Wypas oraganizują konkurs. Do wygrania 3 darmowe kupony na jedzenie.
Pytanie konkursowe brzmi:
Ile dni w tygodniu otwarty jest Full Wypas?
Na opowiedzi czekamy do 1 czerwca pod adresem
[email protected] Wśród wszytskich odpowiedzi wylosujemy 3 szczęśliwców. Powodzenia.
Artykuł sponsorowany
Chińskie danie
12 SPORT
Nasze uczelniane
Cheerleaders
Trzy szybkie pytania do
Jacka Popka
Akademicki Mistrz Województwa Opolskiego
w Szachach.
Długie nogi i pompony, a do tego układ choreograficzny - Uniwersytet Opolski
będzie miał swoją drużynę cheerleaderek.
1. Czarne czy białe?
- Białe.
2. Szach czy mat?
- Mat.
3. Planowanie czy realizowanie?
- Planowanie.
Jest studentem pierwszego roku Logistyki na Politechnice
Opolskiej, a już jest wielokrotnym mistrzem województwa. Zamiłowaniem do szach zaraził go tata. To on był jego nauczycielem. Gra już 12 lat. W jego kolekcji znajduje się wiele medali, z
różnych kategorii, ale jak przyznaje każdy ma dla niego istotnie
znaczenie. Akademickie Mistrzostwo Województwa Opolskiego także było dla niego ważne, bo ostatnio szachom poświecą
mniej czasu. Na turniej szedł z myślą, by wygrać wszystko.
Lubi oglądać partie innych graczy, a szczególnie Garbsena.
Od pół roku trenuje brazylijskie jiu-jitsu. Nie przepada za matematyką. Kibicuje MKS Kluczbork, a z drużyn zagranicznych
Barcelonie.
Marta Zając
Układ z pozoru prosty wymagał od dziewczyn pełnej koncentracji.
Marta Zając
P
ierwszy casting do drużyny ( 16.04) cieszył się
dużym zainteresowaniem. Niestety, samo przyjście
nie gwarantowało przyjęcia
do zespołu. Kandydatki musiały przejść rozmowę kwalifikacyjną oraz zatańczyć krótki
układ. Poziom był bardzo wysoki, a do grupy przyjęto dziewięć dziewczyn.
Plan zakładał jednak, że
będzie w niej 12 - 15 osób. AZS
zorganizował więc drugi casting. Na chwilę obecną ekipa
liczy dwanaście dziewczyn.
„Jestem bardzo zadowolona z poziomu, jaki reprezentują dziewczyny. Mam nadzieję,
że nasza wspólna praca zaowocuje ciekawymi układami
Fot. AZS UO
tanecznymi” – mówi Martyna
Krywko, dzięki której powstała grupa.
Po raz pierwszy będziemy
mogli zobaczyć ich występ na
finałowych meczach badmintona i Uniwersyteckiej Ligi Mistrzów.
Kolejny ruch Jacka - Tego dnia grało mi się bardzo
dobrze - powiedział mistrz.
Fot. AZS UO
Sonda
Opolscy studenci o Euro 2012
Piłkarskie Mistrzostwa Europy w Polsce oraz na Ukrainie zbliżają się wielkimi krokami. Gazeta Studencka postanowiła
zapytać studentów Uniwersytetu Opolskiego, w jaki sposób zamierzają brać udział w tym wielkim święcie.
Wiktor Gumiński
Kevin Adamczyk
I rok politologii
Magda Twardawska
II rok prawa
Andrzej Triebler
II rok ekonomii
Aleksandra Reichel
II rok dziennikarstwa
Grzegorz Nowak
II rok filologii angielskiej
Anna Szymczyna
II rok pracy socjalnej
Euro 2012 jest największą imprezą sportową
w historii naszego kraju.
W związku z tym planuję spędzić ten czas aktywnie. Zamierzam brać
udział w imprezach organizowanych dla fanów w
strefach kibica we Wrocławiu, Katowicach bądź Krakowie. Cały czas staram
się również załatwić bilet
na jeden z meczów Euro
2012 we Wrocławiu. W czasie mistrzostw Europy liczę
również na wyrozumiałość
naszych wykładowców,
którzy zrozumieją tę piłkarską gorączkę, jaka nas
ogarnie, i na egzaminach
dadzą łatwiejsze pytania.
Euro 2012 zamierzam
przeżywać w zupełnie
codzienny sposób. W
miarę możliwości czasowych, związanych z pogodzeniem zajęć i obowiązków, będę starała
się oglądać mecze. Nie
udało mi się niestety wylosować biletu na żadne
spotkanie. Praca i inne
zajęcia dnia codziennego raczej nie pozwolą mi
na odwiedzenie żadnej
ze stref kibica. Sesja również nie będzie jednak
moim wrogiem, gdyż nie
będzie w jej czasie jakiegoś gigantycznego oblężenia, natłoku obowiązków.
Z całą pewnością planuję obejrzeć wszystkie mecze, które będą
transmitowane w telewizji. Brałem udział
w losowaniu biletów,
lecz nie udało mi zdobyć żadnej wejściówki.
Spokojnie będę mógł
jednak
pokibicować
Polakom, ponieważ w
sesji mam tylko jeden
egzamin. Uważam również, że 2 duże telebimy
w Opolu to trochę za
mało. Wszyscy studenci będą chcieli oglądać
mecze w czasie sesji, a
mała ich liczba posiada
telewizor np. w akademikach.
Rozgrywki Euro 2012
mam zamiar śledzić na
bieżąco. Praca nie pozwala mi na danie sobie szansy na obejrzenie jednego
ze spotkań z trybun, jednakże zawsze pozostają
jeszcze transmisje telewizyjne. Pogodzenie sesji z meczami nie będzie
stanowiło dla mnie żadnego problemu. Zamierzam ponadto odwiedzić
jedną ze stref kibica, ale
jak dotąd nie zdecydowałam jeszcze do jakiego
miasta się wybiorę. Oczekuję tam mnóstwa pozytywnej energii i świetnej
zabawy z rozkrzyczanym
tłumem.
Euro 2012 na sto procent nie wpłynie w żaden sposób na spędzanie przeze mnie wolnego
czasu. Nigdy nie byłem
zapalonym kibicem, więc
zapewne obejrzę mecze
Polaków i będę śledzić
newsy, by wiedzieć, jak
kształtuje się sytuacja w
turnieju. Impreza będzie
ciekawą odskocznią od
sesji. Żeby jednak poczuć
klimat mistrzostw nie wystarczą sami kibice, muszą
go stworzyć także organizatorzy. Inaczej ludzie niezwiązani z piłką nożną, jak
choćby ja sam, po prostu
nie poczują atmosfery europejskiego czempionatu.
W czasie Euro 2012 nie
będę odczuwać szczególnego szału związanego z
imprezą. Planuję pójść ze
znajomymi do amfiteatru
w celu obejrzenia tam kilku
spotkań na dużym ekranie.
Możliwe, że wezmę udział
w konkursach dla kibiców,
jeśli przechodząc przypadkowo się na jakiś natknę.
Nie mam za to zamiaru
wybierać się podczas mistrzostw do innych miast.
Sądzę również, że w Opolu
powinno być więcej stref
dla kibiców niż tylko dwie.
Moim zdaniem jeszcze jeden telebim przydałoby
się umiejscowić na stadionie Odry.

Podobne dokumenty