Kuryer Gdański - Archiwum czasopism

Komentarze

Transkrypt

Kuryer Gdański - Archiwum czasopism
Listopad 2013 Nr 11 (58)
ISSN 2080 - 4121
Chleb Pellowskiego
znowu w stoczni
filmie
"Wałęsa.
Człowiek z nadziei",
najnowszym dziele
Andrzeja Wajdy, znalazł się epizod, którego nie było w jego pierwotnym scenariuszu. Jest nim
dopisana scena przywiezienia do
Stoczni Gdańskiej chleba, przeznaczonego dla stoczniowców
strajkujących w sierpniu 1980 roku. Pieczywo było darem gdańskiej piekarni Józefa Pellowskiego. Dziś firmę tę prowadzi jego
syn Grzegorz, który dowoził pieczywo do stoczni. Rolę ojca zagrał w filmie Łukasz Pellowski,
syn Grzegorza i wnuk Józefa.
***
Podczas sierpniowego strajku
na obszarze stoczni przebywało
około 16 tys. osób. Musieli oni coś
jeść. W stołówce stoczniowej było trochę zapasów. Żywność
przynosiły też stoczniowcom rodziny. Ale akcja protestacyjna
przedłużała się i konieczne było
wsparcie z zewnątrz.
- Strajk, który zaczął się w połowie sierpnia, trwał dwa tygodnie - wspomina Grzegorz Pellowski, właściciel firmy Piekarnia - Cukiernia "Pellowski" w
Gdańsku. - Przed bramą nr 2
Stoczni Gdańskiej gromadziły się
codziennie tłumy ludzi. Ja także
uczestniczyłem w tych zgromadzeniach. W jednym z komunikatów komitetu strajkowego,
nadawanych przez głośniki przy
bramie, powiadomiono, że stoczniowcom i licznym przedstawicielom strajkujących zakładów
pracy potrzebne są produkty
żywnościowe. Gdy wróciłem do
domu, postanowiliśmy z ojcem,
że będziemy wspierać strajkujących, dostarczając im pieczywo.
Jeździłem do stoczni wielokrotnie naszym dostawczym żukiem,
załadowanym koszami wypełnionymi półkilogramowymi bochenkami pszenno żytniego
chleba sandomierskiego. Podjeżdżałem pod Bramę nr 2, którą
otwierano, a po wyładunku bo-
podjechaniu samochodem dostawczym żuk pod bramę, przy
której pilnujący jej stoczniowcy
zapytali: "Do kogo?". Ja odpowiadam: "Pellowski, chleb przywiozłem" i słyszę "Można jechać".
Ludzie stojący przed bramą rozstępują się, brama zostaje uchylona i wjeżdżam na teren stoczni.
Następnie kamera pokazuje tył
żuka z widocznymi na nim koszami wypełnionymi chlebem.
Chleb był ułożony w drucianych
koszach, jakich używano w latach 70. i 80. Mieszczą one po 40
bochenków, z którymi ważą razem po 25 kilogramów. Zastąpiły
je dawno lekkie kosze z tworzywa sztucznego. Stare zachowały
W
się jeszcze w naszej firmie, co
umożliwiło wykorzystanie ich w
filmie jako autentycznych rekwizytów.
Cała scena przywiezienia
chleba trwa w filmie kilka sekund. Natomiast na przygotowania do niej i nakręcanie potrzeba
było 8 godzin. Łukasz Pellowski i
statyści musieli być ucharakteryzowani i przebrani w odzież z
końca lat 70. Po każdym ujęciu
następowały przegląd nakręconego materiału i konsultacje z reżyserem. Potem powtarzano ujęcie z uwzględnieniem uwag Wajdy, przekazywanych przez drugiego reżysera.
Jacek Sieński
Piekarnia-Cukiernia
“Pellowski” poleca
Grzegorz Pellowski z drucianymi koszami, tymi samymi, w których przewoził chleb do stoczni w 1980 roku
Fot. Przemysław Świderski
chenków wyjeżdżałem ze stoczni Bramą nr 3, znajdującą się przy
ulicy Wałowej. Wyjazd był o tyle
stresujący, że za bramą stał kordon zomowców i nie wiadomo
było, czy przepuszczą samochód,
czy go zatrzymają, co mogło
skończyć się dla mnie źle. Oglądając na planie filmowym nakręcanie sceny sprzed 33 lat, gdy dowoziłem do stoczni chleb, wzruszyłem się i zarazem odczuwałem satysfakcję z tego, co zrobiliśmy z ojcem.
- Chleb dostarczaliśmy stoczniowcom ze Stoczni Gdańskiej
również podczas strajków w 1988
roku. Bramy stoczni były wtedy
jednak obstawione patrolami
ZOMO. Bochenki przekazywaliśmy więc harcerzom, którzy
przenosili je w plecakach pod
płot stoczni i przerzucali w miejscach niepilnowanych przez milicję - dodaje Grzegorz Pellowski.
***
Maria Pellowska, która dowiedziała się, że w Gdańsku będą
nakręcane sceny filmu Wajdy,
ukazujące strajk sierpniowy,
zwróciła się listownie do niego,
pisząc m.in. "Chciałabym, żeby
historia o tym, że mój ojciec ofiarowywał strajkującym za darmo
tony chleba, znalazła się w Pana
filmie. Chciałabym w ten sposób
złożyć mu hołd". Korespondencja przyniosła pozytywny rezultat.
Ewa Brodzka, zajmująca się w
ekipie filmowej współpracą reżyserską i castingiem, zwróciła się z
pytaniem, czy ich rodzinna piekarnia nadal działa i czy może
dostarczyć na plan taki chleb, jaki wypiekała przed laty. Maria
Pellowska potwierdziła. Dowiedziała się też, że w filmie będzie
uwzględniona scena przywożenia chleba do stoczni, z udziałem
statysty. Uznała, iż mógłby w niej
zagrać jej bratanek Łukasz. Fil-
mowcy uwzględnili jej sugestię.
***
- Zapewne twórcy filmu uznali, że krótki epizod ukazujący naszą rzemieślniczą rodzinę, pomagającą strajkującym i wciąż
prowadzącą piekarnię, może być
atrakcyjny i jest warty pokazania
- opowiada Łukasz Pellowski. Chleb pojawia się nie tylko w scenie przywożenia go do stoczni,
ale i w innych ujęciach, jako znaczący symbol. Dostarczała go nasza piekarnia. Był to taki sam tradycyjny chleb pszenno-żytni, jaki wypiekaliśmy przed laty. Choć
dziś nazywa się oliwski. Przed
zjawieniem się na planie podpisałem umowę dotyczącą wystąpienia w filmie. Zrzekłem się
proponowanego mi honorarium,
bo wystarczającą satysfakcję stanowiła dla mnie możliwość zagrania w nim roli mojego ojca.
Nie wypadało mi brać za to pieniędzy. Moja rola polegała na
Firma Piekarnia - Cukiernia "Pellowski" Grzegorz
Pellowski poleca na św. Marcina - rożki marcjanki.
Rożki sprzedawane będą na sztuki
- oraz mniejsze na wagę.
11 listopada obchodzimy dzień św. Marcina. Jak nakazuje zwyczaj, w tym dniu każdy powinien zjeść przynajmniej jednego rogala
marcińskiego. Firma "Pellowski" już oferuje rożki marcjanki - tradycyjne słodkie rogale drożdżowe z nadzieniem z maku białego i
czarnego oraz bakalii. Ich nazwa wywodzi się od kaszubskiego
określenia rogala, jakim jest rożek, i połączenia imion Marcin i Jan.
Legendę o dwóch przyjaciołach, których połączyły dwa kaszubskie
rożki do tabaki i dały formę rogalowi, opracował prof. Jerzy Samp.
Zapraszamy do sklepów firmowych "Pellowski" przy ulicach:
Podwale Staromiejskie 82, Długa 40/42, Rajska 5, Rajska 10, Długie Ogrody 11, Nowe Ogrody 36, Podwale Grodzkie (tunel do dworca PKP), Łagiewniki 8/9, plac Dominikański (Hala Targowa).
Przyjmujemy zamówienia na nasze wyroby piekarskie i cukiernicze we wszystkich naszych sklepach oraz telefonicznie - tel.
58 301 45 20
Piekarnia - Cukiernia "Pellowski" Grzegorz Pellowski,
ul. Podwale Staromiejskie 82,
80-844 Gdańsk.
tel. 58 301 45 20, fax 301 04 24,
e-mail: [email protected]
2
listopad 2013 (57)
Wieprze pośród pereł
iadomo, że świątynia Mariacka zbudowana została na
planie wielkiego krzyża. Chociaż słowo "bazylika" zwykło
kojarzyć się z budowlami starożytnego, a jeszcze bardziej średniowiecznego Rzymu, to
nadanie jej tytułu tzw. bazyliki
mniejszej bardziej dotyczy
godności, aniżeli terminu architektonicznego.
***
Świątynie zwane w świecie
chrześcijańskim bazylikami
zwykle były wielonawowe, zaś
ta środkowa, uważana za najważniejszą, przewyższała początkowo pozostałe swą wysokością. W przypadku największego z gdańskich kościołów
wszystkie nawy pozostają tej
samej wysokości i odnosi się to
również do "ramion" krzyża, na
rzucie którego świątynia ta
ostatecznie została wzniesiona
i na trwałe zachowała swój
kształt architektoniczny.
Przecinają one główną nawę
w poprzek i biegną z południa
na północ, od ulicy zwanej dziś
Chlebnicką (niegdyś w tłumaczeniu Ław Chlebowych) aż do
tej, która nosi miano Grobli I.
Obie posiadają oczywiście własne bramy, niegdyś otwarte dla
wiernych przez cały dzień. Cechą charakterystyczną pierwszej z nich była przykościelna
nekropolia. Przypomina ją zachowana do dziś Brama Cmentarna z charakterystycznym łukiem i bogatymi kamiennymi
zdobieniami z okresu wczesnego renesansu. Obecnie o starym miejscu pochówku dawnych mieszkańców Głównego
Miasta prawie nikt tu nie ma
pojęcia. Jakby na przekór pierwotnemu przeznaczeniu nekropolii żyjących przed wiekami gdańszczan organizatorzy
jednego z ostatnich Jarmarków
św. Dominika nazwali zaś
wspomniane resztki budowli tu
prowadzącej - "Bramą Zakochanych", zapominając chyba
dodać "w śmierci" lub też "w
pamięci o zmarłych".
***
Osobliwością natomiast Bramy Groblowej jest niewątpliwie
wznosząca się wysoko nad nią i
z daleka widoczna tarcza zegara. Należy do największych w
Polsce i ma liczącą ponad pięć
metrów średnicę. Są na niej
W
wielkie wskazówki i podobnie
jak one bogato złocone rzymskie cyfry godzinowe. Są też
gwiazdy i data powstania czasomierza (1637 rok), zdobiąca
najwyższą partię tarczy. Zegar
jest dziełem Hansa Connata
(według Praetoriusa - Konaanke) z Augsburga. Ciekawe
szczegóły na temat funkcjonującego niegdyś (zamiast obecnej wskazówki minutowej), "ramienia" lunarnego, które pokazywało aktualne fazy księżycowe, jak również o zawartości
blaszanej kuli przytwierdzonej
do tej wskazówki przypomniał
w swej publikacji z roku 2003
Andrzej Januszajtis.
Przez wiele lat Brama Groblowa była traktowana jako główne
wejście do kościoła Mariackiego.
Przekraczając ją, pierwszą ozdobą olbrzymiego wnętrza był kamienny grobowiec rodziny Bahrów usytuowany po prawej stronie wchodzących osób. O wiele
większe zaciekawienie budził
jednak zdobiący przeciwległą
ścianę, słynny i legendą owiany
zegar astronomiczny, piętnastowieczne dzieło Hansa Düringera.
***
W zasadzie każdemu zabytkowi, jaki znalazł swoje miejsce
w transepcie, można by poświęcić osobne studium, poczynając od gotyckich fresków
z kaplicy św. Jerzego, a kończąc
na niewielkim olejnym obrazie,
ukazującym to wnętrze. Wykonał go zatrudniony w Gdańsku
dziewiętnastowieczny malarz
Aleksander Gryglewski. A mimo to boczne "ramiona" bazylikowego krzyża uważane były
za coś nieporównanie niższej
rangi aniżeli nawa główna. Co
było tego powodem, można tylko przypuszczać. Odkąd jednakże na środku nawy głównej,
pod wielkim kompleksem organowym umieszczono baptysterium z odlaną w spiżu chrzcielnicą o kształcie wielkiego kielicha, drożność tego "traktu" została nieco utrudniona, z czym
musiały mieć problem uroczyste procesje.
Nie można tego powiedzieć
natomiast o transepcie przecinającym świątynię niejako w
poprzek, i to blisko głównego
ołtarza. Ta dobra komunikacja
miała wszakże i swoje gorsze
strony. Wielu bowiem gdańszczan i przyjezdnych wykorzystywało to święte miejsce jako
rodzaj skrótu, pomijając zupełnie podstawowe, sakralne jego
znaczenie. Pół biedy, jeśli chodziło wyłącznie o drogę "na
skróty". Gorzej, gdy czynili to
przekupnie udający się w ten
sposób na któreś z licznych
gdańskich miejsc targowych i
to z wielkimi tobołami lub to-
warem załadowanym na prymitywnych skrzypiących wózkach. Najgorzej zaś, gdy właśnie w którejś z kaplic bocznych odbywało się nabożeństwo, a transept przemierzali
zdążający na pobliski Targ Prosięcy, drobni handlarze z żywym towarem w workach, wydającym nieprzyjemne dla
ucha dźwięki.
- Oto doczekaliśmy się wieprzy wśród pereł - mruczeli do
siebie półgłosem na ich widok
dostojni patrycjusze. I nie wiadomo, czy bardziej chodziło im
o pokwikujący inwentarz, czy
też o bezczeszczących mariacką przestrzeń przekupniów.
Ostatecznie powtarzające się
skargi na handlarzy trafiły
gdzie trzeba i gospodarze świątyni ostro zakazali takiego procederu, pod groźbą zamknięcia
na dobre wrót kościelnych z
jednej strony bazyliki.
***
Zapewne w kręgach patrycjuszowskich korzystanie przez
gdański i podmiejski plebs z
osobliwego skrótu w celach bynajmniej niereligijnych budziło
od początku niesmak i pogardę
dla tego rodzaju plebejuszy.
Jednak ci prości ludzie nie pozostali dłużni i na swój sposób
bronili się tak, jak tylko potrafili. To właśnie w tych kręgach
przekazywano sobie osobliwe
podanie. Z jego treści powtarzanej sobie na zasadach plotki
wynika, że jeden z przekupniów zmierzając w poprzek
świątyni z umieszczonym wewnątrz żywym prosiakiem został na środku kościoła nie tylko przyłapany przez kościelną
służbę, ale i srogo ukarany. Nie
dość, że zarekwirowano mu zawartość worka, to jeszcze postawiono przed sądem.
Tam zarzucono mu, iż dopuścił się zbezczeszczenia świętego miejsca, resztą zaś, czyli publicznym wymierzeniem mu
kary chłosty na pręgierzu Wieży Więziennej, miał się zająć
kat i jego pachołkowie. Jak każdej osądzonej osobie, tak i winowajcy przysługiwało prawo
ostatniego słowa. Przekupień
jednak dobrze był do niej przygotowany, skoro w obronie
własnej odwołał się do tradycji
herbowej jednego z najznamienitszych gdańskich rodów.
Chodziło zaś o Ferberów.
Zaczął od pytania, czy świnia
to gorsze od innych zwierząt
hodowlanych.
Oczywiście
przyznał rację, że uchodzi ona
za stworzenie nieczyste. Jednak
biblijny syn marnotrawny, zanim powrócił do swego wielce
wyrozumiałego ojca, wcześniej
musiał pracować jako świniopas. Był człowiekiem, a żywił
się resztkami tego, czego nie
Fragment XVI-wiecznego portalu nad wejściem do plebanii
zjadły w polu wieprze. Dodał, iż
mięsem tych zwierząt żywią się
całe narody, którym pozwala
na to wyznanie i zwyczaj.
Na koniec zaś poruszył sumienie samych Ferberów. To
przecież trzy świńskie łby zdobią herb tego rodu, ten zaś nie
tylko widnieje nad wejściem do
Mariackiej plebanii, ale można
go także oglądać na kilku malowanych bądź rzeźbionych tarczach herbowych we wnętrzu
samej świątyni i nikomu tam
nie przeszkadza, że owe łby
świń, czy też jak wolą inni - dzików, jawią się pośród duchownych odzianych w ornaty z nanizanymi na nie perłami.
Jego argument odwracający
kolejność znanego porzekadła
o perłach rzuconych pośród
wieprze silnie poruszyć miał
ambicje dostojnej familii gdańskich patrycjuszy. Winowajca
jednak na tym nie zakończył
swojej mowy. Nawiązując do
powszechnie tu znanej legendy
herbowej, przypomniał o mądrości protoplasty znakomitego rodu. Wedle bowiem przekazu tenże, gdy wrogowie oblegając bogate i dobrze uzbrojone miasto chcieli je wyniszczyć
głodem, nakazał wystrzelić z
działa armatniego w ich stronę
głowy trzech ostatnich w mieście wieprzy. Fortel się udał,
wróg przekonany o wciąż jeszcze zasobnych w mięsiwo magazynach odstąpił od swoich
zamiarów, zaś mądry burmistrz
Ferber umieścił motyw świńskich łbów w swoim herbie.
Przekupniowi darowano całą winę, jednak na wszelki wypadek bramę kościoła Mariac-
Fot. Christian Samp
kiego prowadzącą ku Ratuszowi Głównego Miasta, w którego cieniu znajdował się Targ
Prosiąt, otwierano jedynie z
okazji niedziel i świąt.
Tak jest zresztą aż do dziś,
choć o istnieniu wspomnianego rynku - części obecnego
Długiego Targu dawno zapomniano.
Tarcza z herbem Ferberów w kościele Mariackim
Jerzy Samp
Fot. Christian Samp
listopad 2013 (57)
3
Wokół Starego Przedmieścia (3)
iejscem
naszej
przechadzki będzie plac Wałowy.
Nazwa, w postaci plac Wałowy przy Nowej Zbrojowni
(Wallplatz bei dem Neuen
Zeughaus), pojawiła się w
roku 1805. Miała związek z
Dworem Wałowym (Wallhof) - warsztatami budowy
fortyfikacji, założonymi w
XVII wieku między wylotem Żabiego Kruku i Motławą, ale przede wszystkim z
dzisiejszą Małą Zbrojownią.
***
Zacznijmy więc od Małej
Zbrojowni. "Tę Zbrojownię
wybudowano w roku 1644 na
wielkim placu blisko Bramy
Nizinnej, przy wale, a wymurowany jest na jedno piętro
wysokości i na dole, jak też na
wszystkich narożach i szczytach wyłożony kamieniarką.
Ma dwa szczyty od północy i
dwa od południa. Długi bok od
wielkiego placu ma dwa wjazdy, drugi długi bok przy wale
ma również dwa wjazdy". Tak
pisał w 1709 roku Bartłomiej
Ranisch. Bardzo cenny jest
opis wnętrz: "Piętro jest wysoko wymurowane i niesklepione, tylko przykryte belkami, a
M
Domy przy placu Wałowym
w środku ma mocny sosręb,
spoczywający na drewnianych
słupach. W tej dolnej sali stoi
w gotowości wiele dział żelaznych na lawetach, także nowe
mosiężne, jak również naskładanych jest mnóstwo kul różnej wielkości. Wewnątrz na
długiej ścianie (przy wale) zawieszone są wszelkie zbroje i
hełmy dla wielu jeźdźców
oraz ponadto karabiny i pistolety. Na środku sosrębu u góry
wisi po obu stronach wielka
ilość siodeł i pochew pistoletowych (…). Na drugiej wewnętrznej długiej stronie od
ulicy jest wszystko podobnie
do pełna obwieszone. U dołu
stoją zbrojni mężowie (kukły),
którzy, gdy się ich mija, palą z
pistoletów. (…) Nad tą kondygnacją jest poddasze, mające
od wału dwa mosty, na które
prowadzą w wykuszach dachu
dwie bramy i mieszczą się tam
różne lekkie rzeczy z królewskich bram triumfalnych wraz
z wyrżniętymi z drewna figurami i innymi ozdobami. Składa się tam też pięknie rzeźbione piramidy i postumenty używane do królewskich fajerwerków. Przechowuje się też wiele
innych rzeczy". Autor wylicza
wszystkie wjazdy (bramy) - po
dwa z każdej strony, a w innym
miejscu dodaje: "Dookoła całego cekhauzu jest mocny płot
ze sztachet, na 15 stóp (4,3 m),
dobrze zamknięty."
Taką Małą Zbrojownię oglądamy na sztychu Willera. Dodajmy, że jej twórcą był Jerzy
Strakowski. Po odbudowie ze
zniszczeń ostatniej wojny słu-
żyła przez pewien czas jako
baza Przedsiębiorstwa Taksówkowego, a od 1993 roku
mieści Wydział Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych. Odbudowy zresztą nie dokończono, do
dziś brakuje boniowania i elementów dekoracyjnych w postaci wybuchających granatów
na szczytach, a piękny kartusz
herbowy z datą ukończenia
budowy - 1645 - otrzymał przy
odnawianiu błędną czarną
barwę srebrnych gdańskich
krzyży. Wewnątrz próżno szukalibyśmy owych belek stropowych z największą z nich sosrębem - w środku. Ważne
jednak jest, że budynek żyje,
jest wykorzystywany, a owe
"niedoróbki" przy odrobinie
dobrej woli nietrudno będzie
naprawić.
***
Przy Małej Zbrojowni zaczynała się numeracja, obiegająca
plac dokoła, zgodnie z wprowadzonymi w 1853 roku zasadami
przeciwnie do wskazówek zegara. Ona sama jako budynek
wojskowy nie miała numeru. W
okresie zdemilitaryzowanego
Wolnego Miasta przypisano jej
nr 15. Dzisiejszy Dom Studencki
Akademii Muzycznej na zapleczu, wybudowany około 1911
roku dla Oddziału Karabinów
Maszynowych, nosi nr 15 a.
Następnych numerów nie
zmieniono, więc pójdziemy
ich śladem. Numeru 1 dziś
brak. Pod nr. 2 mieści się firma
produkująca systemy alarmowe. Neorenesansowy domek
nr 3 na dawnej kurtynie (odcinku wału) między Bastionem
Fot. Andrzej Januszajtis
Mała Zbrojownia w 1687 roku (P. Willer)
św. Gertrudy i Bramą Nizinną
należał do Zarządu Fortyfikacji. Dziś działa w nim gabinet
okulistyczny. Obiekt nr 4 nie
istnieje. Po drugiej stronie
uliczki prowadzącej do Bramy
Nizinnej zaczyna się malowniczy ciąg kamieniczek, które
przetrwały wojnę i dopiero po
niej popadły w zaniedbanie.
Jest to niezwykle cenna, autentyczna
starogdańska
"mieszkaniówka", zasługująca
na troskliwą opiekę. Narożna
kamieniczka nr 5 ma schodkowy szczyt z początków XIX
stulecia. Fasadę szpecą brzydkie nowe okna, na każdym piętrze inne. Następny nr 6 to jeden z ostatnich gdańskich domów wielorodzinnych, w których każde mieszkanie, niezależnie od piętra, ma własne
Ten pałacyk to dawny lombard
Reprodukcja: Andrzej Januszajtis
wejście od ulicy. Niestety i tu
szpecą fasadę niejednolite
okna. Przydałby się nadzór
konserwatorski! Remont domu nr 7 - 8, z wielką bramą
wjazdową, stwarza nadzieję
uniknięcia w nim tego rozpowszechnionego błędu.
***
Kamieniczce nr 9, także z
bramą, pilnie potrzebny jest
remont. Wystrój wyższej od
innych, bogato dekorowanej
fasady nr 10, świadczy o zamożności dawnych właścicieli, majstrów fabrycznych. Dalej
następują podobne domy nr 11
i 12 c, b, a - te ostatnie z odwróconą kolejnością liter
(przed rokiem 1945 była prawidłowa!).
Dom nr. 13 niestety, rozebrano. Nr 14 (w południowej czę-
ści placu) nosi przypominający
pałacyk budynek lombardu
miejskiego z 1868 roku, do niedawna wykorzystywany jako
skład książek, dziś opuszczony. Można by go zaadaptować
na hotelik z restauracją. Widzę
oczyma wyobraźni stojące
przed nim stoliki od strony odrestaurowanego zieleńca na
środku placu. Założony w 1872
roku, był pełen kwiatów i miał
fontannę (zamienioną po 1945
roku na piaskownicę!), którą
dobrze byłoby znowu uruchomić. Zlikwidowano też pomnik poległych w wojnie z
Francją (na północnym końcu
placu), mimo że ci pruscy grenadierzy nosili często - jak
"Bartek Zwycięzca" Sienkiewicza - polskie nazwiska.
Andrzej Januszajtis
Fot. Andrzej Januszajtis
4
listopad 2013 (57)
Jesienny jadłospis
Dieta zgodna z porą roku
ie każdy zdaje sobie
sprawę z tego, że nasz
organizm ściśle współpracuje z otaczającą nas przyrodą i przemianami, jakie w
niej zachodzą. Ma więc on inne
wymagania i potrzeby latem,
jesienią i zimą. A my, chociaż
często o tym zapominamy, jesteśmy nierozłączną częścią
przyrody. Matka natura niegdyś
miała o wiele większy wpływ
na nasze życie, potrzeby, poczynania i jadłospis.
***
Niestety, nasz styl życia radykalnie zmienił się w ciągu
ostatnich kilkudziesięciu lat i
to niekoniecznie na lepsze. A
zatem, aby dbać o zdrowie,
mieć wpływ na kondycję fizyczną i psychiczną, a także
właściwy stan naszej skóry,
włosów i paznokci, dobre samopoczucie, odporność na infekcje, ale także na codzienny
stres, warto obserwować przyrodę i poznać pewne jej zasady.
Niegdyś jadło się tylko to, co
dawała ziemia i oczywiste było,
że każda pora roku wiązała się
z odmiennym jadłospisem. I
tym razem specjaliści od żywienia i dietetyki są zgodni, że
wraz ze zmianą pory roku należy zmodyfikować codzienną
dietę, wprowadzić produkty sezonowe. Należy spożywać więcej dań serwowanych na ciepło,
wzbogaconych świeżymi warzywami i pełnymi witamin
owocami oraz wybierać produkty pełnowartościowe, zarówno z grupy węglowodanów,
białek, jak i tłuszczy.
Oczywiście trzeba unikać
potraw tłustych oraz ciężkostrawnych, smażonych, dużych
ilości słodyczy i wyrobów
mącznych, gotowych półproduktów, dań wysoko przetworzonych i pozbawionych wartości odżywczych. Pamiętajmy
również o orzechach włoskich,
laskowych, brazylijskich, migdałach, pestkach dyni, ziarnach
słonecznika i codziennej porcji
N
błonnika. Zawierają one duże
ilości witamin i minerałów niezbędnych dla zdrowia fizycznego i psychicznego, między
innymi magnez, żelazo, selen,
cynk, wapń, jod, potas, witaminy A, z grupy B oraz C. W okresie jesiennym najzdrowsza będzie dieta skomponowana z
dużej ilości rodzimych warzyw
i owoców: sałaty, marchwi, buraków, kapusty, fasoli i innych
strączkowych, pomidorów, pietruszki, cukinii, patisonów, kabaczków, pysznej dyni, cebuli,
kiszonej kapusty i ogórków, jabłek, gruszek, śliwek, będących
darami naszej strefy klimatycznej. A witaminy i minerały w
nich zawarte stanowią iskry za-
mią. Dlatego też jesień jest najlepszym okresem, aby na co
dzień wprowadzić zasady zdrowego stylu życia i sprecyzować
nowe postanowienia, które
chcemy zrealizować do końca
obecnego roku, a zostało już
tylko około 50 dni! Nasz organizm posiada bowiem szczególną predyspozycję do gromadzenia tkanki tłuszczowej
zwłaszcza w tym okresie roku.
Zatem niezbędne będzie określenie efektów, jakie pragniemy
zrealizować do końca obecnego
roku kalendarzowego, utrzymać masę ciała na stałym poziomie, zrzucić 5 kg do sylwestra, a może powitać Nowy Rok
o 10 kg lżejszym?
przy niedoborze kilokalorii w
diecie! Wtedy też większość
naszych wysiłków związanych
z odchudzaniem nie przynosi
oczekiwanych efektów redukcji masy ciała, bowiem ilość
wytwarzanego tłuszczu w organizmie jest wyższa niż ta zużywana w trakcie aktywności
codziennych i treningów ukierunkowanych na spalanie
tkanki tłuszczowej. Mechanizm tego zjawiska jest bardzo
prosty, bowiem produktem
końcowym przemian wszystkich cukrów i węglowodanów
jest glukoza - podstawowe źródło energii dla komórek, a organizm zużywa ją w pierwszej
kolejności. Jeśli glukoza pojawi
Owoce i warzywa są naturalnymi antybiotykami, chroniącymi nasz organizm przed wieloma chorobami
Fot. archiwum
płonowe dla naszego organizmu, regulują przemianę materii, szczególnie w komórkach
nerwowych, mięśniach i gruczołach dokrewnych. Powinny
być stałym elementem każdego
posiłku - zjadajmy ich przynajmniej 1 / 3 całego pożywienia.
***
Owoce i warzywa są także
naturalnymi antybiotykami,
chroniącymi nasz organizm
przed niektórymi nowotworami, chorobami serca. Ponadto
wzmacniają one system immunologiczny, chronią nas przed
przeziębieniami, złym samopoczuciem, stanami depresyjnymi, niedożywieniem witaminowym, a nawet - przed ane-
Pamiętajmy, iż to, co jemy,
ma istotny wpływ na nasze samopoczucie, energię, pamięć,
koncentrację, a szczególnie na masę ciała. Gdy za oknem
szaro, wietrznie, siąpi deszcz jest nam często źle, smutno i
żeby poprawić nastrój, wiele
osób sięga po czekoladę - ale
nie jej kawałek, tylko... całą tabliczkę. I to jest błąd! Słodkości poprawiają humor tylko na
chwilę, a taki sposób podnoszenia nastroju może przyczynić się do szybkiego wzrostu
masy ciała. Słodycze spożywane w zbyt dużych ilościach powodują wytwarzanie 3 - 4 razy
większej ilości tkanki tłuszczowej, a tak dzieje się nawet
się w krwiobiegu w momencie,
gdy krążą tam już kwasy tłuszczowe z trawienia wcześniejszego posiłku, zostaną one
skierowane wprost do rezerw
tkanki tłuszczowej zapasowej
w obrębie jamy brzusznej i
bioder, u panów natomiast w
okolice klatki piersiowej.
Nawet mały batonik czy ciasteczko zjedzone po głównym
posiłku sprzyja tyciu! By temu
zapobiec, należy spożywać
produkty zawierające cukier
przed głównym posiłkiem lub
2 - 2,5 godziny po nim, ale należy również uwzględniać ich
kaloryczność w całodziennym
bilansie energetycznym lub jako zamiennik zastosować
owoce: świeże, w formie sałatek, suszonych owoców lub jako sorbety, a z pewnością zauważymy spadek masy ciała!
***
U wielu osób jesienią pojawia się spadek formy fizycznej. Stąd powinniśmy w tym
okresie regularnie ćwiczyć, bo
ruch to najlepszy sposób na
długie jesienne wieczory i poprawę nastroju. Zajęcia ruchowe, a szczególnie te grupowe
oraz na świeżym powietrzu,
dotleniają i wzmacniają organizm, poprawiają ukrwienie
tkanek oraz podnoszą odporność organizmu, likwidują stany depresyjne, złe samopoczucie, a zwiększają produkcję
tzw. hormonów szczęścia!
Podnosząc tempo przemiany materii, podwyższamy równocześnie spożycie energii
przez nasz organizm, czyli
spalamy więcej kilokalorii. Jeśli do tej pory nie doprowadziliśmy do podniesienia swojej
aktywności fizycznej, czas to
zrobić właśnie teraz! Aby jak
najlepiej wykorzystać predyspozycje naszego organizmu,
musimy skoncentrować się na
treningu, który powinien łączyć ze sobą elementy treningu kardio z ćwiczeniami siłowymi. Kardio pozwoli na szybszą utratę masy tłuszczowej,
czyli ćwiczenia w salach gimnastycznych w pozycjach wysokich, aerobiki, zajęcia terenowe, szybkie marsze, jogging,
nordic walking, zajęcia aqua w
basenie - to specjalne modyfikacje tradycyjnych treningów
wytrzymałościowych ukierunkowanych na zużywanie
tkanki tłuszczowej. A w trakcie tak skonstruowanych zajęć
ruchowych, kiedy to nasze
serce pracuje w przedziale od
120 do 140 uderzeń na minutę
i czas trwania jest wydłużony
do 60, a nawet 75 minu, efekt
redukcji masy ciała jest gwarantowany.
Zadaniem ćwiczeń siłowych
jest rzeźbienie, modelowanie
sylwetki, kształtowanie ciała,
rozbudowa masy mięśniowej i
wzmocnienie ogólnoustrojowe. Poprzez systematyczne
ćwiczenia fizyczne i nieustanne podnoszenie poprzeczki
zwiększamy szybkość przemian metabolicznych i zmuszamy nasz organizm do większego zużycia energetycznego.
WydaWca: Piekarnia-cukiernia “Pellowski”
Grzegorz Pellowski ul. Podwale Staromiejskie 84, 80-844 Gdańsk
RedaktoR naczelny: Jacek Sieński, tel. kom. 692 005 718
dRuk: drukarnia B3Project 80-216 Gdańsk Wrzeszcz ul. Sobieskiego 14 nakład 1500 egz.
“kuryer Gdański” w internecie na portalu trojmiasto.pl: wwwtrojmiasto.pl/kuryer-gdanski lub wpisując w wyszukiwarkę Google: kuryer gdański
W okresie jesiennym, oprócz
tradycyjnych zajęć ruchowych
mamy do wyboru wiele imprez
biegowych na różnych dystansach, a więc dla osób o różnej
kondycji i wydolności organizmu. Bardziej zaawansowani
biegacze wybiorą maraton lub
półmaraton. Natomiast rodzinnie możemy brać udział
wspólnie z dziećmi w biegach
krótszych w trójmiejskich parkach lub po plaży, a zmierzyć
się z samym sobą możemy w
corocznym Biegu Niepodległości na dystansie 10 km.
***
Przy okazji biegów, zgodnie
z tradycją - w Dniu Świętego
Marcina zachęcam do skosztowania smakowitych rogalików
- rożków marcjanków, wypiekanych przez Piekarnię-Cukiernię „Pellowski” w Gdańsku, według własnej receptury
z pysznego ciasta drożdżowego, i z nadzieniem makowym
albo orzechowym. A Dzień św.
Marcina jest to kolejny dietetyczny wyjątek. Bo tak, jak nie
wyobrażamy sobie rezygnacji
z pączka w tłusty czwartek,
tak 11 listopada kojarzy się
nam z innymi rarytasami słodkimi rogalikami. Pamiętajmy jednak o dozowaniu wysokokalorycznych pyszności,
spożywając je ostrożnie i z
umiarem.
Aby w dobrej formie przetrwać trudne dla naszego organizmu jesienne miesiące,
pozbawione promieni słonecznych, naturalnego światła, kiedy towarzyszą nam niskie temperatury zewnętrzne,
nawet ujemne, należy skoncentrować się na właściwie
zbilansowanej diecie.
Bazujmy na zdrowych i
urozmaiconych produktach i
systematycznie spożywanych
posiłkach, w miarę możliwości
o stałych porach. A najskuteczniejszym naturalnym lekarstwem na długie jesienne
wieczory będzie aktywność fizyczna, skutecznie poprawi
nasze samopoczucie, wzmocni
organizm, pozwoli optymistyczniej spojrzeć w przyszłość, doda energii i pozytywnych działań, przyspieszy
przemiany metaboliczne, a
także ułatwi utrzymanie bilansu energetycznego w stanie
równowagi.
Maria Fall - Ławryniuk

Podobne dokumenty