Chopin ksiazka podglad_LAST

Komentarze

Transkrypt

Chopin ksiazka podglad_LAST
!
u
k
y
r
e
d
y
r
F
!
y
w
a
z
s
r
a
W
o
d
ć
ó
r
W
Serce w Warszawie
Warszawa w sercu
Aleksandra Kolasińska
Hasło plakatu zgłoszonego na konkurs „Fryderyku! Wróć do Warszawy!”
6 O konkursie 8 Fryderyku! Wróć do Warszawy 12 Narodziny 14 Żelazowa Wola 16 Rodzice i siostry 22 Gdzie mieszkał Fryderyk 28 Mały geniusz 32 Aktor i poeta 36 „Kurier Szafarski” 40 Rysownik i karykaturzysta 44 Nauczyciele i mistrzowie 52 Liceum 54 Studia muzyczne 56 Przyjaciele Fryderyka 58 Pierwsze koncerty 64 Pierwsze kompozycje 66 Podróż do Berlina 70 Wiedeńskie koncerty 76 Podróż po Europie 78 Teatr Narodowy 88 Życie towarzyskie 94 Pożegnalny występ 96 Miłość 100 Polak czy Francuz? 102 Na progu sławy 106 Wyjazd 109 Galeria Plakatu AMS 20 0
ie j
la t p ó ź n
Czy po dwustu latach Warszawa nadal jest miastem,
które kształtuje takich muzyków jak Chopin?
Może sylwetki pięciorga współczesnych pianistów
i kompozytorów, którzy urodzili się, mieszkali,
studiowali i tworzyli w tym samym mieście co młody
Fryderyk, pokażą, że można podążać za nim nie
tylko śladem zabytków…
s pi s
treś
ci
O konkursie
Fryderyku! Wróć do Warszawy!
Zadaniem uczestników 9. edycji konkursu Galerii Plakatu AMS, organizowanej wspólnie z Miastem Stołecznym
Warszawą, było zaprojektowanie plakatu, który pomoże przywrócić zbiorowej świadomości Polaków związek Chopina z Warszawą. Niniejsza książka ukazuje najlepsze prace zgłoszone na konkurs, a także opisuje dwadzieścia lat
spędzonych przez Fryderyka w stolicy.
W narodowej mitologii utrwaliła się nierozłączna para: Fryderyk Chopin i Żelazowa Wola. W ikonografii niepodzielnie
panuje obraz dworku w Żelazowej Woli z fortepianem kompozytora i płaczące wierzby w mazowieckim pejzażu. Ten
liryczny wizerunek jest jednak daleki od rzeczywistości.
Fryderyk Chopin co prawda urodził się w 1810 roku w Żelazowej Woli, ale już kilka miesięcy później jego rodzina
przeniosła się do Warszawy. Od tego czasu, aż do dnia ostatecznego wyjazdu z Polski, los artysty związany był
ze stolicą. Tu w roku 1816 Fryderyk zaczął brać lekcje gry na fortepianie. W pałacu Radziwiłłowskim w Warszawie
odbył się w 1818 roku pierwszy publiczny występ Chopina, po którym prasa stołeczna pisała o nim jako o „cudownym dziecku” i „nowym Mozarcie”. W latach 1823–1826 uczył się w Liceum Warszawskim, a w latach 1826–1829 był
studentem warszawskiej Szkoły Głównej Muzyki. W Warszawie przeżył pierwszą wielką miłość i osiągnął pierwsze
sukcesy kompozytorskie.
W tegorocznej edycji Galerii Plakatu AMS organizatorom przyświecały dwa cele: rozbudzanie społecznego zainteresowania reklamą zewnętrzną i poprawa wizerunku miast poprzez promowanie dobrze zaprojektowanych plakatów
oraz popularyzacja wiedzy o kompozytorze i jego związku z Warszawą. Program Galerii kierowany jest do ludzi zajmujących się projektowaniem – pracowników agencji reklamowych, studentów i ich nauczycieli – ale także do wszystkich odbiorców reklamy zewnętrznej. Jądro projektu stanowią ogólnopolskie konkursy na plakat społeczny i kulturalny. Nagrodzone prace eksponowane są w całej Polsce, zgłaszane
do udziału w innych konkursach oraz prezentowane na specjalnych wystawach. Projekt wspierają wydawnictwa
poświęcone reklamie zewnętrznej i wykłady dla studentów kierunków projektowych na uczelniach artystycznych.
W tym roku w skład jury oceniającego plakaty poświęcone Chopinowi weszli: graficy Maciej Buszewicz, Janusz
Górski i Anita Wasik, pianista Stanisław Drzewiecki, kurator Muzeum Plakatu w Wilanowie Maria Kurpik, dyrektor
Biura Promocji m.st. Warszawy Katarzyna Ratajczyk, prezes AMS Piotr Parnowski i Darek Szubiak, deputy creative
agencji reklamowej DDB Warszawa. Do udziału w konkursie dopuszczono 355 plakatów. Jury miało trudne zadanie,
ponieważ poziom nadesłanych prac był wysoki i wyrównany, chociaż temat nie należał do łatwych.
Główną nagrodę otrzymał Piotr Karski, student ASP w Warszawie, za plakat „Chopin LIVE in Warsaw”. Oszczędna
typograficzna praca przypomina współczesne plakaty reklamujące koncerty rockowe. Zwycięski plakat zaświeci pełnym blaskiem dopiero w nocy, gdy zostanie wyeksponowany na citylighcie. Dodatkowo jury przyznało pięć wyróżnień.
Piotr Micherewicz z Warszawy otrzymał jedno z nich za portret młodego Chopina spacerującego po mieście w luźnej
bluzie z motywem pięciolinii na rękawie. Zaletą plakatu jest jego lekki, żartobliwy ton, a także to, że obywa się niemal bez słów. Drugie wyróżnienie dostał Piotr Wacławik z Łodzi za liryczną kompozycję, w której profil kompozytora
wpisuje się płynnie w sylwetkę warszawskiej Syrenki. Kolejne wyróżnienie jurorzy przyznali Jerzemu Tchórzewskiemu
z Krakowa. Przysłał on oszczędną, wyrafinowaną pracę, na której wielkomiejska sylweta Warszawy rozciąga się na
tle czarnej klapy koncertowego fortepianu. Nikodem Pręgowski z Torunia został wyróżniony za dowcipny plakat
z napisem na cokole pomnika warszawskiej Syrenki: „Tu byłem. Chopin”. Ostatnie wyróżnienie dostała Iza Koniarz
z Torunia za odważny, zadziorny portret syreny wołającej z tęsknotą: „Fryderyku, wróć do mnie!”.
6
Piotr Karski
Plakat nagrodzony główną nagrodą w konkursie „Fryderyku! Wróć do Warszawy!”
7
Fryderyku!
Wróć
do Warszawy!
Fryderyk Chopin urodził się dwieście lat temu. Czy coś nas jeszcze łączy z tym człowiekiem z zamierzchłej epoki? Czy muzyka, którą tworzył, ma jakiś sens w naszym
nowoczesnym świecie? Co nas obchodzi jego dawno minione życie? Urodził się
dwieście lat temu – ale czy to tak dawno? Ludzie przez ten czas niewiele się zmienili.
Trochę inaczej się ubieramy, mamy kilka nowych wynalazków, ale myślimy i czujemy
tak samo. Żyjemy tak samo.
Nasze pojęcie o epokach w muzyce jest chyba błędne. Wydaje nam się, że barok, klasycyzm, romantyzm i współczesność dzielą całe epoki, a to nieprawda. Gdyby Bach
żył piętnaście lat dłużej, mógłby usłyszeć koncert młodego Mozarta. Gdyby Mozart
dożył sędziwego wieku, mógłby spotkać się z Chopinem. Gdyby Chopin nie umarł
tak młodo, byłby mistrzem impresjonistów – Debussy’ego czy Satiego. Gdyby żył
tyle co Czesław Miłosz, mógłby spotkać Strawińskiego, którego nasi rodzice oglądali
na żywo w telewizji. Gdyby wielcy artyści żyli dłużej, nie tylko powstałoby więcej
genialnych utworów – może również więź między epokami byłaby trwalsza i bardziej widoczna.
Spójrzmy na Chopina nie jak na dwustuletniego starca, ale jak na młodego utalentowanego człowieka mieszkającego w Warszawie. Jak na nastolatka, który zdobywa
sławę w Polsce i wyrusza w świat, jak na kogoś takiego jak my.
Eugeniusz Skrodzki, piszący pod pseudonimem Wielisław, dał jeden z najbardziej
szczegółowych portretów młodego Chopina:
„Miernego wzrostu, źle zbudowany, o piersi zapadłej, budził obawy, czy
nie będzie miał, podobnie jak siostra Emilia, suchot. Czoło miał piękne,
wyniosłe, oko wyraziste, łagodne, pięknym było po wpatrzeniu się w nie,
ale samo nie uderzało swą pięknością, nie błyszczała z niego geniusza
świetność. Włos miał bujny, gęsty, mocno jak i u ojca kędzierzawy, ciemny,
z odcieniem cokolwiek rudawym. Duży nos nadawał rysom charakter
wybitny, ale w całości swej rysy te nie mogły się nazywać pięknymi; mimo
to twarz Szopena sprawiała niezmiernie ujmujące wrażenie. Na zęby,
wcześnie nadwerężone, młodzieniec cierpiał często i dotkliwie.
8

Portret Fryderyka Chopina,
namalowany około 1838 roku
przez Ary’ego Scheffera
W ruchach
był żywy i prędki,
w rozmowie dowcipny,
nieco ucinkowy
Eugeniusz Skrodzki [Wielisław]
Szopen miał uderzająco małą i kształtną nogę i prześliczne białe wypieszczone o różowych palcach ręce, które też często kładł jakby z pewną
ostentacją na kolanach. W ruchach był żywy i prędki, w rozmowie dowcipny, nieco ucinkowy, dla sióstr z wielką miłością, dla rodziców, choć już
niby sławny, pełen jednakże tej czci, która nakazywała zawsze uważać się
mimo wyższości przez pracę i talent nabytej za niższego i kolano, i czoło
zginała przed dawcami żywota. […] Był nadzwyczajnie miły. Ułożony
salonowo. Żadnych dziwactw przywiązanych do niejednej wielkości śladu
w nim nie było. Dowcipny, wesoły, żywy, na chwilę nie dał o sobie zapomnieć towarzystwu”.
Chopin był zawsze człowiekiem, a nie marmurowym posągiem. Wątła postura,
bolące zęby, zwyczajny wygląd, wydatny nos, na punkcie którego miał kompleksy
i z którego często żartował, to cechy, które z pewnością nie przystają do wizerunku
natchnionego geniusza – wizerunku stworzonego w romantycznych wspomnieniach,
dziełach malarskich i poetyckich. Ale są w tym portrecie również stwierdzenia świadczące o wyjątkowości młodego Fryderyka, zapowiadającej jego sukcesy w salach
koncertowych i salonach całej Europy. Bo Fryderyk z pewnością był niezwykłym
człowiekiem.
Łukasz Tylka
Plakat zgłoszony na konkurs „Fryderyku! Wróć do Warszawy!”
Narodziny
„Roku tysiąc osiemsetnego dziesiątego dnia dwudziestego trzeciego
miesiąca kwietnia o godzinie trzeciej po południu przed nami, proboszczem brochowskim, sprawującym obowiązki urzędnika stanu cywilnego
gminy parafii brochowskiej powiatu sochaczewskiego w departamencie
warszawskim, stawili się Mikołaj Chopyn, Ojciec, lat mający czterdzieści,
w wsi Żelazowej Woli zamieszkały, i okazał nam dziecię płci męskiej, które
urodziło się w domu jego w dniu dwudziestego drugiego miesiąca lutego
o godzinie szóstej wieczorem roku bieżącego, oświadczając, że jest spłodzone z niego i Justyny z Krzyżanowskich, liczącej lat dwadzieścia osiem,
jego małżonki, i że życzeniem jego jest nadać mu dwa imiona Fryderyk
Franciszek. Po uczynieniu powyższego oświadczenia i okazaniu nam
dziecięcia w przytomności Józefa Wyrzykowskiego, ekonoma, liczącego
lat trzydzieści osiem, tudzież Fryderyka Geszta, który rok czterdziesty
skończył, obydwóch w wsi Żelazowej Woli zamieszkałych, ojciec i oba
dwa świadkowie po przeczytaniu niniejszego aktu urodzenia stawającym
wyznali, iż pisać umieją. My akt niniejszy podpisaliśmy. Ksiądz Jan Duchnowski, proboszcz brochowski, sprawujący obowiązki urzędnika stanu
cywilnego, Mikołaj Chopin, ojciec”.
Zapis w księgach parafialnych jest najprawdopodobniej błędny. Fryderyk Chopin
zawsze przyznawał, że urodził się 1 marca. Skąd ta rozbieżność? Jego ojciec Mikołaj
nie miał dobrej pamięci do dat, zapominał nawet o dniu swoich urodzin, więc przesunięcie daty urodzin syna o tydzień można mu chyba wybaczyć…

Akt chrztu Fryderyka Franciszka Chopina
12
Paulina Zdrojewska
Fragment plakatu zgłoszonego na konkurs „Fryderyku! Wróć do Warszawy!”
ę
Urodziłem si
że
o
m
a ,
ca
1 mar
na
e
al
,
go
te
22 lu
artek
pewno w czw
Żelazowa
Wola
Fryderyk nie urodził się w Warszawie, tylko w Żelazowej Woli, wsi położonej o pięćdziesiąt kilometrów od stolicy ówczesnego Księstwa Warszawskiego. Pracował tam
jako guwerner jego ojciec – Mikołaj Chopin. Matka, Tekla Justyna, była ubogą krewną
chlebodawcy Chopinów i zajmowała się gospodarstwem. Siedem miesięcy po narodzinach Fryderyka Mikołaj Chopin otrzymał posadę w Warszawie i cała rodzina się
przeprowadziła. Warszawa liczyła wówczas nie więcej niż siedemdziesiąt tysięcy
mieszkańców, nie była więc miastem dużym jak na dzisiejsze standardy, ale miastem
ruchliwym, w którym kwitło życie kulturalne i gościli wielcy artyści.
Fryderyk nie pochodził z bogatej rodziny – ale z rodziny pracowitej i zdolnej. Nie
mógł liczyć na żadne przywileje związane z nazwiskiem czy urodzeniem. Na
wszystko musiał samodzielnie zapracować. Miał w tym wielkiego sprzymierzeńca
– swój talent.

Kościół Świętego Rocha w Brochowie,
w którym ochrzczono Fryderyka
Tu urodził się
Chopin, synu.
Tato,
co to za dom?

Dom w Żelazowej Woli,
w którym urodził się Fryderyk Chopin

Fryderyk Skarbek – ojciec chrzestny
Fryderyka. Mikołaj Chopin był jego
guwernerem w Żelazowej Woli
Rodzice
i siostry
Mikołaj Chopin w młodości był guwernerem, uczył nawet Marię Walewską, wielką
miłość Napoleona. Później związał się z rodziną hrabiego Skarbka, mieszkającą
w Żelazowej Woli. Tam poznał swoją przyszłą żonę – Teklę Justynę z Krzyżanowskich. Oboje rodzice Fryderyka muzykowali i miłość do muzyki przekazali wszystkim
swoim dzieciom. Wielisław – autor wspomnień i gawęd z tego okresu, mieszkający
w tym samym domu co rodzina Fryderyka – stworzył ciekawe portrety wszystkich
jej członków:
„Rodzina Szopenów składała się z sześciu osób. Młode pokolenie stanowiły
trzy córki i syn jedynak: Fryderyk. Ojciec, pan Mikołaj, była to postać uroczyście poważna, z pewną wykwintnością w obejściu, cechującą człowieka
dobrze wychowanego. […]
Przybywszy do Polski – głosiła wieść obiegająca o jego przeszłości – przyjął obowiązki guwernera przy młodym hrabi Fryderyku Skarbku, znanym
ekonomiście, autorze i profesorze. Tam poznał swoją przyszłą żonę, ubogą
szlachciankę zarządzającą domem swojej powinowatej, pani hrabiny,
a ożeniwszy się z nią, przeniósł do Warszawy, gdzie go powołano na
nauczyciela języka francuskiego w Liceum, którego rektorem był sławny
Linde.
Uczniowie w ogóle szanowali i lubili swego profesora, wyśmiewając się
po cichu z jego cudzoziemskiej akcentuacji, zanadto dobitnej, gdy mówił
po polsku, jeszcze więcej z gróźb jego i przypowiastek o «Madame rózga»
i z przepowiedni, które przy znanej jego łagodności i wyrozumiałości nigdy
się nie sprawdzały”.
We wspomnieniach Wielisława znajduje się także portret matki Fryderyka:
„Pani Szopenowa, którą wszyscy bliżej ją znający miłowali i szanowali,
była typem rządnej, zapobiegliwej a pracowitej polskiej gospodyni, co to
bez chciwości i cudzej krzywdy umie z drobiazgów kłaść fundamenta pod
przyszłą na starość zacnie zbieraną fortunę. Szopenowie trzymali pensję
męską; o pomieszczenie w niej dla synów swoich dobijali się ojcowie najlepszych rodzin w kraju, pomimo olbrzymiej jak na owe czasy opłaty, bo
do czterech tysięcy złotych na rok od jednego ucznia wynoszącej. Mniej
zamożnym folgowano niekiedy”.
16

Tekla Justyna Chopin – matka Fryderyka

Mikołaj Chopin. Jego ojciec, François
Chopin, był kołodziejem, właścicielem
winnicy i syndykiem. Nigdy nie wybaczył
synowi wyjazdu do Polski
Matka Fryderyka potrafiła stworzyć ciepły dom i utrzymywać go na wysokim poziomie. Ona też pierwsza uczyła Fryderyka gry na fortepianie i pokazywała mu pieśni
i tańce polskie. Józefa z Wodzińskich Kościelska, siostra Marii, w której w późniejszych latach kochał się Fryderyk, pisze:
„Dom Chopinów był nadzwyczaj miły; szczególnie miłą była matka Chopina, pełna nadzwyczajnego wdzięku i słodyczy, co również przekazała
w spuściźnie swemu jedynakowi. Po niej też, zdaje się, odziedziczył talent
do muzyki… W ogóle dom Chopinów […] odznaczał się wielką muzykalnością, prócz Fryderyka bowiem, który już wtedy był mistrzem w grze na
fortepianie, starsza jego siostra, Ludwika, […] prześlicznie grała na tym
instrumencie”.
17
18
Siostry Fryderyka urodziły się w Warszawie – w roku 1807, 1811 i 1812. Najmłodszą
z dzieci państwa Chopinów opisała Aleksandra Tańska, siostra popularnej wówczas
pisarki Klementyny z Tańskich Hoffmanowej:

Gdyby Emilia Chopin nie zmarła młodo
na gruźlicę, byłaby może wielką poetką.
Na jej grobie wyryto napis: „Znikła
w 14 wiośnie życia, jak kwiat, w którym
piękna owocu kwitła nadzieja”
„Pamiętam dobrze tę prawie anielską postać, bo mnie, małego dzieciaka,
zaszczycała swoimi łaskami; chora na piersi, nieraz wynoszona dla sił osłabłych, blada jak wosk, z rumieńcami wypieczonymi na twarzy, całe piękne
dnie lata przepędzała w rodzaju groty z widokiem na Wisłę, w ogrodzie
poza gmachami uniwersytetu, z dawnego swego przeznaczenia zwanym
Botaniką. Tam gromadziliśmy się, miejscowe dzieciaki, około stóp sympatycznej chorej, a ta w zamian za wodę, którąśmy jej z bijącego źródła
dla uspokojenia trawiącej gorączki przynosili, za kwiatki, któreśmy dla
niej po łączce rwali, opowiadała nam cichym, przygasłym głosem różne
historie i bajki”.
Emilia zdradzała zalążek dużego talentu poetyckiego, ale zanim zdążył się rozwinąć,
umarła na gruźlicę, na którą zapadli także jej ojciec i brat. Jej śmierć, choć spodziewana i nieunikniona, była szokiem dla całej rodziny.
Pozostałe siostry Fryderyka – Ludwika i Izabela – również były niezwykle
utalentowane.
„Najstarsza ze wszystkich sióstr, panna Ludwika, rysami twarzy, konwersacją rozumną, dowcipną, najwięcej przypominała pochodzenie ojca
i podobną była do brata. Wyszła ona potem za Jędrzejewicza, profesora
prawa i administracji w Instytucie Agronomicznym w Marymoncie. Ile
pamiętam, najczęściej grywała na cztery ręce z Fryderykiem, najwięcej
oboje mieli zawsze coś do powiedzenia sobie: zdaje się zatem, że nasz
wirtuoz do tej starszej swej siostry jakby najwięcej żywił sympatii”.
Druga z sióstr ponad zainteresowania artystyczne przedkładała domowe
gospodarstwo:
„Panna Izabela o typie twarzy i obejściu czysto polskim, otwartszym,
weselszym, więcej zajęta pomaganiem w zarządzie domu matce, wyszła
[…] później od siostry za mąż za Antoniego Barcińskiego, profesora matematyki w Instytucie Politechnicznym…”
Fryderyk bardzo kochał i rodziców, i siostry. Ludwika była przy jego łożu śmierci. Do
końca życia chciał słyszeć muzykę – właśnie ona grała mu w jego ostatnich chwilach.

Izabela Chopin. Jej mąż, Antoni Barciński,
był guwernerem w pensjonacie Chopinów

Ludwika Chopin. Tak jak Fryderyk uczyła
się muzyki u Wojciecha Żywnego i sama
komponowała. Przez całe życie była
powierniczką i opiekunką brata

Jedyny syn państwa Chopinów.
Dzięki sukcesom Fryderyka cała jego
rodzina stała się sławna i malarz Ambroży
Miroszewski stworzył portrety wszystkich
jej członków, wraz z Wojciechem Żywnym
20
Maciej Bychowski
Plakat zgłoszony na konkurs „Fryderyku! Wróć do Warszawy!”
Gdzie
mieszkał
Fryderyk?

Chopinowie kilka razy się przeprowadzali,
ale zawsze w obrębie Krakowskiego
Przedmieścia

Salon Chopinów w pałacu Krasińskich
22

Pierwsze mieszkanie Chopinów
po przeprowadzce do Warszawy mieściło się
w pałacu Saskim
Życie młodego Chopina nierozerwalnie wiąże się z Warszawą, a szczególnie z Krakowskim Przedmieściem, gdzie działo się wszystko, co najważniejsze w pierwszych
latach jego życia. Chopinowie kilka razy się przeprowadzali, ale zawsze mieszkali
w tej samej okolicy. Adolf Nowaczyński tak opisał owo centrum Warszawy:
„Ruch… Ci w tę, tamci w tamtą stronę, mijając się pod akacjami. Kolasy,
wózki, linijki, karety, a pieszych setki i tysiące. Bernardyni, kapucyni,
kirasjerzy, szwoleżerzy, elegantki i dandysi w czerwonych kamizelkach z diamentami u gorsów, urzędnicy, palestranci, adiutanci, huzarzy
w wyglansowanych butach z cholewami, studenci uniwersytetu, uczniowie
konserwatorium, dzieci, dziady, psy, koty…”
Mikołaj Chopin dostał pracę jako nauczyciel języka francuskiego, a potem również
francuskiej literatury, w warszawskim liceum i cała rodzina zamieszkała w budynku
szkoły w pałacu Saskim. Pałac ten dzisiaj nie istnieje, pozostałością po nim jest
kolumnada Grobu Nieznanego Żołnierza. Kiedy Fryderyk miał siedem lat, liceum
przeniesiono do pałacu Kazimierzowskiego na Krakowskim Przedmieściu. Rodzina
Chopinów również się przeprowadziła – na drugie piętro oficyny pałacu. Chopinowie
prowadzili najlepszy w stolicy pensjonat dla młodzieży uczącej się w liceum. Ojciec
Fryderyka gościł u siebie nauczycieli liceum, profesorów uniwersytetu, artystów
– Fryderyk dorastał więc w atmosferze szacunku zarówno dla sztuki, jak i dla nauki.
23
Po śmierci najmłodszej córki, Emilii, Chopinowie zdecydowali się przeprowadzić.
Przenieśli się dosłownie na drugą stronę ulicy, i zamieszkali w lewym pawilonie pałacu Krasińskich. Chopin dostał własny pokój na poddaszu. Tak o przeprowadzce pisał do swojego przyjaciela Tytusa Woyciechowskiego:
„Na górze już jest pokój mający mi służyć ku wygodzie, z garderóbki schody
do niego wyprowadzone. Tam mam mieć stary fortepian, stare biurko, tam
ma być kąt schronienia dla mnie”.
Na tym poddaszu powstało wiele jego słynnych utworów – dwa koncerty fortepianowe, Wielki Polonez Es-dur, Rondo à la krakowiak, Fantazja na tematy polskie.
24
Monika Prus
Fragment plakatu zgłoszonego na konkurs „Fryderyku! Wróć do Warszawy!”
tam mam mieć
stary fortepian,
stare biurko,
tam ma być kąt
schronienia dla mnie
Fryderyk Chopin
Stanisław Drzewiecki
nie jest już genialnym dzieckiem.
Stał się dorosłym, doświadczonym pianistą, mimo że ma zaledwie dwadzieścia trzy lata.
Urodził się w roku 1987. Po raz pierwszy wystąpił w publicznym koncercie jako pięciolatek. W wieku sześciu lat pojechał jako solista na swoje pierwsze koncertowe tournée.
Ma w swoim dorobku dziesięć płyt, pierwszą nagrał w wieku dziesięciu lat. W roku
2003 zadebiutował jako kompozytor, pisząc muzykę do spektaklu Król Olch według
ballady Goethego dla Teatru „Lalka” w Warszawie. W marcu 2005 roku zaprezentował
polskiej publiczności swoją nową kompozycję, Double Concerto na skrzypce, fortepian
i orkiestrę smyczkową. Jest studentem Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina
w Warszawie. Występuje w najlepszych salach koncertowych na całym świecie. Chopin
należy do jego ulubionych kompozytorów.
W roku 2004 o Stasiu Drzewieckim pisano:
„Z cudownego dziecka, które zaczęło grać w wieku lat czterech, komponować
w wieku lat pięciu, a przemierzać świat na tournée koncertowych w wieku
lat sześciu, Drzewiecki stał się już dojrzałym artystą. Miło jest śledzić rozwój
jego talentu, i osobowości muzyka, o którym wiele jeszcze będziemy słyszeć.
Grać umie wszystko, od muzyki dawnej po współczesną; świetnie czuje się
w repertuarze chopinowskim, ma własne teorie na temat wykonawstwa
muzyki najnowszej. […] Trudno byłoby nie podziwiać fenomenalnej techniki
i głębokiej muzykalności Drzewieckiego”.
Paszport „Polityki” otrzymał jeszcze jako dziecko. Mówił wówczas o sobie w wywiadzie:
Podobno piszesz utwory literackie?
Układałem kiedyś bajki. Jedną nawet sfilmowano. […] Napisałem także trzy
książki. Staram się, żeby były ciekawe. Jedna jest o awarii samolotu, druga
o ufoludkach, a trzecia sensacyjna.
Widzę na ścianie całą galerię twoich prac. Zwłaszcza te dwa błękitne drzewa – chyba olej
– są olśniewające.
Lubię malować. I kleić modele samolotów. Niektóre sam projektuję z kartonu.
Będę teraz budował model ponaddwumetrowego szybowca z instalacją
elektryczną.
Co lubisz grać?
Nie gram tego, czego nie lubię. Najłatwiej grać własne utwory. Staram się
komponować.
Pamiętasz swój pierwszy koncert?
Fragmenty. Rodzice opowiadali mi, że bardzo się bali, czy nie ucieknę albo
się nie rozpłaczę. Grałem w dwutysięcznej Wielkiej Sali Konserwatorium
Moskiewskiego im. Czajkowskiego. Miałem pięć lat. Byłem więc całkowicie
nieprzewidywalny. Ale poszło dobrze. […] Lubię grać, gdy widzę, że ludziom
sprawiam tym przyjemność.
0
0
2
j
e
i
n
ź
ó
p
lat
Mały
geniusz
Mały Fryderyk nie tylko mistrzowsko grał na fortepianie i komponował, ale także
rysował, pisał wiersze oraz grał w amatorskich przedstawieniach. Jedni wróżyli mu
wielką przyszłość, porównywali do Mozarta, inni zastanawiali się, czy ze zdolnego
dziecka nie wyrośnie zwyczajny dorosły. Józef Sikorski, muzyk i krytyk muzyczny,
pisze w swoim Wspomnieniu Chopina:
„Geniuszom przypisują zwykle nadzwyczajny w niemowlęctwie niemal
pociąg do tego, co je zawczasu ma odznaczyć. O Chopinie nic podobnego
powiedzieć nie można, chyba to jedno, że wątła i słabowita dziecina płaczem okazywała draźliwość niezmierną na dźwięki muzyczne. Wrażenie
to, zbyt silne na jego nerwy, wcześnie dostrzegane przez rodziców, nie
było bolesne i niedługo objawiać się poczęło widocznym pociągiem do
fortepianu”.
Fryderyk pilnie śledził wszystkie występy w warszawskim Teatrze Narodowym,
które ciekawiły go „jak Ewę jabłko”, ale dawał się także ponieść muzyce ludowej,
którą poznał podczas wakacyjnych pobytów u przyjaciół na wsi. Fascynację polską muzyką ludową i polskimi tańcami widać w wielu jego kompozycjach. W liście
do rodziny z 1825 roku opisuje nawet, jak chwyciwszy za basetlę, włączył się
w wiejską zabawę:
„Zaczęły się skoki, walec i obertas, aby jednak zachęcić stojących cicho
i tylko na miejscu podrygujących parobków, poszedłem w pierwszą parę
walca z panną Teklą, na koniec z panią Dziewanowską. Później tak się
wszyscy rozochocili, że do upadłego na dziedzińcu wywijali; słusznie
mówię, że do upadłego, bo kilka par upadło, gdy pierwsza bosą nogą
o kamyk zawadziła. Już była prawie 11-nasta, gdy Frycowa basetlę przynosi, gorszą od skrzypcy, o jednej tylko stronie. Dorwawszy się zakurzonego smyka jak zacznę basować, takiem tęgo dudlił, że się wszyscy zlecieli
patrzeć na dwóch Fryców, jednego śpiący na skrzypkach, drugiego na
jednostronnej, monokordycznej, zakurzonej […] rzępolącego basetli, gdy
wtem panna Ludwika �raus� zawołała; trzeba było więc wrócić, dobranoc
powiedzieć i pójść spać”.
28
Nikodem Pręgowski
Plakat wyróżniony w konkursie „Fryderyku! Wróć do Warszawy!”
wątła i słabowita dziecina płaczem
okazywała draźliwość niezmierną na dźwięki
muzyczne
Józef Sikorski

Odlew lewej ręki Fryderyka Chopina
z 1849 roku
Wraz z upływem lat Fryderyka podziwiało coraz więcej mieszkańców Warszawy.
I coraz częściej dostrzegano w nim nie tylko wcześnie rozwinięty talent wirtuoza,
ale także oryginalnego twórcę. W „Pamiętniku Warszawskim” z roku 1818 – a więc
jeszcze na długo przed jego publicznymi występami – pisano o Chopinie w taki oto
sposób:
„Prawdziwy geniusz muzyczny: nie tylko bowiem z łatwością największą
i smakiem nadzwyczajnym wygrywa sztuki najtrudniejsze na fortepianie,
ale nadto jest już kompozytorem kilku tańców i wariacji, nad którymi
znawcy muzyki dziwić się nie przestają, a nade wszystko zważając na
wiek dziecinny autora. Gdyby młodzieniec ten urodził się w Niemczech
lub we Francji, ściągnąłby już zapewne na siebie uwagę wszelkich społeczeństw; niechże wzmianka niniejsza służy za wskazówkę, że i na naszej
ziemi powstają geniusze, tylko że brak głośnych wiadomości ukrywa je
przed publicznością”.
29
gdyby młodzieniec ten urodził się
w Niemczech lub we Francji, ściągnąłby
już zapewne na siebie uwagę wszelkich
społeczeństw
„Pamiętnik Warszawski”
Dzięki swojemu niezwykłemu talentowi Fryderyk już w młodym wieku osiągnął
w grze na fortepianie wirtuozerski kunszt. Ale nawet w jego wypadku nie obyło się
bez żmudnych ćwiczeń. Zaczął pobierać lekcje gry na instrumencie, gdy skończył
sześć lat. Później stale rozwijał swoje zdolności, uciekając się nawet do drastycznych
metod. Józef Sikorski w cytowanym już Wspomnieniu pisze, że Fryderyk:
„szukał sposobu, jakim by dla swej ręki pożądaną rozciągłość uzyskać;
w tym celu kładł rozpierając przedmioty niby kliny między palce i z tym
przyrządem noc przepędzał. Zaiste, nie dla czczej chluby z rozciągłości
ręki to robił, nie dlatego zapewne, by innych przewyższyć w pokonywaniu
nowych fortepianowych trudności, palce swoje na dobrowolne męczarnie
skazywał, ale powiodła go do tego różnica, jaką dostrzegał w piękności
między brzmieniem zwięzłych a rozległych akordów, które w kompozycjach swych upowszechniał”.
Nawet w wypadku geniusza, aby cokolwiek osiągnąć, potrzeba wysiłku i czasu.
O wytrwałości i pracowitości Fryderyka pisali jego przyjaciele. Kompozytor i wirtuoz
Ferenc Liszt stwierdził, że „umiejętność najtrudniejszą, najrzadziej posiadaną: stawiać sobie samemu zawsze wysokie wymaganie i zdawać sobie sprawę z korzyści
osiągalnych jedynie dzięki cierpliwości i pracy” przekazał Chopinowi jego nauczyciel
– Józef Elsner.
30
Agnieszka Popek-Banach
Plakat zgłoszony na konkurs „Fryderyku! Wróć do Warszawy!”
Aktor
i poeta

Laurka z wierszykiem dla mamy
od siedmioletniego Fryderyka
32
Co to? podnieść się nie mogę?
Pewnom złamał lewą nogę.
Co to? wszyscy pomięszani,
To kurcz! woła jedna pani.
Przelękła się mama,
Zawołano papę,
Jakaś druga dama
Woła: Na kanapę!
Wszyscy mię z ziemi podnoszą
I na kanapę wynoszą,
A ktoś tam niemiłosiernie
Gniecie kolano niezmiernie.
W mazurku ustali,
Szkoda, wielka szkoda;
Doktora szukali,
Przyszedł golibroda!
To fragment wiersza napisanego przez Fryderyka w dzieciństwie. Wraz z siostrą ułożył także farsową sztukę Omyłka, czyli Mniemany filut, którą wystawiono
w rodzinnym salonie. Widać, że Fryderyk miał talent do poezji, zmysł obserwacji oraz świetne poczucie humoru. Zresztą już laurki wręczane rodzicom przez
sześcio- czy siedmioletniego chłopca zadziwiają swoją dojrzałością:
Gdy świat Imienin uroczystość głosi
Twoich, mój Papo, wszak i mnie przynosi
Radość, z powodem uczuciów złożenia,
Byś żył szczęśliwie, nie znał przykrych ciosów,
Być zawsze sprzyjał Bóg pomyślnych losów,
Te Ci z pragnieniem ogłaszam życzenia.
Imienin Twoich, Mamo, Ci winszuję!
Niech ziszczą nieba, co w mym sercu czuję:
Obyś zawsze zdrową wraz szczęśliwą była,
Jak najdłuższe życie pomyślnie spędziła.

Pisarz Honoriusz Balzac należał do
pierwszych mieszkańców Paryża
urzeczonych muzyką Chopina
Fryderyk!
Przestań mnie
naśladować!
Nie tylko sztuka napisana przez Fryderyka i Emilię zwróciła uwagę rodziny i przyjaciół Chopinów. Zachwycano się także nieprzeciętnymi zdolnościami aktorskimi
chłopca. Kazimierz Władysław Wójcicki wspominał:
„Burmistrza rolę odegrał wybornie sam Fryderyk; postać jego brzuchata
i mimika komiczna wszystkich ubawiła serdecznie; role kobiece – dwie
siostry: Małgorzaty – Izabela, Emilii – sama autorka, Emilia. Resztę ról
rozebrała młodzież na pensji profesora Chopina umieszczona: dwaj
Wodzińscy, Górscy i Mikorscy”.
Zdolności aktorskie Fryderyka, a zwłaszcza jego talent do naśladowania znanych
osób czy to głosem, czy postawą, czy też sposobem gry na fortepianie, podkreślało
później wielu jego znajomych i przyjaciół. Honoriusz Balzac napisał, że „pianista
Chopin posiada zdolność naśladowania osób w tak wysokim stopniu, że natychmiast
może odtworzyć kogokolwiek z całą wprost zastraszającą prawdą”. Podobnie pisał
przyjaciel Fryderyka Ferenc Liszt:
„Dzięki wrodzonemu poczuciu humoru i bystrości umysłu natychmiast
wydobywał na jaw każdą śmieszność, umiejąc dostrzec ją tam, gdzie inni
wcale jej nie widzieli; w sztuce naśladowania rozmaitych osób okazywał
niewyczerpaną, pełną humoru werwę i często w krotochwilnych improwizacjach parodiował formuły muzyczne i swoiste chwyty niektórych
wirtuozów, przedrzeźniając ich gesty i zachowanie, naśladując wyraz twarzy tak wspaniale, że w jednej chwili stawał nam przed oczami dokładny
obraz danego artysty. Rysy twarzy Chopina zmieniały się wtedy nie do
poznania, ulegały najdziwniejszym metamorfozom; jednakże naśladując
szpetotę i groteskę, nigdy nie zatracał wrodzonego uroku. Żaden grymas
nie ujmował mu wdzięku, a wesołość jego była tym milsza, że utrzymywał
ją niezmiennie w ramach idealnie dobrego smaku, nigdy nie pozwalając
sobie na najlżejsze naruszenie tych granic”.
Od roku 1810 działała w Warszawie szkoła aktorska. Przez wiele lat niedoceniany, a nawet pogardzany zawód aktora budził już wówczas zainteresowanie
i podziw, a wybitni aktorzy byli równie sławni jak wirtuozi czy operowe diwy. Gdyby
nie muzyczna pasja Fryderyk zostałby może aktorem i dramaturgiem i zamiast
o kompozycjach czytalibyśmy teraz o jego największych teatralnych rolach.
34
Iza Koniarz
Fragment plakatu wyróżnionego w konkursie „Fryderyku! Wróć do Warszawy!”
35
„Kurier
Szafarski”
Zarówno o parodystycznym, jak i literackim talencie Fryderyka świadczą jego listy,
wysyłane do rodziców z wakacji spędzanych w Szafarni w majątku rodziny Dziewanowskich, należącym do rodziców jego szkolnego przyjaciela Dominika. Parodiują
one styl popularnych gazet, w rodzaju „Kuriera Warszawskiego”. W sensacyjnej
formie, z poczuciem humoru, lekkością i spostrzegawczością opisują życie samej
Szafarni (Wiadomości krajowe) i okolic (Wiadomości zagraniczne).
Wiadomości krajowe
„Dnia 11 Sierpnia r. b. odbywał J. P. Fryderyk Chopin kursa na dzielnym
koniu; ubiegał się do mety; a lubo po kilkakroć pieszo idącą Panią Dziewanowską wyścignąć nie mógł (w czym nic jego, lecz konia wina była),
otrzymał jednak zwycięstwo nad Panną Ludwiką, która już dość blisko
mety piechotą doszła”.
„Dnia 15 m. i r. b. doszła ważna wiadomość, jako się przypadkiem Indyczka
za spichlerzem w kąciku wylęgła. Ważny ten wypadek nie tylko że przyczynił się do pomnożenia familii Indyków, lecz nadto powiększył dochody
skarbowe i powiększanie się onych zapewnił. – Wczoraj w nocy kot zakradłszy się do garderoby stłukł butelkę z sokiem; lecz jak z jednej strony wart
szubienicy, tak z drugiej strony zasługuje na powchałę [!], bo sobie najmniejszą wybrał ”.
Wiadomości zagraniczne
„W Bocheńcu lis zjadł dwóch bezbronnych gąsiorów; kto by go złapał, niech
raczy uwiadomić sąd bocheniecki, który niezawodnie podług praw i przepisów zbrodniarza ukarze. Oddawcy zaś lisa owe dwa gąsiory jako godne
wynagrodzenie ustąpione będą”.
„Dnia 29 m. i r. b. jechała fura Żydów. Die ganze Familie składała się aus
eine Maciore, tsiech duźich Żydziech, dwóch malich i sieść śtuk Żydziątek; wsiscy siedziali na kupie, kieby śledziów holenderskich. Tymczasem
zawadzili o kamień, wywrócili i następującym porządkiem na piasku leżeli:
naprzód bachorki, każde w innej pozycji, większa część z zadartymi do
góry nóżkami, a na nich Maciore, stękająca pod ciężarem Żydów, którym
w locie z impetu krymki pozlatywały”.
36

„Kurier Szafarski” był parodią „Kuriera
Warszawskiego”, popularnej gazety, którą
mógł czytać ojciec Fryderyka
37
„Dnia 2 m. r. b. w Białkowie wszczęła się między psem a kotem o kawałek
na drodze leżącego mięsa zacięta bitwa. Obydwaj męże z nieustraszonym
walczyli umysłem; zapach mięsa wzbudzał męstwo, a apetyt zazdrość
wzajemną; długo mężnie się ścierali; długo los nierozstrzygnięty strachem
przejmował widzów; aż nareszcie kot, wydrapawszy ostrymi pazury oczy
już zmordowanemu walką i osłabionemu licznymi ranami Szpicowi, po
dwakroć jeszcze odepchnięty, dusi go… a gdy wszyscy, zdziwieni, ubolewają nad losem biednego psiny, zwycięzca kawał mięsa w triumfie podnosi; niedługo jednak, ciężkimi okryty bliznami, mdleje, pada… przewraca
się… i… zdycha”.
Te zabawne listy świadczą o wyśmienitym słuchu Fryderyka, wyczulonym nie tylko
na muzykę, ale i na różne brzmienia i style polszczyzny. Widać w nich również ostre
reporterskie pióro – błahe zdarzenia zostały ukazane tak, jakby żyła nimi cała okolica. Chopin byłby niezłym dziennikarzem, gdyby oczywiście nie został aktorem,
pisarzem lub kompozytorem…
Z „Kuriera Szafarskiego” dowiemy się nie tylko o kolejnych stadiach choroby krowy
czy o krwawych zbrodniach psów i kotów szafarskich. Jednym z głównych bohaterów tej gazety jest niejaki Pan Pichon – czyli sam Fryderyk. Dowiadujemy się o jego
kolejnych muzycznych fascynacjach i przygodach:

W lipcu 1827 roku Fryderyk odbył podróż do
Gdańska. Po drodze zwiedził Płock
„Dnia 15 Sierpnia r. b. na Zgromadzeniu muzycznym w Szafarni, złożonym
z kilkunastu osób i półosóbek, popisywał się JP. P i c h o n i grał koncert
Kalkbrennera, który atoli nie tyle zrobił wrażenia, szczególniej na małych
figurkach, ile Żydek grany przez tegoż Pana Pichona”.

W czasie gdy Fryderyk podróżował do
Gdańska, Chopinowie przeprowadzili się do
mieszkania w pałacu Krasińskich
„Dnia 29 m. r. b. Pan Pichon przejeżdżając przez Nieszawę usłyszał na
płocie siedzącą C a t a l a n i , która coś całą gębą śpiewała. Zajęło go to
mocno, a lubo usłyszał arią i głos, niekontent jednak z tego, starał się wiersze usłyszeć. Po dwakroć przechodził koło płotu, ale na próżno, bo nic nie
zrozumiał; aż na koniec, zdjęty ciekawością, dobył trzech groszy, obiecał
je śpiewaczce, byleby mu śpiewkę powtórzyła. Długo się kręciła, krzywiła
i wymawiała, lecz zachęcona trzema groszami, zdecydowała się i zaczęła
śpiewać mazureczka, z którego Redaktor, za pozwoleniem zwierzchności
i Cenzury, na wzór jednę tylko strofę przytacza: Patsajze tam za gulami, za
gulami, jak to wilk tańcuje, A wsakzeć on nie ma żony, bo się tak frasuje…”
Podczas wakacji w Szafarni Fryderyk zwiedził Toruń. Trzy lata później odbył podróż
do Gdańska. W edukacji chłopca z dobrego domu podróże odgrywały dużą rolę.
Dlatego już wkrótce po raz pierwszy miał wyjechać za granicę…
Dorota Wątkowska
Fragment plakatu zgłoszonego na konkurs „Fryderyku! Wróć do Warszawy!”
39
Rysownik
i karykaturzysta
40
Rysunki Fryderyka świadczą, że był on również utalentowany plastycznie. Rysował
portrety osób odwiedzających dom jego rodziców, karykatury znanych postaci, pejzaże. Fryderyk rysował w pamiętnikach należących do jego znajomych i przyjaciół,
dodając wiersze oraz fragmenty własnych utworów. O pewnej przygodzie związanej z rysunkiem młodego Chopina pisze Kazimierz Władysław Wójcicki w swoich
wspomnieniach:

Rysunki Fryderyka. Sportretowanym
mężczyzną jest Samuel Bogumił Linde
– autor pierwszego słownika języka polskiego
i pierwszy dyrektor liceum, do którego
chodził Fryderyk
„W liceum na lekcji historii polskiej ile razy wspomniano imiona jak Długosza, Kadłubka, Laskonogiego itp. nazwy charakterystyczne, Fryderyk
piórkiem odpowiednie im rysował postacie, pełne wyrazu i śmieszności.
Raz pochwycił takim szkicem rektora wówczas Liceum Lindego i trafił
mistrzowskim pociągnięciem pióra. Kajet ten dostał się w ręce Lindego.
Zacny ten przewodnik młodzieży naszej zwrócił go młodemu autorowi
z podpisem: «Kajet dobrze namalowany»”.
Fryderyk słynął szczególnie jako karykaturzysta – co szło w parze z jego umiejętnością parodiowania znanych osób i odgrywania zabawnych scenek. Karykatury
przywoził także z podróży. Ale jego zdolności plastyczne wykorzystywano także
do bardziej praktycznych celów. Jak pisze Wielisław:
„W koncypowaniu deseni do astrów [wzorów do haftów] był mistrzem.
Pamiętam, długo zachowany przez ciotkę moję, deseń haftu na kołnierzyk
z liści i owoców porzeczek, utwór właśnie mistrza fortepianu”.
Wszystko, czym się zajmował, przychodziło mu z lekkością, w zabawie, bez trudu
i mozołu. Był urodzonym artystą, do tego obdarzonym dużym poczuciem humoru,
miłym charakterem i skłonnością do zabawy – dlatego był powszechnie lubiany
i podziwiany. Nie wiemy zbyt wiele o tym, by miał w Warszawie zagorzałych
przeciwników. A przecież w tym samym czasie w literaturze odbywał się wielki
41
światopoglądowy spór między klasykami i romantykami. Ten spór ominął jednak
muzykę Chopina, której zawsze przyznawano wielką rangę.
Ci, którzy znali wszechstronne uzdolnienia Fryderyka, twierdzili, że czeka go wielka
przyszłość, niezależnie, którą ścieżką życiową pójdzie. Józefa z Wodzińskich Kościelska pisała o nim tak:
„Wrażenie, jakie robił, a które mi do dziś dnia pozostało w pamięci, daje
się sformułować w krótkich słowach: oto, że był to prawdziwy geniusz,
i to geniusz wszechstronny, który do czegokolwiek się wziął, wszystko
robił doskonale. Jestem przekonana, że gdyby się był poświęcił jakiej
innej sztuce, np. malarstwu, również i w tej dziedzinie tworzyłby rzeczy
genialne. Gdyby się był poświęcił poezji, z pewnością zostałby znakomitym
poetą. Jego wiersze zarówno jak rysunki i akwarele, rzucane na papier od
niechcenia, w chwilach dobrego humoru, były arcyzabawne”.
Genialnie uzdolniony młodzieniec mógł więc zostać malarzem, poetą, aktorem,
reporterem, ale najbardziej pasjonowała go muzyka – pozostałe zdolności wykorzystywał tylko w zabawie. Żeby jednak odpowiednio ukierunkować swój talent
i zainteresowania, potrzebował nauczyciela.
Dlaczego
narysował mnie
ardo?
Chopin, a nie Leon

Karykatury z roku 1839.
Fryderyk rysował nie tylko w dzieciństwie
42
Piotr Micherewicz
Plakat wyróżniony w konkursie „Fryderyku! Wróć do Warszawy!”
Nauczyciele
i mistrzowie
Fryderyk Chopin miał w życiu tylko dwóch prawdziwych nauczycieli. Jeden nauczył
go podstaw gry na fortepianie, drugi – kompozycji, ale żaden z nich nie odcisnął na
nim swojego piętna. Można więc powiedzieć, że Fryderyk miał szczęście do nauczycieli. Chociaż nie byli wybitnymi artystami, pomogli swojemu uczniowi wydobyć to,
co było w nim najlepsze.
Pierwszym nauczycielem Fryderyka był Wojciech Żywny – postać zabawna, ale
wspominana z czułością i sympatią. Zacytujmy znów Wielisława:
„Pisząc o rodzinie Szopenów trudno nie wspomnieć o nauczycielu muzyki
Fryderyka i panien, tak z rodziną tą zżytym, że można go uważać jakby za
należącego do niej. Nauczycielem tym był Czech rodem, Żywny, podobno
dawny kapelmistrz austriacki. Żywny był jedną z tych typowych postaci
przeszłości, których dziś już nie ujrzeć. Olbrzymie rozmiary miał jego
nos, wcześnie ukameryzowany na kolor fioletowy wskutek nadmiernego
zamiłowania tabaki i napoju gambrynusowego [piwa]. Tabakę zażywał
Żywny tak namiętnie, że nos, broda, biały krawat, kamizelka, klapy od
surduta tabaczkowego koloru, wszystko było tabaką powalane. […]
Oprócz ogromnej tabakiery, mieszczącej pół funta proszku, z wizerunkiem Mozarta czy Haydna na wierzchu, i olbrzymiej chustki, czerwonej
w kraty, nosił Żywny zawsze w pogotowiu niemałych rozmiarów ołówek
czworokanciasty; poprawiał nim napotykane w nutach pomyłki, a czasami
po palcach lub głowie karcił mniej pojętnych lub nieuważnych uczniów”.
Andrzej Edward Koźmian, starszy kolega Fryderyka, tak komentował ten uczniowsko-nauczycielski duet:
,,Dobry staruszek Żywny, który i mnie także uczył i nie nauczył grać na
fortepianie, był to może jeden z najpośledniejszych nauczycieli muzyki
w Warszawie. Przecież Chopin był jego uczniem, co dowodzi, że aby być
swojego rodzaju Aleksandrem Wielkim, niekoniecznie trzeba mieć Arystotelesa na mistrza”.
aby być swojego
rodzaju Aleksandrem
Wielkim,
niekoniecznie trzeba
mieć Arystotelesa
na mistrza
Andrzej Edward Koźmian

Maria Szymanowska – polska pianistka
i kompozytorka, należała do największych
wirtuozów swoich czasów. Fryderyk
słuchał na żywo jej występów i podziwiał
jej kompozycje. Z Marią Szymanowską
przyjaźnił się Adam Mickiewicz, jej córka
Celina została żoną poety
mądry pan Józef
Elsner poznał
doskonale, co za
poeta tkwi w tym
młodym, bladym
marzycielu
Hieronim Truhn

Wybitna śpiewaczka Henrietta Sontag
wystąpiła w Warszawie z okazji przyjazdu
cara. Fryderyk pisał o niej: „Panna Sontag
nie jest piękna, ale ładna do najwyższego
stopnia. Czaruje wszystkich swoim głosem”
Chopin zdawał sobie sprawę ze śmiesznostek i wad swojego nauczyciela i w listach
przedstawiał jego zabawne portrety. Był jednak do niego bardzo przywiązany i dobrą
pamięć o nim zachował do końca życia. To Żywny przecież wprowadził go do świata
muzyki, zapoznał go z jej bogactwem – od Bacha przez Mozarta do Beethovena. Po
sześciu latach nauki mistrz uczciwie orzekł, że niczego już nie jest w stanie swojego
ucznia nauczyć. Już jako dwunastolatek Fryderyk był dojrzałym pianistą.
Tak naprawdę nauczyciel był potrzebny tylko po to, by przekazać młodemu uczniowi
podstawy gry na fortepianie. Gdy je zdobył, pozostawiono mu tyle wolności, by
mógł sam kierować swoim rozwojem. Julian Fontana, wieloletni przyjaciel Fryderyka, przyznawał:
„Chopin miał tylko jednego nauczyciela gry na fortepianie, Żywnego, który
mu udzielał pierwszych zasad tej gry. Postępy dziecka były tak nadzwyczajne, że i rodzice, i ten nauczyciel uważali za stosowne, gdy doszło do
12 lat życia, pozostawić je jego własnemu instynktowi i tylko śledzić jego
rozwój, zamiast nim kierować”.
Poza tym Fryderyk pobierał lekcje nauki gry na organach u Václava Viléma Würfla.
Würfel nauczył go także modnej techniki brillant, pełnej efektownych zdobień
i technicznych popisów. Wkrótce jednak ważniejsze niż szkolenie wirtuozerskiego
kunsztu stało się ukierunkowanie młodego Fryderyka jako kompozytora. I o ile
nauczyciela fortepianu zapewniono mu raczej kiepskiego, o tyle kompozycji uczył
Fryderyka najbardziej szanowany ówczesny polski kompozytor, wieloletni dyrektor
warszawskiej opery, a później rektor konserwatorium – Józef Elsner.
Kompozycje Elsnera cieszyły się w Warszawie dużą popularnością. Na salonach
tańczono skomponowane przez niego polonezy i mazury, w teatrach oklaskiwano
jego opery, uważano go za jednego z ojców polskiej muzyki narodowej. Do tego
miał dobrą rękę do uczniów. Muzyk niemiecki Hieronim Truhn napisał w swoich
Listach z podróży:
„Gdy wszyscy w Warszawie twierdzili, że Chopin schodzi na manowce, że
to, co tworzy, nie jest żadną muzyką, że winien pazurami i zębami trzymać
się Hummla, mądry pan Józef Elsner poznał doskonale, co za poeta tkwi
w tym młodym, bladym marzycielu, od razu zorientował się, że ma przed
sobą twórcę nowej epoki w dziedzinie gry fortepianowej, i nie pozwolił
nałożyć mu wędzidła, zdawszy sobie sprawę, że tak wysokiej krwi rumak
musi być kierowany bardzo ostrożnie i nie może być poddany zwykłemu
trenowaniu i krępowaniu, o ile ma zwycięsko dojść do celu”.
Johann Nepomuk Hummel był wówczas najbardziej podziwianym wirtuozem fortepianu, kompozytorem modnych utworów w stylu brillant. Chopin przyglądał się
grze słynnych wirtuozów i występom operowych diw. Wielkie wrażenie zrobili na
nim skrzypek Niccolò Paganini czy sopranistka Henrietta Sontag, którzy odwiedzili
Warszawę, a także polska pianistka Maria Szymanowska. Czerpał z ich muzyki inspirację, ale nie stał się niczyim naśladowcą.
Fryderyk nigdy nie krył wdzięczności wobec swoich nauczycieli. Uważał, że to im
zawdzięcza swoje sukcesy. Po pierwszych, zakończonych sukcesem koncertach
w Wiedniu pisał o tym wprost w liście do rodziców:
„Wczoraj Schuppanzigh wspominał, iż kiedy tak prędko Wiedeń opuszczam,
to powinienem wkrótce wrócić. Odpowiedziałem, że przyjadę się uczyć;
na to ów baron wtrącił: «iż w takim razie nie mam po co przyjeżdżać»
– a co zostało innymi głosami potwierdzone. Są to komplimenta, ale pocieszające. Nikt mię tu za ucznia brać nie chce. Blahetka powiedział, iż się
niczemu tyle nie dziwi, jak że ja się w Warszawie tego nauczyłem. Odpowiedziałem, iż z p. Żywnym i Elsnerem największy osioł by się nauczył ”.
To nie wina Żywnego i Elsnera, że niewiele nauczyli Fryderyka. Po prostu nie było
na świecie nikogo, kto mógł go wiele nauczyć.

Włoski skrzypek Niccolò Paganini.
Z okazji uroczystości koronacyjnych
cara Mikołaja I na króla polskiego odbył
się jego pojedynek z polskim wirtuozem
Karolem Lipińskim

Portret Józefa Elsnera z początku XIX wieku.
Fryderyk dedykował mu swoją Sonatę c-moll
op. 4 na fortepian

Johann Nepomuk Hummel koncertował
w Warszawie w roku 1828. Fryderyk poznał
go osobiście

Wojciech Żywny uczył Fryderyka gry na
fortepianie. Był stałym gościem Chopinów,
traktowano go niemal jak członka rodziny
48
Janusz Łach
Plakat zgłoszony na konkurs „Fryderyku! Wróć do Warszawy!”
Janusz Olejniczak
twierdzi, że jest zaprzyjaźniony z duchem
Chopina. Urodził się w roku 1952. Tak samo jak Fryderyk naukę gry na pianinie rozpoczął
w wieku sześciu lat. Ukończył klasę fortepianu w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Warszawie. Jako osiemnastolatek zdobył VI nagrodę na VIII Międzynarodowym
Konkursie Pianistycznym im. Fryderyka Chopina. Na początku lat siedemdziesiątych
studiował indywidualnie pianistykę w Paryżu. Występował niemal we wszystkich krajach Europy oraz w Japonii, obu Amerykach, Australii i na Kubie. Jako aktor wystąpił
w roli Fryderyka w filmie Andrzeja Żuławskiego Błękitna nuta (1991). Ponadto nagrał
większość partii fortepianowych do filmu Chopin. Pragnienie miłości Jerzego Antczaka
oraz do Pianisty Romana Polańskiego. Nagrał wiele płyt z jego muzyką. Należy do rady
programowej Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina.
Tak mówił o swoich pierwszych kontaktach z muzyką Chopina:
„Były pełne spontaniczności, zachwytu nad wieloma frazami, świeżości spojrzenia. Życie zniszczyło potem wiele z tej bezpośredniości, przyszła refleksja,
były przemyślenia. Szuka się pomysłów na tę czy inną frazę, myśli o pojedynczych motywach – i gubi się to pierwsze, naturalne podejście. Często stosuje
się «chwyty», które wydają się ciekawymi muzycznymi propozycjami, a są
tylko powierzchownymi zagrywkami, jakimiś grepsami. A Chopin nie znosi
rutyny, trzeba go odczuwać wciąż na nowo, łączyć dojrzałe przeżycie ze
spontaniczną emocją. Dlatego muzyka Chopina jest bardzo trudna do grania,
ale kiedy znajdzie się odpowiedni klucz do niej, nie ma większej satysfakcji,
niż granie Chopina”.
I o jego muzyce:
20 0
j
e
i
n
ź
ó
lat p
„Jest jak rajski ptak, który wciąż się wymyka z rąk. Tylko czasami udaje się
uchwycić jej istotę, zbliżyć się do niej. Oferuje nieskończoną możliwość interpretacji, pozwala na ciągłą pracę nad własną estetyką, nad kształtowaniem
swoich gustów, daje szansę odmiennego spojrzenia na ten sam utwór, indywidualnego i ciągle nowego podejścia. Jest w muzyce Chopina coś takiego,
że za każdym razem chce się zagrać ten sam fragment inaczej, wyrzeźbić tę
samą frazę na nowo. Podczas wykonywania utworów Chopina potrzebna
jest koncepcja całości. Ale ostateczną wizję tworzę w trakcie grania. Pokora
wobec Chopina nie pozwala mi przyjąć jednej wersji, powiedzieć, że jakiś
fragment jest nieodwołalnie najlepszy właśnie w takiej postaci. Muszę więc
próbować wciąż na nowo”.
Liceum
Zanim poszedł do liceum, Fryderyk odebrał gruntowne wykształcenie domowe. Nic
dziwnego – jego ojciec był przecież guwernerem, profesorem w liceum, a w domu
Chopinów stacjonowali uczniowie najlepszych warszawskich szkół. Fryderyk poszedł
do szkoły dopiero w wieku trzynastu lat, od razu do czwartej klasy, i od początku
wyróżniał się w nauce. W liceum zawarł też wiele przyjaźni, którym pozostał
wierny do końca życia. Również jako uczeń liceum Fryderyk rozwijał swoje zdolności muzyczne. Jego talent wykorzystano na przykład podczas mszy dla uczniów
w kościele Wizytek, gdzie grał na organach. W liście do Jana Białobłockiego z 1825
roku pisał:

Liceum Warszawskie mieściło się najpierw
w pałacu Saskim, później przeniesiono je do
Pałacu Kazimierzowskiego
„Zostałem organistą Licejskim. Moja żona zatem, jako też i wszystkie dzieci,
z dwóch przyczyn, szanować mię muszą. Ha, Mości Panie Dobrodzieju, co
to ze mnie za głowa! Pierwsza osoba w całym Liceum po Ks. Proboszczu!
Gram co tydzień, w niedziele, u Wizytek na organach, a reszta śpiewa”.

Kościół Wizytek, w którym Fryderyk
grywał na organach podczas mszy dla
uczniów liceum
Później będzie kontynuował grę na organach już jako uczeń konserwatorium. Fryderyk lubił organy, chętnie grywał również na rozmaitych
nowych wynalazkach, takich jak choralion czy eolipantalion – będących
połączeniem fortepianu lub pianina z organami.

Dziewiętnastoletni Fryderyk Chopin
na portrecie Ambrożego Miroszewskiego
53
Studia
muzyczne
Fryderyk chodził do liceum tylko trzy lata i w ogóle nie podszedł do matury. Uznano,
że lepiej będzie, jeśli uczeń poświęci swój czas i wątłe siły na rozwój swojego talentu
pianistycznego i kompozytorskiego. Skończyło się bieganie od salonu do salonu
i zabawianie towarzystwa, które lubiło słuchać improwizacji młodego Fryderyka.
Postanowiono podreperować jego zdrowie i skierować go na naukę do Józefa Elsnera
i innych profesorów konserwatorium. W roku 1826 tak pisał Fryderyk do swojego
przyjaciela Jana Białobłockiego:
„Dowiedzże się, moje życie, przy tej okazji, że do Liceum nie chodzę.
Albowiem głupstwem by było siedzieć z musu 6 godzin na dzień, kiedy
mi doktorzy niemieccy i niemiecko-polscy chodzić, ile możności, dużo
kazali; byłoby to głupstwo drugi raz tego samego słuchać, kiedy tymczasem czego innego przez ten rok nauczyć się można. Tym końcem chodzę
do Elsnera na kontrapunkt ścisły 6 godzin na tydzień; słucham Brodzińskiego, Bentkowskiego i innych, w jakimkolwiek związku będących obiektów z muzyką. Idę spać o 9-tej. Wszystkie herbaty, wieczory, baliki w łeb
wzięły. Piję wodę emetyczną z rozkazu Malcza i klejem owsianym tylko
się pasę quasi koń”.
Rok później Fryderyk zapisał się do Szkoły Głównej Muzyki, będącej częścią Uniwersytetu Warszawskiego, której rektorem był Józef Elsner. Szkoła ta mieściła się
w dawnym klasztorze Bernardynek na Mariensztacie. Przyklasztorny kościół na
placu Zamkowym zamieniono na salę koncertową, w której występowali uczniowie konserwatorium, a wśród nich także Fryderyk.
54

Krakowskie Przedmieście – widok z placu
Zamkowego. Po lewej stronie znajduje się
budynek Szkoły Głównej Muzyki
Podobnie jak w liceum Fryderyk przygrywał na organach do mszy, w których uczestniczyli słuchacze konserwatorium i pozostali studenci uniwersytetu. Józef Sikorski
wspominał, że niejednokrotnie muzyka brała górę nad liturgią:
„Chopin, mianowicie w ostatnim roku swego pobytu w Warszawie, częstym
na chórze bywał gościem i chętnie grywał na organach to fugi rozmaitych
mistrzów, to własne improwizacje. […] I zdarzyło się raz w przerwie między ustępami mszy wykonywanej z orkiestrą, że Chopin siadł do organu
i za temat wziąwszy zwyczajem sławnych organistów motyw ostatniego
ustępu jął wylewać z niego bogactwo pomysłów tak wielkie i nieprzerwanym płynące potokiem, że wszyscy, od najstarszych do najmłodszych,
ściśnięci około ławki grającego, zadumani, porwani, zapomnieli o miejscu
i obowiązkach, na których pełnienie się zebrali”.
W lipcu 1829 roku Fryderyk zdał końcowy egzamin w Szkole Głównej Muzyki i ostatecznie zakończył naukę. Józef Elsner napisał o nim wówczas w dzienniku: „Szczególna zdatność, geniusz muzyczny”. Fryderyk opuścił szkoły i nauczycieli i poszedł
własną drogą…
Jerzy Tchórzewski
Fragment plakatu wyróżnionego w konkursie „Fryderyku! Wróć do Warszawy!”
55
Przyjaciele
Fryderyk był wierny przyjaźniom. Z wieloma kolegami z liceum czy konserwatorium
utrzymywał kontakty i przyjaźnił się do końca życia. Tytus Woyciechowski – jego
najlepszy przyjaciel, do którego zaadresował wiele swoich listów i z którym grywał
na fortepianie na cztery ręce – po ukończeniu szkół osiadł w swoim majątku w Poturzynie na Lubelszczyźnie. Drugi – Jan Matuszyński, lekarz, mieszkał wraz z Fryderykiem w Paryżu. Pierwszy z jego wielkich przyjaciół – Jan Białobłocki – zmarł młodo na
gruźlicę. Julian Fontana – również pianista, student prawa i kompozycji – zajmował
się edycją utworów Fryderyka. U Dziewanowskich w Szafarni i u rodziny Konstantego Pruszaka w Sannikach młody Chopin spędzał letnie wakacje. Był lubiany wśród
kolegów – nie tylko dzięki swojemu talentowi. Jak pisała Józefa Wodzińska:
„To, iż mały Frycek już wtedy uchodził za najlepszego w Warszawie fortepianistę, mniej mu nadawało uroku w naszych oczach, niż to, że żaden
z chłopców nie był tak skory do zabawy i figlów jak on”.

Jan Matuszyński – został lekarzem
i mieszkał wraz z Fryderykiem w Paryżu.
Świetnie grał na flecie i często wspólnie
muzykowali
56
Nic dziwnego, że jego przyjaciółka z dzieciństwa Aleksandryna de Moriolles nazywała go Panem Diabełkiem.
Listy Fryderyka do przyjaciół są bezcenną kopalnią wiedzy na temat jego życia.
Zazwyczaj powściągliwy, w nich zdradzał swoje uczucia, odkrywał lęki, zmartwienia
i radości. W listach tych zawarte są także informacje o jego rozwijającej się karierze
– widzimy zabiegi młodego kompozytora zmierzające do tego, by zyskać uznanie
publiczności, odwagę artysty prezentującego swoje nowe utwory, a jednocześnie
obawy przed ośmieszeniem i odrzuceniem. Listy te są pisane charakterystycznym
stylem – wiele w nich zapewnień o miłości i przyjaźni, wiele czułości wskazującej raczej na związek kochanków niż na przyjaźń kolegów z klasy. Cóż, panował
romantyzm i czułość była w modzie.
Ewa Pawluczuk
Fragment plakatu zgłoszonego na konkurs „Fryderyku! Wróć do Warszawy!”

Tytus Woyciechowski – jego najlepszy
przyjaciel, do którego zaadresował wiele
listów i z którym grywał na fortepianie
na cztery ręce – po ukończeniu szkoły
osiadł w swoim majątku w Poturzynie na
Lubelszczyźnie
Pierwsze
koncerty

W drodze powrotnej z Dusznik Fryderyk
zwiedził Wrocław
Fryderyk już jako mały chłopiec koncertował w domu oraz w najważniejszych warszawskich salonach. Czym innym były jednak salonowe
popisy wśród zaproszonych gości, a czym innym publiczne występy,
na które trzeba było kupić bilet. Pierwszy publiczny występ Fryderyk
dał w wieku ośmiu lat w pałacu Saskim – na koncercie zorganizowanym przez Warszawskie Towarzystwo Dobroczynności. Później koncertował także w budynku Resursy Kupieckiej przy ulicy Miodowej na
Nowym Świecie oraz w gmachu Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności. Jeden z publicznych występów Fryderyka odbył się niespodziewanie podczas jego pobytu w sanatorium. Pisano o tym w gazecie:
„List w tych dniach odebrany z Kudowy ze Szląska (o dwie mile od Reinertz
[Duszniki-Zdrój]) zaszczytnie donosi o młodym artyście polskim Fryderyku Chopin, który z zalecenia doktorów warszawskich dla polepszenia
zdrowia zostaje od niejakiego czasu w Reinertz. Tam bowiem, gdy kilkoro
dzieci przez śmierć ojca do wód na kuracją przybyłego sierotami stały się,
p. Chopin, ośmielony przez osoby talent jego znające, dał dwa koncerta
na dochód tychże, co jemu wiele chwały, a tym nieszczęśliwym niepospolite wsparcie przyniosło. (Ten młodzieniec po wielekroć w Warszawie dał
się słyszeć na fortepianie i zawsze najzasłużeńsze odbierał uwielbienia
pięknego talentu)”.
Fryderyk przebywał w Dusznikach na Śląsku, zwanych wówczas Reinertz, w roku 1826
wraz z siostrami i matką, aby podratować zdrowie, zagrożone tak jak w wypadku
Emilii gruźlicą. Pobyt w sanatorium okazał się dla niego bardzo korzystny. W ten oto
sposób Fryderyk stawał się profesjonalnym muzykiem.

Złoty zegarek podarowany
dziesięcioletniemu Fryderykowi
przez Angelicę Catalani
59
Większość utworów Fryderyka miała premiery na warszawskich salonach – to
w nich zdobywał szlify jako pianista i jako kompozytor. W modzie było wówczas
granie improwizacji na tematy popularnych arii operowych albo tworzenie wiązanek znanych melodii. Chopin lubił zwłaszcza improwizować. Jego kunszt pod tym
względem potrafili docenić także wybredni bywalcy wiedeńskich sal koncertowych.
Trzeba jednak pamiętać, że jako dwudziestolatek Fryderyk miał już kilkunastoletnie
doświadczenie i jako wirtuoz, i jako improwizator, i jako kompozytor. Lubił scenę
i publiczność skupiającą uwagę na jego grze. Wielisław wspominał:
„Mnie wówczas style muzyczne nie obchodziły; wolałem torty, wina
i ciasta; pamiętam jednak sute oklaski dane Fryderykowi po wykonaniu
jakiejś sztuki; w oklaskach tych rodziła się przyszła sława świata i chwała
narodu. Pamiętam, że po odegraniu jakiegoś mazura czy oberka, może
oryginalnej kompozycji lub improwizacji Fryderyka, Skarbek, naówczas
już profesor Uniwersytetu, zerwał się z krzesła i czule imiennika swego
wyściskał; Elsner winszował takiego talentu; całe zgromadzenie, jakby
jednym prądem porwane, i samego koncertanta, i jego rodziców słowami
gorącego uznania obsypywało”.
Występ dziesięcioletniego Fryderyka widziała słynna sopranistka Angelica Catalani.
Jego gra tak ją zachwyciła, że ofiarowała mu złoty zegarek z wygrawerowaną dedykacją, który Fryderyk zachował do końca życia.
W wieku piętnastu lat grał już dla samego cara Aleksandra I w kościele ewangelicko-augsburskim w Warszawie, co nawet dla dużo bardziej doświadczonego i utytułowanego muzyka było wówczas wielkim honorem. Urzeczony występem Fryderyka
car podarował mu pierścień z brylantem.
Fryderyk nie interesował się polityką. Przez młodzież zaangażowaną politycznie
car był uważany za wroga, okupanta sprawującego prawdziwą władzę w podległym
wobec Imperium Rosyjskiego Królestwie Kongresowym. Chopin był patriotą, ale nie
rozstrzygał, czy powinien grać dla cara czy nie – jego muzyka miała istnieć ponad
wszelkimi politycznymi czy narodowościowymi podziałami. Niemniej pierścień
z brylantem sprzedał…

Włoska śpiewaczka Angelica Catalani
– słynna operowa diwa tamtych czasów
60
Apolonia Bronakowska
Plakat zgłoszony na konkurs „Fryderyku! Wróć do Warszawy!”
Klaudia Pasternak
studiowała w tej samej szkole co
Fryderyk Chopin. Komponuje od dziecka. Dziś jest jedną z najbardziej utytułowanych
polskich kompozytorek.
Urodziła się w roku 1980 w Warszawie. Swój pierwszy utwór – Suitę na fortepian – skomponowała w wieku dwunastu lat. Ukończyła dyrygenturę i kompozycję na Uniwersytecie
Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie. Jej kompozycje są grane w Polsce i za
granicą. Jest laureatką wielu konkursów kompozytorskich. Po raz pierwszy nagrodę za
swoją kompozycję zdobyła w wieku siedemnastu lat. Zajmuje się również dyrygenturą
symfoniczno-operową.
Tak mówi o dyrygentkach:
„Niezachwiana pewność siebie, pewność we wszystkim, co muzyczne, to
cecha przypisywana głównie męskim charakterom. Dyrygent musi się szybko
ruszać, machać rękami przez dwie, czasem nawet trzy godziny bez przerwy,
a do tego musi wykonywać pajacyki, wkręcanie żarówek, prostowanie rąk,
stanie w rozkroku. Po koncercie można go wyżąć jak mokry ręcznik. Kobieta
decydująca się na takie zajęcie musi liczyć się z tym, że może wizualnie utracić
coś ze swej świeżości, i to też wymaga sporej odwagi. Ale nagroda za wysiłek
to gwarancja zachowania kondycji tak fizycznej, jak i duchowej”.
0
0
2
j
e
i
n
ź
ó
p
lat
Pierwsze
kompozycje
„Gazeta Korespondenta Warszawskiego i Zagranicznego” z 1818 roku donosiła:
„Do szczegółów bytności N. Cesarzowej Matki w Uniwersytecie i Liceum
Warszawskim dodać należy, iż gdy była w drugiej klasie tegoż Liceum,
p. Chopin, dziewięcioletni młodzieniec, a syn profesora w Liceum, przy tak
młodocianym wieku biegły już w muzyce, ofiarował N. Cesarzowej dwa
własnej roboty tańce polskie na fortepiano, które Monarchini, pochwaliwszy tak wczesny talent młodzieńca i zachęciwszy go do postępu, nader
uprzejmie od niego przyjęła”.
64

Pierwsza strona Mazurka E-dur opus 6,
nr 3 z 1830 roku, wpisana w albumie
nieznanej osoby

Karta tytułowa Ronda c-moll opus 1
z 1825 roku
Fryderyk ofiarował dwa swoje tańce matce cara. Później sprezentował marsza
wielkiemu księciu Konstantemu. Marsz ten bardzo przypadł namiestnikowi i bratu
cesarza do gustu i grywano go podczas parad, których książę – zwierzchnik polskich
sił zbrojnych – był wielkim miłośnikiem. Fryderyk komponował od dziecka i nawet
jego młodzieńcze utwory są dzisiaj grane przez wielkich wirtuozów.
Pomiędzy piętnastym a dwudziestym rokiem życia Fryderyk Chopin skomponował
wiele w pełni dojrzałych utworów. Przede wszystkim dwa Koncerty fortepianowe
– e-moll i f-moll, Grande Pollonaise Brillante Es-dur, dwa Grandes Valses Brillantes,
Rondo à la Krakowiak oraz Fantazję As-dur na tematy polskie. Wydawcy publikowali
nawet najwcześniejsze utwory Fryderyka. Pierwszym jego drukowanym dziełem
był Polonez g-moll z roku 1817. Dodatkowo inni kompozytorzy przerabiali tematy
z jego koncertów na tańce, które zdobywały wielką popularność na balach i innych
spotkaniach towarzyskich. Oprócz poważnych utworów na fortepian Fryderyk komponował również pieśni do znanych wierszy, często autorstwa swoich przyjaciół,
które również cieszyły się dużą popularnością.
65
Podróż
do Berlina
W końcu Fryderyk wyruszył w pierwszą podróż zagraniczną – do Berlina. W liście do
przyjaciela, Tytusa Woyciechowskiego, pisał:
„Jadę dziś do Berlina. Na jedną operę Spontiniego; jadę dyliżansem dla
spróbowania sił. Powodem tego są jednakże małpy ze wszystkich gabinetów europejskich”.
Przyjaciel jego ojca, profesor zoologii Feliks Jarocki, wziął go ze sobą na kongres przyrodników, któremu przewodniczył słynny uczony Wilhelm von Humboldt. W listach Fryderyk opisał obrady naukowców, które obserwował, doznania
muzyczne, jakich doświadczył, a także wrażenie, jakie zrobił na nim Berlin:
„W niedzielę około 3-ciej po południu przydyliżansowaliśmy do tego za
wielkiego miasta. Z poczty zaprowadzono nas prosto do oberży «Pod
Kronprinzem» i tam dotąd stoimy. Dobrze nam tu i wygodnie. […] Dotychczas prócz gabinetu zoologicznego nic jeszcze nie widziałem, miasto
jednakże znam już po większej części, albowiem przez te dwa dni łaziłem
tylko i gawroniłem się po piękniejszych ulicach i mostach. Nie będę się trudził wyszczególnieniem znaczniejszych budowli, jak wrócę, to opowiem;
ogólne zaś moje zdanie o Berlinie: że za szeroki dla Niemców, zdaje się,
że jeszcze drugie tyle ludności zmieścić by się w nim mogło”.
Fryderyk nie zachwycił się Berlinem, nie zrobiły na nim również wrażenia mieszkanki tego miasta:
„Marylski za grosz gustu nie ma, jeżeli mówi, że berlinki są piękne: są to
wszystko same gołe szczęki, alias gęby bez zębów. A stroją się, to prawda,
ale szkoda owych pociętych pysznych muślinów na takie lalki irszane”.
Marylski za grosz
gustu nie ma, jeżeli
mówi, że berlinki
są piękne: są to
wszystko same gołe
szczęki, alias gęby
bez zębów
Fry deryk Chopin
66
W drodze powrotnej zdarzyła się Fryderykowi pewna przygoda:
„Zajechano do stacji Cylichawa. – Tu przywitał poczthalter podróżnych
oświadczeniem, że nie ma koni i że te dopiero za jaką godzinę przybędą.
Wtem spostrzega Chopin piano otwarte, zbliża się i od niechcenia kilka
uderza akordów. Rozciekawiony poczthalter, namiętny wielbiciel muzyki,
poznawszy po tych kilku uderzeniach i pasażach skończonego wirtuoza,
wchodzi z córkami do pasażerni, składając ręce błaga Chopina, aby grał,
ile mu się podoba, a nie lękał się opóźnienia w podróży, bo konie silne
i rącze stracony czas wynagrodzą. I tak w skromnej salce pasażerskiej
zaimprowizowany został znienacka koncert, posypały się jak z rogu obfitości walce, etiudy, mazury”.
Następna sta
cja:
Wilanów

Opera Królewska w Berlinie. W roku
1828 Chopin obejrzał w niej wiele nowych,
modnych dzieł
Wspomnienie o tym koncercie musiało trwać w rodzinie pocztmistrza przez długie
lata, zwłaszcza że wkrótce nazwisko Fryderyka stało się sławne na cały świat. Widać,
że nie odmawiał on swojej muzyki nikomu. Zagrał wspaniały koncert nieznajomym,
zwykłym ludziom, ponieważ tak jak on kochali muzykę.
68
Tomasz Sochacki
Fragment plakatu zgłoszonego na konkurs „Fryderyku! Wróć do Warszawy!”
Wiedeńskie
koncerty

Panorama Wiednia na
dziewiętnastowiecznej rycinie
Ojciec Fryderyka bardzo zabiegał, aby wysłać syna w długą zagraniczną podróż.
Główną przeszkodą uniemożliwiającą ten zamysł był brak funduszy. W roku 1829, po
zdanych egzaminach w konserwatorium, w końcu udało się Fryderykowi wyjechać
wraz z przyjaciółmi do Wiednia. 1 sierpnia 1829 pisał do rodziny:
„Najukochańsi Rodzice i Siostry moje. Szczęśliwie, wesoło, zdrowo, doskonale, nieledwie że wygodnie stanęliśmy wczoraj w Wiedniu”.
Wiedeń był wówczas obok Paryża jedną ze stolic muzycznych Europy. Tu przed
śmiercią mieszkali i Ludwik van Beethoven, i prekursor romantyzmu Franciszek
Schubert. Chopin pojechał tylko zwiedzać miasto i słuchać, jak grają goszczący
tam wirtuozi, ale okazało się, że nie uda mu się wyjechać bez zaprezentowania
własnych umiejętności. Pisał:
„Tutejsi mówią, że Wiedeń dużo by stracił, gdybym wyjechał nie dawszy
się słyszeć. Są to wszystko dla mnie rzeczy niepojęte”.
Gdzie się obrócę,
klekoczą mi wszyscy
głowę, ażeby grać
Fryderyk Chopin
„Na obiedzie było dużo wiedeńczyków, i […] kazali mi wszyscy grać
publicznie”.
„Gdzie się obrócę, klekoczą mi wszyscy głowę, ażeby grać”.
70
W końcu spotkał osoby, które poważnie zajęły się organizacją jego występu. Jedną
z nich był jego dawny nauczyciel gry na organach – Václav Vilém Würfel.
„Hrabia Gallenberg poznał mię tamże; on zarządza teatrem, gdzie już kilka
nędznych koncertów słyszałem. Haslinger utrzymuje, że dla kompozycji
moich lepiej będzie, jak je Wiedeń usłyszy, że gazety zaraz pochlebnie
napiszą, za co wszyscy ręczą. Słowem, kto mię usłyszy, każe grać, a Würfel
jeszcze tę uwagę dodał, że kiedy już jestem raz w Wiedniu i rzeczy moje
mają wyjść niebawem, ażebym koniecznie wystąpił, bo inaczej chyba
umyślnie musiałbym przyjechać. Zaręcza, iż teraz pora najstosowniejsza,
bo wiedeńczycy głodni są nowej muzyki. […] Chce on, ażebym grał najprzód Wariacje, potem Rondo z krakowiaka, dla uderzenia nowością, a na
koniec, ażebym improwizował. Czy przyjdzie do czego? Jeszcze nie wiem”.
Fryderyk umiał dbać o swoją sławę i nie mógł zmarnować takiej okazji. Zrobić wrażenie na wiedeńczykach – to wyrobić sobie przepustkę do najlepszych sal koncertowych Europy. Nie musiał więc długo się wahać, skoro jeszcze w tym samym liście
dopisał takie postscriptum:
„Jużem się zdecydował…”
Agnieszka Bochnak
Fragment plakatu zgłoszonego na konkurs „Fryderyku! Wróć do Warszawy!”
71
„Z przeszłego listu wiadomo Wam, najukochańsi Rodzice, że się dałem
namówić na danie koncertu; wczoraj więc, to jest we wtorek, wieczorem o godzinie 7-mej na teatrze cesarsko-królewskim opery na świat
wystąpiłem!”
Wszystko działo się bardzo szybko. Wydrukowano afisze, przygotowano orkiestrę
i Fryderyk Chopin dał swój pierwszy zagraniczny koncert. Zagrał Wariacje na temat
„Don Juana” i Rondo à la Krakowiak, a na bis improwizację na temat z opery Biała
Dama Boieldieugo oraz polskiej piosenki ludowej Chmiel. Relację z tego wydarzenia
zdaje swoim rodzicom w liście:
„Strachu wielkiego nie miałem, zwłaszcza że nie było pełno w sali. Przyjaciele moi i koledzy rozstawili się po kątach dla słuchania rozmaitych
zdań i krytyk. Celiński może powiedzieć, jak mało nagan słyszano, tylko
Hube największą słyszał. Jakaś dama powiedziała: «Schade um den Jungen, dass er so wenig Tournüe hat» [Szkoda, że ten młodzieniec jest tak
niepokaźny]. Jeżeli taką tylko dano mi naganę, a przysięgają się, że same
jedynie pochwały słyszeli i że nigdy brawa nie zaczynali, więc się nie mam
czego turbować! […] Moje parterowe szpiegi zaręczają, że aż skakano na
ławkach”.
Koledzy Fryderyka wmieszali się w tłum, aby posłuchać, jak reaguje publiczność
i jakie komentarze padają na temat nikomu nieznanego pianisty i kompozytora
z Polski. Mimo ogólnego aplauzu wciąż pojawiała się jedna krytyka:
„Powszechny jednak głos jest, iż za słabo grałem, a raczej za delikatnie dla
przyzwyczajonych do tłuczenia fortepianów tutejszych artystów. Spodziewam się tego zarzutu w dzienniku, zwłaszcza że córka redaktora wali
strasznie po instrumencie. Nic nie szkodzi; bo przecie nie można nie mieć
żadnych ale, a wolę takie, aniżeli gdyby powiedziano, że gram za mocno”.
W roku 1829 wciąż modny był wirtuozerski styl brillant, w którym efekt często występował dla samego efektu. Chopin grał zupełnie inną, nową muzykę – romantyczną.
Ówczesna publiczność nie była jeszcze w pełni gotowa do jej odbioru.
„Pierwsze więc moje wystąpienie o ile było niespodziane, o tyle szczęśliwe.
Hube powiada, że człowiek nigdy zwyczajną drogą i podług ułożonego
przez siebie planu nie dojdzie do niczego, potrzeba coś losowi zostawić.
Tak też na los szczęścia dałem się na koncert namówić. Jeżeli w gazetach
mię tak wychłoszczą, że nie będę mógł się więcej światu pokazać, zdecydowałem się malować pokoje, bo pędzlem przez papierek najłatwiej
ciągnąć, a zawsze się jest synkiem Apollina”.
72
Agata Jakubowska
Plakat zgłoszony na konkurs „Fryderyku! Wróć do Warszawy!”
Fryderyk obawiał się reakcji prasy. Gdyby zawiódł w Wiedniu, jego kariera przestałaby się rozwijać tak dynamicznie jak dotychczas. Poszedł jednak za ciosem i dał
drugi koncert:
„…grałem drugi raz, bo chcieli, z czego byłem kontent, bo nie powiedzą,
że grał raz i uciekł ”.
Drugi koncert udał się jeszcze bardziej niż pierwszy. Upalny sierpień nie sprzyjał frekwencji w operach i teatrach, ale tym razem sala była pełna. Tak Fryderyk opisywał
swój drugi występ w liście do rodziny:
„Jeżeli pierwszą razą zostałem dobrze przyjęty, to wczoraj jeszcze lepiej.
Trzy razy brawo się wznawiało, gdym się ukazał na scenie; publiczność
liczniej się zgromadziła”.
Po udanym debiucie Fryderyk poczuł ulgę – zdenerwowanie i niepewność ustąpiły
radości…
„Wiedeń mi się podoba i Polaków w nim dosyć; w balecie nawet jest jeden,
który podczas mego wystąpienia tyle się o mnie troszczył, że mi sam
wodę z cukrem przynosił, dodawał serca itp. – Panu Elsnerowi proszę to
wszystko powiedzieć i przeprosić go, że nie piszę, ale tak jestem rozerwany,
że nie wiem, gdzie mi się godziny podziewają. Panu Skarbkowi, co mię
głównie namawiał na danie koncertu, dziękuję, bo to już wstęp na świat”.
Wiedeńska prasa opisywała koncert Chopina niemal w samych superlatywach:
„[Chopin] wprawił wszystkich w zdumienie, albowiem przedstawił się jako
nie tylko piękny, ale istotnie bardzo wybitny talent, któremu tak co do
oryginalności gry, jak i kompozycji można by przyznać pewną genialność,
przynajmniej pod względem odbiegającej od zwykłego szablonu formy,
oraz uderzającej indywidualności […]. Gra on zupełnie spokojnie, bez
zuchwałej brawury, […] a jednak nasza subtelna i wrażliwa publiczność
od pierwszej chwili poznała w tym obcym, szerzej nie znanym jeszcze
młodzieńcu prawdziwego artystę…”
„To jest młody człowiek idący swoją własną drogą, na której wie, jak się
podobać, a która znacznie od wszystkich innych koncertowych form się
oddala. […] Pan Chopin dzisiaj także podobał się powszechnie”.
„Pan Chopin, fortepianista z Warszawy, […] dał się nam poznać jako mistrz
pierwszorzędny. Przedziwna delikatność jego uderzenia, nieopisana
biegłość techniczna, jego doskonałe, z najgłębszego uczucia wynikające
cieniowanie, ciągłość i wzmaganie się tonów, rzadka jasność i przejrzystość interpretacji i jego nacechowane wzniosłą genialnością produkcje
muzyczne […] pozwalają w tym samodzielnym, tak hojnie od natury obdarzonym wirtuozie uznać artystę, który nie poprzedzony żadnymi fanfarami
reklamy, zjawia się na muzykalnym horyzoncie jako jeden z najjaśniej
błyszczących meteorów”.
74
Trzy razy brawo się
wznawiało, gdym
się ukazał na scenie
Fryderyk Chopin
Niestety echo sukcesów wiedeńskich do Warszawy nie dotarło. Zrelacjonowano
jedną recenzję, i to jeszcze przekręcając ją tak, że dawała wrażenie, iż koncert
ogólnie się nie spodobał.

Katedra Świętego Stefana w Wiedniu.
„Miasto ładne, podoba mi się” – pisał
Fryderyk w liście
Podróże
po Europie
Wyprawa Fryderyka oprócz Wiednia obejmowała także inne sławne miasta polskie
i europejskie. W liście do Tytusa Woyciechowskiego opisywał podekscytowany cały
plan podróży:
„Myślałem, że ustnie się dowiesz o moim wielkim wojażu, co by mię więcej
było ucieszyło, bo szczerze wolałbym z Tobą gadać – ale kiedy tak, wiedzże,
kochanie, żem był w Krakowie, Wiedniu, Pradze, Dreźnie, Wrocławiu.
Tydzień pierwszy zszedł nam w Krakowie na samych spacerach i zwiedzaniu
okolic krakowskich. Ojców istotnie ładny, ale Ci nie będę o nim wiele pisał,
bo choć tam nie byłeś, to wiesz z opisu bardzo wiernego Tańskiej, gdzie
co jest i jak jest. W wesołej kompanii, lubo trochę cudzej, zajechałem do
Wiednia i jeżeli Kraków mię zajął tak, że mało chwil na myślenie o domu
i Tobie poświęcić mogłem, to Wiedeń tak mię zaszałamił, zadurzył, omamił, że dwa tygodnie przeszło siedząc bez listu z domu żadnej nie czułem
tęsknoty”.

Dalsza część podróży przebiegała spokojnie, kolejne miejsca Fryderyk odwiedzał
przelotnie, nie występował, czas spędzał na wizytach u poleconych sobie osobistości, na koncertach, spacerach – chłonął atmosferę odwiedzanych miejsc. Do rodziny
zaś pisał:
„Po wielkich kuksach i kołataniach w eilwagenie – wczoraj o 12-tej w południe stanęliśmy w Pradze, więc zaraz do table d’hôte [wspólny posiłek
w restauracji hotelu]. […] W ogóle miasto piękne, jak z zamkowej góry
widać; wielkie, stare i niegdyś zamożne”.
76
W Dreźnie Fryderyk spędził tydzień. Potem
przez Wrocław wrócił do Warszawy
Kolejne przystanki swojej podróży relacjonował Fryderyk z reporterską
skrupulatnością:
„Wielmożnemu Imć Państwu Chopinostwu, Profesorstwu w Warszawie,
a memu Kochanemu Rodzicielstwu na ten raz od bawiącego w Dreźnie
syna. Zdrów jestem i wesoluteńki. Dziś tydzień, jak w Wiedniu nie wiedziałem jeszcze, iż będę w Dreźnie. […] Wczoraj więc o 5-tej rano najętym za
dwa talary furmanem wyruszywszy z Teplitz przybyliśmy do Drezna o 4-tej
po południu. Spotkałem zaraz Lewińskiego i Łabędzkich. Bardzo mi się
podróż szykuje; dziś Faust Goethego, a w sobotę, jak mi Klengel mówił,
opera włoska. Wczoraj wieczorem list zaczęty, dziś rano kończę. Ubieram
się, idę do barona Kriesego i Morlacchiego, bo nie mam czasu do stracenia”.
Fryderyk wracał do Warszawy, wiedząc, że świat stoi przed nim otworem. Przed
ponownym wyjazdem za granicę należało jednak zaprezentować się warszawskiej
publiczności. Poza tym czekał na niego pierwszy, nieukończony jeszcze koncert na
fortepian i orkiestrę…
Teatr
Narodowy
Jest to talent,
rzeczywisty,
prawdziwy talent
„Powszechny Dziennik Krajowy”
Na przełomie roku 1829 i 1830 Fryderyk skomponował Koncert fortepianowy f-moll.
Zaprezentował go na prywatnych spotkaniach i wśród miłośników muzyki szybko
rozeszła się wieść, że jest to utwór geniusza. W końcu w „Powszechnym Dzienniku
Krajowym” ukazała się taka informacja:
„Jeden ze znawców muzyki zwrócił uwagę moją na młodzieńczy talent,
który pod względem kompozycji był dotychczas w ukryciu; na talent
pana Chopin, znanego dotąd tylko jako doskonałego fortepianisty. We
środę miałem sposobność poznania go i z innej strony: miał u siebie próbę
pewnej swojej wyższej kompozycji z całą orkiestrą i grał własny swój koncert. […] Jest to talent, rzeczywisty, prawdziwy talent. Lecz niechże go p.
Chopin nie kryje i niech się publicznie da słyszeć”.

Teatr Narodowy stał na placu Krasińskich,
naprzeciwko pałacu Krasińskich, zwanego
też Pałacem Rzeczypospolitej
Fryderyk nie dał się długo prosić. Publiczne koncerty były dobrą okazją do zaprezentowania warszawskiej publiczności najnowszego dzieła, które z pewnością miało
być dla niego przepustką do europejskich sal koncertowych. Zagraniczna podróż
wymagała jednak sporych funduszy – liczył więc także na zysk z biletów. W końcu
gazety zaanonsowały, że 17 marca roku 1830 odbędzie się w Teatrze Narodowym
koncert, na którym Fryderyk Chopin zaprezentuje swoje kompozycje.
Teatr Wielki, który stoi dzisiaj na placu Teatralnym, został otwarty w roku 1833,
budynek warszawskiej filharmonii powstał dopiero w roku 1901, Fryderyk miał więc
koncertować w starym budynku Teatru Narodowego, znajdującym się na placu Krasińskich. Budynek ten nie grzeszył urodą, ówczesnym ludziom przypominał raczej
stodołę niż przybytek sztuki. Również wewnątrz nie zapewniał wysokiego komfortu
– zawsze niedogrzany, ciasny, ciemny i brudny. Była to jednak najważniejsza, najbardziej prestiżowa i największa sala koncertowa ówczesnej Warszawy. Występ w niej
z pewnością nobilitował młodego kompozytora.

Budynek Teatru Narodowego,
zaprojektowany przez Bonawenturę
Solariego, powstał w roku 1779 z inicjatywy
króla Stanisława Augusta Poniatowskiego
Fryderyk zagrał Koncert fortepianowy f-moll i Fantazję A-dur na tematy polskie.
W następnych dniach w prasie ukazało się wiele recenzji chwalących kompozytora
i wykonawcę w jednej osobie.
„Gazeta Warszawska”: Wszystkie zalety znamionujące wirtuoza na fortepianie łączy pan Chopin w najwyższym stopniu: moc, biegłość, nade
wszystko czucie stanowią jego główną zaletę, każde uderzenie klawisza
jest u niego wyrazem serca. Publiczność warszawska umiała ocenić rzadki
talent swego rodaka, mającego wkrótce w dalekich krajach być jej zaszczytem i chlubą, rzęsiste oklaski witały i żegnały występującego artystę…”
„Kurier Warszawski”: „Lubownicy muzyki wczoraj w Teatrze Narodowym
nader przyjemnie przepędzili wieczór. Znajdowało się osób 800, co dowodzi, że prawdziwy talent nasza publiczność zwykła nagradzać. Młody wirtuoz zadowolił obecnych; przyznano mu, że należy do rzędu znakomitych
mistrzów. Okrywano zasłużonymi oklaskami wykonanie jego Koncertu…”
„Powszechny Dziennik Krajowy”: „Wykonanie było zupełnie odpowiednie
duchowi kompozycji. Przy zwyciężeniu najtrudniejszego mechanizmu,
przy najświetniejszych pasażach, przy śpiewie najzrozumialszych i najtkliwszych melodii fortepianista nie chciał nigdzie błyszczeć na koszt
całości wrażenia; skromność jego kryła się zawsze, podług potrzeby, za
większą lub mniejszą glorią harmonii. Zdaje się, że gra jego mówiła do
widzów: to nie ja, to muzyka! […] Miło jest także Polakowi przy rozważaniu tak pięknego talentu, może jeniuszu, wspomnieć, że tak w kompozycji, jak w wykonaniu po wielkiej części duch narodowości się przebijał.
Skutkiem podobnej gry było bardzo naturalnie powszechne zachwycenie,
a na niektórych twarzach zadziwienie pochodzące zapewne z uczucia,
że można bez tych monotonnie powtarzanych, na jedną formę ulanych
melodii, bez tych nerwy wstrząsających raptownych uderzeń orkiestry
i bez tych wrzaskliwych zakończeń pewnej muzyki dzisiejszej słuchacza
w zadumienie wprawić”.
80
Anna Filipczak
Fragment plakatu zgłoszonego na konkurs „Fryderyku! Wróć do Warszawy!”
„Kurier Polski”: „Odgłos powszechny prawie od lat niemowlęcych poprzedzał go i zapowiadał w nim talent rzadko na horyzoncie ukazujący się.
Odgłos ten nie powiększył w niczym jego zalet, nie zawiódł wyobrażeń,
jakie sobie niejeden o grze tego artysty kreślił. Chociaż zawsze przewyższał innych, którzy w wieku młodocianym grą swoją publicznie w koncertach dawali się słyszeć, nie poszedł ich śladem, ale czas cały poświęcał
zupełnemu wykończeniu gry, poznaniu tajemnic harmonii i kunsztu. Czekał chwili dojrzenia czucia, fantazji i zupełnego rozwinięcia sztuki, ażeby
za publicznym wystąpieniem zaraz otrzymać niepowszednie miejsce
w rzędzie mistrzów i kompozytorów tego instrumentu”.
W recenzjach pochwały przeplatają się z obawami i troską. Z jednej strony dostrzegano kunszt młodego artysty i przewidywano, że doceni go również publiczność
zagraniczna, z drugiej – obawiano się, czy młodzieniec nie roztrwoni swojego
talentu na wirtuozerskie popisy i podążanie za światowymi modami. A jednak życie
salonowe Fryderyka nie zepsuło, wręcz przeciwnie – wiedział, co jest modne i co
wzbudza aplauz widowni, ale poszedł wbrew łatwym rozwiązaniom własną drogą.
I teraz odbierał za to nagrodę.
82
Anita Jaźwiec
Plakat zgłoszony na konkurs „Fryderyku! Wróć do Warszawy!”
Fryderyk nie był zadowolony z pierwszego koncertu, ale drugi odbył się już po jego
myśli:
„Pierwszy więc koncert, lubo był pełny i od 3-ch dni naprzód ani lóż, ani
krzeseł nie było, nie zrobił na masie wrażenia, jakem ja rozumiał. […]
Dano brawo i w tym przekonaniu, że trzeba mu dać na odchodnym znać,
żeśmy się znudzili. […] Tego wieczora, o ile paradysowi i ci, co w orkiestrze
stali, byli zadowoleni, o tyle parter narzekał na ciche granie – i chciałbym
być u «Kopciuszka», żeby słyszeć debata, jakie się musiały toczyć o moją
osobę. […] Domyśliłem się, gdzie ta energia siedzi, i na drugim koncercie
nie na swoim, ale na wiedeńskim grałem instrumencie. […] Dopiero oklaski,
pochwały, że każda nutka jest jak perełka wybita i że na drugim lepiej grałem jak na pierwszym, i dalej po wywołaniu mię wrzeszczeć o 3-ci koncert”.
W kawiarni „Pod Kopciuszkiem” zbierała się młodzież i dyskutowała nad najnowszymi wydarzeniami kulturalnymi i politycznymi, tu wykluwały się opinie i wydostawały na świat. Opinie na temat występu Fryderyka były aż nadto pochlebne.
Pewnego razu spotkał on na ulicy swojego znajomego, który oznajmił mu, że
wkrótce w prasie opublikowany zostanie jego Sonet do Fryderyka Szopena (Chopin)
grającego koncert na fortepianie Leona Ulricha. Poeta uderzał w natchnioną nutę:
Ach, jakaż to pieśń szczytna serce budzi
I tyle razem uczuć ożywia w mym łonie?
Czuję, jak krew się burzy, oko żarem płonie
I myśl, śród tłumu ludzi, zapomina ludzi.
Fryderyk skomentował ten wiersz z westchnieniem:
„O źle rozumiane przysługi! Znów będą mieli pole szydzenia ci, którym
zawiniłem. […] Już nic nie chcę czytać, co ludzie o mnie piszą, ani słuchać,
co gadają”.
84
Katarzyna Ogonowska
Plakat zgłoszony na konkurs „Fryderyku! Wróć do Warszawy!”
Paweł Mykietyn
uznawany jest za najlepszego polskiego
kompozytora młodego pokolenia.
Urodził się w roku 1971. Zadebiutował w roku 1993, jeszcze jako student kompozycji,
utworem La Strada na festiwalu Warszawska Jesień. Studiował w Akademii Muzycznej w Warszawie, którą ukończył w roku 1997. Swoją błyskotliwą karierę rozpoczął
w bardzo młodym wieku i od początku odnosił liczne sukcesy w kraju i za granicą. Jego
kompozycje były wielokrotnie grane i nagradzane, także poza Polską. Jest klarnecistą,
ma własny zespół – Nonstrom – z którym wykonuje utwory muzyki współczesnej. Jego
pierwszą operę – Ignorant i szaleniec – wystawiono w roku 2001 na deskach Teatru
Wielkiego Opery Narodowej.
W wywiadzie dla „Polityki” Paweł Mykietyn mówił:
Jak zostaje się kompozytorem?
Gdy miałem sześć lat, rodzice kupili mojej siostrze pianino. Od razu zacząłem na nim grać, a pierwsze poznane dźwięki zacząłem składać po swojemu.
Natomiast do szkoły muzycznej poszedłem późno, bo dopiero w wieku 14
lat. Zresztą bardzo się wtedy zdziwiłem, gdyż dowiedziałem się, że nikt
z moich kolegów nie komponuje. Dla mnie było oczywiste, że skoro gram,
to i komponuję.
Jak pracuje kompozytor nad nowym dziełem? Cały czas myśli pan dźwiękami?
Komponuję przez cały czas, myśląc dźwiękami. Samo zapisywanie muzyki,
tworzenie partytury jest etapem ostatecznym. Gdy do niego przystępuję, to
już wiem, co ma się w utworze wydarzyć i kiedy. Ostatnio moim problemem
jest to, że pracuję coraz dłużej.
Gra pan na klarnecie, jest więc pan również wykonawcą.
Dla mnie jako kompozytora zawsze dobrą szkołą było to, że starałem się być
czynnym muzykiem. Zaraz na początku studiów założyłem zespół, który później przyjął nazwę Nonstrom. Graliśmy bardzo dużo różnej muzyki – zarówno
dobrej, jak i źle napisanej. Nauczyło to mnie – kompozytora, jak należy tworzyć muzykę, by nie pisać przeciwko wykonawcy.
Pańscy rówieśnicy grający muzykę pop świetnie radzą sobie na listach przebojów, są
gwiazdami. Nie zazdrości im pan popularności?
Oczywiście, że chciałbym, żeby moje utwory docierały do szerokiego grona
odbiorców. Wbrew obiegowej opinii nie myślę jednak, by to, co robię, było
hermetyczne. Na koncerty muzyki współczesnej, a zwłaszcza na Warszawską
Jesień, przychodzi coraz więcej młodych ludzi zupełnie spoza branży.
0
0
2
j
e
i
n
ź
ó
p
lat
Życie towarzyskie
Życie towarzyskie ówczesnej Warszawy wyglądało tak jak w każdym dużym europejskim mieście. Organizowano w domach i pałacach koncerty, bale, maskarady,
przedstawienia. Chopin uczestniczył w nich od dziecka – był niewątpliwą atrakcją
stolicy już od najmłodszych lat. Józef Sikorski pisał:
„Mieć u siebie Chopina, słyszeć go grającego należało do najwyższej rozkoszy, jakie wówczas Warszawa dać mogła”.

Fryderyk Chopin koncertuje
w salonie księcia Antoniego Radziwiłła
w roku 1829
Uchodził za młodego geniusza, jego sława dotarła wkrótce do najważniejszej osoby
w Warszawie – carskiego namiestnika wielkiego księcia Konstantego. Eustachy
Marylski wspominał, że „co niedziela zajeżdżała po niego kareta w. ks. Konstantego
i już cały dzień bawił w Belwederze z młodym Pawełkiem, synem cesarzewicza”.
Z pewnością niektórzy traktowali go jak pocieszną zabawkę, swoisty dziw natury
– mały chłopiec grał i komponował jak dorosły artysta. Ale państwo Chopinowie
umieli wykorzystać zainteresowanie Fryderykiem do tego, by rozwinąć jego talent
i poznać go z ludźmi, którzy za oglądanie tego talentu gotowi byli płacić.

W październiku roku 1829
Fryderyk gościł w letniej rezydencji
księcia Antoniego Radziwiłła,
gdzie było mu „jak w raju”
Wkrótce młody pianista przestał być tylko zabawką, dziwem natury – doceniono
jego prawdziwy artystyczny talent. Ferenc Liszt zasługę tę przypisywał księżnej
Czetwertyńskiej:
słyszeć go grającego
należało do
najwyższej rozkoszy,
jakie wówczas
Warszawa dać mogła
Józef Sikorski
„Sama uprawiała muzykę, szczerze rozmiłowana w całym jej pięknie. Ona
to niebawem odkryła w młodym chłopcu geniusz twórczy. Dzięki niej też
prawdopodobnie Chopin poznał nieprzeparty urok chwil, kiedy artysta
ma świadomość, że ktoś inny nie tylko słucha jego gry, ale jednocześnie ją
słyszy. Księżna była kobietą jeszcze piękną, która oprócz nieprzeciętnych
zalet charakteru i umysłu posiadała duże walory towarzyskie; salon jej
należał do najświetniejszych i najwykwintniejszych w ówczesnej Warszawie. Chopin spotykał tam nieraz najbardziej dystyngowane damy stolicy:
poznał tam owe piękności, których nieprzeparty wdzięk znany był w całej
Europie – Warszawa bowiem w owym okresie cieszyła się europejską sławą
dzięki blaskowi, wykwintnym manierom i wytworności swej elity towarzyskiej. Za pośrednictwem księżnej Czetwertyńskiej dostąpił zaszczytu
wprowadzenia na salony Księżnej Łowickiej; w domu swej protektorki
zetknął się z hrabiną Zamoyską, księżną Radziwiłłową i księżną Jabłonowską – gwiazdami pierwszej wielkości wśród tylu innych dam, równie
pięknych, aczkolwiek mniej znamienitych”.
89
Osiemnastoletni Fryderyk biegał już od domu do domu, od pałacu do pałacu i zabawiał towarzystwo swoimi improwizacjami. Musiał mieć świadomość, że tak wygląda
życie artysty – trzeba umieć zadziwić i wzruszyć łatwo nudzącą się i chwiejną publiczność – i być na jej usługi. Żale wylewał w listach do przyjaciół:
„Od tygodnia nicem nie napisał ani dla ludzi, ani dla Boga. Latam od Annasza do Kajfasza i dziś jestem u Wincengerodowej na wieczorze, skąd jadę
na drugi do panny Kickiej. Wiesz, jak to wygodnie, kiedy się spać chce,
a tu proszą o improwizacją. Dogódźże wszystkim! – Rzadko zdarzy się
myśl podobna tej, co nieraz rano na Twoim pantalionie tak snadnie weszła
mi pod palce! – Gdzie ruszyć, Leszczyńskiego nędzne instrumenta, bom
ani jednego nie widział, co by się zbliżył głosem do pantalionu twej Siostry
albo do naszych”.

Portrety dziewiętnastoletniego Fryderyka
narysowane przez Elżbietę Radziwiłłównę,
córkę księcia Antoniego Radziwiłła

W Belwederze Fryderyk nie tylko grał
dla rodziny carskiej, ale także bawił się
w ogrodzie z młodym synem wielkiego
księcia Konstantego
Magnackie pałace zapewniały Fryderykowi także pewne schronienie. Książęce fortuny mogły być dla niego wsparciem materialnym, na co po cichu liczył. Z księciem
Antonim Radziwiłłem, w którego myśliwskim pałacu w Antoninie przebywał w roku
1829, łączyło go zamiłowanie do muzyki. Książę sam komponował i grał, dlatego
umiał docenić talent Fryderyka. Jego córki stanowiły dla niego znakomite towarzystwo. Zwierzał się jednak przyjacielowi:
„Ostatni twój list, w którym mi każesz się ucałować, odebrałem w Antoninie u Radziwiłła. Byłem tam tydzień, nie uwierzysz, jak mi u niego dobrze
było. Ostatnią pocztą wróciłem, i to ledwo com się wymówił od dłuższego
pobytu. Co do mojej osoby i chwilowej zabawy, byłbym tam siedział,
dopóki by mnie tam nie wypędzono, ale moje interesa, a szczególniej mój
Koncert, jeszcze nie skończony, a oczekujący z niecierpliwością ukończenia
finału swojego, przynaglił mię do opuszczenia tego raju”.
Gdybym ja by
ła
słoneczkiem
na niebie…
91
Trzeba było opuścić spokojny raj i wyjechać do niepewnego Wiednia i Paryża. Polacy
złaknieni artystów na miarę europejską mogli się mylić w ocenie jego talentu. Wiedział, że w Paryżu nie będzie się stosować wobec niego żadnej taryfy ulgowej. I może
właśnie dlatego postanowił tam pojechać.
Fryderyk odwiedzał także warszawskie kawiarnie, w których zbierała się młodzież,
aby czytać gazety, dyskutować o polityce oraz na temat nowinek w sztuce i literaturze. Miał kilka ulubionych miejsc: „Pod Kopciuszkiem”, „Dziurkę” czy „Honoratkę”.
Tu rodziły się pomysły kolejnych utworów, we wspólnych improwizacjach dojrzewały
przyszłe dzieła.
Z jednej strony kochał to życie, z drugiej – nienawidził go. Pisał:
„Jak za najświętszą rzecz uważam związki towarzyskie z jednej strony, tak
z drugiej utrzymuję, że to diabelski wynalazek”.

W pałacu Radziwiłłowskim Fryderyk dał
swój pierwszy publiczny koncert
92
Anna Kaźmierak
Plakat zgłoszony na konkurs „Fryderyku! Wróć do Warszawy!”
Pożegnalny
występ
Przed kolejnym, zaplanowanym już wyjazdem za granicę Fryderyk chciał dać jeszcze
jeden koncert w Warszawie. Przynajmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, trzeba
było się pożegnać z rodzinnym miastem, po drugie – napisał nowy koncert i chciał
go wypróbować. Fryderyk był z niego wyraźnie zadowolony:
„Już drugi Koncert skończyłem, a jeszcze taki hebes jak przed zaczęciem
poznawania klawiszy. To za bardzo oryginalne, na końcu już nie będę
zdolny się nauczyć. […] Rondo efektowne, Allegro mocne. O przeklęta
miłości własna!”
94
Próby koncertu odbyły się wśród przyjaciół – wszyscy zgodnie twierdzili, że utwór
jest wspaniały. To z pewnością utwierdziło Fryderyka w przekonaniu, że warto
pokazać go światu:
„Po próbie orkiestrowej 2-go Koncertu stanęła decyzja, żeby go publicznie
grać, i w przyszły poniedziałek, to jest 11-go lutego tego miesiąca, wystąpię z nim. Jednak z jednej strony nierad jestem temu, tak z drugiej ciekaw
jestem ogólnego efektu”.
Koncert bardzo się publiczności spodobał, a Chopin był zachwycony odbiorem:
„Wczorajszy koncert udał mi się – pospieszam z tym doniesieniem. Powiadam Aśpanu, żem się wcale a wcale nie bał, grał tak, jak kiedy sam jestem,
i dobrze było. Pełna sala. […] Tą razą dopiero ostatni mazur wzbudził
duże brawo, po którym (zwyczajna facecja) wywołano mnie – ani razu
nie syknięto, a ja miałem czas 4 razy się ukłonić, ale już po ludzku, bo mię
Brandt nauczył ”.
Koncert fortepianowy e-moll należy dziś do żelaznego repertuaru pianistycznego,
a jego główny temat jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych motywów napisanych przez Chopina. Kompozytor był w świetnej formie – egzamin dojrzałości
artysty został zdany pomyślnie.
Na ostatni występ Fryderyka w Warszawie prasa znowu odpowiedziała entuzjastycznie. „Kurier Warszawski” pisał:
„Nader przyjemny był wczorajszy wieczór dla lubowników muzyki; słuchaczów znajdowało się około 700. Nowy Koncert e-moll, skomponowany
i wykonany pierwszy raz publicznie przez JP. Szopena, znawcy uważają za jedno z szczytnych dzieł muzycznych, osobliwie Adadżio i Rondo
powszechne sprawiło zadowolenie. Autor i wirtuoz został powitany rzęsistymi oklaskami, okrywany nimi po każdym solo, a w końcu przywołany”.
Polacy mieli wreszcie swojego geniusza, który mógł się równać z najwybitniejszymi
ówczesnymi kompozytorami i wirtuozami. Chwaląc go, oczekiwano, że nie zawiedzie pokładanych w nim nadziei. Niepodległa Polska nie istniała, potrzebowaliśmy
w świecie takiego ambasadora.
Mirosław Zdrodowski
Fragment plakatu zgłoszonego na konkurs „Fryderyku! Wróć do Warszawy!”
Miłość
Największa miłość Fryderyka w czasach, gdy mieszkał w Warszawie, okryta jest
tajemnicą. Z urywków faktów i wypowiedzi możemy tylko się domyślać, co się
wydarzyło między nim a Konstancją Gładkowską – młodą, świetnie zapowiadającą
się sopranistką. Mieli tyle samo lat. Poznał ją na koncercie talentów szkoły śpiewu.
Była ładną blondynką o niebieskich oczach. Jego listy zawierają tajemnicze stwierdzenia, z których wynika, jak szaleńczo jest zakochany. Do najserdeczniejszego
przyjaciela, Tytusa Woyciechowskiego, pisał 3 października 1829 roku:
„…bo ja już może na nieszczęście mam mój ideał, któremu wiernie, nie
mówiąc z nim, już pół roku służę, który mi się śni, na którego pamiątkę
stanęło Adagio od mojego Koncertu [f-moll], który mi inspirował tego walczyka dziś rano, co Ci posyłam. Uważaj jedno miejsce oznaczone. O tym
nikt nie wie prócz Ciebie”.
Prawdopodobnie miłość ta pozostała niespełniona. Fryderyk podziwiał jej występy,
z pewnością spotykali się i wymieniali listy. To ona zainspirowała go do napisania
kilku utworów. Konstancja miała jego portret i pierścionek, ale wszystkie pamiątki
po swoim kochanku przed śmiercią zniszczyła. Wystąpili wspólnie podczas jego
pożegnalnego koncertu, ona śpiewała mu pieśń pod znaczącym tytułem Och, ileż
łez przez ciebie wylałam.
Możemy się tylko domyślać, co stanęło na przeszkodzie ich uczuciu. Rodzicom Konstancji, a także – być może – jej samej zależało na bogatym kandydacie na męża
z kręgów ziemiaństwa, a nie na artyście, wątłego zdrowia, bez posady, bez nazwiska,
bez pieniędzy. Kariera sopranistki była niepewna – krytyka coraz głośniej zwracała
uwagę na niedostatki jej głosu. Być może oboje przejawiali zbyt małą determinację,
by przeciwstawić się temu, co ich dzieliło. Mimo to w przeddzień wyjazdu Fryderyka
Konstancja wpisała w jego pamiętniku wiersz:
Przykre losu spełniasz zmiany,
ulegać musimy potrzebie.
Pamiętaj niezapomniany,
że w Polsce kochają Ciebie.
Później dodała jeszcze jeden. Wyznanie miłosne wydaje się oczywiste, ledwo zakryte
dla przyzwoitości liczbą mnogą.
Ażeby wieniec sławy w niezwiędły zamienić,
rzucasz lubych przyjaciół i rodzinę drogą.
Mogą Cię obcy lepiej nagrodzić, ocenić,
lecz od nas kochać mocniej pewno Cię nie mogą.

Konstancja Gładkowska na miniaturze
Anny Chamiec z roku 1969
Piotr Węcławik
Plakat wyróżniony w konkursie „Fryderyku! Wróć do Warszawy!”
97
Fryderyk wyjechał, ale długo nie mógł o Konstancji zapomnieć. W listach z tamtych
czasów wyrzuca sobie, że wyrządził jej krzywdę, że może zaszkodzić jej dobremu
imieniu. W Warszawie tymczasem wybuchło powstanie listopadowe, wszelkie kontakty z rodziną i bliskimi były utrudnione. Przestraszony Fryderyk pisał gorączkowe
listy do przyjaciela:
„Czy doprawdy choć trochę zmiany? Czy nie chorowano? Przypuściłbym
łatwo coś podobnego na takim czułym stworzeniu. Czy ci się nie zdawało?
Może przestrach 29-go? Bo niechaj Bóg broni mojej przyczyny. Uspokój, powiedz, że póki sił starczy… że do śmierci… że po śmierci jeszcze
mój popiół będzie się słał pod nogi. Ale to wszystko mało, co byś Ty mógł
powiedzieć… ja napiszę. Już bym był dawno napisał, nie męczyłbym się
tak długo, ale ludzie. Gdyby przypadkiem w cudze ręce wpadło, jej sławie
szkodzić by mogło, więc lepiej Ty bądź moim tłomaczem, mów za mnie…
będę u Rodziców, u Const… Och! włosy sobie wyrywam, kiedy sobie wspomnę, że mogą o mnie zapomnieć…”
Po dwóch latach od wyjazdu Fryderyka Konstancja wyszła za mąż za Józefa Grabowskiego. Wyprowadziła się na wieś, zajęła domem i dziećmi, zmarła w wieku
osiemdziesięciu lat. Nigdy nie wyjawiła, co ich łączyło.
Miłość do Konstancji z pewnością nie była jedynym uczuciem młodego Chopina.
Wielisław we wspomnieniach z dzieciństwa przywołuje obraz Fryderyka flirtującego
z dziewczynami w parku:

Małżeństwo Konstancji Gładkowskiej było
udane. Urodziła pięcioro dzieci i dożyła
sędziwego wieku. Po latach o Fryderyku
mówiła tylko półsłówkami: fantasta,
nerwowy, słabowity…
98
„W początku pięknego lata, wieczorem, kiedy biegałem po ogrodzie w akacjowej alei «Botaniki», zjawiało się kilka młodych panienek, najczęściej pod
dozorem kogoś ze starszych, ale i bez dozoru, za nimi wkrótce przybywał
i Szopen. Zasiadali na ławce. Wyobraźnie przenosiły się prędko w cudowną
krainę marzeń, czarów serdecznych i złudzeń. Fryderykowi jego wyraziste ciemnopiwne oczy zapalały się jakimś niezwykłym ogniem, słyszałem
głośne rozmowy i cichsze westchnienia, to znowu jakby sprzeczki, przekomarzania się, żarciki i śmiechy. […] Na tej ławce aż do 1836 r. widać
było wiersze skreślone ołówkiem; czy ręką Fryderyka – tego nie wiem,
ale pamiętam, że raz zaszedłem go, jak wyrzynał scyzorykiem dwa serca
otoczone cierniem. A może i on sam czasami bywał także i owym ławkowym poetą”.
Młody, utalentowany pianista musiał mieć powodzenie. Jak na romantyka Fryderyk był jednak wyjątkowo dyskretny, jeśli chodzi o sprawy uczuciowe, i nie wiemy,
kim była dziewczyna, z którą przesiadywał w parku.
Diana Karpowicz
Plakat zgłoszony na konkurs „Fryderyku! Wróć do Warszawy!”
Polak
czy Francuz?
Fryderyk urodził się w Polsce, ale po dziś dzień można usłyszeć wątpliwości dotyczące jego pochodzenia. Wszak jego ojcem był Francuz, nosił francuskie nazwisko,
połowę życia spędził we Francji, we Francji umarł. Może więc choć trochę czuł się
Francuzem? Józefa z Wodzińskich Kościelska rozwiewa nasze obawy:
„Dom Chopinów był czysto polski, dzięki pani Chopin, Krzyżanowskiej
z domu. Mikołaj Chopin, choć był Francuzem, jednak po polsku mówił
bardzo poprawnie, nadzwyczaj gramatycznie, choć naturalnie z akcentem francuskim, którego nie zatracił nigdy. Dzieci mówiły w domu po
polsku, a jeśli Mikołaj Chopin rozmawiał z pensjonarzami po francusku, to
dlatego, że mieszkali u niego głównie w celu przyswojenia sobie języka
francuskiego. Poza tym dom był polski zupełnie i nikomu nie śniło się uważać Fryderyka lub jego siostry za przynależących raczej do francuskiej niż
polskiej narodowości. Kwestia ta w domu Chopinów nie istniała zupełnie.
Prócz nazwiska nie miały w sobie dzieci Mikołaja Chopina nic francuskiego,
a co się tyczy Fryderyka, to było to w każdym calu polskie dziecko. Nie
można mu było większej sprawić przykrości, jak kwestionując jego prawa
do tytułu Polaka, a z powodu swego francuskiego nazwiska bolał często,
iż dawało ono wielu osobom, zwłaszcza cudzoziemcom, powód do uważania go za Francuza”.
100
Francuskie nazwisko z pewnością pomogło Fryderykowi w początkach zagranicznej
kariery. Czy nie zdobyłby jednak równie wielkiej sławy, gdyby nosił tak trudne do
wymówienia przez cudzoziemców nazwisko matki?…
Ojciec Fryderyka wiedział, że jeśli chce żyć wśród Polaków, musi uszanować ich tradycje i poczucie narodowej wartości. W ten sposób poniekąd sam stał się Polakiem.
Fryderyk Skarbek pisał w swoich Pamiętnikach:
„Nie był on przejęty ani zasadami przesadzonej wolności republikańskiej,
ani udaną bigoterią emigrantów francuskich, nie był także rojalistą, bałwochwalczą czcią dla tronu i ołtarza przejętym, ale był moralnym i poczciwym
człowiekiem, który, poświęciwszy się wychowaniu młodzieży polskiej, nie
zakładał sobie nigdy tego, aby ją przekształcać na Francuzów i wpajać
w nią zasady we Francji górujące. Szanując Polaków i wdzięczny będąc
ziemi i ludziom, między którymi gościnne znalazł przyjęcie i odpowiedni
sposób utrzymania życia, wypłacał się im szczerze z obowiązku wdzięczności sumiennym kształceniem ich potomków na użytecznych obywateli.
Przez długoletni pobyt swój w kraju naszym, przez stosunki przyjacielskie
z damami polskimi, a głównie przez ożenienie się z Polką, a stąd przez
związki małżeńskie i rodzicielskie stał się rzeczywiście Polakiem i w starości
swej doczekał się tej pociechy, że był powszechnie poważanym, jako zasłużony nauczyciel szkół publicznych, że był kochanym od uczniów swoich
i ich rodziców i że na ostatek miał syna, który głośno i wszędzie mieniąc się
być Polakiem, zjednał ojczyźnie swojej tę chwałę, iż była kolebką jednego
z największych geniuszów muzycznych”.

Banknot z wizerunkiem Fryderyka
Chopina o nominale 5 000 złotych
wprowadzono do obiegu w roku 1982
O polskości Chopina świadczy także jego muzyka, przepojona ludowymi melodiami,
rytmami tańców polskich, zasłyszanymi w dzieciństwie. Wiedzieli to już ludzie
współcześni Fryderykowi. „Kurier Polski” pisał:
„Ziemia, która mu życie dała, ze swoimi śpiewem działała na usposobienie
muzyczne i przebija się niekiedy w utworach tego artysty: niejeden dźwięk
jego tonów wydaje się jakby odbicie szczęśliwe rodowitej naszej harmonii.
Mazur prosty pod jego ręką poddaje się chętnie zmianom i modulacjom,
zachowując właściwy wyraz i akcent. Żeby do wytwornej gry i genialnej
kompozycji łączyć tak piękną prostotę rodzinnego pienia, jak ją sobie
Chopin przyswoił, trzeba mieć odpowiednie czucie, poznać echa naszych
pól i lasów, słyszeć piosnkę wieśniaka polskiego”.
Czy ostatnie życzenie Fryderyka, by jego serce spoczęło w Polsce, nie świadczy
o tym, gdzie była jego ojczyzna?
Na
progu
sławy
„Wszystko, co w nim było wzniosłe, zachwycające, nawet wszystkie jego
dziwactwa, czyniły go duszą wybranych towarzystw, toteż dosłownie z rąk
go sobie wyrywano, gdyż szlachetność jego charakteru, bezinteresowność,
poczucie godności osobistej, jego duma daleka od wszelkiej niesmacznej
próżności i bezczelnej reklamy, dystynkcja i delikatność w obejściu czyniły
z niego przyjaciela równie miłego, jak godnego zaufania”.
Tak pisała o Fryderyku wybitna francuska pisarka George Sand – kobieta, która
dobrze go znała, bo przeżyli wspólnie prawie dziesięć lat.
Fryderyk stał na progu sławy, ale nie był w pełni świadomy czekającej go przyszłości.
O recenzjach, które pojawiały się w prasie po jego występach w Teatrze Narodowym,
z pewnym przekąsem pisał do Tytusa Woyciechowskiego:
„Po moich koncertach sypnęło się mnóstwo recenzji, szczególniej w «Kuryerze Polskim» – jakkolwiek już przesadzonymi tchnęły pochwałami, jednakże jeszcze znieść ich można było. – «Dziennik Urzędowy» także kilka
stronic poświęcił moim panegirykom, ale między innymi w jednym ze
swoich numerów takie głupstwa mimo najlepszej chęci poklicił, żem był
w desperacji od chwili, w której przeczytałem odpowiedź w «Gazecie Polskiej», jak najsprawiedliwiej odejmującej mi to, co tamten z egzageracji
przydał. Trzeba ci wiedzieć, że w tym artykule «Dziennika Urzędowego»
utrzymuje, że jak Mozartem Niemcy, tak Polacy mną się szczycić będą,
nonsens bardzo jasny”.
Takie panegiryki zdaniem Fryderyka ośmieszały go. I choć były pisane w nadmiernej
egzaltacji, to jednak paradoksalnie ich autorzy trafili w sedno. Chwalimy się Chopinem jeszcze bardziej niż Niemcy i Austriacy Mozartem.
…ale dw
al
zaprzyja ata później
źniliśmy
się

Portret Fryderyka z 1833 roku autorstwa
Gottfrieda Engelmanna

George Sand. Fryderyk poznał ją w roku
1826, ale jego pierwsze wrażenie nie było
najlepsze: „Poznałem wielką znakomitość,
panią Sand, ale twarz jej niesympatyczna,
nie podobała mi się: jest w niej coś
odpychającego”
Piotr Anderszewski
urodził się w Warszawie, ale od roku
1990 mieszka za granicą. Zalicza się go do najwybitniejszych współczesnych pianistów.
Urodził się w roku 1969. Pochodzi z węgiersko-polskiej rodziny. Naukę gry na fortepianie rozpoczął w wieku sześciu lat. Studiował w Akademii Muzycznej w Warszawie, ale
jej nie ukończył. Słynie z perfekcjonizmu i artystycznej bezkompromisowości. Nagrał
piętnaście płyt, głównie z muzyką Bacha, Beethovena i Mozarta. Koncertuje w najważniejszych salach koncertowych na świecie z takimi orkiestrami jak Filharmonia Berlińska
czy London Symphony Orchestra. Mieszka w Paryżu i w Lizbonie. W roku 2003 wydał
płytę z utworami Fryderyka Chopina: Ballady, Mazurki, Polonezy.
O muzyce Chopina powiedział:
0
0
2
j
e
i
n
ź
ó
p
lat
„Polskę zawsze ciągnęło ku Zachodowi, szczególnie ku Francji, i choć wydawało się, że to niemożliwe, Chopin zdołał pogodzić słowiański rozmach z francuską elegancją. Umieścił słowiańszczyznę w dobrze skrojonym kostiumie
francuskim”.
„Chopin do mnie przychodzi i ode mnie odchodzi falami. I tak chyba powinno
być, przynajmniej u mnie. To na pewno wynika ze specyfiki Chopina, który
– z małymi wyjątkami w młodości – pisał tylko na fortepian, co stanowi
absolutne kuriozum w historii muzyki. Jego muzyka nabiera dla mnie sensu
w małych dozach. Chopin na co dzień? Jakoś tego nie wytrzymuję, i to w żadnym razie nie jest krytyka. Tworzył tak subtelnie, jest coś tak intymnego
w jego muzyce, że nie można go grać codziennie. Gdyby nawet najlepsze,
najbardziej wyrafinowane danie jadło się codziennie, rychło stanie się niestrawne. Takie rzeczy trzeba sobie zostawiać na specjalne okazje”.
W wywiadzie dla „Polityki” mówił:
Jest pan znany z tego, że unika pan wykonywania utworów Chopina.
U siebie w domu gram go regularnie, ale to są dwie różne rzeczy – grać dla
siebie i komunikować muzykę innym.
Czy fakt, że nie grywa pan Chopina w Polsce, nie jest aby związany z niechęcią do
konfrontacji z polską szkołą wykonywania jego muzyki?
O nienormalności polskiego stosunku do Chopina świadczy chociażby fakt,
że wszyscy mnie tu odpytują, dlaczego go nie wykonuję. A czemu nie pytają
o kogokolwiek innego? Chopin, Chopin i Chopin! Może więc rzeczywiście
nie gram go tu także z przekory. Rzeczywisty powód jest jednak głębszy. To
muzyka tak spontaniczna, tak świeża i delikatna, że gdybym miał ją ćwiczyć,
rozbierać na czynniki pierwsze, czułbym, że ją zabijam. A przyznam szczerze,
że jestem przyzwyczajony do drobiazgowej, precyzyjnej i przemyślanej pracy,
takiej właśnie jak nad muzyką Bacha. Jeśli więc na serio zabiorę się za Chopina,
będę musiał znaleźć jakiś inny sposób.
Wyjazd...
„Najdalej w tydzień po koncercie nie ma mnie w Warszawie. Już kuferek do
drogi kupiony, już cała wyprawa gotowa, partycje pooprawiane, chustki do
nosa obrąbione, spodnie zrobione. – Tylko się żegnać, a to najprzykrzej”.
Tak pisał Fryderyk do swojego przyjaciela Tytusa Woyciechowskiego w liście z października 1830 roku. Ze wspomnień dotyczących wyjazdu Chopina w podróż zagraniczną przebija atmosfera pożegnania jeśli nie na zawsze, to na długi czas. A przecież
wyjeżdżał tylko na dwa lata! Nie planował osiąść za granicą na stałe. I w każdej
chwili mógł wrócić. Może to perspektywa, z której pisano wspomnienia, sprawiła,
że mamy wrażenie uroczystego, ostatecznego pożegnania, a może każdy w głębi
duszy wiedział, że Fryderyk już do Warszawy nie wróci. Może nikt nie miał wątpliwości, że odniesie sukces – przecież był mu pisany od dziecka…
„Nadchodzi czas wyjazdu Chopina za granicę. Najbliżsi przyjaciele serdecznie umyślili wyprawić mu obiad pożegnalny. Ja i Dominik Magnuszewski
byliśmy gospodarzami. Prócz kolegów zaproszeni zostali: ojciec Fryderyka
– Mikołaj, starzec poważny, przeszło 70 lat liczący [w rzeczywistości miał
wówczas 59 lat] i doktor Ludwik Köller, przyjaciel domu Chopinów, który
niedawno powrócił z Paryża, gdzie przebywał dla ukończenia studiów
medycznych. Z kolegów: Gaszyński Konstanty, Fontana (bardzo biegle
grający na fortepianie), Woyciechowski Tytus, Chełmicki Wiktor i dobór
kolegów Chopina i naszych […]. Obiad odbył się przy ul. Dzielnej w mieszkaniu moich rodziców, którzy podówczas bawili na wsi. […] rozpoczęły się
przemówienia i toasty różne. Pierwszy zabrał głos dr Köller i w imieniu
Warszawy życzył Chopinowi nie tylko powodzenia i sławy za granicą, lecz
również, żeby nigdy nie wykreślił z pamięci Ojczyzny i przyjaciół, których
opuszcza. Przemawiali inni w tej samej myśli i duchu, gorąco i serdecznie. Kiedyśmy wstali od stołu i przeszli do salonu, zasiadł do fortepianu
Julian Fontana, a grając prześliczne mazury i dzielne «wyrwasy», pobudził
wszystkich do śpiewu. Zapanowała ogólna wesołość. Zaczęły się improwizacje i wiersze sypały się, jak to mówią, jak z worka.
Prym w tym trzymał Magnuszewski i Gaszyński, czym zachęcony Chopin
zasiadł do fortepianu i wtedy spod jego palców tyle popłynęło cudownych
narodowych melodii, żeśmy chwilami ze drżeniem serca a łzami w oczach
słuchali”.

Fryderyk Chopin – portret z 1831 roku
106
Tak wspominano dzień wyjazdu Fryderyka. Odjechał wczesnym rankiem sprzed
budynku Poczty Saskiej na Krakowskim Przedmieściu. Przyjaciele odprowadzili
dyliżans do rogatek miasta. Wielu z nich widziało go po raz ostatni w życiu.
Również gazety donosiły o wyjeździe Fryderyka za granicę. Stał się osobą publiczną,
pokładano w nim wielkie nadzieje, wierzono, że tak jak zauroczył warszawiaków, tak
samo uwiedzie mieszkańców Wiednia, Berlina czy Paryża. To były stolice ówczesnego kulturalnego świata. Zdobyć słuchaczy w Paryżu znaczyło zdobyć światową
sławę. „Kurier Warszawski” 3 listopada 1830 roku pisał:
„Nasz rodak, wirtuoz i kompozytor muzyczny Fryderyk Szopen (Chopin),
wczoraj wyjechał z Warszawy dla zwiedzenia obcych krajów. […] Liczni
przyjaciele tego artysty, na których czele znajdował się rektor Elsner,
odprowadzili go do Woli, gdzie przy pożegnaniu uczniowie Szkoły Muzyki
wykonali śpiew następujący:
Zrodzony w polskiej krainie,
Niech twój talent wszędzie słynie.
A gdy będziesz nad Dunajem,
Spreją, Tybrem lub Sekwaną,
Niechaj polskim obyczajem
Ogłaszanymi zostaną
Przez twe zajmujące tony,
Co umila nasze strony,
Mazur i krakowiak luby.
Stąd szukaj zaszczytu, chluby,
Nagrody talentu, trudów,
Że głosząc pieśń naszych ludów
Jako ich współziomek prawy
Przydasz wieniec do ich sławy.
Chór
Choć opuszczasz nasze kraje,
Lecz serce twoje wśród nas zostaje,
Pamięć twego talentu istnieć w nas będzie.
Życzymy ci serdecznie pomyślności wszędzie.”
Autor tego wiersza nie był na pewno dobrym poetą, ale okazał się poniekąd wieszczem. Fryderyk zamierzał odwiedzić najważniejsze centra kulturalne ówczesnego
świata – w Niemczech, w Austrii, we Włoszech, ale przede wszystkim we Francji. Nie
miał konkretnego planu, a przynajmniej nikomu o takich planach nie mówił. Swój
talent mógł jednak rozwijać tylko tam, gdzie biło serce współczesnej muzyki. Skąd
więc to złowrogie przeczucie, zawarte w liście poprzedzającym wyjazd:
„…myślę, że wyjeżdżam po to, żebym na zawsze zapomniał o domu; myślę,
że jadę umrzeć – jak to przykro musi być umierać gdzie indziej, nie tam,
gdzie się żyło”.
Być może tylko smutek spowodowany wyjazdem i rozłąką z najbliższymi dyktował mu takie słowa, ale niestety stały się one prorocze. Fryderyk do Warszawy nie
wrócił. Wkrótce po jego wyjeździe wybuchło w Warszawie powstanie listopadowe,
potem nasz kraj dotknęły popowstaniowe represje. Wielu jego przyjaciół musiało
wyemigrować i spotkali się w Paryżu, kiedy Fryderyk święcił już tryumfy jako
pianista i kompozytor. W Paryżu przeżył większość lat spędzonych na emigracji.
Umarł we Francji, do Polski wróciło tylko jego serce. Wmurowano je w kolumnę
kościoła Świętego Krzyża w Warszawie, gdzie spoczywa aż do dziś.

Fryderyk opuścił Polskę 2 listopada 1830
roku. Cztery tygodnie później w stolicy
wybuchło powstanie…
Galeria
plakatu AMS
Z pomnika na plakat
Chopin zszedł z pomnika i wmieszał się w tłum warszawiaków. Nie widzimy w nim
nieprzystępnego geniusza, tylko młodego utalentowanego człowieka, jednego z nas.
Nie siedzi pod wierzbą wsłuchany w ludowe pieśni, tylko ze słuchawkami na uszach
idzie ulicami Warszawy. Spoglądamy na niego z sympatią i humorem, bez nabożnego
dystansu. Widzimy go w ruchu i w kolorze, przez pryzmat współczesności. Chopin
z plakatu jest żywy.
Konkurs pod hasłem „Fryderyku! Wróć do Warszawy!” miał pokazać, w jaki sposób
młodzi ludzie postrzegają Fryderyka Chopina, jego muzykę oraz więź z rodzinnym
miastem – Warszawą. My, widzowie, odbiorcy, postrzegamy go tak samo jak artyści,
ponieważ plakat jest najbardziej masową ze sztuk. Plakat mówi językiem widza, musi
trafiać do jego wyobraźni, spełniać jego oczekiwania – a przy tym go zaskakiwać.
Autorzy plakatów, umieszczając Fryderyka Chopina w scenerii współczesnej Warszawy, zarysowali dyskretną analogię między życiem utalentowanego młodego
człowieka wówczas i dziś, podkreślili podobieństwo pomiędzy dwiema epokami.
Warszawa jest miastem, które umożliwia dobry start w dorosłe życie, pomaga rozwinąć skrzydła. To nie tylko miasto doświadczone przez historię – to również miasto
bogate kulturowo, cieszące się długą tradycją artystyczną, a ponadto serce Polski. Fryderyk Chopin poprosił na łożu śmierci, by zawieźć jego serce do Warszawy.
Dlatego serce było jednym z głównych motywów wykorzystanych przez uczestników konkursu.
Plakat jest sztuką skrótu, czytelnego, mocnego symbolu, wyrazistej formy. Artyści
szukali symboli, które jednoznacznie wskazywałyby na Warszawę, muzykę, Chopina.
Takim symbolem okazała się przede wszystkim twarz Fryderyka Chopina, często
ograniczona do jego charakterystycznego profilu z pokaźnym nosem. Takimi symbolami są również najważniejsze warszawskie zabytki – Kolumna Zygmunta, Pałac
Kultury i Nauki czy Zamek Królewski. Uczestnicy konkursu równie chętnie sięgali
po motywy muzyczne – fortepian, nuty, klawiaturę, słuchawki, płyty, a także przywoływali postać warszawskiej Syrenki. Zabawa tymi popularnymi, ogólnie rozpoznawalnymi motywami była z reguły i dowcipna, i pomysłowa, co dawało świetne
i zaskakujące efekty.
Młodzi twórcy plakatu nie przestraszyli się trudnego tematu. Bogactwo pomysłów
i technik artystycznych, a także poziom wykonania pozwalają stwierdzić, że tę edycję
Galerii Plakatu możemy zaliczyć do najbardziej udanych. Być może niektórzy z nas,
widząc nagrodzone plakaty w przestrzeni miasta, powiedzą: Fryderyku! Wróciłeś…
Chopin:
od małego
wielki
warszawiak
Agnieszka Strzęp
Hasło pracy zgłoszonej na konkurs
„Fryderyku! Wróć do Warszawy!”
Spis ilustracji: s. 9: Anonim, Fryderyk Chopin, olej na płótnie, kopia obrazu olejnego Ary’ego Scheffera z ok. 1838. Zbiory Muzeum Fryderyka Chopina (dalej MFC)
w Narodowym Instytucie Fryderyka Chopina (dalej NIFC), własność Towarzystwa imienia Fryderyka Chopina (dalej TiFC), M/270. s. 12–13: Metryka chrztu Fryderyka
Chopina w języku łacińskim z datą 23 kwietnia 1810 roku. Oryginał księgi przekazany do Archiwum Diecezjalnego w Łowiczu. s. 14: G. Roeber, Kościół św. Rocha
w Brochowie, drzeworyt wg rysunku Wojciecha Gersona. Zbiory MFC w NIFC, własność TiFC, F/32. s. 15: Alojzy Misierowicz, Dworek Skarbków w Żelazowej Woli, litografia
wg rysunku Napoleona Ordy, 1881. Zbiory MFC w NIFC, własność TiFC, M/1077. Adolf Piwarski, Fryderyk Skarbek, 1837. Zbiory Biblioteki Narodowej. s. 16: Jan Zamoyski,
Justyna z Krzyżanowskich Chopinowa, olej na płótnie, 1969, rekonstrukcja zaginionego obrazu olejnego Ambrożego Mieroszewskiego z 1829. Zbiory MFC w NIFC,
własność TiFC, M/1180. s. 17: Jan Zamoyski, Mikołaj Chopin, olej na płótnie, 1969, rekonstrukcja zaginionego obrazu olejnego Ambrożego Mieroszewskiego z 1829.
Zbiory MFC w NIFC, własność TiFC, M/1179. s. 18: Anonim, Emilia Chopin, miniatura na kości słoniowej, akwarela i gwasz, ok. 1826–1827. Zbiory MFC w NIFC, własność
TiFC, M/34. s. 20: Ambroży Mieroszewski, Fryderyk Chopin, olej na płótnie, 1829, reprodukcja zaginionego oryginału. Jan Zamoyski, Izabela z Chopinów Barcińska, olej
na płótnie, 1969, rekonstrukcja zaginionego obrazu olejnego Ambrożego Mieroszewskiego z 1829. Zbiory MFC w NIFC, własność TiFC, M/1182. Jan Zamoyski, Ludwika
z Chopinów Jędrzejewiczowa, olej na płótnie, 1969, rekonstrukcja zaginionego obrazu olejnego Ambrożego Mieroszewskiego z 1829. Zbiory MFC w NIFC, własność
TiFC, M/1181. s. 22: Fryderyk Krzysztof Dietrich, Widok Krakowskiego Przedmieścia w stronę Nowego Światu w Warszawie, akwatinta, 1830. Zbiory MFC w NIFC, własność
TiFC, M/1117. Salon Chopinów w pałacu Czapskich/Krasińskich w Warszawie, szkic piórkiem Antoniego Kolberga, 1832, w: Leopold Binental, Chopin. W 120-tą rocznicę
urodzin. Dokumenty i pamiątki, Warszawa 1930. s. 23: Pałac Saski w Warszawie, litografia kolorowana L. Schmidtnera z albumu rysunków architektonicznych. Zbiory
Biblioteki Narodowej w Warszawie. s. 24: Nicolas Chalmandrier, plan Warszawy z widokami najsłynniejszych budowli, miedzioryt wg Rizziego Zannoniego, 1772. Zbiory
MFC w NIFC, własność TiFC, M/615. s. 29: Kopia odlewu lewej ręki Fryderyka Chopina wg Jeana-Baptiste’a Clésingera z października 1849, wykonana z oryginału
przechowywanego w Muzeum Książąt Czartoryskich w Krakowie, brąz patynowany. Zbiory MFC w NIFC, własność TiFC, M/1838. s. 32: Fryderyk Chopin, powinszowanie
dla matki w dniu imienin z 16 czerwca 1817. Zbiory MFC w NIFC, własność TiFC, M/6. s. 33: Bernard Romain Julien, Honoré de Balzac, litografia, XIX w. Zbiory MFC
w NIFC, własność TiFC, M/996. s. 37: Autografy listów Fryderyka Chopina do rodziny w Warszawie, tzw. Kuryer Szafarski, Szafarnia, 16 sierpnia 1824, 27 sierpnia 1824,
31 sierpnia 1824, 3 września 1824. Zbiory MFC w NIFC, własność TiFC, M/8, M/9, M/10, M/11. s. 38: Kościół św. Trójcy w Gdańsku, w głębi panorama Głównego Miasta.
Zbiory prywatne. s. 39: Panorama Płocka, akwarela Napoleona Ordy. Zbiory Biblioteki Narodowej w Warszawie. s. 40: Fryderyk Chopin, pejzaż z mostkiem, rysunek
kredką na papierze, przed 1830. Zbiory MFC w NIFC, własność TiFC, M/334. Fryderyk Chopin, studium drzewa, kwiatów i kielicha, rysunek ołówkiem, po 1832. Zbiory
MFC w NIFC, własność TiFC, M/464. s. 41: Fryderyk Chopin, portret Samuela Bogumiła Lindego. Własność Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu. s. 42: Fryderyk
Chopin, karykatura: głowa mężczyzny w prawym profilu, rysunek ołówkiem, 1839. Oryginał w zbiorach The Robert Owen Lehmann Foundation, Washington. Fryderyk
Chopin, karykatura: postać mężczyzny w lewym profilu, rysunek ołówkiem, 1839, reprodukcja oryginału zaginionego w roku 1939. s. 45: Aleksander Kokular, Portret
Marii Szymanowskiej, olej na płótnie, ok. 1925. Własność Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie. s. 46: Henrietta Sontag, anonimowa litografia, 1. poł.
XIX w. Zbiory Biblioteki Narodowej w Warszawie. s. 47: Anonim, Józef Elsner, olej na płótnie, ok. 1805. Zbiory MFC w NIFC, własność TiFC, M/227. M. Gauci, Niccolò
Paganini, litografia, XIX w., reprodukcja fotograficzna oryginału z dawnych zbiorów Bronisława Edwarda Sydowa. Zbiory Fototeki NIFC, sygn. F.3440. s. 48: Johann
Nepomuk Hummel, anonimowa litografia wg rysunku Carla Heinricha Grünlera, 2. poł. XIX w. Zbiory MFC w NIFC, własność TiFC, M/1171. Ambroży Mieroszewski,
Wojciech Żywny, olej na płótnie, 1829, reprodukcja zaginionego oryginału. s. 52: Emile Lassalle, pałac Kazimierzowski, czyli Liceum Warszawskie, litografia dwubarwna
wg rysunku Jana Feliks. Piwarskiego, 1824. Zbiory MFC w NIFC, własność TiFC, M/1138. Jan Zamoyski, Fryderyk Chopin, olej na płótnie, 1969, rekonstrukcja zaginionego
obrazu olejnego Ambrożego Mieroszewskiego z 1829. Zbiory MFC w NIFC, własność TiFC, M/1185. s. 53: Jadwiga Neugbauer, kościół Wizytek na Krakowskim Przedmieściu
w Warszawie, 1975, kopia akwareli Zygmunta Vogla z 1785. Zbiory MFC w NIFC, własność TiFC, F/29. s. 55: Bernardo Belotto (Canaletto), Prospekt placu przed XX.
Bernardynami w Warszawie..., akwaforta wg własnego obrazu olejnego, 1771. Zbiory MFC w NIFC, własność TiFC, M/2233. s. 56: Jan Matuszyński, anonimowa akwarela,
reprodukcja w: Leopold Binental, Chopin, Paryż 1934. s. 57: Tytus Woyciechowski, anonimowa fotografia. Zbiory Biblioteki Narodowej w Warszawie.s. 58: Panorama
Wrocławia od strony Odry. Zbiory prywatne. s. 59: Złoty zegarek kieszonkowy, wręczony Fryderykowi Chopinowi w roku 1820 przez włoską śpiewaczkę Angelicę Catalani.
Zbiory MFC w NIFC, własność TiFC, M/29. s. 60: Marie-François-Claude Dien, Angelica Catalani, miedzioryt wg obrazu Jeana-Baptiste’a Singry’ego, początek XIX w.
Zbiory MFC w NIFC, własność TiFC, M/1125. s. 64: Fryderyk Chopin, Mazurek E-dur, op. 6, nr 3, 1830, pierwsza s. autografu w albumie osoby o nieustalonej tożsamości.
Zbiory MFC w NIFC, MC/50. s. 65: Fryderyk Chopin, Polonez g-moll, karta tytułowa pierwodruku, 1817. Zbiory MFC w NIFC, własność TiFC, M/375. s. 68: Berlin, Opera
Królewska, litografia Carla Ludwiga Frommla wg rysunku Jana Henryka Hintzego. Zbiory Biblioteki Narodowej w Warszawie. s. 70–71: Hofburg w Wiedniu, staloryt
niesygnowany, XIX w. Zbiory MFC w NIFC, własność TiFC, M/3008. s. 75: Waage, archikatedra św. Stefana w Wiedniu, litografia dwubarwna wg dagerotypu, po 1840.
Zbiory MFC w NIFC, własność TiFC, M/3007. s. 77: Panorama Drezna od strony Łaby. Zbiory prywatne. s. 79: Nasi, widok placu Krasińskich w Warszawie, staloryt
kolorowany wg rysunku Fryderyka Krzysztofa Dietricha. Zbiory MFC w NIFC, własność TiFC, M/1258. s. 80: Budynek Teatru Narodowego w Warszawie, przed 1835,
reprodukcja w: Augus. Sokołowski, Dzieje porozbiorowe Narodu Polskiego ilustrowane, t. II, Warszawa [b. d.], s. 13. s. 88: Friedrich Augus. Tittel, Antonin, akwaforta
kolorowana, 1828, zbiory MFC w NIFC, własność TiFC, M/666. s. 89: Rudolf Schuster, Fryderyk Chopin w salonie księcia Antoniego Radziwiłła, fotograwiura według
obrazu olejnego Henryka Siemiradzkiego, 1887. Zbiory MFC w NIFC, własność TiFC, M/1004. s. 90: Eliza Radziwiłłówna, Fryderyk Chopin, rysunek ołówkiem, 1829.
Zbiory MFC w NIFC, własność TiFC, M/230. Fryderyk Krzysztof Dietrich, Belweder w Warszawie, litografia, 1. poł. XIX w. Zbiory MFC w NIFC, własność TiFC, M/1119.
s. 91: Eliza Radziwiłłówna, Fryderyk Chopin przy fortepianie, rysunek ołówkiem, 1826. Zbiory MFC w NIFC, własność TiFC, M/230. s. 92: Pałac Radziwiłłowski w Warszawie,
litografia F. Dietricha. Zbiory Biblioteki Narodowej w Warszawie. s. 97: Anna Chamiec, Konstancja Gładkowska, miniatura, akwarela i gwasz, 1969. Zbiory MFC w NIFC,
własność TiFC, M/1140. s. 98: Wojciech Gerson (?), Konstancja Gładkowska, poł. XIX w., reprodukcja fotograficzna portretu. Zbiory Fototeki NIFC, sygn. F.2729. s. 101:
Banknot z wizerunkiem Fryderyka Chopina o nominale 5000 złotych z roku 1988. s. 103: Gottfried Engelmann, Fryderyk Chopin, wg portretu litografowanego przez
Vignerona w roku 1833, w: „Tygodnik Ilustrowany” z 2 (14) listopada 1896. Narcisse-Edmond-Joseph Desmadryl, George Sand, 1839, mezzotinta wg portretu Auguste’a
Charpentiera z roku 1838. Zbiory MFC w NIFC, własność TiFC, M/2094. s. 107: Anonim (szkoła Waldmüllera), Fryderyk Chopin, kredki, pastel, farby kryjące, 1831. Zbiory
MFC w NIFC, własność TiFC, M/1457. s. 108: Revolution in Warschau am 30ten Nov. 1830, w: Die Russischen Garden werden von den Rebellen aus der Stadt vertrieben und
mehr denn 6 Tausend Menchen in einer Nacht ermordet. Zbiory Biblioteki Narodowej w Warszawie. wyklejka: „Gazeta Warszawska” z 18 marca 1830, „Kurier Warszawski”
z 18 marca 1830, „Kurier Warszawski” z 23 grudnia 1829, „Powszechny Dziennik Krajowy” z 19 marca 1830. Wykorzystano książki: Chopin, opracował Władysław Dulęba,
Polskie Wydawnictwo Muzyczne, Kraków 1975. Adam Czartkowski, Zofia Jeżewska, Fryderyk Chopin, PIW, Warszawa 1981. Janus. Ekiert, Fryderyk Chopin. Biografia
ilustrowana, Muza, Warszawa 2009. Korespondencja Fryderyka Chopina, zebrał i opracował Bronisław Edward Sydow, t. I, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa
1955. Mieczysław Tomaszewski, Chopin. Człowiek, dzieło, rezonans. Wydawnictwo Podsiedlik-Raniowski i Spółka, Poznań [b. d.].
Podziękowania dla Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina
za pomoc w przygotowaniu książki.
ilustracje wykonane w ramach zajęć w pracowni projektowania graficznego
warsztat dizajnu Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku
Lucyna Kolendo – s. 2
Rafał Stempczyński – s. 10 (góra), 48, 67, 76, 78, 102
Agata Knajdek – s. 10 (dół)
Adriana Olszewska – s. 82
Dagna Majewska – s. 100
Adam Ignaciuk – s. 111
fotografie fortepianu
Zbigniew Treppa
tekst i redakcja
Piotr Sitkiewicz
korekta
Daria Majewska
kwerenda ilustracji
Alicja Dobrzyńska / Pracownia
Natalia Michałowska / Pracownia
projekt graficzny i typograficzny
Anita Wasik / Pracownia
dyrektor artystyczny
Janusz Górski
© Pracownia
ISBN 978-83-89945-44-0
wydano na zlecenie Miasta Stołecznego Warszawy

Podobne dokumenty