parkowa wrzesien 2015:Parkowa new

Komentarze

Transkrypt

parkowa wrzesien 2015:Parkowa new
25 września 2015
Bezpłatny miesięcznik informacyjny Parku Śląskiego w Chorzowie
Park Śląski – regionalny rekordzista
W numerze:
Trzy miliony osób rocznie
Park na jesienną chandrę
ZDJĘCIA: PARK ŚLĄSKI
STR. 2
To już nie tylko liczba szacunkowa
– Park Śląski odwiedzają rocznie
3 miliony osób. To wynik pomiarów, które trwały od połowy
czerwca ubiegłego roku do końca
maja. – Dzięki nim będziemy mogli lepiej przygotować naszą ofertę.
Pomiary ułatwią też rozmowy
z potencjalnymi partnerami biznesowymi i inwestorami – tłumaczy
Łukasz Buszman, rzecznik prasowy Parku Śląskiego.
Wąskotorówka – kolejny etap
STR. 3
N
iedziela, najlepiej święto państwowe,
a do tego kilka imprez, to gwarancja
sporego tłoku w Parku Śląskim.
Do tej pory można się go było tylko
wtedy spodziewać. Teraz – po otrzymaniu opracowania Biura Studiów Projektów i Komunikacji, dotyczącego pomiaru ruchu pieszego we wskazanych wejściach – możliwość jego wystąpienia jest potwierdzona badaniami.
Łącznie wykonano 30 pomiarów. Prowadzono je
przy 12 wejściach do parku, metodą ręcznego zliczania.
Najdłuższe trwały 12 godzin i obejmowały wszystkie wejścia, a najkrótsze 7 godzin i obejmowały tylko pięć wejść
głównych. – Staraliśmy się wybrać najbardziej reprezentatywne dni, zarówno ze względu na pogodę, dzień tygodnia, wakacje oraz długie weekendy i święta, terminy
otwarcia atrakcji stałych oraz imprezy cykliczne i nieregularne – wymienia Sławomir Senik, który koordynował
przeprowadzenie pomiarów.
Długie weekendy to czas, gdy gości w Parku Śląskim jest najwięcej
i galerie handlowe – tłumaczy Senik. – Jak można się było
spodziewać, kolosalny wpływ na ilość odwiedzających, mają warunki pogodowe – dodaje.
Bardzo duży wpływ na liczbę gości ma również ilość
imprez i czynnych atrakcji. Przykładowo, gdy jednego
letniego dnia dostępne są cztery atrakcje, to liczba gości
jest nawet dwukrotnie mniejsza, niż gdy otwartych jest
sześć obiektów i odbywa się choć jedna impreza. Senik
tłumaczy, że bardzo duży wpływ na ilość gości mają imprezy organizowane w konkretnych instytucjach.
– Dobrym przykładem jest tutaj „Wesołe at night”.
W dni, w które ta impreza się odbywała, odnotowywaliśmy znaczny przyrost osób spacerujących po parku w godzinach późno popołudniowych.
Najdogodniejsze przy Żyrafie
Przeprowadzone pomiary pozwoliły też określić popularność konkretnych wejść do Parku Śląskiego. W przyszłości mogą okazać się przydatne m.in. dla służb porządkowych i bezpieczeństwa. Najpopularniejszym jest wejście
od ulicy Chorzowskiej przy Żyrafie (korzysta z niego
średnio 20,17 procent wszystkich gości). Chętnie wykorzystywane są też wejście aleją Harcerską (19,05 proc.)
i od ulicy Złotej (17,04 proc.). Mniejszym zainteresowaniem cieszą się natomiast te w północnej części parku.
Najpopularniejszy 3 maja
Najważniejsze dla partnerów
Jednego dnia najwięcej gości – prawie 28 tysięcy – odwiedziło park podczas przeprowadzania 28. pomiaru w pogodną niedzielę, 3 maja tego roku, gdy były otwarte niemal wszystkie atrakcje i odbywała się wystawa „Gryfne
klocki”. Najmniej ludzi – 719 osób – policzono podczas 23. pomiaru, który odbył się 9 lutego tego roku,
w mroźny, śnieżny i pochmurny poniedziałek, kiedy zamknięte były niemal wszystkie atrakcje.
Z przeprowadzonych pomiarów wynika, że park w ciągu typowego tygodnia, w którym nie ma świąt, odwiedza
średnio 60 tysięcy osób, prawie jedna trzecia z nich przychodzi w niedzielę. – Na podstawie przeprowadzonych pomiarów i obliczeń, szacujemy, że park odwiedza rocznie
ponad 3 miliony osób, ale dane te nie uwzględniają gości
Śląskiego Wesołego Miasteczka – mówi Senik. – Upraszczając ten wynik, można zatem powiedzieć, że niemal każdy Ślązak odwiedza go przynamniej raz w roku.
Jak podkreśla Łukasz Buszman, tego rodzaju badań ilościowych nigdy w Parku Śląskim nie wykonywano. – Dotychczas liczbę gości wyłącznie szacowano, podczas gdy
dzisiaj to właściwie kluczowe dane, którymi szczycą się
nie tylko poszczególne atrakcje turystyczne, ale i całe regiony – mówi. I tłumaczy, że trudność polega na tym, że
Park Śląski jest przestrzenią otwartą i konieczne było przeprowadzenie badań kompleksowych. Mówiąc wprost, policzenie gości przybywających w określone dni: robocze,
weekendy, święta, wakacje czy w roku szkolnym. Dopiero
takie podsumowanie, pozwala odpowiedzialnie stwierdzić, ile osób odwiedza to miejsce.
– Liczby, które uzyskaliśmy, stają się np. podstawą
do planowania określonych wydarzeń w określone dni –
zaznacza Buszman. – Są też niezbędne podczas rozmów
z ewentualnymi partnerami wydarzeń, ale również inwestycji. Dla nich liczba ewentualnych odbiorców określonych działań może być decydująca przy potencjalnej
współpracy z parkiem – dodaje i mówi, że wyniki badań
dają też możliwość osobom zarządzającym parkiem
na przygotowanie się na większą ilość gości w danym dniu.
– Gdzieś na końcu znajduje się element prestiżowy.
Oczywiście także bardzo ważny. Trudno przecież znaleźć
podobne miejsce w regionie, które może poszczycić się
tak dużym i niesłabnącym zainteresowaniem mieszkańców, za jakie oczywiście wszystkim niezwykle gorąco
dziękujemy – kończy Buszman.
Najlepsze umiarkowane
zachmurzenie
Najchętniej goście parku korzystają z jego uroków w niedzielę. Jest ich wówczas prawie dwukrotnie więcej niż w soboty i czterokrotnie więcej niż w dni powszednie. Najliczniej bywamy tutaj, gdy temperatura waha się od 18 do 24
stopni Celsjusza, a niebo jest umiarkowanie zachmurzone.
W dni pogodne park przyciąga pięciokrotnie więcej osób
niż w dni deszczowe. – Park jest bardzo chętnie odwiedzany w święta narodowe i kościelne, gdy zamknięte są sklepy
Średnio – każdy mieszkaniec województwa
odwiedza Park Śląski raz w roku
Parkowe liczby:
3185782 – tylu gości odwiedziło Park
58732
27824
Śląski w ciągu roku
– tylu gości przeciętnie
odwiedzało Park Śląski
w tygodniu
– tylu gości odwiedziło Park
Śląski 3 maja 2015 roku,
podczas pomiaru, w którym
ilość osób była najliczniejsza
Łukasz Respondek
Działo się biegowo
STR. 6-7
Niezwykłe narodziny w zoo
STR. 9
Rozmowa miesiąca
Psycholog radzi jak przetrwać najbliższe miesiące
Sezon cały rok
ZDJĘCIE: PARK ŚLĄSKI
2
Uczmy się doceniać jesień
– Jesteśmy w bardzo specyficznym momencie roku –
jeszcze do końca nie opadły z nas emocje związane z letnimi wojażami, przygodą, odpoczynkiem, a już musimy zakasać rękawy i ruszyć do pracy. Zmiana pory roku nie zawsze temu sprzyja, jesień potrafi zdemobilizować, nawet
zasmucić…
– Pod pojęciem jesiennego smutku, melancholii, mogą
się kryć bardzo różne rzeczy, ale dzisiaj rozmawiamy
o tych stanach, które absolutnie mieszą się w normie, a są
właśnie wywołane zmianą pory roku. Tak jak natura wokół nas w jesieni staje się mniej witalna, więdną kwiaty,
drzewa tracą liście, słońce słabiej grzeje lub znika za szarymi chmurami, snują się mgły, a dni są coraz krótsze, z nami – dziećmi tejże natury – jest podobnie, wyciszamy się,
zwalniamy, nasze emocje stają się bardziej stonowane,
można rzec mniej kolorowe. I tak jak w starej piosence
„A mnie tak szkoda lata…”, żal nam minionego czasu,
urlopowego szaleństwa, ciepła, upojenia słońcem. To naturalne. Ważne jednak, żeby się do tej zmiany dobrze przygotować i odpowiednio nastawić. Bo jeżeli liczymy na to,
że jesienią wszystko toczyć się ma podobnie jak to było latem – a więc będziemy budzili się radośni, pełni energii,
zapału do działania, krótko mówiąc „będzie nam się
chciało”, to możemy się niemiło rozczarować. Ale przecież
nikt nie powiedział, że stale musimy być w stanie radosnej
euforii.
– Jednak wszyscy do niej dążymy. Idealny świat, to dziś
uśmiechnięci ludzie, pełni sukcesów, zawsze gotowi do zabawy, żyjący w kolorowym świecie, najlepiej w dobrej pogodzie. A może coś przeoczyłem?
– Media często – bardzo myląco – chcą nas przekonać,
że jeżeli człowiek nie jest od rana w szaleńczym rytmie, takim energetycznym transie i nie kipi radością, to coś z nim
jest nie tak, bo przecież innym się to udaje. Myślę, że
na wszystko w życiu jest odpowiedni czas. Również na zadumę, na nieco melancholijną refleksję, która w sposób
naturalny przeplata się z okresami ożywienia i wytężonej
aktywności. Nasz organizm potrzebuje czasem wyciszenia.
Ważne jest, by nie upatrywać w tym niczego złego. Przekonanie samego siebie, że poranne trudności z wybudzeniem,
rozpoczęciem dnia na pełnych obrotach, małe smuteczki
i tęsknoty nie wiadomo za czym, wcale nie znaczą, że jesteśmy chorzy, czy że czyhają na nas jakieś nieszczęścia.
To po prostu stany jesienne, które na swój sposób wzbogacają nasz wewnętrzny świat. Doceńmy ich znaczenie.
– W ten sposób poniekąd mamy tę jesienną melancholię pod kontrolą. To pomaga?
– To działa trochę jak wiadomość o niekorzystnym biometrze. Wstając rano w nienajlepszej formie, martwimy
się tym, co się z nami dzieje. Słysząc jednak w radiu, że
dziś warunki biometryczne są fatalne, natychmiast się
uspokajamy, bo odczuwane dolegliwości wydają się już
czymś w tej sytuacji naturalnym. Potrafimy w ten sposób
swoje nie najlepsze samopoczucie zracjonalizować i oswoić. Oczywiście nie mam tu na myśli stanów chorobowych,
wlekącej się głębokiej depresji. Jeżeli przez kilka tygodni
ZDJĘCIE: MAT. NADESŁ.
Krótsze dni, mniej słoneczna aura, tęsknota za latem – to wszystko sprawia, że jesienią popadamy
w melancholijny, a czasem nawet depresyjny nastrój. Zapytaliśmy psychologa, KATARZYNĘ
POPIOŁEK, dziekana katowickiego wydziału SWPS Uniwersytetu Humanistyczno-Społecznego,
jak sobie z nim radzić i czy spacery po Parku Śląskim są dobrym lekarstwem na jesienną chandrę.
Chciejmy dostrzec uroki jesieni – apeluje
dr Katarzyna Popiołek
Dr hab. Katarzyna Popiołek
Zajmuje się tematyką relacji międzyludzkich
w bliskich związkach, sposobami udzielania pomocy i wsparcia, zachowaniami w sytuacjach
kryzysowych. Prowadzi badania nad percepcją
czasu i jej konsekwencjami. Jest profesorem
Uniwersytetu SWPS i dziekanem katowickiego
wydziału tej uczelni.
wstajemy z lękiem, a nawet płaczem, i ten stan nie mija, to
musimy poszukać pomocy profesjonalisty. Niech nas jednak nie martwi dość powszechnie panująca jesienią melancholijna zaduma z taką niebieską mgiełką smuteczku.
Do tego stanu bardzo często nawiązywali poeci. Na przykład Maria Pawlikowska-Jasnorzewska dobrze opisała go
w wierszu „Liście”: „Rumieńce lata pobladły, Liść złoty
z wiatrem mknie. I klonom ręce opadły, i mnie...”. Żałując
lata nie możemy zapominać o urokach jesieni. One to właśnie – kolorowe liście, złota gęstwina, tajemniczy zarys konarów we mgle, szelest liści w rytm naszych kroków, tajemniczy szum wiatru – są cudowne, tylko musimy chcieć
je zobaczyć. Pozwólmy sobie na tę chwilę zachwytu, poddajmy się nastrojowi tych dni.
– A więc lepiej się poddać, niż z tym walczyć?
– I tak i nie. Z jednej strony dobrze jest dać się porwać
tym jesiennym widokom, dostrzec coś pięknego, wartościowego w tych październikowych i listopadowych zamyśleniach. Nie bójmy się tego i nie uciekajmy w panice
przed pojawiającym się od czasu do czasu smutkiem, on
nas może wzbogacić, pozwolić lepiej zrozumieć świat i sie-
bie. Z drugiej strony nie popadajmy jednak w skrajność
i doceniając uroki tej pory roku, pomóżmy sobie w przetrwaniu trudnych momentów tego okresu. Dokucza nam
brak światła, dlatego warto z niego korzystać, kiedy tylko
jest taka możliwość. Tak samo ważny jest ruch fizyczny,
wzmagający produkcję endorfin. Dobrze jest też szukać
pomocy w książkach, często tych już kiedyś czytanych i lubianych, można również spróbować poezji, która będzie
współbrzmieć z naszymi emocjami, warto znaleźć muzykę,
która nas ukoi, pocieszy, rozbawi, przeniesie w inną rzeczywistość. Niezmiernie istotne jest też „schronienie się
pod dach przyjaciół” – rozmowa z życzliwą osobą doskonale poprawia samopoczucie. Jesienią dobrze jest planować
sobie takie małe światełka, które rozjaśniają nam przedłużającą się zbytnio monotonię deszczowych i zachmurzonych dni. Wyznaczmy sobie w tygodniu jakiś stały dzień
na kino – znajdźmy filmy, które bardzo chcemy zobaczyć
– lub też koncert, tyle ich teraz jest, można wybierać. Ważne, aby znaleźć takie, które poprawiają nam nastrój. Może
wtedy łatwiej nam będzie „nie spaździerniczeć”, jak to
określa Andrzej Poniedzielski.
– Koniec września i początek października to dla wielu
osób najlepszy czas na spacery po Parku Śląskim. Jak duży
może mieć on wpływ na nasze samopoczucie?
– Ogromny. Chodząc po zakurzonych ulicach, nie widzimy piękna jesieni. Czasem ludzie mieszkający w miastach nie zauważają, że minęła jakaś pora roku. Pójście
do parku uwrażliwia nas na naturę, a kontakt z nią, zawsze nas wzbogaca. Ogromnie istotne są np. zapachy.
Związana z nimi część mózgu jest jedną z najstarszych, to
ona przez zapamiętane zapachy przywraca i uruchamia
wspomnienia z nimi skojarzone. Są ludzie, których spacerowanie bez celu nuży. Można więc podczas takiego spaceru chodzić wyznaczoną sobie wcześniej trasą i urozmaicać ją. Wejść np. do Rosarium i zobaczyć, jak tam wygląda jesień, wypić kawę, wrócić inną drogą niż się przyszło.
To jesienne spowolnienie warto wykorzystać w celu
uwrażliwienia się na odbiór wszystkiego, co wokół nas.
Trzeba znaleźć na to czas i wyrwać się z przymusu robienia rzeczy, które kojarzą nam się bardziej z kieratem niż
przyjemnością życia.
– Podsumowując: warto zatem doceniać jesień. Po niej
przyjdzie zima, a tej się często boimy.
– Jest mnóstwo radości związanych z zimą: narty,
sanki, święta. Jednak faktycznie, zima trochę przeraża,
choćby koniecznością odśnieżania, trudnościami komunikacyjnymi, ale piękno połyskującego śnieżnego puchu, potrafi to wynagrodzić. Dlatego może warto czasem inaczej traktować jesień i inne pory roku. Nie patrzeć na nie przez pryzmat tego, co się skończyło, tylko
doceniać to, co się zaczyna. Dostrzegać, co wdzięcznego
z sobą przynoszą. Może w tym pomóc Vivaldi. Cykliczne zmiany w otaczającej nas naturze, różnorodność dostarczanych nam w ten sposób wrażeń, to ogromny atut
naszego życia. Tylko chciejmy to dostrzec.
Rozmawiał: Łukasz Respondek
MAREK WIDUCH,
wiceprezes Parku Śląskiego
Spacerowa
jesień
T
radycyjnie już, początek jesieni to dla nas
czas podsumowań sezonu, ale także podziękowań dla wszystkich gości, którzy
w ciągu roku odwiedzili Park w imponującej liczbie
ponad 3 milionów. Dzisiaj możemy już o tym mówić z pełną odpowiedzialnością, ponieważ udało się
zakończyć największe i pierwsze w historii badania
ilościowe, pod kątem liczby osób odwiedzających
Park Śląski. Trudno na mapie nie tylko Śląska, ale
i całej Polski znaleźć miejsce tak chętnie wybierane,
jako cel wypoczynku, spędzania czasu z rodziną czy
korzystania z atrakcji i przygotowanych wydarzeń.
Oczywiście najbliższe miesiące również będą czasem
wytężonej pracy, by przyszłoroczny sezon udało się
zaplanować przynajmniej w podobnej skali. I to nie
tylko pod kątem wydarzeń, ale także kolejnych inwestycji. Rozpoczynamy procedurę odtworzenia kolejnego etapu kolei wąskotorowej tak, abyście Państwo w czasie przyszłych wakacji mogli nią podróżować do stacji przy Planetarium Śląskim. Dzięki
wydłużeniu linii, możliwe będzie wykonanie także
tzw. mijanki, by jednocześnie mogły kursować dwa
parowozy. To nie tylko uatrakcyjni podróż, ale sprawi, że z tej atrakcji skorzysta jeszcze więcej osób.
Dodatkowym elementem, przygotowywanym przez
operatora wąskotorówki w budynku dawnej zajezdni, ma się stać centrum edukacyjne, poświęcone kolejnictwu.
Póki co, zachęcam do połączenia jesiennych spacerów po Parku z ciekawą podróżą edukacyjną, co jest
dzisiaj możliwe dzięki nowej ścieżce, którą tydzień
temu otworzyliśmy. To ścieżka ornitologiczna, pokazująca jak bogate, ptasie życie toczy się w Parku
Śląskim. Autorką treści, skondensowanej na 15 tablicach, jest Emilia Grzędzicka, doktorantka Uniwersytetu Jagiellońskiego, prowadząca od roku
w Parku warsztaty ornitologiczne, organizowane
przez Fundację Park Śląski w ramach projektu Akademia Bioróżnorodności. Mam nadzieję, że ścieżka
ornitologiczna stanie się tak ważnym elementem
edukacyjnym, jak funkcjonująca już w Parku trasa
dendrologiczna. Dodatkowo, jesienią, kiedy tłum
na naszych alejach maleje, z pewnością łatwiej będzie spotkać te rzadsze, ptasie okazy, opisane na tablicach. Warto spróbować.
AKADEMIA AKTYWNEGO SENIORA
Parkowa Akademia Wolontariatu zaprasza
na bezpłatne zajęcia osoby 50+.
■ Brydż – piątki, godz. 15-19.
■ Fitness – wtorki,
godz.15.15-16.15.
■ Język angielski dla początkujących
– środy, godz. 10-11.30.
■ Język angielskidla średniozaawansowanych
– środy, godz. 12-13.30.
■ Język i kultura włoska – wtorki,
godz. 12-13.30.
■ Joga śmiechu – wtorki,
godz.16.20-17.
■ Komputery i multimedia – poniedziałki,
godz. 10-11.30 i godz. 12-13.30.
■ Rękodzieło – poniedziałki,
godz. 10-13.
■ Spacery z kijami po parku – wtorki,
godz. 13.45-15.
■ Spotkania z kulturą
i językiem rosyjskim – piątki,
godz.12.30-14.
■ Treningi rowerowe – środy,
godz. 15-16.30.
Miejsca zajęć:
■ Fitness,
joga śmiechu:
Gołębnik, Aleja Różana 6.
■ Komputery i multimedia:
siedziba Fundacji Park Śląski, Al. Gwiazd 2
(za Marysinym Dworem).
■ Pozostałe zajęcia:
Bratek, Aleja Główna
(żółty, niewielki budynek, obok
tzw. ścian płaczu).
Szczegóły na:
fundacja.parkslaski.pl
lub pod numerem 666 031 514.
Wydarzenia
3
Zbliża się następny etap modernizacji Parkowej Kolei Wąskotorowej
ZDJĘCIA: PARK ŚLĄSKI
Parowozy pojadą dłuższą trasą
W przyszłym roku pasażerowie
wąskotorówki pojadą dłuższą
trasą. Do użytku zostanie oddany drugi odcinek, do stacji planetarium. Operator kolei parkowej
już w listopadzie zamierza natomiast uruchomić w budynku lokomotywowni wystawę modeli,
kino i zajęcia modelarskie o tematyce kolejowej, a wiosną 2016
roku pierwszy z dwóch parowozów, które mają kursować
po Parku Śląskim.
P
rzypomnijmy. W zeszłym roku uruchomiono pierwszy odcinek wąskotorówki
z wesołego miasteczka do zoo. Wcześniej
konieczne było rozebranie wybrakowanego torowiska, tak aby można było położyć nowe, z bardziej uniwersalnym rozstawem,
umożliwiającym sprowadzenie atrakcyjniejszego taboru. Na początku października ma zostać ogłoszony
przetarg na drugi etap tej inwestycji.
Po historycznym przebiegu
Jak przyznaje Tomasz Kaczmarek, dyrektor ds. ekonomicznych i rozwoju Parku Śląskiego, zakres prac nie jest
już tak duży, jak podczas wcześniejszego etapu.
– Tym razem nie jest konieczna żadna rozbiórka. Wykonawca będzie musiał zrobić nową podbudowę, odwodnienie, podkład i położyć tory. Prace powinny zakońREKLAMA
Torowisko wąskotorówki zostanie wydłużone
czyć się na przełomie maja i czerwca przyszłego roku –
tłumaczy Kaczmarek. Kolejka pojedzie po swojej historycznej trasie, wyremontowane zostaną także stacja
i peron przy restauracji Villa Gardena.
Jarosław Łuszcz, operator wąskotorówki nie kryje radości, bo trasa, po której kursowały jego pojazdy
zwiększy się aż o połowę. – Dla nas to być albo nie być
– przyznaje Łuszcz. – Z niecierpliwością czekamy, aż
trasa zostanie wydłużona do ponad dwóch kilometrów. To zdecydowanie podniesie naszą atrakcyjność –
zapewnia.
Nowa funkcja dla lokomotywowni
Od kwietnia trwa gruntowny remont lokomotywowni. W nowej odsłonie ujrzymy ją najszybciej w poło-
Zabytkowy parowóz jest już w parku (czeka na remont)
wie listopada. Operator kolejki wymienił tam okna,
ogrzewanie. Tworzy wystawę złożoną z 1200 modeli
kolejowych i kino, w którym zamierza pokazywać
filmy o tematyce kolejowej. – W tygodniu z ofert zajęć edukacyjnych będą korzystać przedszkola i szkoły, a w weekendy osoby indywidualne. Zainteresowa nie ta kim miej scem bę dzie spo re – twierdzi
Łuszcz. – Chcemy, aby uczestnicy mogli też sklejać
modele. Wśród nich nie zabraknie takich, które kursują po Parku Śląskim – zapowiada. W następnej kolejności operator wąskotorówki zamierza wyremontować peron lokomotywowni. Miała by się tam znaleźć m.in. odrestaurowana kasa biletowa z lat 50.,
semafor, dyżurny ruchu oraz symulator jazdy elektrowozem.
Mijanka parowozów przy zoo
W Parku Śląskim mają kursować dwa parowozy. Obecnie trwa remont pierwszego z nich, typu Ryś z lat 50.,
pozyskanego z dawnej huty cynku w Szopienicach. Maszyna pierwszych pasażerów przewiezie najprawdopodobniej już w przyszłym roku. Do 2017 roku potrwa remont parowozu, który pozyskano z Huty Florian (obecnie ArcelorMittal – przyp. red.), w Świętochłowicach.
Maszyna typu Borsig pochodzi z 1929 roku i jest absolutnym unikatem w skali kraju. Jej remont może pochłonąć jednak nawet 200 tysięcy złotych. – Docelowo
chcemy, żeby po parku kursowały dwa parowozy i mijały się przy stacji zoo – wyjaśnia Łuszcz.
Łukasz Respondek
Śląskie Wesołe Miasteczko
4
Szukają tematu dla Wesołego Miasteczka
W grudniu wszystko będzie jasne
Karuzele, ostatni raz w tym sezonie, będą woziły gości 27
września. Cały czas jednak trwają prace koncepcyjne
i projektowe. Najpewniej w grudniu poznamy szczegóły,
dotyczące Master Planu dla Śląskiego Wesołego Miasteczka. Przygotuje go holenderska firma Jora Vision,
która ma duże doświadczenie i zaplecze w planowaniu
parków rozrywki i stref tematycznych.
Sport w wielkim mieście
Przetrenowani
Amazon i nie tylko
Wiadomo, że w przyszłym roku na pewno zostanie uruchomiony Amazon – największa z karuzel, które zakupiono w Danii. To ogromna wodna atrakcja, zajmująca 1000 metrów kwadratowych powierzchni. Korzystający z niej goście popłyną lekko rwącą rzeką i zjadą
z dwóch 12 i 8-metrowych zjeżdżalni z kątem opadania
około 60 stopni. To będzie jedyne takie urządzenie w Polsce. Plan zakłada uruchomienie też innych karuzel, które
przyjechały ze Skandynawii, ale nie tylko…
– Harmonogram całej inwestycji przewiduje, że w ciągu pięciu lat staną tutaj również zupełnie nowe urządzenia. Wcale niewykluczone, że pierwsze z nich pojawią się
już w przyszłym sezonie – mówi Cebula.
Łukasz Respondek
Biegaj z Augustem
Czas na przerwę?
Media wręcz bombardują nas motywacyjnymi tekstami, filmami, zdjęciami.
Dla jednych to zbawienie. Inni, mogą
mieć już dość, gdy na dzień dobry ktoś
„pyta”, ile kilometrów już przebiegliśmy.
Efekt przetrenowania lub zmęczenia psychicznego dopadł wielu, o ile nie każdego. Jak sobie z tym poradzić? Czy walczyć? Skąd wziąć siłę, by obudzić w sobie
motywację na nowo?
Powoli zbliżamy się do zakończenia sezonu
startowego – wejdziemy w okres roztrenowania. Niektórzy pytają co to jest? To okres, w którym zupełnie lub w znacznym stopniu rezygnujemy z biegania. Nazywane roztrenowaniem,
często jest zwyczajnie odpoczynkiem, porzuceniem na jakiś czas biegania. Nasze ciało, jak
i głowa, są mocno zmęczone treningiem i potrzebujemy odpoczynku. Może to być okres
po naszym docelowym starcie, dla niektórych
była to właśnie zakończona Parkowa Korona Biegowa.
O
statnie tygodnie, z punktu widzenia warunków atmosferycznych, nie były dla nas lekkie.
Wysokie temperatury, tropikalne upały i brak deszczu, oprócz tego, że cieszyły urlopowiczów i tych,
którzy właśnie mają wakacje, były także męczące. 24
stopnie o 7 rano i 30. o godz. 22, brzmi bajkowo, ale
nie dla tych, którzy w tym czasie muszą siedzieć
w pracy. Trenujący też nie mieli lekko. Wiele osób
po prostu odpuszczało. Pogoda wpływała na zmęczenie, a nierzadko na odwodnienie organizmu, dlatego,
zwłaszcza biegacze, przesuwali godziny treningów
na wczesno poranne lub wieczorne. Mimo wszystko,
suche i ciężkie powietrze, także o tych godzinach, nie
odpuszczało.
Upał powodował, że treningi były po prostu ciężkie. Nie były wystarczająco efektywne. Żar lejący się
z nieba wpływał na zmęczenie i zmniejszenie motywacji. Wiele osób doprowadziło do przegrzania organizmu, co nierzadko kończyło się wizytą w szpita-
Niezapomniana przygoda – to wizja, która ma przyciągać do Śląskiego Wesołego Miasteczka
ZDJĘCIE: PARK ŚLĄSKI
O
d kwietnia, kiedy spółka Tatry Mountain Resorts (TMR) przejęła wesołe miasteczko, sporo udało się
zmienić: przybyło atrakcji (Małe Filiżanki, Mała Gwiazda, Roller Coaster Himalaya, Super Ślizg XXL, Jungle Boat, Ekspres
Preriowy), pojawiło się sporo roślinności, zaproponowano nową ofertę zajęć animacyjnych, udostępniono
bezpłatny parking dla klientów, otwarto sklepiki z gadżetami i pamiątkami, wprowadzono nową identyfikację wizualną.
– Trzeba było też nauczyć się administrowania lunaparkiem, jako niezależną, samodzielną spółką, wyodrębnioną ze struktur Parku Śląskiego – tłumaczy Paweł Cebula, dyrektor wesołego miasteczka i dodaje, że w przyszłym roku, 1 maja, miasteczko zostanie otwarte już
zgodnie ze standardami grupy TMR. – Chcemy postawić
bardzo duży nacisk na zwiększenie jakości w obsłudze
klienta, ale też w funkcjonowaniu i naszym asortymencie
urządzeń rozrywkowych – dodaje.
– Master Plan wskaże, w którą stronę powinniśmy iść.
A zaproponowane rozwiązania zostaną dostosowane
do naszego planu inwestycyjnego – tłumaczy Paweł Cebula. – Jora Vision zaproponuje tematykę, w jakiej zostanie
osadzone nasze miasteczko. Zrobi to w oparciu o swoją
wiedzę i najlepsze praktyki, ale uwzględni również naszą
lokalizację, uwarunkowania historyczne i potencjał, jakim
już teraz dysponujemy w asortymencie urządzeń rozrywkowych.
Pierwszym etapem, który ma zostać ukończony jeszcze przed następnym sezonem, jest strefa wejścia, na którą składa się brama główna, przedpole oraz teren lunaparku, zlokalizowany tuż przy bramie. Właśnie ta część
lunaparku zostanie jako jedna z pierwszych zaaranżowana w tematyce, którą zaproponuje Jora Vision.
– Na razie trudno mówić o konkretach, ale chcę przypomnieć, że wesołe miasteczko ma swoja historię i bardzo
dużą tradycję, której nie chcemy w żaden sposób stracić
ani zaprzepaścić. Na pewno weźmiemy to pod uwagę. To
jest i będzie Śląskie Wesołe Miasteczko, ale posiadające
swój własny motyw przewodni, który nada temu miejscu
nowy charakter. Chcemy, aby cała rodzina mogła tu przeżyć swoją niezapomnianą przygodę – zapowiada Cebula.
ZDJĘCIE: MAT. NADESŁ.
W Śląskim Wesołym Miasteczku
nie ukrywają, że kończący się powoli sezon, był okresem przejściowym. Teraz przed lunaparkiem
bardzo ważne miesiące, w których
wykrystalizuje się ostateczna wizja
oraz pomysł na to miejsce.
ZDJĘCIE: ŚLĄSKIE WESOŁE MIASTECZKO
Master Plan dla lunaparku
lu, omdleniami lub całkowitą utratą przytomności.
Z treningami nie ma co przesadzać. Czasem warto
odpuścić. Dla zdrowia.
Pomimo, iż portale propagujące np. bieganie
oprócz tego, że motywują do aktywności, radzą jak
trenować w upalne dni. Czy jednak nie warto zamienić ciężkich treningów na trochę łagodniejsze i zamiast biegać, pójść na spacer, na basen lub odwiedzić klimatyzowaną siłownię? Kilka dni bez intensywnych treningów na pewno nie wpłynie na spadek formy. Ktoś, kto był zmotywowany przed upałami, „po” z pewnością też będzie, a umiarkowany
wysiłek nie rozleniwi naszego organizmu na tyle, by
później ciężko było zrzucić nas z kanapy.
Klaudia Kapica
Z budowaniem formy sportowej jest jak ze zdobywaniem
szczytów górskich. Kiedy zdobędziemy jedną górę i chcemy
wejść wyżej, musimy zejść w dół, przejść przez dolinę i atakować wyższy szczyt. Tak samo jest z bieganiem. Nie mamy
możliwości ciągłego podnoszenia poziomu sportowego bez odpoczynku i obniżenia formy. Na początku naszej przygody
z bieganiem, każdy start to kolejne sekundy urwane z życiówki. Jednak im jesteśmy szybsi, tym staje się to trudniejsze.
Po pewnym czasie zwyczajnie musimy zrobić roztrenowanie,
żeby zaatakować kolejny szczyt formy. Drugim, niesamowicie
ważnym aspektem roztrenowania, jest odpoczynek, zarówno
fizyczny, jak i psychiczny. Robiąc przerwę od biegania, w końcu pozwalamy mięśniom w pełni się zregenerować . Nasz system odpornościowy znowu wraca do normy. Głowa odpoczywa, zaczynamy czuć głód kolejnych treningów, rywalizacji.
Można powiedzieć, że zbieramy w sobie siłę i motywację
na cały kolejny sezon treningów i startów. No i trzecia zaleta
roztrenowania, zmniejszanie ryzyka kontuzji! Wynika to z poprzedniego punktu, czyli odpoczynku, pełnej regeneracji.
W moim przypadku, ale również większości zawodowych
i amatorskich biegaczy, roztrenowanie ma jeszcze jeden ważny aspekt. W końcu możemy sobie pozwolić na wszystko,
o czym w sezonie startowym mogliśmy tylko pomarzyć.
Czas odpoczynku jest bardzo różny i nie ma tu sztywnych zasad. Jest takie powiedzenie, że do kolejnego maratonu zaczynamy trenować kiedy już zupełnie zapomnimy o ostatnim.
Generalnie, okres regeneracji powinien wynosić od 10 do 21
dni. Osoby, które trenują 3 razy w tygodniu, ten okres mogą
mieć krótszy, natomiast mocniej trenujące, powinny go wydłużyć do 3 tygodni. Na początku drogi treningowej ta przerwa jest nam niepotrzebna. Osoby, które nie mają zamiaru
w ogóle biegać, mogą zastąpić truchtanie jakimś treningiem
zastępczym. Może to być rower, basen, aerobik, joga, pilates
itd. Oczywiście można zrobić sobie też zupełny luz i nic nie robić. To zależy od Waszych predyspozycji i upodobań. Nie
wszyscy w jednym czasie odpoczywają, dlatego treningi
czwartkowe w Parku Śląskim trwają cały rok. Serdecznie zapraszamy.
August Jakubik
Wydarzenia
5
Trzy nowości na parkowych alejach
Mapy, sznurki i ornitologiczna ścieżka
Ścieżka ornitologiczna
znać gatunki występujących w nim ptaków. W przerwie między jedną,
a drugą częścią spaceru, warto natomiast pogłówkować przy nowym
panelu do „Dizajnu ze sznurka”.
System Identyfikacji Wizualnej
Panele do dizajnu ze sznurka
19
września, podczas obchodów Światowego Dnia Parków Miejskich, została udostępniona ścieżka ornitologiczna, która składa
się z 15 tablic informacyjnych i dwóch interaktywnych. Powstała dzięki dofinansowaniu Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki
Wodnej w Katowicach. Jej pomysłodawczynią i autorką treści jest Emilia
Grzędzicka, doktorantka Uniwersytetu Jagiellońskiego, prowadząca od roku
w parku warsztaty ornitologiczne, organizowane przez Fundację Park Śląski, w ramach projektu Akademia Bioróżnorodności. Ścieżka ornitologiczna składa się z kilku proponowanych tras. Razem stanowią spacer na kilka
godzin. Jeden z wariantów zaczyna się w okolicy Wejścia Głównego i prowadzi dookoła Dużego Stawu. Inny, znacznie dłuższy, kończy się w okolicy
stawu „Hutnik”. Parkowa ścieżka nie ma pretendować do miana atlasu, czy
przewodnika do diagnostyki ptaków. Zapozna natomiast użytkowników
z zasadami obserwacji, nauczy dostrzegania zmian w przyrodzie, wskaże
jak się zachowywać, będąc na łonie natury.
Na
Od
sierpnia trwa montaż nowego systemu identyfikacji wizualnej
w Parku Śląskim. Stare oznaczenia się zdezaktualizowały. Nowe
nośniki wykonano z betonu w stonowanych kolorach: zielonym, jasnoszarym i ciemnoszarym. Jest on zdecydowanie lżejszy i trwalszy od betonu budowlanego. Do tej pory stanęło już 30 oznaczeń ścieżek rowerowych i 14 nośników kierunkowych. Wkrótce rozpocznie się montaż najważniejszej części
systemu – na alejach pojawi się 12 dużych oznaczeń konkretnych wejść z regulaminem Parku Śląskiego, 10 dużych map całego terenu oraz 15 schematów najbliższego otoczenia, tzw. zoom map. Dzięki nowemu systemowi, odwiedzający dowiedzą się nie tylko jak dotrzeć do najważniejszych obiektów,
ale sprawdzą też, gdzie są parkingi, toalety, miejsca do gry w szachy, a także
– w razie nieszczęśliwego wypadku – łatwo określą swoją lokalizację.
początku września, przy siedzibie Fundacji Parku Śląskiego, zamontowano dwa stałe panele do „Dizajnu ze sznurka”. Służą
m.in. do nauki techniki haftu krzyżykowego lub szycia, poprzez działanie
w skali makro w przestrzeni miejskiej. Na podstawie wzorów, najmłodsi
mogą z użyciem kolorowych sznurków „wyhaftować” w przestrzeni wzory kwiatowe, zwierzęce czy bajkowe. Projekt nawiązuje do tradycji, jest
okazją do rozwoju pasji, kształtowania kreatywnego myślenia, ćwiczenia
umiejętności manualnych i współpracy. Podjęcie wspólnej inicjatywy daje
możliwość do stworzenia miejsca spotkań, które aktywizuje społeczność
lokalną i zacieśnia więzi. Panele udało się pozyskać dzięki zaangażowaniu
miłośników Parku Śląskiego, którzy wzięli udział w głosowaniu internautów w konkursie Fundacji Aviva „Związani z miastem”. Sznurki są dostępne w siedzibie Fundacji Park Śląski, przy alei Gwiazd, w godzinach jej
otwarcia.
Łukasz Respondek
KONKURS
Drodzy Czytelnicy!
Jesień w pełni, a pogoda – jak zwykle o tej porze roku – nie rozpieszcza sympatyków ciepłego słońca
na błękitnym niebie. Jednak bywalcy Parku Śląskiego dobrze wiedzą, że spacer w naszych malowniczych
plenerach miewa swój urok nawet wówczas, gdy wędrujemy z parasolem w ręku. A po wizycie w parku,
na długie, jesienne wieczory przy herbacie z sokiem malinowym, mamy dziś dla naszych czytelników dwie
wydawnicze atrakcje. Emocjonujący książkowy kryminał oraz najnowszą, wydaną w ostatnim dniu sierpnia,
płytę amerykańskiej supergrupy Bon Jovi. Książkę i płytę miesiąca – jak zwykle – ufundował empik, który
zaprasza do swojego katowickiego salonu, działającego w Silesia City Center, przy ul. Chorzowskiej 107.
Wśród czytelników, którzy na adres: [email protected] nadeślą prawidłowe odpowiedzi na oba pytania
rozlosujemy nasze wydawnicze przeboje. Do odpowiedzi należy dołączyć jednozdaniowe uzasadnienie
– „dlaczego to właśnie do mnie powinna trafić akurat ta nagroda”.
KSIĄŻKA MIESIĄCA
David Lagercrantz
Co nas nie zabije
Lagercrantz to pisarz z dużym literackim dorobkiem.
Jest również cenionym dziennikarzem śledczym w szwedzkim
dzienniku „Expressen”. Zna mechanizmy działania policji i wywiadu
szwedzkiego, co bardzo przydało mu się przy pisaniu kontynuacji
„Millenium” i gwarantuje nie lada emocje podczas lektury tej sensacyjnej
powieści.
poleca:
Oto aktualne pytania:
1. „Co nas nie zabije” Davida Lagercrantza
to kontynuacja trylogii „Millennium”, innego,
szwedzkiego pisarza. Kto jest autorem „Millenium”?
2. Jaki tytuł nosi wydany w roku 1986 album
grupy Bon Jovi, na którym znalazł się
ich megaprzebój „Livin On a Prayer” ?
Termin nadsyłania odpowiedzi:
20 października 2015 r.
Prosimy także o podanie adresu pocztowego
i numeru telefonu.
PŁYTA MIESIĄCA
Bon Jovi
Burning Bridges
Ikony rocka oraz laureaci nagrody Grammy
swój,
y - Bon Jovi – firmują swój
wydany 31 sierpnia, najnowszy album „Burning Bridges” i tą muzyką
na pewno nie spalą mostów, które od trzech dekad łączą ich
z milionami fanów na całym świecie. Premiera wydawnictwa
połączona jest z ogłoszeniem światowej trasy koncertowej. Na płycie
można znaleźć całkowicie nowe utwory, ale także starszy materiał,
który został ukończony specjalnie na potrzeby albumu.
ZDJĘCA: PARK ŚLĄSKI
Wrzesień to miesiąc wielu nowości w Parku Śląskim. Przybyło oznaczeń, ścieżek edukacyjnych i innych atrakcji, które urozmaicają jego
ofertę. Teraz trudniej w parku się zgubić, a zdecydowanie łatwiej rozpo-
6
Parkowa Korona Biegów
To były wyjątkowe chwile. Za nami trz
Każdy bieg cieszył się niesamowitym powodzeniem. I w każdym wzięło udział więcej osób,
niż w poprzedniej edycji – podsumowuje tegoroczną „Koronę” ultramaratończyk, August
Jakubik, który wspiera Park Śląski w organizowaniu imprez biegowych. – Mam nadzieję,
że w przyszłym roku ta liczba będzie jeszcze
wyższa – dodaje.
W
siedmiu odsłonach Parkowej Korony Biegów, wystartowało ponad 3640 osób. 28 zawodników ukończyło wszystkie starty i pokonało 53 kilometry i 297,5
metra. Trzykrotnie – podczas Biegu Wiosennego,
Biegu Górskiego i Parkowego Półmaratonu – przygotowano biegi towarzyszące dla dzieci. Przy organizacji i zabezpieczeniu tegorocznej „Korony” pracowało 101 wolontariuszy, zużyto ponad 16 kilometrów
taśmy, zawodnicy wypili ponad 3000 litrów wody, rozdano 97 pucharów. Królową parkowych tras została Beata Wrońska, a królem Tomasz Panchyrz.
Filip Żok, główny organizator Parkowej Korony Biegów, mówi nie tylko
o dużym sukcesie frekwencyjnym, ale też o podniesieniu jakości produktu, jakim jest cykl. – W tym aspekcie zrobiliśmy duży krok do przodu – nie ukrywa
zadowolenia. I przypomina, że wiele osób chętnie korzysta z oferty bezpłatnych treningów czwartkowych i w oparciu właśnie o nie, buduje swoją formę.
– Śmiało możemy powiedzieć, że te zajęcia oraz siedem startów „Korony”, to
nasz wkład w rozwój wielu osób, które korzystają z naszej sportowej propozycji. Zrobimy wszystko, aby w przyszłości dopracować ją jeszcze bardziej.
ZDJĘCIE: PARK ŚLĄSKI
Była pełna rekordów, własnych sukcesów, uśmiechu, pozytywnej energii. Składała się z siedmiu startów, wzięło
Tomasz
Panchyrz
Król Parkowej
Korony Biegów
W zeszłym roku byłem drugi w całym cyklu, a w tym
szczęśliwie udało się zdobyć koronę. Jestem bardzo
zadowolony. Najbardziej
obawiałem się Biegu Górskiego, który w tym roku
pojawił się po raz pierwszy.
Generalnie nie lubię przełajów, ale na szczęście udało
się go ukończyć na niezłym
miejscu i bez kontuzji. Jestem również zadowolony
z wyniku podczas półmaratonu. 1 godzina 16 minut
i 48 sekund to mój rekord
życiowy. W bieganiu ważna jest systematyczność.
Codziennie rano wstaję o 6
rano i staram się przebiec
swoje 10- 15 kilometrów.
Beata
Wrońska
Królowa Parkowej
Korony Biegów
Drugi raz brałam udział
w tym cyklu. W tym roku
po raz pierwszy udało mi
się zaliczyć wszystkie starty. Cała edycja jest bardzo
ciekawa. Zaczyna się wiosną, a kończy w fantastycznej scenerii Biegu
Równonocnego. Nie ukrywam, że jestem w sporej
euforii. W półmaratonie zajęłam 5 miejsce i wygrałam swoją kategorię wiekową. Jestem bardzo
z siebie zadowolona. Biegam od ponad 20 lat. Jestem trochę taką biegową
weteranką. Bardzo się cieszę, że udaje mi się do tego namawiać również
członków rodziny.
Król i królowa Parkowej Korony Biegów AD 2015
Po raz pierwszy w Koronie
Specjalnie na parkowe urodziny
Bieg Wiosenny
Bieg Górski
Gryfny Bieg
Park Śląski witał wiosnę 15 marca. Na sportowo, ale i rekordowo: w Biegu Wiosennym, który zainaugurował tegoroczną
„Koronę”, wystartowało około 1200 osób. To największa jak
dotąd frekwencja całego cyklu. Trasa miała 10 kilometrów.
Wiodła głównymi alejami parku. Mimo, że miała być łatwiejsza od tej, którą proponowano do tej pory, zawodnikom
nie udało się pobić zeszłorocznego rekordu. Najszybszy
na mecie, po 32 minutach i 39 sekundach, zameldował się
Dawid Klaybor z Chojnic. – Agrafka na początku sprawiła
mi mały problem. Ale dałem radę. Jestem po kontuzji, trzy
tygodnie nie biegałem – przyznaje reprezentant Polski i dodaje, że potrzebował takiego zwycięstwa, aby podbudować się
psychicznie. – Wydaje mi się, że kontrolowałem cały bieg.
Przyśpieszyłem tylko na końcu – mówi.
Bieg Górski był tegoroczną nowością w Parkowej Koronie
Biegów. 12 kwietnia wystartowało w nim 356 osób oraz 50
dzieci. Trasa była dość trudna. Większa jej cześć została
poprowadzona leśnymi duktami, a strome fragmenty były
podbiegami. Zawodnicy mogli pobiec jedną 4,5-kilometrową pętlę lub dwie, czyli dystans 9 kilometrów. W dłuższym
dystansie, najszybciej na mecie zameldował się Daniel
Dulski. Wśród pań zwyciężyła Ewelina Szałowska. Najszybsi na jednej pętli byli Krzysztof Sobolewski wśród panów i Barbara Nenko wśród pań.
Kolorowe 65. urodziny Parku Śląskiego, 20 czerwca zaczęły się od Gryfnego Biegu, w którym wystartowało 801 zawodników. Najważniejsza była doskonała zabawa.
W trakcie biegu, w kilku miejscach na zawodników wysypywano kolorowe proszki. Spotkało się to z bardzo pozytywnym odbiorem i doskonałymi reakcjami. Trasa miała
niecałe 5 kilometrów i wiodła centralnymi alejkami Parku
Śląskiego. Uczestnicy wystartowali z Pól Marsowych, gdzie
odbywa się dziś Festiwal Kolorów. Najszybciej na mecie
zameldował się Jakub Lysko, który pokonał trasę w czasie 15 minut i 11 sekund. – To druga edycja tego biegu.
W porównaniu do zeszłorocznej, zabawa była jeszcze lepsza, dużo więcej uczestników i mnóstwo kolorów – przyznaje zwycięzca.
Bieg Wiosenny odbył się 15 marca
Trasa Biegu Górskiego była jedną z najtrudniejszych
Gryfny Bieg był elementem Festiwalu Kolorów
ZDJĘCIA: PARK ŚLĄSKI
Wielki sukces frekwencyjny
Parkowa Korona Biegów
7
zecia edycja Parkowej Korony Biegów
Parkowa Mila
Podczas tegorocznej Parkowej Mili, padł jej
rekord. O sekundę poprawił go Kamil Bezner,
dotychczasowy autor najlepszego czasu, który 1600 metrów pokonał w 4 minuty i 48 sekund. Przypomnijmy, że formuła Parkowej
Mili ma zachęcać do trenowania latem i poprawiania swojej wydolności. Jej trasa jest
oznaczana co sto metrów, dlatego w czasie
biegu dokładnie wiadomo, ile zostało do pokonania. Pierwsza edycja odbyła się 27
czerwca, a druga 29 sierpnia. – Ostatnio trenuję dość intensywnie na bieżni i mila to dla
mnie dosyć typowy, katorżniczy dystans,
na którym zawalczyć trzeba o każdy metr –
tłumaczy Bezner. – Wynik jest jak najbardziej
do poprawiania, ale nie wiem, czy przeze
mnie, bo jestem na etapie, w którym zastanawiam się, czy dalej biegać, czy może robić już
w życiu coś innego. Na razie jestem nastawiony bojowo. Zobaczymy.
Kamil Bezner został rekordzisą Parkowej Mili
Ze społecznym podtekstem
Parkowy Półmaraton
Na starcie trzeciej edycji Parkowego Półmaratonu, 6 września, stanęło 691 zawodników. Na mecie połowy królewskiego dystansu,
najszybciej – po 1 godzinie i 15 minutach – zameldował się krakowianin, Radosław Kłeczek. – Ta impreza bardzo mi się spodobała.
Teraz na pewno będę uważniej śledził wasz kalendarz – deklaruje.
– Poza tym widać, że przygotowano tutaj imprezę plenerową,
w której udział mogą wziąć rodziny. Bardzo mi się to podoba –
przyznaje. Podczas imprezy odbywał się piknik promujący zdrowy
styl życia. Zawodnicy po raz pierwszy pobiegli w spersonalizowanych numerach, a po raz drugi mogli wskazać jedną z pięciu organizacji, na rzecz której została przekazana część wpisowego. Mogli
wybrać Dom Aniołów Stróżów, Fundację Park Śląski, Fundację
Iskierka, Fundację „Mam marzenie” lub Fundację S. O. S dla
Zwierząt. Wymienione organizacje przygotowały natomiast strefy
kibica. Monika Bajka z Domu Aniołów Stróżów tłumaczy, że dla
takich fundacji to nie tylko wsparcie, ale też okazja do promocji. –
W tym roku przestrzeń wokół biegu jest świetnie zorganizowana.
Spora grupa ludzi przychodzi do naszego namiotu i pyta o naszą
działalność. Niezmiernie nas to cieszy – mówi.
Pięć organizacji społecznych wspierali biegacze Parkowego Półmaratonu
Obok śpiących tygrysów
Bieg Równonocny
Bieg Równonocny rozgrywany był m.in. na alejach zoo
Bieganie po zmroku ma swój urok. Wie o tym doskonale 259 osób, które 19 września wystartowały w Biegu Równonocnym. Trasa ostatniego startu Parkowej Korony Biegów wiodła m.in. obok śpiących tygrysów w śląskim zoo. Zawodnicy wyposażeni w lampki i odblaski, wyruszyli ze Śląskiego Parku Linowego. Biegli właśnie przez Śląski Ogród Zoologiczny, wokół kąpieliska Fala, przez wypoczynkowo-leśną i centralną część parku. Minęli rzeźbę Dron i wrócili w to samo miejsce,
z którego wystartowali. Znakomity czas osiągnął zwycięzca biegu. Rafał Żywot
z Katowic na mecie pojawił się już po 15 minutach i 55 sekundach. – Nie spodziewałem się, że tak szybko pobiegnę. Warunki pogodowe były bardzo dobre, trasa ciekawa, ale wymagająca. Bardzo intersujący był odcinek w zoo – uważa zwycięzca. – To był mój pierwszy start po dłuższej przerwie. Jeżeli zdrowie i czas pozwolą, w przyszłym roku na pewno wystartuję w Parkowej Koronie Biegów
Jak zostałem
parkowym
biegaczem.
Historia
prawdziwa
M
ógłbym nakłamać, że podszedłem do sprawy
profesjonalne, po bożemu. Że kiedy kolega Filip zaproponował mi start w Biegu Równonocnym,
wziąłem się do roboty, zacząłem trenować. Że darowałem sobie letniego grilla, zimne piwo, papieroska
od czasu do czasu. Ale to tekst o bieganiu. Z tym kłamstwem nie dobrnąłbym nawet do połowy. Kłamstwo,
jak wiecie, ma krótkie nogi.
Parkową Koronę Biegów znam od początku. Trzy lata temu, ustawiony z aparatem na starcie, patrzyłem
na zawodników, jak na ludzi z bajki o Kopciuszku,
w której żaden z bohaterów nie ma pantofelka na moją stopę. Po pierwszym roku zacząłem ich podziwiać,
cieszyć się razem z nimi, w końcu – czysto po ludzku –
zazdrościć im tej radości. Po drugiej edycji byłem już
bardziej zdeterminowany: najpierw zastanawiałem się,
o co im chodzi z tym bieganiem, aż w końcu ubrałem
dres i poszedłem truchtać wokół domu. W trakcie trzeciej edycji dopadło mnie bez reszty – musiałem wystartować. I znalazł się, jest, pantofelek na mojej stopie pasuje jak ulał.
Pięć kilometrów, niedużo, wiem. Ale nigdy wcześniej
nie przebiegłem takiego dystansu. Z różnych powodów
nie przygotowałem się do tego startu. I dlatego aż
do mety czułem stres, nie wiedziałem, czy w ogóle dam
radę. Chyba właśnie przez ten stres, nie zorientowałem
się, że moi towarzysze biegną zbyt mocnym dla mnie
tempem. A jak na złość, stoper odmówił posłuszeństwa…
W zoo dawałem radę. Gorzej było potem. Kiedy
zbiegaliśmy aleją Gwiazd, czułem się jak bokser w połowie morderczej walki, a kiedy pobiegłem do „Drona”
– jak Andrzej Gołota w 95 sekundzie walki z Lennoxem Lewisem. Z tą jednak różnicą, że udało mi się doczłapać do mety. Dostałem swój pierwszy w życiu medal. Zdjąłem pierwszy w życiu biegowy ekwipunek –
numer startowy i chip do pomiaru czasu. Zmęczony,
ale niesamowicie szczęśliwy, łapiąc oddech, przycupnąłem na trawie. Po chwili dosiadł się do mnie jeden
z równonocnych kompanów, który wyglądał na równie wyczerpanego. – Tobie też zepsuł się zegarek? – zapytał.
Nie wiem, czy to endorfiny zrobiły swoje, ale kilkanaście godzin po biegu, czuję się wyśmienicie. Grillowana karkówka i papierosek od czasu do czasu mogą
się schować. Chce mi się ćwiczyć, skakać, chce mi się
biegać. Chcę na dłużej zagościć w tym pozytywnym
środowisku uśmiechniętych ludzi, którzy biegają
po parku. Na pewno widzimy się w marcu na Biegu
Wiosennym.
ZDJĘCIE: PARK ŚLĄSKI
Z nowym rekordem
ZDJĘCIA: PARK ŚLĄSKI
w niej udział ponad 3,5 tysiąca osób. Podsumowujemy ją i przypominamy. Dziękujemy też, że byliście z nami.
Łukasz Respondek
(jedna z 250 osób, które ukończyły
Bieg Równonocny)
Z parkowych archiwów
8
Początki chorzowskiego zwierzyńca – część pierwsza
ZDJĘCIE: PARK ŚLĄSKI
Przecinek – symbol ogrodu
Śląskie zoo nie jest ani największe
w kraju, ani najstarsze. Eksperci
nie mają natomiast wątpliwości:
to najlepiej zlokalizowany ogród
zoologiczny w Polsce, który ma
jeszcze sporo niezagospodarowanych terenów i całkiem niezłe widoki na przyszłość. Historia zoo
w Parku Śląskim to 57 lat. Piszemy o jego początkach.
stępcę tronu. To jeszcze nie jest pewne, bo kangurek
w tym stadium rozwoju jest nie większy od ziarnka fasoli, ale za kilka tygodni może już wyjrzy na świat z jedynego w swoim rodzaju pomieszczenia. (…) 14
małp, 4 lwy, 2 tygrysy i 2 pumy rzadko już wyglądają
na powietrze. Jest zimno. Siedzą więc w swoich pomieszczeniach i tylko gdy w południe mocniej przygrzeje słońce, wychodzą na krótki spacer. 13 listopada
wszystkie przeniosą się do zupełnie nowego pawilonu,
którego budowa dobiega już końca.”
Pierwsza „polska” żyrafa
O
gród zoologiczny w Chorzowie powstawał pięć lat. Otwarto go w 1958
roku. Nie był jednak pierwszym, jaki
został założony na Śląsku. W 1898
roku, filantrop i przedsiębiorca, Ignacy Hakuba, doprowadził do powstania zoo w Bytomiu.
Na rzecz jego powstania, zapisał w testamencie 100 tysięcy marek. Po drugiej wojnie światowej ogród ten wznowił swoją działalność w roku 1947. Mieścił się przy ulicy
Parkowej 3. Posiadał 89 zwierząt należących do 25 gatunków, którymi opiekowało się 10 pracowników. Znacznie
większą powierzchnię zajmował zlokalizowany przy ulicy Bankowej 7, Miejski Ogród Zoologiczny w Katowicach. Miał kolekcję ponad 400 zwierząt z 86 gatunków.
Został założony przez katowickie Towarzystwo Ochrony
Zwierząt w 1946 roku, lecz zwiedzającym, ZOO udostępnione zostało dopiero 4 lata później.
Budowa śląskiego zoo została rozpoczęta na początku lat 50. XX w.
Największe i najładniejsze
Oba ogrody musiały zostać jednak zamknięte. Zgodnie
z wolą generała Jerzego Ziętka i późniejszymi założeniami, największy i najładniejszy ogród zoologiczny w Polsce, miał zostać zbudowany w Chorzowie, w powstającym właśnie Wojewódzkim Parku Kultury i Wypoczynku. Śląski Ogród Zoologiczny powołano do życia w 1953
roku, na podstawie uchwały Prezydium Wojewódzkiej
Rady Narodowej w Stalinogrodzie.
Tak o zamiarach stworzenia ogrodu zoologicznego pisała
Trybuna Robotnicza z 2 stycznia 1952 roku: „Okazy zwierząt, które mieszczą się w dotychczasowych zwierzyńcach
w Katowicach, Bytomiu i Nowym Bytomiu, nie mają zapewnionych należytych warunków. W związku z tym, poZDJĘCIE: ŚLĄSKIE ZOO
Wojskowa interwencja
W pocie czoła wojsko, robotnicy i junacy budowali
ogrodzenia, drogi, pomieszczenia i woliery, ale władze
nie chciały czekać i właśnie dlatego sprowadzono
pierwsze zwierzęta do lasku w okolice restauracji Łania.
– Wiąże się z tym pewna anegdota – wspomina Jolanta
Kopiec, obecna dyrektor i pierwsza kobieta, która szefuje śląskiemu zoo. – Podobno przedstawiciel komitetu
budowy zadzwonił do generała Ziętka i poinformował
go, że wszystko gotowe. Ten, nie zastanawiając się długo, wydał decyzję o przeniesieniu zwierząt z Bytomia
i Katowic. Gdy zwierzęta dojechały na miejsce, okazało
się, że gotowe jest tylko ogrodzenie główne, a nie ma
żadnych pomieszczeń ani klatek dla zwierząt. O ile
zwierzęta z Bytomia mogły wrócić na stare miejsce, to
w Katowicach wybiegi i obiekty zostały zrównane z ziemią. Ziętek kazał wojsku pracować przez całą noc. Żołnierze wkopywali słupy przetransportowane z obozu
pracy w Zabrzu-Zaborzu. Właśnie takie prowizoryczne
zoo, przez kilka miesięcy funkcjonowało w okolicach
Łani.
ki Demokratycznej. Właśnie stamtąd przyjechał kondor
wielki, który przeżył aż 65 lat. Papugi kakadu przywozili, oczywiście nielegalnie, śląscy marynarze. Wkrótce budowa się zakończyła. W 1958 roku ogród można było
przejść w zaledwie pół godziny, ale frajda była niemała,
bo w klatkach czekały zwierzęta, których odwiedzający
nigdy dotąd nie widzieli: aligatory, małpy, niedźwiedzie
brunatne, żółwie morskie. Pod koniec lat 50. do zoo
przyjechała lwica Celina. Od tego momentu zaczęła się
w śląskim ogrodzie bardzo dobra passa – na świat przyszło, jak dotąd, aż 70 zwierząt tego gatunku.
Tak, ponad rok po otwarciu, o nowym zoo pisała
Trybuna Robotnicza z 16 października 1959 roku.
„Ogród Zoologiczny w WPKiW zwiedziło w bieżącym
roku ponad pół miliona osób. Wprawdzie jesienne chłody zniechęcają już trochę do zwiedzania tego ciekawego
przybytku, niemniej donosimy o nowinkach, których
nigdy w zoo nie brakuje. Niedawno wykluły się tutaj
trzy czarne łabędzie. Wypadek nienotowany w Polsce
od 10 lat. (…) Dyrektor zoo, Tadeusz Bandur, zwierzył
nam się, że posądza miłą kangurzycę o kolejnego na-
Łukasz Respondek
(podczas pisania tekstu korzystałem m.in.
z publikacji „Piękno świata zwierząt”,
wydanej na 55-lecie śląskiego zoo)
ZDJĘCIE: PARK ŚLĄSKI
wstanie w Wojewódzkim Parku Kultury Centralny Ogród
Zoologiczny, nowocześnie wyposażony i urządzony. Powierzchnia ogrodu budowanego według projektu znanego
fachowca, prof. Żabińskiego, będzie wynosiła 50 – 60 ha.
Zwierzęta będą żyły w ośrodku w warunkach najbardziej
zbliżonych do naturalnych. Obecnie już przesadza się na teren ogrodu kilkadziesiąt starych drzew, podobnie, jak zrobiono to na trasie WZ w Warszawie, aby zapewnić ocienienie pomieszczeń. Teren pod przyszły park jest bardzo korzystny i urozmaicony pagórkami. Znajdujący się na miejscu kamieniołom będzie siedliskiem dla drapieżnych zwierząt. W dotychczasowym rezerwacie na terenie parku, znajduje się kilka zwierząt, m. in.: 3 dziki, 3 sarny, jedna łania,
dwie lamy z ogrodu zoologicznego w Poznaniu, bizon z Łodzi, konik szetlandzki oraz dwie kózki karłatki. Zwierzęta te
mieszczą się w 7 stoiskach. W najbliższym czasie zawita
do nich nowa para lokatorów – muflony.”
Ogród stale się rozbudowywał. Powstawały kolejne pomieszczenia i wybiegi dla wielu egzotycznych zwierząt.
Jeszcze w roku 1958 powstały pomieszczenia dla bawołów, niedźwiedzi brunatnych i himalajskich, lwów
i panter, a także budynek ambulatorium weterynaryjnego. W 1960 roku stanął budynek Egzotarium, w którym
obecnie można oglądać małpy oraz gady. W roku 1961
oddane zostały do użytku budynki dla antylop, takich
jak kob leche i kudu wielkie, zaś 4 lata później, w roku 1965, powstał wielki pawilon przeznaczony dla słoni i hipopotamów. W kolejnych latach powstały także
pomieszczenia dla tapirów, jeleni, addaksów, wielbłądów, lam, żyraf oraz antylop nilgau. Wybudowana została także duża woliera, w której można było oglądać
różne gatunki ptaków drapieżnych, a ostatnio eksponowane są czaple.
– W 1964 roku do naszego zoo przyjechała pierwsza żyrafa – tłumaczy Kopiec. – Sprowadzenie Wielokropka okazało się strzałem w dziesiątkę. Wkrótce po jego przyjeździe
odnotowano frekwencyjny rekord naszego zoo: ponad milion gości rocznie. Dwa lata później do samca dołączyła samica Kreska. W 1968 roku z tego związku na świat przyszedł Przecinek, pierwsza żyrafa, która urodziła się w Polsce. Właśnie od tego momentu te zwierzęta są symbolem
naszego ogrodu, aczkolwiek to wielbłąd jest naszym rozpoznawalnym logo na tle innych ogrodów zoologicznych.
Dalszy ciąg historii zoo w październikowym wydaniu
Gazety Parkowej.
Coraz więcej lokatorów
Pierwsze lwy w śląskim zoo
Kryzys udało się zażegnać i budowa zoo mogła odbywać
się w normalnym trybie. Pierwszym słoniem, który pojawił się w Chorzowie, była Gina, która na zasłużoną emeryturę przyjechała z cyrku w Turynie. Dużą część zwierząt przywieziono z zoo w Lipsku, z Niemieckiej Republi-
Adres redakcji: Aleja Różana 2,
41 - 501 Chorzów
Tel. 601 472 618, fax. 032 790 53 76
E – mail: [email protected]
Redaktor naczelny: Łukasz Buszman
Kadr z pokazowych zajęć dydaktycznych
Redakcja: Ewa Kulisz, Wojciech Mirek,
Łukasz Respondek, Krzysztof Sadowski
Wojciech Zamorski, Yen
Projekt i redakcja graficzna:
Marek Michalski
Dział sprzedaży reklam:
Katarzyna Zazgórnik-Sitz
tel. 666 031 465
Wydawca: Park Śląski
w Chorzowie
Gazeta Parkowa także w internecie na:
www.parkslaski.pl
Kolejny numer Gazety Parkowej
ukaże się:
30 października 2015
Po sąsiedzku
9
Nowa woliera dla ptaków
drapieżnych
Nowe, interaktywne rozwiązania w muzeum etnograficznym
Z tabletem do skansenu
cie: biegające zwierzęta, jadący wóz, spacerującego
młynarza.
– Trudno byłoby nam zorganizować tutaj taką wieś
i pokazać ją na żywo, ale nowe technologie w sposób
wirtualny mogą w przybliżony sposób oddać jej klimat
– wyjaśnia Andrzej Sośnierz, dyrektor skansenu. Sporą
atrakcją, szczególnie dla osób interesujących się techniką, będzie też możliwość wirtualnego korzystania z dostępnych w skansenie urządzeń w młockarni. Będzie
można m.in. je rozebrać, a potem na nowo złożyć i zobaczyć, jak funkcjonują.
Kolejny ciekawy element, który
bez wątpienia wzbogaci ofertę muzeum, ma związek ze śląską demonologią i cieszącym się ogromną popularnością cyklem „Duchy i strachy
w skansenie”. – Wykorzystując technikę prezentacji filmu, na ścianie
wody będziemy chcieli organizować
nocne spektakle, podczas których
z naszych akwenów będą wychodziły różne postaci. Ta sama technologia umożliwi również projekcję filmów na wodzie – tłumaczy dyrektor.
Skansen na realizację swoich planów potrzebuje około miliona złotych. Wniosek o fundusze unijne ma
zostać złożony w najbliższym czasie.
Jeżeli pieniądze zostaną przyznane,
to z nowych technologii w skansenie
będzie można korzystać już w przyszłym roku. Jak przyznaje Sośnierz,
z tego typu techniki, jak dotąd, nie
skorzystało jeszcze żadne muzeum
w Polsce. – Jakoś trzeba się wybić i jakoś zaprosić młodych ludzi, którzy
z techniką są oswojeni i poniekąd
oczekują od nas tego samego – mówi
dyrektor.
ZDJĘCIE: ŚLĄSKIE ZOO
P
o wirtualnej szafie, dzięki której odwiedzający mogą przymierzać stroje z dawnych epok i uruchomieniu w obiektach
odgłosów dawnej wsi, skansen szykuje
kolej ne in te rak tyw ne pro jek ty. Już
w przyszłym roku, jeżeli oczywiście muzeum pozyska
fundusze, przechodząc przez punkt informacyjny,
będzie można zabrać tablet. Wchodząc do konkretnego obiektu lub przechodząc przez konkretną część
kra jobra zową, nie tyl ko usły szy my dźwięki, ale
na ekranie zobaczymy toczące się w tym miejscu ży-
Początek września przyniósł w Śląskim
Ogrodzie Zoologicznym ciekawe zmiany.
W nowej, podzielonej na pół wolierze, zamieszkał kondor wielki oraz para orłów stepowych.
ZDJĘCIE: MAT. PROM.
W kościele na terenie muzeum etnograficznego słychać mszę, mimo
że akurat wtedy się nie odbywa,
a obok chat – kury i gęsi, mimo że
wcale ich tam nie ma. Czary? Nie,
elektronika i nowe technologie.
Dzięki nim, już niedługo zobaczymy w skansenie toczące się
na dawnej wsi życie i spacerujące
po stawach upiory.
Sępy zadowolone
Skansen przygotowuje kolejne interaktywne projekty
Łukasz Respondek
REKLAMA
Narodziny w zoo
Pociecha Ulembo i Liani
To był szczególny dzień dla Śląskiego Ogrodu Zoologicznego – w niedzielę, 13 września, w godzinach popołudniowych, na świat
przyszła piękna, zdrowa i silna żyrafa.
M
trzy inne samice. Partnerką Sextusa została Iskra, z którą
doczekał się on trzech młodych. Maluchy, za wyjątkiem
Ecika, wyjechały do innych ogrodów. Ecik natomiast,
stworzył z samicą o imieniu Amina parę hodowlaną, która w następnych latach dała kolejne cztery przychówki.
Od 2012 do 2013 roku, na terenie Śląskiego Ogrodu
Zoologicznego trwała budowa nowego pawilonu dla żyraf
i w tym czasie w zoo tych nie obserwowaliśmy. Wróciły
one po 893 dniach przerwy, kiedy to do nowo powstałego
obiektu sprowadzony został z Drezna samiec Ulembo,
a osiem dni później dołączyły do niego dwie samice: Lindani oraz Liani. I właśnie ta ostatnia została matką.
ZDJĘCIE: ŚLĄSKIE ZOO
aleństwo jest pierwszą córką Ulembo i Liani – żyraf, które w 2013 roku trafiły do Chorzowa (pisaliśmy o nich często na łamach „Gazety Parkowej”).
Maleństwo czuje się dobrze i pozostaje pod stałą opieką
matki.
– To 18. żyrafa, urodzona w przeciągu 45 lat hodowli
tych zwierząt w chorzowskim ogrodzie. Ostatni przychówek żyraf w śląskim zoo miał miejsce w grudniu 2005 roku. Generalnie ten gatunek jest obecny
tutaj – choć z przerwami – od 1964 roku – podsumowuje Jolanta Kopiec, dyrektor śląskiego zoo.
Wtedy to, do Śląskiego Ogrodu Zoologicznego przyjechała pierwsza żyrafa –
samiec o imieniu Wielokropek. Dwa lata później dołączyła do niego samica
Kreska i tak się zaczęło! Związek Wielokropka i Kreski zaowocował wydaniem
na świat aż ośmiu żyraf, które rodziły się
w ciągu trzynastu kolejnych lat. Wszystkie maluchy, z wyjątkiem jednego samca o imieniu Sextus (większość pozostałych nosiła po rodzicach „interpunkcyjne” imiona), przekazane zostały do innych ogrodów zoologicznych. Do Sextusa natomiast dołączyły w Chorzowie Mała żyrafa już pokazuje się na wybiegu
Mat. Śląskie zoo
Chorzowskie sępy goszczą już w nowej
wolierze
C
ała konstrukcja robi imponujące wrażenie – liczy
bowiem ponad 20 metrów długości, 14 metrów
szerokości i aż 12 metrów wysokości. Jako pierwszy zasiedlił ją kondor wielki, który od samego początku upodobał sobie budkę lęgową zamontowaną wysoko ponad ziemią i stanowiącą namiastkę andyjskich półek skalnych,
skolonizowanych przez kondory żyjące w naturze. Ptak
korzystać może również z przygotowanego specjalnie dla
niego basenu.
Po kilku dniach w nowej wolierze schronienie znalazły
także orły stepowe. Samica, podobnie jak kondor wielki,
większość czasu spędza w budce lęgowej, samiec natomiast
trzyma się niższych poziomów.
– Cieszymy się z nowej inwestycji, szczególnie, że zarówno kondor wielki, jak i orły stepowe szybko zaaklimatyzowały się w nowym otoczeniu i są wyraźnie zadowolone
z nowej przestrzeni – ocenia Jolanta Kopiec, dyrektor zoo.
Mat. Śląskie zoo
Parkowa Akademia Wolontariatu
10
Wieczorowa Akademia Seniora
Pierwszy wieczór o sercu i zdrowiu
seniorów, drugi o bezpieczeństwie.
Kolejne o architekturze, życiu
i pracy fotoreportera… Rusza nowy cykl dla osób starszych: Wieczorowa Akademia Seniora.
Chcesz posłuchać, przyjdź.
N
ajpierw więc o pierwszym spotkaniu.
Tym sercowym. Temat jest ważny, bo
co roku w naszym kraju ok. 100 tys.
osób przechodzi zawał. Choroby układu krążenia to najczęstszy powód zgonów nie tylko w naszym kraju. Sprzyjają im: brak ruchu,
złe odżywianie, stres, palenie... Na choroby układu krążenia częściej zapadają osoby starsze. W niektórych rodzinach choroby te i zawały są częstsze.
Jak im zapobiegać? Kontroluj ciśnienie tętnicze. Powinno być niższe niż 140/90 mm Hg, a u osób z cukrzycą lub nieprawidłowym poziomem cukru – niższe
niż 130/80 mm Hg.
Kontroluj swoja wagę. Twoje BMI (waga w kilogramach podzielona przez wzrost w metrach do kwadratu)
nie powinno być wyższe niż 25, obwód w pasie u kobiet
nie powinien przekraczać 80 cm, a u mężczyzn – 94 cm.
Badaj raz do roku cholesterol i rób EKG.
Wejdź też na stronę: sccs.pl, a tam powita Cię Wirtualny Kardiolog, który „na co dzień pracuje w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu”. To test, który sprawdzi,
czy grozi Ci choroba wieńcowa. Wirtualny Kardiolog pyta o: wiek (u kobiet „ryzyko choroby wieńcowej wyraźnie
wzrasta po menopauzie”), wagę i wzrost („nadmierne
spożywanie kalorii prędzej czy później doprowadzi
do kłopotów z układem krążenia. Proszę, pamiętaj, że
z wiekiem kilogramów raczej przybywa niż ubywa”), wysiłek („dużo ruchu obniża ciśnienie, chroni przed cukrzycą, obniża poziom cholesterolu i ułatwia utrzymanie wła-
ZDJĘCIE: PARK ŚLĄSKI
O sercu posłuchać warto
ściwej wagi”). Potem jeszcze o poziom cholesterolu, ciśnienie, choroby w rodzinie, cukrzycę… I kończy: „Mam
nadzieję, że trochę pomogłem i zwróciłem Twoją uwagę
na ważną rzecz, jaką jest profilaktyka. Zawsze bowiem lepiej zapobiegać niż leczyć”.
O zapobieganiu będą też mówić 5 października
w godz. 16-18 w budynku dyrekcji parku (uwaga: liczba
miejsc ograniczona) lekarze Śląskiego Centrum Chorób
Serca z Zabrza (to tam pracuje Wirtualny Kardiolog). Razem z nimi zapraszamy na siedem wykładów (wszystkie
usłyszycie Państwo jednego popołudnia):
1. Nowoczesna kardiochirurgia i kardiologia nie tylko nadzieją, ale i szansą dla starszych chorych z chorobami serca – prof. Marian Zembala.
2. Geriatria przyjacielem seniorów. Nadwaga, otyłość, zespół metaboliczny – dr Anetta Kowalczuk-Wieteska.
3. Choroby sercowo-naczyniowe u kobiet – Irena
Młynarczyk.
4. Promocja zdrowia i zapobieganie chorobom sercowo-naczyniowym – szansa, jakiej jeszcze nie było. Nasza świadomość zdrowotna i wpływ na nasze zdrowie
– Bożena Krymska.
5. Nadciśnienie tętnicze – dlaczego nie wolno lekceważyć, a zaprzyjaźnić się i kontrolować przebieg – dr
Jolanta Nowak.
6. Cukrzyca, czyli musimy się nauczyć żyć wspólnie,
z korzyścią dla nas – prof. Krzysztof Strojek.
7. Przewlekłe choroby płuc – powinniśmy szczególnie o nich pamiętać na Śląsku, pomagając zdrowym
i chorym im zapobiegać – dr Marek Ochman.
O kolejnych spotkaniach w ramach Wieczorowej Akademii Seniora czytaj – co miesiąc – na plakatach parkowych, na stronie fundacja. parkslaski.pl i na facebookowym profilu Fundacji Park Śląski.
Ewa Kulisz
W czasie kongresów „Obywatel Senior” w Parku Śląskim, seniorzy chętnie korzystali z badań
oraz porad lekarzy, rehabilitantów
Na luźnej smyczy
Szkolenie psa
– standardowe
działanie,
czy fanaberia?
ZDJĘCIE: MAT. NADESŁ.
REKLAMA
Wielokrotnie spotkałam się z opinią, że
szkolenie psa to tylko wymysł, nikomu
niepotrzebna zachcianka.
T
ymczasem, w każdym miesiącu swojej pracy, wielokrotnie przeprowadzam konsultacje
związane z agresywnym zachowaniem psa, również wobec samych opiekunów, nadmierną lękliwością, zbyt dużą pobudliwością, brakiem kontroli nad zachowaniem psa.
Gdy chcesz, by Twoje dziecko się czegoś nauczyło i poradziło sobie w dorosłym życiu, zapisujesz je do szkoły, na kurs, na trening. Dlaczego
więc zakładasz, że pies nauczy się prawidłowego
zachowania sam i całkowicie dostosuje do Ciebie? To pospolity, ale przecież zupełnie inny gatunek, inaczej komunikujący się.
Wielu z problemów możesz uniknąć, kiedy zrozumiesz komunikaty psa i od początku przystosujesz go do otaczającego go środowiska. Powinieneś również zbudować prawidłowe nawyki, zapobiegać powstawaniu problemowego zachowania
u psa i przede wszystkim pozbyć się stereotypowego myślenia o gatunku, jakim jest pies.
Tego wszystkiego możesz nauczyć się na szkoleniu, którego prowadzący są kompetentni i opierają swoją naukę nie tylko na doświadczeniu, ale
również na wiedzy z zakresu etiologii, psychologii zwierząt, teorii uczenia się. Bo prawidłowe
szkolenie, to nie tylko nauka siad, czy waruj. Polecenia, to tylko i aż, narzędzie do kontrolowania
zachowania psa, ale dobre szkolenie, to również
przewodnik wykorzystania poleceń, prawidłowej
ko mu ni ka cji z czwo ro no giem w co dzien nym
funkcjonowaniu oraz zrozumienia jego podstawowych potrzeb..
Magdalena Grabowska
Trener szkolenia psów Canid Oddział Katowice
Behawiorysta zwierzęcy
Muzycznie
Z drugiej strony sceny
ba…Rockowo
ZDJĘCIE: MAT. PROM.
T
REKLAMA
ZDJĘCIE: PARK ŚLĄSKI
ZDJĘCIE: EWA SWADLO
i zetknęli się z muzyką m.in. Elvisa Presleya, Raya Charlesa
a także zespołów Queen, Pink Floyd, The Beatles, The Doors
i Deep Purple. Jak zabrzmiałyby rockowe przeboje, gdyby ich
aranżację zlecono wielkim klasykom w oparciu o barokowe instrumentarium oraz ówczesną formę i stylistykę? W poszukiwaniu odpowiedzi na to pytanie, Dariusz Zboch opracował innowacyjne aranżacje kilkunastu rockowych „lektur obowiązkowych”, które znalazły się na płycie „ba…Rockowo”. Słuchając tej muzyki na żywo, w malowniczej scenerii parkowego rosarium, po raz kolejny uświadomiłem sobie wartość kompozycji najwybitniejszych klasyków rocka, które w dowolnym, instrumentalnym i stylistycznym przebraniu, zachowują swoje
WOJCIECH ZAMORSKI prezentuje
ponadczasowe piękno. Popuszczając nadal wodze fantazji, nie
mam wątpliwości, iż gdyby Kwintet Śląskich Kameralistów
pojawił się z repertuarem tej płyty w XVIII wieku na koncercie w pałacu jakiegoś europejskiego arystokraty, to beatlesowaki tytuł płyty od razu zdradza intencje artystów, którzy skie „Yesterday”, „Child In Time” Deep Purple czy „Someboją firmują. Smyczkowy Kwintet Śląskich Kameralistów, dy To Love” grupy Queen, zebrałyby gromkie brawa ówczepomysłowo i z dowcipnym przymrużeniem oka, nazwał tak snych melomanów. Współczesny rynek muzyczny zna wiele
jeden z albumów w swojej dyskografii. W ostatnią niedzielę przykładów przebierania rocka w klasyczne szaty. Ambicją
wakacji występem w naszym parkowym rosarium, zespół wielu mocno zelektryfikowanych zespołów było wzbogacenie
uświetnił finał tegorocznego sezonu koncertów z cyklu „Mu- dyskografii płytą nagraną z towarzyszeniem orkiestry symfozyczny bukiet róż”. Dzisiaj artyści goszczą na łamach Gazety nicznej. Aby nie narazić się fanom konkretnych wykonawców
Parkowej w miejscu zarezerwowanym dla muzyki z kręgu roc- dodam tylko, że wiele takich płyt powstało bardziej w odpoka i bluesa, mimo, iż najczęściej występują w wieczorowej wiedzi na panującą w rockowym światku modę, niż ze wzglęsukni (Katarzyna Biedrowska) bądź eleganckich frakach (Da- du na artystyczny potencjał oryginalnego repertuaru.
W latach 60. i 70. minionego wieku, stylistyczne eksperyriusz Zboch, Jakub Łysik, Jarosław Marzec i Krzysztof Korzeń)
oraz legitymują się klasycznym wykształceniem i symfonicz- menty na styku rocka i symfonicznej klasyki, toczyły się także
nym rodowodem. Ich obecność właśnie tutaj jest jednak jak w przeciwnym kierunku. Obok utalentowanych, rockowych
najbardziej uzasadniona. Na co dzień współpracują ze Śląską samouków, na muzycznym rynku pojawili się klasycznie wyOrkiestrą Kameralną, jednak w przeciwieństwie do wielu kształceni wirtuozi, którzy sięgnęli po najwybitniejsze dzieła
„poważnych” muzyków, szanują i darzą sympatią nie tylko wielkich klasyków, by przenieść je do świata rocka. Prekursotwórczość wielkich klasyków (głównie Bacha) ale także doko- rami tego trendu byli pianiści Rick van der Linden – lider honania gwiazd z kręgu muzyki rockowej. W swoim obszernym lenderskiej grupy Ekseption oraz Keith Emerson, który na czerepertuarze swobodnie podróżują pomiędzy muzycznymi le super-tria Emerson, Lake and Palmer stworzył słynne, rockowe wersję „Obrazków z wystawy” Musorgskiego oraz
epokami, stylami i gatunkami.
„Dziadka do orzechów” CzajkowKilka lat temu Dariusz Zboch –
skiego. Grupa Ekseption niemal cały
wybitny skrzypek i prymariusz
swój repertuar poświęciła rockokwintetu postanowił zrealizować
wym transkrypcjom dzieł Beethoveprzewrotny pomysł „przetłumaczena, Bacha, Mozarta i wielu innych
nia” wielkich przebojów rockowych
klasyków. Z orkiestrowej tradycji
na język klasycznej muzyki kamewywodzi się jeden z najważniejralnej. Twórcza wyobraźnia sprowoszych podgatunków rocka – rock
kowała go do podjęcia artystycznesymfoniczny. Jak trafnie przypomigo wyzwania opartego na założeniu,
na Dariusz Zboch – muzyka jest jediż wielcy klasycy – Bach, Czajkowski Smyczkowy Kwintet Śląskich
na i dzieli się tylko na dobrą i złą…
czy Haendel dożyli naszych czasów Kameralistów
WOJCIECH MIREK prezentuje
trasie serwuje publiczności ponad 3-godzinne show, po którym każdy, nawet najbardziej wybredny fan, wyjdzie zachwycony. Nie dane będzie mi długo odpoczywać, gdyż w połowie
listopada, dokładnie 13., planuję wybrać się do Miasteczka
Śląskiego, gdzie zagra znany z parkowych scen (m. in. tegorocznej kontenerowej) zespół Mikromusic. Jestem totalnie zachwycony głosem Natalii Grosiak i kompozycjami jej zespołu. To muzyka idealna do spokojnego wypoczynku po tak intensywnym sezonie jak ten.
Jeden dzień przerwy i w niedzielę, 15 listopada, wsiadam
w samochód, po drodze z Wrocławia zgarniając przyjaciół
i jedziemy zdobyć Berlin. Czemu aż tam? Bo w Berlinie zagra
ZDJĘCIE: MAT. PROM. / WIKIPEDIA
Rock na trawie
11
Koncertowe
podróże
J
eszcze niedawno zbieraliśmy siły do ciężkiego sezonu,
a tu już letni sezon 2015 jest za nami. Jak długo tu pracuję, tak intensywnego lata nie pamiętam. Było bardzo dużo
muzyki, bardzo dużo sportu i działań społecznych. Te ostatnie świetnie funkcjonowały zwłaszcza w mocno odmienionych Kontenerach Kultury, które udało nam się w tym roku
zrealizować dzięki współpracy z piwną marką Lech. Ale nie
tylko to się nam udało, bo przecież w Parku Śląskim pojawiła się najbardziej prestiżowa trasa koncertowa w kraju. To,
moim zdaniem, najważniejsza impreza, która odbyła się
w tym sezonie na naszym terenie.
Przed nami jesień, która w instytucjach opierających swoją działalność na aktywnościach na świeżym powietrzu jest
raczej czasem zasłużonego odpoczynku niż wytężonej pracy.
Jednak dla mnie będzie czasem podróżowania. Jak na człowieka dla którego muzyka jest wszystkim, będę krążył po Polsce i jej okolicy w poszukiwaniu sympatycznych dźwięków
granych na żywo. Pierwszy na mojej liście wycieczkowej będzie Rzeszów i udział z zaprzyjaźnionym zespołem HooDoo
Band w festiwalu Breakout Days, którego artystycznym mentorem jest syn Tadeusza Nalepy – Piotr. Następnie pod koniec
października czeka mnie wycieczka aż nad polskie morze,
gdzie w Gdańsku pojawi się po raz pierwszy w Polsce jeden
z tych zespołów, które na mojej liście kapel do posłuchania
na żywo, zajmuje od dawna czołowe lokaty, czyli Dave Matthews Band. W kraju nad Wisłą może nie jest tak popularny
jak w Stanach Zjednoczonych, gdzie wyprzedaje największe
stadiony, jednak z czystym sumieniem polecam Państwu zakup biletów na to wydarzenie. Na właśnie odbywającej się
Dave Matthews Band
zespół, którego koncertem z 2011 roku w Stuttgarcie jestem
oczarowany do dziś – Tedeschi Trucks Band. Zespół, którego
liderami jest amerykańskie małżeństwo – obdarowana prześlicznym, bluesowym głosem Susan Tedeschi oraz absolutny
geniusz gitary slide – Derek Trucks. Wydałem astronomiczne
pieniądze na bilety, jednak wiem, że każdy 1 grosz wydany
na ten zespół jest warty co najmniej 5 groszy.
Pojawiła się również okazja, by ponownie (po raz trzeci
już) zobaczyć Slasha, który tym razem przyjedzie do Łodzi.
Jednak nie jestem aż takim fanem twórczości Guns N’ Roses,
by po raz trzeci w ciągu trzech lat słuchać w zasadzie tej samej set listy. Co za dużo to niezdrowo.
Po raz kolejny zaapeluję przy tej okazji do Państwa, by
w miarę możliwości wybrać się czasem na jakiś dobry koncert. W formie odskoczni od tego, co na co dzień nas otacza,
wybierzmy się do sympatycznej knajpki, na koncert nawet
niezbyt znanej grupy. Wielokrotnie przekonałem się już, że
w taki sposób najlepiej poznaje się nową muzykę. Dla chętnych – już 1 października w katowickiej Katofonii zagra
wspomniany w tym tekście zespół HooDoo Band i z czystym
sumieniem mogę polecić ten właśnie koncert na rozpoczęcie
swojej przygody z małymi klubami i nowymi zespołami.
Miejmy nadzieję, że do zobaczenia na miejscu!
W dobrym towarzystwie
12
Odwiedzamy lizboński Parque das Nações
ZDJĘCIA: JAKUB BOTWINA
Morskie podboje z kolejką
linową i oceanarium
Widok Mostu Vasco Da Gama z polany w Parku Narodów
W pięknej, historycznej Lizbonie, nie unikają współczesnych rozwiązań. Przykładem jest Park Narodów
(Parque das Nações), jeden
z najnowocześniejszych parków miejskich w Europie.
Kolejka linowa oraz usytuowanie na jego terenie obiektów o charakterze rozrywkowym i naukowym, czynią
założenia tego miejsca podobnymi do tych, którymi 65 lat temu kierowali się
projektanci Parku Śląskiego.
P
ark Narodów powstał w części
Lizbony, która została rekapitalizowana specjalnie na Światową Wystawę Expo 1998.
Ciągnie się on klinem przez
około 2,5 kilometra, wzdłuż rzeki Tag, co nadaje mu dodatkowego uroku. Głównym wejściem do parku jest dworzec Oriente, ażurowa, przeszklona konstrukcja, pod którą znajdują się metro i dworzec. Dzięki temu, park
jest doskonale skomunikowany, a mieszkańcy stolicy Portugalii i okolicznych miast nie
mają żadnych problemów z dojazdem.
Historia portugalskich
podbojów
– W Parku Narodów zastosowano bardzo innowacyjne rozwiązania, ale całość jest też
Altana w jednym z ogrodów tematycznych Ogrodów Garcia d'Orta
Dawny portowy pirs, zaadaptowany na pieszą promenadę
bardzo mocno osadzona historycznie – tłumaczy Jakub Botwina, architekt krajobrazu
i miłośnik parków miejskich. Jak wyjaśnia,
w parku można znaleźć bardzo dużo odniesień do historii Portugalii, jej morskich podbojów i wielkich żeglarzy. – Jednym z nich
jest most Vasco da Gama, najdłuższa tego typu śródlądowa konstrukcja w Europie.
Do morskich tradycji nawiązuje też wieża
widokowa w kształcie żagla, o wysokości 150
metrów.
Park jest podzielony na strefy tematyczne, do każdej z nich można wejść, spacerując główną promenadą. Nad najatrakcyjniejszą widokowo jego częścią, kursuje kolejka gondolowa, która pozwala zobaczyć z góry całe założenie urbanistyczne Expo’98
z Pawilonem Portugalii i Pawilonem Atlan-
tyckim. Nad całym parkiem góruje jedno
z największych oceanariów w Europie. Tuż
przed nim, utworzono ogromną łąkę, którą
ukształtowano w taki sposób, aby przypominała uderzającą o taflę wody kroplę.
Wiszące pnącza i woda
od starożytności
W całym parku jest sporo ogrodów tematycznych, które nadają mu niepowtarzalnego charakteru. W Ogrodzie Wody zobaczymy, jak rozwijały się aktywności związane
z wodą od czasów starożytnych po czasy nowożytne, a w Ogrodzie Południowym, znajdziemy ciszę, spokój oraz klimatyczne patio.
Najpopularniejszy jest natomiast Ogród
Garcia de Orta, który dzieli się na kilka
mniejszych fragmentów z roślinnością po-
chodzącą z różnych części świata. Można
tam zobaczyć m.in. dracene smoczą, bawełnę, pieprz, sterlicje królewskie, liczne bugenwille oraz plumerie. W Wiszących Ogrodach można pospacerować pod pergolą i podziwiać wzbijające się do góry pnącza. Ciekawą częścią całego kompleksu są też rekreacyjne tereny Parku Tejo.
Przez 17 lat od swojego powstania, mieszkańcy Lizbony zdążyli bardzo polubić Park
Narodów. Odwiedzają go często i chętnie.
To kolejny wspólny mianownik dla mieszkańców naszego regionu i Parku Śląskiego.
– Taki panuje obecnie trend, aby usługi
podstawowe parków, wzbogacać o kulturę,
sztukę, wiedzę. To zdecydowanie podnosi
ich atrakcyjność – podkreśla Botwina.
Łukasz Respondek
Polana rekreacyjna, w kształcie kropli spadającej na taflę wody, przy oceanarium

Podobne dokumenty