pomocnicze materiały wykładowców kształcenia obywatelskiego

Komentarze

Transkrypt

pomocnicze materiały wykładowców kształcenia obywatelskiego
1 POMORSKA B1 RYGADA LOGISTYCZNA
im. Króla Kazimierza Wielkiego
Roman Misiak
Eugeniusz Orzechowski
Piotr Rogalski
POMOCNICZE MATERIAŁY
dla
WYKŁADOWCÓW KSZTAŁCENIA
OBYWATELSKIEGO
1
Studzianki-Warka-Magnuszew-wojna obronna 193924 Pułk Ułanów im. Stefana Żółkiewskiegoaustriacko-węgierski plan wojny 1909/1911Garnizon Rzeszów-Twierdza Przemyślwalki na ziemiach wschodnich-Muzeum w DukliOperacja Wisła-reminiscencje katyńskieTwierdza Boyen-Wilno-Troki-Gierłoż-Święta Lipka
Bydgoszcz 2011
2
Roman Misiak
Eugeniusz Orzechowski
Piotr Rogalski
POMOCNICZE MATERIAŁY
dla
WYKŁADOWCÓW KSZTAŁCENIA
OBYWATELSKIEGO
1
Opracowane na podstawie zasobów zebranych
w ramach podróży historyczno-wojskowych,
dla kustoszy sal tradycji jednostek
i instytucji wojskowych, organizowanych
przez Wojskowe Centrum Edukacji Obywatelskiej
i 1. Pomorską Brygadę Logistyczną.
Bydgoszcz 2011
3
„Z historii narodów możemy się
nauczyć, że narody niczego
nie nauczyły się z historii.”
Georg Wilhelm Hegel
4
ZESPÓŁ AUTORSKI:
Opracowanie materiałów
Roman Misiak
Eugeniusz Orzechowski
Piotr Rogalski
Korektor tekstu
Mariusz Krzyżostaniak
Projekt okładki
Roman Misiak
Ryszard Oszuścik
Opracowanie komputerowe Przemysław Misiak /pjm/
Opracowanie techniczne
Stanisław Biesek
Zdjęcia
Roman Misiak /rjm/
Eugeniusz Orzechowski /oki/
Wydawca:
Dowództwo1. Pomorskiej Brygady Logistycznej
im. Króla Kazimierza Wielkiego;
adres - ul. Powstańców Warszawy 2, 85-915 Bydgoszcz 15 /CA MON
261 411 628; fax CA MON 261 411 234; tel. cyw. 52 261 411 234 ;
fax cyw. 52 261 411 234. Przedruk, kopiowanie /obejmuje także,
kopiowanie za pomocą nośników elektronicznych/i wszelka
produkcja publiczna, wyłącznie za zgodą Wydawcy.
Druk:
Centralna Grupa Działań Psychologicznych
ul. Powstańców Warszawy 2, 85-915 Bydgoszcz 15;
CA MON 261 419 111
Wydrukowano w 200 egz.
5
Składam bardzo serdeczne podziękowanie Dyrektorowi Wojskowego Centrum Edukacji Obywatelskiej Panu Radomirowi Korsakowi, wszystkim osobom –
kadrze i pracownikom wojska WCEO, które brały udział w organizowaniu i prowadzeniu zajęć warsztatowych i innych przedsięwzięć związanych z realizowaniem programów edukacyjnych dla kustoszy sal tradycji i kronikarzy instytucji
i jednostek wojskowych w latach 2010-2011. Szczególnie gorąco dziękuję kierownikowi Wydziału Organizacji Pracy Kulturalno-Oświatowej WCEO Pani Jolancie Wojtaś-Zapora i st. instruktorowi tego wydziału Pani Danucie Wolnej oraz kuratorowi zbiorów głównych Muzeum Wojska Polskiego Panu Romanowi Matuszewskiemu za wspaniale zorganizowane podróże historyczno-wojskowe oraz
bardzo pouczające, doskonale aranżowane zajęcia, w ramach prowadzonych
warsztatów, zwłaszcza te, w trakcie pobytu uczestników w licznych miejscach
kraju, gdzie historia minionych pokoleń przeplata się z dniem dzisiejszym, tworząc polską rzeczywistość. Trzeba również podkreślić, że prowadzone przez
WCEO podróże historyczno-wojskowe nie tylko dobrze służą podnoszeniu wiedzy historycznej, ale także pomnażają umiejętności ogólnowojskowe i pedagogiczne uczestników poszczególnych form edukacyjnych.
Roman Misiak
6
Szanowni Czytelnicy! Kształcenie obywatelskie, pomimo zakończenia poboru żołnierzy zasadniczej służby wojskowej i uzawodowienia armii, pozostaje
nadal bardzo istotnym czynnikiem budowania morale i doskonalenia zdolności
bojowej każdego zespołu zadaniowego i każdej jednostki wojskowej. I wtedy, gdy
w armii dominowali żołnierze służby zasadniczej i dzisiaj, gdy wszystkie stanowiska zajmują żołnierze zawodowi - oficerowie, podoficerowie i szeregowi zawodowi, nadal istnieje potrzeba opisywania i wyjaśniania zdarzeń społecznohistorycznych, gromadzenia zasobów informacji o potencjalnym przeciwniku
i jego siłach zbrojnych. Bardzo ważnym elementem tej wiedzy jest posiadanie
informacji o sile moralnej, dyspozycji psychofizycznej, gotowości do poświęceń,
zaufania do posiadanej broni i wyposażenia żołnierzy przeciwnika oraz o zasadach, sposobach I możliwościach prowadzenia przez nich walki zbrojnej. Bardzo
pozytywnie należy ocenić działalność Wojskowego Centrum Edukacji Obywatelskiej, które od kilku lat organizuje warsztaty i kursy dla dowódców /batalionów/,
oficerów wychowawczych, wykładowców kształcenia obywatelskiego, kustoszy
sal tradycji jednostek i instytucji wojskowych wspomagające uczestników tych
kursów w uzupełnianiu swojej wiedzy historyczno-wojskowej, pedagogicznopsychologicznej i socjologicznej oraz umożliwiające wymianę doświadczeń i doskonalenie umiejętności w zakresie kierowania zespołami ludzkimi. Osobnym
polem, koniecznym do systematycznego utrwalania i poszerzania wiedzy historyczno-wojskowej, są zasoby osobowe utworzonych Narodowych Sił Rezerwowych /NSR/. Skład osobowy NSR stanowią stosunkowo młodzi ludzie, nadal poszukujący swojego miejsca w życiu zawodowym, pragnący poznać i przyswoić
sobie arkana służby w systemie obronnym państwa. Łączy się to także, z koniecznością systematycznego doskonalenia wiedzy ogólnej i specjalistycznowojskowej. Ważną częścią, w tym obszarze edukacji wojskowej, jest wiedza historyczna, zwłaszcza z dziedziny sztuki wojennej, której znajomość pozwala kadrze, szczególnie dowódcom i poszczególnym oficerom, spojrzeć na realizowane
zadania szkoleniowe z perspektywy bogatych wniosków płynących z doświadczeń historycznych, także w kontekście udziału naszych żołnierzy w misjach stabilizacyjnych.
Wiedza historyczna, wiedza o ojczystych dziejach i ważnych wydarzeniach
z zakresu historii wojen, szczególnie w przypadku żołnierzy-profesjonalistów, jest
wartością, nie tylko samą w sobie, jako potencjał intelektualny, ale ma głębokie
znaczenie w chwili konieczności podejmowania przez nich ważnych decyzji,
zwłaszcza w warunkach napięć wywołanych konfliktami zbrojnymi, gdy trzeba
stawić czoła niebezpieczeństwu w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia,
bądź gdy trzeba okazać gotowość do poświęceń w obronie najwyższych wartości
- wolności własnego narodu i niepodległości ojczyzny. Wiedza i pamięć o przeszłości własnej ojczyzny, o bohaterskich czynach największych z naszych rodaków, którzy w imię zachowania tożsamości i egzystencji narodu potrafili dać
przykład odwagi i rycerskiej postawy, jest także jednym z bardzo istotnych czynników rozwijania świadomości patriotycznej żołnierzy. Mam nadzieję, że opracowane materiały posłużą, nie tylko wykładowcom kształcenia obywatelskiego, ale
także wszystkim tym osobom, które interesują się historią i poszukują ciekawych
opracowań.
gen. bryg. Dariusz Łukowski
7
Od 15 do 19 listopada 2010 roku odbywały się tzw. warsztaty dla kronikarzy
i kustoszy sal tradycji jednostek wojskowych wszystkich rodzajów
sił zbrojnych zorganizowane przez
WOJSKOWE CENTRUM EDUKACJI OBYWATELSKIEJ.
W 2010 roku było to już drugie, tego rodzaju, spotkanie zorganizowane
przez WCEO w Warszawie, w którym uczestniczył również przedstawiciel 1. Brygady Logistycznej.
Tym razem, warsztaty przybrały typowo charakter podróży historycznowojskowej wg ścisłego planu, przy czym osoba prowadząca - sekretarz redakcji
„Przeglądu Historyczno-Wojskowego” Wojskowego Biura Badań Historycznych,
WCEO ppłk rez. dr Zbigniew Palski kierował, nie tylko przebiegiem podróży,
ale przede wszystkim kierował wystąpieniami poszczególnych uczestników
warsztatów. Każdy z nas przygotował opracowanie na zadany temat, związany
z konkretnym miejscem pobytu grupy szkoleniowej. Mnie przypadł w udziale temat bardzo szczegółowy i osobiście mało mi znany: „Austriacko-węgierski plan
wojny 1909-1914”. Niewiele materiałów znalazłem w Internecie, a wiedza książkowa, chociaż przejrzałem także moje, niemałe zasoby domowe, nie była zbyt
obfita. Niemniej, dałem sobie jakoś radę, ale nie mogłem być z siebie dumny. Na
szczęście, z pomocą przyszedł mi podpułkownik Zb. Palski, który w swoim stylu,
krótko i dosadnie, omówił najważniejsze kwestie. Pułkownik Palski imponował
nam wszystkim, naprawdę bogatą wiedzą historyczno-wojskową, a mnie osobiście, także swoimi poglądami, jako historyk i żołnierz Wojska Polskiego. Wszyscy
wygłaszaliśmy „uczone rozprawy historyczne”, a ppłk Palski zawsze potrafił je
bardzo trafnie i jednoznacznie spointować konkretnymi wnioskami, „nic dodać,
nic ująć”..
Na początek, jeszcze w sali konferencyjnej gmachu WCEO, wysłuchaliśmy wykładu ppłk. dr. Zb. Palskiego nt.: „Tereny Polski południowo-wschodniej,
jako teatr działań wojennych” /przy czym dominowały problemy związane ze stosunkami polsko-ukraińskimi w latach 1918-1947/.
Tego samego dnia, 15 listopada 2010 roku /poniedziałek/ ruszyliśmy do
Janowa Lubelskiego, gdzie mieliśmy zaplanowany nocleg. Po drodze, nasz autokar zatrzymywał się kilkakrotnie na dłuższy postój, aby zgodnie z harmonogramem podróży można było poznać, wybrane wcześniej miejsca, naznaczone
historią i omówić związane z nimi wydarzenia.
Pierwszy, krótki postój miał miejsce w rejonie Warki, w miejscowości Studzianki, gdzie zajęliśmy się tematem:
DZIAŁANIA WOJENNE NA MAZOWSZU. PRZYCZÓŁEK
WARECKO-MAGNUSZEWSKI, STUDZIANKI, WARKA.
To tu, na przyczółku warecko-magnuszewskim, w sierpniu 1944 roku
1 Brygada Pancerna im. Bohaterów Westerplatte /jedyna, polska pancerna jednostka na Wschodzie/ uczestniczyła w bitwie o utrzymanie przyczółku na zachodnim brzegu Wisły.17 i 18 lipca 1944 roku wojska 1 Frontu Ukraińskiego
/1FU/ sforsowały, w kilku miejscach, rzekę Bug, co umożliwiło wojskom 1. Frontu
Białoruskiego /1FB/ wykonanie operacji brzesko-lubelskiej. W następstwie, na
szerokim odcinku sforsowany został Bug /20 lipca/. Jeszcze w ramach ofensywy
8
Bagration, wojska sowieckie zajęły duże obszary Polski /m.in. 23 lipca 1944 r.
jednostki operacyjne 1 FB zajęty został Lublin; 27 lipca, wojska 2. Frontu Białoruskiego /2 FB/ opanowały Białystok, 28 lipca, wojska 1 FB zajęły Przemyśl i Jarosław. W ten sposób, na przełomie lipca i sierpnia 1944 roku, 1 FB dowodzony
przez zdolnego dowódcę Konstantego Rokossowskiego/1896-1968/, wszedł
w niemiecką przestrzeń operacyjną. Z marszu /bez wcześniejszego planowania/
opanowany został, przez jednostki 8. armii gwardii, stosunkowo szeroki i głęboki
pas ziemi na zachodnim brzegu Wisły, na południe od Warszawy, w rejonie miejscowości Warka i Magnuszew. Niestety - pod naporem niemieckich sił - szybko
się kurczył. Wiadomo, że każdy metr zdobytej, w twardej walce /na 14 tysięcy
żołnierzy, walczących o ten przyczółek, zginęło 2 tysiące/, ziemi za dużą przeszkodą wodną, jaką jest rzeka Wisła, w kontekście przyszłych działań bojowych,
był bardzo drogocenny. Dowództwo 1. FB dla ratowania przyczółku rzucało na
lewy brzeg Wisły wszystko, co było pod ręką i przedstawiało jakąkolwiek wartość
bojową. Ponieważ tyły frontu /1. FB/ nie nadążały z zaopatrzeniem, sytuacja stawała się jeszcze mniej pewna, ale Naczelne Dowództwo Armii Czerwonej /Acz/
nakazywało utrzymać przyczółek. Walki na przyczółku stawały się bardzo ciężkie. Po drugiej stronie stanęły jednostki sławnej dywizji pancernej Herman
Göring, 19. dywizji pancernej i dywizji pancernej Wiking. Właśnie, „pod ręką” była
1 BPanc z sowiecką kadrą i dowódcą Iwanem Mierzycanem /1910-1963/, Polakiem z pochodzenia /po podpisaniu porozumienia pomiędzy rządem ZSRR
a Związkiem Patriotów Polskich, rząd sowiecki kierował, do tworzącego się Wojska Polskiego, swoich specjalistów, bądź to żołnierzy ACz polskiego pochodzenia, bądź to specjalistów armii sowieckiej, którzy mieli nauczyć się języka polskiego; tych ostatnich nazywano POP-ami od słów - „Pełniący Obowiązki Polaka”/. 1 BPanc była jednostką rozwiniętą o strukturze kompanijnej. Do walki
wchodziły poszczególne kompanie, a nawet pojedyncze czołgi i wspierały radziecką piechotę. W ciężkich walkach udało się powstrzymać napór niemieckich
jednostek pancernych, a nawet poszerzyć zdobycze na przyczółku. Najbardziej
znaczącym epizodem walk był
bój w miejscowości Studzianki
/dzisiaj noszącej nazwę - Studzianki
Pancerne/.
Czołgi
1 BPanc pozwoliły wyrzucić
Niemców z miejscowego folwarku, przy czym Brygada straciła
20 czołgów, ok. 100 żołnierzy
zginęło i ok. 200 zostało rannych, zaś siły niemieckie straciły
około 40 czołgów i pojazdów
opancerzonych.
Zwycięskie
stracie na przyczółku wareckomagnuszewskim nabrało znaczenia operacyjnego.
Pomnik pod Studziankami. Historyczny czołg
Podczas postoju w StuT-34/85 por. Mateusza Lacha - „217”, fot. 2010, rjm.
dziankach Pancernych mieliśmy
okazję zrobić pamiątkowe zdjęcie przy pomniku z czołgiem T-34/76 o numerze
9
bocznym „217”, którego dowódcą podczas wojny był por. Mateusz Lach /pod
Studziankami załoga czołgu zniszczyła dwie niemieckie maszyny. Później, czołg
por. M. Lacha brał jeszcze udział w walkach o Gdańsk, gdzie został jednak trafiony i - podobnie jak cała 1 BPanc, zakończył wojenny życiorys /w boju spotkaniowym pod Gdańskiem Brygada straciła 28! czołgów, w tym 19 zostało spalonych; po tym, przykrym zdarzeniu /o którym warto byłoby kiedyś coś napisać/
Brygady już nie odtworzono, a żołnierzy-pancerniaków wykorzystywano w charakterze zwykłej piechoty/.
Czołg T34/76 był doskonałą maszyną, której niemieckie armaty p/panc.
37 mm nie były w stanie zniszczyć, strzelając pociskami od przodu. Było to możliwe jedynie trafieniem z boku. Gdy w 1941 roku pojawiły się T34, były prawdziwym objawieniem techniki wojennej. Jednakże, jak każdy inny czołg /także te
dzisiejsze/, T34 szybko się zestarzały. W okresie II wojny światowej życie sowieckiego czołgisty wyliczono na 4 do 7 dni. Warto dodać, że ZSRS wyprodukował /pomiędzy 22.06.1941 roku a 9.05.1945 roku/ 125 tysięcy czołgów i dział
pancernych. Przy okazji, należałoby dopowiedzieć, że Rosjanie dostali od Amerykanów spore ilości sprzętu wojskowego, m.in. całą dywizję Shermanów.
Niemcy, jak zwykle skrupulatni i oszczędni, przykładali wagę do remontów
czołgów /w ramach odtwarzania strat po walce/. Niemiecka instrukcja nakazywała „wymywanie” szczątków ludzkich z wnętrza czołgu, a na przestrzelinę naspawano płytę pancerną. Spalonych czołgów nie remontowano. Co prawda, radziecka armata typu „L20” czołgu T34/76 nie robiła wielkiej krzywdy pancerzowi niemieckiego Tygrysa, dlatego radzieccy czołgiści pędzili na wroga „pełnym gazem”,
zachodziły od tyłu i wtedy próbowały walić pociskiem podkalibrowym w pancerz
Tygrysa z nieco lepszym skutkiem z odległości 50-70 m. A tak, w ogóle to początkowo, dowódca Tygrysa, mając przewagę zasięgu swojej armaty, samodzielnie zatrzymywał wóz na jakimś wzniesieniu i, siedząc we włazie, kierował
bezpiecznie ogniem przez lornetę z odległości 1,5 km. Później, gdy Rosjanie
mieli już swój, ciężki czołg JS-2 /nazwa czołgu to skrót od nazwiska wodza - Józef Stalin/, przewaga się skończyła i niemieccy dowódcy, zwykle walczyli już
w szyku bojowym. Pocisk JS-2, który uderzył w wieżę czołgu mógł ją odrzucić na
odległość 3 do 5 m, a jednostka ognia liczyła 30 pocisków. Panterę można było
łatwo zniszczyć pociskiem z boku, w silnik, wtedy palił się płomieniem. Silniki
czołgów niemieckich napędzane były benzyną, a rosyjskie -chodziły na ropę
i trafione paliły się, mocno kopcąc czarno-siwym dymem. Polscy czołgiści walczyli zarówno z Tygrysami, jak i z Panterami, a także z działami pancernymi Ferdynand /zresztą, Niemcy wyprodukowali ich niecałe 50/.
W drodze ze Studzianek Pancernych do Janowa Lubelskiego, gdzie mieliśmy „zabookowany” nocleg, przejeżdżaliśmy przez niewielką miejscowość Ciepielów /niektórzy nazywają te miejscowość Ciepielów „300”/ położoną na południowy wschód od Radomia. To tutaj, żołnierze regularnych jednostek Wehrmachtu rozstrzelali 300 polskich żołnierzy - jeńców wojennych. Rozebrano ich
z mundurów i rozstrzelano z broni ręcznej i maszynowej. Rannych dobijano. Ot,
taka prawda o Wehrmachcie też istnieje. Boli, bo prawda. Niestety, nikt nie słucha głosu sprawiedliwych, by postawić tu jakikolwiek pomnik. Tymczasem, Wehrmacht ma na sumieniu około 150 różnorodnych zbrodni wojennych, m.in. we
10
wrześniu 1939 roku, żołnierze Wehrmachtu dopuścili się mordu na około 1200!
polskich żołnierzach, wziętych do niewoli.
W ogóle, ta przegrana przez nas wojna 1939 roku, czasami budzi mój
sprzeciw. Trzeba przypomnieć, że Niemcy Weimarskie nie stanowiły dla Polski
i naszej armii poważniejszego problemu. Za czasów Wilhelma II Hohenzollerna
/1859-1941/ Niemcy postrzegane były, jako kraj prowadzący cywilizowaną politykę. To Niemcy i Austro-Węgry tzw. aktem dwóch cesarzy /Wilhelma II i Franciszka Józefa I/ z 5 listopada 1916 roku uznały potrzebę istnienia wolnej Polski.
Akt zapowiadał utworzenie, z ziem zaboru rosyjskiego, samodzielnego państwa
polskiego z konstytucyjnym ustrojem i z własną siłą zbrojną. W taki sposób,
sprawa polska została postawiona na arenie międzynarodowej. W efekcie, pewne, konkretne kroki podjęła carska Rosja, zezwalając na odrestaurowanie polskiej administracji, sądownictwa i szkolnictwa /m.in. w Warszawie nastąpiło
wznowienie działalności polskich uczelni wyższych - Uniwersytetu i Politechniki
oraz wyższych szkół - Handlowej i Rolniczej/.
Po dojściu Hitlera do władzy, wzajemne stosunki Polski z Rzeszą, gwałtownie się … ociepliły.
Sam Hitler dążył do nawiązania układu sojuszniczego z Polską, mając na względzie pokonanie
ZSRS /Hitler proponował ewentualne nabytki terytorialne na Wschodzie, kosztem Rosji, po zwycięskim starciu/. Wtedy to, Niemcy nie wysuwały żadnych żądań wobec Polski. A wręcz przeciwnie, to
Polska /ustami min. Józefa Becka, 1894-1944/
próbowała wymusić zgodę Niemiec na szerszy dostęp do Morza Bałtyckiego /Joachim von Ribbentrop /1893-1946/: „Jesteście bardzo uparci
w sprawach morskich. Morze Czarne jest również
morzem”1/. W końcu, po śmierci Józefa Piłsudskiego /1867-1935/, doszło do żądań ze strony Hitlera. Po pierwsze, chodziło o linię kolejową przez
tzw. korytarz do Prus Wschodnich. De facto, od
czasów Traktatu Wersalskiego, taka linia /kolejowa/
już istniała. Niemieckie pociągi były plombowane
i w nienaruszonym stanie mogły pokonywać terytorium Polski do Prus Wschodnich. Po drugie, Niemcy chcieli wybudować autostradę eksterytorialną/ ze Szczecina do Królewca /Włosi proponowali nawet wybudowanie tunelu, by „zakamuflować” autostradę, by nie była zjawiskiem, tak
oczywistym i tak widocznym/. Po trzecie, Wolne Miasto Gdańsk, którego domagali się Niemcy, było w swojej istocie i tak miastem niemieckim /z ogromną przewagą żywiołu niemieckiego/ i trudno było temu zaprzeczać. Niemcy wysuwały
również postulat przystąpienia Polski do paktu antykominternowskiego2. Na tą
Marszałek Francji, Polski i W. Brytanii Ferdynand Foch /1851-1928/,
fot. Int., 2010
1
Andrzej Leszek Szcześniak, Iv rozbiór Polski, s.30
William H. Colbern, Polska. Styczeń - sierpień 1939. Analizy i prognozy /komentarze do wydarzeń attaché wojskowego ambasady USA w Warszawie/, Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa 1986, s. 29; Olgierd Terlecki, Pułkownik Beck, Krajowa Agencja Wydawnicza, Kraków 1985, s.v243: „ … Już po wojnie,
2
11
ostatnią propozycję, Polska postanowiła zachowywać prawo do samodzielnego
określania swojej polityki wewnętrznej i zagranicznej, zachowując neutralność
pomiędzy Niemcami i Rosją sowiecką, akcentując jednocześnie, że „autostrada
przez korytarz jest obecnie niemożliwa”3. Nie mieliśmy również wartościowych
sojuszy. Sojusz z Francją okazał się iluzoryczny. W 1939 roku, Francja nigdy nie
zamierzała przyjść Polsce z pomocą. W 1940 roku sama padła, dość szybko,
pod cisami Wehrmachtu. Sojusz z Rumunią /aktualny tylko w przypadku konfliktu
z Rosją Sowiecką/ miał charakter trochę egzotyczny. W 1938 roku, trzeba było
umundurować rumuńską kompanię, by mogła zaprezentować się na defiladzie
w Warszawie. Polska liczyła więc tylko na rumuńskie porty.
Inna rzecz, że urzutowaliśmy nasze siły obronne kordonowo, armia obok
armii, wzdłuż wszystkich granic, gdy tymczasem, aż się prosiło, by uczynić to
rzutami w głąb kraju, by wykrwawiać przeciwnika na poszczególnych rubieżach
obrony i szarpać go na różnych kierunkach, uderzać w rozciągnięte skrzydła, tak
jak zrobiliśmy to w 1920 roku z bolszewikami. A potem, zaczekać na nich, najpierw na linii Wisły, a potem na Bugu, Narwi i Sanie i skoncentrować wysiłki na
właściwie wybranych kierunkach obrony. Przecież, Rosjanie czuli przed nami respekt, bo pamiętali dobrze swoją klęskę z 1920 roku, i teraz czekali, aż sytuacja
będzie dla nich pewna w stu procentach, by nas dobić, zdradziecko, od tyłu.
Gdybyśmy powstrzymali Niemców jeszcze trochę, Rosjanie by zwątpili w łatwy
łup. Tymczasem, nasi polscy politycy liczyli, że Hitler zatrzyma się, po osiągnięciu celów, które ogłosił światu, jako żądania wobec Polski. Zaakceptowaliby to
także skwapliwie, i Anglicy i Francuzi. To rozmieszczenie polskich armii skazywało nas jednak na porażkę z prostego powodu, ponieważ żadne państwo nie
w alianckim więzieniu w Norymberdze, Ribbentrop rozpoczął spisywanie swych wspomnień wojennych
i zdołał je ukończyć, zanim zawisła na szubienicy. Oto najistotniejszy fragment relacji Ribbentropa z rozmowy październikowej /1938/:
>Adolf Hitler chciał definitywnie wyjaśnić stosunki z Polską i polecił mi już w październiku 1938
roku przedyskutowanie z ambasadorem polskim problemu rozstrzygnięcia wszystkich spraw, jakie były
jeszcze w zawieszeniu między Polską a Niemcami. W rezultacie zaprosiłem ambasadora Polski do Brechtesgaden, gdzie doszło między nami 24 października 1938 roku do pierwszej rozmowy na temat Gdańska
i kompleksu zagadnień Korytarza. … Po przedstawieniu przez Lipskiego paru życzeń swego rządu, dotyczących Rusi Zakarpackie, wyraziłem zgodę na ich rozpatrzenie i przeszedłem do wielkiego, głównego
problemu. … Powiedziałem przy tym ambasadorowi, iż pragnąłbym by sprawy, jakie poruszę, zachować
wyłącznie między nami, to jest pomiędzy nami, to jest między ministrem spraw zagranicznych Beckiem
i mną, oraz poprosiłem, by zreferował je panu Beckowi tylko ustnie, gdyż inaczej zaistnieć może niebezpieczeństwo przeniknięcia do prasy. Lipski zgodził się. Wyłożyłem więc ambasadorowi polskiemu, że czas
już uporządkować wszystkie istniejące między Niemcami a Polską kwestie sporne celem ukoronowania
rozpoczętego przez marszałka Piłsudskiego i Führera dzieła porozumienia … Przedstawiłem wtedy Lipskiemu, jak ogólnie biorąc wyobrażam sobie rozwiązanie:
1. Wolne Miasto Gdańsk wraca do Rzeszy; /Gdańsk jest niemiecki, był zawsze niemiecki i niemieckim pozostanie/. 2. Poprzez Korytarz przeprowadzi się należącą do Niemiec autostradę eksterytorialną, jak też eksterytorialną, wielotorową linie kolejową. 3. Ne terytorium gdańskim Polska otrzyma
również eksterytorialną szosę lub autostradę i linie kolejową oraz port. 4. Polska uzyska gwarancję dalszej możności sprzedawania swych towarów na terytorium gdańskim. 5. Oba państwa uznają wzajemnie
swe granice; w razie potrzeby można by podpisać gwarancje terytorialne. 6. Deklaracja niemiecko-polska
zostanie przedłużona na 25 lat. 7. Oba państwa wprowadzą do deklaracji klauzulę konsultatywną.<
3
Tamże.
12
podołałoby obronie swoich granic w rozproszeniu /rozczłonkowaniu swoich sił
lądowych i lotniczych/ wzdłuż niekorzystnie układającej linii granicznej 4, bez silnych odwodów, na które zabrakło po prostu siły żywej i sprzętu. Niestety, nie
brakło, i głupoty i zdrady. Z tego powodu nastąpiła zagłada w pośpiechu formowanej Armii Prusy, którą z powodu nieudolności generała Stefana DąbBiernackiego /1890-1959/ rozbijano pułk po pułku, dywizję po dywizji. Sam DąbBiernacki zrejterował z pola walki, w końcu również nie powiedział prawdy Naczelnemu Wodzowi i później dopuścił się jeszcze raz, podobnie haniebnego czynu, opuszczając, po cywilnemu, silne zgrupowanie utworzonego Frontu Północnego. Nie był to jedyny przypadek niehonorowego zachowania się polskiego generała w wojnie obronnej 1939 roku. Wiele do życzenia budziło również przygotowanie strategiczno-operacyjne dowódców. Piłsudski, trochę z dobroci serca,
a trochę ze swojej natury lubił faworyzować swoich pupilków. Niemniej, sam był
osobą bardzo pracowitą i przewidującą. Za jego życia odbywały się liczne narady
i szkolenia wyższych dowódców armii. Późną jesienią 1929 roku odbyła się
pierwsza, taka odprawa, poświęcona problemowi walk we Francji w latach 19141915, której przewodniczył Piłsudski. Na początek, Marszałek sam wygłosił referat na temat walk pod Verdun i nad Marną, uwzględnieniem walk wstępnych nad
Sambrą i Mozą. W odprawie uczestniczyli: Mieczysław Norwid-Neugebauer
/1884-1954/, Edward Rydz-Śmigły /1886-1941/, Tadeusz Kutrzeba /18861947/, Gustaw Orlicz-Dreszer /1889-1936/, Kazimierz Sosnkowski /18851969, Dąb-Biernacki i pułkownik Janusz Gąsiorowski /1889-1949, pierwszy
oficer GISZ-u, późniejszy generał. Spoza Inspektoratu był obecny szef Sztabu
Głównego gen. Tadeusz Piskor /1889-1951/. Kolejno, każdy z dowódców był
zobowiązany wygłosić referat na przydzielony mu temat, wiążący się ściśle
z planem obrony granic państwowych. Na kolejnej odprawie /w tym przypadku,
chodziło o granice zachodnie/ referat wygłaszał Rydz-Śmigły. Okazało się, według oceny Marszałka i uczestników narady, że Śmigły całkowicie „położył temat
4
Roman Misiak, Pomorze Gdańskie i Wolne Miasto Gdańsk w stosunkach polsko-niemieckich w latach
1918-1939 /w/ Mówią Wieki numer specjalny 1992, s. 16-21: „ … W rezultacie wersalskich rozstrzygnięć
Polska zamiast nieskrępowanego dostępu do morza, o czym powszechnie mówiło się wcześniej
/zgłaszane, na forum konferencji paryskiej, brytyjskie protesty przyczyniły się do przyjęcia,, przez wielkie
mocarstwa, rozwiązań połowicznych, z których zainteresowane państwa nie były do końca zadowolone/,
uzyskała jedynie wąski 147-kilometrowy odcinek wybrzeża, od Jeziora Żarnowieckiego do Orłowa. Nie
wliczając Półwyspu Helskiego, były to zaledwie 72 kilometry otwartej przestrzeni nad Bałtykiem. Od
Niemców odgradzała nas powykręcana w najdziwniejszy sposób linia graniczna, z wysuniętym do przodu
wielkopolskim wybrzuszeniem i odkrytymi skrzydłami. Od północnego wschodu duży niemiecki „nawis”
stanowiły Prusy Wschodnie, których terytorium miejscami było odległe od stolicy państwa polskiego zaledwie nieco ponad 100 km. Zasadnicze terytorium łączyła z morzem pas ziemi ściśnięty od zachodu Pomorzem , o ad wschodu przyparty do „niemieckiej ściany” przez Prusy Wschodnie. Ze wschodniej strony
tkwiło, jak bomba zegarowa nastawiona na „swój” czas, Wolne Miasto Gdańsk. … W tym czasie, tj. na
p[oczątku lat dwudziestych, w niemieckiej terminologii politycznej, a wkrótce i dyplomatycznej, pojawiło
się nowe, pejoratywnie zabarwione określenie polskiego terytorium Pomorza Gdańskiego - Der Polnische
Korridor - „Polski Korytarz” lub krócej „Korytarz”. To zręcznie skonstruowane określenie miało uświadamiać opinii międzynarodowej, także samym Polakom, że ten obszar ziemi, należący obecnie do Polski,
jest niczym innym, jak tylko wąskim przejściem wybitym przez ziemie niemieckie niesprawiedliwymi decyzjami paryskiej konferencji.”
13
na łopatki”, tak że Piłsudski chcąc ukryć niekompetencję swojego „chłopca”, zaniechał dalszego wysłuchiwania referatów.5
5
Leon Berbecki, Pamiętniki, Wydawnictwo „Śląsk” Katowice, 1559, s. 210-211; Jerzy Kirchmayer, 1939 i
1944 - kilka zagadnień polskich, Książka i Wiedza, 1958, s. 46-55: „ … Pomimo dużego wpływu Francuzów
na nasza przedwrześniową doktrynę taktyczną zupełnie inaczej kształtowała się np. francuska doktryna
obronna, a inaczej polska. Francuzi mieli bowiem mało przestrzeni a dużo piechoty, dużo środków ogniowych, dużo materiału fortyfikacyjnego, dużo środków transportowych i wspaniale rozwiniętą sieć
komunikacyjną. Myśmy natomiast mieli tego wszystkiego bardzo mało, z wyjątkiem jednego - nadmiaru
przestrzeni. … Doktryna wojenna kształtowała się:
pod wpływem doświadczeń wojny 1918-1920 r.
pod wpływem Piłsudskiego
pod wpływem niekorzystnego stosunku sił do przestrzeni
pod wpływem trudności ekonomicznych.
„ … / Nasz przyp. aut. / naród, który odzyskaną niepodległość zapoczątkował zwycięską wojną, miał dostateczny powód, aby o tej wojnie pamiętać. Dowódcy i sztabowcy nowego Wojska Polskiego właśnie
w tej wojnie zdobyli swoje ostrogi. … Starzy oficerowie zawodowi z armii zaborczych, właśnie ci, którzy
godzili się najtrudniej z manewrowymi metodami Piłsudskiego w latach 1918-1920, a tkwili po uszy
w metodach wojny pozycyjnej 1914-1918 r., wykruszali się po zamachu majowym 1926 r. w bardzo przyspieszonym tempie i zresztą pomimo swych wysokich stopni wojskowych nigdy wiele nie znaczyli w naszym wojsku. /Natomiast, przyp. aut./ młodzi oficerowie, wychowankowie już polskich szkół oficerskich,
nie mieli z natury rzeczy żadnego wpływu na doktrynę wojenną, oni nie tworzyli, oni nia tylko oddychali;
gdy zaczęli dochodzić do głosu, było już za późno. … Nie sposób mówić o doktrynie wojennej przedwrześniowego wojska polskiego bez uwzględnienia roli, jaką odegrał w tej sprawie Piłsudski.
Piłsudski uznał na podstawie doświadczeń 1918-1920 r., a nie może być, co do tego żadnych
wątpliwości, bo sam to napisał i wydrukował, jeszcze na długo przed śmiercią, że wojsko polskie nie ma
żadnych warunków do prowadzenia wojny pozycyjnej, nie tylko dlatego, że nie na to środków, ale
w równej mierze dlatego, że ma zbyt mało sił w stosunku do ogromnej przestrzeni, wobec tego jedynym
możliwym sposobem prowadzenia walki przez wojsko polskie jest manewr, bo tylko on - a nie martwa
litera niewykonalnych dla wojska rozkazów sztywnej obrony rozciągniętych linii terenowych przy pomocy
nielicznych sił, rzadkiego ognia i słabych fortyfikacji - pozwoli w rozsądny sposób zastąpić brak sił i środków. … /Tymczasem przyp. aut./, jakby nic o tym nie wiedząc, uczeń i następca Piłsudskiego wykreślił
w roku 1939 w ten sam sposób i tak samo nawet nazwał „zasadniczą” linie obrony nad różnymi wątłymi
strumieniami, i na tej papierowej linii kazał się bronić całemu wojsku, a wyniku tego doprowadził do
identycznego wstrząsu moralnego żołnierza, /przed którym przestrzegał Piłsudski, przyp. aut./ i do ogólnej klęski. …
Według opinii generała L. Berbeckiego, wbrew własnym postanowieniom, Piłsudski nie uczynił
wiele, by doktryna obrony manewrowej znalazła podatny grunt w rzeczywistości i, tworząc Generalny
Inspektorat Sił Zbrojnych powołał do jego struktur najzdolniejszych dowódców, i … ograniczył - jak napisał Berbecki w swoich pamiętnikach /s. 49-51/- ich prace prawie wyłącznie do „inspekcji wyszkolenia.”
Nie zdecydował się na tworzenie „pośrednich ogniw dowodzenia, tj. dowództw frontów i korpusów.” Czy
wynikało to z faktu, że sam chciał spełniać rolę koordynatora działań wojennych do szczebla dywizji
i brygady - co jest mało prawdopodobne. Czy też, pozostawił ten problem na późniejszy czas, którego
już mu nie starczyło. W każdym razie, „dowódcy dywizji piechoty i brygad kawalerii musieli zostać podporządkowani w czasie wojny wprost naczelnemu wodzowi”. Zatem, straciła na tym „organizacja pracy”
sztabów i „sprężystość” dowodzenia, co pozostawało w sprzeczności z doktryną manewrowości działań
obronnych. „ … W takim stanie rzeczy żyło wojsko do pamiętnej daty 23 marca 1939 roku. W tym dniu
Śmigły skopiował decyzję Piłsudskiego z 08 marca 1920 roku, kasującą dowództwa frontów i podporządkowującą naczelnemu wodzowi wszystkie armie i odwody, i przy tej decyzji mógł trwać, bo nie było jeszcze kryzysu wojennego.”
„ … Najważniejszy jest fakt, że Piłsudski - pisze dalej w Pamiętnikach L. Berbecki, s. 53 - zostawił
po sobie krytyczny stan uzbrojenia i wyposażenia wojska. Pod tym względem wojsko nasze w roku 1935,
14
Niemniej, należy zdecydowanie przeciwstawić się
nierzadko głoszonym opiniom, jakoby do wiosny
1939 roku kierownictwo GISZ nie posiadało planu
wojny z Niemcami. Przeciwnie, J. Piłsudski i Sztab
Główny od chwili zakończenia wojny z Rosją Sowiecką przystąpiło do planowania działań obronnych na wypadek agresji ze strony Niemiec. Już
w 1923 roku, były gotowe trzy warianty planu wojny
z Niemcami oraz trzy studia strategiczne /„Plan
Bałtyk”, „Plan Prusy Wsch. i „Plan Śląsk”/. Po wizycie w Polsce marszałka Ferdynanda Focha /18511929/ - 02 maja 1923 roku, powstał ramowy tzw.
„Plan Foch”, który obowiązywał do 1935 roku.
W niedługim czasie, po dojściu Hitlera do władzy,
Winston Churchill /1874-1965/,
gdy Rzesza zaczęła manifestować swoje niezadofot. Int., 2010
wolenie z zapisów Traktatu Wersalskiego, które ją
krępowały, i gdy wycofała się z Ligi Narodów /21.10.1933/, i gdy pojawiły się
pierwsze żądania Niemiec6, Generalny Inspektor przygotowawczych do planu
wojny „Zachód”. Trzeba by było wspomnieć także Sił Zbrojnych marszałek
E. Rydz-Śmigły nakazał rozpoczęcie prac o bardzo prawdopodobnej propozycji
J. Piłsudskiego, skierowanej do Francji w sprawie tzw. wojny prewencyjnej, którą
Polska wspólnie z Francją miałyby przedsięwziąć przeciwko Niemcom, gdyby te
w roku śmierci Piłsudskiego, nie różniło się niczym od wojska z roku 1920. Można przypuszczać, że Piłsudski nie doceniał znaczenia techniki w wojsku, ani też znaczenia postępów dokonywanych w tej dziedzinie
przez naszych sąsiadów. Przecież chyba tylko tym można sobie tłumaczyć charakterystyczny fakt, że za
życia Piłsudskiego polskie wydatki na lotnictwo pozostawały na niebywale niskim poziomie. Wynosiły one
za jego czasów tylko 6-7% całości budżetu wojskowego, podczas gdy w Niemczech i w Anglii przekraczały
30%, a we Francji obejmowały około 25%.”
6
Pamiętniki Józefa Becka /Wybór/, tłumaczył Aleksander Ewert, >Czytelnik< Spółdzielnia Wydawnicza,
1955 , s. 56: „ … Że nigdy nie zamierzali /Niemcy przyp. aut./ zrezygnować ze swych wobec Polski pretensji terytorialnych, to wynikało jasno, choćby z wywiadu, którego Hitler udzielił londyńskiemu „Sunday
Express” w dniu 12 lutego 1933 roku. Polski dostęp do morza poprzez tzw. Korytarz Hitler określił wtedy
mianem „ohydnej niesprawiedliwości” i stwierdził, ze „terytorium korytarza musi być zwrócone
/Niemcom przyp. aut./; Karol Grünberg, Bolesław Otręba, Joachim von Ribbentrop - kariera ministra III
Rzeszy, Wyd. Somix Bydgoszcz, 1991, s. 24-25; „… Wystąpienie z Ligi Narodów stworzyło dla Polski trudną sytuację, wzbudzając zaniepokojeni polskich sfer kierowniczych. Na polecenie marszałka Józefa Piłsudskiego w październiku 1933 roku Sztab Główny zwrócił się do Francji w sprawie udzielenia informacji
o niemieckim potencjale zbrojeniowym. Informacje te przywiózł do Warszawy szef francuskiego wywiadu
wojskowego płk Koeltz /Louis Koeltz/. Ponieważ w sprawach o szerszym, strategicznym znaczeniu, dotyczących całokształtu zagadnień zagwarantowania stabilności powojennych granic z Niemcami, rząd
francuski wykazywał brak zdecydowania i bierność, Piłsudski, za pośrednictwem generała Maxime Weyganda, postawił rządowi Francji następujące pytania:
1. Czy w razie zaatakowania Polski przez Niemcy na jakimkolwiek odcinku jej granicy, Francja
odpowie ogólną mobilizacją wszystkich sił zbrojnych?
2. Czy wystawi w tym wypadku wszystkie rozporządzalne siły zbrojne na granicy Niemiec?
W odpowiedzi rządu francuskiego konstatowano, że „na wypadek zaatakowania Polski przez Niemcy,
Francja nie zarządzi ogólnej mobilizacji i nie wystawi swych sił na granicy Niemiec, natomiast przyrzeczono Polsce pomoc w sztabach wojskowych, w uzbrojeniu, amunicji oraz w jak najszerszym organizowaniu opinii publicznej świata na korzyść Polski”.
15
naruszyły zobowiązania wynikające z Traktatu Wersalskiego /głownie dotyczyłoby to złamania ograniczeń w dziedzinie zbrojenia/. W ramach akcji zbrojnej, wojska francuskie miałyby wkroczyć do Nadrenii a wojska polskie do Gdańska i Prus
Wsch. Był to rok 1934 i, jeszcze wtedy, Hitler mógłby się ugiąć pod zbrojną presją Francji i Polski. Ale ówczesna Francja, obolała po I wojnie światowej, nie myślała o żadnej, zbrojnej konfrontacji z Niemcami. Tymczasem, Piłsudski słusznie
się obawiał, że po upływie jakiegoś czasu, gdy Niemcy okrzepną, przystąpią do
realizacji swoich planów. Podobne poglądy głosiło wielu innych strategów i polityków.7
Pod naciskiem polityków Polska, jako kraj, wybrała jednak wariant obrony,
z góry skazany na pewną przegraną8. Pomimo, że było wiele głosów polityków
7
Władysław Sikorski, Przyszła wojna, jej możliwości i charakter oraz związane z nim zagadnienia obrony
kraju, Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, Warszawa 1984, s. 73: „ … Przywódcy Trzeciej
Rzeszy usiłowali wykorzystać dotychczasową inercję oraz brak solidarności zachodnich mocarstw,
a w szczególności ostatnie polsko-francuskie rozbieżności, i zdawali się wierzyć w możliwość pozyskania
dla swoich wschodnich planów zdobywczych najbliższego sąsiada Niemiec, Polski. Zabiegając o życzliwą
neutralność Polski w odniesieniu do Anschlussu, łudzili się, że w zamian za miraż daleko sięgającej ekspansji polskiej ku północy i wschodowi uzyskać by mogli od Polaków zgodę na ratyfikację wspólnej z nimi
granic, W istocie rzeczy bowiem kierownicy Trzeciej Rzeszy nie zrezygnowali, pomimo nowego kursu zainicjowanego nad Sprewą, z możliwości do podjęcia pewnego dnia tej sprawy, której przedmiotem może
być tylko opanowanie przez Niemców polskiego Pomorza i Górnego Śląska.”; Władysław Sikorski, op. cit.
s. 84: „ … Nazajutrz, po krwawym jak wielka wojna, konflikcie trudno było uwierzyć w dopuszczalność
nowej, mogącej stać się powszechną, wojny. Do tego stanu umysłu przystosowywali się niektórzy teoretycy wojskowi i politycy niemieccy, zapowiadając przed nadejściem Trzeciej Rzeszy konflikty zbrojne
o ograniczonym i lokalnym tylko znaczeniu. Dzisiaj ta sytuacja uległa radykalnej odmianie. Jeżeli bowiem
program, ogłoszony przez kanclerza Hitlera w jego dziele „Mein Kampf” nie jest programem wyborczym
i jeżeli Trzecia Rzesza przygotowuje się istotnie do „zdruzgotania i zniszczenia Francji”, a następnie do
„rozszerzenia trzeciego imperium na Wschód”, jeżeli pierwszym etapem realizacji tego planu ma być
przeprowadzenie Anschlussu, po którym miałoby nastąpić utworzenie „Zwischeneuropy” i odebranie
niemieckich kolonii, a następnie nawrót do starogermańskich tradycji i odbudowa pierwszego imperium to zamiary te wystarczyłyby same przez się całkowicie, ażeby nie tylko utrzymać Europę w stanie stałego
oblężenia, ale i doprowadzić z czasem nieuchronnie do nowej wojny same przez się całkowicie, ażeby nie
tylko utrzymać Europę w stanie stałego oblężenia, ale i doprowadzić z czasem nieuchronnie do nowej
wojny powszechnej, podobnie jak to miało miejsce w 1914 roku.”
8
Należałoby przypomnieć, że natychmiast po mianowaniu gen. dyw. Rydza-Śmigłego marszałkiem Polski i naczelnym wodzem, ten zwolnił ze stanowiska pierwszego oficera sztabu GISZ - generała Janusza
Gąsiorowskiego /1889-1949/, który przez siedem lat, pod okiem J. Piłsudskiego, opracowywał plan wojny /Zachód/ i był dobrze zorientowany w sprawach koncepcji i przedsięwzięciach w zakresie obrony
kraju. Studiował literaturę z historii wojskowości i zgromadził /na wzór Lanrezaca, Schlieffena i Obruczewa/ specjalny zbiór prac przeznaczonych do studiowania przez wyższych dowódców. Niestety, Gąsiorowski otrzymał rozkaz objęcia dowództwa 7 DP w Częstochowie. Podobno – jak napisał w swoich pamiętnikach gen. Berbecki - Rydz-Śmigły odczuwał silna urazę do Gąsiorowskiego za to, że referując wodzowi naczelnemu nasze prace, nieraz spowodował ostrą krytykę nieudolnych poczynań Inspektoratu
Rydza-Śmigłego. Podobno - jak napisał w swoich pamiętnikach gen. Berbecki - Rydz-Śmigły odczuwał
silna urazę do Gąsiorowskiego za to, że referując wodzowi naczelnemu nasze prace, nieraz spowodował
ostrą krytykę nieudolnych poczynań Inspektoratu Rydza-Śmigłego. Jego obowiązki przejął generał Wacław Stachiewicz /1894-1973/, któremu - bez odpowiedniego przygotowania strategiczno-operacyjnego
i doświadczenia w tym zakresie - trudno było nawiązać do zaawansowanych, siedmioletnich prac gen.
Gąsiorowskiego nad planem obrony RP.
16
Przywołajmy, kolejny raz fragment tekstu Pamiętników generała L. Berbeckiego,, s. 240-244:
„W niespełna 48 godzin po śmierci J. Piłsudskiego, generał dywizji Rydz-śmigły awansował na generała
broni, w a kilka godzin potem prezydent mianował go marszałkiem Polski. … Czasami zdarzało się,
że Stachiewicz nakazywał konspirację przed inspektorami i wyższymi dowódcami-Polakami, a w trakcie
tego wódz jego demonstrował tajemnicę swego szefa sztabu przed oficerami niemieckiego sztabu generalnego. … Mianował /przyp. aut. Stachiewicza/ pierwszym oficerem sztabu GISZ człowieka, który posiadał zaledwie dwuletni staż dowódcy kompanii na froncie oraz jedenaście lat pracy na stanowisku kierownika działu mobilizacyjnego w Ministerstwie Spraw Wojskowych, następnie rok dowodził dywizją
i bezpośrednio potem stawał się szefem sztabu naczelnego wodza, na wypadek wojny. … Plan Piłsudski Gąsiorowski był opracowywany latami na podstawie szczegółowej analizy terenu własnego i terenu nadgranicznego od strony nieprzyjacielskiej, że wspomnę - marsze piesze wzdłuż całego powierzonego odcinka i wdrożenia akcji wywiadu.
W przeciwieństwie do tego plan Śmigły-Stachiewicz został ułożony pod dyktando sztabów generalnych francuskiego i angielskiego; przekreślał on prawdy zdobyte pracą w terenie wszystkich inspektorów „Zachodu” … Według planu Gąsiorowskiego: nieprzyjaciel przygotowuje uderzenie główne od Wrocławia i możliwe od południa po zajęciu Czechosłowacji. … Plan Stachiewicza, oparty na niesprawdzonych wiadomościach z meldunków płatnych agentów, bagatelizował natarcie od Wrocławia, zakładając
uderzenie główne od Piły i Krzyża.
Plan Gąsiorowskiego zakładał budowę na głównych liniach komunikacyjnych szeregu żelazobetonowych punktów oporu na kompanię wyposażoną w ciężką broń maszynową i działa. Punkty te miały
się bronić uporczywie aż do przybycia artylerii ciężkiej wroga. Cel punktów oparcia – uniemożliwienie
szybkiego posuwania się broni pancernej nieprzyjacielskiej przez zatrzymanie na przeszkodzie, która miała być broniona przez ogień piechoty i dział. Ciężkie czołgi, a zwłaszcza środki transportowe zaopatrzenia,
jak na przykład tanki z benzyną, zatrzymane na przeszkodach, hamowały szybkość ruchu broni pancernej
nieprzyjaciela.
Plan Stachiewicza budowę punktów oporu odrzucił, natomiast na żądanie sprzymierzeńców rozpoczął budowę polskiej linii Maginota, która ciągnąć się miała /poczynając od okolic miasta Tychy/
wzdłuż całej granicy zachodniej. /Zdołano zbudować linię sześćdziesiąt kilometrów długości, niezupełnie
wykończoną w części północnej. Grube miliony utopiono na próżno, zamiast użyć je na uzupełnienie
i unowocześnienie lotnictwa i obrony przeciwlotniczej.
Według planu Gąsiorowskiego: szesnaście dywizji tzw. osłonowych miało, w oparciu o przygotowanie terenowe /niszczenia i punkty oporu/ opóźniać manewrowo marsz nieprzyjaciela na głównych
kierunkach. Skuteczność ognia artyleryjskiego oddziałów opóźniających była oparta na opracowanych
szczegółowo mapach i rozmieszczonych w terenie znakach-reperach oraz na szkicach perspektywicznych.
Główna linia oporu miała być rozbudowana w oparciu o przeszkody terenowe, jak San, Wisła, Narew,
Biebrza. Na tej linii miały być skoncentrowane trzydzieści dwie dywizje, artyleria najcięższa i inne ciężkie
środki techniczne.
Osiem dywizji o najpóźniejszych terminach mobilizacji miało tworzyć ruchomy odwód wodza naczelnego, manewrujący przy pomocy transportów kolejowych i samochodowych na wschodnim brzegu
Wisły, sanu, bagien Narwi oraz Biebrzy.
Stachiewicz, na kategoryczne żądanie sztabów sprzymierzonych planował rozciągnięcie trzydziestu dwu dywizji na froncie zachodnim, od Cieszyna do Gdańska. Francuzi i Anglicy musieli mieć czas na
przygotowanie się do wojny, a wysunięcie trzydziestu dwu dywizji na granicy miało zmusić Hitlera do
ściągnięcia omal wszystkich rozporządzalnych sil kadrowych na wschód.
Plan Gąsiorowskiego nakazywał, aby ekwipunek, broń i amunicja były magazynowane w pobliżu
miejsca zbiórki rezerwistów w alarmie, aby oddziały były od razu mundurowane i uzbrajane.
Plan Rydza-Śmigłego i Stachiewicza gromadził zaopatrzenia bojowe w magazynach mobilizacyjnych przy pułkach, dywizjach, a częściowo w siedzibie dowództwa korpusów, dokąd transporty ze
wschodu dowoziły rezerwistów na zachód - i odwrotnie – zachodnich rezerwistów do oddziałów wschodnich. … Stachiewicz nie dowierzał lojalności żołnierzy mobilizowanych i dlatego w myśl zasady „divide at
impera” mieszał rezerwistów zachodnich ze wschodnimi. Wszystko to musiało stworzyć nieunikniony
17
i dowódców właściwie oceniających sytuację, to jednak niewystarczające możliwości ekonomiczno-wojskowe Polski skazywały ją na przegraną.9 Poza tym, i tak
polityka zwykle bierze górę nad myślą i strategią wojskową. Bardzo często,
słuszne koncepcje niektórych teoretyków wojskowych, dotyczące rozwiązań operacyjno-technicznych i koncepcji prowadzenia przyszłej wojny, nie znajdowały
uznania polityków, a nawet wysokich dowódców. No cóż, wojny nie prowadzi się
ku uciesze generałów. Jest przecież przedłużeniem polityki, i tylko tyle, i aż tyle10.
chaos, nawet przy ewentualnym wykonaniu przez sprzymierzonych zobowiązań o odciągnięciu na front
zachodni połowy dywizji kadrowych faszystowskich, a nawet przy ziszczeniu się proroctwa szefa sztabu
i ministra Becka, że wojna z Niemcami nie może wybuchnąć przed rokiem 1946, a więc Rayski przez dwa
lata „zagospodaruje” niebo polskie i nie dopuści do zakłócenia porządku biurokratycznej mobilizacji przez
bombowce i myśliwce wroga.
9
Polska myśl wojskowa 1918-1939, Wstęp i wybór dokumentów - Lech Wyszczelski, Krajowa Agencja
Wydawnicza, Warszawa 1987, s.36; Józef Piłsudski, Sprawa obrony państwa: „ … Sytuacja strategiczna
nasza jest, z grubsza biorąc, podobna, jak sytuacja Niemiec w ubiegłej epoce. Tak samo posiadamy dwa
fronty do obrony. Ale nie posiadamy w całej machinie państwowej tej sprężystości, która pozwalała
Niemcom wytrzymać tak długo i która umożliwiała wygrywanie na tak zwanych wewnętrznych liniach
strategicznych. Nie posiadamy tej sprężystości ani w rozbudowanej gęsto i celowo sieci komunikacyjnej,
ani w administracji, ani w urządzeniach, specjalnie wojskowych, jak magazyny, umocnienia i tym podobne. Dla uzmysłowienia tych trudności, tej niespójności strategicznej naszego państwa, które otrzymaliśmy w spadku po zaborach, dość wskazać na fakty, najłatwiejsze do spostrzeżenia dla każdego. Ile mamy
przepraw kolejowych przez Wisłę? Wszakżeż jest ona tak wyzyskana, że niczego nie łączy, a wszędzie jest
przeszkoda strategiczną. A jak się przedstawia u nas stosunek rozwoju dróg komunikacyjnych do gęstości
zaludnienia? Wbrew oczywistej potrzebie stosunek ten prawie wszędzie jest odwrotny - im gęstsze zaludnienie, tym rzadsza siec komunikacyjna. Rzadziej zaludnione Poznańskie, ma siec rozwiniętą, gęściej
zaludnione Dowództwo Okręgu Korpusu Łódź lub Przemyśl mają sieć nadzwyczaj rzadką, bo obejmują
dawne pogranicza, gdzie zaborca kolei i dróg celowo nie budował. Oto skąd biorą się te ogromne trudności technicznego myślenia i planowania strategicznego w Polsce, trudności, z którymi trzeba sobie dawać
radę, by pokonać zasadniczą trudność zadania, polegającą na tym fakcie, ze mamy ogromnie rozwinięte
granice, a w stosunku do nich mało wojska.”
Przypatrzmy się, jak przebieg wojny obronnej we wrześniu 1939 roku ocenił L. Berbecki, op cit.,
s. 246-24: „Po przegraniu w kilku miejscach naraz słabego kordonu obrony sztywnej, zmasowane korpusy
niemieckie, bogato wyposażone w oddziały pancerne, przeniknęły daleko w głąb kraju. Broń pancerna
wroga nie napotykała na żadne przygotowane przeszkody. Lotnictwo nieprzyjacielskie paraliżowało rozwój mobilizacji, dezorganizowało transporty posuwające się niepewnie, gdyż zakonspirowany cel transportów był wiadomy tylko maszyniście i kierownikowi pociągu. Łączność drutowa była przerwana przez
dywersantów wroga, o których nic nie wiedział wywiad wewnętrzny, bowiem zajmował się więcej inwigilowaniem własnych obywateli cywilnych, a nawet wojskowych. Łączność radiowa była bardzo słaba. …
Korpusy nieprzyjacielskie bez znacznych strat zwijały skrzydła armii polskich, zmuszając je do szybkiego
cofania się. … Twór Stachiewicza - sześćdziesięciokilometrowa „linia Maginota” została spokojnie, z lekceważeniem wyminięta przez korpusy nieprzyjacielskie. … Nie pomogły bohaterska obrona Westerplatte,
dzielna obrona Modlina, śmierć w boju dziewięciu generałów, śmiały marsz na odsiecz Warszawie dywizji
generała Franciszka Kleberga /1888-1941/, ofiarna obrona stolicy przez ludność i wojsko. W krótkim
okresie czternastu dni rozkład siły zbrojnej Polski był zakończony. Do końca miesiąca trwały walki drobnych oddziałów rozproszonych bez dowódców – bez wodza. Dezorganizacja szła od kwatery głównej.
Zachowanie się wodza naczelnego doprowadziło do kompletnego załamania dowodzenia. W wyniku
fatalnego błędu odnośnie kierunków uderzenia wroga, pierwszy głęboki schron i pierwsze miejsce postoju kwatery głównej było w okolicy Płocka. Rydz-Śmigły i Stachiewicz zmuszeni byli przenieść kwaterę
główną do jeszcze głębszego schronu w Warszawie, pod gmachem GISZ-u, gdyż spod Płocka niepodo-
18
Bardzo poważnym błędem było niewypowiedzenie wojny Sowietom11, którzy
w ten sposób zyskali pretekst do szykanowania Polaków i nie traktowania naszych żołnierzy na równi z żołnierzami /a więc i obywatelami/ innych państw. Decyzja o zerwaniu stosunków z Rosją przez rząd emigracyjny, w związku z ujawnieniem sprawy Katynia, stała się dla Sowietów także przyczynkiem do zawieszenia stosunków dyplomatycznych z władzami na uchodźctwie. Oznaczało to,
dla Stalina, wyczyszczenie sobie przedpola na potrzebę zainstalowania w powojennej Polsce „swojego” rządu, spolegliwego wobec żądań ZSRS. W tej sytuacji,
odzyskiwanie utraconych pozycji dyplomatycznych było dla rządu emigracyjnego
przedsięwzięciem niemożliwym do osiągnięcia. Wielka Trójka „dobiła” sprawę
polską, najpierw w Teheranie a potem w Jałcie. Przywódcy USA, ZSRS i Wielkiej
Brytanii porozumieli się w polskiej sprawie, w sposób tajny, ale dość zgodny,
choć szczególnie nielojalny wobec Polski i Polaków. W wyniku tego „porozumienia” utraciliśmy Kresy Wschodnie /w tym wielkie, bardzo polskie miasta - Wilno,
Grodno, Tarnopol, Lwów/. Dostaliśmy się również, na blisko pół wieku, pod
wpływy Rosji Sowieckiej, co skutkowało kolejnymi dramatami ludzkimi szczególnie w środowiskach patriotycznych/ i zapóźnieniem gospodarczym /w dziedzinie
technologii/.
Decyzja o przeprowadzeniu operacji „Burza” spowodowała ujawnienie
struktur Armii Krajowej, zarówno wojskowych, jak i cywilnych. NKWD wyłapywało
/na Kresach Wschodnich/ poszczególnych dowódców i osoby funkcyjne /aparatu
administracyjno-samorządowego/ Polskiego Państwa Podziemnego i, albo wy-
bieństwem było dowodzić południowym, najwięcej zagrożonym skrzydłem frontu. Po paru dniach wzmagającego się bombardowania Warszawy, dbałe o bezpieczeństwo swoje i wodza otoczenie wymogło
przeniesienie kwatery głównej do najgłębszego schronu - w forcie Brześć n/Bugiem. Lotnictwo bombardujące wojsk Hitlera szybko zorientowało się, dokąd dążą samoloty łącznikowe, i rozpoczęło się bombardowanie Brześcia n/Bugiem ze szczególną koncentracją na forty i przyległy teren. Dowodzenie z Brześcia
stało się wręcz fikcyjne. Szukając miejsc bezpiecznych, przenoszono dzień po dniu kwaterę główna do
Młynowa, Hrubieszowa, Łucka, Kołomyi. Faktycznie, dowodzenie przestało istnieć. Przez cały czas, we
wszystkich schronach i nadziemnych miejscach postoju kwatery głównej wódz naczelny dzień i noc spędzał na grze w bridge’a lub jałowych rozmowach i słuchaniu obietnic generała Carton de Wiart i Faury.
Armie kompletnie pozbawione kierownictwa dezorganizowały się i rozpadały. Dowódcy dywizji, za przykładem wyższych dowódców szybkimi środkami lokomocji szukali bezpiecznych miejsc daleko od oddziałów. Dywizje rozpadały się na drobne oddziałki, które rozpraszały się w terenie, dążąc do powrotu do
domu. Rydz-Śmigły do ostatka, tj. do przekroczenia granicy rumuńskiej, nie przestawał być posłusznym
wykonawcą dyktatu attachés sztabów generalnych Anglii i Francji - generałów: Carton de Wiart i Faury.
… W końcu, już w Kosowie, na granicy rumuńskiej pod dyktando przedstawicieli sztabów generalnych
państw zachodnich, naczelne dowództwo ogłosiło w gazecie wydawanej w Czerniowcach, oszukańczy
rozkaz o połączeniu się wojsk polskich z armią rumuńską, by wspólnymi siłami uderzyć na prawe skrzydło
wojsk niemieckich.”
11
1939, wrzesień 18. Miejsce postoju. Depesza Naczelnego Wodza w sprawie zadań walczących jednostek i zachowania się wobec Armii Radzieckiej: „Sowiety wkroczyły. Zarządzam ogólne wycofanie się na
Rumunię i Węgry najkrótszymi drogami. Z Sowietami nie walczyć, tylko w razie /natarcia/ z ich strony lub
próby rozbrojenia naszych oddziałów. Zadanie dla Warszawy i /Modlina/, które maja bronić się przed
Niemcami, bez zmian. /Oddziały/, do których podeszły Sowiety, powinny z nimi pertraktować w celu
wyjścia z garnizonów do Rumunii lub Węgier /w/ Międzynarodowe tło agresji Rzeszy Niemieckiej na
Polskę w 1939 roku, Wybór dokumentów, wstęp i wybór - Ryszard Nazarewicz, Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1986, s. 193
19
wożono na Wschód albo wcielano do Armii Berlinga /np. całkowicie rozpracowana została struktura 27 Dywizji AK/.
Spójrzmy na sposób myślenia polityków rządu emigracyjnego, nieco później. Początkowo, liczono że Niemcy padną pod ciosami Francji i Anglii. Tymczasem padła Francja, i to jak szybko. Po prostu - katastrofa. Również katastrofa
dotychczasowej, polskiej strategii politycznej i wojskowej. Powstał problem,
w jaki sposób skutecznie kontynuować walkę o odzyskanie utraconego państwa.
Po bitwie o Stalingrad wśród aliantów i w szeregach polskiej emigracji odżyła nadzieja i zaczęły powstawać nowe koncepcje wolnościowe, ale - jak wiemy - dopiero w bitwie pancernej pod Kurskiem /1943/ Rosjanie złamali Niemcom „ofensywny” kręgosłup. Od tego momentu, Niemcy utracili inicjatywę i musieli podporządkowywać swoje koncepcje strategiczne oraz plany prowadzenia dalszych
działań bojowych, sowieckim posunięciom na froncie wschodnim.
Podobnie, proponowany przez Winstona Churchilla /1874-1965/, desant
na południu Europy /na Bałkanach, zamiast w Normandii/, nie doszedł do skutku,
chociaż było jasne, że w takim przypadku zginęłoby mniej istnień ludzkich, bo
wojna mogłaby trwać krócej /a kraje Europy Wschodniej miałyby większą szansę,
aby nie dostać się pod wpływy Moskwy/, lecz większość polityków widziała sprawę inaczej. Uzależnienie Europy i Ameryki od woli Rosjan było bardzo silne,
a Rosjanie chcieli mieć Europę Wschodnią pod butem. Zachód chciał oszczędzić
swoich ludzi, tymczasem Stalin, nie licząc się z własnymi stratami, /u nas ludiej
mnoga/ zapewniał, że pokona Hitlera i dotrzyma ustaleń z Teheranu i Jałty.
W końcu zadecydowali Amerykanie, a to było właśnie po myśli Rosjan.
Wisłę przekroczyliśmy w Annopolu, i w dalszej drodze, do miejsca noclegu
w Janowie Lubelskim, autokar zatrzymał się w Kraśniku. Tutaj, chociaż było już
po godzinie 18.00, mieliśmy możliwość zwiedzenia bardzo sympatycznego i starannie urządzonego Muzeum 24. Pułku Ułanów im. Hetmana Wielkiego Koronnego Stefana Żołkiewskiego.
Kilka zdań o pułku. Został zorganizowany, na rozkaz Głównego Inspektora
Armii Ochotniczej gen. Józefa Hallera /1873-1960/, w okresie wojny polskobolszewickiej 1920 roku. Formowanie pułku odbywało się przy 14. Pułku Ułanów
Jazłowieckich w rejonie Lwowa, Stanisławowa i Leszna k. Warszawy, ale pod
nazwą 214. Pułku Armii Ochotniczej /formowanie jednostki zakończono w czerwcu 1920 roku/. Pierwszym dowódcą Pułku był płk Tadeusz Żółkiewski /potomek
Stefana Żółkiewskiego Wielkiego Hetmana Koronnego, 1547-1620/. 31 sierpnia
1920 roku, pułk w składzie trzech szwadronów kawalerii i szwadronu ciężkich
karabinów maszynowych, stawił zwycięski opór kawalerii bolszewickiej po Zamościem. Potem stoczył kilka potyczek i prowadził w działania obronne na Wołyniu
i na Litwie /gdzie walczył z partyzantką litewską/.
W końcu 1920 roku, za zasługi w bojach, Pułk wszedł w skład armii regularnej i o otrzymał nazwę - 24 Pułk Ułanów.
Od 1922 do 1939 roku pułk stacjonował w Kraśniku /w 1923 roku otrzymał
sztandar wojskowy, który 30 kwietnia tego roku, podczas uroczystości w Warszawie, wręczył Pułkowi sam marszałek Józef Piłsudski/18. Ze wspomnień, pozostawionych przez byłych żołnierzy Pułku, wiadomo, że 24.go każdego miesiąca obchodzono imieniny Pułku. Wtedy odbywał się apel całego Pułku, wspólna
20
modlitwa i spotkanie w kasynie. Dopiero, w 1936 roku odbudowano zasoby pułkowych koni z rodzimych hodowli. Wcześniej, część koni importowano, nawet
z Brazylii. W szczytowym momencie było w Pułku około 400 koni. Dla mieszkańców Kraśnika imponujące były defilady w dniu Święta Pułku, które obchodzono
6 lipca. Od 1937 roku, po zmianie uzbrojenia, pułk wszedł w skład 10. Brygady
Pancerno-Motorowej.
W okresie kryzysu czechosłowackiego /2 października 1938 roku wojska
polskie wkroczyły do Czechosłowacji/, pułk uczestniczył w zajęciu Zaolzia
/27 listopada doszło do walki z jednostkami czechosłowackimi, w której zginął
mjr Stefan Rago,1896-1938, przydomek „Ciepcio”/. W starciu z Czechami na
Przełęczy Zdżarskiej /podczas zajmowania okręgu Jaworzyny/ dostał kulę w samo czoło. Chociaż, ostro pił /był nawet na „odwyku”/, czym - nie raz i nie dwa wkurzył ówczesnego dowódcę Pułku płk. Kazimierza Dworaka /1895-1954/,
pogrzeb miał z honorami i otrzymał, pośmiertnie, Krzyż Zasługi za Dzielność,
a za trumną szedł nawet sam Wódz Naczelny, /co w ówczesnej sytuacji Polski
było, przede wszystkim, akcentem propagandowym/.
W wojnie obronnej, we wrześniu 1939 roku Pułk walczył na południu Polski, m.in. pod Kasiną Wielką, Łańcutem, Rzeszowem i Lwowem. 19 września, już
po wkroczeniu Armii Czerwonej na wschodnie tereny Rzeczypospolitej, Pułk
wraz z całą 10. Brygadą Pancerno-Motorową dowodzoną przez płk. Stanisława
Maczka /1892-1994/ i ze swoim sztandarem, przeszedł na Węgry, gdzie żołnierze zostali internowani /złożyli broń/. W 1940 roku, na terenie Francji /w Modragon/ został częściowo odrestaurowany. W czasie kampanii francuskiej brał udział
m.in. w walkach pod Champaubert i Montbard. Po klęsce Francji żołnierze Pułku
zostali ewakuowani do Szkocji i tutaj Pułk został odtworzony, jako 24 Pułk Ułanów /z nazwą wyróżniającą im. Hetmana Wielkiego Koronnego Stefana Żółkiewskiego/ w strukturze 10. Dywizji Pancernej gen. Maczka. W 1943 roku został
przemianowany na 24 Pułk Pancerny. Na froncie zachodnim /1 sierpnia 1944
roku żołnierze 24 PPanc. wylądowali w Normandii, w porcie
Caen/.Pułk uczestniczył w działaniach wojennych w północnej
Francji /Cramesnil, Cauvicourt,
La Croix, Chamois/, Belgii /Tielt,
Zonderejgen/ i Holandii /Terover,
Breda, Moerdijk/, i w końcu znalazł się w Niemczech /forsowanie
Kanału Koesten/. 5 maja 1945
roku zakończył swój udział
w wojnie, w niemieckim porcie
Wilhelmshaven. Po zakończeniu
działań wojennych przegrupowany został, z powrotem, do
Jeden z najstarszych, polskich sztandarów OSP
z
wizerunkiem patrona strażaków - św. Floriana,
Anglii.
fot. 2010, rjm
Żołnierze Pułku, w dowód
21
uznania za wykazaną ofiarność w działaniach obronnych we wrześniu 1939 roku,
mieli przywilej noszenia lewego naramiennika munduru w kolorze czarnym i
czarnego sznura oficerskiego.
Muzeum Pułku istnieje od 1995 roku i, jak prawie każda placówka muzealna, o charakterze regionalnym, jest głównie wytworem pasjonatów. W kolekcji
Muzeum znajduje się kilkadziesiąt mundurów ułańskich i innych, zwykle z oporządzeniem, przedmioty ze srebra, przedmioty osobiste żołnierzy Pułku, dokumenty z historii Pułku, pieczątki, mapy, szkice, plany lub ich kopie i liczne albumy
ze zdjęciami, nagrody z zawodów sportowych itp. W centralnym miejscu znajduje
się replika sztandaru pułkowego /sztandar ufundowany został przez byłych żołnierzy 214. Pułku Ułanów Armii Ochotniczej/; 11 maja 1966 roku sztandar został
udekorowany przez gen. Władysława Andersa /1892-1970/ - Orderem Virtuti
Militari - srebrnym/. Kraśnickie muzeum posiada około dwóch tysięcy eksponatów. Wiele pamiątek zachowało się w postaci oryginalnych zdjęć lub kopii. Na
jednym z nich jest widoczny tzw. „pogrzeb rekruta”, bliżej nieznany obyczaj tamtych czasów /prawdopodobnie, przeniesiony z armii carskiej/. Podczas „pogrzebu” starsi służbą ułani nieśli, na drzwiach od wychodka, młodego rekruta, jako
ofiarę okresu rekruckiego. Od dnia „pogrzebu” rekruci stawali się prawdziwymi
ułanami i zyskiwali przypisane im większe prawa w koszarowej rzeczywistości.
Uwagę zwiedzających zwracają czarne, skórzane płaszcze ułanów. Jak już
wcześniej wspomniałem, w 1937 roku ułani przesiedli się z koni na motocykle.
Pułk ułanów stał się jednostką zmotoryzowaną. Obok czarnych płaszczy pojawiły
się także hełmy niemieckie, wz. 16 /być może przeleżały gdzieś w magazynach
i ktoś sobie przypomniał, że teraz spełnią swoje przeznaczenie/. Wśród zbiorów,
kilkakrotnie prezentowana jest odznaka pułkowa. Ciekawostką jest fakt, że nie
otrzymał jej Józef Piłsudski, a wyróżniono nią marszałka Edward RydzaŚmigłego.
Jeszcze tego samego
dnia, 15 listopada 2010 roku,
odwiedziliśmy bardzo atrakcyjną,
największą w Polsce Izbę
Pamięci
Ochotniczej
Straży
Pożarnej /OSP/ w Kraśniku.
W kilku salach wystawowych
można było zobaczyć bardzo
dobrze utrzymane konne „wozy”
strażackie, mundury i wyposażenie
pożarowe
strażaków,
pompy strażackie i różne sikawki
/także, największą w Polsce, sikawkę przenośną/ oraz zabytkowe sztandary OSP.
Dawny, konny, bardzo dobrze utrzymany
„wóz” strażacki, fot. 2010, rjm
22
W tym samym budynku, zwiedziliśmy,
niezwykle interesujące, prywatne zbiory urządzeń na korbę /własność Szczepana Ignaczyńskiego/. Wprost, przemyślne starodawne
arcydzieła „korbowe”, m.in. czeską pralkę
w drewnianej obudowie z 1956 roku, pierwszą,
polską pralkę mechaniczną systemu T. Podolskiego „Marysia” /produkt RP Nr 3465, Katowice Piotrowice Śląskie/, maszynkę do formowania cukierków, nie mówiąc o maselnicy,
maszynce do lodów, wirówce do miodu, młockarni, maglu itp. Przy okazji dowiedzieliśmy
się, jak wyglądało pranie na dawnych statkach. Ubrania i inne rzeczy marynarzy ciągnięte były w workach na linie za rufą statku.
Następnego dnia, 16 listopada 2010
roku raniutko, po wygodnym noclegu w hotelu
„Lasy Janowskie” /w Janowie Lubelskim/,
gdzie mogliśmy obejrzeć niewielką, trzyizbową
wystawę regionalno-przyrodniczą popularyzującą problematykę leśną i ekologiczną /nawet zrobiłem kilka zdjęć/, ruszyliśmy do
Rzeszowa. Przy okazji, warto wspomnieć, że Lasy Janowskie, należące do
zlewni rzeki Wisły, należą do bardzo dużych, zwartych obszarów leśnych
/zajmują 50% powierzchni Nadleśnictwa Janów Lubelski/ z borami sosnowymi
/sosna typu puszczańska/, z połaciami jodły i lasów mieszanych. Krajobraz leśny
wzbogacają liczne zbiorniki wodne z przywodnymi zbiorowiskami roślinnymi
głównie stawy rybne/, torfowiska, doliny rzek i wyniesienia wydmowe. Hotelowe
śniadanie, jak na obecne czasy „hotelowego” boomu, gdy ceny noclegów są
„podciągane” w górę, by za wszelką cenę dorównać standardom zachodnim, tutaj nie było zbyt atrakcyjne.
I jeszcze jedno, dość zaskakujące urządzenie czeska pralka mechaniczna z 1956 r.,
fot. 2010, rjm
Zmyślna maszynka do produkcji cukierków,
fot. 2010, rjm
Lody, lody, lody!, fot. 2010, rjm
23
W drodze do Rzeszowa, gdzie mieliśmy stała bazę kursu, ppłk Zb. Palski
powrócił do wystąpień przygotowanych przez uczestników podróży. Teraz rozpoczęliśmy omawianie wydarzeń z okresu I. wojny światowej. I przyszła kolej na
mnie, ściślej - na mój wykład:
„PRZYGOTOWANIA DO WOJNY 1914. AUSTRIACKOWĘGIERSKI PLAN WOJNY 1909-1911”
Na początek, przedstawiłem najważniejsze zagadnienia związane z ogólną
sytuacją militarną w Europie i przygotowaniem sił zbrojnych obu stron do zbliżającego się starcia w wielkiej wojnie narodów.
Na przełomie XIX i XX wieku świat wkroczył w jakościowo nowy etap rozwoju techniki, przemysłu, transportu i łączności, któremu towarzyszył burzliwy
boom gospodarczy i ekonomiczny. W ostatnich 30 latach XIX wieku nastąpił
trzykrotny wzrost światowej produkcji przemysłowej. Pojawiły się wynalazki
i udoskonalenia zastosowane w przemyśle hutniczym (np. nowe metody wytopu
stali - piece tomasowskie i martenowskie), ale także ogromny rozwój przemysłu
elektrotechnicznego i chemicznego. Intensywnie rozwijało się kolejnictwo, żegluga oceaniczna, skonstruowano silnik spalinowy, dzięki czemu ruszyła produkcja
samochodów, później także samolotów. Pojawił się telefon, telegraf i radio, co
oznaczało przewrót w dotychczasowych sposobach łączności. Te rewolucyjne
przemiany techniczne i technologiczne radykalnie zmieniły charakter gospodarek
większości państw, zwłaszcza największych potęg gospodarczych - Anglii, Francji, Niemiec, Stanów Zjednoczonych, Japonii, Włoch, ale także Rosji. Oczywiście,
nie bez znaczenia dla rozwoju gospodarczego były zdobyte kolonie. Anglia,
Francja i Portugalia, także Belgia, Włochy i Niemcy posiadały w swoim władaniu
ponad 90% „czarnego lądu”.
Wynikiem tych ogromnych przemian na polu nauki i techniki oraz w rozwoju gospodarczym, zwłaszcza Europy, Stanów Zjednoczonych i Japonii, był także
równie gwałtowny, ale i niebezpieczny, rozwój technologii wojskowych i tworzenie, czegoś nowego w strategii wojskowej - masowych armii. Nastąpił jakościowo
nowy etap rozwoju wojskowości i sztuki wojennej /zwłaszcza po wojnie francusko-pruskiej 1870/71/, w którym decydującą rolę odegrał wszechstronny rozwój
uzbrojenia, szczególnie broni palnej /francuski karabin Châsepota, niemiecki
Mauser wz. 88 i 98, austriacki Mannlicher, rosyjski Mousin wz. 92/. Odnotować
należałoby zwłaszcza, zastosowanie kalibrowanej lufy i zwiększenie donośności
pocisków /nawet do 1700 m/, skonstruowanie karabinu maszynowego przez Hirama Stevens Maxima /1840-1916/, wprowadzenie na wyposażenie wojska
granatników, moździerzy, granatów ręcznych, min itp. Pojawiły się działa
i armaty o różnym przeznaczeniu, i o zwiększonej donośności /5-7 km/ oraz udoskonalonych przyrządach celowniczych. Wykorzystano na potrzeby wojska nowe
systemy łączności /wspomniane powyżej - telefon i telegraf/ oraz środki transportu kolejowego i samochodowego. Tworzono nowe struktury organizacyjne, wzrastała rola artylerii i wojsk specjalistycznych /łączności, saperskich/. Nowego znaczenia nabierały takie pojęcia, jak sztuka wojenna, strategia, operacja, taktyka,
24
manewr itd. Powstawały połączone związki taktyczne, nasycone dużą ilością
nowych środków walki.
W opisanych powyżej warunkach, techniczny rozwój uzbrojenia i sprzętu
bojowego doprowadził do zmiany w sposobach prowadzenia wojny, operacji
i bezpośredniej walki zbrojnej. Wojny
przybierają charakter totalny, zacierają
się różnice pomiędzy frontem a zapleczem, rozwija się trójwymiarowy charakter działań wojennych /na lądzie, morzu
i w powietrzu/, kształtuje się dominacja
środków natarcia nad środkami obrony,
ogromnie wzrosła siła rażenia środków
ogniowych. Warto przypomnieć, że jednym z pierwszych teoretyków wojny totalnej
był
niemiecki feldmarszałek
Kolmar von Goltz-pasza /1843-1916/
głosił pogląd o militaryzacji narodu, której
odzwierciedleniem miało być tworzenie
armii masowych. Przekonywał, że wojny
są nieodzowną formą egzystencji narodu
i, jako takie, napędzają jego rozwój, natomiast wszystkie złe strony wojny należy
przerzucać na ludność pokonanego
przeciwnika. Równie agresywne poglądy
głosił inny, niemiecki teoretyk wojskowy
dowódca armii austro-węgierskiej do 1916
generał Fryderyk von Bernhardi /1849- Naczelny
roku, cesarz Franciszek Józef I, fot. Int., 2010
1930/, który lansował tezę, że najlepszym
sposobem obrony jest uprzedzenie „agresji”, czyli wojna prewencyjna. Podobnie,
jak Max Delbrück /1906-1981/; niemiecki, a od 1937 roku amerykański, mikrobiolog, genetyk i biogenetyk, laureat nagrody Nobla z 1969 r./, wpajał Niemcom
przekonanie o ich dziejowym posłannictwie i proponował maskowanie przygotowań niemieckich do ewentualnej agresji, hasłami „obrony ojczyzny”. Najbardziej
znanym teoretykiem wojskowym był francuski marszałek Ferdynand Foch
/1851-1921/, który akcentował rolę czynnika moralnego i określał przyszłą wojnę,
jako ogólnonarodową, bardziej okrutną i niszczącą, od wszystkich poprzednich.
Według Focha - o wyniku wojny rozstrzygają bitwy i właśnie bitwie należy podporządkować strategię i taktykę.
Zanim przejdziemy do omówienia planów stron wojny, przypomnieć należy, że przygotowania do wielkiej wojny rozpoczęły się na przełomie XIX i XX wieku, gdy zaczęły się formować dwa przeciwstawne obozy wojenne. Wokół
Niemiec zgrupowały się Austro-Węgry i Włochy, tworząc sojusz zwany trójprzymierzem, skierowany przeciwko Francji, Rosji i Anglii, które z kolei utworzyły blok
wojenny ententa /trójporozumienie/.
Najbardziej ekspansywną politykę prowadziły Niemcy, prąc do wojny, aby
wywalczyć więcej przestrzeni do rozwoju, zdobyć kolonie i strefy wpływów. Dro-
25
gą do osiągnięcia tych celów było pokonanie Anglii i Francji oraz osłabienie Rosji
i otwarcie sobie „drzwi” na Bałkany.
Nie mniej zaborcze plany tkwiły
w głowach polityków Anglii i Francji.
Anglia miała zamiar, raz na zawsze,
rozgromić Niemcy, jako swojego największego konkurenta w walce o
rynki zbytu. Francja planowała odzyskać Alzację i Lotaryngię i inkorporować Zagłębie Saary i Zagłębie Ruhry.
Rosja też nie była bezinteresowna,
dążąc do osłabienia Austro-Węgier,
zagarnięcia Bałkanów i rozbicia Turcji, aby zapanować nad Bosforem i
Dardanelami. Bezpośrednim przyczynkiem do wojny było zabójstwo
C.K. piechota galicyjska i bośniacka, rok 1898,
austriackiego następcy tronu arcyfot. Int., 2010
księcia Franciszka Ferdynanda /Habsburg-Lotaryńskiego d'Este, ur. 1863/
dokonane w Sarajewie 28 czerwca 1914 roku. W takiej sytuacji, 23 lipca 1914
roku Austro-Węgry, pod naciskiem Niemiec, wypowiedziały wojnę Serbii, która
wcześniej nie przyjęła ultimatum.
Po stronie Serbii stanęła Rosja, związana układem wojskowym. Oczywiście, Rosję poparły Francja i Anglia. Kolejno, Niemcy wypowiedziały wojnę Rosji
Francji. Później, ruszyła lawina wojny. Po stronie Państw centralnych /Niemcy
i Austro-Węgry/ stanęły Turcja i Bułgaria; po stronie ententy opowiedziały się Japonia i Serbia, a następnie - Włochy, Rumunia, a także Stany Zjednoczone i inne
państwa pozaeuropejskie.
Austro-Węgry były dualistyczną monarchią, graniczącą
z Niemcami, Rosją, Rumunią, Serbią,
Czarnogórą,
Włochami
i Szwajcarią; pow. 677 tys. km²;
ludność - 55,6 mln. Austrowęgierskie siły zbrojne nie cieszyły
się dobrą marką. Duża liczba wyższych dowódców nie miała odpowiednich kwalifikacji i doświadczenia w prowadzeniu działań wojennych. Co prawda, w wyższych
sztabach dominowała bardzo żywotna i śmiała niemiecka doktryna
C.K. kawaleria około 1900 roku, fot. Int. 2010
wojenna, to jednak dużą słabością
był wielonarodowy skład armii, nieliczne i słabo wyszkolone rezerwy. W czasie pokoju armia kadrowa liczyła około
400 tysięcy żołnierzy, 4 tysiące dział lekkich i 170 dział ciężkich. Prawdziwym
przekleństwem Polaków był pobór rekruta /terytorialny/, na przykład 12 dywizja
26
krakowska armii austro-węgierskiej składała się w 80-90% z Polaków /także, nie-
którzy wyżsi dowódcy byli narodowości polskiej/.
5 sierpnia 1914 roku Austro-Węgry znalazły się w stanie wojny z Rosją.
3 września Rosjanie zajęli Lwów, a 21 września przystąpiły do oblężenia, jednej
z największych twierdz - Przemyśla. 9 października, po nieudanym oblężeniu
/i jedynym szturmie miasta/ wojska rosyjskie odstąpiły od murów miasta/.
Armia rosyjska, chociaż nieco liczniejsza od armii austro-węgierskiej, nie
była odpowiednio przygotowana do wojny. Wprawdzie, po doświadczeniach wojny z Japonią, przystąpiono do reorganizacji i przezbrajania /szczególną uwagę
przywiązywano do wyposażenia w broń maszynową/, ale zakończenie tych
zmian planowano dopiero na 1917 rok, co było uwarunkowane niewydolnością
ekonomiczną carskiej Rosji. Na pozytywną ocenę zasługiwało indywidualne wyszkolenie pojedynczego żołnierza i ćwiczenia w zgrywaniu pododdziałów. Natomiast, wyżsi dowódcy nie mieli odpowiednich umiejętności do kierowania dużymi
związkami operacyjnymi, niewystarczające były możliwości transportowe i, tak
ważny, stan zaopatrzenia armii.
Ogółem, w czasie pokoju armia rosyjska liczyła 1,4 mln ludzi, około
7 tysięcy dział, w tym 240 ciężkich oraz 263 samoloty.
Rosyjski plan wojny był mało realistyczny, bo przewidywał sojusz
z Francją. Oba państwa zbliżyła polityka wobec Niemiec. Po odsunięciu Bismarcka od władzy i przejęciu sterów przez Wilhelma II, Rosja poczuła się zagrożona. Rosjanie, pomimo trudności z mobilizacją /na całkowite zmobilizowanie
27
swoich sił potrzebowali 55 dni/, zobowiązali się, wobec Francji, że
w pierwsze trzynaście dni wystawią przeciwko Niemcom dwie armie.
I rzeczywiście, w trzynastym dniu, obie armie rosyjskie ruszyły do Prus Wschodnich, by zająć pozycje.
Rosja wystawiła ¾ sił przeciwko Niemcom /Plan G-ermania/ i ³/5 przeciwko
Austro-Węgrom /Plan A-ustria/. Do 1914 roku przygotowano kolejno dziesięć
planów /przy czym ostatecznie zwyciężył pogląd o równoczesnym ataku
na obu kierunkach strategicznych/. Niestety, w ten
sposób, rosyjskie
siły
zostały
rozproszone
pomiędzy Bałtykiem a Morzem Czarnym. Rosja
rozwinęła wojska, aż pod
Kraków, i liczyła, że na
południu osiągnie Nizinę
Węgierską. W konsekwencji, Rosjanie chcąc
zdobyć wiele, nie osiągnęli nic. W planie rosyjskim,
istotne znaczenie przypisywano również Królestwu
C.K. artyleria polowa około 1900 roku, fot. Int., 2010
Polskiemu /09 czerwca
1815 roku Kongres Wiedeński usankcjonował porozumienie, umawiających się
stron, w sprawie utworzenia Królestwa Polskiego, inaczej zwanego także Królestwem Kongresowym albo Kongresówką; utworzone zostało w wyniku podziału
terytorium Księstwa Warszawskiego; Królestwo Polskie, z własnym sejmem
i konstytucją oraz wojskiem i polskim językiem urzędowym, istniało w latach
1815-1916; pozostawało jednak w ścisłej zależności politycznej od carskiej Rosji,
z carem jako koronowanym władcą Polski; Królestwo Polskie było oddane „na
wieczne czasy w ręce Najjaśniejszego Cesarza Wszechrosji”; w 1864 roku, po
tragedii powstania styczniowego, Królestwo Polskie przestało jednak formalnie
istnieć /wprowadzono namiestnika na Привислинский Kрай/Priwislińskij Kraj/,
Albatros D.III kompanii lotniczej FLIK 41/J /należący do asa
Godwina Brumowskiego/, fot. Int., 2010
28
które było znakomitą bazą wypadową dla walczących armii, ale mogło być,
także groźną pułapką. Tereny dawnej Polski, na zachód od Wisły, stanowiły naturalne obszary zainteresowania Niemiec /obszary operacyjne: poznański, pomorski, śląski, wschodnio-pruski/. Obszary operacyjne - wileński, galicyjski, warszawski/ stanowiły rejony rozwinięcia okręgów armii rosyjskiej. W okresie, przed
I. wojną światową, nie funkcjonowało pojęcie doktryny obronnej. Francja, Niemcy
i Rosja preferowały tylko natarcie. Ale armia rosyjska miała trudności z przejściem do działań zaczepnych, dlatego plan rosyjski zakładał, że główne działania
wojenne będą prowadzone na terytorium byłego Królestwa Polskiego.
SMS Tegetthoff, okręt Austro-Węgierskiej Marynarki Wojennej, fot. Int., 2010
W tym czasie, armia niemiecka należała do najlepiej wyposażonych i najlepiej wyszkolonych. Posiadała bardzo dobrze wyszkolone rezerwy, co - w razie
potrzeby - umożliwiało wystawienie korpusów rezerwowych o podobnej sile, jak
armia kadrowa. Niemiecką doktrynę wojenną cechowało dążenie do prowadzenia wojny błyskawicznej. W czasie pokoju, stan liczebny armii niemieckiej wynosił
około 870 tysięcy, około 70 tysięcy dział lekkich i 2 tysiące dział ciężkich oraz
232 samoloty.
Armia francuska była dobrze wyszkolona, a poglądy na temat prowadzenia wojny miały wybitnie zaczepny charakter. Ale wyższe dowództwo francuskie
nie było konsekwentne w praktycznej realizacji słusznych zamiarów. W wyposażeniu występowały braki, głównie w artylerii stromotorowej oraz w środkach łączności. Liczebność francuskiej armii wynosiła około 300 tysięcy żołnierzy,
4 tysiące dział lekkich i 700 ciężkich oraz 156 samolotów.
Armia brytyjska nie była silna liczebnie i w przeciwieństwie do armii niemieckiej, austro-węgierskiej, francuskiej i rosyjskiej, oparta na zaciągu ochotniczym z długim okresem służby wojskowej. Działania wojenne w Europie miała
29
prowadzić „armia ekspedycyjna” w składzie ośmiu dywizji. Natomiast, armia terytorialna przeznaczona była do obrony Anglii. Anglia, ze swoim wyspiarskim położeniem, preferowała morską doktrynę wojenną. Niemniej, do szczebla batalionu
była dobrze wyposażona i wyszkolona. W wyższych sztabach panował jednak
biurokratyzm i nie doceniano współdziałania rodzajów wojsk.
W czasie pokoju armia regularna liczyła około 250 tysięcy żołnierzy.
Serbia i Belgia, występujące po stronie ententy, miały niewielkie armie, chociaż
dobrze wyposażone i dobrze wyszkolone.
Siły zbrojne poszczególnych państw
składały się głównie z wojsk lądowych i flot
morskich. Największą flotą wojenną dysponowała Anglia, potem w kolejności - Francja, Niemcy /przystąpiły również do budowy
okrętów podwodnych/, Rosja i AustroWęgry. Teorie wojny morskiej forsowały Anglia i Stany Zjednoczone. W składzie flot
wojennych, na ogół, dominowały pancerniki
i krążowniki, ale szybko zbliżała się era
okrętów podwodnych. Największy rozgłos
w dziedzinie doktryn morskich zyskali - angielski admirał Enno Colomb /1812-1886/
oraz amerykański kontradmirał Alfred Mahan /1840-1914/. Według Colomba, aby
Hełm austro-węgierski dragona, fot. Int., 2010
zwyciężyć we współczesnej wojnie, trzeba
zdobyć trwałe panowanie na morzu. Decydujące znaczenie przypisywał konieczności zniszczenia floty wojennej przeciwnika w głównej bitwie morskiej
i całkowitej blokadzie portów wojennych. Mahan łączył wojnę morską z zagadnieniami społeczno-politycznymi. Proponował tworzenie silnej floty w czasie pokoju i organizowanie baz morskich, nawet w najodleglejszych zakątkach świata.
Był zwolennikiem ciężkich typów okrętów, wyposażonych w silną artylerię, twierdząc, że właśnie siła ognia artylerii okrętowej decyduje o wyniku bitwy.
W wojskach lądowych, podstawowym związkiem operacyjnym był korpus
armijny, /przeważnie/ w składzie: dwie dywizje piechoty, pułk lub dywizja kawalerii, dywizjon lub pułk artylerii, oddział lotniczy (6 samolotów i balony), pododdziały
saperów, łączności i służby tyłowe. Dywizja składała się z dwóch brygad po dwa
pułki, pułku artylerii lub brygady artylerii, oddziału kawalerii dywizyjnej i saperów.
Pułki piechoty nie posiadały artylerii. Piechota wyposażona była głównie w 3-5
strzałowe karabiny 7,62-8 mm, w bagnety, ciężkie karabiny maszynowe /głównie
typu Maxim/ o zasięgu do 3 km. Kawaleria, na ogół, posiadała szable i lance oraz
rzadziej karabinki.
Artyleria wyposażona była w armaty 75-77 mm o donośności od 6,5 do
8 km oraz haubice 105-150 mm, np. w korpusie niemieckim - dywizjon haubic
150 mm posiadał 18 dział, a w korpusie francuskim - pułk artylerii 75 mm posiadał 48 dział.
30
Lotnictwo, nie było jeszcze przygotowane do działań bojowych i spełniało
rolę pomocniczą, jako element rozpoznania, łączności i obserwacji pola walki. Do
aktywnej walki weszło w późniejszej fazie wojny /po wprowadzeniu uzbrojenia
pokładowego i bomb lotniczych/.
Dodajmy, że w okresie przygotowań do wojny, prawie we wszystkich państwach funkcjonował, już od kilkunastu lat, obowiązek służby wojskowej mężczyzn. Długotrwałość służby była dość zróżnicowana. Najdłuższy okres służby
obowiązywał w armii rosyjskiej; w piechocie i artylerii pieszej - 4 lata, w pozostałych rodzajach broni - 5 do 6 lat. W armii
austro-węgierskiej, niemieckiej i włoskiej
obowiązkowa służba wojskowa trwała
2 do 3 lat. Najkrócej służba zasadnicza
trwała we Francji, gdzie ok. 30% żołnierzy kończyło służbę po roku. W armii austro-węgierskiej, przy funkcjonowaniu zasady trzyletniej służby wojskowej, ok.
20% żołnierzy zwalniano po dwóch latach
służby.
Jak stwierdzono powyżej, obustronne dążenie do wojny powodowało,
że nie próżnowały również sztaby wojskowe, przygotowując różne warianty
planów wojennych. Przy czym, błędnie
zakładano, że wojna będzie krótkotrwała,
nie brano pod uwagę kwestii mobilizacji,
a więc także przygotowania zaplecza do
I wojna światowa: okopy niemieckie na froncie
długotrwałej,
maszynowo-materiałowej
zachodnim w początkach wojny pozycyjnej,
fot. Int., 2010
wojny. W momencie wybuchu wojny, żołnierze /ale pesymiści!/, liczyli, że powrócą do domów na Boże Narodzenie. Nie
uwzględnili niszczycielskiej siły broni maszynowej, która powodowała ogromne
straty w sile żywej, na przykład - na froncie zachodnim, gdzie armia francuska
prowadziła permanentną ofensywę, w tzw. bitwie granicznej niemieckie maximy,
ustawione w przedzie ugrupowania, wykosiły ok. 350 tysięcy żołnierzy francuskich!. W ogóle, w pierwszej fazie wojny francuskie wojska nosiły tradycyjne
mundury - niebieskie kurtki i czerwone spodnie; idealne barwy dla celowniczych
karabinów maszynowych /celowali w brzuch, często trafiali niżej!/. Dopiero później, Francuzi zmienili kolor mundurów /zresztą, po ostrej dyskusji w parlamencie/
na kolor błękitny. Inne armie miały już mundury polowe, na przykład austrowęgierska armia - kolor szary, armia rosyjska - kolor zielony.
31
plan
wojny
przewidywał działania wojenne na dwa
fronty i był dość skomplikowany. Z jednej strony - od wschodu i południowego
wschodu - armia austro-węgierska była
zmuszona zmierzyć się z armią rosyjską; z drugiej strony - od południowego
wschodu - miała działać przeciwko wojskom Serbii i Czarnogóry. Na froncie
wschodnim, plan zakładał skrytą mobilizację i uderzenie w międzyrzeczu Wisły
i Bugu /w planie austro-węgierskim
ważna rola przypadała armii niemieckiej,
która
miała
wykonać
uderzenie
w Prusach Wsch., a następnie skierować swoje ostrze w kierunku południowym, niestety nie doszło do porozumienia/. Wojska austro-węgierskie obrały
ogólny kierunek ataku na Brześć
n/Bugiem. Początkowo osiągnęły widoczne sukcesy, rozbijając Rosjan pomiędzy
Austro-węgierski
Francuzi w okopach pod Verdun., fot. Int., 2011
Wisłą a Bugiem.
Trzeba pamiętać, że Sztab Generalny armii austro-węgierskiej musiał brać
pod uwagę także ewentualne działania przeciwko Włochom, które - co prawda nie były zdecydowane na wybór sojuszników, ale miały również plany poszerzenia swoich wpływów i powiększenia zdobyczy terytorialnych.
Czołg francuski z 1917 roku, fot. Int., 2011
W tej sytuacji, całość sił została podzielona na trzy zgrupowania:
32
 rzut A /w składzie czterech armii polowych/ został wystawiony przeciwko wojskom rosyjskim; armie miały
się rozwinąć we wschodniej Galicji
(1 i 4 armia miały uderzyć, z rubieży
Sanu, w ogólnym kierunku na Lublin,
w
celu
rozbicia
4 i 5 armii rosyjskiej, natomiast 2 i 3
armie miały za zadanie wykonać
uderzenie na Łuck i Proskurów;
 tzw. „grupa bałkańska” /w składzie
dwóch armii/ miała działać przeciwko Serbii i Czarnogórze;
 rzut B /silny odwód dowództwa austriacko-węgierskiego/ bez sprecyzowanego poglądu, co do jego
użycia.
W chwili wybuchu wojny całe teryto-
Mundur huzarów armii austro-węgierskiej,
rium Austro-Węgier było podzielone na szesfot. Int., 2011
naście okręgów wojskowych. Zmobilizowano
dowództwa sześciu armii i osiemnastu korpusów /I-XVIII/ i jedną Grupę Armijną
/razem - pięćdziesiąt dywizji piechoty, dziewiętnaście brygad piechoty (poza
składem dywizji), pięć brygad górskich (poza składem dywizji), czternaście brygad marszowych, pięć brygad pospolitego ruszenia i jedenaście dywizji kawalerii.
Już po rozpoczęciu działań wojennych zmobilizowano dwadzieścia sześć brygad
pospolitego ruszenia.
Jeszcze, w 1912 roku austro-węgierski plan
wojny wpadł w ręce wywiadu rosyjskiego.
W związku z tą kompromitującą porażką,
szef Sztabu Generalnego C.K. armii przyspieszył termin rozwinięcia swoich sił
o dwa przemarsze dzienne. Obniżyło to,
dość zasadniczo, wartość ogólnego sukcesu Rosjan, na jaki przecież liczyli, mając
w swoich sejfach austriacko-węgierski planu
wojny, także wpłynęło destrukcyjnie na
przyszłe operacje armii rosyjskiej. Tak oto,
wielki sukces okazał się „małą myszką”.
Mundur piechoty węgierskiej, fot. Int., 2011
33
A jak Niemcy planowały rozegrać wojenne starcie? Otóż, niemiecki plan
wojny przewidywał krótkotrwałe działania wojenne i rozbicie wroga, za którego
uznano Francję, w błyskawicznym starciu, 6-8 tygodni. Okres kampanii wynikał
z faktu, że niemrawa armia rosyjska nie będzie mogła przyjść Francuzom z efektywną pomocą, zajęta, w tym czasie, mobilizacją rezerw. Po rozbiciu armii francuskiej, planowano przerzucenie sił na front wschodni i rozprawienie się z armią
rosyjską. Główne uderzenie na Zachodzie zaplanowano na prawym skrzydle,
przez Belgię, w kierunku północnej Francji, obejście Paryża od zachodu, zepchnięcie głównych sił francuskich ku granicy niemieckiej i szwajcarskiej, a w konsekwencji, zmuszenie Francuzów do kapitulacji. Według koncepcji niemieckiej ¾ sił
(pięć armii polowych) na froncie zachodnim, miała skoncentrować się na 200 km
froncie od granicy Holandii do Metzu. Na
południe od Metzu, aż do granicy szwajcarskiej - dwie armie polowe (¼ sił) miały
prowadzić operacje pomocnicze i nie dopuścić do wtargnięcia wojsk francuskich do
Alzacji i Lotaryngii. Ponadto, wydzielono
jedną armię polową do działań obronnych
w Prusach Wschodnich przeciwko wojskom rosyjskim. Jak widać, był to plan
bardzo odważny, wręcz niemożliwy do realizacji, przeceniał siły Niemiec. Zakładał, że
czynnik zaskoczenia na głównym kierunku
oraz zdobycie przewagi nad przeciwnikiem
poprzez
manewr
operacyjny
Mundur ułański armii austro-węgierskiej,
i wyjście na tyły zmuszą go do kapitulacji.
fot. Int., 2011
Plan francuski był wynikiem ścierania się dwóch tendencji, obronnej
i zaczepnej. W wyniku nacisku ze strony Anglii i danych o planowanym uderzeniu
niemieckim przez Belgię, dowództwo francuskie zostało zmuszone do opracowania planu aktywnej obrony w północnej Francji i kontrmanewru strategicznego
przeciw północnej grupie wojsk niemieckich. Ostatecznie, przyjęty został kompromisowy wariant planu, polegający na działaniach zaczepnych, części sił,
w Alzacji i Lotaryngii, zaś główne siły - skoncentrowane na granicy Luksemburga
- w razie wtargnięcia Niemców przez Belgię, miały prowadzić działania obronne
lub w razie konieczności przejść do działań zaczepnych w Luksemburgu. Jak
można zauważyć, plan nie był do końca sprecyzowany i zakładał uzależnienie
posunięć od działań przeciwnika. Przewidywano rozwinięcie pięciu armii polowych. Na prawym skrzydle, na odcinku Belfort - Nancy /ok. 110 km/ miały operować dwie armie, z zadaniem wykonania głównego uderzenia na Lotaryngię
i uderzenia pomocniczego na Alzację. Na lewym skrzydle, odcinek Montmedy Mèziéres /ok. 50 km/ miała obsadzać jedna armia polowa, z zadaniem przeciwstawienia się przeciwnikowi w przypadku naruszenia neutralności Belgii.
34
W rejonie Verdun postanowiono rozwinąć jedną armię polową, która miała bronić
się lub nacierać, przy czym miała mieć przygotowane dwa zgrupowania uderzeniowe, działające na skrzydłach.
Interesujący nas, dużo bardziej, ze względu na temat niniejszych rozważań, plan rosyjski, przewidywał jednoczesne uderzenie przeciwko Niemcom
i Austro-Węgrom. Był to wynik nacisku dowództwa francuskiego.
W starciu z wojskami niemieckimi miał działać Front Północno-Zachodni,
w składzie dwóch armii, którego zadaniem było powstrzymanie i rozbicie armii
niemieckiej w Prusach Wschodnich /8 armia polowa/. Przeciwko wojskom austriacko-węgierskim miał działać Front Południowo-Zachodni, w składzie czterech armii. Prawe skrzydło Frontu Południowo-Zachodniego /4. i 5. armie/ miały
nacierać pomiędzy Wisłą i Bugiem w kierunku południowym. Lewe skrzydło Frontu /3 i 8 armie/ miało uderzać w kierunku zachodnim na tereny wschodniej Galicji,
odciąć główne siły austriacko-węgierskie od Krakowa i Śląska, i je zniszczyć.
W kolejnych działaniach planowano rozwinięcie ofensywy w kierunku na Berlin
oraz na Wiedeń i Budapeszt. Jak można dostrzec na podstawie przedstawionych
elementów planu, poważnym niedopracowaniem planu było przecenienie własnych możliwości oraz rozproszenie wysiłku na dwa kierunki strategiczne. Plan
nie mógł wyczerpać założeń politycznych Rosji, ponieważ nie doprowadzał do
ostatecznego rozbicia głównego przeciwnika - Austro-Węgier. Rosja, związana
sojuszem z Francją i Anglią, musiała zaspokoić ich żądania, decydując wysłać
około 50% swoich sił przeciwko Niemcom, na drugorzędny /dla Rosji/ kierunek
teatru wojny.
W momencie rozpoczęcia wojny siły
zbrojne ententy liczyły ogółem około 6 mln
żołnierzy, ale po mobilizacji /już w toku działań wojennych/ osiągnęły liczebność 40 mln (w tym około 12 mln dostatecznie
wyszkolonych).
Państwa centralne nie miały tak licznych rezerw, jak ententa. W początkowej
fazie wojny miały pod bronią około 3,5 mln
żołnierzy, a po mobilizacji 22 mln (w tym
około 8 mln przeszkolonych). Na początku
wojny ententa posiadała 137 dywizji piechoty i 50 dywizji kawalerii oraz 13,5 tysiąca
dział, zaś Niemcy i Austro-Węgry dysponowały 170 dywizjami piechoty i 22 dywizjami
kawalerii oraz 13 tysiącami dział (w tym,
większą, niż ententa, ilością ciężkich dział).
Wymienione liczby wskazują, że do
wojny
szykowały się wielomilionowe armie.
gen. Hermann Kuschmanek
/1860-1934/, fot. Int.
Czas pokazał, że tak wielkie siły nie wystarczyły jednak do szybkiego pokonania przeciwnika. Wielka Wojna, nazwana później I.szą wojną światową, okazała się rzą-
35
dzić swoimi prawidłami. Wbrew początkowym przewidywaniom strategów, była
wojną długotrwałą, wzięły w niej udział wszystkie siły i zasoby walczących państw, działania zbrojne były bardzo uporczywe, a zasoby nagromadzone przed
wojną szybko się zużyły. Te państwa, które miały bardziej mobilną gospodarkę,
która szybciej została przestawiona na tory wojenne, miały większe szanse ostatecznego zwycięstwa.
Na zachodnioeuropejskim teatrze wojny Niemcy rozwinęli siedem armii
polowych na 400 km odcinku od granicy holenderskiej do szwajcarskiej. Armie
polowe zostały wsparte korpusami kawaleryjskimi, które spełniały rolę odwodu
strategicznego. Francja rozwinęła swoje siły od granicy szwajcarskiej do rzeki
Sambra, grupując w I.szej linii cztery armie /1,2,3 i 5/; w drugiej linii 4 armię oraz
dywizyjne odwody strategiczne. Armia belgijska rozwinęła swoje siły na przedpolach Brukseli (Liége - Antwerpia). Angielski korpus ekspedycyjny urzutowany został na granicy francusko-belgijskiej.
Na froncie zachodnim, stosunek sił wskazywał, że ani jedna, ani druga
strona nie miały zdecydowanej przewagi.
Na froncie wschodnioeuropejskim Rosjanie przygotowali przeciwko Niemcom dwie armie - 1 armia na odcinku Kowno - Druskienniki; 2 armia w rejonie
Grodno - Łomża. Przypomnijmy, że Niemcy przeciwstawili na froncie wschodnioeuropejskim - 8 armię polową.
Na froncie południowo-zachodnim przeciwko Austro-Węgrom, Rosjanie
zgrupowali cztery armie - 4 armia w rejonie Lublina, 5 armia w rejonie Chełm Włodzimierz Wołyński, 3 armia w rejonie Łuck - Dubno - Kamieniec, 8 armia
w rejonie Proskurowa. Na kierunku piotrogrodzkim i w obszarze nadbałtyckim
operowała 6 armia; granicę rumuńską i wybrzeże czarnomorskie blokowała
7 armia. Na froncie południowym Austro-Węgry wystawiły do działań cztery armie /1,4,3 i 2/. Z przeglądu rozłożenia sił na Wschodzie wynikało, że również i na
tym froncie ukształtowała się względna równowaga sił.
Działania wojenne na Zachodzie rozpoczęły się 8 sierpnia 1914 roku wtargnięciem armii niemieckiej na terytorium Belgii i oblężeniem Liége.
Na wschodzie, 17 sierpnia 1914 roku wojska rosyjskie wkroczyły do Prus
Wschodnich. Doszło do pierwszych starć pod Stołupianami, Gąbinem i Gołdapem.
Rozpoczęła się wielka, wyczerpująca i totalna wojna światowa, w której użyte zostały nowe środki walki - broń maszynowa, moździerze, granaty
ręczne, miotacze ognia, gazy trujące /tlenek węgla, gaz musztardowy i inne;
w odpowiedzi pojawiły się maski przeciwgazowe/, czołgi /1916/, samoloty
myśliwskie i bombowe, okręty podwodne /U-Boty/, bomby głębinowe, miny
przeciwpiechotne, zasieki z drutu itd.
36
HISTORIA I TRADYCJE GARNIZONU RZESZÓW
Do początków XIX wieku w Rzeszowie nie było żadnego wojska. Pierwsze, austriackie budowle wojskowe pojawiły się w latach 50.tych XIX w. Rzeszów znajdował się na zapleczu granicy rosyjsko-austriackiej, stąd garnizon powoli, ale się
rozrastał, chociaż nie budowano tutaj żadnych umocnień. Na 21 tysięcy mieszkańców, było 3000 żołnierzy austriackich.
Przejęcie garnizonu w 1918 roku przez wojsko polskie odbyło się bardzo
spokojnie. W dniach 31.X i 01.11 Austriacy złożyli broń. Władzom polskim udało
się zabezpieczyć wojskowe magazyny przed rozszabrowaniem. Jeszcze, w 1918
roku w Rzeszowie znalazły swoje miejsce stacjonowania dwa pułki piechoty
/17 i 18, lecz na stałe, w Rzeszowie, pozostał tylko 17 pp/ i 6 pułk ułanów lwowskich, który później przeszedł do Stanisławowa. W miejsce 6. pułku ułanów, do
Rzeszowa przybył, sformowany pod Lwowem, 20 pułk ułanów /warto wspomnieć,
że w pułku służył późniejszy bohater września 1939 roku - mjr Henryk Dobrzański „Hubal”, 1897-1940/. W 1922 roku do Rzeszowa trafił również 22 pułk
artylerii polowej, należący do 22 Dywizji Przemyskiej Piechoty Górskiej, i do 1934
roku stacjonował w rzeszowskim garnizonie. W 1928 roku, Rzeszów stał się
również miejscem stacjonowania sztabu 10. Brygady Kawalerii /od 1937 roku,
10. Brygady Kawalerii Zmotoryzowanej, dowódca płk Antoni Durski-Trzaska
/1895-1982/, a później płk Stanisław Maczek/ i 10. dywizjonu artylerii konnej
/10 DAK, który w 1937 roku został rozformowany, a w to miejsce, w składzie
10. Brygady Kawalerii Zmotoryzowanej, utworzone zostały dwa dywizjony - pancerny i zmotoryzowany. W tym samym roku, przy 17. pułku piechoty, podobnie
jak przy większości z dziewięćdziesięciu pułków piechoty, sformowano batalion
obrony narodowej/.
W 1945 roku, w Rzeszowie znalazła się 9 Dywizja Piechoty /później,
10 DZ/, sformowana w sierpniu 1944 roku w rejonie Białegostoku, licząca ok.
9500 żołnierzy /stan etatowy 11101 żołnierzy. W październiku tego roku, została
podporządkowana 2. Armii Wojska Polskiego i, w początkach kwietnia 1945 roku, brała udział w forsowaniu Nysy Łużyckiej. Potem, ruszyła na Drezno
/żołnierze dywizji znaleźli się na przedmieściach miasta/. 10 kwietnia 1945 roku,
wskutek fatalnych błędów w dowodzeniu /dowódca gen. Karol Świerczewski
/1897-1947/ została okrążona przez wojska niemieckie i poniosła ok. 40%! strat
w sile żywej /do niewoli dostał się, ranny, dowódca dywizji płk Aleksander Łaski. Następnie, po tej dotkliwej porażce, uczestniczyła w operacji praskiej.
W początkach czerwca 1945 roku, została redyslokowana do Rzeszowa, Jarosławia /26 pp/ i Przemyśla /28 pp i 36 pp/. Za udział w walkach o Drezno, otrzymała nazwę 9. Drezdeńska DZ. W latach 1945-1947 jednostki dywizji prowadziły
w ramach „Operacji Wisła” /w powiatach: brzozowskim, sanockim i przemyskim/
działania przeciwko UPA.
Wróćmy jeszcze na chwilę do dziejów 9 DZ. W latach 1951-1953 miały
miejsce liczne zmiany wewnątrzorganizacyjne. W 1953 roku dywizja została
przekazana z Krakowskiego OW do Warszawskiego OW. W okresie 1956 -1962
nastąpiła stopniowa redukcja stanu osobowego do etatu 2237 żołnierzy. W 1964
roku Dywizja została skadrowana i osiągnęła stan 1680 żołnierzy. Na przełomie
lat 1986/1987 pozostało już tylko 15% czołgów T-34/85 z 201 etatowo.
37
W 1993 roku do Rzeszowa przybyła 21. Brygada Strzelców Podhalańskich
im. Mieczysława Boruty-Spiechowicza/. 14 batalion zmechanizowany tej Brygady
dyslokowany został w Przemyślu.
DUKLA
17 listopada 2010 roku /środa/. Po śniadaniu o godz. 09.00 ruszyliśmy do
Dukli. Oczywiście, po drodze autokar zamienił się w salę konferencyjną i rozpoczęły się wystąpienia oficerów - przedstawicieli okręgów wojskowych i instytucji
MON. Tym razem, na warsztat poszły zagadnienia dot.:
WALKI O PRZEŁĘCZE KARPACKIE
ZIMĄ 1914/1915 i WIOSNĄ 1915
Po przegranych bitwach pod Lwowem /6 września 1914 r./ i Rawą Ruską
/11 września 1914 r./ Naczelne Dowództwo armii austriackiej nakazało odwrót
swoich armii - 2, 3 i 4 /12 września/ za rzekę San. Odwrót wojsk austriackich
w Galicji Wsch. został wymuszony silną ofensywą Rosjan na przełęczach Złota
Lipa i Zgniła Lipa /Austriacy ponieśli łącznie ok. 300 tys.! starty - zabitych, rannych i zaginionych/. Obrona pękła na prawym skrzydle armii austro-węgierskiej.
Ale również, straty rosyjskie były bardzo duże. Tylko w tym natarciu było, aż 80
tys. zabitych /łącznie jednak już 250 tys. zabitych, rannych i zaginionych/. Rosjanie mieli kłopoty z niedoborem uzbrojenia, amunicji i umundurowania. Rosyjska
gospodarka z trudem i wolno przestawiała się na tory wojenne. W tej kwestii, nie
mogli liczyć na pomoc Francji i Anglii. Dopiero wiosną 1915 roku z pomocą Rosjanom,w materiałach wojennych, przyszła Japonia.
Ogromną rolę w zachowaniu ciągłości zaopatrzenia wojsk, podczas odwrotu Austriaków z Galicji Wsch., odegrała Twierdza Przemyśl, stanowiąc jednocześnie bardzo poważne zagrożenie dla Rosjan, zatrzymała aż 250 tys. ich żołnierzy. Pozwoliło to na uporządkowane wycofywanie się wojsk austriackich, a efektem była zwycięska bitwa pod Limanową, w wyniku której Austriakom udało się
odrzucić Rosjan o kilkadziesiąt kilometrów na wschód. Rosjanie nie mogli już zagrozić Krakowowi. Opanowany został także Tarnów. W ten sposób, Austriacy
weszli w przestrzeń operacyjną Rosjan. Front przesunął się dość daleko na
wschód. Nastąpił pospieszny odwrót Rosjan, którzy musieli szybko wycofywać
się, by nie dać się okrążyć. Następnie, austriackie wojska wykonały przeciwuderzenie, spychając Rosjan do Galicji Wsch. Decydujące znaczenie dla kontrofensywy miała bitwa pod Gorlicami, gdzie przez pół roku wojska austriackoniemieckie i rosyjskie stały naprzeciwko siebie. Ale pomiędzy 2 a 5 maja 1915
roku rozegrała się tam wielka bitwa. Czasem spotyka się nawet określenie - jakoby miało tam miejsce małe Verdun, ale trzeba pamiętać, że Verdun było przykładem wojny pozycyjnej, na wyczerpanie. Tymczasem, bitwa pod Gorlicami była
formą skutecznego manewru połączonego z gwałtownym ogniem artyleryjskim,
która doprowadziła do przełamania frontu. Przypomnieć należy, że ofensywa pod
Gorlicami rozpoczęła się 2 maja 1915 roku, od długiego, bo 3 godzinnego, przygotowania artyleryjskiego. Samo miasto Gorlice zostało wręcz zmiecione z powierzchni ziemi. Właśnie, pod Gorlicami nastąpiła niespotykana koncentracja artylerii, głównie niemieckiej. Dowódcą wojsk niemieckich i austro-węgierskich był
38
feldmarszałek August von Mackensen /1849-1945/, jeden z najbardziej zdolnych wodzów WWI, któremu Państwa Centralne zawdzięczały liczne sukcesy na
froncie wschodnim, m.in. pod jego dowództwem, najpierw zdobyto Twierdzę
Przemyśl, a potem zajęty został Lwów. Właśnie, 2 maja 1915 roku miało miejsce
III oblężenie, i odbicie Twierdzy Przemyśl z rąk Rosjan, o czym jeszcze poniżej
znajdziemy kilka zdań. Jako Polacy, powinniśmy pamiętać, że klęski zadane
wojskom rosyjskim pod Brześciem i Pińskiem, w sierpniu i wrześniu 1915 roku,
a których głównym autorem był A. v. Mackensen, przyczyniły się do wyparcia
Rosjan z terenów dawnego Królestwa Polskiego.
W kontekście wojny, w latach 1914-1915, należałoby zaznaczyć, że w armii austriackiej największym kapitałem był, wierny cesarzowi, korpus oficerski
/każdy z oficerów składał przysięgę na wierność cesarzowi austriackiemu i królowi Węgier/, wbrew temu, co można by wywnioskować z powieści czeskiego
pisarza, publicysty i dziennikarza Jaroslava Haška /1883-1923/ „Dobry wojak
Szwejk”, która - w tej sprawie - odegrała rolę trochę krzywego zwierciadła.
W armii austro-węgierskiej służyło wielu Polaków, także oficerów, np.
w 20. Dywizji Dzieci Krakowskich /6 Korpus Austriacki/ Polacy stanowili ok. 70%
składu osobowego.
Jeśli mowa już o kadrze armii austro-węgierskiej, to warto wspomnieć o incydencie, który podobno mógł mieć miejsce, gdy 3 kwietnia 1915 roku dwa, bądź
trzy czeskie bataliony wchodzące w skład pułku Dzieci Praskich /główny nabór
żołnierzy był z Pragi/ złożone z młodzików /28.latków i młodszych/ dostały się do
rosyjskiej niewoli. Brak zaopatrzenia i krytyczne położenie, wobec zaskakującego
ataku Rosjan, skończyły się niewolą. Czy było właśnie tak, czy też tak, jak przetrwało to wydarzenie w legendzie, że czeskie bataliony, broniące się w rejonie
Blechnarki-Stebnickiej Huty, wyczerpane i zziębnięte, bez ciepłej strawy, rzekomo przeszły w zwartym szyku, z orkiestrą i sztandarem, na stronę Rosjan
/niektórzy autorzy, opisujące WWI przypominają, że wtedy długość życia żołnierza na karpackim froncie wynosiła 5-6 tygodni!/. Ich dowódca płk Florian
Schaumayer, który uratował swą skórę, bo był na tyłach ugrupowania/ w swoim
raporcie po bitwie, starał się wyjaśnić zachowania czeskich żołnierzy, z których
/a było ich prawdopodobnie 1300, w tym wielu rannych i chorych/ bardzo wielu
zginęło, może nawet 850-900, i stąd trudno było ustalić ilu żołnierzy dostało się
do niewoli. Raport pułkownika Schaumayera trafił do rąk księcia Fryderyka
/1856-1936/, a ten przedstawił wydarzenie cesarzowi, który - zdegustowany postawą Czechów - nakazał rozwiązanie 28. Pułku „Dzieci Praskich” i odebranie
pułkowego sztandaru. W ten sposób, po całej monarchii rozeszła się pogłoska
o czeskiej zdradzie, a zła sława o czeskim żołnierzu - mało bitnym i chętnym do
poddawania się, a nawet do zdrady, przetrwała, jakby trochę do dzisiaj.
39
TWIERDZA PRZEMYŚL
Wspomnieliśmy już o znaczeniu twierdzy przemyśl, położonej na tzw. Pogórzu Przemyskim. Przy okazji, warto dodać, że król Władysław Jagiełło/13621434/, po bitwie pod Grunwaldem, zwolnił z niewoli rycerzy zachodnich /„na parol”/, walczących po stronie Państwa Krzyżackiego i skierował ich do zakładania osadnictwa, właśnie na Pogórze Przemyskie, nadając jednak
każdemu osadnikowi po 2 łany ziemi. Mieli tam
pozostać do czasu wykupienia ich przez możnych Zachodu. Wielu z nich pozostało tam na
stałe, tak że nawet niektóre nazwy miejscowości
w tych stronach nawiązują do tamtych czasów.
Twierdza Przemyśl była wtedy jedną
z dwustu bardziej znanych fortyfikacji w Europie
/największą po Antwerpii i Verdun/. Nigdy nie została zdobyta w walce, mimo długotrwałego oblężenia Rosjan /173 dni/. Wybudowana została
w latach 1853-1856 /przy czym rozbudowa trwała
aż do 1914 roku; w 1872 r. - twierdza miała status II kat.; pierwsze forty były budowane z cegły
i umacniane ziemią, dopiero w 1889 r. otrzymała
status twierdzy I kat. forty żelbetonowe, wzmacDzisiejszy herb tysiącletniego
Przemyśla.
niane pancerzem z ruchomymi kopułami artyleryjskimi i karabinami maszynowymi; najważniejszą
zasadą funkcjonowania fortów było wzajemne wspieranie się ogniem dział i broni
maszynowej; 2-8 km przed fortami znajdowały się dwie linie okopów dla piechoty
broniącej podejść do twierdzy oraz pola minowe/. Ze względu na działania wojenne budowa twierdzy była kilkakrotnie przerywana, nigdy nie została także do
końca dozbrojona /tylko ok. 75%/. A oto, niektóre dane świadczące o wysokich
walorach twierdzy: typ twierdzy - pierścieniowy; obwód zewnętrzny twierdzy 43 km /8 odcinków obronnych, fort XIII Bolestraszyce bronił przeprawy na Sanie
i Jarze/, 17 głównych fortów obronnych, 14 stałych działobitni, 1022 działa, 128
tys. żołnierzy pod bronią, tabory /4 tysiące wozów konnych i 21 tys. koni/ oraz
rowy p/piechotne i zasieki. 14 batalionów zabezpieczało linie kolejowe związane
z twierdzą. Wyposażenie twierdzy nie musiało być najnowocześniejsze, bowiem
ważny był system obronny urządzeń stałych oraz siła ognia armat i broni maszynowej, a także ich „przystrzelanie”. Jeszcze w latach 1860-1865, w twierdzy były
działa odtylcowe na proch czarny /dymny/. Dopiero, w latach 1905-1907 pojawiły
się cztery nowoczesne moździerze 305 mm. Twierdza przetrwała trzy oblężenia:
I oblężenie: 17 IX do 10 X 1914 /26 września, Rosjanie całkowicie otoczyli miasto/; w tym czasie, miały miejsce dwa, bardzo gwałtowne szturmy - 7 i 8 X 1914
/Rosjanom udało się wedrzeć nawet na kopuły forteczne fortu Łysiczka; dowódca
fortu zażądał położenia ognia artyleryjskiego na swój fort; 15 bezpośrednich trafień skutkowało wybiciem, niemal „do nogi”, atakujących Rosjan/. W innym przypadku, bezpośrednio na przedpolu fortu V „Grochowce”, gdy piechota rosyjska
zaległa w odległości 70-80 m, pod ogniem obrońców fortu, widząc beznadziej-
40
ność swojego położenia, rosyjscy żołnierze chcieli się poddać, i zanim to uczynili
weszli na, zawczasu przygotowane, pole minowe; w wyniku tego zdarzenia zginęło ok. 500 Rosjan. Jednak, największe straty Rosjanie odnieśli w rezultacie
ognia broni maszynowej; w jednym tylko szturmie, na przedpolach twierdzy ogólne straty Rosjan wyniosły 10 tys. żołnierzy
/zabitych, rannych i zaginionych/. Straty załogi
twierdzy, też niemałe, aż 3-4 tysiące zabitych/.
Jednakże, w obliczu możliwości okrążenia, Austriacy musieli się wycofać z linii Sanu, ogólnie
w kierunku zachodnim. Twierdza została zamknięta, i w rezultacie rozpoczęło się II oblężenie przez siły rosyjskie /5 XI 1914 do 22 III
1915/. Rosjanie, aby uniknąć podobnych strat,
jak to było podczas pierwszego oblężenia, postanowili głodem wziąć załogę twierdzy.
W twierdzy było wtedy ok. 135 tysięcy żołnierzy
armii austro-węgierskiej, 18 tysięcy ludności cywilnej, ok. 2 tysięcy jeńców /część z nich chora
na cholerę/ i 14,5 tysiąca koni. Tym razem, Rosjanie, aby nie blokować sobie dobrze wyszkolonych sił, zastąpili armię polową oddziałami oblężniczymi /atakujące oddziały wspierało 300
dział dużego kalibru/. Skutek nowej strategii Rosjan był bardzo dotkliwy. Co prawda, obrońcy organizowali bardzo spektakularne wypady i potrafili zakłócić Rosjanom ich plany /pierwszy z sześciu wypadów wsparł wysiłki armii
austro-węgierskiej
w
tzw.
Bitwie
o
Kraków/,
to
jednak
w twierdzy zaczęła szerzyć się korupcja, mnożyły się grabieże i zapanowała
niemoc władz Garnizonu. Ceny żywności wzrosły 50.ciokrotnie. Gdy na I. linii
walki brakowało żywności, na zapleczu w najlepsze kwitł czarny rynek. Znany
jest, okrutny w swej wymowie, przypadek trzech podoficerów austriackiej intendentury, którzy przez dwa tygodnie „prowadzili ubojnię”! wziętych do niewoli Rosjan i oferowali pierożki z ludzkiego mięsa! Wobec bardzo trudnej sytuacji żywnościowej i ogólnego bałaganu, jakie panowały w twierdzy /oraz działalności,
różnej maści, szpiegów/, rysowała się konieczność poddania twierdzy, zwłaszcza, że miała również miejsce nieudana próba zamachu stanu, którego celem
było umożliwienie atakującym przejęcia armat i amunicji i, w konsekwencji, zdobycie twierdzy w walce. Nie udała się również próba przebicia się przez otaczający kordon Rosjan /starty wyniosły 5,5 tys. ludzi/.
W tej sytuacji, komendant twierdzy generał Hermann Kuschmanek /18601934/ zdecydował się poddać twierdzę, ale dopiero w momencie, gdy stało się
rzeczą oczywistą, że Rosjanie nie będą już w stanie sforsować przełęczy karpackich. Wysadzono działa, pod mury fortów podłożono ładunki wybuchowe
rozwalając je, mniej lub bardziej skutecznie, zamki karabinów topiono w Sanie
i w Jarze.
Car Mikołaj II Romanow /1868-1918/,
zamordowany, wraz z rodziną,
przez bolszewików. Portret z Muzeum
w St. Petersburgu, fot. Int. 2010
41
W obliczu demoralizacji i tragicznego położenia wojsk oraz ludności miasta, 20 marca 1915 roku komendantura twierdzy, w porozumieniu z Naczelnym
Dowództwem Armii Austro-Węgierskiej, zdecydowało się poddać twierdzę.
Wcześniej, zaczęto już niszczyć pozostałe zapasy żywności, wysadzono mosty
na Sanie, najważniejsze forty i działa. Rano, 23 marca 1915 roku - twierdza skapitulowała, a wojska rosyjskie wkroczyły do miasta.
Nic dziwnego, że po kapitulacji twierdzy, Rosjanie byli bardzo uradowani
sukcesem, m.in. rozkazali bić w dzwony, a Przemyśl odwiedził sam car Mikołaj II
Romanow /1868-1918/, aby uhonorować zwycięzców /2 kwietnia 1915/ oraz
Wielki Książę Mikołaj Mikołajewicz /1856-1929/.
Ale Rosjanie niedługo cieszyli się zdobyciem Przemyśla. 2 maja 1915 roku
rozpoczęła się operacja gorlicka i nastąpiło przełamanie frontu rosyjskiego. Dwa
tygodnie później, 18 maja 1915 roku, miasto zostało otoczone i rozpoczęło się
III oblężenie poprzedzone nękającym ostrzałem artyleryjskim. Niemcy dysponowali najcięższą artylerią m.in. moździerzami największego kalibru o intrygującej
nazwie „Gruba Berta” kal. 420 mm i wadze pocisków 300 kg /nazwa moździerza
pochodzi od imienia właścicielki niemieckich zakładów zbrojeniowych >Kruppa< Berty Krupp,1886-1957; została nadana, tym ogromnym działom, przez Francuzów, gdy te kolosy przyczyniły się do pokonania, przez nacierające wojska niemieckie, sił belgijskich broniących się w ufortyfikowanym Liège, w sierpniu 1914
roku/.
Najpierw, „rozstrzelano” fort Prałkowce, potem Bolestraszyce, Łętownia
i Brener. Ogromne działa tłukły żelbetonowe stropy i ściany fortów, jeden po drugim. Niektóre się ostały, bo strop pokrywała gruba warstwa ziemi /6 m/, co amortyzowało uderzenia, nawet tych, bardzo ciężkich pocisków - 405 mm i 420 mm.
31 maja 1915 roku, nastąpił ostateczny atak wojsk niemieckich i austrowęgierskich. Pod naporem pułków bawarskich, pułku pruskiego i oddziału strzelców austriackich padały kolejne forty: Xa /Pruchnicka Droga” i XI /Duńkowiczki),
dalej X /Orzechowce/ i XIII (San Rideau), w końcu Xb /Zagrodnia/ i XII
/Żurawica/. W walce o twierdzę brały udział również niemieckie samoloty, zrzucając bomby na umocnienia
oraz na miasto, siejąc strach
wśród
ludności
cywilnej.
3 czerwca 1915 roku twierdza padła pod ciosami żołnierzy niemieckich i austriackich.
Do miasta wkroczyły zwycięskie oddziały. Wycofujące się
z miasta wojska rosyjskie
wysadziły mosty na Sanie.
Zniszczone forty, totalne
wyniszczenie
miasta
i zmieniająca się, dość częMarszałek polny arcyksiążę Fryderyk K. Habsburg /1856-1936/
w Przemyślu 1915 r., fot .Int. Akela3
sto,
sytuacja
na
froncie
wschodnim sprawiły, że przemyska twierdza przestała odgrywać rolę, do której
została przygotowana siedemdziesiąt lat wcześniej. O ciężkich walkach w okresie I wojny światowej pod Przemyślem i w samej twierdzy przypominają przemy-
42
skie cmentarze wojskowe. Ginęli tu żołnierze armii austro-węgierskiej i rosyjskiej
- Austriacy, Węgrzy, Polacy, Czesi, Słowacy, Niemcy, Bawarczycy, Rosjanie,
Ukraińcy, Litwini i Bóg wie kto jeszcze. Spoczywają na tamtejszych cmentarzach
wojskowych. Odwiedzają ich czasem ich bliscy, ale najczęściej miejscowi harcerze i młodzież szkolna. Przemyskie nekropolie, jak przystało na tysiącletnie miasto mają w sobie coś majestatycznego i ojczyźnianą tchną historią.
Po zwycięskim starciu pod Gorlicami i przerwaniu frontu, Austriacy
/i Niemcy/ rozpoczęli kolejną ofensywę, spychając Rosjan, ogólnie w kierunku
południowo-wschodnim. W ten sposób, 18 maja 1915 roku rozpoczęło się III oblężenie twierdzy przemyskiej, tym razem jednak twierdzy bronili Rosjanie, a atakowali ją Austriacy. 31 maja rozpoczęło się, od morderczego ataku artyleryjskiego /pod Przemyślem znalazły się ciężkie moździerze niemieckie 420 mm spod
Verdun, których 300 kg pociski potrafiły przebijać 2,5 metrowe żelbetowe stropy
fortów/, decydujące uderzenie oddziałów austro-węgierskich i pułku pruskiego12.
Już 3 czerwca 1915 roku działania ofensywne przyniosły oczekiwany skutek. Rosjanie opuścili miasto. W działaniach straty austriackie i niemieckie wyniosły ok. 6,5 tysiąca żołnierzy. 6 czerwca 1915 roku przybył do Przemyśla na12
Mieczysław Wieliczko, Walki w okolicach twierdzy przemyskiej w latach 1914-1915 na łamach prasy
polskiej, Przemyśl 1992, s. 51: „ … W ostatnim numerze nasza gazeta przedstawiła działania wojenne
sprzymierzonych
w Galicji środkowej, dążące do otoczenia Przemyśla. Gdy Przemyśl został prawie ze wszystkich stron otoczony, upadek jego był już zgotowany.
Dnia 21 maja zdawało się, że nastąpiła decyzja opróżnienia Przemyśla, mimo tego jednakże ośm
dni później twierdza była bronioną uporczywie. Generał von Kneussl przysunął linie okalającą swoich
bawarskich pułków od północy bliżej twierdz. O godzinie 11-tej przed południem rozpoczęły ciężkie baterie ostrzeliwanie fortów frontu północnego.
Dnia 31 maja po południu o godzinie 4-tej zamilkły ciężkie działa, a równocześnie wystąpiła piechota, pułki bawarskie, jeden pułk pruski i oddział strzelców austriackich do szturmu. Zniszczenie fortów
i zbudowanego punktu oparcia twierdzy przez ogień ciężkiej artylerii, zrobiło na załodze tak niszczące,
przygnębiające wrażenie, że nie byłą w stanie stawić trwalszego oporu atakującej piechocie. Załoga fortów /10a,11a, 11/ o ile nie leżała zasypana w kazamatach rozbitych, uciekła, zostawiając wszystkie
sprzęty wojenne. Wśród tego wielką liczbę najnowocześniejszych, lekkich i ciężkich armat rosyjskich.
Dnia 1 czerwca wprowadził nieprzyjaciel poszczególne bataliony do przeciwataku. Te ataki zostały bez trudu odparte. Ciężka artyleria zwalczyła teraz forty 10 i 12. Jako pierwszy zdobył pruski pułk nr 45
razem z wojskami bawarskimi szańce położone na wschód od fortu 11, którego nieprzyjaciel zawzięcie
bronił.
Dnia 2 czerwca o godzinie 12 w południe, bawarski 22 pułk piechoty wziął szturmem fort 10, przy
czym wszystkie miejsca osłonięte zostały, co do jednego ciężką artylerią rozbite. Batalion strzelców grenadierskiego Augusty, zdobył wieczorem fort 12. Forty 10 b, 9a, i 9b kapitulowały.
Wieczorem rozpoczęły wojska generała Kneussla atak w kierunku miasta. Zdobyto wieś Żurawicę
i znajdujące się tam ufortyfikowane miejsca. Nieprzyjaciel zrzekła się wszelkiego dalszego oporu. W ten
sposób mogły wojska niemieckie, za którymi następnie poszła austro-węgierska czwarta dywizja kawalerii, obsadzić dobrze zbudowaną wewnętrzną linię fortów i wkroczyć nad ranem do oswobodzonego
Przemyśla, przy czym jeszcze wzięto licznych jeńców do niewoli. Po oblężeniu zaledwie cztery dni trwającym, twierdza Przemyśl była znowu w rękach sprzymierzonych, którą Rosjanie daremnie miesiącami atakowali.
Wojska sprzymierzone posunęły się na wschód daleko w kierunku Lwowa, bo przeszło 20 km od
Przemyśla.”
43
stępca tronu monarchii austro-węgierskiej, głównodowodzący armii marszałek
polny arcyksiążę Fryderyk Maria Albrecht Karol Habsburg /1856-1936/13. Warto wspomnieć, że mieszkańcy miasta Przemyśla witali wojska austro-węgierskie
i niemieckie, jak prawdziwych wyzwolicieli.14
Dodajmy, że obrona przemyskiej twierdzy, przez wojska Jego Cesarskiej
Mości, bardzo znamiennie wpisała się w świadomość Węgrów, którzy uznali ją
13
Tamże, s.49; „… Marszałek polny arcyksiążę Fryderyk w towarzystwie następcy tronu, arcyksięcia Karola Franciszka Józefa i najbliższego swego sztabu wybrał się przez Gorlice, Jasło, Sanok i Dynów na
zwiedzanie odzyskanego Przemyśla.
Choć wszędzie widać jeszcze ślady gorących walk, panuje jednak żywy ruch. Ludność wiejska
wszędzie zajęta jest robotami około gospodarstw i w polu. Tam, gdzie drogi i mosty ucierpiały, wiele rąk
zajmuje się ich naprawianiem.
Wszędzie witano arcyksiążąt entuzjastycznie. W Sanoku, gdzie jest siedziba komendy armii Puhalla, zatrzymali się na krótki pobyt. Przez uroczyście udekorowane ulice, napełnione ludnością, udali się
arcyksiążęta do kościoła miejskiego i byli obecni na nabożeństwie dziękczynny, celebrowanym z powodu
świetnych zwycięstw. Po nabożeństwie ksiądz błogosławił naczelnego wodza i armię.
Dalszą podróż do Przemyśla odbyli arcyksiążęta w towarzystwie zbrojmistrza Puhalli. Prowadziła
ona przez teren, na którym niedawno temu odbywały się zacięte walki. Była to dolina Sanu. Już z daleka
widziano błyszczące wieże i kopuły wyswobodzonego Przemyśla. Chorągwie, bramy triumfalne i deszcz
kwiatów z okien powitały naczelnego wodza i młodocianego następcę tronu. Obraz miasta ogółem niezmieniony, tylko szyby rozbite wskutek ciśnienia powietrza przy wystrzałach i zniszczone mosty na Sanie
świadczą, jaki los to miasto nawiedził. Zniszczenie mostów datuje się jeszcze z czasów, kiedy w marcu
stało się po naszej stronie koniecznością poddanie twierdzy. Rosjanie potem zarządzili wybudowanie
prowizorycznych mostów, ale zaledwie je ukończyli, zniszczyli je znowu, gdy twierdzę szturmowano. Teraz przejście przez San wybudowali dzielni pionierzy niemieccy. Pracuje się również nad naprawą prowizorycznego mostu kolejowego.
Po przejeździe ulicami arcyksiążęta i ich świta zatrzymali się na rynku i przyjęli tam meldunek
komendanta sztabu dywizji bawarskiej, która od północy wtargnęła była do twierdzy, generała porucznika Kneussla, oraz austro-węgierskiego komendanta twierdzy, generał-majora Stowasera, wraz z oficerami jego sztabu. Po powitaniu arcyksiążąt przez zastępców miasta, duchowieństwa i obywatelstwa,
dzieci wręczyły im kwiaty. Arcyksiążęta dowiadywali się u deputacji szczegółowo o zajściach podczas
inwazji nieprzyjacielskiej i w gorących słowach wyrażali im podziękowanie za wytrwanie w czasach pełnych troski oraz za wierne usposobienie ludności do monarchii, dodali także słowa pociechy dla tych,
którzy ponieśli straty i wyrazili życzenie rychłego rozkwitnięcia ciężko nawiedzonego miasta.
Następnie odbyła się defilada w marszu na paradę skombinowanych oddziałów dywizji bawarskiej. nasze dzielne wojska brały w tym czasie udział w pościgu za wrogiem, dlatego nie było ich już
w Przemyślu. Po skończonym śniadaniu w pałacu biskupim udali się arcyksiążęta najprzód na wzgórze
tatarskie, z którego roztacza się widok na miasto. Okiem sięgano aż do Medyki na wschód, gdzie odbywały się wtedy walki. Następnie zwiedzano forty na froncie zachodnim i przy tej sposobności oficer naszego sztabu generalnego wygłosił ciekawy wykład o zajściach wojennych w tej części frontu. Potem
kierownictwo generała Kneussla odbyło się zwiedzanie fortów frontu północnego. Wielkie wrażenie wywołują ślady działania ciężkich dział zarówno w fortach betonowych jaki i na szańcach ziemnych także
poza fortami., wszędzie na każdym kroku widać ślady szybkiej ucieczki Rosjan, pozostawione armaty
i materiał wojenny.
Na tym zwiedzaniu i rozmowie z zasłużonymi mężami spędzili arcyksiążęta wieczór, a po wyrażeniu im podziękowania i najwyższego uznania dla świetnych czynów wodzów i wojsk, wyjechali wieczorem”;
14
Tamże, s. 46; „ … Wojska wtargnęły, wczoraj szybko ze wszystkich stron do Przemyśla. Konnica z dywizji kawalerii Brendta spotkała się z Bawarczykami na targowicy. Wkrótce potem nadeszły wojska piesze
10 korpusu. Zapanowała nieopisana radość. Ulice były przepełnione publicznością, która obrzucała kwiatami żołnierzy. Na domach pojawiły się zaraz chorągwie. Miasto nie ucierpiało”.
44
za symbol bohaterstwa, ponieważ długo i dzielnie broniła dostępu do Doliny Węgierskiej. W Budzie znajduje się pomnik lwa, przypominający wydarzenia z 1915
roku. Lew ma dumnie podniesioną głowę, co ma oznaczać, że obrońcy twierdzy
Przemyśl, jak lwy bronili Bramy Węgierskiej.
Na zakończenie tej sekwencji opracowania, przypomnijmy o wydarzeniu,
które stało się wtedy bardzo głośne i jeszcze dzisiaj wydaje się być niewiarygodne, a rzecz idzie o … ducha fortów przemyskich. Po I wojnie światowej władze
polskie postanowiły poddać twierdzę
czemuś w rodzaju „demobilizacji” /aby
pozyskać tereny pod zagospodarowanie/, chociaż twierdza była już wcześniej, po 1915 roku /aż do końca I wojny światowej/, permanentnie „rozbrajana” przez Austriaków, w celu pozyskiwania złomu, szczególnie metali
kolorowych. Gdy w 1923 roku rozpoczęła się penetracja, a następnie rozbiórka /wysadzanie przy pomocy ektrazytu/ fortu pancernego XIII San Rideaux /Osłona Sanu/ w miejscowości Bolestraszyce, uszkodzonego tylko częściowo, pracujący tam robotnicy niespodziewanie odkryli stalowe drzwi, których
nie było na planie fortu. Było gorące lato i większość robotników, zmęczona upałem, chętnie skorzystała z zarządzonej przerwy obiadowej, lecz jeden z nich,
młody chłopak, zaopatrzony w latarkę, wszedł do tajemniczego pomieszczenia,
po schodach w dół. Po krótkiej chwili dał się słyszeć jego stłumiony, ale wręcz
nieludzki krzyk. Zaraz potem, wyciągnięto chłopaka na zewnątrz, prawie nieżywego ze strachu. Trudno było się z nim domówić, ponieważ zapadał w omdlenie,
a jego twarz wyrażała ogromne przerażenie. W tym stanie rzeczy, zdecydowano odwieźć go do szpitala. Po
pewnym czasie, czteroosobowy zespół, bardziej doświadczonych robotników, ruszył do środka. Po stromych
schodach, robotnicy dotarli do długiego korytarza, skąd prowadziły drzwi
do licznych, niewielkich pomieszczeń,
a raczej cel, usytuowanych po obu
jego stronach. Korytarz kończył się
obszerną halą ze … studnią. Nie był
Fort XIII San Rideau w Bolestraszycach, fot. Int.
Goku122
to jednak koniec fortecznej kondygna- Fort XIII San Rideau w Bolestraszycach, fot. Int. Anika
cji, bowiem dalej były jeszcze dwie odnogi korytarzowe z kolejnymi, większymi
już pomieszczeniami, zastawionymi zwojami drutu kolczastego, puszkami po
konserwach, butelkami i armatnimi łuskami. Na stelażach znajdowały się również
jakieś skrzynki, worki ze spleśniałymi sucharami, resztki starego umundurowania, a wszędzie było pełno szczurów wielkich, jak koty. Drzwi kolejnej celi trzeba
45
było wyważyć, co musiało trochę potrwać, więc zanim udało się to zrobić, szef
grupy otworzył drzwi ostatniego pomieszczenia i … zamarł z wrażenia. Pośród
beczek, skrzyń i różnych śmieci, zobaczył okropną marę, nagą postać
o papierowej karnacji skóry, obrośniętą splątanymi włosami, z siwą brodą po kolana, z ogromnymi, mrugającymi oczami, która na odgłos wyważanych drzwi sąsiedniego pomieszczenia, zaczęła kiwać się na boki i zasłaniała sobie uszy. Teraz do tego, „okropnego” pomieszczenia zajrzeli również pozostali trzej robotnicy,
i gdy zobaczyli, to co tam było, wszyscy, na czele z szefem, z wielkim wrzaskiem
rzucili się, na oślep do ucieczki. Przerażenie było trudne do opisania, tym bardziej, że w pomieszczeniu, od którego wyważone zostały drzwi, znaleziono ludzki
szkielet. Już po wybiegnięciu na zewnątrz fortu, cała czwórka ciągle trzęsła się
ze strachu i niesamowitych emocji, i jeszcze bardzo długo nie mogła dojść do
siebie. Na miejsce zdarzenia wezwano policję i prokuratora. Znaleziony, w niezwykłych okolicznościach, dziwny osobnik, odwieziony do szpitala, wkrótce stracił przytomność i na drugi dzień zmarł. W pomieszczeniu fortecznym, w którym
go znaleziono, w skrzyni, natrafiono na zapiski w języku rosyjskim, zrobione na
formularzach wykorzystywanych w kuchni żołnierskiej. W jednym z formularzy
znajdowało się zdjęcie młodej niewiasty, podpisane na odwrocie, w j. rosyjskim:
"strzeże Bóg i moja miłość ........ wszędzie, na zawsze Twoja - 25. VII.1914". Z zapisków zrobionych przez „ducha fortu” dowiedziano się, że na dwa dni przed kapitulacją twierdzy /20 marca 1915 roku/ wzięto do niewoli dwóch oficerów rosyjskich i zamknięto w fortecznych kazamatach/w najniższej kondygnacji fortu/.
W ferworze zdarzeń zapomniano o nich, a forty wysadzono, aby nie były przydatne Rosjanom. Drzwi i schody pomieszczeń, w których byli zatrzymani oficerowie zostały skutecznie przysypane, co nieszczęśnikom uniemożliwiło wydostanie się na zewnątrz. Prawdopodobnie, po pierwszym szoku, obaj oficerowie zorientowali się, że są w sytuacji, dosłownie, bez wyjścia, a ich życie, może na
zawsze, zamknie się w głuchej ciszy dolnej kondygnacji austriackiego fortu.
Wkrótce, okazało się, że - niezwykłym zbiegiem okoliczności - ich pomieszczenie
sąsiaduje z magazynem żywnościowym, w którym znaleźli duże zapasy konserw, spore ilości świec i, co najważniejsze, była także studnia z wodą. Nie brakowało również rumu i innych alkoholi. Autor zapisków, /którego nazwisko nie
zostało jednak ustalone/ wymienił nazwisko swego kolegi sztabskapitana Nowikowa, i wspominał, że przez długie miesiące tej tragicznej wspólnoty, zdołali sobie nawzajem opowiedzieć całe swoje życie w detalach. Zabawiali się również
w teatr. Nowikow dużo pił. Pewnego dnia, poderżnął sobie gardło kawałkiem
blachy. Autor tego dramatycznego tekstu pisze, że wyniósł, nieżyjącego już, towarzysza niedoli do innej celi. W tekście znaleziono również opis, w jaki sposób,
bohaterski oficer skonstruował swój zegar z beczek ustawionych jedna na drugiej, z których górna /wypełniana była systematycznie wodą spływającą bardzo
powoli do dolnej według schematu czasowego opracowanego przez konstruktora. W którymś momencie swojego dramatu autor zapisków konstatuje: „… To, co
kiedyś układało się dowolnie w migawkowe obrazy podczas snu i gorączki, widzę
teraz plastycznie, na jawie … nie jem, nie piję i nie odczuwam żadnego pragnienia … błogosławię mury swojego grobowca, bo w nim zaznaję najwięcej życia
46
i wolności. Radość rozsadza mi piersi … Przelewa się 1005. beczka wody i gaśnie moja ostatnia świeca … ”15. Po 8 latach „piekła na ziemi i pod ziemią” ten
człowiek doczekał się uwolnienia z kazamatów, ale nie był w stanie już przeżyć
tego faktu. Można się tylko zastanawiać, co tak długi czas trzymało go przy życiu, gdy w tym nieludzkim tunelu ciemności, nie było dla niego nawet najmniejszego światełka.
WIECZOREM, 16 LISTOPADA 2010 ROKU MIELIŚMY OKAZJĘ
UCZESTNICZYĆ W WERNISAŻU PRAC LAUREATÓW
X BIENNALE TWÓRCZOŚCI PLASTYCZNEJ
WOJSKA POLSKIEGO.
Na wystawie pokonkursowej zgromadzono prace, przygotowane przez artystów-amatorów, najbardziej dojrzałe i najbliższe problematyce wojskowej,
głównie malarstwo sztalugowe, grafikę i rzeźbę. Ze spotkania, które rozpoczęło
się ogłoszeniem, przez jury, wyników konkursu, moją uwagę najbardziej przykuwały, nie tyle wartości artystyczno-estetyczne pokazanych prac, ile wspaniała,
jakby rodzinna atmosfera spotkania, która była owocem wzajemnej życzliwości
twórców, którzy pomimo wyraźnej różnicy wieku, otrzymanych, bądź nie otrzymanych nagród i zaszczytów, okazywali sobie wzajemnie ogromny szacunek
Wyróżnione prace, nawiązujące do 600. lecia zwycięskiej Bitwy pod Grunwaldem - akwarela
i przyjaźń. Zaprezentowane prace nie zrobiły na oglądających takiego wrażenia,
jakie zwykle towarzyszy prezentacji wielkich dzieł sztuki, gdy błyskają dziennikarskie flesze i filmują kamery telewizyjne. W każdym razie, było miło i ja tam
byłem i … wino piłem.
15
Ryszard Rogiński, Dramatyczne dzieje Twierdzy Przemyśl /żołnierz Polski Nr 40 z 02 października 1988
r., s. 12-13 i 21
47
POLSKI ZRYW NIEPODLEGŁOŚCIOWY
NA ZIEMIACH WSCHODNICH
9 II 1918 roku Austro-Węgry i Cesarstwo Niemiec zawarły separatystyczny
układ z Ukrainą, który odstępował Ukrainie Chełmszczyznę i Podlasie, ziemie
/zamieszkiwane w ok. 70% przez ludność polską/, do których słuszne pretensje
rościła sobie Polska. Ukraińcy zwietrzyli szansę na zagarnięcie ziem położonych
jeszcze dalej na zachód i na południe, które wcześniej leżały w granicach I Rzeczypospolitej. Trzeba również dodać, że podejmowane działania militarne przez
armię austro-węgierską wspierały dążenia Ukraińców do bezprawnego przyłączenia Lwowa. Jednocześnie, Austriacy, w celu realizacji tych zamierzeń /z gruntu, nieuczciwych wobec strony polskiej/ przerzucili polskie oddziały na inne odcinki frontu, dając Ukraińcom szansę na przygotowanie się do walki, o ukochany
przez Polaków, Lwów. Monarchia Habsburgów od dawna prowadziła politykę
wygrywania jednych narodów przeciwko drugim. Tym razem, miało to służyć z jednej strony - kokietowaniu ludności ukraińskiej, która przeciwstawiała się niepodległościowym dążeniom Polaków, z drugiej strony - nominowane Ukraińców
do narodu walczącego o niezależność i własne państwo, miało osłabiać głównego przeciwnika - Rosję głównego wroga Austro-Węgier i Niemiec.
W konsekwencji, działania Austro-Węgier i Niemiec doprowadziły do utworzenia państwa ukraińskiego. W nocy z 18/19 października 1918 roku odbył się
we Lwowie zjazd ukraińskich mężów zaufania z ziem monarchii AustroWęgierskiej -tj. Zachodniej Ukrainy, Rusi Zakarpackiej i Bukowiny, który powołał
Ukraińską Radę Narodową /URN/. Ta, najpierw odrzuciła polskie deklaracje
w sprawie powrotu wszystkich dawnych ziem na Wschodzie w granice Rzeczypospolitej, a następnie ogłosiła powstanie państwa ukraińskiego z włączeniem
obszarów Galicji Wschodniej, aż po … San!.
Na tym, miało się jednak nie skończyć, bowiem
terytorialne wizje Ukraińców, nazywanych Rusinami,
Starorusinami, a czasem Małorusinami, sięgały bowiem dużo dalej; wszak, nie chodziło im tylko o Galicję
Wschodnią z Tarnopolem, Lwowem, Stanisławowem,
Przemyślem, Sanokiem i Krosnem, ale wysuwali dużo
większe żądania; mieli apetyt także na Galicję Zachodnią wraz z Łemkowszczyzną, a więc ziemie rdzennie
polskie, aż po Kraków!, Tarnów i Nowy Sącz. To, bardzo gwałtowne działanie Ukraińców, przyspieszyło
utworzenie Polskiej Komisji Likwidacyjnej /PKL/ w Krakowie16, która zamierzała przybyć do Lwowa i przejąć
Dawny herb Stanisławowa
władzę nad miastem; należałoby przypomnieć, że już
16
Warto przypomnieć, że Galicja wyzwoliła się pierwsza. 31 października 1918 roku władzę w Krakowie
objęła PKL, złożona z przedstawicieli wszystkich stronnictw politycznych. Siłę zbrojną PKL, pod dowództwem gen. Bolesława Roji /1876-1940/, stanowili Polacy służący dotychczas w armii austro-węgierskiej
i niepodległościowcy z POW. Rada Regencyjna Królestwa Polskiego w Warszawie zerwała związki
z Niemcami i ratując się przed upadkiem, powierzyła rządy gabinetowi Józefa Świeżyńskiego /18681948, endek/. W Lublinie górę wzięli piłsudczycy i sprzymierzeni z nimi socjaliści i ludowcy. Pod osłoną
nocy z 6/7 listopada 1918 roku utworzony został Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej, na czele
48
w latach osiemdziesiątych XIX w. pojawiały się symptomy ukraińskiego nacjonalizmu i wzmianki o polskiej okupacji Galicji Wschodniej; wtedy to, pojawiło się
bardzo dla nas, Polaków, nieprzychylne określenie: „proklatyje Lachy”; w wyniku
takich właśnie przesłanek, miał miejsce we Lwowie zamach na namiestnika Galicji Andrzeja hr, Potockiego /ur. 1861/, który 12 kwietnia 1908 r. zginął od rewolwerowej kuli z rąk studenta, Ukraińca Mirosława Siczyńskiego /1887-1979/;
jeśli chodzi o Ukraińców to trzeba by było także wspomnieć, że do XIX wieku nie
istniał literacki język ukraiński; trwały również dywagacje, czy przyjąć alfabet łaciński, czy cyrylicę, w końcu zdecydowano się na cyrylicę; jednakże, do 1905 roku posługiwanie się językiem małorusińskim i używanie pojęcia Ukraina było zabronione; dzisiaj warto również zauważyć, że j. ukraiński jest, w wymowie, bardziej zbliżony do j. polskiego, niż do j. rosyjskiego; a w ogóle, obecnie mamy do
czynienia z trzema odcieniami współczesnej Ukrainy; Ukraina PołudniowoWschodnia tęskni za … dawnym ZSRS /nadal, w telewizji, radio i prasie mówi się
i pisze po rosyjsku, np. w Doniecku/; ciążąca ku Rosji i Ukraina Zachodnia, Ukraina Wschodnia/Centralna /Kijowska /Naddnieprzańska, najbardziej nacjonaliz Ignacym Daszyńskim /1866-1936/. Na szczęście dla przyszłości Rzeczypospolitej, 10 listopada 1918 r.
przybył zwolniony z więzienia /w Magdeburgu/ do Warszawy Józef Piłsudski, któremu Rada Regencyjna
powierzyła 11listopada 1918 r. komendę nad wojskiem, a trzy dni później, 14 listopada, oddała pełnię
władzy państwowej. 16 listopada 1918 roku, Piłsudski, jako Wódz Naczelny wystosował do mocarstw
zachodnich
i Stanów Zjednoczonych słynny Telegram notyfikujący powstanie państwa polskiego /11 listopada - Narodowe Święto Niepodległości, Ministerstwo Obrony Narodowej - Departament Wychowania i Promocji
Obronności, opracowanie i wybór tekstów - Jerzy Tomczyk, Wiesław Jan Wysocki, Czesław Andrzej Żak,
Warszawa 2005, s. 38-39/:
Do P. Prezydenta Stanów Zjednoczonych
Do Królewskiego Rządu Angielskiego
Do Rządu Rzeczypospolitej Francuskiej
Do Królestwa Rządu Włoskiego
Do Cesarstwa Rządu Japońskiego
Do Rządu Rzeczypospolitej Niemieckiej i do Rządów wszystkich państw wojujących i neutralnych.
Jako Wódz Naczelny Armii Polskiej, pragnę notyfikować rządom i narodom wojującym i neutralnym istnienie Państwa Polskiego Niepodległego, obejmującego wszystkie ziemie zjednoczonej Polski.
Sytuacja polityczna w Polsce i jarzmo okupacji nie pozwoliły dotychczas narodowi polskiemu
wypowiedzieć się swobodnie o swym losie. Dzięki zmianom, które nastąpiły wskutek świetnych zwycięstw
armij sprzymierzonych, wznowienie niepodległości i suwerenności Polski staje się odtąd faktem dokonanym.
Państwo polskie powstaje z woli całego narodu i opera się na podstawach demokratycznych.
Rząd Polski zastąpi panowanie przemocy, która przez sto czterdzieści lat ciążyła nad losami Polski – przez
ustrój, zbudowany na porządku i sprawiedliwości. Opierając się na Armii Polskiej pod moją komendą,
mam nadzieję, że odtąd żadna armia obca nie wkroczy do Polski, nim nie wyrazimy w tej sprawie formalnej woli naszej. Jestem przekonany, że potężne demokracje Zachodu udzielą swej pomocy i braterskiego
poparcia Polskiej Rzeczypospolitej Odrodzonej i Niepodległej.
Wódz Naczelny
Józef Piłsudski
Za ministra Spraw Wewnętrznych
Filipowicz
Warszawa dn. 16-go listopada 1918 r.
49
stycznie nastawiona do sąsiadów, i zdecydowanie, nieprzychylna Polsce i Polakom; niedobrym sygnałem było przyznanie banderowcom z UPA praw kombatanckich i próba uznania Stephana Andrijowycza Bandery /1909-1959/ bohaterem narodowym!; wszystkich Ukraińców łączy żółto-niebieski sztandar /kolor żółty oznacza żyzną Ukrainę, bogatą w „złotą” pszenicę; kolor niebieski - oznacza
błękitne niebo nad Ukrainą; co prawda Piłsudski skonstatował, że: „nie ma wolnej
Polski, bez wolnej Ukrainy”, ale trzeba mieć świadomość, że kilkadziesiąt tysięcy
Polaków /60, a może nawet i 100 tysięcy/na Wołyniu, Lubelszczyźnie, Pogórzu
Przemyskim, w Małopolsce itd./ zginęło, wymordowanych, w straszliwy, naprawdę nieludzki sposób, przez ukraińskich nacjonalistów. To prawda, że Ukraińcy
nie mogą zapomnieć okresu tzw. wielkiego głodu /ukr. hołodomor/, gdy w latach
1932-1933 zagłodzonych zostało 3 mln ludzi17, niektórzy mówią nawet o 8 mln!
Prawdą jest też, że mocno zabolała Ukraińców akcja przesiedlenia czyli tzw.
„Akcja Wisła”, ale o jej brutalności nie może być mowy. Tym bardziej, trudno ją
porównywać z niejednostkowymi przykładami … wypruwania dzieci z brzuchów
polskich matek, wbijania polskich niemowląt na sztachety płotów, wrzucania ludzi
żywcem do ognia, przecinania piłą, obcinania głów siekierą itp. Wszystko to, polskie władze złożyły na ołtarzu bieżącej polityki. Pytanie tylko, czy warto? Stosunkowo krótka, ale nader soczysta jest historia ukraińskiego narodu. Czy jest on
w stanie przetrwać w jedności? Trudno powiedzieć, zwłaszcza, że są przykłady
świadczące o czymś zupełnie przeciwnym (Prezydentowi Ukrainy „wypowiedziało posłuszeństwo” kilka ważnych ośrodków - Stanisławów /obecnie IwanoFrankowsk/, Łuck, Lwów, Włodzimierz Wołyński i Kowel).
Powróćmy jednak do sytuacji, jaka panowała we Lwowie, u schyłku 1918
roku. W odpowiedzi na posunięcia Ukraińskiej Rady Narodowej, 20 października
1918 roku Rada Miasta Lwowa poparła manifest do narodu polskiego Rady Regencyjnej z 7 października 1918 roku o powstaniu państwa polskiego: „ … obejmującego wszystkie ziemie polskie, z dostępem do morza, z polityczną i gospodarczą niezawisłością, jako też terytorialną nienaruszalnością, co przez traktaty
międzynarodowe zagwarantowane będzie … .”18 Trzeba przypomnieć, że Lwów
był bardzo charakterystycznym miastem Galicji Wschodniej, ze zdecydowaną
przewagą polskiego żywiołu - 62% Polaków. Stosunkowo dużą nację stanowili
Żydzi - 20%. Ukraińców było zaledwie 5%; pozostałe narodowości to głównie:
Ormianie, Rosjanie, Cyganie, Rumuni i Grecy. Lwów, przez wieki był jednym
z największych miast I Rzeczypospolitej /do momentu I rozbioru/. Stąd, po 1918
roku Polska nie wyobrażała sobie swojej, narodowej egzystencji bez Lwowa,
znamienitego ośrodka polskiej nauki i kultury /m.in. Uniwersytet Lwowski im. Jana Kazimierza, istniejący od XVII w., górujący świetnością, nawet nad Uniwersytetem Jagiellońskim, także słynna lwowsko-warszawska szkoła matematyczna
na czele z dr. Stefanem Banachem /1892-1945/, również Politechnika Lwowska
czy też znakomity Teatr Wielki, którym kiedyś kierował Wojciech Bogusławski
17
Zmowa - IV rozbiór Polski, wstęp i opracowanie Andrzej Leszek Szcześniak, Wydawnictwa „Alfa”, Warszawa 1990, s. 78 /W zależności od źródła liczba zmarłych z głodu na Ukrainie waha się od 3 poprzez 5-6
do 8 milionów ludzi; podobno, odnotowano ponad 250 przypadków kanibalizmu!/
18
Tekst manifestu Rady Regencyjnej z 7 października 1918 roku oparty został na 13 punkcie orędzia prezydenta Stanów Zjednoczonych Woodrowa Wilsona z 8 stycznia 1918 r.
50
/1757-1829/; z Lwowem związani byli bardzo znani twórcy literatury, m.in. Aleksander Fredro /1793-1876/, Gabriela Zapolska /1857-1921/, Maria Konopnicka /1842-1910/, Leopold Staff /1878-1957/, Jan Kasprowicz /1860-1926/; tutaj
istniała znana placówka naukowa - Zakład Narodowy im. Ossolińskich/. Często
można było słyszeć opinię, że - w tamtym czasie - Lwów był najpiękniejszym,
polskim miastem, a Polska miała i ma również dzisiaj - niezbywalne prawo do
tego miasta (chociaż, jako pradawny gród, założony został w 1250 roku przez
księcia halicko-włodzimierskiego /z rodu Rurykowiczów/ Danyłę I Halickiego
/1201-1264/, który nadał miastu nazwę wywodząca się od imienia swojego syna Lwa /Lew I Halicki, 1228-ok.1301/. Na mocy umowy z 1338 roku, dwa lata później, po bezpotomnej śmierci ostatniego władcy z dynastii Piastów Mazowieckich
- Bolesława Jerzego II Trojdenowicza /1310-1340/, gród przeszedł pod panowanie Polski. W 1356 roku, w wyniku lokacji na prawie magdeburskim, dokonanej przez Króla Kazimierza III Wielkiego /1310-1370/, Lwów stał się miastem
królewskim. I tyle króciutkiej historii miasta.).
Podejmując walkę z Polakami o Lwów, Ukraińcy wykorzystali dzień
1 listopada - Wszystkich Świętych. Wiedzieli, czym jest dla Polaków to święto.
W nocy z 31 października/1 listopada 1918 roku, strzelcy z ukraińskich pułków
siczowych /wcześniej, siczowcy zostali, z premedytacją, zwolnieni z dalszego
obowiązku służby w armii austriackiej/, przy bardzo słabym oporze polskich palcówek, zdobyli, a właściwie obsadzili Ratusz, Pocztę Główną, dworzec kolejowy,
oba dworce towarowe, Dom Technika, Cytadelę itd. Równocześnie, przejęli władzę wojskową z rąk austriackiej komendy Garnizonu Lwów. Polacy, mocno zaskoczeni i zdeprymowani bezczelnym działaniem Ukraińców, przystąpili jednak
do wzmacniania swoich placówek i organizowania niewielkich oddziałów. Początkowo, ku zaskoczeniu, do walki zgłaszała się - pod wpływem emocji - głównie młodzież studencka i szkolna, która nie mogła pojąć, że polskie miasto
przejmują bezkarnie Ukraińcy. Na czele organizujących się oddziałów stanęli oficerowie polscy z armii austriackiej, z dawnych Legionów Piłsudskiego i z POW.
Już w pierwszych dniach listopada, zaczęto tworzyć polskie oddziały. Na czele
obrońców stanął kpt. Czesław Mączyński /1881-1935, w grudniu 1918 roku dowódca Brygady Strzelców Lwowskich, późniejszy pułkownik artylerii, polityk
II RP/, który - w pierwszym etapie obrony miasta - podjął działania o charakterze
partyzanckim. Miały one na celu zbrojne przeciwstawienie się naporowi Ukraińców, których uzbrojone oddziały i „wolne” grupy grasowały po mieście, narażając
ludność cywilną na straty materialne i cierpienia. Przez pierwsze trzy dni listopada udało się powstrzymywać próby rozszerzenia ukraińskiego posiadania we
Lwowie, a nawet odbito niektóre obiekty /m.in. dworzec PKP, gdzie Polacy przejęli dwa składy broni - ciężkie karabiny maszynowe i karabiny ręczne/, przy mało
zdecydowanej postawie Ukraińców.
5 listopada uzgodniono 24 godzinny rozejm. Obie strony wykorzystały ten
czas na mobilizowanie swoich sił do kontynuowania walki. W tej sprawie, Polacy
wydali swoją odezwę, skierowaną także do Ukraińców - mieszkańców Lwowa.
6 listopada wybuchły dalsze walki ze zdwojoną siłą. Ukraińcy powołali rząd Państwa Zachodnio-Ukraińskiego, 13 listopada wydali nawet tymczasową konstytucję.
51
W miarę tworzenia się regularnych jednostek polskiego wojska, powoli
konsolidowała się polska obrona. Udało się nawet uruchomić trzy samoloty wojskowe, pozostawione we Lwowie przez Austriaków. Wraz z umacnianiem się
polskiego odporu, walki z Ukraińcami, przy braku jakiegoś konkretnego frontu,
stawały się coraz bardziej zacięte. Między 13 a 17 listopada Ukraińska Halicka
Armia straciła 550 żołnierzy, Polacy 75. W połowie listopada 1918 roku, na pomoc Lwowowi ruszyły oddziały polskie z Krakowa pod dowództwem ppłk Michała Karaszkiewicza-Tokarzewskiego /1893-1964/. 19 listopada przedostały się
z Przemyśla /linią kolejową Przemyśl - Lwów, przez tereny zajęte przez Ukraińców!/, polskie oddziały z odsieczą. W tym momencie, polskie siły liczyły już 3500
żołnierzy, ale Ukraińska Halicka Armia była znacznie liczniejsza - ok. 10 tysięcy/.
W samym mieście trwały nadal ciężkie walki, aż do 22 listopada 1918 roku. Niemal cała Zachodnia Galicja była w rękach Ukraińców. Strona polska dzielnie
i skutecznie się broniła. Należy zaznaczyć, że Ukraińców cechowało niskie morale i brak właściwego dowodzenia. Niestety, Polska, zajęta konfliktami na innych
kierunkach, nie była w stanie bardziej zdecydowanie bronić swoich interesów na
ziemiach południowo-wschodnich.
W tym czasie, Lwów odwiedziły, kolejno, dwie misje - angielska i francuska, obie jednak bez większego powodzenia. Co prawda. w lutym 1919 roku
wymuszone zostało zawieszenie broni, ale dopiero w marcu walki polskoukraińskie straciły na intensywności, ale Ukraińcy
nie rezygnowali ze zdobycia Lwowa, aż do
czerwca 1919 roku. Bezskutecznie. Jak wspomniano powyżej, w walkach ulicznych we Lwowie
i działaniach partyzanckich wzięła udział duża
liczba młodzieży, a nawet dzieci /najmłodszy miał
zaledwie 9 lat/. Ogółem zginęło 439 obrońców
Lwowa, w tym 12 kobiet i duża liczba dzieci
/Jurek Bitchan - 14 lat, Antoś Petrykiewicz 13 lat, Jaś Dufrat - 13 lat, Ksawery Wąsowicz 13 lat i wielu innych 14.,15.,16. i 17.latków/. Swoją bohaterską walką i śmiercią zapisali jedną
z najpiękniejszych kart polskiego oręża - historię
legendarnych Lwowskich Orląt. W trakcie działań
poległych grzebano w pobliżu punktów oporu, na
prowizorycznych cmentarzykach, m.in. w pobliżu
Politechniki Lwowskiej, Szkoły Kadetów i Szkoły
Herb Lwowa z okresu II RP,
im. H. Sienkiewicza. Po wojnie, polskie władze
fot. Int., 2011
Lwowa postanowiły przenieść zwłoki poległych
Polaków na cmentarz, który byłby godnym miejscem dla bohaterskich obrońców miasta. Najbardziej spodobał się niekonwencjonalny projekt studenta architektury Politechniki Lwowskiej Rudolfa Indrucha
/1892-1927, uczestnika walk o Lwów/. Dzisiaj, Cmentarz Orląt Lwowskich jest
fragmentem Cmentarza Łyczakowskiego i stanowi jedną z najcenniejszych, polskich, wojennych nekropoli /jak wiemy, w 1939 roku radzieckie czołgi zrównały
cmentarz z powierzchnią ziemi, ale i to nie pomogło, bo dzisiaj - krok po korku cmentarz wraca do swojego pierwotnego wyglądu - 24.06.2004/. Dodajmy jesz-
52
cze, że blokowanie Lwowa przez Ukraińców i walki wokół miasta trwały jeszcze
do początku czerwca 1919 roku. Od 18 stycznia 1919 roku do 21 marca 1920
roku trwała w Paryżu konferencja 27 zwycięskich państw, układająca ład pokojowy po I wojnie światowej i ustalająca granice między państwami w Europie.
15 marca 1923 roku, Rada Ambasadorów ostatecznie rozstrzygnęła na korzyść
Polski przynależność Galicji Wschodniej.
Już po zwycięstwie w wojnie polsko-bolszewickiej, 22 listopada 1920 roku
Marszałek Józef Piłsudski docenił obrońców Lwowa: „Za zasługi położone dla
polskości tego grodu i jego przynależności do Polski, mianuję Miasto Lwów Kawalerem Krzyża Virtuti Militari”. Także, osobiście udekorował małych bohaterów
wojennymi odznaczeniami.
Osobnym rozdziałem jest obrona Lwowa w 1920 roku przeciwko 1. Armii
Konnej Siemiona Budionnego. Po krótkotrwałych sukcesach armii polskiej na
Ukrainie, na początku czerwca 1920 roku nastąpiła ofensywa armii Budionnego,
która przerwała front pod Koziatynem. Znany jest przykład bohaterskiej postawy
330 polskich żołnierzy pod Zadwórzem19, którzy walczyli „do ostatniego naboju”
19
W pierwszych dniach sierpnia 1920 roku oddziały ochotnicze zajmujące Lwów wyszły na linie obronne
miasta, ponieważ główne siły - 1. i 3. dywizje legionowe zostały włączone do grupy uderzeniowej przygotowującej się do wykonania kontruderzenia wojsk polskich znad Bugu i Wieprza. Oddziały, które pozostały we Lwowie i na liniach bojowych prowadziły, od pewnego czasu, tzw. ofensywną obronę Lwowa.
Tymczasem, zagony 1 armii konnej Budionnego atakowały polskie oddziały z różnych kierunków, także
od zachodu i od południowego-zachodu. Właśnie w takiej sytuacji doszło do krwawej bitwy pod Zadwórzem. Oddział rtm. dr Romana Abrahama wykonał kilka akcji zbrojnych, m.in. zdobył dużą miejscowość
Radziechów, następnie został przerzucony koleją na odcinek frontu pod Tarnopolem, tutaj walczył pod
Horodyszczem i Chodaczkowem, gdzie został ranny rtm. Abraham. 16 sierpnia, oddział stoczył kolejną
walkę z kawalerią Budionnego, otwierając drogę na Kozłów. 17 sierpnia, kawaleria oddziału, pod dowództwem rtm. Tadeusza Krynickiego podążała w kierunku m. Gliniany, zaś batalion piechoty kpt. Bolesława Zajączkowskiego ruszył torami kolejowymi w kierunku Lwowa. W południe, w pobliży stacji kolejowej Zadwórze artyleria sowiecka ostrzelała maszerujących żołnierzy. Nasze karabiny maszynowe odpowiedziały ogniem i zaraz ruszyła na sowieckie działa polska tyraliera. Okazało się, że artyleryjska „zaczepka” sowietów była tylko wstępem do ataku wrogiej kawalerii i zaciskającego się okrążenia. Początkowo, udawało się odeprzeć atak, a potem jeszcze kilka sowieckich prób złamania ducha walki i w konsekwencji pokonania i zniszczenia polskiego oddziału. Nadciągały jednak sowieckie posiłki, bo nadarzała
się okazja rozgromienia polskiego oddziału i odniesienia jeszcze jednego zwycięstwa. Walka polskich
żołnierzy w okrążeniu nie mogła potrwać długo. Zaczęło brakować amunicji. Pomimo wezwań do poddania się Polacy nie ulękli się, a dowódca oddziału kpt. B. Zajączkowski poderwał swoich żołnierzy do ataku
i do walki „do ostatniego naboju”. Potem rozpoczęła się walka wręcz, Polacy kolbami a Kozacy szablami.
Kpt. B. Zajączkowski zastrzelił się ostatnią kulą, To samo zrobił ppor. Antoni Liszka. Wreszcie, nastąpiła
okrutna rzeź. Kozacy rozsiekli szablami i dobijali kolbami 318 polskich żołnierzy!, m.in. por. Antoni Dawidowicz, kpt. Krzysztof Obertyński, por. Józef Juszkiewicz, por. Jan Demeter, por. Tadeusz Hanak,
pchor. Władysław Getman, pchor. Władysława Marynowski, pchor. Tadeusz Zbroja Rejchan, pchor.
pil. Mieczysław Piniński oraz wielu podoficerów i żołnierzy. Ten krwawy bój z Kozakami Budionnego
/6 dywizja kawalerii 1 armii konnej/ historia, nie bez uzasadnienia, często nazywa Polskimi Termopilami.
Bardzo piękne fragmenty opisujące postawę lwowskich dzieci w obronie miasta przed bolszewikami znajdujemy w książce Stanisława Wasylewskiego „Lwów” /Wydawnictwo Polskie R. WEGNER,
Poznań; reprint - Wydawnictwo Zakładu Narodowego imienia Ossolińskich we Wrocławiu, 1990,
s. 160/: „… W zeszycie szkolnym zapisuje się teraz meldunki. Nie wiedzieć, czy historia widywała kiedy
takie. Ot np. > Pozycja: Sygniówka. Dowódca: Witek. Melduję, że nieprzyjaciel naciera. Sprowadził
w nocy nową kompanię. Potrzebujemy znacznej pomocy. Co najmniej pięciu ludzi< Bo gdy ich będzie
53
/Kozacy bezlitośnie rozsiekli szablami i dobili kolbami 318. młodych „abrahamczyków”20/ oraz pod Horpinem, gdzie czerwonoarmiści dokonali rzezi 80. polskich żołnierzy wziętych do niewoli21. Lwów ponownie znalazł się na pierwszej
linii frontu, ale tym razem zaangażowany był, w ten fragment wojny, osobiście
J. Stalin.
DUKLA RAZ JESZCZE
17 listopada 2010 roku /środa/, podczas pobytu w Dukli, mieliśmy również
okazję zwiedzić miejscowe Muzeum Historyczne–Pałac, którego początki zainicjowane zostały zorganizowaniem, w 1964 roku, wystawy poświęconej przypomnieniu dramatu operacji karpacko-dukielskiej z 1944 roku, w której Sowieci
stracili ponad 120 tysięcy żołnierzy, wojska czechosłowackie, walczące po stronie Armii Czerwonej, ok. 6500 żołnierzy. Równie ogromne straty ponieśli Niemcy
i Węgrzy - ok. 70 tysięcy zabitych, rannych i zaginionych. Niezwykle zaciekłe walki w rejonie
Krosna, Jasła oraz sama bitwa
o Przełęcz Dukielską były bodaj
najbardziej krwawymi epizodami
II wojny światowej na ziemiach
polskich. Niemcy, stawiając bardzo silny opór w walkach o Krosno, Jasło i Duklę zyskali na
czasie i zdążyli zorganizować
solidną obronę na Przełęczy Dukielsko-Preszowskiej /linie i pozycje obronne, przygotowane
Armato-haubica 152 mm wz. 1938 r., fot. 2010, rjm
razem dwunastu, dadzą sobie radę na pewno. Belwederczyku smarkaty lwowski. Patrzył na cię z bliska,
bo niemal w chwili, gdy padł jeden z pierwszych w twym szeregu, patrzył wraz z nami i pisze Jan Kasprowicz:
Mówię-ć, żeś godny właściciel
swych wawrzynowych gałązek,
ale się w pychę nie wzbijaj,
spełniłeś li obowiązek!
Wolno ci wszelako pójść z podniesionem czołem i zapytać historię, czy kiedy widziała gdzie takie
dzieci. Możesz pytać śmiał. Historia zapomni języka w gębie i odpowie, że nie - lwowiaku mały, który dziś
zdobywszy Cytadelę, pobiegłeś tam nazajutrz z triumfem na saneczki …” A kiedy podrósł Belwederczyk
z Kleparowa, wypadło w dwa lata później ruszyć dalej. Dnia 17 sierpnia 1920 batalion kpt. Bol. Zajączkowskiego, notariusza z zawodu, otrzymał rozkaz zdobycia wzgórza na północ od linii kolejowej Lwów Złoczów. Poszli do ataku w 500 lwowskich i podlwowskich bagnetów. Konnica Budionnego zmagała się
z nimi przez jedenaście godzin. Zginęli do ostatniego niemal. Niewielu ponad stu dostało się do niewoli.
Walka pod Zadwórzem to Termopile Lwowa.”
20
Ochotniczy oddział pościgowy pod dowództwem rtm Romana Abrahama, słynnego obrońcy Góry
Stracenia /detaszowany oddział 240 pp., składający się batalionu piechoty, jazdy, artylerii i karabinów
maszynowych/.
21
W tym samym czasie, rozegrała się jeszcze jedna, polska tragedia wojenna. Tym razem, masakry 80.
Jeńców polskich żołnierzy pod Horpinem, dokonali czerwonoarmiści. I dalej, Kozacy Budionnego podobnie zachowali się wobec 34 polskich ochotników /z MOAO - Małopolskie Oddziały Armii Ochotniczej/,
jeńców, we wsi Firlejówka.
54
w bardzo trudnym do zdobycia, górskim, terenie nazwali „Twierdzą Karpaty”/. Do
walki o utrzymanie „bramy” na Słowację, armia niemiecka zgromadziła osiemnaście dywizji piechoty i trzy pancerne /350 czołgów, 2000 dział/. Łącznie 100 tysięcy żołnierzy. Na twardy bój przygotowali się też Rosjanie, gromadząc ok. 1000
czołgów i 1700 dział i moździerzy. Osobiście, Wódz Naczelny Józef Stalin, wydał
zgodę na przeprowadzenie operacji wiedząc, Niemcy są dobrze przygotowani,
„okopali się” w dogodnym do obrony terenie i straty, po stronie atakujących, będą
bardzo duże /ale, jak zwykł mawiać w takich sytuacjach: „no, u nas ljudiej mnoga”/. Jak to się skończyło, już powiedzieliśmy. Operacja przyniosła ogromne straty w ludziach i ogólne niepowodzenie, m.in. powstanie na Słowacji zostało stłumione.
My jednak powróćmy do zwiedzania dukielskiego muzeum, gdzie można
się zapoznać ze sprzętem bojowym, jaki był użyty w bitwie o Przełęcz Dukielską
Zasadniczym elementem Muzeum Historycznego jest wystawa broni usytuowana na dziedzińcu okalającym późnobarokowy budynek pałacowy Mniszchów z XVIII w, wybudowany w stylu francuskim. Uwagę zwracają stosunkowo
rzadkie egzemplarze różnego typu broni artyleryjskiej z okresu międzywojennego
i II. wojny światowej.
Na początek, potężnie wyglądająca armato-haubica 152 mm wz. 1938r.,
umożliwiająca strzelanie do celu torem stromym i bezpośrednio. Do opracowania
armato-haubicy przystąpiono w ZSRS w połowie lat trzydziestych, w związku
z potrzebą zastąpienia starych typów, mocno zużytych armato-haubic 152 mm
z okresu I. wojny światowej. Spełniła swoją rolę w latach II wojny światowej i znalazła się na wyposażeniu sił zbrojnych wielu państw, szczególnie dawnego obozu
socjalistycznego, w tym także jednostek lądowych Wojska Polskiego. Ta, armato-haubica z Dukli, z dwuczłonowym, rozstawnym ogonem łoża, bardzo dobrze
zachowana, wygląda imponująco. Waży ponad 7 ton; długość lufy 4420 mm; kąt
podniesienia -2° do +65°; pocisk burzący o wadze 43,5 kg; prędkość początkowa
pocisku 655 m/sec; donośność - 17265 m. Warto zobaczyć to niezwykłe, groźnie
wyglądające, cacko ostatniej wojny światowej.
Inną, dość powszechnie
znaną, ale zawsze z ciekawością oglądaną pozycją muzealną
jest radziecki czołg T-34/85
/dodać należałoby takie oto zdanie, że: Rosjanie mieli i mają
nadal tendencje do przechwytywania obcych konstrukcji w sposób
bezceremonialny,
stąd
stwierdzenie - że jakiś przedmiot, urządzenie jest konstrukcji
radzieckiej, czy rosyjskiej, może
być nie do końca prawdziwe;
przykładem może być amerykański samolot B-29, który mu-
Czołg T-55 produkcja z 1951 r., fot. 2010, rjm
55
siał przymusowo wylądować na Dalekim Wschodzie, z czego skwapliwie
i sprytnie skorzystali Rosjanie, „biorąc” próbki materiałów konstrukcyjnych tego
samolotu /np. 5. mm otwór w skrzydle/, zanim maszyna wróciła do USA. Dziwnym zbiegiem okoliczności, wkrótce pojawił się radziecki samolot TU-4 o bardzo
podobnych parametrach technicznych /udźwig B-29 - 9 t., TU-4 4,5 t.; zasięg
B-29 - 2200 km, TU-4 - 1500 km; pułap B-29 - 14500 m /pułap praktyczny/bojowy
- 9000 m, TU-4 - 9500 m /pułap praktyczny/bojowy - 7000 m.
Egzemplarz w dukielskim muzeum jest maszyną wyprodukowaną /a właściwie składaną z radzieckich części/ w Polsce, na licencji z 1951 roku. Na dobre, produkcja tych czołgów, w Polsce rozkręciła się dopiero w 1955 roku,
a skończyła się na przełomie lat 1957/58. Trzeba jednak zauważyć, że niemało
państw użytkowało czołgi T-34, aż do połowy lat dziewięćdziesiątych ubiegłego
wieku. Dlaczego? Bo cały ten długi czas /około 60 lat!/ nadawał się do użycia
bojowego dla celów, innych niż wojna, w której musiałyby zderzyć się wysoko
uprzemysłowione cywilizacje. Potem, produkowane były już czołgi T-54A ze 100
mm armatą, niestety, bez jakiejkolwiek stabilizacji!, co mocno utrudniało w cel.
Wreszcie, kolejna wersja czołgu-matki - czołg T-55 /od wersji B/ miał już pionową
i poziomą stabilizację armaty. Był to czołg prostej konstrukcji i łatwej obsługi, rzeczywiście niezawodny. Rosjanie wiedzieli, że życie czołgisty na wojnie jest krótkie i, w miejsce załogi, która zginie /lub dozna kontuzji uniemożliwiających dalsze
jej funkcjonowanie w walce/ musi zostać wprowadzona nowa załoga, co oznacza, że istnieje konieczność szybkiego przygotowania „surowych” ludzi do
sprawnego wykonywania zadań bojowych i eksploatacyjnych. Jak dość powszechnie wiadomo, czołgów T-55 wyprodukowano bardzo dużo - około 55 tysięcy!
Wyrzutnia rakiet Katiusza BM-8, to
kolejny eksponat Muzeum Historycznego
w Dukli. Oczywiście, produkcji radzieckiej
montowana na samochodach ZiS i podwoziach lekkich czołgów, ale ta w Dukli zamontowana została na ciężarówce amerykańskiej Studebaker US6 /samochody były dostarczane Rosjanom w ramach pożyczki
dzierżawnej/. Znane są jednak całkiem nierzadkie przykłady, gdy z powodu braku pojazdów /platform/ pociski były odpalane,
z zastosowaniem odpowiednio ustawionych
skrzyń, prosto z okopów.
Była to ośmioszynowa wyrzutnia pocisków 82 mm /z możliwością zastosowania
większej liczby pocisków jednocześnie - 24.,
36., 48. i 72. Pocisk M-8 był pochodną produkcji rakiet lotniczych o długości od 0,57 m,
średnicy 82 mm, ciężarze ok. 8 kg, prędkość Dukielski „sołdat Krasnoj Armii”, fot. 2010, rjm
początkową 315 m/sec, rozpryskową głowicę burzącą i zasięg do 5900 m.
Rozwiniętymi wersjami wyrzutni BM-8 były - wyrzutnia BM-13 kal. /132
mm/ i wyrzutnie BM-31 oraz BM-13-12 /kal. 310 mm/.
56
Wyrzutnia BM-13 miała 16 prowadnic usytuowanych w dwóch rzędach, jeden pod drugim. Pociski M-13 (odpalane z kabiny kierowcy) mogły startować co
0,5 sec; średnica pocisku - 132 mm; ciężar pocisku - ok. 42-44 kg, głowica
odłamkowo-burząca; max zasięg /w zależności od wersji pocisku/ - od ok. 4500
m do ok. 9000 m; M-13 stosowany był głównie w masowych nawałnicach ogniowych.
Inne, późniejsze wersje
wyrzutni M-13 miały pociski
o długości od 2,09 m do 2,23 m;
wagę 57,6 kg /M-20/ oraz 62,8
kg /M-13DD/.
BM-31-12 była ponad
7.tonową wyrzutnią z 300. mm
pociskami rakietowymi o długości 1,7 m, na paliwo stałe,
o wadze 91,5-92,4 kg /m-31/
i 94,8 /m-31UK/. Pociski rakietowe M-31 dolatywały na odległość 4000 m.
Katiusze, zwane przez
100 mm sowiecka holowana armata polowa
Niemców „organami Stalina”,
i
przeciwpancerna
wz. 1944 /BS-3/, fot. 2010, rjm
były bardzo skuteczną bronią,
po raz pierwszy zastosowaną
w połowie lipca 1941 roku, w działaniach obronnych Armii Czerwonej pod Orszą,
tuż u bram Smoleńska. Zwykle, wyrzutnie znajdowały się na wyposażeniu brygad
moździerzowych /chociaż strukturalnie grupowane były w dywizjony, brygady,
dywizje i korpusy/. Katiusze, z zasady, brały udział w przygotowaniu artyleryjskim
na ważniejszych odcinkach frontu, i to z wielkim skutkiem. Wydając przejmujące
wycie rujnowały nie tylko teren i wszystko, co się tam znajdowało, ale także psychikę niemieckich żołnierzy.
Już na pierwszy rzut oka,
dość ciekawym elementem ekspozycji dukielskiego muzeum
wydaje się być ekspresyjna
rzeźba żołnierza Armii Czerwonej, wyrażająca heroizm w imię
„pobiedy” i gotowość do poświęcenia życia dla „rodnojstrany”.
Trzeba powiedzieć, że i bezustannie się wycofywała. od dnia
agresji niemieckiej na Związek
Radziecki 22 czerwca 1941 roku, aż do sierpnia 1942 roku,
ACz ponosiła ogromne straty.
Wszyscy mężczyźni od 16 do 60
Nieco bardziej „artystyczne” spojrzenie obiektywu
roku życia szli na wojnę i masowo
na 120 mm, radziecką haubicę fot. 2010, rjm
ginęli. Natomiast, do obrony Mo-
57
skwy, zorganizowano coś, na wzór pospolitego ruszenia. Kto żyw, szedł do akcji
i pomagał w każdy możliwy, dla siebie, sposób. Również, każdy rodzaj uzbrojenia osobistego i wyposażenia był dobry. Munduru mogło nie być w ogóle. Wystarczyła słynna fufajka i … może furażerka, ale koniecznie z czerwoną gwiazdą.
Często, w rękach obrońców Moskwy, spotkać można było jednostrzałowy, odtylcowy karabin systemu Berdana z zapasem trzech naboi w tekturowej torbie.
Nasz bohater z dukielskiego muzeum - klasyczny „sołdat” piechoty ACz z lat
wojny „ojczyźnianej” uzbrojony jest w pistolet maszynowy Georgija Szpagina
z 1941 roku /ppSz wz. 1941 - pistolet-pulemiot Szpagina, nazywany popularnie
pepszą lub pepeszką; wyprodukowano 5,5 mln egzemplarzy/ kal. 7,62 o mizernej
celności, służący do walki na bliskie odległości. Charakterystyczny drelichowy
/spodnie a’la bryczesy/, a na nogach buty tzw. saperki typu „kierza” /wytrzymały
materiał imitujący skórę, stosowany w okresie II wś. przez ACz., także do wyrabiania pasów, szelek itp./ oraz cholewki z utwardzonej tektury, /później wzmacniano je ceratą/, a podeszwa plastikowa, następnie tzw. mieszok na szelkach,
związany sznurkiem i … kociołek /z żeliwa; warto dodać, że za czasów wojny
krymskiej/wojny wschodniej - 1853-1856, Rosjanie mieli na wyposażeniu kociołki
mosiężne/, czasem również trafiała się menażka /ale wyłącznie niemiecka, „trofiejna”/.
W tym miejscu trzeba dodać, że w trudnych miesiącach zarówno w Moskwie, jak i w Leningradzie nikt nie prowadził statystyk. Wiele podejmowanych
działań i zachowań obronnych miało charakter żywiołowy. Często nie liczono
strat. Setki tysięcy kobiet i dzieci pracowało /często po 12 godzin na dobę/, głównie w zakładach zbrojeniowych, zwłaszcza po ewakuacji przemysłu zbrojeniowego za Ural. Warunki życia w tych, zauralskich zagłębiach zbrojeniowych były
bardzo trudne, pod każdym względem, np. powierzchnia „mieszkalna” na jedną
osobę wynosiła zaledwie 2 m². Jak było trzeba, dzieciom podstawiano skrzynki,
aby mogły sięgać do, obsługiwanych przez nich, tokarek. Mówiąc prawdę, 80%
produkcji wojsko odrzucało, jako niezdatną do użycia, nawet całe „katiusze”.
Trudno było być dyrektorem fabryki zbrojeniowej w tym czasie, gdy w każdej
chwili w takiej sytuacji można było „dostać kulkę w łeb” za sabotaż.
W dukielskim muzeum, tuż
obok sowieckiego „gieroja” jest
ustawiona 100 mm sowiecka holowana armata polowa i przeciwpancerna wz. 1944 /BS-3/. Przebijała pancerz wieży niemieckiego „Tygrysa” /Pzkpfw VI Tiger/
z odległości 1000-1500 m, a korpus z odległości 1300 m. Produkcję
„100.tki”
rozpoczęto
w maju 1944 roku, najpierw
w jednym, potem w dwóch zakładach, z efektem docelowym
wyprodukowania ok. 550 armat
do końca 1944 roku. Produkcja Niemiecka haubica polowa 105 mm wz. 98/09, fot. 2010, rjm
100 armaty p/panc. trwała do
58
1951 roku i wykonano ich ok. 4000. Przez kilka lat /aż do momentu pojawienia
się bardziej odpornych czołgów nowego typu np. M-60 czy M48A2 były skutecznym środkiem przeciwpancernym. W Armii Czerwonej i w innych armiach Europy
Wschodniej wykorzystywano ją do 1991 r. 100.tki były również w polskiej armii,
w trzech brygadach artylerii przeciwpancernej /22, 23 i 28/, łącznie - 78 szt./, ale
wcześniej, bo już w końcu lat osiemdziesiątych całkowicie wycofano je
z użytku.
Obok 100 mm armaty p/panc. wz. 38, można obejrzeć także 120 mm haubicę, także produkcji sowieckiej, która przeszła cały szlak bojowy ACz. Pojawiła
się, jako produkt zespołu konstrukcyjnego F.F. Pietrowa z 1938 roku, złożony
z różnych elementów starszych armat, m.in. wykorzystano zamek z haubicy wz.
1910/30, celownik z haubicoarmaty 152 mm MŁ20, a koła z 7,62 armaty F-22.
Ale ta składanka zdała egzamin poligonowy i, na większą skalę, weszła na
uzbrojenie pod nazwą M-30, tuż przed atakiem armii niemieckiej na ZSRS. Nawet, użyto je do walki z niemieckimi czołgami w bitwie o Moskwę. Później, była
jeszcze modelem dla nowej haubicy D-30.
Jednym z ciekawszych eksponatów jest niemiecka haubica polowa
105 mm wz. 98/09 w kolorze czarnym, o zasięgu nieco ponad 6 km, produkowana jeszcze seryjnie w 1940 roku/. Znajdowała się na uzbrojeniu niemieckich pułków artylerii dywizyjnej /dwa dywizjony haubicy 105 mm i jeden dywizjon haubic
150 mm. Zaletę haubicy doceniono dopiero w czasie wojny pozycyjnej, gdy wystrzeliwane pociski, ze względu na tor lotu, mogły wpadać do okopów wroga.
Używały jej także wojska tureckie i rumuńskie. Haubica miała krótką lufę, ale
i dobrą szybkostrzelność. Mogła strzelać trzema rodzajami granatów: burzącymi,
odłamkowymi i odłamkowo-burzącymi. W okresie międzywojennym, kilkudziesięcioma niemieckimi haubicami 105 mm dysponowała również polska armia.
Jeszcze, 17 listopada
2010 roku znaleźliśmy się
w Muzeum Zamkowym w Sanoku. Sanok, 40.tysięczne miasto
południowo-wschodniej Polski
z przestronnym rynkiem, typowo
galicyjskim ratuszem i Kościołem Matki Bożej PocieszeniaPani Sanockiej. Zostało założone gdzieś, na przełomie X i XI
w. Od 1340 roku ziemia sanocka przypadła Kazimierzowi III
Wielkiemu, który włączył ja do
Królestwa Polskiego. Następnie,
Sanok
i ziemia sanocka znalazły
Sanocki ryneczek jest naprawdę uroczy, fot. 2010, rjm
się pod patronatem Korony Węgierskiej. 20 stycznia 1339 roku książę Małej Rusi Jerzy II z rodu Piastów nadał
miastu przywilej lokacyjny na prawie magdeburskim. 2 maja 1417 roku miało
miejsce wydarzenie, które odnotowały sanockie kroniki. W kościele franciszkań-
59
skim odbył się ślub Władysława Jagiełły z jego trzecią żoną Elżbietą Granowską.
Do fasady kościoła przylegają zabudowania zakonu O.O. Franciszkanów
z niewielkim dziedzińcem. Bardzo przyjaznym, i skądinąd pomysłowym, miejscem jest kawiarenka franciszkańska z cudownym wyborem różnorodnych rodzajów kawy.
Sanocki Zamek był dobrze przygotowany do obrony. Praktycznie, jedynie
zdrajca, spośród załogi zamku, mógł dopomóc wrogom w jego zdobyciu. Był
miejscem zamieszkania kolejnej, czwartej żony Władysława Jagiełły /już po
śmierci Króla/ królowej Zofii Holszańskiej /nazywanej Sońką/. Krótko mieszkała
tu również, królowa węgierska Izabela.
Gorzej wiodło się miastu od końca XVI wieku, gdy Sanok strawił wielki pożar. Ocalał tylko Kościół Franciszkanów i kilka domów oraz fragment przedmieścia. Najliczniejszą grupą narodowościową w Sanoku byli zawsze Żydzi /40%
populacji, w tym przeważająca liczba przemysłowców, kupców, adwokatów i lekarzy/.
MUZEUM ZAMKOWE W SANOKU
Gromadzi, przede wszystkim, wspaniały, bardzo bogaty, zbiór ikon. Można
je podziwiać całymi godzinami i nadal będzie to za krótko, by dostrzec doskonałe
piękno tych dzieł sztuki, przecież wymodlonych i napisanych rękami twórców,
a zarazem świętych.
Zanim jednak weszliśmy do sal wystawowych z ikonami, czekało nas krótkie spotkanie z
historią 2. Pułku Strzelców Podhalańskich /2 psp/,
który tutaj, w Sanoku, miał swoje dziedzictwo. Był
jednym z sześciu pułków strzelców podhalańskich
w wojsku II RP /Nowy Sącz, Sanok, Sambor,
Przemyśl, Rzeszów, Cieszyn/. Pułk został sformowany pod koniec 1918 roku w Bochni, na bazie
32.
Pułku
Odznaka pamiątkowa 2. Pułku Strzelców Podhalańskich, fot. Int., 2010
Landwery/Obrony
Krajowej,
w którym 50% obsady stanowili
Polacy/. W listopadzie 1918 roku, żołnierze Pułku /I i II batalion;
III batalion został skierowany na
granicę
czeską/
wyruszyli
z Bochni na front wschodni. 10
grudnia 1918 roku Pułk dotarł do
Sanoka, gdzie zajął koszary
proaustriackie
Parada Święta 2 Pułku Strzelców Podhalańskich w Sanoku,
fot. 2010, rjm
60
i kilka innych budynków miejskich.
Po uzupełnieniu sil i przygotowaniu się do marszu Pułk ruszył dalej, na
Wschód.
W grudniu 1918 roku i w początkach 1919
roku żołnierze Pułku brali udział w walkach
z Ukraińcami o Lwów, a potem Pułk stanął
do walki przeciwko nawałnicy Armii Czerwonej. W tym czasie Pułk wszedł w skład
1 Brygady Górskiej. 8 maja 1920 roku wkroczył do północnej części przedmieścia Kijowa /jak głosi przekaz, tutaj właśnie rozpoczęła się tradycja noszenia piórek przy góralskich kapeluszach, ale potem został wycofany do obrony Warszawy. W okresie odwrotu polskiej armii Pułk bronił przeprawy
na Dnieprze i dzielnie walczył w obronie
Brześcia. W pamiętnym sierpniu 1920 roku
uczestniczył w ofensywie w kierunku Grodna i Kuźnicy Białostockiej. Zdobywał Kock.
Łuków, Siedlce, Gródek i wspomniane
Grodno oraz Kuźnicę Białostocką. W grudniu 1920 roku 2 Pułk Strzelców PodhalańMatka Boża Eleusa /Umiłowanie/, fot. 2010, rjm skich powrócił do Sanoka. 15 lipca 1923 roku odbyła się uroczystość wręczenia Pułkowi sztandaru wojskowego /sztandar poświęcił biskup przemyski, dziś już, bł. Józef Pelczar /1842-1924/. Żołnierze Pułku wystąpili
w galowych mundurach z 1919 roku i w
hełmach wz.15. Uroczystości, zakrapiane
alkoholem, trwały dość długo i podobno
wtedy pojawiło się, w pułkowym środowisku,
dość oryginalne powiedzonko, że: „oficer
pije, gdy deszcz pada i gdy deszcz nie pada”. Na historycznych zdjęciach żołnierze
pułku występują w mundurach wzoru z 1919
roku, w hełmach wz.15 i w huculskich kapeluszach z orlim piórkiem /podobno, ta tradycja została zainicjowana wtedy, gdy 2 psp
znajdował się pod Kijowem, 1920 rok/, żołnierze wyposażeni byli najczęściej w amerykańskie ciężkie karabiny maszynowe na
trójnogu /ckm/ Browninga M1919A4 /John
Mandylion, wizerunek twarzy Chrystusa
Moses Browning/ i niemieckie ckm Maxim
na chuście podarowany Weronice, fot. 2010, rjm
wz. 08 /Hiram Maxim/. Co ciekawe, na licznych fotografiach, można zobaczyć swastyki, jako element dekoracyjny, również
widoczny na patkach bluz mundurów podhalańczyków /swastyka, rzymski symbol słońca i powodzenia/.
61
W 1939 roku, pułkowy sztandar został ukryty w gajówce w Świętokrzyskiem, pod opieką Józefa Jedynaka, a w 1946 roku, w asyście Mieczysława
Moczara /1913-1986/, trafił do Muzeum Wojska Polskiego. Od 1934 roku jest
placówką muzealną, znaną w Polsce i na świecie ze zbiorów ikon. Trafiały one
tutaj z bieszczadzkich cerkwi /często zniszczonych lub spalonych/ i opuszczonych domostw /zwłaszcza, jako niechciany efekt „Akcji „Wisła”/. W zbiorach znajduje się 45, bardzo cennych, ikon z XV i XVI wieku /wśród nich Zaśnięcie NMP
z XIV w/. Najcenniejsze ikony wychodziły spod ręki Andrieja Rublowa /artysta
miał aż 30 uczniów, którzy pod okiem swego mistrza pisali fragmenty ikon Rublowa/.
Wg tradycji ikona przedstawia pełną prawdę
teologiczną, którą może przekazać tylko
osoba wybrana, przez samego Boga. Twarz
i ręce postaci przedstawionych w formie
ikony piszą
wyłącznie mistrzowie, zaś
boczne partie ikony /tzw. klejmy/ wykonują
uczniowie - młodzi mnisi. Bardzo ważną rolę odgrywają kolory użyte do napisania postaci, np. kolor złoty i czerwony zarezerwowane były dla podkreślenia uwielbienia
przedstawionej postaci /szata Chrystusa
złota, bądź purpurowa, oznaczają królewski
majestat i zwycięstwo nad śmiercią/. Ikony
nigdy się nie sygnuje. Jest anonimowa, zaś
napisy na ikonie mają znaczenie przekazu
informacyjnego.
Chrystus Pantokrator /Wszechwładca/
Chrystus Pantokrator /Wszechwładca/,
fot. 2010, rjm
prawą ręką zawsze błogosławi i napomina
ludzi, w lewej podtrzymuje stary testament, jako najważniejszą księgę życia zawierającą dogmaty wiary chrześcijańskiej i zobowiązanie człowieka do ich przestrzegania. Ikony hagiograficzne przedstawiają świętych. Oto kilka klasycznych
przykładów: jeden z największych świętych prawosławia - św. Mikołaj biskup
z Miry, /Cudotwórca/ otaczany niezwykłą czcią i wdzięcznością wiernego ludu,
szczególnie za „jedno, wielkie pasmo cudów”, pomaganie ubogim, odwiedzanie
więźniów, ratowanie życia pokrzywdzonym i opuszczonym; Hodegetria
/Wskazująca Drogę/Tronująca/Przewodniczka/ przedstawia Matkę Bożą Wspomożycielkę /z II poł. XVI w./; św. Szymon Słupnik, pustelnik i asceta, blisko
przez 40 lat „nie schodził” ze swojego słupa /który wybudował w pobliżu Antiochii/, aby być jak bliżej Boga; XVI. wieczny Mandylion przedstawia Oblicze Chrystusa, które otrzymała św. Weronika w darze, za swoją odwagę, gdy przedarła
się przez kordon żołnierzy i wytarła, swoją chustą, twarz Zbawiciela niosącego
Krzyż na Golgotę; nieskończenie miłosierne Oblicze Chrystusa jest wpisane
w nimb krzyżowy, ikonograficzny symbol należny tylko Zbawicielowi, przypominający o jego śmierci na krzyżu; na nimbie wypisane jest, za pomocą greckich
liter, imię Boga „Jestem Który Jestem" oraz skrót imienia IC XC (w języku starocerkiewnym - Iisus Christos); Matka Boża Eleusa /Umiłowanie/ dotykająca po-
62
liczkiem małego Jezusa, który w geście umiłowania obejmuje matkę za szyję;
św. Onufry z bardzo, bardzo długą brodą /im dłuższa broda, tym doskonalszy
wzorzec świętości/;Święci Kosma i Damian /bezsrebrnicy - leczyli za darmo/; kolejne ikony i każda bardzo interesująca, niepowtarzalna w swojej wymowie /ot,
choćby Sąd Ostateczny - Chrystus zasiada na tęczy i ….nigdzie nie widać
czyśćca, a więc każdy człowiek sam sobie pisze rodzaj wieczności, właściwie
bez trzeciego rozwiązania tzn. niebo albo piekło; i jeszcze jedna refleksja: w lenistwie gromadzi się całe zło świata; a dalej ikona, która robi na oglądających
ogromne wrażenie - Ukrzyżowanie; wreszcie, ołtarz /prezbiterium/ - obowiązkowo skierowany na wschód /ze względu na „wschodnie” położenie ołtarza cerkwie
nawiązują bezpośrednio do tradycji judeochrześcijańskiej; wschodnia orientacja
kościołów obowiązywała również w chrześcijaństwie zachodnim, ale od końca
średniowiecza przestała dominować, jako zasada/ na pamiątkę znajdującego się
tam niegdyś rajskiego ogrodu Eden oraz miejsca narodzin Jezusa Chrystusa,
oddzielony ikonostasem /tzn. zdobioną ikonami ścianą przegrodową odgradzającą nawę cerkwi od ołtarza/ od reszty świątyni; warto zaznaczyć, że do części ołtarzowej świątyni mogą wchodzić tylko mężczyźni/; najważniejszym elementem
ołtarza jest tron, czyli sześciokątny, drewniany stół na którym znajduje się antymins /jedwabna chusta z relikwiami/; Ewangelia i naczynie z Eucharystią oraz
model Świątyni Jerozolimskiej na Syjonie - symbolizującej Grób Pański.
W części ołtarzowej cerkwi wkomponowane są także chorągwie ze skóry
oraz figura młodego wiekiem Chrystusa /bez brody i wąsów/, a także - na specjalnym stole - ułożona jest, XIX.wieczna
płaszczanica /tkanina z wizerunkiem Chrystusa leżącego w grobie, symbolizująca
całun, a którą wykłada się pośrodku świątyni w Wielki Piątek, a w Wielką Sobotę
kładzie się na ołtarzu i przez cały okres
wielkanocny sprawowana jest na nim święta liturgia; gr. epitafion - całun oznacza tajemnice śmierci Chrystusa, jest symbolem
grobu, który staje się źródłem zmartwychwstania. W cerkwiach rosyjskich oblicze
Chrystusa osłania się welonem, którym
przykrywa się kielich, na znak, że nawet dla
aniołów tajemnica grobu Chrystusa jest
niepojęta. Epitafion wywodzi się z welonu
przykrywającego paterę i kielich./22.
Na zakończenie zwiedzania zasobów
wystawowych sanockiego Zamku mogliśmy
podziwiać galerię obrazów, rysunków, fotografii Zdzisława Beksińskiego /1929Chrystus przed Piłatem, figurka pochodząca
2005/. Ten wielki artysta-malarz, jak więkz Kresów Wschodnich, fot. 2010, rjm
22
Elżbieta Smykowska, Ikona, mały słownik, Verbinum, Wydawnictwo Księży Werbistów, Warszawa
2008 r. s. 24
63
szość ludzi sztuki, niedoceniany za życia, pozostawił po sobie około 4 tysiące
swoich prac, którym z zasady nie nadawał tytułów i ich nie sygnował. Urodził się
24 lutego 1929 roku w Sanoku i mieszkał tu do 1977 roku. Potem przeniósł się
do Warszawy i zamieszkał na Ursynowie. Co prawda, zdał egzamin na Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie, ale wybrał architekturę, którą ukończył z wyróżnieniem. Miał również zacięcie do fotografii. Już jako 20.letni chłopak wiele potrafił w tej dziedzinie. Był także uczniem Wiktora Zina /1925-2007/, który jednak nie
miał przekonania do jego talentu. Obrazy Beksińskiego fascynują kolorami
i ekspresyjnością tematów, które pobudzają do poszukiwania odpowiedzi na nasuwające się pytania egzystencjalne, a może także o wydźwięku eschatologicznym. Artysta świetnie operował światłem /punktem świetlnym/, co doskonale
zwraca uwagę oglądającego na najistotniejszy fragment obrazu.
Zwieńczeniem ekspozycji malarstwa zbliżonego do école de Paris były
różnorodne, zresztą bardzo interesujące, prace czwórki malarzy nawiązujących
do paryskiego stylu z I. połowy XIX wieku: Olgi Boznańskiej /1865-1940/, Józefa Pankiewicza /1866-1940/, Jana Cybisa /1897-1972/ i Juliusza Strzeleckiego.
18 listopada 2010 roku /czwartek/w salach Muzeum Okręgowego w Rzeszowie zwiedzaliśmy wystawę pn.:
„ŻOŁNIERZ POLSKI 1914-1945”
Dzisiejsze Muzeum to kiedyś klasztor pijarów, /którzy zawitali do Rzeszowa w 1658 r./, zamieniony w latach 50.tych ub. wieku na muzeum /po wkroczeniu
Armii Czerwonej do Rzeszowa w budynku znalazła swoje miejsce komórka
kontrwywiadu ACz, a właściwie, jego najbardziej przerażająca formacja tzw.
Śmiersz - „Śmierć Szpionam”/. Wystawę otwierają malowidła ścienne z początku
XVIII wieku, usytuowane w głównym ciągu korytarzowym, przedstawiające sceny
z życia zakonu pijarskiego. Ciekawym elementem na parterze muzeum, jest stylowa apteka a końca XIX wieku. Jakże bardzo różni się od dzisiejszych aptek,
które proponują gotowe lekarstwa i nie tylko lekarstwa. Przypominają raczej jakiś
sklep, niż aptekę. Do lat 60.tych
XX wieku, lekarstwa były przygotowywane /wyrabiane/ na zapleczu aptek, oczywiście wg
recept,
przez
farmaceutów
z odpowiednią praktyką w zawodzie.
W kolejności, można było
obejrzeć portrety sarmackie,
portery wodzów, bohaterów,
ludzi polityki itp. Ot, choćby
księcia Józefa Poniatowskiego
/1763-1813/, dobrego żołnierza,
trochę bawidamka i oczajduszę
z kolczykiem w uchu. Podobno Tablica pamiątkowa przypominająca tragiczny okres 1945 roku,
gdy w budynku mieściła się siedziba NKWD, fot. 2010, rjm
utopił się w Elsterze, po pijane-
64
mu. Postać, w swoim zachowaniu, bardzo podobna do osoby księcia Poniatowskiego - generał Bolesław Wieniawa-Długoszowski /1881-1942/, „pierwszy
ułan” II RP, ulubieniec Józefa Piłsudskiego i wszystkich dam z towarzystwa.
Trzeba dodać, że opinie o Wieniawie były często bardzo ambiwalentne. Jedni się
nim zachwycali, mówiąc: człowiek honoru, doskonały i odważny żołnierz, patriota
i nieprzeciętny intelekt, znowu inni nim pogardzali, uważając go za postać operetkową.23. Nawet pisał wiersze i dykteryjki, ot choćby taka: „bo w sercu ułana,
gdy je położysz na dłoń, na pierwszym miejscu panna, przed nią tylko koń” lub
jeszcze inna: „przez całe życie ta miłość mnie goni do pięknych kobiet, koniaku
i koni” Nie brakowało mu śmiałości, a nawet tupetu. Podobno, tłumacząc się
23
Pamiętniki generała broni Leona Berbeckiego, Wydawnictwo „Śląsk”, Katowice 1959, s. 232-233:
„Wieniawa rozpoczął swoja karierę, jako młody ziemianin spod Stróż w oddziałach strzeleckich. Młodzieniec ten odznaczał się nałogowym lenistwem do tego stopnia, że dowódcy dywizjonów starali się zawsze
„bohatera” spławić jeden drugiemu. Po długiej tułacze Wieniawa znalazł stały przytułek w sztabie I Brygady, jako adiutant Piłsudskiego. Trudnił się rozweselaniem komendanta różnymi sprośnymi piosenkami
anegdotami. Będąc w Paryżu na studiach medycznych, Wieniawa nabył wysokiej ogłady „towarzyskiej”
i po przybyciu do kraju rozpoczął swą wojskową karierę. Po zakończeniu działań wojennych mianowany
dowódcą brygady, a potem pierwszej dywizji kawalerii w stopniu generała, postanowił wziąć sobie za
wzór wielkiego dziwaka z czasów napoleońskich - generała Lassala, który zadziwiał swych kolegów
i przełożonych, wjeżdżaniem konno na stoły biesiadne i skokami nad głowami gości. Pomimo usilnych
starań Wieniawa nie mógł dorównać swemu wzorowi. Zrozpaczony niepowodzeniem zaczął pić na umór
i nieraz dochodziło do policzkowania „bohatera” w miejscach publicznych przez osoby cywilne, a nawet
i wojskowe. Bywały wypadki, kiedy nieprzytomnego generała obcy zupełnie ludzie najętym wehikułem
przywozili do Generalnego Inspektoratu Sił Zbrojnych lub do żony, która nie wytrzymała w końcu z opojem i awanturnikiem, odeszła i rozwiodła się. Od tego czasu generał zaczął używać życia w całej pełni.
Zachowanie się Wieniawy i jego postępowanie budziło coraz większy niepokój wśród kolegów. Wówczas
postanowiliśmy z generałem Dreszerem stanąć do raportu u Piłsudskiego, aby zreferować przebieg kilku
skandali z mordobiciem. Otrzymaliśmy taką odpowiedź: Wszystko to jest zazdrość i kłamstwo. Wieniawa
jest wzorem cnót rycerskich i moje zaufanie do jego szlachetności i lojalności jest wyższe aniżeli do kogoś
innego z was.. Opuściliśmy ręce i wyszliśmy bezradni i przybici z gabinetu komendanta. Dziwiło nas,
w jaki sposób mogło do tego dojść, aby Piłsudski tak kategorycznie ujmował się za hulaką i pijaczyną.
Wkrótce, po pogrzebie Piłsudskiego, Wieniawa nagle został przeniesiony do służby dyplomatycznej, a według relacji kolegów odbyło się to tak: Prezydent Mościcki telefonuje do Rydza-Śmigłego: Ten
Wasz Wieniawa znowu urządził bijatykę w ”Oazie” /restauracja na Nowym Świecie/, spoliczkowali go
tam i wyrzucili za drzwi. Co z nim zrobimy? Marszałek Śmigły odpowiedział: Ja sam już nie wiem, co
z nim zrobić, wsadzę go do kryminału. Mościcki był trochę głuchawy i podchwycił: Do Kwirynału? Świetna
myśl, szczęśliwa myśl, panie marszałku, tak jest, do Kwirynału, zaraz wydam zarządzenie. I polski, niedoszły Lassale otrzymał w tym samym dniu dekret mianujący go ambasadorem pełnomocnym i nadzwyczajnym przy rządzie Mussoliniego.
Na drugi dzień po tej nominacji, idąc ulicą Wierzbową do LOPP-u spotkałem Wieniawę, który zakłopotany podszedł do mnie i powiedział: No i cóż Pan powie? Nic - odpowiedziałem – może nawróci Pan
papieża i zrobi go patriotą polskim? Gdzie tam - odrzekł smutnie Wieniawa. - gdyby mnie teraz nieboszczka matka zobaczyła, toby mi znowu powiedziała: „Oj Boleś, Boleś, znowu wlazłeś w niewłaściwe
miejsce.”
Wybuch drugiej wojny światowej zastał ambasadora w Rzymie pijącego mocno. Gdy wojska
Mussoliniego poparły III Rzesz, Wieniawa został przeniesiony do USA. Wkrótce rzucił się z wysokiego
piętra na bruk, popełniając samobójstwo.
Konkludując, trudno dzisiaj, tak zupełnie obiektywnie, ocenić postać Wieniawy. Na pewno, był
inny, niż inni i tym właśnie przeszedł do legendy.”
65
u samego Józefa Piłsudskiego za swoją ekstrawagancję /spóźnienie na uroczystości pogrzebowe jugosłowiańskiego króla Aleksandra, 1888-1934/, przybył
do Belwederu po cywilnemu, w smokingu, a na zwróconą mu uwagę odpowiedział, że nie mógł przyjść w mundurze, bo zdawał sobie sprawę, że „powinien
dostać po pysku, a będąc w mundurze oficera, byłby zmuszony oddać”. Oczywiście, tymi słowami rozbroił złość Marszałka i znowu udało mu się wyjść z kolejnej
kabały suchą nogą.
Następny
portret
przedstawiał
gen. Jana Zygmunta Skrzyneckiego
/1787-1860/ jednego z wodzów powstania
listopadowego. Ale Skrzynecki dowodził
niezbyt fortunnie. W każdym razie, przez
swoje niezdecydowanie /i brak wiary w zwycięstwo powstania/ doprowadził do klęski
w bitwie z armią rosyjską pod Ostrołęką
/1831/. Skonfliktowany także z Sejmem udał
się na emigrację do Brukseli. Szczęście mu
jednak dopisywało, bo piastował w armii
belgijskiej prestiżowe stanowiska i został
nawet mianowany generałem brygady
/1839/, co odbiło się negatywnie na stosunkach Belgii z Prusami i Austrią.
Elementy uzbrojenia i wyposażenia indywidualnego żołnierzy polskich z okresu międzywojennego i wojennego, fot. 2010, rjm
Bardzo interesującym fragmentem
wystawy były mundury i emblematy żołnierskie. Mogły się podobać, nawet siwe mundury legionistów Piłsudskiego. Bardzo podobne mundury nosili również żołnierze armii austriackiej. Nasi legioniści musieli niekiedy wspomagać się we własnym zakresie,
gdyż z mundurami i odznakami nie było
wtedy najlepiej, nawet czasem orły wykonywali własnym sumptem. Interesujący emblemat widnieje na furażerce Związku „Sokoła”, na emigracji, w USA. Oddziały Towarzystw Gimnastycznych „Sokoła” istniały
również na emigracji, właśnie w USA, we
Francji i w Wielkiej Brytanii. W okresie woj-
Ołtarz polowy z Kościoła Garnizonowego
w Rzeszowie, fot. 2010, rjm
66
ny i po wojnie /za czasów tzw. realnego socjalizmu/ sokolnictwo działało w utajnieniu. Obecnie, w Polsce nadal działają struktury sokolnictwa, i to cieszy, że
piękna i pożyteczna tradycja nie upada.
Również, własną odznakę pamiątkową posiadała elitarna, 66.cio osobowa grupa oficerów wyższego kursu Legionów /tzn.
szkoły oficerskiej armii austro-węgierskiej/
odznaczonych przez Józefa Piłsudskiego
znakiem oficerskim tzw. „Parasolem”. Podobnie, pamiątkową odznakę posiadali internowani, w 1918 roku, legioniści obozu
„Witkowice”. Obie znalazły się w rzeszowskim muzeum. Duże zainteresowanie oglądających wzbudziły inne, stosunkowo rzadkie eksponaty, m.in.: szabla polska
/piechoty i kawaleryjska/ wz. 1917; francuska, żołnierska
manierka na
wino
z okresu Armii Hallera; niemiecki pistolet
Mauser z 1896 roku, ze specjalną kolbąfuterałem; rogatywka /polska/ z 1919 roku;
francuski hełm „Adrian” wz. 1915; polski ViS
z Radomia z 1935 roku /nawiasem mówiąc,
Niemcy później, po przejęciu radomskich
zakładów, produkowali ten pistolet pod nazwą „Radom”, ale nie miał już tak dobrej
marki, jak ViS/; wreszcie, polska maska p/gaz WSR wz. 32; rogatywka /polska/
garnizonowa wz. 35 i polska szabla oficerska, standard wz. 21/22; szabla kawaleryjska wz. 34; rewolwer „Nagan” wz. 1930.
W następnych salach
i gablotach wystawowych można było zobaczyć wiele innych,
nie
mniej
wartościowych
przedmiotów, np: pamiątkowy
ryngraf ofiarowany /15.03.1939/
płk. Mikołajowi Więckowskiemu przez korpus oficerski
4. Pułku Strzelców Konnych
Ziemi Łęczyckiej; mundur służbowy ppłk. lek. Józefa Chmiela z 17. Pułku Piechoty
z Rzeszowa; pistolet maszynowy „Sten” MK II, pistolet maszyPistolet ViS z Radomia, 1935 r., fot. 2011 rjm
nowy „Thomson” wz. M1A1
z ładownicą itd.
Elementy uzbrojenia i wyposażenia indywidualnego żołnierzy polskich z okresu międzywojennego i wojennego, fot.2010 rjm
67
PODZIEMNA TRASA TURYSTYCZNA /PTT/ W RZESZOWIE
19 listopada 2010 roku /piątek/. Rzeszów - to jeden z ostatnich etapów naszej podróży. Rzeszowscy włodarze miasta i entuzjaści historii miasta pokusili
się o wykorzystanie dawnych magazynów i piwnic kupieckich, położonych na
rzeszowskim rynku i pod kamienicami /istniejącymi i już nieistniejącymi/ na stworzenie niebanalnej, podziemnej trasy turystycznej pod rzeszowskim rynkiem.
Trzeba bowiem zauważyć, że Rzeszów został dostrzeżony już za czasów króla
Kazimierza III Wielkiego, który nadał miejscowości prawa miejskie 19 stycznia
1354 roku. W XV wieku wielkie spustoszenie w mieście spowodował pożar
/zresztą nie jedyny wielki pożar/, ale miasto zostało odbudowane i w następnych
wiekach miało się całkiem dobrze. W XV wieku w mieście pojawili się Żydzi,
a wraz z nimi nowa epoka handlu /w 1886 roku Rada Miejska musiała zabronić
handlu w niedziele i święta katolickie; dość powiedzieć, że 1869 roku było już
ponad 50% Żydów, stąd czasem miasto nazywano Mojżeszów/. Pod koniec XVI
wieku wybudowany został ratusz miejski a w następnych latach miasto zostało
ufortyfikowane. Nabierało również wyraźnego charakteru ośrodka handlowego
i rzemieślniczego oraz kultury /m.in. za przyczyną sprowadzonych tu bernardynów i pijarów/. W połowie XVII wieku Rzeszów był własnością Lubomirskich.
W okresie zaborów znajdowało się w rękach Austriaków i znalazło się na szlaku
handlowym Kraków-Lwów. W 1858 roku pojawiła się linia kolejowa - kolej galicyjska. Rzeszów liczył wtedy ok. 7500 mieszkańców,
w 1910 roku - ponad 23 tysiące mieszkańców.
W okresie I. wojny światowej w Rzeszowie stacjonował garnizon armii austro-węgierskiej, jako
ubezpieczenie dla Twierdzy Przemyśl. Podobnie,
jak zmienny był front wschodni, gdy naprzeciwko
siebie stanęły dwie wielki armie austro-węgierska
i rosyjska, podobnie miasto Rzeszów przechodziło z rąk do rąk. Bitwa gorlicka przeważyła szalę
zwycięstwa na stronę Austrii i Niemiec, co oznaczało na uspokojenie sytuacji wojennej. Miasto
było wolne już 1 listopada 1918 roku. Należy dopowiedzieć, że młodzi rzeszowiacy również ruszyli na pomoc dla Lwowa /1918-1919/, by bronić jego polskości przed ukraińskim naporem. We
wrześniu 1939 roku rozegrała się krótka walka gen. dyw. Stanisław Maczek /1892- o
1994/
miasto /10 Brygada Kawalerii dowódca - płk Stanisław Maczek /1892-1994/ i 24 Pułk Ułanów dowódca - płk Kazimierz Dworak
/1895-1954/, zakończona wkroczeniem 7 września Niemców do miasta. II wojna
światowa również mocno okaleczyła miasto. Rzeszów znalazł się w obrębie Generalnej Guberni. Niemcy utworzyli tu getto, zlikwidowane w lipcu 1942 roku.
Pomiędzy 30 lipca a 2 sierpnia 1944 roku Rzeszów opanowali Rosjanie. Rozpoczęła się 50.letnia epoka komunizmu /w Polsce usiłowano wprowadzić tzw. socjalizm realny/.
68
Powracając do zwiedzania rzeszowskiej PTT należy wyjaśnić, że podobnie, jak wszędzie, również w Rzeszowie, przez wieki, ludzie tworzyli nowe warstwy „urobku” /tzn. różnych nieczystości, odpadów, zwykłych śmieci itp./ przez co
teren się podnosił i powstawały kolejne poziomy powierzchni ziemi. Wszystko, co
później znalazło się pod ziemią, wcześniej było na powierzchni. Budowano nowe
domy i inne budowle. W Rzeszowie, kupieckie piwnice znajdowały się na głębokości 2,5 m pod powierzchnią starego rynku, w Krakowie rynek „podniósł się”, aż
o 5 m. Ogromne spustoszenie spowodował wielki pożar, który wybuchł w 1842
roku, za czasów „Cioci Austrii”.
Dawne magazyny i piwnice /znajdujące się dzisiaj kilka, a nawet kilkanaście metrów pod powierzchnią ziemi/ funkcjonowały normalnie około 400 lat temu. PTT składa się z kilkunastu korytarzy i piwnic. Przed kilkuset laty dużą powierzchnię kupiecko-magazynową zajmowali tzw. bławatnicy /bławatnikiem nazywano tkacza jedwabi oraz kupca, mającego sklep jedwabny; było nawet, wiele
mówiące, związane z bławatem, przysłowie: „Nie każdy pan, co w bławacie”/24.
Warto zauważyć, że jeszcze w końcu XIX wieku w Rzeszowie było około 30%
Żydów tzn. ok. 12 tysięcy z ogólnej liczby mieszkańców, którzy - jak wszędzie
w dawnej Polsce - odgrywali najpoważniejszą rolę w rozwoju i prowadzeniu handlu /Gmina Żydowska przestała całkowicie istnieć w Rzeszowie w 1944 roku,
Niemcy wywieźli ich do obozu w Bełżcu lub rozstrzelali w pobliskich lasach/.
Niemcy, w trakcie przygotowywania się do ataku na ZSRS w 1941 roku /Plan
Barbarossa/ częściowo zalali podziemną przestrzeń betonem.
Obecnie, rzeszowskie podziemia są bardzo starannie przygotowane do
zwiedzania. Wiele punktów turystycznych i prezentowanych eksponatów na trasie ma charakter turystycznej atrakcji, ale wiele z nich nawiązuje do kultury dawnych mieszkańców tego obszaru lub wydarzeń zbrojnych. Trasę otwiera tzw. Korytarz Herbowy z herbami dawnych właścicieli Rzeszowa, oraz z herbem Rzeszowa i herbami staropolskimi i współczesnymi miast, m.in. Lwowa i Województwa Ruskiego.
Niezwykłym zjawiskiem wśród krętych i wąskich korytarzy jest odkryty
w 2001 roku pentagram /twarz tajemniczej osoby, może Chrystusa, jak twierdzą
przewodnicy PTT/, widoczny tylko przy odpowiednim naświetleniu korytarzowej
ściany. Pewnym luksusem podziemi jest reprezentacyjna restauracja „Ambasador”, usytuowana pod budynkiem „Rynek 14.
Zwiedzający mają okazję obejrzeć także dawną izbę z żarnami, kołowrotkiem, naczyniami glinianymi i innymi przedmiotami codziennego użytku, w tym
proste meble z „bambetlem” tzn. ławą ze skrzynią, do której wnętrza, dawniej,
chowało się pościel, bo była to po prostu ława do spania /”kiedy łóżka nie ma, to
i ława dobra”/. Ale nie był to tzw. zydel, który służył tylko do siedzenia i zwykle
stał w głównej izbie. Co kilka korytarzowych przecznic, można spotkać repliki
zbroi i dawnej broni (m.in. kolczugę i pancerz łuskowy; niektórych z nas zdziwił
24
Zygmunt Gloger, Encyklopedia staropolska ilustrowana /ze wstępem Juliana Krzyżanowskiego/Wiedza
Powszechna, Warszawa 1978, s.179;Bławatem jest kwiat bławy, błękitny, modrak, modrzeniec inaczej
chaber, wasilek, chaberek; bławatem nazywa się także materię jedwabną, zwłaszcza bławatną, błękitną,
niebieską.
69
fakt, że ówczesne zbroje pasowałyby dzisiaj jedynie na ludzi niskiego wzrostu
tj. ok. 165-168 cm wzrostu; także miecz piechoty czeskiej i szwajcarskiej z okresu wojen husyckich, buńczuk tatarski 7.mio ogonowy /buńczuki wyższych dowódców mógł mieć nawet 9 końskich ogonów/, ceramiczne naczynia itp.; interesującymi eksponatami były również butelki ze dość starym winem np. z 1919 roku.
OPERACJA „WISŁA”
Podobno ktoś powiedział, że Polacy z Ukraińcami nie mogą żyć „pod jednym dachem”. Wcale nieodległa historia stosunków polsko-ukraińskich dowodzi,
że wiele by za tym przemawiało. Nie udało się to w okresie I Rzeczypospolitej,
nie udało się Józefowi Piłsudskiemu i dzisiaj wydaje się to dość problematyczne, chociaż to Polska, właśnie, ratowała ukraińską „pomarańczową rewolucję”.
Ale wszystko jeszcze przed nami.
W latach 1944-1947 około 100 tysięcy Polaków zginęło z rąk ukraińskich
nacjonalistów. Wyliczenia, te zaokrąglone, mówią o tym, że z rąk Polaków zginęło 20 tysięcy Ukraińców. Ale to tylko suche liczby. Tragiczne liczby. Jeśli jednak
weźmie się pod uwagę, w jakich męczarniach umierało wielu naszych rodaków,
to przechodzą dreszcze, np. przybijano ofiary do drzwi domów i stodół, żywcem
rozpruwano brzuchy /także kobietom w ciąży/, nawet wpuszczano świnie, by buszowały po wnętrznościach, wbijano na niemowlęta na sztachety płotów /o czym
już wspominałem; najłagodniejszym rodzajem śmierci było powieszenie lub zastrzelenie /te wspomniane, okrutne sposoby zabijania były - jak wypowiadali się
sami kaci - podyktowane koniecznością oszczędzania amunicji!/. Strona polska, o ile udało się
złapać Ukraińca /z bronią w ręku, a wtedy nie było
tłumaczenia się/ na ogół był rozstrzeliwany na
miejscu. Trzeba dodać, że Armia Ludowa i Bataliony Chłopskie, które chciały uchodzić, za bardzo
wyrozumiałe /czyt. liberalne i fałszywie demokratyczne/, wobec okrucieństwa mordów na Polakach, również prowadziły akcje przeciwko ludności
ukraińskiej.
Teraz, w Polsce, próbuje się starannie wymazać z narodowej pamięci ten czas ukraińskich
zbrodni /bo wydaje się wielu polskim politykom, że
tak będzie dobrze/, by za wszelką cenę mieć dobre stosunki z Ukrainą, jako współpartnerem,
w celu przeciwstawienia się mocarstwowości Rosji/. Bardzo często lansuje się tezę, że całym złem
w
relacjach polsko-ukraińskich /z okresu wojny, aż
Gen. Karol Świerczewski „Walter” 1897do 1947 roku/ była „wredna” Ukraińska Powstańca
1947, fot. Int., Łukasz Kuźmicz,
„Zbrodnie bez kary”
Armia /UPA, 1942, główny dowódca - Roman
Szuchewycz/Taras Czuprynka, 1907-1950/ i jej polityczne przywództwo - Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów /OUN, organizacja polityczno-wojskowa założona w Wiedniu w 1929 roku; po rozłamie w 1940 roku, powstała OUN-B ban-
70
derowców Stepana Bandery /1909-1959/ i OUN-M melnykowców Andrija Melnyka, 1890-1964/. Tymczasem, jest to tylko połowa prawdy, ponieważ akcja depolonizacyjna propagowana, jako ideologia przez OUN, a „przekuwana w czyn”
przez UPA /szczególnie brutalnie zwłaszcza w Zachodniej Ukrainie i Wschodniej
Galicji/, zmobilizowała do „działania” również ludność ukraińską, ściślej mówiąc,
ukraińskie chłopstwo, nazywane przez UPA - czernią. Wiadomo dzisiaj, że rzeź
ludności polskiej /chociaż Ukraińcy mają na swoim koncie także wymordowanych
Rosjan, Ormian, Czechów, Żydów, ale również ponad 380 Ukraińców za pomoc
Polakom/, na taką skalę, jaka miała miejsce, nie byłaby możliwa bez haniebnego
w niej udziału ukraińskiego chłopstwa. Początek mordów miał miejsce w województwie wołyńskim, gdzie zginęło ogółem około 50-60 tysięcy ludzi. Przywództwo UPA postanowiło usunąć /zlikwidować/ Polaków ze spornych obszarów,
zwłaszcza mężczyzn w wieku od 16-go do 60-tego roku życia. Początkowo,
ZWZ/AK /Delegatura na Kraj/ próbowała forsować tezę, by „dogadać się z Ukraińcami”. Niestety, dwóch przedstawicieli ZWZ/AK wysłanych na rozmowy z Ukraińcami, zostało rozerwanych końmi. Dopiero wtedy zrozumiano, że nie ma mowy
o jakimkolwiek dogadywaniu się z UPA, która konsekwentnie realizowała swoje,
ludobójcze założenia. „Czerwone noce”, /ta nazwa, symbolizująca krew mordowanej ludności polskiej, przyjęła się w opracowaniach dotyczących dramatu Polaków na Wołyniu i w Galicji Wschodniej/, już dawno powinny wyznaczyć granicę
rozsądku polskich sił politycznych na emigracji i w kraju. Szczególnie bolesnym
piętnem, na żywej tkance polskiej ludności Wołynia odbiła się tzw. „krwawa niedziela” - 11 lipca 1943 roku. Ukraińcy wymordowali wtedy tysiące Polaków bezpośrednio w kościołach /otoczyli 167 miejscowości, gdzie były kościoły, bądź kaplice/, podczas odbywających się, niedzielnych Mszy św. Tego rodzaju, „wyrafinowane” mordy, w niedziele i święta, miały miejsce niejednokrotnie (np. w wigilię
1944 roku, w Ihrowicy w pow. tarnopolskim zamordowano 89 Polaków w trakcie
wieczerzy wigilijnej!, w tym także siekierami zarąbali księdza Stanisława Szczepankiewicza, /1906-1944; oraz jego matkę, siostrę i brata; przed śmiercią ksiądz
Szczepankiewicz zdołał ostrzec swoich parafian i części udało się uciec i uratować życie.
W tej sytuacji, nie było na co czekać, sama ludność polska, nie widząc
pomocy ze strony polskich oddziałów zbrojnych /w tym czasie, na Wołyniu AK
była trochę „na papierze”/ zaczęła organizować się w grupy samoobrony z kosami, sierpami, cepami itp. Nawet, sami Niemcy!, widząc co się dzieje, zaczęli
wydawać Polakom broń do obrony przed Ukraińcami. A w ogóle, to Niemcy,
okupujący przecież ZSRS /właściwie polskie ziemie II RP/, byli przerażeni tym,
co się wówczas działo. Nawiasem mówiąc, dokumentacja niemiecka, z tamtych
czasów, jeszcze nie została ujawniona. Niektóre, makabryczne zdjęcia /np. bestialsko zamordowanych dzieci z Wołynia; nazwiska tych dzieci są znane/ znajdują się w warszawskim Muzeum Powstania Warszawskiego. Dość powiedzieć,
że naturalnym sojusznikiem w podejmowanych akcjach obronnych przez Polaków była również partyzantka sowiecka.
Wreszcie, AK wydała rozkaz o utworzeniu /siedmiu/ oddziałów obronnych.
W początkach 1944 roku, rzeź przeniosła się do Galicji Zachodniej, chociaż straty wśród ludności polskiej były już mniejsze. Polacy byli lepiej zorganizowani
i czujniejsi. Bardzo wielu jednak porzucało dobytek i uciekało na zachód, za San.
71
Ale i tak wymordowano około 40 tysięcy osób narodowości polskiej. AK dokonywała akcji odwetowych, co chociaż trochę studziło zapał Ukraińców. W przypadku wschodnich województw II RP, „Plan Burza”, to nie walka z okupantem niemieckim, lecz walka z UPA o przetrwanie polskiej ludności na tych terenach.
Ukraińskie siły zbrojne, to nie tylko UPA /w apogeum rozrostu licząca od 20 do
35 tysięcy striłciw/, ale to także 60-siąt batalionów w niemieckich formacjach policyjnych Ordnungspolizei/Schutzmannschaft/Schuma/.
Jak wspomniano już powyżej, wobec naporu Ukraińców, ludność polska
opuszczała zagrożone tereny i emigrowała na Zachód. Po wyparciu Niemców
i wkroczeniu Armii Czerwonej na obszary Wołynia i Galicji Wschodniej, rozpoczęła się planowa repatriacja ludności polskiej /tej, która nie uciekła stamtąd wcześniej/. Podobnie, Ukraińcy opuszczali tereny polskie. Do końca 1944 roku opuściło wschodnie tereny „nowej” Polski /tzn. Zakierżońskij Kraj; nazwa pochodziła od
linii Curzona/ około 32 tysiące Ukraińców z ok. 650 tysięcy zamieszkujących
Chełmszczyznę, Lubelszczyznę, Łemkowszczyznę itd./. Nie było to łatwe przedsięwzięcie, ponieważ UPA zakazywała „Swoim” opuszczania Zakierżońskiego
Kraju, mordując chętnych do wyjazdu /przeważnie wieszano dla postrachu/.
Skądinąd wiadomo, że „ukraińska” repatriacja była dobrowolna. Oni też zostawiali ojcowiznę. Zdarzały się również przypadki brutalnego prześladowania ludności ukraińskiej /m.in. niechlubnym przykładem jest pacyfikacja wsi Zawadka,
dokonana przez regularny oddział Wojska Polskiego, podczas której zginęło
85 osób, w tym także dzieci; trzeba również powiedzieć prawdę, że na spakowanie się i opuszczenie domostwa Ukraińcy mieli 15 minut; oczywiście, lepsze to
niż okrutna śmierć z rąk oprawców, jaka była udziałem tysięcy Polaków/.
Wojsko Polskie nie było w stanie obsadzić wszystkich miejscowości we
Wschodniej Małopolsce, ale podejmowane akcje zbrojne zniechęciły ukraińskich
striłciw, na tyle, że w 1946 roku UPA została sparaliżowana i praktycznie musiała
przejść do konspiracji. Zresztą, żaden rząd na świecie nie pozwoliłby na bezkarne działanie UPA i oderwanie części ziem od Polski. A wszystko wskazywało na
to, że Ukraińcy do tego dążą poprzez walkę zbrojną i czystki etniczne na
wschodnich obszarach państwa polskiego.
Jednakże, Wojsko Polskie nie było w stanie całkowicie wyplenić zarazy
„UPA”, ponieważ banderowcy mieli nadal oparcie u swoich, na wsi. Póki co, na
zasadzie „artykułu 7,62 mm” partyzanci UPA zabierali żywność, bez większych
ceregieli. Trzeba sobie uzmysłowić, że zimą żaden partyzant nie jest w stanie
przetrwać w lesie i jeśli odetnie się go od zaplecza, wcześniej, czy później musi
„złożyć broń”. Na przykład, Rosjanie zaraz odcięli UPA od ukraińskich wsi, ponieważ w każdej miejscowości stacjonował ich garnizon, większy, bądź mniejszy,
ale był. UPA-owcy nie mogli się tam pokazywać.
Decyzja o wdrożeniu Akcji „Wisła” zapadła miesiąc po śmierci generała
Karola Świerczewskiego /zginął 28.03.1947 roku/. Akcja miała prawidłowe założenie - odizolowanie partyzantki ukraińskiej od sprzyjającego jej zaplecza. Innej, bardziej skutecznej, możliwości nie było. Przesiedlenie ludności ukraińskiej,
na tereny odpowiednio daleko położone od granicy wschodniej państwa polskiego. Dawało to szybki i nieodwracalny efekt. Nie było to przesiedlenie do syberyjskiej tajgi, co w dziejach nieraz spotykało ludność polską, lecz rzeczywista poprawa warunków życia, ponieważ przesiedleńcy otrzymywali gospodarstwa rolne
72
na Ziemiach Odzyskanych, wyposażone w elektryczność i bieżącą wodę. Jeśli
weźmiemy pod uwagę, że Ukraińcy przeważnie mieszkali w chatach /chyża/ pod
jednym dachem, ludzie i zwierzęta domowe, oddzieleni deskami, a zamiast podłóg drewnianych była tzw. polepa, czyli podłoga gliniana /chociaż zdarzały się
przypadki, że przesiedleńcy zrywali drewniane podłogi i wykładali gliną/, to fakt
przesiedlenia do nowych warunków powinien być przyjmowany, jako skok cywilizacyjny. Dane statystyczne mówią, że przesiedlono 148 tysięcy Ukraińców
i Łemków. Musimy dodać, dla wyświetlenia prawdy, że 4096 osób, najbardziej
aktywnych działaczy i partyzantów UPA /m.in. młode dziewczyny i młodzi chłopcy - łączniczki i łącznicy UPA/ trafiło do obozu w Jaworznie. Z tej liczby 729 osób
straciło życie, zmarło z powodu chorób, m.in. tyfusu i czerwonki oraz wskutek
przypadków maltretowania.
Podsumowując ten krótki wątek dotyczący Operacji „Wisła” należałoby
przypomnieć, że ze strony polskiej uczestniczyło ogółem około 20 tysięcy żołnierzy jednostek operacyjnych i Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego /KBW/,
funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej i członków ORMO. Bezpowrotne straty polskie wyniosły 509 osób. Ukraińcy stracili ogółem 103 osoby, z tego 95 przez rozstrzelanie na miejscu /w tym kilkanaście osób cywilnych/. Akcja „Wisła” ostatecznie rozwiązała problem nieuzasadnionych roszczeń Ukraińców do nie swojej
ziemi. W konsekwencji, ludność ukraińska musiała zostać przeniesiona
z własnych gospodarstw rolnych itd. na tzw. Ziemie Zachodnie i Północne
/głównie do Wrocławia, Koszalina, Szczecina, w rejon Beskidu Niskiego i, największą liczbę, w rejon Olsztyna, gdzie dzisiaj, pomimo znacznego procesu
asymilacji, można jeszcze zaobserwować ślady ukraińskie, np. malowanie domostw w kolorach niebiesko-żółtych. W Polsce istnieje bardzo duża - 500 tysięczna mniejszość ukraińska /z tej liczby 20 tysięcy osób wpisuje, w dokumentach tożsamości, narodowość - ukraińska/. Warto wiedzieć, że istnieje dość silny
Związek Ukraińców w Polsce, jako reprezentacja mniejszości ukraińskiej
/obecnie liczy około 5 tysięcy osób/. Także Stowarzyszenie Oficerów Represji
w Polsce /skupiający, głównie, UPA-owców/. No cóż, są i takie zjawiska, że pogrobowcy UPA wydają tzw. wyroki śmierci na osoby, które domagają się prawdy
o losach ludności polskiej na Wołyniu i w Galicji Wschodniej /w latach 19421944/ i nazywania rzeczy po imieniu.
W tym miejscu, przypomnijmy o zdarzeniu, które budziło wiele domysłów
i sprzecznych opinii. 31 marca 1947 roku zginął z rąk banderowców z UPA,
w rejonie Baligrodu, generał Karol Świerczewski „Walter” /w latach 1928-1931
oficer GRU/Gławnoje Razwiedywatielnoje Uprawlenije - Główny Zarząd Wywiadowczy/.
Karol Świerczewski urodził się 22 lutego 1897 roku w Warszawie, na Woli, gdzie ukończył dwie klasy szkoły powszechnej. Podobno, jako chłopiec krótko
pracował w warszawskich zakładach Gerlacha. Ojciec Karola był kolejarzem
i najpierw nazywał się Tenenbaum i nie krył swojego, żydowskiego pochodzenia,
potem zmienił nazwisko na - Świerczewski. W 1915 roku ewakuowany w głąb
Rosji do Kazania, a potem znalazł się jednak w Moskwie/, zmarł w 1917 roku.
Młody Karol stanął po stronie rewolucji i walczył z „Białymi”. Wkrótce, został nawet dowódcą batalionu Armii Czerwonej. Już w 1920 roku wyróżniono go orderem Czerwonego Sztandaru. Zdecydował się również na walkę z Polakami
73
w okresie wojny polsko-bolszewickiej 1920 roku /zgłosił się na ochotnika/. Był
nawet dwukrotnie ranny. W latach 1921-1927 edukował się w Wyższej Szkole
Piechoty i w Akademii Wojskowej im. Frunzego. Wreszcie, jako kadrowy pracownik GRU /1930 rok/ został skierowany do udziału w wojnie domowej w Hiszpanii /przeciwko gen. Francisco Franco/ i, oczywiście, „stanął” po stronie czerwonych. Tam zyskał rozgłos, jako energiczny i odważny dowódca oraz pseudonim „Walter” /podobno lubił używać pistoletu Walter w rozstrzeliwaniu jeńców wojennych i swoich podwładnych żołnierzy /w Hiszpanii poznał Ernesta Hemingwaya, z którym się zaprzyjaźnił, „przy kieliszku”, a ten uwiecznił go w powieści
„Komu bije dzwon”, jako powieściowego generała - Walthera Golza/. Do „radnoj
strany” powrócił dopiero w 1938 roku i, dzięki temu, nie „załapał się” na stalinowski „strzał ostrzegawczy” w tył głowy, ale odbito mu nerki, a następnie … przywrócono do służby. Wtedy to, ukończył roczną szkołę piechoty na Uralu, by
w 1941 roku zostać dowódcą dywizji /248 Dywizja Strzelecka/ walczącej w składzie Frontu Południowo-Zachodniego na Ukrainie. Niestety, „Walter” okazał się
całkowitym beztalenciem wojskowym, co doprowadziło do dramatycznej sytuacji
bojowej w działaniach bojowych pod Wiaźmą /przez swoją ignorancję i nieudolność wytracił prawie wszystkich z 10 tysięcy podległych mu żołnierzy! Jak się
później okazało, przeżyło z nich, dzięki rozmaitym okolicznościom, tylko … 681/.
W końcu, … uciekł z pola walki i uratował życie … on i zaledwie kilku żołnierzy
z jego osobistej ochrony/. Po takim „wyczynie”, chwilowo dowództwa kolejnej
dywizji nie objął /ewidentnie, ujawniło się uzależnienie od alkoholu/ lecz został
skierowany do szkolenia odwodów. Wreszcie, zadziałało polskie pochodzenie
i został „POP-em” na stanowisku zastępcy dowódcy I Korpusu Polskich Sił
Zbrojnych w ZSRS /marzec 1943 r./.Jak zawsze dużo pił. Dzień zaczynał od
„stakańczyka spirtu". Będąc już dowódcą armii /2 AWP; wcześniej, w marcu 1944
roku został wyznaczony na stanowisko zastępcy dowódcy ds. liniowych i mianowany generałem dywizji Wojska Polskiego/, witał się z naszą Wisłą, tylko w majtkach, gdy z zachodniego brzegu rzeki strzelali Niemcy. Gdy zdumieni i nieco
strwożeni żołnierze ściągnęli „bohatera” spod ognia broni maszynowej /ze
względu na dużą odległość „do celu”, i tak nie był to ogień celny/, okazało się, że
to nasz „Walter”, pijany „kulom się nie kłaniał”, bo jakże mógł się „kłaniać”, skoro
pijany nie miał świadomości, że kule świszczą wokoło. Tak właśnie powstała legenda o odwadze „Waltera”. Trzeba było znaleźć jakieś honorowe wyjście z tej,
kompromitującej sytuacji, aby usprawiedliwić to karygodne i bezsensowne zachowanie Dowódcy Armii. Zresztą, już w końcowym etapie wojny /w ramach operacji berlińskiej, w której zadaniem 2 AWP było zabezpieczenie lewego skrzydła
wojsk 1. Frontu Białoruskiego Marszałka Iwana Koniewa, nacierających na Berlin/, przez swoją niefrasobliwość i nieznajomość sztuki operacyjnej, doprowadził
do nadmiernego rozciągnięcia ugrupowania swojej armii /formując coś, na kształt
szyku kordonowego/. Jednocześnie, pozując na „wielkiego wodza”, /nie wiadomo, czy i tym razem był do końca trzeźwy/, zmienił otrzymane zadanie i miast
nakazać zabezpieczenie południowej flanki frontu, rozkazał 1. Korpusowi Pancernemu i trzem dywizjom piechoty /5, 9 i 10/ kontynuowanie natarcia na Drezno.
W konsekwencji, dostał od feldmarszałka Ferdinanda Schörnera cios w swoją
południową flankę. Niemieckie zagony czołgów rozpołowiły ugrupowanie 2 AWP
/na część „zachodnią” i „wschodnią”/, blokując zaopatrzenie walczących jedno-
74
stek. W tej sytuacji, nadal jeszcze silne resztki doborowych jednostek niemieckich /dywizji grenadierów pancernych „Brandenburg” i słynnej, 1. Dywizji Spadochronowo-Pancernej „Hermann Göring”, 2. Dywizja Grenadierów Pancernych
oraz dwie dywizje pancerne SS - „Das Reich” i „Frundsberg”, dwie dywizje pancerne 20 i 21, a także trzy dywizje piechoty i 600 dywizja piechoty „Rosyjska
Nr 1” złożona z jeńców sowieckich/ znalazły się na tyłach 2 AWP. A niebawem,
duże zgrupowania jednostek polskich dostały się w okrążenie. Dowódca 2 AWP
gen. A. Waszkiewiczowi /pomimo jego oporu/ blokowanie kierunku południowego, co równało się z wejściem 5 dywizji piechoty /5 DP/ w lukę, pomiędzy dwa
potężne zgrupowania uderzeniowe wojsk niemieckich. W efekcie, Niemcy rozbili
16. Brygadę Pancerną Sowietów i wytłukli dowództwo i żołnierzy /z całej Brygady
zostało tylko około 100 żołnierzy/. W m. Tauer, niedaleko Budziszyna, w ręce
Niemców wpadł niemal cały sztab 5. Dywizji Piechoty /5 DP/, w tym także jej dowódca gen. Aleksander Waszkiewicz /niestety, został bestialsko zamordowany
przez „soldaten” gen. maj. Hermanna von Bronikowskiego, nawiasem mówiąc
- Polaka z pochodzenia/. Zwłoki Generała i żołnierzy, którzy wraz z nim dostali
się do niewoli, znaleziono dopiero dwunastu dniach /m.in. Generałowi, kolbami,
połamano czaszkę i wykłuto oczy/.
Z okrążenia wyszło tylko kilka pojedynczych grup, które przebijały się na
własną rękę. Udało się to także, szefowi sztabu Dywizji - ppłk Piotrowi Wiesieńskiemu, którego, w takiej sytuacji, wyznaczono na stanowisko dowódcy
5 DP. Z powodu braku odpowiednich kwalifikacji dowódczych i totalnej ignorancji
ze strony gen. Waltera, Niemcy wybili, grubo ponad 7 tysięcy! żołnierzy 5 DP,
a ponad 10 tysięcy zostało rannych.
Świerczewski, często pijany, w ogóle nie panował nad sytuacją bojową..
Jego zastępca, Rosjanin, obił mu gębę i w nerwach chciał go zastrzelić. Podobnie, bardzo chaotycznie działał sztab armii, wydając nawet sprzeczne ze sobą
rozkazy. Dopiero 22 kwietnia Świerczewski zawrócił W wyniku poniesionej klęski, 2. AWP poniosła bardzo dotkliwe straty w ludziach i w sprzęcie. Ponad
18 tysięcy żołnierzy zostało zabitych i rannych, ponad połowa posiadanych czołgów przestała istnieć, straty w działach i moździerzach wyniosły więcej, niż 20%.
Te liczby oznaczały, że w bitwie pod Budziszynem /inaczej, w operacji łużyckiej/
Wojsko Polskie straciło blisko 1/3 swoich zasobów ludzkich i uzbrojenia.
Po tej kompromitacji /a ściślej mówiąc - ogromnej hańbie/, Świerczewskiego odwołano z bezpośredniego dowodzenia wojskiem /do zakończenia operacji berlińskiej, dowodzenie 2 AWP przejął zastępca dowódcy 1. FU, a „Walter”… został wyznaczony na stanowisko wiceministra Obrony Narodowej, i … pił
dalej.
Wiosną 1947 roku, Świerczewski inspekcjonował Okręg Wojskowy V Kraków /dowódca Okręgu - gen. Mikołaj Prus-Więckowski, 1890-1961/. Najpierw,
przez trzy dni odbywały się spotkania i libacje w Dowództwie OW Kraków, a następnie gen. „Walter” rozpoczął inspekcję od kontroli jednego z pułków 9. DP
w Jarosławiu. Potem, przeleciał samolotem do Krosna i udał się samochodem do
Sanoka na sprawdzenie gotowości bojowej 8. Dywizji Piechoty. Generał rozpoczął od wizyty w 3. batalionie piechoty 34. pułku piechoty stacjonującym w Lesku. Wiadomość o planowanej inspekcji Świerczewskiego w 34 pp dotarła do
dowódcy pułku ppłk. Jana Gerharda /1921-1971/ drogą telefoniczną, który
75
przekazał ją, posługując się językiem francuskim! /ponieważ, linie telefoniczne
były podsłuchiwane przez różne bandy, także UPA/ - dowódcy 2. batalionu piechoty kpt. Henrykowi Karczewskiemu.
Następnie, skierował się do Baligrodu, gdzie stacjonowało dowództwo
34. pp i 2. bp /nawiasem mówiąc, po wojnie 34 pp, przez wiele lat, zajmował tzw.
czerwone koszary w Kołobrzegu; w białych, kołobrzeskich koszarach stacjonował
36 pp; /dzisiaj, w Kołobrzegu wojska już nie ma/. W Baligrodzie, pili prawie do
rana. O świcie, Walter zarządził powrót do Leska, lecz już w drodze ktoś z towarzyszących mu osób napomknął, że niedaleko, w Cisnej, stacjonuje grupa manewrowa pułku. Pomimo, że usiłowano odwieść Świerczewskiego od zamiaru
pojechania do Cisnej, jednakże „Wódz” nakazał zawrócić kolumnę i ruszać w kierunku Cisnej. W tym momencie, sam zajmował miejsce obok kierowcy Dodge
/rodzaj półciężarówki/, która jechała za pojazdem prowadzącym, również Dodge.
Razem ze Świerczewskim jechali - dowódca OW V gen. Prus-Więckowski,
dowódca 8 DP płk Józef Bielecki, oficer sowiecki płk Osielczuk, dowódca 34.
pp płk Jan Gerhard oraz zastępca dowódcy 34. pułku kpt. /późniejszy generał/
Aleksander Cesarski. Niestety, Dodge prowadząca kolumnę, z grupą żołnierzy
ochrony, zaraz za Baligrodem zepsuła się i musiała się zatrzymać. Zdecydowano
się na kontynuowanie jazdy i pozostałe dwa samochody - Dodge z „szarżą” i ciężarowy ZIS, w którym znajdowało się około pół plutonu żołnierzy /ogółem ochronę stanowiło 33 żołnierzy uzbrojonych w trzy erkaemy i broń maszynową/ ruszyły
w dalszą drogę.
Na ósmym kilometrze od Baligrodu, podczas dojeżdżania do niewielkiego
mostku, dwupojazdowa kolumna zwolniła, a następnie stanęła, aby sprawdzić,
czy mostek przez niewielką rzeczkę czasem nie jest zaminowany. Dodge Generała zdążyła jeszcze przejechać mostek, ale w tym momencie rozległy się strzały
od lewej strony kolumny /jak się później okazało były to dwie sotnie banderowców/„Chrina” i „Stacha”/, które przyczaiły się na porośniętym krzakami wzniesieniu, na wysokości malutkiej /od dawna już nie istniejącej/ miejscowości Jabłonki. Całością sił banderowców dowodził „Chrin” /ukr. Chrzan - Stepan Stebelśki, 1914-1949; stryjeczny brat ówczesnego szefa OPL generała Włodzimierza Stebelśkiego!/. Konsternację ówczesnej władzy wywołała treść nekrologu,
po śmierci generała Stebelśkiego /zm. 08.03.1977 r./, z której wynikało, że oto
umarł „wzorowy obywatel i internacjonalista”. Szef Głównego Zarządu Politycznego WP gen. dyw. Włodzimierz Sawczuk /1925-2010/ wściekł się i polecił wycofać cały nakład „Żołnierza Wolności”, gdzie zamieszczono ten niefortunny nekrolog.
Zaatakowani znienacka żołnierze ochrony wyskoczyli z pojazdów i uciekli
na prawą stronę drogi, kryjąc się w pobliskim parowie. Gdy zorientowali się, że
nie ma z nimi Świerczewskiego, ppor. Józef Krysiński zerwał się, by ścignąć
tam również Generała, i … w tej samej chwili dostał pociskiem, ginąc na miejscu.
Tymczasem, „Walter”, wydając żołnierzom jakieś „rozkazy”, jak zwykle bez pośpiechu /przecież ”nie kłaniał się kulom”/ przemieszczał się w kierunku stanowisk
żołnierzy ochrony. Kule banderowców kolejno trafiały go, najpierw w rękę
/niegroźnie/, potem /od tyłu/ w plecy /w nerkę i w wątrobę/. Silny ogień banderowców zmusił żołnierzy do zaniechania jakiegokolwiek kontrataku w kierunku
stanowisk UPA-owców. Świerczewski, po postrzałach, słaniając się i przewraca-
76
jąc przemieszczał się, korytem rzeczki, w kierunku swoich żołnierzy, którzy w tym
czasie zajęli już pozycje obronne wzdłuż jej lewego brzegu. Kpt. A. Cesarski,
podczas śledztwa zeznawał m.in.: „pobiegłem Generałowi na pomoc i niosłem go
idąc nadal korytem strumienia około 25-30 m. Wówczas nadbiegł ppor. Łucznik
z dwoma żołnierzami i pomogli mi przenieść Generała i ułożyć na ziemi, aby móc
opatrzyć mu rany”. Zaraz potem, Generał zmarł. W międzyczasie, nadjechała
naprawiona Dodgez dowódcą 3. bp, który rozkazał atakować stanowiska na
wzniesieniu, gdzie nadal przyczajeni byli banderowcy. Po pewnym czasie, na
odgłos strzelaniny, również od strony Cisnej nadjechali żołnierze z grupy manewrowej. „Chrin” i jego striłciwi, widząc coraz większe zagrożenie, wycofali się
w sobie znanym kierunku. O tym, że zabili Świerczewskiego, „Chrin” dowiedział
się dopiero po trzech dniach/z gazety/. W walce z banderowcami zginął jeszcze
jeden żołnierz /bomb. Stefan Strzelczyk/, a trzech innych zostało rannych. Nasuwa się jednak taka myśl, że jak na tak ostrą wymianę ognia, straty po polskiej
stronie nie były zbyt duże. Dość powiedzieć, że kilka dni później /01 kwietnia,
w dniu pogrzebu gen. Świerczewskiego/, w podobnej zasadzce banda „Bira” wybiła niemal „do nogi” cały pododdział żołnierzy WOP /Wojsk Ochrony Pogranicza,
zginęło 31 żołnierzy, a kilku zostało rannych/. Podobno, banderowcy atakując
konwój sądzili, że zdobędą dla siebie jakąś żywność. Skoro zorientowali się, że
nic z tego, nie atakowali już z taką determinacją i po pojawieniu się posiłków polskiej stronie, wycofali się z walki bez strat własnych.
Jeszcze dzisiaj, krążą rozmaite pogłoski, na temat okoliczności śmierci
Świerczewskiego, m.in. redaktor Dariusz Baliszewski domniemywał /w programie TV/, że mogła to być zasadzka przygotowana przez NKWD! Trzeba to
raczej zdecydowanie odrzucić, wobec faktu, że Świerczewski był kimś, stosunkowo mało znaczącym /dla Stalina/ - to zaledwie, III wiceminister ON Polski!,
gdy tymczasem on, Stalin skazał, w 1937 roku, na karę śmierci około 700 tysięcy! sowieckich oficerów. Mógł Waltera, po prostu odwołać do Moskwy, bo był
przecież sowieckim oficerem, nawet wtedy, gdyby „Walter” chciał zostać ostatecznie Polakiem! Jeszcze inna wersja wydarzeń mówi, że Świerczewskiego
zabili UPO-wcy ale z podszeptu jakiś ciemnych sił w Polsce. Prawdą jest, że
„Walter” nie był lubiany, ani przez polskich dowódców, ani przez rosyjskich. Ale,
podobno cieszył się sympatią samego „Soso”. Czy to prawda? Niektórzy
„świadkowie” twierdzą, że Świerczewskiego dobito wojskowym bagnetem z tyłu,
w plecy /zadając cios nieco powyżej pasa/. Twierdzą tak głównie ci, którzy oglądali ślady „śmierci” na mundurze Generała, który przez wiele lat był wystawiony
w Muzeum WP.
Po śmierci generała K. Świerczewskiego powołano nowe instytucje restrykcyjne tzn. Informację Wojskową i Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego.
W relacjach na temat śmierci Świerczewskiego znajdowało się wiele nieścisłości, a każda relacja nieco inaczej opisywała to zdarzenie. Trudno się temu
dziwić, skoro wspomniani, wyżsi przełożeni - Prus-Więckowski, Bielecki i Gerhard /autor znanej powieści „Łuny w Bieszczadach”/ biegiem „wycofywali się”
w kierunku Baligrodu! Po odparciu ataku banderowców, żołnierze przez długi
czas poszukiwali swoich przełożonych, bo nikt nie wiedział, co się z nimi stało.
Znaleziono ich w odległości 3 km od miejsca napadu. Stąd, w ogóle, wyjaśnianie
okoliczności śmierci „Waltera”, było samo w sobie „nieścisłe”, ponieważ główni
77
świadkowie „rozmijali się” z prawdą. W konsekwencji, powołane dwie, niezależnie działające komisje /Sztabu Generalnego i Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego/, które miały zbadać okoliczności śmierci Świerczewskiego, doszły do
wniosku, że decyzja Generała o zmianie trasy przejazdu, zdezorganizowała działanie sił ochrony /nawiasem mówiąc nie wyznaczono dowódcy sił ochrony/, co
spowodowało, że konwój wjechał prosto pod lufy banderowców. W tej sytuacji,
upiekło się gen. Prus-Więckowskiemu, płk. Bieleckiemu i ppłk. Gerhardowi,
którzy zostali ukarani, tylko dyscyplinarnie, Prus-Więckowski upomnieniem,
a Bielecki i Gerhard naganą nałożonymi przez ministra obrony narodowej.
Dodatkowo, trzeba mieć na względzie fakt, że w tym czasie szefem Głównego Zarządu Informacji Wojskowej był zięć gen. Świerczewskiego, mąż Zoji,
córki Świerczewskiego z drugiego małżeństwa - Dymitr Wozniesieński. Podobno, generał „Walter” nie cierpiał tego /jak mawiał/ „typa”. Wozniesieński dowiedział się, że jeden ze świadków, właśnie, J. Gerhard, cierpiał na klaustrofobię,
więc podczas przesłuchiwania zamykał swojego „klienta” w szafie, a ten „nadawał” na „Waltera” to, co pasowało do koncepcji zdarzeń, przyjętych przez Wozniesieńskiego.
NIEKTÓRE UWAGI W KONTEKŚCIE PODRÓŻY HISTORYCZNO-WOJSKOWEJ GRUPY OFICERÓW RODZAJÓW
SIŁ ZBROJNYCH WP - WILNO - SMOLEŃSK - KATYŃ
(03-08 lipca 2010 roku)
Tę atrakcyjną, pod każdym względem podróż, zorganizowało Wojskowe
Centrum Edukacji Obywatelskiej, a ściślej Wojskowe Biuro Badań Historycznych.
1 Pomorską Brygadę Logistyczną reprezentował zastępca dowódcy Brygady
płk. Eugeniusz Orzechowski. Podróż urozmaicały liczne pogadanki prowadzonymi przez wybitnych znawców problematyki historycznej. Najciekawsze fragmenty podróży związane były jednak z samym Katyniem - miejscem kaźni kilku
tysięcy polskich oficerów.
Traktat Wersalski z 1919 roku postawił Niemcy, mocarstwo stale aspirujące do pierwszej potęgi ekonomicznej i militarnej w Europie, w sytuacji politycznej,
z którą nigdy się nie pogodziły. Wydarzenia wewnętrzne w Niemczech /rewolucja
i obalenie monarchii/ zakłóciły tylko na pewien czas proces odzyskiwania utraconej pozycji w wyniku I wojny światowej.
To prawda, że Niemcy /i państwa centralne/tę wojnę przegrały i musiały
ponieść konsekwencje w postaci utraconych ziem /zwłaszcza na korzyść nowo
tworzonej Polski: Prusy Zachodnieczyli Pomorze Gdańskie, Prowincja Poznańska, a więc Wielkopolska oraz zarządzenie przeprowadzenia plebiscytów na
Górnym Śląsku; ale także utrata Alzacji iwschodniej Lotaryngii na rzecz Francji,
północnego Schleswigu na rzecz Danii; również plebiscyt w Prusach Wschodnich
/niestety - sromotnie przegrany przez stronę polską/; Gdańsk, Kłajpeda i Zagłębie Saary - przez 15 lat - znalazły się pod administracją Ligi Narodów; do tego
dochodziła konieczność spłaty kontrybucji /astronomicznej sumy - 123 miliardów
marek w złocie!/, ograniczenia konstytucyjne/m.in.zabroniono powrotu do państwa wielko niemieckiego tzn. połączenia Austrii i Niemiec, dwóch państw jednojęzycznych/; nastąpiła, także całkowita utrata kolonii oraz poważne ograniczenia
78
w odbudowie armii tzw. Reichswehry /zakaz posiadania czołgów, okrętów podwodnych i samolotów oraz zniszczenie fortyfikacji/.Trudno się dziwić, że przewodniczący delegacji niemieckiej, minister spraw zagranicznych Ulrich von
Brockdorff-Rantzau /1869-1928/ przez dwa miesiące odmawiał podpisania traktatów. Dopiero, gdy alianci zagrozili okupacją Niemiec, przemówiło to niemieckiej
delegacji do rozsądku. Co więcej, tekst traktatu nie podlegał ratyfikacji, za to
większość Niemców uznała traktat za „hańbę Wersalu”.
Teraz, Niemcy czekały tylko na odpowiedni moment tzn. na sprzyjające
układy międzynarodowe, by zmienić tę niefortunną, dla siebie, sytuację. Furtkę
do zmian otworzył Traktat w Rapallo z 16 lipca 1922 roku podpisany pomiędzy
Niemcami i Sowiecką Rosją /oraz tajny układ wojskowy- 29 lipca 1922 /przy okazji odbywania się światowej konferencji gospodarczej w Genui /10.0419.05.1922/. Po krótkim okresie izolacji, zamierzano doprowadzić do włączenia
Rosji Sowieckiej w obieg gospodarki światowej. Tymczasem, Rosja dała sobie
doskonale radę z dyplomacją zachodnią i dodatkowo złączyła się układem
z Niemcami we wspólnych interesach, niejako za plecami swoich „dobrych wujków”. To ważne, w kontekście wydarzeń z 1939 roku /17 września/ i 1945 jakie
problemy znalazły swoje odbicie w treści układu z Rapallo:


po pierwsze, zrezygnowano z wzajemnych roszczeń tzn. odszkodowań
wojennych;
rozwiązano problemy prawne i dyplomatyczne we wzajemnych stosunkach
wynikłych na tle wojny światowej /nawiązano stosunki na poziomie ambasadorów i placówek konsularnych/.
Ważniejsze jednak, były rozmowy delegacji wojskowych /które zakończyły
się uzgodnieniem o zaopatrywaniu Armii Czerwonej w broń i amunicję oraz
o udzieleniu Rosji pomocy w rozbudowie przemysłu zbrojeniowego; w zamian
Niemcy mogły skorzystać z sowieckich poligonów wojskowych nad Wołgą, by
ominąć zakazy dot. rozwijania lotnictwa i broni pancernej /a także dla dokonywania prób z gazami bojowymi/ wynikające z traktatu wersalskiego. Nastąpiła również wymiana wykładowców uczelni wojskowych. W niemieckich szkołach wojskowych wykładał m.in. bohater wojny polsko-bolszewickiej - Michaił Tuchaczewski /1893-1937/, a w Rosji wykładali - przyszli, znani dowódcy Wehrmachtu
- m.in. Walter von Brauchitsch /1881-1948/, Wilhelm List /1880-1971/, Heinz
Guderian /1888-1954/. Ponadto, Reichswehra zobowiązała się wesprzeć ACz
kredytem w wysokości 35 milionów marek /niem./. Rosja sowiecka przygotowywała się do następnej wojny. Niemcy dążyły do zdobycia „przestrzeni życiowej”
na Wschodzie. Natomiast, koncepcja sowiecka, odwrotnie, zakładała „marsz bolszewizmu na Zachód”. Tak oto, Polska swoim położeniem geopolitycznym i …
pragnieniem zachowania dopiero co odzyskanej niepodległości, stanęła na przeszkodzie, jednych i drugich. Nadto, trzeba uwzględnić w naszych rozważaniach
ten fakt, że Rosja zawsze była naszym zapiekłym wrogiem, a tym razem chciała
sobie powetować straty i „wynagrodzić” upokorzenie spowodowane klęską poniesioną w wojnie z Polską w 1920 roku. Było to więc, zagrożenie bardzo realne.
Zresztą, już wkrótce miało się to okazać tragiczną rzeczywistością. Polska znalazła się między młotem a kowadłem i starała się prowadzić politykę „równych odległości”, albo jak kto woli „balance of power” /równowagi sił/.Józef Piłsudski
79
próbował doprowadzić do zrealizowania idei tzw. wojny prewencyjnej z Niemcami /1934/, a gdy ta myśl nie znalazła akceptacji, m.in. Francji i Anglii, postanowił
zneutralizować obu potencjalnych wrogów, bądź choćby jednego z nich, ponieważ Polski nie było stać na zaangażowanie „na dwa fronty”. Wybór padł na
ZSRS, ponieważ stamtąd zagrożenie miało o wiele groźniejszy charakter. Wyraził to jasno w swoim wystąpieniu minister spraw zagranicznych Józef Beck: „Jeśli napadną na nas Niemcy, przegramy wolność; jeśli napadną Rosjanie, stracimy duszę”, dając tym samym, do zrozumienia, że jakiekolwiek wejście Armii
Czerwonej /za zgodą Polski, czy bez zgody/ na terytorium naszego państwa
oznaczałoby kolejny rozbiór Polski. W pewnym sensie, ta okrutna prawda znalazła swoje potwierdzenie 17 września 1939 roku, w tragicznych następstwach
agresji sowieckiej na Polskę, szczególnie w tzw. mordzie katyńskim. Studia nad
przyczynami wybuchu II wojny światowej i sytuacją polityczno-wojskową, jaka
miała wówczas miejsce w Europie, pozwalają dzisiaj jednoznacznie określić, że
głównym przeciwnikiem III Rzeszy była Wielka Brytania, a dla ZSRS - Polska.
I to, we właściwym świetle stawia założenia polskiego planu wojny „Wschód”.
Od początku 1939 roku trwały już bardzo gorączkowe zabiegi dyplomatyczne państw zachodnich, które zmierzały do powstrzymywania Hitlera od sięgania po nowe zdobycze terytorialne. I może nawet, mogłyby osiągnąć ten cel,
gdyby nie brak zdecydowania, podyktowany usiłowaniem skierowania uwagi
A. Hitlera na Wschód. Wtedy można było jeszcze przeciwstawić się uzależnianiu
kolejnych państw /po Anschlussie Austrii i po zajęciu Czechosłowacji/, od gospodarczej i wojskowej agresji Niemiec. Ponieważ demokracje zachodnie stale ustępowały pod naciskiem Niemiec, Polska musiała elastycznie, ale zdecydowanie
reagować na posunięcia Niemiec i ZSRS, licząc jednak na to, że udzielone jej
gwarancje przez Francję i Anglię nie będą gołosłowne. Hitler prowadził swoją
grę, wiedząc że Zachód nie jest przygotowany do wojny, ani pod względem militarnym, ani pod względem mentalnościowym /tzn. psychiki rządzących i psychiki
społeczeństw defetystycznie nastawionych do wojny/. Hitler, który zamierzał najpierw rozprawić się z Francją /uważaną za najgroźniejszego przeciwnika/, to jednak po analizie podejmowanych działań przez Francję i Anglię, postanowił uderzyć, w pierwszej kolejności, na Polskę. Wiedział bowiem, że w przypadku uderzenia na Francję, Polska - wypełniając swoje zobowiązania - zaatakuje Niemców od wschodu. Musiał również mieć pewność, jak zachowa się Stalin, gdy w przypadku szybkiego pokonania Polski - amia niemiecka stanie u granic zachodnich ZSRS. W tej sytuacji, Hitler postanowił podzielić się zdobyczą
i 23 sierpnia 1939 roku podpisany został pakt o nieagresji pomiędzy Niemcami
a Związkiem Radzieckim25, którego pkt 2 tzw. tajnej umowy określał: „W razie
zmian terytorialnych i politycznych na obszarach należących do państwa polskiego, strefy interesów Niemiec i ZSRR będą rozgraniczone mniej więcej wzdłuż
linii rzek Narwi, Wisły i Sanu. Zagadnienie, czy interesy obu stron czynią pożądanym utrzymanie odrębnego państwa polskiego i jakie mają być granice tego
państwa, może być ostatecznie rozstrzygnięte dopiero w toku dalszych wydarzeń
politycznych. W każdym razie, oba rządy rozwiążą tę sprawę w drodze przyjaz25
Międzynarodowe tło agresji Rzeszy Niemieckiej na Polskę w 1939 roku, Wybór dokumentów, wstęp
i wybór - Ryszard Nazarewicz, Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1986, s. 155
80
nego porozumienia.”26 W ten sposób dokonywał się IV rozbiór Polski, zresztą
zapowiedziany już wcześniej - 4 października 1938 roku, gdy wojska niemieckie
zajmowały Sudety, ówczesny wiceminister spraw zagranicznych Władimir Potemkin /1874-1946/ oświadczył ambasadorowi Francji w Moskwie: „Nie widzę
dla nas innego wyjścia, jak czwarty rozbiór Polski”27.Mniej więcej, to samo powtórzył z przedstawicielem ambasady francuskiej w Berlinie, ale już w maju 1939
roku, bliski współpracownik Hermanna Göringa, gen. Karl Heinrich Bodenschatz: „Były już trzy rozbiory Polski; zobaczycie czwarty”28.
01 września 1939 roku Niemcy uderzyły z trzech stron na Polskę. Sowieci
czekali jeszcze kilkanaście dni na rozwój sytuacji wojskowej i na reakcję Zachodu. Chwilowo, byli w dogodnej sytuacji, i nie chcieli popełnić błędu, gdyby - na
przykład - Zachód rzeczywiście zaczął coś działać, w sensie militarnym lub gdyby Niemcy, osiągnąwszy swoje cele polityczne i terytorialne w Polsce, zdecydowały się na zawieszenie broni. ZSRS nie mógłby wówczas rozpoczynać nowej
wojny z Polską. Wszystko jednak, za przyczyną porzucenia Polski przez Zachód,
potoczyło się po myśli obu najeźdźców.
28 września 1939 roku, podpisany został w Moskwie „Układ o przyjaźni
i granicach” pomiędzy Związkiem Radzieckim a III Rzeszą Niemiecką o następującej treści: „Rząd Rzeszy Niemieckiej i Rząd ZSRR, po rozpadzie dotychczasowego państwa polskiego, uważają wyłącznie za swoje zadanie stworzyć ponownie spokój i porządek, a żyjącym tam narodom zapewnić ich narodowym właściwościom pokojowe współistnienie”. W tym celu uzgodniły, co następuje: Artykuł
1. Rząd Rzeszy Niemieckiej i Rząd ZSRR ustalają jako granicę wzajemnych interesów państwowych na obszarze dotychczasowego państwa polskiego linię, która (…) powinna być bliżej opisana w protokole uzupełniającym. X; Artykuł 2. Obie
strony uznają określoną w Artykule1 granicę wzajemnych interesów państwowych jako ostateczną i oddala wszelką ingerencję mocarstw trzecich w tę regulację. Artykuł 3. Niezbędną reorganizację państwowego obszaru przejmie na terenach na zachód od podanej w Artykule 1 linii Rząd Rzeszy Niemieckiej, na terenach na wschód od tej linii Rząd ZSRR. Artykuł 4. Rząd Rzeszy Niemieckiej
i Rząd ZSRR uważają wyżej wymieniona reorganizację jako trwałą podstawę dla
przyszłego rozwoju przyjaznych stosunków między ich narodami (…) Artykuł 5.
Umowa będzie ratyfikowana, a akty ratyfikacyjne zostaną możliwie najszybciej
wymienione w Berlinie. Umowa nabiera mocy w momencie jej podpisania.29
Do protokołu dołączono trzy tajne załączniki. Pierwszy, dotyczył wymiany
volksdeutschów /zamieszkujących „strefę wpływów” ZSRR, na Ukraińców i Białorusinów zamieszkujących niemiecką „strefę wpływów”; drugi załącznik dot. wymiany ziem polskich pomiędzy Wisłą a Bugiem na Litwę i ustalał przebieg grani26
Tamże, s. 155
Zmowa - IV rozbiór Polski, wstęp i opracowanie Andrzej Leszek Szcześniak, Wydawnictwa „Alfa”,
Warszawa 1990, s. 28-29
28
Tamże, s. 35 /”Polacy czują się pewni siebie, bo liczą na poparcie Francji i Anglii i na pomoc materiałową Rosji, ale się mylą. Tak, jak Hitler nie uważał za możliwe załatwić sprawy Austrii Czechosłowacji bez
zgody Włoch, tak nie myśli on dziś o tym, by załatwić spór polsko-niemiecki bez zgody Rosji, Były już trzy
rozbiory Polski; zobaczycie czwarty”, 6 maja 1939 r./
29
Tamże, s. 60-61
27
81
cy; natomiast trzeci załącznik zobowiązywał obie strony do zwalczania polskiego
ruchu narodowego.
Dopowiedzmy jeszcze, że ten „rozpad” Polski przyniósł agresorom ogromne łupy. Z ogólnego terytorium II Rzeczypospolitej Polskiej, które wynosiło 388
tys. km², Niemcy zabrali 186 tys. km², zamieszkiwanych przez 21.800 000 obywateli polskich, czyli 47,9 % ogólnego obszaru i 61,9% ludności; ZSRR - 202 tys.
km² /52,1%/ i 13.400 000 ludności /38,1%/.
I Niemcy i Sowieci, natychmiast wdrożyli ustalenia wynikające z podpisanych układów. Niemcy wcielili do Rzeszy 92 tys. km² /tj. ziemie na zachód od linii
Ostrołeka-Pułtusk-Łowicz-Piotrków-Częstochowa-Kraków; z pozostałych ziem
/tj. zachodnia część Małopolski, Lubelszczyzna i część Mazowsza włącznie z
Warszawą/ Hitler utworzył tzw. Generalne Gubernatorstwo /GG/ pod protektoratem Rzeszy.
Stalin był bardziej przebiegły, bo zarządził „wybory”, w których aż 99,7%
ludności, na zajętych terenach, wzięła udział w „wyborach” wybierając delegatów
do zgromadzeń „narodowych” Ukrainy i Białorusi. Zaraz potem, delegaci poprosili
Radę Najwyższą ZSRR o przyłączenie wschodnich terytoriów II Rzeczypospolitej
do państwa radzieckiego30.
Bardzo fatalny wpływ na życie obywateli polskich terytoriów zagrabionych
przez Sowietów, miał dekret Rady Najwyższej ZSRR z 28 listopada 1939 roku
o przymusowym nadaniu wszystkim mieszkańcom tych ziem obywatelstwa radzieckiego!
30
Olgierd Terlecki, Pułkownik Beck, Krajowa Agencja Wydawnicza, Kraków 1985, s. 344-345; Zmowa - IV
rozbiór Polski, wstęp i opracowanie Andrzej Leszek Szcześniak, Wydawnictwa „Alfa”, Warszawa 1990,
s. 79-80; Międzynarodowe tło agresji Rzeszy Niemieckiej na Polskę w 1939 roku, Wybór dokumentów,
wstęp i wybór - Ryszard Nazarewicz, Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1986, s. 192: „1939,
wrzesień 17. Moskwa. Nota komisarza ludowego W. Mołotowa doręczona ambasadorowi W. Grzybowskiemu w sprawie wkroczenia wojsk radzieckich na terytorium Zachodniej Ukrainy i Zachodniej Białorusi:
Wojna niemiecko-polska ujawniła bankructwo państwa polskiego. W ciągu dziesięciu dni operacji wojskowych Polska straciła wszystkie swoje okręgi przemysłowe i ośrodki kulturalne. Warszawa, jako stolica
Polski, już nie istnieje. Rząd Polski uległ rozkładowi i nie okazuje przejawów życia. Oznacza to, że państwo polskie i jego Rząd przestały faktycznie istnieć. Dlatego też straciły ważność traktaty, zawarte pomiędzy ZSRR a Polską. Pozostawiona własnemu losowi i pozbawiona kierownictwa Polska stała się łatwym polem wszelkiego rodzaju niebezpiecznych i niespodziewanych akcji, mogących stać się groźba dla
ZSRR. Dlatego Rząd Radziecki, który zachowywał dotychczas neutralność, nie może w obliczu tych faktów zajmować nadal neutralnego stanowiska.
Rząd Radziecki nie może również pozostać obojętny na fakt, że zamieszkująca terytorium Polski
pokrewna ludność ukraińskiego i białoruskiego pochodzenia jest bezbronna i została pozostawiona własnemu losowi.
Rząd Radziecki polecił wobec powyższych okoliczności Naczelnemu Dowództwu Armii Czerwonej, aby nakazało wojskom przekroczyć granicę i wziąć pod swoją opiekę życie i mienie ludności Zachodniej Ukrainy i zachodniej Białorusi.
Rząd Radziecki zamierza równocześnie podjąć wszelkie środki mające na celu uwolnienie narodu
polskiego od nieszczęsnej wojny, w którą wepchnęli go nierozsądni przywódcy i umożliwienie mu życia
w pokoju.”
82
W ten sposób, urzeczywistnił się IV rozbiór Polski! Niestety, konferencje
jałtańska i teherańska przypieczętowały te ustalenia paktu Ribbentrop-Mołotow,
które dotyczyły ziem położonych na wschód od Sanu, Bugu, Narwi i Niemna
/z wyjątkiem okręgu wileńskiego przyłączonego do Litwy i Suwalszczyzny pozostawionej Niemcom, na osobistą prośbę Ribbentropa, który - jako myśliwy - liczył,
że będzie mógł polować, w lasach augustowskich, na jelenie/. Polska - w sensie
terytorialnym - utraciła to, co do niej bezsprzecznie należało, a „dano” jej to, co
bezsprzecznie do niej należało. Tak oto, ZSRR /za akceptacją mocarstw zachodnich/ wmanewrował nas, Polaków, w niekończący się spór z Niemcami
o terytoria; niestety, nigdy nam to na zdrowie nie wychodziło; m.in. z tego powodu, przez 5o lat naszej przynależności do bloku komunistycznego; Sowieci trzymali nas w szachu/. A jak będzie w przyszłości? Już najbliższe lata mogą dać
odpowiedź na to pytanie. Perspektywy nie rysują się dla nas dobrze.
Powróćmy jednak do losu naszych oficerów, którzy /o zgrozo!/ trafili
do niewoli sowieckiej. Otóż, na wypadek wojny, Rosjanie opracowali system
organizowania tzw. punktów zbornych
jeńców wojennych /były to głównie stacje kolejowe; łącznie stworzono 17
punktów zbornych/ i przekazywania ich
organom NKWD /Narodnyj Komisariat
Wnutriennych Dieł - Ludowy Komisariat
Spraw
Wewnętrznych
utworzony
w 1917 roku; inaczej, policja polityczna
i organ administracji państwowej w RoRekonstrukcja obozowych prycz daje wyobrażenie
sji sowieckiej (od 1917), i później, o warunkach egzystencji, w jakich przyszło żyć ostanie
miesiące polskim oficerom - jeńcom NKWD,
w Związku Radzieckim (1934-46)/. Cóż,
fot. 2010, oki
Sowieci nie podpisali kolejnych konwencji genewskich /zwłaszcza dotyczy to konwencji genewskiej z 1929 roku
o traktowaniu jeńców wojennych, którą podpisało 47 państw, ale nie Rosja sowiecka/, stąd nie respektowali ich w całości. W niewypowiedzianej wojnie z Polską w 1939 roku, wojsko sowieckie przekazało naszych, polskich oficerów - jeńców wojennych, w ręce oprawców z NKWD. To się nie mogło dobrze skończyć.
Po 17 września1939 roku do sowieckiej niewoli dostała się ogromna
liczba, około 240 tys. polskich żołnierzy.
Ludowy komisarz spraw wewnętrznych
Ławrientij P. Beria wydał rozkaz /nr
0308 z 19.09.1939 r./, w którym powołał
do życia Zarząd ds. Jeńców Wojennych
i Internowanych, szefa tej, niecnej instytucji /Piotra Soprunienkę, /prymitywa
z pięcioma klasami szkoły wieczorowej/
i ustalał osiem obozów jenieckich:
Ostaszków, Juchnowo, Kozielsk, Putywl, Kozielszczyzna, Starobielsk, Juży
Polskie groby w Katyniu, fot. 2010, oki
83
i Oranki; później, ze względu na trudności z przyjmowaniem i „segregacją” dużej
liczby jeńców, utworzono kolejny obóz - Griazowiec w okręgu Wołogda; maj 1940
rok/.
Trzeba powiedzieć, że od początku agresji sowieckiej na Polskę, trwały
masowe aresztowania i bezlitosna eksterminacja ludzi, którzy w jakikolwiek sposób służyli II. Rzeczypospolitej, także wielu osób z rodzin oficerów wziętych do
niewoli i ludzi zaangażowanych w strukturach rodzącej się konspiracji. Stąd, Sowieci chcąc uwięzić wszystkich „podpadających” pod aresztowanie musieli powiększać sieć obozów jenieckich. Ponadto, przekazaniu Rosjanom podlegali
również polscy żołnierze internowani na Litwie, Łotwie i w Estonii. Rozkaz, w tej
sprawie, podpisał także Ł.P. Beria /nr 00806 z 06.07.1940 r./
Najbardziej powszechną formą
izolowania ludności polskiej od ojcowizny i polskości były masowe deportacje
w głąb ZSRS. W okresie największych
wywózek, placówki wywiadu ZWZ/AK
informowały, że w pierwszych miesiącach po wrześniowej agresji, deportowano w dalekie rejony ZSRS około miliona obywateli polskich. Nawet, jeśli ta
liczba byłaby mniejsza, choćby nawet
trzykrotnie, jak to ocenia się obecnie,
na podstawie, częściowo dostępnych
już, dokumentów sowieckich /wg niektóKatyńska ściana śmierci, fot. 2010, oki
rych danych, w latach 1940-1941 wywieziono w głąb ZSRS ponad 300 tys. osób obywatelstwa polskiego/, to i tak był
to ogromny cios, który spowodował długotrwałe cierpienie i duchowe spustoszenie, nawet w odniesieniu do kilku pokoleń polskich rodzin, które zostały skazane
na ubóstwo i życie z dala od swoich bliskich i od własnego kraju.
W październiku 1939 roku, na podstawie ściśle tajnego rozkazu Ł.P. Berii
/rozkaz nr 4441/b z 3.10.1939 r./ polscy oficerowie zostali oddzieleni od szeregowych /i zdecydowana większość podoficerów/ i skierowani do obozów w Starobielsku /około 3900 osób, w tym 9 generałów oraz rtm. Józef Czapski /18961993/ - jeden z niewielu ocalałych jeńców, znany malarz i pisarz, autor wstrząsającej książki „Na nieludzkiej ziemi” opisującej starobielskie przeżycia/ i w Kozielsku /4.500 - 5.000 osób, w tym
pięciu generałów i jedyny naoczny
świadek wywiezienia jeńców do Katynia, cudem ocalony prof. Stanisław
Świaniewicz, 1899-1997/. Reszta jeńców - kadra wywiadu i kontrwywiadu,
Korpusu Ochrony Pogranicza /KOP/,
funkcjonariusze Policji i więziennictwa
/w tym przypadku, także podoficerowie
i szeregowi/ trafiła do specjalnego obGłówny fragment katyńskiego cmentarza, fot. 2010, oki
84
ozu w Ostaszkowie /łącznie, około 6.500 osób/.
Jeszcze, w październiku 1939 roku nieco ponad 10 tys. jeńców skierowano
do pracy w kopalniach rud żelaza i stali.
Ostatecznie, w sowieckich obozach dla polskich żołnierzy i funkcjonariuszy
Policji, żołnierzy KOP itd., pod koniec 1939 roku i na początku 1940 roku, znajdowało się nieco więcej, niż 40 tys. osób. W połowie 1940 roku, około 14500
szeregowych i podoficerów skierowano do budowy drogi Nowogród Wołyński Lwów.
W ten sposób, w 1944 roku
w sowieckich obozach jenieckich dla
Polaków przebywało około 15.00020.000 osób. Warunki egzystencji
/ściślej, warunki przetrzymywania/ jeńców były skrajnie nieprzyjazne ludziom.
Panowała straszliwa ciasnota. Umieszczano jeńców, gdzie się dało, na przykład - na korytarzach budynków,
w przybudówkach, w wozowniach itp.,
brakowało latryn i łaźni, umywalni i pralni. Józef Czapski napisał /Ostaszków/
„… Jedyna łaźnia miejska nie mogła
Katyńskie pamiątki, fot. 2010, oki
wystarczyć tysiącom ludzi. Ubrania oddawano do odwszalni, w której temperatura była niewystarczająca; wracały nieraz z większą ilością wszy, niż w chwili oddawana tych ubrań do dezynfekcji…”31.
Podobnie źle było z jedzeniem. Dostarczane produkty były fatalnej jakości, przeterminowane, czasem wręcz nie nadające się do spożycia, bardzo trudno
było o warzywa, a jeszcze trudniej
o jakieś owoce.
Pomimo, że istniał regulamin
obozowy, zapewniający jeńcom opiekę
medyczną, odpowiednie warunki sanitarno-higieniczne i bytowe, rzeczywistość była fatalna, na każdym kroku
łamane były regulaminy obozowe,
a najważniejszym zadaniem dla komend obozowych była sowiecka indoktrynacja jeńców, pozyskiwanie informa- Każda tabliczka - to jedno nazwisko i jedno zamordowane życie, fot. 2010, oki
torów i prowadzenie ciągłych przesłuchań.
Dzisiaj wiemy, że los polskich jeńców był z góry przesądzony. Plan Stalina
/Josif Wissarionowicz Dżugaszwili ps. Stalin, 1878 -1953/ zmierzał do postawienia uwięzionym oficerom Wojska Polskiego, polskim urzędnikom i funkcjona31
Sprawa Katynia, Wojskowe Centrum Edukacji Obywatelskiej, Warszawa 2011, redakcja naukowa Krzysztof Komorowski, s. 31
85
riuszom państwowym /Korpusu Ochrony Pogranicza, Policji, służby zdrowia,
przedstawicielom wymiaru sprawiedliwości, inżynierom oraz innym obywatelom
polskim - więźniom NKWD na Białorusi i na Ukrainie /wrogom państwa sowieckiego/, aktów oskarżenia o działalność przeciwko państwu radzieckiemu i idei
rewolucji, a następnie do skazania ich na karę śmierci. Usiłowano upozorować,
by wszystko przebiegało zgodnie z bolszewickim „prawem”, stąd 5 marca 1940
roku Biuro Polityczne WKP(b) /Wszechzwiązkowa Partia Komunistyczna bolszewików/ przyjęło uchwałę, z której wynikało, że: „sprawy 14700 osób znajdujących
się w obozach dla jeńców wojennych - byłych polskich oficerów, urzędników
państwowych, obszarników, policjantów, agentów wywiadu, żandarmów, osadników i służby więziennej oraz sprawy 11000 osób aresztowanych i znajdujących
się w więzieniach w zachodnich obwodach Ukrainy i Białorusi, członków różnych
kontrrewolucyjnych organizacji szpiegowskich i dywersanckich, byłych obszarników, fabrykantów, byłych polskich oficerów, urzędników państwowych i uciekinierów - rozpatrzyć w trybie specjalnym z zastosowaniem wobec nich najwyższego
wymiaru kary - rozstrzelania”32. Pod uchwałą podpisali się: J. Stalin, Kliment
Jefriemowicz Woroszyłow, Wiaczesław Mołotow, Anastas Iwanowicz Mikojan, Michaił Iwanowicz Kalinin, Łazar Mojsiejewicz Kaganowicz. Konkretne
wyroki zatwierdzała tzw. centralna trójka katów w Moskwie: Leonid Fikijeiwcz
Basztakow, Bogdan Zacharowicz Kobułow i Wsiewołod Nikołajewicz Mierkułow, na podstawie wniosków sporządzanych w obozach i więzieniach przez
tzw. trójki operacyjne,./komanda śmierci/.Rozpatrywanie „spraw” odbywało się
w głębokiej tajemnicy, bez „zbędnej procedury sądowej”. Ostatniej rubryki tzw.
karty informacyjnej Wyrok nie wypełniano w obozach i w więzieniach. Akta personalne wraz z karatami informacyjnymi przesyłano do Zarządu do spraw Jeńców Wojennych NKWD i po zatwierdzeniu wyroku przez centralną trójkę, „sprawa” była zamknięta. Podkreślmy, że wydanie wyroków śmierci na polskich oficerów i urzędników państwowych było świadomą likwidacją ogromnej liczby polskich obywateli, właśnie tylko z powodu przynależności narodowej. Nie wskazano bowiem, co złego zrobili ci polscy obywatele, że bez jakiejkolwiek kwalifikacji
ich czynów, czy w ogóle opisania ich winy, skazano ich na śmierć.
Ogółem wydano wyroki śmierci
na 21 856 osób /w tym 14 552 jeńców
wojennych z obozów w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie oraz 7305
więźniów NKWD umieszczonych na
tzw. liście ukraińskiej i 3870 osób
znajdujących się na nie odnalezionej
tzw. liście białoruskiej/.
Pierwsze wywózki niewielkich
grup oficerów do obozów rozpoczęły
się już w ostatnich dniach marca 1940
roku. Był to początek akcji „rozładoKatyń - Muzeum, fot. 2010, oki
wywania obozów etapami” /Sowieci
zamierzali przygotować miejsca dla Fi32
Tamże, s. 40-41
86
nów/ obozów jenieckich w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie. Akcja polegała
na odsyłaniu do dyspozycji obwodowych zarządów NKWD kolejnych grup jeńców
wraz z „listami śmierci” w celu wykonania wyroków. Rozstrzeliwaniem zajmowały
się grupy specjalne NKWD zgodnie ze szczegółowo otrzymanymi instrukcjami.
Każdy z rejonów kaźni stosował swoje metody wykonania wyroków śmierci. Prawie za każdym razem najpierw każdą osobę rewidowano, a następnie osadzano
w celi, gdzie ofiara czekała na swoją kolej. Następnie, doprowadzano do pokoju
przesłuchań, sprawdzano personalia i zwykle zakładano im wtedy kajdanki lub
krępowano ręce. Następnie, wprowadzano do celi śmierci /tj. specjalnie wyciszonego pomieszczenia/, gdzie następowała egzekucja. Inni rozstrzeliwali, bezpośrednio przy dołach śmierci, i wtedy zawsze krępowano im ręce, ponieważ rozstrzeliwani, po doprowadzeniu na miejsce egzekucji, widzieli swoich, pomordowanych kolegów i uświadomili sobie, że za moment czeka ich ten sam los.
Rozstrzeliwania rozpoczęły się 3 kwietnia 1940 roku, od jeńców obozu
w Kozielsku. 4421 polskich jeńców wojennych przewożono co kilka dni
/w grupach od 60 do 300 osób/ do lasku katyńskiego i zabijano strzałem
w tył głowy.
Polskich jeńców wojennych ze
Starobielska w liczbie 3894 zamordowano, w ten sam sposób, w siedzibie
NKWD w Charkowie i pogrzebano
w pobliskich Piatichatkach.
Polskich
jeńców
wojennych
z obozu w Ostaszkowie /6311/ wymordowano w Kalininie /dzisiejszy Twer/
Dzisiejszy grób gen. Mieczysława Smorawińskiego
i pogrzebano w Miednoje.
/1893-1940/ w Katyniu. Ciało generała zostało rozpoznane podczas prac ekshumacyjnych prowadzonych pod
Dalsze wyroki śmierci wykonano
nadzorem Niemców w kwietniu 1943 roku,
na 3435 więźniach-Polakach przetrzyfot. 2010, oki
mywanych w więzieniu NKWD w Kijowie /przy ul. Korolienki 17/ i pogrzebano na największym cmentarzu w obwodzie
kijowskim, w Bykowni. Podobno, pochowano tam ponad 100 tysięcy ludzi - ofiar
zbrodni sowieckich na Ukrainie. Jak widać, było to miejsce pochówku także wielu, innych ludzi i kilku narodowości. Bardzo niedawno odkryto kolejne mogiły
zbiorowe, w pobliży Włodzimierza Wołyńskiego. Rodzaj śmierci, czyli strzał w tył
głowy, świadczyłby, że możemy mieć do czynienia z odkryciem mogił, w których
znajdować się mogą9, także obywatele polscy.
Co najmniej, 3870 więźniów zamordowano na Białorusi, prawdopodobnie
w więzieniu NKWD w Mińsku i pogrzebano w pobliskiej miejscowości Kuropaty.
Dalsze miejsca pochówku są jeszcze poszukiwane.
Dla zatarcia śladów, rodziny pomordowanych /jeśli było to tylko możliwe/,
deportowano w głąb ZSRS, w tym czasie, łącznie około 320 tysięcy osób. Mordowanie polskich jeńców zakończyło się 19 maja 1940 roku.
87
Pamiątkowe zdjęcie delegacji WCEO przed bramą Cmentarza Katyńskiego, 2010 rok
Około czterem tysiącom więźniów przetrzymywanym na Ukrainie i na Białorusi udało się uniknąć losu rozstrzelanych, co było wynikiem decyzji Ł.P. Berii
o zesłaniu skazanych w głąb Związku Radzieckiego. Podobnie, uratowało się, od
tragicznej śmierci, 448 jeńców wojennych skierowanych wcześniej do tzw. obozu
juchnowskiego /Pawliszczew Bor/. Stało się tak głównie, na skutek interwencji
dyplomacji niemieckiej i litewskiej. Niewielkiej liczbie jeńców udało się uniknąć
losu rozstrzelanych, ponieważ władze sowieckie zakładały, że mogą się przydać,
gdy nadejdzie odpowiedni czas. W niektórych, takich przypadkach trudno wytłumaczyć, dlaczego dana osoba uniknęła śmierci.
Podsumowując, należałoby przypomnieć, że groby polskie w lasku katyńskim, niedaleko Smoleńska, odkryli polscy robotnicy przymusowi w 1943 roku
/stąd przyjęła się nazwa - zbrodnia katyńska, chociaż ściślej mówiąc, rozstrzeliwania dokonano w tej części kilkuhektarowego lasu sosnowego, gdzie znajdowało się letnisko NKWD Kozie Góry, inaczej Kosogory/. Ponieważ, w tym czasie
teren zajęty był przez wojska niemieckie, Niemcy doprowadzili do ekshumacji
kilku tysięcy zwłok /4143/33 i ujawnili ten fakt opinii międzynarodowej34, także
33
Zbrodnia katyńska w świetle dokumentów z przedmową Władysława Andersa, „Gryf”, Londyn 1982,
s. 98-100: Końcowy raport Policji niemieckiej z dnia 10.IV.1943; Prace przy wydobywaniu, identyfikowaniu i przekładaniu zwłok polskich oficerów zostały zakończone 7 czerwca 1943 roku. Na wstępie zaznaczyć trzeba, że las Kosogory już od roku 1925 był używany jako miejsce wykonywania wyroków NKWD
względnie Komitetu Trzech /rewolucyjna „trójka” była w ZSRR zaocznym sądem politycznym, zwanym
88
w okupowanej Polsce. Na miejsce ujawnionej zbrodni sprowadzili również tzw.
w skrócie „Osso” - Ossoboje Sowieszczanie”/.Różne próbne poszukiwania na całym tym lesistym obszarze stale prowadziły do wykrywania masowych grobów, w których leżały zwłoki Rosjan płci obojga. Niektóre z tych zwłok były badane i stwierdzono bez wyjątków, jako przyczynę śmierci - strzał w głowę.
Z odnalezionych dokumentów wynika, że byli to więźniowie z więzienia NKWD w Smoleńsku, przeważnie
oskarżeni o sprawy polityczne. Opróżnienie 7 masowych grobów zastrzelonych oficerów polskich znajdują się na względnie niedużym obszarze. Z wydobytych 4.143 zwłok – 2,815 zostało bez zastrzeżeń zidentyfikowanych. Identyfikacja nastąpiła na podstawie odnalezionych dowodów osobistych, metryk urodzenia, dokumentów nadania oraz innych, względnie osobistej korespondencji. W wielu wypadkach
w cholewach butów były pozaszywane dowody osobiste, papiery i znaczne sumy w złotych. Ubiór zwłok
nie pozostawiał wątpliwości, że byli to oficerowie polscy; tak np. kształt wysokich butów kawaleryjskich,
zwykle noszonych przez Polaków. Spośród nieutożsamionych dotąd zwłok znaczna liczba będzie jeszcze
rozpoznana przez Polski Czerwony Krzyż. Podział podług stopni wypada, jak następuje: generałów -2;
pułkowników - 12; podpułkowników - 50; majorów - 165; kapitanów - 440; poruczników - 542; podporuczników - 930; płatniczych /?/ - 2; chorążych - 8; podoficerów - 2; rozpoznani, jako oficerowie - 102;
rozpoznani, jako mundurowi - 1440; lekarze - 146; weterynarze - 10; duchowni - 1; cywilni - 221; tylko
nazwisko ustalone - 21; całkiem nierozpoznani - 50.
34
Dzisiaj wiemy także, że o tym, kto dokonał zbrodni katyńskiej wiedzieli bardzo szybko nasi ówcześni
sojusznicy, m.in. Brytyjczycy. Odtajnione, po pół wieku, dokumenty przez brytyjską PRO (Public Record
Office) - Dyrekcję Archiwów Państwowych ujawniają, że rząd Wielkiej Brytanii od chwili odkrycia grobów
katyńskich posiadał niezbitą informację, że zbrodni na polskich oficerach w Katyniu dokonało NKWD.
Winston Churchill i jego rząd świadomie ukryli ten fakt przed własnym społeczeństwem. Obawiano się,
że brytyjska opinia publiczna poczuje się tym faktem mocno zdegustowana i może sądzić, że Wielka Brytania jest /cichym/ sojusznikiem Niemiec, a jednocześnie mogą zostać naruszone poprawne stosunki
z Moskwą, co mogło wpłynąć bardzo niekorzystnie na stanowisko ZSRR, jeśli chodzi o dalsze losy wojny
/był to jeszcze rok 1943!, a sowiecka armia była jeszcze daleko od Berlina./. Raport brytyjskiego SOE
(Special Operations Office) - Zarządu Operacji Specjalnych na temat zbrodni katyńskiej zalecał (patrz Jarosław Gdański, Brytyjska tajemnica Katynia - wiedzieli nie powiedzieli /w/ Polska Zbrojna z 1993 r.).: „
… Oficjalną linią rządu Zjednoczonego Królestwa jest udawać, że sprawa ta została s f a b r y k o w a n a.
Jest to oczywiście stanowisko najwygodniejsze. I jeżeli będzie konsekwentnie podtrzymywane, to z pewnością można będzie uzyskać dla niego powszechną aprobatę. Każdy inny pogląd byłby dla opinii publicznej nie do przyjęcia.” We wspomnianym artykule Jarosława Gdańskiego znajdujemy dalej następujący fragment raportu SOE: ”… Ludzie lubią myśleć w kategoriach pobożnych życzeń, więc szybko dojdą do
wniosku, że to, co jest dla nich nie do przyjęcia, nie może być prawdziwe. W ten sposób będzie można
nad sprawą Katynia przejść do porządku dziennego.” I jeszcze jeden fragment artykułu, ale tym razem
jest to komentarz do sprawy prof. Andrzeja Paczkowskiego: „ … Sprawa ujawnienia akt o tyle wnosi coś
do historii, że jeszcze mocniej podkreśla dobrze znane kierunki polityki brytyjskiej wobec Polski i Rosji.
Jeszcze raz można się przekonać o tym, że Brytyjczycy gotowi byli złożyć wszystko na ołtarzu sojuszu
z Rosją. Dla nich i dla tego sojuszu wygodniejsze było przemilczenie sprawy Katynia od samej wiedzy
o mordzie w Katyniu.”
Był to jeszcze jeden przykład, gdy polityka wzięła górę nad prawdą i sojuszniczą lojalnością. Potwierdziła się zasada, że w polityce nie ma sentymentów, podobnie jak nie ma ich w interesach. Polityka
jest właśnie czymś w rodzaju interesu, który prowadzi się dobrze, gorzej lub całkiem źle. Polska, w polityce brytyjskiej, zajmowała /i zajmuje/ tylko takie miejsce, które w żadnym stopniu nie krępuje swobody
ruchów brytyjskiej dyplomacji i w żadnym punkcie nie wchodzi w kolizję z podstawowymi interesami
Brytyjczyków.
Powróćmy do jeszcze jednej refleksji cytowanego artykułu: „ … Londyn walczył zawsze do ostatniego żołnierza, o ile było to możliwe, … swoich sojuszników. W przypadku sprawy Katynia „… dla Londynu Moskwa i jej armia były ważniejszym sojusznikiem, niż najbardziej nawet bitna, niewielka Polska z jej
równie niedużymi siłami zbrojnymi. W końcu, to Związek Sowiecki trzymał na sobie większość ciężaru
działań wojennych w tamtym okresie. Rachunek był więc prosty.”
89
Europejską Komisję Ekspertów Sądowych /w jej skład weszli eksperci z 12 krajów europejskich, w tym 2 Szwajcarów/, także komisję techniczną Polskiego
Czerwonego Krzyża i patologów, którzy - w sposób nie podlegający dyskusji ustalili, że zebrane dowody rzeczowe, czas i charakter zbrodni bezsprzecznie
wskazały, że rozstrzelania polskich oficerów dokonali Sowieci. Wielu rozstrzelanym, tuż przed egzekucją, krępowano ręce, z tyłu, sznurkiem, czasem również
zakładano sznurek także na szyję. Były również liczne przypadki, że zarzucano
na głowę płaszcz /oczywiście, gdy egzekucja odbywała się jeszcze w okresie zimowym/, gdy prowadzony na rozstrzelanie jeniec stawiał opór. Niektóre zwłoki
nosiły ślady ukłuć i ran zadanych typowym radzieckim bagnetem, czteropromiennej struktury. Oznacza to, że ofiary pędzone były na miejsce rozstrzelania
okrutnie popychane bagnetami. Zbrodniarze byli fachowcami i zwykle wystarczył
jeden strzał w potylicę, na wysokości pierwszych trzech kręgów szyjnych. Pocisk
wylatywał przez jamę nosową, oczodół lub przez usta. Niekiedy jednak, w głowach zamordowanych znajdowano dwa lub nawet trzy otwory po kulach. Podczas egzekucji w pomieszczeniach, kaci przytrzymywali swoje ofiary pod ręce.
Dlaczego Sowieci, bez zmrużenia oka, wymordowali ówczesny kwiat polskiego narodu? Odpowiedź dał w swoim wystąpieniu Wiaczesław Mołotow
/1890-1986/ minister spraw zagranicznych ZSRS, który już 31 października 1939
roku na Sesji Rady Najwyższej ZSRR, stwierdził: „Po drugie, należy wskazać na
fakt wojskowego rozgromienia Polski i rozpadu państwa polskiego. Rządzące
koła w Polsce ogromnie chełpiły się „potęgą” i „walecznością” polskiej armii. Jednak okazało się, że wystarczyło krótkie uderzenie przeciwko Polsce, początkowo
armii niemieckiej, a następnie radzieckiej, aby nic nie pozostało z tego poczwarnego bękarta Traktatu Wersalskiego, który istniał kosztem uciskanych narodowości niepolskich. Polityka „tradycyjnego” ciągłego lawirowania i gry pomiędzy
Niemcami a ZSRR okazała się niewiele warta i całkowicie zbankrutowała”35. Jak
widać, Polska była zawadą i „solą” w oku dla mocarstwowych interesów Kremla.
Była także łakomym kęskiem dla nienasyconych apetytów terytorialnych Moskwy. Podobnie jak wcześniej władze carskie, tak w owym czasie, władze sowieckie nie mogły sobie wyobrazić, że tuż obok, za ich zachodnią granicą istnieje
niepodległe, niezależne od Moskwy, państwo polskie. Na Kremlu pamiętano niedawną klęskę 1920 roku. Szczególnie, nie mógł o tym fakcie zapomnieć sam
Stalin, bo sobie mógł przypisać część winy za porażkę wojsk M. Tuchaczewskiego na przedpolach Warszawy.
Dzisiaj, mamy niemal pełną wiedzę o tej straszliwej, dla nas Polaków,
zbrodni katyńskiej. Wcześniej, ZSRS, a obecnie Rosja /może nie wszyscy Rosjanie/ chciałaby, byśmy nie pamiętali o tej wielkiej, ciągle nie zabliźnionej ranie,
którą nazywamy Katyń. Nadal, teraz już dzisiejsza Rosja, nie może zdobyć się
na normalność wobec swojego wschodniego sąsiada. Niestety, u podstaw nieprzyjaznego stosunku władz sowieckich, a dzisiaj także atmosfery nieszczerości
władz rosyjskich wobec Polski i Polaków, leży tzw. kłamstwo katyńskie. Rosjanie,
zaraz po odkryciu mogił katyńskich zarzucili rządowi emigracyjnemu w Londynie,
„haniebną współpracę” z nazistami, twierdząc od samego początku, że za Katyń
35
Zmowa - IV rozbiór Polski, wstęp i opracowanie Andrzej Leszek Szcześniak, Wydawnictwa „Alfa”, Warszawa 1990, s. 72
90
odpowiadają Niemcy.36 Rzeczywiście, w 1946 roku, w Norymberdze, ZSRS
oskarżał o mord na Polakach hitlerowskie Niemcy. Później, trzeba to również dopowiedzieć, to kłamstwo katyńskie próbowano także umiędzynarodowić, gdy niektórzy politycy Zachodu nakłaniali nas, Polaków, aby w imię „wyższych” celów
i dla „świętego spokoju” zwalić całą winę za Katyń, na Niemców.
Po wojnie, gdy Polska znalazła się w orbicie wpływów sowieckich, o Katyniu należało milczeć. Nie wolno było o tym mówić, a tym bardziej pisać. Taka postawa była wtedy najbardziej pożądana, ale oczywiście Katyń, tkwił cierniem
w ciele polskiego narodu i sprawa katyńska nie schodziła z wykazu fundamentalnych, nierozwiązanych problemów w stosunkach polsko-radzieckich. Dopiero,
w 1990 roku władze radzieckie przyznały, że sprawcą tzw. zbrodni katyńskiej byli
Sowieci Stalina, a ówczesny przywódca ZSRS Michaił Gorbaczow przekazał
Polsce niektóre dokumenty katyńskie. W 1992 roku główne dokumenty o zbrodni
na polskich oficerach przekazał prezydent Rosji Borys Jelcyn. Obecny stan udokumentowania zbrodni katyńskiej jest dużo lepszy. Rosjanie przekazali Polsce
około 110 dokumentów na ogólną liczbę około 150 dokumentów. Jak twierdzą
specjaliści, badający sprawę katyńską, nadal jednak nie przekazano stronie polskiej najważniejszych dokumentów. Z jakiś powodów Rosjanie, stosuję metodę
powolnego „sączenia” odtajniania i przekazywania dokumentacji katyńskiej.
Ostatni gest wykonał obecny prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew /ur. 1965/,
przekazując polskim władzom kolejną partię dowodów o katyńskiej zbrodni. No
cóż, jako Polacy mamy moralny i historyczny obowiązek czekania na resztę dokumentów, aż do „ostatniego rozdziału”.
Mam nadzieję, że do „mordu katyńskiego” jeszcze wrócimy w następnych
odsłonach naszych podróży.
36
Sprawa Katynia, Wojskowe Centrum Edukacji Obywatelskiej, Warszawa 2011, redakcja naukowa Krzysztof Komorowski, s. 59: „ … Głos moskiewskiego radia z 15 kwietnia 1943 roku brzmi dzisiaj szczególnie obłudnie i obnaża do końca, trudne do pojęcia, kłamstwo katyńskie: „Wynajdując te potworność,
szubrawcy niemiecko-faszystowscy, nie wahają się przed najbardziej bezwstydnymi i nikczemnymi kłamstwami, starając się pokryć zbrodnie, które - jak to obecnie stało się oczywiste - dokonane były przez nich
samych.
Niemiecko-faszystowskie doniesienia, w tej sprawie nie pozostawiają żadnych wątpliwości, co do
tragicznego losu byłych polskich jeńców wojennych, którzy byli zatrudnieni na robotach budowlanych
w 1941 roku, w okolicach na zachód od Smoleńska i którzy wraz z wielu poddanymi sowieckimi, zamieszkałymi w okolicy Smoleńska, wpadli w ręce oprawców niemiecko-faszystowskich w lecie 1941 roku po
wycofaniu się wojsk sowieckich z okręgu Smoleńska”.
Czy w tej sytuacji, można się dziwić tym środowiskom i tym osobom, które domagają się ostatecznego wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej z 10 kwietnia 2010 roku?
91
PODRÓŻ STUDYJNO-WOJSKOWA BYDGOSZCZ - TWIERDZA
BOYEN-TROKI-WILNO-GIERŁOŻ-ŚWIĘTA LIPKA-RESZEL
Z inicjatywy płk. Eugeniusza Orzechowskiego 10 września 2010 roku
o 05.00 ruszyła autokarem, w podróż studyjno-wojskową do pięknego Wilna,
przez Giżycko /Twierdzę Boyen/ i Zamek w Trokach /Litwa/ grupa kadry, pracowników wojska i rodzin. W programie podróży znalazły się jeszcze inne, bardzo atrakcyjne miejsca na trasach turystycznych pięknych, polskich Warmii i Mazur.
Trocki zamek na wyspie, 2010, fot. rjm
Założona w połowie XIX w., zawdzięczająca swą nazwę pomysłodawcy
i budowniczemu generałowi pruskiej armii Boyen, zachwyciła zwiedzających
swym ogromem i doskonałymi rozwiązaniami obronnej strategii.
Nie można odwiedzić Giżycka, nie udając się w krótką podróż stateczkiem
po pobliskim jeziorze Niegocin. Chociaż pogoda nie była szczególnie łaskawa,
rejs osłodziła gorąca, kapitańska kawa serwowana przez sympatyczną stewardesę. Niewiele czasu pozostało na przygotowanie się do zapoznawczego wieczorku w giżyckim Klubie Garnizonowym. Tańce i swawola nie mogły potrwać do
białego ranka, ponieważ już o godz. 03.00 przewidziano pobudkę, bo do celu
podróży było daleko i harmonogram podróży nie uwzględniał żadnych „przestojów”.
Rano, 11 września 2010 roku o godzinie 07.05 autokar przekroczył granicę z Litwą. W Trokach, dawnej stolicy Litwy, dzisiaj jednej z większych miejscowości na Litwie, oddalonej zaledwie 28 km Wilna, zwiedziliśmy zamek książąt
92
litewskich. Zamek został odrestaurowany w latach sześćdziesiątych ubiegłego
wieku. W XIII wieku był tu pierwszy zamek, pobudowany jeszcze przez wielkiego
księcia Litwy Giedymina /ok. 1275-1341, Giedymin twórca państwa litewskiego,
zjednoczył ziemie Litwy, Żmudzi, Rusi Czarnej z Nowogródkiem i Grodnem oraz
księstwo połockie; założyciel Wilna i Troków/, ale nie przetrwał, ponieważ za
czasów księcia Żmudzi Kiejstuta /1297-1382, syna Giedymina/, w związku
z ciągłymi najazdami Krzyżaków, podjęto decyzję o budowie nowych fortyfikacji
i w efekcie zbudowana została kamienno-drewniana warownia na półwyspie pomiędzy jeziorami Galwie i Luka. W 1377 roku, budowla została mocno nadwerężona w konsekwencji najazdu wojsk krzyżackich. Na tle konfliktu z Krzyżakami
doszło do sporów i walk pomiędzy księciem Kiejstutem władcą zamku w Trokach a Jogaile, księciem Litwy panującym w Wilnie /bratankiem, synem swojego
brata Olgierda, 1296-1377/, przyszłym królem Polski - Władysławem Jagiełłą
/1351-1434/. W rezultacie tych bratobójczych walk, /Kiejstut wspólnie ze swoim
synem Witoldem spiskowali przeciwko Jogaile/ książę Jogaile został zmuszony
do uznania Kiejstuta za władcę całego państwa litewskiego i pozostawiono mu
tylko niewielkie księstwo witebskie. 15 sierpnia 1382 roku Kiejstut został jednak
zamordowany w niewyjaśnionych okolicznościach. Wiele wskazuje na to, że
zejść z tego świata „pomógł mu” Jogaile. Po śmierci Kiejstuta, Witold został
władcą państwa litewskiego i razem z Jogaile dogadali się przeciwko Zakonowi.
Zanim doszło do rozprawy pod Grunwaldem, Krzyżacy najechali rodzinne Troki
Witolda jeszcze raz i zniszczyli stary zamek. Trzeba było odbudować zniszczenia, przy czym robiono to już z zastosowaniem cegły i sztuki fortyfikacyjnej przejętej od Krzyżaków, na podobieństwo zamku w Malborku. Gdy dzisiaj patrzymy
na trocki zamek odnajdujemy to podobieństwo, właśnie do malborskiej siedziby
mistrza krzyżackiego. Książę Witold zakończył życie w trockim zamku
w 1430 roku. Wraz z jego śmiercią, krótki sojusz Litwy z Polską przeszedł do historii. Punktem zwrotnym była tragiczna śmierć brata Witolda wielkiego księcia
Zygmunta Kiejstutowicza /1365-1440/, który - podobnie, jak jego ojciec książę
Kiejstut, padł ofiarą politycznego spisku zwolenników Bolesława Świdrygiełły,
drugiego syna Olgierda, 1370-1452/. Tym razem jednak stało się to ze szkodą
dla Korony, ponieważ Zygmunt Kiejstutowicz był zwolennikiem podtrzymania
dobrych stosunków z Polską. Wraz z końcem dynastii Jagiellonów i epoki rodu
Kiejstutowiczów kończył się okres świetności zamku w Trokach. Przez jakiś czas
były nawet więzieniem. Zniszczone w XVII wieku przez wojska rosyjskie i pozbawione mecenatu, trwały w letargu do lat sześćdziesiątych XX wieku. Obecnie
jest na pewno perełką Litwy. Nosi znamiona historii tego państwa i warto odwiedzić trocki zamek, by szczegółowiej poznać jego urok i ciekawą historię.
Trzeba podkreślić, że bogate zbiory w zamkowych komnatach zrobiły na
zwiedzających duże wrażenie. Wśród eksponatów na uwagę zasługiwały barwne
stroje i przedmioty użytkowe niewielkiej i mało znanej nacji Karaimów /szacuje
się, że aktualnie na świecie żyje około 2000 - 3000 tys. Karaimów; w Trokach ok.
300/, potomków straży przybocznej gospodarza zamku „na Trokach” - księcia
Witolda.
93
Panorama Wilna z Góry Trzechkrzyskiej, fot. 2010, rjm
Irena Bołądź, niezmordowana piewczyni wielkości cmentarza na Rossie, fot. 2010 rjm
Zaraz po opuszczeniu zamku zostaliśmy zaproszeni na tradycyjne kibini.
Kibini, to nic innego, jak duży pieróg, z obfitym farszem - wieprzowym mięsem
94
i cebulką. Nie powiem, smaczne!. Chociaż w trakcie konsumpcji kibini należy zachować odrobinę ostrożności, ponieważ mięso zaprawione jest tłustym sosem,
który nagle może znaleźć się na odzieży. Niestety, moja kurtka nosi ślady kibini
i na razie nie udało się ich usunąć.
Bardzo
ciekawym
zwyczajem nowożeńców jest
wieszanie kłódek na balustradach mostów, mostków,
kładek itp. Zamknięta, w ten
sposób,
kłódka
miałaby
oznaczać trwałość zawieranego związku. No niestety,
jakby wbrew temu życzeniu,
aż 90%! litewskich małżeństw nie wytrzymuje próby
życia. Sympatyczny zwyczaj,
który miałby zaczarować
związek małżeński, pęka jak
mydlana bańka. A szkoda,
Cmentarz na Rossie, grób Marii Piłsudskiej /1865-1921/ bo może ten zwyczaj przyjąłpierwszej żony Józefa Piłsudskiego, fot. 2010, rjm
by się również w Polsce. Tylko bardzo wątpię, czy kłódki długo wisiałyby na swoim miejscu.
Wilno, nazywane często miastem kościołów, liczące obecnie niecałe 550
tys. mieszkańców, każdą ulicą i każdym zabytkiem przypomina o swojej przebogatej tradycji i godnej podziwu kulturze. Wyniosły pomnik Adama Mickiewicza
usytuowany w bezpośredniej bliskości
„Trójcy Kościołów” - św. Anny, św. Franciszka i św. Bernardyna oraz dziesiątki
innych pamiątek wileńskiej architektury
przypominają o silnych związkach tego
miasta, zapoczątkowanych w dobie Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Ogromna
ilość zabytkowych obiektów Wilna nie pozwoliła nam na „spacer” po mieście. Najczęściej, droga wycieczkowiczów wiodła
od kościoła do kościoła. Na początek jednak weszliśmy na Górę „Trzechkrzyską”,
gdzie znajdują się trzy krzyże Wiwulskiego symbolizujące martyrologię siedmiu
gorliwych mnichów powieszonych na krzyżach w XIV przez ludność miasta, pod
wpływem emocji sprokurowanych przez
pogańskich niegodziwców. Zaraz potem,
odwiedziliśmy prawdziwą perłę architektury sakralnej, „matkę” wileńskich kościołów
Cmentarz na Rossie, grób Władysława Syrokomli/Ludwika Wł. Fr. Kondratowicza /1823-1862/
- Kościół pw. św. Piotra i Pawła na Antofot. 2010, rjm
95
kolu. Barokowa świątynia jest votum dziękczynnym litewskiego wielkiego hetmana Kazimierza Michała Paca /1624-1682/ za uratowanie życia podczas
wojny z Moskwą. Hetman dotrzymał słowa i poprosił, by po śmierci pochowano
go pod podłogą przedsionka wybudowanego kościoła, a grób opatrzono słowami:
„Tu leży grzesznik Pac”, i tak się stało. Gdy po stu latach piorun uderzył w kościelną posadzkę i w grób hetmana, uznano że wola zmarłego się dopełniła i doczesne szczątki hetmana przeniesiono do wnętrza kościoła.
Zwiedzający z dużym zainteresowaniem udali się na największą i najbardziej znaną nekropolię wileńską z 1764 roku - cmentarz na Rossie, gdzie można
obejrzeć bardzo wiele, starych grobów dawnych mieszkańców Wilna. W centralnej części niewielkiego cmentarza wojskowego, gdzie pochowani zostali polscy
żołnierze polegli w latach 1919-1920 i w 1944 roku znajduje się grób matki Józefa Piłsudskiego i obok trumny matki - zgodnie z życzeniem Marszałka - Jego
serce.
Nasza grupa postawiła przy mogile dwa znicze i oddała honory. Przy grobie, jak zwykle, czuwała Pani Irena Bołądź, miejscowa poetka i dobry duch wojskowego cmentarzyka polskich żołnierzy, która wita wszystkich przybywających
tu rodaków i prezentuje swoje, patriotyczne wiersze. Większość polskich mogił
znajdujących się na Rossie wymaga renowacji, ale stale brakuje na to pieniędzy.
W drodze na Plac Katedralny mijaliśmy dom, w którym mieszkał, przez
dwa lata, Adam Mickiewicz /1798-1855/. Tu właśnie powstał znany poemat,
nawiązujący do dramatycznych wydarzeń z historii Wielkiego Księstwa Litewskiego „Grażyna”.
Ozdobą i centralnym
obiektem, przy Pałacu Katedralnym, jest wileńska Katedra pw. św. Stanisława monumentalne dzieło architekta Wawrzyńca Gucewicza z XVIII wieku. Wczesne
dzieje świątyni podają, że jej
praojcem był król Mendog,
który zbudował tu kościół już
w XIII wieku. W okresie dziejów kościół kilkakrotnie dotykały różne nieszczęścia. Kilka razy niszczyły go pożary,
a w 1931 roku straszliwa
powódź zniszczyła posadzkę.
W jednej z 11 kaplic zdobiących katedrę, w najstarszej Kaplicy Królewskiej wziął ślub, w tajemnicy przed
dworem, król Zygmunt August z Barbarą Radziwiłłówną. W podziemiach katedry
znajdują się prochy króla Kazimierza Jagiellończyka i dwóch żon Zygmunta Augusta - Elżbiety Habsburżanki i wielkiej miłości króla wspomnianej już Barbary.
Do katedry, niemal przylega bardzo piękny Pałac Wielkich Książąt Litewskich
/jeszcze z nieukończonym wnętrzem/.
Wilno, votum wielkiego hetmana litewskiego Kazimierza M. Paca
96
Ostra Brama w Winie - jedno z najbardziej ulubionych,
przez Polaków, miejsce pielgrzymek i tradycyjnych odwiedzin, fot. 2010, rjm
Później zwiedziliśmy jeszcze kilka świątyń o niepowtarzalnym uroku. Kościół pw. Św. Ducha z oryginalnym obrazem „Jezu Ufam Tobie” odtworzonym wg
widzenia siostry Faustyny Kowalskiej. Dalej, Kościół pw. św. Kazimierza
/drugiego syna króla Kazimierza Jagiellończyka, kanonizowanego w 1602 r./
97
z wizerunkiem świętego z „trzecią ręką”, która nie dając się zamalować wg podania oznacza szczodrobliwość św. Kazimierza.
Wreszcie najważniejsze i najbardziej czczone przez Polaków miejsce
w Wilnie - Ostra Brama z kaplicą Matki Bożej Miłosierdzia i cudownym obrazem,
z ponad ośmioma tysiącami dziękczynnych vot za otrzymane łaski. Tutaj także,
znajduje się plakietka
ofiarowana przez Marszałka Józefa Piłsudskiego z wymownym
napisem: „Dzięki Ci Matko za Wilno”. Wydaje
się, że każdy z uczestników naszej wileńskiej
wyprawy odwiedził to
historyczne, pielgrzymkowe i święte miejsce
Polaków. Wilno było
ukochanym
miastem
Marszałka J. Piłsudskiego. Był w tym mieście
naprawdę rozkochany,
jak młodzieniec w najWilno, dziedziniec Uniwersytetu Wileńskiego, fot. 2010, rjm
piękniejszej
pannie.
Zawsze wracał do tego
miasta, gdy tylko pozwalały mu na to okoliczności służby państwowej37.
Warto wspomnieć, że obok wymienionych powyżej zabytków, naszą ciekawość wzbudził, oczywiście, Uniwersytet Wileński /wcześniej Uniwersytet im.
Stefana Batorego/, na którym wykładali wybitni Polacy, m.in.: Joachim Lelewel
37
Felicjan Sławoj Składkowski, Strzępy meldunków, Wyd. MON Warszawa 1988, s. 232; „ … Komendant
lubi podróżować i dlatego na dworcu przeważnie bywał w dobrym humorze. … Cóż mam mówić o ostatniej podróży, jaką odbył koleją Pan Marszałek za swego życia, ciągle wiernie i niezmiennie do kochanego
Wilna. Była to, praktykowana od paru lat przez Komendanta, podróż „imieninowa”
Gdy tłumy z Warszawy i całej Polski szły co roku w dniu 19 marca pod Belweder. Pan Marszałek był zwykle wtedy w Wilnie i spędzał dzień imienin w ścisłym kółku rodzinnym.
Zwykle wesoły i rozmowny w czasie tych >imieninowych< wyjazdów, tym razem Komendant był
smutny i poważny. Smutne było i jego otoczenie. Widoczne było, że zarówno Pani Marszałkowa i córki,
jak i my wszyscy przytłoczeni byliśmy osłabieniem i złym wyglądem Komendanta. W Inspektoracie lub
Belwederze ta zmiana wyglądu i sił nie rzucała się tak w oczy jak tu na dworcu, gdzie trzeba było od samochodu przejść paręset kroków po peronie.
Toteż zarówno przy odjeździe, jak i w czasie powrotu z tej ostatniej podróży Pan Marszałek trzymał się tak słabo na nogach, że idąc zwisł na ręku podtrzymującego Go inspektora Szmidta.
Zrozumieliśmy wtedy, że Komendant jest ciężko chory i musi leczyć się bardzo starannie, by móc wrócić
do zdrowia. Niestety, do zdrowia już nie wrócił.
Powrót z Wilna z rodziną w dniu 20 marca 1935 roku był ostatnią podróżą w życiu Pierwszego Marszałka
Polski.
Projektowana przez Niego podróż do Wilna przegląd wojsk w kwietniu, w rocznicę zdobycia miasta, podróż nazwana przez samego Komendanta >ostatnią<, ta podróż już do skutku nie doszła z powodu Jego ciężkiej, śmiertelnej choroby. Do Wilna odjechało tylko Sece Marszałka, po Jego śmierci.”
98
/1786-1861/ oraz Jan /1768-1838/ /1756-1830/ i Jędrzej Śniadeccy. Uczelnia
stała się sławna również za przyczyną wydarzeń związanych z grupą niepokornej
młodzieży, która utworzyła Związek Filomatów i Filaretów, wśród których prym
wiedli: Adam Mickiewicz, Tomasz Zan /1796-1855/, Onufry Pietraszkiewicz
/1793-1863/ i inni. Podobnie, zainteresowanie uczestników wycieczki wzbudziła
rezydencja prezydenta Litwy, dawniej pałac biskupi lub gubernatorski, w którym w różnych okresach jego dziejów przebywali m.in.: ekskról Stanisław August
Poniatowski /1732-1798/, Ludwik XVIII /1755-1824/ późniejszy król Francji/,
cesarz Prus Wilhelm II /18591941/ i - przed wyprawą na Moskwę, także Napoleon Bonaparte /1769-1821/.
Po trudach /i przyjemnościach/ związanych ze
zwiedzaniem
miasta
wszyscy byliśmy podwójnie szczęśliwi, gdy
nadszedł czas na coś dla
ciała, a właściwie dla jego wygłodniałej, środkowej części - żołądka.
Różne były gusta, ale
większość z nas degustowała popularne, wileńskie naleśniki z kurczakiem
i
jarzynami
i popijała litewskim piwem.
O godzinie 22.00,
Wilno, Pałac Prezydenta Litwy, fot. 2010, rjm
upojeni urokami Wilna,
powróciliśmy do Giżycka,
na swoją kwaterę w koszarach 112. batalionu remontowego. Co prawda, nie
wszyscy udali się od razu na spoczynek, ale było dużo czasu na zdrowy sen, na
żołnierskich łóżkach. Pobudkę zapowiedziano dopiero na 6.00.
Ostatniego dnia podróży, 12 września też nie marnowaliśmy czasu. Rankiem, po niezłym, chociaż „turystycznym” śniadaniu ruszyliśmy do Kwatery
Hitlera w Gierłoży. Ta „Jaskinia barbarzyńcy” zawsze wzbudzała żywe zainteresowanie zwiedzających, a zwłaszcza entuzjastów historii. Dodatkowo, upływający dość szybko czas i natura zmieniają obraz twierdzy. Bardzo miły przewodnik,
Jagoda Władysława Filipczuk ze znakomitą znajomością wydarzeń związanych z powstaniem i codziennym funkcjonowaniem „Wilczego Szańca”, potrafiła
zainteresować także tych, którzy byli tu nie po raz pierwszy. Wódz III Rzeszy
przebywał w Gierłoży 3,5 roku. Już ta informacja każe się domyślać, że życie tutaj musiało mieć swój rytm, a sama twierdza kryła /i zapewne jeszcze kryje/ wiele
tajemnic.
W drodze do Bydgoszczy odwiedziliśmy XIV-wieczny Zamek w Reszlu
i wysłuchaliśmy koncertu organowego w przepięknym sanktuarium w Świętej
Lipce, m.in.: uwerturę do opery „Carmen” i „Pożegnanie Ojczyzny” Ogińskiego.
99
Już późnym wieczorem, mijaliśmy tablicę z napisem - Bydgoszcz. Nieco
zmęczeni, ale bardzo zadowoleni i pełni wrażeń wróciliśmy na rodzinne pielesze.
Zułów, miejsce urodzenia Józefa Piłsudskiego, fot. 2010, oki
100
LITERATURA:
1. Berbecki Leon, Pamiętniki, Wydawnictwo „Śląsk” Katowice, 1559;
2. Colbern H. William, Polska. Styczeń - sierpień 1939. Analizy i prognozy
/komentarze do wydarzeń attaché wojskowego ambasady USA w Warszawie/, Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa 1986;
3. Grünberg Karol, Otręba Bolesław, Joachim von Ribbentrop - kariera ministra
III Rzeszy, Wyd. Somix Bydgoszcz, 1991;
4. Jelavich Barbara, Historia Bałkanów, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, t. II wiek XX, przekład Marek Chojnacki, Justyn Hunia;
5. Kryska-Karski Tadeusz, Żurakowski Stanisław, Generałowie
Niepodległej, Editions Spotkania sp. z o.o., Warszawa 1991;
Polski
6. Leinwand Artur, Lwów w 1920 roku /w/ Polska Zbrojna z 14-15 sierpnia 1990
roku;
7. Leksykon Historii Powszechnej 1900-1945 pod red. Stanisława Sierpowskiego przy współpracy Stanisława Żerki, Poznań 1996;
8. Materiały do studiowania historii wojska i sztuki wojennej /Siły zbrojne
i sztuka wojenna w latach 1900- 1921/, MON Warszawa 1971;
9. Międzynarodowe tło agresji Rzeszy Niemieckiej na Polskę w 1939 roku, Wybór dokumentów, wstęp i wybór - Ryszard Nazarewicz, Krajowa Agencja
Wydawnicza, Warszawa 1986;
10. Misiak Roman, Pomorze Gdańskie i Wolne Miasto Gdańsk w stosunkach
polsko-niemieckich w latach 1918-1939 /w/ Mówią Wieki Nr specjalny 1992,
s. 16-21;
11. Polska myśl wojskowa 1918-1939, Wstęp i wybór dokumentów - Lech Wyszczelski, Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1987;
12. Rogiński Ryszard, Dramatyczne dzieje Twierdzy Przemyśl /w/ Żołnierz Polski Nr 40 z 02.10.1988 r. s. 12-13 i 21;
13. Różański Jan, Tysiąc lat Przemyśla – kalendarz 1961-1965, Komitet Obchodu Tysiąclecia Miasta Przemyśla, PTTK w Przemyślu, Towarzystwo
Upiększenia Miasta;
14. Sikorski Władysław, Przyszła wojna jej możliwości i charakter oraz związane
z nim zagadnienia obrony kraju, Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, Warszawa 1984;
101
15. Składkowski Felicjan Sławoj, Strzępy meldunków, Wyd. MON, Warszawa
1988;
16. Smykowska Elżbieta, Ikona, mały słownik, Verbinum, Wydawnictwo Księży Werbistów, Warszawa 2008 r. s. 24
17. Sprawa Katynia, Wojskowe Centrum Edukacji Obywatelskiej, Warszawa
2011, redakcja naukowa - Krzysztof Komorowski;
18. Terlecki Olgierd, Pułkownik Beck, Krajowa Agencja Wydawnicza, Kraków
1985;
19. Szcześniak Andrzej Leszek, "Zmowa. IV Rozbiór Polski" Wyd. ALFA, Warszawa 1990;
20. Wasylewski Stanisław, Lwów, Wydawnictwo Polskie - R.WEGNER, Poznań,
1990;
21. Walkiewicz Wiesław, Jugosławia, byt wspólny i rozpad, Wydawnictwo TRIO
Warszawa 2000;
22. Wieliczko Mieczysław, Walki w okolicach twierdzy przemyskiej w latach
1914-1915 na łamach prasy polskiej, Przemyśl 1992;
23. Zmowa - IV rozbiór Polski, wstęp i opracowanie Andrzej Leszek
Szcześniak, Wydawnictwa „Alfa”, Warszawa 1990;
24. Zbrodnia katyńska w świetle dokumentów z przedmową Władysława
Andersa, „Gryf”, Londyn 1982;
102
Wojskowe Centrum Edukacji Obywatelskiej /WCEO/
WCEO odpowiada za programowanie, organizowanie i prowadzenie działalności edukacyjnej, promocyjnej oraz kształcenia specjalistycznego, rozszerzającego kompetencje kadry i pracowników wojska na potrzeby Sił Zbrojnych RP w zakresie:
• edukacji obywatelskiej
• historii wojskowości i tradycji sił zbrojnych
• pedagogiki, profilaktyki psychologicznej, socjologii
• metodyki działalności kulturalno-oświatowej i promocji
obronności
• doskonalenia kompetencji społecznych dowódców
• doskonalenia kadry pionu wychowawczego
• opracowywanie materiałów metodycznych do działalności wychowawczej
• międzynarodowego prawa humanitarnego konfliktów zbrojnych i ochrony dóbr
kultury w czasie konfliktów zbrojnych
• dyscypliny wojskowej
Zasadnicze cele działania WCEO
• kształcenie i doskonalenia kompetencji kadry korpusu osobowego wychowawczego, dowódców do szczebla batalionu oraz pracowników wojska w zakresie
realizacji zadań wychowawczych, edukacyjnych, kulturalno-oświatowych
i promocyjnych
• upowszechnianie historii i kultywowanie tradycji orężnych Wojska Polskiego
• badanie, analizowanie i opracowywanie danych w zakresie potrzeb edukacyjnych kadry korpusu wychowawczego i pracowników wojska
• wykonywanie zadań określonych dla gestora i centralnego organu logistycznego w zakresie sprzętu, materiałów i wyposażenia kulturalno-oświatowego w resorcie obrony narodowej
Struktura organizacyjna WCEO:
• Wojskowe Biuro Badań Historycznych
• Oddział Edukacji Obywatelskiej
• Oddział Organizacji i Dokumentacji
• Oddział Logistyki
Oddział Edukacji Obywatelskiej
Komórka programująca, koordynująca i realizująca zadania w zakresie kształcenia i doskonalenia zawodowego kadry i pracowników wojska.
W skład Oddziału wchodzą:
• Wydział Programowania i Metodyki Edukacji
• Wydział Organizacji Szkolenia
• Wydział Organizacji Pracy Kulturalno-Oświatowej
Główne zadania Oddziału:
• Wypracowywanie głównych celów i kierunków działalności edukacyjnej
• Wypracowywanie nowych form działalności edukacyjnej oraz działalności wychowawczej wspierającej proces dowodzenia i kierowania
103
• Organizowanie i prowadzenie w ramach sytemu doskonalenia zawodowego
kadry i pracowników wojska:
studiów specjalistycznych
kursów doskonalących
szkoleń
warsztatów
konferencji
seminariów
• organizowanie przedsięwzięć metodyczno-szkoleniowych mających na celu
między innymi upowszechnianie tradycji orężnych Wojska Polskiego, upowszechnianie międzynarodowego prawa humanitarnego konfliktów zbrojnych
i ochrony dóbr kultury na wypadek konfliktu zbrojnego
• prowadzenie różnorodnych form poradnictwa metodycznego oraz opracowywanie materiałów metodycznych
• współpraca z:
- oddziałami Departamentu Wychowania i Promocji Obronności MON
w zakresie realizacji przedsięwzięć edukacyjnych dla korpusu wychowawczego
oraz pracowników wojska
- Departamentem Nauki i Szkolnictwa Wojskowego MON w zakresie
zmian w Systemie Doskonalenia Zawodowego Kadry Zawodowej Sił Zbrojnych
RP
- odpowiednimi komórkami organizacyjnymi Ministerstwa Kultury
i Dziedzictwa Narodowego, Ministerstwa Edukacji Narodowej, Ministerstwa Sportu i Turystyki, Komendą Główną Policji, Komendą Główną Straży Pożarnej w zakresie działalności edukacyjnej.
Wojskowe Centrum Edukacji Obywatelskiej
ul. S. Banacha 2
00-909 Warszawa
tel. 22 261 824 505 CA MON 261 824 505
fax: 22 261 824 559
www.wceo.wp.mil.pl
104
Centralna Grupa Działań Psychologicznych
Centralna
Grupa Działań Psychologicznych /CGDP/ rozpoczęła funkcjonowanie
w roku 2002. Jednostka jest wyspecjalizowaną strukturą zapewniającą Siłom Zbrojnym
RP prowadzenie działań psychologicznych na współczesnym polu walki. Wspiera,
głównie w zakresie psychologicznym, operacje stabilizacyjne i pokojowe na szczeblu
operacyjnym i taktycznym oraz wydziela wyspecjalizowane elementy wsparcia psychologicznego do sił NATO. Na wyposażeniu grupy znajdują się rozgłośnie elektroakustyczne na pojazdach Honker, UAZ-452 oraz UAZ-469, a także sprzęt poligraficzny
do drukowania materiałów, sprzęt radiowo-telewizyjny, pojazdy osobowe, pojazdy
osobowo-terenowe. pojazdy ciężarowe oraz broń osobistą żołnierzy /karabinki AKMS
i pistolety PW-83/. Żołnierze grupy systematycznie uczestniczą w polskich misjach poza
granicami kraju /m.in. uczestniczyli w Polskim Kontyngencie Wojskowym w Iraku/,
obecnie żołnierze CGDP pełnią służbę w ramach PKW ISAF w Afganistanie.
Oznaka pamiątkowa i oznaki rozpoznawcze oraz proporczyk na beret żołnierzy CGDP zostały
zatwierdzone decyzją Ministra Obrony Narodowej Nr 238/MON z dnia 3 sierpnia 2005.
fot. Int., 2009
fot. Katarzyna Szal, 2009
105
ZWIĄZEK OFICERÓW REZERWY RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ
im. MARSZAŁKA JÓZEFA PIŁSUDSKIEGO
Berlin, 08 maja 2011 r.
Każdego roku, 8 maja, w rocznicę zakończenia II. wojny światowej,
delegacja Związku Oficerów Rezerwy Rzeczypospolitej Polskiej
im. Marszałka Józefa Piłsudskiego uczestniczy w uroczystościach,
organizowanych przez polską ambasadę w Berlinie.
08 maja 2011 roku organizatorem uroczystości był ambasador RP
w Republice Federalnej Niemiec †dr Marek Prawda; /obok, z lewej strony ambasadora/ attachè ambasady płk Sylwester Szulc.
Delegacji ZOR RP przewodniczył prezes Zarządu Głównego ZOR RP
płk w st. spocz. mgr Stanisław Tomaszkiewicz /trzeci od prawej strony/.
W składzie delegacji był, m. in. weteran walk o Berlin, tłumacz j. niemieckiego
w 1945 roku, †por. w st. spocz. dr Józef Ladrowski
/drugi z lewej strony/.
106
UWAGI
107
UWAGI

Podobne dokumenty