ekonomika instytucjonalna

Komentarze

Transkrypt

ekonomika instytucjonalna
Wacław Stankiewicz
EKONOMIKA
INSTYTUCJONALNA
Zarys wykładu
Wydanie III uzupełnione
Redakcja
Olga Lesicka
Opracowanie graficzne
Piotr Kalita
Uwagi kierować pod adresem:
[email protected]
Warszawa 2012
1
Spis treści
WSTĘP
1.
............................................................................................................................... 5
PRZEDMIOT I KRÓTKIE DZIEJE ............................................................................... 7
1.1. U źródeł ekonomiki instytucjonalnej ............................................................................... 7
1.2. Dorobek „starej” ekonomiki instytucjonalnej ................................................................. 10
1.3. Na uboczu wielkich zwrotów w powszechnej myśli ekonomicznej ............................... 18
1.4. Odrodzenie i próba integracji ………………………………………………………….. 21
2.
NOWA EKONOMIKA INSTYTUCJONALNA ........................................................... 25
2.1. Coase – prekursor czy mistrz? ...................................................................................... 28
2.2. North – nie tylko kliometria ........................................................................................... 31
2.3. Williamson – teoria kosztów transakcyjnych ................................................................ 34
2.4. Elinor Ostrom – zarządzanie wspólnotowe ……………………………..…………… 36
2.5. Hodgson – dużo o ekonomice ewolucyjnej ................................................................... 38.
2.6. Perspektywy rozwoju – wiele niewiadomych ………………………………................ 41
3.
ZAGADNIENIA METODOLOGICZNE ...................................................................... 45
3.1. Koncepcje i teoria instytucji .......................................................................................... 45
3.2. Instytucja a organizacja ……………………………………………………………..… 54
3.3. Formalizm, indywidualizm i holizm ............................................................................. 56
3.4. Teoria instytucjonalnej matrycy .................................................................................... 60
4.
EKONOMICZNA TEORIA PRAW WŁASNOŚCI .................................................... 65
4.1. Instytucja własności ..................................................................................................... 65
4.2. Systemy praw własności .............................................................................................. 67
4.2.1. Wolny dostęp do zasobów i system własności wspólnej ......................................... 68
4.2.2. System własności grupowej i prywatnej ................................................................. 71
4.2.3. Własność państwowa .............................................................................................. 76
4.2.4. Uwagi o prawie własności intelektualnej ............................................................... 78
4.3. Teoremat Coase`a ........................................................................................................ 79
5.
RYNEK – UJĘCIE INSTYTUCJONALNE ………………………………………… 82
5.1. Narodziny i rozwój rynku ........................................................................................... 82
5.2. Rynek i plan ................................................................................................................. 87
5.3. W gąszczu struktur instytucjonalnych ......................................................................... 90
5.3.1. Wyzwania okresu ekspansji wymiany rynkowej ……………………………………. 91
5.3.2. Sieci w architekturze współczesnego rynku ……………………………………….. 95
6.
INSTYTUCJONALNA TEORIA KONTRAKTÓW ................................................. 99
6.1. O instytucji kontraktów .............................................................................................. 99
6.2. Główne rodzaje i klasyfikacja kontraktów ................................................................. 105
6.3. Kontrakt kompletny – uwagi uzupełniające ………………………………………… 113
2
7. PROBLEMY KONTRAKTÓW NIEKOMPLETNYCH ………………..…………… 117
7.1.Teoria i praktyka kontraktów niekompletnych ……………………………………… 117
7.2.Ciągłe poszukiwanie – presja praktyki ……………………………………………… 123
7.3.Kontrakty relacyjne …………………………………………………………………. 128
8. TEORIA KOSZTÓW TRANSAKCYJNYCH ............................................................. 135
8.1. Pojęcie i typy transakcji .............................................................................................. 135
8.2. Koncepcja kosztów transakcyjnych ............................................................................ 141
8.2.1.Podstawy ogólnej teorii kosztów transakcyjnych ………………………..…….……142
8.2.2.Powiązania i klasyfikacja …………………………………………………............. 148
8.3. Zapotrzebowanie na rachunek kosztów transakcyjnych …………………………… 154
9. PRZEDSIĘBIORSTWO JAKO INSTYTUCJA I ORGANIZACJA ............................ 160
9.1.Narodziny i rozwój instytucjonalnej teorii przedsiębiorstwa ...................................... 160
9.2. Koncepcja układu: pryncypał-agent .......................................................................... 165
9.3.Wielkie korporacje ...................................................................................................... 172
10.
EKONOMIKA INSTYTUCJONALNA O ROLI PAŃSTWA ................................ 179
10.1. Powstanie i ewolucja państwa jako instytucji i organizacji ...................................... 179
10.2. Funkcje państwa w systemie społeczno-gospodarczym ........................................... 186
10.3. Teoria wyboru społecznego ...................................................................................... 193
11. ZJAWISKO I PROBLEMY SZAREJ STREFY ……………………………………. 199
11.1. Krótkie dzieje i zarys teorii ……………………………………………….………… 199
11.1.1. Kilka lekcji z historii społeczno-gospodarczej …………………………….…….… 199
11.1.2. Na drodze do teorii ………………………………………………………….…….. 201
11.2. Realia i wyzwania współczesności ………………………………………………… 205
11.3. Zagadnienia szarej strefy w polskiej gospodarce …………………………………... 211
12. INSTYTUCJONALNE UJĘCIE KRYZYSU GOSPODARCZEGO ……….………. 219
12.1. Pole obserwacji – cykl gospodarczy i dynamika płyt matrycy
instytucjonalnej…………………………………………………………………….. 219
12.2. Dynamika systemu instytucjonalnego jako źródło kryzysu ………………………… 222
12.3. Obecny kryzys globalny …………………………………………………………….. 227
13. TEORIA PROJEKTOWANIA MECHANIZMÓW GOSPODARCZYCH ……….… 233
13.1.Geneza i najnowsze dzieje ………………………………………………………….. 233
13.2. Struktura teorii ……………………………………………………………………… 237
13.3. Zastosowania –doświadczenia i oferta ………………………………………….….. 243
14. INSTYTUCJONALNO-EKONOMICZNA ANALIZA PRAWA …………………… 248
3
14.1. O wspólnym obszarze badań ekonomii i prawa …………………………………… 248
14.2. Struktura ekonomicznej analizy prawa jako przedmiotu dydaktycznego i badań
naukowych ……………………………………………………………………….. 255
14.3. Tylko jeden przykład ……………………………………………………………… 259
15. ZRĘBY EKONOMIKI EWOLUCYJNEJ ................................................................... 265
15.1. Teoria ewolucji ekonomicznej .................................................................................... 265
15.2. Ewolucyjna teoria zmian instytucjonalnych ............................................................... 270
15.3. Proces transformacji ustroju społeczno-gospodarczego ............................................. 277
SŁOWNIK
………………………………………………………………...……………. 282
BIBLIOGRAFIA
.............................................................................................................. 290
Spis rysunków i tablic ...................................................................................................... 294
4
WSTĘP
Decyzję o wprowadzeniu wykładu ekonomiki instytucjonalnej do programu
kształcenia Prywatnej Wyższej Szkoły Businessu, Administracji i Technik Komputerowych w
Warszawie podjął w lutym 2004 r. Jego Magnificencja Rektor Prof. dr Tadeusz Koźluk.
Osiem lat doświadczeń wdrażania treści programowych tego przedmiotu, praktycznie na
wszystkich kierunkach kształcenia – obowiązkowego dla ekonomistów i jako oferta dla
studentów informatyki, prawa, administracji i dyplomacji – przyniosły bogaty materiał,
pozwalający doskonalić proces dydaktyczny. Dokonuje się przeto zmian w strukturze
tematycznej, metodach zajęć, propozycjach literatury i zestawach pytań kontrolnych. W roku
2007 ukazało się drugie rozszerzone wydanie podręcznika, które trafiło także do wielu uczelni
krajowych. Trzeba jednak pamiętać, że ekonomika instytucjonalna jest w stanie ekspansji, jej
przedstawiciele zdobywają Nagrody Nobla, aktywnie działają międzynarodowe towarzystwa
naukowe i lawinowo rośnie literatura fachowa. Obserwuje się wzrost badań stosowanych i
dodatnie sprzężenie zwrotne między popytem na praktyczny aspekt nauczania tego
przedmiotu a podażą oferty dydaktycznej ze strony ośrodków naukowo-badawczych. Nowe
uzupełnione wydanie jest więc potrzebne i w pełni uzasadnione.
W tym
wydaniu znalazły się trzy nowe rozdziały poświęcone zagadnieniom
instytucjonalnego ujęcia kryzysu gospodarczego, teorii projektowania mechanizmów
gospodarczych oraz instytucjonalno-ekonomicznej analizie prawa. W ten sposób wychodzimy
naprzeciw zapotrzebowaniu społecznemu naszych czasów. Wszak zjawisko współczesnego
kryzysu ma już zasięg globalny i przyczyny dopiero intensywnie rozpoznawane przez naukę.
Nie ustają także eksperymenty sterowania i regulowania w ramach dynamicznie
funkcjonujących systemów społeczno-gospodarczych. Wreszcie – w Polsce rośnie aprobata
dla integracji poczynań specjalistów, w których ekonomia, w tym ekonomika instytucjonalna,
może pełnić rolę pożytecznego spoiwa środowiska nauk społecznych i zwłaszcza
codziennego współdziałania ekonomistów i prawników.
Jako autor i wykładowca pozwalam sobie zgłosić kilka uwag i propozycji pod adresem
studentów i czytelników. Otóż zalecana literatura jest tylko propozycją, a załączona
bibliografia – wciąż jeszcze skromnym, wyselekcjonowanym zestawem publikacji,
ułatwieniem w podejmowaniu decyzji o dalszym studiowaniu ekonomiki instytucjonalnej. W
tym wydaniu podręcznika korzystałem już szerzej z coraz bogatszego zestawu publikacji
naszych polskich autorów. Pragnę zwrócić uwagę na pojawiające się materiały konferencji
5
naukowych, poświęconych ekonomice instytucjonalnej. W relatywnie krótkim okresie
ukazały się i są dostępne następujące wartościowe publikacje:
1. W 2005 r. Nowa ekonomia instytucjonalna. Teoria i zastosowania praktyczne, pod
redakcją prof. dr. hab. Stanisława Rudolfa – Szefa Katedry Ekonomiki Instytucjonalnej w
Wyższej Szkole Ekonomii i Prawa w Kielcach, zawierająca bogaty zbiór opracowań polskich
autorów. Kolejne konferencje w tym ośrodku owocowały obszernymi publikacjami w latach
2009 i 2012.
2. Ekonomia instytucjonalna – teoria i praktyka, pod redakcją prof. Urszuli ZagóryJonszty, będąca prezentacją obrad konferencji zorganizowanej we wrześniu 2005 r. przez
Akademię Ekonomiczną w Katowicach. Polecam serię wydawniczą Dokonania współczesnej
myśli ekonomicznej, pod tą samą redakcją, w której tomach pojawiły się już liczne cenne
publikacje z ekonomiki instytucjonalnej.
3. Od 2005 r. pod auspicjami Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika ukazało się już 7
obszernych tomów cyklu Ekonomia i Prawo, pod redakcją Barbary Polszakiewicz i Jerzego
Boehlke. Mamy tu dostęp do prawdziwej krynicy wiedzy o rozwoju ekonomiki
instytucjonalnej, a zwłaszcza dyscypliny nazywanej ekonomiczną analizą prawa.
4. Bożena Klimczak – Wybrane problemy i zastosowania ekonomii instytucjonalnej,
Wyd. AE we Wrocławiu, 2006.
5. Janina Godłów-Legiędź (red.), Instytucje i transformacja, Wyd. A. Marszałek,
Toruń 2009 oraz niezwykle inspirująca rozprawa Pani Profesor, wielce zasłużonej dla
promowania ekonomiki instytucjonalnej w Polsce, pt. Współczesna ekonomia. Ku nowemu
paradygmatowi? (Wyd. C.H.Beck, Warszawa 2010).
*
Oprócz wyrazów szacunku i wdzięczności, skierowanych do JM Rektora Prywatnej
Wyższej Szkoły Businessu, Administracji i Technik Komputerowych – Profesora dr.
Tadeusza Koźluka, za stworzenie warunków do podjęcia i kontynuacji wykładu oraz
napisania tego podręcznika, pragnę także podziękować za codzienną życzliwość
pracownikom Wydziału Nauk Społecznych i Technik Komputerowych, a moim studentom za
aktywność i zainteresowanie problemami mikro- i makroekonomii, jak również polityką i
doktrynami ekonomicznymi, wśród których nie brakowało wątków wziętych z ekonomiki
instytucjonalnej.
6
1. PRZEDMIOT I KRÓTKIE DZIEJE
Do sprawdzonych w dydaktyce metod należy oczywiście krótka wstępna prezentacja
cech wykładanej dyscypliny naukowej, zwłaszcza wskazanie jej miejsca w zbiorze nauk
pokrewnych, obiektu badawczego, struktury i głównych powiązań z realiami życia
społecznego. Taka prezentacja ma zachęcić do opanowania treści poznawanego przedmiotu i
rozbudzić zainteresowanie ich przydatnością i rolą we własnym programie zdobywania
wiedzy specjalistycznej i ogólnej. Dla oszczędności czasu i miejsca pozwalam sobie w tym
miejscu tylko na dwie uwagi.
Pierwsza dotyczy samej nazwy przedmiotu. Dlaczego nie użyłem dość często
stosowanego w naszym kraju określenia ekonomia instytucjonalna i trzymam się nazwy
ekonomika instytucjonalna? Po prostu uznaję nazwę ekonomia za właściwą dla całej nauki o
gospodarowaniu, podczas gdy ekonomika jest nazwą tylko części tej nauki.
Druga uwaga dotyczy definicji pojęcia ekonomika instytucjonalna. W bogatej
literaturze naukowej i popularnonaukowej znajdują się liczne definicje, zbudowane zwykle
pod kątem rozważań prowadzonych przez autora. Nie mogę opowiedzieć się za jedną z nich,
bez przeprowadzenia odpowiedniego wywodu i przywołania licznych argumentów. Sądzę, że
w zarysie wykładu przedmiotu dopiero wchodzącego do programów wyższych uczelni, za
wystarczającą możemy przyjąć następującą definicję:
Ekonomika instytucjonalna jest to część nauki ekonomicznej, która za punkt
odniesienia w poznawaniu i wyjaśnianiu procesów gospodarczych przyjmuje instytucję,
jako pewien wzorzec wykształcony przez zbiorowość społeczną.
Nie trudno zauważyć, że proponowana definicja wymaga kolejnych uściśleń, a przede
wszystkim wyjaśnienia pojęcia instytucja. Uznałem, że zaspokojeniu takiej potrzeby może
służyć przypomnienie dziejów ekonomiki instytucjonalnej, która jest wszak fragmentem
historii myśli ekonomicznej. Z tych względów strukturę tego rozdziału podporządkowałem
zarówno chronologii – etapom narodzin i rozwoju, jak i ekspozycji istotnego wydarzenia,
jakim stał się podział ekonomiki instytucjonalnej na dwa, współcześnie równoległe nurty.
1.1. U źródeł ekonomiki instytucjonalnej
Czas i miejsce narodzin określonej koncepcji, doktryny, całego nurtu, prądu lub szkoły
naukowej myśli ekonomicznej można zidentyfikować pozornie łatwo. Wystarczy odwołać się
do dokumentów, autentycznych rozpraw i rzetelnej analizy sytuacji społeczno-gospodarczej
konkretnego okresu, z której zrodziło się szczególne zapotrzebowanie na nowe ujęcie
problemu. W praktyce mamy do czynienia z paradoksem odwrócenia biegu czasu, a
mianowicie – powtarzającym się nakazem ponownego wyjaśnienia przyczyn, wkładu
prekursorów i oświetlenia dokonań mistrzów, w miarę jak starzeje się lub po prostu ewoluuje
badana doktryna ekonomiczna. Tak jest także z ekonomiką instytucjonalną. Jeszcze do lat 50ych ubiegłego wieku wystarczała znajomość narodzin i rozwoju amerykańskiej ekonomiki
instytucjonalnej, o której obecnie mówimy jako o „starej”, „oryginalnej” lub „tradycyjnej”.
Pojawienie się i dynamiczny rozwój nowej ekonomiki instytucjonalnej, aspirującej nawet do
rangi relatywnie samodzielnego nurtu, prądu lub nawet szkoły, wręcz wymusiło poszukiwanie
własnych, oryginalnych korzeni, a po pewnym czasie – także odwoływanie się do
pokrewieństwa, zbieżności poglądów i wspólnych obszarów zainteresowań. Przy tych
zastrzeżeniach nie popełnimy większego błędu, rozpoczynając krótki przegląd dziejów
ekonomiki instytucjonalnej od opisu źródeł twórczej inspiracji mistrzów amerykańskiej
ekonomiki instytucjonalnej.
Burzliwy rozwój Stanów Zjednoczonych w drugiej połowie XIX wieku stworzył
klimat pobudzający także rozwój oryginalnych koncepcji naukowych. Znawcy problemu
7
wskazują zwłaszcza na trzy pierwotne źródła, które zasiliły płodny w późniejszym okresie
prąd, przenikający większość nauk społecznych, a który przyjęto nazywać
instytucjonalizmem. Do takich źródeł zalicza się: darwinizm społeczny, antropologię
kulturową i pragmatyzm. Przypomnę ich główne tezy 1.
NAUKI SPOŁECZNE:
1. DARWINIZM SPOŁECZNY
2. ANTROPOLOGIA KULTUROWA
3. PRAGMATYZM – INSTRUMENTALIZM
„STARA”
EKONOMIKA
INSTYTUCJONALNA
DOKTRYNY EKONOMICZNE:
HISTORYZM
1. PROTEKCJONIZM WYCHOWAWCZY
Rys. 1.1. Źródła amerykańskiej ekonomiki instytucjonalnej.
Darwinizm społeczny dotarł z Europy do USA na fali ewolucjonizmu i przyczynił się
do powstania amerykańskiej socjologii. Pod wpływem dzieł wielkiego uczonego angielskiego
Herberta Spencera (1820-1903) w języku tej nauki zagościły pojęcia struktura społeczna,
instytucja i organizacja, odnoszące się do takich wspólnot, jak rodzina, wspólnota religijna i
zawodowa, zrzeszenia polityczne i układy produkcyjne. Oryginalne, amerykańskie wątki do
tych koncepcji wprowadził William Graham Sumner (1840-1910), podnosząc do najwyższej
rangi znaczenie doboru naturalnego w więziach społecznych. Teza, zaczerpnięta z biologii, że
przeżyją tylko najzdatniejsi, miała uznanie wśród obserwatorów i uczestników praktyki
ówczesnego etapu rozwoju amerykańskiego kapitalizmu. Walka człowieka o przetrwanie
wymusiła tworzenie wspólnot na podstawie pewnych praktyk, obyczajów, upodobań i
obrzędów, które stały się naturalnymi sposobami postępowania w gromadzie (w oryginale –
folkways). Mamy tu do czynienia z opisem kategorii instytucja.
W ramach ogólnej nauki o człowieku wyodrębnia się antropologię kulturową, która
bada życie ludzkie w ramach odziedziczonego dorobku materialnego i duchowego wspólnot
społecznych. Rozgłos przyniosły badania nad pierwocinami więzi społecznej, prowadzone w
bezpośrednim kontakcie uczonych z plemionami indiańskimi. Lewis Henry Morgan (18181881) na podstawie wieloletnich badań życia Irokezów wskazał na znaczenie takich
instytucji, jak rodzina, małżeństwo, ród i plemię w ogólnym procesie rozwoju ludzkości.
Warto wspomnieć, że jego badania wykorzystał m.in. Fryderyk Engels w swojej rozprawie o
powstaniu instytucji własności prywatnej i państwa.
1
Por. W. Stankiewicz, Ekonomika instytucjonalna. Narodziny i rozwój, Wyd. BBS, PWSBiA, Warszawa 2004,
s. 15-25.
8
Inspiracja ze strony filozofii była niezwykle silna i oryginalna, bowiem pochodziła z
koncepcji odzwierciedlającej specyfikę amerykańską. Dynamizm gospodarczy, społeczny i
polityczny rodzącego się mocarstwa, legł u podstaw pragmatyzmu, jako doktryny
podkreślającej znaczenie czynu i działania, prawdziwości teorii przez jej skutki praktyczne.
W czołówce amerykańskiego pragmatyzmu wysokie miejsce zajmował Charles Sander Peirce
(1839-1914), który odrzucał podejście Kartezjusza o konieczności stworzenia wstępnej
metody badawczej, zakładał ciągłość procesu poznania i zalecał osobliwą skromność w
postaci wątpienia konstruktywnego. Głoszona przez niego zasada pragmatyczna zakłada, że
stworzone pojęcie intelektualne trzeba przetłumaczyć na dyrektywę dla praktyki i oszacować
skutki działania.
W tym samym duchu wypowiadał się wybitny filozof i psycholog William James
(1842-1910). Wprowadził on pojęcie aktywnej jednostki ludzkiej, tworzenie się w procesie
ewolucji szczególnej jaźni społecznej (the social self). Jego zdaniem, instynkty pierwotne
człowieka przekształcają się w zachowania wyuczone, nawyki, które stają się siłą napędową
rozwoju społecznego. W ten sposób zasada pragmatyczna uzyskała wsparcie ze strony
psychologii. Skrajną postać pragmatyzmu opracował i upowszechnił John Dewey (18591952) pod nazwą instrumentalizmu. W nawiązaniu do filozofii empiryzmu postulował
realizację programu przebudowy ustroju społecznego na podstawie nauki o dominującym
znaczeniu reakcji organizmów na bodźce płynące ze środowiska naturalnego i stosowane
narzędzia. Funkcjonowanie amerykańskiego systemu społeczno-gospodarczego dowodzi
konieczności liczenia się z zasadami indeterminizmu i prakseologii.
Omówione trzy źródła inspirujące twórców instytucjonalizmu zasiliły słabą jeszcze
amerykańską myśl ekonomiczną i przyczyniły się do wkrótce do powstania jej oryginalnych
koncepcji. Zamiast kolejnych skromnych adaptacji doktryn europejskich, zwłaszcza autorów
angielskich i francuskich, amerykańscy ekonomiści podejmują zadania i problemy
wyrastające z konkretnych potrzeb młodego i dynamicznie rosnącego własnego państwa.
Mimo uznanej atrakcyjności szkoły klasycznej odrzucono jej skrajny liberalizm na rzecz
doktryny protekcjonizmu wychowawczego, tj. utrzymania efektywnej bariery celnej przed
ekspansją importu brytyjskiego. Zwolennikiem protekcjonizmu był zarówno bliski doradca
prezydenta Jerzego Waszyngtona – Aleksander Hamilton (1757-1804), jak i dwaj wybitni
uczeni, biznesmeni i działacze społeczni – Daniel Raymond (1786-1849) i Henry Charles
Carey (1793-1879). W ich koncepcjach zawierał się program polityki przyspieszenia
industrializacji, akumulacji kapitału i wewnętrznej ekspansji gospodarczej w gwałtownie
rozszerzających się granicach Stanów Zjednoczonych. Wysoko ceniono w nich tradycje
przyniesione przez imigrantów, rozwijane przez wspólnoty pionierów i zawarte w etyce
kościołów protestanckich.
W tym miejscu przypomnę, że późniejszy mistrz niemieckiej szkoły narodowej
Friedrich List (1789-1846) przebywał na wymuszonej emigracji w USA w latach 1825-1832,
obserwował i uczestniczył w przemianach społeczno-gospodarczych, tworząc własną
doktrynę protekcjonizmu na użytek jednoczących się Niemiec i – ogólnie – jako ofertę dla
krajów gospodarczo nierozwiniętych. Dorobek kolejnych szkół niemieckich, które utrwaliły
w powszechnej myśli ekonomicznej wysoką pozycję całego kierunku historycznego,
przyczynił się poważnie, na zasadzie sprzężenia zwrotnego, do rozwoju pierwocin
amerykańskiej ekonomiki instytucjonalnej. Koncepcje jej twórców rodziły się w warunkach
dramatycznych wydarzeń związanych z wojną secesyjną (1861-1865) i ekspansją młodego
mocarstwa, korzystającego z ogromnego potencjału gospodarczego.
Wojna secesyjna obnażyła sprzeczności interesów i złożoność struktury społecznej
(możemy już mówić o matrycy instytucjonalnej) uprzemysłowionej Północy i rolniczego
Południa, trudności sprawowania władzy w ramach federacji i liberalnej polityki
gospodarczej. Po wojnie secesyjnej wielu młodych amerykańskich ekonomistów szukało
9
natchnienia w uczelniach niemieckich i u wykładowców kierunku historycznego.
Odpowiadały im opisowe ujęcia historii gospodarczej, analiza przemian w ustroju wspólnot
wiejskich, strukturach osiedlowych, organizacjach stanowych i zawodowych oraz postulaty
oparte na etyce. Teoretyczne spekulacje kierunku subiektywno-marginalistycznego znalazły
się na dalszym planie.
To grupa młodych ekonomistów wykształconych w ośrodkach niemieckich nadała w
1885 r. ton założycielom Amerykańskiego Towarzystwa Ekonomicznego (American
Economic Association – AEA). W programie znalazły się następujące wytyczne działania: 1)
państwo jest siłą niezbędną dla zapewnienia warunków postępu społecznego; 2) nauka
ekonomiczna preferuje badania życia gospodarczego w ujęciu historycznym z
wykorzystaniem metod statystycznych; 3) konflikt między światem pracy i kapitału rodzi
liczne napięcia, których rozwiązanie wymaga współdziałania kościołów, państwa i nauki; 4)
polityka gospodarcza nie może być analizowana z pozycji partyjnych, natomiast powinna być
wspierana naukową analizą prawną. Historia wciąż aktywnie działającego Towarzystwa
odnotowała jednak dość krótki etap fascynacji historyzmem. Po osiągnięciu poziomu kraju
wysoko uprzemysłowionego, dysponującego ogromnymi nadwyżkami produkcji rolnej i
skutecznie konkurującego w handlu zagranicznym z Wielką Brytanią i Niemcami, przewagę
w AEA zdobywa pluralizm metodologiczny.
Dobrym przykładem jest ewolucja koncepcji amerykańskiego współtwórcy kierunku
neoklasycznego Johna Batesa Clarka (1847-1938), który startował z pozycji niemieckiego
historyzmu i chrześcijańskiego socjalizmu, aby dojść do sławy jako autor dzieła Podział
bogactwa (The Distribution of Wealth, 1899), w którym wykorzystał metody rachunku
marginalnego i założenia sięgające tradycji szkoły klasycznej.
Warto odnotować fakt, że w poszukiwaniach źródeł inspiracji lub bezpośredniego
wpływu na powstanie i rozwój ekonomiki instytucjonalnej znalazły się także interesujące
poglądy na temat roli marksizmu. Do zapoznania się z nimi lepiej jednak zabrać się po
wstępnym przestudiowaniu dorobku twórców amerykańskiej ekonomiki instytucjonalnej.
1.2. Dorobek „starej” ekonomiki instytucjonalnej
W najnowszej literaturze przedmiotu znajdujemy dość częste odwołania do
wypowiedzi znanych ekonomistów, zawierające sformułowania i wątki na miarę
prekursorskich w stosunku do koncepcji mistrzów amerykańskiego instytucjonalizmu.
Pozostawmy te sprawy historykom myśli ekonomicznej, aby więcej czasu poświęcić
niezwykle płodnym twierdzeniom wielkiego uczonego T. Veblena, równie oryginalnym
ujęciom J. Commonsa, teorii cyklu opracowanej przez W. Mitchella i próbom syntezy
ekonomiki instytucjonalnej podejmowanym przez J. M. Clarka. To ich dorobek naukowy
zdecydował w dużym stopniu o włączeniu ekonomiki instytucjonalnej do grona poważnych
doktryn myśli ekonomicznej pierwszej połowy XX wieku.
Jako paradoks możemy przyjąć fakt, że prawie bezspornie uznany za mistrza całego
nurtu instytucjonalnego Thorstein Bunde Veblen (1857-1929) w swoich licznych
publikacjach nie używał nazwy ekonomika instytucjonalna i tylko niekiedy definiował
kluczowe dla tej dyscypliny wiedzy pojęcie instytucja. Największy rozgłos przyniosła mu
intelektualnie wręcz agresywna teoria klasy próżniaczej, nie mieszcząca się w ramach tylko
ekonomii i nawet socjologii, ale powiązana z filozofią pragmatyzmu, psychologią,
antropologią kulturową, doktryną ewolucji społecznej i – wyraźnie – z krytyczną analizą
ówczesnej fazy ustroju kapitalistycznego. Nie bez znaczenia była także jego postawa
życiowa, ukształtowana przez pochodzenie i konflikty w pracy akademickiej, a także forma i
styl prezentacji twierdzeń. Jego rozprawy są wciąż odczytywane, interpretowane i
popularyzowane, a czasem – wręcz upraszczane. Trzeba to raczej przyjąć jako dowód
10
wielkości Veblena. Do prezentacji wkładu Veblena do ekonomiki instytucjonalnej wybrałem
tylko klika kwestii.
Zacznę od zainteresowania się Veblena takim obiektem, jak instytucja. Wydaje się, że
już sama jego liczna rodzina stanowiła bogate i obfite źródło przemyśleń i wniosków. Była to
bowiem rodzina ubogich imigrantów z Norwegii, pionierów wydzierających prerię dla
zakładanych farm, chłopów obdarzonych instynktem dobrej roboty, wspartym etyką
protestancką i z uporem przebijających się do godnej pozycji w początkowo tak obcym
środowisku społecznym. Veblen zdobywał wiedzę dzięki ogromnemu talentowi, przełamywał
barierę języka angielskiego, nie zapominając skandynawskich korzeni kulturowych, broniąc
się często dowcipem lub złośliwością, ale także nie stroniąc od aktywnej walki z przejawami
kołtunerii i ucisku społecznego. Codzienne obcowanie w schematach zachowań
dziedziczonych od pokoleń nauczyły Veblena szacunku do ich trwałości, a w miarę
zdobywania biegłości w analizach proponowanych przez ewolucjonizm i pragmatyzm (wszak
jego wykładowcami byli krótko Sumner i Peirce) obserwacje te stały się tworzywem do
formułowania coraz śmielszych i oryginalnych poglądów.
W lutym 1899 r. ukazało się wielkie dzieło Veblena – Teoria klasy próżniaczej –
wywołując prawdziwą burzę dyskusji nie tylko w Stanach Zjednoczonych. Był to niezwykle
ostry atak na świat biznesu i kulturę pieniądza, wykorzystujący do głębokiej analizy strukturę
instytucjonalną ustroju społeczno-ekonomicznego. Veblen nie przywiązywał większej wagi
do precyzyjnego określenia pojęcia instytucja, uznanego i powszechnie stosowanego w
pracach psychologów i socjologów. Dopiero w rozdziale VIII. Teorii... umieścił następującą
definicję: Instytucje społeczne to w swej istocie dominujące sposoby myślenia uwzględniające
poszczególne warunki społeczne, poszczególne funkcje jednostki i społeczności. [...] Instytucje
społeczne – czyli nawyki myślowe czy sposoby ujmowania zjawisk – które kierują ludzkim
życiem, pochodzą z przeszłości. Są wytworami przeszłości, dostosowanymi do ówczesnych
warunków, dlatego nigdy nie są w całkowitej zgodzie z wymogami teraźniejszości2. Bez trudu
zauważymy możliwość wykorzystania tej definicji do nawet kilku prostszych określeń istoty
pojęcia instytucja i do wyjaśnienia jej genezy lub powiązań strukturalnych.
Czerpiąc obficie ze wszystkich wspomnianych źródeł amerykańskiej i europejskiej
myśli naukowej i skupiając uwagę na treści i strukturze swojej teorii klasy próżniaczej,
wprowadzał Veblen kolejne obiekty badawcze – instytucje społeczne – warunki ich
powstawania, ewolucję i wielostronne powiązania. To od pierwotnego instynktu pracy
(workmanship) wiedzie długa droga do postawy współzawodnictwa w ramach rodu i
plemienia oraz zwyczaju i nawyku demonstrowania siły, bogactwa, z których zrodziła się tak
brzemienna w skutki instytucja własności prywatnej. Ta instytucja działa już w ramach
wyższego stadium kultury barbarzyńskiej, jej transformacji ze stadium dzikości do stadium
preferującego postawy zaborcze (łupieżcze). Powstają pierwociny klasy próżniaczej, jako
grupy i instytucji społecznej utrwalającej zwyczaj demonstrowania posiadanej własności,
bogactwa i możliwości szczególnego typu konsumpcji, w celu wyróżnienia się spośród
innych członków wspólnoty. Próżnowanie na pokaz to nieprodukcyjne użytkowanie czasu,
wyraz pogardy dla działalności produkcyjnej, podkreślanie jako godnych uprawiania zajęć
rządzenia, rzemiosła wojennego, sprawowania obrządków religijnych i uprawiania sportu.
Niezwykle sugestywnie przedstawił Veblen obraz klasy próżniaczej jako instytucji
funkcjonującej w ramach szerszej i historycznie młodszej fazie kultury quasi-pokojowej,
którą można także określić jako świat pieniądza. W krytycznym zwierciadle teorii klasy
próżniaczej łatwo rozpoznawano oblicze amerykańskiego ustroju społecznego i
gospodarczego, a w dyskusjach mnożono przykłady szkodliwych moralnie postaw i
marnotrawstwa zasobów. W rozważaniach Veblena coraz wyraźniej występuje analiza
2
T. Veblen, Teoria klasy próżniaczej, PWN, Warszawa 1971, s. 171.
11
dynamiki ustroju ekonomicznego, opartego na sprzecznościach miedzy dwoma jego
układami, a mianowicie – układem instytucji produkcyjnych (technicznych) i biznesowych
(finansowych). Konserwatyzm, wyrastający z instytucji próżnowania na pokaz i ostentacyjnej
konsumpcji, staje się hamulcem w procesie koniecznego przystosowania się do postępu
technicznego.
Dorobek naukowy Veblena obejmuje także jego koncepcje i postulaty dotyczące
ekonomiki ewolucyjnej, jako teorii rozwoju społeczno-gospodarczego lub po prostu
ujmowania procesu transformacji życia wspólnoty ludzkiej. Już w obszernym artykule pod
znamiennym tytułem Dlaczego ekonomika nie jest nauką ewolucyjną? (Why Is Economics
Not an Evolutionary Science?, “Quarterly Journal of Economics” z lipca 1898 r.)
sygnalizował Veblen niedostatki metodologii opartej na statycznym ujęciu zjawisk,
naturalnych i trwałych prawach natury. Postulował przeto odrzucenie teleologii – jako
postawy badawczej odwołującej się do powszechnej celowości działań – na rzecz poznawania
rzeczywistych przyczyn warunkujących decyzje podmiotów. Zamiast prostej taksonomii, a
więc formalnej klasyfikacji i hierarchizacji rzeczy i zjawisk, zalecał analizę istoty
konkretnych instytucji i ich powiązań. W ten sposób Veblen zrywał także z tradycją kierunku
historycznego i jego opisem systemów gospodarczych opartym właśnie na taksonomii.
Odrzucił także hedonizm szkoły austriackiej, traktującej człowieka gospodarującego jako
zwykłe – chociaż doskonałe – urządzenie, izolowany szczelnie kalkulator przyjemności i
przykrości.
Postulowany przez Veblena schemat rozwoju nauki ekonomicznej podkreślał
znaczenie jej więzi z ewolucją całego układu kultury, jako kompleksu nawyków życiowych i
myślowych dominujących wśród członków wspólnoty. Ekonomika ewolucyjna – pisał – musi
być także teorią wzrostu kulturowego, wszak silnie zdeterminowanego potrzebami
gospodarczymi i sekwencją instytucji ekonomicznych. Natomiast u samych podstaw wiedzy i
nauki leżał instynkt czystej ciekawości i sprzężenie zwrotne z praktyką.
Prezentację dorobku Veblena kończę przypomnieniem jego pionierskiego ujęcia
genezy i rozwoju korporacji, jako instytucji współczesnego kapitalizmu, oraz zjawiska
technokracji, zwiastującego sprzeczności interesów właścicieli kapitału i menedżerów
wielkich przedsiębiorstw, wielkich kapitanów przemysłu. Veblen wnikliwie analizował
przekształcenia organizacyjne i instytucjonalne w świecie biznesu i techniki, ewolucję
instytucji przedsiębiorstwa, postawy warstw i klas społecznych, narastanie zjawisk
kryzysowych także w skali międzynarodowej. Teza Veblena o rysującym się wyraźnie
podporządkowaniu instytucji państwa interesom wielkiego biznesu wywołała burzliwą
dyskusję. Veblen pisał: Rząd konstytucyjny jest rządem biznesu. [...] Rząd pracuje zwykle w
interesie biznesmenów, w pełnej zgodności celów. [...] Za zgodą wielkiej części ludności,
włączając nawet tych, którzy nie mają w tym interesów pieniężnych, rząd konstytucyjny stał
się głównie departamentem organizacji biznesu i jest kierowany według rad biznesmenów3.
*
Podstawy amerykańskiej ekonomiki instytucjonalnej tworzył także John Rogers
Commons (1862-1945), który w młodości poznał dobrze prozę życia średnio zamożnych
farmerów w Ohio, Indiana i Wisconsin, próbował szczęścia w zawodzie drukarza, walczył o
prawa związków zawodowych, a studia formalnie ukończył na poziomie bakałarza. Pewien
wpływ na jego późniejsze koncepcje wywarły niemiecki historyzm (zainteresowanie dziejami
konkretnych wydarzeń społeczno-gospodarczych) i chrześcijański socjalizm, ale największy –
obserwacja procesu reform dokonywanych w latach 1900-1920 w Stanach Zjednoczonych,
którym dano nazwę ery postępowej (Progressive Era). Po objęciu w 1904 r. stanowiska
wykładowcy na stanowym University of Wisconsin (Madison) twórczo połączył obowiązki
3
T. Veblen, The Theory of Business Enterprise, Mentor, New York 1904, s.135-6.
12
dydaktyczne z działalnością społeczną i polityczną. Współpracował z wybitnym politykiem,
gubernatorem R. M. La Follete`em, wdrażając programy doskonalenia stanowej polityki
ochrony praw konsumenta, doskonalenia systemu finansowego i łagodzenia konfliktów
między światem kapitału i pracy. Przez kilka lat Commons i jego studenci przeanalizowali
ogromny materiał zawarty w orzeczeniach sądów zamykających sprawy związane z
konfliktami pracy. Fundamentalne publikacje na ten temat zaświadczają, że stał się on
wybitnym przedstawicielem ekonomiki pracy i ekspertem w polityce społeczno-gospodarczej,
zwłaszcza w zakresie negocjacji i realizacji kontraktów najmu.
Podstawowy wkład Commonsa do amerykańskiej ekonomiki instytucjonalnej znajduje
się w trzech obszernych książkach. Pierwsza, Podstawy prawne kapitalizmu (Legal
Foundations of Capitalism) ukazała się w 1924 r. i jest sugestywnym wykładem więzi nauki
prawa z ekonomią. Drugą autor opublikował w 1934 r. już po przejściu na emeryturę i w
tytule wyróżnił wreszcie nazwę powstającej dyscypliny nauk ekonomicznych, a mianowicie –
Ekonomika instytucjonalna: jej miejsce w ekonomii politycznej. Dopiero po śmierci
Commonsa opublikowano w 1950 r. jego trzecie wielkie dzieło – Ekonomikę działania
kolektywnego (The Economics of Collective Action). Dla lepszego zapoznania się z
oryginalnym ujęciem treści ekonomiki instytucjonalnej konieczne jest przypomnienie kilku
najważniejszych tez zawartych w tych dziełach.
We wstępie do Podstaw prawnych kapitalizmu Commons pisał: Celem tej książki jest
opracowanie ewolucyjnej i behawiorystycznej, czy raczej wolicjonalnej teorii wartości,
opowiadając się tym samym po stronie tych, którzy zerwali z tradycją psychologii
hedonistycznej, dotychczas tak silnie oddziałującej na nauki prawne i ekonomiczne4.
Commons, w odróżnieniu od Veblena, korzystał w pełni ze zdobyczy psychologii
behawioralnej, która odrzuciła subiektywną metodę introspekcji (obserwacji samego siebie)
na rzecz analizy dających się obserwować zachowań ludzi. Ten nurt psychologii był bliski
amerykańskiemu pragmatyzmowi i ułatwiał Commonsowi rozwijać całościowo ujętą
doktrynę ekonomiczną. Gospodarka jest, według niego, z jednej strony – stosunkiem
człowieka do przyrody, a więc relacją techniczną, ilościową; a z drugiej strony – stosunkiem
człowieka do człowieka, przeto ma wymiar jakościowy. Można mówić o dwóch układach –
gospodarki technicznej (engineering economy) i gospodarki biznesu (business economy). Dla
określenia całości (dzisiaj chyba określilibyśmy to jako system) Commons wprowadził
pojęcie układ działający (going concern). Rozwój tych układów opiera się na regułach
działania (working rules), które opracowuje i wdraża Sąd Najwyższy państwa.
Podstawowe kategorie nauki ekonomii kształtowały się, zdaniem Commonsa, pod
przemożnym wpływem orzeczeń i interpretacji sądów. Taką sterowaną ewolucję przechodziło
pojęcie własności – od posiadania przedmiotów fizycznych z ich wartością użytkową, do
nieuchwytnego aktywu, niematerialnego, ale mającego wartość rynkową, opartą na
oczekiwaniach podmiotów gospodarki. Ewolucja przekształceń układów działających
występuje bardzo wyraźnie w orzeczeniach sądowych dotyczących konfliktów rodzących się
podczas zawierania i realizacji transakcji. Współczesna ekonomika instytucjonalna umieściła
teorię kosztów transakcji na poczesnym miejscu, wskazując na prekursorski charakter
koncepcji Commonsa. Przytoczę jego kilka tez.
Transakcja jest godna obserwacji naukowej, jako wyraz woli ludzkiej, związany z
wyborem w warunkach ograniczeń i w zgodzie z roboczym układem reguł działającego
układu. Transakcje można definiować od strony jakościowej, uwzględniając psychologię,
zwłaszcza intencje stron, albo od strony ilościowej, kalkulując nakłady materialne i czynniki
współtworzące stopień siły oddziaływania stron. Oryginalne podejście zastosował Commons
określając elementarny model transakcji. Zamiast tradycyjnie opisywanego układu: jeden
4
J. R. Commons, Legal Foundations of Capitalism, University of Wisconsin Press, Madison 1957, s. VII.
13
sprzedający – jeden kupujący, wykorzystał model pięciosobowy. Mamy zatem układ:
sprzedawca i jego konkurent – kupujący i jego rywal – władca, jako czynnik ustalający
reguły, sędzia, arbiter lub po prostu otoczenie, środowisko, w którym pojawia się transakcja.
Zastosowana przez Commonsa i jego uczniów metoda przesiewania wyroków i
orzeczeń sądowych pozwoliła także odtworzyć historyczny proces „targowania się”
(bargaining) stron o wysokość renty, płac i cen. W tym oto procesie wyłoniła się instytucja
własności prywatnej, poznano liczne przyczyny i ograniczenia decyzji cenowych, zajęto się
sporami o płace, tak brzemiennymi w konflikty społeczne. Niektóre uogólnienia Commonsa
poszły tak daleko, że w ich wyniku mechanizm rynkowy uznany został za czynnik podrzędny
w stosunku do efektów „widzialnej ręki” władzy sądowniczej.
*
Przed prezentacją treści dwutomowej Ekonomiki instytucjonalnej warto przypomnieć
krótkie dzieje wprowadzania tej nazwy do terminologii w amerykańskiej literaturze
przedmiotu5.
Przyjmuje się, że to amerykański ekonomista Walton Hale Hamilton (1881-1958)
wprowadził do obiegu określenie podejście instytucjonalne w referacie na konferencji
Amerykańskiego Towarzystwa Ekonomicznego w roku 1918, zatytułowanym Instytucjonalne
podejście do teorii ekonomicznej (The Institutional Approach to Economic Theory,
opublikowany w materiałach konferencji z 1919 r.). Argumentacja autora zawierała się w
tezach, że takie podejście: 1) jednoczy badania w różnych obszarach; 2) przybliża analizę
procesów zarządzania; 3) odpowiada pojmowaniu instytucji, zarówno jako zmiennych
elementów życia gospodarczego, ale i podmiotów, które tym życiem kierują; 4) pozwala
traktować proces społeczno-gospodarczy w formie jedności zmian instytucjonalnych i
rozwoju całości; 5) wykorzystuje zdobycze współczesnej psychologii społecznej, zwłaszcza
teorii ludzkich zachowań (behawioryzmu). Hamilton wskazał na liczne grono amerykańskich
ekonomistów, w tym na T. Veblena, W. Mitchella i J.M. Clarka, którzy takie instytucjonalne
podejście stosowali, nawet nie definiując kluczowego pojęcia instytucja.
Wielkie dzieło Commonsa w samym tytule potwierdzało akceptację podejścia
instytucjonalnego, a w podtytule – lokalizację nowej subdyscypliny w naukach
ekonomicznych, konkretnie w ekonomii politycznej6. Samą ekonomię polityczną traktował
Commons jako teorię gospodarki narodowej, system gospodarki w skali makro, natomiast
ekonomikę instytucjonalną jako jej składnik eksponujący rolę i znaczenie działania
zbiorowego (collective action) w sterowaniu procesem transakcji indywidualnych. Wyraźnie
preferując osiągnięcia praktyki legislacyjnej, uogólnienia praktyki sądowniczej i odrzucając
wywody na temat genezy instytucji, Commons oparł się na swoich tezach o istocie procesu
transakcji i koncepcji układu działającego. To właśnie trzy typy transakcji – przetargowe,
menedżerskie i racjonujące – jako układy działające (going concerns), razem ze swoimi
regułami funkcjonowania, od rodziny, poprzez korporacje, związek zawodowy,
stowarzyszenia gospodarcze, aż do samego państwa, są tym, co nazywamy instytucjami7.
Commons uznawał wprawdzie Veblena za pioniera ekonomiki instytucjonalnej, ale
zarzucał mu nietrafne pojmowanie pragmatyzmu i brak znajomości najnowszego
orzecznictwa sądowego, w którym nowe zjawiska, np. własności „nieuchwytnej”, znajdują
wyjaśnienie na gruncie relacji interesów obu stron – kapitalistów i robotników. Veblen, jego
zdaniem, dostrzegał tylko wyzysk oparty na zwyczaju i nawykach. Podobnie jest z
5
Korzystam z publikacji wybitnego znawcy historii ekonomiki instytucjonalnej Malcolma Rutherforda:
Institutionalism Between the Wars, „Journal of Economic Perspectives”, 2001, nr 3, s. 175-194 oraz Institutional
Economics: Then and Now.
6
J. R. Commons, Institutional Economics. Its Place in Political Economy, The University of Wisconsin Press,
Madison 1959.
7
Tamże, s.69.
14
veblenowskim ujmowaniem roli instynktu dobrej roboty, jako wyrastającego z samej
przyrody i akumulacji bogactwa pieniężnego. Commons ujmował to zjawisko jako rezultat
ewolucji idei, nawyków i prawa, powiązanych z procesem transakcji. Pragmatyzm, według
niego, powinien być w ekonomice instytucjonalnej wykorzystywany jako metoda badawcza
dla poznania działających układów (instytucji) i relacji między jednostkami występującymi w
procesie zawierania i realizacji transakcji. W procesach transakcji – pisał Commons –
funkcjonują reguły prawa stanowionego, a więc odmienne od prawa natury.
W omawianym tu dziele i pośmiertnie wydanej Ekonomice działania zbiorowego
znajdujemy liczne przykłady definiowania pojęcia ekonomii i ekonomiki instytucjonalnej
oraz instytucjonalnego oświetlenia pojęć stosowanych w tradycyjnym nurcie myśli
ekonomicznej. Borykając się z jednakowymi nazwami obiektu i przedmiotu badań (ang.
economy) Commons pisał, że przedmiotem ekonomiki instytucjonalnej, w odróżnieniu od
ekonomii inżynieryjnej i nauki o gospodarstwie domowym, nie są rzeczy fizyczne, towary,
ani praca, ale działanie zbiorowe. To właśnie działanie zbiorowe ustala reguły postępowania
dla praw własności, zobowiązań, wolności i zagrożeń. Reguły te kształtują oczekiwania
wybiegające w przyszłość i to one określają granice rzadkości, użyteczności, efektywności i
przede wszystkim – wartości rozsądnej (reasonable value). Według Commonsa, wartość
rozsądna jest ewolucyjnym, kolektywnym określeniem tego, co jest rozsądne z punktu widzenia
wszystkich politycznych, moralnych i ekonomicznych warunków oraz sędziów Sądu
Najwyższego. Taki Sąd uwzględnia intuicje, zwyczaje i nawyki, dokonuje ich selekcji i
logicznej dedukcji, nie zapominając o wymogu praktycznym, tj. zdrowym rozsądku.
Wkład Commonsa do budowy zrębów „starego” instytucjonalizmu ocenia się,
słusznie, jako niezwykle oryginalny i nie ustępujący dziełu Veblena. Dyskusje nad
podobieństwem i różnicami w koncepcjach obu uczonych trwają i warto z nich korzystać,
zapoznając się z losami ekonomiki instytucjonalnej, natomiast w tym miejscu trzeba
ograniczyć się tylko do kilku uwag związanych z oceną wartości trzech twierdzeń
Commonsa, związanych z kategorią instytucja8.
Pierwsze twierdzenie o pojęciach działanie zbiorowe i kolektywna wola (collective
will) sugeruje, że instytucje mają własną wolę, która jest transcendentną, tj. znajdującą się
poza wolą jednostek. Commons w drugim twierdzeniu ignoruje rezultaty niezamierzonych
ludzkich interakcji, włączając także działania nieplanowych instytucji. Trzecie twierdzenie
podkreśla postawę Commonsa, który wyróżniał raczej instytucje legalne, poświęcając mniej
uwagi instytucjom nie wymagającym regulacji prawnych, jak np. instytucjom
samoorganizującym się i tworzącym się spontanicznie. Znawcy zagadnienia znajdują
argumenty podważające kategoryczność tak ujętych twierdzeń, odsyłając do nieraz
sprzecznych wypowiedzi samego Commonsa. Nam pozostaje zgodzić się z faktem, że
rysujące się współcześnie zróżnicowanie nurtów ekonomiki instytucjonalnej i powoływanie
się na koncepcje Veblena lub Commonsa jest wręcz normalne w rozwoju nauki.
*
Pragmatyzm i talent w ilościowym ujmowaniu zjawisk makroekonomicznych wniósł
do amerykańskiej ekonomiki instytucjonalnej uczeń Veblena i Deweya – Wesley Clair
Mitchell (1874-1948). W naszej prezentacji możemy wskazać tylko na parę przykładów jego
osiągnięć naukowych i politycznych. Warto pamiętać, że Mitchell za punkt wyjścia przyjął
nowe ujęcie psychologii społecznej (behawioryzm), podkreślającej znaczenie instynktów,
nawyków i układów, określanych jako całości (entities) psychologiczne. Takie układy –
instytucje społeczne, wielkie zorganizowane systemy pojęciowe – określają i wymuszają
racjonalne zachowania gospodarcze. Taka pozycja wyjściowa wystarczała do prowadzenia
8
Por.: G.M.Hodgson, John R. Commons and the Foundations of Institutional Economics, “Journal of
Economic Issues”, 2003, nr 3, s. 547-576.
15
głębokiej analizy systemu gospodarki pieniężnej Stanów Zjednoczonych, opracowania teorii
cyklu gospodarczego i rozwinięcia metod rachunku gospodarki narodowej.
W znacznym stopniu wymuszone przez promotora studia nad historią emisji
papierowego pieniądza w latach wojny secesyjnej i następnie w długim okresie polityki
porządkowania systemu pieniężnego, stały się inspiracją do badań nad wielkimi agregatami
makroekonomicznymi. Kiedy w roku 1913 Mitchell opublikował pierwszą wersję Business
Cycles, znalazł się od razu w czołówce analityków zjawiska stanowiącego historyczne
wyzwanie dla ustroju kapitalistycznego. Ogromny materiał statystyczny, zwłaszcza związany
z obserwacją obiegu pieniężnego, ruchu cen, produkcji, konsumpcji i zatrudnienia, poddał
Mitchell obróbce, określonej jako opis analityczny (analitic description). Oznaczało to
rezygnację z pokusy pełnego i wyczerpującego wyjaśnienia przyczyn cyklu gospodarczego na
rzecz ujęć cząstkowych, analizy poszczególnych faz cyklu i przede wszystkim – z myślą o
obiektywnej różnorodności cyklów koniunkturalnych.
Z niezwykle obszernych wywodów Mitchella w odniesieniu do teorii cyklu warto
zapamiętać kilka. Mitchell głosił, że teoria cyklu gospodarczego jest opisową analizą
procesów kumulujących się zmian w następujących fazach cyklu – ożywienie, rozkwit,
kryzys i depresja. Historia gospodarcza dowodzi, że zasięg oddziaływania cyklu rozszerzał
się, a wśród jego przyczyn występowały wyraźne przesunięcia ich wagi i znaczenia.
Współcześnie wielki biznes stał się ośrodkiem generującym stany niepewności i ryzyka
podejmowania decyzji związanych z przyszłością. Konieczne jest przeto badanie relacji
między instytucjami pieniężnymi i całym układem społecznym, kulturą, dziedzictwem
sięgającym epoki dzikości.
Pragmatyzm leżał u podstaw wielkiego czynu, jakim było powołanie do życia w 1920
roku prywatnej organizacji – Narodowego Biura Badań Gospodarczych (The National Bureau
of Economic Research – NBER), którą aż do roku 1945 kierował skutecznie Mitchell. Stał się
także wybitnym ekspertem i doradcą w realizacji polityki Nowego Ładu w okresie wielkiego
kryzysu lat 30-ych.
*
Bogaty i wielostronny dorobek wniósł do amerykańskiej ekonomiki instytucjonalnej
także John Maurice Clark (1884-1963), którego ojciec – John Bates Clark (1847-1938)
należał do mistrzów angloamerykańskiej szkoły ortodoksyjnej ekonomii neoklasycznej. Nic
przeto dziwnego, że to koncepcje ojca stały się pierwszym źródłem, z którego czerpał
inspirację do badań naukowych syn. Trzeba jednak przyznać, że zachowując należny
szacunek do poglądów ojca, John Maurice opowiedział się dość zdecydowanie za
koncepcjami Veblena, pragmatyzmem, psychologią społeczną i socjologią. W swoich
badaniach korzystał z metody indukcyjnej, akcentował znaczenie społecznej natury ludzkich
zachowań, wpływ procesów kulturowych i rolę działań zbiorowych w kontrolowaniu
zachowań jednostek. W jego rozprawach znajdujemy zarówno przykłady umiejętnego
posługiwania się narzędziami kierunku subiektywno-marginalnego, jak i ujęciami z arsenału
kierunku historycznego i typowego instytucjonalizmu. Dla naszych potrzeb wybrałem tylko te
fragmenty doktryny J.M.Clarka, które związane są z jego teorią kosztów ogólnych, koncepcją
społecznej kontroli biznesu i postulowaną syntezą ekonomiki społecznej.
W roku 1923 ukazała się obszerna rozprawa pt. Studia w dziedzinie ekonomiki kosztów
ogólnych, w której punktem centralnym było pojęcie overhead costs, nastręczające i dzisiaj
trudności polskim tłumaczom9. Ranga zjawiska polega na tym, że nie wszystkie obiektywnie
występujące koszty (nakłady) ujmowane są w działających systemach rachunkowości. Koszty
te nie można po prostu związać ani z miejscem powstania, ani z konkretną firmą. U podstaw
tego zjawiska leży pozornie prosta przyczyna, polegająca na tym, że dynamice produkcji nie
9
Szerzej o tym pisałem w artykule: W. Stankiewicz, Teoria kosztów ogólnych – oryginalna koncepcja Johna
Maurice`a Clarka, „Wiek XXI – Zeszyty Naukowo-Teoretyczne PWSBiA”, 2003, nr 1(7), s. 9-23.
16
towarzyszy proporcjonalna zmiana jej kosztów. Oznacza to z reguły występowanie
niewykorzystanych mocy produkcyjnych. Clark określał ten fakt, jako potencjał, z którego nie
wyciągnięto wszystkich korzyści. Próżnująca nadwyżka (idle overhead), ten wieki grzech
industrializmu, jest po prostu odbiciem niewykorzystanych zdolności wytwórczych w postaci
wydatków10.
Procesowi rozwoju społeczno-gospodarczego zawsze towarzyszy niepełne
wykorzystanie potencjału, w tym – zasobów pracy. Koszty bezrobocia stanowią przeto
kolektywne obciążenie całej produkcji krajowej, ale mechanizm rynkowy nie dokonuje ich
proporcjonalnej alokacji między pracodawcami. Według Clarka, jest to sygnał o konieczności
wdrażania społecznego rachunku kosztów z udziałem państwa.
W roku 1926 ukazała się monografia Społeczna kontrola biznesu, poświęcona
podstawowemu problemowi, jakim według J.M. Clarka jest: […] przystosowanie sprzecznych
interesów, żądania praw i sprzężonych egoistycznych celów do układu wzajemnych usług,
którego kształt narzucił w przemyśle podział pracy11. Autor podkreślał rolę przemian, które
sprawiły, że współczesne określenie prywatny biznes nie oznacza już brak ingerencji ze strony
państwa, ale tylko niedostatek kontroli sprawowanej przez wspólnotę, społeczeństwo, którego
przedstawicielem jest rząd. Ogólny cel kontroli społecznej jest zbieżny z wizją wzorca
człowieka jako jednostki i członka wspólnoty, hołdującej zasadom wolności, równych
możliwości i wysokiej efektywności gospodarowania. Narzędzia tej kontroli obejmują
działania mieszczące się w systemie prawnym. W praktyce ważne jest poddanie społecznej
kontroli sił konkurencji i ochrony interesów konsumenta oraz zapewnienie godziwego
przychodu pracownikowi. Ogólna wizja przyszłego ustroju, kreślona przez Clarka,
obejmowała funkcjonowanie szczególnej instytucji dyktatora, który nie dyktuje, która
powstanie spontanicznie i będzie sterować gospodarką z przyzwolenia rad społecznych,
edukując społeczeństwo dla dobra przyszłych pokoleń bez naruszania praw ekonomicznych.
Obserwacja i dość aktywne uczestnictwo w polityce gospodarczej, zwłaszcza z okresu
obu wojen światowych, wielkiego kryzysu i prawie dwóch dziesięcioleci zimnej wojny, były
silnym bodźcem do podjęcia próby stworzenia fundamentów własnego wykładu ekonomiki
społecznej. We wcześniejszych publikacjach, zebranych w 1936 pod znamiennym tytułem
Wstęp do ekonomiki społecznej, a także już w powojennej rozprawie Alternatywa zniewolenia
(Alternative to Serfdom, 1948) i w zbiorze esejów Instytucje ekonomiczne i dobrobyt
człowieka (Economic Institutions and Human Welfare, 1957), zręby i wytyczne dalszego
rozwoju takiej dyscypliny naukowej przedstawił J.M. Clark z wielkim talentem i
zaangażowaniem. Przytoczę kilka jego tez i postulatów.
Godna przypomnienia jest teza o włączeniu do tej nowej ekonomiki pojęcia wartości
społecznej, znacznie szerszego od marginalistycznie ujmowanej wartości rynkowej. Wiąże się
z tym postulat ekonomicznej odpowiedzialności, którą trzeba wpasować w etykę wielkiego
biznesu. Z kolei psychologia behawioralna pomaga zrozumieć zasady decyzji i wyboru
zapewniającego efektywność społeczną, radykalnie odmienną od zwykłej sumy efektywności
jednostkowych. W płaszczyźnie metodologicznej nowa ekonomika preferuje analizę
dynamiki procesów społeczno-gospodarczych, które nie prowadzą do pewnej kompletnej i
określonej statycznej równowagi.
Lata wielkiego kryzysu i doświadczenia gospodarki wojennej umocniły Clarka w
przekonaniu, że w takich sytuacjach potrzebna jest nawet bardzo silna interwencja państwa w
podstawowe procesy produkcji i wymiany. Zwłaszcza polityka antyinflacyjna i racjonowanie
konsumpcji mają wyraźnie prospołeczny charakter. Clark znał już podstawowe tezy doktryny
Keynesa i odnosił się do nich pozytywnie, nie dostrzegając niebezpieczeństwa dla nurtu
ekonomiki instytucjonalnej. Odrzucał alternatywę w postaci doktryny socjalistycznej, ceniąc
10
11
J.M. Clark, Studies in the Overhead Costs, University of Chicago Press, Chicago 1923, s. 1.
J.M. Clark, Social Control of Business, University of Chicago Press, Chicago 1926, s. XIII.
17
wysoko amerykańską matrycę instytucjonalną, jako kodeks cnót ekonomicznych. Ponieważ
jednak – jak pisał – nie zbudowaliśmy jeszcze wielkiego społeczeństwa na połączonej bazie
wolności i postępowej moralności społecznej, przeto należy taki cel postawić i wytyczyć do
niego właściwą drogę. Zamiast „niewidzialnej ręki” mechanizmu rynkowego, potrzebna jest
zdolność społecznej adaptacji w ramach polityki dobrobytu. Pragmatyzm nakazuje, aby
zadanie ograniczyć do ram systemu gospodarki mieszanej, w którym niezależne
przedsiębiorstwa (podmioty) posługują się wybranymi narzędziami i metodami kolektywizmu
i godziwej konkurencji. Nie trzeba odwoływać się i straszyć komunizmem, ponieważ
współczesny potencjał wytwórczy, skierowany na dobrobyt ludzkości, może być tworzony i
wykorzystywany bez podporządkowania instytucji wolności jakiejkolwiek dyktaturze.
Musimy teraz przyjrzeć się sytuacji, która zepchnęła w cień nie tylko społeczną wersję
ekonomiki instytucjonalnej w wydaniu J.M.Clarka, ale skazywała na zapomnienie cały nurt
amerykańskiego instytucjonalizmu.
1.3. Na uboczu wielkich zwrotów w powszechnej myśli ekonomicznej
W relatywnie krótkim okresie między I i II wojną światową ekonomika
instytucjonalna zdobyła w amerykańskiej myśli ekonomicznej znaczące miejsce, jako
doktryna krytyczna wobec ortodoksyjnego nurtu ekonomii neoklasycznej, nie stroniąca także
od aktywnego udziału w polityce społecznej i gospodarczej. Rozgłos koncepcji głoszonych
przez mistrzów i pierwszą generację instytucjonalistów wspierały skutecznie ośrodki
naukowe, zasługujące na miano szkół myśli ekonomicznej. Znawcy problemu wymieniają
zwłaszcza szkoły w: Chicago, Columbia, Wisconsin, Texas i Maryland, które pozyskały wielu
zdolnych uczonych i polityków. Prężnym ośrodkiem naukowo-badawczym stał się NBER,
świadczący ogromną pomoc administracji państwowej. W latach wielkiego kryzysu i II wojny
światowej przedstawiciele ekonomiki instytucjonalnej zajmowali ważne stanowiska w
administracji prezydenta Roosevelta. Atrakcyjność programu zapewniała spójność postawy
krytycznej wobec praktyki z wykorzystaniem osiągnięć nauk społecznych i prawnych. Nic
przeto dziwnego, że zaistniała po wojnie szybka utrata zdobytych pozycji, redukcja i
izolowanie się placówek dydaktycznych i badawczych oraz spadek publikacji, a wreszcie –
opinie analityków i historyków, ogłaszających marginalizację i nawet kres ekonomiki
instytucjonalnej – wciąż nie mają zadawalającego wytłumaczenia12.
Wśród przyczyn niejako wewnętrznych, obciążających elitę ekonomiki
instytucjonalnej, wskazuje się na osłabienie więzi z burzliwie rozwijającymi się doktrynami
socjologicznymi i psychologicznymi. Pierwsza generacja instytucjonalistów zestarzała się, w
drugiej pojawiły się oznaki różnicowania się poglądów. Natomiast wyzwania wielkiego
kryzysu były mniejszym zaskoczeniem, chociaż teoria cyklu koniunkturalnego, opracowana
przez Mitchella i uprawiana przez NBER, musiała być modyfikowana. Wybitny
przedstawiciel instytucjonalizmu Rexford G. Tugwell (1891-1979), autor obszernej rozprawy
pt. Dojrzałość przemysłu (Industry`s Coming of Age, 1927), został członkiem trustu mózgów
– doradców prezydenta, a potem bezpośrednim menedżerem programów interwencji państwa
w procesy gospodarcze. Dowiódł on możliwości wykorzystania teorii instytucjonalnej w
praktyce, a w eksperymentowaniu – nawet łamania inercji tradycyjnych instytucji
społecznych i gospodarczych.
Najwięcej argumentów wyjaśniających przyczyny marginalizacji ekonomiki
instytucjonalnej zgromadzili autorzy tezy o „zewnętrznej” presji keynesizmu, który atakował
niezwykle skutecznie całą ortodoksję neoklasyczną. Historia zdobywania wysokiej pozycji
keynesizmu w Stanach Zjednoczonych, kształtowania się jego amerykańskiego nurtu i
12
Poglądy w tej materii przedstawiłem w artykule: W. Stankiewicz, Okres marginalizacji ekonomiki
instytucjonalnej, „Wiek XXI. Zeszyty Naukowo-Teoretyczne PWSBiA”, 2004 nr 1(11), s. 9-20.
18
gruntownej zmiany całej struktury amerykańskiej myśli ekonomicznej, wskazuje wyraźnie na
początkową podrzędność problemu miejsca i roli ekonomiki instytucjonalnej. Z dzisiejszej
perspektywy warto zwrócić uwagę na trzy ważne fakty – przetrwania samego podejścia
instytucjonalnego w ekonomii, odrodzenia się „starego” i równoległej ekspansji „nowego”
nurtu ekonomiki instytucjonalnej, a zwłaszcza – pojawienia się tej doktryny w Europie i Azji.
Można zaryzykować tezę, że przetrwanie głównej idei – ogromnej roli instytucji w
procesie ewolucji społecznej i gospodarczej – zawdzięczamy trzem wybitnym uczonym, z
których pierwszy uznawany jest za mistrza szkoły z Texasu, a pozostali zasłużyli na miano
quasi-instytucjonalistów, a raczej autsajderów nie deklarujących jednoznacznego przypisania
do istniejących struktur myśli ekonomicznej. Przypomnę pewne fakty dotyczące interesującej
nas kwestii.
Przywódcą szkoły z Texasu był Clarence Edwin Ayres (1891-1972), absolwent
University of Chicago, filozof i ekonomista, który przez 30 lat (1930-68) był wykładowcą na
University of Texas w Austin, sprawiając władzom uczelni wiele kłopotów ze względu na
głoszone poglądy ideologiczne. W licznych publikacjach, zwłaszcza w obszernej Teorii
postępu ekonomicznego (The Theory of Economic Progress, 1944) i w rozprawie W kierunku
rozumnego społeczeństwa (Toward a Reasonable Society, 1962), sugestywnie przedstawił
swoją interpretację ewolucji, w której współuczestniczą dwa rodzaje zachowań –
technologiczny i ceremonialny. Instytucje i całe światy techniki i gospodarki wypełniają
wielki system kultury, w którym kształtuje się wartość społeczna i bardziej ograniczona
wartość cenowa. Ayres twierdził, że zawsze występuje instytucjonalne opóźnienie (lag),
bowiem na drodze postępu technologicznego opór stawiają odziedziczone instytucje
społeczno-ekonomiczne.
Inaczej niż Veblen, który przychylał się do poglądu o biernej roli instytucji
społecznych, i bliżej koncepcji Commonsa, Ayres rozwijał swoją koncepcję ewolucji w
ogólnym kierunku rozumnego i wysoce kreatywnego społeczeństwa. Wizję takiego
społeczeństwa kreślił na podstawie koniecznej integracji filozofii i ekonomii, etyki i
działalności gospodarczej, w której poczesne miejsce powinna zajmować instytucja
planowania społecznego. Ostrzej niż Veblen, akceptujący w znacznej mierze kulturalny i
moralny relatywizm, usiłował Ayres identyfikować wartości moralne jako pochodne
technologicznego continuum, tj. sumy ludzkich kwalifikacji i narzędzi. Opierając się na takiej
przesłance, Ayres opowiadał się za polityką preferującą postęp techniczny i wysoką
produkcję. Ostre dyskusje i zacięta walka z władzami swojej uczelni nie pozwoliły zapomnieć
o istnieniu heterodoksyjnej myśli instytucjonalnej.
Do przetrwania ekonomiki instytucjonalnej przyczynił się w znacznym stopniu także
Gunnar Karl Myrdal (1898-1987), przedstawiciel nie tylko liczącej się w nauce Szkoły
szwedzkiej, ale także aktywny działacz Organizacji Narodów Zjednoczonych, laureat Nagrody
Nobla (1974). Jury podkreśliło nie tylko jego wkład do teorii pieniądza i cyklu
koniunkturalnego, ale także wnikliwość analizy współzależności zjawisk gospodarczych,
społecznych i instytucjonalnych. Można to przyjąć jako ważny sygnał – przekroczenie przez
ekonomikę instytucjonalną barier amerykańskich, wejście do krajów skandynawskich, Europy
i – do niezwykle aktualnej problematyki trzeciego świata.
Pierwszy etap kariery naukowej Myrdala zapowiadał sukcesy akademickie. Jako
profesor uniwersytetu w Sztokholmie mógł rozwijać badania teoretyczne, z których powstała
książka pt. Element polityczny w rozwoju teorii ekonomicznej (The Political Element in the
Development of Economic Theory, 1930). Analizując rozwój kolejnych doktryn
ekonomicznych, podkreślał wpływ macierzy instytucjonalnej, znaczenie warstwy
normatywnej w kształtowaniu systemów społeczno-gospodarczych. Od lat 30-ych Myrdal
staje się działaczem politycznym nie tylko w Szwecji, lecz także jako przedstawiciel ONZ w
skali międzynarodowej. Mógł zatem w praktyce opowiedzieć się po stronie
19
dyskryminowanych warstw ludności w krajach rozwiniętych, a zwłaszcza głosić program
wyjścia z błędnego koła zacofania krajów trzeciego świata. Wiele spostrzeżeń wyniósł
Myrdal z badań problemów czarnej ludności w Stanach Zjednoczonych, na podstawie których
napisał rozprawę Dylemat amerykański: problem murzyński a nowoczesna demokracja (An
American Dilemma: The Negro Problem and Modern Democracy, 1944). Ogromne znaczenie
kultury, tradycji oraz macierzy instytucjonalnej dla zrozumienia sytuacji i opracowania
programu reform, znalazło na stronicach tego dzieła znakomite potwierdzenie.
Instytucjonalne podejście dowiodło swej płodności w okresie ogromnego
zainteresowania losami krajów postkolonialnych. Oferta ekonomii ortodoksyjnej z jej
programem leseferyzmu lub interwencji w stylu ekonomii keynesowskiej, w krótkim okresie
została odrzucona. Nie powiodły się także próby wprowadzenia doświadczeń marksistowskiej
ekonomii w jej radzieckim wydaniu. Kolejne książki Myrdala i jego publiczna działalność na
arenie międzynarodowej, zdobywały szerokie uznanie. W trzytomowym dziele Dramat
azjatycki. Badania nad ubóstwem narodów (Asian Drama. An Iquiry into the Poverty of
Nations, 1968) autor odrzucał modne sformalizowane modele i korzystał z analizy powiązań
instytucjonalnych. Zalecał i sam stosował zasadę holistyczną, a więc łączenie badań
historycznych z analizą procesów politycznych, odkrywaniem korzeni instytucji
gospodarczych, źródeł społecznego rozwarstwienia, powiązań gałęziowych gospodarek
narodowych i wymiany międzynarodowej, a także uwikłanie zjawisk demograficznych oraz
trendy w polityce oświatowej i zdrowotnej.
G.K. Myrdal, podobnie jak J.M. Clark, opowiadał się za racjonalną interwencją
państwa w cały układ społeczno-gospodarczy, wspierając koncepcję „miękkiego” planowania
narodowego być może także w skali globalnej. Zwłaszcza kraje trzeciego świata nie mogą
sobie pozwolić na luksus liberalizmu w stylu Zachodu i muszą podjąć ryzyko przyspieszenia
wzrostu i rozwoju, ale umiejętnie i niezwykle ostrożnie obchodząc się z odziedziczoną
macierzą instytucjonalną.
Wielkim autsajderem był John Kenneth Galbraith (1908-2006), którego wciąż nie
udaje się bez przeszkód włożyć do jednej z szufladek w komodzie klasyfikacji współczesnej
myśli ekonomicznej13. Nie ma jednak istotnych przeszkód z oceną jego zasługi dla
przetrwania kryzysu w rozwoju „starego” instytucjonalizmu. Trzeba wspomnieć, że
Stowarzyszenie Ekonomiki Ewolucyjnej przyznało mu w 1976 r. wysoko cenioną Nagrodę
Veblena-Commonsa. Cała działalność naukowa, polityczna i społeczna Galbraitha
zaświadcza o jego uznaniu dla podejścia instytucjonalnego w kreśleniu ewolucji ludzkości.
Doktoryzował się z ekonomiki rolnictwa, w latach II wojny światowej pracował w aparacie
kontroli cen, był doradcą partii republikańskiej, w latach 1961-3 był ambasadorem w Indiach i
do 1975 r. wykładał na Harvardzie. Autor wielu cennych publikacji, w tym książek szeroko
komentowanych na całym świecie. Także w Polsce ukazało się kilka dobrych przekładów i
rzetelnych analiz jego koncepcji. W naszych rozważaniach musimy ograniczyć się do jego
poglądów bezpośrednio dotyczących ekonomiki instytucjonalnej, a ściślej – jego doktryny
ekonomiki ewolucyjnej.
W roku 1952 ukazała się rozprawa Galbraitha pt. Amerykański kapitalizm: koncepcja
siły przeciwważnej (American Capitalism: The Concept of Countervailing Power), w której
obok krytyki ekonomii ortodoksyjnej prezentuje własne wyjaśnienie pewnego paradoksu, a
mianowicie, że wprawdzie monopolizacja stanowi przeszkodę w efektywnej alokacji
zasobów, ale na pewnym etapie rodzi ona siłę przeciwważną sile wielkich korporacji.
Dotychczasowy wzorzec konkurencji nie wyjaśnia zjawiska powstawania przeciwwagi w
13
Godny polecenia jest zwięzły artykuł o podobieństwach i różnicach koncepcji Ayresa i Galbraitha, dający
obraz ich wspólnego zainteresowania ekonomiką instytucjonalną: L.E. HILL, Clarence Edwin Ayres and John
Kenneth Galbraith: from instrumental institutionalismus to the new industrial state, „International Journal of
Social Economics”, 1997, nr 10, s. 1094-1102.
20
postaci wzrostu silnych związków zawodowych, potęgi wielkiego detalisty i skutecznych
instytucji państwa i prawa. Ogólny wniosek jest przeto optymistyczny – chociaż gospodarka
jest naładowana siłą monopolową, to jej działanie równoważy przeciwstawna siła (taka
szczególna niewidzialna ręka), która ostatecznie prowadzi do społecznego dobrobytu.
Optymizm Galbraitha słabnie na stronach książki Społeczeństwo obfitości (The
Affluent Society, 1958). Dowodził teraz, że wprawdzie w sektorze prywatnym alokacja
zasobów jest w gruncie rzeczy efektywna, to podział produktu globalnego między oba sektory
takiej efektywności nie spełnia. Występuje zjawisko pogoni za coraz większą produkcją,
wspierane przez tzw. mądrość obiegową (conventional wisdom), ucieleśnioną w ekonomii
ortodoksyjnej. W istocie mamy do czynienia z efektem zależności – potrzeby są generowane
przez proces ich zaspokojenia. Instytucja rodziny coraz bardziej działa w środowisku
podważającej jej wyższe, społeczne cele i potrzeby, tumaniona reklamą i tkwiąca w
zacofanym systemie wychowawczym.
W podobnym duchu utrzymane są wypowiedzi Galbraitha stanowiące treść książki pt.
Nowe państwo przemysłowe (The New Industrial State, 1967). Wyraźnie z doktryny Veblena
wyprowadził swoje ujęcie technostruktury, jako nowej instytucji społecznej, powstałej na
gruncie oddzielenia instytucji własności od zarządzania, rewolucji menedżerskiej i pojawienia
się sprzeczności w nadzorze właścicielskim wielkich korporacji. Potężne korporacje
produkcyjne sięgają po kontrolę swoich rynków i jeszcze szerzej, aby nawet kształtować
postawy społeczne tych, którym pozornie służą. Ortodoksyjna teoria ekonomiczna głosi
przeto mit akceptowanej sekwencji: suwerenny konsument – cena rynkowa –
przedsiębiorstwo maksymalizujące zysk. W zamian Galbraith proponuje zrewidowaną
sekwencję: wielka korporacja – kontrola rynku – postawy społeczne. Trzeba więc zgodzić się
z faktem, że także instytucja państwa nie chroni prawa jednostki do swobodnej decyzji o
kupowaniu, a przeciwnie – zapewnia ochronę prawa sprzedawcy do kierowania postawami
konsumenta i nabywcy. Galbraith dowodził, że współczesny system przemysłowy opiera się
na ścisłej relacji dwóch instytucji – państwa i technostruktury, przy czym państwo jest po
stronie technostruktury w jej dążeniu do ilościowego wzrostu produkcji bez liczenia się z
jakością życia społecznego. Nasuwa się ogólny wniosek, że jeśli taki system wchłonie także
proces wychowania, to ewolucja społeczna potoczy się w niebezpiecznym kierunku.
1.4.Odrodzenie i próba integracji
Zamykając przegląd dziejów narodzin, rozkwitu i marginalizacji amerykańskiej
ekonomiki instytucjonalnej, trzeba krótko przypomnieć kilka wydarzeń zwiastujących jej
odrodzenie, aby następnie przejść do opisu ekspansji całego nurtu instytucjonalnego,
zwłaszcza „nowej” ekonomiki instytucjonalnej. Wykład akademicki, jego podstawowe treści,
muszą wszak być prezentowane równolegle, z odwoływaniem się do tych gałęzi, nurtów, a
może i szkół.
Dyskusja nad przyczynami marginalizacji, a nawet upadku „starej” ekonomiki
instytucjonalnej wciąż przyciąga uwagę nie tylko historyków myśli ekonomicznej. Zmieniają
się poglądy na przyczyny tego zjawiska, dzięki m.in. dyskusjom na temat pojawienia się i
ekspansji „nowej” ekonomiki instytucjonalnej. Ograniczam się do zrelacjonowania tylko
kilku kwestii.
Czołowe miejsce zajmuje wciąż pogląd o decydującym znaczeniu zwycięstwa
keynesizmu nad amerykańskim składnikiem współczesnego głównego nurtu ekonomii.
Można nawet dopatrzyć się próby rehabilitacji całej amerykańskiej myśli ekonomicznej, która
nie sprostała wyzwaniom wielkiego kryzysu i przyjęła doktrynę Keynesa prawie
bezkrytycznie. W sprawie reakcji amerykańskiej ekonomiki instytucjonalnej na pojawienie
21
się keynesizmu w okresie między wojnami światowymi i aż do lat 60-ych XX wieku pojawiły
się nowe interesujące stwierdzenia14.
Przede wszystkim podkreśla się istotny wkład wybitnych twórców ekonomiki
instytucjonalnej, jak np. W. Mitchella i J.M. Clarka, którzy zasłużyli się wielce dla
zrozumienia zjawiska cyklu gospodarczego i kosztów społecznych. Analizy zjawiska kryzysu
i bezrobocia, wspieranie polityki Nowego Ładu i aktywny udział w pracach administracji
Roosevelta, wszystko to sprzyjało przyjaznemu powitaniu doktryny Keynesa w USA.
Dobrym przykładem jest Alvin Harvey Hansen (1887-1975), który umiejętnie połączył
keynesowski program pełnego zatrudnienia z instytucjonalnymi postulatami polityki
bezpieczeństwa socjalnego i reformami społeczno-gospodarczymi. Kenesizm był także
krytykowany przez instytucjonalistów za zbyt mechaniczne ujmowanie cyklu
koniunkturalnego, a w sprawie robót i wydatków publicznych amerykańskie doświadczenie
było nawet bogatsze od brytyjskiego. Wymieniony w wykładzie R. Tugwell i wielu innych
instytucjonalistów stało się działaczami wysokiej klasy, lansując śmiałe rozwiązania,
włącznie z wdrażaniem zasad planowania gospodarczego w skali państwa. Instytucjonaliści
określali keynesistów jako zwolenników tradycji Ricarda i wspierali ich pogląd na temat
słabości mechanizmu rynkowego w rozwiązywaniu kwestii społecznych. Nie zgadzali się
także z preferowaniem substytucji inwestycji prywatnych przez państwowe, zalecając
szukanie bodźców zachęcających kapitał prywatny.
Przyczyny zepchnięcia „starego” instytucjonalizmu na margines powszechnej myśli
ekonomicznej po II wojnie światowej wynikały raczej ze zmienionej struktury main-stream
economics i nurtów heterodoksji. W walce i konkurencji tych obozów instytucjonalizm w
starym wydaniu przegrywał15. Sukcesy odnosili przedstawiciele ortodoksji, zwłaszcza
korzystający z formalnych narzędzi ekonometrycy, a liczące się środowiska naukowe
pogrążyły się w sporach wywołanych tzw. kontrrewolucją monetarną z jej słynnym
manifestem Miltona Friedmana, że realizm przesłanek nie ma większego znaczenia, jeśli
pozwala zrozumieć zjawiska. Znakomite Amerykańskie Towarzystwo Ekonomiczne
zorganizowało w 1956 r. konferencję, która prawie odesłała „starą” ekonomikę
instytucjonalną do lamusa historii. W najbardziej prestiżowym czasopiśmie tego
Towarzystwa – „American Economic Review” – prawie znikły artykuły związane z tradycją
Veblena, Commonsa i Ayresa.
Warto przypomnieć fragmenty wystąpień na wspomnianej konferencji, a zwłaszcza
polemikę Kennetha Bouldinga (1910-1993) z obrońcami „oryginalnej” ekonomiki
instytucjonalnej, jakimi ogłosili się Allan Gruchy i Clarence Ayres. Boulding poszukiwał
syntezy doktryny neoklasycznej z keynesizmem, opartej na gruncie szeroko pojmowanej
równowagi biologicznej, ekologicznej i społecznej. Jego zdaniem, oprócz procesu wymiany
istotną rolę w organizacji społeczeństwa ogrywa przymus i proces integracji. Kreślił wizję
nowej dyscypliny – ekonomiki ewolucyjnej. W swoim wystąpieniu na konferencji określił
instytucjonalizm jako przede wszystkim ruch dysydencki, o charakterze sekciarskim, który jest
nieuniknionym towarzyszem odszczepieńców16. Dodawał, że obecnie nie ma praktycznie
nawet liczącej się w ekonomii grupy instytucjonalistów. Łagodził nieco swój sąd
przypominając, że herezje niekiedy stawały się ortodoksją. Warto wspomnieć, że Boulding
wysoko cenił koncepcje Commonsa, godne wykorzystania w głównym nurcie ekonomii. Był
14
Por.: M. Rutherford, C. Tyler Des Roches, The Institutionalist Reaction to Keynesian Economics. (Internet)
May 2006.
15
Interesując obserwacje znajdują się w opracowaniu: R. R. Phillips, D. Kinnear, The Twentieth Century Trend
of Institutionalism In Mainstream Economics Journals. (Internet – materiały konferencji w University of
Missouri 3-5 października 2002 r.
16
K. Boulding, A New Look at Institutionalismus, “American Economic Review”, 1957, (May), s. 1.
22
to dość wyraźny sygnał o podziale „starej” ekonomiki instytucjonalnej na dwa nurty –
veblenistów i zwolenników Commonsa.
Obrona doktryny instytucjonalnej, zawarta w wystąpieniu na tej konferencji A.
Gruchy`ego, była jednocześnie ostrym atakiem na argumenty Bouldinga. To nie zwykła
herezja – mówił Gruchy – ale cała teoria amerykańskiego systemu gospodarczego, w której
korzysta się z dorobku Marshalla, Keynesa i innych wybitnych twórców ewolucyjnego
podejścia w poznawaniu funkcjonowania systemu społeczno-ekonomicznego. Taka teoria
powinna leżeć u podstaw polityki gospodarczej. Z kolei Ayres eksponował znaczenie dwóch
czynników w rozwoju społeczno-gospodarczym, lansowanych w ramach ekonomiki
instytucjonalnej. Pierwszy – to decydująca rola instytucji w strukturze organizacyjnej,
sterującej alokacją zasobów. Drugi – to poziom technologii, który określa relatywną rzadkość
lub obfitość zasobów.
Po tym dramatycznym akcie przez okres prawie dziesięciu lat zwolennicy
instytucjonalizmu podejmowali próby zjednoczenia wysiłku, korzystając z ogólnej atmosfery
poważnych przegrupowań w świecie ekonomii. Wydaje się, że do restytucji podejścia
instytucjonalnego przyczyniła się zwłaszcza sytuacja w końcowych latach 60-ych ubiegłego
wieku, kiedy ortodoksyjna myśl ekonomiczna kolejny raz nie mogła poradzić z wyzwaniami
w postaci stagflacji, rewolucji naukowo-technicznej i konfliktów w międzynarodowych
stosunkach gospodarczych. Heterodoksji sprzyjały także spory między keynesistami i
monetarystami oraz przedstawicielami szkoły neoaustriackiej. Nie bez znaczenia był także
fakt osłabienia ekonomii marksistowskiej. Kiedy w latach 1963-5 udało się z trudem zebrać
grupę amerykańskich ekonomistów, wciąż jeszcze kierujących się tradycją veblenowską lub
Commonsa, to dla ich scalenia w jednej organizacji wybrano kompromisowe określenie
ekonomika ewolucyjna, aby nie wszczynać sporów wewnętrznych, tak bliskich postawom
dogmatycznym i doktrynerskim. W roku 1965 powstało Stowarzyszenie Ekonomiki
Ewolucyjnej (Association for Evolutionary Economics – AFEE), które ogłosiło się
spadkobiercą oryginalnej ekonomiki instytucjonalnej, stworzonej i rozwiniętej przez Veblena,
Commonsa i Mitchella. Od tego czasu w publikacjach pojawił się skrót OIE, którego pierwszą
literę O można tłumaczyć dwojako, jako original lub old.
Działalność AFEE cechuje wysoki dynamizm i twórcze zastosowanie pluralizmu
wobec poglądów swoich członków i uczestników zapraszanych na doroczne konferencje.
Nawet pojawienie się małej rozłamowej organizacji – Stowarzyszenia Myśli Instytucjonalnej
(Association for Institutional Thought – AFIT) – nie przeszkodziło w realizacji głównej misji
AFEE. Ogromną rolę w tym względzie ogrywa od 1967 r. kwartalnik „Journal of Economic
Issues”, preferujący nie tylko tradycje Veblena-Commonsa, ale także goszczący na swych
łamach wybitnych autorów hetero i ortodoksyjnych.
W latach 80-ych zaczęła się prawdziwa ekspansja instytucjonalizmu w Europie i Azji.
W czerwcu 1988 r. w Londynie zawiązało się Europejskie Stowarzyszenie Ewolucyjnej
Ekonomii Politycznej (European Association for Evolutionary Political Economy – EAEPE),
otwarte na wszystkie odłamy instytucjonalizmu. W Niemczech zagadnieniami „starej”
ekonomiki instytucjonalnej zajmuje się od 1989 r. specjalny Komitet Ekonomiki
Ewolucyjnej. W tym kraju wśród prekursorów i mistrzów ekonomiki instytucjonalnej i
ewolucyjnej wymienia się także europejskich – J. Schumpetera, A. Hayeka, T. Malthusa i K.
Marksa. W Europie uznaniem cieszy się „Journal of Evolutionary Economics” i „Journal of
Instututional and Theoretical Economics”. Od 1996 r. w duchu naukowego pluralizmu działa
Japońskie Stowarzyszenie Ekonomiki Ewolucyjnej (Japan Association for Evolutionary
Economics – JAFEE). Warto także zapamiętać, że w Rosji prowadzi się, publikuje i wykłada
w wielu uczelniach ekonomikę instytucjonalną. Płodną działalność w tej dziedzinie prowadzą
tam wyspecjalizowane instytuty i katedry w czołowych uniwersytetach.
23
Zalecana literatura
1. W. Stankiewicz, Ekonomika instytucjonalna. Narodziny i rozwój, Wyd. BBS, PWSBiA,
Warszawa 2004.
2. T. Veblen, Teoria klasy próżniaczej, PWN, Warszawa 1971.
3. G. M. Hodgson, The Evolution of Institutional Economics: Agency, Structure and
Darvinism in American Institutionalism, Routledge, London 2004.
24
2. NOWA EKONOMIKA INSTYTUCJONALNA
Dla zrealizowania tak oczywistego celu, jakim jest krótka prezentacja dziejów
drugiego nurtu ekonomiki instytucjonalnej – rozwijającego się od niedawna równolegle do
„starego”, określanego także mianem „amerykańskiego” lub „oryginalnego”
instytucjonalizmu – za konieczne uznałem:
- wskazanie na okoliczności, w ramach których zrodziło się zapotrzebowanie na
odrodzenie i inne ujęcie podejścia instytucjonalnego, lepiej oddającego procesy
współczesnego ustroju społeczno-gospodarczego;
- wyeksponowanie podstawowych podobieństw i różnic między „starym” i
„nowym” instytucjonalizmem, a przede wszystkim określenie stosunku czołowych
przedstawicieli nowego nurtu do ortodoksji neoklasycznej;
- podporządkowanie struktury wykładu kolejnej prezentacji dorobku najbardziej
znanych i wpływowych twórców nowej ekonomiki instytucjonalnej, narażając się
świadomie na zarzut „medalionizmu”, ale także w przekonaniu, że mamy do
czynienia z relatywnie krótką historią powstawania dynamicznej i nieokrzepłej
jeszcze dyscypliny we współczesnej myśli ekonomicznej.
Formalny kalendarz informacji o pierwocinach, prekursorach i konkretach
dotyczących nowej ekonomiki instytucjonalnej (proponuję odtąd używać skrót – NEI) jest
daleki od precyzji i oparty na niepełnej informacji. Proponuję poznawać ten nurt, posługując
się prostym rysunkiem 2.1., na którym łatwo odnajdziemy granicę między „starym” i
„nowym” instytucjonalizmem, oznaczoną linią typu „kropka-kreska” (- . - .).
25
Williamson
Coase
Smith
Marks
North
Schumpeter
Hodgson
Darwin
Ayres
Commons
Veblen
Galbraith
Mitchell
1776
1859
1867
XIX
1899
1912
1924
J.M.Clark
1937
1993
XX
Rysunek 2.1. Rozwój ekonomiki instytucjonalnej.
W dostępnej literaturze przedmiotu znajdujemy zapis, że ogólne, rodzajowe określenie
NEI wprowadził w 1971 r. Oliver Williamson w interesującym artykule o tzw. integracji
pionowej17. Od tego czasu nazwy tej używają coraz liczniejsi ekonomiści, podzielający
pogląd, że instytucje mają istotne znaczenie i należy poświęcić wiele uwagi relacjom między
strukturą instytucjonalną a zachowaniami gospodarczymi oraz, że same instytucje można
analizować korzystając z teorii ekonomicznej. Jak już wiemy, „stara” ekonomika
instytucjonalna skupiła się wokół własnej organizacji i dysponowała dobrym kwartalnikiem,
otwartym także dla autorów dalekich od veblenizmu. Podejście instytucjonalne zdobywa
uznanie także poza Stanami Zjednoczonymi, ale próby scalenia tego nurtu opóźniały się. Za
moment przełomowy przyjmuje się zorganizowanie w 1983 r. I Międzynarodowego
Seminarium Nowej Ekonomiki Instytucjonalnej w Mettlach (RFN, Saara). Wyjątkowo
reprezentatywne grono uczestników i bogaty materiał zawarty w referatach i dyskusji,
opublikowany w znanym i cenionym niemieckim czasopiśmie „Zeitschrift für die gesamte
Staatswissenschaft”, przyczyniły się do organizacyjnego scalenia wysiłku badawczego.
Międzynarodowe seminaria NEI odbywają się corocznie, a wspomniane niemieckie
czasopismo zmieniło tytuł na „Journal of Institutional and Theoretical Economics” (JITE),
gdy tymczasem na University Saarland działa Center for the Study of the New Institutional
Economics. We wrześniu 1997 r. na konferencji w Washington University (w St. Louis)
powołano do życia Międzynarodowe Towarzystwo Nowej Ekonomiki Instytucjonalnej
(International Society for New Institutional Economics – ISNIE). W programie nowej
organizacji deklarowano rozwijanie badań nad problemami kosztów transakcyjnych,
procesem kontraktowania, zasadami teorii gier w polityce i ekonomii, normami prawnymi i
kulturowymi, wszystko w ramach standardowych metod naukowych. W deklaracji
zapowiadano wprawdzie krytykę abstrakcyjnych i statycznych modeli ekonomiki
neoklasycznej, ale także przestrzegano przed atakiem frontalnym, jako zbędnym i
niepożądanym. Oznaczało to również dość wyraźną separację od programu „starej”
ekonomiki instytucjonalnej.
17
O. Williamson, The Vertical Integration of Production: Market Failure Considerations, “American Economic
Review, Papers and Proceedings”, 1971, s. 112-123.
26
Do historyków i organizatorów ruchu instytucjonalnego należy szczegółowa analiza
niedawnych i aktualnych poczynań tak silnie zróżnicowanych ideowo i geograficznie
środowisk. Warto pamiętać, że aktywnie działają grupy znakomitych specjalistów
opowiadających się za wyraźniejszym oddzieleniem obszaru zainteresowań ekonomiki
ewolucyjnej, tworzeniem odrębnych, ale nie izolowanych organizacji. Pojawia się specyfika
narodowa, zwłaszcza w myśli ekonomicznej Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii i Rosji. Ze
względu na potrzeby tego wykładu zachodzi konieczność skupienia uwagi na tych
koncepcjach, które wynikają z najbardziej eksponowanej struktury problemowej, opartych na
doktrynie głoszonej przez uznane autorytety. Z obfitej literatury przedmiotowej, bogatych
materiałów konferencji i artykułów dyskusyjnych odczytywane są i mniej lub bardziej trafnie
wyróżniane następujące problemy i poglądy.
Przede wszystkim próbuje się stworzyć dobre podstawy metodologiczne dla własnego
języka problemowego, pozwalającego określić tożsamość NEI i jej miejsce w układzie nauk
społecznych. Konieczne jest przeto jasne zakreślenie granic i więzi z najbliższym otoczeniem,
a więc „starą” (czy też – „oryginalną” lub „tradycyjną”) amerykańską ekonomiką
instytucjonalną. Odtwarza się ścieżkę wytyczoną przez prekursorów i prowadzącą do
mistrzów (lub liderów) i uczniów, w słusznym zamiarze tworzenia własnej szkoły myśli
naukowej. Nic dziwnego, że na pierwszy ogień poszły takie pojęcia i kategorie, jak tytułowa
„instytucja”, a następnie pojęcia hipotez i teorii składających się na strukturę NEI. Wielką
wagę przywiązuje się do analizy relacji z neoklasycznym nurtem głównym, ale nie stroni się
także od wykazywania pokrewieństwa ze szkołami ekonomii heterodoksyjnej.
W związku z powyższym przypominam jeszcze raz, że NEI naśladuje w pewnym
stopniu poczynania tych organizatorów „starej” ekonomiki instytucjonalnej, którzy dla dobra
sprawy zgodzili się często używać przymiotnika ewolucyjna, aby scalać badania, zamiast w
doktrynerskim stylu bronić pojęcia instytucjonalna.
Niezwykle wysokie miejsce zajęła problematyka związana z takimi instytucjami, jak
XVIII
własność i wymiana, odwołująca się do teorii rynku i teorii przedsiębiorstwa, uprawianych
dość intensywnie w „starej” amerykańskiej ekonomice instytucjonalnej. Zapotrzebowanie na
nowe ujęcia zrodziła praktyka wielkiego biznesu, działalność wielkich korporacji i silnych
związków zawodowych. Eksperyment realnego socjalizmu, procesy integracji
zachodnioeuropejskiej i zdumiewające sukcesy gospodarki japońskiej, dostarczały bogatego
materiału do wnikliwych analiz i konfrontacji śmiałych hipotez z tradycyjnymi tezami.
Rozprawy Williamsona i „odkrycie” oryginalnych koncepcji Coase`a, wywołały lawinę
sporów, z których zrodziła się prawie samodzielna teoria kosztów transakcyjnych i teoria
firmy (przedsiębiorstwa), wzbogacające istotnie nie tylko instytucjonalizm.
W każdym nowym zbiorze problemów NEI musiała zajmować krytyczne lub
akceptujące, a także – adaptujące stanowisko wobec już istniejących poglądów. Wymagało to
również uwzględnienia najnowszych zdobyczy psychologii społecznej i socjologii, jak
również korzystania z arsenału narzędzi ekonometrii i teorii gier. Z oczywistych względów
wymagało to podkreślenia zarówno wiedzy czerpanej z otoczenia, jak i rzetelnej demonstracji
własnej koncepcji. Studiowanie publikacji płodnych autorów nie zawsze prowadzi do
wniosku o ich jednoznacznej zgodzie na udział w konkretnej szkole lub grupie ekonomiki
instytucjonalnej. Podobnie jak w „starym” instytucjonalizmie, również tutaj mamy przykłady
oryginalnej twórczości autsajderów.
Z dyskusji wyłoniły się także dość wyraźne kształty teorii państwa i związanej z nią
teorii wyboru publicznego. Wiele oczekiwań wiąże się z kolejnymi próbami opracowania
spójnej teorii ewolucji struktury instytucjonalnej, która powinna nie tylko wyjaśniać
27
historyczny proces rozwoju społeczno-gospodarczego, ale także zawierać postulaty pod
adresem władzy państwowej.
Wybór sposobu prezentacji NEI obciąża oczywiście wykładowcę. Ze względu na brak
jednoznacznych wzorców postanowiłem ograniczyć się do omówienia wkładu naukowego
kilku jej wybitnych przedstawicieli. W odniesieniu do czterech mam niejako formalne
potwierdzenie ich wielkości. W 1991 r. Nagrodę Nobla otrzymał Ronald Coase, w 1993
Douglas North, a w 2009 r. Elinor Ostrom i Oliver Williamson. Niezwykle aktywny Geoffrey
Hodgson cieszy się wysokim uznaniem w kręgach specjalistów najwyższej rangi.
2.1. Coase – prekursor czy mistrz?
Sława i uznanie dorobku laureata Nagrody Nobla w 1991 r. wciąż jeszcze zdumiewają
wielu obserwatorów najnowszych dziejów myśli ekonomicznej. Sam Ronald Harry Coase (ur.
1910 r.) pisał w autobiografii skromnie, że w jego życiu wielką rolę odegrały szczęśliwe
przypadki i że w ogóle czuwała nad nim siła wyższa. Syn skromnego telegrafisty i
urzędniczki na poczcie w Londynie, dość słabego zdrowia, z trudem zdobywał wykształcenie.
W wieku 11 lat ojciec zaprowadził go na badanie do frenologa, modnego w tym czasie
specjalisty badającego zdolności człowieka na podstawie kształtu czaszki. Coase wspominał
oceny tego lekarza, sformułowane raczej na podstawie zachowań młodego pacjenta, niż
odczytane z kształtu jego głowy. Oceny inteligencji były wysokie, ale zawierały także
zalecenia, aby Coase więcej wierzył w swoje możliwości i znaczenie współdziałania w pracy.
Z opóźnieniem jednego roku dostał się do Kilburn Grammar School, typowej
angielskiej szkoły dla dzieci od 11 roku życia, przygotowującej do egzaminów na studia.
Coase wspomina, że szkoła dała mu poważną wiedzę, zwłaszcza w zakresie geografii, historii
i chemii, ale będąc dopuszczonym jesienią 1929 r. do egzaminów w London School of
Economics, wybrał kierunek handel (commerce). Pod wpływem prof. Arnolda Planta (18981978), który zafascynował go wykładem o funkcjonowaniu gospodarki rynkowej, poświęcił
się nauce ekonomii. Znawcy kariery Coase`a wskazują na inspiracje pozyskane przez niego
pod wpływem lektury słynnej rozprawy F. Knighta – Ryzyko, niepewność i zysk (Risk,
Uncertainty, and Profit, 1921), zaleconej przez samego Lionela Robbinsa.
Jeszcze jako student, Coase pragnął poznawać świat realny, obserwując zachowania
ludzi w praktycznych działaniach i konfrontując je z wiadomościami szkolnymi. Interesujące,
że w takich analizach potrafił obejść się bez uciekania się do metod wyższej matematyki.
Mimo takiej postawy, ale doceniając zarówno półamatorskie i jednocześnie nowatorskie
podejście do studiów, uczelnia doceniła zdolności studenta i w 1931 r. zdobył on tytuł
bakałarza ekonomii. Za osiągnięcia i postawę Coase otrzymał specjalne stypendium (Ernest
Cassel Travelling Scholarship), dzięki któremu przez rok mógł studiować w Stanach
Zjednoczonych strukturę amerykańskiego przemysłu, jego niezwykłe powiązania
organizacyjne i rolę wielkich korporacji. Był to istotnie przypadek, który zdecydował o jego
życiu i karierze naukowej.
Bezpośrednie wizyty w zakładach i zarządach amerykańskich przedsiębiorstw Coase
składał z myślą o analizie ich funkcjonowania, a także z kiełkującą w jego umyśle hipotezą na
temat roli sprawczej pewnego czynnika, dzięki któremu lub pod wpływem którego zrodziła
się tak ważna instytucja gospodarcza jak firma-przedsiębiorstwo. W 1932 r. hipoteza o roli
takiego czynnika, a mianowicie – kosztów transakcyjnych w powstaniu instytucji
przedsiębiorstwa została już przedstawiona w wykładzie prowadzonym przez Coase`a w jego
nowym miejscu pracy – Dundee School of Economics and Commerce. To analiza materiałów
zgromadzonych w okresie stypendium w USA i bogatych informacji w przedmiotowej
literaturze, legły u podstaw artykułu pt. Istota firmy (The Nature of the Firm), który ukazał się
dopiero w 1937 r. (Economica nr 4, s. 386-405). Znaczenie treści tej skromnej publikacji
28
odkryto bardzo późno. Środowisko ekonomistów było wówczas zaangażowane w politykę
wojującą z wielkim kryzysem, a główni teoretycy podejmowali wyzwanie rzucone ortodoksji
przez Keynesa. Na teorię kosztów transakcyjnych i nowoczesne ujęcie teorii przedsiębiorstwa
nie było w tych latach odpowiedniego zapotrzebowania.
Z perspektywy obecnego stanu wiedzy na temat osiągnięć Coase`a odtwarza się jego
sposób rozumowania prowadzący do odkrycia znaczenia procesu powstawania
przedsiębiorstwa i roli kosztów transakcyjnych. Coase chciał po prostu zrozumieć, dlaczego
w systemie wolnej gospodarki robotnik dobrowolnie poddaje się władzy przedsiębiorcy lub
agenta, zamiast sprzedawać bezpośrednio swoje produkty lub usługi nabywcom na rynku?
Skierowało to uwagę Coase`a na koszty funkcjonowania rynku, na specyficzne koszty
odkrywania cen. Centralny agent, pracodawca i dyrektor firmy (zakładu, przedsiębiorstwa)
unika ponoszenia kosztów wielu negocjacji i szacowania (mierzenia) cen powstających w
rozlicznych transakcjach. W ten sposób organizacja, nazywana firmą-przedsiębiorstwem,
wypiera rynek, albo też pojawia się rynek czynnika wytwórczego, który wypiera rynek
produktu. Z powstaniem i rozwojem przedsiębiorstw wiąże się także nieodłącznie kwestia
wyboru rodzajów kontraktu między zainteresowanymi stronami. Rozwój całego tego procesu
przynosi jednak wzrost kosztów działania firmy i tym samym wskazuje na granice jej
ekspansji. O tych zagadnieniach będzie traktować oddzielny rozdział naszego podręcznika.
Z uczelni w Dundee przeniósł się Coase w 1934 r. na University of Liverpool, a w
1935 do London School of Economics, gdzie prowadził wykład z ekonomiki sektora
publicznego. W latach II wojny światowej pracował w instytucjach państwowych jako
statystyk i analityk, a po wojnie wrócił na macierzystą uczelnię, już jako wykładowca teorii
ekonomii. Równocześnie zaangażował się w konkretne badania nad systemem komunikacji
radiowej i związanych z nim gałęzi przemysłu. W 1946 r. ukazał się jego artykuł pt.
Kontrowersje kosztu krańcowego (The Marginal Cost Controversy, „Economics”, vol. 13, s.
169-182), w którym krytykował pośrednio koncepcję naturalnego monopolu i wskazywał na
koszty ponoszone przez państwo udzielające firmom subsydia w celu utrzymania
odpowiednich kosztów krańcowych. Można nazwać je kosztami administrowania warunkami
tworzenia kosztów krańcowych, w tym – kosztów biurokracji. Natomiast w 1950 r. ukazała
się jego książka pt. Brytyjskie radio – studium monopolu (British Broadcasting: A Study of
Monopoly), poświęcona przede wszystkim praktyce i zagadnieniom kosztów monopolu.
Za przełom trzeba przede wszystkim uznać emigrację Coase`a w 1951 r. do Stanów
Zjednoczonych. Mamy tu do czynienia z coraz częstszym zjawiskiem – drenażu mózgów, tj.
przyciągania do amerykańskich uczelni i ośrodków badawczych wybitnych naukowców
zagranicznych. W ten właśnie sposób kolejnym noblistą został Amerykanin a nie Brytyjczyk.
Pierwsze wykłady Coase prowadził na University of Buffalo (do 1958 r.), następnie –
od 1964 r. na University of Virginia, a wreszcie (1964 r. i do emerytury w 1979 r.) na
University of Chicago. Był wieloletnim (aż do 1982 r.) redaktorem wysoko notowanego
czasopisma „Journal of Law and Economics”, w którym jeszcze w 1959 r. opublikował
artykuł analizujący działalność Federalnej Komisji Komunikacji (The Federal
Communications Commission), której zadaniem była m.in. dystrybucja częstotliwości fal
radiowych. Autor, korzystając z wiedzy nabytej w Wielkiej Brytanii, opowiadał się za
wdrożeniem zasady przetargów i kryterium najwyższej ceny oferenta. Niejako pośrednio
zahaczył o kwestię prawa własności uczestników przetargu, wynikającą z istniejącego –
racjonalnego lub nie – systemu praw własności. Tezy Coase`a nie przypadły do gustu kilku
ekonomistom i prawnikom z University of Chicago, a przeto zorganizowali oni dyskusję,
która okazała się kolejnym szczęśliwym wydarzeniem w jego karierze.
Dyskutowana teza, wokół której wkrótce narastać zacznie ogromna literatura na temat
tzw. teorematu Coase`a, dotyczyła akceptowanego dość powszechnie poglądu, głoszonego
przez A.C.Pigou, że w sytuacji konfliktu o wyrządzoną szkodę cudzej własności (np.
29
farmerowi przez hodowcę bydła), sądy mają opierać się na zasadzie pełnej rekompensaty
wartości szkody. Coase proponował negocjacje stron, posłużenie się systemem cen
rynkowych i dobrą delimitację praw własności obu stron. Dyskutanci reprezentowali
czołówkę amerykańskich ekonomistów (byli tam m.in. M. Friedman, A. Director i G. Stigler).
W tyglu wciąż trwającej dyskusji wokół teorematu Coase`a, określonego w literaturze jako
teza, że: początkowa alokacja legalnych uprawnień nie ma znaczenia z punktu widzenia
efektywności tak długo, jak długo można je swobodnie wymieniać, powstawały także nowe
zagadnienia przyciągające uwagę badaczy18. Takim zagadnieniem stał się problem kosztów
społecznych, użyty w tytule drugiego klasycznego artykułu Coase`a, opublikowanym w 1960
r. w „Journal of Law and Economics” (The Problem of Social Cost, vol. 3, s. 1-44).
Paradoksem jest, że tak często spotykane pojęcie koszt społeczny nie miało dobrej
definicji w latach poprzedzających publikację wspomnianego artykułu. Wraz z narastającym
zainteresowaniem krytycznymi wypowiedziami Coase`a, zwłaszcza na temat ortodoksyjnych
twierdzeń A. C. Pigou, pojawiły się liczne propozycje trafniejszych określeń tego pojęcia.
Dodam, że i obecnie nawet w podręcznikach (głównie z mikroekonomii i w wykładzie
ekonomiki dobrobytu) nie ma w pełni zgodnych definicji kosztu społecznego. Ciekawe, że
sam Coase w omawianym artykule nie stosuje prostej definicji kosztu społecznego, ale po
prostu daje określenie produktu społecznego. Niejako usprawiedliwiając się, pisał:
Definicja produktu społecznego jest kłopotliwa, ale to nie znaczy, że wnioski
wyciągnięte z analizy na potrzeby polityki muszą być koniecznie złe. Jednakże podejście
odciągające uwagę od głównych zagadnień związane jest z niebezpieczeństwem i bez
wątpienia może stać się przyczyną pewnych błędów w panującej doktrynie19.
Coase miał na myśli doktrynę i koncepcję Pigou, w których lansowano zasadę pełnej
kompensaty szkody wyrządzonej przez działalność pewnego podmiotu innym uczestnikom
życia społecznego. Odwołanie się do pojęcia produktu prowadzi także prosto do pojęcia
kosztu, a istotne jest tylko rozróżnienie przymiotników prywatny i społeczny. Coase pisał, że
produkt prywatny to wartość krańcowego nakładu, pochodzącego z określonej (particular)
działalności biznesowej, podczas gdy produkt społeczny jest mniejszy o spadek wartości
produkcji gdzie indziej, za który sprawca nie płaci odszkodowania. Nie znajdujemy przeto
sprzeczności w licznych definicjach kosztu społecznego, w których powtarza się zapis
traktujący koszt społeczny (Ks) jako sumę kosztu prywatnego (Kp) i kosztu zewnętrznego
(Kz), a więc: Ks = Kp + Kz .
Dyskusja na temat kosztu zewnętrznego wiąże się z problematyką tzw. efektów
zewnętrznych (externalities), prezentowana szeroko w wykładzie mikroekonomii. Proponuję
przyjrzeć się rysunkowi 2.2., dla uzmysłowienia istoty powstawania kosztu społecznego.
Podmiot inicjujący
= FIRMA
Podmiot inicjujący
= KONSUMENT
Podmiot dotknięty
= FIRMA
Podmiot dotknięty
= KONSUMENT
Źródło: Ph. Hardwick i in., An Introduction to Modern Economics, 3 ed., Longman, London
1990, s. 200.
18
Por. W. Stankiewicz, Teoremat Coase`a – pole współpracy ekonomistów i prawników, „Wiek XXI. Zeszyty
Naukowo-Teoretyczne PWSBiA”, 2004, nr 3(13), s. 25-38.
19
Na stronie 24 wspomnianego w tekście artykułu.
30
Rys. 2.2. Efekty zewnętrzne.
Sprawcą, inicjatorem efektu zewnętrznego może być pewien podmiot – producent
(FIRMA) lub konsument – a odbiorcą, poszkodowanym lub beneficjentem inny producent
lub konsument.
W wypowiedziach Coase`a po otrzymaniu Nagrody Nobla pojawiły się istotne
wskazówki na temat powstania jego koncepcji kosztów transakcyjnych, genezy
przedsiębiorstw, teorii kontraktów i metodologicznych podstaw nowej ekonomiki
instytucjonalnej. Autor zachowuje umiar w swoich ocenach i zawsze stara się własne wywody
podawać w formie dalekiej od ujęć formalnych. Myślę, że Coase pozostanie jednocześnie
prekursorem i mistrzem ekonomiki instytucjonalnej.
2.2. North – nie tylko kliometria
Kiedy w 1993 r. dwaj Amerykanie – Robert William Fogel (ur. 1926) i Douglass Cecil
North ( ur. 1920) – otrzymali Nagrodę Nobla za wkład do historii gospodarczej, środowisko
naukowe przyjęło ten fakt z aprobatą, bowiem akurat historia gospodarcza nie była
dotychczas zbyt propagowana, zwłaszcza w atmosferze sukcesów przypisywanych ekonomii
matematycznej. Natomiast pojawienie się przy tej okazji nazwy kliometria wręcz
zaszokowała wielu specjalistów, traktujących historię jako naukę typowo deskryptywną, w
której wskaźniki ilościowe służą wyłącznie pewnym porównaniom, a nie głębszym analizom
procesów rozwoju społeczno-gospodarczego. Jak wiemy, Klio była jedną z muz antycznej
Grecji, sprawującą opiekę nad historią, a dodanie członu -metria sygnalizowało przedmiot i
metodę badawczą, na wzór i podobieństwo zdobywającej uznanie ekonometrii.
Trzeba powiedzieć, że w środowisku historyków metody statystyczne stosowano dość
szeroko w historii społecznej, odtwarzając ze źródeł interesujące ilościowe wskaźniki
zjawisk gospodarczych. Zasługą i wręcz prowokacją intelektualną obu laureatów było
posłużenie się typowym modelem makroekonomicznym ze zbiorem równań i ograniczeń,
pozwalających na kalkulację możliwych przebiegów wielkich procesów wzrostu
gospodarczego. Opisowe analizy roli, jaką odegrały w burzliwym rozwoju Stanów
Zjednoczonych koleje żelazne, uzupełnił R.W. Fogel i jego uczniowie analizą kwantytatywną.
Sprawdził tezę, czy istotnie transport kolejowy obniżył znacznie realne koszty transportu i
jakie byłyby ewentualne skutki wyboru innych rozwiązań technologicznych i innej strategii
gospodarczej. Jego rozprawę pt. Drogi kolejowe i amerykański wzrost gospodarczy
(Railroads and American Economic Growth, 1964), w której zakwestionował powszechne
przekonanie i twierdzenia historyków o wręcz decydującym znaczeniu gwałtownej
rozbudowy sieci kolejowej, można było krytykować jako pogląd na miarę herezji.
Ze względu na potrzeby tego wykładu musimy bliżej przyjrzeć się twórczości
drugiego laureata, D.C. Northa, którego dorobek kwalifikuje go, moim zdaniem, nie tylko do
wąskiego grona kliometryków, ale przede wszystkim do czołówki rozwijającej nową
ekonomikę instytucjonalną. Z informacji zawartej w autobiografii, przedłożonej jury Nagrody
Nobla, lektury głównych książek i licznych artykułów, rysuje się różnorodna i barwna
działalność, która jednak układała się w spójny kształt – poznawania sekularnego procesu
ewolucji społecznej, ciągu przekształceń instytucji na drodze do coraz wyższej efektywności.
Douglass C. North pochodzi z dobrze sytuowanej rodziny menedżera branży
ubezpieczeniowej, który zajmował kierownicze stanowiska w placówkach dobrej firmy
Metropolitan Life Insurance Company, działającej w USA i Kanadzie. Atmosfera rodzinna
pozwoliła na rozwój licznych zainteresowań młodego człowieka (m.in. fotografia, muzyka) i
na zdobywanie kolejnych szczebli wykształcenia. Kiedy przyszedł czas wyboru wyższych
studiów, trzeba było zamiast znanego Harvardu wstąpić na University of California w
Berkeley, gdzie przeniosła się rodzina. W autobiografii D. North wspomina, że w tym okresie
31
przyłączył się do liberalnie nastrojonych studentów i nawet stał się zaangażowanym
marksistą, pacyfistą, zaniedbującym się w nauce słuchaczem. W czasie wojny krótko służył w
marynarce handlowej, na statku obsługującym także linie zaopatrujące front na Pacyfiku.
Wciąż niepewny wyboru – być zawodowym fotografem czy ekonomistą – wybrał jednak
ekonomię, powrócił do Berkeley i zakończył studia rozprawą na temat historii ubezpieczeń na
życie w Stanach Zjednoczonych.
Późniejsze zainteresowania, także po objęciu profesury na University of Washington
w Seattle (1957-1983) i następnie na Washington University w Saint Louis, uzupełniane
konkretnymi badaniami w NBER i kilku naukowych instytutach, podporządkował już
wspomnianemu celowi – zrozumieć i wyjaśnić proces przekształceń ustrojów, w którym tak
istotną rolę odgrywają instytucje. Pojawiają się coraz liczniejsze artykuły z dziedziny historii
gospodarczej, poświęcone zagadnieniom lokalnego i regionalnego wzrostu gospodarczego.
Autor poznaje wybitnych uczonych – m.in. historyka Solomona Fabricanta (1906-1989) i
ekonomistę Simona Kuznetsa (1901-1985) – którzy twórczo stosowali metody ilościowe w
badaniach nad procesem wzrostu gospodarczego. North pisał, że w tym okresie zainteresował
się także koncepcją ewolucji społeczno-gospodarczej w ujęciu J. Schumpetera, a także
dyskusjami w środowisku socjologów. Niezwykle silny impuls nadany został przez prężne
Towarzystwo Historii Gospodarczej (Economic History Association), które zorganizowało
konferencję i przedstawiło program badań nad historią wzrostu gospodarczego USA, oparty
na metodach ilościowych. Przed kliometrią otwarte zostały szeroko bramy do oryginalnych
badań i zdobywania kariery akademickiej.
Przez prawie dziesięć lat North gromadził, przetwarzał i pisał swoje wielkie dzieło –
Wzrost gospodarczy Stanów Zjednoczonych od 1790 do 1860 roku (The Economic Growth of
the United States from 1790 to 1860), opublikowane w 1961 r. Autor od tego czasu mógł już z
pełnym przekonaniem propagować hasło: „Historia ma ogromne znaczenie!”, mając na myśli
zwłaszcza badanie sekularnych trendów wzrostu i rozwoju społecznego i gospodarczego.
North w końcu lat 60-ych przerzucił się dodatkowo na badania historii gospodarczej Europy,
w efekcie których powstały – we współautorstwie – dwie poważne monografie: Zmiany
instytucjonalne i amerykański wzrost gospodarczy (Institutional Change and American
Economic Growth – współautor L. Davis) i Wzrost Świata Zachodniego: nowa historia
gospodarcza (The Rise of the Western World – współautor R. Thomas). Kliometria dowiodła
płodności nowych, ilościowych metod analizy i jednocześnie pozwoliła opisać i wyjaśnić
przyczyny zmian i rozwoju na gruncie instytucjonalnym. Nie zrywając z tradycją
neoklasyczną, ale z wyraźnym podkreśleniem roli idei, postaw, wzorców zachowań i źródeł
ich powstawania, North i jego zwolennicy dowiedli kilku ważnych prawd.
Przede wszystkim pokazali drogę rozwoju i wpływu przekształcających się instytucji,
która w długim okresie zapewnia albo wzrost gospodarczy, albo prowadzi regiony i kraje do
trwałej stagnacji. Po drugie, w tej analizie North wyodrębnił jeszcze ogromne znaczenie
ewolucji instytucji państwa, które w pewnych okolicznościach może deformować całą
strukturę (macierz) instytucjonalną i hamować rozwój społeczny i wzrost gospodarczy. W
kilku publikacjach i wreszcie w znakomitym dziele pt. Instytucje, zmiany instytucjonalne i
działalność gospodarcza (Institutions, Institutional Change and Economic Performance,
1990), North dowiódł, że jest godny miana współtwórcy nowej ekonomiki instytucjonalnej.
Musimy pamiętać, że historia gospodarcza zasilała i zawsze będzie zasilać nauki
ekonomiczne i że jej metody badawcze, w tym – modelowe, ilościowe i sformalizowane,
mają szerokie zastosowanie w obu dziedzinach nauki. W przypadku ekonomiki
instytucjonalnej wyraźnie widać także sprzężenia zwrotne – teoria instytucji i proces ich
przekształceń, teoria i praktyka procesu kontraktowania i wpływu kosztów transakcji na
podejmowanie decyzji gospodarczych i organizacji działań zbiorowych – na tych obszarach
współpraca i wymiana doświadczeń specjalistów obu dziedzin jest konieczna. Sam North
32
skupił się także na problemach określanych jako ekonomia polityczna, ale w znaczeniu
budowy modeli pozwalających analizować powiązania instytucji gospodarczych z
instytucjami politycznymi.
Trzeba oczywiście dodać, że jako historyk North pragnie przyczynić się do
pogłębienia ogólnej teorii rozwoju społeczno-gospodarczego. Jako ważny krok w tym
kierunku uznał badania nad zrozumieniem procesu dynamicznych zmian ekonomicznych,
które są istotną przesłanką i punktem wyjścia do doskonalenia funkcjonowania ustroju. North
twierdzi, że współczesna nauka ekonomiczna oferuje teorię rozwoju opartą na modelach
statycznych, które – przykładowo – nie potrafią wyjaśnić procesu transformacji systemu
realnego socjalizmu. Przemiana ustrojowa (economic change) jest – pisze North – rezultatem
trzech zmian w: 1) liczebności i jakości istot ludzkich; 2) zasobach wiedzy, zwłaszcza
używanej do panowania nad przyrodą; 3) macierzy instytucjonalnej, która określa
motywacyjną strukturę społeczeństwa.
Udaną próbą syntezy ogólnej teorii procesu rozwoju społeczno-gospodarczego, jest
książka Northa pt. Rozumienie procesu zmiany ekonomicznej (Understanding the Process of
Economic Change, 2005). Nie zrywając więzi z głównym, neoklasycznym nurtem ekonomii,
North kwestionuje jego ahistoryzm i tezę o doskonałej racjonalności człowieka, a na wysokim
miejscu stawia ideę, jako produkt ludzkiej myśli, a więc i przekonania (beliefs), pozwalające
działać w warunkach niepewności, generowanej przez naturę i społeczeństwo. Takim
produktem są także instytucje, jako efekty współdziałania kultury i praktyki technicznogospodarczej, odziedziczone i przekazywane nowym pokoleniom. North nie odrzuca
neoklasycznego ujęcia efektywności ekonomicznej, zwłaszcza w procesach alokacji zasobów,
ale podkreśla znaczenie struktury instytucjonalnej w kształtowaniu nowych wzorców
zachowań, tak głęboko zmieniających sekularne trendy rozwoju. W ten sposób ludzkość
dokonuje wyboru instytucji lepiej sprzyjających rozwojowi społeczno-gospodarczemu, a
zwłaszcza tworzeniu porządku w relacjach człowieka ze środowiskiem. Zawsze występuje
zależność od przebytej drogi i funkcjonowanie na pewnej ścieżce rozwoju (pathdependence). North dodaje, że realnie istnieją tylko systemy mieszane – powiązania
czynników racjonalnych i nieracjonalnych.
Schemat relacji między przekonaniami (postawami) a instytucjami został przez Northa
opisany i omówiony prosto. Oto zmiana w realnie postrzeganej rzeczywistości i zmiana w
przekonaniach (postawach społecznych) – pozytywna i normatywna, znajdują się w relacji
typowej dla sprzężenia zwrotnego. Natomiast zmiany postaw rodzą efektywność adaptacyjną
i powodują zmianę instytucjonalną, która steruje działaniem wywołującym zmianę w
postrzeganej rzeczywistości. Tak zamyka się ruch okrężny procesu przemian ustrojowych.
Łatwo także dowieść, że zmiany w instytucjach ekonomicznych muszą otrzymywać wsparcie
ze strony instytucji politycznych.
Analiza historyczno-instytucjonalna, którą przeprowadził North nad procesem
transformacji gospodarki postsocjalistycznej, opierała się na odrzuceniu marksizmu i jego
materializmu historycznego. Początkiem tworzenia systemu realnego socjalizmu była
ideologia marksistowsko-leninowska, a potem był już cały ciąg kreacji instytucji mających
służyć budowie socjalizmu, wciąż zakłócany przez siły zewnętrzne. Osłabienie tempa wzrostu
gospodarczego przyszło wraz z ogromnymi kosztami transakcji i niewydolnością matrycy
instytucjonalnej. Krach systemu był pierwszym w dziejach przykładem całkowitej klęski
wielkiego mocarstwa bez udziału interwencji zewnętrznej. Sukces Zachodu – pisał North –
wynikał w znacznej mierze z tego, że w jego strukturze instytucjonalnej ważniejszą rolę
odgrywały normy nieformalne niż reguły formalne, co zostało wmontowane i utrwalone w
ramach ustroju politycznego.
Na zakończenie wspomnę jeszcze o trzech złych nawykach (ways – skłonnościach),
które zawsze były, są i będą towarzyszyć naszemu rozumieniu procesu społecznego. Pierwszy
33
to ten, że nigdy w pełni nie zrozumiemy rzeczywistości, ponieważ teorie, przekonania i
modele są bardzo niedoskonałe, zbyt uproszczone i statyczne. Czasem mogą być nawet
całkowicie złe. Drugi nawyk dotyczy systemów przekonań (beliefs). W sytuacji czystej
niepewności nie można ocenić wartości przekonań wyrastających z religii, eleganckich
modeli lub bardzo złożonych i sugestywnych koncepcji. Wreszcie trzeci nawyk wiąże się z
upartym stosowaniem narzędzi kierowania i zarządzania naszym otoczeniem, które są bardzo
zużyte i stępione. Do szybkiego wprowadzenia zmian potrzebne są formalne reguły,
natomiast usuwanie przeszkód nieformalnych wymaga długiego czasu.
W związku z ostatnią tezą warto zwrócić uwagę na ocenę roli prywatyzacji w procesie
transformacji gospodarki postsocjalistycznej, jaką w omawianej książce dał North. Przede
wszystkim nie uznał on prywatyzacji za panaceum na wszystkie trudności powrotu do
gospodarki rynkowej. Na podstawie analizy dziejów gospodarczych Europy, obu Ameryk,
Rosji i Chin, można dowieść ogromnego zróżnicowania roli macierzy instytucjonalnej w tych
regionach i prywatnej własności w funkcjonowaniu społeczeństwa. Macierz instytucjonalna
dziedziczona przez Stany Zjednoczone od brytyjskiej macierzy nie mogła być przejęta przez
kraje Ameryki Łacińskiej. Rosja boryka się z prywatyzacją, zagubiona między tradycyjną
matrycą, a ofertą krajów kapitalistycznych. W Chinach państwo modernizuje układ społeczny
i gospodarczy, korzystając z oryginalnych wzorców i całą prywatyzację umieszczając w
ramach ostro zarysowanego systemu politycznego. North uogólnia te zagadnienia, głosząc
tezę o niezwykle trudnych drogach przechodzenia ludzkości od wymiany personalnej do
powszechnej wymiany impersonalnej, anonimowej i zawsze dokonywanej w warunkach
niepewności, wymagającej istnienia państwa i elastycznego prawa.
2.3. Williamson – teoria kosztów transakcyjnych
Do niezwykle płodnych i szeroko znanych przedstawicieli nowej ekonomiki
instytucjonalnej należy Oliver Eaton Williamson (ur. 1932), który przeszedł prostą drogę do
sukcesu dzięki trzymaniu się w zasadzie jednego problemu badawczego, nazwanego przez
niego samego obsesją. Tym problemem była specyfika organizacji gospodarczych – wewnątrz
systemu rynków i hierarchii tworzącej układ niezwykle różnorodnych przedsiębiorstw, jak
również między tymi dwoma systemami. Do tych badań konieczna była oryginalna analiza
procesu kontraktowania, zwłaszcza standardowych i niestandardowych form zawierania i
realizacji kontraktów. Podejście instytucjonalne okazało się niezwykle pożyteczne.
Wyższe studia ekonomiczne w Stanford University przyniosły Williamsonowi tytuł
magistra w 1960 r., a na Carnegie-Mellon University stopień doktora w 1963 r. Przez dwa lata
pełnił obowiązki adiunkta na University of California – Berkeley, a w latach 1965-76 był
profesorem na University of Pennsylvania. Krótko był zatrudniony w wydziale
antymonopolowym Departamentu Sprawiedliwości USA. Działał w instytucjach naukowych i
społecznych, był często zapraszany do wygłaszania wykładów w uczelniach zagranicznych i
publikował wiele artykułów, zabierając głos w aktualnych dyskusjach na temat wielkich
korporacji. Jak sam pisał, za swoich mistrzów lub inspiratorów uznaje czterech uczonych.
Pierwszy – Kenneth Arrow, nauczył go szacunku do informacji i ostrożności, albo
nawet nieufności wobec dzieł uznawanych za ortodoksyjne. Drugi – Alfred D. Chandler,
przekonał o znaczeniu innowacji organizacyjnych, jako zjawiska niezwykle ważnego dla
zrozumienia specyfiki amerykańskiego przemysłu, a któremu poświęcono tak mało uwagi. Z
kolei Ronald Coase przekonał go do twierdzenia, że koszty transakcyjne trzeba uznać za
problem centralny w badaniach organizacji gospodarczych, a same badania należy prowadzić
stosując podejście instytucjonalne. Wreszcie czwarty – Herbert Simon, utwierdził go w
przekonaniu, że założenia behawioralne mają istotne znaczenie i nie powinny przeszkadzać w
przekraczaniu granic uprawianych dyscyplin. Ważne dla swojej działalności były także
34
konkretne doświadczenia w tworzeniu reformatorskich rozwiązań w amerykańskiej polityce
społecznej i gospodarczej, zwłaszcza dotyczącej skutków fuzji wielkich korporacji.
W latach 60-ych sfera dla badań nad organizacją i funkcjonowaniem wielkich firm
była niezwykle sprzyjająca i przedmiotem dyskusji były często koncepcje Coase`a i Northa.
Pierwsze publikacje Williamsona atakowały pośrednio tezy głównego nurtu myśli
ekonomicznej, ortodoksji, według której presja konkurencji eliminuje przedsiębiorstwa,
których menedżerowie źle wykorzystują powierzony im przez właściciela potencjał
produkcyjny. W artykułach z lat 1962-67 Williamson sygnalizuje tezę i następnie przedstawia
rozszerzoną wersję twierdzenia, że menedżerowie, dzięki podporządkowaniu sobie licznych
pracowników, preferują wzrost rozmiarów przedsiębiorstwa kosztem jego efektywności.
Autor zarzucał tradycyjnym ujęciom brak hipotezy lub modelu umożliwiającego ocenę
rzeczywistych zachowań przedsiębiorstwa i jego menedżerów. Lekceważono analizę operacji
wewnętrznych w przedsiębiorstwie, ograniczając się do analizy relacji koszt-efekt. Konieczny
jest raczej probabilistyczny model przedsiębiorstwa, w którym zarządzający preferują
nieefektywne metody inwestowania pieniędzy, ale utrzymują dodatni poziom zyskowności.
W podobnym kierunku snuł Williamson rozważania w artykule poświęconym
optymalnym granicom przedsiębiorstwa20. Prezentowany matematyczny model
przedsiębiorstwa zakłada istnienie wewnętrznej hierarchii, na czele której stoi wszechmocny
zarząd (executive) i zaufana administracja przekazująca polecenia niższym szczeblom
hierarchii. Temu procesowi towarzyszy trwała tendencja do utraty zdolności przystosowania
się (compliance) do poleceń, przekazywanych coraz mniej precyzyjnie. Następuje kumulacja
tych strat i kosztów utraconej kontroli, albo kosztów jej utrzymania. Interesy własne
technokratów, dodatkowe koszty informacji niezbędnej do eliminacji kosztów
oportunistycznych zachowań, wszystko razem stawia zapory powiększaniu rozmiarów firmy.
Tego typu koszty towarzyszą zwykle przejęciom – fuzjom wielkich korporacji, a ich
kalkulacja powinna być znana organom państwa chroniącym wolną konkurencję.
Liczne publikacje Williamsona podejmują istotne zagadnienie niepowodzeń (failures)
organizacyjnych, niejako symetrycznie usytuowane względem wcześniej analizowanych
niepowodzeń rynkowych. Najpełniej problemy te ujął autor w książce Rynki i hierarchie,
wskazując zarówno na wpływ niedoskonałych rynków na powstawanie przedsiębiorstw i
pozarynkowych układów hierarchicznych, jak również niedostatki organizacji tych
ostatnich21. Williamson zdawał sobie sprawę z istnienia różnych pozarynkowych podmiotów
gospodarczych, jak np. alianse i sieci, ale koncentrował się na obiektywnych słabościach
samej wieloszczeblowej organizacji zarządzania firmą. Wprawdzie takie organizacje
zmniejszały koszty transakcyjne, ale same nie funkcjonowały gładko, zwłaszcza gdy
rozrastały się w swoich strukturach. Właśnie wprowadzanie różnych rozwiązań
organizacyjnych – oddziałów, wydziałów, filii itp. – było świadectwem nieporadności
układów pozarynkowych i konieczności prowadzenia ciągłych analiz i podejmowania decyzji
organizacyjnych.
Poważnym zwieńczeniem osiągnięć naukowych Williamsona stała się obszerna
rozprawa pt. Ekonomiczne instytucje kapitalizmu. Firmy, rynki, relacje kontraktowe (The
Economic Institutions of Capitalism: Firms, Markets, Relational Contracting), opublikowana
w 1985 r. (polski przekład w 1998 r.). Autor traktował to dzieło przede wszystkim jako
wykład z teorii kosztów transakcyjnych, ale wiele rozważań pozwala nam mówić o
poważnym wkładzie do nowej ekonomiki instytucjonalnej. Chodzi o rozbudowę takich jej
działów, jak podstawy metodologiczne (np. oryginalna koncepcja człowieka kontraktującego),
20
O. Williamson, Hierarchical Control and Optimum Firm Size, “Journal of Political Economy”, 1967, April, s.
123-138.
21
O. Williamson, Markets and Hierarchies: Analysis and Antitrust Implications: A Study in the Economics of
Internal Organization, Free Press, New York 1975.
35
teoria kontraktów na miarę prawie samodzielnej dyscypliny naukowej, teoria zobowiązań i
wielostronna analiza organizacji pracy. Ogromny materiał analityczny i szereg ważnych
uogólnień dotyczył funkcjonowania współczesnych korporacji, w tym również ich praktyk
monopolistycznych.
W roku 1996 ukazała się obszerna książka zamykająca w pewien sposób trylogię
doktryny Williamsona. Do wspomnianych wyżej dwóch – Rynki i hierarchie (1975) i
Ekonomiczne instytucje kapitalizmu (1985) – dołączyła obszerna pozycja pt. Mechanizmy
zarządzania (The Mechanisms of Governance), przyjęta przez środowisko z dużym
zainteresowaniem, także jako wybitne osiągnięcie nowej ekonomiki instytucjonalnej, obiekt
życzliwej krytyki ze strony veblenistów i wkład do teorii wielkich korporacji. Podam kilka tez
prezentowanych w tym dziele, aby zachęcić do poznania w dalszym wykładzie treści teorii
kosztów transakcyjnych.
To właśnie teoria i praktyka kosztów transakcyjnych jest centralnym punktem
rozważań Williamsona w tej monografii. Znamienne jest przesunięcie ciężaru analizy w
stosunku do tradycyjnie przyjmowanego przez szkołę neoklasyczną. Pamiętając, że zysk jest
różnicą między przychodem i kosztem (Z = P – K), neoklasycy przyjmowali zasadę
maksymalizacji zysku przez taką działalność firm, jak fuzje i przejęcia. Natomiast Williamson
kładzie nacisk na redukcję kosztów, zwłaszcza kosztów transakcyjnych, stanowiących
gwałtownie rosnący składnik całkowitych kosztów przedsiębiorstwa. Drogę do obniżenia tych
kosztów torują oryginalne koncepcje Williamsona na temat roli specyficznych aktywów
angażowanych w kontraktach, zobowiązań kredytowych i zwłaszcza – struktur zarządzania,
kierowania, nadzoru i sprawowania władzy, a więc działań wchodzących w angielskie pojęcie
governance. W tych rozważaniach sięga Williamson po takie twierdzenia, jak ograniczona
racjonalność i oportunizm uczestników transakcji oraz po przykłady wpadania w pętlę
zależności, przypominającą złą tradycję posiadania zakładników (hostage model), a nawet
niewolników.
Williamson snuje rozważania sięgające licznych dyscyplin, w tym nauki o organizacji,
przedsiębiorstwie, finansów korporacji, prawa antymonopolowego i międzynarodowych
stosunków politycznych i ekonomicznych. Recenzenci z obozu „starej” ekonomiki
instytucjonalnej (np. W. M. Dugger), wypominają pominięcie wkładu znanego już nam Johna
R. Commonsa i przede wszystkim – zlekceważenie lub spłycenie analizy problemów
społecznych. Za istotne osiągnięcie uważa się jednak pogłębioną analizę funkcjonowania
struktur wielkich korporacji, groźby integracji wielkich korporacji ze strukturami państwa i
nawet tworzenie się szczególnego typu państwa-korporacji o ponadnarodowym charakterze.
Williamson należy do najbardziej płodnych przedstawicieli nowej ekonomiki
instytucjonalnej, przy czym wachlarz jego zainteresowań obejmuje wiele zagadnień
związanych z historią myśli ekonomicznej, a zwłaszcza źródłami inspiracji podejścia
instytucjonalnego. Trzyma się poglądu, że stopień usamodzielnienia się nowej ekonomiki
instytucjonalnej, argumentacji na rzecz wyraźnej identyfikacji, jest poważny, ale jest jeszcze
wiele do zrobienia. Zdaniem wielu uczonych jest poważnym kandydatem do Nagrody Nobla.
2.4. Elinor Ostrom – zarządzanie wspólnotowe
Werdykt jury przyznający pierwszy raz Nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomii
kobiecie – Elinor Ostrom (ur. 1933) przyjęto z ogromnym zainteresowaniem22. Mimo prób
tłumaczenia tej decyzji modą na feminizm i niezbyt jasnym połączeniem dorobku naukowego
Laureatki z szerzej znanym w środowisku ekonomiki instytucjonalnej O. Williamsonem, w
22
W. Stankiewicz, Instytucjonalizm w zarządzaniu: Nobliści z ekonomii w roku 2009, „Ekonomista” 2010, nr 4,
s. 573-588.
36
najnowszych analizach i dyskusjach Elinora Ostrom cieszy się wysokim szacunkiem. W
naszym wykładzie możemy tylko krótko wskazać na te obszary jej koncepcji, które
wzbogacają współczesną doktrynę instytucjonalizmu.
Do pracy naukowej Ostrom startowała jako absolwentka University of California,
specjalizująca się w naukach politycznych. Od roku 1965 jest związana z Indiana University
(Bloomington), kieruje Katedrą Nauk Politycznych i łączy skutecznie dydaktykę z badaniami
naukowymi. Wspólnie z mężem i przede wszystkim – z prężnie działającym zespołem
młodych uczonych, organizacyjnie określonym jako Warsztaty… (Workshop in Political
Theory and Public Policy), potrafiła scalić wysiłek intelektualny polityków, ekologów i
ekonomistów, korzystając z metodologii instytucjonalizmu. Wydaje się, że mamy tu do
czynienia również z kontynuacją amerykańskiego pragmatyzmu (nawet – instrumentalizmu!),
bowiem kolejne warsztaty zajmują się przetwarzaniem informacji zgromadzonej przez
ekspedycje naukowe w obszarach ostrej konfrontacji między środowiskiem naturalnym a
potrzebami wzrostu gospodarczego.
Uczestnicząc bezpośrednio w badaniach terenowych w Ameryce Łacińskiej, Afryce i
Nepalu, skupiających uwagę na organizacji i efektach wielkich programów regulacji
stosunków wodnych, ochrony środowiska przed zanieczyszczaniem, tworzyła jednocześnie
zręby Szkoły Bloomington, której jest już mistrzem. Stosuje się tam metodę oryginalnej
analizy – łączenia podejść formalnych, badań terenowych i eksperymentów polityki w celu
penetracji realiów społecznych, a nie dla zachowania chłodnego dystansu i użycia znanych
formalnych technik badawczych. W ten sposób dociera się do pokładów historycznych i
uogólnień w wielkim procesie zarządzania (governing). Tutaj zeszły się pola twórczości
Williamsona i Ostrom.
Przypomnę, że uzasadnienie przyznania nagrody tym uczonym brzmiało: za analizę
zarządzania ekonomicznego… – dla obu laureatów, a następnie oddzielnie: dla Ostrom –
zwłaszcza wspólnotowego, a dla Williamsona –zwłaszcza pogranicza firmy. Zagadnienie jest
związane z określeniem pojęcia zarządzania ekonomicznego, jako procesu organizowania
kooperacji sił i środków. Doświadczenia w tej dziedzinie, zdobywane od czasów
prehistorycznych i wykorzystywane przez ludy uznawane za wręcz pierwotne, były i nadal są
lekceważone. Znamy już przykłady wdrażania zdobyczy technologii w pozornie szlachetnym
celu – podniesienia wydajności systemów irygacyjnych istniejących od tysiącleci. Ostrom i
jej uczniowie wskazują na brak należytego uzasadnienia i nieefektywność inwestycji, które
budując wielkie systemy regulowania nawadniania, korzystając ze zdobyczy informatyki i
monitoringu, zawodzą w praktyce, rozbijając tradycje, zwyczaje, prawo i struktury
zarządzania różnych wspólnot społecznych.
W roku 1990 ukazała się monografia E. Ostrom pt. Zarządzanie wspólnotowe:
ewolucja instytucji działania kolektywnego (Governing the Commons. The Evolution of
Institutions for Collective Action), prowokująca do dyskusji nad rozpowszechnionym
poglądem, że we wspólnotach nieposiadających instytucji prawa własności następuje coraz
szybszy proces marnotrawienia zasobów naturalnych. To sprawia, że wołanie o takie prawo,
ograniczające wolność jednostki ludzkiej, głoszone jest w imię redukcji strat dla całej
ludzkości. Zatem to nie samorządy lecz państwo gwarantuje rozwiązanie tego problemu.
Ostrom krytykuje takie kategoryczne twierdzenie.
Za punkt wyjścia warto przyjąć kategorię zasób wspólnej własności (w literaturze
przedmiotu skrót CPR – Common Property Resource), która wymaga jednak od analityków
wielkiej ostrożności, aby nie utożsamiać zasobów z układem własności. Warto pamiętać, że
takie podejście znajdujemy w naszej praktyce kontaktowania się ekonomistów z prawnikami.
Instytucja własności to nie to samo co prawo własności. Z tych względów zaleca się korzystać
z pojęcia pula (pool) zamiast własność (property). Zwolennicy Ostrom wskazują, że pula
CPR jako całość ma dwie cechy – 1) wysokie koszty wykluczenia potencjalnych
37
beneficjantów z dostępu i korzystania z takich zasobów oraz 2) wielkość korzyści jednego
użytkownika zmniejsza ilość zasobów dostępnych dla pozostałych członków wspólnoty.
Dla rzetelnej analizy takiego obiektu jak CPR konieczny jest namysł i narzędzia do
ewaluacji jego trwałości, samoorganizacji i samorządności. Analiza zakończona trafną
diagnozą otwiera drogę do podjęcia kolektywnego, wspólnotowego działania. Prawa
wspólnotowe, wyrastające ze zwyczajowego, a w naszej epoce już tak silnie kontaktujące z
prawem stanowionym, należą do podstawowych instrumentów zarządzania instytucjonalnego.
W naszym wykładzie ekonomiki instytucjonalnej mamy okazję poznać główne instytucje,
jako odziedziczone w przeszłości wzorce zachowań jednostek i grup społecznych wobec
wyzwań procesów gospodarowania ograniczonymi zasobami.
Badania inspirowane i upowszechniane przez Szkołę Bloomington wychodzą
naprzeciw doktrynom globalizacji, racjonalnego eksploatowania zasobów i – przede
wszystkim – zachowania szacunku wobec dziedzictwa ludzkości. Nie można lekceważyć
wiedzy wspólnotowej, pozornie ustępującej miejsca rewolucji naukowo-technicznej. W
swoim oficjalnym wykładzie na uroczystości wręczenia Nagrody Nobla Elinor Ostrom
dowodziła skuteczności i efektywności systemów zarządzania wspólnotowego. Wysoko
oceniane metody zarządzania rynkowego i państwowego w złożonych systemach
ekonomicznych działają w policentrycznym układzie zarządzania, który tak wiele korzysta z
doświadczeń różnych wspólnot ludzkości.
W tym podsumowaniu Elinor Ostrom nawiązała pośrednio do doktryny rozwijanej
przez Williamsona, wskazując na możliwość współistnienia samej teorii firmy, zagadnień
bliższego i dalszego otoczenia przedsiębiorstwa i systemu hierarchicznego zarządzania. Na
gruncie rozwijającej się ekonomiki instytucjonalnej spotykają się uczeni tak wielu nauk, że
wachlarz obszarów współdziałania może być niezwykle atrakcyjny.
2.5. Hodgson – dużo o ekonomice ewolucyjnej
Krótka prezentacja ostatniego z czwórki głównych postaci nowej ekonomiki
instytucjonalnej nie należy do łatwych ze względu na brak dystansu czasowego do jego
bogatego dorobku i wyraźne „rozwichrzenie” intelektualne autora. Chodzi o ogromną
erudycję, brak zdecydowania w określeniu własnego miejsca w konkretnym nurcie lub szkole
myśli ekonomicznej oraz – co uznaję raczej za pozytyw – próby połączenia „starego” i
„nowego” instytucjonalizmu w jednolitym obszarze ekonomiki ewolucyjnej. Nie można
jednak zapominać, że prezentacja dotyczy jednego z najbardziej płodnych twórców,
organizatora badań w skali międzynarodowej i znanego inspiratora podejścia
instytucjonalnego.
Geoffrey Martin Hodgson (ur. 1946) jest Brytyjczykiem, w latach 1964-5 pracował
jako programista, tytuł bakałarza matematyki i filozofii uzyskał w 1968 r. na University of
Manchester, a w okresie 1968-1972 był wykładowcą matematyki w jednej z tamtejszych
wyższych szkół. Dyplom magistra ekonomii otrzymał w 1974 r. na tym samym
uniwersytecie, ale doktora już na University of Cambridge w 1997 r. Kariera akademicka
obejmowała wykłady ekonomii na licznych uczelniach brytyjskich, francuskich, w Austrii,
Szwecji, USA i Japonii. Hodgson związał się w 1999 r. na długo z University of Hertfordshire
(w małym mieście Hertford na północ od Londynu), jako pracownik naukowo-badawczy i
promotor prac magisterskich i doktorskich.
Jego kontakty międzynarodowe przyczyniły się do powstania w 2000 r. w tej uczelni
Centrum Badań Ekonomiki Instytucjonalnej (Centre for Research in Institutional Economics
– CRIE). Opinia znawców plasuje CRIE wśród trzech najlepszych ośrodków o światowej
renomie (pozostałe znajdują się w Stanford, USA i w Kopenhadze). Prawie każda
38
poważniejsza konferencja naukowa odbywa się z udziałem Hodgsona, a jego liczne
publikacje zdobyły uznanie licznych środowisk naukowych. Z naszego punktu widzenia, dla
poznania tych jego koncepcji, które są niezbędne w wykładzie ekonomiki instytucjonalnej,
ograniczymy się do przypomnienia kilku podstawowych rozpraw.
Według samego autora jego publikacje koncentrowały się wokół następujących
zagadnień. W latach 70-ych zajmował się teorią wartości w ujęciu P. Sraffy, a więc modelami
typu nakłady-efekty, jak również teorią monetarną i polityką ekonomiczną. Wzrastające
zainteresowanie instytucjonalizmem w latach 80-ych przyniosło liczne przyczynki, a w 1988
r. wybitne dzieło – Ekonomika i instytucje (Economics and Institutions), z wielce
intrygującym podtytułem – Manifest współczesnej ekonomiki instytucjonalnej (A Manifesto
for a Modern Institutional Economics). Jakie treści znalazły się w tej książce i czy istotnie
określenie manifest użyte zostało właściwie? Zwracam uwagę na podstawowe tezy.
Przede wszystkim Hodgson podejmuje ostrą krytykę ortodoksyjnego nurtu głównego
ekonomii, nie stroniąc od określenia, że niektóre koncepcje mają charakter igraszek estetów,
przeładowania formalizmem i celebrowania dyskusji. Autor za swoje źródła inspiracji uznał
postkeynesizm, częściowo marksizm, a zdecydowanie instytucjonalizm, ale bez wskazania na
konkretne jego odgałęzienia i autorów. Obszerną prezentację stanu współczesnej metodologii
nauki Hodgson przeprowadził pod hasłem pożegnanie człowieka ekonomicznego, a więc
zgadzając się z krytykami indywidualizmu metodologicznego i stając po stronie pluralizmu,
ograniczonej racjonalności zachowań w warunkach niepełnej lub asymetrycznej informacji.
Teorię rozwoju społeczno-gospodarczego potraktował prawie tak samo jak Veblen, a więc
jako proces ewolucji, w którym ogromne znaczenie odgrywają instytucje. Do tych koncepcji
autor dodał własne sugestie zaczerpnięte z analizy hipotezy porządku spontanicznego,
głoszonej przez F. Hayeka, i teorii racjonalnych oczekiwań, lansowanej przez R. Lucasa.
„Manifest” nie zawierał programu burzenia konstrukcji stworzonej przez zwolenników
Veblena i Commonsa, ani też jednoznacznego wsparcia radykałów nowej ekonomiki
instytucjonalnej. Hodson nie był jeszcze, tak jak w późniejszym okresie, bliższy wdrożeniu
nazwy ekonomika ewolucyjna. Pragnął po prostu odrodzenia, zmodernizowania ekonomiki
instytucjonalnej, w zgodzie z najnowszymi osiągnięciami nauki, wolnej od dogmatyzmu. W
omawianej książce zarysował szerzej podstawy metodologiczne odrodzonej ekonomiki
instytucjonalnej, ograniczając się w przedstawieniu jej struktury problemowej do kilku
podstawowych działów.
Na czołowym miejscu znalazły się kontrakty, jako wyraz ewolucji w instytucji
własności, zmieniający także instytucję wymiany. Hodgson korzystał już z materiałów
owocnej dyskusji na temat sprowadzenia wymiany dóbr i usług do transferu praw własności.
Referował i rozwijał koncepcje całej tzw. szkoły praw własności, jak również wnikliwe tezy
Coase`a i Williamsona. Zagadnienia związane z praktyką wymiany i kontraktowania,
zwłaszcza analizy różnych form i kosztów realizacji kontraktów, zaczęły zdobywać rangę
teorii naukowej.
Instytucja rynku musi być, zdaniem Hodgsona, istotnym składnikiem wykładu
współczesnej ekonomiki instytucjonalnej. Zdumiewa uproszczona definicja rynku w
ekonomii głównego nurtu, pomijająca jego instytucjonalne podłoże i charakter. Nowe
podejście – Coase’a o kosztach transakcji i przyczynach tworzenia przedsiębiorstw –
wprowadza nas w złożony świat instytucji i organizacji rynkowych i pozarynkowych, gdzie
oprócz firm występują bazary, koalicje i przede wszystkim niezwykle rozbudowanie formy
integracji pionowej i hierarchie wielkich korporacji.
Właśnie teoria przedsiębiorstwa (firmy) powinna w wykładzie ekonomiki
instytucjonalnej zajmować wysokie miejsce. Samo zrelacjonowanie licznych dyskusji i
poglądów na temat istoty, przyczyn powstania, trudności rachunku kosztów i efektywności
zarządzania w sytuacji sprzeczności interesów właścicieli i menedżerów, wymaga niezwykłej
39
ostrożności przy formułowaniu ocen na miarę syntezy. Przedsiębiorstwa działają w
warunkach niepewności, konieczności liczenia się z układami rynkowymi i nie mogą być
prostym mechanizmem redukcji kosztów transakcji. Po obszernej relacji tych zagadnień
Hodgson konstatował: Funkcją firmy nie jest po prostu minimalizacja kosztów
transakcyjnych, ale zapewnienie ram instytucjonalnych, w których – do pewnego stopnia –
zastępuje ona taki rachunek kosztów23. Przedsiębiorstwo reprodukuje i rozwija zwyczaje i
rutynę, jako przybliżone alternatywy racjonalnego rachunku kosztów i osiąganych zysków.
Książka powstawała w atmosferze gorących dyskusji nad hipotezą racjonalnych
oczekiwań. Nic zatem dziwnego, że Hodgson nie mógł pominąć tych zagadnień i uznał je za
godne umieszczenia w strukturze wykładu współczesnej ekonomiki instytucjonalnej. Co
ciekawsze, za punkt wyjścia przyjął doktrynę Keynesa i postkeynesizmu, rozwijającego tezy
na temat oczekiwań długookresowych. W tego typu oczekiwaniach uwzględnia się nie tylko
stopień ryzyka i niepewności, ale także czynniki psychologiczne w zachowaniach podmiotów
życia społeczno-gospodarczego. Keynes był tak zajęty teorią popytu efektywnego i rolą
państwa w interwencji ograniczonej do krótkiego okresu, że nie uwzględnił w dostatecznym
stopniu wpływu kultury i instytucji społecznych. Oferty szkoły nowej klasyki (hipotezy
racjonalnych oczekiwań) i mniej radykalnej szkoły neoaustriackiej, powinny zostać w
obszarze zainteresowań ekonomiki instytucjonalnej, która z kolei może współdziałać w
rozwijaniu postkeynesizmu.
Omówiona monografia torowała znakomicie drogę jej autorowi do elity zwolenników
podejścia instytucjonalnego w myśli ekonomicznej, ale sam Hodgson nie zatrzymał się na
tezach manifestu i rozwinął intensywne badania w obszarze sięgającym głębin metodologii
nauki i prowadzących do poznawania rzeczywistości współczesnych ustrojów społecznych,
gospodarczych i politycznych. Warto zapamiętać niektóre z jego licznych publikacji,
wynikających zwykle z tych badań.
W 1993 r. ukazała się znakomita rozprawa Hodgsona pt. Ekonomika i ewolucja:
przywrócenie życia ekonomice (Economics and Evolution: Bringing Life Back into
Economics). Jeśli wyżej omówiona monografia była prezentacją wielkiego zbioru zagadnień
opartych na wspólnej instytucjonalnej podstawie, to nowa eksponowała znaczenie wielkiej
idei ewolucji, zaczerpniętej z biologii, w analizie i rozwijaniu nauki ekonomicznej. Autor
zastrzegał się, że nie chodzi tu ani o zrozumienie genetycznych uwarunkowań, określających
zachowania człowieka, ani o rolę faworyzowanych rodzajów płci, grup i klas społecznych.
Celem rozważań jest idea ewolucji ekonomicznej jako części procesu ewolucji społecznej w
kulturze. Za wysoce wątpliwą uznał Hodgson koncepcję ewolucji, jako procesu wiodącego do
coraz wyższej doskonałości, opartej na indywidualizmie i wulgarnym haśle, że przetrwają
tylko najbardziej dopasowani (survival of the fittest). Nie o taki darwinizm i prawo doboru
naturalnego chodzi w ekonomice instytucjonalnej i ewolucyjnej.
Hodgson dokonał analizy porównawczej podejścia mechanistycznego i biologicznego,
odwołujących się do teorii ewolucji w rozważaniach ekonomicznych. Do rewolucji
darwinowskiej nawiązywali Marks, Spencer, Marshall i Menger, ale przy formułowaniu
ogólnych tez rozwoju społeczno-gospodarczego. Autor za niezwykle wartościowe uznał
poglądy o znaczeniu ewolucji w ekonomii, głoszone przez Veblena, Schumpetera i Hayeka.
Własną wizję przyszłej scalonej ekonomiki ewolucyjnej kreślił w barwach optymizmu, który
wynika z intensywnych badań naukowych nad zdobyczami biologii i nauk społecznych.
Jako kolejny krok w tym kierunku należy uznać wydaną w 1999 roku książkę pod
krótkim tytułem Ewolucja i instytucje (Evolution and Institutions), ale długim i nośnym
podtytułem – O ekonomice ewolucyjnej i ewolucji ekonomiki (On Evolutionary Economics
and the Evolution of Economics). Hodson wykorzystał szereg własnych esejów, aby nakreślić
23
G.M. Hodgson, Economics and Institutions. A Manifesto for a Modern Institutional Economics. Oxford 1989,
s. 207.
40
prognozę rozwoju nauki ekonomicznej, coraz częściej nazywanej ekonomiką ewolucyjną.
Sporo uwagi poświęcił podobieństwom i różnicom między „starymi” i „nowymi”
instytucjonalistami, a wśród tych ostatnich – koncepcjom R. Nelsona i S. Wintera, którzy
głoszą poglądy nieco inaczej nawiązujące do znanych już nam koncepcji Coase`a, Northa i
Williamsona.
Najnowszą książkę, o której trzeba wspomnieć w tym miejscu, jest obszerne dzieło –
Ewolucja ekonomiki instytucjonalnej: przedmiot, struktura i darwinizm w amerykańskim
instytucjonalizmie (The Evolution of Institutional Economics: Agency, Structure and
Darwinism in American Institutionalism) – wydane w roku 2004. Mamy tu do czynienia z
jasną deklaracją przywiązania do veblenowskiej tradycji i z wysoką oceną oryginalności
twórców „starej” amerykańskiej ekonomiki instytucjonalnej. Hodgson dowodzi płodności
historyzmu i darwinizmu i upatruje w tym wielką szansę dla rozwoju współczesnej myśli
ekonomicznej.
2.6. Perspektywy rozwoju – wiele niewiadomych
Kończymy krótki przegląd dziejów ekonomiki instytucjonalnej, w których – podobnie
jak w większości doktryn ekonomicznych – wystąpiły okresy wzlotu, stagnacji i odrodzenia,
wraz z wewnętrznym różnicowaniem się środowiska. Trzeba z dużą ostrożnością odnieść się
do obecnej sytuacji – równoległego rozwoju „starego” i „nowego” instytucjonalizmu, oraz z
sympatią do integracyjnych poczynań „ekonomiki ewolucyjnej”. Ważne jest to, że stopień
dojrzałości tej dyscypliny pozwolił przejść od etapu badań do etapu dydaktyki i praktyki,
sięgającej polityki społeczno-gospodarczej.
Dokonam teraz krótkiego porównania różnic między „starym” i „nowym”
instytucjonalizmem, aby nieco szerzej omówić ich charakterystyki i zakończyć pewną wizją
możliwego procesu integracji w ramach jednolitej ekonomiki instytucjonalnej.
Na tablicy 2.1. znajdujemy 5 cech opisujących oba nurty. Pierwsza wskazuje na
kierunek analizy przyjęty przez mistrzów i zwolenników, a więc punkt wyjścia i docelowy
obszar zainteresowania. Amerykański nurt Veblena i Commonsa odwoływał się do zdobyczy
i aktualnego stanu prawa i polityki, aby kreślić właściwą ich zdaniem naukę ekonomiczną.
Nowa ekonomika instytucjonalna startuje od ortodoksyjnej ekonomiki i aktualnej polityki
gospodarczej do doskonalszego systemu prawa. Można w obu ujęciach dopatrzeć się licznych
wyjątków, ale te różnice pomagają zrozumieć ogólne położenie ekonomiki instytucjonalnej w
strukturze powszechnej myśli ekonomicznej, zwłaszcza – jej płynnym podziale na ortodoksję
i heterodoksję.
W następnym rozdziale podręcznika znajdziemy więcej informacji o podstawach
metodologicznych naszego przedmiotu. W tej tablicy cecha Metodologia przypomina, że
„stary” instytucjonalizm przyjmował wiele z pokrewnych nauk humanistycznych, podczas
gdy „nowy” trzyma się dość zdecydowanie metodologii uznanej przez ortodoksję
neoklasyczną. Kolejna cecha – Metoda – nie jest ostrym kryterium podziału, bowiem
stosowanie indukcji było wprawdzie upowszechnione w kierunku historycznym, ale oba nurty
nie wyrzekały się korzystania również z dedukcji. Natomiast cecha zapisana jako Centrum
uwagi pozwala dość zasadnie mówić o skupieniu badań „starych” instytucjonalistów na
działaniach kolektywnych, a „nowych” na poczynaniach suwerennej jednostki. W następnym
rozdziale zapoznamy się z pojęciami holizm i indywidualizm metodologiczny, pozwalającymi
jeszcze inaczej spojrzeć na odmienność podejścia obu nurtów.
41
„STARY“
„NOWY“
INSTYTUCJONALIZM
Od systemu prawa i polityki
do ekonomiki
Innych nauk
humanistycznych (prawo,
politologia, socjologia i in.)
Od ekonomiki i polityki do
systemu prawa
Ekonomii neoklasycznej (metody
mikroekonomii i teorii gier)
Indukcyjna
Dedukcyjna
Działanie kolektywne
Niezależna jednostka
Holizm
Indywidualizm metodologiczny
C E C H Y INSTYTUCJONA LIZM
Kierunek ruchu
Metodologia
Metoda
Centrum uwagi
Przesłanki
analizy
Olejnik, red.,Institucyonalnaja ekonomika, Moskwa 2005, s.46.)
Tablica 2.1. Podstawowe różnice między „starym” i „nowym” instytucjonalizmem.
Znacznie obszerniejsze charakterystyki zawiera tablica 2.2. Nie rozwijając analizy ich
cech, zwrócę uwagę na kilka wybranych.
Przede wszystkim wskazuje się na genezę – rodowód pozwalający nawet ex post
uznać za prekursorów przedstawicieli bardzo różnych szkół i doktryn. Zwraca uwagę
krytyczna postawa „starych” instytucjonalistów wobec nauk klasycznego liberalizmu i
wyraźne odwołanie się „nowych” do ortodoksji neoklasycznej. Dyskusyjny jest podział
wynikający ze źródła inspiracji – czy istotnie biologia silniej inspiruje „stary” nurt? Chyba
trzeba tu dodać, że tak dzieje się od jego odrodzenia. Podobnie „nowa” ekonomika
instytucjonalna korzysta ze zdobyczy nie tylko fizyki.
Oba nurty wciąż dyskutują nad właściwym określeniem podstawowej jednostki
badawczej i mnożą definicje podstawowego pojęcia instytucja. Podobnie rozmyte są granice
w strukturach systemów społeczno-gospodarczych, w tym – macierzy instytucjonalnej.
Trzeba także dodać, że nawet lista przedstawicieli obu kierunków, a zwłaszcza „nowego”
może być łatwo zakwestionowana i że nie powinniśmy stronić od kolejnych podziałów na
nurty i odgałęzienia w tej ekonomice, która wciąż jest in statu nascendi.
Charakterystyka
1. Geneza
2. Nauka inspirująca
3. Element analizy
4. Jednostka, jej
preferencje i cele
5. Instytucje
“Stary”
instytucjalizm
Z krytyki ortodoksalnych
przesłanek klasycznego
liberalizmu
Biologia
Instytucje
Zmienne (endogenne)
Formują preferencje i
same jednostki
“Nowy”
instytucjalizm
Poprzez udoskonalenie
jądra współczesnej
ortodoksyjnej teorii
Fizyka (mechanika)
Atomistyczna,
abstrakcyjna jednostka
Traktuje się jako dane
(egzogenne)
Tworzą ograniczenia
zewnętrzne dla
42
jednostek: warunki
wyboru, ograniczenia i
informacja
6. Technologia
7. Metodologia
8. Czas
9. Przedstawiciele
Endogenna
Podejście organiczne i
ewolucyjne
Egzogenna
Podejście równoważące i
optymalność
Początek XX wieku
T. Veblen, J. Commons,
W. Mitchell
Koniec XX wieku
O.Williamson, H.
Demsetz, D.North,
R.Posner, R.Coase
Źródło: A. Olejnik, op.cit., s.45.
Tablica 2.2. Charakterystyki „starego” i „nowego” instytucjonalizmu.
Kondycja instytucjonalizmu we współczesnej myśli ekonomicznej była często
przedmiotem analizy znanego już nam G.M.Hodgsona, który uczynił bardzo wiele dla
zbliżenia stanowisk obu nurtów, wspiera poczynania ekonomiki ewolucyjnej, jako dogodnej
formy integracji, a niedawno stanął na czele redakcji nowego czasopisma pod wymownym
tytułem „Journal of Institutional Economics”. Korzystam ze wstępu do pierwszego numeru,
trafnie ujmującego perspektywę naszego przedmiotu, aczkolwiek bez jednoznacznego
kreślenia pomyślnej drogi rozwoju doktryny instytucjonalnej24.
Hodgson twierdzi, że istota i rola instytucji znajduje się wśród centralnych zagadnień
współczesnej ekonomii, takich jak wzrost i rozwój, teoria produkcji i badanie postaw
uczestników życia społeczno-gospodarczego. Teoria przedsiębiorstwa (firmy) korzysta z
dorobku ekonomiki kosztów transakcyjnych i twórczych koncepcji Coase`a i Northa. Owocne
są także nawiązania do veblenizmu i doktryny Commonsa, chociaż potrzebny jest wysiłek,
aby odświeżyć historyzm wielu szkół i wskazać na osiągnięcia takich uczonych, jak Kuznets,
Polanyi i Myrdal. Nic przeto dziwnego, że przyszłość może sprzyjać pogłębieniu już
trwającego dialogu między obu nurtami i takimi ich odmianami, jak ekonomika ewolucyjna i
konstytucjonalna ekonomia polityczna.
Pomyślną aurę dla rozwoju tej doktryny podtrzymują dynamiczne ruchy o zabarwieniu
instytucjonalnym występujące w socjologii i politologii, a także w naukach o organizacji i
zarządzaniu, nie mówiąc już o historii i antropologii. oraz psychologii i filozofii. Hodgson
pragnie przeto uczynić swoje pismo organem dialogu i różnorodności, jako siłami
napędzającymi badania naukowe, aczkolwiek zainteresowania powinny ogniskować się na
instytucjach życia gospodarczego i społecznego, kształtujących strukturę relacji i transakcji
indywidualnych, zapewniających także podstawę dobrobytu społecznego.
Zalecana literatura
1. M. Ratajczak, Nurt instytucjonalny we współczesnej myśli ekonomicznej, „Ruch
prawniczy, ekonomiczny i socjologiczny”,1994, nr 1, s. 27-39.
2. A. Ząbkowicz, Współczesna ekonomia instytucjonalna wobec głównego nurtu
ekonomii, „Ekonomista”, 2003, nr 6, s. 795-824.
24
G.M. Hodgson, Introduction to the Inaugural Issue by the Editor-in-Chief, “Journal of Institutional
Economics”, 2005, nr 1, s.1-2.
43
3. J. Godłów-Legiędź, Transformacja ustrojowa z perspektywy nowej ekonomii
instytucjonalnej, „Ekonomista”, 2005, nr 2, s. 171-189.
4. E. G. Furubotn, R. Richter, Institutions and Economic Theory. The Contribution of
the New Institutional Economics, The University of Michigan Press, Ann Arbor,
2000.
44
3. ZAGADNIENIA METODOLOGICZNE
Przyjętym przeze mnie celem jest prezentacja tych fragmentów metodologii leżącej u
podstaw ekonomiki instytucjonalnej, które ułatwią posługiwanie się kluczowymi pojęciami w
analizie jej podstawowych problemów. W szczególności chodzi o przedstawienie koncepcji
związanych z pojęciem instytucji, a następnie przybliżenie podejść określanych jako
formalizm i holizm oraz o krótkie omówienie teorii macierzy instytucjonalnej.
Zwracam uwagę na fakt, że w metodologii nauk mamy do czynienia z dwiema
warstwami rozważań. Pierwsza ma charakter filozoficzny i skupia uwagę na ogólnych
problemach nauki, jej granic, języka i zasadności pojęć, koncepcji i teorii, zwłaszcza
dotyczących obiektu badań i granic poznania. Warstwa druga, określana czasem jako
warsztatowa, zajmuje się procedurami, metodami i technikami procesu badawczego. Korzysta
wiele z logiki, zwłaszcza jej reguł poprawnego wnioskowania. W prezentowanym wykładzie
skorzystam tylko z kilku twierdzeń i postulatów niezwykle bogatej współczesnej metodologii
nauki.
3.1. Koncepcje i teoria instytucji
W badaniach naukowych nad zjawiskami złożonymi bardzo często poszukuje się
elementarnego punktu odniesienia. Tak poszukuje się podstawowej jednostki w zjawisku
budowy materialnego świata, jednostki będącej elementarnym podmiotem gospodarki lub po
prostu umownego fragmentu większej całości, jak to jest np. w teorii systemów. W nauce
ekonomicznej wciąż atrakcyjne jest posługiwanie się koncepcją homo oeconomicus, a w
całym neoklasycznym nurcie głównym indywidualizm metodologiczny jest podstawą analizy
mikro i makroekonomicznej. Ekonomika instytucjonalna jest krytyczna wobec
indywidualizmu, chociaż nie odrzuca go w sposób radykalny. Poszukuje własnej jednostki
analizy, skutecznej w rozbiorze wysoce złożonych całości (systemów), stanowiących świat
zjawisk społeczno-gospodarczych. Za taką jednostkę przyjęto pojęcie instytucja, jako pewien
fragment rzeczywistości i myśli naukowej. Wbrew pozorom, jakie stwarza prawie codzienne i
powszechne korzystanie z tego pojęcia, wciąż brakuje definicji uznanej za właściwą w
środowiskach naukowych. Dla potrzeb wykładu przypomnę najpierw kilka definicji ogólnych
i znajdujących się w podstawowej literaturze przedmiotu, a następnie podam definicję, którą
proponuję stosować w naszych studiach.
Najpierw wypada sięgnąć do słownika wyrazów obcych, wybrać zapis pojęcia
instytucja, który jest tak obszerny, że może służyć jako przesłanka większa (genus) w
sylogizmie definiującym to pojęcie w naszej dyscyplinie, a więc w ekonomice
instytucjonalnej. W znanym Słowniku Kopalińskiego instytucja określona jest jako zakład,
zespół norm i organizacja. Z naszego punktu widzenia najbliższe jest określenie instytucji
jako zespołu norm prawnych albo obyczajowych dotyczących organizacji jakiejś dziedziny
życia. Warto także zwrócić uwagę na etymologię wyrazu. Późnołacińskie statuere pięknie
tłumaczy się na polskie stanowić, stąd instituere to zamieszczać i zakładać, a bardzo
potrzebne pojęcie statut to już po prostu łacińskie statutus. Nie będzie błędem odwołanie się
do definicji pojęcia instytucja, jako zespołu norm, w celu przybliżenia definicji pojęcia
instytucji jako kategorii stosowanej w języku nauk społecznych, ekonomii i prawa. Mając
przesłankę większą (genus) będziemy troszczyć się o znalezienie wyróżnika (differentia
specifica). Wbrew pozorom zadanie nie jest proste i w bogatej literaturze ekonomiki
instytucjonalnej znajdziemy więcej sporów niż zgody na ten temat.
Mistrz „starej” ekonomiki instytucjonalnej Thorstein Veblen przyjmował, że pojęcie
instytucja jest dobrze wyjaśnione w rozprawach socjologicznych i psychologicznych i nie
wymaga drobiazgowej analizy poprawności metodologicznej. W rezultacie umieścił swoją
45
definicję w szerszym zbiorze kategorii instytucji społecznych, dodając własne wyróżnienie
(differentia specifica). W słynnej rozprawie Teoria klasy próżniaczej Veblen pisał: Instytucje
społeczne to w swej istocie dominujące sposoby myślenia uwzględniające poszczególne
warunki społeczne, poszczególne funkcje jednostki i społeczności. [...] Instytucje społeczne –
czyli nawyki myślowe czy sposoby ujmowania zjawisk – które kierują ludzkim życiem,
pochodzą z przeszłości. Są wytworami przeszłości, dostosowanymi do ówczesnych warunków,
dlatego nigdy nie są w całkowitej zgodzie z wymogami teraźniejszości25. Jak widać,
wyróżnikiem jest nacisk położony na sposoby i nawyki myślenia, a więc i ramy, w których
społecznie gospodarująca jednostka działa. Veblen sygnalizuje także obiektywnie
uzasadnione niedopasowanie tych ram – instytucji – do współczesnych warunków, co rodzi w
konsekwencji wniosek o konieczności zmian w instytucjach społecznych.
Z kolei niezwykle czuły na oryginalność ujęć współtwórca tradycyjnej ekonomiki
instytucjonalnej John Commons wyprowadził definicję instytucji ze swoich rozważań nad
zjawiskiem transakcji, jako szeroko pojętej wymiany – transferu praw własności. Commons
wyróżniał trzy typy transakcji – przetargowe, menedżerskie i racjonujące, które dają się ująć
w większą jednostkę analityczną, którą w praktyce brytyjskiej i amerykańskiej nazywa się
działającym układem (going concern). To właśnie te działające układy, razem ze swoimi
regułami funkcjonowania, od rodziny, poprzez korporację, związek zawodowy, stowarzyszenie
gospodarcze, aż do samego państwa, są tym, co nazywamy instytucjami26. Instytucja to
właśnie działający układ, który da się sprowadzić do aktywnego systemu w procesie
transakcji, w którym zawarte są zasady, reguły i normy zachowania jednostek i zbiorowości.
Przytoczone definicje dwóch ojców-założycieli „starej” ekonomiki instytucjonalnej
wskazują na różnice w wyborze punktu odniesienia, obiektu, którego cechy stanowią właśnie
wyróżnik pojęcia w ogólnym pojęciu instytucja. Veblen koncentruje uwagę na dominujących
sposobach myślenia, podczas gdy Commons – na działających układach. Nic dziwnego, że
współcześnie nurt „starego” instytucjonalizmu rozpadł się na dwa odgałęzienia: 1)
nawiązujący do tradycji Veblena-Ayresa i 2) do koncepcji Commonsa. Podziały na tym tle są
jeszcze większe w „nowej” ekonomice instytucjonalnej.
Już we wczesnym etapie odrywania się od tradycji amerykańskiego „starego”
instytucjonalizmu, a więc w latach 60-ych XX wieku, w posługiwaniu się pojęciem instytucja
akcentowane były takie problemy, jak: prawa własności, prawo zwyczajowe, procesy wyboru
publicznego, poszukiwanie renty monopolowej, układ relacji pryncypał-agent, koszty
transakcji, teoria gier i inne. Wiele zamieszania wniosły próby adaptacji szkoły austriackiej i
zachowania autonomii w ramach ortodoksji neoklasycznej. Spotkać można pogląd, że nowa
ekonomika instytucjonalna ma już więcej niż cztery odgałęzienia i wciąż znajduje się w stanie
dalekim od stabilizacji.
Uznawany coraz częściej za mistrza nowej ekonomiki instytucjonalnej Douglass North
zaproponował definicję, do której nawiązują prawie wszyscy zwolennicy i krytycy
instytucjonalizmu. Oto ta definicja:
Instytucje – są to reguły gry, lub bardziej formalnie – stworzone przez człowieka
ograniczenia, które kształtują ludzkie współdziałanie. W rezultacie budują strukturę bodźców
w sferze wymiany międzyludzkiej (w oryginale – in human exchange), zarówno w politycznej,
społecznej, jak i ekonomicznej. Zmiany instytucjonalne kształtują sposób ewolucji
społeczeństw w czasie i stanowią przeto klucz do zrozumienia przemian historycznych27.
W późniejszych publikacjach North zmieniał ten zapis w zależności od treści
wypowiedzi, ale bez naruszenia istoty wywodów, wskazania na instytucje jako reguły gry,
25
T. Veblen, Teoria klasy próżniaczej, PWN, Warszawa 1971, s. 171.
J. Commons, Institutional Economics. Its Place in Political Economy, t. 1. 1934, s. 146.
27
D.C. North, Institutions, Institutional Change and Economic Performance, Cambridge University Press,
Cambridge, NY 1990, s. 3.
26
46
wypracowane w procesie historii w związku z koniecznością współdziałania w ramach
wspólnoty. W swoim wykładzie podczas wręczania Nagrody Nobla mówił: Instytucje są to
ograniczenia, wypracowane z wykorzystaniem wszystkiego, co jest w ludzkiej mocy, które
kształtują strukturę współdziałania ludzi. Obejmują one ograniczenia formalne (np. reguły,
prawa, konstytucje), nieformalne (np. normy zachowań, konwencje, dobrowolne kodeksy
zachowań) oraz charakterystyki ich wdrażania. Łącznie określają one strukturę bodźców we
wspólnotach, a zwłaszcza w gospodarkach28. Mamy tu do czynienia z sygnałem na temat
klasyfikacji zbioru instytucji według kryterium formy i obszarów występowania.
Prawdziwe rozwichrzenie intelektualne występujące w koncepcjach nowej ekonomiki
instytucjonalnej związanych z definicją pojęcia instytucja, uzasadnia – pozornie – nawet samo
pytanie, czy taka definicja jest w ogóle możliwa i potrzebna. Z reguły bowiem autorzy oferują
definicję tylko na potrzeby określonego tematu badawczego. Tak właśnie pojawiły się
definicje instytucji, koncentrujące uwagę (focal contexts) na kosztach transakcyjnych (np. O.
Williamson), prawach własności, lub relacjach podległości. Trzeba jednak zgodzić się z
poglądem, że te zróżnicowane ujęcia, spełniające lepiej lub gorzej warunki analizy
cząstkowej, powinny jednak wynikać z bardziej ogólnej definicji pojęcia instytucja
ekonomiczna i – dalej – być w zgodzie z jeszcze szerszą i ogólniejszą definicją kategorii
instytucja. O zasadach budowy takiej definicji wypowiadał się m.in. Richard R. Nelson (ur.
1930), jeden z najbardziej znanych amerykańskich neoinstytucjonalistów29.
Zdaniem Nelsona, (który także operował definicją tworzoną w związku z jego
tematem badawczym) – analizą funkcjonowania gospodarki i teorią wzrostu można za
ogniskową ogólnej definicji pojęcia instytucja uczynić zestandaryzowane (znormalizowane)
wzorce zachowań (standardized behavior patterns), a więc oprzeć się na utrwalonych
regułach działań. Tak trzeba rozumieć określenie zachowania zinstytucjonalizowane lub
standardowe, mające ogromny wpływ na cały system społeczno-ekonomiczny i na to, co
nazywa się macierzą instytucjonalną. Sam Nelson rozwinął na tej podstawie definicję
instytucji, przydatną w rozwijaniu jego własnej teorii wzrostu gospodarczego, której
ogniskową jest pojęcie technologii społecznej. W powiązaniu z powszechnie stosowanym
terminem technologia fizyczna, można technologię społeczną uznać za istotny czynnik
kształtujący postęp i ewolucję systemów ekonomicznych.
*
Dla jasnej prezentacji istoty pojęcia instytucja i wprowadzenia użytecznej jego
definicji wiele uczynił G. Hodgson i jego zwolennicy. W trosce o integrację środowiska w
nowym organie „The Journal of Institutional Economics” pierwszy artykuł pióra profesora
Johna R. Searle`a z University of California, Berkeley prezentuje zwięzły wykład zrębów
teorii instytucji. Prosty tytuł – Co to jest instytucja? – zachęca do lektury dość trudnego tekstu
i zapoznania się z wielce sugestywnym ujęciem podstaw metodologicznych tej podstawowej
kategorii30. Autor zajmował się ontologią, a więc działem filozofii rozwijającym ogólną teorię
bytu, ale sam specjalizował się w ontologii zjawisk gospodarczych. W książce Konstrukcja
społecznej rzeczywistości (Construction of Social Reality, 1995) podjął m.in. zagadnienie
istnienia szczególnego bytu – instytucjonalnej rzeczywistości. W omawianym tu artykule dla
zrozumienia tej rzeczywistości autor postanowił zmierzyć się z wyjaśnieniem samej istoty tak
już upowszechnionego pojęcia instytucja.
28
D.C. North, Economic Performance Through Time, “The American Economic Review”, 1994, s. 360.
R. R. Nelson. B. N. Sampat, Making Sense of Institutions as a Factor Shaping Economic Performance.
„Journal of Economic Behavior and Organization” 2001, vol. 44, s. 31-54; What enables economic progress:
What are the needed institutions? “Research Policy” 2008, nr 37, s.1-11.
30
J.R. Searle, What is an institution?, “Journal of Institutional Economics”, 2005, nr 1, s. 1-22.
29
47
Przede wszystkim dał własne wytłumaczenie faktu pozostawania tego pojęcia na
uboczu głównego nurtu myśli ekonomicznej i różnorodności ujęć definicyjnych. Jego
zdaniem, cała tradycja, sięgająca nauk Arystotelesa, założyła (presupozycja) błędnie istotę
języka, jako oczywistość niewymagającą dowodu. Obecnie traktujemy sam język jako
instytucję i dlatego poprawne jest raczej analizowanie roli języka w stanowieniu
(konstytuowaniu) instytucji. Od dawna wiadomo, że proste pytanie – Co to jest? – poprawniej
można ująć w postaci: W jakich warunkach twierdzimy, że to jest prawdą? Searle tak też
formułuje pytanie na temat istoty instytucji, poprzedzając je rozważaniami o warunkach, w
których pytanie – co to jest instytucja? – jest zasadne. Najpierw, jego zdaniem, trzeba poznać
fakty, tj. to, co zaszło lub zachodzi w rzeczywistości, wyłonić podzbiór faktów o cechach
instytucjonalnych. Podstawowe cechy analizy rzeczywistości można podzielić na zależne i
niezależne od obserwatora. Przykładowo, w ekonomii większość analizowanych zjawisk
(pieniądz, transakcje, korporacje itp.) ma cechy zależne od obserwatora. Teza, że w
rzeczywistości instytucjonalnej badamy zjawiska zależne od obserwatora jest poprawna.
Podobnie traktujemy podział cech na obiektywne i subiektywne.
Dla badań nad zbiorem faktów instytucjonalnych Searle proponuje specjalną teorię
logicznej struktury, korzystającą z ogólnego wzoru: X znaczy tyle co Y w warunkach C.
Identyfikacja tych warunków, pozwalających wyjaśnić rzeczywistość społeczną i
instytucjonalną wymaga odwołania się do następujących trzech działań. Pierwsze, to
kolektywna celowość (zamiar, intencja). W tym pojęciu mieszczą się także kolektywne
przekonania i życzenia, przy czym dużą rolę mogą odgrywać konflikty między celami
indywidualnymi i zbiorowymi. Drugie działanie, to przypisanie funkcji (assignment of
function) badanym obiektom, które mają cechę zależną od obserwatora, ale nie przeczy to
również kolektywnemu przypisywaniu funkcji pewnym obiektom. Trzecie działanie, pozwala
na przejście od faktów społecznych do faktów instytucjonalnych. Chodzi o nadanie funkcji
statutowych (status functions) obiektom lub osobom, które mogą pełnić je z kolektywnego
nadania i zbiorowej zgody. Jeżeli wymienione trzy działania uzyskują trwałą procedurę, stają
się regułą, to mają one charakter konstytutywny, stanowiący pewną strukturę instytucjonalną.
Funkcje statutowe stają się klejem, spoiwem ludzkich społeczeństw, ale z dodaniem jeszcze
jednego elementu, który określa się jako czynnik moralny31. Z przedstawionych wypowiedzi
rysuje się wstępne określenie pojęcia fakt instytucjonalny, jako fakt mający strukturę X znaczy
tyle co Y w warunkach C, gdzie Y oznacza zapis funkcji statutowej, która jest także nośnikiem
czynnika moralnego.
Warto zwrócić uwagę na kilka wypowiedzi Searle`a na temat języka, jako
fundamentalnej instytucji społecznej. O wadze tej kategorii może świadczyć popularne
stwierdzenie, że można mieć język bez pieniędzy i własności, ale nie można mieć pieniędzy i
własności bez języka. Język odgrywa stanowiącą (konstytutywną) rolę w powstawaniu
wszystkich instytucji społecznych; nie opisuje rzeczywistości przedinstytucjonalnej, ale
częściowo ją współtworzy. Funkcja statutowa musi być wyrażona, aby zaistnieć w pewnym
porządku, ale nie można tego wyrazić bez uciekania się do języka lub symboliki. Trzeba także
dodać, że brak języka to również brak statutowych funkcji i związanych z nimi czynników
moralnych (institutional deontology). Język zapewnia konstytuowanie faktów
instytucjonalnych poprzez realizację czterech następujących funkcji:
1. Wyrażania tego faktu jako istniejącego i w tych formach, które mają szeroki sens
lingwistyczny.
2. Forma funkcji statutowej zapewniająca czynnik moralny (obowiązki, uprawnienia
itp.) musi być wyrażona w odpowiednim języku.
3. Zasady etyczne wymagają ich ujmowania w akceptowanym społecznie języku.
31
Searle używa pojęcia deontic powers, zapożyczonego z deontologii działu etyki dotyczącego obowiązków
moralnych.
48
4. Kluczową funkcją języka jest rozpoznawanie instytucji jako takiej.
Jako krok w kierunku ogólnej teorii społecznej ontologii, ułatwiający lepszą
identyfikację instytucji, proponuje Searle relację dwóch wzorów – znanego już X znaczy tyle
co Y w warunkach C, i drugiego, w postaci: akceptujemy (S ma władzę (S wykonuje
A)).Chodzi tu o dodatkowe kryterium – oparcia się na realnej sile realizacji funkcji
statutowych instytucji. Może to być pomocne w dyskusjach nad relacjami i spoiwem
społecznych struktur instytucjonalnych. Przykładowo, jakże trudno jest czasem określić takie
masowe formy praktyki społecznej, jak nauka, edukacja lub religia – czy są to tylko fakty
instytucjonalne, czy instytucje? Jak przydatne jest wówczas odwołanie się do etyki! Autor
przestrzega w takich przypadkach przed nadmiernym korzystaniem z teorii modelów i
proponuje czynić większy użytek z eksperymentów myślowych.
Konkluzja z powyższych rozważań ujęta została przez Searle’a krótko: instytucja jest
to każdy kolektywnie akceptowany system reguł (procedur, praktyk), które umożliwiają
tworzenie instytucjonalnych faktów. Reguły te mają typową formę X znaczy tyle co Y w
warunkach C, w których obiekt, osoba lub stan spraw X ma przypisany specjalny status
Y, pozwalający realizować nowe funkcje statutowe. Tworzenie faktów instytucjonalnych
jest przeto kolektywnym przypisywaniem funkcji statutowej.
Poglądy Hodgsona związane z definicją instytucji są prawie całkowicie zgodne z
omówioną wyżej treścią artykułu Searle’. Przypomnę tylko argumentację i określenia
przedstawione w publikacji pod prostym tytułem: Cóż to są instytucje?32
Naruszając kolejność wywodów autora, zacznę od jego końcowego wniosku, w
którym opowiedział się za definicją, nie sprzeczną wprawdzie ze znanymi już nam twórcami
ekonomiki instytucjonalnej, ale opierającą się na szerszej koncepcji. Chodzi o uwzględnienie
formalnej i nieformalnej bazy wszystkich trwałych zachowań (durable behavior) uczestników
życia społecznego, które ujęte zostały w pewne struktury. Definicja jest krótka i dająca się
ująć nawet w proste hasło:
Instytucje – pisze Hodgson – to nie są po prostu reguły, ale raczej trwałe systemy
ustalonych i wdrożonych reguł społecznych, które strukturyzują społeczne interakcje33. A
więc najkrócej – instytucje to systemy reguł społecznych! Potrzebne są pewne uzupełnienia
dotyczące pojęcia reguła i związanych z nim innych terminów.
W Słowniku języka polskiego (pod red. Doroszewskiego) reguła określona jest jako
zasada, prawidło postępowania, przepis; twierdzenie ogólne sprawdzające się w większości
wypadków. U Hodgsona pojęcie reguła jest rozumiane szeroko, jako społecznie przeniesione i
zwyczajowo normatywnie wpojone nakazy (injunctions lub immanentnie normatywna
dyspozycja, że w sytuacji X czyni się Y. Reguła prohibicji może obejmować szeroką klasę
działań Y, z których wyłącza się zakazane efekty. Inne reguły mogą generować potrzebę
realizacji węższej klasy działań w zbiorze Y. Reguła – podkreśla Hodgson – może być
rozważana, poznawana lub przestrzegana bez większego wysiłku myślowego. Użyta
wcześniej fraza immanentnie normatywna zakłada, że jeśli reguła jest lekceważona lub
kontestowana, wówczas pojawią się problemy moralne. Podobnie fraza społecznie
przeniesione zakłada, że stosowanie, powtarzanie (replikacja) reguł zależy od rozwoju kultury
społecznej, wykorzystywania języka, a nie po prostu wynika ze struktury genetycznej. Nie
wszystkie struktury społeczne, jak np. struktury demograficzne, są instytucjami.
W zbiorze reguł wyróżnia się normy zachowań, jako postawy wymagające aprobaty
lub dezaprobaty społecznej, a więc nie narzucane przez władzę i obwarowane sankcjami, jak
to jest w przypadku norm (reguł) prawnych. Szczególny typ reguł stanowią konwencje, oparte
na umowach społecznych, czego dobrym przykładem jest społeczna akceptacja prawego lub
32
33
G.M. Hodgson, What are Institutions? ,”Journal of Economic Issues”, 2006, nr 1, s. 1-25.
Tamże, s. 13.
49
lewego kierunku ruchu drogowego. Pewnym powtórzeniem ze strony Hodgsona jest jego
zalecenie wobec podmiotów życia społecznego, aby przyjmować dwa założenia: 1) postawę
celowego działania (intencjonalności), pozwalającej świadomie określić podstawy wyjściowej
(prefiguryzacji) i własnej prognozy wydarzeń i efektów; 2) reguły traktować zawsze jako
kulturowe i społeczne dyspozycje, będące nośnikami treści etycznych.
Hodgson przywołuje wypowiedzi „starych” instytucjonalistów, omawiając mechanizm
działania instytucji i rolę nawyków. Posiadanie nawyków lub habituacji jest mechanizmem
psychologicznym, który formuje bazę do bardziej regularnych zachowań. Aby nawyk stał się
regułą, powinien uzyskać pewną spójną treść normatywną, być potencjalnie kodyfikowalny i
dominować w pewnej wspólnocie34. Nawyki są przeto konstytutywnym materiałem instytucji,
zapewniając im większą siłę, trwanie i autorytet moralny. Trzeba jednak pamiętać i o
sprzężeniu zwrotnym – pojawieniu się postaw konformizmu i rutyny. Jako struktury
społeczne, zwyczaje i instytucje określają mechanizm transformacji ustrojowej.
Sądzę, że na potrzeby naszego wykładu podstaw ekonomiki instytucjonalnej takie
podejście można zaakceptować. Niech przeto instytucja oznacza:
utrwalone w społeczeństwie wzorce zachowań, a instytucja ekonomiczna – zbiór reguł
kształtujących współdziałanie w procesach gospodarowania, zwłaszcza w szeroko pojętej
wymianie.
Wzorce, reguły i normy trafnie określa się jako ograniczenia wolności i swobody
działania, które pojawiły się w dziejowym procesie rozwoju społecznego i gospodarczego.
Można także przyjąć, że instytucje realizują trzy funkcje: 1) regulacji zachowań ludzi w
sposób nie powodujący wzajemnych szkód albo przynajmniej kompensujący takie szkody; 2)
obniżenia kosztów zawierania transakcji przez ułatwianie kontaktów i dostępu do rynku
towarów; 3) organizowanie procesu przekazywania informacji i ułatwianie procesu uczenia
się.
Instytucja jest także siłą zewnętrzną w stosunku do ludzkiej woli, narzuconą przez
tradycję, zwyczaj lub prawo i w ten sposób określającą, co jest nakazem lub zakazem.
Pozwala to dzielić instytucje na formalne, nazywane także twardymi, oparte na stanowionym
prawie, i nieformalne (miękkie) – oparte na zwyczaju. W działalności społeczno-gospodarczej
występują trzy sytuacje, wynikające z relacji między instytucjami formalnymi i
nieformalnymi, a mianowicie kiedy: 1) zwyczaj i prawo są w zgodzie; 2) zwyczaj jest
neutralny wobec prawa; 3) zwyczaj nie jest w zgodzie z prawem. Historia raczej nie zna
przykładu wyłącznego funkcjonowania instytucji twardych lub miękkich. Szacuje się, że ok.
90% znanych działań opiera się na stereotypach, co oznacza wprawdzie ograniczenie obszaru
wolnego wyboru, ale znakomicie ułatwia podejmowanie codziennych decyzji.
Zwracam jeszcze uwagę na interesujące ujęcie problemu zdefiniowania kategorii
instytucja przez wybitnego uczonego rosyjskiego Grigorija B. Kleinera, który w monografii
Ewolucja systemów instytucjonalnych ulokował ten problem w paradygmacie (lub –
schemacie) naukowych programów badawczych35. Instytucja może być potraktowana jako
system norm, którego rdzeniem jest pewna norma bazowa, otoczona swego rodzaju pasem
ochronnym, złożonym z pomocniczych twierdzeń i hipotez, zapewniających relatywną
stabilność układu.
Konieczne jest zatem wstępne, dobre rozpoznanie i zdefiniowanie pojęcia norma, aby
następnie przyjąć poprawną definicję instytucji.
Kleiner przyjął, że norma to: zasada, zalecenie lub wzorzec, adresowane siłą tradycji,
zwyczaju lub wskazówek odpowiedzialnych osób lub organów do konkretnego lub
nieokreślonego zbioru agentów i określające charakterystyki postrzegania, interpretacji lub
wykorzystania informacji społeczno-ekonomicznej dla podejmowania decyzji, formowania i
34
35
Tamże, s. 6.
Kleiner G.B., Evoljucyja institutocyonalnych sistiem, Nauka, Moskwa 2004, rozdz. 1.
50
zachowania stosunków we wspólnocie36. Porównując definicję normy stosowaną w pracach D.
Northa, zauważymy odrzucenie przez Kleinera zwrotu reguły gry, jako treści normy. Chodzi
o to, że Kleiner chyba trafnie określa reguły, jako artefakty, modele stworzone przez
człowieka.
Po gruntownej analizie znanych w literaturze ujęć relacji norma-instytucja, poszukując
własnego – w miarę szerokiego uwzględnienia wielu zaleceń – Kleiner korzysta z
następującej definicji:37
Instytucja to stosunkowo odporne na zmiany zachowań lub interesów pojedynczych
podmiotów i ich grup, a także kontynuujące działalność w znaczącym przedziale czasu,
formalne i nieformalne normy lub systemy norm, regulujące podejmowanie decyzji,
działalność i współdziałanie podmiotów społeczno-ekonomicznych (osób fizycznych i
prawnych, organizacji) i ich grup.
Do tak rozwiniętej definicji warto powracać, zapoznając się ze światem instytucji,
odkrywając dostęp do jego sektorów ekonomicznych i wkraczając do obszarów dynamiki –
rozwoju i transformacji ustrojów społeczno-gospodarczych. Przykładem może być wstępna
potrzeba rozpoznania struktury podmiotów, np. będących nosicielami danej instytucji i to
dwóch rodzajów – nominalnych i faktycznych, objętych tylko oddziaływaniem i aktywnych w
okresach przemian. Ekonomika instytucjonalna korzysta twórczo z teorii systemów i sama
działa już w ramach dość przejrzystego systemu badań podstawowych i stosowanych.
*
Dla bliższego zapoznania się z metodologicznymi podstawami instytucjonalizmu
przydatne są rozważania nad klasyfikacją lub taksonomią tych licznych pojęć, o których już
wspominałem. Spośród wielu publikacji na ten temat wybrałem zaledwie kilka, poświęconych
tzw. kategoriom bazowym, a więc grupom pojęć wyróżnionym w całej ich hierarchii38.
Na początek proponuję skorzystać z języka psychologii i socjologii, w których wiele
miejsca zajmuje analiza postawy konkretnej osoby wobec jakiegoś obiektu. Mamy do
czynienia z pewnymi procesami indywidualnej świadomości, determinujących zarówno
aktualne, jak i potencjalne reakcje zachowania (behavior), mające na celu poznanie obiektu,
jego ochronę lub wywołanie emocji). Przyglądając się tablicy 3.1. możemy zorientować się w
kryteriach klasyfikacji takich postaw39.
36
Tamże, s. 15.
Tamże, s. 19.
38
Korzystam m.in. z doskonałego podręcznika: G.P.Litwincewa, Institucyonalnaja ekonomiczeskaja tieorija,
Nowosybirsk 2003.
39
Tablica jest odzwierciedleniem poglądów wybitnego niemieckiego naukowca Viktora J. Vanberga, zawartych
m.in. w książce Rulet and Choice In Economimics (1994).
37
51
Dziedziczone, przekazywane
genetycznie
Nabywane, przekazywane przez
kulturę
Osobiste
Społeczne
Nieformalne społeczne (np. tradycje,
zwyczaje itp.)
Formalne społeczne (narzucane
świadomie, utrwalone w prawie)
Prawo „prywatne”
Prawo „społeczne”
Zasady zachowań
indywidualnych
Zasady dla
organizacji
niepaństwowych
Zasady
ograniczające
działalność
rządu
Zasady
wewnętrznej
organizacji
państwa
Zasady zachowań Zasady organizacji
zewnętrznych
wewnętrznej
Źródło: V. Vanberg i Litwincewa, op. cit., s.74.
Tablica 3.1. Zasady zachowań.
Pierwsze kryterium opiera się na zjawisku dziedziczenia i pozwala mówić o
zachowaniach naturalnych, otrzymanych od przyrody, i o zachowaniach, zdobywanych przez
pracę i przekazywanych przez kulturę. Te drugie dzielimy na zachowania osobiste i społeczne
(zbiorowe). Z kolei zachowania społeczne dzielą się na nieformalne, jak np. tradycje i
zwyczaje, oraz formalne, narzucone przez władzę i prawo. Dalszy podział zachowań
formalnych pozwala wyłonić prawo prywatne, regulujące zachowania jednostek i organizacji
niepaństwowych oraz prawo publiczne, stanowiące ramy dla działalności państwa i rządu.
Przedstawiona klasyfikacja pozwala tylko ogólnie orientować się w bogatej rzeczywistości, w
której dynamika zmian w strukturze i znaczeniu zasad zachowań jest ogromna.
Próby uporządkowania systemu reguł są liczne i zwykle stają się przedmiotem
dyskusji. Zbiór reguł jest ogromny i w powszechnym obiegu niezwykle trudno zachować
poprawność na miarę naukowych definicji. Zapoznajmy się z jedną taką próbą, której autor
należy do często zabierających głos w publikacjach związanych z ekonomiką instytucjonalną.
Jest nim Elias L. Khalil, którego hasło Rules (Reguły), znalazło się w Encyklopedii ekonomiki
instytucjonalnej i ewolucyjnej40.
Autor nie odważył się na spójną kwalifikację reguł, ograniczył się do taksonomii i
tylko w przypadku wyróżnienia reguły o najszerszym możliwym zakresie wprowadził nazwę
kanon (canon). W naszych słownikach kanon ma kilka znaczeń, ale związanych z łaciną,
gdzie tłumaczony był jako prawidło, przepis oraz ogólnie przyjęta norma, zasada, reguła.
Niech więc nie razi nas nazwa tablicy 3.2. i określenie nomenklatura w znaczeniu ogółu
nazw, zbioru pewnych terminów językowych.
40
The Elgar Companion to Institutional and Evolutionary Eoconomics, 1994.
52
Cecha
Zasady
Racjona
lność
Reguły
Formalność
Formalne
Nieformalne
Dług
zobowiązujący
Zobowiązania
Sprawiedliwość
Prawa własności
Rozwaga
Wspaniałomyślność
Dobroć
Obowiązki
zwyczajowe, moralne
Metoda głosowania
Zasady ruchu
drogowego
Ostateczne terminy
Porozumienie
dotyczące miar
Etykieta
Uprzejmość
Przyzwoitość
Gusty w konsumpcji
Źródło: E. Khalid, op. cit., s. 255.
Tablica 3.2. Nomenklatura kanonów zachowań.
W tej tablicy porządek rozmieszczenia nazw kanonów zachowań zapewniają dwie
cechy układające się wzdłuż dwóch osi. Na osi poziomej lokują się zachowania związane ze
stanami formalności; na pionowej – racjonalności. Kanony formalności dzielą się prosto: na
formalne i nieformalne; kanony racjonalności – na zasady i reguły. Bliższe analizy zapisanych
zachowań mogą nasuwać wątpliwości w konfrontacji z faktami. Nagłośnione pojęcie
spontanicznego porządku może kwestionować potrzebę i zasadność formalnego porządku
prawnego, a nawet samego państwa. Droga od nieformalnych do formalnych kanonów jest
zwykle długa, ale może być stosowana w polityce reform i transformacji ustrojowej. Na osi
racjonalności zasady (principles) wyrażają postawy i zachowania wyższego rzędu, jak np.
wolność słowa, swobodę wyboru, prawo do prywatności, wolność zatrudnienia itp. Reguły, a
więc kanony niższego rzędu, mają tendencję do stawania się zasadami przez upowszechnienie
się i akceptację.
*
Na zakończenie warto uczynić krótkie podsumowanie w formie zestawienia
podstawowych cech instytucji. Ograniczymy się do następujących:
1. Instytucje wnoszą do działalności gospodarczej czynnik trwałości, ciągłości i
stabilności, dzięki tworzeniu warunków zapewniających przewidywalność rezultatów
określonego zbioru działań.
2. Instytucje są dziedziczone drogą uczenia się jednostek ludzkich i ich grup w różnych
formach edukacji.
3. Instytucje zawierają system bodźców pozytywnych i negatywnych.
4. Instytucje zapewniają swobodę i bezpieczeństwo działaniom jednostki w określonych
granicach, co ma ogromne znaczenie dla podmiotów gospodarczych.
5. Instytucje społeczne redukują niepewność i tym samym koszty transakcji.
53
Aby jednak wykorzystać pojęcie instytucja jako jednostkę analizy zjawisk społecznogospodarczych, konieczne jest poznanie kilku ważnych podejść oferowanych przez
metodologię nauki.
3.2. Instytucja a organizacja
W wielu tekstach i dyskusjach werbalnych spotykamy się z utożsamianiem pojęć
instytucja i organizacja. Nasza rodzima nauka o kierowaniu i zarządzaniu, zwłaszcza
uprawiana w ramach prakseologii, dość obszernie wskazuje na granice i wzajemne
powiązanie obu pojęć. W Encyklopedii organizacji i zarządzania (PWE, Warszawa 1982) w
haśle Instytucja znajdujemy odwołanie się do ujęć przedstawionych w tym wykładzie, a
konkretnie – rozróżnienie określeń przyjmowanych w socjologii i w prakseologii. W
socjologii, w której niektórzy skłonni są dopatrywać się odniesień do ekonomiki
instytucjonalnej, instytucje są to określone impersonalne sposoby działania w imieniu całej
grupy, charakteryzujące się trwałością i powtarzalnością, oczywiście akceptowane i
popierane w pewnej formie. Natomiast w prakseologii przez instytucję rozumie się wszelkie
organizacje składające się z ludzi i wykorzystywanych zasobów, bez konieczności akceptacji
przez większe grupy społeczne. Wybitny polski uczony Jan Zieleniewski pisał krótko –
Instytucja – rzecz zorganizowana, w skład której wchodzą ludzie i ich aparatura, to znaczy,
że od razu opowiadał się za ujęciem prakseologicznym, zaś podążając dalej za koncepcją
Tadeusza Kotarbińskiego proponował następującą definicję organizacji:41
Organizacja – ogólnie pojęta cecha rzeczy lub ciągów zdarzeń, rozpatrywanych jako
złożone z części oraz ze względu na stosunek tych części do siebie nawzajem i do całości, a
polegająca na tym, że części współprzyczyniają się do powodzenia całości.
Najnowsze ujęcia traktują pojęcie organizacja jako wyodrębnioną z otoczenia całość
ludzkiego działania, mającą określoną strukturę, skierowaną na osiąganie jakiegoś celu lub
celów (cytowana już Encyklopedia organizacji i zarządzania, s. 320). Jak widzimy, wciąż
jeszcze pozostaje obszerne pole do nieporozumień i nic dziwnego, że nowa ekonomika
instytucjonalna dąży do opracowania kolejnych wersji definicji tego, dla niej podstawowego,
pojęcia. Głos w tej sprawie zabrał także Douglass North, oświadczając w swoim
podstawowym dziele, że: W tej rozprawie przyjęto ostre rozróżnienie między instytucjami i
organizacjami. Podobnie jak instytucje, również organizacje zapewniają strukturę dla
współdziałania ludzi. Istotnie, gdy zbadamy koszty powstające w rezultacie instytucjonalnych
ram, to zobaczymy, że są one następstwem nie tylko tego czynnika, ale także organizacji, które
rozwinęły się dzięki tym ramom; dodając natychmiast jeszcze krótsze określenie: Organizacje
[…] to grupy jednostek, związanych pewnym wspólnym zamiarem osiągnięcia celów42. Mimo
pozornej prostoty różnice między instytucja i organizacja warto uzmysłowić na pewnych
przykładach.
Spróbujmy odpowiedzieć na następujące pytanie: czy przedsiębiorstwo jest instytucją
czy organizacją? A sąd, szkoła, drużyna piłki nożnej, kontrakt, rynek itd.? Dojdziemy do
wniosków dalekich od jednoznaczności. Wszak przedsiębiorstwo (firma) to i organizacja, i
instytucja, podobnie jak wieloznaczny termin szkoła; natomiast sąd to przede wszystkim
instytucja, ale zwykle mająca określoną organizację. Można przyjąć i taką analogię, że
organizacja jest pewną skorupą, formą w której działają reguły instytucji. W takiej instytucji
społecznej, jaką są gry zespołowe, drużyna jest tylko grupą zorganizowaną dla uzyskania
swoich celów, ale trzymając się reguł utrwalonych w tradycji lub zwyczaju. Bywa i tak, że
41
J. Zieleniewski, Organizacja zespołów ludzkich. Wstęp do teorii organizacji i kierowania, PWN, Warszawa
1978, s. 83.
42
D.C. North, op. cit., s. 4-5.
54
czasami organizacja powstaje przed pojawieniem się odpowiedniej formy instytucjonalnej. W
takiej sytuacji, jeżeli tego typu organizacja i jej podobne zdobywają uznanie, doświadczenie i
utrzymują się przez długi okres, rodzi się i utrwala nowa instytucja. Takie zjawiska notują
dzieje gospodarki rynkowej, czego dobrym przykładem stała się organizacja i instytucja
zmowy w formie kartelu. Można przyjąć, że tendencja do instytucjonalizacji występuje
praktycznie w każdym działaniu zbiorowym, w przypadku zarysowania się pewnego
wspólnego celu.
Historia społeczno-gospodarcza wyróżnia trzy podstawowe formy organizacji.
Pierwsza to wspólnota, uznana za najstarszą formę i współcześnie utrzymująca się na
obrzeżach systemów społecznych. Jako wspólnota (lub – gmina) pierwotna organizowała
zawłaszczanie naturalnych zasobów przez grupy rodowe i plemienne, opierając się głównie
na tradycji, obyczaju i wyznawanych wartościach. Wspólnota działała w warunkach wysokiej
niepewności zewnętrznej, ale przy spójnej więzi wewnętrznej – pewności co do podstaw
podejmowanych decyzji. Postęp techniczny i zmiany instytucjonalne doprowadziły do
różnicowania się wspólnot, a rozwój instytucji własności prywatnej przyniósł zmianę całego
ustroju. Trzeba jednak pamiętać, że taką formę organizacji utrzymywały liczne grupy
monastyczne, gminy wczesnego chrześcijaństwa i grupy osób związanych pewnymi
emocjami. Znamiona wspólnoty miały także średniowieczne cechy, do których niekiedy
odwołują się współczesne związki zawodowe. Antropolodzy badają podobne wspólnoty
istniejące po dzień dzisiejszy w krajach zacofanych gospodarczo.
Druga forma organizacji określana jest jako korporacja, która pojawiła się już w
okresie funkcjonowania instytucji państwa, jako zrzeszenie relatywnie wielkich grup ludności
i która opierała się na regułach ustalających redystrybucję dochodów. W starożytności
przykładem korporacji mogła być twarda instytucja polis, szczególna organizacja miastapaństwa, funkcjonująca na podstawie kontraktu obywateli, którzy część swoich praw
przekazali obieralnej władzy. W ustroju feudalnym takie kontrakty stały się powszechne, jako
relacje typu pan – poddani. W kapitalizmie działają wielkie korporacje narodowe i
międzynarodowe. W Polsce korporacje mają osobowość prawną, działają na podstawie
statutu, a o celach i działalności decydują członkowie, zwykle na tzw. walnych
zgromadzeniach. Ten typ organizacji mają u nas spółdzielnie, stowarzyszenia, związki
rzemieślnicze, kółka rolnicze i partie polityczne. Inny nieco charakter mają korporacje prawa
publicznego, jak np. samorząd terytorialny, jak również różnego rodzaju spółki.
Trzecią formą organizacji jest asocjacja – stowarzyszenie wolnych osób, którzy do tej
organizacji dobrowolnie delegowali tylko część swoich interesów. Jednostka zachowuje
kontrolę nad swoimi działaniami i ma dość ograniczony wpływ na działalność asocjacji.
Może także należeć do wielu innych stowarzyszeń. Dotyczy to oczywiście wyboru między
stowarzyszeniami społecznymi, sportowymi, naukowymi itp. Charakter stowarzyszeń mają
np. wspólnoty lokatorskie. Instytucja wolnej wymiany sprzyja powstawaniu więzi
organizacyjnych typu stowarzyszeniowego.
Wróćmy na chwilę do prezentowanego wyżej ujęcia Northa, a zwłaszcza do prawie
kategorycznego rozdziału pojęć instytucja i organizacja. W cytowanym już artykule
Hodgsona znajdujemy poważny zarzut o pominięciu przez Northa społecznego charakteru
organizacji oraz reguł i graczy, czyli tych osób, które pragną osiągnąć pewien cel. Zdaniem
Hodgsona, w pewnych warunkach także same organizacje mogą być traktowane jako
jednostki, aktorzy lub agenci, tworzący pewien system społeczny. Organizacje – pisał
Hodgson – potrzebują struktur lub sieci, które nie mogą funkcjonować bez reguł
komunikowania się, członkostwa lub suwerenności. Nieunikniona obecność reguł w
55
organizacjach oznacza, że również we własnej definicji Northa organizacje muszą być
traktowane jako typ instytucji43.
Musimy pogodzić się z faktem częstego utożsamiania pojęć instytucja i organizacja,
ale nie rezygnujmy z uczestniczenia w tego typu dyskusjach, jako ułatwiających zrozumienie
bogactwa struktur społeczno-gospodarczych. Będziemy jeszcze rozpoznawać budowę trzech
wielkich układów instytucjonalnych, a mianowicie rynków, przedsiębiorstw (określanych
jako hierarchie) i tworów pośrednich – hybrydowych. Zagadnienia organizacji wystąpią
wielokrotnie, podobnie jak w codziennym kontakcie z praktyką naszego życia.
3.3. Formalizm, indywidualizm i holizm
W nauce, a zwłaszcza w filozofii, relacja między pojęciami treść i forma jest
nadzwyczaj częstym przedmiotem dyskusji i ostrych polemik. Zarzut rozerwania łączących
więzi lub nadmiernego eksponowania jednego z tych pojęć, należy do ciężkich i z tego
względu warto przyjrzeć się roli, jaką przypisywano i przypisuje się formalizmowi w „starej”
i „nowej” ekonomice instytucjonalnej.
Encyklopedyczne określenie pojęcia formalizm podkreśla specyfikę stanowiska
uczonego, który przypisuje ogromne znaczenie formie, dość często decydującej o treści
badanego obiektu. Dla potrzeb tego wykładu możemy przyjąć następującą definicję:44
Formalizm jest to wykorzystywanie abstrakcyjnego języka, w rodzaju matematyki lub
symboliki wziętej z logiki, zamiast metod prezentacji stosujących język naturalny i literacki.
W naukach ekonomicznych konieczne jest precyzyjne definiowanie wielu pojęć, w
tym powszechnie stosowanych w codziennym komunikowaniu się podmiotów
gospodarczych. Trudności w interpretacji pojęć używanych w procesach wymiany rosną
lawinowo w przypadku zawierania transakcji zagranicznych. Sięgając do metod formalnych
można czasem porozumieć się łatwiej, niż korzystając z usług nawet profesjonalnych
tłumaczy. Metody formalne są przydatne w budowie modelu, w którego konstrukcji używa się
struktury i symboliki dla jasnej interpretacji zjawisk. Trzeba jednak pamiętać, że formalizacja
teorii nie zawsze zapewnia jej większą precyzję, ponieważ może uprościć pewne fragmenty
teorii tak dalece, że otrzymuje się nazbyt wyidealizowany jej obraz. Występuje sprzeczność –
pragnienie przezwyciężenia trudności języka naturalnego może odbywać się kosztem utraty
jego bogactwa i sugestywności.
Historia myśli ekonomicznej zaświadcza o stopniowym wkraczaniu formalizacji do
doktryn głoszonych przez różne kierunki i szkoły, ale przede wszystkim o wręcz
rewolucyjnym wkraczaniu matematyki do koncepcji teoretycznych ekonomii XIX i XX
wieku. Ogromna w tym zasługa Walrasa i jego szkoły lozańskiej oraz Jevonsa i Edgewortha,
twórców szkoły neoklasycznej. Warto w tym miejscu przypomnieć ocenę przydatności
matematycznej formalizacji teorii ekonomicznych daną przez mistrza tej szkoły Alfreda
Marshalla. Ten znakomity teoretyk, swobodnie operujący formalnym językiem logiki i
matematyki, a także wspaniały dydaktyk, w swoim podręczniku ekonomii korzystał z języka
literackiego i metody opisowej, odsyłając chętnych do licznych suplementów ilustrowanych
grafami i wywodami wspartymi wzorami matematycznymi. Oto algorytm czynności dobrego
uczonego ekonomisty, zalecony przez Marshalla: 1) korzystaj z matematyki raczej jako
zapisu stenograficznego, niż jako narzędzia do badań; 2) zaglądaj do zapisu aż do
zakończenia badań; 3) przetłumacz ten zapis na angielski; 4) przedstaw przykłady mające
istotne znaczenie w realnym życiu; 5) spal matematyczny zapis; 6) jeżeli nie podołasz
czynnościom punktu 4), spal także tekst zalecony w punkcie 3). Sądzę, że ten dowcipny
43
G.M. Hodgson, op.cit., s.8-13.
Por.: M. Rutherford, Institutions in Economics. The Old and New Institutionalism, Cambridge University
Press, Cambridge 1996, s. 7.
44
56
przepis możemy stosować i w naszych czasach, aby nie pogubić się w argumentacji
podawanej przez zwolenników i przeciwników formalizacji w naukach społecznych.
W koncepcjach twórców i wybitnych przedstawicieli starego instytucjonalizmu
znajdujemy tylko umiarkowane korzystanie z logiki formalnej i matematyki, preferowanie – z
licznymi zastrzeżeniami – metody indukcyjnej, odwoływanie się do całościowego ujmowania
ekonomii jako części kultury, przy z reguły ostrej krytyce neoklasycznej ortodoksji z jej
abstrakcyjnymi formami teorii i budowy modeli. W dorobku Veblena znalazła się ostra
krytyka racjonalnego hedonizmu, tj. rachunku przyjemności, pojmowanego statycznie, bez
uwzględnienia zmian instytucjonalnych. Jednocześnie Veblen próbował redukować opis
ewolucji, traktując ten proces jako kumulację przyczyn, nie zawsze racjonalną kalkulację
przystosowania się do warunków i ograniczeń w sferze materialnej. Również Commons, tak
silnie akcentujący potrzebę badań praktyki sądów zajmujących się sprawami gospodarczymi,
ograniczał się do starannego definiowania pojęć ekonomicznych i do analizy materiałów
empirycznych przy pomocy prostych metod i narzędzi statystyki. Dopiero Mitchell dowiódł
płodności metod sformalizowanych w analizie złożonego procesu cyklu koniunkturalnego,
zalecając korzystanie z formalnie ujętych hipotez i zasad weryfikacji kolejnych twierdzeń.
Dobrze zasłużył się na tym polu J.M. Clark, jako współautor koncepcji akceleratora i teorii
kosztów ogólnych (overhead costs). Zalecał ostrożność, ale uznawał także zalety analizy
ilościowej i sformalizowanej.
Współcześnie nurt „starej” ekonomiki instytucjonalnej nie stroni od formalizacji, ale
czyni to umiarkowanie, nie zrywając ciągłości ujęć swoich poprzedników. W pracach takich
przedstawicieli, jak Abraham Kaplan i Paul Diesing, znajdują się poszukiwania modelów,
które pozwalają opisać wzorce zachowań podmiotów gospodarczych, zwłaszcza małych grup
społecznych i sytuacje, w których obserwator jest także uczestnikiem działającego układu.
Coraz częściej mamy do czynienia z publikacjami, w których metody sformalizowane
zajmują poczesne miejsce w wywodach zgodnych z tradycją tego nurtu „oryginalnej”
ekonomiki instytucjonalnej. Tego typu pluralizm metodologiczny ma miejsce w artykułach
zamieszczanych w poczytnym organie, jakim jest bezspornie „Journal of Economic Issues”.
Analiza dorobku „nowej” ekonomiki instytucjonalnej prowadzi do zaskakującego
wniosku, że i ten nurt nie opowiedział się za szerokim wdrażaniem formalizmu do swoich
koncepcji. Oczywiście występują pewne różnice między grupami autorów, zwłaszcza
wcześniejszej i obecnej generacji. Młodsi przejmują i rozwijają sztukę budowania formalnych
modeli w koncepcjach dotyczących organizacji i w teorii agencji. Do tej grupy trzeba zaliczyć
także autorów adaptujących teorię gier (Shubik, Schotter i in.) do ekonomiki instytucjonalnej.
Chodzi o wykorzystanie teorii gier do modelowania interakcji w ramach narzucanych przez
instytucje i konwencje.
Mistrzowie „nowej” ekonomiki instytucjonalnej, a więc Coase, North i Williamson,
wciąż mogą być uznawani za zwolenników analizy „literackiej”. Wprawdzie bowiem
sugerują oni dążenie do większej precyzji, ale dopiero po zgromadzeniu obfitego i
wiarygodnego materiału empirycznego. Założenie, że człowiek jest jednostką
maksymalizującą racjonalną użyteczność nie jest – ich zdaniem – konieczne i może być nawet
błędne. Ostatecznie przyjęli oni pogląd, że formalizacja jest potrzebna, ale nie za wszelką
cenę. Takie podejście można wyczytać w koncepcjach także tych autorów, których zalicza się
do kontynuatorów tzw. tradycji austriackiej, a więc do kierunku subiektywistycznego,
zwalczającego dawniej historyzm, a współcześnie – jak to czyni James Buchanan – pragnący
czynnik subiektywny wmontować w schemat wyjaśniający ewolucję społeczno-gospodarczą.
Do tych poglądów nawiązują m.in. Nelson i Winter ( An Evolutionary Theory of Economic
Change, 1982), tworząc indeterministyczny obraz rozwoju społecznego, nie dający się w
pełni sformalizować.
57
Na zakończenie tego przeglądu zagadnień formalizacji w ekonomice instytucjonalnej
warto jednak uświadomić kilka faktów. Przede wszystkim współczesna myśl ekonomiczna
wysoko ceni dorobek autorów ekonomii matematycznej i ekonometrii. Rzadko można im
także zarzucić nadużywanie metody dedukcyjnej i formalizmu. Jak twierdzą złośliwcy,
krytyka ekonomii matematycznej pochodzi od autorów, którzy nie opanowali odpowiedniej
wiedzy i umiejętności posługiwania się bogatym zestawem narzędzi analitycznych. To im, ale
i wszystkim nam, prezentowana wyżej recepta Marshalla pozwala zachować właściwy
dystans do formalizacji.
*
W naukach społecznych i w ekonomii indywidualizm, rozumiany jako pogląd o znaczeniu
jednostki ludzkiej (individuum – jednostka, coś niepodzielnego), której potrzeby i prawa są
ważniejsze niż potrzeby i prawa grupy społecznej, jest trwałym obiektem dyskusji i krytyki ze
strony zwolenników kolektywizmu i ogólnie – holizmu metodologicznego. Ekonomika
instytucjonalna musi uczestniczyć w tych sporach i proponować własne koncepcje. Warto
pamiętać, że wybitny znawca amerykańskiej ekonomiki instytucjonalnej A. Gruchy za
kryterium wyróżniające tę dyscyplinę nauki uznał właśnie holizm, a więc prawie
przeciwieństwo indywidualizmu. Czy jednak takie skrajne stanowisko jest w pełni
uzasadnione? Filozofowie wciąż roztrząsają sprawę stosunku części do całości, możliwość
zredukowania całości do niepodzielnych atomów wciąż jest atrakcyjnym zabiegiem w
poszukiwaniu teorii wszystkiego, ale za każdym razem przed badaczami odkrywają się nowe
horyzonty i wyzwania.
Dla krótkiego przypomnienia relacji między indywidualizmem i holizmem posłużę się
skromnymi zbiorami twierdzeń. Niech przeto indywidualizm metodologiczny określają trzy
następujące twierdzenia:45
1. Tylko jednostki mają cele i interesy.
2. System społeczny i jego zmiany są wynikiem działania jednostek.
3. Wszystkie poważne zjawiska socjologiczne mają ostateczne wytłumaczenie w
ujęciu tych teorii, które zajmują się tylko jednostkami, ich usposobieniem,
przekonaniami, zasobami i wzajemnymi stosunkami
Twierdzenie pierwsze budzi najmniej sprzeciwu, ale w powiązaniu z drugim rodzi
zasadnicze spory – czy istotnie żadna instytucja, wspólnota, kolektyw nie może mieć
własnego, wyróżnionego celu lub zamiaru? Obrońcy indywidualizmu odpowiadają prosto:
instytucja może taki zamiar, cel i własne interesy mieć pod warunkiem, że będzie to wola
jednostek wspólnoty. To jednostki tworzą zespoły realnych aktorów sceny społecznej i
gospodarczej. Teza trzecia jest skrótem postulatu filozoficznego, określanego jako
redukcjonizm, a głoszącego możliwość i potrzebę sprowadzenia (zredukowania) badanych
obiektów złożonych ich elementów w celu otrzymania ostatecznego wyjaśnienia.
Trzymając się naszego wzorca zapoznamy się również z trzema twierdzeniami
dotyczącymi istoty holizmu metodologicznego:
1. Całość społeczna jest większa od jej części.
2. Całość społeczna w sposób znaczący wpływa i warunkuje zachowania lub
funkcjonowanie jej części.
3. Zachowania jednostek powinny być wydedukowane z ogólnych lub społecznych
praw, zamiarów lub sił, które są sui generis i mają zastosowanie w systemie
45
Tamże, s. 27-32.
58
społecznym jako całości oraz do pozycji (lub funkcji) jednostek znajdujących się
wewnątrz tej całości.
Znowu można uznać pierwsze twierdzenie za słabe, ale łatwe do przyjęcia. Razem z
twierdzeniem drugim określa układ społeczny, w którym jednostka jest podporządkowana
wspólnocie. Natomiast radykalnie potraktowane twierdzenie trzecie wywołuje spory o
spójność grupy społecznej i granice autonomii jednostek, jak również postulat wyodrębnienia
takiej jednostki analizy, jak homo socialis – człowiek tzw. uspołeczniony, zaprogramowany
całkowicie przez wspólnotę. W tym miejscu łatwo dostrzeżemy obszerne pole do potyczek, w
których broń redukcjonizmu ma dużą siłę rażenia.
Próbą znalezienia wyjścia, pewnego kompromisu, stało się wprowadzenia do dyskusji
pojęcia superweniencja (supervenience), które wprawdzie ma służyć indywidualizmowi, ale
dopuszcza także społeczne uwarunkowanie jednostek46. Można to ująć następująco:
niezależnie od złożoności wzajemnych sprzężeń występujących między grupami społecznymi
a jednostkami, zawsze istnieje pewna całość (totality) jednostkowych faktów, która
determinuje całość faktów społecznych. Znowu pojawia się teza, że wszelkie teorie i prawa
społeczne dają się zredukować do teorii i praw indywidualnych, ale nie znikają tym samym
trudności w formułowaniu prognoz społecznych na podstawie li tylko analizy zachowań
jednostkowych. Wszak istniejące instytucje wpływają na zakres możliwości dostępnych
jednostkom i kształtują ich funkcje użyteczności, a same instytucje mają swoją historię,
opartą na wynikach przeszłych działań jednostek. Czy można tego typu działania wyjaśnić
bez odwołania się do ówczesnych instytucji? Wydaje się, że w pełni adekwatne wyjaśnienie
zjawisk społecznych na gruncie czystego indywidualizmu jest, co najmniej, wątpliwe.
O możliwości znalezienia kompromisu, po odrzuceniu skrajnych postaci
indywidualizmu i holizmu, świadczą koncepcje lansujące rozwiązania określane jako
globalna superweniencja, indywidualizm instytucjonalny i metodologiczny strukturyzm. Nie
wgłębiając się w szerszą prezentację tych trudnych pojęć, warto zapamiętać, że tzw. globalna
superweniencja ma służyć w badaniach naukowych nad społeczeństwem jako twardy rdzeń,
który uznaje holistyczną naturę koncepcji społecznych i ich sprzeciw wobec ujęć w
kategoriach jednostkowych, ale jednocześnie trzeba zgodzić się, że domena faktów
indywidualnych jest bardziej fundamentalna niż domena faktów społecznych.
Natomiast indywidualizm instytucjonalny podkreśla brak możliwości objęcia i
wyjaśnienia w badaniach wszystkich powiązań, a przeto uznania konieczności skupienia
uwagi na wybranych relacjach i ograniczonych sądach. Endogenizacja (włączenie)
wszystkich instytucji do teorii, opartej na wiedzy o stanach fizykalnych i psychologicznych
jest po prostu niemożliwa. Podobnie sprawę ujmuje metodologiczny strukturyzm, odrzucając
skrajne wersje indywidualizmu, jak np. przeceniające autorytet jednostki, i holizmu, w
rodzaju przypisywania nadmiernej siły sprawczej grupom społecznym.
Kończąc te prezentacje, warto jeszcze zatrzymać się na stosunku starego i nowego
instytucjonalizmu do problemu relacji między indywidualizmem i holizmem.
Mistrz starej ekonomiki instytucjonalnej Veblen może być „przypisany” do holizmu,
ponieważ główny nurt jego doktryny trzyma się ram wspólnoty społecznej. Dynamika
przemian gospodarczych jest skutkiem zmian w technologii, na którą zwrotnie oddziałuje
instytucjonalne otoczenie. W naszych czasach tego rodzaju podejście upowszechnia J.K.
Galbraith, wskazując na znaczenie instytucji technostruktury. Wcześniej w podobnym duchu
rozwijał swoją doktrynę C. Ayres, który umieszczał analizę przemian społecznych w ramach
szeroko pojmowanej kultury, a rolę jednostki widział tylko jako narzuconą przez tradycję i
46
Oto definicja z Dictionary of Philosophy of Mind (w moim niefachowym tłumaczeniu): „Superweniencja –
zbiór cech lub faktów M pojawiający się na zbiorze cech lub faktów P, jeżeli i tylko jeżeli zmiany lub różnice w
M nie mogą zachodzić bez zmian i różnic w zbiorze P.
59
układ instytucjonalny. Nawet W. Mitchell w swojej teorii cyklu koniunkturalnego nie
zajmował się zachowaniami jednostki, skupiając uwagę na wzorcach standardowych
zachowań, które mógł wyodrębnić w masowych zjawiskach gospodarki i społeczeństwa.
Pewne trudności sprawia określenie postawy R. Commonsa, który opowiadając się generalnie
za holizmem jednocześnie sygnalizował istotną rolę jednostki w kształtowaniu takiego
zjawiska, jak kolektywna wola wspólnoty. Trzeba jednak uznać, że nurt „starej” ekonomiki
instytucjonalnej preferował i preferuje podejście holistyczne.
Nowa ekonomika instytucjonalna opowiada się po stronie indywidualizmu
metodologicznego, ale także w sposób zróżnicowany. Czerpiąc z bazy ekonomii
neoklasycznej przedstawiciele tego nurtu korzystają często z podejścia funkcjonalistycznego i
kładą akcent nie na przyczynie rozwoju i zmiany instytucjonalnej, ale na pytaniu, jaką funkcję
realizuje pewien układ społeczny, w tym – także jednostka. W teorii praw własności, którą
wkrótce poznamy, za czynnik sprawczy uznaje się fakty zewnętrzne, które jednostki usiłują
internalizować w imię wyższej efektywności działania. Współcześnie D. North skłania się ku
zasadzie sprzężenia zwrotnego w wyjaśnianiu relacji jednostki do wspólnoty – jednostka po
prostu reaguje na zmiany instytucjonalnego otoczenia. Znacznie silniej ulegają wpływom
indywidualizmu zwolennicy teorii gier, którzy usiłują wyjaśnić pojawienie się (emergence)
zachowań typu kooperacyjnego na podstawie ujawnionych interesów własnych graczy.
Również autorzy nawiązujący do tradycji indywidualizmu szkoły austriackiej nie ryzykują
głoszenia krańcowych tez.
Możemy przyjąć, że oba nurty współczesnej ekonomiki instytucjonalnej poszukują
kompromisu między holizmem i indywidualizmem, uprawiając często podejście nazywane
indywidualizmem instytucjonalnym.
3.4. Teoria instytucjonalnej matrycy
W literaturze przedmiotu, ale i w codziennych kontaktach, spotykamy się z
używaniem słowa matryca przy omawianiu problemów technicznych, podczas gdy w innych
sytuacjach posługujemy się pojęciem macierz. W tych krótkich uwagach będę korzystał
początkowo z określenia matryca ze względu na pewną poglądowość, analogię do
technologicznego procesu kształtowania przedmiotów drogą tłoczenia, odlewania i kucia,
zgodnego z wzorcową formą. W dalszych rozważaniach warto jednak sięgnąć do pojęcia
macierzy, znanego już z algebry liniowej, w której tak nazywa się dwuwskaźnikową tablicę,
złożoną z wierszy i kolumn, niezwykłe przydatną w analizie struktury zbiorów. Trzeba także
pamiętać, że wprawdzie droga do poznania instytucjonalnej struktury społecznej prowadzi do
sformalizowanych ujęć ilościowych, ale niezwykle płodne mogą okazać się badania opisowe,
zwłaszcza odwołujące się do tak ważnego w kulturze pojęcia, jakim jest „macierzyństwo” i
instytucja rodziny, a zwłaszcza kiedy poszukujemy pierwocin więzi instytucjonalnych i
ewolucji ustrojów społeczno-gospodarczych.
Dalsza prezentacja zagadnienia wymaga, moim zdaniem, wskazania na poważny
dorobek współczesnej rosyjskiej nauki, zwłaszcza jej socjoekonomii i dynamicznie
rozwijającego się postradzieckiego instytucjonalizmu47. Zrodzone z konieczności zrozumienia
historycznego procesu transformacji ustrojowej, pojawiły się i rozwinęły dwa odgałęzienia –
pierwsze jest udaną adaptacją tradycji i aktualnego dorobku koncepcji zagranicznych; drugie
nawiązuje do pozytywów ekonomii politycznej socjalizmu i socjologii marksistowskiej. Z
naszego punktu widzenia korzystne jest poznanie koncepcji związanych z badaniami
prężnego zespołu uczonych, nazywanych już Nowosybirską szkołą ekonomicznosocjologiczną, której liderem jest Tatiana Pasławska. Twierdzi się, że szkoła w zakresie
47
Polecam dwutomową monografię: O. Inszakow, D. Frołow, Institucyonalizm w rossijskoj ekonomiczeskoj
mysli (IX-XXi ww.), Izd. WołGU, Wołgograd 2002.
60
metodologii ciąży ku „staremu” instytucjonalizmowi, ale wiele czerpie również z innych
nurtów i szkół, poszukując kolejnej alternatywy w ramach własnego paradygmatu. Takim
paradygmatem może być wręcz uniwersalna teoria systemów.
Właśnie w takim ujęciu paradygmatu systemowego rozwija oryginalną teorię
instytucjonalnej matrycy Swietłana Kirdina, wysokim uznaniem której cieszą się m.in. dwie
monografie: Matryce instytucjonalne i rozwój Rosji (Institucyonalnyje matricy i razwitije
Rossii, 2001) i Gospodarki X i Y – analiza instytucjonalna (X i Y – ekonomiki:
institucyonalnyj analiz, 2004). Zwrócę uwagę na kilka wybranych tez, stanowiących oś
rozwijanej teorii matrycy instytucjonalnej.
Jeśli ogólnie przez matrycę rozumieć będziemy pewną pierwotną formę, model,
wzorzec pozwalający reprodukować jakieś całości, to matryca instytucjonalna jest
wyjściowym, trwałym wzorcem i zbiorem bazowych instytucji społecznych, który powstał w
okresie utrwalania się więzi plemiennych i tworzenia się władzy państwowej. Ma ona
inwariantny charakter, to znaczy, że jest wzbogacana nie tracąc swej istoty. Kolejne pokolenia
instytucji społecznych nie są prostymi replikami (klonami), mogą się układać w
skomplikowane struktury, ale ich szkieletem, czy też armaturą, konstrukcją nośną i
zapewniającą spójność zawsze będzie matryca (macierz) instytucjonalna.
Kirdina, rozwiązując swoje zadania badawcze w zgodzie z paradygmatem
systemowym, zgłasza cztery następujące postulaty wyjściowe, zapewniające spójność teorii
matrycy instytucjonalnej48.
Pierwszy postulat dotyczy obiektywizmu jako postawy badawczej, bezstronności,
uznania faktu istnienia przedmiotu poza obserwatorem. Oznacza to – jak sądzę – nie
kategorycznie postawiony warunek i pogląd głoszony przez materializm dialektyczny i
historyczny, krańcowo przeciwstawny idealizmowi. Społeczeństwo traktuje się w tym ujęciu
jako samoorganizujący się system. Postulat drugi znamy z pojęcia holizmu, bowiem zaleca
traktowanie społeczeństwa jako spójnej całości, mającej pewne konstrukcje nośne,
zapewniające trwałość mimo rozlicznych przypadków i wstrząsów w życiu społecznym.
Gospodarka, jako podsystem tego życia, zajmuje się organizowaniem sposobów
wykorzystania zasobów.
W związku z obu wyżej wymienionymi postulatami Kirdina podkreśla znaczenie
trzeciego – znaczenie i rolę instytucji bazowych, jako głównej składowej w zbiorze
instytutów społeczeństwa, będących podstawą jego trwałości i rozwoju. W samej konstrukcji
instytutu bazowego poszukuje się składowej jego stabilizacji. Takie instytucje są tworami
historycznymi, inwariantnymi wobec działań indywidualnych podmiotów, w praktyce
reprodukującymi relacje społeczne, przypominając specyficzną technologię społeczną. To
właśnie instytucje bazowe są podstawą matrycy instytucjonalnej i ułatwiają analizę sił
sprawczych, kryjących się pod powierzchnią zjawisk społeczno-gospodarczych. Pomocne w
tym jest posługiwanie się pojęciem formy instytucjonalnej, jako wyrażenie mobilnej,
plastycznej i dynamicznej cechy instytucji bazowych. Dzięki temu możemy analizować
różnorodność historycznych i współczesnych ustrojów społecznych, ale i tu pod pewnym
warunkiem – spełnienia czwartego postulatu – znanym od dawna w nauce, jak postulat
konieczności i dostateczności.
Przyjęty zamiar zbudowania teorii matrycy instytucjonalnej otrzymał przejrzysty i
sugestywny obraz trójwymiarowej przestrzeni (możliwej – jak sądzę o uzupełnienie
kolejnymi), uwzględniającej rzutowanie (projekcję) na płaszczyznach: ekonomicznej,
politycznej i ideologicznej (rys.3.1). Nie trudno uświadomić sobie, jak ścisłe są więzi i
współzależności wszystkich bazowych instytutów umieszczonych w trzech płaszczyznach.
48
Por. S.G. Kirdina, „Tieorija institucyonalnych matryc (primier rossijskogo institucyonalizma)”, [w:]
Postsowietskij institucyonalizm, P.M. Nuriejew, W.W. Diemient`jew, Kasztan, Donieck 2005, s. 75-101.
61
Płaszczyzna
polityczna
Płaszczyzna
ideologiczna
Płaszczyzna
ekonomiczna
Rys. 3.1. Przestrzeń działania matrycy instytucjonalnej.
Bazowe instytucje w gospodarce regulują proces reprodukcji społecznego bogactwa,
stanowiącego podstawę materialną rozwoju wspólnoty. W powiązaniu z nimi działają
instytucje bazowe polityki, tworząc podstawową strukturę podejmowania i realizacji decyzji
przez państwo. Z kolei instytucje bazowe ideologii służą procesom kształtującym zachowania
społeczne zgodne z uznaną normą zachowań i systemem przyjętych wartości. Na rysunku 1 w
sposób uproszczony, w formie kąta wielościennego (trójściennego), została odwzorowana
taka pierwotna matryca instytucji bazowych. Powstanie takiej matrycy, podkreśla autorka, ma
charakter naturalny (jak archetyp), a nie planowy. Wskazuje także na ograniczenia w
stosowaniu tego schematu do analizy różnorodnych – przedhistorycznych i współczesnych
wysoce zróżnicowanych struktur społecznych, a zwłaszcza ich dynamiki rozwojowej i granic
czasowych analizy. Ta teoria skupia uwagę na poznawaniu zjawisk sekularnych.
Interesujące wnioski z badań nad systemami społeczno-gospodarczymi wyciąga
Swietłana Kirdina, wprowadzając do analizy dwa typy matrycy instytucjonalnej – matrycę X
dla systemu, określonego umownie wschodnim, i matrycę Y – dla układu tzw. zachodniego.
W matrycy X (dominującej w Rosji oraz w większości krajów Azji i Ameryki Łacińskiej)
autorka wyróżniła następujące instytucje bazowe:



na płaszczyźnie ekonomicznej – instytucje gospodarki redystrybutywnej, w której
działa wymuszone pośredniczenie centrum władzy w obiegu dóbr i usług, a także w
wymianie praw ich produkcji i wykorzystania;
na płaszczyźnie politycznej – instytucje jednolitego, unitarno-scentralizowanego
ustroju politycznego;
na płaszczyźnie ideologicznej – instytucje ideologii komunitarnej.
Z kolei w matrycy Y (dominującej w większości krajów Europy i w USA) istnieją
następujące instytucje bazowe:


na płaszczyźnie ekonomicznej – instytucje gospodarki rynkowej;
na płaszczyźnie politycznej – instytucje federalnego ustroju państwa, określane
łącznie jako federacyjno-subsydiarny ustrój polityczny;
62

na płaszczyźnie ideologicznej – instytucje ideologii subsydiarnej, oparte na
koncepcji indywidualizmu, prymatu jednostki w określaniu wartości wspólnych.
Zbiory instytucji bazowych w obu typach matrycy instytucjonalnej zebrałem w tablicy
3.3, bez szerszego omówienia ich treści, ale raczej dla samodzielnego wykorzystania przez
czytelnika, zwłaszcza w celu konfrontacji różnic ustrojowych, przez porównywanie par takich
instytucji.
Instytucje bazowe X
Instytucje bazowe Y
1. Instytucje gospodarki redystrybucyjnej
1.1. Instytucja redystrybucji
1.2. Instytucja władzy zwierzchniej
1.3. Instytucja efektywności ustrojowej
1.4. Instytucja kooperacji
1.5. Instytucja pracy służbowej
2.
Instytucje
unitarnego
ustroju
politycznego
2.1. Instytucja administracji państwowej
2.2. Instytucja hierachicznego pionu z
najwyższym Centrum
2.3. Instytucja wyznaczania
2.4. Instytucja jednogłosności
2.5. Instytucja drogi służbowej
3. Instytucje ideologii komunitarnej
3.1. Instytucja kolektywizmu
3.2. Instytucja egalitaryzmu
3.3. Instytucja porządku
1. Instytucje gospodarki rynkowej
1.1. Instytucja wymiany
1.2. Instytucja władzy prywatnej
1.3. Instytucja zysku
1.4. Instytucja konkurencji
1.5. Instytucja pracy najemnej
2.
Instytucje
federalnego
ustroju
politycznego
2.1. Instytucja federacji
2.2. Instytucja samorządu
2.3. Instytucja wyborów
2.4.
Instytucja
wielopartyjności
demokratycznej większości
2.5. Instytucja powództwa sądowego
3. Instytucje ideologii subsydiarnej
3.1. Instytucja indywidualizmu
3.2. Instytucja stratyfikacji
3.3. Instytucja wolności
I
Źródło: S. Kirdina, op. cit., rozdział 3.
Tablica 3.3. Instytucje bazowe w typach ustrojowych X i Y.
Przedstawiona w skrócie i tym samym uproszczona teoria matrycy społecznej znalazła
liczne rozwinięcia w analizach makro i mikroekonomicznych, w których korzysta się z tablic
macierzy, pokazujących powiązania między instytucjami, organizacjami, podmiotami
różnych płaszczyzn, jak również – przepływy dóbr i usług, strumienie pieniężne i fizyczne.
Pomocne w rozwinięciu analizy konkretnych typów, a więc nie idealnych i
obejmujących mieszane zbiory instytucji bazowych, które można nazywać instytucjami
komplementarnymi lub dopełniającymi i uzupełniającymi. Chodzi, przykładowo, o
współistniejące w wielu realnych systemach społeczno-gospodarczych instytucje gospodarki
rynkowej i gospodarki redystrybucyjnej (planowej), ale w sytuacji dominacji jednego z
dwóch typów X lub Y.
*
Kończąc krótki przegląd wybranych zagadnień metodologii, związanych z
podstawami ekonomiki instytucjonalnej, przytoczę kilka tez jednego z wybitnych francuskich
63
specjalistów – Claude`a Ménarda, oceniających stan programu badawczego naszej
dyscypliny, zwłaszcza jej „nowego” nurtu 49.
Autor zwrócił uwagę na trzy kolejne kroki w rozwoju tej nauki: 1) tworzenia
teorii, w czym uzyskany został znaczny postęp, kumulując kolejne jej składowe; 2)
konstruowania modeli, gdzie wciąż jeszcze brakuje dobrych modeli matematycznych; 3)
testowania, jako dziedziny zaledwie pionierskich prób i dość pomyślnych doświadczeń w
korzystaniu z metody badania przykładów (case studies). Do osiągnięć dużego formatu
zaliczył Ménard opracowanie teorii kosztów komparatywnych i nowe ujęcie teorii
przedsiębiorstwa. Trzeba dodać, że w całym wykładzie ekonomiki instytucjonalnej będziemy
spotykać się z interesującymi koncepcjami metodologii nauki.
Zalecana literatura
1. D. C. North, Institutions, Institutional Change and Economic Performance,
Cambridge University Press, Cambridge, New York 1990.
2. M. Rutherford, Institutions in Economics. The Old and New Institutionalism,
Cambridge University Press, Cambridge MA, 1996.
3. S. G. Kirdina, X- i Y-ekonomiki: Institucyonalnyj analiz, Institut Ekonomiki,
Nauka, Moskwa 2004.
4. K. Kostro, Nieformalne instytucje w życiu gospodarczym, „Studia Ekonomiczne”,
2004, nr 1-2, s. 71-94.
5. G. M. Hodgson, What are Institutions? “Journal of Economic Issues”, 2006, nr 1,
s. 1-25.
6. B. Klimczak, „Uwagi o powiązaniach między standardową ekonomią i nową
ekonomią instytucjonalną”, [w:] Nowa ekonomia instytucjonalna, S. Rudolf,
WSEiA, Kielce 2005, s. 11-25.
7. G.B. Kleiner, Evoljucyja institutocyonalnych sistiem, Nauka, Moskwa 2004, rozdz.
1.
49
Por.: C. Ménard, Methodological issues In new institutional economics, “Journal of Economic Methodology”
2001, nr 1, s. 85-92.
64
4. EKONOMICZNA TEORIA PRAW WŁASNOŚCI
W praktyce życia społeczno-gospodarczego instytucja własności zajęła i utrzymuje
niezwykle ważne miejsce i odgrywa ogromną rolę w procesie efektywnego rozwoju całego
ustroju. Ekonomika instytucjonalna poświęca wiele uwagi temu pojęciu, systemowi i
strukturze własności, miejscu w procesie ewolucji i uprawianiu polityki gospodarczej. Dla
ekonomistów poznanie tej instytucji otwiera dodatkowo pole do zrozumienia wagi
współdziałania z prawnikami, którzy od dawna zajmują się problemami stanowienia i
wykorzystania praw własności.
Mając powyższe na względzie, pragnę w ramach tego rozdziału zrealizować
następujący cel:
- przybliżyć wiedzę o ekonomicznej teorii praw własności, omawiając krótko samo
pojęcie instytucji własności, a następnie – znacznie szerzej – prezentując główne
systemy praw własności, kończąc znowu zwięzłym przedstawieniem tzw. teorematu
Coase`a.
4.1. Instytucja własności
Można sądzić, że tak powszechnie stosowane słowo własność nie wymaga już
sięgania do leksykonów i dodatkowego poświęcania uwagi jej – pozornie – oczywistym
treściom. Kiedy jednak poznajemy przykłady sporów i troskę prawników o trafność orzeczeń
sądowych, a więc obserwujemy działanie praw własności, wówczas dyskusja nad samym
pojęciem własności nabiera znaczenia konieczności.
W Słowniku języka polskiego (pod redakcją W. Doroszewskiego, 1967) definicja tego
pojęcia jest bezpośrednio związania z kategorią prawa: własność to prawo rozporządzania
rzeczą i korzystania z niej z wyłączeniem innych osób. Od dawna toczy się jednak dyskusja
między filozofami, antropologami i oczywiście historykami na temat genezy obu instytucji –
własności i prawa. Przypomnę tylko, że mistrz szkoły instytucjonalnej Veblen sięgał do
pierwocin kultury barbarzyńskiej, aby dowieść, że takie instytucje, jak klasa próżniacza i
własność prywatna były tworami tych samych sił ustroju pierwotnego, podobnych instynktów
i zwyczajów, z których zaczyna powstawać protopaństwo i system stanowionych praw.
Ujęcie szerokie pozwala przeto traktować własność jako najpełniejszą władzę
użytkowania i dysponowania rzeczami i dobrami – materialnymi i niematerialnymi. Za źródła
i praprzyczynę jedni przyjmują stanowione prawa, a inni – samą naturę człowieka, bo
przecież każdy człowiek jest właścicielem samego siebie. To drugie podejście pozwala
mówić o wcześniejszym pojawieniu się instytucji własności niż instytucji prawa własności. W
podobny sposób można objaśnić stosunek pojęcia własności do regulacji prawnych, instytucji
politycznych i – oczywiście – państwa. Obserwacja zmian samej instytucji własności w
ramach społecznych, pojawianie się nowych form własności i nowych rozwiązań prawnych,
prowadziły do ostrych sporów ideologicznych i były wykorzystywane w walce politycznej.
Do naszych czasów przetrwały spory o rolę własności prywatnej i państwowej, wypełniającej
treścią programy partii politycznych i organizacji społecznych.
Warto w tym miejscu wspomnieć, że w historii myśli filozoficznej i społecznej
instytucję własności prywatnej poddawano często głębokiej krytyce. Już w starożytności
Platon nie przewidywał istnienia w doskonałym państwie takiej własności, a Morus potępiał
ją z pozycji moralnych w swojej Utopii. Doktryny socjalistyczne, zwłaszcza marksizm,
czyniły własność prywatną odpowiedzialną nie tylko za wyzysk, ale i za niską efektywność
ekonomiczną ustroju kapitalistycznego. W przyszłej gospodarce komunistycznej ta forma
własności nie będzie występowała. Równie liczne argumenty wysuwali obrońcy własności
prywatnej. Zaczynając od Arystotelesa, wskazującego na takie walory, jak bodźce do
65
podnoszenia wydajności, przez doktryny pokoju społecznego, aż do słynnego sporu na temat
racjonalnego rachunku gospodarczego, który – jak pisał L. Mises – jest możliwy tylko w
warunkach istnienia prywatnej własności i gospodarki rynkowej. Nie muszę szerzej
przypominać naszych sporów o przekształceniach struktury własności w procesie
transformacji ustroju. Zasygnalizuję tylko godne uwagi ujęcie istoty własności dokonane
przez wybitnego polskiego uczonego.
W bogatej twórczości Czesława Strzeszewskiego (1903-1999), poświęconej
katolickiej doktrynie społeczno-ekonomicznej, jest też obszerna monografia pt. Własnośćzagadnienie społeczno-moralne, w której możemy znaleźć wszechstronną analizę tej
kategorii, nawiązującą do ogromnej literatury z filozofii i nauk społecznych. Autor w pełni
uznawał interdyscyplinarny charakter pojęcia własności, troskliwie przytaczał poglądy
wielkich myślicieli z licznych szkół i nurtów ortodoksji i heterodoksji, eksponując oczywiście
etykę chrześcijańską. Dla nas w tym wykładzie warto zapamiętać dwie definicje własności.
Pierwsza nawiązuje do etyki i głosi: Własność jest dobrem lub sumą dóbr gospodarczych,
materialnych i niematerialnych, nad którymi jednostka lub zbiorowość posiada władzę
rozporządzania dla osiągnięcia korzyści własnych poprzez realizację dobra wspólnego, a
druga korzysta z ekonomii i twierdzi, że: Własność jest to suma dóbr gospodarczych i
przychodów z ich osiągnięcia, stanowiąca przedmiot gospodarstwa jednostkowego,
narodowego i międzynarodowego50.
Zagadnienie genezy i ewolucji instytucji własności było ze zrozumiałych względów
obiektem zainteresowania Veblena i zwłaszcza Commonsa, który tak silnie podkreślał więź
instytucji gospodarczych, prawnych i społecznych. W latach 60-ych problem kosztów
transakcji, teoria przedsiębiorstwa, nowa historia gospodarcza i rodząca się nauka o ochronie
środowiska, stworzyły atmosferę pilnego zapotrzebowania na ekonomiczną teorię praw
własności. Publikacje R. Coase`a, A. Alchiana, D. Northa. O. Williamsona i H. Demsetza
zawierały niezwykle bogaty materiał prowokujący do dyskusji liczne środowiska nie tylko
naukowe, ale także świat biznesu, polityki i organizacje społeczne. Upadek systemu tzw.
realnego socjalizmu rozszerzył granice geograficzne dla takich dyskusji i podniósł rangę
samego zagadnienia kształtowania systemów praw własności. Liczba publikacji na ten temat
wzrastała lawinowo.
Obecny stan ekonomicznej teorii praw własności pozwala ją traktować na
podobieństwo innych relatywnie samodzielnych składowych ekonomiki instytucjonalnej, ale
z bardzo licznymi odniesieniami do wielu szkół, zaliczanych zarówno do ortodoksyjnego
nurtu głównego, jak i do tych związanych z heterodoksją. Na podstawie wciąż niepełnego
rozeznania można wskazać na niektóre cechy tej teorii, wynikające z paradygmatu ekonomiki
instytucjonalnej i dające się analizować w zgodzie z metodologią nauk społecznych.
Trzeba powiedzieć, że mimo upływu całego wieku koncepcje veblenizmu – teoria
klasy próżniaczej i ewolucji struktury instytucjonalnej – wciąż są obecne także w teorii praw
własności. Presja neoklasycznego paradygmatu i tradycji euklidesowo-kartezjańskiej ma
swoje odbicie w nie zawsze wyraźnym metodologicznym indywidualizmie. Nie organizacja,
ale jednostka ludzka w ramach wspólnoty jest obiektem analizy, skupiającej się na
indywidualnych zachowaniach maksymalizujących funkcję użyteczności, a więc – od
instynktu do zachowań przecierających ścieżkę instytucji własności. Filozoficzny
pragmatyzm i jego radykalny nurt – amerykański instrumentalizm, osłabiają znacznie rolę
tezy o zachowaniach jednostki, ponieważ podkreślają rolę analizy takich zachowań w
konkretnym środowisku instytucjonalnym. Z tych względów historycy myśli naukowej
wskazują na świadome lub nieuświadomione powiązania tych fragmentów ekonomiki
instytucjonalnej z tradycją marksistowską. Rozwój systemów własności daje się łatwo
50
C. Strzeszewski, Własność – zagadnienie społeczno-moralne, ODISS, Warszawa 1981, s. 23 i 24.
66
przedstawić w ujęciu materializmu historycznego i procesu przemian ustroju społecznogospodarczego.
Dość zaskakujące mogą wydawać się tezy nowej ekonomiki instytucjonalnej, które tak
ostro podkreślają różnice między pojęciami instytucja i organizacja, ale jednocześnie tak
wysoko stawiają problemy funkcjonowania firmy-przedsiębiorstwa. Akcentuje się, zwłaszcza
w prezentowanej tu ekonomicznej teorii praw własności, traktowanie firmy jako tworu
stanowionego prawa, artefaktu, quasi-rynku i odbicia struktury relacji międzyludzkich.
Znawcy zagadnienia piszą czasami, że takie ujęcie likwiduje przedmiot dyskusji na temat
syntezy makro i mikroekonomii, a zasada maksymalizacji użyteczności zyskuje rangę
uniwersalną.
Współcześnie rozwijana teoria praw własności znajduje się pod silniejszym wpływem
nauk prawnych niż ekonomicznych i moralnych. Świadczy o tym chociażby definicja praw
własności, nie nawiązująca do ogólnej klasy zjawiska (genus), tj. instytucji własności, ale do
prawnej rodziny zjawiska władzy (authority), czy też – zaczynając rozważania już od
niższego szczebla abstrakcji, jakim są prawa własności prywatnej51. Także kryterium
wyróżniające rodzaje własności mają charakter prawny, a nie ekonomiczny. Nie stanowi to
istotnej przeszkody w rozwijaniu teorii i praktyki wymagającej kompleksowych analiz nad
tak ważnym fragmentem życia społeczno-gospodarczego, ale ze względu na charakter mojego
wykładu proponuję zakończyć ten podrozdział prostą definicją pojęcia instytucja własności, a
definicję preferującą naukę prawa podać na początku następnego podrozdziału. Oto moja
definicja:
Własność jest to instytucja społeczna i tym samym wzorzec zachowań odziedziczony
z przeszłości, odnoszący się do relacji jednostki i zbiorowości wobec rzeczy i dóbr w
sytuacjach zawierających zamiar ich wykorzystania.
4.2. Systemy praw własności
Z propedeutyki prawa wybieram ujęcia przydatne do analizy instytucji własności w
historycznym okresie, a więc zaistnieniu państwa i pisanych dokumentów dotyczących
stanowionych reguł i norm legalizmu. Przyjmujemy za właściwe posługiwanie się tzw.
podejściem pozytywistycznym, traktującym prawo jako zespół norm stanowionych przez
państwo, regulujących stosunki społeczne zgodnie także z prawem naturalnym. Ze względu
na obiekt regulacji rozróżnia się prawo w ujęciu przedmiotowym i podmiotowym. Prawo
własności jest przykładem prawa w ujęciu przedmiotowym. Zapiszmy zatem, że:
Własność – to prawnie zagwarantowana możliwość pełnego rozporządzania jakąś
rzeczą. Właściciel ma uprawnienia do jej posiadania, używania, pobierania pożytków i
innych dochodów z niej, zbycia, przetworzenia, zużycia lub zniszczenia.
Długie dzieje prób i błędów wykreśliły współczesne granice korzystania z tego prawa,
zasady współżycia wspólnot i racjonalnego korzystania z różnych form własności.
Przed omówieniem podstawowych systemów praw własności warto zbudować prosty
model, zawierający składniki i relacje, o których już wspominałem lub które pojawią się w
trakcie analizy historycznych i współczesnych ustrojów społecznych. Z naszego punktu
widzenia – instytucjonalnej analizy różnych systemów praw własności – możemy posłużyć
się następującą definicją:
System praw własności jest to zbiór relacji między instytucjami regulującymi stosunki
międzyludzkie w związku z koniecznością wykorzystywania ograniczonych zasobów.
51
Popularnie ujęty wykład znajduje się w dostępnej w Internecie The Concise Encyclopedia of Economics, która
udostępniła esej: Alchian A.A., Demsetz H., The Property Rights Paradigm, „Journal of Economic History”,
1973, vol. 33.
67
W takim systemie (por. tab. 4.1.) wyróżnimy dwa składniki – hierarchicznie
uporządkowany podzbiór samych praw własności i podzbiór gwarancji, chroniących prawa
własności.
Praw własności - PW
1. PW1 - władanie
2. PW2 - zarządzanie
3. PW3 - użytkowanie
Podzbiory
Gwarancje ochrony praw własności - GPW
1. GPW1 - przymus
2. GPW2 - informacje
3. GPW3 - ubezpieczenia
Źródło: opracowanie własne.
Tablica 4.1. System praw własności.
Podzbiór praw własności PW obejmuje trzy poziomy: najwyższy PW1 – związany z
funkcją władania, tj. pełną własnością posiadanych aktywów, włącznie z ich niszczeniem;
średni PW2 – dotyczący uprawnień zarządzania, delegowanych przez wyższego właściciela;
najniższy PW3 – obejmujący użytkowanie, a więc działania w ramach porządku narzuconego
przez gospodarza, jak to jest np. w kontrakcie dzierżawy.
Z kolei podzbiór gwarancji praw własności GPW wyróżnia trzy ich rodzaje: GPW1 –
kiedy istnieje mechanizm przymusu; GPW2 – związane z pozyskiwaniem informacji przez
podmioty gospodarcze; GPW3 – obejmujący mechanizm ubezpieczeń, bez którego działalność
gospodarcza w warunkach zawsze występującej niepewności nie może być efektywna.
Przedstawiony model ułatwi poznanie podstawowych systemów praw własności, które
pojawiały się być może kolejno, albo równolegle i które można analizować współcześnie,
oceniając ich rolę w kształtowaniu globalnej, regionalnej i lokalnej perspektywy wzrostu i
rozwoju gospodarczego.
4.2.1. Wolny dostęp do zasobów i system własności wspólnej
Badania nad funkcjonowaniem pierwotnych wspólnot człowieka, tak silnie wspierane
przez antropologię kulturową i etnologię, zgromadziły wystarczający materiał do uogólnień
na temat funkcjonowania takich struktur, jak gmina pierwotna. Dodajmy jeszcze, że wiele
cennych spostrzeżeń przyniosły badania nad plemionami żyjącymi w tradycyjnej macierzy
instytucjonalnej na obrzeżach współczesnych ośrodków cywilizacji przemysłowej. Wiedza o
życiu społecznym i gospodarczym naszych praprzodków jest dość rozległa, ale na jej
prawdziwy obraz nakładają się nie tylko brak bezspornych świadectw, ale i naturalne słabości
retrospektywy. Często pogląd badacza (także światopogląd, ideologia) wykrzywiają, spłycają
a nawet fałszują analizę przemian. Konieczność wykorzystania tych badań łatwo dowieść,
pamiętając o zawsze pojawiającym się pytaniu – a co było wcześniej? Jeśli chcemy zrozumieć
istotę systemu własności, to takie pytanie pojawia się natychmiast, jeżeli za prawdziwe
uznamy tezę, że instytucja własności jest zjawiskiem historycznym, tj. ma swój początek. Jak
wyglądał ustrój społeczny bez instytucji własności?
Jeśli przyjąć, że wyodrębnienie się rodzaju ludzkiego nie pozbawiło człowieka
nabytych w ewolucji instynktów i zachowań, które rozwinęły się w działaniach racjonalnych,
to w pierwotnych grupach (hordach) ludzkich wykształciły się tylko zalążki proto-własności.
Chodzi o takie postawy człowieka, jak relacja wobec efektu jego pozytywnego działania,
przynosząca skutek, który dzisiaj możemy nazwać aktywem. Pojęcie „moje” wyrasta z
instynktu posiadania, z którego rodzi się także zawłaszczanie. Natomiast potencjał wspólnot
w stosunku do zasobów środowiska naturalnego pozwalał jeszcze nie brać pod uwagę
rzadkości zasobów. Wprawdzie nadmierna eksploatacja terytorium, na którym działała horda,
68
wymuszała wędrówkę na inne obszary, ale takich nie brakowało. Całe tysiąclecia trwała
ewolucja układu człowiek-przyroda, zanim pojawiła się świadomość rzadkości zasobów
wykorzystywanych w procesie konsumpcji i produkcji.
Jak odbyło się pierwsze (pierwotne) zawłaszczenie pewnej rzeczy (zasobu)? Czy
podobne zjawisko możemy obserwować współcześnie, czy mamy już tylko do czynienia ze
zmianą właściciela, wtórnym zawłaszczeniem? Kiedy nauczono się odróżniać pojęcie rzeczy
niczyjej i rzeczy porzuconej, tak jasno ujętych w prawie rzymskim (res nullums, res
derelitae)? Takich pytań jest wiele, nie brakuje też odpowiedzi, ale tylko niektóre porządkują
zagadnienia i ułatwiaja zrozumienie instytucji i prawa własności52. Powstanie i ewolucja
różnych systemów praw własności zaczynały się od pustki instytucjonalnej i braku reguł
dostępu do wolnych zasobów przez spontaniczny i następnie świadomy proces
administrowania, orzekania i przestrzegania zasad stanowionych przez władzę. Właśnie jako
jedna z pierwszych reguł prawa własności pojawiła się zasada kto pierwszy znalazł, ten
posiada, funkcjonująca w różnych formach i dzisiaj. Niekiedy twierdzi się, że jest ona
wyrazem ducha egalitaryzmu i demokracji.
Pojęcie wolnego dostępu jest przeciwstawne do pojęcia wyłączności, bez którego nie
potrafimy określić samej własności i praw własności. Czy w ustroju gminy pierwotnej istniał
swobodny dla każdego dostęp do zasobów środowiska? W braku reguł stanowionych przez
państwo, ale jednak w warunkach funkcjonowania tradycji i zwyczaju, nie mamy
jednoznacznej odpowiedzi. Niekiedy o takim układzie mówi się jako o własności wspólnej, tj.
posiadania tylko przez wspólnotę atrybutów władania zasobami, także zarządzania i nawet –
użytkowania. Incydentalne początkowo kontakty z innymi wspólnotami doprowadziły do
utrwalenia się zwyczaju i następnie proto-instytucji państwa, które już mogło wspierać
tworzący się mechanizm gwarancji wspólnej własności. W literaturze fachowej samo
określenie wspólnej własności nie jest precyzyjne. Angielskie common property może być
tłumaczone jako powszechne lub wspólne, a nawet społeczne. Zdarza się to zwłaszcza wtedy,
gdy przechodzimy od dalekiej przeszłości i pierwotnych form gospodarki do współczesności,
w której odnajdujemy nie tylko relikty ustroju wspólnoty, ale także – całe enklawy
występowania zjawiska wolnego dostępu do bogatych zasobów. Warto temu zjawisku
poświęcić nieco uwagi.
Pozornie oczywista i sprawiedliwa zasada pierwszeństwa odkrywcy lub zdobywcy
zaczyna komplikować się w miarę poznawania różnicy między pojęciami zasób i strumień,
tak oczywistego dla studentów ekonomii. Posiadanie samego zasobu bez wypływającego z
niego strumienia dóbr różni się od sytuacji posiadania tylko samych zasobów lub samych
strumieni. Przykłady można mnożyć: zasoby gruntów uprawnych rodzą strumienie zbóż;
bydła – mięso i mleko; majątki ziemskie – rentę; prawa autorskie – honoraria, tantiemy;
pieniądze – procenty. Natomiast posiadanie pewnych strumieni nie musi wiązać się z
posiadaniem ich źródeł, jak np. rybołówstwo, łowiectwo, wykorzystywanie gazu ziemnego
lub wód gruntowych. Upłynęły całe wieki zanim przekonano się, że ustanowienie prawa
własności na zasoby i strumienie może być przedwczesne lub opóźnione i wyrządziło
ogromne szkody.
Próby racjonalizacji podziału wolnych zasobów zrodziły koncepcje przetargu, aukcji i
konkurencji, które w praktyce przyniosły spory o kryteria wyłonienia zwycięscy. Złudne jest
kryterium równości ubiegających się o dostęp i nigdy nie są oni jednakowi pod względem
bogactwa i talentów. Okazało się, że także same koszty aukcji są wysokie – obejmują nakłady
związane z oszacowaniem przedmiotu przetargu, samą operacją aukcji i ochroną praw
własności. W pewnych sytuacjach mogą one być bardzo wysokie i znajdować się poza
możliwościami wspólnot i nawet słabszych państw. Pojawiały się rozwiązania w ramach
52
Przystępny wykład znajdujemy w Internecie: B. Bouckaert, Original Assignment of Private Property (1999).
69
wspólnej własności, albo mieszanej – prywatno-grupowo-państwowej. Rodzaje i typy takich
instytucji prawnych i zwyczajowych, dotyczące głównie zawłaszczania strumieni pożytków,
wypełniają stronice historii gospodarczej. Wspomnę o kilku, zachęcając do przypomnienia
dziejów naszej polskiej gospodarki.
Liczną grupę takich instytucji stanowią porozumienia (arrangements) w sprawach
wspólnej własności, regulujące liczebność członków mających dostęp do strumienia dóbr,
kalkulujące koszty wyłączenia lub przyjęcia nowych osób i oceniające potencjał gospodarczy
wspólnej własności. Przykłady wspólnot tworzonych wokół praw do własności nadbrzeżnej,
rozpowszechnione w Anglii i na wschodnich wybrzeżach Ameryki Północnej, ale także
znanych i u nas, świadczą o racjonalnych poszukiwaniach rozwiązywania konfliktów,
ochrony zasobów (przekazanie nabrzeży tylko z przyległymi gruntami), metod kontroli
przełowienia, czystości wód i obrony przed kłusownikami. Szczególnie bogate są tradycje
różnych wspólnot wiejskich (commons). Dramatyczne dzieje procesu ogradzania (enclosures)
w średniowiecznej Anglii rozbiły bogate doświadczenia wspólnot wiejskich i stały się
ważkim argumentem w korzystaniu z dorobku prawa zwyczajowego. Relikty z tamtej epoki
wywołują obecnie raczej drwiny, jak to jest obecnie z próbami obrony feudalnego prawa do
polowania na lisa, dawnego przywileju landlordów. W Europie feudalne prawo regulowało
zasady polowania na zwierzynę łowną, często dyskryminując prywatne i wspólnotowe
obszary rolne, pastwiska i lasy.
Słowiańskie opola i „obszcziny”, działające w otoczeniu instytucji zwyczajowych i
coraz silniej uwikłane w relacje z władzą feudałów, wciąż jeszcze dają znać o sobie nie tylko
jako relikty w ramach współczesnej kultury. Wspólnotowe pastwiska, lasy i łowiska oraz
utrzymująca się przez wieki zasada podziału ziemi między poszczególne rodziny,
uwzględniające ich liczebność i miejsce w strukturze wspólnoty – wszystko to miało ogromne
znaczenie w funkcjonowaniu lokalnej i krajowej matrycy instytucjonalnej. W naszej tradycji,
już z okresu rodzącego się kapitalizmu. wiele konfliktów społecznych przyniosła instytucja
serwitutów, jako uprawnienia chłopów do korzystania z dworskich pastwisk i użytków
leśnych, opartych na zwyczajach, umowach ustnych i zapisanych w dokumentach.
Obowiązkowa lektura Chłopów, tak wspaniałego dzieła Władysława Reymonta, przybliża
znakomicie zawiłości stosunków społeczno-gospodarczych polskiej wsi w okresie
transformacji ustrojowej, naruszającej duże fragmenty matrycy instytucjonalnej.
W podobnych okolicznościach rodzą się także stabilne i intensywne grupy w ramach
wspólnot zawłaszczających pewne zasoby lub strumienie (np. poszukiwacze cennych
kruszców), w których tworzy się spontanicznie ład, twarde zasady, typu wet za wet, narażone
także na działanie plotki i pomówień, a przeto czasem odwołujące się do ingerencji sił
zewnętrznych. Tradycje obejmują także poczynania grup, które dla utrzymania jednolitości
stosują zasadę równego udziału we wspólnych efektach i eliminacji wyścigu w zawłaszczaniu
i eksploatacji ograniczonych zasobów.
Ciekawym przykładem legalizacji zawłaszczania relatywnie wolnych gruntów jest
amerykański Homestead Act 1862 – ustawa o osadnictwie. Grunty zajmowane dotąd przez
Indian potraktowano jako niezamieszkałą własność publiczną i wymagającą przyspieszonej
kolonizacji. Każdy obywatel Stanów Zjednoczonych lub ubiegający się o obywatelstwo,
będący głową rodziny lub mający 21 lat, albo i mniej, jeżeli odbył co najmniej 14 dni w
wojsku podczas trwającej wtedy wojny secesyjnej, otrzymywał prawo do nabycia gruntu o
powierzchni do 160 akrów (ok. 65 ha). Warunkiem uzyskania tytułu własności było
osiedlenie się i uprawa działki przez minimum 5 lat i wnoszenie niewielkiej opłaty
administracyjnej. Ustawa była później modyfikowana zgodnie z kierunkami strategii
gospodarczej i politycznej USA.
Prawo do zdobywania i zawłaszczania musiało zająć się także ograniczeniem,
restrykcjami wobec transferu takich uprawnień. Wiązało się to silnie z postępem w dziedzinie
70
handlu własnością ziemi. Głębokie zmiany w strukturze własności ziemi, ruina wielu
gospodarstw rolnych, spekulacja i niestabilność zarządzania własnością, miały coraz częstsze
następstwa w postaci konfliktów i nawet rewolucji. Czy nasze czasy są mniej narażone na
takie groźne konflikty?
Dość świeży, ale już historyczny przykład uporządkowania międzynarodowego
statusu Antarktydy i pierwsze dyskusje nad „zawłaszczeniem” Kosmosu, wywołały ożywione
dyskusje. Przypomniano racjonalne rozwiązania problemu roszczeń podmiotów
gospodarczych i całych państw do łowisk i bogactw szelfu morskiego, a nawet jeszcze
technicznie niedostępnych i nierozpoznanych surowców pod dnem oceanów. Rachunek
nakładów i spodziewanych zysków, wynikający z prognozowanej likwidacji wolnego dostępu
do zawsze ograniczonych zasobów, stał się bardzo potrzebny w gwałtownie rozwijającej się
globalizacji stosunków międzynarodowych. Czy międzynarodowa forma własności wyjdzie
poza już rozległe ramy światowych organizacji i systemów finansowych? Oto pytanie jakże
dalekie od rozważań nad pierwocinami więzi społeczno-gospodarczych.
Zagadnienie efektywności konkretnych systemów gospodarki, w tym i systemów
własności, ma istotne znaczenie w formułowaniu ocen historycznych, propagowaniu reform
ustrojowych i tworzeniu programów na użytek polityki. Dyskusja nad efektywnością systemu
wspólnej własności i wolnym dostępem do zasobów (common access property) została
zdominowana przez zwolenników własności prywatnej. Argumentacja jest prosta. Przede
wszystkim każdy podmiot korzysta z dostępnych zasobów bez liczenia się z interesami
pozostałych i w zgodzie ze swoim pojmowaniem racjonalności. Dochodzi do eksploatacji
rabunkowej, jak np. znanego już dobrze zjawiska „przełowienia” akwenów morskich, która
prowadzi do wręcz kryzysowej sytuacji w bliższej lub dalszej perspektywie. Nie występują tu
bodźce oszczędzania zasobów, co prowadzi do marnotrawstwa. Ostateczny wniosek jest
nawet taki, że wolny dostęp do zasobów, jeśli nawet zgodny z prawami człowieka, nie
zapewnia jednostce ochrony wolności. Nie trzeba dodawać, że w atmosferze triumfu nad
systemem realnego socjalizmu i powrotu do gospodarki kapitalistycznej, repliki zwolenników
innych niż prywatna własność są zagłuszane.
Transformacja systemu własności istniejącego we wspólnotach pierwotnych
analizowana jest różnie w ramach paradygmatów myśli naukowej, ale bez większych emocji i
ze wskazaniem zarówno na wyraźną ciągłość ewolucyjną, albo – odwrotnie – drogą
rewolucyjnych aktów. Wypada przyjąć, że relikty dawnego systemu własności nie budzą już
emocji, a zagadnienie zawłaszczania jeszcze wolnych zasobów rozwiążą negocjacje
polityczne.
4.2.2. System własności grupowej i prywatnej
Nie ma przekonujących dowodów na tezę, że z rozkładu własności wspólnej najpierw
wyodrębniły się zalążki własności grupowej, a następnie prywatnej. Można jednak przyjąć, że
w różnych miejscach i u różnych ludów pojawienie się instytucji rodowych i związków
plemiennych, wreszcie – państwa, następowało prawie jednocześnie w procesie przemian w
samej macierzy instytucjonalnej i pod wpływem postępu technologicznego oraz zagrożeń
zewnętrznych. Tylko względy dydaktyczne zdecydowały o kolejności analizy istoty
systemów praw własności – najpierw grupowego (komunalnego), a potem prywatnego. Ale
jeszcze wcześniej zatrzymam się nad kryteriami, które współczesne prawo stosuje przy
identyfikacji systemów praw własności.
Historia myśli prawnej dowodzi, że z dwóch tradycji – anglosaskiej i kontynentalnej –
elastycznej i absolutnej, opartej na prawie zwyczajowym i bliższej dyktaturze, w naszych
czasach zaczyna dominować ta pierwsza. W odniesieniu do instytucji prawa własności
upowszechnił się pogląd, że własność jest wiązką relacji, istotnie różniących się swoimi
71
cechami i następstwami. Nie jest to więc zwykła suma, zbiór lub agregat prostych czynników,
ale pewna całość z określonym punktem ciążenia, którym jest zasada wyłączności. Można
nawet uznać, że własność jest faktycznie działającym w społeczeństwie systemem wyłączeń z
dostępu do zasobów materialnych i niematerialnych.
Zakres wyłączności jest bardzo szeroki – od pełnej dostępności do zasobów dla
wszystkich, do ograniczenia dostępu tylko dla jednego, a więc od własności powszechnej do
indywidualnej. Próba zestawienia pełnego zbioru wyłączeń, podjęta przez jednego z
wybitnych prawników brytyjskich, objęła aż 11 pozycji53. Warto pamiętać o tym wykazie,
podejmując analizę konkretnego systemu praw własności. Składają się na niego następujące
elementy:
1. Prawo władania, tj. wyłącznej fizycznej kontroli nad rzeczą.
2. Prawo używania, tj. osobistego wykorzystania rzeczy.
3. Prawo zarządzania, tj. decyzji, kto i jak może rzecz wykorzystywać.
4. Prawo do dochodu uzyskiwanego z posiadanego dobra.
5. Prawo do wartości kapitałowej rzeczy, uzyskanej z jej pozbycia się, konsumpcji,
zmiany lub zniszczenia.
6. Prawo do bezpieczeństwa, tj. immunitet przed wywłaszczeniem.
7. Prawo do przekazania rzeczy w spadku lub w testamencie.
8. Bezterminowość.
9. Zakaz szkodliwego dla innych użycia rzeczy.
10. Odpowiedzialność karna, np. możliwość odebrania rzeczy na opłatę długu.
11. Uzasadnione
oczekiwanie
naturalnego
zwrotu
przekazanych komuś
pełnomocnictw po upływie ustalonego terminu.
Nie trudno zauważyć, że z tak bogatego zbioru można zestawić bardzo wiele
kombinacji, ułatwiających analizę konkretnych systemów praw własności lub jego
składników. Bogactwo kombinacji wzrasta w przypadku nadania elementom zbioru różnych
rang, np. ze względu na siłę oddziaływania, powszechność zjawiska lub wysokość kosztów.
Przykładem jest czynnik dziewiąty, który nabrał ogromnego znaczenia w związku ze
szkodami powstającymi w procesie industrializacji i niszczeniem naturalnego środowiska.
W systemie własności grupowej, często utożsamianej z własnością komunalną,
występują prawie wszystkie prawa z naszego zbioru, ale podmiotem jest różnie nazywana
wspólnota, jak np. znane od wieków na naszych obszarach opola, obszcziny i miry, a
współcześnie organizacyjne jednostki samorządu terytorialnego. W Polsce od 1990 r. prawo
majątkowe wyróżnia pojęcie mienia komunalnego jako prawo własności przysługujące
jednostkom samorządu terytorialnego. W tym roku jednostki te przejęły majątek państwowy
likwidowanych rad narodowych i terenowych organów administracji państwowej stopnia
podstawowego oraz podległych im przedsiębiorstw.
Ogólnie można pojęcie własności grupowej (komunalnej) określić w przeciwstawieniu
do systemu wolnego dostępu ze wskazaniem na różnice z pojęciem własności prywatnej. Jeśli
przeto wyłączne prawo własności na dany obiekt należy tylko do części zbiorowości
podmiotów gospodarczych, to mamy do czynienia z systemem własności komunalnej
(grupowej). Z drugiej strony trzeba pamiętać, że jednostka dysponuje w tym systemie
wyłącznym prawem własności tylko jako członek wspólnoty, w relacjach z pozostałymi
jednostkami grupy. Takie układy relacji można badać w różnych formach. Przykładowo, we
wspólnotach rodzinnych, wiejskich, kolektywach wytwórczych i in. jednostka nie ma prawa
wyłącznego dysponowania dochodem z efektów działania wspólnoty, bowiem przyjęto
zasadę równego podziału efektów. Zachodzi niebezpieczeństwo nieefektywnego
wykorzystywania dostępnych zasobów, uchylania się od pracy i osłabiania więzi wewnątrz
53
A.M. Honorè, “Ownership”, [w:] Oxford Essays in Jurisprudence, ed. A.G. Guest, London: Oxford University
Press 1961.
72
grupy. W pewnych wspólnotach (np. w kołchozach) obowiązywała zasada podziału efektów
w proporcji do ponoszonych nakładów, co prowadziło do rabunkowej eksploatacji zasobów i
presji na wolny do nich dostęp. W wielu wspólnotach (zwłaszcza w organizacjach
samorządowych) wykorzystuje się zasadę demokratycznego podejmowania decyzji o alokacji
zasobów i efektów drogą głosowania. Metoda ta pozwala agregować preferencje jednostek i
twierdzić o wspólnych interesach grupy. Historia odnotowała bardzo różne sposoby
głosowania, a ich formalizacja wciąż jest atrakcyjnym polem działania analityków.
Porównanie systemu własności komunalnej z innymi systemami własności przynosi
kilka istotnych spostrzeżeń. Do pozytywów można zaliczyć relatywnie niskie koszty ochrony
praw własności, zwłaszcza w porównaniu do systemu własności prywatnej. Natomiast
zdolność grupy do długotrwałego i sprawnego działania jest silnie uzależniona od jej
jednorodności, zbieżności interesów jednostek, pozwalających tłumić szkodliwy oportunizm
w zachowaniach członków kolektywu. Duży wpływ na efektywne funkcjonowanie wywiera
liczebność grupy, tak silnie skorelowana ze stopniem jej zróżnicowania, które trzeba
uwzględnić w organizacji wspólnoty. Instytucja własności komunalnej (grupowej) obejmuje
także zagadnienie tworzenia przedstawicielstwa interesów grupy, a więc powoływania rady
dyrektorów i całego układu określanego jako system principal-agent.
Dyskusja nad genezą instytucji własności grupowej i prywatnej, ich zaletami i wadami
oraz perspektywami rozwoju, od początku uwikłana jest w spory, których przyczyny tkwią,
jak niektórzy twierdzą, w nieporozumieniach semantycznych54. Zarówno prawnicy, jak i
ekonomiści nadmiernie eksponują wyższość systemu praw własności prywatnej, uznając
istniejące jeszcze formy własności komunalnej za relikty przeszłości, skazane na likwidację.
Warto zwrócić uwagę na dość poważne zamieszanie, które generuje co najmniej dwa
nieporozumienia.
Pierwsze nieporozumienie dotyczy więzi między pojęciami systemy otwartego dostępu
(open-access regime) i własność grupowa (common property). Sytuacja otwartego dostępu
występuje wtedy, kiedy nikt nie ma legalnego prawa do wyłączenia kogokolwiek z
użytkowania pewnego zasobu. Natomiast własność grupowa występuje wówczas, gdy
wyraźnie określona grupa ma legalne prawo do wyłączenia wszystkich podmiotów spoza
grupy z użytkowania danego zasobu. Określenie wzięte z prawa rzymskiego res nunulius –
czyli rzecz niczyja, bezpańska, przez stulecia traktowane było jako zagadnienie leżące poza
kodeksem prawa, a przeto nie wyznaczające limitów w korzystaniu z zasobów takiej rzeczy.
Tak rozumiano m.in. dostęp do atmosfery i przestrzeni morskich. Dopiero dewastacja
pastwisk, puszcz, łowisk i niektórych złóż surowców mineralnych wymusiły działania
legislacyjne. Proces ten trwa na wszystkich szczeblach zawłaszczania bogactw środowiska
naturalnego, poczynając od poziomu małych wspólnot, władzy samorządowej, lokalnej,
narodowej, państwowej i międzynarodowej. Nie można jednak wyznaczyć prostego kierunku
tych przekształceń, ponieważ pojawiają się i takie sytuacje, kiedy racjonalne staje się
przekazanie uprawnień szczeblom niższym w celu zapewnienia np. skuteczniejszego nadzoru
nad eksploatacją ważnych zasobów. Trzeba jeszcze dodać, że pewne tradycje i zwyczaje
wspólnot wiejskich, zespołów myśliwskich i rybackich, dotyczące kontroli i ochrony zasobów
przetrwały nie mając nawet formalnych kodeksów postępowania. W systemie własności
grupowej występują i takie sytuacje, kiedy zasoby mogą być traktowane de jure jako
państwowe i de facto jako komunalne.
Drugie nieporozumienie terminologiczne wiąże się z pojęciami system zasobów
(resource system) i system własności (property regime). Pojęcie zasób własności grupowej
używa się często na określenie dobra ekonomicznego, które trafniej jest określać jako
powszechna pula zasobów (common-pool resource). Takie zasoby mają dwie ważne z
54
Por.: E. Ostrom, “Private and Common Property Rights”, [w:] Encyclopedia of Law and Economics, B.
Bouckaert and G. De Geest (eds.), Aldershot, Edward Elgar 2000.
73
ekonomicznego punktu widzenia cechy – wyłączenie jednostek z ich użytkowania przy
pomocy barier fizycznych lub instrumentów prawnych jest kosztowne, a korzyści
pozyskiwane przez daną jednostkę są odejmowane od korzyści innych jednostek. Mamy tu
podobieństwo do dóbr publicznych, z których usiłują korzystać także „gapowicze”. Pula
zasobów grupowych może stanowić własność narodową, regionalną, władz lokalnych,
samorządowych, ale i prywatnych jednostek i korporacji, albo także być wykorzystywana
jako zasób dostępny dla każdego, który taki dostęp zdobędzie. Chodzi zatem o to, by nie
łączyć automatycznie grupowej puli zasobów tylko z własnością komunalną.
Praktyka korzystania z puli zasobów grupowych przynosi liczne nieporozumienia i
nawet konflikty stron w związku z określeniem stanu posiadania (possession) z tytułu
pierwszeństwa zawłaszczenia. Sądy i nauka wymagają od definicji posiadanie dwóch
kryteriów – jasności i stymulacji zróżnicowania obu stron. W pierwszym chodzi o wyraźne
określenie aktu i momentu zawłaszczenia, w drugim jest znacznie trudniej. Dobry przykład
dotyczy uprawnień znalazcy rzeczy, które mogą być cząstką skarbu państwa, porzuconym
dobrowolnie dobrem lub nieumyślną zgubą. Znane są bogate tradycje sporów o dobra
zatopionych lub dryfujących statków i przedmioty znajdowane w ruinach. Do kogo należy
prawo własności skarbów z zatopionych wraków – nurka filmującego kamerą, czy tego, kto
fizycznie zagarnie cenne przedmioty? Jak regulować prawa własności w dziedzinie połowów
wielorybów i gatunków innych zwierząt zagrożonych wymarciem? Wiele trudności musiały i
muszą pokonywać sądy w sprawach dotyczących poszukiwaczy cennych kopalin i
wynalazców, którym z pomocą przyszło już prawo patentowe. Coraz silniej wyodrębnia się
cały kompleks praw własności intelektualnej.
Grupowa pula zasobów nie daje się łatwo analizować ze względu na rozległość i
różnorodność możliwych zastosowań zarówno w działaniach zbiorowych, jak i
indywidualnych. Oto kilka przykładów tych atrybutów, podstawowych cech wiodących te
zasoby ku własności komunalnej.
Zasoby ziemi – gruntów dających środki żywności i utrzymania grupom społecznym.
Jak wiele zależy od ich liczebności i sposobów gospodarowania i jak to przekłada się na
wielkość obszaru, który trzeba opanować i ponieść koszty jego ochrony. Czy lepiej opłaca się
taki obszar rozdzielić na mniejsze parcele i oddać je poszczególnym rodzinom, czy uprawiać
jako wspólne gospodarstwo? Przypomnę istniejące i dzisiaj systemy podziału gruntów u
naszych górali, indywidualne zagony upraw zbożowych i pastwiska na halach. Specjaliści
piszą o następujących atrybutach i wskaźnikach zasobów ziemi sprzyjających rozwojowi
praw własności komunalnej (grupowej): niska wartość produkcji na jednostkę obszaru,
wysoka różnorodność urodzajności każdej działki, umiarkowany zysk z intensywnych
inwestycji, poważne korzyści skali z powiększania areału i rozbudowy infrastruktury.
Tego typu wskaźniki trzeba modyfikować w działaniach na obszarach podmokłych,
bagnach, górskich i pustynnych. Historia dostarcza wielu przykładów powstawania instytucji
społecznych łagodzących ryzyko klęsk żywiołowych, nierówności nakładów i efektów wśród
członków wspólnoty i potrzeby rozwijania technologii rolnej. Krystalizowały się także reguły
określające postawy i normy zachowań uczestników własności komunalnej. Literatura
przedmiotu wymienia następujące zmienne kształtujące funkcjonowanie systemu własności
komunalnej: informacja o zasobach i oczekiwanych strumieniach nakładów i efektów; zgoda
na wspólnotowe koncepcje potencjalnych zysków i skutki ryzyka; akceptacja norm
wzajemności świadczeń i tworzenia kapitału społecznego; wzmacnianie stabilności
gospodarowania i zamieszkiwania. Kolektywne wybory opierają się na równoważeniu
skrajności oraz minimalizacji kosztów transakcji. Wspiera się także rozwój metod
monitorowania działalności i właściwej oceny postaw.
Bez przesadnego argumentowania na rzecz wyższej efektywności własności
indywidualnej wskazuje się na pewne atrybuty grupowej puli zasobów. Chodzi zwłaszcza o
74
koszty wystąpienia ze wspólnoty, nakłady związane z prywatnym zarządzaniem i alienacją.
Posiadanie formalnego tytułu własności jest w pewnych okolicznościach kosztowne, ale w
innych wysoce korzystne. Niekiedy atrakcyjność prywatnej własności nie daje się pogodzić z
fizyczną postacią strumienia dóbr, jak np. w odniesieniu do kwot połowowych i dostępu do
wód podziemnych. W związku z tym warto poświęcić nieco uwagi jeszcze jednemu
modelowemu ujęciu struktury prawa własności, traktowanemu jako cały plik, wiązka czy też
pakiet uprawnień (angielskie określenie – property as bundles of rights). W takim ujęciu
można analizować różne powiązania pięciu rodzajów uprawnień występujących w
korzystaniu z grupowej puli zasobów przez pięciu różnych użytkowników (tab.4.2)55.
Oto zwięzłe określenie rodzajów uprawnień:
1 Wejście (access) – prawo wejścia na określony fizycznie obszar i korzystania z
niezbywalnych pożytków, jak np. wędrowania, biwakowania itp.
2 Pozyskiwanie (withdrawal) – prawo zabierania cząstek z danego systemu
zasobów naturalnych lub produktów.
3 Zarządzanie (management) – prawo regulowania wewnętrznymi sposobami
użycia i przekształcania zasobów drogą doskonalenia.
4 Wykluczanie (exclusion) – prawo do określenia, kto ma prawo wejścia i
pozyskiwania i jak te prawa mogą być przekazywane.
5 Alienacja – prawo do sprzedaży lub wydzierżawienia praw zarządzania i
wykluczania.
Jako klasy (grupy) posiadaczy praw własności wyróżnia się kolejno:
1. Posiadacze (owners) – którzy mają wszystkie wyżej wymienione rodzaje praw
własności, w tym jako jedyni prawo alienacji, tj. uprawnienie do transferu dobra
według swojej woli, byle tylko nie przynosiło szkody innym posiadaczom.
Posiadaczem może być jednostka, prywatna spółka, rząd i wspólnota (komuna) w
stosunku do każdego rodzaju puli zasobów grupowych.
2. Właściciele (proprietors) – dysponują czterema pierwszymi prawami,
pozwalającymi na dopuszczenie i korzystanie z zasobów. W niektórych
systemach własności komunalnej właściciel nie ma prawa sprzedaży swoich
uprawnień do zarządzania i wykluczania, chociaż bardzo często może je zapisać
w spadku członkom rodziny.
3. Petenci (claimants) – mają bieżące, operacyjne prawa dostępu i pozyskiwania
zasobów oraz kolektywnie uzgadniane prawo zarządzania zasobami, mającymi na
względzie potrzeby rozbudowy i konserwacji urządzeń, jak również ograniczania
rozmiarów eksploatacji.
4. Użytkownicy (users) – to grupa osób, którzy wykupili prawo bieżącego
korzystania z zasobów i ograniczonego ich pozyskiwania, nawet wpływania na
zarządzanie. Takie rozwiązania dotyczą np. korzystania z parków narodowych i
lasów.
5. Uczestnicy (entrants) – mają tylko zagwarantowane przez władzę bieżące prawo
dostępu do grupowej puli zasobów, np. w celach rekreacyjnych, ale bez
pozyskiwania ich produktów.
Wejście
Pozyskiwanie
Zarządzanie
Posiadacze
x
x
x
Właściciele
x
x
x
Petenci
x
x
x
Użytkownicy
x
x
x
Uczestnicy
x
55
E. Ostrom, E. Schlager, “The Formation of Property Rights”, [w:] Rights to Nature, S. Hanna, C. Folke, K.G.
Mäler (eds.),Washington (DC), Island Press 1996, s. 127-156.
75
Wykluczanie
Alienacja
x
x
x
Źródło: E. Ostrom, E. Schlager, op. cit., s. 133.
Tablica 4.2. Wiązka relacji rodzajów praw własności i klas ich posiadaczy.
Przedstawiona macierz relacji pozwala lepiej poznać złożoność układu praw własności
i jednocześnie uzmysłowić, jak wiele uproszczeń zwiera twierdzenie o spójności i
rozdzielczości systemów prawa własności grupowej, prywatnej i państwowej. Odwoływanie
się do prostej sekwencji przekształceń, ewolucji systemów społeczno-gospodarczych, często
może być tylko zabiegiem wstępnym do analizy sytuacji występujących w danym okresie i w
konkretnej rzeczywistości regionalnej. Zgromadzono już wiele dowodów, że współcześnie
istnieją takie struktury praw własności, które można zrozumieć tylko sięgając do bardzo
dawnych tradycji instytucjonalnych, a próby ich zreformowania drogą prywatyzacji lub
nacjonalizacji przyniosły szkody i marnotrawstwo zasobów. Wniosek z tych obserwacji jest
dość pesymistyczny – nie potrafimy jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, który z
systemów praw własności jest najlepszy?
*
Na zakończenie warto jeszcze zwrócić uwagę na cechy szczególne postępowania z
pulą zasobów należących do grupy, która ma postać organizacji i korzysta z kolektywnych
praw własności w zakresie zarządzania i wykluczania. Chodzi o środki i sposoby pozwalające
grupie (wspólnocie) na gospodarowanie posiadanymi zasobami. Pewne rodzaje własności
komunalnej są formalnymi organizacjami uznanymi przez legalne władze, na podobieństwo
korporacji, obdarzonymi prawem pozywania do sądów i – odwrotnie – być także skarżonymi,
posiadającymi prawo utrzymywania aktywów finansowych na rachunku bankowym oraz
prawo podejmowania decyzji wiążących członków wspólnoty. Występują także inne rodzaje
własności komunalnej o słabszej formalnie organizacji, które korzystają z praw własności
raczej de facto, a przeto mniej zabezpieczone w sytuacjach konfliktowych.
Przykłady z historii gospodarczej przynoszą liczne przykłady reguł przekazywania
wolnych zasobów różnym wspólnotom. Opanowanie obszarów ziemi przez małe grupy
myśliwych, pasterzy i rolników prowadziło zwykle do konieczności stabilizacji gospodarstw
domowych i osiedli. Ochrona i obrona, konieczność wyznaczenia granic posiadania,
wymuszały decyzje władz wspólnoty, inwestowania, racjonalnego użytkowania i podziału
efektów, analizy struktury osiedli i gruntów. Powstawały układy znane również w naszych
dziejach, kiedy gromada wiejska miała ściśle rozgraniczone grunty uprawne i pastwiska
używane wspólnie. Dawniej i obecnie o konkretnych rozwiązaniach decydowały takie
czynniki, jak: niska wartość produkcji na jednostkę gruntu, wysokie zróżnicowanie
pożytecznych zasobów na poszczególnych działkach gruntu, niskie zyski z intensyfikacji
inwestycji, korzyści wielkiej skali przy eksploatacji dużych obszarów i rozbudowy
infrastruktury.
4.2.3. Własność państwowa
O instytucji państwa obszernie traktuje rozdział 9. W tym miejscu musi nam
wystarczyć tylko teza o istocie państwa jako szczególnej umowie społecznej, która znalazła
swój wyraz w organizacji posiadającej władzę i aparat przymusu, porządkujący
funkcjonowanie ustroju społeczno-gospodarczego. System własności państwowej opiera się
także na zasadzie wyłączności, która jest silnie akcentowana w formalnych normach prawa.
Można także przyjąć, że prawa własności państwowej powinny istnieć tam, gdzie można
zapewnić działanie zasady wyłączności i tam, gdzie porównawcze zalety własności grupowej
i prywatnej rysują się słabo.
76
W okresie transformacji ustrojowej istotne znaczenia mają dwa krańcowo różne
procesy zmian instytucjonalnych – nacjonalizacja i prywatyzacja. Nacjonalizacja, znana w
naszej historii w okresie tworzenia zrębów gospodarczych ustroju socjalistycznego, to proces
upaństwowienia, przejęcia przez państwo praw własności ziem, przedsiębiorstw i kapitału,
bez odszkodowania (konfiskata) lub za częściowym lub pełnym odszkodowaniem dla
dotychczasowych właścicieli. Prywatyzacja – oznacza przejęcie w prywatne posiadanie części
majątku państwowego z wykorzystaniem różnych metod praktycznej realizacji. Przejmowanie
i wykorzystywanie części zasobów własności państwowej odbywa się niekiedy (w różnej
skali) w sposób żywiołowy, określany także jako spontaniczny. Takim nieformalnym
procesem jest korzystanie przez pracowników z urządzeń i materiałów w placówkach
państwowych do celów prywatnych.
Poszukiwanie praprzyczyn pojawienia się własności państwowej i dóbr publicznych
jest trudne i uwikłane w sprzeczności. Instytucja państwa i pierwociny własności państwowej,
w tym – produkcja i korzystanie z dób publicznych, przyciąga uwagę wielu badaczy. Nie
można jednak uznać za bezsporne uprawnienia państwa lub prywatnego przedsiębiorstwa do
wyłączności produkcji dóbr użytku publicznego. Wszak dobra takie mogą wytwarzać zakłady
państwowe i prywatne, podobnie jak w państwowej fabryce mogą powstawać dobra
powszechnego użytku. Z tych względów formalne rozgraniczenie sektora państwowego
(publicznego) od sektora prywatnego nastręcza w praktyce częstych trudności.
Za najważniejszą różnicę między własnością państwową i prywatną uznaje się
pozbawienie współwłaściciela, jakim jest każdy obywatel państwa, prawa alienacji swego
udziału, tj. jego sprzedaży w taki sposób, jak może to uczynić każdy prywatny akcjonariusz.
Nabycie części własności prywatnej następuje automatycznie i bezpłatnie wraz z uzyskaniem
obywatelstwa, co można uznać za przymus. Oznacza to, że w obrębie własności państwowej
występuje ogromne rozproszenie współwłaścicieli, co pozwala twierdzić, że nie mają oni tak
silnych bodźców do kontroli i reformowania systemów zarządzania, jak znacznie mniej liczni
akcjonariusze w prywatnych korporacjach. Chodzi zwłaszcza o bodźce związane z
kapitalizacją korzyści z działań długookresowych. Obywatele, jako jednostki gospodarujące
nie mają ani widocznego wpływu na kształtowanie polityki gospodarczej państwa, ani na jej
efekty. Takie postawy mają świadczyć o wyższości systemu własności prywatnej, gdyż
koszty każdej decyzji, każdego wyboru spadają na wyborcę (obywatela) w mniejszym
stopniu, niż w warunkach własności prywatnej.
Porównanie państwa do wielkiej korporacji i efektywności obu instytucji i organizacji
wskazuje tylko na dalekie pokrewieństwo. Wprawdzie w obu instytucjach występuje relacja
pryncypała i agenta, ale różnice są ogromne. W obu zachodzi konieczność delegowania praw
zarządzania menedżerom, ale warstwa tych specjalistów jest silniej kontrolowana w
prywatnej korporacji, niż w przedsiębiorstwach państwowych (publicznych). Jest nazbyt
wiele przykładów świadczących o tym, że kierownicy w zakładach państwowych mają
większe możliwości uchylania się od pracy i troski o wysoką efektywność przedsiębiorstwa.
Sprzyja temu także brak obiektywnego wskaźnika w rodzaju poziomu wyników finansowych,
do którego można przywiązywać wysokość wynagrodzenia menedżera w sektorze
publicznym. W sektorze prywatnym właściciele firmy otrzymują bogatą informację z rynku
kapitałowego, np. o kursach akcji notowanych na giełdzie, które mogą być przydatne w
ocenie menedżerów.
Do tych porównań warto jeszcze dorzucić kilka uwag na temat braku precyzji w
określeniu roli państwa jako właściciela. Wprawdzie teza o tym, że podmiot własności
państwowej stanowi ogół społeczeństwa jest poprawna, ale w praktyce mamy do czynienia z
faktem powierzenia obowiązku zarządzania tą własnością konkretnej organizacji – rządowi.
W ten sposób powstaje często sytuacja, w której występuje grupa osób wywierająca nacisk na
rząd i de facto zarządzająca państwowymi przedsiębiorstwami. Ideologicznie nagłaśniane
77
zagadnienie realizacji interesu społecznego jest niezwykle trudne do rzeczowej interpretacji i
przełożenia na konkretne działania. Aparat państwowy to także miejsce dla poczynań
biurokracji – instytucji potrzebnej, ale nie poddającej się łatwo kontroli społecznej –
uzurpującej zwykle prawo orzekania o tym, co należy produkować na potrzeby
społeczeństwa. Wprawdzie zjawisko biurokracji występuje także w systemie własności
grupowej, ale jej skala i szkodliwość nie są tak groźne.
Z tych rozważań można wyciągnąć prosty wniosek, że delegowanie
odpowiedzialności i praktyczny rozdział własności od zarządzania, osłabiają motywacje
sprzyjające efektywności i że dotyczy to zarówno systemu własności państwowej, jak i
prywatnej. Trzeba także pamiętać, że dla motywowania efektywnościowego kierowników
przedsiębiorstw państwowych stosuje się dodatkowo bodźce pozapieniężne. Nie należą także
do rzadkich wyjątków postawy dyrektorów określane jako patriotyzm, ambicja, instynkt
dobrej roboty, troska o dobrą opinię przedsiębiorstwa itp. Ciekawe są także wnioski z badań,
które dowodzą, że nierówność w dostępie do informacji jest większa w sektorze prywatnym,
ponieważ w komórkach rządowych przedsiębiorstwa państwowe mogą łatwiej uzyskać
potrzebną im informację.
4.2.4. Uwagi o prawie własności intelektualnej
Kosztem kilku stron dodatkowego tekstu postanowiłem przedstawić stosunkowo nowe
zagadnienie włączone do programów ekonomiki instytucjonalnej, a mianowicie szczególny
dział instytucji własności, który jest przedmiotem intensywnych analiz stanowionego prawa
własności intelektualnej56. W tym miejscu wykładu traktujemy pojęcie własność
intelektualna jako instytucję społeczną związaną stosunkiem jednostek i zbiorowości do
szczególnego dobra – produktu pracy umysłowej – nawiązywanym w zamiarze jego
wykorzystania. Mamy tu proste nawiązanie do ogólnej definicji pojęcia instytucja własności,
jako przesłanki większej, i do specyfiki pojęcia własność intelektualna, tak trudnego dla
naszych tradycji ulegania podejściu materialistycznemu, zwłaszcza kiedy musimy
przechodzić od abstrakcji do praktyki, wspieranej zasadami prawa stanowionego.
Prawa własności intelektualnej to prawa do dóbr niematerialnych, które mogą być
wdrażane do praktyki lub tylko tworzyć trudno mierzalny zasób potencjału naukowego.
Systemy prawa w różnych państwach traktują nawet samo określenie własności intelektualnej
odmiennie, jak i jego treść i poszczególne działy. W Polsce trwają ożywione dyskusje na ten
temat, ale w praktyce mamy dwie ustawy, wchodzące w skład prawa cywilnego. Pierwsza, to
Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz.U. 1994 nr 24,
poz. 83); druga, to Ustawa z dnia 30 czerwca 2000 r. Prawo własności przemysłowej (Dz.U.
2001 nr 49 poz. 508). Regulacje zawarte w obu ustawach pozwalają lepiej zrozumieć
porządek instytucjonalno-prawny w tej coraz ważniejszej dziedzinie społecznej.
Przede wszystkim zostały jasno określone przedmiot i podmiot prawa autorskiego.
Ustawa głosi: Przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o
indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości,
przeznaczenia i sposobu wyrażenia (utwór) (Art.1.1.). Podany w Ustawie wykaż utworów
stanowiących przedmioty prawa autorskiego jest obszerny i pozwala na włączanie także
nowych pod warunkiem, iż mają one twórczy charakter i nie spowodują uszczerbku dla praw
do wykorzystanych utworów. Podmiotem prawa autorskiego jest po prostu twórca, z tym, że
w sytuacji wynikającej z umowy o pracę mogą wystąpić pewne warunki modyfikujące
pozycje twórcy. Chodzi o złagodzenie sytuacji monopolu twórcy w zakresie korzystania i
rozporządzania przedmiotami, których jest autorem.
56
Proponuję wykorzystać dostępny w Internecie (adres: WWW.mises.pl) esej: N. Stephan Kinsella, Przeciw
własności intelektualnej. Por. Z. Miklasiński, Prawo własności przemysłowej. Komentarz, Warszawa 2001.
78
Oddzielny rozdział cytowanej Ustawy prezentuje treść prawa autorskiego, w którym
wyróżnia się jego podmiotowe prawa – osobiste i majątkowe. W interesie twórcy wprowadza
się zasadę nieograniczonych w czasie i nieprzenaszalnych praw osobistych, a w interesie
społecznym i ekonomicznym ograniczonych w czasie i przenaszalnych praw autorskich, jak
to jest w procedurach dziedziczenia i obrotu tytułami własności.
Współczesne systemy praw własności intelektualnej obok prawa autorskiego
(copyright) najczęściej włączają jeszcze regulacje dotyczące patentów, znaków handlowych
(trademark) i tajemnicy handlowej (trade secret). Mamy okazję poznać niektóre ustalenia
przybliżające i ten obszar funkcjonowania macierzy instytucjonalnej.
Majątkowe prawo autorskie w Polsce wygasa z upływem 70 lat od śmierci twórcy, ale
w mocy pozostają prawa osobiste autora dobra idealnego. Patent (łac. Patentis – otwarty;
jawny) to prawo własności wynalazków, głównie do środków lub metod potrzebnych do ich
wykorzystywania. Ustawa o prawie własności przemysłowej chroni w ten sposób ograniczony
monopol wynalazcy, a Urząd Patentowy jest w Polsce centralnym organem administracji
państwowej czuwającym nad tym obszarem funkcjonowania prawa własności. Procedury
uzyskiwania patentu i normy jego ochrony są obecnie przedmiotem uzgodnień w ramach Unii
Europejskiej. Przedmiotem dyskusji są m.in. definicje pojęcia wynalazek i obszary ich
dozwolonego wykorzystywania. Czas trwania patentu wynosi 20 lat od daty zgłoszenia
wynalazku w Urzędzie Patentowym. Patent jest zbywalny i podlega dziedziczeniu.
Określenie znak handlowy nie występuje w polskim prawie, gdzie stosuje się podobne
w treści dwa pojęcia – znaku towarowego i wzoru przemysłowego. Ogólnie chodzi o wyraz,
wyrażenie, symbol lub projekt graficzny, pozwalający rozpoznać dobro i usługę, tak ważny
czynnik w transakcjach wymiany, zwłaszcza w warunkach konkurencji. Wzór przemysłowy
to nowa postać wytworu lub jego części, zawierająca cechy jego kształtów, kolorystykę,
strukturę lub specyficzny materiał tworzywa. Wreszcie pojęcie tajemnica handlowa obejmuje
poufną formułę (np. recepturę pewnych napojów), narzędzie lub informację, które dają
korzyści posiadaczowi pod warunkiem utrzymania tajemnicy. W polskim prawie sprawy te
regulują przepisy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji i prawo o przedsiębiorstwach.
Te krótkie uwagi o prawie własności intelektualnej mogą nas zachęcić do głębszego
poznania instytucjonalnych podstaw tak dynamicznie rozszerzającej się sfery związanej z
postępem naukowo-technicznym, informatyką i wymianą dób kulturalnych. Także z ich
przejawami w tzw. szarej strefie i nierzadko – w patologiach i przestępczości. Nie trudno
znaleźć przykłady sporów między zwolennikami radykalnej kontroli prawnej i pełnego
liberalizmu w tej dziedzinie.
4.3. Teoremat Coase`a
W bogatej literaturze na temat ekonomicznej teorii praw własności poczesne miejsce
zajmują publikacje związane właśnie z tzw. teorematem Coase`a. Mamy tu do czynienia ze
świadectwem wagi i pilności współdziałania ekonomistów i prawników, któremu tak wiele
miejsca w swojej twórczości poświęcił współtwórca ekonomiki instytucjonalnej
J.R.Commons. Dyskusja rozpoczęta w latach 60-ych ubiegłego wieku i wciąż trwająca obrała
za swój przedmiot pewną tezę, której przypisano rangę teorematu, i do której – paradoksalnie
– nie przyznaje się sam autor57. Rzecz miała się następująco. W roku 1960 przyszły laureat
Nagrody Nobla – Ronald H. Coase, opublikował krótki artykuł pt. Problem kosztu
społecznego, w którym zajął się szeroko komentowanym zagadnieniem szkód powstających
jako tzw. efekty zewnętrzne. Historyczne konflikty interesów farmerów i hodowców, pożary
57
Szerzej o tych zagadnieniach pisałem w artykule Teoremat Coase`a – pole współpracy ekonomistów i
prawników, „Zeszyty Naukowo-Teoretyczne PWSBiA”, 2004, nr 3(13), s. 25-38.
79
wywoływane przez lokomotywy i zatruwanie środowiska przez zakłady przemysłowe,
przyczyniły się do wdrożenia wielu norm prawnych, regulujących zwłaszcza sposoby
kompensowania poczynionych szkód. Coase sygnalizował potrzebę zrozumienia istoty i
praktycznego szacowania wielkości i struktury kosztu społecznego, a jednocześnie postulował
wzięcie pod uwagę dwóch faktów: 1) proces wymiany, traktowany jako przekazanie
legalnych uprawnień (entitlements); 2) systematyczny wzrost kosztów transakcyjnych. Autor
podkreślał znaczenie prawa własności w takiej sytuacji, natomiast jego znakomity czytelnik –
George J. Stigler (1911-1991, noblista z 1982 r.) – odczytał to jako twierdzenie na miarę
teorematu, w prostym zdaniu – teoremat Coase`a utrzymuje, że w wolnej konkurencji koszty
prywatne i społeczne będą równe.
Tak ujęty teoremat poszedł w świat. Sam Coase wyjaśniał kilka razy
nieporozumienie, a setki autorów analizowało, krytykowało i doskonaliło definicję teorematu.
Ze względu na potrzeby tego wykładu i określenia rangi teorematu Coase`a w ekonomicznej
teorii praw własności, proponuję następujące ujęcie:58
Początkowa legalna alokacja zasobów nie ma znaczenia z punktu widzenia
efektywności tak długo, jak długo można te uprawnienia wymieniać na rynku perfekcyjnie
konkurencyjnym i przy zerowych kosztach transakcyjnych.
Coase potrzebował tej tezy nie dla jałowej dyskusji na temat rynków doskonałej
konkurencji, ale dla rozważań bliższych praktyce, wiążących się z doktryną ekonomiki
dobrobytu, zwłaszcza lansowaną przez Arthura C. Pigou. Większość autorów zgadzała się
wówczas z poglądem, że szkody czynione sąsiadom powstają z obiektywnej niezgodności
(divergence) prywatnego i społecznego produktu fabryki. Jako oczywisty nasuwał się
wniosek o odpowiedzialności właściciela takiego zakładu i opodatkowania go do wysokości
wyrządzonych szkód. Coase zaskoczył wszystkich, pisząc: Jestem przekonany, że
proponowane działania są nieodpowiednie i prowadzą do rezultatów, które nie są konieczne
lub są nawet niepożądane59. Argumentacja była prosta i pasowała do niezwykle częstych
sytuacji we współczesnej gospodarce. Coase dowodził, że początkową, być może niesprawną
i nieefektywną strukturę (alokację) praw własności, zawsze da się poprawić, realizując
transakcje rynkowe. Pozostaje oczywiście zagadnienie wysokości kosztów takich transakcji.
Spory o szkody mogą obie strony załatwić bez uciekania się do sądów, posługując się
wyłącznie rachunkiem ekonomicznym.
Bez trudu zauważymy, że twierdzenie o możliwościach poprawienia wyjściowej
alokacji praw własności jest obwarowane warunkami, które raczej nie występują w praktyce
współczesnej gospodarki. Pomijając nawet wymóg zerowych kosztów transakcji, czyż można
dodać do tego konieczność występowania konkurencji doskonałej, która jest już potrzebna
tylko w opisywaniu modeli w pełni abstrakcyjnych? Nic przeto dziwnego, że wśród
krytycznych analityków teoremat Coase`a potraktowano jako jeszcze jedną próbę apologii
mechanizmu rynkowego i rehabilitację słynnego prawa rynków Say`a. Taka apologia, w
niejawnej formie daje się dostrzec w dyskusjach opartych na sformalizowanych wywodach,
posługujących się teorią gier i ekonometrią. Nie obciąża to samego Coase`a, który dobrze znał
i analizował różnice między krańcowo abstrakcyjnym światem wymiany praw własności a
światem realnym z jego ostrą walką wielkich korporacji i niezwykle pogmatwaną macierzą
instytucjonalną.
Wyraźne nawiązanie Coase`a do roli kosztów transakcyjnych w kształtowaniu
kosztów społecznych niektórzy, bardziej mu przychylni dyskutanci, rozszerzyli na obszar
58
Korzystałem z treści encyklopedycznego hasła: R.D. Cooter, „Coase Theorem”, [w:] The New Palgrave
Dictionary of Economics, Macmillan, London 1998.
59
R. Coase, The Problem of Social Cost, “The Journal of Law and Economics”, 1960, Oct., s.1.
80
badań związanych z wpływem czynników zewnętrznych (eksternalia!) na efekty
gospodarowania. Wbrew twierdzeniom Pigou i innych przedstawicieli ekonomiki dobrobytu,
zaczęto dowodzić, że istnienie efektów zewnętrznych nie musi prowadzić do nieefektywnych
rezultatów. Nawet bardzo poprawnie skalkulowane podatki nałożone na sprawców szkód nie
dadzą w konsekwencji ogólnie pozytywnego wyniku działalności firmy i gałęzi gospodarki.
Jak to często bywa w dyskusjach nad istotą ustroju społeczno-gospodarczego znalazły
się i tak skrajne poglądy, że oto Coase i jego zwolennicy atakują instytucję prawa własności
prywatnej, na której – rzekomo – opiera się cały gmach wolnego społeczeństwa. Punktem
wyjścia jest zagadnienie kosztu społecznego i roli kosztów transakcyjnych. W sytuacji
zerowych kosztów transakcyjnych wyrok sądu w sporach o własność nie ma wpływu na
ostateczną alokację zasobów, chociaż oddziałuje na relatywne bogactwo stron. Natomiast w
warunkach występowania kosztów transakcyjnych wyrok ma wpływ na zasoby obu stron,
bowiem te koszty mogą mieć charakter zaporowy. Wynika stąd, twierdzili przeciwnicy
Coase`a, że w drugim przypadku sędzia nie posługuje się kryterium sprawiedliwości, ale
raczej zasadą maksymalizacji bogactwa społecznego – wartością produktu społecznego. Czyż
nie oznacza to chęci naśladowania przez sąd działania mechanizmu rynku doskonałego?
Wciąż trwająca dyskusja nad teorematem Coase`a ma jeden niezwykle ważny wątek,
stanowiący wyzwanie pod adresem środowiska ekonomistów i prawników. To, co w
przeszłości mogło być mało znaczącym przykładem nieporozumień w interpretacji pojęć,
użytych w sporach o naruszenie praw własności, rozwinęło się w naszych czasach do
zjawiska o charakterze ciągłym i generującym skutki nawet w skali sięgającej makroekonomii
i podstaw prawnych funkcjonowania państw i stosunków międzynarodowych. Zaczyna
przebijać się myśl o tym, że w racjonalnym świecie – nawet dysponującym mechanizmami
pełnego przepływu informacji – dwa warunki: brak legalnych przeszkód do negocjowania i
dobrowolna gospodarka rynkowa – nie przystają do siebie, nie są kompatybilne. Jeśli brakuje
prawa zobowiązań do pokrycia szkód, to nie można dziwić się, że rosnąć będzie chęć
uzyskania dodatkowej korzyści (dochodu), np. przez samą groźbę wyrządzenia szkody.
Negocjacje stron w takich warunkach są kosztowne – łapówki, wydatki na ochronę itp. – i w
rezultacie rodzą wadliwą dystrybucję zasobów. Prowadzi to w konsekwencji do naruszenia
porządku społecznego, w którym może funkcjonować wolna przedsiębiorczość Rozważania
tego typu możemy pokwitować prostym stwierdzeniem – ta sama chciwość, która napędza
system wolnej gospodarki, może stać się jej wrogiem, jeśli nie podda się jej ograniczeniom.
Zalecana literatura
1. A. Alchian, H. Demsetz, The Property Rights Paradigm, “Journal of Economic History”,
1973, s. 174-183.
2. Y. Barzel, Economic Analysis of Property Rights (2. wyd.), Cambridge Univ. Press, New
York 1997.
3. E. G. Furubotn, S. Pejovich (ed.), The Economics of Property Rights, Ballinger, Cambridge
MA, 1974.
4. Cz. Strzeszewski, Własność – zagadnienie społeczno-moralne, ODISS, Warszawa 1981.
81
5. RYNEK – UJĘCIE INSTYTUCJONALNE
W naszych dyskusjach nad transformacją ustrojową występuje wyraźne zagubienie w
określeniu nazwy docelowego systemu społeczno-gospodarczego. Na użytek bardziej
propagandy, ideologii i popularyzacji bieżącej polityki, niż ze względu na potrzeby
poprawności wywodów naukowych wprowadzono do powszechnego obiegu nazwę
gospodarka rynkowa, jako istotę ustroju, do którego zmierzamy, likwidując system
gospodarki nakazowo-administracyjnej, funkcjonującej w ramach tzw. realnego socjalizmu.
Można zrozumieć intencje autorów tych określeń, ale i zachować ostrożność w posługiwaniu
się językiem atrakcyjnym i nawet skutecznym w doraźnych walkach politycznych.
Z naszego punktu widzenia, konieczne jest jednak w miarę precyzyjne określenie
pojęć na użytek wykładu ekonomiki instytucjonalnej, w którym zagadnienia rynku, jego
struktury, funkcjonowania, powiązań zewnętrznych i ewolucji, należą do bardzo ważnych.
Celem głównym jest wszakże zrozumienie instytucji rynku jako jednego z podstawowych
systemów alokacji zasobów w ramach procesu wymiany.
Prezentacja treści instytucjonalnego ujęcia zjawiska rynku i procesu rynkowego
zawarta jest w trzech podrozdziałach, poświęconych genezie, relacjom z planowaniem i
więzom strukturalnym.
5.1. Narodziny i rozwój rynku
Geneza zjawiska rynku związana jest z procesem narodzin i rozwoju instytucji
wymiany, jako aktu i później zwyczaju i normy dawania lub otrzymywania czegoś za coś
innego, a więc wzajemna wymiana. Pierwociny wymiany i pojawienie się jej różnych form
kryją się w mrokach dziejów ludzkości. Przedmiotem wymiany były zawsze dobra i usługi,
ale uwagę obserwatorów przyciągały raczej dobra, później już jako towary przeznaczone do
sprzedaży i kupna, handlu coraz silniej regulowanego przez instytucje władzy. Prymitywne i
antyczne pra-rynki ulegają przekształceniom pod wpływem regulacji generowanych przez
instytucję i organizację państwa. Równolegle działają instytucje wymiany i alokacji zasobów,
sterowane przez żywioł rynkowy i świadome systemy prawa. Ranga obu czynników
sprawczych ulegała zmianom, ale współzależność dawała zawsze o sobie znać. Dobrym
przykładem takiej więzi jest zasada sprawiedliwości, przestrzegana od początku w
dobrowolnej wymianie wspólnotowej i przeniesiona do wyższych form rynkowych, a
następnie przejęta pod postacią zasady równowagi w systemach przymusowej alokacji
zasobów.
Z tych wstępnych stwierdzeń możemy w naszych rozważaniach nad zjawiskiem rynku
przyjąć, że instytucję wymiany trzeba traktować jako wcześniejszą i ogólniejszą, a
instytucję rynku jako późniejszą i stanowiącą jej część. W procesie rozwoju relacji między
tymi instytucjami i ich otoczeniem rynki pojawiają się jako efekty konkurencji między
producentami i konsumentami, zainteresowanymi swoimi korzyściami i uznaniem (prestiżem)
w swoim środowisku. Warto także pamiętać, że wprawdzie analizujemy taki układ w
systemie gospodarczym, ale siły konkurencji, współzawodnictwa i walki o pozycję w swojej
wspólnocie występują także w sferze polityki, nauce, religii, sztuce, prawie i różnych
organizacjach. Wielki uczony Max Weber (1864-1920) umieszczał problematykę stosunków
rynkowych w obszernym wykładzie kategorii socjologicznych60.Wymiana, jego zdaniem,
mieści się w zbiorze efektywnych działań gospodarczych i jest racjonalnym kompromisem
interesów jej partnerów, w którym dobra lub szanse przekazywane są jako wzajemne
wynagrodzenie. Właśnie szanse, jako potencjalne korzyści, często oparte tylko na mocy
60
M. Weber, Gospodarka i społeczeństwo. Zarys socjologii rozumiejącej, PWN, Warszawa 2002, s.48-62.
82
obyczaju, a lepiej na akceptowanym porządku wspólnoty, odwołują się do istoty instytucji
wymiany.
O istocie rynku i procesach funkcjonowania wymiany rynkowej wypowiadali się
przedstawiciele większości doktryn społecznych i ekonomicznych. „Stary” instytucjonalizm
mówił pełnym głosem z pozycji krytyki ówczesnego kapitalizmu i korzystał z argumentacji
typowej dla historyzmu. Obecnie przeważa tendencja do bliższego kontaktu z realiami
funkcjonowania niezwykle złożonych systemów społecznych, aby można było opisywać je
całościowo (kompleksowo), trafniej lokalizując rynek w macierzy instytucjonalnej61. Za
konieczne uznaje się także korzystanie z badań prowadzonych przez antropologów,
historyków, socjologów i prawników.
W starożytności i średniowieczu formy wymiany dóbr i usług zmieniały się i
doskonaliły, a jednocześnie w językach pojawiły się nazwy pozwalające identyfikować ten
ważny proces społeczno-gospodarczy. Zawsze jednak powszechnie używane języki narodowe
nie dają się precyzyjnie tłumaczyć i komunikowanie się w nauce sprawia wiele trudności. W
języku polskim rynek jest germanizmem, zapożyczeniem z okresu osadnictwa niemieckiego
w XIII-XIV wieku. Ring – to miejsce wolne, otoczone wałami lub obsadzone drzewami, a w
osadach i miastach zakładanych na prawie magdeburskim – także plac, gdzie odbywały się
targi. W codziennym porozumiewaniu się słowo rynek kojarzy się mocno właśnie z miejscem,
placem targowym w środku miasta. W Słowniku języka polskiego (pod red. W.
Doroszewskiego) dopiero na drugim miejscu rynek występuje jako całokształt stosunków
handlowo-gospodarczych: sprzedaż i kupno towarów, wymiana kapitałów, usług. Podobne
definicje znajdujemy w słownikach języka angielskiego, a w podręcznikach ekonomii nurtu
ortodoksyjnego dualizm miejsca i procesu jest raczej regułą. Tak ujmuje sprawę słynny
podręcznik Samuelsona, przy czym rynek jako proces ma być pośrednikiem między
nabywcami i sprzedawcami danego dobra, określającym jego cenę i ilość.
Instytucjonaliści w skrajnych wypowiedziach podnoszą pod adresem neoklasycznego
nurtu głównego zarzut posługiwania się modelami wymiany bez rynków, ponieważ samo
pojęcie rynek sprowadzone zostało do etykietki pod rysunkiem przecinających się krzywych
popytu i podaży. Mamy przeto do czynienia z poważnym błędem pomieszania pojęcia
rynków z wymianą, a więc instytucji z działalnością. Wymiana jest wydarzeniem, aktem
jednorazowym lub procesem, jeżeli powtarza się i spełnia pewne warunki wstępne. Natomiast
rynek jest szczególną scenerią (setting), w której taki proces ma miejsce, gdzie aktorami są
dostawcy i nabywcy. Trzeba jednak pamiętać, że nie każdy akt wymiany odbywa się na
rynku. Do przyjęcia jest więc podział procesu wymiany na rynkową i pozarynkową. Historia
jest pełna przykładów nawet drastycznych zmian proporcji między tymi częściami. Wymiana
rynkowa, albo – system lub porządek rynkowy, jest po prostu składnikiem szerszego
porządku społecznego, który powstał spontanicznie, tj. bez uprzedniego planu koordynacji
interesów jednostek wspólnoty.
Zwolennicy instytucjonalizmu twierdzą, że stabilny porządek rynkowy może powstać
tylko w społeczeństwie, w którym istnieje już macierz (struktura) nieformalnych norm
społecznych i moralnych, a więc i ograniczenia dotyczące zachowania jednostek, kształtujące
stopień wzajemnego zaufania i akceptację pewnych wartości. Dopiero na wyższym szczeblu
ewolucji instytucja władzy (państwo) wprowadzi normy formalne, ułatwiające wymianę
właśnie pod warunkiem, że nie będą one wyraźnie sprzeczne z tradycyjnymi, nieformalnymi.
Warto zastanowić się nad tezą, że np. umowa oparta na tradycji zaufania, przeświadczenia, że
komuś trzeba ufać, jest w sposób oczywisty tańsza od umowy formalnej, obwarowanej
przepisami prawa. Historia nowożytna ma liczne przykłady świadomej budowy przez
stanowienie prawa szczególnego mechanizmu wdrażającego zaufanie (np. trusty) w procesach
61
Por.: S.T.Lowry, “Institutionalist View of the Market”, hasło “Market…”, [w:] The Elgar Companion to
Institutional and Evolutionary Economics, Aldershot 1994, t. 1, s.47-52.
83
kooperacji uczestników szeroko pojętej wymiany. Trzeba pamiętać, że częste są również
postawy dalekie od zaufania, szacunku do własnej reputacji i wręcz wrogie, z którymi próbuje
sobie radzić matematyczna teoria gier. O wręcz decydującym znaczeniu instytucji zaufania i
ogólnie – norm etycznych w ewolucji ustrojów społecznych, gospodarczych i politycznych –
mówią wiele znawcy historii Chin (rola konfucjanizmu), rozwoju handlu w średniowiecznej
Europie i analitycy wpływu etyki protestanckiej na rozwój kapitalizmu.
Większość ekonomistów zgadza się z poglądem, że rynki nie można traktować jako
coś danego z natury spraw, ale że można je wydedukować z takich naturalnych okoliczności,
w których dla każdego dobra ekonomicznego powstaje rynek. Tak sprawa przedstawiona jest
w wywodach A. Marshalla i szkoły neoklasycznej, w których mamy prostą prezentację
przecinających się krzywych popytu i podaży na homogeniczny towar. Natomiast rozważania
na temat homogeniczności towaru prowadzą do abstrakcji na granicy absurdu, podobnie jak to
jest również w odniesieniu do pojęcia konkurencji doskonałej. Zachodzi tu konieczność
niezwykle precyzyjnej charakterystyki towaru, miejsca jego występowania, daty dostawy i
stanu otoczenia w okresie transakcji. Założenia w postaci domysłów i przypuszczeń
(conjectures) odgrywają w takich analizach i próbach zdefiniowania rynków ogromną rolę.
Warto wspomnieć, że do takich analiz można jeszcze włączyć rozważania o wpływie
producentów, detalistów i projektantów na kształtowanie przyszłych rynków. Redefiniowanie
pojęcia rynku jest więc czymś oczywistym.
Rynki są zbyt istotne i szczególnie przydatne w analizach ekonomicznych, aby
traktować je w sposób prymitywny62. Wyjaśnień zjawiska jest wiele. Dość sugestywne mogą
być rozważania Carla Mengera – mistrza austriackiej szkoły subiektywnej, który korzystał z
modelu ludzkiej jednostki, obdarzonej licznymi potrzebami, różnej rangi i pilności. Dla ich
zaspokojenia jednostka tworzy w sposób inteligentny, ale jeszcze nie racjonalny, plan
działania. U podstaw tego planu leży skromny zasób wiedzy, wystarczający do posłużenia się
domysłem lub przypuszczeniem sukcesu. Racjonalne planowanie rozwija się wraz z
poszerzającą się wiedzą na temat klasy dóbr służących zaspokojeniu potrzeb, wyróżnieniu ich
krańcowych wartości (przypominam znany studentom trójkąt Mengera) i zrozumieniu istoty
ruchu okrężnego w produkcji i wymianie. Pierwotna wymiana o charakterze wzajemnego
obdarowywania się odchodzi w przeszłość lub na margines społecznych stosunków
handlowych. Powtarzające się transakcje uświadamiają zarówno konieczność ponoszenia ich
kosztów, jak i rodzą perspektywę osiągania korzyści dzięki specjalizacji, tj. wytwarzania
towarów przeznaczonych jednoznacznie na sprzedaż. W rozważaniach na ten temat trzeba już
rezygnować z ciągłego odwoływania się do postaw jednostki i korzystać z modelu, w którym
występują instytucje wspólnotowe – rodzina, ród, plemiona.
Przyjęta przez Mengera kolejność wywodów prowadziła do wniosku o ciągłości
wymiany jako nieodłącznej towarzyszce produkcji dóbr i tym samym do dość zaskakującego
wniosku, że rynek można traktować jako szczególne dobro ułatwiające wymianę. Rynek jest
więc dobrem, które zapewnia miejsce koncentracji handlu i formowania cen, a tym samym
obniża koszty transakcji rozproszonych. Dzięki istnieniu rynków dobra i usługi stają się
towarami. Można w tym miejscu zastanowić się także nad rolą pieniądza, jako szczególnego
środka ułatwiającego wymianę towarów.
Macierzowa struktura społeczna obejmuje zbiory konwencji, rutyny i procedury, które
określają i wzbogacają naszą wiedzę, pozwalając działać inteligentnie, a czasami także –
racjonalnie. W takich ramach również rynek, odgrywający rolę scenerii dla aktorów
pragnących zrealizować swoje plany dokonania wymiany, można zdefiniować następująco:
Rynek jest szczególną instytucjonalną aranżacją, składającą się z reguł i konwencji, które
62
Przypomina o tym wybitny przedstawiciel ekonomiki post-marshallowskiej Brian J. Loasby w rozprawie:
Knowledge, Institutions and Evolution in Economics, Routledge, London and New York 2001, rozdział 7, s. 112.
84
umożliwiają dokonanie wielkiej liczby dobrowolnych transferów praw własności w
regularny sposób63.
W tym miejscu pragnę zwrócić jeszcze raz uwagę na konieczność tworzenia i
korzystania z definicji pojęć pojawiających się w ekonomice instytucjonalnej. Przytoczona
wyżej definicja rynku jest jedną z kilku i nie zawsze pozwala zrozumieć istotę wypowiedzi.
Dyskusje w środowisku specjalistów naszego przedmiotu dostarczają tego typu przykładów,
zwłaszcza w tematach związanych z funkcjonowaniem współczesnych przedsiębiorstw (firm)
i ich powiązania z coraz bardziej złożonymi strukturami i instytucjami rynkowymi64. Chodzi
o pojawienie się skomplikowanych struktur hierarchicznych i układów sieciowych
tworzących szczególne rynki oraz instytucje jeszcze słabo rozpoznane i trudne do
identyfikacji. W takich okolicznościach powinna wystarczyć następująca prosta definicja:
Rynek to zbiór symetrycznych aktów wymiany, których proporcje reguluje
mechanizm cen.
Mamy tu przecież odwołanie się do ogólnej przesłanki – instytucji wymiany,
wyróżnika w postaci symetrii aktu kupna-sprzedaży i regulatora cenowego, ale codzienna
obserwacja wielkich transakcji gigantów korporacyjnych, konkurencja sieci hipermarketów i
kontraktów na rynkach kapitałowych, nie daje się wtłoczyć w ramy tak prostego schematu.
Nic przeto dziwnego, że wciąż pojawiają się dodatkowe uzupełnienia w definicji rynku, także
w postaci kolejnego zapisu:
Rynek to całokształt instytucji zapewniających strukturę relacji wymiany przy
pomocy systemu ograniczeń.
Do takich instytucji i reguł rynkowych należą prawa ochrony interesów konsumenta,
własności intelektualnej, przepisy o uczciwej konkurencji, ochrony znaków towarowych,
reklamacji, tworzenia organizacji, zasady kontroli określonych rynków a także zasad
etycznych.
W zbiorze instytucji rynkowych istotne znaczenie mają te, które ułatwiają
komunikację między uczestnikami wymiany, a zwłaszcza służą obniżaniu kosztów
transakcyjnych. Mamy także do czynienia z instytucjami ułatwiającymi prowadzenie
arbitrażu, zapewniające gotowość działań, zdobywanie edukacji społecznej, a nawet
wpływające na ewolucję gospodarki w postulowanym kierunku. Instytucje rynkowe określają
reguły konkurencji, albo też – zmiany tych reguł. W pewnym stopniu uzasadniony jest
pogląd, że konkurencja jest bardziej znacząca w warunkach systemu niedoskonałego,
ponieważ wpływa na proces opiniotwórczy i wzbogacanie zasobu wiedzy. W takiej sytuacji,
przy wstępnej akceptacji danego zbioru instytucji rynkowych, konkurencja pozwala określić,
które plany są fałszywe, bez bezpośredniego wskazania jednak na ich ewidentne braki.
Pozwoli to zachować czasowe zaufanie do kontrahentów, którzy będą działać także na rzecz
doskonalenia pewnych reguł. Z takich rozważań zrodziła się generalna kwestia – czy bez
instytucji rynku możliwe jest racjonalne planowanie gospodarcze?
Do historycznych instytucji rynkowych należy także pieniądz, który zawsze występuje
w modelach współczesnej gospodarki, jeżeli pragniemy dokonać rachunku jej efektywności.
Można to przedstawić następująco: jeśli procesy rynkowe są pewną formą dialogu, to
pieniądz jest jego językiem. Także system cen jest systemem monetarnym, pozwalającym
sprowadzać do wspólnego mianownika zbiory dwustronnych relacji wymiany. Utrwalony
system cen staje się także instytucją, konwencją niezwykle potrzebną w podejmowaniu
decyzji i wpływającą na alokacje zasobów w całym procesie ewolucji gospodarczej.
63
Por.: C. Mènard, Markets as Institutions versus Organizations as Markets? Disentangling Some Fundamental
Concepts, “Journal of Economic Behavior and Organization”, 1995, vol. 28, s. 170.
64
Zalecam poznanie fragmentów rosyjskiego podręcznika pod redakcją A. Auzana, Institucyonalnaja
ekonomika. Nowaja institucyonalnaja ekonomiczeskaja tieorija. Inra, Moskwa 2005, rozdział 4.
85
Instytucje rynkowe pomagają działać rozsądnie w warunkach powszechnej
niepewności. Nie można jednak przyjąć, że taka sytuacja wyklucza planowanie; wprost
przeciwnie – czyni je bardziej potrzebnym, nie tylko jako preludium działania, ale i część
procesu zarządzania w biznesie i całym procesie gospodarowania. Przykładowo,
wprowadzenie nowej instytucji – rezerwy – jest skutkiem doświadczenia działań w
warunkach niepewności i uświadomienia konieczności liczenia się z sytuacją, której
przewidzieć się w całości nie da. Zapasy i rezerwy mocy produkcyjnych, rezerwy finansowe,
stały się istotną częścią współczesnej gospodarki nie tylko rynkowej.
Powstanie rynków jako odpowiedź na rysującą się złożoność procesu wymiany dóbr i
usług, możliwość potraktowania rynku na podobieństwo szczególnego dobra o znacznej
analogii do pieniądza, a więc środka ułatwiającego wymianę, wszystko to nie może
przysłonić faktu, że korzystanie z dobrodziejstw instytucji rynkowych wiąże się zawsze z
odpowiednimi kosztami. W naszym wykładzie zapoznamy się z tym zjawiskiem, omawiając
teorię transakcji i przyczyny powstania i rozwoju przedsiębiorstw (firm). W tym miejscu
trzeba tylko zapamiętać, że obie instytucje – rynek i przedsiębiorstwo – są wobec siebie
częściowymi substytutami i jednocześnie dobrami komplementarnymi, funkcjonującymi
zawsze w warunkach niepewności. Oba układy służą tworzeniu i zachowaniu warunków dla
zawierania przyszłych transakcji, na podobieństwo niematerialnych i kompleksowych
aktywów, których wartość wynika z konieczności zabezpieczenia teraźniejszych zobowiązań
w nie dającej się w pełni przewidzieć przyszłości. Ostatecznie można powiedzieć, że
instytucje rynku, pieniądza i przedsiębiorstwa stanowią rezerwy, do których uciekają się
decydenci w sytuacji zagrożenia lub szansy pozyskania korzyści w świecie niepewności.
Wróćmy jeszcze do genezy instytucji rynku, stworzonej w drodze ewolucji procesu
gospodarowania. Można przyjąć, że stworzenie każdego rynku wymaga pierwotnych
nakładów inwestycyjnych. Kto dokonuje takich inwestycji? Czy w przypadku prostego,
jednorazowego aktu kupna-sprzedaży zwykłych towarów przez dwie zainteresowane osoby
organizują one odpowiednią scenerię, wyposażają miejsce w drogie urządzenia, słowem –
inwestują znaczące zasoby? Wydaje się, że jest to zasadne tylko w sytuacji wielokrotnych
transakcji, zawieranych przez silnych partnerów, liczących zwłaszcza na wielkie korzyści w
przyszłości. Rynek z jego regułami gry pozwala im liczyć na niższe koszty wymiany,
natomiast mniejsi dostawcy i nabywcy muszą liczyć się z już istniejącym rynkiem, mając
świadomość swego małego wpływu na kształtowanie jego struktury i poziomu cen.
Historia gospodarcza wskazuje na przykłady tworzenia rynków dla określonych dóbr
z inicjatywy zarówno ich indywidualnych, jak i zbiorowych producentów i nabywców. Takie
rynki powstawały także z woli władcy, potrzeb samorządu miast, interesów gildii kupieckich,
związków cechowych i silnych kompanii handlowych. Warto zwrócić uwagę na te fakty, aby
zrozumieć, że proces powstawania rynków od samego początku dzieli się na działania
prywatne i publiczne. Jeśli można rynek traktować jako szczególne dobro, to w samym
procesie rozwoju tej instytucji występuje tendencja do uznania rynku za dobro publiczne.
Wiemy, że dobro publiczne to takie, które – konsumowane przez jedną osobę – może być
jednocześnie konsumowane przez innych, podczas gdy dobro prywatne nie może być
jednocześnie konsumowane przez innych bez uszczerbku interesów jego właściciela. Państwo
i cały system prawny musi przeto włączać problematykę rynków do uprawianej polityki
publicznej. Współczesna teoria wyborów publicznych jest tego dobrym świadectwem.
Na zakończenie prezentacji instytucji rynkowych przypomnę jeszcze kilka zagadnień
dotyczących związków między funkcjonowaniem rynków i ogólną ewolucją ustroju
społeczno-gospodarczego. Zmiany w wielkości i strukturze popytu na dobra i usługi ma
oczywiście istotny wpływ na powstawanie i rozwój instytucji rynkowych. Przemiany te
zachodzą w ustroju, który podlega presji postępu naukowo-technicznego. Współcześnie
inicjatywa zdobywania nowej wiedzy spoczywa raczej poza układem rynkowym, w
86
znacznym stopniu w przedsiębiorstwach, generujących innowacje i dysponujących środkami
na badania naukowe, jak również w organizacjach państwowych i społecznych, kierujących
się motywami i interesami publicznymi. Według poglądów skrajnego darwinizmu można
uznać instytucję rynków za obszar dokonywania naturalnej selekcji planów, generowanych i
testowanych przez przedsiębiorstwa. Wielkiej dyskusji na temat niepowodzeń w działaniach
rynku i ogromnych możliwości instytucji planowania musimy poświęcić więcej miejsca.
5.2. Rynek i plan
Ogromny materiał zgromadzony przez historię gospodarczą nie pozwala przebić się
prostym twierdzeniom o istocie powiązań między tymi tytułowymi pojęciami. W naszym
kraju na przeszkodzie stoi także wciąż żywe zaangażowanie ideologów, polityków i
ekonomistów w roztrząsanie problemów transformacji ustrojowej i brak dystansu –
czasowego i emocjonalnego – do dyskusji z lat 60-ych i 70-ych na temat tzw. socjalizmu
rynkowego. W tamtych latach można było odwoływać się do jeszcze wcześniejszej dyskusji
wokół tezy Misesa o braku podstaw prowadzenia rachunku gospodarczego w ustroju
socjalistycznym. Ścierała się wielka teoria ekonomiczna z doświadczeniami i perspektywą
powodzenia wielkiego eksperymentu podjętego w Rosji przez rewolucję socjalistyczną. A
przecież od początku dziejów proces wymiany, jego podmioty i formy organizacji niezwykle
silnie wiązały się z instytucją rynku i państwa, relacjami woli rzeszy konsumentów i
wytwórców z decyzjami scentralizowanej władzy, wspartej działaniami aparatu przymusu.
Proponuję w naszych rozważaniach trzymać się prostej definicji, że plan to decyzja na
temat przyszłych działań. Klasyfikacja planów jest tak bogata, jak pojemny jest zbiór
kryteriów związanych z działaniem, tj. świadomym zachowaniem się podmiotów. Plan
gospodarczy jest przeto decyzją na temat działań gospodarczych, a planowanie – funkcją i
procesem wynikającymi z szerszego pojęcia kierowania i zarządzania. Bez trudu możemy
dokonać podziału na plany indywidualne i zbiorowe, wynikające z demonstracji woli
właścicieli prywatnych, wspólnot społecznych i władzy państwowej. Wspomniałem już o
poglądach, zgodnie z którymi planowanie traktowane jest jako etap poprzedzający akt
wymiany i początek relacji rynkowych i form powstających rynków. Zagadnienie
efektywności działań gospodarczych – indywidualnych, bezpośrednich, z wykorzystaniem
mechanizmu rynkowego lub narzuconych decyzją władzy – było zawsze i nadal jest
przedmiotem mniej lub bardziej świadomych badań. Pojawiła się ważna i dziś kwestia, która
instytucja i organizacja, rynek czy państwo, mają przewagę w rozwiązywaniu problemu
wzrostu i rozwoju społeczno-gospodarczego?
Dla uproszczenia analizy przyjmijmy prosty model, pozwalający opisać dwa systemy
gospodarki – stricte rynkowej i nakazowej. Taki model zawiera zbiór norm (taką szczególną
konstytucję), regulujących zachowania podmiotów, niezbędne dla dokonywania względnie
stabilnych transakcji wymiany. Z dużymi zastrzeżeniami przyjmuje się, że pierwszą taką
normą jest w gospodarce rynkowej utylitaryzm, jako dążenie jednostki do maksymalizacji
swoich korzyści na podstawie prowadzonej działalności produkcyjnej. W gospodarce
nakazowej ten sam utylitaryzm może być jeszcze uzupełniony maksymalizacją korzyści z
działalności nieprodukcyjnej. W obu systemach działania mają one charakter celoworacjonalny, ale odbywają się w atmosferze depersonifikacji zaufania – w gospodarce
rynkowej, lub jego personifikacji – w gospodarce nakazowej. Za wątpliwą może być uznana
kolejna norma określana jako empatia (identyfikacja uczuciowa z kimś, wczuwanie się w
położenie innej osoby), a występująca w układzie rynkowym i zmodyfikowana w gospodarce
nakazowej przez hasło: ty – mnie, ja – tobie. Jako wyraźne kryterium i norma zachowań
występuje wolność, rozumiana jako zrozumienie konieczności i kalkulacji własnych
możliwości. W gospodarce czysto nakazowej takiej normy nie ma. Jako ostatnią normę w
87
modelu przyjmuje się legalizm, rozumiany jako postępowanie zgodne z obowiązującym
prawem. W gospodarce rynkowej można przyjąć, że takie postępowanie podmiotów jest
dobrowolne; natomiast w gospodarce nakazowej występuje raczej legalizm deklarowany, ale
w praktyce maskowana postawa preferująca chęć naruszenia prawa.
Konfrontacja przedstawionego modelu z materiałem historycznym, także wspartym
analizą ilościową efektywności, nie daje jednoznacznej odpowiedzi, chociaż sukcesy
demokratycznych systemów społeczno-gospodarczych i politycznych Zachodu odsunęły w
cień przykłady sprawnego działania państw w starożytności i średniowieczu. W tych
porównaniach często zapomina się, że nigdy nie było czysto rynkowych lub w pełni
scentralizowanych układów gospodarczych, chociaż jeden lub drugi sposób gospodarowania
mógł stanowić tylko margines całego systemu. Trzeba o tym pamiętać także przy
bilansowaniu sukcesów i niepowodzeń związanych z instytucjami rynku i państwa.
Jakie niepowodzenia (w ang. failures) przypisuje się rynkowi? Dobrym punktem
odniesienia jest konfrontacja możliwych niepowodzeń z tzw. pierwszym fundamentalnym
teorematem ekonomiki dobrobytu (podanym w pracach Arrowa i Debreu), dotyczącym
takiego działania rynków, które zapewnia uzyskanie równowagi w alokacji zasobów,
określane jako optimum w sensie Pareto. Teoremat opiera się na trzech koniecznych
warunkach: 1) istnienia odpowiedniej ilości rynków; 2) pełnej konkurencji wszystkich
konsumentów i producentów; 3) wystąpienia równowagi w procesie alokacji zasobów. Jeżeli
te warunki nie występują, to mamy do czynienia właśnie z nieefektywnością i
niepowodzeniem rynku. Taka sytuacja usprawiedliwia interwencję w celu przybliżenia
alokacji zasobów do optimum Pareto. Dość łatwo dowieść, że w praktyce spełnienie każdego
z wymienionych warunków jest niezwykle trudne.
Warunek istnienia odpowiedniej liczby rynków można zredukować do sytuacji rynku
na jeden konkretny towar, który musi posiadać swoją cenę. W realnym świecie łatwo
dostrzegamy różnice między rynkami dóbr prywatnych, rynkami następstw działań
zewnętrznych (np. szkody zewnętrzne, externalities) i rynkami dóbr publicznych, gdzie
klasycznym zagadnieniem stały się rynki usług na rzecz obrony narodowej. Z warunkiem
drugim – doskonałą konkurencyjnością uczestników rynków, wiąże się wymóg generowania i
dostępności informacji, w tym pełnej wiedzy o cenach. Coraz lepiej zdajemy sobie sprawę z
trwałości zjawiska asymetrii informacji, skazującej podmioty gospodarcze na zachowania
kompromisowe i akceptowanie rozwiązań nawet dalekich od optimum. Poszukiwanie
informacji rodzi koszty i wymusza decyzje fałszywe, a dysponenci cennych informacji mogą
zająć pozycję monopolistów. Wymóg pełnej konkurencyjności aktorów sceny rynkowej
oznacza także postulat traktowania ceny rynkowej jako daną, na którą aktor nie może
wpłynąć w znaczący sposób (sytuacja określania jako price takers). Niełatwo też dowieść
możliwości istnienia długookresowej równowagi w gospodarce, w której rozwój przemysłu
zagraża środowisku i przynosi zanieczyszczenia, wzajemne szkody producentom, nie
eliminuje naturalnych monopoli i nie pozwala racjonalnie określić wybory w sektorze
publicznym.
Jak widzimy, słabości rynku powodujące nieefektywną alokację zasobów, generują
próby interweniowania państwa we wszystkich trzech obszarach – liczebności rynków, ich
konkurencyjności i osiągania równowagi. Plany – decyzje poprawienia zbioru rynków
obejmują, np. zmiany obciążeń podatkowych lub subsydiów, ustalenie praw własności oraz
regulacje cenowe, przynoszą mnożnie się rynków. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na
niezwykle trudne zadanie urynkowienia takich sektorów, jak obrona narodowa, oświata i
ochrona zdrowia, gdzie mamy do czynienia z dobrami publicznymi. Warunek kreowania ceny
rynkowej znajduje się w sprzeczności z kulturą, a rachunek gospodarczy w tych sprawach
może mieć charakter antyhumanitarny. Interwencja państwa w poprawę konkurencyjności,
ustawy antymonopolowe, pomoc w uzyskiwaniu wolnego dostępu do informacji, uzależniona
88
jest w pierwszym rzędzie od samego charakteru organizacji państwa. Państwo totalitarne
zachowuje się inaczej niż państwo demokratyczne, a przecież zawsze działają one w różnych
systemach stosunków międzynarodowych. Z pokorą trzeba przyjąć brak jednoznacznie
słusznych doktryn określających pojęcie, wymóg i sposób realizacji równowagi gospodarczej.
Historia nie uwzględniła w pełni tego faktu i zgromadziła wiele przykładów świadomej i
planowej ingerencji władzy w procesy wymiany. Doktryna socjalistyczna zainspirowała także
wielki eksperyment zbudowania systemu społeczno-gospodarczego bez instytucji rynku. Na
ten temat warto powiedzieć nieco więcej, posługując się pewną hipotezą socjalizmu
rynkowego.
*
Zwolennicy ortodoksyjnego marksizmu mają prawo dopatrzeć się w określeniu
socjalizm rynkowy pewnej sprzeczności. W ich modelu socjalizm jest ustrojem, w którym
rynek nie występuje jako kategoria związana z instytucją własności prywatnej i przede
wszystkim z wszechpotęgą pieniądza. Nie było w tym modelu także instytucji państwa, jako
aparatu ucisku klasy posiadającej. Leżące u podstaw socjalizmu społeczna własność środków
produkcji i stosunki produkcyjne wykluczające wyzysk, pozwalają ominąć pośrednictwo
rynku w racjonalnej alokacji zasobów. Ortodoksja musiała jednak zmodyfikować swoją
generalną koncepcję po załamaniu się programu światowej rewolucji socjalistycznej i
podjęciu eksperymentu radzieckiego – budowy tego ustroju w ramach tylko Rosji i z
wykorzystaniem szczególnego typu instytucji, a mianowicie państwa dyktatury proletariatu.
Od 1918 r. doktryna i praktyka ekonomii marksistowskiej borykają się z wielkim problemem
rachunku gospodarczego, poszukując oryginalnych sposobów sprowadzenia do wspólnego
mianownika wszystkich jego elementów, bez uciekania się do żywiołu rynkowego i jego
niewidzialnej ręki.
Historia radzieckiej myśli ekonomicznej odnotowała kilka etapów budowy zrębów
gospodarki socjalistycznej. W okresie euforii rewolucji bolszewickiej (1918-1920) system
tzw. komunizmu wojennego zapewnił repartycję skromnych zasobów, wprawdzie bez
uciekania się do rynku i pieniądza, ale z bolesnymi skutkami dla głodującego społeczeństwa.
Trzeba było tymczasowo (jak twierdziła władza) dopuścić żywioł rynkowy, sterowany w
ramach Nowej Polityki Ekonomicznej (1921-1928), aby następnie przejść do realizacji
wielkich programów uprzemysłowienia już w ramach centralnego planu. Utrwalony wzorzec
radziecki został po II wojnie światowej narzucony krajom tzw. demokracji ludowej, i przejęty
w Chinach i na Kubie. Wskaźniki statystyczne wzrostu gospodarczego w tych krajach
wspierały tezę o decydującym znaczeniu planowania, natomiast wciąż niska stopa życiowa
wymuszała poszukiwania instrumentów doskonalszego rachunku i efektywniejszej alokacji
zasobów. W latach 60-ych pojawiają się koncepcje socjalizmu rynkowego, postulujące
reformę systemu bez istotnego naruszenia zasad ustroju.
W nagłośnionej przed wojną dyskusji na temat rachunku ekonomicznego w
socjalizmie uznanie zdobył Oskar Lange, głoszący tezę o racjonalizacji ceny ustalanej przez
centralnego planifikatora i o możliwości trafnego prognozowania celów wzrostu i rozwoju
przez taką instytucję. Lange należał do czołówki polskich ekonomistów, którzy pragnęli
rozwijać doktrynę marksizmu w sposób twórczy i z wykorzystaniem osiągnięć także jej
przeciwników. Dobrym przykładem była koncepcja przedstawiona przez Włodzimierza
Brusa, który dowodził możliwości racjonalnej alokacji zasobów, pod warunkiem
decentralizacji samego systemu65. Centralny planifikator nie powinien ustalać drobiazgowych
zadań przedsiębiorstwom, ingerować bezpośrednio przy pomocy nakazów i zakazów i
posługiwać się cenami zniekształcającymi nakłady i efekty. Informacja cenowa płynąca z
rynków towarów, świadczenia pracy i kapitału, działających w warunkach wymiany między
65
W. Brus, Ogólne problemy funkcjonowania gospodarki socjalistycznej, PWN, Warszawa 1961.
89
samodzielnymi podmiotami, pozwoli wmontować do gospodarki socjalistycznej znacznie
doskonalszy system cen.
Echa tych dyskusji znajdujemy nie tylko w źródłach historycznych z okresu PRL, ale
także w aktualnych poszukiwaniach trafniejszych relacji między planami strategicznymi
władzy III RP i burzliwie zmieniającymi się strukturami rynkowymi. Likwidacja centralnego
planifikatora i całego systemu gospodarki nakazowej nie oznaczała uproszczenia zbioru
problemów racjonalnej alokacji zasobów i przybliżenia się do równowagi w sensie Pareto.
Problem relacji rynek-plan pojawia się z nową siłą wraz z burzliwym wzrostem
potencjału gospodarczego Chin po odejściu od strategii kreowanej przez Mao. Nie rezygnując
z programu budowy ustroju socjalistycznego, kierownictwo Komunistycznej Partii Chin
dopuściło prywatne siły rynkowe do względnie swobodnych działań. Powstały zalążki co
najmniej trzech form prywatnej gospodarki rynkowej, wciąż jeszcze wkomponowanych i
tolerowanych przez władze komunistyczne, ale odzwierciedlających trzy różne podejścia. Oto
krótka ich charakterystyka66.
Pierwsza forma to kapitalizm rynkowy, którego teza podstawowa głosi, że pojawiające
się rynki są właściwą strukturą dla powstawania prywatnego biznesu. To zjawisko zrodziło
się ze wzrostu społecznego rozwarstwienia w okresie transformacji socjalizmu i konieczności
zastąpienia państwowej redystrybucji przez mechanizm rynkowej koordynacji. Niezależne
podmioty gospodarcze budują między sobą poziome sieci handlowe, rozwijając strefę
prywatnego biznesu. Istotne znaczenie ma doświadczenie zawodowe i rynkowe prywatnych
przedsiębiorców, którzy stanowią już klasę właścicieli nie tylko intelektualnego kapitału.
Druga forma nazwana została kapitalizmem klientelistycznym, od pojęcia klienci
określającego osoby nieformalnie, ale trwale powiązane z możniejszym partnerem,
zapewniającym słabszym pewną osłonę. Tezą wyjściową jest przeto wiara w siłę więzi
(symbiozy) między lokalnymi urzędnikami państwowymi z prywatnymi przedsiębiorcami.
Stanowi ona główną wytyczną w działaniach prywatnych przedsiębiorców. Jako wzorzec
powiązań uznaje się pionowe powiązania między patronami (urzędnikami) i klientami
(prywatnymi przedsiębiorcami). W tym układzie koneksje polityczne i relacje towarzyskie są
podstawą spójności tej warstwy społecznej.
Wreszcie forma trzecia określona mianem kapitalizmu familijnego (family-kinship
capitalism) opiera się na fundamencie twierdzenia, że tradycja chińska zawsze uznawała
strukturę rodzinną, więzi krwi, za glebę, z której wyrosły prawa własności prywatnej.
Podobnie powstawały dominujące formy organizacyjne prywatnego biznesu, zobowiązań i
zaufania. Wzorcem więzi są sieci oparte na pokrewieństwie lub głębokiej przyjaźni. Małe i
średnie firmy są najczęściej przedsiębiorstwami rodzinnymi.
Obserwacja gwałtownej ekspansji gospodarczych Chin nie potwierdza jeszcze
kardynalnej sprzeczności między centralnym planowaniem i efektywnym działaniem
mechanizmu rynkowego. Mamy do czynienia z jeszcze jednym wyzwaniem pod adresem
wciąż nowych doktryn społecznych i ekonomicznych.
5.3. W gąszczu struktur instytucjonalnych
Zrozumienie istoty powiązań między rynkiem, jako instytucją i organizacją, a
pozostałymi składnikami systemu społeczno-gospodarczego jest w naszych czasach
niezwykle trudne. Znajdujemy się bowiem w prawdziwym gąszczu przecinających się
płaszczyzn o wysoce złożonych strukturach. Na potrzeby tego wykładu ograniczymy się do
wyjaśnienia niektórych procesów i układów, eksponowanych w najnowszych publikacjach
ekonomiki instytucjonalnej. Bez nadmiernej troski o precyzję rozgraniczenia tych zagadnień
66
Korzystałem z informacji w Internecie, zawartej w krótkiej notatce: Y. Bian, Z. Zhang, China`s Private
Economy: Sociological Views. November 2001.
90
proponuję ująć je w dwa podrozdziały poświęcone kolejno zagadnieniom ekspansji instytucji
wymiany i rynków oraz trudnym problemom zjawiska i różnorodności takich form jak sieci.
5.3.1. Wyzwania okresu ekspansji wymiany rynkowej
Podręczniki, encyklopedie i słowniki nauk ekonomicznych zawierają coraz więcej
haseł pochodzących od pojęcia rynek. Przykładowo, w jednym z powszechnie używanych
słowników występuje hasło główne rynek, zdefiniowane jako sfera wymiany towarowej
związanej z wywieraniem wzajemnego wpływu sprzedawców i nabywców, co kształtuje
ogólną podaż i popyt, a także ustala poziom cen, wsparty zwięzłym omówieniem zbioru
pomocniczych haseł i uzupełniony następującymi oddzielnymi hasłami kolejnych rynków:67
elektroniczny, kapitałowy, kierowany zleceniami, konkurencyjny, konsumpcyjny, nabywcy,
zrównoważony, pierwotny, pracy, próbny, sprzedawcy i wytwórcy, usług transportowych,
wtórny. Dalsze pochodne hasła to: rynkowa ekonomika, rynkowa gospodarka socjalna,
rynkowa nisza, rynkowa równowaga, rynkowe informacje, rynkowy mechanizm, rynku
analiza, rynku badanie, rynku formy, rynku funkcje, rynku niedomogi, rynku rozprężenie i
rynku segmentacja. Jak, widzimy, potrzebne są tu liczne klasyfikacje, które mogą powstać
tylko we współdziałaniu wielu specjalistów. W naszym wykładzie możemy ograniczyć się do
raczej ogólnych grup takich haseł, poręcznych w analizie zjawiska nieporadności, czy też
niedomogów lub słabości (ang. market failures) instytucji rynku w rozwiązywaniu pewnych
problemów społecznych. W tym przypadku korzystne będzie przypomnienie już
prezentowanego zagadnienia budowy tzw. gospodarki rynkowej.
Przykłady nieporadności rynku, albo raczej mechanizmu rynkowego w aspekcie jego
efektywności i społecznej akceptacji (well-being), występują przy próbach zastosowania
neoklasycznego rachunku typu nakłady-efekty, w jego ilościowym ujęciu, do polityki w
dziedzinie obrony narodowej, oświaty i opieki zdrowotnej. Przedstawię tu treść krótkiego
artykułu zachodnioeuropejskich przedstawicieli ekonomiki instytucjonalnej68.
Autorzy analizują ogólny proces ekspansji i klarowania się rynków, budują prosty
model relacji rynek-społeczeństwo (rys. 5.1.), który pozwala im omawiać ich trzy różne
ujęcia, aby następnie pokazać możliwe efekty zmian (np. reform) tych relacji na sytuację
(pomyślność) w dziedzinie opieki zdrowotnej. Czytając te rozważania radzę porównywać je z
naszymi dyskusjami o polityce ochrony zdrowia.
67
Por. Nowy słownik ekonomiczny przedsiębiorcy. Wyd. VIII rozszerzone, Znicz, Warszawa 2004.
W.Dolfsma, J.Finch, R. McMaster, Market and Society: How Do They Relate, and How Do They Contribute
to Welfare?, “Journal of Economic Issues”, 2005, nr 2, s. 347-356.
68
91
RYNEK
SPOŁECZEŃSTWO
1. SEPARACJA
SPOŁECZEŃSTWO
2. ZANURZENIE
RYNEK
R Y N E K
3. NIECZYSTE
R y s. 5.1. Trzy ujęcia relacji: społeczeństwo-rynek.
Pierwsze ujęcie relacji rynek-społeczeństwo nazwane zostało separacją i odpowiada
poglądowi lansowanemu w doktrynie Walrasa, czystej teorii ekonomicznej, dwóch prawie
izolowanych układów, mających tylko jeden punkt styczny. Drugie ujęcie pokazuje
zanurzenie (embedded) rynku w szeroko rozwiniętym społeczeństwie. Można twierdzić, że
tak ujmował zagadnienie Keynes, lansując tezę o regulowaniu rynku przez państwo także w
interesie dobrobytu społeczeństwa. Państwo ma tu charakter instytucji przymusu, a rynek jest
nośnikiem wolności. Wreszcie ujęcie trzecie traktuje rynek nie jako czysty twór, lecz
zanieczyszczony (impure) elementami nierynkowymi. Odpowiada to m.in. koncepcjom
Hodgsona, teorii kontraktowania i przede wszystkim zasadzie holizmu, całościowemu
traktowaniu układów instytucjonalnych. W tym układzie granice zbiorów rynek i
społeczeństwo są rozmyte, a wszelkie działania reformatorów mogą układać się w orientację
prorynkową lub prospołeczną, w zależności od motywacji władzy politycznej. Kategoria
dobrobyt może być sprowadzona do wymiarów materialnych, ilościowych, podczas gdy
pojęcie pomyślność preferuje wartości socjokulturalne.
Analiza polityki w dziedzinie ochrony zdrowia, przedstawiona bardzo zwięźle na
przykładach brytyjskich i holenderskich, prowadzi do wniosku, że reformy są niezwykle
trudne i że raczej powinno być wykorzystywane ujęcie trzecie. Oznacza to preferowanie
pojęcia pomyślność, a nie dobrobyt, a więc i model reform traktujący z całą powagą
złożoność relacji rynek-społeczeństwo.
*
Zacznijmy od procesu integracji gospodarczej, znanego od dawna, ale współcześnie
analizowanego z bardzo różnych pozycji. W ekonomice instytucjonalnej wiele miejsca roli
tego procesu poświęcił znany już nam O.E. Williamson, skupiając uwagę na integracji
pionowej, polegającej na łączeniu przedsiębiorstw i całych gałęzi produkcji surowcowej z
przedsiębiorstwami ich przetwarzania. Integracja pionowa w ramach przedsiębiorstwa może
92
polegać na łączeniu kolejnych faz wytwarzania i zbytu danego produktu, a więc faz:
surowcowej, wytwarzania komponentów (półproduktów i produktów pośrednich),
montowania (elaboracji) i dystrybucji gotowego wyrobu. Jeżeli integracja pragnie scalić fazę
surowcową z wytwarzaniem komponentów, to określa się ją jako integrację pionową
skierowaną wstecz; jeśli fazę półproduktów i montażu – to integrację pionową wprzód.
Analiza przyczyn, przebiegu i skutków integracji pionowej może wnieść wiele do
zrozumienia ogólnego procesu alokacji działalności gospodarczej między układy
przedsiębiorstw, rynków i organizacje mieszane – hybrydowe.
Wśród przyczyn integracji pionowej najwyraźniej obserwowany jest tzw. determinizm
technologiczny, a więc porządek działań narzucony przez konkretną technologię
wytwarzania. Dla przedsiębiorstwa oznacza to zwykle konieczność podjęcia decyzji: zakupić
czy wytwarzać u siebie. Potrzebny jest odpowiedni rachunek porównawczy kosztów
sięgnięcia do potencjału rynkowego i nakładów na rozszerzenie swoich zdolności
produkcyjnych lub organizacji własnego aparatu dystrybucji.
Przyczyny integracji pionowej tkwią także w kosztach transakcyjnych, na które istotny
wpływ wywiera tzw. specyficzność aktywów. Pojęcie to wiąże się z podziałem inwestycji na
inwestycje ogólnego i specjalnego przeznaczenia. Te drugie wymagają zaangażowania
aktywów, a więc: zasobów pracy o szczególnych kwalifikacjach, maszyn i urządzeń nieraz
unikatowych, uwzględnienia specyfiki lokalizacji i przeznaczenia. Specyfika aktywów, a
raczej stopień ich specyficzności, ma wpływ na wewnętrzne koszty biurokratycznego
zarządzania w przedsiębiorstwie i tym samym także na jego strukturę, a ostatecznie – na
wybór uwzględniający komparatywne koszty produkcji i zarządzania. Efektywne granice
integracji pionowej, czyli odpowiedź na pytanie – produkować czy kupować? – można
wyznaczyć dość prosto. Osią analizy może być ciąg etapów produkcji opartej na danej
technologii. Etap surowcowy – zagadnienie integracji wstecznej – można pominąć. Etap
dostawy komponentów i montażu produktu końcowego ma wyraźne granice, przeprowadzane
między komponentami własnej produkcji i kupowane od dostawców zewnętrznych. W
przypadku integracji wprzód etap dystrybucji znajdzie się w granicach firmy.
Cały proces integracji pionowej w gospodarce jest ważnym obiektem oddziaływania
polityki, zwłaszcza związanej ze zwalczaniem zmowy wielkiego biznesu i praktyk
monopolistycznych. Regulacje prawne w tej dziedzinie ulegają dość częstym modyfikacjom
pod wpływem konfliktów i prowadzonych procesów sądowych. W Stanach Zjednoczonych
uczyniono wiele dla określenia ilościowych limitów kontroli rynków przez łączące się
korporacje.
Krótko trzeba wspomnieć o integracji poziomej, w której występuje łączenie
przedsiębiorstw jednej branży i koncentracja zasobów, zmieniające strukturę rynków i układ
konkurencyjny. Przypomnijmy w tym miejscu wykłady z mikro i makroekonomii na temat
monopolu, monopsonu, bilateralnego monopolu i oligopolu. Każde z tych zjawisk wpływa na
organizację i struktury rynkowe, a w konsekwencji na ogólny proces alokacji zasobów, stopę
koncentracji siły oddziaływania i efektywność działania podmiotów gospodarczych. Nie
można także zapominać o strukturach tworzonych ze względów lokalizacyjnych, interesów
regionalnych i działań podejmowanych przez politykę integracji stosunków
międzynarodowych.
W tym miejscu proponuję kolejny raz skorzystać z uogólnienia procesu historycznego
wymiany rynkowej dla uzmysłowienia faktu równoległego istnienia, ale przy zmieniającym
się układzie sił i znaczenia, pięciu typów rynków, stanowiących łącznie wielki układ
społeczno-gospodarczy oparty na instytucji wymiany. Omawiane typy pojawiały się w miarę
rozwoju społecznego podziału pracy i tym samym – rozszerzania się procesu wymiany dóbr i
usług oraz odchodzenia od wymiany personalnej do wymiany między uczestnikami nie
znającymi się.
93
Pierwszy typ – otwarty rynek publiczny – sięga korzeniami do sporadycznych aktów
wymiany między wytwórcami i konsumentami, ale wciąż uprawiany jest na ulicach naszych
miast. Ten drobny handel nie wymaga dużych nakładów na zdobywanie informacji,
umożliwia targowanie się o niższą cenę, nie podnosi kosztów związanych z użytkowaniem
terenu i może mieć charakter poczynań typowych dla szarej strefy, bowiem handlujący
obchodzą zwykle przepisy o podatkach i opłatach na rzecz miasta. Państwo nie musi być
gwarantem interesów handlujących stron, aczkolwiek powinno dbać o zachowanie ogólnego
porządku prawnego.
Drugi typ – sklepy rzemieślnicze – nawiązują do tradycji Średniowiecza, zasad
przyjętych przez organizacje cechowe i surową etykę zawodową. Istniejące i dziś sklepy
towarów rękodzielniczych i artystycznych cieszą się dobrą renomą, koszty zdobywania
informacji są dość niskie, opinia o właścicielu najczęściej jest dobrze znana i jest on
wiarygodny, ma zapewnioną opiekę państwa jako płatnik podatków. Dodatkową gwarancję
może zapewnić członkostwo w cechu lub stowarzyszeniu. Targowanie się o cenę ułatwia fakt,
że sprzedawca jest jednocześnie producentem towaru. W przypadku handlu dziełami sztuki
relacje stron mogą mieć charakter powiązań personalnych.
Z tradycji organizowania jarmarków wyrasta trzeci typ rynków – targi – coraz szerzej
wykorzystywane dla zorganizowanej wymiany w handlu hurtowym i dla zawierania
kontraktów między wielkimi dostawcami i zrzeszeniami konsumentów. Wprawdzie koszty
związane z opłatami za miejsce i czas są wysokie, ale nakłady na zdobywanie informacji o
alternatywnych źródłach obniża fakt łatwego kontaktu stron. Dobry organizator targów
gwarantuje w znacznym stopniu jakość dostarczanych towarów, bezpieczeństwo uczestników
i nawet standaryzację procedur zawierania kontraktów. Niektóre imprezy targów mają
patronat państwa.
Czwarty typ – giełdy towarowe – pozwalają dzięki standaryzacji towarów i procedur
obniżać koszty transakcji, jak również zawierać umowy o dostawę w określonej przyszłości
.wielkich partii towaru. Komisje giełdowe dbają o reguły gwarantujące ochronę interesów obu
stron, sięgając nawet po kary, np. usunięcia z giełdy nieuczciwych kontrahentów. Pomoc ze
strony państwa może wyrażać się w udzielaniu licencji, dostępu do giełdy uznanych
zawodowych pośredników i wysokiej klasy producentów.
Ostatni typ pojawił się stosunkowo niedawno jako wielkie domy towarowe –
uniwersalne jeśli chodzi o asortyment i określane coraz częściej jako supermarkety. Nie ma
tam zwyczaju targowania się o cenę i ponoszenia kosztów zawierania kontraktu. Dyrektorzy
tych placówek handlu są gwarantami jakości towarów i ochrony klientów. Funkcjonowanie i
gwałtowna rozbudowa sieci supermarketów w naszym kraju przynoszą liczne sygnały także o
ujemnych stronach tego typu rynków, zwłaszcza w dziedzinie zatrudnienia ich obsługi. Wiąże
się to z coraz powszechniejszym zjawiskiem rozbudowy sieci handlowych.
Wyżej omówione typy i struktury rynkowe – formalne i nieformalne – są powiązane
silnie z drugim wielkim układem społeczno-gospodarczym – działających przedsiębiorstw, o
równie bogatych strukturach instytucjonalnych i organizacyjnych. Ze względu na ogromną
rolę w kierowaniu i zarządzaniu w tych układach, zwłaszcza w wielkich korporacjach,
eksponowane jest pojęcie hierarchia. Zapożyczony z antycznej greki (hier- potężny, arch –
główny, naczelny) wyraz hierarchia oznacza układ złożony z warstw (stopni)
uporządkowanych według ich zależności, jako niższe i wyższe. Ponieważ typowy schemat
przedsiębiorstwa wskazuje wyraźnie linię kierowania (command) od góry do dołu, od
dyrektora, przez kierowników działów do najniżej uplasowanej warstwy pracowników firmy,
zwrócono uwagę na przyczyny takiej hierarchizacji struktury organizacyjnej tej instytucji i na
efektywność jej funkcjonowania. Pojawiły się interesujące koncepcje.
O przyczynie wprowadzenia hierarchii do przedsiębiorstwie można mówić, odwołując
się do Adama Smitha i jego opisu manufaktury produkującej szpilki, zorganizowanej na
94
podstawie podziału procesu wytwórczego i specjalizacji robotników. Nie ma jednak w tym
opisie podkreślenia roli właściciela – jednocześnie menedżera i przełożonego tych
robotników. Może więc hierarchia jest potrzebna dla zabezpieczenia władzy, kontroli
właściciela nad najemnymi pracownikami i utrzymaniu ich dyscypliny? W pełni
zadawalającej odpowiedzi do tej pory nie znaleziono.
Hierarchia w organizacji przedsiębiorstwa potrzebna jest jednak w celu podniesienia
efektywności i z tego punktu widzenia istotne są konkretne relacje własności na stanowiskach
zajmowanych w przedsiębiorstwie. Wyodrębnia się trzy wzorce (style, modes) takich
relacji:69
1. Styl przedsiębiorcy (entrepreneurial modes), kiedy każde stanowisko pracy
stanowi własność jego operatora. Przykład historyczny stanowiła manufaktura
nakładcza i zajmująca współcześnie peryferie gospodarcze produkcja chałupnicza.
2. Styl własności kolektywnej (collective ownership), kiedy stanowiska robocze
należą do całej grupy pracowników. Mogą być stosowane dwa warianty działań:
a) wspólna produkcja – indywidualny dochód; b) wynagrodzenie za średni
produkt całej grupy.
3. Styl kapitalistyczny (capitalist modes), w warunkach pełnej własności prywatnego
pracodawcy, który może wprowadzić zasadę kontraktowania wewnętrznego lub
korzystać z realnej władzy w formie kontraktu z najemnym pracownikiem.
5.3.2. Sieci w architekturze współczesnego rynku
Instytucjonalny opis struktury współczesnej gospodarki został współcześnie
wzbogacony o nowy składnik, jakim jest sieć (network), luźna forma organizacyjna
przedsiębiorstw, głównie sektora prywatnego, sięgająca do tradycji tworzenia grup
partnerskich i aliansów, ale gwałtownie rozwijająca się dzięki rewolucji naukowotechnicznej.
Stosunki partnerskie są koniecznością w prowadzeniu badań podstawowych z myślą o
korzyściach w obu sektorach i ze względu na angażowanie ogromnych kapitałów.
Przełomowe znaczenie dla organizacji sieci miała jednak komputeryzacja, dyfuzja technologii
informacyjnej i powstanie światowej sieci Internetu. Powstały oryginalne struktury tzw.
elektronicznego handlu (e-biznesu) i rozległe sieci firm elektronicznych. Można także z
przekonaniem powiedzieć, że organizacja sieci jest udaną odpowiedzią na wzrost
niepewności, pogorszenie przejrzystości (transparencji) układów i tym samym
przewidywalności skutków podejmowanych decyzji (planów). Mamy także do czynienia ze
sprzężeniem zwrotnym – wzrost udziału organizacji sieciowych w obrotach handlowych
pozwala im wpływać na koniunkturę i tradycyjne struktury rynkowe. Powstały globalne sieci
biznesowe i strategiczne alianse wielkich korporacji. W systemach gospodarki otwartej sieci
łączą strategie konkurencji z kooperacją, mogą optymalizować elementy organizacji
rynkowych z hierarchicznymi i w sposób niezwykle elastyczny reagować na wyzwania
otoczenia.
Dobrą orientację w realiach współczesności, w gąszczu wszelakich struktur, ułatwia
teoria grafów i teoria gier. Korzystając z niektórych twierdzeń tych dyscyplin naukowych,
popatrzmy na zjawiska sieci społeczno-gospodarczych, zwłaszcza w przestrzeni instytucji
rynkowych.70 Najpierw rzuca się w oczy możliwość porozumienia się na gruncie obu teorii
między środowiskami bardzo różnych specjalistów. Wszak sieć skupia uwagę na strukturze,
opisując splot powiązań aktorów, ról i pozycji, pozwalających grać sztukę (działanie) i ją
69
O.E. Williamson, op. cit., s. 221-5.
Por.: hasło „Networks” w Encyklopedia of Social Theory, Routledge, London 2006, s. 294-6. Autor – Dirk
Baecker.
70
95
powtarzać (reprodukować). W ten sposób podstawową koncepcją teorii sieci jest wyjaśnianie
więzi (połączeń), która utrzymuje, zmienia, generuje i kontroluje tożsamość (identity) pewnej
całości. Taką koncepcję możemy wykorzystywać w sieciach łączących w całość tak
różnorodne elementy, jak instytucje, role, ideologie, indywidualności. Całość – sieć ma
zdolność samoczynnego reprodukowania się i funkcjonowania bez konieczności pełnego
rozumienia swego miejsca i roli przez poszczególne elementy. Nie oznacza to jednak
eliminacji zakłóceń, jeśli pewne składniki (bloki elementów) osłabią zasady dyscypliny jako
spoiwa wspólnoty interesów.
Tożsamość i samokontrola stanowią podstawę skutecznego funkcjonowania każdej
sieci. Analiza powiązań (łączy) elementów sieci i sprawności jej węzłów skierowana jest na
wykrywanie wąskich przekrojów w przepływie informacji i możliwości jej przetwarzania,
jak również wykrywania obejścia w przypadku zerwania łączeń lub eliminacji pewnego
węzła. W naszych kontaktach z informatykami dostrzeżemy podobną troskę o wysoką
sprawność sieci komunikacyjnych, internetowych i gospodarczych. Liczne przykłady
korzystania z teorii sieci dostarcza działalność wszelkich organizacji, zwłaszcza kiedy
przekraczają one formalne granice i daje znać o sobie stopień utraty wolności ich członków.
Na zakończenie tych uwag trzeba dodać, że w sieciach występują zawsze dwie ostro
zarysowane cechy – pierwsza to samoidentyfikacja, utożsamianie się, upodabnianie się (selfsimilarity); druga – oczywista, że liczba aktorów w sieci nie może być mniejsza niż trzy.
Kompleksowe badania nad zjawiskiem wielowymiarowych sieci prowadzone są w
ramach doktryn kreślących wizje tzw. społeczeństwa informatycznego lub społeczeństwa
wiedzy. Lansowane są pewne uogólnienia, swoiste prawa wartości interaktywnych sieci,
sformułowane przez wybitnych specjalistów pracujących w wielkich korporacjach. Oto trzy z
takich praw: Sarnoffa – wartość sieci jest proporcjonalna do liczby użytkowników; Metcalfe`a
– wartość sieci rośnie w stosunku do kwadratu liczby użytkowników; Reeda – wartość sieci,
w warunkach otwartej i równej wymiany informacji, rozszerza się (scales) w postępie
geometrycznym (exponentially) wraz z rozmiarami sieci.
W tym miejscu warto podać parę przykładów funkcjonowania współczesnych sieci
gospodarczych. Ciekawy jest przykład działalności globalnej sieci marketingowej Amway
Corporation. Twórcami sieci byli dwaj młodzi amerykańscy menedżerowie Rich DeVos i Jay
Van Andel, którzy przed 40. laty zaczęli w praktyce realizować hasło: pomożemy każdemu
wystartować w biznesie i sprzedawać produkty wysokiej jakości, dając innym szansę czynić
to samo. Uruchomiono w ten sposób prawdziwą lawinę. W 2010 r. Amway odnotował obroty
sięgające 9 mld USD, uzyskane przez członków sieci (zawsze posiadających własną
osobowość prawną) działających na wszystkich kontynentach. Kontroluje sprzedaż 450 dóbr i
usług, zatrudniając w centrali relatywnie skromny personel naukowców i fachowców od
marketingu. Źródłem sukcesu jest strategia pozyskiwania członków sieci i ich kształcenia pod
warunkiem wzajemności w postaci przejęcia roli nauczyciela dla kolejnych członków (zasada
learning and teaching) i przekazywania w górę (do centrali) swoich doświadczeń. Od roku
1992 działa i u nas Amway Polska, legitymując się w 2009 roku obrotem ok. 138 mln PLN.
Oryginalny jest natomiast przykład poczynań innej sieci rozwiniętej przez działający
od 150 lat w przemyśle elektromaszynowym koncern i holding o niemieckim rodowodzie
Siemens AG. Od paru dziesięcioleci koncern ostro redukuje zestaw branżowy, ogranicza
rozmiary sprzedaży i zatrudnienia (z poziomu 60 tys. osób). W nowej strategii obowiązuje
zasada skupienia wysiłku na wykorzystaniu podstawowych kompetencji firmy i
uwzględnieniu trendów w postępie technicznym, odczytywanych jako postulat: sprytne
maszyny potrzebują sprytnych robotników.
Coraz atrakcyjniejsze mogą okazać się badania empiryczne nad funkcjonowaniem
niektórych sieci w Polsce. Tutaj zasygnalizuję tylko nagłośnione przez masmedia informacje
o dynamice wielkich sieci handlowych rozwijanych przez polski i międzynarodowy kapitał.
96
W Europie Środkowowschodniej pierwszą dziesiątkę sieci handlowych kontroluje
kapitał zachodni, a tylko 9. miejsce pod względem wielkości obrotów w 2005 r. zajmuje firma
węgierska. Polska sieć handlowa Lewiatan plasuje się w regionie na 16. miejscu. Niemiecki
koncern REWE, działający od 1927 r., a w Polsce od 1991r., ma u nas sieć 22 supermarketów
i 10 marketów Billa oraz Selgros. Koncern zatrudnia w Polsce 5,5 tys. osób i miał w 2005 r.
obrót oszacowany na 565 mln euro W Europie grupa REWE zatrudnia 260 tys. ludzi i posiada
ok. 12 tys. marketów. Planuje nowe inwestycje w Rosji i Polsce.
W 1994r. powstała Polska Sieć Handlowa Lewiatan, jako organizacja zrzeszająca
kupców prowadzących działalność handlową. Jako cel strategiczny przyjęto budowę
zintegrowanej sieci sklepów spożywczych, działającą na zasadzie franszyzy, a więc
oferowaniu kompleksowego modelu działalności sklepu, możliwości posługiwania się
znakami towarowymi sieci i dostępu do jej zasobów wiedzy i pomocy technicznej. Lewiatan
zrzesza już ponad 1200 placówek handlowych, ma dynamicznie działającą centralę we
Włocławku i regionalne spółki operatorskie.
Sieci ekonomiczne, technologiczne i społeczno-kulturalne trzeba traktować jako
mechanizmy napędowe rozwoju ludzkości. Różnego rodzaju powiązania międzysieciowe,
wynikające np. z procesów integracji pionowej i poziomej lub z konkurencji, formułują
wnioski i postulaty pod adresem władz na szczeblu lokalnym, krajowym, regionalnym oraz
globalnym. Stanowią także przedmiot troski instytucji prawnych i politycznych, jako źródło
konfliktów i generator zjawisk nie mających precedensu w tradycji i historii. O sieciach
można mówić także jako instytucjach ulokowanych między dwoma wielkimi układami –
państwem i rynkiem, jak również jednym z możliwych składników form hybrydowych.
W różnych dyskusjach relacje między rynkiem i państwem sprowadzane są najczęściej
do relacji: przymus-wolność, co jest wyraźnym uproszczeniem, jeżeli będziemy pamiętać o
roli instytucji prawa i rozgraniczeniu instytucji własności na prywatną i publiczną. Można
dowieść, że wiele instytucji nie leży między państwem i rynkiem, ale jest po prostu
instytucjonalnym wariantem państwowości. Błędne jest także utożsamianie państwa ze źle
funkcjonującym przedsiębiorstwem. W rozważaniach nad tymi obszarami macierzy
instytucjonalnej dobrze jest rozróżniać instytucje wewnętrzne i zewnętrzne obu układów –
rynku i państwa. Zewnętrzne służą ochronie lub zmianie instytucji wewnętrznych, przy czym
mogą one mieć charakter polityczny i społeczny i nie muszą być organizacjami. Bogactwo
takich instytucji obejmuje m.in. towarzystwa, fundacje, zrzeszenia wolnych zawodów itp.
Instytucje hybrydowe stanowią mieszaninę cech instytucji państwowych, społecznych
i rynkowych, szczególną formę administracji, w której układ sił jest zmienny. Niekiedy
interesy partnerów układają się symetrycznie. Takim przykładem może być instytucja
standaryzacji i normalizacji, służąca interesom rynku, państwa i społeczeństwa. Polski
Komitet Normalizacyjny jest wprawdzie państwową jednostka organizacyjną, ale działa przez
komitety społeczne i fachowców. Podobne układy hybrydowe funkcjonują w obszarach
oświaty, opieki zdrowotnej i ochrony środowiska. W handlu ciekawymi hybrydami są
porozumienia kontraktowe tzw. franszyzy, kiedy znana na rynku firma macierzysta
przekazuje pośrednikowi prawo korzystania ze swojej marki pod warunkiem stosowania jej
metod produkcji i zarządzania. Tak funkcjonują np. McDonald`s, Holiday Inn, Coca-Cola i
Pizza Hut. Mnożenie się i wzrost różnorodności instytucji hybrydowych jest przedmiotem
intensywnych studiów, które pozwalają wyciągnąć pewne ogólne tezy dla całego ustroju
społeczno-gospodarczego. Oto kilka takich wniosków.
W systemie obejmującym trzy składowe, dające się identyfikować według kryterium
sposobu zarządzania na rynki, hierarchie i hybrydy, osią płodnych badań może służyć
instytucjonalna teoria kosztów transakcyjnych. Pozwala ona lepiej zrozumieć typy układów
hybrydowych, motywy leżące u podstaw przyjętych reguł postępowania i mechanizmu
rozwiązywania problemów. Hybrydy nie są czymś obcym lub dziwnym, a być może należą
97
do wyróżniających się stylów i rodzajów zarządzania. Oczywisty jest także wniosek, że sam
charakter badanego obiektu zachęca do współpracy ekonomistów, socjologów, prawników i
specjalistów nauk o kierowaniu i zarządzaniu. Trudne zadanie czeka tych uczonych, którzy
pragną w pełni wyjaśnić dynamikę form hybrydowych, ich relatywną stabilność i
okoliczności wymuszające zmiany. Znowu pojawia się generalny problem wyboru pewnej
hybrydy w ramach danej macierzy instytucjonalnej. Za tymi badaniami i wnioskami
teoretycznymi powinna nadążać polityka, wspierana instytucjami prawa i aprobatą społeczną.
Na zakończenie jeszcze jedna uwaga i wniosek. Rewolucja naukowo-techniczna wnosi
wciąż nowe i zaskakujące problemy burzące spokój analityków zajmujących się zmianami
instytucjonalnymi. Dobrym przykładem jest komputeryzacja i funkcjonowanie Internetu,
które przyczyniły się do powstania i rozwoju gałęzi przemysłowej oprogramowania
komputerowego (computer software industry). Powstał problem znany jako dostęp do
wolnych zasobów i zaskakujące rozwiązanie w postaci stylu zarządzania „bazarowego”,
sięgającego aż do tradycji i prawzorów (archetypów), wcześniejszych niż rynkowe i
hierarchiczne. Mamy już zaskakujące decyzje wielkich firm – Linux, Microsoftu i in., które
oferują darmo dostęp do swoich rozwiązań i programów, albo też powstawanie układów nie
korzystających z praw autorskich (copyleft product). Czy to jest świadectwo trafności
przysłowia, że nic nowego pod słońcem, czy też, że mamy do czynienia z kolejnym
wyzwaniem wobec stabilizującej się typologii struktur instytucjonalnych?
Zalecana literatura
1. O.E. Williamson, Ekonomiczne instytucje kapitalizmu. Formy, rynki, relacje
kontraktowe, PWN, Warszawa 1998. Rozdziały IV i V.
2. B.J. Loasby, Knowledge, Institutions and Evolution in Economics, Routledge,
London and New York 2001. Rozdział 7.
3. G.F. Thompson, Between Hierarchies and Markets. The Logic and Limits of
Network Forms of Organization, Oxford University Press, Oxford 2003.
.
98
6. INSTYTUCJONALNA TEORIA KONTRAKTÓW
W wykładzie ekonomiki instytucjonalnej rozważania nad istotą i formami umów, a
więc – kontraktów zawieranych między uczestnikami życia społeczno-gospodarczego,
zajmują poczesne miejsce. Wynika to z konieczności znajdowania rozwiązań sięgających
samej egzystencji jednostki i jednocześnie z potrzeby współdziałania w ramach
skomplikowanych zbiorowości i wspólnot gospodarczych. W literaturze naukowej związanej
z tymi zagadnieniami pojawiło się trafne określenie człowiek kontraktujący, które wyraźnie
nawiązuje do tak upowszechnionego pojęcia człowieka ekonomicznego i do tych wszystkich
prób opisania istoty ludzkiej przy pomocy zredukowanego do minimum zbioru cech71. Bez
trudu widzimy, że mamy tu do czynienia z tym samym osobnikiem z rodzaju homo
oeconomicus, zatroskanym możliwie pełnym zaspokojeniem swoich potrzeb, zmuszonym do
szukania kompromisu w trakcie wymiany z innymi podobnie egoistycznie nastawionymi
jednostkami. W każdym procesie wymiany, realizacji transakcji, pojawia się potrzeba
osiągnięcia porozumienia między uczestnikami, ustalenia wzajemnych praw i obowiązków,
słowem – zawarcia umowy. Zapożyczone z łaciny określenie kontrakt (contractus), to
właśnie – umowa, układ między stronami, precyzujący warunki i zobowiązania oraz terminy
realizacji. Ważniejsze umowy zawierane są na piśmie i zawsze taki kontrakt jest traktowany
jako istotny dokument.
Kontrakt w tym wykładzie jest prezentowany jako znacząca instytucja w całej
strukturze instytucjonalnej współczesnego systemu społeczno-gospodarczego, ściśle
powiązana z mechanizmem rynkowym, procesem kształtowania się kosztów transakcyjnych i
z funkcjonowaniem przedsiębiorstw. W sposób oczywisty zagadnienie powiązań teorii i
praktyki kontraktowania wymaga zwrócenia bacznej uwagi na sądy głoszone w pokrewnej
materii przez nauki społeczne i prawne, jak również przez praktykę sporów i konfliktów
gospodarczych. Bogaty materiał faktograficzny i rozległa literatura przedmiotu wymusiły
rozszerzenie tekstu do dwóch rozdziałów. W tym rozdziale proponuję skupić uwagę na
ogólnych zagadnieniach teoretycznych, a w następnym – skoncentrować się na niezwykle
aktualnych problemach tzw. kontraktów niekompletnych.
Jako podstawowy cel w tym rozdziale proponuję prostą prezentację kilku ważnych
twierdzeń teorii kontraktów i zapoznanie się z ich klasyfikacją, aby następnie szerzej omówić
zagadnienia tzw. kontraktu kompletnego.
6.1. O instytucji kontraktów
Pierwocin teorii kontraktów można doszukiwać się nawet w doktrynach
ekonomicznych merkantylizmu i we wszystkich współczesnych koncepcjach głównego i
heterodoksyjnego nurtu myśli ekonomicznej. Przedmiotem zainteresowania były zwłaszcza
umowy handlowe, a współcześnie – cały obszar związany z procesem i instytucją wymiany.
Niezwykle sugestywne wypowiedzi znajdują się w publikacjach nowej ekonomiki
instytucjonalnej, w której znajdujemy także coraz poważniejsze próby teoretycznej syntezy
niezwykle zróżnicowanego procesu kontraktowania72.
71
Por.: O.E. Williamson, Ekonomiczne instytucje kapitalizmu. Formy, rynki, relacje kontraktowe, PWN,
Warszawa 1998, rozdział II.
72
W fundamentalnej serii wydawniczej pod redakcją Claude Ménarda – The International Library of the New
Institutional Economics, obszerny tom 3 zawiera wybór publikacji poświęconych teorii kontraktów. Por. C.
Ménard, (ed.), Contracts In the New Institutional Economics, Elgar, Northampton 2004. Por. Także: R. Richter,
E.G.Furubotn,Neue Institutionenökonomik. Eine Einführung und kritische Würdigung, 2 wyd., Siebeck ,
Tübingen, 1999; E. Brousseau, J.-M. Glachant, (Ed.), The Economics of Contracts. Theories and applications,
Cambridge Univ. Press, 2002.
99
Interesujące są tezy na temat przyczyn tak wielkiego znaczenia kontraktów w naszych
czasach. Twierdzi się, że kontrakty odgrywają ogromną rolę w koordynacji i zapewnianiu
bezpieczeństwa działaniom gospodarczym w warunkach, kiedy zawodzą więzi personalne i
normy społeczne gwarantujące w sposób zadawalający realizacje zobowiązań przez
uczestników wymiany. Żyjemy w czasach powszechnej i globalnej wymiany dóbr i usług i w
sieciach powiązań dalekich od tradycyjnych wzorców. Ze strony przedstawicieli nowej
ekonomiki instytucjonalnej pada jeszcze dodatkowy ważki argument, a mianowicie związany
z teorią kosztów transakcyjnych, o której dowiemy się wiele z rozdziału 8. Wiemy już, że
O.E. Williamson w swojej analizie scalił teoretycznie zjawiska kosztów transakcji i procesów
kontraktowania, uwypuklając rolę gwałtownie rosnących kosztów zawierania i skutki
ekonomiczne coraz bardziej zawikłanych umów. Okazało się bowiem, że zasady
sprawdzające się do niedawna w ustroju kapitalistycznej gospodarki rynkowej przynoszą
efekty dalekie od oczekiwanych.
Dobrym punktem wyjścia do instytucjonalnego ujęcia procesów kontraktowania jest
wywód Williamsona na temat świata kontraktów, jako trójwymiarowej przestrzeni
pozwalającej wyróżnić cztery rodzaje takich światów. Posłużmy się tablicą 6.1.
Założenia behawioralne
Ograniczona
Oportunizm
racjonalność
0
+
+
+
+
0
+
+
Specyficzność
aktywów
(k)
+
+
0
+
Implikowany
proces
kontraktowania
Planowanie
Obietnica
Konkurencja
Zarządzanie
Źródło: O.E.Williamson, op. cit., s. 43.
Tablica 6.1. Atrybuty kontraktowania.
Zakładając pewien znaczący poziom niepewności, przyjmujemy, że dwa założenia
behawioralne – ograniczona racjonalność i oportunizm – oraz specyficzność aktywów k mają
tylko dwie wartości: +, jeżeli występuje w poważnym stopniu, i 0, jeżeli nie występuje. Bez
większej trudności określimy cechy świata kontraktów, w którym planowanie wyróżni się
jako proces kontraktowania. W tym świecie występuje nie ograniczona, lecz pełna
racjonalność, poważny poziom oportunizmu i wysoka specyficzność aktywów. Z kolei proces
kontraktowania, określony jako obietnica (promise), charakteryzują obecność ograniczonej
racjonalności, brak postaw oportunizmu i znaczący poziom specyfiki aktywów. Tak
powszechnie analizowany w podręcznikach ekonomii proces konkurencji wyznaczają
atrybuty występowania ograniczonej racjonalności i oportunizmu oraz pełna przenośność
aktywów, tj. brak aktywów specyficznych. Występowanie wszystkich cech implikuje proces
kontraktowania określany jako zarządzanie (governance). Nie możemy w tym miejscu
zrezygnować z bliższego omówienia wspomnianych tu cech świata kontraktów, nawet
narażając się na powtórzenie wiadomości zdobytych w poprzednich rozdziałach.
Można przeto zgodzić się z twierdzeniem, że uczestnicy kontraktu są normalnymi
przedstawicielami wspólnot, żyjących w określonym ustroju i posługujących się
odziedziczonymi regułami postępowania. Skłonność do wymiany i realny przymus
ekonomiczny leżą u podstaw zawierania wielorakich umów, którym mogą towarzyszyć tzw.
instytucje miękkie, w postaci tradycji, obyczajów i obrzędów. Dla przybliżenia istoty i treści
kontraktów warto przypomnieć dwa założenia określające zachowania (postawy) samych
uczestników, będących stronami umowy. Pierwsze założenie – racjonalności – głosi, że
100
kontrahenci są osobami posługującymi się rozsądkiem; drugie, że nie stronią od oportunizmu
i tym samym kierują się także własnym interesem. Przyjrzyjmy się bliżej tym założeniom.
Znawcy zagadnienia proponują analizować postawy racjonalności na trzech
poziomach: maksymalizacji, ograniczonej racjonalności i tzw. racjonalności organicznej.
Człowiek maksymalizujący własne korzyści stał się punktem wyjścia wielu doktryn
ekonomicznych i dość długo pozwalał im cieszyć się uznaniem, odsuwając na margines
przykłady kwestionujące takie zachowania. Pojawienie się wielkich przedsiębiorstw,
oderwanie instytucji własności od zarządzania korporacjami i nowych ujęć w nauce o
człowieku osłabiło znacznie atrakcyjność tak jasnej tezy o rozumnym działaniu. Po prostu
odkrywamy nazbyt często, że lepiej jest przyjąć racjonalność ograniczoną możliwościami
poznawczymi. Ta, jak określa O. Williamson – „półsilna” forma racjonalności, przyjmuje
pewną dualność w postawach gospodarującego podmiotu. Otóż podmiot posługuje się
jednocześnie: 1) intencjami, a więc określa pewien zamiar, motyw, zamysł, myśl przewodnią,
chęć, pragnienie i nawet wstępny cel działania, nie zapominając o obiektywnym istnieniu 2)
ograniczoności wszelkich zasobów (także informacji!), wymuszającej mądre oszczędzanie w
samym procesie produkcyjnym, jak i w jego organizacji. Łatwo dostrzeżemy pole do
odmiennych interpretacji między przedstawicielami ekonomii i pozostałymi naukami
społecznymi. Bywa i tak, że ekonomiści mówią o działaniach intencjonalnych jako po prostu
poczynaniach nieracjonalnych. Ekonomika instytucjonalna podkreśla zarówno znaczenie
racjonalności ograniczonej, jak i rolę intencji, które tak wyraźnie opierają się na
odziedziczonej i rozwijającej się strukturze instytucji.
Trzeci poziom postawy człowieka kontraktującego, uznany za słabą formę
racjonalności, nazwany został racjonalnością organiczną. Chodzi tu o podejście znane w
filozofii i socjologii jako organicyzm, według którego w przyrodzie i społeczeństwie tworzą
się pewne układy, całości, organizmy, nie dające się sprowadzić do sumy ich składników, a
przeto rządzące się swoistym prawem na wzór organizmu biologicznego. Przedstawiciele
instytucjonalizmu do argumentacji socjologów dodają jeszcze konieczność uwzględnienia
historycznych procesów ewolucji więzi gospodarczych i kulturowych. Podejmowanie
racjonalnych decyzji i zawieranie odpowiednich kontraktów odbywa się w ogólnych ramach
organizmu społeczno-gospodarczego, z czego nie zawsze zdaje sobie sprawę każdy podmiot
gospodarczy. Znawcy problemu twierdzą, że bywają i takie sytuacje, w których ignorancja
przynosi większe korzyści, niż działania oparte na wiedzy i nauce.
Założenie drugie – oportunizm występujący u kontrahentów w postaci aktywnego
poszukiwania renty, zwykle w formie raczej skrywanej pogoni za własnym interesem, a
współcześnie niezwykle mocno analizowany w związku z funkcjonowaniem wielkich
korporacji i ostrymi konfliktami między ich akcjonariuszami i zarządami73. Przypomnę, że
oportunizm jest zapożyczeniem z łaciny, w której opportunus oznaczał niegdyś wiatr wiejący
w kierunku portu, a więc przychylny żeglarzom. Współcześnie oportunizm to tyle, co
ugodowość, rezygnacja z zasad stałych dla korzyści własnych, koniunkturalizm. Taka
postawa jest analizowana w naukach społecznych i polityce.
Analiza oportunizmu może rozpocząć się od praktycznie utopijnego stanu, który
określa się mianem posłuszeństwa, a więc poddawanie się czyjejś woli, rozkazowi, karność.
Takie postawy przyjmowano np. w doktrynach planowej gospodarki socjalistycznej. Plan był
decyzją wspólnoty, wynikającą z jej kolektywnych celów, realizowaną przez każdego
członka, identyfikującego się w pełni z interesem społecznym. Mamy tu do czynienia z
sytuacją, w której oportunizm nie występuje, a działania gospodarcze mieszczą się w systemie
określanym jako inżynieria społeczna. Historia nie odnotowała wielu przykładów takiej
sytuacji nawet w odniesieniu do małych wspólnot.
73
Polecam cenną monografię: S. Sztaba, Aktywne poszukiwanie renty. Teoria. Przykłady historyczne. Przejawy
w polskiej gospodarce lat dziewięćdziesiątych, Wyd. SGH, Warszawa 2002, część I.
101
Bliższe praktyce, aczkolwiek nie takie znów częste, przykłady związane są z sytuacją
otwartego, jawnego poszukiwania i prostej pogoni za wszelkimi korzyściami (rent seeking)
przez różne grupy interesów. Strony dokonujące transakcji, zawierające i realizujące kontrakt,
są od początku nastawione na trzymanie się formalnych i nieformalnych reguł czystej gry,
ujawniają swoje intencje i preferencje, biorą pod uwagę swoje możliwości – legalnie
posiadane bogactwo, zasoby i kapitały. Gdyby taka sytuacja występowała powszechnie, to
znowu problemy kontraktowania byłyby bliskie ideałom inżynierii społecznej, zwłaszcza w
odniesieniu do rachunku makroekonomicznego.
Niestety, historia i współczesność są przepełnione przykładami oportunizmu, jako
przebiegłego, chytrego i skrytego dążenia do realizacji własnego interesu. Formy są
zróżnicowane – aktywne i pasywne, prymitywne i wyrafinowane, od najbardziej rażących, jak
kłamstwo, oszustwo i kradzież, przez uchylanie się od pracy i niedbałość w pełnieniu
obowiązków, aż do tworzenia szczegółowych i tajnych działań, opartych na zmowach.
Literatura przedmiotu (także związana z teorią kosztów transakcyjnych i funkcjonowania
przedsiębiorstw) wskazuje na oportunizm występujący jeszcze przed zawarciem kontraktu (ex
ante), kiedy strony nie mają dobrej informacji o przyszłym kontrahencie i muszą ubezpieczyć
się przed tzw. ryzykiem moralnym, np. stosując znaną już nam zasadę selekcji negatywnej. Z
kolei oportunizm już w okresie realizacji kontraktu (a więc ex post) wymaga dodatkowych
wysiłków dla zapewnienia lepszego nadzoru właścicielskiego i wprowadzania zmian np. w
strategii zatrudnienia. W sytuacji oportunizmu ex post często musi uczestniczyć strona trzecia
– np. sądy. Oportunizm w tych okolicznościach pogłębia zjawisko asymetrii informacyjnej,
wprowadzając celowe trudności w przepływie istotnych informacji między stronami
kontraktu.
Zjawisko oportunizmu jest tak silne, że w nauce można natrafić na pogląd, że jest ono
związane z samą naturą człowieka. Na tej podstawie rady, które dawał swemu księciu wielki
florencki dyplomata i filozof Niccolo Machiavelli (1469-1527), tylko pozornie były cyniczne
i obłudne. Otóż zalecał on władcy nie dotrzymywać przyjętych zobowiązań, jeśli miałoby to
zagrozić jego interesom. Czy jednak obserwacja dziejów gospodarczych pozwala na
generalne twierdzenie, że typowy podmiot gospodarczy zawsze dąży do zdobycia tego co
nazywa swoim? Przedstawiciele ekonomiki instytucjonalnej, w tym – wybitny specjalista w
kwestii kontraktów O. Williamson, opowiadają się raczej za ujęciem kompromisowym.
Twierdzą, że transakcje i związane z nimi kontrakty, które są już oceniane jako podatne na
oportunizm ex post, powinny być dobrze zabezpieczone już ex ante przed szkodami. Wydaje
się, że ten postulat jest raczej przyznaniem się do beznadziejności walki o wyplenienie
oportunizmu ze świata gospodarki rynkowej i praktyki wielkich korporacji.
Wprawdzie skupiamy teraz uwagę na istocie takiej instytucji jak kontrakt, ale nie
można zapominać, że postawy podmiotów gospodarczych i opisane założenia behawioralne, a
zwłaszcza zachowania racjonalne i oportunistyczne rzutują silnie na problemy tworzenia i
funkcjonowania organizacji gospodarczych. Przykładowo, organizacja związana z kosztami
transakcyjnymi musi uwzględniać przede wszystkim ograniczoną racjonalność kontrahentów
i silną postać oportunizmu. Tak wynika z praktyki i dziejów społeczno-gospodarczych.
Podobnie historia dowodzi, że organizacje oparte na utopiach nie sprawdzały się, ponieważ
zakładały brak pogoni socjetariuszy za interesem własnym i wysoki poziom racjonalności.
Kontrakty i organizacje gospodarcze powinny uwzględniać także inne czynniki
(aspekty lub wymiary, ang. dimensions), różnicujące te układy, wyjaśniające przyczyny ich
powstawania i sposoby funkcjonowania. W koncepcjach głoszonych przez O. Williamsona do
takich czynników należą: specyficzność aktywów, niepewność i częstotliwość. Trzeba
zapamiętać kilka istotnych tez dotyczących roli tych czynników.
Zagadnienie specyficzności aktywów sygnalizował swego czasu Alfred Marshall,
analizując pojawianie się w przedsiębiorstwie tzw. quasi-renty, a więc dodatkowego
102
przychodu uzyskiwanego przez czynnik wytwórczy w okresie, kiedy jego koszt alternatywny
jest zerowy. Chodzi o sytuację, w której zatrudnienie określonego fachowca,
wyspecjalizowanej maszyny lub zaciągnięcie kredytu na usługi kapitału, nie można po prostu
zastąpić lub wykorzystać inaczej. Zjawisko unikalnych pracowników, urządzeń, lokalizacji i
nie dających się zastąpić surowców jest szeroko znane w historii, a w ekonomii traktowane
jest jako zjawisko relatywnie krótkiego okresu. Postęp naukowy, technologia i ciągła
edukacja pracowników redukuje i wreszcie likwiduje quasi-rentę.
W procesie transakcji i zawierania kontraktów dokonywany jest zwykle wybór między
inwestycjami specjalnego znaczenia, a inwestycjami typu ogólnego. Decyzja o podjęciu
inwestycji specjalnych wymaga z reguły zaangażowania także specyficznych aktywów, jest
atrakcyjna ze względu na możliwy wysoki zysk, ale jednocześnie jest ryzykowna. Chodzi
zwłaszcza o straty w przypadku zerwania kontraktu i pozostania z zasobami nie dającymi się
wykorzystać w innych zastosowaniach. Rachunek towarzyszący podejmowaniu takich decyzji
jest z natury trudny i wiąże się z poszukiwaniem odpowiedzi na pytanie – czy i w jakim
stopniu dane aktywa są przemieszczalne?
W aktualnych systemach rachunkowości za wystarczający uznaje się podział kosztów
przedsiębiorstwa na stałe (F – od fixed) i zmienne (V – od variable). Dla omawianego
rachunku przed zawarciem kontraktu na temat inwestycji specjalnej konieczny jest
dodatkowy podział według kryterium stopnia ich specyficzności, w uproszczeniu – na koszty
w pełni specyficzne k i koszty niespecyficzne v. Bez trudu możemy zapisać jako sumy koszty
inwestycji specjalnych: F = k + v oraz V = k + v. Interpretacja na rysunku 6.1. nie nastręczy
trudności.
F
v
V
v
k
k
Źródło: O. Williamson, op. cit., s. 67.
Rys. 6.1. Klasyfikacja kosztów księgowych i kontraktowania.
Wspominaliśmy już o specyficzności aktywów wynikających ze szczególnych cech
(charakterystyk) ich położenia, stanu fizycznego, kapitału ludzkiego i przeznaczenia. Ogólnie
można podsumować, że specyficzność aktywów występuje w inwestycjach trwałych, w
których koszt alternatywny jest niższy od inwestycji ogólnych, pozwala liczyć na wysoki
zysk, ale przy wysokim ryzyku. W takich inwestycjach obie strony charakteryzuje szczególne
zróżnicowanie i wymaga to zwykle wielu dodatkowych zabezpieczeń realizacji kontraktu. W
odróżnieniu od inwestycji ogólnych nie może tu być mowy ani o anonimowości
kontrahentów, ani o transakcji natychmiastowej. Dla zrozumienia dynamiki gospodarczej i
103
ewolucji systemów społecznych znajomość zagadnień określanych jako specyficzność
aktywów pozwala lepiej zrozumieć siły napędzające rozwój i wzrost gospodarki w warunkach
gry między racjonalnością i oportunizmem. Takiej grze zawsze towarzyszy stan niepewności.
Tak powszechnie używane pojęcie niepewność (uncertainty), tłumaczymy po prostu
jako brak pewności, bezpieczeństwa, wahanie. W nauce ekonomii precyzja wywodów jest
wzmocniona odwołaniem się do probabilistyki i jasnego określenia różnicy między pojęciem
ryzyka i niepewności. Przypomnę, że ryzyko występuje wtedy, gdy prawdopodobieństwo
określonego zdarzenia jest znane, podczas gdy niepewność to sytuacja, w której
prawdopodobieństwo określonego zdarzenia nie jest znane. Podejmowanie decyzji jest
zawsze związane z zakłóceniami, które generuje niepewność, brak pełnej informacji o
zmianach zachodzących w szczególnych okolicznościach czasu i miejsca, także o postawach
kontrahentów
W nauce wciąż trwa dyskusja nad istotą niepewności, do której włączyli się w latach
70-ych XX wieku także zwolennicy behawioryzmu, a więc kierunku w psychologii i filozofii
podkreślającego konieczność badania zachowań i postępowania jednostki wobec pewnych
bodźców. Wcześniej niepewność pojmowano głównie jako stan czy też poziom
nieprzewidywalności, którego źródłem są siły tzw. wyższe, sama natura dostarczająca
losowych zjawisk, jak również sam człowiek zaskakujący jako konsument z jego dziwnymi
zmianami w strukturze preferencji. Współcześnie ten typ niepewności (state-contingent kind)
określa się jako pierwotną, natomiast niepewność wynikająca z braku dobrej komunikacji
(doskonałego przepływu informacji) między kontrahentami, nazywa się wtórną, ale i
niezwykle ważną z punktu widzenia ekonomiki instytucjonalnej. Z tego względu w ramach
pojęcia niepewności wtórnej wyróżnia się dodatkowo typ behawioralnej niepewności
strategicznej, związany silnie z opisanym już zjawiskiem oportunizmu kontrahentów.
Zjawisko to jest niezwykle trudne do opisania i wyjaśnienia, bowiem metody badań
ilościowych z trudem dają radę z wyznaczaniem prawdopodobieństwa przypadku, szczególną
cechą podejścia jednostki do działań związanych z rzadkimi zdarzeniami. Możliwości umysłu
ludzkiego w generowaniu oryginalnych pomysłów przekraczają granice wyobraźni. Przykłady
wzajemnego zaskakiwania się negocjujących stron zapełniają od dawna arsenały wiedzy
historycznej, a u ich podstaw zawsze znajdziemy niepewność pierwotną i wtórną. Z tego
fragmentu rozważań godny zapamiętania jest wniosek, że strategiczna niepewność
behawioralna ma ogromne znaczenie w procesie podejmowania inwestycji specjalnych, kiedy
nie występuje sytuacja doskonałego rynku, zawieranie doraźnych i standardowych
kontraktów.
Trzeci czynnik, który należy uwzględniać w tworzeniu organizacji gospodarczych i w
procesie zawierania kontraktów, znany jest jako częstotliwość, a więc liczba czynności lub
zjawisk (w naszym przypadku – kontraktów) powtarzających się w pewnej jednostce czasu.
Zachodzi konieczność wyboru między inwestycjami ogólnego przeznaczenia a inwestycjami
specjalnymi, przy czym zdajemy sobie sprawę, że częstotliwość występowania pierwszych
jest znacznie wyższa niż specjalnych. Czy przeto opłaca się tworzyć drogi i unikalny aparat
wytwórczy, angażować duży kapitał i zatrudniać fachowców o rzadkich kwalifikacjach,
podejmując wysokie ryzyko w nadziei na relatywnie krótki czas zwrotu nakładów i wysoki
zysk końcowy?
Literatura przedmiotu jest dość wstrzemięźliwa w formułowaniu jednoznacznych
odpowiedzi. Jako oczywiste przyjmuje się argument o częstotliwości kontraktów w
inwestycjach specjalnych, zwłaszcza w grupie inwestycji angażujących ogromne kapitały.
Statystyka operuje małymi zbiorami przykładów, zwłaszcza w okresach rozwoju pokojowego
i bez wpływu szczególnych bodźców zewnętrznych. Godny zapamiętania jest przykład
inwestycji zbrojeniowych w gospodarce amerykańskiej w latach II wojny światowej, kiedy
powstały ogromne moce wytwórcze wyspecjalizowane na pokrycie potrzeb frontu. Po
104
demobilizacji w procesie konwersji na produkcję pokojową odzyskano tylko niewielką część
poniesionych nakładów. W mniejszej skali, ale także ze stratami dokonuje się w Polsce
przestawienie aparatu wytwórczego zbudowanego na potrzeby systemu gospodarki
socjalistycznej.
*
Na zakończenie prezentacji istoty kontraktu, jako instytucji i procesu zawierania
transakcji, warto kilka słów powiedzieć na temat tzw. transformacji fundamentalnej, która
wiąże się z najbardziej kompleksową i dalekosiężną formą przekształceń w stosunkach
szeroko pojmowanej wymiany74. Takie przekształcenie obejmuje wszystkie etapy
negocjowania i realizacji kontraktu, zagadnienia ex ante i ex post, a podkreśla zwłaszcza
transformację sytuacji wyjściowej, kiedy mamy do czynienia z wielką liczbą ofert, w sytuację
bilateralnej dostawy dóbr i usług, przypominającą dwustronny monopol. W pierwszej fazie
przetargów powstaje asymetria między zwycięskim oferentem, a pozostałymi uczestnikami
przetargu. Jeżeli jednak przedmiotem kontraktu była inwestycja w aktywa specjalne, kontrakt
miał charakter długookresowy, zadzierzgnęły się i pogłębiły więzi interpersonalne, dokonały
się dodatkowe inwestycje w kapitał ludzki, to głębokość przekształceń czyni układ
kontraktowy skupiony wokół realizacji wspólnie określonego celu.
Możemy jako przykład takiej fundamentalnej transformacji prześledzić proces zawierania
kontraktu między przedsiębiorstwem budowy maszyn i firmą branży górniczej, na dostawę
oryginalnych, kosztownych i unikalnych urządzeń do wydobycia i przerobu rudy metalu.
Perspektywa ponowienia kontraktu i stabilizacji warunków działania jest atrakcyjna dla obu
stron. Kadry menedżerów, personel placówek badawczych i biur konstrukcyjnych, także
robotnicy kwalifikowani poznają się wzajemnie, inwestują w siebie, transformując się
rzeczywiście w układ jakościowo różny od początkowego.
6.2. Główne rodzaje i klasyfikacja kontraktów
Istnieje wiele udanych i mniej udanych klasyfikacji kontraktów, opierających się na
koncepcjach różnych szkół myślenia i najczęściej związanych z poglądem konkretnych
autorów. W ramach wykładu ekonomiki instytucjonalnej warto trzymać się tylko pewnych
zasadniczych cech, eksponujących różnice w stosunku do ujęć głównego, neoklasycznego
nurtu współczesnej myśli ekonomicznej.
Proponuję zacząć od podziału według kryterium stosowanego w ogólnej metodologii
badań, a mianowicie od relacji całość-część. Jeśli przyjmiemy, że kontrakt jest idealnie spójną
całością, zawierającą wszystkie składowe i elementy w wymiarze czasowym, przestrzennym i
wypełnioną właściwą informacją, to bez przeszkód – w rozważaniach teoretycznych – zbiór
wszystkich kontraktów możemy podzielić na kontrakty kompletne i niekompletne. W
przekonaniu, że model kontraktu kompletnego jest tylko punktem wyjścia do poznania świata
realnego, trzeba będzie zgodzić się na konieczność skupienia uwagi na kontraktach
niekompletnych. Takie podejście dobrze znamy chociażby ze studiów nad modelami
konkurencji doskonałej i niedoskonałej.
Koncepcja teoretyczna kontraktu kompletnego wychodzi z założenia, że umowa jest
podpisana i strony przystępują do jej realizacji na uzgodnionych warunkach i kierując się
własnymi preferencjami, a następnie separują się od siebie75. Jednocześnie wprowadza
ograniczenie wzięte z realnego życia, a mianowicie – włącza wymiar czasu i tym samym
analizę dynamiki kontraktowania. Jądrem procesu kontraktu kompletnego są zobowiązania
(commitments) i renegocjacje. Zobowiązania określają zdolność stron do ograniczenia ich
74
Por.: O. Williamson, op. cit., 73-76.
Por.: rozdział 6 podręcznika: B. Salanié, The Economics of Contracts. A Primer, The MIT Press, Cambridge,
Massachusetts 1997.
75
105
przyszłych działań w imię zapewnienia przywiązania realizacji kontraktu do wyznaczonego
terminu. Czas trwania zobowiązań określa stopień sztywności kontraktu.
Ważny czynnik, jakim jest zdolność stron do realizacji zobowiązań, powinien być
rozpatrywany z następujących punktów widzenia: 1) struktury instytucjonalnej, przenikającej
system prawa kontraktowego; 2) wiarygodności uczestników (agentów, stron), m.in. ich
stosunku do sprawy własnej reputacji; 3) występowania pewnych gwarantów (swoistych
zakładników) realizacji warunków kontraktu, jak np. zastawu, kaucji, tytułów własności,
świadczących o determinacji stron; 4) kar ponoszonych w przypadku jednostronnej decyzji o
zerwaniu kontraktu.
Ostatni z wymienionych wyżej przypadków – zerwanie kontraktu, trzeba jeszcze
uzupełnić, podkreślając znaczenie jednostronności decyzji. Chodzi bowiem o związane z tym
kary lub ich brak, ale przede wszystkim o to, że zerwanie zamyka drogę do renegocjacji. W
rozważaniach nad pełnym, kompletnym kontraktem, przyjmuje się, że renegocjacja zachodzi
wówczas, gdy wszystkie strony decydują się na zamianę istniejącego kontraktu na nowy.
Oznacza to, że żadna strona nie może domagać się kar lub odszkodowań.
Jako istotne kryterium w klasyfikacji kontraktów przyjmuje się następujące stopnie
zobowiązań stron umowy:
1.
Brak zobowiązań, albo – zobowiązania natychmiastowe, które określają typ
kontraktu realizowanego na miejscu lub od ręki (spot contract). Strony po realizacji
kontraktu mogą dalej współpracować, jeśli podpiszą nową umowę.
2.
Zobowiązania pełne (full commitments), obejmujące cały okres stosunków między
stronami, które nie mogą być zerwane lub renegocjowane. Analiza dynamiki
ogranicza się tylko do wykonywania umowy.
3.
Zobowiązania długoterminowe, zawierające także renegocjacje (long-term with
renegotiation), pozwalające w całym okresie realizacji kontraktu dokonywać
wielostronnych renegocjacji zadań i warunków umowy.
4.
Zobowiązania krótkookresowe, albo – ograniczone (short-term, limited), jako formy
pośrednie między zobowiązaniami natychmiastowymi i długoterminowymi, nie
obejmują całego okresu relacji stron i mogą być renegocjowane.
Już pobieżna analiza tych rodzajów kontraktów pozwala wyciągnąć kilka prostych
wniosków. Wszędzie występują strony, które mogą działać według reguł rozwijanych w teorii
gier, a więc znanych z przykładu zwanego dylematem więźnia, koncepcji równowagi Nasha i
z ogólnych zasad strategii współpracy lub jej braku wśród uczestników gry. Drugi wniosek
dotyczy modelu kontraktu kompletnego i zawierającego pełne zobowiązania stron. Można
bowiem z góry uznać, że taki kontrakt musi być korzystny. Oczywiście obracamy się tutaj w
świecie idealnym.
W tym miejscu warto jeszcze wspomnieć o pewnym rodzaju kontraktu, w którym zawarte
jest tzw. zobowiązanie strategiczne (strategic commitment), które jest pośrednio wymierzone
w trzecią stronę (zawiera niejako ostrzeżenie – precommitments effects), głosi bowiem, że
kontrahenci będą za wszelką cenę realizować umowę. Praktyka biznesu wskazuje na takie
kontrakty, w których zobowiązuje się kontrahenta, np. do sprzedaży tylko towarów partnera,
a więc do wyłączności pewnych działań. Takie kontrakty zawierane są na granicy legalizmu.
Mamy już dostatecznie wiele wskazówek, aby lepiej zdefiniować pojęcie kontraktu
kompletnego. Zapisujemy to następująco:
kontrakt kompletny jest to rodzaj kontraktu, w którym ujęte zostały wszystkie zmienne
mogące mieć wpływ na strukturę relacji kontraktowych branych pod uwagę w całym okresie
prowadzonych negocjacji i podpisywania umowy.
Zdajemy sprawę z tego, że liczba zmiennych jest ogromna, że nie przewiduje się
wystąpienia niespodzianek w procesie rozwoju stosunków kontraktowych i że wszelka
zmiana w zewnętrznym środowisku gospodarczym uruchomi zabezpieczenia przewidziane w
106
umowie. Pozostaje teraz dość mocno uproszczone zadanie – jeśli twierdzimy, że kontrakt
zawierający pełny zestaw zobowiązań jest zawsze korzystny, to jakie inne formy zobowiązań
kontraktowych powodują straty w efektywności? Literatura przedmiotu, na podstawie analizy
praktyki gospodarczej, wskazuje na dwie formy zobowiązań i postaw kontrahentów, które
silnie oddziałują na poziom efektywności. Pierwsza, związana jest z pojęciem selekcji
negatywnej, druga – ze zjawiskiem ryzyka moralnego. Oba zjawiska mają wspólny punkt
wyjścia, a mianowicie – zjawisko asymetrii w posiadaniu i dostępie do informacji. Ponieważ
o tych sprawach już wspominałem, przeto wystarczy krótkie ich przypomnienie.
Selekcja negatywna (adverse selection), rozumiana ogólnie jako dobór przez
eliminowanie cech ujemnych, jest prawie powszechna w stosunkach rynkowych i w układach
typu pryncypał-agent, w których informacja jest zazwyczaj rozlokowana asymetrycznie.
Klasyczny już przykład poszukiwania prawidłowości w takiej sytuacji, zaprezentowany przez
G. Akerlofa w jego pracy na temat rynku używanych samochodów, gdzie sygnalizował
ogólną tezę o wypieraniu lepszych towarów przez gorsze. Nie miało to jeszcze
bezpośredniego przełożenia na specyficzne sytuacje kontraktów pracy i nadzoru
właścicielskiego w korporacjach. Dopiero teoria agencji rozszerzyła znacznie obszar
poszukiwań, pozwalając sformułować twierdzenia bliższe tym rodzajom kontraktów, które
opierają się na charakterystyce zobowiązań.
Tak więc w kontrakcie obejmującym pełne zobowiązania spełnione są warunki wysokiej
efektywności, ponieważ strony dokonują bezpośredniego i natychmiastowego ujawnienia
posiadanych informacji. Nie trudno dowieść, że takie założenie należy do mało realnych i
trudno spełnić wolę pryncypała w dalszej przyszłości, rezygnując z możliwości renegocjacji
kontraktu. Z tych względów kontrakt wyposażony w zobowiązania długoterminowe ułatwia
progresywne ujawnianie informacji i przewidywane (ex ante) obniżenie efektywności.
Renegocjacje, uzgadniające kolejne ograniczenia, eliminują wprawdzie ex post stare ubytki w
efektywności, ale ex ante tworzą nowe. Praktyczne stosowanie zasady ujawniania informacji
staje się wręcz niemożliwe, jeżeli sytuacja podlega wysoce dynamicznym zmianom. Z kolei
w kontraktach opartych na zobowiązaniach krótkoterminowych selekcja negatywna ma
podobny przebieg dzięki renegocjacjom, ale podlega większej presji czasowej. Ostatni
przykład – kontrakt bez zobowiązań, umożliwiający stronom efektywne zerwanie na
zakończenie okresu – stwarza sytuację, w której pryncypał pragnie natychmiast wykorzystać
każdą informację ujawnioną przez agenta, a ten z kolei nie pała chęcią jej przekazania. Toczy
się swoista gra kontrahentów, przypominająca działanie mechanizmu zapadki (ang. ratchet
effect), urządzenia blokującego ruch wsteczny. Oznacza to co najwyżej powolny przepływ
informacji i mało efektywną alokację zasobów.
Ryzyko moralne (moral hazard) występuje tak powszechnie, jak częstotliwość
zachowań oportunistycznych i złożoność zjawiska sprzeczności interesów w układzie
pryncypał-agent. Możemy posłużyć się szeroką definicją tego pojęcia, podaną w haśle
znakomitej encyklopedii Palgraves`a76. W tym ujęciu ryzyko moralne dotyczy działań
podmiotów gospodarczych, podejmowanych na rzecz maksymalizacji korzyści wynikających
z ich własnych interesów, przynoszących szkodę dla innych. Dotyczy to sytuacji, w której
podmioty nie ponoszą pełnych skutków swoich działań, lub – co jest równoważne – nie
otrzymują pełnych korzyści ze swoich działań, a to ze względu na niepewność i niepełność
lub ograniczoność kontraktów. Chodzi o kontrakty, w których nie występuje klauzula o
przypisaniu pełnych strat lub korzyści ich sprawcy.
Znaczenie ryzyka moralnego łatwo zrozumieć na przykładach wziętych z praktyki
funkcjonowania systemu ubezpieczeń zdrowotnych, dostępu do kredytów i
zasad
wynagradzania menedżerów. System ubezpieczeń zdrowotnych jest także relacją pryncypał76
Y. Kotowitz, Moral hazard, The New Palgrave. A Dictionary of Economics, Macmillan UK, London 1998,
t.3.
107
agent, przy czym panem jest tu społeczeństwo, a sługą – pacjenci i lekarze. Sprzeczność
interesów jest wręcz oczywista – relatywna taniość usług sprzyja popytowi na leczenie się i w
rezultacie przerzucaniu części kosztów na wszystkich podatników. Z polskich doświadczeń
wiemy, jak trudne i nieskuteczne są próby reformowania tej wrażliwej sfery gospodarki
narodowej. Z kolei proces pozyskiwania kredytów, a więc najczęściej dostępu do placówek
bankowych, ujawnia sprzeczność interesów stron, wymagający powołania do życia instytucji
prawnych – ubezpieczeń depozytów bankowych, narażonych na nadmierne ryzyko ze strony
dłużników. Liczne przykłady interwencji państwa świadczą także o sprzeczności interesów w
relacjach: kredytodawcy – państwowe instytucje gwarantujące wypłatę części depozytu.
Jeszcze bogatsze są przykłady rozwiązywania podstawowej sprzeczności interesów warstwy
menedżerów, będących wszak sługami właścicieli kapitału wielkich korporacji. Jak wysokie
powinny być płace i dodatkowe korzyści prezesów i fachowców w zarządach, aby
neutralizować ich oportunizm? Teoria nie ustaje w poszukiwaniach rozwiązań, które zwykle
otwierają nowe pole problemów.
*
Jako uzupełnienie wyżej opisanego podejścia do ogólnej klasyfikacji kontraktów
warto poznać też inne ujęcie, w którym punktem wyjścia jest historyczny proces zawierania
umów wymiany i krótki opis struktury współczesnych typów i rodzajów kontraktów77.
Kontrakt, trafnie określany jako porozumienie o wymianie uprawnień
(pełnomocnictw) i ich ochronie, zawarte między podmiotami gospodarczymi, wyrasta ze
świadomego i wolnego wyboru jednostek działających w ramach konkretnych struktur
instytucjonalnych. Chodzi zatem nie o wzorzec znany jako homo oeconomicus, ale o osobę
ludzką od zawsze pozostającą w relacjach z przyrodą, ze wspólnotą i innymi jednostkami,
wyrastający i działający w ramach pewnej kultury i etyki, jak również w systemie norm prawa
i zasad tworzących różne typy wymiany dóbr i usług. Taki homo relationalis jest modelem
bardziej złożonym od homo oeconomicus, który jest tylko jego częścią. Prowadzi swoistą grę
z naturą i systemem społeczno-gospodarczym, w której korzysta z instrumentarium
zawierającym bogaty zbiór kontraktów. Popatrzmy na tablicę 6.3. dla bardzo ogólnej
orientacji w jednym z możliwych systemów klasyfikacji kontraktów.
Klasyfikacja obejmuje dwa podstawowe typy kontraktów: 1) historycznie
(przypuszczalnie!) wcześniejszy kontrakt sprzedaży i 2) późniejszy – kontrakt najmu.
Ogromne doświadczenie w handlu pozwala uogólnić treść kontraktu sprzedaży w
następującym twierdzeniu:
- kontrakt sprzedaży jest umową między jednostkami w jednakowym stopniu
neutralnymi wobec siebie, określającą krąg zadań, które będą wykonywane w przyszłości w
miarę realizacji kontraktu.
Zwróćmy uwagę na dwa fragmenty podkreślające kwestie neutralności stron umowy i
czasu trwania kontraktu. Neutralność oznacza tu brak relacji podległości kontrahentów, ich
równość wobec prawa i przyjętych norm postępowania w instytucji wymiany. Natomiast
element czasu pozwala rozróżniać relacje stron w akcie jednoczesnej akcji kupna-sprzedaży i
zobowiązania stron wybiegające nawet daleko w przyszłość.
Nieco mniej przejrzyście ujęte jest określenie kontraktu najmu, w którym uwzględnia
się także zagadnienie neutralności stron, ale z dodatkowym zastrzeżeniem, jak również
rozszerza się kwestię realizacji kontraktu. Mamy tu do czynienia z następującym zapisem:
- kontrakt najmu jest umową między jednostką neutralną wobec ryzyka, a
przeciwnikiem ryzyka, określającą krąg zadań, które mogą być wykonywane w przyszłości w
miarę realizacji kontraktu.
77
Korzystam m.in. z prac: A.N. Olejnik, Institucyonalnaja ekonomika. Uczebnoje posobije, Inra-M, Moskwa
2000, rozdział 15; G.P. Litwincewa, Institucyonalnaja ekonomiczeskaja tieorija, NGTUniw., Nowosybirsk 2003,
rozdział 5.
108
W tym ujęciu strony różnią się w stosunku do podejmowanego ryzyka; jeden jest
wrogo nastawiony lub po prostu boi się ryzyka, pragnie więc przekazać kontrahentowi, który
jest obojętny, neutralny wobec ryzyka, prawo kontroli nad swoimi działaniami. Występuje tu
z różną siłą relacja podległości, sytuacja typu pryncypał-agent, nawet jeśli przekazanie prawa
kontroli przez kontrahenta jest dobrowolne.
Delegacja prawa kontroli nad swoimi działaniami zachodzi w sytuacji, kiedy jednostka
spodziewa się uzyskać większe korzyści, niż działając suwerennie, albo otrzymując od
kontrahenta pewną kompensatę za utracone dochody. W takich warunkach tworzą się różne
typy stosunków władczych – prostych, kiedy kontrolę sprawuje bezpośrednio jednostka
uzyskująca taką delegację; złożonych, w sytuacji uzyskania prawa dalszego przekazywania
prawa kontroli innym jednostkom. W tym drugim typie wyróżnia się dodatkowo warianty
przekazywania kontroli konkretnym osobom (ad personam) lub określonym jednostkom
funkcyjnym w pewnej organizacji, urzędzie lub firmie, co określa się jako delegowanie
pozycyjne.
Warto pamiętać, że przy tak ogólnej agregacji rodzajów kontraktu w ramach kontraktu
najmu znalazły się dwa kolejne działy, a mianowicie – kontrakt wynajęcia (dzierżawy)
fizycznego obiektu i kontrakt wynajęcia prywatnej własności. W pierwszym przypadku
dzierżawca otrzymuje na określony czas nie tylko prawo korzystania z obiektu, ale i
uzyskiwania dochodu. W drugim przypadku – tylko prawo korzystania. Przykłady
oportunizmu stron takich kontraktów są powszechnie znane.
Nie łatwo jest umieścić w tej klasyfikacji tak istotne w macierzy instytucjonalnej
zachowania, jakie wynikają z umowy o pracę. Celowo pomijamy instytucję niewolnictwa,
kiedy posługiwanie się pojęciem umowy w relacjach pana z niewolnikiem byłoby po prostu
fałszem. Pojawienie się jednostki ludzkiej określanej jako pracownik najemny lub
pracobiorca i właściciela środków produkcji jako pracodawcy, przyniosło wiele koncepcji i
całych doktryn społeczno-ekonomicznych, wyjaśniających i pobudzających nawet do
rewolucyjnych zmian w funkcjonującym ustroju. O podejściu instytucjonalistów będziemy
jeszcze zapoznawać się w następnych rozdziałach. W tego typu rozważaniach przeplata się
chęć uzyskania precyzji poprzez formalizację z koniecznością uwzględnienia postaw
oportunistycznych i pogonią za maksymalnym zyskiem.
W systemach kontraktowania wspieranych mocno przez prawo stanowione znaczące
miejsce zajmowały w przeszłości, a współcześnie – nawet jedno z czołowych kontrakty
kredytowe. Historia i współczesność dostarczają obfitych przykładów zawierania i realizacji
umów o pożyczki pieniężne lub w innych walorach. Obowiązek zwrotu otrzymanych
aktywów w ustalonej ilości i jakości, całe procedury targowania się o procenty, terminy i
wielkość spłacanych rat, przerodziły się w prawdziwą sztukę i wreszcie naukę, pozostającą
wciąż w częstych konfliktach z praktyką banków i różnych organizacji kredytowania.
Można znaleźć przykłady relacji między kontraktami sprzedaży i najmu, które mają
charakter alternatywy. Warto o tym pamiętać, przyglądając się niższej warstwie klasyfikacji
kontraktów w naszej tablicy. Widzimy tu wydzielenie ze zbioru kontraktów sprzedaży dwóch
kontraktów – klasycznego i neoklasycznego, a ze zbioru kontraktów najmu – relacyjnego
(implikacyjnego) i znowu … neoklasycznego. Nic dziwnego, że na rysunku 6.2. kontrakt
neoklasyczny ma w nawiasie przymiotnik hybrydowy. Konieczne są przeto dalsze omówienia
tych pojęć ze świata kontraktów78.
78
Dobrą podstawą do tego typu klasyfikacji jest koncepcja zawarta w publikacjach amerykańskiego specjalisty
w zakresie socjologii prawa I.R. Macneila, The many futures of contracts, „Southern Kalifornia Law Review”,
1974, nr 47 i Contracts: Adjustments of Long-Term Relations dunder classical, neoclassical and relational
contract law, “Northwestern University Law Review”, 1978, nr 72.
109
KONTRAKT
Kontrakt
Kontrakt
sprzedaży
najmu
Kontrakt
klasyczny
Kontrakt
neoklasyczny
(hybrydowy)
Kontrakt
relacyjny
(implikacyjny
Źródło: A. Olejnik, op.cit., s.237.
Rys. 6.2. Ogólna klasyfikacja kontraktów.
Punktem wyjścia jest hipoteza o racjonalnych zachowaniach, ale w różnym stopniu
uwarunkowanych stanem otoczenia. Oto krótki opis trzech typów kontraktów.
Kontrakt klasyczny ma trzy główne cechy: 1) jest kontraktem kompletnym; 2)
kontrahenci zachowują się zgodnie z koncepcją równowagi ogólnej Arrowa-Debreu; 3)
zobowiązania kontraktowe można analizować bez ponoszenia kosztów79. Taki kontrakt jest
umową zawieraną sporadycznie przez w pełni autonomiczne jednostki, których postawy i
wzajemne relacje koordynuje tylko mechanizm cen, a ogólna sytuacja społeczno-gospodarcza
generuje tylko niski stopień niepewności. Wszystkie warunki umowy, przedmiotem której jest
jasno określony towar, chroni instytucja państwa (np. sądy). Kontrahenci bez większego trudu
znajdują potrzebną informację, a wobec ryzyka zachowują pełną neutralność. Z reguły mamy
do czynienia z kontraktami krótkoterminowymi, z prostym charakterystykami towarów i
wyraźnie określonymi zobowiązaniami stron umowy. Taki kontrakt ma także zalety znanych
standardów i pozostaje w zgodzie z obyczajem i tradycjami. Strony mają silne bodźce do
pełnej realizacji kontraktu, natomiast mogą występować różnice w dostępie do informacji
posiadanej przez sądy i do opinii o reputacji kontrahenta.
Kontrakt klasyczny jest taką instytucją, która umożliwia dokonywanie aktów wymiany
na rynkach konkurencyjnych. W modelach ogólnej równowagi, zwłaszcza Arrowa-Debreu,
uwzględnia się i rozróżnia następujące instytucje: prawo rozporządzania, rynki i
walrasowskiego licytatora. Można się spotkać z poglądem, że instytucja rynku jest zbiorem
klasycznych umów, które zajmują się wymianą jednorodnych dóbr. W kontraktach
klasycznych identyfikacja kontrahentów jest bez znaczenia, ponieważ ich zachowania
ograniczają trzy wyżej wymienione instytucje80.
79
Teoria równowagi ogolnej Arrowa-Debreu jest punktem wyjścia także do badań nad pojęciem dobrobytu,
niepewności i roli pieniadza. Dostarczyła dowodu, zgodnego z logiką matematyki i jednocześnie sensownego
ekonomicznie, na istnienie jednego rozwiązania modelu równowagi ogólnej. Przyjęte zostały następujące
założenia: 1) występowanie stałych lub malejących korzyści skali; 2) braku tzw. efektów zewnętrznych w
produkcji lub konsumpcji; 3) istnienia kompletnego zbioru rynków. Ta teoria odkryła także warunki istnienia
systemu cen koordynujących decyzje podmiotów gospodarczych w kierunku optimum.
80
Por. J. Martiensen, Institutionenökonomik. Die Analyse der Bedeutung von Regeln und Organisationen für die
Effizienz ökonomischer Tauschbeziehungen, F.Vahlen, Műnchen , 2000, rozdział 10.
110
Kontrakt neoklasyczny to także jednorazowe lub sporadyczne akty wymiany, ale w
warunkach poważnej niepewności, utrudniającej precyzyjne określenie warunków umowy, a
jej przedmiot ma specyficzne lub wręcz unikatowe cechy. Takie kontrakty zwierane są na
relatywnie długie okresy ze względu na konieczność liczenia się z pojawieniem się
nieprzewidzianych następstw realizacji poszczególnych etapów i ostatecznego efektu
kontraktu. Legalizm takich umów jest pożądany, ale raczej w formie na tyle elastycznej, by
pozwalał skutecznie poprawiać zasady współpracy kontrahentów. Mogą to być specjalne
pomocnicze narzędzia do analizy postępów realizacji umowy, zmiany w zasadach kalkulacji
kosztów i nawet dopuszczenie poważniejszych zmian po zasięgnięciu opinii rzeczoznawców.
Identyfikacja uczestników umowy ma przeto duże znaczenie ze względu na konieczność
przestrzegania zobowiązań. Kontrakty są niepełne, dopuszcza się umowy w formie ustnej i
pisemnej, a konflikty między stronami przekazywane są arbitrażowi, który zwykle wymaga
od zainteresowanych dostarczenia dodatkowych informacji.
Kontrakt relacyjny (implikacyjny) obejmuje relacje stron, które nawet w warunkach
dużej niepewności cechuje długotrwała ciągłość. Znamienne, że obopólna korzyść umowy
pozwala górować w niej warunkom nieformalnym nad formalnymi. Gwarancje stwarza
wspólny interes, własne sposoby samoobrony i obrona ze strony zaufanego partnera.
Określenie relacyjny ma służyć trudnemu zadaniu całościowego opisu form organizacyjnych,
które pozwolą rozwiązać problemy koordynacji i motywacji. Kontrakt relacyjny służy przeto
tworzeniu formy organizacyjnej obejmującej proces transakcji od prostej wymiany rynkowej,
poprzez ciąg form przejściowych aż do układu hierarchicznego wielkich przedsiębiorstw.
Istotna różnica między kontraktem neoklasycznym a relacyjnym (implikacyjnym)
polega na tym, że ten pierwszy zakłada takie reguły gry (pierwotne i wyjściowe), które
pozwalają prowadzić grę ze zmieniającym się otoczeniem aż do uzyskania prawnej formy
kontraktu. W kontrakcie relacyjnym reguły gry tworzą się w całym przebiegu dotychczasowej
współpracy, mają cechy implikacyjne, zawierając konkluzje lub nie dające się weryfikować.
Dyskusja wokół tego typu kontraktów wciąż jest daleka od wyraźnego rozgraniczenia
poglądów. Pojawienie się teorii kosztów transakcyjnych i nowego ujęcia istoty rynku i
przedsiębiorstw oraz roli układów sieciowych, przyniosły niezwykle liczne wyzwania w
metodologii nauki.
Przedstawiony skrót treści trzech typów kontraktów możemy rozwinąć, zapoznając się
z tablicą 6.3., pozwalającą także porównać ich podstawowe cechy.
111
Cechy
kontraktu
1. Termin
2. Mechanizm
prolongacji
Klasyczny
Neoklasyczny
Relacyjny
Krótkoterminowy
Może być
długoterminowy
Przewiduje się
Długoterminowy
Sformalizowany
Z reguły –
nieformalny
Samospełniający się
3. Formalizacja
Nie występuje,
kontrakt
samolikwidujący się
Sformalizowany
4. Mechanizm
ochrony
Chroniony z pomocą
strony trzeciej - sądu
5. Standardowość
6. Pełność
7. Mechanizm
adaptacji
Standardowy
Pełny
Nie występuje
Pomoc trzeciej
strony – specjalnego
sądu
Niestandardowy
Niepełny
Występuje
Występuje
Niestandardowy
Niepełny
Występuje, odgrywa
ważną rolę
Źródło: G. Litwincewa, op. cit., s. 156.
Tablica 6.2. Porównanie charakterystyk trzech typów kontraktów.
Zaproponowana klasyfikacja kontraktów jest tylko prostym ułatwieniem w
poznawaniu bogatego obszaru zjawisk w ramach macierzy instytucjonalnej i będzie wciąż
potrzebna w studiowaniu kolejnych działów ekonomiki instytucjonalnej. Definicje wielu
rodzajów kontraktów znajdować będziemy w dokumentach normatywnych, archiwach firm,
orzeczeniach sądów i w informacjach płynących codzienne w środkach masowego przekazu.
Dla zorientowania się w bogactwie nazw kontraktów warto poświęcić jeszcze nieco uwagi na
zapoznanie się z prostym zestawieniem par przeciwstawnych określeń kontraktów81.
Zestawienie par przeciwstawnych cech kontraktów
1. Kompletny
– Niekompletny
2. Klasyczny
– Relacyjny
3. Eksplikacyjny
– Implikacyjny
4. Obowiązujący
– Nieobowiązujący
5. Formalny
– Nieformalny
6. Krótkoterminowy
– Długoterminowy
7. W standardowej formie
– Kompleksowy
8. Wspomagany trzecią stroną
– Samorealizujący się
9. Indywidualny (bilateralny)
– Kolektywny (multilateralny)
10. Sądownie weryfilowalny
– Sądownie nieweryfikowalny
11. Umowa w imieniu własnym
– Umowa w cudzym imieniu
12. Umowa z informacją symetryczną – Umowa z informacją
asymetryczną.
Większość podanych określeń nie wymaga dodatkowych objaśnień. Zatrzymam się
przeto tylko na mniej znanych.
Określenie obowiązujące i nieobowiązujące odnoszą się do postawy wobec skutków
prawnych. Dla przykładu, kontrakty sprzeczne z dobrymi obyczajami kwalifikuje się do
grupy nieobowiązujących. Praktyka dostarcza wielu przykładów ogromnych trudności, które
81
J. Martiensen, op. cit., s. 358.
112
usiłują pokonać sądy orzekające w sprawach wielu kontraktów. Stąd pojawia się także nazwa
kontraktów sądownie weryfikowalnych i sądownie nieweryfikowalnych. Z kolei kontrakty w
imieniu własnym zawiera agent w swoim imieniu, albo w imieniu pryncypała, a więc w
cudzym. Stosunek w kontrakcie między pryncypałem i agentem może mieć charakter
służbowy i być umową weryfikowalną lub nie przez sądy. Podobny, ale nie identyczny
charakter mają kontrakty samorealizujące się i wspomagane. Chodzi bowiem nie tylko o
ochronę i pomoc sądów, ale także instancji polubownych i ekspertów.
Eksplikacyjne i implikacyjne nie są jednolite, czasem można tę parę określić mianem
kontraktów jawnych i niejawnych. Najczęściej dotyczą one umów o pracę, zatrudnienie w
warunkach, kiedy część postaw obu stron jest w domyśle, wynika z ogólnych praw i nawet
tradycji pracy i wynagrodzenia za trud.
*
Trzymając się ogólnych wskazówek zawartych w tym podrozdziale skupimy się teraz
nad teoretycznym ujęciem kontraktu kompletnego, sygnalizując jednocześnie autentyczną
potrzebę poświęcenia szczególnego wysiłku kolejnemu rozdziałowi wykładu, w którym
szeroko prezentowane będą problemy kontraktów niekompletnych.
6.3. Kontrakt kompletny – uwagi uzupełniające
O kontrakcie kompletnym wspomniałem już z okazji omawiania klasyfikacji, podając
jego prostą definicję, ale także dostarczając sporo informacji na temat struktury i sieci
powiązań, ponieważ było to nam potrzebne dla zorientowania się w pewnych
prawidłowościach i zasadach budowy wszelkich umów. Ułatwiony przeto został taki zabieg,
jak klasyfikacja występująca w świecie kontraktów. Decydując się przeto na prezentację
dodatkowych uwag, miałem na względzie centralne zagadnienie – uświadomienie roli
koncepcji kontraktu kompletnego jako modelu, a raczej wzorca, służącego poznawaniu
dynamiki świata kontraktów i doskonaleniu zarówno teorii, jak i praktyki posługiwania się
kontraktami niepełnymi. W ten sposób przygotujemy sobie grunt dla eksploracji treści
następnego rozdziału.
Uwaga pierwsza dotyczy apelu o przywołanie zapamiętanych treści z encyklopedii
(propedeutyki, podstaw) prawa dotyczących prawa zobowiązań i tych fragmentów Kodeksu
cywilnego, które porządkują zachowania stron w procesie wymiany rynkowej i realizacji
treści umów gospodarczych82. Z własnego doświadczenia wiem, jak trudno jest scalić poglądy
ekonomistów i prawników, na płaszczyźnie teoretycznej i praktycznej, przy zachowaniu
pełnego wzajemnego szacunku. Sięgając do encyklopedii i słowników oraz studiując polskie
rozprawy i podręczniki na temat ekonomicznej i prawnej teorii kontraktów, możemy łatwo
przekonać się o tym, jak często różnimy się w pozornie znanych zagadnieniach.
Świadomość słabości ogólnej i ekonomicznej teorii kontraktów jest znana i
analizowana przez wybitnych prawników, którzy zdają sobie sprawę także z niedoskonałości
stanowionego prawa umów (kontraktów i zobowiązań). Warto zwrócić uwagę na kilka tez z
obszernego eseju naukowców amerykańskiego Yale Law School, dostępnego także nam
dzięki Internetowi83 .
Wybitni fachowcy z tego ośrodka stwierdzają, że prawo kontraktowe (contract law)
nie jest ani kompletną pozytywną teorią opisującą jak jest, ani kompletną normatywną teorią
wyjaśniającą, jak być powinno. Znamy takie twierdzenie już z początkowych wykładów
ekonomii, która jako nauka musi rozwijać się w ciągłym napięciu, aby w pogoni za precyzją
82
Dobrze jest mieć pod ręką przynajmniej aktualne wydanie: Kodeks cywilny. Przepisy wprowadzające, Wyd.
„Park”.
83
Por. A.Schwartz, R.E.Scott, Contract Theory and the Limits of Contract Law. Yale Law School 2003. Internet
– http://lsr.nellco.org/yale/lepp/papers/275.
113
nie zgubić celów społecznych. Luki między ustaleniami prawa i etyki występują już w
tradycyjnym ujmowaniu pojęcia kontraktu, jako umowy obejmującej wszystkie zawarte w
niej obietnice (promises). Nawet w szczegółowych przepisach na temat egzekwowania
przetargów (bargains) konieczne jest uwzględnienie całego spektrum i ciągu problemów – od
standardowych form kontraktu między firmami i konsumentami do typowych umów
handlowych między organizacjami biznesu. Tak obszernego zestawu zagadnień nie objaśniła
jeszcze w pełni żadna pozytywna teoria prawa kontraktów.
Również normatywne teorie borykają się z istotnymi trudnościami. Opierają się one na
jednej z norm, jak np. autonomia lub efektywność, uwzględniając dodatkowo różnorodność
treści ujmowanych w umowie, do której taka teoria musi się odnosić. Teorie pluralistyczne
usiłują sprostać zapotrzebowaniu zgłaszanemu przez teorie unitarne, które domagają się od
sądów przestrzegania zasad efektywności, uczciwości, wiarygodności i ochrony
indywidualnej autonomii. Takie metateorie pozwoliłyby określać, które z celów można uznać
w warunkach konfliktów za decydujące. Pilnym zadaniem w naszych czasach jest
opracowanie normatywnej teorii, która będzie pomocna decydentom w regulowaniu
kontraktów biznesowych. Oto jeden z wariantów takiej teorii, zaprezentowanej w cytowanym
eseju, spełniający warunki kompletności w bardzo wysokim stopniu.
W proponowanej teorii wyróżniono 5 części: 1) usprawiedliwiająca (uzasadniająca)
efektywność teorii kontraktów; 2) i 3) związane z funkcjami wdrażania i interpretacji umów;
4) omawiająca problem nie wywiązywania się z zobowiązań; 5) związana z regułami
obligatoryjności (obowiązkami stron). Tylko w największym skrócie przedstawię główne
problemy ujęte w tych częściach postulowanego wzorca.
Część pierwsza wiąże się z etyką biznesu i moralnym usprawiedliwieniem celu
przedsiębiorstwa, jakim jest dążenie do maksymalnego efektu, w tym – zysku. Przypomnijmy
tradycje sięgające kanonistycznej teorii ceny sprawiedliwej i podobne ujmowanie pogoni za
zyskiem w różnych doktrynach religijnych. W innym kontekście o efektywności wypowiada
się prawo w odniesieniu do postawy państwa wobec przedsiębiorstw prywatnych. Tu pojawia
się potrzeba uwzględnienia typu uprawianej polityki gospodarczej – liberalnej lub
protekcjonistycznej lub wręcz nakazowo-administracyjnej.
Funkcja wdrażania kontraktu, obejmująca część drugą, zajmuje się wyraźnie
instytucjonalnie potraktowaną i analizowaną w etyce biznesu kwestią samej potrzeby
wdrażania. Czy zawsze konieczny jest przymus, czy wystarczy zachęta i system bodźców?
Jak unikać zamętu w zawieraniu umów i zachowywać się w warunkach nieprzewidywalnych
rynków? Wreszcie kwestia zasadności i skali stosowania przymusu w działaniach
wdrażających prawo kontraktowe, związana silnie z tradycjami i funkcjonowaniem macierzy
instytucjonalnej.
Z kolei funkcja interpretacji, ujęta w części trzeciej schematu umowy, podejmuje
trudną sprawę języka jako środka komunikacji, ale przede wszystkim fundamentalnej
instytucji społeczeństwa. Autorzy słusznie zwracają uwagę na fakt różnego interpretowania
pojęć i zagadnień przez strony kontraktów, stosujące swój styl i posługujące się językiem
innego środowiska. Zdarza się i tak, że uchylanie się i nie wywiązywanie się z przyjętych
zobowiązań strony przedstawiają w językach zindywidualizowanych, mało znanych lub
nieznanych sądowi. Liczne przykłady rozpraw dowodzą nie tylko zdolności krasomówczych
prokuratorów, obrońców, świadków i sędziów, ale także autentycznych trudności
lingwistycznych.
Część czwarta traktuje o sprawach uchylania się od zobowiązań i związanych z tym
kosztami. Chodzi o precedensy, reguły i standardy, które mogą być trudne do zdefiniowania
np. w warunkach asymetrii informacji występującej między kontrahentami. W części ostatniej
dość krótko omawia się zagadnienie postaw stron w obliczu koniecznych zmian warunków
umowy i możliwości obciążenia karami.
114
Z prawniczej teorii kontraktów wyłania się druga istotna uwaga na temat kontraktu
kompletnego. Mamy mianowicie wskazówkę, że kontrakt jest kompletny, jeżeli strony
potrafiły w sposób odpowiedzialny wyspecyfikować swoje prawa i obowiązki dla wszystkich
możliwych w przyszłości stanów realizacji umowy. Wniosek jest drastycznie prosty – nie
może być żadnych luk w warunkach takiego kontraktu! Nie należy przeto dziwić się, że
mamy do czynienia z wręcz abstrakcyjnie ujętym wzorcem, od którego każde odchylenie
rodzi potrzebę ingerencji kontraktów i strony trzeciej (arbitra, sądu). Twarda praktyka
gospodarowania i zasady głoszone przez ekonomię podpowiadają konieczność liczenia się z
dodatkowymi kosztami likwidacji lub przynajmniej redukcji powstających luk w realizacji
kontraktów. Prawo szeroko uwzględnia takie poczynania w ramach
tzw. reguł
niewywiązywania się z zobowiązań (default rules), natomiast ekonomia i praktyka
gospodarcza włącza raczej świadomie tego typu nakłady do rachunku uwzględniającego
stopień ryzyka zawierania i realizacji każdej umowy, przewidując jej niekompletny charakter.
Aby bliżej poznać zagadnienia powstawania i usuwania luk między prawem i
gospodarką w procesie realizacji umów musimy przebijać się przez gąszcz słownictwa
zawartego w kodeksach i podręcznikach84. Dla przykładu, warto zapamiętać, że zobowiązania
zawarte w kontraktach mają dwojaki charakter – są fakultatywne (default) lub obligatoryjne
(mandatory), co rzutuje na prawne skutki ich niewykonania. Zobowiązania fakultatywne
można w zawartym kontrakcie zmieniać lub modyfikować; w drugim przypadku jest to
niemożliwe. Podział ten stawia trudną kwestię etyczną, a mianowicie – jakie przesłanki
moralne powinny leżeć u podstaw traktowania obu grup zobowiązań? Przykładowo,
obowiązek działania w dobrej wierze i zapewnienia gwarancji walorom handlowym, będącym
przedmiotem wymiany (good faith, warranty of merchantability), posiada charakter
obligatoryjny, bo nie daje się wyrzucić z umowy; natomiast fakultatywne cechy mają
zobowiązania typu: zwłoka, odmowa zapłaty, zaniedbanie, uchybienie lub brak. Kodeksy, siłą
rzeczy, obejmują przede wszystkim kwestie zobowiązań fakultatywnych. Ekonomiści i
prawnicy muszą więc nauczyć się wiele, aby odróżniać pozytywną i normatywną
instytucjonalną teorię kontraktów.
Kolejna, związana z tym uwaga dotyczy próby uogólnienia koncepcji fakultatywnych
reguł postępowania w przypadku nie tylko wywiązywania się z typowych umów, ale w
okolicznościach szczególnych. Przykładem jest prawo spadkowe i dokumenty wyrażające
wolę jednostki, zwykle – testament. Reguły dziedziczenia majątków należą do typowo
fakultatywnych, bowiem wola właściciela może być zmieniona przez niego samego. Możemy
tylko wyobrazić kompletne kodeksy praw na każdą okoliczność i wszelkie następstwa w
przyszłości. Ciekawe są reguły, którymi rządzą się współczesne korporacje, ponieważ
występują tam zbiory reguł fakultatywnych i obligatoryjnych. Mamy znów do czynienia z
prostym wnioskiem, że reguły fakultatywne niewywiązywania się z warunków umowy można
stosować do autorytatywnych tekstów prawnych.
Pozostaje jeszcze ważne z punktu widzenia moralności pytanie – jakie zasady
normatywne powinny być wykorzystane w tworzeniu fakultatywnych reguł naruszania
warunków kontraktu? Odpowiedź jest dość mętna. Można przyjąć regułę włączenia zasad
powszechnie akceptowanych w społeczeństwie, którego część stanowią kontrahenci.
Postuluje się także uznać za kryterium efektywność wdrażanej reguły lub jej wpływ na
maksymalizację użyteczności. Nie trudno zauważyć, że w historii doktryn ekonomicznych
kwestia ta w sposób jawny lub ukryty była propagowana i testowana w praktyce
gospodarczej. Duch liberalizmu sprzyjał uwzględnianiu zasady ochrony autonomii i wolności
84
Powtórnie zalecam sięgnięcie do Kodeksu cywilnego, cytowane wydanie, tytuł VII, dział III, Wykonanie i
skutki niewykonania zobowiązań z umów wzajemnych. W Internecie łatwo znajdziemy cenny materiał pod
hasłem „Legal Theory Lexicon”.
115
jednostki w relacjach kontrahentów, zalecając minimalizację restrykcji i przestrzeganie
sprawiedliwości i równości ekonomicznej stron.
W pogoni za kompletnym kontraktem i w pełnej świadomości jego abstrakcyjnego
kształtu, dochodzi się także do niezwykle sugestywnego dla ekonomistów wniosku, że taka
pogoń rodzi coraz wyższe koszty i musi być w pewnym momencie przerwana. Tak działają
podmioty gospodarcze aż do szczebla instytucji państwa. W praktyce legislacyjnej wyjściem
jest prawo o dobrach publicznych, znane dobrze i w ekonomii, gdzie za takie uważa się dobra,
które konsumowane przez jedną osobę mogą być jednocześnie konsumowane przez innych.
Reguły w tym przypadku wykluczają konkurencję i niektóre podmioty. Warto w tym miejscu
wspomnieć o współczesnych trudnościach w umowach związanych z prawem własności
intelektualnej.
*
Zamykając ten rozdział warto zapamiętać, że wiedza w nim zawarta będzie nam
potrzebna do głębszego zrozumienia teorii i praktyki kontraktów niepełnych. Musimy
uświadomić sobie, że nawet intuicyjnie rzecz biorąc, poznany już kontrakt kompletny jest
prostym wzorcem umowy, która zawiera ustalenia (provisions) odpowiadające potrzebom
każdej ewentualności, a więc – kontrakt kompletny nie ma żadnych luk! Zwróćmy uwagę na
fakt, że w określeniu każda ewentualność zawarty jest sygnał o pewnym zagrożeniu płynącym
z ogólnej niepewności i prawdopodobnych zmian w stanach spraw, w których jest
realizowany kontrakt. Stąd płynie wniosek, że w warunkach nieskończonego ciągu przyszłych
stanów, w którym działają umowy, nie jest możliwe zapewnienie im jednego wzorca
kontraktu kompletnego. Można najwyżej mówić o równie nieskończonym ciągu kontraktów
aspirujących do nazwy kompletny. Praktyczne rozwiązanie tego problemu polega na
poszukiwaniu kompromisu, przybliżenia do pełnej kompletności, praktycznego wykluczenia z
rozważań ewentualności zjawisk z obszaru fikcji paranaukowych. Przykłady tego typu
otrzymujemy z doświadczeń zawierania i realizacji zarówno kontraktów wielkich korporacji,
jak i małych podmiotów gospodarczych i z informacji instytucji prawa. Zawsze mogą
wystąpić kwestie zgodności poglądów pozytywnych z normatywnymi.
Zalecana literatura
1. O.E. Williamson, Ekonomiczne instytucje kapitalizmu. Firmy, rynki, relacje
kontraktowe, PWN, Warszawa 1998, rozdziały II i III.
2. B. Salanié, The Economics of Contracts. A primer, The MIT Press, Cambridge MA
1997.
116
7. PROBLEMY KONTRAKTÓW NIEKOMPLETNYCH
Treść poprzedniego rozdziału pozwoliła nam opanować podstawy ogólnej teorii
kontraktów, ale także zapoznać się z różnymi próbami ich klasyfikacji. Znacznie mniej
miejsca zajęła prezentacja cech kontraktu kompletnego, ale warto przypomnieć jego
znaczenie, jako punktu odniesienia do analizy dominującego w praktyce zbioru kontraktów
niekompletnych. Ułatwi to nam realizację w tym rozdziale następującego celu:
- poznać i ugruntować wiedzę o teorii i praktyce kontraktów niekompletnych, poprzez
zwrócenie uwagi na aktualne badania inspirowane przez gwałtowne zmiany w systemach
społeczno-gospodarczych oraz rozwijanie umiejętności analizy coraz powszechniej
wdrażanych kontraktów relacyjnych.
7.1. Teoria i praktyka kontraktów niekompletnych
Literatura poświęcona procesowi zawierania i realizacji kontraktów niekompletnych
rośnie lawinowo od lat 80-ych ubiegłego wieku, zwłaszcza w powiązaniu z działalnością
wielkich korporacji i próbami stworzenia teorii opartej na rygorach metodologii nauki. W
kształceniu specjalistów z tej dziedziny korzysta się z licznych sformalizowanych ujęć
modelowych i przykładów zaczerpniętych z praktyki biznesu. W naszym studium zagadnień
ekonomiki instytucjonalnej możemy tylko przybliżyć pewne ogólne koncepcje, ale nie
ignorując także wiedzy o sformalizowanych ujęciach modelowych. Zręby takiego ujęcia
przedstawili w 1998 r. uczeni amerykańscy Oliver Hart i John Moore, ożywiając kolejną
wymianę poglądów85. Autorzy pragnęli odeprzeć atak przeciwników tradycyjnego ujęcia
teorii kontraktów niekompletnych, którzy wskazywali na brak ścisłej, rygorystycznej
prezentacji jej podstaw. Odsyłając chętnych do oryginalnego tekstu, przypomnę tu kilka
ważnych twierdzeń.
Tradycyjny punkt wyjścia opierał się na tezie o warunkach niepewności, w której
muszą działać kontraktorzy obdarzeni ograniczoną racjonalnością. W związku z tym powstaje
sprzeczność, ponieważ apelując do teorii kosztów transakcyjnych, oczekuje się ex ante opisu
istoty wymiany. Bez związku z tą sprzecznością pojawiły się koncepcje, że jednak strony
mogą opracować całkiem mądre kontrakty, dzięki upowszechnianiu informacji potrzebnej do
wcześniejszego opisania przyszłych warunków. Model Harta-Moore`a nie widzi zagrożenia
ze strony takiego ujęcia, ale opiera się na twierdzeniu, że można bez ponoszenia kosztów
przeprowadzić granicę między zbiorem możliwych, przyszłych, dających się opisać
transakcji, w którym dodatkowo znajduje się także kontrakt tzw. zerowy (istotnie –
niekompletny!), spełniający warunek optymalnego. Opisywalność sytuacji problemowej ma
oczywiście znaczenie, ale niepełna opisywalność może być wystarczająca. Autorzy odrzucają
pogląd, że realne kontrakty są totalnie niekompletne, opowiadając się za tezą, że kontrahenci
nie są zdolni do zrezygnowania z renegocjacji i wyrzeczenia się ingerencji trzeciej strony.
Wysoka precyzja wywodów Harta-Moore`a zyskała duże uznanie, ale także i życzliwe
ostrzeżenie, aby nie lekceważyć znaczenia opisywalności różnych nadzwyczajnych sytuacji86.
Wbrew rysującej się zgodzie na podział wszystkich kontraktów na kompletne i
niekompletne, deklarowanej akceptacji znaczenia kontraktu kompletnego jako pożytecznej
abstrakcji i punktu odniesienia do analizy realiów zawierania i realizacji wszelkich umów,
wciąż znajdujemy interesujące wątki w dyskusjach, zwłaszcza toczonych między prawnikami
85
Por. O. Hart, J. Moore, Foundations of Incomplete Contracts, NBER Working Paper Series 6726, Cambridge,
MA, 1998.
86
Takie ostrzeżenie i ciekawe poglądy znajdują sie w artykule: E. Maskin, On Indescribable Contingencies and
Incomplete Contracts, dostępnym on-line w Internecie. (2001r.)
117
i ekonomistami. Przypomnę pewne uogólnienia przydatne w studiowaniu instytucjonalnej
teorii kontraktów.
Wymiana poglądów między prawnikami i ekonomistami, znajdująca wyraz w
publikacjach minionych 20-30 lat, dowodzi zmiany postaw w kilku istotnych dziedzinach87.
Specjaliści twierdzą, że prawnicy znaleźli poprawne rozwiązanie kwestii efektywnego
zerwania umowy i dysponują licznymi przykładami odpowiednich orzeczeń sądowych.
Związane z tym zagadnienie podejmowania właściwego ryzyka również nie sprawia
większych trudności. Problemy wysuwane przez ekonomistów nie mają już agresywnego
charakteru i mogą być omawiane w drodze normalnej wymiany poglądów. Sama literatura
ekonomiczna ma bogaty dorobek w dziedzinie analizy decyzji poprzedzającej zawarcie
umowy i jej realizacji, tak dalece ujęty w logiczne wywody, że pozwala coraz szerzej
stosować matematyczne metody prezentacji. Jako słabość ekonomistów wymienia się na
pierwszym miejscu zlekceważenie problemu podejmowania decyzji na temat zabezpieczeń
(precautions, zapobiegania) redukujących prawdopodobieństwo zerwania kontraktu. Pojawiły
się przeto nowe trudności w interpretacji pojęć związanych z kontraktami i nowymi formami
w ramach struktury instytucjonalnej.
Należy odnotować dość znaczące nieporozumienie powstałe między ekonomistami i
prawnikami, wywołane przyczepieniem do umów etykietki kontrakty niekompletne,
sugerujące wszak istnienie kontraktów kompletnych. Prawnicy mogą po prostu przyjąć, że
każdy kontrakt niekompletny ma luki i powinien być uzupełniony np. w postaci reguł
zerwania umowy (default rules) lub prawną wykładnię użytych pojęć. Czy zatem kontrakt
kompletny może być przedmiotem rozważań sądów? Z punktu widzenia prawników – sądu –
kontrakt jest kompletny, jeśli strony są zgodne, że umowa zawiera wszystkie zmienne
dotyczące warunków zobowiązań. A jednocześnie jesteśmy już w pełni przekonani, że w
samym dążeniu do kompletności strony napotykają barierę kosztów. W realnym świecie –
pisał wybitny znawca zagadnienia – negocjowanie kontraktu jest kosztownym biznesem, który
mobilizuje menedżerów i prawników. Musi przeto zaistnieć sytuacja, że w pewnym punkcie
koszt uwzględnienia w rachunku nadzwyczajnego przypadku przewyższy korzyści wpisania do
umowy specjalnej klauzuli i kontrakt będzie podpisany bez niej88. Powstała zatem kwestia –
jak opracować skuteczną legalną alternatywę, która nie wymaga pełnej specyfikacji
warunków umowy. Jak to się ma do tezy, że przyszłość oznacza nieskończoną ilość
możliwych stanów sytuacyjnych?
Powyższe kwestie należy potraktować jako kompromis konieczny oraz rozpatrywać w
węższych ramach problemu opracowania zbioru reguł przyjętych w umowie lub przez sam
system prawny, który może równocześnie optymalizować inicjatywy obu stron w sytuacji, w
której występują dwa ograniczenia: 1) sądy są niedoskonałymi decydentami; 2) kontrahenci
mogą zawsze renegocjować swoje umowy.
Sądy niedoskonałe (imperfect courts) nie potrafią po prostu zmierzyć w miarę
dokładnie pewnych zmiennych, uwzględnionych w zobowiązaniach, jak np. procentową
zmianę kosztów produkcji w stosunku do pułapu określonego w kontrakcie. Podobnie jest z
mierzeniem zmian w produkcji lub dostawach, na które wpływ wywierają zmiany gustów lub
mody, mające miejsce w okresie realizacji kontraktu. Niektóre z tych wielkości nie dają się
nawet bezpośrednio obserwować i szacować. Przykładem może służyć fakt dodatkowego
włączenia przez kontrahenta kosztów utraconych możliwości (opportunity costs). Ogólnie
mówi się, że sądy mogą mieć do czynienia z uzyskaniem informacji, która nie daje się
obserwować (ewidencjonować, przetwarzać statystycznie) i weryfikować. Orzekanie w
sprawach, gdzie występuje taka cecha dostępności informacji jest niezwykle trudne lub wręcz
87
R. Craswell, The “Incomplete Contracts” Literature and Efficient Precautions, “Case Western Reserve Law
Review”, 2005, v. 56, nr 1,s. 151-168.
88
B. Salaniè, op. cit., s. 175.
118
niemożliwe. Z tego punktu widzenia – pisze znawca problemu – hipotetyczny perfekcyjny
system sądowy, tj. system zdolny do precyzyjnego określenia, bez ponoszenia kosztów,
efektywnego działania w każdym możliwym stanie sytuacji, jest ex post ekwiwalentem
perfekcyjnego kontraktu kompletnego, w którym strony same są w stanie wyspecyfikować
precyzyjnie i bez dodatkowych kosztów efektywne działanie w każdej możliwej sytuacji89. Nie
warto dowodzić, że mamy tu do czynienia z czystą abstrakcją.
Ważny w praktyce problem wyboru między kontynuacją realizacji umowy lub jej
zerwaniem czy też wstrzymaniem, stwarza kolejną okazję do opracowania przez sądy
procedury lub formuły stosowania bodźców dla efektywnych zachowań kontrahentów.
Chodzi o znalezienie ekwiwalentu wobec zarzutu zaniedbania (negligence rule) postawionego
stronie wstrzymującej realizacje lub nawet zrywającej umowę. Znowu pojawia się problem
mierzenia efektów i optymalizacji bodźców obu stron kontraktu. Szacowanie strat jest znane
od wieków, ale wciąż jest dalekie od precyzji. W fachowej literaturze zaczyna jednak
dominować pogląd, że osiągnięcia sądów w tym zagadnieniu są poważne. Ogólny wniosek
jest prosty – sądy w wielu sprawach działają niedoskonale, z pewną dozą ryzyka i błędu, ale
są już w stanie stworzyć skuteczne bodźce, skłaniające kontrahentów do zmiany postaw i
podjęcia renegocjacji umowy.
Dość powszechny jest pogląd, że w odniesieniu do praktyki kontraktów
niekompletnych strony są skłonne do renegocjacji w każdym czasie. Pojawia się niekiedy
paradoks – z jednej strony, możliwość renegocjacji ułatwia prawnikom dostarczanie
kontrahentom właściwych bodźców dla dokonania wyboru między decyzją o dalszej realizacji
umowy lub jej wstrzymaniu czy zerwaniu. Z drugiej strony, prawnicy mają więcej trudności
w dostarczaniu stronom właściwych bodźców do innych efektywnych wyborów. Oto kilka
uwag na ten temat.
Efektywny wybór – kontynuować czy zerwać – opiera się na prawie nakazującym
wyrównanie uczynionych szkód. Tak długo, jak długo renegocjacje są możliwe, wybór
efektywny jest także możliwy. Trzeba jednak pamiętać, ze inne bodźce do działań nie dadzą
się łatwo optymalizować. Przykładem jest wpływ wyboru na zaufanie (reliance)
proponowanej transakcji. Jeżeli, przykładowo, podjęta decyzja wymusi zmiany w technologii
dostawcy, zakupu pewnej maszyny, wyjścia naprzeciw oczekiwaniom klienta, to pojawi się
problem wielkości kosztów i tolerowanego ryzyka. Efektywny poziom zaufania musi przeto
być określony w stosunku do ex ante prawdopodobieństwa, że dostawca, sprzedawca będzie
umowę dalej realizować. Łatwo dowieść, że sądowi będzie trudno zdecydować o takim
wskaźniku i uznać tezę, że możliwość renegocjacji nie rozwiązuje problemu efektywnej
inwestycji w poziom zaufania. Znawcy problemu twierdzą, że w naszych czasach jest trudno
lub wręcz niemożliwe zawarcie umowy odrzucającej zasadę negocjowania, która sama nie
podlegałaby renegocjacji.
Pozostaje jeszcze kwestia zabezpieczeń (precautions), zapobiegania i ogólnie rzecz
biorąc – nakładów każdego działania redukującego prawdopodobieństwo przypadku
utrudniającego realizację kontraktu. Tradycje zabezpieczenia się przed wypadkami, podobnie
jak i w sprawach o wykroczenia, opierały się na zasadzie ponoszenia pełnych kosztów za
wyrządzone szkody. Bliżej naszych czasów kontrahenci zaczęli korzystać z narzędzi analizy
matematycznej, zwłaszcza z prawidłowości dających się odczytać z rozkładów
prawdopodobieństwa zaistnienia szkód. Inwestycje zapobiegające lub zabezpieczające
podejmowała zwykle jedna strona. W sytuacji możliwości prowadzenia renegocjacji ex post
pojawia się alternatywa – samofinansowania lub wspólnego inwestowania stron w dodatkowe
zabezpieczenie realizacji kontraktu. Samofinansowanie występuje wówczas, gdy strona
inwestuje w zaufanie (reliance) klientów do swojej działalności, a korzyści z tego tytułu
89
R. Craswell, op. cit., s. 156.
119
odnosi on sam. Inwestowanie wspólne jest trudniejsze, bo wymaga porozumienia
długookresowego, kiedy np. jednej ze stron opłaca się inwestować w kontrolę jakości swoich
wyrobów, a druga strona ma korzyści trudniejsze do oszacowania.
Niedoskonałość sądów występuje bardzo często w prywatno-dowodowych sprawach
(adversarial litigation), kiedy konieczna jest weryfikacja informacji dostarczanej przez strony
i posiadanej przez sąd90. Prawna teoria kontraktów wyszła z opłotków prostej koncepcji, że
kontrahent albo realizuje umowę, albo płaci za szkody jej zerwania. Ekonomiczna teoria
kontraktów wprowadza w tym miejscu zasadę renegocjacji, jako trzeci możliwy efekt i toruje
drogę przez trudny obszar antycypacji skutków ewentualnej renegocjacji na projektowany
kontrakt. Powtarzając niektóre fragmenty argumentacji ekonomistów na temat istoty
kontraktów niekompletnych, warto wskazać na te wątki, które mogą być postulatami pod
adresem prawników.
Przede wszystkim ekonomiści są krytyczni wobec siebie i pragną swoją koncepcję
uczynić tak spójną, aby mogła być skuteczniej wdrażana przez prawo. Chodzi zwłaszcza o
zagadnienia dotyczące przyszłości – antycypacji skutków inwestycji podejmowanych z myślą
o poprawie końcowych efektów realizacji umowy. Kontrahenci, podejmując projektowanie
kontraktu, szukają – w warunkach niepewności – rozsądnego kompromisu między
efektywnością ex ante, tj. oszacowaną na podstawie informacji o początkowej fazie realizacji
umowy, a efektywnością ex post, wzbogaconej o przewidywane lub oczekiwane zmiany w
informacji. Muszą zgodzić się na kontrakt niekompletny, ale ich zdaniem wystarczająco
efektywny w określonych sytuacjach. Z tych względów w praktyce gospodarczej zaczyna
dominować procedura projektowania kosztów transakcji od końca do początku (tzw. zasada
back-end – front-end). Jakże trudno jest sądom weryfikować informację dostarczaną przez
strony, które mogły być wplątane w łapownictwo, korzystanie z wątpliwych standardów i
statystyk, nieprecyzyjnych pojęć typu uczciwość, dobra wola, staranność itp.
Zwróćmy uwagę na możliwą redukcję kosztów transakcji związaną z metodą ich
odwróconej kalkulacji oraz wykorzystaniem standardów. Niestety, w przypadku standardów
sądy i kontrahenci często mają do czynienia z ich mętną i mglistą treścią. Trzeba także
pamiętać o różnicach w zasobie informacji posiadanej przez strony i sąd, jakie zaistniały w
przedziale czasu – od zawarcia umowy do wszczęcia procesu sądowego. Słabość
ekonomicznej teorii kontraktów polega również na tym, że koncepcja weryfikacji opiera się
na postulacie poszukiwania prawdy. W procesach sądowych o charakterze prywatnodowodowym sądy nie dążą do posługiwania się miarami obiektywnymi, porównują
argumenty obu stron i opierają swoje orzeczenia na podstawie raczej przewagi dowodów lub
bilansie prawdopodobieństw niż absolutnej prawdzie. Potwierdza to raz jeszcze znaczenie
zjawiska obserwacji i weryfikacji faktów, uwzględniającym trudność u zyskania całkowitej
wiarygodności uzyskanych wyników.
Koszty procesów dotyczących naruszenia kontraktów mogą być bardzo wysokie i z
tych względów strony muszą je uwzględniać w swoich strategiach. Oznacza to, że takie
koszty mają endogenny charakter, wynikają z gry prowadzonej przez strony kontraktu.
Kontrahenci w swoich decyzjach o kontynuacji lub zerwaniu umowy muszą uwzględniać
wysokość kosztów procesowych, a nawet dokonywać inwestycje w celu ich pomniejszenia.
Hipoteza racjonalnych oczekiwań jest w tym przypadku wielce przydatna, ale nie zawsze
dostarcza absolutnie pewnych wskaźników i argumentów. Strony mogą zmieniać strukturę
umowy w celu wyjaśnienia charakteru bodźców użytych przez sąd, manipulując regułami
dostarczania dowodów i samej procedury regulującej proces. Strony mogą także ustalić w
umowie sposoby obciążania kosztami ewentualnego procesu stronę pozywającą (powoda)
lub szukać pewnego zabezpieczenia, np. w postaci zastawu (depozytu). Doświadczenie
90
Interesujące w tym względzie są koncepcje wyłożone w artykule: R.E.Scott, G.G.Triantis, Incomplete
Contracts and the Theory of Contract Design, “Case Western Reserve Law Review”, 2005, vol. 56, s. 187-201.
120
kontrahentów i sądów owocuje poszukiwaniem pewnych rozwiązań przed wejściem na drogę
sądową, jak to jest już praktykowane w postępowaniu arbitrażowym i rozmowach
menedżerów. Nie oznacza to jednak większej transparentności prawa i praktyki gospodarczej.
*
Ekspansja nowej ekonomiki instytucjonalnej wymusiła poszukiwanie licznych prób
określenia różnic w tradycyjnym, neoklasycznym ujmowaniu teorii kontraktów
niekompletnych i proponowanym przez zwolenników Williamsona i Northa. Proponuję
zatrzymać się krotko nad taką próbą, przedstawioną w publikacji dwóch francuskich
specjalistów91. Autorzy pragną odpowiedzieć na pytanie – czy nowa ekonomika
instytucjonalna tylko uzupełnia, czy po prostu zastępuje ortodoksyjną teorię kontraktów
niekompletnych? Jak to zwykle bywa w dyskusjach naukowych, nie mamy kategorycznej
odpowiedzi, ale interesujący zestaw argumentów, o których warto pamiętać.
Przede wszystkim autorzy sprowadzają analizę teorii kontraktów niekompletnych do
kilku prostych twierdzeń uwzględniających już pewne tezy ekonomiki instytucjonalnej i
porównują te twierdzenia z tezami neoinstytucjonalistów. Podział na dwie grupy dyskutantów
jest rozmyty i różnice w poglądach chyba nieco przejaskrawione, ale pozwalają przybliżyć
stan umysłów środowiska. Zagadnienie racjonalności dla grupy pierwszej ujmowane jest jako
zagadnienie rzeczowej racjonalności agentów, ograniczonej racjonalności sędziego, pełnej
informacji dla stron i uwzględnienia już istniejących ram instytucjonalnych. Druga grupa
przyjmuje za wyjściowe tezy o ograniczonej racjonalności wszystkich uczestników kontraktu,
warunki radykalnej niepewności (niepełnej informacji) i początkową autonomię podmiotów
(agentów) ekonomicznych.
Różnice w celach i zamierzeniach związanych z umową są następujące. Pierwsza
grupa statycznie traktuje proces renegocjacji i mechanizm wdrażania, poszukując
optymalnych rozwiązań. Grupa druga projektuje systemy zarządzania, podkreślając znaczenie
zarządzania w relacjach indywidualnych i kolektywnych, traktując te zamierzenia jako proces
dynamiczny i ewolucyjny. W zgodzie z koncepcjami Williamsona szacuje się poziom
kosztów transakcyjnych.
Obie grupy legitymują się osiągnięciami w teorii i jednocześnie demonstrują słabości
w analizie zjawiska kontraktów. Grupa pierwsza za swój wkład może uznać precyzyjną
analizę wpływu ram instytucjonalnych na działalność kontraktową, ale nie przeczy
występowaniu logicznej niespójności założenia o ograniczonej racjonalności sędziego. Grupa
druga, za poważne osiągnięcie (omówimy to bardziej szczegółowo) przyjmuje włączenie
(endogeneizacja) do typów zarządzania zbioru tak różnych założeń, problemów koordynacji,
funkcji i mechanizmów kierowania. Przyznaje się jednak, że to osiągnięcie nie rozwiązało
trudności metodologicznych, zwłaszcza uogólnienia hipotezy ograniczonej racjonalności i
samego procesu endogeneizacji.
Mamy teraz okazję przyjrzeć się raz jeszcze procesowi zawierania i realizacji
kontraktów niekompletnych, porządkując wiedzę o jego fazach i graficznej prezentacji
struktury instytucjonalnej.
Na rysunku 7.1. trzy istotne daty oznaczone na osi czasu wyznaczają kolejne
zdarzenia procesu kontraktowania: 0 – zawarcia umowy początkowej (wstępnej); 1 – podjęcia
inwestycji w specyficzne aktywa; 2 – ujawnienia się pewnego stanu w sytuacji; 3 – początku
fazy wymiany. Pozwala to wyróżnić dwa okresy ważne dla analizy dziejów kontraktu – okres
ex ante, kiedy kontrakt jest niekompletny ze względu na niedostatek informacji na temat
pełnych kosztów inwestycji w specjalne aktywa, trudne na tym etapie do wyczerpującego
91
E. Brousseau, M. Fares, “Incomplete Contracts and Governance Struktures: Are Incomplete Contract Theory
and New-Institutional Economics Substitutes or Complements?”, [w:] Institutions, Contracts, Organizations,
Perspectives from New-Institutional Economics, C. Mènard (ed.), E. Edgar (2000).
121
wyszczególnienia. Trzecia strona (sąd, arbiter) ma informacje dające się obserwować, ale
jeszcze nie weryfikować. Okres ex post dostarcza stronom istotnych informacji w związku z
ujawnieniem się nieprzewidzianego wydarzenia w problemowej sytuacji, mającej znaczny
wpływ na treść zawartej umowy. Zagadnienie – kontynuować realizację umowy, wstrzymać,
zerwać, czy też – renegocjować. Mamy to uwzględnione na rysunku 7.2.
Umowa
początkowa
Inwestycje
Data 0
Ujawnienie się
stanu sytuacji
Data 1
Faza wymiany
Data 2
Okres ex ante
Data 3
Okres ex post
Źródło: wg pracy: S. Grossman, O. Hart, The Costs and Benefits of Ownership: A Theory of Vertical
and Lateral Integration, “Journal of Political Economy”, 1986, nr 4.
Rys. 7.1. Proces zawierania i realizacji kontraktu wymiany.
Łatwo zauważyć pojawienie się nowych dat: 3 – związanej z fazą renegocjacji; 4 –
sygnalizacją fazy dostaw; 5 – trwania fazy zapłaty, rozliczania się stron z podjętych
zobowiązań. Istotnie miejsce zajmuje teraz okres przejściowy, nasycony fluktuacją poziomu
niepewności i ryzyka.
Umowa
Inwestycje Ujawnienie się
Faza
początkowa
stanu sytuacji renegocjacji
Data 0
Data 1
Okres ex ante
Data 2
Data 3
Faza
dostaw
Data 4
Okres przejściowy
Faza
zapłaty
Data 5
Okres ex post
Źródło: S. Grossman, O. Hart, op. cit.
Rys. 7. 2. Szczegółowy proces zawierania i realizacji kontraktu wymiany.
Kolejny krok w kierunku wzbogacania treści teorii kontraktów niekompletnych
uczyniono próbując scalić sukcesy nauki o kierowaniu i praktyki zarządzania w systemach
społeczno-gospodarczych. Uzyskano właściwie pełną zgodę, że racjonalność ograniczona i
radykalna niepewność oraz asymetria informacji są głównymi przyczynami niekompletności
kontraktów. Z drugiej strony, nauka dostarczyła odpowiednio wiarygodny materiał, aby
twierdzić, że w ramach i strukturze zarządzania (governance structure) istotnymi czynnikami
są władza i siła wdrażania (authority and enforcement). Relacje między tymi zbiorami
czynników pozwalają zlokalizować obiekt naszego zainteresowania – kontrakt niekompletny
– i prześledzić podstawowe łącza. Chodzi o szczególny proces – endogeneizację, przez który
trzeba rozumieć interakcje zapewniające transformację (przekształcenia) i adaptację struktur
122
zarządzania w otoczeniu i wnętrzu kontraktów niekompletnych. Zadanie ułatwi kolejny
rysunek 7.3.
Założenia
Ograniczona racjonalność
behawioralne Radykalna niepewność
Oportunizm
niezamierzony zamierzony:
wzmocniona
nieweryfikalność
Problemy
koordynacji
Kontrakt niekompletny
Funkcje
zarządzania
Zachowania napędzające
Mechanizmy
zarządzania
Władza
Nieefektywność
i (hold-up)
Zapewnienie wdrożenia
Bodźce
i przymus
Mechanizm
nadzoru
Mechanizm
arbitrażu
Struktura zarządzania
Rys. 7.3. Endogeneizacja struktur zarządzania w kontraktach niekompletnych.
Wyróżniają się cztery poziomy ogólności: 1) najwyższy, obejmujący znane założenia
dotyczące zachowań – ograniczoną racjonalność, radykalną niepewność i oportunizm; 2)
istotne problemy koordynacji, na którym umieszcza się właśnie kontrakt niekompletny i
nieefektywność działań, mocno naciskaną przez oportunizm i hamującą procesy wdrażania; 3)
ten niższy poziom ogólności zajmują funkcje zarządzania, na rysunku zredukowane do dwóch
funkcji – zapewnienia zachowań napędzających (driving) i wspomnianą funkcję wdrażania;
4) to najniższy szczebel grupujący mechanizmy: zarządzania – władzę, bodźce, nadzór i
arbitraż. Bez trudu odnajdujemy połączenia między oportunizmem agentów –
niezamierzonym (pogoń za quasi-rentą) i zamierzoną (np. pokusa moralna) i brak rzetelnej
weryfikacji, które określają stopień efektywności kontraktu.
Dokonany w tym podrozdziale przegląd teorii i praktyki kontraktów niekompletnych
pozwala przejść do prezentacji kolejnych problemów i koncepcji napływających z
najnowszych publikacji nie tylko z ekonomiki instytucjonalnej.
7.2. Ciągłe poszukiwanie – presja praktyki
Burzliwy rozwój systemów społeczno-gospodarczych nie pozwala ekonomice
instytucjonalnej uznać teorię kontraktów za w pełni dojrzałą i dobrze służącą praktyce i
polityce ekonomicznej. Obszar kontraktów niekompletnych dostarcza bogatych materiałów
do tworzenia wciąż nowych poglądów i koncepcji odkrywających pokłady doświadczeń
wręcz prowokujących do badań naukowych. Dodam, że polskie głębokie przekształcenia
okresu transformacji ustrojowej i wchodzenia w orbitę najwyżej rozwiniętych globalnych
123
struktur wymiany, generują pilne zapotrzebowanie na uczestniczenie w tych poczynaniach.
W ramach tego wykładu konieczne jest zwrócenie uwagi na kilka wybranych przykładów
poszukiwania odpowiedzi na aktualne kwestie teorii kontraktów niekompletnych.
Na początek zapraszam do poznania poglądu wybitnego znawcy zagadnień teorii
kontraktów, który zajął się trudnym i aktualnym zagadnieniem relacji miedzy sektorem
prywatnym i publicznym, kładąc nacisk na tak ważny i dla naszej gospodarki wybór:
prywatyzować czy nacjonalizować92. Wiemy, że u nas nie zakończył się jeszcze proces
prywatyzacji całych gałęzi, ale już pojawiły się przypadki żądania reprywatyzacji niektórych
zakładów lub nawet głosy o nacjonalizacji części sektora usług publicznych.
Autor rozpatruje zagadnienie na prostym modelu relacji: państwo (rząd) – prywatne
przedsiębiorstwo usługowe. W teorii i praktyce znane są dwa rozwiązania – pierwsze, to
zawarcie umowy o świadczenie usługi; drugie, wykupienie firmy lub jej nacjonalizacja.
Z naszych doświadczeń znamy komplikacje związane z charakterem takich przedsiębiorstw,
które jak np. koncerny w energetyce dostarczają prąd ludności i w umowie z państwem
(rządem) zobowiązania będą miały raczej charakter ogólnych regulacji kontaktów firmy z
konsumentami, niż ze szczegółowym zestawieniem warunków realizacji kontraktu. Znamy
także przykłady nadawania aktom nacjonalizacji lub prywatyzacji wybitnie politycznego
charakteru, tak odmiennego od relacji w ramach sektora prywatnego. Dodać trzeba, że samo
społeczeństwo traktuje państwo jako podmiot gospodarczy diametralnie różny od prywatnych
firm, które kierują się kryterium zysku.
Różnice między integracją pionową w sektorze prywatnym i prywatyzacją mają
jednak ważny wspólny problem – czy lepiej regulować powiązania poprzez dobrowolny,
konkurencyjny i niezależny (arms-length) kontrakt, czy poprzez transfer własności?
Odpowiedź autora cytowanego eseju opiera się na ważkim stwierdzeniu, że trzeba skupić się
właśnie na teorii kontraktów niekompletnych, w której instytucja własności ma szczególne
znaczenie. Wszak w takim kontrakcie właściciel aktywów lub firmy ma ostatnie słowo
(residual control rights), o czym nie mówi początkowa lub wstępna umowa. Jest to argument
silniejszy od nieco spowszedniałych rozważań na temat oportunizmu i pokusy moralnej.
W praktyce, także w Polsce, nie można dopatrzeć się jednoznacznych różnic w
efektywności zarządzania przez dyrektorów firm prywatnych i państwowych. Jako przykład
modelowy może służyć kontrakt zawarty przez rząd na wybudowanie i eksploatację obiektu
użyteczności publicznej, np. szkoły, więzienia, zakładu produkcji zbrojeniowej, autostrady
itp. Pojawia się także interesująca alternatywa zawarcia partnerstwa prywatno-publicznego.
Analiza dwóch przypadków przynosi wnioski nie dające się jednoznacznie weryfikować. W
przypadku zawarcia dwóch oddzielnych kontraktów – na budowę obiektu i na eksploatację –
prywatny budowniczy może być tańszy od państwowego, ale jako inwestor taki deweloper
może zaniedbać inwestycje służące późniejszej eksploatacji. Z kolei wyznaczony na dyrektora
przez państwo decydent podwyższy koszty, likwidując skutki niedoinwestowania i nie będzie
pobudzany tak silnie do efektywności, jak to jest w biznesie prywatnym. Teoretycznie
pozostaje zatem niekompletny kontrakt łączny (bundling), ale tak elastyczny, jak tylko można
teoretycznie określić formę i treść kontraktów niekompletnych.
*
Kolejną próbę wzbogacenia teorii kontraktów niekompletnych znajdujemy w
obszernym opracowaniu sponsorowanym przez National Bureau of Economic Research
zatytułowanym Kontrakty jako punkty odniesienia i zawierającym
odmienne od
93
tradycyjnego, alternatywne i komplementarne ujęcie istoty umowy . Autorzy dowodzą, że
92
O. Hart, Incomplete Contracts ad Public Ownership: Remarks, and an Application to Public-Private
Partnerships. (2002). Internet.
93
O. Hart, J. Moore, Contracts as Reference Points, NBER Working Paper 12706, November 2006.
124
kontrakt nie jest tylko zestawem dwustronnych praw i obowiązków, pobudzającym także do
długookresowych inwestycji, ale także źródłem dostarczającym ważne punkty odniesienia
dla kontrahentów, a zwłaszcza dotyczących ich wrażliwości na uprawnienie do działań
(feelings of entitlement). Właśnie analiza kontraktów niekompletnych dostarcza bogatego
materiału do przemyśleń. Doświadczenie potwierdza tezę, że pierwotny układ takich
uprawnień do działania stron ma poważny wpływ na wynik końcowy realizacji umowy.
Trudność prognozowania charakteru przyszłych warunków wymusza zawieranie umów
wstępnych raczej elastycznych niż sztywnych, ale nie ma radykalnego sposobu na trafny
wybór stopnia elastyczności kontraktu. W tym miejscu wspomina się znane nam treści
teorematu Coase`a, sprawy renegocjowania i odwoływania się do sądów. Autorzy proponują
nieco inną drogę.
Przede wszystkim odrzucają pogląd, że zalecony przez Coase`a kierunek działania –
przez renegocjacje stron do efektywności ex post – jest zawsze właściwy. Odrzucają dość
szeroko akceptowane założenie o tym, że wymiana ex post jest doskonale kurczliwa, tj. daje
się ująć całościowo, scalić (w oryginale – pefectly contractible). Autorzy proponują mówić o
wymianie ex post jako częściowo kurczliwej. W związku z tym proponują także rozróżniać
dwa rodzaje realizacji kontraktu – pobieżne (powierzchowne – perfunctory) i doskonałe
(consummate), które dobrze ujmuje powiedzenie o przestrzeganiu litery lub ducha prawa.
Widzimy, że realizacja doskonała nie może być wdrożona prawnie. Kontrahent pragnie
zapewnić doskonałą realizację umowy, jeśli czuje, że otrzyma wszystko, co pozwala mu
działać, ale zwykle nie ujawnia pewnych niedociągnięć lub po prostu drobnych „przekrętów”
(shading). Pozwala to zgłosić postulat pod adresem kontrahentów, aby zawierali umowy
dostatecznie sztywne, aby nie doprowadzić do zaistnienia ostrego konfliktu interesów.
Dotyczy to zwłaszcza umów o pracę, w których ustala się przyszłe stawki płac, a pracodawca
musi liczyć się ze zmianami konkretnych zadań firmy. Nie bez znaczenia są postawy
kontrahentów w kwestii ich wzajemnego traktowania się, jak np. podejrzenia o brak zasad
czystej gry.
Model Harta-Moore`a należy do prostych, a wywody nie wymagają głębszej
znajomości zasad formalizacji i wnioskowania logiczno-matematycznego. W naszych
studiach na tym etapie wystarczy zapoznanie się z kilku wybranymi zagadnieniami.
Podobnie jak na rysunkach 7.1 i 7.2, mamy dwie daty: 0 – kiedy następuje spotkanie
stron, a warunki są typowe dla konkurencji doskonałej; data 1 – kiedy ta konkurencja traci na
doskonałości i może dojść do sytuacji określanej przez O. Williamsona jako „transformacja
fundamentalna”. Chodzi o przeobrażenie się początkowej sytuacji z wielką liczbą oferentów
w sytuację bilateralnej dostawy – dwustronnego monopolu. Przyczyną transformacji jest
zwykle inwestowanie w specyficzne dla tego kontraktu aktywa. Wstępny kontrakt jest
poprawiony po obniżeniu poziomu niepewności, zaczyna się wymiana z określonym stopniem
doskonałości. Zakłada się – standardowo – symetrie informacji, neutralność ryzyka i brak
przeszkód majątkowych. Przyjmuje się jednak dwa znaczące założenia: 1) wymiana ex post
jest tylko częściowo kurczliwa, zwłaszcza w odniesieniu do głównych punktów umowy; 2)
wykonawstwo doskonałe nie jest znacząco kosztowniejsze od pobieżnego, ale strony raczej
pragną działać uczciwie i być dobrze traktowane.
W związku z ostatnim założeniem w literaturze przedmiotu czynione są liczne
wzmianki i próby analizy sytuacji prowadzącej do zjawiska shading, bliskiego, jak sądzę
naszemu pojęciu przekrętów i postawie kontrahentów, czyniących wzajemnie mniejsze lub
większe szkody. Może to być ukrycie pewnych cech jakości towarów, utrudnienie kooperacji,
naruszanie terminów dostaw, albo przesadne, bezwzględne domaganie się przestrzegania
zasad i procedur wymiany.
Przedstawiona tu próba analizy kontraktu niekompletnego zwróciła uwagę na trzy
kluczowe postawy kontrahentów: 1) wrażliwość na punkty odniesienia i zestawy upoważnień
125
do działania; 2) wyrachowane nastawienie lub uprzedzenie do drugiej strony; 3) przejście od
wzajemnych świadczeń (uprzejmości) do działań odwetowych.
*
Wymuszony sytuacją rozwiniętej gospodarki dialog między ekonomistami i
prawnikami, zwłaszcza w bogatym obszarze relacji między stronami kontraktów
niekompletnych, wciąż generuje pomysły na poprawę lub nawet zapobieganie skutków nie
wywiązywania się z przyjętych obowiązków. Termin default jest używany prawie w każdej
publikacji na temat teorii i praktyki procesu zawierania i realizacji wszelkich umów.
Przedstawię jeden z wielu przykładów poszukiwania rozwiązań, zgłoszony pod adresem
prawników i konkretnie sądów orzekających o naruszaniu reguł przyjętych przez
kontrahentów94.
Za kanwę rozważań przyjęto dość częsty przypadek wykorzystania przez jedną ze
stron niezbyt jasno określonego zadania, która z wyraźnym naruszeniem zasady good faith
(działania w dobrej wierze) czerpała dodatkowe korzyści, naruszając interesy drugiej strony.
Sądy nie dysponują precyzyjną definicją pojęcia good faith i nie radzą z trudnościami procesu
w takich sprawach. Z kolei ekonomiści wyciągają z analizy właśnie kontraktów
niekompletnych wniosek o potrzebie renegocjacji umowy. Pojawia się niebezpieczeństwo
zatoru (hold-up) w procesie realizacji kontraktu, a jego świadomość sprzyja skłonnościom
partnerów także do ponoszenia kosztów dodatkowych inwestycji. Autorzy eseju rozszerzają
pole dyskusji i propozycję rozwiązania do ram problemu inwestowania generowanego przez
pojawiające się zatory w realizacji kontraktów niekompletnych. W tym celu zakładają, że
sądy chcą w pełni zdawać sprawę z wagi renegocjacji i skłonności stron konfliktu do
podejmowania odpowiednich inwestycji.
Cytowani autorzy proponują włączenie do reguł związanych z niewykonywaniem
kontraktów dodatkowej reguły likwidującej lukę w realizacji umowy. Treść tej reguły oraz
jej interpretacja i formalizacja modelowa wymagają skupienia uwagi na kilku fragmentach.
Zacznijmy od rozszyfrowania samego skrótu – RSI Default to po prostu Reguła odnosząca się
do relacji w specyficznych inwestycjach. Istota zagadnienia polega na tym, że reguła ta
objaśnia zwykle niezbyt klarowne lub dwuznaczne sformułowania kontraktu na korzyść
strony godzącej się inwestować w celu usunięcia zatoru w realizacji kontraktu. W ten sposób
sąd dokonuje zmiany w dotychczasowej relacji stron, ich pozycji i znaczenia. Sąd broni
niejako stronę, która może stać się ofiarą zatoru, a jednocześnie zakłada iż działa ona w
dobrej wierze. Literatura ekonomiczna w większości skłania się ku takiej roli sądu i jego
orzeczeń, jako efektywniejszych od skomplikowanych zabiegów na terenie alokacji zasobów,
praw własności i struktury aktywów. Literatura prawnicza podnosi zagadnienie walki sądów z
oportunizmem w organizacjach i firmach związanych umowami.
Antycypacja zaistnienia konieczności renegocjacji stawia problem dwóch typów –
niedoinwestowania i przeinwestowania, określanych rzecz jasna od poziomu inwestycji
efektywnej, maksymalizującej korzyści z działań realizowanych w kontrakcie.
Niedoinwestowanie występuje w przypadku zdarzeń, w których strony są zainteresowane w
kontynuowaniu wymiany, ale umowa nie potwierdza tych zamierzeń. W toku renegocjacji
każdy dodatkowy nakład inwestycyjny stwarza przeszkody w przetargach. Relacje między
stronami mogą prowadzić częściej do szukania kompromisu, ustąpienia możliwie mniejszej
korzyści z zamiarem dalszej realizacji umowy zamiast jej zerwania. Z drugiej strony,
przeinwestowanie występuje w sytuacji, kiedy stronom lepiej byłoby nie realizować umowy,
94
Korzystam z obszernego eseju amerykańskich specjalistów: S. Baker, K.D. Krawiec, Incomplete Contracts In
A complete Contrach Word, przedstawionego na seminarium w University of Michigan Law School 6 kwietnia
2006 r. Tekst dostępny on-line w Internecie.
126
chociaż kontrakt zobowiązuje do kontynuacji. Decyduje tu wartość utrzymania kontaktów
oraz dobrych relacji między kontrahentami w przyszłości.
Ponieważ postulowana procedura RSI wyraźnie sprzyja stronie skłonnej podjąć
dodatkowe inwestycje, zaleca się zatem jeszcze, dla podtrzymania dobrych relacji,
zawiadomić znacznie wcześniej drugą stronę o takim zamiarze. Taki krok zapobiega
możliwemu przeinwestowaniu, zachęca strony do wymiany nowych informacji, pozwala
odsłonić kolejne luki w umowie i lepiej przygotować same renegocjacje. Takie
zawiadomienie może stworzyć klimat dla pojawienia się obopólnych korzyści i ich uczciwego
podziału. Nie oznacza to całkowitego rozwiązania problemu dodatkowych inwestycji, ale
pozwala sądzić, że w odniesieniu do kontraktów długotrwałych finalne korzyści są większe
niż możliwe przeinwestowanie. Warto pamiętać, że procedura RSI wyjaśnia lepiej
zobowiązania stron, albo tworzy dodatkowe środki zabezpieczenia ich realizacji. Ogólnie
można stwierdzić, że wdrożenie takiej procedury zmniejsza koszty transakcyjne i sprzyja
uzyskiwaniu informacji. Strona nie decydująca się na dodatkowe inwestycje może wycofać
się z kontraktu, opierając się na informacji zawartej w otrzymanym zawiadomieniu od
kontrahenta.
*
Na zakończenie tego krótkiego przeglądu zagadnień gromadzonych w trakcie wciąż
intensywnych analiz procesu zwierania i realizacji kontraktów niekompletnych, sięgnę raz
jeszcze do publikacji znanych już nam wybitnych specjalistów. Już sam tytuł eseju wskazuje
na sedno sprawy, bowiem głosi ważny postulat dla przyszłych kontrahentów: Umawiamy się
teraz, aby umówić się później, i w podtytule pewne dodatkowe wyjaśnienie o charakterze
umowy – Kontrakty, które wykluczają, ale nie regulują95. Odsyłając zainteresowanych do
obszernego tekstu i klarownie przedstawionego modelu z sugestywnymi wnioskami autorów,
ograniczę się do kilku twierdzeń związanych ze specyfiką tego rodzaju kontraktów.
Specyfika tej formy kontraktu polega na tym, że strony umawiają się co do pewnych
zagadnień właśnie teraz i godzą się na zawarcie umowy w innych sprawach później.
Przykładem może być umowa organizatora imprezy z artystą dotycząca konkretnego występu
lub całej serii w pewnym okresie. Strony mogą określić honorarium i ogólne zarysy
programu, ale jego szczegóły odkładają na później. Podpisując umowę, strony
wyszczególniają możliwe jej wyniki (outcomes) i zobowiązują się nie rozpatrywać innych
wyników nie ujętych w dokumencie. To właśnie tłumaczy pojęcie wykluczenie (ruled out),
które zobowiązuje strony do niezajmowania się wynikami spoza listy umieszczonej w
umowie. Natomiast wyniki wpisane na taką listę podlegają analizie, decydowaniu o wyborze,
aczkolwiek umowa nie określa mechanizmu ich selekcji, a wybór dokonuje się w drodze
wolnej negocjacji i targowania się. To jest właśnie istota zapisu takiej cechy kontraktów,
które wprawdzie wykluczają (wyniki spoza uzgodnionej listy), ale nie regulują, tj. nie mają
mechanizmu wyboru spośród wyników umieszczonych na liście.
W tym miejscu łatwo zauważyć, że pewne kontrakty mogą być sztywne (tight), jeżeli
lista ich wyników zawiera mało pozycji, albo mieć luźny (loose) charakter w przypadku wielu
możliwych wyników. Powstaje problem podejmowania decyzji na temat długości takiej listy,
ponieważ trzeba ocenić relacje między pożądaną giętkością (flexibility), która wprawdzie
poszerza pole manewru, ale i zachęca do częstych renegocjacji. Optymalny wybór może być
kompromisem. Jeśli np. inwestycje dla podtrzymania więzi kontrahentów są poważne to
strony mogą zgodzić się na sztywny kontrakt z bardzo krótką listą wyników. Przeciwnie,
niskie nakłady dodatkowych inwestycji zachęcają do kontraktów luźnych. Istotne znaczenie
ma tu dopływ i wykorzystanie informacji. W mocy pozostaje jednak ogólny wniosek, że
równoważenie ex post wyników kontraktu może być nieefektywne nawet w warunkach
95
O. Hart, J. Moore, Agreeing Now to Agree Later: Contracts that Rule Out but do not Rule In, NBER Working
Paper, March 2004, nr 10397.
127
symetrii informacji. Podobnie, elastyczność i granice poluzowania umowy zwężają się wraz
ze stopniem niepewności w procesie realizacji kontraktu. Wiele znaczy od postawy stron i ich
zainteresowania w utrzymywaniu i wymianie kontaktów w długim okresie.
Na zakończenie tej prezentacji warto jeszcze wskazać na pewne ogólne poglądy
cytowanych autorów, dotyczące formy relacji kontraktowych.
Przede wszystkim podstawą zawierania większości umów niekompletnych są dwa
założenia. Pierwsze, iż niezależnie od wszelkich długoterminowych obietnic zgłoszonych ex
ante każda strona może jednostronnie zawiesić realizację kontraktu ex post, odmawiając
dalszej współpracy. Co więcej, nikt postronny nie jest w stanie zweryfikować
odpowiedzialności stron za zerwanie umowy. Założenie drugie głosi, że strony mogą
angażować się w różne formy zobowiązań, a zwłaszcza w długookresowe zobowiązanie do
powstrzymania się od renegocjacji, lub – krótkookresowe zobowiązania kontynuacji lub
wstrzymania realizacji umowy. Jako usprawiedliwienie decyzji odmowy współpracy można
uznać pewne trudności technologiczne, albo wynikające z natury samej umowy. Powraca
znana dobrze przyczyna w postaci niepewności towarzyszącej kolejnym fazom rozmów i
pierwszym etapom realizacji kontraktu. Strony zwykle różnią się w interpretacji punktów
umowy związanych z długo lub krótkookresowymi zobowiązaniami. W tych sprawach do
głosu dochodzą kwestie prestiżu i etyki biznesu.
Często pojawia się potrzeba odwołania się do instytucji prawa i skierowania sporu do
sądu. Praktyka wskazuje, że sądy preferują kierowanie stron na drogę renegocjacji, ale mogą
także uznać winę jednej strony, która podjęła działania w złej wierze lub pod przymusem, np.
grożąc zerwaniem oryginalnej umowy. Sąd może także uwzględnić nieprzewidywalną zmianę
sytuacji, a nawet – nastroje ludności, gusty i preferencje akceptowane społecznie. Strony
zainteresowane są także w zachowaniu twarzy, tj. prestiżu i opinii. Specjaliści nie ustają w
gromadzeniu i przetwarzaniu informacji spływającej szerokim strumieniem z praktyki
współczesnej gospodarki, w której obszar kontraktów zajmuje tak ważne miejsce. Konieczna
jest przeto raczej pokora niż pochopne tezy na miarę obiektywnych prawd.
7.3. Kontrakty relacyjne
Pojawienie się i rozwój stosunków wymiany nie mieszczących się jednoznacznie w
ramach systemu rynkowego, ale także wykraczających poza formalne granice
przedsiębiorstwa (firmy) z jej układem hierarchicznym, wiąże się ściśle z ewolucją ustroju
kapitalistycznego i pozostaje istotnym składnikiem procesu przemian instytucjonalnych.
Presja na poznanie i teoretyczne uogólnienie nasiliła się w drugiej połowie XX wieku wraz z
rewolucją naukowo-techniczną i koniecznością orientacji w coraz bardziej złożonych
powiązaniach świata biznesu, których odzwierciedleniem są kontrakty. Obserwacja faktów i
analiza bogatych zasobów gromadzącej się informacji legły u podstaw obecnego przekonania,
że umowy nieformalne i niepisane kodeksy zachowań wpływają niezwykle silnie zarówno na
stosunki wewnątrz przedsiębiorstw, jak i między nimi. To przekonanie i praktyka
współczesnej gospodarki pozwalają wyodrębnić szczególny typ umowy – kontraktu
relacyjnego, o którym wspominałem w poprzednim rozdziale. Proponuję przyjrzeć się jeszcze
raz zamieszczonej tam tablicy 6.3. Natomiast w tym podrozdziale mamy okazję zapoznać się
szerzej z najnowszą literaturą przedmiotu, skupiając uwagę na podstawach metodologicznych
i sugestiach scalenia podstaw teorii kontraktów, sprzyjających współdziałaniu nauk
społecznych, ekonomicznych i prawa.
Zacznę od prezentacji koncepcji głoszonej przez wybitnego amerykańskiego prawnika
Iana R. Macneila (1930-2010), związanego z Northwestern University Law School, w którego
128
licznych publikacjach od lat 60-ych ubiegłego wieku rozwijana była oryginalna relacyjna
teoria kontraktów96.
Głęboka znajomość teorii i praktyki sądowniczej pozwoliła Macneilowi podjąć
krytykę klasycznego prawa kontraktu, stawiając generalny zarzut o jego błędnym skupieniu
się na zagadnieniach kontraktów nieciągłych (discrete) i proponując szerokie ujęcie kontraktu
relacyjnego, sięgające nawet tezy, że może on stać się treścią konstytucji dla całego spektrum
– wielkiej lub ogólnej teorii kontraktu (contracts-in-gross theory). Trzeba przyznać, że i teraz
prawo i ekonomia uprawiana jest w ramach szczegółowych jego dyscyplin, jak np. umów
sprzedaży, prawa pracy, negocjacji, ubezpieczeń itp. Macneil wskazywał na fikcję legalnego
pojęcia wolności w warunkach współczesnej koncentracji sił społecznych i ekonomicznych,
przy jednoczesnym żądaniu zgody stron zawieranej umowy. Umowa klasyczna wymagała
manifestowania zgodności stron co do celów i postaw coraz rzadziej występujących w
funkcjonującym ustroju i w działających regułach macierzy instytucjonalnej.
W swoich wykładach Macneil porównywał skostniałe zasady klasycznej teorii
kontraktu, jak np. ujętych w podręcznikach angielskich i amerykańskich, z rzeczywistością
praktyki społecznej i gospodarczej w krajach trzeciego świata. Rozziew między prawniczą
definicją kontraktu i jego określeniem w naukach społecznych stał się także coraz wyraźniej
postrzegany w krajach wysoko rozwiniętych. Jego zdaniem, źródła prawa kontraktu znajdują
się w społecznej normatywnej strukturze, a sam kontrakt jako instytucja legalna spełnia
ekonomiczną funkcję projektowania wymiany w przyszłości. Możemy przyjąć, że Macneil
odwołał się do bazowej społecznej instytucji wymiany i budując ogólną teorię prawa
kontraktu pragnął stworzyć szeroką platformę dla działalności naukowców, prawodawców,
sędziów, administratorów, przedsiębiorców, socjologów i polityków.
Identyfikacja pojęcia kontrakt relacyjny zajmuje w publikacjach Macneila oraz jego
zwolenników i przeciwników wiele miejsca. Z bogatej dyskusji wybrałem tylko kilka
istotnych kwestii.
Przede wszystkim rozważania nad pojęciem kontraktu relacyjnego Macneil
rozpoczyna jednak nie od pojęcia relacja, w logice ujmowanego jako stosunek zachodzący
miedzy jakimiś obiektami i dość powszechnie stosowanego w prawie, ekonomii i socjologii,
ale od pojęcia kooperacja, tłumaczonego jako współpraca i współdziałanie. Uczynił tak
najpierw, podkreślając rolę kontraktu jako narzędzia społecznych działań, a następnie
wskazując na więź dwóch cech kontraktu: 1) związek ze społecznymi zachowaniami; 2)
zachęcający do podejmowania wspólnego wysiłku. Istnienie zjawiska kooperacji w
kontraktach potwierdza bogate doświadczenie praktyki sądowniczej. Macneil wymieniał ten
fenomen na pierwszym miejscu wśród pięciu bazowych elementów kontraktu:1) kooperacja;
2) wymiana ekonomiczna; 3) planowanie dla przyszłości; 4) potencjalne sankcje zewnętrzne;
5) społeczna kontrola i manipulacja97. Pierwociny zawierania umów wyłaniają się ze
społecznej postawy uczestników wymiany, z dynamicznych przemian w matrycy
instytucjonalnej wspólnoty ludzkiej.
Drugi wyróżnik w identyfikacji kontraktu stanowią społeczne normy wartości, przy
czym norma określana jest jako zasada właściwego działania wiążąca członków grupy
ludzkiej i służąca wytyczaniu, kontroli lub regulowaniu pożądanych i akceptowanych
zachowań. To społeczeństwo jest budowniczym całego gmachu kontraktów, którego spoiwem
są właśnie kooperacja i społeczne normy wartości. W matrycy instytucjonalnej pierwszą
warstwą, rdzeniem i bazą dla kontraktu są właśnie struktury społeczne – poglądy, język,
normy zachowań. Drugą warstwą, piętrem w tym gmachu, jest ustrój polityczny, który
zapewnia granice gospodarki rynkowej. Dopiero na trzecim piętrze do głosu dochodzą
96
Zwartą analizę koncepcji Macneila zawiera esej: D. Campbell, Ian Macneil and the Relational Theory of
Contract, CDAMS Discussion Paper 04/IE, March 2004.
97
I. Macneil, Whither Contracts?, “Journal of Legal Education”, 1969 , s. 407.
129
stosunki podkreślające znaczenie kooperacji wewnętrznej i zewnętrznej w poczynaniach
kontrahentów. Relacje tego poziomu mają zwrotny wpływ na zmiany w układzie na
pierwszym i drugim poziomie, a na swoim piętrze eksponują właśnie rosnącą rolę kooperacji.
Zdolność tego układu relacji – kooperacji wewnętrznej i zewnętrznej – jest, zdaniem
Macneila, jednostką fundamentalną analizy kontraktów.
Jako uogólnienie tego wywodu można powiedzieć, że określając podstawy matrycy
instytucjonalnej Macneil wziął pod uwagę społeczną w swej istocie działalność człowieka i
polityczne ograniczenia egoizmu, które zapobiegają przekształceniu się konkurencji w wojnę
lub pasożytnictwo, a przeto mógł z przekonaniem uzasadnić i taką tezę:
- prawo dokonuje wkładu większego niż czyniony w dzieło utrzymania ogólnej
stabilizacji, bowiem jest bezpośrednim czynnikiem ułatwiającym realizację współpracy
(kooperacji) i ciągłości współzależności poprzez zewnętrzne i wewnętrzne wartości zachowań
kontrahentów, generowanych w miliardach relacji kontraktowych.
Pojęcie normy zewnętrzne odnosi się w tym kontekście nie tylko do pozytywnego
prawa suwerena, ale także różnych źródeł prawa prywatnego, jak np. narzucanego przez
biznes i organizacje handlowe. Takie reguły prywatne mogą generować zarówno więzi
pionowe, jak i poziome, w rodzaju zwyczajów i tradycji handlowych. Jeszcze większe
znaczenie mają normy wewnętrzne, które sterują aktualnymi zachowaniami kontrahentów i
zasadami właściwych działań. Macneil zestawił dziesięć takich norm wspierających procesy
kontraktowania, akcentujące wagę kooperacji, która respektuje solidarność i wzajemność. Oto
zestaw tych norm:
1. Dążenie do integracji.
6. Solidarność.
2. Wzajemność świadczeń.
7. Odtwarzanie norm.
3. Planowanie.
8. Kreacja potencjału.
4. Wdrażanie zgody.
9. Uczciwe środki.
5. Giętkość.
10. Zgodność z matrycą społeczną.
Nie trudno zauważyć, jak wiele do powiedzenia w sprawie treści i roli tych norm ma
współczesna socjologia, zwłaszcza jej przedstawiciele głoszący koncepcję „organicznej”
solidarności współczesnego społeczeństwa.
*
Pojawienie się kontraktów relacyjnych może być wstępnie tłumaczone także
narastaniem złożoności (kompleksowości) umów zawieranych między wielkimi firmami,
prawnie niezależnymi, ale ekonomicznie współzależnymi i dysponującymi kapitałem
pozwalającym na produkcję w wielkiej skali. Takie kontrakty narzucają inwestowanie w
specyficzne aktywa, których nie można łatwo zerwać ze względu na wysokość wyrządzonych
szkód. Nie można też przygotować takiego kontraktu z wystarczającym zestawem ex ante
zobowiązań i wyszczególnieniem przewidywanych zdarzeń. Klasyczne prawo kontraktów jest
bezsilne i musi godzić się z zasadą świadomego przyjęcia przez kontrahentów postaw
sprzyjających kooperacji. W ten sposób legalna negocjacja i konkurencja są ograniczone
zgodnym przyzwoleniem na współdziałanie w ramach zawartej umowy. Podobieństwo
interesów wymuszających solidarność stron umowy wynika niekiedy z siły praw
stanowionych przez suwerena, ale w większości przypadków jest rezultatem relacji
wewnętrznych prywatnych przedsiębiorstw. Uwzględniając ten fakt Macneil jeszcze raz
uściśla definicję kontraktu relacyjnego. Oto krótki wywód.
Załóżmy sytuację, w której jednostka maksymalizująca użyteczność doskonale wie, że
może osiągnąć zysk, ale jej osobiste pojmowanie użyteczności sprowadza się do chęci
zagrabienia tyle ile tylko zdoła, i – co najwyżej – części zdobyczy innego osobnika. Inaczej
jest w wymianie relacyjnej. Macneil pisał: Wymiana relacyjna stwarza okoliczności, w
których długookresowe, indywidualne, ekonomiczne (materialne) interesy każdej strony są w
konflikcie z każdą krótkookresową chęcią maksymalizacji indywidualnej użyteczności
130
odnośnie dóbr w każdej szczególnej wymianie. Im bardziej wymiana jest relacyjna, tym
bardziej idea maksymalizacji staje się sztuczna. […] Z czasem akty wymiany czynione w imię
motywacji dalekosiężnych wytwarzają normy, do których przywiązują się i oczekują takiego
przywiązania innych podmiotów jako stron kontraktu98.
Znawcy problemu twierdzą, że powyższe ujęcie należy do poważnych osiągnięć
Macneila, który trafnie zidentyfikował zbiór kontraktów relacyjnych, dla których podstawą
są działania stron zorientowane świadomie na kooperację. Nie chodzi więc o transakcję
jednorazową, ale o wejście do całej sieci stosunków, w procesach negocjowania, realizacji,
zmian i sposobów użycia sił i środków. Macneil dowiódł przeto konieczności odejścia od
klasycznego prawa kontraktów na rzecz koncepcji kontraktów relacyjnych, które w naszych
czasach są najbardziej znaczącą formą wymiany rynkowej. Można jeszcze dodać, że jeszcze
raz dostarczony został argument na temat ważnej roli widzialnej ręki, tj. pozytywnych
efektów planowania działań przez podmioty gospodarcze w istniejącej i zmieniającej się
strukturze instytucjonalnej.
Powróćmy jeszcze do kwestii norm, jako zasad właściwego postępowania w
procesach dotyczących kontraktów dyskretnych (nieciągłych) i relacyjnych. Przypomnę, że
„dyskretność” oznacza w tym przypadku separację dokonywanej transakcji od wszystkich
relacji zbędnych w danym momencie. Strony nie są identyczne, nie ma strony trzeciej,
idealnymi podmiotami transakcji są kupiec z gotówką i sprzedawca z łatwo mierzalnym
towarem. Treść dokonywanej wymiany strony komunikują zwięźle, akt wymiany odbywa się
bez zwłoki i zbędnych formalności. Całkowita separacja jest w praktyce niemożliwa,
albowiem transakcja odbywa się w ogólnych ramach stosunków społecznych. W ten sposób w
koncepcji Macneila zachowana jest spójność dyskretnych i relacyjnych kontraktów. Cechy
„relacyjności” występują w różnym stopniu w kontraktach dyskretnych. Podobnie normy
konkurencji i kooperacji nie mają ostrych granic, aczkolwiek konkurencja ma większe
znaczenie w transakcjach dyskretnych. Współcześnie obserwowany trend gwałtownego
wzrostu znaczenia planowania wielkich kooperacji i tym samym ogromnej roli kontraktów
relacyjnych nie oznacza eliminacji transakcji i kontraktów dyskretnych.
Koncepcje Macneila w dziedzinie prawa i ekonomiki kontraktów, tak krytyczne
wobec ekonomii klasycznej, nie zrywają i raczej nawiązują do poglądów szkoły
neoklasycznej, a więc podobnie jak to czyni nowa ekonomiki instytucjonalna. Spektrum
poglądów i twierdzeń Macneila rozciąga się wzdłuż osi – od skrajnego punktu prostej
wymiany jednorazowej (spot sale) do krańcowego punktu wysoce złożonej sieci transakcji.
Dyskusja wokół koncepcji Macneila toczy się już od kilkudziesięciu lat i odnotowała więcej
ocen pozytywnych niż zdecydowanie negatywnych. Znany jako twórczy autor E.A. Posner,
wybitny specjalista integralnego przedmiotu prawo-ekonomika, zarzucał Macneilowi wręcz
brak znajomości amerykańskiego dorobku w dziedzinie prawa kontraktów i błędną analizę
istoty kontraktu dyskretnego. Natomiast znany już nam O.E. Williamson szeroko korzystał z
koncepcji Macneila w swoich rozważaniach nad teorią kosztów transakcyjnych. Sam Macneil
pozostaje przy głównych wywodach, ale zdaje także sprawę z niebezpieczeństw pragmatyzmu
(presentiation), który w metodologii nauki jest określany jako tłumaczenie przeszłości i
przyszłości w taki sposób, jak rozumiemy je teraz. Pozorna „schizofrenia” w postrzeganiu
kontraktów dyskretnych i relacyjnych, w istocie po prostu splecionych ze sobą, daje się dość
jasno tłumaczyć na gruncie instytucji wymiany, tradycji wzajemności i równoważenia
świadczeń. Teoria społeczna wymiany nie daje prostych rozwiązań w obszarze pośrednim
między prostą jednorazową transakcją i kompleksem więzi w stosunkach wielkich korporacji.
Chodzi wszak i o takie fundamentalne wybory, jakie w ramach instytucji własności
dokonywane są między formami własności prywatnej i państwowej.
98
I. Macneil, Exchange Revisited: Individual Utility and Social Solidarity, “Ethics”, 1986, s. 578-9.
131
Na zakończenie przeglądu teorii kontraktów relacyjnych trzeba powiedzieć, że jej
dynamiczny rozwój sprzyja wyjaśnieniu współczesnych stosunków wymiany, ale wciąż ma
przed sobą ogromne pole do badań interdyscyplinarnych. Takim polem badań i
eksperymentowania w ramach polityki społeczno-gospodarczej jest zjawisko kontraktów
implikacyjnych, któremu musimy tu poświęcić nieco uwagi.
*
Rozwijana intensywnie od lat 70-ych ubiegłego wieku
teoria kontraktów
implikacyjnych ma już bogatą literaturę i rodzi wciąż spory, zwłaszcza ze względu na jej
związek z polityką zatrudnienia i zwalczania bezrobocia99. Ponieważ sama nazwa kontrakty
implikacyjne (implicit contracts) nie jest jeszcze popularna w polskiej terminologii
ekonomicznej, a wyjaśnienia zawarte w materiałach źródłowych nie są, moim zdaniem, zbyt
klarowne, przeto godzi się podać kilka uwag wyjaśnienia. Pierwsza uwaga odnosi się do
przypomnienia już znanych prób klasyfikacji pojęcia kontrakty i po prostu umieszczenia
kontraktów implikacyjnych w zbiorze kontraktów niekompletnych i podzbiorze kontraktów
relacyjnych. Druga uwaga jest sugestią zestawienia pary pojęć kontraktów: eksplikacyjnych –
implikacyjnych, aby ułatwić przypomnienie znaczenia łacińskich wyrażeń: explicite – jasno,
wyraźnie – oraz implicite – zawiera w sobie lub w domyśle. Natomiast fakt, że chodzi
głównie o kontrakty związane ze światem pracy i układami społeczno-gospodarczymi,
przemawia za przynajmniej wstępnym rozpoznaniem treści tego fragmentu instytucjonalnej
teorii kontraktów.
Na fali zainteresowania zjawiskami stagflacji, utrzymujących się sporów o płace ze
związkami zawodowymi oraz kolejnych identyfikacji luk w istniejących kontraktach
dotyczących usług pracy, pojawiły się koncepcje krytyczne wobec modeli rynku pracy
lansowanych przez nurt neoklasyczny. Wśród nowych ujęć znalazły się następujące tezy.
Przede wszystkim zaleca się patrzenie na rynek pracy nie jak na mechanizm
kształtowania stopy płac w drodze zdecentralizowanych personalnych decyzji robotnika o
podaży usługi pracy oraz jednostronnych decyzji firm (przedsiębiorstw) sygnalizujących
wielkość i strukturę popytu. Kontrakty dotyczące zatrudnienia (usług pracy) są to z reguły
negocjacje między partnerami przymuszonymi (zdyscyplinowanymi) przez ograniczenia
zewnętrzne. Analiza takiego układu przypomina raczej rynek fuzji (merger) niż giełdę. Mamy
tu do czynienia ze specyfiką zatrudnienia, występowaniem tarć w stosunkach kontrahentów i
z tendencją odgrodzenia się od wpływu krótkookresowych szoków zewnętrznych. Pozwala to
w rozważaniach na temat alokacji zasobów pracy operować pojęciem stopy płac wolnej od
konkurencji.
Druga teza głosi, że taki kontrakt zawiera w sobie, a więc – implikuje! – odpowiednią
dystrybucję niepewności w ocenie wartości i użyteczności wspólnej inwestycji. Pozycje
kontraktu określają wielkości świadczeń i stawki płac w kolejnych etapach realizacji,
uwarunkowane (zasada – jeżeli..., to...) wynikami obserwacji prowadzonej przez obie strony.
Kontrakt implikuje określoną alokację zasobów, ryzyka i transferu dochodów. Nie
znajdujemy jednak w tych koncepcjach rozwiązań dotyczących zjawiska sztywności
(rigidities) cen i płac.
Wśród najważniejszych empirycznych implikacji występujących (można dodać – w
domyśle!) w kontraktach pracy znajduje się hipoteza o płaceniu premii ubezpieczeniowej
przez robotników w okresach pomyślnych i otrzymywaniu odszkodowań za okresy trudności.
Kontrakty implikacyjne wpływają na wygładzenie poziomu konsumpcji w długich okresach,
99
Obszerny wykład zawiera rozprawa: Sherwin Rosen, Implicit Contracts: A survey, “Journal of Economic
Literature” 1985 vol.23,s.1144-75.Zwarte ujęcie znajdziemy w haśle Implicit Contracts, umieszczonym w The
New Palgrave. A Dictionary of Economics , Macmillan 1998, vol. 2., którego autorem jest Costas Azariadis.
132
aczkolwiek nie zapewniają pełnej przewidywalności procesu zatrudnienia. Szkodliwe
społecznie zróżnicowanie ryzyka utraty pracy i przymusowego bezrobocia znajduje swoje –
domyślne – rozwiązanie w postaci kontraktowych ubezpieczeń.
Możemy już zapisać w tym miejscu definicję z encyklopedycznego hasła pióra C.
Azariadisa: Kontrakt implikacyjny jest to konstrukcja teoretyczna pozwalająca opisać
kompleksowe umowy, zawarte na piśmie lub przy milczącej zgodzie, między pracodawcą i
pracobiorcą, które regulują wymianę usług pracy w warunkach, kiedy różne typy inwestycji
w specjalne zawody hamują mobilność zasobów pracy, a możliwość uniknięcia ryzyka jest
ograniczona przez niedoskonałość rynków występującą w sytuacjach kryzysowych100.
Postulat prowadzenia wnikliwej analizy kontraktów implikacyjnych jest oczywisty ze
względu na rangę procesu zatrudnienia we współczesnej gospodarce. Pojawiły się modele
przydatne w ekonometrii i demonstracje przydatności pewnych metod zaczerpniętych z teorii
gier. Znane w wykładach ekonomii twierdzenie pod nazwą równowagi Nasha, opisujące
strategię stron, w warunkach wykluczających zmowę, a zapewniającą obu graczom
maksymalizację wypłaty, ułatwia analizę kontraktów implikacyjnych. Wszak w umowie o
pracy zawiera się implicite powtarzalna gra kontrahentów o własne korzyści, wybór strategii i
ocena postawy – współdziałania lub wrogości. Modele takich kontraktów stanowią już liczne
zbiory – od prostych, z groźbą zwolnienia z pracy, przez zawierające dodatkowe elementy
roszczeń związków zawodowych, zróżnicowanie ryzyka oczekiwanych korzyści obu stron,
aż po uwzględniające dodatkowe źródła dopływu informacji i aspekty kontraktu o
zatrudnienie bezterminowe.
Usprawiedliwiona pogoń za kompletnością analizy i zasadnością korzystania z ujęć
sformalizowanych, nie zlikwidowała przekonania o wręcz niemożliwym do realizacji
postulacie – zawarcia w kontrakcie subtelnej równowagi między zachętą do mobilności w
odpowiedzi na ciągłe zmiany w popycie, a oporem wobec krótkotrwałych szoków.
Na zakończenie tylko krótka relacja możliwości wyjaśnienia przez teorię kontraktów
implikacyjnych zjawiska bezrobocia. Posłużę się treścią opracowania wydanego przez
brytyjski Center for Economic Policy Research101.
Zdaniem autorów, współcześnie występują dwie próby wyjaśnienia zjawiska
przymusowego bezrobocia. Pierwsza to właśnie teoria kontraktów implikacyjnych i druga –
oparta na modelu efektywności płac. Obie za punkt wyjścia przyjmują zjawisko sztywności
płac i właśnie brak giętkości płac nie pozwala rynkom pracy oczyścić się, z kolei firmy nie
obniżają płac mimo pojawienia się bezrobocia, aby nie dopuścić do obniżenia wydajności
pracy. W ramach kontraktu implikacyjnego firmy neutralne wobec ryzyka zapewniają
robotnikom – wrogim wobec podejmowania ryzyka – zatrudnienie w obliczu spadającej
krańcowej wydajności pracy, utrzymując stabilne płace. Autorzy dowodzą, że jednak sama
sztywność płac nie jest wystarczającą przyczyną przymusowego bezrobocia. Do głosu
dochodzą to bowiem pewne istotne cechy samych kontraktów implikacyjnych nie w pełni
rozeznana specyfika firmy.
Teoria kontraktów implikacyjnych – piszą – zakłada, że robotnicy i firma zawierają
kontrakt maksymalizujący oczekiwane zyski firmy, w przekonaniu, że oczekiwane przez
robotników korzyści wystarczą jako bodziec do wydajnej pracy. Zdaniem autorów taka
argumentacja nie uwzględnia skutków takich decyzji obu stron kontraktu dla ogólnej
równowagi i występowania trzech ograniczeń występujących w kontrakcie implikacyjnym.
Pierwszym ograniczeniem jest niepełna informacja – zwłaszcza jej brak w odniesieniu do
wydarzeń losowych i kryzysowych, a także do tych, które nawet obserwowane nie dają się
weryfikować. Drugim ograniczeniem jest brak prawnego mechanizmu jego wdrażania, jaki
100
C. Azariadis, op. cit., s. 733.
D.M. Newbery, J.E.Stiglitz, Wage Rigidity, Implicit Contracts, Unemployment and Economic Efficiency,
Discussion Paper, June 1985, nr 67.
101
133
występuje zwykle w kontraktach eksplikacyjnych. Pozostaje tylko taki czynnik jak reputacja i
mechanizmy samorzutnego wdrażania, uwarunkowane przede wszystkim długotrwałością
istnienia firmy. Anulowanie kontraktu implikacyjnego grozi jednak wzrostem kosztów
rekrutacji pracowników, redukcją wysiłku robotników i obniżeniem zysków firmy. Jako
trzecie ograniczenie występuje kompleksowość, traktowana w kontraktach dość pobieżnie,
zwłaszcza w odniesieniu do prawdopodobnych przypadków zmiany ogólnej sytuacji. Według
autorów, kontrakty implikacyjne są bardziej narażone na to niebezpieczeństwo niż umowy
eksplikacyjne.
Zalecana literatura
1. O.E. Williamson, Ekonomiczne instytucje kapitalizmu. Firmy, rynki, relacje
kontraktowe, PWN, Warszawa 1998, rozdziały II i III.
2. B. Salanié, The Economics of Contracts. A primer, The MIT Press, Cambridge MA
1997.
3. I.R. Macneil, The relational theory of contract. Selected works of I.R.MacNeil, (ed. by
David Campbell), Maxwell, London 2001.
134
8. TEORIA KOSZTÓW TRANSAKCYJNYCH
Zagadnienia kosztów transakcyjnych znajdują się na eksponowanym miejscu w
praktyce współczesnych systemów rozwiniętej gospodarki rynkowej, pozostając w ścisłej
więzi z procesami kontraktowania. Zaskakująco wysokie tempo wzrostu udziału tych kosztów
w produkcie krajowym brutto – i to w obu sektorach gospodarki – stworzyło ogromne
zapotrzebowanie na teoretyczne ujęcie tego zjawiska z myślą o zwrotnym doskonaleniu
praktyki biznesu i polityki ekonomicznej.
W tym rozdziale skupimy uwagę na ogólnym pojęciu procesu transakcji, obszernym
omówieniu koncepcji kosztów transakcyjnych i bardzo krótkiej prezentacji znaczenia tych
kosztów w działalności gospodarczej.
8.1. Pojęcie i typy transakcji
Nie trudno zauważyć potrzebę krótkiego zastanowienia się nad bliższym określeniem
istoty tak powszechnie używanego pojęcia, jakim jest transakcja. W sensie ogólnym, w
zgodzie ze Słownikiem języka polskiego (pod red. W. Doroszewskiego, tom IX, Warszawa
1967, s. 226), mamy do czynienia z działaniem w obszarze wymiany handlowej,
obejmującym zawarcie umowy, zwłaszcza handlowej dotyczącej kupna-sprzedaży; układ,
porozumienie jako wynik rokowań. Odwołanie się do obcego pochodzenia tego słowa,
sugeruje, że łacińskie transactio znaczy po prostu dokonanie. W rozważaniach prowadzonych
przez ekonomikę instytucjonalną takie ujęcie uznaje się za zbyt wąskie.
Już współtwórca „starego” instytucjonalizmu – John Rogers Commons – traktując
zjawisko transakcji za podstawową jednostkę analizy społeczno-gospodarczej, dał następującą
definicję:102
Transakcje nie są wymianą towarów, lecz alienacją i pozyskiwaniem, dokonywanym
między jednostkami, praw własności i wolności, stworzonych przez społeczeństwo, a przeto
muszą być negocjowane przez zainteresowane strony, zanim praca może wyprodukować,
konsumenci – skonsumować, a towary mogą być fizycznie wymienione.
Przyjmując takie określenie pojęcia transakcja, warto zwrócić uwagę na dwa
problemy. Pierwszy, związany jest z traktowaniem jednostki gospodarującej. Wybory
dokonywane przez taką jednostkę są jednocześnie indywidualne i głęboko osadzone w
kulturze danego społeczeństwa. W naszej kulturze szeroko dyskutuje się o prawach
człowieka, jako uniwersalnych i niezbywalnych, przysługujących jednostce bez względu na
rasę, płeć, język, religię, narodowość, majątek i inne cechy natury ludzkiej. Te prawa, w
których mieszczą się także prawa wolności, nie są wszędzie skodyfikowane. Drugi problem
związany jest z wymianą praw własności, podczas której obiektywny czynnik, jakim jest
rzadkość (ograniczoność) zasobów i subiektywne dążenie do realizacji własnych interesów,
rodzą trzy relacje społeczne – konflikt, zależność i porządek. Takie relacje występują w
każdej transakcji, a ich badaniem i korelacją powinny zajmować się nauka prawa, ekonomia i
etyka.
Od Commonsa możemy przejąć także prostą klasyfikację rodzajów (raczej – typów)
transakcji. Analiza teorii ekonomicznych i orzeczeń sądów amerykańskich w sprawach
gospodarczych, pozwala wyróżnić trzy rodzaje transakcji:
- przetargowa (bargaining),
- menedżerska (managerial ),
- racjonująca (rationing).
102
J.R. Commons, Institutional Economics, “American Economic Review”, Dec. 1931, s. 652.
135
Warto poświęcić nieco uwagi omówieniu tych – raczej idealnych niż realnie
występujących – typów transakcji.
W transakcji przetargowej (handlowej) występuje pięciu uczestników – dwie pary
sprzedawców i nabywców, i sąd, jako gwarant przestrzegania reguł postępowania. Występuje
pełna symetria stosunków prawnych między kontrahentami i dobrowolność decyzji, równość
szans, siły przetargowej i konstytucyjna gwarancja sprawiedliwego procesu sądowego. Jak
wiemy z wykładu z mikroekonomii, warunki realizacji takiej transakcji można opisać
następująco: uczestnik transakcji A oferuje uczestnikowi B dobro x, a z kolei B oferuje dobro
y. Warunkiem zawarcia transakcji jest nierówność krańcowej użyteczności i-tego dobra dla
j- tego uczestnika transakcji, a więc:
MUxA < MUyB oraz MUyB > MUxA takie, że MRSCxyA = MRSCxyB ,
gdzie MUij - krańcowa użyteczność i-tego dobra dla j-tego uczestnika transakcji, a MRSC –
krańcowa stopa substytucji jednego dobra na drugie dla odpowiedniego uczestnika transakcji.
Strukturę transakcji przetargowej wyznaczają, jak widzimy, zachowania aż pięciu
stron, które dadzą się ująć w czterech relacjach:
‒ konkurencji, rozpatrywanej w kategoriach działań uczciwych i nieuczciwych;
‒ równych szans, które może zakłócić, np. stosowanie dyskryminacji w formie różnych cen
na ten sam towar;
‒ siły przetargowej, kiedy konflikt może zaistnieć ze względu na stosowanie nacisku,
oszukiwanie partnerów i umyślne szkodliwe wykorzystanie przewagi w tej sile;
‒ prawomocność procesu zawierania transakcji, którą może jednak naruszyć sąd, np. przez
odebranie jednemu z uczestników przetargu części jego praw własności lub wolności.
Commons dzielił czas transakcji przetargowej na trzy okresy: 1) negocjacji,
prowadzących do osiągnięcia zgody, co do zamierzeń; 2) zawarcia kontraktu, w którym
uwzględnia się obowiązki i czynności stron; 3) realizacji kontraktu aż do zakończenia
transakcji.
Transakcje handlowe (przetargowe) występują powszechnie na rynkach dóbr i usług,
bardzo wyraźnie na rynku pracy i w operacjach kredytowych, a mniej jawnie – na rynku
politycznym. Wprawdzie z definicji ten typ działań angażuje strony równe pod względem
prawnym, ale faktycznie w warunkach niepewności istnieją często duże różnice w ich sile
przetargowej. Historia odnotowała także fakty świadczące o czymś przeciwnym. Oto w
okresie niewolnictwa dochodziło do niejawnej transakcji między tak nierównymi pod
względem prawa i siły stronami, jak pan i niewolnik, którzy „wymieniali” między sobą części
prawa korzystania z zasobów materialnych właściciela i lojalnością poddanego, świadczącego
wydajniejszą pracę. Warto przypomnieć ewolucję stosunków w rolnictwie starożytnego
Rzymu, powstanie systemu kolonatu i ustroju feudalnego. Najpierw nieformalnie, a później
już w majestacie prawa zmieniała się historyczna instytucja niewolnictwa. Nie mamy także
złudzeń, co do występowania w naszych czasach sytuacji asymetrii w relacjach stron w
procesie realizacji transakcji przetargowych. U podłoża wielu konfliktów społecznych i
gospodarczych istnieje bardzo często nierówność siły przetargowej, jak np. między silnymi
związkami pracodawców i słabymi związkami zawodowymi.
Transakcje zarządzania znajdują odbicie w relacji kierownik – podwładny, albo inaczej –
sytuacja, w której prawo podejmowania decyzji należy tylko do jednej strony, gdzie mamy do
czynienia z konfrontacją przywileju i braku prawa. Najogólniej rzecz ujmując, ten typ
transakcji występuje we wszystkich układach hierarchicznych, a w szczególności w firmach i
organizacjach biurokratycznych. Istotą tych transakcji jest wymiana prawa wolności na
określony dochód, rezygnacja z pewnych możliwości podejmowania decyzji na rzecz
korzyści osiąganych w warunkach rynkowych. Oczywiście w realnym świecie nie występuje
136
coś takiego, jak absolutne i niezbywalne prawo wolności jednostki, bowiem jednostka zawsze
działa w warunkach ograniczeń obowiązujących we konkretnej wspólnocie.
Do przykładów transakcji zarządzania zalicza się zwykle stosunki występujące między
panem i niewolnikiem, majstrem i robotnikiem, kierownikiem i podwładnym. Asymetria tych
relacji jest wyraźna, wynika z ostrej nierówności prawnej stron, której wyrazem jest
wyrażanie woli przez nakazy i ich dobrowolne wykonywanie. Historia i analiza
współczesności dowodzą, że transakcje zarządzania są zwykle kombinacją czystych form z
odstępstwami zrodzonymi przez zawsze obecną niepewność.
Według J. R. Commonsa, transakcje racjonowania różnią się od transakcji zarządzania
tym, że występuje tu przełożony kolektywny, a podwładnymi – jednostki103. Do takich
przełożonych można zaliczyć legislaturę, w odniesieniu do stanowienia reguł opodatkowania
i taryf; dekrety władzy totalitarnej; zarząd korporacji ustalający jej budżet; decyzje sądu lub
arbitra. Zachowana jest asymetryczność sytuacji prawnej stron, a we wszystkich transakcjach
występuje racjonowanie albo bogactwa (wealth) albo siły nabywczej podwładnych, bez
korzystania z metody przetargu (czasami maskowane pozorami negocjacji) i zarządzania,
które pozostawia się wykonawcom. W procesie zawierania takich transakcji przedkładane są
różne argumenty, prośby i szeroko korzysta się ze sztuki przemawiania.
W analizie proponowanej przez Commonsa i rozwijanej przez współczesną ekonomikę
instytucjonalną poczesne miejsce przypisuje się czynnym regułom działania (working rules).
Reguły te pozwalają zaprowadzić porządek w procesie zawierania i realizacji wszystkich
poznanych typów transakcji.
Rozważania nad rodzajami transakcji można zakończyć dwoma prostymi stwierdzeniami.
Pierwsze, że różne rodzaje (typy) transakcji rozwinęły się w historycznym procesie
ekonomizacji ich kosztów. Drugie, że takie same operacje mogą być realizowane przez różne
typy transakcji w zależności od stosowanych reguł działania, które porządkują relacje między
stronami transakcji. We wszystkich transakcjach występuje z różną siłą ich instytucjonalna
składowa.
Dość często spotykamy się z utożsamianiem dwóch pojęć: transakcja i wymiana dóbr.
Dla ich wyróżnienia konieczne jest kryterium czasu i przestrzeni. Czysta wymiana jest po
prostu abstrakcją, aktem bez składowej czasu i przestrzeni. Najbliżej tej abstrakcji w realiach
gospodarczych plasuje się transakcja handlowa, która może być niekiedy dokonana w
momencie czasu – fizyczne przemieszczenie towaru i alienacja praw własności. Za czystą
transakcję można natomiast uznać standardowe kontrakty giełdowe na przyszłą dostawę
towarów, walorów lub dewiz (future business), w których ma miejsce alienacja praw
własności bez fizycznego przekazania przedmiotu transakcji. Zresztą sam towar może być
traktowany dwojako – jako wytwór technologii i stosunków własnościowych. Cechy
szczególne transakcji handlowej i wymiany dóbr pozwalają wyróżnić także cztery wspólne
ich typy: 1) formalny bezosobowy; 2) nieformalny personalny; 3) formalny personalny i 4)
nieformalny bezosobowy.
Istotny ze względu na zrozumienie wagi kosztów transakcji i ich miejsce w teorii
ekonomiki instytucjonalnej jest podział transakcji na dwa kolejne typy, wprowadzony do
literatury przedmiotu przez brytyjskiego ekonomistę – Daniela W. Bromley`a (ur. 1940)104.
Podstawą tego podziału jest pogląd, że zachowania i postawy członków wspólnoty
gospodarczej są czymś więcej niż wymianą dóbr i usług, tak jak ekonomika jest czymś
większym niż nauka o wyborach indywidualnych i zbiorowych. Bromley uznał za istotne
włączyć do typologii transakcji – obok tradycyjnych transakcji towarowych (commodity
transactions) – także transakcje instytucjonalne (institutional transactions). Oto dwa proste
103
Tamże, s. 653-4.
D. W. Bromley, Economic Interests and Institutions: The Conceptual Foundations of Public Policy, Basil
Blackwell, Oxford UK 1989, rozdział 5.
104
137
określenia tych pojęć: Działania podejmowane w odpowiedzi na nowe warunki ekonomiczne,
w intencji ustanowienia nowego układu instytucjonalnego, nazywa się transakcjami
instytucjonalnymi. Natomiast działania podjęte wewnątrz danej struktury instytucjonalnej są
określane jako transakcje towarowe105.
Transakcje instytucjonalne
Przesłanki
Rezultaty
Warunki
gospodarcze
Struktura
instytucjonalna
Rezultaty
Przesłanki
Transakcje towarowe
Źródło: D. Bromley, op. cit. s.110.
Rysunek 8.1. Transakcje instytucjonalne i towarowe.
Takie ujęcie zmienia radykalnie koncepcję szkoły neoklasycznej, dla której struktura
instytucjonalna jest czynnikiem zewnętrznym (egzogenicznym) w modelu wyboru, a warunki
ekonomiczne były tylko rezultatem procesu wymiany. Podejście i ujęcie Bromley`a (por.
rys.8.1) zapewnia ciągłość odnawiania (reprodukcji) stosunków międzyludzkich w realnym
czasie. Pozwala badać wpływ preferencji, poglądów ideologicznych i stereotypów myślenia
na ewolucję macierzy instytucjonalnej. Transakcja instytucjonalna kończy się stabilizacją
oczekiwań podmiotów gospodarczych wobec zbioru ograniczeń występujących w procesie
dokonywanego wyboru. Koncepcja transakcji instytucjonalnej pozwala także analizować ich
rodzaje, związane z: 1) redystrybucją korzyści gospodarczych; 2) realokacją możliwości
gospodarczych; 3) wzrostem efektywności ekonomicznej i 4) redystrybucją dochodu.
*
W tym miejscu warto zasygnalizować istotną zmianę w samej definicji transakcji,
dokonującą się wraz z kolejnymi próbami uogólnienia teorii kosztów transakcyjnych i
współzawodnictwa między różnymi ośrodkami ekonomiki instytucjonalnej. Wybitny znawca
problemu Claude Mènard zwrócił uwagę na zawężenie pojęcia transakcja do zjawiska
wymiany praw własności. Jego zdaniem trafniejsza jest następująca definicja:106
- transakcja jest to dowolny transfer praw korzystania z towarów i/lub usług dokonany
między technologicznie rozdzielnymi jednostkami.
Położenie akcentu na prawo korzystania pozwala wyjść poza granice rynku, w których
zamykały się liczne dotychczasowe ujęcia transakcji. Szeroko upowszechnione,
encyklopedyczne ujęcie głosiło tezę o transferze praw własności, zwłaszcza
zdecentralizowanych i prywatnych, a więc na rynkach, gdzie działa mechanizm cenowy107.
Włączenie transakcji pozarynkowych, odbywających się ramach organizacji, zwłaszcza w
przedsiębiorstwach wielowydziałowych, a także w systemie gospodarczym kierowanym
105
Tamże, s. 110.
C. Mènard w rozdziale 1.3 książki Institucyonalnaja ekonomika, red. A. Olejnik, Moskwa, Infra – M 2005, s.
118
107
J. Niehans, Transaction costs, The New Palgrave. A Dictionary of Economics, 1998, s. 676-9.
106
138
planowo z jednego centrum rozszerza obszar analizy. W tych obszarach przekazywanie
uprawnień nie wiąże się z transferem praw własności. Nie trudno zauważyć jak takie
rozszerzenie zakresu pojęcia transakcja wzbogaca rozważania na temat kosztów
transakcyjnych. Zwróćmy uwagę i na fakt bliskiego pokrewieństwa tych nowych ujęć z
potocznym rozumieniem transakcji, jako czynu przenoszącego dobro od dostawcy do
użytkownika.
Każda transakcja odbywa się w ramach matrycy instytucjonalnej i pewnej struktury
zarządzania (governance structure), jakimi są rynki, kontrakty, hierarchie (przedsiębiorstwa)
i hybrydy. Mają one swoje silne i słabe strony. Mechanizm rynkowy generuje silne bodźce do
maksymalizacji korzyści, ale nie może zapewnić inwestycji specyficznych dla danej
transakcji. Z kolei struktura zarządzania oparta na kontraktach, jak to omawialiśmy w
rozdziale poprzednim, zapewnia taką protekcję dla specyficznych inwestycji i jest
jednocześnie podobna do rynkowych bodźców maksymalizacji zysków. Umowy nie mogą
jednak zabezpieczyć strony przed wyzwaniami zjawisk nagłych i kryzysowych. Wreszcie
transakcje zawierane w ramach układu firm (hierarchii), zwłaszcza w procesach integracji
pionowej, posiadają ważną cechę internalizacji (włączania) wartości inwestycji specyficznych
dla danej transakcji, choć nie pozwala to kontrolować kosztów z siłą typową dla rynków.
Wiemy już o potrzebie rozróżniania pojęć instytucja i organizacja, wobec czego nie
będziemy mieli trudności z wyjaśnieniem sytuacji, w których transakcje mogą mieć charakter
wewnętrzny lub zewnętrzny w stosunku do pewnej organizacji. Ma to, jak zobaczymy, istotne
znaczenie z rozliczaniem kosztów transakcji. Biorąc pod uwagę i ten czynnik, przyjrzyjmy się
całemu spektrum struktur zarządzania, w ramach którego wielkie przedsiębiorstwa mogą
dokonywać wyborów, tj. organizować transakcje.
Rynki proste
(spot)
Paliwo, mleko
Spektrum struktur zarządzania:
Proste kontrakty
Kontrakty
Kontrakty
krótkoterminowe długoterminowe
relacyjne
P r z y k ł a d y:
Zwyczajowe,
Zasilanie
Pozyskiwanie
stałe dostawy
energii,
wielkich
konserwacja,
urządzeń i
długookresowa
maszyn
dzierżawa
Integracja
pionowa
Zaopatrzenie
organiczne,
wsparcie przez
usługi
wewnętrzne
Źródło: Internet.
Tab.8.1. Struktury zarządzania i przykłady.
Zapisy w tablicy można skonfrontować z posiadaną wiedzą o działaniu wielkich
przedsiębiorstw, jak np. PLL LOT , które dokonuje ogromną liczbę transakcji w wielu
strukturach zarządzania. Tankowanie paliwa i karmienie obsługi może odbywać się w
schemacie znanej jednorazowej transakcji, natomiast już zaopatrywanie w żywność
pasażerów wymaga zwykle zawarcia umowy z odpowiednimi firmami. Dostawy specjalnych
paliw, energii elektrycznej, okresowe remonty i codzienna konserwacja jest już treścią
kontraktów długoterminowych. Zamówienia na samoloty i wyposażenie lotnisk to już sprawa
kontraktów relacyjnych. Natomiast transakcje wewnętrzne w ramach wielkiej firmy mogą być
związane z realizacją procesów integracji pionowej.
Do charakterystyki procesu transakcji trzeba dodać jeszcze kilka cech związanych z
koniecznością tworzenia dodatkowych mocy drogą wyspecjalizowanych na tę okoliczność
inwestycji. Istotny wpływ na koszty transakcji mają następujące specyficzne cechy:
1.
Lokalizacja kontrahentów, którzy często dążą do rozmieszczenia swoich zakładów
w pobliżu, aby ułatwić kontakty i obniżyć koszty tworzenia zapasów i transportu.
139
2.
Fizyczne właściwości przedmiotów transakcji, które narzucają zadania w zakresie
specjalnego wyposażenia i oprzyrządowania.
3.
Odpowiedni kapitał ludzki – kontrahenci muszą rozwijać potencjał naukowy i
zawodowy swoich pracowników, biorąc pod uwagę specyfikę kontraktu.
4.
Gorliwe (dedykowane) tworzenie potencjału służącego potrzebom klienta
mającego znaczącą pozycję na określonym rynku, aby uzyskać lepszą pozycję w
konkurencji.
5.
Reputacja firmy, niezwykle istotny czynnik sprzyjający upowszechnieniu
informacji w relacjach transakcyjnych, ale wymagający zwykle poważnych
nakładów.
Z dotychczasowej wiedzy o procesie transakcji, specyfice, intensywności i kierunkach
wpływu na koszty i końcowe wyniki, możemy nakreślić prosty schemat porządkujący
treści wywodów i ułatwiający ich zapamiętywanie.
Kryterium wyboru struktury zarządzania – maksymalny zysk z transakcji
Specyficzne aktywa Potencjał oportunizmu
Ograniczona racjonalność
Rynki proste
(spot)
Proste kontrakty
Kontrakty
krótkoterminowe długoterminowe
Kontrakty
relacyjne
Integracja
pionowa
Ograniczona racjonalność
Koszty produkcji
Tab. 8.2. Zależność charakterystyki transakcji i struktur zarządzania.
Długość i kierunek strzałek wskazują na wzrost lub spadek siły oddziaływania danej
cechy na wynik końcowy transakcji dokonującej się w poszczególnych strukturach
zarządzania. Ocena efektywności samych struktur zarządzania może być oczywiście
dokonana tylko z punktu widzenia konkretnej transakcji.
*
Dokładne zrozumienie istoty pojęcia transakcja i przygotowanie gruntu do podjęcia
analizy jej kosztów skłoniło mnie do przedstawienia fragmentów jeszcze jednego ujęcia
genezy i struktury procesu transakcji, a zwłaszcza jej miejsca w społecznym makrosystemie,
określonym chyba niezbyt trafnie jako system produkcji108.
Autorzy obszernego eseju traktują system produkcji jako jeden z zaprojektowanych
artefaktów, tj. układów społecznych stworzonych przez człowieka, w którym projektanci
borykali się z problemem wyznaczenia właściwego miejscaprocesowi transakcji. Problem nie
jest trudny w warunkach pełnej jasności praw przyrody i logiki oraz opanowanej technologii.
Niekiedy sytuacja wręcz eliminuje transakcję, a najczęściej decyzja o transakcji wymusza
108
C. Y. Baldwin, K. B. Clark, Where Do Transactions Come From? A Network Design Perspective on the
Theory of Firm, ” Harvard Business School”, May 22, 2006.
140
projektowanie dodatkowych elementów systemu produkcji. Bliższe określenie systemu
produkcji sprowadza to pojęcie do dwóch składników: 1) sieci zadań (network),
wykonywanych przez agentów i 2) transferów energii i informacji między nimi. Autorzy
dowodzą, że o ile transfery energii i informacji są konieczne i wszechobecne, to takie koszty
trudno ujmować w pewnych transferach, które po prostu nie są typowymi transakcjami.
Uzasadnienie znajdujemy przy bliższym zapoznaniu się z kosztami nieciekawymi (mundane –
przyziemne, prozaiczne), towarzyszące strumieniom materiałów i energii. Przyjęło się takie
koszty traktować jako niegodne większej uwagi, ale gwałtowny postęp naukowo-techniczny
wymusza ich włączenie do projektowania makrosystemu gospodarki. Autorzy proponują
wprowadzenie do sieci zadań struktury modularnej, uwzględniającej takie koszty i ich
internalizację w systemie kosztów transakcji. Jeszcze kilka uzupełnień.
Sieć zadań i transferów można przedstawić jako graf, w którym zadania odpowiadają
węzłom, a transfery łączom, w zgodzie z logiką wykorzystywanej technologii. Zadania
wykonują agenci – ludzie i maszyny, ale muszą korzystać z transferów różnych rzeczy, co
powoduje pojawienie się nowych zadań i tym samym pewnych kosztów. Potrzebne jest
rozeznanie w rodzajach przenoszonych (transferowanych) między agentami rzeczy.
Wymienia się trzy takie rodzaje – materiały, energia i informacja – i dodaje jeszcze pieniądz i
kredyt, które mają szczególny charakter informacji.
Materiały to przede wszystkim surowce i półfabrykaty i części służące do montażu
wysoce złożonych artefaktów, jak np. samochodów. Energia dostarczana jest we wszystkich
postaciach – ludzka, cieplna, mechaniczna, elektryczna i inna. Z punktu widzenia teorii
kosztów transakcyjnych przydatny jest dodatkowy podział dostarczanej energii na trzy typy:
1) dane (date), jako wiedza ogólna o sytuacji, którą muszą mieć agenci w celu zapewnienia
właściwej sieci; 2) projekty (design), które są artefaktami, instrukcjami przekształcania
zasobów w rzeczy niekiedy zbyteczne, choć cenione przez ludzi; 3) znaczniki (tags) jako
finalna informacja w sieci i praktycznie znana jako reklama, adresy, instrukcje użytkowania
itp. Specjalną formą znaczników są prawa decyzji i prawa własności. Współcześnie pieniądz i
kredyt pojmowane są jako szczególna informacja, a w sieci zadań i transferów przypomina
typ danych i występuje w strumieniach płynących pod prąd realizowanym zadaniom.
Mamy już dostateczne przesłanki, aby jeszcze raz odpowiedzieć na pytanie – co to są
transakcje”? Autorzy cytowanego eseju zaczynają wywód na ten temat od zaprzeczenia, że
transfery wewnątrz sieci nie muszą być transakcjami. Proponują następujące określenie:
- transakcja jest to transfer podlegający standaryzacji, zarachowaniu i kompensacji
(ocenie i opłaceniu); każda z tych czynności powiększa liczbę zadań i transferów w sieci.
Wniosek jest prosty i przedstawiony dowcipnie – transakcja jest czymś większym niż
prosty transfer; jest to transfer obwieszony dodatkowo kosztownymi ozdobami. Standaryzacja
wymaga wykonania dodatkowych zadań – opisu, uzgodnień; zarachowanie – wprowadzenia
do księgowości i rachunkowości; kompensacja – wartościowania, szacunku wydatków i
kosztów. W sumie zawieszenie tych ozdób na transferach może doprowadzić do konieczności
poważnego potraktowania tych nieciekawych, prozaicznych kosztów w ogólnej analizie
kosztów transakcyjnych. Zachęcam do bliższego poznania w cytowanym tekście propozycji
wykorzystania modelu sieci, uwzględniającej macierz przepływów strumieni nakładów
między agentami procesu transakcji.
8.2. Koncepcja kosztów transakcyjnych
Ze względu na bogaty materiał prezentowany przez autorów pochodzących z różnych
nurtów, szkół i zwolenników teorii ekonomicznej i praktyki gospodarczej, postanowiłem tę
część rozdziału ująć w dwóch częściach. W pierwszej, przedstawię kilka wybranych
141
poglądów z rysującej się ogólnej teorii kosztów transakcyjnych; w drugiej – poświęcę więcej
uwagi próbom jej zbliżenia do spraw współczesnych ustrojów społeczno-ekonomicznych.
Wystąpią świadome powtórzenia już prezentowanych twierdzeń, aby nie utracić więzi z
ciągłością tworzenia wciąż jeszcze młodej dyscypliny naukowej.
8.2.1. Podstawy ogólnej teorii kosztów transakcyjnych
Na zagadnienia kosztów transakcji musimy patrzeć jako na część nauczania o ponoszeniu
nakładów na działalność gospodarczą, uwzględniając ujęcie mikro i makroekonomiczne i nie
stroniąc od nawiązywania do praktyki firm i polityki społeczno-gospodarczej. Zacząć trzeba
jednak od zapoznania się z różnymi ujęciami samego pojęcia koszty transakcyjne, ponieważ
dyskusja w środowisku teoretyków i praktyków jest jeszcze daleka od zakończenia.
Rozważania muszą mieścić się w ogólnej teorii kosztów, jako problem racjonalizacji
nakładów przez społeczeństwo i podmioty gospodarcze, ale już z uwzględnieniem poznanych
typów transakcji. Przydatna jest także staranniejsza identyfikacja kosztów transakcyjnych w
kosztach łącznych (globalnych, całkowitych, ogólnogospodarczych). W literaturze
przedmiotu spotykamy taką identyfikację w formie podziału kosztów łącznych na koszty
produkcyjne i koszty transakcyjne, przy czym część przedstawicieli nowej ekonomiki
instytucjonalnej koszty produkcyjne nazywa kosztami transformacyjnymi. Produkcja
pojmowana jest w tym przypadku jako przekształcenie (zmiana lub odtworzenie) fizycznych
cech rzeczy i dóbr. Ze względu na upowszechnienie się pojęcia transformacja w odniesieniu
do współczesnego procesu przekształceń ustrojowych, posługiwanie się terminem koszty
transformacyjne może rodzić nieporozumienia.
Za jedno z pierwszych prób identyfikacji kosztów transakcyjnych uznaje się ujęcie
zaprezentowane przez Ronalda Coase`a w 1937 r. w słynnym artykule o istocie firmy. Coase
przyczyn pojawienia się takiej instytucji i takiej organizacji jak firma upatrywał w
konieczności racjonalizacji kosztów związanych z wykorzystywaniem mechanizmu cen
rynkowych przez producenta. Oto krótka wypowiedź autora: Główną przyczyną korzyści
tworzenia firmy wydaje się być istnienie kosztu wykorzystania mechanizmu cenowego.
Najbardziej oczywisty koszt organizowania produkcji przy pomocy mechanizmu cenowego
obejmuje wykrywanie (szacowanie?) odpowiednich cen. Koszt ten może być zredukowany, ale
nie wyeliminowany, dzięki pojawieniu się specjalistów sprzedających takie informacje.
Wydatki na negocjacje i zawarcie kontraktu na każdą transakcję wymiany, które mają miejsce
na rynku, muszą także być brane pod uwagę109.
W ujęciu Coase’a pojawiła się także wyraźna sugestia uogólnienia lub przynajmniej
wyodrębnienia kosztów gromadzenia i przetwarzania informacji, tak istotnej na obecnym
etapie rewolucji naukowo-technicznej.
Posługując się przyjętą w tym wykładzie typologią transakcji możemy przypisać im
odpowiednio nakłady i mówić o ich kosztach: handlowych (przetargowych, rynkowych),
menedżerskich i racjonujących. W ten sam sposób wydzielimy koszty transakcji
instytucjonalnych, a więc – nakłady związane z tworzeniem nowych instytucji i zmianą
macierzy instytucjonalnej.
Na użytek tego wykładu i dla zapewnienia sobie punktu odniesienia przy poznawaniu
określeń spotykanych w bogatej literaturze, proponuję następującą definicję:
Koszty transakcyjne są częścią łącznych kosztów funkcjonowania systemu społecznogospodarczego, która obejmuje nakłady zasobów ponoszone w trakcie zawierania i realizacji
wszystkich typów transakcji.
109
R. H. Coase, The Nature of the Firm, “Economica”, 1937, nr 4, s. 390.
142
Fragmenty koncepcji kosztów transakcyjnych pojawiały się w wielu historycznych
doktrynach myśli ekonomicznej. Nie są one zupełnie obce szkołom głównego nurtu –
zwłaszcza przedstawicielom ekonomii neoklasycznej. Ekonomika neoinstytucjonalna różni
się jednak tym, że problematykę tych kosztów eksponuje jawnie i oferuje także instrumenty
pozwalające prowadzić ich analizę dla potrzeb praktyki. Na plan pierwszy wysuwa się przeto
sprzeczności interesów gospodarujących jednostek (coraz częściej nazywanych agentami) i
sytuację niepewności, która utrudnia pozyskiwanie i przetwarzanie informacji dla potrzeb
decyzyjnych. Koszty transakcji można przyrównać do zjawiska tarcia w fizyce, jako
przeszkodę lub opór w realizacji potencjału gospodarczego, pełnego wykorzystania zalet
procesu wymiany, a zwłaszcza – korzyści racjonalnego podziału pracy i specjalizacji. Taki
opór napotykają działania związane z postępem naukowym i ekonomicznym i – wreszcie – z
wprowadzaniem zmian instytucjonalnych w wielkim procesie doskonalenia ustroju
społeczno-gospodarczego.
Kwestię znaczenia kosztów transakcyjnych jako przeszkody w handlu
międzynarodowym podnosi współcześnie historia, odwołując się do badań korzystających z
metod ilościowych, a więc do kliometrii. Jeden z jej wybitnych przedstawicieli i twórców
nowej ekonomiki instytucjonalnej – Douglass North – wskazywał na błąd w tradycyjnym
rozumowaniu, że to koszty transportu są główną przeszkodą w rozwijaniu wymiany z
odległymi rynkami110. Dla przykładu, imperium rzymskie w okresie największej potęgi w I-II
wieku n.e. miało rozwinięty system wymiany na ogromnych obszarach własnych i sąsiednich,
mimo dość zacofanej infrastruktury i dość prymitywnych środków transportu. Upadek
nastąpił wraz z załamaniem się struktury instytucjonalnej Rzymu. Jeszcze wyraźniej takie
zjawisko wystąpiło w historycznym procesie wyboru wzorca instytucjonalnego w polityce
Hiszpanii i Anglii. Pierwsza, utraciła możliwości rozwoju, petryfikując tradycyjne instytucje;
druga, stała się wielką potęgą dzięki trafnym decyzjom zmieniającym strukturę
instytucjonalną.
*
W tym miejscu mamy okazję do zapoznania się z poglądem D. Northa na temat roli i
znaczenia kosztów transakcyjnych dla wzrostu wydajności gospodarczej w długim okresie111.
Teza wyjściowa jest nam znana – instytucje jako struktura bodźców w gospodarce oddziałują
oczywiście na jej efektywność (produktywność). Sama wydajność jest zatem funkcją
technologii stosowanej w układzie instytucjonalnym.
Myśl ekonomiczna aż do połowy XIX wieku pozostawała pod wpływem osiągnięć
pierwszej rewolucji ekonomicznej, zapoczątkowanej w VIII wieku p.n.e. przemianami w
technice i kulturze agrarnej. Druga rewolucja przyniosła technikę i technologie oparte na
zgromadzonej wiedzy naukowej, mające radykalny wpływ na gwałtowne zmiany w
strukturach instytucji i organizacji gospodarczych, społecznych i politycznych. Nowe
technologie wymusiły zawodową i terytorialną specjalizację i podział pracy w
bezprecedensowej skali. Dla zrealizowania korzyści z uzyskanego potencjału produkcyjnego
należało inwestować ogromne zasoby w procesy transakcyjne. North pisał, że konieczne jest
szerokie spojrzenie na koszty transakcyjne, nie tylko jako koszty koordynacji rozrastającego
się kompleksu niezależnych fragmentów gospodarki, które można traktować po prostu jako
koszty informacji lub ściślej jako koszty uzyskania
informacji dla mierzenia
wielowymiarowych przedmiotów (obiektów, towarów, usług) wymiany, ale także jako
nakłady na wdrożenie kontraktów i zapewnienie zaufania do zobowiązań w czasie i
przestrzeni, niezbędnego dla zrealizowania potencjału dostarczonego przez technologię.
110
D.C. North, op. cit., rozdział 4.
D.C. North, Institutionas Transaction Costs and Productivity in the Long Run –
http:/129.3.20.41/eps/eh/papers/930904.pdf
111
143
Rozrastający się sektor transakcji musi rozwiązywać problemy mierzenia i wdrażania
czynników, które występują wraz z jego gwałtownym rozwojem. Aby obliczyć zyski w
świecie tak różnorodnej specjalizacji potrzebna jest także odpowiednia praktyka i wiedza na
temat kontroli jakości w warunkach wydłużającego się łańcucha produkcji i komplikujących
się stosunków między pryncypałem i agentami. Odkryta już zależność między alternatywnym
korzystaniem z technologii pracochłonnej lub pracooszczędnej jest znowu poddawana
egzaminowi w praktyce zawierania i realizacji transakcji. Czy w długim okresie zastąpienie
siły roboczej (pracy ludzkiej) przez kosztowne maszyny, redukujące w krótkim okresie koszty
produkcji i nadzoru nad pracownikami, nie zadziała zwrotnie w długim okresie na jakość
wyrobów i obniżenie się popytu? Mierzenie nakładów i efektów służy także kalkulacji
wielkości wkładu poszczególnych czynników wytwórczych. Dobrze wiadomo, jak często
konflikty w przedsiębiorstwach rodzą się na tle płacowym, braku zgodności co do zasad
obliczania indywidualnego lub grupowego wkładu pracy. Z kolei mierzenie efektów
transakcji wymaga także uwzględnienia marnotrawstwa i szkód uczynionych środowisku i
innym podmiotom społecznym i gospodarczym.
Firmy korzystające z technologii przyniesionej na fali drugiej rewolucji ekonomicznej
i zwłaszcza najnowszego etapu wzrostu znaczenia osiągnięć naukowo-technicznych,
dokonują ogromnych stałych inwestycji kapitałowych. Takie inwestycje obejmują bardzo
długie okresy i mają często niską alternatywnie wartość złomowania (scrap value). Takie
długie okresy zwiększają niepewność co do cen i kosztów oraz zachowań oportunistycznych
stron kontraktu. North podkreślał, że wdrożenie i korzystanie z nowych technologii rodzi
liczne problemy organizacyjne, spośród których aż pięć uznał za istotne.
Pierwszy problem to mierzenie jakości wyników (outputs) poprzez pomiary
parametrów materiałów, urządzeń i kwalifikacji agentów. Chodzi wszak o takie czynności i
procedury, jak sortowanie, klasyfikowanie, wycena, metkowanie, znakowanie rynkowe,
wystawianie gwarancji, licencjonowanie, studia nad czasem pracy, z których wyciąga się
wnioski o osiągach pracowników. Mamy do czynienia z koniecznością prowadzenia takich
pomiarów i jednocześnie przekonanie o ich kosztowności i niedoskonałości dostępnych
narzędzi i metod.
Drugi problem wynika z potrzeby rozszerzania skali produkcji poprzez pracę
zespołową, która generuje koszty wyobcowania (alienacji) robotnika i zjawisko uchylania się
od obowiązków. Dyscyplina pracy w zakładzie jest reakcją na niedociągnięcia w koordynacji
i postawy obiboków. Pracodawca wprowadza więc systemy regulacji czasu pracy, zestawy
bodźców i kar oraz premii za dobre wyniki. Znane są także ostre sprzeciwy ze strony
pracowników wobec prób wdrażania innowacji z badań uznanych za naukowe, ale w efekcie
odległych od humanitaryzmu.
Trzeci problem pojawił się już w naszym rozdziale o teorii kontraktów, gdzie można
było zapoznać się, jak oportunizm powoduje powstawanie kwestii spornych nie tylko
wewnątrz firmy, ale także w ich relacjach kontraktowych. Firmy obierają często dalekosiężną
strategię zachowań w polityce zatrudnienia, rezygnują z pewnych usług i prowadzą
renegocjacje. Natomiast problem czwarty wiąże się z gwałtownym rozwojem wielkich
przedsiębiorstw i hierarchii w dużej skali, czemu towarzyszy rozrastanie się biurokracji.
Koszty rozwiązywania tych problemów, ograniczania zjawiska sztywności przyjętych reguł,
poprawiania struktury dochodów i elastyczności działania firmy, stanowią już pilne
zapotrzebowanie dla współczesności.
Ostatni, piąty problem wynika z obserwowanej dewastacji środowiska naturalnego,
którego nie można trafnie oszacować ze względu na brak odpowiednich cen. Współzależność
światów specjalizacji i podziału pracy potęguje wpływ kosztów zewnętrznych.
North na te zagadnienia spogląda z wyżyn ogólnej teorii rozwoju społecznego,
przemian ustrojowych i doktryn – od Marksa do programów transformacji ustroju realnego
144
socjalizmu. Wiele uwagi poświęca specyfice krajów trzeciego świata i znaczeniu
podstawowych instytucji społecznych, jak np. rodzina.
*
Koszty transakcyjne są przeszkodą w uzyskiwaniu korzyści z handlu, płynących ze
specjalizacji kontrahentów. Trzeba jednak dodać, że istotne znaczenie ma nie tylko absolutna
wielkość tych kosztów, ale i ich rozkład między stronami wymiany.
Ekonomika instytucjonalna podjęła krytykę modelu neoklasycznej teorii konkurencji,
w którym przyjęła ona założenie o zerowych kosztach transakcji i zasadę optimum Pareto.
Alokacja zasobów wynika przeto z kształtowania się cen równych kosztom krańcowym i
braku możliwości wpływu na ceny przez aktorów sceny rynkowej. Analiza takiego zjawiska,
jak tworzenie kartelu, wymusiła analizę sytuacji konkurencji niedoskonałej. Gdyby przyjąć
założenie o zerowych kosztach transakcji, wówczas powstanie kartelu – wymiana prawa
samodzielnego określania rozmiarów produkcji na zbiorowe gwarancje otrzymywania części
zysku monopolistycznego – byłoby procesem prawie darmowym. Koszty zawierania
porozumień tego typu (zmowy) są jednak w rzeczywistości na tyle poważne, że konieczne
staje się wprowadzenie do modelu wymiany dodatnich kosztów transakcyjnych. Warto
zapamiętać:
koszty transakcyjne nie są inwariantne w stosunku do efektywnego rozmieszczenia
zasobów i rozszerzenia granic wymiany,
co oznacza, że nie należy ich traktować jako elementu nadrzędnego i niezmiennego w
stosunku do związanych z nim zmiennych, podlegających wspólnie przekształceniom. W
praktyce na efektywność działań wysokość kosztów transakcyjnych może działać pozytywnie
lub negatywnie, jak to często występuje w procesach zawierania porozumień o wysokość
renty lub pokonywania bariery wejścia na określony rynek. Założenie o dodatnich
(niezerowych) kosztach transakcyjnych pozwala lepiej zrozumieć aktywną rolę instytucji w
procesach alokacji zasobów.
*
W tym miejscu proponuję powrócić do wspomnianej w poprzednim rozdziale
polemiki między dwoma wybitnym ekonomistami – J. Niehansem i C. Mènardem.
Wcześniejsze ujęcie Niehansa, przedstawione w encyklopedii Palgrave (hasło Transaction
costs ,1998) jest godne przypomnienia, ponieważ korzysta z wywodów wciąż pojawiających
się w podręcznikach ekonomii. Niehans pisał, że koszty transakcji powstają z transferu
własności, albo ściślej – towarzyszą transferowi praw własności. Przypominam, że to
twierdzenie uzupełnił właśnie Mènard, akcentując transfer praw wykorzystania własności.
Niehans pozostawał jeszcze w kręgu klasycznego myślenia, stawiającego mechanizm
rynkowy i zdecentralizowane prawa własności prywatnej w centrum instytucji i procesu
wymiany. W gospodarce kolektywnej (socjalistycznej), kiedy decyzje podejmuje centralny
organ władzy, a przeto koszty transakcji mogą być nieobecne i są zastępowane kosztami
administracyjnymi.
Najlepiej tezy Niehansa dają się prześledzić, posługując się dwoma rysunkami (tu 8.2 i
8.3.), ukazującymi najprostszą operację (transakcję) wymiany towaru między parą agentów.
Towarzyszące wymianie koszty transakcji mają oczywiście dwie formy: 1) nakłady własnych
zasobów agentów i 2) wynikające z różnic rynkowych. Podobnie jak w znanych operacjach
transportowych działalność agentów zmierza do redukcji niepewności, ale – trzeba dodać –
koszty transakcji mogą powstać także w warunkach całkowitej pewności. Znany ekonomista
Stiller pisał z przekąsem, że takie koszty są nakładami towarzyszącymi przechodzeniu od
ignorancji do wszechwiedzy. Badanie funkcji transakcji może ujawnić spadające, stałe lub
rosnące zyski, a skala efektów może odpowiadać rozmiarom indywidualnych transakcji firm
lub rynku. Kwantyfikacja bardzo złożonych transakcji nie daje się w pełni
zrealizowa
145
y
Krzywa
obojętności I
E
1
y
Kąt P
x
1
x
Rys. 8.2. Niezerowe (dodatnie) koszty transakcji.
y
agent 2
agent 1
x
Rys. 8.3. Dwustronne krzywe popytu w sytuacji dodatnich kosztów transakcji.
Analizując oba rysunki musimy brać pod uwagę, że koszty transakcji redukują
wolumen transakcji, a przyjmując tezę o ogólnej równowadze wymiany bez kosztów
transakcji mamy do czynienia z nieokreśloną siecią wymiany, a więc nie występują tam
146
ograniczenia wolumenu brutto transakcji. Rysunek 8.2. przedstawia sytuację niezerowych, a
więc dodatnich kosztów transakcji, którą jest wymiana między parą agentów (sprzedawcakupiec) dwóch dóbr x i y. Łatwo dostrzegamy zakreskowaną linię ograniczeń budżetowych
oraz punkt E, równowagi proporcjonalnej, początkowej wymiany obu towarów w ilościach x1
i y1 oraz charakterystyczny skręt (czy też złamanie – ang. kink) linii ograniczeń
budżetowych. Punkt E jest także optymalnym wyznacznikiem równowagi między linią
ograniczeń budżetowych, a krzywą obojętności I, przedstawioną na Rys. 8.2. Kąt P
wyznacza cenę jako relację wartości obu towarów.
Przyjrzyjmy się teraz odzwierciedleniu pewnych zmian w sytuacji wymiany. Dla
indywidualnego agenta każda zmiana wolumenu wymienianych dóbr oznacza konieczność
zmiany ich wielkości, np. aby otrzymać n dodatkowych jednostek dobra trzeba poświęcić
pewną ilość własnego. Na rysunku 8.2. gruba złamana linia oznacza właśnie nową linię
ograniczeń budżetowych. W zależności od kształtu krzywych obojętności agent może kupić,
sprzedać lub nie dokonywać transakcji. Z kolei zmiana ceny rynkowej prowadzi linię
ograniczeń budżetowych tak, że obraca się ona (swivel) wokół punktu E.
Na rysunku 8.3. nakreślone są dwustronne (wzajemnie uwarunkowane)) krzywe
popytu obu agentów w sytuacji dodatnich kosztów transakcyjnych. Punkt przecięcia
współrzędnych x i y jest także punktem skrętu, kiedy nie ma wymiany. Jeśli koszt transakcji
ma także stały komponent to linia ograniczeń budżetowych przyjmie kształt cienkiej linii
pokazanej na rysunku 8.2. Dwustronne krzywe popytu mają (nie pokazaną na rysunku!) pustą
przestrzeń wokół punktu początkowego współrzędnych. Im większe są koszty transakcji,
zarówno zmienne, jak i stałe), tym bardziej prawdopodobna jest równowaga w punkcie braku
wymiany. Daje to możliwość wytłumaczenia, dlaczego potencjalnie określone rynki, zarówno
dla obecnych, jak i przyszłych dóbr, nie istnieją.
*
Powróćmy teraz na krótko do sygnalizowanego podziału kosztów łącznych na koszty
transformacyjne i koszty transakcyjne, aby uświadomić sobie ich współzależność. Taka
zależność wynika z charakteru każdego dobra i jego dwóch funkcji – transformacyjnej, kiedy
dokonuje się przekształcenia fizycznych cech rzeczy i transakcyjnej, kiedy zmienia się te
cechy rzeczy, które odnoszą się do praw własności. Łatwo znaleźć przykłady zależności obu
funkcji i rodzajów kosztu, analizując praktykę przedsiębiorstw. Jeśli przeto w dążeniu do
obniżenia kosztów transformacji firma specjalizuje się w pewnych rodzajach produkcji to
może ponieść wyższe koszty transakcyjne wynikające z konieczności poszukiwania
właściwych nabywców. O treści i formach działalności podmiotów gospodarczych, zwłaszcza
dotyczących zawieranych kontraktów, decydują w istotny sposób struktura i dynamika
kosztów łącznych, co daje się przełożyć na szerszą prawidłowość, że u źródeł wzrostu
gospodarczego znajdujemy nie tylko technologię, ale także instytucje. Nasuwa się prosty
wniosek, że inwestowanie w ewolucję instytucji może mieć skutki analogiczne do inwestycji
w postęp techniczny.
W tym miejscu warto zastanowić się nad podobieństwem i różnicą między kosztami
transakcyjnymi i podatkami. Oba są ciężarami, ale w ramach takiej instytucji jak rynek
ciężary opodatkowania zwiększają koszty krańcowe produkcji, przeto ich część można
przerzucić na kontrahenta, czego nie da się zrobić z kosztami transakcyjnymi. Niekiedy
twierdzi się, że podatki można uznać za składnik kosztów transakcyjnych, a więc nakładów
ponoszonych za usługi państwa na rzecz ochrony praw własności. Przyjmujemy ostatecznie
za prawdziwą tezę, że koszty transakcyjne są przeszkodą, stawiają opór procesowi obopólnie
korzystnej wymiany. Jako konieczność występuje zatem potrzeba ich obniżenia do
rozsądnych rozmiarów. Rozpatrzymy możliwości takich działań w odniesieniu do
poszczególnych typów i rodzajów kosztów transakcyjnych.
147
8.2.2. Powiązania i klasyfikacja
Nie obawiając się pewnych powtórzeń, ale w trosce o trafniejsze uporządkowanie
zbioru współczesnych transakcji i związanych z nimi nakładów, przytoczę jeszcze pewne tezy
natury ogólniejszej, aby następnie wyeksponować jedną z najbardziej przejrzystych
klasyfikacji.
Konieczne jest utrzymanie rozważań o kosztach transakcji w ramach wielkiego układu
społeczno-gospodarczego, obejmującego trzy wielkie komponenty – jednostki ludzkie,
środowisko instytucjonalne i struktury zarządzające, powiązane między sobą z różną siłą. Na
rysunku 8.4. odczytamy kilka interesujących spostrzeżeń.
Środowisko
instytucjonalne
Parametry
przesunięcia
Parametry
strategiczne
Struktury zarządzania
Atrybuty
zachowań
Preferencje
endogeniczne
Indywidualne
osoby
Rys. 8.4. Trójpoziomowy układ społeczno-gospodarczy.
Skupimy uwagę na powiązaniach między środowiskiem (macierzą) instytucjonalną i
generowanymi przez nie kosztami organizacji procesu transakcji. Konieczne jest
uwzględnienie trzech istotnych aspektów. Pierwszy dotyczy rozmiarów rynku, który wpływa
silnie na organizacje transakcji, jak to już opisywał Adam Smith, podkreślając znaczenie
depersonifikacji wymiany na rozszerzającym się rynku i komplikowanie się relacji między
uczestnikami, przynoszące w efekcie wzrost kosztów. Teraz rozumiemy już znaczenie
kosztów poszukiwania pośredników oraz informacji cenowych na rynkach pracy, kapitału i
obrotu nieruchomościami. Pojawia się możliwość wyboru spośród dostępnych lokalnych
rynków, albo i rezygnacji z mechanizmu rynkowego.
Drugi aspekt związany jest z trudnościami, a więc i kosztami, sporządzenia
charakterystyk wymienianych towarów, mimo stosowania coraz sprawniejszych metod i
mierników. Coraz częściej w poszukiwaniu rozwiązania tego problemu sięga się do
wyspecjalizowanych firm, które stają się ekspertami. Informacja z tych źródeł jest droga i
dlatego powstaje specyficzny rynek jej wymiany. Trudności wynikają z potrzeby identyfikacji
i porównywania charakterystyk towarów. Jak można porównać jakość? W praktyce firmy
148
uciekają się do zdobywania certyfikatów jakości wystawianych przez renomowane
organizacje, a państwowe inspekcje, organy kontrolne i stowarzyszenia zawodowe nie skąpią
wysiłków w tych poczynaniach. Poważne trudności wynikają z potrzeby rozdzielenia
łącznych kosztów pomiędzy konkretnymi produktami, jak również sprawiedliwego kryterium
podziału płacy w zespole. Wciąż mamy do czynienia z trudnościami kwantyfikacji i
mierzenia, zmuszeni do posługiwania się przybliżonymi szacunkami i ocenami.
Na najwyższym poziomie usadowiony jest trzeci aspekt – wykorzystania prawa i
przymusu wypełnienia zobowiązań. Historia dostarcza bogatego materiału poczynań
instytucji prawnych w dziele tworzenia i obowiązku posługiwania się systemami miar, przy
czym pojawiła się tendencja do rozciągania tych regulacji w skali ponad państwowej. Surowe
przepisy i kary towarzyszą regulacjom wdrażania prawa zobowiązań, jak o tym mówiliśmy z
poprzednim rozdziale. Nakłady na opiekę prawną należą raczej do koniecznych i opłacalnych.
*
Przed prezentacją jednej z najbardziej rozwiniętych klasyfikacji kosztów
transakcyjnych przedstawię jeszcze jedno interesujące ujęcie relacji kosztów transakcji z
trzema typami struktur zarządzania112.
Zacznę, a raczej – powtórzę – twierdzenie oparte na prostym wzorze:
CT = f(U, F, AS),
który odczytujemy prosto, że koszty transakcji CT są funkcją trzech parametrów –
niepewności U, częstotliwości F i specyfiki aktywów AS.
Wiemy już o znaczeniu czynnika niepewności, występującego wewnątrz samej
transakcji, zwykle związanej postawami jej uczestników, określanymi często jako pokusa
moralna, a także niepewności zewnętrznej w postaci pojawiania się możliwości poczynań
oportunistycznych stron uczestniczących w transakcji. Nakładanie się tych niepewności
powodowało szybki wzrost kosztów transakcji, a ich wnikliwa obserwacja na bogatym
materiale historycznym stała się podstawą teorii tworzenia firmy (przedsiębiorstwa), jako
izolacji od mechanizmu cen rynkowych.
Częstotliwość transakcji określa w znacznej mierze kumulację doświadczenia
agentów, likwiduje w informacji służącej programowaniu i realizacji transakcji, może dobrze
służyć zdobywaniu rutyny pracowników, chociaż niekiedy zmienia się w postawy nie
sprzyjające korzystaniu z innowacji. W sile pozostaje wciąż twierdzenie, że wzrost
częstotliwości transakcji sprzyja obniżeniu towarzyszących im kosztów.
Trzeci parametr – stopień specyficzności aktywów jest przedmiotem licznych badań i
praktycznych doświadczeń. Chodzi w nich o wyjaśnienie podstaw wyboru między
alternatywnymi strukturami zarządzania i zrozumienie ich wewnętrznych powiązań.
Ponieważ na ten temat trwają ożywione dyskusje wśród specjalistów, przeto poświęćmy nieco
czasu na przyjrzenie się rysunkowi 8.5.
Uwzględnione są dwa podstawowe wymiary – na osi poziomej zaznaczamy wpływ
stopnia specyficzności aktywów; na pionowej – częstość pojawiania się nieprzewidzianych
zmian. W sytuacji bardzo częstych zmian, ich braku lub bardzo słabej specyfiki aktywów
angażowanych w transakcji, dominuje rynkowa struktura zarządzania. Kiedy układ zmienia
się i rosnąca specyfika aktywów oraz częstość zmian sytuacji maleje, a w rezultacie rosną
koszty transakcyjne, pojawiają się i rozszerzają pola działalności systemów hierarchicznych
zarządzania. Wreszcie, przy coraz wyższej dynamice zmian w proporcjach obu sił, tworzą się
hybrydowe struktury zarządzania, korzystające ze zmodyfikowanych kontraktów
neoklasycznych i bodźców średniej mocy.
112
D. Chabaud, S. Saussier, “Transaction Cost Economics and Governance Structures: Development,
Applications and Perspectives”, [w:] Conventions and Structures in Economic Organization, O. Favereau et E.
Lazega, (eds), Edward Elgar 2002, s.93-113.
149
W tym miejscu warto pomyśleć o wielkim wpływie specjalnych aktywów. Jeśli nie można
ich użyć w innych transakcjach, to powtórne wykorzystanie (redeployability) takich aktywów
pozostanie stałą troską wielkich kontraktorów i wymagać będzie wyjątkowo starannych analiz
kosztów projektowanych transakcji. Wszak aktywa nie dające się wykorzystać powtórnie
oznaczają inwestycje utracone (sunk – utopione), ale identyczność położenia obu stron
kontraktu stwarza zachętę do przedłużenia współpracy i tworzenia mechanizmów ochrony
tego typu kontraktów. Uczestnicy transakcji mogą wpaść w zależność przypominającą
mechanizm zapadki (lock-in), kiedy możliwy jest tylko ruch w jednym kierunku, jeśli pragnie
się zdobywać dodatkowe zyski z takiej transakcji. Twierdzi się, że taki rozwój prowadzi do
sytuacji, w której koszty kontraktowania rosną szybciej niż koszty integracji pionowej, a więc
będzie to zachęcać do fuzji tak związanych firm.
Rynki
Hierarchie
Hybrydy
Kontrakty klasyczne
Silne bodźce
Kontrakty relacyjne
Kontrakty
neoklasyczne
Słabe bodźce
Średnie bodźce
Częstość nieprzewidzianych zmian
Stopień specyfiki aktywów
Rys. 8.5. Wybór struktur zarządzania.
Literatura przedmiotu wymienia sześć składników określających stopień specyficzności
aktywów:
1. Specyfika miejsca rozmieszczenia (site specifity). Rozważane są odległości między
dostawcami surowców (np. kopalnie) i zakładami przetwórczymi, elektrowniami,
węzłami komunikacyjnymi. Pojawiają się możliwości zwalczania oportunizmu przez
poszukiwanie innych lokalizacji i zmianę organizacji wzajemnych dostaw.
2. Specyfika fizyczna (physical specifity), wynikająca z unikalnego projektu, np.
maszyny lub komputera do oryginalnych zadań.
3. Aktywy dedykowane (dedicated assets) – jako efekty inwestycji zrealizowanych dla
zaspokojenia potrzeb ściśle określonego odbiorcy. Zdarzają się przypadki wpadnięcia
w pułapkę zależności, jeśli poczyniono inwestycje dające nadwyżkę produkcji w
stosunku do zrealizowanego zamówienia.
4. Aktywa humanitarne (human assets) – obejmują kadry kwalifikowanych specjalistów,
zwłaszcza doświadczonych w pracy zespołowej i osoby obdarzone talentami i
twórczym myśleniem.
5. Znaki handlowe (brand-name capital), jako efekty odpowiednich inwestycji w
reklamę, procedury kontroli jakości i skutecznego załatwiania reklamacji, przynoszące
i utrzymujące reputację firmy.
6. Specyfika okresu (temporal specifity), kiedy zachodzi potrzeba rozwikłania
współzależności między składnikami zbioru specyficznych aktywów. Mogą tu
pojawiać się nawet poważne dodatkowe koszty.
150
*
Klasyfikacja kosztów transakcyjnych jest wciąż przedmiotem ożywionych dyskusji,
zwłaszcza skierowanych na rozwiązanie problemu takiej ich operacjonalizacji, która zapewni
praktyczne stosowanie w księgowości. W naszych rozważaniach za wystarczające uznałem
zwartą koncepcję wybitnego rosyjskiego przedstawiciela ekonomiki instytucjonalnej –
Andrieja Szastitko113. Jego ujęcie pozwala analizować koszty transakcyjne według sześciu ich
rodzajów.
Pierwszy rodzaj obejmuje grupę kosztów poszukiwania alternatyw, co w warunkach
niepewności i zróżnicowania współczesnych rynków oznacza przede wszystkim
zgromadzenie wiedzy (informacji) o odpowiednich cenach dla przeprowadzenia transakcji
oraz o potencjalnych i wiarygodnych kontrahentach.
Najprostszy model poszukiwania alternatywy można zapisać następująco:
Pemin (N) = pNP1 + (1-pN)P2 ,
gdzie: Pemin (N) - oczekiwana minimalna cena N-tego kroku badania cen; pNP1 i
pNP2 – prawdopodobieństwo wystąpienia ceny P1 i P2 .
O wyborze liczby kroków badania decyduje czysty krańcowy zysk poszukiwania, a
więc kiedy następny krok oznacza zysk zerowy. W rzeczywistości określenie optymalnego
rozmiaru (skali) poszukiwania informacji o odpowiedniej dla kontrahenta cenie jest
niezwykle trudne ze względu na konieczność oceny uzyskiwanej informacji ex ante, a więc
dla przyszłych warunków.
Pozytywną rolę w obniżaniu tego rodzaju kosztów transakcyjnych odgrywają
wyspecjalizowane rynki, zwłaszcza giełdy, które są instytucjami koncentrującymi popyt i
podaż, przyspieszają obieg informacji i wyrównują ceny, chociaż w praktyce występują także
przypadki ograniczania dostępu do pełnej informacji. Podobnie działać mogą formalne
organizacje powoływane do regulowania transakcji finansowych, które mogą w ten sposób
wypierać transakcje rynkowe.
Opinia społeczna znajduje się pod naciskiem niezwykle dynamicznej, a czasem wręcz
agresywnej reklamy, która wpływa poważnie na koszty poszukiwania alternatyw. Pojawiają
się dodatkowe nakłady na filtrację nadmiaru informacji i wykrycie jej rzetelności. Wiele
działań ponoszą strony transakcji na badanie reputacji potencjalnych kontrahentów. Reputacja
(goodwill) firmy to także zagadnienia etyki biznesu i nawet wielkości aktywów
przedsiębiorstwa, dających się w pewnym stopniu kwantyfikować. Dobra reputacja firmy
bywa traktowana jako specyficzny wkład do zawieranego kontraktu, gwarancja i rękojmia,
zaliczka w realizacji zobowiązań. W ramach tych działań mieszczą się także nakłady
związane z uzyskaniem formalnych znaków tożsamości firmy – logo, marki towarów, znaki
jakości itp. Pozwalają one obniżyć koszty poszukiwania i identyfikacji.
Jako drugi rodzaj kosztów transakcyjnych można przyjąć koszty realizacji rozliczeń,
które pojawiły się i gwałtownie rosły wraz z coraz wyższą specjalizacją i intensywnością
procesu wymiany. Zaszła konieczność ułatwienia rozliczeń między ogromną liczbą
kontrahentów i zwłaszcza eliminacji (raczej – ograniczenia) krzyżujących się rozliczeń
między stronami. Tak zrodziły się m.in. banki i izby clearingowe, jako instytucjonalny odzew
na pojawienie się tego typu kosztów, a jednocześnie organizacje stanowiące jedno z
końcowych ogniw łańcucha rozliczeń, zaczynającego się od wyspecjalizowanych komórek
113
A.E. Szastitko, Nowaja institucyonalnaja ekonomiczeskaja tieorija, wyd. 3, TEIS, Moskwa 2002, rozdział 8.
151
wewnątrz firmy. Zestawienie międzybankowej macierzy powiązań kredytowo-debetowych
daje przejrzysty obraz relacji i wskazuje na wąskie przekroje w przepływach pieniężnych, co
podnosi wyraźnie poziom kosztów transakcyjnych. Tylko saldo końcowe rozliczeń staje się
przedmiotem troski kontrahentów.
Kolejny rodzaj stanowią koszty mierzenia, z natury rzeczy związane z trudnościami
kwantyfikacji. Chodzi o to, że dobra i usługi mają dwa typy cech, związanych z ich
użytecznością. Pierwszy typ obejmuje cechy fizyczne w rodzaju wyglądu, rozmiarów,
walorów smakowych, parametrów techniczno-eksploatacyjnych, ceny itd. Typ drugi stanowi
zbiór praw, które pozwalają wykorzystać uzyskiwane cechy fizyczne. Nie trudno uzmysłowić
sobie nakłady na aparaturę pomiarową, zużycie sił i środków na testy, opłacenie
rzeczoznawców oraz niezbędne nakłady czasu.
Ze względu na trudności towarzyszące mierzeniu dóbr i usług można mówić o trzech
ich kategoriach. Jeśli wstępne określenia jakości dobra przed jego nabyciem nie pociąga
większych nakładów, to zaliczymy je do rozpoznawalnych (search, issledujemyje), znanych
dobrze nabywcom, często uznanych za standardowe. Z kolei dobra i usługi z niezwykle
wysokimi kosztami pomiaru przed ich nabyciem i zużyciem trzeba zaliczyć do kategorii
doświadczalnych (experience, opytnyje). Wreszcie dobra i usługi o wysokich kosztach
pomiaru zarówno przed (ex ante), jako i po zakupie (ex post) stanowi trzecią kategorię dóbr
wiarygodnych (credence, dowieritielnych). Dotyczy to nie tylko dóbr i usług, ale także
tworzących się instytucji, w sytuacji wysokiej niepewności co do przyszłych efektów,
konieczności ubezpieczania się przed ryzykiem i ze względu na zawsze występującą
asymetrię w dostępie do informacji.
W wielu transakcjach koszty mierzenia można obniżyć dzięki korzystaniu z pomocy
ekspertów i ich zasobu wiedzy przedmiotowej. W transakcjach zawieranych między
nowicjuszami biznesu koszty mierzenia muszą być wysokie, a w przypadku kontraktu między
nowicjuszem i ekspertem łatwo określimy stronę przegrywającą. Warto pamiętać także o
pozytywnej roli pieniądza jako pośrednika w wymianie różnych dóbr i ułatwiającego
pozyskiwanie informacji, jakże trudnej i rozproszonej w wymianie barterowej. Wiemy także,
jak ogromne znaczenie w procesie wymiany odegrały poczynania instytucji władzy i
społeczeństwa we wprowadzaniu norm tworzących system miar i wag, standardów i nawet
takiego dość powszechnie akceptowanego wskaźnika sukcesu, jak zysk wyrażany w
pieniądzu.
Czwarty rodzaj kosztów transakcji stanowią koszty zawierania kontraktów, na które
wpływ wywiera niepewność związana z trudnym przewidywaniem przyszłego rozwoju
wydarzeń. Wystarczy przypomnieć naszą praktykę pozyskiwania kredytów bankowych.
Droga od opracowania biznes-planu do pierwszych kontaktów z ewentualnym kredytodawcą
biegnie przez kolejne pokonywanie przeszkód formalnych i nieformalnych, wymagających
nakładów czasu i pieniędzy. Nie trudno także dowieść, że przedsiębiorstwo jest swoistym
zbiorem różnorodnych kontraktów, zawieranych z wieloma dostawcami czynników
produkcji. Nasuwa się uwaga, że każdy zabieg zmniejszający liczbę takich kontraktów
redukuje także koszty transakcyjne firmy.
Ponieważ w kontrakcie zachodzi konieczność precyzyjnego określenia praw i
obowiązków stron w okresie obowiązywania umowy, przeto muszą pojawić się dodatkowe
nakłady na ich wyszczególnienie i zdefiniowanie, swoistą kodyfikację uzyskiwaną w licznych
spotkaniach i rozmowach specjalistów. Istotne znaczenie w tego typu działaniach mają nie
tylko niepewność, ale także specyfika przedmiotu transakcji i częstotliwość zawierania
kontraktu. Kontrakt standardowy, powtarzalny, chroniony jasnymi regułami prawa
państwowego i zawierany między wypróbowanymi partnerami jest oczywiście tańszy.
Kolejny rodzaj kosztów transakcyjnych – koszty specyfikacji i ochrony praw
własności – dotyczy nakładów na prawne określenie podmiotu dysponującego prawem
152
własności, przedmiotu kontraktu, zestawu uprawnień oraz warunków i sposobów
przekazywania uprawnień między stronami kontraktu. Złożony charakter wielu transakcji
wymaga znowu nakładów czasu i środków dla pełnego wyszczególnienia i zdefiniowania
pojęć i wyznaczenia granic działania norm prawnych. W literaturze fachowej znajdują się
liczne przykłady powstawania konfliktów z powodu nieprecyzyjnego określenia granic
kompetencji nie tylko między gospodarstwami rolnym i działkami pracowniczymi, ale także
między jednostkami administracyjnymi w państwie i – oczywiście – między państwami.
Do tego rodzaju kosztów trzeba zaliczyć także wydatki na utrzymanie sił
porządkowych i bezpieczeństwa oraz ładu społecznego. W naszych czasach wskazuje się na
rosnące nakłady związane z koniecznością niwelacji różnic w położeniu mniejszości
narodowych, zwalczania dyskryminacji rasowej i pogłębiania więzi międzykulturowych.
Doświadczenie integrującej się Europy musi być przedmiotem wnikliwych analiz.
Jako ostatni rodzaj kosztów transakcyjnych wymieniam koszty zachowań
oportunistycznych. Zagadnienie to wiąże się z dobrze znanym zachowaniem stron
zawierających i realizujących transakcje, a mianowicie – pragnieniem osiągnięcia przede
wszystkim własnych celów, nawet rezygnując z wielu zasad społecznych i nakazów
moralnych. Trzeba dodać, że dość często oczekiwane korzyści z naruszenia kontraktu
przewyższają związane z tym nakłady i mogą skierować kontrahenta na drogę przestępstwa.
Potencjalne groźby zachowań oportunistycznych występują zarówno w sytuacjach przed
zawarciem kontraktu, jak i w okresie jego realizacji. W obu przypadkach wynika to z
niepewności i niepełnej informacji.
Przykładów oportunizmu w zachowaniach w okresie przed zawarciem kontraktu
dostarcza sytuacja określana jako selekcja negatywna (adverse selection), oznaczająca
wymuszony okolicznościami dobór partnerów do wymiany. W literaturze przedmiotu szeroko
znany jest model rynku używanych samochodów, opisany w 1970 r. przez laureata Nagrody
Nobla George`a Akerlofa i upowszechniony w licznych podręcznikach114. Oto proste
założenia tego modelu i dość oczywiste wnioski.
Na rynku występuje jednakowa liczba sprzedawców i nabywców używanych
samochodów, różniących się jakością, rozkładającą się równomiernie od całkowitego „grata”
do całkiem dobrego „rodzynka”. Sprzedawcy określają wartość swoich wozów według
posiadanej przez nich jakości. Gdyby taką wiedzę mieli nabywcy, to sytuacja byłaby typowa
dla doskonałego rynku. Jeżeli jednak założy się, że taką wiedzę mają tylko sprzedawcy,
wówczas nabywca może kierować się wyłącznie ślepym losem i można przyjąć, że nie ma tu
ceny rynkowej i samochodów się nie sprzeda. W rzeczywistości występuje raczej pewna cena
rynkowa p, do której będą przymierzać się obie strony transakcji. Łatwo dowieść, że po takiej
cenie sprzedawać będą właściciele gratów, a ze sprzedaży zrezygnują właściciele rodzynków.
Zachodzi pozornie dziwny przypadek wypierania dobrego jakościowo towaru przez gorszy.
Nasuwa się analogia z prawem Greshama-Kopernika dotyczącym złego i dobrego pieniądza.
Z naszego punktu widzenia istotne jest stwierdzenie praktycznie pojawiających się kosztów
transakcji ze względu na oportunizm stron. Potwierdzenie zasadności analizy tego typu
rynków stało się Polsce bardziej oczywiste po wejściu do Unii Europejskiej i znacznym
rozszerzeniu się dostaw używanych samochodów.
Warto dodać, że dostawcy dóbr wyższej jakości nie rezygnują z powrotu na rynek i
stosują takie sposoby, jak np. oferowanie różnych gwarancji nabywcom w formie darmowej
naprawy usterek lub nawet wymiany towaru.
Problem selekcji negatywnej występuje także na rynku pracy, kiedy mamy do
czynienia z asymetrią informacji o prawdziwych kwalifikacjach potencjalnych pracobiorców.
Kontrakty firmy z robotnikami, zawarte w takich sytuacjach mogą czasem niesłusznie
114
G. Akerlof, The Market for ” Lemons”: Quality, Uncertainty and the Market Mechanism, “The Quarterly
Journal of Economics”, 1970, s. 488-500.
153
preferować mało wydajnych i krzywdzić fachowców wysokiej klasy. Reakcją instytucjonalną
na efekty selekcji negatywnej jest tworzenie systemów zbierania sygnałów (informacji) o
wykształceniu kandydatów do pracy oraz rekomendacji od ich poprzednich pracodawców.
Niekiedy stosuje się zasadę przyjmowania do pracy na celowo zaniżonej stawce płacy z
zachętą do wspinania się po drabinie kariery zawodowej, albo stopniowe przechodzenie od
krótko do długookresowych umów o pracę. Także na rynku ubezpieczeń zachowania
oportunistyczne nie są rzadkie.
W okresie po zawarciu kontraktu zachowania oportunistyczne mają charakter
określany jako subiektywnie podejmowany hazard moralny, ryzyko moralne lub pokusa
nadużycia (ang. – moral hazard). Najprostszy przykład stanowi uchylanie się pracowników
od przyjętych obowiązków, leniuchowanie lub wykorzystywanie czasu i aparatury swojej
firmy dla własnych celów. Inny typ zachowań oportunistycznych w toku wypełniania
warunków kontraktu stanowią reakcje jednej ze stron w sytuacji pojawienia się dla niej
nieprzewidzianych okoliczności zachęcających do podjęcia ryzyka moralnego. Takie
przykłady notują dzieje sporów między bankami i ich klientami, tj. kredytodawcami i
kredytobiorcami. Zgodność interesów tych stron nie mogą zapewnić nawet szczegółowe
ustalenia i gwarancje w kontrakcie sięgającym wszak w niepewną przyszłość. Pozostaje tylko
dokładna kontrola i monitorowanie procesu realizacji umowy. Trzeba także dodać, że nie
można z góry założyć planowe i perfidne wmontowanie tego typu postaw przez negocjujące
podmioty. Ukrywanie i dawkowanie informacji może być także usprawiedliwione, albo po
prostu mieścić się w długookresowej strategii przedsiębiorstwa.
*
Na zakończenie przytoczę krótką informację o konkretnej ofercie pewnej
amerykańskiej firmy konsultacyjnej, która podejście ekonomiki instytucjonalnej i teorię
kosztów transakcyjnych przyjęła za podstawę swojej działalności115.
Firmę Canback Management Technologies (skrót CanManTech) założył w 2002 r. dr
Staffan Canback, od dwudziestu lat praktykujący w wielkich firmach konsultacyjnych. Firma
ma swoją centralę w Bostonie i filie w Londynie i Sztokholmie, a zatrudnia ponad dwudziestu
doświadczonych fachowców. Swoją działalność kieruje na obszary przemysłu wysokich
technologii i wielkich korporacji. Uznając za punkt wyjścia teorię przedsiębiorstwa w ujęciu
Coase`a, CanManTech oferuje swoim klientom usługi w zakresie współczesnego zarządzania,
mieszczące się w czterech obszarach: 1) redukcji strat związanych ze skalą działalności
(diseconomies of scale); 2) strategii i struktury w działaniach wewnętrznych (strategy and
structure in interaction), skierowane na analizę wewnętrznej dynamiki firmy klienta; 3)
analizy właściwego schematu integracji pionowej (vertical integration) w korporacjach; 4)
racjonalnych metod w procesie łączenia się i przejmowania firm (mergers and acquisitions).
Firma CanManTech konsekwentnie wykorzystuje koncepcje zawarte w teorii kosztów
transakcyjnych i reklamuje się jako przypuszczalnie jedna z pierwszych tego typu firm o
światowym zasięgu.
8.3. Zapotrzebowanie na rachunek kosztów transakcyjnych
Praktyka gospodarcza zawsze uwzględniała – w mniej lub bardziej uświadomiony
sposób – element kosztów transakcyjnych jako składnik kosztów całkowitych
przedsiębiorstwa i czynnik zakłócający funkcjonowanie rynków. Trzeba jednak pamiętać, że
nagłośnienie tego pojęcia w latach 30. ubiegłego wieku przez Ronalda H. Coase`a, mogło być
inspirowane przez ujawniony statystycznie fakt szybkiego wzrostu kosztów transakcyjnych w
gospodarce wysoko rozwiniętych krajów kapitalistycznych. Przyjrzyjmy się tablicy 8.3., aby
115
Obszerny i dostępny materiał znajdziemy pod adresem internetowym: http://canmantech.com
154
odczytać zmiany w strukturze kosztów gospodarki Stanów Zjednoczonych, które dokonały się
na przestrzeni 120 lat.
Przede wszystkim rzuca się w oczy wskaźnik udziału kosztów transakcyjnych w PKB
w latach 70-ych XIX wieku. Oto aż czwarta część tego agregatu związana była z tymi
kosztami, przy czym w sektorze publicznym ten udział wynosił tylko ok. 4%. Po 60. latach
wskaźniki te wynosiły już 46,3% PKB i 38,2% sektora prywatnego. Zapotrzebowanie
praktyki gospodarczej, a więc polityki społeczno-gospodarczej i świata biznesu musiało
wywołać zainteresowanie teoretyków myśli ekonomicznej. Od tego czasu występuje już
dodatnie sprzężenie zwrotne – rozwijającym się obiektywnie tendencjom, kształtującym
strukturę i dynamikę kosztów transakcyjnych towarzyszy lawina publikacji na temat teorii
tych kosztów i zasad ich uwzględnienia w rachunkowości. Dotychczasowa koncentracja
uwagi na kosztach produkcyjnych musiała ustąpić sporo miejsca także kosztom
transakcyjnym, tak silnie związanym z procesem organizowania działalności gospodarczej. W
modelach ekonomicznych nie powinny już występować zerowe koszty transakcyjne.
Przetłumaczenie koncepcji teoretycznych na język i procedury systemów
rachunkowości działających w państwie i gospodarce okazało się niezwykle trudne. Nawet
poprawne definicje pojęć okazały się mało przydatne w praktycznej kwantyfikacji kosztów
tak różnych typów i rodzajów kosztów transakcyjnych116. W badaniach empirycznych
mierzenie kosztów transakcji sprowadzano do pieniężnej wartości zasobów użytych przez
partnerów w procesie zawierania i realizacji kontraktów.
Rok
1870
1890
1910
1930
1950
1970
1990
Udział kosztów transakcyjnych (w proc.)
Sektor prywatny
Sektor publiczny
W PKB USA
22,5
3,6
26,1
29,1
3,6
32,7
31,5
3,7
35,2
38,2
8,2
46,3
40,3
10,9
51,2
40,8
13,9
54,7
b.d.
b.d.
63,0
Źródło: J. Wallis, D.C.North, Measuring the Transactions Sector in the American Economy, w: S.
Engerman, R.Gallman eds., Long Term Factors in American Economic Growth, Univ. of Chicago
Press, 1986, s. 121.
Tablica 8.3. Dynamika i struktura kosztów transakcyjnych w Stanach Zjednoczonych w
okresie 1870-1990.
Trudności praktycznego ujęcia kosztów transakcyjnych objaśnia się tym, że
ekonomiści nie uzgodnili zestawu ich głównych składników, od czego zależy wszak ich
ilościowa ocena, zwłaszcza całoliczbowa (kardynalna). Stosowana metoda statystyki
porównawczej operuje tylko wielkościami zmian tych kosztów. O możliwościach i
trudnościach mierzenia kosztów transakcyjnych łatwiej jest mówić w ramach typów relacji
zachodzących: 1) między indywidualnymi sprzedawcami i kupującymi; 2) wewnątrz
przedsiębiorstwa; 3) w ramach gałęzi świadczącej usługi transakcyjne; 4) w procesie ochrony
praw własności. W tym podrozdziale warto skupić uwagę na trzech pierwszych relacjach.
Pozornie prosta transakcja kupna-sprzedaży konkretnego dobra obejmuje –
przykładowo – po stronie kupującego następujące koszty transakcyjne: nakład czasu
związany z obejrzeniem towaru, koszty informacji o cenach takich dóbr i sytuacji na ich
116
Bogate materiały przedstawiono w lutym 2003 r. na konferencji poświęconej kosztom transakcyjnym przez
Ronald Coase Institution z University of Chicago. Por. zwłaszcza dostępny w internecie referat: Ning Wang,
Measuring Transaction Costs: An Incomplete Survey.
155
rynku, nakłady na demonstrację swoich walorów jako kupca, ewentualna opłata prawników i
notariusza i danie zaliczki. Po stronie sprzedającego występują zwykle takie koszty, jak:
reklama, koszty usług agenta, nakłady na zabezpieczenie tytułu własności i inne. Dość łatwo
zauważyć, że te koszty mogą także być kosztami transformacji, jeżeli dotyczyć będą także
produkcji oraz, że nie można ich przerzucić na kontrahenta, ponieważ zależą głównie od
przyjętej strategii stron. Trzeba dodać, że te koszty zmniejszają niekiedy rozmiary transakcji
rynkowych, a więc działają na podobieństwo podatków. Ze względu na realność pomiaru
musimy tylko stwierdzić, że znaczna część tych kosztów, zwłaszcza powstających w relacjach
pozarynkowych, jest niemierzalna. Usługi transakcyjne, jak np. świadczone przez prawników,
należą do sfery rynkowej i są mierzalne.
W ramach przedsiębiorstwa, traktowanego jako zbiór i sieć transakcji, analiza kosztów
transakcyjnych może być prowadzona z uwzględnieniem struktury hierarchicznej, a więc i
relacji między właścicielami i menedżerami, kierownikami i robotnikami. Wielkie firmy
wynajmują specjalistów zewnętrznych dla koordynacji, zarządzania i kontroli własnego
systemu działań. Koszty potrzebnej informacji rosną wraz ze szczeblami hierarchii firmy. Na
niskich szczeblach liczą się przede wszystkim koszty kontroli realizacji kontraktów. Wielkie
firmy, np. koncerny, zawierają często kontrakty z bezpośrednimi producentami dóbr i tym
samym nie uczestniczą w kosztach transformacyjnych, same koncentrując się na kosztach
transakcyjnych. Praktyczny pomiar kosztów transakcyjnych obejmuje nakłady na określone
grupy specjalistów, zajmujących się zaopatrzeniem, dystrybucją wyrobów, koordynacją i
kontrolą realizacji funkcji transakcyjnych. Ogólnie rzecz biorąc, chodzi o zestawienie sumy
płac osób zatrudnionych w działaniach transakcyjnych wewnątrz przedsiębiorstwa.
Trzeci typ relacji obejmuje działalność grupy przedsiębiorstw specjalizujących się w
świadczeniu usług transakcyjnych. Do takich grup należą przedsiębiorstwa następujących
branż: 1) finanse i firmy handlujące nieruchomościami; 2) bankowość i ubezpieczenia; 3)
firmy usług prawnych; 4) handel hurtowy i detaliczny. Z istotnym zastrzeżeniem można
dołączyć także firmy świadczące usługi transportowe, ponieważ przemieszczanie
(transportowanie) materiałów może być także elementem produkcji, a więc – kosztów
transformacji.
Prowadzone w Stanach Zjednoczonych studia i analizy praktyki gospodarczej
pozwalają dokonać kilku wstępnych uogólnień. W literaturze przedmiotu (zwłaszcza w
pracach D. Northa i J. Wallisa) wskazuje się na trzy takie wnioski. Pierwszy, że w strukturze
kosztów transakcyjnych wzrosło znaczenie kosztów specyfikacji i ochrony kontraktów, a to w
związku z pogłębiającą się specjalizacją i depersonifikacją procesów wymiany oraz
koniecznością angażowania prawników. Dzieje się tak również ze względu na burzliwy
rozwój infrastruktury materialnej, w tym – środków komunikacji. Drugi wniosek podkreśla
rolę postępu w technologii i wzrost znaczenia oszczędności skali podejmowanych działań. Na
trzecim miejscu wymienia się zjawisko obniżenia się kosztów stanowienia prawa w systemie
politycznym, relatywna łatwość tworzenia reguł działań zbiorowych i zjawisko lobbizmu.
Badania empiryczne nie doprowadziły do jednoznacznego określenia przyczyn
wysokiej dynamiki kosztów transakcyjnych w gospodarce amerykańskiej. Relacje ilościowe
między kosztami transakcyjnymi i transformacyjnymi (produkcji) są wciąż trudno uchwytne.
Zmiany instytucjonalne w jednej gałęzi lub sektorze mają często wpływ na sytuacje w
pozostałych obszarach gospodarki, podobnie jak działania legislacyjne w prawach własności.
No i nie można zapominać o gwałtownym wzroście zróżnicowania dóbr i usług na
współczesnych rynkach. Tak więc dowiedziona wysoka dynamika kosztów transakcyjnych w
rozwiniętych systemach gospodarczych nie daje się jednoznacznie oceniać jako czynnik
pozytywny lub negatywny, ale bezspornie jest to zjawisko godne badań teoretycznych, a dla
praktyki – warte dodatkowych nakładów.
156
*
Przytoczony teoretyczny opis sytuacji i odczytane z niego potrzeby praktyki
społeczno-gospodarczej dają się ująć w prosty wniosek, że na jednym z pierwszych miejsc, na
które kieruje się zapotrzebowanie naszych czasów jest rachunkowość i jej dział – rachunek
kosztów, w którym występuje ogromna luka, właśnie braku dobrych podstaw teoretycznych i
uogólnienia już bogatej praktyki ujmowania kosztów transakcji. Zachęcam do poznawania
fachowej literatury, inspirowania dyskusji międzyśrodowiskowych i przede wszystkim do
troski o korzystanie z koncepcji oferowanych przez ekonomikę instytucjonalną.
Zacznę od apelu o zainteresowanie się pojęciem rachunkowości mentalnej (mental
accounting), a może trafniej – rachunkowości pamięciowo-umysłowej, która opisuje i
wyjaśnia proces pojmowania, przyswajania i szacowania skutków działań gospodarczych i
wykorzystuje taką informację do pamięciowego rachowania poniesionych nakładów117.
Człowiek ma po prostu zdolność kodowania, kategoryzacji i oceny efektów poczynań
znanych nam jako ekonomiczne. Potrafi także grupować swoje aktywa w pewnej liczbie
wyodrębnionych (non-fungible) rachunków, które pozwalają poszerzać proces myślowej
analizy, związany z jego cyklem życiowym, przywiązany do zmieniających się aktywów,
bieżącego i przyszłego dochodu oraz bogactwa. Subiektywna zdolność wyznaczania zakresu,
ram i granic transakcji pozwala określać otrzymywaną lub oczekiwaną korzyść. Tu trzeba
uwzględnić pojęcie zmodyfikowanej funkcji użyteczności, występowania dwóch wartości –
1) nabycia wartości (acquisition) w postaci pieniędzy pozwalających pozyskać potrzebne
dobra; 2) transakcji, jako wartości dającej satysfakcję z dobrej roboty. Ogólnie mentalna
rachunkowość kosztów traktuje pojęcie mentalny koszt transakcji jako rodzaj kosztu
transakcji – konstrukcję myślową na temat podjęcia użytecznej decyzji w warunkach wysoce
złożonej rzeczywistości. Współczesna psychologia może tu wiele pomóc w zrozumieniu tych
zjawisk.
Przysłowiowe schody zaczynają się podczas próby wykorzystania aktualnych
systemów księgowania i rachunkowości w praktyce analizy coraz bardziej złożonych
transakcji. Jeżeli na szczeblu mikroekonomii podmioty gospodarcze dają jakoś radę, to
problem ujednolicenia statystyki i zasad rachunkowości w skali państwa i w procesach
globalizacji, stanowi wielkie wyzwanie intelektualne i organizacyjne. Przytoczę tylko kilka
przykładów, zachęcając do ich pomnażania z doświadczeń własnych i krajowych.
Zacznę od jednego z milionów komunikatów, które docierają do systemów
rachunkowości i oddziałują na procesy analizy i decydowania o kosztach transakcyjnych. Oto
placówki prawie na całym świecie, zajmujące się rachunkowością, otrzymały komunikat z
agencji IAS (International Accounting Standards – Międzynarodowe Standardy
Rachunkowości), zalecający wprowadzenie od 1 stycznia 2005 r. interpretacji SIC 17, która
ustala następującą definicję kosztów transakcyjnych: 118
- koszty transakcyjne […] są to krańcowe (incremental) koszty zewnętrzne,
bezpośrednio związane z transakcją obrotu akcjami zwykłymi (equity), powinny być
zarachowane jako odliczenie (deduction) od takich akcji.
Załączona interpretacja wyjaśnia, że ta definicja ma zastosowanie do transakcji
wywołujących emisję lub pozyskiwanie instrumentów ogłaszającego się przedsiębiorstwa, że
zamierza ono zmienić wartość akcji.
Mamy tu przykład troski o jeden z wielu rodzajów kosztów transakcji – giełdowych i
związanych z obrotem określonymi akcjami. Nie mamy możliwości pobrania z banków
informacji posiadanych przez IAS komunikatów przekazywanych na potrzeby systemów
117
Z dość obfitej literatury polecam publikacje R.H. Thalera – Mental Accounting and Consumer Choice,
:”Marketing Science”, 1985, nr 4, s. 199-205 oraz Mental Accounting Matters, “Journal of Behavioral Decision
Making”, 1999, nr 12(3), s. 183-206.
118
Internet – adres http://www.iasplus.com/interps/sic017.htm
157
rachunkowości w innych sektorach gospodarki, a że sprawa jest trudna świadczą liczne
dyskusje i wynikające z nich postulaty pod adresem praktyki gospodarczej.
W Stanach Zjednoczonych coraz więcej uwagi poświęca się wdrażaniu analizy
kosztów transakcyjnych na szczeblu stanów, prowadząc liczne badania nad efektywnością
rozwiązań, posługujących się nie tylko wiedzą czerpaną z rachunkowości, ale także z ankiet i
sprawozdań urzędów i wybranych firm. Oto kilka spostrzeżeń zawartych w raporcie grupy
studyjnej University of Nebraska119.
Celem podstawowym było zbadanie możliwości wykorzystania teorii kosztów
transakcyjnych w zarządzaniu finansami publicznymi, zwłaszcza efektywności metod
uwzględniających struktury instytucjonalno-organizacyjne. Badaniami objęto prawie
wszystkie stany, analizując informacje zebrane z ponad 2 tysięcy rządowych planów
rocznych zakupów, które stanowią znaczną część wydatków budżetowych. Takie studia są
wpasowane w kompleksowe badania nad doskonaleniem administracji sektora publicznego,
przekształcaniem osiągnięć ekonomiki instytucjonalnej w naukę pozytywną. Blaski i cienie z
materiałów studyjnych obserwowane i zebrane zostały w pięciu grupach. Oto ciekawsze
wnioski.
W zakresie kooperacji w transakcjach zakupu, zbadano wyniki w stanach, gdzie
nakazano administracyjnie takie współdziałanie komórek rządowych i tam, gdzie kooperacja
przekroczyła granice kilku stanów. Dzięki oszczędnościom wynikającym z większej skali
zakupów uzyskano poważne oszczędności, ale były także dodatkowe koszty w pozyskiwaniu
partnerów i koordynacji zakupów, Mimo kilku przypadków pojawienia się wyższych kosztów
transakcyjnych niż oszczędności z większej skali zakupów, praktyka wdrażania kosztów
transakcyjnych w tym segmencie stanowej polityki gospodarczej daje pozytywne wyniki.
Efektywne okazały się kontrakty zakupów u wyspecjalizowanych producentów (tzw.
master contracts), z którymi władze stanowe zawierały niekiedy ok. 80% umów. Chodziło
zwykle o dostawy sprzętu elektronicznego i specjalistycznego wyposażenia. Zróżnicowane
efekty odnotowano w transakcjach związanych z reklamacjami, przy czym zarysowała się
tendencja do przeniesienia punktu obserwacji na proces produkcji i poszukiwanie tam
lepszych metod kontroli jakości.
Interesujące i aktualne także u nas są wnioski z badań w zakresie zakupów technologii
informacyjnej, w tym – wdrażania systemów zakupu elektronicznego (e-procurement
initiatives). Niektóre wskaźniki obniżenia kosztów roboty papierkowej są wręcz szokujące.
Dość zdumiewające jest jednak odkrycie, że przeszkody we wdrażaniu elektronicznych metod
transakcji rodzą się często z niedopasowania lokalnych struktur instytucjonalnych.
Sygnalizowane są także straty ponoszone w nietrafionych, np. przedwczesnych, inwestycjach
w technologii informacyjnej.
Na samym końcu autorzy studium sygnalizują utrzymywanie się dość wysokiego
poziomu korupcji, która narusza zasadę uczciwej konkurencji. Mamy tu do czynienia z
niezwykle silną presją złych tradycji w społeczeństwie.
Powróćmy jeszcze do zagadnień technologii informacyjnej, która silnie dynamizuje
działalność biznesową także w takim dziale, jak zlecanie przez podmioty gospodarcze
wykonania usług na zewnątrz, które wciąż określamy po angielsku outsourcing. Warto
odnotować skromną publikację poświęconą zlecaniu usług bezpieczeństwa i ochrony
Internetu na zewnątrz – wyspecjalizowanym dostawcom120.
Jako inspiracja do podjęcia badań nad tym zagadnieniem, występuje podstawowa
przyczyna – wysokie koszty procesu outsourcingu. Ten proces nie jest jeszcze standardowy,
a towarzyszą mu niepewność i częste ataki cyberhakerów, zakłócające koszty koordynacji.
119
J.R. Bartle., A Transaction Cost Model of State Gevernment Procurement, Omaha NE 2002.
Por.: W. Ding, W. Yurcik, Outsourcing Internet Security: The Effect of Transaction Costs on Managed
Service Providers. NCSA University of Illinois, 2005.
120
158
Autorzy podjęli trud zbadania wpływu powierzenia zadania ochrony bezpieczeństwa
transakcji korzystającej z technik informacyjnej wyspecjalizowanej firmie, analizując
możliwość uzyskania pozytywnych efektów kupującym i sprzedającym taką usługę.
Posługując się odpowiednim modelem i korzystając z metod teorii gier odkryli prawidłowość
- kiedy koszty transakcyjne są wysokie i wzrasta stopień niepewności to zleceniobiorca
obniża poziom ceny oferowanej usługi. Wniosek dodatkowy i raczej ogólny głosi, że tego
typu działania tworzą skuteczny mechanizm rozłożenia ryzyka i kosztów między
kontrahentami.
Na zakończenie wypada wpisać kilka kwestii zachęcających do spojrzenia na teorię i
praktykę kosztów transakcyjnych z punktu widzenia etyki, a więc ekonomii normatywnej.
Posłużę się treścią referatu wygłoszonego w czerwcu 2004 r. na Światowym Kongresie
Ekonomiki Społecznej w Albertville, Francja121.
Zagadnienie dotyczy inkorporacji, wchłonięcia postaw etycznych przez procesy
kosztów transakcyjnych, a więc i sprzeczności między zadaniem „ekonomizacji” tych
kosztów i postulatem zachowania właściwej postawy moralnej przez przedsiębiorcę.
Wprowadzając klimat zaufania na mikro poziomie firmy zachowania etyczne mogą
zredukować koszty transakcji związane z monitorowaniem i ochroną kontraktu przed
zerwaniem. Natomiast na poziomie makro-społecznym oczekiwania wielkich właścicieli
kapitału, że poziom etyczny biznesmenów będzie wzrastał wpłynie także na koszty
transakcyjne. Mamy tu do czynienia z dodatkowym pojęciem – społeczne koszty transakcyjne
– jak również z następującym paradoksem: podczas gdy przedsiębiorcy mogą zinternalizować
koszty transakcyjne w imię ekonomizacji, to społeczne koszty transakcji nie można
zredukować poprzez ich internalizację. Warto pamiętać i o tym, przechodząc do studiowania
następnego rozdziału.
Zalecana literatura
1. O.E. Williamson, Ekonomiczne instytucje kapitalizmu. Firmy, rynki, relacje
kontraktowe, PWN, Warszawa 1988, rozdział I.
2. O.E. Williamson, S.E. Masten (eds.), The Economics of Transaction Costs, Elgar,
Cheltenham, UK, 1999.
3. S. Rudolf, „Konkurencyjność przedsiębiorstw w świetle teorii kosztów
transakcyjnych”, [w:] Nowa ekonomia instytucjonalna, S. Rudolf (red.), Kielce
2005, s. 47-57.
4. A.E. Szastitko, Nowaja institucyonalnaja ekonomiczeskaja tieorija, wyd. 3, TEIS,
Moskwa 2002. Rozdziały 6-9.
121
Ch. Moore, A. de Bruin, A Transaction Cost Approach to Understanding Ethical Behaviour. Dostępny online w Internecie.
159
9. PRZEDSIĘBIORSTWO JAKO INSTYTUCJA I ORGANIZACJA
W naukach ekonomicznych poczesne miejsce zajmuje – jako dyscyplina szczegółowa
– ekonomika przedsiębiorstwa, wspierana teorią, która w zagranicznej literaturze najczęściej
występuje pod nazwą teorii firmy. W tym wykładzie ekonomiki instytucjonalnej będę
posługiwać się pojęciem teoria przedsiębiorstwa, ale czasami i teorią firmy zwłaszcza przy
referowaniu niektórych koncepcji. Dla uzmysłowienia faktu, że instytucjonalne ujęcie istoty
przedsiębiorstwa jest tylko jednym z wielu, warto zapoznać się z cenną rozprawą Tomasza
Gruszeckiego, który przedstawił niezwykle bogaty zestaw współczesnych teorii
przedsiębiorstwa122.
Treść tego rozdziału służy prostemu celowi: przedstawić ujęcie istoty
przedsiębiorstwa, jako instytucji gospodarczej i ważnej organizacji w całym makrosystemie
społecznym. Prezentacja została ujęta w trzech podrozdziałach, traktujących kolejno o teorii
przedsiębiorstwa, koncepcji układu pryncypał – agent i o szczególnym miejscu wielkich
korporacji we współczesnych gospodarkach rynkowych.
9.1. Narodziny i rozwój instytucjonalnej teorii przedsiębiorstwa
Pierwociny teorii przedsiębiorstwa znajdują się już w Bogactwie narodów Adama
Smitha, zwłaszcza na stronicach opisujących funkcjonowanie manufaktury, niewidzialnej ręki
rynku i korzyści płynących z racjonalnego podziału pracy. Dziedziczący ten dorobek kierunek
neoklasyczny wniósł kilka uzupełnień. Alfred Marshall podkreślił znaczenie postępu
technicznego i wiedzy posiadanej przez samego przedsiębiorcę, które przekładają się na
rozwiązania organizacyjne. Analiza funkcjonowania przedsiębiorstwa (firmy) wciąż
pozostawała w cieniu teorii rynku jako kreatora ceny i optymalizatora alokacji zasobów.
Twórcy teorii niedoskonałej konkurencji – Joan Robinson i Edward Chamberlain –
przyczynili się poważnie do identyfikacji przedsiębiorstwa, jako szczególnego obiektu
badawczego, jego wyodrębnienia od pojęcia rynku, m.in. przez „odfiltrowanie”
marshallowskiej tezy o roli menedżera i specyficznych celów różnych firm. Na tym etapie
ekonomia neoklasyczna wciąż była daleka od wyjaśnienia coraz bardziej złożonego pojęcia
przedsiębiorczość i procesu podejmowania decyzji w ramach firmy.
„Stara” ekonomika instytucjonalna dostrzegła wprawdzie istotne zmiany w ewolucji
ustroju społeczno-gospodarczego, ale tylko na marginesie wielkich zjawisk sygnalizowała
rosnące znaczenie przedsiębiorstwa. Tak sprawy ujmował Veblen w swojej demaskatorskiej
teorii świata biznesu i koncepcji technokracji, utożsamianej z rolą kapitanów przemysłu i
wielkich korporacji, których celem jest pomnażanie bogactwa. Poważny wkład do teorii
przedsiębiorstwa, początkowo niewykorzystany, wniósł Commons. Jego wnikliwa analiza
orzeczeń sądów rozstrzygających w sporach gospodarczych, pozwoliła mu uznać instytucję
transakcji za niezwykle istotną jednostkę obserwacji naukowej. Jak wiemy z wykładu o
kosztach transakcyjnych, analiza transakcji wniosła wiele do zrozumienia przyczyn powstania
takiego podmiotu jak przedsiębiorstwo. Ewolucja „starej” ekonomiki instytucjonalnej i
pojawienie się „nowej”, odwołującej się do nieco innych korzeni i bliższej duchowo z
tradycją neoklasyczną, otwiera nowy etap i większe usamodzielnienie się instytucjonalnej
teorii przedsiębiorstwa.
Publikacja w 1937 r. skromnego objętościowo artykułu Ronalda Coase`a pt. Istota
firmy nie zapowiadała – pozornie – niczego ważnego123. Stało się inaczej – tezy artykułu
rzucały nowe światło na przyczynę powstania instytucji i organizacji przedsiębiorstwa. Autor
122
123
T. Gruszecki, Współczesne teorie przedsiębiorstwa, PWN, Warszawa 2002.
R.H. Coase, The Nature of the Firm, “Economica”, 1937, s. 386-405.
160
zaczynał skromnie – od propozycji definicji pojęcia firma, która spełnia warunek realizmu,
ale jest także łatwa w analizie, korzystającej z koncepcji marginalnych (wielkości
krańcowych) i zasady substytucji (trade-off). Identyfikacja firmy opiera się na kryterium jej
odmienności od szerokiego pojęcia system gospodarczy, określanego w tradycji
neoklasycznej jako układ bez centralnej kontroli, działający automatycznie i elastycznie
dzięki mechanizmowi cenowemu. Natomiast firma (przedsiębiorstwo) jest jakby wyspą
świadomego koordynowania, gdzie alokacja zasobów zależy od woli przedsiębiorcykoordynatora (w oryginale entrepreneur – co-ordinator). Poza granicą firmy ruch cen rządzi
produkcją, która jest regulowana przez ciąg transakcji wymiany na rynkach. W takiej sytuacji
nie zachodzi potrzeba tworzenia organizacji, w rozumieniu wyodrębnionej całość ludzkiego
działania, z hierarchią władzy i wyraźnym celem. Wewnątrz przedsiębiorstwa transakcje
rynkowe są wyeliminowane i konieczna jest odpowiednia organizacja działań. Powstaje
jednak zasadnicze pytanie: jakie przyczyny legły u podstaw powstania instytucji i organizacji
przedsiębiorstwa?
Coase pisał, że wśród przyczyn tworzenia firmy może być i skłonność niektórych
ludzi do wykonywania pracy pod cudzym kierownictwem lub preferowania działalności
samodzielnie, jeśli przekładają wolność nad kontrolą. Nie można zapominać i o tych, którzy
chętnie płacą więcej za posiadanie większej władzy. Praktyka gospodarki rynkowej
odnotowała także przykłady ich tworzenia, jeśli pojawiał się wysoki popyt na towary
firmowe, gwarantujące wysoką jakość. Istotnych przyczyn trzeba jednak – twierdził Coase –
szukać w zjawisku wypierania mechanizmu cen rynkowych ze względu na rosnące koszty ich
wykorzystania. W wykładzie o kosztach transakcji mieliśmy okazję poznać różne ich rodzaje
– od nakładów związanych z informacją o cenach, negocjowaniem, zawieraniem i realizacją
kontraktów, aż po koszty następstw transakcji długookresowych. W zgodzie z ogólną zasadą
porównywania kosztów krańcowych, sytuacja w której koszt kolejnej transakcji rynkowej jest
tak duży, bardziej opłacalne jest tworzenie organizacji rezygnującej z mechanizmu cenowego
i poddanie jej pewnej władzy, autorytetowi przedsiębiorcy, zarządzającego alokacją zasobów.
Jakie siły determinują rozmiary przedsiębiorstwa? Przede wszystkim zależy to od
dynamiki transakcji koordynowanych przez mechanizm cen rynkowych. Można także zadać
inne pytanie – dlaczego cała produkcja nie może być prowadzona przez jedno wielkie
przedsiębiorstwo? Warto w tym miejscu przypomnieć doktrynę gospodarki socjalistycznej,
skrajnie scentralizowanej i kierowanej planowo przez jeden ośrodek, wykorzystujący
instrument cen tylko do celów obrachunkowych. Zdaniem Coase`a, jest kilka powodów
przeczących racjonalności tworzenia przedsiębiorstwa obejmującego całą gospodarkę
narodową. Po pierwsze, nastąpi wyraźny spadek dochodów pod wpływem rosnących
nakładów organizowania kolejnych dodatkowych transakcji. Po drugie, wystąpią błędy i
szkody w alokacji coraz większych i zróżnicowanych zasobów i do coraz bardziej
zróżnicowanych celów i zastosowań. Wreszcie, pojawią się zalety małych przedsiębiorstw,
ich przewaga w warunkach określanych jako malejące korzyści zwrotu nakładów na
zarządzanie. Granice ekspansji firmy wyznacza ostatecznie wzrost kosztów zorganizowania
dodatkowej transakcji wewnątrz przedsiębiorstwa w porównaniu z takimi kosztami na
obszarze rynku otwartego, albo też – w porównaniu z kosztami zorganizowania drugiej firmy.
Coase wprowadził do rozważań nad granicami ekspansji przedsiębiorstwa dwa ważne
pojęcia. Pierwsze, to pojęcie combination, tłumaczone najczęściej jako zrzeszenie lub
zjednoczenie, dotyczące takich typów zintegrowanych przedsiębiorstw, jak syndykat, pool,
holding, kartel i trust. W literaturze przedmiotu określa się to zjawisko jako integrację
poziomą, ponieważ powstaje wielka firma koordynująca transakcje organizowane w różnych
firmach. Drugie pojęcie integration lub szerzej vertical integration, odnosi się zwłaszcza do
takich form powiązań, jak koncerny, w których przedsiębiorstwa zachowują wprawdzie
odrębną osobowość prawną, ale należą do wspólnego właściciela, najczęściej do wielkiej
161
korporacji (spółki akcyjnej). W tym miejscu warto wspomnieć, że współcześnie pojawiło się
w praktyce i teorii przedsiębiorstwa jeszcze jedno pojęcie, a mianowicie outsourcing, nie
mające jeszcze polskiego odpowiednika, a oznaczające zlecanie przez firmę wykonania
pewnych usług przez ośrodki zewnętrzne.
W długim okresie, między ukazaniem się artykułu Coase`a (1937 r.) a latami 60-ymi
ubiegłego wieku, trwała cicha rewolucja w teorii przedsiębiorstwa124. Krytyka tradycji
neoklasycznej, ale dość często nie wykraczająca poza granice głównego nurtu, a więc i
ortodoksji myśli ekonomicznej, nakreśliła dość wyraźną linię dyskusji o istocie
przedsiębiorstwa. Linia ta przebiega między dwoma systemami ekonomicznymi kosztów –
cenowym i administracyjnym (PSC – price system costs, MSC – management system costs).
Przedsiębiorstwo znajduje się oczywiście po stronie MSC, a transakcje rynkowe po stronie
PSC. W modelu konkurencji doskonałej koszty w obu systemach są równe zeru, a przeto nie
ma potrzeby tworzenia firmy dla administracyjnego zarządzania. Taka potrzeba zachodzi
wtedy, kiedy koszty w systemie cenowym są dodatnie. W skrajnym przypadku, kiedy PSC
mają charakter zaporowy (prohibicyjny), tj. likwidują transakcje zewnętrzne,
przedsiębiorstwo realizuje działania typowe dla integracji pionowej, włącznie do objęcia
swymi granicami gospodarstwa domowego i staje się samowystarczalne. Doświadczenia
wielkiego kryzysu i wojny totalnej dostarczyły przykładów takiej integracji. Dla ekonomii
neoklasycznej takie samowystarczalne przedsiębiorstwo nie jest po prostu przedsiębiorstwem,
a sytuacja rynkowa może raczej zmierzać do tworzenia przedsiębiorstw bardziej
wyspecjalizowanych niż samowystarczalnych.
Współcześnie mamy więc neoinstytucjonalną teorię przedsiębiorstwa opartą na
prostych twierdzeniach: 1) rynki działają w sposób niedoskonały; 2) panuje asymetria w
dostępie do informacji o cenach i technologii, występują wysokie koszty informacji i duży
stopień ryzyka; 3) troską przedsiębiorcy jest tworzenie właściwych relacji między
pryncypałem i agentem, promowanie dobrej roboty i dbanie o dobry wizerunek firmy. Te
przesłanki trzeba uwzględnić w szerszych ramach instytucjonalnych. Ekonomika
instytucjonalna musi patrzeć na przedsiębiorstwo, uwzględniając także ewolucję technologii i
instytucji działających w otoczeniu systemu gospodarczego. Oznacza to istotne zawężenie
pola manewru, trafności prognoz i swobody podejmowania decyzji w przedsiębiorstwie. Jak
pisze jeden z wybitnych przedstawicieli nowej ekonomiki instytucjonalnej – Richard R.
Nelson, można już dostrzec spójne zręby teorii przedsiębiorstwa, jeśli uwzględni się trzy
atrybuty tego obiektu badawczego, a mianowicie – strategię, strukturę i potencjał125.
Strategia – to obszerny zbiór zobowiązań firmy (commitments), który określa i
racjonalizuje cele i ich realizację. Te zobowiązania – pisane lub nie – znajdują się w kulturze,
wynikają z wiary i tradycji przywódców, a nie po prostu z rachunku nakładów i efektów.
Strategia jest prezentowana w ujęciu raczej ogólnym i nie określa a priori wartości
poszczególnych zamierzeń. Struktura jest tworzona z myślą o racjonalizacji działania,
spójności organizacyjnej i skuteczności zarządzania. Potencjał to po prostu możliwości
oceniane także z punktu widzenia osiągania celów. Zwykle daje się wyodrębnić jądro, czy też
rdzeń tego potencjału (core capabilities), tj. zasoby o najwyższej randze w tworzeniu
programu realizacji strategicznych celów.
Nelson pisał, że taka charakterystyka przedsiębiorstwa i jego teorii pozwala
koncentrować uwagę na rutynie jego pracowników, poznać historię funkcjonowania firm jako
ważnego podmiotu gospodarki i wyjaśnić wpływ na ewolucję przedsiębiorstw wywierany
przez postęp techniczny, innowacje, selekcję w procesie gry rynkowej, a tym samym także
124
Por.: H. Demsetz, The Firm in Economic Theory: A Quiet Revolution, “The American Economic Rview”,
1997, nr 2, s. 426-429.
125
R.R.Nelson, “Theory of the Firm (II)”, [w:] The Elgar Companion to Institutional and Evolutionary
Economics, E. Elgar, Aldershot 1994, s. 241-246.
162
ułatwić trafność prognozowania. Za trudne trzeba uznać zadania związane z wprowadzaniem
zmian organizacyjnych i nowych składników potencjału.
Historyczne zjawisko oddzielenia się funkcji właścicielskich od menedżerskich, zalety
i wady technokracji, niezwykle skomplikowane struktury współczesnych korporacji i rynków
kapitałowych – wszystko to wymusza skupienie uwagi także na problematyce własności. Z
wykładu o teorii praw własności wiemy, jak istotne są procesy wymiany praw własności; w
tym miejscu warto spojrzeć na zagadnienie efektywności kontroli właściciela nad
przedsiębiorstwem. Tylko w małych firmach mamy do czynienia z jednym właścicielem,
regułą w naszych czasach jest występowanie złożonych struktur własności, jak to jest w
różnego rodzaju spółkach akcyjnych. W tym przypadku ryzyko podejmowania decyzji jest
bardzo wysokie. Przepływy kapitału akcyjnego stały się niezwykle dynamiczne; relacje typu
więcej ryzyka czy skutecznej kontroli (trade-off) stały się codziennością współczesnego
biznesu. Reputacja akcjonariuszy w strukturze własności firmy nie zawsze jest wprost
proporcjonalna do wysokości ich udziałów w aktywach przedsiębiorstwa.
*
Na zakończenie tego podrozdziału proponuję zapoznać się jeszcze z zarysem teorii
przedsiębiorstwa lansowanym przez wybitnego przedstawiciela nowej ekonomiki
instytucjonalnej – Olivera E. Williamsona, znanego już nam z wykładu o kosztach
transakcyjnych126. Ta teoria mieści się w szerszej doktrynie świata kontraktów i opiera się na
koncepcji człowieka kontraktującego (contractual man), nawiązując w ten sposób do znanych
w historii modelów homo oeconomicus, człowieka gospodarującego, maksymalizującego
użyteczność, politycznego itp. W koncepcji człowieka kontraktującego uwzględnia się proste
założenia jego zachowań (cechy behawioralne), a więc: 1) racjonalność, która obejmuje
maksymalizację korzyści i dwa typy racjonalności ograniczonej – ograniczoną ze względu na
rzadkość zasobów oraz racjonalność organiczną, wynikającą z predyspozycji
psychologicznych; 2) pogoń za interesem własnym, która obejmuje nie tylko obszar jawny i
niesprzeczny z wymogiem posłuszeństwa, ale także oportunizm, rozumiany jako przebiegłe
dążenie do realizacji własnego interesu, w rodzaju uchylania się od pracy, kłamstwa,
oszustwa i kradzieży. Działania człowieka kontraktującego muszą oczywiście uwzględniać
takie czynniki, jak specyficzność aktywów (zasobów), niepewność i częstotliwość zawierania
kontraktów. Gdzie jest miejsce przedsiębiorstwa (firmy) w tym świecie kontraktów?
Można przyjąć, że Williamson przyłączył się do tych ekonomistów, którzy firmę
ulokowali w macierzy instytucjonalnej, w płaszczyźnie gospodarczo-społecznej, jako obiekt
stanowiący wiązkę kontraktów (nexus of contracts). Williamson z naciskiem dowodził, że
tradycja neoklasyczna przypisała przedsiębiorstwo (firmę) do funkcji i procesu produkcji,
podczas gdy należy traktować przedsiębiorstwo jako funkcję i składnik struktury zarządzania!
Do takiego wniosku prowadzi analiza procesu kontraktacji i dynamiki kosztów transakcji,
która uzasadnia tworzenie przedsiębiorstw, jako obiektów odmiennych od struktur
rynkowych. Firmy kierują się w zarządzaniu zasadą ograniczonej racjonalności, tworzą
organizację uwzględniającą potrzebę zawierania kompromisu
między podsystemami
przedsiębiorstwa, licząc się także z postawami dyktowanymi przez oportunizm części
pracowników. Sama struktura organizacyjna przedsiębiorstwa, procesy integracji poziomej i
pionowej, zalety i wady organizacji wielowydziałowej – wszystko to wiąże się z wyzwaniem
praktyki współczesnej gospodarki, zwłaszcza krajów wysoko rozwiniętych. Teoria z
oczywistych względów musi podążać za tymi przemianami.
Williamson uczynił wiele, aby dowieść znaczenia obu pojęć – organizacji i instytucji
– zrozumieć ich wzajemne relacje i ułatwić analizę gwałtownych przemian w systemach
126
Odwołuję się do polskiego przekładu: O.E. Williamson, Ekonomiczne instytucje kapitalizmu. Firmy, rynki,
relacje kontraktowe, PWN, Warszawa 1998.
163
zarządzania alokacją zasobów. Pisał z przekonaniem, że łatwiej jest pisać o randze organizacji
niż dowieść jak to czyni i dlaczego127. Punktem wyjścia jego ujęcia jest opowiedzenie się za
pewną ścieżką analizy, którą łatwo znajdziemy na rysunku 9.1.
Teoria
wyboru
(ortodoksja)
Teoria
kontraktów
Porządek
publiczny
(ekonomika
konstytucyjna)
Uporządkowanie
bodźców
(projektowanie,
teoria agencji,
prawa własności)
Porządek
prywatny
Zarządzanie
relacjami
kontraktowymi
(realizacja
kontraktu)
Rys. 9.1. Schemat wyjściowy do analizy teorii firmy.
Uwaga Wilsona skupiona jest na teorii kontraktów, podczas gdy ortodoksyjna – jego
zdaniem – teoria wyboru pozostaje jeszcze w ramach ortodoksji i niezbyt trafnie odczytuje
znaki czasu. Ścieżka wieść powinna przez koncepcję porządku – publicznego i prywatnego.
Z kolei porządek prywatny obejmuje dwa obszary: 1) wprowadzenie ładu w systemie
bodźców poprzez tworzenie projektów, doskonalenie teorii agencji i formalizację praw
własności; 2) zarządzanie relacjami kontraktowymi na wszystkich etapach tego procesu.
Teoria organizacji ma szerokie pole badań, wymiary makro i mikro, wspólne
problemy z socjologią i psychologią oraz arsenał różnych narzędzi analiz analitycznych.
Williamson korzystał z koncepcji Herberta Simona (1916-2001) i preferował teorię
racjonalnych systemów organizacji w skali makro. Traktując własną teorię kontraktów jak
soczewkę, Williamson pisał o pięciu lekcjach wartych zapamiętania i wykorzystania.
Pierwsza lekcja dotyczy trafnego i realnego opisu aktorów tej wielkiej sceny sztuki
kontraktowania, której istotnym akcentem są kwestie firmy (przedsiębiorstwa). Tu znalazły
się poznane już koncepcje ograniczonej racjonalności i oportunizmu oraz metody motywacji.
Lekcja druga analizuje regularności zachowań, w rodzaju kontroli kierowników i jej efektów,
pasywności lub dynamizmu zatrudnionych. Poważne miejsce zajmuje analiza zjawiska
biurokratyzacji. W lekcji trzeciej o teorii organizacji Williamson kładzie akcent na poznanie
alternatywnych typów zarządzania – rynków, firm, hybryd, biur. Chodzi o zbiory cech
wyróżniających i pozwalających określających ich mocne i słabe strony przy podejmowaniu
decyzji o zorganizowaniu przedsięwzięcia. Czwarta lekcja skupia uwagę na zagadnieniach
mikroanalizy, poszukiwaniu właściwej jednostki analitycznej w rodzaju wprowadzonego
127
Korzystam z dostępnego w Internecie tekstu: Thr Theory of the Firm as Governance Structure (styczeń
2002).
164
przez Commonsa pojęcia transakcja. Taka jednostka musi uwzględniać trzy wymiary:
specyfikę aktywów, zakłócenia i częstotliwość operacji. Wreszcie lekcja ostatnia podkreśla
wręcz decydujące znaczenie kooperacji, która jest niekiedy wręcz cudem w uzyskiwaniu
pozytywnych efektów działania w hierarchicznie zbudowanych firmach.
Według Williamsona, cały problem organizacji ekonomicznej należy stawiać nie jako
wybór – rynek czy hierarchia (firmy), ale jako – rynki i hierarchie (przedsiębiorstwa)!
Oglądanie instytucji i procesu wymiany przez soczewkę teorii kontraktów
doprowadziło autora do trzech spostrzeżeń: 1) znanego już nam zjawiska transformacji
fundamentalnej; 2) niemożliwości połączenia replikacji z selektywną interwencją w procesach
kontraktowania i 3) konieczności ciągłego doskonalenia systemów prawa kontraktów.
Spostrzeżenie drugie wymaga krótkiego wyjaśnienia. Otóż chodzi tu o stare zagadnienie – co
ogranicza rozmiary firmy? Czy jedna wielka firma nie może robić wszystkiego, co
wytwarzają całe grupy firm małych? Fuzje i podziały firm stanowią właśnie obszar
przenikania się struktur rynku i hierarchii.
Tak dochodzimy do rozwijanej przez Williamsona teorii firmy jako struktury
zarządzania, a nie jak w szkole neoklasycznej, która skupia się na wyjaśnieniu, jak system
cen koordynuje wykorzystanie zasobów. Williamson i jego zwolennicy twierdzą, że firma
wyrasta ze struktury zarządzania prywatnymi kontraktami, ograniczającym koszty
transakcyjne. Firma jest przeto komparatywną konstrukcją kontaktowania, a nie osamotnioną
jednością, bowiem stale jest porównywana z alternatywnymi typami zarządzania. Dla firmy
stałym wyzwaniem jest pytanie: zrobić czy kupić? (make-or-buy). Czy firma ma sama
dokonać nakładu, np. przez pozyskanie jednostki czyniącej taki nakład, czy też powinna
zakupić te środki gdzie indziej? Odpowiedzi dostarcza analiza procesu integracji pionowej i
różne metody nauki o organizacji. Liczne kombinacje tworzą połączenia między tzw.
heurystycznymi modelami firmy jako struktury zarządzającej. Mamy do czynienia z układem
modelów firmy: M – markets (rynkowy), H – hierarchies (przedsiębiorstw), X – hybrydowy.
W podobnym duchu dokonywane są kolejne próby porządkowania i zwłaszcza
klasyfikowania teorii firmy. Przykładowo, ciekawą klasyfikację znajdujemy w publikacji
pracownika NBER, który wyróżnił cztery następujące teorie firmy, opierając się na
kryteriach: 1) dążenia do zysku (Rent-seeking theory); 2) wymiany praw własności (PropertyRights theory); 3) stosowanym systemie bodźców (Incentive-System theory) i 4) relacyjne
przystosowania (Relational-Adaptation theory)128. Możemy ograniczyć się do tych koncepcji
i poglądów i przejść do mniej u nas spopularyzowanej teorii agencji.
9.2. Koncepcja układu: pryncypał-agent
Upowszechnione już w zachodniej literaturze określenie teoria agencji (agency
theory) nie zadomowiło się jeszcze w polskiej myśli ekonomicznej. Na przeszkodzie stoi –
jak mniemam – pojęcie agencja, w języku potocznym i urzędowym oznaczające pewną
placówkę zbierającą i przekazującą informację lub jakieś biuro, przedstawicielstwo pewnego
urzędu, firmy lub państwa. Podobnie określenia pryncypał i agent nasuwają skojarzenia dość
odległe od użytych w rozważaniach na temat szczególnej relacji społecznej w obszarze
związanym z funkcjonowaniem współczesnych przedsiębiorstw. Na potrzeby tego wykładu
odwołam się do łacińskiego agere – poganiać, prowadzić, działać, zarządzać. Chodzi bowiem
o agencję, jako szczególną relację zawartą bezpośrednio lub pośrednio w umowie
(kontrakcie), w której jedna lub więcej osób, określone mianem pryncypał, angażuje inną
osobę – agenta – do działań w jego imieniu; umowa obejmuje delegowanie prawa
podejmowania decyzji przez agenta. Nie trudno zauważyć, jak rozległy obszar stosunków
128
R. Gibbons, Four Formal(izable)Theories of the Firm, KIT and NBER , August 30 2002.
165
gospodarczych, społecznych i politycznych może objąć tak zdefiniowane pojęcie agencji. Nic
przeto dziwnego, że od lat 60-ych XX wieku próby tworzenia spójnej teorii agencji
występowały w koncepcjach ekonomicznych związanych z rachunkowością, finansami i
marketingiem, z politologią, socjologią i nauką o organizacji. Wciąż jeszcze samodzielność
teorii agencji może być kwestionowana. Z naszego punktu widzenia za wystarczające
możemy uznać te kwestie teorii agencji, które ułatwiają zrozumienie współczesnej formy
instytucji i organizacji przedsiębiorstwa.
Przede wszystkim godne zapamiętania jest twierdzenie, że oddzielenie instytucji
własności od operatywnego podejmowania decyzji stworzyło potencjalny konflikt interesów
między pryncypałem i agentem. Oferowana przez naukę teoria agencji ma ułatwić
zrozumienie następstw takich konfliktów i pomóc w ich rozwiązywaniu. Historia tego
problemu opiera się głównie na opisach i analizie zjawiska dyspersji struktury własności w
okresie powstawania wielkich korporacji w Stanach Zjednoczonych. Wytworzyła się sytuacja,
w której akcjonariusze ogromnych spółek akcyjnych, a więc – pryncypałowie, dostrzegli
szkodliwe dla ich celów działania menedżerów, a jednocześnie zaczęli ponosić wysokie
koszty sprawowania nadzoru właścicielskiego. Okazało się, że istotny dla obu stron podział
ryzyka skomplikował się ze względu na odmienność podejścia, zwłaszcza możliwość
uchylania się agenta od realizacji celów pryncypała. W praktyce okazało się, że drobni
udziałowcy mieli raczej symboliczny wpływ na decyzje korporacji, mimo dumnej nazwy
pryncypała.
W ten sposób doszły również do świadomości przedsiębiorców rola i znaczenie
kosztów agencji, do których zalicza się: 1) wydatki pryncypała związane z nadzorem
(monitorowaniem) właścicielskim; 2) wydatki agenta na zabezpieczenie się przed zerwaniem
umowy (bonding), a więc na wdrożenie efektywnego systemu bodźców; 3) straty końcowe
pryncypała (residual loss), obejmujące utraconą wartość ze względu na niepełną wiedzę
pryncypała o kwalifikacjach agenta. Ta ostatnia pozycja kosztów agencji przypomina pojęcie
kosztów utraconej możliwości i podejmowanie decyzji suboptymalnych. Do takich decyzji
zalicza się decyzje redukujące wielkość wysiłku, dodatkowe świadczenia, budowę imperium,
unikanie ryzyka, „zabetonowanie” (entrenchment) inwestycji i decyzji.
W tym miejscu trzeba także przypomnieć, że rozproszenie struktury własności,
pojawienie się kapitału akcyjnego, przynosiło początkowo istotne korzyści z tytułu redukcji
ryzyka i wzrostu płynności kapitału, co przekładało się na obniżenie kredytu i dynamizację
inwestycji. Porównywanie korzyści i szkód związanych z funkcjonowaniem systemu
pryncypał – agent we współczesnych korporacjach, prowadzi do głównego problemu teorii
agencji – poszukiwania optymalnej struktury własności w makrogospodarce. Jeśli bowiem z
analizy praktyki amerykańskiej może wynikać wniosek, że publicznie funkcjonujące
korporacje działają w sposób suboptymalny, to nie są one trwałe (sustainable) i przeto mogą
zagrozić równowadze całego ustroju społeczno-gospodarczego.
Ujemne skutki funkcjonowania układu agencyjnego można zredukować, doskonaląc
działania monitorujące, w tym – rad nadzorczych i biura dyrektorów w koncernach, poprzez
aktywnych inwestorów, oddziaływanie na rynki czynników produkcji (zwłaszcza usług
kapitałowych) i przejęcia obcych firm. Jako środki redukujące negatywy agencji
wykorzystuje się także system bodźców, ustawiony w ten sposób, że odchodzi się od zasady
stałej płacy na rzecz kompensat za wysiłek poniesiony na rzecz maksymalizacji celów
korporacji i zysków udziałowców. Składnikami zbioru kompensacji są: uczciwość, właściwe
miary osiągnięć, znaczące wielkości nagród i kar, przejrzyste relacje między efektywnością
pracownika i miarami osiągnąć oraz celami korporacji. Zwraca się uwagę na trudności
opłacania jakości pracy związaną z brakiem doskonałych jej miar.
Jako punkt wyjścia na tym etapie wykładu możemy przyjąć, że: problem relacji
pryncypał-agent daje się sprowadzić do zagrożenia pryncypała ze strony agenta
166
występującego podczas realizacji jego poleceń i nakazów. Możliwość wprowadzenia
pryncypała w błąd rodzi się na podstawie asymetrycznej informacji i wysokich kosztów
kontroli działalności agenta.
Historyczne doświadczenie dostarczyło wielu przykładów rozwiązywania tego
problemu drogą zawierania formalnych i nieformalnych umów między stronami. Do znanych
sposobów należy wdrażanie współzawodnictwa lub po prostu konkurencji między agentami.
Taka wzajemna kontrola agentów zmniejsza koszty nadzoru właściciela, ale ma dość wyraźne
granice. Do takich należą: nagradzanie tylko najbardziej wydajnego agenta wywołuje
kontrakcję pozostałych, którzy opowiedzą się za strategią ryzykownych metod oporu; 2)
poziom skłonności agenta do podejmowania ryzyka w nieprzewidzianych sytuacjach; 3)
konkurencja między agentami rozbija ich solidarność i zaufanie potrzebne w pracy
zespołowej.
W niektórych krajach prywatni przedsiębiorcy decydują się na dopuszczenie
pracowników – agentów – do wspólnych działań, uczestnictwa w podziale dochodów i
uczestniczenie w procedurach zarządzania. Agentom daje się także w dzierżawę pewne
elementy majątku firmy. Zalety takich rozwiązań, mające często wsparcie ze strony sił
postępu społecznego, okazują się dość skromne w porównaniu z postawami i aktualną
pozycją agentów – ich niską skłonnością do ryzyka, ograniczonymi zasobami własnych
środków i brakiem dostępu do odpowiednich kredytów.
Jako rozwiązanie wyraźnie radykalne, o którym pisał z sympatią O. Williamson,
można uznać eksperymenty organizowania całych firm na zasadzie koalicji agentów i rotacji
ich pryncypała. Zasady funkcjonowania łatwo prześledzimy na rysunku 9.2.
Firma – agencja – przedsiębiorstwo składa się z sześciu pracowników, z których jeden
pełni obowiązki pryncypała, ale tylko przez pewien czas pozostaje pierwszym wśród równych
(primus inter pares). Jego pozycja znajduje się w punkcie krzyżowania się strumieni
informacji, a więc i miejscu gdzie możliwa jest jej akumulacja. Rotacja stanowiska
pryncypała eliminuje złą rywalizację i napięcia towarzyszące kontroli ze strony pryncypała.
Taka okrężna sieć (wheel network) relacji międzyludzkich sprzyja wzajemnemu zaufaniu i
przekazywaniu posiadanych informacji dla dobra firmy. Tworzy się atmosfera asocjacji,
stowarzyszenia i wspólnoty opartej także na zasadach moralnych. Na takich podstawach
rozwija się racjonalna kooperacja, doskonali się praca zespołowa oraz rośnie kapitał ludzki,
kwalifikacje i specjalizacje pracowników. Od doskonałego pryncypała żąda się po prostu, aby
wynagradzał agentów odpowiednio do ich wkładu do wspólnego efektu, a od agenta
sumiennego wykonywania zadań. Niestety, jest to po prostu idealna złota reguła, a nie
codzienna rzeczywistość.
167
Agent 1
Agent 6
(pryncypał)
Agent 2
Agent 4
Agent 3
Agent 5
Źródło: A.N. Olejnik, op. cit., s.269.
Rys. 9.2. Przedsiębiorstwo jako koalicja agentów.
*
Zdecydowałem się przedstawić fragment encyklopedycznego ujęcia koncepcji
pryncypał-agent, autorstwa laureata Nagrody Nobla z 2001 r. Josepha E. Stiglitza,
ograniczając znacznie wywody sformalizowane129. Autor posługuje się pojęciem agent jako
osoby zatrudnionej do działania na rzecz drugiej osoby zwanej pryncypałem. Genezę
problemu relacji pryncypał-agent wiąże się z trzema procesami: ubezpieczania (insurance),
kredytowania i pogoni za rentą, wysokim zyskiem (surplus). które realizowane są w
warunkach niedoskonałej informacji. Centralnym zagadnieniem jest sprawa motywowania
agenta, stosowania bodźców osłabiających zachowania oportunistyczne. Zakłada się, że
wynik działania w tym układzie, oznaczony we wzorze jako Q, jest funkcją wysiłku e (od
effort) i nieobserwowalnej zmiennej losowej θ, przyjmując postać:
Q = F(e, θ).
W standardowym ujęciu kontrakt (jako schemat kompensacji) ma na celu
maksymalizację oczekiwanej przez pryncypała użyteczności, pod warunkiem, że agent
akceptuje umowę i będzie działać zgodnie z jej ustaleniami.
Ogólne ujęcie problemu ubezpieczenia się przed moralnym hazardem (pokusą)
przedstawia następujący wzór:
pi = pi (e),
gdzie pi – prawdopodobieństwo zaistnienia zdarzenia i w okresie wysiłku e
(traktowanego tu jako wektor).
Wpłata netto z kompanii ubezpieczenia (albo do pryncypała), oznaczona symbolem
hi, zmienia wysokość bogactwa jednostkowego w sytuacji i; w warunkach braku
ubezpieczenia, oznaczone tu jako wi, a w warunkach istnienia ubezpieczenia jako yi, określi
prosty wzór:
hi = yi - wi .
129129
J.E. Stiglitz, Principal and agent (II), “The New Palgrave…”, cyt. wyd., ltom 3, s. 966-972.
168
Oczekiwana użyteczność ubezpieczonego agenta U wyniesie:
U = Σi Ui(yi,e)pi(e),
Podczas gdy taka użyteczność pryncypała V stanowi:
V = Σi Vi(hi)pi(e).
Relacje pryncypał-agent można ująć następująco: poziomy wyników są zdarzeniami
dającymi się obserwować. Upraszczając sprawę, mierzymy wyniki w zaokrąglonych liczbach
miar. Wówczas zdarzenie i opisuje np. ilość wyprodukowanych dóbr, a symbol pi –
prawdopodobieństwo, że i tyle będzie wyprodukowane. Załóżmy, że indywidualny majątek
(wealth) jest zero, z wyjątkiem tego, co otrzyma się z tytułu umowy z pryncypałem. Wówczas
yi jest indywidualnym dochodem, jeśli produkcja wynosi i. Jeżeli pracodawca jest neutralny
wobec ryzyka, wówczas jego korzyść określi wzór:
Vi(hi) = qi – hi = qi – yi ,
gdzie q jest ceną jednostki produkcji, przyjętą jako niezależną od i.
Powyższy sposób prezentacji stosunku pryncypał-agent może być zmodyfikowany
tak, że prawdopodobieństwa stanów (np. pogody) są stałe, zdarzenia są nieobserwowalne, ale
gdzie pryncypał wpływa poważnie na wynik w każdym stanie. Formalnie zapisujemy tak:
- Niech S oznacza zbiór zmiennych stanów (jak powietrza), które może obserwować
agent; natomiast Q to zbiór zmiennych wyników, obserwowalnych dla pryncypała i agenta.
Niech A oznacza zbiór nakładów (działań) agenta obserwowanych tylko przez niego.
Z powyższego wynika, że kontrakt (schemat kompensacji) jest wypłatą przez
pryncypała dla agenta, określoną we wzorze przez Y, jako funkcję wszystkich zmiennych
obserwowalnych przez agenta i pryncypała:
Y = φ (Q).
Agent wybierze działania maksymalizujące jego oczekiwaną użyteczność, która zależy
zarówno od jego dochodu, jak i działań, a więc:
max EU(Y,A,S),
gdzie skutki (działania) A określa funkcja produkcji Q = Q(AS). Oznaczmy to
rozwiązanie przez A = H(S).
Ostatecznie możemy skalkulować oczekiwaną użyteczność dla pryncypała EV, która
zależy od działań agenta, płacy otrzymywanej od pryncypała i stanu zmiennych:
EV = EV(φ(Q),Q,A,S).
Pryncypał wybiera funkcję φ, maksymalizującą jego oczekiwaną korzyść:
maxEV ,
rozpoznając zależność działań agenta od φ oraz to, że musi płacić agentowi dostatecznie
dużo, aby akceptował pracę.
169
Zachęcając do lektury całego tekstu hasła, wróćmy jeszcze do prezentacji mniej
sformalizowanej wersji teorii agencji, aby nieco bliżej przyjrzeć się jej strukturze i kierunkom
rozwoju130.
*
W strukturze teorii agencji można wyróżnić następujące komponenty, zawierające
istotne tezy:
1 Idea kluczowa – Relacja pryncypał-agent powinna odzwierciedlać efektywną
organizację organizacji i kosztów podejmowania ryzyka.
2 Jednostka analizy – Umowa (kontrakt) między pryncypałem i agentem.
3. Założenia humanitarne – Interes własny, ograniczona racjonalność, niechęć
do
ryzyka.
4. Założenia organizacyjne – Częściowy konflikt celów między uczestnikami.
Wydajność jako kryterium efektywności. Asymetria informacji między
pryncypałem i agentem.
5. Założenie dotyczące informacji – Informacja jako towar.
6. Problemy zawierania kontraktu – Agencja (ryzyko moralne i selekcja negatywna).
Podział ryzyka.
7. Dziedzina – Problem relacji, w której pryncypał i agent mają częściowo różne cele
i preferencja do ponoszenia ryzyka (np. kompensacja, regulacja, przywództwo,
impresyjne zarządzanie, jasne informowanie, integracja pionowa, kalkulacja ceny
transferów).
W rozwoju teorii agencji wystąpiły dwa nurty: 1) pozytywistyczny, skupiony na
identyfikacji sytuacji, w której pryncypał i agent mają przypuszczalnie sprzeczne
(konfliktowe) cele i badający relacje pryncypał – agent, a następnie opisujący mechanizmy
nadzoru (gevernance mechanisms), ograniczające samowolne zachowania agenta; 2)
sformalizowany, koncentrujący się wokół modelów relacji pryncypał-agent, obejmujących
także relacje typu adwokat – klient, pracodawca-pracobiorca, nabywca-dostawca, a więc
sięgające także poza stosunki typowe dla przedsiębiorstwa. Ten drugi nurt ma bardziej
abstrakcyjny i matematyczny charakter i jest czasem krytykowany za oderwanie się od
praktyki życia gospodarczego. Oba nurty są w swej istocie komplementarne i formułują
twierdzenia uściślające wnioski z prowadzonych analiz. Dla przykładu, nurt pozytywistyczny
lansuje takie dwa twierdzenia:
1. Jeżeli kontrakt między pryncypałem i agentem opiera się na uzyskaniu określonego
wyniku (outcome based), to agent z większym prawdopodobieństwem zachowuje się zgodnie z
interesami pryncypała.
2. Kiedy pryncypał ma informacje pozwalające weryfikować zachowanie agenta,
wówczas agent będzie z większym prawdopodobieństwem zachowywać się zgodnie z
interesem pryncypała.
Podobnie zwięzłe twierdzenia prezentuje nurt drugi, eksponując znaczenie dwóch
typów kontraktów, a mianowicie zorientowanych na końcowy wynik lub na postawy i
zachowania agenta131. Potrzebne tu jest krótkie wyjaśnienie.
Musimy pamiętać, że nurt drugi skupia uwagę na określeniu optymalnego kontraktu w
warunkach sprzeczności występujących między pryncypałem i agentem, które przekładają się
na przeciwieństwa (versus) między dwoma celami – osiągnięciem pozytywnego rezultatu
130
Korzystam z bogatego materiału, zawartego w artykule prof. Stanford University pani Kathleen M.
Eisenhardt, Agency Theory: An Assessment and Review, „Academy of Management Review”, 1989, nr 1, s. 5774.
131
Outcome-based and behavior-based contracts.
170
(wyniku – outcome), a zapewnieniem właściwego zachowania się (behavior) agenta.
Analizowany jest prosty model: 1) istnieje konflikt celów w relacji pryncypał-agent; 2) wynik
jest łatwy do ilościowego pomiaru; 3) agent jest mniej skłonny do podejmowania ryzyka niż
jego pryncypał. Ostatnie założenie opiera się na twierdzeniu, że agent nie jest w stanie
dokonać dywersyfikacji zatrudnienia czynników produkcji, podczas gdy pryncypał może
łatwo zrealizować dywersyfikację swoich inwestycji. Planując kontrakt pryncypał może
zdobyć pełną informację o doświadczeniu i kwalifikacjach agenta, albo tylko informację
częściową. Jeśli przeto pryncypał kupuje (opłaca) świadomie usługi, a więc i zachowania,
postawy doświadczonego agenta, to wybiera on także przejęcie ryzyka za wynik na siebie.
Natomiast w kontrakcie z agentem niepewnym trzeba położyć nacisk na konkretny wynik,
aby ryzyko przenieść przede wszystkim na agenta. Pryncypał w tym przypadku nie może
określić, czy agent zachowuje się właściwie.
Warto przypomnieć ten fragment mikroekonomii, w którym omawia się dwa pojęcia
zaczerpnięte z teorii rynku, a mianowicie pojęcie pokusy nadużycia (czasem określane jako
ryzyko moralne – moral hazard) i selekcja negatywna (adverse selection). Pierwsze dotyczy
postawy agenta, który świadomie uchyla się od działań ustalonych w umowie, albo korzysta z
zasobów pryncypała do realizacji własnych celów. Drugie pojęcie związane jest z
poczynaniami pryncypała, który pomylił się w ocenie kwalifikacji agenta i z trudem
weryfikuje jego postawy w realizacji kontraktu, ponosząc koszty i nawet zrywając kontrakt.
Te dwa zjawiska uwzględnia omawiany teraz drugi nurt w teorii agencji. Przyjrzyjmy się jego
twierdzeniom:
1. Systemy informacyjne są dodatnio skorelowane z kontraktami opartymi na
zachowaniach i ujemnie z kontraktami opartymi na wynikach.
2. Niepewność wyniku jest dodatnio skorelowana z kontraktami opartymi na
zachowaniach i ujemnie z kontraktami opartymi na wyniku.
3. Niechęć agenta do ponoszenia ryzyka jest skorelowana dodatnio do kontraktów
opartych na zachowaniach i ujemnie do kontraktów opartych na wyniku.
4. Niechęć pryncypała do ponoszenia ryzyka jest skorelowana ujemnie do
kontraktów opartych na zachowaniach i dodatnio do kontraktów opartych na
wyniku.
Wydaje się, że tylko zwięzła forma tych twierdzeń daje im przewagę nad zwykłym
opisem relacji między pryncypałem i agentem. Taka sama forma twierdzeń występuje w
analizie relacji uwzględniających konflikty celów obu stron kontraktu, specyfikę zadania
będącego przedmiotem umowy, mierzalności efektu i wpływu długotrwałości relacji. Konflikt
celów sprzyja zawieraniu kontraktów, w których jest wyraźne określenie wyniku. Specyfika
zadania bardzo często wiąże się z możliwością i stopniem jego zaprogramowania
(programmability), tj. szczegółowym zestawieniem zadań i czynności agenta. Wysoka
programowalność kontraktu sprzyja kontraktom opartym na zachowaniach. Natomiast
możliwość precyzyjnego pomiaru efektów nie preferuje takich kontraktów. Dość oczywiste
jest także twierdzenie, że długie okresy kontaktów pryncypała z agentem zmniejsza stopień
asymetrii posiadanej przez nich informacji i czyni kontrakty zorientowane na zachowania
bardziej atrakcyjnymi.
Teoria agencji znajduje się na etapie szybkiego rozwoju w związku z koniecznością
głębszego rozpoznania niezwykle skomplikowanych związków między wielkimi podmiotami
współczesnej gospodarki rynkowej i relacji występujących w kontraktach z udziałem wielkich
korporacji.
171
9.3. Wielkie korporacje
Pojęcie korporacja ma kilka definicji i w wielu dyskusjach używane jest niezbyt
precyzyjnie. Przypomnę, że wciąż jeszcze mówi się o korporacjach studenckich i uczonych,
korporacjach rzemieślniczych, organizacjach charytatywnych i in. W słownictwie
ekonomistów ginie ono w gąszczu pojęć dotyczących różnych form przedsiębiorstw, także w
zbiorze określeń związanych z rodzajami spółek. Dla uzmysłowienia miejsca, jakie w ustroju
społeczno-gospodarczym zajmują współcześnie wielkie korporacje, warto przypomnieć kilka
faktów historycznych.
W średniowiecznej Anglii ( już od XII wieku) corporation oznaczała grupę osób,
która uzyskała przywilej lub immunitet królewski na specyficzne działania. Tak było np. w
przypadku niektórych miast, gildii kupieckich, organizacji kościelnych i charytatywnych,
cieszących się dużym stopniem swobody zachowań. Nie należy jednak w tych instytucjach
upatrywać prekursorów współczesnej korporacji, ponieważ nie były one związane z typową
działalnością biznesową, zwłaszcza inwestowaniem dla osiągania zysku. Dla zrozumienia
istoty współczesnej korporacji trzeba odrzucić jako błędne te definicje, które korporację
utożsamiają z każdą grupą jednostek, zjednoczoną wokół wspólnego celu, albo z grupą
zachowującą trwałość i ciągłość istnienia mimo zmiany w jej składzie.
Za prawdziwych przodków współczesnej korporacji trzeba uznać powstanie w XVI i
XVII wieku w Anglii kompanii spółek akcyjnych (joint-stock companies), zajmujących się
wyprawami morskimi i handlem na rynkach Nowego Świata. Wysokie koszty takich działań
wymuszały łączenie skromnych zasobów kapitału drogą sprzedaży udziałów (akcji) i
tworzenia ośrodków zarządzających, dyrekcji i urzędników. Kompanie zdobywały przywileje
królewskie, decyzje podejmowali dyrektorzy, zwykle wielcy udziałowcy, natomiast akcje w
wolnym obrocie znajdowały się w rękach inwestorów. Dynastie Tudorów i Stuartów nie były
zainteresowane ideą wolnego handlu, merkantylizm angielski uznawał jedność interesów
kupieckich i Wielkiej Brytanii, a przebudowa ustroju feudalnego dopiero ulegała
przyspieszeniu.
Przełom nastąpił dopiero w końcu XVII wieku, kiedy kompanie stały się w pełni
prywatne i nie potrzebowały królewskiego lub parlamentarnego przywileju. Wprawdzie w
1720 r. konserwatyści doprowadzili do wydania ustawy o zwalczaniu nadużyć w działalności
spółek (przyczyną bezpośrednią była afera spekulacyjna związana z działalnością South Sea
Company) i na pewien czas utrudnili emisję akcji i ich wolny obrót, ale obiektywny proces
przemian gospodarczych i społecznych okazał się silniejszy. Współpraca biznesu z
prawnikami zaowocowała oryginalnym rozwiązaniem problemu. Opierając się na prawie
zwyczajowym (common law), dokonali trafnego połączenia jego dwóch instytucji i form
współdziałania, a mianowicie – partnerstwa (partnership) i powiernictwa (trust). Tradycja
tworzenia partnerskich układów zakładała dobrowolność zrzeszania się w celu osiągnięcia
pewnych korzyści, chociaż prawo mogło ograniczać w pewnym stopniu swobodę działań. Z
kolei powiernictwo polegało na wyborze przez wspólnotę partnerów swoich mężów zaufania
– powierników, którzy mogli tworzyć zarządy, np. dla mobilizacji kapitałów. Takie zarządy
miały wyłączne prawo zawierania kontraktów, a inwestorzy mogli swobodnie obracać
udziałami partnerskimi (partnership interests). Zwycięstwo znalazło potwierdzenie w ustawie
– w 1844 r. parlament brytyjski uchwalił Companies Act, sankcjonujący prostą procedurę
tworzenia korporacji.
Niezwykle płodne okazały się działania podejmowane w okresie tworzenia się zrębów
gospodarki amerykańskiej, zwłaszcza po wywalczeniu niepodległości Stanów
Zjednoczonych. Doświadczenia brytyjskie wzbogacono o własne oryginalne rozwiązania.
Rodząca się państwowość okazała się niezwykle przyjazna biznesowi, który nie poszedł
pozornie atrakcyjniejszą drogą swobody tworzenia spółek nierejestrowanych
172
(unincorporated), ale chętnie ponosił koszty uzyskania statusu korporacji de iure. Po prostu
amerykańska legislatura zachęcała do podejmowania strategicznych decyzji gospodarczych,
jak np. rozbudowy infrastruktury komunikacyjnej, służb publicznych i bankowości.
Decydowano się nawet na tworzenie państwowych monopoli, wielkie ulgi podatkowe,
wydawanie zgody na prowadzenie loterii itp. Wszystko to sprzyjało kumulacji zasobów
kapitału w rozmiarach nieznanych w historii, a przynoszących tak oszałamiające efekty, jak
budowa sieci kolei żelaznych i kanałów śródlądowych.
Stosunek władz federalnych i stanowych do powstawania i działalności korporacji
zmieniał się wraz z umacnianiem się pozycji mocarstwowej Stanów Zjednoczonych. Próby
narzucania kontroli legislacyjnej napotykały na żywiołowe przeciwdziałania. Presja na
gromadzenie ogromnych środków na inwestycje czyniła z korporacji wyjątkowo sprawne
narzędzie, a zarządzanie korporacją wymagało talentu, który nie mógł być cechą wszystkich
właścicieli, posiadaczy akcji. Warstwa menedżerów rosła szybko i coraz wyraźniej rysowała
się sprzeczność ich interesów z interesami właścicieli. Formy i organizacja firm
amerykańskich pozwalały im działać skutecznie także bez potrzeby rejestrowania się. Dla
przykładu, duże korzyści uzyskuje spółka partnerska z małym zarządem i partnerami
swobodnie dysponującymi swymi udziałami. Podobnie, nierejestrowana spółka akcyjna, w
której inwestorzy nie mają głosu w zarządzaniu, może szybciej decydować o kierunkach
inwestycji krótkoterminowych. Również liczne trusty w biznesie zapewniają wysoką
elastyczność i operatywność. Rozrastające się korporacje przekształcały z powodzeniem
swoje struktury organizacyjne, doskonaląc formy zawieranych kontraktów bez naruszania
norm prawnych.
W latach 30-ych XX wieku wielkie korporacje zajęły dominujące miejsce w
amerykańskiej gospodarce, dzięki niezwykłej zdolności w odgrywaniu roli finansowego
pośrednika między warstwą oszczędzających (inwestorów) i pożyczających (pracownicy i
menedżerowie). Zaczęto głosić tezę, że działalność wielkich korporacji może być alternatywą
wobec poczynań centralnego planifikatora, przymusu pracy i konfiskaty prywatnych
oszczędności w celu zgromadzenia kapitału dla uprzemysłowienia kraju, jak to działo się w
gospodarkach socjalistycznych. W tym samym okresie pojawiły się pierwsze wielkie
korporacje międzynarodowe, których znaczenie urasta do rangi globalnej i wymaga głębokich
studiów. Z naszego punktu widzenia wystarczy tylko przypomnienie pewnych faktów.
Przyjmuje się, że korporacje międzynarodowe są to przedsiębiorstwa prowadzące
działalność gospodarczą w co najmniej 2 krajach, tworzące zintegrowany system powiązań,
podporządkowany wspólnej strategii. Typowa struktura organizacyjna składa się z firmy
macierzystej oraz filii i oddziałów zagranicznych, natomiast struktura konkretnej korporacji
jest dodatkowo zróżnicowana, jeśli chodzi o integrację poziomą i pionową. O sile korporacji
świadczą wskaźniki wielkości obrotów i dochodów, zatrudnienia, majątku i miejsca w
gałęziach decydujących o postępie naukowo-technicznym. Zarysował się podział na
korporacje finansowo-bankowe i przemysłowo-usługowe. Wśród tych pierwszych czołowe
miejsce zajmują General Electric i Citigroup Inc. z siedzibą w USA oraz AXA z siedzibą we
Francji. Dochody wynosiły w 2001 r. odpowiednio: 130, 112 i 93 mld dol. Natomiast wśród
korporacji przemysłowo-usługowych trzy pierwsze miejsca zajmowały korporacje z siedzibą
w USA – Exxcon Mobil z branży naftowej, General Motors i Ford Motor – oba z branży
samochodowej. Ich dochody wyniosły w 2001 r. odpowiednio: 210, 185 i 181 mld dol. Nie
trudno zauważyć, że dochody tych korporacji przewyższają dochody wielu małych i średnich
państw. Szacunki znawców problemu mówią, że korporacje międzynarodowe kontrolują
rynki pracy w jednej trzeciej, kapitału – w połowie, sprzedaży wyrobów naukochłonnych – w
dwóch trzecich, a masę kapitału finansowego – prawie w całości.
*
173
Na zakończenie tej krótkiej prezentacji zagadnień wielkich korporacji pragnę jeszcze
zwrócić uwagę na zagadnienie, które nabiera poważnego znaczenia także w naszym państwie
i gospodarce ze względu na funkcjonowanie już dość licznych koncernów. Dyskusje wokół
koncernu naftowego Orlen odkryły całe pokłady sprzeczności interesów państwa i korporacji,
właścicieli i menedżerów, spory wśród samych udziałowców i między inwestorami
krajowymi i zagranicznymi. Pozornie proste zagadnienie, do kogo należy wielka korporacja,
wszak jest tylko jednym z typów spółek prawa handlowego, posiadających osobowość
prawną i wielu właścicieli, będących jednocześnie inwestorami, komplikuje się właśnie pod
wpływem liczebności i zróżnicowania akcjonariuszy. Sprawy nie rozwiązuje skutecznie
powołanie przez właścicieli centrum decyzyjnego i całych sztabów wysokiej klasy
fachowców zarządzania. Okazało się bowiem, że mają oni własne interesy, ich środowisko
jest zróżnicowane, w zarządach zasiadają także przedstawiciele kapitału zagranicznego i
zwolennicy różnych orientacji politycznych, a wszystko razem oddala masę właścicieli od
realnego procesu podejmowania decyzji. Nic dziwnego, że w literaturze przedmiotu na
poczesnym miejscu znajdujemy dyskusję nad zagadnieniem nadzoru właścicielskiego, jak
nasi specjaliści określają angielskie pojęcie corporate governance.
Na pierwszym miejscu dyskutanci wymieniają znaczenie wpływu dobrego zarządzania
i nadzoru właścicielskiego w korporacjach na kształtowanie sytuacji społeczno-gospodarczej
w kraju, zwłaszcza na przestrzeganie interesu publicznego. Z takiego ujęcia rodzi się prosta
definicja nadzoru właścicielskiego, jako pola dociekań współczesnej ekonomii nad
efektywnością zarządzania korporacjami przez wykorzystanie mechanizmu bodźców, takich
jako kontrakty, doskonalenie organizacji i norm prawnych. Często problem zawęża się do
sprawy polepszenia efektów finansowych, jak np. właściciele korporacji mogą zabezpieczyć
lub motywować menedżerów korporacji, aby zapewniali im otrzymywanie konkurencyjnej
stopy zysku. Akcjonariusze są wszak dostawcami finansów do korporacji i pragną z tego
tytułu otrzymywać odpowiedni zysk.
Szerokie podejście pozwala mówić o nadzorze właścicielskim i zarządzaniu
korporacjami jako o relacji zarządu do swoich akcjonariuszy, albo nawet do całego
społeczeństwa. Mówi się także o nadzorze właścicielskim jako systemie kierowania i
kontrolowania korporacjami. Zawiera się w nim struktura podziału praw i odpowiedzialności
zarządu, menadżerów, udziałowców i tzw. stakeholderów, jak również zbiór reguł i procedur
podejmowania decyzji oraz środków monitorowania procesu realizacji celów. Wyróżnienie
grupy „stakeholderów”, na którą nie mamy jeszcze dobrego polskiego odpowiednika, wiąże
się z pojawieniem podmiotów wewnątrz i zewnątrz korporacji, nie posiadających wprawdzie
udziałów, ale wywierających nawet poważny wpływ na jej funkcjonowanie. Do takich
podmiotów zalicza się: pracowników aparatu zarządzania na różnych jego szczeblach,
związki zawodowe, głównych klientów i konkurentów, rząd, inspekcje, stowarzyszania i
placówki opiniotwórcze. Zjawiska nacisku wymienionych grup na działalność tradycyjnych
firm występowały również w przeszłości, ale dopiero teraz mają one wsparcie ze strony
prawa i w całości stanowią siłę, z którą liczyć się muszą nawet największe korporacje.
Przedstawiciele ekonomiki instytucjonalnej pojawienie się wielkich korporacji
uznawali za ważny przełom w ewolucji ustroju społeczno-gospodarczego. Nawiązujący do
tradycji veblenowskiej J.K.Galbraith rozwinął teorię korporacji, wskazując na ogromne
znaczenie pojawienia się w jej ramach technostruktury, jako świadectwa separacji interesów
właścicieli kapitału akcyjnego od interesów grupy fachowców obsługujących najbardziej
zaawansowaną technologię i jednocześnie zarządzającą niezwykle złożoną strukturą
organizacyjną przedsiębiorstwa. Upowszechnienie się tego zjawiska po II wojnie światowej
doprowadziło, zdaniem Galbraitha i wielu innych instytucjonalistów, do ukształtowania się w
gospodarce amerykańskiej systemu gospodarki mieszanej (mixed economy). Ma ona dwa
sektory – w pierwszym działa planowo ok. 1 tysiąca wielkich dojrzałych korporacji,
174
dysponujących olbrzymimi zasobami kapitału; w drugim, funkcjonuje kilkanaście milionów
średnich i małych firm, pogrążonych w żywiole wolnej konkurencji rynkowej. Relacje
między obu sektorami są pełne sprzeczności interesów i gra między nimi sprzyja tylko jednej
stronie, właśnie sektorowi działającemu planowo i tym samym – technostrukturze, a kosztem
szerokich warstw sektora rynkowego i społeczeństwa jako całości. Wielka korporacja to już
nie tylko skomplikowana i rozległa organizacja, ale także nowa instytucja społeczna i
gospodarcza i nowa warstwa – technokratów.
Dla Galbraitha i jego zwolenników istotą zagadnienia pozostaje sprawa takiego
wpływania na rozwój gospodarczy, który powinien przynieść nowy ustrój społeczeństwa
postindustrialnego, bez dyktatury technokracji, ale wykorzystujący doświadczenia sektora
planowego w celu poprawy sytuacji społecznej, humanizacji działalności gospodarczej. W
takiej reformie siłą rzeczy ogromną rolę ma spełnić państwo, jako instytucja umowy
społecznej i nie narzucające swej woli przy pomocy własnej technostruktury, tj. warstwy
przypominającej decydentów centralnego planifikatora
w państwach tzw. realnego
socjalizmu.
Jak widzimy, instytucjonalna teoria przedsiębiorstwa wniosła poważny wkład do
wyjaśnienia okoliczności i przyczyn wyodrębnienia się w strukturze matrycowej pierwotnego
społeczeństwa, zwłaszcza w łonie instytucji wymiany, własności i władzy zaczynu, z którego
wyrosły pierwsze skromne przedsiębiorstwa. Wraz z pojawieniem się coraz wyższych
kosztów transakcyjnych i kosztów korzystania z mechanizmu rynkowego małe firmy
rozrastały się wraz z ekspansją ustroju kapitalistycznego. Doświadczenia pierwszych spółek
akcyjnych, ich niezwykłe sukcesy w mobilizacji zasobów kapitału potrzebnego dla realizacji
ogromnych inwestycji, przyspieszyły od drugiej połowy XIX wieku proces powstawania
wielkich korporacji, który już w naszych czasach pozwolił tym nowym organizacjom i
instytucjom biznesu przekroczyć granice własnych państw i stać się jednym z czynników
procesu globalizacji. Nie mam chyba potrzeby dodawać, jak ważne znaczenie mają studia nad
tymi procesami historycznym dla zrozumienia trwającej u nas transformacji ustrojowej.
*
Przedstawię tu jedno z popularnych ujęć niezwykle złożonych struktur współczesnych
korporacji, pozwalające także scalić myślenie nad tymi fragmentami matrycy
instytucjonalnej132. Punktem wyjścia są tezy o pojawieniu się korporacji jako odpowiedzi na
wyzwania inwestycyjne i wprowadzenie akcji w roli instrumentu ich finansowania.
Zachowania korporacji tłumaczą różne teorie, jak znana już nam teoria pryncypał-agent. W
tym miejscu uwagę skupimy na menedżerach, którzy coraz wyraźniej zdobywają realną
władzę w zarządzaniu i często w kontroli – corporate governance. Właśnie to
upowszechnione w literaturze pojęcie podkreśla merytoryczną różnicę z pojęciem
management. Mieliśmy już okazję poznać skutki oportunizmu agentów, co łatwiej pozwala
zrozumieć skutki występowania menedżera także w roli współwłaściciela. W krajach
transformującego się ustroju sytuacja jest szczególna – wiele przedsiębiorstw państwowych i
sprywatyzowanych, zwłaszcza w spółkach akcyjnych, nie dysponuje aparatem i
mechanizmem kontroli nad zarządami ze strony akcjonariuszy i państwa. Z ogromnego zbioru
struktur istniejących przedsiębiorstw z trudem tworzy się klasyfikacje nawet na użytek
dydaktyki i popularyzacji. Z dowcipną i inspirującą próbą warto zapoznać się przyglądając się
rysunkowi 9.3.
Kokietując żargon świata przestępczego, autor tego rysunku G. Mars sięgnął do
modelu ogrodu zoologicznego, w którym wyróżnił dwa składniki – grupy i zagrody – w
których żyją zwierzęta według pewnych reguł: względnie wolnych grup oraz zamknięte w
zagrodach i podporządkowane zasadom hierarchii. Oczywiście chodzi tu o analogię do dwóch
132
Korzystam z publikacji: D.S. Lwow, W.G.Griebiennikow, B.A.,Jerznkian, Instutucyonalnyj analiz
korporatiwnoj formy priedprijatija, „Ekonomiczeskaja nauka sowriemiennoj Rossii”, 2000, nr 3-4, s.5-21.
175
struktur zarządzania społecznego – rynkowego i hierarchicznego (firmy). Relacja typu
zagroda/grupa (tj. relacja typu hierarchia/rynek) może utworzyć cztery kombinacje:
1. Z przewagą hierarchii (na rys. znak „+”) i mniejszym znaczeniem rynku (na rys.
znak „-”); obejmuje firmy z rozmytą własnością, nazwaną ironicznie osłami, dla podkreślenia
ich żałosnej roli w walce wewnątrz zwierzyńca, czyli na polu gry prowadzonej przez
korporacje.
2. Przy jednakowej sile hierarchii i rynku działają grupy finansowo-przemysłowe,
nazywane krócej bankowymi, zdolne do działań agresywnych (stąd przezwisko wilki)
ponieważ są mniej zależne od posiadania wewnętrznych funduszy inwestycyjnych.
3. Z przewagą rynku (grupy) nad hierarchią (zagrodą) funkcjonują grupy finansowoprzemysłowe, w skrócie – przemysłowe, przezwane padlinożercami, zachowują się podobnie
jak wilki, ale mogą liczyć na pomoc w przypadku występowania w strukturze kapitałowej
firmy ok. 20% własności państwowej.
4. Jeżeli firmy są jednakowo słabo zależne od rynku i hierarchii, co oznacza ich
zarządzanie przez typowych pracowników, określa się ich mianem jastrzębi, samotnie
polujących, tj. konkurujących we własnym interesie, mogąc liczyć na akceptację rynku
finansowego i tym samym na uzyskanie środków inwestycyjnych.
Zagroda +
Grupa -
Zagroda –
Grupa -
Firmy z
rozmytą
własnością
(osły)
Firmy
zarządzane
przez pracę
(jastrzębie)
„Bankowe” grupy
finansowoprzemysłowe
(wilki)
„Przemysłowe”
grupy finansowoprzemysłowe
(padlinożercy)
Zagroda +
Grupa +
Zagroda –
Grupa +
Źródło: G. Mars, Cheats At Work: An Anthropology of Occupational Crime, Allen and Unwin, 1984.
Rysunek 9.3. Struktura kooperacji typu „zagroda-grupa”.
Popularne ujęcie struktur korporacyjnych jest tylko pomocą do rozległych analiz
usiłujących rozpoznać niezwykle splątane sieci stosunków między firmami. Gubimy się
śledząc procesy fuzji, bankructwa, oszałamiających karier, powiązań z polityką i światem
przestępczym. Orientacja w tych strukturach jest koniecznością. Na zakończenie pragnę
jeszcze wspomnieć o dość rozpowszechnionej klasyfikacji głównych form organizacji biznesu
korporacyjnego. Chodzi o charakterystyki form określonych literami U, H, M.
Upowszechniona dzięki publikacjom A.D. Chandlera i O.E. Williamsona analiza
formy U – jako unitarnej i raczej tradycyjnej, wskazuje na jej cechy dodatnie w stosunku do
176
formy liniowej, ale jako całość nie radzi sobie z elementami struktury sztabowej,
macierzowej, projektowej, wydziałowej i sieciowej. W rezultacie dochodzi do przeciążenia w
kanałach informacji, zmniejszającego poziom racjonalności menedżerów. Wymienia się
następujące cechy formy U – 1) trudność bezpośredniej obserwacji i mierzenia wkładu
komórek funkcjonalnych; 2) alokacja zasobów w komórkach funkcjonalnych w zależności od
aktywności ich kierowników; 3) uzależnienie statusu kierowników od ich rozmiarów
komórek; 4) tendencja do rozwijania firmy kosztem powiększania komórek; 5) dążenie
kierowników działów do zdobywania uznaniowych inwestycji, powodujące przerosty
zatrudnienia. W ten sposób funkcja użyteczności w układzie U musi liczyć się z wydatkami
na nadwyżki kadrowe, dużą inercją zarządzających i znacznym udziałem inwestycji
uznaniowych.
Prawno-organizacyjna forma H – holdingowa obejmuje firmy posiadające kontrolne
pakiety akcji lub udziały w kapitałach innych firm, zapewniające wpływ na zarządzanie. W
ten sposób funkcji kontroli towarzyszy zwykle funkcja strategiczna zarządzania. Historia
rozwoju tej formy, od przełomu wieków XIX I XX, obfituje w przykłady korzystania z wielu
wzorców, w tym – z organizacji konglomeratów, obejmujących przedsiębiorstwa nie
powiązane ze sobą zależnościami pionowymi lub poziomymi. Konglomeraty mają zapewniać
dywersyfikację produkcji, zmniejszającą ryzyko wahań koniunkturalnych. Zbiór celów
przypisywanych holdingom jest długi i obejmuje: konsolidację firm w sprawach
opodatkowania, tworzenie mocy wytwórczych grupy firm pod egidą holdingu, przenikanie do
procesów produkcji i zbytu, scalanie polityki i kontroli dotyczących interesów wielkich
korporacji. Dla realizacji tych celów holdingi wykorzystują efekty wielkiej skali, osiągnięcia
w międzynarodowym ruchu kapitałów oraz rolę bufora między aparatem państwowym i
biznesem. Holdingi mogą także powodować liczne zjawiska negatywne, jak np. dążenie do
zdobycia monopolu, wpływów politycznych, rozbudowy biurokracji, sztucznego
utrzymywania firm nierentownych i często nieskutecznego sprawowania kontroli nad alokacją
funduszy pomiędzy uczestnikami holdingu.
Wspominana już w wykładzie forma M – multiwydziałowa, wielowydziałowa, jest
uznawana przez O. Williamsona za niezwykle istotną innowację organizacyjną XX wieku.
Podstawą jest tworzenie prawie autonomicznych wydziałów produkcyjnych, albo po prostu –
ośrodków generowania zysku, podporządkowanych generalnej dyrekcji. Ten organ na
szczycie piramidy wydziałowej gromadzi najlepszych strategów i personel doradczy – sztab
planowania i przedkładania projektów decyzji. Dyrektorzy-decydenci są odciążeni od
czynności rutynowych i mogą wnikliwie projektować kierunki strategii korporacji. Wciąż
jeszcze klasycznych przykładów dostarczają dzieje takich firm jak General Motors.
177
Struktura U
Scentralizowane
Struktura H
s=0
Zdecentralizowane
s>0
Struktura M
Źródło: adaptacja z cyt. pracy O. Williamsona.
Rys. 9.4. Alternatywne formy struktur organizacyjnych korporacji.
Na rysunku 9.4. możemy przyjrzeć się relacjom między omówionymi formami
korporacji, na które wpływ mają: technologia obróbki informacji oraz występowanie lub brak
zabezpieczenia ochronnego. Stopień zabezpieczenia, oznaczony na rysunku przez s = 0
(safeguards), w przypadku formy U sprzyja centralizacji technologii przetwarzania
informacji. Dla formy H pojawia się już możliwość decentralizacji technologii obróbki
informacji, jak o tym świadczy stopień zabezpieczenia o wartości s = 0, a także praktyczna
odmowa gwarancji realizacji kontraktu. Natomiast w formie M decentralizacja technologii
przetwarzania informacji i ochrona przed ryzykiem oportunizmu sprzyjają sukcesom.
Zalecana literatura
1. T. Gruszecki, Współczesne teorie przedsiębiorstwa, PWN, Warszawa 2002.
2. R.H.Coase, The Nature of the Firm, “Economica”, 1937, s. 386-405.
3. H. Demsetz, The Firm in Economic Theory: A Quiet Revolution, “The American
Economic Review”, 1997, nr 2, s. 426-429.
4. A. Peszko, „Nadzór korporacyjny w świetle nowej ekonomii instytucjonalnej”,
[w:] Nowa ekonomia instytucjonalna, S. Rudolf, (ed.), Weisa, Kielce 2005, s. 7994.
178
10. EKONOMIKA INSTYTUCJONALNA O ROLI PAŃSTWA
W tym wykładzie o roli państwa, przypisywanej mu przez ekonomikę instytucjonalną,
traktują trzy podrozdziały. W pierwszym omawia się krótko istotę państwa jako instytucji i
organizacji społecznej, w drugim – ogólne zadania państwa w systemie społecznogospodarczym, i w trzecim – prezentowana jest teoria wyboru społecznego, która staje się
coraz poważniejszym składnikiem współczesnej myśli instytucjonalnej.
10.1. Powstanie i ewolucja państwa jako instytucji i organizacji
Powszechne korzystanie z pojęcia państwo stworzyło błędne przekonanie, że jego
treść jest wręcz oczywista i nie wymaga uściślenia. W praktyce jest jednak inaczej i często
powstają nieporozumienia w komunikowaniu się osób z różnych środowisk, także między
przedstawicielami różnych nauk. Dla doskonalenia definicji państwa wiele czynią nauki
prawne, ale nie stronią od takich działań także nauki społeczne i ekonomiczne, korzystając w
różnym stopniu ze zdobyczy metodologii nauki. Charakterystyczna jest wypowiedź autora
hasła encyklopedycznego Ekonomiczna teoria państwa, który powołując się na bogatą
literaturę przedmiotu stwierdził, że różnorodność form, funkcji, granic instytucjonalnych
zasad prawnych, jak również konieczność odniesienia się do specyfiki epoki, ustroju i kraju,
czynią zadanie opracowania ogólnej teorii państwa wręcz niemożliwym133. Z tych względów
trzeba korzystać z ujęć węższych i wystarczających do analizy problemów bliższych
praktyce. Zaglądając do polskich źródeł spotykamy się z podobnymi trudnościami.
W Wielkiej encyklopedii PWN (t. 20, 2004 r.) hasło Państwo zaczyna się od
stwierdzenia, że jest to wieloznaczny termin odnoszący się do: 1) struktury organizacyjnej
społeczeństwa, porządkującej za pomocą aparatu administracyjnego działania jednostek i
grup na podstawie norm przez siebie ustalanych; 2) organizacji grupy społecznej zajmującej
pewne terytorium z władzą suwerenną na czele [...]; 3) struktury powołanej do ochrony
uprawnień jednostek [...]; 4) aktualizacji idei etycznej [...] lub 5) porządku prawnego [...].
Musimy przyznać, że dla celów tego wykładu potrzebna jest definicja bardziej poręczna i tym
samym ułatwiająca zrozumienie istoty państwa jako niezwykle ważnego składnika macierzy
instytucjonalnej społeczeństwa, którego pojawienie się i przemiany mają tak ogromne
znaczenie dla rozwoju ludzkości.
Bardziej zwarta definicja w Nowej encyklopedii powszechnej PWN (1996 t.4) głosi:
Państwo, suwerenna organizacja polityczna społeczeństwa zamieszkującego terytorium o
określonych granicach, której głównym składnikiem jest hierarchiczna władza publiczna,
dysponująca aparatem przymusu i dążąca do monopolu w jego stosowaniu. Wydaje się, że w
tym ujęciu korzysta się z takich pomocniczych terminów, jak organizacja, terytorium,
władza, przymus i monopol, które ekonomika instytucjonalna włączyła do swego języka. Już
w omówieniu koncepcji D. Northa zwracałem uwagę na jego zalecenie, aby wyraźnie
oddzielać pojęcie instytucji i organizacji. W rozważaniach nad genezą państwa wielu
przedstawicieli instytucjonalizmu podkreślało rolę przymusu w kształtowaniu się tego
szczególnego układu stosunków społecznych i gospodarczych. U Veblena i jego zwolenników
właśnie przymus, pierwotnie mający charakter łupieżczy, pozostaje głównym czynnikiem
sprawczym. Warto dodać, że także Marks traktował państwo jako narzędzie eksploatacji,
aparat przymusu klasy panującej, pozwalający jej bogacić się kosztem innych warstw
społecznych. Definicja opracowana w tym duchu i umieszczona w Słowniku języka polskiego
(pod red. W. Doroszewskiego, t. 6, Warszawa 1964) była bardzo krótka: Państwo – trwały
133
R. Jessop, Economic theory of state, Palgrave…, cyt. wyd., s. 75-77.
179
związek ludzi stale osiadłych na pewnym terytorium, podlegających jednej władzy
zwierzchniej, stanowiącej organ klasowego panowania.
Odmienne przyczyny powstania państwa głoszą zwolennicy koncepcji umowy
społecznej. Tradycyjna filozofia „praw natury”, sięgająca do nauczania Epikura, Protagorasa i
Cycerona, rozwinięta przez takich myślicieli, jak Hobbes, Locke i Rousseau, głosiła tezę o
porozumieniu się jednostek żyjących poprzednio w stanie natury, które zawarły najpierw
umowę miedzy sobą, tworząc w ten sposób społeczeństwo, a następnie umowę między
społeczeństwem i władcą o podporządkowaniu się, a więc – tworząc państwo. W literaturze
przedmiotowej ekonomiki instytucjonalnej znajdujemy dość często próby połączenia obu
koncepcji, przyjmując np. za punkt wyjścia sytuację władcy-bandyty, który musi w pewnych
okolicznościach, dla zapewnienia sobie korzyści w długim okresie, zawrzeć kompromis z
poddanymi. Ze względu na sugestywność i wręcz dowcipną formę prezentacji, dokonaną
przez wybitnego naukowca przypomnę główne tezy tej koncepcji134.
Opowieść można zacząć od sytuacji wspólnot pierwotnych, które swoje problemy
rozwiązują w zgodzie, ale już w miarę rozrastania się natrafiają na trudności i delegują część
swoich uprawnień wodzowi. Sytuacja zmienia się, gdy wódz lub grupa, którą można nazwać
rządem zaczyna dbać nadmiernie o własne interesy. W tych okolicznościach pojawia się
wędrowny bandyta (roving bandit) i rabuje doszczętnie dochody lub kradnie systematycznie
dobro wspólnoty. Nie ma oczywiście mowy o zapewnieniu przez takiego osobnika choćby
minimalnej troski o dobro publiczne. To jest typ, który po obrabowaniu jednej wspólnoty
udaje się do drugiej. Skutki ekonomiczne są fatalne, znikają bodźce do produkcji, ale i
następuje sytuacja, w której kolejne występy bandziora znikają. Taki reżym – kleptokracji –
będzie przeradzać się w inną formę tworzącego się państwa, jak np. autokrację, u podstaw
której może jednak być znowu bandyta, ale już godny miana osiadłego (stationary).
Taki władca będzie dbał o gospodarkę poddanych, nie ze względów moralnych, ale
dla uzyskania osiągnięcia maksymalnej stopy opodatkowania. Podejmuje także działania na
rzecz wytwarzania dóbr publicznych, ale przynoszących w końcowym efekcie dochody jego
państwu. Mamy do czynienia z popularnym w podręcznikach ekonomii zagadnieniem
określenia optimum wydatków. W tym przypadku, określając przez t stopę opodatkowania,
optymalne wydatki na dobra publiczne wyznaczy ich wartość krańcowa 1/t. Oczywiście
społeczna wartość krańcowa równa jest 1. Wniosek jest prosty – bandyta stacjonarny,
autokrata, zapewni mniej dóbr publicznych niż określa to optimum społeczne, ale jednak
więcej niż bandyta wędrowny.
Olson prowadzi swoje wywody w kierunku pojawiania się coraz lepszych ustrojów i
oczywiście wysoko stawia formę demokracji, w której decyzje należą do większości
społeczeństwa. Nie pomija jednak i tej kwestii, że większość jest zainteresowana własnymi
dochodami rynkowymi i ściąganiem podatków od reszty społeczeństwa. Dodatkowym
czynnikiem jest także częsta konieczność zawierania koalicji rządowych. W ostatnich latach
życia M. Olson analizował procesy transformacji ustrojowej po załamaniu się systemu tzw.
realnego socjalizmu135.
*
134
Tym autorem był amerykański ekonomista Mancur Lloyd Olson, Jr (1932-1998), a sama koncepcja
przedstawiona została w dwóch artykułach: Autocracy, democracy, and prosperity (w książce R. Zeckhauser,
ed., Strategy and Choice, Cambridge, MA 1991, s. 131-57 oraz Dictatorship, democracy, and development,
„American Political Science Review”, 1993, nr 3, s. 567-76.
135
Por. A. Dixie, Mancur Olson – social scientist, “The Economic Journal”, 1999, June, s. 443-452; R. Hōijer,
Theft by Bandits and Taxation by Kings: A Critique of Mancur Olson on State-Formation, “ Political Studies
Review”, 2004, vol. 2, s. 24-38.
180
Nie opowiadając się za jednym z tych podejść, tj. ani za tezą o umowie społecznej, ani
dramatycznym działaniem władców-bandytów, ale raczej korzystając umiarkowanie z obu,
zajmiemy się teraz konstrukcją definicji pojęcia państwo tylko na użytek tego wykładu.
Zacznijmy od powtarzającego się w licznych propozycjach pomocniczego składnika,
określanego jako władza. Pojawienie się takich postaw w wspólnotach pierwotnych
antropologia tłumaczy, odwołując się do instynktów i skłonności, wewnętrznym
różnicowaniem wspólnoty pod wpływem zmian w sposobie gospodarowania i wymiany. W
słownikach języka polskiego przez władzę rozumie się po prostu prawo rządzenia państwem,
upoważnienia instytucji rządowych, rządy nad kimś. Znacznie głębsze, encyklopedyczne
ujęcie określa władzę, jako stosunek społeczny między dwiema jednostkami lub dwiema
grupami wspólnoty, w którym jedna ze stron może zmuszać drugą do określonych zachowań i
ma po temu odpowiednie środki kontroli. W doktrynie instytucjonalnej takie ujęcie ulega
zawężeniu i uściśleniu przez wprowadzenie do rozważań koronnych pojęć wymiana i koszt.
Relacja wymiany, ujmowana niezwykle szeroko, dotyczy zawsze dwóch stron. Konieczność
wprowadzenia ładu, likwidacji konfliktów i ich zapobieganie, przyjmuje się za czynnik
sprawczy pojawienia się i utrwalenia strony trzeciej, tj. władzy. Zdaniem wielu autorów
władza jest to zdolność narzucania kosztu, ponieważ ingerencja w dwustronną relację
wymiany rodzi zawsze dodatkowe nakłady136.
Po włączeniu tych pojęć można za punkt wyjścia przyjąć następującą definicję pojęcia
państwo:
Państwo obejmuje grupę ludzi podległych jedynej najwyższej władzy, będącej w
procesie wymiany stroną trzecią, która korzysta z przymusu dla wprowadzenia w życie
określonego ładu i z terytorium, gdzie ta grupa mieszka, a granice którego wyznacza zasięg
władzy.
Jak można określić granice lub zakres możliwości państwa w kreowaniu ładu
gospodarczego? Za właściwy można uznać wskaźnik będący stosunkiem wartości wszystkich
kontraktów, opartych na legalnych podstawach siły trzeciej, do wartości produktu krajowego
brutto. Wyraźnie występuje tu sygnał o zjawisku szarej strefy, a przeto – i znaczeniu regulacji
nielegalnych. W podanej wyżej definicji nie ma jeszcze sygnału o konieczności rozróżnienia
pojęcia państwo jako instytucji i organizacji. Według Northa organizacja, podobnie jak
instytucja, zapewnia strukturę dla współdziałania w ramach grupy ludzi, związanych pewnym
zamiarem osiągnięcia uzgodnionych celów. Łatwo możemy uzupełnić naszą definicję i o te
warunki, ale jednocześnie narazić się na zarzuty, wynikające z analizy bogatej historii wielu
państw, w których grupa sprawująca faktyczną władzę miała cele wręcz sprzeczne z celami
społeczeństwa.
W embrionalnym stadium rozwoju społeczeństwa, w którym nie było jeszcze państwa,
proces doskonalenia produkcji i wymiany wyprzedzał powolne zmiany struktury
instytucjonalnej. Postęp techniczny przyspieszał rozmiary wymiany, pojawił się rynek i
poważne koszty transakcji, zrodził się silny popyt na długookresowe inwestycje. Państwo
może więc być uznane za zjawisko konieczności dziejowej i lekarstwo na schorzenia okresu
dojrzewania gospodarczego społeczeństwa. Ale jak każde lekarstwo może i zwykle rodzi
także skutki uboczne, w tym także ujemne, powodujące zahamowania wzrostu i rozwoju. Sam
North dawał liczne przykłady obosieczności poczynań państwa, które nie potrafiło scalić cech
instytucjonalnych z organizacyjnymi. Wygrany wyścig do pozycji mocarstwowej Anglii i
utrata szans przez Hiszpanię, to wyraźne potwierdzenie zdolności organizacyjnych
Brytyjczyków i nieudolności Hiszpanów, przy, w gruncie rzeczy, tej samej początkowej
strukturze instytucjonalnej obu państw.
136
Por.: Y. Barzel, A Theory of the State. Economic Rights, Legal Rights, and the Scope of the State. Cambridge
University Press, Cambridge 2002, s. 18.
181
Na krótko poproszę o uwagę dla wskazania na tak obecnie popularne źródło
informacji, jaka jest internetowa Wikipedia. Zachęcam do zapoznania się z całą treścią hasła
state, w którym krótko omawia się dzieje i formy państwa oraz polityczne i prawne teorie
jego istoty. W tym miejscu niech nam wystarczy tylko taka oto definicja:
- państwo jest zbiorem instytucji, który posiada wyłączną zalegalizowaną władzę
stanowienia reguł, którymi rządzą się ludzie w jednym lub w wielu społeczeństwach, mając
wewnętrzną i zewnętrzną suwerenność nad określonym terytorium. Państwo obejmuje takie
instytucje, jak siły zbrojne, służba cywilna lub biurokracja państwowa, sądy i policja.
*
Warto przyjrzeć się pewnym prostym modelom państwa, aby odpowiedzieć na pytanie
o generalne przyczyny klęski lub fiaska polityki państwa.
Jednym z takich modeli, w którym państwo występuje w roli monopolisty, jest model
Findlaya-Wilsona. Realizacja celu w postaci maksymalizacji przychodów z nakładanych
podatków napotyka przeszkodę w postaci kosztów oszacowania bazy podatkowej, a tym
samym i ich wielkości137. Oto krótka prezentacja tego modelu.
Sektor prywatny gospodarki wytwarza łączny towar Y, wykorzystując usługi pracy L i
kapitału K, a więc zgodnie z prostą funkcją produkcji: Y = f(L,K). Na wielkość produkcji
wywiera wpływ także szczególny rodzaj czynnika wytwórczego, jakim są usługi świadczone
wyłącznie przez państwo – pracowników jego administracji – związane z zapewnieniem
prawnego porządku społecznego. Oznaczając przez p(G) funkcję produkcyjną prawnego
porządku społecznego, możemy ogólną funkcję produkcyjną dla zagregowanego produkty Y
ująć we wzorze:
Y = f(L,K)p(G) .
Zakłada się, że ilość pracy i kapitału w gospodarce jest stała, a cały zasób pracy H
dzieli się między produkcją sektora prywatnego L i wytwarzanie usług przez sektor publiczny
G, a więc występuje równość: H = L + G. Przyjmując, że całkowita podaż zasobów pracy jest
stała, a G = H – L, można zapisać:
Y = y(G) .
Graficznie zależność wysokości dochodu wytworzonego przez społeczeństwo od
nakładów pracy na podtrzymanie prawnego porządku społecznego przedstawia rys. 10.1.
Widzimy, że wzrost zatrudnienia w sektorze państwowym G prowadzi w
pierwszej fazie do szybkiego wzrostu wartości dochodu narodowego, ale od pewnego
momentu zaczyna się jego spadek. Maksymalny poziom dochodu, oznaczony jako Y*,
przypada w momencie zrównania się krańcowych produktów pracy w obu sektorach,
wyznaczonych przez wielkość zatrudnienia w sektorze państwowym G*.
137
R. Findlay, J.D. Wilson, “The Political Economy of the Leviathan”, [w:] Economic Policy in Theory and
Practice, A. Razin, E. Sadka (eds.), Macmillan Press, London 1987, s. 289-304. Rysunki 6-8 pochodzą z tego
samego źródła.
182
(Y)
Dochód
narodowy
Y*
y = y(G)
0
G*
Zatrudnienie w sektorze państwowym
(G)
Rys. 10.1. Zależność dochodu narodowego od wielkości zatrudnienia
w sektorze państwowym.
Teoria oparta na idei umowy społecznej traktuje państwo jako kontrakt zawarty
przez równe jednostki, które świadczą wzajemnie społeczne usługi produkcyjne. Decyzja o
poziomie zatrudnienia w sektorze państwowym G może w takim układzie realizować prosty
cel – maksymalizacji całkowitego dochodu wspólnoty, a więc G = G*. Pojawia się jednak
kwestia płacy roboczej w sektorze państwowym, przy czym warunek pełnej konkurencji na
rynku pracy oznacza, że płaca robocza musi być równa w obu sektorach, tj. WG = WL. Dla
zdobycia środków na płacę roboczą w sektorze państwowym konieczne są podatki, ponieważ
dobra wytwarzane w tym sektorze nie są towarami i przedmiotem wymiany rynkowej.
Autorzy omawianego tu modelu przyjęli prostą regułę – państwo ściąga podatek
proporcjonalny według jednolitej stawki t od wszystkich dochodów, co stanowi sumaryczny
dochód państwa z tytułu wpływów podatkowych równy tY. W ten sposób optymalna decyzja
wymaga określenia wielkości zatrudnienia G* oraz właściwej stawki opodatkowania t*, która
zapewni zgromadzenie państwowego funduszu płacy roboczej i zrównoważy przychody i
wydatki budżetu.
183
Funkcja wydatków państwa:
(1-t*)VMPLG
Dochody
i wydatki
Funkcja dochodów
państwa: t*y(G)
G
G*
Rys. 10.2. Równowaga zatrudnienia w sektorze państwowym w państwie opartym na
umowie społecznej.
Sytuacja określająca równowagę zatrudnienia w sektorze państwowym przedstawia
rysunek 10.2., korzystając z krzywych dwóch funkcji: 1) funkcji dochodów państwa t*y(G)
oraz 2) funkcji wydatków państwa (1 – t*)VMPLG, gdzie skrót VMPLG to po prostu nazwa
angielska wartości produktu krańcowego pracy w sektorze prywatnym (Value of the Marginal
Product).
Prezentowany tu model pozwala dość dobrze uwzględnić także zjawisko
ograniczonych możliwości władzy państwowej w maksymalizacji swoich korzyści
(przychodów) oraz występowania sprzeczności interesów aparatu przymusu z interesem
społecznym. Korzystając z rysunku 10.3., rozważmy te zagadnienia, pamiętając o abstrakcji,
którą jest zarówno pojęcie pełnego monopolu, jak i pełnej dobrowolności i równości stron
kontraktu społecznego.
Dochody
i
wydatki
Y*
YR
YB
Funkcja wydatków państwa:
(1-t0)VMPLG
Funkcja dochodów
państwa: t0y(G)
G
0
GR
G*
GB Zatrudnienie w sektorze G
Rys. 10.3. Załamanie się maksymalizacji dochodu narodowego przy
egzogenicznie wyznaczonej stawce opodatkowania (t0) lub w sytuacji, kiedy
urzędnicy wyłamują się spod kontroli.
184
Widoczna na rysunku różnica w zapisie funkcji wydatków i dochodów państwa, w
porównaniu z umieszczonym na rysunku 10.3., wynika z wprowadzenia dodatkowego
założenia, bliższego historycznym doświadczeniom. Chodzi o to, że władza (lub – władca)
ma wprawdzie prawo nakładania podatków, ale nie kontroluje stawki opodatkowania t, którą
ustala pewien organ przedstawicielski, a więc – egzogenny. Oznaczmy tak wyznaczoną
stawkę opodatkowania przez to. W praktyce będzie to oznaczało osłabienie monopolu władzy,
a w naszych kalkulacjach uwzględnienie faktu, że władza państwowa (rząd) kontroluje
sytuację przy pomocy jednej zmiennej, a mianowicie – wielkości zatrudnienia w sektorze
państwowym.
Z kształtu i relacji krzywych obu funkcji łatwo odczytujemy oczywisty zamiar władzy
do maksymalizacji dochodu przy jednoczesnym poziomie wydatków, zapewniającym tylko
niezbędną wielkość funduszu płac w sektorze państwowym. Stąd też na rys.10.3. symbolem
GR oznaczono wielkość zatrudnienia w tym sektorze, preferowaną przez władzę, ponieważ
dodatnia różnica między dochodami i wydatkami państwa jest w tym momencie największa.
Nasuwa się także kilka istotnych wniosków na temat rezultatów społeczno-gospodarczych
działalności państwa.
Przede wszystkim preferowana przez władzę wielkość zatrudnienia w sektorze
państwowym jest zawsze niższa od maksymalnej wielkości produktu społecznego, co
możemy zapisać w postaci YR < Y*. Istotny wpływ wywierać będzie wzrost lub spadek
znaczenia ustalanej egzogennie stawki opodatkowania t0, ponieważ nastąpi przesunięcie
krzywych obu funkcji. Przy wzroście znaczenia takiej stawki funkcja dochodów przesunie się
w górę, a funkcja wydatków w dół; przy spadku jej znaczenia ruchy będą odwrócone.
Prawidłowość ta nie zmienia przytoczonej wyżej tezy o optymalnym, z punktu widzenia
władcy, poziomie zatrudnienia w sektorze państwowym, niższym od maksymalnego dochodu
społecznego. Czyż nie jest to paradoks?
Utrzymywanie preferowanego przez władzę poziomu zatrudnienia GR oznacza wszak
niewywiązywanie się przez państwo z obowiązku świadczenia usług na rzecz społeczeństwa,
dla którego celem może być maksymalizacja produktu całkowitego. Zgodnie z zasadą
optimum Pareta, dążenie do zatrudnienia na poziomie G* byłoby działaniem
efektywniejszym. Warto jednak pamiętać, że wielkość społecznego produktu brutto można
zwiększyć także innymi sposobami. Dochody państwa z tego źródła można przecież
zwiększyć, np. zmieniając same reguły opodatkowania, obciążając dochody dopiero od
określonej ich sumy lub według zróżnicowanych stawek. Według Northa, takie poczynania
władzy mogą jednak być hamowane przez koszty oszacowań (mierzenia nakładów), koszty
transakcyjne i wreszcie przez samą grę na rynkach politycznych.
Niepowodzenie państwa występuje bardzo wyraźnie w działaniach wewnątrz jego
struktury administracyjnej. Jeśli posłużymy się znanym schematem relacji pryncypał-agent, to
samo państwo jest w warunkach kontraktu społecznego takim układem, w którym rolę
pryncypała gra całe społeczeństwo, a władza państwowa jest jego agentem, pełnomocnikiem i
wykonawcą. W samej strukturze władzy ten układ sprowadza się do relacji między rządem,
pryncypałem sprawującym kontrolę nad agentami, do których zalicza się pracowników
sektora państwowego. Dość często zdarza się, że część biurokratów wysokiego szczebla
osiąga wysoki prestiż i władzę, podnosząc zatrudnienie w swoich urzędach. Rezultat może
być i taki, że ogólne zatrudnienie w sektorze państwowym przekracza granice oznaczone na
rysunku 10.3. jako GR i G*, a jak łatwo zauważyć osiągnięcie typowego zatrudnienia
biurokratycznego GB jest już krachem systemu, w którym fundusz płac będzie po prostu
służył utrzymaniu armii urzędników.
*
Na zakończenie tego podrozdziału trzeba tylko dodać, że państwo jako trzecia strona
instytucji społecznej wymiany nie jest jedynym „wdrażaczem”, wprowadzającym przemocą
185
reguły zachowań. Wprawdzie państwo ma ogromne możliwości ponoszenia wszelkich
kosztów swoich działań, ale kiedy okazuje się, że również inne czynniki, jak np. ideologia,
mogą być wysoce efektywne w takich działaniach, trzeba uznać ich rolę trzeciej strony.
Historyczne i aktualne przykłady stosowania przymusu przez władcę, protektora czy też
pryncypała świadczą o tym, że są one zawsze dla poddanych nośnikami strachu przed
konfiskatą ich własności. Sprzyja to ich łączeniu się w celu utworzenia mechanizmu zdolnego
powstrzymać zapędy władcy, ale nie na tyle by przestały skutecznie działać reguły umowy
społecznej. Zwykle żądania poddanych ograniczają się do apelu o przestrzeganie jasnych i
obiektywnych kryteriów w procesie wdrażania. Mamy tu do czynienia z analogią do ochrony
reguł wymiany rynkowej. Rywalizacja państwa z innymi instytucjami i organizacjami
pragnącymi być stroną trzecią w wielkim procesie wymiany społecznej kończy się
najczęściej na władzy państwowej. Chodzi o to, że państwo łatwiej akumuluje środki
zapewniające jej przewagę, m.in. drogą odpowiedniej regulacji umów wymiany towarowej
oraz stanowieniem praw pozwalających wpływać na rozwiązywanie konfliktów
gospodarczych. Przekonamy się o tym, zapoznając się bliżej z funkcjami państwa,
realizowanymi w układzie społeczno-gospodarczym.
10.2. Funkcje państwa w systemie społeczno-gospodarczym
Trafne jest określenie roli i funkcji państwa jako strażnika ładu instytucjonalnego,
bowiem takie określenie pozwala pogodzić różne poglądy na temat genezy państwa i omówić
jego niezwykle złożoną strukturę organizacyjną oraz odwoływać się do przykładów
historycznych i współczesnych138. Pojęcie ładu instytucjonalnego można wiązać z terminem
macierz instytucjonalna, ale i z dużym zastrzeżeniem, że określenie ład jest często
wykorzystywane w sposób typowy dla ideologii i propagandy. Przymus, tak istotny w
funkcjonowaniu każdego państwa, bywa niekiedy nawet maskowany w przedstawianiu
walorów ustroju demokratycznego. Wszak ład rodzi się z chaosu i tworzy harmonijny,
uregulowany układ społeczny i gospodarczy. Prawie w każdym konflikcie, także zbrojnym,
wypisywano hasła nawołujące do zaprowadzenia nowego ładu. Trzeba o tym pamiętać,
analizując funkcje i zadania państwa w ujęciu instytucjonalnym.
O tych i niektórych innych zagadnieniach dotyczących roli państwa krótko
wspominałem w wykładzie o ekonomicznych prawach własności i teorii kosztów
transakcyjnych. W tym miejscu mamy okazję tę problematykę rozszerzyć, uzupełnić i
uporządkować. Za punkt wyjścia proponuję wykorzystanie definicji państwa, w której
sygnalizuje się konieczność jego powstania, jako trzeciej strony w procesie powszechnej
wymiany dóbr. Kiedy z pierwotnej macierzy instytucjonalnej wyłania się już instytucja i
organizacja państwa, to musi ona realizować funkcję specyfikacji i ochrony praw własności, a
więc wyszczególniać podmioty i ich uprawnienia w dostępie do zasobów, reguły
postępowania, obowiązki i zasady realizacji zawieranych umów. O takiej konieczności
świadczą przykłady zaczerpnięte z badań nad prehistorią rozwoju społecznego i
funkcjonowaniem reliktowych wspólnot rodowych i plemiennych w pewnych regionach
naszej cywilizacji. W literaturze przedmiotu często przytacza się przykład nieco innego typu,
a mianowicie – analiza sytuacji społeczno-gospodarczej w okresie gorączki złota w
Kalifornii. Warto przypomnieć to wydarzenie139.
138
Por.: Władysława Kiwak, „Państwo – strażnik ładu instytucjonalnego”, [w:] Dokonania współczesnej myśli
ekonomicznej – teorie nieliberalne wobec ekonomicznej roli państwa a polityka społeczno-ekonomiczna. Praca
zbiorowa pod red. Urszuli Zagóry-Jonszty, AE Katowice 2004, s. 21-45.
139
J. Umbeck, Might Makes Rights: A Theory of the Formation and Initial Distribution of Property Rights,
“Economic Inquiry”, 1981, Jan., s. 38-59.
186
Ziemie późniejszej Kalifornii zostały oderwane od Meksyku i przyłączone formalnie
do Stanów Zjednoczonych w 1846 r., ale przez całe lata panował tam prawdziwy chaos –
władza federalna była daleko, a na miejscu grasowały bandy. Kiedy w 1848 r. odkryto
pierwsze tereny złotonośne w ciągu zaledwie kilku lat pojawiło się tam ponad ćwierć miliona
poszukiwaczy tego kruszcu. Dla samoobrony stworzyli oni setki niezależnych dystryktów,
które regulowały zasady przyznawania działek. Przedtem każdy poszukiwacz sam decydował
o podziale swego wysiłku między wydobywaniem złota i obroną swego majątku i życia. Z
punktu widzenia teorii występowało kryterium równowagi między relacjami tych dwóch
rodzajów wysiłku występujące w stosunku dwóch poszukiwaczy złota. Ten okres równowagi
wymuszonej bronią skończył się wraz z wkroczeniem strony trzeciej – władzy federalnej i
stanowej, która nie bawiła się w rolę arbitra lecz korzystała z drastycznych środków
przymusu. Przypomnę, że arbiter to powołany przez strony sporu sędzia lub po prostu
rozjemca, którego decyzja może być dość łatwo zaskarżona.
We współczesnych teoriach państwa znajdujemy tezy o tym, że nie może ono być
bezstronnym i obiektywnym arbitrem w sytuacjach konfliktowych, ponieważ państwo rodzi
się najczęściej w walce politycznej różnych grup społecznych i to zwycięzca dyktuje prawa.
Pozostawiając to wielkie zagadnienie na później, przypomnę kolejne funkcje i zadania
państwa wynikające z roli strażnika ładu społeczno-gospodarczego, wkraczającego tam, gdzie
instytucja rynku nie zapewnia właściwych warunków procesowi wymiany.
W ścisłym związku z ogólną funkcją ułatwiania działań redukujących koszty
transakcyjne plasuje się zadanie rozbudowy fizycznej infrastruktury, a więc sieci dróg i
obiektów logistycznych, służących transportowi. Historia odnotowała liczne przykłady
efektywności inwestycji państwowych w budowę dróg bitych, przepraw mostowych, sieci
kolejowych, kanałów i portów morskich. Takie inwestycje służyły niekiedy ekspansji
terytorialnej państwa, jak np. w przypadku powstania w XIX wieku zjednoczonych Niemiec i
gwałtownego powiększania się Stanów Zjednoczonych. Warto z tego punktu widzenia
przyjrzeć się naszym programom budowy sieci autostrad i nieudanym próbom ograniczenia
udziału państwa w ich finansowaniu.
Historia gospodarcza zgromadziła bogaty materiał na temat pozytywnej roli państwa
w tworzeniu standardów miar i wag. Nie trzeba chyba przypominać, jak takie decyzje władzy
sprzyjały wymianie towarów i rozszerzaniu się rynków, obniżając koszty pomiaru jakości
wymienianych dóbr i usług. Do tych działań państwa trzeba zaliczyć stanowienie prawa i
reguł bicia monety, emisji pieniądza i – najszerzej – stanowienia i kontroli polityki
monetarnej.
Nasza epoka rewolucji naukowo-technicznej uświadomiła znaczenie kosztów
gromadzenia i przetwarzania informacji, a ekonomika instytucjonalna – rolę państwa w
budowie kanałów wymiany informacji. Mamy tu znowu do czynienia z rozwijaniem
szczególnego typu infrastruktury, bez której koszty informacyjne mogą stać się wręcz barierą
wymiany i hamulcem w procesie obniżania kosztów transakcyjnych. Prywatny rynek usług
informacyjnych nie może obecnie zapewnić odpowiedniej wielkości i struktury podaży
informacji i tym samym – zmniejszyć niepewność w procesach decyzyjnych współczesnej
gospodarki. Sieci i węzły łączności wciąż wymagają ogromnych inwestycji i największe
prywatne korporacje ubiegają się o wsparcie organizacji i instytucji państwowych. Warto
wspomnieć, że w tym obszarze państwo dość często korzysta z przymusu, zwłaszcza przy
zwalczaniu praktyk monopolistycznych. Światowa sieć Internetu stała się nowym wyzwaniem
wobec instytucji i organizacji państw narodowych.
Stała funkcja ochrony prawnej coraz bardziej różnicującego się systemu wymiany
przynosi w naszych czasach niezwykle trudne konflikty o skali nawet globalnej, które
wymagają ścisłego współdziałania organów prawa i instytucji gospodarczych. Nasilają się
konflikty związane z niszczeniem naturalnego środowiska, koniecznością wprowadzania
187
zdobyczy technologii bez pełnej wiedzy o ich następstwach w długim okresie, sprzecznością
zasad i interesów w systemie demokratycznym, jak np. występujące w relacjach między
samorządem a władzą regionalną i centralną. Deklarowana dość powszechnie akceptacja
zasady umowy społecznej, rzadko przekłada się na codzienną praktykę wymiany.
Już Adam Smith upowszechnił z wielkim powodzeniem znaczenie funkcji obrony
militarnej państwa, z którą zawsze silnie wiąże się polityka obronno-gospodarcza,
skierowania na tworzenie i wykorzystanie potencjału ekonomicznego na cele wojskowe.
Wybór formy rekrutacji i szkolenia siły zbrojnej (armia stała i zawodowa, czy z poboru), jak
również metody pokrywania wydatków obronnych mają bogatą fachową literaturę i wsparcie
ze strony wielu przykładów historycznych.
Możemy teraz rzucić okiem na rysunek 10.5., podkreślający główne powiązania
instytucjonalne państwa, gospodarki, technologii i systemów prawa.
Kultura i
historia
Struktura
instytucjon
alna
Struktura bodźców
(łącznie z prawami
własności)
Państwo: władza
ustawodawcza,
wykonawcza i
sądowa
Koszty
transakcyjne
Technologia
Kontrakty
Efekty
ekonomiczne
Rys. 10.4. Powiązania instytucjonalne państwa, gospodarki, technologii i systemów
prawa.
Niech punktem wyjścia będzie państwo z jego władzą ustawodawczą, wykonawczą i
sądowniczą. Strzałki pokazują jego wpływ, wywierany przez reguły i normy formalne, na
rozwój struktury instytucjonalnej. Pamiętamy, że sama struktura instytucjonalna jest owocem
ukształtowanym i odziedziczonym w historycznym procesie ewolucji kulturalnej. W tym
przypadku wpływ wywierają zasady i normy nieformalne. Z kolei na tak ważny składnik
systemu, jakim są koszty transakcyjne, aż trójstronny wpływ mają: państwo, zwłaszcza
postawy jego agentów; struktura bodźców, będąca pochodną macierzy instytucjonalnej i
przede wszystkim oparta na prawach własności; oraz technologia, rozumiana tu jako wielki
proces postępu naukowo-technicznego. W sposób zrozumiały dla nas koszty transakcyjne
silnie oddziałują na kontrakty, których analiza prowadzi ostatecznie do oceny efektów
ekonomicznych funkcjonowania ustroju społeczno-gospodarczego.
*
Typowym zjawiskiem w historii państw jest sprzeczność interesów grupowych i
konflikty pojawiające się w procesie produkcji dóbr publicznych, która jest powierzona
właśnie państwu. Chodzi wszak o dobra dostępne dla wszystkich i wytwarzane z zasobów
188
społecznych, ale jednocześnie rodzące poczucie niesprawiedliwości, bowiem korzystać z nich
mogą gapowicze (freeriders, biezbiletniki), tj. osoby i nawet grupy osób, których wkład do
kreacji tych dóbr jest niewspółmiernie niski. Takie dobra publiczne, jak obrona, oświata i
ochrona zdrowia, zdobywały akceptację społeczną stopniowo, ale zawsze wywoływały
dyskusje i nawet konflikty. Trudno wszak mówić o precyzyjnych kryteriach podziału
nakładów i korzyści w tych dziedzinach, eliminacji przypadków korzystania z dobrodziejstwa
usług edukacyjnych i medycznych bez ponoszenia ekwiwalentnych ciężarów, albo odrzucać
a priori argumenty głoszone przez pacyfistów, ultraliberałów i osoby żyjące w nędzy.
Wśród funkcji i zadań państwa oddziałujących na system społeczno-gospodarczy,
dających się także ująć w pojęcie regulowania (o wyraźnie instytucjonalnym rodowodzie),
usprawiedliwionego zwykle interesem publicznym, poczesne miejsce zajmuje proces
regulowania zjawiska zwanego aktywnym poszukiwaniem renty140. Sam termin pojawił się w
latach 70-ych ubiegłego wieku i następnie upowszechnił się w zachodniej ekonomii szeroko,
sięgając po określenie teorii lub ekonomii politycznej społeczeństwa poszukującego renty
(rent-seeking society). Dla przybliżenia tej problematyki warto przypomnieć pewne tezy z
wykładu ekonomii.
Znawca zagadnienia – Sławomir Sztaba – pisze: Przez aktywne poszukiwanie renty
rozumie się wydatkowanie zasobów prywatnych przedsiębiorstw i grup interesów w celu
uzyskania ochronnej regulacji ze strony rządu. Regulacja ta ma zapewnić przedsiębiorstwom
osiągnięcie renty monopolowej (zysku nadzwyczajnego). Proceder ten powoduje zmniejszenie
dobrobytu [...], gdyż prowadzi do zmniejszenia skali produkcji i zwiększenia poziomu cen141.
W tym ujęciu istotne znaczenie ma pojęcie renty monopolowej, którą poznajemy z wykładu o
mikroekonomii, oddzielając jej treść od terminów renta spotykanych w codziennym użyciu.
Dobrym punktem wyjścia jest zrozumienie renty ekonomicznej, jako dodatkowego dochodu
pracownika, wynikającego np. z pilnego wzrostu popytu w warunkach, kiedy jest on skłonny
pracować także za niższą płacę. Natomiast pojawienie się renty konsumenta i renty
monopolowej łatwiej prześledzić na rysunku 10.5.
140
Proponuję zapoznanie się z monografią: S. Sztaba, Aktywne poszukiwanie renty. Teoria. Przykłady
historyczne. Przejawy w polskiej gospodarce lat dziewięćdziesiątych, wydawnictwo SGH, Warszawa 2002.
141
Tamże, s. 7.
189
P
Rk = Rr + Rm + Rs
A
Rr
B
Pm
Rm
Rs
D
C
MC=AC
Pk
MR
DD
Q
0
Qm
Qk
Rys. 10.5. Równowaga w warunkach monopolu.
Przedstawiona sytuacja odpowiada równowadze w warunkach monopolu. Pierwszy
krok w naszej analizie niech służy wyjaśnieniu pojęcia renty konsumenta. Otóż przy pełnej
konkurencji cena Pk równa się kosztowi krańcowemu MC i kosztowi średniemu AC, a zatem
Pk = MC = AC. Zakupując po tej cenie ilość dóbr Qk, konsumenci otrzymują rentę Rk, jako
korzyść, rozmiary której wyznacza powierzchnia trójkąta PkAC. Krok drugi dotyczy zmiany,
jaką jest pojawienie się monopolisty, który może zmniejszyć produkcję do Qm i podnieść
jednocześnie cenę do Pm. W rezultacie nastąpi redukcja renty konsumenta, co łatwo
zauważymy na rysunku w postaci rozpadnięcia się powierzchni trójką PkAC na trzy części: 1)
ogólnospołeczną stratę dobrobytu Rs; 2) rentę monopolistyczną Rm, tj. część renty konsumenta
przechwyconą przez monopolistę; 3) pozostałość renty konsumenta Rr .
Zachowania typowe dla przedsiębiorcy dążącego do zajęcia pozycji monopolisty, są
w teorii ekonomicznej i praktyce gospodarczej rozpoznane dość dokładnie. Inaczej jest w
przypadku takich zachowań – aktywnego poszukiwania renty monopolistycznej – przez
przedsiębiorców i tzw. grupy interesów. Chodzi o takie układy, które pozostając często na
granicy legalizmu szukają dróg obejścia istniejącego stanu rzeczy, zabiegając różnymi
sposobami o takie regulacje ze strony państwa, które przybliżą im zdobywanie renty
monopolowej lub quasi-monopolowej. Aktywne poszukiwanie oznacza tu celowe i
odbywające się raczej wbrew obowiązującym regułom gry, zwłaszcza – zasadom wolnej
konkurencji. Korzysta się przeto z możliwości wpływu na postawy urzędników, instytucji
politycznych, protekcji i zmowy. Występuje tutaj przenikanie się norm prawnych (np.
lobbing) z etycznymi i czynami bliskimi działaniom kryminalnym (np. łapownictwo,
korupcja).
Skutki aktywnego poszukiwania renty przez grupy interesu są zdecydowanie
negatywne dla systemu społeczno-gospodarczego i niezwykle podobne do strat ponoszonych
190
w sytuacji monopolu. Zasoby, które przeznaczają grupy interesów na poszukiwanie renty,
wynikają z potrącenia z zasobów dostępnych dla innych, społecznie efektywniejszych
zastosowań. Szacunek w kategoriach kosztu alternatywnego, utraconych możliwości, dałby
jednoznaczny sygnał o skali schorzeń instytucji i organizacji państwa. Z tym wiąże się także
szkodliwość błędnej alokacji zasobów. Nie trudno nawet z naszych masmediów zorientować
się, jak popyt ze strony grup interesów poszukujących renty odciąga wysoko kwalifikowane
kadry menedżerów, prawników, ekonomistów i inżynierów i kieruje do zajęć dalekich od
społecznie użytecznych. Ma to również dalsze i wtórne następstwa, w tym – konieczność
mobilizacji sił i środków przez państwo dla zwalczania tych działań i doskonalenia systemu
ochrony praw całego społeczeństwa. Zadanie komplikuje dodatkowo fakt zróżnicowanego
podziału renty przechwyconej przez grupę interesów.
Mamy tu do czynienia z podziałem prawdziwego łupu między głównym hersztem i
wykonawcami grabieży. Wśród wykonawców mogą być politycy, którzy zapewnili korzystny
dla interesów grupy zestaw regulacji prawnych i administracyjnych. Nie uczynili tego za
darmo, a koszty ich pozyskania obciążają oczywiście szefa – prawdziwego monopolistę. Sami
politycy mogą za podwykonawców mieć urzędników, a podział nadzwyczajnego zysku z
operacji odbywa się według przyjętych w tym układzie kryteriów. Rezultat końcowy jest dość
prosty – wszystkie wydatki związane z procesem poszukiwania renty znajdują swój epilog w
budżecie państwa, a strata obciąża społeczeństwo, ale w sposób daleki od tego, co określa się
jako sprawiedliwy.
Konieczność przeciwdziałania zjawisku poszukiwania renty monopolowej jest
oczywista, ale doświadczenie historyczne i analiza współczesnych systemów społecznogospodarczych nie daje podstaw co do możliwości całkowitej jego likwidacji. Chodzi
wyłącznie o ograniczenie skali i ograniczenie strat. Przyczyny są już dość dobrze znane. Na
pierwszym miejscu trzeba wymienić słabość najbardziej dotkniętej strony, tj. konsumentów.
Nie trzeba zapominać, że sami monopoliści i grupy interesów stanowią część konsumentów o
własnych gustach i preferencjach. Jeśli przeto całość renty konsumentów, jak to widzimy na
rysunku 10.5, ulega zmniejszeniu, to i ta reszta podlega ostrej walce o podział między różne
grupy konsumenckie. Jak w takiej sytuacji zapewnić wyrzeczenie się części zasobów dla
przeciwdziałania poszukiwaniu renty monopolistycznej? Masa konsumentów nie daje się
zjednoczyć do skutecznej walki o swoje interesy jako całości. Demokratyczne formy –
głosowanie i wybory publiczne – są raczej złudzeniem niż bronią w takiej walce.
Nadzieja zwykle wiąże się z działalnością polityków (w naszej publicystyce używa się
niezbyt trafnego określenia klasa polityczna, zwłaszcza z funkcjonującym rynkiem
politycznym. Cykl polityczny – od wyborów do wyborów – niepewność lub wręcz
propagandowy charakter programów partii władzy, a przede wszystkim uleganie polityków
presji krótkiego okresu, w którym pragną zrealizować swoje interesy indywidualne lub
grupowe, nie gwarantują prawdziwego angażowania się w walkę o prawdziwe długookresowe
interesy społeczeństwa jako całości.
Pozostaje jeszcze ostatnia deska ratunku – postawa warstwy urzędników,
administratorów, pracowników aparatu przymusu, realizatorów woli władzy państwowej.
Znowu historia dowodzi, że nawet prawne zapewnienie urzędnikom wysokich szczebli
pozostawania na swoich stanowiskach niezależnie od politycznych wyników wyborów
parlamentarnych, nie uczyniło z nich armii zwalczającej patologię poszukiwaczy renty
monopolowej. Interesy tej warstwy często prowadzą do zawierania porozumień i
konkurowania z politykami o podział nadzwyczajnych zysków.
Ostatecznie więc w przedmiotowej literaturze znajdujemy tylko apele o doskonalenie
całego systemu prawa – od konstytucji do elementarnych uregulowań życia społecznego i
gospodarczego – najlepiej w ramach demokracji, najlepszej spośród doświadczonych form
ustrojowych, ale przecież nie absolutnej i nie wymagającej ciągłego doskonalenia. Mamy
191
okazję jeszcze na pewien okres zatrzymać się na koncepcjach głoszonych przez Mancura
Olsona w związku z funkcjonowaniem państwa i jego gospodarki, a opierających się na
oryginalnym ujęciu działań kolektywnych (collective action) i ewolucji norm społecznych142.
Twierdzi się, że Olson zmienił gruntownie hołubiony przez współczesną myśl
demokratyczną pogląd, że grupy społeczne dążą do kształtowania i realizacji działań
kolektywnych, dzięki którym wszyscy odnoszą korzyści. Olson wysuwa i broni
prowokacyjnej tezy, że jednostka egoistyczna ma interes własny powstrzymujący ją od
udziału w produkcji dobra publicznego. Jeżeli liczba jednostek w grupie nie jest bardzo mała,
albo nie ma w niej przymusu czy też specjalnych metod podejmowania przez jednostkę
działań we wspólnym interesie, to racjonalne interesowne jednostki nie będą działać na rzecz
zaspokojenia wspólnego lub grupowego interesu. Twierdzenie to uzyskało w literaturze
nazwę – teza zerowego wkładu (zero contribution thesis) – i jest przedmiotem licznych badań
także na materiale doświadczalnym143. Możemy już korzystać z licznych uogólnień, które są
przydatne także dla naszych rozważań o funkcjonowaniu państwa. Oprócz sygnalizowanych
już poglądów o zachowaniach grup aktywnie poszukujących renty, zwrócę uwagę na trzy
rodzaje działań grupowych.
Pierwszy rodzaj obejmuje działania grup specjalnych interesów, w których interesy
agentów są zgodne i pozwalają tworzyć koalicje zapewniające im przewagę w podziale
korzyści. Trzeba rozróżniać koalicje szerokie i wąskie, aby analizować ich zróżnicowany
wpływ na dobrobyt społeczny. Każda grupa i organizacja ma do wyboru dwie strategie
działań – dążenie do zwiększenia produktu społecznego, aby i członkowie grupy mieli
większe jego porcje, albo dbanie tylko o większe udziały własne. Praktyka dowodzi, że dla
koalicji wąskich, grupujących tylko niewielką część członków społeczeństwa, bardziej
pociągająca jest strategia inwestowania w taką alokację bogactwa społecznego, która jest
korzystna tylko dla niej. Natomiast koalicja szeroka jest bardziej zainteresowana rozwojem i
dobrobytem społecznym, a jednocześnie troszczy się o minimalizowanie dla swoich członków
kosztów alokacji dochodów. Małe grupy cierpią zwykle na przerost władzy organizacyjnej,
która wprawdzie w miarę stabilizacji zmniejsza się, ale nie znika.
Drugi rodzaj działań grupowych związany jest z ograniczeniem monopolistycznej
władzy państwa, a raczej jego aparatu administracyjnego. Chodzi tu o poczynania grup i
koalicji, zorientowanych na poszukiwanie renty i korzystną dla siebie alokacje dochodów. Te
działania są groźne zarówno dla władzy autorytarnej, jak i demokratycznej, bowiem grupy
mają często ogromne zasoby i wielki potencjał nacisku. Rozwija się korupcja, jako proces
wyciągania przez urzędników prywatnych dochodów z własności państwowej. Jako środki
przeciwdziałania, nie zapewniające jednak likwidacji tego zjawiska, wymienia się: 1)
dodatkowe inwestycje umożliwiające lepszy monitoring i osłabianie postaw
oportunistycznych; 2) zaostrzenie kar dla urzędników za naruszanie interesów pryncypała; 3)
wdrażanie doskonalszych systemów motywacyjnych i bodźców służących efektywności
pracy; 4) przekazanie agentom części praw podejmowania decyzji, z myślą o powiększeniu
dochodów szefa.
Na miejscu trzecim wymieniam proces korupcji instytucjonalnej, polegający na
zrastaniu się korupcji administracyjnej z polityczną, ponieważ władza centralna nie jest w
stanie sprawnie i fachowo kontrolować wszystkie sfery życia gospodarczego. Proces staje się
bardzo złożony, rozrastają się grupy sięgające nawet po metodę przewrotów pałacowych i
142
Odwołuję się do jego podstawowych dzieł: The Logic of Collective Action: Public Goods and The Theory of
Groups, Harvard University Press, Cambridge, MA, 1965 oraz The Rise and Decline of Nations: Economic
Growth, Stagflation, and Social Rigidities, New Haven, Yale University Press, 1982.
143
E. Ostrom, Collective Action and the Evolution of Social Norms, ”Journal of Economic Perspectives” , 2000,
nr 3, s. 137-158.
192
typowe działania kryminalne. O tych sprawach będziemy jeszcze mówić w następnym
rozdziale, poświęconym tzw. szarej strefie.
10.3. Teoria wyboru społecznego
Wysoka dynamika rozwoju ekonomiki neoinstytucjonalnej w drugiej połowie XX
wieku przyniosła m.in. próbę włączenia do obszaru jej zainteresowań także teorii wyboru
społecznego (public choice theory). Mamy do czynienia z częstym zjawiskiem w historii
myśli ekonomicznej, sporami na temat klasyfikacji i włączania wybitnych uczonych i całych
szkół do nurtów i kierunków, bez liczenia się z ich własnymi opiniami. Teoria wyboru
społecznego lub publicznego ma już za sobą etap dojrzewania i pozostaje atrakcyjnym
partnerem dla obu nurtów – orto- i heterodoksyjnego – współczesnej ekonomii. W naszym
wykładzie zapoznamy się tylko z jej istotnym fragmentem, pozwalającym spojrzeć na
instytucję państwa i politykę społeczno-gospodarczą z innej niż tradycyjna strony.
Dobrym zwyczajem w historii jest nawiązywanie do koncepcji głoszonych przez
autorów uznanych – oczywiście ex post – za prekursorów. Za takich w odniesieniu do teorii
wyboru społecznego uznaje się np. wybitnego szwedzkiego ekonomistę Knuta Wicksella
(1851-1926) i mniej znanego brytyjskiego Duncana Blacka (1908-1991). Pierwszy
sformułował tzw. zasadę jednogłośności, która odwoływała się do transakcji
wolnorynkowych, w których zawsze występuje wzajemna zgoda kontrahentów, a stąd już
prosty wniosek, że na „rynku politycznym” decyzje powinny także zapadać jednomyślnie.
Natomiast Black w 1948 r. sygnalizował, a w pracy Teoria komitetów i wyborów (The Theory
of Committees and Elections, 1958) rozwinął twierdzenia o prawidłowościach i regułach aktu
głosowania i samej elekcji.
Prawie bezspornym mistrzem teorii wyboru społecznego jest James McGill Buchanan
(ur. 1919), laureat Nagrody Nobla w 1986 r., związany z uczelniami stanu Wirginia,
przewodzący licznej grupie swoich zwolenników, których zaczyna się już określać jako
Virginia school of political economy. W 1962 r. razem z Gordonem Tullockiem (ur. 1922)
opublikowali rozprawę Rachunek zgody: logiczne podstawy demokracji konstytucyjnej (The
Calculus of Consent: Logical Foundations of Constitutional Democracy). Był to prawie
manifest na temat politycznej organizacji wolnego społeczeństwa. Autorzy uzupełniali jednak
takie określenie, wskazując na metodę, aparat koncepcyjny i na analizę, które są
wyprowadzone z dyscypliny naukowej, której przedmiotem jest ekonomiczna organizacja
społeczeństwa. Treść tego dzieła odpowiada pojęciu ekonomii pozytywnej, ale zawiera także
duży ładunek nauki normatywnej we fragmentach traktujących o etyce biznesu i działań
politycznych. Dyskusje wokół kolejnych wypowiedzi Buchanana sprzyjały skupianiu się jego
zwolenników i powołaniu do życia w 1965 r. Towarzystwa Wyboru Społecznego (Public
Choice Society), krytycznego wobec oficjalnej polityki Stanów Zjednoczonych, ale przede
wszystkim atakującego dotychczasowe koncepcje ekonomiki dobrobytu i makroekonomię
keynesowską. Własny periodyk „Public Choice” i coroczne konferencje utrzymują więź i
wysoką dynamikę wymiany informacji w skali globalnej.
Rodząca się teoria wyboru społecznego zrywała z poglądem, że państwo jest
jednocześnie życzliwym (benevolent) i w znacznym stopniu wszechmocnym despotą. Nowa
teoria przyjmowała państwo jako twór szlachetny, życzliwy i szczodrobliwy, ale pragnęła
także wyjaśnić, dlaczego decyzje polityczne w warunkach demokracji zbyt często przynoszą
skutki odwrotne do przewidywanych. W tych poszukiwaniach sięgano aż do podstaw
konstytucyjnych ładu społecznego. Ogromnego materiału do przemyśleń dostarczała praktyka
wielkich systemów, zwłaszcza amerykańskiego kolosa gospodarczego i supermocarstwa. To
tam wprowadzono do powszechnego obiegu pojęcie pork barrel, pozornie związane z beczką
lub baryłką na mięso (szynkę?), a w istocie określające … inicjatywę pochłaniającą ogromne
193
środki z budżetu państwa, zjednującą autorowi lokalną społeczność! To jest właśnie przykład,
jak pojedyncza decyzja polityczna rodzi konflikt z ogólnymi pragnieniami ludności. Trzeba
jednak pamiętać, że dla wielu polityków tego typu decyzja ma sens i przynosi im komfort
psychiczny, a nawet może zapewnić w przyszłości dochody i bogactwo, chociażby po
przejściu na emeryturę i zdobyciu pozycji lobbysty. Dla zdobycia głosów w swoich okręgach
wyborczych również u nas zdarzają się próby załatwiania inwestycji atrakcyjnych dla
lokalnego elektoratu. Polityk płaci niewiele, a zyskuje dużo, przy czym często wydaje
pieniądze podatnika. Koszty obalenia rządu są z reguły bardzo wysokie, ale tylko nieznacznie
obciążają pojedynczego podatnika. Mamy do czynienia z paradoksem – wszyscy uczestnicy
jako jednostki zachowują się racjonalnie, a traci ogół społeczeństwa, pragnącego realizacji
innych celów i zadań.
W tym miejscu godne uwagi jest pytanie, jak powinno się tworzyć sam rząd? Teoria
wyboru społecznego podpowiada, że analizując doświadczenia systemów anarchii i
autokracji, procesów rewolucji i nawet wojen, dochodzi się do wniosku o potrzebie skupienia
wysiłku na fundamentalnym problemie kolektywnego wyboru reguł konstytucjonalnych.
Następny krok to „wynajęcie” grupy agentów, z których można już stworzyć rząd zdolny do
wdrażania takich reguł. Trudności są oczywiste: 1) jak pozyskać fachowców godnych
zaufania, którym suweren (pryncypał) przekaże część swoich praw; 2) jak zbudować
skuteczny system nadzoru i sankcji nad tymi specjalistami. W praktyce trzeba podjąć
działania nad tworzeniem w rządzie miejsc podejmowania decyzji, organizacją sprawdzianów
i selekcji kandydatów, wyłaniania zwycięzców w wyborach oraz testowaniem metod
pobudzania. Rząd musi oceniać alternatywne ujęcia prawa konstytucyjnego i stanowionego,
które trzeba zarezerwować dla obywateli. Sprawa jest niezwykle ważna, bowiem może sięgać
po użycie przymusu wobec osoby ludzkiej.
W praktyce działalność w obszarze wyboru społecznego dotyczy zagadnień węższych,
w tym nagłaśnianych przez środki masowego przekazu zmian w systemach głosowania.
Chodzi jednak o generalny problem przekształcenia chęci i pragnień wyborców w spójne
pojęcie preferencji kolektywnej, albo nieco inaczej – o wypracowanie takich reguł
głosowania, które umożliwią agregację indywidualnych preferencji tak, by przekładały się
one na podejmowane kolektywnie decyzje. Odkryto, że taka funkcja nie może być
wyprowadzona nawet z pozornie łagodnych ograniczeń. Kiedy wiek Oświecenia przyniósł
zwycięstwo reguły większości w głosowaniach, okazało się, że i ona ma istotne wady.
Wykryto paradoks głosowania (albo inaczej – pętlę), który powstaje wówczas, gdy żaden
program przeciwstawiony pozostałym nie może zdobyć poparcia większości. Laureat
Nagrody Nobla Kenneth Arrow poszukiwał jakiegokolwiek rozwiązania, metody głosowania
pozwalającej uniknąć pułapki zapętlenia się. Dowiódł wreszcie i ujął to w znanym obecnie
teoremacie niemożności (impossibility theorem), że nie istnieje żadna reguła głosowania typu
większościowego, która byłaby efektywna, uwzględniała indywidualne preferencje i której
wyniki nie zależałyby od przyjętego porządku głosowania. W związku z teorematem Arrowa
warto przypomnieć stosunek do istoty tego ujęcia samego Buchanana144.
Na początek kilka uwag mistrza o narodzinach teorii wyboru publicznego. Buchanan
wciąż odmawia tej teorii rangi samodzielnej dyscypliny naukowej, pozostawiając jej rolę
programu badawczego. Tego typu badania stały się koniecznością w połowie XX wieku,
kiedy zarysowała się wyraźna luka między ekonomią polityczną, a wyzwaniem
rzeczywistości powojennej. Statystyka odnotowała intrygujący wskaźnik – państwa i narody
dokonywały alokacji aż jednej trzeciej do nawet połowy swoich produktów krajowych
poprzez instytucje polityczne, degradując w ten sposób rolę mechanizmu rynkowego.
Zainteresowanie Blacka i Arrowa skupiły się bezpośrednio na procesach politycznych i
144
Por. J.M. Buchanan, What Is Public Choice Theory? , “Economic Education Bulletin”, 2003, nr 5, s. 1-4.
194
systemie demokracji. Zwłaszcza na roli wyborów, które odzwierciedlają preferencje
większości elektoratu. Nagłośniono zjawisko cyklu i rotacji większości (majority cycles), w
którym nie występują punkty równowagi lub stopu. Wniosek był prosty – ten typ demokracji
jest niestabilny. Autor poddał kategoryczność takiego wniosku w wątpliwość, opowiadając
się raczej za prewencją (zapobieganiem) dyskryminacji mniejszości niż stabilnością efektów
politycznych. Z ekonomicznego punktu widzenia istotne jest pytanie, jak uzyskać kombinację
z efektywności i sprawiedliwości w warunkach stosowania reguły większości wyborców?
Propozycje Wicksella – zasada jednogłośności – była instytucjonalnie niepraktyczna, a próby
uwzględnienia teorematu Arrowa przynosiły co najwyżej kolejne rozczarowania. Buchanan w
tej sytuacji skierował uwagę na analizę fundamentów rodzącej się teorii – ekonomikę
konstytucjonalną.
Taka analiza znalazła się we wspólnej książce Buchanana i Gordona Tullocka –
Rachunek zgody (1962), w której uwzględniona została dwupoziomowa struktura
podejmowania kolektywnych decyzji. Autorzy rozróżniali dwa rodzaje polityki – zwyczajnej
(ordinary), opierającej się na decyzjach zgromadzeń legislacyjnych, i konstytucjonalnej,
wyznaczającej reguły dla polityki zwyczajnej. Nie było to odkrycie autorów, ale wnieśli oni
do tego ujęcia oryginalną analizę ekonomiczną. Ich pogląd można streścić następująco:
- Z perspektywy zarówno sprawiedliwości, jak i efektywności, reguła większości może
być bezpiecznie wprowadzona do działania w obszarze polityki zwyczajnej, pod warunkiem,
że jest tam już ogólna zgoda wobec konstytucji, albo na reguły określające granice działania
prawa zwyczajnego.
Powyższa teza jest jednak tylko podstawą do szerszej analizy problemu wyboru
publicznego, w tym – kolejnych zastrzeżeń wobec zasady większości, także grup określanych
jako superwiększość. Rozwój badań i ich popularyzacja doprowadziły do powstania kilku
relatywnie samodzielnych subdyscyplin, spośród których już wspominałem o hipotezie lub
nawet teorii pogoni za rentą (rent seeking). Najkrócej ujmując, chodzi o przeniesienie i
rozwinięcie idei zysku jako motywu działania w gospodarce do sfery działania kolektywnego.
Zakłada się, że jeśli jest wartość możliwa do zdobycia poprzez politykę, to ludzie będą
inwestować zasoby dla osiągnięcia takiego celu. Rozważaniom na ten temat towarzyszą
zwykle wnioski o marnotrawieniu środków na inwestycje społeczne. Jeżeli rząd jest zdolny
do przyznania prawa monopolu lub protekcyjnych taryf pewnej grupie, kosztem ogółu
społeczeństwa czy wyznaczonych z góry do roli przegranych, to oczywiście potencjalni
beneficjanci podejmą walkę konkurencyjną o wyższe udziały w zysku.
Zainteresowanie teorią wyboru publicznego usunęło do lamusa tradycyjny pogląd o
tym, że przeszkody w procesie podejmowania decyzji mają pochodzenie zewnętrzne.
Współcześnie poszukuje się przyczyn szeroko, w ramach myślenia konstytucyjnego, reguł
porządku politycznego i konieczności dokonywania wyboru w relacjach wymiany jednostki z
władzą polityczną. Czy opłaca się przestrzegać porządku konstytucyjnego w sytuacji, kiedy
wpływ codziennej, zwyczajnej polityki jest sprzeczny z czyimś interesem? Buchanan i jego
zwolennicy twierdzą, że w demokracji konstytucyjnej powinno się być bardziej lojalnym
wobec konstytucji niż wobec rządu.
Dyskusja wokół teorii wyboru społecznego wskazuje także na jej słabości, w tym –
stronniczość ideologiczną, a więc i brak kryterium neutralności naukowej. Obrońcy
przypominają jednak, że takiej neutralności nie miały teorie państwa dobrobytu, czerpiące z
doktryny socjalistycznej i tezy o nieporadności rynku w rozwiązywaniu problemów
społecznych. Koncentracja na nieporadności czy też niepowodzeniach (failures) mechanizmu
rynkowego znalazła lustrzane odbicie w eksponowaniu niepowodzeń rządowych
(governmental failures). Sam Buchanan woli mówić o zagadnieniach wyboru publicznego
jako polityce bez romantyzmu.
195
Krytyka teorii wyboru społecznego sięga nawet po zarzut jej niemoralności. Działając
politycznie – wyborcy i legislatorzy – wciąż działają jako interesowne jednostki na zwykłym
rynku. Po prostu wyborca nie przekształca się całkowicie wraz z przekroczeniem granic
między prywatnym rynkiem ekonomicznym i kolektywnym rynkiem politycznym.
Zachowując właściwą miarę w ocenie teorii wyboru publicznego, trzeba przyznać, że
przyczyniła się ona do bardziej sceptycznej oceny środków politycznego działania, jako
swoistego panaceum na dolegliwości społeczne, do lepszego zrozumienia załamania się
socjalizmu i do podważenia sensu rewolucji, która natychmiast przyniesie doskonały rząd.
Sprawdza się pogląd, że wszędzie rządy przeliczają się w swoich możliwościach, próbując
zrobić więcej, niż na to pozwalają ramy instytucjonalne. Społeczeństwo uzbrojone
przynajmniej w szczątkową wiedzę o wyborze publicznym mogłyby także zrozumieć,
dlaczego systemy biurokratyczne raz powołane do życia dążą do nieograniczonego
rozrastania się i to bez związku z pierwotnie nadanymi funkcjami. Do tego zdania nawiążemy
teraz, przybliżając instytucjonalną teorię biurokracji.
*
Zdumiewającą karierę zdobyło francuskie słowo bureau, pochodzące od skromnego
bure, którym nazywano grube sukno wełniane służące do nakrywania stołu. Potem to już było
właśnie bureau, jako dobrze nam znane biurko, a następnie to już urząd, właśnie – biuro.
Dodanie do tego antycznej końcówki -kracja nobilitowało nie skromny stół i biurko, ale
zjawisko, któremu prawie od początku przypisywano wiele cech negatywnych, zwłaszcza
kolejnej władzy często bezdusznej wobec petenta. Słownik języka polskiego (1958) ujmował
prosto istotę pojęcia – biurokracja to władza urzędników, wpływ sfer urzędniczych na sprawy
państwa, a biurokrata to urzędnik kierujący się w wykonywaniu swych obowiązków tylko
literą przepisu, bezduszną rutyną. W nowej Wielkiej encyklopedii PWN biurokracja to
hierarchiczna, regulowana przepisami organizacja, oparta na określonym w kontrakcie
stosunku bezpośredniej zależności służbowej między zwierzchnikiem i podwładnym, której
personel przyjmuje wynagrodzenie pieniężne.
Literatura przedmiotu dowodzi jednak, że obecnie rozpowszechniony pogląd o wręcz
patologicznym charakterze tej organizacji nie zawsze odpowiadał prawdzie, że dzieje
biurokracji dają świadectwo także jej pozytywnym efektom i że konieczne są systematyczne
studia nad tą nie tylko zwykłą organizacją, ale ważną składową współczesnej struktury
instytucjonalnej.
Tradycja korzystania z usług urzędów administracji sięga głębokiej starożytności, jak
o tym świadczy historia Chin. Autorzy francuscy w XVIII wieku prezentowali i analizowali
dobre i złe przykłady pracy licznych urzędów państwowych. Krytyka koncentrowała się na
tezie o sprzeniewierzaniu się urzędników, sekretarzy, inspektorów i intendentów obowiązkom
zapisanym w dokumentach prawa i w kontrakcie zatrudnienia. Dostrzegano coraz wyraźniej
szkodliwość zawartą w sprzeczności interesów warstwy urzędników z interesem państwa i
społeczeństwa. Odkrywano istotną cechę biurokracji, a mianowicie – jej bezosobowość, a
więc fakt, że nie jednostka nadaje znaczenie urzędowi, ale przeciwnie, to urząd określa
zasady postępowania zatrudnionej w nim jednostce.
O biurokracji wypowiadał się jasno Karol Marks, zwłaszcza w ramach swojej
koncepcji materializmu historycznego. Przede wszystkim lokował źródła biurokracji w
instytucjach religii, państwa, wymiany i technologii. Warstwa kapłanów, z której wyrosła
hierarchia w ramach organizacji religijnych była podobna do warstwy i hierarchii militarnej
służącej państwu. Wraz z rozwojem wymiany procesy transakcji wymagały tworzenia
organizacji kupieckich i coraz bardziej złożonych struktur ich zarządzania i tym samym
tworzenia kolejnej warstwy urzędników, aż do przekroczenia w kapitalizmie historycznej
bariery – oto prywatny sektor biurokracji zatrudniał więcej urzędników niż sektor państwowy.
Obok biurokracji pojawiła się technokracja i cały pakiet nowych problemów społeczno-
196
ekonomicznych. Postęp naukowo-techniczny nie może wyeliminować warstwy biurokratów z
naturalnym dla nich dążeniem do poszukiwania i maksymalizacji renty. Marksizm głosi
pogląd, że społeczna warstwa biurokratów nie tworzy nowego bogactwa, lecz kontroluje,
koordynuje i zarządza jego produkcją, dystrybucją i konsumpcją. Dochody biurokracji
pochodzą z zawłaszczania części wartości dodatkowej pracy społecznej. W ten sposób,
według marksistów, biurokracja jest zawsze kosztem społecznym, akceptowanym do
pewnych granic i narzucanym przez system prawny. Struktura społeczno-gospodrcza ustroju
kapitalistycznego nie może obejść się bez aparatu administracyjnego generującego także
patologię biurokratyzmu.
Współcześnie w wykładzie o biurokracji najczęściej powołuje się na ujęcie
przedstawione przez wybitnego niemieckiego uczonego Maxa Webera (1864-1920),
zwłaszcza zawarte w monumentalnym dziele Gospodarka i społeczeństwo145. Weber opisuje
biurokrację w sposób pozytywny, jako formę organizacji opartej na władzy prawnej, bardziej
racjonalną i efektywną niż dawne, oparte na tzw. dominacji charyzmatycznej i tradycyjnej.
Zasadą są trwałe kompetencje poszczególnych organów, uporządkowane według prawa lub
regulaminów administracyjnych. Występują przeto trzy istotne momenty: 1) trwały podział
czynności jako urzędowych obowiązków; 2) przypisane do nich uprawnienia decyzyjne i
środki przymusu; 3) planowe zatrudnianie osób o właściwych kwalifikacjach. Te trzy
momenty konstytuują istnienie organu (możemy pisać – urzędu) w sferze prawa publicznego,
a przedsiębiorstwa w sferze gospodarki prywatnej. Ogólnie, według Webera, współczesną
biurokrację cechuje bezosobowość, koncentracja środków administracji, wyrównywanie
różnic społecznych i ekonomicznych oraz wdrażanie systemu władzy praktycznie nie dającej
się zniszczyć.
Analiza biurokracji, w ujęciu Webera, obejmowała historyczne i administracyjne
przyczyny procesu biurokratyzacji, a więc rozrastanie się zasięgu i siły panowania warstwy
urzędniczej. Taki proces występował wyraźnie właśnie w państwach Zachodu i rodził
konflikty różnej skali. Na ten proces z różną siłą oddziaływały reguły stanowionego prawa,
hamując lub przyspieszając biurokratyzację praktyki życia w całym państwie lub jego
sektorach. Stąd wyrastało silne zainteresowanie do wykrycia głównych przyczyn i skutków
biurokratyzacji w całym systemie globalnym. Weber wiele uwagi poświęcił zrozumieniu
postaw urzędników, wynikających z ich statusu prawnego, siły własnych interesów i rangi
funkcji wykonywanego zawodu.
Charakterystyka urzędnika (nazwa biurokraty może być tutaj obraźliwa) daje się
streścić w kilku zdaniach. Jest to osoba wolna i wyznaczona na stanowisko na podstawie
umowy. Działa z mocy uprawnień delegowanych zgodnie z regułami bezosobowości i
lojalności, w przekonaniu co do uczciwości w wykonywaniu obowiązków. Kwalifikacje
zawodowe zostały uwzględnione przy mianowaniu na określone stanowisko, praca
administracyjna daje zatrudnienie w pełnym wymiarze czasowym, płaca jest regularna, a
urzędnik ma dobrą perspektywę awansu i kariery zawodowej. Trzeba przyznać, że i obecnie
te cechy i warunki znajdziemy w naszym ustawodawstwie i sporo – w praktyce.
Od Webera możemy także zapożyczyć wiedzę o zasadach zarządzania w
organizacjach biurokratycznych. Oto ich wykaz z krótkim omówieniem niektórych. Najpierw
dość oczywista zasada ciągłości działania i nieco szersze rozwinięcie jego reguł. Chodzi tu o
wykonywanie obowiązków określonego typu, ale w granicach kryterium bezosobowości.
Urzędnik ma tylko tyle uprawnień, ile jest mu przekazane przez zwierzchność. Dostępne
środki przymusu są wyraźnie określone, jak również warunki ich użycia. Odpowiedzialność i
uprawnienia urzędnika są częścią w drabinie hierarchii pionowej, z uwzględnieniem prawa do
145
M. Weber, Gospodarka i społeczeństwo. Zarys socjologii rozumiejącej, PWN, Warszawa 2002. Podstawowe
rozważania znajdują się w rozdziale IX. Socjologia panowania, część 2 – Istota, założenia i rozwój
biurokratycznego panowania, s. 693-726.
197
nadzoru i apelacji. Zasoby potrzebne do realizacji obowiązków urzędnik otrzymuje od władzy
i rozlicza się z ich wykorzystania. Działalność oficjalna i prywatna są wyraźnie oddzielone.
Cała działalność urzędu-biura musi być dokumentowana.
Sam Weber nie ukrywał słabych stron biurokracji, zaciemniających jej idealny obraz,
a cała rzesza jego krytyków zgromadziła bogaty materiał na temat wręcz postępującej
degeneracji procesu biurokratyzacji. Przytacza się przykłady chaosu w funkcjonowaniu
hierarchii pionowej, konfliktów na tle braku kompetencji i naruszania prawa aż do granic
przestępstwa, jak również występowania zjawiska fałszowania dokumentów, nepotyzmu i
korupcji oraz walki politycznej. Występują także problemy ogólniejszej natury – nadmierna
specjalizacja urzędów, sztywność i inercja procedur załatwiania spraw, nadmierny pospiech
we wdrażaniu nowych pomysłów, nadgorliwość zelotów, uległość i brak samokrytycyzmu.
Bywa po prostu i tak, że w pogoni za literą prawa urzędy tracą zdrowy rozsądek
Zalecana literatura
1. Dokonania współczesnej myśli ekonomicznej – znaczenie kategorii wyboru w
teoriach ekonomicznych i praktyce gospodarczej, praca zbiorowa pod redakcją Urszuli
Zagóry-Jonszty, Akademia Ekonomiczna, Katowice 2004.
2. S. Sztaba, Aktywne poszukiwanie renty. Teoria. Przykłady historyczne. Przejawy w
polskiej gospodarce lat dziewięćdziesiątych, Wyd. SGH, Warszawa 2002.
3. A. E. Szastitko, Nowaja institucyonalnaja ekonomiczeskaja tieorija. Teis, Moskwa
2002.
4. Y. Barzel, A Theory of the State. Economic Rights, Legal Rights, and the Scope of
the State, Cambridge University Press, Cambridge 2002.
5. L. Mises, Biurokracja, Instytut Liberalno-Konserwatywny, Lublin 1998.
198
11. ZJAWISKO I PROBLEMY SZAREJ STREFY
O szarej strefie mówi się i pisze tak wiele w literaturze ekonomicznej, wszystkich
naukach społecznych, w wielu dziedzinach prawa, etyki i informatyki, że można twierdzić o
silnym nacisku praktyki społecznej, gospodarczej i politycznej na głęboką analizę istoty i
treści tego zjawiska.
Objętość rozdziału pozwala na prezentację zjawiska szarej strefy z pozycji ekonomiki
instytucjonalnej, ograniczając się do: 1) przypomnienia fragmentów historii tego zjawiska; 2)
prezentacji miejsca i roli szarej strefy we współczesnych systemach społecznoekonomicznych; 3) krótkiego omówienia funkcjonowania szarej strefy w naszej gospodarce
narodowej.
11.1. Krótkie dzieje i zarys teorii
W tym podrozdziale pragnę zasygnalizować próby ujęcia zjawiska szarej strefy w
ramy teorii ekonomicznej, przypominając:
- te fragmenty historii społeczno-gospodarczej, które pozwalają zrozumieć genezę i
ewolucję tego zjawiska;
- ujęcia istoty gospodarki nieformalnej prezentowane we współczesnych doktrynach
ekonomicznych;
Ograniczenie rozważań do obszaru ekonomiki instytucjonalnej wynika z przekonania,
że problematyka szarej strefy ma charakter narzucający konieczność prowadzenia badań
interdyscyplinarnych i oczywiście wykracza poza moje kwalifikacje. Z powodzeniem można
pracować nad teoriami szarej strefy w ramach nauk prawnych, politycznych, socjologii i
psychologii społecznej, ale zawsze w grupie specjalistów. Warto życzyć powstania jednej
spójnej dyscypliny naukowej, która pozwoli trafniej przedstawić i lepiej zrozumieć cały
zakres społecznych procesów nieformalnych i półformalnych.
11.1.1. Kilka lekcji z historii społeczno-gospodarczej
Wysoce inspirujące są twierdzenia na temat istoty i przyczyn ewolucji ustrojów
społecznych i roli instytucji w podnoszeniu efektywności systemów gospodarczych. Bogaty
materiał historyczny potwierdza tezę, że macierz – struktura instytucjonalna – jest
jednocześnie obramowaniem i siłą napędową ustrojów, odpowiedzialną za ich wydajność.
W okresach transformacji stary układ instytucjonalny ma znaczną inercję i przyczynia
się do powstawania napięć, zwłaszcza między instytucjami formalnymi i nieformalnymi.
Określenie formalna oznacza tu zgodność z przepisami, oficjalność i legalność, a więc
prawem stanowionym, wynikającym z istoty takiej instytucji społecznej, jak państwo. Liczne
przykłady historyczne wskazują, że w takich sytuacjach pojawiają się i mnożą postawy i
zachowania niezgodne z legalnymi (illicit behaviors), szkodliwe lub oporne wobec władzy
publicznej. W obszarze działania podmiotów gospodarczych do takich postaw zalicza się:
uchylanie się, unikanie i obchodzenie niewygodnych przepisów, a także ich szkodliwe
nadużywanie, korumpowanie i ukrywanie tych postaw przed władzą publiczną. Te
zachowania i procesy można określić szerokim pojęciem gospodarki nieformalnej, a
przykładów związanych z jej segmentami znajdziemy we wszystkich epokach historii
powszechnej.
W starożytności przykładów gospodarki nieformalnej dostarczała sytuacja monopolu
podatkowego państwa, z którym nie mogło się wielu pogodzić. Obrona własnych dochodów
przed opodatkowaniem skłaniała do takich postaw, jak uchylanie się, omijanie i nawet
fizyczna ucieczka podatnika. Prawodawcy wkładali wiele energii w likwidację pojawiających
199
się luk w przepisach, ale i podatnikom nie brakowało pomysłów i odwagi w obronie swoich
interesów. Władcy absolutni zmuszani byli do zawierania kompromisów, tworzenia
dodatkowego aparatu poborców i kontrolerów, a także poszukiwania innych sposobów
gromadzenia skarbu państwa. Wraz z rozwojem gospodarki towarowej obok bezpośrednich
form presji na podatników coraz powszechniej występuje oddziaływanie pośrednie,
korzystające z mechanizmów rynkowych. Państwo mogło być bezpośrednim monopolistą w
produkcji i sprzedaży pewnych towarów, ale także przekazywać tego typu prawa
ograniczonej grupie przedsiębiorców, nadając im przywileje formalne.
Liczne przykłady nieformalnych działań gospodarczych dostarcza historia
starożytnych Chin, w których państwo narzucało twarde regulacje podmiotom gospodarczym.
Polityka obronna, agrarna i fiskalna, a także kontrola cen żywności stawała się często
przyczyną wielkich migracji ludności, rozwijania produkcji zakazanej, oszukiwania poborców
i nawet podejmowania typowych działań kryminalnych. Wręcz klasycznym przykładem
rozwijania działań nieformalnych są dzieje państwowego monopolu solnego i wyrobów
żelaznych. W roku 119 p.n.e. wdrożono dekretami monopol na pozyskiwanie i obrót solą, tak
ważnym składnikiem produkcji i konsumpcji. Początkowa łatwość kontroli przestrzegania
przepisów, szybko przerodziła się w trwającą całymi wiekami wojnę z przemytem, szmuglem
i kontrabandą, jak w różnych krajach nazywano ten proceder. Działania sprzeczne z prawem i
coraz rozleglejsza gospodarka nieformalna, wyrastały wraz z wprowadzeniem w Chinach
feudalnych monopolu na wyroby spirytusowe, broń, ocet, siarczan i pewne gatunki jedwabiu.
Nieformalna gospodarka obejmowała już istotną część całej gospodarki narodowej i kwitła
zwłaszcza w ośrodkach miejskich oraz w prowincjach odległych od ośrodków władzy
centralnej. W XVI wieku drakońskie przepisy i kary wobec niesprawnych celników i straży
granicznej nie zlikwidowały codziennej korupcji. Niektórzy badacze twierdzą, że spadek po
tych wiekach funkcjonowania gospodarki nieformalnej daje znać o sobie także we
współczesnej gospodarce ChRL.
Historia Zachodu, zwłaszcza w okresie dominacji doktryny merkantylizmu i
pierwotnej akumulacji kapitału, obfituje w przykłady działań nieformalnych, łatwego
zacierania granicy między strefą szarą i zdecydowanie czarną. Monopole państwa i przywileje
królewskie generowały właśnie takie postawy podmiotów gospodarczych. Kontrabanda była
dobrze znana w Europie, a sytuacja tworzona przez politykę podatkową sprzyjała legendom
Robin Hoodów i Janosików. Dość szczegółowo zanotowane zostały procesy psucia monety
przez władzę, oficjalnych i nielegalnych mincerzy. Poczynania naszego księcia Mieszka III i
chaos związany z napływem obcych lub podrobionych pieniędzy na polskie rynki, trwający aż
do XVIII wieku, mogą być pożytecznym studium rozważań nad tradycjami szarej strefy w
Polsce.
W tym miejscu pragnę zwrócić uwagę na pewien dodatkowy obszar występowania
nieformalnych zachowań podmiotów gospodarczych. Oto obok dominującej relacji
niesubordynacji wobec władzy państwowej, w ośrodkach miejskich rodzi się opór wobec
reguł stosowanych przez takie zrzeszenia i wspólnoty, jak cechy rzemieślników i gildie
kupieckie. Gwałtowny wzrost popytu na rynkach Nowego Świata łamał tradycyjny system
produkcji i wymiany, oparty na często drobiazgowych przepisach, ale mało wydajny w
nowych warunkach. To była przyczyna wielkiego ruchu czeladników, tworzenia zakładów
produkcyjnych przez partaczy w tzw. jurydykach, a więc na terenach, gdzie nie sięgała
władza miejska. Trzeba przyznać, że rozwój jurydyk, jako nieraz silnych i samorządnych
jednostek gospodarczych, konkurujących z miastami dzięki niższym cenom produktów nie
ustępujących jakością wytwarzanym przez cechy, jest ciekawym przykładem półlegalnych
form polskiej gospodarki w schyłkowym okresie I Rzeczpospolitej.
Tradycje Polski i w znacznej mierze Rosji, obejmują nieformalne działania, rozległą
szarą strefę produkcji i dystrybucji wyrobów spirytusowych. Nasza historia funkcjonowania
200
propinacji, wyłącznego prawa pana gruntowego do produkcji i sprzedaży piwa i gorzałki
swoim poddanym chłopom, wręcz wymuszało jego obchodzenie, zwłaszcza powszechne
pędzenie samogonu i pokątny handel. W XVI wieku manipulowano dodatkowo obowiązkiem
kupowania w pańskich karczmach dużych ilości alkoholu, a później toczyła się jeszcze walka
z konkurencją browarów miejskich. Dzierżawa propinacji przez sołtysów, wójtów i
karczmarzy kładła się dodatkowym ciężarem na pańszczyźnianych chłopów. Likwidacja
propinacji w okresie zaborów nie była całkowita, a złe tradycje bimbrownictwa przetrwały do
naszych czasów. Cały ten segment gospodarki nieformalnej mieścił się trwale w systemie
społecznym I Rzeczpospolitej, zwłaszcza w okresie dominacji stanu szlacheckiego, który
wydarł władzy centralnej mnóstwo przywilejów. Na styku władzy królewskiej i wielkich
obszarników kwitły procesy typowe dla działań półlegalnych i wręcz przestępczych.
W Rosji podobne działania nasiliły się po wprowadzeniu w 1652 r. państwowego
monopolu na sprzedaż wina konsumentom. Nielegalna produkcja samogonu stała się odtąd
smutną tradycją, z którą nie poradziła nawet władza radziecka i prowadzone przez nią
drastyczne formy walki. W pewnym okresie (lata 20-30-e XVIII w.) samogon produkowały
nawet klasztory. Wielkie wojny, konieczność regulacji handlu środkami konsumpcji i walki z
czarnym rynkiem, z brutalną spekulacją, wymuszały i w znacznym stopniu nawet
usprawiedliwiały rozkwit gospodarki nielegalnej. Europa i w mniejszym stopniu Stany
Zjednoczone doświadczyły w obu wojnach światowych, a nawet w latach zimnej wojny
skutków osłabienia instytucji prawnych. Jako ogólne, trwałe i chyba rosnące w sile zjawisko
epoki rozwiniętego kapitalizmu występuje konflikt w gospodarce zdominowanej przez
wielkie korporacje wspierane przez państwo i aspirujące do pozycji monopolisty.
Na zakończenie tego krótkiego przeglądu materiału historycznego warto zwrócić
uwagę na pierwsze przykłady gospodarki nieformalnej w skali gospodarki światowej,
sygnalizujące jej rolę w dobie globalizacji. Takim przykładem są dzieje handlu niewolnikami,
a zwłaszcza ich transportem morskim z Afryki do Ameryki w XIX wieku. Wcześniej – od
XVI wieku – armatorzy traktowali sprawę w kategoriach zwykłej komercji, przewożenia po
prostu towarów. Przełom formalny nastąpił w roku 1807, kiedy Wielka Brytania zakazała
tego handlu, a w ślad za nią poszły inne kraje. Zakaz dotyczył transportu nowych
niewolników z Afryki do Ameryki, w której czekały na taką siłę roboczą plantacje bawełny i
trzciny cukrowej. Mimo wprowadzenia systemu morskich patroli przez floty wojenne Anglii,
Francji i Stanów Zjednoczonych, armatorzy w tym biznesie zapewnili dostawy wyższe niż
przed zakazem. Okazało się, że stopa zysku w tym handlu, sięgająca 1-2 tysięcy procent,
przełamywała bariery kontroli, przekupywała stocznie okrętowe i władze portowe i skupiała
wielonarodowe grupy przestępcze. Nawet wysokiej rangi urzędnicy formalnie
współdziałających państw przymykali oko na taki proceder. Kres tej gospodarce położyło
zniesienie niewolnictwa w USA, na Kubie i w Brazylii. Czy jednak nie dziedziczy się i tej
złej tradycji w naszych czasach, kiedy ONZ nie może poradzić sobie z handlem narkotykami,
bronią i nielegalną migracją?
11.1.2. Na drodze do teorii
Potrzeba opracowania ekonomicznej teorii szarej strefy pojawiła się nie tak dawno i w
przedmiotowej literaturze wskazuje się na lata 70-e XX wieku, chociaż nie jest to teza
wsparta bezspornymi argumentami. Za prawdziwą może być natomiast uznana teza, że
narastanie takiej potrzeby trwało przez całe wieki, a jego siła była proporcjonalna do
dynamiki oddziaływania gospodarki nieformalnej na praktykę społeczną, gospodarkę i
politykę. Historia odnotowała próby naukowego ujmowania przynajmniej pewnych
elementów i segmentów takich nieformalnych działań, które zwykle wyjaśniano w ramach
aktualnej doktryny ekonomicznej. Przypomnę, że kanonistyka w średniowieczu uczyniła
201
wiele dla analizy wymiany rynkowej w swojej koncepcji ceny sprawiedliwej, a merkantylizm
wręcz przekonywał o słuszności nieformalnych działań w handlu zagranicznym, lansując
konieczność gromadzenia krajowych zasobów kruszcu. Obserwacja gospodarki wojennej,
skutków polityki protekcyjnej i wzrostu znaczenia korporacji, łącznie z analizą doktryn
postklasycznych, zwłaszcza związanych z instytucjonalizmem i badaniami historii
gospodarczej, pozwalają uogólnić informację o gospodarce nieformalnej na użytek spójnej
teorii. Do takich uogólnień zalicza się następujące twierdzenia:146
‒
‒
‒
‒
‒
‒
historia nieformalnej działalności ekonomicznej jest przede wszystkim elementem
historii stosunków towarowo-pieniężnych i odzwierciedla ogólne prawidłowości
ewolucji systemów społeczno-gospodarczych;
poziom rozwoju gospodarki nieformalnej, ogólnie rzecz biorąc, jest wprost
proporcjonalny do siły reglamentacji działalności gospodarczej;
ekspansja nieformalnej działalności gospodarczej występuje w okresach
przełomowych historii ekonomicznej;
struktura gospodarki nieformalnej odzwierciedla instytucjonalną strukturę
reglamentacji społecznej;
zestaw obiektów nieformalnej działalności gospodarczej ulega zmianom w bardzo
szerokim przedziale;
historia ekonomiczna nie zna przykładów skutecznego zlikwidowania gospodarki
nieformalnej przy pomocy wyłącznie środków siłowych.
Te uogólnienia pozwalają uczynić kolejny krok w kierunku takiej konceptualizacji
problemu, która zapewni precyzję niezbędną w formułowaniu kolejnych tez, dających się
weryfikować lub falsyfikować w kręgu osób cieszących się autorytetem środowiska
uczonych. Zachodzi konieczność uściślenia języka tworzącej się teorii i dyscypliny wiedzy,
czemu służy rzetelna troska o dobre definicje używanych pojęć oraz ich klasyfikację lub
przynajmniej taksonomię. W bogatej literaturze przedmiotu znajdujemy liczne próby
porządkowania tych spraw, przy dość oczywistych zastrzeżeniach i ogólnym stwierdzeniu, że
nie spotkamy pełnego i powszechnie uznanego rozwiązania. Z tych względów, wyłącznie na
użytek tego wykładu, ograniczyłem się do skorzystania zaledwie z kilku dostępnych źródeł147.
Przyjmując bez większych zastrzeżeń pogląd, że gospodarka nieformalna jest częścią
ogólnego pojęcia „gospodarka”, a jako kryterium klasyfikacji relację działań gospodarczych
do norm prawa, można posługiwać się następującą definicją:
Gospodarka nieformalna jest częścią gospodarki, której działalność nie odzwierciedla
się w oficjalnej sprawozdawczości i w kontraktach formalnych.
GOSPODARKA NIEFORMALNA
1. Oświetlona
1.1. Nieoficjalna
gospodarka legalna
1.2. Gospodarka
pozaprawna
2. Zacieniona
2.1. Gospodarka
półlegalna
2.2. Gospodarka
nielegalna,
146
Por. J. Łatow, „Nieformalnaja ekonomika kak głobalno-istoriczeskoje jawlenije”, [w:] Tieniewaja
ekonomika: ekonomiczeskij aspiekt: Problematiczeskij sbornik, INION, Moskwa 1999, s. 13-29.
147
J. Łatow, S. Kowalow, Tieniewaja ekonomika, Izd. Norma, Moskwa 2006, część I; E. L. Feige, The
Anatomy of The Underground Economy, WPA Econ 2005, 0502011.; W. Radajew, Tieniewaja ekonomika w
Rossii: izmienienije konturow, “Pro et Contra”,1999, t. 4, nr 1.; A. Olejnik, „Wnielegalnaja ekonomika i mietody
jeje analiza”, [w:] Institucyonalnaja ekonomika. Uczebnik, pod red. A. Olejnika, INFRA-M, Moskwa 2005.
202
kryminalna
1.3. Motywy
1.3.1. Gospodarka
ukryta
1.3.2. Gospodarka
zagubiona
2.3. Zakres
2.3.1. Gospodarka
uwzględniona
2.3.2. Gospodarka
nieuwzględniona
3. Podstawowe typy działań gospodarczych
3.1. Tworzenie przedsiębiorstw prowadzących regularną, niezarejestrowaną działalność
3.2. Operacje ekonomiczne, celowo zatajone w umowach i sprawozdawczości
3.3. Najem siły roboczej bez formalnych umów
3.4. Ukrywanie dochodów przed fiskusem
Źródło: opracowanie własne.
Tablica 11.1. Klasyfikacja gospodarki nieformalnej.
Korzystając z tablicy 11.1 widzimy, że w ramach gospodarki nieformalnej możemy
wydzielić dwa segmenty: 1) oświetlony – wpisujący się w obowiązujące prawodawstwo, albo
po prostu nie będący z nim w sprzeczności; 2) zacieniony (ang. shadow economy; ros.
tieniewaja ekonomika), nie tylko nie jest ujmowana w obowiązującej sprawozdawczości i w
kontraktach, ale po prostu sprzeczna z postanowieniami prawa. Warto również pamiętać, że
poważny fragment segmentu zacienionego, określanego często gospodarką zacienioną lub
szarą strefą, jest wprawdzie całkowicie legalny ze względu na swoje cele i treści, ale ze
względu na charakter wykorzystywanych środków periodycznie staje w sprzeczności z
obowiązującym prawem. Oznacza to, że nie można tego fragmentu szarej strefy traktować
jako kryminalnego. Trzymajmy się przeto podziału szarej strefy, korzystając z kryterium
stopnia legalności operacji gospodarczej. Oto wyróżnienie czterech jej postaci, z których dwie
pierwsze należą do segmentu oświetlonego, a pozostałe – do segmentu zacienionego, tj. szarej
strefy.
1. Nieoficjalna gospodarka legalna (legal, unofficial economy) – działalność
gospodarcza nie ujęta w sprawozdawczości i kontraktach, ale nie naruszająca norm
prawa i uprawnień innych podmiotów gospodarczych, jak jest to w przypadku procesu
przetwórstwa w gospodarstwie domowym.
2. Gospodarka pozaprawna (out-of-law economy) – nie ma tu naruszenia prawa
innych podmiotów, ale prowadzi się działania niereglamentowane. Przykłady
funkcjonowania tzw. rosy markets jak np. tworzenie piramid finansowych, naruszanie
bezpieczeństwa ekologicznego, ulgi uznaniowe i subsydia, nawet lobbing.
3. Gospodarka półlegalna (semi-legal economy) – działalność zgodna z
prawodawstwem co do celów, ale niekiedy wychodząca poza jego ramy, stosując
niedozwolone środki (tzw. szare rynki – grey markets), w rodzaju uchylania się od
podatków, korzystania z barteru, działania bez wykupienia patentu i licencji, albo
bez formalizacji np. wypłaty gotówkowej.
4. Gospodarka nielegalna, kryminalna (non-legal, criminal) – niedozwolona
działalność naruszająca prawo. Występuje na tzw. czarnych rynkach, w
prostytucji, handlu narkotykami, bronią, szantażu i wymuszaniu.
Przydatna w wielu obserwacjach i analizach jest także dodatkowa klasyfikacja
gospodarki nieformalnej według dwóch kryteriów: 1) charakteru motywacji i 2) zakresu
rejestracji. Biorąc pod uwagę motywacje, wyodrębnia się dwa typy działalności gospodarczej:
203
1) gospodarkę ukrytą (hidden economy) – kiedy działalność jest świadomie skrywana przed
organami statystycznymi i podatkowymi; 2) gospodarkę zagubioną (missing economy) –
działalność nie ujętą w sprawozdaniach ze względu na niepełną obserwację, brak
świadomości i niezawinione błędy podmiotów gospodarczych. Ze względu na zakres
rejestracji możemy mówić o kolejnych dwóch typach gospodarki nieformalnej: 1) gospodarka
uwzględniona (recorded economy) – wprawdzie nie zarejestrowana w sprawozdawczości
podmiotów, ale uwzględniona w statystyce dzięki specjalnym szacunkom; 2) gospodarka
nieuwzględniona (unrecorded economy) – wypadająca zarówno ze sprawozdań, jak i z
końcowych zestawień statystycznych.
W gospodarce zacienionej, albo w szarej strefie, występują cztery podstawowe rodzaje
ukrytych działań, tworzących struktury na podobieństwo występujących w sferze oświetlonej.
Mamy przeto:
1 Przedsiębiorstwa prowadzące regularną, niezarejestrowaną działalność
gospodarczą lub nieprawną.
2 Operacje ekonomiczne celowo zatajone w umowach i sprawozdawczości.
3 Najem siły roboczej bez formalnych umów.
4 Dochody ukrywane przed fiskusem.
Niekiedy wyróżnia się także gospodarkę fikcyjną (fictious economy), powiązaną z
odbiciem w sprawozdawczości statystycznej i w księgowości nieistniejącej działalności
gospodarczej, jak np. przekazanie pieniędzy za niedostarczoną produkcję.
*
Budowaniu zrębów i konstrukcji nośnej ekonomicznej teorii gospodarki nieformalnej i
szarej strefy przeszkadza w sposób tradycyjny szum sporów i zamieszanie, czasami potrzebne
jako prowokacja intelektualna, ale nieraz wynikające z nieporozumień. Znawcy problemu
wskazują m.in. na dwa różne podejścia, będące dość często źródłem sporów. Pierwsze,
najbardziej popularne, traktuje gospodarkę nieformalną jako całość form i sektorów
gospodarki narodowej przeciwstawną interesom państwa i wrogą legalnym segmentom
systemu rynkowego. Podejście drugie widzi gospodarkę nieformalną jako zbiór relacji
występujących w charakterystykach wszystkich bez wyjątku składników (sektorów)
gospodarki. Podejście pierwsze jest przydatne w rachunku makroekonomicznym, kiedy
próbuje się m.in. oszacować udział szarej strefy w PKB. Wiemy już, jak duże różnice
występują w tych szacunkach i jak potrzebne są bardziej precyzyjne określenia granic
gospodarki zacienionej. Z drugiej strony, w analizach sektorowych, gałęziowych i w
przedsiębiorstwach, ogólnie – w działalności podmiotów gospodarczych, mniej emocjonalne
podejście do zjawiska działań nieformalnych może trafniej ocenić sytuację i podjąć właściwą
decyzję. Ekonomika instytucjonalna wiele podpowiada w tych sprawach praktykom.
Obserwowany od lat 70-ych ubiegłego wieku wzrost skali i znaczenia gospodarki
nieformalnej wiąże się z ogólną dynamiką ewolucji społeczno-gospodarczej, w ramach której
tak istotne miejsce zajmuje już zjawisko globalizacji. W Polsce i państwach
postsocjalistycznych, jak również w większości ośrodków naukowej myśli ekonomicznej,
duże uznanie zdobyła teza o wręcz podstawowym wpływie procesu transformacji ustrojowej
na ekspansję szarej strefy i całej gospodarki nieformalnej. Znajduje to swoje odbicie także w
walce politycznej i ideologicznej, przyczynia się do wyznaczania strategii rozwoju
gospodarczego i nawet radykalizacji prawa karnego. Nie umniejszając roli transformacji
ustrojowej i pamiętając o historii wielkich rewolucji, pomniejszych przewrotów i reform,
wypada jednak powiedzieć, że szara strefa i gospodarka nieformalna nie są efektem przemian
ustrojowych w ramach transformacji gospodarki nakazowej realnego socjalizmu w
kapitalistyczną gospodarkę rynkową. Zanim znajdziemy właściwe jej miejsce w tym
trwającym jeszcze okresie historycznym, dobrze jest pamiętać o niejako klasycznych, czy też
znacznie szerszych przyczynach, obejmujących większe obszary Ziemi, prawie całą
204
gospodarkę światową i trwających przez wiele dziesięcioleci. Do takich przyczyn można, bez
większych zastrzeżeń, zaliczyć148:
1. Ogromną dynamikę zmian na światowych i regionalnych rynkach pracy, u podłoża której
leżą zarówno skutki rewolucji naukowo-technicznej, jak i zmiany w układzie sił
ekonomicznych i militarnych. Regionalne i lokalne kryzysy społeczne i ekonomiczne,
wzrost znaczenia wielkich korporacji, wszystko to sprzyja zjawisku uciekania się do
zacienionych form zatrudnienia, jak np. tworzenia nielegalnych małych firm lub tzw.
samozatrudnienia.
2. Masową migrację z krajów trzeciego świata i na obszarach postsocjalistycznej
transformacji ustrojowej oraz ucieczkę ludności z obszarów ogarniętych lokalnymi
wojnami. Jesteśmy obserwatorami wzrostu konfliktów w enklawach imigrantów w
miastach Europy, zagrożonych dodatkowo akcjami terrorystów.
3. Zakres i metody ingerencji państwa w stosunki społeczno-gospodarcze, zbyt często
zmieniające się w szerokich granicach – od pełnego liberalizmu do skrajnych form
administrowania. Badania statystyczne dowodzą wysokiej korelacji między stopą
opodatkowania i skalą korupcji.
4. Liberalizację handlu światowego, otwarcie rynków zagranicznych i towarzysząca temu
walka konkurencyjna, zwłaszcza w formie obniżania cen przy pomocy wszelkich form,
często nielegalnych i wręcz kryminalnych.
5. Ogólną tendencję do przesuwania działalności w kierunku gospodarki nieformalnej, jako
bardziej giętkiej w procesie podejmowania decyzji niż w warunkach nadmiernej
reglamentacji i instytucjonalizacji.
Wykorzystanie tych ogólnych tez na temat przyczyn wyższej dynamiki zmian roli
gospodarki nieformalnej w układzie globalnym, jaką obserwujemy na przełomie wieków,
ułatwia tylko wstępną orientację w problemach gospodarki nieformalnej, ale nie pozwala na
prostą adaptację dla zrozumienia specyfiki szarej strefy i postulowania treści odpowiedniej
polityki. Uczyńmy kolejny krok w poznaniu tego fragmentu rzeczywistości i związanych z
nim wyzwań.
11.2. Realia i wyzwania współczesności
Orientacja w rozmiarach i strukturze zjawiska szarej strefy jest wciąż utrudniona
mimo autentycznego zapotrzebowania zgłaszanego przez władze państwowe, organizacje
międzynarodowe i środowiska naukowe. Trzeba o tym pamiętać, studiując coraz bogatszy
materiał statystyczny, analizy naukowe i popularnonaukowe oraz postulaty zgłaszane pod
adresem decydentów wszystkich szczebli. W tym podrozdziale zachęcam tylko do poznania
wybranych wskaźników tego zjawiska i wręcz gorączkowych poszukiwań skutecznych metod
jego mierzenia.
Sygnalizowałem już trudności porozumiewania się w sytuacji obfitości nazw w
różnych językach. W naszych słownikach branżowych podkreśla się, że szara strefa dotyczy
działalności gospodarczej nie ujętej w obowiązującej sprawozdawczości statystycznej149. Od
1993 r. zalicza się do niej produkcję nielegalną – zakazaną, zwłaszcza produkcję narkotyków,
ale także przemyt oraz produkcję ukrytą, nie zabronioną przez prawo, nie ujawnianą w całości
lub częściowo właściwym organom administracji państwowej, podatkowym, celnym i
ubezpieczeniowym. Przybliżone szacunki określają wartość produkcji szarej strefy na 10-25%
PKB. W roku 1996 GUS oszacował ten udział na 6%, ale z zastrzeżeniami do samych metod
pomiaru.
148
W. Radajew, op.cit., s. 8-11.
Por. J. Główczyk, Uniwersalny słownik ekonomiczny, Fundacja Innowacja WSS-E, Warszawa 2000; Nowy
słownik ekonomiczny przedsiębiorcy, wyd. VIII, Znicz, Warszawa-Szczecin 2004.
149
205
W Stanach Zjednoczonych gospodarka podziemna (underground economy), do której
zalicza się wszelką działalność nielegalną, nieformalną i nieujawniane transakcje, stanowi ok.
10% PKB. W Europie Zachodniej bardzo przybliżone szacunki podają, że we Włoszech,
Hiszpanii i Belgii udział ten sięga 20-30%; a w Szwecji, Irlandii, Francji, Holandii,
Niemczech i Wielkiej Brytanii zamyka się w granicach 10-20% wartości PKB.
Trzeba przyznać, że podane tu wskaźniki są dalekie od precyzji, ale już jesteśmy z
nimi oswojeni. Inaczej było jeszcze nie tak dawno. Prawdziwy wstrząs wywołały pierwsze
publikacje wybitnego ekonomisty peruwiańskiego Hernando de Soto (ur. 1941), który
przedstawił wyniki swoich badań i szacunki wielkości szarej strefy w Peru w latach 80-ych
ubiegłego wieku150. Opublikowane wskaźniki szokowały. Przykładowo, szacunek czasu
produkcyjnego w sektorze nieformalnym dowodził, że jest on wyższy niż w sektorze
legalnym, a zatem także jego udział w PKB Peru sięgał 60%. W budownictwie
mieszkaniowym, handlu, transporcie i przemyśle szara strefa dominuje i pozwala sądzić, że
sama istota państwa i jego funkcje nie mieszczą się w rzeczywistym obrazie gospodarki
peruwiańskiej. Sam de Soto i wielu autorów związanych z ekonomiką instytucjonalną próbują
rozwiązać tę zagadkę. Oto niektóre wnioski i argumenty z analizy zjawiska trwałości i
obserwowanej ekspansji szarej strefy.
Przede wszystkim twierdzi się, że gospodarka nieformalna jest trwałym zjawiskiem
gospodarki towarowej i nie występuje w gospodarce naturalnej. Ewolucja tego zjawiska jest
pochodną zmian ustrojowych i natężenia działalności regulacyjnych państwa, a okresowe
ekspansje szarego sektora wiązały się z pewnymi historycznymi przełomami. Wiadomo, że
monopol cechów rzemieślniczych był łamany przez merkantylny handel i nielegalną
produkcję organizowaną przez czeladników i kupców. Służyły temu zjawiska kontrabandy i
nielegalnego handlu niewolnikami, masowa spekulacja w okresach napięć i wojen, wreszcie
dobrze nam znane, dalekie od legalności działania w procesach prywatyzacji i transformacji
ustroju. Struktura gospodarki nieformalnej jest odbiciem społecznej struktury regulacji, a
więc dotyczącej stosunku do władzy grupowej (municypalnej), lokalnej, regionalnej i
państwowej. Wiele wskazuje na to, że współcześnie przeważa relacja sektora prywatnego do
władzy państwowej. Niestety, ostateczny wniosek z tych analiz jest raczej ponury – historia
nie zna przykładów całkowitego zniszczenia szarej strefy przy użyciu wyłącznie siły.
Za podstawową przyczynę powstania w Peru tak rozległej strefy gospodarki
nieformalnej de Soto uznał ogromne koszty dostępu podmiotów gospodarczych do legalnej
działalności i koszty utrzymania się w ramach legalizmu. Czy takie podejście może pomóc w
tłumaczeniu sytuacji w naszym kraju? Warto śledzić nasze przepisy związane z zakładaniem
firm i prawną kontrolą ich działalności. Pokonywanie barier w urzędach bardzo często jest
zbyt kosztowne i kusi do omijania prawa.
W najnowszej przedmiotowej literaturze podkreśla się dodatkowo następujące cechy
gospodarki nieformalnej i konieczność opracowania zestawu ich wskaźników ilościowych.
Na poczesnym miejscu powinno się badać i monitorować problem uchylania się od podatków
(tax evasion). Szacunki prowadzone w niektórych państwach (USA, Norwegii, Danii i Nowej
Zelandii) są niedoskonałe, raczej zaniżone, ale przydatne jako sygnały dla polityki regulacji
fiskalnej. Z tym zagadnieniem wiąże się wskaźnik udziału siły roboczej w gospodarce
niewidzialnej. Szacunki są trudne, wszak wiele osób pracuje jednocześnie w obu strefach
gospodarki, ale określenie trendu tego procesu ma istotne znaczenie dla polityki społecznej.
Interesujące wyniki przyniosły także badania popytu na gotówkę (currency demand), tj. na
bilon i banknoty. Transakcje w szarej strefie odbywają się najczęściej przy pomocy gotówki i
nic dziwnego, że wzrost udziału pieniądza gotówkowego w krajowym obiegu pieniądza może
sygnalizować także wyższą dynamikę gospodarki nieformalnej. Ciekawe spostrzeżenia
150
H. De Soto, Inny szlak: niewidzialna rewolucja, PTW, Warszawa 1991 oraz Tajemnice kapitału: dlaczego
kapitalizm triumfuje na Zachodzie a zawodzi gdzie indziej, Warszawa 2002.
206
zgłaszają ekonometrycy – zwracają oni uwagę na wskaźnik udziału w ich modelach ukrytych,
nie dających się obserwować zmiennych, którym nie można przypisać cech sprawczych.
Wysoki i rosnący udział takich zmiennych w modelach może świadczyć o wzroście
niepewności w całym systemie gospodarczym.
Identyfikacja gospodarki nieformalnej (sektora szarej strefy) może nam ułatwić
porównanie zestawu cech przedsiębiorstw (firm) działających w obu częściach gospodarki
narodowej w regionie Afryki Zachodniej (por. tab. 4).
Cechy
Bariery wejścia
Technologia
Zarządzanie
Kapitał
Czas pracy
Opłata pracy
Usługi finansowe
Relacje z nabywcami
Koszty stałe
Wykorzystanie reklamy
Subsydia rządowe
Orientacja rynkowa
Sektor formalny
Wysokie
Kapitałochłonna
Biurokratyczne
W nadmiarze
Uregulowany
Normalna
Banki
Bezosobowe
Duże
Konieczność
Często wielkie
Często na eksport
Sektor nieformalny
Niskie
Pracochłonna
Rodzinne
Niedostatek
Nieregulowany
Ograniczona
Zasoby własne i nieformalne
Osobiste
Nieznaczne
Małe lub całkowity brak
Nie istnieją
Rzadko na eksport
Źródło: P. Fidler, L. Webster, The Informal Sectors of West Africa. Washington 1996, s. 6.
Tablica 11.2. Porównanie cech firm działających w sektorze formalnym i nieformalnym.
Pojęcie firma w zastosowaniu do szarej strefy jest oczywiście naruszeniem definicji
stosowanej w gospodarce legalnej, ale ekonomiczna istota tej instytucji jest uwzględniona.
Trzeba dodać, że bardzo często legalnie działające firmy wkraczają na teren sektora
nieformalnego i odwrotnie – szara strefa korzysta z luk prawnych.
Cała problematyka gospodarki nieformalnej stała się już uznaną składową
współczesnej myśli ekonomicznej i coraz silniej wiąże się z ekonomiką instytucjonalną i
krytyką ortodoksji nurtu głównego ekonomii. Przyczyna jest prosta – ta gospodarka
podziemna stanowi już zbyt poważne wyzwanie wobec polityki ekonomicznej i społecznej151.
Nielegalna praca, uchylanie się od podatków, żywiołowo powstające firmy i układy zagrażają
instytucjom oficjalnym, ale także świadczą o słabościach ustroju, w którym jednostka lub
grupa społeczna jest tak obciążona przez państwo, iż wybiera wyjście (exit option) ze strefy
legalnej, zamiast oczekiwania na poprawę sytuacji dzięki demokratycznym regułom
głosowania i doskonalenia instytucji prawa (voice option). W tym miejscu trzeba dodać, że
trwająca transformacja ustrojowa w państwach postsocjalistycznych jeszcze mocniej
podkreśla znaczenie roli gospodarki cieniowej i trudności doskonalenia polityki społecznogospodarczej.
Na zakończenie można tylko apelować do środowisk nauki i polityki, aby za punkt
wyjścia przyjąć strategię opartą na dwóch filarach, celach realizowanych jednocześnie – 1)
redukcji atrakcyjności unikania podatków i opuszczania strefy legalnej; 2) wpływania na
instytucje formalne, aby oddziaływały pozytywnie na możliwości dokonywania wyboru drogą
demokratycznego głosowania.
*
151
Por.: D.H.Enste, The Shadow Economy and Institutional Change in Transition Countries, 2002.
207
O współcześnie stosowanych metodach pomiaru sektora gospodarki nieformalnej
możemy w naszym wykładzie powiedzieć tylko tyle, że wymienimy ich nazwy i główne
cechy152.
Cały zbiór metod pomiaru tego sektora daje się podzielić na dwa podzbiory odnoszące
się do poziomów mikro i makroekonomii. W tym pierwszym wykorzystuje się następujące
metody bezpośrednie:
1. Ankietowanie, korzystające z dorobku naukowego socjologów i preferujące anonimowość
odpowiedzi lub pogłębionego wywiadu z reprezentantami czterech grup związanych w
różnym stopniu z szarą strefą – deklarujących bezpośrednie zaangażowanie; obserwatorów
od wewnątrz; postronnych obserwatorów, mających swój pogląd na działalność szarej
strefy, ale nie deklarujących w niej uczestniczenia; ofiar działań korupcyjnych i innych
działań tej strefy, nie będących jej uczestnikami.
2. Kontrola jawna, prowadzona przez legalne wyspecjalizowane organy w celu wykrywania i
zapobiegania naruszeniom prawa walutowego, celnego, bankowego, podatkowego,
antymonopolowego, handlowego, ochrony przeciwpożarowej i sanitarnej. Wyniki kontroli
są cennym materiałem dla statystyki.
3. Specjalne metody analizy ekonomiczno-prawnej, wykorzystujące narzędzia ekonomiczne
dla potrzeb praktyki prawnej. Wyróżnia się trzy typy takich narzędzi lub metod: 1) analizy
zaczerpnięte z rachunkowości; 2) analiza dokumentów gospodarczych; 3) rozwinięte
metody analizy ekonomicznej.
Warto zwrócić jeszcze uwagę na zestaw metod wykorzystywanych w analizie
ekonomicznej, opartych na zasadach wynikających z łączenia teorii i praktyki współczesnej
gospodarki. Wyróżnia się aż cztery takie metody, pozwalające wykryć cechy wskazujące na
ich odmienność od normalnych charakterystyk działalności gospodarczej.
Pierwszą z tych metod jest metoda porównawcza, dzięki której otrzymuje się sygnały
np. o nadmiernym zużyciu energii w stosunku do norm stosowanej technologii,
niewłaściwych relacji między nakładami surowców, sumą zysku i wielkością produkcji.
Czasem mogą to być pierwsze sygnały o ukrytych dochodach lub nawet praniu brudnych
pieniędzy, a dość często – informacją o próbach uchylania się od podatków. Druga metoda
opiera się na koncepcji wskaźników rozliczeniowych, wzorcach opracowanych na
materiałach działalności normalnego przedsiębiorstwa. Odchylenie od takiego wskaźnika
dowodzi wejścia badanego podmiotu na drogę działań nieformalnych lub nawet
kryminalnych. Metoda trzecia bada odchylenia od stereotypów i poszukuje nieznanych
zależności efektów zaobserwowanych w kontrolowanym podmiocie gospodarczym.
Przedmiotem badania są z reguły: 1) niepokojące informacje o emisji czeków na sumy nie
znane w klasyfikacji działalności; 2) źródła pochodzenia czystego zysku i nietypowego
przyrostu majątku; 3) przyczyny deficytu kasowego, dość częstego w małych firmach;
4)struktury rachunku obrotów pieniężnych, zwłaszcza w tych firmach, gdzie nie ma jasnego
podziału między dochodami i wydatkami firmy i jej właściciela; 5) wskaźniki korygujące
efekty badanego przedsiębiorstwa z warunkami otoczenia, zmianami koniunktury, poziomu
cen i taryf kształtujących się w danej gałęzi i w określonym okresie.
Na poziomie makroekonomii wykorzystuje się metody pośrednie, czerpiąc obficie z
danych oficjalnej statystyki oraz informacji gromadzonej przez organy finansowe i
podatkowe. Wyróżnia się jedną zbiorczą metodę określoną jako metoda rozbieżności oraz
sześć innych, o których powiemy po kilka zdań.
Metoda rozbieżności polega na porównywaniu źródeł danych statystycznych,
zawartych w różnych dokumentach. Rozróżnia się trzy takie metody wyjawiania rozbieżności
związane z porównywaniem dochodów i wydatków, alternatywnymi ocenami wskaźników
152
Korzystam z cyt. książki: J. Łatow. S. Kowalow, s. 2-35.
208
makroekonomicznych i analizą potoków towarowych. Każda z nich ma swoje mocne i słabe
strony, w zależności od danego kraju, sprawności aparatu statystyki i opanowania procesu
przetwarzania dostępnej informacji.
Pozostałe metody cieszą się także zróżnicowanym uznaniem przez teoretyków i
praktyków. Dość szeroko stosuje się metodę wskaźników zatrudnienia, nazywaną również
metodą włoską, ponieważ opracowana została i udoskonalona przez centralny urząd
statystyczny Włoch. Ma ona wykrywać rozbieżności między wielkością zatrudnienia
zgłaszaną przez firmy z zamiarem obniżenia podatku i danymi uzyskanymi w ankietach np.
dotyczących czasu pracy w gospodarstwach domowych. Pomocne są także statystyki
bezrobocia. Kolejna metoda – monetarna – zajmuje się obserwacją masy pieniądza w obrocie
krajowym, zwłaszcza udziału w nim pieniądza gotówkowego. Twierdzi się, że w szarej strefie
preferowane są transakcje gotówkowe lub dodatkowo barterowe. Wzrost takiego wskaźnika
jest często świadectwem wyższej dynamiki działalności gospodarki nieformalnej. Zaletą tej
metody jest większa łatwość uzyskania potrzebnych danych. Trzecia metoda – ocen
eksperckich – znana w różnych wariantach, korzysta z kwalifikacji osób specjalizujących się
w analizach właśnie szarej strefy. Ich analizy i oceny wymagają dużej ostrożności ze strony
odbiorców, ponieważ weryfikacja trafności wymaga dłuższego przedziału czasu i pomocy
kolejnych ekspertów. Metoda współczynników technologicznych należy do trudnych,
wymagających znajomości nie tylko procesów produkcji, ale także metod matematycznych i
ekonometrycznych. Korzysta się z analizy bilansów produkcji zużycia podstawowych
surowców i wyrobów oraz wskaźników wydajności systemów zaopatrywania i transportu.
Ostania z metod dotyczy oceny determinantów, tj. wskaźników charakteryzujących możliwie
precyzyjnie całość funkcjonowania gospodarki nieformalnej, jej wielkość i strukturę.
Znawcy problemów mierzenia gospodarki cieniowej zgadzają się, że stosowane
metody są coraz obfitsze, ale wiarygodność wskaźników tych samych cech opracowanych
przez różne ośrodki i metody bywa bardzo niska. Wciąż brakuje jednolitej metodyki
ilościowych ocen wielkości składowych struktury gospodarki nieformalnej. Nie oznacza to
rezygnacji z korzystania z informacji dostarczanej przez ośrodki badające ten fenomen
współczesności.
*
Mimo licznych publikacji, w których prezentowane są różne wskaźniki dotyczące
szarej strefy, zwięzła analiza jej charakteru jest wciąż bardzo trudna. Najwięcej korzyści tego
typu można znaleźć w opracowaniach dwóch uczonych – Dominika Enste z RFN i Friedricha
Schneidera z Austrii153. Proponuję zapoznać się ze wskaźnikami makroekonomicznymi w
podziale na grupy krajów wysoko rozwiniętych, rozwijających się i niektóre państwa
postsocjalistyczne. Dane zawarte w tablicach pochodzą z różnych źródeł, ale najczęściej
pierwotnie ukazywały się w publikacjach wyżej wymienionych autorów.
Zwracam uwagę, że nawet z fragmentarycznych statystyk widać, że gospodarka
nieformalna – jej znaczenie i aktywność – rośnie w miarę przechodzenia od systemu silnej
interwencji państwa do gospodarki zdecentralizowanej i bliskiej anarchii.
Grupy krajów
OECD
Postsocjalistyczne
Rozwijające się
Tablica 11.3. Udział (w %) szarej strefy w PKB.
Udział w PKB
14-16
21-30
35-44
153
Spośród licznych publikacji zalecam: F Schneider, D. Enste, The Shadow Economy: An international survey,
Cambridge University Press, 2002.
209
Grupa OECD jest reprezentatywną dla krajów gospodarczo wysoko rozwiniętych i
legitymuje się najniższym wskaźnikiem udziału szarej strefy w produkcie krajowym brutto.
Trzeba jednak uwzględnić fakt, że operujemy tu przeciętnymi, a więc grupujemy Grecję i
Włochy, w których ten udział wynosi odpowiednio 30 i 27 %, kraje skandynawskie ze
wskaźnikami zbliżonymi do średnich oraz Stany Zjednoczone i Austrię po 10% i Szwajcarię –
9%. Dość łatwym zabiegiem byłoby opracowanie wskaźników dla podgrup krajów OECD.
Interesująca – ze względu na udział w niej Polski – jest grupa krajów
postsocjalistycznych, plasująca się pośrodku globalnego zbioru. Jako podgrupy uznaje się
byłe republiki ZSRR i transformujące się kraje Europy Środkowej i Wschodniej.
Zróżnicowanie jest duże w obu podgrupach. W pierwszej największy udział szarej strefy w
PKB miała Gruzja – 64%, a Rosja 44%, podczas gdy Uzbekistan tylko 9%. Wśród państw
drugiej podgrupy najwyżej plasowała się Bułgaria – 34%, najniżej Słowacja – 11%, podczas
gdy Polska była prawie w środku – 15-16%. Sądzę, że obecnie mogły nastąpić dość poważne
zmiany, chociaż ogólne wnioski będą podobne.
Kraje trzeciego świata, a więc stanowiące główny składnik trzeciej grupy (kraje
rozwijające się), legitymują się bardzo wysokim zróżnicowaniem. W Afryce najwyższe
wskaźniki przypisywano Nigerii – 77% i Egiptowi – 69%, najniższy – 11% miała RPA. W
Azji najwyższy wskaźnik przypisano Tajlandii – 70%, a najniższy Singapurowi – 14%.
Ameryka Łacińska miała odpowiednio Boliwię – 67% i Chile –19%. Szacuje się, że średnio
w krajach trzeciego świata udział szarej strefy w PKB sięga 40%.
Jeszcze trudniej jest wypowiadać się na temat dynamiki szarej strefy w okresie
obejmującym 20-30 lat i w odniesieniu do wymienionych tu grup krajów. Najogólniej
literatura fachowa ocenia przemiany w kilku zdaniach. Takie wysoko rozwinięte państwa z
grupy OECD, jak Belgia, Dania, Włochy, Norwegia, Hiszpania i Szwecja, w okresie 30 lat
podwoiły udział szarej strefy w PKB – z 10% w 1970 r. do 20% w 2000 r. Stany Zjednoczone
miały także podobny wzrost – z 4% do 9%. Najszybszy wzrost miały kraje OECD w latach
90-ych ubiegłego wieku – z 13 do 17%. Te lata otworzyły szeroko wrota dla ekspansji szarej
strefy w państwach b. Związku Radzieckiego, sięgając wskaźnika ponad 30%, podczas gdy
państwa postsocjalistyczne w Europie Środkowej ustabilizowały ten wskaźnik znacznie niżej.
Wyjątkiem może być Albania, która likwidując scentralizowaną gospodarkę w sposób
żywiołowy wepchnęła ją prawie całkowicie w zasięg cienia bliskiego czarnej strefy.
Ważnym wskaźnikiem jest wielkość zatrudnienia w gospodarce nieformalnej i jej
udział w zatrudnieniu krajowym. Szacunki obejmują pracodawców i pracowników
dostarczających produkcję na rynek, niezależnie od tego, czy są oficjalnie zarejestrowani czy
nie. Wiadomo powszechnie, że wielu pracowników szarej strefy ma drugą robotę,
wykonywaną poza lub w tym samym czasie w gospodarce oficjalnej. Niektórzy pracują
wyłącznie w szarej strefie, ponieważ daje większy zysk, albo są to nielegalni imigranci,
którzy nie mogą być legalnie zatrudnieni. O jakich wielkościach i dynamice zatrudnienia
świadczą statystyki?
W latach 90-ych ubiegłego wieku szacunki dla Unii Europejskiej podawały liczbę 20
mln osób zaangażowanych w szarej strefie, a w europejskich krajach OECD łącznie ok. 35
mln. W niektórych państwach Europy wskaźniki te są bardzo wymowne. Oto udziały
zatrudnionych w tej strefie w relacji do całkowitego wynosiły we Włoszech 30-48%,
Hiszpanii 12-32%, Szwecji 20%. Co ciekawsze, w wielu krajach te wysokie wskaźniki
zanotowano przy stosunkowo wysokim poziomie bezrobocia. Dynamika zatrudnienia w
szarej strefie była także wysoka w wielu innych krajach. Dla przykładu, jej udział w ogólnym
zatrudnieniu w Danii uległ podwojeniu w okresie 15 lat – z 8% w 1980 r., do 15% w 1994 r.
Podobnie było w Niemczech: od 8-12% w latach 1974-82 do 22% w 1998 r. Francja w tym
samym okresie odnotowała wzrost z 3-6% do 6-12%.
210
Dość lakonicznie na pytanie o przyczyny wzrostu gospodarki nieformalnej
odpowiadają znawcy zagadnienia. Utrzymywanie relatywnie małego szarego sektora wiąże
się z polityką niskich stóp podatkowych i umiarkowanych regulacji prawnych, dobrze
osadzonych w systemie legislacyjnym. Liczne studia nad wybranymi zagadnieniami szarej
strefy dowodzą, że zwykle siłami napędzającymi jej działalność są właśnie ciężary
opodatkowania, ubezpieczenia socjalnego i nasilające się restrykcje na legalnych rynkach
pracy. Poważną rolę odgrywa także poziom płacy roboczej w sektorze formalnym.
Dotychczasowe rozważania nad szarą strefą pozwalają już przejść do poznania także
zagadnień gospodarki nieformalnej w naszym kraju.
11.3 Zagadnienia szarej strefy w polskiej gospodarce
Wiemy już dobrze, że zjawisko szarej strefy było, jest i będzie towarzyszyło każdemu
państwu i jego systemowi społeczno-gospodarczemu, aczkolwiek w bardzo różnych formach i
rozmiarach. Nie mamy tu okazji do szerszego przeglądu naszej historii gospodarczej i
musimy trzymać się tylko krótkiego okresu transformacji ustrojowej, zapoczątkowanego
formalnie w 1989 r. Mamy także szczególny powód, bo podjęte w Polsce reformy i dynamika
przekształceń w instytucji własności, wysunęły zagadnienia szarej strefy na wysokie miejsce
na wszystkich szczeblach decyzji i w prawie wszystkich dziedzinach życia. Treść tego
podrozdziału musimy przeto ograniczyć do kilku zagadnień, sygnalizujących sprawy godne
dalszego poznania.
Dobrym wejściem do realiów III RP i zrozumienia aktualnych zagadnień szarej strefy
jest przypomnienie kilku fragmentów funkcjonowania gospodarki nieformalnej w naszym
kraju w okresie tzw. realnego socjalizmu154.
Do roku 1956 panowała polityka wdrażania radzieckich wzorców tworzenia zrębów
gospodarki socjalistycznej i eliminowania mechanizmów rynkowych na rzecz pełnej władzy
centralnego planu. Nieformalna gospodarka była utożsamiana z czarną strefą i zwalczana
drastycznymi środkami administracyjnymi. Późniejsze, coraz odważniejsze próby liberalnych
reform obracały się wokół wdrożenia właściwych relacji między planem i rynkiem. W
połowie lat 70-ych ubiegłego wieku nasiliły się dyskusje nad teorią i praktyką swoistego
przetargu planistycznego. W centrum zainteresowania stawiano proces podejmowania decyzji
alokacyjnych w warunkach presji konsumentów, braków zaopatrzenia materiałowego w
przedsiębiorstwach i ich kooperacji, sprzeczności i walki grup interesów oraz doraźnych
działań związanych z gaszeniem konfliktów. Centrum polityczne i gospodarcze u progu lat
80-ych nie miało już siły do stabilizacji sytuacji, a metody dystrybucji zasobów coraz
bardziej przypominały stosowane w warunkach gospodarki pogotowia wojennego.
Nieformalna gospodarka, nazywana już dość powszechnie jako drugi obieg, korzystała
z ram przedsiębiorczości państwowej i spółdzielczej, przypominając w znacznym stopniu
relacje między żywicielem i pasożytem. Trzeba jednak pamiętać, że taką działalność
wymuszała luka rynkowa, uderzająca w interesy gospodarstw domowych. Przedsiębiorstwa
uciekały się do działań quasi-rynkowych, nawiązując nieformalne kontakty z firmami w celu
zapewnienia dostawy deficytowych materiałów. Tworzyła się żyzna gleba dla przekrętów i
zacierania się granicy między tym co społeczne, państwowe i prywatne. Nieformalna sfera
obejmowała coraz szerzej, chociaż nierównomiernie, podaż towarów i usług dla ludności. Tak
działał proceder korzystania na lewo z mocy produkcyjnych i zasobów przedsiębiorstw
państwowych, rozwijanie produkcji nielegalnych warsztatów rzemieślniczych, słynna
turystyka handlowa, spekulacja i klientelizm oraz czarny rynek walutowy.
154
Polecam lekturę rozdziału IV w monografii P. Kozłowskiego, op. cit. 2004, s. 49-68.
211
Dewiacja i coraz szybszy rozkład systemu społeczno-gospodarczego oraz całego ładu
prawnego generowały nowe instytucje gospodarki nieformalnej i torowały drogę
transformacji ustrojowej. Takie formy i typy szarej strefy w tym okresie obejmowały: roboty
przy budowie prywatnych mieszkań przez robotników budowlanych, korzystających z
narzędzi i materiałów firm państwowych, czerpiąc stąd dodatkowe dochody: tzw. fuchy –
naprawy i remonty w mieszkaniach prywatnych dokonywane na podstawie ustnych umów z
fachowcami; zaopatrywanie rodzin w deficytową żywność ze źródeł nielegalnych i poza
oficjalnym obiegiem rynkowym; wychowanie i kształcenie dzieci z wykorzystaniem
nieoficjalnych korepetycji i świadczeń zbliżonych do łapówkarstwa oraz załatwianie po
znajomości usług medycznych. Codzienny język ubierał te formy gospodarki nieformalnej w
barwne i sugestywne określenia: usługi i przysługi, załatwianie, organizowanie i
zabezpieczanie itp. W nowy ustrój wchodziliśmy już dobrze zahartowani w znajomość szarej
strefy.
*
Zasadniczą dla tego podrozdziału prezentację zagadnień zacznę od ryzyka oceny
dostępnej w naszym języku przedmiotowej literatury, mając nadzieję, że będzie to służyć jako
zachęta do jej wzbogacania i przede wszystkim – pogłębiania analiz, sądów i mnożenia
postulatów pod adresem aktualnych i potencjalnych decydentów. Mój indywidualny wysiłek
w gromadzeniu informacji bibliograficznej przyniósł skromne rezultaty, a lektury dostępnych
publikacji – niepełne i czasem pobieżne – pozwoliły wyłącznie na uproszczone wnioski i
oceny.
Pojęcie szarej strefy zagościło w polskich źródłach o charakterze naukowym dopiero
w latach 90-ych, wypierając lub towarzysząc wielu innym określeniom gospodarki
nieformalnej. Po okresie gospodarki realnego socjalizmu bliższe nam było określenie drugi
obieg i różne nazwy stosowane w prezentacji przestępstw gospodarczych. Nie można było
sięgnąć po prostu do ukazujących się encyklopedii i branżowych słowników, aby skorzystać z
poręcznej definicji. Nawet w tak poważnej księdze, jak Encyklopedia biznesu, znani
ekonomiści zamiast klasycznej definicji uciekli się do ogólnej charakterystyki zjawiska.
Profesor Jerzy Kleer napisał: do szarej strefy zaliczymy działalność gospodarczą uchylającą
się od płacenia podatków, prowadzoną bez wymaganych zezwoleń oraz nie przestrzegającą
obowiązujących przepisów prawnych155. W haśle Szara strefa gospodarowania w biznesie
Waldemar Tyc preferuje raczej pojęcie drugi obieg gospodarczy, podaje liczne jego
składowe, sięgając aż do strefy czarnej. Dzisiaj mogę powiedzieć, że P.T. autorzy po prostu
mieli różne poglądy, które nie przeszkadzały im rzeczowo przedstawić istotę zjawiska i trafne
przykłady z polskiej praktyki.
Podobnie jak w wielu innych naukach polscy autorzy pogrążeni byli w studiowaniu
bogatej literatury zachodniej, przekazując zdobyte informacje w lawinie popularnych esejów i
przyczynków, niezwykle potrzebnych w nowej sytuacji. Pojawiły się także naukowe artykuły
i pierwsze obszerne monografie, z których zaczyna się wyłaniać autentyczny polski nurt, nie
aspirujący do samodzielności, ale – chyba właściwie – poszukujący godnego miejsca w
rozwijanych w Polsce doktrynach społeczno-ekonomicznych. Mam obowiązek moralny
zwrócić uwagę na kilka publikacji, które nie tylko prezentują takie podejście, ale także są
drogowskazem do bogatej polskiej bibliografii156.
155
J.Kleer, Encyklopedia biznesu, Wyd. Fundacja Innowacja, Warszawa 1995, tom 2, s.977.
Wymieniam w porządku chronologicznym: S. Sztaba, Aktywne poszukiwanie renty. Teoria. Przykłady
historyczne. Przejawy w polskiej gospodarce lat dziewięćdziesiątych. SGH, Warszawa 2002; B. Mróz,
Gospodarka nieoficjalna w systemie ekonomicznym, SGH, Warszawa 2002; P. Kozłowski, Gospodarka
nieformalna w Polsce. Dynamika i funkcje instytucji, INE PAN, Warszawa 2004; M. Bochenek, „Szara strefa”,
[w:] Problemy gospodarki rynkowej w Polsce, B. Bolszakowicz (red.), Toruń 2004, s. 171-203; Szara strefa
gospodarcza w dobie globalizacji. Materiały konferencji zorganizowanej przez PWSBiA 6 października 2006 r.
Wydawnictwo PWSBiA, Warszawa 2006.
156
212
Polscy autorzy niezwykle starannie prezentowali dorobek zagraniczny, głównie
zawarty w publikacjach anglojęzycznych, unikając wyraźnego opowiadania się za jedną z
licznych definicji, spokrewnionych z szarą strefą. A było w czym wybierać – w ciekawym
eseju Mirosław Bochenka autor wyliczył prawie 40 takich nazw, ale nie wyjaśnił w sposób
zdecydowany, dlaczego w tytule użył tylko określenia szara strefa. Wydaje się, że taka
ostrożność jest usprawiedliwiona także tym, że głębokie analizy tego zjawiska lepiej jest
zamykać w tak szerokich ramach jak gospodarka nieformalna. Istotny bodziec w tym
kierunku pojawił się w 1993 r., kiedy ONZ wprowadziła istotne uzupełnienia do Systemu
Rachunków Narodowych (System of National Accounting – SNA). Dokumenty SNA-93 i
ESA-95 precyzują sposoby szacunków PKB, uwzględniające informację o gospodarce
nieobserwowalnej. Nasz Główny Urząd Statystyczny wykonuje te zalecenia i dostarcza coraz
więcej materiałów tak potrzebnych nauce i praktyce politycznej i gospodarczej. Warto
przypomnieć treść tych zaleceń157.
Przede wszystkim do szacowania PKB należy teraz włączać pełne rozmiary
działalności produkcyjnej (wytwarzanie wyrobów i świadczenie usług), a więc zgodne z
prawem i nielegalne. Szacunki PKB powinny obejmować nie tylko produkcję, dochody
pierwotne i wydatki, które są bezpośrednio obserwowane w badaniach statystycznych lub
zbiorach danych administracyjnych, ale także te, które nie są bezpośrednio obserwowane. Do
tych ostatnich zalicza się następujące sytuacje: 1) brak w zbiorach statystycznych
zarejestrowanych i aktywnych jednostek; 2) unikanie płacenia podatków i składek na
ubezpieczenie społeczne; 3) wyjątki od obowiązku przekazywania informacji do władz
podatkowych i ubezpieczeń społecznych. W tym ujęciu uwzględniona przez GUS szara strefa
obejmuje dwie grupy produkcji: 1) nielegalną, zabronioną przez prawo – narkotyki, przemyt,
broń, obrót fałszywymi pieniędzmi i in.; 2) ukrytą, która jest legalną, ale świadomie ukrywaną
w całości lub częściowo przed organami administracji państwowej.
Decyzje Komisji Europejskiej wskazują także na metody, które muszą być stosowane
w pomiarach zaleconych wielkości. Ogromną pomocą dla urzędów statystycznych stał się
podręcznik wydany w 2002 r. przez OECD, poświęcony pomiarom gospodarki
nieobserwowalnej. Trzeba jednak wiedzieć, że nie udało się jeszcze wdrożyć wszystkich
zaleceń i np. analizuje się tylko ukrytą, ale legalną część szarej strefy. Podobnie dopiero teraz
włącza się do badań działalność wielkich podmiotów gospodarki. Przedmiotem
zainteresowania GUS stają się dodatkowo następujące rodzaje działalności nielegalnej –
produkcja i handel narkotykami, prostytucja, przemyt, kradzieże i paserstwo. Wciąż jesteśmy
daleko od znajomości wskaźników typu makroekonomicznego i wynikającego stąd poznania
trendów w dynamice szarej strefy.
Smutny to fakt, że o dynamice gospodarki nieoficjalnej więcej mogą powiedzieć
statystyki zagraniczne niż nasze. Według publikacji F. Schneidera i D. Enste średni udział tej
gospodarki w PKB Polski wynosił 17,7% w latach 1989-1990, a wzrósł do 20,3% w latach
1990-1993 i spadł w roku 1994 do 15,2%, a w 1995 r. do 12,6%. ale z zastrzeżeniem, że
obliczenia przeprowadzono według metody opartej na zużyciu energii elektrycznej.
Porównania z innymi państwami są jeszcze trudniejsze. Szacunki GUS podają dla naszego
kraju następujące wskaźniki: 1992 – ok. 19%; 1993 – 22% (najwyższy); 1994 – 16,5%; 1995
– 18%; 1997 – 15,2%; 1999 – 14,5%; 2000 – 14,3%; 2001 – 14,1%; 2002 – 13,4%. Natomiast
dane specjalistów austriackich i niemieckich szacują ten wskaźnik na ok. 27%. Wydaje się, że
wciąż jeszcze pozostajemy w granicach 15-20% udziału szarej strefy w naszym PKB, co
plasuje nas w rzędzie gospodarek typu OECD.
157
Korzystam z referatu Janiny Janeckiej, dyrektora Urzędu Statystycznego w Kielcach. Ten Urząd ma
oddzielne Centrum Badań Szarej Strefy Gospodarki i specjalizuje się w metodach szacunków bezpośrednich
działalności małych i średnich podmiotów gospodarczych. Por.: J. Janecka, „Badania statystyczne szarej
gospodarki w praktyce GUS”, [w:] Szara strefa gospodarcza …, op. cit., s. 32-36.
213
Ogólnie o strukturze szarej strefy w Polsce mówią dane GUS i niektóre opracowania
INE PAN, przytaczane w przez autorów poważnych opracowań158. Przyjmując za kryterium
wskaźniki udziału trzech grup jednostek – zarejestrowanych, nierejestrowanych i
przemytniczych, mamy następujące proporcje (w procentach): 74,2 : 19,9 : 5,9. W „wiodącej”
grupie podmiotów zarejestrowanych udział poszczególnych gałęzi i branż wygląda
następująco:
handel …………….. 43,7
transport …………. 3,5
przemysł …………... 14,3
pozostałe jednostki .. 6,8
budownictwo ……… 5,9
Dostępna i doskonaląca się statystyka pozwala także coraz dokładniej wypowiadać się
na temat podstawowych obszarów występowania u nas szarej strefy. W cytowanej pracy P.
Kozłowski wyróżnił sześć takich obszarów i zasygnalizował kilkanaście następnych
wymagających systematycznych badań. Oto kilka wskaźników i ocen tego autora godnych
naszej uwagi.
Pierwszy obszar związany jest z występowaniem zjawiska pracy nierejestrowanej,
której przyczyn należy upatrywać w postawach obu stron – pracodawcy pragną uniknąć
wydatków na ubezpieczenie zatrudnionych, uchylić się od obowiązku zapewnienia im
warunków bezpieczeństwa i nie rejestrować efektów ich pracy; pracobiorcy mają trudności ze
znalezieniem odpowiedniego legalnego zatrudnienia, uchylają się od opodatkowania i często
są przymuszeni koniecznością zdobycia dodatkowych środków dla budżetu domowego.
Przybliżone szacunki określają liczbę zatrudnionych w szarej strefie na ok. 2 mln osób, z
czego prawie 20% pracuje w pokaźnym wymiarze czasowym. Prawie 7-8% ogółu
zatrudnionych w naszym kraju traktuje pracę w szarej strefie jako zajęcie główne, a kolejne 89% – jako uboczne lub dodatkowe. Najwięcej zatrudnionych w szarej strefie pracuje w
rolnictwie (o.25%), budownictwie (15%), remontach i naprawach (12%) i handlu (ok. 8-9%.
Nasilająca się migracja zarobkowa do krajów Unii Europejskiej zmienia poważnie rozmiary i
proporcje tego fragmentu szarej strefy w polskiej gospodarce.
Drugi obszar, od dawna intensywnie badany i kontrolowany w krajach wysoko
rozwiniętych, obejmuje kwestię unikania płacenia podatków przez legalnie działające firmy.
Badania prowadzone przez GUS – głównie metodą ankietową – skupiały się dotychczas na
działaniach małych i średnich podmiotów gospodarczych. Wnioski wyciągnięte z analiz
wskazują na cztery podstawowe metody unikania płacenia podatków: 1) zawyżanie kosztów
uzyskania przychodów; 2) zaniżanie lub ukrywanie obrotów; 3) przenoszenie dochodów na
podmioty o mniejszych obciążeniach podatkowych; 4) wykorzystywanie luk w przepisach.
Tylko ok. 12% podmiotów w tej grupie wykazuje dość wiarygodne dane statystyczne i
podatkowe, podczas gdy aż 30% twierdzi, że ponosi straty, a prawie połowa znacząco zaniża
poziom deklarowanych przychodów. Wśród branż prowadzą w tych wskaźnikach firmy
handlowe i przemysłowe. Cały okres transformacji w naszej gospodarce wypełnia ostra walka
podatników ze służbami podatkowymi i kontrolnymi, przy czym obie strony korzystają z
gromadzonego doświadczenia.
Wyodrębniony obszar działalności firm nielegalnych uznaje się za niebezpieczne
pogranicze strefy szarej z czarną, generujące przestępstwa gospodarcze. Prywatyzacja i
żywiołowy rozwój handlu detalicznego, łatwość uzyskiwania dokumentów maskujących
działania nielegalne, przynosi afery w dziedzinie uzyskiwania kredytów, zwrotu podatki
VAT, obrotu towarami pochodzącymi z przemytu i kradzieży. Małe firmy nielegalne
zagościły na dobre w branżach drobnej wytwórczości, usługach i handlu. Najnowsze sygnały
docierają z obszaru naruszania praw własności intelektualnej, piractwa komputerowego i
158
Por.: P. Kozłowski, Gospodarka nieformalna w Polsce, wyd. cyt., s. 75 i dalsze.
214
nagrań dźwiękowych. Luka w prawie jest tu niezwykle trudna do zmniejszenia i niekiedy w
dyskusjach na ten temat pojawia się nawet teza o pozytywnych skutkach nielegalnych w
danym okresie pomysłów młodych odkrywców, torujących drogę postępowi technicznemu i
ekonomicznemu.
Kolejne obszary obejmują: obrót towarowy z zagranicą, oszustwa podatkowe i pranie
brudnych pieniędzy. Musimy zrezygnować z ich prezentacji, ponieważ wyraźnie przekraczają
granice szarej strefy. O aferach bankowych, walutowych, giełdowych i coraz poważniejszych
rozmiarach korupcji dowiadujemy się codziennie z informacji spadającej lawinowo ze
środków masowego przekazu. Wydaje się, że w tym miejscu możemy krótko zająć się
przynajmniej fragmentem gospodarki nieoficjalnej, która ma cechy czarnej strefy, jest
działaniem przestępczym i kryminalnym. Skorzystam z jednej z nielicznych w naszej
literaturze ekonomicznej monografii, zachęcając do jej przestudiowania159.
Zamiar autora sygnalizuje tytuł książki – ma to być traktat wymierzony w proceder i
szkodliwe następstwa zjawiska wprowadzania do obiegu pieniędzy pochodzących z
nielegalnych transakcji. Atak na szarą strefę ma być uderzeniem w te jej składniki i
mechanizmy, które ułatwiają przestępczą działalność przedstawicieli czarnej strefy,
przestępcom, zajmującym się tak dowcipnie określonym praniem brudnych pieniędzy. Obszar
szarej strefy warto więc ograniczać, poddawać większej kontroli, stosować profilaktykę,
uznając, że o całkowitej likwidacji raczej nie warto mówić na serio. Konkretna potrzeba
zajęcia się tą kwestią wynikła z nowych zadań finansów publicznych i konieczności
dostosowania prawa do przemian trwającej transformacji ustrojowej. Praktyczne znaczenie
miało ukazanie się i wdrażanie Ustawy o przeciwdziałaniu wprowadzaniu do obrotu
finansowego wartości majątkowych pochodzących z nielegalnych lub nieujawnionych źródeł
(DZ.U. Nr 116, poz. 1216). Następuje powolne porządkowanie zasad penalizacji procederu
„prania” i wprowadzania reguł profilaktyki. Pozwala to lepiej ujawniać sieci powiązań grup
przestępczych ze strukturami i grupami interesów szarej strefy. Wysiłek prawników przynosi
już wiele pozytywnych skutków, ale wciąż pojawiają się nowe. Oto przykład aktualnych
trudności natury prawno-ekonomicznej, zachęcający do zacieśnienia współpracy specjalistów
zajmujących się szarą strefą.
Prawnicy z szacunkiem przyjmują wspomniane w naszym wykładzie normy systemu
rachunków narodowych SNA-93 i podział gospodarki nieformalnej (lub podziemnej) na
ukrytą, nielegalną i transfery, w których umieszcza się łapownictwo i kradzieże. Takie
transfery są najbardziej wydajnym źródłem nielegalnych i nieujawnionych dochodów, trafnie
określonym jako przestępczość zorganizowana. Nie jestem jednak przekonany, że można je
traktować jako segment szarej strefy, jak to uczynił autor, ale raczej umieścić w czarnej
strefie lub na pograniczu obu. Oprócz tzw. brudnych pieniędzy (w tym fałszerstwa środków
płatniczych i papierów wartościowych) znajdują się tam narkotyki, terroryzm kryminalny i
rozboje. W bliskich relacjach pozostają: zorganizowana przestępczość gospodarcza i
skarbowa, w tym różne metody uchylania się i unikania opodatkowania. Dla ekonomistów
potrzebne są studia nad tymi rodzajami przedsiębiorczości, które mają charakter celowo
przestępczy lub wynikający tylko z niewiedzy.
*
Na zakończenie krótkiego przeglądu problemów szarej strefy w Polsce warto, niejako
w formie podsumowania, przypomnieć i utrwalić kilka tez dotyczących specyfiki, zwłaszcza
przyczyn i form tego zjawiska w okresie III RP, jak również próby zestawienia bilansu
negatywów i pozytywów gospodarki nieformalnej, z myślą o przyszłości.
Nie ma większych różnic w określaniu przyczyn występowania szarej strefy w naszej
gospodarce. W odniesieniu do dziejów sprawa pozostaje wciąż na marginesie zainteresowań
159
W. Jasiński, Przeciw szarej strefie: nowe zasady zapobiegania praniu pieniędzy, Poltext, Warszawa 2002.
215
nawet samych historyków, natomiast współczesność jest dość pobieżnie oglądana przez
pryzmat załamania się gospodarki realnego socjalizmu, a z dużą uwagą i szczegółowo w
drodze analizy procesu naszej drogi do nowego ustroju. Ponieważ nie ma zgody co do nazwy
takiego ustroju, stosuje się unik, mówiąc i pisząc po prostu o wejściu do systemu gospodarki
rynkowej i – najlepiej – bardzo szybko do form, w których działają najwyżej rozwinięte
systemy tzw. Zachodu. Występująca tam szara strefa jest studiowana z dużym zapałem, o
naszej specyfice dyskutuje się – niestety – z dużą dozą emocji politycznych, partyjnych i
nawet światopoglądowych. Trafna ekspozycja czynnika sprawczego, jakim jest w naszych
warunkach prywatyzacja, tak silnie kształtująca także rozmiary i struktury szarej strefy,
godna jest dalszych pogłębionych studiów160.
Bilans następstw funkcjonowania szarej strefy w analizowanym okresie omawiany jest
zarówno w ujęciu ogólnym, jak i w odniesieniu do pewnych działów i gałęzi gospodarczych.
W cytowanej monografii Bogdana Mroza znajdujemy cały rozdział analizujący naszą politykę
wobec sektora nieformalnego i skutki funkcjonowania szarej strefy161. Ten sektor życia
gospodarczego wpływa pozytywnie na procesy dostosowawcze – alokację zasobów w
procesach, które nie może rozwiązać rynek i system prawa. Podobnie jest z działaniem
amortyzującym wstrząsy, w tym tak bolesne, jak wielkość i struktura zatrudnienia, jak
również dysproporcje w dochodach generujące napięcia i ostre konflikty. Nawet ułomne
statystyki potwierdzają wchłonięcie części bezrobocia przez szarą strefę, wzrost poziomu
życia niektórych gospodarstw domowych, redukcje części kosztów w prywatnych
przedsiębiorstwach i dodatkowy wpływ na ożywienie koniunktury.
Znacznie obszerniej omawiane są ujemne skutki funkcjonowania szarej strefy i nawet
pełne emocji podkreślanie szkody wyrządzanej całości gospodarki narodowej. Trzeba dodać,
że rodzi to również tendencje do preferowania polityki restrykcyjnej i popularyzowanie
poglądów niechętnych liberalizmowi. Informacje typu: szara strefa w Polsce angażuje rocznie
30-50 mld dolarów, pranie brudnych pieniędzy – 730 mln zł, przekręty i afery nawet wyraźnie
kryminalne – wszystko to bulwersuje opinię publiczną i zbyt często obciąża szarą strefę w jej
segmentach o znacznie niższych odcieniach szarości. Dane dotyczące np. zatrudnienia,
pochodzące z GUS i od ekspertów Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych, stają się coraz
częściej podstawą do podejmowania racjonalnych decyzji także w gospodarce i polityce
społecznej.
Na zakończenie tych rozważań warto przypomnieć fakt wykorzystywania
zjawiska szarej strefy w dyskusjach ideologicznych. Chodzi zwłaszcza o pozycje
zajmowane w dyskusji przez oficjalne organy władzy i te ośrodki masowej informacji, za
którymi kryją się instytucje i grupy społeczne ze swoimi własnymi interesami. W
niedalekiej historycznie przeszłości, w warunkach tzw. realnego socjalizmu, oficjalna
ideologia wskazywała na jednoznacznie wrogi i antypaństwowy charakter szarej strefy,
pomniejszając jego znaczenie i przewidując całkowitą likwidację. Obecnie oficjalny
stosunek władzy do podmiotów gospodarki nieformalnej jest zróżnicowany w zależności od
rozkładu sił politycznych w organach władzy państwowej i samorządowej. Można jednak
pokusić się o twierdzenie, że występuje tendencja do wyolbrzymiania skali szarej strefy i jej
roli w przebudowie ustroju. Odnosi się to zwłaszcza do nagłaśniania przykładów wziętych z
czarnej – kryminalnej strefy, przy zauważalnym wyciszaniu słabości kontroli państwa nad
procesami
społeczno-gospodarczymi.
Następuje
niekiedy
rehabilitacja
tych
przedsiębiorców, którzy naruszyły prawo wciąż dalekie od przystosowania się do specyfiki
prywatnej gospodarki rynkowej. Można jednak zaryzykować tezę, że w Polsce główną
160
Zwracam uwagę na inspirujące uwagi zawarte w referacie: M. Stępińska, „Prywatyzacja – podatny grunt dla
rozwoju szarej strefy”, [w:] Materiały konferencji „Szara strefa gospodarcza w dobie globalizacji”, op. cit., s.
116-121.
161
B. Mróz, op. cit., rozdział VI.
216
areną walki z szarą strefą nie jest już ideologia, lecz polityka fiskalna i afery wywoływane
przez różne grupy interesów.
Ostre różnice występują w operacjach zacienionych. Jeśli w gospodarce
socjalistycznej dominowało oszukiwanie państwa metodą dokradania (ciekawe określenie –
kleptokracja) zasobów społecznych do prywatnych, to w nowych warunkach dominuje
raczej postawa uchylania się od płacenia podatków. Znamienne, że okres transformacji
ustrojowej przyniósł niezwykle silne przeplatanie się sfer jasnych i zacienionych oraz brak
wyraźnych granic między aprobatą i potępieniem postaw jednostek i grup ludności.
Udawanie biednego robotnika lub nieudacznika, ukrywanie obrotów handlowych i zysków,
stają się zjawiskami powszednimi. Statystyki pokazują również ważną tendencję do
przesuwania się cienia z działań rzeczowych na manipulacje finansowe. Do
zaobserwowanych uogólnień zalicza się także uniwersalny i jednorodny charakter
podstawowych operacji nieformalnych w utrwalających się ramach gospodarki rynkowej, a
tym samym rezygnację z poprzedniej ich stratyfikacji, działań w określonych grupach,
organizacjach i warstwach społecznych. Udział szarej strefy w produkcji dóbr społecznych
wyraźnie spada.
Kolejna różnica w funkcjonowaniu gospodarki nieformalnej w obalonym i
budowanym ustroju dotyczy stosunku do legitymizacji podejmowanych działań. W realnym
socjalizmie prawo własności opierało się na zasadzie wykluczenia pewnych warstw i
jednostek, ze względu na ryzyko polityczne i walkę ideologiczną. W praktyce oznaczało to
drastyczną reglamentację lub – często – jej naruszanie, wykorzystanie kontaktów
prywatnych, maskowanie działalności. Teraz sama procedura i koszty legitymizacji
sprzyjają obniżeniu nakładów transakcyjnych i osłabiają bodźce do ukrywania zysków i
obchodzenia podatków. Powstaje sytuacja, w której wśród podmiotów uchylających się od
podatków znajdują się jednocześnie podmioty nielegalne i legalne, cieszące się prawie
jednakowo społecznym przyzwoleniem.
Nabrzmiały w skali globalnej i bolesny w naszym kraju problem zatrudnienia wysunął
się na jedno z pierwszych miejsc w konfliktach społecznych okresu transformacji i należy
do programów wszystkich sił politycznych. Każda praktycznie jednostka ludzka wysoko
traktuje zadanie zabezpieczenia swoich potrzeb materialnych. Nie możemy zignorować
faktu, że i teraz praca w szarej strefie stała się dla wielu podstawowym miejscem i formą
zdobywania środków potrzebnych dla przeżycia. Niekiedy twierdzi się nawet, że w procesie
transformacji nastąpiło istotne przesunięcie w społecznej bazie i strukturze zacienionej
gospodarki. Polega ono na tym, że w tej bazie skupiło się wielu przedstawicieli warstw
słabych, wrażliwych na niedostatek – kobiet, emerytów, budżetowców zwolnionych z
sektora formalnego. Może to zmienić pogląd o roli szarej strefy jako awangardy prącej ku
przedsiębiorczości, w ariergardę tego ruchu, hamującą postęp społeczny i gospodarczy.
Obserwuje się także rozrastanie grup peryferyjnych w strukturze zatrudnienia, które
łączą najem zacieniony z niepełnym i czasowym zatrudnieniem. Jeśli w szarej strefie
realnego socjalizmu centrum zajmowali etatowi pracownicy posiadający dostęp do
deficytowych zasobów, to obecnie rozkwitają grupy peryferyjne, w tym m.in. znane u nas
grupy tzw. mrówek, uprawiające przemyt na przejściach granicznych. W pewnym stopniu
mogą one pełnić funkcję osłabiania napięcia społecznego, amortyzatora działań biurokracji,
ale także hamulca działalności związków zawodowych. Notowane są także przypadki
kompromisu między najemcami i robotnikami, zawieranego w ramach szczególnej
wspólnoty interesów obu stron uchylających się od podatków i ukrywania części funduszu
płac. Za stosunki pracy w nowych warunkach większą odpowiedzialność ponosi
administracja, a nie pracownicy najemni.
217
Zalecana literatura
1. B. Mróz, Gospodarka nieoficjalna w systemie ekonomicznym, Wyd. SGH,
Warszawa
2002.
2. Szara strefa gospodarcza w dobie globalizacji. Materiały z konferencji
ekonomicznej organizowanej przez PWSBiA w Warszawie, 6 października 2006 r.
Wyd. PWSBiA, Warszawa 2006.
3. S. Sztaba, Aktywne poszukiwanie renty. Teoria. Przykłady historyczne. Przejawy w
polskiej gospodarce lat dziewięćdziesiątych, Wyd. SGH, Warszawa 2002.
4. J. Łatow, S. Kowalow, Tieniewaja ekonomika, Izd. Norma, Moskwa 2006.
5. F. Schneider, D.H. Enste, The Shadow Economy: An International Survey,
Cambridge University Press, 2002.
6. P. Kozłowski, Gospodarka nieformalna w Polsce. Dynamika i funkcje instytucji,
INE PAN, Warszawa 2004.
218
12. INSTYTUCJONALNE UJĘCIE KRYZYSU GOSPODARCZEGO
Bogactwo literatury poświęconej fenomenowi kryzysu w życiu społecznym,
gospodarczym i politycznym, w tym licznym koncepcjom związanym z teorią cyklu
koniunkturalnego i polityką ekonomiczną, powinno zwolnić ekonomikę instytucjonalną od
próby własnego ujęcia lub przynajmniej włączenia się do dyskusji tylko z nowymi
argumentami. Trzeba jednak po prostu przypomnieć, że wciąż trwający kryzys, któremu
nadaje się nawet rangę kryzysu globalnego, generuje zapotrzebowanie na badania –
pogłębione, pilne i zawierające rekomendacje dla decydentów strategicznych szczebli
zarządzania. Jeśli więc środowisko socjologów zdobywa uznanie, lansując interesującą teorię
kryzysu instytucjonalnego, wspieraną przez ekonomię normatywną, to instytucjonaliści
powinni przynajmniej ogłosić swoje credo, odwołując się do niektórych twierdzeń
współczesnej ekonomiki instytucjonalnej.
W tym rozdziale pragnę zrealizować następujący cel: korzystając z wybranych
twierdzeń ekonomiki instytucjonalnej, przedstawionych już w poprzednich rozdziałach, i
zachowując ostrożność w sięganiu do strumienia najnowszych informacji, zaprezentować
instytucjonalne ujęcie zjawiska kryzysu gospodarczego, ograniczone do:
– identyfikacji pola obserwacji zjawiska kryzysu;
– analizy przyczyn i przebiegu kryzysu w ramach instytucji bazowych (własności,
wymiany itd.);
– niektórych zagadnień obecnego kryzysu globalnego.
12.1. Pole obserwacji
instytucjonalnej
–
cykl
gospodarczy
i
dynamika
płyt
matrycy
Zadanie wyodrębnienia problemowego obszaru dla przeprowadzenia wykładu na
temat kryzysu gospodarczego, mieszczącego się w ramach programu dydaktycznego
ekonomiki instytucjonalnej, jest pozornie proste. Mamy już bowiem za sobą rozważania nad
głównymi instytucjami, które pozwalają orientować się w strukturze i relacjach
pozwalających wypowiadać się sensownie o procesach rozwoju ustroju społecznogospodarczego. Znajdujemy się także pod codzienną presją informacji o przebiegu
koniunktury, poczynaniach władzy i organizacji usiłujących regulować zjawiska rodzące
negatywne skutki dla podmiotów gospodarczych. Pojęcie kryzys spowszedniało do tego
stopnia, że nie chce się już sięgać do słownika wyrazów obcych. Ośmielam się jednak
odwołać i do tego źródła, aby przynajmniej na użytek tego wykładu ograniczyć
nieporozumienia na temat istoty naszego obiektu badań.
Czym zatem jest kryzys i jak jest postrzegany przez instytucjonalistów? Etymolodzy
wywodzą to pojęcie z greckiego krinein – powodować, przełom – oraz określenia krisis –
odsiew, wybór, rozstrzygnięcie. Te pojęcia służyły do nazwania zjawiska zachodzącego w
pewnym momencie lub przedziale czasu, istotnego dla zrozumienia przełomu lub załamania
się dotychczasowego stanu w pewnych procesach życia indywidualnego i społecznego. Tu już
wprowadzamy ograniczenie – zajmiemy się tylko pewnym procesami społecznogospodarczymi, preferując ujęcie makroekonomiczne. Zapamiętajmy – kryzys to moment
lub okres załamania w pewnym procesie społeczno-gospodarczym. W naszych
podręcznikach dodaje się jeszcze jedno ograniczenie. Chodzi o zjawisko cykliczności, a więc
powtarzanie się okresów wahania aktywności gospodarczej, w których występują cztery fazy
– kryzys, depresja (zastój), ożywienie i rozkwit. Szeroko o tych zagadnieniach traktuje teoria
cyklu koniunkturalnego. Warto przypomnieć kilka tez.
219
Koniunktura to splot warunków określający sytuację – w naszym przypadku –
przebiegu procesu gospodarczego, a często ogólny stan gospodarki. Cykl koniunkturalny
poddawany jest analizie wspomnianych czterech faz cyklu Łatwo dowieść, że praktyka życia
społecznego, interesy podmiotów gospodarujących i ogólnie działające instytucje od zawsze
badały zjawiska cyklu koniunkturalnego, aby przewidywać przyszłość i odpowiednio
przygotowywać się na jej wyzwania. Jako przykład długoletniej tradycji tych poczynań
przytacza się niekiedy opowieść biblijną o mądrym Józefie, doradcy faraona, który na
podstawie zaobserwowanego cyklu (7 lat obfitości i 7 lat głodu) proponował politykę
gromadzenia zapasów. W naszych czasach codziennie mamy do czynienia z ogromem
informacji o koniunkturze, z którą musi radzić decydent. Wciąż pozostajemy pod wpływem
ekonomii tzw. głównego nurtu i jego doktryn zawierających teorię cyklu gospodarczego.
Instytucjonalizm nie tylko stosuje wobec nich krytykę, ale także szuka punktów zbieżnych lub
rozwija wspólnie żywo dyskutowane koncepcje. Oto pewne spostrzeżenia.
Czy zachodzi pilna potrzeba zmiany teorii cyklu gospodarczego? Na gruncie filozofii i
nauk przyrodniczych pojawia się tyle zaskakujących koncepcji, że stara dialektyka nie
wystarcza. Zostawmy jednak zręby klasycznej i neoklasycznej teorii wahań poziomu
aktywności gospodarczej i przyjrzyjmy się uważnie poszukiwaczom sprzeczności w życiu
społecznym i gospodarczym, nie porzucając jednak tez o wielkiej przydatności modelu
rozwoju cyklicznego w analizie procesów wzrostu i rozwoju. Natomiast krytyczne podejście
do koncepcji ostro wyróżniającej jeden z czynników jako kryzysogenny jest zawsze
potrzebne, jeżeli nie zapominamy o zapotrzebowaniu praktyki na podejmowanie decyzji
służących zapobieganiu kryzysom lub likwidacji ich skutków. Przykładem jest dość szeroka
akceptacja tezy o roli popytu inwestycyjnego jako przyczynie wzrostu gospodarczego, ale już
spory o przyczynach wahań tego popytu wciąż są bardzo gorące i biorą w nich udział także
instytucjonaliści.
Generalna zgoda na twierdzenie, że zjawiska okołokryzysowe wynikają z naruszenia
stabilności systemu gospodarczego, nie powstrzymała tworzenia licznych koncepcji na temat
ładu, jako harmonijnego, uregulowanego lub spontanicznego porządku, odpornego na
wszelkie zakłócenia. Z tego punktu widzenia, znany z podręczników podział na czynniki
egzogeniczne i endogeniczne naruszające ład pomaga lepiej zrozumieć skutki działania
mechanizmu zewnętrznego rodzącego negatywne następstwa także wewnątrz danego układu.
Dokonajmy teraz krótkiego przeglądu niektórych teorii wahań cyklicznych,
sygnalizując pojawienie się także koncepcji ekonomistów instytucjonalnych.
Sugestywny przykład użycia czynnika zewnętrznego do wyjaśnienia wahań
aktywności gospodarczej przedstawił współtwórca szkoły neoklasycznej W.S. Jevons (18351882). Powiązał on zjawisko periodycznej zmiany liczby plam na Słońcu (cykl ok. 11,4 lat) z
informacją statystyczną o koniunkturze gospodarczej Anglii. Wyraźna korelacja między tym
cyklem i wahaniami produkcji rolnej, oddziałująca wszak realnie na sytuację przemysłu i
handlu, miała dowodzić także wyraźnej przyczyny zewnętrznej, generującej także kryzysy
gospodarcze.
Za egzogenne można uznać czynniki przyrodnicze i społeczne, które bada teoria
katastrof. Korzysta ona z działu matematyki zajmującego się dynamiką systemów i tzw.
przejść nieciągłych. Sukcesy w naukach technicznych są znaczące, natomiast dynamika
układów społecznych tylko z trudem daje się analizować. Rozwijane są badania nad teorią
chaosu i elementami cyklu koniunkturalnego. Ogólnie można powiedzieć, że odwoływanie
się do czynników egzogenicznych we współczesnej myśli ekonomicznej ma nieco inny
charakter, jest odnoszony do relacji między świadomie wyodrębnionym obiektem badania i
jego otoczeniem. Przykładem może być teoria cyklu politycznego głoszona przez M.
Kaleckiego (1899-1970), która jest wprawdzie czynnikiem zewnętrznym wobec układu
gospodarczego, ale nie może być izolowana od procesów społeczno-gospodarczych. W
220
ekonomice instytucjonalnej państwo traktujemy jako instytucję władzy i organizację
realizującą cele polityki ekonomicznej. Większość cykli, określanych obecnie jako
endogeniczne, za czynniki sprawcze wahań aktywności gospodarczej uznaje właśnie decyzje
polityczne, sprzyjające korzystaniu z dorobku ekonomiki instytucjonalnej.
Przykładem funkcjonalności podejścia instytucjonalnego służy teoria innowacyjna
opracowana przez J.A. Schumpetera (1883-1950). Łacińskie innovatis oznacza odnowienie,
tworzenie czegoś nowego, a w systemie społeczno-gospodarczym dotyczy nie tylko
wprowadzenie nowego towaru, ale również nowej metody produkcji, otwarcie nowego rynku
oraz nowych metod organizacji i zarządzania. Rola i sugestia intelektualna teorii
innowacyjnej bywa porównywana z marksistowską teorią cyklu gospodarczego kapitalizmu,
w którym kryzys występuje jako stałe zagrożenie dla trwałości ustroju.
Przypomnę, że Veblen wywodził instytucje społeczne z instynktów odziedziczonych
od naszych praprzodków, którzy kierowali się instynktami, w tym – instynktem czystej
ciekawości (idle curiosity). Człowiek myślący (a więc i homo institutius) czerpie stąd wzorzec
„dobrej roboty” i potrzebę zaspokojenia ciekawości świata, przekraczającego zwykłe
wymagania konsumpcyjne. Zdaniem Schumpetera, we wspólnotach i historycznym procesie
rozwoju gospodarczego trwa ciągły, choć falujący, proces pojawiania się innowacji. Kiedy
więc pojawi się również przedsiębiorca – innowator wykorzystujący wynalazek,
wprowadzający innowację do praktyki – zostaje wszczęty pewien cykl mikro lub
makrokoniunktury. W pogoni za nadzwyczajnym zyskiem przedsiębiorca inwestuje coraz
więcej, jego konkurenci naśladują te działania, a podaż rośnie aż do momentu zwrotnego i
pojawienia się fazy kryzysu. Potrzebny staje się nowy impuls innowacyjny.
Warto pamiętać, że Schumpeter promował także koncepcję twórczej destrukcji, która
była i nadal jest wykorzystywana w dyskusjach nad procesami transformacji ustrojowej. W
ekonomice instytucjonalnej mogą to być pożyteczne spory nad projektowaniem instytucji
formalnych i metodami ich wdrażania. Także analiza instytucji „kryzysogennych” z myślą o
polityce antykryzysowej lub postkryzysowej może być prowadzona według
schumpeterowskiego schematu .
Duże trudności mogą pojawić się przy próbie analizy całej rodziny keynesowskich
teorii kryzysów gospodarczych, wyrastających z analizy światowego kryzysu lat 30-ych XX
wieku i głębokiej krytyki doktryny neoklasycznej. Przypomnę, że triumf Keynesa usunął w
cień sukcesy starej ekonomiki instytucjonalnej. Keynesizm opowiedział się za
endogenicznym charakterem wielkiego kryzysu, wyraźnym powiązaniem zjawiska z ustrojem
kapitalizmu rynkowego i narzuceniem programu terapii w postaci polityki wspierania popytu
efektywnego. Z naszego punktu widzenia mamy więc pośrednie odwołanie się do instytucji i
organizacji państwa, u podstaw których legły takie instynkty, jak łupieżczość, przymus i
siłowe działania władzy na rzecz ładu społeczno-gospodarczego. Nie zgadzając się z
krańcowym wnioskiem doktryny marksistowskiej – nieuchronności kryzysów w gospodarce
rynkowej i likwidacją groźby kryzysów w socjalistycznej gospodarce planowej – racjonalna
interwencja państwa może złagodzić wahania koniunktury i utrzymać wysoki trend wzrostu
gospodarczego.
Na przełomie wieków ludzkość znalazła się w sytuacji niezwykle głębokich przemian,
które możemy porównać do dynamiki ścierania się instytucjonalnych matryc, stanowiącą
daleką analogię do dynamiki płyt tektonicznych. Tworząca się matryca socjalistycznej
gospodarki światowej uległa rozpadowi, trwa transformacja ustrojowa i formowanie się
regionalnych macierzy państw postsocjalistycznych oraz przyspieszony proces
restrukturyzacji globalnego układu potęgi wielkich mocarstw. Wśród licznych teorii kryzysu
na poczesnym miejscu znalazły się te, które traktują o kryzysie zarządzania państwowego, a
więc o niepowodzeniach świadomej ingerencji polityki w mechanizmy i struktury
współczesnej gospodarki. Jako obszar niezwykle wrażliwy na taką politykę uznaje się sektor
221
publiczny i wielki obszar finansów. Czy nie warto zatem zrezygnować z poszukiwania
specyficznego pola obserwacji, które rodzi kryzysy, i zwrócić w stronę ekonomiki
instytucjonalnej?
Wydaje się, że z równym powodzeniem daje się obronić teza, że cały system
instytucjonalny generuje kryzysy, ale jego segmenty (podsystemy) tworzące wielowymiarową
matrycę różnią się stopniem podatności na załamania, ich częstotliwością oraz siłą
oddziaływania na otoczenie. Przyjmując za funkcjonalne twierdzenie dialektyki o
wszechzwiązku rzeczy i zjawisk, korzystając z poznanej już teorii matryc instytucjonalnych,
możemy pozostać czujni w rozpoznawaniu tych tarć między płaszczyznami gospodarki (także
łącznie z technologią), ideologii i polityki, które należą do praprzyczyn większości znanych
kryzysów. W tym miejscu dodam, że godna uwagi jest także dyskusja nad hipotezą, że u
źródeł ewolucji systemów społeczno-gospodarczych, w tym transformacji ustrojowych,
odkrywamy jako przyczynę kryzys instytucji. Stanowi to również dobry punkt wyjścia do
analizy mikro, mezo i makro, w której język instytucjonalizmu pozwala dyskutować nad
specyfiką powiązań podsystemów i procesami, a także korzystać zarówno z teorii cyklów, jak
i arsenału koncepcji precyzujących pojęcie instytucja.
12.2. Dynamika systemu instytucjonalnego jako źródło kryzysu
W statyce, tj. kiedy stosujemy chwyt określany jako zatrzymanie w kadrze, ruch taśmy
filmowej dla analizy sytuacji, uwagę przyciąga podsystem instytucji. Znajdujemy tu trzy typy
instytucji. Dwa pierwsze są nam znane – powstały z podziału według kryterium stopnia
uporządkowania zasad wobec obowiązującego systemu prawa, a mianowicie na instytucje
nieformalne i formalne. Instytucje nieformalne dotyczą zachowań wynikających z tradycji,
obyczajów, norm moralnych i wspólnotowych zasad współdziałania. Warto wspomnieć o
dyskusjach na temat konfliktów w łonie wspólnot, które mogą, ale nie muszą, zrodzić kryzys
zaufania i potrzebę interwencji zewnętrznej. Instytucje formalne to jasno zapisane przez
urzędy państwowe zasady postępowania i sankcje wynikające z ich naruszenia. Z naszego
punktu widzenia – poszukiwania obszarów kryzysogennych – warto porównać zalety i wady
obu typów.
Instytucje
formalne
Agenci
Instytucje
regulacyjne
Grupy Interesantów
Instytucje
nieformalne
Doktryny
społeczne
Ścieżka
rozwoju
Czas
Postęp
naukowo-techniczny
Rynek
Hybrydy
Struktury
organizacyjne
Parametry
transakcji
Przedsiębiorstwa
(Hierarchie)
Rys. 12.1. System instytucjonalny.
222
Do zalet instytucji nieformalnych trzeba zaliczyć możliwość przystosowania się do
zmieniających warunków zewnętrznych i do takich wewnętrznych zmian, jak preferencje w
samej wspólnocie. Korzystne może być także elastyczne stosowanie różnych sankcji, dzięki
dobrej wiedzy o konkretnym przypadku naruszenia zasad wspólnotowych. Natomiast jako
wady pojawiają się tendencje do lekceważącego traktowania zasad, obniżenia efektywności
sankcji oraz pojawienie się zasad dyskryminacji. Źródłem może być przepływ informacji,
zróżnicowanie kulturowe grup wspólnoty, oportunizm i obojętność wobec groźby
ostracyzmu. Trzeba pamiętać, że współczesność narzuca niezwykle trudne wyzwania wobec
trwałości instytucji nieformalnych.
Poglądom na temat roli i znaczenia instytucji formalnych towarzyszy dość
powszechna akceptacja ich cech dodatnich. Można odnieść wrażenie, że pojawienie się
pierwszych kodeksów prawa stanowionego ograniczyło kryzysogenne pole do obszaru
bardziej przejrzystego. Kodeksy pozwoliły jednostkom obniżyć koszty potrzebnej informacji,
bronić się przed osobnikami pasożytującymi w danej grupie (gapowicze, lenie itp.) oraz
zwalczać dyskryminację, jak to często bywa, stosowaną wobec przyjmowanych do
wspólnoty. Niestety, instytucje formalne nie mogą same poradzić ze zjawiskami szarej strefy,
o których mamy już dostateczną wiedzę. Wydaje się przeto, że instytucje formalne pozostają
polem potencjalnych konfliktów i zjawisk typowych dla pojęcia kryzys.
Przejdźmy teraz do trzeciego typu – instytucji regulujących, które wyodrębnia się na
podstawie innego niż poprzednie kryterium, a mianowicie treściwości prezentowanych zadań.
Chodzi tu o sięgnięcie do nauki o zarządzaniu, w której poczesne miejsce zajmuje pojęcie
regulacja, definiowane jako sprawowanie nadzoru (controlling) nad zachowaniami jednostek
i grup społecznych poprzez narzucanie reguł lub restrykcji. Regulacje mają różne formy, jak
np. ograniczenia prawne ogłoszone przez władze rządowe, samoregulacje stowarzyszeń
gospodarczych, normy społeczne, współzarządzanie i regulacje rynkowe. W największym
skrócie można powiedzieć, że występują dwie struktury regulacyjne – rynek i organizacje,
które zasilają ogólny arsenał instytucji regulujących. Potencjalne czynniki kryzysogenne
wynikają z rozpiętości działań stosujących przymus. Każde takie działanie można ująć w
rachunku kosztów i zysków, w którym interesy uczestników mogą znaleźć się w
sprzeczności, powodować konflikty i kryzys. Przyjrzyjmy się zestawieniu przyczyn, które
uzasadniają regulacje.
Na pierwszym miejscu wymienia się najczęściej niepowodzenia rynku, jego
nieefektywność, u podstaw której mogą być następujące czynniki: ryzyko zaistnienia
monopolu, działania zbiorowe i dobro publiczne, nieadekwatna informacja oraz
nieoczekiwane okoliczności zewnętrzne. Przeciwdziałanie regulujące wywołuje także
zmieniający się system preferencji społecznych, zwłaszcza jeśli dotyczy to znaczących grup
społecznych. Pojawia się także potrzeba ingerencji w struktury zawodowe, ich zróżnicowane
doświadczenie życiowe oraz potrzeba zachowania dyscypliny społecznej. Trudny w
oczywisty sposób jest problem ingerowania w procesy nieodwracalne, kiedy przewiduje się
negatywne następstwa poczynań aktualnej generacji dla przyszłych pokoleń. Kryzysy
przeradzały się w rewolucje, kiedy podejmowano próby radykalnego transferu bogactwa na
korzyść pewnej grupy interesów.
Zagadnienia instytucji regulacyjnych są przedmiotem uwagi także w sytuacji
nadmiernego „przeregulowania” życia społeczno-gospodarczego ze strony państwa i władzy
totalitarnej. Potrzebne są wówczas koncepcje deregulacji, reformowania struktur władzy i
umiejętnej liberalizacji stosunków społecznych. Przy tej okazji warto jeszcze wspomnieć o
wyodrębnieniu w zbiorze instytucji regulacyjnych takich instytucji, które mają realny wpływ
na istniejące i potencjalne działania oraz takie, których celem jest tworzenie samej
możliwości pewnych działań. Te ostatnie nazywa się instytucjami konstruktywnymi, których
223
dobrym przykładem jest instytucja kredytu, stwarzająca możliwość korzystania z takiego
instrumentu finansów. W praktyce mamy do czynienia także z mieszanymi instytucjami
regulacyjno-konstruktywnymi, które są również nosicielami kryzysowego „bakcyla”.
Krótkie przypomnienie tego fragmentu systemu instytucjonalnego i sygnalizacja
zjawisk typowych dla potencjalnego obszaru generującego kryzysy, ułatwi kolejny krok na
drodze do realizacji celu tego wykładu. Warto zatem przyjrzeć się związkom poznanych
instytucji podstawowych z głównymi składnikami realnego układu gospodarczego. Chodzi o
znane nam częściowo obiekty, odziedziczone i wciąż zmieniające się jako formy powszechnej
alokacji zasobów – rynek, przedsiębiorstwa (firmy, hierarchie) i ich hybrydy. Nie trudno
dowieść, że już w powiązaniach, najczęściej w formie sprzężeń zwrotnych, na płaszczyźnie
typowo instytucjonalnej, na poziomie przepływu pierwotnej informacji o realnych procesach
gospodarczo-społecznych, pozwalających badać ich cykle rozwojowe, można dopatrzeć się
symptomów poszczególnych etapów kryzysu. Pierwociny wymiany i próby jej doskonalenia
świadczyły o trudnościach związanych z rzadkością dostępnych zasobów i konieczności
tworzenia nowych sieci kontaktów instytucjonalnych. Odkrycie rachunku kosztów i efektów,
zwłaszcza problemu kosztów transakcyjnych, spowodowało kryzys w zaufaniu do instytucji
rynkowych i rozwój firm, jako hierarchii i przedsiębiorstw traktowanych dzisiaj jako
względnie wyodrębniony splot różnych instytucji. To właśnie firmy – przedsiębiorstwa w
warunkach ekspansji instytucji kredytu, ogromnej roli finansów w polityce i ogólnych
przemian narzuconych przez trwającą rewolucję naukowo-techniczną – stały się obiektem
szczególnej uwagi jako zagrożone bankructwem.
Trzeci blok na rysunku 12.1. zawiera te składniki systemu instytucjonalnego, które się
wiążą z naturą człowieka jako jednocześnie twórcy i poddanego, mistrza i nosiciela instytucji,
a więc podobnego do autora sztuki granej w teatrze życia gospodarczego i jej prezentera oraz
wykonawcę, a więc aktora. Przypominam, że poznaliśmy już zręby teorii agencji i koncepcję
układu pryncypał – agent. Była w niej mowa o agencie jako osobie działającej na podstawie
prawa decydowania przekazanego mu przez pryncypała. Teraz agent będzie traktowany
właśnie jako aktor i decydent, nosiciel i konstruktor instytucji, występujący indywidualnie i
kolektywnie. W teorii gier jest on odpowiednikiem gracza, podporządkowanego zasadom gry,
ale zdolnego do tworzenia własnej strategii działania. Zrozumiemy tę sytuację, korzystając z
prostego modelu relacji między dwoma agentami – kupcem i sprzedawcą – na rynku
elementarnym. Takimi agentami, jednoczenie autorami i aktorami sztuki gospodarowania, są
znane nam podmioty – gospodarstwa domowe, firmy, rządy, banki i organizacje społeczne.
Sam agent jest siedliskiem konfliktów wewnętrznych i może współtworzyć konflikty i
kryzysy w bliższym i dalszym otoczeniu.
Warto zapamiętać, że podczas gdy tożsamość i interesy aktorów są kształtowane
przez rozległe środowisko instytucjonalne, to same instytucje są produktem
poszczególnych konstelacji aktorów i ich interakcji. Znawcy problemu, zwłaszcza
pragmatyści, głoszą pogląd, że działające instytucje trzeba rozumieć w ujęciu historycznym i
indeterministycznym podczas gdy sam proces instytucjonalizacji ma charakter gradualizacji,
tj. stopniowania162. W generowaniu konfliktów i kryzysów udział aktorów jest wysoki.
Zwracam uwagę, że w ekonomice instytucjonalnej nie uciekamy się zbyt często do
pojęcia agenta reprezentatywnego, jak to jest przyjęte w neoklasycznym nurcie ekonomii.
Chodzi bowiem o wyraźne uciekanie się nurtu głównego do metodologicznego
redukcjonizmu, tj. sprowadzania realnie zróżnicowanych grup agentów do jednolitego typu.
Jest to nawiązanie do udanej koncepcji mistrza szkoły Alfreda Marshalla, który wprowadził
pojęcie reprezentacyjnej firmy. W naszych czasach korzystniejsze wydaje się analizowanie
układów zróżnicowanych, chociaż zróżnicowany świat agentów heterogennych (aktorów)
162
G. Jackson, Actors and Institutions, University of Bath, Bath, 2009, s. 3.
224
zaskakuje nawet specjalistów ekonomii matematycznej, pragnących stworzyć poręczny model
takiego agenta. Daje znać o sobie sprzeczność w regułach analizy na szczeblu mikro i makro,
określana m.in. mianem błędu kompozycji.
W świecie agentów występują liczne grupy zajmujące się formalną i nieformalną
działalnością – doradztwem i popieraniem określonych interesów. Taka „adwokatura” jest
dzielona na następujące grupy: nacisku, lobbingu, typowych i specjalnych interesów.
Współcześnie uwagę przykuwa rozległość aktywnych poczynań tych grup, które w świetle
prawa stanowionego łatwo przekraczają granice stref – od jasnej, przez szarą do ciemnej, w
której mieszczą się już przestępstwa kryminalne. Trzeba poznawać specyfikę funkcjonowania
grup interesów, jeśli pragnie się poznać dynamikę ich rozwoju i stopień zagrożenia
konfliktami wiodącymi do kryzysów, które mają zwykle zdolność gwałtownej ekspansji.
Wyróżnia się trzy typy grup interesów. Pierwsza, niezrzeszeniowa, opiera się na
pokrewieństwie i wspólnym pochodzeniu. Chodzi o grupy etniczne, regionalne, religijne,
których trwałe interesy rozwijają się w struktury organizacyjne i zwykle podążają ku drugiej i
trzeciej grupie. Grupa druga to już formalna instytucjonalna grupa interesu, która ma etatowy
personel i znaczącą siłę oddziaływania na inne grupy społeczne. Do tej grupy należą partie
polityczne, ciała ustawodawcze, armie, biurokracje i kościoły. Wreszcie grupa trzecia –
zrzeszeniowa grupa interesów – w pełni formalna i zorganizowana struktura do wyrażania
interesów pewnych wspólnot. Mamy tu zatem związki zawodowe i związki pracodawców,
stowarzyszenia etniczne i wyznaniowe i różne grupy aktywności obywatelskiej.
Bez trudu znajdujemy liczne przykłady napięć w relacjach między tymi grupami
społecznymi, konfliktów z interesami państwa, kształtowaniem pola zagrożenia bankructwem
firm i naruszeniem całego ładu instytucjonalnego. Niekiedy maskuje się te zjawiska i mówi
się o pokojowej penetracji systemu politycznego przez społeczeństwo, a przecież znane są
dzieje eskalacji od zwykłych zamieszek, przez demonstracje do krwawych walk. Czasem
kończy się to zwycięstwem elitarnej grupy i dyktaturą. W tym sensie możemy także
zasygnalizować rolę i znaczenie wpływu doktryn społecznych na dynamikę macierzy
instytucjonalnej i atmosferę pola rodzącego kryzysy. W naszych czasach wiele uwagi tym
zagadnieniom poświęca socjologia instytucjonalna, która rozwija koncepcję grup interesu
działających wręcz destrukcyjnie na rozwój społeczny i gospodarczy. Programy działania
takich grup mają często dwa poziomy – formalny i nieformalny, a prościej – jawny i tajny.
Literatura przedmiotu niekiedy przesadnie, wręcz demonizując, przedstawia rolę tych grup w
sytuacjach kryzysowych.
Nie można zlekceważyć skutków trwającej rewolucji naukowo-technicznej, w której
postęp w dziedzinie informatyki wciąż rodzi wyzwania i konieczność dokonywania wyborów
w trybie pilnym i bez wszechstronnej analizy skutków. Rzut oka na rys. 12.1. pozwala skupić
uwagę na powiązaniach postępu naukowo-technicznego ze strukturami organizacyjnymi
współczesnej gospodarki. Weźmy jako przykład wpływ Internetu na organizację biznesu
związaną z transakcjami. To właśnie informatyzacja kontaktów między firmami w procesie
zawierania i realizacji kontraktów rodziła nowe formy organizacyjne – sieci – zdolne do
przetwarzania ogromnej ilości informacji. Nowe możliwości technologiczne szybko i czasem
w sposób zaskakujący decydentów generują zmiany w parametrach transakcji, podnosząc
jednocześnie stopień zagrożenia bankructwem przedsiębiorstwa a nawet kryzysu w pewnym
sektorze gospodarki narodowej.
Przypomnijmy, że w zbiorze parametrów transakcji znajdują się poznane już czynniki
– specjalne aktywa, frekwencja zawierania umów, sytuacje niepewności, jak również coraz
lepiej analizowane cechy agentów – zwłaszcza ich ograniczona racjonalność i oportunizm.
Ekonomika instytucjonalna nie może sobie pozwolić na „wyniosłą izolację” i samodzielne
analizowanie wyzwań trwającej rewolucji naukowo-technicznej. Przeciwnie, powinna
współdziałać i należy dodać, że ze strony wielu nauk również instytucjonalizm jest już
225
traktowany z należytym szacunkiem. Dobrym przykładem zaangażowania wielu nauk jest
bankructwo firmy, które najczęściej jest analizowane jako problem prawa stanowionego,
chociaż jest od początku zjawiskiem zrośniętym z instytucją wymiany. Mamy okazję
poruszyć kilka zagadnień bankructwa firmy jako podmiotu gospodarczego, agenta i aktora
zmuszonego nieraz do grania dramatu, który po prostu określony jest mianem upadłości
przedsiębiorstw.
Pozostaje otwarte pytanie, dlaczego współcześnie uprawiana teoria kryzysów tak mało
mówi o cyklu rozwojowym firmy i miejscu w nim kryzysu? Może wynika to z relatywnie
późnego pojawienia się hierarchii, tj. firm niezależnych w znacznym stopniu od żywiołu
rynkowego? A może także od panowania instytucji pieniądza i presji instytucji kredytu? Te
czynniki uwzględnia praktyka działających firm i były one znane uczestnikom rynku, łącznie
z pierwocinami prawa, zwłaszcza drastycznie karzącego dłużnika. Współczesne
przedsiębiorstwa mają już w swojej strukturze mechanizmy zapobiegania sytuacjom
niewypłacalności, ale nie eliminujące aktu bankructwa, tak bliskiego pojęciu kryzysu.
Pozytywnym można uznać fakt, że w literaturze przedmiotu akcentuje się określenie
„ekonomiczne aspekty” upadłości przedsiębiorstw, co ułatwia instytucjom prawa rozwijać ich
więź z formalnymi instytucjami gospodarczymi. Mamy jednak również zastrzeżenie – liczne
ekonomiczne teorie przedsiębiorstw, w tym też uprawiane w środowisku ekonomiki
instytucjonalnej, nie zapewniają pełnej przejrzystości dynamiki zmian w skali społecznoekonomicznej. Znaczący krok w tym kierunku uczyniła już ekonomiczna analiza prawa
(dyscyplina znana jako law and economics), choć nadal jeszcze teoria kryzysu pozostawia ten
problem na uboczu. Ryzykuję twierdzenie, że wynika to z grzechu redukcjonizmu,
upraszczania wymogów operacjonizmu i chęci uprawiania analizy na wygodnym obszarze
relacji ilościowych. Taka jest sytuacja na aktualnym terenie prawa upadłości firm i rachunku
korzyści i nakładów, wprawionego w prognozowaniu bankructwa tych podmiotów
gospodarczych. Z pomocą socjologii, politologii i – częściowo – nauki o zarządzaniu,
dyskutuje się sporo o bankructwie w gospodarce rynkowej jako systemie samooczyszczania
gospodarki. Duże znaczenie w doktrynach polityki przypisuje się społecznym kosztom
bankructwa, ale także ujemnym następstwom dla ich kierownictwa, banków i administracji.
*
Na zakończenie tych rozważań nad źródłami zjawiska kryzysu ekonomicznego
pozwalam zwrócić jeszcze uwagę na aktualnie dyskutowany problem przydatności koncepcji
tzw. ścieżki zależności (ang. path dependence). Sygnalizuję po prostu nie tylko potrzebę
analizy historycznej dla poznawania przyczyn cyklu gospodarczego, ale także zasadność tezy
o następstwie zjawisk, ich przyczyn i częstotliwość dla racjonalnego prognozowania. Czy
ścieżka zależności, umieszczona na wejściu do aktualnego systemu instytucjonalnego,
pozwoli trafniej analizować jego dynamikę, wnikać w przyczyny konfliktów i kryzysów, aby
na wyjściu systemu nakreślić wizję dalszego rozwoju? Mam tylko kilka uwag i zaleceń.
Warto pamiętać, że koncepcja ścieżki zależności jest zwykłą metodą analizy, która
pragnie oszacować i przetestować wewnętrzną spójność modeli zawierających postulowaną
strukturę przyczynową. W naukach społecznych i w ekonomii może to być model dla
pojedynczego momentu w czasie lub długookresowej równowagi w pewnym procesie. W
codziennych wypowiedziach słyszymy argumenty o wielkiej roli historii, jako nauczycielki
życia, ale w badaniach naukowych nie brakuje również sceptycyzmu, niepowtarzalności tego
co minęło.
Niezwykle sugestywne są wnioski z analizy postępu technicznego, ewolucji rozwiązań
prowadzących do długotrwałego panowania pewnych standardów, albo naśladownictwa,
które także może prowadzić do strat. Przykładem może być żywiołowe powstawanie
aglomeracji przemysłowych i urbanistycznych, jak również wielkich centrów biznesu, które
226
w pewnym okresie rodzą kryzysy lokalne i regionalne. Uznanie zasadności zjawiska
cykliczności bezrobocia może zwrotnie generować bezrobocie strukturalne.
Oferta ze strony zwolenników koncepcji ścieżki zależności, kierowana także do
ekonomiki instytucjonalnej, jest bogata, ale powinna być przyjmowana życzliwie, krytycznie i
służyć współdziałaniu. Interesujący z tego punktu widzenia jest podział ścieżek zależności na
trzy stopnie wrażliwości, odpowiadające trzem możliwym wskaźnikom efektywności
rezultatów w dynamice. Pierwszy stopień ścieżki zależności oznacza istnienie wrażliwości na
punkt startowy, ale nie implikuje to działania nieefektywnego. Drugi stopień zależności
występuje zwykle w sytuacji posiadania ograniczonej informacji. Decyzje początkowo
uznane za efektywne mogą okazać się gorsze od możliwych, ale niestety bywają
nieodwracalne lub zbyt kosztowne dla zamiany. Wreszcie trzeci stopień dotyczy sytuacji,
kiedy warunki początkowe prowadzą do nieefektywnego wyniku, ale taki rezultat może być
poddany korekcie.
Można przyjąć, że w poszukiwaniu obszarów kryzysogennych w dziejowym procesie
ewolucji systemów instytucjonalnych warto korzystać także z koncepcji ścieżki zależności.
Dodam, że mistrz ekonomiki instytucjonalnej Douglas C. North, wśród pięciu tez
dotyczących zmian systemowych, umieścił następującą: Oszczędności uzyskiwane ze skali,
komplementarności i zewnętrznego otoczenia sieci, dają przyrosty instytucjonalne i zależne od
ścieżki rozwoju163 .
12.3. Obecny kryzys globalny
Lawina informacji o trwającym, a może już zakończonym kryzysie, określonym –
chyba nieco przesadnie – mianem globalnego, jest jeszcze w stanie dalekim od koniecznego
dla opracowania syntezy i nawet rzetelnej analizy w ujęciu instytucjonalnym. W wykładzie
ekonomiki instytucjonalnej pozostaje tylko możliwość przywołania pewnych twierdzeń,
świadczących o randze badań tego zjawiska dla głębszego zrozumienia studiów nad ewolucją
naszej cywilizacji.
Zacznę od refleksji nad ekspansją działalności homo institutius, który zaczynał przed
paroma milionami lat w Afryce, dysponując tylko instynktami i ograniczoną wiedzą o
wzorcach zachowań wspólnotowych, przetwarzaną w pierwociny prawa zwyczajowego.
Podbój znacznych obszarów Azji i Europy przyniósł tysiąclecia gromadzenia wiedzy i
doskonalenia techniki produkcji oraz korzystania z instytucji napędzających dynamikę
ewolucji. Pierwociny tego co dziś nazywamy konfliktami, kryzysami i depresją, znajdujemy
już w przekazach historycznych. Geneza zjawiska inflacji sięga początków „psucia” monety
kruszcowej w Średniowieczu, polityki finansowania wojen i wreszcie – podboju obszarów
Nowego Świata i tzw. rewolucji cen. W XVIII wieku kryzysy finansowe są już tak częste, że
wiedza o nich staje się częścią nauki – prawa, ekonomii i polityki. Run na banki i panika
finansowa stają się zapłonami w kryzysach ekspandujących na całe gałęzie gospodarki
narodowej i regiony połączone handlem międzynarodowym. Sprzężenie zwrotne między
instytucjami gospodarczymi, społecznymi i politycznymi daje o sobie znać zwłaszcza w
wojnach, przerastających w eskalację sprzeczności coraz większych potencjałów militarnoekonomicznych.
Przejdźmy do zjawisk XX wieku, które przyniosły ludzkości lekcję kryzysu o
nieznanym przedtem zasięgu i głębokości. Mam oczywiście na myśli Wielki Kryzys lat 30ych, ale pragnę do jego wpływu dodać jeszcze doświadczenia systemów gospodarczych
państw uczestniczących w obu wojnach światowych. To właśnie I wojna światowa (19141918) – totalna mobilizacja potencjału gospodarczego na potrzeby frontu, centralne
163
D.C. North, Five Propositions About Institutional Change
227
planowanie i narodziny specjalistycznej nauki – ekonomiki wojennej – wzbogaciła ścieżkę
zależności, na którą wkroczyła myśl ekonomiczna i jej mistrz J.M. Keynes w okresie
Wielkiego Kryzysu. Wyzwanie II wojny światowej (1939-1945) miało już mniej zaskakujący
charakter. Rządy totalitarne nauczyły się wydawać połowę PKB na cele militarne lub
realizację programów budowy gospodarki socjalistycznej, niezagrożonej ex definitione
kryzysem.
Druga połowa XX wieku przyniosła liczne kryzysy – generowane zwykle przez
instytucje finansowe, związane z międzynarodowymi stosunkami wymiany i powodowane
przez paniki na giełdach. Trzeba jednak przyznać, że praktyka świata polityki i wielkiego
biznesu potrafiła kanalizować przebieg tych faz cyklu gospodarczego i osiągnąć pozytywne
wyniki w zarządzaniu, nie dopuszczając do ekspansji depresji sięgającej globalizmu. Dopiero
nasz XXI wiek stworzył nową rzeczywistość i zademonstrował w pełnym świetle zjawisko
kryzysu globalnego164.
Spośród różnych ujęć obecnego kryzysu i raczej niezbyt licznych publikacji wyraźnie
opowiadających się za ekonomiką instytucjonalną, wybrałem tylko te, które przybliżają nas
do koncepcji oryginalnych, choć nieodbiegających od metod znanych w naszym programie
kształcenia ekonomistów.
Pierwsze spostrzeżenie dotyczy rangi obecnego kryzysu, wyznaczanej obszarem
geograficznym, siłą oddziaływania na gospodarki regionalne i narodowe oraz charakterem
przyczyn i następstw. Kryzysy finansowe w drugiej połowie XX wieku były nagłaśniane
przez środki masowego przekazu w sposób sugerujący, że właściwie mamy już objawy
choroby gospodarki światowej z tendencją do globalizacji. Tak było w roku 1973, kiedy
szejkowie naftowi podnieśli drastycznie ceny ropy naftowej, co spowodowało łańcuchową
reakcję na giełdach i zaburzenia w bilansach energetycznych wielu państw. W następnym
dwudziestoleciu silne wstrząsy kryzysowe występowały w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej
Brytanii, Ameryce Łacińskiej, Indonezji i Japonii oraz w Federacji Rosyjskiej. Detonatorami
coraz częściej były bąble spekulacyjne i niestabilność sektora publicznego. Doktryny
ekonomiczne, zwłaszcza głównego nurtu, same weszły na ścieżkę prowadzącą do kryzysu
swoich paradygmatów.
Druga teza wiąże się już z krzepnięciem określenia globalny kryzys finansowy 20072010, z tym, że przymiotnik globalny ma bardziej uzasadnione podstawy, natomiast rok 2010
nie ma wielu zwolenników jako granica końca tego zjawiska. Dlaczego globalny? Dzięki
rewolucji informatycznej mamy dowody na to, że system gospodarki opera się już na
realnych systemach i sieciach stosunków międzynarodowych, które wyrosły z instytucji
wymiany. Transakcje najszerzej pojmowanej wymiany zrodziły świat organizacji i relacje,
które w pogoni za korzyściami napotykają na bariery, konflikty interesów, bankructwa i
kryzysy. Wciąż jeszcze systemy zarządzania w takiej skali – Organizacja Narodów
Zjednoczonych, Światowa Organizacja Handlu, Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz
Walutowy – i coraz liczniejsze systemy regionalne, subregionalne i bilateralne,
wyodrębniające się i jednocześnie generujące nowe – nieformalne i formalne instytucje,
przyznają się do niskiej skuteczności. Kolejny raz mogę tu zasygnalizować szansę włączenia
się ekonomiki instytucjonalnej do poszukiwania pragmatycznych rozwiązań.
Zagadnienie trzecie dotyczy dość powszechnego używania określenia kryzys
finansowy, podczas gdy jego przyczyny leżą głębiej w matrycy instytucjonalnej. Kojarzy się
to z działaniem swego rodzaju kurtyny pieniężnej (finansowej), skrywającej realny świat
rzeczy, dóbr i zasobów ekonomicznych, tak przydatnej w analizach nienastawionych na
rozwijanie nauki? Coraz poważniejsze analizy obecnego kryzysu prowadzą nas od opisu
164
Bogaty materiał do studiowania tych problemów znajduje się w: J. Kaliński, M. Zalesko (Red.}, Od wielkiego
kryzysu gospodarczego do wielkiego kryzysu finansowego. Perturbacje w gospodarce światowej w latach 19292009. Wyd. Uniwersytetu w Białymstoku. Białystok 2009.
228
pierwszego wybuchu i początkowej fazy w reakcji łańcuchowej. Mamy już sporo analiz na
temat preludium i datowanego od roku 2006 kryzysu hipotecznego w Stanach
Zjednoczonych. Oto kilka interesujących wątków.
Niska stopa procentowa i ogromny napływ funduszy zagranicznych stworzył w USA
warunki dla łatwego pozyskiwania kredytów, które przyniosły boom w budownictwie
mieszkaniowym. Sprzężenie zwrotne między łatwo dostępnym kredytom, udzielanym pod
zastaw nieruchomości (hipotek) a wzrostem popytu na usługi budownictwa, staje się w
pewnym momencie niebezpieczne, kiedy dłużnicy wpadają w pułapkę niewypłacalności a
wierzyciele (banki) nakręcają zyski, manipulując żądaniami spłaty od słabych dłużników.
Kryzys hipoteczny ujawnił się wyraźnie po upowszechnieniu się procedury sekurytyzacji,
możliwości zamiany (konwersji) kredytu na papiery wartościowe dopuszczane do obrotu na
rynkach kapitałowych. Jeśli zatem indywidualna pożyczka zabezpieczona hipoteką ma
charakter nierynkowy, to włączona do pakietu z innymi papierami wartościowymi może
służyć spekulacjom dzięki pozornie (lub nawet – teoretycznie) mniejszemu ryzyku i szansie
na obniżenie stopy procentowej. W praktyce okazało się, że grupy interesów kredytodawców
przenoszą ryzyko kredytowe na inwestorów. W latach 2006-2007 stopy procentowe w
Stanach Zjednoczonych wzrosły, a ceny nieruchomości mieszkaniowych spadły, co
doprowadziło wielu dłużników do bankructwa. Uruchomiono lawinę, przerastającą w kryzys
finansowy, który zaczął przelewać się poza granice Stanów Zjednoczonych w rytmie
nagłaśnianych przez wielkie giełdy informacji o upadłości potężnych banków.
Warto odnotować, że rynek nieruchomości w Stanach Zjednoczonych był dodatkowo
aktywizowany przez rząd wspierający grupę prywatnych przedsiębiorstw (Government
Sponsored Enterprises – GSE), powołanych do życia dla ułatwienia pozyskiwania taniego
kredytu przez gospodarstwa domowe, szkolnictwo i rolnictwo. Status takiego
przedsiębiorstwa uzyskały dwa zrzeszenia – Fannie Mae (Federal National Mortgage
Association) i Freddie Mac (Federal Home Loan Martgage Association). Obie firmy
nabywały od banków kredyty hipoteczne spełniające określone warunki, a więc uwalniały
środki banków na dalsze kredytowanie. Spieszono więc z pożyczaniem na pozornie bardzo
dogodnych warunkach – korygowanej stopy kredytu hipotecznego (ARM – Adjustable Rate
Mortgage). Otrzeźwienie przychodziło po kilku latach przy wzrastających kwotach spłaty
kredytu.
Jeszcze groźniejsze skutki przyniosły coraz bardzie ryzykowne działania instytucji
finansowych, które zaczęły szeroko wykorzystywać niebezpieczne w swej istocie metody.
Przykładem były pochodne instrumenty kredytowe typu MBS (Mortgage-Backed Securities)
i SDO (Collateralized Debt Obligation). Pierwsze były papierami wartościowymi, dającymi
przychód w zależności od przepływów pieniężnych z kredytów hipotecznych, będących ich
instrumentem bazowym. Drugie, oparte na transzach MBS umożliwiały niezwykle wysokie
zyski spekulacyjne i równie wysokie straty. Pojawiły się skrajnie ryzykowne udzielanie
kredytów dla osób o nieudokumentowanych źródłach dochodu. Posługiwano się dowcipnym
skrótem NINJA – No Income, No Job, No Assets. Nadciągał jednak nieunikniony wstrząs.
Na przełomie lat 2005-6 rynek nieruchomości był już nasycony, dłużnicy zalegali ze
spłatą kredytów a wierzyciele coraz częściej liczyli na interwencję państwa. Upadłość
ogłaszają pierwsze banki kredytowe, zwłaszcza nastawione na rynek subprime, handlujący
nieruchomościami zabezpieczonymi bardzo słabymi hipotekami. Na globalnych rynkach
finansowych nastąpił gwałtowny spadek zaufania między partnerami i wyraźny kryzys
płynności. Nasilają się fuzje i przejęcia banków w Ameryce, Europie i Azji, codziennie płyną
informacje o stratach ponoszonych przez kredytodawców, a następnie przez banki
inwestycyjne. W październiku 2007 r. amerykański bank inwestycyjny Merrill Lynch ogłosił
utratę wartości aktywów na sumę 7.9 mld dolarów, w ślad za nimi już dziesiątki wielkich
banków na całym świecie. Centralny bank – Rezerwa Federalna w USA – i najwyższe władze
229
państwowe podjęły gigantyczną akcję nadzwyczajnej pomocy w formie pożyczek i
dekapitalizacji w celu ratowania systemu finansowego i całej kapitalistycznej gospodarki
narodowej.
Dnia 7 września 2008 r. rząd amerykański przejął kontrolę nad wspomnianymi już
dwoma zrzeszeniami typu GSE – Fannie Mae i Freddie Mac – będące właścicielem lub
gwarantami połowy krajowego rynku kredytów hipotecznych. Ich nacjonalizacja przez zakup
preferencyjnych akcji miała sięgnąć kwoty 200 mld USD. W dniu 15 września 2008 r.
ogłoszono bankructwo znanego od 150 lat banku Lehman Brothers i mającego opinię
najlepszego w świecie banku inwestycyjnego, wysoko notowanego na głównych giełdach.
Do prawdziwej kontrofensywy ruszyła teraz potęga polityki amerykańskiej a wkrótce
koalicja Unii Europejskiej oraz cała już sieć globalna finansów publicznych. Zaczęto sięgać
po narzędzia uznane za niebezpieczne dla kapitalizmu, m.in. nie tylko udzielając bankrutom
pożyczek państwowych, ale nawet nacjonalizując niektóre firmy prywatne. Rządowe
programy walki z kryzysem już przyniosły głębokie zmiany w strukturze akcjonariatu
instytucji finansowych, ale także w tych obszarach matrycy instytucjonalnej, które regulują
strategię procesów wymiany w skali globalnej. Wiele ogłaszanych prognoz na temat
wygasania tego kryzysu i likwidacji jego skutków nie uwzględnia koncepcji ekonomiki
instytucjonalnej. Chociażby z tego powodu warto zwrócić uwagę na ofertę przedstawicieli tej
szkoły współczesnej myśli ekonomicznej.
*
Skromną, ale inspirującą propozycję, znalazłem w artykule młodego kanadyjskiego
uczonego z University of Chicago, który podjął próbę spojrzenia na obecny kryzys globalny
właśnie z perspektywy teorii instytucjonalnej165. Autor proponuje traktować obecny kryzys
jako kryzys instytucjonalny, który pojawił się w wyniku wzajemnej zależności organizacji
finansowych oraz instytucji formalnych i nieformalnych. Zaistniała potrzeba zrozumienia
mechanizmu tej współzależności, korzystając z założeń nowej ekonomiki instytucjonalnej.
Autor czyni tak, prezentując formalny aparat analizy i próbując dać odpowiednią
charakterystykę obecnego kryzysu globalnego. Stosuje dwa podejścia do tej tzw. żelaznej
klatki systemu instytucjonalnego – od wewnątrz i od zewnątrz, aby lepiej zrozumieć
dynamikę zmian i pojawienie się kryzysu. Zależność organizacji finansowych i instytucji
(formalnych i nieformalnych) ujawnia się w specyficznym stanie obu stron, a mianowicie
utrzymywaniu się „zakażenia legalnością” (contagion of legitimacy).
W modelu służącym analizie obecnego kryzysu oznacza to, że banki inwestycyjne i
organizacje usług finansowych istnieją w szerokich ramach instytucji formalnych i
nieformalnych, a więc są uwięzione w „żelaznej klatce”, gdzie poddawane są swoistej
homogenizacji. Sprzeciwia się temu potężny sektor organizacji finansowych, który w swoim
interesie wywiera znaczący wpływ na instytucje. Autor ubolewa, że procesy kreacji, trwania,
słabnięcia i śmierci instytucji dopiero niedawno są analizowane w ekonomice
instytucjonalnej. Twierdzi, że wiele instytucji nie mogłoby dziś przeżyć bez aktywnego
wsparcia i zgody organizacji finansowych. Wielonarodowe i ponadnarodowe korporacje, z
budżetem często większym niż łączny budżet kilku państw, potrzebują pilnie legitymizacji, w
związku z tym mamy obecnie do czynienia z paradoksem, gdyż nie do końca wiadomo, kto
tak naprawdę jest zamknięty w „klatce” – organizacje czy instytucje?
Autor proponuje, aby do analizy obecnego kryzysu globalnego wprowadzić trzy
pomocnicze koncepcje, które wzbogacą analizę globalnego kryzysu ekonomicznego.
Pierwsza, to tzw. odwrócona legalność (reverse-legitimacy). Chodzi o to, że organizacje
ciągle się zmieniają, zaś zagregowanym efektem tych zmian jest ich homogenizacja –
jednorodność, która służy także legitymizacji instytucji i usprawnia jej procesy izomorficzne
165
Suhaib Riaz, The global financial crisis: an institutional theory analysis, “Critical Perspectives on
International Business” 2009 nr 1/2. s. 26-35.
230
(wspólnopostaciowość układu?). Instytucje mają przewagę nad organizacjami do momentu,
kiedy mogą jeszcze gwarantować im legalność. Odwrotnie – organizacje mogą scalać siły
różnych instytucji, aby zapewnić poprawę stanu legalności. Takie sytuacje obserwuje się w
krajach gospodarczo nierozwiniętych i wdrażających u siebie instytucje funkcjonujące w
państwach wysoko rozwiniętych. Pojawiły się takie specjalne organizacje typu strefy wolnego
handlu, specjalne rejony ekonomiczne itp.
Mamy zatem sytuacje, kiedy organizacje mogą odwrócić legalność instytucji w ten
sam sposób, jak instytucje mogą nadać legalność organizacjom. Matryca instytucjonalna
składa się z wzajemnie gniazdujących instytucji i współzależnych – wspierających i
antagonistycznych – części powodujących wzrost „zakażenia legalnością”. Niepowodzenia i
przeżycie instytucji lub organizacji zależy właśnie od postępu takiego zakażenia. Ta
koncepcja trafnie wyjaśnia zjawisko transferu (replikacji) instytucji i organizacji w procesach
transformacji ustrojowej ale także rozszerza krąg poszukiwania przyczyn obecnego kryzysu.
Druga koncepcja dotyczy struktur nielegalnych (illegitimate structures), które
pojawiają się, kiedy organizacje, chociaż zakażone legalnością, pragną częściowo uniknąć
presji instytucjonalnej. Taka sytuacja może doprowadzić do kryzysu, ponieważ organizacje
realizują cele strategii rozłączenia lub ukrywania (decoupling or concealment), tylko
symbolicznie, fasadowo przystosowując się do presji instytucjonalnej. Taka buforowa
strategia potężnych organizacji, prowadzona w dłuższym okresie, musi skutkować kryzysem
– najpierw kryzysem legalności, potem już finansowym i instytucjonalnym. W ten sposób
koncepcja druga łączy się z trzecią, która rozwija teorię dynamiki przestrzeni kryzysogennej,
a więc i teorię kryzysu instytucjonalnego.
Przykładem manipulacji i działania zgodnego ze strategią pozornej legalności stały się
w tym okresie ogłaszane przez banki typowo inwestycyjne zmiany statutowe, pozwalające
zajmować się rynkiem kredytowym. Tworzono także struktury nielegalne, działające w szarej
lub wręcz kryminalnej sferze. Obserwowano zjawisko pojawiania się, rozdymania i pękania
różnego typu „bąbli” spekulacyjnych, jak również upadłości licznych firm w formie
przypominającej efekt domina. Zmiany form organizacyjnych miały na celu zażegnanie
kryzysu legalności, wywołanego przez deinstytucjonalizację poprzedniej podstawy prawnej.
*
Krótkie podsumowanie tej analizy obecnego kryzysu globalnego jest przede
wszystkim zachętą do studiowania bieżącego strumienia informacji w zgodzie z postulatem
Tacyta, a więc sine ira et studio. Warto posłużyć się kilkoma wnioskami, które mają charakter
lekcji z doświadczeń współczesnej myśli ekonomicznej, zwłaszcza dostarczanych przez
ekonomikę instytucjonalną.
Można przyjąć za punkt wyjścia, że wyraźne zaskoczenie ekonomii obecnym
kryzysem wynikło ze zlekceważenia i po części z ignorancji w trzech ważnych kwestiach.
Pierwsza to przekonanie, że skończyła się historyczna era nieprzewidywalności. Postęp
naukowo-techniczny, informatyka i metody zarządzania przyczyniły się do pokonania
negatywnych skutków cyklów koniunkturalnych. Łagodna polityka gospodarcza sprzyja
optymizmowi społecznemu opartemu na relacjach z rynkami kapitałowymi i budownictwie.
Mit zwycięstwa nad cyklem pozostawiał tylko dobre strony małych zaburzeń, które jednak
rodziły innowacje jako skutek twórczej destrukcji.
Druga kwestia to wciąż silna wiara, że gospodarka kapitalistyczna funkcjonuje w
próżni instytucjonalnej, a rolę monitorującego zagrożenia ze strony oportunizmu pełni
znakomicie rynek. Główny nurt ekonomii trzyma się tradycji, abstrahując od roli instytucji i
działań regulacyjnych, głosząc apologię wyższości rynków wolnych nad regulowanymi. Nie
ma tu zrozumienia teza, że rynki wolne to nie są rynki nieregulowane.
231
W kwestii trzeciej zawarte jest błędne przekonanie, że tak istotna cecha jak zaufanie
wskazuje na przewagę wielkich korporacji nad zaufaniem do reszty jednostek gospodarczych.
W istocie sprawy mają się inaczej. Oto w dążeniu do wysokiej reputacji korzysta się czynów
niemoralnych nawet kryminalnych. W zasobach traktowanych jako aktywa specjalistyczne
mogą znajdować się całe arsenały narzędzi służących korupcji i spekulacji.
Nauka ekonomiczna wśród swoich osiągnięć ma także poważne teorie wzrostu
gospodarczego, realokacji zasobów i ekonomię polityczną (raczej – naukowo ujętą politykę
gospodarczą). Ekonomika instytucjonalna ma w tych obszarach sporo ofert pod adresem
praktyki, w tym również skierowanych na obecnie podejmowane działania związane z
koniecznością łagodzenia skutków kryzysu, ratowania międzynarodowych relacji wymiany,
ostrzegania przed błędami korzystania z zasobów i wczesnego ostrzegania przed pułapkami
doktrynalnymi. Do takich pułapek należy właśnie strategia wychodzenia z kryzysu
preferująca jedną ze metod – eskalacji pomocy państwa sektorowi prywatnemu lub
zaniechania regulacji na rzecz pełnej wolności rynkowej.
Zalecana literatura
K. Raczkowski, Zarządzanie stabilnością rynku finansowego. W: Bezpieczeństwo
ekonomiczne, Wolters Kluwer, Warszawa 2012, s. 201-248.
232
13. TEORIA PROJEKTOWANIA MECHANIZMÓW GOSPODARCZYCH
Wprowadzenie do wykładu ekonomiki instytucjonalnej takiego tematu uzasadniam
troską o przybliżenie zagadnień współczesnej myśli ekonomicznej, które wzbogacają nie
tylko teorię, ale i praktykę społeczno-gospodarczą. Bezpośrednim bodźcem stał się sygnał
zawarty w przyznaniu w roku 2007 Nagrody Nobla trzem amerykańskim ekonomistom za
wkład do podstaw teorii projektowania mechanizmów. Uhonorowano pionierski i
mistrzowski trud Leonida Hurwicza oraz rozwinięcie koncepcji przez Erica Maskina i
Rogera Myersona. Nawet wstępne zapoznanie się z treścią teorii i przykładami jej
wykorzystywania pozwala umieścić jej podstawowe ujęcia w ramach ekonomiki
instytucjonalnej.
Jako cel tego rozdziału przyjąłem następujący zapis: przedstawić w dużym skrócie
zarys teorii projektowania mechanizmów społeczno-gospodarczych, uporządkowany w trzech
podrozdziałach, poświęconych kolejno – dziejom zagadnienia, strukturze teorii i próbom jej
wykorzystania w praktyce.
13.1. Geneza i najnowsze dzieje
Pierwociny rozważań na temat mechanizmów, w tym – mechanizmów społecznych i
gospodarczych, znajdziemy w prehistorii i historii, także w ewolucji matryc instytucjonalnych
u różnych ludów i na różnych terytoriach. W swoim noblowskim wykładzie (8 grudnia 2007
r.) R. Myerson nawiązał do znanego dzieła Ksenofonta Ekonomika (IV wiek p.n.e.) i ustroju
antycznej Grecji. Model i układ instytucjonalny Hellady eksponował zagadnienie motywacji
pracowników gospodarstw rolnych oraz troskę o utrzymanie statusu właścicieli w instytucji
polis, a więc ówczesnego państwa. Mamy przeto okazję do analizy postaw niewolników i
robotników rolnych, ich relacji z pryncypałem w ramach gospodarstwa domowego i rolnego,
a więc już w schemacie prostego mechanizmu społecznego i ekonomicznego. W takich
miastach-państwach, jak Ateny, Teby, Korynt i in. polis, te mechanizmy różnicowały się i
generowały tak istotne i dzisiaj instytucje, jak demokracja, systemy wyborów społecznych,
funkcjonowanie rynków, przemiany w strukturach własności oraz zarządzaniu funduszami
społecznymi. Historia porównawcza ustrojów społecznych dostarcza wciąż nowych dowodów
świadomej ingerencji podmiotów władzy i gospodarki na rzecz doskonalenia struktur
instytucjonalnych.
Rewolucja przemysłowa i dzieje kształtowania się ustroju kapitalistycznego
przyniosły zmianę akcentów w myśli ekonomicznej, a mianowicie wysunięcie na pierwszy
plan procesu produkcji. Problem właściwej alokacji ograniczonych zasobów niezwykle silnie
scalał poczynania organizatorów produkcji, technologów i przedsiębiorców. Sprzężenie
zwrotne między rozwojem wymiany międzynarodowej, mechanizacją produkcji i transportu,
jak również industrializacją, mechanizacją i elektryfikacją wymuszało racjonalizację działań
na wszystkich polach życia społecznego. W samym tylko obszarze zajmowanym przez
doktryny ekonomiczne coraz częściej projektowanie doskonalszych rozwiązań problemu
efektywnej alokacji ograniczonych zasobów przy pomocy lepszych narzędzi, zwłaszcza
maszyn, ulega przyspieszeniu i rozszerzeniu na mikro i makroekonomię. Chodzi nie tylko o
agrotechnikę i maszyny w fabrykach i transporcie, ale o przeniesienie samej teoretycznej
koncepcji maszyny i mechanizmu na wielkie układy instytucji społecznych i gospodarczych.
Poszukując precyzji w przekazywaniu informacji w relacjach związanych z nauką korzysta
się coraz szerzej z języka matematyki. Rezultaty stają się kolejnym bodźcem w projektowaniu
nowych rozwiązań dla potrzeb ekspandującej gospodarki.
Poszukiwanie analogii dla lepszego ujęcia opisu pewnych zjawisk jest znane od
zarania dziejów i nieobce praktycznie wszystkim doktrynom społecznym, gospodarczym i
233
politycznym. Mistrz szkoły klasycznej w ekonomii Adam Smith korzystał wiele z analogii
niewidzialnej ręki przy wyjaśnianiu mechanizmu rynkowego, na którym spotykają się egoiści
typu homo oeconomicus. Fizjokraci posługiwali się analogią organizmu ludzkiego,
sugestywnie opisując obieg dóbr między klasą wytwórców, rzemieślnikami i warstwami
„jałowymi”, ale jakże potrzebnymi dla kierowania, zarządzania, szerzenia oświaty i obrony
kraju. Proponowany mechanizm sterowania życiem społeczno-gospodarczym preferował
wprawdzie wolę monarchy, ale już w polityce gospodarczej podkreślał znaczenie produkcji
rolniczej i górniczej. Zwycięstwo koncepcji liberalnych w połowie XIX wieku opierało się
silnie na eksponowaniu motywów gospodarującej jednostki, które jednak należało godzić z
obiektywnie występującą rzadkością zasobów. Doktryna neoklasyczna i klarowność
prezentacji matematycznych schematów i modeli rodzącej się ekonometrii torowały drogę
projektowaniu doskonalszych mechanizmów gospodarczych.
Warto w tym miejscu przypomnieć proste modele wymiany rynkowej, opracowane
przez Cournota i Walrasa, korzystające z zasady równowagi podaży i popytu oraz rachunku
operującego wielkościami krańcowymi. Nieograniczone chęci i życzenia jednostki znajdują
już rozsądne granice zaś analiza indywidualnych motywów pomaga wyjaśniać teorię ceny.
Problemy efektywności alokacji zasobów i tak istotnego zjawiska, jakim jest konkurencja,
otrzymały ogromną pomoc od dynamicznie rozwijającej się teorii gier i probabilistyki. Znane
obecnie koncepcje von Neumanna, Morgensterna i Nasha stały się podstawą nauki o
podejmowaniu racjonalnych decyzji w wielu dziedzinach praktyki. Coraz częściej samo
pojęcie mechanizm definiowane jest w języku matematyki.
Czołowi przedstawiciele teorii projektowania mechanizmów dość zgodnie podkreślają
rolę pewnej dyskusji na temat efektywności ustrojów społeczno-gospodarczych. Chodzi
mianowicie o dyskusję wywołaną w 1920 r. artykułem von Misesa, który dowodził, że w
gospodarce socjalistycznej nie można stosować racjonalnego rachunku. Zagadnienie było
niezwykle aktualne i propagandowo nośne na Zachodzie. Przecież bolszewicy prowadzili już
eksperyment tworzenia podstaw ekonomicznych dla ustroju socjalistycznego, eliminując
instytucję prywatnej własności środków produkcji i rozbijając mechanizm wymiany
rynkowej. Odwadze rewolucyjnej przywódców nie towarzyszyła znajomość projektu
mechanizmu funkcjonowania gospodarki socjalistycznej. Wizja roztaczana przez
przywódców partii, wspierana przez nielicznych ekonomistów i realizowana w atmosferze
krwawej walki z kontrrewolucją, była nazbyt ogólna, oparta błędnie na przekonaniu o potędze
klasy robotniczej i międzynarodowej solidarności świata pracy.
Na łamach zachodnich periodyków starli się autentyczni naukowcy, wysuwając
szereg istotnych argumentów. Mises uznał cenę rynkową za optymalne narzędzie rachunku
gospodarczego, której nie zastąpi cena sztucznie i arbitralnie narzucona przez organ władzy
wdrażającej zupełnie nowy ustrój społeczny. Wprawdzie Lenin i jego zwolennicy twierdzili,
że odziedziczony po kapitalizmie system kierowania produkcją, zwłaszcza przemysłową, jest
tak prosty, że pozwala zwykłej gospodyni domowej kierować wielką socjalistyczną fabryką,
ale codzienne efekty radzieckiej Rosji dalekie były od tego ideału. Polski uczony Oskar
Lange wysunął niezwykle sugestywny argument, twierdząc, że dzięki wytrwałej pracy
analitycznej centralnego planifikatora, wspartej polityką państwa dyktatury proletariatu, nie
stroniącą od zwykłej metody prób i błędów, będzie powstawać realna cena dla potrzeb
racjonalnego rachunku gospodarczego.
Dyskusja uległa raczej rozmyciu i pozostała zagadnieniem marginesowym we
współczesnej myśli ekonomicznej. Trzeba jednak przyznać, że wskazała ona na granice roli,
którą przypisywano teorii cen w poczynaniach oceniających (wartościujących) instytucje niecenowe. Wielki uczony Friedrich Hayek pisał (1945), że problemem społecznym nie jest
tylko zagadnienie, jak dokonywać alokacji danych zasobów, ale raczej jak zapewnić lepsze
wykorzystanie zasobów znanych każdemu członkowi społeczeństwa i służących do realizacji
234
celów, których względne znaczenie znają tylko te jednostki. Można powiedzieć, że mamy do
czynienia z problemem wykorzystania wiedzy, której nie ma nikt w jej całości i po prostu jej
nie ogarnia. Takie intelektualne wyzwanie podjął w latach 70-ych Leonid Hurwicz. Warto w
tym miejscu przedstawić krótko jego interesującą drogę życiową.
Wieść o Nagrodzie Nobla uczyniło nazwisko tego uczonego znanym na całym świecie
i wywołało sporo zamieszania. Leonid Hurwicz urodził się 21 sierpnia 1917 r. w Moskwie,
zatem w wielu gazetach można było wyczytać, że to Rosjanin. Podawano jednak i to, że
zdobył dyplom Uniwersytetu Warszawskiego w 1938 r. Kiedy więc w 1994 r. otrzymywał
tytuł doktora honorowego naszej SGH i świetnie operował językiem polskim, cieszyliśmy się
zwyczajnie z tego, że mamy pierwszego noblistę w ekonomii. Wszędzie jednak podkreślano,
że to są trzej uczeni amerykańscy, publikujący w języku angielskim i legitymujący się
wykształceniem zdobywanym w czołowych uczelniach Stanów Zjednoczonych. Obecnie
wiele nieporozumień wyjaśniono i uwaga została skierowana na właściwe tory – analizę
dorobku i perspektywy wykorzystania teorii projektowania mechanizmów społecznych, w
połączeniu z widoczną już ekspansją ekonomiki instytucjonalnej.
Rodzina Hurwiczów dzieliła losy tych, którzy w latach I wojny światowej wyjechali
w głąb imperium, chroniąc się przed okupacją niemiecką. Na początku 1919 r. powróciła do
Warszawy i w latach II Rzeczpospolitej zapewniła młodemu Leonidowi solidne
wykształcenie prawnicze. Tuż przed wybuchem wojny wyjechał z Polski, unikając – jak sam
pisał – losu polskich Żydów zamordowanych w latach okupacji. Studia w różnych
dziedzinach – ekonomii, matematyki, prawa i stosunków międzynarodowych – realizowane w
znanych uczelniach (London School of Economics, Instytut Wyższych Studiów
Międzynarodowych w Genewie, Uniwersytet Harvarda, Uniwersytet Chicagowski),
pozwoliły mu podjąć badania problemów niezwykle złożonych, wymagających wstępnego
uporządkowania do postaci pozwalającej sięgnąć do metod matematycznych. Hurwicz
znalazł się wśród liderów ekonometrii i teorii gier, wspomagających ośrodki podejmujące
wyzwania współczesnej gospodarki i politykę doskonalenia mechanizmów sterowania życiem
społeczno-gospodarczym. Tytuł doktora nauk uzyskał raczej późno, bo w 1980 r. na
Northwestern University, a następnie pracował w wielu renomowanych uczelniach i najdłużej
jako profesor Minnesota University w Minneapolis. Dziennikarze z podziwem pisali o
podeszłym wieku Noblisty i jego ogromnej aktywności naukowej, zwłaszcza w tworzeniu
własnej szkoły myśli ekonomicznej. Nagroda Nobla przyszła – niestety – zaledwie 10
miesięcy przed jego śmiercią 24 czerwca 2008 r.
Zainspirowany dyskusją na temat efektywności mechanizmu planowania w
gospodarce socjalistycznej, L. Hurwicz dokonał w latach 60-ych udanego wprowadzenia
dyskusji o efektywności systemów gospodarczych na obszary ekonomii matematycznej.
Zapewnił nie tylko odpowiedni stopień precyzji wyjściowym tezom swego modelu, ale także
ich formalizację i przeprowadzenie dowodu. Zaproponował skupienie wysiłku badawczego na
selekcji efektywnego mechanizmu ze zbioru alternatywnych możliwych mechanizmów
społeczno-gospodarczych, wśród których wyróżniał klasę systemów zdecentralizowanych166.
Pojęcie mechanizm jest tu traktowane jako wartość zmiennej, której przestrzeń zmienności
jest zbiorem możliwych mechanizmów. Konkretna analiza takiego mechanizmu wymaga
wiedzy o kosztach jego działania, wpływach bliższego i dalszego otoczenia, a przede
wszystkim o indywidualnych preferencjach jego agentów, z natury rzeczy będących
informacją rozproszoną, asymetryczną i starannie chronioną. Ten kluczowy problem Hurwicz
rozwiązał w stopniu wystarczającym i jednocześnie otwierającym nową rundę dyskusji.
166
Do głównych publikacji z tego zakresu zalicza się: L. Hurwicz: Optimality and informational efficiency in
resource allocation processes, w: Arrow, Karlin and Suppes (eds.), Mathematical Methods in the Social Science,
Stanford University Press, 1960; oraz On informationally decentralized systems, w: Radner and McGuire,
Decision and Organization, North Holland, Amsterdam 1972.
235
Paradoks jednoczesnego niedostatku i nadmiaru informacji przejawia się w realnych
ograniczeniach funkcjonowania mechanizmów społecznych, w których zawsze znajdują się
jednostki ludzkie. Historia operuje przykładami zdobywania doświadczeń w odwiecznych
procesach wymiany, targowania się i zawierania kontraktów dalekich od ideału wzajemnego
zaufania stron. Bogaty materiał do analizy napływał z praktyki prowadzenia różnych gier,
podczas których ścierały się interesy poszukiwaczy fortun i powstawały koncepcje metod
sprzyjających wyższemu prawdopodobieństwu wygranej. Hurwicz wykorzystał procesy gry
jako analog do konstruowania mechanizmów społecznych. Mechanizm jest wszak pewną
formą gry, w której daje znać o sobie prywatność jej uczestników, jako nieodłączna sfera
indywidualnego życia jednostki. W każdej grze, w każdym mechanizmie społecznym,
znajomość informacji prywatnej decyduje o sukcesie, efektywności działania i – niestety –
jest ona barierą niedającą się w pełni pokonać. Wkład Hurwicza polegał na tym, że
sprecyzował i rozwinął model komunikowania się, wymiany informacji w procesie gry i
funkcjonowania mechanizmu, uwzględniającej czynnik zgodności motywów (incentive
compatibility) postępowania jednostek. To pojęcie należy do podstawowych składników teorii
projektowania mechanizmów społecznych i teorii projektowania gier.
Możemy teraz przejść do krótkiej prezentacji wkładu pozostałych laureatów, którzy
sami przyznają Hurwiczowi pierwsze miejsce w tworzeniu zrębów i całej konstrukcji teorii
projektowania mechanizmów.
Roger Bruce Myerson urodził się 29 marca 1951 r. Stopień bakałarza, magistra i
doktora z matematyki stosowanej uzyskał w Harvardzie (1973 i 1976). Jako profesor
ekonomii pracował w latach 1976-2001 w Northwestern University Kellog School of
Management. Następnie zaangażował się jako profesor ekonomii w University of Chicago.
Należy do światowej czołówki ekonomii matematycznej, zasilającej publikacjami
ekonometrię, ekonomię matematyczną i teorię gier. Szeroko znane są jego książki Teoria
gier: analiza konfliktu (Game theory: analysis of conflict,1991) oraz Modele probabilistyczne
dla podejmowania decyzji ekonomicznych (Probabilisty models for economic decisions,
2005). Spośród jego licznych publikacji wyraźnie rysują się te, które wniosły wiele do
rysującej się teorii projektowania mechanizmów społecznych167. Zasłużył się także dla teorii
przetargów (aukcji, licytacji), proponując ujęcia interesujące praktyków168. Za największy
sukces trzeba jednak uznać wprowadzenie do teorii mechanizmów społecznych zasady
ujawnienia (revelation principle).
Ta zasada wiązała się ściśle z koncepcją Hurwicza – konstruowania mechanizmów
pozwalających łączyć społeczne decyzje z posiadaną przez społeczeństwo informacją,
zwłaszcza przełamywać opory przed ujawnieniem informacji prywatnej. Problem był
podejmowany wcześniej (w latach 70-ych XX wieku) przez takich wybitnych uczonych, jak
Aumann, Gibbard, Harsanyi, Dasgupta, Hammond, Harris, Townsend, Rosenthal i także Eric
Maskin. Dyskusja koncentrowała się wokół idei możliwych rodzajów równowagi we
wszystkich grach, które można zaprojektować z uwzględnieniem różnych mechanizmów
koordynacji. Przydała się znakomicie koncepcja równowagi Nasha, jako punkt odniesienia do
oryginalnych ujęć.
Na Harvardzie studiował również urodzony w Nowym Jorku 12 grudnia 1950 r. Eric
Stark Maskin, pochodzący z rodziny amerykańsko-żydowskiej i głęboko zaangażowany w
teorię gier, aukcje, ochronę patentową wynalazków i w analizę systemów ordynacji
wyborczych. Na Harvardzie studiował przez pewien czas pod kierunkiem Kennetha J.
Arrowa, znanego jako współtwórca (wspólnie z G. Debreu) teorii równowagi ogólnej. Po
uzyskaniu stopnia doktora nauk w 1976 r. pracował przez parę lat w angielskim Cambridge, a
167
Przykładowo wymieniam: R.B.Myerson, Mechanism design, Discussion Paper No.769 , Sept. 1988; Nash
equilibrium and the history of economic theory, “Journal of Economic Literature” 1999 vol. 36, s. 1067-1082.
168
Por. R.B.Myerson, Optimal auction design, “Mathematics of Operation Research” , 1981, nr 1, s. 58-73.
236
następnie w Massachusetts Institute of Technology. Od 1984 r. jest profesorem nauk
społecznych w Institute of Advanced Study w Princeton.
Polem dużych osiągnięć stały się badania prowadzone przez Maskina nad rynkiem
patentów oprogramowania (software patents). Wbrew rozpowszechnionym poglądom
dowodził, że prawo patentowe może stać się raczej hamulcem niż stymulatorem innowacji.
Statystyki potwierdziły, że postęp w technologii półprzewodników, konstrukcji komputerów i
tworzeniu oprogramowania był szybszy w okresie słabej ochrony patentowej. Maskin
podkreślał także wpływ koncepcji głoszonych przez Hurwicza na jego zainteresowania, które
wymagały właśnie twórczego scalania w ramach jednolitej analizy zagadnień społecznych i
gospodarczych z rygorami prezentacji w języku matematyki. Twierdził, że tak może być
potraktowana rodząca się inżynieria społeczna.
Jako doniosły wkład Maskina do teorii projektowania mechanizmów społecznych
uznaje się rozwinięcie teorii implementacji, z którą bliżej zapoznamy się w następnym
podrozdziale.
13.2. Struktura teorii
Dla potrzeb tego wykładu korzystam z uproszczonej struktury, której konstrukcją
nośną są fragmenty i składniki teorii projektowania mechanizmów, z którymi mogłem
zapoznać się w dostępnych publikacjach, zwłaszcza prezentowanych już laureatów Nagrody
Nobla. Posłużę się prostym rysunkiem.
Koncepcja
zgodności
motywacyjnej
Teoria
implementacji
Ogólna teoria
mechanizmów
Zasada
ujawnienia
Rys. 13.1. Struktura teorii projektowania mechanizmów społecznych.
Szeroko znany model analizy czarnej skrzynki, którą w tym przypadku jest teoria
projektowania mechanizmów społecznych, ma na wejściu dopływ informacji z pewnego
zbioru systemów (tj. właśnie – mechanizmów!) zdecentralizowanych. Ta skrzynka ma
przetwarzać informację i na wyjściu dostarczyć wzorzec mechanizmu także
zdecentralizowanego, ale lepszego169. Zaskakujące – na początku – może być świadome
wykorzystanie analogii realnego mechanizmu zdecentralizowanego do naszej skrzynki, która
ma wygenerować wzorzec proponowany do wdrożenia w praktyce. Z tych względów warto
umieścić już we wnętrzu skrzynki, jako pierwszy – położony blisko wejścia – składnik,
którym jest oczywiście ogólna teoria mechanizmu. W związku z tym – kilka uwag.
169
L. Hurwicz, S. Reiter, Designing Economic Mechanisms, Cambridge University Press, 2006, s. 1-7.
237
Musimy pamiętać, że wciąż pozostajemy pod presją zdobyczy technicznych i tradycji
zawartej w definicji mechanizmu, jako części maszyny lub urządzenia, składającego się z
zespołu współpracujących ze sobą elementów, które wykonują pewną czynność. Potrzebna
jest zatem swoista inżynieria – społeczna, gospodarcza i polityczna, aby oderwać się od
myślenia w kategoriach technologii. Nasza skrzynka to oryginalny wytwór myśli – to
mechanizm produkujący mechanizmy do projektowania mechanizmów.
Ważna jest także uwaga związana z postulatem precyzyjnego formułowania koncepcji,
aż po wymóg korzystania z metod matematycznych. Jeden z często cytowanych specjalistów
tej materii zdefiniował pojęcie mechanizmu społecznego następująco: mechanizm społeczny
(gospodarczy) jest to określona przestrzeń dla wymiany indywidualnych komunikatów oraz
funkcji celu, która wyznacza wektory komunikatów i przekształca je w decyzje społeczne i
transfery170. Można śmiało twierdzić, że dla wielu studiujących te problemy konieczny jest
przekład tego zdania na język bliższy codziennemu. Dla studiujących ekonomikę
instytucjonalną warto pamiętać, że mechanizm można ująć jako strukturę matematyczną,
modelującą instytucje, poprzez które każda działalność ekonomiczna jest prowadzona i
koordynowana. Z łatwością dostrzeżemy bliskość tych koncepcji z językiem ekonometrii i
teorii gier, kiedy modele matematyczne dają rozwiązania przydatne praktycznym analizom.
Z arsenału ogólnej teorii mechanizmu czerpiemy silnie powiązane informacje,
układające się w trzy główne składowe teorii projektowania mechanizmów społecznogospodarczych, a mianowicie: 1) koncepcji zgodności motywów, 2) zasady ujawnienia, 3)
teorii implementacji. Oto ich zwięzła prezentacja.
Koncepcja zgodności motywacyjnej (incentive compatibility) odnosi się przede
wszystkim do pożądanego stanu zachowań uczestników gry prowadzonej wewnątrz
mechanizmu społecznego, który określa jego dominującą strategię w procesie realizacji
założonego celu. Trzeba przyznać, że nawet określenie podane przez Hurwicza nie jest
klarowne, bowiem przedwcześnie uwzględnia więź z inną składową teorii projektowania
mechanizmów, o której wkrótce powiemy. Otóż Hurwicz pisał, że mechanizm jest zgodny
motywacyjnie, jeśli dominującą strategią każdego uczestnika jest przekazywanie prawdziwej
informacji prywatnej171. Przez dominującą strategię uczestnika gry rozumie się jego
optymalny wybór, niezależny od wyborów innych uczestników. Nie trudno zauważyć, że
mamy tu do czynienia z nagromadzeniem wręcz nierealnych warunków, niemożliwych do
spełnienia w ramach standardowej gospodarki wymiennej. Co ważniejsze, także ujęcie znane
jako optimum w sensie Pareto, nie może być osiągnięte w systemie, w którym istnieje
prywatna informacja! Należało szukać innych podejść, pozwalających obejść rafy prywatnej
informacji i trafniej przewidywać zachowania graczy i końcowy efekt na wyjściu
mechanizmu gospodarczego.
Na pierwszym miejscu znalazł się postulat obniżenia progu wymagań wobec pojęcia
równowagi przyjętej w tezie o dominującej strategii. Upowszechniona w teorii gier i w
podręcznikach ekonomii tzw. równowaga Nasha, posłużyła za punkt odniesienia w dyskusji
na temat obniżenia progu wymagań stawianych projektowaniu efektywnych mechanizmów
społecznych. Przypomnę, że równowaga Nasha, uwzględniona w teorii gier, jest rodzajem
strategii, zgodnie z którą strategia każdego z graczy jest optymalna, zakładając wybór
strategii jego przeciwników za ustalony. Taka równowaga jest stabilna, ponieważ gracze nie
mają powodów odstępowania od strategii równowagi. Równowaga Nasha nie musi być
efektywna w sensie Pareto, jak wymownie świadczy o tym szeroko spopularyzowany dylemat
więźnia. Dyskutanci skupili zatem uwagę na analizie szerszego zbioru mechanizmów i
możliwości odstąpienia od zbyt rygorystycznej tezy zawartej w równowadze Nasha.
170
171
M.O. Jackson, Mechanizm Theory, 2003, dostępne w Internecie.
L. Hurwicz, On informationally decentralized systems…, op.cit.
238
Bariera prywatnej własności jest elementem większej całości ograniczeń
motywacyjnych (incentive constraints), sięgających istotnych problemów psychologii
społecznej i racjonalizmu jednostki. Projektanci, konstruktorzy i planiści mechanizmów
społecznych mają najczęściej do czynienia z dwoma rodzajami ograniczeń motywacyjnych.
Pierwsze, określane jako ograniczenie informacyjne, polega na zatajeniu prywatnej informacji
przez jedną ze stron, co pogłębia ogólną asymetrię informacji. Drugie, nazywane
strategicznym, kiedy jednostki nie chcą podporządkować się wymaganiom planu (projektu) i
podejmują skryte szkodliwe działania. Pierwsze ograniczenie rodzi zjawisko selekcji
negatywnej (adverse selection), tj. odrzucenie jednostek niespełniających wymaganych
warunków. Jednostki potrzebują bodźców do uczciwego, szczerego przekazania swoich
informacji. Drugie – sytuację pokusy moralnej (moral hazard), wywołującej zwykle nie tylko
konflikty etyczne, ale również skutki prawne. W tym przypadku jednostki oczekują bodźców
do podporządkowania się warunkom projektu. Te zagadnienia możemy jeszcze raz omówić,
posługując się rysunkiem 13.2.
Selekcja
negatywna
Pokusa
moralna
Kominikaty
Typ1
(informacja
prywatna)
Rekomendacje
Pierwsza
deklarowana
strategia
(kłamstwo?)
Pierwsza
strategia
reaktywna
(posłuszeństwo?)
Pierwsze
działanie
N-ta
strategia
reaktywna
(posłuszeństwo?)
N-te
działanie
Ogólny
mechanizm
koordynacji
Typ N-ty
(informacja
prywatna)
N-ta
deklarowana
strategia
(kłamstwo?)
Źródło: R.Myerson, Wykład 8.12.2007.
Rys. 13.2. Mechanizm zgodności motywacyjnej.
Na wejściu do skrzynki mechanizmu koordynacji znajdują się typy informacji
prywatnej, związane z preferencjami uczestników gry, a na wyjściu – ich wynikowe (reakcje)
działania. Wewnątrz układu strumienie komunikatów przenikają się ze strumieniami
rekomendacji, nasycone skłonnościami do skrywania prywatnej własności i przyjmowanej
strategii. W tyglu ogólnego mechanizmu koordynacji rodzą się działania typowe dla
mechanizmu zgodności motywacyjnej. Jako bliskie otoczenie (środowisko) występują
procesy selekcji negatywnej i pokusy moralnej.
Możemy teraz poznać niezwykle ważny składnik teorii projektowania mechanizmów
społeczno-gospodaczch, a mianowicie – zasadę ujawnienia (revelation principle). Ta zasada
pozwala opracować charakterystyki wyników (wyjścia systemów) wszystkich możliwych
239
równowag wszystkich gier, które mogą być zaprojektowane z różnymi mechanizmami
koordynacji. Twierdzi się, że zasada ujawnienia pozwala wiarygodnemu mediatorowi
opracować plan – bez utraty tego co ogólne, istotne i cenne – w którym uczciwość i
zdyscyplinowanie będą lepiej traktowane przez każdego. Posłużę się dwoma cytatami R.
Myersona w celu przybliżenia treści zawartych w zasadzie ujawnienia172.
Cytat 1. Zasada ujawnienia jest koncepcją techniczną, która pozwala nam budować
ogólne twierdzenia na temat realności wykorzystania reguł alokacji w warunkach ograniczeń
motywacyjnych i w problemach ekonomicznych obciążonych negatywną selekcją i pokusą
moralną.
Cytat 2. Zasada ujawnienia mówi nam, że dla każdego ogólnego mechanizmu
koordynacji, każdej równowagi w strategiach racjonalnego komunikowania się agentów
ekonomicznych, może być opracowany symulator, jako ekwiwalentny, zgodny motywacyjnie,
bezpośrednio ujawniający mechanizm, w którym wiarygodny mediator maksymalnie
centralizuje komunikację i opracowuje uczciwe i elastyczne oraz racjonalnie zrównoważone
strategie dla agentów.
To właśnie problem konstrukcji symulatora, równoznacznego z pojęciem
bezpośredniego mechanizmu (direct mechanism), zapewnia sprzężenie zwrotne miedzy
koncepcją zgodności motywacyjnej, ograniczeniem w postaci informacji prywatnej i zasadą
ujawnienia, przybliżając teorię projektowania mechanizmów społecznych do
kompromisowego, ale lepszego rozwiązania sprzeczności. Jeszcze raz posłużmy się grafem
dla wyjaśnienia procesu budowy symulatora173.
PRYNCYPAŁ
Bezpośredni
mechanizm ujawnienia
Oznaczenia:
mΘ
mΘ…
mΘ1
1
Agenci – 1, … , n
Prywatna informacja - Θ
n
…
Memoriały z prywatną
informacją agenta – mΘ
Θ1
Θ
1
...
A
G
n
E
N
C
I
Rysunek 13.3. Bezpośredni mechanizm ujawnienia.
172
R.Myerson, Revelation principle. Tekst z 1986r., dostępny w Internecie.
Chicago.edu/~myerson/research/revnprl.pdf.
173
Korzystam z grafów i treści cennej publikacji University of Kalifornia, Berkeley: B. Köszegi, Mechanism
Design, Spring 2006. Dostępna w Internecie.
240
Zespół uczestników gry – agenci A, posiadający pewną informację prywatną θ, która
dociera wraz z komunikatem mθ (message) do pryncypała. Pryncypał jest teraz w roli
konstruktora symulatora, wystarczająco sprawnego dla transformacji dostarczonych
komunikatów i zawartej w nich prywatnej informacji agentów w bezpośredni mechanizm
ujawniający także prywatne informacje agentów prowadzonej gry. W ten sposób wymóg
zgodności motywacyjnej zostaje spełniony w sposób wystarczający dla zaprojektowania i
zaoferowania mechanizmu społeczno-gospodarczego.
*
Prezentacja trzeciego komponentu teorii projektowania mechanizmów gospodarczych
wymaga dużej ostrożności, ponieważ adaptacja angielskiego wyrażenia implementation w
polskim języku nauk społecznych nie jest jeszcze zakończona. Lepiej jest w informatyce,
gdzie implementacja oznacza konkretny sposób wykonania pewnej koncepcji dotyczącej
sprzętu lub oprogramowania. W medycynie zadomowiła się implantacja, jako operacja
wszczepienia. Pozostaje zatem ostrożne korzystanie ze słowników, w których implementacja
oznacza wprowadzenie (np. w życie i do praktyki), realizację, wdrożenie, wcielenie i po
prostu… implementację. Postanowiłem się posłużyć noblowskim wykładem Erica Maskina,
który wyjaśnił ważną kwestie – Jak implementować cele społeczne?174 Wydaje się, że
Maskin w pojęciu implementacja położył nacisk na taką czynność projektanta, jak
kompletowanie elementów teorii z troską o jej efektywną spójność. Interesujący jest także
fakt, że całą problematykę analizy mechanizmów gospodarczych umieścił w ramach
ekonomiki instytucjonalnej.
W swoim noblowskim wykładzie teorię projektowania mechanizmów przedstawił
Maskin jako „inżynieryjny” dział ekonomii, wskazując na następujące różnice w podejściu.
Otóż teoria ekonomiczna koncentruje badania na istniejących instytucjach gospodarczych,
pragnąc wyjaśnić lub przewidzieć pozytywne lub negatywne efekty (wyniki, rezultaty),
generowane przez te instytucje. Teoria projektowania mechanizmów wyraźnie odwraca
kolejność badań, zaczynając od identyfikacji efektu, zwłaszcza w powiązaniu z określonym
celem społecznym. Następnie pyta o to, czy można odpowiednie mechanizmy (instytucje)
zaprojektować tak, aby uzyskać wyznaczony cel. Pozytywna odpowiedź prowadzi do kwestii
– w jakich formach powinien działać taki mechanizm – normatywnej czy proskryptywnej.
Według Maskina, teoria implementacji jest częścią teorii projektowania mechanizmów, która
– przy danym celu społecznym – określa, kiedy możemy projektować mechanizm, którego
przewidywane efekty (tj. zbiór zrównoważonych wyników) okażą się zbieżne z pożądanymi
rezultatami, odpowiednimi dla tego celu.
Maskin zwraca uwagę na klarowne operowanie pojęciami wykorzystanymi w podanej
definicji. I tak, wynik, czy też efekt i rezultat, trzeba rozumieć w zależności od kontekstu.
Przykładowo z punktu widzenia rządu (government), któremu przypisano zadanie
dostarczania dóbr publicznych, efekty prezentuje się wskaźnikami typowymi dla
infrastruktury, potencjału bezpieczeństwa państwowego, ochrony środowiska i systemu
oświaty. Z punktu widzenia elektoratu – liczba kandydatów pełniących urzędy publiczne; dla
licytatora w aukcji – sprzedaż zleconych aktywów i właściwa alokacja wystawionych
aktywów; dla nabywcy i konstruktora domu – specyfikacja kosztów.
Podobnie układa się tablica standardów przy określaniu wyników jako pożądanych i
optymalnych. Tak więc, oceniając wybór dóbr publicznych według kryterium maksymalizacji
zysku społecznego netto, odwołujemy się do kwestii – czy decyzja związana z dobrem
publicznym maksymalizuje społeczną korzyść brutto – minus koszt jej uzyskania? Z kolei
polityczna walka wyborcza – jej drastyczne metody – nie muszą być uznane za rozwiązanie
174
E. Maskin, Mechanism Design Theory: How to Implement Social Golas, Nobel Lecture, December 8, 2007.
Poprawiona w lutym 2008 r.wersja wykładu jest dostępna w Internecie
241
optymalne tylko w przypadku kompletnego wyeliminowania konkurenta. Podczas aukcji
korzysta się z dwóch alternatywnych kryteriów – 1) alokacji efektywnej, sprzedaży
oferującemu najwyższą wartość i 2) sprzedaży po najwyższej cenie ustalonej przez licytatora
(tj. maksymalizacja utargu). Nabywca domu i jego budowniczy wynik transakcji uznają za
optymalny, jeśli wyczerpane zostały potencjalne korzyści obu stron, tj. osiągnięto optimum w
sensie Pareto i zgodności indywidualnej racjonalności.
Warto jeszcze wskazać na stosowane w tej części teorii projektowania mechanizmów
pojęcie projektant mechanizmu (mechanism designer), także uzależnione od subiektywnego
punktu widzenia autora wypowiedzi.
Nie naruszając dobrych układów ze światem techniki i inżynierów, pamiętając, że w
naszych badaniach pojęcie mechanizm oznacza także instytucję, procedurę lub grę
projektowane dla określonego celu, musimy także inaczej podejść do projektanta. W
przypadku projektowania lepszej instytucji w sektorze publicznym, jako projektanta widzimy
rząd, który pragnie doskonalić metody dostarczania dóbr publicznych, wyznaczania ich ilości
i jakości oraz kwot finansowania. Rząd organizuje także przetargi w procesie prywatyzacji
własności państwowej, wyznacza reguły i formy prowadzenia aukcji. Z kolei mechanizm
wyborów powszechnych jest po prostu procedurą wyborczą, opartą na pewnej zasadzie, np.
pluralizmu lub przez wybranych delegatów. W niektórych państwach są one już określone w
konstytucji, a przeto jako projektanci występują zespoły twórców ustawy zasadniczej. A na
szczeblu najniższym – jednostek kupujących i sprzedających – zachodzą relacje wymiany i
występuje instytucja kontraktów, w której strony występują jednocześnie jako projektanci
mechanizmu.
Na wysokich szczeblach projektowania mechanizmów społecznych i gospodarczych
występuje kilka problemów, z którymi projektanci nie zawsze mogą sobie poradzić. Sektor
publiczny i rząd jako projektant znajdują się w pozornie prostej sytuacji, a mianowicie –
projektant już na początku swoich działań wie, jaki wybór w zakresie dóbr publicznych jest
optymalny! Zatem, cóż prostszego – należy uruchomić aparat legislacyjny, aby otrzymać
znany efekt. Podobnie wielkie aukcje prowadzone są w sytuacji, kiedy rozgrywający zna
uczestnika przetargu oferującego najwięcej i mógłby mu po prostu oddać część własności
państwowej. Mamy do czynienia z paradoksem – rząd i aukcjoner nie są (zazwyczaj)
zainteresowani taką wstępną informacją. Jak można to tłumaczyć?
Otóż projektanci biorą pod uwagę fakt, że wybór dóbr publicznych według kryterium
maksymalizacji korzyści zależy od preferencji obywateli. Rząd na tym etapie projektowania
nie może jeszcze dostatecznie wyraźnie i odgórnie określić optimum wyniku. Wybiera się
zatem drogę pośrednią – niech projektowany mechanizm sam generuje informację o tym, jak
ma się realizować. Wszak problem może się nasilać, stawać trudniejszym wraz z pojawianiem
się indywidualnych motywów wśród uczestników (obywateli lub uczestników przetargu),
które skłaniają do skrywania prywatnych informacji. Zachodzi potrzeba ponownego uznania
twierdzenia, że mechanizm społeczny musi być motywacyjnie kompatybilny.
W tym miejscu warto wspomnieć o refleksji E. Maskina, w znacznej mierze
uogólniającej jego doświadczenie własne i wnioski płynące z rozeznania światowej literatury
przedmiotu. Otóż jego zdaniem, większość pracy projektanta mechanizmów społecznych jest
związana z poszukiwaniem odpowiedzi na trzy podstawowe pytania:
1. kiedy istnieje możliwość zaprojektowania mechanizmów motywacyjnie
kompatybilnych?
2. jaką formę mogą mieć te mechanizmy, kiedy będą istnieć?
3. kiedy nie jest możliwe znalezienie takich mechanizmów?
Z tego względu zdumiewa i zaskakuje teza, że zawsze istnieje możliwość
zaprojektowania takich mechanizmów! Jak to jest możliwe, że projektant uzyskuje optymalny
wynik, nie mając dokładnie określonego celu, do którego zmierzał? Mamy zatem wciąż do
242
czynienia z pozyskiwaniem ogromnych ilości informacji z niezwykle licznych
eksperymentów i wręcz codziennej praktyki projektowania mechanizmów w warunkach
ciągłej ewolucji społeczno-gospodarczej i rewolucji naukowo-technicznej. W naszym
wykładzie potrzebny jest krótki przegląd wybranych przykładów z różnych dziedzin
projektowania mechanizmów. Możemy zrozumieć trudności tych, którzy szukają dobrych
narzędzi, wzorców i schematów w celu dobrego przygotowania się do zawodu projektanta
mechanizmów służących naszej pracy.
13.3. Zastosowania – doświadczenia i oferta
Na przykładzie poszczególnych etapów projektowania mechanizmów społecznych
możemy omawiać zasadę sprzężenia zwrotnego między teorią i praktyką oraz wypowiadać się
o perspektywach rozwoju. Wciąż poszukuje się pierwocin teorii, sięgając aż do prehistorii
myśli ekonomicznej, źródeł postępu technicznego i funkcjonowania systemów społecznych,
jak również do najgłębszych pokładów psychologii i przemian w matrycy instytucjonalnej.
Kończąc wykład pozwalam sobie na krótką prezentację kilku znanych przykładów
wykorzystania teorii projektowania mechanizmów społecznych i na wskazanie tych
obszarów, w których jej oferta pod adresem praktyki jest wysoce atrakcyjna.
Najprostsze i nienadużywane w literaturze przykłady znajdujemy w obserwacji
instytucji wymiany i kontraktów, zwykle w praktyce rozmaitych rynków lub w ich
najbliższym otoczeniu. W publikacji dla szerokiego kręgu odbiorców Szwedzka Akademia
Nauk wykorzystała szkolny przykład z mikroekonomii – dwustronnej wymiany, a więc
kupna-sprzedaży jednego dobra, targowania się i dokonania transakcji. Pozwala to twierdzić,
że rynki w ogólności, aukcje (licytacje) zaś w szczególności, mogą być instytucjami
efektywnymi w procesach alokacji dóbr prywatnych. Jednak efektywność nie sugeruje
jeszcze, że taka instytucja będzie wybrana przez tych, którzy mają prawo do jej selekcji.
Trzeba raczej liczyć się z wybraniem instytucji, która jest pochodną interesu projektanta
mechanizmu. Analiza tego typu przypadków, wykorzystująca zalecanie teorii projektowania
mechanizmów gospodarczych, wyjaśnia przyczyny tego stanu rzeczy. Chodzi o cały zestaw
czynników – zbiory oferowanych cen, zestawy produktów, typy przetargów itp., odmiennie
preferowanych uczestników wymiany, współuczestniczących w ostatecznym pojawieniu się
określonej instytucji rynkowej175.
Na pośrednich szczeblach mikro, mezo i makroekonomii silny impuls nadany został
praktyce i teorii przetargów, instytucji kontraktów i kontroli. Przypomnę pewne ujęcia
związane z tak upowszechnioną formą przetargu publicznego, jaką jest aukcja (auction) –
sprzedaż dóbr lub praw do nich, w wyniku licytacji za pośrednictwem poczty, usług
telekomunikacyjnych lub przez Internet. Literatura na temat zasad, regulacji prawnej i
koncepcji teoretycznych związanych z praktyką i dziejami aukcji jest niezwykle bogata176.
Pozornie prosty układ dobijania targu o przedmiot, którego nabywcą jest oferent skutecznej
ceny, potrafi generować tak wiele problemów, że kierujący przetargiem agent właścicieli
(aukcjonator) musi być wysokiej klasy specjalistą.
Aukcje i przetargi należą do najstarszych form wymiany gospodarczej i z bogatej
tradycji wyłoniły się cztery zasadnicze ich formy: 1) angielska – uczestnicy składają oferty
ustnie, cena jest wciąż podbijana aż do najwyższej, za którą licytowany towar przechodzi do
175
O znaczeniu instytucji rynkowych w procesie generowania cen bogate informacje znajdujemy w publikacji
dostępnej w Internecie: K. Nolles, The importance of market institution in generating proces. A review from
experimental economics and implications for Real World experience. Sydney, SIRCA, 2006. Adres: http://seelab.sirca.org.au
176
P. Klemperer, Auctions: Theory and Practice, Oxford 2004. Zwracam uwagę na treść rozdziału 3,
poświęconą właśnie projektowaniu aukcji.
243
oferenta; 2) holenderska – cena wyjściowa ustalona jest wysoko, aukcjonator systematycznie
ją obniża, uczestnicy wskazują ceny preferowane i zatrzymują wskazówkę mechanizmu
cenowego, zwycięża celny strzelec; 3) aukcje pierwszej ceny – oferty składane są pisemnie
(sealed-bid auction) i jednocześnie doręczane aukcjonatorowi, po otwarciu zwycięzcą ogłasza
się oferenta ceny najwyższej; 4) aukcje drugiej ceny (tzw. aukcja Vickereya) – te same
warunki, jak wyżej, ale zwycięzcą jest oferent drugiej ceny. Współcześnie ten zbiór rodzajów
aukcji wzbogacił się o liczne odmiany. Wiele z nich poddano dwojakim próbom – wykrycia
słabych miejsc w stosowanych algorytmach i konstrukcji mechanizmów doskonalszych.
Wśród inspiratorów znajdują się także Roger Myerson i Eric Maskin177. Oto krótkie uwagi na
temat ich wkładu do tego zagadnienia.
Takim zagadnieniem jest pytanie – jaki mechanizm aukcji lub quasi-aukcji jest
optymalny w sensie maksymalizacji przychodu (revenue) oczekiwanego przez sprzedawcę?
Korzystając z zasady ujawnienia i koncepcji mechanizmów bezpośrednich, opartych na
zgodności motywacyjnej, w którym uczestnicy deklarują swoją wolę płacenia, nasi autorzy
formułują teoremat ekwiwalentności przychodu (revenue-equivalence theorem). Teoremat
ustala warunki – istnienie neutralności ryzyka i nieskorelowanych typów oczekiwań – przy
których sprzedawca osiąga ten sam oczekiwany przychód z każdej aukcji, w której towar
(obiekt przetargu) przechodzi do oferenta najwyższej wartości. Takie oczekiwane przychody
generują opisane wyżej cztery typy aukcji, zwłaszcza jeżli uczestnicy są symetryczni, tj.
stanowią zespół podobnych typów osobowych, a sprzedawca ustala cenę rezerwową,
najniższą, po której obiekt nie może być sprzedany. Autorzy wskazywali także na wyjątek w
postaci aukcji organizowanej przez państwo w procesie prywatyzacji pewnego dobra
publicznego, w której kryterium jest maksymalizacja dobrobytu społecznego.
Szczególnym polem zainteresowania cieszy się szczebel makroekonomii i jego
powiązania z takimi instytucjami, jak państwo, systemy prawa i teoria wyboru społecznego.
Zapotrzebowanie na przekształcanie ujęć doktrynalnych w praktyczne działania jest tu bardzo
wysokie i koncepcje teorii projektowania mechanizmów społecznych znajdują się w wysokiej
cenie. Wybrałem do krótkiej prezentacji obszar teorii wyboru społecznego i zagadnienie
systemów głosowania, budzące i u nas duże zainteresowanie178. Sugerując przypomnienie
treści podrozdziału 10.3, przedstawię kilka zagadnień związanych z wykorzystaniem teorii
projektowania mechanizmów społecznych do praktyki doskonalenia i – niestety! –
fałszowania wyborów, jako uznanego narzędzia w systemach demokratycznych.
Zagadnienie wyboru społecznego precyzyjnie ujął Kenneth Arrow, w rozprawie Social
Choice and Individual Values (1951) i dowiódł, że decyzje podjęte w głosowaniu zbiorowym
nie są tożsame z wyborem zbiorowym, ponieważ każdy wyborca jest autonomiczny
względem pozostałych. Teoria przedstawia to prosto:1) mamy do czynienia ze zbiorem
dostępnych alternatyw X oraz n indywidualnych wyborców, posiadających swoje własne
preferencje w odniesieniu do tych alternatyw; 2) działa reguła społecznego wyboru – selekcji
jednej lub kilku alternatyw ze zbioru X, a więc obejmującym także preferencje indywidualne.
Powstaje kwestia moralna i normatywna – czy taka reguła jest sprawiedliwa i reprezentuje
wolę społeczeństwa?
Ożywione dyskusje środowiskowe w latach 70-ych przesunęły punkt ciężkości z
kwestii normatywnej na pozytywną i na pewien czas przyniosły sukces naukowy twórcom i
zwolennikom teorematu niemożności (impossibility theorem). Dowodzono, że jeśli zbiór X
177
R. Myerson, Optimal auction design, „Mathematics of Operations Research”, 1981 nr 6, s. 58-73; E. Maskin,
Auctions and privatization, W: H. Siebert (ed.), Privatization: Symposium in honor of Herbert Giersh. Mohr
(Siebek), Tubingen 1992.
178
Bogate treści i przedmiotowe bibliografie zawierają następujące publikacje: Ch. Schubert, G. Wangenheim,
(eds.), Evolution and Design of Institutions, Routledge, 2006; M. Fleurbaey, Social Choice and Just Institutions:
New Perspectives, “Economics and Philosophy” 2007, nr 23, s. 15-43.
244
zawiera przynajmniej trzy alternatywy, to nie może tam istnieć społeczna reguła wyboru, nie
mająca cechy dyktatury, którą można by wdrożyć do mechanizmu i w której dominującą rolę
odgrywa strategia oparta na zasadzie ujawnienia prawdziwych preferencji179. Zaszła przeto
konieczność przerzucenia pomostu między ujęciem normatywnym i pozytywnym i w tym
dziele koncepcja E. Maskina – warunek monotoniczności – otworzyła kolejną rundę dyskusji.
Okazało się, że mająca w praktyce wyborów społecznych wielu zwolenników reguła
większości (pluralizmu) nie spełnia warunku monotoniczności. Twierdzono, że jeśli pewna
alternatywa w zbiorze X uzyskała największą liczbę głosów i staje się alternatywą
pluralistyczną, przeto powinna być zawsze stosowana. Maskin dowiódł, że ta reguła nie jest
monotoniczna – np. w przypadku zmiany w dotychczasowym porządku preferencji wśród
pewnej grupy wyborców. Zaczyna przeważać opinia, że systemy głosowania, oparte na
równowadze Nasha i zbiorach alternatyw ocenianych indywidualnie, mają zawsze charakter
suboptymalny. Prowadzi to do wniosku o fundamentalnym indeterminizmie, mianowicie do
tezy, że w sytuacji kilku rodzajów (profilów) preferencji, społeczeństwo powinno godzić się
na więcej niż jedną alternatywę. Mamy tu do czynienia z niedającą się usunąć cechą
systemów społecznych pozbawionych dominacji. Wokół tych zagadnień koncentruje się
dyskusja i wysiłek projektantów mechanizmów politycznych i jednocześnie sprawiedliwych.
Poszukiwanie i konstruowanie mechanizmów społecznych sprzyja współpracy
teoretyków i praktyków z różnych dziedzin i na różnych szczeblach, wymagających
podejścia pozytywnego i normatywnego. Odwołując się jeszcze raz do instytucji wyborów i
techniki głosowania, można zgodzić się z tezą, że w uznanych za demokratyczne wyborach
(także w naszym kraju) wyborcy mało zastanawiają się nad rolą, jaką w ostatecznym wyniku
głosowania odgrywa sam system liczenia głosów. Tego typu mechanizmy, nawet intuicyjnie i
na tzw. zdrowy rozsądek, uznaje się za dalekie od optymalnych, a preferencje określane jako
społeczne, w rzeczywistości odpowiadają układowi sił partii politycznych. Współcześnie nie
razi już kojarzenie podejścia technicznego i humanistycznego oraz próba ich scalenia w
ramach szczególnej inżynierii politycznej180. Warto poświęcić tej koncepcji nieco uwagi.
Inżynieria polityczna zajmuje się projektowaniem mechanizmów społecznych.
Korzysta ona przy tym z metod techniczno-inżynieryjnych, uznając je za bardziej praktyczne i
bliższe odpowiedzi na pytanie, jak powinno być, a więc preferujące normatywizm. Wszak
instytucje, jako reguły, którymi rządzi się społeczeństwo, powstawały żywiołowo i nie
poddają się działaniom sprzyjającym realizacji uświadamianych celów. Podobnie jak
inżynieria w naukach przyrodniczych tłumaczy ich teorię na praktyczne mechanizmy, tak
inżynieria polityczna w naukach społecznych przerzuca pomost między analizą racjonalnej
teorii wyboru społecznego a projektowaniem mechanizmów w ramach doskonalonych
instytucji społeczno-ekonomicznych. Takimi instytucjami są procedury sprawiedliwej
(uczciwej) dystrybucji, przetargów i arbitrażu oraz systemów głosowania.
Nie trudno wskazać trudności w praktycznym projektowaniu takich systemów,
zwłaszcza na tle sprzeczności formułowania kryteriów oceny efektywności i sprawiedliwości.
Zagadnienia te są szeroko omawiane w publikacjach poświęconych teorii implementacji181.
Zbadanie stopnia realności skonstruowania takiego mechanizmu, w którym dokona się
ujawnienie prawdy zawartej w prywatnej informacji agentów, tak potrzebnej w określeniu
funkcji celu, jest właśnie przedmiotem inżynierii społecznej. Mamy znowu przykład
179
A.,Gibbard, Manipulation of voting schemes: a general result, “Econometrica” 1973, vol. 41, s. 587-602; M.
Satterwaite, Strategy-proofness and Arrow`s conditions: Existence and correspondence theorems for voting
procedures and welfare functions, “Journal of Economic Theory” 1975, vol. 10, .s. 187-217.
180
S. J. Brams, Political Engineering: The Design of Institutions, New York University, 2005. Tekst jest
zapisem tematów kursu dydaktycznego takiej dyscypliny.
181
Dobry przykład znajduje się w eseju: R. Serrano, The Theory of Implementation of Social Choice Rules, Dep.
of Economics, Brown University, Working Paper No. 2003-19.
245
sprzężenia zwrotnego między składowymi teorii projektowania mechanizmów i
wykorzystywania per analogiam metod nauk przyrodniczych i społecznych.
Od pewnego czasu uznanie zdobywa problem występujący na wszystkich szczeblach
zarządzania i angażujący prawie wszystkie składniki matrycy społecznej. Chodzi o dynamikę
układów i rolę innowacji w procesach ewolucji organizmów i organizacji, kreślącej
perspektywę projektowania instytucjonalnego 182.
Wprowadzanie nowości we wszelkich działaniach człowieka jest zjawiskiem
powszechnym. Nauki społeczne i techniczne przez innowacje rozumieją już nie tylko
tworzenie, rozwój i wdrażanie nowych produktów, ale także nowych usług i procesów w imię
zwiększenia wydajności i efektywności. Biznes wymusza (indukuje) pogoń w tym obszarze
dla uzyskania przewagi konkurencyjnej i zapewnienia sprzężenia zwrotnego między
postawami kreatywności i pragmatyzmem. Właśnie przykłady wysokich korzyści z
wynalazków, racjonalizacji i reform w stosunkach międzyludzkich, inspirują wysiłek
uczonych w poszukiwaniu nowych koncepcji, pozornie abstrakcyjnych, a jakże skutecznych
w praktyce. Czym jest właśnie innowacja instytucjonalna, a więc nowość aspirująca do
poczesnego miejsca w ramach tak trwałych reguł, jakimi są instytucje społeczne, powstające
wiekami i służące koordynacji poczynań jednostek, zapewniając im także poczucie
bezpieczeństwa?
Odpowiedź na to pytanie prowadzi do identyfikacji podstawowych sił sprawczych i
ich relacji, z których rodzi się nowość, tj. szczególna cecha, właściwość dotąd nieznana lub
nieuświadomiona. Do takich sił można zaliczyć zasilanie z zasobów materialnych i
kulturalnych, potencjału technologicznego i oczywiście bliższych i dalszych instytucji.
Powiązania między tymi siłami są bardzo złożone, a współcześnie na czoło wysuwa się także
nacisk ze strony zdobyczy naukowych. Drobne i często masowe zmiany w składnikach
instytucji społecznej, przynoszą w sprzyjających okolicznościach ich poważne modyfikacje.
Uświadomienie tego faktu w kręgach specjalistów teorii projektowania mechanizmów
społecznych, sprzyja ogólnym koncepcjom, sięgającym projektowania takich mechanizmów
nawet w skali globalnej. Odradza się stary spór o mechanizmach planowania gospodarczego
w skali poszczególnych gałęzi gospodarki, gospodarki narodowej i regionów zintegrowanych.
Znowu ścierają się poglądy na temat walorów żywiołu rynkowego i zalet świadomej ręki
państwa.
Jako interesujący efekt tych dyskusji można uznać specyfikację zasad projektowania
instytucji (institutional design proinciples), opartą na doświadczeniach i dociekaniach
teoretyków183. Wymienia się następujące zasady dobrego funkcjonowania projektujących
zespołów:
1. Jasne określenie granic i reguł, które ułatwiają uczestnikom współdziałanie
wewnątrz zespołu i poza nim.
2. Lokalne reguły użytkowania określają ilość, terminy i sposób wykorzystania
zasobów, proporcjonalną alokację korzyści do nakładów i są one rozpisane z
uwzględnieniem lokalnych warunków działalności.
3. Większość uczestników, związanych z wykorzystaniem przydzielonych środków,
może doskonalić metody przyjętego reżimu pracy zespołowej.
4. Potrzebna jest selekcja metod pozwalających na monitorowanie nakładów i
efektów przez zatrudnionych w zespole.
182
V. W. Ruttan, Social Science Knowledge and Induced Institutional innovation: An Institutional Design
Perspective, University of Minnesota, Staff P02-O7, March 20, 2005.
183
Tamże, s.16, 42-43 oraz: E. Ostrom, Collective Action and the Evolution Social Norms, “Journal of
Economic Perspectives”, 2000 vol. 14, s. 237-258; J. Hagel, Institutional Innovation, Internet – adres:
http://edgeperspectives.typepad.com/edge
246
5. Zasada oszczędności środków jest wspierana sankcjami, proporcjonalnymi do
poczynionych szkód i udziału sprawcy.
6. Szybkie, tanie i lokalne mechanizmy wygaszania konfliktów między uczestnikami
i z kierownictwem.
7. Zdolności wprowadzenia bardziej efektywnego reżimu pracy zespołu zależ także
od rozeznania uprawnień lokalnych i wyższych instancji.
8. Zespół może dysponować większymi zasobami, jeśli działa w ramach większej
organizacji, zwłaszcza prywatno-państwowej.
W obszarze zainteresowań teorii projektowania mechanizmów społecznych znalazły
się oczywiście procesy doskonalenia ładu globalnego, transformacji ustrojów społecznogospodarczych i systemów politycznych, zwłaszcza szeroko dyskutowanych problemów
wdrażania demokracji. Zwracam uwagę tylko na kilka pozycji z nowszych publikacji,
wiążących się z treścią tego podrozdziału.
Cenne spostrzeżenia i postulaty znajdują się w eseju specjalistów norweskich i
brytyjskich, poświęconym analizie wpływu demokracji i projektowania instytucjonalnego na
stabilny i trwały rozwój gospodarczy w długim okresie184. Autorzy dowodzą znacznego
wpływu ustroju demokratycznego na takie czynniki wzrostu gospodarczego, jak społeczna
skłonność do oszczędzania, wykorzystanie zasobów, polityka inwestycji i wspierania
technologii. Projektowanie musi uwzględniać harmonię interesów społecznych i być
prowadzone w zgodzie z wytycznymi teorii.
Nawrót do dyskusji o powiązaniu planowania, projektowania i sterowania
transformacją gospodarki postsocjalistycznej przyniósł lawinę publikacji, wśród których
poczesne miejsce zajmują próby wykorzystania podejścia instytucjonalnego185. Można
przypuszczać, że zapotrzebowanie nauki i praktyki na nowe koncepcje w tej dziedzinie nie
osłabnie w najbliższym czasie.
Zalecana literatura
1. L.Hurwicz, Designing economic mechanisms, Cambridge University Press, 2006.
2. E.Maskin, Mechanism design theory: How to implement social goals. Nobel
lecture Dec. 8, 2007. Internet.
3. W.Stankiewicz, O projektowaniu mechanizmów społecznych, „Ekonomista” 2009
nr 3, s. 399-411
184
I. de Soysa , J. Bailey, E. Neumayer, Free to Squander? Democracy, Institutional Design, and Economic
Sustainability, 1977-2000, Wersja z 2004 r., dostępna w Internecie.
185
Por.: E.R.Alexander, Institutional Transformation and Planning: From Institutionalization Theory to
Institutional Design, “Planning Theory” , 2005, nr 3, s. 209-223. Poważne uogólnienia w tej materii znalazły się
w referacie znanego uczonego Francisa Fukuyamy, wygłoszonym na konferencji w Sankt Petersburgu 20
stycznia 2006 r. pt. Development and the Limits of Institutional Design. Dostępny w Internecie.
247
Rozdział 14. INSTYTUCJONALNO-EKONOMICZNA ANALIZA PRAWA
Bezpośrednią przyczyną wprowadzenia takiego tematu była inspiracja płynąca z
niezwykle bogatej literatury poświęconej dyscyplinie naukowej, nazwanej w Stanach
Zjednoczonych Law and Economics. Mamy tu zatem do czynienia z kolejną próbą integracji
pól badawczych, na których występuje wyraźne przenikanie się bazowych instytucji
społecznych oraz mnożą się problemy, z którymi musi radzić sobie społeczność praktyków –
ekonomistów i prawników. Sygnalizowałem to zagadnienie w dwóch pierwszych rozdziałach,
prezentując zwłaszcza koncepcje J.R. Commonsa i R.H. Coase`a. Pierwszy wskazywał na
konieczność i efektywność analizy orzeczeń sądów rozstrzygających spory gospodarcze.
Polecił czerpać z nich materiał dla ekonomiki instytucjonalnej. Natomiast Coase jest
uznawany za prekursora teorii kosztów transakcyjnych i mistrza nowej ekonomiki
instytucjonalnej, a jego słynny teoremat stał się przedmiotem niezwykle owocnych dyskusji
prawników i ekonomistów.
Ten przedostatni rozdział podręcznika ma zachęcić studentów kierunku prawo do
startu w nowej specjalizacji, a ekonomistów, administratywistów i nawet informatyków do
sięgnięcia po bogactwo tematów przydatnych do pisania prac licencjackich i magisterskich.
Trzymając się zasad przyjętych w całym podręczniku, jako c e l tego rozdziału przyjmuję:
– w zgodzie z podejściem instytucjonalnym, pragnę zaprezentować relatywnie młodą
gałąź nauki – ekonomiczną analizę prawa – wskazując na jej dzieje i aktualny stan,
odzwierciedlony w strukturze badawczej i praktyce społeczno-gospodarczej.
14.1. O wspólnym obszarze badań ekonomii i prawa
Najprościej możemy określić ekonomiczną analizę prawa, jak coraz powszechniej
tłumaczy się angielską nazwę Law and Economics, że jest to zastosowanie teorii i metod
ekonomii do badania tworzenia się prawa, jego struktury, procesów, efektywności oraz
wywierania wpływu jego instytucji na życie społeczne i gospodarcze. Oznacza to, że same
instytucje prawa nie mogą być traktowane jako powstałe poza systemem gospodarczym, a są
zmiennymi determinującymi wybory wewnątrz tego systemu. W historycznym rozwoju
występuje trend do rozszerzania się analizy ekonomicznej na wciąż nowe dziedziny prawa, aż
po jego całość i jądro, jakim jest prawo zwyczajowe (common law). Przywołajmy zatem
historię, poznajmy koncepcje twórców nowej dyscypliny naukowej i jej osiągnięcia na drodze
rozwoju.
Trzeba powiedzieć, że źródła i korzenie prezentowanej dyscypliny naukowej są prawie
te same, które odnotowaliśmy przy omawianiu początków ekonomiki instytucjonalnej.
Występuje wyraźny wpływ amerykańskiej myśli ekonomicznej i elementy zapożyczone z
doktryn historyzmu, zwłaszcza niemieckiego186.
Z bolesnych doświadczeń systemów gospodarki wojennej, realnego socjalizmu i lekcji
interwencjonizmu państwowego wyrosła współczesna myśl ekonomiczna, podzielona
głęboko na główny nurt ortodoksyjny i silnie zróżnicowany nurt heterodoksyjny. Podejście
instytucjonalne i znana już z wykładu „stara” ekonomika instytucjonalna, znalazły się w
cieniu zwycięskiego keynesizmu. Od połowy lat 50-ych ubiegłego wieku datuje się
odrodzenie pod postacią nowej ekonomiki instytucjonalnej i coraz wyraźniejsze
uświadomienie faktu głębokiej izolacji obu dziedzin myśli społecznej – prawa i ekonomii.
Dyskusja i poczynania organizacyjne skoncentrowały się znowu w Stanach Zjednoczonych,
ale wkrótce ogarnęły także Europę Zachodnią. Oto pewne wydarzenia godne uwagi ze
względu na genezę obecnej analizy ekonomicznej prawa.
186
Dobry materiał znajdziemy w publikacji dostępnej w Internecie: E. Mackaay, History of Law and Economics
(2000).
248
W słynnym University of Chicago od lat 40-ych XX wieku rozwijała się doktryna
ekonomii neoklasycznej i działali przyszli laureaci Nagrody Nobla, jak np. G. Stigler, F.
Hayek, G. Becker i M. Friedman. Wydział Ekonomii i zwłaszcza Szkoła Prawa (Chicago Law
School) poszukiwały oryginalnych koncepcji, równoważących ekspansję keynesizmu.
Zwrócenie szczególnej uwagi na więzi prawa i ekonomii przypisuje się szefowi tej placówki,
który należy także do prekursorów współczesnej ekonomicznej analizy prawa.
To Aaron Director (1901-2004), emigrant z Wołynia, absolwent Yale University
(1924), po awansie w 1946 r. na stanowisko w Chicago Law School zdynamizował najpierw
środowisko prawników, a następnie ekonomistów do współdziałania. Wydarzeniem wielkiej
wagi było spotkanie się z Ronaldem Coase’em i wspólne redagowanie założonego w 1958 r.
czasopisma „Journal of Law and Economics”. Sam Director publikował niewiele, ale zasłużył
się wielce jako wykładowca ekonomiki prawa antymonopolowego (antitrust law) i kształcąc
znakomitych specjalistów dla nowej specjalności. To wśród nich znalazł się mistrz prawa i
ekonomiki, o którym trzeba powiedzieć więcej.
Richard Allen Posner (ur. 1939) jest profesorem i wykładowcą Chicago Law School, a
od 1981 r. czynnym sędzią United States Court of Appeals. Ukończył prawo w Harvard
University i od 1969 r. był związany z Chicago Law School. Należy do założycieli i
redaktorów fachowego pisma „Journal of Legal Studies” (1972). W roku 1973 ukazało się
jego najważniejsze dzieło Ekonomiczna analiza prawa (Economic Analysis of Law), obszerny
podręcznik prezentujący nie tylko jego poglądy, ale także syntetyczne ujęcie całej doktryny
omawianego nurtu myśli instytucjonalnej w integralnym powiązaniu z nauką prawa i
ekonomii. Miarą sukcesu Posnera jest chociażby fakt ukazania się w 2007 r. siódmego
wydania tej książki187.
Znawcy dorobku naukowego Posnera dowodzą, że ten wybitny prawnik napisał
podręcznik dla prawników w jasnym i prostym stylu, operując trafnie językiem ekonomistów.
Wykorzystał znakomicie znajomość specyfiki poszczególnych dziedzin prawa i poddał
analizie istotne doktryny nauk prawnych. Podkreśla się także – wciąż dyskutowany i raczej
nieakceptowany przez Posnera – charakter tego dzieła, a mianowicie jego powiązanie z
nurtem ortodoksji neoklasycznej i silny wpływ modnej wówczas tezy o tzw. imperializmie
ekonomicznym. To w środowisku szkoły chicagowskiej działał Gary Becker, który
zdecydowanie włączał do ekonomii coraz nowe obszary – kapitał ludzki, dyskryminację,
alokację czasu, przestępczość, rodzinę i gospodarstwo domowe. Nie należy zatem dziwić się,
że Posner sięgnął do arsenału nauki ekonomicznej z zamiarem użycia jej narzędzi do analizy
reguł prawa obowiązujących w tak rozległych i różnych obszarach życia społecznego.
Z omawianego podręcznika i licznych rozpraw Posnera można wysnuć ogólny
wniosek, że skupia on uwagę na kryterium efektywności prawa, co pozwala także głosić tezę
o systematycznym doskonaleniu prawodawstwa, odwołując się w ostateczności do wzorców
prawa zwyczajowego. Sięgając do znanych nam instytucji, jak prawa własności, układy
kontraktowe, prawo zobowiązań i deliktowe, łatwo dowodzi się pozytywnych wyników w
korzystaniu z prostego rachunku ekonomicznego. Oparte na nim opcje lansuje od dawna
doktryna neoklasyczna i główny nurt myśli ekonomicznej. Prawa własności prywatnej lepiej
pobudzają właściciela rzadkich zasobów niż istnienie wolnego dostępu do zasobów
wspólnoty. Znany przykład regulowania kontraktów między pszczelarzami i sadownikami
daje się uogólnić aż do sytuacji pozwalającej korzystać z teorematu Coase`a. Natomiast
wypadki i szkody regulowane przez prawo deliktowe pozwalają nie tylko bilansować wartość
szkód i odszkodowań, ale także stwarzają bodźce dla obniżenia częstotliwości takich
wydarzeń.
187
R.A.Posner, Economic Analysis of Law, Seventh ed., Aspen Publishers, New York 2007.
249
Posner zapisał się w latach 70-ych i 80-ych jako gorliwy obrońca liberalnej tradycji
prawa zwyczajowego, w którym zawarta jest sama logika efektywności, a jednocześnie –
istota ocen normatywnych. W dążeniu do efektywności należy oczywiście unikać
marnotrawstwa i maksymalizować bogactwo społeczne. Paradygmat oferowany prawnikom
przez Posnera mieścił się w ogólnych ramach ortodoksji neoklasycznej i stał się obiektem
coraz ostrzejszej krytyki, w tym i ze strony nowego instytucjonalizmu. Główną przyczyną
była oczywiście zmiana ustrojów społeczno-gospodarczych, transformacja krajów realnego
socjalizmu i aktywne poszukiwanie alternatywy wobec doktryny zakładającej dominację
rynku i spychającej w cień rolę państwa. Z bogatego zestawu wniosków krytycznych wobec
koncepcji Posnera warto zwrócić uwagę na kilka.
W latach 70-ych w samym środowisku uczonych Chicago University, gdzie zawiązała
się już współpraca Posnera z Coase’em, dochodziło do ostrej wymiany poglądów na temat
teorii praw własności. Okazało się to niezwykle korzystne w przełamywaniu barier nauk
ekonomicznych i prawnych188. Przedstawiciele nowej ekonomiki instytucjonalnej dowodzili,
że pogląd prawników o korzystnej alokacji zasobów w wyniku regulacji prawnych nie
wystarcza, aby odpowiedzieć na pytanie, że taka alokacja jest efektywna. Ponieważ dla każdej
dystrybucji praw własności można określić alokację zasobów, która minimalizuje jej koszty,
zatem sam taki koszt i przywołanie logiki do analizy efektywności jeszcze nie wystarczy do
wyjaśnienia podstaw dystrybucji praw własności. W rzeczywistości alokacja praw własności
determinuje, co jest kosztem, jak to wynika właśnie z teorematu Coase`a.
Więcej zamieszania przyniosły lata 80-e, kiedy toczyły się spory o wkład nowej
dyscypliny do teorii prawa. W ówczesnych publikacjach Posner bronił ekonomicznej analizy
prawa, zarówno przed atakiem znanych filozofów prawa (np. Dworkin i Fred), polemizował
także z uczonymi przychylnie nastawionymi i nawet uprawiającymi law and economics, w
tym z Yale University (np. Calabresi i Kronman) i zwolennikami szkoły neoaustriackiej (np.
Rizzo). Znowu wytknięto mu słabość tezy o tym, że efektywność może być podstawą procesu
dystrybucji praw własności.
W związku z tym podniesiono także kwestię znaną z metodologii nauki i koncepcji
falsyfikacji lansowaną przez Karla Poppera. Jego zdaniem, hipotezy i teorie są naukowe nie
wtedy i tylko wtedy, kiedy ich predykcje (przewidywania, prognozy) są weryfikowalne (jak
twierdzili pozytywiści), ale wówczas, gdy są one falsyfikowalne. Tylko takie mogą być
poddawane badaniom empirycznym. Nie trudno dowieść, że w przypadku tezy o
efektywności alokacji praw własności możemy pozostawać w błędnym kręgu – w każdym
stanie minimum kosztów dystrybucji praw własności możemy odszukać głębsze korzenie
istniejącej alokacji, nowy zbiór kosztów, które warto uwzględnić.
Wysuwany był także zarzut ahistoryczności tej samej kluczowej tezy efektywności, na
której oparła się ekonomiczna analiza prawa. Zakładając, że dla każdego danego problemu
istnieje jedno efektywne rozwiązanie, zatem nie ma także potrzeby poszukiwania innych
rozwiązań. Krytycy dowiedli jednak, że nauka prawa jest dynamiczna i podlega ewolucji,
domaga się nowych rozwiązań. Jak można wyjaśnić zmiany prawa? Jak to jest, że pełna
wiedza o efektywnych rozwiązaniach nie powstrzymuje nas od ich porzucania, kiedy
znajdziemy się w innych systemach regulacji? Takimi formami regulacji prawnych były
reguły kontroli zysków, zasady minimalnych płac i nowe prawo ochrony środowiska
naturalnego. Zachodzi silna potrzeba upodobnienia się systemów prawa i stosunków
społeczno-gospodarczych do zachodzących zmian.
Tradycyjne spory w historii myśli ekonomicznej toczyły się wokół pojęcia wartość i
przede wszystkim – w związku z chęcią jej praktycznego mierzenia. Nic dziwnego, że
akcentowanie wagi efektywności w ekonomicznej analizie prawa wprowadziło dyskutantów
188
Por.: W. Stankiewicz, „Teoremat Coase`a” – pole współpracy ekonomistów i prawników, „Wiek XXI,
Zeszyty NaukowoTeoretyczne PWSBiA”, 2004, nr 3(13), s.25-38.
250
na obszar szczególnie niebezpieczny, a mianowicie do postawienia zarzutu o subiektywnym
ujmowaniu wartości, a więc niezwykle odległym od praktycznej użyteczności analizy prawa.
Wykład Posnera opierał się na zasadzie równoważenia zysków i strat, wynikających
ze zmiany reguł prawa i tak, aby osiągnąć punkt optimum. Znamy już z wykładów ekonomii
pojęcie optimum w sensie Pareto, świadectwo koniecznej pokory w obliczu praktyki, która
zmierzając do optimum musi zadowolić się pewnym przybliżeniem. Popularnie określa się
tak sytuację, w której przynajmniej jedna osoba ma lepiej, a nikt nie ma gorzej. Łatwo
dowieść, że w działaniach społecznych, a zwłaszcza przy zmianach instytucjonalnych
osiągnięcie także efektywności w sensie Pareto jest niemożliwe. Nawet w idealnym
schemacie wymiany dobrowolnej, w której strony nie podejmują wymiany, jeśli wcześniej nie
są pewne wzajemnych korzyści. Chodzi o to, że zawsze są jeszcze inni uczestnicy wymiany,
którzy zakłócają taką dobrowolną transakcję. Jakie jest zatem wyjście z omawianej sytuacji?
Za takie wyjście uznano, przynajmniej do odkrycia lepszego ujęcia, miarę
efektywności w sensie Kaldora-Hicksa, dwóch wybitnych przedstawicieli ekonomiki
dobrobytu. Nie zagłębiając się w rozważania poprzedzające nowe sformułowanie kryterium
efektywności, ograniczę się skróconego zapisu:
– przez efektywność w sensie Kaldora-Hicksa rozumiemy wynik działania bardziej
efektywny, jeżeli wynik optymalny w sensie Pareto może być osiągnięty dzięki aranżacji
pewnej kompensacji ze strony tych, którzy polepszyli swoją pozycję na rzecz tych, którym
przyniosło ono pogorszenie.
Prostym przykładem może być utrzymanie dobrowolnej wymiany, nawet gdy
dochodzi do skażenia środowiska i pełnego pokrycia strat poszkodowanego przez strony
transakcji.
W praktyce sądowniczej występują poważne przeszkody w przełożeniu podobnych tez
na orzeczenie wysokości kompensat. Przykładowo, sędzia musi określić wysokość strat
uczynionych przez sprawcę wypadku i kwotę ewentualnej kary. Ponieważ w prawie
deliktowym zawarty jest wymóg uwzględnienia prewencji – zapobiegania, odstraszania
potencjalnych sprawców, zmniejszania wskaźników szkód – przeto konieczne jest
porównanie wysokości straty poniesionej przez konkretną ofiarę wypadku z kosztami ogólnej
prewencji. Krytycy Posnera słusznie wskazywali, że logika motywacyjna (pobudzania) i
logika rozkładu ryzyka wypadków nie zapewniają jednoznacznych wniosków dla
prowadzenia polityki maksymalizacji dobrobytu społecznego. Pozostaje wciąż ogólna
wytyczna, aby koszty wypadków internalizować (włączać) w działaniach, które są wrażliwe
na wzrost takich kosztów.
Sam Posner odwoływał się do tzw. formuły Handa, stosowanej szeroko w
amerykańskim prawie deliktowym189. Warto w tym miejscu poświęcić nieco uwagi autorowi
formuły i przybliżyć jej treść.
Billings Learned Hand (1872-1961) był wpływowym sędzią w Court of Appeals w
Nowym Jorku i autorytetem w dziedzinie podstaw filozoficznych nauki prawa. Po niezbyt
udanej próbie włączenia się do działalności politycznej skupił się na pracy naukowej i wiele
publikował, stając się jednym z aktywnych zwolenników liberalizmu. W książce Duch
wolności (The Spirit of Liberty, 1952) bronił z przekonaniem obywatelskich praw wolności.
Wszedł do grona wybitnych specjalistów w dziedzinie prawa patentowego, deliktowego,
morskiego i był twórcą standardów prawnych w sektorze rzemiosła i w dziele wyjaśniania
tekstów prawa pisanego. Głosząc potrzebę niezawisłości sądów zalecał łączenie tolerancji i
wyobraźni jako wzorcowe postępowanie każdego sądu i rządu.
Formuła Handa związana jest z problemem relacji rynków ubezpieczenia od
wypadków, jako częścią prawa deliktowego. Dla rozwiązania problemu można wykorzystać
189
R. A. Posner, op.cit., rozdz. 6 , s. 167-171.
251
trzy zmienne: prawdopodobieństwo zaistnienia takiego deliktu P, związany z nim ciężar
(szkoda) L, odpowiedni koszt zapobiegania (ubezpieczenia) B. Formuła przyjmuje postać:
B < PL,
którą odczytujemy jako postulat określenia kosztu zapobiegania B na poziomie niższym niż to
wynika z iloczynu szkody powstałej w wyniku deliktu PL.
Z łatwością poznajemy treść formuły na rysunku 14.1. Na osi poziomej mamy
umowne „jednostki zatroskania” ‒ dbałości o bezpieczeństwo (units of care), na pionowej –
koszty w pieniądzu. Krzywa PL opada wraz ze wzrostem zatroskania o bezpieczeństwo, a
krzywa B rośnie, zaś ich punkt przecięcia to po prostu punkt zwrotny w preferencjach
społecznych (więcej kosztów czy więcej korzyści).
$
B
PL
Jednostki
c* zatroskania
Rys. 14.1. Formuła Handa.
Źródło: R.A.Posner, op. cit.,s.169.
Logika motywacji i logika wzrostu ryzyka wykroczeń nie prowadzą do
jednoznacznych wniosków pod adresem polityki maksymalizacji dobrostanu. Wszak może
zaistnieć sytuacja, kiedy sprawca wykroczenia może pozwać każdego, kto zaniedbał
obowiązek utrzymania pewnych prawnie określonych działań, jak np. stan drogi, na której
zaistniał wypadek samochodowy. Można wyobrazić, że w ostatecznym rozrachunku na
państwo spada odpowiedzialność za delikty i to ono ma ponosić ich koszty. Z ekonomicznego
punktu widzenia za wniosek uzasadniony można przyjąć postulat internalizacji – uznania
przez pewien podmiot części kosztów deliktu za własne. Oznacza to, że zachodzi konieczność
252
zbadania zjawiska wypadkowości pod kątem wykrycia jego punktów wrażliwych na ich
dynamikę.
Znaczenie kryterium efektywności i oczywiście – logiki efektywności – wywołało
wśród krytyków ekonomicznej analizy prawa dyskusję na temat jej pochodzenia. Chodzi
przeto o znalezienie nie tylko takiego źródła, jakim jest według Posnera i jego zwolenników
prawo zwyczajowe, ale także o teorię wyjaśniającą samo pojawienie się uświadomionej logiki
efektywności. Mamy wiele sygnałów, że takiej teorii wciąż się poszukuje. Przypomniano, że
przed wiekiem prawnicy (zwłaszcza sędziowie) tworzący doktryny oparte na prawie
zwyczajowym i przepełnieni szacunkiem do wartości głoszonych przez leseferyzm, ich
zdaniem pasujących do efektywnych reguł prawnych, nie sprostali wyzwaniom nowych
czasów. Podobnie jak parlamenty, nie oparli się naciskom grup interesów. Także sam Posner
ma trudności we wspieraniu konstytucyjnych podstaw wolności gospodarowania. Nic zatem
dziwnego, że niektórzy krytycy (np. Jules Coleman, 1989, s.190) pisali wprost o żądaniach
partii politycznych wobec sądów. Otóż nie oczekują one wdrożenia efektywnych reguł, ale
tylko takich, które będą redukować niepewność. Dla przykładu, reguły ułatwiające racjonalne
kontraktowanie przynoszą w dłuższym okresie wysoce efektywne skutki.
Wciąż aktualne pozostają kwestie sprawiedliwości redystrybucyjnej. Wprawdzie sięga
się znowu do prawa zwyczajowego, ale współczesność wciąż rodzi konflikty. Przypomnijmy
tylko oczekiwania wyborców wobec swoich partii i reprezentantów we władzach. Istnieje
realne zapotrzebowanie na opracowanie teoretycznych podstaw dla rozwiązania tych
instytucjonalnych problemów.
*
Lata 80-e i 90-e ubiegłego wieku przyniosły znaczną stabilizację ekonomicznej
analizy prawa, jako dyscypliny naukowej uprawianej już na wszystkich kontynentach,
powiązanej z instytucjonalizmem, ubiegającej się o coraz wyższy status akademicki i
cieszącej się uznaniem praktyki społeczno-gospodarczej. Zabiegi jej czołowych
przedstawicieli o paradygmat podkreślający niezbędną samodzielność i miejsce w światowej
nauce były wspierane bogatą literaturą i działalnością światowej sławy ekonomistów i
prawników.
Posner – zachowując dużą powściągliwość naukowca – precyzuje niektóre
dyskutowane tezy. Jego krytycy, jak np. Cooper i Ulen (1996) wciąż atakują różne fragmenty
doktryny, ale to raczej ożywia twórczą wymianę poglądów, bez odrzucania jej istotnych
twierdzeń. Literatura przedmiotowa rozrasta się lawinowo, a takie periodyki jak „Journal of
Law and Economics” i „Journal of Legal Studies” zyskały niezwykle wysokie uznanie. W
1981 r. ukazał się „International Review o Law and Economics”, nastawiony na środowisko
zainteresowane regionalizmami i globalizmem. Amerykański Yale University wydaje od
1985 r. „Journal of Law, Economics, and Organization”. Jego wydawcy deklarują zamiar
takiego rozwoju badań, który otworzy szeroko analizę instytucjonalnych form zawierających
w sobie regulacje prawne. W 1994 r. pojawił się kolejny periodyk „European Journal of Law
and Economics”. Coraz wyraźniej rysuje się potrzeba całościowego ujmowania instytucji
gospodarczych, społecznych, prawnych i politycznych. Ogólnie stwierdza się, że
ekonomiczna analiza prawa ma już za sobą okres dojrzewania, wyszła na obszary nauki
światowej i konsoliduje się, nie rezygnując z tolerancji w różnicach poglądów. Może to
przynieść nowy bogaty etap rozwoju myśli naukowej, wykraczający daleko poza pierwotne
zakresy zainteresowania ekonomii i prawa.
Warto w tym miejscu zachęcić do poznania obszernego dzieła dwóch amerykańskich
specjalistów, którzy dokonali udanego rozbioru przedmiotu ekonomicznej analizy prawa w
okresie od wystąpienia Posnera i Coase`a do zaangażowania się środowisk związanych ze
szkołą neoaustriacką, nurtem teorii wyboru publicznego i nową ekonomiką instytucjonalną
oraz prądami określanymi jako postmodernizm. Autorami są Nicolas Mercuro (Michigan
253
State University) i Steven G. Medema (University of Colorado), a drugie wydanie tej książki
ma znowu duże powodzenie w środowiskach nauki i praktyki190.
W tym bogatym zestawie informacji z dużym trudem dają się wyodrębnić trendy i
znaczące problemy związane z ofertą ekonomicznej analizy prawa, kierowane do szeroko
pojmowanej praktyki społecznej. Trzeba po prostu pamiętać, że – jak to podkreśla R. Posner –
nazbyt emocjonalne dyskusje dają nikłe efekty, a nadmierna chęć obalania prostych twierdzeń
nie musi kończyć się wzbogaceniem nauki. Niech nam wystarczy krótki przegląd takich
trendów i zagadnień.
Jako wyraźny trend występuje korzystanie z osiągnięć instytucjonalizmu, a więc obu
głównych nurtów ekonomiki instytucjonalnej i tych odgałęzień, które przypisują wysoką
rangę ewolucjonizmowi, behawioryzmowi i socjologii. Świadczy to również o płodności
instytucjonalizmu, jako podejścia do znajdowania więzi z różnymi dziedzinami nauki.
Uznanie wśród prawników zdobyły tezy instytucjonalistów o ograniczonej racjonalności
jednostek gospodarujących, braku sytuacji działania bez ponoszenia realnych kosztów i o
tym, że instytucje są ograniczeniami stworzonymi przez człowieka, które zapewniają
strukturę jego interakcjom. Jako wzorce odziedziczone od wielu pokoleń instytucje można
uznać za pożyteczne składniki i zbiory wiedzy społecznej, a więc reguł w szerokim sensie.
Może to ułatwiać stabilizację i przewidywalność przyszłych stanów, bez wpadania w pułapki
tradycyjnych rachunków optymalizacji działań. Za szczególnie atrakcyjne dla rozwoju
ekonomicznej analizy prawa uznaje się teorię kosztów transakcyjnych i zawierania
kontraktów, które muszą uwzględniać zjawisko asymetrii informacji.
Podejście instytucjonalne prowadzi także do szerszego zainteresowania się prawników
i ekonomistów historią, przemianami w krótkim i długim okresie. Nie trudno dowieść, jak
płodne są tego typu studia, wskazujące na powiązania i wzajemne uwarunkowania zjawisk
leżących u podstaw doktryn ekonomicznych i prawnych. W roku 1993 Nagrodę Nobla
otrzymali R. Fogel i D. North za badania w dziedzinie historii gospodarczej, w których
wykorzystali metody ekonometrii oraz podejście instytucjonalne (ewolucjonizm) i analizę
doktryn prawa amerykańskiego. Przyniosło to akceptację kliometrii, jako nowej historii
gospodarczej lub szeroko – historii społeczno-gospodarczej.
Mistrzowie ekonomicznej analizy prawa – Coase i Posner – uczynili wiele dla
ekspansji badań porównawczych, a więc wyrwania się z kręgu analiz w skali lokalnej i
podjęcia próby scalenia myśli społecznej w skali globalnej i na przestrzeni całego procesu
dziejowego ludzkości. Oczywista różnorodność poglądów głoszonych w poszczególnych
krajach i regionach nie stanowi bariery dla coraz silniejszych powiązań systemów
informatycznych i mobilności kadr. Dają znać o sobie nawet tradycyjne szkoły myślenia, jak
np. w USA, Wielkiej Brytanii i Francji. W Niemczech jako sprzyjający fakt wskazuje się
tradycje ich doktryny ordoliberalizmu, sięgające aż tradycji systemu feudalnego.
Spośród wielu mniejszej wagi trendów wymienia się tendencję do zmiany zachowań
strategicznych wielkich podmiotów gospodarczych i społecznych, o których szeroko
wypowiada się ekonomika behawioralna. Wskazuje się mianowicie na coraz liczniejsze
dowody ułomności instytucji rynkowych i konieczność ingerencji prawa wspieranego
argumentacją ekonomiczną. Twierdzi się, że to sprzyja również przejrzystości systemów
prawa stanowionego. W ścisłym związku z tymi zjawiskami występuje także tendencja do
zastąpienia neoklasycznej tezy o w pełni racjonalnych poczynaniach człowieka. Trzeba raczej
przyjąć, że jego racjonalność jest ograniczona, a wybory zawsze dokonuje się w warunkach
niepewności.
Współcześnie na wysokie miejsce wśród trendów myśli prawno-ekonomicznej
wysunęła się kwestia wyboru publicznego lub społecznego, o którym mieliśmy okazję
190
N. Mercuro, S.G.Medema, Economics and the Law. From Posner to Post-Modernism and Beyond, 2. ed.,
Princeton University Press, Princeton 2006.
254
podyskutować przy temacie poświęconym instytucji państwa. Trzeba po prostu uzupełnić
naszą wiedzę o znaczeniu tej kwestii w nauce i praktyce politycznej, prawodawstwie i
socjologii. Koszty takich wyborów niebezpiecznie rosną, proponowane systemy głosowań
wprawdzie się mnożą, ale wciąż wykazują liczne słabości. Uznanie zdobywa ogólne
przekonanie, że wyborcy są tylko racjonalnymi ignorantami, świadomymi znikomego
wpływu ich głosu na kolektywną decyzję polityczną. Slogany wygłaszane podczas dyskusji
utrudniają orientację nawet dobrze wykształconym obywatelom, nie wspominając o
wyrafinowanych działaniach lobbystów. Zdecydowanie poczynają niektóre grupy interesów i
zjawiska korupcji nie należą do rzadkości.
Proces regulowania działalności gospodarczej środkami stanowionego prawa posiada
trwałe miejsce w historii. Prawo narzuca reguły wszystkim uczestnikom gry rynkowej,
powściągając ich pierwotne instynkty i cywilizując zachowania. Dopiero od połowy XX
wieku nasiliła się tendencja do analizy efektywności działań gospodarczych z punktu
widzenia zasad tworzenia zrębów dobrobytu w skali makro. To Coase, jak wiemy, nagłośnił
rangę kosztu społecznego, ale nawet specjaliści Chicago School dostarczyli sporo
krytycznych przykładów niskiej efektywności społecznej wielu regulacji prawnych.
14.2. Struktura ekonomicznej analizy prawa jako przedmiotu
dydaktycznego i badań naukowych
Korzystam przede wszystkim z najbardziej znanych podręczników i opracowań
traktujących o problematyce badań naukowych, które porządkują podstawy klasyfikacji
służące celom ekonomicznej analizy prawa191. Ze względu na charakter tego wykładu
wprowadziłem wątki odnoszące się do treści ekonomiki instytucjonalnej. Twierdzę, że w
dydaktyce ekonomicznej analizy prawa odbija się wyraźnie teoria matrycy instytucjonalnej i
bez trudu znajdziemy przykłady sprzężenia zwrotnego między składowymi wielu nauk
społecznych. Dodam, że w dyskusji nad metodologią przedmiotu znajdziemy bogaty materiał
inspirujący do pogłębienia naszej wiedzy.
Klasyczny i upowszechniony podręcznik R. Posnera, mimo licznych wydań i znacznej
ewolucji w prezentacji, wciąż preferuje przejrzysty układ, oparty na strukturze
trójwymiarowej. Uwzględnia nie tylko konstrukcję powiązań tytułowych – ekonomii i prawa,
ale także siłę nośną instytucjonalizmu. Oto ramy 7. części podręcznika, które niezwykle
ostrożnie, chociaż i zdecydowanie, traktują o ekonomicznych narzędziach „preparowania”
wybranych segmentów prawa. Studiującego prowadzi się od przypomnienia głównych
założeń ekonomii, aby następnie – stopniowo – pokazać, jak można analizować metodami
ekonomicznymi tak liczne dziedziny współczesnego prawa, wyrastające z instytucji
społecznych i prawa zwyczajowego. Warto wskazać zasadnicze tematy uwzględnione w
kolejnych częściach podręcznika.
We wprowadzeniu do Law and Economics spośród koncepcji ekonomii eksponuje się
pojęcia wartości, użyteczności i efektywności, jako niezwykle potrzebne dla analizy realnych
procesów społeczno-gospodarczych. Korzystając z historii pokazuje się walory pozytywnej i
normatywnej ekonomicznej analizy prawa. Przypomnę, że w wykładzie ekonomiki
instytucjonalnej w podobny sposób przedstawialiśmy genezę kluczowego pojęcia instytucja.
Bogata część druga nosi nazwę Prawo zwyczajowe. Dwa z ośmiu rozdziałów
poświęcone są zagadnieniom znanych nam instytucji – własności i kontraktów, a pozostałe
prezentują metody ekonomicznej analizy prawa rodzinnego, wykroczeń, kryminalnego,
uzupełniając prezentację przykładami z historii doktryn prawa. Warto pamiętać, że
191
Oprócz cytowanego już dzieła R.A.Posnera, uwzględniłem podręczniki: W.Z.Hirsch, Law and Economics.
An Introductory Analysis (1999); R.Cooter, T. Ulen,Law and Economics,4. ed. (2004) oraz J. Stelmach, B.
Brożek, W. Załuski, Dziesięć wykładów z ekonomii prawa (2007).
255
wprawdzie tytuł Prawo zwyczajowe sugeruje nacisk na głęboką przeszłość, ale w
poszczególnych rozdziałach analiza dotyczy zagadnień współczesnych. Przykładowo,
instytucja własności jest analizowana z punktu widzenia ewolucji praw własności, ochrony
własności intelektualnej, praktyki podziału częstotliwości radiowych, ochrony przed
zanieczyszczeniem środowiska naturalnego i całego spectrum zjawisk dotyczących dynamiki
alokacji praw własności.
Podobne ujęcie znajdujemy w strukturze analizy zawartej w rozdziale dotyczącym
procesu kontraktowania. W naszym wykładzie nie było miejsca na prezentację licznych
przykładów efektywności ekonomicznej, których dotyczą precedensy sądowe i teoria
jurysprudencji. W podręcznikach Law and Economics znajdziemy liczne opisy
rozwiązywania wręcz zagadek, rodzących się w codziennej praktyce planowania umów,
prowadzenia negocjacji i renegocjacji i wreszcie – orzeczeń i wyroków dotyczących
wysokości szkód płynących ze zrywania kontraktów oraz obciążania kosztami rekompensaty
ich sprawców. Twierdzenie o ograniczonej racjonalności uczestników gry ekonomicznej i
coraz silniej akceptowana próba jej rozciągnięcia na prawników, zwłaszcza sędziów, jest
niezwykle pomocne podczas studiowania tego rozdziału.
Czytelnikowi z przygotowaniem wyłącznie ekonomicznym lektura kolejnych
rozdziałów tej części podręcznika może być nieco trudniejsza, wymaga bowiem znajomości
wielu reguł prawa cywilnego i karnego. Omawiane tu podręczniki ekonomicznej analizy
prawa oparte są na wiedzy uprawianej w państwach akceptujących rozwiązania amerykańskie
i angielskie. W Polsce mamy inne tradycje, czerpiemy wiele z doświadczeń europejskich i w
praktyce wciąż jesteśmy daleko nawet od jednolitej klasyfikacji składników i elementów
obowiązującego prawa. Stąd zalecenie dużej ostrożności i pozostawienie specjalistom
rozstrzygania o kryteriach przyjmowanych w różnych klasyfikacjach. W tym miejscu
wystarczy kilka ogólnych wskazówek.
Przede wszystkim wystarczy nawet prosty podział prawa na prawo cywilne i karne.
Oba działy zawierają niezwykle bogate składniki i elementy oraz specyficzne narodowe
nazwy, z trudem tłumaczone w naszym kraju. Prawo cywilne w Polsce jest oparte na
Kodeksie cywilnym z 1964 r. i na innych normach prawnych. Toczą się dyskusje na temat
tożsamości prawa administracyjnego i gospodarczego oraz nad możliwością przesuwania
granic sąsiadujących obszarów prawa stanowionego. Na Zachodzie wciąż wiele kontrowersji
wywołuje tort law – chyba trafnie nazywane u nas prawem deliktowym. Łacińskie delictum
odnosi się do pojęcia przestępstwo, ale w innych językach może także oznaczać wykroczenie.
Z nimi właśnie ma do czynienia prawo karne. W Polsce obowiązuje Kodeks karny z 1997 r.
Praktyka notuje liczne sprawy, które w procesie sądowym muszą odwoływać się do obu
kodeksów. Nie trzeba dowodzić, że ekonomiczna analiza takich spraw jest trudna.
Spore trudności, ale raczej ze strony ekonomii, rodzi analiza prawa rodzinnego i
konfliktów na tle rasowych. Wiemy, że nawet teoria gospodarki domowej nie doczekała się
jeszcze głębokich studiów, a legislatura spotyka się z coraz częściej zaskakującymi sprawami.
Mamy do czynienia z powiązaniami reguł prawa deliktowego i nawet karnego, z którymi nie
spotykała się historia prawa stanowionego.
Część trzecia podręcznika zajmuje się niezwykle istotnymi problemami relacji między
instytucją państwa, ograniczoną w tym przypadku do zachowań określonych jako regulacje
publiczne, a instytucją rynku (wymiany), koncentrując się na analizie procesów świata
kapitału, pracy i gospodarki publicznej. Oto kilka wybranych zagadnień, przybliżających
zasady ekonomicznej analizy regulacji w postaci ingerencji władzy państwowej.
Na pierwszy ogień wystawiono praktykę władz amerykańskich, które musiały podjąć
walkę z wielkimi koncernami – monopolistami w kluczowych gałęziach gospodarki
narodowej. Można dowieść, że to lata 30-e ubiegłego wieku były okresem spójnych działań
myśli naukowej – ekonomicznej, legislacyjnej i społeczno-politycznej. Zrodziły się wówczas
256
doktryny niedoskonałego rynku, praw antymonopolowych i polityki antykryzysowej. Kolejne
rozdziały tej części podręcznika wymagają umiejętnego łączenia informacji z różnych źródeł,
ale także inspirują do sięgania po współczesne fakty i nowe ujęcia analizy konfliktów
sięgających skali globalnej.
Oddzielny rozdział traktuje o procesach regulowania rynku pracy, zwłaszcza w
warunkach depresji i kryzysu, kiedy bezrobocie wysuwa się na czoło spraw społecznych i
zagraża istniejącemu ustrojowi. Ekonomiczna analiza prawa pracy, koncentrująca uwagę na
zbadaniu efektywności regulowań zatrudnienia, a więc i konieczności kalkulacji nakładów i
wyników wymuszonych działań, gwałcących tradycje wolnego rynku, musiała wspólnie z
prawnikami szukać rozwiązań kompromisowych. W treściach wykładu znalazły się zatem
koncepcje Coase`a o koszcie społecznym i tezy zwolenników Posnera na temat reguł prawa
uwzględniających zasady uczciwości gry, w której występują związki zawodowe, pracodawcy
i sądy.
Sektor publiczny i leżąca u jego podstaw instytucja własności znajdują w tym miejscu
kolejną okazję do pokazania swojej trudnej roli w funkcjonowaniu ustroju społecznogospodarczego. Zjawiska sprzeczności interesów prywatnych i publicznych mają
współcześnie charakter powszechny, związany silnie z rewolucją naukowo-techniczną.
Ekonomiczna analiza prawa znajduje się w ścisłym kręgu zasady sprzężenia zwrotnego. Jak
ingerować w konflikty rodzące się na tle rosnącego zagrożenia środowiska naturalnego? Jak
doskonalić system podatkowy, aby pobudzać innowacyjność, zwalczać piractwo w Internecie,
ułatwiać dostęp do informacji naukowej i nie krzywdzić twórców dóbr intelektualnych?
Znalezione odpowiedzi na takie pytania przynoszą raczej nie redukcję lecz pomnożenie
zbioru kolejnych kwestii. Zrozpaczeni takim wyzwaniem naukowcy odwołują się aż do
pokładów prawa zwyczajowego, antropologii i historii gospodarczej sięgającej dziejów
wspólnoty pierwotnej.
Najeżone niebezpiecznymi zjawiskami jądro współczesnej gospodarki amerykańskiej,
jej rynki finansowe i świat wielkiego biznesu, poddane zostało niezwykle starannemu
naświetleniu w części szóstej. Ekspansja korporacji zepchnęła dotychczasowe doktryny
ekonomiczne na plan dalszy i wymusiła rygorystyczne metody obserwacji tej instytucji i
organizacji kapitału, które wymknęły się upraszczającym rzeczywistość tezom liberalizmu i
ekonomice głównego nurtu. Znowu aktualne stały się – Coase`a koncepcje firmy i nowe
ujęcia rynku, jako już nie tak uniwersalnego mechanizmu alokacji zasobów. Korporacje
narzuciły nowy standard kontraktowania i wręcz rewolucję w systemie kierowania i
zarządzania biznesem. Chodziło o uzmysłowienie istoty oddzielenia własności od kadry
menedżerskiej, zjawiska ochrzczonego mianem rewolucji białych kołnierzyków.
Znamy już wprowadzenie do ekonomiki instytucjonalnej analizy konfliktów na tle
sprzeczności interesów grupowych, pogoni za dodatkową rentą i funkcjonowanie układu
pryncypał-agent. Zapotrzebowanie na regulacje prawne tych nowych relacji i nieznanych
przedtem konfliktów stało się niezwykle pilne i nic dziwnego, że także ich ekonomiczna
analiza natrafiła na poważne trudności. Efektywność działań korporacyjnych w takich
obszarach, jak dzierżawa i zaciąganie wielkich pożyczek bankowych, wymagały sięgania po
nowe ujęcia generowane przez aktualne doktryny ekonomiczne. Skala obchodzenia
obowiązującego prawa przyniosła konieczność poważnego traktowania funkcjonowania
szarej strefy, a wkrótce także działań kryminalnych, zagrażających podstawom ładu
społecznego.
Za wciąż aktualny i raczej zyskujący na znaczeniu czynnik kryzysogenny trzeba uznać
działalność rynków finansowych. Ekonomiczna analiza regulacji prawnych w tym obszarze
jest obecnie szeroko uprawiana w środkach masowego przekazu, niezwykle licznych
publikacjach i obejmuje wypowiedzi od prób popularyzacji po pełną formalizację, którą
znowu z trudem daje się przybliżyć decydentom i sądom. Podręcznik streszcza zasady
257
analizy, trzymając się jednocześnie faktów z praktyki wielkich korporacji. Jak rozwiązywane
są problemy dywersyfikacji portfela aktywów, jakie przyczyny leżą u podstaw strategii
ubezpieczania się, asekuracji przez nabywanie obligacji i innych papierów, redukujących
szkody od następstw różnorodnych przypadków. Rynek ubezpieczeń wciąż rozrasta się, staje
się mało przejrzysty i jeśli weźmiemy pod uwagę jego powiązania giełdowe i zawrotną
dynamikę transferów praw własności, to poszukiwanie specjalistów od Law and Economics
musimy uznać za w pełni uzasadnione.
W tym samym obszarze konieczne są powtórzenia związane z ekonomiczną analizą
działalności karteli i maskowaną monopolizacją w nowych branżach gospodarczych. Stanowi
to dobre przejście do kolejnej części podręcznika traktującej o tak społecznie istotnym
zagadnieniu, jak regulacje prawne podziału dochodów i bogactwa. Teoria państwa dobrobytu
i etyczne zasady sprawiedliwości dystrybucyjnej pozostają wciąż przedmiotem sporów
naukowych i znajdują odbicie w praktyce sądowniczej. Przypomnę, że często organem
władzy sterującym praktyką prawa jest ministerstwo sprawiedliwości lub justycji, jako wzięte
z łacińskiego iustitia – sprawiedliwość. Funkcjonujący od Starożytności podział
sprawiedliwości na wyrównawczą (redystrybutywną) i rozdzielczą (dystrybutywną) przyjął
się – z modyfikacjami – w doktrynach społecznych, ekonomicznych i prawnych. Wyrasta on
na gruncie instytucji własności i władzy stosującej także przymus, a na gruncie społecznym
wiąże się z nierównością w posiadaniu ograniczonych dóbr.
Sprawiedliwość wyrównawcza jest formą takiego wymiaru kar i nagród za złe i dobre
uczynki, która opiera się na zasadzie równym za równe, a więc ekwiwalentności,
równowartości dóbr i czynów. Ma zastosowanie w etyce i prawie i odrzuca indywidualne
(subiektywne) oceny wartości stron konfliktu. Natomiast sprawiedliwość rozdzielcza stosuje
zasadę jednemu mniej, drugiemu więcej, w zależności od oceny znaczenia, niezbędności i
wkładu pracy jednostki lub grupy. Historia przyniosła niezwykle obfite przykłady przenikania
się obu form sprawiedliwości i raczej prosty wniosek, że absolutnego ujęcia kategorii
sprawiedliwość możemy nie znaleźć.
Ekonomiczna analiza regulacji prawnych musi pokonywać wiele przeszkód i barier,
zaczynając od samej kwantyfikacji pojęcia nierówności społecznej. Posner i jego zwolennicy
przytaczają wiele przykładów z praktyki kontraktowania, w której strony dość często są w
głębokiej nierównowadze, mierzonej relacją ich potencjałów technologicznych i finansowych.
Jeszcze silniej takie relacje zachodzą między warstwami społecznymi, podczas gdy tradycje
prywatnej dobroczynności nie notowały poważnej poprawy. Reguły świadczeń ze strony
państwa także nie mają prostych i jasnych kryteriów.
Niezwykle istotne miejsce w tym obszarze – w świecie relacji bogactwa i biedy –
zajmuje instytucja opodatkowania. Ekonomiczna analiza prawa podatkowego, kluczowa w
ocenie społecznej i gospodarczej efektywności polityki danego państwa, korzysta z bogatego
materiału historycznego i jest codziennie zasilana informacją o wciąż nowych problemach.
Zaczynając od regulacji poboru takich bezzwrotnych świadczeń, jak formy akcyzy, aż
po obłożenie podatkami zysków wielkich korporacji, prezentowane są metody preparacji
rachunku gospodarczego, aby dojść do mniej lub bardziej realnych wskaźników efektywności
ekonomicznej. Kładzie się także nacisk na sposoby opodatkowania kapitału, uwzględniające
efekty makroekonomiczne i nacisk konfliktów społecznych.
Na zakończenie tego rozdziału sygnalizowane są pewne interesujące wątki analizy
ekonomicznej prawa spadkowego. Również w tej dziedzinie trzeba ostrożnie podchodzić do
kryterium efektywności, biorąc pod uwagę cechy danego ustroju i uwarunkowania kulturowe.
Szósta część podręcznika obejmuje węzłowe problemy procesu legislacyjnego i jest
dla ekonomistów szczególnym wyzwaniem. Wymaga bowiem dobrej orientacji w przepisach
dotyczących wszystkich etapów procesu – od lokalizacji w działach prawa cywilnego i
karnego, kolejności działań stron procesu, roli prokuratury, obrońców i sędziego, apelacji i aż
258
do egzekwowania orzeczeń i wyroków. Wspólnie z prawnikami odbywa się dyskusja nad
konstrukcją rachunku ekonomicznego – określenie celów ekonomicznych samego procesu,
szacunek kosztów, w tym także wynikających z możliwych błędów procesu legislacyjnego.
Takie zagadnienie występuje również na etapie proponowania stronom zgody, kiedy można
im wyjaśnić korzyści lub dodatkowe koszty kierowania sprawy do sądu.
Oddzielny rozdział traktuje o prawie egzekwowania orzeczeń i zagadnieniach
procesowych w administracji, gdzie występują częste konflikty między interesami
prywatnymi i publicznymi. Orientacja we współczesnych powiązaniach instytucjonalnych i
organizacyjnych wymaga dużego i ciągłego wysiłku, generuje dodatkowe koszty i pogarsza
efektywność całego systemu społecznego.
Akademicki wykład ekonomicznej analizy prawa kończy część siódma podręcznika,
poświęcona konstytucji federacji. Mamy tu zwięzłą prezentację ustroju Stanów
Zjednoczonych, osiągnięć amerykańskiej myśli prawnej i ekonomicznej oraz niezwykle
przejrzysty obraz konstrukcji, na której opiera się to mocarstwo. Zwracam uwagę tylko na
główne zagadnienia związane z analizą ekonomiczną prawa konstytucyjnego.
Poważnie już wyodrębniony dział ekonomii konstytucjonalnej traktuje o działaniach
gospodarczych związanych z regułą rozdziału władzy (separation of powers) na
ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą oraz z ochroną praw. Oddzielne miejsce zajmuje
sprawowanie nadzoru, wymagające ciągłej analizy praw i obowiązków obywateli i
organizacji.
Stany Zjednoczone mają silnie ugruntowaną doktrynę federalizmu i związaną z tym
praktykę gospodarczą oraz koncepcje teoretyczne, leżące u podstaw polityki. Wszystkie
instytucje i procesy znane nam z ekonomiki instytucjonalnej, mają swoje odbicie w analizie
prawa regulującego zagadnienia gospodarcze federalizmu.
Trzeba także wspomnieć o wielkich akcjach podejmowanych w USA w celu
doskonalenia całego ustroju. Chodzi o ochronę wolności rynkowej, a więc liberalizmu w
sytuacjach, kiedy na przeszkodzie pojawiają się obiekcje religijne oraz konieczność
zwalczania rasizmu i wszelkiego typu dyskryminacji osób i całych grup ludności.
*
Nasuwa się prosty wniosek – struktura ekonomicznej analizy prawa znalazła trwałe
wsparcie podręcznikowe, ale i zachowała szeroko otwarte pole do przyjmowania wciąż
nowych wyzwań ze strony praktyki i twórczości środowisk naukowych. Pozostaje jeszcze
przypomnieć pewne zagadnienia z praktyki stosowania ekonomicznej analizy prawa.
14.3. Tylko jeden przykład
Nawiązuję do problematyki znanej nam z rozdziałów poświęconych instytucji
kontraktów, opisując prosty przykład zaczerpnięty z podręcznika znanego amerykańskiego
wykładowcy University of California – Wernera Z. Hirscha192. Jest to próbka analizy
ekonomicznej kontraktu, sygnalizująca problemy postrzegane przez prawo i ekonomię.
Jurysta musi zbadać podstawowe tezy prawa leżące u podstaw zobowiązań stron dotyczącej
umowy wymiany; natomiast ekonomista – dokonać rozbioru tych elementów umowy, które
angażują zawsze ograniczone zasoby. Musimy pamiętać, że często analitykiem jest jedna i ta
sama osoba, z natury rzeczy obdarzona niepełną racjonalnością.
Przypomnę, że umową nazywamy zgodne oświadczenie woli dwóch stron,
zmierzające do ustanowienia, zmiany lub zniesienia stosunku prawnego. To wystarcza jako
punkt wyjścia jurystom. Ekonomista lepiej poczuje się przy określeniu kontraktu, jako
porozumienia zawierającego w sobie zobowiązania stron w przyszłej wymianie, osiągnięte
192
W. Z. Hirsch, Law anad Economics. An Introductory Analysis. 3. ed. San Diego 1999, rozdział 5.
259
bez przymusu i dobrowolnie. Skuteczność i efektywność procesu zawierania i realizacji
kontraktów pojawia się dopiero w sytuacji połączenia wysiłków, a więc wówczas, gdy ujawni
się korzyść społeczna i ekonomiczna procesu wymiany dóbr i usług, obniżenia kosztów
transakcji i poziomu szkód oraz wzrostu dobrobytu. Od samego początku narodzinom
kontraktu towarzyszy zatroskanie stron i zachęta do współdziałania jurystów z ekonomistami.
W okresie tworzenia struktury kontraktu strony muszą uwzględniać istniejący układ
instytucji oraz tradycje porządku społecznego. Kontrakt należy zatem traktować poważnie,
dbać o jego dobre określenie, możliwość realizacji i legalność. Ograniczeniu pola
ewentualnych konfliktów służy staranne ujęcie zobowiązań, usunięcie iluzorycznych i przede
wszystkim zapewnienie stronom bezpieczeństwa. Chodzi tu o neutralizację przymusu, jako
czynnika ograniczającego dobrą wolę stron. Historia zgromadziła wiele przykładów
zawierania umów pod przymusem fizycznym lub ekonomicznym. Głos ekonomisty jest tu
niezwykle cenny. Przypomnę tylko, że chodzi o takie działania, jak bezprawna i niewłaściwa
groźba, naruszająca zasady moralne i bliskie przestępstwom, co może posłużyć do zerwania
kontraktu w złej wierze. Taki przymus występuje, gdy nie ma rozsądnej alternatywy i trzeba
przyjąć oferowane warunki. Przymus istnieje w pewnych środowiskach społecznych, a
współcześnie mamy obfitą informację o wywieraniu nacisku ze strony rynków finansowych.
Bliskie tym zagadnieniom są sprawy związane z kontraktami, które normalnie mogą być
realizowane, ale wywołują sprzeczność w stosowaniu sankcji prawnych. Chodzi o argument
niezdolności prawnej (incapacity), wynikający z niesprawności, nieumiejętności lub
wrodzonych skłonności danej osoby.
Punktem wyjścia do instytucjonalnej i prawno-ekonomicznej analizy realizacji
kontraktu jest przeświadczenie o społecznej akceptacji nakazu wykonania podjętych
zobowiązań przez umawiające się strony. Nic zatem dziwnego, że prawo dąży do stworzenia
odpowiednich ku temu bodźców, a ekonomia wspiera takie poczynania poprzez rachunek
gospodarczości. Strona zrywająca kontrakt musi liczyć się z bolesnymi następstwami. Trzeba
jednak już teraz powiedzieć, że prawo uczyniło wiele także dla zgromadzenia argumentów
usprawiedliwiających naruszenie lub nawet zerwanie umowy.
Pierwszy taki argument określony został jako niemożliwość świadczenia
(impossibility), szeroko ujęty w naszym Kodeksie cywilnym i obejmujący obszerny zbiór
okoliczności pozwalających zrozumieć przyczyny niepowodzenia w realizacji kontraktu.
Mamy do czynienia nie tylko z tzw. siłami wyższymi, ale i niesprawnością aktualnych
społecznych mechanizmów wymiany. Nieco trudniej jest uzasadnić niepowodzenie realizacji
umowy, powołując się na argument niewykonalności handlowej (commercial
impracticalability). Strona oskarżona, dłużnik, musi dowieść, że w danej praktyce
komercyjnej nie można było przewidzieć pewnych przeszkód ani też stworzyć podstaw dla
nowych rozwiązań.
Dla potrzeb ekonomicznej analizy prawa kontraktów (zwłaszcza handlowych) istotne
znaczenie ma umieszczenie w umowie zamiaru jednej strony odstąpienia od realizacji
zobowiązań. Chodzi o tzw. wyprzedzające odstąpienie (anticipatory repudation), dla
uniknięcia szkód w przypadku zaistnienia pewnych okoliczności w realizacji umowy.
Potocznie określa się to w wypowiedzi kontrahenta: Nie mam pewności, że to wykonam.
Niezwykle rozbudowane regulacje znajdują analitycy w prawie zobowiązaniowym,
poczynając od ciągle doskonalonych definicji pojęcia „szkoda” i jej powiązań z instytucją
kontraktów. Warto pamiętać, że nasz Kodeks cywilny na zawiera definicji szkody i posługuje
się określeniem zapożyczonym z języka potocznego. Z zalecanego naszym studentom
podręcznika, którego autorem jest wybitny specjalista prof. Wojciech Siuda, zacytujmy do
naszych rozważań następującą definicję:
Przez szkodę należy rozumieć uszczerbek w obecnym i przyszłym majątku, jakiego
poszkodowany doznaje wbrew swojej woli. Szkodę stanowi więc różnica między dwoma
260
stanami majątkowymi: tym po wyrządzeniu szkody, i tym, który by istniał, gdyby szkody nie
wyrządzono193.
Prawnicy od starożytności wyróżniali szkodę jako uszczerbek majątku, za który
odpowiada sprawca, a we współpracy z ekonomistami wyróżniali klasę szkód gospodarczych
i musieli pokonywać trudności w określaniu wysokości odszkodowania. Akceptowana zasada
przestrzegania umów i konieczności ponoszenia właściwej odpowiedzialności za jej skutki,
zrodziły kilka znaczących metod i reguł postępowania.
Prawo kontraktowe nie zobowiązuje stron do wykonania umowy, daje wybór –
realizacji lub zerwania. Prawo nakłada tylko obowiązek pokrycia szkód wynikłych z
zerwania kontraktu, a więc ustanawia regułę wyznaczenia finansowego ekwiwalentu
powstałej szkody. Taka szkoda może być np. skalkulowana jako różnica między ceną
rynkową i ceną przyjętą w zerwanym kontrakcie. Korzysta się także z reguły pokrywania
szkód spowodowanych decyzjami, których można było uniknąć (avoidable-consequences
rule), jak również z reguły pokrycia strat pośrednich, wynikających z zaniedbania osoby
kierującej jakimś ogniwem transakcji (rule of consequential damages).
Do rzadziej stosowanych reguł należy koncepcja zapożyczona z prawa rzymskiego,
nosząca nazwę Quantum meruit, co tłumaczy się jako tyle na ile zasługuje, a pomaga w
sprawach, gdzie podnosi się zarzut niesłusznego wzbogacenia się, albo po prostu szuka się
racjonalnego określenia wartości szkody. Quantum meruit jest miarą szkody w sytuacjach,
kiedy pilny kontrakt jest wzajemnie modyfikowany przez ukryte porozumienie obu stron albo
nierealizowany. Omawiana koncepcja jest stosowana w dwóch sytuacjach. Pierwszej, kiedy
ktoś wynajmuje pracownika a umowa nie jest kompletna lub w inny sposób nierealizowalna.
Pracownik może pozwać najemcę o zapłatę za wprowadzone dodatkowe usługi, a sąd może
nakazać taką zapłatę w zgodzie z zasadą tyle na ile takie świadczenia zasługują, a więc
niekoniecznie tak, jak było podane w kontrakcie. Sytuacja druga dotyczy pilnego kontraktu,
który obejmuje określoną wielkość i sposób rekompensaty za usługi. Powód nie może zerwać
kontraktu i domagać się quantum meruit na podstawie swego przeświadczenia. Jednakże
niepowodzenie związane z realizacją całego przedsięwzięcia może pozwolić skarżącemu
wystąpić o kompensatę na zasadzie quantum meruit.
*
W tej analizie prostego przykładu możemy teraz skupić więcej uwagi na myśleniu w
kategoriach rachunku gospodarczego, a więc przyjrzeć się kosztom na różnych etapach
procesu zawierania i realizacji transakcji, zakładając, że czynimy to w zgodnym zespole
ekonomistów, prawników i z udziałem doradców z kilku innych dziedzin.
Mamy następującą sytuację problemową. Transakcja ma charakter handlowy.
Występują dwaj zainteresowani: sprzedawca-wierzyciel A i kupujący-dłużnik B. Pan A ma V
dóbr, które pragnie sprzedać panu B, dysponującemu zdolnością płatniczą, mającemu
pieniądze. Transakcja obejmuje trzy etapy. Na etapie t0 – przed transakcją – strony nie
ponoszą kosztów, na etapie drugim t1 pojawiają się koszty formowania transakcji FC,
wynikające z przekazania przez A praw własności do dóbr V (tj. pojawił się koszt dla pana A.
który możemy zapisać w postaci FCA; oraz z pozyskania tych praw przez B, dla którego
koszt oznaczymy jako FCB. Na etapie t2 – realizacji transakcji – strony ponoszą odpowiednie
koszty C, jak chociażby inkaso długów (zobowiązań związanych z gromadzeniem
dokumentów) oraz koszty oprocentowania. Łączne koszty dla każdej strony transakcji
zapiszemy tak: FCA + CA oraz FCB + CB.
Kolejny krok w analizie wiąże się z koniecznością uwzględnienia długości czasu
transakcji. Chodzi o wpływ na koszty transakcji takich czynników, jak prawdopodobieństwo
(a więc i ryzyko) zmiany cen PC (price-level changes) i towarzyszące temu ryzyko powstania
193
W. Siuda, Elementy prawa dla ekonomistów, Scriptum, Poznań 2000, s. 211.
261
pochodnej transakcji kredytowej, jeśli zaistnieje także fakt nieuiszczenia należności D (ang.
default). W takim przypadku koszt transakcji, np. dla pana A na etapie realizacji wyniesie:
Powróćmy jeszcze do analizy etapów transakcji. O kosztach etapu tworzenia,
formowania przedsięwzięcia FC, warto pamiętać, że mają one dwa składniki, a mianowicie
koszty negocjowania kontraktu a1 oraz koszty przygotowania formy i podpisania umowy a2..
Mamy zatem : FC = a1 + a2. Zwraca się uwagę na fakt, że sprzedawca A, zwłaszcza w
transakcjach związanych z konsumpcją, ma bogatszą wiedzę niż pan B i tym samym większe
szanse, że jego koszt może być niższy.
Analiza kosztów etapu realizacji transakcji jest bardziej złożona, bowiem strony mogą
znaleźć się w obliczu kosztów dodatkowych związanych z prowadzeniem rachunkowości
oraz inkasem b1. Przyczyną jest nieuiszczenie należności D w trzech kolejnych przypadkach:
1) groźby D i podjęcia przez A środków samoobrony, generujących koszt b2; 2) zaistnienia D,
uruchomienia działań obronnych przez A i powstanie jego kosztów b3; 3) istnienie D i
podjęcie przez A działań na drodze prawnej, np. egzekwowanie inkasa, znowu rodzące koszty
b4. Łatwo możemy zsumować te koszty b dla obu kontrahentów, ale musimy także pamiętać,
że kwantyfikacja tych wskaźników jest w praktyce trudna i prowadzi do oporów natury
organizacyjnej, psychicznej i kolejnego zrozumienia istoty tezy o ograniczonej racjonalności
człowieka.
Dla pogłębienia wiedzy o zawiłościach umów handlowych i konieczności łączenia
wysiłków analityków prawa i ekonomii warto wspomnieć o znaczeniu siły przetargowej w
relacjach obu stron kontraktu. Punktem wyjścia jest teza, że do rzadkości należy równość sił
w transakcjach związanych z konsumpcją, a jeszcze rzadziej w przypadku, kiedy nabywca
dysponuje niskim dochodem. Oto kilka prostych sytuacji.
Nietrudno dowieść, że sprzedawca-detalista ma przewagę nad kupującym u niego
konsumentem, zwłaszcza jeśli ten nie należy do warstwy bogaczy. Sprzedawca ma wielkie
doświadczenie w bardzo licznych tego typu transakcjach i może je wykorzystać, rozkładając
koszty między tworzeniem i realizacją podobnych kontraktów. Skromny nabywca uczestniczy
w nielicznych aktach wymiany i najczęściej nie dysponuje zasobem wiedzy na temat ochrony
interesów konsumenta. Koszty sądowe nie odstraszają bogatych sprzedawców w takim
stopniu jak biednych konsumentów.
Sytuacja wygląda nieco inaczej na szczeblu handlu hurtowego i zwłaszcza na
poziomie produkcji. Tu relacje siły przetargowej nie są tak jednoznaczne, bowiem rola
kredytora-wierzyciela może przypadać jednej ze stron kontraktu. Spośród trzech typów relacji
między stronami za najciekawszą może być uznana taka, w której kupujący jest konsumentem
i podejmuje się także roli kredytora. Może to być przykład dokonania zakupu znanych
obecnie wyrobów elektronicznych, dość drogich, ale już szeroko wykorzystywanych.
Nabywca w domu stwierdza wadę urządzenia i udaje się do wielkiego sklepu z żądaniem
naprawy, zamiany lub wymiany. Otóż bogaty i doświadczony sprzedawca odmawia
rekompensaty, wybiera nawet drogę sądową, stawiając nabywcę w przymusowej roli
udzielającego kredyt niesympatycznemu sprzedawcy. Przebiegły „dłużnik” korzysta z
możliwości pokrycia kosztów postępowania sądowego poprzez ich przełożenie na liczne
transakcje bieżące. Zaskoczony „kredytodawca” nie ma takiej możliwości, często jest to jego
przypadkowa rola i jak chyba większość takich poszkodowanych traktuje prawo jako wroga, a
nie opiekuna.
Drugi przypadek dotyczy relacji między wielkim sprzedawcą i jednocześnie
kredytodawcą, ale narażonym na prawdopodobieństwo uchylenia się kupującego od pełnej
zapłaty. Doświadczony kredytor czerpie korzyści z wielkiej skali działań, standaryzacji i
262
powtarzalności działań. Jego przewaga opiera się także na tym, że wprawdzie przewód
sądowy wymaga angażowania adwokata, ale relatywnie niskie koszty wiążą się z okresem
wezwania stron, reklamacjami i organizacją rozprawy. Taki kredytor może łatwo przerzucić
koszty na innych pracowników zaangażowanych w jego transakcjach. Jeszcze prościej można
przedstawić trzeci przypadek, kiedy obie strony działają jak profesjonaliści i reprezentują
prawie jednakowe wartości siły przetargowej i posiadanej wiedzy. Pozostaje tylko przyznać,
że taka sytuacja stwarza silny bodziec do poszukiwania kompromisu, redukującego koszty
transakcji.
Na krótko zatrzymajmy się nad kwestią wyboru strategii przez strony omawianego tu
kontraktu, pozwalającej redukować wysokość kosztów transakcyjnych. Nawet na etapie
przygotowywania umowy, kiedy te koszty są relatywnie małe, sporo korzyści można uzyskać
stosując standardowe formy dokumentu umowy. W amerykańskiej praktyce określa się to
pojęciem boilerplate forms, co można tłumaczyć jako standardowe akapity tekstu do
wykorzystania w postaci klauzul w kontraktach, a więc oszczędzając wydatki ponoszone na
każdorazowe opracowanie formy kontraktu194. Znajdujemy także ostrzeżenie, że w tych
okolicznościach – transakcji konsumenckiej – pożyczkodawca-kredytor zyskuje przewagę
nad nabywcą-pożyczkobiorcą.
Znacznie ciekawsze są strategie stosowane zwłaszcza przez sprzedawcę
podejmującego także rolę kredytora, w okresie realizacji kontraktu i w obliczu groźby lub już
zaistniałego faktu zwłoki w zapłacie przez nabywcę. Dla zredukowania wynikających stąd
kosztów sprzedawca umieszcza w kontrakcie szereg klauzul odstraszających nabywcę od
takich kroków. Wymieniam cztery takie zbiory warunków.
Pierwszy, zawiera dodatkowe klauzule (add-on clauses), żądające od nabywcy, aby
spłacał on długi powstałe z poprzednich zakupów, a nawet zabezpieczenia interesów
sprzedawcy do pełnego zakończenia transakcji. Chroni to osobistą własność sprzedawcy,
możliwość zwrotu wcześniej sprzedanych dóbr w przypadku zwłoki w opłacie pojedynczej
dostawy. Nabywca jest w gorszej sytuacji i może ponieść szkodę z całej transakcji, a nie z jej
fragmentu. Skuteczną ochronę swoich interesów może stworzyć sprzedawca wprowadzając
klauzulę pokrywania przez nabywcę poważnej części zapłaty w formie gotówkowej,
zwłaszcza jeśli kupujący nie jest bogaty.
Drugi zbiór obejmuje klauzule oparte na relacjach, jakie powstają w sytuacji
pośredniczenia między stronami kontraktu wyspecjalizowanej instytucji finansowej. Taka
sytuacja odsuwa wprawdzie strony od codziennych kłopotów z rozliczeniami, ale także
oznacza ich zrzeczenie się z praw do bezpośredniej obrony (stąd nazwa klauzuli – waiver-ofdefense clause). Przykładowo, nabywca musi płacić firmie pośredniczącej ustalone kwoty
niezależnie od tego, czy podobnie czyni sprzedawca.
Dość skomplikowane są warunki w trzecim zbiorze klauzul, regulujących rynek
hipoteczny (due-on-sale clauses). Hipoteka to zabezpieczenie roszczeń pieniężnych (głównie
pożyczek) na nieruchomości. Rozróżnia się tzw. hipotekę pierwszą, której wierzyciel ma
większe roszczenia do aktywów dłużnika niż wierzyciel innej hipoteki tego samego dłużnika
hipotecznego. Hipoteka druga to pożyczka, w której wykorzystuje się jako zabezpieczenie
majątek już obciążonej hipoteką nieruchomości, ale pożyczkobiorca jest kim innym niż
wierzyciel pierwszej hipoteki. Nietrudno zrozumieć intencje pożyczkodawcy przed wzrostem
ryzyka moralnego, także w przypadku zmiany cen i spekulacji, odrywającymi transakcję od
realnych procesów gospodarczych.
Zbiór czwarty (termination-at-will clauses) dotyczy konfliktów w transakcjach
handlowych na tle praktyki franszyzy – porozumienia dającego prawo podmiotowi do
sprzedaży lub udostępnienia produktów i usług posiadanych przez ich wytwórcę lub
194
W.Z. Hirsch, op. cit., s. 126.
263
dostawcę. Dawca franszyzy może zastrzec w kontrakcie wypowiedzenie umowy bez podania
przyczyn i usprawiedliwienia, nic zatem dziwnego, że trzeba bronić się przed taką
ewentualnością.
Poważnym zagadnieniem, wykraczającym znacznie poza obszar nauk prawnych, jest
zjawisko naruszania kanonów moralnych w ramach legalnych kontraktów. Znamy także
określenie braku sumienia, odnoszące się do jaskrawego przekroczenia powszechnie
akceptowanych ujęć sprawiedliwości i uczciwości. W literaturze amerykańskiej używa się
określenia reguła zdolności do postępowania niezgodnego z sumieniem (The rule of
uncoscionability), wykorzystywana w sprawach o naruszenie umowy handlowej, w których
słabsza strona jest krzywdzona metodami śrubowania cen i wciśniętymi uciążliwymi
klauzulami. Analiza takich przypadków wymaga odwołania się do filozofów, socjologów,
psychologów i etyków, a ekonomistom każe raz jeszcze zająć się teorią rynków
niedoskonałych.
Przytoczone w podręczniku Hirscha przykłady możemy znaleźć także u nas195. Oto
duża firma sprzedaży sprzętu gospodarstwa domowego zawarła w ciągu 5 lat aż 14
kontraktów na dostawę mebli i naczyń kuchennych wdowie, obarczonej siedmiorgiem dzieci i
żyjącej głównie z pomocy społecznej. Umowy były skonstruowane na zasadzie sprzedaży
ratalnej i z klauzulami wymuszającymi spłaty w terminach uciążliwych. Wierzyciel wystąpił
do sądu o windykację wszystkich dostarczonych dóbr, a sąd wskazał wprawdzie na brak
sumienia u wierzyciela wobec słabego dłużnika, nakazując jednak zwrot kilku droższych
towarów. Drugi przykład opisuje sytuację farmera, któremu akwizytor wcisnął zamrażarkę po
rażąco wysokiej cenie i niezwykle uciążliwych ratach. Sąd przychylił się do prośby powoda,
ale w środowisku prawników jest wciąż wielu zwolenników twardego przestrzegania
warunków umowy, nawet w sytuacji rażącej dysproporcji w sile przetargowej stron.
Na zakończenie tego przeglądu zagadnień instytucjonalno-ekonomicznej analizy
kontraktów sprzedaży wspomnę tylko o wpływie samej formy umowy na efektywność
transakcji i o pewnych dodatkowych trudnościach kompensowania szkód w wyniku
naruszenia kontraktu.
Oczywiste korzyści ze standaryzacji formy kontraktu preferują raczej sprzedawcy,
podczas gdy nabywca musi nieraz liczyć się ze stratami w zakresie efektywności. Chodzi np.
o klauzule typu bierz lub odejdź, która pozbawia go głębszego zastanowienia się i lepszego
wyboru oraz o sytuację asymetrii informacji – przewagi sprzedającego. Istotne znaczenie
może mieć także monopol sprzedawcy, który uczyni z kupującego nabywcę gorszych
towarów. Takie sytuacje pojawiają się w praktyce rynkowej, kiedy wiele warunków wpisuje
się w ulotki reklamowe i na opakowaniach, a w umowach na takich miejscach, do których
nabywca nie ma ochoty zaglądać.
Wielka tradycja zasady pełnego pokrywania szkód wynikających z naruszenia
kontraktu opiera się także na zasadzie tworzenia bodźców dla stron kontraktu, aby
dotrzymywały warunków umowy. Może tu jednak przejawić się tendencja do kalkulowania
efektów zerwania i korzyści z kontynuacji. W praktyce pojawiają się trudności z korzystania
cen rynkowych dla określenia wielkości szkody i konieczności szukania zastępczych
sposobów kalkulacji - poza mechanizmem rynkowym. Takie transakcje nierynkowe mogą
jednak być tworzywem dla upowszechnienia nowych metod mierzenia wielkości szkód.
Zalecana literatura
1. J. Stelmach, B. Brożek, W. Załuski, Dziesięć wykładów o ekonomii prawa, Warszawa
2007.
2. R. Cooper, T. Ulen, Ekonomiczna analiza prawa, C.H.Beck, Warszawa 2009.
195
Tamże, s. 129-132.
264
15. ZRĘBY EKONOMIKI EWOLUCYJNEJ
Sygnalizowana już na początku wykładu próba znalezienia lepszej nazwy dla
ekonomiki instytucjonalnej, pozwalającej także integrować wysiłek „starego” i „nowego”
instytucjonalizmu, znalazła w praktyce niezbyt oryginalne rozwiązanie w postaci łączenia obu
określeń – instytucjonalna i ewolucyjna. W rozdziale tym pragnę zwrócić uwagę na poglądy
tak silnie eksponujące znaczenie podejścia ewolucyjnego w poznawaniu zjawisk
gospodarczych i ich rozwoju, że w efekcie wysoki stopień samodzielności zdobywa zarówno
dyscyplina naukowa pod nazwą ekonomika ewolucyjna, jak i wyraźny odłam (prąd,
odgałęzienie – do wyboru!) w nowej ekonomice instytucjonalnej.
Tak ujęty cel rozdziału postaram się osiągnąć w trzech podrozdziałach zajmujących
się teorią ewolucji ekonomicznej, teorią zmian instytucjonalnych i procesem transformacji
ustroju.
15.1. Teoria ewolucji ekonomicznej
Omawiana tu teoria jest fragmentem ewolucjonizmu, jako niezwykle bogatego
kierunku myśli naukowej, który podstawą i osią rozważań czyni proces rozwoju (łac.
evolvere) określonych jednostek od najprostszych do najbardziej złożonych form.
Ewolucjonizm jest traktowany w zróżnicowany sposób w poszczególnych obszarach nauki.
W biologii jest to najczęściej nauka o przemianach gatunków istot żywych oraz
mechanizmach i prawidłowościach tych zmian. W filozofii zajmuje się zagadnieniami
ontycznymi (greckie – òntos – byt), tj. dotyczącymi rozwoju realnej istoty, istnienia, bytu. W
naukach o kulturze bada rozwój wytworów kultury od prymitywnych po najbardziej
rozwinięte, przyjmując tezę o nieustannym postępie ludzkości, ale uwzględniając zarówno
cykliczności zmian, jak i zjawiska degeneracji. Z kolei w psychologii przedmiotem
zainteresowania jest rozwój form życia psychofizjologicznego, obejmujący etapy
różnicowania się i scalania. Wreszcie w etyce uwaga skupia się na rozwoju treści norm
moralnych i procesie postępu moralnego człowieka. W naukach społecznych i ekonomii
ewolucjonizm również zdobywa uznanie i znajduje dość wyraźnie określone obszary badań.
Pogląd, że rozwój gospodarczy ma w znacznym stopniu charakter ewolucyjny był już
uwzględniany w ekonomii klasycznej, marksizmie i w szkole neoklasycznej. Prezentując
dorobek Veblena zwracałem uwagę na jego postulat wykorzystania darwinizmu dla nadania
ekonomice cech nauki ewolucyjnej. Z kolei Schumpeter nawoływał do analizy przemian w
kapitalizmie według zasad lansowanych przez ewolucjonizm. Zacieśniające się więzi między
ekonomią, socjologią i antropologią wskazywały na płodność korzystania z analogii
zapożyczonych z burzliwie rozwijającej się biologii. Tego typu zapożyczenia znalazły się w
licznych koncepcjach ideologicznych i politycznych, jak np. w darwinizmie społecznym,
rasizmie i kolonializmie. Przypływy i odpływy zainteresowania ewolucjonizmem w naukach
ekonomicznych i społecznych występowały z różną siłą w XX wieku, ale nasiliły się w latach
80-ych i to głównie za sprawą nurtów heterodoksyjnych, w tym – ekonomiki instytucjonalnej.
Znaczenie ewolucji w doktrynie Veblena nie było dostatecznie podkreślone w jego
wykładach, w których na pierwszy plan wysuwała się dychotomia – oto w ogólnym obszarze
kultury występują zawsze dwie siły sprawcze: ceremonialna i instrumentalna. Życie ludzi
zależy od korzystania z zasobów materialnych, procesu produkcyjnego, środków produkcji i
kwalifikacji, słowem – technologii, czyli ma charakter instrumentalny. Natomiast życie
duchowe stanowi część ceremonialną kultury. Powiązane ze sobą instytucje obu układów
mają odmienne orientacje – układ ceremonialny zapatrzony jest w przeszłość, natomiast
instrumentalny (określany jako niewdzięczny, ale konieczny; ang. invidious) kieruje się ku
przyszłości. Tego typu sprzeczność starał się usunąć C.E. Ayres (1891-1972) w znakomitym
265
traktacie Teoria postępu ekonomicznego (The Theory of Economic Progress, 1944). Ayres
wprowadził do koncepcji Veblena oryginalną teorię wartości społecznej, opartą na doktrynie
ewolucji. Wartość generowana przez świat biznesu (wartość cenowa według Ayresa) ma
pozorny charakter, jest pseudowartością. To świat przemysłu (technologii) określa prawdziwą
wartość, którą rozumne społeczeństwo powinno pomnażać.
Nagłaśniane od niedawna prekursorstwo J. A. Schumpetera w budowie zrębów
ekonomiki ewolucyjnej podkreśla dość oczywisty fakt jego odwołania się do zasady
równowagi makroekonomicznej, jako normalnego sposobu działań gospodarczych. Natomiast
naruszenie tej równowagi, pchnięcie i ruch, a więc – postęp, jest zasługą przedsiębiorców,
którzy próbują wdrożyć innowacje.
Mniej spopularyzowany wkład do ekonomiki ewolucyjnej wniósł Kenneth Ewart
Boulding (1910-1993), który zajmował się przede wszystkim syntezą doktryn szkoły
neoklasycznej z keynesizmem. W rozprawie Ekonomika ewolucyjna (Evolutionary
Economics, 1981) podjął trud integracji ekonomii z biologicznymi koncepcjami równowagi
ekologicznej i dynamiki produkcji transgenicznej196.
Boulding przyjmował, że ekonomika ewolucyjna jest po prostu spojrzeniem na system
ekonomiczny jako proces ciągły w czasie i przestrzeni. Ewolucja ekonomiczna jest częścią
uniwersalnej ewolucji zachodzącej w czasoprzestrzeni, w której można wyróżnić trzy etapy:
1) fizyko-chemicznej, dostarczającej budulca, materii wszechświata; 2) biologicznej, której
tworem są żyjące gatunki; 3) społecznej, od pojawienia się homo sapiens z jego wiedzą
pozwalającą wyobrażać świat i produkować artefakty. Gospodarka jest wytworem długiego
procesu ewolucji społecznej i stanowi składnik środowiska instytucji politycznych i
społecznych. Analiza gospodarki może być statyczna, jak oglądanie klatki filmowej (sytuacja
zatrzymane w kadrze), lub dynamiczna – w ruchu i granicach początek – koniec. Najprostszy
model gospodarki może przypominać modele biologicznych ekosystemów i korzystać z
koncepcji równowagi w ujęciu Walrasa. Zbiór artefaktów (np. towarów) można badać,
stosując również analogie wzięte z biologii – narodziny, rozwój, selekcja i śmierć, jak
również zasady uwzględniane w technologii, jak np. sprzężenie zwrotne. Ogromne znaczenie
ma kumulacja wiedzy i jej wykorzystanie w praktyce gospodarowania.
Boulding podkreślał znaczenie powstawania nisz w procesie rozwoju społecznogospodarczego, które są czynnikiem sprawczym postępu na podobieństwo ewolucji
biologicznej. Przewidywanie kierunków ewolucji jest utrudnione przez ogólny indeterminizm
ewolucji wszechświata, pojawianie się katastrof rozrywających ciągłość rozwoju i radykalnie
oddzielających od siebie epoki. Pomocna może być w tym przypadku koncepcja punktowej
równowagi w procesie ewolucji. Sam autor odwoływał się do historii myśli ekonomicznej,
wskazując na ważne punkty zwrotne w postaci rewolucji agrarnej, przemysłowej, w
transporcie i naukowo-technicznej, które miały także ogromny wpływ na kształtowanie się
instytucji wymiany, potencjału gospodarczego i siły przymusu instytucji władzy. Jako uczeń
Schumpetera, widział także w samej ekonomice ewolucyjnej szansę dynamizacji i
trafniejszego rozumienia współczesnej gospodarki i prognozowania jej rozwoju, aczkolwiek
w dość skromnych granicach przyszłości.
Obszernie i w sposób klarowny wypowiadają się na temat teorii ewolucji liczni
aktywni zwolennicy instytucjonalizmu i ewolucjonizmu. Przypomnę kilku.
Znany już nam Geoffrey M. Hodgson twierdzi, że radykalny zwrot w twórczym
korzystaniu z podejścia ewolucyjnego w nauce ekonomicznej nastąpił wraz z rezygnacją z
tradycji nauk ścisłych, zwłaszcza fizyki, na rzecz biologii. Rysująca się ogólna teoria ewolucji
ekonomicznej z trudem przebija się przez gąszcz pojęć języka problemu i niefrasobliwych tez
196
Zwarty pogląd na obiekt i przedmiot ekonomiki ewolucyjnej zawiera artykuł: K.E.Boulding, What is
evolutionary economics „Journal of Evolutionary Economics”, 1991, nr 1, s. 9-17.
266
nie dających się precyzyjnie ująć w ramach pewnego paradygmatu197. Hodgson zaproponował
pewną taksonomię porządkującą cały zbiór znaczeń określony jako ewolucja ekonomiczna.
Oto krótka jego prezentacja.
Przede wszystkim wypada odrzucić normatywną interpretację pojęcia ewolucja, jako
przeciwstawienie pojęcia rewolucja i tezę, że proces ewolucyjny zmierza do optymalnych
efektów, jak to można wyczytać z treści doktryny liberalnej i hasła leseferyzmu. Przydatne w
rozważaniach jest pojęcie gradualizmu, jako zmian stopniowanych, cząstkowych i równowagi
punktowej. Nie od rzeczy jest także przypomnienie twierdzenia dialektyki o procesie
przechodzenia od powolnych zmian ilościowych do gwałtownych jakościowych.
Łacińskie evolvere tłumaczymy jako rozwijać, ale z nakazem ostrożności wobec
wiązania się z wyznaczaniem kierunku i celu procesu rozwoju. Zbiór ewolucja ekonomiczna
daje się podzielić na dwa podzbiory: liniowy (developmental), nazywany także
kladygenetycznym (od greckiego kládos – gałąź) i genetyczny (genetic). W pierwszym można
np. umieścić marksistowski materializm historyczny, z jego tezami o postępie –
zdeterminowanym lub nie, ale zawsze przechodzącym od niższych do wyższych stadiów
rozwoju ustroju społeczno-gospodarczego. Znacznie trudniej mieści się tu darwinowskie
ujęcie roli naturalnej selekcji. Ten podzbiór można jeszcze podzielić na dwa: jednoliniowy
(unilinear) i wieloliniowy (multilinear), wyznaczające jedną lub wiele tras czy też dróg
etapowego rozwoju.
Podzbiór drugi – genetyczny – posługuje się analogami wziętymi z biologii, ale
rzadko sięgającymi aż tak daleko, aby odwoływać się do biologicznej teorii DNA. Genetyka
jest nauką o dziedziczności i zmienności organizmów, a gen to podstawowy materialny
element dziedziczenia, najmniejszy odcinek chromosomu, jednostka mutacji, łańcuch kwasu
DNA. Nie trudno zauważyć, jak atrakcyjny może być analog genu w ekonomii, właśnie jako
element pozwalający badać rozwój gospodarczy w całości i w różnych przekrojach. Dalszy
podział tego podzbioru opiera się także na zapożyczeniu z biologii, a mianowicie –
wyodrębnieniu ontogenezy i filogenezy. Ontogeneza to w biologii rozwój osobniczy
organizmów, zróżnicowanie tkanek, narządów i układów, ale bez zmiany genotypu, tj. ogółu
genów danego organizmu. Natomiast filogeneza zajmuje się rozwojem rodowym
organizmów, całej populacji i uwzględnia także zmiany genotypu.
Genetyczny zbiór znaczeniowy ewolucji ekonomicznej przyjmuje za obiekty i
jednostki badawcze takie „geny”, jak jednostki ludzkie, ich przyzwyczajenia i zwyczaje,
rutyna w działaniach jednostek, organizacjach i wspólnot, wreszcie – instytucje. Powtarzam
jeszcze raz – te analogie i prawdziwe geny nie zawierają twierdzenia, że ludzkie zachowania
są w sposób konieczny i całkowicie zdeterminowane przez ich układ.
Historia myśli ekonomicznej dostarczyła liczne przykłady korzystania z analogów
zaczerpniętych z podzbioru „genetycznego”. W doktrynie A. Smitha takim „genem” jest
wszak grupa jednostek ludzkich o jednakowych predyspozycjach i uczuciach. Z takiego
genotypu rozwinął się system gospodarki, w którym rynek generuje ceny zapewniające
efektywną alokację zasobów. Jako organizm występuje u Smitha cały system gospodarczy, a
ponieważ jego „geny” (jednostki typu homo oeconomicus) są trwałe, to taki materiał
genetyczny wyznacza miejsce dla koncepcji mistrza szkoły klasycznej w podzbiorze
ontogenezy. Za przykład korzystania z podzbioru filogenezy może posłużyć twierdzenie
T.R.Malthusa na temat dynamiki zaludnienia, opartej na relacji między przyrostem ludności i
zasobu środków konsumpcji. Mamy tu do czynienia z analizą procesu selekcji, w którym
jednostki biedne odpadają. Przypomnę, że prawo ludnościowe w ujęciu Malthusa
zainspirowało w znacznym stopniu badania Darwina. Proces selekcji zmienia strukturę
197
G.M. Hodgson, “Theories of Economic Evolution”, [w:] The Elgar Companion to Institutional and
Evolutionary Economics, E.Elgar, 1994, s. 218-224.
267
genotypu, zbioru jednostek danej populacji, zwyczajów, rutyny, powiązań instytucjonalnych i
różnych systemów.
Wersja ekonomiki ewolucyjnej prezentowana przez Veblena mieści się w podzbiorze
filogenetycznym. Odwołując się bezpośrednio do Darwina, potraktował Veblen instynkty,
zwyczaje i instytucje analogicznie do genów. Życie gospodarcze jednostki jest
kumulatywnym procesem adaptacji środków do celów, współzależności podmiotu i
środowiska. Ten proces skumulowanej przyczynowości odchyla jednak pogląd Veblena w
kierunku nieco odmiennym od darwinizmu. Chodzi o to, że Veblen traktował podmioty jako
świadome celów swoich działań, a takie zachowania głosił J.B. Lamarck (1744-1829) i jego
zwolennicy. Lamarkizm przekształcenia ewolucyjne uzależniał od dwóch niezależnych, a
nawet sprzecznych sił – właściwego żywym istotom dążenia do doskonałości i reakcji
organizmów na stale zmieniające się środowisko, generujące niezliczone gatunki.
Współcześnie uznanie zdobywa ewolucja socjoekonomiczna, w ramach której zakłada się
możliwość dziedziczenia celowo skonstruowanych zachowań.
Analiza koncepcji Veblena, Marksa, Marshalla i Schumpetera nie doprowadziła
jeszcze do zgodnych wniosków. Najnowsze ujęcia nowej ekonomiki instytucjonalnej, na
które silny wpływ wywierają osiągnięcia biologii, preferują dość wyraźnie podzbiór
filogenetyczny. Rodzą się także nowe nieporozumienia, być może na gruncie wciąż słabej
znajomości burzliwie ekspandującej biologii, przykładem których jest łączenie przez
niektórych ekonomistów selekcji ewolucyjnej z pojęciem optymalizacji i efektywności,
odrzuconych przez biologów.
Według Hodgsona, ewolucyjne podejście w ekonomii powinno uwzględniać
następujące założenia: 1) nieodwracalność i ciągłość procesów w czasie, ponieważ ewolucja
rodzi nieodwracalną transformację w strukturze i pozyskiwaniu wiedzy; 2) uwagę należy
skupiać raczej na zmianach długookresowych niż na krótkotrwałych krańcowych adaptacjach,
bowiem ewolucja obejmuje obserwacją cały, generalny kierunek rozwoju, a nie nieskończoną
liczbę drobnych zmian; 3) trzeba badać zmiany jakościowe i ilościowe, strukturalne i
parametryczne, warianty i różnorodność, sytuacje równowagi i jej braku, możliwość
zachowań błędnych oraz procesy uczenia się. W kategoriach ogólnych i w ramach
metodologii nauk ekonomicznych można przyjąć, że paradygmat ewolucji jest alternatywny
wobec neoklasycznego twardego rdzenia, jakim jest mechanistyczna idea maksymalizacji w
ramach statycznych ograniczeń. Zjawiska ekonomiczne postrzega się i analizuje, wychodząc
raczej z nauki o życiu (biologii) niż z nauk o bezwładnej materii.
*
Niezwykle dynamicznie rozwija się ekonomika ewolucyjna w Niemczech, Austrii i
Szwajcarii, pozyskując zwolenników w kilku liczących się ośrodkach akademickich, wydając
znakomicie redagowane czasopisma i monografie oraz organizując konferencje i prowadząc
seminaria i wykłady przyciągające zdolną młodzież. Spośród wybitnych autorów wymieniam
tu tylko trzech.
Pierwszy – Kurt Dopfer, związany z Uniwersytetem St Gallen w Szwajcarii, znany
jest i w Polsce jako współautor i redaktor publikacji pt. Ekonomia w przyszłości (PWN 1982).
Propaguje teorię konwergencji systemów społeczno-gospodarczych i analizuje przemiany w
krajach trzeciego świata. Jego zdaniem zachodzi potrzeba opracowania i wdrożenia nowego
paradygmatu, opartego na zasadzie holizmu, a więc całościowego ujmowania wielkich
systemów społecznych, rozwijania ekonomii jako nauki empirycznej o długookresowych
procesach gospodarczych, na podobieństwo ekonomii politycznej. Pod jego redakcją ukazał
się zbiór opracowań 16. wybitnych uczonych pt. Ewolucyjne podstawy ekonomiki, wielkie
kompendium tej młodej dyscypliny naukowej198. Prolegomena do ekonomiki ewolucyjnej,
198
K. Dopfer (ed.), The Evolutionary Foundations of Economics, Cambridge Univ. Press, 2005.
268
napisana przez Dopfera, kładzie nacisk na te zagadnienia, które podnoszą w metodologii nauk
zwolennicy koncepcji Kuhna, Poppera i Lakatosa.
Drugi uczony – Ulrich Witt jest dyrektorem zespołu badawczego ekonomiki
ewolucyjnej na wydziale ekonomii Uniwersytetu w Jenie oraz niezwykle płodnym autorem
publikacji z tej dziedziny. Z naszego punktu widzenia, bogaty materiał znajdujemy w zbiorze
jego artykułów pt. Ewoluująca gospodarka, zawierającym dość oryginalne poglądy199. Autor
wyjaśnia przyczyny obecnej dynamiki ekonomiki ewolucyjnej, jako generowane przez
wyzwania dotychczasowej ścieżki rozwoju społecznego. Prezentuje korzyści płynące ze
stosowania metody falsyfikacji i ujęć nawiązujących do tradycji euklidesowo-kartezjańskiej.
Trzeci przedstawiciel w tej grupie – Carsten Hermann-Pillath – jest kierownikiem
katedry rozwoju gospodarczego i dyrektorem instytutu badań nad relacjami kultury i
ekonomii w Uniwersytecie Wittem/Hardecke w RFN. Polecam w szczególności jego wielkie
dzieło pt. Zarys ekonomiki ewolucyjnej, które jest dostępne w Internecie i przygotowane
zgodnie z zasadami dobrej dydaktyki200.
Apelując o studiowanie prac powyższych autorów, pragnę wykorzystać ich dorobek
do krótkiej prezentacji prób aksjomatyzacji ekonomiki ewolucyjnej, a więc wprowadzenia do
niej pewników, prawd oczywistych bez zabiegania o dowody, ale ułatwiających prowadzenie
dyskusji naukowych.
Aksjomatyka oparta na doświadczeniu (empiryczna) powinna opierać się na trzech
twierdzeniach:
1. zjawiska realne są to aktualizacje idei;
2. aktualizacje są wyrazem (manifestacją) tworzywa (materii-energii) w przestrzeni i
czasie;
3. zjawiska realne ewoluują.
Idee są artykułowane w języku i przenoszone do wspólnot ludzkich. Idee ogólne,
pospolite, a więc i pojęcia przypominające w biologii określania gatunek, Są one
przenośnikami (carriers) naszej wiedzy o procesach i zachowaniach, co wskazuje na ich
znaczenie praktyczne i wiąże się z współczesnym pojęciem wiedzy produktywnej. Takie idee
ewoluują i kształtują siły sprawcze zmian. Można zatem powiedzieć, że ekonomika
ewolucyjna jest w istocie nauką o zmianach w ogólnej wiedzy, które powodują przepływy
między aktualizowanymi ideami ogólnymi. Stąd płynie wniosek, że aktualne zjawiska
(fenomeny), będące manifestacją idei są jednocześnie nośnikami wiedzy. Z powyższych tez
wynikają trzy pojęcia (koncepcje) aksjomatyki ontologicznej:
1. przenośniki wiedzy;
2. idee ogólne (generic) jako składniki procesu;
3. przyczynowości ewolucyjno-formatywne.
Trzecie z wyżej wymienionych pojęć prowadzi do wniosku, że nie można
sformułować prawa uniwersalnego w każdym czasie i przestrzeni. Ogólne idee mają
charakter praw zmiennych, które kształtują dynamikę społeczną, ale ulegają zmianom w
czasie. Konieczne jest przeto twierdzenie o czynniku niezmiennym (inwariantowym), aby
bliżej określić istotę procesu ewolucji społecznej i ekonomicznej. Takim inwariantem jest
następująca sekwencja, nazywana także reżymem ewolucyjnym, obejmująca trzy fazy:
(1) pojawienie się ogólnych idei → (2) następuje adaptacja ogólnych idei w skali
makro (cała ludność), dzięki różnym mechanizmom, jak np. selekcja, zależność od ścieżki
rozwoju, efektów uczenia się itp. → (3) pojawia się stabilizacja oparta na wysokiej
częstotliwości występowania aprobaty dla idei ogólnych.
199
U. Witt (ed.), The Evolving Economy: Essays on the Evolutionary Approach to Economics. Elgar,
Cheltenhan, UK, 2003.
200
C. Hermann-Pillath, Grundriss der Evolutionsökonomik, Witten 2002.
269
Widzimy, że proces ewolucji jest w istocie nieodwracalny i postrzegany jako
przechodzenie od jednego stanu dominacji ogólnych idei do drugiego. Ewolucja przedstawia
się jako genealogia reżimów (ustrojów) dochodzących do władzy dzięki aprobacie
zbiorowości podmiotów gospodarczych. Przy coraz wyraźniejszej zgodzie co do
produktywności ewolucyjnego podejścia do badania procesów społeczno-gospodarczych,
przedmiotem żywej dyskusji pozostaje zagadnienie siły sprawczej zmian systemowych.
Warto zapoznać się z głównymi wątkami sporów w tej materii.
15.2. Ewolucyjna teoria zmian instytucjonalnych
W obszernej literaturze związanej z teorią zmian instytucjonalnych łatwo dostrzeżemy
wpływ koncepcji głoszonych przez D.C.Northa, G.M.Hodgsona i występujących często we
współautorstwie – R.R.Nelsona i S.G.Wintera. Dla potrzeb naszego wykładu nie musimy
szczegółowo analizować rozważań tych wybitnych przedstawicieli współczesnej ekonomiki
instytucjonalnej, skupiając uwagę na głównych tezach dynamicznie rozwijającej się teorii
zmian instytucjonalnych, ujętej w ramy podejścia ewolucyjnego i eksponującej istotną rolę
procesu naturalnej selekcji.
Na samym początku warto zapoznać się z ogólnymi twierdzeniami na temat zmiany
instytucjonalnej, które przedstawił i bardzo zwięźle omówił North201.
Pierwsze twierdzenie brzmi: Ciągła interakcja między instytucjami i organizacjami,
zachodząca w ekonomicznym środowisku rzadkości (niedoborów), czyni z konkurencji klucz
do zrozumienia zmiany instytucjonalnej.
Zrozumienie istoty tego twierdzenia wymaga wcześniejszej separacji dwóch pojęć:
instytucji – jako reguł gry – i organizacji, jako zespołu graczy. Macierz instytucjonalna
determinuje w znacznym stopniu powstawanie i rozwój formalnej i nieformalnej struktury
organizacyjnej. Ewolucja likwiduje lub zamienia starzejące się organizacje na młode. North
dodawał, że wieloznaczność pojęć instytucja i organizacja stała się udręką w dyskusjach i
tworzeniu nowych po