tutaj - Życie Olsztyna

Komentarze

Transkrypt

tutaj - Życie Olsztyna
REKLAMA
nr 21 (168) 2015 ISSN 1734-7076
NOWE
Życie
REKLAMA
(2.11-16.11. 2015)
BEZPŁATNY Dwutygodnik
REKLAMA
NAKŁAD 25 000
Olsztyna
REKLAMA
2
z olsztyna
“Nowe Życie Olsztyna” nr 21 (168) 2015
Włosi zaprojektują nową
ul. Sybiraków i wiadukt
Dokumentacja ma uwzględnić możliwość uruchomienia linii tramwajowej. Nawierzchnia alei Sybiraków jest w fatalnym
stanie. Wzdłuż całego odcinka brakuje ścieżek rowerowych
oraz parkingu, który by obsługiwał wiele sąsiadujących placówek. Wiele do życzenia pozostawia również wygląd zieleni. To
ma się zmienić. Pierwszym krokiem było znalezienie wykonawcy dokumentacji projektowej. W ratuszu podpisano umowę
z wybraną firmą. To włoskie biuro Technital z Mediolanu.
– Wartość zamówienia to ponad 820 tys. zł. Przedmiotem zamówienia jest opracowanie dokumentacji przebudowy al. Sybiraków i wiaduktu w ciągu ul. Limanowskiego. W obu przypadkach celem jest podniesienie ich nośności – mówi prezydent
Olsztyna Piotr Grzymowicz.
Dodatkowo na al. Sybiraków w planach ratusza jest wymiana nawierzchni, dojdzie budowa buspasów po obu stronach jezdni. Z planowanej przebudowy na pewno ucieszą się
rowerzyści, bo projekt zakłada budowę nowych tras dla cyklistów. Znajdzie się miejsce na parkingu na kilkaset miejsc postojowych. Jego lokalizacja to okolice skrzyżowania z ul. Rataja.
– Projekt powinien uwzględnić również możliwość uruchomienia linii tramwajowej – zapowiada prezydent Grzymowicz.
Umowa na wykonanie dokumentacji dotyczy również przebudowy wiaduktu w ciągu ul. Limanowskiego. Obecnie konstrukcja ta przystosowana jest do obciążeń sięgających 30 ton,
w planach jest podniesienie tego poziomu do 50 ton. Również
w tym przypadku znajdzie się miejsce na buspasy, wiadukt dostosowany ma zostać także do ustawienia trakcji tramwajowej.
Nicolo Rundo, przedstawiciel firmy Technital, przyznał, że
terminy wykonania dokumentacji – do 15 czerwca 2016 roku
– są napięte. – Ale jestem przekonany, że uda nam się wszystko
zrealizować w założonym czasie – stwierdził Rundo.
Północna obwodnica.
Jest porozumienie
Podpisano porozumienie między Urzędem Miasta a Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad. Na jego mocy Olsztyn przygotuje i sfinansuje dokumentację przebiegu wariantów
północnej obwodnicy. GDDKiA będzie odpowiadać za przekazanie planów terenu niezbędnych do budowy przyszłej drogi.
Miasto zobowiązało się przeprowadzić przetarg na wybór
wykonawcy dokumentacji, zawarcia z nim umowy, a następnie
nadzoru i w konsekwencji rozliczenia prac. GDDKiA z kolei zobowiązało się współpracować przy przygotowaniu materiałów
do przetargu, przekazania materiałów archiwalnych dotyczących północno-wschodniej obwodnicy miasta oraz współpracy merytorycznej.
Przypomnijmy, że jest to już drugie podejście do północnej obwodnicy Olsztyna. Pierwotne plany dotyczyły budowy
tej drogi od wschodu. Jednak w 2012 roku sąd uchylił decyzję
środowiskową, gdyż swój sprzeciw wyrażali mieszkańcy gminy Dywity. Tym razem ratusz proponuje budowę obwodnicy
od strony zachodniej.
Rozebrali tory, bo
budują wjazd do sklepu
Mieszkańcy Olsztyna, którzy codziennie przejeżdżali al. Sikorskiego na wysokości sadów, z pewnością byli zdziwieni, gdy
robotnicy zaczęli zdejmować tory i rozbierać całą podbudowę
pod torami. Można rzeczywiście było pomyśleć, że to kolejny
absurd na miarę przejścia dla pieszych do nikąd, na wysokości salonu Hondy.
Gotowe – zdawałoby się – tory drogowcy tak po prostu wycięli i to na chwilę przed oddaniem całej inwestycji do użytku. Na szczęście to nie była ani pomyłka, ani fuszerka. Andrzej
Karwowski, odpowiedzialny za projekt tramwajowy, wyjaśnił,
że wykopy są powiązane z budową wjazdu do przyszłego zagłębia handlowego. Powstać tam ma market budowlany Leroy
Merlin, który kupił ziemię od Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego za kwotę przekraczającą 31 mln złotych. Transakcja została sfinalizowana przed paroma dniami, stąd ta pospieszna
rozbiórka torów.
Pojawił się bowiem problem z dojazdem na teren marketu. Dlatego też wszystkie strony uczestniczące przy podpisaniu
umowy jednomyślnie stwierdziły, że tory lepiej rozebrać teraz i
wybudować wjazd, gdy tramwaje jeszcze nie kursują, niż zrobić
to później. Miasto nie będzie płacić za tę inwestycję.
Wspomnieliśmy o „zagłębiu handlowym”, gdyż market Leroy Merlin nie będzie jedynym obiektem na tym terenie. Oprócz
niego powstać ma sklep sportowy sieci Decathlon oraz meblowy Agata Meble.
Inwestycja warta blisko
160 mln zł otwarta
To nowoczesny Zakład Utylizacji Odpadów Komunalnych
przy ul. Lubelskiej. To sposób na rozwiązanie śmieciowych problemów Olsztyna i kilkudziesięciu gmin.
Zakład to jedna z największych miejskich inwestycji ostatnich lat. Zaczęła się ponad rok temu. Obiekt zajmuje około
4,5 hektara. Wybudowany został w sąsiedztwie drogi wylotowej z Olsztyna w kierunku Mrągowa. Właśnie został oficjalnie otwarty.
– To, co dziś zaprezentujemy, jest efektem współpracy z 36
samorządami. Będzie godne tego, by pokazać, że Polska niekoniecznie jest w ruinie – powiedział w trakcie czwartkowej uroczystości Adam Sierzputowski, prezes Zakładu Gospodarki
Odpadami Komunalnymi, przy którym działa ZUOK.
W olsztyńskim zakładzie wykorzystywana jest niemiecka technologia. Polega na suszeniu w wysokiej temperaturze
śmieci zgromadzonych w kilkunastu silosach. Po wysuszeniu
zaczyna się ich mechaniczna obróbka, następnie odzyskiwanie
surowców wtórnych. Ostatnim etapem jest oddzielanie elementów, które można spalić. To droga, w trakcie której powstaje
docelowo ekologiczne paliwo. Można je spalać, a powstałe w
ten sposób ciepło wykorzystywać do ogrzewania mieszkań. Ze
wstępnych szacunków wynika, że takie paliwo będzie stanowiło niemal połowę śmieci, które będą trafiać do zakładu przy
ul. Lubelskiej. Ma być ono wykorzystywane w elektrociepłowni, której budowę planuje Miejskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej.
Przypomnijmy, że problemy śmieciowe Olsztyna rozpoczęły się pod koniec lat 90., kiedy mieszkańcy podolsztyńskich Łęgajn doprowadzili do zamknięcia działającego tam wysypiska.
– Cel, jaki sobie postawiliśmy, został osiągnięty. To budowa
zakładu, który rozwiąże nasze problemy śmieciowe – stwierdził
prezydent Olsztyna Piotr Grzymowicz.
Michelin kupił
grunty od miasta
za duże miliony
Wartość transakcji to blisko 50 mln zł. – Na pewno nie przejemy tych pieniędzy. Przeznaczymy je na inwestycje – zapewnił
prezydent Piotr Grzymowicz.
Chodzi o ponad 80 hektarów gruntów, które koncern Michelin dzierżawi od miasta od 2005 roku. Znajdują się przy
ul. Towarowej i Sprzętowej. Okres podpisanej wówczas umowy to 99 lat. Zgodnie z jej zapisami do 2015 roku Michelin miał
płacić preferencyjną stawkę w wysokości 10 gr miesięcznie za
metr kwadratowy.
Po dziesięciu latach umowę można było renegocjować.
W tym celu Rada Miasta musiała podjąć odpowiednią uchwałę. Jej brak oznaczałby, że przez kolejne 89 lat francuski koncern oponiarski mógłby dzierżawić grunty po tej samej preferencyjnej stawce.
Niewiele brakowało, a ratusz by przegapił ten fakt. By do tego nie dopuścić, prezydent miasta zwołał nadzwyczajną sesję,
by radni mogli podjąć uchwałę, która umożliwiłaby przystąpienie do renegocjacji umowy. Zakończyły się one podpisaniem
aktu notarialnego. Zakłada on sprzedaż tej nieruchomości dla
Michelin. Transakcja jest warta blisko 50 mln zł.
– Transakcja ta utwierdza nas w przekonaniu, że Michelin
rzeczywiście postawił na Olsztyn. Na pewno tych pieniędzy nie
przejemy. Zostaną one przeznaczone na inwestycje – mówi prezydent Piotr Grzymowicz.
Ze strony Michelin akt notarialny podpisał m.in. Jarosław
Michalak, dyrektor olsztyńskiej fabryki francuskiego koncernu.
– Na dzierżawionych do niedawna gruntach działają Centrum
Logistyczne oraz Zakład Produkcji Mieszanek. Zatrudnienie
w nich znalazło 1,5 tys. osób – mówi. – Kupno tego terenu jest
sygnałem czegoś trwałego. Potwierdza strategiczne znaczenie
naszej fabryki w grupie Michelin.
Więcej na
www.zycieolsztyna.pl
NOWE
Życie
Wydawca: Agencja Reklamowo-Wydawnicza
INNA PERSPEKTYWA” Paweł Lik,
“
redaktor naczelny: Leszek Lik, [email protected];
redaktor wydania bezpłatnego: Paweł Lik,
dziennikarze: Andrzej Zb. Brzozowski, Cezary Kapłon, Jacek Panas, Jerzy Pantak,
Mirosław Rogalski, Mariusz Wadas;
Okładka: materiał powierzony;
Biuro promocji i reklamy: tel. 505 129 273;
(r) – materiał reklamowy lub powierzony, ar- archiwum redakcji.
Redakcja nie odpowiada za treœæ i formê powierzonych materia³ów, zastrzega sobie
prawo adiustacji powierzonych tekstów. Druk: Edytor Sp. z o.o.
Olsztyna
REKLAMA
Nakład 25 000
olsztyn
“Nowe Życie Olsztyna” nr 21 (168) 2015
3
Pamięć o poległych
Przedstawiciele kilku organizacji proobronnych spotkali się 29 października na cmentarzu wojskowym przy ul. Szarych Szeregów w Olsztynie, by oddać hołd żołnierzom wszystkich frontów,
poległym w I i II wojnie światowej.
Święto Zmarłych jest czasem zadumy nad czasem minionym i pamięci nie tylko
o członkach rodziny. Dlatego z inicjatywy Zarządu Wojewódzkiego Związku Żołnierzy Wojska Polskiego
w Olsztynie na wspólne zapalenie zniczy pamięci na żołnierskich, nieraz tylko symbolicznych grobach,
stawili się też reprezentanci Ligi Obrony Kraju, Stowarzyszenia Oficerów 15 Warmińsko-Mazurskiej Dywizji
Zmechanizowanej im. Króla
Władysława Jagiełły i przyszli
żołnierze – uczennice i uczniowie Liceum Wojskowego przy
ul. Jagiellońskiej w Olsztynie.
Byli też zwykli mieszkańcy
miasta.
Po krótkim historycznym
przypomnieniu, kto jest pochowany na cmentarzu, które wygłosił prezes ZW ZŻWP
płk Romuald Jóźwiak, symboliczne znicze przed głównym
pomnikiem zapalili oficerowie w stanie spoczynku, wiceprezesi ZW ZŻWP: Wacław
Hojszyk, Aleksander Piecz-
kin i Ryszard Kramek. Ponadto płk Jan Wiśniewski, prezes Stowarzyszenia Oficerów
15 Dywizji, i Jerzy Kowalski,
prezes Zarządu Wojewódzkiego LOK.
Następnie
uczestnicy spotkania zapalili zni-
cze przy pomniku poświęconym obrońcom Września,
polskim jeńcom wojennym
zmarłym w kortowskim lazarecie i pochowanym na
ówczesnym cmentarzu niemieckim. Znicze zapalano też na grobach żołnie-
rzy rosyjskich i niemieckich
z czasów I wojny światowej, przed pomnikami poświęconymi polskim i francuskim żołnierzom różnych
frontów II wojny światowej,
a także na grobach żołnierzy
radzieckich.
Od siebie dodam: Bo tak
nakazuje odwieczny etos rycerski (nie tylko chrześcijański!), bo żołnierska krew
jest jednakowa, bo nie byłoby zwycięzców bez pokonanych, bo to nie żołnierz decydował, na jaki front go poślą
politycy i z kim, i o co będzie walczył. W wielu przypadkach była to niepotrzebna śmierć (i jest – jak teraz
w Iraku czy Afganistanie).
I jeszcze jedno: Cmentarz przy ul. Szarych Szeregów popada w ruinę. A jest
on świadectwem tragicznej historii naszych ziem i przestrogą przed lekkomyślnym uprawianiem polityki historycznej
na doraźne potrzeby. Toteż
było mi wstyd na widok zaniedbanych mogił, zwłaszcza
tych z czasów I wojny światowej – nie da się już odczytać
wyrytych na nich napisów.
To, że służby miejskie zajmują się okazyjnym sprzątaniem cmentarza (a tak było
tego dnia), to chyba za mało. To, że bywają tu uczestnicy różnych marszów i uro-
czystości
patriotycznych,
upamiętniający SWÓJ pobyt
– to ZA MAŁO!
Żyjących, już mocno sędziwych kombatantów, można policzyć na palcach jednej
ręki. Oni ze swoich skromnych rent i emerytur nie uratują ani cmentarza, ani pamięci po frontowych kolegach.
Może więc ten cmentarz włączyć w program ratowania
dawnych cmentarzy, który
propagują szlachetni entuzjaści ze społecznego komitetu,
kwestujący w Święto Zmarłych?
A szkoły, które miały się opiekować żołnierskimi grobami? Są jeszcze takie
w Olsztynie? A może wreszcie
odpowiednie władze „od pomników” i miejsc pamięci narodowej także sypnęłyby groszem w to szczególne miejsce?
Bo przecież społeczna kwesta
to ZA MAŁO.
Jerzy Pantak
4
“Nowe Życie Olsztyna” nr 21 (168) 2015
olsztyn
Jego uśmiech jest dla
nas nagrodą
Te słowa padły z ust Piotra Dargiewicza, którego syn choruje na bardzo ciężkie genetyczne schorzenie. Rodzice dziecka są zdeterminowani i podejmują każdy wysiłek, dzięki któremu mogą
pomóc swojemu dziecku.
Fabian nie ma jeszcze nawet roku. Często się uśmiecha. Trudno uwierzyć, że ten
sympatyczny maluch choruje na niezwykle ciężką i trudną do zdiagnozowania chorobę – rdzeniowy zanik mięśni
(SMA), który został u niego
wykryty, gdy dziecko skończyło pół roku.
– Jednak tak naprawdę
lekarze zbagatelizowali ten
problem. Wraz z żoną wymusiliśmy na nich badania.
Zaniepokoiła nas jego wiotkość. Nie podnosił głowy.
Przecież dzieci są bardzo ruchliwe. Fabian taki nie był
– wspomina Piotr Dargiewicz,
ojciec chłopca.
Piotr i jego żona Dominika
musieli diametralnie zmienić
swoje życie. Wszystko podporządkowali Fabianowi. Dzięki własnej inicjatywie oraz
pomocy rodziny i przyjaciół
pojechali do Rzymu, gdzie ich
syn jest badany przez lekarzy
specjalistów od SMA, których
jest na całym świecie niewielu.
Leczenie eksperymentalne jedynym wyjściem
Badania w Rzymie to tylko jeden z kilku etapów leczenia małego Fabiana. Prawdziwym szczęściem dla rodziców
okaże się wiadomość o tym, że
ich synek dostanie się na eksperymentalne leczenie, gdzie
podawane są maluchom leki
testowane, gdyż na SMA jak
dotąd nie znaleziono skutecznego lekarstwa. Prace nad lekiem dopiero trwają.
O eksperymentalnym leczeniu dowiedzieli się, przeglądając Internet. Trafili na
stronę Clinicaltrials.gov. – To
skarbnica wiedzy. Są tutaj wymienione placówki medyczne
z całego świata, które wprowadzają eksperymentalne leki. Nas interesuje Europa.
W Polsce nie prowadzi
się tego typu leczenia. Pozostają Niemcy, Włochy
lub inne kraje – wyjaśnia
Piotr.
Leczenie trwa długo i zależy od leku, który będzie podany Fabianowi. Czas kuracji waha
się od 6 miesięcy do ponad roku w przypadku leku firmy Biogen, którym
są zainteresowani rodzice. Żeby jednak myśleć
o wyjeździe do którejś
z placówek, Piotr i Dominika muszą uzbierać pokaźną sumę, aby bez problemów przeżyć za granicą.
– Do wyjazdu potrzebujemy uzbierać kwotę minimum socjalnego
dla dwóch osób w danym
kraju. Jeżeli we Włoszech
jest 5850 euro rocznie, to
na dwie osoby wychodzi
ok. 12 tys. euro. Do tej pory uzbieraliśmy jakieś 70
proc. tej kwoty.
Rodzice już ustalili,
że na leczenie z Fabianem
pojedzie Dominika. Piotr
natomiast zostanie z córką
w Olsztynie. Sam wyjazd
to absolutne minimum.
Państwo Dargiewiczowie
zebrane pieniądze muszą
przeznaczyć także na zakup sprzętu rehabilitacyjnego i ortopedycznego.
– Są to ogromne kwoty. Właśnie kupujemy
pulsoksymetr, który jest
Fabianowi niezbędny do
monitorowania stanu zdrowia. Jego koszt to 4700 zł. Potrzebujemy kamizelki do oddychania i pionizowania.
Zwykły kawałek materiału
kosztuje ponad 3000 zł – przyznaje Dominika.
Ale Fabian wymaga także
codziennej intensywnej rehabilitacji. Rodzice jeżdżą z nim
Ważna jest każda
forma pomocy
po różnych ośrodkach. – Z
NFZ dostaliśmy jedną rehabilitację w tygodniu w szpitalu
dziecięcym, mamy też dwie
rehabilitacje do szpitala specjalistycznego w Ameryce.
Tam ma robione masaże, hydroterapię i inne ćwiczenia.
Niedawno znaleźliśmy panią, która zajmuje się rehabi-
litacją AFE – mówi ojciec Fabiana i dodaje, że jego syn ma
założone subkonto w Fundacji „Przyszłość dla dzieci”.
– I jeżeli są jakieś środki, to fundacja nam je zwraca
na podstawie faktur. Jednak
większość kosztów związanych z rehabilitacją musimy
ponosić sami.
Pocieszający jest fakt,
że leczenie eksperymentalne przynosi efekty. Państwo Dargiewiczowie mają
kontakt z rodzicami dzieci,
które są w trakcie leczenia.
– Wysyłają nam filmiki. Postępy są kolosalne. Dziecko, które się nie
ruszało, teraz potrafi łapać mamę za włosy. Także nadzieja jest i trzeba się
jej trzymać – kontynuuje
Piotr. – Zależy nam przede
wszystkim na tym, żeby
samodzielnie oddychał, bo
to jest główne kryterium
przyjęcia na leczenie – dodaje Dominika.
Rodzice Fabiana mają
świadomość tego, że sami
nie byliby w stanie podjąć
walki o życie syna. Starali
się o pomoc, którą uzyskali. – Nasz upór się opłacił.
Zyskaliśmy pomoc od wielu osób czy firm, które kiedyś były nam obce, a teraz
jesteśmy przyjaciółmi.
Co można jeszcze powiedzieć, gdy dziecko
choruje na tak poważną
chorobę? Jak można dodać otuchy innym rodzicom? Rodzice Fabiana
przez chwilę zastanawiali
się nad odpowiedzią.
– Trzeba walczyć. My
się nie poddajemy, bo
gdy widzimy uśmiech na
twarzy syna, to nic innego się dla nas nie liczy
– mówią wspólnie i dodają,
że ich córka również chciałaby pomóc. – Siostra Fabiana, Julia, jest gimnastyczką.
Chodzi do Szkoły Mistrzostwa Sportowego. Mówi, że
chciałaby oddać Fabianowi
część swoich mięśni – Piotr i
Dominika cytują słowa córki
z uśmiechem.
Czym jest SMA?
Rdzeniowy zanik mięśni
(SMA) jest chorobą o podłożu
genetycznym. Charakteryzuje
się tym, że w rdzeniu kręgowym obumierają neurony odpowiadające za pracę mięśni.
Wskutek tego mięśnie stopniowo ulegają zanikowi. Małe
dzieci są szczególnie narażone
na jej ataki, gdyż w ich wieku
schorzenie to przebiega szybko i gwałtownie. Osłabieniu
ulegają mięśnie tułowia, kończyn, przełyku i płuc, co może
doprowadzić do utraty zdolności przełykania i niewydolności oddechowej.
– W przypadku SMA,
w najcięższej postaci, śmiertelność przy dobrym wsparciu
oddechowym wynosi 50 proc.
To znaczy, że połowa chorych
dożywa 4 albo 5 lat. Jeżeli dziecko ma problem z oddychaniem,
to najczęściej dożywa 6 lub 7
miesięcy – tłumaczy Kacper
Ruciński, wiceprezes i współzałożyciel Fundacji SMA. Pan
Ruciński dodaje, że zdarzają się
wyjątki. – Znamy dzieci, które
mimo wykrytego SMA pierwszego typu (najcięższej postaci
choroby), są już nastolatkami.
Mają 13-14 lat.
Liczba zarejestrowanych
osób w Polsce wynosi ok. 300.
Jednak może ich być nawet
2000. Kacper Ruciński uważa,
że problemem w rozpoznaniu SMA jest niedostateczna
wiedza lekarzy o tej chorobie
(szczególnie tych pierwszego kontaktu), a za tym idzie
społeczna
nieświadomość.
Tym ważniejsza jest każda
wzmianka w mediach o tym
genetycznym schorzeniu.
– Ze swojej strony mogę
dodać, że dzięki naszej fundacji jeszcze jedno dziecko z Olsztyna pojedzie na badania do
Włoch – kończy pan Ruciński.
Cezary Kapłon
olsztyn
“Nowe Życie Olsztyna” nr 21 (168) 2015
5
Zapowiadana w wakacje zmiana w taryfach
opłat za przejazdy komunikacją miejską
wchodzi w życie. Na nowych warunkach można
podróżować od niedzieli 1 listopada.
Takich zmian w olsztyńskiej komunikacji nie było od dawna. Nowe sieciówki, które są już w sprzedaży, kosztują zaledwie 88 złotych. To aż o 22 złote mniej niż było to dotychczas. Do tego
bilety czasowe – 2,90 zł za pół godziny jazdy, 3,40 zł za godzinę i 4,40 zł za 90 minut podróżowania. Co ważne, korzystając z tych przejazdówek, można wielokrotnie przesiadać się między
pojazdami. Dzięki temu będzie można szybko i sprawnie łączyć w nowym układzie komunikacyjnym przejazdy autobusem i tramwajem (ale także przesiadać się między liniami tramwajowymi albo autobusowymi). Jednorazowy bilet pozostaje w cenie 2,90 zł.
Ważna informacja dla
mieszkańców gmin Dywity
i Stawiguda, korzystających
z usług miejskiego przewoźnika. Od niedzieli przestały obowiązywać bilety
aglomeracyjne. To oznacza,
że przejazd poza Olsztyn
kosztuje już tyle samo co
w granicach miasta.
W ofercie pozostaną bilety 10-przejazdowe. Nato-
miast z czasowych – poza
miesięcznymi i 30-dniowymi – 24-godzinny i 3-dniowy. Ułatwieniem może
być Olsztyńska Karta Miejska. Plastikowy dokument
może zastąpić sieciówkę albo być elektroniczną portmonetką wykorzystywaną do płacenia za
przejazd. Zachęcamy do
zapoznania się ze szcze-
gółową informacją dotyczącą nowej taryfy i ulg:
www.zdzit.olsztyn.eu.
Przypominamy też, że
wraz z uruchomieniem
tramwajowych linii zmieni
się układ komunikacyjny.
Na stronie Zarządu Dróg
Zieleni i Transportu można przeczytać o tym, jak będzie wówczas funkcjonować transport miejski.
Tramwaje co 7,5 minuty,
autobusy co kwadrans. Tak
w godzinach szczytu ma
kursować olsztyńska komunikacja miejska. Częstsze
kursy, więcej możliwości
podróżowania, sprawniejsze przejazdy – to wszystko wiąże się ze zmianami,
jakie zostaną wprowadzone
w nowym układzie komunikacyjnym Olsztyna. Po-
znaliśmy rozwiązania, które
będą obowiązywać po uruchomieniu tramwaju.
– Naszym priorytetem jest poprawa połączeń
na terenie całego miasta
– wyjaśnia prezydent Piotr
Grzymowicz. – Chcemy zadbać też o te osiedla, do których nie dociera tramwaj.
Wśród najważniejszych założeń były częstsze kursy
oraz zwiększenie dostępności komunikacji miejskiej
w weekendy i święta. Jestem przekonany, że jakość
świadczonych usług zadowoli olsztynian.
Nowością są również autobusowe linie, które będą
dowozić olsztynian do tramwajów. Te będą kursować
z os. Generałów, Pieczewa
oraz Tęczowego Lasu.
W przypadku połączeń
autobusowych zdecydowanie wzrośnie częstotliwość
kursowania. Większość linii będzie jeździć w dni robocze co kwadrans. Poza
tym więcej połączeń pojawi
się wieczorami, w dni robocze wolne od nauki szkolnej
oraz w dni świąteczne.
Warto zaopatrzyć się w
Olsztyńską Kartę Miejską.
Rodzaje OKM:
Karta spersonalizowana (imienna) to elektroniczna
portmonetka na przejazdy jednorazowe i bilety okresowe.
Spersonalizowana karta zawiera także informacje o ewentualnych ulgach bądź uprawnieniach do przejazdów bezpłatnych. Dzięki temu nie trzeba już nosić przy sobie dodatkowych dokumentów potwierdzających te przywileje.
OKM imienna może być użytkowana wyłącznie przez osobę, której dane zostały zapisane na karcie.
Karta na okaziciela to elektroniczna portmonetka na
przejazdy jednorazowe i bilety okresowe. OKM na okaziciela może być użytkowana przez wiele osób.
Olsztyńska Karta Miejska może być jednocześnie elektroniczną portmonetką. To nic innego jak system przedpłat.
Oznacza to, że użytkownik będzie mógł przelać pieniądze
na swoją kartę (maksymalnie do 200 zł) i płacić nimi podczas zakupu biletu lub pozostawienie auta w strefie płatnego parkowania. W przyszłości oferta OKM będzie mogła być
także rozszerzona o inne usługi.
Najważniejsza
zmiana to oczywiście wprowadzenie nowego środka
transportu. Tramwaje będą kursować na trzech liniach: Kanta – Wysoka
Brama, Kanta – Dworzec
Główny, Dworzec Główny
– Uniwersytet (przystanek
przy ul. Prawocheńskiego).
W godzinach szczytu składy będą przyjeżdżać co ok.
7,5 minuty.
OKM ma format karty płatniczej. Jest to przede wszystkim nowoczesny nośnik biletów
elektronicznych,
obowiązujących w komunikacji miejskiej w Olsztynie. Ale nie tylko. Wystarczy spersonalizować kartę,
by móc korzystać z dodatkowych usług.
6
“Nowe Życie Olsztyna” nr 21 (168) 2015
ślady przeszłości
Jak Pawełek historię
Olsztyna poznaje
Nie ma to jak czynny wypoczynek na rowerze po ciężkim tygodniu pracy. Ten sposób rekreacji zaszczepił we mnie mój ojciec, który zawsze mówił i nadal często powtarza: „Synu! Ruch to
zdrowie, a świeże powietrze ma zbawienny wpływ na nasz umysł”. Gdy wkraczałem w dorosłość, cała rodzina złożyła się i kupiła mi na urodziny dwa rowery, na których wspólnie z moją
towarzyszką życia spędzamy każdą wolną chwilę. Na bicyklach jeździmy do pierwszego śniegu, potem zakładamy narty i biegamy po ścieżkach w olsztyńskim lesie.
Cieszymy się, że jest jeszcze ciepło i możemy organizować nasze niedzielne przejażdżki. Teraz często jeździmy
na naszą działkę. Musieliśmy
wyposażyć rowery w światła,
bo powroty odbywają się już
o zmroku, ale czego nie robi
się dla zdrowia.
Przed Świętem Zmarłych na cmentarz komunalny
w Dywitach też jeździliśmy
rowerami. Mamy takie specjalne torby i bagażnik, w których bez problemu przewozimy rzeczy potrzebne do
pielęgnacji nagrobków. Przez
las pedałuje się sympatycznie.
Najgorszy jest odcinek od mostu nad rzeką Wadąg do uliczki prowadzącej na cmentarz,
bo w tym miejscu nie ma ścieżki rowerowej. Dlatego często
jeździmy przez Kieźliny i Wadąg . Dalej, ale bezpieczniej.
Jadąc przez las koło Jakubowa, zauważyłem, że ścieżka rowerowa przebiega koło pewnego bardzo starego
cmentarza. Nie wiedziałem,
że w Lesie Miejskim też są jakieś nekropolie. Natychmiast
zadzwoniłem do Jacka Panasa. Wiedziałem, że na pewno coś o nich będzie wiedział.
Nie pomyliłem się. Oczywi-
ście najpierw musiałem usłyszeć tradycyjne: – Oj Pawełku!
Ty mnie zamęczysz.
Potem było przyrzeczenie, że przyśle mi e-maila.
Słowa dotrzymał i za dwie
godziny materiał już miałem. I oto, co napisał nasz
redakcyjny miłośnik starego
Olsztyna.
„Nie będę pisał o nowych
olsztyńskich
nekropoliach,
a przybliżę Ci te stare, często
zapomniane i prawie już niewidoczne miejsca wieczne-
go spoczynku. Z tego, co mi
powiedziałeś, jedną odkryłeś, jadąc rowerem do Dywit.
Pomiędzy ostatnimi zabudowaniami (teraz są tam przychodnie lekarskie) a zjazdem
do zdewastowanego Stadionu Leśnego zlokalizowany
jest cmentarz wojenny żołnierzy niemieckich. Założono go
w 1914 roku dla osób poległych podczas działań wojennych.
Prawdopodobnie
spoczywa na nim w kilku półkolistych kwaterach 87 żołnierzy. Obecnie to miejsce jest
dosyć zadbane.
W tym samym roku po
drugiej stronie drogi do Dywit
utworzono cmentarz dla rosyjskich żołnierzy, którzy zginęli na terenie Prus w czasie
I wojny światowej. Ta nekropolia przez lata nie była pielęgnowana i dziś już prawie
jej nie widać. O jej istnieniu
informuje tylko pamiątkowy
głaz z wyrytym napisem: „Tu
spoczywają rosyjscy żołnierze, którzy zginęli daleko od
swojej ojczyzny”. Ilu żołnierzy tam leży, tego nikt dokładnie nie wie. Między drzewami
są jeszcze szczątki nagrobków
i dwa obeliski z odnowionymi
napisami. To pozostałości po
istniejącym tam, założonym
w 1923 roku małym, wielowy-
znaniowym cmentarzu komunalnym. Został już zamknięty,
prawdopodobnie w latach 30.,
bo w latach 50. już prawie nie
było po nim śladu.
Tuż koło niego, tam gdzie
obecnie jest leśny parking, była pętla tramwajowa. Przysypane śniegiem uchroniły się
tu przed barbarzyństwem radzieckich zwycięzców (czy jak
kto woli „wyzwolicieli”) olsztyńskie tramwaje. Dwa wozy
motorowe i kilka przyczep.
Jak mi kiedyś opowiadał nieżyjący już Władysław Karbownik, to one właśnie przez
jakiś czas w 1946 roku jeździły
po ulicach Olsztyna. Pan Władysław, z zawodu elektryk,
uruchamiał stacje transformatorową oraz właśnie te jedyne
ocalałe tramwaje. Jak wiesz,
Pawełku, pierwszy tramwaj
w Olsztynie pojawił się w 1907
roku i do 1963 roku (kiedy zostały zlikwidowane) istniały
dwie linie: z ulicy Bałtyckiej
do dworca oraz od ratusza do
Jakubowa. W tym roku ponownie w Olsztynie zaczną
kursować tramwaje. Prawdopodobnie pierwszy na trasę wyjedzie 14 grudnia, czyli
w dniu, w którym 108 lat temu
olsztynianie otrzymali taki rodzaj komunikacji miejskiej.
Jednak wróćmy do wątku zapomnianych nekropoli. Żołnierze polegli podczas
I wojny, jak również ci z olsztyńskich jednostek byli chowani na cmentarzu garnizonowym, utworzonym w 1913
roku przy obecnej ulicy Szarych Szeregów. Ta nekropolia
składa się z dwóch części. Jedna jest starsza, przedwojenna, gdzie są kwatery żołnierzy
armii rosyjskiej i niemieckiej
z pierwszej wojny światowej
oraz osób związanych z olsztyńskim garnizonem, a po
1945 roku okolicznych mieszkańców. Druga część jest nowsza. W niej spoczywają zabici podczas ostatniej wojny.
Są tam zbiorowe mogiły kilku tysięcy żołnierzy Armii
Czerwonej, kwatery polskich
żołnierzy i prawdopodobnie
francuskich lotników z formacji Normandia Niemen”.
Słowa Jacka Panasa
przytoczył wiernie
Pawełek
kto ma rację?
“Nowe Życie Olsztyna” nr 21 (168) 2015
7
Czekanie
na pociąg
Nieubłagana
rzeczywistość
Czy pamiętasz, Jacku, dawne peerelowskie dworce? Zwłaszcza w małych miasteczkach?
W większości zaniedbane, obskurne, zdarzało się, że brudne, z toaletami wyczuwalnymi na
odległość. Dworcowe bary z dyżurnym bigosem i fasolką po bretońsku, lurowatą kawą, herbatą słodzoną przydziałowymi dwiema kostkami (lub łyżeczką) cukru, czasami zdarzało się,
że z cytryną. Mam w pamięci także dworcowe poczekalnie z twardymi, drewnianymi ławkami. Nie było innego wyboru, ale zawsze lepiej spędzić kilka godzin oczekiwania na pociąg
w pomieszczeniu, zwłaszcza kiedy na zewnątrz pada deszcz lub jest zimno.
A ja myślałem, że mój przyjaciel Andrzej Brzozowski twardo stąpa po ziemi i realnie patrzy na
otaczającą nas rzeczywistość. Okazuje się, że chyba w dalszym ciągu jest jeszcze w czasach
socjalistycznych, czyli w okresie, w którym wszystko było nasze. Ludzie mieli prawie darmowe wczasy, różnego typu deputaty, służbowe niemal bezpłatne mieszkania, dopłaty do światła, olbrzymie zniżki na przejazdy itp. W kraju królowały PKS i PKP. To byli najważniejsi
przewoźnicy, w gestii których znajdowały sie wszystkie poczekalnie, stacje i przystanki.
Pociągi jeździły przez całą dobę, autobusy również.
Z racji wykonywanego
zawodu, w latach siedemdziesiątych i na początku lat
osiemdziesiątych (zanim dorobiłem się samochodu), dużo jeździłem po kraju pociągami. Dobrze znałem takie
dworce, spędziłem w nich
wiele czasu, czekając na kolejne połączenia.
Pewnie się dziwisz, Jacku, dlaczego o tym piszę. Bynajmniej nie z sentymentu za
dawnymi czasami, chociaż...
Kilkanaście dni temu
późnym wieczorem byłem
w Ostródzie w sprawach
zawodowych. Pojechałem
pociągiem, bo akurat samochód był w naprawie.
Ostatni pociąg powrotny
miałem o godzinie 21.30,
następny dopiero o 6 rano. Trochę mnie to zmartwiło, bo gdyby spotkanie
się przeciągnęło, musiałbym kilka godzin spędzić
na ostródzkim dworcu.
Wychodząc, zauważyłem kartkę na drzwiach,
informującą, że dworzec
w Ostródzie jest zamknięty
od godziny 22 do 6 rano. Zapytałem pana w kasie, gdzie
w tych godzinach można kupić bilety. Usłyszałem, że nie
ma takiej potrzeby, bo po godzinie 22 do 6 rano żaden pociąg nie jedzie przez Ostródę.
No dobrze, a gdzie w takim
razie mogę zaczekać na swój
pociąg, kiedy dworzec jest
zamknięty? Okazuje się, że to
moja sprawa.
Mój pobyt w Ostródzie
przeciągnął się do późnej
nocy. Na szczęście jeden ze
znajomych wracał do Olsztyna, więc się z nim zabrałem. Całą drogę powrotną
zastanawiałem się, gdzie
spędziłbym czas, czekając
na poranny pociąg, gdyby
nie ta okazja.
Nie wiem, czy dworcami zawiaduje PKP, czy
lokalna administracja
państwowa, ale coś tu jest nie
tak! Nikt nie interesuje się podróżnym, który z takich czy
innych przyczyn jest zmuszony do czekania na połączenie
kolejowe. A gdyby taka sytuacja wydarzyła się zimą? Kilka godzin stania na mrozie to
niezbyt miła perspektywa.
Domyślam się, Jacku, że
dworce są zamykane nocą
przed bezdomnymi i menelami. Od pilnowania porządku są jednak służby porządkowe i nie powinien z tego
powodu cierpieć podróżny.
Zamykanie dworca nie jest
najlepszym rozwiązaniem tego problemu.
Andrzej
Zb. Brzozowski
Czasy się zmieniły,
przewoźników namnożyło się bez liku. Zabrali dużą część pasażerów, ale
dawnym potentatom pozostawili całą infrastrukturę, czyli balast. Co się stało?
Molochy zaczęły się bronić,
tworząc małe firmy i przedsiębiorstwa. Nagle okazało
się, że trzeba ciąć koszty.
Najłatwiej likwidować to,
co nierentowne. Na pierwszy ogień poszły kursy po-
ciągów i autobusów, całe linie kolejowe i małe stacyjki.
Sprzedano albo pozostawiono w ruinie zabudowania
i zachowano tylko przystanki z wiatami.
I widzisz, Andrzeju, na
stacji w Ostródzie potrzebne są tylko kasy i perony.
Inne pomieszczenia są po
prostu niepotrzebne. To po
co je ogrzewać, sprzątać, palić światło? Marnotrawstwo
pieniędzy. Dlatego piękny,
secesyjny dworzec otwarty
jest od pierwszego do ostatniego pociągu. Na mniejszych stacjach pozostały
tylko perony, często nawet
bez wiat, a bilety kupuje się
u konduktora. Czysta ekonomia. Gdyby Ostróda była
stacją węzłową i ludzie musieliby często czekać kilka godzin na przesiadkę,
to prawdopodobnie poczekalnia
byłaby otwarta.
Na innych dworcach, kiedy
w nocy nie zatrzymuje się
żaden pociąg, poczekalnie
są zamknięte, nawet na lotnisku. Te miejsca, niestety,
nie mogą być bezpłatnymi
hotelami czy noclegowniami. To nie socjalizm, który w założeniach ma wspólną troskę o wszystkich
i wszystko. Podobnie jest
w innych krajach. Już pisałem, pieniędzy nie wolno niepotrzebnie wydawać.
Myślę, że Ty, gdybyś miał
dwupiętrowy dom, a mieszkał tylko na jednym piętrze,
to też drugie piętro ogrzewałbyś tylko wtedy, kiedy
byłoby użytkowane. Czas
najwyższy się z tym pogodzić. Przyszło nowe i trzeba wierzyć, że będzie lepiej!
Jacek Panas
8
“Nowe Życie Olsztyna” nr 21 (168) 2015
dom
Czyściutkie cztery kąty
Sprzątać trzeba umieć – mawiają osoby świadome własnych ułomności w tej materii. O ile większość z nas dba o ogólny porządek, o tyle mamy kłopot z utrzymaniem całego mieszkania
w perfekcyjnej czystości. Zawsze jest jakiś piekarnik, który trzeba doszorować albo armatura błagająca o usunięcie osadu. Na szczęście są sposoby na łatwe i tanie przeprowadzenie generalnych porządków.
Wszystko jest w takim nieładzie, że nie wiadomo, za co
się łapać. To najczarniejszy
scenariusz, ale nawet z nim
sobie poradzimy. Najlepiej zacząć od czynności, które nie są
czasochłonne, a dają natychmiastowe efekty.
Wyrzućmy
wszystko
z garderoby i szafy na podłogę zamaszystym ruchem ręki.
Następnie stańmy nad stertą
rzeczy, mając w ręku solidny,
120-litrowy worek na śmieci.
Wyrzucajmy wszystko, co jest
nam zbędne. Dzięki temu łatwiej będzie poukładać to, co
pozostanie.
Rozwód ze starociami
W przypadku ubrań kierujmy się zasadą: wyrzucamy wszystko, czego nie założyliśmy w tym roku. Szkoda
pozbywać się nienoszonych
dawno spodni, bo są „jeszcze dobre”? Zadaj sobie pytanie, kiedy ostatni raz były
używane. Jeśli przed ponad
rokiem, to wyrzuć je – widocznie masz dużo lepszych
ubrań. Idąc tym tropem, zyskasz sporo przestrzeni na
półkach. Dzięki temu nie tylko będzie ci łatwiej utrzymać
pozostałe rzeczy w ładzie.
One dodatkowo będą lepiej
wyeksponowane w szafie.
Szybciej zaczniesz decydować, w co się ubrać. Zostaną
same sensowne propozycje,
bez niepotrzebnych złodziei
miejsca.
Podobnie warto postępować w przypadku innych
przedmiotów. Każdy z nas
ma przepełnioną przestrzeń
rzeczami zbędnymi. To choćby stare płyty i kasety, gazety, przeterminowane leki
i kosmetyki – trzeba przejrzeć te szpargały, wyrzucić
większą część. A resztę posegregować tak, aby
konkretne
grupy
produktów
miały jedno ustalone
miejsce, a nie
były porozrzucane po różnych szufladach,
jak to bywa w przypadku dokumentów. Wyrzucamy nieużywane mydła i powidła, pozostałe
przedmioty grupujemy
i konsekwentnie trzymamy się nowego porządku.
Po odgraceniu mieszkania zabieramy się do ogólnego sprzątania. Zaczynamy od
ściągnięcia dywanów, chodników, kap, koców czy pokrowców. Raz na jakiś czas przecież trzeba się zmobilizować
do wytrzepania i wyprania
tych dużych połaci materiału.
Dzięki temu nasze mieszkanie nabierze świeżości. Szczególnie jeśli dodatkowo odkurzymy meble, książki, kwiaty
oraz kaloryfery.
wietrzeje – już po kwadransie od wyschnięcia nie wyczujemy jego zapachu. Do
tego słynie z pochłaniania innych zapachów, dlatego jest
idealny do przepłukiwania
odpływów czy do przetarcia
lodówki.
Wiemy już, co zrobić z kamiennym osadem na armaturze. A jaki naturalny składnik stanie się dla nas idealnym
zastępstwem dla preparatów
zwalczających tłuste osady? To cytryna. Chcąc domyć wnętrze piekarnika
lub mikrofalówki, włóżmy
do nich garnek z wodą oraz
dużą ilością pokrojonej cytryny i ustawmy wysoką temperaturę. Gdy woda cytrynowa zacznie parować,
skropli się na otłuszczonych ścianach piekarnika
czy mikrofalówki. Gdy nieco ostygnie, wystarczy wytrzeć wnętrze urządzenia
szmatką. Tłuszcz zejdzie bez
oporu.
Każdego dnia
bliżej perfekcji
Najwięcej problemu może sprawić usunięcie kurzu właśnie z grzejników.
Aby dotrzeć między żeberka, posłużmy się szczotką do
czyszczenia butelek owiniętą mokrą szmatką. Meble tapicerowane możemy odświeżyć odkurzaczem lub uciec
się do zmyślniejszego triku.
Sprawdza się on w przypadku kanap i foteli. Kładziemy
mokre prześcieradło na zakurzonej kanapie i uderzamy
w nie intensywnie trzepaczką do dywanu. Kurz, który
normalnie wzbiłby się nad
kanapę i z powrotem na niej
wylądował, przylepi się do
zwilżonego prześcieradła.
Tanie sposoby
na skrócenie roboty
Według reklam telewizyjnych detergenty są inteligentne. Niszczą brud,
osad, tłuszcz czy kamień,
ale nie robią krzywdy naszym dłoniom. Jak to możliwe? Skąd agresywny preparat ma to rozeznanie, co
atakować chemicznie (brudna powierzchnia), a co łagodnie (skóra człowieka).
Bzdura! Nie dawajmy wiary
w takie obietnice, lepiej sami
stwórzmy środki do czyszczenia na bazie naturalnych
składników.
Najwięcej
zastosowań
przy sprzątaniu znajdziemy
dla poczciwego octu. Doskonale sprawdza się przy myciu okien. Wystarczy przygotować sobie dwuskładnikowy
koktajl czyszczący: do dwóch
szklanek gorącej wody dodać
szklankę octu i wlać do buteleczki z rozpylaczem, by wygodnie spryskiwać okna. Jeśli do roztworu dodamy kilka
kropel gliceryny, to okna będą
lśniły. Szczególnie jeśli na koniec wypolerujemy je rajstopami z nylonu.
Ocet stanie się również
naszym
sprzymierzeńcem
w zwalczaniu łazienkowych
nieczystości. Brudne fugi odzyskają dawny kolor, jak będziemy je szorować szczoteczką zwilżoną octem. Tym
płynem też zmiękczymy kamień zalegający w wannie
i umywalce. Jeśli osad jest wyjątkowo uporczywy, to warto
do octu dodać sody oczyszczonej (na szklankę octu
ćwierć szklanki sody). Taki
roztwór przyda nam się, gdy
osad z twardej wody jest tak
uciążliwy, że aż zatyka dziurki w słuchawce od prysznica. Wystarczy zanurzyć ją
na godzinę w naszej mieszance, a słuchawka będzie
w lepszym stanie niż gdybyśmy ją nacierali najdroższymi
detergentami.
Wbrew pozorom nie mamy co się obawiać zapachu
octu. Choć faktycznie ma ostrą
woń, to na szczęście szybko
Na koniec rada dla osób,
którym trudno się zmobilizować do dokładnego sprzątania. Wielu z nas ma taki kłopot, że robienie porządków
odkłada na sobotę. Gdy już
nadchodzi szósty dzień tygodnia, sprzątania jest tak dużo, że trudno poświęcić czas
drobiazgom, takim jak choćby usuwanie nalotu na fugach w łazience. Rozwiązanie
jest jedno. Warto zrobić listę
kilkunastu prac domowych,
które pojedynczo są mało
czasochłonne.
Na przykład punkt pierwszy: umycie okna w kuchni,
punkt drugi: przetarcie kurzu
z meblościanki, punkt trzeci: zdezynfekowanie muszli klozetowej, punkt czwarty: doczyszczenie piekarnika,
punkt piąty: udrożnienie odpływu w umywalce. Każda
z tych czynności zajmie nam
nie więcej niż kwadrans. Codziennie zmobilizujmy się do
jednej drobnej czynności, wykreślając ją z listy. Dzięki temu nawet nie zauważymy,
jak mimochodem w ciągu tygodnia doprowadzimy nasze gniazdko do błysku. Gdy
wesoła rodzinka zawita u nas
na niedzielnym obiedzie, będziemy krążyć po swych włośniach niczym dumne pawie.
Olga Ropiak
ślady przeszłości
“Nowe Życie Olsztyna” nr 21 (168) 2015
9
Między ziemią a niebem
– regionalne zwyczaje pogrzebowe
Za nami święta poświęcone zmarłym, czas wspominania tych, którzy od nas odeszli. Warmiacy i Mazurzy także o nich nie zapominali, odpowiednio ich żegnali i towarzyszyli w przejściu do
innego świata. Niekiedy potrafili nawet przewidzieć, że śmierć czyha za progiem.
Niegdyś obrzędy poświęcone zmarłym odbywały się
kilka razy w roku: w Nowy
Rok, Wielkanoc i zapusty.
Z biegiem czasu Kościół doprowadził do skupienia ich
w jednym dniu. Na Warmii był
to podobnie jak dzisiaj 1 listopada, na Mazurach zaś ostatnia niedziela listopada. Dzień
przed swoim świętem dusze
zmarłych krążyły po świecie,
dlatego zostawiano dla nich
jadło, zarówno na cmentarzu,
jak i w domu. W izbie dodatkowo palono światło. Należało się wtedy powstrzymywać
od wylewania wody, inaczej
istniała groźba, że oblejemy
ducha. Jeśli musiano wykonać
tę czynność, wcześniej ostrzegano: „uciekajcie wszystkie
dusze, bo ja wodę wylać muszę”. W późniejszym okresie
na Warmii karmiono w tym
czasie przed kościołem dziadów proszalnych.
Pukanie i wycie,
już długo nie potrwa
twe życie
Śmierć zazwyczaj przychodziła zapowiedziana. Na
Mazurach istniało przekonanie, że przychodziła przez
trzy wieczory. Słychać było
dziwne stukania, pukania, sowa pohukiwała „pódź, pódź”,
pies wył z pyskiem skierowanym do ziemi, koń prychał,
świerszcz cykał w ścianie,
a kura mogła nawet zapiać.
Gdy śmierć przyszła, należało zadbać o to, aby nieboszczyk został wyłączony
ze społeczności żywych, dwa
światy nie mogły stykać się
ze sobą. Mazurzy kładli konającą osobę na słomie ułożonej na podłodze. Palili świece i odmawiali modlitwy.
REKLAMA
O zgonie zawiadamiano
krewnych, sąsiadów, zwierzęta gospodarskie, a nawet
pszczoły. Na ulach wieszano
czarne szmatki.
Skalana woda
Tak długo jak
nieboszczyk leżał
w domu, nie wolno było wykonywać wielu prac,
szczególnie
prząść i piec
chleb. Te czynności zakłócały
spokój zmarłego. Zakrywano
także lustra, bo
mogło to doprowadzić do śmierci kolejnej osoby
z rodziny.
Zwłoki najczęściej myła i ubierała
kobieta. Zanim zostały
włożone do trumny, były kładzione w gieźle, czyli
w tzw. śmiertelnej koszuli lub
prześcieradle na piasek. Młodych ubierano tak jak na wesele. Do trumny wkładano
kanoncjał, grzebyk, lusterko,
chusteczkę do nosa, a nawet
drobne monety. Zmarłemu na
tamtym świecie miało niczego nie brakować, musiał dobrze zaprezentować się na Sądzie Ostatecznym, a w razie
potrzeby mógł się tam także
wykupić.
Wodę, którą były obmywane zwłoki, uznawano za
nieczystą. Należało wylać ją
w takim miejscu, gdzie nic nie
rośnie, nikt nie chodzi, tak aby
w tym momencie nie przelatywały ptaki. Podobnie postępowano ze słomą, na której
wcześniej spoczywały zwłoki.
Nieszczęście mogło
sprowadzić wylanie wody na
swój „puścian” – cień. Kobieta,
która przygotowywała zmarłego, musiała powstrzymać
się od różnych prac gospodarskich, np. dojenia krów, czerpania wody.
Pusta noc
Na środku paradnej izby,
nogami w kierunku drzwi,
ustawiano otwartą trumnę ze
zmarłym. Od strony głowy
ustawiano krzyż, po bokach
świece i kwiaty. Od momentu
śmierci do pogrzebu cały czas
modlono się i śpiewano pieśni. Po jednej stronie siedziały
REKLAMA
kobiety,
po drugiej
mężczyźni. Czuwających częstowano
kuchem, kawą, a nawet wódką. Wśród panów krążyła butelka i jeden kieliszek, wśród
pań miska z łyżką, którą czerpano alkohol. Ostatnia noc
zmarłego w domu nazywana była pustą nocą. Pozwalała nieboszczykowi ostatecznie
pożegnać się z dawnym światem. Drzwi nie mogły być zamknięte na klucz, wtedy dusza nie mogła odejść.
Ostatnia droga
Wyprowadzając zmarłego z domu, otwierano drzwi
i okna, wypuszczano zwie-
rzęta gospodarskie. Wychodząca dusza żegnała się nie
tylko z ludźmi, ale także
z trzodą, bydłem i pszczołami. Trumną stukano o próg.
Dusza
miała
wędrować
z konduktem żałobnym.
Zatrzymywano się za
wsią, na skrzyżowaniu
dróg. Chodziło o to,
aby zmarły nie wrócił do wsi pod postacią ducha. Konie wiozące trumnę
musiały być pożyczone. Jeśli koń
potknął się lewą
nogą, pierwsza we
wsi miała umrzeć
kobieta, jeśli prawą
– mężczyzna.
Ksiądz
kropił
trumnę wodą święconą i w kościele odprawiał mszę świętą. Gdy
kondukt dotarł na cmentarz, otwierano trumnę, aby
pożegnać się ze zmarłym. Już
zamkniętą spuszczano do dołu i zakopywano. Tym chwilom towarzyszył na Mazurach
pastor, a na Warmii ksiądz.
Zazwyczaj ktoś z rodziny
dziękował przybyłym oraz
zapraszał na „łobiad”.
Cerm
z jadłem i napitkiem
Kiedyś w przyjęciu po
pogrzebie, czyli „cermie”,
uczestniczyła cała wioska.
Uważa się, że jest to przejęcie pogańskiego zwyczaju uczt pogrzebowych,
które odbywały się na cmentarzach (Prusowie nazywali je „sermen”). Zbierano się
w domu zmarłego lub karczmie. Tam wszyscy jedli i pili. Na Warmii nie podawano
wtedy mięsa. Po wychyleniu
kieliszka, najczęściej wódki
zmieszanej z miodem, mówiono: „Wieczny pokój daj
mu (jej) Panie!”. Dla zmarłego zostawiano miejsce
przy stole, nakładano jadło
i nalewano napitek. W przypadku śmierci młodej osoby uważano, że trzeba wyprawić jej wesele. Zdarzało
się, że te stypy zmieniały się
w libację. O północy na krzyżówkę dróg zanoszono jedzenie dla zmarłego, aby zostawił w spokoju żywych.
W niektórych wioskachbył zwyczaj zanoszenia na
cmentarz strawy.
Istniało
przekonanie,
że po zmarłym nie powinno się zbyt długo rozpaczać. W przypadku matki,
która straciła dziecko, mogło to doprowadzić do tego,
że dziecko nie było w stanie
odejść. Przez jakiś czas dusza przebywała wśród swoich bliskich. Często widywano jak dzieci, którym umarła
mama, wskazywały ją palcem. Miała przychodzić do
tych najmłodszych, karmić
je i bawić.
Dawne społeczności wiedziały, jak ważne jest to, aby
odpowiednio pożegnać zmarłego. Chodziło o to, aby wyłączyć go ze wspólnoty żywych.
Zachowanie wszystkich obrzędów dawało spokój nie
tylko odchodzącej duszy, pozwalało bliskim pogodzić się
z odejściem członka rodziny,
z wiedzą, że zrobiło się
wszystko, co należało w takiej
sytuacji uczynić.
ir
REKLAMA
10
“Nowe Życie Olsztyna” nr 21 (168) 2015
motoryzacja
Wymieniamy opony?
Z dnia na dzień temperatura jest coraz niższa. Pewnego dnia obudzimy się, a za oknem będzie już białawo od porannych przymrozków. Gdy z szyby swojego auta zaczniemy skrobać pierwszy
szron, do głowy wpadnie nam myśl: czas wymienić opony! Aby uniknąć kolejek, można to zrobić już teraz. Eksperci twierdzą, że opona letnia traci właściwości trakcyjne już przy temperaturze
6 stopni Celsjusza.
Powodem tego, że podczas chłodów letnia opona
traci swoje właściwości trakcyjne, jest mieszanka, z jakiej została wykonana. Letnie
ogumienie przy niskiej temperaturze robi się twarde. Przez
to przestaje spełniać swoją rolę. Opona ma gorszą przyczepność do jezdni, a droga
hamowania się wydłuża.
Wygodnie całorocznie?
Skarby z piwnicy
Jeśli więc mamy w piwnicy ubiegłoroczne opony zimowe, powoli szykujmy się
do otarcia ich z kurzu. Przypomnijmy sobie, jak długo już
korzystamy z naszych poczciwych zimówek. One też mają swoją datę przydatności do
użycia! Jest to 7-8 lat. Datę produkcji opony znajdziemy na
jej boku. Jest zapisana ciągiem
cyfr rozpoczynającym się od
skrótu „DOT”. Cztery ostatnie cyfry informują nas o tygodniu (dwie pierwsze pozycje) oraz roku (dwie ostatnie
pozycje) produkcji ogumie-
nia. Jeśli zatem opona została
wypuszczona na rynek przed
więcej niż siedmioma laty, to
dajmy jej odejść na emeryturę.
Takie ogumienie straciło już
swoje parametry i nawet jeśli
wygląda przyzwoicie, to jest
już wysłużone i może okazać
się niebezpieczne.
Sprawdźmy, czy nasze
używane ogumienie nie ma
żadnych uszkodzeń. Ewentualne pęknięcia czy wybrzuszenia na bokach mogłyby
świadczyć o naruszeniu wewnętrznej struktury opony.
Defekt w tym zakresie może
mieć opłakane skutki. Pęknięta opona to drgania kierownicy, częściowa utrata przyczepności do jezdni, a nawet
zupełna utrata panowania
nad pojazdem.
Nowe,
używaki czy nalewki?
Jeśli więc stwierdzimy, że
nasze stare opony już średnio
nam posłużą, zakupmy inny
komplet. Tylko na jakie ogu-
mienie się zdecydować? Wielu
kierowców kieruje się kryterium ceny. Skoro tak, to będziemy mieli do wyboru trzy
opcje: opony używane, opony nowe oraz opony ponownie bieżnikowane, tak zwane
nalewki.
Rozważając zakup opon
używanych, zwróćmy uwagę
na ich ogólny stan techniczny,
a w szczególności na głębokość bieżnika. Prawo stanowi,
że nie może być ona mniejsza niż 1,6 mm. Choć jest to
dopuszczalne minimum, odradza się zakup tak słabych
egzemplarzy. Przyzwoita głębokość bieżnika to 4 mm. Wtedy opona będzie sprawnie
odprowadzać błoto, deszcz
i śnieg, a my zminimalizujemy ryzyko poślizgu przy kapryśnej pogodzie.
Pragnąc zapewnić sobie
maksimum spokoju i komfortu, kierowcy decydują się
na zakup fabrycznie nowego kompletu opon do swojego auta. Nie będzie tu kłopotu z głębokością bieżnika,
a wyśrubowane przez producenta parametry zwiększą nasze bezpieczeństwo.
Nowe opony są jednak wydatkiem, na jaki rzadko któREKLAMA
ry polski kierowca decyduje
się każdego sezonu.
Obok opon używanych
i nowych wybór kierowców pada także na nalewki. To opony używane, na
które nałożono nowy bieżnik. Takie rozwiązanie ma
swoich zadowolonych użytkowników, ale i rodzi wątpliwości
u
sceptyków.
Z jednej strony przecież za
stosunkowo niską cenę dostaniemy używaną oponę
z nowym bieżnikiem. Z drugiej strony jednak bieżnik
nie jest jedynym elementem
w oponie, który się zużywa.
Nalewka po przejechaniu kilkunastu tysięcy kilometrów
może niestety ulegać deformacji, a to nie zawsze widać
gołym okiem. Co więcej, laikowi trudno ocenić, czy nalewka została wykonana
w sposób profesjonalny.
Zdarza się, że niektóre serwisy próbują tchnąć nowe życie
w opony, które już się do niczego nie nadają. Dlatego jeśli kupujemy opony bieżnikowane, to od zaufanego
wulkanizatora, o którym
wiemy, że dla paru groszy
nie będzie ryzykował swojej
reputacji.
A może lepiej zainwestować w opony całoroczne
i w ten sposób pozbyć się kłopotu wymiany ogumienia co
sezon? Takie rozwiązanie wydaje się wygodne i cieszy popularnością wśród coraz liczniejszej grupy kierowców.
Opony całoroczne uchodzą za
kompromis między zimówkami a letnimi. Są wykonane z miększej mieszanki gumy niż w przypadku opon
letnich. Całoroczna opona zachowuje elastyczność podczas
mrozów. Jej bieżnik jest połączeniem głębokich wcięć i gęsto rozmieszczonych rowków
(jak w oponach zimowych)
oraz wzoru bieżnika zbliżonego do tego z letniego ogumienia. Czy korzystać z takiej
hybrydy?
Odpowiedź zależy od tego, czym i gdzie jeździmy.
Opony całoroczne mogą być
w pełni bezpiecznym rozwiązaniem dla kogoś, kto porusza się niewielkim autem
w obrębie miasta lub niedalekich okolic. Dla pozostałych
pojazdów – tych większych,
jak i mniejszych, jeżdżących
po różnych terenach i trasach
– zaleca się jednak wybrać
opony sezonowe.
Wąska zimówka…
Na koniec obalmy mit.
Wśród wielu kierowców panuje przekonanie, że opona
zimowa powinna być węższa niż opona letnia. Drodzy
kierowcy, nie jest to prawda.
Opona jest jedyną styczną auta z podłożem. Węższa opona
sprawia, że powierzchnia stykowa jest mniejsza i nasze auto nie będzie miało odpowiedniej przyczepności. Dlatego
powinniśmy wybrać tylko taką szerokość opony, jaką zaleca nam producent naszej marki auta. Sprawdzić to możemy
na internetowych forach miłośników naszego modelu lub
zapytać dealera.
ar
zdrowie
“Nowe Życie Olsztyna” nr 21 (168) 2015
11
Gdy jesteśmy non stop zmęczeni i apatyczni, to wydaje nam się, że bierze nas przedgrypowe osłabienie. Zaraz mnie połamie w kościach – przewidujemy, wzdrygając się na szarówkę za
oknem. Tymczasem to nie z przeziębieniem mamy problem, ale z głową. Padliśmy ofiarą sezonowego zaburzenia nastroju. Zjawiska znakomicie rozpoznanego w krajach skandynawskich.
W Polsce traktowanego z przymrużeniem oka.
Czy dopadła cię jesienna chandra?
Sezonowe zaburzenie nastroju prędzej Polakowi wyda
się początkami grypy niż problemem na tle psychicznym.
Niechęć do działania, kompletny brak energii, apatia,
senność, złe samopoczucie to
tylko niektóre objawy jesiennej chandry. I właśnie – gdy
używamy słowa „chandra”, to
problem wydaje się nie istnieć.
W końcu każdy z nas miewa
doła, to naturalne, że zdarzają
się gorsze dni, prawda?
Myśląc w ten sposób, spychamy się na margines. Sądzimy, że sami jesteśmy temu winni, że nie układa nam
się tak, jak byśmy chcieli. Źródła odczuwanego smutku dopatrujemy się w swoim życiu. Trudno nam uwierzyć,
że to, co czujemy, jest wyłącznie efektem ponurego myślenia i ma niewiele wspólnego
z obiektywną rzeczywistością.
Sezonowe zaburzenie nastroju (ang. seasonal affective disorders – SAD) jest pod lupą
psychologów i psychiatrów
od ponad 20 lat. Specjaliści
ostrzegają, że fala chorobliwe-
się, że widzimy świat takim,
jakim jest. A wcale nie postrzegamy go prawidłowo.
Czarne okulary skutecznie zaciemniają nam obraz
Jak poprawić sobie
nastrój?
Sposobów na poprawę samopoczucia jest tyle, ilu ludzi. Każdego de-
Czemu jesień nas dołuje?
Choć sezonowe zaburzenie nastroju jest badane od lat, to nadal nie ma zgodności co do jego przyczyn.
Niewątpliwie kluczową rolę odgrywa zmniejszenie ilości światła dziennego, która dociera do naszego mózgu – nie bez przyczyny na zaburzenia te cierpią głównie mieszkańcy krajów północnych. Ciekawą hipotezą
jest też koncepcja niższej wrażliwości komórek siatkówki na światło. Zauważono, że u części osób cierpiących
na sezonowe zaburzenia nastroju siatkówka oka jest mniej wrażliwa na światło, przez co do mózgu dociera
go mniej. Wśród czynników psychologicznych SAD wymienia się te, które ogólnie sprzyjają zaburzeniom depresyjnym. Negatywne wyobrażenia o sobie, poczucie niepewnej i zagrażającej przyszłości oraz przekonanie
o nieprzyjaznym otoczeniu społecznym to najczęstsze z nich. Niczym bumerang wracają jesienią, dlatego pamiętajmy o ruchu na świeżym powietrzu i podejmowaniu działań, które dają nam satysfakcję.
go smutku narasta i w niektórych krajach staje się drugim najczęstszym problemem
zdrowotnym, tuż po chorobach sercowo-naczyniowych.
SAD działa jak wielkie,
czarne okulary, które mamy na nosie, nawet o tym
nie wiedząc. Wydaje nam
rzeczywistości. Życie wydaje się bezbarwne. Warto uświadomić sobie, że z
nami wszystko w porządku. Jedyne, co trzeba zmienić, by było lepiej, to strącić
czarne okulary. Nie godzić
się na to, by tkwić w dole jesiennej chandry.
nerwuje i cieszy co innego,
więc nie istnieje jedna recepta dla wszystkich jesiennych smutasów. Postarajmy
się jednak znaleźć wspólny
mianownik. Czy jest coś, co
może rozweselić, pobudzić,
nastroić pozytywnie większość z nas?
Wygrana w totolotka. To
na pewno by pomogło. Świadomość, że nasze sześć cyfr to
te wylosowane, z pewnością
byłaby dla każdego dużym
strzałem emocji. Zwłaszcza
gdyby okazało się, że kupon
został niewysłany.
Wielkie szczęścia i jeszcze większe tragedie zdarzają się statystycznie niewielu
z nas. Chcąc przeżyć skrajne
emocje, łatwiej wejść do wanny i puścić na siebie strumień
lodowatej wody. Damy sobie
niezłego kopa – człowiek wychodzi spod prysznica i czuje,
że żyje. Nagle już nie jest ospały, a całodzienne znużenie
ustępuje miejsca pobudzeniu
i negatywnej ekscytacji. Szkoda, że negatywnej, ale lepsza
taka niż żadna. Przecież jedyne, czego nam teraz trzeba, to
wyrwanie się z letargu. Skoro
psychicznie mało co nas stymuluje, to pobudźmy się fizycznie.
Prosta recepta
Udowodniono, że to właśnie proste pobudzenie fizyczne jest najlepszym sposobem
na wyjście z sezonowego zaburzenia nastroju. Wysiłek fizyczny, najlepiej na orzeźwiającym, świeżym powietrzu.
W jednym z niemieckich eksperymentów nad stymulantami poprawiającymi nastrój
okazało się, że praca na powietrzu dała badanym lepsze efekty niż farmaceutyki na
poprawę nastroju. Lekko sforsowani badani, którzy wykonali powierzone im zadania
ogrodowe, deklarowali wyższe samopoczucie niż przed
przystąpieniem do pracy. Wychodzi na to, że aktywne przebywanie na zewnątrz może
skutecznie poprawić nastrój.
Czynnikiem, który wpłynął na lepszy humor badanych, mogło być również
poczucie, że powierzony obowiązek wykonało się w stu
procentach. Satysfakcja z realizacji zamierzeń również
jest tym, co może pomóc wyjść
z dołka jesiennej chandry.
Gdy więc mamy gorsze dni i
wszystko wydaje się bez sensu, to nie chowajmy się pod
pierzyną lenistwa. Zaplanujmy sobie kilka prostych czynności, które mamy zrobić, a na
koniec dnia skreślmy je z listy wykonanych zadań. Przywróci nam to poczucie własnej sprawczości. I być może
poprawi nastrój.
Jedną z pozycji na naszej
liście zadań może być wysłanie felernego totolotka. Warto wyjść z domu, pod każdym
pretekstem. Nie ma złej pogody, są tylko złe ubrania. Nawet
piętnastominutowy
spacer
uzupełnia niedobory witaminy D w organizmie. Do tego światło dzienne jest znacznie korzystniejsze dla zdrowia
i samopoczucia od sztucznego, które mamy w domu. Nim
się obejrzymy, spadnie pierwszy śnieg, a wtedy zawsze jest
przyjemniej.
Aleksandra Ruda
12
“Nowe Życie Olsztyna” nr 21 (168) 2015
Dwuznaczne umowy
Naciągaczy ci u nas dostatek. Sprzedają, co się da. Najczęściej „za pół ceny”. Wielokrotnie kuszą przez Internet lub
telefon. Jeśli nie wiesz, kto dzwoni, jeśli nie rozumiesz, o co
chodzi, to nie rozmawiaj, nie wyrażaj zgody, nie umawiaj
się na spotkanie.
Od pewnego czasu znów nasilili swą działalność naciągacze oferujący tańszy prąd. Pewnie dlatego Energa wydrukowała ulotkę „Uważaj na dwulicowe umowy”. Namawia w
niej do uważnego czytania rachunków za energię, różnych
dokumentów i wszelakiej korespondencji. W razie wątpliwości warto skontaktować się telefonicznie, a najlepiej osobiście z konsultantem lub innym fachowcem. Należy uważać,
kogo wpuszcza się do domu. Prawdziwi pracownicy posiadają identyfikatory lub legitymacje służbowe. Pod żadnym
pozorem nie należy podawać obcym swych danych osobowych ani pochopnie podpisywać żadnych umów czy innych
dokumentów. Już lepiej wziąć dokument do przeanalizowania z kimś mądrym i umówić się na inny termin.
Jeśli podpisałeś
nierozważnie umowę
Masz 10 dni! Według obecnie obowiązującego prawa,
konsument ma prawo odstąpić od umowy zawartej poza
lokalem sprzedawcy lub na odległość (to znaczy podpisanej u siebie w domu czy zawartej przez telefon) w ter-
porady
minie 10 dni od podpisania umowy. Może to uczynić bez
podania przyczyny i bez ponoszenia z tego tytułu żadnych kosztów. Jest jednak pewne utrudnienie. Odstąpienie od tak zawartej umowy może nastąpić bezpośrednio
w lokalu sprzedawcy lub poprzez wysłanie wymówienia z odpowiednim oświadczeniem listem poleconym. Po
tym terminie natomiast umowa może zostać unieważniona po udowodnieniu, że konsument został wprowadzony
w błąd. Trzeba wówczas wskazać wszystkie okoliczności,
które o tym błędzie świadczą. Po poradę w takim przypadku najlepiej udać się do miejskiego lub powiatowego
rzecznika konsumentów.
Spadek obarczony
zadłużeniami
W ubiegłym miesiącu pochyliliśmy się nad problemem
osób, które odziedziczyły spadek obarczony długiem. Ostatnio kłopoty spadkowiczów się skończyły, a przynajmniej
znacznie zmniejszyły. Weszły w życie nowe przepisy, które
na korzyść spadkobierców zmieniły zasady prawa spadkowego. Spadkobiercy już nie muszą spłacać cudzych długów.
Nowe normy wprowadzają zasadę dziedziczenia długów
tylko do wysokości wartości odziedziczonego majątku. To
bardzo oczekiwana zmiana.
Przypomnijmy, że do tej pory dziedziczyło się spadek wraz z długami, do których zalicza się między innymi
koszty pogrzebu, niespłacone pożyczki, niezapłacone opłaty za czynsz lub dzierżawę, a także roszczenia o zachowek
i inne zobowiązania. Zdarzało się, że dziedziczone majętności obarczone były znacznymi obciążeniami i z odziedziczonego majątku nie dość, że nic nie zostawało, to jeszcze
trzeba było spłacać długi krewnego, z którym od dawna
nie utrzymywało się kontaktu. Jedynym wyjściem z kłopotliwej sytuacji było odrzucenie spadku i musiało to nastąpić poprzez złożenie odpowiedniego oświadczenia w ciągu pół roku od śmierci krewnego. W dodatku trzeba było
pamiętać, by podobne oświadczenia złożyły dzieci, a nawet
małoletnie wnuki.
Nowe przepisy, obowiązujące od 18 października, wprowadziły zasadę dziedziczenia z tzw. dobrodziejstwem inwentarza. Jest to spis wszystkiego, co po spadkodawcy zostało (dom, mieszkanie, działki, samochód, ewentualnie
garaż) i wartość schedy pomniejszona o zobowiązania zmarłego. Notariusze służą pomocą.
Jak to w praktyce wygląda, spróbujmy wytłumaczyć
na przykładzie. Jeśli zmarły zostawił dom o wartości 500
tysięcy złotych, ale miał też długi w wysokości 50 tysięcy złotych, to musimy te 50 tysięcy oddać. Można oddać
ze swoich oszczędności lub sprzedać dom i z zysku spłacić dług. Inaczej jest, gdy wartość pozostawionego majątku jest mniejsza niż długi. Jeśli odziedziczyliśmy dom
wart 500 tysięcy złotych, a długi zmarłego wynoszą 600
tysięcy, to w takiej sytuacji mieszkanie trzeba sprzedać,
uzyskane pieniądze oddać na spłatę zadłużenia, ale reszta długu nie jest już naszym zmartwieniem. Nic nie zyskujemy, ale też nie spłacamy cudzych zobowiązań. Na
pierwszy rzut oka trochę to skomplikowane, ale chroni
spadkobierców przed kłopotami finansowymi płynącymi z zaświatów.
Dziecko z dwoma
domami
Po rozwodzie dziecko z reguły pozostaje przy jednym
z rodziców, a drugi rodzic ma prawo do odwiedzin i łoży
na jego utrzymanie. Gdy między rozwiedzionymi panuje
względna zgoda, mogą zdecydować się na opiekę naprzemienną. System polega na tym, że jeden tydzień dziecko
mieszka u mamy, a drugi tydzień przebywa u taty. W takiej sytuacji dobrze jest, gdy rodzice mieszkają w niewielkiej
odległości i dziecko cały czas może chodzić do tego samego przedszkola lub tej samej szkoły. Pozostaje pytanie, czy z
psychologicznego punktu widzenia dobrze jest, gdy dziecko ma dwa domy.
M.R.
ślady przeszłości
“Nowe Życie Olsztyna” nr 21 (168) 2015
13
Książki pochodzą z wydawnictwa Prószyński i S-ka
Artur Górski
Masa o bossach
polskiej mafii
BARAN 21.03 – 20.04
Chcąc wbić się w stary
garnitur, uważaj z jedzeniem.
Utrzymasz dobrą formę, jeśli będziesz się wysypiać
i jeść więcej warzyw, owoców.
Zrób sobie dzień oczyszczający lub głodówkę. Dotyczy to
tylko Ciebie, nie rodziny.
LEW 23.07 – 23.08
Nie broń się przed miłością, nawet jeśli jesteś żonaty. Bardzo potrzebujesz dawki pozytywnych emocji. Nie
wstydź się! Wielu facetów
w Twoim wieku powtórnie
zakochało się we własnych żonach. Z wzajemnością!
STRZELEC 23.11 – 21.12
Więcej wiary we własne
siły, a wszystkie Twoje plany zostaną zrealizowane. Nie
słuchaj żadnych dobrych rad,
jeżeli nie chcesz sprawdzić
wiarygodności przysłowia, że
prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie.
BYK 21.04 – 20.05
Więcej
systematyczności. Problemy rozwiązuj po
kolei. Najpierw te drobne,
a sam wiesz, że jest ich najwięcej. Potem te ogólnokrajowe,
a dopiero na końcu problemy
ludzkości. Pamiętaj! Geniusze
rzadko są doceniani za życia.
PANNA 24.08 – 23.09
Przydałaby się jakaś zmiana w Twoim monotonnym życiu. Zadbaj o trochę rozrywki.
Może urządzisz dla przyjaciół
małą imprezę? Pamiętaj jednak, że dobra muzyka, kawa
i paluszki to nie jest to, co ich
zaskoczy.
KOZIOROŻEC 22.12 – 20.01
Zjedz lunch albo obiad
w restauracji, w której dotychczas nie byłeś. Kup sobie jakiś
fajny ciuch, buty lub książkę.
Nie pierz pościeli i nie wymieniaj żarówek. Nie czytaj
w łóżku ani po ciemku. Nikt
tego nie doceni.
BLIŹNIĘTA 21.05 – 21.06
Bardzo udany okres pod
względem finansowym. Opłacisz czynsz za mieszkanie,
światło, gaz i nawet energię
elektryczną. Spłacisz zaległe
raty i pożyczkę w zakładzie
pracy. Tylko nieznacznie
przekroczysz debet. Super!
WAGA 24.09 – 23.10
W najbliższym czasie
oczekuj dużego spadku. Będzie to dla Ciebie na pewno
wielkie zaskoczenie. Na przyszłość zaufaj jednak fachowcom i nie graj więcej sam na
giełdzie. Chyba że na giełdzie
samochodowej w trzy karty.
WODNIK 21.01– 19.02
Dotrze do Ciebie prawda, z której istnienia zupełnie
nie zdawałeś sobie sprawy.
Spowoduje to działania nie
do końca przemyślane. Jesteś
przystojny! Jednak nie wyciągaj z tego daleko idących
wniosków. Nic to nie zmieni.
RAK 22.06 – 22.07
Okoliczności będą popychać Cię do zachowań, które
jeszcze jakiś czas temu uznałbyś za niedopuszczalne. Pamiętaj o kulturze! Także o kulturze jedzenia! Nie wypada
śledzi popijać szampanem!
Chyba że nikt nie widzi!
SKORPION 24.10 – 22.11
Wycieczka
zagraniczna bardzo udana. Zmylisz
czujność celników i przemycisz całą partię towaru. To,
co przywieziesz do kraju, też
sprzedasz bez problemu. Uważaj! Mogą Cię okraść dopiero
po zakończeniu transakcji.
RYBY 20.02 – 20.03
Nie wszystko złoto, co się
świeci. Dlatego nie ciesz się
zawczasu. Odszkodowanie,
które otrzymasz z firmy ubezpieczeniowej, nie pokryje nawet dziesiątej części strat, jakie poniosłeś. Odbijesz sobie
w inny sposób.
Redakcja zastrzega sobie prawo do unieważnienia horoskopu, bez podania przyczyn!
AZB
Wstrząsająca opowieść o
bezwzględnych bossach polskiej mafii. Kim byli ludzie,
którzy rządzili jedną z największych struktur przestępczych w tej części Europy?
Pershing, Barabasz, Rympałek – te gangsterskie pseudonimy budziły strach w Polsce lat 90 i do dziś owiane są
legendą. Poznaj kulisy kariery i tajemnice najbardziej zna-
Kino
nych mafiozów i tych, którzy
tworzyli grupę pruszkowską,
ale nigdy nie wspięli się na jej
szczyt. Skrytobójstwo, zamachy bombowe, uprowadzenia
– to była ich codzienność.
Jakimi metodami utrzymywali się na mafijnym
szczycie? Kto był ich sprzymierzeńcem, a kto zaciekłym
wrogiem? I jak wygląda ich
życie dzisiaj?
zaprasza
Aby dostać jeden z ośmiu biletów na dowolny film 2d grany od poniedziałku do czwartku,
należy wysłać SMS z uzasadnieniem, dlaczego właśnie do Ciebie ma trafić bilet, pod numer
7148 o treści „zycie1. treść uzasadnienia” Koszt SMS-a to 1,23 zł z VAT.
Minimaraton Bonda
w kinach Helios!
Już 4 listopada o godzinie 20 odbędzie się Minimaraton
Bonda z przedpremierowym pokazem filmu „Spectre”!
W ramach NMF zaprezentowane zostaną dwie najnowsze części przygód najsłynniejszego agenta Jamesa Bonda.
Jako pierwszy zostanie wyemitowany obsypany nagrodami „Skyfall”, a następnie
odbędą się pierwsze, przedpremierowe pokazy jednego z
najbardziej oczekiwanych filmów tego roku – „Spectre”.
REKLAMA
Widzów kina Helios czeka ekscytujący wieczór z dynamiczną, zapierającą dech
w piersiach akcją, wspaniałymi efektami specjalnymi
i prawdopodobnie ostatnim
filmem o agencie 007 z Danielem Craigiem w roli głównej.
14
olsztyn
“Nowe Życie Olsztyna” nr 21 (168) 2015
Z roku na rok następuje szybki rozwój transportu rowerowego.
Już teraz Olsztyn ma 70 km dróg rowerowych, a niedługo zbudowanych zostanie kolejnych 30 km. O teraźniejszości i przyszłości jednośladów w stolicy Warmii i Mazur z Mirosławem
Arczakiem, oficerem rowerowym, rozmawiał Cezary Kapłon.
Olsztyn rowerami stoi
Został Pan oficerem rowerowym już w styczniu 2012
roku. Skąd ta pasja?
Stanowisko oficera to bardzo ważne dla mnie zadanie,
ale moje zaangażowanie na
rzecz olsztyńskich rowerzystów pojawiło się znacznie
wcześniej, bo już kilkanaście
lat temu. Wtedy organizowaliśmy pierwsze publiczne wystąpienia zwracające uwagę
na konieczność zapewnienia
bezpiecznych i wygodnych
warunków jazdy na rowerze,
a także uświadamiające liczne zalety tego sposobu przemieszczania się po mieście. Bo
wielu mieszkańcom Olsztyna
rower może pomóc lub już pomaga w oszczędzaniu pieniędzy i czasu potrzebnych do
codziennych dojazdów. Przy
okazji zyskuje się wzmocnienie własnego zdrowia oraz
świadomość
pozytywnego
wpływu na środowisko naturalne i wygląd miasta.
Jak by Pan ocenił dotychczasowe działania?
Za duży plus uznaję to, że
od 2009 r. temat rozwoju komunikacji rowerowej w Olsztynie jest formalnie uporządkowany, tzn. opracowano
wtedy całościowy plan obejmujący całe miasto, przyjęto modelowe rozwiązania
techniczne dróg rowerowych
(tzw. standardy) oraz zobowiązano się do umieszczania infrastruktury rowerowej
w ramach podejmowanych
większych robót drogowych.
Pojawienie się funkcji oficera
rowerowego to także znaczny postęp i dobry wyróżnik
Olsztyna, ponieważ wcale nie
jest polską normą, że lokalne środowisko rowerowe ma
swojego oficjalnego przedstawiciela w strukturze urzędu. Jeśli chodzi o wystawie-
nie oceny naszym działaniom,
to na szczęście nie muszę ryzykować posądzenia o stronniczość, ponieważ istnieje
ogólnopolski ranking „miast
przyjaznych rowerzystom”
publikowany co dwa lata
przez branżowy miesięcznik
„Rowertour”. W 2014 r. uplasowaliśmy się na 7. miejscu
wśród 41 ocenianych miast.
Co się udało zrealizować?
Przede wszystkim utrwalić rozwój komunikacji rowerowej jako ważnego elementu
całego układu komunikacyjnego w Olsztynie. Poza tym
od kilku lat udaje się uruchamiać naturalny potencjał rekreacyjno-turystyczny
w postaci licznych jezior i imponującego Lasu Miejskiego. Korzystanie z rowerów na
tych terenach jest jedną z podstawowych form aktywności mieszkańców i turystów.
Tym samym jest to jedna
z szans na zapewnienie atrakcji przyjezdnym na nieco dłuższe pobyty niż to ma miejsce
aktualnie.
Czego się nie udało do tej
pory zrobić?
Wbrew Pańskim przypuszczeniom, nie skupię się
tutaj na sprawach technicznych czy finansowych, chociaż do nich nawiążę. Najtrudniej jest bowiem wpływać
na zmiany mentalne i sposób
postrzegania jazdy na rowerze w społeczeństwie. Bo niby blisko ? Polaków deklaruje posiadanie tego pojazdu,
niemal każdy potrafi na nim
jeździć, około 70 proc. olsztynian zapowiada, że będzie regularnie korzystało z roweru,
jeśli tylko powstanie dogodna sieć dróg, a mimo to rower jest wciąż przez wielu postrzegany tylko jako sposób
na rekreację lub sport. Trzeba
przyznać, że takie nastawienie kładzie się potem cieniem
na powstającą infrastrukturę rowerową, ponieważ decyzje podejmują osoby znające z własnego doświadczenia
tylko dosyć wąski zakres tej
tematyki. To jest problem
w całym kraju, gdy tymczasem najważniejsze jest zapewnianie dobrych warunków do
codziennych dojazdów do
pracy, szkoły czy na zakupy.
Funkcja oficera rowerowego stanowi łącznik pomiędzy
bardzo praktycznymi oczekiwaniami przyszłych użytkowników a decydentami,
którzy muszą przyjmować
o wiele szerszy punkt widzenia.
Mam wrażenie, że przez te
lata coraz więcej rowerzystów jeździ ulicami Olsztyna. Czy może się mylę? Skąd
nagle taki skok popularności tego środka transportu?
Myślę, że każdy mieszkaniec Olsztyna potwierdzi
Pańską obserwację. Jednak
aby mieć mocniejsze dowody
na wzrost liczby rowerzystów
na naszych ulicach, od 2009 r.
prowadzone są pomiary natężenia tego rodzaju ruchu,
czyli mówiąc krótko: liczymy
rowerzystów w wybranych
lokalizacjach i na wybranych
odcinkach. Najbliższe badania są zaplanowane na wiosnę
2016 r., a celem tego działania
będzie analiza sposobu funkcjonowania nowego układu komunikacyjnego z obecnością tramwajów i znacznie
już rozbudowaną siecią tras
rowerowych. Jeśli zaś chodzi
o popularność roweru, to wygląda na to, że mieszkańcy lawinowo przekonują się do jego zalet i zdobywają własne
doświadczenia, z których wynika, że jazda na rowerze to
faktycznie spore oszczędności
i wielka przyjemność.
Czy rower może być dobrym
środkiem komunikacji przez
cały rok? Wydaje mi się, że
z powodu chłodnego klimatu zimą to nie jest najlepsze
rozwiązanie.
Staram się nie dyskutować
z takimi poglądami, bo niemal
zawsze są to tylko teoretyczne wywody, a sama niechęć
do jesienno-zimowego rowerowania wynika z powszech-
olsztyn
nych stereotypów i braku własnych doświadczeń. Dlatego
zawsze w takich rozmowach
gorąco zachęcam do samodzielnego spróbowania przedłużenia tak zwanego „sezonu” rowerowego i dopiero
wtedy wyrobienia zdania na
ten temat. Aby nie było wątpliwości co do mojej wiarygodności, zapewniam, że od
wielu lat jeżdżę na rowerze
przez okrągły rok i bardzo to
sobie chwalę.
Obecnie długość rowerowych dróg wynosi 70 km.
W planach jest wykonanie
kolejnych 30 km. Tym samym dogonilibyśmy Rzeszów, który w tej chwili
w swoich granicach administracyjnych ma 100 km takich tras. Warto tutaj wspomnieć, że Olsztyn jest dosyć
wysoko w rankingu długości
ścieżek rowerowych. Żadne
mniejsze miasto nas nie wyprzedza.
Zapewniam, że w tym zakresie nie toczy się żadna rywalizacja pomiędzy miastami. Każdy robi swoje na miarę
możliwości i zasobów. Wszyscy oczywiście śledzą wzajemnie swoje postępy, ale bardziej
po to, aby twórczo współpracować i korzystać z doświadczeń innych miast. Bardzo pomocna jest tutaj ogólnopolska
sieć „Miasta dla rowerów”,
dzieki której od wielu lat gromadzona jest wszechstronna
i fachowa wiedza na temat
szeroko rozumianego transportu rowerowego.
Wspominał Pan o nowych
rozwiązaniach dogodnych
dla rowerzystów. Skąd czerpiecie pomysły i jakie są to
rozwiązania?
Około 10 lat temu pomysły i konkretne rozwiązania
techniczne opierały się przede
wszystkim na doświadczeniach krajów, w których rowerowa normalność została
stworzona już dawno, czyli
Holandii, Danii czy Niemiec.
Nasze wejście do Unii Europejskiej i znaczne nakłady na
drogi (także drogi rowerowe) pozwoliły upowszechnić
wyższą jakość infrastruktury
i bardziej systemowe myślenie o komunikacji rowerowej.
Ulepszenia
wprowadzane
z myślą o rowerzystach nie
biorą się bowiem z magicznego kapelusza. To wynik wielu obserwacji, doświadczeń,
a nawet badań naukowych.
Do niedawna kilka rozsądnych rozwiązań było blokowanych przez polskie przepisy, ale na szczęście rowerzyści
są nawet w Sejmie, gdzie po-
słowie skupieni w Parlamentarnej Grupie Rowerowej skutecznie zadziałali na
rzecz pozytywnych zmian
w prawie.
Na czym polegają
udogodnienia?
Nowe rozwiązania polegają głównie na rozsądnym
dzieleniu przestrzeni dróg,
które już istnieją. Jest to zatem działanie bardzo gospodarne pod względem ekonomicznym i przestrzennym,
a także – paradoksalnie
– sprzyja ogólnej poprawie
bezpieczeństwa ruchu drogowego. Są to na przykład pasy ruchu dla rowerów, czyli
część jezdni wydzielona specjalnie dla rowerzystów, śluzy rowerowe, czyli miejsce
przed skrzyżowaniem, gdzie
rowerzysta może zająć pierwsze miejsce w szeregu pojazdów oczekujących przed
sygnalizatorem, a także kontraruch, czyli dopuszczenie
ruchu rowerów w obie strony na ulicach jednokierunkowych. O wprowadzaniu tych
rozwiązań będziemy zawsze
szczegółowo
informować,
aby zapewnić bezpieczeństwo wszystkim użytkownikom, bo zdajemy sobie sprawę, że nie każdy zna sposób
ich działania i umie właściwie
z nich korzystać.
Mówiąc o przyszłości. Ma
powstać 30 km nowych
ścieżek. Mają być one podzielone na 12 etapów.
Największe szanse na dofinansowanie będą miały
projekty przewidujące tzw.
„łańcuch ekomobilności”.
Co to dokładnie jest?
To taki sposób planowania sieci komunikacyjnej, który przewiduje możliwie dużo
powiązań pomiędzy komunikacją publiczną, rowerową
i pieszą. Poza samym przewidywaniem tych powiązań
w „łańcuchu ekomobilności” następuje ich konkretne
wspieranie np. poprzez dogodne warunki do przesiadek, budowanie nowych odcinków dróg rowerowych
i chodników, wytyczanie buspasów czy budowanie parkingów park&ride i bike&ride. Do tego dochodzi
szereg działań uzupełniających powstałą infrastrukturę, na przykład zakup nowych pojazdów komunikacji
miejskiej, niższe stawki za
korzystanie z autobusów
i tramwajów czy wykorzystanie systemu roweru publicznego (tzw. „rower miejski”).
W przypadku Olsztyna takie
pojmowanie „łańcucha eko-
mobilności” wykracza poza
granice miasta i jest przedmiotem współpracy z sąsiednimi gminami. Wszytko po
to, aby ten kompleksowy system komunikacyjny, a więc
symboliczny „łańcuch”, obejmował możliwie duży obszar
i dawał korzyści jak największej liczbie mieszkańców.
Łynostrada jest jednym
z tych projektów omawianych w pytaniu wyżej. Ma
w zamyśle połączyć os. Generałów, Brzeziny i biec
wzdłuż Łyny przez park Centralny i Stare Miasto aż do
Lasu Miejskiego. Jak bardzo
ta inwestycja jest ważna dla
ruchu rowerowego
w mieście?
Jest to jedna z priorytetowych tras, której kompletna
dokumentacja powstanie do
połowy 2016 r. W sumie wybraliśmy 10 brakujących fragmentów olsztyńskiej sieci rowerowej i –szczerze mówiąc
– każdy z nich jest równie
ważny, bo rozwiązuje rowerowe problemy w różnych częściach miasta.
Według planów rozwoju
sieci dróg rowerowych Zatorze jest objęte specjalną
strefą. Czy to ze względu na
fakt, że trudno wyznaczyć
na tym osiedlu trasy
rowerowe?
Jest to obszar o specyficznym układzie komunikacyjnym, a także utrwalonym
układzie zabudowy, w który
nie ma potrzeby ingerować.
W wielu miejscach istniejące
drogi będą wystarczające do
zapewnienia wygody i bezpieczeństwa
rowerzystów.
Będziemy tam korzystać z nowych rozwiązań, o których
wcześniej wspominałem.
Patrząc na mapkę, gdzie zaznaczone są istniejące oraz
projektowane drogi rowerowe, trudno oprzeć się
wrażeniu, że zachód miasta
został pominięty. Owszem,
istnieją drogi wzdłuż głównych ulic, ale np. nie ma połączenia Gutkowa z Łupstychem, który mógłby być
w przyszłości elementem
trasy wiodącej dookoła
jeziora Ukiel.
Ależ to wszystko jest przewidziane! Całościowy obraz
docelowej sieci rowerowej
w Olsztynie został wypracowany w 2009 r., a teraz przedstawiliśmy jedynie etap prowadzący do celu. Ostatnio
rozpowszechniana
mapka
ukazuje jedynie te trasy, które zostały wybrane specjalnie z myślą o ruchu rowerowym. Równolegle pracujemy
nad dokumentacjami dużych
inwestycji drogowych, w których także powstanie infrastruktura rowerowa. Jedną
z nich jest wspomniana przez
Pana ul. Żurawia, łącząca
Gutkowo z Łupstychem. Podobna sytuacja ma miejsce
przy projektach przedłużenia
ul. Pstrowskiego i ul. Towarowej w kierunku powstającej obwodnicy Olsztyna. Drogi rowerowe są przewidziane
w zasadzie we wszystkich aktualnych projektach
drogowych.
Czy budowa parkingów typu bike&ride może się
sprawdzić? Jak takie miej-
“Nowe Życie Olsztyna” nr 21 (168) 2015
sca będą chronione? Przyznam szczerze, że zostawiając rower przy ulicy na
dłużej niż kilkanaście minut,
bałbym się, że ktoś może
go ukraść.
Doświadczenia
innych
polskich miast pokazują, że
dobrze sprawdza się taki sposób wspierania mieszkańców,
którzy chcą na rowerach dojeżdżać do przystanków komunikacji miejskiej. My także
stwarzamy ku temu warunki
i mam nadzieję, że olsztynianie skorzystają z takiej możliwości. Parkingi bike&ride mają być miejscem przyjaznym
dla pozostawionego tam pojazdu. Stąd umieszczenie wygodnych i solidnych stojaków
rowerowych, zadaszenie całego parkingu oraz bezpośrednio doprowadzona tam droga
rowerowa. Elementy monitoringu są także rozważane.
Jaki rower warto wybrać do
codziennych dojazdów?
Nie bez powodu w najbardziej rowerowych krajach
roi się od zwykłych, prostych
15
i stosunkowo tanich rowerów. Bierze się to z praktycznego podejścia i traktowania roweru jako normalnego
pojazdu pomagającego przemieszczać się po mieście. Stąd
warto rozważyć posiadanie
takiego właśnie roweru, który
pozwoli uwolnić się od obaw,
które Pan przytoczył. Zapewniam, że taki wydatek zwraca się bardzo szybko. Jak już
mówiłem, wszystko najlepiej
rozstrzygać w praktyce, dlatego zachęcam wszystkich
Czytelników do samodzielnego zapoznania się ze zmianami zachodzącymi w Olsztynie
z perspektywy rowerowego
siodełka.
Wnioski, pomysły i uwagi na temat komunikacji rowerowej w Olsztynie można przesyłać na adres oficera
rowerowego: [email protected]
16
“Nowe Życie Olsztyna” nr 21 (168) 2015
aglomeracja olsztyńska
W Dywitach rzetelna obsługa i otwarcie na inwestora
Gmina Dywity
gminą Fair Play!
W piątek 23 października wójt Jacek Szydło odebrał w Warszawie certyfikat „Gmina Fair Play
2015”. Zaszczytny tytuł zdobyło 17 samorządów w Polsce, które stwarzają warunki do rozwoju i są otwarte na nowe inwestycje, a jednocześnie gwarantują rzetelną obsługę w przyjaznej
biznesowi atmosferze.
Gmina Dywity otrzymała certyfikat „Gmina Fair Play” już po raz siódmy.
Tym samym potwierdziła,
że jest otwarta, stwarza dogodne warunki nowym inwestorom i przedsiębiorcom.
Potwierdzeniem jest chociażby głośna ostatnio inwestycja olsztyńskiego Arbetu, czyli budowa osiedla Sterowców
w Dywitach na kilka tysięcy
mieszkańców.
Warto zaznaczyć, że zdobycie certyfikatu było poprzedzone dwuetapową weryfikacją. Gościem uroczystej gali
w warszawskim hotelu „Bristol” był m.in. Janusz Piechociński, wiceprezes Rady Ministrów i minister gospodarki.
Głównym założeniem programu „Gmina Fair Play” – Certyfikowana Lokalizacja Inwestycji jest promowanie wśród
polskich i zagranicznych inwestorów tych samorządów,
Wójt Jacek Szydło odebrał certyfikat „Gmina Fair Play” 23 października podczas gali
w Warszawie
które stwarzają warunki do
rozwoju i są otwarte na nowe inwestycje, a jednocześnie gwarantują rzetelną obsługę w przyjaznej biznesowi
atmosferze. Konkurs prowadzony jest w 5 kategoriach:
gmina wiejska agro, gmina
wiejska wielofunkcyjna, miasteczko i małe miasto, średnie
miasto, duże miasto, gmina
turystyczna (Dywity zdobyły certyfikat w kategorii: wielofunkcyjna gmina wiejska
– red.). Organizatorem konkursu jest Instytut Badań nad
Demokracją i Przedsiębiorstwem Prywatnym, działający przy Krajowej Izbie Gospodarczej w Warszawie.
Gmina Dywity już po raz drugi będzie świętować Dzień Niepodległości na sportowo i kreatywnie. Na bieg lub marsz wokół Jeziora Dywickiego zaprasza w środę 11 listopada całe rodziny.
Będzie zdrowo, wesoło, będzie malowanie wielkiego obrazu niepodległościowego, a także
poczęstunek i 500 pięknych czapek kibica dla uczestników biegu.
Będzie rodzinnie,
patriotycznie i zdrowo
Biuro zawodów oraz strat
i meta będą zlokalizowane
przy pomoście drewnianym
nad Jeziorem Dywickim (dojście ścieżką pomiędzy przedszkolem a ośrodkiem zdrowia
w Dywitach). Trasa biegu prowadzić będzie wokół Jeziora Dywickiego, a jej długość
wynosi około 2,4 km. Zapisy
będą prowadzone na miejscu
w biurze zawodów od godz.
11.00 do godz. 13.00. Trasa dla
uczestników będzie otwarta
od godziny 11.30 do 13.30.
– Głównym zamysłem jest
uczczenie Święta Niepodległości bez zadęcia, w sposób
zdrowy i aktywny przy udziale całych rodzin – mówi Julian
Wojgieniec, kierownik Referatu Bezpieczeństwa, Transportu i Sportu Masowego Urzędu
Gminy w Dywitach.
Impreza ma charakter
otwarty. Prawo uczestnictwa w biegu mają osoby pełnoletnie oraz osoby niepełnoletnie, jeśli posiadają pisemną
zgodę rodziców. Warunkiem
dopuszczenia do biegu jest
Biało-czerwone czapki kibica otrzyma 500 uczestników II Gminnego Biegu
Niepodległości w Dywitach
przedstawienie przez uczestnika zaświadczenia lekarskiego. Mile widziane będą stroje biało-czerwone. Gminny
Ośrodek Kultury w Dywitach
zadba o kreatywno-kulturalną część wydarzenia.
– Na naszym stoisku zaplanowaliśmy happening polegający na stworzeniu wspólnymi siłami wielkiego obrazu
niepodległościowego – mówi Aneta Fabisiak-Hill, dyrektor GOK Dywity. – Będzie też malowanie buź na
biało-czerwono.
Stowarzyszenie „Aktywne Dywity” i sołectwo Dywity zadbają o poczęstunek
w postaci pysznego bigosu.
Dodatkowo uczestnicy mogą
liczyć na gorącą herbatę i pączka. Dla 500 uczestników biegu
przygotowano także piękne
biało-czerwone czapki kibica.
Organizatorem wydarzenia
jest gmina Dywity, a współorganizatorami GOK Dywity,
OSP gminy Dywity, Dywickie
Gminne Zrzeszenie LZS, sołectwo Dywity i Stowarzyszenie „Aktywne Dywity”.

Podobne dokumenty

Pozazdrościć, naśladować? - Konferencja Mediów Polskich

Pozazdrościć, naśladować? - Konferencja Mediów Polskich z władzą (określanych jako sitwa) i 20 procent tych, którzy chcieliby pisać prawdę, ale im szefowie nie dają. Padają nawet przykłady serwilizmu i orwellizmu. Prezentują go według Adama Sochy trzy d...

Bardziej szczegółowo

Spadek przyjazdów z obwodu

Spadek przyjazdów z obwodu Choroba wieku dziecięcego powoli mija To chyba jedna z najbardziej emocjonujących inwestycji w ostatnich kilkunastu latach w Olsztynie, a na pewno najdroższa. Mowa o olsztyńskich tramwajach, które ...

Bardziej szczegółowo