Gazeta Rzgowska

Komentarze

Transkrypt

Gazeta Rzgowska
B
E
Z
P
ŁA
T
N
A
GAZETA RZGOWSKA
NR 1(36) | Styczeń 2013
tel. (42) 235 26 28
ISSN 2081-8106
www.gazetarzgowska.pl
[email protected]
Coraz więcej
płatnych dróg
12 stycznia br. przybyło w kraju prawie 140 kilometrów dróg objętych elektronicznym systemem opłat viaTOLL. Kolejny etap
rozszerzenia systemu nastąpi 30 marca br. i obejmie następnych 160 km arterii, w tym wyremontowany niedawno odcinek S-8
od Piotrkowa do węzła Radziejowice. Łącznie w końcu pierwszego kwartału br. systemem objętych będzie 2190 km dróg.
Obowiązujący od lipca 2011 r. system viaTOLL umożliwia użytkownikom wnoszenie opłat za korzystanie z sieci
dróg płatnych. System jest obowiązkowy na wybranych odcinkach autostrad, dróg ekspresowych i krajowych
dla pojazdów samochodowych oraz zespołów pojazdów o dopuszczalnej całkowitej masie powyżej 3,5 t oraz
autobusów niezależnie od ich całkowitej masy.
str. 3
Amerykanie trafili do Rzgowa Oświetlą ŚOB
Aż trudno uwierzyć, że Amerykanie trafili do Rzgowa, by
w niewielkim Zakładzie Usług
Galwanicznych Jana Hejwowskiego ulokować zamówienia
na pokrycia różnych metalowych detali niklem satynowym. To rzadka technologia
stosowana jest w Polsce tylko
w tym jedynym zakładzie.
Zanim Amerykanie trafili do
Rzgowa, przyjrzeli się bliżej
40 różnym zakładom usług
galwanicznych w Polsce.
Drogę do rzgowskiego zakładu znajdują także wielkie renomowane firmy. W wannach
J. Hejwowskiego srebrzone są
znakomicie specjalne styki dla
elektrowni. To znaczące zamówienia wygrywane przez rzgowianina.
str. 7
Mało znana firma EL SERWIS ze Rzgowa, specjalizująca
się od 2004 roku w zakresie usług elektroinstalacyjnych,
wygrała przetarg na wykonanie instalacji elektrycznych
w Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie. Cześć prac
została już wykonana w ubiegłym roku. Specjaliści ze rzgowskiej firmy wykonają jeszcze m.in. specjalne oświetlenie
ledowe miedzianej kopuły.
str. 2
Jan Hejwowski (z prawej) z synem Maciejem
LOKALNIE
str. 2
Pisane nad Nerem
Trzymajmy
się razem
Trzeba niekiedy śmierci, by ktoś naprawdę został doceniony. Zmarły niedawno prymas Józef Glemp niemal do
końca życia traktowany bywał z pobłażaniem, mówiono o nim, że jest
tylko cieniem prymasa Wyszyńskiego,
że nigdy nie dorównał temu wielkiemu sternikowi polskiego Kościoła.
A przecież i J. Glempowi przyszło
działać w niezwykle trudnym okresie polskiej bezkrwawej rewolucji.
I podejmować musiał decyzje trudne,
niepopularne. I chyba tylko dlatego,
że nie miał parcia na szkło, jak to jest
w przypadku większości naszych polityków, mało o nim wiedzieliśmy.
Gdy spotkałem go kiedyś w Łowiczu, zaskoczyło mnie, że po cywilnemu
wmieszał się w tłum i niczym sztubak
palił papierosa. Świadczyło to o jego
ułomności, ale i wielkości, bo nie silił
się na sztuczność i moralizowanie.
Zdawał się mówić: jestem taki sam
jak i wy, ułomny, normalny człowiek.
Chyba te papierosy stały się potem jego
przekleństwem i przyczyną śmierci.
Mnie jednak najbardziej zaimponowały ostatnie słowa prymasa:
„Polacy, trzymajcie się razem”.
Świadczyły bowiem o tym, że
w ostatnich chwilach swojego życia
myślał nie o sobie, ale o rodakach
i ojczyźnie. Chyba naprawdę trzeba
być wielkim człowiekiem, by zachować się właśnie w taki sposób.
Przypomniałem sobie te słowa prymasa J. Glempa w kontekście tego, co
dzieje się na naszej scenie politycznej. Nawet marszałkowie parlamentu
okazali się ludźmi pazernymi na kasę
i niewrażliwymi na los milionów Polaków. Ci ostatni znów płacą wysoką
cenę za kryzys i ledwo wiążą koniec
z końcem, a najwyższa władza zafundowała sobie nagrody wartości
przeciętnego samochodu osobowego.
O bezsensownych awanturach i grach
na najwyższych szczytach władzy nie
chce się nawet mówić.
Podziały, kłótnie i prywata dotarły
także na dół, co widać niemal wszędzie.
Także w naszej gminie. Ktoś, kto od
dłuższego czasu krytykuje rządzących,
choć w swoim działaniu kieruje się bardziej prywatą niż interesem publicznym,
chwali wreszcie, że ta władza nie atakuje i zachowuje się normalnie. Po chwili
jednak znów obraża wielu mieszkańców. I nie rozumie, że za te słowa trzeba
będzie najzwyczajniej zapłacić.
A przecież te bolesne słowa i oskarżenia wynikają w gruncie rzeczy
z innej optyki, innego obrazu spraw
publicznych. Z pewnością prawda
jest jedna, ale dochodzenie do niej
może być, jak widać, różne. Trzeba
się z tym po prostu pogodzić. I szukać
konsensusu. Zapewne zmarły prymas
miał na myśli to, by Polacy nie dzielili się bezsensownie, by nie tracili sił
i czasu na jałowe spory, jak to bywało
niejednokrotnie w naszych dziejach,
i działali wspólnie, by trzymali się
razem. Dotyczy to nas wszystkich.
Zastępca
Oświetlą ŚOB
dokończenie ze str. 1
Jak to się stało, że rzgowianie zaangażowani zostali do
specjalistycznych robót w tak
prestiżowym obiekcie stolicy?
Właściciel firmy Jarosław Mirzejewski twierdzi, że stało się
to trochę dzięki przypadkowi.
M. Mirzejewski zaintereso-
wał się jednym z przetargów,
który następnie wygrał i dopiero wówczas dowiedział się,
że chodzi o roboty w Świątyni
Opatrzności Bożej.
El SERWIS istnieje zaledwie 9 lat, ale dał się już poznać
z najlepszej strony, wykonując
specjalistyczne prace w całym
kraju, m.in. w wielu szpita-
lach, browarach i cukrowniach. W większości szpitali
stolicy fachowcy ze Rzgowa
zajmowali się m.in. montażem
sprzętu energetycznego, także
w naszym województwie realizowali sporo usług, np. w pabianickim szpitalu i Wojskowych Zakładach Lotniczych nr
1 i PUP nr 1 w Łodzi.
Firma z ulicy Glinianej zajęła
się też wykonaniem dość nietypowego oświetlenia nowego
krzyża na Starym Rynku
w Rzgowie. Przymiarki do za-
Wyróżnienie rzgowianina
Wyróżniona fotografia M. Karasińskiego
Miło nam poinformować Czytelników, że rzgowianin Michał
Karasiński znalazł się wśród
trzech wyróżnionych uczestników konkursu fotograficznego
„Gwiazdka z Piotrkowską” zorganizowanego przez Fundację Ulicy
Piotrkowskiej. 7 stycznia br. zdjęcie rzgowianina, członka koła fotograficznego „Blenda” kierowanego przez Tolka Patorę, można
było zobaczyć podczas wernisażu
w łódzkiej galerii „Cafe Verte”
przy ul. Piotrkowskiej 113.
Wyróżniona fotografia przedstawia w oryginalnym ujęciu szczudlarza idącego ulicą Piotrkowską.
(ER)
Chciał przekupić policjanta Zagrała WOŚP
instalowania specjalnych lamp
zostały już wykonane, prawdopodobnie efekt końcowy będą
mogli podziwiać rzgowianie
już wiosną.
Dodajmy jeszcze, że właściciel firmy jest rodowitym rzgowianinem, inżynierem informatyki, absolwentem Politechniki
Łódzkiej i Wyższej Szkoły Informatyki. Od dziecka pasjonuje
się muzyką i w wolnych chwilach gra na trąbce w rzgowskiej
Orkiestrze Dętej.
(PE)
Redakcja
poszukuje…
…autorów
kilku
prac dyplomowych
napisanych w ostatnich
latach na Wydziale
Nauk Geograficznych
Uniwersytetu Łódzkiego,
m. in. Sylwi Popy,
Joanny Stępień i Piotra
Stępniaka. Czekamy na
wszelkie informacje pod
nr. 603-505-131.
(pe)
Pechowo zakończył się pobyt
w Centrum Targowym „Ptak”
w Rzgowie małżeństwa z Rumunii. W pewnej chwili kobieta podeszła do mężczyzny i zaoferowała
mu sprzedać telefonu komórkowego, nie zdając sobie sprawy z tego,
że ofertę złożyła policjantowi
zajmującemu się odzieżą z podrobionymi znakami towarowymi.
Policjantowi telefon wydawał się
podrobiony, więc wylegitymował i zatrzymał Rumunkę. Wtedy
w sukurs kobiecie pospieszył jej
małżonek, który podczas legity-
mowania w radiowozie zaoferował policjantowi 200-złotową
łapówkę. Chciał w ten sposób
spowodować odstąpienie stróżów
prawa od czynności służbowych.
Uczciwy policjant banknoty potraktował jako dowód w sprawie.
Wkrótce 22-letni Rumun usłyszał
w pabianickiej prokuraturze zarzut
korupcji i poddany został dozorowi
policyjnemu. Także jego małżonka
usłyszała, że za wprowadzenie do
obrotu telefonu z podrobionym
znakiem towarowym grozi jej
2 lata pobytu za kratkami. (ER)
W tym roku rzgowianie nie szczędzili grosza dla Wielkiej Orkiestry
Świątecznej Pomocy Jurka Owsiaka. Wolontariusze naszego Gimnazjum zebrali łącznie 13319,66
zł. Jeśli dodamy do tego 2600,07
zł zebrane przez uczniów Szkoły
Podstawowej w Guzewie, otrzymamy 15919,73 zł, czyli o ponad
2 tys. zł więcej niż w ubiegłym roku.
To niezły wynik, jeśli się zważy na
to, że jeszcze kilka lat temu WOŚP
omijała gród nad Nerem. 13 stycznia wolontariusze zbierali datki na
ulicach miasta, choć był kilkustop-
niowy mróz, a także w Centrum
Targowym „Ptak”.
Rzgowska orkiestra grała znakomicie dzięki wielu ofiarnym wolontariuszom, ale i pomocy GOK,
który zapewnił występy Orkiestry
Dętej i Chóru „Camerata”. Wolontariuszom pomagał dyr. GOK
Wojciech Skibiński i pedagog
z Gimnazjum Edyta Waprzko.
Niejako na finał niedzieli z WOŚP
Rzgów zafundował najmłodszym
mieszkańcom baśń muzyczną „Mikołaj spełnia sny” w wykonaniu Łódzkiego Teatru Muza, zaprezentowaną na
scenie hali sportowej. Była znakomita
zabawa i słodkie upominki. (ER)
Krótko
MIESZKAŃCY ul. Grodziskiej
w Rzgowie nie godzą się na zaniechanie budowy obwodnicy miejskiej i grożą procesami sądowymi.
Zebrali ponad 160 podpisów pod
protestem. Jeśli ich głos nie zostanie wzięty pod uwagę, grożą domaganiem się wysokich odszkodowań za hałas w ich domach.
GALA SAMORZĄDOWA
w bratnim Rzgowie k. Konina –
uczestniczyli w niej rzgowianie znad
Neru z zastępcą burmistrza Jadwigą
Pietrusińską i przewodniczącym Rady
Miejskiej Markiem Bartoszewskim,
a także chórem „Camerata”. Rzgowski zespół był gwiazdą tej udanej imprezy, która stała się także okazją do
bliższego poznania się mieszkańców
bratnich miejscowości.
HIGH FASHION DAYS –
w dniach 5-7 lutego odbyła się druga
edycja tej imprezy, na którą składały
się m.in. pokazy mody i rozmowy
z handlowcami. Impreza odbyła się
w CT PTAK, hala A-Bis.
DROGI powiatowe – prawie
800 tys. zł przekazuje na nie w tym
roku gmina Rzgów, za te pieniądze
powstanie m.in. chodnik w Prawdzie, zmodernizowane zostaną
drogi w Konstantynie i Kalinku,
powstanie też projekt przebudowy
skrzyżowania ul. Tylna-Szkolna
i Ogrodowa w Rzgowie.
TABLICA upamiętniająca
dawną strażnicę OSP – na ostatniej
sesji Rady Miejskiej pytał o nią
sołtys Z. Strycharski. Na razie
trwają dyskusje, czy i jak upamiętnić siedzibę pierwszej straży,
ale i miejsce, w którym przez kilkadziesiąt lat toczyło się też życie
kulturalne i społeczne Rzgowa.
ZADYMIENIE nie spotykane
dotąd na ul. Kombajnowej w Starej
Gadce spowodowało, że pojawili
się strażacy. Okazało się, że w kominie zapaliły się sadze. W takich
przypadkach dochodzi często do
pożaru. Strażacy wygasili piec, pouczyli właściciela o konieczności
okresowego czyszczenia komina.
WŁAMANIA do domków jednorodzinnych w Rzgowie – było
ich kilka, policja apeluje o większą
troskę o swoje mienie i sygnały
o potencjalnych złodziejach.
KTO podrzucił świnię policjantom z Tuszyna? Nie wiadomo, za
to bez trudu znaleźli oni to zwierzę
w przydrożnym rowie krajówki.
Ugrzęzło w zaspie i mogło zamarznąć. Stróże prawa nie dopuścili
do tego, świnia trafiła do jednego
z gospodarstw…
BUDŻET na 2013 r. został
uchwalony przez radnych. Dochody wyniosą ponad 35 mln zł, zaś
wydatki – prawie 38 mln zł. Na
inwestycje planuje się przeznaczyć
7 mln zł (18,5 proc.), co jest niezłym
prognostykiem. Zadłużenie wynosi
17 proc., gdy np. w pobliskiej Łodzi
– aż 60. Planowany deficyt w Rzgowie pokryty będzie kredytem.
KRYZYS coraz bardziej dotyka
wiele firm. Na lamach jednej z gazet
mówi o tym także Józef Grot, właściciel Zakładu Przetwórstwa Mięsnego
„Grot” w Starowej Górze. Już miniony
rok był trudny dla firmy, a ten ma być
jeszcze trudniejszy. Zdrożał żywiec
z powodu podniesienia cen zboża, a to
dla branży raczej zła wiadomość.
REGION
Coraz więcej
płatnych dróg
dokończenie ze str. 1
System buduje firma „Kapsch
Telematic Services sp. z o.o. na
zlecenie Generalnej Dyrekcji
Dróg Krajowych i Autostrad.
Dotychczas na realizację systemu wydano ponad 1,1 mld zł.
Do końca grudnia 2012 r. przychody z opłat wyniosły 1,34
mld zł, co na niedawnej konferencji prasowej przedstawiciele
administratora uznali za wielki
sukces.
Na wspomnianej konferencji
pytaliśmy o opłaty za nowoczesne arterie aktualnie powstające
w naszym regionie. Niestety, nie
mamy optymistycznych wieści
dla kierowców. Wszystkie już
istniejące autostrady i drogi
ekspresowe objęte będą opłatami, oczywiście po całkowitym zrealizowaniu inwestycji,
np. w przypadku autostrady ze
Strykowa do Warszawy. Dotyczyć to będzie docelowo także
A-1 na odcinku od Strykowa do
Tuszyna i S-8 - od skrzyżowania A-1 (węzeł Łódź Południe
w rejonie Romanowa) do węzła
Walichnowy. W pierwszym
etapie opłaty obejmą pojazdy
o masie całkowitej powyżej
3,5 t, ale później prawdopodobnie i mniejsze samochody, łącz-
nie z osobowymi. Decyzje w tej
sprawie podejmie w przyszłości
Rada Ministrów.
Jak wynikało z danych
liczbowych udostępnionych
dziennikarzom przez Krzysz-
tofa Gorzkowskiego z firmy
„Kapsch”, system viaTOLL
sprawdza się w praktyce
bardzo dobrze. Każdego dnia
zasila krajowy fundusz drogowy kwotą w granicach 3 mln
zł. Ci, którzy chcieliby ominąć
system, muszą się przygotować na niespodziankę: jest
on bardzo szczelny i bolesny
w przypadku chęci niepłacenia za korzystanie z drogi - na
początek kara wynosi 3 tys. zł.
W stosunku do dawnego systemu winietowego, viaTOLL jest
bardzo szczelny. Oprócz pozyskiwania pieniędzy ma jeszcze
kilka innych zalet, gdyż promuje samochody nowoczesne,
a więc i najmniej szkodzące
środowisku. To niewątpliwie
ważny aspekt systemu, który
z natury nastawiony jest na finansowy zysk.
W przypadku Łodzi, dla
której powstające arterie, m.in.
A-1 i S-8, tworzyć będą swoiste obwodnice miejskie, ale
i mniejszych ośrodków takich
chociażby jak Rzgów - pobór
opłat budzić będzie zapewne spore opory. Już kilka lat
wcześniej parlamentarzyści zobowiązywali się walczyć o to,
by w rejonie Łodzi autostrady
i drogi ekspresowe były bezpłatne. Jest jeszcze trochę czasu, by
zająć się tym tematem, bo gdy
Rada Ministrów podejmie decyzje, na protesty może być już
za późno.
(P)
Bezpiecznego Nowego Roku
Wszyscy zapewnie byliśmy
ciekawi co nam Nowy Rok
przyniesie, kiedy na salach
balowych czy też skromnie
w rodzinnych gronach witaliśmy z nadzieją pierwsze jego
chwile. Z nadzieją, że spełnią się noworoczne życzenia i obudzimy się w kraju
pełnym życzliwości, wzajemnego zrozumienia, troski
o ludzi ubogich, walki z bezrobociem. Rzeczywistość okazała się zgoła inna, a w zasadzie, taka jaką żegnaliśmy
razem z 2012 rokiem.
Nie zawiedli nas politycy,
którzy po zimowym wypoczynku
w zagranicznych kurortach (po co
promować krajowe) ochoczo przystąpili do okładania się nie na argumenty (bo trzeba je mieć), ale na
stare metody znane z lat poprzednich. Tak zwane „parcie na ekran”
staje się silniejsze niż zdrowy
rozsądek. W natłoku medialnych
przekazów dotyczących m.in. wydarzeń w Sanoku, samobójstwa
policjanta w Warszawie, potrzeby
funkcjonowania straży miejskich
czy instalowania dodatkowych
radarów na polskich drogach, pojawił się element bezpieczeństwa
państwa i jego obywateli. O ile
sprawa liczby radarów bardziej
kojarzy się z Inspekcją Transportu Drogowego i tzw. podatkiem
Rostowskiego dla kierowców, to
nasze codzienne bezpieczeństwo,
pomimo istnienia wielu innych
służb, uzależniamy najczęściej od
sprawności Policji i jej współpracy
ze strażami miejskimi.
W kraju rozpoczęła się właśnie dyskusja o potrzebie funkcjonowania SM - powołanych do
utrzymania porządku publicznego i bezpieczeństwa mieszkańców - podlegających lokalnym
samorządom. Ich zadaniem jest
również informowanie o stanie
i rodzajach występujących zagrożeń oraz współdziałanie z lokalną
społecznością poprzez inicjowa-
nie działań prewencyjnych mających na celu zapobieganie zjawiskom kryminogennym, popełnianiu przestępstw i wykroczeń.
Ważnym elementem tej działalności jest współpraca z organami
państwowymi, samorządowymi
i organizacjami społecznymi.
Taka formuła partnerstwa w obronie porządku publicznego znalazła
uznanie wśród samorządów.
Jednak zamiast umacniać pozycję formacji i zyskiwać społeczną
sympatię, rozpoczęto działania na
rzecz zwiększania uprawnień tej
służby. Duża część obserwatorów
tych poczynań odbierała to jako
element rywalizacji i powielania
się zadań przypisanych ustawowo Policji. Fala krytyki spadła na
funkcjonariuszy straży miejskich
za budzącą zdziwienie nadgorliwość i sposób prowadzenia kontroli radarowych. Fakt, że zebrane
kwoty mandatów zasilały budżety
samorządowe, odbierany był jako
chęć „udowodnienia” prezydentom, burmistrzom i wójtom potrzeby istnienia tej służby.
Stanowiska niektórych samorządów w Polsce pozwalają wątpić w potrzebę dalszego
funkcjonowania straży miejskich. Powstaje jednak pytania
o spokój i porządek w miejscach
publicznych, którego dość istotnym elementem mają być właśnie pracownicy tej formacji.
Przed samorządami postawiono
ważne pytanie dotyczące analizy
pracy SM w realizacji programu
dotyczącego bezpieczeństwa
obywateli. Instytucji zapewne
potrzebnej, mającej przecież
dwudziestoletnie doświadczenie,
której ocena powinna polegać na
powrocie do idei, jaka przyświecała piszącym ustawę powołującą
straże miejskie, a nie dopisywaniu im kolejnych kompetencji.
Nie ulega wątpliwości, że funkcjonariusz z charakterystyczną
czapką w żółto–czarną szachownicę ma swoje ważne miejsce
w utrzymaniu porządku publicznego. Szczególna uwagę należy
zwrócić na współpracę służb SM
i Policji w budowaniu i realizacji
str. 3
Inwestować
czy przejadać?
To dylemat, który porównać
można do węzła gordyjskiego.
Pojawił się na styczniowej sesji
Rady Miejskiej, gdy dyskutowano
nad tegorocznym budżetem. Choć
na inwestycje gmina przeznacza
prawie jedną piątą budżetu, nie
wszystkim się to podoba.
Radny Piotr Salski, który jako
jedyny wstrzymał się przy głosowaniu nad budżetem, twierdził, że
Rzgów nie przeznacza pieniędzy na
inwestycje rozwojowe. Nie jest to
pełna prawda, bo w tym roku sporo
pieniędzy idzie na rozbudowę hydroforni w Gospodarzu (na razie projekt), a w późniejszym etapie także
w Rzgowie i Grodzisku. Przebudowa
drogi w Konstantynie pochłonie 500
tys. zł, przebudowa mostu na ul. Zielonej w Rzgowie – także pół miliona,
rozbudowa rzgowskiego przedszkola
- prawie 1,1 mln zł, budowa kanalizacji podciśnieniowej w Starowej
Górze – 1,1 mln zł. Wykonanie projektu rozbudowy oczyszczalni ścieków – 200 tys. zł, modernizacja SP
w Guzewie – 80 tys. zł. Trwają też
przygotowania do budowy nowej siedziby dla Miejskiego Ośrodka Kultury – w tym roku na projekt miasto
wyda 100 tys. zł. To prawda, że nie
będzie tak spektakularnej inwestycji
jak hala sportowa, ale na te mniejsze
zadania czeka wielu mieszkańców,
niejednokrotnie od lat.
18,5 proc. tegorocznego budżetu na
inwestycje to niezły wynik w czasach
kryzysu. Niektóre gminy nie mogą
nawet pomarzyć o takim wyniku.
Zatem nie można powiedzieć, że
w Rzgowie przejada się dochody…
(ER)
systemu dotyczącego bezpiecznego miasta czy gminy. Organizacja wspólnych służb, wzajemne
monitorowanie newralgicznych
miejsc i obiektów czy też wymiana doświadczeń są argumentami
dla zwolenników straży miejskich.
Czy przekonają jej oponentów?
Jednak obie strony muszą pamiętać, że za każdą z decyzji kryje się
nasze wspólne bezpieczeństwo,
za które odpowiedzialność ponoszą również samorządy.
Bogdan Bujak
PS Bezpieczeństwo obywateli
jest bardzo ważnym i kosztownym
segmentem działalności państwa.
Potrzebne są również rozsądne
decyzje organizacyjne i finansowe na szczeblu państwowym i samorządowym. Życzę wszystkim
bezpiecznego Nowego Roku.
Bogdan
Bujak – były
poseł na
Sejm RP.
MIASTO I GMINA
str. 4
Kazimierza Madejskiego
jedynego krawca świadczącego drobne usługi w CT „Ptak”
- Choć wokół pełno wspaniałej odzieży od setek producentów, wygląda na to, że nie
brakuje Panu roboty…
- Od trzech lat wykonuję drobne
prace krawieckie, takie jak skracanie spodni czy zwężanie garniturów, ale trafiają się też nietypowe zlecenia, np. panie przynoszą
biustonosze czy majteczki w celu
lepszego dopasowania, czasami też przerabiam sukienki czy
futra. Krawcem jestem praktycznie od 14 roku życia, czyli od 57
lat. W rodzinie nikt nie uprawiał
tego zawodu, ojciec był szewcem,
przybył do Rzgowa z Sandomierza, tu znalazł żonę i miał niewielkie 1,5-hektarowe gospodarstwo.
Uczyłem się krawiectwa przez
trzy lata u Józefa Sarzały w Łodzi
przy ulicy Lokatorskiej 16. Nie-
gdyś szyłem m.in.
garnitury
męskie, ale
teraz tego
nie robię,
bo to zbyt
ciężka
praca. Pyta
pan o ciekawych ludzi
zaglądających do
mnie – kogo tu nie było! Trudno
wszystkich spamiętać, ale robiłem
drobne poprawki odzieży wielu
artystom, piosenkarzom i muzykom, m.in. z zespołu „Trubadurzy”, parlamentarzystom, mieszkańcom odległych miast, a także
rzgowianom. Przyjezdnym wykonuję robotę na poczekaniu.
- Krawiectwo to rzeczywiście
trudny zawód i zapewne
dlatego tak mało
dziś krawców
z prawdziwego zdarzenia,
szyjących na
miarę, potrafiących
wykonać
k a ż d ą
usługę
klienta…
List do wicepremiera
W związku z aktualną dyskusją na temat patriotyzmu gospodarczego prezes Zarządu
Związku Przedsiębiorców i Pracodawców z Warszawy Cezary Kaźmierczak,
współpracujący z Ogólnopolską Federacją Stowarzyszeń Kupców i Przedsiębiorców
skierował do wicepremiera Janusza Piechocińskiego list otwarty poruszający jeden
z ważniejszych tematów pominięty we wspomnianej dyskusji.
Nie ukrywam – czytamy
w liście - że jestem zwolennikiem wolnego rynku, wolnego
handlu i wrogiem protekcjonizmu państwowego. Pod jednym
wszakże warunkiem – że zagraniczne koncerny również płacą
podatki, a nie transferują wszelkie zyski poza Polskę. A niestety z taką sytuacją mamy do czynienia w Polsce – zagraniczne
koncerny w Polsce podatków
nie płacą. Polski system podatkowy to umożliwia. Zwracam
się do Pana z pytaniem – czy
nie czas na jego zmianę? Czy
nie nadszedł czas, żeby to rząd
wykazał się patriotyzmem gospodarczym i skończył wreszcie z nienormalną sytuacją,
w której polskie prawo umożliwia zagranicznym korporacjom nie płacenie podatków
w Polsce i cały ciężar utrzymania Państwa przerzucony
jest na dyskryminowany sektor
MSP, z którego danin dodatkowo fundowane są różne granty
i ulgi dla koncernów, żeby
„przyciągnąć je do Polski.
Autor listu postuluje wprowadzenie zryczałtowanego podatku
CIT w wysokości 1% od obrotu.
Zamiana taka oprócz tego, że zakończyłaby wreszcie dyskryminację fiskalną polskiego sektora
MSP, powodując, że zagraniczne
firmy zaczęłyby wreszcie płacić
w Polsce podatki – dodatkowo
przyniosłaby wzrost wpływów
do budżetu o co najmniej 32
miliardy złotych rocznie, co pozwoliłoby rządowi znacznie obniżyć pozapłacowe koszty pracy
i skazywać 27% młodych Po-
- Szycie odzieży to przede
wszystkim żmudna robota, wykonywana niemal w bezruchu,
wymagająca dobrego wzroku.
Zapewne dlatego jest tak uciążliwa i męcząca. Przed laty garnitury szyło się często nocą, na
czas. Taka robota wymagała
wręcz końskiego zdrowia. Dziś
ludzie szukają łatwiejszej pracy.
20-30 lat temu w niewielkim
przecież Rzgowie czynnych
było 6 zakładów krawieckich,
teraz są tylko 2. Jeden z tutejszych krawców jest jeszcze starszy ode mnie. A przecież nadal
jednak istnieje zapotrzebowanie
na szycie na miarę, nie mówiąc
o usługach w zakresie przeróbek i poprawek, choć większość Polaków kupuje garnitury
gotowe.
- Jest Pan nietypowym
krawcem, bo ma Pan też inny
zawód…
- …też bardzo ciekawy
i ciężki. Ślusarstwa nauczyłem się w „Majedzie”, a potem
aż przez trzydzieści lat byłem
ślusarzem w jednej ze rzgowskich spółdzielni. A że zarobki
były nieduże, więc po godzinach trzeba było dorabiać właśnie krawiectwem. Dziś jestem
już na emeryturze, ale nie chcę
zgnuśnieć w domu przed telewizorem. Codzienna praca w Centrum Targowym i wykonywanie
drobnych przeróbek czy poprawek krawieckich wymaga ode
wyjścia z domu, a to pozwala mi
na kontakty z ludźmi, które są mi
potrzebne do życia.
(P)
laków na bezrobocie bez większych perspektyw na przyszłość.
Czy polski rząd wykaże się w tej
kwestii patriotyzmem gospodarczym? Czy Pan zaapeluje o to do
kolegów z rządu?
Zwracam się do Pana
z prośbą o rozważenie bezinwestycyjnego pozyskania dodatkowo do kasy Państwa kwoty
32 miliardów złotych (dokładnie: 32 252 045 830 zł) rocznie.
Przychody budżetu Państwa
z tytułu podatku CIT wynoszą 25 miliardów (dokładnie
25 375 825 000 PLN). Oznacza to, że przeciętnie każda
firma objęta tym podatkiem
płaci CIT w wysokości 0,44 %
obrotu, przy czym większość
firm w ogóle nie płaci tego podatku. Podatek CIT płaci zaledwie 36,64% podatników (tylko
119 935 podmiotów z 327 292
wszystkich wykazuje zysk!).
W przypadku osób prowadzących działalność gospodarczą
w oparciu o wpis do ewidencji
obliczony szacunkowo płacony podatek dochodowy wynosi
ok. 2% obrotu, czyli prawie pięciokrotnie więcej. Z przytoczonych danych (oficjalnych, rządowych) wynika, że duże firmy
w zasadzie w ogóle nie płacą
podatków i jedynym płatnikiem
tego podatku są małe firmy,
które nie opanowały jeszcze do
końca technologii kreatywnej
żonglerki tzw. kosztami uzyskania przychodu i transferu
zysków zagranicę.
Autor listu nie jest przeciwnikiem zagranicznego kapitału
w Polsce, chce jedynie, by polskie firmy nie były dyskryminowane. Taki pogląd prezentuję wielu Polaków. Czekamy na
stanowisko wicepremiera.
J. Romański
„Rzgowianie” po łowicku Kochamy plotki
To dobry znak na przyszłość!
W końcówce minionego roku
Zespół Pieśni i Tańca „Rzgowianie” wzbogacił się o komplet dziecięcych strojów ludowych łowickich. Dziewczęce (10 kompletów)
zakupiono dzięki pomocy Urzędu
Miejskiego w Rzgowie, zaś chłopięce (8) sfinansowano ze środków Lokalnej Grupy Działania.
– Nigdy w dziejach zespołu nie
mieliśmy takich strojów dla najmłodszych tancerzy, dlatego przygotowujemy już program z tańcami łowickimi pt. „Idziemy z kogutkiem”,
który pokażemy mieszkańcom naszego miasta i gminy prawdopodobnie 3 maja – mówi szefowa zespołu
„Rzgowianie” Renata Furga. (ER)
Wygląda na to, że wielu mieszkańców gminy kocha plotki.
Chcę wierzyć, że ktoś je puszcza
nieświadomie, nie zdając sobie
sprawy z tego, że po pewnym
czasie funkcjonują one własnym
życiem i wracają do nas zwielokrotnione i… bezsensowne.
Ostatnio burmistrz Rzgowa
tłumaczył się, że nigdy nie przyszło mu do głowy, by przyłączyć
do miasta pobliski Guzew. „To
plotka z kosmosu” – tłumaczył
podczas sesji. Bezustannie wraca
inna kosmiczna bujda mówiąca
o tym, że w Kalinku będzie ferma
wiatrowa. Sprawa została definitywnie rozstrzygnięta, choć tereny
pod fermę znajdują się w studium
uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego.
W tego typu dokumencie byłyby
także tereny przyszłej odkrywki
węgla brunatnego w okolicy Kalinka, gdyby takowy odkryto, co
jeszcze nie oznacza, ze byłby on
eksploatowany….
Można powiedzieć, że plotka goni
plotkę. Niedawno słyszałem, że
łódzkie MPK chce przywrócić komunikację tramwajową do Rzgowa,
ktoś mówił o filii warszawskiej
AWF w naszym mieście, ktoś jeszcze wspominał o gigantycznych nagrodach dla nauczycieli rzgowskich
szkół. Wyjaśniam natychmiast za
burmistrzem: to przecież kosmos
w czystej postaci!
(P)
LUDZIE I REGION
str. 6
Z pomocą
potrzebującym
W granicach 600 tysięcy
złotych wydała w ubiegłym
roku rzgowska gmina ze
swojego budżetu na pomoc
społeczną dla mieszkańców.
Pieniądze te przeznaczone
zostały głównie na zasiłki dla
potrzebujących, dożywianie
dzieci w szkołach oraz dodatki mieszkaniowe. Jednak
na pomoc dla mieszkańców
w mieście i gminie wydano
łącznie ponad 3,1 mln zł.
Czy to oznacza, że obszar
biedy w gminie powiększa
się? – pytamy kier. Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Rzgowie Joannę Zdanowicz.
- Raczej pozostaje na tym
samym poziomie co w 2011
roku, ale dzięki zmianie
kryteriów i podniesieniu
dochodu na osobę z 351
zł do 456 zł (w przypadku
osób samotnych z 477 zł na
542 zł) uprawniającego do
pomocy społecznej wzrosła
liczba osób objętych naszym
wsparciem. Ta zmiana kryterium była niezbędna, gdyż
uwzględniała realia, w jakich
żyją ludzie wymagający
pomocy. Nadal jednak czujemy niedosyt, bo minimum
socjalne jest wyższe, a my
mówimy wciąż o minimum
egzystencji.
W 2012 roku z różnych
form pomocy MOPS skorzystało łącznie około 280 osób,
głównie bezrobotnych, niepełnosprawnych i w wieku
starszym. Tyle samo mniej
więcej korzystało ze wsparcia
rok wcześniej. Aczkolwiek
pomoc finansowa i rzeczowa są bardzo ważne, państwo
rozszerza sposoby wspierania ludzi najgorzej sobie radzących w niełatwych czasach, np. jesienią ubiegłego
roku rozpoczął działalność
asystent rodziny, który na
co dzień ma ją wspierać.
W rzgowskiej gminie jest to
specjalista z wykształceniem
pedagogicznym obsługujący 12 rodzin. Koncentruje
się on przede wszystkim na
pomocy w zakresie wychowawczym, ale w praktyce
ma do czynienia z wieloma
trudnymi problemami, piętrzącymi się przed rodziną.
Czy asystent zda w praktyce
egzamin, czy zostanie zaakceptowany przez wszystkie
rodziny? – przekonamy się
zapewne po kilku miesiącach
jego pracy.
(PE)
W RZGOWKIEJ
GAMECIE
Takiej placówki szpitalnej jak ta w Rzgowie przy ul.
Rudzkiej nie powstydziłyby się najbardziej rozwinięte kraje
europejskie. Nowoczesna, stosująca światowe standardy i co
najważniejsze, pomagająca rozwiązywać najtrudniejsze
ludzkie problemy, bo związane z rodziną i dzieckiem.
Mowa o Klinice Leczenia
Niepłodności GAMETA Szpital
w naszym mieście, funkcjonującej już od dłuższego czasu. Niedawno jej twórca prof. dr hab.
Jerzy Radwan, przed laty członek
zespołu lekarzy, dzięki którym
doszło do narodzin pierwszego w Polsce dziecka poczętego
metodą pozaustrojowego zapłodnienia, zaprosił dziennikarzy,
by obejrzeli pomieszczenia, do
których na co dzień nie wszyscy
mają dostęp, a przy okazji poznali bliżej leczenie niepłodności
metoda in vitro.
NIEPŁODNOSĆ
- CHOROBA
CYWILIZACYJNA
O tych problemach na ogół
ludzie wiedzą niewiele. Dlatego
syn Profesora - dr n. med. Michał
Radwan, specjalista ginekologii
i położnictwa, zajmujący się od
lat leczeniem niepłodności, będący
jednocześnie starszym embriologiem klinicznym Europejskiego
Towarzystwa Rozrodu Człowieka
i Embriologii, przybliżył skale niepłodności w naszym kraju. Wyjaśnił też, na czym polega proces leczenia metodą in vitro oraz omówił
przebieg pracy w laboratorium.
25 lipca 1978 r. narodziła się
Luise Brown, pierwsze „dziecko
z próbówki”. W 2010 r. Robert
Geoffrey Edfwards, biolog, który
wspólnie z ginekologiem Patrickiem Steptoe dokonał pierwszego pozaustrojowego zapłodnienia, uhonorowany został Nagrodą Nobla. Dotychczas dzięki tej
metodzie narodziło się na świecie
ok. 10 mln ludzi a w takim kraju
jak Dania co dwudzieste urodzone dziecko jest poczęte dzięki tej
metodzie. W Polsce leczenie bezpłodności (dotyka ona ok. 2 mln
par) metodami rozrodu wspomaganego wzbudza wiele kontrowersji wynikających głównie z niewiedzy. Krążą mity na ten temat.
W naszym kraju co piąta para
ma problemy z narodzinami potomka, dlatego GAMETA jest dla
nich olbrzymią szansą. Profesor J.
Radwan twierdzi, że brak wiedzy
medycznej i mity towarzyszące
leczeniu niepłodności nie sprzyjają rozwiązywaniu problemów
wielu małżeństw. Niestety, także
polityka komplikuje leczenie.
Tymczasem na świecie in vitro
uznawane jest za metodę terapeutyczną, czyli taką sama jak
w przypadku podawania insuliny ludziom chorym na cukrzycę.
Wielu rodaków nie chce przyjąć
tego do wiadomości, jak zresztą
i prawdy np. o skutkach pozaustrojowego zapłodnienia. Nie jest
bowiem prawdą, że mamy do czynienia z występowaniem chorób
genetycznych po zapłodnieniu pozaustrojowym, także w przypadku bliźniaków. Mitem jest także
dokonywanie aborcji. – Nikt nie
uśmierca zarodków, nie wyrzuca
ich. Są one przecież bezcenne dla
niepłodnych par. Swiadczy o tym
m.in. czas oczekiwania na adopcję
zarodka w naszej klinice, który
Michał Radwan
wynosi nawet kilkanaście miesięcy – wyjaśnia M. Radwan.
W Polsce nie tylko GAMETA
leczy bezpłodność. W samej Łodzi
jest kilka ośrodków zajmujących
się tym problemem. Po raz pierwszy w woj. łódzkim z metody in
vitro skorzystano w 1992 roku.
W rzgowskiej klinice rocznie dokonuje się ok. 700 zapłodnień.
Profesor Jerzy Radwan
RODZINA TO GNIAZDO
Rodzina to gniazdo, a gniazdo
bez dziecka jest puste – mówi
prof. J. Radwan. – Dlatego pomagamy rodzinom, by dochowały się
potomstwa. Gdyby nie hipokryzja
i polityka, z problemem tym dawalibyśmy sobie radę tak samo
jak na Zachodzie. Medycyna nie
powinna interesować polityków.
Konferencja w GAMECIE
dostarcza nam, dziennikarzom,
sporo tematów do przemyśleń.
Politycy na co dzień bombardują
nas swoimi pomysłami, w których prawdy i rzeczywistej troski
o człowieka jest niewiele. A przecież walka o ciąże i potomstwo to
problem niezwykle ważny dla tysięcy rodaków. Jak zatem walczyć
z hipokryzją i głupotą? Czy należy
rezygnować z metody przynoszącej ludziom szczęście? Przeciwnicy mówią, że lekarz nie powinien
zastępować pana Boga, ale czy ma
to oznaczać, że nie należy ratować
ludzi, bo „Bóg tak chciał”?
Do rzgowskiej GAMETY przyjeżdżają kobiety z całej Polski.
W wyśmienitych warunkach,
przy zastosowaniu najnowocześniejszych urządzeń i zdobyczy
nauki, odzyskują wiarę w siebie.
Ciąża i narodziny dziecka są
często kulminacją długotrwałego
procesu leczenia niepłodności.
Profesor J. Radwan i jego
współpracownicy dalecy są od
propagandowych akcji i polityki.
Dla nich liczy się jedynie medycyna i dobro pacjenta. Na szczęście
w rzgowskiej klinice ten punkt widzenia podzielają także pacjenci.
A Rzgów? Miasteczko przyzwyczaiło się już do obecności
tak nietypowej placówki leczniczej. Profesor Radwan twierdzi,
że właśnie dzięki dobremu klimatowi, jaki napotkał w Rzgowie, mógł tutaj powstać tak nowoczesny szpital.
(PO)
PROSTO Z REGIONU
str. 7
Amerykanie trafili do Rzgowa
dokończenie ze str. 1
Dlaczego trafiają właśnie tutaj?
Jak się okazuje, w tych trudnych
czasach J. Hejwowski, który prowadzi firmę wspólnie z synem
Maciejem, absolwentem Politechniki Poznańskiej, potrafi nie tylko
elastycznie dostosowywać się do
potrzeb klientów realizując szybko
i dobrze ich zamówienia, ale też
wprowadza coraz nowocześniejsze,
niekiedy niszowe, technologie.
Jan Hejwowski znany jest także
z tego, że realizuje nietypowe zamówienia i zajmuje się ratowaniem
wielu zabytkowych przedmiotów.
W tym roku mija właśnie 30 lat od
momentu zajęcia się galwanizowaniem, które stało się także jego
życiową pasją. Zapewne dlatego
rzgowianin każdego roku wykonuje
kilkadziesiąt nietypowych zleceń
dla Kościoła. Niedawno wykonywał z mosiądzu specjalny herb dla
nowego arcybiskupa archidiecezji
łódzkiej Marka Jędraszewskiego,
teraz przymierza się do skomplikowanej realizacji – od projektu
do wykonania – arcybiskupiego
krzyża procesyjnego. Dodajmy
jeszcze, że przed laty w rzgowskiej
firmie powstało unikalne berło jubileuszowe dla Jana Pawła II ufundowane przez wiernych diecezji
siedleckiej z okazji 80 urodzin pa-
MOK coraz bliżej?
Wydawać by się mogło, że kolejna wielka inwestycja miejska, po
hali sportowej oddanej do użytku
przed niemal rokiem, to temat
mało realny w dobie kryzysu gospodarczego. Tymczasem podczas
ostatniej w 2012 roku sesji Rady
Miejskiej temat związany z nową
siedzibą Miejskiego Ośrodka Kultury wywołany został przez samych
gospodarzy Rzgowa. Skąd to przyspieszenie? Już niedługo zanosi się
na nowe rozdanie środków unij-
nych i jest szansa, że ta ważna dla
miasta inwestycja wsparta zostanie
przez fundusze zewnętrzne.
Za wcześnie jeszcze mówić
o szczegółach, bo nie ma ani
stuprocentowej lokalizacji, ani
planów, ani pieniędzy. Pewne
jest, że MOK powinien powstać na
gruntach miejskich w sąsiedztwie
wspomnianej hali sportowej. Mówi
się o terenie, na którym w przyszłości ma stanąć kryty basen, ale
też możliwe jest zlokalizowanie
pieża. 80-centymetrowej długości
berło, w którym każdy centymetr
oznacza 1 rok życia polskiego papieża, ozdobione jest rzeźbą. Najważniejsze prace wykonywał Jan
Hejwowski ze swym przyjacielem
i współpracownikiem Krzysztofem
Natkańskim.
W ubiegłym roku w rzgowskiej pracowni wykonano nowe
tabernakulum dla kompleksowo
remontowanej kolegiaty w Łasku.
Umieszczone zostało w odrestaurowanym zabytkowym głównym
ołtarzu. Dla wspomnianej XVIwiecznej świątyni wykonano także
renowację naczyń liturgicznych.
(PE)
MOK bardziej na południe. Dyrektor GOK Wojciech Skibiński
sugeruje, że być może dobrym
rozwiązaniem byłoby połączenie
niewielkiego basenu (minimalna
długość niecki 25 m) z MOK-iem
pod jednym dachem, ale o realności takiego rozwiązania muszą się
wypowiedzieć projektanci.
Miejski Ośrodek Kultury powinien docelowo zastąpić dotychczasową siedzibę GOK
przy ul. Rawskiej. Oprócz sali
widowiskowej na 200-300 osób
powinny w nim znaleźć się pomieszczenia do prób m.in. dla
„Rzgowian”, chóru „Camerata”
i Orkiestry Dętej, a także innych
zespołów zainteresowań, ponadto w nowej siedzibie funkcjonowałaby też biblioteka publiczna,
która teraz korzysta z pomieszczeń Szkoły Podstawowej.
Burmistrz Rzgowa Jan Mielczarek twierdzi, że rozpoczęcie
inwestycji w najbliższych latach
jest realne. Jeśli miasto otrzyma
dofinansowanie z Unii Europejskiej, zyska wreszcie z prawdziwego zdarzenia siedzibę dla
placówek kultury.
(P)
BIZNES W REGIONIE
str. 8
BIZNES JAK KAŻDY INNY
O cmentarzach i pochówkach zmarłych mówi się zwykle sporo w okresie poprzedzającym Święto
Zmarłych, a przecież ludzie odchodzą z tego świata codziennie i branża pogrzebowa funkcjonuje
przez cały rok. Podobnie jak w przypadku innych branż czy firm, o rozwoju i przyszłości
decyduje rynek. Wzorem krajów zachodnich, szczególnie Włochów, firmy pogrzebowe są coraz
częściej nowoczesnymi przedsiębiorstwami, które nie stronią od nowości.
Tomasz Salski
Widać to najlepiej na targach funeralnych, których mamy w kraju
już kilka. Gdy przed laty odwiedziłem targi w Kielcach, zaskoczyło
mnie bogactwo oferty: poczynając od oryginalnych i nowoczesnych trumien czy urn, a kończąc
na nowoczesnych karawanach
na podwoziu „Mercedesa” czy
nekrologach wykonywanych na
poczekaniu i diamentowych ozdobach z prochów zmarłych.
POTRZEBNE NOWE
PRZEPISY
Rodzima branża pogrzebowa
uczy się bardzo szybko i wzoruje na najlepszych na świecie.
Mamy około 2,5 tysiąca podmiotów w branży. Są to najczęściej
firmy małe, rodzinne, ale także
spółki miejskie czy komunalne.
Na świecie w branży dominują
wielkie korporacje, obecne nawet
na giełdach, jak choćby brytyjska
„Dignity”. Z kolei firmy w USA
dysponują setkami domów pogrzebowych, a taki koncern
„Matthews” dwa lata temu wykupił nawet firmę wytwarzającą
piece kremacyjne i teraz powoli
wkracza także na polski rynek.
A że ludziska umierają niezależnie od sytuacji politycznej, kryzysów, wojen czy kataklizmów,
jako jedna z nielicznych branż
jest w miarę stabilna i nie odnotowuje poważniejszych kryzysów.
W najbardziej rozwiniętych
krajach branża dysponuje dosta-
tecznymi regulacjami prawnymi rozwiązujących najbardziej
skomplikowane problemy. My
wciąż podążamy za Zachodem,
a czasami można odnieść wrażenie, że nasi twórcy prawa nie doceniają problemu. I choć już od lat
rośnie liczba kremacji, wciąż nie
można legalnie zabrać prochów
zmarłego do domu czy rozsypać
ich na morzu. Ale życie nie znosi
próżni, wiec mimo braku uregulowań prawnych Polacy spełniają
wolę zmarłych i np. część prochów zabierają do domu, a resztę
chowają na cmentarzu. To tylko
jeden z przykładów. I choć parlamentarzyści nasi znają dobrze
sytuację, zamiast uchwalić sensowne przepisy związane z pochówkami wolą tracić czas na
bezsensowne spory polityczne.
Rzgowianin Tomasz Salski,
właściciel jednej z najbardziej
znanych firm pogrzebowych
„Klepsydra”, który w okresie
swojego prezesowania Polskiemu
Stowarzyszeniu Pogrzebowemu
w pierwszej dekadzie bieżącego
stulecia wprowadził nas do organizacji światowej, by stworzyć
większy nacisk na rządzących
w celu uchwalenia wspomnianych
regulacji prawnych, ubolewa, że
wraz ze zmianami w rządzie czy
Sejmie zanika ciągłość jurysdykcyjna. Teraz parlamentarzyści SLD wzięli na tapetę sprawy
związane z pochówkami, ale
i tak nie wiadomo czy coś z tego
wyjdzie. W takiej Bułgarii potrafili się zmobilizować i uchwalić
wzorcowe prawodawstwo, u nas
natomiast mijają lata i żadnych
efektów nie widać. A problemów
do rozwiązania nie brakuje. Dziś
branżą funeralną zajmuje się tyle
resortów, że gdy przychodzi do
rozwiązania konkretnego problemu, nie wiadomo, od kogo zależy
ostateczna decyzja. Polska należy
do nielicznych krajów w Europie, gdzie firma pogrzebowa praktycznie nie musi spełniać żadnych
warunków, by nieźle funkcjonować na rynku. Wymóg posiadania
chłodni czy innych urządzeń do
Ministerstwo przestrzega
Od 1 lipca 2011 r. Ewidencja
Działalności Gospodarczej prowadzona jest przez ministra gospodarki w jednym systemie Centralnej
Ewidencji Informacji o Działalności Gospodarczej (CEIDG), do
którego został przeniesiony z dotychczasowej ewidencji gminnej
również wpis każdego przedsiębiorcy prowadzącego działalność
gospodarczą.
Wszelkie czynności związane
z wpisem do Centralnej Ewidencji Informacji o Działalności Gospodarczej
(CEIDG) – prowadzonej przez ministra gospodarki są BEZPŁATNE.
że Polacy powoli przekonali się
do kremacji. Dziś funkcjonuje w kraju 19 spalarni, a w tym
roku ruszy dodatkowych 5. Aż 10
proc. zmarłych podlega kremacji,
a w takich wielkich miastach jak
Łódź (tu funkcjonują 2 krematoria) wskaźnik ten kształtuje się na
poziomie 40 procent. Wbrew pozorom sam pochówek kremacyjny
nie jest zbyt tani (kompleksowa
usługa może być wykonana już za
1500 zł, w tym samo spopielenie
550-750 zł), ale oszczędności powstają wówczas, gdy nie musimy
kupować placu na grób, a urnę złożymy do grobu rodzinnego.
Polacy przekonali się także do
innych nowinek. Coraz częściej
firmy pogrzebowe balsamują
zmarłych (hamuje to proces rozkładu ciała), szczególnie wów-
jedną usługę, która zapewne
w Polsce nie zyska aprobaty,
a na razie jest oficjalnie zakazana. Jest to tzw. ługowanie zwłok,
czyli ich... rozpuszczenie przy
pomocy chemikaliów i pozbycie
się za pomocą kanalizacji.
Za to sporo nowości możemy
się spodziewać na innych polach.
W niektórych miastach powstały
już kolumbaria (ściany z niszami do pochowania spopielonych
zwłok), zbudowano też katakumby (w przeciwieństwie do rzymskich, które znajdowały się pod
ziemią, nasze są na powierzchni),
ale nie zyskują one raczej aprobaty. Czy powstaną u nas cmentarze
na wzór amerykański przypominające parkową zieleń z niewielkimi epitafiami wśród trawy? To
wbrew pozorom kosztowne inwe-
stycje i na razie nikt nie kwapi się
do budowania tego typu nekropolii. Za to nie bardzo wiadomo, czy
w Polsce znajdzie naśladowców
pomysł Niemców, by zbudować
cmentarz dla... kibiców. W Niemczech powstały już takie 2.
RZGOWSKO-ŁÓDZKA
„KLEPSYDRA”
Łódzka „Klepsydra”, należąca dziś do rzgowianina Tomasza Salskiego, powstała ponad
dwadzieścia lat temu (1992 r.) na
zgliszczach Miejskiego Przedsiębiorstwa Usług Komunalnych.
Ojciec Tomasza miał w tej firmie
ok. 10 proc. udziałów, ale po tragicznej jego śmierci w 1996 r.
małżonka zdołała skupić większościowy pakiet. W ten sposób
firma stała się własnością Tomasza i jest dziś typowym rodzinnym przedsiębiorstwem.
- Od pięciu lat dysponujemy
własnym krematorium, a także salą
sekcyjną, mamy również chłodnię
na 100 ciał i bezustannie inwestujemy, by oferować najwyższy
standard usług – mówi Tomasz
Salski. – W tym roku zakończymy
budowę domu przedpogrzebowego
i restauracji z salą do konsolacji.
Jaka będzie przyszłość „Klepsydry”? Właściciel nie chce na
ten temat mówić zbyt wiele, ale
nie wyklucza, że może pojawi się
też w innych miastach. Za to konkretniejsze plany ma w związku
z rozwojem należącej do niego
i innego rzgowianina Marka Cichewicza firmy BONGO zajmującej się przewozem zwłok do
każdego zakątka kuli ziemskiej.
Rocznie takich usług firma ta wykonuje w granicach pół tysiąca.
POLACY LICZĄ...
Branża pogrzebowa zrzesza dziś
firmy funkcjonują na rynku tak jak
inne przedsiębiorstwa. Wszechwładna ekonomia i tutaj na każdym
kroku daje o sobie znać. Inwestowanie w nowe jakościowo usługi to
konieczność, bo także na tym polu
świat nie stoi w miejscu i polskie
firmy muszą sprostać konkurencji.
Także klienci, czyli rodziny zmarłych, potrafią liczyć i egzekwować
usługi na coraz wyższym poziomie.
Właśnie z powodu pieniędzy obserwujemy coraz więcej ekshumacji
związanych ze spopieleniem zwłok
i likwidacją kosztownego grobu
(P)
Ministerstwo Gospodarki przestrzega przed różnymi anonimowymi firmami komercyjnymi przesyłającymi osobom, które założyły
działalność gospodarczą, oferty dokonania odpłatnego wpisu w prowadzonych przez siebie rejestrach
(katalogach firm). Wpis do tych
rejestrów nie upoważnia do wykonywania działalności gospodarczej na terytorium Polski i nie jest
wymagany przez przepisy prawa.
Zatem nie ma potrzeby wydawania
pieniędzy na tego rodzaju wpisy,
a wspomniane rejestry to w gruncie rzeczy powielanie ogólnodostępnych bezpłatnych Informacji
i wprowadzanie ludzi w błąd.
Polecamy publiczne rejestry
CEIDG (www.firma.gov.pl) czy też
REGON (www.stat.gov.pl/regon),
w których rejestracja jest całkowi-
cie bezpłatna. Warto też skorzystać
z serwisu CEIDG - firma.gov.pl
za pośrednictwem, którego można
online przygotować i złożyć wniosek
o wpis, zmianę wpisu, zawieszenie/
wznowienie lub zakończenie działalności gospodarczej. Odnajdźcie
swój wpis na stronie internetowej
CEIDG i zweryfikujcie aktualność
zawartych w nim danych.
Opracował: JR
pochówków istnieje tylko na papierze. W takiej wielkiej Łodzi,
gdzie funkcjonuje ok. 30 firm pogrzebowych, wspomniane chłodnie posiadają tylko 2.
CORAZ POPULARNIEJSZE
KREMACJE
Nowości w Polsce? Dotarły
już wcześniej, choć nie wszystkie przyjęły się w jednakowym
stopniu. Gdy 20 lat temu ruszyło
w Poznaniu pierwsze krematorium, Polakom kojarzyło się z tym,
co przeżyliśmy w czasie ostatniej
wojny i obozami zagłady. Niestety
bezlitosna ekonomia zrobiła swoje.
Brak miejsc na pochówki, a także
mniejsze koszty związane choćby
z utrzymaniem grobu, sprawiły,
czas, gdy zwłoki przewożone
są dłuższą odległość. W Polsce
nie brakuje też specjalistów od
kosmetyki zmarłych. Zapewne
częściej niż dawniej wykonuje
się też rekonstrukcje, szczególnie
wówczas gdy podczas wypadków
i katastrof dochodzi do uszkodzenia ciała, a rodzinie zależy, by
w ostatnią drogę zmarły udawał
się w postaci takiej jak za życia.
Z Zachodu przywędrowały do
nas także inne „wynalazki”, jak
choćby umieszczanie części prochów w drugiej małej urnie czy
w niewielkim „relikwiarzu”. Znane
są też specjalne wisiorki (wyroby
jubilerskie) z umieszczonym
w nich diamentem pozyskiwanym
ze spopielonych zwłok. Ostatnio
za sprawą zmarłej Violetty Villas
sprawa ta znów stała się głośna,
bo Polacy raczej z dystansem podchodzą do tego typu usług.
W USA wymyślono jeszcze
Kaplica w łódzkiej „Klepsydrze”
FIRMY REGIONU
str. 9
„Landcar” wciąż zaskakuje
Największy w Polsce dealer samochodów osobowych marki KIA „Landcar” Dariusz Krzewiński ze Starowej Góry uruchomił
niedawno outlet, który znajduje się na obszernym terenie przy salonie firmowym w sąsiedztwie drogi krajowej nr 1. Sprzedawane
są w nim samochody znacznie tańsze (nie tylko używane), a więc dostępniejsze dla mniej zamożnych klientów.
- Outlet oferuje także pojazdy
nowe, ale tańsze np. o około 10
tysięcy złotych, są tu również samochody prawie nowe, bo mające
na liczniku zaledwie 1500-2000
kilometrów, wchodzące niedawno w skład floty EURO 2012,
tańsze nawet o blisko 20 procent – mówi Michał Krzewiński
z firmy „Landcar”. – Oczywiście klienci będą mogli u nas
nabywać także pojazdy innych
marek. Wszystkie z gwarancją
i certyfikatem jakości.
„Landcar” w 2010 r. zdobył
tytuł najlepszego dealera KIA
w Polsce. Jak przystało na
ambitną firmę, rozwija się ona
bezustannie, oferując klientom nie tylko nowe pojazdy,
ale i coraz bardziej wyspecjalizowane usługi. Niedługo ruszy pracownia naprawy
wtryskiwaczy, jako że na tego
typu usługi istnieje spore zapotrzebowanie. W najbliższym
czasie firma ze Starowej Góry
uruchomi serwis blacharskolakierniczy ciągników siodłowych. Dodajmy, „Landcar”
już teraz dysponuje jednym
z najnowocześniejszych w re-
POLSAD – wizytówką Rzgowa
może mieć zastosowanie m.in.
w rolnictwie, drogownictwie
lub usługach komunalnych.
Jego wszechstronność wynika
z nowoczesnego przeniesienia
napędu, rozbudowanej hydrau-
Rzgowski oddział realizuje
również niestandardowe zamówienia. W ubiegłym roku na
zmówienie klienta z okolic Sieradza zmodyfikował samochód
do zwózki drewna z lasu (na
zdjęciu niżej). To prawdziwe cacuszko wyposażone w ogrzewaną i klimatyzowaną kabinę operatora żurawia. Pojazd uzyskał
zupełnie nowy wygląd poprzez
malowanie wzorowane na serii
wyścigowych ciężarówek, wyposażeniu w elementy chromowane
liki oraz inteligentnego sterowania. Oczywiście użytkownicy mają do dyspozycji i inne
modele. Ci, którzy już zakupili
któryś z nich, pozostają wierni
marce, jak choćby jeden w klientów z Huty Wiskickiej, który posiada już 4 ciągniki „Kubota”.
Ponadto znaczącymi klientami rzgowskiego oddziału są
producenci owoców i warzyw.
- Zaopatrujemy ich kompleksowo – mówi Jakub Korczak
– począwszy od ciągników rolniczych i ładowarek „Ausa”, poprzez wózki „Nissan Forklift” do
obsługi magazynów, aż po samochody ciężarowe Renault Trucks
do przewozu płodów rolnych.
oraz obszycie wnętrza tapicerką
skórzaną. Te zmiany pozwalają,
oprócz komfortowej pracy, również na uczestniczenie w zlotach
tuningowanych ciężarówek.
- Z roku na rok obserwujemy coraz większe zainteresowanie naszymi produktami
i wzrost sprzedaży – mówi dyr.
rzgowskiego oddziału Izabela
Grzelińska. – Na zwiększenie
sprzedaży ma także wpływ
coraz łatwiejszy dostęp do finansowania ze środków unijnych. Cieszy również fakt, że
coraz więcej mieszkańców
Rzgowa i okolic korzysta z naszych usług.
(Ryspor)
To jedna z najlepszych wizytówek Rzgowa – mowa o firmie „Polsad” należącej do Jacka Korczaka, jednego z najlepszych
krajowych dealerów słynnych japońskich ciągników „Kubota”. POLSAD powstał w 1989 r., a wspomniane japońskie
ciągniki sprzedaje od czterech lat, obsługując przede wszystkim rolnictwo i sadownictwo, ale również firmy komunalne.
Izabela Grzelińska
Macierzysta siedziba znajduje się w Kutnie, ale w Starym
Mieście k. Konina, Fabianowie
k. Kalisza i Rzgowie funkcjonują trzy oddziały. POLSAD
sprzedaje i serwisuje samochody ciężarowe i dostawcze „Renault””, jest dealerem
„Kubota” i „Nissan Forklifta”,
a także ładowarek teleskopowych i terenowych wózków
widłowych „Ausa” i minikoparek „Yanmar”, które mają
zastosowanie przy drobnych
pracach ziemnych i melioracyjnych. Od niedawna w ofercie
firmy znajdują się także maszyny „Merlo”.
Od sierpnia br. POLSAD
jest jedynym bezpośrednim
polskim importerem wózków
widłowych „Nissan” oraz reprezentuje ten japoński koncern w całej Polsce. Uznanie
Japończyków było wynikiem
wieloletniej pracy i osiąganych
wyników w sprzedaży wózków
widłowych „Nissan”. W rejonie
rzgowskim praktycznie wszystkie firmy z branży ogrodniczej,
farmaceutycznej, budowlanej
i motoryzacyjnej korzystają
z usług POLSAD.
- W tym roku odnotowujemy
bardzo duże zainteresowanie
ciągnikami – mówi Jakub Korczak z POLSAD (na zdjęciu
obok). W 2011 roku odbyło się
w naszym oddziale przekazanie
tysięcznego ciągnika „Kubota”.
Jeżeli pojawi się w rejonie
jeden z nich, zwykle wkrótce
mamy kolejne zamówienia od
sąsiednich gospodarstw, bo ciągniki te, ze względu na prostą
budowę, są bardzo trwałe
i bronią się same.
Branża sadownicza rzeczywiście doceniła już ciągniki
„Kubota”. Specjalnie dla sadowników firma przygotowała
model 7040N – bardzo wąski,
z systemem zacieśniania skrętu
i mocnym silnikiem. Użytkownicy doceniają te walory, a także
klimatyzowane szczelne kabiny,
co w sadach i przy opryskach
ma olbrzymie znaczenie.
We wrześniu 2012 r. na międzynarodowej wystawie sprzętu rolniczego w Bednarach
odbyła się premiera największego ciągnika M135GX, który
gionie serwisów pojazdów
osobowych.
Pora na kilka nowości KIA.
Pojazdy tej marki cieszą się
coraz większą popularnością
na naszym rynku, ponieważ nie
ustępują jakością innym renomowanym firmom motoryzacyjnym.
Prawdziwą furorę zaczyna robić
wchodzący na rynek model KIA
OPTIMA z napędem hybrydowym (2-litrowy silnik benzynowy 150 KM i silnik elektryczny
o mocy 40 KM, średnie spalanie – 5.3 l/100 km, w cenie od
114 tys. zł). KIA jest pierwszym
producentem, który zastosował
w pojazdach znacznie lżejsze od
tradycyjnych baterii akumulatory litowo-polimerowe objęte…
7-letnią gwarancją. Ponadto powrócił do salonów odmłodzony
model KIA CARENS.
(er)
LUDZIE I HISTORIA
str. 10
Słownik nieprzeciętnych rzgowian
Aleksander Siotor
Muzyka towarzyszyła mu od dziecka, zapewne dlatego już w wieku 10 lat trafił do
rzgowskiej Orkiestry Dętej. Zaczął od nauki gry na werbelku, potem były kolejne
instrumenty muzyczne, m.in. tenor alt i tuba, czyli największa trąba, by po latach zatoczyć
swoiste koło i powrócić do instrumentów perkusyjnych. Dziś nie wyobraża sobie życia
bez muzyki i orkiestry.
- Przynależność do Orkiestry
Dętej to była swoista nobilitacja w rzgowskiej społeczności,
dlatego każdy, kto chciał coś
znaczyć w naszym mieście, należał zwykle do OSP lub Orkiestry Dętej. Doceniali to nie tylko
moi rówieśnicy, ale i cała społeczność osady – wspomina pan
Aleksander. - W orkiestrze grał
mój ojciec Józef, a także starszy
brat Władysław.
Gdy w 1964 roku trafia do
wojska w Słupsku, gra oczywi-
ście w orkiestrze garnizonowej.
Ten okres wspomina jako znakomity w swoim życiu, bo przecież przechodzi swoisty chrzest
na mężczyznę, a jednocześnie
robi to, co bardzo lubi. Po
wojsku pracuje w Łódzkich Zakładach Przemysłu Skórzanego
„Skogar”, a potem w spółdzielczości i firmach prywatnych,
a nawet przez osiem lat jako pracownik administracyjny w miejscowej podstawówce, więc
żadnej roboty się nie boi, ale
zawsze najważniejsza dla niego
jest muzyka. Gra w orkiestrze
daje mu sporo satysfakcji, ale
jeszcze trzeba utrzymać rodzinę, wiec dorabia w zespole rozrywkowym. Były to inne czasy,
młodzi bawili się na wiejskich
zabawach, a na każdym weselu
musiał grać zespół potrafiący
zabawić nawet największego
smutasa.
- Z czasem, gdy pojawiły się
instrumenty gitarowe. wszystko się zmieniło i orkiestra dęta
zeszła na dalszy plan. Na szczęście nie zniknęła i wciąż jest
chętnie słuchana, ba, nawet przyciąga sporo młodzieży – mówi
Aleksander Siotor.
W 2008 roku ostatecznie rozstaje się z pracą. Coraz bardziej
daje o sobie znać choroba. Wcześniej też zmuszony zostaje do
porzucenia gry na tubie, bo okazuje się to coraz trudniejsze dla
organizmu. Jednak z orkiestrą
się nie rozstaje, ale powraca do
instrumentów perkusyjnych, od
których zaczynał przed prawie
sześćdziesięciu laty. Teraz nawet
szkoli młodzież, co dostarcza mu
sporo zadowolenia.
Ale chyba najwięcej satysfakcji ma z piętnastoletniego
wnuka Tomka Kałuzińskiego,
który od kilku lat uczy się gry
na klarnecie, a jednocześnie gra
w orkiestrze. Teraz w zespole
są instruktorzy i do nich należy
uczenie młodzieży, ale Tomek
w domu niejednokrotnie pyta
dziadka, czy gra dobrze. To
prawdziwy miód na duszę pana
Aleksandra, bo dzięki wnukowi tradycja przynależności do
orkiestry nie zaginie i będzie
kontynuowana w kolejnym pokoleniu Siotorów.
Dziś Aleksander Siotor jest
najstarszym członkiem rzgowskiej Orkiestry Dętej.
(P)
Na pożółkłej fotografii
Rzgowianin ze sztandarem 28 pp
Dzięki rzgowskiemu radnemu Stanisławowi Gierasińskiemu mamy dziś okazję
zaprezentować nietypową fotografię, bo dotyczącą pierwszego sztandaru 28 pp Strzelców
Kaniowskich z Łodzi. A pokazujemy ją z dwóch powodów:
po pierwsze, to rzadkie widok
całej jednej strony sztandaru ufundowanego w 1919 r.
i w 1930 przekazanego do
Muzeum Wojska Polskiego,
a po drugie, z prawej strony,
za sztandarem, stoi rzgowianin Feliks Gałkiewicz (18981967). We wspomnianym 28
pp, który w wojnie obronnej na
linii Warty we wrześniu 1939 r.
odegrał chwalebną rolę, służyło
wielu żołnierzy pochodzących
z okolicznych miast i wsi, jak
choćby wspomniany rzgowianin F. Gałkiewicz, rodzony brat
Janiny Gierasińskiej, matki radnego Stanisława.
Wspomnijmy przy okazji,
że 15 maja 1927 r. prezydent Ignacy Mościcki wręczył pułkowi nowy sztandar,
który towarzyszył żołnierzom
także podczas walk wrześniowych 1939, a potem przetrwał
w ukryciu okres okupacji hitlerowskiej. Po wyzwoleniu
w 1945 r. przekazany został
WP, jednakże zaginął i do dziś
nie udało się go odnaleźć.
(Saw)
Zaśpiewało siedem chórów
im. F. Chopina, Chór Parafii
św. Archaniołów i Rafała w Aleksandrowie Łódzkim i Chór „Gloria
Trinitatis” w Pabianicach.
Rzgowski chór zaśpiewał m.in.
kolędę „Hej, bracia”, która w okresie międzywojennym oraz pierwszych latach po II wojnie światowej była popisowym utworem
Rzgowskiego Chóru Parafialnego
im. Św. Cecylii. - Utwór ten – jak
poinformowała gości koncertu
I. Kijanka – nie był wykonywany
Już po raz trzeci w rzgowskim
kościele odbył się Koncert Kolęd
i Pastorałek. Wzięło w nim
udział 7 chórów Ziemi Łódzkiej,
w tym rodzima „Camerata” prowadzona od ponad 9 lat przez
Izabelę Kijankę (kier. muzyczny
i dyrygent). Znów w dostojnych
wnętrzach świątyni zabrzmiały
najpiękniejsze kolędy w wykonaniu zespołów na bardzo wysokim poziomie.
Oprócz „Cameraty”, która
tym razem zaprezentowała się
w trzydziestoosobowym składzie, w Rzgowie mogliśmy
usłyszeć także: zespół Towarzystwa Śpiewaczego im. Stanisława Moniuszki w Aleksandrowie Łódzkim, Chór „Gloria”
z parafii w Woli Zaradzyńskiej,
Chór „Dzwon” z Łodzi, Chór
Konstantynowskiego Stowarzyszenia Śpiewaczo-Muzycznego
w rzgowskiej świątyni w ciągu
ostatnich czterdziestu lat.
Podczas koncertu mury świątyni wypełnione były po brzegi
m.in. przez gości z wielu ościennych miast, szkoda tylko, że
z okazji wysłuchania bardzo
dobrych chórów skorzystało
mało rzgowian. Co prawda na
zewnątrz był mróz i śnieg, ale
atmosfera podczas koncertu była
przecież gorąca…
(ER)
LUDZIE I REGION
str. 11
Z pamiętnika tetryka (8)
JABŁKA UBOWCÓW
Za oknami mokry, szarobury listopad, rozjaśniony tu i ówdzie złotą pochodnią brzozy.
Siedzę, robię notatki o naszych powrotach ze szkoły, a tu nagle dzwoni telefon i ktoś
informuje mnie życzliwie, iż chodzą słuchy, jakobym tą swoją pisaniną znowu wypasał
brzucho na krzywdzie Rzgowa. Powinienem przemilczeć te uszczypliwe podejrzenia, ale
wtedy i szary czytelnik, i notabl samorządowy będą żyć w nieświadomości, iż jest w życiu
coś ważniejszego niż tłuczenie szmalu. Oznajmiam przeto, że pamiętnik tetryka piszę
z czystej przyjemności, ku pokrzepieniu serc kilku pokoleń rzgowian i, jak to dziś mówią,
charytatywnie, a za PRL głoszono, iż w czynie społecznym. Amen…
BRUKI OGNISTE
Zazwyczaj wracałem ze
szkoły do domu ulicą Pabianicką, towarzyszyły mi zaś głównie dziewczyny. Najczęściej
były to Tereska Flakiewiczówna
i Zosia Juśkiewiczówna mieszkające w domu u zbiegu z ulicą
Żródlaną. Obie były smukłymi,
wiotkimi panienkami, z tym że
Zosia miała ciemniejsze włosy,
Tereska zaś bieluśkie jak aniołek. I taka do dziś pozostała.
Chadzała też ze mną pulchniutka Lodzia Jardziochówna, co
mieszkała przy moście na Strudze, a także młodsza nieco Jasia
Guzendówna z domu tuż za Kabzami oraz mieszkająca na Księżakach Alicja Rosowska, zwana
Laluśką. Towarzyszył im rzgowianin z naszej klasy – Stasio
Stasiczka, co mieszkał kawałek
za Guzendówną.
Na Pabianickiej domy po obu
stronach brukowanej jezdni stały
w zwartym szyku, a na progach
i schodkach przed drzwiami siedzieli wciąż ci sami starzy mężczyźni. Dopóki było ciepło, tkwili
tam niezmiennie każdego roku,
syci po obiedzie, rozgadani lub
milczący, z twarzami zastygłymi
w zadumie nad przemijaniem.
O zmierzchu, kiedy nie płonęła
jeszcze żadna latarnia, na cichej
wyludnionej Pabianickiej czekała nas nie lada atrakcja, bo oto
na wysokości posesji Śniadego
nad jezdnią zaczynały tańczyć…
świętojańskie ogniki, a towarzyszyły temu dziwne zgrzyty
i piski. Kiedyśmy podeszli bliżej,
z półmroku wyłaniała się sylwetka młodzieńca, który wykonywał
coś w rodzaju piruetu, dzierżąc
w wyciągniętych rękach trzonek
szpadla. Przy każdym obrocie stalowe ostrze ślizgało się po kocich
łbach, krusząc snopy iskier, które
były ubogą namiastką fajerwerków naszego dzieciństwa.
NURT STRUGI
Bywało, że doszedłszy do
mostu na Strudze, długo gapiliśmy się w jej wąski chyży nurt,
który porywał rzucane przez
nas patyki, kępki trawy, zeschłe
liście. Dla nas była to tak samo
wielka i przyjazna rzeka, jak te
opisywane w książkach. A kiedy
z czasem rozwinęły się nasze
zdolności manualne, schodziłem
na niski brzeg Strugi i puszczałem przygotowaną wcześniej papierową łódkę. Porwana bystrym
prądem chybotała, podskakiwała i wirowała, sunąc z lekkością
piórka ku północy. Wyobrażałem
sobie, że gdy dotrze do Neru,
popłynie nim do innej, większej rzeki, a stamtąd wprost do
morza. Nie dziwcie się przeto, że
w powieści „Wiatrak” opisywa-
kiedy to w sadzie drzewka uginały się od ciężaru soczystych
czarnych, czerwonych i żółtych
czereśni...
BRYCZKI I FURMANKI
W latach 40-tych ubiegłego
wieku samochody ze Rzgowa
do Pabianic jeździły tak rzadko,
że gdy mój świętej pamięci stryj
Nelek chciał dostać się nad Dobrzynkę z jakimiś klamotami
dopiec chłopakom. Przekonałem
się o tym na własnej skórze…
JULKA MŁYNEK
Pierwsza jako pożeraczka
chłopięcych serc nawinęła mi się
Julka Młynek, która zakończyła
edukację na szóstej klasie rzgowskiej podstawówki, bo miast
chęci do nauki miała pociąg do
pożycia na łonie przyrody, i nie
tylko. Ona była przysadzista,
grubokoścista, o śmiejących się
figlarnie oczach, ja zaś 16-letnim
chuchrem, a psychicznie bydlątkiem romantycznym, wzorującym się w życiu na bohaterach
filmu i literatury, nic przeto
dziwnego, iż tak łatwo padłem
ofiarą eksperymentów rozbuchanej erotycznie dziewicy.
łem Strugę i siedzącego nad nią
starego Balcera, którego pierwowzorem był młynarz Linke
z wiatraka w Morgach. Było to
tak: „Doszedł do ulicy Żródlanej i wcisnął się między ściany
dwóch stodół. Przedostawszy się
na łąkę, ruszył ku płynącemu na
północ strumieniowi, który pół
kilometra dalej wpadał do Neru.
Usiadł na brzegu, ściągnął buty
i zanurzył stopy w wodzie (…).
Ciepły nurt płynął leniwie, łaskocząc przyjemnie grubą, zrogowaciałą skórę…”
Przez pierwsze lata podstawówki najpiękniej utrwaliły się
w mojej pamięci ciche i jasne jesienie. Otóż wracający ze szkoły
starsi chłopcy zakradali się przez
dziury w siatce do sadu Majątku
Gospodarz, gdzie urzędowali już
ubowcy, i wynosili stamtąd zanadrza pełne słodkich wyzłoconych
słońcem, pachnących wrześniem
jabłek. Któryś z tych przerośniętych dryblasów, Piotrek Stalka lub
Jerzyk Głaszcz, potrafił wyrwać
z korzeniami pełne owoców
drzewko, przytachać je do ogrodzenia i przerzucić przez siatkę.
Ubowcy skrzętnie łatali dziury
w siatce, chłopcy notorycznie je
rozplatali, i tak aż do czerwca,
i zepsutym rowerem, na okazyjną ciężarówkę musiał czekać
prawie dwa dni. My, uczniowie,
polowaliśmy na furmanki z żelaznymi obręczami na kołach, później zaś na wozy balonowe. Zdarzało się też czasem przycupnąć
na tylnej osi bryczki na resorach,
którą dowożono do domu pannę
Kaczmarkównę z Gospodarza.
A prawdziwy czarny powóz to
stał jeszcze pod koniec lat 50tych w stodole u pani Tylińskiej,
wdowie po tym Tylińskim, który
kiedyś fundował instrumenty dla
rzgowskiej orkiestry dętej.
Zazwyczaj, jako się rzekło,
wpychaliśmy się między deski
przygodnej furmanki, gdzie
w tłoku, pisku i wrzasku dochodziło do końskich zalotów,
przy czym głównym obiektem
szczeniackich amorów bywała
Jadzia Delągówna, która wkrótce wyszła za mąż za Drożdżeckiego ze Rzgowa. Dokuczaliśmy
też Marysi Zwierzakównie oraz
Laluśce Rosowskiej. Jeśli chodzi
o tę druga, to tak się Ali miłośnie
naraziłem, że jej tata ostro przytarł mi uszu.
Nosił wilka razy kilka, ponieśli i wilka. Okazało się niebawem, że dziewczyny też potrafią
Zaczęło się to w kanciapie
u Poldka Lipińskiego, gdzie
długo w zimowy wieczór grałem
z Julką Młynek we flirt, czyli
różne zalotne hasła wydrukowane na kartonikach. A że za
oknami sypał śnieg, musiałem
przenosić dziewczę przez głębokie zaspy. Ponieważ w trakcie przenoszenia sztywniała mi
z zimna, po raz pierwszy reanimowałem ją metodą usta-usta, po
czym wrzeszczałem triumfalnie
do północy: „Całowałem dziewczynę, całowałem dziewczynę!”
Szczęśliwy i radosny jak nagi
w pokrzywach zdobyłem jakieś
pieniądze i zawiozłem Julkę do
kina „Muza” w Rudzie Pabianickiej. Film był lichy, nie pamiętam
nawet tytułu, ale za to głęboko
przeżyłem siedzenie w miejscu
dla zakochanych – na kinowym
balkonie. Głębokość przeżycia
wzięła się stąd, że na balkonie
siedzieli starsi koledzy z klasy
maturalnej, którzy zaczęli sobie
ze mnie dworować, że to niby
zrywam baby na pęczki, więc
mógłbym się z nimi podzielić.
Aby się nie dobrali do Julki, powiedziałem, że to moja siostra,
i młodzieńcy dali nam spokój.
Nie zraziwszy się feralnym se-
ansem, próbowałem zażyć Julkę
filmowo, ale innym sposobem,
tzn. po rytualnym kieliszku wina
zanieść ją do łóżka, ale była,
cholera, za ciężka, wyślizgnęła mi się z rąk i zapadła w głąb
puchatej pierzyny, skąd syczała jak żmija, co miało oznaczać
wielką miłość, szyderstwo lub
nienawiść. A za oknem ryczały ze śmiechu podglądające nas
dzieciaki...
UPUST NAMIĘTNOŚCI
Oszalały z miłości biłem się na
pięści o Julkę Młynek z Florkiem
z Woli Zaradzyńskiej. I pewnie
poległbym haniebnie, gdyby
w sukurs nie przyszedł mi Helmut
Sztengert, który wrzucił dzielnego Florka do stawu. Ocalony
i chętny do dalszych amorów,
woziłem ukochaną na bagażniku
roweru do lasu w Prawdzie, by
tarzać się w wonnym runie, ale
bez seksu, bo panna była albo
śmiertelnie zdziwiona, albo
wywieszała czerwony sztandar
Cioteczki Rewolucji. W nagrodę mogłem przesiadywać z nią
w koronie wielkiego kasztana,
gdzie wydzierała mi włosy ze
łba i wrzeszczała częstokroć:
„Końskie podogonie!”, a ja, nie
rozumiejąc hasła, nie dawałem
odzewu.
Najtragiczniejszych wrażeń doznałem, gdy po zejściu na ziemię
Julka wsysała się we mnie długo
z zamkniętymi oczami. Nagle odmykała powieki i, ze wzrokiem
wbitym w srebrną tarczę księżyca,
dawała upust wezbranym namiętnościom, puszczając raptem tak
głośny tusz, że drętwiałem z odrazy
i zgrozy. Kres temu wariactwu położyła sama Julka Młynek. Niespodziewanie próbowała wtrynić
mi jakiś pogięty złoty pierścionek,
który miałem sprzedać na ciastka i wino do erotycznej balangi.
Obiecywała kusząco, że jak sobie
popijemy w łódzkim mieszkaniu jej siostry, to zaznam wtedy
wszelkich słodkości jej niewinnego ciała. Z bólem w sercu stłamsiłem w sobie chłopięce żądze
i żadnej z próśb Julki Młynek nie
spełniłem.
Niebawem doszły mnie słuchy,
że kiedy na skraju brzeziniaka stanął cygański tabor, Julka
urządzała tam damsko-męskie
sztafety z samoobsługowym
finiszem, w co nie bardzo wierzyłem. A potem to już tak się
zbiesiła, że każdy mógł zajrzeć
do jej ogródka. Wśród bywalców był m.in. mój kolega Marek,
który opowiadał mi z detalami
o pojemności jej klombów, o gabarytach rabatki…
Ryszard Binkowski
TROCHĘ GOSPODARKI
str. 12
INDEKS WOLNOŚCI
GOSPODARCZEJ 2013
Heritage Foundation i Wall Street Journal ogłosiły w styczniu Index of Economic Freedom
2013. Wg autorów opublikowanego raportu Polska jest krajem „umiarkowanie wolnym
gospodarczo”, bowiem awansowała od ubiegłego roku z 64 na 57 miejsce rankingu na
ocenianych 177 krajów. Wskaźnik wolności gospodarczej dla świata wynosi 59,6 punktów
i jest tylko o jedną dziesiątą punktu powyżej średniego wyniku z 2012 roku.
Jest lepiej, ale od osiągnięcia
największego poziomu wolności
w 2008, wolność gospodarcza
systematycznie jest ograniczana.
Wśród 177 krajów w rankingu
2013 lepsze wyniki w porównaniu do roku poprzedniego uzyskało 91 krajów, gorsze wyniki ma
78 państw. Pierwszych dziesięć
miejsc na liście rankingu swobody
działalności gospodarczej zajmują kolejno: Hong Kong, Singapur,
Australia, Nowa Zelandia, Szwajcaria, Kanada, Chile, Mauritius,
Dania i USA. Ostatnia dziesiątka
wśród indeksowanych państw wygląda następująco: Iran, Turkmenistan, Gwinea Równikowa, Kongo,
Birma, Erytrea, Wenezuela, Zimbabwe, Kuba i Korea Północna.
Polska zajęła 57 miejsce na świecie
i w porównaniu do ubiegłego roku
awansowała o 7 miejsc, gdyż osiągnęła wynik lepszy w porównaniu
do 2012 r. o 1,8 pkt., otrzymując
łącznie 66 punktów. Poprawa nastąpiła m.in. w dziedzinie ułatwienia prowadzenia biznesu. Swoboda
handlu w naszym kraju jest bardzo
dobrze oceniana - zajmujemy tutaj
11 pozycję na świecie. Zapewne
wielu drobnych przedsiębiorców
będzie miało mieszane uczucia
oceniając wpływ tej swobody na
rosnącą przewagę sieci handlowych na polskim rynku detalicznym i hurtowym wielu branż oraz
na ich malejące dochody z prowadzonej działalności handlowej.
Cóż, nie ma róży bez kolców.
W obszarach praw własności
oraz poziomu korupcji zajęliśmy
odpowiednio 42 i 40 lokatę. Jest
więc lepiej, albo nauczyliśmy się
wszyscy sprawniej „grzeszyć”. To
też zaleta. Pośród państw europejskich Polska zajmuje 26 miejsce na
43 badane kraje i ma wynik powyżej globalnej średniej. Miraż „zielonej wyspy” ciągle działa, choć na
co dzień raczej tego nie widać.
Autorzy Indeksu zwracają również uwagę na takie istotne zagrożenia polskiej gospodarki, jak m.in.
wysoki deficyt budżetowy, wzrost
zadłużenia publicznego oraz niewydajny wymiar sprawiedliwości.
Jeżeli chodzi o wydatki publiczne,
Polska zajmuje dopiero 140 miejsce
na 177 badanych państw. Ten parametr należy ocenić zdecydowanie
krytycznie, zwłaszcza w obszarach, w których niezwykle trudno
oczekiwać dużego udziału sektora prywatnego wobec powolnego
zwrotu ponoszonych nakładów in-
westycyjnych w rozsądnym czasie
w takich istotnych dziedzinach jak
transport publiczny, przygotowanie
terenów pod inwestycje czy realne
wspieranie lokalnej przedsiębiorczości. Jest również faktem, że
globalna średnia wydatków rządowych jest niższa. Niestety, niższe
wydatki państw zostały połączone
z dalszą regulacją rynku. Wiele
pastw podniosło płace minimalne
i usztywniło rynek pracy. To ogranicza możliwości konkurencyjne
wielu przedsiębiorców.
W komentarzu do raportu
z 19 edycji Indeksu Wolności Gospodarczej jego autorzy twierdzą,
że „globalny postęp w kierunku
wolności gospodarczej będzie
nadal zatrzymywany” - to dość
znamienne i niepokojące stwierdzenie. Oznaczać to musi zapowiedź rosnącego nacisku władz
wielu państw, również RP i Unii
Europejskiej, na ograniczenie i reglamentację czynnika, bez którego nie sposób wyobrazić sobie
wolnego rynku i efektywnej walki
z kryzysem. Ogłoszona niedawno
decyzja rządu Wielkiej Brytanii
dotycząca planowanego referendum w sprawie wyjścia z UE potwierdza to, o czym wielu z nas
wie od dawna. Struktury polityczne w wielu krajach świata przeżywają swoisty kryzys zaufania
(same do siebie również), a najgorsze jest to, że te same struktury
nieudolnie i bez wyobraźni próbują rozwiązywać bieżące problemy
swoich obywateli w stylu, który
oglądamy na co dzień w Polsce.
W Polsce partnerem strategicznym raportu jest fundacja Związku Przedsiębiorców i Pracodawców - Warsaw Enterprise Institute,
a partnerem medialnym Dziennik
Gazeta Prawna. Ogólnopolska
Federacja Stowarzyszeń Kupców
i Przedsiębiorców w Łodzi oraz
Stowarzyszenie Kupców Centrum
Handlowego „Ptak” w Rzgowie
współpracują od kilku lat z ZPP
i Gazetą Prawną jako współzałożyciele Porozumienia Przedsiębiorców, platformy współpracy
krajowych firm sektora MŚP powołaną do życia podczas Kongresu założycielskiego w czerwcu
2011 r. Partnerami Porozumienia
są m.in. Centrum im. A.Smitha,
Forum Obywatelskiego Rozwoju,
Instytut Sobieskiego oraz Fundacja Republikańska.
Jerzy Romański (OFSKiP)
SPORT
str. 13
Rozmowa z trenerem piłkarzy Zawiszy - Markiem Chojnackim
Będą niespodzianki
- Witam Cię serdecznie.
Przyjmij od redakcji „Gazety
Rzgowskiej” najlepsze życze-
nia dla Ciebie i całej drużyny
w 2013 roku.
- Dziękuje za życzenia, mam
nadzieję, że spełnią się.
- Jak ze zdrowiem ?
- Dziękuję, po ubiegłorocznych perypetiach wszystko jest
w porządku.
- Kolejny raz podjąłeś się
trudnego zadania pomocy naszemu klubowi. Na jak długo
podpisałeś umowę?
- Umowa jest ważna do końca
czerwca bieżącego roku.
- Jak przebiegają przygotowania piłkarzy do rundy wiosennej?
- Treningi rozpoczęliśmy 10
stycznia. Trenujemy pięć razy
w tygodniu. W poniedziałki,
czwartki i soboty przeprowadzamy zajęcia w terenie lub na
boisku, a we wtorki i czwartki
- w hali RKS Ruda. Być może
od lutego będziemy korzystać
z naszej pięknej rzgowskiej hali.
- Czy dojdzie do roszad personalnych w drużynie?
- Niewykluczone, na testach
przebywają z nami nowi zawodnicy. Niektórzy zgłosili się
sami, część wybrałem ja. Mają
czas do 15 lutego, żeby udowodnić swoją przydatność do
zespołu. Trenuje z nami Michał
Białek, inny znany piłkarz zo-
stanie naszym zawodnikiem od
1 lutego po zakończeniu kontraktu z dotychczasowym klubem.
Kilka dni później dołączą do nas
dwaj dobrzy Białorusini. Planujemy jeszcze z prezesem Zawiszy Janem Nyklem kilka niespodzianek, ale na razie cicho sza!
- Na transferowej giełdzie
pojawiają się nazwiska kilku
piłkarzy ŁKS przymierzanych
do naszego grona.
- Poczekajmy do lutego jak
rozwiążą swoje klubowe sprawy.
Nie musimy sprawdzać ich wartości, jeśli tylko zdecydują się
nam pomóc - przyjmiemy ich
z radością.
Terminarz sparingów piłkarzy Zawiszy Rzgów
26.01.2013 sobota
Zawisza – Concordia Piotrków Tryb.
2.02.2013
sobota
Zawisza – Zawisza Pajęczno lub Stomil Olsztyn niewykluczony jest dwumecz
9.02.2013
sobota
SMS Łódź – Zawisza
20.02.2013 środa
Pelikan Łowicz – Zawisza
23.02.2013 sobota
Zawisza – LZS Rosanów
2.03.2013
Zawisza – Motor Lublin
sobota
boisko CHKS, Łódź, ul. Kosynierów
boisko SMS, Łódź, ul. Milionowa
boisko w Kleszczowie
Zawisza – Widzew Młoda Ekstraklasa
sobota
Zawisza – LZS Kwiatkowice
16.03.2013 sobota
Zawisza – Zawisza - rezerwy
23.03.2013
inauguracja rundy wiosennej III ligi
9.03.2013
w Rzgowie
Janko Muzykant
Pamiętam jakby to było dziś. Zbliżał się koniec sylwestrowej nocy, zasypiałem. Podświadomość
pracowała pełną parą. Kolejny raz przypominały mi się wydarzenia minionego roku. Sensacją
był wybór Zakopanego razem z Krakowem i Słowakami na gospodarza zimowych igrzysk
olimpijskich. Kłopot w tym, że nie podano w którym roku odbędą się gry i zabawy juhasów
z bacami. Wdzięczny za poparcie burmistrz zaprosił mnie do szałasu starej Walentowej,
gdzie otrzymałem zestaw upominków, którymi obdarowano głosujących. Te wyszukane
i drogocenne prezenty zdecydowały o wyborze naszej kandydatury. Nie zapomnę łez
przedstawiciela Bangladeszu, którego głos w 77 dogrywce zdecydował o naszej victorii.
Wspaniałe olimpijskie podarki bardzo ułatwiają moje obecne
życie, które wiodę na wygnaniu,
ukrywany w ziemiance przez
dziadka partyzanta. Ciepłe gacie
okrywają bezcenne dla moich
wielbicieli części mojego ciała,
które z takim szacunkiem chcieliby ucałować. Kierpce i sweter
z oszczędności zakładam tylko
na noc. Przydał się też parciany
worek, w którym mam trochę
obarzanków i oscypek. Moje
obecne życie w zgodzie z eko-
logią i naturą zawdzięczam
Jankowi Muzykantowi polskiej
kopanej. Ten prostak po latach
dopiął swego. Znienawidzony
i przeklinany przez lud wykończył wszystkich porządnych
fachowców.
Ale nie tylko to sprawiło,
że wiodę teraz życie wolnego
człowieka. Janko Muzykant
przeprowadził reformę piłki
kopanej w mieście nad Łódką,
łącząc dwa w jednym. Niczym
czarnoksiężnik połączył ogień
z wodą czyli Żydów i Jude.
Biorąc pod uwagę życzenia kibiców i wymogi telewizji, jedną
połowę meczu rozgrywano we
wschodniej, a drugą w zachodniej części naszego miasta.
W przerwie kopacze jadąc na
drugi stadion, przebierali się
w tramwaju w odwrotne kolory
kostiumów niż te, w których
grali pierwszą połówkę. W ten
sposób kibice byli wniebowzięci. Nowatorsko rozwiązano treningi. Elementy gry defensyw-
nej ćwiczono przy jednej stacji
kolejowej, ataki rozwijano przy
dworcu. Trenerzy porozumiewali się przez telefony kolejowe, korzystano też z usług maszynistów parowozów.
Chytrym posunięciem Janka
Muzykanta była podwyżka
cen biletów. Ten wiejski Arsen
Lupin dodał ceny wszystkich
rodzajów biletów sprzedawanych dotychczas przez kluby.
Końcowy efekt tej prostej operacji rzucił na kolana sympatyków kopanej całego miasta,
wzbudzając ich szalony entuzjazm. Dając wyraz swej
ogromnej wdzięczności, od tej
pory przychodzili na mecze,
gromadząc się pod murami stadionów i nasłuchując boiskowych odgłosów.
Janko Muzykant to prosty,
chytry i przebiegły osobnik,
dlatego nigdy nie pchał się
przed szereg. Raz tylko, wzorując się na swoim idolu Nikodemie Dyzmie, wkręcił się
- Jak już mówimy o ŁKS, nie
sposób nie spytać jego legendy
o dalsze losy 105-latka.
- Nikt w tej chwili nie wie jak
to się potoczy, nie ma takich mądrych. Sportowo mogą się utrzymać w I lidze, w najgorszym
razie grać w II lidze. Ale problemy organizacyjno-finansowe nie
gwarantują otrzymania licencji
w nowym sezonie. Poza tym, żeby
uciec od ponad 10-milionowego
długu, trzeba założyć nowe stowarzyszenie i zacząć od IV ligi.
- Nasz Zawisza ma na szczęście stabilną sytuację organizacyjno-finansową.
- Tak i to jest nasz atut. Chwała za to
sponsorom, a przede wszystkim Urzędowi Miejskiemu w Rzgowie, radnym
i Centrum Targowemu PTAK.
- Czego Ci życzyć ?
- Połamania rąk i nóg, a tak na
poważnie to tylko zdrowia.
Rozmawiał: Marek Łopiński
BIKI
rodem ze
Rzgowa
Jest najlepszym i najsłynniejszym piłkarzem
pochodzącym ze Rzgowa.
W swoim rodzinnym mieście
mieszkał jednak krótko, bo
mając zaledwie kilka lat wyjechał do Sopotu. W Arce
Gdynia osiągnął największe
sukcesy. Do dziś mieszka na
Wybrzeżu.
- artykuł o znakomitym napastniku Andrzeju Bikiewiczu
- już w najbliższym numerze
„Gazety Rzgowskiej”
na jednego z szefów polskiej
kopanej. Ale zanim pozwolił
się wkopać na wysoki stołek,
robił krecią robotę w swoim
mieście. Ten prosty milicjant,
ksywa krawężnik, zaczynał
jako cieć w robotniczym klubie
na peryferiach miasta. Później
idąc za swym kundlim węchem
przybiegł do klubu rodowitych
właścicieli miasta. Po kilku obfitych dla siebie latach uciekł
z ogołoconego przez siebie
klubu, pozostawiając po sobie
smród i spaloną ziemię.
Świtało już, kiedy ocknąłem
się. Jeszcze trochę otumaniony
wracałem do rzeczywistości. Na
trawniku przed blokiem, wśród
zgliszcz rac i fajerwerków pląsali
radośnie upojeni nowym życiem
kibole obu klubów. Z oddali dochodziły odgłosy wuzuweli. To
na deskorolce, wymachując bejsbolem, nadjeżdżał oddziałowy
w białym kitlu. Do budy nygusy,
do budy, ryczał radośnie.
Marek Łopiński
LUDZIE I SPRAWY
str. 14
Wstydliwe tematy
Alkoholizm i wiążąca się z nim
często przemoc w rodzinie to wstydliwe tematy. Zarówno w rzgowskiej
gminie jak i w całym kraju do niedawna przemilczano je, udawano,
że nie istnieją. Na szczęście sytuacja
dojrzała do tego, że o tym co dzieje
się w czterech ścianach mówi się
coraz częściej otwarcie. To swoiste
odkłamywanie rzeczywistości jest
niezbędne, jeśli chcemy faktycznego
rozwiązania problemu.
Czytelnicy sygnalizują
* Halina Kaczmarek z ul. Reja sygnalizuje, że ludzie odpowiedzialni
za porządek w rejonie jej ulicy nie
przykładają się zbytnio do pracy
i w efekcie ona sama musi usuwać
A problem alkoholizmu jest i obejmuje nie tylko ludzi z marginesu.
Coraz lepsze rozeznanie problemu
wskazuje na to, że z alkoholizmem
nie może sobie poradzić sporo ludzi
dobrze sytuowanych, z wyższym wykształceniem. Rodzi to często kolejne
patologie – przemoc w rodzinie, której
towarzyszą inne niekorzystne zjawiska. Dzieci z rodzin alkoholowych
i z przemocą mają sporo problemów
w szkole, nie radzą sobie z rozwiązywaniem swoich problemów.
Jak duża jest skala zjawiska
w naszej gminie? Miejski Ośrodek
Pomocy Społecznej współpracujący
na co dzień z wieloma rodzinami szacuje, że tych z problemem alkoholowym i przemocą jest przynajmniej
kilkanaście. Są one znane specjalnemu zespołowi powołanemu przez burmistrza, wie o nich także policja. Ta
wiedza to swoisty parasol ochronny
nad tymi rodzinami, wspierający je
w walce np. z alkoholizmem. Kryje
się za tym nie tylko profilaktyka, ale
i konkretne działania np. policjantów
czy pedagogów.
(ER)
liczne butelki będące pozostałością
po pijackich libacjach…
* Andrzej Z.(nazwisko znane redakcji) prosi gospodarzy miasta, by przynajmniej w centrum pojawiły się tablice
informacyjne dotyczące dziejów grodu
nad Nerem i zabytkowych obiektów.
* Drogowcy budujący S-8 w rejonie Rzgowa – poinformujcie
kierowców na tablicy o terminie
likwidacji zatorów w sąsiedztwie
budowanego węzła na skrzyżowaniu z drogą krajową nr 1 – apeluje
Krzysztof K. z naszej gminy.
Spotkania z paragrafem
Przewóz
bez licencji
Spotkałem się ostatnio z pytaniem, jak zorganizować
transport w ramach własnej
działalności gospodarczej. Podstawowym rozwiązaniem jest
uzyskanie licencji, ale istnieją
też inne sposoby.
Ustawa o transporcie drogowym wprowadza pojęcie niezarobkowego przewozu drogowego, zwanego także transportem
na potrzeby własne. Kryterium
pozwalającym na zakwalifikowanie danego przejazdu do przewozu drogowego na potrzeby własne
jest jego pomocniczy charakter
wobec podstawowej działalności
gospodarczej prowadzonej przez
przedsiębiorcę. W odróżnieniu
od transportu drogowego jest to
przewóz niezarobkowy i nieodpłatny, czyli taki, gdzie przedsiębiorca ponosi we własnym
zakresie koszty transportu.
Należy pamiętać, że aby dany
przejazd był uznany za prze-
wóz na potrzeby własne, muszą
być spełnione łącznie cztery
warunki. Po pierwsze, pojazdy samochodowe używane do
przewozu muszą być prowadzone przez przedsiębiorcę lub
jego pracowników. Po drugie,
przedsiębiorca legitymuje się
tytułem prawnym do dysponowania pojazdami. Ponadto,
przedsiębiorca przewozi rzeczy
będące jego własnością albo
celem przejazdu jest przewóz
osób lub rzeczy z lub do przedsiębiorstwa, a także przewóz
pracowników i ich rodzin. Przewóz taki nie może być wykonywany w ramach prowadzonej
działalności w zakresie usług
turystycznych.
Jest to pomocne rozwiązanie
dla przedsiębiorców, którzy
prowadzą działalność gospodarczą obejmującą inną niż
transport sferę gospodarczą.
Tomasz Ciesielski
To się opłaca!
Zwiększa się liczba pożarów
w budynkach mieszkalnych.
Około. 70% poszkodowanych to
osoby zatrute toksycznymi produktami spalania. Pomimo tego
ciągle bardzo mało popularne jest
wyposażanie domostw w czujki
dymu. Urządzenia te wprawdzie nie zapobiegają powstaniu
pożaru, ale skutecznie mogą zaalarmować lokatorów mieszkań,
już w momencie powstania zagrożenia. Umożliwia to w wielu
przypadkach szybkie opuszczenie domu objętego pożarem
bądź ugaszenie ognia w zarodku, bowiem od chwili powstania
pożaru na ucieczkę człowiek ma
statystycznie niecałe 4 minuty.
Po przeprowadzeniu wielu
badań stwierdzono, że tylko takie
rozwiązanie daje możliwość szybkiego poinformowania o zdarzeniu, głośnym dźwiękiem dającym
sygnał do ewakuacji. Zaleca się
rozmieszczać czujki w korytarzach na każdej z kondygnacji.
Prosta instalacja i łatwa konserwacja to dodatkowe atuty przemawiające za zainstalowaniem czujki
w każdym domu. Pojawiły się
doskonałe czujki dymu zasilane
z baterii umożliwiające podłączenie do instalacji np. antywłamaniowej. Podstawową zaletą czujek
jest to, że czuwają bez przerwy.
Dzięki temu stanowią doskonałe
zabezpieczenie mieszkania, domu,
biura oraz innych pomieszczeń.
Koszt ich zainstalowania jest nieporównywalnie mały w stosunku
do mogących powstać strat.
OGŁOSZENIA
Magazyn do wynajęcia w Tu•szynie,
150 m kw., przy trasie na
Katowice, tel. 512-246-351
Sprzedam dom 200 m kw.,
działka 1200 m kw., przy trasie
do Pabianic, tel. 604-275-646
Poszukuje opiekunki do osoby
starszej, 25 godz. tyg., Bronisin,
tel. 506-406-479
Usługi komputerowe, obsługa informatyczna firm,
tel. 691-834-376
Poszukuję magazyny do wynajęcia w rejonie CT PTAK, 100300 m kw. tel. 500-109-339
Działki budowlane sprzedam,
4000 i 2700 m kw. w Starowej
Górze, tel. 508-086-244
Pranie tapicerki samochodowej, mycie i sprzątanie,
tel. 502-137-422
Kupię każdy pojazd osobowy,
tel.516-527-355
Korepetycje z chemii, studentka,
tel. 504-444-400
Fryzjer przyjmie uczennicę,
tel. 605-729-099
Torty na zamówienie – okazjonalne, dla dzieci i inne, Rzgów
- dowóz gratis, tel. 506-262-302
(po 15)
•
•
•
•
•
•
•
•
•
•
MIASTO I GMINA
str. 15
INFORMATOR RZGOWSKI OGŁOSZENIA
Komputerowe usługi, ob•
sługa
informatyczna firm,
Urząd Miejski w Rzgowie
ul. Plac 500-lecia 22
tel. (42) 214-12-10
fax (42) 214-12-07
Pogotowie Ratunkowe
999
Straż Pożarna
998
Policja
997
Pogotowie energetyczne
991
Pogotowie gazowe
992
Pogotowie wod.-kan.
994
Posterunek Policji
tel. (42) 214-10-07
Rzgów, pl. 500-lecia 6
- dzielnicowy (Rzgów)
tel. (42) 214-10-07
- dzielnicowy
tel. (42) 214-10-07
(Starowa Góra od nr. 40, Tadzin, Konstantyna, Kalino, Kalinko,
Huta Wiskicka, Grodzisko, Bronisin Dw.)
Romanów,
- dzielnicowy tel. (42) 214-10-07
(Babichy, Prawda, Gospodarz, Stara
Gadka, Guzew,
Czyżeminek I, II, III, Starowa Góra do nr. 40)
Komisariat Policji Tuszyn
Tuszyn, ul. Żeromskiego 31
tel. (42) 614-25-60
Ochotnicza Straż Pożarna
Rzgów, ul. Nadrzeczna 11
tel. (42) 214-10-08
Biblioteka Publiczna Rzgów, ul. Szkolna 3
tel. (42) 214-10-12, 214-11-12
Gminny Ośrodek Kultury
Rzgów, ul. Rawska 8
tel. (42) 214-13-12
Gminny Ośrodek Pomocy
Społecznej
Rzgów, ul. Rawska 8
tel. (42) 214-21-12
Gminny Ośrodek Zdrowia
Rzgów, ul. Ogrodowa 11
tel. (42) 214-11-72, 214-11-73
Ośrodek Dziennego Pobytu
Rzgów, ul. Ogrodowa 11
tel. (42) 214-12-93
Parafia rzymskokatolicka
Rzgów, pl. 500-lecia 7
tel. (42) 214-10-04
Przedszkole Publiczne
Rzgów, ul. Szkolna 1
tel. (42) 214-14-39, 214-14-49
Szkoła Podstawowa, Guzew
tel. (42) 214-10-86
Szkoła Podstawowa, Kalino
tel. (42) 214-10-77
Szkoła Podstawowa
Rzgów, ul. Szkolna 3
tel. (42) 214-10-39
Gimnazjum
Rzgów, ul. Szkolna 3
tel. (42) 214-13-39
fax (42) 214-10-39
USC, Rzgów, Pl. 500-lecia 22
tel. (42) 214-11-30
Zakład Wodociągów
i Kanalizacji
ul. Stawowa 11
tel. (42) 214-11-91
Zakład Energetyczny SA
Pabianice
ul. Piłsudskiego 19
tel. (42) 215-37-10
Zakład Gazowniczy Pabianice, ul. Partyzancka 110
tel. (42) 213-06-81, 213-06-82
tel. 691-834-376
Wynajmę 132 m kw. powierzchni handlowo-usługowej w Starowej Górze, tel. 609-610-005
Wynajmę 2 budynki w centrum Rzgowa – na hurtownie,
sklepy, warsztat samochodowy,
tel. 604-073-997
Oddam darmo beton. gruz,
tel. 513-915-408
Sprzedam plac z budynkiem
(sklepy), centrum Rzgowa,
tel. 512-567-676
Posprzątam, umyję okna, wypiorę dywan, tel. 886-934-721
Pokoje 2-,3-osobowe, umeblowane - do wynajęcia, nowy budynek, parking, tel.503-337-244
Do wynajęcia magazyny:
200,60,50 i 25 m kw., Rzgów,
tel. 601-433-910
Opiekunka dla starszej osoby
poszukiwana, 25 godz./tydzień,
Bronisin, tel. 506-406-479
Plac do wynajęcia, 1599 m
kw., w Starowej Górze, przy
trasie DK1, ul. Szeroka 1,
tel. 604-275-646
Poszukujemy kucharzy i kasjerek do restauracji w Ptak Outlet,
e-mail: [email protected]
Producent ogrodzeń –
siatki, panele, słupki, drut,
tel. 502-625-644
Posiadam do wynajęcia mieszkanie 2-pokojowe w bloku,
Bałuty, tel. 501-076-322,
501-126-504
Chemia – korepetycje, nauczyciel z 20-letnim stażem,
tel.601-948-730
Do wynajęcia 3 pokoje, kuchnia, łazienka w Starej Gadce,
tel. 42 214-1554, 600-989-671
Korepetycje z angielskiego
i matematyki, tel. 605-424-043
Usługi komputerowe, obsługa informatyczna firm,
tel. 691-834-376
Sprzedam części do Renault
19, tanio, tel. 797-282-317,
513-398-272
Młody, zdolny bez nałogów
podejmie pracę, najlepiej w budownictwie, tel. 506-420-583
•
•
•
•
•
•
•
•
•
•
•
•
•
•
•
•
•
•
do dziecka, dzieci do • Kupię działkę budowlaną
•latOpiekunka
5, Tuszyn, tel. 503-588-702
w Rzgowie lub Starowej Górze,
Prace
remontowo-budowlane,
tel. 509-357-138
•tanio i szybko, tel. 797-282-317 okolicy,
Układanie
kostki brukowej
•oraz prace remontowo-budowNoclegi,
wysoki
standard,
tanio,
•Starowa Góra, tel. 503-815-609 lane, tel. 519-845-574
Komunikat
Informujemy Czytelników, że od 1 lutego br. wprowadzamy nowy cennik ogłoszeń ramkowych – szczegóły
na stronie internetowej „GR” (www.gazetarzgowska.pl). Ogłoszenia darmowe – tylko do 40 znaków.
Wydawca:
Stowarzyszenie Kupców
Centrum Handlowego „Ptak”
ul. Rzemieślnicza 35
95-030 Rzgów
tel.: (42) 235-26-28
fax: (42) 214-18-41
Redakcja: tel.: (42) 235-26-28
www.gazetarzgowska.pl
[email protected]
Magazyn Kupców i Przedsiębiorców Gminy Rzgów ISSN 2081-8106
Redaguje zespół:
Ryszard Poradowski - redaktor naczelny,
Marek Łopiński (sekretarz)
Edyta Pacholska (redaktor)
Łukasz Milczak (redaktor techniczny)
Reklama: [email protected]
Redakcja i wydawnictwo nie ponoszą odpowiedzialności za treść zamieszczonych
reklam, ogłoszeń i informacji pochodzących od osób i instytucji zewnętrznych.
Redakcja zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów, korekty, edycji nadesłanych
materiałów, a także do publikowania materiałów w dogodnym dla redakcji czasie
i kolejności oraz niepublikowania materiału bez podania przyczyny.
Druk: Polskapresse Sp. z o.o., Oddział Poligrafia, drukarnia w Łodzi, ul. Skorupki 17/19

Podobne dokumenty

Gazeta Rzgowska

Gazeta Rzgowska tytułom prasowym, które z tego wydarzenia uczyniły newsa, o co przecież chodziło autorowi alarmu. Nagłośnienie takich wydarzeń to przecież przemyślany element strategii działania terrorystów. Także...

Bardziej szczegółowo

Gazeta Rzgowska

Gazeta Rzgowska Choć nowy park podoba się na ogół większości mieszkańców, niektórzy wybrzydzają, że za dużo w nim teraz granitowych płyt i kamiennej kostki i że wydane dotąd pieniądze można było przeznaczyć na inn...

Bardziej szczegółowo