Gazetka nr4 - hoffmanowa.pl

Komentarze

Transkrypt

Gazetka nr4 - hoffmanowa.pl
Witamy
To już ostatni numer gazetki w tym roku szkolnym. Wiele z
artykułów tu zawartych zdecydowaliśmy się poświęcić członkowi klubu
Hoffmeryta Panu Profeosorwi Natorfowi. W artykułach o jego osobie
staraliśmy się przedstawić najciekawsze fakty, zapytaliśmy także
nauczycieli, którzy z racji tego, że są w szkole dłużej niż 3 lata, wiedzą o
nim znacznie więcej od nas.
Choć zbliżają się wakacje, niniejszy specjalny numer będzie dostępny
na stronie internetowej, mamy więc nadzieję, że zajrzycie do niego także
w wolnej chwili letniego popołudnia. Zachęcamy do lektury felietonów: o
kulturze a także o czymś bliskim wszystkim nam – maturze. Będziecie
mogli także poznać dalsze losy bohatera opowiadania „Czarne Ogrody”.
Serdecznie życzymy udanych, ciepłych i długich wakacji!
Redakcja
2
O prof. Natorfie
O Profesorze słów kilkanaście…
Jedną
z
najbarwniejszych,
najbardziej
ciekawych,
najsympatyczniejszych postaci Grona Pedagogicznego IX L.O. w Warszawie
jest Pan Profesor Włodzimierz Natorf, znany wszystkim uczniom nauczyciel
fizyki. Ucząc tego przedmiotu w sposób niekonwencjonalny, ucząc
uczą myślenia,
przyczynił się do tego, że jest niewątpliwie jedną z najlepiej rozpoznawalnych
postaci w Hoffmanowej, w której pracuje z małą przerwą od 1976 r . W 2005
roku znalazł się w zacnym Gronie Hoffmerytów. Uczniowie cenią jego
doświadczenie, metody nauczania
uczania i nietuzinkowe poczucie humoru, dzięki
prof. Natorf na ceremonii
wręczenia Klementynek
któremu nie ma nudnych lekcji fizyki. Profesor Włodzimierz Natorf jest
współautorem podręczników, repetytoriów i poradników zarówno dla nauczycieli, jak i uczniów liceów oraz
gimnazjów.
Oprócz pracy w szkole Pan
an Profesor jest doktorantem w Instytucie Fizyki Teoretycznej Uniwersytetu
Warszawskiego w katedrze Teorii Względności i Grawitacji.
Tytuły niektórych podręczników :
•
Fizyka i astronomia - poradnik nauczyciela - część 2, liceum i technikum – Jan Mostkowski,
Włodzimierz Natorf
•
Fizyka i astronomia. Repetytorium dla maturzystów i kandydatów na wyższe uczelnie.
J. Mostkowski, Włodzimierz Natorf, Nina Tomaszewska
•
Fizyka i astronomia - program nauczania dla gimnazjum
Jerzy Ginter, Karol Hercman, Ewa Kurek, Włodzimierz
W
Natorf
3
O prof. Natorfie
wywiad z Prof. Anną Drosio
Wspomnienia z Hadesu
Zadaliśmy parę pytań Pani Profesor Annie Drosio, osobie, która najbliżej współpracuje z Profesorem
Natorfem i która wspólnie z nim króluje w najmroczniejszej sali naszej szkoły:
Tu trwa remont: Do jakiej roli Prof. Natorf na pewno nie pasuje?
Prof. Drosio: Hmmm… trudno powiedzieć. Potrafi znaleźć się w każdej roli – surowego, ale
troskliwego nauczyciela, dobrego kompana, ale też potrafi być duszą towarzystwa.
TTR: Czy zapamiętała Pani Profesor jakieś wydarzenie z udziałem Prof. Natorfa? Takie, które
rozśmieszyło Panią Profesor do łez?
PD: Kiedyś na wycieczce do Szczawnicy jego uczniowie wręczyli mu ogromny garnek kiślu. Trzeba
wiedzieć, że Pan Profesor nie cierpiał „gluta” (tak pieszczotliwie nazywał tę potrawę) – więc na jego widok
minę miał nieszczególną. Na szczęście w ośrodku, w którym mieszkaliśmy, znaleźli się studenci, którzy z
wdzięcznością przyjęli dar i ze smakiem pochłonęli cały gar tego przysmaku.
TTR: Jak wspomina Pani profesor pierwsze dni współpracy z Prof. Natorfem?
PD: Bardzo dobrze wspominam pierwsze dni współpracy – troskliwie się mną zaopiekował. Z
tamtego czasu pamiętam kartki, które zawierały szczegółowy opis moich pierwszych kroków w pracy
nauczyciela ( czas był podzielony, co do minuty)
TTR: Jaki jest najlepszy tekst Prof. Natorfa, jaki Pani Profesor słyszała?
PD: Tekstów jest wiele, wystarczy przejść się do Hadesu i poczytać teksty, jakimi obdarzał swoich
uczniów na klasówkach. Najsłynniejszy tekst był na pieczątce z napisem PROWOKACJA – niezmiennie
dotyczyła sprawy dzielenia przez wektor. Profesor często musiał używać wyżej wymienionej pieczątki.
TTR: Gdyby miała Pani Profesor określić Prof. Natorfa jednym słowem, jakie byłoby to słowo?
PD: Perfekcjonista
TTR: Jaki dział fizyki jest konikiem, a jaki smutną koniecznością dla Profesora?
PD: Myślę, że cała fizyka jest konikiem Pana Profesora.
TTR: Bardzo dziękujemy za poświęcony czas.
Wywiad przeprowadził Michał Wasiak
4
O prof. Natorfie
Mówią inni
Opinie, wspomnienia, uwagi o Panu Profesorze Natorfie
Pani Dyrektor Zofia Pietrzak: Profesor Natorf to nauczyciel chętny do dzielenia się wiedzą i
doświadczeniami, koleżeński, niezwykle pomocny, pełen pomysłów. Jest inicjatorem tworzenia w szkole klas
matematycznych, tworzy programy, ma bardzo życzliwy stosunek do uczniów, dla których zawsze ma czas i
jest otwarty na ich problemy nie tylko “fizyczne”.
Pani Profesor Patrycja Fabirkiewicz: Na początku trudno coś o Nim powiedzieć, gadatliwy, no i
dżentelmen w każdym calu. Dowcipny, integrujący Grono Pedagogiczne, pomaga ludziom. Specjalne
podziękowania za niebanalne połączenie wiedzy historycznej i fizycznej.
Pani Profesor Beata Wanago-Wojtczak: Świetny kolega, który ma specjalną cechę: rzadko spotyka się
kogoś, kto posiada takie poczucie koleżeństwa. Jeżeli chodzi o nauczany przedmiot, to Pan Profesor jest
pasjonatem, a jego niebanalne lekcje żyją we wspomnieniach absolwentów.
Pani Profesor Małgorzata Siemaszko: Światowy człowiek, pisze książki, dużo mówi ☺
Pani Profesor Anna Hnydka: Człowiek otwarty na nowe doświadczenia (nie tylko fizyczne), bo kojarzy je z
dawnymi doświadczeniami. Odróżnia klon od jaworu, wykonuje pieśni: “Widziałem Marynę raz we młynie”
i w oryginale: “Czapajew gieroj”.
Pan Profesor Adam Sochaczewski: Profesorowi należałoby przyznać Oskara za rolę martwego Lenina. Poza
tym to człowiek, który z sentymentem wojsko wspomina.
Pani Profesor Anna Cioch: Profesor Natorf chętnie i często mówi wierszem. Zna Marka Twaina, pamiętam
go w roli szamana na otrzęsinach… ☺ Zna niezliczoną ilość dowcipów i przychodzi chyba na wszystkie
zastępstwa ☺
Pani Profesor Anna Gelo: Poliglota!
Pani Profesor Anna Palińska: Barwna postać, znawca win i popularyzator nauki.
Dyrekcji Szkoły oraz Nauczycielom dziękują:
Anna Zakrzewska II D
i Małgorzata Bazan
5
O prof. Natorfie
Z Archiwum tekstów
Zebrane, zasłyszane, zapożyczone…
Czyli powiedzonka Profesora Natorfa
P. Prof.: Małpy napiszą kilka razy "Pana Tadeusza" i raz "Dziady" zanim św. Tomasz przejdzie przez ścianę.
O przybliżeniu oko-soczewka okularów.
P. Prof.: Nie kłóć się z egzaminatorem w czasie rzeczywistym...
Uczeń: ...Zrób to w czasie urojonym.
P. Prof.: Na naszej planecie wiatry nie biorą się z powietrza
P. Prof.: Ja ci coś zaraz obkupcę!
P. Prof.: Masa Słońca stanowi prawie 100% masy wszechświata
P. Prof.: Nic na siłę, wszystko młotkiem..
P. Prof. [W momencie, kiedy Marysia nagle spadła z krzesła i rąbnęła się o podłogę]: Maryśka! Nie niszcz
wszystkiego!
P. Prof. (wolny przekład z francuskiego): Po co robić w sposób prosty, kiedy tak prosto zrobić to w sposób
skomplikowany.
P. Prof.: Ktoś mi kiedyś poszacował, że wszystkie dolegliwości mają jedno z dwóch źródeł: albo od
niedopicia, albo od przepicia
P. Prof.: Co ma piernik do wiatraka? - Wiatrak się może rozpierniczyć, a piernik może wywietrzeć
Uczeń 1: Tam był taki film, że zamknęli się w bunkrze, a gdy wyszli, to już było po wybuchu
Uczeń 2: To była "Seksmisja", tylko za bardzo nie kontaktowałeś
P. Prof.: Tak, za dużo było seksu, a za mało misji.
P. Prof.: Wiesz, co to jest wykład? To jest bezpośredni przekaz informacji od wykładowcy do słuchacza bez
specjalnego użycia mózgu. I na to specjalną nazwę wymyślono - wykład.
P. Prof. [robi płaczliwą minę]: Psę pani, on mi zabrał!
P. Prof.: No, to co ja mam jeszcze zrobić?! Striptiz tutaj odstawić, czy co?
P. Prof.: Potem człowiek wściekły wraca do domu, warczy na żonę, warczy na dziecko, warczy na psa,
którego nie ma i zastanawia się dlaczego
6
O prof. Natorfie
Z Archiwum tekstów
Uczeń: Giordano Bruno też spalili
P. Prof.: Ale ciebie nie spalą. Za dużo smrodu by było. Trzeba chronić środowisko!
P. Prof.: A potem z tego wychodzą takie rzeczy, jak: "ciało w ciemności traci na oporności", czy "nie
wychodź z doma bez łoma"
P. Prof.: Jak brzmi reguła śruby prawoskrętnej?
Uczeń: Każda śruba, oprócz śrub lewoskrętnych, kręci się w prawo.
P. Prof.: Wy chyba umiecie patrząc w niebo odróżnić Słońce od Księżyca. Wiecie czym się różnią?
Uczeń: Nazwą.
P. Prof.: Jaka grawitacja? Ja nawet nie wiem, co to grawitacja.
Uczeń: A tamten wektor?
P. Prof.: Nie, to jest wektor przyspieszenia ziemskiego. Ty to możesz nazywać, jak chcesz, np. schabowym.
To będzie wektor schabowego.
P. Prof.: Komu to podać? Któremu Łukaszowi?
Uczeń: Elce
P. Prof.: Ach, jeszcze Elce! "Kto na ławce wyciął serce i napisał 'Głupiej Elce'? Kto? No powiedz, kto?"
P. Prof. [usiłując sobie przypomnieć jakieś nazwisko]: Jaka skleroza!
Uczeń: Hipokryt z Efezu
P. Prof.: Sedes z Bakielitu! Nie, to niemożliwe...
Uczeń: Panieńskie nazwisko matki!
Uczeń: (...) To będzie taki rolnik, co orze pole.
P. Prof.: Tak, orze pole grawitacyjne, jak dobrze skibę przewróci, to mu czarna dziura wyjdzie. (...)
P. Prof.: Zaoraliśmy pole skalarne, rolnik przeszedł na drugą stronę szosy i zaczął orać pole wektorowe.
Stosuje dwupolówkę, więc w jednym roku tu sieje wektory, a skalary tam, a w drugim odwrotnie.
Uczennica: Pan profesor jest wróżkiem.
P. Prof.[skromnie]: Bez przesady...
P. Prof.: Pobić rekord świata na 100 metrów - zdążyć przed piorunem
P. Prof.: Tak, jakby król siedział na tronie i się z kimś synchronizował
Uczeń: Z królową
P. Prof.: Ach, ta dzisiejsza młodzież! Chyba się zarumienię po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat.
7
Opowiadanie
Michał Erazmus 2A
Czarne Ogrody, odc.2
Istnieją na ziemi takie rzeczy i zjawiska, których trwanie zaświadcza światu, że ciągle kręci się we właściwą stronę
lub nie zgubił drogi. I nie mam tu bynajmniej na myśli codziennej wędrówki gwiazdy ognistej po łagodnym oka błękicie
tudzież alabastrowej łuny magicznego sierpa. Nie, słońce i księżyc są zbyt błahe wobec naturalnego porządku. Wyobraź
sobie teraz, że nagle przestajesz widywać staruszkę dzień w dzień rano kłaniającą ci się przed sklepem. Albo nagła
nieobecność historyczki o żelaznym zdrowiu. O tak, te wydarzenia mogą z powodzeniem zburzyć ład ustanowiony przez
przyrodę. Takim też, stałym, wydawać by się mogło – ponadczasowym elementem krajobrazu wokół „Czarnych Ogrodów”
był ślad skrupulatnie, codziennie wydeptywanej przez Mateusza ścieżki.
Na chwilę obecną z racji panującej zimy, a zimy na Śląsku nie bywają łagodne, toteż z racji srogiej zimy, ścieżynka
ta była regularnie, dość obficie zasypywana pokładami śniegu. Co by jednak nie burzyć porządku kosmicznego ktoś dbał o
to, by stale ją odtwarzać. Gdyby obserwować codziennie dolinę, można by dostrzec malutką, ciemną sylwetkę, a za nią
wijącą się ociężale gąsienicę wydeptanych śladów. Nikt jednak nie miał zamiaru tracić czasu na przyglądaniu się terenowi
wokół opuszczonej kopalni, toteż i nikt nie mógł podziwiać heroicznie toczonej walki ze śnieżną zasłoną wiatru oraz mrozu.
Sam śnieg właściwe mu nie przeszkadzał. Obłędnie tańczące, jakby pijane chłodem, płatki wydawały się odgrywać
zaczarowaną operę. Goniły się dwie śnieżynki, przyłączały się kolejne, bawiły się i grały na czerwonym nosie, czerwonych
policzkach. Jedynie uszy zaszyły się głęboko pod grubą, futrzaną czapką. Woli ścisłości – tak naprawdę była to stara, dawno
znoszona czapa. Innego, delikatniejszego określenia nie potrafił znaleźć. Owszem, nasuwały mu rozmaite określenia, tych
jednak wolał nie przytaczać. Za każdym razem toczył o nią bój z mamą i za każdym razem odchodził upokorzony,
obarczony niewolniczym jarzmem. Mateusz sam nie wiedział, czy to tylko myśli w jego głowie, czy faktycznie prowadzi ze
sobą rozmowę, której słowa porywa wiatr. A przyznać trzeba, że szalał niemiłosiernie, hulając, omal go nie przewracał.
Przedarłszy się w końcu przez zimowy plener, zagłębił się w labirynt kopalnianych korytarzy. Przychodził tu już od ponad
pół roku, toteż doskonale orientował się, jak iść. I choć od października nie musi już przychodzić po węgiel, to wcale nie
porzucił swoich wypraw.
Jak zwykle najpierw po plecach łagodnie przebiegł go dreszcz. Doskonale wiedział, że nie ma się czego obawiać, a
jednak za każdym razem ciało zdawało się do przed czymś ostrzegać. Szybko się uśmiechnął, gdy tylko sobie wyobraził, co
też mogły mu zrobić. Przecież prawie jak dzieci, niewiele je interesowało, jedynie własne nory i niezliczone ilości korytarzy.
A poza tym ich świat kręcił się wyłącznie wokół złota, którego tak pilnie strzegły i ukrywały. Z rozważań wyrwał Mateusza
cichy pomruk. Z dusznej ciemności jaskiń wynurzyła się malutka, pokraczna sylwetka. Zawsze najpierw pojawiały się ich
migotliwe oczy. Nagle w powietrzu cichutko zapalały się dwa jasne punkciki, które rubinowym blaskiem zdawały się go
obserwować. Tak mu się przynajmniej wydawało, ale pomimo swej niepewności, przysiąść mógł, że ich duże i nienaturalne
okrągłe ślepia mają coś wspólnego z kamieniami szlachetnymi, tak jakby ktoś kiedyś je tam zamknął. Niepewnie stał przed
nim teraz niski stworek, choć nie ma się co oszukiwać, jak na kobolda i tak wyrośnięty. Mateusz nigdy nie mógł pojąć,
dlaczego mała istota ciągle się wahała, bała, niepewnie krocząc, towarzyszyła mu, ciągle jednak jakby gotowa do
błyskawicznej ucieczki.
I choć w głębi duszy podziwiał tę ostrożność, to z pełną powagą zaświadczyć mógł, że z jego strony najmniejsza
krzywda im nie grozi. Podążał właśnie szybkim krokiem za machającym niecierpliwie, długim ogonem.
8
Opowiadanie
Koboldy były istotami nader niezwykłymi i prawie równie bardzo ciekawymi. Wielkości ośmioletniego dziecka posturą i
postawą przypominały smukłe owady, tak delikatne, iż wydawać by się mogło, że uścisk dłoni uszkodzi ich ciało. Zresztą i
tak nigdy tego nie robiły, to jest, nigdy nie podawały ręki opatrzonej trzema palcami. Zastanawiało go nieraz, jak długo
przemykają się ciemnościami kopalni, czy były tam zanim ją wybudowano i jak to możliwe, by tak skutecznie ukrywały
swoje miasto przed czujnym okiem górników, dawno temu, kiedyś, gdy jeszcze wydobywali stąd czarne złoto Śląska. W
wiecznej nocy szybów czasami czujesz na plecach niespokojny wzrok, wydaje ci się, że razem z tobą, gdzieś w pobliżu głęboko
oddycha ktoś jeszcze, ktoś, kto tak samo jak ty, czuje w ustach metaliczny posmak powietrza, jakby przepełnionego węglem. I
zastanawiasz się tylko wtedy, czy to uważnie obserwuje cię dusza jakiegoś górnika, czy coś czyha na twoją nieuwagę lub zwyczajnie
nie powinieneś już wrócić na górę. Mateuszowi przypominały się opowieści dziadka, którym nigdy nie chciał dać wiary.
- Dziś obchodzimy wielkie święto. Wszystkie koboldy tańczą i balują. Mateusz cieszy się razem z nami, prawda? –
szybkimi, jakby urwanymi zdaniami w powietrzu zadźwięczał głos Tana (ich imiona zawsze były trzyliterowe).
- O tak, oczywiście. – Nawet nie podejrzewał, że czeka ich iście wyjątkowy dzień. Dokładnie dzisiaj postanowił
wcielić w życie drobiazgowo opracowywany plan. Plan, który musiał w końcu powstać, ponieważ gdy tylko dowiedział się o
istnieniu pilnie strzeżonego skarbca, poprzysiągł sobie dotrzeć do niego, zabrać możliwie jak najwięcej i oddać na
powierzchni rodzicom, bo choć jego ojciec zatrudnił się w urzędzie do spraw kopalnictwa, to przyznać trzeba było, że nie
było im lekko w domu. A z całą pewnością jaskinia, której tak pilnowały koboldy musiała być wypełniona kosztownościami,
a pomimo tego, że nigdy nie chciały mu zdradzić co tam faktycznie trzymają był święcie przekonany, że jest to cenne.
Pół roku obmyślana, podzielona na etapy akcja stawała się powoli faktem. Mateusz i Tan maszerowali w stronę
podziemnego miasta. Nie dane było im jednak razem ujrzeć pogrążonych w zabawie koboldów. Dokładnie w połowie drogi
natknęli się na osobliwą postać energicznie wymachującą kilofem. Z przerażeniem w małych oczach, dostrzegłszy zbliżającą
się parę, odrzuciwszy narzędzie, puścił się w desperacką ucieczkę.
Dziesięć minut później wyczerpany biegiem Mateusz zdawał dokładną relację przed królem podziemnych stworów.
Umiejętnie podsyciwszy ich zapalczywe charaktery i biesiadną energię starał się ją skierować w odpowiednią stronę. Bowiem
dokładnie poznawszy ich obyczaje, dowiedział się, że największymi wrogami zamieszkującymi czerwony sektor kopalni
koboldów są niewiele się od nich różniące krasnale, którym wydzielony był teren niebieski. Zarówno jedna, jak i druga
strona uznawała zawsze fakt przekroczenia granicy za jawną, zuchwałą obrazę. Toteż, teraz usłyszawszy o próbie korzystania
z ich złóż, koboldy uznały to za oczywiste wypowiedzenie wojny i bynajmniej nie zamierzały puścić tego płazem. Z tego też
powodu, wśród hałasu i ogólnego chaosu zebrany tłum ruszył z królem na czele wesprzeć swego wiernego brata, Tana w
walce z wrogiem.
Zgodnie z przypuszczeniami Mateusza miasto w mgnieniu oka opustoszało i jedynie niespokojnie migoczące
płomienie stanowiły dowód niedawnego poruszenia. Sam uśmiechnął się i powoli ruszył w kierunku skarbca. Da się zrobić.
Ale będzie kosztowało. Myślę, co najmniej dwie duże baryłeczki najczarniejszego węgla. Jak dziś pamięta słowa przekupnego
krasnala. Może nie różnił się bardzo wyglądem od koboldów, ale zdecydowanie były od nich bardziej chciwe. Ale to dobrze
– gdyby nie to, jego plan, by się nie powiódł. A tak, krasnal stał w zaplanowanym miejscu i Mateusz teraz zmierza po
nagrodę dla swojego geniuszu. Napawając się euforycznymi rozmyślaniami, otwierał ciężkie wrota skarbca. Zadziwiała go
ich bezmyślność – jak mogły dopuścić, by nawet strażnicy opuścili miasto. Coś się jednak nie zgadzało. W świetle jego
latarki nic nie błyszczało. Gdzie są kosztowności? A złoto? Diamenty? To przecież niemożliwe – głupie koboldy tak mocno
strzegły węgla. Mateusz z gigantycznym rozczarowaniem usiadł wśród tysięcy fantazyjnych kształtów samorodków węgla i
zaczął się długo i gorzko śmiać.
9
Sztuka
Natalia Gniadzik 2D
Sztuka ?
Greckie aisthesis- czyli „estetyka” pierwotnie oznaczało
współczesnymi artystami? Czy ich intrygująca sztuka to jedynie
zmysłowe wrażenie, postrzeżenie. Aleksander Baumgarten
poszukiwanie rozgłosu? Andres Serrano to artysta, który w
wprowadził ów termin w sferę doznań artystycznych, a David
swoim dorobku ma niejedno kontrowersyjne dzieło. Cykl
Hume pisał o umiejętności dostrzegania jakości w dziele sztuki
Morgue koncentrujący się na makabrycznych zwłokach, Heaven
i rzetelnego rozpoznania, co jest sztuką, a co nie.
And Hell przedstawiające ubranego na czerwono mężycznę jako
Teoretycznie „o gustach się nie dyskutuje”, ale tak
Kościoła
Katolickiego,
który
stoi
obok
banalne podejście do sztuki zdeprecjonowałoby ją i umieściło na
zakrwawionego ciała nagiej, powieszonej kobiety, czy w końcu
półce z towarem niższej klasy. I mimo snobistycznego
najsłynniejsza fotografia Piss Christ przedstawiająca krucyfiks
podejścia, jestem w stanie stwierdzić, że gusta bywają gorsze i
„zanurzony” w moczu. Według Serrano prace te nie miały
lepsze. Według Hume’a umiejętność dostrzegania prawdziwej
napiętnować Kościoła, lecz wskazać na jego komercjalizację i
sztuki bierze się z doświadczenia, a smak można szlifować
dewaluację tradycyjnych symboli, które ustępują miejsca
dzięki odpowiedniej edukacji. Immanuel Kant twierdził z kolei,
zdobyczom popkultury.
że zwrócenie uwagi na walory estetyczne nie jest wynikiem
Jestem w stanie bronić tego typu dzieł. Mam
percepcji odbiorcy, ale właściwości samego dzieła. Współcześni
wrażenie, że argument przeciwników takiej sztuki, jakim jest
psychologowie,
podczas
„chęć zdobycia rozgłosu”, czyni go mniej wiarygodnym, bowiem
oglądania twarzy, wyjaśniają, że gałki oczne dzieci śledzą
teoretycznie pasuje do każdego tego typu dzieła. Na obronę
fizjonomie uznane za bardziej atrakcyjne od innych, co
Serrano można by stwierdzić, że Piss Christ to próba
poniekąd wiąże się z teorią Kanta. Patrząc na piękny kwiat,
umiejscowienia Boga w realiach człowieka (nawet tych
odbiorca widzi tę „właściwość” przedmiotu, która przykuwa
najbardziej prymitywnych). Co nie zmienia faktu, że nie jestem
jego wzrok, a widząc karalucha, klasyfikuje go jako „obiekt
zwolenniczką obrony na siłę. Nie wiem, jakie walory niesie za
brzydki”. Kant zwraca również uwagę na istotę w miarę
sobą Heaven And Hell, bawi mnie kolorystyka tła i przebrany za
obiektywnej reakcji odbiorcy, tzn. piękno róży ma być związane
kardynała Leon Golub. Jestem w stanie zrozumieć sztukę
jedynie z jej zewnętrzną właściwością, nie może wynikać z tego,
ukazującą makabryczność ludzkiego istnienia, ale nie żałosną
że kwiat ten kojarzy nam się z jakimś przyjemnym zdarzeniem.
próbę zestawienia dwóch kultur. W końcu złem człowiek
„Trzy Gracje” Rafaela są o tyle piękne, o ile oceniający
fascynuje się od dawna, szeroko pojęta kultura nigdy nie
dostrzega ich walory estetyczne, a nie widzi w nich obiektu
przechodziła obok niego obojętnie. Tremendyzm, de Sade czy
pożądania. A co z dziełami, których estetycznych właściwości
współczesne horrory to hasła doskonale świadczące o tym, że i
nie da się określić?
literatura kocha zło, makabrę i ciemną stronę natury człowieka.
badając
preferencje
niemowląt
Zdaje się , że kontrowersyjna sztuka nie mieści się w
Zło jest tajemnicze, okrucieństwo fascynuje, a ich udział w
teorii Kanta, bowiem estetyczna „właściwość” dzieła nie jest
ludzkiej rzeczywistości nasila doznania. Człowiek boi się, wie,
zawsze dostrzegana. Przedstawicielem twórców sztuki, która
że wszystko to, co przekazuje sztuka to element jego egzystencji
ukazywała ludzkie życie od makabrycznej strony był Francisco
Patrząc czasem na kontrowersyjne dzieło można
de Goya y Lucientes. Będąc świadkiem walk Hiszpanów z
powiedzieć „sensacja”, „kicz” lub stanąć po drugiej stronie
wojskami Napoleona, artysta postanowił skupić się na
barykady, dać wyraz snobizmowi i przytoczyć teorię Hume’a.
ukazywaniu śmierci, terroru i okropności ludzkiej natury. Jego
Myślę, że dopóty nie narzucimy sobie jednoznacznego poglądu
Saturn to okrutna wizualizacja pożerającego własne dziecko
odnoszącego się do tego typu dzieł, dopóki sztuka będzie dla
ojca, a obraz 3 maja 1808- Rozstrzelanie powstańców madryckich
nas wyzwaniem, które będzie wymagało świeżego spojrzenia na
ukazał masakrę na ludności cywilnej.
nią za każdym razem, gdy zetkniemy się z jej mniej
Mimo wszystko sztukę Goyi da się wytłumaczyć. Artysta żył
oczywistą stroną estetyczną.
bowiem w czasach, które nie pozwalały mu na zachwyt
pięknem w kulturowym tego słowa znaczeniu. Co jednak ze
10
Kardynała
Polityka i Socjologia
Michał Wasiak 2B
Egzamin dojrzałości?
Nowa Matura, coś przed czym oświata broniła się
czyhają w arkuszu
kuszu oraz schematów zadań maturalnych.
tak długo, jak mogła. Niestety zdrowy rozsądek musiał
Gdzie tu innowacyjność, gdzie kreatywność? Gdyby tok
ustąpić wobec politycznej woli robienia reform na pokaz. No
myślenia naukowców na świecie był taki, jak ucznia
bo cóż zrobić, jak na konferencjach prasowych nie ma o
zdającego maturę z biologii, to świat stanąłby w miejscu, a
czym rozmawiać, a jeśli już znajdzie się temat, to jest on
zamiast książek o nowoczesnej genetyce, czy unikalnych
unikalny
Trzeba
sposobach walki z rakiem, biblioteki
zrobić reformę! Ale reformę czego? Byle
zawalone byłby książkami o tematach z
czego, byle była. Podobny algorytm
pogranicza
stosowały ekipy AWS i SLD w stosunku
nielogicznego.
niewygodny
dla
rządzących?
Najbardziej
do biednej, umęczonej polskiej edukacji.
czwartej
utworzenia
klasy
gimnazjum,
jest
i
przypominający tarczę do dartsów, albo
zaszczytne
trafisz, albo nie trafisz.
trafisz Ostatnio na lekcji
liceum
miejsce wśród „poronionych pomysłów”
zajmuje tzw. Nowa Matura. Może sam
Przed maturalnym stresem nie
uchroni nawet duŜa wiedza
miałem okazję poznać taki oto klucz i
doszedłem do smutnego wniosku, że
gdyby ludzie piszący ten klucz mieli
pomysł nie był sam w sobie aż tak zły, co
jego realizacja. Nie ulega wątpliwości że miało być dobrze, a
napisać instrukcję obsługi żelazka to obok informacji: „Nie
wyszło jak zawsze,
awsze, jak głosi pewne polskie powiedzonko,
prasować ubrań na ciele”, znalazłaby się taka: „Aby włączyć
zupełnie adekwatne do opisania losów dobrych chęci w
urządzenie,
enie, zaparz herbatę w cynowym dzbanuszku”.
naszej ojczyźnie.
Wnioski były albo tak oczywiste, że ich wydedukowanie
Matura to egzamin dojrzałości, jak sama nazwa
polegało na przepisaniu zdania z tekstu, albo tak odjechane,
wskazuje, jego zdanie musi być zaświadczeniem o gotowości
że pomimo dokładnej analizy nie mogłem dopasować ich do
intelektualnej człowieka na wkroczenie
ie do dorosłego
tematu wypracowania.
A jakąż to umiejętność
umiejętn
sprawdza prezentacja na
społeczeństwa. W życiu, w pracy liczą się takie cechy jak
przyswojenia
polskim ustnym? Czy dojrzałego człowieka ma cechować
opracowywania
krętactwo i chodzenie na skróty? Bo jak inaczej wyjaśnić
materiałów itd. Czegóż więc uczy nas egzamin szumnie
oczywistą pokusę kupienia sobie takiej prezentacji i wykucia
określany epitetem „dojrzałość”?
się kilkudziesięciu hipotetycznych pytań? Czy na polskim
kreatywność,
wiedzy,
nawet
11
wyśmiewana
matura z polskiego i słynny klucz,
W kuriozach „reformy”, obok
likwidacji
leksykalno
leksykalno-biologiczno-
innowacyjność,
czytania
ze
umiejętność
zrozumieniem,
Spójrzmy na maturę z biologii. Jest to zbiór czasem
ustnym nie mogłaby być rozmowa na temat tekstu, który
rozsądnie
dostaje się na miejscu?
dobranych
pytań
sprawdzających
umiejętność czytania ze zrozumieniem, w pewnym stopniu
Ostateczną kompromitacją nowej matury są chwile,
wiedzę. Problemy zaczynają się przy sprawdzaniu, gdy pod
gdy jakiś słynny profesor przystępuje do matury ze swojej
hasłem „precyzyjnego pisania” kasuje się prawie
praw wszystkie
dziedziny i nie zdaje. Albo gdy Wisława Szymborska
odpowiedzi, odchodzące choćby na jotę od klucza. Punkty
interpretując swój własny wiersz, otrzymuje ok. 60 %.
„obcina” się za wszystko i gdzie tylko może. Jakiż w tym
Ale tak to już jest w tej naszej Polsce, że jak coś jest
sens? Efektem tego jest, że uczniowie 1/3 lekcji z biologii
źle, to każdy się boi tego ruszać, a zepsuć dobry system już
przeznaczają na uczenie się kruczków i podstępów, jakie
łatwiej.
Redakcja:
Piotr Kaszczewski
Anna Zakrzewska
Michał Wasiak
Natalia Gniadzik
Maciej Szulim
Gabriela Wośko
Michał Erazmus
Opieka: P. Prof. Małgorzata Bazan
Dodatek Specjalny
prof. Włodzimierz Natorf

Podobne dokumenty