RICHARD DAWKINS JAKO ETOLOG EWOLUCYJNY „WYJAŚNIA” NA JAKICH ZASADACH EWOLUOWAŁY INSTYNKTY – CZYLI O BAJKOPISARSTWIE Z OKAZJI DNIA DARWINA

Komentarze

Transkrypt

RICHARD DAWKINS JAKO ETOLOG EWOLUCYJNY „WYJAŚNIA” NA JAKICH ZASADACH EWOLUOWAŁY INSTYNKTY – CZYLI O BAJKOPISARSTWIE Z OKAZJI DNIA DARWINA
RICHARD DAWKINS JAKO ETOLOG EWOLUCYJNY
„WYJAŚNIA” NA JAKICH ZASADACH EWOLUOWAŁY
INSTYNKTY – CZYLI O BAJKOPISARSTWIE Z OKAZJI
DNIA DARWINA
https://www.youtube.com/watch?
v=r73Cu4IvOLE&ab_channel=QuantumLeapEngineer
W niniejszym wywodzie Richard Dawkins postanowił się
zmierzyć z jedną z największych tajemnic biologii ewolucyjnej, z
którą nie potrafił poradzić sobie sam Karol Darwin. Wykład
Dawkinsa dotyczy genezy kodowanych genetycznie złożonych
instynków obecnych u zwierząt
OTO ISTOTA ARGUMENTACJI PROFESORA RICHARDA
DAWKINSA:
Początkowo w populacji pojawił się osobnik, który nauczył się
jakiejś czynności – za przykład Dawkinsowi posłużył ptak, który
potrafi rozbijać muszle ślimaków. Następnie zdaniem Dawkinsa
dobór naturalny promował osobniki, które coraz skuteczniej
uczyły się tej czynności, aż wreszcie z upływem czasu to
zachowanie stało się elementem wyposażenia genetycznego tych
zwierzat. Innymi słowy zaczęły się wykluwać ptaki, które już nie
musiały się uczyć od innych rozbijania muszli ślimaków, gdyż
dobór naturalny zaprogramował im tą umiejetność w genach.
GDZIE TKWI BŁĄD W ROZUMOWANIU DAWKINSA?
Opisując swoją wersję wydarzeń, Dawkins może co najwyżej
postulować wyjaśnienie skąd się wzięły w populacji osobniki,
które latwo się uczą rozbijania muszli. W żadnym wypadku nie
wyjaśnił on w jaki sposób to zachowanie mogło zostać zapisane w
genach. Innymi słowy Richard Dawkins opowiada zwykłe bajki,
albo nie odróżnia wyuczonych zachowań od zachowań
kodowanych genetycznie. Jakoś nie mogę uwierzyć w tą drugą
wersję, ponieważ Dawkins jest z wykształcenia etologiem, a
promotorem jego pracy doktorskiej w tej dziedzinie był lauretat
Nagrody Nobla sam Nikolaas Tinbergen
(https://pl.wikipedia.org/wiki/Nikolaas_Tinbergen).
Zanim przejdę do wyjaśnienia na jakich zasadach powstają i
rozprzestrzeniają się wyuczone zachowania w populacjach
zwierząt, najpierw jeszcze kilka słów o instynktach kodowanych
genetycznie. Jak wiemy ptaki rodzą się z umiejetnością
budowania skomplikowanych gniazd. Sugerując się wywodem
Dawkinsa należałoby przyjąć, że przodkowie tych gatunków
całkiem przypadkowo zdobyły tą umiejetność, następnie z
upływem czasu uczyły się jedne od drugich naśladując
skomplikowane sekwencje wiodące do zbudowania gniazda, aż po
jakimś czasie umiejętność ta została zapisana w genach. Szkoda,
że Richard Dawkins szczegółowo nie wyjaśnił na cztm
konkretnie miał polegać ten mechanizm zapisywania
wyuczonych zachowań w genach. Nauka nie zna takiego
mechanizmu, a co za tym idzie wywód Dawkinsa jest
pseudonaukowy, ponieważ oderwany od rzeczywistości
biologicznej.
Richard Dwkins musi zdawać sobie z tego sprawę, ponieważ, jako
neodarwinista (zwolennik tzw. syntetycznej teorii ewolucji) nie
wierzy, że wyuczone zachowania mogą zapisywać się w genach
na zasadach, jakie głosił Lamark
(https://pl.wikipedia.org/wiki/Lamarkizm). Lamark uczył, że
ewolucja zachodzi w wyniku dziedziczenia cech nabytych.
Radziecki biolog Trofim Łysensko w celu testowania tej hipotezy
obcinał myszom ogony w nadziei, że z upływem czasu zaczną się
rodzić myszy bez ogonów (https://pl.wikipedia.org/wiki/Trofim_
%C5%81ysenko). W zasadzie Karol Darwin, który nie zdawał
sobie sprawy z istnienia genów, wierzył w w to samo, z tą różnicą,
że uczył, iż najlepiej przystosowane w wyniku tego mechanizmu
organizmy dodatkowo selekcjonował i promował dobór naturalny.
Richard Dawkins jest neodarwinistą. Ta idea zakłada, że nowe
geny, a w tym kodujące skomplikowane instynkty powstają w
wyniku mutacji w materiale genetycznym. Że korzystne mutacje
są odcedzane przez dobór naturalny i przyczyniają się do
ulepszenia organizmu, dając mu przewagę selekcyjną nad innymi.
Richard Dawkins wiele razy w swoich książkach postulował
istnienie doboru kumulatywnego i zapewniał, że ten mechanizm
leży u podstaw genezy wszystkich zjawisk biologicznych – już po
pojawieniu się życia na Ziemi
(https://www.facebook.com/groups/teoriaID/permalink/99453613
3977359/ ORAZ
https://www.facebook.com/groups/teoriaID/permalink/102561370
4202935/?match=ZG9iw7NyIGt1bXVsYXR5d255).
Biorąc to wszystko pod uwagę dziwią końcowe wnioski Richarda
Dawkinsa. Otóż po tym, jak stanowczo odżegnał się od przekonań
Lamarka, postanowił się zmierzyć z podstawowym problemem
wynikającym z jego wywodu: na jakich zasadach wyuczone
instynkty zapisują się w genach? Jego podsumowanie jest tak
mgliste i bełkotliwe, że postanowiłem tego nie komentować (po
prostu nie ma z czym dyskutować), tylko w całości zacytować:
„[…..] Pozornie efekt Baldwina
(https://www.facebook.com/groups/teoriaID/1201516119946025/)
wygląda, jak Lamarkizm (….) Lamark postulował koncepcję
ewolucji opartej na dziedziczeniu cech nabytych. Była ona błędna,
tak się nie dzieje, prawie na pewno tak się nie dzieje. Ale efekt
Baldwina powoduje coś, co wygląda jak Lamarkizm i w związku z
tym jest to bardzo ciekawe. Cecha nabyta, coś czego zwierzę się
uczy nie jest automatycznie włączana w geny. Byłby to
Lamarkizm.
KONKLUZJE… moja mama miała kiedyś psa, który z czasem,
jak wiele małych psów kuśtykał na czterech nogach. Był we wsi
inny pies, który stracił nogę w wypadku z samochodem, a
właściciel tego trójnogiego psa uważał, że jej pies musi być ojcem
naszego psa, ponieważ on kuśtykał na czterech nogach. Taki
właśnie jest Lamarkizm.
W przypadku drozdów i sikorek, o których przed chwilą
opowiadałem też byłby Lamarkizm, gdyby wyuczony nawyk trafił
prosto do genów, ale sposób w jaki to się stało nie jest taki. Przy
efekcie Baldwina dzieje się to tak, że musi istnieć JAKAŚ (??)
zmienność genetyczna, wpływająca na uczenie się gatunku,
określonego nawyku, a nawet ogólnie, tempa uczenia się i to jest
przedmiot doboru naturalnego.
Zatem nie jest to tak, że nawyki są wprowadzane do genów. W
istocie istnieje niewymuszone zróżnicowanie wśród ptaków, które
ostatecznie w darwinowskim stylu, wskutek mutacji, różnicuje
zdolność uczenia się takich jak ten nawyków. Następnie dobór
faworyzuje te osobniki, które uczą się najszybciej, aż w końcu
uczą się one tak szybko, że wygląda to tak, jakby wcale się tego
nie uczyły.”
http://encyklopedia.pwn.pl/haslo/Baldwina-efekt;3873642.html
„Baldwina efekt, asymilacja genetyczna,
biol. proces ewolucyjny prowadzący do powstawania genetycznie
utrwalonych struktur, które pierwotnie musiały stanowić reakcję
organizmu na częste używanie danych narządów.
np. powstawanie zgrubień skóry w miejscach narażonych na powtarzające
się ocieranie o grunt ( m.in. na podeszwach stóp u człowieka). „
Poklatkowy zapis wywodu:
MASŁO MAŚLANE!
Czego konkretnie dowiedzieliście się z tego wywodu? Teraz
rozumiecie na jakich zasadach dobór naturalny koduje wyuczone
zachowania w genach? Całą tą pseudonaukową tyradę można
zamknąć w jednym gołosłownym twierdzeniu:
„KODOWANE GENETYCZNIE INSTYNKTY POWSTAŁY NA
DRODZE MUTACJI I DOBORU NATURALNEGO”
Profesor Richard Dawkins przypisuje sobie zdolność prostego
tłumaczenia złożonych zagadnień. „Wyjaśnienie” związane z
ewolucyjną genezą instynków, to nie pierwsza jego popisowa
mądrość. Inną opisał w swoim artykule profesor Kazimierz
Jodkowski:
http://www.jodkowski.pl/rodzina_html/teksty/dawkins.html
„Kazimierz Jodkowski
Recenzja książki Richard Dawkins, Ślepy zegarmistrz czyli, jak
ewolucja dowodzi, że świat nie został zaplanowany, "Biblioteka
Myśli Współczesnej", PIW, Warszawa 1994. Z: Kazimierz
Jodkowski, Metodologiczne aspekty kontrowersji ewolucjonizmkreacjonizm, "Realizm. Racjonalność. Relatywizm", Wydawnictwo
UMCS, Lublin 1998, s. 351-369.
[…..]
Znany polski biolog, Henryk Szarski, tak ocenia kompetencję i
pisarstwo Dawkinsa: "łącząc różne dziedziny i oryginalnie je
oświetlając, zdołał doprowadzić do nowego sposobu patrzenia na
wiele faktów (...). Dawkins znakomicie zwalcza te i inne
argumenty. Nie oszczędza miejsca, lecz wyjaśnia każde
zagadnienie szeroko i przystępnie, bez skoków myślowych".
[….]
Dawkins musi kwestionować istnienie jakichkolwiek struktur
nieredukowalnie złożonych. Czasami, niestety, posuwa się przy
tym do obrony jawnie fałszywych twierdzeń. [....] Jeszcze
wyraźniej widać to w omówieniu innego przykładu tego samego
rodzaju - "artyleryjskiego" wyposażenia chrząszcza kanoniera (s.
144-145). Wg Hitchinga chrząszcz ten produkuje hydrochinon i
nadtlenek wodoru, które zmieszane mają wybuchać. Aby taką
mieszaninę przechować w swym ciele chrząszcz kanonier dodaje
do niej inhibitor chemiczny, a używając jej przeciwko wrogowi
dodaje antyinhibitor sprawiający, że mieszanina znów nabiera
własności wybuchowych.
Dawkins jednak prostuje informacje podane przez Hitchinga.
Mieszanina hydrochinonu i nadtlenku wodoru nie wybucha sama,
a dopiero wtedy, gdy doda się do nich katalizator. Wystarcza to,
jego zdaniem, do zdyskredytowania i tego argumentu Hitchinga.
Otóż nie jest ważne w argumentacji Hitchinga, czy wspomniana
mieszanina wybucha z katalizatorem czy bez niego. Jej istotą jest,
jak już pisałem, zwrócenie uwagi na nieredukowalną (zdaniem
Hitchinga, sam nie zajmuję stanowiska w tej sprawie) złożoność
mechanizmu występującego u chrząszcza kanoniera - mechanizm
ten funkcjonuje dopiero wówczas, gdy występują jego wszystkie
składniki, a w związku z tym pojawia się pytanie, jak cała ta
struktura mogła jednocześnie i synchronicznie ewoluować poprzez
setki i tysiące małych kroczków, skoro jest użyteczna dopiero po
osiągnięciu pewnego etapu rozwoju. "Co daje półszczęka czy też
półskrzydło?".
Trzeba jednak przyznać, że Dawkins wypowiedział pogląd, jak
powstała u chrząszcza kanoniera omawiana struktura:
Przodkowie chrząszcza kanoniera po prostu zmusili związki
chemiczne, które i tak już w ich ciele występowały, do pełnienia
nowej funkcji. (s. 145)
Po prostu zmusili! A Szarski pisał, że Dawkins "Nie oszczędza
miejsca, lecz wyjaśnia każde zagadnienie szeroko i przystępnie,
bez skoków myślowych". [Teraz już przynajmniej wiadomo, co dla
Szarskiego znaczy nieoszczędzanie miejsca, wyjaśnianie szerokie i
bez skoków myślowych. „
MECHANIZMY UTRWALANIA SIĘ W POPULACJACH
ZWIERZĄT WYUCZONYCH ZACHOWAŃ
Szympans, który został nauczony używamnia zapałek
https://www.youtube.com/watch?
v=GQcN7lHSD5Y&feature=youtu.be
Teraz należy przeprowadzić drugą próbę naukową. Należy dać
małpie zapałki, wypuścić na wolność i zostawić na kilka lat w
spokoju. Później trzeba tam pojechać i zobaczyć, co się dzieje.
Jeżeli małpy zostaną zastane przy ognisku, to znaczy, że są
inteligentne podobnie jak człowiek. Jeżeli małpy będą używały
zapałek do wyciągania larw z kory drzewa czy termitów ze swoich
budowli, to znaczy, że nic się nie zmieniło od chwili ich
pojawienia się na świecie. To nie jest naiwny pomysł i warty
testów naukowych.
Makaki z Japonii nauczyły się za pomocą wody oddzielać ziarno
od piasku, a sikory bogatki z Wielkiej Brytanii nauczyły się
otwierać kapsle od butelek, które dostawcy zostawiali pod
drzwiami. Obie wynalezione strategie szybko rozprzestrzeniły się
w populacji, ale czy zachowanie to zostanie zapisane w genach?
Nie, młode sikory które jakiś czas po wykluciu, zostaną
odizolowane od reszty populacji, co uniemożliwi im proces
uczenia od dorosłych osobników, nie bedą posiadały tej
umiejetności. Inaczej jest z umiejętnością budowania gniazd. Ptaki
się z nią rodzą i od nikogo nie muszą się uczyć.
Szympansy są rzekomo inteligentniejsze od innych gatunków
małp i ptaków. Tak się przynajmniej twierdzi. Niemniej
odpowiednia tresura + ludzka skłonność do antropomorficznego
myślenia jest jedyną przyczyną takiego poglądu.
http://www.youtube.com/watch?v=7g2rxtWu_FM
http://www.youtube.com/watch?v=0jo_EG7XqZQ
Bardzo często naukowcy twierdzą, że inteligencja małp
człekokształtnych jest na tyle wyjątkowa, że świadczy o
pokrewieństwie małpy z człowiekiem. Inteligentne zachowania
małp mają rzekomo pokazywać, jakimi etapami rozwijała się
wyrafinowana inteligencja u H. Sapiens. Nie są to jednak
twierdzenia odwołujące się do faktów naukowych, tylko
propaganda żerująca na ludzkiej skłonności do
antropomorfizowania właśnie.
Małpie zdolności w niczym nie ustępują zdolnościom innych
stworzeń, ale ze względu na pewne anatomiczne podobieństwa
pomiędzy małpami i ludźmi łatwo wmówić laikom, że małpie
zachowania przypominają w sposób wyjątkowy ludzkie
zachowania.
Przeprowadźmy eksperyment. Które zachowanie wydaje Ci się
bardziej ludzkie, małp:
Czy wykonującego podobną czynność ptaka:
Nie tak samo jak u człowieka działa umysł zwierząt. Zwierzęta
posiadają bardziej lub mniej określone genetycznie zakodowane
wzorce różnych zachowań i według tych schematów realizują, to
czego się uczą. Oczywiście pewne zachowania są ściśle określone
przez geny, np. sposób budowy gniazd. Inne dają zwierzęciu
niejako wędkę i czekają aż samo nałapie ryb. Np. wiele ptaków
ma wbudowany w struktury mózgowe schemat nakazujący im
naukę śpiewania. Jednak nauczą się śpiewać tylko wtedy, kiedy
będą słuchały i naśladowały śpiew rodziców. Innymi słowy ten
schemat nakazuje im: "słuchaj i się ucz" (prawie tak samo jest w
przypadku ludzkiej mowy
https://bioslawek.wordpress.com/2015/02/15/jaka-jest-genezaludzkiej-mowy/ ).
Rozważmy w sposób bardziej szczegółowy przykład angielskiej
sikory bogatki, na które powoływał się też Richard Dawkins. W
Anglii ptaki te nauczyły się otwierać kapsle od butelek z mlekiem,
które dostawcy stawiali pod drzwi klientów. Zachowanie to
szybko rozpowszechniło się w populacji tych zwierząt. Czy sikory
doszły do tego na podstawie abstrakcyjnego myślenia właściwego
człowiekowi, który może na taki pomysł wpaść w ułamku
sekundy? Nie, ponieważ mechanizm był zupełnie inny.
Sikory nie przeprowadziły świadomego eksperymentu myślowego
i nie zaplanowały tych czynności, tylko po prosu jedna z nich,
bardzo głodna, mogła trafić na częściowo dziurawy kapsel, przez
który wypływało mleko. Zaczęła go dziobać, powiększyła otwór i
w końcu całkiem ściągnęła kapsel. To doświadczenie nauczyło
ptaka, że można tak robić: czyli mamy do czynienia z nauką na
podstawie przypadkowego doświadczenia, a nie z owocem
dedukcji na wzór abstrakcyjnego myślenia.
Inne sikory obserwowały swojego krewniaka i poszły w jego
ślady i tak owo zachowanie rozpowszechniło się w populacji.
Butelki z mlekiem stawiano pod drzwi jeszcze do niedawna
[nawet ja pamiętam czasy, gdy tak robiono w Polsce]. Dlaczego
sikory nauczyły się tego tylko w Anglii [przynajmniej ja nie znam
innego przypadku]? Jak widać ich myślenie nie jest takie,
uniwersalne, jak u ludzi.
Weźmy teraz na tapetę inny przykład, bardziej wyrafinowany. Na
youtube można obejrzeć wiele filmów, na których pokazuje się
zdumiewające zachowania zwierząt. Ostatnio widziałem, jak kruki
rzucały orzechy na szosę i czekały aż je przejedzie samochód i
rozgniecie.
http://www.youtube.com/watch?v=BGPGknpq3e0
Czekały na zielone światło, jak pies przewodnik niewidomego, i
dopiero wtedy wchodziły na szosę i kładły orzechy, lub je
zabierały. Patrząc przez pryzmat antropomorficznego myślenia
można w tym widzieć typowo ludzkie, inteligentne zachowanie.
Ale jak w przypadku angielskich sikor bogatek jest inaczej.
Wyjaśnienie może być takie: ptaki te w przeszłości na podstawie
przypadkowego doświadczenia nauczyły się, że rzucony z dużej
wysokości orzech łatwo pęka i można się najeść. Na zasadzie kija
z marchewką, w sposób przypadkowy same się nagrodziły i
dlatego to zachowanie się utrwaliło w ich umyśle.
Następnie kiedy jedne ptaki podejrzały tą czynność u innych
zaczęły je naśladować i zachowanie to rozprzestrzeniło się w
populacji.
Te ptaki, które osiedliły się w miastach zaczęły spuszczać orzechy
na chodniki i szosy. Asfalt jest plastyczny (zwłaszcza jak jest
gorąco), więc nie zawsze orzechy pękały, ale pewnego razu
przypadkiem na takiego zrzuconego orzecha najechał samochód i
go rozłupał. Ptak znowu się nagrodził jedzeniem i to skłoniło go,
żeby rzucać orzechy pod samochody.
Na początku ptaki rzucały je z góry, ale inne ptaki dolatywały
szybciej i odbierały zdobycz rzucającym. Później nauczyły się iść
na łatwiznę i cały czas czekały na naiwniaków. Więc ptaki, które
na początku rzucały orzechy z lotu i czekały na nadjeżdżające
samochody, zaczęły rzucać je pod nie i następnie lądowały gdzieś
blisko, żeby zapobiec kradzieży.
Jednak w dalszym ciągu się zdarzało, że zanim ptak doleci do
przejechanego orzecha inny zdąży go ukraść. Więc ptaki zaczęły
zrzucać orzechy z coraz mniejszej wysokości aż w końcu zaczęły
je zanosić na nogach i po wycofaniu się czekać aż je przejedzie
samochód.
Pewnego razu zaczęły to robić przy skrzyżowaniu. Nauczyły się,
że jak samochody nie jadą, to można bezpiecznie położyć orzecha
na szosie, co w zasadzie wiedziały już wcześniej (małe
udoskonalenie) i spokojnie poczekać aż samochody ruszą i
przejadą orzechy.
Kiedy samochody były w ruchu złodzieje nie mogli ukraść
orzechów pikując po nie z lotu ptaka, a kiedy samochody
zatrzymywały się na czerwonym świetle potaki, które położyły je
na ulicy szybko podlatywały, lub podbiegały i zabierały rozłupane
pożywienie.
Opisałem teoretyczny mechanizm powstawania kolejnego
wyuczonego zachowania. Jednak, jak w przypadku sikor bogatek,
to zachowanie nie ma szans zapisania się w genach. Innymi słowy
potomkowie kruków, które potrafią w ten sposób dostawać się do
orzechów rodzą się pozbawione tej umiejetności. Muszą dorosnąć
i się jej nauczyć od doświadczonych kruków.
MIT HIPOTEZY DOBORU KREWNIACZEGO – DOBÓR
KREWNIACZY, A NIEREDUKOWALNA
ZŁOŻONOŚĆ INSTYNKTÓW
http://pl.wikipedia.org/wiki/Dobór_krewniaczy
„Dobór krewniaczy wyjaśnia pochodzenie zachowań
altruistycznych w stosunku do osobników
spokrewnionych. Został oryginalnie zaproponowany przez
Karola Darwina jako wytłumaczenie istnienia sterylnych
kast u owadów, lecz ogólną akceptację zyskał dopiero
dzięki przełomowym pracom W.D. Hamiltona. Hamilton
wprowadził koncepcję dostosowania łącznego (ang.
inclusive fitness), która mówi, że dostosowanie danego
organizmu jest sumą sukcesu reprodukcyjnego i wpływu
tego organizmu na sukces reprodukcyjny jego
krewniaków.(…..)”
Najpierw na prostym przykładzie wyjaśnię, jak teoretycznie
powinien działać dobór krewniaczy
Wyobraźcie sobie proszę populację gryzoni w której pojawia się
gen altruizmu. Jego właściciel popychany instynktem staje na
czujce i zaczyna ostrzegać inne gryzonie przed
niebezpieczeństwem. Ma małe szanse przeżycia, ponieważ swoim
okrzykiem ściąga na siebie uwagę drapieżnika, niemniej nie na
tyle małe, żeby pozostawać bez szans. Reszta populacji nie
posiada genu umożliwiającego rozumienie znaczenia sygnału
ostrzegarwczego, więc zamiast uciekać w dalszym ciągu żerują i
tym samym drapieżnik ma większe szanse schwytania tych
nieświadomych osobników niż wrzeszczącego wartownika.
Załóżmy, że kilka razy udało mu się uciec i spłodzić potomstwo,
które odziedziczyło po nim gen altruizmu, a następnie spłodziło
własne potomstwo. W końcu altruista ginie, ale przeżywa jego
potomstwo. Przyjmijmy teraz, że u jednego z tych potomków
pojawił się gen umożliwiający rozumienie znaczenia sygnału
ostrzegawczego. Ma on największe szanse na ucieczkę i
spłodzenie potomstwa, które z takim wyposażeniem genetycznym
szybko zdobywa przewagę w populacji. W dalszym ciągu ginie
więcej nieświadomych znaczenia sygnału ostrzegawczego
osobników niż wartowników, lub nosicieli genów altruizmu i
rozumienia sygnału ostrzegawczego. W końcu przewagę
selekcyjną zdobywają sami altruiści.
W tym układzie podczas żerowania przeważnie ginie wartownik,
który swoim wrzaskiem ściąga na siebie uwagę drapieżnika, ale to
poświęcenie jest opłacalne z punktu widzenia rachunku zysków i
strat. Jedna kopia genu altruizmu kończy w żołądku drapieżnika,
ale wiele kopii w dalszym ciągu istnieje w ocalalych jego kosztem
krewniakach. Na takich zasadach teoretycznie gen altruizmu
może się utrzymywać w populacji. Istnieje jednak podstawowy
problem z takimi „wyjaśnieniami”. Są to uproszczenia posunięte
do granic prostactwa. Każde instynktowne zachowanie kodowane
jest przez wiele genów, a nie jeden. Z tej przyczyny metafora
samolubnego genu użyta przez Richarda Dawkinsa nie ma
odzwierciedlenia w rzeczywistości biologicznej, jest myląca.
Ponadto sieci genetyczne kodujace różne organy, czy instynkty są
nieredukowalnie złożone. Sam Dawkins musiał zdawać sobie
sprawę z tego faktu, ponieważ we wstępie do swojej książki
napisał:
Samolubny gen, 1996, s. 7
„Tę książkę należałoby czytać niemal tak, jak powieść
fantastycznonaukową. Ma ona bowiem przemawiać do
wyobraźni.” [Richard Dawkins – wstęp do ‚Samolubnego
Gnu’
(https://obserwatorlaicki.files.wordpress.com/2009/12/rich
ard-dawkins-samolubny-gen.pdf)%5D
Współcześnie żaden biolog nie ma wątpliwości co do faktu, że
cechy fenotypowe różnych organizmów są kodowane przez wiele
genów, a same sieci genetyczne są bardzo skomplikowanymi,
współpracującymi ze sobą kompleksami złożonymi z różnych
ściśle powiązanych genów, a wszystkim zarządzają geny
regulatorowe. Wiele badań potwierdza tezę, że te sieci genetyczne
mają kaskadowy, nieredukowalnie złożony charakter, to znaczy
po usunięciu (znokautowaniu) jednego genu, przestaje ona
sprawnie działać, a w większości przypadków system się
całkowicie załamuje.
(https://www.sciencedaily.com/releases/2015/04/150427124804.ht
m)
W ostatnich 20 latach obserwujemy spektakularny rozwój biologii
molekularnej i biotechnologii, co skutkowało (i skutkuje) tym, że
uczeni zdobyli wiele narzędzi molekularnych, które pozwalają im
na inwazyjną manipulację przebiegiem procesów genetycznych,
jakie zachodzą podczas rozwoju płodowego. Jednym z takich
technik jest nokautowanie genów
(http://wiki.biol.uw.edu.pl/w/Genetyka_z_in%C5%BCynieri
%C4%85_genetyczn%C4%85/Wyk%C5%82ad_4). Metoda ta już
nie raz przyczyniła się do namierzenia układów nieredukowalnie
złożonych. Nokautowano różne geny, takie jak te odpowiedzialne
za prawidłowy przebieg powstawania kaskady krzepnięcia krwi,
czy echolokacji u nietoperzy. W obu przypadkach efekty okazały
się tragiczne w skutkach. Kaskada krzepnięcia krwi pozbawiona
jakiegoś elementu przestawała pełnić swoją funkcję, co
skutkowało krwotokami i śmiercią organizmu
(https://bioslawek.files.wordpress.com/2015/01/kaskadakrzepnic499cia-krwi-a-koncepcja-nieredukowalnego-rdzenia.pdf).
Kaskada krzepnięcia krwi
(http://www.corpshumain.ca/images/Coagulation_cascade_Mol.jp
g)
Natomiast np. po uszkodzeniu funkcji genu FoxP2 u nietoperzy,
odpowiedzialnego za prawidłowy rozwój echolokacji, nietoperze
rozbijały się na słupach
(https://www.sciencedaily.com/releases/2007/09/070919073014.ht
m).
W tym miejscu warto zadać sobie pytanie. Skoro po usunięciu
jednego elementu te sieci genetyczne przestają pełnić swoje
funkcje, to jak mogłyby stopniowo ewoluować poprzez dodawanie
kolejnych elementów? Innymi słowy wniosek jest jednoznaczny:
w tych przypadkach obowiązuje zasada wszystko, albo nic.
Richard Dawkins w swoim Samolubnym genie sam opisał
doświadczenie, które dowodzi, że kodowane genetycznie
zachowania są nieredukowalnie złożone:
„(….) Pozwólcie, że opowiem miast tego o studiach nad
pewnym wzorcem zachowania, który akurat nie jest
ewidentnie altruistyczny, jest za to dość interesujący
poprzez swojązłożoność. Posłuży nam jako model dla
przedstawienia sposobu, w jaki mogłyby być dziedziczone
zachowania altruistyczne.
Pszczoły chorują na chorobę zakaźną, zwaną zgnilcem.
Atakuje ona larwy w komórkach plastra. Wśród
udomowionych ras pszczelich ryzyko zapadnięcia na tę
chorobę jest u niektórych ras większe niż u innych i, jak
się okazuje, różnica między szczepami – przynajmniej w
niektórych przypadkach – przejawia się na poziomie
behawioralnym. Istnieją szczepy zwane higienicznymi,
które szybko opanowują epidemię, lokalizując zakażone
larwy, a następnie wydobywając je z komórek i
wyrzucając z ula. Inne szczepy nie praktykują tej
dzieciobójczej higieny i te podatne są na
chorobę.Zachowanie zaangażowane bezpośrednio w
zabiegi higieniczne jest dość złożone. Robotnice
muszązlokalizować komórkę z zakażoną larwą, usunąć z
komórki woskową pokrywę, wyciągnąć larwę,
przeciągnąć ją przez wejście do ula i zrzucić na stertę
śmieci.
Prowadzenie eksperymentów genetycznych na pszczołach
jest z wielu powodów sprawą skomplikowaną. Robotnice
z reguły się nie rozmnażają, krzyżuje się więc królową
jednego szczepu z trutniem (czyli samcem) wywodzącym
się z innego, a następnie obserwuje się zachowanie
potomnych robotnic.
Tym właśnie zajmował się W. C. Rothenbuhler. Stwierdził
on,że w pierwszym pokoleniu mieszańców wszystkie roje
były niehigieniczne: ta cecha ich higienicznego rodzica
wydawała się być tracona, choć, jak się później wyjaśniło,
geny na higieniczność wciąż były obecne, ale okazały się
byćrecesywne, tak jak geny na niebieskie oczy u
człowieka.Gdy Rothenbuhler skrzyżował wstecznie
mieszańce pierwszego pokolenia z czystym szczepem
higienicznym (znów oczywiście biorąc królowe i trutnie),
otrzymał przepiękny rezultat. Wśród potomnych rojów
dało się wyróżnić trzy grupy. Jedna z grup demonstrowała
pełny zestaw zachowań higienicznych, druga nie
wykazywała ich w ogóle, trzecia natomiast zatrzymywała
się w pół drogi. W grupie tej robotnice otwierały woskowe
komórki z chorymi larwami, ale nie wyrzucały larw z ula.
Pszczoły higieniczne pozbawione funkcji jednego z genów
kodujących zachowania higieniczne, nie potrafią otwierać
wieczka komory plastra, aby wydobyć z niej zakażoną
larwę i wyrzucić ją z ula.
Rothenbuhler podejrzewał, że mogą istnieć dwa osobne
geny, jeden na otwieranie komórek, a drugi na wyrzucanie
larw. W pełni higieniczne szczepy miały zarówno jeden,
jak i drugi gen, natomiast szczepy podatne miały
konkurujące allele ich obu. Mieszańce, które
zatrzymywały się w pół drogi, przypuszczalnie miały (w
podwójnej dawce) gen na otwieranie komórek, ależadnego
genu na wyrzucanie.
Rothenbuhler domyślał się, że grupa pozornie całkowicie
niehigienicznych pszczół mogła ukrywać podgrupęmającą
gen na wyrzucanie, którego efekt nie mógł sięprzejawić z
powodu braku genu na otwieranie.
Gatunek pszczoły higienicznej usuwającej roztocza
(http://articles.extension.org/pages/30361/varroa-sensitivehygiene-and-mite-reproduction)
Potwierdził to bardzo eleganckim eksperymentem, w
którym usunął pokrywy komórek osobiście. Rzeczywiście,
połowa spośród pozornie niehigienicznych pszczół zaczęła
w efekcie przejawiaćcałkowicie normalny behawior
wyrzucania.
Historia ta ilustruje wiele istotnych kwestii, które pojawiły
się w poprzednim rozdziale. (…)
Historia ta dodatkowo ilustruje zjawisko „współpracy”
genów w wywieranych przez nie oddziaływaniach na
zachowania wspólnej maszyny przetrwania. Gen na
wyrzucanie jest bezużyteczny, jeśli nie towarzyszy mu
gen na otwieranie i odwrotnie. Eksperymenty
genetyczne pokazują jednak równie jasno, że w swojej
podróży poprzez pokolenia geny te są w zasadzie
całkowicie odrębne. Będąc jednym zespołem
współpracującym przy wypełnianiu użytecznej funkcji,
jako replikujące się geny są dwoma wolnymi i
niezależnymi elementami. „
Samolubny gen str.: 95
Dwa inne przykłady i kilka pytań:
Mrówki prządki budują swoje mrowiska z liści, które w
zorganizowany sposób sklejają jedwabiem, który z kolei
wytwarzają ich larwy. Proponuję się zastanowić, czy było
możliwe, aby w przeszłości u tych owadów mogły STOPNIOWO
powstawać geny umożliwiające tą zbiorową i wysoce
zorganizowaną pracę.
Powyżej na ilustracji mrówki prządki w synchroniczny,
wysoce zorganizowany sposób współpracują przy tworzeniu
wyrafinowanych budowli z liści, zespołowo przyciągając do
siebie krawędzie liści, aby zostały zespolone jedwabiem. Inne
robotnice tym czasem używając jedwabiu, jaki produkują
larwy tych zwierząt, sklejając liście do kupy. Ile genów bierze
udział w kierowaniu poszczególnymi sekwencjami tych
czynności? Czy takie genetycznie kodowane strategie mogły
powstawać na drodze stopniowej ewolucji?
Z jakich wcześniejszych funkcji (prekursorów) mogły
wyewoluować złożone – genetycznie kodowane – zachowania, jak
te u mrówek prządek, które składają się z poszczególnych
sekwencji i są współcześnie tak nierozerwanie zintegrowane ? I
jak to się stało, że poszczególne zachowania u dyskutowanych
owadów pozbierały się w jedną całość, w jednym czasie, aby
umożliwić mrówkom prządkom budowanie swoich przemyślnych
konstrukcji?
Mrówki prządka używając larwy, jak tubki z klejem sklejają
liście
Jaka konkretnie w dalekiej przeszłości mogłaby istnieć korzyść z
nacinania przez mrówki prządki i dopasowywania liści, kiedy
jeszcze nie istniały geny na ich spajanie jedwabiem,
produkowanym przez larwy tych mrówek? Jaka korzyść z tego
wszystkiego, kiedy mrówki nie posiadały jeszcze genetycznie
kodowanej umiejętności do zespołowej pracy i nie posiadały
genów umożliwiających im posługiwanie się larwami, jak tubkami
z klejem? Jaki mógłby być zysk z tego wszystkiego, kiedy jeszcze
nie istniały geny umożliwiające larwom odbieranie sygnałów
dotykowych od robotnic, które manipulują nimi odpowiednio
naciskając żuwaczkami w celu wytworzenia odpowiednich porcji
jedwabiu?
Inny przykład:
Kiedy mowa o wrodzonych instynktach wielu osobom od razu
przychodzi na myśl umiejętność budowania gniazd przez ptaki.
Weźmy więc pod lupę ptaka krawczyka. Pewna książka tak
opisuje strategię budowania gniazda przez tego ptaka:
„Krawczyk zamieszkujący południową Azję sporządza
przędzę z włókienek bawełny lub łyka oraz pajęczyn,
łącząc krótkie kawałki w dłuższą nić. Przekłuwa dziobem
otwory wzdłuż krawędzi dużego liścia, po czym,
posługując się dziobem niby igłą, zesznurowuje nicią oba
brzegi liścia, tak jak my sznurujemy buty. Gdy się nić
skończy, zawiązuje węzeł albo splata ją z inną nicią i szyje
dalej. W ten sposób sporządza z dużego liścia torebkę, w
której wije gniazdo.”
Zatrzymajmy się przez chwilę i zastanówmy ile genów musiałoby
krok po kroku wyewoluować, żeby powstała opisana wyżej
strategia budowania gniazda przez krawczyka.
W uproszczonym zarysie:
1. Najpierw musiałby powstać gen (geny) zmuszający ptaka do
budowy tego typu liściastego gniazda, w którym następnie buduje
gniazdo sprzyjajace wychowywaniu potomstwa.
2.Następnie musiałyby powstać geny, które kodują struktury
niezbędne do rozpoznawania odpowiedniego materiału, z którego
ptak poprzez łączenie mniejszych fragmentów plecie dłużą nic.
No i oczywiście geny umożliwiające ptakom ich splatanie z
krótszych fragmentów dłuższe odcinki.
3.Kolejny etap, to powstanie genów na robienie odpowiednich
otworów w liściu, zszywanie i tworzenie odpowiednich supłów
zabezpieczających, ponieważ niezapętlony koniec nici wywlekłby
się z przekłutego otworu i częściowo zesznurowane gniazdo po
prostu by się w rozleciało.
Nawet jeżeli założymy, że te poszczególne etapy mogły
początkowo spełniać jakieś inne funkcje (jakie?), to w jaki sposób
i dlaczego pozbierały się one w jednym czasie, żeby współgrać i
umożliwić krawczykowi budowę gniazda?
Hipoteza doboru krewniaczego, na której bazuje hipoteza
samolubnego genu, jest pozbawiona treści poznawczch, ponieważ
kiedy jej się bliżej przyjrzeć, to niczego nie wyjaśnia.
Neodarwiniści zapewniają, że ich hipoteza stanowi zasadę
biologii, ale tak naprawdę wszystkie rzekome wyjaśnienia,
dotyczące genezy różnych zjawisk biologicznych, to – jak to ujął
biochemik Michael Behe – takie sobie bajeczki
(https://bioslawek.files.wordpress.com/2015/12/krytyki-hipotezykooptacji-w-ewolucji-silnika-bakteryjnego-oraz-hipotezymodularnej-w-ewolucji-syntazy-atp-pdf.pdf).
Przypis
http://wiki.biol.uw.edu.pl/w/Genetyka_z_in%C5%BCynieri
%C4%85_genetyczn%C4%85/Wyk%C5%82ad_4
„Nokauty genetyczne – unieczynnienie pewnych genów
w organizmie.
Transformuje się komórki określonym genem. Jeśli
chcemy zmutować, uszkodzić jakiś gen to klonujemy na
wektorze ten sam gen, jego fragment, ale tak, aby w
środku niego było coś innego – jakiś fragment
wstawionego obcego DNA. Najczęściej jest to fragment
zawierający marker. Dzięki temu można wykryć
transformowane komórki. Po hybrydyzacji będzie pętelka
z tego wprowadzonego fragmentu. Jeśli zajdzie tu crosing
over to ten gen zostanie zamieniony przez zmutowany
gen. W ten sposób można doprowadzić do mutacji genów.
Można to robić na komórkach, organizmach, na kom.
jajowych myszy – gdy chcemy mieć cały organizm
zmutowany. Takie myszy transgeniczne są modelami dla
ludzkich chorób, służą do prób terapii.
Ukierunkowaną mutagenezą nie tylko uszkadzamy jakiś
gen, ale wprowadzamy w nim bardzo konkretna zmianę,
np. gdy chcemy mieć w białku w konkretnej pozycji inny
aminokwas. Gen musimy sklonować na wektorze
(wygodne SA te występujące w postaci jedno- lub
dwuniciowej). Jeśli mamy gen sklonowany na wirusie
(otrzymujemy formę jednoniciową), to możemy
zsyntetyzować bardzo krótki fragment DNA, który
hybrydyzuje, ale w jednym miejscu różni się od
wyjściowej sekwencji (mish – mash)→niepasująca zasada.
Używamy tego fragmentu jako primer do syntezy drugiej
nici. Powstaje nam plazmid który ma w jednym miejscu
niedopasowana zasadę . W replikacji powstaną cząsteczki
DNA ze zmienioną parą zasad. Gdy już mamy
sklonowany taki gen to zastępujemy nim ten, który
wcześniej występował.
Badamy w ten sposób znaczenie poszczególnych
sekwencji DNA. Dzięki takim technikom można
prowadzić inżynierię białek: poszukiwanie białek o
trochę innym składzie aminokwasowym, a przez to innych
właściwościach. Łatwiej zamienić zasady w DNA niż
aminokwasy w białku.
Dzięki klonowaniu genu otrzymuje się wiele kopii
odcinka DNA i można go zsekwencjonować, a ustalenie
sekwencji to podstawa do wszystkich dalszych badań.”
Zobacz też:
http://www.edunauka.pl/bioteolamarkizm.php
"EFEKT BALDWINA
Wśród prezentowanych w książce Głogoczowskiego wyników
doświadczeń są takie, które nie dają się wyjaśnić na gruncie
syntetycznej teorii ewolucji:
Doświadczenia Kammerera
1. Salamandry
Wychowywane na żółtym podłożu nabywały maskującą żółtą
barwę skóry. W trzecim pokoleniu młoda salamandra, tuż po
metamorfozie, ma już ubarwienie maskujące. Żółty kolor skóry
dziedziczy się.
Zastrzeżenie: Na zdjęciu z opisu doświadczenia w książce
widnieje tylko jedna salamandra z trzeciego pokolenia. Nie
wspomina się o pigmentacji pozostałego rodzeństwa, czy o ilości
powtórzeń doświadczenia. Istnieje bowiem możliwość tego, że
cecha pigmentacji rozkłada się w populacji rodzeństwa
pochodzącego od jednej pary rodziców, a salamandra na zdjęciu
posiada cechę skrajną i rzadką. Należałoby więc zbadać
przesunięcie wartości średniego ubarwienia w stosunku do
kontroli, którą mogłoby stanowić potomstwo pary salamander
żyjących w środowisku naturalnym.
2. Pętówki babienice
Kammerer zmuszał ten gatunek ropuch polnych do życia w
środowisku wodnym. Samce rozwijały szczoteczki kopulacyjne na
palcach. Umożliwiały one przytrzymywanie samiczki w miłosnym
uścisku (ampleksusie). Śliska od wody samiczka mogła być wtedy
dobrze uchwycona i - co najważniejsze - nie mogła powiedzieć:
zjeżdżaj !
Nabyte za życia szczoteczki dziedziczyły się, miały tendencje do
zwiększania swych rozmiarów z pokolenia na pokolenie tak, że w
piątym pokoleniu były już dobrze widoczne.
Jeśli zastrzeżenie nie wskazuje na poważne uchybienie w
metodyce doświadczeń, to jest ono zgodne ze schematem na rys.3.
Wyniki doświadczeń Kammerera stały się przyczyną bezwzględnej
nagonki na jego osobę. Miała ona wymiar międzynarodowy,
opierała się na bojkocie jego prac i intrygach. Zaszczuty
Kammerer popełnił samobójstwo, do którego przyczyniły się
również jego problemy osobiste. Nie był to jedyny przypadek
uśmiercenia niepokornego. Wiedeński fizyk Ludwik Boltzmann jest
uważany za ojca mechaniki statystycznej - dziedziny obecnie
szeroko uznanej i rozwiniętej. Jego nowatorskie prace ochrzczono
mianem Judenfizik, a jego samego wykluczono ze środowiska, co
było przyczyną jego załamania psychicznego i w konsekwencji samobójstwa.
Zastanawiające jest jak bardzo wysiłki skierowane na zniszczenie
kogoś potrafią przewyższyć wysiłki skierowane na zrozumienie
tego, co ma on do powiedzenia.
PRZEJĘCIE WŁADZY PRZEZ KULTURĘ (MEMETIC
TAKEOVER)
Pojęcie ewolucji jest bardzo ogólne i obejmuje szeroko rozumiany
rozwój w czasie. Są to więc nie tylko zmiany częstości alleli genów
w pulach genetycznych różnych populacji, lecz także zmiany
rozkładu materii w rozwijającym się układzie planetarnym,
zmiany wysokości n.p.m. w różnych punktach terenu czy też
bardzo specyficzne zmiany w społecznościach ludzkich. Nie
przypadkowo skupimy uwagę w dalszej części rozdziału na tym
ostatnim aspekcie - ewolucji kultur ludzkich. Ma ona bowiem
charakter lamarkowski - dziedziczą się cechy nabyte, powstałe w
zamierzonym celu (zob. rys.4). Czym jednak są owe cechy i w jaki
sposób są nabywane ? Wyobraźmy sobie zespół przekazów
kulturowych krążących w danej grupie ludzi, wpływający na
światopogląd i sposób działania jej członków. Jest to tak zwana
świadomość społeczna.
Richard Dawkins nazwał owe przekazy kulturowe memami.
Można więc dostrzec podobieństwo między relacjami: allel - pula
genetyczna i mem - pula memowa czyli świadomość społeczna.
Memy potrafią również zmieniać swoją częstość w puli, wypierać
się nawzajem. Mówimy wtedy, że jakiś pogląd się przeżywa i jest
zastępowany przez inny, nowocześniejszy.
Załóżmy, że przed kilkunastutysięcy laty istniała populacja
praludzi, która miała zwyczaj podgrzewania wody na ognisku do
momentu, gdy zacznie buchać z niej para. Czarownik przekonuje
ludzi, że ów zabieg wygania z wody złe duchy, które spożyte z nią
spowodowałyby silne bóle i poty.
Dziś wiemy już, że te złe duchy to bakterie chorobotwórcze, a
podgrzewanie wody nie wygania ich z niej, ale zabija. To właśnie
ten mem dominuje teraz we współczesnych, cywilizowanych
społeczeństwach. Pojawił się wraz z postępem nauki, a okazał się
lepszy dlatego, że był prawdziwy i mógł stworzyć spójny system z
innymi poglądami.
Jak to rozumieć ? Załóżmy, że nasza prehistoryczna populacja
zauważa, że na pewnych glebach rosną tylko rośliny bardzo do
siebie podobne pod względem budowy kwiatów, liści (chodzi o
rośliny z rodziny motylkowatych, takie jak np. fasola, groch, łubin,
lucerna, wyka). Czarownik zapytany o przyczynę danego zjawiska
stwierdza autorytatywnie, że najwyższe siły dobra staczają
właśnie na tych glebach walki z siłami mroku. Są one tak zacięte,
że siła ognia, sprzymierzona z mrokiem wyniszcza je. Mogą na
niej rosnąć tylko rośliny święte (dziś - po prostu motylkowate),
które mają moc zapożyczoną od boga deszczu. Dziś wiemy
również, że te gleby odznaczają się niską zawartością azotu i
dlatego rosną na niej rośliny zdolne do wejścia w symbiozę z
bakteriami z rodzaju Rhizobium, wiążącymi azot atmosferyczny.
Poglądy współczesne spaja więc abstrakcyjne pojęcie - bakteria.
Bakterie dzielą się między innymi na: chorobotwórcze, wiążące
azot i inne.
Czarownik mógł utrzymywać, że w glebie istnieją złe i dobre
duchy i te ostatnie potrafią wniknąć tylko do roślin świętych i
sprawić, że będą rosły. Wtedy mielibyśmy do czynienia ze spójnym
systemem poglądów: abstrakcyjne pojęcie duch, duchy dzielone
na: dobre - te, co umożliwiają świętym roślinom wzrost i złe - te,
co mieszkają w wodzie. Czarownik tłumaczył jednak bóle i
zjawiska na glebach za pomocą zupełnie innych „bajek”.
Dlaczego tak było? Dlatego, że nie zadawał pytań przyrodzie,
czyli nie planował doświadczeń. W dużej mierze odpowiadał też
za to brak sprzętu. Nie mógł dotrzeć więc do prawdziwych
przyczyn tych dwóch, jakże odległych zjawisk i znaleźć części
wspólnej dla nich, choćby w formie abstrakcyjnego pojęcia.
Szansa wymyślenia 2 bajek, spójnych ze światem realnym, była
natomiast znikoma.
Nie należy jednak tego sposobu radzenia sobie z rzeczywistością
traktować pogardliwie. To, że poglądy czarownika nie były spójne,
nie oznacza jeszcze, że nie były pomocne w przetrwaniu ludziom,
którzy go słuchali. Odrębny system poglądów na wiele zjawisk w
przyrodzie, jest z naszego punktu widzenia, mnożeniem bytów,
bezlitośnie eliminowanym przez narzędzie metodologiczne nauki
zwane brzytwą Ockhama. Mówi ono, że nie powinno się mnożyć
bytów bez potrzeby, a powstało ono już w średniowieczu.
Trudno było też o przewidywania. Bajki nie dawały żadnych
dodatkowych informacji np. gdzie jeszcze znajdują się złe duchy.
Do każdego zjawiska trzeba było dorabiać nową bajkę. Trzeba
było testować wszystko na ludziach i obserwować ich reakcje. Nie
było więc mowy o profilaktyce bez poświęceń. Bajki pozwalały
jednak unikać przykrych skutków nawet podając przyczynę, która
była urojona.
Dla ludzi przecież najważniejsze było to by zagotować wodę, a nie
to dlaczego należy to robić.
Wynika z tego, że umiejętności praktyczne mogą do pewnego
stopnia zastępować teorie.
Wróćmy do memów. Czy podobnie jak allele, mają one swoje
miejsce gdzie przebywają? Swoje chromosomy? W jaki sposób są
replikowane ?
Przekaz kulturowy trafia do jednostek, znajdujących się w
społeczności, a dokładniej mówiąc, do ich mózgów. Pod jego
wpływem jednostka może nie tylko zmieniać swoje rozumienie
świata realnego, lecz także stać się orędownikiem nowych idei.
Istnieje wiele możliwości ich rozpowszechniania: przez przekaz
ustny, książki, prasę czy - ułatwionymi przez technikę sposobami przez radio, telewizję, kino, internet. Docieramy w tym miejscu do
problemu o bardzo istotnym znaczeniu. Czy replikacja poglądów
powinna być kontrolowana. Czy środki masowego przekazu mają
prawo serwować ogromnej liczbie ludzi memy w postaci
komentarzy i opinii pochodzących od wąskiej grupy osób? Na ile
kompetentne powinny być mózgi, których oryginalne memy
kopiowane w tak wielu egzemplarzach ?
Niebezpieczeństwo leży więc w memach, trafiających do
wyjątkowo dużej liczby mózgów (zajmujących dużą liczbę miejsc),
lecz na dłuższą metę prowadzące do zguby jednostki, którymi
zawładnęły, a przynoszące zyski tylko zręcznym demagogom,
którzy je rozpowszechniają. Na przykład, faszyści rządzący w
Niemczech w latach 30-tych naszego stulecia, zdołali porwać za
sobą cała rzeszę ludzi. Ich memy były wyjątkowo „chwytliwe”. I
wyjątkowo niebezpieczne.
Problem z replikacją poglądów pozostaje więc równie otwarty, co
trudny. Wydaje się, że memy mające swe źródło w naukach
ścisłych, najbardziej zasługują na monopolizowanie świadomości
społeczeństw. Natomiast w dziedzinach zajmujących się
zjawiskami zachodzącymi w bardzo złożonych systemach, jak np.:
biologia, socjologia, psychologia (rozpowszechnianie przekazów
kulturowych też tu się zalicza - i właśnie stąd trudności z tym
zjawiskiem) ważne jest ścieranie się opinii i argumentów, czyli
przynajmniej tymczasowy polimorfizm memów. Chciałbym więc
aby ten artykuł wywołał dyskusję. Zastrzegam sobie jednak
możliwość obrony stanowisk tu prezentowanych.
Wiemy już, że memy dziedziczą się w sposób lamarkowski.
Informacje uzyskane od innych ludzi, doświadczenia nabyte za
życia przekazane zostają na linii mózg - mózg: albo poziomo wewnątrz danej grupy ludzi o zbliżonym wieku albo pionowo, z
pokolenia na pokolenie, co nazywamy tradycją. Mózg jest jednak
wytworem alleli. Czy oznacza to utratę przez nie wyłączności na
przepływ z organizmu do organizmu ? Wyłączności na ewolucję w
świecie ożywionym ?"
SYNTETYCZNA TEORIA EWOLUCJI (WSPÓŁCZESNY
NEODARWINIZM:
http://www.pawelkar.republika.pl/BIO/gen/Teorie
%20ewolucji.htm) - ZBIÓR ZAŁOŻEŃ, KTÓRYM NADANO
STATUSY DOWODÓW NAUKOWYCH
NEODARWINIZM, JAKO UŻYTECZNY PROGRAM
BADAWCZY
https://bioslawek.wordpress.com/2016/04/10/jaki-status-mateoria-inteligentnego-projektu-w-przyrodzie-czy-ma-racje-bytuna-rynku-idei-naukowych/
Ewolucjoniści, jak i zwolennicy projektu posługują się tym
samym aparatem poznawczym (programem badawczym). Na
podstawie tych samych doświadczeń jedni i drodzy mogą testować
swoje założenia. eksperymenty dotyczące założeń fachowców
zajmujących się testowaniem ewolucjonizmu chemicznego bardzo
się przysłużyły zwolennikom inteligentnego projektu, ponieważ
zamiast pokazać, jak powstało życie pokazały, że samoistnie
powstać nie mogło. Próby tworzenia modeli ewolucji układów
nieredukowalnie złożonych (kaskady krzepnięcia krwi:
https://bioslawek.files.wordpress.com/2015/01/kaskadakrzepnic499cia-krwi-a-koncepcja-nieredukowalnego-rdzenia.pdf ,
lub wici bakteryjnej czy syntazy ATP:
https://bioslawek.files.wordpress.com/2015/12/krytyki-hipotezykooptacji-w-ewolucji-silnika-bakteryjnego-oraz-hipotezymodularnej-w-ewolucji-syntazy-atp-pdf.pdf) też zawiodły, tym
samym potwierdzając założenia zwolenników IP.
Innymi słowy: każdy zwolennik inteligentnego projektu w
przyrodzie może projektować takie same doświadczenia, jak
zwolennicy samodziejstwa i testować je w laboratorium, co
dodatkowo dowodzi, że TIP jest teorią naukową.
MECHANIZMY PROPONOWANE PRZEZ
NEODARWINISTÓW SĄ NIEWYSTARCZAJĄCE DO
TEGO, ABY WYJAŚNIĆ GENEZĘ ZŁOŻONOŚCI ŻYCIA
Na początku trzeba zaznaczyć, że należy odróżnić takie pojęcia,
jak ewolucjonizm chemiczny i biologiczny. W ewolucjonizmie
postuluje się istnienie dwóch rodzajów doboru naturalnego. Jeden
określa się, jako dobór jednorazowy, a drugi kumulatywny.
1. Istotę doboru jednorazowego możemy zilustrować
następującym przykładem. Wyobraźmy sobie betoniarkę do
której wrzucono poszczególne części maszynki do mielenia mięsa.
Jeżeli w wyniku nieprawdopodobnego zdarzenia wszystkie te
części połączą się w betoniarce i utworzą funkcjonalną maszynkę
do mielenia mięsa, to można będzie powiedzieć, że powstała ona
w wyniku doboru jednorazowego.
2. Dobór kumulatywny działa z założenia inaczej. Wyjaśnię to
na innym przykładzie:
Podczas replikacji DNA następują błędy [mutacje]. Jedne są
niekorzystne [śmiertelne/ letalne], drugie korzystne. Te korzystne
zauważa dobór naturalny i selekcjonuje. Każda korzystna zmiana
daje przewagę selekcyjną mutantowi. Pozostawia on więcej
potomstwa niż inni członkowie populacji, ponieważ z założenia
jest w jakimś stopniu ulepszony. Po jakimś czasie taka korzystna
mutacja rozprzestrzenia się w całej populacji i w niej utrwala, bo
potomstwo mutanta jest również udoskonalone i w walce o zasoby
wygrywa z innymi członkami grupy [mówimy wówczas o
zafiksowaniu się mutacji w populacji].
Kiedy populacja składa się już z nosicieli dobrej mutacji, u
jednego z nich może wystąpić kolejna pozytywna mutacja i na tej
samej zasadzie opanować populację – znowu eliminując
konkurencję. Później u jednego nosiciela dwóch pozytywnych
mutacji następuje kolejna, trzecia korzystną mutacja. I tym razem
ewolucja kieruje się identyczną regułą; kolejne pozytywne
mutanty opanowują populację eliminując osobniki, u których nie
pojawiło się jakieś udoskonalenie.
To rozprzestrzenianie się pozytywnej mutacji w populacji
neodarwiniści określają mianem selekcyjnego wymiatania,
ponieważ w wyniku zafiksowania [utrwalenia] się nowej cechy w
populacji redukowany jest wcześniejszy polimorfizm
[różnorodność] w niej występujący. Teoretycznie w wyniku
selekcyjnego wymiatania przetrwają jedynie allele [geny]
sprzężone zn genem, w którym pojawiła się pozytywna mutacja.
Ten proces określa się też mianem ‚genetycznego autostopu’,
ponieważ do przyszłych pokoleń niejako podwożone są tylko te
geny, które są podczepione [sprzężone] z genem, który zmutował.
Reszta jest wymiatana przez selekcję, ponieważ nosicielami tych
alleli są organizmy, które przegrywają w konkurencji z
potomstwem osobnika, u którego pojawiła się korzystna mutacja.
Odwołując się do metafory proces ten można wyobrazić sobie
następująco: kałuża to jakaś populacja. Rzucamy kamień na
środek tej kałuży , czy gdziekolwiek indziej w obrębie zbiornika
wody [co obrazuje zajście pozytywnej mutacji], w wyniku czego
zaczynają rozchodzić się koliste fale obrazujące rozprzestrzenianie
się pozytywnej mutacji sięgające aż do brzegów kałuży [brzegi
obrazują granice populacji].
Neodarwiniści twierdzą ponadto, że podczas takiej ewolucji ma
miejsce dobór kumulatywny, co ma uprawdopodobniać, że w
kolejnych pokoleniach zajdą i utrwalą się wszystkie potrzebne
mutacje. Na podstawie kolejnej metafory postaram się wyjaśnić
na czym według założeń neodarwinistów polega dobór
kumulatywny: wyobraź sobie, że jakaś duża grupa osób gra w
totolotka i musi trafić szóstkę. Jeden osobnik trafił jedynkę [ten
osobnik obrazuje mutanta z pierwszą pozytywną mutacją]. Później
ten gracz wymazuje gumką wszystkie pięć źle trafionych liczb,
pozostawiając jedynie prawidłową. Kseruje i rozdaje kopie
kuponu z trafioną jedynką wszystkim innym graczom [co ma
obrazować rozprzestrzenianie się pozytywnej mutacji], którzy tym
czasem wyrzucają wszystkie źle wypełnione przez siebie
blankiety.
Teraz istnieje już większa szansa, że któryś z graczy trafi drugą
potrzebną liczbę z sześciu potrzebnych, ponieważ gra więcej
graczy i każdy zaczyna tą turę od jednej prawidłowo skreślonej
liczby. Kiedy któryś z graczy trafi drugą wymaganą cyfrę znowu
powiela prawidłowo wypełniony kupon i rozdaje wszystkim
innym graczom. I wszystko zaczyna się od nowa, tylko tym razem
gracze zaczynają od dwóch prawidłowo skreślonych numerów.
Dobór kumulatywny polega na tym, że każde kolejne trafienie
bazuje na poprzedniej dobrze trafionej liczbie, co
uprawdopodabnia szybkie skreślenie wymaganych sześciu liczb.
NA CZYM POLEGA PROBLEM MNOGICH MUTACJI?
Wyobraź sobie, że do powstania jakieś niezbędnej korzystnej
funkcji potrzebne są aż 4 mutacje: A,B,C,D. Że dopiero zestaw
A,B,C,D może dać korzyść selekcyjną (dostosowanie). Jaka więc
korzyść z pojedynczych mutacji: A, B , C czy D, skoro żadna z
nich z osobna nie daje żadnej przewagi selekcyjnej? Każda z
osobna jest neutralna, bezużyteczna? W tym przypadku, żeby
cecha określana przez mutacje: A,B,C,D mogła dać przewagę
selekcyjną, to te 4 [kompletny zestaw] mutacje musiałyby nastąpić
za jednym zamachem, a prawdopodobieństwo takiego zdarzenia
jest znikome. Jeżeli każda z tych 4 mutacji z osobna nie da
przewagi selekcyjnej, to taka ewolucja po prostu nie ma szans
nastąpić, ponieważ wtedy nie zadziała dobór kumulatywny.
Istnieje wiele cech, których funkcję określają nierozerwalne
zestawy konkretnie ulokowanych w genach nukleotydów. Jeżeli
mutacja wprowadzi zmiany w takich konserwatywnych
sekwencjach gen przestaje spełniać swoje funkcje i organizm ginie
[efekt letalny]. Wiele enzymów, czy białek strukturalnych,
posiadają takie konserwatywne domeny (centra aktywne) i
jakiekolwiek zaburzenia paraliżują ich funkcję. W podobny
sposób zachowuje się enzym zatruty jakimś antybiotykiem.
Kontakt z toksyną powoduje, że jego centrum aktywne traci swoją
funkcję i przestaje pasować, jak klucz do zamka do konkretnego
substratu.
Skoro więc do zachowania prawidłowej funkcji potrzeba kilku
konkretnych nukleotydów, to jakże one mogły powstawać w
wyniku mutacji, które następowały stopniowo, po kolei? Jak
widzimy nie tylko nieredukowalna złożoność kompleksów
biochemicznych stanowi nieprzebytą przeszkodę dla
neodarwinizmu, ale i problem “mnogich mutacji”.
https://i0.wp.com/pharmaxchange.info/press/wpcontent/uploads/2011/05/quinolones.gif?zoom=2
CZY MOŻNA TWIERDZIĆ, ŻE SELEKCJA NATURALNA
(DOBÓR NATURALNY) JEST NIEPRZYPADKOWA? ŻE
TYLKO MUTACJE SĄ PRZYPADKOWE?
O przypadkowości mutacji:
Z założenia Przyczyną każdej adaptacji ewolucyjnej muszą być
określone korzyści, które dają mutantowi przewagę selekcyjną.
Ale zanim to nastąpi muszą się pojawić odpowiednie mutacje i
odpowiedni czynnik selekcyjny. Np. „ewolucyjny, lądowy
przodek delfina” miał się zmienić w ssaka podobnego kształtem
do ryby, ponieważ jego czworonożni przodkowie 50 000 000 lat
temu rzekomo zajęli zwolnioną przez wodne gady niszę
ekologiczną. Konkretnie oceany.
Opływowy kształt delfinów, ich odpowiednio zbudowany szkielet
oraz warstwa tłuszczu o specyficznych właściwościach.
Odpowiednio zmodyfikowane oczy, spłaszczona płetwa ogonowa,
płetwy boczne i przesunięcie otworu oddechowego ku czubkowi
głowy (nozdrze) daje delfinom duże korzyści, jako organizmom
wodnym. W tym przypadku ewolucję teoretycznie napędzały
mutacje odcedzane przez czynnik selekcyjny, jakim jest wodne
środowisko.
U „ewolucyjnego przodka delfina” prawdopodobieństwo
pojawienia się mutacji , które mogłyby go przekształcić w
hipopotama, krowę, lub jelenia było takie samo, jak te, które
stopniowo przekształcały go w delfina. To woda była tym
czynnikiem selekcyjnym, który miał wyławiać mutacje na
zdelfinowacenie pierwotnego czworonożnego,
„praparzystokopytnego przodka delfina”. A więc teoretycznie
możliwości ewolucyjne przodka delfina były ograniczone. Nie
mógłby on stać się np. z powrotem rybą, czy ptakiem (choć tutaj
bym się zastanawiał, ponieważ ewolucjoniści sprawiają wrażenie,
jakby uważali, że dla ewolucji nie ma rzeczy niemożliwych).
O przypadkowości selekcji naturalnej:
Według założeń neodarwinistów ewolucja opiera się na
przypadkowych mutacjach i nieprzypadkowej selekcji naturalnej.
Faktem jest, że silna wichura, która może stanowić czynnik
selekcyjny w ewolucji, najpierw porwie lżejsze organizmy i ciśnie
je do morza, a cięższe oszczędzi, co przyczyni się do ich przewagi
selekcyjnej. W tym przypadku nieprzypadkowe jest to, że wichura
porwie akurat lżejsze osobniki, a cięższe oszczędzi, ponieważ jest
to powszechnie znana reguła, że wiatr prędzej porwie lżejsze niż
cięższe organizmy. Jednak silną wichurę wywołują przypadkowe
fluktuacje atmosferyczne i prawdopodobieństwo, że wiatr będzie
wiał z różną częstotliwością jest takie samo. A więc twierdzenie,
że selekcja naturalna jest nieprzypadkowa, to nadużycie obliczone
na to, żeby przekonać przeciętnego zjadacza chleba, że w ewolucji
działa jakiś czynnik nieprzypadkowy.
https://bioslawek.files.wordpress.com/2015/12/krytyki-hipotezykooptacji-w-ewolucji-silnika-bakteryjnego-oraz-hipotezymodularnej-w-ewolucji-syntazy-atp-pdf.pdf