Nie potrafi, ai tak jest kochany!

Komentarze

Transkrypt

Nie potrafi, ai tak jest kochany!
ks. Adam Piekarzewski SDB
Nie potrafi, a i tak jest kochany!
Pośród przeróżnych niebezpieczeństw życia duchowego, jakie na
nas czyhają wydaje mi się, że jednym z najgroźniejszych, a
przynajmniej jednym z najbardziej rozpowszechnionych, jest
pokusa porównywania... W ostatnim czasie, mając piękną okazję
spędzenia kilkunastu dni wakacji z młodzieżą, zauważyłem, jak
często ta pokusa wkrada się w ich relacje i że niektórzy (niestety)
są prawdziwymi mistrzami, jeśli chodzi o operowanie zręczną
sztuką porównania...
Porównywanie się z innymi może przebiegać na różnych
płaszczyznach — materialnej, psychologicznej, duchowej... Ta
ostatnia płaszczyzna jest w moim przekonaniu najgroźniejsza, bo
dotyka najbardziej czułej cząstki nas samych. Drugą sprawą
„techniczną”,
jaką
warto
zauważyć,
rozmawiając
o
porównywaniu, jest sprawa celu i konsekwencji, jakie niesie ze
sobą ta pokusa. Bo oto możemy używać porównywania, by
dowartościować siebie samych — jestem lepszy od..., mam
przecież więcej od..., potrafię o wiele więcej niż..., z tylu ludzi
tylko ja..., itd. Prosta stąd już droga do pychy, wynoszenia się nad
innymi i samouwielbienia. Z drugiej strony porównywanie może
prowadzić do wniosków zgoła przeciwnych — wszyscy to mają,
tylko nie ja..., jestem gorszy nawet od..., nic mi się nie udaje i
nic nie potrafię, a inni..., itd. Stąd prosta droga do uznania się za
zupełnie bezwartościowego, niepotrzebnego, w konsekwencji:
niekochanego i niezasługującego na miłość.
Czy pamiętasz, jak Jezus „rozprawia się” z pokusą
porównywania? Uczniowie zaczynają zastanawiać się nad tym, kto
z nich jest największy. (Łk 9, 46) W Ewangelii wg św. Marka
czytamy jeszcze wyraźniej, że nie tylko się zastanawiali, ale
nawet sprzeczali się ze sobą w tej sprawie. (Mk 9, 34) Jezus stawia
przed nimi dziecko... „Kto bowiem wśród was wszystkich jest
najmniejszy, ten jest wielki” (Łk 9, 48) „Jeśli ktoś chce być
pierwszy, niech będzie ostatni ze wszystkich i sługą wszystkich!”
(Mk 9, 35) Jezus przewraca całe ich myślenie, ukazując
jednocześnie Boże spojrzenie na każdego człowieka. W oczach
Bożych każdy jest ukochanym dzieckiem: bogaty i biedny, wysoki i
niski, ślepy i widzący, ten, któremu w życiu się wiedzie i ten,
któremu świat się posypał... Każdy jest kochany, bo jest
dzieckiem...
Z drugiej strony warto również zauważyć swoją wartość i
niepowtarzalność i dziękować za nią Panu. Dziękować za to, że
stworzył nas tak różnymi w znaczeniu talentów, zdolności, jakie
otrzymaliśmy. Równi, co do miłości, a różni, co do życiowego
„startu” i zadań. Równi, co do celu wędrówki, a różni, co do drogi,
jaką przychodzi nam pokonywać każdego dnia... Przypomina mi się
tutaj przypowieść Jezusa o talentach, a zwłaszcza jej początek:
„Będzie też podobnie, jak z człowiekiem, który wybierał się w
podróż. Zawołał swoje sługi i powierzył im swój majątek. Jednemu
dał pięć talentów, drugiemu dwa, a trzeciemu jeden; każdemu
według jego zdolności.” (Mt 25, 14-15) Człowiek rozdzielający
pomiędzy sługi swój majątek symbolizuje Boga, który rozdziela
dary, charyzmaty, zadania i misje wszystkim ludziom „według ich
zdolności”. Czasem przy czytaniu tej przypowieści może pojawić
się pytanie: ile właściwie ja sam otrzymałem talentów?! Czy
jestem sługą pierwszym, drugim, czy tym trzecim? Ważniejsze
jednak wydaje się zapytać siebie nie ile, ale jak je wykorzystuję,
jak je rozwijam? Bo kiedy Pan znów przybędzie „rozliczy się ze
swymi sługami”. (por. Mt 25, 19)
Pokusa porównywania się z innymi zabiera niepotrzebnie czas,
który możemy wykorzystać nie na roztrząsanie w którym miejscu
w szeregu jesteśmy, ale jak to miejsce najlepiej wykorzystać...
Przed pokusą porównywania najlepiej chyba chroni modlitwa
dziękczynna! Modlitwa, w której szczerze dziękuję Panu za
wszystkie dary i talenty, jakimi mnie obdarował, ale jeszcze
bardziej dziękuję za moje życiowe nieudolności, porażki i
beztalencie... Czy można tak się modlić?!
Ja sam nie umiem jeździć na nartach i łyżwach i chwała Panu za
to! Nie mam głowy do interesów i matematyki i chwała Panu za to!
Nie potrafię też grac w piłkę nożną i zawsze drużyna w której
gram przegrywa i chwała Panu! Wielu jeszcze innych rzeczy nie
potrafię i w wielu jestem słaby, ale to czego nie potrafię oddaję
Jezusowi i mówię: Chwała Ci, Jezu, za to, czego nie potrafię i za
to co mi nie wychodzi... bo może gdyby to mi wychodziło, byłbym
kiepski w wielu innych rzeczach...
Takim stworzył mnie Bóg — wraz z moimi ograniczeniami i
pewnym moim beztalenciem... I za to też powinienem go chwalić i
Mu dziękować. Bóg mnie stworzył, by mnie kochać... Nie
powiedział kiedyś: „Stwórzmy go, bo mi się przyda do tego, czy
tamtego.” On stworzył mnie bezinteresownie i chce bardzo, bym
to wiedział i w to wierzył. Dlatego właśnie nie jestem robotem do
zadań specjalnych — nie posiadam wszystkich zdolności, nie znam
wszystkich języków świata. Jestem słaby i wielu rzeczy nie umiem,
ale to, co umiem staram się pomnażać i wykorzystywać na chwałę
Pana.
Możesz myśleć więc, że w swoim życiu już naprawdę do niczego
się nie nadajesz... Ale wtedy przypomnij sobie, że z pewnością
nadajesz się do jednego — do bycia kochanym. Bóg, który Cię
stworzył, jako ukochanego, jedynego syna i najukochańszą, jedyną
córkę chce Ciebie kochać — pozwól Mu na to! Może rzeczywiście
nie masz takich zdolności, talentów, jak inni... Może rzeczywiście
jesteś życiową fajtłapą i masz dwie lewe ręce... Może ludzie się z
Ciebie śmieją i mówią, że nic dobrego z Ciebie nie będzie... Bóg i
tak Cię kocha, bo jesteś JEGO dzieckiem! I tak to już pozostanie —
nawet jak będziesz miał 80 lat — On zawsze będzie na Ciebie
patrzał jak na małe dziecko i tak samo będzie Cię kochał... A kiedy
przyjdzie na to czas, On sam wykorzysta nawet Twoje beztalencie
i zamieni je w wielkie dobro!
Copyright © by Adam Piekarzewski
[email protected]