Profesor Artur Starczewski zmarł w roku 2010. Pięć lat, które minęły

Komentarze

Transkrypt

Profesor Artur Starczewski zmarł w roku 2010. Pięć lat, które minęły
Profesor Artur Starczewski zmarł w roku 2010. Pięć lat, które minęły od jego śmierci to
długi czas dla coraz dynamiczniej rozwijającej się dziedziny projektowania graficznego. Ono także
podlega wizualnym modom, presjom, ułatwieniom jakie oferują technologie informatyczne. Artur
Starczewski specjalizował się w sztuce plakatu, a to przecież dziedzina najżywiej reagująca na
otaczającą rzeczywistość, gdyż ją na bieżąco komentuje. Jednak w dobrym plakacie, oprócz mniej
lub bardziej zakamuflowanych aluzji do aktualnych wydarzeń, atrakcyjnych bon motów,
spektakularnych konkluzji liczy się trudna do zdefiniowania zdolność interpretowania
rzeczywistości i dostrzegania wzajemnych powiązań w jej obrębie, czasem paradoksów; coś co jest
funkcją bardziej inteligencji i osobowości projektanta, niż umiejętnością spektakularnego przekładu
treści na formę graficzną, choć tego aspektu sztuki projektowej nie należy bynajmniej
bagatelizować. I to właśnie decyduje o ponadczasowości tej dyscypliny, mimo czasami
nieaktualnych już treści komunikatu. Plakaty Starczewskiego tę właśnie cechę posiadają i nie
utraciły jej mimo upływu lat.
Można zadać w tym miejscu pytanie czym tak naprawdę jest projektowanie, szczególnie
projektowanie plakatów. Plakat jako taki należy do dziedziny grafiki użytkowej, gdyż spełnia
funkcje informacyjne, reklamowe, propagandowe. Oszczędność środków plastycznego wyrazu,
dążność do umowności i metaforyki, bezpośredniość przekazu spowodowały, że gatunek ten
wykształcił własny język środków formalnych. Szczególny rozwój sztuki plakatu przypadał na I
poł. XX wieku i trwał do końca lat 70. Zmiany cywilizacyjne i społeczne, zwłaszcza ostatnich
dwudziestu lat, spowodowały wyparcie plakatu z przestrzeni publicznej i ludzkiej świadomości jako
środka przekazu informacji. W dzisiejszych czasach plakat i sztuka projektowa kojarzą się bardziej
z reklamą, umiejętnością dopasowania się do preferencji estetycznych i percepcyjnych
klienta/odbiorcy. Jest to również funkcją coraz bardziej drobiazgowej wiedzy danej projektantom,
wspomaganej nowoczesnymi metodami badań rynku. Dyskusyjną kwestią pozostaje czy nie
umniejsza to walorów intelektualnych i nie zamyka pola nieoczekiwanych skojarzeń, nie pozbawia
intelektualnej przygody (nie waham się użyć tego słowa) jaką niegdyś było spotkanie z plakatem.
Wyparcie plakatu z przestrzeni publicznej i zastąpienie go afiszami, banerami i bilbordami miało i
swoje dobre strony, gdyż nastąpiła pewna autonomizacja tej dyscypliny. Obszar oddziaływania
plakatu artystycznego ograniczony został do zamkniętych przestrzeni teatrów, sal operowych lub
wystawowych. Sam plakat nabrał cech kreacji autorskiej i z dziedziny wybitnie utylitarnej w
obszarze sztuk plastycznych, aspirował do coraz bardziej wysublimowanej, artystycznej dyscypliny.
Plakat autorski w dzisiejszym wydaniu jest komentarzem, nieraz gorzkim i sarkastycznym,
otaczającej rzeczywistości, jego projektowanie - reagowaniem na problemy współczesnego świata,
umiejętnością ich dostrzegania, przy zachowaniu odpowiedniej dozy krytycyzmu, poczucia
humoru, kreatywnej interpretacji. Wszystko to musi znaleźć atrakcyjną i wartościową formę
plastyczną – skrótową, zgodną z zasadami ludzkiej percepcji wizualnej, ale i ambitną i nie idącą na
skróty. Takie były plakaty przypisywane tzw. polskiej szkole plakatu. Takie są plakaty Artura
Starczewskiego.
Oglądając je dzisiaj - i te ostatnie, kiedy już w użyciu były nowoczesne środki
technologiczne, i te z lat sześćdziesiątych, gdy triumfy święciła tzw. polska szkoła plakatu,
niezmiennie odnosi się wrażenie, że są wciąż aktualne, że nie zatraciły delikatnego sarkazmu i
inteligentnej ironii, przez które przebija rys osobowości autora. Swoją karierę plakacisty zaczynał
Artur Starczewski w latach 60. Wówczas to już jako samodzielny artysta, absolwent katowickiego
Wydziału Grafiki ASP w Krakowie dołączył do grona grafików – projektantów plakatów będących
u szczytu artystycznego powodzenia. Polscy plakaciści święcili właśnie w drugiej połowie lat 60. i
w następnej dekadzie swe największe triumfy, a wraz z nimi grupa śląskich artystów, określanych
często przez literaturę przedmiotu jako „śląska szkoła plakatu”, ze względu na dużą liczbę
wybitnych projektantów wywodzących się z katowickiej uczelni. Z katowicką szkołą, poprzez
swoje studia, a nierzadko późniejszą w niej pracę, związani byli tacy wybitni twórcy plakatu jak:
Józef Mroszczak (w latach 1930-34), Franciszek Starowieyski (w latach 1949-52), Wiktor Górka
(dyplom w 1952), Waldemar Świerzy, Roman Cieślewicz (dyplom w 1955), Władysław Pluta
(dyplom w 1974), Roman Kalarus (dyplom w 1976), Tadeusz Grabowski, Tomasz Jura i wielu
innych artystów. Od 1965 roku odbywały się w Katowicach Ogólnopolskie Biennale Plakatu. Plakat
śląski mocno artykułował tu swoją pozycję, jednocześnie wpisywał się swą specyfiką w nurt
ogólnopolski. Inne znaczące środowiska, które ów nurt współtworzyły związane były z Warszawą i
Wrocławiem. Polski plakat lat 60. i 70. pojawiał się i zdobywał nagrody na licznych wystawach i
konkursach na całym świecie. Urzekał różnorodnością postaw artystycznych, celnością skojarzeń,
inteligentną puentą. Trzeba również przyznać, że mimo cenzury i ograniczonych możliwości
finansowych, cieszył się poparciem państwowego mecenasa. Być może właśnie cenzura
zadecydowała o kreatywności artystów, umiejących bezbłędnie posługiwać się aluzją,
niedopowiedzeniem, niejednoznacznymi skojarzeniami, które były od razu rozszyfrowywane przez
wyczulone na takie zabiegi społeczeństwo. Paradoksalnie w gospodarce powszechnego niedoboru
plakatem polskim nie rządziły nieubłagane prawa konkurencji i konsumpcjonizmu. Twórcy mogli
sobie zatem pozwolić na oryginalną formę artystyczną, ambitną projektowo i wyzwoloną z presji
konsumenckich gustów. Kreatywność projektantów ówczesnych plakatów sprawiała, że żyły one
swoim własnym życiem, traktując reklamowany produkt jako pretekst do rozwijania autorskich
skojarzeń. Każdy z wybitnych twórców sztuki plakatu wypracował swój własny, niepowtarzalny
styl – a to wywodzący się od technik malarskich, poprzez typograficzne, rysunkowe czy graficzne.
Stosowano także fotomontaż, bo o wspomaganiu technikami cyfrowymi oczywiście wtedy nie było
mowy. Można mówić wręcz o swoistej eksplozji osobowości twórczych, co tak wyraźnie widać
właśnie na przykładzie śląskiego środowiska. Stan ten przetrwał do okresu transformacji
ustrojowej, kiedy to narzucane odgórnie warunki dystrybucji (dotyczyło to zwłaszcza filmów)
preferowały określony rodzaj reklamy. A i weterani pokolenia tworzącego niegdyś polską szkołę
plakatu zaczęli odchodzić. Plakat powoli umierał, choć wciąż nie brakowało i nie brakuje młodych
kontynuatorów jego wspaniałej tradycji, lecz nie ma już Waldemara Świerzego, Franciszka
Starowieyskiego, Tomasza Jury, Zbigniewa Pieczykolana, Artura Starczewskiego...
Starczewski od 1973 roku nieprzerwanie związany był z cieszyńskim Instytutem Sztuki,
gdzie przeszedł przez wszystkie szczeble kariery awansowej, otrzymując w roku 1998 tytuł
profesora sztuk plastycznych. Był jedynym z tych, którzy organizowali od podstaw kształcenie
artystyczne wówczas jeszcze w Filii Uniwersytetu Śląskiego w Cieszynie. Pełnił funkcje
prodziekana, kierownika Zakładu Wiedzy Wizualnej, potem katedry Projektowania Graficznego.
Jego aktywność koncentrowała się również na działalności naukowej i społecznej w obszarze
Uniwersytetu i poza nim – był pełnomocnikiem rektora ds. współpracy z uniwersytetem w Wilnie.
W środowisku plastyków katowickich przez jakiś czas pełnił funkcję prezesa Związku Artystów
Plastyków. Przez cały ten okres niestrudzenie tworzył plakaty.
Jakie są plakaty Artura Starczewskiego? Można powiedzieć, że posiadają cechy wspólne z
tym, co określono jako polski styl sztuki plakatu – są zwięzłe, inteligentne, zaskakują
nieoczekiwana puentą, a jednocześnie nie epatują narracją i nadmiarem efektów plastycznych.
Chętnie sięgają po rozwiązania typograficzne, niekiedy redukując formę plastyczną tylko do tego
środka wyrazu. W niektórych plakatach Starczewski posługuje się fotomontażem i wyciętym z
naturalnego kontekstu fragmentem fotografii. Nie stroni też od zderzania różnych faktur, co jest
efektem tak silnie działającym, że zastępuje rozbudowaną kompozycje plastyczną. Widoczna w
jego plakatach jest skłonność do posługiwania się językiem geometrii. Jest mu on zdecydowanie
bliższy niż efekty malarskie, które pojawiały się w projektach innych reprezentantów tego nurtu np.
u Waldemara Świerzego, czy rysunkowe jak np. u Franciszka Starowieyskiego. Proste formy –
najczęściej pochodne sześcianu, efekty linearne, nieraz multiplikowane, czyste, nasycone, płasko
nakładane kolory – to arsenał środków, które stosował artysta w swych plakatach. Warto zauważyć,
że większość z nich powstawała w czasach, gdy cały proces projektowania odbywał się przy
pomocy tradycyjnych narzędzi – nożyczek, kleju, kolorowych apli, klasycznego aparatu
fotograficznego i powiększalnika. Zdobycie materiałów malarskich, nawet dla zrzeszonych w ZPAP
artystów, nie było łatwe, siłą rzeczy narzucało więc ekonomię użytych środków. Stwarzało to pole
do popisu dla własnej kreatywności, uaktywniało pokłady wyobraźni i wymagało dobrego
warsztatu. Ów warsztat polegał często na opanowaniu czysto technicznych umiejętności - biegłości
w posługiwaniu się pędzlem, grafionem, piórkiem, ołówkiem. Projektanci radzili sobie domowymi
sposobami z nierówno kryjącą farbą, pomniejszaniem bądź powiększaniem napisów na plakacie,
itp. Dzisiaj to wszystko jest łatwo osiągalne dzięki programom komputerowym i często trudno
sobie uzmysłowić, że plakaty z najlepszego okresu istnienia tej dyscypliny, które dziś są obiektem
podziwu i przedmiotem analiz, powstawały w pionierskich warunkach, a ich twórcy oprócz błysku
intelektu, musieli wykazywać się także zmysłem praktycznym. Jeśli ktoś zna z autopsji tamte
realia, spojrzy na projekty Starczewskiego również od tej strony.
Płaszczyzn odbioru jest tu jednak znacznie więcej. Każdy, kto zetknął się z Arturem
Starczewskim, z łatwością dostrzeże błysk jego specyficznego humoru w pozornie ascetycznych
rozwiązaniach. Można zaryzykować twierdzenie, że kryje się w nich rys osobowości artysty – z
jednej strony gawędziarza i miłego rozmówcy, ale i bystrego obserwatora, patrzącego na świat z
pewnego dystansu. Nieraz jego konkluzje były gorzkie, a wesołość tylko pozorna. Nigdy jednak nie
było w nich pesymizmu i odrzucenia, a raczej rozumna konstatacja nad naturą świata i człowieka.
Oglądając plakaty Starczewskiego nieodparcie nasuwa się refleksja, że są one zapisem
różnych sytuacji i wydarzeń. Twórca, jak większość ówczesnych plakacistów, realizował projekty
poświęcone różnorodnej problematyce, tylko nieliczni projektanci mogli sobie bowiem wówczas
pozwolić na luksus specjalizowania się w określonej tematyce, lub jednorodnych gatunkowo
cyklach. Są więc w dorobku Artura Starczewskiego i plakaty kulturalne, i społeczne, wreszcie
polityczne. Podziwiając ich rozwiązania projektowe, ogląda się je z pewną nostalgią jaka na ogół
towarzyszy powrotom do przeszłych czasów. Przywołują często minione realia i ich kontekst
sytuacyjny, uruchamiają ciąg skojarzeń. Jak podczas seansu filmowego oczami wyobraźni,
stymulowanymi czułą pamięcią, widzimy zdarzenia kulturalne, pierwszomajowe pochody, nadęte
akcje propagandowe czasów PRL-u... Plakat jak żadna inna wypowiedź plastyczna ma dar
rekonstruowania czasu minionego, poprzez reanimację konkretnych zdarzeń, lecz także dlatego, że
jest odbiciem retoryki czasu, w którym powstał. Nie tylko na treści przekazu ale i na jego języku
plastycznym mimowolnie odciska się ślad epoki. W przypadku prac Starczewskiego czuć
specyficzny styl projektowy, w najlepszym tego słowa znaczeniu, dominujący w latach 70. Artysta
jako projektant szedł z duchem czasu, ale tak naprawdę pozostał jednym z tych, którzy zbudowali
właśnie w tej dekadzie zręby stylu polskiego plakatu.
Warto i tak spojrzeć na jego plakatowy dorobek.
Aleksandra Giełdoń - Paszek

Podobne dokumenty