Wiersze o Wieruszowie

Komentarze

Transkrypt

Wiersze o Wieruszowie
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Ziemia Wierusza
Fragment
Ziemio Wieruszowska! Tyś dla mnie rodzinna.
Jesteś bliską sercu, piękniejszą niż inna,
Ziemio mej młodości, zabaw i uciechy,
Czarów opowieści, błądzących pod strzechy.
Jam się przecież tutaj na tej ziemi rodził
Ziemię tą przemierzał, w Prośnie ryby łowił,
Znam każdy zakątek, wszystkie ścieżki, drogi,
Znam też jej historię i losy „Niebogi”
Gdzie tak pięknie słońce w poranek majowy,
Śliska się po rosie, aż po las sosnowy
Wyzłaca konary i posrebrza drzewa,
Zieleni się trawa - Kosmalca czy Krzewią.
W taki to poranek promyk słońca śliski
Kąpie się w tej rosie, a tuż w lasku bliskim
Słyszę ptasi koncert, to wita kapela
I solem skowronka, zacznie się niedziela.
Dziwne, że z lat dawnych, tak wszystko pamiętam.
W mych wspomnieniach przeszłość, jak gdyby od święta
Pełna jest radości i krasy przedwiośnia,
Nie jest to przesada, ani też przenośnia.
Gdy przyłożę ucho i słucham przeszłości,
To słyszę szum wiatru i gwar różnych gości
Przybyłych odwiedzić Wierusza osadę,
Na znanej polanie odbędą naradę.
Spójrz! Na białym koniu Wierusz z dala jedzie.
Za nim tuman kurzu - jeszcze z dwa pacierze,
A będzie wśród swoich - zaczną się obrady,
A po nich ćwiczenia obronne osady.
Na wieży kościelnej odezwał się dzwonek.
Wierusz ręką wskazał, wsiedli więc na konie.
W kościele nabożnie modlili się razem,
A po nabożeństwie, wrócili na błonie.
I radzili razem! - Bernard przewodniczył!
Był wśród nich wybrańcem, o „wielkim znaczeniu”
Ród jego był zawsze „Nadgranicznym Stróżem”
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Kozioł w Herbie
Za szybko się na świecie zmienia, godła, herby, stemple, znaki,
Nasz koziołek był na baszcie, - przepędzili go junaki,
Co w historii ciągle ślęczą. Wymyślili w niej poprawkę,
Chodzi teraz po murawie, podskubując sobie trawkę.
Czasem beknie: „Pal was licho! - Tyle wieków tu przeżyłem,
Wciąż na innym tle bywałem, zmianą się nie przestraszyłem
Przeżyłem też wielu władców. Byli...poszli... a ja skubię!
W honorowym miejscu jestem, Wieruszowem wciąż się chlubię” .
Do was moi drodzy z Miśni przyjechałem
Lutold zwał się kozłem - znak mój sobie obrał
I gdy przyszedł do Was, mnie Wam podarował...
Nazwisko dla siebie z tego grodu pobrał.
Przestał zwać się kozłem! „WIERUSZ” - imponował!
Bódł po męsku wroga. Rycerz to był sławny.
Myśmy się za siebie nigdy nie wstydzili,
Zatarte wspomnienia...a czas to już dawny.
Bernard mnie w laurach rycerskich umieszczał.
Po potyczce z wrogiem - byłem z nim przed królem.
Bieniasz aż pod Grunwald zabrał mnie ze sobą
Z tej zwycięskiej bitwy wracał, lecz nie z bólem.
Radość wraz z uśmiechem skraszała mu lica
Wybraniec z tysiąców - byłem tego świadkiem
Bieniasz stał przed tronem - król mu rękę ściskał,
„Królewska podzięka” nie była przypadkiem.
Byłem na weselach w honorowym miejscu,
Wierusze po ślubie zmieniali nazwiska.
W Walknowach - Walknowscy, dalej Niemojewscy,
W Kowalach - Kowalscy, w Galewicach - Galewscy.
Nawet pan Cieszęcki z kozłem na ramieniu
Był z rodu Wierusza. W Cieszęcinie rządził
Eisenhamer - Gród spalił, a mnie z Wieruszem
Wtrącił do więzienia! Kto by o tym sądził?
Że król Jagiellończyk wydostał nas z nory.
I znów u Wierusza bywałem na tarczy.
Ród ten w patriotyzmie - nie żył dla mamony,
Był wzorem rycerstwa - To chyba wystarczy.
Były różne wojny! Walki ze Szwedami
Polacy ich zmietli - nie byli panami
Dławili nas Ruscy - Prusy - Hitler także!
Pierzchli pokonani... Ja żyję - A jakże!
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Przyjmują mnie ludzie w naszej okolicy.
Głaszczą, grzbiet mój – plecy - nawet moje rogi.
W Praszce mieszkam w godle! W Lututowie także!
Bo to miasto, „Bieniasz” postawił na nogi.
Gdy ktoś trwa w zadumie, ja do niego mówię:
Jestem tylko kozłem i swoich nie bodę!
Na wojnie bywało: „Ból” i „Poniewierka”
Gdy wróg miasto pali, z łzą po zgliszczach chodzę.
Burmistrza już nie ma! Magistratu także!
A ja zawsze tutaj! Od stuleci z Wami!
Na trawie, w Urzędzie, w domu, czy też w szkole,
Beknę!!! - Lecz z radości: „Jestem z Wieruszowiakami”.
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Wspomnienie nazw
Arsonium, Werustadt, Kaltbrun czy Weruschau
Gród swe nazwy zmieniał, ramionami wzruszał.
Lecz uczuć w człowieku, wróg zmienić nie zdołał,
Chociaż go namawiał, poddanym obwołał.
Przedstawiciel władzy lubił zmianę cenić!
Chciał uczucia ludu na swą modłę zmienić,
Lecz wiek skracał siły. - Władzy swej ustąpił,
Gdyż w swe starcze rządy ostatecznie zwątpił,
W życiu tak już bywa, że człowiek za biurkiem,
Rządząc udowadnia, aż pot spływa ciurkiem.
Los też płata figle. Za rok lub za cztery,
Inny obejmuje biurka tego stery.
I znów zmiana nazwy... urzędu i grodu.
Człowieka za biurkiem... innych bez powodu,
Likwiduje się... lub w bezczynność przegania,
Dawniej był tygrysem... dziś chodzi jak łania!
Tylko w sercu polskim uczucie jest stałe!
Dowód? - To istnienie polskości ziem trwałe.
A chociaż dość częste łza po licu spływa,
W drugim tysiącleciu Polsce lat przybywa!
I chociaż nazw dwanaście Gród ma jut za sobą,
WIERUSZÓW - był i jest stałą nazw ozdobą.
Weruschau, czy Kaltbrun, nazwy w kącie drzemią,
Przeszłość Historyczna - przywalona ziemią.
I tylko WIERUSZÓW gród skromny nieduży,
Herb wsparty na „KOŹLE” - guśność mu się nuży!
Raz po raz odrzuca naleciałość złudną,
Ubraną w stos jadu... w kłamliwość obłudną!
Życie tak jak woda ... płynie nurtem z góry!
W życiu: - tak jak w czasie: Raz słońce, ... raz chmury...
A te wiatr przegania... potem słońce świeci...
I tak bywa w czasie... od wielu stuleci!
Śni się w pokoleniach - ARSONIUM - WIRUSA...
Nazwa ta jest jedną, gdyż WODA się Rusza!!!
Gdy jeden napada, ten drugi się broni…
Pokolenie ociera pot ze swej skroni.
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Wspomnienia
O sto osiemdziesiąt stopni widzę zmiany.
Po wojnie nastały olbrzymie przemiany,
Można by wspominać i sięgać pamięcią,
Przelot obrazowy, za nicią pajęczą.
Życie, jak film w kinie. - Obraz wciąż się zmienia.
Sprzed pięćdziesięciu laty, ludzi tych już nie ma,
Ulice z asfaltu, kocich łbów nie widzę,
Nowoczesne domy, za nie się nie wstydzę.
Nie ma już pomp ręcznych i wody w wiaderkach,
Z kranu leci woda, - termos nie manierka,
Gotują na gazie, centralne - ogrzewa,
Lepiej jak za szlachty lud dobrze się miewa.
Przeminął film z życia - kupców już nie widzę,
Świnek, krów i owiec na targach już nie ma,
I konie zniknęły, brak kowalskich kuźni,
Żyta też mniej szumi, choć ta sama ziemia.
Pędzi życie rytmem dwudziestego wieku,
Na bajki dla dzieci brak jest ludziom czasu,
Pędzą do kolejek, a w nich wciąż się kłócą,
Zbyteczna „FABRYKA” - ludzkiego hałasu.
Czas przeszły zamglony, pół wieku minęło,
Po tym czasie wszystko jakoś dziwnie żyje,
Inna jest kultura - inne obyczaje,
Tuman na gitarze na zabawach wyje.
Zaszło w mgłę przeszłości to, co kiedyś było,
Wszystko się przekształca, przemija, przemienia,
Idę w kąt, gdzie spokój, cofam się myślami,
Chcę czas spędzić z tymi, co szli w pokoleniach.
Słońce wciąż to samo, księżyc nasz biedula,
błądzi za chmurami, czarem swym urzeka,
A świat wciąż się zmienia, jak w tańcu się kręci,
W takt stałego rytmu, w czas przeszły ucieka.
Często widzę we śnie obraz kolorowy,
Kobiety w sukienkach, długich, kolor ciemny,
Z czepkami na głowach, zabarwionych śnieżnie,
Z uśmiechem na twarzy, głos w tonacji śpiewnej.
Mężczyzna w surducie - melonik na głowie,
Smoking, klapy w jedwab, muszka, monokl w oku,
Z laseczką na spacer, z gracją się podpiera,
W przechadzce prowadzi swą małżonkę z boku.
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Czasem w któreś święto karuzela kręci.
Kataryniarz grywa piosnki regionalne,
Jazgocą dzieciaki, widowisko nęci,
Patrzę i podziwiam piękno naturalne.
Fantowa loteria - losy i prezenty,
Parawan i kukły, marsz po ciemku z cepem,
Tu klarnet zawodzi obok okaryna,
Mały dzieciak bije rytmy na bębenku.
Lecz beztroskie życie też ma swe zadziory,
Tam, gdzie „Dobro” idzie, zło mu towarzyszy,
Jak nie wierzysz, spojrzyj w swą przeszłość minioną,
Na pewno przypomnisz sobie i usłyszysz!
Wspomnienia z przeszłości, jakby znikły w czasie.
Nie ma czaru życia... spokoju i ciszy.
Tempo dwudziestego wieku stale głuszy,
Zamknij oczy! Zaśnij! Może coś podsłyszysz.
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Wiek XX-ty
Wiek dwudziesty leci, jak wielka rakieta.
W przedzie trzon techniczny, z tyłu zaś makieta,
W trzonie postęp, tempo, z przyszłości mętnej,
Pędzi błyskawicą do potęgi „Entej”.
W makiecie śmietnisko podporządkowane,
Każdy bije pięścią w stół lub też o ścianę,
Każdy prym chce dzierżyć... wyprzedza... wydziwia...
Rosną dzieła sztuki z gapy na rozdziwia.
W malarstwie od szyi nogi wyrastają.
Psy malując obraz, po płótnie skakają,
Malarstwo na jedną nogę wciąż utyka,
Wielkie „Fiksum dyrdum” - dostała muzyka.
Przed rzeźbą przystajesz, patrzysz... porównujesz,
Nie wiesz co przedstawia... siebie okłamujesz...
Gorzej inni znawcy. Stając - podpatrują,
Do psa lub autora, rzeźbę dopasują.
Ktoś na kupie złomu podniósł drut z odpadu.
Był skorodowany, pozbawiony ładu!
Przeciął go siekierą - podniósł dwie połowy,
Postawił w muzeum - eksponat gotowy.
Pod złomem napisał, że te matka z dzieckiem.
Któryś z widzów orzekł, że te za zapieckiem,
Matka przypaliła siebie, dziecko całe,
Inny wręcz zaprzeczył: ”Dziecko zardzewiałe!”
A potem mędrkował: „Trzeba poznać sztukę!”
Trzeba umieć patrzeć, pojąć tę naukę,
Złośliwy zaś palnął: „Tak! On swojej Wiesi,
Z błota zrobi perły, na szyi zawiesi.”
Na wariata ciebie przerobią w teatrze,
Po twym stanowisku inny ślady zatrze,
Komuś się zdawało, że po nim świat runie,
Stop! - On idzie w nicość! - Świat zaś dalej sunie!
Obstawili normą działalność techniczną.
Wyroby z zakładu dają treść komiczną,
Kupisz zamek! - Wstawisz! - Na złość się zacina,
Spec od cięcia drzewa futrynę wycina.
Przyroda zamiera, nagie trupy stoją.
Wielkie schnące drzewa, tak się chemii boją.
Nie ma rybek w rzece, wciąż benzyną cuchnie,
Od zgrzytów, hałasu już ci ucho puchnie.
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Wiercą decybele dziurę w twej psychice,
leczysz się nad morzem, lub w górskiej klinice,
Hałasy są wszędzie! - Szukasz skrawka ciszy,
Lecz tego luksusu nikt już nie usłyszy.
Nauka w szkolnictwie - eksperymentuje.
Ktoś w tych doświadczeniach stale coś napsuje,
Tu organizują, tam znów demonstrują
Potem akcentują, wreszcie remontują
Postęp wkradł się również w naszą polską mowę.
Człowiek wykształcony, często traci głowę,
By podać sentencję, lub też główne zdanie,
Trzy godziny przedtem, będzie miał gadanie.
Rzeźnik, piekarz, krawiec, robotnik z fabryki,
Mają swoją mowę, w niej różne nawyki.
Określenia śmieszne i niezrozumiałe,
Dla prasy pod humor, dobre - okazałe.
Z Chlebem od piekarza idziesz do rzeźnika.
Posłuchaj kochany, jak rozmawia klika:
„Salceson już wyszedł!” - „Bitka figuruje!”
Medalion się skurczył! - Stek realizuje!
Kowalskiego zdjęli, zafajtał podanie.
Zagwoździł robotę - spuścili mu lanie.
Dziś nie przyjmujemy! Nie zawracać głowy!
Zakład nasz przechodzi w system potokowy!
Tryktor był robiony na szoner - kochany!
Tyś natomiast myślał, że był krajcowany?
Tu się urodziłeś, nie znasz polskiej mowy,
Żeby coś zrozumieć, tracisz całą głowę.
Dość często o młodzież dziwny spór się wszczyna.
Stawiają pytanie: ,,Chłopiec - czy dziewczyna?’’
Wysokie obcasy, spodnie, długie włosy,
Jeden wzrost i kolor - mutacyjne głosy.
Dostali się również do jądra atomu.
Uczony to zrobił! Nie miał wszystkich w domu!
Niech naciśnie kontakt - człowiek bez omyłek,
Świat zadrży w posadach, rozleci się w pyłek.
Można by wyliczać w erze atomowej,
W trosce o człowieka parodii niezdrowej,
I niejeden problem... zgubił bym... zostawił,
A potem bym palnął: „A - TOM się ubawił!”
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Ulica Bolesławiecka
Ongiś - piaszczysta...wzdłuż drogi - sterczały stodoły,
Młócono cepami...w pojedynkę, w czwórkę,
Furmański wysiłek był znaczny na drodze,
Ciągły konie wozy po piasku pod górkę.
Kierunek Mieleszyn, a potem z powrotem
I kto by na niej zechciał podróżować?
Spocone koniki - Człowiek zlany potem,
Furman...koń...Na drodze, musiał pokutować.
Urbański wyrównał drogę...bruk położył,
I ludziom lżej było, furman się nie srożył,
Zamiast bić to głaskał koniki kochane.
Piaski z „Łysej Góry” przy tej drodze znikły,
Wożone „lorkami” na Bindarz za bagna.
Wysiłek był wielki...ogromny...niezwykły,
Nagroda za wyczyn, nie bywała żadna.
Droga ta po wojnie nabierała wdzięku,
Gdyż Osiedle „Wieluńska” przy niej się buduje.
ZAKŁAD PŁYT WIÓROWYCH - z nowym planem w ręku,
Stosy płyt wiórowych nad plan produkuje.
Przy Bolesławieckiej jest Cmentarz Grzebalny.
Ongiś tu wieczorem wzdrygał się iść człowiek,
W ciemnościach egipskich, gdy wiatr straszył, wyjąc
- Pędził często w „oślep” - przy zmrużeniu powiek.
Teraz jak w dzień chodzisz. Wokół lśnią neony.
Dziecko...czy też starszy, na Osiedle wraca,
W noc - ciarki po skórze przestały im chodzić,
Nikt sobie strachami głowy nie zawraca.
By miasto odciążyć i podnieść na duchu,
Ulicę przecięła nowa „OBWODNICA”
Teraz E - dwanaście ważniejszą jest w ruchu,
Niż BOLESŁAWIECKA z awansem ulica.
A dawniej od Krzyża - „Parcicką” się zwała.
Dziś nazwy tej nie ma, poszła w zapomnienie.
Na miasto gruchnęła wielu zmian nawała,
Po niektórych nazwach – zostało: „WSPOMNIENIE”
(Ulica Bolesławiecka rozpoczyna się od ulicy Wieluńskiej - za Cmentarz w stronę
Klatki, po drodze z lewej strony „Fabryka Płyt”, a potem dalej, na Mieleszyn i do Bolesławca
wiedzie ta droga. W dawnych czasach rozgraniczała ziemię nadaną przez Bernarda
Wierusza dla 00 Paulinów. Była także drogą prowadzącą do młyna Urbańskiego w
Mesznarach, który w dawnych czasach zwał się „Starym Młyńskiem” - Konie po tej drodze
tonącej w piachu, ciągnęły naładowane wozy „mąką” do miasta, a z powrotem wiozły żyto do
młyna na przemiał. Biedne to były konie! - Pracowały ponad siły! Najgorzej im było przebrnąć
„Łyse Góry”, a potem do Krzewia. Dopiero w roku 1930, Urbański położył bruk na tej drodze
„Na własny koszt”, a konie od tego czasu szły - ciągnąc naładowany wóz „z uśmiechem” - a
furman spokojnie kopcił papierosa.)
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Ulica Polna
Stara to ulica - ongiś drogą była.
Swoista historia w jej przeszłość się wżyła.
Polna, bo też w polu i stąd też jej imię,
Jak ongiś, tak dzisiaj, leży na Koćminie.
Koćminę sam Wierusz ~ Paulinom nadał,
a zakon ten wiele trudu sobie zadał,
By ziemię uprawić w radliny, w zagony,
Musiał również Polną, zwozić swoje plony.
Pracę w średniowieczu, wyobrażam sobie...
Ciągną woły – Polną - jak w ówczesnej dobie,
Kroczą wolniuteńko - braciszek pogania,
Szybciej iść nie mogły! - Cóż miał do gadania?
Tuman kurzu w górę unosił się latem.
Braciszek poganiał - wywijając batem.
Wiosną lub jesienią woły szły po błocie
Przyspieszały głodne po znojnej robocie.
W dziewiętnastym wieku Car nadrabiał miną,
Zajął się zakonem, a więc i Koćminą.
Zlikwidował zakon - ziemię skonfiskował,
Nadał swemu słudze, by wiecznie panował.
Nie dziwcie się proszę! - Dar na wieczne czasy,
trwał tylko lat kilka. Potem inne Asy
Jeździły znów Polną. - Ta era niemiła,
Przetrwała, aż Wolność do Polski wróciła.
Nad Prosną przy Polnej, „Figura” też była
Usypisko ziemi – jak gdyby mogiła
Wysoka, na szczycie stał krzyż - wokół drzewa,
Tam w majowy wieczór lud litanię śpiewał.
Naprzeciw figury stodoła znów stała,
Drewniana pod słomą, niezbyt okazała,
Wzdłuż drogi - topole... Polna, droga kręta,
To nie to co dzisiaj! - Ja starą pamiętam.
W dziewiętnastym roku niemiecka nawała,
U św. Rocha z armatami stała.
Strzelano do miasta, ogień trawił domy,
Nie były to pierwsze czy ostatnie gromy.
Wzdłuż Polnej nad rowem, między topolami,
Kompania Hallera pruła miotaczami,
By przydusić Niemców, dopełnić rozkazu,
Potyczki nad Prosną nie przegrać ni razu.
CeKaEm z Figury gonił Niemców w krzaki.
Po niejakim czasie - uszli hajdamaki,
Na heimat wrócili...znów cisza nastała,
Którą druga wojna tragizmem przerwała.
Cofnijmy się nieco w przedwojenne czasy.
Stodołę przy Polnej podpaliły Asy,
Na tym miejscu władze rządziły dowolnie,
W krótkim czasie „Sokół” zbudował Sokolnię.
Działki prostokątne ludziom nadawano.
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Drogę „Polną” wówczas pod sznur sprostowano
Poszerzona również, krasy nabierała,
Śmiali się ludziska, z nią Koćmina cała.
W Sokolni przed wojną punkt obserwacyjny
Urządził ówczesny urząd sanacyjny.
W pierwszym dniu przy Polnej pociski padały,
Rażąc lud śmiertelnie, życie odbierały.
Podczas okupacji zniesiono figurę...
Niemcy zadzierali nosa mocno w górę,
Pościnali drzewa, krzyżyk usunięto,
Chodzili folksdojcze z miną zbyt nadętą.
Wreszcie przyszła Wolność - ludzie powracali
I znów wokół Polnej Koćminę orali.
Nie inni - lecz swoi z planami na wyrost,
Zmuszeni budować — w rodzinach był przyrost.
Kilka pięknych domów stanęło przy Polnej,
Nie związanych z niczym w gospodarce rolnej,
Stodoły tam nie ma, czystość - prawda szczera,
Światło, gaz i woda do domów dociera,
I ruch tam jest znaczny, a większy się wszczyna,
Bo i Obwodnica przez Polną przecina,
Ludzie autostopem jadą w różne strony,
Dziś motoryzacja, gdzie ongiś zagony.
Roi się od wspomnień, do których tak wnikam.
Także targowisko ściągnęli z Pasternika,
W targi ruch dość znaczny, kramarze handlują,
Ludzie zaś owoce, drób - jajka kupują.
Brak tylko „Jakubka” - który reklamował,
Nie ma go już dzisiaj. W historię się schował.
Na Polnej handlują, cichutko.. .spokojnie...
Targi przedwojenne, poległy na wojnie.
Na miejscu „Figury” - Pomnik zbudowano,
By pamięcią często przodków wspominano.
Tych, co swoje życie w ofierze złożyli,
Cichych bohaterów - pomnikiem uczcili.
Poczekajmy trochę, a Polna ulica
Swą powierzchownością będzie nas zachwycać!
Stara nazwa tylko po niej pozostanie,
Polna - Nowoczesną, będzie po tej zmianie.
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Ulica Braci Polaków
Mesznary - Starym Młyńskiem zwane
w czasach średniowiecza
Człowiek jego panem był
Ujarzmił wodę, Młynarz był z zawodu,
Meł zboże na mąkę, by lud nie znał głodu.
Urocze to miejsce, wokół moc zieleni,
Wspaniałe zacisze, co sens życia mieni,
Na odwieczną Prosną w historię się ściele,
Śpiew ptactwa rozbrzmiewa, jak w święto w kościele.
Ostatni właściciel Urbański Xawery
Młynarz z powołania, który miał maniery dodatnie
W rządzeniu na miejscu gospodarz,
Mówili o nim ludzie, że dobry był włodarz.
Miał córkę. - Ta wyszła za mąż za Polaka.
Droga przeznaczenia jest też różnoraka.
Nie każdemu szczęście pod nogi się ściele,
Przeżywają ludzie w życiu nieszczęść wiele.
Mąż jej wkrótce umarł, trzech synów zostało.
Chowała ich wdowa, trudząc się niemało,
Chłopcy ci nie tylko w nazwisko wyrośli,
Wzorowi Polacy! - Patrioci wzniośli.
Była druga wojna! Niemcy nie na żarty
Toczyli bój z Polską krwawy i uparty
O każdą piędź ziemi! - Ojcowie ginęli,
Także matki z dziećmi!
Niemcy rozpoczęli mordować nasz Naród!
Ziemia krwią spłynęła!
Niszczyli kulturę,
Ich złość się zawzięła na wszystko, co polskie,
Na ból, łzy i krzywdy Jak zwierzę nieczuli!
W Gdyni mieszkał Kazik, najstarszy z trzech braci,
Niemcy, jak psy gończe w szpiclostwo bogaci,
W dniu siódmego września Kazika zabrali,
W męczarniach Stutthofu życie odebrali.
Wdowa po Kaziku zabrała maluchów,
Wróciła pociągiem do grodu Wieruszów.
Lecz tragizm w rodzinie nie miał się zakończyć,
Zły los postanowił rodzinę rozłączyć.
Leon oraz Marian - dwóch braci Kazika,
Mieszkali wraz z matką.
Rodzinny unikat!
Była wczesna pora!
Chłopcy jeszcze spali, gdy Niemcy - mordercy w drzwi zakołatali.
Zabrali dwóch synów wdowie po Polaku.
W obozie Gross-Rosen przeszli do zaświatów.
Tragizm!
Trzy morderstwa!
Łzy wdowie!
Ból Matki!
U Niemca zaś uśmiech - nóż rzeźnicki z jatki.
Zwycięska parodia niemieckiego piekła,
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Tysiącletniej Rzeszy z bandą psów się wściekła.
I konała w drodze!
Wolność z mieczem w dłoni szła przez nasz Wieruszów!
Polak - Niemca gromił!
Miasto leczy rany... Ból pozostał w znakach.
Wspomnieli Rajcowie o Braciach Polakach,
Ulicę nazwano w myśl mieszczan życzenia,
By pamięć tragizmu żyła w pokoleniach.
W tej wojnie zginęło wielu naszych ludzi.
Sto osiemdziesięciu trzech Wieruszowian Niech się nikt nie łudzi!
Niemiec dla Polaków stał się krwawym katem,
Nigdy dla nas nie był i nie będzie bratem!
(Ulica ta 600 lat temu była w granicach miasta. Do 1939 roku nie miała nazwy. Jest
bardzo krótka i łączy Rynek z ulicą Kilińskiego. W rogowym domu od strony Rynku, mieszkał
żydowski Rabin. Podczas wojny, ta ulica należała do Getta. Na tej właśnie ulicy znajdowała
się jedyna brama z kolczastego drutu, przez którą pędzono Żydów na zatracenie. Podczas tej
wojny spłonął jeden dom od strony ulicy Kilińskiego, będący własnością Ole. Brawaty Józefa,
którego Niemcy rozstrzelali we wrześniu 1939 roku. Kiedy w 1955 roku Wieruszów awansował
do stopnia powiatu, zerwano nawierzchnię na tej ulicy z kocich łbów i założono trylinkę. Na
uroczystej sesji postanowiono nadać jej nazwę: „Ulica BRACI POLAKOW”. Należy zaznaczyć,
że Polakowie mieszkali przy ulicy Błotnej, która po wojnie otrzymała nazwę BUCZKA. Z
obecną ulicą nie mieli nic wspólnego. Dom po Rabinie został po wojnie oddany na Internat dla
młodzieży Szkoły Zawodowej, a w późniejszym czasie dla Liceum Ogólnokształcącego.)
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Ulica Buczka - dawniej Błotna
Musiało być błoto, skoro tak do wojny nazwa ta przetrwała.
Wyobrażam sobie, jak ludzie piechotą,
Brnęli w Błotnej w błocie, a „ONA” - się śmiała.
W końcu jej grymasy skryto kocim brukiem. Krótka ta ulica,
przy niej kilka domów,
Carscy bojcy z knajpy wychodzili z hukiem, Rzucając przed siebie sporą porcję gromów.
Przy tejże ulicy mieszkają Urbańscy,
Nazwisko to znane, Z Urbanie się wywodzi,
Urbański w Wieluniu wykonał gest pański,
Z piętnastego wieku nazwisko pochodzi.
A Urbański z Mesznar miał tutaj wymianę,
Woził końmi mąkę, brał od ludzi żyto,
Za ten punkt wymienny nie dostał nagany,
Raczej od mieszkańców brał wdzięczność obfitą.
Gdy Grenschutz napadał, Grądziel z tej ulicy,
Był tu bohaterem, ludziom pomoc nosił,
Ratował kobietę z płonącej piwnicy
Patrzył śmierci w oczy, choć go nikt nie prosił.
W drugiej wojnie Niemcy bardzo ją zniszczyli.
Wyrok na ulicę wydano okrutny!
Od zachodniej strony domy wypalili,
Z tłumikiem płomieni chodził Niemiec butny.
W tej ulicy „Wdowie”- Urbańskiego siostrze,
Zabito trzech synów - nazwiskiem Polaków.
Płacz - rozpacz - tej wdowy, do historii dotrze,
Znak zbrodni krzyżackiej - połamanych znaków.
Gdy wkroczyła „WOLNOŚĆ”, którą nieśli Bojce,
Niemcy wiali w Heimat, nawet „Strach” zabrali!
Wówczas tu, w tym domu, zgromadzeni ojce,
Pierwszą władzę miasta organizowali.
I znów był polski burmistrz, ruszyła budowa,
Otrzymała asfalt - domek parterowy,
W nim naprawa butów, no i brać radiowa,
Telewizor na czas, w remoncie gotowy.
Ulica łączyła Warszawską z Piskorską.
Ta od dnia „Wolności” - zwie się Świerczewskiego.
Buczka - dawniej Błotna - nie jest na wskroś „dworską”
A jak na Wieruszów, wygląda „N i c z e g o!”
Maleńka uliczka, a przeżyć bez liku!
Odznaką tragizmu opieczętowana...
Nie wolno dopuścić wspomnień do zaniku,
By historia „BŁOTNEJ” - była zapomniana.
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
(600 - lat temu była w granicach miasta. Nazywała się „BŁOTNA” - Błota tam nie było, bo była
brukowana. Jako błotna, miała styk z ulicą Warszawską, /od strony południowej/ a z Piskorską
od str. północnej. Była to ulica bardzo krótka /I taką jest/. Zaledwie cztery domy z jednej strony
i dwa z drugiej strony stały przy tejże ulicy. W carskich czasach przy ul. Warszawskiej, bokiem
do Błotnej, stała karczma pana Zielonki, w której spędzali czas ci, co mieli pieniądze, lub ci, co
je chcieli zdobyć. Tam się załatwiało wszelkie lewe interesy szmuglerskie, zwane górnolotnie:
„Przemytem” - Wiadomo przecież granica między dwoma mocarstwami była na Prośnie. Wlewano bojcom do gardziołków, aby ich urobić na swoją stronę. Ulica nie była oświetlona, za
to miała bruk już w 1906 roku. Grenschutz jej nie tknął. Do 1939 roku nosiła swój stary wygląd.
Po zlikwidowaniu restauracji Zielonki, miejsce jej zajął sklep rzeźnicki, którego właścicielem
był p. Grądziel Stanisław. Po drugiej stronie ulicy w podwórzu wymieniał za żyto mąkę p.
Urbański Leon z Mesznar. W drugiej wojnie światowej Niemcy spalili przy tej ulicy domy strony
zachodniej, natomiast od strony przeciwnej, domy ocalały. Kiedy Wieruszów został
oswobodzony, na drugi dzień, tj. 20 stycznia 1945 roku, zebrała się pierwsza Rada. I te
pierwsze jej spotkanie miało miejsce w domu p. Maciejewskiego, gdzie dokonano wyboru
burmistrza, komendanta milicji oraz innych tymczasowych urzędników. Tak więc Władza
Ludowa została powołaną przy tejże ulicy, w małym parterowym domku. Ulica ta długo po
wojnie świeciła pustką, aż wreszcie pobudowano przy niej pawilon parterowy i to w miejscu,
gdzie ongiś za cara była restauracja. W pawilonie tym od strony ul. Buczka jest Zakład
Fryzjerski oraz sklep, w którym sprzedaje się radia i telewizory, nieco dalej znów szyją suknie
i płaszcze dla pań, a ostatni lokal od ul. Piskorskiej /obecnie gen. Świerczewskiego/ dokonywano naprawy butów. - Od 1985 r. jest tam punkt „Harcerski”)
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Ulica Ciemna
Zamkową z Wrocławską łączy ta ulica.
Ciemną ona nie jest, tkwi pod słońce przecież,
Boczną bym Ją nazwał, - Żadna kamienica
Nie ozdobi tejże miernej nawet w lecie.
Ma zabudowania raczej podwórzowe,
Jeden domek frontem - parterowy stoi,
Grenschutz ją roztrzaskał, więc ma mury nowe,
Nie sięgnął jej tragizm, choć się w drugiej dwoił.
Wygrzewa się w słońcu, jakby snuła plany,
Gdy się nic nie dzieje, to ją nic nie wzruszy.
Cichy i spokojny ma żywot przydany,
By gorzej nie było, życzymy jej w duszy
Lud korzysta z przejścia, gdy po zakup idzie.
Do rzeźnika albo sklepu spożywczego,
Chociaż nie ma handlu, to nie żyje w biedzie,
Mówi w aspiracji: „Co komu do tego?”
Często półtoraczne wozy konne stoją,
Pierwszorzędny rolnik - obywatel miasta,
Pracuje na roli. Panny krowy doją,
On głaszcze konika no i tak powiada
Pracuję jak ojciec! - Na roli dzień cały!
Ciężko, lecz uczciwie. I nie pragnę chleba.
Szanuję mój zawód, ręce co orały,
Uczę pokolenie, że
p r a c o w a ć t r z e b a.
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Ulica Cmentarna
Ulica Cmentarna z Krótką – równoległa,
W ubiegłym stuleciu - po wielkim pożarze,
Rozpoczęła istnieć - Historia się zbiegła,
W piaskowym awansie - powstawała w darze.
Domeczki drewniane, papą kryte dachy,
Jak strzał z karabinu - równiuteńkie, proste,
Prowadzi na Cmentarz, bo w Cmentarz się wrosła,
„Śmiertelną” - bym nazwał, - Symbol „Śmierci postać”.
Dla mieszkańców, którym mienie się spaliło,
Lichszej kategorii działki przydzielono.
W biedzie... niedostatku, a tej wokół było,
Na działkach w pośpiechu budynki stawiano.
Nie było tu cegły, dachówki, komfortu,
Pospolite drzewo - budulec dostępny,
Przy piaszczystej drodze, bez żadnych chodników,
Rósł budynek pierwszy, drugi i następny.
Ulicą pogrzeby chodziły przez lata...
Żałobny jej urok nie przysparza troski,
Aspiracji żadnej nikt się nie dopatrzył,
Chodzili w żałobie ludzie z miasta - z wioski.
Za cara tablica na palu widniała,
W zaborczym języku nazwa wypisana,
Car przepadł bez wieści, - ta istnieć przestała,
Odtąd „Narodowa Flaga” - trzepotała.
Dopiero „LUDOWA” dała jej chodniki,
I asfalt równiutki dano jej w awansie,
Tu i ówdzie domek piętrowy wyrasta,
I tak tkwi bez przerwy w postępowym transie.
Pogrzebów nie widać już na tej ulicy...
Prostą wydłużoną Dąbrowskiego chodzą,
Cichych dni, spokojnych nikt teraz nie zliczy,
Tej starej ulicy, chyba nie odmłodzą.
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Szkoła
Szkoła Podstawowa - wspomnieniami darzy.
Myśl ulata w przeszłość, szkoła nam się marzy!
W niej beztroskie życie, dwójki... piątki... swary...
Zabawy... gonitwy... wśród dziecięcej gwary.
Pędzi rok za rokiem, gwar dziecięcy wzrasta.
Dominuje postęp, historia narasta,
Tabliczka i rysik w przeszłość się zapadły,
Elementarz „Miarki” - dawno mole zjadły.
Lub w kurzu na strychu zżółkłe kartki leżą
Przesycone wonią!... Aż się włosy jeżą!
Myśl biegnie do klasy, jazgot - gwar ustaje,
Klasówka z polskiego! - Aż się serce kraje!
Bo kierownik Psurski ściągaczek nie lubi.
W klasie tylko Mieciu piątkami się chlubi,
Są karierowicze! - Dwójkarzy też wiele,
A tym także szczęście pod nogi się ściele.
Dybka czy Lipietę - mgła wspomnień otacza.
Jędrzejczyk - Dowbenko, w niepamięć się wtłacza.
Pomoc naukowa - prymitywna – prosta.
Często „Dwója!” - „Łapa!” - „Stój w kącie!” - lub chłosta.
Obraz sprzed pół wieku - o pomstę nie woła!
Dawniej strach - dziś humor! - Na komornym szkoła!
Klasy rozrzucone po domach prywatnych,
Często bez podwórka... do rozbiórki zdatnych.
Trzy klasy w Klasztorze, czwarta u Psurskiego!
Piąta - hen za miastem! - Dalsze w mieście leżą,
Są na Nowym Świecie! - Biegniesz więc z powrotem,
Po kolana w błocie lub ścieżką za płotem.
W tornistrze zeszyty, książki, piórnik, pióro,
Jest bułka kajzerka... przejście przez płot dziurą...
Dzwonek dyżurnego woła zewsząd dzieci...
Czas wydłuża lekcję... w wolnym tempie leci.
Gdzie ulica Szkolna, dawniej księże pole.
W miejscu, gdzie dziś szkoły, uprawiano rolę.
Falowało żyto i rosły ziemniaki,
Przez pole na przełaj ścieżką szli chłopaki.
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Tam znów, gdzie Internat, szósta się uczyła
W domku parterowym... siódma też chodziła.
Ruch był na dwie zmiany... po południu, z rana,
Aż wreszcie wakacje! - Słońce! - Zapach siana!
Wyciszone klasy... bezludne podwórko...
I tak rok za rokiem! - Gwar i cisza w kółko!
W czerwcu „Koniec roku” - Zakończenie w Straży,
Świadectwo i uśmiech, często łza się zdarzy.
Tuż przed samą wojną, wyrasta gmach szkolny.
Trzydziesty dziewiąty, nie był od trosk wolny.
Bo przyszedł kataklizm, z nim okrutne zmiany,
Gmach szkolny - Polakom, został odebrany!
Szkoła „Nur für Deutsche” bywała otwarta
Dla Niemców, folksdojczów - szwabskiego bękarta,
„WOLNOSC” przegoniła z Reichu überpany,
Czas utkwił w pamięci! - Rok niezapomniany!
Znów dziecięcy głosik w piosence rozbrzmiewał,
Echo niosło dźwięki - szeleściły drzewa,
Rota... Hymn... Polonez... Kujawiak w minorze
Przemawiał z przytupem w uśmiechu, w humorze.
Czasy się zmieniły - narastały lata.
Los niektórych ludzi zabrał z tego świata
W pokoleniach dzieci uczą się i gwarzą,
Inne też warunki uśmiechać się każą.
Nowy gmach obszerny „L u d o w a” - przyniosła.
Idea oświaty była zawsze wzniosła...
W gmachu biblioteka... różne gabinety,
Nie ma nic z przeszłości! - Nic z biedy! - Niestety!
Woda i centralne... stołówka dla dzieci...
Boisko z asfaltu... piłka w siatkę leci,
Nie zobaczysz płotów wapnem malowanych,
Podpartych żerdzią. Dziś to jest nieznanym!
Obszerna, wygodna sala gimnastyczna.
Pełna światła... słońca... Bardzo akustyczna...
Wszędzie ład i czystość - świetlice i szatnie,
Dla przybyszów zachwyt - nastroje dodatnie!
Ping - pong, siatka, nożna, wycieczka do lasu,
Chór, orkiestra, dramat! - Na nudę brak czasu!
Młodzież jedzie w góry, nad morze po zdrowie,
Brak ptasiego mleczka! - Nie narzekaj! - Powiedz!
Co ci więcej trzeba? - Czas to iście złoty!
Nikt nie jedzie szukać do Reichu roboty,
Uciążliwe lata utonęły w Prośnie!
Oświata nad Prosną, rozkwita wciąż... rośnie!
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
I nie tylko tutaj! - Nad Odrą, nad Wisłą,
W górach i nad morzem! - Widać jasną przyszłość,
Tysiące Szkół wznoszą... woluminy rosną...
Oświata ze szkoły, przemawia nad Prosną!
-------------------------------------------Idzie dziecko drogą z tornistrem na plecach,
Roześmiane słońce w drodze mu przyświeca,
Muska jego buzię... chłopiec w słońcu cały,
Powtarza w zachwycie: „Jestem Polak mały!”
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Ulica Fabryczna
Przed wiekami tejże ulicy nie było.
Powstała, gdy władze Fabrykę stawiały.
Transport drewna w jedną w drugą stronę papier,
Ciągły konie w pocie... wozy terkotały.
Fabryka nad Prosną, więc łączność z Mirkowem
I dalej ze światem zagwarantowana,
Ulica Fabryczna w styku z Wieruszowem,
Powstała, gdy w Wiedniu zapadła Uchwała,
Car zajął Fabrykę, Cesarz - Mirków - wioskę.
Tereny graniczne przegradzała rzeka,
Fabrykant i władza, czując w sercu troskę,
Zbudowali drogę, by car nie narzekał.
Domek był rzadkością... świeciła pustkami,
Fabryka Zapałek w małej chatce była.
Cztery izby z sienią, dach kryty gontami,
Fabryka z papiernią nawet się nie zżyła.
Fabryka Mirkowska to kolos magnacki,
Ta zaś przy Fabrycznej? - „Mała Zapałczarnia”
W niej praca przy stole... Reklamy - szyld chwacki,
Tylko praca nikła, kiej Żyda piekarnia.
Pierzchły szumne nazwy - gloryfikacyjne,
Po fabrykach śladu nie zostało wcale,
Car, czy cesarz dbali o polskość - fikcyjnie,
Zwłaszcza lud roboczy - traktowan niedbale.
Nadszedł czas, gdy kolej ulicę przecięła,
Puszczono też kaczkę, że tu stacja będzie,
Plany w „ŁEB” dostały - klika się zawzięła...
Inne perspektywy były wówczas w względzie.
I wreszcie „LUDOWA” wdzięku jej dodała...
Zbudowała Szkołę... Bursztynową... Bloki...
Nawierzchnię z asfaltu i w kolorach cała,
Wie, że żyje, czując dobrobytu kroki.
Mimo zmian – Fabryczną nadal pozostała.
Osiedle „Fabryczna” przy niej też powstało,
A w przedszkolu sala zapełniona cała,
Gwarem i uśmiechem... Radości niemało!
Minął czas parodii... Czasy się zmieniają,
Wieruszów zaludnia bliska okolica,
W Prośnie – odzież szyją, „STARY” - naprawiają,
Nauką i pracą rozbrzmiewa ulica,
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Ongiś przy Fabrycznej dudnił młyn parowy,
Tartak dysonanse zmieniał w decybele,
Całość strawił pożar w wypadku pechowym,
Z tejże zabudowy zostało niewiele.
A czas idzie naprzód! Do tyłu nie wraca.
Nowość spycha starość! Stale coś się zmienia.
No! A jak Fabryczna, to nauka i praca,
Więc coraz większego nabiera znaczenia.
Po sześćdziesięciu latach z przyrzeczeń ministra,
DWORZEC KOLEJOWY Wieruszów otrzymał.
Ruch jest na tej stacji... pasażerów mnóstwo,
Dyrektor Z.P.W. postępu się „imał”.
Tutaj - przy FABRYCZNEJ - Osiedle powstało.
Domy w cztery piętra z zapałem budują,
Fabryka z rozmachem pracuje dla Polski,
Bezrobocie i nietakt tutaj likwidują.
Czasy carskie zwiędły! Nikt ich nie wspomina,
A w międzywojennych? „Bieda w pysze drżała”
W czasie wojny Niemiec chciał nas zmieść z powierzchni.
Dla niego w Norymberdze zapłata czekała!
Jakże na Fabrycznej wszystko się zmieniło!
Inni ludzie... domy... inne otoczenie,
Pociągi nie dymią... syreny nie gwiżdżą,
Lampy elektryczne darzą oświetleniem.
Pędzą tygodnie... mkną jak wicher lata
Siedzi chłopiec w ławce... w Podstawowej Szkole,
Przemijają lata... on też będzie uczył,
Kiedyś „naukową” - będzie pełnił rolę.
Ongiś na tym skrawku, wiatr kołysał zboże,
które „Tata” sprzątał, zamykał w komorze.
Teraz dzieciak w szkole uczy się, bo w życiu,
- czekają „ETATY” - Lecz „Przyszłość”...w ukryciu.
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Ulica Mała
Mała – bo maleńka, domów na niej kilka,
Rynek i Piskorska, to odległość nikła...
Mimo iż lśni w słońcu, nie jest ona dworską,
Każdy o niej mówi: „To ulica zwykła!”
Pożary trawiły jej zabudowania,
Grenschutz ją roztrzaskał. Drzazgi pozostały.
Potem odbudowa – Nie do rozpoznania,
Stanęła na nogi które ocalały.
Pawilon Handlowy stoi na wylocie.
Na dole mebelki. Obuwie na górze.
Ta ulica nigdy nie tonęła w błocie,
Tonie! - Lecz w asfalcie, a domy tkwią w murze.
Mała w każdym względzie jest małą uliczką,
Taka jak bywa prawie w każdym mieście.
Żyje bez awansu – jak pani dziedziczka,
W centrum, obok Rynku, jak rodzynek w cieście.
Co tu można dodać toć ma przeszłość w sobie!
Już od lat sześciuset – zawsze w mieście była.
Gdyby „ONA” mówić mogła o „Przeszłości”
- Niestety!!! - choć NIEMA - Z historią się zżyła.
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Ulica Motowidłowska
Motowidłowska - od motowidła pochodzi
W średniowieczu w ślep kończył ją wał ziemny.
Bindarz z topieliskiem błotnym tu dochodził,
W które martwe zwierzę wrzucał człowiek ciemny.
Domki parterowe, to były jej gmachy,
Murowane z cegły, nie było tam strzechy,
Całkiem wystarczalne, papą kryte dachy,
Nie rosły tu śliwki, jabłonie, orzechy.
Była brukowaną, żyła w aspiracji,
Przyścionków nie miała... był rynsztok, okapy,
Nikt jej nie potępił, bo by nie miał racji,
W tej wojnie lud prosty poczuł Niemca łapę.
Pożar strawił domy, znikło ludzkie mienie,
Adamską spalono żywcem w jej mieszkaniu,
„TRAGICZNA” - bym nazwał. Wróg zgubił sumienie,
Zachwycał się mordem, bolesnym konaniem.
Po wojnie na poprzek gmachy wystawili,
Pozostał ślad mały. Ulica zniknęła.
Barakiem od biedy pustkę ogacili,
W czas „Organizacji - WIÓRY” - urzędowały.
Potem Eskaesy, także emeryci,
Cicho w tym odludziu urzędując, siedzą.
Spełniając powinność, a z pracy są syci,
Starość przy dzieciństwie, Przedszkole - za miedzą.
Na emeryturę przeszła ta ulica.
Ku pamięci żyje obcięta... skurczona,
A starość nie radość! Nie ma czym zachwycać,
Skrawkiem na wycugu, taka to już „ONA”.
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Wolno mi powiedzieć
Wolno mi powiedzieć o tym, co ja myślę...
To, co o tym piszę, nikomu nie wyślę.
Dowolna krytyka - obrazu dotyczy,
Porządek w salonie - lepszy niż w piwnicy.
Malarz wyładował się po magistersku.
Mnie wolno snuć wątek prosty - po żołniersku.
Komu treść potrzebna? - Wiem! Autorowi!
Nie dał bym na tackę dla niego
„Grosz Wdowi”
Pisze - patrząc zezem... via próżnia - per nudy.
Tracę czas! Bez sensu! Całość psu na budę!
Zresztą? - Co ja z tego, wszystkiego rozumiem?
Na sztuce się nie znam, sądować nie umiem.
A symetria względna! Rozgardiasz w porządku.
Wiele bałaganu, a wszystko z rozsądku,
Przylepił, przyłatał, prym wodzą kolory...
Obraz ten „O niczym” ma swoje walory.
No bo proszę spojrzeć! - Jak u mistrza w kuźni.
Wisi taki klocek, jak by wisiał w próżni,
Leży klucz na kwiatku i w ogóle kluczyki...
Ten, co to malował, robił duże „b y k i”
Proponuję zrobić remanent z tych kluczy
Sprzedać je w komisie, maszynkę co buczy,
Kupić! - W oknie wstawić, podkreślić „STAROCIE”
Ktoś głową pokiwa, będzie po kłopocie.
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Przemiany
I cóż to takiego? - Czy znowu przemiany?
Wyładowanie się! - Zły? - Może udany?
Ni środka obrazu, a co w głębi gości?
Mistrz ekspresjonista - czapkuj jegomości.
A może to atak na Baciarelli’ego,
Matejko do kąta! Rembrant nie bez tego,
Gdy pozycji broni - donośnie zawoła:
,,Kochani! - Oszczędźcie Michała Anioła’’
Ni to astronomia, ni literatura...
Czyżby sztuka piękna? - Ot! W awarii dziura!
Ani to nie przypniesz, ani też przylepisz,
Obraz w przedpokoju polecam zawiesić.
Bo gość w przedpokoju, chodzi jak Anatol.
Tu zostawi czapkę, tam znowu parasol,
Kalosz w jednym rogu, szal wpadnie za matę,
Całość pies pilnuje, śpiąc, wygrzewa gnaty.
Ludzka mózgownica ma pomysły różne.
W nadmiarze poczynań, w dziwną trafia próżnię.
Ja nie krytykuję! - Moja analiza,
Sentyment do piękna! - Mistrzu! Nie ubliżam!
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Dziad i Baba – parodia
Był sobie dziad i baba, lecz nie Kraszewskiego,
Ja znam inną parę, lecz co komu do tego,
Nie myślę ich zdradzać, jednak do muzeum,
Prześlę jako okaz rzadki dziś trofeum.
Nienawidzę bajek, lubię prawdę w oczy,
Z bajek już wyrosłem, bo życie się toczy
Wśród kantów, nadużyć, łapówek, kontroli,
Wiec proszę posłuchać, opowiem co boli.
Był sobie dziad i baba, bardzo młodzi oboje,
On miał „wojsko” za sobą, ona dzieci dwoje,
Mieli willę maleńką, na dziesięć pokoi,
I mały „Mercedes” - ten w garażu stoi.
Wiedli życie wsteczne, tak jak przed wiekami,
Chodzili wśród ludzi nakryci skórami,
A to karakuły, a to skunksy, foki,
Baba jeździła do Łodzi ondulować loki.
Żyli bardzo skromnie, w myśl „Strachy na Lachy”
Co rok wyjeżdżali na zamorskie piachy,
Z biedą szli za pan brat, słońce ich prażyło,
I w tej poniewierce, jakoś im się żyło.
Żywot wiedli ciężki, jak jeńcy w obozie,
Ona zamyślona, on skurczony w wozie,
Siedzący bez ruchu, ściśnięty jak patyk,
Wywożąc rodzinę aż nad Adriatyk.
Bardzo przepraszam, że ich nie przedstawiłem,
Ale to nie znaczy, że się pomyliłem,
Baba stale w biurze zapatrzona w niebo,
Dziad - dyrektor - mańkut, pracujący w lewo
I żyliby długo - zdrowi i szczęśliwi,
Gdyby nie źli ludzie, bardzo nieżyczliwi.
Ktoś z nich doniósł władzy, że dziad trzyma z mankiem.
Że nieprawidłowo operuje bankiem.
Rozeszła się fama, władza do drzwi wali,
A dziad z babą w willi drzwi pozamykali.
Władza pod willą lat dwieście by stała,
Aż strudzona, nareszcie garażem wejść musiała.
Nadszedł szary koniec! Sprawa się skończyła
Dla dziada i baby, dla nas niezbyt miła.
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
A chociaż na sprawie skruchę okazali,
Z rąk sprawiedliwości wyrok otrzymali.
Willa przepadła, przepadł i samochód.
Dziad z babą w Sieradzu nie liczą na dochód.
Odbywają wczasy, czas wolno im leci,
Gdzieś z dała u krewnych popłakują dzieci.
Wszystko to przez ludzi, którzy kontrolują,
Którzy dziury w całym wciąż się doszukują,
I dziadu i babie nie dadzą, spokoju,
Stąd tyle kłopotów strachu no i znoju.
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Ulica Parkowa
Parkowa, to nazwa niedawno powstała.
W całości „PASTERNIK” - Gęsi tam pasano.
Targi i jarmarki droga okrążała,
Niewybrukowaną drogą bydło na rzeź gnano.
Rzeźnia ongiś stała z Nową w samym styku.
Na palach, by ścieki na ziemię opadły,
Biegł rów wzdłuż ulicy, smrodu tam bez liku,
Było szczurów mnóstwo, te odpady jadły.
Z tej to strony grodu smród ludziom dokuczał,
Każdy wdychał z wstrętem odpady smrodliwe.
Durna carska władza! - Lud nikt nie pouczał,
A smrody do Prosny płynęły leniwie.
Pomór szalał w mieście, śmiertelne wypadki!
Rozebrano Rzeźnię. Nową zbudowano,
Za młynem, nad rzeką, teren równy, gładki.
Ścieki spadem w rzekę - wprost likwidowano.
W czas międzywojenny - kiepski wygląd miała,
Dopiero po wojnie dostała „Okrasy”
Nawierzchnię i kwiaty - zieleń otrzymała,
Nowoczesne domki, obraz jej bogaty.
To co było, a co jest? - Nie można porównać
Była ongiś bieda - tańcowała z nędzą.
A chociaż z przepychem bogactwo szalało,
Nie było takiego, co by rozumem ruszył.
Teraz mnóstwo dzieci swój żywioł tu mają.
Huśtawka, Karuzela maluchów zachwyca,
Bawią się beztrosko i żadne z nich nie wie,
Co to była „ongiś” za straszna ulica.
(600 lat temu, była za miastem, na tak zwanym Pasterniku. Jeszcze na początku tegoż wieku,
tonęła w błocie i w brudzie. Od strony wschodniej styka się z ul. Nową, a z przeciwnej strony,
z Mirkowską, zwaną obecnie „Sportową” - W tej chwili z jednej strony stoją już ładne domy
piętrowe - ville - a z drugiej strony okala tę ulicę skwer miejski. Jest w nim Dzieciniec i plac
zabaw. Miło tam i przyjemnie. Lecz 70 lat temu, tzn. na początku XX wieki było tutaj miejsce
zarazy. Przy styku z ulicą Nową, stał drewniany budynek Rzeźni Miejskiej, na palach, spod
którego bez przerwy odchodziły ścieki - najgorszego gatunku odpady. Te były wyrzucane
przez rzeźników na zewnątrz Rzeźni. Fetor straszny rozchodził się wokół. W dzień miały wielką
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
uciechy miejskie psy, a w nocy szczury. Nadmiar cieczy spływał razem do rzeki Prosny.
Nieczyszczony rów był przyczyną zatrucia a potem smrodu. W latach początkowych XX wieku
Rzeźnię przeniesiono na ul. Mirkowską /Obecnie Sportową/ nad samą rzekę, wyzbyto się tym
samym nadmiernego brudu. Na pasterniku co miesiąc urządzano Jarmarki „Spędy”. Ta ulica
Parkowa była cały czas bez nazwy. Nie była brukowana. Dopiero po awansie do stopnia
powiatu, tj. po roku 1955, otrzymała najpierw bruk, potem trylinkę. W międzyczasie
zlikwidowano tutaj spędy i jarmarki, oraz różne handle, a plac przeznaczono na wypoczynek i
sport. Nie da się porównać różnic, jakie zachodzą na przestrzeni 70 kilku lat. Ulica Parkowa
przed laty jako bez nazwy, była na tak zwanym Pasterniku. A nazwa pochodziła od pasania
na nim gęsi, zakupionych w głębi Kraju, przypędzonych do Wieruszowa. I tutaj czekały na
odpowiedni moment, kiedy był podstawiony wagon, jeden, czy więcej, pędzono je wówczas
przez granicę, na stację towarową, tam je ładowano do pociągu /wagonu/ i wywożono do
Niemiec. Pasły się więc gęsi na Pasterniku do czasu, aż wybuchła I-Wojna Światowa. Skończył
się wówczas handel, przemyt i graniczne kombinacje. Pozostał Pasternik i ulica bez nazwy.
Później na Pasterniku urządzono Boiska Sportowe dla piłki nożnej, ale ulica tego nie
odczuwała.)
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Stary Wieruszów
Ongiś miasto tutaj było...
Tętniło w nim ludzkie życie.
Coś w historii się zmieniło,
Tragizm przyszedł nocą... skrycie.
Przestał istnieć kasztel... domy... Kościółek parafialny,
Gród Wierusza świeci pustką... Strategiczny punkt „FATALNY”
Nie ma już na wałach straży...
Nikt Wierusza nie ostrzega...
Czas wyciszył echo wieków
I o gród nikt nie zabiega.
Wiatr jesienny dmie crescendem...
Podrzucając echa glorii,
Jak legato w uwerturze,
Szeleszczą karty historii.
W ciepły majowy poranek,
Siedzi chłopczyk, wypatruje...
Myśli - „Czy też kiedyś Wierusz gród z kasztelem odbuduje?”
Nie mój chłopcze! - Czas nie wraca!
On bez przerwy na wprost pędzi!
Tylko zaduma, wspomnienie,
Trzyma ludzi na uwięzi.
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Ulica Warszawska
Żydów tutaj już nie widzę,
I nie słyszę ich żargonu.
Znikły szyldy, domy, bruki,
Nie widzę Bożnicy - domu.
Ustał jazgot! - Wokół cisza...
Gdzie cycuły, pejsy, krymki?
Spełznął obraz we wspomnieniach,
Wśród upływu lat - zadymki.
Zniknęły też kocie bruki,
Małe domki parterowe,
Zgasło w czasie mdłe światełko,
Zastąpione neonowym
Wszystko się na świecie zmienia,
Nic stałego tutaj nie ma,
Nawet ludzi z fotografii,
Pochłonęła w czasie - „ziemia”
Pół wieku zeszło w historię,
Ileż przeżyć tutaj było?
Na „Warszawskiej” - widzę zmiany,
Jej „lico” się odmieniło.
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Ulica Nadrzeczna
Nadrzeczna nad Prosną, styk ma z Kilińskiego.
Za wałami miasta w średniowieczu była,
Przykuwa uwagę przybysza każdego,
W wojennym tragizmie wiele przeżywała.
„Graniczną” ulicą zwałbym od parady,
Bo z tejże ulicy ktoś rzucił kamieniem,
Ten spadł za granicą. Nikt nie szukał zwady,
I śladu nie było pod takim brzemieniem.
Czasy się zmieniają. Wszystko jest przejściowe,
ulica za grodem w swej zadumie tkwiła,
Domki tu drewniane, małe, parterowe,
Muru tu na lekarstwo. I z nim też się zżyła.
Grensehutz jej nie dotknął, miała szczęścia trochę.
Za to w drugiej wojnie, spalona w połowie.
Getto tutaj było na całej ulicy,
Krzyki było słychać w całym Wieruszowie.
Dom przy Kilińskiego dotknął punkt tragizmu,
Owczarski w Stuthofle okrutnie stracony.
Była to nie pierwsza ofiara faszyzmu,
Zostawił losowi dwoje dzieci, żonę.
I gdzie byś nie spojrzał, w którąkolwiek stronę,
Wszędzie tkwi historia ludzkiego przeżycia.
Wieruszów odczuwa prusacką mamonę.
Która przeznaczyła Słowian do wybicia.
I nie tylko Słowian! - Przodków też wybito,
Gdy Nadrzeczna gettem była za drutami.
Spłynęła krwią ludzką, gdy kopano, bito...
W „Drangu” szalał Niemiec, mszcząc się nad Żydami.
W ulicy był piasek, potem kocie bruki,
A w osiemdziesiątce - asfalt otrzymała.
Mała, wąska, kręta, lecz trzymajmy kciuki,
Może ją wypieszczą! - A tego by chciała!!!
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Zegar
Zegar w Wieruszowie, rzadko był widzianym.
Porę dnia dokładnie słońce odmierzało,
Człowiek podpatrywał, notował w pamięci,
Odpłacał uśmiechem, bo tak wypadało.
Rolnik w swym podwórzu też miał znak swoisty.
Porę obiadową wskazywał cień drzewa,
Na ścianie pod słońce przymocował patyk,
Cień zaś jego znaczył, kiedy iść do chlewa.
Gorzej, gdy słoneczko było za chmurami...
Bawiło się w strajki, na ziemię nie przyszło,
Wówczas człowiek często w czasie się potykał,
Gdy odczuł, powiedział: ,,Szydło z worka wyszło!”
Paulini również sporządzili zegar,
O jednej wskazówce - bez kółek - słoneczny
Podglądali ludzie, gdy świeciło słońce,
A czas odczytany, bywał dostateczny.
Zegarki zaczęły konkurować z cieniem.
Z początku - gdzieś-niegdzieś w lepszej sferze były,
Miał Ksiądz, Wójt, Aptekarz, Dyrektor Komory,
Persony z „ELITY” zegarki nosiły.
Miejsce upatrzone w kamizelce miały,
Dewizka przez brzuszek sięgała guzika,
Właściciel wyjmował zegarek z kieszonki,
Zbliżał go do ucha i sprawdzał, czy cyka.
Fabrykę papieru skreślono ze stanu.
Sporo bezrobotnych do Niemiec jeździło,
Tam się okupili, zimowali u nas,
Każdemu z zegarkiem, jakoś lżej się żyło.
U Gintra z Marianki stanął młyn parowy.
Monter miał zegarek z dewizką ze złota.
Spojrzał na zegarek, pociągnął za sznurek
Ryk syreny dał znać: „Kończy się robota!”
Wyła syrena rano i wieczorem,
O dwunastej, pierwszej, w czasie obiadowym,
Ci zaś wszyscy, którzy nie mieli zegarków,
Korzystali z młyna... jak w czasie miodowym.
Z czasem coraz więcej zegarów przybyło,
Maleńkie na rączkę i duże olbrzymy,
Stał też w rogu „KOLOS”, mierząc czas dokładnie,
Choć stał - szedł w powadze, bijąc co godzinę.
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
O dużym zegarze, co stoi w salonie,
Powstało przysłowie wśród tutejszych ludzi:
„Zegar idzie-stojąc! A stoi gdy leży!”
I z takiej pozycji nikogo nie zbudzi.
A mówią ludziska, że kiedyś na świecie,
Nawet małe dzieci będą mieć zegarki.
Na sutych przyjęciach, z racji swego święta,
Będą otrzymywać niezwykłe podarki
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Noc Śnieżna Mroźna
KOLĘDA
Muzyka i słowa Klemens Żuber
Noc śnieżna, mroźna, gwiazdami skrzy...
W lichej stajence, Ktoś z zimna drży,
Mała dziecina, to z nieba Bóg!
W pośród Aniołów - niezwykły cud.
Kwili niemowlę, a z braku szat,
Zagląda myślą do polskich chat.
Chce, by mu ciepła użyczył lud.
By szedł do żłobka, oglądać cud.
Spieszą do szopy, choć skrzypi mróz...
Dzieci i starcy, przy blasku zórz,
Z pieniem Aniołów - złączył się lud...
Złożyli pokłon - patrząc na cud.
Szedł tłum do żłobka, od morza, z gór.
Łączył swe serca w chrześcijański mur,
Pobłogosławił ludowi Bóg!
W mizernej szopie spełnił się cud
Wszyscy razem wielbili dziecinę,
Pieścili Maleństwo swym radosnym wzrokiem,
Śpiewali radośnie od serca na głosy:
Lulajże Jezuniu - Strzeż nas przed złym mrokiem.
Na wzgórzu Kościół, jak szopka z drzewa.
Ludzi w nim pełno, ze Świby... Mirkowa,
Z Podzamcza, Jutrkowa, jest też Chobanin,
Kuźnica, oraz lud z Wieruszowa.
Przybył też Dobrydział, Grześka, oraz Klatka
A w żłobku ujrzeli Dziecię - przy nim Matka,
Która w radości Dziecinę pieściła,
Chwila ta w stajence, była bardzo miła.
Najświętszej Pannie, raźniej wśród rzesz.
Oczy z radości mglą się od łez,
A która łezka padnie na świat,
Tam wzrasta miłość, pokój i ład.
W noc srebrno-śnieżną złoto gwiazd lśni.
Dziecię w stajence, w błogim śnie śpi,
Drogą od żłobka powraca lud,
Dziękując Bogu za wielki cud.
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Śmierć Ojca Augustyna Kordeckiego
Po Potopie do nas „Kordecki” przybywa.
Przeor Paulinów - zwycięzca w habicie,
W klasztorze nad Prosną począł dogorywać,
Tutaj w Wieruszowie zakończył swe życie.
Wspomnienia wojenne szły od Jasnej Góry.
Toć On nie pozwolił Szwedom wejść na mury,
Walczył z krzyżem w dłoni, zwyciężając wroga,
Obrońca klasztoru, sługa Marii - Boga!
Przybył do nas wówczas, gdy przyroda cała,
Ze snu zimowego do życia wracała,
Pięć dni przechorował, a mimo opieki,
W paulińskiej celi zamknął swe powieki.
Kościółek drewniany, a w nim pełno ludzi…
Ci modły zanoszą wraz z księżmi do Boga
„On” jeden za milion, był Wodzem - Polakiem,
W odwadze był wzorem, nie znał co to trwoga.
Brali ludzie trumnę na swoje ramiona,
Wszystkie stany z miasta i z wiosek mieszkańcy,
Pogrzeb uroczysty z bractwami, z wieńcami,
Dotarł za Chobanin, za parafii krańce.
Długo jeszcze stali ludzie na tej drodze,
Patrząc, jak wóz z trumną od nich się oddalał,
Wrócili do domów, wspominając w czasie,
Szli na Jasną Górę, gdy im czas pozwalał.
Po śmierci przeora - kościół murowany
Paulini wznieśli w tym miejscu już trzeci.
Dawniej dwa drewniane stały tu przed laty,
Wypadki są w czasie, a czas szybko leci.
Przeor Jaroszewski był tu fundatorem…
Kościoła i stalli - Wielkiego Ołtarza,
Jego płaskorzeźba jest w naszym kościele…
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Przemytnik Graniczny
Był wieczór majowy, ciepły, księżyc błądził,
Zakopany w chmurach, każdy o nim sądził,
Że światła zbyt mało rzuca na granicę,
Mrok otacza rzekę, rynek i ulicę.
Osada Wieruszów, - ulic bruki zwykłe,
W czterech rogach Rynku, cztery lampy nikłe,
Podsycane naftą, w mrokach nocy toną,
Stróż ich opiekunem, dozorcą i boną.
W taki cichy wieczór, w ciemnościach ulicy,
Do restauracji, w której z okolicy,
Beztrosko popija żołnierz, tłum uliczny,
Skrada się nasz junak - przemytnik graniczny.
Stanął przed drzwiami i patrzy przez szparę,
Czuje dym… wydechy… słyszy różną gwarę,
Wypatruje „Bojca”- żołnierza z Kordonu,
Jemu ma się zwierzyć, poza tym nikomu.
W restauracji półmrok! Spryciarz okiem wodzi,
Przez szparę sam sobie przecież nie zaszkodzi,
Chciałby też wychylić głębszego kielicha,
Lecz wypić? Co to, to nie!!! - Może tylko wzdychać!
Na jego gardziołek carska pętla czeka,
Umknął już trzy razy, przysłowie orzeka:
Do trzech razy sztuka. Teraz lisim krokiem,
Chodzi… niedowierza! Patrzy chytrym wzrokiem.
Wreszcie jeden żołnierz wychodzi do sieni,
Nasz chwat go odwołał. W rękach „Dzięgi” mieni,
I rzecze: Słysz Iwan! Mam znów cztery konie,
Masz tu okowitę - Dziesięć rubli w dłonie.
Powiedz w jakim czasie będziesz na granicy,
Tobie dzięgów mnogo do ruki naliczę,
Chcę po raz ostatni w Prusy pędzić konie
Zgoda? - Czy mnie puścisz? - podaj swoje dłonie!
Odpowiedział Iwan: Słysz! U nas ugoda
Kto cię żywcem chwyci, olbrzymia nagroda
Czeka za twą głowę! Ostrożnie brateńku!
Ty uważaj na wsiech! - Chodi po maleńku.
Ty byłeś haroszy! Przejdziesz przez granicę.
Dziś w nocy o trzeciej, przez Polną ulicę,
Pojedziesz na „Baśnię”- Podaj więc twe dłonie!
Do swidania druhu! Prowadź swoje konie.
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Był poranek ciepły, wprost wyczarowany.
Piękny, pełen woni, śpiewem przeplatany,
Slowik i skowronek okraszał przyrodę,
Chłopek swoje konie prowadził wprost w wodę.
Poczuł się tak błogo, że rozpoczął nucić!
Wcale nie rozmyślał swego fachu rzucić.
Okpił oficerów, drwił z rozkazu cara,
Ośmieszył majora, innych co niemiara.
Falowały myśli, jak na polu zboża.
Spali ludzie w domach, przykuci do łoża…
W taki to poranek serce żwawiej biło,
Po piaszczystej drodze za końmi „kurzyło”.
I dobrnął do rzeki. Cicho zjechał z brzegu.
Konie szły swobodnie, jakby do wybiegu,
Raźno i ochoczo przepłynął nurt Prosny,
O mało nie wydał z piersi krzyk radosny.
Wtem spod krzaka wyrósł żołnierz z karabinem
Ruki wierch! - zakrzyknął. Zbeształ go psim synem,
Nasz chłop sięgnął w kieszeń, ręką ruch zatoczył,
Rzucił Iwanowi garść tabaki w oczy.
Iwan z bólu krzyknął, objął twarz swą w dłonie.
Przeciwnik w tym czasie zwolnił swoje konie,
Przeciął nożem lejce, zawrócił z powrotem,
Wstrzymał konie w biegu pod cmentarnym płotem.
Z konia skoczył w krzaki, chciał dalej uciekać,
Musiał plan swój zmienić, ucieczki zaniechać,
Doszedł go do uszu wystrzał z karabinu,
I głośna wiązanka: „Czekaj taki synu!”
Ogłoszono alarm! Żołnierze na koniach,
Ku cmentarnej stronie pędzili po błoniach,
W krótkim czasie cmentarz pod kontrolą cały…
Lecz zbieg przed swą śmiercią też płatał kawały.
Szybko do kaplicy ruszył jednym skokiem.
Miał pęk kluczy w garści i wytrych pod bokiem.
Otworzył wytrychem, drzwi zamknął za sobą,
Teraz wojsko zajmie się jego osobą.
Otoczyli cmentarz, poczynając szukać.
Na drzewach i w krzakach, także w groby stukać,
Zaglądali wszędzie, bagnetami kłując.
Na uciekiniera bez przerwy pomstując.
Jeden z oficerow na kaplicę wskazał.
Natychmiast do wnętrza iść grupie rozkazał.
Kluczem otworzyli drzwi starej kaplicy,
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Z głośnym „Hurra!!!” - weszli carscy bojownicy.
Spryciarz wszedł do trumny, która stała w niszy
Żołnierz oddech wstrzymał, może coś usłyszy.
Zbieg jednak w piwnicy, nie ruszył powieką,
Schował się pod trupa, zamknął trumny wieko.
W piwnicznej kaplicy dwie trumny leżały
Żołnierzom na głowie włosy dęba stały,
Rozkaz był wydany: „Zajrzeć do środka!”
No i co ujrzeli? - Sprzed stu laty „przodka”
Stanęli jak wryci! Ręce im opadły.
Ciała tam nie było, bo robaki zjadły.
W trumnie był kościotrup, nie spoglądał dumnie,
Szukany pod trupem w drugiej leżał trumnie.
Zamkli wieko trumny na powietrze wyszli.
Do tej grupy inni z pytaniami przyszli.
On tam się nie schował! Nie ma o tym mowy!
W piwnicy go nie ma! Nie zawracać głowy!
Pomstowali dalej - szukając bez przerwy.
Chyba diabeł z niego! Kawał z niego ścierwy!
Szukali dwie doby, potem odjechali,
Przemytnik wstał z trumny i żył sobie dalej.
Zerkał przez okienko, to w lewo, to w prawo,
Mruknął od niechcenia: „Ty carska niemrawo”
Oj! Niedoczekanie! Mnie tu nie znajdziecie!
Możecie mnie szukać po szerokim świecie!
Noc okryla cmentarz, niewyspany, głodny,
Szedł biedak cichaczem, na duchu pogodny,
Przeskoczył przez płotek, potem skrył się w życie,
Żytem aż do Klatki maszerował skrycie.
Tam zapukał do drzwi swego przyjaciela.
Schowaj się kochany! Dzisiaj jest niedziela.
Przywiozę ubranie. Prześpij się braciszku,
Wiem o tobie wszystko, odpocznij Franciszku.
Pojadł zbieg do syta, potem legł na sianie.
Spał dwa dni, dwie noce po życiowej zmianie,
Ubrał się odświętnie, przez las szedł ukradkiem,
By się w ręce straży nie dostać przypadkiem
Z carskiego kordonu śmiali się Polacy.
Ruscy zaś mówili: „Wy wszyscy jednacy!”
Wokół tego zajścia było wiele wrzawy,
Lecz cwaniak w tym czasie był koło Warszawy.
Człowieka los różny „Pod wozem - na wozie”
Nasz chwat zawsze górą!- Jeździł w parowozie.
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Często myślą wracał do handlu, do koni…
Jednak czas biegł szybciej, nie mógł go dogonić.
Może cię ciekawią jego dalsze losy?
Nigdy nie był głodny, nigdy nie był bosy.
Śnił mu się Wieruszów! Nie wrócił od razu…
Powrócił w starości. - Spoczął na cmentarzu.
Prawda ta w legendę przeszła w pokoleniach.
Kpiny z carskich bojców i śmiech ironiczny
Podtrzymywał uśmiech, odwagę i wiarę,
Ze niewola minie jak sen fantastyczny.
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Likwidacja fabryki
Ziemię po Kongresie, PROSNA przecinała.
Fabryka na „PRUSKIEJ” - jedną nogą stała,
Z prawej: „Trzon produkcji - komin - maszynownia”,
Z lewej: „Przybudówki - warsztat i sortownia”
Ludzie pracowali ciężko, w czoła pocie...
Fabrykant przeliczał marki, ruble w złocie,
Co sobotę „R A U T” był - lśnił z wystroju, z pychy,
Wiadomo! Na raucie... piły same szychy!
Z przeróżnych okolic zjeżdżała śmietanka...
Dudniła muzyka całą noc do ranka,
Odjeżdżali senni, przy ochrypłym głosie,
Lud zaś do fabryki szedł boso po rosie.
Na jednym przyjęciu wspólnie uradzono,
Aby Kapitana również zaproszono...
Przecież ruch graniczny jest obserwowany...
Niech komendant zajmie miejsce tam, gdzie „Pany”
Przybył IWAN dumny i miną nadrabiał...
Owiany mgłą pychy, pił... głupstwa opowiadał,
Popijał beztrosko... Ot!, „Na jedną nogę”
I zsunął się z krzesła, pod stół, na podłogę.
Torsje, brudne słowa, treść niezrozumiała,
Leżał jak zwierzaczek, a elita cała,
Postanowiła, aby zawsze go unikać,
Niech pije w Pakhauzie... drzwi przed nim zamykać!
Szły lata beztrosko... „Wielkim” tego świata,
Czas przynosi zmiany - stawia często „M a t a”
Fabrykant zaprosił do sutej libacji,
Ta była „ostatnią” - szedł cień likwidacji.
Kapitana Kardonu, choć miał aspiracje,
Przestano zapraszać na pańskie kolacje.
Śmietanka z okolic gardziła kozakiem,
W kpinach zwano: „Gońcem” - „Garsonem” - „Chłopakiem”
Po złym traktowaniu szał ogarnął bojca...
Gdyż z listy zapraszanych skreślono „MOŁOJCA”
Ten zaś postanowił pomścić fabrykanta,
Zamknąć mu fabrykę... zniszczyć eleganta!
Napisał do cara, że się dopatruje
Odrębnego handlu, że wszystko punktuje,
Bo bankier z fabryki szpiegostwo uprawia,
I jeszcze Prusaków do tego namawia.
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Do tego, z Berlina, maszyny sprowadza,
Prusaków za montaż dobrze wynagradza,
Połowę produkcji wykreśla z dochodu,
Podatku carowi nie płaci z przerobu.
Rozkaz z Piotrogradu nadszedł zwięzły, krótki...
Wprost nieobliczalny dla ogółu w skutki...
Tyczył likwidacji fabryki na Prośnie,
Lud zaczął się żalić - pomstował nieznośnie!
Fabrykant w podsłuchu, był myśli przezornej,
Przed faktem zakupił fabrykę w Jeziornej.
Mirkowską fabrykę przewiózł pod Warszawę
I tam na otwarcie urządził zabawę.
Ludzie pozostali bez pracy, bez chleba...
Fabrykant żył świetnie, dolę miał jak z nieba...
Car sprzyjał magnatom. Powiedzmy wręcz sobie:
Nigdy kruk - krukowi oka nie wydziobie!
Wokół kapitana krążyły legendy,
Sumienie dręczyło, szukał szczęścia wszędy,
Nie zaznał spokoju... stracił zmysły, mowę,
Chwycił browning w rękę, strzelił sobie w głowę
Nie było przemysłu, więc ludzie na roli
Przewracali skiby na polach dowoli,
Inni pracy w świecie wciąż poszukiwali,
Niemiec brał na rolę, Żydzi handlowali.
Tutejszy robotnik czekał lepszych czasów.
Pracował za grosze lub jechał w głąb kraju,
Nie każdy miał szczęście żyć, jak żyć powinien...
Gdy miał chleb i pracę, to już żył jak w raju.
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Odpust u św. Rocha
Dwieście czterdziesty raz na odpust idą...
Spytasz „Kto?” - Odpowiem! - To parafianie...
Na ogół z pogody śmieją się lub szydzą,
W rękę płaszcz, parasol, a ścieżki są znane.
Dawniej szli z pielgrzymką, z orkiestrą, ze śpiewem,
Tradycja pokoleń była utrzymana,
Dziś na własną rękę! Dlaczego tak? - Nie wiem!
Lecz czasy przeszłości tkwią niezapomniane.
Pątnicy z kompanią przyszli z Opatowa.
W tradycyjnych strojach, które tkwią w rodzinie,
Czepki, hafty, wstążki, rzecz stara nie nowa,
Czują się w tym stroju dobrze! - Więc nie zginie!
Pogoda sprzyjała. Ludzi zewsząd wiele.
Przyszli wielbić BOGA - Przedwiecznego Pana.
Msza - śpiew na cmentarzu i śpiewy w kościele,
„Bądźże Pozdrowione” - Pieśń ta jest nam znana.
Zaś po nabożeństwie - upominki dzieciom
Kupują rodzice. Są zdjęcia z niedźwiadkiem,
Pieniążki z kieszeni szybko się rozlecą,
Bo odpust w Podzamczu, jest rocznym przypadkiem.
Z jednej strony jazgot, z drugiej zaś skupienie.
Tam się modlą wierni, - tu znów lud handluje,
Handlarz na odpuście napełnia kieszenie,
Modlą się, śpiewają na odpuście wierni.
Dwa światy się zeszły: rozrywka, skupienie,
Jedni wielbią BOGA, - drudzy zaś handlują,
Stragan przy straganie, kupiec swoje mienie
Sprzedaje! A lud zaś - ogląda, kupuje.
Wokół barw tysiące w ubiorze, w przyrodzie...
Słyszysz stare pieśni, z datą: „Przed Wiekami”
Antyk dziś rzadkością - pieśń ta dziś nie w modzie...
Big - bit nam rozpycha kulturę łokciami.
Tym więcej łaknący wchłania to, co miłe...
Patrzy i podziwia... pięknem się upaja...
Znaleźć „kogoś” w tłumie, - zagadki zawiłe...
Gdy kogoś zagubisz - wysiłek się zdwaja.
Dzieci na kogutkach gwiżdżą - uszy bolą...
Inne z pistoletu, jak „Z 0 R R 0” - strzelają,
Czas ten - „Odpustowy” - malców jest swawolą,
Nieco dalej z boku, na harmonii grają.
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Czapka przed muzykiem spod trawy spoziera,
Wsłuchuje się grupka pieśń serce otwiera,
Z ręki drobne grosze lecą jako wióry,
Grajek zadowolony z maleńkiej ofiary.
Nadszedł wieczór, a z nim spokój zapanował
Drzewa otuliły kościółek drewniany,
Ptaszek na gałęzi w sen się przygotował,
Ćwierkając swój utwór, melodyjnie znany.
Cisza na wskroś błoga na wzgórzu zaległa.
Pojechali ludzie w cztery strony świata,
Na taką okazję trzeba będzie czekać,
Do drugiego roku... następnego lata.
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Rycerz z Miśni
Życie idzie naprzód, zorganizowane...
Jedni pole orzą, sieją i żniwują,
Rzemieślnik ubrania i buty wciąż szyje,
Inni w nocy nie śpią, lecz Grodu pilnują.
Inni znów na żarnach trą żyto na mąkę,
Kowale przy koniach, przy wozach zajęci,
Cieśle dom budują, oborę, stodołę,
Z dnia na dzień to życie tak się wokół kręci.
Starcy w schyłku życia pozostali w domu,
Swym małym wnuczętom o Polsce mówili,
Wspominając bitwy, wpajali w nich męstwo,
Prosząc jednocześnie, by życie chronili.
0 ochronie życia - Król dobrze rozmyślał.
Toć Wieruszów leżał na samej granicy.
Pragnął pobudować warownie obronne,
Wzmocnić należycie gród w miejsce stanicy.
Początek w Byczynie - potem w Bolesławcu,
Wieruszów - Ostrzeszów - linia aż po Zbąszyń,
Rycerz do obrony był bardzo potrzebny,
Począł pytać... znalazł... zdolnego do kąszeń.
Był to wiek trzynasty. Gród jest fortalicją.
Wodzem w Wieruszowie jest już rycerz z Miśni.
Z prawej strony Prosny pobudował miasto,
Wójt z ławą i burmistrz - rządzić tutaj przyszli.
Rycerz „BOCKIJ” z Miśni dał nam herb z koziołkiem.
Nazwisko odmienił, nazwał się Wieruszem,
Dorośli synowie, gdy się pożenili,
Zmieniali nazwiska, tarcze, herby, kusze.
Wierusze swą wierność w pełni okazali.
Bili się za Polskę, gdy zaszła potrzeba,
Często słucham w ciszy, może echo dotrze,
Ziemia ta nas żywi, daje nam w bród chleba.
W pokleniach Bernard - Zakon tu sprowadzi,
Pobuduje Klasztor i Kościół zakonny,
Myśląc o obronie, umocni też wały,
Gdyż Nowy Wieruszów, żyje dla obrony.
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Przyjęcie wiary św. w Wieruszowie
Tysiąc lat minęło od tego wieczoru,
Jak w Grodzie WIRUSA „Niebo” - podziwiano.
Dziedzic Wieruszowa - oznajmił mieszkańcom,
By do nowej Wiary się przygotowywano.
Król nasz Mieszko Pierwszy przyjął już Chrzest Święty.
Dla swoich podwładnych wydał „Rozkazanie”
Oznajmić „wszem” - „wobec”, o przygotowaniach,
Zmiażdżyć Światowida, wydać kres Marzannie.
Święty Wojciech do Prus szedł przez nasz Cieszęcin.
W wiosce tej rozpoczął nową wiarę głosić,
Przekreślił - „pogaństwo”, Chrzcił - zraszając dusze,
Po Chrzcie Świętym „ZNAK KRZYŻA” - kazał ludziom nosić.
Zapalił się ogień wiary w ludzkich sercach,
Procesja z Cieszęcina szła do Wieruszowa.
Szła również do Czastar i do Bolesławca,
Krzyż niesiony w rękach - ludzi do łez wzruszał.
Pod naporem siły chram w „mig” - rozebrano.
Przepędzono wróżkę, lirnik rzucił pieśni,
Zaś bożek Światowid - runął pod siekierą,
Lud poszedł za Krzyżem, którego w Gród wnieśli.
W Starym Wieruszowie, Pan zbudował Kościół.
Ksiądz mówił do wiernych o Bogu, o Niebie...
O życiu co przemija - lecz „Wieczność” istnieje,
Gromadził tłum wiernych, zawsze wokół siebie.
Parafię w diecezję Wrocławską przyjęto.
Należała do niej; Świba wraz z Kuźnicą.
No i Mirków, Jutrków, a także Chobanin,
Gród Stary i Nowy z bliską okolicą.
Kościół pod wezwaniem świętego Mikołaja.
Był parafialnym. - Pleban urzędował.
W Nowym Wieruszowie wzniesiono kaplicę,
W niej Święty Bartłomiej miastu patronował.
Ksiądz mówił do wiernych, ludzie go słuchali.
Chrzcił dzieci - spełniając swoje powinności,
Dziś „Pierwsza Komunia” - jutro Ślub udzielił,
Szedł zaopatrywać chorych ku wieczności.
Zapomnieli ludzie o bożku pogańskim,
Życie się toczyło całkiem innym torem,
Na skrawku tej ziemi żył lud chrześcijański,
Wieruszowska ziemia, nie była ugorem.
W ciemną noc na wałach czuwał rycerz z bronią.
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Z wartowni do uszu dochodziły szmery,
Lud po pracy sypiał, w stajni rżały konie,
Głos ich się rozchodził w strony świata cztery.
Gdy nastał poranek, wstawał lud do pracy,
A wychodząc z domu, czynił znaki krzyża.
Dzień za dniem przemijał, w święto na głos dzwonu,
Każdy swoje kroki ku Świątyni zbliżał.
Gród ten już od wieków z lewej strony Prosny,
Był starym - obronnym, toczył różne boje.
Z prawej wyrósł młody, nazwano go „NOWYM”
A i jego strzegli Wieruszowscy Woje.
Przez Nowy szła droga aż po Ruś Czerwoną.
Nad Prosną granica - Komora - Kontrola...
Jedni pracowali, drudzy handlowali,
Jednych żywił handel, drugich ziemia, rola.
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Przecudna noc
LEGENDA
Ludzie w grodzie spali, straż na czatach stała,
Nagle... na tle lasu błysnął ogień mały,
Zaczął się rozszerzać... po niebie rozchodzić,
A potem rozpalił się błękit nieba cały.
Ogłoszono: „L A R U M!” - Pobudzono ludzi...
Kobiety swe dzieci na ramiona brały,
Biegły do kryjówek, by życie ochronić,
Lecz z wałów znak dano, by się zatrzymały.
To nie wróg naciera na nasze grodzisko...
To rzecz nadzwyczajna! - Uspokójcie że się!
Popatrzcie na niebo! Na gwiazdę błyszczącą,
Jakieś dziwne echo wokół pieśni niesie.
Wchodzono na wały, spoglądano wokół,
Światło gwiazd rzucało piękny blask przyrodzie,
Całe Niebo w barwie koloru czerwieni,
Kąpało się w Prośnie, w jej lustrzanej wodzie.
Nagle ktoś zakrzyknął: Patrzcie! - Co za gwiazda!
Jak wschodzące słońce rzuca promieniami,
Ze wschodu się wznosi, coraz wyżej w niebo,
Czar tej dziwnej nocy tkwi dalej przed nami.
A potem słyszano jak za mgłą melodię,
Której dziwne piękno rozbrajało duszę,
Nie był to głos ludzki! - Pochodził zza światów,
Urzeczony człowiek rzekł: „Stąd się nie ruszę!”
Bo jestem jak w niebie! Co za piękno wokół,
Artyzm tkwił w muzyce, człowiek urzeczony,
Jak sparaliżowany... patrzył... słuchał... wchłaniał,
Od czasu do czasu zerkał na wsze strony.
Ludziska w przestrachu twierdzili, że noc ta,
To znak strasznej wojny, co jest w przepowiedni.
Nasza wróżka w chramie, mówiła nam o tym,
Ręczymy, że znak ten - wojnie... odpowiedni!
Ktoś z tłumu wzniósł rękę i powiedział: „C I S Z A !”
Nie swarzcie się kochani! Radować się trzeba!
Widzicie to piękno... Słyszycie zaświaty!
To nie ludzkie znaki...To są znaki nieba!
My nie dożyjemy, lecz te pokolenia,
Co to będą po nas... zaznają radości.
Będzie wśród nich prawda, nadzieja i ufność!
Bo w prawdzie o B 0 G U - pójdą ku wieczności.
Stali urzeczeni, jak żywe posągi, gwiazdy już pogasły i śpiewy ucichły...
Niebo całkiem zbladło... zaświeciło słońce,
szedł lud ociężale - do pracy nawykły
Lecz chodząc, drzemali lub na przyzbie spali,
marzyli przejęci, czekając wieczora
A gdy słońce zaszło, znowu spać nie poszli,
czekając aż niebo będzie znów w kolorach.
Na próżno! Gdyż noc ta, jak tysiące innych
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
podobnych do siebie, pospolitą była.
Poszli więc do do zagród, spać się położyli,
lecz odtąd w ich duszy, dziwna iskra tliła.
I w swojej starości często wspominali,
zwłaszcza, gdy jesienny wiatr hulał po grodzie,
o pięknym wieczorze, który skrył się w prawdę,
i dotąd w wspomnieniach żyje zawsze w zgodzie.
Tysiąc lat musiały czekać pokolenia,
aż ten chram przewrócą i wróżkę przegonią.
Bo poznają prawdę, i Chrzest Święty przyjmą,
Kościół wybudują - Wielki Krzyż Odsłonią.
(WIERUSZÓW, jako gród obronny plemion śląsko-małopolskich, istniał od dawien dawna. Bywały różne okazje do zanotowania tych przeżyć, lecz żadnej wzmianki z tych
dawnych czasów nie ma. Często wykopaliska, często przypadkowe, mówią o przeżyciach
grodowych. Gród Starego Wieruszowa w wieku XI-stym, był na linii fortyfikacyjnej od Byczyny
- przez Bolesławiec - Wieruszów - Ostrzeszów, aż po Zbąszyń. Był taki czas, że w Grodzie
zabrakło dowódcy. Propozycję przyjął rycerz z Miśni, nazwiskiem BOCK /Einbock - Kozioł/ z
pochodzenia Łużyczanin. Przyjechał do nas, lecz wzmianki dotyczącej daty, nie ma. Nikła
wzmianka pochodzi 2 roku 1307, a druga z 1337, lecz w tym czasie Wierusze mają już
dwadzieścia miejscowości w swoim posiadaniu. (najczęściej przez ożenek))
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Kościół św. Mikołaja
Pleban uczył pieśni - dzieciaki śpiewały,
Lirnik podał = a k o r d = trójdźwięk minorowy,
I akompaniował, nucąc razem z dziatwą,
Na niedzielę zestaw pieśni był gotowy.
W piękny dzień świąteczny ludu przyszło mrowie,
Nowy Kościół błyszczał i w pieśni rozbrzmiewał.
Głos ludzki był silnym - mknął aż po horyzont,
I tak co niedzielę lud w Kościele śpiewał.
W świątyni na sumie były wszystkie stany.
Wódz oraz rycerstwo w pełnym szyku... zbroi,
Dziatwa, młodzież, starsi, rolnik czy robotnik,
Śpiew brzmiał w „barwach” w „forte”, bo każdy się dwoił.
Kościół był z modrzewia - św. Mikołaja.
W środku Ołtarz Główny - Dwa przyległe z boku,
Starcy się modlili zawsze nieco dłużej,
Świątynię zamykano przeważnie o zmroku.
A po nabożeństwie długo rozmawiali,
Na zewnątrz, na drodze, o tym, co się stało,
Co w minionym czasie przechodzili ludzie,
Temat był obszerny, zawsze coś się działo!
Po uścisku ręki, każdy szedł do domu.
Jedni szli do Swiby, inni do Kuźnicy,
Szli też do Mirkowa, czy do Chobanina,
Po czasie ujrzałeś pustkę na ulicy.
Gród ten w widłach rzeki Prosny i Niesobu,
Był starym - obronnym, toczył różne boje,
Z prawej strony Prosny, zbudowano „N o w y”*
Którego też strzegli wieruszowscy woje.
- Z Saksonii przez Wieruszów, aż po Ruś Czerwoną,
Szła droga handlowa, - Nad Prosną graniczna kontrola,
Jedni pracowali, drudzy handlowali,
Jednych żywił handel - drugich? ziemia-rola.
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
STO LAT – dla O.S.P Wieruszów
Sto lat temu miasto spłonęło doszczętnie.
Straż pożarna z Kępna, ratowała miasto.
Pomoc okazana bliźniemu w nieszczęściu,
zostawiła wdzięczność, przyjemne wspomnienie.
Ze wspomnień wyrosła Jednostka ogniowa
z remizą, w której sprzęt, powiększał się stale.
Lud z sympatią wspierał, hojne datki łożył,
pierwsze poczynania wypadły wspaniale.
Spotkania bywały wiosną, także latem.
Zimowa ciasnota zamiarom przeczyła.
Pan Roman Zielonka oddał plac dla Straży,
no i w krótkim czasie budowa ruszyła.
W wykończonej sali zebrania... przemowy...
na scenie teatrzyk, dzwonek i kurtyna,
w Wigilię – opłatek! - Był „Bal Sylwestrowy”
Nowy Rok z toastem w czasie się zaczynał.
Rok dziewięćset piąty. Bunt przeciw carowi!
Straż na swych zebraniach po polsku przemawia,
ich dzieci do strajku przystąpiły w szkole,
car uległ! - Więc młodzież język polski wznawia.
Potem sztandar w Straży... umundurowanie,
złoty kask na głowie, stój galowy w bieli,
gdy orkiestra dęta zagrała pieśń znaną,
egzamin z honorem wypadł tej niedzieli.
Nastał rok czternasty. Wróg przekroczył Prosnę.
Ograbił Straż naszą, wykradł instrumenty,
po „Pierwszej Światowej” była radość – uśmiech,
lecz wróg wrócił, śmierć niósł, w swej pysze nadęty.
Było mnóstwo ofiar.
Z płonącej piwnicy,
Grądziel jedno życie od śmierci uchronił.
Knop pomagał rannym, dwoił się i troił,
znów Grądziel Aptekę od ognia obronił.
Zachodnia część miasta legła w wojny zgliszczach.
Na cmentarzu groby. Po zamku ruiny!
Przyszła „Wolność” - „Radość” - życie weszło w normę.
Wróg zaś łapy lizał i tuszował winę.
Czas zaleczył rany! Życie ślad łatało.
Znów starym zwyczajem wymarsze... ćwiczenia,
Orkiestra Strażacka grywała koncerty,
a po tych przeżyciach wspomnień jest nie mało.
Strażak czuwał stale. Gdy trąbka zagrała,
gasił, by mieszkańców nie dotknął ubytek.
Na zewnętrznej ścianie widniał duży napis:
„Bogu na Chwałę – ludziom na pożytek!”
Na krótko przed wojną, Straż ma motorówkę,
własne światło w sali i ręczną syrenę.
W dniu pierwszego września tragizm do nas wrócił,
wróg z Polski utworzył wojenną arenę.
Wiersze o Wieruszowie -Klemens Żuber |
Sprzęt i instrumenty wykradł naszej Straży.
Wokół były zgliszcza, wionęło stęchlizną.
Lecz w czterdziestym piątym został stąd wyparty,
rozpoczęto życie, od początku z blizną.
Więc znów dziwna werwa i nowe pomysły
w oddechu „Wolności” w Straży się zrodziły.
Teatry, koncerty, zabawy, wesela,
w młodym pokoleniu – starocie odżyły.
W reorganizacji wszczęto poczynania.
Zawodowej Straży – dano pomieszczenia,
na piętrze zabrało salę „Kino Słońce”
Więc „Straż” drugą wzniosła i nie bez znaczenia.
Dziewięćdziesięciolecie minęło wspaniale!
Widać było serce okazane Straży,
powstała orkiestra trzydziestoosobowa,
słuchacz sentymentem i sympatią darzył.
Nadeszła rocznica rzadka... toastowa...
„Sto lat” - to jak z bajki wyrosłe w wspomnieniach.
„Ochotnicza” zawsze szła w pomoc bliźniemu,
ilości wyczynów poszły w zapomnienie.
W dniu wielkiego święta i powagi chwili,
„Serdeczne Życzenia” składamy dla S t r a ż y
z myślą o przeżyciu oraz doczekaniu
drugiego stulecia. „Niech się szczęście darzy!
„STO LAT!!!” dla Strażaków, co pożary gaszą.

Podobne dokumenty